Pracownicze plany kapitałowe z długą listą zastrzeżeń

Jeremi Mordasewicz Konfederacja Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, Konfederacja Lewiatan

Wprowadzenie sprawnego systemu wsparcia dodatkowego oszczędzania na starość może przyczynić się do zwiększenia długoterminowych oszczędności oraz poprawy efektywności ich inwestowania. Jednakże projekt ustawy o pracowniczych planach kapitałowych (PPK), spowoduje wzrost kosztów pracy (składki do PPK i koszty administracyjne). W znacznej mierze poniosą je pracodawcy i przedsiębiorcy – uważa Konfederacja Lewiatan.

– Jeżeli oszczędzanie w PPK ma być masowe, to powinni nim być zainteresowani zarówno pracobiorcy jak i pracodawcy. Oszczędzający muszą mieć przeświadczenie, że ich pieniądze są efektywnie inwestowane. Istotne jest przełamanie nieufności do państwowych programów po decyzjach dotyczących przejęcia części środków zgromadzonych w OFE. Dla pracodawców program nie powinien się wiązać z nadmiernymi obciążeniami fiskalnymi i administracyjnymi – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Zdaniem Lewiatan dalsze prace nad projektem ustawy o PPK powinny zatem uwzględniać następujące elementy:

a) Koszty pracy. Mając na uwadze znaczący wzrost kosztów pracy w wyniku wdrożenia PPK (składki do PPK i koszty administracyjne) konieczna jest rezygnacja ze zniesienia limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, czy to poprzez wyrok Trybunału Konstytucyjnego czy nową inicjatywę ustawodawczą. Wejście w życie ustawy znoszącej limit składek oraz projektu o PPK oznacza kumulację obciążeń i znaczący wzrost kosztów zarówno po stronie pracowników jak i pracodawców. W takich okolicznościach trudno oczekiwać pozytywnego przyjęcia PPK.

b) Obciążenia administracyjne. Konieczna jest redukcja obowiązków administracyjnych po stronie podmiotów zatrudniających. Projektowi ustawy o PPK towarzyszy ocena skutków regulacji, ale brak jest oceny kosztów, jakie będą musiały ponieść podmioty zatrudniające w związku z obsługą PPK. Będą to koszty znaczne, szczególnie w firmach o dużej fluktuacji pracowników. Taka analiza powinna być wykonana w szczególności w kontekście funkcjonowania naszych przedsiębiorstw na unijnym rynku wewnętrznym. Istnienie obowiązków związanych z PPK może pogorszyć konkurencyjność polskich firm w stosunku do firm z krajów, w których nie ma takich obciążeń. Postulujemy zmniejszenie obciążeń pracodawców związanych z administrowaniem PPK.

c) Wybór. Należy zapewnić pracodawcom możliwość wyboru pomiędzy Pracowniczymi Programami Emerytalnymi a Pracowniczymi Planami Kapitałowymi przez cały okres funkcjonowania nowego instrumentu. Dobrowolne programy w postaci PPE są wyrazem dbania przez pracodawcę o zabezpieczenie finansowe jego pracowników w okresie emerytalnym.

d) Konkurencyjność. Powodzenie programu będzie zależeć od efektywności podmiotów zarządzających PPK. Ustawodawca powinien umożliwić wzięcie udziału w programie dostatecznie dużej liczbie wiarygodnych podmiotów zarządzających, aby zapewnić konkurencję, która mobilizuje do aktywności i leży w interesie oszczędzających.
Projekt ustawy o PPK przewiduje, że pieniędzmi gromadzonymi w ramach PPK mają zarządzać towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI). Uważamy, że w programie PPK warto wykorzystać potencjał powszechnych towarzystw emerytalnych (PTE), które zarządzając otwartymi funduszami emerytalnymi (OFE) zdobyły ogromne doświadczenie w zarządzaniu aktywami emerytalnymi. PTE mają najniższe koszty funkcjonowania i są najtańsze dla klientów, osiągają relatywnie wysokie stopy zwrotu, więc ich wykluczenie byłoby zdecydowanie niekorzystne dla oszczędzających i w rezultacie zmniejszyłoby zasięg programu PPK.

e) Pewność. Wskazane jest wyjaśnienie wielu wątpliwości w kontekście prowadzenia dokumentacji pracowniczej czy zleceniobiorców oraz systemu ubezpieczeń społecznych (sus)

f) Zaufanie. Konieczna jest zmiana przepisów karnych. Przepisom karnym stawia się wymóg, aby były one precyzyjne w stopniu umożliwiającym jednostce pozyskanie informacji na temat bezprawności lub karalności jej zachowania. Nakazu określoności nie spełnia przepis ustawy karnej wówczas, gdy adresat normy prawno-karnej nie jest w stanie zrekonstruować, na jego podstawie, zasadniczych znamion czynu zabronionego.
Wymogu precyzyjności nie spełnia art. 97 projektu ustawy dotyczący sytuacji nakłaniania uczestnika do rezygnacji z oszczędzania w PPK. Czyny podlegające sankcji zostały jasno określone w art. 96 projektu ustawy o PPK. Ponadto proponowana sankcja pozbawienia wolności do dwóch lat nie odpowiada stopniowi szkodliwości czynu.

g) Poszanowanie celów Funduszu Pracy. Sprzeciwiamy się propozycji finansowania dopłaty rocznej z Funduszu Pracy. Fundusz pracy finansowany jest przez pracowników i pracodawców i ma na celu wspieranie inicjatyw związanych z prawidłowym funkcjonowaniem rynku pracy. Finansowanie PPK nie jest działaniem mieszczącym się w ramach zadań tego fundusz.

h) Przejrzystość. Za niewłaściwe należy uznać powierzenie PFR jednocześnie dwóch ról: organizatora programu PPK i właściciela jednego z TFI prowadzących PPK, ponieważ nie powinno się łączyć funkcji rynkowego gracza i kontrolera rynku. Proponowane w projekcie nadanie TFI należącemu do PFR statusu domyślnego TFI w przypadku nie dokonania wyboru przez pracodawcę, jest wyrazem uprzywilejowania jednego z podmiotów rynkowych i narusza zasadę równej konkurencji.

i) Wydłużenie terminów na stosowanie ustawy. Konieczne jest wydłużenie okresu na realizację obowiązków wynikających z ustawy co umożliwi lepsze przygotowanie się zainteresowanym podmiotom, osobom i spokojniejsze wdrożenie całego systemu, z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych. Należy zauważyć, że realizacja obowiązków wynikających z ustawy PPK wymagać będzie szczególnie w dużych podmiotach zmian w wykorzystywanych systemach informatycznych i procedurach.

Podwyżka stóp procentowych w USA – to pewne, a co dalej?

W środę pierwsze posiedzenie FED pod wodzą nowego prezesa. Inwestorzy czekają na informacje dotyczącą stóp procentowych. Gdyby FED zapowiedział cztery podwyżki, nastroje pogorszą się.

– Musi być kolejna podwyżka stóp procentowych i nie ma powodów, aby FED się z tego wycofał – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak rynek chce wiedzieć, co dalej, czy tempo podwyższania stóp będzie wyższe.

Jest kilka powodów, by zwiększyć tempo, jak choćby inflacja czy zmiana polityki fiskalnej w USA. Zasugerowanie przez nowego szefa FED szybszego tempa popsułoby nastroje inwestorów.

– Spodziewam się, że jednak FED ograniczy się do trzech podwyżek – ocenia dr P.Kwiecień.

Dzień w którym zadrży kurs dolara

Ważne dla amerykańskiej waluty, giełdy i zarazem wszystkich światowych rynków finansowych słowa padną w środę po spotkaniu członków Rezerwy Federalnej. Wersja prawdopodobna: zapowiedź większej liczby podwyżek stóp procentowych wzmocni dolara – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Przed nami bardzo ciekawe posiedzenie amerykańskiego banku centralnego. Będzie to pierwsza konferencja prasowa dla Jeromego Powella, nowego przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Dodatkowo zmienia się skład gremium kształtującego zmiany kosztu kredytu w USA, a pośrednio także na świecie. Interesujący i ważny w kontekście walut będzie również fakt, czy nowy szef Fedu zechce spotykać się z reporterami po każdym posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku (FOMC).

Dolarowi służy więcej podwyżek stóp i…

Stopy procentowe w zeszłym roku zostały podniesione trzy razy (za każdym razem o 0,25 pkt proc.) i są już w przedziale 1,25-1,50 proc. W środę prawdopodobnie zostanie ogłoszona kolejna podwyżka. To jednak nie odgrywa większego znaczenia. Dla dolara czy amerykańskiej giełdy liczą się zupełnie inne informacje.

Inwestorów zainteresuje przede wszystkim przebieg ścieżki przyszłych stóp procentowych w kolejnych latach. W grudniu FOMC, na podstawie szacunku każdego z członków, sugerował, że w 2018 r. oraz 2019 r. zobaczymy odpowiednio trzy oraz dwie podwyżki – po 0,25 pkt proc. każda.

Ograniczone szanse na cztery podwyżki w tym roku (co byłoby silnie pozytywnym sygnałem dla dolara) wynikają z określonego w grudniu stanowiska członków FOMC. Zbyt wielu z nich musiałoby teraz zmienić zdanie.

Dość duże jest natomiast prawdopodobieństwo, by na rok 2019 przedstawiciele władz monetarnych zasugerowali, że stopy wzrosną trzy razy, czyli o jeden raz więcej niż wynikało z grudniowych projekcji. To także, choć w mniejszym stopniu, powinno sprzyjać dolarowi.

…więcej konferencji prasowych

Reakcje rynkowe są często obserwowane nie tylko w kontekście twardych danych, ale również bardziej miękkich aspektów. Do tych drugich należy m.in. fakt, że marcową konferencję prasową prowadzi Jerome Powell, nowy szef Rezerwy Federalnej.

Podczas sesji pytań oraz odpowiedzi reporterzy wiodących mediów finansowych zadają pytania z zamiarem wyciągnięcia informacji niedostępnych w komunikacie czy projekcjach makroekonomicznych. Zbytnie odkrywanie swoich kart lub jedno niewłaściwie słowo może tu oznaczać silne reakcje rynkowe. Czasami jednak członkowie Fedu świadomie używają konferencji, by w sposób nieco mniej oficjalny zakomunikować pewne zwroty w polityce monetarnej.

Biorąc pod uwagę zmiany w składzie Fedu czy dane makroekonomiczne, możemy spodziewać się raczej bardziej jastrzębiego komunikatu, czyli takiego, który sugerowałby szybsze podnoszenie stóp procentowych niż wynika to z oczekiwań rynkowych. W obecnej sytuacji rynkowej spowodowałby to wzmocnienie się dolara, wzrosty rentowności obligacji skarbowych i prawdopodobnie spadki na giełdach.

Dziennikarze mogą też jutro usłyszeć zaproszenie na spotkania po każdym posiedzeniu Fedu, podczas gdy do tej pory panował zwyczaj urządzania konferencji na co drugim posiedzeniu. Taka zmiana także byłaby pozytywną informacją dla dolara. Dlaczego? Zwiększa to pole manewru dla Fedu. Do tej pory poważniejsze decyzje zapadały wtedy, gdy istniała możliwość ich natychmiastowego wytłumaczenia mediom oraz inwestorom. Wprowadzenie nowego obyczaju można będzie zinterpretować jako otwarcie furtki do szybszych podwyżek.

Samorządy inwestują coraz więcej, prywatne firmy robią to niechętnie

Dzięki samorządom terytorialnym wzrosły inwestycje w Polsce. I jeszcze przyśpieszą bo mamy rok wyborczy. Natomiast polskie firmy robią to niechętnie, ale ze względu na bardzo wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych, tu też będzie ożywienie, choć nie na miarę potrzeb gospodarki.

W IV kw. 2017 r. inwestycje wzrosły o ponad 11 proc., ale Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) ocenia, że obecnie jest to tylko odrabianie strat z ostatnich dwóch lat.

– Jesteśmy jedynym krajem w naszym regionie, w którym pomimo bardzo dobrej koniunktury w Europie, nominalnie inwestycje będą niższe niż w 2015 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

W 2018 r. inwestycje samorządów będą rosły jeszcze szybciej, bo mamy rok wyborczy. Należy się też spodziewać większej stopy inwestycji po stronie firm, gdyż przy tak wysokiej konsumpcji indywidualnej i bardzo wysokim wykorzystaniu mocy produkcyjnej, możliwości zwiększenia produkcji są już bardzo ograniczone.

Jednolity Plik Kontrolny Faktura JPK_FA, na żądanie

Wszyscy podatnicy podatku od towarów i usług przesyłają już na serwery Ministerstwa Finansów pliki JPK_VAT. To oznacza, że MF skutecznie gromadzi już dane o wszystkich fakturach wystawionych przez polskich podatników. Na podstawie tych plików system informatyczny Krajowej Administracji Skarbowej porównuje faktury zakupu i odliczany przez podatników VAT z podatkiem VAT należnym wykazanym przez sprzedawców na fakturach sprzedaży.

W przypadku nieścisłości wykrytych krzyżowo podatnicy wzywani są do wyjaśnienia różnic w porównywanych transakcjach. MF ma do dyspozycji bardzo precyzyjne narzędzie do weryfikacji ewentualnych rozbieżności jakim jest inna struktura raportowa: JPK_FA (faktura).

Wezwanie do wyjaśnienia – szczegóły transakcji

Struktura JPK_FA jest przeznaczona do prezentowania szczegółowych danych
z faktur sprzedaży. Ilość danych zamieszczanych w tym pliku jest nieporównywalnie większa od tych zamieszczanych w JPK_VAT. JPK_FA prezentuje bowiem nie tylko dane zbiorcze, ale również poszczególne pozycje faktury sprzedaży z nazwami towarów i usług, ilościami, cenami jednostkowymi, rabatami. Z tego powodu dane do zamieszczenia w pliku muszą być pobierane bezpośrednio z programu do obsługi sprzedaży, a nie np. z programu finansowo-księgowanego. W przypadku podmiotów, które nie prowadzą i nie zapisują sprzedaży w formie elektronicznej (czyli
w oprogramowaniu) wygenerowanie takiego pliku będzie niemożliwe. W takich razach, należy się spodziewać tradycyjnej formy kontroli nieścisłości fiskalnych – wizyty przedstawiciela Krajowej Administracji Skarbowej (KAS).

JPK_FA tylko na żądanie KAS

Pliki JPK_FA podatnik przygotowuje dopiero wówczas gdy zostanie o nie poproszony, najczęściej w toku czynności sprawdzających lub kontrolnych – zgodnie z przepisami ordynacji podatkowej[1]. Co więcej, weryfikujące informacje służby proszą o przesłanie danych za wskazany okres, np. według dat sprzedaży lub dat wystawienia faktur. Żądanie może dotyczyć całej sprzedaży lub realizowanej we wskazanym oddziale. Administracja skarbowa wskazuje również czas (zazwyczaj 7 dni) na przygotowanie
i przekazanie pliku.

Po 1 lipca 2018 koniec okresu ochronnego

Zgodnie z przepisami przejściowymi ordynacji podatkowej, zakładającymi stopniowe wprowadzanie obowiązków raportowych w oparciu o jednolite pliki kontrolne, obowiązek przekazywania JPK_FA początkowo dotyczył największych, a następnie średnich przedsiębiorstw. Od lipca br. każdy podatnik wystawiający faktury za pomocą komputera będzie musiał na żądanie KAS udostępnić pliki.

JPK_FA sprawia problemy większym – uważaj!

Przygotowanie danych w strukturze nie jest zadaniem łatwym. Dotąd, do tej struktury podatnicy zgłosili równie dużo pytań szczegółowych, co do powszechnie stosowanej JPK_VAT. Warto wykorzystać czas do lipca testując możliwości programów fakturujących. Trzeba też pamiętać, żeby aktualizować programy do najnowszych wersji dostosowanych przez producentów do obsługi JPK_FA.

Bogdan Zatorski, ekspert podatkowy Sage

[1] Art. 193a Ordynacji podatkowej, par.1 „W przypadku prowadzenia ksiąg podatkowych przy użyciu programów komputerowych, organ podatkowy może żądać przekazania całości lub części tych ksiąg oraz dowodów księgowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej…”

Tylko co dziesiąty pracownik ukraiński chce zostać w Polsce na stałe

Z najnowszego raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018” wynika, że tylko 11% Ukraińców chce się osiedlić w Polsce na stałe. Dla zdecydowanej większości emigracja ma charakter zarobkowy, powtarzalny i krótkotrwały. W ciągu ostatnich 5 lat ponad połowa obywateli Ukrainy była w Polsce kilka razy, a średni pobyt trwał 1-6 miesięcy. Co więcej, 62% ukraińskich pracowników planuje przyjechać do Polski w celach zarobkowych kolejny raz. To świetna informacja dla firm sięgających po kadrę ze Wschodu. Szczególnie dużych, wśród których 39% zatrudnia Ukraińców, a 29% zamierza ich poszukiwać w przyszłości. Eksperci Personnel Service wskazują, że to właśnie duże firmy w pierwszej kolejności zaczną walczyć o zatrzymanie pracowników z Ukrainy na stałe.

Kiedy Polacy zaczęli emigrować do Wielkiej Brytanii początkowo traktowali wyjazd jako szansę na krótkoterminowy zarobek. Dopiero później okazało się, że spora część zamieszkała tam na stałe. Istnieje duża szansa, że w przypadku Ukraińców będzie podobnie. Na razie tylko co dziesiąty pracownik ze Wschodu deklaruje, że mógłby się przenieść do Polski, ale myślę, że jak postawimy na odpowiedni system zachęt, w tym m.in. ułatwienia związane z dostępem do nieruchomości, edukacji czy opieki socjalnej, ten odsetek wzrośnie. To oczywiście oznaczałoby liczne korzyści dla polskiej gospodarki. Już teraz, gdyby nie nasi wschodni sąsiedzi, mielibyśmy nawet milion nieobsadzonych stanowisk pracy, ponad 5 miliardów złotych nie wchodziłoby do popytu detalicznego[1]. Nie wspominając o wzroście PKB, który również jest stymulowany przez Ukraińców – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Ukraiński pracownik: pracuje w Polsce, żyje na Ukrainie

Ukraiński pracownik pracuje w Polsce żyje na UkrainiePolska to atrakcyjny kierunek emigracyjny dla obywateli Ukrainy z kilku powodów. Z raportu  „Barometr Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018” wynika, że najczęściej wskazywanym – przez 53% Ukraińców – jest bliskość geograficzna. Na drugim miejscu znajdują się zarobki (44%), a na trzecim niska bariera językowa (34%). Te wszystkie zalety powodują, że 3 na 4 pracowników z Ukrainy przyjeżdża do Polski częściej niż jeden raz (34% odwiedziło Polskę 2-3 razy w ciągu pięciu lat, a 18% 4-5 razy). Dodatkowo, aż 62% deklaruje, że wróci do Polski w najbliższym czasie.

Należy jednak podkreślić, że kraj nad Wisłą jest postrzegany jako miejsce do pracy, a nie do życia na stałe. Tylko 11% wschodnich sąsiadów planuje przenieść się do nas na stałe, a 74% mówi na razie „zdecydowane nie” życiu w Polsce.

Emigracja zarobkowa osób z Ukrainy do Polski ma głównie charakter ekonomiczny. Ludzie chcą w krótkim czasie więcej zarobić, żeby móc utrzymać swoją rodzinę, która zostaje na Ukrainie. Wybór Polski oczywiście nie jest przypadkowy. Ukraińcy łatwo integrują się z Polakami, są postrzegani jako odpowiedzialni i rzetelni pracownicy, co ułatwia im znalezienie pracy, nie mają też problemów z językiem polskim, którego łatwo się uczą – mówi Vasiliy Voskoboynik, Prezes Ukraińskiego Stowarzyszenia Międzynarodowego Zatrudnienia.

Duże firmy Ukraińcami stoją

Duże firmy Ukraińcami stojąPracownicy z Ukrainy są obecnie zatrudnieni w co dziesiątej polskiej firmie (11%). Oczywiście im większe przedsiębiorstwo, tym większy udział pracowników z Ukrainy – zatrudnia ich 39% dużych firm, w porównaniu do 21% średnich i zaledwie 6% małych. Jeżeli chodzi o branże, najwięcej Ukraińców znajdziemy w produkcji (18%) oraz usługach (15%). W przyszłości, poszukiwanie kadry ze Wschodu deklaruje co siódma firma (14%), co oznacza lekki spadek w porównaniu z poprzednią edycją „Barometru Imigracji Zarobkowej” (IIH2017: 19%). Najwięcej Ukraińców będą poszukiwały duże firmy (29%) i to właśnie one będą starały się o dłuższe pozwolenia na pracę dla kadry ze Wschodu.

To już czwarty rok, w którym mamy do czynienia ze zjawiskiem wzmożonej imigracji zarobkowej do Polski. Okres pionierski w zatrudnianiu cudzoziemców powoli dobiega końca. Zatrudnienie tymczasowe nie wystarcza już do tego, aby zapełnić wszystkie luki kadrowe, które coraz wyraźniej uwidaczniają się w rosnącej liczbie sektorów gospodarki. Sytuacja zmusza więc pracodawców do starania się o zezwolenie na pracę dla imigrantów zarobkowych bez względu na towarzyszące temu bariery i uciążliwości – podsumowuje Łukasz Kozłowski.

Z raportu Personnel Service wynika, że formalności administracyjne znajdują się na pierwszym miejscu trudności w rekrutacji obywateli Ukrainy – wskazuje je 37% przedsiębiorców.

[1] Wydatki Ukraińców – dane Głównego Urzędu Statystycznego za okres styczeń-wrzesień 2017 roku.

Przed nami kolejna podwyżka stóp procentowych w USA

Już w środę Rezerwa Federalna prawdopodobnie zdecyduje się po raz kolejny podnieść stopy procentowe. Operacja będzie – w opinii Ebury – pierwszą z czterech oczekiwanych w 2018 roku podwyżek stóp o 25 punktów bazowych.

Po serii jastrzębich wypowiedzi członków FOMC, na czele z nowym przewodniczącym Jeromem Powellem, na rynkach finansowych zaczęły rosnąć oczekiwania względem działań banku centralnego. Obecnie rynki wyceniają prawdopodobieństwo najbliższej podwyżki stóp praktycznie w 100 procentach. Powell, zaprzysiężony w lutym bieżącego roku na nowego szefa banku centralnego w miejsce ustępującej Janet Yellen, miał bardzo jastrzębi ton w trakcie półrocznego sprawozdania szefa Fedu przed Kongresem, które odbyło się w zeszłym miesiącu. Powell stwierdził, że czynniki dotychczas powstrzymujące ekspansję w Stanach zaczęły wspierać amerykańską gospodarkę. Poinformował również, że Rezerwa nie zamierza pozwolić na przegrzanie amerykańskiej gospodarki. Sygnalizował, że FED podtrzymuje plany kilkukrotnego podwyższenia stóp procentowych w ciągu najbliższego roku.

Jako że marcowa podwyżka stóp procentowych jest w pełni wyceniana przez rynki finansowe, na kurs wymiany dolara amerykańskiego najsilniej będą wpływały komunikaty ogłoszone na konferencji prasowej przez Jerome Powella oraz – najpewniej w większym stopniu –  odświeżony „dot plot”, czyli graficzne przedstawienie oczekiwań członków FOMC względem kształtowania się przyszłych stóp procentowych. Uważamy, że szereg zmian, do których doszło po grudniowym spotkaniu FOMC – kiedy to decydenci ostatnim razem podwyższyli stopy procentowe i opublikowali prognozy gospodarcze na najbliższy kwartał – może przełożyć się na umiarkowane podniesienie oczekiwanego przez FOMC poziomu stóp procentowych.

Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście reforma podatkowa Donalda Trumpa. Obniżka podatków, która zakłada szczególne ulgi dla przedsiębiorstw, według analityków może przyczynić się do zwiększenia PKB Stanów Zjednoczonych w 2018 r. nawet o dodatkowe 0,5 p.p. Napięcia związane ze zmianami mającymi wpłynąć na przyszły kształt wymiany handlowej USA stanowią pewne ryzyko dla tej prognozy, niemniej nie spodziewamy się, żeby miały w istotnym stopniu wpłynąć na projekcje FED.

Również rynek pracy w Stanach nie traci na sile. Tygodniowa liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych jest najniższa od niemal 50 lat, stopa bezrobocia ostatni raz na tak niskim poziomie była w 2001 r. Jednocześnie rynek w lutym po raz pierwszy od półtorej roku wytworzył ponad 300 tys.  nowych miejsc pracy. Zwiększył się również wzrost przeciętnej płacy godzinowej, jej dynamika jest jest obecnie wyraźnie wyższa niż wzrost inflacji (Wykres 1). Warto będzie zwrócić uwagę, czy FED odniesie się do kwestii pełnego zatrudnienia, czyli poziomu poniżej którego stopa bezrobocia nie powinna spaść nie tworząc jednocześnie presji inflacyjnej. Do tej pory, ostry spadek stopy bezrobocia do najniższego poziomu od 16 lat miał jedynie ograniczony wpływ na dynamikę płac.

Wykres  1: Dynamika płac, a inflacja bazowa w USA (2011 – 2018)

Dynamika płac, a inflacja bazowa w USAŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 19/03/2018

Grudniowy “dot plot” pokazał, że decydenci pod koniec roku spodziewali się, że w bieżącym roku dojdzie  do około trzech podwyżek. Widzimy jednak sporą szansę, iż w następstwie poprawy perspektyw gospodarczych, członkowie Rezerwy podniosą swoje szacunki do czterech podwyżek w 2018 r. i od trzech do czterech podwyżek w następnym roku. Byłoby to tempo szybsze, niż obecnie wyceniają rynki. Pomimo ciągłego wzrostu prawdopodobieństwa czterech podwyżek na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy, na podstawie kontraktów futures można stwierdzić, że wspomniane cztery podwyżki w bieżącym roku są wyceniane jedynie w 25% (Wykres 2).

Wykres 2: Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych w USA (grudzień ’17 – marzec ’18)

Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowychŹródło: Bloomberg Data: 19/03/2018

Po pierwszym posiedzeniu FED z Jeromem Powellem na stanowisku szefa banku centralnego spodziewamy się “jastrzębiego zwrotu”. Nowy przewodniczący FOMC powinien potwierdzić, że celem FOMC jest ustabilizowanie inflacji w średnim terminie na poziomie 2%, jak i podkreślić rolę silnego rynku pracy.

Retoryka banku centralnego w kwestii wpływu na gospodarkę protekcjonistycznych zapędów Donalda Trumpa oraz niedawnej obniżki podatków będzie z pewnością bacznie obserwowana przez inwestorów. Spodziewamy się jednak, że FED powtórzy swój komunikat dotyczący “równoważenia się” zagrożeń dla perspektyw amerykańskiej gospodarki. Jak już wspominaliśmy, widzimy spore szanse na wzrost oczekiwań członków FOMC względem poziomu stóp procentowych w przyszłości. Sądzimy, że odświeżony “dot plot” będzie wskazywał na cztery podwyżki w 2018 roku.  Co więcej, uważamy, że aktualizacja wspomnianych oczekiwań może zaskoczyć część inwestorów i w rezultacie doprowadzić do umocnienia dolara w natychmiastowej reakcji po ogłoszeniu komunikatu FED.

Jesteśmy zdania, że rynek walutowy wciąż przywiązują zbyt dużą wagę do wysokiego poziomu ekspansji gospodarczej w strefie euro, zaniedbując przy tym zwiększanie się różnicy pomiędzy stopami procentowymi po obu stronach Atlantyku. Wyraźny sygnał ze strony Rezerwy Federalnej, który sugerowałby gotowość do bardziej agresywnych działań nich dotychczas powinien zwiększyć i tak spory rozstrzał między poziomami owych stóp. Powinno to w naszej opinii wstrzymywać kurs EUR/USD przed dalszym silnym umocnieniem i docelowo przełożyć się na aprecjację dolara amerykańskiego względem wspólnej europejskiej waluty.

Autorzy: Analitycy Ebury (Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk)

Uzgodniono okres przejściowy

Brytyjski funt zyskuje w związku z aprobatą unijnych dyplomatów dla prorynkowych warunków okresu przejściowego w kwestii opuszczenia UE przez Wielką Brytanię. W efekcie funt przekroczył psychologiczną granicę 1,4 USD.

Z kolei dolar kanadyjski rósł do amerykańskiej waluty w rezultacie postępu w renegocjacjach umowy wolnohandlowej NAFTA. Kolejnym silnym bodźcem dla dolara w tym tygodniu jest 2-dniowe posiedzenie Federalnego Komitetu ds. Otwartego Rynku, podczas którego może dojść do podniesienia stóp procentowych w USA. Z kolei euro wspierane jest przez informację o rozmowach nt. ewentualnych podwyżek stóp procentowych przez EBC. Te dwa ostatnie fakty mogą mieć znaczący wpływ na złotówkę, która po wcześniejszych stratach raczej niemrawo odzyskuje siły wobec niektórych walut światowych.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do japońskiego jena (+0,47%), a traci do euro (-0,56%), brytyjskiego funta (-0,77%), dolara kanadyjskiego (-0,27%) oraz dolara australijskiego (-0,09%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,234, GBP/USD – 1,403, USD/CAD – 1,308, AUD/USD – 0,77 i USD/JPY – 106,2. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+1,05%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,1, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,879. Złotówka zyskuje do dolara i franka szwajcarskiego, a traci do euro i funta. We wtorek rano dolar kosztuje 3,42 zł, euro – 4,22 zł, funt – 4,8 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,6 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 1,69%, frankfurcki indeks DAX – 1,39%, a paryski indeks CAC 40 – 1,13%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 1,42%, a brazylijski indeks Bovespa – o 1,15%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,47%, indeks Shanghai Composite poniósł się o 0,35%, a hongkoński indeks Hang Seng zyskał 0,05%.

Ropa i złoto

Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej lekko idą w dół. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 66,05 USD (-0,24%), a ropy WTI – 62,06 USD (-0,45%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy pozostaje na poziomie 71 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych spadkach zyskuje na wartości. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1315 USD. To 6 USD więcej (+0,46%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Protokół z posiedzenia RBA, marzec
  • 8:00 – Niemcy – Inflacja PPI (r/r), luty – 1,8% (prognoza 2%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja CPI (r/r), luty (prognoza 2,8%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja PPI (r/r), luty (prognoza 2,7%)
  • 11:00 – Niemcy – Indeks instytutu ZEW, marzec (prognoza 13 pkt.)
  • 22:00 – Chile – Decyzja ws. stóp procentowych, marzec (oczekiwania: bez zmian)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Rynek obligacji nie poddaje się presji, ale czy po raz kolejny da zarobić inwestorom?

Niskie od lat oprocentowanie lokat i rachunków oszczędnościowych nie napawa inwestorów optymizmem. Nieco lepiej na ich tle prezentują się stopy zwrotu funduszy inwestycyjnych otwartych. Jednocześnie giełdowe wahania sprawiają, że inwestorzy rezygnują z lokowania środków finansowych w funduszach akcji
na rzecz mniej ryzykownych, a więc bardziej stabilnych i pewnych rozwiązań.
O ile wyższa zmienność to większy potencjał stóp zwrotu, o tyle względnie mniejszy, ale znacząco bardziej pewny zysk minimalizuje ryzyko inwestycyjne.
Nie dziwi zatem fakt, że inwestorzy poszukują sprawdzonych i stosunkowo bezpiecznych form pomnażania kapitału.

Dojrzałość rynku obligacji sprawiła, że stał się on ciekawą alternatywą dla rynku akcji – wartość aktywów polskich funduszy dłużnych wzrosła w ciągu roku o 26 proc., do kwoty 18,5 mld złotych, a fundusze obligacji zarobiły w 2017 roku średnio 2,92 proc. Tym samym, dynamiczny wzrost rynku obligacji korporacyjnych na przestrzeni ostatnich lat, wycenianych tylko w 2017 roku na 76 mld zł oraz rekordowa wartość wykupu przewidziana na rok 2018 potwierdzają kolejny rok z rzędu, że rynek obligacji nie poddaje się presji i po raz kolejny da zarobić inwestorom.

Paweł Opoka, Dyrektor zarządzający sprzedażą, Aforti Holding / Grupa AFORTI
Paweł Opoka, Dyrektor zarządzający sprzedażą, Aforti Holding / Grupa AFORTI

Rynek obligacji korporacyjnych od początku swego powstania znajduje się
w fazie dynamicznego wzrostu. Dowodem tego jest rynek Catalyst,
na którym wartość notowanych obligacji wyniosła w 2017 roku ponad 76 mld złotych. Oznacza to, że w stosunku do wcześniejszego roku rynek obligacji zwiększył swoją wartość o ponad 10 proc. Ważnym czynnikiem dla osób poszukujących sposobu na zarządzanie kapitałem jest również wartość sesyjnych obrotów obligacjami, która w 2017 roku wzrosła o przeszło 10 proc.

Tylko w poprzednim roku przeprowadzonych zostało 31 emisji opartych
o prospekt, a 15 tys. inwestorów złożyło zapisy na obligacje o wartości ponad 3 mld zł. Nie można w tym miejscu również pominąć emisji obligacji przeprowadzonych w trybie prywatnym, plasowanych w ten sposób m.in. przez Aforti Holding. Można więc uznać rok 2017 za kolejny, który przyniósł utrzymanie trendu wzrostowego oraz pokazał, iż popyt na obligacje korporacyjne ze strony Inwestorów jest bardzo duży.

Na udanych emisjach obligacji korzystają tak same przedsiębiorstwa, jak i inwestorzy. Wzrost liczby emitentów wynika przede wszystkim z faktu, iż pozyskanie kapitału na rozwój poprzez emisję obligacji jest na ogół bardziej elastyczną formą pozyskania kapitału niż np. finansowanie bankowe. Często jest również tańsze, co ma miejsce szczególnie w przypadku dużych spółek o ugruntowanej opinii i stabilnej sytuacji finansowej.

Z punktu widzenia inwestora ważnym aspektem jest po prostu i przede wszystkim zysk. Utrzymujące się od lat niskie stopy procentowe przekładają się na bardzo niskie oprocentowanie lokat. Przy grudniowej (2017) inflacji na poziomie 2,1 proc., tradycyjne lokaty bankowe nie są w stanie utrzymać wartości naszych środków, nie mówiąc o dodatkowych zyskach. Inwestorzy indywidualni szukali i wciąż szukają alternatywnych sposobów lokowania pieniędzy, kierując się m.in. właśnie ku obligacjom korporacyjnym, których oprocentowanie wynosi średnio w skali roku ok. 5 proc. Warto w tym miejscu dodać, że coraz większą popularnością cieszą się także detaliczne obligacje skarbowe, których w 2017 roku inwestorzy nabyli na kwotę 6,9 mld zł.

Rynek obligacji – prognozy na kolejne kwartały 2018 roku

Kolejne kwartały 2018 roku będą w dużej mierze uzależnione od działań banków centralnych, które mogą zdecydować się na zacieśnianie polityki monetarnej. Wyjątku nie stanowi tutaj Rada Polityki Pieniężnej, która nie musi, ale może podnieść stopy procentowe, co przełoży się na wzrost WIBOR-u,
a co za tym idzie oprocentowania obligacji
.

W 2018 roku nie zabraknie również nowych emisji publicznych, które zapowiedziało 13 emitentów, a łączna wartość obowiązujących lub deklarowanych prospektów emisyjnych przekracza 4,4 mld złotych. Rok 2018 będzie także rekordowy pod kątem wykupu. Notowane na Catalyst spółki muszą spłacić18,8 mld zł papierów dłużnych, wśród których 12,7 mld zł stanowią obligacje BGK.

Jednocześnie rynek obligacji potrzebuje nowych emitentów – portfele inwestorów są pełne obligacji deweloperów czy firm windykacyjnych, przez co poszukują oni dywersyfikacji. Do takich wniosków może prowadzić zeszłoroczna sprzedaż obligacji skarbowych, która wzrosła rok do roku o blisko 50 proc. Jednak w 2018 roku zwiększenie różnorodności ofert może przyjść z niespodziewanej strony – przy okazji wprowadzenia dyrektywy MIFID2 zwiększył się bowiem limit ofert bezprospektowych, bez memorandum i bez udziału domu maklerskiego, a kwota wzrosła ze 100k Euro do 1mln euro, więc wielu nowych emitentów może podążyć tą drogą.

Bez względu na potencjalne zyski, należy jednak pamiętać o zachowaniu bezpieczeństwa oraz poszukiwaniu takich emitentów, którzy nie tylko oferują obligacje na atrakcyjnych warunkach, ale cechują się przede wszystkim dobrą renomą i historią rynkową.

Ważny dzień dla funta

Odczyty inflacyjne z Wielkiej Brytanii tuż przed decyzją w sprawie stóp procentowych. Awersja do ryzyka nie pomaga naszej walucie. Główna para walutowa w oczekiwaniu na decyzję FOMC.

Dane z wysp

Dzisiejszy poranek jest istotny z punktu widzenia notowań brytyjskiej waluty. O godzinie 10:30 poznaliśmy odczyty inflacji konsumenckiej oraz producenckiej z Wielkiej Brytanii. Inflacja bazowa dla obu publikacji nie zaskoczyła rynków trafiając w wartości oczekiwane. Z kolei inflacja obejmująca wszystkie towary nieznacznie zawiodła. Nie wpłynęło to jednak negatywnie na notowania funta. Brytyjska waluta pozostaje silna na szerokim rynku. Widać to chociażby po notowaniach pary GBP/USD gdzie po raz kolejny został przekroczony poziom 1,40.

Złotówka już nie taka silna

Wtorkowy poranek jest już kolejnym, w czasie którego nasza waluta nie należy do najsilniejszych. Ostatnie wydarzenia na szerokim rynku sprawiły, że inwestorzy nie są aktualnie skłonni do większego ryzyka. Złotówka od początku dnia straciła w stosunku do euro niecałego grosza, który obecnie wyceniany jest niewiele poniżej 4,23 zł. Frank szwajcarski znajduje się nadal powyżej 3,60 zł. Funt zyskał dziś do złotówki kolejne 3 grosze. Jego cena oscyluje w okolicy 4,82 zł. Z kolei cena dolara zbliża się powoli do 3,44 zł.

Eurodolar czeka

Patrząc na wykres głównej pary walutowej można odnieść wrażenie, że czeka już na jutrzejszy wieczór. Wtedy to bowiem poznamy decyzję FOMC w sprawie stóp procentowych oraz, co ważniejsze, projekcje makroekonomiczne dla amerykańskiej gospodarki. Przemawiać też będzie nowy prezes FED, J. Powell. Inwestorzy bacznie będa przyglądać się komunikatom doszukując się wskazówek co do dalszej polityki monetarnej Rezerwy. Główna para walutowa w oczekiwaniu na jutrzejszy wieczór oscyluje w okolicy poziomu 1,23.

Mateusz Wielewicki- dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Sescom S.A. zadebiutował na GPW

Sescom S.A., wiodący międzynarodowy dostawca rozwiązań dla sieci handlowych, jest od dzisiaj notowany na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie Spółka jest pierwszym debiutantem w tym roku i jednocześnie 478 Emitentem obecnym na GPW.

Sescom S.A., międzynarodowy dostawca nowoczesnych rozwiązań Facility Management dla sieci retail, był notowany na NC od 2013 roku. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny spółki 21 lutego br. Dzisiaj, tj. 20 marca do obrotu wprowadzono łącznie 1 350 000 akcji spółki (750 000 akcji serii A2, 50 000 akcji serii B, 100 000 akcji serii C i 450 000 akcji serii D).

Dzisiejszy dzień jest ważnym punktem w historii Sescom. Zrealizowaliśmy kolejny cel naszej strategii, a dzięki obecności na Głównym Rynku dodatkowo wzmocnimy pozycję na rynku, rozpoznawalność marki, umocnimy dotychczasowe relacje biznesowe i nawiążemy więcej nowych. To przyczyni się do wzrostu wartości Sescom S.A. Planujemy kontynuować proces budowania stabilnego, długoterminowego akcjonariatu, a niniejsze wydarzenie zwiększy szansę na pozyskanie nowych inwestorów, zwłaszcza instytucjonalnych – mówi Sławomir Halbryt, założyciel i Prezes Zarządu Sescom S.A

Sescom S.A. obsługuje ponad 34 000 placówek w Europie, należących do czołowych firm m.in. z branży retail, HoReCa czy bankowości. Do 2020 roku Spółka chce być obecna w całej Unii Europejskiej oraz mieć potencjał do konkurowania globalnego.

14 lutego spółka zaprezentowała wyniki finansowe za I kwartał roku obrotowego 2017/2018 (okres październik-grudzień 2017 r.). W tym okresie skonsolidowana sprzedaż wyniosła 28,9 mln zł (+22 proc. r/r), przy EBITDA 2,7 mln zł (+31 proc. r/r) i zysku netto przekraczającym 2 mln zł (+50 proc. r/r).

Sprawdź najnowszą analizę techniczną na indeksie WIG 20 i DAX30

WIG 20 – czy to już bessa?

W poprzednim tygodniu kalendarzowym WIG 20 zanotował kolejne nowe minimum, czy to już bessa? Raczej nie, jednak niedźwiedzie czują się jak u siebie w domu, coraz bardziej napierają na kupujących, którzy przy globalnej korekcie wolą pozostać poza rynkiem.

Wyprzedaż została spotęgowana do tego stopnia, że wszystkie pięć wskaźników analizy technicznej podążających za trendem na interwale czterogodzinnym, dziennym oraz tygodniowym wskazuje trend spadkowy! Oprócz tego kilka tygodniu temu doszło do pokonania linii trendu wzrostowego.

Notowania tylko na chwilę zatrzymały się na wsparciu 2290 punktów. Sprzedającym udało się pokonać wspomniane wsparcie, kolejnym celem jest strefa popytu 2176-2210. Strefa ta jest bardzo ważna, kupujący z pewnością podejmą walkę. W przeciwnym razie po jej pokonaniu strona sprzedająca będzie miała otwartą drogę do dalszej wyprzedaży w okolice 2000 punktów, co będziemy mogli uznać już za powrót rynku niedźwiedzia.

Notowania WIG20, interwał tygodniowy

Notowania WIG20, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Przy analizie prawdopodobieństwa przerwania wsparcia warto spojrzeć na korelację indeksu WIG 20 z indeksem S&P 500 oraz DAX 30.

corelation atrix

Powyżej przedstawiono 500 dniową korelację pomiędzy indeksem WIG 20 a SP500, DAX oraz USDPLN. Kolor czerwony oznacza bardzo silną korelację, natomiast kolorem pomarańczowy silną. Znak przed korelacją oznacza kierunek. Dla przykładu spójrzmy na WIG 20 oraz USDPLN, wynik jest -70. Oznacza to, że przez 70 procent czasu dwa instrumenty poruszają się w przeciwnym kierunku. Gdy przed wartością jest plus, mamy korelację dodatnią, czyli obydwa instrumenty poruszają się w tym samym kierunku.

Analizując powyższą grafikę mamy silną korelację pomiędzy indeksem WIG 20 oraz SP500 i DAX 30 na poziomie +93 oraz +90 procent. Aby korelacja była ważna musi mieć uzasadnienie ekonomiczne, w tym przypadku ma, ponieważ indeks WIG 20 uzależniony jest od indeksów o większej kapitalizacji do jakich możemy zaliczyć DAX 30 oraz S&P 500.

Wynik na poziomie 93 procentowej korelacji z indeksem DAX 30 świadczy, że przez 500 ostatnich dni indeks WIG 20 przez większość czasu poruszał się w takim samym kierunku co indeks niemiecki. Interpretacja jest taka sama dla indeksu S&P 500.

Zatem kierunek na indeksie WIG 20 może zostać wskazany przez zachowanie indeksu DAX 30 lub też indeksu S&P 500.

Notowania DAX 30, interwał tygodniowy

Notowania DAX 30, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na interwale tygodniowym notowania indeksu DAX 30 zatrzymały się na bardzo silnym wsparciu w postaci strefy popytu 11880-12100. Oprócz tego poniżej wsparcia przebiega 200-okresowa średnia krocząca, co sugeruje większe prawdopodobieństwo wzrostów niż spadków. Z tego względu bazowym scenariuszem pozostanie obrona strefy i kontynuacja wzrostów, zatem wspomniane strefa popytu na indeksie WIG 20 z dużym prawdopodobieństwem zostanie obroniona.

Dział Analiz Admiral Markets

EBC gotowy normalizować politykę monetarną

Doniesienia o gotowości EBC do normalizacji polityki monetarnej ograniczają potencjał do dalszego spadku rentowności obligacji w Europie. Pomimo silniejszego euro do dolara, na skutek jastrzębich doniesień z EBC, złoty staje się coraz słabszy. W poniedziałek kurs EURPLN wzrósł do 4,224 przy EURUSD testującym okolice 1,235.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Podczas poniedziałkowej sesji złoty tracił na wartości. Utrzymujący się w godzinach przedpołudniowych eurodolar poniżej poziomu 1,23 „trzymał” złotego w okolicach 4,22. Opublikowane przez GUS dane dot. produkcji sprzedanej przemysłu dodatkowo nie stanowiły wsparcia dla PLN, ich wynik za luty na poziomie 7,4% r/r choć wysoki, to jednak okazał się gorszy od oczekiwań rynkowych rzędu 8,1%. Mocniej spadł też indeks inflacji PPI, wynosząc -0,2% r/r wobec +0,15% prognozowanych.

Po południu euro względem dolara zaczęło zyskiwać na wartości, co miało miejsce w reakcji na nieoficjalne doniesienia z EBC, że dyskusje w banku centralnym zaczną powoli przesuwać się w stronę rozważań nad „nachyleniem ścieżki stóp procentowych w późniejszym czasie” ze względu na oczekiwane powolne odbijanie inflacji w strefie euro. Ponadto, jak wskazano, nawet najbardziej gołębi spośród członków rady EBC zgadzają się, że zakupy aktywów powinny zostać zakończone w tym roku. Członkowie EBC w dużej mierze popierają rynkowe oczekiwaniami, że do pierwszej podwyżki stóp w strefie euro może dojść w połowie 2019 roku.  W reakcji na tak jastrzębie komentarze, kurs EURUSD wzrósł powyżej 1,235 co pozwoliło złotemu chwilowo umocnić się do 4,212 EUR.

Presja na waluty EM (w tym na złotego) nadal pozostawała jednak bardzo wysoka w związku z oczekiwaniami na jastrzębie przesłanie kończącego się w środę posiedzenia decyzyjnego Fed. To przeszkodziło EURPLN w utrzymaniu ruchu spadkowego (pomimo nadal rosnących notowań euro do dolara) i jeszcze podczas sesji europejskiej notowania wspólnej waluty powróciły powyżej 4,22 PLN. Rynek zakłada, że po raz pierwszy pod przewodnictwem Jerome Powell’a stopy procentowe w USA wzrosną o 25 pb., a komunikat potwierdzi dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki i otwartość członków FOMC do dalszego stopniowego normalizowania polityki pieniężnej w USA. Najprawdopodobniej rynki będą też próbowały doszukać się jeszcze bardziej jastrzębich sygnałów, dokładnie analizując fedowskie dot plot.

Na rynku stopy procentowej początek nowego tygodnia przyniósł wzrosty rentowności. Wspomniana inflacja cen producenckich, która spadła poniżej zera, może w krótkim terminie wywierać negatywny wpływ na oczekiwania inflacyjne, biorąc również pod uwagę ostatnie spowolnienie CPI poniżej dolnego ograniczenia celu inflacyjnego. Jednak potencjał do dalszego spadku rentowności (który od początku lutego sięga blisko 30pb) jest już mocno ograniczony i wyceny papierów mogą znajdować się blisko swojego maksimum.

Wsparcia dla notowań polskich obligacji nie przynoszą również działania głównych banków centralnych. Odreagowanie wycen skarbowych papierów wartościowych w Europie było napędzane przez relatywnie gołębie marcowe posiedzenie EBC, jednak doniesienia wskazujące na początek normalizacji polityki monetarnej będą hamowały dalszy wzrost cen obligacji. Również spodziewana marcowa podwyżka stóp przez Fed wywiera wpływ na wzrost tamtejszych obligacji, głównie z krótkiego końca krzywej dochodowości, gdzie 2-letni benchmark notowany jest obecnie w okolicy tegorocznych szczytów, powyżej 2%. Wiara rynku w zacieśnianie polityki monetarnej widoczna jest na pozycjonowaniu według CFTC na kontraktach terminowych na depozyty eurodolarowe, gdzie zdecydowanie przeważają pozycje krótkie, wskazując na wzrost stawek na rynku pieniężnym.

We wtorek w centrum uwagi rynków pozostawać będzie m.in. raporty inflacyjne z Niemiec i Wielkiej Brytanii oraz niemiecki indeks ZEW, ale nie wydaje się, że dane te będą w stanie istotnie zmienić nastroje na rynkach finansowych, które koncentrują się już na środowej decyzji Fed oraz najnowszej projekcji makroekonomicznej dotyczącej wzrostu gospodarczego, inflacji i poziomu kosztu pieniądza w przyszłości (wspomniane już fedowskie dot plot) w USA.EBC gotowy normalizować politykę monetarną
Autorzy /Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Jak zacząć szukać nowej pracy po zwolnieniu?

„Utrata pracy wiąże się z wejściem naszej psychiki w kilka faz. Najwięcej siły i optymizmu mamy do trzech miesięcy po zwolnieniu. To czas, w którym trzeba szukać bardzo intensywnie nowego pracodawcy” – zaleca Aleksandra Pocheć, ekspertka międzynarodowego serwisu pracy MonsterPolska.pl.

Faza 1: szok

Ten stan utrzymuje się do około miesiąca od utraty pracy. W szoku działamy pod wpływem emocji. Jednych szok oszołamia na tyle, że nie są w stanie zebrać myśli. Innych zmusza do wytężonego działania.

„Bardzo ważna jest intensywność działań. Im szybciej zaczniemy szukać, tym większe szanse, że znajdziemy pracę jeszcze na etapie wypowiedzenia” – komentuje Pocheć.

Na tym etapie należy:

  1. Poinformować bliskich w rodzinie i znajomych, że szukamy pracy. Warto odezwać się także do osób, z którymi dotychczas współpracowaliśmy.
    2. Zaktualizować profil na wszelkich profilach społecznościowych i poszerzyć bazę znajomych.
    3. Rozpocząć poszukiwania nowego pracodawcy poprzez portale z ofertami pracy.
    4. Zapisać się do grup na Facebooku poświęconych pracy.

    Faza 2: optymizm i wiara

„Ta faza utrzymuje się w drugim i trzecim miesiącu po zwolnieniu. Powtarzamy sobie, że będzie dobrze, że nic się nie dzieje bez przyczyny i podejmujemy świadomą walkę. To bardzo korzystny czas do poszukiwania nowych wyzwań zawodowych” – mówi ekspertka serwisu MonsterPolska.pl.

Z wielu badań wynika, że większość z nas wierzy, że w obecnej sytuacji gospodarczej i przy niskiej stopie gospodarczej uda się znaleźć nową pracę w okresie do trzech miesięcy.

Na tym etapie należy:

  1. Nie ustawać w wysyłaniu CV na ogłoszenia.
    2. Wybrać się na targi pracy (stacjonarne i wirtualne).
    3. Udać się do biura pośrednictwa pracy.
    4. Wciąż od czasu do czasu przypominać się znajomym.
    5. Jeśli branża, w której pracowaliśmy, na to pozwala, można osobiście przejść się po firmach i pozostawiać swoje CV. Taka forma poszukiwania pracy jest popularna zwłaszcza w gastronomii i handlu.
    6. Pobrać aplikacje, które pozwalają na nowoczesne poszukiwanie pracy także na smartfonie.
    7. Nie bać się niekonwencjonalnych rekrutacji np. poprzez wideo-czat. Warto brać udział we wszelkich procesach rekrutacyjnych i chodzić na jak największą liczbę rozmów. Z każdą kolejną będziemy lepiej wypadać.

    Faza 3: okres pogłębiającego się pesymizmu

Ten okres trwa od trzech miesięcy do roku od rozstania z pracodawcą. Na tym etapie bardzo ważne jest wsparcie i nieustanna motywacja bliskich osób. Samodzielnie jest bardzo trudno kontynuować tę walkę na rynku pracy. Po trzecim miesiącu bezowocnego szukania nowej firmy należy dopuścić do siebie myśli o tym, że na jakiś czas warto zdecydować się np. na zatrudnienie poniżej oczekiwanych zarobków. Zejście z oczekiwań nie oznacza rezygnacji z prób znalezienia wymarzonej pracy.

Na tym etapie należy:

  1. Powielać wszystkie czynności, które należy robić na etapie pierwszym i drugim.
    2. Rozważyć poszukiwania także poza branżą.
    3. Przeanalizować ewentualną migrację zarobkową, zwłaszcza jeśli mamy już w rodzinie kogoś, kto mieszka i pracuje za granicą.

    Faza 4: utrata nadziei

Po 12 miesiącach rozpoczyna się faza długotrwałego bezrobocia, z której można wyjść jedynie dzięki silnej woli, poszukiwaniom pracy i wsparciu bliskich.

Na tym etapie należy:

  1. Zapisać się w urzędzie pracy na szkolenie zawodowe, które jest pierwszym krokiem do przekwalifikowania.
    2. Rozważyć starania o dotację na własną działalność gospodarczą, jeśli mamy pomysł i smykałkę do biznesu.
    3. Nie ustawać w poszukiwaniach na wszystkie wspomniane wcześniej sposoby.

    „Im dłuższe bezrobocie, tym więcej żalu do poprzedniego pracodawcy o zwolnienie. Rozgoryczenia trudno się pozbyć, ale nie należy się na nim skupiać. Mimo wszystko warto powściągnąć negatywne emocje i z pozytywną energią aplikować na kolejne stanowiska” – podkreśla Aleksandra Pocheć z MonsterPolska.pl.

Optymizm pracodawców z branży produkcyjnej najwyższy od 10 lat

W polskiej produkcji przemysłowej tak dobrze nie było od 10 lat. Prognoza netto zatrudnienia dla tego sektora, dla najbliższego kwartału wynosi +26%. W praktyce oznacza to więcej ofert zatrudnienia i dobre perspektywy dla poszukujących pracy w branży produkcyjnej. To 20 kwartał z rzędu, gdy firmy z tego sektora będą zwiększać swoje zespoły – potwierdza najnowszy raport  ManpowerGroup.

Prognoza netto zatrudnienia w II kwartale 2018 r. dla sektora Produkcja przemysłowa wynosi +26% i jest najwyższym wynikiem od III kwartału 2008 r. Wskaźnik wyrażony w procentach, wykorzystany w badaniu ManpowerGroup oznacza różnicę pomiędzy liczbą pracodawców deklarujących powiększanie zespołów, a tymi, którzy deklarują redukcje etatów. Prognoza dodatnia jest zapowiedzią większej liczby ofert pracy i dobrej kondycji branży. Prognoza ujemna może sygnalizować brak stabilizacji w danym sektorze i zwiększenie poziomu bezrobocia. W porównaniu do poprzedniego kwartału plany rekrutacyjne pracodawców z branży produkcyjnej uległy poprawie o 6 punktów procentowych, a w stosunku do II kwartału 2017 r. – o 7 punktów procentowych.

Prognoza netto zatrudnienia dla sektora Produkcja przemysłowa w Polsce, w ciągu kolejnych kwartałówWykres 1. Prognoza netto zatrudnienia dla sektora Produkcja przemysłowa w Polsce, w ciągu kolejnych kwartałów. Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

− Prognoza netto zatrudnienia na poziomie +26% to zapowiedź dużego wzrostu liczby ofert pracy. Taki wynik jest efektem wielu pozytywnych trendów w gospodarce wewnętrznej oraz lokalnej, powiększenia siły nabywczej, niskiego bezrobocia, ale i większej odwagi pracowników. Dziś łatwiej decydują się na zmiany, jeśli mogą wybierać w wielu ofertach zatrudnienia. To z kolei sprawia, że pracodawcy asekurują się. Wzrost prognoz zatrudnienia to również reakcja na rosnącą rotację w ich organizacjach – tłumaczy Tomasz Walenczak, ekspert agencji zatrudnienia Manpower. − Tak wysoka prognoza dla produkcji przemysłowej potwierdza wzrosty rok do roku w realizowanych przez firmy celach i budżetach. Z drugiej strony oznacza jednak wyzwania w zbudowaniu stabilnego zespołu. Przedsiębiorstwa mocno postawiły na innowacje i automatyzacje, a mimo to ich potrzeby rosną. To efekt dobrej kondycji gospodarki europejskiej, ale i lokalnego rynku. Wzrosty wynagrodzeń i program 500+ sprawiły, że wydajemy więcej, co przekłada się na wzrost produkcji nie tylko w sektorach FMCG, RTV/AGD, ale idąc dalej także w branży motoryzacyjnej i w usługach. Na drugim biegunie mamy rekordowo niskie bezrobocie, walkę o kandydata, także tego zza wschodniej granicy. To z kolei wpływa na wzrost kosztów i poszukiwanie rozwiązań optymalizacyjnych – dodaje ekspert.

Polska produkcja przemysłowa w czołówce regionu EMEA

Polski sektor Produkcji przemysłowej osiągnął jedną z najbardziej optymistycznych prognoz zatrudnienia wśród 26 analizowanych rynków regionu EMEA, czyli Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Wyższy wynik uzyskano jedynie w Chorwacji (+36), która właśnie dołączyła do badania, a jej pierwsze wyniki zostały zaprezentowane w raporcie dla II kwartału 2018 r. i nie uwzględniają korekty sezonowej. Tuż za Polską znajduje się Rumunia (+25%) i Węgry (+21%), wysoki wynik uzyskano też dla Finlandii (+20%) i Turcji (+20%). Najsłabiej wśród rynków regionu EMEA wypadają Czechy (-5%) oraz Włochy (-1%).

− Sytuacja ekonomiczna w Europie jest dobra, większość europejskich gospodarek wykazuje pozytywne trendy, a my jesteśmy tego beneficjentami. Dlaczego? Fundamentem naszej gospodarki jest kapitał napływający z zewnątrz. Siłą rzeczy wzrost konsumpcji na innych rynkach przekłada się na wzrosty produkcji u nas, w tym także w zatrudnieniu. Koszty produkcji w Polsce, mimo wzrostu wynagrodzeń, wciąż jeszcze są atrakcyjne – dodaje Tomasz Walenczak.

Prognoza netto zatrudnienia dla sektora Produkcja przemysłowa w regionie EMEA w II kwartale 2018 r.Wykres 2. Prognoza netto zatrudnienia dla sektora Produkcja przemysłowa w regionie EMEA w II kwartale 2018 r. Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

Wszystko po kolei

Przecena na rynku akcji w USA w związku ze skandalem wokół Facebooka nie przekłada się na wzrost zmienności na rynku walutowym. Wręcz przeciwnie, jen jest słabszy we wtorek przez presję na crossach z EUR i GBP, gdzie wczorajsze informacje z EBC i ws. Brexitu nadały optymistyczny ton.

Pogrom na Wall Street z S&P500 tracącym przez moment 2 proc. mógł stać się katalizatorem lawinowego pogorszenia sentymentu, ale inwestorzy w Azji nie dali się łatwo ponieść emocjom. Stąd po FX nie widać zmian tożsamym ze skokiem awersji do ryzyka i rynek w spokoju wyczekuje wydarzenia tygodnia, jakim jest posiedzenie FOMC. W tle nie brakuje szumu informacyjnego związanego z nowymi pomysłami Donalda Trumpa na restrykcje w handlu międzynarodowym. Biały Dom przygotowuje wart 60 mld USD pakiet ceł na import produktów z Chin, który może być ogłoszony już w ten piątek. Pakiet ma dotyczyć ponad 100 produktów, które według Trumpa zostały stworzone z wykorzystaniem wiedzy wykradzionej od przedsiębiorstw z USA. Bloomberg donosi też, że administracja Trumpa naciska na inne państwa, by zjednoczyły się z USA w walce z polityką Chin w zamian za wyłączenia z ceł na import stali i aluminium. Nie wykluczam, że z tego może urodzić się większy temat, który zacznie mocniej kształtować zmiany na rynku, ale jakkolwiek banalnie to zabrzmi, najpierw trzeba uporać się z decyzją Fed.

Jeżeli już, to zmiany w grupie głównych walut w ogóle nie przystają do trybu risk-off. USD/JPY skoczył do 106,50, ale bardziej widział bym tutaj techniczne (ale niezwiązane z analizą techniczną) powody odbicia. Pozycjonowanie przed FOMC ciąży na kursie, gdyż duża grupa uczestników handlu spodziewa się jastrzębiego wydźwięku posiedzenia. I być może do środowego wieczora udałoby się wyczekać w spokoju bez większych zmian kursu, ale wczoraj zaufanie do długich pozycji w JPY nadwyrężyły wzrosty GBP/JPY i EUR/JPY. W pierwszym przypadku rynek z zadowoleniem przyjął porozumienia UE i Wielkiej Brytanii odnośnie warunków 21-miesięcznego okresu przejściowego przed Brexitem i potencjalnego rozwiązania sporu o granicę z Irlandią. Wprawdzie nie wszystko jest jeszcze dopięte na ostatni guzik, ale istotne jest, że strony dążą do kompromisu. I na tym GBP może pozostać mocny. Dziś dodatkowego impulsu będzie można szukać w danych o CPI z Wielkiej Brytanii, gdzie wyższy odczyt rozpali spekulacje przed czwartkową decyzją BoE.

Dawno nie mieliśmy „przecieków” z EBC. Piszę w cudzysłowie, gdyż tajemnicą poliszynela jest, że EBC sam decyduje, co i kiedy ujawnić. Według poniedziałkowych rewelacji w łonie EBC dyskusja skupia się na nachyleniu krzywej stóp procentowych, gdyż „nawet gołębie są zdania, że QE powinno zakończyć się w tym roku”. Dodatkowo Rada Prezesów zgadza się z rynkową wyceną pierwszej podwyżki w drugim kwartale 2019 r. Ta ostatnia kwestia ma jastrzębi wydźwięk, gdyż rynek w całości nie był przekonany do tak wczesnego terminu. Ja dalej nie jestem i powątpiewam w optymistyczne prognozy przyspieszania inflacji do tego czasu, a na takich opierają się opinie członków EBC. W rezultacie wczorajsze wzrosty EUR/USD moim zdaniem wynikają bardziej z gorączki w obliczu niepewności o rezultat FOMC niż trzeźwego budowania solidnej pozycji długiej w euro. Ale jeśli Fed rozczaruje, to rynek będzie miał podwójny pretekst do kupowania.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W lutym najliczniejsze były niewypłacalności firm produkcyjnych i usługowych, których duża część pracowała na rzecz budownictwa

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W lutym w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 76 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 77 w lutym 2017 r. Od początku roku opublikowano informacje o niewypłacalności 158 polskich firm wobec 146 w analogicznym okresie ubiegłego roku (wzrost o 8%).

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Budownictwo – mniej niewypłacalności firm wykonawczych, ale aż 7 z 11 przypadków to wznoszenie budynków, jeśli doliczymy prace wykończeniowe przy nich, to widać, że kłopoty mają obecnie firmy zaangażowane w budownictwo mieszkaniowe. Kryzys, a przynajmniej płytki rynek w „zimowym okienku” w mniejszych miejscowościach, gdyż to w nich działały wspomniane firmy.
  • Firmy produkcyjne: poza zaopatrzeniem budownictwa (konstrukcje i wyroby metalowe, drewno) były to m.in. 4 przypadki firm z sektora upraw rolnych i leśnictwa; w branży spożywczej 3 z 5 niewypłacalnych w lutym firm związane było z branżą mięsną (bezpośrednio lub pośrednio).
  • Usługi – najwięcej niewypłacalności to firmy z sektora obsługi nieruchomości i inwestycji, reklamy, placówki lecznicze.
  • Handel hurtowy: dominują problemy związane z zaopatrzeniem budownictwa, ale największa upadłość miała miejsce w handlu elektroniką.
  • Liczba niewypłacalności wzrosła po lutym r/r w woj. mazowieckim, wielkopolskim, pomorskim i lubelskim. Mimo obiektywnie dużej liczby niewypłacalności w lutym na tle reszty kraju w woj. śląskim (9) i dolnośląskim (6), dynamika niewypłacalności jest w nich ujemna.
W lutym najliczniejsze były niewypłacalności firm produkcyjnych i usługowych, których duża część pracowała na rzecz budownictwa
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

„Na cenzurowanym jest mimo wszystko budownictwo. Sam sektor notuje obecnie niezłe wyniki, ale… O realiach w budownictwie nie świadczy jedynie wzrost wartości prac budowlanych, ale także stojący za tym (lub taki, który powinien się z tym wiązać) przepływ środków w branży. Poprawy nie odczuwają specjalnie dostawcy – więc zaopatrujące budownictwo firmy to wciąż największa grupa firm mających ostatnio kłopoty z płynnością zarówno w sektorze produkcyjnym (10 z 25 niewypłacalności), jak i hurtowym (3 niewypłacalności z 6). Jeśli budownictwo liczylibyśmy jako całość firm zaangażowanych – wykonawcy prac jak i dostawcy materiałów, to stanowi ono 1/3 wszystkich niewypłacalności, a przecież jeszcze dodatkowo w sektorze usług mieliśmy do czynienia z problemami firm obsługujących procesy inwestycyjne. Tempo spłaty zobowiązań jest bowiem tylko marginalnie lesze w budownictwie niż w bardzo złym pod tym względem zeszłym roku, mimo tego, że do branży wpłynęły już spore środki z nowej perspektywy. Otwarte pozostaje pytanie, jak w przyszłości na płynność mniejszych podmiotów, w tym wyspecjalizowanych podwykonawców dużych inwestycji, wpłyną nie tylko rosnące koszty pracy, ale też ustawowe zmiany (po odwróconym VAT – w tym roku JPK) – ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.

W lutym najliczniejsze były niewypłacalności firm produkcyjnych i usługowych, których duża część pracowała na rzecz budownictwa 2
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

W lutym najliczniejsze były niewypłacalności firm produkcyjnych i usługowych, których duża część pracowała na rzecz budownictwa 3

Podatnicy muszą pamiętać o rozliczeniu dochodów uzyskanych za granicą. To pozwoli uniknąć kłopotów z fiskusem

Podatnicy muszą pamiętać o rozliczeniu dochodów uzyskanych za granicą. To pozwoli uniknąć kłopotów z fiskusem 1

Polacy, którzy wyjeżdżają za granicę do prac sezonowych, muszą pamiętać o rozliczeniu dochodów z tego tytułu przed polskim fiskusem. Dotyczy to też dochodów z wynajmu nieruchomości za granicą czy sprzedaży akcji. Przy takim rozliczeniu podatnik musi koniecznie zweryfikować umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania. Obowiązek rozliczenia podatku w Polsce nie obejmuje rodaków, którzy na stałe mieszkają i pracują poza krajem.

Podatnicy, którzy osiągają dochody zagraniczne, powinni zwrócić szczególną uwagę na rozliczenie ich w Polsce. Dotyczy to osób, które są polskimi rezydentami podatkowymi. Jeżeli ktoś zmienił rezydencję podatkową, to siłą rzeczy dochodów zagranicznych w Polsce już nie opodatkowuje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Misiak, doradca podatkowy, szef zespołu ds. podatków osobistych w Spółce Doradztwa Podatkowego MDDP.

Polskimi rezydentami podatkowymi są osoby, które mają w Polsce miejsce zamieszania – tzw. ośrodek interesów życiowych (centrum interesów osobistych lub gospodarczych) lub przebywają na terytorium kraju dłużej niż 183 dni w roku podatkowym. Takie osoby muszą rozliczyć w Polsce całość swoich przychodów – uzyskanych zarówno w kraju, jak i za granicą.

Ten obowiązek nie obejmuje jednak Polaków, którzy wyjechali z kraju i na stałe mieszkają i pracują za granicą. Ich liczbę GUS szacuje na ponad 2,5 mln. Rodacy – którzy przebywają np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii i do kraju przyjeżdżają tylko okazjonalnie, powinni rozliczyć się w miejscu zamieszkania. Z kolei osoby, które wyjeżdżają za granicę do prac sezonowych, muszą rozliczyć dochody z tego tytułu przed polskim fiskusem.

Do dochodów zagranicznych należą też te osiągane z działalności na giełdzie zagranicznej. Przykładowo, podatnik, który decyduje się na kupno i sprzedaż akcji za granicą, powinien te dochody również rozliczyć w Polsce. Źródeł dochodów zagranicznych do opodatkowania w Polsce może być wiele. Jeżeli ktoś posiada rachunek bankowy za granicą albo dokonuje inwestycji za pośrednictwem zagranicznej firmy inwestycyjnej, również ma obowiązek rozliczyć się w Polsce. Podobnie jak dochody z dywidend, transakcji na pochodnych instrumentach finansowych, dochody z papierów wartościowych, umorzenia sprzedaży jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych czy kapitałowych, forexy, bitcoiny – wylicza Anna Misiak.

Doradca podatkowy zauważa, że – szczególnie w odniesieniu do dochodów kapitałowych – jest cały szereg aspektów, które trzeba wziąć pod uwagę przy rozliczeniu. Podatnik powinien zweryfikować umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania, a jeżeli od dochodów za granicą został wcześniej pobrany podatek, sprawdzić, czy i w jakiej wysokości jest uprawniony do tego, żeby w Polsce odliczyć podatek zagraniczny.

Bardzo często omyłkowy dla podatników jest fakt, że od tych samych dochodów osiąganych za granicą, tutaj w Polsce podatek jest pobierany np. przez bank albo fundusz, którego jednostki zakupiono. Niestety, tego samego rodzaju dochody osiągane za granicą muszą być rozliczane przez samego podatnika. To podatnik musi je samodzielnie w Polsce zadeklarować, przejąć na siebie obowiązek skalkulowania dochodu w Polsce do opodatkowania, zastosowania odpowiedniej stawki i zweryfikowania umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania – mówi doradca podatkowy w MDDP.

Równie skomplikowane rozliczenia wiążą się z dochodami osiąganymi z pracy za granicą np. z zatrudnienia lub zasiadania w zarządzie lub radzie nadzorczej spółek zagranicznych. W tym przypadku podatnik również powinien zweryfikować umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania i sprawdzić, czy w Polsce jego dochody będą mu ponownie podlegać – albo co zrobić, żeby tego uniknąć. Polskie przepisy przewidują np. ulgę abolicyjną dla rozliczenia niektórych dochodów, również tych osiąganych za granicą.

– Jest kilka kroków niezbędnych, ażeby przygotować się do zeznania z dochodami zagranicznymi. Na początek, rekomendowałabym zebranie informacji o tym, w jakiej wysokości oraz w jakim miesiącu został osiągnięty dochód zagraniczny i do jakiej kategorii przychodów podatkowych można go zakwalifikować. Potem konieczne jest zweryfikowanie polskich przepisów i umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, ażeby te dochody właściwie rozliczyć w polskim zeznaniu rocznym – mówi Anna Misiak.

Doradca podatkowy podkreśla też, że polscy rezydenci podatkowi muszą pamiętać o obowiązku rozliczenia zagranicznych dochodów, ponieważ od 2016 roku zagraniczne i polskie organy podatkowe automatycznie i w znacznie szerszym zakresie niż do tej pory wymieniają informacje o dochodach odsetkowych, dywidendowych, o dochodach z kapitałów pieniężnych, dochodów z najmu nieruchomości położonych zagranicą, a także o stanie rachunku bankowego, który podatnik ma założony za granicą.

– Te informacje docierają lub w najbliższym czasie dotrą do polskich organów podatkowych, które z automatu pozyskają zza granicy znacznie szerszą wiedzę o dochodach polskich podatników. Biorąc pod uwagę ten aspekt, aby uniknąć potem niespodziewanych zapytań ze strony US, warto się do tego dobrze przygotować – mówi Anna Misiak.

Polska przyciąga coraz więcej włoskich przedsiębiorców. Cenią sobie ułatwienia przy starcie biznesu, ale doskwiera im brak pracowników

Polska przyciąga coraz więcej włoskich przedsiębiorców. Cenią sobie ułatwienia przy starcie biznesu, ale doskwiera im brak pracowników 2

Łączna wymiana handlowa między Polską a Włochami przekroczyła w ubiegłym roku 20 mld euro. Polski eksport wzrósł o ponad 13 proc., a import do kraju – o 6 proc. w skali roku. Coraz lepiej wyglądają też wzajemne inwestycje. W Polsce działa ponad 3 tys. włoskich firm o łącznych obrotach 20 mld euro, nie licząc działalności gospodarczych, takich jak restauracje włoskie. Włosi chwalą Polskę przede wszystkim za możliwość szybkiego rozpoczęcia działalności gospodarczej. Bolączką zarówno dla małych, jak i dużych inwestorów jest za to brak pracowników.

– Potencjał współpracy gospodarczej między Włochami a Polską jest bardzo duży. Nasze relacje gospodarcze sięgają bardzo daleko w czasie. Mamy bardzo dużo pozytywnych przykładów współpracy i wciąż jest dobra atmosfera, żeby mogła się ona rozwijać. Przekłada się to także na liczby, które z roku na rok się coraz wyższe – zarówno wymiana handlowa, jak i inwestycje włoskie w Polsce i odwrotnie – Polska też zaczęła inwestować we Włoszech, choć nie jest to na razie bardzo dużo. Perspektywy są więc bardzo obiecujące – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Elisabetta Caprino, sekretarz generalny Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej w Polsce.

Z danych GUS wynika, że łączne obroty handlowe Polski i Włoch w 2017 roku osiągnęły rekordowy poziom ponad 20 mld euro. Dynamicznie rośnie zwłaszcza nasz eksport – o 13,3 proc. do poziomu 10 mld euro. Niewiele więcej importujemy z Włoch (10,7 mld euro i wzrost o 6 proc. w skali roku). To jeden z większych partnerów gospodarczych Polski, zarówno pod względem eksportu, jak i importu znajduje się w czołowej piątce. Także Polska dla Włoch jest kluczowym partnerem.

 W trwającym badaniu do początku marca zidentyfikowaliśmy prawie 3 tys. firm z włoskim kapitałem na terenie Polski i ok. 900 działalności gospodarczych, to np. restauracje włoskie, a prace nad tym wciąż trwają. Włoski biznes jest dosyć rozwinięty w Polsce. Jeśli chodzi o branże, które najbardziej się wybijają, to są motoryzacja, AGD i branża finansowa – wskazuje Caprino.

Z danych Centrum Badań Ekonomicznych Izby Włoskiej wynika, że na polskim rynku działa ponad 2,7 tys. przedsiębiorstw z włoskim kapitałem, które zatrudniają ok. 82 tys. osób. Największym włoskim pracodawcą w Polsce jest Grupa FCA (Fiat Chrysler Automobiles), która 70 proc. swojej produkcji w Polsce eksportuje na rynki zagraniczne.

Włochy są jednym z większych zagranicznych inwestorów w naszym kraju. Najwięcej inwestycji przyciągnęły województwa mazowieckie (36 proc.), śląskie (18 proc.), dolnośląskie (10 proc.) i małopolskie (8 proc.). Wśród firm dominują te związane z branżą motoryzacyjną (31 proc.), produkcją (23 proc.) oraz działalnością naukową i techniczną (10 proc.).

– Z informacji od firm zrzeszonych w Izbie wynika, że współpraca układa się dobrze. Problemem odczuwalnym przez naszych przedsiębiorców, zwłaszcza firmy produkcyjne, jest brak ludzi do pracy. Większość naszych firm produkcyjnych znajduje się na Śląsku i Dolnym Śląsku, gdzie ten brak jest szczególnie odczuwalny. W ogóle nie ma tam bezrobocia – wynosi ono ok. 3–4 proc., czyli to są ludzie, którzy naprawdę nie chcą lub nie mogą iść do pracy – mówi sekretarz generalny Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej.

W styczniu 2018 roku bezrobocie wynosiło 6,9 proc. Coraz więcej branż narzeka na brak rąk do pracy i wykwalifikowanych pracowników. Ratunkiem dla inwestycji może być sięgnięcie po pracowników ze Wschodu – Ukrainy czy Białorusi.

Jak podkreśla Caprino, mimo to Polska jest wciąż dla Włochów atrakcyjnym rynkiem. Początkujący przedsiębiorcy doceniają przede wszystkim możliwość szybkiego założenia firmy czy spółki. Z kolei duzi inwestorzy liczą na zachęty podatkowe i inne korzyści z rozwijania biznesu w Polsce.

Polskie firmy dopiero niedawno weszły na włoski rynek, więc liczba ich inwestycji nie jest jeszcze imponująca. Jak jednak przekonuje ekspertka, w perspektywie najbliższych lat będzie dynamicznie rosnąć. Na tamtejszym rynku inwestują przede wszystkim firmy związane z transportem, budownictwem, handlem oraz przemysłem chemicznym. Swoją pozycję we Włoszech buduje m.in. Solaris, który dostarczył już na tamtejszy rynek 850 autobusów.

– W zeszłym roku te inwestycje wynosiły ok. 85 mln euro. Najbardziej znane są firmy z sektora motoryzacyjnego – Pesa, Solaris, i producenci okien – Oknoplast, który sponsorował drużynę piłkarską, oraz Fakro. Te dwa sektory najwięcej teraz inwestują. Myślę, że będzie więcej – ocenia Elisabetta Caprino.

Karty microSD coraz szybsze i bardziej pojemne. Zapewnią płynną obsługę najnowszych funkcji smartfonów jak super slow motion

Karty microSD coraz szybsze i bardziej pojemne. Zapewnią płynną obsługę najnowszych funkcji smartfonów jak super slow motion 3

400 GB pamięci na powierzchni nieco ponad 1,5 centymetra kwadratowego – taką pojemność zapewnią najnowsze karty microSD, które w sprzedaży pojawią się za kilka miesięcy. Obecny standard to maksymalnie 256 GB i obsługuje go większość dostępnych na rynku urządzeń. Z nową pojemnością poradzą sobie wyłącznie najnowsze flagowce i to właśnie dla nich projektowane są takie karty. Coraz większa pojemność i szybkość kart są niezbędne do obsługi najnowszych możliwości smartfonów, takich jak między innymi nagrywanie w super slow motion czy w jakości 4K.

Największa pojemność kart microSD dostępnych obecnie w sprzedaży to 256 GB. Ceny kart z taką pojemnością wahają się od 450 do około 1000 zł. Te najtańsze gwarantują jednak bardzo niską, bo wynoszącą odpowiednio 10 i 45 MB/s, prędkość zapisu i odczytu. Najwyższe dostępne parametry to natomiast 90 i 100 MB/s. Na targach Mobile World Congress 2018 w Barcelonie zostały zaprezentowane nowe karty o pojemności 400 GB i najwyższej dotąd prędkości odczytu.

– SanDisk Extreme to obecnie karta z największą pojemnością na rynku. Przekracza ona również obecne limity prędkości, oferując 160 MB/s odczytu danych i 90 MB/s przy ich zapisie. Do sprzedaży trafi za kilka miesięcy i będzie wtedy nie tylko najbardziej pojemną, lecz także najszybszą kartą na świecie – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje JongHyun Lee z Western Digital Group.

Coraz większa pojemność kart microSD jest konieczna do tego, by użytkownicy smartfonów mogli płynnie korzystać z najnowszych funkcji aparatów wbudowanych w ich urządzenia. Coraz więcej z nich potrafi rejestrować obraz w jakości 4K, a najnowsze oferują także funkcję super slow motion, która pozwala na wielokrotne spowolnienie obrazu.

– Nowe modele oferują obraz w technologii super slow motion video, która zapisuje nawet 960 klatek na sekundę. Miejsce na karcie zapełnia się więc bardzo szybko. Potrzeba odpowiednich parametrów także do tego, by nagrać i odtworzyć wideo nagrane w jakości 4K – zaznacza ekspert.

Zgodnie z danymi zawartymi w specyfikacji producenta, z kartą o pojemności 400 GB będzie mógł współpracować na przykład Samsung Galaxy S9 i S9+. Problemy z kompatybilnością będą mieli natomiast użytkownicy debiutujących na MWC 2018 Nokii 8 Sirocco i Nokii 7 Plus, a także dostępnego już od pewnego czasu w sprzedaży telefonu Huawei P10 Plus. Wszystkie te smartfony według specyfikacji obsłużą karty do 256 GB.

Według prognoz Persistence Market Research światowy rynek kart pamięci w 2022 roku będzie wyceniany na niemal 21 mld dol. Największy, bo aż około 90 proc., udział w sprzedaży kart stanowią i będą stanowić karty microSD. Ponad 68 proc. sprzedaży stanowią karty do stosowania w telefonach komórkowych. Do 2022 roku udział ten wzrośnie do 71 proc.

Największymi graczami na rynku kart pamięci są: SanDisk, Transcend Information, Panasonic i Kingston.

Prawie połowa warszawskich biurowców ma co najmniej 10 lat. Aby były atrakcyjne dla najemców, powinny zostać zmodernizowane

Prawie połowa warszawskich biurowców ma co najmniej 10 lat. Aby były atrakcyjne dla najemców, powinny zostać zmodernizowane 4

Już 48 proc. biurowców w Warszawie ma 10 lat lub więcej. Starsze budynki mają jednak szansę pozostać atrakcyjne dla najemców – przekonuje Agnieszka Krzekotowska, dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers International. Ich zaletą zwykle jest dobra lokalizacja i dogodny dostęp do komunikacji miejskiej. Jednak bez nakładów na modernizację właścicielom budynków trudno będzie konkurować z najnowszymi projektami. Dlatego już teraz blisko połowa z nich została zmodernizowana lub jest w trakcie modernizacji.

 Na rynku warszawskim mamy obecnie blisko 5,3 mln mkw. powierzchni biurowej. W 2008 roku było jej 2,5 mln mkw. Możemy więc powiedzieć, że ok. 48 proc. biur w stolicy to powierzchnia 10-letnia lub starsza – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Krzekotowska, dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers International.

Z danych Colliers International wynika, że tylko w 2017 roku w Warszawie oddano do użytku dwadzieścia siedem nowych biurowców, co przełożyło się na 275 tys. mkw. powierzchni biurowej. W budowie znajduje się kolejne 810 tys. mkw.

Warszawski rynek biurowy jest stosunkowo młody, dlatego już budynki dziesięcioletnie określa się mianem starszych. Dla porównania średni wiek biurowców w Stanach Zjednoczonych sięga 50 lat, a w Europie Zachodniej ponad 30 lat. Jak jednak podkreśla ekspertka Colliers International, starsze budynki wciąż cieszą się zainteresowaniem najemców.

 Budynki starsze zwykle są dobrze zlokalizowane, w miejscach dobrze skomunikowanych, jeżeli chodzi o transport publiczny. Mają też dostęp do  rozbudowanej infrastruktury – przekonuje Agnieszka Krzekotowska.

Starsze budynki często wygrywają lokalizacją z nowo powstałymi biurowcami. Zazwyczaj odznaczają się też niższym poziomem czynszów i bardziej elastycznym podejściem do negocjowania długości umów najmu. Aby jednak mogły skutecznie konkurować o najemców z nowymi budynkami, ich właściciele muszą zadbać o wygodę i komfort najemców, dostosowując swoje budynki do najnowszych trendów i wymagań użytkowników. Nie mogą też zapominać o bezpośrednim otoczeniu obiektu.

 Standardem w tej chwili jest przystosowanie budynku do potrzeb rowerzystów, doprowadzenie ścieżek rowerowych, stworzenie miejsc postojowych dla jednośladów oraz szatni dla ich użytkowników. Należy zadbać o dostępność  dodatkowych usług, jak myjnia samochodowa czy pralnia. To spowoduje, że najemcy poczują się zaopiekowani i będą chcieli pozostać w danym budynku – tłumaczy dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers International.

Wiele z takich budynków przechodzi więc renowację. Wśród budynków biurowych w Warszawie, które w ostatnim czasie poddano renowacji, warto wymienić G9, N21, Platinium Business Park, Horizon Plaza, R34, RTO, Norway House, Chmielna 134 czy Koszykowa 54. Za przykład może także służyć Warsaw Financial Center, który po modernizacji uzyskał certyfikat LEED Gold w kategorii Budynki istniejące.

– W Colliers zarządzamy ok. 1 mln mkw. powierzchni, nie tylko biurowej, lecz także wystawienniczej, logistycznej czy handlowej. Blisko połowa ponaddziesięcioletnich budynków została zmodernizowana lub jest w trakcie modernizacji. Czasem są to drobne rzeczy, jak remont powierzchni wspólnych, przebudowa holu recepcyjnego, a czasem większe inwestycje, jak przebudowa instalacji czy wprowadzenie nowych systemów, które spowodują, że  budynek będzie wpisywał się w trendy rynkowe i będzie mógł konkurować z nowymi projektami – przekonuje Agnieszka Krzekotowska.

Powstała specjalna aplikacja i gadżet umożliwiające zrobienie idealnego selfie z psem

Powstała specjalna aplikacja i gadżet umożliwiające zrobienie idealnego selfie z psem 5

Do wykonania idealnego selfie z czworonożnym ulubieńcem potrzeba dużo cierpliwości – zarówno psa, jak i jego właściciela. Psia uwaga często skupia się na wielu innych rzeczach, tylko nie na obiektywie. Z pomocą przychodzą proste, ale skuteczne gadżety, takie jak klipsy z psimi przysmakami. Zamocowane na smartfonie przykuwają uwagę zwierzaka i skłaniają do patrzenia prosto w obiektyw. Specjalne aplikacje pozwalają natomiast błyskawicznie opublikować zdjęcie w mediach społecznościowych. 

Według badań firm Now Sourcing i Frames Direct statystyczny millennials (czyli osoba urodzona między 1980 a 2000 r.) spędza godzinę tygodniowo na robieniu sobie selfie. W ciągu całego swojego życia wykona ponad 25,5 tys. selfie, czyli niemal jedno selfie dziennie. Zwykle jedno perfekcyjne zdjęcie to efekt kilku mniej udanych prób. Skala trudności rośnie, gdy chcemy pozować razem z czworonożnym pupilem.

– Zrobienie sobie selfie z psem bywa bardzo kłopotliwe. Nawet jeżeli uda nam się zatrzymać psa na chwilę u swojego boku, to jego rozbiegany wzrok nie zawsze będzie skierowany akurat w aparat fotograficzny – mówi agencji informacyjnej Newseria Karolina Kowalczyk, kierownik ds. komunikacji korporacyjnej Mars Polska.

W przypadku selfie największym wyzwaniem jest zazwyczaj skłonienie psa do patrzenia prosto w obiektyw, gdy próbujemy uchwycić idealne ujęcie. Zwierzę nie rozumie intencji właściciela, a jego uwaga bywa rozproszona. Z pomocą przychodzą gadżety, które przykuwają uwagę psa, np. niewielkie piłeczki lub psie smakołyki mocowane na telefonie.

– Pies patrzy na smakołyk, a na zdjęciu wygląda to tak, jakbyśmy razem zgodnie patrzyli prosto w aparat telefoniczny. Teraz w sklepach dostępne są specjalne klipsy załączone do przekąsek Pedigree Dentastix i można je kupić w promocyjnych opakowaniach – przekonuje Karolina Kowalczyk.

Zestaw Selfiestix składa się z trzech elementów. Pierwszy z nich to niewielki klips umożliwiający przymocowanie przysmaku do górnej części każdego telefonu komórkowego. Następny to przekąska dentystyczna, która dba o zdrowie zębów i dziąseł psa. W zestawie znajduje się również aplikacja mobilna, dzięki której na gotowe zdjęcie możliwe jest nałożenie zabawnych filtrów. Aplikacja wykorzystująca technologię rozpoznawania rysów psa dostępna jest w App Store i Google Play.

– Po wykonaniu udanego selfie, możemy na zdjęcie nałożyć specjalny filtr, który dopasuje nam do zwierzęcia wygląd np. kucharza, policjanta, a nawet kota. Dodatkowo, aplikacja umożliwia natychmiastowe podzielenie się zdjęciem z naszymi przyjaciółmi w mediach społecznościowych – mówi Karolina Kowalczyk.

Polacy kochają zwierzęta – z badań TNS Polska wynika, że blisko połowa z nich ma w domu czworonożnego pupila. Zdecydowanymi faworytami są psy, których posiadanie deklaruje ponad 80 proc. badanych.

Ingerencja państwa wpływa na wiarygodność firm. Dotyczy to przede wszystkim strategicznych sektorów

Ingerencja państwa wpływa na wiarygodność firm. Dotyczy to przede wszystkim strategicznych sektorów 6

W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach europejskich, państwo przejmuje część własności w sektorach, które mają strategiczne znaczenie dla gospodarki. Taka ingerencja choć pomaga ustabilizować sytuację branży, to może się odbić na konkurencyjności i wynikach działających w niej firm – wynika z raportu DNB Bank Polska i firmy doradczej PwC. Zaangażowanie państwa ma też przełożenie na ocenę ratingową przedsiębiorstwa, która potwierdza jego wypłacalność i wiarygodność kredytową. – Właściciel państwowy może mieć pozytywny wpływ na ocenę ratingową przedsiębiorstwa, ponieważ stoi za nim duże zaplecze w postaci Skarbu Państwa – zauważa Marcin Petrykowski, dyrektor zarządzający S&P w Polsce.

Przykładem branży, którą charakteryzuje istotne zaangażowanie państwa zarówno kapitałowe, jak i regulacyjne, jest energetyka. Sektor ten ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego kraju. Poprzez własność państwo zapewnia gospodarce odpowiednią podaż energii po określonych cenach i gwarantuje stabilność dostaw, a także, szczególnie w przypadku przesyłu prądu, pełni rolę naturalnego monopolisty. W państwach anglosaskich ingerencje państwa w energetykę mają charakter niemal wyłącznie regulacyjny. Natomiast w Europie kontynentalnej zaangażowanie państwa w ten sektor – zarówno własnościowe, jak i regulacyjne – jest dużo bardziej znaczące.

Podobnie jak w Niemczech i Francji w Polsce skala ingerencji państwa w sektorze energetycznym jest wyraźna i sięga 36 proc. – wynika ze wspólnego raportu DNB Bank Polska i firmy doradczej PwC „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki”.

Państwo przejmuje część własności w strategicznych branżach, żeby ustabilizować ich sytuację i zapewnić bezpieczeństwo. Dla przykładu po kryzysie finansowym w 2008 roku sektor finansowy w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych oraz amerykański sektor motoryzacyjny doświadczyły silnego zaangażowania własnościowego państwa, które miało charakter interwencyjny, ratunkowy.

Autorzy raportu podkreślają, że państwa inwestują w przedsiębiorstwa również po to, żeby zapewnić sobie zyski albo zachować kontrolę w przedsiębiorstwach uznawanych za dobra narodowe. Taka ingerencja może jednak wpłynąć na konkurencyjność i wyniki firmy oraz jej ocenę ratingową.

– W przypadku analizy ratingowej przedsiębiorstwa właściciel państwowy może mieć pozytywny wpływ na ocenę wiarygodności kredytowej, bowiem stoi za nim duże zaplecze w postaci Skarbu Państwa. Z drugiej strony – w pewnych przypadkach może także ciążyć , biorąc pod uwagę to, że czasami takie podmioty mają słabszą konkurencyjność i inny model zarządzania niż podmioty komercyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Petrykowski, dyrektor regionalny S&P Global Ratings na Europę Środkowo-Wschodnią oraz dyrektor zarządzający S&P w Polsce.

Rating to w uproszczeniu ocena wypłacalności, wiarygodności kredytowej. Świadczy o ryzyku, jakie będzie musiał ponieść inwestor, jeżeli zechce pożyczyć pieniądze danemu podmiotowi albo ulokować kapitał na danym rynku. Rating ma skalę od A do D. Ocena AAA to najwyższy rating, który oznacza, że dane państwo lub przedsiębiorstwo ma wyjątkowo dużą zdolność wywiązywania się ze swoich zobowiązań finansowych, a inwestor może spać spokojnie. Od BB+ do D to już tak zwany przedział spekulacyjny, który oznacza, że pożyczanie wiąże się z większym ryzykiem.

Co istotne, rating przekłada się też na koszt zadłużenia: śmieciowy rating oznacza wysokie odsetki i odwrotnie podmioty, które mogą się pochwalić dobrą oceną ratingową, płacą niższe odsetki od swojego zadłużenia. W przypadku przedsiębiorstw rating potwierdza ich długoterminową wiarygodność na rynku kapitałowym i kredytowym. W Polsce oceny ratingowe są przyznawane m.in. spółce PGE, PGNiG, PKN Orlen, PZU oraz KGHM Polska Miedź, a więc wielu spółkom publicznym z kapitałem własnościowym państwa.

– Własność państwowa w firmie może powodować podwyższenie jej ratingu, ponieważ państwo jest trwałym właścicielem, który gwarantuje wypłacalność danego emitenta. Może to jednak powodować także skutki negatywne. Często widzimy, że efektywność wykorzystania kapitału w spółkach, gdzie dominującym właścicielem jest Skarb Państwa, jest słabsza – mówi Marcin Petrykowski.

Stabilizacja sektora i zaangażowanie Skarbu Państwa, który potwierdza wypłacalność przedsiębiorstwa, to czynniki wpływające dodatnio na ocenę ratingową. Z drugiej strony ingerencja państwa może odbijać na konkurencyjności i wynikach finansowych przedsiębiorstwa, zaniżając jego rating.

– Często, choć oczywiście nie jest to regułą, są to spółki mniej efektywne, a ich stabilność i przewidywalność bywa mniejsza niż w podmiotach komercyjnych, prywatnych – ocenia Marcin Petrykowski, dyrektor zarządzający S&P w Polsce.

Potwierdza to również raport DNB Banku i PwC „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki”. Autorzy raportu zwrócili uwagę na nieco gorsze wyniki francuskich koncernów motoryzacyjnych, które cechują się znaczącym zaangażowaniem kapitałowym państwa (w porównaniu do niemieckich i amerykańskich). Na podstawie EBITDA margin spółek energetycznych w Stanach Zjednoczonych ocenili też, że niski poziom zaangażowania własnościowego i regulacyjnego państwa sprzyja lepszym wynikom przedsiębiorców.

Dyrektor zarządzający Standard & Poor’s w Polsce podkreśla jednak, że wpływ państwowej ingerencji na rating danego przedsiębiorstwa jest bardzo uzależniony od specyfiki konkretnej branży.

– Czynnikiem mającym znaczący wpływ na ocenę przedsiębiorstwa jest branża, w której ono działa. Inaczej jest w sektorze bankowym, inaczej w sektorze korporacyjnym – mówi Marcin Petrykowski.

Jak zwrócili uwagę autorzy raportu DNB i PwC – alternatywną dla współwłasności państwa są regulacje, które również pozwalają kontrolować i stabilizować sytuację w danym sektorze. Przykładem jest telekomunikacja – branża, w której postęp technologiczny wymusił zmianę sposobu kontroli publicznej. Obecność państwa w branży telekomunikacyjnej straciła sens w dobie powszechnej telefonii komórkowej i szerokopasmowego internetu. Dlatego zamiast zaangażowania własnościowego państwo kontroluje ten sektor, wprowadzając odpowiednie regulacje.

Ekologiczna rewolucja na rynku smartfonów. Telefon z korka nie odbiega specyfikacją od konkurentów, nie grzeje się i jest przyjazny środowisku

Ekologiczna rewolucja na rynku smartfonów. Telefon z korka nie odbiega specyfikacją od konkurentów, nie grzeje się i jest przyjazny środowisku 7

Na rynku pojawia się coraz więcej ekologicznych produktów. Bezpieczne dla środowiska mogą być też telefony komórkowe. Pojawiają się już komórki zasilane bateriami słonecznymi czy wykonane z tworzywa pochodzącego z recyklingu plastikowych butelek na wodę. Słuchawki i ładowarka są coraz częściej wolne od toksycznych materiałów. W sprzedaży pojawił się też telefon wykonany z korka, całkowicie naturalny, który po użyciu podlega recyklingowi. Osiągami i parametrami nie odbiega od najlepszych, jednocześnie jest szybki, a dzięki materiałowi lepiej chroniony jest procesor i płyta główna.

Ekologiczny trend na rynku telefonów i smartfonów jest coraz popularniejszy. Pojawiły się już pierwsze komórki ładowane energią słoneczną (np. Delta V, czy Micromax X 259), a także takie wykonane z materiału z recyklingu plastikowych butelek czy nawet z trawy rosnącej na boisku do rugby (smartfon O2).

Bardziej przyjazne środowisku chcą także być największe firmy. Najnowszy Apple iPhone X jest najbardziej zielonym produktem amerykańskiego producenta w historii, bez szkodliwych substancji i z pudełkiem w całości wykonanym z materiałów odnawialnych. Obudowa modelu Huawei Ascend W1 wykonana jest z odnawialnego plastiku. Sony także nie wykorzystuje toksycznych materiałów przy produkcji smartfonów Xperia.

Portugalska firma Iki Mobile poszła o krok dalej i wprowadziła do sprzedaży telefon, którego obudowa wykonana jest w 100 proc. z naturalnych produktów, przede wszystkim z korka. Materiał ten otrzymywany jest z kory dębu korkowego. Telefony Iki Mobile podlegają całkowitemu recyklingowi, a materiał, z którego są zbudowane, może zostać ponownie użyty w różnych zastosowaniach. Jednocześnie sam korek jest bezpieczny dla człowieka, np. w przypadku pożaru nie wydziela toksycznych gazów.

– Telefon wykonany jest częściowo z korka, który pobieramy z drzew rosnących w Portugalii, Hiszpanii i Włoszech. Pobieramy go, ale nigdy nie ścinamy drzewa, a korek po pewnym czasie znów pojawia się na drzewie. Telefon jest więc przyjazny środowisku. Użycie tego materiału służy nie tylko wzornictwu, lecz także rozwiązaniom technologicznym. Lepiej chronimy płytę główną i procesor w telefonie. Telefon jest dzięki temu szybszy, a jednocześnie nie wytwarza wysokich temperatur – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tito Cardoso z Iki Mobile.

Trwałość takiego telefonu jest praktycznie nieograniczona. Oficjalne testy wskazują na 45–50 lat trwałości urządzenia. Komórka znosi nawet ekstremalne temperatury i jest odporna na upadki. Sam korek ma zaś właściwości antybakteryjne i antyalergiczne.

Co ważne, flagowy smartfon portugalskiego producenta nie odbiega pod względem specyfikacji technicznej od najlepszych telefonów na rynku. Model Bless Plus kosztuje 360 euro, a w jego wyposażeniu znajdziemy 6-calowy ekran 2160 x 1080 px, wzmocniony szkłem Gorilla Glass, 8-rdzeniowy procesor, 6 GB pamięci RAM i 64 GB wbudowanej pamięci flash, dwie tylne, 13-megapikselowe kamery z przesłoną f/1.8 oraz przedni aparat 5 Megapikseli, a także bezprzewodowe ładowanie baterii o pojemności 3800 mAh i czytnik linii papilarnych. Całość pracuje pod kontrolą systemu Android 8 Oreo. Do tego smartfon pozwala korzystać z dwóch kart SIM.

Jak podkreśla producent, telefony Iki Mobile produkowane są w Portugalii, a firma obecna jest w trzydziestu krajach. W pierwszym roku działalności sprzedała 290 tys. telefonów, w 2017 roku – już 400 tys. Wkrótce ma dodać do oferty także akcesoria takie jak powerbanki, głośniki czy zestawy słuchawkowe, również częściowo wykonane z korka.

– Mamy fabrykę w Portugalii, wszystkie nasze telefony są produkowane w Portugalii. To ważne, by Europejczycy mieli możliwość zakupu telefonów z dobrymi osiągami, które są produkowane na naszym kontynencie – podkreśla Tito Cardoso.

Do tej pory ekologicznym liderem na rynku smartfonów był projekt Fairphone 2. Urządzenie ma budowę modułową, co oznacza, że niemal każdy jego element można wymienić. Możliwość zastąpienia konkretnego modułu lepszym (np. większym RAM-em), ma zaowocować użytkowaniem tego telefonu przez długie lata. Ponadto urządzenie zbudowano w większości z materiałów odzyskanych.

Według raportu Technavio globalny rynek telefonów komórkowych „zielonych i z odzyskanych materiałów” będzie rósł w latach 2017–2021 w tempie 15 proc. średniorocznie. Rynek telefonów odnowionych i używanych ma zaś być warty 40 mld dol. do 2025 r. – wynika z prognoz Persistence Market Research.

Dzięki nowoczesnym lekom chorzy na szpiczaka plazmocytowego mogą żyć dwukrotnie dłużej niż do tej pory. W Polsce żaden z nich nie jest jednak refundowany

Dzięki nowoczesnym lekom chorzy na szpiczaka plazmocytowego mogą żyć dwukrotnie dłużej niż do tej pory. W Polsce żaden z nich nie jest jednak refundowany 8

Szpiczak plazmocytowy to trzeci pod względem zachorowalności nowotwór układu krwiotwórczego w Polsce. O ile leczenie w pierwszej linii nie odbiega od europejskich standardów, o tyle pacjenci z nawrotową postacią tej choroby nie mają dostępu do żadnego z nowoczesnych leków. Te zaś mogą wydłużyć okres przeżycia chorego nawet dwukrotnie. Na refundacje czekają kolejne terapie. Rozmowy na temat wpisania jednego z tych leków na listę refundacyjną trwają już kilka miesięcy.

Na szpiczaka plazmocytowego choruje blisko 10 tys. osób, przy czym liczba nowych pacjentów rośnie z roku na rok. Dzięki postępowi medycyny dla wielu z nich szpiczak plazmocytowy może się okazać chorobą wprawdzie nieuleczalną, ale przewlekłą, niezbędna jest jednak wczesna diagnostyka oraz dostęp do nowoczesnego leczenia. Problemem pacjentów na całym świecie jest jednak późna wykrywalność – z badań brytyjskich naukowców wynika, że 37 proc. pacjentów z rozpoznaniem szpiczaka plazmocytowego diagnozę usłyszało znacznie później niż pozostali pacjenci onkologiczni, zwłaszcza ci, u których wykryto guzy lite.

Po trzech wizytach u lekarza zdecydowana większość pacjentów ma postawioną diagnozę guza nowotworowego lub jest kierowana do onkologa, natomiast w odniesieniu do chorych na szpiczaka ten odsetek wynosi ok. 30 proc. Wymagają oni zdecydowanie większej liczby wizyt u lekarza POZ, a przedłużony proces diagnostyczny skutkuje pogorszeniem stanu zdrowia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Oddziału Hematologicznego w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej.

Zbyt późno postawiona diagnoza skutkuje wyższą śmiertelnością – według szacunków przy zaawansowanej postaci choroby pozytywne rokowanie wynosi zaledwie 50 proc. Szpiczak plazmocytowy jest chorobą rozsianą, charakteryzującą się nieswoistymi objawami, często mylonymi z innymi schorzeniami. Chorobę może wykryć regularnie wykonywana morfologia krwi oraz badanie OB, są one jednak zdecydowanie zbyt rzadko zlecane przez lekarzy rodzinnych. Aby ułatwić lekarzom POZ postępowanie diagnostyczne, Polska Grupa Szpiczakowa oraz Polskie Konsorcjum Szpiczakowe zainicjowały w 2017 roku program wczesnego wykrywania szpiczaka plazmocytowego.

– Chcieliśmy przeanalizować, jak wyglądają pacjenci z diagnozą szpiczaka plazmocytowego, jakie parametry kliniczne, biochemiczne i morfologiczne powinny uczulać lekarzy rodzinnych, żeby postawić wcześniej diagnozę – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos.

Jeszcze do niedawna standardem leczenia pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym była klasyczna chemioterapia, która obecnie coraz częściej zastępowana jest przez nowoczesne terapie lekami immunomodulującymi oraz lekami z grupy inhibitorów proteasomów. Polscy pacjenci w pierwszej linii leczenia mogą liczyć na dobry dostęp do talidomidu i bortezomibu oraz w drugiej linii leczenia do lenalidomidu w ramach programu lekowego. Znacznie gorzej przedstawia się jednak sytuacja chorych ze szpiczakiem nawrotowym i opornym na dotychczas stosowane leki.

 Od co najmniej kilku miesięcy powtarzamy, że konieczny jest dostęp do nowych leków. One są rejestrowane, natomiast nie widać decyzji refundacyjnej. W odniesieniu do leczenia nawrotów jesteśmy już w ogonie Europy i nie nadążamy za międzynarodowymi standardami – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos.

Nawrotowe i oporne na leczenie postacie szpiczaka plazmocytowego wymagają łączenia różnych schematów leczenia. Na świecie zarejestrowano w ostatnich latach sześć nowoczesnych cząsteczek do terapii kombinowanych, które znacznie wydłużają czas wolny od progresji choroby oraz poprawiają jakość życia chorych dzięki niskiej toksyczności. Dzięki ich zastosowaniu w terapiach łączonych możliwe jest przedłużenie życia pacjentów nawet o kolejne  7 lat. Obecnie trwają negocjacje z resortem zdrowia odnośnie do jednej nowej cząsteczki, natomiast dwie trafiły do oceny AOTMiT.

– Karfilzomib, pomalidomid i daratumumab – te trzy leki w kombinacjach zmieniają wyniki leczenia pacjentów i w istotnym stopniu prowadzą do wydłużenia przeżycia. Nowych cząsteczek jest więcej, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że dostępność nie będzie tak szeroka jak w innych krajach europejskich. Niemniej bardzo ważne jest to, by do tych trzech cząsteczek chorzy z oporną, nawrotową postacią szpiczaka mieli dostęp – mówi prof. Iwona Hus z Samodzielnej Pracowni Transplantologii Klinicznej na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie.

Pomalidomid to nowoczesny lek immunomodulujący zarejestrowany przez Europejską Agencję Leków już w 2013 roku i dostępny w ramach programów lekowych we wszystkich krajach Unii Europejskiej z wyjątkiem Polski. Terapia z użyciem tego leku może wydłużyć życie chorych nawet dwukrotnie, nie wymaga ponadto hospitalizacji, ponieważ preparat podawany jest doustnie. Zmniejsza to koszty budżetu państwa, a jednocześnie pozwala pacjentom prowadzić w miarę normalne życie. Pomalidomid zapobiega ponadto powikłaniom, m.in. niewydolności nerek, która występuje u 50 proc. chorych na szpiczaka plazmocytowego.

Terapie doustne w istotnym stopniu wpływają na poprawę jakości życia. Ale przede wszystkim zastosowanie nowych terapii pozwala uniknąć nieodwracalnych powikłań. Myślę, że to jest najważniejsze w odniesieniu do jakości życia pacjentów – mówi prof. Iwona Hus.

Jesienią ubiegłego roku resort zdrowia nie wykluczał, że pomalidomid w krótkim czasie trafi na listę refundacyjną, do dziś jednak chorzy nie mają do niego dostępu.

W leczeniu szpiczaka plazmocytowego stosuje się również allogeniczny przeszczep komórek macierzystych pochodzących od dawcy spokrewnionego lub obcego. Coraz częściej wykonywany jest także zabieg przeszczepu autologicznego, w którym wykorzystywane są własne komórki macierzyste pacjenta. Światowym standardem w leczeniu podtrzymującym po przeszczepie autologicznym jest stosowanie lenalidomidu – terapia ta wydłuża czas do progresji choroby, wpływa też na wydłużenie całkowitego czasu przeżycia.

Pomimo zalecenia Europejskiego Towarzystwa Onkologii Medycznej, które powinny nas również obowiązywać, nie jest to w Polsce leczenie refundowane, w związku z tym pacjenci nie mają dostępu do tej metody – mówi prof. Iwona Hus.

 


Artykuł powstał w ramach kampanii edukacyjnej „Wczesna diagnostyka szpiczaka mnogiego” prowadzonej przez Polską Grupę Szpiczakową i Polskie Konsorcjum Szpiczakowe, której partnerem jest firma Celgene sp. z o.o. Więcej informacji na temat kampanii na stronach www.zdiagnozuj-szpiczaka.pl oraz www.hematoonkologia.pl

Celgene
Polska Grupa Szpikowa
Polskie Konsorcjum Szpikowe

Powstaje Zintegrowany System Informacji o Nieruchomościach. Mieszkańcom pozwoli oszacować wartość nieruchomości, a przedsiębiorcom zwizualizować projekt

Powstaje Zintegrowany System Informacji o Nieruchomościach. Mieszkańcom pozwoli oszacować wartość nieruchomości, a przedsiębiorcom zwizualizować projekt 9

Główny Urząd Geodezji i Kartografii przygotowuje centralną bazę informacji o nieruchomościach, w której znajdą się wysokiej jakości dane o nieruchomościach z całej polski. Z nowego systemu skorzysta administracja publiczna, a także przedsiębiorcy i mieszkańcy. Baza zawierać będzie dane przestrzenne, które pozwolą na wizualizację w 3D projektów inwestycji. Pomoże także mieszkańcom oszacować wartość dowolnej nieruchomości. Zakłada się również cyfryzację aktów notarialnych. Uruchomienie Zintegrowanego Systemu Informacji o Nieruchomościach zaplanowano na sierpień 2018 roku.

– W ramach projektu tworzymy zbiory danych w kooperacji z partnerami powiatowymi. Zasilamy danymi centralne repozytorium, które będzie swojego rodzaju hubem do wydawania usług dla jednostek instytucjonalnych, jak np. UKE, służby energetyczne czy służby związane z zarządzaniem nieruchomościami – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Szulc, zastępca dyrektora Departamentu Informatyzacji i Rozwoju Państwowego Zasobu Geodezyjnego i Kartograficznego w Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii.

Projekt Zintegrowanego Systemu Informacji o Nieruchomościach realizowany przez Główny Urząd Geodezji i Kartografii zakłada zebranie wiarygodnych i jak najdokładniejszych danych o nieruchomościach oraz zapewnienie możliwości zwizualizowania tych danych na mapie. Głównym celem projektu jest zwiększenie efektywności pracy urzędów w zakresie ewidencji nieruchomości oraz podniesienie poziomu obsługi obywateli i przedsiębiorców w zakresie udostępniania informacji.

Dla mieszkańców dwie kluczowe usługi wprowadzane w ramach projektu ZSIN to publikowanie informacji o średnich cenach transakcyjnych na rynku nieruchomości w formie mapy, a przy tym możliwość oszacowania wartości dowolnej nieruchomości, a także możliwość zwizualizowania danych przestrzennych dotyczących budynków i gruntów, czyli np. określenie zasadności budowy domu na konkretnym terenie.

– Każdy użytkownik będzie mógł skorzystać z takiej usługi i dokonać oszacowania wartości danej nieruchomości na podstawie danych, które zbierzemy. Ponadto obywatel czy przedsiębiorca lokalny będzie mógł w bardzo prosty, darmowy sposób zwizualizować sobie np. symulację inwestycji budowy stadionu, tak aby rada gminy mogła stwierdzić, czy inwestycja się opłaca, czy nie ma kolizji z innymi przedsięwzięciami lub czy nie zastawia pomników przyrody – mówi ekspert.

Projekt znajduje się aktualnie w drugiej fazie realizacji. W pierwszej fazie skupiono się na utworzeniu systemów i zebraniu wysokiej jakości danych. Druga faza to wdrażanie zebranych danych i stworzonych funkcjonalności do zaprojektowanych wcześniej systemów.

– Usługi w ramach CAPAP i ZSIN uruchomimy na koniec sierpnia tego roku. W formie testowej administracja publiczna już może z nich korzystać – twierdzi Marek Szulc.

Wartość projektu jest wyceniana na niemal 163 mln zł, z czego 80 proc. pochodzi z funduszy Unii Europejskiej.

Madera (Portugalia) – aktualne możliwości uzyskania rezydencji podatkowej

Do Portugalii przyciągają przyjemny klimat, piękne wybrzeża i niedrogie nieruchomości. Nic dziwnego, że wielu obcokrajowców wybiera ten kraj na emeryturę. Szczególnie atrakcyjny jest on dla posiadaczy jachtów. Nie muszą oni wcale się przeprowadzać, żeby czerpać korzyści z życia w Portugalii – mogą jedynie zmienić rezydencję podatkową.

Wolny przepływ ludzi – program NHR

Swoboda przemieszczania się w Unii Europejskiej często jest postrzegana jako tożsama z ruchem bezwizowym strefy Schengen i możliwością pracy zarobkowej za granicą. Niewielu wie o możliwościach związanych ze zmianą rezydencji podatkowej czy programów emerytalnych (ang. retirement programs). Chociaż obecnie Malta przoduje w przyciąganiu nowych mieszkańców w ramach rządowego programu rezydencji podatkowej, Portugalia również posiada ciekawe propozycje w tym zakresie.

Tamtejszy program NHR (ang. non habitual residents), wprowadzony już w 2009 r., jest skierowany nie tylko do HNWI (ang. high net worth individuals), ale także do wysoko wykwalifikowanych specjalistów (np. lekarzy czy inżynierów) oraz artystów, naukowców i sportowców, którzy po zakończeniu kariery zawodowej chcieliby zmienić swoje miejsce pobytu na cieplejsze, m.in. ze względu na swoje portfele.

Osoby korzystające z programu NHR mają możliwość powiększenia swojego majątku w stabilnej jurysdykcji (tzw. whitelist) i zarabiania w przyjaznym dla podatników środowisku. Jeśli zaś wolą się koncentrować na korzystaniu z uroków życia, mogą zbywać swoje aktywa, korzystając z wielu zwolnień podatkowych, i cieszyć się z emerytury (czy też innych świadczeń uzyskiwanych po zakończeniu kariery zawodowej) bez podatku od emerytur. W Portugalii można również przekazywać swój majątek dzieciom lub małżonkowi bez podatku od spadków i darowizn.

Jedno z najlepszych miejsc na świecie wg BBC i Forbesa

Portugalia jest często uznawana za jedno z najlepszych miejsc dla obcokrajowców do spędzenia emerytury, a region Algarve – wymieniany przez CNN i Forbes jako jedno z najlepszych miejsc do przechodzenia na emeryturę na świecie. Nie tylko ze względu na malownicze krajobrazy i przyjemny klimat.

W porównaniu z innymi krajami basenu Morza Śródziemnego w Portugalii mieszkania są w bardzo przystępnej cenie. Opłaty miesięczne za nie oscylują między 700 a 1500 USD w mniejszych miastach i 2200 USD w większych, takich jak Lizbona.

Poza tym w niektórych portugalskich miastach wcale nie trzeba znać portugalskiego – wystarczy angielski. W Portugalii jest bowiem sporo ludności napływowej. Chociażby wspomniane Algarve przyciągnęło wielu emigrantów, którzy przenieśli się tu na emeryturę z USA i Wielkiej Brytanii. To z kolei przyczyniło się do wzrostu zapotrzebowania na doradztwo prawne i prawnopodatkowe w języku angielskim – od zagadnień z zakresu procesu emerytalnego, przez nieruchomości, aż po podatki i imigrację.

Emerytura pod żaglami

Obecnie kolejny region Portugalii, Madera, chce zachęcić do siebie osoby myślące o zmianie rezydencji podatkowej. Ta wyspa, znajdująca się na Oceanie Atlantyckim, ze względu na swoją bogatą historię i oddalenie od reszty państwa ma status regionu autonomicznego, dzięki czemu ma m.in. własny, bardzo korzystny dla podatników system podatkowy. Warto wspomnieć, że w 2007 r. Komisja Europejska zatwierdziła przedłużenie preferencyjnego systemu podatkowego Madery do 2020 r.

Osoba fizyczna jest uważana za rezydenta podatkowego Madery, jeżeli:

przebywa w Portugalii (lub na Maderze) przez ponad 183 dni w roku kalendarzowym;

lub

31 grudnia ma do dyspozycji w Portugalii miejsce zamieszkania, które zamierza wykorzystać jako swoje stałe miejsce zamieszkania (tj. zakłada miejsce zamieszkania w tym miejscu).

Portugalię na tle innych krajów wyróżnia to, że do poprzednich warunków alternatywnych dodano jeszcze jeden, dość nietypowy:

Dana osoba fizyczna jest członkiem załogi jednostki pływającej lub samolotu spółki z siedzibą albo nawet tylko faktycznym miejscem zarządzania w Portugalii.

Niewątpliwie sytuacja ta jest bardzo korzystna dla osób, których pasją jest jachting, żegluga lub latanie. Zwłaszcza że posiadanie np. jachtu może być także dodatkowym źródłem dochodu. Jacht może być bowiem wynajmowany. Osiągane z tytułu najmu przychody stanowią zaś tzw. przychód pasywny, czyli taki, który nie wymaga stałego zaangażowania, a w związku z tym jest jedną z najwygodniejszych form zarabiania pieniędzy.

Zaletą rejestracji jachtu na Maderze jest to, że, inaczej niż w innych krajach europejskich, zarejestrowany na niej jacht nie musi wcale przypłynąć na wody wyspy lub być na niej zacumowany.

Poza tym na Maderze obowiązuje preferencyjny system opodatkowania armatorów. Wśród licznych zachęt podatkowych można wyróżnić następujące:

  • opodatkowanie CIT według stawki 5% do końca 2020 r.;
  • brak opodatkowania dywidend i odsetek podatkiem u źródła dla spółek zagranicznych;
  • zwolnienie wynagrodzeń wypłacanych załodze z opodatkowania PIT oraz składek na ubezpieczenia społeczne;
  • preferencyjny system opodatkowania VAT.

Ponadto Międzynarodowe Centrum Biznesowe Madery (ang. Madeira’s International Business Centre – MIBC) oferuje preferencyjne zasady opodatkowania spółek. Integralnym elementem MIBC jest prowadzony na Maderze rejestr statków. Wystarczy się do niego wpisać, by w pełni cieszyć się zasłużonym wypoczynkiem pod żaglami, delektując się kieliszkiem madery.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Polskie samochody elektryczne – jak będzie wyglądał transport przyszłości?

Wyprodukowanie w całości polskiego samochodu elektrycznego jest dużym wyzwaniem. Wymagane technologie, które muszą być zastosowane wewnątrz, dotyczą z jednej strony karoserii i części jezdnej – silnika, jak też baterii i akumulatorów. To przestrzeń, w której trzeba złożyć wiele różnych elementów, a w ich produkcji znaczną przewagę zyskała już część podmiotów zagranicznych. Należy znaleźć balans pomiędzy tym, co już dostępne i tanie, a tym co w Polsce powinno być produkowane, aby rozwinąć ten rynek.

– Polski samochód elektryczny musiałby składać się z wielu elementów, jak np. akumulatory, które z przewagą wytwarzane są już przez partnerów zagranicznych – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego –  Trudno będzie wyprodukować pojazd  w pełni polski, oparty tylko o rodzimą myśl technologiczną. Ważne jednak, aby jak największa część produkcji odbywała się w naszym kraju. Warto pamiętać, że transport przyszłości nie musi wyglądać tak jak teraz. Obecnie mieszkający w centrum miasta posiadają własne auta, a na trzyosobową rodzinę przypadają średnio dwa samochody. Transport ten będzie zapewne się zmieniać. Coraz szersze zastosowanie znajdzie carsharing czy bikesharing. Wchodzimy w nowe sposoby poruszania się, dlatego inaczej funkcjonować zacznie także komunikacja miejska. To, jak się poruszamy, ulegnie bardzo dużej zmianie w najbliższych 10-20 latach – podsumował Roszkowski.

Inwestycje infrastrukturalne dynamicznie ruszyły

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w lutym 2018 r. o 7,4 proc. r/r, a produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 31,4 proc. – podał GUS.

Od czerwca 2017 r. produkcja budowlano-montażowa rośnie w dwucyfrowym tempie. Początek 2018 r., mimo zimy, jest imponujący – wzrost powyżej 30 proc. r/r. Od 2008 r. ponad 30-procentowy wzrost zdarzył się tylko raz, w styczniu 2012 r., gdy finalizowaliśmy przygotowania do Euro2012.

Szczególnie silnie rośnie produkcja w firmach specjalizujących się we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej – w lutym o 65 proc. r/r. Od czerwca 2017 r. dynamika w tym dziale produkcji budowlano – montażowej była cały czas ponad 20-procentowa. Oznacza to, że wreszcie ruszyły inwestycje infrastrukturalne, w tym przede wszystkim finansowane z funduszy unijnych. To bardzo dobra wiadomość dla polskiej gospodarki, której wzrost będzie mógł się opierać nie tylko na spożyciu indywidualnym, ale także na inwestycjach publicznych.

Gdyby zechciały do tego dołączyć inwestycje przedsiębiorstw, to wreszcie mielibyśmy szanse na stabilny rozwój w dłuższej perspektywie. Trudno zakładać, że dynamika inwestycji firm może być porównywalna z inwestycjami publicznymi, ale niezbędny jest nam wzrost minimum o 10-12 proc.

Wysoka dynamika produkcji budowlano-montażowej to z jednej strony bardzo pozytywna informacja, ale ma ona też swoje cienie. Gwałtowny wzrost popytu na materiały budowlane nie pozostanie bez wpływu na wzrost ich cen, a tym samym na koszty inwestycji. Widać to już po dwóch pierwszych miesiącach br., kiedy ceny produkcji budowlano-montażowej przyspieszyły (rosną szybciej niż ceny produkcji przemysłowej). Nie jest to jeszcze problem, ale publiczni zleceniodawcy formując warunki przetargów, a szczególnie przedsiębiorcy biorący udział w tych przetargach muszą brać pod uwagę sytuację rynkową i możliwość silniejszych wzrostów cen surowców i materiałów. Dobrze bowiem, aby nie powtórzyła się sytuacja bankructw firm budowlanych, a ona aby nie skutkowała pogorszeniem sytuacji na rynku pracy. Warto, aby obie strony – publiczna i prywatna – wzięły pod uwagę te ryzyka.

Przemysł w lutym 2018 r. też wykazał wzrost, co prawda nieco wolniejszy niż w styczniu, ale i tak po 2. miesiącach br. dynamika produkcji przemysłowej jest wyższa niż w całym 2017 r. (8 proc. vs 106,6 proc.). Branże, które decydują o tym wzroście, to przede wszystkim producenci-eksporterzy (m.in. maszyny i urządzenia, wyroby z metali, urządzenia elektryczne, meble). W defensywie ciągle jest natomiast górnictwo.

Dwa miesiące nowego roku, to zbyt krótko, aby jednoznacznie potwierdzić sam trend w przemyśle i budownictwie, a przede wszystkim jego siłę. Jeśli rząd będzie wprowadzał regulacje w kształcie, który zwiększa niepewność działalności gospodarczej (np. projekt ustawy o jawności życia publicznego), będzie wprowadzał w przestrzeń publiczną ogólne, wyrywkowe informacje o generalnych zmianach w Kodeksie pracy, co już istotnie zwiększyło niepewność wśród przedsiębiorców, ograniczał działalność gospodarczą poszczególnych sektorów gospodarki (np. handel), to pewnie trudno będzie utrzymać te dobre wyniki z początku roku.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Novaturas zadebiutuje na GPW w Warszawie i Nasdaq w Wilnie 21 marca

Novaturas, największy operator turystyczny w krajach bałtyckich, od 21 marca 2018 r. będzie spółką notowaną równolegle na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i Nasdaq w Wilnie.

Debiut Novaturas na giełdach w Warszawie i Wilnie poprzedziła oferta publiczna akcji Spółki o łącznej wartości ponad 22 mln EUR (ok. 93 mln zł). Była to tym samym pierwsza znacząca oferta publiczna na Litwie od 2010 r., a zarazem pierwsze IPO przeprowadzane równolegle w Polsce, na Litwie i w Estonii.

Oferta ostatecznie objęła 2.104.648 akcji, tj. 27% istniejących akcji Spółki. Inwestorom indywidualnym przydzielono 121.902 akcje, które stanowią 5,8% wszystkich akcji oferowanych. Zapisy złożone przez inwestorów indywidualnych zostały zredukowane o ok. 40%.

Łączna kapitalizacja Spółki, biorąc pod uwagę ostateczną cenę oferowanych akcji, czyli 10,5 EUR (i jej równowartość w polskich złotych, tj. 44,13 zł), wynosi 82 mln EUR (ok. 345 mln zł).

Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas
Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas

– Debiut Novaturas na giełdach w Warszawie i w Wilnie to niezwykle ważne wydarzenie dla naszej spółki. Jesteśmy obecni na rynku już od ponad 18 lat – początki Novaturas sięgają 1999 r. W 2004 r. zdobyliśmy pozycję największego touroperatora w krajach bałtyckich, którą od tego czasu skutecznie umacniamy. Teraz, po 18 latach ciągłego wzrostu, wchodzimy na giełdy w Warszawie i w Wilnie, dzięki czemu Novaturas stanie się jeszcze bardziej wiarygodnym partnerem dla naszych klientów oraz partnerów biznesowych i finansowych. Traktujemy nasz debiut jako początek długookresowej współpracy z lokalnymi i zagranicznymi inwestorami – powiedział Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas.

– Naszym strategicznym celem jest utrzymanie pozycji lidera na atrakcyjnym rynku turystycznym Litwy, Łotwy i Estonii. Dążymy do dalszego zwiększania skali działalności, utrzymując jednocześnie wysokie wskaźniki rentowności. Dynamiczny wzrost przedsprzedaży na tegoroczny sezon letni, szczególnie w porównaniu do i tak bardzo dużego zainteresowania ofertami typu first minute przed rokiem, utwierdza nas w przekonaniu, że wyniki 2018 roku będą bardzo dobre zarówno pod względem sprzedaży, rentowności, jak i generowania gotówki. Nasz model biznesowy charakteryzuje się wysokimi przepływami operacyjnymi i niskimi nakładami inwestycyjnymi. Nie inwestujemy w aktywa trwałe, takie jak hotele, samoloty czy biura, lecz skupiamy się na podstawowej działalności, a wypracowywanymi zyskami regularnie dzielimy się z akcjonariuszami. Novaturas to zatem unikalne połączenie spółki wzrostowej i dywidendowej – dodał Linas Aldonis.

Zwrot nadpłaty z tytułu podatku od nieruchomości

Trybunał Konstytucyjny zdecydował, że organy podatkowe w swoich interpretacjach wadliwie uznawały za budowle część obiektów budowlanych stanowiących w rzeczywistości budynki. W wyniku błędnego kwalifikowania kategorii nieruchomości zobowiązane podmioty ponosiły straty finansowe.

Orzeczenie TK stanowi więc podstawę do dochodzenia przez podatników nienależnie pobranej nadpłaty od podatku od nieruchomości (w niektórych przypadkach – wraz z oprocentowaniem nadpłaty liczonym od dnia jej powstania).

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego zapadł 13 grudnia 2017 r. (sygn. akt SK 48/15). Sentencja orzeczenia wskazuje na niezgodność art. 1a ust. 1 pkt 2 Ustawy z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (Dz.U. z 2017 r., poz. 1785 i 2141) z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej w zakresie, w jakim umożliwia uznanie za budowlę obiektu budowlanego, który spełnia w rzeczywistości kryteria budynku.

Trybunał Konstytucyjny, rozstrzygając kwestię kwalifikacji obiektów budowlanych w kontekście odprowadzanego od nich podatku od nieruchomości, jednoznacznie przeciwstawił się interpretacjom przepisów prawa dokonywanym przez polskie organy podatkowe. W ocenie Trybunału czynności tych organów, które uznawały część obiektów budowlanych za budowle, były nieuprawnione i działały na szkodę podatników. Ponadto TK zdecydował, że jeżeli podmiot odprowadzał podatek od budowli, choć obiekt spełniał definicję budynku, jest uprawniony do złożenia wniosku o zwrot nadpłaty za lata 2012–2017.

Budynek nie jest budowlą – Trybunał odwołał się do zasady in dubio pro tributario

Omawiany wyrok został wydany przez Trybunał Konstytucyjny w następstwie wniesienia skargi kasacyjnej, której podstawą było wykazanie, że organy podatkowe w sposób nieuprawniony dokonują zawyżenia zobowiązań do zapłaty należnego podatku od nieruchomości. Skarżąca spółka wywodziła, że jest to wynikiem wadliwego zastosowania do obiektów wyczerpujących definicję budynku zasad określania wysokości zobowiązania podatkowego jak dla budowli. W wyniku takiego działania organów podmiot narażany był na bezzasadne zwielokrotnienie należnej kwoty podatku. Zgodnie bowiem z obowiązującymi przepisami budynki są opodatkowane od powierzchni, podczas gdy budowle podlegają dwuprocentowemu podatkowi od wartości. Strata dla podatnika w przypadku nieprawidłowego zakwalifikowania jego obiektu jest więc oczywista.

Rozpatrując sprawę, Trybunał Konstytucyjny sprzeciwił się opisywanym działaniom organów podatkowych i stwierdził stanowczo, że jeżeli obiekt budowlany wypełnia wszystkie przesłanki kwalifikujące go jako budynek, to nieuprawnione jest uznawanie go za budowlę przy zastosowaniu innych kryteriów niż ustawowe. Błędna w ocenie Trybunału była interpretacja organów podatkowych, które kwalifikowały budynki jako budowle ze względu na przeznaczenie tych obiektów (np. kontenery telekomunikacyjnie czy gazowe). Powodowało to niezasadne zwiększanie zobowiązań finansowych po stronie podatnika.

Dotychczasowa praktyka organów podatkowych oraz sądów administracyjnych zakładała, że występowanie ustawowych cech świadczących o zakwalifikowaniu obiektu budowlanego jako budynku nie stanowiło kryterium decydującego, choć powinno. Kwestie istotne – takie jak trwałość związania z gruntem, wydzielenie z przestrzeni za pomocą przegród, posiadanie fundamentów czy dachu – musiały ustępować wielokrotnie przesłankom funkcjonalnym niezrozumiałym dla podatników. Organy bowiem, aby uznać obiekt za budynek, stosowały dodatkowe kryteria, np. możliwość wejścia osób do środka obiektu, do czego nie były uprawnione.

Omawianym wyrokiem Trybunał Konstytucyjny przeciwstawił się bezprawnemu działaniu na szkodę podatnika. Uzasadnił również, że przestrzeganie zasady in dubio pro tributario jest warunkiem koniecznym zapewnienia podmiotom zobowiązanym niezbędnego poziomu bezpieczeństwa prawnego. Fakt, że w tej sprawie Trybunał uznał za niezbędne skorzystanie z zasady rozstrzygania wątpliwości interpretacyjnych na korzyść podatników, powinien wpłynąć na decyzje organów podatkowych rozpoznających sprawy z zakresu ustalania wymiaru podatku nie tylko od nieruchomości.

Uprawnienia podatnika po ogłoszeniu wyroku – żądanie zwrotu nadpłaty

Analiza stanu faktycznego oraz utrwalonej praktyki wskazuje, że w wielu przypadkach, choć formalnie w sprawie powoływano się na wszystkie elementy definicji niezbędne do uznania obiektu budowlanego za budynek, organy podatkowe oceniały obiekty jako budowle – po to, by naliczyć wyższy podatek od nieruchomości. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie tylko wyznacza kierunki prawidłowej interpretacji skarżonego przepisu oraz rozumienia definicji budynków i budowli, lecz także przyznaje pokrzywdzonym podatnikom prawo do wystąpienia z żądaniem o zwrot nadpłaty w podatku od nieruchomości lub prawo wznowienia postępowania przez uprawnione podmioty.

Istotne konsekwencje dla przedsiębiorców ma ustalenie, czy podmiot posiadający obiekty wypełniające definicję budynku rozliczał się według większego podatku przewidzianego dla kategorii budowli. Jeżeli bowiem podmioty zobowiązane uiściły zawyżony podatek od nieruchomości, mogą wystąpić o zwrot nadpłaty. Uprawnienie to wynika z art. 74 Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2017 r., poz. 201). Natomiast art. 78 § 5 pkt 1 Ordynacji podatkowej wskazuje, że w przypadku złożenia wniosku o zwrot nadpłaty w terminie 30 dni od dnia wejścia w życie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego podatnikowi przysługuje także kwota oprocentowania nadpłaty liczona od dnia jej powstania.

Warto zaznaczyć, że wyrok w opisywanej sprawie został ogłoszony w Dzienniku Ustaw RP 27 grudnia 2017 r., pod pozycją 2432. Data ogłoszenia jest niezmiernie istotna dla podatników, którzy chcą skorzystać ze swoich praw.

Podatnik ma prawo wznowić postępowanie

Następnym uprawnieniem zainteresowanych podatników wynikającym z wyroku Trybunału Konstytucyjnego jest możliwość złożenia wniosku o wznowienie postępowania. Dotyczy to prawomocnie zakończonego postępowania zarówno przed organem podatkowym (w tym wypadku termin wynosi 30 dni od momentu ogłoszenia wyroku Trybunału), jak i w sprawie sądowoadministracyjnej (tu termin na skargę wynosi 3 miesiące od dnia wejścia w życie orzeczenia).

W zaistniałej sytuacji podatnicy, którzy posiadają obiekty budowlane, powinni wnikliwie przeanalizować, czy w ich przypadku nie doszło do nienależytego ustalenia i pobrania podatku od nieruchomości. Może im to przynieść, podobnie jak w omawianej sprawie, wymierne korzyści finansowe. Szybkość działania podatników może również skutkować, zgodnie z wykładnią Trybunału, zwrotem podatku wraz z odsetkami od dnia jego zapłaty za lata ubiegłe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Podstawową zasadą podatku VAT jest jego neutralność. NSA po raz kolejny przypomniał o tym fiskusowi

W pogoni za pieniędzmi fiskus jest gotów odgryźć własny ogon – dla zaspokojenia fiskalnego apetytu Minister Finansów chciał odmówić jednej z gmin prawa do odliczenia naliczonego podatku VAT. Na szczęście sądy po raz kolejny powstrzymują zapędy MF, przypominając o naczelnych zasadach prawa.

13 lutego 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Ministra Finansów od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie, który przychylił się do skargi jednej z gmin na interpretację indywidualną tego ministra. Gmina nie zgadzała się z odebraniem jej prawa do odliczenia podatku naliczonego z faktur VAT dokumentujących poniesione przez nią wydatki inwestycyjne oraz wydatki bieżące na budowę i utrzymanie infrastruktury wodno-kanalizacyjnej (I FSK 2297/15).

O co chodziło?

Gmina jest czynnym podatnikiem podatku od towarów i usług. Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym do jej zadań należy zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty związanych z zaopatrzeniem w wodę, kanalizacją, usuwaniem i oczyszczaniem ścieków komunalnych, utrzymaniem czystości i porządku oraz urządzeń sanitarnych (Dz. U. z 2017 r., poz. 1875, art. 7 ust. 1 pkt 3). Właśnie w celu realizacji tego zadania gmina dokonywała sukcesywnych zakupów towarów i usług dla rozbudowy infrastruktury wodno-kanalizacyjnej. Dodatkowo ponosiła – i w przyszłości również będzie ponosić – wydatki na bieżące jej utrzymanie. Administrowanie infrastrukturą powierzyła Komunalnemu Zakładowi Budżetowemu (dalej „KZB”) i za jego pośrednictwem pobiera pożytki, m.in. opłaty za doprowadzanie wody i odprowadzanie ścieków. KZB odprowadza z tego tytułu należny podatek VAT.

Pytanie o prawo do odliczenia VAT

Zdaniem gminy jej prawo do odliczenia podatku naliczonego z faktur VAT dokumentujących wydatki na budowę oraz utrzymanie infrastruktury wodno-kanalizacyjnej nie podlegało wątpliwości. Nim dokonała jednak odliczenia, w marcu 2015 r. wystąpiła do Ministra Finansów o wydanie interpretacji indywidualnej o zakres przysługującego jej prawa, w tym o zasady dotyczące okresów rozliczeniowych dokonywania odliczeń w świetle art. 86 ust. 10 i 13 ustawy o VAT (Dz. U. z 2017 r., poz. 1221).

Stanowisko ministra

Minister Finansów stwierdził, że nabycie towarów i usług dla realizacji powierzonych gminie zadań, którym w tym przypadku była inwestycja sanitarna, nastąpiło z zamiarem ich wykorzystywania w zakresie niepodlegającym opodatkowaniu. W związku z tym gmina nie dokonywała nabycia z przeznaczeniem do prowadzenia działalności gospodarczej w rozumieniu ustawy o VAT (art. 15 ust. 2) – a skoro tak, to w świetle art. 15 ust. 1 tej ustawy nie spełniła przesłanki bycia podatnikiem VAT. Spełnia je natomiast Komunalny Zakład Budżetowy, samodzielnie świadcząc usługi stanowiące działalność gospodarczą opisaną w art. 15 ust. 2. Gminie nie przysługuje więc prawo do odliczenia naliczonego podatku VAT, bo infrastruktura wodno-kanalizacyjna nie służyła jej nigdy do prowadzenia działalności gospodarczej. Inaczej w przypadku KZB, któremu gmina infrastrukturę tę przekazała.

VAT powinien obciążać konsumpcję, a nie podatników

Zaskoczona taką interpretacją Ministra Finansów gmina wezwała go do usunięcia naruszenia prawa, ale ten podtrzymał swoje stanowisko. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie, który przyznał rację gminie.

WSA stwierdził, że choć gmina oraz jej zakład budżetowy są odrębnymi podatnikami VAT, a więc zakupów towarów i usług generujących podatek naliczony dokonał jeden podmiot, a związanych z działalnością gospodarczą czynności opodatkowanych dokonuje inny, to nie oznacza to, że nastąpiło zerwanie istniejącego pomiędzy tymi działaniami związku. „W niniejszej sprawie więzi organizacyjno-prawne łączące gminę z jej zakładem budżetowym są tak silne i ścisłe, że na użytek rozliczenia podatku VAT naliczonego i należnego w związku z przedmiotową inwestycją, należy je traktować jak jeden organizm. Tylko przy takiej konstrukcji technicznoprawnej możliwa jest pełna realizacja zasady neutralności podatku VAT, który powinien obciążać konsumpcję a nie podatników (…)” – orzekł sąd w uzasadnieniu wyroku (I SA/Rz 730/15).

Zasada neutralności podatku VAT

WSA w Rzeszowie potwierdził, że pomiędzy gminą a jej zakładem budżetowym istnieje specyficzna relacja, co doprowadziło do pominięcia na gruncie podatku od towarów i usług jednego z etapów obrotu. Sąd zwrócił uwagę, że przy zastosowaniu tylko zasady tożsamości podmiotowej stron czynności podlegającej opodatkowaniu podatnik zostałby pozbawiony prawa do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego, a prawo to stanowi podstawę konstrukcyjną podatku od towarów i usług. „Pozbawienie (…) możliwości odliczenia podatku naliczonego podważałoby podstawową zasadę podatku VAT jaką jest zasada neutralności” – podsumował sąd, przychylając się do skargi gminy. Stanowisko gminy i WSA podzielił Naczelny Sąd Administracyjny, oddalając 13 lutego 2018 r. wniesioną w tej sprawie skargę kasacyjną Ministra Finansów.

Uroboros fiskus

Warto przypomnieć, że minister właściwy ds. finansów publicznych jest w art. 13 § 2b Ordynacji podatkowej wprost wymieniony jako organ podatkowy (Dz. U. z 1997 r., poz. 926 z późn. zm.). Organami podatkowymi są także wójt, burmistrz i prezydent miasta (art. 13 § 1 Ordynacji podatkowej), którzy zgodnie z Ustawą z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2017 r., poz. 1875 z późn. zm.) są organami wykonawczymi gminy. Cóż, w dążeniu do uszczelnienia systemu VAT i załatania dziury w kieszeni Skarbu Państwa fiskus chyba się zagubił.

Kiedy jeden organ podatkowy walczy tak zaciekle o pieniądze z innym organem podatkowym, we wszystkich możliwych instancjach i drogach zaskarżenia, to można mieć obawy, jak bardzo zdeterminowany jest fiskus w starciu z niebędącym przedstawicielem Skarbu Państwa zwykłym podatnikiem.

W potocznej frazeologii wąż, który zjada własny ogon, zwany jest uroborosem. Jest symbolem nieracjonalnego zachowania i działania na własną szkodę – ciesząc się z chwilowej poprawy sytuacji, koniec końców doprowadza się do całkowitej klęski.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Placemaking, czyli jak wykreować miejsce, które przyciągnie tłumy

Większa uwaga skupiona na człowieku i jego dobrym samopoczuciu, spełnianiu jego potrzeb i oczekiwań to obecnie kluczowe czynniki, którymi kierują się miejscy planiści tworząc nowe przestrzenie w miastach na całym świecie. Czego jednak potrzebujemy, aby wykreować miejsce, które przyciągnie do siebie ludzi? W najnowszym raporcie „Miejsca, nie powierzchnie – placemaking w nieruchomościach”, eksperci JLL zwracają uwagę, że tzw. miastotwórczość to niekończący się proces, który wymaga kreatywności i otwartości na zmianę.

„Współczesne miasta charakteryzuje proces ciągłego doskonalenia i dążenia do podnoszenia jakości życia. Ten trend dotyczy również budynków komercyjnych, a w szczególności tych pełniących funkcję biurową lub handlową. Już teraz widzimy, że kompleks biurowy lub galeria handlowa wraz ze swoim najbliższym otoczeniem mogą wytworzyć wokół siebie społeczność oraz zbudować markę atrakcyjnego miejsca spotkań. Kluczem do sukcesu jest przestrzeganie kilku zasad”, tłumaczy Jan Jakub Zombirt, Dyrektor, Dział Doradztwa Strategicznego, JLL.

  1. Otwarci na zmiany

Nasze potrzeby, jako mieszkańców miasta, pracowników czy konsumentów, a także trendy w architekturze – to wszystko podlega ciągłym zmianom. Widać to dobrze na przykładzie nowoczesnych budynków biurowych w Polsce, które pomimo że zaczęły powstawać znacznie później niż ich zachodnioeuropejskie odpowiedniki, zdążyły już przejść pewną ewolucję filozofii ich projektowania. Podczas gdy udział powierzchni handlowych i usługowych w budynkach biurowych powstałych w latach 1995-2005 wynosił około 10%, obecnie deweloperzy zmieniają swoje nastawienie – obiekty wybudowane po 2005 r. charakteryzują się wskaźnikiem na poziomie 15%.

„Znaczące zmiany zachodzą również w kontekście oczekiwań najemców biur. Nowoczesne kompleksy biurowe to dziś znacznie więcej niż tylko miejsce do pracy. To ważne narzędzie w strategii employer brandingowej firmy, które niejednokrotnie decyduje, czy dany kandydat przyjmie ofertę zatrudnienia, a dotychczasowy zespół będzie chciał kontynuować swoją przygodę z pracodawcą. Dzisiejsi pracownicy mają bowiem coraz większe oczekiwania dotyczące miejsca pracy oraz tego, jakie dodatkowe korzyści ono oferuje”, dodaje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Praca w atrakcyjnej wizualnie części miasta, z dostępem do bogatej oferty usługowo-rozrywkowej oraz w dobrze zaprojektowanym otoczeniu, o którym mówi się także w mediach społecznościowych, to jeden z miękkich czynników zyskujących na znaczeniu, w szczególności dla tzw. Millenialsów.

  1. Zaspokoić ciekawość

Czasem, aby wzbudzić powszechne zainteresowanie, wystarczy jeden znakomity pomysł, jak np. MiniRondeel – odpowiedzialna społecznie farma drobiu w amsterdamskiej dzielnicy biurowej Zuidas. Ale działania mające na celu stworzenie nowego miejsca powinny rozpocząć się jeszcze przed początkiem właściwej budowy i być kontynuowane również w jej toku. Można to osiągnąć poprzez np. zbudowanie tarasu obserwacyjnego, jak to uczynili deweloperzy warszawskich biurowców Generation Park i Varso, bądź też poprzez zaproszenie zorganizowanych wycieczek do zwiedzania placu budowy.

„Umiejętność wykreowania pozytywnego szumu wokół danej lokalizacji, również w mediach społecznościowych, z pewnością zwiększy jej rozpoznawalność oraz rozbudzi społeczną ciekawość nowego projektu. Ważne jest, aby już na etapie projektowania włączyć do procesu liderów społeczności lokalnej. Pozwolenie mieszkańcom okolicy na wniesienie najciekawszych pomysłów sprawi, że będą się oni czuli docenieni i emocjonalnie związani z projektem. Im szybciej zostaną zaangażowani lokalni liderzy, którzy uruchomią marketing szeptany, tym lepiej”, komentuje Jan Jakub Zombirt.

  1. Otwarte dla wszystkich

Bez wątpienia te miejsca, które są otwarte na rozmaite społeczności, mają największy potencjał. Z takiego założenia wyszła łódzka firma Virako, która prowadzi rewitalizację trzeciego co do wielkości zespołu fabrycznego w Łodzi, czyli dawnych zakładów Monopolu Wódczanego z 1902 roku. To tutaj powstanie Monopolis, nowoczesny kompleks łączący funkcje biznesowe z rekreacyjnymi. Trzy biurowce o powierzchni ponad 24 tys. mkw. pozwolą na stworzenie około 2 500 miejsc pracy, z kolei bogata oferta kulturalna i usługowa bez wątpienia zainteresuje mieszkańców miasta. W kompleksie znajdzie się przedszkole, świetlica środowiskowa dla okolicznych dzieci, basen, teatr, liczne restauracje, galeria wystawiennicza i muzeum poświęcone historii zakładów dawnego Polmosu.

„Przygotowując się do startu prac w Monopolis zależało nam, aby było to miejsce otwarte na wszystkich. Pełne zieleni i stref relaksu, ale też sprzyjające spędzaniu wolnego czasu. Monopolis ma pomóc też w zrównoważonym rozwoju śródmieścia, ma inspirować i ma być miejscem tętniącym życiem. Będzie to projekt, jakiego Łódź jeszcze nie miała”, tłumaczy Krzysztof Witkowski, prezes Virako.

Kompleks już na tym etapie budzi emocje mieszkańców. Jeszcze przed rozpoczęciem budowy w zabytkowym otoczeniu organizowane były liczne wydarzenia kulturalne przyciągające łodzian. Wystawy, koncerty, czy spektakle teatralne wywołały zainteresowanie projektem i przyniosły efekt oczekiwania na ukończenie inwestycji. 

  1. Atrakcyjne, czyli jakie?

Dowiedziono, że niektóre elementy przestrzeni, bardziej niż inne, wpływają na ożywienie danego miejsca. Należą do nich obiekty wodne, takie jak fontanny, strumienie, czy stawy, wokół których ludzie chętnie się gromadzą, a także zagospodarowane tereny zielone oraz miejsca, w których można usiąść. Te ostatnie są szczególnie popularne, jeśli zapewniają dobre punkty do obserwacji innych ludzi. W tym przypadku świetnie sprawdzają się formy kaskadowe, amfiteatry oraz inne budowle wyrastające ponad poziom otoczenia. Otwarta przestrzeń powinna także być zaplanowana w sposób elastyczny, umożliwiający organizowanie sezonowych atrakcji typu pop-up, czyli np. tymczasowych boisk, food trucków, czy wystaw plenerowych. Oczywiście kluczowe jest również, aby deweloper stworzył wokół budynku wysokiej jakości środowisko dla pieszych. Jednak kreowanie nowego miejsca to niekończący się proces, który z pewnością nie dobiega końca wraz z oddaniem projektu do użytku.

Przestrzeń, która ma przyciągnąć do siebie ludzi, wymaga ciągłej opieki, dużej dozy kreatywności i organizowania wydarzeń, dzięki którym miejsce będzie żyło również po godzinie 17 i w weekendy. Wiele zależy też od tego, czy obserwujemy naszych gości i reagujemy na ich zmieniające się potrzeby. O danym miejscu możemy powiedzieć, że spełnia swoją miastotwórczą rolę wtedy, kiedy zwykli ludzie przejmują kontrolę nad daną przestrzenią i zachowują się w niej swobodnie. O to chodzi w placemakingu”, podsumowuje Jan Jakub Zombirt.

Nowe rozporządzenie MŚ przyczyni się do ograniczenia nieprawidłowości w prowadzeniu transportu odpadów

Nowe zasady transportowania odpadów porządkują dotychczasowe regulacje dotyczące ich przewozu i uzupełniają luki prawne. Według Stena Recycling wprowadzone przez Ministerstwo Środowiska zmiany zwiększą transparentność i poprawią bezpieczeństwo transportu odpadów.

Rozporządzenie Ministra Środowiska, które weszło w życie 24 stycznia 2018 roku, wprowadziło kilka istotnych zmian pozwalających na uściślenie przepisów dotyczących przewożenia odpadów. Nowe zasady dotyczą zarówno środków i sposobu transportu, właściwego oznakowania, jak też posiadania dokumentów potwierdzających rodzaj i pochodzenie przewożonych odpadów.  

Istotną zmianą jest możliwość jednoczesnego transportowania odpadów niebezpiecznych z innymi frakcjami (tzw. „innymi niż niebezpieczne”). Warunkiem jest ich zabezpieczenie, w celu uniemożliwienia wzajemnego kontaktu. Jako wyjątek potraktowano materiał zmieszany, przewożony do zagospodarowania (przetwarzania) w tym samym procesie.

– Dzięki tym zmianom można w efektywniejszy sposób planować transporty odpadów do instalacji oraz optymalizować koszty logistyki – mówi Dominika Groblewska ze Stena Recycling. Odpady, w myśl nowych przepisów, powinny być przygotowane w taki sposób, aby uniemożliwiać ich rozprzestrzenianie się poza środki transportu oraz zapewnić im ochronę przed oddziaływaniem czynników atmosferycznych – dodaje ekspert.

Inne kluczowe zmiany to m.in. wprowadzenie wymogu stosowania oznakowania samochodów przewożących odpady tablicami ostrzegawczymi (z napisem „ODPADY”). Dotychczas praktykowane przez niektóre firmy znakowanie pojazdów transportujących materiał tablicami z literą „A” będzie miało zastosowanie tylko przy przewozie transgranicznym. Ważnym punktem rozporządzenia jest również nałożenie na przewoźnika obowiązku posiadania dokumentu określającego rodzaj transportowanych odpadów oraz dane zlecającego transport.

– Nowe przepisy usprawniają identyfikację środków transportu przewożących odpady. Powinno to ułatwić kontrole obrotu materiałem a co za tym idzie, zdecydowanie ograniczyć nieprawidłowości w prowadzeniu przewozu odpadów – stwierdza Dominika Groblewska ze Stena Recycling.

Nowe zasady nie dotyczą podmiotów, które nie mają obowiązku prowadzenia ewidencji odpadów lub przewożą frakcje inne niż niebezpieczne w ilości nieprzekraczającej 100 kg. – Podobne rozwiązanie zawierają przepisy ADR. Ponadto nowe przepisy określają m.in. w jaki sposób przygotowywać materiał do transportu oraz wprowadzają konieczność posiadania dokumentacji określającej rodzaj i ilość przewożonych odpadów. Pozostawiają jednak margines dla przedsiębiorstw, które nie są objęte ewidencją odpadów lub przewożą niewielkie ilości materiałów – stwierdza Dominika Groblewska z Stena Recycling.

Rozporządzenie stanowi stosunkowo długo oczekiwany akt wykonawczy do art. 24 ust. 7 Ustawy z dnia 14 grudnia 2012 r o odpadach (Dz. U. z 2013 r. poz. 21, z późn. zm.).

e-Xim IT zadebiutuje na NewConnect

e-Xim IT, firma wdrożeniowa i dostawca innowacyjnych rozwiązań w zakresie Cyfrowej Transformacji, Rozwoju Aplikacji i Zarządzania Usługami, w drugiej połowie roku planuje zadebiutować na rynku NewConnect.

Działalność e-Xim IT obejmuje usługi wdrożeniowe, w ramach których eksperci Spółki zapewniają całościową implementację rozwiązania w środowisku klienta, począwszy od analiz przedwdrożeniowych oraz konsultacji, poprzez instalację i szkolenia, kończąc na późniejszym, niejednokrotnie wieloletnim, wsparciu i rozwoju.

Firma specjalizuje się w systemach informatycznych wspierających proces Cyfrowej Transformacji przedsiębiorstw oraz wspomagających, zgodnie z filozofią DevOps, redukcję bądź eliminację ograniczeń w procesie wytwórczym aplikacji.

W ramach obszaru Zarządzania Usługami, Spółka oferuje rozwiązania umożliwiające efektywne zarządzanie procesami wsparcia w organizacjach oraz wspomagające adaptację modelu usługowego w przedsiębiorstwach, w oparciu o standard rynkowy ITIL®.

e-Xim IT wykorzystuje oprogramowanie największych globalnych producentów. Głównym partnerem, z którym w 2016 roku nawiązano strategiczne partnerstwo, jest CA Technologies – światowy lider w obszarze Digital Transformation i Application Delivery.

Branża IT, a także oczekiwania i potrzeby firm w tym obszarze dynamicznie się zmieniają. Cyfrowa transformacja rodzi określone wymagania, dlatego też i my stawiamy na intensywny rozwój, zarówno pod kątem kompetencji zespołu, jak i poszczególnych obszarów działalności. Chcemy podjąć działania, które wzmocnią naszą pozycję na rynku i uczynią nas podmiotem jeszcze bardziej konkurencyjnym – mówi Marcin Chmiela, Wiceprezes Zarządu e-Xim IT.

Z usług e-Xim IT korzystają zarówno światowe korporacje, jak i dynamicznie rozwijające się polskie przedsiębiorstwa. Wśród klientów Spółki można wymienić największe firmy m.in. z branży finansowej, ubezpieczeniowej, telekomunikacyjnej czy paliwowej oraz spółki zagraniczne.

Według wstępnych wyników, w 2017 roku Spółka uzyskała przychody netto na poziomie 6 190 908,83  zł,  z czego 55,44% przyniósł obszar Application Delivery, podczas gdy Service Management odpowiadał za 29,57%. Koszty działalności operacyjnej wyniosły 5 801 247,94 zł, natomiast zysk netto kształtował się na poziomie 453 071,03 zł.

GreenWay Polska podaje cennik ładowania samochodów elektrycznych

Największa w Polsce sieć ogólnodostępnych stacji ładowania samochodów elektrycznych – firma GreenWay Polska – ogłasza wprowadzenie opłat za korzystanie z jej infrastruktury. Nowe stawki są przejrzyste, a system naliczania opłat oparty jest o kilowatogodziny (kWh). Jeżeli wszystkie prace przygotowawcze przebiegną pomyślnie, cennik zacznie obowiązywać od 7 maja 2018 roku.

greeway_100_km_za_mniej_niz_11_zlotychPodstawową jednostką rozliczeniową w cenniku Greenway są kWh. Dzięki temu rozliczenie usługi jest powiązane z ilością energii, jaką otrzymuje klient i która następnie jest wykorzystana do napędzania samochodu.

– Przystępując do określania naszego cennika zapytaliśmy naszych klientów, jaki jest optymalny sposób rozliczeń – mówi Rafał Czyżewski, prezes GreenWay Polska. – Zdecydowana większość z nich opowiedziała się z kilowatogodzinami. Dzięki temu kierowca płaci dokładnie za to, co zużywa i co jest mu potrzebne do poruszania się „elektrykiem”.

Ile i za co zapłacimy

Koszt jednej kWh dla stałych klientów sieci został określony na 1,89 zł w przypadku ładowania prądem stałym i mocą do 50 kW oraz 1,19 zł kWh przy ładowaniu prądu zmiennego z mocą do 22 kW. Stawki te  uwzględniają wysokie koszty technologii szybkiego ładowania, utrzymania stacji oraz obsługi klienta, dlatego są  wyższe niż koszty ładowania w domu.

– Niebagatelne znaczenie ma zdecydowanie krótszy czas ładowania, niż w przypadku ładowania samochodu ze zwykłego gniazdka w domu – podkreśla Rafał Czyżewski. – Naładowanie akumulatorów na przejechanie 100 km na naszych stacjach zajmuje mniej niż 30 minut, zamiast kilku godzin w przydomowym garażu. Nasze ładowarki są dostępne na trasach i w dogodnie położonych lokalizacjach, takich jak centra handlowe, zatem umożliwiają dłuższe podróże, a GreenWay wciąż się rozbudowuje. Klienci mogą również liczyć na całodobowe wsparcie naszych pracowników, co jest wysoko przez nich oceniane.

Zaproponowane stawki dla usług szybkiego ładowania są jednymi z najniższych w Europie i plasują się poniżej europejskiej średniej, wynoszącej 2,36 zł / kWh dla szybkiej ładowarki i 1,98zł / kWh dla stacji półszybkiej.

Większa dostępność

W cenniku Greenway pojawiła się też dodatkowa pozycja, czyli opłata za minuty przyłączenia do stacji po przekroczeniu pewnego czasu ładowania. Dla ładowania szybkiego prądem stałym naliczana będzie po 45 minutach, a dla ładowania prądem zmiennym – po 180 minutach. Stawka tej opłaty wynosi 0,40 zł za każdą minutę ponad wyznaczony limit. Jej wprowadzenie ma na celu zwiększenie dostępności ładowarek dla kolejnych użytkowników.

– Bardzo zależy nam, aby z naszych stacji ładowania mogło skorzystać jak najwięcej użytkowników aut elektrycznych – wyjaśnia Rafał Czyżewski. – Dlatego chcemy motywować naszych klientów, aby po zakończeniu procesu ładowania udostępnili stanowisko kolejnym kierowcom. Z przeprowadzonych przez nas analiz wynika, że zdecydowana większość sesji ładowania kończy się przed upływem tego czasu.

Oszczędnie, wygodnie, międzynarodowo

Przy przyjętych stawkach i typowym sposobie ładowania samochodu elektrycznego (czyli głównie w nocy, przy wykorzystaniu niskich taryf, sporadycznie na stacjach szybkiego ładowania), koszt przejechania 100 km wyniesie 10,9 zł, co jest równoznaczne z 2,4 litrami paliwa. Usługa szybkiego ładowania jest zwykle uzupełnieniem dla ładowania samochodu w warunkach domowych lub na stacjach wolnego ładowania. Szybkie ładowanie ma miejsce w większości przypadkach jedynie w sytuacji, gdy kierowca chce przejechać dłuższy dystans w ciągu dnia. Z deklaracji klientów Greenway wynika, że jedynie 30% potrzeb związanych z ładowaniem ma być w przyszłości zaspokajanych na stacjach publicznych – w tym w części na stacjach szybkich, a w 70% w trakcie postoju samochodu w nocy.

Co ważne, sieć GreenWay nie ogranicza się jedynie do Polski. Każdy z jej klientów może – w cenie obowiązującej na polskim rynku – korzystać z 30 szybkich ładowarek sieci znajdujących się w Słowacji, a  dzięki porozumieniom roamingowym z największymi operatorami GreenWay zapewnia swoim klientom dostęp do ponad 4.5 tys. stacji na terenie Europy. Do tej pory korzystanie z roamingu nie było możliwe, jednak wprowadzenie opłat automatycznie otworzy drzwi do Europy. Wystarczy karta GreenWay, a przemieszczanie się samochodem elektrycznym nawet poza Polskę będzie bardzo proste.

Proste płatności i specjalna aplikacja

Aby móc korzystać z usług ładowania na stacjach GreenWay niezbędne jest zarejestrowanie się użytkownika w systemie operatora. Inicjacja ładowania na stacji odbywa się przy pomocy karty RFID lub aplikacji. Płatność za skorzystanie z usług będzie odbywać się w bardzo prosty i automatyczny sposób z wykorzystaniem kart płatniczych przypisanych do konta użytkownika. Zgodnie z badaniami taki sposób jest preferowany przez większość klientów sieci.

Dodatkowo GreenWay rozpoczyna udostępnianie swoim klientom Portalu Kierowcy i Klienta, które umożliwią lokalizowanie najbliższej stacji, śledzenie w czasie rzeczywistym jej stanu, przeglądu historii swoich ładowań i rozliczeń.

Ostatnie prace przez wdrożeniem

Wprowadzenie cennika planowane jest na 7 maja br. Obecnie trwają ostateczne prace przygotowawcze związane z uruchomieniem rozliczeń. Ważnym elementem prac jest także ciągłe podnoszenie jakości funkcjonowania sieci Greenway, a w szczególności w zakresie niezawodności sieci.

– Zdajemy sobie sprawę jak istotna jest jakość świadczonych usług dla naszych klientów. Dlatego opłaty zostaną wprowadzone, kiedy będziemy mieli całkowitą pewność, że nasza sieć funkcjonuje bez żadnych zakłóceń – mówi Rafał Czyżewski.

Coraz więcej stacji

W tym roku spółka zamierza zainstalować co najmniej 60 kolejnych szybkich stacji ładowania, co oznacza, że ich liczba w całym kraju zbliży się do 100. Do 2020 roku GreenWay planuje instalacje łącznie 200 stacji ładowania samochodów elektrycznych, w tym 10 ultraszybkich i 135 szybkich. W miejscach o zwiększonym zapotrzebowaniu na usługi ładowania zostaną zainstalowane magazyny energii, które skrócą czas oczekiwania na ładowanie, a także zmniejszą obciążenie sieci energetycznej w godzinach szczytu. Dzięki temu spółka wspiera realizację celu, jakim jest milion elektrycznych aut na polskich drogach do roku 2025.

Inwestorzy czekają na spotkanie FED

Bieżący tydzień dostarczy inwestorom wielu wrażeń, m.in. będzie kilka istotnych decyzji banków centralnych oraz poznamy wiele ważnych informacji makroekonomicznych ze świata.

Brak istotnych informacji sprawił, że dolar amerykański, funt brytyjski i euro w ubiegłym tygodniu podlegały bardzo niewielkim wahaniom kursu. Większe ruchy można było zaobserwować na innych walutach – byliśmy świadkami deprecjacji dolara kanadyjskiego, australijskiego i nowozelandzkiego. Cierpiały one z powodu osłabienia sentymentu względem ryzykownych aktywów. Spośród walut emerging markets największych strat z tego właśnie powodu doświadczyła lira turecka, pogorszenie sentymentu nie sprzyjało jednak również złotemu.

Zmienność na głównych parach powinna jednak powrócić, tym razem na fali wiadomości związanych z bankami centralnymi. W tym tygodniu inwestorzy czekają na spotkanie decyzyjnego skrzydła Rezerwy Federalnej.  Oprócz wspomnianego spotkania FOMC, Bank Anglii, Bank Rezerwy Nowej Zelandii oraz banki centralne Rosji oraz Brazylii opublikują decyzje dotyczące polityki pieniężnej.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł osłabienie złotego w relacji do głównych walut. Najwięcej strat złoty odnotował w relacji do silniejszego funta brytyjskiego. Za słabość polskiej waluty z ostatniego tygodnia oprócz odwrotu od ryzyka odpowiadają m.in. czynniki krajowe – w szczególności pogorszenie sentymentu związane z odsunięciem w czasie oczekiwań względem działań Rady Polityki Pieniężnej. Znaczenie – zwłaszcza dla osłabienia złotego w parze z dolarem amerykańskim – miała słabość kursu EUR/USD z drugiej części tygodnia.

Sile złotego pod koniec tygodnia nie sprzyjał również odczyt krajowej inflacji opublikowany przez GUS. Dynamika cen spadła z poziomu 1,9% w styczniu do 1,4% w lutym. Ekonomiści oczekiwali, że inflacja spadnie, jednak nie spodziewali się, że ów spadek będzie aż tak głęboki (oczekiwali na odczyt rzędu 1,7% rocznie). PLN reagował na dane ze względu na fakt, iż niższa dynamika cen wspiera stanowisko banku centralnego, który ewidentnie nie kwapi się do rychłych podwyżek stóp procentowych. Ostatnie komentarze płynące z ust członków Rady Polityki Pieniężnej potwierdzają, że stopy procentowe powinny pozostać stabilne w tym, a możliwe, że nawet w kolejnych latach.

W bieżącym tygodniu poznamy kilka odczytów z krajowej gospodarki, wśród nich m.in. dynamikę produkcji przemysłowej i inflację PPI, uwaga inwestorów powinna jednak skupiać się przede wszystkim na publikacjach zagranicznych i spotkaniach banków centralnych.

GBP

W tym tygodniu inwestorzy ponownie skupią się na brytyjskiej polityce monetarnej. Okazją ku temu będzie czwartkowe spotkanie Banku Anglii. W naszej opinii spotkanie mogłoby przełożyć się na umocnienie brytyjskiej waluty, jeśli MPC potwierdzi, że kolejna podwyżka stóp procentowych nadejdzie podczas spotkania w maju. Obecnie rynki wyceniają taką ewentualność na 60%.

Bieżący tydzień będzie wyjątkowo obfity w istotne publikacje z brytyjskiej gospodarki. Najważniejszymi informacjami, jakie poznamy będą: wtorkowy raport o inflacji, środowe dane z rynku pracy i czwartkowa decyzja BoE. To właśnie te wydarzenia (oprócz informacji dotyczących Brexitu) mają największą szansę wpłynąć na kurs brytyjskiej waluty.

EUR

Niemal zupełny brak istotnych informacji ze strefy euro w ubiegłym tygodniu przełożył się na spadek zmienności na głównej parze. Bieżący tydzień również nie będzie obfity w dane istotne dla wspólnej waluty. Euro powinno reagować przede wszystkim na informacje napływające z banków centralnych USA i Wielkiej Brytanii.

USD

Ostatni raport inflacyjny z USA był w pełni zgodny z oczekiwaniami, tym samym uwaga rynków krótko po publikacji skupiła się na czymś innym. Mianowicie: na zwolnieniu sekretarza stanu, Rexa Tilersona, który przez wielu oceniany był jako “łagodząca” siła w administracji Trumpa. Reakcją inwestorów na jego odejście był wzrost awersji do ryzyka, co można było zaobserwować na rynku akcji i surowcowym. Zmiana miała również umiarkowany wpływ na amerykańską walutę.

Wzrost stóp procentowych w USA w nadchodzącym tygodniu jest w pełni wyceniany przez rynek. Tym samym uwaga inwestorów skupi się na komunikacji banku centralnego. Konkretnie, na tzw. “dot plot”, czyli graficznym przedstawieniu oczekiwań członków FOMC względem przyszłych stóp procentowych oraz projekcjach makroekonomicznych banku centralnego. Spodziewamy się, że oczekiwania członków FOMC względem podwyżek stóp procentowych w krótkim terminie powinny wzrosnąć, co mogłoby wzmocnić USD w tym tygodniu.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Polska nadal poza 20 najbezpieczniejszych krajów Europy w rankingu bezpieczeństwa sieciowego. Cryptominery podkopujące moc obliczeniową komputerów w firmach nadal stanowią zagrożenie

Polska znalazła się wśród bardzo niebezpiecznych miejsc pod względem ataków hakerów. Nasz kraj jest dopiero na 22 pozycji w Europie – informują analitycy firmy Check Point Software Technologies. Hakerzy coraz częściej wykorzystują tzw. cryptominers, wykorzystujące nawet 65% mocy obliczeniowej procesorów w naszych komputerach. 

Polska nadal poza 20 najbezpieczniejszych krajów Europy w rankingu bezpieczeństwa sieciowego– Pozycja Polski jest nadal odległa od ideału. Nasz kraj znajduje się poza pierwszą 20 najbardziej bezpiecznych (22) w rankingu europejskim, uzyskując przy tym indeks zagrożeń równy 42,7 pkt. Oznacza to, że aktywność hakerów skierowana przeciwko polskim firmom i użytkownikom indywidualnym utrzymuje się na wysokim poziomie. Zagrożeniem są Cryptominery, podkopujące moc obliczeniową komputerów w firmach – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający firmy Check Point w Polsce.

Według danych Check Point 42% organizacji na całym świecie zostało zainfekowanych tym, złośliwym oprogramowaniem. Najbezpieczniejszym krajem w lutym ponownie okazał się  Lichtenstein (10,4 punktu w indeksie zagrożeń). Na kolejnych pozycjach znalazły się Cypr (28,9) oraz Norwegia (29,3). Najbardziej zagrożonymi państwami są obecnie Estonia (76,8) oraz Macedonia (76).

W najnowszym raporcie przedstawiono m.in. najpopularniejsze na świecie złośliwe oprogramowanie wykorzystywane przez hakerów. Badaczom Check Pointa udało się wykryć aż trzy różne warianty cryptominers. Podczas gdy Coinhive utrzymał pierwsze miejsce, infekując nawet jedną piątą organizacji na całym świecie, Cryptoloot awansował na drugie miejsce po podwojeniu globalnej infekcji z 7% w styczniu do 16% w lutym. Zestaw Rig Exploit Kit zajął trzecie miejsce, a jego zakres infekcji osiągnął 15% wszystkich organizacji.

W Polsce sytuacja nieznacznie się różni: najpopularniejszym typem malware jest kampania malvertisingowa Roughted, która awansowała z trzeciej na pierwszą pozycję. Na drugim miejscu ulokował się światowy lider – Coinhive; z kolei podium zamyka Necrus, będący jednym z największych botnetów na świecie.

– W ciągu ostatnich czterech miesięcy w dalszym ciągu rośnie rozpowszechnienie malware’u wykorzystywanego do kopania kryptowalut. To uporczywe zagrożenie nie tylko spowalnia pracę komputerów i serwerów, ale po penetracji sieci przez tych agentów, mogą one być również wykorzystane do wykonywania innych złośliwych czynów. Dlatego niezwykle ważne jest aby przedsiębiorstwa stosowały wielowarstwową strategię bezpieczeństwa cybernetycznego, która chroni zarówno przed istniejącymi rodzinami złośliwego oprogramowania, jak i nowymi zagrożeniami. – twierdzi Maya Horowitz, kierownik Threat Intelligence Group w Check Point Software Technologies.

Od ostatnich czterech miesięcy, tzw. „cryptomining malware” jest stale rosnącym zagrożeniem dla organizacji, ponieważ wciąż jest bardzo lukratywnym narzędziem dla przestępców. Oprócz spowolnienia pracy komputerów i serwerów, ma możliwość wykonywania innych szkodliwych działań po wejściu do systemu. Kluczowe znaczenie ma to, aby organizacje dysponowały rozwiązaniami zabezpieczającymi przed nowymi, zakrojonymi na szeroką skalę i szybko przemieszczającymi się atakami cybernetycznymi piątej generacji.

CBRE: w Unii Europejskiej polska logistyka wygrywa kosztami i pracownikami, przegrywa administracją

Polska okazuje się bardzo atrakcyjnym rynkiem dla przedstawicieli sektora logistycznego. W aż 3 z 5 badanych obszarów nasz kraj wypada lepiej niż inne państwa europejskie – wynika z raportu CBRE i Panattoni „Logistics Confidence Index Poland 2017”. 75% respondentów docenia Polskę za niższe niż w UE koszty prowadzenia biznesu, 64% za atrakcyjność pod względem lokalizacji dla inwestycji, a 45% za kwalifikacje pracowników. Wątpliwości przedstawicieli łańcucha dostaw wzbudza jednak ogólna sytuacja w branży – ponad połowa obawia się, że 2018 będzie trudniejszy niż poprzedni rok.

Wśród trzech pozytywnie ocenionych czynników znajdują się dwa, które w tym roku i kolejnych latach będą stanowić spore wyzwanie dla przedstawicieli sektora logistycznego i łańcucha dostaw. Mam tutaj na myśli koszty działania oraz pracowników. Te pierwsze mogą wzrosnąć przede wszystkim z uwagi na wprowadzenie w życie nowych przepisów dotyczących delegowania pracowników oraz powolny wzrost czynszów najmu powierzchni magazynowych spowodowanych. Ceny gruntów w Polsce cały czas rosną, a w dodatku mamy do czynienia z coraz mniejszą ich dostępnością. Po drugie, w tym roku będziemy mieć do czynienia z nasileniem się deficytu pracowników, zarówno w logistyce magazynowej jak i transporcie. W związku z tym, obawa przedsiębiorców, że kolejne miesiące będą trudniejsze, jest uzasadniona. Jednak znaczenie i udział polskiej logistyki w Unii Europejskiej będą rosły – mówi Beata Hryniewska, Head of Industrial, CBRE.

Polska zostawia Europę w tyle

Respondenci badania porównywali Polskę z innymi krajami Unii Europejskiej pod względem łatwości zarządzania łańcuchem dostaw oraz wyników osiąganych przez sektor logistyczny w 5 obszarach. Najwyżej oceniono koszty prowadzenia działalności. 75% przedsiębiorców oceniło warunki panujące w Polsce jako „lepsze niż średnie”, a tylko 1 na 10 wskazał, że jest gorzej.CBRE w Unii Europejskiej polska logistyka wygrywa kosztami i pracownikami, przegrywa administracją

Również atrakcyjność inwestycyjna została pozytywnie oceniona – aż 2 na 3 ankietowanych uważa, że Polska posiada przewagę konkurencyjną w tym zakresie w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej. Tylko 7% ma odmienne zdanie. Umiejętności pracowników stanowią kolejny mocny punkt polskiej gospodarki. Prawie połowa zarządzających (48%) uważa zasoby ludzkie w Polsce za „lepsze niż średnie”, ale niewiele mniej, bo 45% jest zdania, że sytuacja w tym zakresie jest przeciętna.

Krajobraz ogólny nie tak kolorowy, jak się wydaje

Jaki obszar logistyki w Polsce wymaga znaczącej poprawy? Połowa zapytanych stwierdziła, że w zakresie ustawodawstwa, formalności i biurokratycznego procesu decyzyjnego sytuacja w Polsce jest „gorsza niż średnia”, a kolejne 48% wskazało, że „średnia”. Neutralnie natomiast została oceniona szybkość działań w ramach łańcucha dostaw. 2 na 3 respondentów uważa ten aspekt za niczym nie wyróżniający się na tle innych krajów UE.

Jak wynika z raportu CBRE i Panattoni, przedstawiciele łańcucha dostaw obawiają się również ogólnej sytuacji branży w Polsce w 2018 roku. Ponad połowa (54%) przewiduje zewnętrzne trudności w skutecznym prowadzenie biznesu, a tylko 29% uważa, że w najbliższych miesiącach będzie lepiej niż obecnie.

Przedsiębiorstwa logistyczne wierzą w swoje siły

Prognozy przedsiębiorców dotyczące kondycji ich firm rysują się optymistycznie. Niemal wszyscy zapytani (94%) uważają, że w 2018 roku wzrosną ich obroty. Na spadek wskazuje tylko 2% respondentów. Większość, bo aż 7 na 10 przedsiębiorców, liczy również na wzrost rentowności biznesu, a tylko co dziesiąty przewiduje spadek. 2018 będzie też kolejnym rokiem pod znakiem inwestycji – 3/4 firm przewiduje zwiększenie nakładów inwestycyjnych, a co za tym idzie wzrost zatrudnienia. Jednak jak wskazuje w raporcie „Logistics Confidence Index Poland 2017” Piotr Zaitz z CEVA Logistics, rekrutacja może okazać się sporym wyzwaniem.CBRE w Unii Europejskiej polska logistyka wygrywa kosztami i pracownikami, przegrywa administracją 2

Możemy oczekiwać, że następne 12 miesięcy czy nawet kilka kolejnych lat w Polsce to będzie okres ogromnych zmian na rynku pracy i podejścia do pracownika. A ponieważ branża logistyczna, zwłaszcza magazynowa i dystrybucyjna, jest oparta w znacznym stopniu na bezpośredniej pracy rąk ludzkich i ponadto „cierpi” na określoną sezonowość, jest pewne, że dostępność pracowników na każdym szczeblu będzie głównym wyzwaniem najbliższych miesięcy – mówi Piotr Zaitz, Business Development Director, Eastern & Central Europe, CEVA Logistics.

Więcej innowacji w logistyce

Niemal wszyscy przedstawiciele firm logistycznych oraz przedsiębiorstw produkcyjnych i handlowych, którzy wzięli udział w badaniu (93%), zamierzają wdrożyć nowe rozwiązania innowacyjne do ich łańcucha dostaw w najbliższych miesiącach. Najwięcej firm planuje dokonać inwestycji w automatyzację i robotykę (25%) oraz w rozwiązania big data i narzędzia analityczne (23%). Inne rozwiązania, które znajdują się na radarze przedsiębiorców to wykorzystanie gospodarki współdzielenia (18%), Internet Rzeczy (16%) oraz usługi w chmurze (12%).

Nowe przepisy regulujące zasady funkcjonowania SSE

Michał Sikora, konsultant ds. gruntów, spraw technicznych i Specjalnych Stref Ekonomicznych w dziale powierzchni przemysłowych i logistycznych firmy Cushman & Wakefield
Michał Sikora, konsultant ds. gruntów, spraw technicznych i Specjalnych Stref Ekonomicznych w dziale powierzchni przemysłowych i logistycznych firmy Cushman & Wakefield

Nadchodzi czas nowych przepisów regulujących zasady funkcjonowania Specjalnych Stref Ekonomicznych oraz uzyskiwania pomocy publicznej przez przedsiębiorców na terenie Polski.

20 lutego 2018 roku Rada Ministrów przyjęła projekt zmieniający zasady dotyczące prowadzenia działalności wspartej ulgami podatkowymi w postaci zwolnienia z CIT i PIT. Zmiany te zapowiadane były od jakiegoś czasu, jednakże ich kształt i zakres został przedstawiony dopiero teraz. Według źródeł rządowych, jeśli prace legislacyjne będą prowadzone zgodnie z harmonogramem oraz szczegółowe ustalenia dotyczące zapisów rozporządzeń uchwalone zostaną w tym roku, możemy spodziewać się, iż nowe zasady dla podatników „strefowych” obowiązywać będą od stycznia 2019 roku.

Zmiany zostały wprowadzone w wielu aspektach prawa strefowego. Dotyczy to na przykład oceny i wydawania zgody na działalność przez spółki zarządzające strefami. Faktem stało się także umożliwienie przedsiębiorcy uzyskanie ulg na inwestycję w wybranej przez siebie lokalizacji, na terenie całego kraju.

Do najistotniejszych zmian należy zaliczyć wprowadzenie kryteriów jakościowych i ilościowych, które będą stosowane podczas oceny projektu przedsiębiorcy wnioskującego o wydanie decyzji o wsparciu. Tu także jest zmiana – w obecnie obowiązujących przepisach wnioskuje się o zezwolenia na prowadzenie działalności gospodarczej na terenie strefy. Teraz przedsiębiorcy będą wnioskować o wydanie decyzji o wsparciu, która umożliwi uzyskanie w przyszłości zwolnienia z CIT lub PIT. Wprowadzone kryteria jakościowe i ilościowe  będą natomiast bezpośrednio wpływały na możliwość uzyskania ulg podatkowych.

Niestety nie ma róży bez kolców. Nowe przepisy uzależniają również możliwość uzyskania zwolnień w odniesieniu do regionu wybranego pod inwestycję, a także od wielkości firmy, która ubiega się o zwolnienia. Na pewno do plusów zaliczyć można zastosowanie elastycznego – od 10 do 15 lat – okresu, w którym firmie przysługiwać będzie w przyszłości zwolnienie podatkowe. Pozytywną zmianą jest także szybkość procedury uzyskania decyzji o wsparciu – w przeciwieństwie do procedury objęcia statusem strefy danych gruntów w przeszłości. Niestety, wysokość koniecznego do zainwestowania kapitału, szczególnie w rozwiniętych powiatach o niskiej stopie bezrobocia, spowoduje ograniczenia w dostępności do zwolnień. Według naszej wiedzy nawet 40 procent przedsiębiorców, biorąc pod uwagę statystyki inwestycyjne, nie otrzymałoby zezwolenia na działalność, jeśli wnioskowaliby o pomoc publiczną dla swoich projektów na nowych, proponowanych w ustawie zasadach. Zatem rok 2019 może przynieść zupełnie inny obraz gospodarczy inwestycji bezpośrednich w Polsce oraz zweryfikuje możliwości uzyskania przez przedsiębiorców decyzji o wsparciu.

Spółki zarządzające strefami przejmują coraz szerszy zakres działań w regionach. Nie tylko wspierają inwestorów w regionie, ale również blisko współpracują z jednostkami samorządowymi czy Polską Agencją Inwestycji i Handlu. Ściśle współpracują również z jednostkami edukacyjnymi w celu wsparcia kształcenia kadr dla przedsiębiorstw strefowych oraz przygotowują szereg projektów okołogospodarczych, istotnych dla rozwoju regionu objętego działaniem danej spółki strefowej.

Autor: Michał Sikora, konsultant ds. gruntów, spraw technicznych i Specjalnych Stref Ekonomicznych w dziale powierzchni przemysłowych i logistycznych firmy Cushman & Wakefield