W kwietniu 2026 roku rynek kredytów mieszkaniowych pozostał aktywny, choć dane Biura Informacji Kredytowej pokazują jednocześnie wyraźne schłodzenie po wyjątkowo mocnym marcu. Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 29,8% rok do roku, co oznacza, że banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania na kwotę niemal o jedną trzecią wyższą niż w kwietniu 2025 roku, po przeliczeniu na dzień roboczy.
Na pierwszy rzut oka dane mogą sugerować bardzo silne ożywienie. Trzeba jednak czytać je ostrożnie. Kwiecień przyniósł bowiem dwa równoległe sygnały: z jednej strony popyt na kredyty mieszkaniowe jest wciąż wyraźnie wyższy niż rok wcześniej, z drugiej — w porównaniu z rekordowym marcem nastąpił znaczący spadek liczby osób ubiegających się o finansowanie.
Więcej chętnych niż rok temu, ale znacznie mniej niż w marcu
Według BIK w kwietniu 2026 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 42,28 tys. osób. Rok wcześniej było to 35,61 tys., co oznacza wzrost o 18,7% rok do roku. Jednocześnie liczba wnioskujących była aż o 33,2% niższa niż w marcu 2026 roku.
Ten miesięczny spadek jest jedną z najważniejszych informacji w najnowszych danych. Pokazuje, że marcowe przyspieszenie nie przekształciło się w trwałą falę zakupową. Był to raczej jednorazowy impuls, częściowo związany z niepewnością i napięciami geopolitycznymi, które mogły skłonić część potencjalnych kupujących do szybszego działania.
W praktyce oznacza to, że rynek wrócił do bardziej stabilnego rytmu. Nie można mówić o załamaniu popytu, ponieważ liczba wnioskodawców nadal jest wysoka na tle ubiegłego roku. Można natomiast mówić o wygaszeniu emocji, które w marcu wywindowały aktywność kredytową do wyjątkowego poziomu.
Kredyt na pół miliona złotych staje się nową normą
Drugim istotnym elementem danych BIK jest średnia wartość wnioskowanego kredytu. W kwietniu wyniosła ona 500,41 tys. zł. Była o 9,3% wyższa niż w kwietniu 2025 roku, choć jednocześnie o 1,2% niższa niż w rekordowym marcu 2026 roku.
Przekroczenie poziomu 500 tys. zł ma znaczenie nie tylko symboliczne. Pokazuje, jak bardzo zmieniły się realia finansowania zakupu mieszkań w Polsce. Jeszcze kilka lat temu kredyt na pół miliona złotych był postrzegany jako bardzo wysoki. Dziś coraz częściej staje się standardem, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie ceny mieszkań utrzymują się na wysokich poziomach.
Wzrost średniej wartości wnioskowanego kredytu może wynikać z kilku czynników. Po pierwsze, ceny nieruchomości pozostają wysokie, więc kupujący potrzebują większego finansowania. Po drugie, część osób wnioskujących o kredyt może szukać większych mieszkań lub lokali w lepszych lokalizacjach. Po trzecie, nawet niewielka poprawa zdolności kredytowej może zwiększać maksymalną kwotę, o jaką klienci decydują się wnioskować.
Wysoki popyt, ale coraz trudniejsze porównania
BIK zwraca uwagę, że w kolejnych miesiącach dynamika wzrostu może stopniowo słabnąć. Nie musi to oznaczać realnego pogorszenia sytuacji na rynku. Chodzi przede wszystkim o efekt bazy. Kolejne miesiące 2026 roku będą porównywane już z okresem ożywienia z 2025 roku, a nie ze słabszymi miesiącami wcześniejszego spowolnienia.
To ważne rozróżnienie. Jeżeli liczba wnioskodawców utrzyma się w przedziale około 40–45 tys. miesięcznie, rynek nadal będzie można uznać za aktywny. Jednak roczne dynamiki procentowe będą wyglądały coraz mniej spektakularnie, ponieważ punkt odniesienia stanie się znacznie wyższy.
Oznacza to, że same procentowe wzrosty indeksu mogą w kolejnych miesiącach sprawiać wrażenie słabnięcia popytu, nawet jeśli nominalna liczba osób ubiegających się o kredyt pozostanie relatywnie wysoka. Dla oceny rynku ważniejsze będzie więc nie tylko tempo wzrostu rok do roku, ale także poziom liczby wniosków, średnia wartość kredytu i faktyczna sprzedaż kredytów przez banki.
Co dane BIK mówią o rynku mieszkaniowym?
BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe mierzy wartość wniosków kredytowych składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Jest to jeden z ważniejszych wskaźników wyprzedzających dla rynku mieszkaniowego, ponieważ pokazuje zainteresowanie finansowaniem jeszcze przed faktycznym udzieleniem kredytu.
Najnowsze dane sugerują, że popyt na mieszkania finansowane kredytem pozostaje mocny, ale bardziej selektywny i mniej emocjonalny niż w marcu. Kupujący nadal są obecni na rynku, jednak nie widać już tak silnego pośpiechu. To może być korzystne z punktu widzenia równowagi rynkowej, ponieważ zbyt gwałtowne odbicie popytu mogłoby ponownie zwiększać presję na ceny mieszkań.
Z perspektywy deweloperów i sprzedających dane BIK są sygnałem, że potencjalni nabywcy nie zniknęli z rynku. Z perspektywy kupujących oznaczają jednak, że konkurencja o atrakcyjne mieszkania nadal może być znacząca, zwłaszcza w największych miastach. Wysoka średnia kwota wnioskowanego kredytu potwierdza natomiast, że bariera cenowa pozostaje jednym z głównych problemów rynku.
Rynek nie stygnie, ale traci nadzwyczajne tempo
Kwietniowe dane BIK najlepiej interpretować jako powrót do bardziej normalnego poziomu aktywności po marcowym skoku. Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal rośnie w ujęciu rocznym, liczba wnioskujących jest wyraźnie wyższa niż przed rokiem, a przeciętna kwota kredytu pozostaje powyżej 500 tys. zł. Jednocześnie spadek względem marca pokazuje, że rynek nie będzie rósł w nieskończoność w tak dynamicznym tempie.
Najbliższe miesiące pokażą, czy obecny poziom popytu utrzyma się mimo efektu bazy, wysokich cen mieszkań i ostrożności części gospodarstw domowych. Na razie dane BIK wskazują na rynek aktywny, ale już nie rozgrzany marcowymi emocjami. To nie jest sygnał załamania. To raczej moment przejścia od gwałtownego odbicia do bardziej stabilnej, choć wciąż wysokiej aktywności kredytowej.





