Gaia AI Factory: nowa Fabryka Sztucznej Inteligencji powstanie w Krakowie

Polska zyska drugą Fabrykę Sztucznej Inteligencji – projekt Gaia AI Factory, koordynowany przez Akademickie Centrum Komputerowe Cyfronet AGH w Krakowie, został oficjalnie ogłoszony 10 października przez wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. W wydarzeniu uczestniczyli również wiceministrowie Dariusz Standerski i Maria Mrówczyńska. Fabryka powstanie dzięki wspólnemu finansowaniu Polski i Komisji Europejskiej, a całkowita wartość inwestycji to 70 milionów euro – po połowie ze środków krajowych i unijnych.

Nowe centrum obliczeniowe w Krakowie stanie się częścią europejskiej sieci Fabryk AI, które tworzą wspólną przestrzeń rozwoju badań, innowacji i wdrożeń sztucznej inteligencji. Jak podkreślił minister Krzysztof Gawkowski, celem projektu jest nie tylko zwiększenie mocy obliczeniowej kraju, ale także budowa „cyfrowej suwerenności Polski”. Minister zaznaczył, że Gaia AI Factory wzmocni pozycję naszego kraju jako jednego z liderów rozwoju zaufanej, przejrzystej i odpowiedzialnej AI w Europie, ściśle powiązanej z wartościami demokratycznymi i zasadami etyki technologicznej.

Wiceminister nauki Maria Mrówczyńska podkreśliła znaczenie synergii nauki i biznesu w realizacji projektu. Gaia AI Factory – jak zauważyła – umożliwi szybszy transfer wyników badań naukowych do gospodarki, co jest jednym z kluczowych priorytetów Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Dzięki nowoczesnej infrastrukturze i współpracy między uczelniami, instytucjami badawczymi a sektorem prywatnym, Polska zyska realną szansę, by stać się centrum rozwoju technologii AI w Europie Środkowo-Wschodniej. Liderem konsorcjum jest Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, uznawana za jeden z najbardziej innowacyjnych ośrodków naukowych w regionie.

Projekt realizowany jest w ramach Europejskiego Wspólnego Przedsięwzięcia w zakresie Obliczeń Wielkiej Skali (EuroHPC JU). Obejmuje nie tylko budowę infrastruktury obliczeniowej nowej generacji, ale też stworzenie ekosystemu wspierającego rozwój zaawansowanych technologii opartych na sztucznej inteligencji. Gaia AI Factory ma stać się platformą współpracy dla naukowców, startupów, przedsiębiorstw i instytucji publicznych. Celem jest rozwój technologii zgodnych z europejskimi wartościami – transparentnych, zaufanych i odpowiedzialnych społecznie.

Jak zapowiedział wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, nowa infrastruktura będzie wyposażona w ponad tysiąc procesorów graficznych (GPU) zoptymalizowanych pod kątem trenowania dużych modeli językowych (LLM) i systemów generatywnych. Fabryka AI w Krakowie ma być kilkukrotnie szybsza od obecnego superkomputera Helios. Jej działalność obejmie trzy strategiczne obszary: ochronę zdrowia, sektor kosmiczny oraz rozwój dużych modeli językowych, które znajdują zastosowanie w automatyzacji, tłumaczeniach, analizie danych i komunikacji człowiek–maszyna.

Fabryka Gaia stanie się również częścią międzynarodowego systemu współpracy – wraz z PIAST AI Factory w Poznaniu oraz fińskim ośrodkiem LUMI AI Factory będzie tworzyć rozproszony ekosystem wspierający badania i innowacje w całej Europie. Współdziałanie tych centrów ma przyspieszyć wymianę danych, rozwój wspólnych projektów naukowych i zwiększyć dostęp do mocy obliczeniowej dla instytucji badawczych i startupów z regionu.

Projekt Gaia AI Factory wpisuje się również w szerszą unijną inicjatywę AI Gigafactories, w której uczestniczą Polska, Estonia, Litwa i Łotwa. Celem programu jest stworzenie infrastruktury obliczeniowej nowej generacji, zdolnej do obsługi modeli o bilionach parametrów. O ile Fabryki AI, takie jak Gaia i PIAST, wspierają badania i wdrożenia na poziomie krajowym, o tyle Gigafabryki AI mają stanowić trzon europejskiego systemu rozwoju najbardziej zaawansowanych modeli – w tym multimodalnych, symulacyjnych i językowych. Oba projekty są elementem budowy suwerennego europejskiego ekosystemu sztucznej inteligencji, który ma uniezależnić Europę od zewnętrznych dostawców technologii.

Powstanie Gaia AI Factory to nie tylko inwestycja infrastrukturalna, ale i ważny symbol rozwoju polskiej nauki i cyfrowej niezależności. Polska, która jeszcze dekadę temu pełniła głównie rolę użytkownika technologii importowanych z Zachodu, dziś współtworzy europejski system rozwoju AI. Dzięki temu zyskuje nie tylko nową pozycję na mapie technologicznej Europy, ale też możliwość kształtowania kierunku rozwoju sztucznej inteligencji zgodnie z własnymi priorytetami i wartościami.

Grzegorz Wrona nowym wiceministrem aktywów państwowych. Będzie nadzorował spółki górnicze i rolno-spożywcze

Grzegorz Wrona nowym wiceministrem aktywów państwowych. Będzie nadzorował spółki górnicze i rolno-spożywcze

Premier Donald Tusk z dniem 8 października 2025 roku powołał Grzegorza Wronę na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Nowy wiceminister będzie odpowiedzialny za nadzór nad spółkami z branży górniczej i rolno-spożywczej. Nominację wręczył mu minister aktywów państwowych Wojciech Balczun.

„Bardzo liczę na owocną i merytoryczną współpracę z Panem Ministrem Grzegorzem Wroną. Zadań mamy multum i raczej z kategorii poważnych menadżerskich wyzwań” – powiedział minister Balczun podczas uroczystości wręczenia nominacji.

W wydarzeniu uczestniczyli również wiceministrowie Konrad Gołota i Robert Kropiwnicki.

Doświadczony menedżer i strateg

Grzegorz Wrona ma ponad 30-letnie doświadczenie w zarządzaniu w sektorze publicznym i prywatnym. Uznawany jest za praktyka i stratega z bogatym dorobkiem w zakresie organizacji, planowania i wdrażania procesów zarządczych.

Nowy wiceminister jest absolwentem Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz Akademii Rolniczej w Krakowie. Ukończył również studia podyplomowe w kilku renomowanych uczelniach, m.in. w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie oraz Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.

Od czerwca 2024 roku pełnił funkcję zastępcy prezydenta Rzeszowa, gdzie odpowiadał m.in. za rozwój gospodarczy i współpracę z sektorem przedsiębiorstw komunalnych.

Nadzór nad kluczowymi sektorami

W ramach swoich obowiązków w Ministerstwie Aktywów Państwowych Grzegorz Wrona będzie nadzorował spółki z branży górniczej i rolno-spożywczej, które należą do strategicznych obszarów gospodarki nadzorowanych przez resort.

Objęcie stanowiska przez Wronę wpisuje się w szersze działania rządu zmierzające do restrukturyzacji sektora surowcowego oraz zwiększenia efektywności spółek rolnych i przetwórczych należących do Skarbu Państwa. Jego doświadczenie menedżerskie ma pomóc w poprawie zarządzania, usprawnieniu procesów inwestycyjnych i wzmocnieniu pozycji państwowych podmiotów na rynku.

Kierunek: profesjonalizacja nadzoru właścicielskiego

Nominacja Grzegorza Wrony jest częścią konsekwentnej polityki rządu Donalda Tuska, zmierzającej do profesjonalizacji kadr kierowniczych w spółkach Skarbu Państwa i zwiększenia transparentności zarządzania. W ostatnich miesiącach w Ministerstwie Aktywów Państwowych doszło do szeregu zmian personalnych, które mają zapewnić bardziej efektywny nadzór właścicielski nad strategicznymi sektorami gospodarki.

Minister Wojciech Balczun podkreślił, że przed resortem stoi wiele zadań związanych z modernizacją i transformacją polskiego przemysłu:

„Zadań mamy wiele – to poważne, menadżerskie wyzwania. Ale jestem przekonany, że wspólnie damy radę sprostać oczekiwaniom społecznym i gospodarczym, jakie stoją przed naszym resortem” – zaznaczył szef MAP.

CBA zatrzymało cztery osoby w śledztwie dotyczącym zmowy przetargowej w jednostkach wojskowych

7 października 2025 r. funkcjonariusze Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Krakowie zatrzymali cztery osoby w związku ze śledztwem dotyczącym zmowy przetargowej. Postępowanie nadzoruje Wydział do Spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Zatrzymania i zabezpieczenia

Wśród zatrzymanych znalazło się dwoje emerytowanych żołnierzy – obecnie pracowników cywilnych jednostki wojskowej – a także pracownik fizyczny zaangażowany w prace serwisowe w jednostkach wojskowych oraz prywatny przedsiębiorca prowadzący działalność w branży materiałów pędnych i smarów (MPS).

Czynności zostały przeprowadzone na polecenie prokuratury. Funkcjonariusze CBA zabezpieczyli telefony komórkowe, gotówkę oraz dokumentację urzędową, mogącą stanowić dowód w sprawie.

Mechanizm przestępczy

Śledztwo prowadzone przez krakowską Delegaturę CBA dotyczy bezprawnego wpływania na wyniki postępowań przetargowych organizowanych przez jednostki wojskowe na terenie całego kraju. Z ustaleń wynika, że przedstawiciele firm działających w branży MPS, działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, mieli przekazywać gratyfikacje osobom pełniącym funkcje publiczne.

Korzyści te trafiały m.in. do pracowników i żołnierzy jednostek wojskowych, inspektorów Wojskowych Dozorów Technicznych, Okręgowych Urzędów Miar oraz prywatnych przedsiębiorców. Proceder ten prowadził do niekorzystnego rozporządzania mieniem przez jednostki wojskowe, które odpowiadały za zabezpieczenie finansowe i logistyczne Sił Zbrojnych RP, działając tym samym na szkodę interesów ekonomicznych państwa.

Podstawą wszczęcia śledztwa były materiały przekazane przez Inspektorat Służby Kontrwywiadu Wojskowego w Krakowie w ramach zawartego porozumienia z CBA. Przestępstwa miały miejsce w okresie od stycznia 2023 r. do kwietnia 2024 r.

Zarzuty i środki zapobiegawcze

Zatrzymani zostali doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, gdzie usłyszeli zarzuty m.in. zakłócania przetargu publicznego, fałszerstwa intelektualnego, ujawnienia tajemnicy służbowej, sprzedajności urzędniczej oraz nadużycia funkcji publicznej.

Prokurator zastosował wobec nich środki zapobiegawcze w postaci dozoru Policji, zakazu kontaktowania się z określonymi osobami oraz zakazu ujawniania informacji z postępowania.

Śledztwo w toku

Jak poinformowało CBA, była to już czwarta realizacja w ramach prowadzonego postępowania przygotowawczego. Dotychczas zarzuty usłyszało łącznie 16 osób. Śledztwo ma charakter rozwojowy i nie są wykluczone kolejne zatrzymania.

OZZ i użytkownicy praw autorskich chcą reformy systemu wynagradzania pracy twórców

Jedno okienko dla użytkowników praw autorskich i większa przejrzystość systemu – to najważniejsze postulaty, jakie padły podczas debaty przedstawicieli organizacji zbiorowego zarządzania i użytkowników praw autorskich na 52. Międzynarodowej Konferencji PIKE – CONNECT w Łodzi. Obie strony zapowiedziały chęć współpracy nad reformą krajowego systemu i jego dostosowaniem do prawa unijnego oraz orzecznictwa TSUE, licząc na aktywne wsparcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Na 52. Międzynarodowej Konferencji Operatorów Komunikacji Elektronicznej PIKE – CONNECT w Łodzi dyskutowano o potrzebie wypracowania równowagi interesów między OZZ, operatorami i twórcami oraz o przyszłości polskiego rynku zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. W debacie uczestniczyli eksperci prawa autorskiego, przedstawiciele organizacji zbiorowego zarządzania, środowisk kreatywnych, nadawców i sektora cyfrowego. Rozmowy koncentrowały się na poszukiwaniu rozwiązań, które umożliwią modernizację systemu i lepsze dostosowanie go do potrzeb wszystkich stron. Wśród kluczowych tematów znalazły się opłaty za reemisję, wysokość stawek i kształt tabel opłat w kontekście zmieniających się przepisów oraz wprowadzenie koncepcji „one stop shop” w systemie zarządzania prawami autorskimi.

Jest wola współpracy, teraz pora na działania

Uczestnicy spotkania byli zgodni, że udało się nawiązać nić porozumienia i strony współtworzące rynek praw autorskich w Polsce są gotowe do wspólnej pracy nad rozwiązaniami, które pozwolą pogodzić interes twórców i użytkowników praw autorskich. – Deklarujemy pełną gotowość do dalszych rozmów z użytkownikami praw autorskich. Cieszymy się, że trwa dialog o mechanizmach, które mogłyby realnie ułatwić współpracę między OZZ a operatorami. Jesteśmy przekonani, że dla porozumienia kluczowa będzie postawa użytkowników praw. Rośnie świadomość potrzeby uporządkowania rynku i stworzenia ram dla stabilnej współpracy. Zachęcamy wszystkie zainteresowane podmioty do włączania się w te rozmowy – mówił Piotr Chaberski, Zastępca Dyrektora Stowarzyszenia Filmowców Polskich – Związku Autorów i Producentów Audiowizualnych SFP-ZAPA .

Eksperci podkreślali, że dialog powinien szybko przełożyć się na konkretne zmiany, bo tempo transformacji rynku nie pozwala na zwłokę. Zwracali uwagę, że tradycyjna działalność nadawcza traci na znaczeniu, a reemisja, streaming i klasyczne nadawanie stają się dla siebie konkurencyjne. Wskazywali na potrzebę ujednolicenia zasad dla różnych metod docierania do odbiorców z treściami chronionymi prawami autorskimi, ponieważ obecne przepisy nie nadążają za rozwojem technologii. W tym kontekście istotne staje się również dostosowanie stawek w tabelach opłat. Eksperci zgodnie zaznaczali, że kluczowe dla powodzenia reform jest stałe zaangażowanie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dalsze prace nad systemem.

Potrzeba jednego okienka i porządków w opłacie reprograficznej

W trakcie dyskusji wybrzmiało również stanowisko branży technologicznej wobec opłaty reprograficznej. – Branża nie jest przeciwko opłacie reprograficznej samej w sobie. Konsekwentnie od lat ją płaci. Chcemy jednak, aby spełniała swoją rolę. Musi w tym celu być powszechna. Wszyscy zobowiązani powinni zapłacić, aby rynek miał poczucie sprawiedliwości, a twórcy otrzymywali należną rekompensatę. Po drugie jednak wysokość opłaty reprograficznej musi być umocowana w ogólnopolskim badaniu kopiowalności, które pozwoli nam obliczyć stratę, jaką ponoszą artyści z tytułu legalnego kopiowania. Po trzecie konieczne jest dostosowanie krajowego rozporządzenia do przepisów UE. Wciąż do rozwiązania mamy m.in. kwestie rozróżnienia konsumenckich i biznesowych zakupów sprzętu objętego opłatą – mówił Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Przedstawiciel sektora cyfrowego odniósł się również do rozwiązania “one stop shop”, czyli jednego okienka, w którym użytkownicy praw autorskich mogliby rozliczać się z OZZ. – Niewątpliwie wdrożenie rozwiązania “one stop shop” na rynku zarządzania prawami autorskimi miałoby kolosalne znaczenie. Jedno okienko ograniczyłoby łączne koszty funkcjonowania całego systemu, radyklanie zmniejszyłoby koszt inkasa środków przez OZZ z korzyścią dla twórców. To rozwiązanie kluczowe z perspektywy transparentności systemu i przejrzystości przepływu środków – argumentował prezes Związku Cyfrowa Polska.

Scoring BIK a zdolność kredytowa – czego nie wiedzą Polacy o swojej ocenie w systemie kredytowym

Aż 77% Polaków przyznaje, że nie wie, czym jest scoring kredytowy – wynika z najnowszego badania konsumenckiego przeprowadzonego przez Biuro Informacji Kredytowej (BIK). Większość respondentów błędnie utożsamia go z oceną dochodów, które bank bierze pod uwagę przy udzielaniu kredytu. Tymczasem scoring BIK i zdolność kredytowa to dwa zupełnie różne pojęcia, które pełnią odmienne funkcje w procesie oceny ryzyka kredytowego.

Czym jest zdolność kredytowa i dlaczego nie należy jej mylić ze scoringiem

Zdolność kredytowa to podstawowy element każdej decyzji kredytowej. Instytucja finansowa – bank, SKOK lub firma pożyczkowa – analizuje, czy klient będzie w stanie spłacić swoje zobowiązanie w terminie, wraz z odsetkami. W tej ocenie uwzględnia się wysokość oraz stabilność dochodów, miesięczne wydatki, inne zobowiązania finansowe, a także ogólną sytuację życiową kredytobiorcy.

Banki pozyskują dane o dochodach z dokumentów przedstawionych przez klienta lub z analizy rachunku bankowego, natomiast informacje o innych kredytach i ich spłacie – z zewnętrznych baz danych, takich jak BIK. Zdolność kredytowa to więc ocena „siły finansowej” wnioskodawcy i jego możliwości regulowania zobowiązań w przyszłości.

Scoring BIK natomiast nie dotyczy poziomu dochodów. Jest to wskaźnik statystyczny, który określa prawdopodobieństwo terminowej spłaty kredytów na podstawie historii kredytowej klienta. W praktyce można powiedzieć, że scoring to „ocena reputacji kredytowej”, a zdolność – „ocena możliwości finansowych”.

Jak działa scoring BIK

Scoring BIK to punktowa ocena wiarygodności kredytowej konsumenta, opracowywana na podstawie danych zgromadzonych przez Biuro Informacji Kredytowej. Wartość scoringu może mieścić się w przedziale od 0 do 100 punktów – im wyższy wynik, tym większe prawdopodobieństwo, że klient będzie terminowo regulował swoje zobowiązania.

Na wynik scoringu wpływają cztery główne czynniki:

  1. Terminowość spłat kredytów – najważniejszy element, mający największy wpływ na ocenę punktową. Nawet jedno opóźnienie może znacząco obniżyć wynik.
  2. Korzystanie z produktów kredytowych – regularne i odpowiedzialne korzystanie z kredytów, kart kredytowych czy limitów w koncie buduje pozytywną historię.
  3. Poziom zadłużenia – im większe wykorzystanie dostępnych limitów, tym większe ryzyko nadmiernego obciążenia finansowego.
  4. Wnioskowanie o nowe kredyty – częste i gwałtowne składanie wniosków może być sygnałem, że klient desperacko szuka finansowania, co zwiększa ryzyko niespłacenia długu.

Każdy z tych czynników ma różną wagę. Terminowość i sposób korzystania z produktów finansowych są kluczowe, podczas gdy sama liczba wniosków o kredyt ma znaczenie mniejsze – o ile są składane w rozsądnych odstępach czasu.

Czy wnioski o kredyt obniżają scoring BIK? Nie zawsze

Jednym z najczęstszych mitów, jakie funkcjonują wśród konsumentów, jest przekonanie, że każde złożenie wniosku o kredyt obniża scoring BIK. Biuro Informacji Kredytowej podkreśla, że nie jest to prawda.

Zgodnie z obowiązującymi zasadami, jeśli klient w ciągu 14 dni składa kilka wniosków o ten sam rodzaj kredytu (np. hipoteczny lub gotówkowy) w różnych bankach lub SKOK-ach, są one traktowane jako jedno zapytanie. Oznacza to, że można porównywać oferty kilku instytucji bez ryzyka pogorszenia swojej oceny punktowej.

Statystyki BIK pokazują, że w niemal 99% przypadków kredyt zostaje wypłacony w ciągu 14 dni od pierwszego zapytania, co potwierdza praktyczne znaczenie tego okresu ochronnego. Takie rozwiązanie zachęca do świadomego wyboru najkorzystniejszej oferty kredytowej, bez obaw o negatywne skutki dla historii kredytowej.

Dlaczego warto znać swój scoring i dbać o niego

Wielu konsumentów w Polsce nie zdaje sobie sprawy, że scoring BIK można sprawdzić samodzielnie – i że regularne monitorowanie własnej historii kredytowej może zapobiec poważnym problemom finansowym.

Serwis bik.pl oferuje dostęp do Raportu BIK, w którym zawarte są wszystkie informacje o zaciągniętych kredytach, terminowości spłat oraz aktualna ocena punktowa. Dodatkowo dostępne narzędzie Analizator kredytowy BIK pozwala przeprowadzić symulację analizy zdolności kredytowej, podobną do tej, jaką wykonują banki przed udzieleniem kredytu.

Dzięki temu każdy może w prosty sposób ocenić, czy jego budżet udźwignie nowe zobowiązanie, zanim złoży wniosek w instytucji finansowej. To szczególnie istotne, ponieważ niekontrolowane zadłużanie się jest jednym z głównych powodów popadania w tzw. pętlę kredytową.

Rola BIK w ochronie konsumentów i stabilności systemu finansowego

Biuro Informacji Kredytowej działa od 1997 roku i jest wiodącym w Polsce rejestrem kredytowym. Gromadzi dane o zobowiązaniach kredytowych konsumentów i przedsiębiorców, które następnie udostępnia instytucjom finansowym. Dzięki temu banki mogą rzetelnie ocenić sytuację finansową swoich klientów, a konsumenci – lepiej zarządzać własnym budżetem.

BIK odgrywa również ważną rolę edukacyjną – prowadzi kampanie informacyjne dotyczące bezpieczeństwa finansowego, przeciwdziałania nadmiernemu zadłużaniu się i ochrony przed wyłudzeniami. Zgodnie z misją instytucji, głównym celem jest wspieranie odpowiedzialnego korzystania z kredytów i pożyczek, a nie utrudnianie ich dostępu.

Świadome zarządzanie finansami – korzyść dla każdego

Dobra historia kredytowa i wysoki scoring BIK to nie tylko większe szanse na uzyskanie kredytu, ale również możliwość negocjowania lepszych warunków finansowych. Banki często oferują niższe oprocentowanie lub wyższy limit kredytowy osobom, które mają pozytywny profil kredytowy.

Z drugiej strony, osoby z niskim scoringiem mogą spotkać się z odmową udzielenia kredytu, a nawet jeśli go otrzymają – koszt finansowania może być znacznie wyższy. Warto więc dbać o terminowość spłat, unikać nadmiernego zadłużania się i regularnie monitorować własny profil w BIK.

Czy firmy naprawdę wracają do biur? Praca zdalna, hybrydowa i nowe wyzwania dla rynku pracy

Formuła pracy zdalnej od czasów pandemii zyskała wielu zwolenników. Jednak na rynku pracy coraz wyraźniej widać, że opcja zdalna nie zawsze spełnia oczekiwania pracodawców, ale też samych pracowników. Ostatnio szerokim echem odbiła się w mediach informacja o decyzji jednego z potentatów rynku e-commerce o przywróceniu pracy stacjonarnej. Wbrew pozorom nie jest to zjawisko odosobnione. Dlaczego pracodawcy rozważają powrót do pracy stacjonarnej i czy to jeszcze możliwe? Opowiada Natalia Horbunova, przedstawicielka firmy Quercus, specjalizującej się we wdrożeniach nowoczesnych narzędzi w obszarze HR.

Rzeczywiście coraz częściej mówi się w mediach o odwrocie od pracy zdalnej i powrocie do biur. Nie sądzę jednak, aby możliwe było zupełne przestawienie się na model stacjonarny, zwłaszcza w tych branżach, które w ostatnich latach pracowały zdalnie. Przykładem jest branża IT, w której home office jest standardem. Taki model w naszym sektorze był popularny jeszcze przed okresem pandemii. A to pandemia zmusiła wiele firm, z różnych sektorów gospodarki, do pracy zdalnej. I w wielu przypadkach model ten okazał się na tyle efektywny, że firmy działają na tej zasadzie do dzisiaj.

Z punktu widzenia pracowników praca zdalna jest przede wszystkim wygodna, oznacza komfort pracy w przyjaznym środowisku, bez konieczności dojazdów, a więc również oszczędność czasu. Jest ponadto bardzo elastyczna, bo czas pracy można dostosowywać, oczywiście w uzgodnionym z pracodawcą zakresie, do życia prywatnego (odbieranie dzieci ze szkoły, wizyty lekarskie itp.). Problemem może okazać się utrzymanie motywacji i zaangażowania pracowników, a także zapewnienie płynnego przepływu informacji między członkami zespołu.

Oczywiście z tymi problemami powinni poradzić sobie menedżerowie posiadający odpowiednie kompetencje do zarządzania rozproszonym zespołem. Utrzymane jego motywacji i zaangażowania jest zadaniem niełatwym, ale nie niemożliwym – to kwestia wykorzystania odpowiednich narzędzi. Z punktu widzenia menedżerów istotna jest też zmiana podejścia do oceny efektywności pracy – w zespole rozproszonym sprawdza się system zadaniowy – weryfikacja stopnia realizacji poszczególnych etapów prac jest łatwiejsza, pozwala też utrzymać odpowiedni rytm działania.

Warto jednak pamiętać, że wiele firm, których zespoły pracują zdalnie, nadal utrzymuje swoje siedziby. A to, zwłaszcza w ostatnich latach, wiąże się ze sporymi kosztami. Nie dziwi więc fakt, że ci przedsiębiorcy chcą te koszty zoptymalizować, a więc wykorzystywać przestrzenie biurowe, nawet jeśli nie w pełnym zakresie. Dlatego wiele z nich zachęca pracowników do powrotu do biur. Powinni jednak podejmować takie kroki w sposób przemyślany, bo pracownicy, przyzwyczajeni do elastyczności i komfortu, jakie daje home office, mogą odczuwać dyskomfort w związku z koniecznością powrotu do biura.

Kluczowe jest zatem znalezienie balansu, czyli opracowanie takiej formuły współpracy, która jest korzystna zarówno z punktu widzenia pracodawcy, jak i pracowników. W przypadku branży IT formuła hybrydowa, np. 3/2, wydaje się być dobrym kompromisem (3 dni pracy w biurze, 2 zdalnie). Zanim jednak taki podział pracy zostanie wprowadzony na stałe, warto sprawdzić czy i na ile pracownicy zdalni zmienili swoje życie, pracując z domu, bo mogli na przykład wyprowadzić się na tyle daleko, że dojazd do pracy kilka razy w tygodniu byłby zbyt czasochłonny, albo nieefektywny ekonomicznie. To wcale nie są odosobnione przypadki. W takich sytuacjach pracodawca powinien rozważyć wdrożenie okresu przejściowego, pozwalającego pracownikom na przeorganizowanie życia prywatnego. W przeciwnym wypadku musi mieć na uwadze ryzyko utraty talentów.

Powrót do biur dla części pracowników może nie być łatwy, dla innych taka decyzja będzie korzystna, bo pozwala np. na lepszą integrację z zespołem i efektywniejszą pracę w grupie. Jeżeli zatem pracodawca chce, żeby pracownicy chętnie przyjeżdżali do biura, powinien stworzyć warunki pracy lepsze od tych, które ludzie mają w domach. Na przykład w Quercusie oferujemy m.in. bezpłatne posiłki, wprowadzamy też usprawnienia w biurze, np. ostatnio kupiliśmy do chilloutroomu bieżnię, dzięki której można jednocześnie pracować przy komputerze i „spacerować”.

Jakie jest największe ryzyko związane z odgórną decyzją o powrocie do biur, nawet w formule hybrydowej? Utrata sprawdzonych pracowników – jeśli zmiana wprowadzana jest odgórnie, bez wcześniejszych konsultacji czy fazy przejściowej, trzeba się liczyć z odejściem pracowników. Można to uznać za tzw. cichą redukcję zatrudnienia, ale trzeba mieć świadomość, że nawet jeśli taki jest cel pracodawcy, to nie ma on większego wpływu na to, kto po takiej rewolucji z nim zostanie.

Listopadowe cięcie stóp nadal w grze – Glapiński nie wyklucza dalszego luzowania

Konferencja prasowa prezesa RPP nie wykluczyła kontyuacji obniżek stóp procentowych w tym roku. Ustępujący premier Francji nadal wierzy, że rozwiązania Zgromadzenia Narodowego nie będzie. Zagadkowe nagłe umocnienie amerykańskiej waluty powoduje większą zmienność na wielu aktywach. 

Potencjał do dalszego luzowania polityki pieniężnej

Wczoraj swoje 5 minut miał prezes RPP, który wyjaśniał powody decyzji o obniżce stóp w Polsce o 25 pkt bazowych w tym tygodniu. Konferencja była o tyle ważna, że tym razem analitycy nie przewidzieli decyzji Rady, a większość spodziewała się utrzymania kosztu pieniądza bez zmian. Prezes zaczął oczywiście od epatowania sukcesami, począwszy od zakupów złota, poprzez cud gospodarczy w Polsce, a na „zwycięstwie” z inflacją kończąc. I rzeczywiście wszystko to się zgadza, choć oczywiście można dyskutować czy to zasługa decyzji RPP. Co najistotniejsze, szczególnie dla kredytobiorców złotowych, prof. Glapiński nie zamyka drogi do dalszego luzowania monetarnego w tym roku. Twierdzi że, jeśli projekcje makroekonomiczne w listopadzie nie zaskoczą in minus, to zapewne zobaczymy jeszcze jeden ruch w dół na stopach, zapewne o 25 pkt bazowych. Złoty wyszedł obronną ręką zarówno z samej, mimo wszystko zaskakującej środowej decyzji Rady, jak i wczorajszej konferencji, a EUR/PLN utrzymał się poniżej 4,25.

Kolejny na „stracenie”?

Ciąg dalszy zamieszania na scenie politycznej we Francji. Przypomnijmy, że w niedzielę do dymisji podał się desygnowany (raptem 27 dni temu) premier, który poległ na misji tworzenia nowego rządu. W ostatnich godzinach pojawiła się jednak wypowiedź Lecornu, czyli ustępującego premiera, że ciągle jest szansa na to, że rząd powstanie, a prezydent może ciągle powierzyć misję nowemu premierowi. Istotne dla rynków jest przede wszystkim to, że oddaliła się nieco opcja rozwiązania Zgromadzenia Narodowego, i tym samym rozpisania nowych wyborów, które dla wielu partii opozycyjnych mogłoby być ryzykownym krokiem. Francja jest w trudnym położeniu, szczególnie pod kątem nadmiernego deficytu budżetowego. Potrzebne są reformy, a mówiąc prościej redukcja wydatków, co jak wiemy jest trudne do zaakceptowania przez społeczeństwo. Główną kością niezgody pozostaje też reforma emerytalna i podniesienie wieku emerytalnego do 64 roku życia. Kto dostanie misję tworzenia rządu, czyli taką z cyklu impossible, dowiemy się zapewne w kolejnych godzinach.

Nudy nie było

Wczoraj na rynku sporo się działo, a mimo wszystko dość zagadkowo umocnił się USD, do EUR była to skala 0,5%. Mimo wszystko stanowiło to zaskoczenie, gdyż nie było wielu odczytów makro, szczególnie z USA, gdzie trwa shutdown i nie wpływają żadne niemal odczyty z instytucji rządowych. Część inwestorów ruch na EUR/USD na południe tłumaczy właśnie chaosem politycznym we Francji i ciągle możliwym czarnym scenariuszem w postaci przyspieszonych wyborów. Z drugiej strony mówi się o niepewności w związku z kolejnym przegranym głosowaniem w amerykańskim Senacie, który nie kończy paraliżu tamtejszej administracji państwowej. Na bezpiecznych przystaniach mamy więc zwiększony popyt, a tym samym na amerykańskiego dolara. Tym bardziej, że z puli FX jako safe haven odpada w związku z problemami we Francji CHF (bliskość geograficzna), a także JPY, gdzie nastąpiło trzęsienie ziemi również w polityce, a o krok od objęcia teki premiera jest pierwsza kobieta w historii Sanae Takaichi, zwolenniczka ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej (co działa negatywnie na walutę). W efekcie spory popyt wygenerował się na USD, który wywarł wpływ na niesamowite ruchy choćby na srebrze (od +4,5% do -0,5%), jak również na złocie, gdzie kurs spadł poniżej 4 tys. za uncję.

Wrześniowy „cud” na rynku mieszkaniowym. Jawność cen zmieniła statystyki sprzedaży nowych mieszkań

Wrzesień był miesiącem „cudu” w statystykach dotyczących sprzedaży nowych mieszkań. Upublicznienie ich cen spowodowało, że część firm deweloperskich zaktualizowało swoją ofertę i okazało się, że jest ona… mniejsza. Obraz rynku, który się wyłonił nie napawa optymizmem również dlatego, że w III kw. zmniejszyła się podaż nowych mieszkań. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jaki to miało wpływ na ich średnią cenę metra kwadratowego.

– Jawność cen wywołała efekty statystyczne, przez które dane o sprzedaży w trzecim kwartale mogą być zawyżone – przyznaje Jan Dziekoński, Head of Market Insights, RynekPierwotny.pl.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy znaleźli w trzecim kwartale chętnych na łącznie ok. 13,3 tys. mieszkań, czyli aż o 12% więcej niż w poprzednich trzech miesiącach tego roku.

Spodziewaliśmy się, że w trzecim kwartale popyt na mieszkania nieco się ożywi z uwagi na poprawę dostępności kredytów. Jednak nie była ona na tyle duża, żeby uzasadniało to wrześniowy „szturm” na biura sprzedaży firm deweloperskich – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jan Dziekoński wyjaśnia, że we wrześniu przede wszystkim w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, „ujawniła” się sprzedaż z poprzednich miesięcy, której niektórzy deweloperzy wcześniej nie raportowali. Dlaczego? Ponieważ nie mieli oni obowiązku publikowania kompletnej oferty, więc nie musieli się do tego zbytnio przykładać. Dopiero we wrześniu – po „odkryciu kart” – dane te zostały przez nich zaktualizowane.

Jednak może być też drugi powód „cudu” w statystykach sprzedażowych firm deweloperskich. Niektóre mogły po prostu chcieć zmniejszyć dostępną ofertę i w tym celu przed 11 września wycofały z niej część lokali lub oznaczyły je jako sprzedane.

Oceniamy, że oba te zjawiska mogły podnieść sprzedaż w trzecim kwartale łącznie o ok. 700-900 lokali w siedmiu największych metropoliach. Nie zmienia to faktu, że zgodnie z naszymi przewidywaniami, popyt na mieszkania ożywił się względem drugiego kwartału – podkreśla Jan Dziekoński.

Marek Wielgo zwraca jednak uwagę, że tylko śląscy deweloperzy nie zaliczą trzeciego kwartału do udanych. W miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii sprzedaż nowych mieszkań skurczyła się, i to aż o 11%. W pozostałych metropoliach wielu deweloperów, bo raczej nie wszyscy, mogło się cieszyć z powrotu kupujących na rynek. W trzecim kwartale liczba zawartych umów deweloperskich najbardziej wzrosła w Krakowie (+ 28%) i Wrocławiu (+21%). Z kolei w Warszawie, gdzie tradycyjnie sprzedaż była największa, wyniki deweloperów były lepsze niż w poprzednich trzech miesiącach o 14%, w Łodzi – o 13%, w Trójmieście – o 9%, a w Poznaniu – o 4%.

Jak już zaznaczyliśmy wcześniej, mogły być one nieco zawyżone z powodu wrześniowego efektu „odsłonięcie cen”. Z drugiej strony, cześć nabywców zrezygnowała z mieszkania rozwiązując umowę z deweloperem, więc kwartalny wynik sprzedażowy skorygowaliśmy o tego typu przypadki.Raport BIG DATA-III kw. 2025-sprzedaż

Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl, za niepokojący z punktu widzenia potencjalnych nabywców nowych mieszkań należy uznać spadek ich podaży. W siedmiu metropoliach deweloperzy wprowadzili do sprzedaży w trzecim kwartale łącznie ok. 10,1 tys. mieszkań, czyli aż o 26% mniej niż w drugim kwartale.

Jan Dziekoński zauważa, że po raz ostatni tak słaby kwartalny wynik podażowy miał miejsce w trzecim kwartale 2023 r. Wówczas deweloperzy nie obudzili się jeszcze z inwestycyjnego letargu, w który zapadli z powodu niskiej dostępności kredytów (poprawiły ją dopiero dopłaty w programie „Bezpieczny Kredyt 2%”) oraz obawy przed recesją, która mogła skutkować wzrostem bezrobocia. Jednak już w kolejnych kwartałach aktywność inwestycyjna firm deweloperskich rosła i dopiero trzeci kwartał tego roku prawdopodobnie przyniósł odwrócenie tego trendu. Warto jednak zwrócić uwagę na lokalne różnice. W Warszawie deweloperzy rzucili w trzecim kwartale na rynek blisko 3,7 tys. mieszkań, czyli o 10% więcej niż w poprzednich trzech miesiącach. Z kolei w Poznaniu wprowadzonych do sprzedaży mieszkań było więcej o 18%, w Łodzi – o 8%, a w Krakowie – o 5%.

Przy czym te wzrosty są efektem tego, że drugi kwartał był w tych metropoliach pod względem podażowym bardzo słaby. Trzeci przyniósł zaś jedynie lekkie odbicie. Np. łódzcy deweloperzy jeszcze w pierwszym kwartale wprowadzili do sprzedaży o ponad 68% więcej lokali – mówi Marek Wielgo.

I dodaje, że w pozostałych metropoliach widać już wyraźne hamowanie podaży. W porównaniu z drugim kwartałem najbardziej skurczyła się ona we Wrocławiu, bo aż o 71% (po dwóch kwartałach wzrostów), w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – o 64%, a w Trójmieście – o 56%.Raport BIG DATA-III kw. 2025-podaż

W efekcie po raz pierwszy od dwóch lat skurczyła się, choć symbolicznie, liczba mieszkań oferowanych przez deweloperów w siedmiu metropoliach. Pod koniec września było tam łącznie ok. 76,9 tys. lokali, czyli o 1% mniej niż w czerwcu. Przy czym, jak wynika z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, we Wrocławiu w ofercie firm deweloperskich było niespełna 10,3 tys. mieszkań (-8%), w Trójmieście – niespełna 8,2 tys. (-7%), w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – ok. 10,8 tys. (-2%), w Łodzi – 10,1 tys. (bez zmian), w Poznaniu – 8,5 tys. (+3%), w Krakowie – 11,6 tys. (+3%), a w Warszawie – 17,3 tys. (+2%).Raport BIG DATA-III kw. 2025-średnia cena m kw

Wzrost oferty nie zawsze wynikał z nadwyżki mieszkań wprowadzonych do sprzedaży nad sprzedanymi, czasem także z powodu rezygnacji kupujących. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w Warszawie, gdzie oferta powinna była zmaleć, a wzrosła. Marek Wielgo tłumaczy to tym, że obowiązek publikowania cen przez deweloperów spowodował, że w ich ofercie pojawiły się lokale, których wcześniej nie było w oficjalnym obiegu. Chodzi głównie o luksusowe apartamenty, które rzadko trafiały do portali ogłoszeniowych. A jeśli nawet, to deweloperzy trzymali ceny w tajemnicy. Rzecz jasna pojawienie się cen lokali w segmencie premium, nie tylko w Warszawie, ale także we Wrocławiu, podniosło średnią cenę metra kwadratowego wszystkich lokali dostępnych w ofercie firm deweloperskich.

W porównaniu z końcówką drugiego kwartału średnia wzrosła o 4% we Wrocławiu (do blisko 15,3 tys. zł/m kw.) i o 2% w Warszawie (do blisko 18,4 tys. zł/m kw.) i Trójmieście (do 17,2 tys. zł/m kw.). Jest też i dobra wiadomość dla potencjalnych nabywców. Deweloperzy nie zrezygnowali z prowadzania na rynek nowych projektów z mieszkaniami na kieszeń kredytobiorców. Według danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w Łodzi średnia cena metra kwadratowego mieszkań wprowadzonych we wrześniu do sprzedaży wynosiła niespełna 10,6 tys. zł za m kw., w Poznaniu – ok. 11,9 tys. zł za m kw., a w Krakowie – ok. 15,2 tys. zł za metr.  W efekcie średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich spadła w trzecim kwartale o 3% w Łodzi (do ok. 11,2 tys. zł/m kw.) i o 1% – w Krakowie (do ok. 16,6 tys. zł/m kw.) oraz w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (do ok. 11,2 tys. zł/m kw.). Z kolei w Poznaniu średnia cena mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy utrzymała poziom z czerwca (ok. 13,5 tys. zł/m kw.).

Na bilans zmian średniej ceny ofertowej miało też wpływ „odsłonięcie cen”. Wykazało ono bowiem pewien ruch w cennikach firm deweloperskich. Np. w Warszawie wrześniowe zmiany objęły niemal 14% oferowanych przez nie mieszkań. Co ciekawe, mniej więcej tyle samo podrożało i potaniało, a bilans tego był taki, że ceny spadły o niecałe… pół promila, czyli mniej niż pięć setnych procenta (0,05%). Jednak już w Łodzi zmiany objęły 26% mieszkań w ofercie deweloperów. Co ważniejsze przeważały obniżki cen. Tak więc tylko z tego powodu średnia cena metra kwadratowego w stosunku do sierpnia spadła w Łodzi o ok. 2%. Również w pozostałych metropoliach efektem zmian w cennikach był niewielki spadek średniej.Raport BIG DATA-III kw. 2025-oferta

Łódź jest pierwszą metropolią, w której średnia cena metra kwadratowego była we wrześniu niższa niż w analogicznym okresie przed rokiem (-3%).  O tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. walczą też Kraków i Poznań, gdzie zmiana średniej w okresie 12 miesięcy wynosiła we wrześniu już tylko 1%. Z kolei w Warszawie i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii było to 3%, we Wrocławiu – 4%, a w Trójmieście (a właściwie w Gdańsku) – aż o 11%. O tej metropolii od dawna piszemy, że jest specyficzna ze względu na bliskość morza. Powstaje tam dużo bardzo drogich mieszkań przy Zatoce Gdańskiej i w Śródmieściu, co spowodowało, że wieloletni wicelider w rankingu najdroższych metropolii w Polsce – Kraków został zepchnięty przez Trójmiasto na trzecie miejsce.Raport BIG DATA-III kw. 2025-średnia cena m kw-R

Czy stabilizacja cen może utrzymać się także w kolejnych miesiącach? Podpowiedzią może być wskaźnik średniego czasu wyprzedaży mieszkań w ofercie firm deweloperskich. W trzecim kwartale wzrósł on już tylko w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Tam, ale też jeszcze i w Łodzi ponad dwa lata trwałaby wyprzedaż mieszkań przy założeniu, że deweloperzy nie wprowadzaliby w tym czasie kolejnych. Dodajmy, że osiem kwartałów to granica, powyżej której mówimy o nadpodaży mieszkań, co oznacza presję na spadek cen.Raport BIG DATA-III kw. 2025-wskaźnik wyprzedaży

Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia wtedy, gdy wskaźnik wyprzedaży nie przekracza czterech kwartałów. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jeszcze rok temu w Trójmieście, Krakowie i Warszawie. Obecnie w tych trzech metropoliach, ale też we Wrocławiu i Poznaniu mamy okres równowagi rynkowej, co oznacza, że mieszkania w ofercie wyprzedałyby się w czasie od roku do dwóch. Jednak przy wyprzedaży powyżej półtora roku przekroczona zostaje strefa wysokiej podaży, co oznacza to, że konkurencja na rynku mocno się zaostrza. Z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia zwłaszcza w Poznaniu. Musimy jednak pamiętać o wspomnianym efekcie statystycznym „jawności cen”, który może ten wskaźnik zaniżać.

Jan Dziekoński prognozuje, że w kolejnych miesiącach popyt na nowe mieszkania będzie się rozkręcał, ale powoli. Mimo trzech obniżek stóp procentowych (w październiku doszła czwarta), oprocentowanie kredytów mieszkaniowych wciąż jest wysokie.

Konieczne są kolejne trzy, cztery obniżki, żeby kredyt stał się realnie dostępny dla szerokiego grona konsumentów – wyjaśnia Head of Market Insights, RynekPierwotny.pl.

Premier powołał Radę ds. Drewna i Mebli – krok w stronę odbudowy sektora

1 października 2025 r. na mocy zarządzenia Prezesa Rady Ministrów została powołana Rada do spraw Przemysłu Drzewnego i Meblarskiego – organ opiniodawczo-doradczy przy Prezesie Rady Ministrów. To m.in. efekt wielomiesięcznych starań Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli oraz Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna, które od dawna apelowały o stworzenie forum realnej współpracy między rządem, nauką i przedsiębiorcami.

Powołanie Rady to przełomowy moment dla sektora drzewno-meblarskiego, który zmaga się z poważnym kryzysem – ograniczonym dostępem do surowca, spadkiem rentowności i rosnącymi kosztami produkcji. Branża, która od lat stanowiła jeden z filarów polskiej gospodarki i eksportu, znalazła się dziś w trudnej sytuacji, a powołanie Rady jest postrzegane jako szansa na zahamowanie negatywnych trendów i odbudowę konkurencyjności całego sektora.

Nowo utworzony organ ma wspierać administrację rządową w działaniach na rzecz zwiększenia konkurencyjności przemysłu opartego na drewnie, w tym meblarstwa.

W skład Rady wejdą przedstawiciele kluczowych resortów, Dyrektor Generalny Lasów Państwowych, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, a także reprezentanci środowisk naukowych i organizacji branżowych, w tym Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Do najważniejszych zadań Rady należeć będzie:

  • rekomendowanie inicjatyw i instrumentów wspierających rozwój i konkurencyjność przemysłu opartego na drewnie,
  • analiza i opiniowanie przepisów prawnych, które wpływają na funkcjonowanie branży,
  • współpraca z Lasami Państwowymi w celu zapewnienia stabilnych zasad zaopatrzenia w surowiec drzewny,
  • identyfikacja i usuwanie barier rozwojowych, w tym w obszarze innowacyjności i transferu technologii,
  • tworzenie przestrzeni do wymiany wiedzy i doświadczeń pomiędzy administracją, biznesem i nauką.

– Powołanie Rady to bardzo potrzebny krok, który daję nadzieję na systemowe zmiany i odwrócenie negatywnych tendencji w naszej branży. Od miesięcy apelowaliśmy o konkretne działania, które pozwolą zatrzymać spiralę problemów dotykających przemysł drzewny i meblarski – mówi Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. – Liczymy na to, że w ramach Rady uda się wypracować rozwiązania, które ustabilizują sytuację przedsiębiorstw i przywrócą im możliwości rozwoju.

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli oraz Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna wyrażają przekonanie, że powołanie Rady stanowi początek rzeczywistego dialogu z rządem oraz szansę na uratowanie tysięcy miejsc pracy w sektorze drzewnym i meblarskim – branżach, które od dekad są wizytówką polskiej gospodarki i eksportu.

Wpływ październikowej obniżki stóp procentowych na rynek mieszkaniowy

Październikowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej o czwartej z rzędu obniżce stóp procentowych będzie kolejnym impulsem dla rynku mieszkaniowego. Oczekiwania na ożywienie są w pełni uzasadnione, ponieważ każda z dotychczasowych obniżek wywoływała wyraźną reakcję po stronie popytowej.

Już po pierwszej, majowej obniżce stóp procentowych, zapowiedzianej wcześniej przez Prezesa NBP, liczba zawieranych transakcji zaskoczyła analityków swoją skalą. Dwie kolejne decyzje RPP, w lipcu i we wrześniu, choć mniej spektakularne, w krótkim czasie znacząco poprawiły zdolność kredytową potencjalnych nabywców. W efekcie we wrześniu na siedmiu największych rynkach mieszkaniowych w Polsce firmy deweloperskie sprzedały największą od 22 miesięcy liczbę mieszkań. Wolumen sprzedaży wzrósł w ujęciu miesięcznym aż o 26% w stosunku do wstępnych wyników z sierpnia (o 36% względem wyników po korektach) i aż o 42% w porównaniu do września 2024 roku. Ten skokowy wzrost jest bezpośrednim odzwierciedleniem poprawy sytuacji na rynku kredytowym.

Skalę tej zmiany pokazują także wrześniowe statystyki kredytowe BIK, w których zarejestrowano niemal 40 tys. potencjalnych kredytobiorców, co w przeliczeniu na dni robocze daje średnią przekraczającą 1800 zapytań dziennie. Obecny popyt na kredyty hipoteczne jest ponad czterokrotnie wyższy niż we wrześniu 2022 roku, gdy dostępność finansowania była mocno ograniczona. Co więcej, rosnąca zdolność kredytowa sprawia, że kupujący coraz częściej wybierają droższe mieszkania, a średnia wartość wnioskowanego kredytu we wrześniu wzrosła o 6,3% r/r, do ponad 473 tys. zł.

Podjęta przez RPP na październikowym posiedzeniu decyzja o obniżce stóp procentowych powoduje, że kolejna grupa osób zainteresowanych zakupem mieszkania zyska możliwość uzyskania kredytu hipotecznego. Z kolei łatwiejszy dostęp do finansowania w połączeniu z szeroką ofertą deweloperską, przekraczającą 60 tys. w 7 największych polskich miastach, da kupującym większą swobodę wyboru, zarówno pod względem metrażu, jak i lokalizacji.

Co czeka rynek w najbliższych miesiącach? Bazując na obserwacjach skutków dotychczasowych obniżek stóp procentowych, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na końcówkę roku jest dalszy, łagodny wzrost sprzedaży mieszkań. W poszczególnych miastach takich jak Warszawa czy Trójmiasto, możliwe, że będziemy obserwować jeszcze silniejsze wzrosty sprzedaży. Katalizatorem może być obawa, iż ceny mieszkań zaczną ponownie rosnąć z powodu relatywnie niskiego poziomu oferty.

Akcjonariusze Bioceltix SA poparli emisję akcji. Spółka planuje pozyskać ok. 45 mln zł na budowę nowej wytwórni komórek macierzystych

  • Bioceltix, giełdowa spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym, uzyskała podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia poparcie akcjonariuszy dla przeprowadzenia emisji do 457 tys. akcji.
  • Spółka planuje pozyskać ok. 45 mln zł, które pozwolą na finalizację budowy wielkoskalowej wytwórni farmaceutycznej oraz zabezpieczą pozycję finansową spółki na kolejne miesiące.
  • Bioceltix przeciera szlaki biotechnologii, rozwijając innowacyjne leki dla zwierząt towarzyszących. Firma jest już na ścieżce rejestracyjnej Europejskiej Agencji Leków (EMA) w związku z procedowanymi wnioskami o dopuszczenie do obrotu BCX-EM na zapalenie stawów u koni, a także BCX-CM-J na osteoartrozę u psów – produkt ten ma szansę zostać pierwszym na świecie weterynaryjnym lekiem zawierającym psie komórki macierzyste.

Akcjonariusze przegłosowali uchwałę w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego spółki poprzez emisję nowych akcji zwykłych na okaziciela serii N z wyłączeniem w całości prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy.

Akcje Serii N zostaną zaoferowane do objęcia w trybie subskrypcji prywatnej, bez prospektu, skierowanej wyłącznie do Alternative Solution ASI i Kvarko Group ASI. Z tymi dwoma dużymi akcjonariuszami spółka we wrześniu zawarła umowę inwestycyjną, dzięki której zaoferują oni do sprzedaży w drodze oferty publicznej do 457 tys. posiadanych akcji dopuszczonych do obrotu na GPW. Umowa przewiduje również możliwość sprzedaży przez Alternative Solution ASI dodatkowo 120 tys. akcji w ramach ABB, bez zobowiązania do przekazania środków na podwyższenie kapitału w spółce, przy czym priorytetem jest pozyskanie środków na nową emisję. W umowie inwestycyjnej zawarto również intencję ustalenia ceny minimalnej na 95 zł. Oferta zostanie przeprowadzona za pośrednictwem mBank S.A. oraz Trigon Dom Maklerski, doradcą finansowym i IR Spółki jest ccgroup.

Bardzo mnie cieszy, że nasi akcjonariusze rozumieją i popierają realizowaną przez nas strategię. Dali temu wyraz podejmując uchwałę emisyjną. Dzięki temu nie będziemy musieli zwalniać tempa, zarówno jeśli chodzi o rejestrację naszych leków, jak i budowę wytwórni farmaceutycznej. Szczególnie jest to ważne w tym drugim przypadku. Jesteśmy coraz bliżej wprowadzenia na rynek produktu na osteoartrozę u psów, a nasza obecna wytwórnia będzie mogła zapewnić jedynie skromne moce produkcyjne na poziomie do 30 tys. dawek rocznie. Dlatego budowa nowego, wielkoskalowego zakładu jest priorytetem. Za chwilę powinniśmy się uporać ze wszystkimi brakującymi pozwoleniami, praca ruszy z kopyta, a koszty zaczną się kumulować. Pozyskany z emisji kapitał zapewni nam bezpieczeństwo na jeden z najważniejszych etapów rozwoju naszej spółki – mówi Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Globalny potencjał polskiej biotechnologii

Przedstawiciele wrocławskiego biotechu podkreślają, że światowy rynek zdrowia zwierząt jest obecnie w trendzie wzrostowym, napędzanym fundamentalną zmianą nastawienia ludzi do czworonożnych pupili, a także wzrostem ich liczby. Wśród czworonogów prognozuje się jednocześnie wzrost zachorowalności na choroby o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym, takie jak osteoartroza czy atopowe zapalenie skóry, które klasyfikowane są w świecie zwierząt jako choroby cywilizacyjne i wymagają nowoczesnych i bezpieczniejszych metod leczenia. Leki biologiczne Bioceltix bazujące na komórkach macierzystych obok działania objawowego wykazują również działanie przyczynowe, a więc uderzają w przyczyny choroby, dzięki czemu mogą stać się skuteczną alternatywą dla tradycyjnych, obecnie stosowanych terapii.

Sejm pracuje nad zmianami w planowaniu przestrzennym

W Sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Projekt zmian, opublikowany na stronie internetowej Sejmu, jest obecnie na etapie drugiego czytania, co oznacza, że może wkrótce zostać uchwalony.

Nowelizacja ma wprowadzić szereg istotnych zmian – w założeniu korekt i deregulacji – w zreformowanym systemie planowania przestrzennego, który w pełni wejdzie w życie w połowie 2026 roku, choć część przepisów obowiązuje już teraz.

12 września odbyło się posiedzenie połączonych Komisji: do Spraw Deregulacji oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. W obradach uczestniczyli przedstawiciele Business Centre Club: Marcin Nosiński – przewodniczący Komisji Budownictwa BCC, oraz Filip Szczepaniak – przedstawiciel firmy Everest Development.

Jak podkreśla Marcin Nosiński, zbliżający się termin wejścia w życie kompleksowej reformy systemu planowania przestrzennego rodzi liczne pytania i wątpliwości zarówno po stronie samorządów, jak i inwestorów.

– Zbliżający się termin wejścia w życie potężnej reformy systemu planowania przestrzennego powoduje, że pojawia się coraz więcej pytań, obaw, ale i pomysłów na korekty reformy. Posiedzenie komisji pokazało, że temat budzi ogromne zainteresowanie – zarówno wśród samorządowców, przedsiębiorców, jak i obywateli – mówi Marcin Nosiński.

Zgodnie z obowiązującymi już przepisami, do 30 czerwca 2026 roku każda gmina jest zobowiązana do uchwalenia planu ogólnego – dokumentu, który zastąpi dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Samorządy gremialnie zgłaszają jednak problemy z realizacją tego obowiązku i obawiają się, że nie zdążą na czas. Tymczasem sukces tego etapu jest jednym z kamieni milowych KPO.

W procedowanej obecnie w Sejmie nowelizacji przewidziano wiele korekt reformy planowania przestrzennego. Zmiany te mają na celu ułatwienie działania zarówno samorządom, jak i inwestorom – m.in. poprzez zawieszenie kar dla gmin za nieterminowe wydawanie decyzji o warunkach zabudowy (WZ) do końca 2026 roku. Wynika to z faktu, że gminy – oprócz konieczności uchwalenia po raz pierwszy planów ogólnych – mierzą się z ogromną falą nowych wniosków o wydanie decyzji WZ, składanych „za pięć dwunasta” przez obywateli i inwestorów instytucjonalnych. Dzieje się tak z obawy, że wkrótce dla wielu terenów nie będzie już możliwe uzyskanie takiej decyzji, a te, które będą wydane, staną się czasowe (ważne przez 5 lat) – obecnie są bezterminowe.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami gminy mają 21 dni na wydanie decyzji WZ dla budynków jednorodzinnych do 70 m² oraz 90 dni dla pozostałych inwestycji, pod rygorem kary 500 zł za każdy dzień opóźnienia. Nowelizacja zakłada również, że decyzje WZ będą nadal bezterminowe, jeśli wniosek o ich wydanie zostanie złożony przed dniem wejścia w życie ustawy.

Kolejną ważną zmianą jest możliwość „uratowania” całości planu ogólnego gminy w sytuacji, gdy jego fragment obarczony jest wadą prawną, ale pozostała część jest poprawna. Obecnie sądy administracyjne stwierdzały nieważność planów ogólnych w całości, nawet jeśli wada dotyczyła jedynie niewielkiego obszaru. Ponieważ plany ogólne są nowym typem dokumentu, ryzyko pomyłek jest stosunkowo wysokie, a proponowana zmiana umożliwiająca unieważnianie jedynie wadliwej części planu jest rozwiązaniem racjonalnym.

Nowe propozycje legislacyjne – zarówno rządowe, jak i poselskie – obejmują także inne korzystne rozwiązania, m.in. uelastycznienie procedur przyjmowania uchwał o lokalizacji inwestycji mieszkaniowych (tzw. lex deweloper) oraz uchwalania zintegrowanych planów inwestycyjnych, które zastąpią uchwały lex deweloper w drugiej połowie 2026 roku. Nowela przewiduje również większą swobodę w dostosowywaniu miejscowych planów do planu ogólnego – poprzez rezygnację z obowiązku zachowania zgodności w zakresie maksymalnego udziału powierzchni zabudowy. Ma to umożliwić bardziej elastyczne kształtowanie planów miejscowych bez konieczności dokonywania zmian w planie ogólnym gminy.

– Jako Business Centre Club od dawna apelujemy o przemyślaną i spójną nowelizację przepisów dotyczących planowania przestrzennego. Przedstawiamy konstruktywne propozycje rozwiązań i deklarujemy gotowość do ścisłej współpracy z uczestnikami procesu legislacyjnego. Jest jeszcze wiele elementów, które warto poprawić, aby działanie ustawodawcy miało charakter kompleksowy, ale mimo to pozytywnie oceniam tę inicjatywę. Należy jednak pamiętać, że omawiana nowelizacja nie jest jedynym projektem zmian w zakresie planowania przestrzennego procedowanym obecnie w parlamencie. Taka mnogość poprawek do jednej ustawy, rozpatrywanych niezależnie od siebie, z pewnością nie ułatwia stosowania prawa ani nie sprzyja jego stabilności – dodaje Marcin Nosiński.

BCC zwraca uwagę, że brak jednolitej interpretacji przepisów oraz trudności organizacyjne w wielu gminach mogą doprowadzić do paraliżu procesu inwestycyjnego. Problemem pozostaje również niedobór specjalistów w samorządach odpowiedzialnych za sporządzanie planów, co utrudnia realizację ustawowych obowiązków w wyznaczonych terminach.

Ostrożny optymizm i zwrot ku długofalowym strategiom – relacja z Expo Real 2025

Nastroje na Expo Real 2025 były wyraźnie lepsze niż przed rokiem, choć inwestorzy zachowują coraz większą ostrożność. Kapitału nie brakuje, jednak poszukiwanie okazji i szybkie, ryzykowne transakcje odchodzą do przeszłości. W centrum uwagi inwestorów jest dziś przede wszystkim jakość. Rynek wchodzi w fazę dojrzałej selekcji i długofalowych strategii.

– Obserwując postawę uczestników Expo Real 2025, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że czas nieskrępowanego optymizmu na europejskim rynku inwestycyjnym minął. Jego miejsce zajął dojrzały, rozważny i mocno selektywny popyt na nieruchomości. Spotkania i rozmowy, które odbyliśmy w Monachium, odsłoniły obraz rynku wchodzącego w nową, bardziej wymagającą fazę. Nastawienie inwestorów można określić jako wyjątkowo wyważone i przemyślane. Wybór aktywów przypomina proces analityczny. Sektor wraca do fundamentów i stawia na jakość. Inwestorzy odchodzą od spekulacyjnego poszukiwania okazji. Najważniejsza jest dziś długoterminowa wartość aktywów oraz bezpieczny, przewidywalny zysk – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz.

Przede wszystkim długoterminowa stabilność aktywów

– Skończyła się pogoń za okazjami, inwestorzy uciekają w jakość. Głównymi kryteriami wyboru staje się stabilność rynkowa i wysoki standard aktywów. Możemy mówić o swoistej ucieczce w jakość. Uwagę inwestorów przyciągają głównie najwyższej klasy aktywa, wysoko oceniane również pod względem ESG – informuje Bartłomiej Zagrodnik.

– Expo Real 2025 pokazało, że inwestorzy nie patrzą już na rynek nieruchomości jako całość, ale koncentrują się na najlepszych aktywach w poszczególnych sektorach. Analizie poddawane są wszystkie klasy nieruchomości, o ile oferują wysoki standard, rozsądną wycenę i lokalizację gwarantującą stabilność – mówi Emil Domeracki, Partner, Board Member Land Development Advisory w Walter Herz. – Pytania o polski rynek nie dotyczą już jego potencjału gospodarczego, ten jest dziś bezdyskusyjny. Polska, z jednym z najwyższych wskaźników wzrostu PKB w Europie, postrzegana jest jako bezpieczna przystań i motor rozwoju regionu. Kluczowe pytanie brzmi, jak zidentyfikować projekty, które będą liderami za dziesięć czy dwadzieścia lat. W tym obszarze widzimy też naszą strategiczną rolę jako doradców – dodaje Emil Domeracki.

– Obserwujemy wzrost płynności, ale rynek daleki jest od euforii. Inwestorzy bardzo dokładnie analizują każdy projekt pod kątem zdolności do generowania dochodu w dłuższej perspektywie. Uczestnicy rynku oczekują na decyzje banków centralnych w sprawie stóp procentowych, które są kluczowe dla odblokowania pełnego potencjału transakcyjnego w nadchodzących kwartałach. Jednocześnie, co jest niezwykle budujące, rośnie siła i aktywność polskiego kapitału, który odpowiada już za 15 proc. całkowitego wolumenu transakcji realizowanych w Polsce. Doskonale rozumie lokalną specyfikę i potrafi dostrzec korzyści tam, gdzie zagraniczne fundusze bywają wciąż jeszcze zbyt zachowawcze – zaznacza Emil Domeracki.

Logistyka liderem inwestycyjnym

Mimo wzrastającej aktywności inwestorów w regionie CEE, widocznej m.in. w liczbie transakcji realizowanych w Polsce, rynek charakteryzuje się wybiórczością inwestycji oraz relatywnie niskimi wolumenami transakcyjnymi. Nadal utrzymuje się luka w oczekiwaniach cenowych między sprzedającymi i nabywcami, co ogranicza liczbę finalizowanych transakcji, szczególnie w segmencie największych aktywów biurowych i handlowych. Nieruchomości logistyczne pozostają natomiast w pozycji inwestycyjnego lidera, przyciągając zainteresowanie największych graczy.

Sektor magazynowy i przemysłowy jest obecnie najbardziej pożądanym segmentem inwestycyjnym. Zainteresowanie tymi aktywami napędza m.in. nearshoring czyli przenoszenie produkcji bliżej europejskich rynków zbytu i nieustanny rozwój e-commerce. W efekcie Polska umacnia swoją pozycję strategicznego centrum logistycznego Europy. Popyt na obiekty magazynowe i produkcyjne jest tak duży, że kluczowym wyzwaniem dla rynku staje się zabezpieczenie odpowiednich gruntów pod kolejne, technologicznie zaawansowane projekty w tym segmencie.

– Polska jest obecnie synonimem europejskiej logistyki. W Monachium niemal każda dyskusja o łańcuchach dostaw kończyła się odniesieniem do naszego kraju. Zainteresowanie projektami logistycznymi, zarówno ze strony najemców, jak i inwestorów nie słabnie. Chodzi nie tylko o standardowe hale magazynowe, ale zaawansowane ekosystemy logistyczne spełniające najwyższe normy środowiskowe. Mimo dojrzałości tego rynku, jego potencjał wzrostu wciąż pozostaje znaczący – komentuje Bartłomiej Zagrodnik.

– Popyt na dobrze przygotowane grunty pod logistykę oraz projekty PRS i data centers jest bardzo wysoki. Obecnie Land Development to jednak znacznie więcej niż sam zakup ziemi. Priorytetem staje się przygotowanie terenu pod wymogi ESG od początku realizacji projektu. Wybór gruntu wiąże się z kompleksowym planowaniem inwestycji na przyszłość. Podczas rozmów w Monachium inwestorzy koncentrowali się, nie tylko na dostępności działek, ale przede wszystkim na due diligence gruntów w kontekście wytycznych ESG, zabezpieczeniu dostępu do zielonej energii oraz projektowaniu inwestycji pod certyfikację oraz preferencyjne finansowanie bankowe. Kluczową rolę odgrywa aktualnie prognozowanie regulacji i wymogów obowiązujących w perspektywie dekady. To wartość dodana, której poszukuje świadomy kapitał – podkreśla Emil Domeracki.

– Jednym z najgorętszych tematów kuluarowych rozmów na Expo Real 2025 był też sektor najmu instytucjonalnego (PRS), co potwierdza jego pozycję jako jednego z najbardziej perspektywicznych segmentów rynku w kontekście przyszłych wzrostów. Zmiany demograficzne i społeczne, rosnąca mobilność zawodowa oraz coraz większa akceptacja najmu jako stylu życia tworzą solidny fundament dla stabilnego popytu. Sektor, który jeszcze do niedawna pozostawał niszowy dziś staje się strategicznym elementem portfeli największych funduszy instytucjonalnych. Mieszkania na wynajem wchodzą do inwestycyjnej ekstraklasy – podsumowuje Bartłomiej Zagrodnik.

Komisja Gospodarki i Rozwoju apeluje o ratowanie polskiego hutnictwa i przemysłu stalowego

Komisja Gospodarki i Rozwoju Sejmu przyjęła jednomyślnie apel do Prezesa Rady Ministrów o pilne działania na rzecz ratowania polskiego hutnictwa i przemysłu stalowego. Jak wskazano, branża znalazła się w krytycznej sytuacji w wyniku bezcłowego importu stali z Ukrainy, który destabilizuje rynek.

Według danych przedstawionych podczas posiedzenia, blisko połowa importowanej z Ukrainy stali trafia na rynek polski. Skutki tego zjawiska dotykają 20 tys. pracowników hut oraz około 140 tys. osób zatrudnionych w firmach współpracujących z branżą – podkreślił Rafał Komarewicz z Polski 2050.

Polska 2050 wnioskuje o skorzystanie z prawa czasowego zawieszenia bezcłowego importu na okres 12 miesięcy, zgodnie z przepisami unijnymi.

To nie jest gest przeciwko Ukrainie, tylko to jest działanie na rzecz i w obronie polskich miejsc pracy, polskiego przemysłu hutniczego, naszego bezpieczeństwa polskiej produkcji – zaznaczyła posłanka Elżbieta Burkiewicz z Polski 2050.

Stal to nie tylko produkt przemysłowy, stal to fundament bezpieczeństwa Polski. Bez niej nie ma infrastruktury, nie ma dróg, nie ma kolei, nie ma przemysłu obronnego, nie zbudujemy elektrowni, mostów czy czołgów. jeśli tej stali nie będzie. Dlatego obrona polskiego hutnictwa to nie kwestia gospodarki, to kwestia naszej suwerenności – zaznaczyła posłanka Polski 2050, Ewa Szymanowska.

Wśród postulatów znalazły się także: przyspieszenie negocjacji z Komisją Europejską w sprawie warunków uzyskiwania uprawnień do emisji CO2 dla przemysłu energochłonnego oraz wprowadzenie kontraktów różnicowych zapewniających stałą cenę energii w zamian za inwestycje w OZE.

Medinice zyskało wsparcie funduszu TFI – 12 mln zł na projekty CoolCryo i PacePress

Spółka Medinice SA poinformowała o podpisaniu umowy inwestycyjnej z polskim funduszem zarządzanym przez jedno z największych TFI w Europie Środkowo-Wschodniej („Inwestor”). Przedmiotem umowy jest transakcja nabycia akcji Medinice SA za kwotę 12 mln zł i dostarczenie spółce długofalowego zaplecza finansowego.  

Nowy inwestor, będący jednym z największych i najbardziej rozpoznawalnych podmiotów instytucjonalnych na europejskim rynku kapitałowym, planuje nabyć akcje Medinice S.A. za kwotę 12 mln zł, wzmacniając bazę kapitałową spółki oraz zapewniając wsparcie dla dalszego rozwoju flagowych projektów i trwających procesów komercjalizacyjnych. Wejście do akcjonariatu spółki tak znaczącego podmiotu potwierdza wiarygodność i potencjał Medinice do ekspansji w skali międzynarodowej.

Pozyskanie tak istotnego inwestora instytucjonalnego to ważny krok dla Medinice w stronę globalnej ekspozycji rozwijanych projektów. Zapewnienie długoterminowego finansowania wzmacnia nasze możliwości w realizacji ambitnych celów rozwojowych i sprzedażowych. Jednocześnie Medinice pracuje intensywnie w zakresie komercjalizacji CoolCryo oraz PacePress – jesteśmy w trakcie rozmów z globalnymi podmiotami branżowymi zainteresowanymi potencjalnym zakupem naszych technologii. – mówi  Sanjeev Choudhary, prezes zarządu Medinice S.A.

Zaangażowanie nowego inwestora pozwala spółce skoncentrować wysiłki na rozwoju portfolio produktowego, między innymi flagowych projektów, jak CoolCryo® (innowacyjna technologia krioablacji serca), PacePress® (urządzenie ograniczające ryzyko krwiaka po zabiegach CIED), oraz AtriClamp® (klips do zamykania uszka lewego przedsionka). Rozwiązania znajdują się na zaawansowanym etapie prac badawczo-rozwojowych i wykazują ogromny potencjał rynkowy, pod względem skali zastosowania oraz korzyści ekonomicznych. Potwierdzeniem są ostatnie sukcesy komunikowane przez spółkę, jak zakończenie badania klinicznego dla PacePress® czy złożenie wniosku do FDA w ramach ścieżki 510(k) dla CoolCryo®.

Obecność znaczącego funduszu wśród akcjonariuszy nie tylko wzmacnia naszą długoterminową stabilność kapitałową, lecz także zwiększa elastyczność w realizacji strategii. Stanowi to solidną podstawę do dalszego wzrostu wartości spółki oraz przyspieszenia ekspansji na kluczowych rynkach poprzez komercjalizację naszych flagowych projektów. – dodaje Piotr Łoziński, Dyrektor ds. finansowych Medinice S.A.

Spółka niedawno podpisała także list intencyjny o współpracy z NovelBeam – globalnym podmiotem technologii medycznych – ukierunkowaną na rozwój dodatkowych zastosowań technologii CoolCryo w robotyce i kardiochirurgii małoinwazyjnej. Zarząd Spółki jest przekonany, że komercjalizacja obecnego zastosowania CoolCryo, a następnie jego rozszerzenie o nowe wykorzystania robotyczne przełoży się na dalszy wzrost innowacyjności projektu i wprowadzenie przełomowych technologii na rynek.

Strategia Medinice SA zakłada rozwój innowacyjnych rozwiązań w kardiochirurgii oraz kardiologii oraz ich komercjalizację na rynkach globalnych przy wykorzystaniu wiedzy i doświadczenia całego zespołu oraz wsparciu ze strony długoterminowych inwestorów, takich jak nowy inwestor instytucjonalny.

Szpitale potrzebują zmian: PFSz przedstawia plan redukcji kosztów i zwiększenia odporności systemu

Polska Federacja Szpitali (PFSz) proponuje konkretne, techniczne rozwiązania, oparte na zmianach legislacyjnych i najlepszych praktykach, by zredukować koszty funkcjonowania szpitali i zwiększyć ich odporność. Po pierwsze, pilne jest uruchomienie reform w obszarze utylizacji odpadów klinicznych. Obecne przepisy, oparte na regionalizacji, generują niepotrzebne koszty – opłaty za odbiór i utylizację mogą wzrosnąć nawet o 800%, sięgając 10 zł za kg. PFSz apeluje do Ministerstwa Zdrowia o zniesienie regionalizacji i dopuszczenie alternatywnych metod unieszkodliwiania odpadów medycznych – co mogłoby obniżyć wydatki szpitali o 20-30%. Raport UOKiK wskazuje, że takie zmiany systemowe, w tym zaangażowanie samorządów w infrastrukturę, są niezbędne do redukcji kosztów i zwiększenia efektywności. Wprowadzenie nowej ustawy o odpadach klinicznych na 2025 r. pozwoliłoby na zrównoważone zarządzanie, minimalizując marnotrawstwo i obciążenie środowiska.

Po drugie, kluczowe jest wdrożenie Value Based Procurement (VBP) – modelu zakupów opartych na wartości, nie tylko na najniższej cenie. W polskim systemie opieki zdrowotnej VBP może zmniejszyć marnotrawstwo nawet o 15-20%, skupiając się na całkowitym koszcie opieki i rezultatach dla pacjentów. PFSz wydała GREENBOOK – przewodnik dla dyrektorów szpitali, ułatwiający implementację VBP, co spełnia wymogi zrównoważonego rozwoju. Legislacyjnie PFSz proponuje nowelizację ustawy o zamówieniach publicznych, by VBP stało się standardem w ochronie zdrowia – promując innowacyjne kontrakty i redukcję nieefektywnych wydatków.

Wreszcie, jako obszar podnoszący bezpieczeństwo, należy skupić się na cyberochronie szpitali – by obniżyć koszty i przestojów spowodowanych naruszeniami. W 2025 r. wykryto już niemal 1000 incydentów cyberataków na placówki medyczne, o 300 więcej niż rok wcześniej, z średnim kosztem naruszenia sięgającym 10 mln USD. Ataki paraliżują szpitale, powodując utratę danych i zakłócenia pracy, co zwiększa wydatki operacyjne. PFSz rekomenduje zmiany legislacyjne w ustawie o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, w tym obowiązkowe audyty i szkolenia dla personelu medycznego. Inwestycje w narzędzia jak firewall i szyfrowanie danych mogą obniżyć ryzyko o 50%, minimalizując przestojów i koszty prawne.

Propozycje oparte na analizach PFSz i współpracy z ekspertami mogą realnie wesprzeć system, redukując koszty o miliardy złotych rocznie. Zapraszam dyrektorów szpitali, decydentów i partnerów do dialogu. Wspólnie zbudujemy zrównoważony i bezpieczny system opieki zdrowotnej w Polsce – powiedział Michał Dybowski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Jako Dyrektor Departamentu Zrównoważonego Rozwoju i Bezpieczeństwa Polskiej Federacji Szpitali (PFSz), organizacji zrzeszającej łącznie ponad 500 placówek medycznych w Polsce, z zaniepokojeniem odnoszę się do artykułu w „Rzeczpospolitej” na temat deficytu Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Sytuacja finansowa systemu ochrony zdrowia, z prognozowanym brakiem nawet 20 mld zł w 2025 r., wymaga pilnych, technicznych i legislacyjnych interwencji, by uniknąć dalszego pogorszenia funkcjonowania szpitali. Artykuł słusznie podkreśla skalę problemu: oficjalne szacunki wskazują na deficyt NFZ w wysokości 14 mld zł w 2025 r. i aż 23 mld zł w 2026 r., mimo zwiększonej dotacji budżetowej do 27,3 mld zł. To chroniczne niedofinansowanie wynika z rosnących kosztów operacyjnych, inflacji medycznej oraz niższych wpływów ze składek zdrowotnych. W PFSz obserwujemy, że deficyt kumulacyjny na lata 2025-2027 może przekroczyć 150 mld zł, co bezpośrednio obciąża szpitale długami sięgającymi już 8,8 mld zł. Konsekwencje tego deficytu są alarmujące dla zrównoważonego rozwoju i bezpieczeństwa pacjentów. Szpitale zmagają się z dłuższymi kolejkami (najdłuższymi od 12 lat), wstrzymywaniem przyjęć i rosnącymi zobowiązaniami, co zagraża ciągłości świadczeń. W naszym departamencie analizujemy, jak te braki wpływają na bezpieczeństwo – od opóźnień w procedurach po zwiększone ryzyko błędów operacyjnych. Bez zmian systemowych, placówki mogą być zmuszone do cięć w inwestycjach, co pogorszy efektywność i jakość opieki – powiedział Michał Dybowski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

RPP zaskakuje obniżką stóp, złoty stabilny – co dalej z polityką NBP?

Kredytobiorcy w Polsce się cieszą, stopy w dół o 25 pkt bazowych, a w centrum uwagi jest dziś konferencja prasowa prezesa Glapińskiego. Tymczasem w USA rośnie frustracja w związku z shutdownem i trwa szukanie winnych. Kto odpowiada za ten kryzys, Republikanie czy Demokraci?

Niespodzianka od RPP?

Rada Polityki Pieniężnej na wczorajszym posiedzeniu zdecydowała o obniżeniu stóp procentowych o 25 pkt bazowych. Czy było to zaskakujące? Można powiedzieć – i tak, i nie. Z jednej strony komunikacja Rady po wrześniowym posiedzeniu brzmiała tak, że kolejnego ruchu należało się spodziewać po listopadowych projekcjach. Na tej podstawie większość analityków oczekiwała więc pauzy na październikowym posiedzeniu. Jednak, patrząc z drugiej strony, zaskoczenia nie ma, bo nie ma też argumentów za tym, by utrzymywać tak wysoki koszt pieniądza. Inflacja za poprzedni miesiąc utrzymała się na poziomie 2,9%, a dodatkowo doszła kwestia zamrożenia cen prądu do końca roku, co sprzyja uwypukleniu się czynników dezinflacyjnych. Do tego można jeszcze dołożyć niższe ceny ropy naftowej czy gazu, a także silną krajową walutę.

Złoty trzyma się mocno

I właśnie brak reakcji na PLN mógł nieco zaskakiwać, bo jednak przeważały na rynku opinie, że koszt pieniądza pozostanie bez zmian w październiku. Czy oznacza to więc, że był to tytułowy „ostatni taniec” RPP w tym roku, a na kolejną ulgę kredytobiorcy poczekają do kolejnego roku? Kluczowa sprawa to nowe projekcje makroekonomiczne NBP, które ujrzą światło dzienne podczas listopadowego posiedzenia. Łagodna ścieżka inflacji może otworzyć dalszą przestrzeń do luzowania monetarnego i tym samym zobaczymy jeszcze jeden ruch o 25 pkt bazowych. Dzisiaj konferencja prasowa prezesa Glapińskiego (15.00), która również może rozjaśnić nam wątpliwości odnośnie dalszych posunięć Rady. W tym roku stopy procentowe w Polsce spadły już o 125 pkt bazowych, ale RPP ciągle unika stwierdzenia „cykl” i ciągle twierdzi, że mamy do czynienia z „dostosowaniem” do dynamiki inflacji. Martwić, zarówno prezesa jak i pozostałych decydentów, będzie z pewnością nadmierny deficyt naszego kraju, jak i ciągle wysoka dynamika płac.

Szukanie winnego

Wskutek ciągle trwającego shutdownu w USA (kolejne głosowanie w Senacie zakończyło się fiaskiem) brakuje wielu publikacji z tamtejszej gospodarki. Poznaliśmy jednak „minutki”, czyli zapiski z ostatniego posiedzenia Fed. Nie było większego zaskoczenia, a decydenci zza oceanu ciągle prezentują ostrożnościowy tryb, wskazując na dobre perspektywy gospodarcze, ale z drugiej strony martwią się nieco gorszą kondycją rynku pracy. Jak teraz wygląda sytuacja, nadal nie wiemy. Część analityków twierdzi, że trwający paraliż instytucji rządowych skończy się przed 15 października. A to dlatego, że żołnierze właśnie wtedy otrzymują swoje wynagrodzenia. Ich brak mógłby znacznie pogorszyć morale w armii, co przy takim napięciu w geopolityce byłoby ryzykownym krokiem. Są jednak i takie głosy, że shutdown potrwa znacznie dłużej, a to dlatego, że ani Republikanie, ani Demokraci nie są skłonni do ustępstw. Kością niezgody jest przede wszystkim dalsze finansowanie Obamacare, którego oczekuje opozycja. Ani wspomniane zapiski z ostatniego posiedzenia, ani też kolejny dzień trwania zamknięcia instytucji rządowych nie wpłynęły na notowania USD, który w relacji do EUR oscyluje w pobliżu poziomu 1,16.

Rynek nieruchomości komercyjnych wchodzi w fazę selektywnego wzrostu – wnioski z EXPO REAL 2025

0

Tegoroczne targi EXPO REAL w Monachium przyniosły wyraźną zmianę tonu w rozmowach branżowych. Po okresie niepewności i wstrzymanych decyzji inwestycyjnych rynek nieruchomości komercyjnych wchodzi w etap, który można nazwać realistycznym optymizmem. Kapitał wraca do rozmów, ale z dużo większą dyscypliną i świadomością ryzyka. 

Polski rynek kusi atrakcyjnymi stopami kapitalizacji i inwestorzy w poszukiwaniu wyższych zwrotów coraz częściej podchodzą do transakcji, ale coraz częściej nie tylko to się liczy. Inwestorzy pytają także o fundamenty projektu tj. plan modernizacji, ścieżkę redukcji emisji i precyzyjnie skalkulowany CAPEX. Ostatnie dwa lata nauczyły rynek, że tylko aktywa z jasną strategią i zarządzalnym profilem ryzyka będą miały dostęp do finansowania.

Silnie zaznaczył się wątek ESG i dekarbonizacji istniejących portfeli. W tym roku nie dominowały już ogólne deklaracje, lecz konkretne pytania o dane, pomiar efektów i realne ścieżki finansowania zielonych inwestycji. Widać, że strategia ESG stała się elementem analizy i oceny projektu, a nie dodatkiem wizerunkowym.

W segmencie biurowym zaczyna się selektywne ożywienie. Popyt koncentruje się na obiektach prime, natomiast starsze budynki wymagają repozycjonowania poprzez modernizacje, zmianę funkcji lub integrację z innymi formatami. Logistyka nadal utrzymuje stabilną pozycję, z kolei handel przechodzi transformację w kierunku placemakingu i łączenia funkcji.

Zauważalnym trendem było przesunięcie akcentu z „PropTech” jako modnego hasła na konkretne zastosowania technologii. Rozwiązania oparte na danych i AI coraz częściej wspierają decyzje inwestycyjne, analizę portfeli czy zarządzanie energią. Technologia wchodzi do codziennego zarządzania aktywami nie jako gadżet, lecz jako narzędzie poprawiające efektywność i przejrzystość.

EXPO REAL 2025 potwierdziło, że rynek nie wraca do starego modelu działania. Tworzy się nowy porządek selektywny, oparty na jakości, danych i odpowiedzialnym podejściu do ryzyka. Dla uczestników rynku kluczowe będzie teraz tempo adaptacji do tych zmian, zarówno po stronie inwestorów, jak i deweloperów czy instytucji finansujących.

W trakcie wydarzenia miałam przyjemność prowadzić panel dyskusyjny „Łódź Region – Powering Poland’s Future Growth”, w którym zaprezentowaliśmy, jak Centralna Polska może wykorzystać globalne megatrendy w praktyce. Paneliści zgodzili się, że region łódzki staje się miejscem, w którym zielona energia, infrastruktura i kompetencje cyfrowe zaczynają tworzyć wspólny ekosystem inwestycyjny. Transformacja Bełchatowa może nie tylko zrównoważyć energetykę konwencjonalną, ale również otworzyć drogę dla projektów Data Centre, wymagających stabilnych i niskoemisyjnych źródeł zasilania.

Jednocześnie rozwój Centralnego Portu Komunikacyjnego to nie tylko projekt infrastrukturalny, lecz również szansa na zbudowanie nowej platformy logistycznej i przemysłowej, z potencjałem przyciągnięcia kolejnych inwestycji. W połączeniu z silnym zapleczem akademickim, region łódzki wyrasta na strategiczny hub gospodarczy Polski.

Autor: Renata Osiecka, właścicielka i partner zarządzająca, AXI IMMO

SAVICKI celuje w 100 mln zł przychodu, prezes Tomasz Osman przejmuje stery marki

Tomasz Osman, prezes zarządu i kluczowy architekt transformacji marki SAVICKI, zwiększył swój pakiet udziałów w spółce, nabywając kolejne 11,4%, co uczyniło go największym udziałowcem wśród wszystkich wspólników. Wraz ze Sławomirem Sawickim, założycielem marki i przewodniczącym rady nadzorczej, tworzą teraz większościowy pakiet udziałów, dający im pełną decyzyjność strategiczną nad przyszłością SAVICKI 1976 Sp. z o.o.

Transakcja, która objęła 156 udziałów należących wcześniej do jednego z mniejszościowych wspólników, została sfinalizowana we wrześniu 2025 roku. Dla Tomasza Osmana to nie tylko formalny ruch, to świadome porządkowanie struktury firmy przed kolejnym etapem jej rozwoju. „Zwiększam swój udział, bo wierzę w kierunek, w jakim zmierzamy i chcę jeszcze mocniej osadzić nasze decyzje w spójnej, długofalowej strategii. Na tym etapie najważniejsze jest tempo, klarowność i konsekwencja, a to zaczyna się od struktury udziałowej”, mówi Tomasz Osman.

Po latach dynamicznych zmian operacyjnych, produktowych i zespołowych, SAVICKI wchodzi w fazę stabilnego, zrównoważonego wzrostu. Rok 2024 spółka zamknęła z EBITDA blisko 9 mln zł, a do 2026 roku planowane jest przekroczenie 100 mln zł przychodu. Marka rozwija jednocześnie e-commerce, obecny już na siedmiu rynkach zagranicznych oraz sieć salonów stacjonarnych w Polsce, która obejmuje dwanaście lokalizacji. SAVICKI stało się jedną z najszybciej rosnących firm jubilerskich w kraju, konsekwentnie inwestując w ekspozycję, wzornictwo i wyjątkowe doświadczenie klienta.

Dzięki tej zmianie struktury udziałowej w spółce utrwalił się przejrzysty układ decyzyjny: Tomasz Osman i Sławomir Sawicki wspólnie posiadają większość udziałów i sprawują pełną decyzyjność strategiczną nad kierunkiem rozwoju firmy, co daje firmie jasny i silny fundament do dalszego rozwoju i ekspansji.

Nowa struktura udziałowców SAVICKI 1976 Sp. z o.o., obowiązująca od września 2025 r., przedstawia się następująco: Tomasz Osman (osobiście + przez TMMK) – 429 udziałów (31,4%), Sławomir Sawicki – 411 udziałów (30,0%), Radosław Gołębski – 156 udziałów (11,4%), EVG Invest Sp. z o.o. – 195 udziałów (14,3%), DFL Invest Sp. z o.o. – 177 udziałów (12,9%), co w sumie daje 1368 udziałów (100%).

To strategiczne wzmocnienie udziałów Tomasza Osmana jest nie tylko wyrazem jego osobistej wiary w markę, ale przede wszystkim krokiem, który pozwala firmie działać szybciej, podejmować klarowne decyzje i kontynuować dynamiczny rozwój zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym, umacniając swoją pozycję w czołówce marek jubilerskich w Polsce.

MILOO-ELECTRONICS dołącza do klastra ORBITEO tworzonego przez JRH ASI S.A.

Notowana na GPW firma inwestycyjna JRH ASI S.A., która zainicjowała i buduje klaster ORBITEO zaprosiła do niego spółkę MILOO-ELECTRONICS. Spółki podpisały list intencyjny dotyczący dołączenia MILOO do ORBITEO. Podpisany list intencyjny otwiera proces wejścia MILOO-ELECTRONICS do ORBITEO. JRH posiada udziały MILOO w wysokości 18,75% jej kapitału.

ORBITEO to powstający holding i zarazem klaster technologiczny tworzony przez JRH wokół sektorów space, AI, defence, deeptech, telekomunikacji, energetyki oraz systemów bezzałogowych i autonomicznych. Włączenie producenta elektroniki o ugruntowanej pozycji wzmacnia filar wytwórczy ORBITEO, uzupełniając łańcuch wartości o kompetencje budowy układów elektronicznych od koncepcji i R&D po certyfikowaną produkcję seryjną w całości w Polsce.

Cieszymy się z udziału MILOO w ORBITEO. Jestem przekonany, że nasze długoletnie doświadczenie w projektowaniu i produkcji zaawansowanej elektroniki idealnie wpisuje się w cele oraz organizację klastra – od prototypu, przez walidację, aż po seryjną produkcję układów dla wymagających zastosowań. Możemy produkować, w dużych wolumenach, układy elektroniczne mające zastosowanie w szerokiej gamie urządzeń, od całkowicie cywilnych, po systemy bezzałogowe, autonomiczne oraz satelity – deklaruje Miłosz Włodarczyk, Prezes MILOO-ELECTRONICS.

MILOO to firma z ponad 30-letnim doświadczeniem w projektowaniu, produkcji i testowaniu zaawansowanej elektroniki. Dzięki posiadanym kompetencjom w projektowaniu i produkcji sterowników, płyt głównych, czy modułów rozszerzeń wykorzystywanych w złożonych układach sterowania i automatyki oraz projektowania software MILOO będzie istotnym elementem powstającego klastra ORBITEO. MILOO posiada własne laboratoria oraz w pełni zautomatyzowane linie SMT, umożliwiające produkcję dziesiątek tysięcy układów elektronicznych miesięcznie. Dołączenie MILOO do ORBITEO zwiększy elastyczność wytwarzania od krótkich serii prototypowych po duże wolumeny, zapewniając kontrolę jakości, poufność i bezpieczeństwo łańcucha dostaw w kraju.

MILOO doskonale uzupełni kompetencje zgromadzone w ORBITEO. Spółka może wytwarzać układy dla wszelkiego rodzaju produktów opracowanych w naszym holdingu – od systemów bezzałogowych i telekomunikacyjnych po rozwiązania space i dual-use. To ważny krok w budowie krajowego, suwerennego łańcucha projektowo-produkcyjnego, którego liderem i organizatorem jest JRH – podkreśla January Ciszewski, główny akcjonariusz i prezes JRH.

Dzięki połączeniu kompetencji zgromadzonych w ORBITEO z zapleczem inżynierskim, technologicznym i produkcyjnym MILOO, holding uzyskuje przewagę krótkiego procesu wdrożenia nowego produktu do produkcji oraz kontroli jakości całego procesu technologicznego nad rozwiązaniami opartymi na rozproszonych dostawcach zagranicznych. Zabezpieczenie procesu w Polsce, interoperacyjność z branżami AI i telekomunikacji oraz możliwość szybkiego iterowania konstrukcji pod potrzeby zamawiających w sektorach obronności i kosmicznym wzmacniają atrakcyjność ORBITEO dla partnerów instytucjonalnych i inwestorów.

Wejście MILOO zwiększa potencjał ORBITEO w obszarach defence i space/dual-use, skraca czas wdrożeń i podnosi bezpieczeństwo łańcucha dostaw, tworząc trwałą przewagę konkurencyjną klastra. – podsumowuje January Ciszewski.

Google Cloud wprowadza Gemini Enterprise

Google Cloud wprowadza Gemini Enterprise, platformę która ma pomóc organizacjom w wykorzystaniu agentów AI, by zwiększać produktywność, zaangażowanie klientów i innowacyjność.

Od dziś firmy na całym świecie mogą korzystać z Gemini Enterprise – platformy, która oferuje intuicyjny czat Gemini jako główny punkt dostępu do AI w środowisku pracy. Rozwiązanie łączy sześć kluczowych elementów:

  • Platforma wykorzystuje najnowocześniejsze modele Gemini, które stanowią fundament systemu i zapewniają wsparcie AI we wszystkich obszarach działania.
  • Dzięki środowisku typu no-code każdy użytkownik – od zespołów marketingowych po zespoły finansowe – może pracować z danymi i wykorzystywać agentów AI do automatyzacji procesów w firmie.
  • Już od pierwszego dnia wdrożenia Gemini Enterprise zapewnia korzyści dzięki agentom AI stworzonym przez Google do realizacji wymagających zadań – od analizy danych po złożone badania. Firmy mogą łatwo rozszerzać ich funkcje, dodając własnych agentów lub korzystając z rozwiązań partnerów Google Cloud.
  • Skuteczność agenta zależy od jakości informacji, do których ma dostęp, dlatego Gemini Enterprise bezpiecznie łączy się z danymi firmy niezależnie od tego, gdzie się znajdują – od Google Workspace i Microsoft 365 po systemy takie jak Salesforce czy SAP.
  • Dzięki centralnemu systemowi zarządzania organizacje mogą monitorować, zabezpieczać i przeprowadzać audyty wszystkich agentów AI z jednego miejsca.
  • Rozwiązanie zostało zbudowane w oparciu o zasadę otwartości i globalny ekosystem ponad 100 000 partnerów. Zapewnia to klientom wybór i sprzyja innowacyjności.

Łącząc wszystkie te elementy w jednym interfejsie, Gemini Enterprise zmienia sposób pracy zespołów. Wykracza poza proste zadania, automatyzując procesy i pomagając osiągać lepsze wyniki biznesowe, a wszystko to w bezpiecznej infrastrukturze Google Cloud.

„Wiele firm oferuje modele i narzędzia AI, ale w praktyce przekazuje tylko pojedyncze elementy układanki, a nie kompletną platformę. W efekcie to zespoły muszą wszystko łączyć samodzielnie, zamiast skupić się na tym, co naprawdę ważne, czyli na tworzeniu wartości z AI. Dlatego powstało Gemini Enterprise, czyli pełna, zintegrowana platforma AI, obejmująca wszystko: od zaawansowanych procesorów Tensor Processing Units, przez modele Gemini najnowszej generacji, po agentów AI, którzy automatyzują codzienne procesy i wspierają pracowników w realizacji zadań. W ten sposób rozumiemy prawdziwą transformację cyfrową – spójną, inteligentną i gotową do działania od pierwszego dnia” – powiedział Thomas Kurian, dyrektor generalny Google Cloud.

Nowa definicja produktywności dzięki Workspace

Gemini Enterprise sprawia, że AI staje się częścią codziennej pracy zespołowej.

Nowe funkcje Workspace, zintegrowane z Gemini Enterprise, otwierają zupełnie nowy poziom kreatywności i produktywności oraz przyspieszają codzienną pracę całej organizacji.

  • Wideo: Dzięki Google Vids organizacje mogą teraz przekształcać istniejące materiały, na przykład prezentację, w zupełnie inny format: angażujące wideo, wzbogacone o scenariusz i narrację lektorską wygenerowane przez AI. 2,5 miliona osób korzysta z Vids każdego miesiąca.
  • Głos: Klienci biznesowi mogą korzystać z tłumaczenia symultanicznego w Google Meet. Technologia ta wykracza poza dosłowne tłumaczenie słów, oddaje naturalny ton i emocje rozmówców, dzięki czemu rozmowy przebiegają płynnie, niezależnie od języka.

„Nie chodzi jedynie o ułatwienie realizacji pojedynczego zadania” – podkreślił Thomas Kurian. „Chodzi o to, by całe procesy biznesowe stały się inteligentniejsze, dzięki lepszemu wykorzystaniu danych z dokumentów, aplikacji, poczty i czatów firmowych oraz automatyzacji pracy z pomocą agentów AI.”

Od danych do decyzji – szybciej niż kiedykolwiek

Skuteczność agenta AI zależy od jakości danych i kontekstu, w jakim działa. Dzięki integracji z zasobami organizacji, bez względu na ich lokalizację, Gemini Enterprise zapewnia pełny kontekst działania oraz dokładne, wiarygodne i relewantne rezultaty.

Google Cloud wprowadza nowego agenta Data Science Agent – rozwiązanie, które automatyzuje procesy pozyskiwania i porządkowania danych, przyspiesza identyfikację wzorców i usprawnia rozwój modeli analitycznych. Z nowego agenta korzystają już m.in. Morrisons, Vodafone oraz Walmart, którzy dzięki niemu przyspieszają przetwarzanie danych i udoskonalają obsługę klientów.

Nowe podejście do obsługi klienta

Zaangażowanie klientów to jeden z najważniejszych obszarów wykorzystania sztucznej inteligencji. Google Cloud prezentuje nowe funkcje w ramach Customer Engagement Suite – konwersacyjnego rozwiązania AI, które wspiera obsługę klientów w kanałach internetowych, mobilnych, call center oraz w punktach sprzedaży. To narzędzie pomaga doradcom w odpowiadaniu na pytania konsumentów i w realizacji zadań.

Wśród nowych funkcji Customer Engagement Suite można znaleźć:

  • Tworzenie agentów: Nowy, prosty w obsłudze wizualny kreator typu low-code, który pozwala stworzyć agenta do obsługi klienta i skonfigurować go dla różnych kanałów – call center, internetu, aplikacji mobilnych, e-maila i czatu – w nawet 40 językach.
  • AI jako źródło inteligencji systemu: Agenci nowej generacji, bazują na modelach Gemini o najwyższej na rynku dokładności i szybkości działania.
  • Szybsze efekty z AI: Nowe usługi wspierające rozwój agentów AI oraz zestaw gotowych agentów do konkretnych zadań, które umożliwiają szybsze niż kiedykolwiek wcześniej tworzenie, testowanie, wdrażanie i monitorowanie rozwiązań.
  • Integracja z Gemini Enterprise: Bezpośrednia integracja z Gemini Enterprise zapewnia większą personalizację interakcji z klientami i centralne zarządzanie wszystkimi agentami.

Wszystkie powyższe, nowe funkcje, które dają klientom możliwość tworzenia i wdrażania prawdziwych agentów konwersacyjnych nowej generacji, są od dziś dostępne w wersji testowej i w najbliższych miesiącach zostaną zintegrowane z Gemini Enterprise.

Efekty, jakie klienci osiągają dzięki pakietowi Customer Engagement Suite, są wymierne. Chatbot „Bene”, stworzony przez Commerzbank, samodzielnie obsłużył i rozwiązał 70% z ponad dwóch milionów zapytań klientów. Mercari prognozuje zwrot z inwestycji w rozwiązania AI na poziomie 500%, dzięki ograniczeniu liczby zadań konsultantów o 20%. Banco BV automatyzuje procesy analityczne, dostarczając doradcom klienta lepsze rekomendacje oparte na danych, a Harvey dzięki rozwiązaniom zbudowanym na modelu Gemini, pomaga zespołom prawnym oszczędzać czas, automatyzując analizy i zadania związane z obszaru compliance.

Wspieranie programistów i partnerów

Google Cloud konsekwentnie buduje otwarty ekosystem AI, wspierany przez ponad 100 000 partnerów na całym świecie – od infrastruktury i narzędzi, po oprogramowanie oraz usługi. Teraz firma wzmacnia ten ekosystem w czterech kluczowych obszarach:

  1. Integracje międzyplatformowe – dzięki współpracy z partnerami takimi jak Box, OpenText, ServiceNow i Workday, organizacje mogą od razu korzystać z ulepszonych procesów i automatyzacji między różnymi systemami.
  2. Globalna skala wdrożeń – dzięki współpracy z partnerami strategicznymi, m.in. BCG, Capgemini, HCLTech, Infosys, McKinsey, TCS i Wipro, którzy wspierają organizacje w planowaniu, wdrażaniu i tworzeniu dedykowanych agentów AI, co przyspiesza wdrożenie i wykorzystanie platformy Gemini Enterprise. Firmy takie jak Accenture, Deloitte, KPMG, Cognizant, Capgemini, Infosys, TCS i Wipro już korzystają z Gemini Enterprise wewnętrznie i rozszerzają zakres swoich usług wokół tej platformy.
  3. Zaufana wyszukiwarka AI Agent Finder – umożliwia wybór spośród tysięcy agentów zweryfikowanych pod kątem bezpieczeństwa i interoperacyjności.
  4. Nowe możliwości monetyzacji – partnerzy mogą wprowadzać swoje rozwiązania na rynek i docierać z nimi do milionów klientów dzięki nowym ścieżkom partnerskim w ekosystemie Google Cloud.

By pomóc firmom szybciej wdrażać sztuczną inteligencję, Google Cloud wprowadza nowe programy edukacyjne, które wspierają rozwój kompetencji i efektywne wykorzystanie AI w organizacjach.

  • Google Skills, nowa, bezpłatna platforma szkoleniowa, która w jednym miejscu gromadzi ponad 3 000 kursów z całego ekosystemu Google – od Gemini Enterprise i Google DeepMind, po Grow with Google i Google for Education.
  • Program Gemini Enterprise Agent Ready (GEAR), nowy program edukacyjny, którego celem jest przeszkolenie miliona deweloperów w zakresie tworzenia agentów AI gotowych do zastosowania w środowisku biznesowym.
  • Gemini Agent Foundry, globalna inicjatywa łącząca hackathon z platformą wymiany wiedzy, która buduje społeczność twórców agentów klasy enterprise i umożliwia dzielenie się gotowymi rozwiązaniami.
  • Nowy zespół ekspertów Google Cloud – Delta – który wspiera organizacje w rozwiązywaniu najbardziej złożonych wyzwań technologicznych, współpracując bezpośrednio z ich zespołami.

„Gemini Enterprise zmienia sposób, w jaki organizacje korzystają ze sztucznej inteligencji w codziennej pracy. Naszym głównym celem jest zapewnienie, by wszyscy pracownicy mogli w pełni wykorzystać potencjał, jaki oferuje Google AI. Będziemy aktywnie wspierać ich na każdym etapie tej drogi” – podsumował Thomas Kurian, dyrektor generalny Google Cloud.

Grupa Tarczyński zawarła umowę plasowania akcji z Santander

0

Grupa Tarczyński zawarła z Santander Bank Polska – Santander Biuro Maklerskie umowę plasowania nie więcej niż 2 mln akcji zwykłych serii G. W przypadku decyzji spółki o rozpoczęciu oferty publicznej, bank obejmie rolę wyłącznego globalnego koordynatora oraz wyłącznego prowadzącego księgę popytu. Środki z ewentualnej emisji mają zostać przeznaczone na rozbudowę przestrzeni i mocy produkcyjnych kluczowych produktów celem sprostania rosnącemu popytowi na produkty spółki oraz projekty innowacyjne w obszarze zwiększenia efektywności gospodarki surowcowej. Podpisana umowa nie oznacza rozpoczęcia oferty publicznej akcji.

Akcjonariusze firmy zdecydowali o emisji akcji serii G podczas walnego zgromadzenia zwołanego 12 czerwca 2025 r. Emisja akcji może zostać przeprowadzona w trybie subskrypcji prywatnej, bez obowiązku sporządzania, zatwierdzania ani udostępniania prospektu lub innego dokumentu informacyjnego. Ustalenie ceny emisyjnej nastąpi w procesie budowy księgi popytu.

Tarczyński jest dziś dominującym podmiotem na krajowym rynku kabanosów z udziałem na poziomie 70 proc. (dane Nielsena). Firma dynamicznie zdobywa rynek parówek, przekraczając dziś 25 proc. ogólnego udziału w tym rynku, co czyni ją liderem również w tej kategorii (dane Nielsena).

Grupa Tarczyński po I półroczu 2025 r. wypracowała 1,063 mld zł przychodów ze sprzedaży, o ponad 8,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk EBITDA wyniósł 133,5 mln zł wobec 151,9 mln zł rok wcześniej. Zysk netto sięgnął 67,4 mln zł w porównaniu z 75,3 mln zł rok wcześniej. Sprzedaż eksportowa w analizowanym okresie wyniosła 350,2 mln zł, co oznacza niemal 20 proc. wzrost r/r.

Zdrowie psychiczne w pracy to nie przywilej. To fundament nowoczesnego przywództwa

Uznanie zdrowia psychicznego za ważne w pracy, nie jest dziś gestem dobrej woli. To jeden z kluczowych wymiarów przywództwa. Firma, która naprawdę wspiera w tym obszarze, oprócz inwestycji w narzędzia takie jak np. benefity budujące dobrostan, dba także o kulturę organizacyjną, stawiając na uważność i zaufanie. To również codzienne relacje, język i postawy decydują o tym, czy pracownik czuje się bezpiecznie – czy ma przestrzeń, by być sobą. Także w trudniejszych momentach.

Niepokojące sygnały rzadko pojawiają się nagle. Częściej to coś delikatnego: ktoś, kto dotąd chętnie rozmawiał, zaczyna milczeć. Przestaje wpadać na kawę, nie angażuje się w sprawy zespołowe, traci swój naturalny rytm. Albo przeciwnie – utrzymuje pozory, ale wewnętrznie się sypie. Tak zwany „uśmiechnięty kryzys” jest szczególnie trudny do wychwycenia. Wymaga relacji opartej na zaufaniu i gotowości do dostrzegania niuansów.

Lider nie musi być specjalistą od zdrowia psychicznego, ale jego rola nie kończy się na wynikach biznesowych i tabelach. Warto, by potrafił powiedzieć: „Widzę, że coś się zmieniło. Jestem tu, gdybyś mnie potrzebował”. To nie wymaga wielkich kompetencji terapeutycznych – to wymaga obecności.

Są jednak granice, których nie wolno przekraczać. Zdrowie psychiczne to obszar prywatny. Nie pytamy o diagnozy, terapię, leki. Nawet jeśli pracownik sam się tym podzieli, nie ciągniemy rozmowy dalej – nie pytamy, „czy był już u specjalisty” ani „czy coś się poprawiło”. Naszą rolą nie jest kontrola, ale otwartość. Zamiast: „Jak mogę ci pomóc?”, lepiej powiedzieć: „Chcę być twoim zasobem”, „Jestem tutaj, jeśli mnie potrzebujesz”.

Wsparcie psychiczne to również narzędzia, które organizacja może, a wręcz powinna, oferować. Zarówno w formie stałego dostępu do specjalistów, jak i szybkiej reakcji w sytuacjach kryzysowych, a także w formie podnoszenia kompetencji miękkich – takich jak umiejętność radzenia sobie ze stresem, przeciwdziałania wypaleniu.  W Multi.Life pracujemy nad tym, by takie wsparcie było dostępne, bezpieczne i zintegrowane z codziennym funkcjonowaniem organizacji. Nie po to, by „naprawiać ludzi”, ale by towarzyszyć im w procesie, dając profesjonalne i empatyczne wsparcie.

Równie ważne są zasady, które obowiązują w organizacji. Kultura, w której nie żartujemy z cierpienia, nie wyśmiewamy emocji, nie ignorujemy trudności, jest bardziej odporna na kryzysy. Warto wprowadzić prostą regułę: nie śmiejemy się z rzeczy, które mogą kogoś wykluczać, także w sferze zdrowia psychicznego.

I jeszcze jedna rzecz, o której liderzy często zapominają: nie pomożesz innym, jeśli sam jesteś na granicy wyczerpania. Trzeba zadbać o siebie: o swoje zasoby, emocje i granice. Pomoc, która odbywa się kosztem własnego zdrowia, nie działa długo. Jak w samolocie, najpierw maska tlenowa dla siebie, potem dla innych.

Dbanie o zdrowie psychiczne w pracy to nie projekt specjalny. To proces wymagający czasu, relacji i odwagi. Ale kiedy jest obecny, zmienia wszystko: zespoły lepiej współpracują, ludzie czują się bezpieczniej, a organizacja staje się miejscem, w którym chce się być, a nie tylko pracować.

Złoty bez większych wahań po decyzji RPP. Euro wciąż pod presją polityki Francji

Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o obniżkach stóp procentowych. Rynek spodziewał się, że zapadnie ona na kolejnym posiedzeniu, nie widać jednak silnych reakcji. Sytuacja we Francji dalej ciąży euro, a Rumunia ma poważny problem z inflacją.

RPP zaskoczyła rynki

Większość analityków zakładała, że nie dojdzie wczoraj do obniżek stóp procentowych. Był to oczywiście pewien scenariusz „B”, ale nie tak popularny. W rezultacie, gdy po 15:00 zobaczyliśmy cięcia, rynek zareagował przeceną złotego. Szybko jednak inwestorzy doszli do wniosku, że jest to raczej przyspieszenie czegoś, do czego ich zdaniem i tak powinno jeszcze dojść w tym roku. Wróciliśmy blisko poziomów, z których zaczynał się ruch. Najwyraźniej uznano, że decydująca będzie dzisiejsza konferencja prasowa. Z jednej strony znamy bowiem prognozy inflacyjne NBP i zapowiadany wzrost w dalszej części roku. Z drugiej pojawiło się dalsze mrożenie cen energii, a dotychczasowe odczyty inflacji znajdują się delikatnie poniżej prognoz. Gdyby zapowiadano kolejne obniżki, można oczekiwać osłabienia się złotego względem głównych walut.

Euro szuka dna

We wczorajszym utrzymaniu wartości złotego względem euro pomogły też problemy tej waluty. We Francji trwa spektakl wyboru kandydatów na premiera, w którego sukces nie wierzy już chyba nikt. Prezydent niby udaje, ale patrząc na sondaże poparcia, odbija się to mocną czkawką. Oficjalnie w ciągu 48 godzin mamy poznać kolejnego kandydata na premiera. Realnie jest to przeciągnięcie czasu do końca tygodnia. Patrząc na obecną sytuację, kraj ten musi się zmierzyć z przedterminowymi wyborami – przynajmniej parlamentarnymi. Słychać wiele głosów, że również prezydenckimi, ale prezydent ma możliwość utrzymania się na razie na stanowisku. Nie widać za to szans na utworzenie rządu. Wszystko to powoduje, że euro drugi już dzień z rzędu atakuje poziom 1,16 USD.

Rumunia nie zmienia stóp procentowych

W ostatnich miesiącach jest tak, że przeważnie sprawdzamy, czy w danym państwie bank centralny obniża, czy utrzymuje stopy procentowe. W Rumunii jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli. Kraj ten pomimo wartości 6,5% tego wskaźnika, ma istotny problem z inflacją. W lipcu uwolniono ceny energii i rachunki poszły w górę o ponad 60%. W rezultacie również inflacja zaczęła gwałtownie wzrastać. W czerwcu było to 5,66%, w lipcu 7,8%, a w sierpniu mamy już 9,9%. Obecnie ten kraj jest w sytuacji, gdzie nie tylko musi na jakiś czas zapomnieć o obniżkach, ale być może musi zaakceptować wzrost stóp procentowych. Już teraz jednak bardzo drogi kredyt dławi tamtejszą gospodarkę. Można oczywiście dalej mrozić ceny energii, ale jeżeli już teraz różnica wynosiła 60%, to późniejsze odmrożenie będzie jeszcze bardziej brutalne.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych najważniejsza wydaje się konferencja prasowa prezesa NBP. Teoretycznie powinniśmy poznać dane z USA z rynku pracy, ale do tego prawdopodobnie nie dojdzie przez zamknięcie rządu z powodu konfliktu wokół budżetu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Uważność i współczucie obniżają poziom stresu, lęku i objawów depresji – nowe badania

Osoby, które praktykują współczucie dla samych siebie i uważność, są mniej podatne na objawy depresji i lęku. Dlaczego tak się dzieje? Wzajemne zależności między samowspółczuciem, czyli życzliwym traktowaniem siebie, uważnością a objawami lęku i depresji badali naukowcy m.in. z Uniwersytetu SWPS. Wyniki opublikowano w magazynie „Archives of Psychiatry and Psychotherapy”.

W ostatnich latach coraz więcej uwagi naukowcy poświęcają badaniom nad współczuciem dla samego siebie (ang. self-compassion), czyli życzliwym traktowaniem swojej osoby, i jego przełożeniu na dobrostan i zdrowie psychiczne, w tym łagodzenie objawów depresji czy lęku1. Podobnie wzrosło zainteresowanie badaczy praktykami uważności (ang. mindfulness), które – jak dowiedziono – mają korzystny wpływ na samopoczucie2. Niewiele wiadomo jednak na temat tego, jak uważność w powiązaniu ze współczuciem dla siebie wpływają na dobrostan osób zdrowych i osób doświadczających zaburzeń psychicznych, np. zmagających się z depresją.

Z badań wynika, że zarówno współczucie dla samego siebie, jak i uważność zmniejszają prawdopodobieństwo występowania depresji i lęku, a także pozytywnie wpływają na dobrostan. Ale w jaki sposób oba te mechanizmy powiązane są ze zdrowiem psychicznym? Jedna z teorii mówi, że gdy ludzie są bardziej uważni i świadomi swoich problemów psychicznych, stają się bardziej współczujący dla siebie. Może być też tak, że kiedy ludzie praktykują współczucie dla siebie, bardziej skupiają się na danej chwili i nawet trudne doświadczenia przyjmują z otwartością wynikającą z przeświadczenia o tym, że poradzą sobie z przeciwnościami losu. Badania wskazują, że istotnym czynnikiem w tych mechanizmach jest też martwienie się, którego wpływ na zdrowie psychiczne może zostać złagodzony przez samowspółczucie.

Uważność, współczucie, depresja – jak to się wiąże?

Naukowcy – Patryk Roczon (OdNova Terapia), dr hab. n. med. Paweł Holas, prof. UW (Uniwersytet Warszawski), dr Marzena Rusanowska (Polska Akademia Nauk), dr hab. Izabela Krejtz, prof. USWPS (Uniwersytet SWPS) i dr hab. John B. Nezlek, prof. USWPS (Uniwersytet SWPS) – postanowili sprawdzić, jaki związek ma uważność, współczucie dla samego siebie i martwienie się z depresją i lękiem.

Depresja jest problemem globalnym i najczęściej diagnozowanym zaburzeniem psychicznym na świecie. Choć dysponujemy różnymi metodami terapii, nadal nie rozumiemy w pełni, jakie są zależności między współczuciem dla samego siebie, uważnością (mindfulness), martwieniem się (negatywne myślenie) oraz objawami depresji i lęku. Ma to zdaniem autorów artykułu potencjalnie istotne implikacje dla procesu leczenia.

W badaniu wzięło udział 344 uczestników, w tym 146 ze zdiagnozowaną depresją. Pozostałe 198 zdrowych osób stanowiło grupę kontrolną. Uczestnicy wypełniali kwestionariusze online na temat współczucia dla samych siebie, uważności, martwienia się, a także objawów lęku i depresji.

Naukowcy postawili kilka hipotez, m.in., że osoby z depresją wykazują niższy poziom współczucia dla samych siebie i uważności, a także bardziej się martwią i mają więcej objawów depresyjnych i lękowych niż osoby zdrowe oraz że współczucie dla samego siebie jest pozytywnie skorelowane z uważnością, a negatywnie z martwieniem się, depresją i lękiem.

Dynamiczne i wzajemne zależności

Zgodnie z oczekiwaniami wykazano, że zarówno współczucie dla siebie, jak i uważność mają przełożenie na stan zdrowia psychicznego. Praktykowanie uważności często wiązało się z życzliwym traktowaniem siebie i podobnie jak w wynikach poprzednich badań oba te mechanizmy zmniejszały prawdopodobieństwo występowania objawów depresji i lęku czy martwienia się, co może stanowić ważne implikacje dla psychoterapii. Ponadto, podobnie jak w wynikach wcześniejszych badań, stwierdzono, że praktykowanie samowspółczucia i uważności rzadziej dotyczyło uczestników z depresją niż osób zdrowych.

Wyniki stanowią uzupełnienie dotychczasowych badań i świadczą o tym, że praktykowanie uważności i samowspółczucia może zmniejszyć podatność na stres emocjonalny. W szczególności przed depresją i lękiem chroni wyższy poziom współczucia dla siebie. W przyszłości należałoby skupić się na przyczynowości i dynamicznym charakterze relacji między tymi dwoma mechanizmami. – psycholożka dr hab. Izabela Krejtz, prof. USWPS z Wydziału Psychologii w Warszawie Uniwersytetu SWPS, współautorka badań

Artykuł na temat badania “The interplay between self-compassion and mindfulness in the explanation of depression and anxiety in depressed individuals” ukazał się w magazynie „Archives of Psychiatry and Psychotherapy”.

1Neff, K., & Germer, C. (2017). Self-compassion and psychological well-being. Oxford Handbooks Online. https://doi.org/10.1093/oxfordhb/9780190464684.013.27.

2Goldberg, S. B., Tucker, R. P., Greene, P. A., Davidson, R. J., Wampold, B. E., Kearney, D. J., & Simpson, T. L. (2018). Mindfulness-based interventions for psychiatric disorders: A systematic review and meta-analysis. Clinical Psychology Review, 59, 52-60. https://doi.org/10.1016/j.cpr.2017.10.011.

Nowe ubezpieczenie zdrowia psychicznego od Nationale-Nederlanden

Nationale-Nederlanden wprowadza na rynek umowę dodatkową zdrowie psychiczne – rozwiązanie odpowiadające na rosnące wyzwania związane z kondycją psychiczną Polaków. Obejmuje szybki dostęp do psychologa i psychiatry, finansowanie psychoterapii oraz świadczenie pieniężne w razie hospitalizacji psychiatrycznej. Produkt dostępny dla osób w wieku od 3 do 71 lat łączy profilaktykę, interwencję kryzysową i bezpieczeństwo finansowe, oferując kompleksowe wsparcie zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci i młodzieży.

Zdrowie psychiczne to dziś jeden z kluczowych tematów społecznych, a jednocześnie obszar, w którym wiele osób wciąż nie otrzymuje wystarczającego wsparcia. Dzięki nowej umowie dodatkowej nasi klienci zyskują dostęp do specjalistów w krótkim czasie, finansowanie psychoterapii oraz realną pomoc w kryzysie. To nie jest tylko polisa – to kompleksowy pakiet rozwiązań, które dają poczucie bezpieczeństwa – mówi Joanna Walczuk, dyrektorka ds. produktów w Nationale-Nederlanden.

Diagnoza sytuacji – co mówi badanie Nationale-Nederlanden[1]?

Codzienna troska o zdrowie psychiczne to nie luksus, ale konieczność. W szybkim tempie życia zarówno dorośli, jak i dzieci coraz częściej zmagają się z napięciem, stresem czy kryzysami emocjonalnymi, a dostęp do profesjonalnej pomocy bywa ograniczony przez czas oczekiwania i koszty. Dlatego tak ważne jest, aby wsparcie obejmowało nie tylko sytuacje nagłe, ale także codzienną profilaktykę i budowanie odporności psychicznej.

W tym kontekście szczególnej uwagi wymaga kondycja najmłodszych – to oni, obok dorosłych, najbardziej odczuwają brak systemowych rozwiązań i potrzebują szybkiej, adekwatnej pomocy. Wyniki badania „Kondycja psychiczna dzieci i młodzieży” zrealizowanego dla Nationale-Nederlanden pokazują, że skala problemu jest poważna. 59% rodziców zauważyło spadek formy psychicznej swojego dziecka, ale tylko co trzecia rodzina skorzystała z pomocy specjalisty. Co więcej, 42% rodziców przyznaje, że nie wie, jak reagować na problemy emocjonalne dzieci, a jedynie 15% pozytywnie ocenia systemowe wsparcie psychologiczne.

Znaczącą barierą pozostają koszty prywatnych konsultacji – psychiatra dziecięcy to średnio ok. 500 zł za wizytę, a sesja terapeutyczna 150-250 zł. Badania pokazują też, że w dużych miastach rodzice częściej korzystają z pomocy profilaktycznie, czyli zanim problem emocjonalny dziecka przerodzi się w kryzys wymagający natychmiastowej interwencji (39% vs. 23% na wsi). Dodatkowo rodziny z terenów wiejskich częściej deklarują brak wystarczających środków finansowych na prywatnego psychiatrę dziecięcego (45% na wsi vs. 36% w miastach). Natomiast dziewczynki częściej niż chłopcy korzystają ze wsparcia specjalisty w przypadku problemów z rówieśnikami (38% vs. 22%).

Warto podkreślić, że 23% dzieci w wieku 10-14 lat doświadczyło hejtu w internecie lub w szkole, a ponad 40% rodziców i 36% dzieci miało już kontakt z psychologiem lub psychiatrą. To pokazuje, że z jednej strony rośnie akceptacja dla terapii, z drugiej – skala potrzeb jest ogromna i stale się pogłębia.

Rodzice i opiekunowie często czują się bezradni wobec problemów emocjonalnych dzieci. Brakuje im wiedzy, narzędzi i szybkiego dostępu do pomocy. Potrzebne nam są rozwiązania odpowiadające na te potrzeby – łączenie dostępności, finansowania i profilaktyki, dającej poczucie, że w trudnych momentach nie jest się samym. Dotyczy to tak samo osób młodych i rodzin, jak każdego, kto w danym okresie życia mierzy się z trudnościami mogącymi wymagać specjalistycznego wsparcia – mówi prof. Marcin Wojnar, Kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, ekspert ds. zdrowia psychicznego współpracujący z Nationale-Nederlanden.

Wsparcie od profilaktyki po kryzys

Produkt został zaprojektowany tak, aby odpowiadać na potrzeby w trzech kluczowych obszarach: szybkiego dostępu do pomocy, wsparcia terapeutycznego i bezpieczeństwa finansowego w sytuacjach kryzysowych. Ubezpieczeni mają zagwarantowaną telekonsultację w ciągu 5 dni roboczych i wizytę stacjonarną do 10 dni, a w ramach ochrony mogą skorzystać z 15 konsultacji z psychologiem i 5 z psychiatrą na jedno zdarzenie ubezpieczeniowe, czyli pojawienie się jednej z chorób związanych z zaburzeniami psychicznymi. Dodatkowo, jeśli zaleci to lekarz psychiatra, dostępne są także wizyty u internisty/pediatry lub specjalistów z 24 innych dziedzin medycyny (do 5 na jedno zdarzenie), a także badania diagnostyczne (również do 5 zleceń). Psychoterapia – indywidualna, rodzinna lub dla par – jest finansowana do kwoty 10 000 zł, a kolejne sesje dofinansowywane są w wysokości 50 procent kosztu, do 150 zł każda, co pozwala rodzinom kontynuować leczenie bez barier finansowych.

W nagłych sytuacjach klient ma do dyspozycji pięć interwencji kryzysowych rocznie — szybkie konsultacje specjalistyczne, które można wykorzystać przy załamaniu emocjonalnym lub w trudnych przypadkach, gdy osoba ubezpieczona potrzebuje pilnie uzyskać poradę specjalisty – psychologa lub psychiatry. Dodatkowo, w razie hospitalizacji psychiatrycznej trwającej co najmniej 11 dni, ubezpieczony otrzymuje świadczenie finansowe w wysokości 10 000 zł – środki, które można przeznaczyć na dowolny cel w trudnym okresie. Integralną częścią umowy jest także Trening Odporności Psychicznej online – sześciotygodniowy program składający się z 42 krótkich filmów i ćwiczeń. W wersji dla dorosłych wspiera koncentrację, skuteczność i opanowanie, a w wersji dla dzieci i rodziców uczy, jak budować odporność psychiczną od najmłodszych lat.

Chcemy, aby nasi klienci czuli, że mają w ręku konkretne narzędzie do działania. Umowa dodatkowa zdrowie psychiczne to połączenie empatii i praktycznych rozwiązań – od treningu odporności, przez szybki dostęp do psychologa i psychiatry, aż po finansowe wsparcie w razie hospitalizacji. Wierzymy, że to rozwiązanie, które realnie zmieni komfort życia wielu rodzin – powiedziała Joanna Walczuk.

Realne narzędzie do wsparcia zdrowia psychicznego

Produkt został zaprojektowany z myślą o codziennych wyzwaniach – od pierwszych symptomów, przez wsparcie w kryzysie, po długoterminową terapię. Dzięki jasnej strukturze świadczeń i szybkim terminom ubezpieczeni otrzymują klarowną ścieżkę działania. Umowa dodatkowa zdrowie psychiczne jest dostępna dla osób w wieku 3-71 lat i może być zawarta jako rozszerzenie do wybranych ubezpieczeń na życie Nationale-Nederlanden.

[1] Badanie „Kondycja psychiczna dzieci i młodzieży” zrealizowane przez Smartscope na zlecenie Nationale-Nederlanden, sierpień 2025 r., na reprezentatywnej próbie ogólnopolskiej rodziców dzieci w wieku 10–17 lat (N=1000) oraz dzieci w wieku 10–17 lat (N=500).

Polska dogoni średni poziom rejestracji aut elektrycznych w UE za mniej niż 4 lata

Mniej niż 4 lata dzielą Polskę od osiągnięcia poziomu rejestracji samochodów całkowicie elektrycznych odnotowywanego obecnie średnio w Unii Europejskiej – wynika z najnowszej edycji cyklicznego raportu PSNM oraz F5A „Polish EV Outlook”. Punktem krytycznym dla polskiego rynku będzie rok 2026 – ostatni okres obowiązywania dofinansowania ze środków publicznych. Jak elektromobilność w Polsce będzie się rozwijać w kolejnych latach?Polish_EV_Outlook_2025_Wyd_II_Komunikat_Grafika_02

„Polish EV Outlook” to najbardziej kompleksowa analiza rynku zeroemisyjnego transportu w Polsce. Report przedstawia pełen obraz sektora osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów elektrycznych oraz prognozy jego rozwoju do 2040 r.

Polska elektromobilność znajduje się obecnie na fali wznoszącej, zwłaszcza z porównaniem do roku poprzedniego. Liczba rejestracji osobowych BEV w pierwszych trzech kwartałach wzrosła ponad dwukrotnie, ich udział rynkowy w ostatnich miesiącach sięga 8%. To jednak nadal znacznie mniej niż obecna średnia unijna. Kiedy polski rynek naprawdę się rozpędzi?

Odpowiedzi na to pytanie udzielamy w najnowszym wydaniu „Polish EV Outlook” w dwóch wariantowych scenariuszach. Bardziej optymistyczna prognoza, przewidująca m.in. szeroką optymalizację prawa, zakłada, że do 2030 r. liczba rejestracji osobowych i dostawczych BEV może wzrosnąć do ok. 197 tys., a po polskich drogach będzie jeździć ponad 700 tys. takich pojazdów. To niemal 7 razy więcej niż obecnie. Udział BEV na rynku pojazdów osobowych zbliży się do średniej odnotowanej obecnie w UE już za mniej niż 4 lata. W 2029 r. pod względem udziału zbliżymy się do wyników obserwowanych dziś w Niemczech lub Francji. Europejskich liderów, w szczególności Danii, nie „dogonimy” jednak aż do 2035 r. – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

A krótkoterminowo? Aktualnie kluczowy czynnik prowadzący do wzrostu popularności samochodów elektrycznych na polskim rynku stanowią dopłaty z programu „NaszeEauto”. Ich zakończenie w czerwcu 2026 r. doprowadzi do przejściowego spadku rejestracji BEV.Polish_EV_Outlook_2025_Wyd_II_Komunikat_Grafika_03

– Ten spadek jest naturalnym zjawiskiem, które obserwowaliśmy wcześniej nie tylko w Polsce, ale również na wielu innych, europejskich rynkach. Po obniżeniu  popytu w II połowie 2026 r., w 2027 r. segment BEV ponownie wróci na ścieżkę wzrostu. Będzie to m.in. konsekwencja konieczności realizacji obowiązku redukcji emisji wynikającego z unijnego rozporządzenia 2019/631. Koncerny, które w latach 2025-2026 nie wypełniły minimalnych limitów sprzedaży pojazdów zeroemisyjnych, będą musiały to nadrobić w roku 2027. Równie ważną przyczyną prognozowanego wzrostu jest rozbudowa infrastruktury ładowania i postępujące wyrównywanie kosztów nabywania ICE i BEV – dodaje Jan Wiśniewski.

Potwierdzają to liczby. W I połowie 2025 r. średnia cena ważona osobowych „elektryków” sprzedawanych na polskim rynku była o ok. 20% wyższa niż pojazdów spalinowych. Rok wcześniej różnica wynosiła aż 39%.

– Powodem zmniejszenia tej różnicy jest m.in. wzrost cen samochodów spalinowych oraz zwiększone zainteresowanie Polaków mniejszymi (i tańszymi) „elektrykami”. Istotne  znaczenie ma jednak również realny spadek cen BEV. Dla przykładu średnia ważona cena samochodów elektrycznych segmentu C w ciągu roku zmniejszyła się ze 176 849 zł do niecałych 174 748 zł. Różnica może nie jest znacząca, ale obrazuje trend, który w kolejnych miesiącach będzie miał coraz bardziej pozytywny wpływ na rozwój elektromobilności w Polsce – mówi Albert Kania, dyrektor operacyjny F5A New Mobility Research and Consulting.

Co jeszcze wynika z najnowszego wydania „Polish EV Outlook”?

Polacy najchętniej kupują „elektryki”, którym rozmiarami daleko od samochodów miejskich. Najpopularniejsze na polskim rynku są pojazdy segmentu D, który w 2025 r. odpowiada za 28% wszystkich rejestracji. Ten trend zaczyna się jednak odwracać – biorąc pod uwagę popularne segmenty, w 2025 r. największy wzrost sprzedaży zarejestrowano wśród SUVów segmentu B. Samochody elektryczne w Polsce są rejestrowane przede wszystkim na firmy. W 2025 r. udział przedsiębiorców na rynku BEV wynosi ok. 82%. To nieznaczny spadek względem ubiegłego roku, wynikający w znacznej mierze z zasad programu „NaszEauto”.

Największa flota „elektryków” jeździ w Warszawie – w stolicy zarejestrowano 23% polskiego parku samochodów całkowicie elektrycznych. Łączny udział miast liczących od 300 tys. do 1 mln mieszkańców (Bydgoszcz, Lublin, Szczecin, Gdańsk, Poznań, Łódź, Wrocław, Kraków) wynosi 26%. Biorąc pod uwagę województwa, zdecydowanie liderem jest mazowieckie, gdzie kumulatywnie zarejestrowano prawie 33 tys. To więcej niż łącznie (!) w kolejnych trzech województwach w stawce (czyli wielopolskim, śląskim oraz małopolskim). Dół rankingu niezmiennie okupują województwa warmińsko-mazurskie (łącznie zaledwie 1370 zarejestrowanych BEV), opolskie oraz lubuskie – mówi Albert Kania.

„Polish EV Outlook” zawiera również m.in. prognozę zapotrzebowania energetycznego floty elektrycznych samochodów osobowych i dostawczych w Polsce do 2040 r. Wbrew wielu mitom, rozwój elektromobilności nie doprowadzi do drastycznego wzrostu zużycia energii. Flota BEV, która w roku 2035 może liczyć nawet 2,24 mln szt. wpłynie na zwiększenie popyt na energię o niecałe 2,6% względem zapotrzebowania z 2024 r. (169 TWh wg danych PSE).  Oprócz tego treść raportu PSNM  i F5A obejmuje bogaty zbiór informacji na temat infrastruktury ładowania w Polsce, wraz z prognozami rozwoju tego sektora do 2040. Wiele miejsca poświęcono porównaniu udziału rynkowego, stopnia rozbudowy, lokalizacji i mocy sieci poszczególnych operatorów. Ponadto, w szczegółowy sposób przeanalizowano ofertę modelową w segmencie e-mobility, wraz ze zmianami trendów cenowych na rynku BEV. Opracowanie zawiera również kompleksowe dane dotyczące rynku zeroemisyjnego transportu ciężkiego.

„Polish EV Outlook” jest dostępny w cyfrowej formie, opartej na chmurze i narzędziach Power Bi. W rezultacie raport zapewnia niedostępne wcześniej możliwości analizy danych, wizualizacji trendów oraz porównywania prognoz. Dzięki interaktywnym dashboardom użytkownicy mogą w intuicyjny sposób eksplorować dane, generować własne zestawienia i pozyskiwać informacje wspierające prowadzenie biznesu.

Więcej informacji o „Polish EV Outlook 2025”, jak również możliwość zamówienia raportu, dostępne jest na stronie: polishevoutlook.pl

Nowelizacja prawa geodezyjnego: koniec opłat za rejestr cen nieruchomości

Pod koniec września Sejm jednogłośnie przyjął nowelizację Prawa geodezyjnego i kartograficznego, która znosi opłaty za udostępnianie danych z rejestru cen nieruchomości. Chociaż ustawa czeka jeszcze na zatwierdzenie przez Senat i Prezydenta, już dziś widać, że jej wejście w życie może oznaczać fundamentalną zmianę w funkcjonowaniu rynku mieszkaniowego.

Dotychczas dane transakcyjne były dostępne, ale trzeba było za nie płacić znaczne kwoty. Sam proces ich zamawiania był określany jako kłopotliwy i czasochłonny. Nowelizacja ustawy usuwa co prawda barierę kosztową, ale nie oznacza jeszcze powstania jednolitego systemu, gdzie dane będą łatwo dostępne do przeglądania. Nadal obowiązywać będą proceduralne ograniczenia, które mogą utrudniać korzystanie z rejestru.

Środowisko geodezyjne i rząd sygnalizują, że docelowo dane mają być udostępniane w ramach usługi sieciowej. – Takie rozwiązanie wiąże się jednak z określonymi kosztami. Według szacunków utrata przychodów starostw powiatowych z tytułu odpłatnego udostępniania danych wyniesie około 8,4 mln zł rocznie, a stworzenie ogólnokrajowego systemu sieciowego to dodatkowy wydatek rzędu 19 mln zł – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego SonarHome.

Dlaczego to ważne dla Kowalskiego?

Zniesienie opłat to bardzo ważna zmiana dla przeciętnego Kowalskiego, ale pod warunkiem, że dane nie tylko staną się darmowe, lecz także będą dostępne w przystępnej formie. – Obecnie obowiązuje wysoka bariera proceduralna, przez którą tylko najwytrwalsi – ci, którym bardzo zależy – są w stanie przejść. Sam proces zapytania, otrzymania i odczytania danych bywa dla przeciętnego konsumenta niemal nieosiągalny. Jeżeli jednak poza zniesieniem opłat dane będą udostępniane w prostszy sposób, to wpływ dla konsumentów będzie ogromny. Transparentność i ograniczenie asymetrii informacji przełożą się na realne zmiany w codziennych transakcjach – uważa Anton Bubiel.

Obecnie kupujący w analizie rynku najczęściej posługują się cenami ofertowymi, czyli kwotami, których oczekują sprzedający. Dzięki rejestrowi cen transakcyjnych będzie można skonfrontować je z rzeczywistymi wartościami. Sprzedający i kupujący dowiedzą się, ile naprawdę warte są mieszkania w konkretnych lokalizacjach i o zbliżonych parametrach. Negocjacje staną się krótsze, a skrajne odchylenia – zarówno zawyżone ogłoszenia, jak i zaniżone oferty – zostaną ograniczone.

Zdaniem eksperta SonarHome kupujący zyskają też możliwość łatwiejszego odsiewania rzekomych okazji od lokali przeszacowanych jedynie marketingiem. Sprzedający natomiast będą mogli konfrontować swoje oferty z rzeczywistymi transakcjami i lepiej dostosować ceny do realiów rynkowych.

Nowe możliwości dla rynku i instytucji

Zniesienie opłat wpłynie również na funkcjonowanie rzeczoznawców, firm proptechowych i branży bankowej. Ułatwi i obniży koszty pozyskiwania danych porównawczych, co umożliwi tworzenie bardziej rzetelnych i systemowych wycen nieruchomości.

Mechanizmy automatycznej wyceny istnieją już dziś. Łatwy, tani i terminowy dostęp do danych pozwoli modelom bazującym na AI dostarczać bardzo rzetelne odpowiedzi. Dzięki temu branża bankowa i rynek proptech zyskają solidne podstawy do budowania narzędzi do wyceny.

Jak podkreśla Anton Bubiel, nowelizacja zmieni także układ sił na rynku. – Mniejsza będzie, jak to ujęto, sekretna przewaga usługodawców, pośredników i podmiotów, którzy dotąd bazowali na dostępie do danych niejawnych, niedostępnych dla konsumentów. W nowym otoczeniu wygrają ci, którzy będą w stanie dostarczać ogólnodostępne dane w przystępnych zestawieniach, a ich siłą stanie się dodatkowa wartość – wyjaśnianie, opowiadanie i tłumaczenie danych, a nie sam fakt posiadania do nich dostępu – podkreśla ekspert SonarHome.

Jakość i kompletność danych

Zniesienie opłat nie rozwiązuje problemów jakościowych. Proces wprowadzania danych do rejestru różni się między starostwami. W jednych akty wprowadzane są szybko, w innych wolniej, w zależności od ludzkich możliwości. Zdarzało się, że zamawiając w tym samym czasie dane z kilku powiatów, otrzymywano informacje obejmujące różne okresy. Dlatego nierzadko trzeba było potem wnioskować o uzupełnienie części danych.

Opóźnienia w dostępie do danych są normą. Nie można kupić informacji o akcie notarialnym z dnia poprzedniego. Realnie opóźnienia wynoszą od 3 do 6 miesięcy, a w czasach większego natężenia transakcji w niektórych lokalizacjach, jak w Warszawie, sięgały nawet 9 miesięcy. Dane bywają też trudne do porównania. Część transakcji uwzględnia VAT, inne nie. Bywa także, że cena uwzględnia miejsce garażowe lub wyposażenie mieszkania. Największym problemem pozostaje jednak brak informacji o standardzie mieszkań. W praktyce zdarza się, że w tym samym budynku mieszkania o podobnym metrażu różnią się ceną o kilka tysięcy złotych za metr kwadratowy i nie wiadomo, czy powodem jest wyjątkowa okazja, czy różnice w standardzie wykończenia.

Wprowadzenie darmowego dostępu do danych transakcyjnych to kolejna zmiana prokonsumencka. Razem z obowiązkiem publikowania cen ofertowych przez deweloperów tworzy spójny kierunek, którego celem jest transparentność, lepszy obieg informacji i adresowanie asymetrii, na których część podmiotów budowała swoją przewagę. Teraz zaistniała szansa, że tych nierówności będzie znacznie mniej – podsumowuje Anton Bubiel.

AI Chamber apeluje o utworzenie jednej regionalnej Gigafabryki AI

AI Chamber (Izba AI) – instytucja zrzeszająca startupy, firmy i organizacje pozarządowe zajmujące się sztuczną inteligencją (AI) w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (CEE), w imieniu reprezentowanych podmiotów wystosowała list otwarty do rządów państw CEE, wzywając premierów, ministrów i wysokich urzędników do porzucenia konkurencyjnych, pojedynczych krajowych wniosków o finansowanie z Unii Europejskiej na rzecz zjednoczenia się wokół jednej, przełomowej propozycji: Europejskiej Gigafabryki AI w regionie CEE.

List otwarty, przygotowany przez AI Chamber i poparty dodatkowo przez kluczowe organizacje z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, ostrzega, że rozdrobnione podejście – zarówno w formie indywidualnych krajowych wniosków, jak i mniejszych zgłoszeń klastrowych – grozi pozbawieniem całego regionu krytycznej infrastruktury niezbędnej do rozwoju kolejnej generacji sztucznej inteligencji.

„Środki z UE są ograniczone i realistycznie rzecz biorąc, wesprą tylko jeden duży ośrodek infrastruktury AI w regionie CEE” – stwierdzono w liście. „Konkurencja pięciu odrębnych wniosków niemal gwarantuje porażkę co najmniej czterech z nich – a być może nawet wszystkich pięciu. Jedna wspólna propozycja, poparta przez 11 państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej, lub przynajmniej ich większość, staje się najsilniejszym kandydatem w Europie i ma gwarancję uzyskania finansowania.

Oświadczenie Izby AI skierowane do rządów krajów CEE podkreśla, że stoją one obecnie przed decydującym momentem. Kilka krajów popiera indywidualne propozycje dotyczące gigafabryk AI lub złożyło wnioski w małych klastrach, licząc na zabezpieczenie flagowego regionalnego centrum obliczeniowego i przechowywania danych. AI Chamber ostrzega, że ​​to fragmentaryczne podejście jest strategicznie błędne i niebezpieczne ekonomicznie. W liście podkreślono, że tylko jednolita propozycja zapewni regionowi potrzebny wpływ w Brukseli. „Tu nie chodzi tylko o infrastrukturę” – akcentuje list. „Chodzi o to, czy Europa Środkowo-Wschodnia będzie w znaczący sposób uczestniczyć w gospodarce opartej na AI, czy też pozostanie rynkiem peryferyjnym, zależnym od zachodnich i pozaeuropejskich dostawców”.

W obecnej sytuacji, ewaluatorzy z UE będą postrzegać liczne oferty z Europy Środkowo-Wschodniej jako dowód słabej koordynacji regionalnej, a oddzielne propozycje będą się wzajemnie dublować, zamiast tworzyć rzeczywistą przewagę regionalną. Poszczególne kraje same w sobie nie mają również wystarczającej siły negocjacyjnej, aby konkurować z uznanymi konsorcjami z Europy Zachodniej, które już teraz przewyższają Europę Środkowo-Wschodnią pod względem infrastruktury i wpływów politycznych.

W tym kontekście kluczowe jest pełne wykorzystanie kolektywnej siły regionu. AI Chamber podkreśla trzy kluczowe argumenty przemawiające za regionalną jednością:

  1. Znaczenie ekonomiczne: Przy ponad 100-milionowej populacji rynek Europy Środkowo-Wschodniej ma wystarczającą skalę, aby przedstawić przekonujący argument biznesowy za finansowaniem z UE.
  2. Pozycjonowanie strategiczne: Siła polityczna 11 państw narodowych wzmacnia pozycję negocjacyjną regionu.
  3. Potencjał innowacyjny: Połączenie talentów inżynierskich w całym regionie zapewniłoby wdrożenie na światowym poziomie, skuteczniejsze rozpowszechnianie wiedzy i najlepszych praktyk oraz wyższe długoterminowe zyski.

Zapewnienie jednej światowej klasy Gigafabryki AI dla Europy Środkowo-Wschodniej jest o wiele cenniejsze niż obserwowanie upadku wielu krajowych wnioskówpodkreśla Tomasz Snażyk, prezes AI Chamber. I dodaje:Wspólny projekt na taką skalę nie tylko zapewni infrastrukturę, której nasz region pilnie potrzebuje, ale także połączy nasze rozdrobnione krajowe ekosystemy AI. Korzyści – ekonomiczne, technologiczne i strategiczne – będą ogromne i długotrwałe, wykraczając daleko poza samą infrastrukturę i zasoby obliczeniowe. Budując superklaster AI, który integruje krajowe superkomputery w ujednoliconą sieć obliczeniową o wysokiej wydajności, możemy przyspieszyć wdrażanie AI w różnych sektorach oraz zapewnić małym i średnim przedsiębiorstwom (MŚP) moc obliczeniową niezbędną do skalowania i konkurowania na rynku globalnym.

List otwarty stanowi kontynuację CEE AI Action Plan, opublikowanego przez AI Chamber i stowarzyszenia partnerskie w czerwcu 2025 r., który zawiera propozycję wspólnego wniosku o Gigafabrykę AI i traktuje ją jako najwyższy priorytet regionu. AI Action Plan, oparty na pięciu strategicznych filarach, ma na celu zwiększenie innowacyjności opartej na AI, wsparcie wdrażania AI w MŚP, zniwelowanie luk w transformacji cyfrowej oraz umocnienie pozycji Europy Środkowo-Wschodniej jako kolejnego centrum sztucznej inteligencji w Europie. Jak wskazuje Plan, nawet niewielkie postępy we wdrażaniu AI mogłyby wygenerować do 100 miliardów euro dodatkowego PKB rocznie (5%), a MŚP – filary gospodarek regionu CEE – stanowią w takim przypadku wyjątkową szansę „mnożnika siły” dla wzrostu regionalnego. Plan podkreśla konieczność wdrożenia skoordynowanych działań jak: rozwój infrastruktury, programy retencji talentów, piaskownice regulacyjne oraz dedykowane finansowanie badań i rozwoju w dziedzinie AI, aby zapewnić Europie Środkowo-Wschodniej globalną konkurencyjność.

AI w służbie nauki: AstraZeneca przyspiesza rozwój leków dzięki sztucznej inteligencji

W ostatnich latach nauki life science przechodzą gwałtowną transformację, związaną między innymi z rozwojem technologii omicznych, w tym genomiki, oraz cyfryzacją procesów badawczo-rozwojowych. Ilość danych biologicznych, chemicznych i klinicznych – od sekwencji genomowych po obrazy mikroskopowe i wyniki badań pacjentów – stanowi coraz większe wyzwanie dla efektywnego prowadzenia badań klinicznych. AstraZeneca, jako pionier sektora life science, w celu przetwarzania i optymalnego wykorzystywania niespotykanej wcześniej ilości danych medycznych, zdecydowała się na zaadoptowanie narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji. Dzięki temu pacjenci mają szanse na szybszy dostęp do przełomowych leków.

– Dostęp do wysokiej jakości danych ma kluczowe znaczenie dla rozwoju nauki w dzisiejszym świecie. Jednak zbiory danych są użyteczne tylko wtedy, gdy można je właściwie analizować, interpretować i stosować w praktyce. Bez odpowiednich narzędzi istnieje ryzyko utraty potencjalnie kluczowych informacji w szumie, z którym każdego dnia mierzą się nasi naukowcy. Dzięki narzędziom sztucznej inteligencji ułatwiamy dostęp do zsyntezowanych, gotowych do analizy danych, co podnosi szanse na dokonywanie nowych, trafnych spostrzeżeń, a to z kolei przekłada się na proces odkrywania, opracowywania i dostarczania pacjentom nowych leków – powiedział Piotr Maślak, Head of Emerging Technologies w AstraZeneca​.

Nowe narzędzia oparte na AI przyspieszają rozwój firmy i przybliżają ją do osiągnięcia celów strategicznych do 2030 roku1– są to: zwiększenie rocznych globalnych przychodów firmy do 80 mld dolarów, wprowadzenie na rynek 20 nowych leków, a także osiągnięcie ujemnego bilansu emisji dwutlenku węgla.

Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji są wykorzystywane przede wszystkim w obszarze badań i rozwoju firmy i służą optymalizacji procesów opracowania i dostarczania pacjentom nowych możliwości terapeutycznych. Ich główne zalety to:

  • lepsze zrozumienie chorób, na które firma szuka terapii,
  • skrócenie czasu podejmowania decyzji badawczych,
  • poprawa trafności w identyfikowaniu cząsteczek o potencjale terapeutycznym,
  • poprawa skuteczności klinicznej (ograniczenie wycofywania się pacjentów z trwających badań klinicznych).

– Dzięki wprowadzeniu zaawansowanych narzędzi sztucznej inteligencji AstraZeneca w znacznym stopniu zdemokratyzowała dostęp do danych dla pracowników, a jednocześnie ustanowiła nową kulturę pracy z danymi, w której AI jest wsparciem dla naukowców na każdym etapie rozwoju leków. Warto zaznaczyć, że niezmiernie ważnym elementem tego procesu było równoległe wdrożenie rygorystycznych zasad mających na celu etyczny, bezpieczny i odpowiedzialny rozwój oraz wdrażanie rozwiązań AI, a także uczenia maszynowego – podkreślił Piotr Maślak.

5 przykładów rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, wdrażanych globalnie w firmie AstraZeneca:

  1. Platforma Databricks jako silnik wiedzy i AI dla R&D 6

Wyzwanie:
Tradycyjny proces odkrywania i komercjalizacji nowych leków trwa zwykle 10 –15 lat i może kosztować ponad 5 miliardów dolarów9. Jednocześnie mniej niż 5% projektów jest ostatecznie komercjalizowana (lek trafia na rynek). W ostatnim czasie – wobec ogromnego przeciążenia, spowodowanego przyrastającymi lawinowo danymi z setek rozproszonych źródeł – pojawiło się realne zagrożenie, że procesy decyzyjne naukowców AstraZeneca będą zakłócone i opóźnione, a same badania jeszcze bardziej się wydłużą.

Cel:
Stworzenie przejrzystej i uniwersalnej infrastruktury danych, która umożliwiłaby budowę silnika z rekomendacjami dla naukowców – wspierającego identyfikację nowych celów terapeutycznych i podejmowanie decyzji szybciej, taniej i skuteczniej. W skrócie: opracowanie elastycznej, wydajnej i łatwej w zarządzaniu platformy, która pozwoli na przekształcenie danych w realne decyzje badawcze.

Rozwiązanie:
AstraZeneca wdrożyła Databricks Data Intelligence Platform jako centralną platformę do przetwarzania, analizy i modelowania danych w całym dziale R&D. Kluczowym jej elementem jest stworzenie grafu wiedzy biologicznej (knowledge graph), który łączy fakty
i zależności z milionów źródeł danych (m.in. artykułów naukowych, baz danych, wyników eksperymentów). Na bazie grafu działa system rekomendacji AI – umożliwiający każdemu naukowcowi generowanie nowych hipotez terapeutycznych dla dowolnej choroby.

Efekty:

    • Skrócenie czasu uzyskiwania nowych spostrzeżeń badawczych (insightów) – naukowcy mogą szybciej tworzyć trafne hipotezy i podejmować decyzje, co skraca czas opracowania nowego leku
    • Zwiększona efektywność operacyjna – automatyczne zarządzanie klastrami, skalowalność, uproszczona obsługa zasobów analitycznych
    • Większa produktywność zespołów data science – wspólne środowisko pracy dla analityków czy bioinformatyków
    • Lepsze wykorzystanie danych – przełamanie barier skalowania umożliwiło przetwarzanie i analizę milionów danych z tysięcy źródeł
    • Lepsza trafność predykcji – silnik rekomendacji wykorzystujący uczenie maszynowe (machine learning, ML) umożliwia rankingowanie celów terapeutycznych i podejmowanie decyzji z większym prawdopodobieństwem sukcesu klinicznego
  1. Radiomika do wykrywania lokalizacji 3D na skanach tomografii komputerowej 1

Wyzwanie:
Tradycyjna analiza skanów tomografii komputerowej (CT) wymaga ręcznego oznaczania obszarów zainteresowania przez radiologów, co jest czasochłonne, kosztowne i narażone na subiektywność. Przy dużej liczbie badań i rosnącej skali danych obrazowych brakuje wydajnego sposobu na szybkie i spójne przetwarzanie tych danych.

Cel:
Automatyzacja oznaczania zmian na obrazach CT w celu przyspieszenia analiz i odciążenia ekspertów w ich pracy.

Rozwiązanie:
AstraZeneca wdrożyła platformę radiomiki zasilaną przez AI, która automatycznie analizuje trójwymiarowe obrazy CT i rozpoznaje struktury anatomiczne oraz zmiany patologiczne. System oparty na uczeniu maszynowym został przeszkolony na dużej liczbie uprzednio oznaczonych obrazów, co pozwala mu dokładnie odwzorowywać pracę radiologów.

Efekty:
Zmniejszono potrzebę ręcznego oznaczania obrazów, co przełożyło się na oszczędność czasu ekspertów i skrócenie cyklu analizy danych obrazowych. Dzięki temu zespoły badawcze mogą szybciej podejmować decyzje i przesuwać kandydatów na leki do kolejnych faz rozwoju.

  1. Wsparcie AI w tworzeniu protokołów badań klinicznych 7

Wyzwanie:
Protokół badania klinicznego to dokument określający cele, zasady i przebieg każdego badania, które muszą być ściśle przestrzegane przez wszystkich uczestników procesu. Jego główne cele to zapewnienie bezpieczeństwa pacjentów, spójności zbierania danych oraz wiarygodności uzyskanych wyników. Dlatego poprawność protokołu i jego zrozumiałość dla pacjentów są kluczowe – tylko wtedy możliwe jest świadome wyrażenie zgody i rzetelna realizacja badania klinicznego. Z punktu widzenia firmy farmaceutycznej tworzenie protokołów to złożony i czasochłonny proces. Wymaga przeszukiwania wcześniejszych dokumentów, dostosowania treści do obowiązujących regulacji i zapewnienia logicznej spójności i przejrzystości. Autorzy protokołów często muszą pisać je „od zera”, co powoduje powtarzalność pracy i ryzyko błędów.

Cel:
Wsparcie autorów w szybkim tworzeniu roboczych wersji protokołów badań klinicznych.

Rozwiązanie:
Narzędzie AI, oparte na dużym modelu językowym, umożliwia tworzenie szkiców protokołów na podstawie firmowego repozytorium dokumentów (formularze świadomej zgody, wcześniejsze protokoły, standardowe zapisy). AI rozumie strukturę protokołu i może uzupełniać poszczególne sekcje tekstem dopasowanym do kontekstu danego badania.

Efekty:
Narzędzie znacznie przyspieszyło proces pisania, odciążając autorów od powtarzalnych czynności i umożliwiając skupienie się na treści merytorycznej. W testach czterech z pięciu autorów uznało narzędzie za przydatne przy tworzeniu streszczenia. Trwa jego rozbudowa na kolejne sekcje i inne obszary terapeutyczne. Ostatecznie narzędzie skraca czas wejścia badania do fazy realizacji.

  1. Asystent rozwoju zasilany AI (Development Assistant) 8

  • Wyzwanie:
    Zespoły pracujące nad rozwojem leków korzystają jednocześnie z wielu różnych systemów danych, które nie zawsze są kompatybilne. Dostęp do informacji klinicznych i jakościowych bywa czasochłonny i skomplikowany, co utrudnia szybkie reagowanie i efektywną współpracę między działami.
  • Cel:
    Ułatwienie analizy danych oraz dostępu do informacji w czasie rzeczywistym dla zespołów projektowych i klinicznych.
  • Rozwiązanie:
    AstraZeneca zbudowała wewnętrzne narzędzie AI, które działa jak wirtualny asystent
    – umożliwia zadawanie pytań językiem naturalnym i generuje odpowiedzi na podstawie danych wewnętrznych. Narzędzie osadzono na produktach danych z różnych systemów,
    z warstwą modeli językowych dużej skali (large learning models, LLM) umożliwiającą kontekstowe rozumienie zapytań i automatyzację analiz. Jego funkcje to między innymi: porównywanie danych klinicznych i jakościowych, generowanie wykresów i analiz a także wyszukiwanie i ekstrakcja danych z różnych źródeł.
  • Efekty:
    Asystent zwiększył szybkość i wygodę analiz, eliminując potrzebę ręcznego przeszukiwania dużych ilości danych. Dzięki niemu zespoły R&D mogą sprawniej identyfikować problemy, porównywać wyniki badań i podejmować decyzje oparte na danych. Narzędzie wspiera też lepszą współpracę między działami, przełamując wcześniejsze silosy informacyjne.
  1. Bayesian Neural Network do predykcji toksyczności wątrobowej (DILI)5

Wyzwanie:
Przewidywanie toksyczności leków na etapie przedklinicznym polega na ocenie, czy nowa substancja, zanim zostanie podana ludziom, może wywoływać działania szkodliwe dla organizmu. Poza testami laboratoryjnymi (in vitro) coraz częściej wykorzystuje się do tego celu modele komputerowe (in silico), które analizują strukturę chemiczną leku i jego możliwy wpływ na różne układy biologiczne (często – wątrobę). Celem jest identyfikacja potencjalnych zagrożeń i odrzucenie związków o nieakceptowalnym profilu bezpieczeństwa jeszcze przed rozpoczęciem badań klinicznych. Jednak przewidywanie toksyczności leków (np. uszkodzeń wątroby) na etapie przedklinicznym jest często nieprecyzyjne – dane są ograniczone, a tradycyjne modele (np. regresja logistyczna) często nie są wystarczające do predykcji oraz nie uwzględniają niepewności. Z kolei klasyczne sieci neuronowe (Deep Neural Network, DNN), będące popularnym narzędziem predykcyjnym, ze względu na tendencję do nadmiernego dopasowania do danych treningowych, nie są zalecane przy małych zbiorach danych. Ponadto nie dostarczają informacji o niepewności prognoz.

Cel:
opracowanie modelu umożliwiającego przewidywanie stopnia toksyczności wątrobowej (DILI – drug-induced liver injury) na podstawie danych biologicznych i chemicznych. Kluczowym elementem rozwiązania jest nie tylko generowanie samego wyniku predykcji, lecz także dostarczanie informacji o poziomie pewności prognozy, co pozwala ocenić,
na ile dany wynik jest wiarygodny. Dzięki temu narzędzie może wspierać podejmowanie decyzji w procesie odkrywania i wstępnej oceny bezpieczeństwa nowych cząsteczek terapeutycznych.

Rozwiązanie:
Model oparty na Bayesian Neural Network (BNN) – specjalnym typie sieci neuronowej, gdzie każda waga sieci (parametr) ma wartość rozłożoną probabilistycznie, a nie jedno ustalone „najlepsze” ustawienie. Pozwala to modelowi „uczyć się” rozkładów możliwych parametrów i przekazywać nie tylko prognozę, ale też poziom niepewności.

Efekty:

Dzięki opracowaniu modelu opartego na bayesowskiej sieci neuronowej, naukowcy zyskali narzędzie umożliwiające trafniejsze prognozowanie toksyczności wątrobowej (DILI) nowych związków chemicznych na etapie przedklinicznym. Model nie tylko przewiduje poziom ryzyka, ale także wskazuje, z jaką pewnością można ufać danemu wynikowi. To znacząco zwiększa wiarygodność ocen bezpieczeństwa i pozwala lepiej odróżnić związki o podobnej strukturze chemicznej, ale różnej toksyczności. Rozwiązanie może wspierać specjalistów ds. bezpieczeństwa leków w podejmowaniu decyzji o kontynuacji lub odrzuceniu projektów na wczesnym etapie rozwoju.

Źródła:

  1. BORFITZ, Deborah. AstraZeneca scaling up use of generative AI to help reach 2030 ambitions. Clinical Research News Online [online]. 4 marca 2025 [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://www.clinicalresearchnewsonline.com/news/2025/03/04/astrazeneca-scaling-up-use-of-generative-ai-to-help-reach-2030-ambitions
  2. Artificial Intelligence at AstraZeneca. Emerj [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://emerj.com/artificial-intelligence-at-astrazeneca
  3. Investing in the future through clinical trials. AstraZeneca [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://www.astrazeneca.com/what-science-can-do/topics/clinical-innovation/investing-in-clinical-trials.html
  4. Data Science & Artificial Intelligence: Unlocking new science insights. AstraZeneca [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://www.astrazeneca.com/r-d/data-science-and-ai.html
  5. AstraZeneca Case Study. JuliaHub [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://juliahub.com/industries/case-studies/astra-zeneca
  6. How AI is changing drug discovery – AstraZeneca. Databricks [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://www.databricks.com/customers/astrazeneca
  7. How AstraZeneca is leveraging AI. Clinical Edge Magazine, issue 4 [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://clinicaledge.xtalks.com/magazine/issue4/how-astrazeneca-is-leveraging-ai
  8. Highlights from the 2025 AWS Life Sciences Symposium’s clinical trials track. AWS Industries Blog [online]. 2025 [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://aws.amazon.com/blogs/industries/highlights-from-the-2025-aws-life-sciences-symposiums-clinical-trials-track/
  9. Drug development. Wikipedia, The Free Encyclopedia [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://en.wikipedia.org/wiki/Drug_development

Prezes UODO apeluje do MSWiA o nowelizację przepisów dotyczących inspektorów ochrony danych w służbach mundurowych

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski po raz kolejny zwrócił się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) o podjęcie prac legislacyjnych nad zmianą przepisów regulujących funkcjonowanie inspektorów ochrony danych (IOD) w służbach odpowiedzialnych za zapobieganie i zwalczanie przestępczości.

Chodzi o ustawę z dnia 14 grudnia 2018 r. o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości, która – zdaniem Prezesa UODO – wciąż nie spełnia wymagań unijnej dyrektywy policyjnej (UE 2016/680), określającej standardy ochrony danych w organach ścigania.

Drugi apel UODO w tej sprawie

Poprzednie wystąpienie Prezesa UODO dotyczące nowelizacji tych przepisów miało miejsce w 2022 roku. Wówczas organ nadzorczy otrzymał zapewnienie, że odpowiednie zmiany zostaną wprowadzone przy okazji szerszej nowelizacji ustawy.

– Do dziś jednak do takich zmian nie doszło – wskazuje Mirosław Wróblewski w piśmie skierowanym do szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego.

W efekcie polskie regulacje wciąż nie zapewniają pełnej zgodności z prawem unijnym, zwłaszcza w zakresie niezależności i kompetencji inspektorów ochrony danych w służbach takich jak policja, straż graniczna, straż miejska czy służba więzienna.

Błędne przypisanie obowiązków inspektorom ochrony danych

W ocenie Prezesa UODO, obecne przepisy zawierają poważne błędy konstrukcyjne, ponieważ przewidują możliwość powierzania inspektorom ochrony danych (IOD) zadań, które zgodnie z prawem powinien wykonywać administrator danych.

Chodzi m.in. o:

  • przeprowadzenie oceny skutków dla ochrony danych,
  • złożenie wniosku o uprzednie konsultacje do Prezesa UODO.

Tymczasem – jak podkreśla Wróblewski – to są czynności należące wyłącznie do administratora danych, a IOD powinien jedynie doradzać, rekomendować rozwiązania i monitorować ich wdrażanie.

– Rola inspektora ochrony danych polega na wspieraniu administratora, a nie wyręczaniu go w realizacji jego ustawowych zadań. Obecne przepisy mogą prowadzić do konfliktu interesów po stronie IOD – zaznacza prezes UODO.

Brak spójnych procedur i obowiązków informacyjnych

W swoim wystąpieniu Wróblewski zwrócił również uwagę na nieprecyzyjne przepisy dotyczące komunikacji między administratorem danych a Prezesem UODO.

Według obecnej ustawy nie jest jasno określony zakres danych, jakie administrator powinien przekazywać do UODO przy dokonywaniu zgłoszeń dotyczących:

  • wyznaczenia,
  • odwołania,
  • lub zmiany danych inspektora ochrony danych.

Brakuje też przepisów, które zobowiązywałyby administratora do informowania Prezesa UODO o każdej zmianie danych dotyczących samego administratora. Zdaniem Prezesa Urzędu to luka prawna, która utrudnia skuteczny nadzór nad systemem ochrony danych osobowych w sektorze publicznym i służbach mundurowych.

Polska nadal bez pełnej zgodności z unijną dyrektywą

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/680, tzw. dyrektywa policyjna, nakłada na państwa członkowskie obowiązek zapewnienia, by przetwarzanie danych osobowych przez organy ścigania odbywało się z poszanowaniem zasad ochrony prywatności i niezależności nadzoru.

Zgodnie z jej przepisami, inspektor ochrony danych powinien działać w sposób niezależny, bez ryzyka wpływu ze strony administratora lub przełożonych, a jego rola powinna ograniczać się do doradzania, monitorowania i raportowania nieprawidłowości.

W obecnym stanie prawnym w Polsce nie wszystkie te warunki są spełnione, co naraża państwo na zarzuty niepełnej implementacji prawa unijnego i może skutkować interwencją ze strony Komisji Europejskiej.

UODO apeluje o pilne zmiany legislacyjne

W liście do MSWiA Prezes UODO podkreśla, że konieczne jest:

  • doprecyzowanie zadań i odpowiedzialności inspektora ochrony danych,
  • usunięcie zapisów prowadzących do konfliktu interesów,
  • uregulowanie zasad przekazywania informacji między administratorem a UODO,
  • oraz pełne dostosowanie ustawy do przepisów unijnych.

– W obecnym stanie prawnym inspektorzy w służbach mogą być zmuszani do działań sprzecznych z ideą ich funkcji, co podważa niezależność nadzoru nad przetwarzaniem danych w instytucjach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa – ostrzega Wróblewski.

Praca i wynagrodzenia w Polsce: Kraków liderem płac, Warszawa liderem ofert

Najwięcej ogłoszeń o pracy w trybach stacjonarnym i hybrydowym dotyczy zatrudnienia w Warszawie, ale to Kraków i Opole oferują najwyższe pensje, jak wynika z nowej analizy No Fluff Jobs. Mediana górnych widełek w tych miastach to nawet 30,2 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B. Początkujący kandydaci i kandydatki najwięcej mogą zarobić w Łodzi, a osoby ze średnim doświadczeniem – w Katowicach. W analizowanych miastach w 3. kwartale 2025 r. opublikowano o 40 proc. więcej ofert pracy hybrydowej niż stacjonarnej.

Chociaż najwięcej ofert pracy w trybie hybrydowym lub stacjonarnym jest dostępnych w Warszawie, to wcale nie w stolicy kandydaci i kandydatki mogą liczyć na największe zarobki. Najwyższą medianę górnych widełek wynagrodzenia, sięgającą 30,2 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B, można obecnie znaleźć w ogłoszeniach kierowanych do najbardziej doświadczonych pracowników w  Krakowie i w Opolu. To dane z najnowszej analizy ofert pracy w dużych polskich miastach od No Fluff Jobs, polskiego portalu z ogłoszeniami, który od 11 lat ułatwia kandydatom i kandydatkom znalezienie pracy dopasowanej do ich oczekiwań finansowych.

Gdzie w Polsce zarabia się najwięcej?

Osoby początkujące na rynku pracy na najwyższe wynagrodzenia mogą liczyć w Łodzi (mediana górnych widełek to 10 tys. zł netto + VAT na kontrakcie B2B), a kandydaci i kandydatki o średnim poziomie doświadczenia – w Katowicach (mediana górnych widełek to 27 tys. zł netto + VAT na kontrakcie B2B). W przypadku zatrudnienia na podstawie umowy o pracę zarobki są niższe i mniej zróżnicowane pomiędzy poszczególnymi miastami. W Warszawie osoby początkujące na rynku pracy mogą liczyć na najwyższe w Polsce wynagrodzenia na etacie (mediana górnych widełek to 8 tys. zł brutto). Najwięcej zarobią też osoby na najwyższym poziomie doświadczenia (mediana górnych widełek – 24 tys. zł brutto). Natomiast w przypadku specjalistów i specjalistek o średnim poziomie doświadczenia pod tym względem przoduje Kraków – mediana górnych widełek wynosi 16 tys. zł brutto. 

Analizując oferowane zarobki w największych polskich miastach, wyraźnie widzimy, że atrakcyjne stawki to już nie jest tylko domena Krakowa i Warszawy. W zależności od kategorii, poziomu doświadczenia czy trybu pracy, wysoko w rankingach pojawiają się także np. Katowice, Łódź czy Opole  – mówi Paulina Król, Chief People and Operations Officer w No Fluff Jobs.Interesujące jest też, że to nie tryb pracy determinuje wysokość wynagrodzenia. Co prawda stawki w ofertach pracy zdalnej są często w topie, ale są porównywalne z wynagrodzeniami proponowanymi w pracy stacjonarnej czy hybrydowej w konkretnych lokalizacjach. O różnicach w oferowanych pensjach decydować mogą niuanse np. polityka wynagrodzeniowa firmy, branża, w jakiej ta działa, typy proponowanych umów.

Niezależnie od lokalizacji nie widać istotnej różnicy w wysokości wynagrodzeń między trybem stacjonarnym i hybrydowym. Na kontrakcie B2B najwyższa mediana górnych widełek zarobków wynosi 30,2 tys. zł netto (+ VAT) w przypadku pracy stacjonarnej (Kraków) i 30,7 tys. zł netto (+ VAT) w przypadku pracy hybrydowej (również w Krakowie). Z kolei na etacie najwyższe mediany górnych widełek proponowanych pensji wynoszą 25 tys. zł brutto w przypadku pracy stacjonarnej (Kraków) i 24 tys. zł brutto w przypadku pracy hybrydowej (Warszawa). 

Praca zdalna? Mniej ofert i niższe wynagrodzenia

Możliwość pracy całkowicie zdalnej w poddanych analizie miastach pojawiała się w 3. kwartale 2025 roku w ogłoszeniach niemal dwukrotnie rzadziej niż tryby hybrydowy i zdalny. Niższe są też oferowane w tym trybie wynagrodzenia – mediana górnych widełek to 27 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B oraz do 22,5 tys. zł brutto na umowie o pracę. 

W analizowanych miastach w 3. kwartale tego roku opublikowano o ok. 40 proc. więcej ofert pracy hybrydowej niż stacjonarnej. Łódź jest jedynym miastem, w którym liczba ogłoszeń wymagających pracy wyłącznie z biura jest wyższa niż tych z dostępnością trybu mieszanego.

45% Polaków doświadcza wypalenia – wellbeing staje się strategią, nie benefitem

Blisko połowa zatrudnionych w Polsce – aż 45% – wykazuje objawy wypalenia zawodowego, a 78% ocenia swój dobrostan psychiczny jako niski lub umiarkowany. W obliczu tych wyników Gi Group Holding podkreśla, że wsparcie zdrowia psychicznego i fizycznego nie może być traktowane jako dodatkowy benefit, lecz jako element strategii zarządzania organizacją. Analizy pokazują, że przyszłość wellbeingu to inicjatywy dostosowane do realnych potrzeb pracowników – zarówno członków zarządu, jak i osób zatrudnionych w zakładach produkcyjnych.

Kondycja psychiczna pracowników w Polsce pozostaje na niskim poziomie

Z badania przeprowadzonego w 2023 roku przez firmę Mindgram wynika, że aż 78% polskich pracowników deklaruje niski lub umiarkowany poziom dobrostanu psychicznego, a 45% doświadcza objawów wypalenia zawodowego. To oznacza, że tylko co piąta osoba zatrudniona w Polsce czuje się psychicznie dobrze. Objawy takie jak chroniczne zmęczenie, brak zaangażowania, spadek motywacji i dystans emocjonalny wobec pracy stają się coraz powszechniejsze.

Skutki tych zjawisk są odczuwalne w codziennym funkcjonowaniu organizacji – rośnie liczba absencji chorobowych, pogarsza się atmosfera w zespołach, spada zaangażowanie. W 2024 r. zaburzenia psychiczne i behawioralne odpowiadały za 12,6% wszystkich dni, w które pracownicy zadeklarowali niezdolność do pracy, co przełożyło się na 30,3 mln dni absencji – wynika z danych ZUS. Dodatkowo, raport UCE Research i ePsycholodzy.pl pokazuje, że absencja związana z epizodami depresyjnymi kosztowała polską gospodarkę około 2,8 mld zł w 2023 roku. Z kolei badanie Poradni Harmonia (Grupa Lux Med) wykazało, że aż 63% pracowników deklaruje obniżony nastrój, a 65% odczuwa niepokój.

Potwierdzają to także dane z ankiety Gi Group Holding – głównymi czynnikami wywołującymi stres w pracy są: nadmiar obowiązków (30%), presja czasu i wyników (28%) oraz brak jasnych oczekiwań ze strony przełożonych (28%). Konflikty w zespole, choć mniej powszechne, wskazało jako stresogenne aż 14% respondentów. Wyniki te jednoznacznie pokazują, że stres w środowisku zawodowym nie ma jednej przyczyny – wynika zarówno z obciążenia zadaniowego, jak i z deficytów w zakresie organizacji pracy, komunikacji oraz relacji międzyludzkich.

Stres w pracy Ankieta Gi Group Holding

– Wdrożenie skutecznych działań wellbeingowych nie może polegać wyłącznie na dodaniu konsultacji z psychologiem do pakietu benefitów. Potrzebne są kompleksowe strategie zbudowane w oparciu o dane i dostosowane do realnych potrzeb zatrudnionych. Organizacje, które to rozumieją, nie tylko poprawiają kondycję swoich zespołów, ale również budują silniejszą i bardziej odporną strukturę – mówi Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Odmienne wyzwania pracowników na różnych szczeblach

Potrzeby związane ze zdrowiem psychicznym i fizycznym różnią się w zależności od miejsca w strukturze organizacji i charakteru pracy. Kadra zarządzająca zmaga się z presją decyzyjną i trudnościami w zachowaniu równowagi między obowiązkami a życiem prywatnym. Menedżerowie średniego szczebla często doświadczają przeciążenia odpowiedzialnością i wypalenia. Pracownicy biurowi narażeni są na nadmiar informacji i brak aktywności fizycznej, a osoby zatrudnione w produkcji lub pracujące w trybie zmianowym wskazują na brak elastyczności i ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej. Tak duże zróżnicowanie pokazuje, że skuteczna strategia wellbeingowa nie może być jednolita. Musi łączyć wsparcie psychiczne i fizyczne, uwzględniając specyfikę stanowiska oraz formę zatrudnienia.

– Pracownicy biurowi, produkcyjni i menedżerowie mają inne źródła stresu i inne możliwości radzenia sobie z nim. W biurach dominuje przeciążenie informacyjne, w produkcji – zmęczenie fizyczne i brak elastyczności, a w przypadku kadry menedżerskiej – presja odpowiedzialności i decyzji. Dlatego programy wellbeingowe powinny być tworzone z myślą o tej różnorodności, tak aby realnie wspierały kondycję fizyczną i psychiczną każdej grupy – dodaje Tomasz Tarabuła, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Równość dostępu jako fundament

Jednym z kluczowych wyzwań rynku pracy pozostaje zapewnienie wszystkim zatrudnionym równego dostępu do wsparcia zdrowotnego i psychologicznego. Raport „Zdrowie i wellbeing pracowników 2024” przygotowany przez Medonet pokazuje wyraźną różnicę w poziomie osiąganego dobrostanu pomiędzy osobami pracującymi na etatach lub w ramach samozatrudnienia, a tymi zatrudnionymi na umowach cywilnoprawnych. Indeks Zdrowia w pierwszej grupie wynosi średnio 65,5%, podczas gdy w drugiej spada do 61,8%. Brak stabilności zatrudnienia i ograniczony dostęp do świadczeń medycznych bezpośrednio odbijają się na kondycji psychofizycznej pracowników.

– Równość dostępu do wsparcia wellbeingowego to warunek skutecznej polityki HR. Jeżeli działania są skierowane wyłącznie do części zespołu, a inni pozostają poza systemem, rodzi to poczucie nierówności i obniża zaangażowanie. Dlatego pracodawcy powinni zadbać o to, by każdy zatrudniony miał możliwość skorzystania z opieki medycznej czy programów profilaktycznych. Dopiero wtedy wellbeing staje się rzeczywistym filarem kultury organizacyjnej – podkreśla Joanna Wanatowicz, Dyrektor Zarządzająca Grafton Recruitment.

Wellbeing jako inwestycja, a nie koszt

Wdrażanie programów wellbeingowych coraz częściej postrzegane jest jako długofalowa inwestycja w kapitał ludzki, a nie wydatek obciążający budżet. Dane rynkowe jasno pokazują, że troska o zdrowie psychiczne i fizyczne pracowników przekłada się na wymierne korzyści biznesowe. Mniejsza liczba zwolnień lekarskich oznacza ograniczenie kosztów absencji, a niższa rotacja kadr – stabilniejsze zespoły i niższe wydatki rekrutacyjne. Ponadto dobrze zaprojektowane programy poprawiają poziom zaangażowania i atmosferę w pracy, co zwiększa produktywność i ogranicza zjawisko prezenteizmu, czyli obecności w pracy przy jednoczesnym braku efektywności.

Współczesne zarządzanie wymaga odejścia od traktowania wellbeingu jako dodatku do strategii biznesowej. To integralny element zarządzania kapitałem ludzkim i budowania przewagi konkurencyjnej. Skuteczny lider powinien nie tylko reagować na spadek kondycji zespołów, ale przede wszystkim tworzyć środowisko pracy, które wspiera odporność psychiczną, rozwój i poczucie sensu w codziennych obowiązkach. Firmy, które to zrozumieją, zyskują lojalnych, zaangażowanych i bardziej efektywnych pracowników – podkreśla Karolina Popiel, Associate Partner w Wyser Executive Search.

Inwestycje w wellbeing mają także znaczenie wizerunkowe. Organizacje, które konsekwentnie dbają o zdrowie swoich pracowników, budują reputację odpowiedzialnego pracodawcy. W czasach, gdy oczekiwania wobec miejsca pracy wykraczają poza wysokość wynagrodzenia, a kandydaci coraz częściej zwracają uwagę na ofertę benefitów i kulturę organizacyjną, posiadanie kompleksowej strategii wellbeingowej staje się kluczowym elementem employer brandingu.

Warto podkreślić, że zwrot z takich działań nie ogranicza się do wymiernych wskaźników finansowych. Firmy, które inwestują w wellbeing, tworzą środowisko pracy sprzyjające innowacyjności, lojalności i lepszej współpracy, co w dłuższej perspektywie wzmacnia ich odporność na kryzysy i umożliwia stabilny rozwój.

NBP zaskakuje obniżką stóp. Krótkie osłabienie złotego, dolar pod presją

Na rynku walutowym, w obliczu braku nowych danych ze Stanów Zjednoczonych, inwestorzy skupili się głównie na wydarzeniach politycznych we Francji i Japonii oraz na zaskakujących decyzjach o obniżkach stóp procentowych w Nowej Zelandii i Polsce. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na nastroje jest upadłość amerykańskiej spółki First Brands, jednak ogólny klimat rynkowy pozostaje pozytywny. Coraz częściej mówi się też o tym, że inwestorzy mogą zacząć przenosić finansowanie swoich transakcji z dolara na jena – co oznaczałoby zmianę w strukturze transakcji carry trades.

Po kilku mocnych dniach wzrostów, aprecjacja dolara zaczyna tracić impet. Co ciekawe, mimo że media mocno podkreślały jastrzębie elementy w opublikowanych protokołach z posiedzenia Fed, nie przełożyło się to ani na wzrost kursu dolara, ani na ruchy rentowności krótkoterminowych obligacji USA. Z lektury dokumentu wynika, że Fed pozostaje raczej optymistyczny w ocenie perspektyw gospodarki USA, ale jednocześnie nie chce podejmować niepotrzebnego ryzyka związanego ze wzrostem bezrobocia. Więcej informacji o kondycji rynku pracy w USA poznamy jednak dopiero po zakończeniu trwającego obecnie rządowego „shutdownu”.

W szerszym kontekście, mimo geopolitycznych napięć, globalne rynki akcji utrzymują się w dobrym nastroju. Po tygodniowej przerwie ponownie otworzyły się giełdy w Chinach, a pozytywne wyniki sprzedaży tajwańskiego producenta chipów TSMC utrzymują trend wzrostowy napędzany sztuczną inteligencją.

Niepokój na rynku wzbudza natomiast wrześniowe bankructwo amerykańskiej firmy motoryzacyjnej First Brands, które może sygnalizować pogorszenie standardów kredytowych i wzrost ryzyka w systemie finansowym USA. W tym kontekście zwraca uwagę fakt, że akcje Jefferies Financial Group spadły o 22 proc. od połowy września, gdy w mediach zaczęto analizować jej ekspozycję na First Brands. Na razie inwestorzy traktują tę sytuację jako izolowany przypadek.

Na dziś nie widać istotnych impulsów, które mogłyby silnie wpłynąć na dolara, natomiast pewna stabilizacja euro może osłabić ostatni wzrost indeksu USD.

NBP wczoraj niespodziewanie obniżył główną stopę procentową o 25 punktów bazowych, co choć mieściło się w granicach oczekiwań rynku, stanowi ważny sygnał dla przyszłej polityki pieniężnej. Rynek był przygotowany na obniżkę, ale nieco większa niepewność dotyczyła momentu jej realizacji – czy będzie to już w październiku, czy dopiero w listopadzie. Właśnie dlatego dzisiejsza konferencja prezesa Adama Glapińskiego ma kluczowe znaczenie i może rzucić dodatkowe światło na to jak mogą wyglądać kolejne decyzje.

Interesujące jest jednak to, że decyzja NBP o obniżce mogła zostać przyspieszona w reakcji na zaskakująco niskie odczyty inflacji w Czechach i na Węgrzech. Oba te kraje odnotowały wyraźne spowolnienie dynamiki cen, co stanowiło pozytywne zaskoczenie po wielu miesiącach presji inflacyjnej w regionie. W Czechach inflacja spadła miesiąc do miesiąca (po uwzględnieniu czynników sezonowych), a na Węgrzech zarówno inflacja ogółem, jak i inflacja bazowa (oczyszczona z podatków) znalazły się w pobliżu celu inflacyjnego 3%. To oznacza, że po raz pierwszy od wielu kwartałów można mówić o możliwym powrocie procesu dezinflacji w regionie Europy Środkowej.

Przypomnijmy również, że wrześniowy odczyt inflacji w Polsce zaskoczył pozytywnie niższą od oczekiwań wartością a dodatkowo prezydent podpisał ustawę gwarantującą, że ceny energii nie wzrosną do końca tego roku.

Z punktu widzenia złotego, rynek walutowy Europy Środkowo-Wschodniej reaguje obecnie bardziej na globalne nastroje i sytuację euro niż na lokalne czynniki. Wczoraj po decyzji złoty stracił, ale w szybkim dość tempie ta aprecjacja została skorygowana. Dziś natomiast widoczny jest ruch w stronę 4,26 co może wynikać ze spadków eurodolara w okolice 1,1613.

Nowe prawo po rozwodzie. Na zmianę nazwiska będzie więcej czasu

Od 8 października 2025 r. osoby rozwiedzione będą miały więcej czasu na powrót do nazwiska sprzed ślubu. To efekt nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego podpisanej przez Prezydenta.

Jaki termin na zmianę nazwiska?

Dotychczas, zgodnie z art. 59 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, osoba rozwiedziona miała tylko 3 miesiące na złożenie oświadczenia o powrocie do poprzedniego nazwiska. Termin ten był liczony od chwili uprawomocnienia się wyroku rozwodowego. Nowelizacja uchwalona 24 czerwca 2025 r. wydłuża ten okres do 12 miesięcy. Zmiana wchodzi w życie 8 października 2025 r. i obejmie także osoby, którym 3-miesięczny termin jeszcze nie upłynął w tym dniu — ich czas automatycznie zostanie przedłużony do roku.

Zmianę tę należy ocenić jako pozytywną, która usuwa zbędną barierę formalną – w praktyce bowiem wiele osób zwyczajnie przegapiło ten termin z braku wiedzy lub z powodu natłoku codziennych spraw. Wydłużenie terminu ma ułatwić życie osobom rozwiedzionym – trzy miesiące to niewiele, zwłaszcza gdy emocje towarzyszące rozstaniu nie sprzyjają załatwianiu spraw urzędowych.

Co z trybem postępowania?

Wydłużeniu ulega wyłącznie termin. Sam tryb złożenia oświadczenia nie zmienia się – wciąż należy to zrobić osobiście przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego lub konsulem, jeśli przebywa się za granicą. Należy pamiętać, że zmiana nazwiska dotyczy tylko osoby rozwiedzionej i nie obejmuje automatycznie dzieci.

Skutki przekroczenia terminu

W razie przekroczenia rocznego terminu powrót do dawnego nazwiska będzie nadal możliwy, ale już w trybie administracyjnym, na podstawie ustawy o zmianie imienia i nazwiska, co wiąże się z dodatkowymi formalnościami. Aby kierownik urzędu stanu cywilnego wyraził zgodę na zmianę nazwiska, muszą zostać spełnione konkretne wymienione w tej ustawie przesłanki.

Podsumowanie

Wydłużenie terminu na zmianę nazwiska po rozwodzie z 3 miesięcy do roku to zmiana potrzebna i długo oczekiwana. Trzymiesięczny termin był w wielu przypadkach zbyt krótki i sztucznie ograniczał prawo do swobodnego kształtowania swojej tożsamości po rozwodzie. Roczny okres daje większą swobodę i czas na przemyślenie decyzji. To przykład racjonalnej korekty przepisów, która wychodzi naprzeciw realnym potrzebom społecznym bez komplikowania systemu prawa.

Polscy inwestorzy giełdowi stawiają na amerykańskie technologie i sektor ochrony zdrowia

Top Stocks 2025 w III kwartale: polscy inwestorzy „kupują dołek” w słabym sektorze ochrony zdrowia i nadal stawiają na amerykańskie technologie.

  • UnitedHealth został liderem wzrostów w Polsce w III kwartale – liczba inwestorów posiadających akcje spółki wzrosła o 43 proc.
  • Oracle i Novo Nordisk awansują do pierwszej trójki, potwierdzając utrzymujące się zainteresowanie sektorem ochrony zdrowia i amerykańskimi technologiami
  • Baidu i Riot Platforms wśród największych spadkowiczów – polscy inwestorzy redukują pozycje w akcjach o wysokiej zmienności

Polscy inwestorzy kupują dołek na rynku akcji spółek z sektora ochrony zdrowia, takich jak UnitedHealth i Novo Nordisk, jednocześnie kontynuując inwestycje w amerykańskie firmy technologiczne, w tym Oracle i Palantir – wynika z najnowszych kwartalnych danych platformy inwestycyjnej eToro.

Polscy inwestorzy stawiają w III kwartale na ochronę zdrowia, technologie i sektory strategiczne

W III kwartale 2025 roku polscy inwestorzy wyraźnie preferowali akcje spółek farmaceutycznych, co potwierdza utrzymujące się zaufanie do sektora ochrony zdrowia. Trzy firmy z tej branży znalazły się wśród dziesięciu najczęściej posiadanych akcji. Na czele zestawienia uplasował się UnitedHealth, którego liczba posiadaczy wzrosła o 43 proc., następnie Novo Nordisk z wynikiem +35 proc., a Eli Lilly odnotował solidny wzrost o 11 proc. Trend ten potwierdza konsekwentne stosowanie strategii „buy the dip” – inwestorzy wykorzystują przejściowe spadki cen do zajmowania pozycji z myślą o przyszłych wzrostach.

Sektor technologiczny – szczególnie spółki związane ze sztuczną inteligencją i chmurą obliczeniową – wciąż cieszył się dużym zainteresowaniem. Oracle awansował na drugie miejsce dzięki wzrostowi liczby posiadaczy o 40 proc., Snowflake wszedł do pierwszej dziesiątki z wynikiem +13 proc., a Broadcom zyskał 12 proc. Dane te pokazują, że inwestorzy koncentrują się na długoterminowych możliwościach wzrostu w obszarach analityki danych, infrastruktury chmurowej i technologii półprzewodników.

Na styku sztucznej inteligencji i obronności znajduje się amerykańska spółka Palantir, której liczba inwestorów wzrosła w III kwartale o 24 proc. W tym samym okresie firma podpisała kontrakty o wartości 750 mln funtów z Wielką Brytanią oraz 10 mld dolarów ze Stanami Zjednoczonymi na dostawy technologii wojskowej. Tradycyjne firmy obronne również cieszyły się zainteresowaniem inwestorów – liczba posiadaczy akcji Rheinmetalla wzrosła o 9 proc., a producenta silników lotniczych Rolls-Royce’a o 12 proc.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro, komentuje:  Polscy inwestorzy zwracali szczególną uwagę na spółki, których kursy charakteryzowały się wyjątkowo dużymi wahaniami. W sektorze ochrony zdrowia wielu z nich wykorzystało fakt, że akcje UnitedHealth spadły od początku roku o 31 proc., stosując popularną strategię „buy the dip”. Z drugiej strony, inwestorzy wspierają spółki z potencjałem wzrostu, zwłaszcza te, które opierają się na długoterminowych partnerstwach publicznych. Przykładowo Oracle odgrywa ważną rolę w amerykańskim programie AI Action Plan, a Palantir pozyskuje lukratywne kontrakty rządowe w USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Połączenie tych dwóch podejść pokazuje, że polscy inwestorzy stawiają na dywersyfikację – równoważą potencjał wzrostu w technologiach z „bezpiecznymi” sektorami defensywnymi.

Spadek popularności: Baidu, Tesla i spółki kryptowalutowe tracą inwestorów w Polsce

Na czele listy spółek o malejącej popularności znalazł się chiński gigant technologiczny Baidu, którego liczba posiadaczy spadła o 17 proc. Niewiele mniejsze spadki – po 16 proc. – odnotowały spółki związane z technologiami kryptowalutowymi: Riot Platforms i Marathon Digital Holdings, a także firma działająca w obszarze chmury obliczeniowej Rigetti Computing.

Akcje Tesli zanotowały spadek liczby posiadaczy o 11 proc. w ujęciu kwartalnym, co przełożyło się na spadek w rankingu najczęściej posiadanych akcji w Polsce – z drugiego na czwarte miejsce.

Paweł Majtkowski dodaje: Największy spadek popularności zanotowała chińska spółka Baidu, która mimo inwestycji w sztuczną inteligencję zmaga się z problemami chińskiej gospodarki i malejącymi przychodami z reklam. To skłoniło wielu inwestorów do ograniczenia ekspozycji na ten rynek. Rigetti Computing również stracił zainteresowanie – entuzjazm wokół komputerów kwantowych okazał się przedwczesny, przychody firmy gwałtownie spadły, a perspektywy komercyjnego wykorzystania technologii przesunęły się w niepewną przyszłość. Spółki Riot Platforms i Marathon Digital, zajmujące się wydobywaniem kryptowalut, tracą atrakcyjność z powodu wysokiej zmienności cen oraz rosnących kosztów energii, co czyni je symbolem podwyższonego ryzyka. Z kolei Unity Software, producent popularnego silnika do gier, boryka się ze stratami i silną presją konkurencyjną. Wszystko to sprawiło, że część polskich inwestorów wycofała się z tych spółek.

Tabela 1: Przedstawia spółki, które odnotowały największy proporcjonalny wzrost i spadek liczby posiadaczy akcji na platformie eToro w Polsce, w ujęciu kwartalnym (Q3 vs Q2)

Największe wzrosty wśród użytkowników eToro w Polsce Największe spadki wśród użytkowników eToro w Polsce
Miejsce Spółka Wzrost liczby posiadaczy kwartał do kwartału Spółka Spadek liczby posiadaczy kwartał do kwartału
1 UnitedHealth 43% Baidu, Inc. -17%
2 Oracle Corporation 40% Riot Platforms Inc -16%
3 Novo Nordisk 35% Rigetti Computing Inc -16%
4 Palantir Technologies Inc. 24% Marathon Digital Holdings Inc. -16%
5 BYD Co Ltd 16% Unity Software Inc. -15%
6 Snowflake Inc. 13% Johnson & Johnson -15%
7 Broadcom Inc 12% Itau Unibanco Holding -13%
8 Rolls-Royce 12% Samsung Electronics Co Ltd -12%
9 Eli Lilly & Co 11% Warner Bros Discovery Inc -12%
10 Rheinmetall AG 9% Tesla Motors, Inc. -11%

Tabela 2: Przedstawia akcje najczęściej posiadane przez użytkowników eToro w Polsce oraz ich pozycję w poprzednim kwartale.

Spółka Ranking na koniec Q3 Ranking na koniec Q2
NVIDIA Corporation 1 1
Amazon.com Inc 2 3
Microsoft 3 5
Tesla Motors, Inc. 4 2
Apple 5 4
Alphabet 6 6
Meta Platforms Inc 7 7
Advanced Micro Devices Inc 8 8
Intel 9 9
Alibaba 10 10

Ponad 2,6 tys. zgłoszeń mobbingu i dyskryminacji w 2024 roku. PIP apeluje o wzmocnienie narzędzi kontroli

W 2024 roku do Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) wpłynęło ponad 2,6 tys. skarg dotyczących mobbingu i dyskryminacji, z czego aż 1,9 tys. dotyczyło mobbingu – wynika z najnowszego raportu instytucji. Choć inspektorzy mają prawo kontrolować przestrzeganie przepisów prawa pracy, ich możliwości w zakresie wykrywania i zwalczania mobbingu są ograniczone. Tymczasem badania pokazują, że z tym zjawiskiem zetknęło się już ok. 15 proc. pracowników w Polsce.

Coraz więcej porad prawnych i skarg pracowniczych

Jak wynika ze sprawozdania PIP, w 2023 roku prawnicy z Centrum Poradnictwa Inspekcji udzielili 829 porad prawnych związanych z mobbingiem, a rok później liczba ta wzrosła do blisko 1,4 tys.. W tym samym czasie do Inspekcji wpłynęło ponad 54 tys. skarg od pracowników, z czego 2,6 tys. dotyczyło mobbingu i dyskryminacji.

– Postępowanie inspektora pracy dotyczące badania skargi musi być jawne. Aby inspektor mógł podjąć czynności kontrolne, pracownik musi wyrazić zgodę na ujawnienie, że kontrola dotyczy jego skargi. Dobrze też, gdy wskaże ewentualnych świadków mobbingu – wyjaśnia Paweł Ciemny, Okręgowy Inspektor Pracy w Poznaniu, w rozmowie z agencją Newseria.

Dlaczego trudno wykryć mobbing?

Z raportu PIP wynika, że stwierdzenie mobbingu podczas kontroli u pracodawcy jest niezwykle trudne. Wynika to z kilku przyczyn:

  • Skargi są często ogólnikowe – nie zawierają konkretnych opisów zachowań ani nazwisk.
  • Brakuje dowodów – strony sporu przedstawiają sprzeczne oświadczenia, których wiarygodności inspektor nie może ocenić.
  • Skarżący chcą zachować anonimowość, co ogranicza możliwość przeprowadzenia pełnego postępowania kontrolnego.

W efekcie inspektorzy mogą badać wyłącznie obiektywne naruszenia przepisów prawa pracy, takie jak brak polityki antymobbingowej, nieprawidłowości proceduralne czy brak reakcji pracodawcy na zgłoszenie.

Zakwalifikowanie konkretnych zachowań jako mobbingu należy do sądu pracy, który może przeprowadzić postępowanie dowodowe i wydać rozstrzygnięcie. – Inspekcja nie może rozstrzygać spornych kwestii. Może jedynie sprawdzić, czy pracodawca posiada procedury antymobbingowe i jak reaguje na zgłoszenia – zaznacza Ciemny.

Obowiązki pracodawców: prewencja i reagowanie

Zgodnie z Kodeksem pracy, pracodawca ma obowiązek przeciwdziałać mobbingowi – nie tylko poprzez reagowanie na jego przypadki, ale również poprzez działania profilaktyczne. PIP kontroluje, czy te obowiązki są realizowane.

Z raportu wynika, że:

  • 55 proc. pracodawców opracowało politykę przeciwdziałania mobbingowi,
  • 53,4 proc. posiada procedurę postępowania na wypadek wystąpienia zjawiska,
  • 24,8 proc. prowadzi szkolenia dla pracowników,
  • 22 proc. wyznaczyło pełnomocnika ds. przeciwdziałania mobbingowi.

Mimo to eksperci podkreślają, że wiele firm traktuje te działania formalnie, a nie jako realny element kultury organizacyjnej.

Inspektorzy z „miękkimi” narzędziami

Obecne instrumenty, jakimi dysponuje PIP, mają charakter miękki. Inspektor może wydać wystąpienie pokontrolne, w którym zaleca pracodawcy wyeliminowanie nieprawidłowości – w tym zachowań noszących znamiona mobbingu.

– Pracodawca ma jedynie obowiązek poinformowania inspektora o sposobie wykonania zaleceń. Nawet jeśli działania są niepełne lub symboliczne, inspekcja nie może zastosować sankcji – tłumaczy Ciemny.

Jeśli jednak podczas kontroli inspektor nabierze uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa, jest zobowiązany powiadomić organy ścigania.

Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki wielokrotnie apelował o wzmocnienie roli PIP – m.in. poprzez obowiązek przygotowywania przez pracodawców procedur antymobbingowych, sankcje za ich brak oraz rozszerzenie kompetencji inspektorów w zakresie oceny zagrożeń psychospołecznych w miejscu pracy.

Prewencja i edukacja: klucz do zmian

Państwowa Inspekcja Pracy zapowiada intensyfikację działań edukacyjnych. W 2025 roku zaplanowano około 60 sesji popularnonaukowych poświęconych prawom pracowniczym, w tym przeciwdziałaniu mobbingowi.

Zjawisko to jest uznawane za jedno z najpoważniejszych zagrożeń psychospołecznych, wpływające nie tylko na zdrowie psychiczne i fizyczne pracowników, ale również na efektywność organizacji i atmosferę w zespołach.

Mobbing w liczbach: co siódmy pracownik ofiarą

Według danych Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy, co siódmy pracownik w Polsce (ok. 15 proc.) deklaruje, że doświadczył mobbingu w swojej karierze. Kobiety wskazują na to częściej niż mężczyźni (16 proc. vs. 13 proc.).

Dodatkowo:

  • 19 proc. ankietowanych było świadkami mobbingu,
  • 39 proc. nie wie, czy w ich miejscu pracy obowiązuje procedura antymobbingowa,
  • 2/3 pracowników deklaruje, że wiedziałoby, jak zareagować w sytuacji wystąpienia mobbingu.

Wnioski: potrzebne mocniejsze narzędzia i większa świadomość

Eksperci podkreślają, że walka z mobbingiem wymaga nie tylko sankcji, ale przede wszystkim zmiany kultury organizacyjnej i zwiększenia świadomości pracowników. Obecne uprawnienia PIP są niewystarczające, aby skutecznie reagować na wszystkie przypadki, a ofiary wciąż zbyt często boją się zgłaszać naruszenia.

Jak zauważa Paweł Ciemny, skuteczna prewencja wymaga otwartości, transparentności i wsparcia ze strony kadry zarządzającej. Dopiero wówczas działania antymobbingowe przestają być formalnością, a stają się realnym elementem bezpiecznego środowiska pracy.

Murapol po III kwartale: 2,1 tys. umów, 4 tys. lokali w ofercie i rekordowy bank ziemi

GK Murapol po 3Q2025 r. – mocne i stabilne wyniki sprzedaży, oferta produktowa w najszerszym segmencie rynku oraz zasobny bank ziemi, zabezpieczający wyniki operacyjne Grupy Murapol na kolejne lata.

  • 2 112 umów deweloperskich i przedwstępnych podpisanych z klientami detalicznymi w 1-3Q2025 r. wobec 2 084 w analogicznym okresie 2024 r.
  • Szeroka i atrakcyjna oferta dla klientów detalicznych obejmująca blisko 4,1 tys. lokali w 16 miastach (w ofercie na dzień 30.09.2025 r.)
  • 1 364 lokale w 14 miastach przekazane klientom detalicznym w 1-3Q2025 r. wobec 1 720 rok wcześniej
  • Duży, zdywersyfikowany i regularnie odnawiany bank ziemi pod budowę ponad
    20,2 tys. lokali (na dzień 30.09.2025 r.)
  • Portfel projektów w realizacji obejmujący ponad 8 tys. lokali w 15 miastach
    (na dzień 30.09.2025 r.)

SPRZEDAŻ

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. Spółka zawarła 2 112 umów deweloperskich i przedwstępnych z klientami detalicznymi dotyczących inwestycji w 17 miastach wobec 2 084 w analogicznym okresie 2024 r. W trzecim kwartale 2025 były to 734 umowy deweloperskie i przedwstępne wobec 692 rok wcześniej. Dodatkowo na dzień 30.09.2025 r. Spółka posiadała 125 opłaconych umów rezerwacyjnych po wyeliminowaniu rezygnacji (na koniec 3Q2024 r. – 150).

Podsumowując wyniki sprzedaży GK Murapol, łączna sprzedaż do klientów detalicznych, z uwzględnieniem opłaconych umów rezerwacyjnych i po wyeliminowaniu rezygnacji wyniosła 2 237 lokali, wobec 2 234 w 1-3Q2024 r.

PRZEKAZANIA

W okresie styczeń-wrzesień 2025 klientom detalicznym przekazano klucze do 1 364 lokali w 14 miastach wobec 1 720 wydanych rok wcześniej.

WPROWADZENIA DO OFERTY

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2025 r. GK Murapol wprowadziła do oferty 1 416 lokali w 7 inwestycjach w 5 miastach (wobec 3 194 lokali rok wcześniej.) tj. w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Toruniu i Siewierzu. Nowa oferta obejmuje lokale zaprojektowane zarówno w nowych przedsięwzięciach deweloperskich, jak i w kolejnych etapach realizowanych już inwestycji.

Na dzień 30 września 2025 r. oferta GK Murapol obejmowała 4 081 lokali w 16 miastach. 

LICZBA LOKALI W BUDOWIE

Na dzień 30 września 2025 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 8 014 lokali powstających w 101 budynkach realizowanych w ramach 28 projektów na terenie 15 miast, w tym w segmencie detalicznym 6 373 lokali, a w segmencie PRS – 1 641 lokali.

BANK ZIEMI

GK Murapol systematycznie odnawia i rozbudowuje aktywny bank ziemi. Na dzień 30 września 2025 r. dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę ponad 20,2 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej netto przekraczającej 859 tys. mkw. w 18 miastach.

Kolejny kwartał odnotowujemy stabilne i konsekwentne wyniki sprzedaży, co potwierdza solidne fundamenty naszej działalności. Nieustannie pracujemy nad tym, aby nasza oferta wyróżniała się na rynku, łącząc odpowiedni standard z atrakcyjną dostępnością cenową w jak najszerszym segmencie klientów. W ramach tych działań mieszkańcom naszych inwestycji oferujemy w standardzie nie tylko pakiet antysmogowy i Home Management System, ale także tworzymy na wybranych osiedlach profesjonalne, plenerowe siłownie – Murapol Gym. Naszym celem jest dotarcie do osób poszukujących miejsc przyjaznych do życia, przy zachowaniu szerokiej dywersyfikacji geograficznej, co odzwierciedla oferta ponad 4 tysięcy lokali w 16 miastach. Aktualny, aktywny bank ziemi, który gwarantuje podstawy naszej działalności na kolejne lata, obejmuje ponad 20 tysięcy lokali w 18 miastach. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

W ciągu ponad 24 lat działalności (do 30 września 2025 r.) GK Murapol zrealizowała 95 wieloetapowych inwestycji, w ramach których powstało 469 budynków obejmujących łącznie blisko 33 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,45 mln mkw.

NanoGroup przyspiesza komercjalizację systemu NanOX – emisja akcji na 24,5 mln zł

NanoGroup S.A., notowana na GPW spółka rozwijająca innowacyjne technologie medyczne, uzyskała zgodę Akcjonariuszy na emisję akcji serii N o wartości 24,5 mln zł. Spółka pozyskała już inwestorów zainteresowanych pokryciem większości emisji.  W sierpniu podpisała bowiem umowy inwestorskie z 14 inwestorami, którzy zadeklarowali objęcie akcji o wartości 17 mln zł. Środki zostaną przeznaczone m. in. na dalszy rozwój oraz komercjalizację flagowych projektów badawczo-rozwojowych, w tym przede wszystkim systemu NanOX do zastosowania w transplantologii, a także na realizację planów związanych z rozbudową grupy.

Zgodnie z uchwałą podjętą przez NWZ NanoGroup S.A., które odbyło się 8 października br. Spółka uzyskała prawo do emisji do 9,8 mln nowych akcji serii N o wartości nominalnej 1 zł każda. Cena emisyjna akcji została ustalona na 2,5 zł.

Zgoda naszych Akcjonariuszy na emisję akcji pozwoli nam zrealizować kolejne milestone’y na drodze do sukcesu naszej grupy. W pierwszej kolejności zamierzamy się skupić na systemie NanOX, w skład którego wchodzą płyn perfuzyjny NanOX 4 Kidney oraz urządzenie NanOX Recovery Box, które znajduje się na szczególnie zaawansowanym etapie rozwoju. Do końca roku zostaną zakończone badania w akredytowanej jednostce i kompletowanie dokumentacji technicznej, co pozwoli nam jeszcze przed końcem stycznia 2026 rozpocząć proces certyfikacji CE urządzenia. Jest to niezbędny krok do rozpoczęcia komercjalizacji Recovery Box, który mamy nadzieję nastąpi jeszcze w przyszłym roku. – mówi Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup S.A. – Ponadto, w ostatnich miesiącach zainwestowaliśmy w spółkę Doto Medical i platformę aptamerową oraz podpisaliśmy kilka listów intencyjnych z podmiotami, których projekty wzbudziły nasze zainteresowanie. Nie wykluczamy, że część z pozyskanych środków zostanie przeznaczona na dalszą rozbudowę naszej grupy – dodaje.

Środki zostaną przeznaczone m.in. na certyfikację urządzenia NanOX Recovery Box, innowacyjnego urządzenia do pozaustrojowej perfuzji nerek, umożliwiającego ich długotrwałe przechowywanie, regenerację i ciągłe monitorowanie. Urządzenie jest rozwijane jako część szerszego systemu – NanOX, którego celem jest zwiększenie liczby organów dostępnych do przeszczepienia. System obejmuje również syntetyczny płyn perfuzyjny NanOX 4 Kidney. Choć samo urządzenie może być sprzedawane samodzielnie, jego pełny potencjał ujawnia się w połączeniu z autorskim perfuzatem.

Certyfikacja oraz komercjalizacja Systemu NanOX jest dla nas obecnie projektem priorytetowym, na który zamierzamy przeznaczyć dużą część środków z nadchodzącej emisji. Będzie to kolejny duży zastrzyk środków w tym roku. W sierpniu pozyskaliśmy prawie 23 mln zł od PARP w ramach programu FENG, z przeznaczeniem na rozwój naszego autorskiego płynu do perfuzji nerek – NanOX 4 Kidney. To pokazuje, że potencjał naszych projektów jest dostrzegany i doceniany przez ekspertów – mówi Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup S.A.

O potencjale systemu NanOX świadczą m.in. duże transakcje M&A dokonywane ostatnio na rynku. przykładem jest przejęcie brytyjskiej spółki OrganOx przez japońską Terumo Corporation za 1,5 mld USD, co odpowiada ponad 20-krotności jej rocznych przychodów. Na tym tle rozwiązania NanoGroup wyróżniają się nie tylko posiadaniem urządzenia do perfuzji ale również innowacyjnym perfuzatem, charakteryzującym się wyższym poziomem bezpieczeństwa oraz uproszczoną logistyką, co czyni je atrakcyjnymi zarówno dla systemów ochrony zdrowia, jak i potencjalnych partnerów biznesowych zainteresowanych globalnym wdrożeniem technologii. Całość jest zabezpieczona zgłoszeniami patentowymi.

Dezinformacja o wywiadzie Angeli Merkel. Jak rosyjskie portale rozpowszechniły fałszywy przekaz o „obwinianiu Polski”

Wywiad Angeli Merkel dla węgierskiego kanału Partizán stał się w ciągu kilkudziesięciu godzin przykładem, jak skutecznie prorosyjska dezinformacja potrafi zdominować europejski obieg medialny. Jak ustalił Instytut Monitorowania Mediów (IMM), sensacyjny przekaz o tym, że była kanclerz Niemiec „obwinia Polskę” za wojnę w Ukrainie, nie pojawił się najpierw w niemieckim Bildzie, jak informowały niektóre polskie media, lecz został po raz pierwszy opublikowany przez portale powiązane z rosyjską propagandą.

Wypowiedź Merkel wyrwana z kontekstu

Była kanclerz Niemiec udzieliła obszernego wywiadu węgierskiemu kanałowi YouTube Partizán, w którym mówiła m.in. o relacjach z Viktorem Orbánem, stosunku do Rosji oraz wydarzeniach poprzedzających wybuch wojny w Ukrainie. W sieci szybko pojawiły się przekazy sugerujące, że Merkel „obwinia Polskę i państwa bałtyckie” za wojnę Putina.

Jak wyjaśniają serwisy fact-checkingowe Konkret24 i Demagog, wypowiedź Merkel została wyrwana z kontekstu. Była kanclerz wspomniała jedynie, że Polska i państwa bałtyckie sprzeciwiały się tworzeniu nowego formatu rozmów z Rosją przed 2022 rokiem, co było wyrazem odmiennej oceny sytuacji, a nie przypisaniem im winy.

Źródło fałszywego przekazu

Z analizy IMM wynika, że narracja o „obwinianiu Polski” nie pojawiła się najpierw w Niemczech.

Pierwszym portalem, który nadał wypowiedzi Merkel sensacyjny ton, był deutsch.news-pravda.com – 4 października 2025 r. o godz. 19:58 opublikował materiał o tytule:

„Merkel powiedziała, że Polska i kraje bałtyckie uniemożliwiły jej nawiązanie nowego formatu komunikacji z Rosją przed wybuchem wojny na Ukrainie”.

Według raportu francuskiej agencji rządowej Viginum, portal ten należy do sieci stron internetowych określonej jako „Portal Kombat”, wykorzystywanej przez Rosję do prowadzenia skoordynowanych kampanii dezinformacyjnych w Europie Zachodniej i w Ukrainie.

Dzień później, 5 października o godz. 12:16, temat przejęła rt.com – należąca do rosyjskiej państwowej sieci RT (dawniej Russia Today). W ciągu kolejnych godzin treść została powielona przez ponad 40 portali-satelitów, m.in. SanJoseSun.com, GermanyNews.net i NorthernIrelandNews.net.

Dopiero wieczorem, o godz. 18:19, niemiecki Bild opublikował artykuł pt.

„Merkel gibt Polen Mitschuld an Putins Krieg” (Merkel przypisuje Polsce współwinę za wojnę Putina),
co uruchomiło szeroką falę reakcji w Polsce i innych krajach Europy.

Kaskada informacyjna w europejskich mediach

Analiza IMM pokazuje, że w dniach 3–7 października 2025 r. narracja o „obwinianiu Polski” przez Merkel pojawiła się w 436 publikacjach zagranicznych, w tym 359 w mediach niezwiązanych bezpośrednio z rosyjskimi źródłami.

Przykłady nagłówków:

  • Szwajcaria (blick.ch): Merkel gibt Polen Mitschuld an Putins Krieg
  • Litwa (15min.lt): Merkel apkaltino Lenkiją ir Baltijos valstybes dėl Putino karo
  • Serbia (mondo.rs): Poljska je kriva za Putinovu invaziju
  • Estonia (ohtuleht.ee): Angela Merkel süüdistas Balti riike ja Poolat Ukraina sõja puhkemises
  • Włochy (ilfattoquotidiano.it): Merkel: Polonia e Baltici responsabili della guerra
  • Turcja (ensonhaber.com): Merkel: Ukrayna savaşının sorumluluğu Polonya ve Baltık ülkelerinde

Zidentyfikowano klasyczny efekt „kaskady informacyjnej” – gdy błędna, emocjonalna wiadomość zostaje powielona przez kolejne redakcje w różnych krajach bez weryfikacji źródeł.

„Szybkie publikowanie sensacyjnych treści to sprzymierzeniec dezinformacji. Rosja wykorzystuje tę dynamikę, by skutecznie wpływać na opinię publiczną w Europie” – komentuje Tomasz Lubieniecki, kierownik Działu Raportów Medialnych IMM.

Skala i emocjonalny kontekst

Z analizy IMM:

  • 47% publikacji zawierało w tytule bezpośrednie przypisanie winy Polsce i krajom bałtyckim,
  • 53% sugerowało winę pośrednią (np. „blokowanie rozmów z Putinem”).
    Najwięcej publikacji z takim przekazem odnotowano w Rumunii, Rosji i Niemczech.

Eksperci podkreślają, że fałszywe informacje o charakterze narodowym zyskują większy zasięg, bo wzmacniają lokalne emocje i uprzedzenia.

„W Polsce narracja o rzekomych oskarżeniach Merkel trafia w wrażliwy obszar relacji z Niemcami i tematu suwerenności. W Serbii wzmacnia antyzachodnie nastroje. Dlatego transnarodowy monitoring mediów jest dziś kluczowy dla zrozumienia, jak działa współczesna dezinformacja” – podsumowuje ekspert IMM.

Metodologia

Analiza została przeprowadzona przez Instytut Monitorowania Mediów na podstawie treści zagranicznych portali internetowych opublikowanych w dniach 3–7 października 2025 r. Uwzględniono źródła w językach niemieckim, angielskim, włoskim, litewskim, estońskim, serbskim i tureckim.