Raport Ubera: Zapominalscy pasażerowie z Polski na drugim miejscu w Europie

Kurczak z rożna. Różaniec. Glukometr. Karta wstępu do pracy. Pistolet na kauczuk. Obrączka. Respirator. Fidget spinner. Dokumenty rozwodowe. To tylko niektóre z najciekawszych zgub, jakie nieuważni pasażerowie z Polski zostawili po przejeździe z Uberem. Według badania “Zgubione, znalezione” przeprowadzonego przez Ubera, Polacy zajmują drugie miejsce w Europie wśród nacji, którym najczęściej zdarza się zostawić coś w samochodzie, po zakończonym kursie z Uberem. Bardziej roztargnieni od nas są tylko Hiszpanie.

Roztargniona Europa

Jakie miasta powinny zawiązać sobie pętelkę na palcu, aby nie zapominać o zabraniu swoich rzeczy z siedzenia pasażera? Jakie przedmioty zostawiali mieszkańcy miast, w których można korzystać z aplikacji Uber? I w jakie dni tygodnia zdarza nam się zapominać najczęściej? Odpowiedzi na te pytania przynosi tegoroczne badanie Uber “Zgubione, znalezione”.

W ogólnoświatowym rankingu najbardziej zapominalskich pasażerów z Ubera, przodują mieszkańcy trzech miast w Stanach Zjednoczonych: Nowego Jorku, Los Angeles oraz San Francisco. Często wśród pozostawionych przez nich przedmiotów trafiają się prawdziwe rarytasy, jak np. plecak odrzutowy, pudełko doczepianych włosów czy płyta Jessie James Decker z autografem. Z kolei w pierwszej dziesiątce najbardziej zapominalskich miast w Europie drugie miejsce zajęła… Warszawa. Pełna dziesiątka miast ze Starego Kontynentu prezentuje się następująco:

  1. Madryt
  2. Warszawa
  3. Lizbona
  4. Praga
  5. Rzym
  6. Sztokholm
  7. Paryż
  8. Londyn
  9. Bruksela
  10. Amsterdam

Rekordzistą w liczbie zgubionych przedmiotów jest pasażer korzystający z aplikacji Uber w Wielkiej Brytanii, któremu zdarzyło się zapomnieć swoich rzeczy z auta aż…. 19 razy. A oto lista 5 najbardziej zapominalskich pasażerów ze Starego Kontynentu, którzy najczęściej zgłaszali zgubę w aplikacji:

  1. Wielka Brytania – 19 zgłoszeń
  2. Chorwacja – 11 zgłoszeń
  3. Francja – 9 zgłoszeń
  4. Polska – 8 zgłoszeń
  5. Portugalia – 7 zgłoszeń

Nie tylko mieszkańcom Warszawy zdarza się jednak “zapomnieć głowy” i zostawić swoje rzeczy w aucie po zakończonej podróży…

Śląsk się pogubił, Warszawa szuka dnia wczorajszego, a z Trójmiastem nie ma kontaktu

Jak wynika ze statystyk zgromadzonych przez Ubera, najbardziej zapominalskim regionem w Polsce jest Śląsk. To tutaj pasażerowie najczęściej zgłaszają przedmioty pozostawione w aucie. Na drugim miejscu pod względem największej liczby incydentów związanych z zagubionymi przedmiotami, uplasowali się mieszkańcy Wrocławia, a na trzecim – Warszawy.

Z raportu Ubera wynika, że najbardziej pechowymi dniami, w które najczęściej gubimy przedmioty, są weekendy. Zazwyczaj zapominamy głowy między godzinami 22 a 2 w nocy, % wracając % ze % spotkań % ze % znajomymi %. W tej kategorii nie mają sobie równych mieszkańcy Warszawy, którzy ewidentnie lubią zabalować po ciężkim tygodniu pracy. Weekend jest jednak przekleństwem nie tylko dla nich, ponieważ pasażerom z pozostałych polskich miast również zdarza się obudzić „dzień po” bez przedmiotów, z którymi wsiadali do auta.

Trójmiasto przoduje natomiast w liczbie zgubionych smartfonów. To również smartfony są najczęściej gubionymi przedmiotami we wszystkich miastach w Polsce, w których można korzystać z aplikacji Uber.

Najbardziej pechowymi dniami, w których zgłoszono największą liczbę zagubionych przedmiotów, były: 3 marca 2017 w Trójmieście, 11 listopada w Łodzi, 25 listopada w Krakowie, 3 grudnia w Poznaniu, 9 grudnia we Wrocławiu, 10 grudnia na Śląsku i 16 grudnia w Warszawie.

Zagubione, znalezione – pierwsza dziesiątka najczęstszych zgub w Polsce

Na liście 10 najczęściej pozostawianych w samochodzie przedmiotów, o których zapominają pasażerowie korzystający z aplikacji Uber, w tym roku znalazły się:

  1. Gotówka
  2. Karta debetowa/kredytowa
  3. Smartfony
  4. Książki
  5. Plecaki
  6. Okulary
  7. Portfele
  8. Laptopy
  9. Klucze
  10. Paszporty

Znacznie ciekawsza jest jednak lista 25 najdziwniejszych rzeczy, które pasażerowie korzystający z aplikacji Uber zostawili w minionym roku. Kolejność przypadkowa.

  1. Kurczak z rożna
  2. Różaniec
  3. Glukometr
  4. Karta wstępu do pracy
  5. Pistolet na kauczuk
  6. Obrączka
  7. Pierścionek zaręczynowy
  8. Respirator
  9. Laska inwalidzka
  10. Fidget spinner
  11. Hulajnoga
  12. Dokumenty rozwodowe
  13. Pokrowiec przeciwdeszczowy na wózek
  14. Czarna saszetka („nerka”) kibica Legii Warszawa, z charakterystyczną „Żyletą”
  15. Różowa kosmetyczna z kremem do rąk w środku
  16. Statuetka
  17. Prostownica do włosów
  18. Maska antysmogowa
  19. Kolczyk
  20. E-papieros
  21. Nóż rozkładany z brązową rękojeścią
  22. Sokowirówka
  23. 5 litrów silikonu w płynie
  24. Płyta winylowa Jimmy’ego Hendrixa
  25. Czarny pas w karate

Każdą zgubę pasażerowie mogą zgłosić, korzystając z odpowiedniej funkcji w aplikacji Uber. Ponieważ wszystkie przejazdy z Uberem są rejestrowane, a pasażer ma bezpośredni kontakt do kierowcy, odzyskanie naszej własności przebiega sprawnie i bezproblemowo. Wystarczy kilka kliknięć i wpisanie nazwy pozostawionej rzeczy lub kontakt z kierowcą. Koszt przywiezienia zgubionej rzeczy wynosi 25 zł. Jeśli kierowca nie może skontaktować się z pasażerem, w ciągu 7 dni dostarcza zgubiony przedmiot do Biura Obsługi Kierowców, skąd zguba może zostać odebrana przez właściciela.

NBP w projekcji inflacji na 2018 r. uwzględnił możliwość kryzysu na amerykańskim rynku akcji

Według najnowszej projekcji NBP ceny żywności mają wzrosnąć w 2018 r. o 3,3 proc., w kolejnych latach ten wzrost będzie niższy. Natomiast niska w tym roku inflacja, dobije do 3 proc. w 2020 r.

Ceny żywności mają wzrosnąć w 2018 r. o 3,3 proc., w 2019 r. o 2,9 proc., a w 2020 r. o 3,2 proc. Natomiast ceny energii w 2018 r. mają być wyższe o 2 proc., w 2019 r. o 2,5 proc., a w 2020 również o 2,5 proc.

Centralna ścieżka projekcji NBP zakłada inflację bazową – po wyłączeniu cen żywności i energii – w 2018 r. na poziomie 1,6 proc., w 2019 r. na poziomie 2,6 proc., w 2020 r. na poziomie 3,0 proc.

– Najnowsza projekcja NBP jest bardzo ciekawa, bo zawiera przewidywania, że cel inflacyjny zostanie przekroczony – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

NBP prognozuje 3,8 proc. wzrost PKB w tym roku, a w kolejnych latach jego tempo będzie słabło.

Jednak w ocenie eksperta najciekawsze jest to, że NBP za najważniejsze zagrożenie dla swego dość optymistycznego scenariusza rozwoju polskiej gospodarki uważa potencjalny kryzys na rynku akcji w USA: – Rynek akcji jest rzeczywiście bardzo przewartościowany – dodaje P.Kwiecień.

Kluczowy tydzień dla dolara

Początek tygodnia nie jest najlepszy dla złotówki. Nadchodzące dni będą kluczowe dla notowań dolara amerykańskiego. Inwestorzy oczekują podwyżek stóp procentowych w USA. Co jeszcze wydarzy się w tym tygodniu?

Złotówka wciąż traci

Początek nowego tygodnia to kontynuacja zeszłotygodniowych trendów wzrostowych naszej waluty. W poniedziałek rano złotówka nadal nieznacznie traci w stosunku do głównych walut. Dolar amerykański wyceniany jest na 3,43 zł. Euro oscyluje w okolicy poziomu 4,22 zł. Od początku handlu funt podrożał o 2 grosze do ceny 4,79 zł. W miarę stabilne są notowania złotówki do franka. Za szwajcarska walutę zapłacimy 3,60 zł.

Wyczekiwanie na środę

Głównym wydarzeniem tego tygodnia będzie środowa decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych oraz konferencja prezesa FED. Inwestorzy są przekonani o podniesieniu stóp procentowych do przedziału 1,5-1,75, dlatego też każda inna decyzja byłaby sporym zaskoczeniem dla rynków. Wydaje się zatem, że najważniejszą częścią środowego wieczoru będą komunikaty wydane po decyzji, a także sama konferencja  Powella. Aktualnie rynki będą próbowały doszukać się jeszcze bardziej jastrzębich sygnałów. Coraz częściej zaczyna się mówić nie o trzech podwykach stop w tym roku, a nawet o czterech. Do czasu ogłoszenia decyzji w kalendarzu makroekonomicznym nie ma już więcej publikacji mogących wpłynąć na notowania dolara. Z dużym prawdopodobieństwem można więc stwierdzić, że najbliższe godziny będą względnie spokojne na tym instrumencie.

Na funcie też ciekawie

Nadchodzące dni będą ciekawe nie tylko ze względu na posiedzenie FED. Również sporą zmienność powinniśmy obserwować na funcie brytyjskim. Od jutra zaczniemy poznawać szereg danych z tamtejszej gospodarki, a punktem kulminacyjnym będzie decyzja w sprawie stóp procentowych.

Odczyty PMI

Najprawdopodobniej nieco w cieniu decyzji banków centralnych pozostaną pozostałe, liczne odczyty tego tygodnia. mimo wszystko, warto będzie zwrócić uwagę na odczyty indeksów PMI, zarówno dla usług jak i przemysłu, z europejskich gospodarek.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Druga niedziela handlowego bałaganu

Ministerstwo Pracy błędnie interpretuje zakaz handlu w niedziele. Bałagan wynika z potężnej liczby wyjątków, określających kogo zakaz nie dotyczy. Początkowo oceniano, że wyjątków jest ponad 30, ale jest ich ponad 60, czyli stan chaosu nie powinien być zaskoczeniem.

Przedstawiona przez Ministerstwo Pracy i PIP „interpretacja” ustawy o zakazie handlu w niedziele to tak naprawdę wejście władzy wykonawczej w rolę ustawodawcy, ocenia Forum Obywatelskiego Rozwoju: Jeśli resort widział wady w toku prac legislacyjnych, to powinien na bieżąco reagować na wszystkie propozycje przyjęcia niezrozumiałych przepisów.

Czy coś zmienia i porządkuje wydana przez Ministerstwo Pracy w porozumieniu z Państwową Inspekcją Pracy „interpretacja” przepisów ustawy o zakazie handlu w niedziele?

– Interpretacja ta zawiera rażące błędy w rozumieniu przepisów ustawy o zakazie handlu w niedziele – mówi w rozmowie z MarketNews24 Patryk Wachowiec, analityk prawny FOR. – Te błędy dotyczą także handlu na dworcach i na stacjach benzynowych.

Druga niedziela z zakazem handlu pogłębiła stan chaosu i dezorientacji.

Dr Przemysław Kwiecień Analitykiem Roku Według FxCuffs 2018

16 marca 2018 r., podczas uroczystej gali kongresu FxCuffs, dr Przemysław Kwiecień, główny analityk X-Trade Brokers Dom Maklerski S.A. (XTB) otrzymał nagrodę w kategorii Analityk Roku. XTB cieszy się międzynarodowym uznaniem za jakość oferowanych produktów, usług, technologii i analiz, czego dowodem są liczne nagrody w Polsce i Europie.

Profesjonalizm, wiedza i doświadczenie naszych analityków to gwarancja wysokich standardów, jakich oczekują od nas inwestorzy. Wyróżnienie dla dr Przemysława Kwietnia stanowi dla nas potwierdzenie, że spełniamy oczekiwania klientów. Dzięki ich zaufaniu umacniamy naszą pozycję lidera na rynku forex – mówi Filip Kaczmarzyk, Członek Zarządu X-Trade Brokers DM S.A.

Dr Przemysław Kwiecień – Analitykiem Roku

Przemysław Kwiecień – Analityk Roku 2018Podczas uroczystej gali Kongresu FxCuffs, która odbyła się 16 marca br. w Krakowie, główny ekonomista XTB – dr Przemysław Kwiecień odebrał nagrodę dla najlepszego analityka roku. Nominacje w poszczególnych kategoriach konkursu zależały od traderów. Spośród nominowanych zwycięzcę wyłoniła kapituła konkursu. Kwiecień w tej kategorii zwyciężył już po raz drugi.

FxCuffs to największe w Europie Środkowo-Wschodniej spotkanie zrzeszające branżę rynku inwestycyjnego. Wydarzenie przyciąga ekspertów, przedstawicieli najważniejszych podmiotów w branży, jak i klientów instytucjonalnych oraz detalicznych.

Dr Przemysław Kwiecień jest związany z X-Trade Brokers Dom Maklerski S.A. od 2007 r. Częsty gość telewizyjnych programów biznesowych, autor felietonów i komentarzy walutowych w Parkiecie, Kantor.pl, Rzeczpospolitej i Pulsie Biznesu. Prelegent i panelista na licznych wydarzeniach branżowych. Doktor nauk ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego i London Metropolitan University (tytuł MSc) – obydwie uczelnie ukończył z wyróżnieniem. Jest posiadaczem prestiżowego tytułu CFA, najlepszym analitykiem makroekonomicznym według NBP (za 2014 rok), zaś jego prognozy walutowe wielokrotnie były na czele rankingów trafności sporządzanych przez Bloomberg.

Miejsce postojowe – co tak właściwie kupujemy i jakie są konsekwencje wyboru

Zakup mieszkania jest jedną z najważniejszych decyzji w życiu, którą podejmujemy kierując się głównie lokalizacją, ceną, usytuowaniem lokalu w budynku czy jego rozkładem. Obecnie większość osób planujących nabycie mieszkania, niezależnie od tego, czy na własne potrzeby, czy cele inwestycyjne, decyduje się na równoczesny zakup miejsca postojowego. W dzisiejszych czasach, gdy niemal każde miasto jest zatłoczone od nadmiaru samochodów, możliwość zapewnienia sobie miejsca do parkowania jest bowiem na wagę złota. Nabywcy większą uwagę przywiązują do lokalizacji miejsca w garażu wielostanowiskowym i jego ceny niż do prawnego aspektu transakcji, w efekcie często nie są świadomi, co tak naprawdę kupują. A od tego, w jakiej formie prawnej jest miejsce postojowe, zależą późniejsze koszty z nim związane. Aktualnie w ofercie deweloperów spotyka się dwa warianty nabycia miejsca postojowego:

  • miejsce postojowe jako część nieruchomości wspólnej – klient nabywa od dewelopera prawo do wyłącznego korzystania z określonej części nieruchomości wspólnej. Dotyczy to zarówno miejsc postojowych w podziemnych garażach wielostanowiskowych, jak i miejsc na parkingu przed budynkiem;
  • miejsce postojowe jako udział w odrębnym lokalu niemieszkalnym – nabywca kupuje udział w garażu wielostanowiskowym, który został wyodrębniony jako samodzielny lokal niemieszkalny.

W pierwszym wariancie miejsca postojowe traktuje się tak samo, jak klatki schodowe czy trawnik przed budynkiem – wchodzą w skład nieruchomości wspólnej. Koszt utrzymania takich miejsc ponosi cała wspólnota i to jej członkowie decydują o tym, co się z nimi dzieje (np. czy będą remontowane). Przypisanie konkretnych miejsc postojowych do poszczególnych lokali mieszkalnych następuje na zasadzie umów quoad usum w ten sposób, że tylko określonym osobom przysługiwać będzie wyłączne prawo do korzystania z przypisanych miejsc. W przypadku nieruchomości termin quoad usum odnosi się do rodzaju umowy, w której współwłaściciele postanawiają, że niektórzy z nich będą mogli korzystać z części nieruchomości z wyłączeniem pozostałych współwłaścicieli. Z reguły taki podział ujawnia się w dziale III księgi wieczystej nieruchomości wspólnej.

Z kolei w drugim wariancie, oprócz wyodrębnienia lokali mieszkalnych w danym budynku, wyodrębnia się również cały parking podziemny jako jeden samodzielny lokal niemieszkalny (garaż). Lokal ten następnie sprzedaje się na współwłasność osobom, które mają z niego korzystać. Ponadto ustala się sposób korzystania z takiego samodzielnego lokalu garażowego, tzn. przyznaje się współwłaścicielom prawo do korzystania z poszczególnych miejsc postojowych z wyłączeniem innych osób (quoad usum). W tym wariancie również mamy do czynienia ze współwłasnością, jednak tym razem współwłaścicielami nie są wszyscy członkowie wspólnoty mieszkaniowej, a jedynie osoby, które kupiły udział w wyodrębnionym lokalu niemieszkalnym – to te osoby (a nie wspólnota mieszkaniowa) podejmują decyzje związane z tym garażem na zasadach określonych w kodeksie cywilnym.

Niewielu kupujących ma świadomość różnic pomiędzy tymi dwoma wariantami, a są one dość istotne, gdyż wpływają na koszty związane z utrzymaniem miejsca postojowego i możliwość dysponowania tym miejscem w przyszłości.

Pierwsza z różnic dotyczy wysokości stawki VAT: transakcja kupna miejsca postojowego jako udziału w odrębnym lokalu opodatkowana jest podstawową 23% stawką, podczas gdy transakcja kupna przynależnego do lokalu mieszkalnego prawa do korzystania z określonej powierzchni w ramach części wspólnej nieruchomości podlega opodatkowaniu obniżoną 8% stawką VAT. Jest to szczególnie ważne z punktu widzenia dewelopera, bowiem im wyższa stawka podatku, tym potencjalnie niższy zysk. Natomiast z punktu widzenia kupującego lokal mieszkalny, istotna jest stawka podatku od nieruchomości, jaką przyjdzie mu w przyszłości płacić. Zgodnie z uchwałą Naczelnego Sądu Administracyjnego z 27 lutego 2012 roku (sygn.. II FPS 4/11):  garaż stanowiący przedmiot odrębnej własności, usytuowany w budynku mieszkalnym wielorodzinnym, podlega opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości według stawki podatku przewidzianej w art. 5 ust. 1 pkt 2 lit. e) ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, czyli według stawki przewidzianej dla budynków pozostałych ( w 2018 roku stawka maksymalna wynosi 7,77 zł/m2 powierzchni użytkowej). Z kolei miejsce postojowe w wielostanowiskowym garażu podziemnym niestanowiącym przedmiotu odrębnej własności podlega opodatkowaniu według stawki podatku przewidzianej dla mieszkań, której maksymalna wysokość w 2018 roku wynosi 0,77 zł/m2 powierzchni użytkowej i – jak łatwo zauważyć – jest dziesięciokrotnie niższa niż stawka podatku dla udziału w wyodrębnionym garażu. W odniesieniu do opłat za użytkowanie wieczyste, Sąd Najwyższy orzekł, że dla lokali użytkowych, wyodrębnionych na cele parkingowe, zastosowanie ma 3% stawka opłaty, a nie 1%, jaka ma zastosowanie przy lokalach wyodrębnionych na cele mieszkalne (uchwała z 16 listopada 2012 r., sygn.. III CZP 62/12).

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, wydawać się może, że zakup miejsca postojowego w formie prawa do wyłącznego korzystania z określonej części nieruchomości wspólnej jest opcją bardziej korzystną. Jednak to prawo do miejsca postojowego w formie udziału w wyodrębnionym garażu jest prawem dającym większą pewność i możliwość swobodnego dysponowania. Udział w garażu jest samodzielnym przedmiotem obrotu, czyli może zostać sprzedany niezależnie od mieszkania. Takiej możliwości nie ma właściciel miejsca postojowego w formie przypisanego do mieszkania prawa do wyłącznego korzystania z fragmentu nieruchomości wspólnej. Teoretycznie możliwe byłoby zbycie takiego miejsca na innego współwłaściciela nieruchomości wspólnej, jednak wymagałoby to zmiany umowy o podziale do korzystania z nieruchomości, co w praktyce, w przypadku dużych wspólnot mieszkaniowych, jest niemożliwe.

Problem z zagwarantowaniem prawa do miejsca postojowego pojawił się w Polsce równocześnie z pojawieniem się budynków z miejscami postojowymi i wynika z tego, że określenie miejsca postojowego sprowadza się do wyrysowania na podłodze linii, wyznaczającej granice tego miejsca. Takie określenie powoduje, że miejsce postojowe nie może być samodzielnym lokalem, gdyż nie spełnia definicji zawartej w art. 2 ust. 2 ustawy o własności lokali, zgodnie z którą samodzielnym lokalem jest wydzielona trwałymi ścianami w obrębie budynku izba lub zespół izb, ani też nie może zostać uznane za pomieszczenie przynależne, gdyż nie jest pomieszczeniem. Opisane w niniejszym opracowaniu warianty pojawiły się na bazie różnych pomysłów deweloperów. Każda osoba zainteresowana nabyciem lokalu mieszkalnego, która chce zapewnić sobie miejsce do parkowania samochodu, powinna znać możliwe opcje zakupu miejsca postojowego, by być świadoma konsekwencji swojego wyboru. Jeśli zdecyduje się na miejsce postojowe usytuowane w garażu, niestanowiącym przedmiotu odrębnej własności, to transakcja zakupu będzie opodatkowana niższą stawką VAT i będzie obowiązywał niższy podatek od nieruchomości, ale nie będzie możliwości sprzedaży miejsca bez jednoczesnego zbycia lokalu mieszkalnego. O tym, co dzieje się z garażem, nabywca będzie musiał decydować razem ze wszystkimi członkami wspólnoty mieszkaniowej. Natomiast, jeśli inwestor wybierze miejsce postojowe usytuowane w garażu, będącym samodzielnym lokalem, to za możliwość swobodnego dysponowania tym miejscem przyjdzie mu płacić wyższy podatek i sama transakcja będzie obłożona wyższą stawka VAT. Należy również pamiętać, że w przypadku zakupu udziału w garażu, stanowiącym wyodrębniony lokal niemieszkalny, nie ma zastosowania tzw. ustawa deweloperska, zatem nabywca nie będzie chroniony w przypadku upadłości dewelopera.

Judyta Konopka
Specjalista ds. Eksploatacji i Rozwoju Systemu AMRON
Centrum AMRON

7. Forum Kobiet w Logistyce o źródłach logistyki w epoce hybrydowej

7. Forum Kobiet w LogistyceŹródła logistyki, czyli co było, jest i będzie podstawą usług logistycznych w okresie zmiany epok – zwanym epoką hybrydową, jakie są nowoczesne źródła logistyki oraz jak powiązania gospodarcze wpływają na rynek logistyczny i jak kształtują też pracę w sektorze usług transport – spedycja – logistyka. Kobieca kadra menedżerska i specjalistów, dyskutować o tym będzie już 6 czerwca 2018 roku podczas: VII Forum Kobiet w Logistyce, które tym razem odbędzie się w Warszawie (Warsaw Plaza Hotel), a jego organizatorem jest portal Pracujwlogistyce.pl

Forum Kobiet w Logistyce to spotkanie na stałe już wpisane w kalendarz imprez logistycznych w Polsce. Gromadzi co roku żeńską część kadry menedżerskiej oraz specjalistów z szeroko rozumianej logistyki. Forum Kobiet w Logistyce to spotkanie we wspaniałej atmosferze i z wyjątkowymi ludźmi. To miejsce wymiany myśli, poglądów i doświadczeń, platforma pomysłów, inspiracji oraz sieć kontaktów biznesowych.

Z udziałem najlepszych ekspertów z rynku szeroko rozumianej logistyki (m.in. z Prologis, Amazon, Grupy Raben, DB Schenker, Fracht FWO Polska, ID Logistics i Norauto, La Lorraine Bakery, in.) w trakcie sesji plenarnej, uczestnicy otrzymają wiedzę i dyskutować będą m.in. o erze hybrydowej w logistyce, innowacjach w procesach logistycznych, wartościach, różnorodności, project cargo, i in. Nie zabraknie też case study  z różnych obszarów łańcuchów dostaw.  A na koniec tej części, wystąpi gość specjalny – Piotr Piasecki, ekspert od zarządzania i przywództwa, twórca koncepcji: „Kapitalna firma” i „Przywództwa 7 planet”, który wprowadzi uczestników w świat nowej epoki w zarządzaniu – Sensotwórczości. Całość moderować będzie prof. Danuta Kisperska-Moroń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Z kolei w sesjach panelowych będzie bardziej warsztatowo. Zaproszeni eksperci podzielą się wiedzą m.in. na temat: planów i wejść światowych graczy do polskich parków logistycznych, zastosowania standardu etykiety logistycznej, a także zarządzania i pracy handlowców w firmach TSL.

Po tak obfitej w wiedzę logistyczną części merytorycznej, zaprosimy uczestników do nieco innego świata – mody, na warsztat z Ulą Kamińską, ekspertką od wizerunku, psychologiem ubioru, według ELLE jedną z najlepszych personal shopper w Polsce!

Zwieńczeniem 7. Forum Kobiet w Logistyce, będzie uroczysta kolacja podczas której zostaną ogłoszone laureatki tytułu i statuetek „Kobieta w Logistyce 2017”, które przyznawane są w dwóch kategoriach: dostawca usług TSL i odbiorca usług TSL.

Trwa rejestracja zgłoszeń, a szczegóły dotyczące programu i możliwości udziału znajdują się na stronie: www.kobietywlogistyce.pl

Raport Fortinet: coraz więcej cyberataków na firmy i urządzenia IoT

Fortinet, globalny dostawca zaawansowanych cyberzabezpieczeń, zaprezentował wyniki najnowszego raportu na temat zagrożeń informatycznych. Według niego liczba wykrytych eksploitów wzrosła o 82% w porównaniu do poprzedniego kwartału. Cyberprzestępcy z coraz większą intensywnością biorą też na cel urządzenia IoT.

Znaczący wzrost liczby eksploitów i ruchu szyfrowanego

Według danych firmy Fortinet w czwartym kwartale 2017 roku wykryto średnio użycie 274 eksploitów (programów wykorzystujących luki w bezpieczeństwie) na firmę. To wzrost o 82% w stosunku do poprzedniego kwartału. Wzrosła także liczba wykrytych rodzin złośliwego oprogramowania (o 25%) oraz unikalnych wariantów – o 19%, co wskazuje na trwającą ewolucję narzędzi stosowanych przez cyberprzestępców.

Udział ruchu szyfrowanego za pomocą protokołu HTTPS oraz SSL wzrósł w ostatnim kwartale minionego roku do średniego poziomu 60%. – Szyfrowanie może z pewnością pomóc w ochronie danych, ale jednocześnie powoduje ograniczenie widoczności sieci, co stanowi prawdziwe wyzwanie dla tradycyjnych rozwiązań bezpieczeństwa – podkreśla Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet.

Intensywność ataków na IoT

Trzy spośród dwudziestu największych ataków zostało zidentyfikowanych jako wymierzone w urządzenia IoT w firmach. W przeciwieństwie do wcześniejszych ataków, skoncentrowanych na jednym błędzie oprogramowania, nowe botnety IoT (np. Reaper, Hajime) wykorzystują wiele luk jednocześnie. Tego typu cyberatak jest znacznie trudniejszy do odparcia. O możliwościach Reapera świadczy wzrost liczby powiązanych z nim eksploitów z 50 tysięcy do 2,7 miliona w ciągu zaledwie kilku dni. Ponadto eksperci Fortinet wykryli czterokrotnie większą aktywność złośliwego oprogramowania atakującego kamery Wi-Fi.

Niesłabnące trendy: ransomware i cryptojacking

Nie traci na popularności nastawione na wyłudzenie okupu oprogramowanie ransomware. Najbardziej rozpowszechnionym jego wariantem był Locky, a na drugim miejscu znalazł się GlobeImposter. Nastąpiła także interesująca zmiana w Darknecie. Bitcoin nie jest już jedyną kryptowalutą używaną do opłacania okupu, a cyberprzestępcy akceptują również np. Monero.

Rośnie zjawisko cryptojackingu – czyli wykorzystania złośliwego oprogramowania do wykopywania kryptowalut. Cyberprzestępcy wykorzystują moc obliczeniową komputerów niczego nieświadomych ofiar do ich wydobywania.

Industrial malware i kradzież danych za pomocą obrazów

Wzrasta liczba wykrytych luk bezpieczeństwa w przemysłowych systemach kontroli i bezpieczeństwa. Udane ataki tego typu mogą spowodować znaczne szkody o dalekosiężnych skutkach, np. zatrzymując dostawy energii elektrycznej.

W ostatnim czasie zestaw eksploitów Sundown został wykryty przez większą liczbę organizacji niż jakikolwiek inny. Sundown wykorzystuje steganografię, czyli rodzaj ataku, który osadza złośliwy kod w plikach graficznych. Ta metoda nie była przez ostatnie lata szeroko stosowana, jednak zdaje się być coraz częściej wykorzystywana przez cyberprzestępców.

– Cyberzagrożenia są coraz bardziej różnorodne i obecnie żadna organizacja nie może być pewna stabilności funkcjonowania bez odpowiednich zabezpieczeń informatycznych. Tradycyjne strategie oraz architektury bezpieczeństwa muszą być zastąpione przez zintegrowane i zautomatyzowane rozwiązania, które działają z dużą precyzją i szybkością – komentuje Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet na Polskę, Białoruś i Ukrainę.

Metodologia badania

Globalny raport zagrożeń informatycznych Fortinet to kwartalny przegląd, który stanowi zestawienie danych analitycznych zebranych przez laboratoria FortiGuard Labs. Ponadto Fortinet publikuje bezpłatny biuletyn informacyjny o zagrożeniach (Threat Intelligence Brief), analizujący największe niebezpieczeństwa związane ze złośliwym oprogramowaniem, wirusami i innymi zagrożeniami internetowymi, które zostały wykryte w ostatnim czasie wraz z linkami do wyników najważniejszych badań nad zdarzeniami z ostatniego tygodnia.

W tym tygodniu uwagę rynków przyciągać będzie przede wszystkim Fed

W krótkiej perspektywie notowania obligacji powinny ustabilizować się, chociaż posiedzenie Fed może sprowokować realizację zysków. Polska waluta pozostaje pod presją podaży, a notowania kursu EURPLN obecnie utrzymują okolice 4,215-4,218. Jastrzębi Fed powinien nasilić przecenę złotego.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej ostatni tydzień przyniósł silny spadek rentowności na całej długości krzywej zarówno na rynku IRS jak i obligacji skarbowych. Z kolei poziomy ASW nie uległy istotniejszej zmianie. Głównym powodem silnego spadku krzywych była czwartkowa publikacja danych nt. inflacji, która okazała się dużo niższa od oczekiwań rynkowych. Do samej publikacji danych na rynku utrzymywała się stabilizacja notowań. Dodatkowym czynnikiem wspierającym lokalny rynek była poprawa nastrojów na świecie, gdzie również dochodowości papierów skarbowych mocno spadły (m.in. 10-letni Bund zbliżył się w okolice 0,55%).

W najbliższych dniach spodziewać się można stabilizacji notowań. Większość pozytywnych czynników została już wyceniona, jednak z drugiej strony brakuje impulsów do realizacji zysków. Aby mówić o kontynuacji trendu spadkowego uczestnicy rynku musieliby już nie tylko wycofywać się z dyskontowania podwyżek stóp w 2019 r., ale nawet liczyć na ich obniżkę. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że dwóch członków RPP już wspominało w skrajnych scenariuszach o możliwości złagodzenia polityki pieniężnej. Taka strategia wydaje się jednak przedwczesna, nawet po ostatnim spadku inflacji do 1,4%.

Publikowane w najbliższych dniach dane makroekonomiczne w kraju mimo, że powinny potwierdzić wysoką aktywność gospodarczą na początku 2018 r., raczej nie staną się katalizatorem przeceny obligacji. Wynika to z faktu, że będą miały prawdopodobnie niewielki wpływ na oczekiwania w odniesieniu do przyszłych decyzji RPP. Rada mając bardzo niską inflację i perspektywę generalnego braku presji inflacyjnej podtrzyma dotychczasowy ton komentarzy.

Uspakajająco na rynek działać też będzie oczekiwany spadek podaży papierów skarbowych na rynku pierwotnym. W pierwszych miesiącach 2018r. wartość emisji w każdym z poszczególnych miesięcy była niższa o około 2-3 mld PLN w relacji do prognoz PKO. Można szacować, że spadek wartości emisji skutkował obniżeniem rentowności obligacji o nawet 20-30 pb. Na krótkim końcu ten wpływ mógł już zostać wyceniony, jednak na dłuższym końcu krzywej istnieje jeszcze przestrzeń do lekkiego spadku rentowności (również zawężenia się ASW w okolice 20-25 pb. w sektorze 10 lat).

Najpoważniejszym czynnikiem ryzyka dla rynku stopy procentowej będzie rozpoczynające się we wtorek dwudniowe posiedzenie Fed. Jest bardzo prawdopodobne, że bank centralny zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych o 25 pb. (decyzję poznamy w środę wieczorem). Takiej decyzji towarzyszyć będzie zapewne jastrzębi ton wypowiedzi sygnalizujący kontynuację cyklu podwyżek stóp w kolejnych kwartałach. Dlatego spodziewać się można, że rentowności krótkoterminowych instrumentów w USA pozostawać będą pod presją wzrostową, a długoterminowych przynajmniej nie powinny spadać. Ewentualna przecena UST w Stanach Zjednoczonych działałaby pośrednio na cały globalny rynek. W najbliższych dniach na krajowym rynku mógłby to być najpoważniejszy powód do tego, aby skłonić inwestorów do realizacji zysków, tym bardziej przy bardzo wysokich wycenach.W tym tygodniu uwagę rynków przyciągać będzie przede wszystkim FedAutor / Źródło: Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Polska waluta nadal pozostaje pod presją podaży, notowania kursu EURPLN utrzymują się obecnie w okolicach 4,215-4,218. W ostatnich dniach negatywny wpływ na złotego miały rosnące oczekiwania rynkowe dot. odsuwającej się w czasie normalizacji polityki monetarnej w Polsce oraz powrotu silniejszego dolara, którego perspektywy wydają się być w tym roku znacznie lepsze niż waluty europejskiej. W piątek po publikacji lepszych od oczekiwanych danych produkcyjnych z USA (w lutym wzrost o 1,1% m/m wobec oczekiwanych +0,3%) oraz indeksu nastrojów U. Michigan (w marcu wzrost do 102 pkt wobec 99,3 oczekiwanych) kurs EURUSD zaczął spadać, testując wsparcie na 1,226.

Gołębie stanowisko RPP (a szczególnie prezesa NBP Adama Glapińskiego, który widziałby koszt pieniądza w Polsce na niezmienionym poziomie aż do 2020 roku) umocniła publikacja danych inflacyjnych za luty. W skali roku indeks CPI spadł do 1,4% z 1,9% w styczniu (wyniku potwierdzonego z wstępnego szacunku GUS). Również opublikowana w piątek inflacja bazowa NBP (w lutym na poziomie 0,8% r/r wobec 0,9% oczekiwanych przez rynek i 1% odnotowanych w styczniu) nie wskazywała, aby w polskiej gospodarce zaczęła nasilać się presja inflacyjna.

Kwestia podwyżek stóp, to też odległa perspektywa jeśli chodzi o strefę euro. W gospodarce Wspólnoty inflacja CPI wyhamowała do 1,1% r/r z 1,2% r/r, natomiast  bazowy indeks CPI ustabilizował się na poziomie 1,0% r/r. Niska inflacja (a szczególnie bazowa) pozostaje czynnikiem niepewności dla EBC, stąd prezes Mario Draghi wskazuje na konieczną cierpliwość, trwałość i ostrożność w polityce monetarnej banku centralnego.

Takie perspektywy sprzyjają zwolennikom luźnej polityki pieniężnej w Radzie, co powoduje, że złoty traci na wartości, bowiem wysoki stopień gołębiości RPP i zmiana funkcji reakcji RPP powodują, że blask tracą inne krajowe publikacje. W piątek opublikowane zostały solidne dane z rynku pracy. W marcu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w skali roku o 3,7%, natomiast wzrost przeciętnego wynagrodzenia wyniósł 6,8%. W ujęciu miesięczny zatrudnienie zwiększyło się o 0,2%, co potwierdza utrzymujący się popyt na pracę. Wydaje się więc, że dopóki Rada nie zobaczy dodatniego wpływu rosnących płac na ceny w gospodarce i jednocześnie utrzymującego się wzrostu gospodarczego, perspektywa utrzymywania stabilnych stóp NBP będzie się przedłużać, wciąż negatywnie oddziałując na notowania złotego.

W tym tygodniu uwaga rynków skupiać będzie się przede wszystkim na posiedzeniu amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Marcowa podwyżka stóp o 25pb wydaje się być już zdyskontowana, stąd ważniejsza dla notowań rynkowych będzie treści komunikatu oraz wyniki dla nowych projekcji makro. Jeśli prognozy Fed pokażą, że obecnie więcej członków FOMC przewiduje cztery podwyżki stóp w 2018r., co jest realne, dolar powinien zacząć wyraźniej umacniać się wobec euro, co z kolei będzie osłabiało złotego i inne walut EM.

W kraju GUS opublikuje dane o sprzedaży detalicznej oraz wskaźniki nastrojów konsumenckich za marzec. Jednakże w świetle powyższych rozważań, oczekiwany 8% r/r wzrost sprzedaży nie będzie miał zapewne dużego wpływ na złotego, który pozostawać będzie pod oczekiwanym jastrzębim Fedem.  Stąd, w najbliższych tygodniach wzrost kursu EURPLN do/powyżej 4,23 jest bardzo prawdopodobny.W tym tygodniu uwagę rynków przyciągać będzie przede wszystkim Fed 2
Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Dokumenty w telefonie – czy to bezpieczne?

Smartfony i tablety otwierają przed nami wiele nowych możliwości, ale jednocześnie przysparzając wiele obaw o bezpieczeństwo znajdujących się na nich plikach. W naszych telefonach przechowujemy różne dokumenty, zaczynając od tych mniej ważnych jak np. notatki, a kończąc na dowodzie osobistym, który od niedawna można mieć w wersji mobilnej dzięki nowej inicjatywie rządowej – mObywatel. Czy gromadzenie cennych informacji na urządzeniach mobilnych jest dobrym rozwiązaniem i w jaki sposób są one zabezpieczane?

mDokumenty, czy warto?

Według badań Fundacji Centrum Badania Opinii Społecznej opublikowanych w sierpniu 2017 r. z telefonów komórkowych korzysta aż 92% Polaków, z czego 57% ze smartfonów.  Bez nich większość z nas nie wyobraża sobie przeżyć nawet jednego dnia. Producenci oferują nam coraz ciekawsze rozwiązania, dzięki czemu nasze urządzenia już od dawna spełniają funkcje małego biura. Przechowywane na nich pliki często zawierają cenne informacje, które mogą zostać wykorzystane przeciwko nam.

Od niedawna Polacy mają możliwość korzystania z mobilnej aplikacji Ministerstwa Cyfryzacji -mObywatel, która pozwala na przechowywanie w formie cyfrowej danych zapisanych w dowodzie osobistym użytkownika. Ponad to osoby korzystające z narzędzia udostępnionego przez rząd mogą potwierdzić swoją tożsamość. W przyszłości będzie także dostępne mobilne prawo jazdy, dowód rejestracyjny i polisa OC.

Oczywiste jest to, że jeżeli nie będziemy musieli posiadać tych dokumentów w portfelu będzie to dla nas dużą wygodą. Jednak należy pamiętać, że telefon komórkowy staje się przez to niebezpieczną puszką Pandory, która – gdy wpadnie w niepowołane ręce – niesie za sobą wiele zagrożeń. Przestępcy mając dostęp do naszych danych osobowych z łatwością zaciągną kredyt lub podszyją się pod osobę, której dane dotyczą– mówi Marcin Kujawa, ODO 24.

Ochrona danych w telefonach

To my decydujemy, jakie informacje zapisujemy na stałe w naszych urządzeniach. Komórka wie o nas tyle, ile jej pozwolimy. Dlatego dbając o swoje bezpieczeństwo powinniśmy się zastanowić, na co wyrażamy zgodę pobierając nową aplikację, czy robiąc zdjęcie np. paszportu zapisując je w galerii bez szyfrowania.

Posiadanie dokumentów w telefonie może być bezpieczniejsze niż przechowywanie ich w wersji tradycyjnej. Dzieje się tak, ponieważ nasze urządzenia oferują dodatkowe funkcje, które je chronią. Począwszy od PIN-u, przez odcisk palca, a kończąc na rozpoznawaniu twarzy. Korzystanie z nich skutecznie minimalizuje utratę danych osobowych, co ciężko jest zrobić w przypadku dokumentów tradycyjnych. Bardziej zaawansowane funkcje poza wyżej wymienionymi to szyfrowanie całego urządzenia bądź poszczególnych aplikacji/folderów, które dodatkowo mogą być chronione osobnym hasłem. Dzięki temu zyskujemy dużą dozę pewności, że przechowywane dokumenty nie trafią w niepowołane ręce w przypadku kradzieży lub zagubienia nośnika.

Reasumując większość nowoczesnych smartfony, niezależnie, od systemu można tak skonfigurować, by ograniczały dostęp do zgromadzonych w nich danych – dodaje Marcin Kujawa, ODO 24. Niestety w rzeczywistości rzadko, który użytkownik się nad tym zastanawia, a jeszcze rzadziej ma czas, by się temu dokładniej przyjrzeć i odpowiednio zabezpieczyć pliki. O ile bezpieczeństwo danych osobowych na naszych prywatnych telefonach komórkowych jest tylko i wyłącznie naszą sprawą, o tyle firmowe sprzęty muszą spełniać wymogi określone w przepisach prawa. Dlatego pracodawca powinien przekazywać do użytku wyłącznie odpowiednio skonfigurowane urządzenia – dodaje.

Waluty surowcowe i rynków wschodzących tracą, dolar zyskuje

Apetyt na ryzyko nie ma się dobrze, kiedy niepewność o przyszłość globalnego handlu miesza się ze strachem przed jastrzębiością Fed. Waluty surowcowe i rynków wschodzących tracą, dolar zyskuje, ale królem jest jen. Dziś pustki w kalendarzu mogą dać chwilę oddechu, ale widoki na poprawę są marne.

Warunki dla sentymentu rynkowego są moim zdaniem następujące; Trump robi dużo, by inwestorom ciężko było wypracować jakikolwiek optymizm ogólnorynkowy. Czy to chodzi o restrykcje w handlu, czy przetasowania w Białym Domu, szczegóły nie mają naprawdę znaczenia. Istotne jest, że sielankowy rajd ryzykownych aktywów podsycany dobrymi danymi się skończył i teraz więcej powodów jest do obaw, czy przyszłość rzeczywiście będzie taka różowa. Pozycje akumulowane od czwartego kwartału 2017 r. zaczynają uwierać inwestorów, a zyski na nich topnieć. Największym przegranym przełomu roku był USD, więc teraz to on zyskuje najwięcej. Stąd nie należy siły dolara czytać jako budowy oczekiwań na jastrzębi Fed, albo dowodu słuszności polityki Trumpa. Pozwolę sobie przemilczeć tą drugą kwestię, natomiast w pierwszym przypadku nie jestem pewien, czy Fed rzeczywiście da wyraźny pro-dolarowy impuls. Rynek liczy na solidne rewizje w górę projekcji stóp procentowych (m.in. dodanie czwartej podwyżki w tym roku do projekcji), ale biorąc pod uwagę neutralne odczyty CPI i płac za luty Fed może chcieć utrzymać elastyczność i nie obiecywać zbyt wiele. Jastrzębi Fed podtrzyma chaos i pogrom ryzykownych walut. Ale jeśli Fed wykaże ostrożne podejście, wcale nie musi być lepiej. Przejściowo USD może tracić, ale stanowisko Fed będzie miało silniejsze konsekwencje dla rynku długu. Przy podwyższonej awersji do ryzyka korekta rajdu rentowności i umacnianie długu tylko wzmocni rynkowe obawy, że globalna gospodarka może nie mieć się tak dobrze, jak dotychczas sądzono, a do tego musi się zmierzyć z wizją wojny handlowej. A skoro inwestorzy mają problemy z wykrzesaniem optymizmu, z łatwością znajdą pretekst do wyprzedaży. Szczególnie, że po posiedzeniu FOMC kolejne kluczowe wydarzenie makro jest dopiero 6 kwietnia (NFP), co daje dwa tygodnie polegania tylko na tweet-ach Trumpa. Straszna wizja.

Innymi słowy pozycjonowanie w USD przed FOMC jest ryzykowne. Brak istotnych wydarzeń w dzisiejszym kalendarzu daje pole do korekcyjnego odreagowania piątkowych ruchów, ale sentyment wciąż pozostaje w trybie risk-off, więc po wejściu Amerykanów rynek może szybko szukać atrakcyjnych poziomów do np. kupna JPY, albo sprzedaży AUD i NZD. Straciłem mój zapał do agitowania na rzecz EUR, gdyż rynek zdaje się zniechęcony po ostatnim komunikacie EBC, a nawis długich pozycji zaczyna być problemem. Przed funtem interesujący tydzień z danymi o CPI, płacach, decyzja BoE i szczytem UE ws. Brexitu. Osobiście sądzę, że ciężko będzie jeszcze bardziej zepsuć klimat wokół negocjacji, co jednocześnie zwiększa szanse na pozytywne niespodzianki. Nie jest to silne przekonanie, ale miejscowo może pozwolić zapomnieć o całym zamieszaniu wokół USD. Rynek złotego natomiast nie zapomni o ryzykach zewnętrznych, szczególnie, że i krajowe czynniki przestały wspierać. Rozczarowanie inflacji i ultra-gołębie nadstawienie RPP czynią złotego podatnego na silniejszy odpływ kapitału, jeśli szeroka wyprzedaż dosięgnie rynki wschodzące.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

OECD pozytywnie ocenia polską gospodarkę

  • 19 marca 2018 r. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) przedstawiła najnowszy raport na temat przeglądu gospodarki Polski.
  • Wskazuje w nim sukcesy naszego kraju w uszczelnianiu systemu podatkowego i ograniczaniu nierównowagi finansów publicznych.
  • OECD co 2 lata ocenia pozycję Polski w różnych obszarach. Tym razem były to: gospodarka, finanse, społeczeństwo, edukacja, zatrudnienie oraz innowacje.

W najnowszym raporcie OECD podkreślono znaczne postępy gospodarcze Polski, które zbliżają ją państw o wyższym poziomie rozwoju. Jednocześnie wskazano na wyzwania, które stoją przed naszym krajem – takie jak poprawa innowacyjności gospodarki, jakość miejsc pracy, poprawa środowiska biznesowego oraz zdrowe finanse publiczne.

Prezentacja raportu na temat przeglądu gospodarki Polski odbyła się 19 marca 2018 r. w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii. Udział w niej wzięli zastępca sekretarza generalnego OECD Mari Kiviniemi, minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz oraz wiceminister finansów Leszek Skiba, który przedstawił komentarz do raportu w kwestiach makroekonomicznych.

Wysokie tempo wzrostu PKB i dobra sytuacja na rynku pracy

Według OECD ostatnie lata w polskiej gospodarce to okres dobrej koniunktury gospodarczej. Potwierdzeniem tego jest wysokie, 4,6 proc. tempo wzrostu gospodarczego w 2017 r. – najwyższe od 2011 r. Towarzyszy temu poprawa sytuacji na rynku pracy, gdzie w ostatnich miesiącach notujemy historycznie najniższe poziomy stopy bezrobocia. Jednocześnie polska gospodarka pozostaje dobrze zrównoważona, inflacja utrzymuje się na niskim poziomie, podobnie jak stan zadłużenia państwa. Stawia to nasz kraj w pozytywnym świetle zarówno w porównaniu do gospodarek rozwiniętych, jak i krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Prognozy gospodarcze na kolejne lata również pozostają optymistyczne. Głównym motorem wzrostu gospodarczego ma pozostać konsumpcja prywatna, ale towarzyszyć jej będzie wzrost eksportu oraz inwestycji.

Skuteczna naprawa systemu podatkowego

Raport OECD wskazuje na sukcesy rządu w uszczelnianiu systemu podatkowego i ograniczaniu nierównowagi finansów publicznych. Poprawa ściągalności podatków jest jednym z kluczowych elementów, które umożliwiają realizację najważniejszego celu rządu: wspierania społecznie sprawiedliwego wzrostu gospodarczego przy jednoczesnym prowadzeniu polityki budżetowej zgodnie z ograniczeniami, które wynikają z prawa krajowego i unijnego.

O raporcie OECD

OECD co 2 lata ocenia pozycję Polski w różnych obszarach społeczno-gospodarczych. Tym razem były to: gospodarka, finanse, społeczeństwo, edukacja, zatrudnienie oraz innowacje. Raporty OECD powszechnie uznaje się za obiektywne i ważne źródło informacji w zakresie sytuacji ekonomicznej i społecznej na świecie.

Polska na mapie inwestorów w UE

Najaktywniejszymi inwestorami w Europie są Finowie – każdy z nich ma w banku depozyt, a co trzeci posiada fundusz inwestycyjny. Swoimi pieniędzmi śmiało obracają też Belgowie. Węgrzy boją się akcji jeszcze bardziej niż Polacy, za to prawie trzy razy wyższy odsetek Węgrów ma fundusz inwestycyjny i obligacje, których w Polsce ma zaledwie 0,8 proc. społeczeństwa.

Najskromniejsze aktywa finansowe w Unii Europejskiej mają Łotysze. Tylko 80 proc. mieszkańców tego kraju posiada depozyt, fundusz inwestycyjny, akcje lub plan emerytalny. Przeciętna wartość kapitału przypadająca na jednego obywatela to zaledwie 400 euro. Na drugim biegunie są Luksemburczycy. Przeciętnie każdy z nich – zgromadził aktywa o wartości 32 tys. euro. Tylko nieznacznie pod względem zamożności ustępują im Belgowie. Tu wartość kapitału przypadająca na przeciętne gospodarstwo domowe wynosi 28,5 tys. euro. W obydwu krajach środki finansowe w mniej lub bardziej płynnej postaci ma odpowiednio 97,1 proc. i 97,7 proc. społeczeństwa.

Z kolei, nigdzie w Europie poduszka finansowa nie ma tak powszechnego charakteru jak w Finlandii, gdzie 100 proc. gospodarstw domowych ma odłożony kapitał o niemałej średniej wartości, bo 9 tys. euro. Najbardziej rozwarstwionym społeczeństwem pod względem zasobności finansowej są natomiast Grecy. Tylko 74,7 proc. gospodarstw domowych ma odłożone wolne środki, a ich przeciętna wartość – 2 tys. euro – jest jedną z najniższych w Europie. Średnia dla strefy euro wynosi 10,6 tys. euro, a kapitałem dysponuje 97,2 proc. mieszkańców tej grupy państw. Jak na tym tle prezentuje się Polska? Obraz jest dość mocno zróżnicowany.

Depozyt albo nic

Aby pokazać jak wyglądają nasze postawy finansowe na tle innych krajów europejskich, Narodowy Bank Polski opracował mapę inwestycji indywidualnych w ramach raportu „Zasobność gospodarstw domowych w Polsce”. Pierwszy wniosek jest taki, że Polak bardzo ostrożnie inwestuje i w ten sam sposób rozporządza swoimi 3,5 tys. euro, gdyż taka jest mediana aktywów finansowych posiadanych przez polskie gospodarstwa domowe. Gros Polaków – 84,9 proc. – trzyma pieniądze na depozytach bankowych. I nie ma w tym nic co by nas wyróżniało na tle Europy, ponieważ lokatę ma na przykład 99 proc. Niemców i 100 proc. Finów. Tyle tylko, że 13,1 proc. niemieckich i aż 27 proc. fińskich gospodarstw domowych równocześnie inwestuje kapitał poprzez fundusze inwestycyjne. U nas odsetek ten wynosi 3,8 proc. Jest co prawda wyższy niż w Irlandii (3,3 proc.) i Portugalii (3 proc.), ale znacząco niższy niż na Węgrzech, gdzie wynosi 7,4 proc.

To tylko fragment portretu polskiego inwestora, który generalnie rysowany jest bardzo konserwatywną kreską. Dla przykładu: odsetek Hiszpanów i Włochów inwestujących w fundusze inwestycyjne jest nieznacznie wyższy niż u nas: odpowiednio 5,7 proc. i 5,9 proc. Włosi są też prawie jak my zdystansowani wobec giełdy: tylko 3,7 proc. gospodarstw domowych posiada akcje. U nas – 2,3 proc. To nie oznacza jednak, że Włosi trzymają się z daleka od innych produktów finansowych niż depozyty (lokaty ma 93 proc. społeczeństwa), ponieważ są europejskimi liderami (jeśli nie liczyć Malty) pod względem zaangażowania kapitałowego na rynku obligacji. Posiada je aż 13 proc. mieszkańców Półwyspu Apenińskiego. Na drugim miejscu są tu Belgowie z odsetkiem 7,8 proc., a dalej Węgrzy – 7,4 proc. W Polsce ten typ papieru kupiło 0,8 proc. gospodarstw domowych. Jeśli pominąć kraje dawnego bloku wschodniego, to z krajów tzw. „starej unii” niższy odsetek obligatariuszy wśród indywidualnych inwestorów występuje tylko w Portugalii.

Jak nie fundusze to akcje

W Hiszpanii w obligacje inwestuje 2,1 proc. gospodarstw i jest to jeden z najniższych wskaźników w krajach euro strefy. Z drugiej strony Hiszpanie są w czołówce UE pod względem zaangażowania przeciętnych obywateli na rynku kapitałowym. 11 proc. społeczeństwa posiada akcje spółek giełdowych. Taki sam odsetek inwestorów indywidualnych jest w Belgii. Najwięcej akcjonariuszy (procentowo) można znaleźć na Cyprze (20,4 proc.), na Malcie (16,4 proc.) i w Irlandii (13 proc.). W akcje inwestuje 11,7 proc. Włochów i 9,6 proc. Niemców. Najmniejsze zaangażowanie na rynku kapitałowym charakteryzuje Węgry, gdzie tylko 1,3 proc. gospodarstw domowych inwestuje w akcje.

W Polsce we wszystkich kategoriach: fundusze, akcje, obligacje, poziom zaangażowania inwestorów indywidualnych jest bardzo niski.

– Wielu Polaków nie zdaje sobie sprawy z istnienia różnych rodzajów instrumentów finansowych i podchodzą do tego tematu bardzo asekuracyjnie. Jak wynika z naszego raportu „Polak Oszczędny. Dlaczego przechodzimy obojętnie obok zysków?” główną barierą wskazywaną przez osoby, które nie inwestują, jest właśnie niewystarczająca wiedza i umiejętności (52 proc.) – tłumaczy Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima. – Co więcej – boimy się. Bez względu na wartość posiadanych oszczędności średnio co piąty badany nie zainwestowałby na rynku finansowym żadnej części swoich oszczędności. Jednocześnie połowa deklaruje, że byłaby gotowa zainwestować maksymalnie 20 proc. odłożonej kwoty – dodaje.

Polskę na tle Europy wyróżnia jedno: udział w dobrowolnych programach emerytalnych. Według NBP 57 proc. gospodarstw domowych odkłada z własnej woli na starość i jest to najwyższy odsetek w UE. Za nami są Niemcy (46,3 proc.), Belgowie ( 44,4 proc.) i Francuzi (38,5 proc.). Niestety zła wiadomość jest taka, że mediana środków zgromadzonych w funduszach emerytalnych w Polsce wynosi zaledwie 0,8 tys. euro i jest to najniższa wartość w UE.

Polska numerem jeden pod względem liczby oraz wartości fuzji i przejęć w regionie CSE w 2017 roku

Jak wynika z badania „Barometr transakcji fuzji i przejęć EY” Polska była najbardziej aktywnym krajem w zakresie liczby fuzji i przejęć w regionie Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w 2017 roku. W sumie zawarto tu 265 transakcji, czyli o ponad 1/5 więcej niż przed rokiem. Wyprzedziliśmy tym samym Czechy, które do tej pory były regionalnym liderem. W całym regonie zawarto w sumie 1132 transakcje na łączną kwotę 50,9 mld dolarów.

Liczba transakcji w regionie była niższa o 2,8% w porównaniu z 2016 rokiem. Sześć krajów: Bułgaria, Polska, Rumunia, Serbia, Słowenia i Węgry zanotowały wzrost aktywności w ujęciu rocznym. Duży spadek z kolei zanotowała Turcja o ponad 1/3.

Według danych EY, Polska była liderem w regionie. – Tak dobry wynik Polski zawdzięczamy przede wszystkim aktywności funduszy private equity, które nie tylko sprzedawały swoje inwestycje portfelowe, ale także inwestowały środki z nowych funduszy – mówi Damian Łoziński.

Na drugim miejscu pod względem liczby transakcji były Czechy z 246 transakcjami, a na trzecim miejscu znalazła się Turcja, w której sfinalizowano 171 transakcji. – Ciężko doszukiwać się pojedynczej przyczyny, z której wynikało niższe zainteresowanie Turcją. Na tym etapie można stwierdzić, że transakcje były najzwyczajniej odzwierciedleniem siły i dojrzałości tych gospodarek względem Polski – mówi Damian Łoziński.

Łączna kwota transakcji w regionie Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w 2017 roku wyniosła 50,9 mld zł i była o 6,6% wyższa niż przed rokiem. To przede wszystkim efekt wzrostu średniej wartości transakcji. Pierwsze miejsce także należało do Polski. Łączna wartość zawartych tu transakcji wyniosła 13,9 mld dolarów. Drugie i trzecie miejsce należało odpowiednio do Czech (11,5 mld dolarów) i Turcji (7,7 mld dolarów).

Za zdecydowaną większością transakcji stali inwestorzy strategiczni, którzy odpowiadali za blisko 2/3 transakcji w regionie. W Polsce ten odsetek wyniósł 70%. Inwestorzy finansowi stanowili 30%.

Transakcje, w których kupujący i sprzedający pochodzą z tego samego kraju, czyli wewnętrzne fuzje i przejęcia w regionie stanowiły niecałą połowę (47%) zawartych umów. W Polsce, co druga transakcja była wewnętrzna. W Czechach i Polsce było najwięcej fuzji i przejęć dokonanych przez lokalne spółki za granicą – odpowiednio 59 i 33 transakcje.

Najbardziej aktywnymi inwestorami w regionie byli Amerykanie, którzy zamknęli w sumie 56 transakcji. Na kolejnych miejscach znalazły się Niemcy i Wielka Brytania. W Polsce po 18 transakcji zawarli Niemcy i Amerykanie, 12 Francuzi.

Według ekspertów EY, w 2018 r. wzrośnie liczba międzynarodowych transakcji w Europie i poza nią, zwłaszcza, że większość firm planuje fuzje i przejęcia poza swoimi narodowymi granicami1.

Nieruchomości (161), przemysł (135) i IT (126) – to sektory, które cieszyły się największym zainteresowaniem inwestorów. W Polsce największy ruch odnotowano w sektorze nieruchomości.największe przejęcia

– Najbardziej spektakularną transakcją w Polsce była umowa przedwstępna nabycia portfela 28 nieruchomości przez Chariot Top Group – spółkę współzarządzaną przez Griffin Real Estate. Jej wartość wyniosła 1,13 mld dolarów. Na drugim miejscu znalazła się transakcja przejęcia aktywów Electricite de France przez PGE, natomiast podium uzupełnia nabycie Żabki przez fundusz CVC – mówi Damian Łoziński.

– Z analizy EY wynika, że na świecie w 2018 roku liczba fuzji i przejęć (M&A) może się zwiększyć, ponieważ wiele globalnych przedsiębiorstw traktuje je, jako szansę na dalszy rozwój. Apetyt na transakcje rośnie i większość prezesów globalnych przedsiębiorstw szuka firm, które mogliby przejąć, a łatwy dostęp do finansowania oraz cyfrowa transformacja jest jednym z głównych powodów fuzji i przejęć2 – uważa Bartłomiej Smolarek.

1, 2 Globalny Barometr Zaufania Kapitałowego, EY, Październik 2017, 56% respondentów zakłada nabycie innej firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

PPE, PPK, a może coś jeszcze? Możliwe przyszłe rozwiązania dla pracodawców

Skierowanie projektu ustawy o PPK do konsultacji społecznych spowodowało wzmożone zainteresowanie tematyką emerytalną nie tylko wśród ekspertów, ale przede wszystkim wśród pracodawców. PPE czy PPK – to jeden z najgorętszych ostatnio tematów. Z uwagi na projektowany harmonogram wejścia w życie nowych przepisów jako pierwsi będą podejmować decyzję najwięksi pracodawcy i w praktyce to oni „przetrą szlaki” dla mniejszych firm, które zapewne z uwagą będą śledzić praktykę rynkową i wyciągać wnioski dla siebie.

Tymczasem na polskim rynku obok PPE od lat funkcjonują tzw. plany pozaustawowe zwane czasem planami IV filara, które wymykają się jednak statystykom. Nie wiadomo ile takich planów funkcjonuje – w odróżnieniu od PPE nie istnieje bowiem ich żadna centralna ewidencja. Jaka była geneza ich powstania ? Otóż w ostatnich kilkunastu latach wiele podmiotów chciało zaoferować swoim pracownikom benefit jakim jest grupowy plan oszczędnościowy, ale bez konieczności ścisłego stosowania przepisów ustawy o PPE. Niektórzy pracodawcy – zwłaszcza ci międzynarodowi – często twierdzili, że ustawa o PPE jest mało elastyczna i uniemożliwia im wprowadzenie w Polsce benefitu emerytalnego podobnego do rozwiązań oferowanych przez nich w innych krajach. Często krytykowano przepisy, które uniemożliwiały wprowadzenie współfinansowania składek przez pracodawcę i pracownika. Kontestowano też regulacje dotyczące wycofania środków z PPE – zwłaszcza jeśli pracownik z jakiś powodów nie chciał lub nie mógł dalej w PPE uczestniczyć. Odpowiedzią na te oczekiwania była oferta tzw. IV filara – produkty te były różnie przez różne instytucje finansowe nazywane – ale łączyła je jedna generalna zasada: to pracodawca ustalał „reguły gry” takie jak kryterium uczestnictwa w planie, wysokość i sposób finansowania składek czy warunki wypłaty. Wprawdzie – w odróżnieniu od PPE – rozwiązania te nie korzystają z ulg w składkach na ubezpieczenie społeczne, a wypracowany zysk objęty jest 19% podatkiem od dochodów kapitałowych – ale niewątpliwie pełniej są dostosowane do preferencji wielu pracodawców niż PPE jako, że są to de facto produkty szyte na miarę. Z czasem pracodawcy zaczęli doceniać możliwości jakie daje IKZE i IKE, oferując pracownikom grupową wersję tych rozwiązań, wspófinansowaną przez pracodawcę, ale dającą korzyści podatkowe samym oszczędzającym.

Z punktu widzenia nowego systemu emerytalnego owe plany pozaustawowe nie zwolnią z obowiązku wprowadzenia PPK. Należy więc przeanalizować oferowane benefity i wypracować optymalne dla danej firmy rozwiązanie.

Jeśli uznać, że prowadzenie planu emerytalnego ma być elementem wyróżniającym pracodawcę  – to warto sobie uświadomić, że standardowe PPK bez składek dodatkowych – jako rozwiązanie obowiązkowe – takiej funkcji nie spełni.

Warto więc zastanowić się, czy wprowadzić PPK zamiast czy też obok dotychczasowego planu. A jeśli PPK miałby zastąpić obecny plan – to może warto pokusić się o PPK ze składką dodatkową? Jeśli natomiast PPK miałby być prowadzony obok dotychczasowego planu – może należałoby w nim obniżyć składkę tak, aby pracodawca miał zapewnione środki na finansowanie obu rozwiązań?

A może jednak rozważyć ponownie koncepcję PPE ? Należy jednak pamiętać, że nie ma mechanizmu przekształcenia i w konsekwencji przeniesienia środków z dotychczasowego planu nie-PPE do PPE, co w praktyce oznaczać może albo pozostawienie dotychczasowego planu w formie bezskładkowej albo jego likwidację (i postawienie środków do dyspozycji uczestników już teraz – co może kłócić się z długofalowym celem emerytalnym). Spotkałam się z opinią, że jeśli plan pozaustawowy opiera się o IKE – to istnieje przecież mechanizm wypłaty transferowej z IKE do PPE. I jest to racja – tyle że decyzja o wypłacie transferowej jest dobrowolną decyzją uczestnika – zatem pracodawca nie może go do złożenia takiej dyspozycji w żaden sposób zmusić.

To tylko niektóre z dylematów, przed którymi mogą stanąć pracodawcy. Dlatego gorąco namawiam przedsiębiorstwa oferujące tego typu rozwiązania do dokładnej analizy umów i regulaminów, na podstawie których funkcjonują ich obecne rozwiązania.

Po diagnozie i wyborze dalszej drogi postępowania ważne też będzie zaplanowanie odpowiedniej komunikacji do pracowników – aby zrozumieli istotę czekających ich zmian.

Agnieszka Łukawska, Dyrektor ds. programów emerytalnych Skarbiec TFI S.A., Ekspert Instytutu Emerytalnego

Pracownicze Plany Kapitałowe będą miały pozytywny wpływ na sytuację finansową przyszłych emerytów

Wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) może istotnie zwiększyć stopy zastąpienia przyszłych emerytur, nawet o 16%. Z kolei dla budżetu państwa planowana reforma w długookresowej perspektywie może okazać się neutralna ze względu na większe wpływy podatkowe i ograniczenie obciążeń związanych ze świadczeniami socjalnymi – wynika z analizy firmy doradczej PwC „Program Budowy Kapitału a przyszłe emerytury i rozwój polskiej gospodarki”.

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) stanowią najważniejszy filar Programu Budowy Kapitału, będącego częścią Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Jest to propozycja nowego, powszechnego mechanizmu gromadzenia środków emerytalnych w ramach II filaru systemu emerytalnego, na który mieliby składać się zarówno pracownicy, pracodawcy, jak i budżet państwa. PPK mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2019 roku. Programy zbliżone konstrukcyjnie do PPK z powodzeniem funkcjonują już od dawna w wielu państwach świata, m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii czy Kanadzie.

Projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych ma potencjał wnieść nową jakość do polskiego systemu emerytalnego i zwiększyć stopy zastąpienia przyszłych emerytur. Od dotychczasowych rozwiązań PPK różnią się przede wszystkim realnym zaangażowaniem Skarbu Państwa oraz automatycznym zapisem. Należy pamiętać również o prywatnym charakterze środków gromadzonych w ramach PPK, o którym mówi rząd, i wyraźnie zaznaczyć to w projekcie ustawy. Wszystkie te kwestie powinny okazać się kluczowe dla popularności nowego mechanizmu. Na etapie konsultacji Projektu warto pomyśleć o dodaniu mechanizmów, takich jak zapewnienie możliwie szerokiej konkurencji rynkowej pomiędzy podmiotami oferującymi PPK, które mogą zwiększyć efektywność nowej formy oszczędzania” – mówi Katarzyna Urbańska, wicedyrektor ds. regulacji usług finansowych w PwC.

Jak podkreślają eksperci PwC konstrukcja PPK zakłada automatyczny zapis wszystkich pracowników w wieku pomiędzy 19 a 55 rokiem życia (starsi do 70. roku życia mogą podjąć dobrowolną decyzję o partycypacji) z możliwością rezygnacji z udziału. Składka pracownika ma wynieść od 2% do 4% wynagrodzenia, a kolejne 1,5% do 4% będzie dokładał pracodawca. W efekcie składka podstawowa na PPK bez udziału państwa wyniesie 3,5% wynagrodzenia brutto, a w zależności od woli pracownika i pracodawcy może zostać zwiększona do 8%.

Skarb Państwa partycypuje w PPK poprzez coroczne dopłaty w wysokości 240 zł, co odpowiada około 0,5% średniego wynagrodzenia w polskiej gospodarce w roku 2017 r. (ok. 4 000 zł). Oznacza to, że realna składka na PPK dla osoby zarabiającej średnie wynagrodzenie może wynosić od 4 do 8,5% wynagrodzenia. Dodatkowo, zgodnie z przedstawionym projektem do końca 2020 roku będą również wypłacane tzw. składki powitalne równe 250 zł.

Zgodnie z projektem PPK mają być dostępne dla wszystkich osób objętych systemem emerytalnym, także tych, które są zatrudnione na podstawie umowy zlecenia, ale płacącą składki emerytalne. Wdrożenie zmian zostało podzielone na etapy, kolejni przedsiębiorcy będą obejmowani reformą stopniowo, aby zagwarantować im odpowiedni czas na przygotowanie. W dalszej kolejności reforma ma objąć również pracowników administracji publicznej.

PPK z punktu widzenia pracodawców

Pomimo że pracodawcy będą zobligowani do płacenia składki w wysokości 1,5% wynagrodzenia pracownika, w długim okresie mogą liczyć na ponadprzeciętne zwiększenie popytu wśród emerytów, wynikające ze wzrostu ich zamożności oraz zwiększenie puli dostępnego kapitału, co może przełożyć się na szybszy wzrost, podniesienie stopy inwestycji i ogólną poprawę kondycji polskich przedsiębiorców.

W pierwszym roku funkcjonowania PPK całkowity koszt wynikający z reformy systemu emerytalnego dla pracodawców może wynieść od 1 977 mln zł do nawet 5 273 mln zł w zależności od średniej składki. Na te finalne wartości składa się nie tylko koszt składek wpłacanych przez pracodawców na PPK, ale również korzyść wynikająca z obniżenia podatku dochodowego płaconego przez pracodawców w związku z zaliczeniem składek pracodawców do kosztów uzyskania przychodów. Obecnie reforma nie przewiduje jednak żadnych bodźców, które skłaniałyby pracodawców do płacenia w ramach PPK maksymalnej składki (4%).

Wpływ PPK na rynek kapitałowy

Wpływ reformy na rynek kapitałowy będzie widoczny przede wszystkim pod postacią nowych środków, które będą gromadzone w ramach PPK i które trafią na rynek kapitałowy. Ze względu na fakt, że w ramach PPK oszczędzane będą pieniądze polskich pracowników, środki te przyczynią się do zwiększenia udziału źródeł krajowych w finansowaniu inwestycji, a to oznacza zwiększenie stabilności rynku finansowego.

Jak wspomniano wyżej, obowiązki związane z PPK nie obejmą jednocześnie wszystkich przedsiębiorców, dlatego należy oczekiwać skokowego wzrostu partycypacji w lipcu 2019 r. (wówczas PPK obejmą 1,5 mln pracowników firm zatrudniających od 50 do 250 pracowników). Jeszcze wyraźniejszy skok partycypacji będzie obserwowany w styczniu i lipcu 2020 roku, gdy reformą zostaną objęci również mniejsi przedsiębiorcy i jednostki sektora publicznego.

Ostateczny wpływ PPK na rynek kapitałowy będzie zależał nie tylko od partycypacji, ale również od polityki inwestycyjnej, jaką będą prowadziły podmioty zarządzające. Środki gromadzone w ramach PPK będą mogły być inwestowane w aktywa denominowane w walutach innych niż złotówki tylko w 30%. Instytucje finansowe oferujące PPK będą musiały oferować cztery warianty inwestycyjne dostosowane do wieku uczestnika (tzw. fundusze zdefiniowanej daty).

Zarządzanie PPK przez podmioty rynkowe, rola Polskiego Funduszu Rozwoju

Projekt PPK przewiduje dopuszczenie do oferowania PPK przez TFI, które spełnią określone kryteria. Jednak zdaniem ekspertów PwC ograniczenie podmiotów oferujących PPK tylko do TFI nie jest dobrym rozwiązaniem. Według obecnych zapisów PPK nie będą mogły być zarządzane przez Powszechne Towarzystwa Emerytalne (PTE), mimo tego, że są one podmiotami, które mają największe na rynku doświadczenie w zarządzaniu dużymi środkami finansowymi oszczędzanymi przez znaczną część społeczeństwa z myślą o świadczeniach emerytalnych.

Autorzy analizy zwracają także uwagę na zapisaną w projekcie kluczową rolę Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR). Ma on m.in. czuwać nad listą osób uprawnionych do uzyskania dopłaty rocznej. Dodatkowo, będzie odpowiadał także za portal PPK i decydował o tzw. wyznaczonej instytucji finansowej, do której trafią składki osób, dla których pracodawca nie wybrał dostawcy PPK. PFR będzie również prowadził ewidencję PPK.

O raporcie „Program Budowy Kapitału a przyszłe emerytury i rozwój polskiej gospodarki. Ocena skutków planowanej reformy emerytalnej

Raport został przygotowany przez PwC na zlecenie i we współpracy z Izbą Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych.

Prognozy wypłat emerytalnych oraz stóp zastąpienia zostały przygotowane w oparciu o kilkadziesiąt scenariuszy różniących się sytuacją pracowników w momencie wejścia w życie reformy, ich wynagrodzeniem, wiekiem i płcią, jak również wymiarem składek odprowadzanych przez pracownika i pracodawcę w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych.  Przyjęty na potrzeby analizy wiek emerytalny wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat w przypadku mężczyzn. Liczba

Stopa zastąpienia została obliczona jako stosunek sumy wypłat pochodzących z I filara systemu emerytalnego i PPK oraz ostatniego wynagrodzenia wypłaconego przed osiągnięciem wieku emerytalnego.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na AUDUSD oraz GOLD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowymTabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według ostatniego raportu Commitments of Traders najciekawiej przedstawia się dolar australijski oraz złoto.

AUDUSD – dalsza wyprzedaż dolara australijskiego przez fundusze lewarowane

W poprzednim tygodniu na kontraktach terminowych kapitał lewarowany po raz kolejny powiększył swoją krótką pozycję w dolarze australijskim. Oprócz tego zobaczyliśmy spory odpływ kapitału po długiej stronie rynku, co tworzy prawdziwie niedźwiedzi scenariusz. Kapitał lewarowany otworzył 1 868 pozycji krótkich oraz zamknął ponad 12 000 kontraktów terminowych opiewających na długą pozycję. Tak dużej redukcji pozycji netto nie widzieliśmy już od kilku miesięcy, zatem na chwile obecną większe prawdopodobieństwo leży po stronie dalszej wyprzedaży dolara australijskiego w stosunku do dolara amerykańskiego.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Scenariusz spadkowy potwierdzony jest przez analizę techniczną. W ostatni dzień sesji poprzedniego tygodnia sprzedający udało się pokonać ostatnie minimum z początku marca, co potwierdziło kierunek ostatniej wyprzedaży. Aktualnym celem sprzedających jest prawdopodobnie długoterminowa linia trendu wzrostowego. Jeżeli linia trendu nie zostanie obroniona, to notowania mogą zacząć zmierzać w stronę poziomu 0.75, gdzie wypada minimum z grudnia 2017 roku.

Notowania AUDUSD, interwał dzienny

Notowania AUDUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Dodatkowym aspektem wspierającym dalszą wyprzedaż na AUDUSD jest zachowanie zarządzających na rynku złota. Jak wiemy, siła dolara amerykańskiego uzależniona jest od metali przemysłowych oraz szlachetnych.

Złoto – zarządzający stawiają na spadki

Już od siedmiu tygodni za kontraktach terminowych zarządzający redukują ilość długich pozycji w portfelu inwestycyjnym. Tym razem pozycja długa została zredukowana o 10 155 kontraktów terminowych, co więcej zarządzający dołożyli do portfela 4 686 krótkich pozycji. Dzięki temu została stworzona baza pod kontynuację ostatniej wyprzedaży na rynku złota.

Pozycje zarządzających, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Według analizy technicznej scenariusz spadkowy nie został jeszcze potwierdzony, jednakże kilkutygodniowa konsolidacja kursu w okolicy wsparcia 1308-1316 wskazuje na duże prawdopodobieństwo jego przerwania. Gdyby stronie sprzedającej udało się pokonać wcześniej wspomniane wsparcie, to ich celem stanie się linia trendu wzrostowego. W okolicy linii trendu znajduje się również wsparcie 1266, co powinno zatrzymać wyprzedaż.

Notowania złota, interwał dzienny

Notowania złota, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Dobra kondycja firm produkcyjno-przemysłowych. Co czwarta chce w tym roku inwestować w rozwój działalności

63 proc. właścicieli mikro, małych i średnich przedsiębiorstw zajmujących się produkcją lub przemysłem oceniło, że sytuacja finansowa ich firmy jest na bardzo dobrym lub dobrym poziomie (odpowiednio 11 proc. i 52 proc.). Jednym z najważniejszych zadań jakie stawiają przed sobą przedstawiciele tego sektora dotyczy zwiększenia skali działania.

Polskie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa są w najlepszej kondycji od trzech lat. Ponad 67 proc. ich właścicieli pozytywnie oceniło sytuację finansową swojej firmy, a 35 proc. przewiduje, że do końca br. sytuacja jeszcze się polepszy. W branży produkcyjno-przemysłowej nastroje są również optymistyczne. Zadowolonych z sytuacji finansowej firmy jest 63 proc. przedsiębiorców. Na umiarkowaną koniunkturę (ani dobrą, ani złą) wskazało 36 proc. właścicieli działających w tym sektorze. Co ważne, żaden przedstawiciel tej branży nie określił kondycji firmy na złym lub bardzo złym poziomie – wynika z badania Diners Club Polska.

– W produkcji i przemyśle duży optymizm widoczny jest także w odniesieniu do przyszłości. Ponad 60 proc. przedsiębiorców sądzi, że ten rok przyniesie jeszcze lepsze wyniki finansowe. Co trzeci (27 proc.) spodziewa się natomiast, że kondycja firmy pozostanie bez zmian – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

Nowi klienci i więcej inwestycji

Największa liczba przedsiębiorców z branży produkcyjno-przemysłowej (45 proc.) uznała, że najważniejszym zadaniem dla nich na ten rok jest pozyskanie nowych klientów. Co czwarty właściciel natomiast (24 proc.) chce przede wszystkim skupić się na inwestycjach pozwalających zwiększyć skalę działania. Wśród badanych branż (usługowej, handlowej, rolniczej, produkcyjno-przemysłowej), to właśnie w tej ostatniej najwięcej firm chce rozszerzać swoją działalność.

– MŚP produkcyjno-przemysłowe dużą wagą przykładają także do utrzymania obecnych klientów – za główny cel uznało to 17 proc. badanych przedsiębiorców. Natomiast co 10. zamierza w tym roku skupić się przede wszystkim na oszczędzaniu. Redukcja kosztów nie oznacza jednak zwolnień. 42 proc. firm z  tego sektora planuje zwiększyć zatrudnienie, a tylko 5 proc. właścicieli przyznało się do zamiaru redukcji etatów – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

Mniej podróży służbowych w branży

Jeden z obszarów, w którym firmy zamierzają ciąć koszty to delegacje. Spośród polskich MŚP najwięcej podróży służbowych odbywa się właśnie w branży produkcyjno-przemysłowej. Organizuje je 43 proc. firm – to i tak o 20 punktów procentowych mniej niż w 2015 r. Większość pracowników wyjazd musi zorganizować samodzielnie, ale podczas delegacji do dyspozycji ma samochód firmowy (86 proc.) a  czasem nawet służbową kartę (20 proc.).

Ponad połowa właścicieli (53 proc.) z branży przemysłowo-produkcyjnej przyznała, że w ich firmie wyjazdy służbowe zdarzają się rzadziej niż raz w miesiącu. 22 proc. natomiast zadeklarowała, że organizuje je od 2 do 3 razy w miesiącu. Większość wyjazdów (80 proc.) trwa jeden, maksymalnie dwa dni.

Pracownicy firm przemysłowo-produkcyjnych mogą spodziewać się, że podczas wyjazdu służbowego do dyspozycji dostaną samochód firmowy. Dużo mniej, bo 11 proc. korzysta z auta prywatnego, a  jeszcze rzadziej podróżuje się w tej branży samolotem (2,2 proc.).

– Już co piąta firma produkcyjno-przemysłowa (20 proc.) w podróży korzysta z karty firmowej. Jednak dalej najpopularniejszą formą płatności pozostaje gotówka – dodaje Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

Ponad 50 proc. właścicieli firm produkcyjno-przemysłowych przyznało, że podczas delegacji oferuje pracownikom zaliczkę, z której ci następnie się rozliczają. Nieco mniej, bo 20 proc. koszty podróży opłaca z własnych pieniędzy, które potem refunduje im pracodawca. W większości firm, zarówno produkcyjno-przemysłowych, jak i z innych branż, organizacją wyjazdu służbowego zajmują się samodzielnie delegaci.

– Dla pracownika oznacza to dodatkowy, czasochłonny obowiązek, który w efekcie kończy się przepłaconym wyjazdem, za który oczywiście musi zapłacić właściciel. Tymczasem wdrożenie nawet drobnych zmian może znacznie obniżyć koszty takiego wyjazdu. Na przykład stosowanie kart firmowych, gwarantuje większą przejrzystość transakcji i wygodę ich rozliczania. Dodatkowo, niektóre karty, np. te w ofercie Diners Club, już w swoim standardzie posiadają ubezpieczenie w podróży zagranicznej, którym objęty jest jej posiadacz oraz podróżujący wraz z nim współpracownicy. Dzięki temu, nie trzeba martwić się o zakup dodatkowych polis – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) na zlecenie Diners Club Polska we wrześniu 2017 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski, metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc. poziom ufności 0,95.

Przewidywany wzrost PKB w 2018 roku na poziomie 4,3%

Na sytuację w kraju dla polskich przedsiębiorców wpływają dwa elementy. Pierwszym jest bardzo sprzyjające otoczenie makroekonomiczne. Firmy korzystają z tego, że konsumenci kupują coraz więcej towarówPozytywnie wpływa także dobra koniunktura na Zachodzie – kwitnie polski eksport. Czynniki te przekładają się na wzrost naszego PKB. Zgodnie z prognozami Coface wzrost PKB wyniesie w 2018 roku 4,3 proc. To mniej niż w ubiegłym roku, ale nadal stanowi bardzo dobry wynik.

– Trzeba pamiętać również o czynnikach ryzykach ograniczających działania przedsiębiorców. Należy do nich rynek pracy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Jarosław Jaworski, prezes Coface – Dość mocno obniżająca się w ostatnich latach stopa bezrobocia powoduje bardzo mocny impuls wzrostu wynagrodzeń. To pozytywna zmiana dla pracowników, jednak powoduje zwiększenie kosztów dla pracodawców. Niemożność zatrudnienia pracowników i rosnąca liczba wolnych etatów wywołuje duże ograniczenia dla firm. Rośnie ryzyko w ramach realizacji kontraktów. Dzieje się tak w branży budowlanej. W perspektywie kolejnych lat i ważnych inwestycji infrastrukturalnych może to powodować spore zagrożenie. Oprócz tego na niekorzyść pracodawców działają pojawiające się w szybkim tempie zmiany w polskim prawie. Nie sprzyja to podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Podobny wpływ mają także reformy w systemie podatkowym, np. zmiana w ustawie VAT dotycząca tzw. płatności podzielonej (ang. split payment), która wejdzie w życie od 1 lipca 2018 roku. Wywołuje to niepewność wśród przedsiębiorców. Podobne skutki przynoszą ostatnie regulacje, jak np. wprowadzenie odwrotnego VAT w 2017 roku dla przedsiębiorstw budowalnych, co bezwzględnie zmniejszyło ich płynność finansową – dodał Jaworski.

Google od czerwca zablokuje reklamowanie kryptowalut. W 2017 roku usunięto 130 mln takich reklam

Google od czerwca zablokuje reklamowanie kryptowalut. W 2017 roku usunięto 130 mln takich reklam 1

W ubiegłym roku z platformy Google usunięto 3,2 mld reklam – dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Z tego ok. 130 mln stanowiły reklamy, które pozwalały przestępcom na kopanie kryptowalut przy wykorzystaniu mocy obliczeniowej komputera ofiary. Od czerwca 2018 roku firma Google, podobnie jak Facebook, zakaże reklam kryptowalut. To dziedzina, która ma przyszłość, ale wymaga ucywilizowania i uregulowania. Dopiero wtedy będzie można ją rozwijać i znów reklamować – tłumaczy Artur Waliszewski, dyrektor Google Polska.

 Ostatnio wprowadziliśmy nowe zasady reklamowe, które dotyczą pewnego spektrum produktów związanych z inwestowaniem. Część z nich to produkty, które rzeczywiście uważamy, że były szkodliwe dla użytkowników i zakazaliśmy reklamowania ich w naszych produktach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Artur Waliszewski, dyrektor Google Polska.

Firma Google od czerwca 2018 roku zakaże reklam związanych z kryptowalutami. Zmiana dotknie wszystkie platformy Google’a, w tym wyszukiwarkę, YouTube czy Gmail. Koncern tłumaczy, że ma to chronić nieświadomych konsumentów przed stratami. Nie tylko dlatego, że kryptowaluty ostatnio bardzo straciły na wartości. Najpopularniejszy bitcoin w ciągu roku wzrósł o 630 proc. i dobijał już do granicy 20 tys. dol., by w lutym spaść do granicy ok. 6 tys. dol. Wraz z bitcoinem w dół poszły inne kryptowaluty, takie jak ethereum, litecoin czy ripple. Powodem zakazu reklam są też względy bezpieczeństwa. Część reklam, które pojawiały się na stronach Google’a, prowadziła do stron, które umożliwiały przestępcom na wykorzystanie mocy obliczeniowych komputera ofiary do kopania kryptowalut.

Z raportu Google’a „Trust & Safety in Ads” wynika, że w 2017 roku usunięto 3,2 mld reklam (przy 1,7 mld rok wcześniej), w tym 79 mln przekierowujących do stron zainfekowanych złośliwym oprogramowaniem i 66 mln instalujących wirusy. Usunięto też 130 mln reklam, które pozwalały przestępcom wykorzystywać moce obliczeniowe cudzych komputerów i w ten sposób kopać kryptowaluty.

– Kryptowaluty co do zasady są bardzo ciekawą technologią, która – jak sądzimy – ma przed sobą dużą przyszłość. Powstało jednak bardzo dużo różnych modeli biznesowych opartych na kryptowalutach, które były zbyt szkodliwe dla użytkowników. To obszar nieuregulowany, w związku z czym zdecydowaliśmy, że musimy również tego typu reklamy wstrzymać na naszych produktach – tłumaczy Artur Waliszewski.

Kryptowaluty biją wśród inwestorów rekordy popularności. Według aktualnych danych CoinMarketCap łączna kapitalizacja rynku przekracza w tej chwili 283 mld dol. Bitcoin (BTC), najpopularniejsza spośród zarejestrowanych kryptowalut, odpowiada za lwią część tego rynku. Jej obecny kurs to nieco ponad 7,5 tys. dol. Coraz częściej pojawiają się jednak głosy, w tym takich ekspertów, jak choćby „Wilka z Wall Street”, czyli Jordana Belforta, że rynek kryptowalut wykazuje wszystkie cechy bańki spekulacyjnej.

– Kryptowaluty to było coś, co pod koniec zeszłego roku i na początku tego roku było bardzo popularne. Wiele osób uważało, że powstała bardzo poważna bańka na tych produktach. Powstały też różne modele biznesowe wątpliwe etycznie i wielu użytkowników poniosło na tym spore straty – wskazuje dyrektor Google Polska.

Google, zakazując reklam, idzie w ślady Facebooka i Instagrama, którzy również wprowadziły zakaz reklamowania produktów i usług finansowych, które wiążą się z nieuczciwymi praktykami. Zakaz ma obejmować reklamy m.in. kryptowalut i opcji binarnych, firm oferujących portfele kryptowalut, porad dla osób inwestujących oraz giełd kryptowalut.

– Kryptowaluty mają przyszłość, ale wymagają uregulowania. Dopiero wtedy będzie można ten temat bardziej rozwijać i może kiedyś znowu reklamować – mówi Artur Waliszewski.

Przyspiesza cyfryzacja polskich szkół. Już w tym roku dwa tysiące placówek zostanie podłączonych do szerokopasmowego internetu

Przyspiesza cyfryzacja polskich szkół. Już w tym roku dwa tysiące placówek zostanie podłączonych do szerokopasmowego internetu 2

W ramach Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej do końca 2020 roku ponad 30,5 tys. szkół w całej Polsce zostanie podłączonych do szybkiego internetu o przepustowości minimum 100 Mb/s. Pierwsze dwa tysiące placówek będzie korzystać z niego jeszcze w tym roku. Cyfryzacja polskich szkół nabiera rozpędu również dzięki zakrojonym na szeroką skalę projektom wyposażania ich w najnowszy sprzęt, szkoleniom nauczycieli i lekcjom programowania, na które przeznaczono już blisko 130 mln zł. 

Projekt OSE, którego celem jest dostarczenie do wszystkich szkół w Polsce szerokopasmowego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mbps, wchodzi z fazy projektowej w fazę realizacji. W tym roku zamierzamy przyłączyć ponad dwa tysiące szkół do działającej sieci, budowanej na bazie istniejącej infrastruktury telekomunikacyjnej. To pierwszy krok do tego, aby z końcem 2020 roku prawie 100 proc. szkół korzystało z bezpłatnego, bezpiecznego internetu oraz z całej reszty usług, które będą temu towarzyszyć – mówi agencji Newseria Biznes Marek Zagórski, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

OSE będzie publiczną siecią telekomunikacyjną, a odpowiedzialny za jej wdrożenie, uruchomienie i utrzymanie jest Państwowy Instytut Badawczy NASK. Zapewni on również system bezpieczeństwa oraz treści edukacyjne dla szkół, przydatne w kształceniu umiejętności cyfrowych. W 2018 roku planowane jest podłączenie do OSE 1,5 tys. lokalizacji, które w sumie dają liczbę 2,3 tys. szkół.

– Harmonogram przewiduje, że proces przyłączania pierwszych szkół będzie trwał od września do końca roku – dodaje Marek Zagórski.

W kolejnym roku do sieci dołączy kolejne 12 tys. placówek. NASK ogłosił właśnie przetarg na transmisję danych obejmującą blisko 4,7 tys. lokalizacji budynków oświatowych, czyli 92 proc. szkół z województw lubuskiego, wielkopolskiego, łódzkiego, warmińsko-mazurskiego, świętokrzyskiego oraz podlaskiego.

W ramach przetargu sześć województw zostało podzielonych na obszary, w których znajduje się po około 40 szkół, ale jest to liczba uśredniona, bo poszczególne obszary mają różne wielkości. Teraz oczekujemy, że operatorzy złożą swoje oferty. Spodziewamy się, że w oparciu o ten przetarg zrealizujemy nie tylko tegoroczne zobowiązania, lecz także część przyszłorocznych, czyli dodatkowo 3,2 tys. lokalizacji – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor instytutu badawczego NASK.

Według danych MEN obecnie tylko 10 proc. szkół i placówek oświatowych ma dostęp do internetu o takich parametrach, które umożliwiają wykorzystywanie go do nauki i prowadzenia lekcji. Natomiast 40 proc. jednostek oświatowych korzysta z dostępu do internetu o przepustowościach nieprzekraczających 10 Mbps. Jedna czwarta polskich uczniów nie ma możliwości korzystania z internetu nawet na lekcjach informatyki.

Resort edukacji podkreśla, że różnice w dostępie do szerokopasmowego internetu są zauważalne zwłaszcza pomiędzy szkołami z obszarów wiejskich a tymi w dużych miastach. OSE ma wyrównać szanse edukacyjne – niezależnie od wielkości i położenia miejscowości, w której znajduje się szkoła.

Szybki internet w szkołach to decyzja cywilizacyjna. Teraz staje się faktem – w każdej szkole w ciągu najbliższych dwóch lat pojawi się szerokopasmowy internet, wzbogacony o 70 godzin informatyki, wyposażenie gabinetów szkolnych w interaktywne tablice i doskonalenie zawodowe nauczycieli. OSE i multimedialne wyposażenie szkół to wyzwanie dla uczniów i nauczycieli, którzy będą mogli uczyć inaczej, z wykorzystaniem nowych technologii – mówi minister edukacji Anna Zalewska.

Koszt uruchomienia Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej to blisko 320 mln zł, które pochodzą z programu operacyjnego Polska Cyfrowa. Działanie sieci – w tym zakup usług od operatorów telekomunikacyjnych – to wydatek przekraczający 1,3 mld zł. Projekt OSE, dzięki staraniom Ministerstwa Edukacji Narodowej, ma jednak zapewnione finansowanie z budżetu państwa na kolejnych 10 lat (od 2022 roku będzie to kwota ok. 164 mln zł rocznie).

– Jednym z kluczowych warunków powodzenia tego cywilizacyjnego programu jest uzyskanie jak największego zrozumienia dla jego założeń wśród szkół i jednostek samorządu terytorialnego. Już od miesięcy NASK prowadzi konsultacje i spotkania, w których uczestniczą przedstawiciele samorządu oraz dyrektorzy szkół. Pokazujemy im ideę OSE i informujemy o warunkach technicznych, jakie trzeba spełnić, żeby zostać podłączonym do sieci. Jest bardzo duże zainteresowanie, szkoły i samorządy deklarują pomoc i współpracę. Jest wręcz rywalizacja o to, żeby jak najszybciej zaistnieć w tym projekcie – mówi Wojciech Kamieniecki.

Eksperci podkreślają, że cyfryzacja szkół w Polsce to nie tylko OSE. MEN prowadzi m.in. program „Aktywna tablica”, który ma na celu wymianę przestarzałego sprzętu w placówkach oświatowych na nowy. Kosztem blisko 280 mln zł szkoły podstawowe (publiczne i prywatne) zostaną wyposażone m.in. w interaktywne tablice, monitory dotykowe, projektory czy głośniki. Do tej pory wsparcie finansowe otrzymało ponad 5,6 tys. szkół, a do 2019 roku wyposażonych w nowoczesne pomoce dydaktyczne będzie ponad 15,5 tys. szkół zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Minister edukacji narodowej Anna Zalewska zaznaczyła, że obecna podstawa programowa wprowadza naukę programowania w szkołach, począwszy od I klasy szkoły podstawowej. Ważne jest również przy tym szkolenie nauczycieli w zakresie wykorzystywania technologii informatyczno-komunikacyjnych w procesie dydaktycznym.

Nauczyciele muszą się nauczyć korzystać z dóbr szerokopasmowego internetu. MEN już widzi nauczycieli innowatorów i ich nagradza. To właśnie ci, którzy wykorzystując szerokopasmowy internet i multimedialny sprzęt, interaktywne tablice, zmieniają rzeczywistość na lekcji. Teraz przed nami uruchomienie dużego wspólnego projektu, w którym będziemy wspierać informatyczne kółka, by pobudzać talenty, które są w szkołach – zapowiada minister Anna Zalewska.

Konieczność wprowadzania kompleksowych zmian zauważa również resort cyfryzacji.

– Internet jest tylko narzędziem do tego, by móc stosować nowoczesne narzędzia edukacyjne, mieć do nich dostęp online. To wymaga sprzętu, czyli wyposażenia szkół. Stąd projekty takie jak „Aktywna tablica”, który przygotował MEN, stąd środki na dofinansowanie wyposażenia szkół w ramach regionalnych programów operacyjnych. Jest to też kwestia podstawy programowej, która zakłada konieczność wykorzystywania nowoczesnych technik w edukacji, i kwestia kształcenia nauczycieli. Te wszystkie elementy muszą się ze sobą zgrać – podkreśla wiceminister cyfryzacji Marek Zagórski.

Prezes Orange Polska: 5G zrewolucjonizuje rynek mobilny. W przyszłym roku Orange rozpocznie testy terenowe tej technologii

Prezes Orange Polska: 5G zrewolucjonizuje rynek mobilny. W przyszłym roku Orange rozpocznie testy terenowe tej technologii 3

Przesyłanie danych w technologii 5G ma być dziesięć razy szybsze niż w 4G, a w kolejnych etapach technologia umożliwi sprawną komunikację między dziesiątkami miliardów urządzeń. Orange Polska pierwsze testy sieci mobilnej nowej generacji przeprowadzi już w 2019 roku. Wtedy do sprzedaży mają trafić pierwsze smartfony współpracujące z technologiami 4G i 5G. Wdrożenie zaplanowano na lata 2020–2021. Kluczowe dla stworzenia sieci 5G będzie pozyskanie odpowiednich częstotliwości i budowa infrastruktury.

– Sieć 5G w przyszłości zrewolucjonizuje segment mobilny. Wszyscy wykorzystujemy coraz więcej danych za pomocą coraz większej liczby urządzeń, choć podstawowym narzędziem komunikowania wciąż jest smartfon. Nasze życie w coraz większym stopniu koncentruje się wokół tego urządzenia. Klienci skorzystają na uruchomieniu 5G. To technologia mobilna nowej generacji, która pozwoli oglądać filmy bez zakłóceń, zapewni lepszą jakość obrazu TV, sprawniejsze przeglądanie treści w internecie, szybsze przesyłanie zdjęć do mediów społecznościowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Technologia 5G w porównaniu do 4G stworzy wręcz rewolucyjne możliwości, oferując szybsze łącza komunikacji i większą pojemność sieci. Rozwijane obecnie 4G pozwala na dostęp do internetu z prędkością do 300 Mb/s. Natomiast sieć 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością wielokrotnie większą, liczoną w gigabitach na sekundę. Czas opóźnienia transmisji danych skróci się z dzisiejszych 50 milisekund do zaledwie 1 milisekundy, to zaś będzie miało ogromne znaczenie dla rozwoju internetu rzeczy oraz wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości.

– Grupa Orange zmierza ku technologii 5G. W następnej dekadzie stanie się ona codziennością dla naszych klientów. Przesyłanie danych przyspieszy nawet dziesięciokrotnie, uzyskamy lepszy czas reakcji sieci. 5G stanie się radiowym uzupełnieniem dla sieci światłowodowej i ułatwi stosowanie wielu nowych aplikacji z każdego sektora gospodarki – podkreśla Arnaud Vamparys, wiceprezes Orange France ds. radiowych sieci dostępowych, szef programu 5G.

5G umożliwi też wdrożenie na dużą skalę takich rozwiązań, jak smart city, skorzysta telemedycyna i diagnostyka online. Urządzenia monitorujące krytyczne parametry, np. poziom glukozy u cukrzyków czy stan zdrowia osób chorych na nowotwory, w sytuacjach alarmowych zainicjują kontakt z pacjentem i ewentualną interwencję służb ratowniczych.

Motorem prac nad technologią 5G jest internet rzeczy i coraz większa liczba urządzeń podłączonych do sieci.

 Kolejnym bardzo ważnym zastosowaniem możliwości sieci 5G będzie coś, co nazywamy IoT – internetem rzeczy. Samochody, lodówki, okulary, zegarki – wszystkie te urządzenia będą połączone i będą się wymieniać ze sobą danymi – mówi Jean-François Fallacher.

Już od kilku lat nad rozwojem i wdrożeniem 5G pracują największe globalne koncerny technologiczne, w tym Orange, którego sieć światłowodowa będzie mogła być wykorzystywana także przy budowie sieci mobilnej nowej generacji. Spółka zapowiada, że pierwsze testy technologii 5G ruszą w 2019 roku.

– Przygotowania zaczynamy od testów, następnie chcemy przeprowadzić pilotaże na wybranych obszarach. W latach 2020–2021 planujemy uruchomić 5G na pierwszych obszarach. Następnie będziemy stopniowo rozwijać sieć. Jednak żeby osiągnąć zdolność operacyjną, niezbędne jest przydzielenie przez regulatora częstotliwości potrzebnych do 5G – mówi Jean-François Fallacher.

Kluczowa dla wprowadzenia sieci kolejnej generacji w Polsce będzie dostępność odpowiednich zasobów pasma w częstotliwości 3,63,8 GHz. To jedyne zasoby radiowe, które w krótkim czasie mogą być przeznaczone do budowy sieci. Obecnie operatorzy mają dostęp do bloków o szerokości do kilkudziesięciu MHz pasma, do wykorzystania pełnych możliwości 5G potrzebne są bloki skupiające przynajmniej 100 MHz.

Ministerstwo Cyfryzacji, które na początku 2018 roku opublikowało „Strategię 5G dla Polski”, chce, by na potrzeby sieci 5G zostało przeznaczone pasmo radiowe w częstotliwości 700 MHz, zakres 3,4–3,8 GHz oraz pasmo o częstotliwości powyżej 26 GHz. Sieć 5G miałaby działać w Polsce od 2020 roku.

Eksperci Orange Polska podkreślają, że podstawą są globalne standardy rozwoju sieci 5G. Ich pierwsza wersja została opracowana przez organizację 3rd Generation Partnership Project (3GPP), która skupia firmy zainteresowanie rozwojem systemów telefonii komórkowej. Dzięki temu pierwsze urządzenia z siecią 5G mogą być gotowe już w 2019 roku.

 Spodziewamy się, że pierwsze smartfony współpracujące z technologiami 4G i 5G pojawią się europejskim na rynku w połowie 2019 roku, a na szeroką skalę będą sprzedawane od 2020 roku. Dlatego Orange Polska aktywnie włącza się w przygotowania do wdrożenia tej nowej generacji sieci i urządzeń. Najważniejsze, by każdy kraj wykorzystał możliwości, jakie niesie ze sobą 5G, a każdy operator mógł zaoferować 5G obok istniejącej już sieci 4G oraz by można było wykorzystywać te same sprzęty do zagospodarowania nowych częstotliwości 5G – przekonuje Arnaud Vamparys.

Firmy motoryzacyjne prześcigają się w innowacyjnych technologiach. Na rynku pojawił się model DS nowej generacji

Firmy motoryzacyjne prześcigają się w innowacyjnych technologiach. Na rynku pojawił się model DS nowej generacji 4

Najmłodsza marka motoryzacyjna z portfolio Grupy PSA wprowadza na polski rynek SUV-a, który ma umocnić jej pozycję w segmencie premium i zagrozić modelom konkurentów. DS 7 Crossback – zapowiedź drugiej generacji modeli DS – jest naszpikowany najnowszymi technologiami i zaprojektowany z troską o najmniejszy detal. Marka DS utworzy specjalną sieć sprzedaży i serwisów. W dwa lata powstanie w Polsce osiem luksusowych butików, w których samochód będzie można skonfigurować m.in. przy wykorzystaniu wirtualnej rzeczywistości. Pierwsze cztery wystartują już w tym roku. 

– Nasz najnowszy model DS7 Crossback skierowany jest do klientów, którzy chcą wejść w segment SUV-ów premium. Jest konkurentem dla samochodów takich jak BMW X1 czy Audi Q3, pozycjonowanym wyżej niż dotychczasowe modele Grupy PSA – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Gacek, brand manager DS Automobiles.

DS Automobiles jest marką premium Grupy PSA, najmłodszą w portfolio. W Polsce zadebiutował jej nowy flagowy model DS7 Crossback, który odzwierciedla całe know-how koncernu w zakresie inżynieryjnym. To pierwszy z drugiej generacji modeli DS, który będzie wyznaczać kierunek i styl dla kolejnych samochodów tej marki. Luksusowy SUV ma także umocnić jej pozycję w segmencie premium.

– Ten model różni się od konkurencji przede wszystkim stylem oraz jakością wykonania. Łączy wysmakowany francuski styl, wysokiej jakości rzemieślnicze wykonanie detali wykończenia oraz najnowsze technologie. Jest bardzo nowoczesny, w wielu aspektach awangardowy i wręcz luksusowy, a jednocześnie praktyczny i użyteczny. Ten samochód to technologia, nowoczesne i bardzo wydajne silniki z rodziny PureTech oraz BlueHDi – od 130 do 225 KM w benzynie oraz w dieslu – oraz trzystukonna hybryda plug-in z napędem na cztery koła, która zostanie wprowadzona do sprzedaży w przyszłym roku – mówi Daniel Dąbruś, product marketing manager DS Automobiles.

Prace nad DS7 Crossback trwały w sumie trzy lata. Model powstał z myślą o klientach, którzy chcą się wyróżniać i szukają nowych wrażeń. 7 Crossback jest bardzo zaawansowany technologicznie. Wnętrze wyposażono w dwa ekrany dwunastocalowe – w tym jeden HD, wysokiej jakości system hi-fi marki Focal (w środku może się znaleźć nawet czternaście głośników) i nowoczesne multimedia.

Oferuje aplikacje, które pozwalają na korzystanie np. z nawigacji satelitarnej informującej o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym, pogodzie na trasie przejazdu, a także na uzyskanie dostępu do internetu i obsługę smartfona za pośrednictwem Apple CarPlay czy MirrorLink.

Konstruktorzy marki zaproponowali wyposażenie wszystkich samochodów DS7 Crossback w pakiet maksymalnego wyciszenia wnętrza już w podstawowej wersji modelu. Standardem jest też rozruch silnika bez użycia kluczyka za pomocą jednego przycisku.

– Nowe technologie to rzecz, która ma wyróżnić ten samochód w segmencie SUV-ów premium. Wiadomo, że konkurencja jest bardzo duża, wszyscy oferują bardzo innowacyjne rozwiązania i technologie. My na tym nie poprzestajemy – wszystkie systemy, które są w tym samochodzie, to najnowsze systemy dostępne dzisiaj w najwyższej gamie samochodów – podkreśla Krzysztof Gacek.

Flagowy model DS ma na nowo zdefiniować luksus à la française w odniesieniu do samochodów. Przy wyborze materiałów i kolorów marka poprosiła o pomoc rzemieślników wyróżnionych tytułem „Najlepszego Rzemieślnika Francji”, którzy wzięli dział w projektowaniu tapicerki i wnętrz, doradców do spraw kolorystyki, inżynierów i czołowe biura projektowe.

Wnętrze SUV-a ma wiele ekskluzywnych elementów, takich jak perłowy splot, czyli dekoracyjne przeszycie tworzące małe punkty w kształcie pereł na desce rozdzielczej i na panelach drzwi. Marka zatrudniła też mistrzów rymarstwa, którzy opanowali tajniki ręcznej obróbki skóry, a dodatkowo mają doświadczenie w branży samochodowej. Przed ostateczną decyzją przetestowano dziesiątki kombinacji materiałów i kolorów. W efekcie wybrano dla modelu DS7 Crossback dziewięć kolorów nadwozia i pięć inspiracji wnętrza.

– Luksus po francusku to przede wszystkim pięć inspiracji wystroju wnętrza. Te inspiracje to Bastille, czyli francuski egalitaryzm, który tutaj jest bardzo powściągliwy: proste materiały, ale doskonałe wykonanie. Są także Rivoli, Faubourg i Performance Line. Na drugim biegunie jest Opera, która odpowiada stylowi paryskiej opery – jest eklektycznie i ultranowocześnie, ale przed wszystkim luksusowo – wymienia Daniel Dąbruś.

Wnętrze nowego SUV-a zostało zaprojektowane tak, żeby przypominało minisalon. Ma być przestronne, funkcjonalne, zapewniać dobre samopoczucie, izolację dźwiękową i łączność ze światem zewnętrznym. Całości dopełnia 550-litrowy bagażnik. Na zewnątrz DS7 Crossback został zaprojektowany tak, żeby przyciągać wzrok.

– Ten samochód jest zaprojektowany tak, żeby oddawał ducha Paryża, paryskich rzemieślników, ale i nowe technologie. Elektronika, konstrukcja samochodu, nowoczesna konstrukcja nadwozia, polegająca na naprzemiennym spawaniu laserowym i klejeniu elementów, która zwiększa sztywność i zmniejsza masę, nowe aktywne zawieszenie DS Avive Scan suspension, wielowahaczowe zawieszenie z tyłu, night vision – to są niespotykane w tym segmencie technologie. Powodują, że ten samochód jest unikalny, wnosi powiew świeżości do segmentu i przekazuje to, co marka ma najistotniejsze – mówi Daniel Dąbruś.

DS7 Crossback będzie sprzedawany przez wielokanałową sieć stworzoną specjalnie dla tej marki. Klasyczne salony w formatach DS Store i DS Salon uzupełnią rozwiązania cyfrowe, dzięki czemu będą przypominać luksusowe butki. Klienci będą mogli w nich dokończyć proces wyboru samochodu zapoczątkowany online i skonfigurować swój samochód z wykorzystaniem technologii wirtualnej rzeczywistości DS Virtual Vision.

– Model DS7 Crossback będzie pierwszym modelem sprzedawanym w nowych salonach marki DS w Polsce. Nie będzie dostępny w sieci dystrybucji Citroena, tak jak było dotychczas. W 2018 roku otworzymy cztery salony sprzedaży marki DS w Warszawie, Krakowie, Katowicach oraz Łodzi, skąd będzie się odbywać cała sprzedaż na rynek polski. W 2019 roku planujemy kolejne cztery lokalizacje – Poznań, Trójmiasto, Szczecin i Wrocław. Dzięki tym salonom pod koniec 2019 roku możemy się spodziewać pokrycia 80 proc. całego rynku sprzedaży samochodów premium w Polsce – zapowiada Krzysztof Gacek.

Odpowiednia wycena firmy wzmacnia jej pozycję w negocjacjach. Ma kluczowe znaczenie przy sprzedaży przedsiębiorstwa czy ubiegania się o kredyt

Wycena przedsiębiorstwa, czyli oszacowanie jego faktycznej wartości, przydaje się w momencie sprzedaży udziałów, ubiegania się o kredyt albo o pozyskanie inwestora. W praktyce najczęściej sporządza się ją przy sprzedaży firmy. W procesie wyceny musi zostać uwzględniony cały szereg czynników – od wielkości i majątku firmy, aż po jej otoczenie rynkowe. Im bardziej profesjonalna i rzetelna wycena, tym lepsza pozycja negocjacyjna przedsiębiorstwa w trakcie sprzedaży. 

– Wycena firmy zwykle polega na tym, aby przeanalizować, jakie są przyszłe, możliwe do uzyskania korzyści z jej posiadania. Analizujemy przyszłe przepływy pieniężne, biorąc pod uwagę kilka możliwych scenariuszy, i sprowadzamy je do wielkości bieżącej. Te zdyskontowane przepływy są wartością tego, co można z takiej firmy uzyskać. Od nich odejmujemy dług firmy, czyli to, co trzeba najpierw zapłacić wierzycielom. To, co zostanie po odjęciu długu, będzie przypadało na nowych akcjonariuszy – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Kryński, wspólnik w firmie doradczo-audytorskiej Ground Frost.

Wycena firmy polega na ustaleniu jej faktycznej wartości w oparciu o szereg informacji i danych finansowych. Pod uwagę brana jest m.in. jej forma prawna i zakres działalności, składniki jej majątku czy otoczenie rynkowe.

Taka wycena jest niezbędna w wielu sytuacjach, do których należą na przykład sprzedaż udziałów, pozyskanie inwestora czy ubieganie się o kredyt. W niektórych przypadkach sporządzenie wyceny jest wymagane przez prawo, np. przy prywatyzacji, fuzji z innym podmiotem czy przekształceniu formy prawnej przedsiębiorstwa. W praktyce wycenę najczęściej sporządza się na potrzeby transakcyjne w momencie sprzedaży firmy.

– Zakładając, że dobrze zmierzymy przepływy pieniężne i wymodelujemy przyszłe działanie tej firmy, uzyskujemy średnią wypadkową różnych poglądów uczestników rynku. Stąd taka wycena jest wiarygodna i rzeczywiście odzwierciedla kwotę, za którą firma zostałaby sprzedana – wyjaśnia Wojciech Kryński.

Firma, która jest wyceniana, nie odnosi z tego bezpośredniej korzyści, bo jej wartość dzięki temu nie wzrasta. Wspólnik w firmie doradczo-audytorskiej Ground Frost podkreśla, że właściciele wycenianych firm często miewają co do tego procesu nierealne oczekiwania – ich wyobrażenia często znacznie przekraczają rzeczywistą wartość przedsiębiorstwa.

Tymczasem wycena musi się opierać na racjonalnych prognozach wzrostu, realnie możliwych do osiągnięcia korzyściach. Im bardziej jest profesjonalna i rzetelna, tym lepsza pozycja negocjacyjna firmy przy ewentualnej sprzedaży. Każdorazowo musi też brać pod uwagę specyfikę i sytuację branży, w której działa firma, oraz jej wielkość i pozycję rynkową.

– Każda wycena jest inna. Różnią się one w zależności od tego, z jakiej branży pochodzi firma. Dla różnych branż budujemy różne modele wyceny, dlatego że zwykle bazują one na danych operacyjnych. Przykładowo, jeżeli ktoś produkuje meble, musimy wiedzieć, ile potrzebuje drewna, jakiego spodziewa się popytu. Na tej podstawie budujemy oczekiwane przepływy pieniężne. Nie można mówić o jakiejkolwiek standaryzacji, bo każda wycena ma swoją specyfikę – mówi Wojciech Kryński.

W zależności od celu, w jakim sporządza się wycenę przedsiębiorstwa, istnieje kilka metod oszacowania jego wartości. Przykładowo w metodzie dochodowej podstawą określenia wartości firmy jest prognoza dotycząca jej przyszłych dochodów z działalności. W metodzie porównawczej szacunkową wartość firmy określa się na podstawie porównania z innymi podmiotami o podobnym profilu. Natomiast metoda majątkowa, opiera się głównie na wycenie zasobów majątkowych przedsiębiorstwa.

– Koszt profesjonalnej wyceny jest tajemnicą handlową i jest mocno uzależniony od tego, jaką firmę i jakiej wielkości wyceniamy. Im większa firma, tym większe ryzyko związane z tą wyceną i tym większa opłata, którą trzeba zapłacić za oszacowanie jej wartości – mówi wspólnik w firmie doradczo-audytorskiej Ground Frost.

Krzysztof Polończyk nowym prezesem zarządu First Data Polska

Krzysztof Polończyk, dotychczasowy członek zarządu i dyrektor finansowy, który od października 2017 roku pełnił obowiązki prezesa First Data Polska  został oficjalnie powołany  na stanowisko prezesa spółki. Kierownictwo korporacji doceniło jego dotychczasowe zaangażowanie  w realizację strategicznych kierunków rozwoju firmy –  wzmacniania pozycji lidera innowacyjnych rozwiązań i aktywnego zaangażowania w projekty terminalizacji polskich firm i urzędów. 

Pod jego kierownictwem First Data Polska, właściciel marki Polcard z sukcesem sfinalizowała dwa ważne projekty. Jako pierwszy agent rozliczeniowy na rynku dołączyła do Programu Polska Bezgotówkowa, aktywnie rozwijając kanały dystrybucji terminali. Ogólnopolska sieć urządzeń do akceptacji płatności  spółki sięga już 125 tysięcy. Wspólnie z partnerami uruchomiła we Wrocławiu największy i najnowocześniejszy system biletowy w Polsce, który jest jednocześnie jednym z najbardziej innowacyjnych rozwiązań na świecie. Firma ma także silną pozycję na rynku outsourcingu usług  finansowych, współpracując obecnie z 25 bankami,  zarządzając 7 mln kart płatniczych. Z sukcesem wdrożyła rozwiązania płatności mobilnych HCE dla banków SGB, Euro Bank i Raiffeisen Polbank.

Krzysztof Polończyk, prezes zarządu First Data Polska– Wierzę, że First Data Polska ma ogromny potencjał do dalszego rozwoju. Unikatowa pozycja firmy w połączeniu z ogromnymi możliwościami jakie stwarza rynek stawia nas w obliczu bardzo ciekawych wyzwań i możliwości.  Mamy ambicje skutecznie  rozwijać obszar innowacji płatniczych w Polsce, umiejętnie łącząc technologię i wiedzę o rynku, poparte 27 letnim doświadczeniem – komentuje Krzysztof Polończyk, nowy prezes zarządu First Data Polska.

Krzysztof Polończyk w latach 2001-2006 pracował w Unilever Polska, gdzie specjalizował się w obszarze Business Finance. Kolejne doświadczenia zdobywał w Baxter Polska (branża farmaceutyczna), kierując w latach 2010 – 2013 działem finansów jako CFO/członek zarządu w Polsce oraz krajach nadbałtyckich. W 2013 przeszedł do Działu Regionalnego – najpierw CE, potem ECEMEA, gdzie zarządzał obszarem Commercial Pricing. Do First Data Polska dołączył w 2016 roku obejmując stanowisko dyrektora finansowego.

Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Aktywnie uprawia sport: jogging i  snowboard. Żonaty, ma dwóch synów.

Jak zarobić na Forex? – zyskaj przewagę liczebną

Jeszcze kilka lat temu kiedy ktoś chciał zarobić na Forex, musiał się liczyć z tym że minie wiele długich miesięcy zanim zacznie generować jakiekolwiek sensowne zyski.

O ile opanowanie prostych zagadnień jakich można się nauczyć z różnego rodzaju materiałów dostępnych w internecie nie jest niczym trudnym, to jednak są to zaledwie podstawy, które nie pozwolą nam jeszcze generować regularnych zysków z miesiąca na miesiąc.

A co gdyby tak dostać na starcie wsparcie od profesjonalistów?

Jak zarobić na Forex grając w pojedynkę?

Jeżeli posłuchamy wykładów bardzo doświadczonych traderów działających na rynku od lat, to praktycznie każdy z nich udzieli tej samej rady:

„Nie staraj się zarabiać na wielu instrumentach! Skup się tylko na kilku, aby dokładnie poznać ich specyfikę”.

Co to oznacza w praktyce?

Wiele osób które chcą zarabiać na Forex, przegląda po kilka (lub nawet kilkanaście par walutowych dziennie), w poszukiwaniu dogodnych momentów do wejścia w rynek.

Z racji tego że nikt nie jest w stanie skutecznie obserwować wiele par walutowych na różnych interwałach czasowych, często dochodzi do sytuacji w której ludzie otwierają pozycję nie mając pojęcia czym charakteryzuje się dany instrument finansowy i czego mogą się po nim spodziewać.

Osoby które działają  na rynku od lat, doskonale zdają sobie sprawę z tego zjawiska i często decydują się na 2 rozwiązania:

  1. Wybierają sobie zaledwie kilka instrumentów które na bieżąco obserwują.
  2. Umawiają się z innymi osobami na wspólny trading, aby nawzajem się informować o pojawiających się okazjach na rynku (jedna osoba obserwuje kilka swoich ulubionych instrumentów, a pozostałe osoby skupiają się na swoich).

Jak zarobić na Forex przy wykorzystaniu nowych rozwiązań technologicznych?

Mimo że dwie powyżej wymienione metody zarabiania na Forex jak najbardziej mają sens i konkretne uzasadnienie, to jednak w rzeczywistości nie wygląda już to wszystko tak fajnie.

Możemy oczywiście skupić się tylko na wybranych 3-4 parach walutowych, jednak w praktyce będzie to oznaczać że bardzo dobre okazje do zarobienia pieniędzy na pozostałych instrumentach będą nas cały czas omijać!

Możemy również poszukać kogoś kto będzie chciał z nami tradować i informować nas jeżeli pojawi się jakaś dobra okazja. W rzeczywistości jednak znalezienie odpowiedniej osoby, oraz zorganizowanie wspólnie czasu poświęconego specjalnie na trading już nie jest takie łatwe.

Z racji tego że rozwój technologiczny oraz różnego rodzaju aplikacji na telefony komórkowe przybiera coraz to większego tempa, również i na rynku walutowym Forex pojawiło się sporo bardzo dobrych rozwiązań, które spokojnie mogą nas wspomóc w zarabianiu pieniędzy na giełdzie.

Jedną z firm która mocno postawiła na edukację oraz wsparcie technologiczne, jest firma iMarketsLive (IML).

Firma ta nie dość że postanowiła dostarczyć ludziom niezbędną wiedzę w postaci materiałów edukacyjnych i regularnych spotkań online, to jeszcze inwestuje sporo pieniędzy na rozwój oprogramowania które pomaga nam analizować aktualną sytuację na rynku.

Bez względu na to czy ktoś woli rozgrywać układy harmoniczne dzięki oprogramowaniu Harmonic Scanner, czy preferuje bardziej scalping wspierając się oprogramowaniem WebAnalyzer, to jest jedna aplikacja na którą każdy zwraca swoją uwagę, a mianowicie SwipeTrades.

SwipeTrades to aplikacja do pobrania na telefon komórkowy, dzięki której doświadczeni traderzy współpracujący z firmą iMarketsLive informują nas o nadarzającej się okazji do wejścia w rynek.

Tak jak to wcześniej było już wspomniane, o ile wiele osób mogło mieć do tej pory problem ze znalezieniem partnera z którym będzie można wspólnie podziałać na rynku, o tyle teraz ten problem zostaje w dużym stopniu rozwiązany.

Ilość traderów współpracujących z firmą iMarketsLive jest spora, tak więc ilość sygnałów otrzymywanych od poniedziałku do piątku również powinna każdego zadowolić.

Część osób oczywiście bardzo wzbrania się przed różnego rodzaju narzędziami, oprogramowaniem i boi się komukolwiek zaufać chcąc tym samym samemu wszystko analizować. Jak dobrze jednak wiemy, każdy z nas jest tylko człowiekiem i ma swoje naturalne ograniczenia, a osoby z tego typu podejściem wcześniej czy później uderzają w tzw. szklany sufit, którego nie są w stanie samodzielnie przebić.

Więcej na temat tej aplikacji można znaleźć w osobnym artykule pt  SwipeTrades , w którym znajduje się dokładny jej opis i zasada działania.

Adam Pysz

http://investor-online.com/

Jak chronić majątek w podatkowym chaosie?

Spory z fiskusem są elementem ryzyka wpisanego w działalność gospodarczą w Polsce i dla przedsiębiorców to chleb powszedni. Z nieprzychylnym dla firmy stanowiskiem organów podatkowych można polemizować na drodze administracyjnej, a także sądowej. Jak jednak rozmawiać z dwugłową hydrą fiskusa, gdy każda z głów mówi co innego?

„Organy administracji publicznej bez uzasadnionej przyczyny nie odstępują od utrwalonej praktyki rozstrzygania spraw w takim samym stanie faktycznym i prawnym” – głosi wyrażona w art. 8 § 2 Kodeksu postępowania administracyjnego zasada pewności prawa.

Nie można

Na początku tego roku organy podatkowe zajmowały się rozstrzygnięciem wniosku podatnika o wydanie interpretacji indywidualnej w sprawie możliwości zaliczania do kosztów podatkowych wydatków poniesionych na organizację imprezy integracyjnej w firmie. W odpowiedzi z dnia 9 stycznia 2018 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdził, że nie jest możliwe zaliczenie do kosztów uzyskania przychodów wydatków poniesionych w związku z organizacją imprez integracyjnych w firmie w zakresie, w jakim dotyczą osób związanych z firmą inaczej, niż poprzez zatrudnienie na podstawie umowy o pracę (0111-KDIB1-2.4010. 411.2017.1.MS).

Jednym aktem administracyjnym, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, fiskus usankcjonował ideę zakładowej, pracowniczej integracji, służącej budowie więzi między pracownikami oraz między pracownikami a zakładem pracy i pracodawcą. Według organu podatkowego spełniać się ona może tylko w odniesieniu do osób związanych umową o pracę, która już zawiera „związania” w postaci ustawowych okresów wypowiedzeń stosunków pracy i innych obwarowań, właśnie tym różniących ją od pozostałych rodzajów zatrudnienia. Z kolei, w opinii fiskusa, pracownik wykonujący pracę dla dobra firmy na podstawie umowy zlecenia, umowy o dzieło czy pracownik samozatrudniony, któremu z reguły nie przysługują świadczenia gwarancyjne, nie musi się z firmą integrować.

Oznacza to, że pracownicy zatrudnieni w oparciu o np. umowy zlecenia nie są na imprezie integracyjnej – z powodu braku możliwości zaliczenia do kosztów podatkowych wydatków poniesionych w związku z ich udziałem – mile widziani.

Ofiara własnej interpretacji

Państwowa Inspekcja Pracy, organy kontroli skarbowej, kontrolerzy ZUS – to podmioty, które mogą zakwestionować podstawę zatrudnienia, w następstwie czego może powstać wiele sankcjonowanych prawem obowiązków, np. do zapłaty podatków czy składek na ubezpieczenia społeczne.

Co wówczas, gdy po latach od zakończenia imprezy integracyjnej wskutek kontroli przywołanych organów państwowych okaże się, że dany współpracownik nie jest i nie był zatrudniony w oparciu o umowę cywilnoprawną czy działalność gospodarczą, tylko na podstawie umowy o pracę? Powinno to wywołać lawinę wniosków skierowanych do fiskusa o przywrócenie możliwości odliczenia kosztów poniesionych na organizację imprezy integracyjnej w firmie w stosunku do tych osób.

Można

„Kosztami podatkowymi są, co do zasady, tzw. «koszty pracownicze». (…) Mogą również obejmować wydatki ponoszone na rzecz pracowników w celu ich integracji, np. w postaci organizacji dla nich spotkań integracyjnych. (…) także (…) dla członków rodzin pracowników ewentualnie osób im towarzyszących” – takie rozstrzygnięcie znalazło się w interpretacji z 30 stycznia 2018 r. (0111-KDIB2-1.4010.359.2017.1.AP).

Równo trzy tygodnie po wydaniu interpretacji odmawiającej możliwości zaliczenia do kosztów podatkowych wydatków poniesionych w związku z organizacją imprezy integracyjnej na osoby współpracujące, a nie zatrudnione na podstawie umowy o pracę, ten sam organ, a więc dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, pozwala zaliczyć do tych kosztów wydatki poniesione na osoby nawet z firmą niewspółpracujące.

Według argumentacji organu takie stanowisko uzasadnia to, że „[o]sobami towarzyszącymi były osoby z najbliższego kręgu pracownika, mające wpływ na podejmowanie przez pracowników ważnych życiowych decyzji, także tych dotyczących miejsca zatrudnienia oraz lojalności wobec Spółki jako pracodawcy”.

Fiskus wie lepiej

Zgodnie z przytoczoną na wstępie zasadą pewności prawa podatnicy muszą mieć gwarancję, że działając w dobrej wierze, w granicach dopuszczonych prawem, nie narażą się na negatywne konsekwencje swoich działań. Niestety, chcąc uniknąć urzędniczego bezprawia, chronić interesy przedsiębiorstwa, a przede wszystkim ochronić majątek firmy, nie wystarczy dziś znać się na biznesie. Drugi obowiązkowy fakultet każdego przedsiębiorcy to doradztwo podatkowe i prawne. W braku posiadania wiedzy z tego zakresu można się narazić na niekorzystne skutki prawne stanowiska organu, zgodnie z którym dziewczyna etatowego pracownika ma większy wpływ na dobro firmy niż pracownik zatrudniony wprawdzie, tyle że na podstawie umowy zlecenia.

Podsumowanie

Jedno jest pewne – chaos interpretacyjny nie służy budowaniu zaufania podatnika do organów podatkowych ani nie wzmaga poczucia poszanowania zasady pewności prawa. Za to przysłuży się kancelariom z branży prawno-podatkowej, bo wkrótce najczęściej sprzedawanym przez nie produktem będzie nie tylko audyt i doradztwo podatkowe, ale również kompleksowa reprezentacja przed organami i sądami administracyjnymi, czyli po prostu reprezentacja przedsiębiorców w sporach z fiskusem.

Cóż, dialog podatników z organami podatkowymi jest jakby żywcem wyjęty z filmu „Rejs” Marka Piwowskiego:

– Chciałbym zamienić się na łóżka.
– A chciałem tylko się zapytać, właściwie: a z kim by pan się chciał zamienić na łóżka?
– Z nikim. Obok jest wolne łóżko, o wiele wygodniejsze, szersze.
– A skąd pan wie?
– Próbowałem.
– W tej sprawie właściwie mogę panu odpowiedzieć, że właściwie można się zamienić, tzn. nie można…

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Sescom S.A. przejdzie z NewConnect na GPW 20 marca 2018 r.

Akcje Sescom S.A. zadebiutują na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie już 20 marca. Będzie to pierwszy debiut na GPW w 2018 roku i tym samym Sescom dołączy do grona 477 Spółek notowanych na dużym parkiecie. Zmianie rynku nie towarzyszyła oferta akcji. Spółka identyfikuje przejście z NewConnect na GPW jako jedną z najważniejszych dat w swojej historii, będącą punktem wyjścia do osiągania kolejnych międzynarodowych sukcesów.

Sescom S.A., międzynarodowy dostawca nowoczesnych rozwiązań Facility Management dla sieci retail, funkcjonuje na rynku od 2008 roku, rokrocznie poszerzając zasięg i zakres usług, portfolio klientów i odnotowując stały wzrost wyników. Od maja 2013 Spółka jest notowana na NewConnect. Zmiana parkietu notowań, podobnie jak poszerzenie oferty technicznej o wdrożenia nowych technologii, to kolejny milowy etap w Planie Rozwoju firmy, którego celem jest zdolność do konkurowania globalnie w 2020 roku.

To dla nas wyjątkowy rok. Zmiana rynku notowań i tym samym debiut na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wzmocni naszą pozycję, ale też podkreśli transparentność i otwartą komunikację – to ważne w budowaniu dobrych, wieloletnich relacji biznesowych, także na arenie międzynarodowej. Obecność na GPW to także możliwość pozyskania w przyszłości nowych, stabilnych i długoterminowych inwestorów instytucjonalnych – mówi Sławomir Halbryt, założyciel i Prezes Zarządu Sescom S.A.

Do obrotu na GPW zostanie wprowadzonych 750 000 akcji serii A2, 50 000 akcji serii B, 100 000 akcji serii C i 450 000 akcji serii D. Akcje serii B, C i D były dotychczas notowanie na rynku NewConnect, natomiast akcje serii A2 zostały zdematerializowane z zamiarem dopuszczenia oraz wprowadzenia do obrotu na rynku regulowanym. W ten sposób, w obrocie znajdzie się 1.350.000 sztuk akcji Spółki.

Sescom w swojej historii działalności już wielokrotnie udowadniał, że jest firmą ambitną, która realizuje pomysły w sposób nieszablonowy i nowatorski, śmiało wykorzystując przy tym nowe technologie. W tym roku będziemy też obchodzić 10 urodziny firmy, to idealny moment na podsumowanie sukcesu, jaki udało nam się osiągnąć, ale też przede wszystkim na wyznaczenie kolejnych celów, po to by sięgnąć jeszcze dalej – dodaje Prezes Sławomir Halbryt.

Sescom S.A. obecnie obsługuje ponad 34 tys. placówek w Europie, należących do czołowych firm m.in. z branży retail, HoReCa czy bankowości. Jednym z klientów, którzy współpracują z Sescom od samego początku, jest LPP S.A., którego Sescom wspierał techniczne np. przy otwarciu flagowego sklepu na Oxford Street w Londynie. Do 2020 roku Spółka chce być obecna w całej Europie Zachodniej, posiadając potencjał do konkurowania globalnego.

Nasza firma znajduje się w bardzo dobrej sytuacji płynnościowej i gotówkowej, o czym świadczą wysokie przepływy, ujemny dług, czy też systematycznie rosnący kapitał obrotowy. Dlatego mimo ambitnych planów rozwojowych, przy przyjściu na GPW, nie zdecydowaliśmy się na emisję akcji, a plany rozwojowe w najbliższej przyszłości chcemy finansować poprzez finansowanie bankowe i dotacje. Nie wykluczamy jednak emisji w przyszłości, gdy pojawią się kolejne projekty inwestycyjne uzasadniające taki cel. Dzięki temu umożliwimy wielu zainteresowanym inwestorom uczestnictwo w ścieżce wzrostu naszej firmy – uzupełnia Prezes Zarządu.

Sescom 28 lutego zaprezentował najwyższe wyniki finansowe w swojej X-letniej historii. W roku obrotowym 2016/17 (zakończonym 30 września minionego roku) przychody Spółki wyniosły 96,2 mln zł (+37 proc. rdr), przy EBITDA na poziomie 8,8 mln zł (+34 proc. rdr) i zysku netto rzędu 5,2 mln zł (+18 proc. rdr). Oprócz raportowanych wyników, Spółka wygenerowała wysoką wartość przepływów z dz. operacyjnej w wys. 2 mln zł, które finansowały wydatki w zakresie ambitnej ekspansji geograficznej oraz prowadzonych badań nad nowymi rozwiązaniami. Z kolei dług finansowy Sescom spadł o 34 proc. do 3,2 mln zł i uwzględniając środki pieniężne, Spółka dysponowała na dzień bilansowy ujemnym długiem netto rzędu 250 tys. zł, co oznacza dużą przestrzeń do potencjalnego długu przeznaczonego na realizację założeń strategicznych.

Polacy gotowi są udostępnić swoje dane osobowe w zamian za zniżki na zakupy

W obliczu zbliżającego się terminu rozpoczęcia obowiązywania Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO) temat przetwarzania naszych personaliów rozgrzewa opinię publiczną. Nowe przepisy mają na celu lepsze zabezpieczenie danych osobowych, jednak to od nas samych zależy kto i w jakim stopniu ma do nich dostęp. Jak wynika z badania PAYBACK Opinion Poll, niemal połowa Polaków chętniej udostępnia swoje dane osobowe lub wyraża zgodę na ich przetwarzanie w celach marketingowych, jeśli może dzięki temu uzyskać dodatkowe korzyści, np. zniżki na zakupy.

Dane osobowe, które konsumenci są gotowi udostępnić w zamian za dodatkowe benefity, to przede wszystkim e-mail (55%), imię i nazwisko (27%), płeć (10%) oraz adres zamieszkania (2%). 85% ankietowanych deklaruje przy tym, że są dane, których nie udostępniłoby pod żadnym warunkiem. Są to numer i seria dowodu osobistego (54%) oraz numer PESEL (32%). Tylko 2% jest gotowe udostępnić wszystkie dane, o jakie zostaną poproszeni.

Jedną z podstawowych zasad RODO jest minimalizacja danych osobowych. Oznacza to, że administrator powinien zbierać i przetwarzać jedynie te dane, które są niezbędne do realizacji określonego celu. Oczywiście zakres ten będzie w przypadku sklepu internetowego inny niż np. w przypadku towarzystwa ubezpieczeniowego, które potrzebuje o wiele szerszego zakresu informacji w celu obliczenia wysokości składki ubezpieczeniowej. Warto podkreślić, że w większości sytuacji podanie danych osobowych nie jest obowiązkiem, a jedyną konsekwencją ich niepodania będzie ograniczenie przez administratora dostępu do oferowanej przez niego usługi. Jednak bez względu na to, czy jest ono dobrowolne czy obowiązkowe, zawsze należy zachować ostrożność dzieląc się informacjami o nas z podmiotami trzecimi. Kluczowe jest, aby administrator w jasny i zrozumiały sposób poinformował nas kim jest, gdzie znajduje się jego siedziba, a także w jakim celu nasze dane będą przetwarzane oraz jakie uprawnienia nam z tego tytułu przysługują. Dzięki RODO katalog tych informacji, jakie administrator musi nam przekazać, znacznie się rozszerza, m.in. o wskazanie podstawy przetwarzania danych, okresu ich retencji oraz faktu przekazywania ich poza Europejski Obszar Gospodarczy. Jeżeli przetwarzanie naszych danych odbywa się na podstawie zgody, powinniśmy się upewnić, że jego cel jest jasno określony, a samą zgodę wyrażamy proaktywnie – nie ma ona formy uprzednio zaznaczonego przez administratora przycisku wyboru, tzw. check box – komentuje Piotr Zgierski, prawnik PAYBACK Polska.

Co skłania nas do udostępniania danych osobowych?

Osoby zapytane przez PAYBACK przyznały, że gotowe są udostępnić swoje dane osobowe w zamian za zniżki na zakupy (45%), gratisowe produkty (41%) oraz dodatkowe punkty lojalnościowe (38%). W dalszej kolejności ankietowani wymieniali uzyskanie oferty dopasowanej do indywidualnych potrzeb (21%) i otrzymywanie newsletterów oraz informacji handlowych (6%). 1/3 respondentów twierdzi, że żadne korzyści nie są w stanie ich nakłonić do podania dodatkowych danych osobowych, a co czwarta osoba nigdy nie udziela zgody na przetwarzanie ich w celach marketingowych.

Co, jeśli nie dodatkowe benefity, skłania nas do podawania swoich danych? Wśród ankietowanych najczęstszym motywem jest poczucie obowiązku (67%), natomiast 11% uczestników badania udostępniania dane osobowe z przyzwyczajenia. Blisko co czwarty respondent nigdy nie zastanawiał się nad powodami swojego postępowania w tej kwestii.

Dane osobowe są cenne dla firm z oczywistego powodu, jakim jest możliwość komunikacji oferty, czyli dotarcie do swoich istniejących lub potencjalnych klientów różnymi kanałami – mówi Rafał Latkowski, Dyrektor Analiz w PAYBACK Polska. Należy jednak zwrócić uwagę, że dopiero połączenie danych adresowych i demograficznych z danymi o zachowaniach konsumenckich pozwala uzyskać prawdziwe benefity dla obydwu stron. W przypadku firm precyzyjne dotarcie do osób, które faktycznie mają szansę zakupić ich produkt, redukuje znacząco koszty komunikacji marketingowej. Ponadto umożliwia przygotowanie lepszej oferty dla wybranych grup konsumentów zamiast takiej, która bez precyzyjnego określenia odbiorców musiałaby być dostępna dla całego rynku. Te same elementy generują korzyści po stronie konsumentów, gdyż zmniejszają ilość nieprzydatnej komunikacji, która nie znajduje się w ich kręgu zainteresowań lub możliwości, oraz zwiększają dostęp do atrakcyjnych, limitowanych ofert pozwalających na zakup na atrakcyjnych warunkach – dodaje Rafał Latkowski.

Oddam dane tylko w dobre ręce

Niemal 2/3 ankietowanych jest zdania, że udostępnianie danych osobowych firmom może być niebezpieczne, a blisko co czwarty wierzy w zachowanie przez nie poufności. Największym zaufaniem w kwestii bezpieczeństwa danych osobowych respondenci darzą banki (61%). Drugie miejsce zajmują urzędy administracji publicznej (24%). To właśnie tym dwóm podmiotom oraz sklepom internetowym najczęściej udostępniane są dane osobowe. Większość uczestników badania PAYBACK jest przekonana, że przekazuje swoje dane osobowe administratorowi danych, a 35% twierdzi, że firmie, która o nie pyta. Niestety 4% respondentów nie wie, komu udostępnia swoje personalia i uważa tę wiedzę za zbędną.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 12-18 stycznia 2018 r. metodą ankiety online na grupie 1441 osób. Grupa badawcza w wieku 16-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Wzrost wynagrodzeń w Polsce. Strajki we Francji

Zbliża się termin marcowego posiedzenia FOMC w sprawie stóp procentowych. Szanse na podwyżki stóp wciąż rosną. Paryż protestuje przeciwko reformie emerytur. Rosną pensje w Polsce.

Rosną szanse na podwyżkę stóp w USA

W środę w przyszłym tygodniu odbędzie się posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to odpowiednik polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Zdaniem większości analityków dojdzie do podwyżki stóp o 0,25%. Procentowa szansa liczona na podstawie różnicy w wycenie kontraktów terminowych na stopę procentową wynosi już 91,6% i w ciągu miesiąca wzrosła o niemal 10%. To wzrost tych szans stoi najprawdopodobniej za ostatnim umocnieniem się dolara. Wczoraj, co prawda, poznaliśmy dobre dane z amerykańskiego rynku pracy, były one jednak w pełni zgodne z oczekiwaniami analityków.

Strajki we Francji

Powodem strajku jest reforma podnosząca opodatkowanie emerytur przekraczających 1283 euro. Zmiana dotyczy ponad połowy francuskich emerytur. W ten sposób rząd chce zrekompensować w budżecie obniżenie składek na fundusz pomocy bezrobotnym i zdrowotnych. Jest to tylko wstęp do większych zmian w systemie ubezpieczeń emerytalnych, które mają pojawić się w 2019 roku. Obecne protesty z pewnością nie będą jedyne, biorąc pod uwagę plany likwidacji 120 000 miejsc pracy dla urzędników w sektorze publicznym. Dlaczego jest to ważne dla rynków? Kondycja gospodarcza Francji nie jest najlepsza, jeżeli prezydent ugnie się pod falą protestów, będzie to negatywny sygnał dla całej strefy euro.

Dobre dane dla polskich pracowników

Dzisiaj rano poznaliśmy dane z polskiego rynku pracy dotyczące zatrudnienia i wynagrodzeń. Przeciętne wynagrodzenie osiągnęło już niemal 4600 zł brutto. Jest to wzrost o 6,8% w skali roku. Zatrudnienie rośnie wolniej, ale 3,7% jest wciąż dobrym wynikiem. Jest on szczególnie dobry, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że mamy najniższe bezrobocie od początku transformacji ustrojowej. Dane te były niemal zupełnie zgodne z oczekiwaniami, zatem rynki nie reagowały na nie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – pozwolenia na budowę domów,
  • 14:15 – USA – produkcja przemysłowa,
  • 15:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs rubla – rosyjska waluta będzie silniejsza

Biorąc pod uwagę czynniki wspierające rubla – przede wszystkim: wzrost cen ropy naftowej, poprawiające się warunki makroekonomiczne i względnie wysokie realne stopy procentowe –Ebury zakłada aprecjację rubla względem głównych walut i złotego.

Rosyjska waluta od połowy ubiegłego roku była w stanie oprzeć się sile wspólnej europejskiej waluty i utrzymać dość stabilny poziom w relacji do euro (Wykres 1), jednocześnie umacniając się względem dolara. W styczniu kurs USD/RUB spadł do najniższego poziomu od ośmiu miesięcy – istotny wpływ na taki obrót wydarzeń miała słabość USD oraz wzrost cen ropy naftowej na globalnych rynkach. Po gwałtownym spadku na początku 2016 r., który sprowadził światowe ceny ropy do najniższych poziomów od 14 lat, ceny zaczęły ponownie rosnąć. Ich dynamika wspierała rosyjską walutę i jest jednym z czynników, który sprawia, że rubel od dwóch lat pozostaje jedną z silniejszych walut emerging markets.

Wykres 1: Kurs EUR/RUB (marzec ’17-marzec ‘18)

Kurs EUR/RUB (marzec ’17-marzec ‘18)Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/03/2018

Gospodarka oparta na surowcach

Na rosyjską gospodarkę nie można patrzeć bez uwzględniania zmian globalnych cen surowców. Sprzedaż ropy naftowej i gazu odpowiada za dwie trzecie dochodów z eksportu Federacji Rosyjskiej. Stanowi też niemal jedną trzecią produktu krajowego brutto. Nie zaskakuje zatem, że zmiany cen paliw mają wpływ na kształtowanie się kursu rosyjskiego rubla w relacji do dolara amerykańskiego. Od końca 2014 r. (wyłączając kilka dość krótkich okresów) kurs pary USD/RUB był mocno skorelowany z cenami ropy Brent (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs RUB/USD, a ceny ropy naftowej Brent (2014-2018)

Kurs RUB/USD, a ceny ropy naftowej Brent (2014-2018)Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/03/2018

W czerwcu ubiegłego roku nastąpiło zmniejszenie wolumenu wydobycia ropy naftowej przez kraje OPEC (kartelu państw eksploatujących ropę naftową, kontrolującego 40% światowej produkcji surowca). Spadek podaży spowodował gwałtowny wzrost cen surowca. Cena ropy naftowej Brent wzrosła o niemal 55% w przeciągu zaledwie siedmiu miesięcy. Po raz pierwszy od grudnia 2014 r. cena baryłki ropy Brent wzbiła się ponad poziom 70 USD.

W kolejnych miesiącach można spodziewać się utrzymania niższej podaży ropy naftowej. Cięć w produkcji surowca można oczekiwać ze strony Wenezueli, która jest obecnie jednym z największych producentów surowca na świecie. Głęboki kryzys, który nawiedza kraj przekłada się na redukcję krajowego eksportu ropy naftowej, co może jeszcze bardziej wywindować ceny paliw w najbliższych miesiącach. Wspomniane silne odbicie cen surowca pozwoliło na wzmocnienie ożywienia gospodarczego w Rosji i nie przeszkadzało dobremu sentymentowi do rubla. Rosyjska gospodarka w 2015 i 2016 r. mierzyła się z recesją. Okres jej trwania był najdłuższy od ponad 15 lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że dynamika PKB w ujęciu rocznym w 2017 r. była dodania przez cały ubiegły rok – PKB w trzecim kwartale rosło o 1,8%, notując jednak lekkie spowolnienie w porównaniu z poprzednim kwartałem.

Wzrost aktywności w światowych gospodarkach wspierał dynamikę eksportu Rosji. W ostatnim miesiącu pomiarów, wartość eksportu wzrosła do najwyższego poziomu od ponad trzech lat. Wzrost wolumenu eksportu przełożył się na poprawę bilansu handlowego kraju. Czarnym punktem na makroekonomicznej mapie kraju była natomiast sytuacja sektora przemysłowego, która wywołała pewne obawy o perspektywy gospodarcze kraju. Skala spadku dynamiki produkcji była największa od 2009 r. Produkcja przemysłowa w końcówce minionego roku pozostawała ujemna. W styczniu jednak odnotowaliśmy wzrost rzędu 4,7% rocznie. Mimo to, obecne prognozy gospodarcze dla kraju zakładają 3-procentowy wzrost gospodarczy w 2018 r. Ekonomiści skupiają się na kwestii poprawy w eksporcie i prowzrostowych, pozytywnych efektach redukcji kosztów kredytu.

Ostatni, względnie szybki spadek inflacji w Rosji został ciepło przyjęty przez ekonomistów. Pamiętajmy, że podczas ostatniego kryzysu, dynamika cen rosła aż o 18% w ujęciu rocznym. W styczniu inflacja CPI spowolniła do poziomu 2,2% rocznie, w lutym utrzymywała się na tym samym poziomie. W obliczu niskiej inflacji Centralny Bank Rosji (CBR) zdecydował się na kontynuację luzowania polityki monetarnej. W całym 2017 r. CBR obciął główną stopę procentową o 225 punktów bazowych. Grudniowa obniżka o 50 pb. sprawiła, że stopy na koniec roku wyniosły 7,75%. Najprawdopodobniej CBR będzie kontynuował cykl luzowania również w tym roku – w samym lutym stopy procentowe spadły o kolejne 25 pb do 7,5%.

Co wzmocni rubla?

Naszym zdaniem, rubla rosyjskiego w tym roku powinien wspierać szereg czynników. Pierwszym z nich są realne stopy procentowe, które – pomimo niedawnych i oczekiwanych cięć – nadal pozostają wysokie. Poziom stóp realnych wynosi obecnie około 5% (Wykres 3). Porównując z innymi gospodarkami świata, jest to poziom na tyle wysoki, że powinien nadal stanowić zachętę dla inwestorów. Tempo wzrostu światowych cen ropy naftowej jest dość stabilne. Spodziewamy się, że w niedalekiej przyszłości korelacja między walutami surowcowymi a cenami ropy naftowej będzie wyższa niż obecnie, co powinno przełożyć się na wzrost wartości walut surowcowych. Warto zwrócić uwagę, iż ponownie rosną rosyjskie rezerwy walut zagranicznych. Federacja Rosyjska posiada jedne z największych rezerw walut obcych na świecie. Odpowiadają one wartości niemal 20 miesięcy krajowego importu. Tak duży poziom rezerw sprawia, że Centralny Bank Rosji w razie potrzeby ma duże pole do interwencji na rynku walutowym.

Wykres 3: Realne stopy procentowe w Rosji (2012-2018)

Realne stopy procentowe w Rosji (2012-2018)Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/03/2018

Na koniec 2018 roku Ebury prognozuje, że kursy walut będą oscylować w okolicach: USD/RUB 54, EUR/RUB 63, z kolei RUB/PLN 0,0659.

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Rynek hoteli w Polsce w 2017 roku

W tym roku w Polsce oddanych zostanie ponad 8 tysięcy pokojów hotelowych, wynika z danych zawartych w raporcie o rynku hotelarskim firmy Walter Herz

Wraz ze wzrostem liczby osób odwiedzających nasz kraj, rośnie w Polsce popyt na usługi hotelowe. W 2017 roku polskie lotniska obsłużyły o 17 proc. pasażerów więcej niż rok wcześniej. Na wzrastające zapotrzebowanie na noclegi wskazują również statystyki GUS, z których wynika, że liczba pokojów hotelowych wynajmowanych w obiektach na terenie naszego kraju od 2012 roku systematycznie rośnie o kilka procent każdego roku.

Notowany wzrost wskaźników operacyjnych hoteli dopinguje inwestorów do wzmożonej aktywności. Tym samym, krajowe zaplecze hotelowe, które w porównaniu z krajami Europy Zachodniej nadal jest jeszcze słabo rozwinięte, wzbogaca się stale o nowe, atrakcyjne obiekty.

W tym roku sektor hotelowy wzrośnie o 6 proc.

Baza hotelowa w Polsce, jak podają specjaliści Walter Herz, liczy obecnie ponad 2700 obiektów różnej klasy, w których dostępnych jest przeszło 135 tys. pokojów. Analitycy obliczają, że w 2018 roku w inwestycjach, które mają zostać oddane do użytkowania w kraju powstanie około 8 tys. pokojów.

Specjaliści szacują, że w tym roku branża odnotuje wzrost podaży na poziomie 6 proc. Eksperci podkreślają jednak, że mimo iż rynek konsekwentnie zwiększa swoje zasoby, w Polsce wciąż brakuje hoteli, co jest odczuwalne przede wszystkim w głównych ośrodkach biznesowych w kraju.

Największym potencjałem wzrostu wyróżnia się rynek warszawski, na którym w większym stopniu niż w innych polskich miastach popyt na noclegi generują goście biznesowi. Ponadto, po EURO 2012 Warszawa jest także coraz mocniej doceniana przez turystów.

Rekordowy poziom nowej podaży w Warszawie

Z danych zawartych w najnowszym raporcie Walter Herz wynika, że rynek warszawski dysponuje obecnie 90 hotelami, które oferują 13,5 tys. pokojów. Zestawienie podaje, że nowa podaż w Warszawie osiągnie w tym roku rekordowy poziom. W obiektach, których realizacja zakończyć się ma w 2018 roku oddanych zostanie około 2 tys. pokojów hotelowych. Analitycy Walter Herz prognozują, że w 2019 roku rynek warszawski zwiększy swoją ofertę o podobną liczbę pokojów hotelowych, jak w roku bieżącym.

W stolicy planowane jest w tym roku otwarcie kilku znaczących obiektów hotelowych, m.in. hotelu Four Points by Sheraton ze 192 pokojami, dwóch hoteli Ibis Styles, które zaoferują łącznie  400 pokojów, hotelu Krakowska Residence z ponad 350 pokojami, hotelu Vienna House ze 164 pokojami, hotelu Renaissance z 225 pokojami, a także hotelu Raffles Europejski ze 106 pokojami.

Wśród ostatnio odnotowanych transakcji hotelowych zawartych w Warszawie specjaliści wymieniają pięciogwiazdkowe hotele Westin i Radisson Blu oraz czterogwiazdkowy hotel Holiday Inn Warsaw City Center.

Kraków z czterokrotnie mniejszą, nową podażą niż Warszawa

Sporo miejsca do lokowania nowych projektów hotelowych jest jeszcze jednak, nie tylko w Warszawie, ale także w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, czy Poznaniu – w lokalizacjach, którymi najbardziej interesują się globalni inwestorzy.

Drugi co do wielkości w kraju, krakowski rynek hotelarski liczy obecnie 150 hoteli, w których do dyspozycji gości jest ponad 10 tys. pokojów. Zapotrzebowanie na noclegi w Krakowie jest coraz większe, bo z roku na rok stolicę Małopolski odwiedza większa ilość turystów. W 2017 roku do Krakowa przyjechało prawie 13 mln osób, o 6 proc. więcej niż rok wcześniej.

Według obliczeń specjalistów Walter Herz, w obiektach, które mają zostać oddanie w aglomeracji w tym roku przybyć ma około 500 nowych pokojów hotelowych. Pierwszych gości przyjąć ma m.in. hotel B&B, w którym znajdzie się 130 pokojów i położony na Kazimierzu hotel Puro z 228 pokojami.

Trójmiasto rośnie najszybciej spośród rynków regionalnych

Stabilne wyniki operacyjne krakowskich hoteli sprawiają, że aglomeracja jest atrakcyjna dla międzynarodowych inwestorów. Ostatnio przeprowadzone transakcje w tym segmencie krakowskiego rynku nieruchomości dotyczyły pięciogwiazdkowego hotelu Sheraton i trzygwiazdkowego hotelu Vienna House Easy.

W Trójmieście ma przybyć natomiast w tym roku dwa razy więcej pokojów hotelowych niż w Krakowie. W 2018 roku trójmiejski rynek zasili kolejny tysiąc pokojów. Do najciekawszych projektów, jakie zostaną oddane należą: hotel Deo z 354 pokojami, Hampton by Hilton ze 154 pokojami, IBB z 90 pokojami oraz Focus Premium w Sopocie, w którym znajdzie się 70 pokojów.

Trójmiasto, w którym 44 proc. noclegów w hotelach generują goście zagraniczni, głównie ze Skandynawii i Niemiec, oferuje obecnie 80 hoteli, które dysponują 6 tys. pokojów.

Utytułowany Wrocław

Wrocław może się pochwalić z kolei 60 hotelami, w których znajduje się 5,1 tys. pokojów. Jak obliczają specjaliści Walter Herz, w tym roku zasoby wrocławskiego rynku hotelarskiego zwiększą się o kolejne 250 pokojów.

Rynek wrocławski charakteryzuje się relatywnie niskimi, średnimi cenami w porównaniu z innymi, głównymi aglomeracjami w Polsce. Jak przyznają specjaliści, prognozy dla rozwoju branży w stolicy Dolnego Śląska są pozytywne, głównie ze względu na silny popyt na noclegi ze strony turystów i rosnący sektor BPO. Popularność lokalizacji potęguje także przyznany miastu w 2016 roku tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i uznanie Wrocławia za najlepszy europejski cel podróży w 2018 roku w konkursie European Best Destination.

Poznań goni pozostałe, główne rynki

Rozwój poznańskiego rynku, na którym funkcjonuje obecnie 61 hoteli, zapewniających 3,7 tys. pokojów, zapowiada się obiecująco. Z raportu Walter Herz wynika, że w tym roku Poznań wzbogaci swoje zasoby o około 400 pokojów hotelowych. W aglomeracji planowane jest m.in. otwarcie hotelu Hampton by Hilton ze 117 pokojami, hotelu Altus ze 109 pokojami i hotelu Focus z 94 pokojami.

Popyt na noclegi generowany jest w Poznaniu głównie przez gości biznesowych i MICE, m.in. ze względu na zlokalizowany w mieście popularny międzynarodowy obiekt targowy. Znaczenie Międzynarodowych Targów Poznańskich jest jednak coraz słabsze, podobnie jak słaba jest rozpoznawalność lokalizacji wśród turystów zagranicznych.

Autor: Walter Herz

Kurs dolara nadal rośnie

W czwartek amerykański dolar zyskiwał do większości swoich rywali poza japońskim jenem i frankiem szwajcarskim, wobec którego traci w piątek rano. Zdaniem analityków jest to efekt tego, że inwestorzy zaczęli odwracać się od ryzykownych aktywów, a z drugiej strony także skutek dobrych niektórych danych makroekonomicznych w USA (np. w styczniu napływ kapitałów do USA był znacznie wyższy od prognoz rynkowych). W szczególności po opublikowaniu słabych danych dotyczących sprzedaży domów w Kanadzie, straty do amerykańskiej waluty pogłębiał dolar kanadyjski. Po przebiciu granicy USD/CAD na poziomie 1,3 kanadyjski dolar jest najsłabszy od 8,5 miesiąca.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci japońskiego jena (-0,22%), a zyskuje do euro (+0,38%), brytyjskiego funta (+0,29%), dolara kanadyjskiego (+0,78%) oraz dolara australijskiego (+0,82%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,232, GBP/USD – 1,395, USD/CAD – 1,306, AUD/USD – 0,78 i USD/JPY – 105,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,6%) i kurs EUR/JPY wynosi 130,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. Złotówka traci do głównych walut. W piątek rano dolar kosztuje 3,42 zł, euro – 4,21 zł, funt – 4,77 zł, a frank szwajcarski – 3,6 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach mieszanka koloru czerwonego i zielonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,1%, frankfurcki indeks DAX – 0,88%, a paryski indeks CAC 40 – 0,65%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,08%, meksykański indeks Bolsa – o 0,7%, a brazylijski indeks Bovespa – o 1,3%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei stracił 0,58%, indeks Shanghai Composite – 0,65%, a hongkoński indeks Hang Seng – 0,25%.

Ropa i złoto

Ceny ropy naftowej rosną drugi dzień z rzędu. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 65,12 USD (+0,35%), a ropy WTI – 61,19 USD (+0,38%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy pozostaje na poziomie 70 USD. Z kolei złoto drugi dzień z rzędu traci na wartości. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1317 USD. To 7 USD mniej (-0,53%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 5:30 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), styczeń – 2,5% (prognoza 2,7%)
  • 10:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), luty (prognoza 7,3%)
  • 10:00 – Polska – Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (r/r), luty (prognoza 3,7%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), luty (prognoza 1,2%)
  • 13:30 – USA – Rozpoczęte budowy domów, luty (prognoza 1288 tys.)
  • 13:30 – USA – Pozwolenia na budowę domów, luty (prognoza 1320 tys.)
  • 14:00 – Polska – Saldo rachunku bieżącego, styczeń (prognoza 1687 mln EUR)
  • 14:00 – Polska – Wskaźniki inflacji bazowej, styczeń
  • 14:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), luty (prognoza 0,3%)
  • 15:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, marzec (prognoza 99,5 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Orion Investment S.A. publikuje wyniki za 2017 r.

Grupa Orion Investment S.A., Spółka notowana na GPW w Warszawie, zajmująca się realizacją projektów deweloperskich, wypracowała 7,38 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym w 2017 r., a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 28,79 mln zł. Spółka prowadzi zgodnie z planem wszystkie inwestycje i liczy, że uda jej się utrzymać bardzo dobre wyniki finansowe w kolejnych latach.

Skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Orion Investment S.A. w 2017 r. zanotowały wyraźny wzrost w porównaniu do 2016 r., kiedy to zysk netto sięgnął 5,06 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 25,66 mln zł. Podmioty wchodzące w skład Grupy Kapitałowej Orion Investment S.A. realizują inwestycje deweloperskie w segmencie budownictwa mieszkaniowego wielorodzinnego i jednorodzinnego, które cechują się wyselekcjonowanymi lokalizacjami, atrakcyjnym zagospodarowaniem terenów wspólnych oraz bardzo dobrym dostęp do komunikacji miejskiej i infrastruktury publicznej. W ten sposób Spółka bardzo dobrze zagospodarowała niszę rynkową i zaoferowała produkt z wysokim potencjałem popytu, który pozwala uzyskiwać wysokie rentowności. Grupa Orion Investment S.A. posiada w swoim portfolio kilka inwestycji realizowanych m.in. w Krakowie, Skawinie oraz Zabierzowie, a prowadzone prace deweloperskie przebiegają zgodnie z harmonogramem i przyjętym planem finansowym. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia wyniki finansowe osiągnięte w 2017 r. i oczekuje, że dzięki nabytym kompetencjom będzie mógł podtrzymać ich dalszy wzrost w nadchodzących latach.

„Wyniki finansowe wypracowane w 2017 r. przez Grupę Orion Investment S.A. świadczą o skutecznej realizacji założeń naszej strategii rozwoju oraz odpowiedniej selekcji prowadzonych inwestycji. Rynek mieszkaniowy znajduje się obecnie w trendzie wzrostowym i staramy się wykorzystać jego potencjał najlepiej, jak tylko potrafimy. Osiągnięte poziomy sprzedażowe w poszczególnych inwestycjach oceniamy bardzo pozytywnie. W 2019 r. chcemy oddać do użytkowania kolejną inwestycję, co przełoży się na wyniki finansowe Grupy w przyszłym roku.” – komentuje Marcin Gręda, V-ce Prezes Zarządu Spółki Orion Investment S.A.

Projekt deweloperski o nazwie „Krakowskie Przedmieście” realizowany w Skawinie w I etapie przewiduje budowę 152 mieszkań o powierzchni od 26 do 75 m2 w 3 budynkach. Oddanie do użytkowania tej inwestycji zostało zaplanowane na 3 kwartał 2019 r. W 2017 r. Grupa zakończyła sprzedaż mieszkań w pierwszym etapie realizowanej inwestycji w Opatkowicach – „Trzy Ogrody – Ogród Wrzosowy”. Na bardzo wysokim poziomie utrzymywała się także sprzedaż mieszkań w projekcie deweloperskim „Trzy ogrody – Ogród Różany”, w którym proces sprzedażowy powinien zamknąć się w 1 kw. 2018 r. W tym roku Grupa Orion Investment S.A. planuje również zakończyć sprzedaż pozostałej części inwestycji „Zabierzów Zacisze” obejmującej 36 budynków w zabudowie szeregowej i bliźniaczej.

„Naszymi wynikami finansowymi oraz realizowanymi projektami inwestycyjnymi potwierdzamy, że potrafimy adaptować się do stale zmieniających się uwarunkowań rynkowych i osiągać założone cele. Przez wiele lat obecności na rynku deweloperskim zdobyliśmy niezbędne doświadczenie i know-how m.in. w obszarze realizacji, finansowania oraz obsługi sprzedażowej, dzięki czemu jesteśmy w stanie prowadzić projekty na coraz wyższą skalę. Mamy nadzieję, że uda nam się podtrzymać dobre wyniki finansowe i stale zwiększać wartość Grupy.” – zakończył Marcin Gręda.

Akcjonariusze Orion Investment S.A. podczas NWZA w dniu 14.12.2017 r. podjęli Uchwałę o przeprowadzeniu splitu akcji w stosunku 1:10. Jego celem jest zwiększenie płynności obrotu akcji na rynku.

Spółka wypłaciła w 2017 r. dywidendę z zysku za 2016 r. w kwocie 1,55 zł na akcję, przeznaczając łącznie na ten cel blisko 1,68 mln zł, co stanowiło 33% wypracowanego zysku netto Grupy.

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne w kolejnym tyg.

Przyszły tydzień w kalendarzu makroekonomicznym zapowiada się niezwykle ciekawie. Kalendarz zostanie otworzony przez poniedziałkową publikację japońskiego bilansu handlowego, będą to jedyne ważniejsze dane makroekonomiczne w pierwszy dzień sesji.

We wtorek poznamy brytyjską inflację, która coraz bardziej dokucza konsumentom. Pamiętajmy, że wzrost cen produktów jest nieproporcjonalny, a średnią na poziomie 2.9 procenta można odczuć. Jednak co zrobi bank Anglii w takiej sytuacji? Władze monetarne mają ograniczone pole do popisu, ponieważ Brexit doprowadził do spadku cen nieruchomości, co może przełożyć się na przyszłą paniczną ucieczkę od tego typu aktywów.

Środa – najważniejszy dzień tygodnia. Poznamy koszyk danych z głównych gospodarek świata, ale najważniejsza będzie publikacja stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz konferencja prasowa FED. Oprócz tego poznamy koszt pieniądza w Nowej Zelandii, który ma pozostać na niezmienionym poziomie, siłę brytyjskiego rynku pracy oraz z samego rana odbędzie się spotkanie członków ECB.

Po emocjonującej środzie czeka nas spokojniejszy czwartek. Poznamy dane z australijskiego rynku pracy oraz stopy procentowe w Wielkiej Brytanii, które według konsensusu rynkowego mają pozostać na niezmienionym poziomie.

W ostatni dzień sesja zostanie opublikowane japońska oraz kanadyjska inflacja. Oprócz tego poznamy dane z amerykańskiego rynku nieruchomości.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – stopy procentowe

Według rozkładu prawdopodobieństwa wysokości stóp procentowych koszt pieniądza na najbliższym spotkaniu FOMC odbywającego się 21 marca zostanie podwyższony z 88 procentowym prawdopodobieństwem (kolor różowy).

cme group stopy procenstowe

Źródło: Cme Group

Z kolei na majowym spotkaniu prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki o 25 punktów bazowych wynosi jedynie 3.7 procenta. Do końca 2018 roku rynek widzi miejsce na trzy podwyżki stóp procentowych. Tak jak wcześniej wspomniałem razem z oświadczenie kosztu pieniądza poznamy prognozy FOMC, które są o wiele ważniejsze niż sama podwyżka stóp procentowych. Jeżeli FED zapowie więcej podwyżek stóp procentowych, to możemy doświadczyć podwyższonej zmienności na rynku kapitałowym. Większa ilość podwyżek stóp procentowych negatywnie odbije się na rynku akcji, dlatego jest na co czekać.

Instrument do obserwacji – AUDJPY

W przyszłym tygodniu warto obserwować parę walutową AUDJPY, która znalazła się w bardzo ciekawym miejscu. Po ostatniej wyprzedaży notowania dotarły do strefy wsparcia w okolicy poziomu 82.00. Po drodze zdołały pokonać wsparcie 84.35, które teraz stało się oporem.

Natomiast na dzień dzisiejszy notowania znalazły się w korekcie, która prawdopodobnie zostanie zakończona na wcześniej pokonanym wsparciu 84.35. Świadczy o tym wygląd tygodniowej świecy. Jeżeli sprzedającym uda się obronić strefę oporu oraz pokonać kolejne wsparcie w okolicy poziomu 82.00, to strona sprzedająca otworzy drogę do poziomu 79.00.

Notowania AUDJPY, interwał tygodniowy

Notowania AUDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Ujednolicenie umów o pracę ograniczy swobodę działania pracowników

Zmiany w regulacjach dotyczących warunków zawiązywania umów o pracę, umów zlecenie i o dzieło będą uwzględniały dużą cześć osób, które w tej chwili świadczą pracę różnego typu, w ogólnej grupie pracowników.

Oprócz zatrudnienia rozumianego jako stosunek pracodawca – pracobiorca, dotyczyć będą relacji zleceniodawca – zleceniobiorca oraz zlecający dzieło – wykonujący dzieło. Działania te mają na celu umożliwienie wszystkim uzyskania większych wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych. Niestety nie usprawni to w efektywny sposób transferu środków. Kiedy zatrudnienie określane jako „zlecenie” rozpatrywać będziemy jako prawo pracy, to zamkniemy możliwość ponoszenia odpowiedzialności danych osób – specjalistów za wykonywane przez nie czynności oraz swobodnego ich przechodzenia między podmiotami. W chwili, kiedy dużo osób wykonuje zawody niekoniecznie związane z jednym pracodawcą lub opierające się o realizację pracy w formie projektowej, często nie chcą one być zobowiązane regulacjami dotyczącymi prawa pracy.

 Mogłoby to jednak zrobić upowszechnienie systemu tego transferu, tak abyśmy mieli jak największą grupę osób objętych jednolitymi rozwiązaniami prawnymi – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej –  Obecnie często mówi się o tym, żeby rozwiązaniami podatkowymi oraz związanymi z prawem pracy ograniczyć grupę, która nie płaci w ogóle składek na ubezpieczenie społeczne lub płaci je w innych wymiarach niż zatrudnieni na umowie o pracę. To jednak wkracza w zakres swobody umów oraz tego, aby każdy bez problemu kształtował zobowiązania i relacje z tym, komu dostarcza swoją pracę. Tymczasem prawo pracy określa jednoznacznie zakaz konkurencji czy okresy, kiedy i na jakich warunkach można rozwiązać daną umowę oraz to, jak i kiedy zwolnić kogoś z wykonywania świadczenia pracy. Odbieranie ludziom możliwości swobodnego kształtowania wiążących ich umów jedynie w celu zapewnienia wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych, to kazus jeszcze większego komplikowania sytuacji na rynku. To także może być bodziec do konstruowania rozbudowanych umów o dziwnej treści, które jeszcze bardziej będą wymykać się z regulacji kodeksu pracy – dodała Durlik.

Naukowcy alarmują: oparta na sztucznej inteligencji broń autonomiczna to zagrożenie dla ludzkości. Nad rozwojem SI potrzebna jest większa kontrola

Naukowcy alarmują: oparta na sztucznej inteligencji broń autonomiczna to zagrożenie dla ludzkości. Nad rozwojem SI potrzebna jest większa kontrola 5

Z jednej strony ułatwienia w codziennym życiu, poprawa bezpieczeństwa na drodze, oszczędności energii czy lepsza diagnostyka medyczna, a z drugiej – prace nad bronią autonomiczną, które prowadzą do powstawania maszyn mających zabijać ludzi. Nad takimi systemami pracuje m.in. Rosja i Izrael. Zdaniem ekspertów sztuczna inteligencja może być równie pożyteczna, co groźna. To, jaka będzie w przyszłości, zależy od użytkowników i tego, kto nad jej rozwojem będzie pracował. Jej rozwój wydaje się jednak nieunikniony.

Projektowane systemy LAW (Lethal Autonomous Weapons) konstruowane są do przeprowadzania ataków na cele wojskowe (ludzi i instalacje) bez operatora zarówno w powietrzu, na lądzie, pod wodą, jak i w kosmosie. To oznacza, że taka maszyna może sama zidentyfikować i zlikwidować cel, bez ingerencji człowieka. Na świecie co najmniej kilka państw opracowuje tego typu broń. Według doniesień prasowych Rosjanie pracują nad autonomiczną torpedą nuklearną „Status 6”, Izrael zaś opracowuje zabójcze roboty o rozmiarze much.

Jak do tej pory użycie tego typu broni bez ludzkiego nadzoru jest uznawane za nielegalne – ostateczną komendę musi wydać człowiek. Istnieją jednak wyjątki, w postaci autonomicznych systemów obronnych.

– Chcemy wykorzystywać sztuczną inteligencję do tego, żeby zrobić lepszą diagnostykę medyczną, żeby lepiej wykrywać choroby, żeby uczyć się nowych rzeczy. Taka silna obliczeniowa maszyna może nam wskazać inne kierunki myślenia, które dla nas są niedostępne, ale nie chcemy, żeby ona zabijała ludzi. Przed nami jest teraz czas segmentacji tej dziedziny na to, co chcemy robić, a czego nie chcemy robić – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksandra Przegalińska z Massachusetts Institute of Technology.

W wystosowanym przez grupę ponad stu naukowców liście otwartym do ONZ zawarto prośbę o działania zapobiegające dalszym pracom naukowców nad rozwojem broni autonomicznej, czyli robotów wojennych działających w oparciu o sztuczną inteligencję. W gronie sygnatariuszy tego listu znalazł się między innymi Elon Musk.

To kolejna już próba zwrócenia uwagi na zagrożenia związane z niewłaściwym rozwojem tej technologii, wzbudzająca dyskusję o tym, w jakim kierunku zmierza sztuczna inteligencja. Właściciel firm Tesla i SpaceX uznał sztuczną inteligencję za największe zagrożenie dla ludzkości. Podobnymi opiniami dzielili się ze światem astrofizyk Stephen Hawking oraz Bill Gates, twórca Microsoftu.

 Jeżeli ten projekt, jako społeczeństwa, oddamy bardzo wąskiej grupie naukowców i ekspertów, to będzie to projekt, którego nie można nadzorować i on na pewno może być potencjalnie groźny. Każda technologia jest potencjalnie groźna – twierdzi Aleksandra Przegalińska.

Zupełnie odmienne zdanie na temat sztucznej inteligencji ma Mustafa Suleyman – współzałożyciel przejętej przez Google firmy DeepMind, która pracuje nad stworzeniem cyfrowego mózgu. Według niego nowa technologia pomoże w przyszłości rozwiązać największe problemy ludzkości, takie jak dostęp do wody pitnej, ryzyka finansowe na giełdzie czy nierówności społeczne.

Sztuczna inteligencja jest młodą dziedziną technologii. Po raz pierwszy tego terminu użyto w 1955 roku. Od tego czasu stała się ona jedną z tych dziedzin, na których rozwój kładzie się największy nacisk. Superkomputery są już zdolne wygrywać w potyczkach szachowych z zawodnikami najwyższej klasy, a dzięki głębokiemu uczeniu maszynowemu możliwe jest powstawanie tworów takich, jak na przykład Jane AI, będąca komputerowym osobistym trenerem motywującym użytkownika do podejmowania aktywności fizycznej.

– Sztuczna inteligencja pokazała się już do tej pory w bardzo wielu pozytywnych zastosowaniach. Jest prawie wszędzie, w wielu operacjach finansowych, w systemach rekomendacji, w internecie, w sieciach społecznościowych. Choć zdarza się, że może być użyta w niewłaściwych celach, to jeśli będzie projektem rozproszonym w społeczeństwie, jest mniejsza szansa na to, że będzie nadużywana czy używana negatywnie – uspokaja badaczka z MIT.

Według analityków Markets and Markets wartość rynku sztucznej inteligencji w 2017 roku wyniosła 16 mld dol. Do 2025 roku tempo średniorocznego wzrostu ma wynieść ponad 36 proc., by osiągnąć wartość 190 mld dol.

80 proc. polskich firm ma problem z przeterminowanymi płatnościami. Skuteczność odzyskiwania długów rośnie przy korzystaniu z windykacji online

80 proc. polskich firm ma problem z przeterminowanymi płatnościami. Skuteczność odzyskiwania długów rośnie przy korzystaniu z windykacji online 6

Nawet 80 proc. przedsiębiorców ma problemy z terminowym odzyskaniem należności od swoich kontrahentów. Niewiele ponad połowa firm sprawdza jednak swoich partnerów przed nawiązaniem współpracy. Choć czas oczekiwania na płatność jest coraz krótszy i obecnie wynosi średnio trzy miesiące, to w ponad 46 proc. firm co piąta należność jest przeterminowana. Dzięki wykorzystaniu nowych technologii odzyskanie długu może być prostsze. Aplikacja do windykacji online zwiększa skuteczność tego procesu nawet o połowę.

– Wielkość rynku wierzytelności ocenia się na 110 mld zł. To cały rynek B2C i B2B, czyli klienci indywidualni i przedsiębiorcy. Szacunki dla segmentu małych i średnich firm, gdzie są bardzo duże problemy z niezapłaconymi fakturami, to ok. 10 mld zł. Bardzo duży problem w tym segmencie polega na tym, że przedsiębiorcy boją się utraty relacji ze swoimi kontrahentami, ponieważ z niewielką liczbą współpracują, dlatego boją się podejmować działania windykacyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bogusław Bieda, prezes Vindicat.

Jak wynika z raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych na koniec III kwartału 2017 r. łączna wartość nominalna obsługiwanych wierzytelności rocznie na rynku polskim wynosiła 104,4 mld zł. Niepłacone w terminie należności to zmora polskich firm, zwłaszcza z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso, wskazuje, że nawet 80 proc. firm ma problemy z odzyskiwaniem należności.

Kultura windykacji w Europie Zachodniej wygląda zupełnie inaczej niż w Europie Środkowo-Wschodniej. Często mówi się, że w Niemczech płaci się fakturę albo dzień przed terminem, albo w dniu wymagalności. W Polsce często firmy mają takie podejście, że zapłaci się, jak się zapłaci, tzn. jeżeli przedsiębiorca nie upomina się o swoje należności, to te należności się przeterminują – ocenia Bogusław Bieda.

Z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, wynika, że w IV kwartale 2017 roku problem z nieterminowymi płatnościami w Polsce był najmniejszy od stycznia 2009 roku. Przeciętny czas oczekiwania na płatność skrócił się do trzech miesięcy. Rośnie jednak odsetek przeterminowanych należności – do 22,3 proc., czyli na każdy 1 tys. zł na fakturze wystawionej przez firmę 223 zł nie wpłynęło na jej konto wcale lub wpłynęło z opóźnieniem. Do 15 proc. wzrósł odsetek firm, które nie dostały w terminie co najmniej połowy należnych pieniędzy z wystawionych faktur. Jeśli uwzględnić przedsiębiorstwa, w których przeterminowane należności stanowią ponad 20 proc. wszystkich, to ich udział wzrósł do ponad 46 proc.

Problemem często jest brak wiedzy przedsiębiorców – nie wiedzą, w jaki sposób skutecznie egzekwować długi, boją się też pogorszenia relacji z kontrahentami. Pomocne może być korzystanie z windykacji online, gdzie użytkownik jest prowadzony przez cały proces.

W głównej mierze w małych i średnich firmach proces windykacji polega tylko na wykonywaniu telefonów proszących, co może trwać nawet kilka miesięcy – ocenia Bogusław Bieda. – Windykacja online polega na samodzielnym dostępie do aplikacji, dzięki której przedsiębiorca może prowadzić różne działania w stosunku do dłużnika, których celem jest zwrot należnych mu pieniędzy. Nasze badania pokazują, że przedsiębiorcy, którzy korzystają z naszej aplikacji, skutecznie odzyskują pieniądze na poziomie 95 proc.

Z raportu Vindicat wynika, że odsetek odzyskiwanych należności maleje wraz z wydłużaniem się okresu przeterminowania i wzrostem kwoty wierzytelności. Samodzielnie przedsiębiorca odzyskuje 62 proc. należności przeterminowanych do 90 dni, 55 proc. tych przeterminowanych od 91 do 160 dni, a powyżej 160 dni – 47 proc. Przy wykorzystaniu aplikacji do windykacji online ten odsetek wynosi odpowiednio 92, 83 i 79 proc.

– Skuteczność naszej aplikacji jest na poziomie ponad 90 proc. Wśród przedsiębiorców, którzy samodzielnie prowadzą działania działalności związane z odzyskiwaniem swoich należności, to ok. 60 proc., czyli różnica jest bardzo duża. Niska skuteczność powoduje, że często małe i średnie przedsiębiorstwa tracą płynność finansową, w wyniku czego bankrutują – podkreśla Bogusław Bieda.

Z danych opublikowanych w „Monitorze Sądowym i Gospodarczym” wynika, że w 2017 roku niewypłacalność ogłosiło 900 polskich firm, przede wszystkim z branży transportowej, usługowej i produkcji.

Prawie połowa ludzi na świecie do 2050 r. będzie mieć krótkowzroczność. Coraz częściej ludzi dotyka też problem suchego oka

Prawie połowa ludzi na świecie do 2050 r. będzie mieć krótkowzroczność. Coraz częściej ludzi dotyka też problem suchego oka 7

Do 2050 roku 4,7 mld ludzi na świecie, czyli blisko połowa populacji, będzie miało krótkowzroczność – wynika z prognoz Brien Holden Vision Institute. Zdaniem ekspertów mamy do czynienia z epidemią krótkowzroczności, przede wszystkim dlatego, że coraz częściej patrzymy w bliży: w ekrany komputerów czy smartfonów. Ponad 80 proc. Polaków podczas pracy przed ekranem nie robi wymaganej co godzinę przerwy. Dlatego coraz częstszym problemem okulistycznym jest też tzw. suche oko, czyli wysuszona spojówka, która objawia się uczuciem piasku pod powiekami.

– W Polsce, tak jak na całym świecie, rośnie liczba krótkowidzów, czyli najlepiej widzimy z bliska. Jest to prawdopodobnie związane z dużą liczbą tabletów, komórek i ciągłą pracą z komputerem – czyli pracą z bliska. Dane WHO i przewidywania dla Europy Wschodniej są takie, że w 2050 połowa społeczeństwa będzie krótkowzroczna. W 2010 mieliśmy 20 proc. populacji Europy Wschodniej z krótkowzrocznością, czyli odsetek wzrośnie dwukrotnie. Natomiast w Azji i Azji Wschodniej w 2050 roku będzie 2/3 ludności noszącej okulary – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Piotr Fryczkowski, okulista z przychodni Retina.

Jeszcze w 2000 roku krótkowzroczność stwierdzono u niemal 1,4 mld ludzi na świecie, czyli 23 proc. populacji. U 163 mln osób wykryto wadę tak poważną, że groziła utratą widzenia. Z badań ekspertów z Brien Holden Vision Institute przy Uniwersytecie Nowej Południowej Walii w Sydney wynika, że do 2050 roku połowa ludzi na świecie będzie krótkowidzami. Krótkowzroczność stanie się też główną przyczyną utraty widzenia. 10 proc. populacji na świecie będzie zagrożona ślepotą ze względu na krótkowzroczność poniżej -5 dioptrii. Coraz częściej problem z widzeniem mają też dzieci. Głównymi winowajcami są ekrany: telewizora, komputera czy smartfona.

– Akomodacja to zdolność oka do tego, byśmy mogli popatrzeć z bliska, a zaraz potem z daleka. To praca mięśni, w której soczewka oka robi się grubsza albo cieńsza. Jeżeli patrzę z bliska, to mięsień jest napięty, jeśli patrzę daleko – mięsień jest rozluźniony. Każdy mięsień się męczy. Nie ma takiego mięśnia, którego możemy napiąć i trzymać tak przez 8 godzin, bo wymaga odpoczynku. Mniej więcej na godzinę pracy z bliska powinniśmy przez 2–3 minuty patrzeć daleko, żeby rozluźnić mięśnie wewnątrz oka – mówi Piotr Fryczkowski.

Z tegorocznego badania zrealizowanego przez IQS dla Vision Express wynika, że 82 proc. badanych nie robi cogodzinnej przerwy podczas pracy przy komputerze. Inne szkodliwe praktyki to czytanie przy nieodpowiednim świetle i oglądanie telewizji więcej niż cztery godziny dziennie (po 81 proc.). Niepokoić może też fakt, że Polacy nie przywiązują dużej uwagi do wzroku – 65 proc. osób od roku nie było u okulisty, a 16 proc. – jeszcze nigdy. Jednocześnie co czwarta osoba źle ocenia stan swojego wzroku, a 47 proc. wskazuje, że ma wadę wzroku lub chorobę oczu.

Problemy ze wzrokiem są coraz częstsze i nie dotyczą tylko krótkowzroczności. Coraz częściej skarżymy się na suche oko, które zdaniem okulisty staje się problemem cywilizacyjnym – przez pracę w bliży, w klimatyzowanych lub ogrzewanych pomieszczeniach. Uczucia piasku w oczach nie powinno się lekceważyć, bo przy braku reakcji narażamy się na trwałe uszkodzenie narządu wzroku.

– Przy pracy z bliska, w złym oświetleniu, w pomieszczeniach klimatyzowanych, oko musi się bardzo mocno wysilać, bo mięsień wewnątrz jest bardzo napięty. Dodatkowo człowiek zapomina o mruganiu, bo patrzy w ekran i jest skupiony na tym, co ma zrobić. W każdym biurze jest sucho, są duże przestrzenie, w których jest bardzo dużo ludzi i sprzętu, więc powietrze automatycznie się nagrzewa. Latem nie ma otwartych okien, tylko klimatyzatory, z reguły bez nawilżaczy. To doprowadza po pewnym czasie do tego, że spojówka robi się czerwona, mamy ciągle oczy królika, uczucie piasku pod oczami. Radą jest dobre „używanie” oka, czyli mruganie i przerwy w pracy, nawilżacze i czasami krople nawilżające do oczu – przekonuje dr Piotr Fryczkowski.

Za część chorób oczu odpowiadają choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca czy nadciśnienie tętnicze. Większości schorzeń – przy odpowiedniej profilaktyce – można jednak uniknąć lub w znacznym stopniu je zminimalizować.

– Najczęściej tym, co nas czeka w związku z dłuższą przeżywalnością, jest zaćma. Jest to normalna sytuacja, w której prawie każdy człowiek się znajdzie. Szacuje się, że w Polsce od 800 tys. do miliona osób choruje na jaskrę, w której można stracić wzrok zupełnie, bo to choroba nerwu wzrokowego – wskazuje okulista.

Zaćma jest najczęstszą przyczyną utraty wzroku, zwłaszcza wśród osób starszych. Do jej głównych objawów należą zaburzenia ostrości widzenia, problemy z oceną odległości, zmęczenie oczu. W Polsce na zaćmę choruje około milion osób. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego do 2030 roku liczba osób zagrożonych zaćmą w wieku 60–74 lata zwiększy się o ok. 40 proc.

Niedobór pracowników jednym z największych wyzwań specjalnych stref ekonomicznych. Konieczne jest wsparcie dla szkolnictwa branżowego

Niedobór pracowników jednym z największych wyzwań specjalnych stref ekonomicznych. Konieczne jest wsparcie dla szkolnictwa branżowego 8

Specjalne strefy ekonomiczne z jednej strony przynoszą korzyści inwestorom, z drugiej, zmniejszają bezrobocie i przyspieszają gospodarczy rozwój regionu. Ze względu na niskie bezrobocie jednym z najpoważniejszych zadań dla nich jest w tej chwili zapewnienie wsparcia dla szkolnictwa branżowego. – Jeżeli nie będziemy mieli pracowników, trudno będzie nam pozyskać inwestora, nawet jeśli teren będzie świetnie uzbrojony i przygotowany – mówi wiceprezes Pomorskiej SSE Paweł Lulewicz. Działalność stref wkrótce obejmą też rewolucyjne zmiany, Sejm pracuje nad przepisami, które zakładają objęcie zachętami inwestycyjnymi całej Polski.  

Specjalne strefy ekonomiczne to przede wszystkim takie narzędzia, jak ulgi w podatku dochodowym, dobrze uzbrojone i przygotowane tereny inwestycyjne czy dostęp do szkolnictwa branżowego. Współpracujemy ze szkołami i samorządem, co w momencie podjęcia decyzji o inwestycji znacznie skraca drogę jeżeli chodzi o dostęp do wykwalifikowanej kadry. To także współpraca z lokalnymi, małymi firmami, które też mają szansę pozyskać kontrakty z dużymi, chociażby zagranicznymi, podmiotami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Lulewicz, wiceprezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

W Polsce działa czternaście specjalnych stref ekonomicznych – wyodrębnionych administracyjnie terenów przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej na preferencyjnych warunkach. Inwestorzy w SSE mogą liczyć na zwolnienia podatkowe, atrakcyjne tereny inwestycyjne i ułatwienia w kontaktach z samorządem i lokalnym biznesem oraz wykwalifikowaną kadrę i pełne wsparcie lokalnych władz. Z drugiej strony SSE zmniejszają bezrobocie i przyspieszają gospodarczy rozwój całego regionu. SSE nie są obszarem jednolitym – mogą tworzyć swoje podstrefy na terenie całego kraju.

Do końca czerwca chcemy przeanalizować wszystkie tereny inwestycyjne w powiatach, którymi opiekuje się Pomorska SSE. Daliśmy sobie trzy miesiące na pracę w terenie. Chcemy dotrzeć do gmin, powiatów, zdiagnozować, jakie są możliwości, i zbudować ofertę inwestycyjną w oparciu o daną infrastrukturę. Drugie zadanie to dotarcie do przedsiębiorców, którzy do tej pory nie korzystali albo nie znali tego narzędzia strefowego. Chcemy im pokazać, że strefa to przede wszystkim wsparcie dla mikro-, małych i średnich firm i nie trzeba kupować dużej powierzchni ani budować ogromnego zakładu, żeby otrzymać wsparcie na realizację projektu inwestycyjnego – mówi Paweł Lulewicz.

Jednym z priorytetów Pomorskiej SSE na kolejne miesiące jest też wsparcie dla szkolnictwa branżowego. Ze względu na rekordowo niskie bezrobocie niska dostępność pracowników i wykwalifikowanych kadr jest aktualnie jedną z największych bolączek inwestorów.

– Nie ma nowych inwestycji bez pracowników. Jeżeli nie będziemy mieli pracowników, to nawet jeśli teren będzie świetnie uzbrojony i przygotowany, trudno będzie nam pozyskać inwestora, który zrealizuje nowy projekt. Dlatego we współpracy z samorządami, szkołami branżowymi i firmami namawiamy do tworzenia klas patronackich, dofinansowywania i wyposażania pracowni – mówi Paweł Lulewicz.

Zarząd PSSE angażuje też własne środki na szkolnictwo. Przykładowo, w tej chwili z budżetu strefy wyposażane są sale Zespołu Szkół Technicznych w Toruniu. Wiceprezes PSSE podkreśla, że dużą rolę odgrywa również przekonanie młodzieży i ich rodziców do szkół technicznych i kształcenia w najbardziej poszukiwanych kierunkach, takich jak stolarz czy ślusarz.

– Dzisiaj praca stolarza, ślusarza czy jakiegokolwiek innego zawodu technicznego wygląda zupełnie inaczej, wymaga połączenia różnych kompetencji: informatycznych, obsługi obrabiarek sterowanych numerycznie etc. Nie jest to wyłącznie praca fizyczna w trudnych warunkach związanych z hałasem. Dzisiaj fabryka wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze 20–30 lat temu – mówi Paweł Lulewicz.

W lutym rząd przyjął nowe przepisy regulujące działalność specjalnych stref ekonomicznych. Zgodnie z ustawą o wspieraniu nowych inwestycji wsparcie w postaci zwolnienia od podatku dochodowego będzie przysługiwać inwestorom na obszarze całej Polski. Dzięki temu ma przyspieszyć rozwój gospodarczy, zwłaszcza w zaniedbanych do tej pory powiatach i gminach, a do 2027 roku ma powstać 158,3 tys. nowych miejsc pracy. Nakłady inwestycyjne do tego czasu mają sięgnąć 117,2 mld zł.

– Najważniejsza zmiana jakościowa to dostęp do terenów inwestycyjnych w całej Polsce bez konieczności oczekiwania roku czy nawet dwóch lat w skrajnych przypadkach na objęcie symbolicznymi granicami specjalnej strefy ekonomicznej. Teraz cała Polska jest strefą. Druga bardzo istotna zmiana jest taka, że dzisiaj każda firma działająca w strefie musi do końca 2026 roku skorzystać z ulgi, która została naliczona przed rozpoczęciem procesu inwestycyjnego. W oparciu o nowe przepisy firmy będą miały 10–15 lat od dnia otrzymania decyzji na skorzystanie z tej ulgi i wykorzystanie przyznanej pomocy. Nie będzie sztywnej, końcowej daty – wyjaśnia Paweł Lulewicz.