Rekordowe wyniki polskiego eksportu. Krajowi producenci coraz bardziej konkurencyjni na zagranicznych rynkach

Rekordowe wyniki polskiego eksportu. Krajowi producenci coraz bardziej konkurencyjni na zagranicznych rynkach 1

W 2017 roku polskie firmy sprzedały za granicę towary za ponad 203 mld euro, w tym roku wyniki mogą być równie dobre. Poprawia się koniunktura u naszych głównych odbiorców w krajach UE, lepsze są nastroje konsumentów  i producentów. Naszymi hitami eksportowymi są części do maszyn i żywność, ale jak zauważają eksperci, polski eksport jest zróżnicowany i nie zależy od konkretnej grupy produktów, a krajowe firmy często znajdują też nisze rynkowe. W najbliższych latach, nawet jeśli dynamika eksportu spowolni, to z powodu relatywnie niskich cen udział polskich produktów w globalnym rynku będzie rosnąć.

– Nie tylko dane GUS pokazują to, że eksport rośnie, lecz także firmy to odczuwają. Dalej będzie on rósł w podobnym tempie jak dotychczas. Ma to związek przede wszystkim z poprawiającą się sytuacją gospodarczą w strefie euro, bo to jest nasz główny partner handlowy, a także z poprawiającą się konkurencyjnością polskich firm – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Z danych GUS wynika, że 2017 rok był pod względem eksportu rekordowy. W ubiegłym roku wartość sprzedanych towarów przekroczyła 203 mld euro, co oznacza ponad 10-proc. wzrost. Zdaniem ekspertów taki dynamiczny wzrost może się utrzymać do 2020 roku. Eksportowi sprzyjają m.in. dobra koniunktura gospodarcza na świecie, w tym w krajach, które są najważniejszymi rynkami zbytu dla polskich producentów – w Unii Europejskiej czy Stanach Zjednoczonych.

– Polski eksport jest bardzo zróżnicowany. To bardzo dobrze, bo nie zależymy od konkretnego towaru czy grupy towarów. Głównym polskim hitem eksportowym są maszyny i urządzenia. Innym, który ma mniejszy udział, ale najszybciej rośnie, jest polska żywność, która w coraz większym stopniu zdobywa żołądki i serca Europejczyków – wymienia Walewski.

Większość polskiej żywności trafia do krajów Unii Europejskiej, choć coraz więcej także na rynki trzecie, bardziej egzotyczne. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej szacuje, że w tym roku wpływy z eksportu produktów rolno-spożywczych znacznie przekroczą 25 mld euro. Z danych GUS za pierwsze trzy kwartały 2017 roku wynika, że polskim hitem eksportowym było mięso (łącznie ponad 3 mld euro) oraz wyroby mleczarskie (ponad 1 mld euro).

Dużo sprzedajemy też części do maszyn i maszyn, np. do maszyn rolniczych i prac drogowych (ok. 1,5 mld euro) czy silników spalinowych (blisko 2,9 mld euro). W 2016 roku najchętniej eksportowanymi towarami były części samochodowe i akcesoria do pojazdów, auta, meble czy maszyny do automatycznego przetwarzania danych.

– Polacy oferują bardzo dobre produkty, bardzo dobrej jakości i po dobrej cenie. Krajowe firmy często wchodzą w nisze, w których nie ma innych firm. Przykładem mogą być jachty – Polska jest jednym z największych producentów jachtów na świecie. Polskie firmy potrafią wejść ze swoimi produktami w miejsca zwalniane przez inne produkty, ale też potrafią wypchnąć z rynku produkty konkurentów zagranicznych – ocenia główny ekonomista BGK.

Tylko przez pierwsze trzy kwartały 2017 roku eksport jachtów i motorówek przekroczył 338 mln euro. Dynamicznie rośnie też sprzedaż polskich kosmetyków (od wejścia do Unii Europejskiej o ok. 300 proc.).

Sukcesy polskich firm za granicą zachęcają do takiej działalności kolejne podmioty. Badanie przeprowadzone przez EY wskazuje, że 80 proc. firm prowadzi działalność międzynarodową, a dla 2/3 rozwój eksportu jest priorytetem. Dlatego zdaniem ekonomisty przed polskim eksportem są dobre perspektywy.

– Polski eksport uzależniony jest od koniunktury globalnej, jeżeli będzie się ona poprawiała, to eksport dalej będzie dynamicznie rósł. Ale pogorszenie koniunktury nie musi oznaczać, że będzie źle. Oczywiście polski eksport może spowolnić, natomiast udział Polski w globalnym rynku może rosnąć, bo nasze towary są wciąż relatywnie tanie. W momencie spowolnienia gospodarczego konsumenci szukają tańszych, a dobrych towarów – tutaj Polacy mają duże szanse – ocenia Mateusz Walewski.

Już co czwarty cyberatak dotyczy urządzeń mobilnych. Oszuści próbują przejąć kontrolę nad płatnościami i danymi osobistymi

Już co czwarty cyberatak dotyczy urządzeń mobilnych. Oszuści próbują przejąć kontrolę nad płatnościami i danymi osobistymi 2

Cyberprzestępcy atakują internautów średnio kilkanaście razy na godzinę. Najczęściej incydenty dotyczą wyłudzania pieniędzy, poufnych danych albo wymuszania okupu w zamian za odzyskanie zaszyfrowanych danych. W ubiegłym roku co miesiąc zespół bezpieczeństwa CERT Orange Polska identyfikował blisko 150 tys. podejrzeń incydentów, z czego ok. tysiąca było poważnymi naruszeniami bezpieczeństwa. W ubiegłym roku ponadtrzykrotnie wzrósł również odsetek zagrożeń dotyczących urządzeń mobilnych, które stanowią już jedną czwartą wszystkich – wynika z najnowszego raportu CERT Orange Polska za 2017 rok.

– Cyberprzestrzeń w ostatnich latach zmieniła się diametralnie. Coraz więcej spraw załatwiamy w sieci, operując wrażliwymi danymi, wykorzystując płatności mobilne czy internetowe. Z tego wynika rosnące zainteresowanie cyberprzestępców, którzy chcą wykorzystać to do własnych celów. W Orange Polska obserwujemy coraz więcej takich incydentów w cyberprzestrzeni, mamy ok. 10 mld zdarzeń miesięcznie, które należy obserwować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Jaworski, dyrektor wykonawczy ds. sieci i technologii w Orange Polska.

W 2017 roku liczba zdarzeń zarejestrowanych miesięcznie przez systemy monitorujące sieć Orange Polska przekroczyła próg 10 mld. To o ponad miliard więcej niż rok wcześniej. Każdego miesiąca było prawie 148 tys. anomalii, spośród których prawie tysiąca było klasyfikowanych jako poważne incydenty naruszenia bezpieczeństwa wymagające interwencji specjalistów – wynika z najnowszego raportu CERT Orange Polska za 2017 rok.

Najczęściej dotyczyły rozpowszechniania obraźliwych i nielegalnych treści, w tym spamu, czyli głównego nośnika złośliwego oprogramowania. W ten sposób najczęściej realizowany jest phishing, którego celem jest wyłudzenie wrażliwych danych lub pieniędzy. Stanowił on blisko połowę wszystkich incydentów. Na drugim miejscu znalazły się ataki na dostępność zasobów, czyli DDoS (19,5 proc.), próby włamań (14,7 proc.). Jak zauważyli eksperci, każdego roku pojawia się coraz więcej zagrożeń dotyczących urządzeń mobilnych. W 2017 roku zespół bezpieczeństwa CERT OPL zanotował wzrost udziału alertów mobilnych do 25 proc. (wobec 7 proc. dynamiki w 2016 roku).

– Cyberprzestępcy widzą, że coraz więcej aktywności odbywa się za pomocą urządzeń mobilnych. To dla nich ogromne pole do popisu i przejęcia kontroli nad dwoma podstawowymi procesami: płatności mobilnych oraz przetwarzania naszych wrażliwych, osobistych danych. Bardzo łatwo przejąć kontrolę w szczególności nad starym smartfonem, w którym mamy zainstalowane nieaktualizowane systemy operacyjne – mówi Piotr Jaworski.

Phishing, czyli metoda oszustwa, w której cyberprzestępca podszywa się pod inną osobą albo instytucję w celu wykradzenia poufnych danych, to wciąż jedno z najpoważniejszych zagrożeń w cyberprzestrzeni. Eksperci podkreślają, że spory odsetek internautów daje się nabierać na coraz bardziej wyrafinowane zagrywki socjotechniczne, tym bardziej że cyberprzestępcy stale je doskonalą.

Duże pole do popisu dla cyberprzestępców dają też serwisy społecznościowe. Ze względu na ich specyfikę nastawioną na kontakty międzyludzkie internauci łatwo dają się nabrać na oszustwa i manipulacje.

Korzystając z urządzeń mobilnych, bardzo często niefrasobliwie przyjmujemy kolejnych znajomych, dokonujemy operacji, udostępniając nasze dane. W ten sposób narażamy nie tylko siebie, lecz także naszych znajomych w  mediach społecznościowych – przestrzega Piotr Jaworski.

Dyrektor wykonawczy ds. sieci i technologii w Orange Polska podkreśla, że pierwszym, podstawowym filarem bezpieczeństwa w sieci jest aktualizacja systemów, korzystanie ze specjalnych aplikacji i łatek systemowych.

– Drugim elementem jest rozsądek. Nie powinniśmy klikać w podejrzane linki czy otwierać automatycznie załączników, które przychodzą w poczcie. Za każdym razem powinniśmy się zastanowić nad tym, co do nas dociera – mówi Piotr Jaworski.

Eksperci CERT OPL wskazują, że w przypadku serwisów społecznościowych warto skorzystać z modyfikacji ustawień prywatności, ostrożnie akceptować zaproszenia od nowych znajomych i chronić dane lokalizacyjne. Użytkownicy nie powinni również klikać w podejrzane posty ani publikować poufnych, osobistych informacji, takich jak numer PESEL, zdjęcie karty kredytowej, plany wakacyjne czy data urodzenia. Dobrze jest również ustawić 12-znakowe hasło zawierające cyfry i znaki specjalne (i nie używać tego samego hasła we wszystkich serwisach).

– Z kolei na smartfonach najważniejsze jest to, aby korzystać z autoryzowanych sklepów, nie ściągać darmowych, podejrzanych aplikacji, które nie mają autoryzacji dostawcy systemów operacyjnych. Druga rzecz to bieżące uaktualnianie systemu operacyjnego smartfona, w szczególności systemu Android, którego starsze wersje są bardzo podatne na ataki hakerskie. Należy pilnować, żeby mieć cały czas najnowszą wersję systemu i nie klikać w różnego rodzaju linki ani załączniki – przestrzega Piotr Jaworski.

Grafenowe wkładki do butów uchronią cukrzyków przed amputacją stóp. Pomogą także w wykryciu choroby Parkinsona i zmierzą nacisk stopy biegacza

Grafenowe wkładki do butów uchronią cukrzyków przed amputacją stóp. Pomogą także w wykryciu choroby Parkinsona i zmierzą nacisk stopy biegacza 3

Grafen znajduje coraz szersze zastosowanie w medycynie. Naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge pracują nad grafenowymi wkładkami do butów wyczuwającymi siłę nacisku stopy. Takie wkładki dostarczą dane przydatne zarówno branży medycznej, jak i sportowcom. Mogą pomóc przede wszystkim cukrzykom, ale mogą również wykryć chorobę Parkinsona we wczesnej fazie. Na rynku pojawią się w ciągu kilku lat. Już teraz jest dostępne inteligentne obuwie, które potrafi zliczyć liczbę kroków czy za pomocą smartfona ustawić odpowiednią temperaturę wewnątrz buta.

– Ten mechanizm wykrywa nacisk stopy na podłoże, można go zamontować w dowolnym rodzaju buta i dzięki niemu przeprowadzać analizę dynamiki podczas biegania, chodzenia czy joggingu. Biegacze mogą na przykład dzięki temu sprawdzić, czy zachowują odpowiednią postawę. Z kolei w medycynie śledzenie dynamiki ruchu jest szczególnie ważne dla cukrzyków. Przynosi więcej informacji niż badanie statyczne, które przeprowadza się obecnie. Taka wkładka może pomóc cukrzykom uniknąć amputacji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Innowacje dr Yarjan Abdul Samad z Cambridge Graphene Centre.

Eksperci zauważają, że takie wkładki mogą być również przydatne we wczesnym wykrywaniu choroby Parkinsona. U chorych na tę chorobę zachodzą bowiem zmiany w postawie, które mogą być wykryte przez grafenowe wkładki.

Nowością są także buty z grafenową podeszwą. Jej zastosowanie zapewnia przewiewność, co przekłada się na komfort dla stopy. Taka podeszwa ma również właściwości antydrobnoustrojowe. Zastosowanie grafenu przy produkcji wkładek i podeszw nie jest przypadkowe. Materiał ten ma unikatowe właściwości.

– Wkładka grafenowa jest drukowana właściwie jak gazeta. Ma bardzo dobre właściwości przewodzące. Używamy tej technologii na dwa sposoby. Jeden służy do wyczuwania nacisku, co można zrobić również za pomocą innych materiałów, takich jak srebro czy miedź, ale grafen jest dużo tańszy. Druga technologia to technologia oporowa, bardziej precyzyjna, którą można stosować wyłącznie przy użyciu grafenu z racji jego właściwości oporowych. Wyczuwa nawet najmniejszy nacisk, od jednego miligrama do 200 kilogramów – twierdzi dr Yarjan Abdul Samad.

Dzięki wysokiej odporności i trwałości oraz nowym możliwościom, jakie oferuje grafen, znajduje on coraz szersze zastosowanie w branży odzieżowej. Na rynku pojawiły się już inteligentne tekstylia, które współpracują z mobilnymi aplikacjami. Producenci prezentują również odzież z wbudowanymi czujnikami, które mogą gromadzić dane biometryczne dotyczące naszego ciała oraz parametry otoczenia, jak np. temperatura.

Naukowcy pracują aktualnie nad wdrożeniem swoich pomysłów. Wprowadzenie rozwiązania na rynek wymaga jednak współpracy z biznesem. Pomysłodawcy są otwarci na rozmowy z twórcami aplikacji, które pozwolą skomercjalizować nową technologię.

– Rozmawiamy obecnie z kilkoma partnerami gospodarczymi, producentami butów, a także ze sportowcami, bo chcemy wiedzieć, jak oceniają nasz produkt. Jeżeli będzie wola ze strony przemysłu, to nie widzę powodu dla którego takie produkty nie miałyby się pojawić w ciągu kilku lat – ocenia naukowiec.

Inteligentne obuwie dla biegaczy ze specjalnym systemem amortyzacji ma już w swojej ofercie firma Under Armour. Z kolei Digitsole proponuje buty, które łączą się ze smartfonem i pozwalają ustawić odpowiednią temperaturę w ich wnętrzu, co zapewnia komfortowe warunki dla stopy. Mają także wbudowany licznik kroków, który przyda się podczas analizy treningów.

Jak wynika z raportu Research and Markets, w 2025 roku światowy rynek, który obejmuje m.in. inteligentną odzież, ma osiągnąć wartość ponad 100 mld dol. Kluczowe w prognozowanym wzroście mają być rozwiązania m.in. dla sportu czy zdalnego monitoringu pacjentów.

Słaba inflacja, słaby złoty

Dane krajowe zazwyczaj nie przekładają się istotnie na cenę polskiego złotego. Dziś jednak złoty traci właśnie ze względu na ten czynnik.

Dzisiejszy odczyt krajowej inflacji opublikowany przez GUS mocno zaskoczył. Dynamika cen spadła z poziomu 1,9% w styczniu do 1,4% w lutym. Konsensus ekonomistów zakładał, że inflacja w ubiegłym miesiącu nieco zelżeje – oczekiwano jednak odczytu na poziomie 1,7% rocznie. Istotnych powodów wyraźnie niższej inflacji jest kilka – winne są m.in. ceny żywności, które nie rosły tak mocno jak wcześniej (jedynie o 3,6% w ujęciu rocznym), ceny odzieży i obuwia, które zanotowały dość istotny spadek (o 4,2% w ujęciu rocznym) i niższe koszty transportu (o 2% w ujęciu rocznym).

Niższa inflacja powinna cieszyć Polaków: realne stopy procentowe już nie są ujemne, na lokatach faktycznie (czasami) można zarobić, a oszczędności są więcej warte. Inwestorzy na rynkach finansowych dane interpretują jednak nieco inaczej niż przeciętny Kowalski. W bezpośrednim następstwie publikacji kurs EUR/PLN poszybował w górę i osiągnął najwyższy poziom w tym roku, umacniając się niemal o 0,5%. Reakcja na innych parach ze złotym była analogiczna.

Polska waluta traciła, gdyż niższa inflacja jednoznacznie potwierdza, że bank centralny, utrzymując koszty pieniądza na niezmienionym poziomie i prognozując brak zmian na przestrzeni kolejnych kwartałów (być może aż do końca 2019 r. lub dłużej) nie działa bezpodstawnie. W lutym inflacja wypadła z dolnego przedziału widełek celu inflacyjnego NBP (2,5% z odchyleniami o 1 p.p.). Niższa inflacja CPI to jedynie jeden ze wskaźników, który obserwują członkowie RPP, ale w obliczu dużo niższego odczytu członkowie RPP prawdopodobnie utwierdzą się w przekonaniu, że wszelkie działania prowadzące do zacieśniania polityki monetarnej nie są obecnie potrzebne – a to zdecydowanie nie sprzyja sile polskiego złotego.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,19 – 4,21. Wczoraj euro traciło w relacji do głównych walut, osłabiając się m.in. z uwagi na gołębie komentarze członków Europejskiego Banku Centralnego, którzy zgodzili się, że poziom dynamiki cen w krajach strefy euro jest niski.

Prezes Mario Draghi stwierdził, że bank centralny i inwestorzy muszą być cierpliwi. Zgodnie z jego słowami, termin zakończenia programu QE jest warunkowy tym, kiedy inflacja wykaże oczekiwany przez Bank wzrost w kierunku celu inflacyjnego. Prezes EBC zwrócił uwagę dodatkowo na siłę euro, która zdecydowanie nie jest pożądana (przede wszystkim ze względu na negatywny wpływ na wzrost dynamiki cen i eksport).

GBP

Kurs GBP/PLN w środę osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,73 – 4,76. W ostatnich dniach funt w relacji do pozostałych walut zyskiwał lub trzymał względnie stabilny poziom. Waluta radziła sobie dobrze w myśl powiedzenia “no news is good news”. Wspomniane “no news” oczywiście, dotyczy kwestii negocjacji ws. Brexitu.

Uwaga świata w ostatnich godzinach skupia się na dwóch istotnych, interesujących wydarzeniach. Po pierwsze – na eskalacji konfliktu na linii UK-Rosja, w związku z otruciem byłego rosyjskiego szpiega na terenie Wielkiej Brytanii, w odpowiedzi na co strona brytyjska wydaliła 23 rosyjskich dyplomatów. Po drugie – na kwestii przeniesienia głównej siedziby Unilevera z Londynu do Rotterdamu. Zgodnie z opinią brytyjskiego rządu i zwolenników wyjścia z UE decyzja firmy nie była spowodowana przez Brexit, jednak komunikat nie brzmi zbyt przekonująco.

USD

Kurs USD/PLN w środę osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,41. Dolar amerykański w pierwszych godzinach europejskiego handlu w środę złapał oddech po wyprzedaży, która miała miejsce poprzedniego dnia. Siłę dolara początkowo wspierała wspomniana słabość euro, w drugiej części dnia, w trakcie sesji amerykańskiej dolarowi nie sprzyjały jednak m.in. dane gospodarcze.

Nowe odczyty dynamiki sprzedaży detalicznej pokazały niespodziewany spadek w lutym z miesiąca na miesiąc. Dynamika sprzedaży była ujemna przez dwa pierwsze miesiące, co sugeruje, że amerykańska konsumpcja na początku roku zwolniła.

W kontekście wczorajszego dnia warto zwrócić uwagę na kolejne zmiany osobowe w otoczeniu prezydenta USA. Miejsce byłego doradcy ekonomicznego Trumpa, Gary’ego Cohna zajął Larry Kudlow – konserwatywny ekonomista związany ze stacją CNBC i były główny ekonomista w banku inwestycyjnym Bear Stearns. Inwestorzy bacznie obserwowali jego pierwsze wypowiedzi, aby oszacować, w stronę jakiej polityki gospodarczej mogą skłaniać się Stany Zjednoczone w przyszłości. W swojej wczorajszej wypowiedzi Kudlow stwierdził, że “Chiny nie grały zgodnie z zasadami”, sugerując, że – w przeciwieństwie do Cohna – popiera protekcjonistyczne zapędy obecnego prezydenta (co oczywiście nie jest interpretowane pozytywnie). Z drugiej strony stwierdził, że jest zwolennikiem silnego dolara.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

13:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
13:30 – wskaźnik cen eksportowych i importowych w USA w lutym
13:30 – wskaźnik przemysłowy FED z Filadelfii w marcu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

SNB utrzymał stopy. Niespodziewany spadek inflacji w Polsce

Stopy procentowe w Szwajcarii bez zmian. Inflacja w Polsce niespodziewanie spadła w lutym. Słabsze dane z USA.

W Szwajcarii bez zmian

Szwajcarski bank Narodowy pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Do tego należy dodać gotowość do interwencji na rynku. Rynki spodziewały się, że właśnie tą drogą pójdą Szwajcarzy. Ich gospodarka traci na mocnym franku, zatem takie podejście nie może dziwić. Dowodem na przewidywalność tych działań jest reakcja rynków. Na parach związanych z frankiem nie było większych ruchów. Frank co prawda podrożał od rana, ale była to wina słabości złotego, a nie mocy franka. Warto zwrócić uwagę, że w prognozach na koniec roku duże banki spodziewają się osiągnięcia przez franka poziomów od 1,20 do 1,25 na parze EURCHF. Oznacza to, że do końca roku frank musiałby się osłabić jeszcze o 3-7%. Gdyby ta projekcja się zrealizowała, byłaby to bardzo dobra wiadomość dla kredytobiorców. Przy niezmienionym poziomie złotego do euro oznaczałoby to franki tańsze o 10-20 groszy.

Niespodziewany spadek inflacji w Polsce

Analitycy spodziewali się, że inflacja w lutym nie będzie tak wysoka, jak w styczniu. Nie spodziewali się jednak miesięcznego spadku. W skali roku jest wzrost, ale o 1,4%. To aż o 0,3% mniej niż oczekiwano. Doszło co prawda do zmian wag w koszyku inflacyjnym, jednakże nie były one tak duże, by uzasadniać niespodziewany spadek. Jeżeli prognozy NBP na koniec roku są słuszne, to czeka nas wyraźne przyspieszenie w dalszej części roku. W przeciwnym wypadku nie uda się osiągnąć prognozowanych 2,1%. Jak zareagowały rynki? Spadek inflacji został zinterpretowany jako słabość gospodarki, co spowodowało nagłe osłabienie złotego. Przełożyło się to na około 1,5 grosza strat względem głównych walut.

Dane z USA

Wczoraj o 13:30 poznaliśmy odczyt sprzedaży detalicznej w USA. Spadła ona w lutym o 0,1% wobec oczekiwanego wzrostu o 0,3%. Dane te spowodowały krótkotrwałe spadki na dolarze. O 15:30 poznaliśmy dane o zmianie zapasów ropy naftowej. Wzrosły one niespodziewanie aż o 5 mln baryłek, podczas gdy rynki spodziewały się zaledwie 2 milionów. Efektem był spadek ceny baryłki ropy o niemal dolara. Od kilku dni ropę naftową cechuje wyraźnie zwiększona zmienność cen, ze względu na dane z rynku ropy oraz zawirowania w amerykańskiej polityce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Opłata emisyjna – nowa dopłata do paliwa

Rząd chce wprowadzić nową opłatę dodawaną do ceny każdego litra benzyny i oleju napędowego. Wyniesie 8 gr netto i zasili fundusz, który ma wspierać rozwój transportu wodorowego i elektrycznego. Eksperci oceniają, że dla przeciętnego posiadacza auta benzynowego opłata emisyjna to wzrost miesięcznych wydatków na paliwo o 2 proc.

– Opłata emisyjna to słabo uzasadniony pomysł rządu, aby sięgnąć do kieszeni podatników – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

Smog jest przede wszystkim wywołany tzw. niską emisją, związaną ze spalaniem węgla najniższej jakości, pochodzącego z polskich kopalń.

– Węgiel jest nadal traktowany preferencyjnie, a rząd chce zwiększać i tak już wysokie opodatkowanie kierowców – komentuje dr A. Łaszek.

Inwestorzy lokalni utrzymają pozycję głównych graczy na rynku inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej

Wartość inwestycji zrealizowanych w 2017 r. przez inwestorów krajowych i zagranicznych na 6 rynkach Europy Środkowo-Wschodniej wzrosła o 32%. Przepływy transgraniczne na terytorium Europy Środkowo-Wschodniej wzrosły ponad trzykrotnie i stanowiły 7% całkowitego wolumenu, który osiągnął rekordową wartość 13,1 mld EUR – wynika z najnowszego raportu Colliers International pt. „CEE Investment Outlook”.

Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE
Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE

— W porównaniu do 2016 roku, kiedy odnotowano rekordowy wolumen transakcji ze strony inwestorów z Republiki Południowej Afryki, w 2017 roku odnotowano spadek środków z RPA i krajów azjatyckich, który udało się zrównoważyć dzięki szybszemu napływowi środków krajowych. W 2018 roku możliwy jest dalszy niewielki spadek inwestycji z RPA. Z kolei inwestorzy z krajów azjatyckich mogą znów zwiększyć swoją aktywność, być może w ramach transakcji portfelowych lub przejęć i fuzji korporacyjnych — mówi Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE.

Misja i dostęp do rynku

Dalszy wzrost inwestycji krajowych zależy od względnej atrakcyjności danej klasy aktywów na rynku lokalnym i dostępu inwestorów do tego rynku. Naszym zdaniem zyski z prestiżowych nieruchomości w stolicach są atrakcyjne, zwłaszcza w porównaniu do zysków z obligacji rządowych, a także w porównaniu do stopy dywidendy z akcji – wyjątkiem są tu Praga i Bukareszt. Stopa dywidendy z ocenianych przez nas koszyków akcji spółek nieruchomościowych notowanych na giełdzie mieści się obecnie w granicach 4%.

Nowe źródła pozostają te same: Azja, Republiki Południowej Afryki i Europa Środkowo-Wschodnia

W porównaniu z przełomowym 2016 rokiem wolumen transakcji finansowanych ze źródeł pochodzących z Azji i Republiki Południowej Afryki spadły, ale i tak utrzymały się na bezpiecznym poziomie, wynosząc odpowiednio 1,4 mld EUR i 1,8 mld EUR. Jednak najbardziej imponujące wyniki w 2017 roku odnotowało trzecie nowe źródło środków z 2016 roku – kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Wartość transakcji z udziałem tego kapitału (krajowych i transgranicznych) wzrosła aż o 32% i wyniosła 3,3 mld EUR.

Tempo wzrostu transakcji transgranicznych osiągnęło rekordowy poziom 7% łącznej wartości inwestycji dla analizowanych 6 krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w 2017 roku osiągając poziom 13,1 mld EUR. Wartość ta przekroczyła tym samym (minimalnie) dotychczasowy rekord z 2007 roku, kiedy to łączna wartość inwestycji wynosiła 13,0 mld EUR.

W 2017 roku przepływy netto w krajach Europy Środkowo-Wschodniej prawie osiągnęły wartość dodatnią i wyniosły -220 mln EUR. Wartość ta wynika ze wspomnianego powyżej 32-procentowego wzrostu aktywności zakupowej wśród graczy w regionie oraz spadku wartości sprzedaży przez inwestorów i deweloperów o 1,2 mld EUR. Prezentowane przez nas dane dotyczące przepływów netto po raz pierwszy wykazują niedawny wzrost zakupów (netto) przez fundusze azjatyckie i południowoafrykańskie. W latach 2014-2015 Stany Zjednoczone zaliczały się do dużych kupujących netto, jeżeli chodzi o rynek nieruchomości komercyjnych w 6 krajach Europy Środkowo-Wschodniej. W 2017 roku kraj ten znalazł się w grupie dużych sprzedających netto ze sprzedażą na poziomie 2 mld EUR. W grupie sprzedawców netto w zeszłym roku odnotowaliśmy kraje europejskie wraz z Wielką Brytanią, które kontynuują niedawno wypracowane schematy.

Rośnie znaczenie lokalnych inwestorów

W perspektywie długoterminowej odnotowujemy pozytywny wpływ wzrostu znaczenia inwestorów lokalnych na rynkach inwestycji w nieruchomości w 6 krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ponieważ baza właścicieli krajowych zapewnia stabilność i dogłębną znajomość rynku. Taka sytuacja ma miejsce na rynkach nieruchomości w krajach G10, a także na rynkach azjatyckich. W sześciu krajach Europy Środkowo-Wschodniej wolumeny transakcji zakupowych realizowanych przez nabywców krajowych osiągnęły wysokie wartości wynikające z cyklu koniunkturalnego – taka sytuacja wystąpiła w ubiegłym roku w Polsce (421 mln EUR), na Węgrzech (708 mln EUR) i w Rumunii (35 mln EUR). Daleko przed tymi krajami pozostają jednak Czechy, gdzie wartość zakupów dokonanych przez lokalnych inwestorów wyniosła w 2017 r. 1,08 mld EUR, co stanowi solidne 29% całkowitego wolumenu inwestycji w tym kraju zgodnie ze średnimi wartościami w perspektywie długookresowej. Na Węgrzech udział zakupów ze środków lokalnych w ubiegłym roku wzrósł do 39%, natomiast w Polsce do 8% – jest to również zgodne z cyklem koniunkturalnym.

Środki z zagranicy – urodzaj inwestycji w Czechach

Blisko jedno na każde z siedmiu euro zainwestowanych w 6 krajach Europy Środkowo-Wschodniej w 2017 roku pochodziło od inwestorów z Czech (udział rynkowy na poziomie 13,5%). Był to drugi co do wielkości udział odnotowany przez poszczególne kraje na całym świecie (na pierwszym miejscu znalazła się Republika Południowej Afryki). W ujęciu rok do roku łączna kwota wzrosła o 43% i wyniosła 1,77 mld EUR. Odnotowano szybszy przyrost środków z zagranicy, których wartość osiągnęła poziom 691 mln EUR wobec zaledwie 84 mln EUR rok wcześniej.

Przy pokaźnych środkach na wydatki w Czechach, w sąsiednich krajach Europy Środkowo-Wschodniej odnotowano wręcz zalew transakcji z udziałem czeskich nabywców, którzy inwestowali w stolicach krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz nabywali aktywa w regionie, zwłaszcza w Polsce.

Kolejnym krajem, który przyczynił się do wzrostu przepływów z zagranicy w 2017 roku, była Słowacja. Wartość zakupów zagranicznych dokonywanych przez inwestorów ze Słowacji (141 mln EUR) stanowiła trzykrotność wartości zakupów dokonywanych przez nich w kraju (44 mln EUR).

Po raz kolejny sprawdziła się zasada „Zbierasz to, co zasiałeś”, ponieważ Słowacja i Czechy znajdowały się wśród najpopularniejszych rynków docelowych dla inwestorów pochodzących z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Czy wzrośnie wartość przepływów krajowych?

Czy inwestorzy lokalni zdecydują się zwiększyć swoje inwestycje w nieruchomości komercyjne? Patrząc na ich ogólną sytuację w kontekście PKB, zdaje się, że jest jeszcze miejsce na dalszy wzrost. Stopy kapitalizacji w przypadku inwestycji w stolicach i w głównych miastach są na rozsądnym poziomie i mieszczą się w przedziale od 7% do 19% PKB. Przewidujemy wysokie prawdopodobieństwo dalszego wzrostu stóp kapitalizacji – zdrowy wzrost PKB w ujęciu nominalnym w całym regionie w latach 2018-2019 tworzy, w naszej opinii, możliwość dalszego rozwoju.

Naszym zdaniem, jest duża szansa, że wyższy udział inwestycji w PKB odnotowany w 2017 może się utrzymać. W ubiegłym roku poziom inwestycji w Czechach, na Węgrzech, w Bułgarii i Polsce znajdował się w przedziale od 1,0% do 1,8% PKB, co jest spójne z wyższym poziomem PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca.

W ubiegłym roku najbardziej płynnym rynkiem w odniesieniu do swej wielkości była Bułgaria, gdzie poziom inwestycji krajowych wyniósł jedną szóstą naszych danych dotyczących kapitalizacji na rynku nieruchomości komercyjnych w Sofii.

Bez wątpienia największe możliwości dostępu do rynku dla inwestora końcowego istnieją na Węgrzech i na Słowacji – w obydwu tych krajach obserwujemy znaczące inwestycje krajowych funduszy inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne. W przeciwieństwie do Węgier i Słowacji fundusze inwestycyjne inwestujące w nieruchomości komercyjne są prawie nieobecne na dwóch największych rynkach regionu pod względem ludności, to jest w Polsce i w Rumunii.

Więcej optymizmu – w 2018 r. Polskie firmy prognozują wzrost rentowności i wartości sprzedaży

Większość firm optymistycznie ocenia swoje perspektywy w najbliższym czasie. 51 proc. spodziewa się wzrostu rentowności swoich firm na przestrzeni 6 miesięcy, a wzrost sprzedaży spodziewany jest przez 32 proc. przedsiębiorców.

– W podziale sektorowym wyższych obrotów oczekuje się w branży motoryzacyjnej, energetycznej i tekstylno-odzieżowej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – Natomiast branże farmaceutyczna, budowlana i metalurgiczna przewidują obniżenie poziomu sprzedaży w kolejnych 6 miesiącach bieżącego roku.

Z raportu “Badanie płatności 2018” międzynarodowej firmy Coface wynika, że 38 proc. firm zamierza inwestować w rozwój biznesu, ale kolejne 38 proc. nie planuje zwiększać mocy wytwórczych. Ponad połowa widzi potencjał dalszego rozwoju na rynku krajowym, a pozostałe przedsiębiorstwa planują ekspansję zagraniczną.

Najczęściej wskazywanym przez ankietowanych czynnikiem ograniczającym inwestycje, w raporcie Coface, jest sytuacja gospodarcza. Na drugim miejscu znalazła się wysoka konkurencja, a zaraz za nią podatki i inne opłaty fiskalne.

Prawie połowa respondentów przewiduje, że na przestrzeni kolejnego półrocza nie nastąpią zmiany w terminach płatności. Wśród pozostałych ankietowanych liczba przedsiębiorstw, które oczekują, że opóźnienia płatności się skrócą przeważa nad tymi, które spodziewają się ich wydłużenia. W branży budowlanej 63 proc. zapytanych firm prognozuje wzrost przeterminowanych płatności, a w transporcie 56 proc. Największego spadku zaległości płatniczych oczekują branże tekstylno-odzieżowa, metalurgiczna i energetyczna.

Liczba wolnych miejsc pracy w polskiej gospodarce przekroczyła 100 tys.

Rok 2018 zaczęliśmy z liczbą wolnych miejsc pracy w firmach zatrudniających co najmniej 1 osobę wynoszącą 117,8 tys. W porównaniu z IV kwartałem 2016 r. liczba wolnych miejsc pracy była wyższa o 39,8 tys., tj. o 51,1 proc.

Jak podaje GUS, w końcu omawianego okresu nie obsadzonych było jeszcze 24,4 tys. nowo utworzonych miejsc pracy. W IV kwartale 2017 r. utworzono o 10,8 proc. mniej nowych miejsc pracy w porównaniu z III kwartałem, ale o 19,5% więcej niż w IV kwartale poprzedniego roku. W IV kw. 2017 r. zlikwidowano o 0,8% więcej miejsc pracy niż w III kw. i o 2,9% więcej niż w IV kwartale 2016 r.

– Rynek pracy w Polsce jest na granicy hamowania gospodarki, jeśli już tak się nie dzieje – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W tym roku stopa bezrobocia może spaść nawet do 5 proc.

Jest to kolejny ważny sygnał dla prowadzących politykę gospodarczą.

– Powinniśmy już zastanawiać się przede wszystkim nie nad tym, jak zmniejszać bezrobocie, ale jak zwiększać aktywność zawodową, która w Polsce jest bardzo niska – komentuje ekspert.

Cyberbezpieczeństwo i podatki – o tym Polacy chcą wiedzieć więcej

Polacy dobrze oceniają swoją ogólną wiedzę o finansach. Największe braki odczuwają w zakresie cyberbezpieczeństwa oraz systemu podatkowego. Z kolei młodzi mają poczucie, że zbyt mało wiedzą o emeryturach – to główne wnioski raportu „Poziom edukacji finansowej Polaków 2018” zaprezentowanego przez Warszawski Instytut Bankowości podczas II Kongresu Edukacji Finansowej i Przedsiębiorczości.

Dla największej grupy Polaków wiedza finansowa ma nie tylko ułatwić codzienne życie, ale przede wszystkim uchronić przed nadmiernym zadłużaniem się oraz utratą oszczędności. Polacy uznają, że publiczny system edukacji mógłby – w większym niż obecnie stopniu – stwarzać możliwości uczenia się o finansach i gospodarce. Dlatego tak ważna jest wspólna koalicja i współpraca sektora finansowego, organizacji pozarządowych oraz instytucji publicznych w zakresie rozwijania programów edukacji finansowej przeznaczonych nie tylko dla najmłodszych, ale także dla dojrzałych Polaków.

Raport Warszawskiego Instytutu Bankowości „Poziom edukacji finansowej Polaków 2018” został przygotowany na podstawie badania instytutu badawczego IBRIS, które zrealizowano 2 i 3 marca na reprezentatywnej grupie 1100 Polaków.

Krytyczna samoocena

Badani dość pozytywnie oceniają swoją wiedzę o finansach osobistych – dużą wiedzę zadeklarowało 44 proc. z nich. Tylko 17,4 proc. twierdzi, że ma małą wiedzę o oszczędzaniu, inwestowaniu i emeryturach. Nieco lepsza ocenę wystawiają sobie mężczyźni niż kobiety, wśród pań 21 proc. przyznaje się do bardzo małej wiedzy o finansach osobistych.

Najlepiej oceniają się osoby pomiędzy 30. a 39. rokiem życia – 58 proc. mówi w swoim przypadku o dużej wiedzy. Najmniej takich deklaracji jest wśród seniorów – zaledwie 19 proc. wskazań. Okazuje się, że im mniej zarabiamy, tym mniej wiemy, jakimi prawami rządzi się świat pieniądza. Dobrą notę w tym obszarze wystawiają sobie przede wszystkim osoby o dochodach między 3 a 4 tys. zł netto miesięcznie oraz ci, którzy zarabiają więcej niż 5 tys. (odpowiednio 67 i 72 proc. wskazań). Na małą lub bardzo małą wiedzę o finansach wskazuje aż 30 proc. osób pomiędzy 18. a 29. rokiem życia.

– Wyniki badań samooceny wiedzy finansowej Polaków pokazują, że wciąż w obszarze edukacji i doradztwa jest wiele do zrobienia. Na ogół, respondenci mają dobre zdanie o sobie, tymczasem  dość spora grupa badanych, szczególnie młodych, przyznała, że ma braki w tym zakresie. To dla całego sektora bankowego, ale również instytucji publicznych i organizacji pozarządowych kolejny ważny sygnał, aby w jeszcze większym stopniu angażować się w działania na rzecz skutecznej edukacji finansowej – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich. – Szeroka koalicja, jaką budujemy w ramach Programu sektorowego „Bankowcy dla Edukacji”, jest dobrym przykładem wspólnego działania i w najbliższym czasie zamierzamy ją rozbudowywać. Jednak  uzyskanie pożądanego postępu w poprawie poziomu wiedzy ekonomicznej będzie możliwe tylko przy zaangażowaniu całego systemu szkolnego i mediów publicznych – dodaje.

Program sektorowy „Bankowcy dla Edukacji” – realizowany przez Warszawski Instytut Bankowości – to jeden z największych programów edukacji finansowej w Europie. Jak wskazują organizatorzy – do końca 2018 roku, dotrze on do 350 tys. uczniów, studentów i seniorów podczas 9 tys. bezpośrednich lekcji, wykładów i spotkań w 120 szkołach wyższych oraz 800 szkołach podstawowych w całej Polsce. Ważną rolę w Programie odgrywa korpus bankowców-wolontariuszy, których przeszkolonych do końca tego roku będzie już blisko 1000. W programie uczestniczy także już ponad 350 gmin partnerskich oraz 300 zaangażowanych instytucji publicznych, stowarzyszeń i organizacji.

Niedostatek wiedzy o cyberzagrożeniach

Polacy pytani o największe niedostatki w wiedzy związanej z finansami osobistymi najczęściej wskazują cyberbezpieczeństwo (blisko 38 proc. odpowiedzi) oraz wiedzę o systemie podatkowym (35 proc.).

Co ciekawe, na braki w wiedzy o cyberbezpieczeństwie i podatkach nieco częściej wskazują mężczyźni (odpowiednio 40 i 39 proc.) niż kobiety (36 i 32 proc. wskazań).

Z kolei ludzie młodzi deklarują, że największą lukę mają w wiedzy na temat emerytur (49 proc. wskazań) oraz kredytów i pożyczek (46 proc. osób wieku pomiędzy 18. a 29. lat zaznaczyło taką odpowiedź).

Wiedza o finansach niezbędna w codziennym życiu i dla bezpieczeństwa

Połowa badanych wskazała, że odpowiednia wiedza o finansach i gospodarce pomaga uchronić się przed niebezpieczeństwami, takimi jak wpadnięcie w spiralę zadłużenia czy utrata oszczędności związana ze złymi decyzjami finansowymi, ale także ułatwia uzyskanie odpowiedniego finansowania na realizację celów prywatnych oraz zawodowych. Najczęściej wskazywali na to najmłodsi respondenci – w wieku pomiędzy 18. a 29. rokiem życia (56 proc.), a także osoby zarabiające pomiędzy 4 a 5 tys. zł netto miesięcznie (aż 74 proc. wskazań). Jedna trzecia badanych uważa, że wiedza taka po prostu jest potrzebna i pomaga w codziennym życiu.

– Chcemy przekonać Polaków, że wiedza o finansach i gospodarce jest przydatna i wielokrotnie niezbędna w normalnym funkcjonowaniu w społeczeństwie. Pozwala także uniknąć wielu finansowych kłopotów oraz zwiększa bezpieczeństwo majątku, jaki posiadamy – mówi Waldemar Zbytek, Wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości. – Dlatego mobilizujemy szeroką koalicję podmiotów do realizacji systematycznych działań edukacyjnych, zarówno do młodzieży, jak i seniorów. Bardzo mocno liczymy tutaj na niesłabnący pozytywny odzew ze strony polskich samorządów. Szczególnie, w kontekście planowanego dużego ogólnopolskiego projektu promującego przedsiębiorczość – dodaje.

Uczestnicy badania IBRIS uznali, że publiczny system edukacji zbyt mało czasu poświęca obecnie na przekazywanie młodym ludziom wiedzy o finansach – aż 73 proc. z nich tak twierdzi. Tylko 16 proc. jest zdania, że przekazywana wiedza jest wystarczająca. Dlatego, tak ważne jest wsparcie ze strony podmiotów komercyjnych oraz organizacji społecznych, które dysponują odpowiednią wiedzą, a także doświadczeniem w zakresie przekazywania informacji o finansach.

Mieszkańcy wsi potrzebują większego wsparcia

O ile osoby mieszkające w największych miastach aż w 57 proc. uważają, że ich wiedza finansowa jest duża, w małych miastach (do 50 tys. mieszkańców), poziom takich ocen spada już do 39 proc, a na wsi osiąga najniższy wskaźnik i wynosi 38 proc. Dla tych ostatnich, wiedza finansowa ma przede wszystkim zapewnić poczucie bezpieczeństwa i uchronić przed utratą oszczędności – 52 proc. osób mieszkających na wsi wskazuje na taką odpowiedź.

Mieszkańcy małych miast oraz wsi najczęściej wskazywali także na niski poziom wiedzy o cyberzagrożeniach (aż 44 proc. badanych z tej grupy). Co ciekawe, mieszkańcy wsi najmniejsze braki w wiedzy odczuwają w zakresie oszczędzania oraz inwestowania – zaledwie 18 proc. badanych zaznaczyło taką odpowiedź, wymieniając swoje braki w wiedzy.

Zmiany na rynku technologii do analiz przestrzennych – wizja na rok 2018

W ostatnich latach rozwiązania geoprzestrzenne znacząco się rozwinęły dzięki wchodzeniu w interakcje z popularnymi technologiami informatycznymi i cyfrowymi. Internet, autonomiczne pojazdy i smartfony zmieniły świat w sieć sensorów, które sprawiły z kolei, że informacja przestrzenna stała się jednym z najcenniejszych dóbr dla wielu firm działających w różnych branżach. Z badań przeprowadzonych przez portal Geospatialworld.net wynika, że 50% organizacji widzi w zachodzących zmianach szansę na rozwój swoich produktów i usług. Jednocześnie zmiany te są dużym wyzwaniem dla\ kadry zarządzającej, która musi zrozumieć konieczność cyfrowej transformacji i wykorzystania zaawansowanych technologii przestrzennych w budowaniu przewagi rynkowej.

Mapy to nie tylko aplikacje do nawigacji drogowej, ale również potężne narzędzia do wyznaczania kierunku rozwoju cyfrowych gospodarek. Czynnik przestrzenny stoi praktycznie za każdą decyzją, która jest podejmowana przez organizacje i pojedyncze osoby, dlatego naturalnym krokiem jest włączanie analityki przestrzennej w struktury organizacji. „Location intelligence” sprawia, że tradycyjne systemy business intelligence zostają wzbogacone o element geografii, który pozwala spojrzeć holistycznie na całą sytuację i daje wgląd w czasie rzeczywistym we wszystkie operacje i systemy” – tłumaczy Jack Dangermond, prezes i współzałożyciel Esri.

Cyfrowy wiatr zmian

Badania przeprowadzone przez portal geospatialworld.net[1] wśród czołowych firm z branży geoprzestrzennej wskazują, że organizacje nie są do końca pewne, jak powinny reagować na zmiany zachodzące na rynku. 50% osób decyzyjnych w organizacjach widzi w nich okazję do rozwoju, 3% obawia się zwiększonej konkurencji, a 44% uważa, że przyczynią się one zarówno do pojawiania się nowych okazji biznesowych, jak i do większej konkurencji na rynku.

Na demokratyzacji technologii opartych o dane przestrzenne skorzystają nie tylko firmy, które od lat działają w tej branży, ale także startupy. 65% respondentów twierdzi, że dynamiczne zmiany na rynku są spowodowane przez działalność firm spoza ścisłej czołówki przedsiębiorstw z sektora GIS. Są to głównie młode firmy wspierane przez kapitał zewnętrzny. Społeczność startupów przyczyniła się do wzrostu tempa innowacji, w szczególności w obszarze podboju kosmosu, czyli branży Space 2.0, co doprowadziło do zakwestionowania obecnej struktury kosztów w obszarze danych przestrzennych i ich analizy.

Firmy, które działają na rynku od wielu lat, często nie potrafią spojrzeć na postępującą innowację inaczej niż jako zagrożenie dla ich pozycji. Dzieje się tak, ponieważ wiele z nich nadal skoncentrowana jest na produktach, a nie inwestuje dostatecznych środków, aby przesunąć się wyżej w łańcuchu wartości.

W kierunku współpracy

Dane przestrzenne są wykorzystywane w większości branż o znaczeniu strategicznym, takich jak obronność, energetyka, rolnictwo, górnictwo. Odgrywają także istotną rolę w rozwoju inteligentnych miast, administracji centralnej, infrastrukturze, środowisku, edukacji oraz sektorach biznesowych Tradycyjne bariery utrudniające dostęp do danych przestrzennych ograniczały tempo i potencjał innowacji. Obecna działalność ruchów na rzecz otwartych danych, a także postępy w obrębie zarządzania ich dużymi zbiorami, takimi jak zdjęcia satelitarne pozwalają organizacjom na poszukiwanie nowych szans w obszarze wykorzystania informacji przestrzennych.

Firmy zdają sobie sprawę, że aby móc konkurować w tym dynamicznie zmieniającym się środowisku, muszą skoncentrować się na budowie kompletnych rozwiązań. 85% respondentów jest zdania, że najbardziej efektywną drogą do realizacji tego celu jest współpraca między firmami. Pomimo tego, że duża część branży nadal skoncentrowana jest na produkcie, to ponad 80% badanych przyznaje, że ze strony użytkowników widać rosnące zainteresowanie usługami, wsparciem w procesie integracji systemów i tworzeniu kompletnego środowiska pracy. Postęp technologiczny przyczynia się także do skrócenia fazy rozwoju konkretnych rozwiązań, co zmniejsza cały cykl życia produktu. Tak uważa aż 84% respondentów. Jest to szczególnie istotne w przypadku firm o krótkim stażu na rynku, które wprowadzają nowe usługi czy aplikacje.

„W celu zapewnienia klientom kompleksowych usług związanych z analizą danych przestrzennych kluczowa jest współpraca między organizacjami. Firma Esri jako dostawca rozwiązań do analizy i wizualizacji danych współpracuje między innymi z firmą Tom Tom, która jest liderem w obszarze dostarczania informacji geograficznych. Innym rodzajem kooperacji jest współpraca w zakresie wizualizacji i przetwarzania danych w obrębie popularnych rozwiązań informatycznych od takich dostawców jak SAP” – dodaje Tomasz Galant, Prezes Esri Polska.

W nadchodzących latach wiele istotnych trendów technologicznych znacząco wpłynie na powstawanie olbrzymiej ilości informacji geograficznych. Z uwagi na to, że coraz więcej osób będzie miało styczność z informacją przestrzenną w codziennym życiu, doprowadzi to do rozwoju technologii, takich jak internet rzeczy, autonomiczne pojazdy czy sztuczna inteligencja. Siła branży geoprzestrzennej leży bowiem w umiejętności integrowania rozwiązań cyfrowych.

GIS? A co to takiego?

Brak świadomości wśród użytkowników i prawodawców pozostaje największym wyzwaniem dla całej branży. Ponad 38% badanych uważa to za najpoważniejszą barierę, 12% twierdzi, że brak wsparcia ze strony rządu i przestarzałe regulacje wstrzymują rozwój sektora. Kolejnym wyzwaniem są koszty i łatwość użytkowania systemów. Nieco ponad 50% ankietowanych przyznało, że cena zakupu i utrzymania narzędzi do analizy danych przestrzennych oraz ich wysoka cena to bariery, które uniemożliwiają ich szersze wykorzystanie. Mimo to, około 33% ankietowanych jest przekonana, że wyzwania te nie mają dużego znaczenia.

86% respondentów jest zdania, że biznes i rządy nie są w stanie w pełni wykorzystać przewagi, jaką dają SMAC (Social, Mobile, Analytics i Cloud) i dane przestrzenne. Dzieje się tak, ponieważ produkty nie są wystarczająco zaawansowane, a użytkownicy są zbyt mocno przywiązani do tradycyjnych metod tworzenia i zarządzania informacją.

Spojrzenie w przyszłość

Zmiany na rynku będą niosły ze sobą pewne ryzyko, w szczególności, gdy strategia większości firm zakłada wzmożone inwestycje w innowacyjne rozwiązania. Około 75% badanych spodziewa się, że w ciągu następnych 3-5 lat, rynek bardzo ewoluuje, a poziom wykorzystania danych i technologii przestrzennych znacząco wzrośnie.

Nowoczesne technologie, takie jak chmura, IoT, robotyka i automatyka oraz sztuczna inteligencja otwierają nowe horyzonty, napędzają przemysł geoprzestrzenny i korzystają z jego zdobyczy. Mimo niepokojących głosów związanych z rzekomymi zagrożeniami wynikającymi z technologii opartych o sztuczną inteligencję, aż 96% respondentów uważa, że AI pomoże w jeszcze lepszym zrozumieniu danych przestrzennych, co z kolei pozwoli na ich jeszcze szersze wykorzystanie w biznesie.

Smartfony i urządzenia mobilne w najbliższym czasie w dużym stopniu wpłyną na branżę geoprzestrzenną. Podobną rolę odegrają także drony. Z badań wynika, że rozwój technologiczny i związane z nim zmiany w branży geoprzestrzennej już teraz wpływają na decyzje operacyjne w firmach. Podczas gdy liderzy biznesowi potrafią już zidentyfikować trendy, wielu z nich zmienia także strategie biznesowe, konsolidując lub koncentrując się na nowych technologiach i rynkach. Zapotrzebowanie na analitykę i odkrywanie prawdziwego znaczenia informacji będzie nieustannie rosło, a branżą, która odpowie na te potrzeby i będzie mogła dostarczyć tych odpowiedzi jest branża geoprzestrzenna.

[1] https://www.geospatialworld.net/article/geospatial-industrys-vision-2018/

Analityka biznesowa w Polsce – wyzwania 2018

Firma Clouds On Mars opublikowała wyniki sondażu pod nazwą: „Analityka biznesowa – wyzwania 2018”. Większość menedżerów (74%) oceniła, że kultura organizacyjna ich firm w zakresie zarządzania danymi jest na średnim poziomie, 21% uważa, że znajduje się na poziomie wysokim, a 5%, że na poziomie niskim.

Jako głównych użytkowników narzędzi analitycznych w firmach w Polsce ankietowani wskazali kolejno: Finanse, Zarząd i Sprzedaż. Zdecydowanie niżej w zestawieniu znalazł się Marketing.

graph_1Grono najczęstszych użytkowników BI zapewne nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Można się natomiast zastanawiać, czy niski poziom wykorzystania narzędzi analitycznych przez działy marketingu nie powinien być powodem do troski ze strony zarządów firm mówi Dominik Kaczmarek, Vice President w Clouds On Mars – Ogromne możliwości analizowania kampanii marketingowych, czy aktywności w firmowych social mediach zaszyte w narzędziach analitycznych w sposób kategoryczny zwiększają skuteczność i trafność tych działań.

graph_2Respondenci wskazali trzy najczęściej używane systemy BI: SAP Business Objects, Microsoft Power BI oraz Qlik. Trzeba też podkreślić, że część firm na co dzień wykorzystuje więcej niż jeden system analityczny lub korzysta z własnego, przygotowanego np. przez lokalny dział IT.

Dominik Kaczmarek wyjaśnia, że korzystanie z co najmniej dwóch narzędzi analitycznych często jest praktyką uzasadnioną, wynika z faktu że jedno narzędzie nadaje się dla technicznie bardzo zaawansowanych analityków danych, a drugie, np. Power BI dla zwykłych użytkowników biznesowych – wyjaśnia VP w Clouds On Mars.

Badani przyznali, że w ich firmach największą wartość czerpie się z: raportowania (42%), analizowania (34%) i prognozowania (16%). Natomiast jako najbardziej dotkliwy brak i słabość ich analityki wskazali: prognozowanie (38%), analizowanie (27%) i wizualizację danych (23%).

Warto zauważyć, że prognozowanie i analizowanie zostały wskazane zarówno jako elementy, z których firmy czerpią największą wartość biznesową, jak i te, które uznane zostały jako słabości firmowej analityki. Wskazuje to na niezaprzeczalną ważność tych elementów, jak i na wyzwanie, jakie wciąż się z nimi wiąże – warto je jednak podjąć, bo są to wartości w wysokim stopniu przekładające się na sprawność funkcjonowania firmy i trafność podejmowanych decyzji menedżerskich – mówi Dominik Kaczmarek z Clouds On Mars.

Ankietowani, poproszeni o wskazanie tego, co w ich organizacjach jest najważniejsze w zakresie zarządzania danymi, najczęściej mówili o jakości danych i łatwości samodzielnej obsługi. Natomiast wyraźnie mniej wskazań dotyczyło dostępności narzędzi BI w chmurze oraz dostępności na urządzeniach mobilnych.graph_3

Waga wysokiej jakości danych nie podlega dyskusji – to absolutna podstawa wiarygodnego korzystania z analityki biznesowej. Na komentarz zasługuje duża potrzeba samodzielnego korzystania z narzędzi BI – mówi Dominik Kaczmarek – To trend, który od jakiegoś czasu jest bardzo wyraźny i sygnalizowany przez większość agencji badawczych. Także firma Gartner podkreśla, że szybki postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji, analiz w modelu SaaS oraz platform BI sprawiają, że dla zwykłych użytkowników ​​narzędzia analityczne są łatwiejsze w obsłudze i bardziej ekonomiczne, niż kiedykolwiek wcześniej.

Sondaż został przeprowadzony na przełomie stycznia i lutego 2018 r. Ankietę wypełniły 43 osoby, głównie CIO i CDO z dużych i średnich firm. Ankietowani na większość pytań mogli udzielić więcej niż jednej odpowiedzi. Wyniki zostały opracowane przez Clouds On Mars w narzędziu Microsoft Power BI.

RODO – odpowiedzialność firmy za naruszenie bezpieczeństwa danych osobowych

Tomasz Mamys, ekspert Sage
Tomasz Mamys, ekspert Sage

Mówiąc o naruszeniach bezpieczeństwa danych osobowych możemy wyróżnić dwie grupy incydentów: umyślne i losowe. W pierwszej grupie znajdziemy działania podejmowane przez ludzi świadomie, wbrew prawu. Z kolei zdarzenia losowe, czy to wewnętrzne czy zewnętrzne, nie zawsze zależą od ludzi. Bez względu jednak na ich rodzaj, większość tzw. incydentów bezpieczeństwa można przewidzieć. I warto się nad tym zastanowić, bo po 25 maja 2018 roku na przedsiębiorców spadnie szczególna odpowiedzialność.

RODO w art. 4 ust.12 definiuje naruszenie bezpieczeństwa przetwarzanych danych osobowych, określając je jako „prowadzące do przypadkowego lub niezgodnego z prawem zniszczenia, utracenia, zmodyfikowania, nieuprawnionego ujawnienia lub nieuprawnionego dostępu do danych osobowych przesyłanych, przechowywanych lub w inny sposób przetwarzanych.”

Mamy więc jasno określony szeroki katalog incydentów dotyczących przetwarzanych danych, które powodują automatycznie powstanie naruszenia. Jak wynika z doświadczenia administratorów danych, najtrudniejsze do przewidzenia są te incydenty, które wynikają
z ludzkich pomyłek i braku świadomości.

Aby w banalny sposób doszło do incydentu w ochronie danych osobowych, wystarczy…

Źle zaadresowana korespondencja elektroniczna

Używane w skrzynkach poczty elektronicznej adresy mogą być zapisywane
w pamięci podręcznej, dzięki czemu aplikacja podpowiada adres mailowy. Nie zawsze jest on weryfikowany przez wysyłających maile. W efekcie braku weryfikacji adresu korespondencja może trafić do nieuprawnionego odbiorcy.

Nieukrywanie adresów mailowych przy wysyłce masowej

Wysyłka korespondencji masowej (np. newsletter) do wielu adresatów wymaga ukrycia adresów odbiorców, poza głównym. W przeciwnym wypadku wszyscy odbiorcy będą widzieli adresy mailowe pozostałych, a to jest już masowe upublicznienie danych osobowych. Korzystanie z opcji „UDW” – ukrytej kopii – zapobiegnie incydentom.

Utrata nośników danych

Smartfony, laptopy, pamięć mobilna, smartwatche, wydruki z życiorysami zawodowymi czy teczki z dokumentami – nośniki danych można zgubić lub też stracić w wyniku kradzieży. Są to incydenty w ochronie danych osobowych.

Jak poważny jest to problem, wystarczy przeanalizować wykorzystanie pamięci USB
w firmach. Nawet 90 proc. pracowników używa w większości otwartych, niezaszyfrowanych pendrive’ów do zapisywania, przechowywania, kopiowania i przenoszenia danych, w tym także danych osobowych. Aż 87 proc. pracowników zdarzyło się przynajmniej raz zgubić pamięć flash, na której zapisane były firmowe dane! Chcąc zminimalizować ryzyko dostania się danych w niepowołane ręce, warto na przykład szyfrować dane.

Nieprawidłowe usunięcie danych

Przedarcie kartki i wrzucenie jej do kosza pod biurkiem jest najczęstszą formą usunięcia danych. Jednak jeżeli dane z tej kartki, po jej „zniszczeniu” przy niewielkim wysiłku można odczytać, to mamy do czynienia z incydentem bezpieczeństwa. Dopiero użycie niszczarki do dokumentów jest procedurą prawidłową: szanse na odzyskanie danych z tak zniszczonych kartek są bardzo niewielkie.

W przypadku usuwania danych z nośników elektronicznych, nie wystarczy tylko ich skasowanie. Kopie zapasowe oraz stare typy systemów wspierających biznes, jak np. DOS, przechowują dane w różnych miejscach na dyskach oraz pozwalają na kopiowanie przez użytkowników bez zostawiania śladów. Dla prawidłowego usunięcia danych najskuteczniejsze będą przewidziane do tego specjalne aplikacje albo fizyczne zniszczenie nośnika (np. starego, nieużywanego dysku twardego).

Odpowiedzialność zarządów i właścicieli

Wdrożenie zasad ochrony danych wynikających z RODO i zapobieganie incydentom bezpieczeństwa ciąży na podmiotach przetwarzających dane. Każda firma, która dokonuje czynności na jakichkolwiek danych osobowych, jest ich administratorem. Z kolei osobami odpowiedzialnymi za podmiot są reprezentanci zarządu – jeśli takowy funkcjonuje –  albo właściciele.

Odpowiednie przygotowanie firmy do stosowania zasad zawartych w RODO wpływa na ograniczenie ryzyka nałożenia administracyjnych kar pieniężnych i odszkodowań dla osób fizycznych. Odpowiedzialnością finansową mogą ostatecznie zostać obciążeni członkowie zarządu, ponieważ dopuszczają to obowiązujące przepisy. Wydaje się przy tym, że stosunkowo łatwo spełnić przesłanki odpowiedzialności wobec spółki[1].

Delegowanie obowiązków w zakresie ochrony danych osobowych na pracowników nie zwolni członka zarządu z ponoszenia odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną wobec spółki. Za funkcjonowanie spółki zgodnie z zasadami prawa odpowiada bowiem zarząd. Należy tu dodać, że zgodnie z regulacjami zawartymi w RODO inspektor ochrony danych (IOD; o ile w ogóle zostanie powołany, bo przecież nie każde przedsiębiorstwo musi korzystać z jego pomocy), pełni wyłącznie funkcję doradczą[2].

Tomasz Mamys, Project Manager RODO w Sage Polska

[1] Kodeks spółek handlowych w art. 293 i art. 483 przewiduje odpowiedzialność członków zarządu za szkodę wyrządzoną spółce. Przesłankami odpowiedzialności jest powstanie szkody po stronie spółki, związek przyczynowy pomiędzy działaniem lub zaniechaniem członka zarządu oraz wina.

[2] Art. 39 RODO wskazuje bowiem, że do zadań inspektora należy informowanie administratora o obowiązkach wynikających z Rozporządzenia, monitorowanie przestrzegania jego postanowień, prowadzenie szkoleń czy wydawanie zaleceń co do oceny skutków przetwarzania danych, a także współpraca z organem nadzorczym.

 

Rynek e-sportu w Europie

  • Według najnowszego badania PayPal oraz SuperData, zyski z e-sportu w Europie osiągną w 2018 r. 325 mln dolarów.
  • Już 24% polskich fanów e-sportu to kobiety – to drugi najwyższy wynik w Europie po Szwecji.
  • Liczba odbiorców polskiego rynku e-sportu ma wzrosnąć o 56% do
    2019 – w porównaniu do 21% w innych europejskich krajach.

Rosja z najwyższymi dochodami

Według najnowszej odsłony corocznego badania PayPal i SuperData, europejski e-sport
w 2017 roku był wart 253 mln dolarów – najwięcej w Rosji, gdzie dochody wyniosły
38 mln dolarów. Całkowity zysk z rozgrywek elektronicznych w Europie w tym roku ma wynieść 325 mln dolarów.

Polska zajęła pierwsze miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej, z rynkiem wartym
10 mln dolarów, wyprzedzając takie kraje jak Holandia, Hiszpania czy Włochy. Eksperci przewidują, że w 2018 roku wartość polskiego rynku e-sportu wzrośnie o 22%. To mniej niż średnia europejska (29%), ale zarazem więcej niż przewidywany rozwój we Francji
(19%), Włoszech (15%) czy w Danii (18%).

Jak wynika z badania, w europejski e-sport zaangażowanych jest już 27 milionów osób, z czego 924 tysiące to Polacy. Zdaniem analityków liczby te będą ciągle rosnąć, a Polska nie jest tu wyjątkiem: do końca 2019 roku liczba e-graczy ma wzrosnąć aż o 56% (w porównaniu z 2017 r.), podczas gdy średni wzrost w Europie wyniesie 21%.

E-sport zwykle postrzegany jest jako domena ludzi młodych. Nie jest więc zaskoczeniem fakt, że prawie połowa polskich e-graczy i fanów (43%) jest w wieku od 18 do 24 lat. Drugą największą grupę wiekową stanowią osoby między 25 a 34 rokiem życia (27%). Widzowie poniżej 18 lat i powyżej 55 roku życia byli marginalną grupą w badaniu.

Polski e-sport staje się coraz bardziej kobiecy

Zgodnie z powszechną opinią gry komputerowe i e-sport to domena mężczyzn, jednak z każdym rokiem wirtualnymi rozgrywkami interesuje się coraz więcej kobiet. W 2017, wśród polskich graczy i widzów na każdych trzech mężczyzn przypadała jedna kobieta
(24%). W badanych krajach tylko Szwedki wykazują większe zainteresowanie e-sportem (25% wszystkich graczy), a średnia w Europie wynosi 18%. Największą dysproporcję zauważono w Bułgarii, Hiszpanii i Włoszech – w tych krajach wśród miłośników e-sportu jest zaledwie od 11% do 13% kobiet. Co ciekawe, nawet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest więcej miłośniczek wirtualnych rozgrywek (14% to kobiety).

„Jak widać e-sport w Polsce cieszy się coraz większą popularnością, ale mnie najbardziej cieszy szybko rosnąca liczba kobiet, które same grają lub aktywnie śledzą rozgrywki” – mówi Matt Komorowski, Dyrektor Zarządzający PayPal w Północnej i Środkowej Europie. „Jestem pewien, że nowych graczy będzie wciąż przybywać. PayPal jest dla nich naturalnym partnerem, bo może im zapewnić szybkie i bezproblemowe płatności w ponad 200 krajach świata – dzięki temu zakup nowego artefaktu czy skina w ulubionej grze już nie będzie problemem. A gdyby jakiś jednak się pojawił możemy pomóc graczom dzięki naszym programom ochrony kupujących.”

***

Metodologia

Dane SuperData zostały oparte na wynikach ogólnokrajowych ankiet z października
2017 roku (n=1000 dla każdego kraju) i danych dotyczących oglądalności e-sportu zebranych z Twitch oraz YouTube. Badanie przeprowadzono w: Belgii, Bułgarii, Czechach, Danii, Finlandii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Izraelu, Norwegii, Polsce, Portugalii, Rumunii, Rosji, Szwecji, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, we Włoszech i w ZEA.

Załamanie kursu bitcoina

W środę na rynku nastąpiło załamanie kursu bitcoina, który tylko w ciągu ostatniej doby stracił 14% swojej wartości, spadając z 9,2 tys. USD do 7,9 tys. USD. Ostatni raz najpopularniejsza kryptowaluta tak tania była 7 lutego. Ale i tak kosztuje 29% więcej niż będąc w dołku 6 lutego. Niestety, oznacza to jednocześnie, że od 1 stycznia bitcoin stracił aż 42% swojej wartości. Wirtualna waluta znajduje się w trendzie spadkowym od 5 marca i od tamtej pory straciła 32% wartości. Analitycy zauważają, że straty bitcoina w ostatniej dobie to skutek oświadczenia przez koncern Google, że zamierza uniemożliwić reklamowanie kryptowalut w obsługiwanych serwisach.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do brytyjskiego funta (-0,07%) i japońskiego jena (-0,4%), a zyskuje do euro (+0,25%), dolara kanadyjskiego (+0,05%) oraz dolara australijskiego (+0,17%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,236, GBP/USD – 1,398, USD/CAD – 1,296, AUD/USD – 0,786 i USD/JPY – 106,1. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,63%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,885. Złotówka lekko zyskuje do głównych walut. W czwartek rano dolar kosztuje poniżej 3,4 zł, euro – 4,2 zł, funt – poniżej 4,75 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,59 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach nadal przewaga koloru czerwonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,09%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,14%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,18%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,57%, meksykański indeks Bolsa – o 0,82%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,39%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei zyskał 0,12%, indeks Shanghai Composite stracił 0,01%, a hongkoński indeks Hang Seng wzrósł o 0,33%.

Ropa i złoto

Po dwudniowych spadkach ceny ropy naftowej odrobiły część strat. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,89 USD (+0,39%), a ropy WTI – 60,96 USD (+0,41%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy wzrosła o 1 USD do 70 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych wzrostach minimalnie traci na wartości. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1324 USD. To 1 USD mniej (-0,07%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Przyszłej Inflacji wg BIEC, luty (poprzednio 81,4 pkt.)
  • 9:30 – Szwajcaria – Decyzja ws. stóp procentowych, I kw. (oczekiwania: bez zmian)
  • 10:00 – Polska – Inflacja CPI (r/r), luty (prognoza 1,7%)
  • 10:00 – Norwegia – Decyzja ws. stóp procentowych, marzec (oczekiwania: bez zmian)
  • 13:30 – USA – Indeks Fed z Filadelfii, marzec (prognoza 23,3 pkt.)
  • 13:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 225 tys.)
  • 15:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości – NAHB, marzec (prognoza 72 pkt.)
  • 21:00 – USA – Napływ kapitałów do USA, styczeń

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

ORLEN rekomenduje dywidendę

Zarząd PKN ORLEN podjął dziś decyzję w sprawie rekomendacji dywidendy za 2017 r . Propozycja, która zostanie poddana pod rozwagę Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki to utrzymanie wysokiego poziomu 3 zł na akcję, podobnie jak za rok 2016.

Od pięciu lat Koncern realizuje politykę dywidendową nakreśloną w oparciu o wskaźniki i kondycję finansową z uwzględnieniem planów rozwojowych.

– Postanowiliśmy zarekomendować utrzymanie dywidendy na wysokim poziomie mimo zrealizowanego jak dotąd wykupu akcji Unipetrolu za 3,5 mld zł i planów akwizycyjnych wewnątrz krajowego sektora naftowego, które w perspektywie średnioterminowej będą wymagały dysponowania istotnymi środkami finansowymi, niezależnie od realizowanego scenariusza. Kondycja finansowa firmy jest bardzo dobra. Bierzemy jednak też pod uwagę, że branża energetyczna, w której funkcjonuje Koncern jest szczególnie podatna na zmiany w otoczeniu makroekonomicznym, gospodarczym czy społecznym – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Jeśli zaproponowana dziś wysokość dywidendy spotka się z akceptacją ZWZ Spółki, Koncern wypłaci ok. 1,3 mld zł swoim akcjonariuszom w II połowie tego roku.

Nowy Kodeks pracy – dlaczego przeciw

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 9 sierpnia 2016 r. w sprawie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy (Dz. U. z dnia 30 sierpnia 2016 r., poz. 1366) nie przewiduje obowiązku uzasadnienia głosowania negatywnego przez członka Komisji. Jednakże z uwagi na fakt, że przez 18 miesięcy uczestniczyłam w pracach obu zespołów Komisji Kodyfikacyjnej, czuję się w obowiązku wytłumaczenia powodów mojej decyzji – deklaruje prof. Monika Gładoch, Wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy i Doradca Prezydenta Pracodawców RP

Zdaję sobie sprawę, że projekty nie są gotowym aktem legislacyjnym, niemniej jednak zawierają konkretne regulacje prawne, w przypadku Kodeksu pracy zawarte w ponad 550 artykułach, zaś w przypadku Kodeksu zbiorowego prawa pracy – w ponad 460. Nie mogę zatem postrzegać tych projektów jedynie jako „zarysów” lub „wytycznych kierunkowych”. Stanowią one bowiem zbiór proponowanych przepisów na tyle szczegółowych, że mogą podlegać ocenie. Poniżej przedstawiam główne powody niemożności poparcia przeze mnie projektu Kodeksu pracy. Mając na uwadze fakt, że w parlamencie trwają obecnie prace nad nowelizacją Ustawy o związkach zawodowych, dalsze procedowanie nad projektem Zbiorowego kodeksu pracy staje się mało realne, dlatego nie odnoszę się do tej propozycji.

  1. Przepisy projektu Kodeksu pracy naruszają prawa konstytucyjne

Proponowane regulacje zawarte w art. 48 w zw. z art. 50 oraz art. 244 projektu są niezgodne z ustawą zasadniczą, bowiem ograniczają wolność działalności gospodarczej oraz wolność pracy. Na mocy art. 65 ust. 1 Konstytucji RP każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Co prawda art. 22 zezwala na ograniczenie wolności działalności gospodarczej w drodze ustawy, ale tylko ze względu na ważny interes publiczny. Należy przypomnieć, iż zgodnie z art. 31 ust. 3 ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Jak wyjaśnia prof. Lech Garlicki, „Swoboda podejmowania decyzji przez jednostkę dotyczy wszelkich sfer życia społecznego czy osobistego i obejmuje działania (zaniechania) wszelkiego typu i rodzaju”, a „na władzach („publicznych”) ciąży, po pierwsze – „obowiązek negatywny”, a więc zakaz podejmowania działań i przyjmowania uregulowań, które – przez formułowanie nakazów czy zakazów dla jednostki – reglamentowałyby sferę jej wolności w sposób pozbawiony konstytucyjnego uzasadnienia” (L. Garlicki, Komentarz do Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, Komentarz, Warszawa 2003, t. III, red. naukowa L. Garlicki, s. 11). Tymczasem w art. 50 projektu wprowadza się domniemanie stosunku pracy związane z koniecznością udowodnienia przez pracodawcę zaprzeczającego istnieniu stosunku pracy, że praca nie jest wykonywana pod jego kierownictwem. W praktyce jest to domniemanie niewzruszalne, gdyż przeprowadzenie przez podmiot korzystający z usługi (potencjalnego pracodawcę) dowodu o niewystępowaniu kierownictwa, może okazać się niemożliwe. Należy podkreślić, iż pojęcie kierownictwa występuje także w stosunkach prawa cywilnego, a zatem nie jest to określenie charakterystyczne wyłącznie dla prawa pracy. Zgodnie z art. 430 Kodeksu cywilnego „Kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną

z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności”. W konsekwencji wskazanych regulacji istnieje ryzyko, iż z każdym zatrudnieniem na podstawie umowy prawa cywilnego może wiązać się ustalenie stosunku pracy. Warto zwrócić uwagę także na orzecznictwo sądowe. Sąd Najwyższy zauważył, iż także w umowie-zleceniu mogą wystąpić cechy kierownictwa i podporządkowania (por. m.in. wyrok z dnia 11 września 2013 r., II PK 372/12).

Zasadę wolności pracy ograniczają przepisy, które zostały zamieszczone w dziale o zakazie konkurencji. Zgodnie z art. 244 projektu pracownik może być pozbawiony prawa wykonywania pracy u innego podmiotu prowadzącego działalność konkurencyjną, jeśli pracodawca mu tego zakaże (np. w regulaminie pracy lub obwieszczeniu). Zakaz ten może zostać dodatkowo rozszerzony w umowie pomiędzy pracownikiem (zatrudnionym w pełnym wymiarze czasu pracy) a pracodawcą. W zamian za określone dodatkowe miesięczne wynagrodzenie (nie wyższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę), strony mogą uzgodnić, że pracownik nie będzie prowadził innej działalności gospodarczej ani też podejmował innej pracy zarobkowej. Umowa może przewidywać karę umowną z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania postanowień umownych, nie wyższą niż 3-krotność wynagrodzenia zasadniczego pracownika. Przepis zmierza w kierunku całkowitego zawłaszczenia pracy przez jeden podmiot, co zasadniczo sprzeciwia się wolności pracy oraz swobodzie gospodarowania.

  1. Przepisy projektu Kodeksu pracy są sprzeczne z dorobkiem cywilizacyjnym prawa pracy

Propozycja nowych umów o pracę (umowy na czas wykonywania pracy dorywczej, na czas wykonywania pracy sezonowej oraz na czas wykonywania pracy nieetatowej) nie daje pracownikom żadnej stabilizacji zatrudnienia. Wymienione rodzaje umów nie gwarantują bowiem żadnej ochrony przewidzianej w przypadku dotychczasowych umów o pracę. Zgodnie z art. 88 projektu „do pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę na czas wykonywania pracy dorywczej, na czas wykonywania pracy sezonowej oraz na podstawie nieetatowej umowy o pracę nie stosuje się szczególnej ochrony przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem umowy o pracę, wynikającej z przepisów szczególnych, a także przepisów odrębnych”. Okres wypowiedzenia nowych umów o pracę wynosi odpowiednio 3 dni, tydzień lub dwa tygodnie, a zatem jest nieproporcjonalnie krótki w porównaniu z umową na czas określony lub na czas nieokreślony. To, co dotąd charakteryzowało umowy zlecenia i pozostawało poza sferą prawa pracy, czyli brak stabilizacji zatrudnienia, znalazło swoje odzwierciedlenie w Kodeksie pracy w nowych rodzajach umów: umowie dorywczej, sezonowej i nieetatowej. W art. 1 projektu kodeksu pracy zapisano, że reguluje on „prawa człowieka pozostające w związku z wykonywaniem pracy zarobkowej”. Prawo pracy w swojej funkcji ochronnej ma gwarantować minimum praw pracowniczych, tymczasem nowy kodeks pracy, pozbawiając pracowników ochrony zatrudnienia, całkowicie zaprzecza dotychczasowemu dorobkowi tej gałęzi prawa. Opisana regulacja prowokuje do zadania pytania o sens przeprowadzenia rewolucji na rynku pracy, skoro nowe umowy o pracę niewiele różnią się od umów cywilnych.

  1. Prawa stron są nadmiernie reglamentowane

Projekt nowego Kodeksu pracy zawiera szereg zakazów i nakazów, w ramach których stronom wolno kształtować stosunek pracy. Przejawia się to przede wszystkim w dopuszczalności zawierania i czasu trwania terminowych umów o pracę. Umowa o pracę na czas określony może być zawarta:

  1. jeżeli uzasadnia to niepewność zapotrzebowania na pracę lub
  2. w celu zastępstwa pracownika w czasie jego usprawiedliwionej nieobecności

w pracy,

  1. w celu wykonywania pracy przez okres kadencji,
  2. jeżeli pracodawca wskaże obiektywne przyczyny leżące po jego stronie

– jeżeli zawarcie umowy w danym przypadku służy zaspokojeniu rzeczywistego okresowego zapotrzebowania i jest niezbędne w tym zakresie w świetle wszystkich okoliczności zawarcia umowy, a ponadto jeżeli uzasadnia to wyłączny interes pracownika (art. 79). Jeżeli przyczyną zawarcia umowy o pracę na czas określony jest niepewność zapotrzebowania na pracę, to okres zatrudnienia na podstawie takiej umowy lub łączny okres zatrudnienia na podstawie takich umów zawieranych między tymi samymi stronami stosunku pracy nie może przekraczać 540 dni, a łączna liczba tych umów nie może przekraczać 3, chyba że układ zbiorowy pracy stanowi inaczej, przy czym łączny okres zatrudnienia na podstawie takich umów nie może przekraczać 1080 dni. Umowa na czas wykonywania pracy dorywczej może być zawarta w celu wykonania prac nieregularnych lub wynikających z potrzeb krótkoterminowych, zaś umowa na czas wykonywania pracy sezonowej – w celu wykonywania prac związanych z okresowym zapotrzebowaniem na pracę, ściśle związanym z warunkami atmosferycznymi, cyklami produkcji rolnej i ogrodniczej lub w związku z okresowym zapotrzebowaniem na produkty, wynikającym z pór roku lub tradycji (art. 80). Pracę nieetatową może świadczyć student do ukończenia 26 roku życia i pracownik powyżej 60 roku życia. W ramach pracy nieetatowej wolno przepracować maksymalnie 20 godzin w tygodniu (art. 84). Umowa o pracę na czas wykonywania pracy dorywczej może być zawarta między tymi samymi stronami stosunku pracy na okres nie dłuższy niż 30 dni w ciągu roku, umowa o pracę na czas wykonywania pracy sezonowej na okres nie dłuższy niż 150 dni, a łączny okres wykonywania pracy przez pracownika u danego pracodawcy na podstawie obu umów nie może przekroczyć 180 dni w roku (art. 80 i 81).

Do powyższych obostrzeń dochodzą jeszcze niezwykle zróżnicowane okresy wypowiedzenia umów o pracę, wynoszące 3 dni, tydzień, dwa tygodnie, miesiąc lub trzy miesiące. Zależą one od rodzaju umowy i stażu pracownika u danego pracodawcy. Różne okresy wypowiedzenia mają obowiązywać w obrębie tego samego rodzaju umowy. Zgodnie z art. 102 § 1 projektu okres wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony i umowy o pracę zawartej na czas określony jest uzależniony od okresu zatrudnienia u danego pracodawcy i wynosi:

1) 2 tygodnie, jeżeli pracownik był zatrudniony krócej niż 6 miesięcy,

2) 1 miesiąc, jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 6 miesięcy,

3) 3 miesiące, jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 3 lata.

Tymczasem okres wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas określony z powodu ustania celów lub przyczyn wynosi 2 tygodnie (art. 102 § 2).

Powyższe przykłady zaprzeczają podstawowym zasadom poprawnej legislacji, gdyż regulacja kodeksu jest systemowo niespójna i niezrozumiała dla adresata.

  1. Uzupełnienie katalogu szczególnych źródeł prawa o obwieszczenie

Art. 11 projektu stanowi: „Ilekroć w Kodeksie jest mowa o przepisach prawa pracy, należy przez to rozumieć przepisy prawa powszechnie obowiązującego w zakresie określonym w art. 1 § 1, a także określające prawa i obowiązki stron stosunku pracy: postanowienia układów zbiorowych pracy, porozumień zbiorowych, jeżeli ustawa, która ich dotyczy, tak stanowi, oraz opartych na ustawie regulaminów, statutów i obwieszczeń”. Dodanie obwieszczenia do katalogu autonomicznych źródeł prawa pracy postrzegam jako odejście od cywilistycznego rodowodu prawa pracy na rzecz uznania go za gałąź prawa publicznego (czyt. administracyjnego). Nowa koncepcja źródeł prawa pracy wpisuje się

w szerszy kontekst projektu Kodeksu pracy, którego nowe oblicze polega na odejściu od wolności umów w kierunku reglamentowania prawa przez władztwo pracodawcy.

W potocznym rozumieniu obwieszczenie oznacza „oficjalną wiadomość podaną do publicznej informacji, zwykle w formie pisemnej”. Uregulowane w projekcie obwieszczenia są jednostronnym aktem pracodawcy zatrudniającego nie więcej niż 20 pracowników, w którym ustala on systemy i rozkłady czasu pracy oraz przyjęte okresy rozliczeniowe czasu pracy. Obwieszczenie stanowi zatem wąski wycinek regulaminu pracy, który określa porządek

i organizację pracy w zakładzie. W związku z tym nie jest zasadne rozszerzanie katalogu źródeł prawa pracy o obwieszczenie, tym bardziej że przyznanie charakteru źródła prawa regulaminowi pracy jest od dawna kwestionowane przez przedstawicieli doktryny prawa pracy i uważane za relikt poprzedniego ustroju.

  1. Sprostanie niektórym obowiązkom pracodawcy może okazać się niewykonalne

Kodeks pracy jest przesiąknięty bardzo drobiazgowymi regulacjami, których wykonanie w praktyce może być niezwykle trudne, a niekiedy wręcz niemożliwe. Szczególnie widać to na przykładzie procedury udzielania urlopu wypoczynkowego. Wymiar urlopu wypoczynkowego określa się w godzinach, przy czym niepełną godzinę zaokrągla się w górę do godziny (art. 358). W projekcie pojawia się również regulacja, zgodnie z którą wymiar urlopu wypoczynkowego za 1 dzień pozostawania w zatrudnieniu w przypadku pracowników, dla których dobowa norma czasu pracy wynikająca z odrębnych przepisów jest niższa niż 8 godzin, ustala się z uwzględnieniem niższej normy czasu pracy, zaokrąglając go do pełnej minuty w górę (art. 357 § 2). Urlopy wypoczynkowe powinny być udzielane zgodnie z indywidualnymi lub grupowymi planami urlopów, chyba że strony uzgodniły termin udzielenia urlopu. Jeżeli pracodawca nie mógł uwzględnić wniosku urlopowego pracownika, albo taki wniosek nie został złożony, pracodawca podaje do wiadomości pracownika ustalony dla niego indywidualny plan urlopów z wyprzedzeniem co najmniej 60 dni przed planowanym terminem udzielenia urlopu (art. 364 § 2).

Zawiłość konstrukcji procedury udzielania urlopów będzie skutkowała znacznymi trudnościami w jej stosowaniu, szczególnie w przedsiębiorstwach zatrudniających kilka tysięcy pracowników Należy podkreślić, że w razie nieudzielenia urlopu w terminie, prawo do urlopu wygasa, a pracownikowi przysługuje zadośćuczynienie w wysokości 2-krotności wynagrodzenia urlopowego, jakie przysługiwałoby pracownikowi w razie udzielenia tego urlopu w ostatnim możliwym terminie. Nierzadko może więc dochodzić do sytuacji, kiedy pracodawca, nie mogąc nie ze swojej winy sprostać wymogom ustawy, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności i zobowiązany do wypłaty zadośćuczynienia.

  1. Język Kodeksu pracy jest niezrozumiały

Kodeks pracy jest napisany językiem niezrozumiałym, niejasnym i tym samym budzącym wątpliwości interpretacyjne. W projekcie występuje pojęcie pracownika, samozatrudnionego, samozatrudnionego ekonomicznie zależnego i zatrudnionego niepracowniczo. Pojawiają się nowe terminy, nieznane dotąd doktrynie prawa pracy, które nadto nie są nigdzie zdefiniowane. Jednocześnie dotyczą one kwestii fundamentalnych, związanych z zawieraniem i rozwiązywaniem umów o pracę. Niedookreślone pojęcia występują w podstawowych instytucjach prawa pracy. W tym miejscu można wskazać tylko niektóre z nich, np.: „przepisów art. 47 § 1 nie stosuje się w przypadku pracy polegającej w dominującej części na przekazywaniu lub stosowaniu wiedzy specjalistycznej”, „umowę o pracę na czas wykonywania pracy sezonowej zawiera się w celu wykonywania prac związanych z okresowym zapotrzebowaniem na pracę, ściśle związanym z warunkami atmosferycznymi, cyklami produkcji rolnej i ogrodniczej lub w związku z okresowym zapotrzebowaniem na produkty, wynikającym z pór roku lub tradycji” (art. 81 § 1), „pracodawca nie ma obowiązku zaoferowania tych warunków umowy o pracę, jeżeli przebieg próby nie był zadowalający” (art. 91 § 4), „wysłuchanie powinno się odbyć osobiście, chyba że jest to niemożliwe lub znacznie utrudnione” (art. 113 § 2), „pracodawca może nie zwolnić od pracy osoby wskazanej przez pracownika jako towarzyszącej przy wysłuchaniu, jeżeli stanowi to znaczne utrudnienie dla działania zakładu pracy” (art. 113 § 4), „wypowiedzenie umowy o pracę na czas nieokreślony lub na czas określony z przyczyn niedotyczących pracownika jest dopuszczalne w przypadku braku możliwości zatrudniania pracownika na dotychczasowym stanowisku pracy oraz braku możliwości zaoferowania innej pracy, na którą pracodawca ma zapotrzebowanie i do której pracownik posiada kwalifikacje lub może je z łatwością nabyć, a pracownik będzie w stanie wykonywać pracę w sposób zapewniający prawidłowe funkcjonowanie zakładu pracy, chyba że pracownik nie wyraża zgody na takie zatrudnienie” (art. 118 § 1), „pracodawca podejmuje decyzję w sprawie rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika po uprzednim wysłuchaniu pracownika, chyba że okoliczności uzasadniające rozwiązanie umowy o pracę są oczywiste” (art. 135 § 3), „świadczenia mogą służyć zaspokajaniu potrzeb społecznych pracowników lub realizacji celów zakładowych (bonus)” (art. 209 § 1).

Przykłady regulacji stanowią rażące naruszenie zasad poprawnej legislacji, zamieszczonych w rozporządzeniu Prezesa Rady Ministrów z dnia 20 czerwca 2002 r. w sprawie „Zasad techniki prawodawczej”. Zgodnie z § 6 rozporządzenia „Przepisy ustawy redaguje się tak, aby dokładnie i w sposób zrozumiały dla adresatów zawartych w nich norm wyrażały intencje prawodawcy”. Są one także zaprzeczeniem reguł, na które wskazywał Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 21 kwietnia 2009 r., (K 50/07), pisząc: „Zasady techniki prawodawczej stanowią swoisty kanon, który powinien być respektowany przez ustawodawcę demokratycznego państwa prawnego. Według tych zasad, przepisy ustawy powinny być zredagowane tak, aby dokładnie i w sposób zrozumiały dla adresatów zawartych w nich norm wyrażały intencje prawodawcy, a więc były precyzyjne, komunikatywne i adekwatne do zamiaru prawodawcy”.

Z uwagi na podniesione powyżej wątpliwości natury konstytucyjnej i systemowej nie mogłam podjąć decyzji o akceptacji projektu ustawy Kodeks pracy.

dr hab. Monika Gładoch, prof. UKSW, Wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, Doradca Prezydenta Pracodawców RP

Google rozpoczął testowanie AMP dla poczty e-mail

Google rozpoczął testowanie AMP dla poczty e-mail. Usługa ta polega na wyświetlaniu przyspieszonych stron mobilnych bezpośrednio w treści maila. Opcja ta ma być dostępna dla wszystkich użytkowników poczty Gmail do końca 2018 roku. To oznacza, że firmy mają jeszcze kilka miesięcy, żeby zastanowić się nad sposobami wykorzystania nowej technologii. Eksperci EmailLabs wskazują, że warto m.in. spożytkować potencjał e-maili transakcyjnych, które dzięki technologii AMP, zyskają nowe możliwości.

Technologia AMP to mała rewolucja. Dzięki tej innowacji, wiadomości e-mail staną się bardziej interaktywne. Adresaci będą mogli swobodnie przeglądać interesujące ich treści z poziomu swoich skrzynek pocztowych. Już nie trzeba będzie klikać w zawarte w e-mailu odnośniki do stron zewnętrznych i czekać na ich załadowanie. Wszystko będzie odbywało się na bieżąco w skrzynce odbiorczej. To dla firm, które wysyłają masowo komunikację e-mail, oznacza nowe możliwości – mówi Agata Krypczyk, marketing manager w EmailLabs.

Jak wykorzystać maile transakcyjne?

AMP, czyli Accelerated Mobile Pages, to technologia, która pozwala na szybkie renderowanie stron www posiadających statyczne treści oraz dopasowanie ich do urządzenia, na którym są otwierane. Dzięki temu wiadomości e-mail przypominają stronę internetową, którą można przeglądać bezpośrednio w skrzynce odbiorczej. To rewolucyjna zmiana m.in. dla sklepów internetowych, które wysyłają masowo e-maile, w tym te transakcyjne, czyli faktury, potwierdzenia rejestracji konta czy potwierdzenia zamówień. Eksperci EmailLabs wskazują cztery praktyczne sposoby zastosowania AMP w tego typu treściach:

  1. E-mail z potwierdzeniem zamówienia, w którym można zaproponować zakup dodatkowych produktów. Wówczas klient dodaje je do otwartego koszyka i potwierdza rozszerzone zamówienie – wszystko w trakcie przeglądania jednej wiadomości!
  2. Błyskawiczna weryfikacja profilu po jego założeniu. Potwierdzenia dokonuje się od razu w e-mailu, za pomocą jednego kliknięcia. Następnie adresat w tej samej wiadomości otrzymuje podziękowanie np. za utworzenie konta w sklepie.
  3. Opłacanie faktur bez konieczności przejścia na inną stronę www. Płatność będzie można uregulować w tym samym mailu, w którym ją otrzymamy.
  4. Interakcja z portalami e-commerce, takimi jak booking.com. Po zarezerwowaniu m.in. hotelu czy biletów lotniczych, klient otrzyma wiadomość potwierdzającą transakcję. Dzięki AMP będzie mógł z poziomu skrzynki e-mail dodać terminy rezerwacji do kalendarza Google oraz ustawić przypomnienie, żeby nie przegapić lotu.

Nowe wyzwania w związku z AMP

Technologia AMP zostanie wdrożona pod koniec roku na wszystkich kontach Gmail. Do tego czasu pozostaniemy z kilkoma znakami zapytania. Nie wiadomo m.in. czy Gmail będzie w jakiś sposób oznaczać e-maile AMP w skrzynce odbiorczej. Jeżeli tak to na pewno zwiększy poziom klikalności w tego typu treści. Niewiadomą pozostaje także to, jak z nową technologią poradzą sobie obecne systemy zabezpieczeń. Zastosowa\nie AMP w e-mailach to wyzwanie dla osób zajmujących się kwestiami bezpieczeństwa. Rozszerzenie funkcjonalności skrzynek odbiorczych prawdopodobnie będzie oznaczać konieczność wprowadzenia lepszych metod uwierzytelniania.

Wyłudzenia informacji drogą mailową, w tym popularny w ostatnich latach phishing, mogą stanowić przeszkodę w pełnym wykorzystaniu AMP w skrzynce odbiorczej. Gmail będzie wymagał od firm dobrej reputacji i uwierzytelniania nadawców przez SPF, DKIM i DMARC. Dostosowanie się do tych wymogów będzie kluczowe. Niemniej, w metodzie AMP widzimy spory potencjał, chociaż jej zastosowanie oraz wartość będzie mógł zweryfikować tylko i wyłącznie czas oraz sukcesywnie prowadzone testy – podsumowuje Agata Krypczyk.

Aż 2/3 Polaków sądzi, że nie wejdziemy do strefy euro przez najbliższą dekadę

Najnowsze badanie AKCENTY, firmy zajmującej się obsługą walutową firm, wykazało, że 65% Polaków nie spodziewa się wejścia Polski do strefy euro i przyjęcia wspólnej waluty w ciągu najbliższych 10 lat. Prawie 29% twierdzi wręcz, że nigdy do niej nie przystąpimy. Tylko blisko co trzeci Polak sądzi, że do strefy euro wstąpimy w najbliższej dekadzie.

Ogólnopolskie badanie[1] przeprowadzone przez dom badawczy SW Research, na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA, pokazało, że Polacy raczej sceptycznie patrzą na perspektywy wejścia Polski do strefy euro w najbliższych latach. Przeszło, co trzeci badany (34,8%) wskazał, że spodziewa się, że nasz kraj przyjmie wspólną walutę w ciągu najbliższej dekady. W ocenie 23,7% najprawdopodobniej nastąpi to w okresie od 11 do 20 lat, natomiast, co dziesiąty (9,7%) spodziewa się, że Polska w Eurolandzie znajdzie się najwcześniej za 21 do 30 lat, a według 3,1% może to potrwać jeszcze dłużej. Jednocześnie aż 28,7% Polaków sądzi, że Polska nigdy nie wejdzie do strefy euro. – Zapytaliśmy Polaków o ich przewidywania, a nie chęć wejścia do strefy euro. To dwie zupełnie inne sprawy i ten punkt widzenia jest dla nas, jako firmy zajmującej się wymianą walut i obsługą transakcji w nich, bardzo ważny, podobnie jak dla naszych klientów, którymi są głównie firmy eksportowe i importowe – komentuje Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY.

Wykres 1.

wejście do strefy EUR

Euro w pakiecie

Do strefy euro przystąpiło na razie 19. z 28. państw członkowskich Unii Europejskiej. Najmłodszymi członkami Eurolandu są kraje bałtyckie. Wspólną walutę w 2011 r. przyjęła Estonia, w 2014 r. Łotwa i w 2015 r. Litwa. Przystąpienie do strefy jest częścią „pakietu” unijnego, który kraje przyjmują wraz z członkostwem. We wspólnotowej historii były jednak przypadki uzyskiwania przez państwa klauzuli „opt-out”, która umożliwia odstąpienie od określonej sfery polityki UE, np. kwestii zastąpienia waluty krajowej przez euro. Taką opcję wyboru zapewniły sobie m.in. Dania i Wielka Brytania. Pozostałe 6. krajów, które przyjęły zapisy o wejściu do obszaru euro, ale wciąż mają lokalne waluty, to poza Polską, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Rumunia, Szwecja i Węgry.

Jak zaznacza ekspert AKCENTY, bycie członkiem strefy euro nie jest tożsame z możliwością posługiwania się tą walutą. – W Europie są państwa, które nie należą do strefy euro, ani nawet do Unii Europejskiej, a posługują się wspólną walutą. Te kraje to Czarnogóra, Kosowo, Watykan, Monako, San Marino i Andora. Euro używane jest także na terytoriach zależnych krajów należących do UE, np. na francuskiej Martynice – wymienia Radosław Jarema z AKCENTY.

Komu z euro po drodze, a komu nie?

W zeszłorocznym badaniu Eurobarometru Polska była jednym z trzech krajów, którego większość obywateli opowiedziało się przeciwko przyjęciu euro. Tak wskazało w naszym kraju 55% badanych. Wyższy odsetek negatywnego stosunku do wprowadzenia wspólnej waluty zanotowano jedynie w Szwecji (62%) i Czechach (70%).[2] Szwedzi od dawna deklarują, że nie chcą w swoim kraju euro – zadecydowali tak m.in. w narodowym referendum w 2003 r. W pozostałych krajach członkowskich zdania na temat przyjęcia wspólnej waluty są różne. – Jako firma mająca oddziały także w Czechach, Rumunii i na Węgrzech mamy dość dobry ogląd na stosunek do wspólnej waluty w tych krajach. W Czechach, premier Andrej Babiš jest niechętny euro i wprost powiedział, że jego rząd tą kwestią się nie zajmie. Rumunia z kolei nie chce śpieszyć się z dołączeniem do Eurolandu. Według rumuńskiego Ministra Spraw Zagranicznych, Teodora Meleșcanu, jego kraj spełnia formalne warunki i mógłby nawet jutro wejść do strefy euro, jednak celem jest „pełna konwergencja”, na której osiągnięcie Rumunia przeznaczyła sobie czas do 2022 r. Nie śpieszą się także Węgry, co zadeklarował węgierski minister gospodarki Mihály Varga. Euro prawdopodobnie nie prędko pojawi się, więc w którymkolwiek z tych krajów – podaje ekspert AKCENTY i dodaje, że to ważna informacja dla polskich eksporterów i importerów. Lokalnymi walutami posługuje się spora część najważniejszych polskich partnerów handlowych, w tym aż dwa kraje z pierwszej trójki – Wielka Brytania i Czechy, odbierające za prawie 13% naszego eksportu towarów. Przewalutowania to dla firm handlujących z zagranicą dodatkowy koszt. Do tego dochodzi jeszcze ryzyko kursowe. Wahania notowań mogą istotnie wpłynąć na końcową kwotę transakcji czy kontraktu i tym samym na marżę firmy. Jednak i na to są rozwiązania, oferta obsługi transakcji walutowych dla przedsiębiorstw jest coraz większa, a firmy znajdą ją nie tylko w bankach, ale i w wyspecjalizowanych w tym segmencie usług instytucjach płatniczych. – Handel międzynarodowy i operowanie walutami w przedsiębiorstwie jest już dużo prostsze i tańsze niż kiedyś. Zawsze warto jednak na tym polu szukać oszczędności i być na bieżąco z ofertą rynkową, bo na razie nic nie zapowiada, aby ten problem szybko spadał z barków przedsiębiorców – podsumowuje Radosław Jarema z AKCENTY.

[1] Badanie zostało zrealizowane na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA w dniach 12.02-14.02.2018 przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1024 ankiet z Polakami powyżej 18 roku życia.

[2] https://ec.europa.eu/info/news/eurobarometer-majorities-four-newer-eu-member-states-are-favour-introducing-euro-2017-may-12_en.

J.W. Construction podsumowuje wyniki za 2017 rok

Bardzo dobra kondycja branży nieruchomości w Polsce w 2017 roku ma swoje odzwierciedlenie również w wynikach Spółki J.W. Construction Holding S.A., która w analizowanym okresie odnotowała przychody netto ze sprzedaży w wysokości 404 mln zł. Spółka w 2017 roku znalazła nabywców na łącznie 1819 lokali, czyli o 15% więcej niż w roku 2016. Zysk netto Grupy wyniósł blisko 26 mln zł.

Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A. nadzorujący Pion Ekonomiczny i Biuro Relacji Inwestorskich ocenia wyniki Grupy:

2017 rok był bardzo udany i pracowity dla J.W. Construction Holding S.A.. Nie tylko kontynuowaliśmy szeroki front prac rozpoczęty w latach ubiegłych, w tym przede wszystkim naszej flagowej inwestycji Bliska Wola, ale także rozpoczęliśmy budowę luksusowego apartamentowca w Szczecinie – Hanza Tower, kolejnych etapów osiedla mieszkaniowego Nowe Tysiąclecie w Katowicach i domów szeregowych Villa Campina w Ożarowie Mazowieckim. W Warszawie otworzyliśmy pierwszy aparthotel Varsovia Apartamenty Jerozolimskie, którym zarządzamy. Jest to początek realizacji zapowiadanej wcześniej strategii związanej z budową i zarządzaniem aparthotelami, bowiem w planie są następne obiekty tego typu.

Wkroczyliśmy również w nowy dla nas obszar inwestycji magazynowych, przygotowując się do zagospodarowania części posiadanych gruntów pod budowę parków logistycznych. Spółka poza dywersyfikacją sektorową prowadzi również dywersyfikację geograficzną, m.in. powiększyła swój bank gruntów o tereny w Gdańsku, Poznaniu i Krakowie, tym samym, rozszerzając swoją działalność na kolejne miasta Polski.

Przychody netto ze sprzedaży J.W. Construction Holding S.A. w 2017 roku były równe 404 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 104 mln zł, a zysk operacyjny 48 mln zł. Spółka odnotowała zysk netto w wysokości blisko 26 mln zł.

Dobre wyniki są głównie konsekwencją przekazań mieszkań z zakończonych w ubiegłym roku inwestycji, przede wszystkim mieszkalnego etapu C Bliskiej Woli (481 lokali) oraz osiedla Zielona Dolina II etap I (321 lokali) w Warszawie. Łącznie w 2017 roku Grupa prowadziła projekty obejmujące budowę 16 inwestycji łącznie na 4 448 lokali, z tego ponad 70% znajdowało się w aglomeracji warszawskiej – komentuje Małgorzata Szwarc-Sroka.

W maju i listopadzie 2017 roku Spółka wyemitowała obligacje o łącznej wartości nominalnej 164 mln zł. Środki pozyskane z emisji obligacji przeznaczone zostały na rozwój działalności Spółki, w tym finansowanie wydatków związanych z przygotowaniem projektów deweloperskich oraz zakupem gruntów.

Plany Spółki J.W. Construction na 2018 rok

W tym roku Spółka planuje rozpocząć realizację ostatniego etapu osiedla Bliska Wola na prawie 1500 lokali, które stanowić będzie zakończenie tego flagowego projektu. W przypadku uzyskania pozwoleń na budowę Grupa rozpocznie także inne warszawskie i trójmiejskie inwestycje. Spółka kontynuuje również realizację inwestycji rozpoczętych w latach poprzednich na prawie 3500 lokali położonych w aglomeracji warszawskiej, Szczecinie, Trójmieście i Katowicach.

Inwestycje aparthotelowe

W 2017 roku w Warszawie Spółka otworzyła pierwszy aparthotel Varsovia Apartamenty Jerozolimskie. Otwarcie Varsovia Apartamenty Kasprzaka w Warszawie odbędzie się w połowie 2018 roku, a w kolejnych latach powstaną następne aparthotele m.in. w rejonie ulic Pileckiego i Puławskiej w Warszawie oraz przy ul. Spokojnej  w Gdyni.

Grupa Energa wyniki za 2017 rok

EBITDA wyniosła 2,2 mld zł, a przychody 10,5 mld zł

Wyższa produkcja, dystrybucja i sprzedaż energii elektrycznej. Wyższe przychody, zysk netto i wynik EBITDA. W 2017 roku Energa w warunkach bardzo silnej konkurencji osiągnęła lepsze wyniki we wszystkich Liniach Biznesowych.

W 2017 roku Energa aktywnie realizowała zadania zawarte w strategii rozwoju. EBITDA Grupy wzrosła do 2,160 mld zł – to wynik o 133 mln wyższy niż w 2016 roku. Przychody wzrosły o 353 mln zł do 10,534 mld zł. Natomiast wynik netto wyniósł 789 mln zł, aż o 642 mln zł więcej niż w 2016 roku.

Nakłady inwestycyjne wyniosły w ub. roku 1,402 mld zł, z czego najwięcej, tj. 1,247 mld zł, Energa wydała na inwestycje w Linii Biznesowej Dystrybucja. Dzięki temu Grupa m.in. przyłączyła blisko 52 tys. nowych klientów (ma ich już ponad 3 mln),  wybudowała i zmodernizowała 3 718 km linii wysokiego, średniego oraz niskiego napięcia i przyłączyła do sieci 32 MW nowych źródeł OZE. Dodatkowo, Energa pozyskała na dogodnych warunkach 250 mln euro z Europejskiego Banku Inwestycyjnego na modernizacje sieci dystrybucyjnych. Spółka planowo realizowała przygotowania do rozpoczęcia w 2018 roku budowy nowego bloku Ostrołęka C, który rozszerzy w przyszłości krajowy potencjał wytwórczy i wzmocni bezpieczeństwo polskiego systemu elektroenergetycznego. Program optymalizacji zarządzania i ograniczania kosztów spowodował wzrost efektywności i zoptymalizował alokację środków na cele budujące wartość całej organizacji.

– Tak dobre wyniki uzyskane w 2017 roku są potwierdzeniem tego, że właściwie zaplanowaliśmy i zrealizowaliśmy zadania przewidziane na minione 12 miesięcy. W warunkach silnej presji ze strony konkurencji i ograniczeń regulacyjnych potrafiliśmy poprawić wyniki we wszystkich liniach biznesowych. Dbałość o stały rozwój naszych usług i wzbogacanie oferty o innowacyjne rozwiązania pozwoliły nam przekroczyć liczbę 3 milionów klientów. Wiarygodność i sprawność w działaniu dały nam możliwość pozyskania na atrakcyjnych warunkach dodatkowego zewnętrznego finansowania. Te środki posłużą dalszemu unowocześnianiu sieci dystrybucyjnej, aby poprawiać niezawodność i ciągłość dostaw energii – podkreśla Alicja Barbara-Klimiuk, p.o. prezesa Zarządu. – Poprawa naszych wyników z kwartału na kwartał i wyższa kapitalizacja spółki w 2017 roku zostały bardzo dobrze odebrane przez inwestorów. Energa otrzymała pozytywne rekomendacje analityków, potwierdzające, że jest podmiotem odpowiedzialnie zarządzanym i stabilnym– dodaje Jacek Kościelniak, wiceprezes ds. finansowych.

W 2017 roku Linia Biznesowa Dystrybucja tradycyjnie utrzymała najważniejszą pozycję w budowie wyniku Grupy. Odpowiadała za prawie 80 proc. zysku Energi. EBITDA Linii wyniosła 1,723 mld zł (1,720 mld zł rok wcześniej). Przychody w 2017 roku były wyższe od analogicznego okresu roku poprzedniego o 6 proc. Wpływ na wzrost przychodów miał wzrost średniej stawki dystrybucyjnej (o blisko 5 proc.) oraz wyższy wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej (o 2 proc.). Na wynik Dystrybucji pozytywnie wpłynął także wzrost marży dystrybucyjnej i korzystna struktura sprzedaży usług. Wynik Linii obciążyły natomiast m. in. wyższe koszty podatku od nieruchomości i koszty OPEX. Poziom wskaźnika SAIDI był wyższy od roku poprzedniego o 55 proc., a wskaźnika SAIFI wyższy o 7 proc. Pogorszenie wskaźników było efektem katastrofalnych w skutkach nawałnic, które miały miejsce w sierpniu 2017 roku oraz orkanów Ksawery i Grzegorz. Na obszarze obsługiwanym przez Energę, po sierpniowym kataklizmie dostępu do energii elektrycznej nie miało niemal 180 tys. odbiorców. Około tysiąca stacji transformatorowych (SN/nN) wymagało naprawy lub częściowej odbudowy. W naprawianiu szkód i przywracaniu dostaw energii brało udział 150 brygad, a straty były skutecznie i maksymalnie szybko usuwane. Sieć dystrybucyjna Energi Operatora była ubezpieczona, dlatego część strat została zrekompensowana z wypłat odszkodowania.

Udział Linii Biznesowej Wytwarzanie w EBITDA Grupy wyniósł w 2017 roku 18 proc. EBITDA Wytwarzania wyniosła 398 mln zł, o ponad jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. Jej wzrost wynikał głównie z większych przychodów ze sprzedaży praw majątkowych oraz regulacyjnych usług systemowych. Produkcja energii elektrycznej w aktywach wodnych była wyższa o 26 proc., a w aktywach wiatrowych o 27 proc. Na dobre wyniki wpłynął także wzrost cen sprzedaży energii elektrycznej przez Elektrownię Ostrołęka. Aktywa wytwórcze Grupy wyprodukowały w 2017 roku o ok. 335 GWh energii elektrycznej, czyli o ok. 8 proc. więcej niż rok wcześniej.

Linia Biznesowa Sprzedaż wypracowała w 2017 roku 85 mln zł EBITDA, czyli 4 proc. wyniku całej Grupy. Rok wcześniej udział Sprzedaży w EBITDA wynosił 2 proc. Wyższe o 45 mln zł wyniki wypracowano, mimo spadku marży na sprzedaży energii elektrycznej oraz gazu. Spadek rentowności podstawowej działalności był związany z rosnącymi obciążeniami wynikającymi z realizacji długoterminowych kontraktów na zakup zielonych certyfikatów. Wynik Linii Biznesowej poprawiło natomiast rozwiązanie odpisów aktualizujących należności sporne oraz rozwiązanie części, zawiązanych w grudniu 2016 roku, rezerw na postępowania administracyjne i sądowe.

W 2017 roku Grupa Energa  podjęła ważne decyzje dotyczące kontraktów w obszarze OZE. Po przeprowadzeniu dogłębnych analiz prawnych Energa doszła do przekonania, że wiele spośród zawartych długoterminowych ramowych umów sprzedaży praw majątkowych wynikających ze świadectw pochodzenia (tzw. zielonych certyfikatów) jest nieważnych. W konsekwencji Energa Obrót SA zaprzestała ich wykonywania i wytoczyła 22 postępowania sądowe w celu potwierdzenia nieważności tych umów.  Zaprzestanie realizacji tych nieuzasadnionych, zdaniem Grupy Energa, zobowiązań ma docelowo przynieść 2,1 mld zł oszczędności w perspektywie kolejnych lat.

Zgodnie z założeniami strategii w 2017 roku Energa aktywnie poszukiwała rozwiązań służących unowocześnianiu infrastruktury energetycznej i oferowaniu nowych usług. Spółka Energa Operator pozyskała z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2014-2020 ponad 166 mln zł na inwestycje związane właśnie z wdrażaniem inteligentnej sieci elektroenergetycznej. W planach jest przystosowanie sieci do standardów Smart Grid poprzez dalsze instalowanie inteligentnego opomiarowania i automatyzację oraz budowa nowoczesnych systemów magazynowania energii. Należąca do Energi spółka Enspirion utrzymuje pozycję lidera w obszarze DSR, czyli zarządzania popytem na energię elektryczną. Usługa stała się natomiast jednym z istotnych instrumentów poprawy bezpieczeństwa Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Enspirion odpowiada za 1/3 możliwej do przesunięcia mocy w przetargu rozstrzygniętym przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne w połowie ubiegłego roku. W 2018 roku Spółka przygotowuje się też  do kolejnego przetargu PSE oraz do udziału w aukcji przygotowywanej już w ramach rynku mocy.

Realizując strategię w zakresie przejścia od sprzedawcy energii elektrycznej do dostawcy mediów oraz zintegrowanych rozwiązań, Energa konsekwentnie zacieśniała współpracę z samorządami przeprowadzając m.in. modernizacje oświetlenia ulicznego oraz wykorzystując infrastrukturę oświetleniową do poprawy bezpieczeństwa na drogach. Korzystając z własnych doświadczeń w obszarze elektromobilności, Grupa oferuje także gminom pomoc we wdrożeniu transportu niskoemisyjnego.

W 2017 roku Energa prowadziła proces optymalizacji struktury i zarządzania Grupą. Połączeniu lub likwidacji uległy spółki, których zadania się dublowały. Energa scentralizowała procesy logistyczne oraz obsługę IT. W minionym roku liczba spółek zmniejszyła się z 44 do 34, a do końca 2018 roku spadnie do około 20. Oprócz ograniczenia kosztów operacyjnych, działania te zwiększają decyzyjność oraz elastyczność firmy w zmiennym otoczeniu rynkowym.

Grupa PZU publikuje wyniki za 2017 rok

Zysk netto po raz pierwszy w historii przekroczył 1 mld EUR (4,2 mld zł) – ROE powyżej 21%. Rentowność kapitałów własnych „ROE” dla podmiotu dominującego wyniosła 21,1% w porównaniu do 14,9% w 2016 roku.

Kondycja Grupy

– To był znakomity rok dla PZU. Sprzedaż zrealizowana w roku 2017 przekroczyła poziom 22,8 mld zł i tym samym jest najwyższą kiedykolwiek osiągniętą przez grupę PZU. Równocześnie osiągnęliśmy najwyższy w naszej historii wynik netto 4,2 mld zł. Pobiliśmy tym samym nasze wszystkie dotychczasowe rekordy. Znaczący wkład w wyniki Grupy miały banki, zwłaszcza Pekao SA, dzięki którego nabyciu nasze aktywa przekroczyły 317 mld zł. Z rentownością kapitałów powyżej 21% oraz pokryciem kapitałowym istotnie powyżej 200%, PZU jest jedną z najbardziej dochodowych i stabilnych spółek ubezpieczeniowych na świecie powiedział Paweł Surówka, prezes PZU SA.

– Tak dobre wyniki za rok 2017 są solidnym fundamentem dla ambitnych celów, które Grupa postawiła sobie w ramach strategii #nowePZU. Realizując tę strategię, chcemy zapewnić, by PZU stało się liderem w zakresie nowych technologii, w tym telematyki, rozwiązań mobilnych, sztucznej inteligencji i pracy na bazach danych. Siła finansowa PZU, ciągłe dążenie do udoskonalania produktów, dbałość o konsumentów oraz zaangażowanie społeczne powoduje, że 22 miliony naszych klientów może nas polegać.  mówi Paweł Surówka, prezes PZU SA.

Ubezpieczenia

– Grupa PZU już drugi rok z rzędu zanotowała ponadprzeciętny dwucyfrowy (+13,0%) wzrost przypisu składki. Jednocześnie liczba czynnych polis w OC komunikacyjnym wzrosła o 0,2 mln do 9,1 mln. Pozytywnie do wyniku Grupy kontrybuował wynik inwestycyjny, który wzrósł o 52,4%% do 1 855 mld zł (z wyłączeniem działalności bankowej), będący rezultatem m.in. znaczącej poprawy na portfelach akcyjnych, jak również pozyskania wysokomarżowych ekspozycji korporacyjnych. Zgodnie z założeniami strategicznymi, wzrost wolumenów przypisu składki realizowany był w warunkach wysokiej dyscypliny kosztowej (wskaźnik kosztów administracyjnych segmentów ubezpieczeniowych w Polsce spadł o 1,1 p.p. r/r do 7,0%) oraz dbałości o jakość pozyskiwanych ryzyk do portfela. Wskaźnik COR zmalał o 5,6 p.p. r/r do 89,3%. W rezultacie skonsolidowany wynik Grupy wzrósł o 78,3% r/r do 4,2 mld zł. Tak dobra rentowność, przy mocno rosnącym portfelu, to potwierdzenie wysokiej sprawności operacyjnej i poprawy efektywności struktur zarządzania w zakresie wykorzystania skali biznesu. Cieszy także utrzymanie rentowności ubezpieczeń na życie w polisach grupowych i indywidualnie kontynuowanych powyżej 20%. Na porównywalność danych r/r przyczyniło się również rozpoczęcie konsolidacji banku Pekao od dnia 7 czerwca 2017 roku. – mówi Tomasz Kulik, CFO Grupy PZU.

Zdrowie

Na koniec 2017 roku klienci PZU Zdrowie mogli korzystać z usług medycznych oferowanych w ponad 2 000 placówek w 500 miastach (lekarze o 140 specjalizacjach). PZU Zdrowie to także ponad 60 własnych placówek, współpracujących z 1200 lekarzami (w 2017 r. został nabyty Revimed sp. z o.o. i NZOZ Trzebinia).

– Obszar zdrowotny jest jedną z najszybciej rozwijających się linii biznesowych Grupy PZU. Tylko w 2017 roku przychody wzrosły o ponad 25% do 456 mln zł, a liczba klientów przekroczyła 1,5 mln.  Poprawie uległa marża EBITDA, która wzrosła o 1 p.p. do 8,2%. Z optymizmem oceniamy osiągnięcie 1 miliarda przychodów w biznesie zdrowotnym w trakcie realizacji strategii #nowePZU dzięki wykorzystaniu pełnego potencjału bazy klientów Grupy PZU, rozwojowi produktów ubezpieczeniowo-zdrowotnych i aktywizacji sieci sprzedaży. W długim terminie przewagę konkurencyjną będziemy budować w oparciu o nowoczesne procesy obsługi pacjenta, uwzględniające najlepsze praktyki rynkowe, innowacyjne rozwiązania technologiczne i medyczne oraz wysokie standardy jakości obsługi, w tym opiekę VIP. Kontynuowany będzie również rozwój sieci placówek własnych, m.in. poprzez projekty greenfield i M&A.” – dodaje Roman Pałac, prezes PZU Życie.

Rating / Emisja obligacji

– Potwierdzeniem wiarygodności finansowej PZU było podwyższenie przez agencję S&P Global Ratings, w dniu 27 października 2017, perspektywy ratingowej PZU z negatywnej do stabilnej. Jednocześnie rating siły finansowej PZU pozostał na poziomie A-. Jest to jedna z najwyższych możliwych ocen dla polskiej spółki. 30 czerwca 2017 r. sfinalizowaliśmy największą w historii emisję obligacji podporządkowanych (w polskich złotych), w sektorze finansowym w Polsce, będącą jednocześnie pierwszą emisją w kraju zgodną z wymogami regulacji Solvency II. Dobra kondycja Grupy PZU pozwoliła nam na emisję przy  korzystanych warunkach, tj. 180 p.b. marży ponad stawkę WIBOR6M. – dodaje Tomasz Kulik, CFO Grupy PZU.

Szczegółowe podsumowanie wyników PZU w 2017 roku

Pozytywny wpływ na wyniki finansowe Grupy PZU w 2017 roku miały w szczególności:

– wzrost składki przypisanej brutto w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych zarówno w segmencie klienta masowego jak i korporacyjnego głównie w konsekwencji wzrostu średniej składki i liczby ubezpieczeń oraz w ubezpieczeniach indywidualnych na życie, w szczególności produktów unit-linked w kanale bankowym;
– wysoka rentowność portfela ubezpieczeń komunikacyjnych oraz wzrost wyników w ubezpieczeniach majątkowych segmentu masowego, co głównie związane jest z niższą szkodowością w ubezpieczeniach rolnych (w poprzednim roku liczne szkody spowodowane siłami natury – negatywne skutki przezimowań);
– lepsze wyniki w segmencie działalności bankowej w związku z wysokim poziomem sprzedaży przez Alior Bank produktów kredytowych wsparte korzystną koniunkturą gospodarczą;
– wyższe dochody z działalności lokacyjnej, w szczególności na skutek lepszej koniunktury na GPW (w tym wyższej wyceny pakietu akcji Grupy Azoty).

Negatywnie na wyniki w tym okresie wpłynęły:

– niższa rentowność w segmencie ubezpieczeń korporacyjnych majątkowych, głównie w grupie ubezpieczeń poza komunikacyjnych ze względu na zgłoszenie kilku szkód o wysokiej wartości jednostkowej;
– spadek rentowności w ubezpieczeniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych (r/r), jako efekt wyższej szkodowości produktów ochronnych związanej ze wzrostem częstości zgonów w I kwartale 2017 roku (potwierdzony danymi GUS o śmiertelności w całej populacji) oraz braku jednorazowego czynnika z 2016 roku dotyczącego aktualizacji założeń co do przyszłych wypłat świadczeń stosowanych do kalkulacji rezerw.

Na porównywalność wyników oraz sumy bilansowej r/r w sposób istotny wpłynęło rozpoczęcie konsolidacji Pekao w czerwcu 2017 roku. W wyniku tej transakcji doszło do przekształcenia Grupy PZU z grupy ubezpieczeniowej w finansową. Suma bilansowa wzrosła głównie z tego tytułu o ponad 192 mld zł względem analogicznego okresu ubiegłego roku (do poziomu 317 mld zł), a udziały niekontrolujące osiągnęły wartość 23,0 mld zł (stan na 31 grudnia 2017 roku). Pekao kontrybuował do wyniku operacyjnego Grupy PZU kwotą 1 502 mln zł oraz wyniku segmentu działalności bankowej kwotą 1 750 mln zł od momentu rozpoczęcia konsolidacji w czerwcu 2017 roku.

Składki

Po 2017 roku Grupa PZU zebrała 22 847 mln zł składki brutto, czyli o 13,0% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jest to w znacznej mierze rezultatem wyższej sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych w obu segmentach (+1,6 mld zł). O 490 mln zł wzrosła też składka w segmencie ubezpieczeń indywidualnych, głównie dzięki wyższej sprzedaży produktów unit-linked w kanale bankowym. Ponadto wzrost przypisu składki o 234 mln zł zanotowały spółki zagraniczne.

Po uwzględnieniu udziału reasekuratorów i zmiany stanu rezerw składki, składka zarobiona netto wyniosła 21 354 mln zł i była o 14,7% wyższa niż w 2016 roku.

Odszkodowania i  świadczenia

Po 2017 roku wartość netto odszkodowań i świadczeń oraz przyrostu rezerw Grupy PZU wyniosła 14 941 mln zł, tj. wzrost o 17,3% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, co ma związek m.in. ze zwiększeniem skali działalności. Wzrost dotyczył w szczególności grupy ubezpieczeń szkód powodowanych żywiołami, indywidualnych produktów unit-linked w kanale bancassurance oraz ubezpieczeń komunikacyjnych.

Koszty administracyjne i akwizycji

Koszty administracyjne Grupy w 2017 roku ukształtowały się na poziomie 5 364 mln zł względem
2 923 mln zł w analogicznym okresie 2016 roku. Wzrost wynikał w głównej mierze z rozpoczęcia konsolidacji Pekao oraz połączenia (4 listopada 2016 roku) Alior Bank z wydzieloną działalnością BPH. Koszty administracyjne segmentu bankowego wzrosły o 2 464 mln zł. Jednocześnie koszty administracyjne w segmentach działalności ubezpieczeniowej w Polsce ukształtowały się na poziomie niższym o 10 mln zł względem roku ubiegłego. Ich zmiana wynikała ze spadku kosztów działalności projektowej częściowo kompensowanego wyższymi kosztami w ubezpieczeniach bancassurance wskutek zmiany zasad wynagradzania ubezpieczających w umowach grupowych.

Koszty akwizycji w 2017 roku wzrosły o 288 mln zł w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wzrost ten był w szczególności rezultatem wyższej sprzedaży w segmencie klienta masowego i korporacyjnego.

Inwestycje

W 2017 roku wynik netto na działalności inwestycyjnej (1). Grupy PZU wyniósł 8 502 mln zł wobec 3 511 mln zł w analogicznym okresie 2016 roku (wzrost o 142,2%). Wyższy wynik w 2017 roku to przede wszystkim efekt wzrostu dochodów z lokat wygenerowanych na działalności bankowej w związku z rozpoczęciem konsolidacji Pekao, a także lepszy wynik na notowanych instrumentach kapitałowych w szczególności ze względu na poprawę koniunktury na GPW (w szczególności wyższa wycena pakietu akcji Grupy Azoty z portfela aktywów długoterminowych) oraz pozyskanie wysokomarżowych ekspozycji do portfela długu korporacyjnego. Dochody z działalności inwestycyjnej, z wyłączeniem działalności bankowej oraz po uwzględnieniu kosztów odsetkowych, wzrosły o 52,4% do 1 855 mln zł.

Zysk

W 2017 roku Grupa PZU uzyskała wynik brutto na poziomie 5 526 mln zł wobec 2 988 mln zł w poprzednim roku (wzrost o 84,9%). Zysk netto osiągnął poziom 4 233 mln zł i był wyższy o 1 859 mln zł od wyniku z 2016 roku. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 2 910 mln zł wobec 1 935 mln zł w 2016 roku (wzrost o 50,4%).

Z wyłączeniem zdarzeń jednorazowych wynik netto wzrósł o 97,5% względem ubiegłego roku(2). Zysk z działalności operacyjnej za 2017 rok wyniósł 5 510 mln zł i był wyższy o 2 519 mln zł w stosunku do wyniku za 2016 rok.

Kapitał własny

W 2017 roku skonsolidowane kapitały własne osiągnęły wartość 37 601 mln zł i ukształtowały się na poziomie wyższym w porównaniu do końca 2016 roku (wzrost o 120,1%).  Wzrost skonsolidowanych kapitałów własnych związany jest ze wzrostem udziałów niekontrolujących, które głównie w związku z rozpoczęciem konsolidacji Pekao w czerwcu 2017 roku osiągnęły wartość 22 979 mln zł. Kapitały przypadające udziałowcom jednostki dominującej wzrosły o 1 624 mln zł względem końca poprzedniego roku – efekt wyniku netto przypisanego jednostce dominującej wypracowanego w 2017 roku częściowo skompensowany podziałem zysku za 2016 rok w tym przeznaczenia na wypłatę dywidendy 1 209 mln zł.

ROE

W 2017 roku zwrot z kapitałów własnych przypadający jednostce dominującej ukształtował się na poziomie 21,1% . Wskaźnik ROE był wyższy o 6,2 p.p. niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, głównie z uwagi na poprawę wyników działalności ubezpieczeniowej oraz inwestycyjnej.

Wypłacalność wg Solvency II

Według stanu na koniec III kwartału 2017 roku, po finalizacji transakcji nabycia pakietu akcji Banku Pekao, wskaźnik wypłacalności (liczony wg formuły standardowej Solvency II) wyniósł 237% i pozostał powyżej średniego wskaźnika wypłacalności dla grup ubezpieczeniowych w Europie.

(1) Wynik netto na działalności inwestycyjnej obejmuje przychody netto z inwestycji, wynik netto z realizacji i odpisy z tytułu utraty wartości inwestycji oraz zmianę netto wartości godziwej aktywów i zobowiązań wycenianych w wartości godziwej.

(2) Zdarzenia jednorazowe obejmują: efekt konwersji polis umów wieloletnich na umowy roczne odnawialne w ubezpieczeniach grupowych typ P., wyższy niż średnia z ostatnich 3 lat poziom szkód powodowanych zjawiskami atmosferycznymi (nawałnice) oraz w okresie porównywalnym wyższe niż średnia z ostatnich 3 lat odszkodowania w ubezpieczeniach rolnych, aktualizację założeń co do przyszłych wypłat stosowanych do kalkulacji rezerw, zysk z tytułu okazyjnego nabycia wydzielonej części banku BPH, koszt rezerwy restrukturyzacyjnej w Alior Bank.

W centrum uwagi rynków dane inflacyjne

Słabsze dane z USA powstrzymują przecenę obligacji. Dolar relatywnie stabilny. Spadek sprzedaży w USA w lutym, choć rozczarował nie neguje dalszych podwyżek stóp Fed.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W środę, podczas sesji europejskiej kurs EURUSD spadł z około 1,241 do 1,235, nadal jednak notowany był w okolicach tygodniowych maksimów. W kraju zaś, po porannym umocnieniu złotego, kurs EURPLN utrzymywał okolice 4,20. Do przeceny euro częściowo przyczynił się prezes M. Draghi wskazując, że choć członkowie radu banku centralnego strefy euro są przekonani, że inflacja przyspiesza i w średnim terminie zbliży się do celu, to w kwestii polityki monetarnej pozostają „cierpliwi” nadal szukając potwierdzenia swoich oczekiwań.

Opublikowane popołudniu, słabsze dane o sprzedaży detalicznej w USA nie zmieniły ogólnego obrazu eurodolara. Pomimo silnego rynku pracy wg (ADP i NFP) i pozytywnych nastrojów konsumentów (wg Conference Board), w lutym sprzedaż spadła o 0,1% m/m podczas gdy oczekiwano wzrostu o 0,3%, ale jednocześnie w górę do -0,1% zrewidowano dane za styczeń. Niższa sprzedaż nie neguje scenariusza czterech podwyżek stóp Fed. Niemniej eurodolarowi nie udało się pogłębić spadku.

Zapowiedź utrzymania niskich stóp procentowych w Polsce, podczas gdy w USA koszt pieniądza rośnie, na złotego wpływa deprecjonująco. W czwartek mocno gołębie stanowisko RPP dodatkowo wspierać powinny dane inflacyjne za luty. Rynek oczekuje spadku indeksu CPI do 1,7% r/r z 1,9% wstępnie szacownych za styczeń, których ostateczny poziom również poznamy dzisiaj.

Spodziewany niższy wynik inflacji w Polsce ogranicza presję na przecenę polskich obligacji, przede wszystkim na krótkim krańcu krzywej dochodowości. Dodatkowo wsparciem dla notowań lokalnych papierów są również spadki rentowności obligacji w USA. Wspomniane gorsze dane o sprzedaży detalicznej w połączeniu ze zmianami w administracji prezydenta Trumpa (odwołanie sekretarza stanu Rexa Tillersona) działały w kierunku zejścia 10Y UST w stronę 2,80%. W tym kontekście zignorowane zostały dane o inflacji cen producenckich, która w lutym przyspieszyła do 2,8% r/r. Poziom na którym znajduje się PPI mógłby wskazywać na pojawianie się presji inflacyjnej w USA, jednak oczekiwania inflacyjne przestały odbijać, dzięki czemu krzywa UST odsunęła się od szczytów z początku lutego.

Czwartek w Polsce przyniesie również aukcję obligacji Ministerstwa Finansów, na której sprzedane zostaną papiery OK0720, PS0123, WZ0524, WS0428 oraz WZ0528 w zamian za PS0418, PS0718 oraz OK1018. W pierwszym kwartale MF przyzwyczaił inwestorów do relatywnie niskiej podaży, co może również mieć miejsce podczas najbliższego przetargu. Dobra sytuacja fiskalna (niski deficyt budżetowy w 2017 oraz nadwyżka po styczniu 2018) może prowadzić do zmniejszenia potrzeb pożyczkowych, co krótkoterminowo wciąż wspiera wyceny instrumentów dłużnych.inflacja w USA PPI

Autorzy/Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

MLP Group publikuje skonsolidowane wyniki finansowe za 2017 rok

MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki finansowe za 2017 rok. W tym okresie Grupa osiągnęła 100,3 mln zł przychodów oraz 47,3 mln zł zysku netto. Na koniec minionego roku wartość aktywów netto wyniosła 726,7 mln zł, co oznacza wzrost o 7,5% w ujęciu r./r. Poza naszym krajem priorytetowy dla MLP Group staje się rynek niemiecki, na którym zamierza rozwijać park MLP Unna, a także planuje rozpoczęcie w tym roku dwóch-trzech nowych projektów.

MLP Group, deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, na koniec grudnia 2017 r. posiadał wartość aktywów na poziomie 1,36 mld zł oraz aktywów netto (kapitałów własnych) na poziomie 726,7 mln zł, czyli o 7,5% wyższym niż rok wcześniej. W 2017 roku Grupa wypracowała 47,3 mln zł zysku netto, przy przychodach na poziomie 100,3 mln zł.

W ciągu minionego roku wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 20% do 1,16 mld zł (277,3 mln euro). Największy wpływ na osiągniętą poprawę miało przejęcie parku MLP Unna na rynku niemieckim, zakup nieruchomości w Rumunii o powierzchni 18,8 hektara, zakończenie realizacji projektów i wydanie najemcom 85 tys. m2 nowych powierzchni oraz rozpoczęcie nowej inwestycji w parku MLP Gliwice. Dynamika byłaby jeszcze większa gdyby nie umocnienie się polskiej waluty o 5,7%, co miało wpływ na zmianę wartości nieruchomości inwestycyjnych przeliczonej z EUR na PLN.

W minionym roku MLP Group zwiększyło powierzchnię wydaną najemcom o 141,5 tys. m2 do łącznie 432,4 tys. m2. Poziom pustostanów był na bardzo niskim poziomie poniżej 2%. Jednocześnie na koniec minionego roku Grupa miała podpisane umowy najmu na łączną powierzchnię 501,6 tys. m2, czyli o 35% więcej niż na koniec 2016 roku. W trakcie budowy i w przygotowaniu było 72,4 tys. m2. MLP Group posiadało jednocześnie bank ziemi pozwalający na budowę kolejnych ponad 970 tys. m2.

„Osiągnięte wyniki w minionym roku oceniamy jako bardzo dobre. W bieżącym roku nadal będziemy koncentrować się na zwiększaniu posiadanej powierzchni magazynowej na rynku polskim oraz ekspansji zagranicznej. W kraju planujemy nabycie dwóch nowych gruntów w celu utworzenia nowych parków logistycznych oraz rozwój w ramach posiadanych parków. Poza Polską priorytetowy dla nas będzie  rynek niemiecki, na którym zamierzamy rozwijać posiadany park w Unna, a także planujemy nabycie co najmniej dwóch-trzech nowych projektów: w Mönchengladbach w Zagłębiu Ruhry oraz w południowej części tego kraju. Planujemy również poszerzać swoją działalność w Rumunii poprzez rozpoczęcie budowy nowych obiektów magazynowych w posiadanym parku w Bukareszcie. Zapewni nam to dalszy systematyczny wzrost skali działania i wartości Grupy” – podkreślił Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Grupa prowadzi obecnie osiem operacyjnych parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań, MLP Lublin, MLP Teresin, MLP Wrocław, MLP Czeladź oraz MLP Gliwice. Na podstawie umowy deweloperskiej Grupa jest odpowiedzialna także za komercjalizację parku logistycznego MLP Bieruń, który został sprzedany w 2015 roku. W Niemczech Grupa aktualnie prowadzi jeden park logistyczny – MLP Unna. Z kolei w Rumunii zakupiła grunt pod budowę nowego parku logistycznego – MLP Bucharest West. Ponadto Grupa posiada działki i umowy rezerwacyjne na zakup nowych gruntów pod planowane parki logistyczne. Powoduje to, że w skład aktualnego i potencjalnego portfela zarządzanych nieruchomości przez MLP Group wchodzi łącznie szesnaście operacyjnych parków logistycznych zlokalizowanych w Europie na trzech obsługiwanych rynkach.

Sądy arbitrażowe przyczyniają się do zwiększenia inwestycji?

Znaczenie arbitrażu znacznie wykracza poza usługę rozstrzygania sporów między przedsiębiorcami czy osobami fizycznymi, nieprowadzącymi działalności gospodarczej. Innym, ważniejszym jego znaczeniem jest wyznaczanie standardów obrotu prawnego i gospodarczego w danym kraju. Najważniejsze, cieszące się największą renomą instytucje arbitrażowe istnieją w państwach uważanych jednocześnie za najlepsze miejsca do podejmowania inwestycji. Jednym z nich mogłaby być Polska. Dlatego trzeba zadać sobie pytanie, jaki jest stan naszego arbitrażu i czy można podjąć działania, aby go poprawić. Ocena wyjściowa jest jednak pozytywna. Z pewnością jednak można zrobić coś jeszcze w tej dziedzinie. Nasuwa się postulat rozszerzenia tzw. zdatności arbitrażowej, czyli możliwości rozpatrywania poszczególnych spraw o spory pomiędzy akcjonariuszami oraz nimi samymi a spółką. Obecnie ustawodawca tego nie dopuszcza, chociaż powinien. Przypadki te wymagają szybkiego rozstrzygania oraz bardzo wysokich specjalistycznych kompetencji. Tylko arbitraż może rozwiązać problem, póki ma on jeszcze znaczenie ekonomiczne czy prawne dla stron.

– Określenie poziomu arbitrażu w danym państwie na podstawie liczby rozpatrywanych za jego pomocą spraw w roku jest nieporozumieniem. Zawsze będzie to instytucja elitarna – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Furtek, Prezes Sądu Arbitrażowego przy KIG zarówno arbitraż instytucjonalny, jak i ad hoc – oraz jego wyniki – nie dorównają liczbom spraw, którymi zajmują się sądy powszechne. Gdyby orzekać na tej podstawie, paradoksalnie okazałoby się, że metoda ta nigdzie nie działa dobrze. Jej jakość i status należy mierzyć wieloma czynnikami. Pierwszym jest stan ustawodawstwa arbitrażowego. Ta kwestia w Polsce ma się dobrze. Po gruntownej reformie z 2005 roku, opartej na standardach wyznaczonych przez UNCITRAL oraz po wprowadzeniu uzupełniających ją zmian 10 lat później, nasze prawo jest przyjazne arbitrażowi, bardzo nowoczesne i zgodne z międzynarodowymi wymogami. W Polsce nie brakuje w tej dziedzinie znakomitych pełnomocników oraz sprawnie działających, odpowiadających wysokim standardom instytucji. Oczywiście są też ciemne strony arbitrażuw naszym kraju. Jedną z najważniejszych jest zupełnie niezrozumiała, niemal całkowita nieobecność arbitrażu w systemie edukacji prawniczej – zarówno w obszarze uniwersyteckim, jak i w szkoleniu prawników praktyków podczas aplikacji. Arbitraż pojawia się rzadko, podczas szkoleń fakultatywnych, podyplomowych, a to zdecydowanie za mało. Kolejnym problemem jest za wąski zakres sporów, jakie mogą być rozstrzygane za pomocą tej metody. Potrzeba zmiany postawy podmiotów zamawiających roboty budowlane. Standardem przewidzianym w ogólnych warunkach tego typu umów w Europie jest zapis o sądzie polubownym. Odpowiada on filozofii współpracy między stronami. Przewiduje powoływanie komisji do rozwiązywania nieporozumień i skorzystanie z arbitrażu. W Polsce tak się jednak nie dzieje. Podmioty błędnie oceniają kategorie interesu publicznego, nie godzą się na taki tryb rozstrzygania sporów. Być może to jedna z przyczyn głębokiej zapaści na rynku firm budowlanych w ostatnich latach. Ochrona interesów Skarbu Państwa polegająca na niepłaceniu wykonawcy jest polityką krótkowzroczną. Arbitraż mógłby w szybki i kompetentny sposób rozstrzygnąć spór. Dzięki niemu można byłoby uniknąć wieloletniego okresu oczekiwania, który jest czynnikiem dewastującym dla firm – podsumował Marek Furtek.

Na temat praktycznych zagadnień związanych z arbitrażem będzie mowa podczas Warsaw Arbitrattion & Mediations Days, 23-25 maja br. To wydarzenie polskiej społeczności arbitrażowej, dedykowane profesjonalistom i środowisku biznesowemu z Polski oraz Europy Środkowej i Wschodniej.

Sprzedaż nowych aut osobowych: najlepszy luty w ciągu 10 lat, ale na tle Niemiec wypadamy blado

Sprzedaż nowych samochodów osobowych w lutym okazała się najlepszym wynikiem tego miesiąca w ciągu ostatnich 10 lat – z polskich salonów wyjechało ponad 42 tys. aut. Natomiast od początku roku w Polsce zostało zarejestrowanych ponad 88 tys. nowych osobówek, czyli 15,3% więcej niż rok wcześniej – wynika z najnowszych danych ACEA. Eksperci Exact Systems zwracają jednak uwagę na rezultat naszych zachodnich sąsiadów, którzy w ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku sprzedali ponad 530 tys. nowych aut osobowych. To tyle, ile spodziewamy się sprzedać w Polsce w całym 2018 roku.

– Idziemy konsekwentnie na kolejny rekord. Po bardzo dobrym styczniu, odnotowujemy przyzwoite wyniki sprzedaży w lutym. Wewnętrzny popyt na nowe samochody osobowe w ciągu dwóch pierwszych miesięcy, wspierany dobrymi nastrojami konsumenckimi i optymistycznymi wskaźnikami makroekonomicznymi, pozwala utrzymać naszą prognozę, zgodnie z którą w całym 2018 roku przekroczymy granicę 500 tys. zarejestrowanych nowych osobówek. Optymizm jednak trochę przygasa, gdy spojrzymy na naszych zachodnich sąsiadów. Od początku roku w Niemczech zostało sprzedanych ponad pół miliona  nowych osobówek, czyli tyle, ile życzymy sobie, żeby u nas wyjechało z salonów w ciągu całego roku. Liczymy jednak, że rozwój elektromobilności i coraz większa chęć wymiany floty Polaków na bardziej ekologiczną, przełoży się na większe wolumeny sprzedaży. Ale bez udogodnień dla właścicieli, zarówno finansowych jak i infrastrukturalnych, ciężko będzie o „rozbujanie” tego segmentumówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Rekordowy luty w Polsce

W lutym br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 42 135 sztuk nowych samochodów osobowych, czyli o 9,6% więcej niż w tym samym miesiącu 2017 roku.[1] Jest to najwyższy lutowy wynik w ciągu ostatnich 10 lat. Kołem zamachowym rynku wciąż pozostają firmy, które stanowią aż 64,6% kupujących. Tylko 35,4% nabywców to klienci indywidualni. TOP3 marek nie zmienił się w porównaniu do sytuacji sprzed miesiąca: najchętniej kupowane są modele Skody, druga na liście uplasowała się Toyota, a trzeci był Volkswagen.

Od początku roku, w ciągu dwóch miesięcy zarejestrowano w Polsce 88 216 nowych samochodów osobowych, czyli o 15,3% więcej rok do roku.

Auta elektryczne i hybrydy zwolniły

Luty nie był już tak optymistyczny, jeśli chodzi o sprzedaż aut z alternatywnymi napędami. Z danych PZPM wynika, że z salonów w Polsce wyjechało 1600 hybryd (-1,4% r/r) oraz 90 aut z napędem elektrycznym (+1,9% r/r). W porównaniu z ubiegłym rokiem zmniejszył się udział diesli (z 26,6% do 23%), a zwiększył silników benzynowych (z 66,9% do 71,6%).

Od początku roku, w Polsce zostało zarejestrowanych 3400 hybryd (+11,9% r/r) oraz 209 samochodów z napędem elektrycznym lub hybrydowym plug-in (+198% r/r). Samochody z silnikami benzynowymi mają 71,5% udział w rynku, a diesle 22,7% (I-II 2017: odpowiednio 67,7% i 26,1%).

W 2018 roku 500+

Z szacunków Exact Systems wynika, że roczna sprzedaż nowych samochodów osobowych przekroczy w 2018 roku 500 tys. sztuk. Dynamika rzędu 10-15% r/r powinna dać wynik na poziomie 530-550 tys. sprzedanych aut.

W UE najlepszy luty od 10 lat

Dobra passa trwa także w Europie. Z danych ACEA wynika, że w lutym br. Europejczycy kupili ponad 1 1 125 397 nowych osobówek (+4,3% r/r). Było to najlepszy luty w Unii Europejskiej od 2018 roku. W drugim miesiącu tego roku na zielono możemy zaznaczyć największe rynki europejskie takie jak Niemcy (+7,4 r/r), Francja (+4,3 r/r) czy Hiszpania (+13% r/r). Miesiąc pod kreską zakończyły Włochy (-1,4% r/r) i Wielka Brytania (-2,8% r/r). Pozycją nr 1 w całej Unii Europejskiej ze wzrostem na poziomie ponad 9,1% r/r może pochwalić się marka Volkswagen.

http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Luty-2018r

Suma wszystkich strachów

Niepewna przyszłość globalnego handlu ciąży na sentymencie rynkowym. Dodatkowo dane o sprzedaży detalicznej z USA pokazały rysę na idealnym obrazie gospodarki. W obecnym klimacie łatwiej o awersję do ryzyka, nawet jeśli inwestorzy kurczowo trzymają się ryzykownych pozycji.

Wczoraj pisałem, że niepokoje wokół relacji handlowych USA przyćmiewają twarde dane z gospodarki, które podkreślają jej idealne położenie. No to teraz i ten filar dla optymizmu inwestorów zaczyna kruszeć. W lutym sprzedaż detaliczna USA spadła trzeci miesiąc z rzędu. Wprawdzie tylko o 0,1 proc. (i miesiąc wcześniej też było tylko -0,1 proc.), ale przy kontynuowanej poprawie sytuacji na rynku pracy można oczekiwać większej aktywności konsumentów. Dane obudziły spekulacje o spowolnieniu gospodarczym w pierwszym kwartale, a Wall Street został wciągnięty w dyskusję o rewizjach w dół prognoz PKB. Jakkolwiek jeszcze nie można łączyć wstrzemięźliwości zakupowej Amerykanów z obawami o niestabilną sytuację polityczną, z pewnością odbiera to argumentów, że globalna gospodarka bez szwanku otrząśnie się z szoków, jakie gotuje jej Donald Trump. Ani cła importowe, ani przetasowania personalne w Białym Domu, ani przejściowe schłodzenie wskaźników gospodarczych same w sobie nie są podstawa do głębszej korekty rynkowego optymizmu. Ale suma wszystkich strachów to już co innego. Dziś testem nastrojów rynkowych mogą być indeksy koniunktury z USA. Napięcia wokół polityki handlowej mogą odbić się na perspektywach w sektorze wytwórczym. W rezultacie spadki indeksów Fed z Filadelfii i New York Empire State mogą dolać oliwy do ognia.

Poza tym w czwartek mamy decyzje dwóch europejskich banków centralnych. Szwajcarki Bank Narodowy nie ma wiele do zrobienia. EUR/CHF wspiął się do 1,17 i frank nie wydaje się wysoce przewartościowany, ale historycznie dalej jest drogi, więc nierozsądnym byłoby przeszkadzać deprecjacji poprzez zmianę nastawienia. Inflacja pozostaje nisko, a byłaby jeszcze niższa, gdyby nie wyraźne osłabienie CHF w drugiej połowie ubiegłego roku. Utrzymanie ujemnych stóp procentowych i powtórzenie gotowości do interwencji walutowych jest najbardziej prawdopodobnym rezultatem posiedzenia.

W Norwegii wyższy od oczekiwań odczyt lutowej inflacji podsycił spekulacje, że Norges Bank przybliży termin pierwszej podwyżki stopy procentowej na wrzesień z grudnia (ostatnia proejkcja). Jako że jastrzębia zmiana może być już w cenach, potencjał dla dalszego umocnienia NOK wydaje się ograniczony. Jednocześnie korona norweska stała się dużo bardziej narażona na rozczarowanie, jeśli Norges Bank powstrzyma się od jastrzębich wzmianek. W końcu do jesieni jest jeszcze sporo czasu na dostosowania w polityce pieniężnej, natomiast bank może widzieć większą korzyść w niewysyłaniu jastrzębiego sygnału, który mógłby nasilić aprecjację korony i zahamować ożywienie gospodarcze. Jest możliwe, że Norges Bank powstrzyma się od wyciągania wniosków po jednym miesiącu z wyskokiem inflacji, szczególnie że inflacja bazowa pozostaje poniżej celu inflacyjnego (ostatnio obniżonego z 2,5 proc. do 2 proc.).

W Polsce inflacja CPI za luty powinna wskazać, że pomimo umiarkowanego wzrostu cen względem poprzedniego miesiąca, efekty bazy będą utrzymywać dynamikę roczną poniżej 2 proc. (konsensus 1.8 proc.), co gołębie z RPP przyjmą z zadowoleniem. Ważniejsze będzie, czy jutro inflacja bazowa wskaże na przyspieszenie ponad 1 proc. Dane powinny być neutralnego dla złotego, który pozostaje w inercji, chyba że warunki zewnętrze dadzą sygnał do wyprzedaży aktywów rynków wschodzących.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Elektryczne super mobilne pojazdy coraz popularniejsze. Niebawem na rynku pojawi się pierwsza e-hulajnoga z systemem Android

Elektryczne super mobilne pojazdy coraz popularniejsze. Niebawem na rynku pojawi się pierwsza e-hulajnoga z systemem Android 4

Trend elektromobilności dotyczy nie tylko samochodów elektrycznych, których pojawia się coraz więcej na rynku. Na ulicach coraz częściej można spotkać także super mobilne e-pojazdy, w postaci elektrycznych deskorolek, segway’ów czy hulajnog. Nowością jest elektryczna hulajnoga wyposażona w system Android 8 Oreo. Użytkownik może dzięki temu monitorować stan energii, wyznaczyć trasę na Mapach Google, czy słuchać muzyki. Pojazd odzyskuje także energię podczas hamowania.

– Citee Connect to pierwsza elektryczna hulajnoga wyposażona w Androida. Zintegrowaliśmy ekran z urządzeniem i dzięki temu możesz korzystać ze wszystkich aplikacji, które masz w telefonie podczas jazdy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów Mobile World Congress 2018 Giulia Rastelli z firmy Archos.

Elektryczna hulajnoga Archos oparta została na aluminiowej ramie. Pojazd waży 13 kg i dzięki silnikowi o mocy 350 W może rozpędzić się do 25 km/h i przejechać na jednym ładowaniu od 18 do 22 km. Czas ładowania baterii wynosi od 2 do 3 godzin. Innowacyjny system hamowania pozwala wytworzoną podczas hamowania energię częściowo wykorzystać do doładowywania baterii. Hulajnoga jest całkowicie składana i zaopatrzona w system bezpieczeństwa ułatwiający zamykanie.

Pierwsza na rynku elektryczna hulajnoga z systemem Android, w dodatku w najnowszej wersji 8 Oreo, pozwala m.in. monitorować zużycie energii, nawigować po mieście z pomocą wbudowanego GPS-a i Map Google, a także korzystać z aplikacji mobilnych.

– Znasz adres, ale nie wiesz jak tam dotrzeć. Ściągasz Google Maps na hulajnogę i kierujesz się jego wskazówkami bez wyjmowania telefonu z kieszeni. Koncentrujesz się na prowadzeniu hulajnogi. Możesz też np. podłączyć swoją playlistę z serwisu muzycznego do słuchawek i bezproblemowo zmieniać piosenki podczas drogi – mówi Giulia Rastelli.

Elektrycznie napędzane pojazdy mogą znaleźć zastosowanie także w rekreacji. Polacy stworzyli nowy rodzaj pojazdu do poruszania się w pozycji stojącej. Urządzenie o nazwie Torqway w wersji hybrydowej, oprócz poruszania dźwigniami przez użytkownika, co napędza pojazd, jest jednocześnie wspomagane napędem elektrycznym. Umożliwia to użytkowanie pojazdu w trudniejszych warunkach terenowych, np. podczas pokonywania wzniesień oraz zjazdów.

Coraz większą popularnością cieszą elektryczne deskorolki, czyli hoverboardy. Ich para kół napędzana jest przez silniki czerpiące energię z wbudowanych akumulatorów. Użytkownik stojąc na desce ma możliwość sterowania nią poprzez odpowiednie manewry i kąty nachylenia.

Jak wynika z danych BCC Research, w 2017 roku na całym świecie zostało sprzedanych ponad 55 mln elektrycznych skuterów i innych małych pojazdów zasilanych energią elektryczną. Około 80 proc. tej liczby przypada na rynek chiński, gdzie działa około tysiąca firm produkujących takie konstrukcje. Według prognoz, w najbliższych latach rocznie ma być sprzedawanych nawet 79 mln sztuk takich pojazdów.

– Jesteśmy przekonani, że ten rodzaj silnika to przyszłość, ponieważ szczególnie w największych miastach jest za dużo samochodów, za dużo spalin. Potrzebujemy innych sposobów przemieszczania się. I to może być realne rozwiązanie na przyszłość – ocenia przedstawicielka firmy Archos.

Elektryczna hulajnoga z Androidem na rynku ma być dostępna latem tego roku. Jej cena w momencie premiery wyniesie 500 euro. Producent podkreśla, że pojazd będzie w całości produkowany we Francji.

W ubiegłym roku światowy rynek pojazdów elektrycznych osiągnął wartość ponad 75 mld dolarów i jak wynika z raportu BCC Research, urośnie do poziomu 128 mld dolarów w 2022 roku.

Polscy naukowcy opracowali nową metodę laserowej komunikacji optycznej. Nowa technologia zwiększy zasięg i odporność na zakłócenia podczas przesyłania danych

Polscy naukowcy opracowali nową metodę laserowej komunikacji optycznej. Nowa technologia zwiększy zasięg i odporność na zakłócenia podczas przesyłania danych 5

W przeciwieństwie do szeroko stosowanych w systemach transmisji danych laserów pracy ciągłej, polscy naukowcy chcą wykorzystać do tego celu lasery impulsowe. Pozwoli to na uzyskanie znacznie większego zasięgu i odporności na zakłócenia podczas przesyłania danych. Specjaliści z Instytutu Optoelektroniki WAT pracują nad zastosowaniem nowej technologii w dalmierzach laserowych, dzięki czemu żołnierze wykorzystujący to urządzenie będą mogli dodatkowo komunikować się między sobą w trudnym terenie oraz podczas tzw. ciszy radiowej. Technologią optycznej transmisji danych zainteresowana jest także NASA.

 Dostępne obecnie optyczne systemy transmisji danych, wykorzystują jako źródła promieniowania głównie lasery pracy ciągłej. Oferują one bardzo dużą szybkość transmisji, sięgającą dziesiątek Gb/s. Jednak lasery impulsowe mogą generować impulsy o kilkadziesiąt razy większej mocy, co automatycznie przekłada się na większy zasięg transmisji, bądź na utrzymanie transmisji w dużo trudniejszych warunkach atmosferycznych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje mjr dr inż. Tadeusz Drozd z Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej.

Lasery impulsowe są powszechnie stosowane w systemach militarnych, medycynie i przemyśle. Naukowcy pracują nad możliwością wykorzystania ich do transmisji danych. Możliwość komunikacji i szybkiego przesyłania danych z wykorzystaniem laserów impulsowych może stanowić dodatkową funkcję w urządzeniach, gdzie laser ten jest już wbudowany i wykorzystywany do innych celów, np. w dalmierzach laserowych, służących do pomiaru odległości, występujących w różnego rodzaju systemach wojskowych.

– Chcemy wyposażyć żołnierzy w dalmierze z wbudowaną funkcją transmisji danych. Obok bezpośredniej łączności dalmierz-dalmierz, pozwoli to na transmisję danych z urządzeń, które do tego dalmierza zostaną podłączone, np. transmisje wideo z laptopa lub tabletu pomiędzy żołnierzami znajdującymi się w terenie. Z uwagi na szczególne parametry promieniowania laserowego – małą rozbieżność generowanej wiązki, niewidoczny zakres widmowy promieniowania  (podczerwieni) – przesyłanie danych i mowy może być skryte i praktycznie niemożliwe do podsłuchu i zakłócenia na polu walki – wyjaśnia mjr Tadeusz Drozd.

Nowa technologia może być wykorzystywana również w zastosowaniach cywilnych, np. jako łącza transmisji danych wszędzie tam, gdzie głównym kryterium transmisji nie jest szybkość, lecz zasięg i niezawodność. Jej dużym atutem jest odporność na trudne warunki atmosferyczne.

Komunikacją laserową interesuje się NASA. Rozwijany jest projekt nadajnika laserowego, który będzie częścią instrumentu Deep Space Optical Communications. System będzie mógł pokazać swoje możliwości podczas misji Psyche w 2022 roku, kiedy do głównego pasa planetoid w Układzie Słonecznym zostanie wysłana sonda, której celem będzie zebranie danych potrzebnych do dokładnego zrozumienia, jak powstają planety i inne ciała niebieskie.

Według analityków marketsandMarkets, globalny rynek technologii laserowych będzie wart w 2022 roku blisko 15,5 mld dolarów. Największe wzrosty notować będzie zastosowanie laserów właśnie w optycznej komunikacji.

Spada widoczność reklam w polskim internecie. Połowa z nich nie dociera do konsumentów

Spada widoczność reklam w polskim internecie. Połowa z nich nie dociera do konsumentów 6

Pod koniec ubiegłego roku średni czas kontaktu z reklamą display skrócił się do 20,7 sekund, a wskaźnik widoczności reklam spadł do 50 proc. – wynika z badania firmy Meetrics. Oznacza to, że połowa budżetów na ten cel była wydawana nieefektywnie. Polska znalazła się pod tym względem na końcu europejskiej stawki. Nieco lepsze wyniki odnotowała reklama wideo, dla której wskaźnik widoczności sięgnął 56 proc.

– W tej chwili większość reklam jest praktycznie niewidoczna dla użytkowników. Wskaźnik viewability wynosi 50 proc., co oznacza, że połowa reklam wykupionych przez reklamodawców nie dotarła do konsumenta. Czas kontaktu z reklamą wynosi średnio około 20 sekund. Te wyniki oglądalności świadczą o tym, że na polskim rynku mamy jeszcze sporo pracy, aby przekonać wydawców i reklamodawców, że ten wskaźnik jest ważny i trzeba go optymalizować –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Piątkowski, country manager Meetrics Polska.

Jak wynika z międzynarodowego raportu „Viewability Benchmark Report”, opublikowanego przez firmę Meetrics, IV kwartał 2017 roku przyniósł zauważalne pogorszenie wskaźników widoczności reklam display na polskim rynku. Średni czas kontaktu z reklamą display skrócił się do 20,7 sekund (wobec 27,5 sekundy w poprzednim kwartale), a wskaźnik viewability spadł z 55 proc. do poziomu 50 proc. w ujęciu kwartalnym.

Według ekspertów spadki miały po części charakter sezonowy, spowodowany większą liczbą reklam emitowanych w okresie przedświątecznym. Tomasz Piątkowski zauważa również, że w Polsce badanie widoczności reklam jest przeprowadzane dopiero od czerwca ubiegłego roku, a jego dokładność jest coraz większa.

– W Polsce mierzymy widzialność od trzech kwartałów i na razie odnotowaliśmy spadek. To efekt kalibracji badania, a poza tym z kwartału na kwartał pomiar, którym obejmowaliśmy rynek, był coraz szerszy. W związku z tym średnia była dokładniejsza. To oznacza, że dochodzimy do właściwego poziomu wskaźnika viewability i jest to moment, żeby odpowiedzieć na pytanie: jak zacząć go poprawiać? – mówi Tomasz Piątkowski.

Europejska średnia w IV kwartale 2017 roku wyniosła 62 proc. (wskaźnik viewability). Polska – z wynikiem 50 proc. – znalazła się na końcu europejskiej stawki. Dla porównania, w Niemczech ten wskaźnik wyniósł 55 proc., we Francji – 62 proc., a we Włoszech – 63 proc. Liderem po raz kolejny została Austria, z wynikiem 67 proc.

– Polska w tej chwili jest na szarym końcu, jeżeli chodzi o wskaźnik viewability. Gorzej jest aktualnie tylko w Wielkiej Brytanii – ze względu na zupełnie inny, bardziej rozdrobniony rynek – oraz w Szwajcarii. Natomiast większość krajów UE radzi sobie pod tym względem dużo lepiej. Wynika to z faktu, że tam zainteresowano się tym tematem dużo wcześniej – mówi Tomasz Piątkowski.

Najlepsze wskaźniki widoczności w ubiegłym kwartale osiągnęły w Polsce reklamy typu halfpage (65 proc. i 27,8 sekundy) i skyscraper (61 proc. i 44,4 sekundy). Znacznie gorzej wypadały natomiast billboard (50 proc. i 12,1 sekundy) oraz medium rectangle (40 proc. i 18,8 sekundy). Jak ocenia country manager Meetrics, dla rozwoju rynku reklamy digital w Polsce kluczowe jest tworzenie zasobów reklamowych o większym potencjale widoczności.

– Aby reklama była lepiej widoczna, należy się skupić przede wszystkim na optymalizacji produktów reklamowych, czyli formatów reklamowych, które oferują wydawcy reklamodawcom. Drugim komponentem jest optymalizacja samej kampanii reklamowej tak, żeby dobierać i realizować kampanie reklamowe na dobrze widocznych powierzchniach – podkreśla Tomasz Piątkowski.

Nieco lepsze wyniki w ostatnim kwartale ubiegłego roku odnotowała reklama wideo, dla której wskaźnik viewability osiągnął 56 proc., a średni czas kontaktu z reklamą wideo wyniósł 17,8 sek.

– Dla reklam wideo wskaźniki są znacznie wyższe niż średni benchmark rynkowy ze względu na sam ich charakter. Użytkownik – jeżeli już odtwarza reklamę – to z reguły ogląda ją minimum kilka sekund. Standard widoczności dla reklamy wideo – czyli standard IAB – mówi, że 50 proc. tej reklamy musi znaleźć się na ekranie przez dwie sekundy. Takich reklam, które są obejrzane przez dwie sekundy, jest całkiem sporo – znacznie więcej niż reklam formatu banerowego czy displayowego – wyjaśnia Tomasz Piątkowski.

Firma technologiczna Meetrics jest dostawcą rozwiązań służących do weryfikacji, poprawy jakości i skuteczności kampanii reklamowych oraz kontentu w sieci. Współpracuje z reklamodawcami, domami mediowymi i dużymi wydawcami. Od 2016 roku Meetrics publikuje cykliczne raporty dotyczące widoczności reklam na wybranych rynkach europejskich. Opiera się na definicji viewability rekomendowanej przez IAB i Media Rating Council (standard ten określa, kiedy można uznać reklamę za widoczną i jak poprawnie dokonać pomiaru). Reklama jest uważana za widoczną, jeżeli minimum 50 proc. jej powierzchni jest widoczne na ekranie przez co najmniej sekundę (dla reklam wideo – co najmniej 2 sekundy).

80 proc. Polaków pozytywnie ocenia efekty działania funduszy UE. Dostrzegają głównie nowe inwestycje i przyspieszenie rozwoju gospodarczego

80 proc. Polaków pozytywnie ocenia efekty działania funduszy UE. Dostrzegają głównie nowe inwestycje i przyspieszenie rozwoju gospodarczego 7

Ponad 90 proc. gmin w Polsce skorzystało lub korzysta z funduszy unijnych. Przez to pośrednimi beneficjentami środków z Unii Europejskiej jest zdecydowana większość społeczeństwa. To z tego powodu ponad 80 proc. Polaków pozytywnie ocenia efekty ich działania – wynika z badań SW Research na zlecenie Komisji Europejskiej. Dwie trzecie ankietowanych podkreśliło, że największy wpływ na rozwój ich najbliższego otoczenia mają inwestycje poprawiające stan dróg i infrastruktury. W tej perspektywie finansowej Polska jest największym beneficjentem środków z UE.

Opinia Polaków na temat wykorzystania funduszy z UE jest absolutnie pozytywna. Ponad 80 proc. uważa, że fundusze europejskie przyniosły Polsce dobre inwestycje i rozwój gospodarczy. Zestawiając to z opinią Polaków na temat członkostwa w UE w ogóle, można zauważyć, że te liczby są praktycznie tożsame, bo badanie Eurobarometru sprzed dwóch lat wykazało, że 84 proc. Polaków popiera członkostwo Polski w UE – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Naturski, kierownik wydziału informacji i komunikacji społecznej w Przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Polsce.

Negatywne skutki działania funduszy wymieniło jedynie 4,8 proc. osób zapytanych przez SW Research pod koniec stycznia br. Zwracali oni uwagę na marnotrawienie pieniędzy i niepotrzebne inwestycje. Co piąty respondent w tej grupie wskazywał na uzależnienie Polski od Unii Europejskiej, a co siódmy jest zdania, że otrzymane pieniądze trzeba będzie kiedyś zwrócić np. w postaci wyższych składek unijnych.

Zwykle pewnie niezadowoleni są ci, którzy aplikowali o dofinansowanie, a nie dostali, bo zawsze jest to proces konkursowy i zawsze trzeba spełnić minimalne wymagania formalne, a poza tym fundusze te muszą być przeznaczone na realne projekty – podkreśla Witold Naturski.

62,5 proc. badanych wśród obszarów najczęściej finansowanych przez UE wymieniło ochronę środowiska, 52 proc. wskazało naukę i edukację, a 48,7 proc. – rozwój działalności gospodarczej. Dwie trzecie badanych podkreśliło, że największy wpływ na rozwój ich najbliższego otoczenia miały dotacje unijne poprawiające infrastrukturę oraz jakość dróg.

Z funduszy europejskich w Polsce w ostatnich latach korzystały najróżniejsze grupy podmiotów – przedsiębiorcy, małe i duże firmy, ale na pewno jedną wyróżniającą się grupą są samorządy i gminy, a drugą – duże projekty infrastrukturalne w skali kraju, np. kolejowe bądź drogowe. Te duże projekty infrastrukturalne to grupa wiodąca, nawet nie pod względem liczby, ale pod względem wartości i rozmachu – wymienia Witold Naturski.

To sprawia, że zaledwie 2,6 proc. Polaków nigdy nie słyszało o funduszach europejskich. Najczęściej informacje o nich społeczeństwo czerpie z tradycyjnych mediów. Drugim źródłem są tablice informujące o tym, że coś zostało współfinansowane z UE. Mimo to niewielu Polaków potrafi wymienić konkretne nazwy funduszy unijnych.

Musimy pamiętać o tym, że nie każdy jest beneficjentem bezpośrednim, np. przedsiębiorcą, który otrzymał dotacje z funduszy europejskich. Każdy jest natomiast beneficjentem pośrednim, ponieważ korzystamy z infrastruktury drogowej. Trudno więc byłoby wymagać, żeby wszyscy byli doskonale poinformowani co do konkretnych nazw programów, bo po prostu nie jest im to do życia potrzebne. Mimo wszystko Polacy mają stosunkowo dużą świadomość na temat funduszy europejskich – tłumaczy Witold Naturski.

Niewielką świadomość mają za to w temacie tzw. Planu Junckera. Słyszało o nim zaledwie 8 proc. badanych, mimo że Polska jest szóstym krajem najczęściej korzystających ze środków w ramach tego programu.

Plan oferuje środki zwrotne. To są kredyty na rozwój gospodarczy, na działalność gospodarczą dla firm, również dla firm samorządowych, które mogą w ten sposób zrealizować przedsięwzięcia, na które inaczej nie dostałyby żadnych kredytów, ponieważ banki komercyjne uznałyby je za zbyt ryzykowne. Dzięki temu można zrealizować takie projekty jak mieszkania z dojściem do własności w Poznaniu, modernizacja szpitala wojewódzkiego w Toruniu – mówi Witold Naturski.

60 proc. Polaków twierdzi, że nie widzi przeszkód w pozyskiwaniu funduszy europejskich. 16 proc. ankietowanych ma doświadczenia w aplikowaniu o fundusze bądź indywidualnie, bądź jako przedstawiciele firm i instytucji; 27 proc. ma w rodzinie osobę, która ubiegała się o unijne dofinansowanie, a 35 proc. ma beneficjenta funduszy w gronie znajomych. Ankietowani deklarują, że prawie 80 proc. złożonych wniosków zostało rozpatrzone pozytywnie.

Polska świetnie wykorzystuje fundusze europejskie, w poszczególnych sektorach dzieje się to szybciej bądź wolniej, zawsze jest pewna nerwowość, czy się zdąży przed konkretną datą, ale dotychczas bardzo niewielkie kwoty pozostały niewykorzystane. To są nieznaczące kwoty. Miejmy nadzieję, że do końca obecnej perspektywy finansowej, uda się tak jak poprzednio dobrze wykorzystać wszystkie środki – podkreśla Witold Naturski.

Z danych dostępnych na Portalu Funduszy Europejskich wynika, że od uruchomienia programów do 21 stycznia 2018 roku złożono 72 883 wnioski o dofinansowanie projektów na całkowitą kwotę 462,6 mld zł. Wartość dofinansowania UE we wnioskach wyniosła 286,6 mld zł. Wartość dofinansowania z podpisanych umów z beneficjentami wynosi 173,1 mld zł. W obecnej perspektywie finansowej Polska ma do wykorzystania 82,5 mld euro.

Nowotwory krwi bywają często błędnie diagnozowane jako niedokrwistość. Znaczna ich część może przekształcić się w ostrą białaczkę szpikową

Nowotwory krwi bywają często błędnie diagnozowane jako niedokrwistość. Znaczna ich część może przekształcić się w ostrą białaczkę szpikową 8

Zespoły mielodysplastyczne (MDS) to wciąż mało znane nowotwory krwi, które mogą się przekształcić w ostrą białaczkę szpikową (AML). Podstawowym problemem jest diagnostyka, ponieważ objawy MDS przypominają niedokrwistość. Dodatkowo występują one najczęściej u osób powyżej 70 roku życia, u których niemożliwa jest intensywna chemioterapia. Leczenie polega na podawaniu leków, których celem działania jest wydłużenie przeżycia, poprawa jakości życia oraz zminimalizowanie przetoczeń krwinek czerwonych.

Zespoły mielodysplastyczne (MDS) to grupa różnorodnych chorób nowotworowych układu krwiotwórczego, charakteryzujących się zmniejszoną ilością krwinek we krwi obwodowej. Za przyczynę tych schorzeń uważa się uszkodzenie komórek macierzystych szpiku np. na skutek kontaktu z promieniowaniem jonizującym lub substancjami toksycznymi. Choroby te najczęściej rozwijają się u osób starszych, po 60 roku życia, a czynnikami ryzyka są przebyta terapia nowotworowa, zawodowy kontakt z substancjami toksycznymi, np. środkami ochrony roślin, oraz palenie tytoniu. Zespoły mielodysplastyczne można podzielić na choroby niskiego ryzyka, gdzie ryzyko transformacji do ostrej białaczki szpikowej jest niskie oraz choroby wysokiego ryzyka. W tym drugim przypadku MDS może w przeciągu pół roku do kilku lat przekształcić się w ostrą białaczkę szpikową (AML).

– Zespoły mielodysplastyczne wyższego ryzyka nazywano stanami przedbiałaczkowymi. Mają one wspólną patogenezę, podobny profil genetyczny mutacji. Zespoły mielodysplastyczne wyższego ryzyka w miarę upływu czasu często transformują do ostrej białaczki szpikowej, leczenie w obu tych chorobach jest podobne – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Agnieszka Wierzbowska, zastępca ordynatora ds. intensywnej chemioterapii i transplantacji szpiku, Klinika Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Objawy zespołów mielodysplastycznych to m.in. niedobór czerwonych krwinek, osłabienie, senność oraz pogorszenie koncentracji. Diagnozę stawia się na podstawie ogólnego badania krwi, problem polega na tym, że symptomy MDS przypominają objawy niedokrwistości. Wybór optymalnej opcji leczenia zależy natomiast od wieku pacjenta, jego ogólnego stanu zdrowia oraz obecności chorób współistniejących. Chorzy w dobrym stanie ogólnym otrzymują zazwyczaj intensywną chemioterapię i są kandydatami do przeszczepu szpiku. Chorzy w gorszym stanie zdrowia kwalifikowani są do mniej agresywnych opcji leczenia, których podstawowym celem jest wydłużenie całkowitego przeżycia i poprawa jakości życia.

– Standardem postępowania w tej grupie chorych są leki demetylujące, w Polsce jedynym lekiem zarejestrowanym i refundowanym do leczenia jest azacytydyna. Tutaj nie odstajemy od Europy, mamy dostępne leczenie za pomocą tej terapii dla wszystkich chorych spełniających kryteria rozpoznania zespołu mielodysplastycznego wyższego ryzyka – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska.

Badania kliniczne pokazują, że leczenie za pomocą azacytydyny daje dobre wyniki również w przypadku chorych na ostre białaczki szpikowe powyżej 65 roku życia, którzy nie kwalifikują się do intensywnego leczenia. Lek ten działa cytotoksycznie na nieprawidłowe komórki krwiotwórcze w szpiku, prowadząc do znacznego wydłużenia całkowitego przeżycia pacjentów. W Polsce dostępny jest jednak wyłącznie dla pacjentów, u których ilość blastów nie przekracza 30 proc., czyli dla wciąż za małej liczby chorych.

– Jest to leczenie skuteczne, które prowadzi do wydłużenia całkowitego przeżycia, zwłaszcza w takich podgrupach chorych, którzy mają niekorzystne ryzyko cytogenetyczne lub mają białaczkę związaną z cechami zależnymi od mielodysplazji, czyli białaczkę podobną do zespołu mielodysplastycznego, w tych grupach chorych udowodniono jednoznacznie przewagę tego leczenia nad wszystkimi innymi standardowymi opcjami terapeutycznymi – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska.

U pacjentów niekwalifikujących się do intensywnego leczenia stosuje się ponadto przetaczanie koncentratów krwinek czerwonych lub, co ma miejsce znacznie rzadziej, płytek krwi. Ten rodzaj terapii prowadzi do znacznego obniżenia jakości życia pacjentów, wymaga bowiem częstych, nawet cotygodniowych pobytów w szpitalu, jest też obciążony ryzykiem ze względu na ilość gromadzonego w organizmie żelaza. Nadmiar tego pierwiastka może prowadzić do uszkodzenia wątroby, trzustki oraz serca, a także zaburzenia gospodarki hormonalnej poprzez uszkodzenia przysadki mózgowej.

– Obecnie w Polsce nie ma dobrych, skutecznych leków refundowanych, które mogłyby to przeładowanie żelazem ograniczać. To są dosyć duże problemy w tej grupie pacjentów – mówi dr Krzysztof Mądry, adiunkt, Klinika Hematologii, Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Jedyny dostępny w ramach programów lekowych preparat usuwający nadmiar żelaza z organizmu podawany jest podskórnie przez 12 godzin, kilka dni w tygodniu. Wszystkie te elementy sprawiają, że celem lekarzy jest unikanie przetoczeń, co jest możliwe dzięki zastosowaniu odpowiednich leków, takich jak lenalidomid i azacytydyna. Preparaty te pozwalają zredukować lub wyeliminować przetoczenia w 50–70 proc.

– Ponadto u części chorych możemy też obserwować poprawienie odporności poprzez wzrost liczby neutrofili czy redukcję ryzyka krwawień poprzez wzrost liczby płytek. To wszystko w jakiś sposób powinno i przekłada się na poprawę jakości życia – mówi dr Krzysztof Mądry.

 


Artykuł powstał w ramach kampanii edukacyjnej „Wczesna diagnostyka nowotworów krwi”, której partnerem jest Celgene Sp. z o.o.

Celgene

Blisko 20 proc. Polaków ma zastrzeżenia do jakości usług. Ponad połowa z nich składa reklamację

Blisko 20 proc. Polaków ma zastrzeżenia do jakości usług. Ponad połowa z nich składa reklamację 9

18 proc. klientów ma zastrzeżenia do usług, z których korzysta – wynika z badań Providenta przeprowadzonych z okazji Światowego Dnia Konsumenta. Ponad połowa z grupy niezadowolonych w takiej sytuacji składa reklamację, 30 proc. poprzestaje na poskarżeniu się rodzinie, zaś 20 proc. nie podejmuje żadnych działań.

– Większość klientów jest zadowolona z usług, z których korzysta. Wciąż jest jednak grupa około 18 proc. klientów, którzy mają zastrzeżenia do usług świadczonych przez firmy. To dotyczy różnych branż. Połowa tych odpowiedzi dotyczyła branży telekomunikacyjnej, ale były też zastrzeżenia co do kredytów gotówkowych, pożyczek czy produktów ubezpieczeniowych, czyli szeroko pojętej branży finansowej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Szerling, dyrektor ds. marketingu i członek zarządu  Provident Polska.

Z badania Providenta wynika, że 82 proc. Polaków nie przypomina sobie żadnej sytuacji, w której mieliby jakieś zastrzeżenia, ale 18 proc. już tak. Zastrzeżenia dotyczą różnorodnych usług, od telekomunikacyjnych przez pożyczki gotówkowe, zakupy na raty, ubezpieczenia po dostawę prądu czy gazu. W takich sytuacjach przeważnie składamy reklamację (55 proc.) albo informujemy o tym rodzinę i przyjaciół (30 proc.). Tylko 5 proc. zwraca się o pomoc do rzecznika lub innej instytucji wspierającej konsumentów. 20 proc. nie podejmuje żadnych działań.

– Bardzo często niezadowolenie klienta z usług buduje się już na etapie pozyskania pierwszej informacji o produkcie oraz w procesie sprzedażowym. W Provident Polska bardzo dbamy o to, aby od samego początku, czyli już na etapie reklamy, dawać klientom rzetelną, pełną informację na temat produktu –tłumaczy Katarzyna Szerling. – Ważne jest, żeby klient korzystający z usługi finansowej czy kupujący produkt finansowy otrzymywał pełną, rzetelną i przejrzystą informację.

Pełna informacja to jedno, ale wiele zależy też od podejścia samego konsumenta, co widoczne jest m.in. na rynku pożyczkowym.

– Odpowiedzialne pożyczanie to zadanie obu stron procesu kredytowego. Po stronie klienta jest istotne, aby nie podejmował decyzji pod wpływem chwili, impulsu, lecz dokonał wcześniejszej analizy, czy będzie go stać na regulowanie rat przez kolejne miesiące. Zadaniem pożyczkodawcy jest wykonanie szeregu działań w celu upewnienia się, że transakcja będzie bezpieczna dla obu stron. Działania, które my podejmujemy, to m.in. weryfikacja danych podanych przez klienta, ocena jego zdolności kredytowej, weryfikacja jego historii w Biurach Informacji Gospodarczej czy BIK – wymienia Marcin Żuchowski, dyrektor ds. ryzyka kredytowego i członek zarządu Provident Polska.

Statystyki pokazują, że zaufanie do firm pożyczkowych wzrasta. Z badania Kantar TNS wynika, że ufa im 17 proc. Polaków. To wciąż niewiele w porównaniu z bankami (62 proc.), ale z drugiej strony w przypadku sektora pożyczkowego ten wskaźnik rośnie z dwucyfrową dynamiką. W ciągu roku firmy z tego sektora zanotowały wzrost zaufania o 54 proc. W dużej mierze to zasługa uregulowania rynku od strony prawnej (m.in. nowelizacji ustawy antylichwiarskiej i ustawy o kredycie hipotecznym).

– Klient przed wzięciem pożyczki może dokonać weryfikacji wiarygodności firmy w rejestrze stworzonym i prowadzonym przez KNF. To dosyć świeża regulacja, więc warto edukować klientów, że mają taką możliwość. Firmy wpisane do tego rejestru muszą spełniać szereg wymogów, m.in. co do wysokości kapitału, jego pochodzenia, wartości czy niekaralności zarządów. Legalnie działające firmy muszą się także stosować do regulacji związanej z maksymalnymi kosztami pożyczek tak odsetkowymi, jak i pozaodsetkowymi – wskazuje Żuchowski.

Ekspert radzi także, co zrobić, by decyzja o pożyczce była dobrze przemyślana i odpowiedzialna.

– Klienci muszą sami kontrolować swoją zdolność kredytową. W tym celu powinni szacować swój budżet domowy, możliwości spłaty rat, ale też weryfikować, z kim zawierają transakcję, np. poprzez sprawdzenie podmiotu pożyczkowego w rejestrze prowadzonym przez KNF. Konsumenci powinni też dokonywać oceny samej umowy, jej zapisów, wysokości kosztów, które tam się znajdują i rozważyć różne scenariusze, co by się stało, gdyby mieli przejściowe lub trwałe kłopoty z realizacją swojego zobowiązania – przekonuje Marcin Żuchowski.

Rolnicy składają pierwsze wnioski o rekompensaty z powodu afrykańskiego pomorem świń. Wirus spowodował już wielomilionowe straty

Rolnicy składają pierwsze wnioski o rekompensaty z powodu afrykańskiego pomorem świń. Wirus spowodował już wielomilionowe straty 10

Maksymalne ograniczenie populacji dzików i zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku, zabezpieczenie granicy przed kolejnymi zakażeniami wtórnymi i bioasekuracja polskich gospodarstw – to priorytety w walce z wirusem ASF, szerzej znanym jako afrykański pomór świń. Pod koniec lutego pojawiło się 108. ognisko tej choroby. Rolnicy, którzy ponoszą z tego powodu straty w produkcji, składają pierwsze wnioski o rekompensaty finansowe.

 Po dwóch latach negocjacji udało nam się przekonać KE, żeby przyjąć polski program pomocy – finansowany w całości ze środków krajowych, rekompensujący straty w dochodach gospodarstw z terenów, na których wystąpił afrykański pomór świń i gdzie rolnicy ponoszą straty w produkcji. Od stycznia mamy rozporządzenie Rady Ministrów w tej sprawie. Rolnicy składają już pierwsze wnioski. Co kwartał będą mogli robić to ponownie. Jeden z najistotniejszych dla rolników problemów mamy rozwiązany. Borykaliśmy się z nim przez dwa lata, uruchamiając nadzwyczajną pomoc czy jednorazowe mechanizmy pomocowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Bogucki, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Afrykański pomór świń, czyli wirus ASF, pojawił się w Polsce na początku 2014 roku. Od tego momentu stwierdzono ponad 1,6 tys. przypadków tej choroby u dzików i 108 ognisk wśród świń. Walka z wirusem kosztowała gospodarkę ponad 140 mln zł. Jak podaje Główny Inspektorat Weterynarii, ASF powoduje bardzo straty ekonomiczne w przemyśle mięsnym oraz hodowli, powodowane upadkami świń, kosztami likwidacji ognisk choroby, a także wstrzymaniem obrotu i eksportu świń, mięsa wieprzowego oraz produktów pozyskiwanych od  świń.

Od lutego Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa prowadzi nabór wniosków o przyznanie pomocy finansowej dla producentów trzody chlewnej z terenów objętych afrykańskim pomorem świń.

 Kolejny aspekt to uruchomienie pomocy dla rolników, którzy na obszarze całej Polski będą wprowadzać zasady bioasekuracji lub zawieszać czasowo hodowlę świń. O taką pomoc wystąpiliśmy do Komisji Europejskiej. Projekt rozporządzenia w tej sprawie jest już na etapie uzgodnień międzyresortowych – mówi Jacek Bogucki.

Umożliwienie skuteczniejszej walki z ASF miała na celu także specustawa podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu ubiegłego roku. Zakłada ona m.in. uśmiercanie odłowionych dzików i budowę ogrodzenia na wschodniej granicy, która ma zapobiegać migracji zwierząt i rozprzestrzenianiu się wirusa.

 Spośród do tej pory sześciu obszarów, w których wybuchała ta choroba, pięć ma pierwotne źródło właśnie w migracji dzików przez granicę. To mamy potwierdzone i udowodnione. Niestety mamy też taką sytuację, że w obszarze pierwotnego zakażenia, a więc tam gdzie mieliśmy pierwsze ognisko w 2014 roku, województwo podlaskie, powiat sokólski, Białostocczyzna, przez 1,5 roku nie mieliśmy żadnego przypadku choroby u dzików ani u świń, niestety w tym roku ponownie choroba pojawiła się, znów przy samej granicy, przez migrację zwierząt – mówi Jacek Bogucki.

Jak podkreśla, resort przygląda się poczynaniom Czechów, którzy na terenach leśnych wygrodzili teren, gdzie pojawił się ASF.

Mamy nadzieję, że ta metoda się sprawdzi, wtedy będzie to dowód na to, że to ogrodzenie naszej granicy ma sens i że jeśli pojawiają się ogniska w obszarach niezurbanizowanych, można zastosować tego typu metodę. My nie mamy takiej możliwości, choćby tu pod Warszawą, dlatego jedynie redukcja populacji dzików jest rozwiązaniem tego problemu – wyjaśnia Bogucki.

Sekretarz stanu w resorcie rolnictwa ocenia, że gdyby zapora stanęła na granicy 4–5 lat temu, dzisiaj afrykański pomór świń nie stanowiłby już problemu dla polskich hodowców i gospodarki. Natomiast w tej chwili najistotniejsze w walce z ASF jest maksymalne ograniczenie populacji dzików i zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku, zabezpieczenie granicy przed kolejnymi zakażeniami wtórnymi i bioasekuracja polskich gospodarstw.

 Kolejny element to działania służb na granicy, które nie pozwalają, aby przewożona była potencjalnie zakażona żywność, aby wirus w inny sposób nie dostawał się w różne części kraju. To jest duże wyzwanie, do tej pory żadnemu krajowi Europy nie udało się zwalczyć ASF w krótkim czasie. W Polsce – mimo, że choroba przesuwa się, a jej zasięg się zwiększa – to przebiega to w o wiele wolniejszym tempie niż w innych krajach – mówi Jacek Bogucki.

Innowacje w farmacji głównym tematem debaty „The Future of Healthcare”

Już 26 marca w Hotelu Bristol w Warszawie odbędzie się ekspercka dyskusja o katalizatorach i barierach dla rozwoju firm farmaceutycznych w Polsce. Innowacje w sektorze ochrony zdrowia będą główną osią debaty klubowej „The Future of Healthcare” organizowanej przez Executive Club.

Spotkanie będzie wyjątkową okazją do merytorycznej debaty a także szansą do zaprezentowania Polski jako doskonałego miejsca do inwestycji firm farmaceutycznych. Wśród poruszanych tematów będzie m.in.: przemysł farmaceutyczny w dobie rozwoju technologicznego, polityka oraz bezpieczeństwo lekowe kraju, a także znaczenie farmacji dla rozwoju gospodarki. Branża medyczna oraz farmaceutyczna stoją u progu transformacji związanej z wszechobecną informatyzacją. Ważnym elementem spotkania będzie odpowiedź na pytanie czy Refundacyjny Tryb Rozwojowy sprawdzi się jako zachęta do inwestowania w Polsce dla globalnych koncernów farmaceutycznych.

Uczestnictwo w debacie potwierdzili już prof.  dr hab. n. med. Krzysztof J. Filipiak – Prorektor ds. Umiędzynarodowienia, Promocji i Rozwoju Uczelni, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Paul van Arkel – Prezes Novartis Poland, Dr nauk farm. Leszek Borkowski – konsultant ds. rynku leków amerykańskich funduszy inwestycyjnych, powołany do Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, Dr n. med. Dorota Hryniewiecka-Firlej – Prezes Zarządu, Pfizer Polska, Tomasz Judycki – Wiceprezes Zarządu Atende Medica, Prezes Polskiej Izby Informatyki Medycznej, Jacek Myszko – radca prawny, Senior Counsel w zespole Life Sciences kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak oraz Markus Sieger – Prezes Zarządu, Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A.

Executive Club jest organizacją zrzeszającą przedstawicieli top managementu, reprezentujących przeszło dwieście najważniejszych polskich i międzynarodowych spółek.  Od kilkunastu lat w Klubie skupieni są prezesi i przedsiębiorcy, którzy swoimi działaniami wyznaczają kierunki rozwoju polskiej przedsiębiorczości, organizacja inspiruje i wspiera rozwój biznesu. Członkostwo w Executive Club jest ekskluzywne, przeznaczone wyłącznie dla zarządów  firm, które są liderami w zakresie zarządzania oraz wpływu na rozwój polskiego i międzynarodowego rynku. Uczestnictwo w spotkaniach klubowych i konferencjach branżowych naszej organizacji stanowi nie tylko niepowtarzalną okazję, by posłuchać ścierających się opinii ekspertów, zdobyć wiedzę na temat najnowszych rozwiązań w biznesie, ale i do nawiązania nowych kontaktów biznesowych.

Organizator: Executive Club

Patroni Honorowi: Instytut Farmaceutyczny, Polskie Towarzystwo Lekarskie, Warszawski Uniwersytet Medyczny

Partner Główny: Pfizer Polska,

Partner Złoty: Coloplast

Partnerzy: Atende S.A., Cigno Consulting, Novartis Poland, Polpharma S.A., Sołtysiński Kawecki & Szlęzak

Patroni Medialni: CEO Magazyn, Polish Market, Biotechnologia.pl, medinwestycje.pl, Ogólnopolski Portal Medyczny Medserwis.pl, Portale Medyczne, poradnikzdrowie.pl, Świat Medycyny, MedicalOnline.pl, Diagnozujemy.pl, Polityka Zdrowotna, Przemysł Farmaceutyczny

Bazy dłużników notują duży skok liczby zadłużonych z młodego pokolenia

W 2017 w bazach dłużników figurowało już 2,5 miliona osób na łączną sumę 62 miliardy zł (z 23 mld zł w 2016r.). Średni poziom zadłużenia to aż 25 tysięcy zł. Dane BIK oraz BIG wskazują na coraz szybszy wzrost nowych dłużników z niższych grup wiekowych.

Przyczyny wzrostu liczby zadłużonych

W kontekście sytuacji gospodarczej raczej nie widać konkretnej przyczyny, dla której ostatni rok miałby być krytycznym dla konsumentów. Bezrobocie nieco spadło, zarobki nieznacznie się poprawiły. Za złą sytuację nie można również obwiniać inflacji, bowiem tej od pewnego czasu u nas nie obserwujemy.

Powody leżą zupełnie gdzie indziej. Otóż, od pewnego czasu dość skuteczną formą nacisku na nierzetelnych dłużników jest wpisywanie ich na listy dłużników. Konsumenci mają świadomość konsekwencji posiadania negatywnych wpisów i część z nich stara się unikać takich nieprzyjemności.

Doświadczenia w tej materii brakuje jednak osobom młodym, które po większy kredyt bankowy jeszcze nie sięgały, toteż nie do końca doceniają faktu posiadania dobrej historii kredytowej oraz braku negatywnych wpisów w bazach dłużników. Jednocześnie młodzi ochoczo korzystają z pożyczek nie wymagających posiadania zdolności kredytowej, często pożyczają więcej niż potrzebują i raczej rzadko planują swoje wydatki z należytym rozsądkiem.

Spontaniczne pożyczanie a zaległości w spłacie zobowiązań

Badania BIG InfoMonitor dowodzą pewną korelację między czasem potrzebnym do podjęcia decyzji o zaciągnięciu pożyczki a terminową spłatą całości zadłużenia. Okazuje się, że 1/5 konsumentów, które zaciągnęły pożyczkę spontanicznie, mają problemy z jej spłatą.

Co więcej, 36 % zadłużonych twierdzi, że problemy z regulowaniem zadłużenia z tytułu posiadanego kredytu lub pożyczki, wynikają z przeszacowania swoich możliwości i złego planowania domowego budżetu. 25 % dłużników zapomina o spłacie raty, a 20 % nie reguluje zadłużenia z uwagi na niespodziewany pilny wydatek. 34 % badanych deklaruje, że zaległości w spłatach wynikają z wypadków losowych.

Powody sięgania po kredyty konsumpcyjne i pożyczki bez BIK

Większość konsumentów, bo aż 41 % pożycza z uwagi na niskie zarobki. 31 % sięga po pożyczki i kredyty z uwagi na brak oszczędności i pilną potrzebę gotówki. 18 % deklaruje, że problemem jest tak naprawdę kiepska dyscyplina finansowa, której efektem jest brak oszczędności.

15 % twierdzi, że zmuszonych jest pożyczyć z uwagi na brak planowania wydatków z wyprzedzeniem i załatania dziury budżetowej. Aż 11 % pożycza choć nie musi, bowiem ulega jedynie pokusie zakupów. 8 % woli pożyczyć niż oszczędzać – można więc uznać, że powodem pożyczki jest niecierpliwość. Kolejnych 8 % nie ma umiejętności z zarządzaniem pieniędzmi. 12 % ankietowanych podaje inne powody.

Z powyższych danych wynika jasno, że spora liczba zaciąganych pożyczek i kredytów wynika z braku kontroli nad wydatkami. Brak tej kontroli nie musi wynikać z rozrzutności, ale z braku umiejętności lub też chęci do nadzorowania swoich wpływów i wydatków. Nic więc dziwnego, że tak wielu konsumentów posiadających kredyt czy pożyczkę z czasem ma problem z organizowaniem pieniędzy na rzecz spłaty zadłużenia.

Efektem są negatywne wpisy do baz dłużników co z czasem eliminuje daną grupę z możliwości zaciągnięcia kredytu w banku i instytucji pożyczkowej lub zmusza do skorzystania z pożyczki bez sprawdzania baz BIK-u, BIG-u i KRD.

Problemy z zarządzaniem budżetem

Osoby młode mają tendencję do ulegania trendom i niekontrolowanemu zakupoholizmowi, co często kończy się drobnymi zadłużeniami. Konsumenci do 34 roku życia przejawiają kilka innych charakterystycznych dla siebie cech: pożyczają więcej pieniędzy niż potrzebują, pożyczają w sposób nieprzemyślany i często decyzję o pożyczce podejmują spontanicznie.

Grupa ta dość chętnie korzysta z pożyczek pozabankowych, gdyż są one łatwe w uzyskaniu, szczególnie gdy chodzi o chwilówki bez BIK. Efektem ich lekkomyślności jest negatywny wpływ na statystyki dla tej grupy wiekowej, co w efekcie będzie wpływało na utrudniony dostęp do kredytów i pożyczek oraz wnikliwszą analizę ich sytuacji finansowej, co w niektórych instytucjach pożyczkowych i bankach już ma miejsce.

Dlaczego aż tylu Polaków nie ma zdolności kredytowej?

Zdolność kredytowa jest sumą dwóch głównych czynników. Pierwszy element zdolności kredytowej to dochody umożliwiające regulowanie comiesięcznych rat kredytu. Sprawa ta jest jednak nieco bardziej złożona i nie sama kwota dochodów wyznacza możliwości kredytowe.

Oczywistym jest, że konsument musi ze swoich pieniędzy regulować czynsz, inne kredyty, rachunki, kupować jedzenie, lekarstwa, paliwo, ubezpieczenie, wydatki na dzieci itd. Wyjątkowo skrupulatnie zostaną przeanalizowane wydatki w stosunku do przychodów, jeśli klient wnioskuje o bardzo duży kredyt, np. hipoteczny. Biorąc pod uwagę słabe zarobki większości Polaków, nie ma się co dziwić, że ich zdolność do zapożyczenia się nie jest wysoka.

Kolejną istotną składową jest historia kredytowa. W celu jej określenia banki oraz firmy pożyczkowe zwracają się do Biura Informacji Kredytowej, które to zajmuje się skrupulatnym odnotowywaniem przebiegu każdego kredytu, pożyczki, zadłużenia na kartach kredytowych czy debetu na kontach osobistych. Każde przewinienie będzie „zapamiętane” do pięciu lat od zakończenia kłopotliwego zadłużenia. Jest to kolejnym z powodów, dla których pożyczka bez BIK stabilnie utrzymuje swoją popularność.

Analizę danych przeprowadził portal:

e-busines-banner

Cypr nadal atrakcyjny dla polskiego przedsiębiorcy

Wielostronna konwencja podatkowa MLI oraz zmiany ustaw podatkowych miały w znaczący sposób wpłynąć na sytuację polskich przedsiębiorców będących udziałowcami lub właścicielami zagranicznych spółek. Jednak mimo prób wprowadzenia nowych obostrzeń ulokowanie majątku i obrót nim w obcych jurysdykcjach nadal są bardzo opłacalne. Wciąż jednym z najatrakcyjniejszych kierunków jest należący do Unii Europejskiej Cypr.

Obowiązująca od 1 stycznia 2018 r. Ustawa z dnia 27 października 2017 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz.U. z 2017 r., poz. 2175) zniosła limit 250 tys. euro, poniżej którego przychody osiągnięte przez zagraniczną spółkę były zwolnione z obowiązku zapłaty 19% podatku w Polsce. Poszerzył się również katalog źródeł przychodów, których wystąpienie zostanie uznane za podległe opodatkowaniu z tytułu działalności zagranicznej spółki kontrolowanej (ang. Controlled Foreign Corporation – CFC).

Zostały jednak zachowane lub rozszerzone kryteria, których niespełnienie pozwoli uniknąć zagranicznej spółce uznania jej za kontrolowaną. Są nimi m.in.:

  • posiadanie przez okres nie krótszy niż 30 dni, bezpośrednio lub pośrednio, ponad 50% udziałów w kapitale lub ponad 50% praw głosu w organach kontrolnych lub stanowiących, lub ponad 50% udziałów związanych z prawem do uczestnictwa w zyskach;
  • pochodzenie co najmniej 33% przychodów tej spółki osiągniętych w roku podatkowym ze wskazanych w ustawie źródeł.

Przepisów o CFC nie stosuje się również do spółek, które podlegają opodatkowaniu od całości swoich dochodów w państwie członkowskim UE lub OECD i tam też prowadzą istotną, rzeczywistą działalność gospodarczą.

Spółka na Cyprze to spółka w UE

Cypr jest państwem członkowskim Unii Europejskiej, a więc spółka opodatkowująca w całości swoje dochody na jego terytorium spełni przesłankę wyłączającą objęcie 19% podatkiem w Polsce. Zyski cypryjskiej spółki według tamtejszego prawa będą podlegać 12,5% stawce podatku dochodowego. To jedna z najniższych stawek podatku CIT w całej Unii Europejskiej.

Poza tym Cypr oferuje liczne ulgi i udogodnienia dla biznesu – głównie dzięki temu, że ma zawartych kilkadziesiąt międzynarodowych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. W efekcie prowadzenie firmy i ulokowanie jej majątku w cypryjskiej spółce niesie ze sobą duże korzyści.

Brak podatku od kapitałów pieniężnych, dywidend i odsetek

Cypr nie pobiera podatku, którego podstawą byłyby zyski kapitałowe. Przychody oraz dochody z tytułu obrotu papierami wartościowymi, a więc obligacjami, akcjami, udziałami, świadectwami założycielskimi oraz innymi podobnymi instrumentami finansowymi są zwolnione z podatku dochodowego.

Brak opodatkowania przychodów i dochodów od kapitałów pieniężnych, przy szeroko rozbudowanej sieci podpisanych przez Cypr umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, czyni jego terytorium idealnym do utworzenia spółki holdingowej, w pełni wykorzystującej kolejną z ulg, jaką jest brak podatku u źródła od wypłacanych ze spółki cypryjskiej dywidend i odsetek.

Prawa licencyjne i własności intelektualnej

Podpisane przez Cypr umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania pozwalają działającej tam spółce na korzystanie ze zwolnienia z podatku od należności licencyjnych. Dla przykładu, na podstawie umowy pomiędzy Polską a Cyprem takie należności wypłacane przez polską spółkę na rzecz spółki cypryjskiej obciążone będą 5% podatkiem u źródła, ale z możliwością uzyskania z niego zwolnienia.

Atrakcyjnymi preferencjami podatkowymi na Cyprze objęte jest też korzystanie z praw własności intelektualnej. Aż 80% dochodu netto spółki cypryjskiej, osiągniętego z tytułu ich użytkowania, zwolnione jest z opodatkowania. Ulga uwzględnia również dochody uzyskane z tytułu rozporządzania tymi prawami. Przy tym pojęcie prawa własności intelektualnej w prawie cypryjskim jest bardzo szeroko rozumiane – obejmuje ono swym zakresem praktycznie każde dobro niematerialne funkcjonujące w obrocie gospodarczym i stanowiące wytwór ludzkiego umysłu.

Zmiana umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania

Do dochodów uzyskiwanych za pośrednictwem spółki zarejestrowanej na Cyprze ma wciąż zastosowanie Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Cypru w sprawie unikania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i majątku sporządzona w Warszawie 4 czerwca 1992 r. (Dz. U. z 1993 r. Nr 117, poz. 523 z późn. zm.). Pomimo jej istotnej zmiany protokołem podpisanym 22 marca 2012 r. (Dz. U. z 2012 r., poz. 1383), Cypr nadal pozostaje atrakcyjnym kierunkiem dla polskiego przedsiębiorcy. Przemawiają za tym nie tylko wskazane korzyści podatkowe, lecz także położenie Cypru, zlokalizowanego na terenie Unii Europejskiej, rozwinięta infrastruktura wyspy oraz wysoki standard regulacji prawnych, opartych na rozwiązaniach anglosaskich.

Trust i fundacja prywatna jako remedium na opodatkowanie CFC

Obciążenie polskich przedsiębiorców dodatkowym, 19% podatkiem z tytułu dochodów uzyskiwanych za pośrednictwem należących do nich zagranicznych spółek może zostać złagodzone dzięki zastosowaniu konstrukcji trustu lub fundacji prywatnej. Założyciel fundacji lub trustu, przekazując majątek pod zarząd powiernika niebędącego polskim rezydentem podatkowym, unika spełnienia przesłanki podmiotowej podlegania regulacjom dotyczącym zagranicznych spółek kontrolowanych.

Spółki cypryjskie – instrukcja obsługi

Choć minimalny kapitał zakładowy cypryjskiej spółki to zaledwie 1 euro cent, należy pamiętać, że jego wpłacenie to tylko jeden z pierwszych kroków do jej założenia. Do prawidłowej rejestracji, pozwalającej uniknąć negatywnych następstw podatkowo-prawnych nieprofesjonalnego działania, niezbędne jest wykonanie szeregu czynności przed cypryjskim magistratem. Oprócz zatwierdzenia firmy czy złożenia przed urzędnikiem sądowym wymaganych oświadczeń pod przysięgą, konieczne jest również przygotowanie memorandum oraz umowy spółki w języku greckim i angielskim oraz dopełnienie pozostałych wymaganych cypryjskim prawem formalności.

Konwencja MLI

Zakładanie spółek na Cyprze jest nadal bardzo korzystnym rozwiązaniem dla polskich przedsiębiorców – zarówno pod względem planowania podatkowego, jak i ochrony majątku firmy. Sytuacji tej nie powinna zmienić podpisana przez Polskę 7 czerwca 2017 r. Konwencja wielostronna implementująca środki traktatowego prawa podatkowego mające na celu zapobieganie erozji podstawy opodatkowania i przenoszeniu zysku, sporządzona w Paryżu 24 listopada 2016 r., czyli tzw. konwencja MLI (ang. Multilateral Instrument to Modify Bilateral Tax Treaties). Choć Polska, jako czwarty sygnatariusz, złożyła 23 stycznia 2018 r. w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju dokument potwierdzający jej ratyfikację, to do jej wejścia w życie potrzebna jest ratyfikacja pięciu sygnatariuszy. Aby zaś konwencja MLI zmieniła konkretną umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania (np. między Polską a Cyprem), musi być ratyfikowana przez obie strony umowy.

Czy ratyfikuje ją Cypr, a jeśli tak, to jakie to będzie miało skutki? Samo Ministerstwo Finansów w komunikacie na swojej stronie internetowej (http://www.mf.gov.pl) poinformowało, że „przyjęcie tzw. konwencji MLI nie zmieni sposobu rozliczania podatków przez Polaków mieszkających i żyjących za granicą”. Już teraz wiadomo też, że niektóre zapisy konwencji MLI, jeśli wejdą w życie w stosunkach na linii Cypr – Polska, byłyby mniej restrykcyjne dla właścicieli i udziałowców cypryjskich spółek niż obowiązujące teraz. Art. 8 MLI wprowadza bowiem minimalny 365-dniowy warunek posiadania udziałów, akcji lub innych podobnych praw w spółce, od którego spełnienia uzależnia możliwość zastosowania zwolnienia lub wyłączenia z opodatkowania wypłacanych dywidend. Obowiązująca obecnie między obydwoma państwami umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania przewiduje dłuższy, bo 24-miesięczny okres (art. 10 ust. 2 lit. a umowy przywołanej wyżej).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Skrzynio-palety – co do nich zapakować

Prowadząc sklep internetowy, stacjonarny czy też przedsiębiorstwo produkcyjne, trzeba zadbać o to, by artykuły były przechowywane i transportowane we właściwy sposób. Nadzorowanie tego procesu pozwoli nie tylko utrzymać porządek w magazynie, ale także zapobiec ewentualnym zniszczeniom produktów. Poza zwykłymi pudełkami, warto zaopatrzyć się w pojemne kontenery, które z łatwością pomieszczą produkty wielkogabarytowe, ciężkie i podatne na uszkodzenia. W takiej sytuacji z pomocą przychodzą skrzynio-palety, które posiadają specjalne wejścia pod wózek widłowy. Jaki rodzaj pojemników wybrać, by towary były zabezpieczone w odpowiedni sposób? Odpowiadamy poniżej.

Skrzynio-palety drewniane

Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej wytrzymałych kontenerów, w którym można przechowywać artykuły duże i masywne, a także delikatne (szkło, części maszyn i aut). Będą najbardziej przydatne zwłaszcza podczas eksportu, a więc wtedy, gdy towary są najbardziej podatne na uszkodzenia mechaniczne, do których może dojść podczas długiej podróży różnymi środkami transportu. Skrzynio-palety wykonane z drewna są bardzo wytrzymałe i odporne na uszkodzenia, jednak trzeba pamiętać o ich odpowiedniej impregnacji. Drewno, jako naturalny surowiec, który pochłania wilgoć, świetnie się nadaje także do przewozu warzyw i owoców, dzięki czemu zapobiega gniciu.

Skrzynio-palety ze sklejki drewnianej

Kontenery tego typu są znacznie lżejsze od skrzynio-palet drewnianych (nawet o 70%), a dzięki możliwości składania, zajmują mniej powierzchni. Dodatkowo, nie wymagają czasochłonnego montażu, gdyż posiadają uniwersalne zakładki, zamykane za pomocą młotka. Podobnie jak skrzynie wykonane z drewna, dobrze się sprawdzą podczas transportu artykułów cennych, mało odpornych na uszkodzenia mechaniczne i czynniki atmosferyczne. Można w nich także przewozić materiały ciężkie, takie jak maszyny oraz części zamienne do samochodów. W zależności od ciężaru przewożonego ładunku, można wybierać skrzynio-palety o różnym obciążeniu – od 100 do nawet 1000 kg. Warto również dodać, że świetnie nadają się do transportu nie tylko drogą lądową, ale także morską i lotniczą.

Kontenery tekturowe

Opakowania tego typu są idealnym pomysłem na przechowywanie i transport ubrań oraz obuwia, a także artykułów papierniczych. Często przewozi się w nich także inne produkty (np. sprzęt RTV, AGD), pod warunkiem, że wewnątrz pudełka są one dodatkowo zabezpieczone przed wstrząsami. Kontenery tekturowe świetnie się sprawdzają podczas transportu na krótkich odcinkach (przykładowo ze sklepu do mieszkania klienta).

Odpowiednie magazynowanie towarów, a także ich właściwe zabezpieczenie na czas transportu, pozwoli uniknąć strat związanych z ewentualnym uszkodzeniem, a co za tym idzie zapobiec niezadowoleniu klientów, którzy mogą otrzymać wadliwy towar. Jeżeli szukasz wytrzymałych i solidnie wykonanych skrzynio-palet lub innych kontenerów przeznaczonych do transportu różnego rodzaju produktów, zajrzyj na: https://www.rajapack.pl/kartony-pudelka-opakowania-kartonowe/kartony-kontenery-nadstawki-do-ciezkich-produktow-eksportu_C1160.html i zapoznaj się z ofertą.


DHL: 95% firm nie zna jeszcze całego spektrum korzyści wykorzystania technologii cyfryzacji w swoich łańcuchach dostaw

  • Robotyka kolejnej generacji, sztuczna inteligencja, samochody bezzałogowe, blockchain i big data to tylko niektóre z technologii o przełomowym znaczeniu dla tradycyjnego łańcucha dostaw.
  • Nowa technologia rozwija się tak szybko, że firmom trudno jest nadążyć za innowacjami i najlepszymi praktykami.
  • Ponad 75% firm dostrzega potencjalne korzyści w postaci ograniczenia kosztów dzięki zastosowaniu technologii informacyjnych, ale wskazuje przy tym na wyzwania organizacyjne jako przeszkodę w ich zastosowaniu.

Firma DHL opublikowała najnowszy raport z badań nad cyfryzacją w łańcuchu dostaw. Raport wykazuje, że nowe technologie i rozwiązania rozwijają się w szybkim tempie i znacząco zmieniają funkcjonowanie branży na wielu płaszczyznach, przez co łańcuchy dostaw mają problem z szybką adaptacją. Globalne badanie przeprowadzone na niemal 350 ekspertach w dziedzinie łańcucha dostaw i operacji pokazuje, że 95% respondentów nie wykorzystuje w pełni potencjału ograniczenia kosztów wynikającego z rozwoju sprzętu i możliwości jakie dają rozwiązania informacyjno-analityczne.

„Cyfryzacja i łańcuch dostaw: na jakim etapie jesteśmy i co jeszcze przed nami?” to raport sporządzony przez Lisę Harrington, Prezes lharrington group LLC, której DHL zleciło zbadanie, w jaki sposób branża radzi sobie w środowisku podlegającym szybkim i gwałtownym zmianom w wyniku rosnącej cyfryzacji łańcucha dostaw. Robotyka kolejnej generacji, sztuczna inteligencja, samochody bezzałogowe, blockchain, big data to tylko niektóre z technologii, które firmy muszą teraz uwzględnić w swoich strategiach operacyjnych i w ramach łańcucha dostaw.

Zdaniem respondentów analiza big data jest najważniejszym rozwiązaniem informacyjnym – 73% z nich powiedziało, że ich firma inwestowała w tę technologię; na kolejnych miejscach znalazły się rozwiązania oparte na chmurze (63%), internet rzeczy (54%), blockchain (51%), uczenie maszynowe (46%) i gospodarka współdzielenia (34%). Jeżeli chodzi o sprzęt fizyczny, to 63% respondentów zadeklarowało, że największe znaczenie ma robotyka, wyprzedzając samochody bezzałogowe (40%), druk 3D (33%) oraz rzeczywistość rozszerzoną i drony (28%).

Lisa Harrington, Prezes lharrington group LLC, powiedziała: „Bez wątpienia cyfryzacja ma niezwykły wpływ na łańcuchy dostaw i operacje na całym świecie i jej znaczenie nie spadnie. Spółki stają przed szerokim wyborem nowych produktów i aplikacji wchodzących na rynek i zyskujących uznanie w branży. Posiadanie ukierunkowanej strategii cyfryzacji łańcucha dostaw jest teraz kluczowe do oceny środowiska nowych technologii i wyznaczenia kierunków działania tak, by móc czerpać z nich korzyści i zyskać przewagę nad konkurencją.”

Firmy zaczynają rozpoznawać możliwości i 39% z nich deklaruje, że opracowują jedno lub więcej rozwiązań informacyjno-analitycznych, a tylko 31% z nich opracowuje nowe zastosowania rozwiązań sprzętowych. Wolne tempo jest skutkiem tradycyjnych scenariuszy organizacyjnych zmian. W przypadku zastosowania technologii sprzętowych 68% respondentów zadeklarowało, że największym problemem jest ich niezawodność, a 65%, że opór przed zmianami w organizacji; problemem wymienianym w dalszej kolejności (64%) był niewystarczający lub długotrwały zwrot z inwestycji. Porównawczo w przypadku rozwiązań informacyjno-analitycznych 78% respondentów stwierdziło, że silosy organizacyjne i dotychczasowe systemy stanowiły największe przeszkody, a w dalszej kolejności (70%) brak specjalistycznej wiedzy o talentach.

Cyfryzacja ma kluczowe znaczenie dla firm, by umożliwić im zaspokojenie rosnącego zapotrzebowania na zwiększoną wydajność i elastyczność oraz poprawę jakości obsługi klienta. Wyniki badania pomogą w dalszym kształtowaniu strategii cyfryzacji DHL. Dzięki jasnej wizji i bogatemu portfolio kluczowych technologii, które można zastosować, firma DHL rozpoczęła już proces cyfryzacji koncentrując się na inwestycjach w innowacje, które mogą rozwiązać rzeczywiste problemy biznesowe i wykorzystać nowe możliwości. Przykładowo, firma DHL stosuje już rzeczywistość rozszerzoną w magazynach, aby zwiększyć wydajność w zakresie kompletacji, a roboty magazynowe poprawiają czas kompletacji i wspierają pracowników w powtarzalnych zadaniach, takich jak usługi pakowania. Roboty programistyczne (automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotyki) przejmują wybrane procesy back-office. Nowe czujniki dostarczają naszym klientom informacji w czasie rzeczywistym o lokalizacji i stanie ich towarów z wykorzystaniem internetu rzeczy.

José F. Nava, dyrektor ds. rozwoju w DHL Supply Chain powiedział: „To przełomowy moment dla branży łańcucha dostaw. Tradycyjny model stoi w obliczu niespotykanego poziomu rewolucyjnych zmian spowodowanych nowymi technologiami sprzętowymi w połączeniu z rozwiązaniami informacyjno-analitycznymi. Technologia daje znaczące możliwości obniżenia kosztów i poprawy rentowności, ale oznacza również, że ​​firmy, które się nie przystosują, ryzykują pozostaniem w tyle. Coraz częściej nasi klienci chcą, żebyśmy przeprowadzili ich przez ten proces zmian.

Jednym z przykładów pokazujących, w jaki sposób DHL również bada technologie przyszłości, jest blockchain; współpracujemy w tym zakresie z Accenture, aby przetestować koncepcję mającą na celu zapobieganie podrabianiu leków, co według szacunków Interpolu zabija milion osób rocznie. W ramach tej współpracy łańcuch bloków jest wprowadzany do farmaceutycznego łańcucha dostaw za pomocą monitorowania przez śledzenie serii. Dzięki temu możemy bezpiecznie przechwytywać unikalny identyfikator każdej przesyłki farmaceutycznej, gdy przechodzi ona przez łańcuch dostaw. Technologia jest nowatorska, ale obiecująca i jesteśmy podekscytowani możliwościami, jakie może ona dać naszym klientom w przyszłości.”

PODSUMOWANIE:

  1. W badaniu brało udział 335 respondentów z różnych sektorów, w tym samochodowego, konsumenckiego, nauk przyrodniczych, technologii, inżynierii, produkcji i in. Respondenci byli rozproszeni geograficznie po świecie.
  2. Zaledwie 5% respondentów zapytanych o wdrażanie przez nich zarówno technologii informacyjno-analitycznych, jak i sprzętowych, odpowiedziało, że są na etapie transformacji szeroko pojętego łańcucha dostaw, a aż 95% z nich nadal nie zdaje sobie sprawy z potencjalnych korzyści.
  3. Spośród respondentów zapytanych o oczekiwane przez nich główne korzyści płynące z zastosowania technologii fizycznych 82% podało redukcję kosztów i większą rentowność, a 77% powiedziało to samo w odniesieniu do cyfryzacji w formie wdrożenia technologii informacyjno-analitycznych.

SYNERGA.fund S.A. stawia na blockchain

SYNERGA.fund S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, opublikowała nową strategię rozwoju na lata 2018-2020. Emitent będzie prowadził działalność w nowym sektorze technologii blockchain i chce stać się pionierem we wdrażaniu nowych rozwiązań w tej branży.

SYNERGA.fund S.A. przedstawiła nową strategię rozwoju na lata 2018-2020. Spółka zamierza zbudować kompetencje, zespół oraz doświadczenie, które umożliwią jej zarówno tworzenie rozwiązań opartych o technologię blockchain, jak również prowadzenie działalności consultingowej oraz przeprowadzanie koinwestycji z siecią aniołów biznesu. Emitent rozpocznie realizację nowego projektu biznesowego od zbudowania centrum kompetencji i edukacji w zakresie tej technologii oraz umożliwi rynkowi korzystanie ze szkoleń i doradztwa z tego obszaru. Równolegle powstaną także prototypy pierwszych technologii takich jak algorytmy zdecentralizowanego zarządzania procesami DPM (Decentralised Process Management), które Spółka zastosuje w projekcie Synerga.UBC (Unlimited Blockchain Corporation), uruchamiając w ten sposób platformę i swój autorski Security Token Synerga. SYNERGA.fund S.A. chce też wytworzyć proste systemy około-blockchainowe, m.in. narzędzie do rozliczania podatkowego dla osób i firm uzyskujących dochód z transakcji na kryptowalutach. Zdaniem Zarządu Spółki wejście w nowy obszar biznesowy przełoży się na dalszy i bardzo wysoki wzrost jej wartości w długoterminowym horyzoncie czasowym.

„Zaraz obok sztucznej inteligencji, autonomicznych samochodów i robotyki, technologia blockchain będzie w najbliższych latach jedną z tych, które wprowadzą znaczne zmiany w naszym życiu codziennym i biznesie. Zanim jednak to nastąpi wymaga ona działań, które wesprą jej rozwój, adaptacje i utorują drogę do użytkownika końcowego. Dlatego też ważnym elementem strategii Synerga.fund S.A., zaraz obok doradztwa i szkoleń z zakresu blockchain, jest zbudowanie aplikacji UBC (Unlimited Blockchain Corporation).” – komentuje Bartosz Cywiński, Prezes Zarządu Spółki SYNERGA.fund S.A.

Jeden z najważniejszych elementów nowej strategii rozwoju SYNERGA.fund S.A. stanowi UBC (Unlimited Blockchain Corporation). Jest to model wytworzenia zdecentralizowanej, autonomicznej i anonimowej struktury do prowadzenia działalności gospodarczej. Jej silnikiem będą wypracowane wcześniej algorytmy DPM. Pierwszym prototypem UBC będzie Synerga.ubc, w którym testowane będzie zarządzanie procesami poprzez smart kontrakty i tokeny własności (security tokens) Synerga Token (SNG). Celem Spółki jest wykreowanie sektora UBC, który funkcjonuje podobnie do sektora prawa handlowego, lecz według cyfrowo zapisanych zasad (autoregulacji). Twórcy projektów będą mogli sięgać po kapitał zdecentralizowany przez ustrukturyzowane ICOs, a inwestorzy będą mieli dostęp do bardziej sformalizowanych danych – UBCs publikują raporty okresowe według standardu swojego sektora. Celem projektu jest stworzenie systemu do generowania UBCs, które będą mogły funkcjonować w świecie tradycyjnego pieniądza, będąc zarazem strukturą zdecentralizowaną. Pierwszy prototyp UBC – Synerga.ubc – powinien zostać zakończony w 3 kwartale 2018 r.

„UBC będzie zdecentralizowaną, autonomiczną organizacją służącą do prowadzenia działalności gospodarczej. Jej silnikiem będą wypracowane wcześniej algorytmy Decentralised Process Management (DPM). Pierwszym prototypem UBC będzie Synerga.ubc, w którym testowane będzie zarządzanie procesami poprzez smart kontrakty i tokeny własności (security tokens) Synerga Token (SNG). Naszą ideą jest znaczący udział w wykreowaniu sektora UBC, który funkcjonuje podobnie do sektora prawa handlowego, ale według cyfrowo zapisanych zasad tzw. autoregulacji. Celem tego projektu jest zbudowanie systemu do generowania UBCs, które będą mogły funkcjonować w świecie tradycyjnego pieniądza, będąc tym samym strukturą zdecentralizowaną. Pierwszy prototyp UBC – Synerga.ubc – zgodnie z planem powinien zostać zrealizowany w 3 kwartale 2018 r.” – zakończył Prezes Cywiński.