80 proc. Polaków pozytywnie ocenia efekty działania funduszy UE. Dostrzegają głównie nowe inwestycje i przyspieszenie rozwoju gospodarczego

80 proc. Polaków pozytywnie ocenia efekty działania funduszy UE. Dostrzegają głównie nowe inwestycje i przyspieszenie rozwoju gospodarczego 1

Ponad 90 proc. gmin w Polsce skorzystało lub korzysta z funduszy unijnych. Przez to pośrednimi beneficjentami środków z Unii Europejskiej jest zdecydowana większość społeczeństwa. To z tego powodu ponad 80 proc. Polaków pozytywnie ocenia efekty ich działania – wynika z badań SW Research na zlecenie Komisji Europejskiej. Dwie trzecie ankietowanych podkreśliło, że największy wpływ na rozwój ich najbliższego otoczenia mają inwestycje poprawiające stan dróg i infrastruktury. W tej perspektywie finansowej Polska jest największym beneficjentem środków z UE.

Opinia Polaków na temat wykorzystania funduszy z UE jest absolutnie pozytywna. Ponad 80 proc. uważa, że fundusze europejskie przyniosły Polsce dobre inwestycje i rozwój gospodarczy. Zestawiając to z opinią Polaków na temat członkostwa w UE w ogóle, można zauważyć, że te liczby są praktycznie tożsame, bo badanie Eurobarometru sprzed dwóch lat wykazało, że 84 proc. Polaków popiera członkostwo Polski w UE – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Naturski, kierownik wydziału informacji i komunikacji społecznej w Przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Polsce.

Negatywne skutki działania funduszy wymieniło jedynie 4,8 proc. osób zapytanych przez SW Research pod koniec stycznia br. Zwracali oni uwagę na marnotrawienie pieniędzy i niepotrzebne inwestycje. Co piąty respondent w tej grupie wskazywał na uzależnienie Polski od Unii Europejskiej, a co siódmy jest zdania, że otrzymane pieniądze trzeba będzie kiedyś zwrócić np. w postaci wyższych składek unijnych.

Zwykle pewnie niezadowoleni są ci, którzy aplikowali o dofinansowanie, a nie dostali, bo zawsze jest to proces konkursowy i zawsze trzeba spełnić minimalne wymagania formalne, a poza tym fundusze te muszą być przeznaczone na realne projekty – podkreśla Witold Naturski.

62,5 proc. badanych wśród obszarów najczęściej finansowanych przez UE wymieniło ochronę środowiska, 52 proc. wskazało naukę i edukację, a 48,7 proc. – rozwój działalności gospodarczej. Dwie trzecie badanych podkreśliło, że największy wpływ na rozwój ich najbliższego otoczenia miały dotacje unijne poprawiające infrastrukturę oraz jakość dróg.

Z funduszy europejskich w Polsce w ostatnich latach korzystały najróżniejsze grupy podmiotów – przedsiębiorcy, małe i duże firmy, ale na pewno jedną wyróżniającą się grupą są samorządy i gminy, a drugą – duże projekty infrastrukturalne w skali kraju, np. kolejowe bądź drogowe. Te duże projekty infrastrukturalne to grupa wiodąca, nawet nie pod względem liczby, ale pod względem wartości i rozmachu – wymienia Witold Naturski.

To sprawia, że zaledwie 2,6 proc. Polaków nigdy nie słyszało o funduszach europejskich. Najczęściej informacje o nich społeczeństwo czerpie z tradycyjnych mediów. Drugim źródłem są tablice informujące o tym, że coś zostało współfinansowane z UE. Mimo to niewielu Polaków potrafi wymienić konkretne nazwy funduszy unijnych.

Musimy pamiętać o tym, że nie każdy jest beneficjentem bezpośrednim, np. przedsiębiorcą, który otrzymał dotacje z funduszy europejskich. Każdy jest natomiast beneficjentem pośrednim, ponieważ korzystamy z infrastruktury drogowej. Trudno więc byłoby wymagać, żeby wszyscy byli doskonale poinformowani co do konkretnych nazw programów, bo po prostu nie jest im to do życia potrzebne. Mimo wszystko Polacy mają stosunkowo dużą świadomość na temat funduszy europejskich – tłumaczy Witold Naturski.

Niewielką świadomość mają za to w temacie tzw. Planu Junckera. Słyszało o nim zaledwie 8 proc. badanych, mimo że Polska jest szóstym krajem najczęściej korzystających ze środków w ramach tego programu.

Plan oferuje środki zwrotne. To są kredyty na rozwój gospodarczy, na działalność gospodarczą dla firm, również dla firm samorządowych, które mogą w ten sposób zrealizować przedsięwzięcia, na które inaczej nie dostałyby żadnych kredytów, ponieważ banki komercyjne uznałyby je za zbyt ryzykowne. Dzięki temu można zrealizować takie projekty jak mieszkania z dojściem do własności w Poznaniu, modernizacja szpitala wojewódzkiego w Toruniu – mówi Witold Naturski.

60 proc. Polaków twierdzi, że nie widzi przeszkód w pozyskiwaniu funduszy europejskich. 16 proc. ankietowanych ma doświadczenia w aplikowaniu o fundusze bądź indywidualnie, bądź jako przedstawiciele firm i instytucji; 27 proc. ma w rodzinie osobę, która ubiegała się o unijne dofinansowanie, a 35 proc. ma beneficjenta funduszy w gronie znajomych. Ankietowani deklarują, że prawie 80 proc. złożonych wniosków zostało rozpatrzone pozytywnie.

Polska świetnie wykorzystuje fundusze europejskie, w poszczególnych sektorach dzieje się to szybciej bądź wolniej, zawsze jest pewna nerwowość, czy się zdąży przed konkretną datą, ale dotychczas bardzo niewielkie kwoty pozostały niewykorzystane. To są nieznaczące kwoty. Miejmy nadzieję, że do końca obecnej perspektywy finansowej, uda się tak jak poprzednio dobrze wykorzystać wszystkie środki – podkreśla Witold Naturski.

Z danych dostępnych na Portalu Funduszy Europejskich wynika, że od uruchomienia programów do 21 stycznia 2018 roku złożono 72 883 wnioski o dofinansowanie projektów na całkowitą kwotę 462,6 mld zł. Wartość dofinansowania UE we wnioskach wyniosła 286,6 mld zł. Wartość dofinansowania z podpisanych umów z beneficjentami wynosi 173,1 mld zł. W obecnej perspektywie finansowej Polska ma do wykorzystania 82,5 mld euro.

Nowotwory krwi bywają często błędnie diagnozowane jako niedokrwistość. Znaczna ich część może przekształcić się w ostrą białaczkę szpikową

Nowotwory krwi bywają często błędnie diagnozowane jako niedokrwistość. Znaczna ich część może przekształcić się w ostrą białaczkę szpikową 2

Zespoły mielodysplastyczne (MDS) to wciąż mało znane nowotwory krwi, które mogą się przekształcić w ostrą białaczkę szpikową (AML). Podstawowym problemem jest diagnostyka, ponieważ objawy MDS przypominają niedokrwistość. Dodatkowo występują one najczęściej u osób powyżej 70 roku życia, u których niemożliwa jest intensywna chemioterapia. Leczenie polega na podawaniu leków, których celem działania jest wydłużenie przeżycia, poprawa jakości życia oraz zminimalizowanie przetoczeń krwinek czerwonych.

Zespoły mielodysplastyczne (MDS) to grupa różnorodnych chorób nowotworowych układu krwiotwórczego, charakteryzujących się zmniejszoną ilością krwinek we krwi obwodowej. Za przyczynę tych schorzeń uważa się uszkodzenie komórek macierzystych szpiku np. na skutek kontaktu z promieniowaniem jonizującym lub substancjami toksycznymi. Choroby te najczęściej rozwijają się u osób starszych, po 60 roku życia, a czynnikami ryzyka są przebyta terapia nowotworowa, zawodowy kontakt z substancjami toksycznymi, np. środkami ochrony roślin, oraz palenie tytoniu. Zespoły mielodysplastyczne można podzielić na choroby niskiego ryzyka, gdzie ryzyko transformacji do ostrej białaczki szpikowej jest niskie oraz choroby wysokiego ryzyka. W tym drugim przypadku MDS może w przeciągu pół roku do kilku lat przekształcić się w ostrą białaczkę szpikową (AML).

– Zespoły mielodysplastyczne wyższego ryzyka nazywano stanami przedbiałaczkowymi. Mają one wspólną patogenezę, podobny profil genetyczny mutacji. Zespoły mielodysplastyczne wyższego ryzyka w miarę upływu czasu często transformują do ostrej białaczki szpikowej, leczenie w obu tych chorobach jest podobne – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Agnieszka Wierzbowska, zastępca ordynatora ds. intensywnej chemioterapii i transplantacji szpiku, Klinika Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Objawy zespołów mielodysplastycznych to m.in. niedobór czerwonych krwinek, osłabienie, senność oraz pogorszenie koncentracji. Diagnozę stawia się na podstawie ogólnego badania krwi, problem polega na tym, że symptomy MDS przypominają objawy niedokrwistości. Wybór optymalnej opcji leczenia zależy natomiast od wieku pacjenta, jego ogólnego stanu zdrowia oraz obecności chorób współistniejących. Chorzy w dobrym stanie ogólnym otrzymują zazwyczaj intensywną chemioterapię i są kandydatami do przeszczepu szpiku. Chorzy w gorszym stanie zdrowia kwalifikowani są do mniej agresywnych opcji leczenia, których podstawowym celem jest wydłużenie całkowitego przeżycia i poprawa jakości życia.

– Standardem postępowania w tej grupie chorych są leki demetylujące, w Polsce jedynym lekiem zarejestrowanym i refundowanym do leczenia jest azacytydyna. Tutaj nie odstajemy od Europy, mamy dostępne leczenie za pomocą tej terapii dla wszystkich chorych spełniających kryteria rozpoznania zespołu mielodysplastycznego wyższego ryzyka – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska.

Badania kliniczne pokazują, że leczenie za pomocą azacytydyny daje dobre wyniki również w przypadku chorych na ostre białaczki szpikowe powyżej 65 roku życia, którzy nie kwalifikują się do intensywnego leczenia. Lek ten działa cytotoksycznie na nieprawidłowe komórki krwiotwórcze w szpiku, prowadząc do znacznego wydłużenia całkowitego przeżycia pacjentów. W Polsce dostępny jest jednak wyłącznie dla pacjentów, u których ilość blastów nie przekracza 30 proc., czyli dla wciąż za małej liczby chorych.

– Jest to leczenie skuteczne, które prowadzi do wydłużenia całkowitego przeżycia, zwłaszcza w takich podgrupach chorych, którzy mają niekorzystne ryzyko cytogenetyczne lub mają białaczkę związaną z cechami zależnymi od mielodysplazji, czyli białaczkę podobną do zespołu mielodysplastycznego, w tych grupach chorych udowodniono jednoznacznie przewagę tego leczenia nad wszystkimi innymi standardowymi opcjami terapeutycznymi – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska.

U pacjentów niekwalifikujących się do intensywnego leczenia stosuje się ponadto przetaczanie koncentratów krwinek czerwonych lub, co ma miejsce znacznie rzadziej, płytek krwi. Ten rodzaj terapii prowadzi do znacznego obniżenia jakości życia pacjentów, wymaga bowiem częstych, nawet cotygodniowych pobytów w szpitalu, jest też obciążony ryzykiem ze względu na ilość gromadzonego w organizmie żelaza. Nadmiar tego pierwiastka może prowadzić do uszkodzenia wątroby, trzustki oraz serca, a także zaburzenia gospodarki hormonalnej poprzez uszkodzenia przysadki mózgowej.

– Obecnie w Polsce nie ma dobrych, skutecznych leków refundowanych, które mogłyby to przeładowanie żelazem ograniczać. To są dosyć duże problemy w tej grupie pacjentów – mówi dr Krzysztof Mądry, adiunkt, Klinika Hematologii, Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Jedyny dostępny w ramach programów lekowych preparat usuwający nadmiar żelaza z organizmu podawany jest podskórnie przez 12 godzin, kilka dni w tygodniu. Wszystkie te elementy sprawiają, że celem lekarzy jest unikanie przetoczeń, co jest możliwe dzięki zastosowaniu odpowiednich leków, takich jak lenalidomid i azacytydyna. Preparaty te pozwalają zredukować lub wyeliminować przetoczenia w 50–70 proc.

– Ponadto u części chorych możemy też obserwować poprawienie odporności poprzez wzrost liczby neutrofili czy redukcję ryzyka krwawień poprzez wzrost liczby płytek. To wszystko w jakiś sposób powinno i przekłada się na poprawę jakości życia – mówi dr Krzysztof Mądry.

 


Artykuł powstał w ramach kampanii edukacyjnej „Wczesna diagnostyka nowotworów krwi”, której partnerem jest Celgene Sp. z o.o.

Celgene

Blisko 20 proc. Polaków ma zastrzeżenia do jakości usług. Ponad połowa z nich składa reklamację

Blisko 20 proc. Polaków ma zastrzeżenia do jakości usług. Ponad połowa z nich składa reklamację 3

18 proc. klientów ma zastrzeżenia do usług, z których korzysta – wynika z badań Providenta przeprowadzonych z okazji Światowego Dnia Konsumenta. Ponad połowa z grupy niezadowolonych w takiej sytuacji składa reklamację, 30 proc. poprzestaje na poskarżeniu się rodzinie, zaś 20 proc. nie podejmuje żadnych działań.

– Większość klientów jest zadowolona z usług, z których korzysta. Wciąż jest jednak grupa około 18 proc. klientów, którzy mają zastrzeżenia do usług świadczonych przez firmy. To dotyczy różnych branż. Połowa tych odpowiedzi dotyczyła branży telekomunikacyjnej, ale były też zastrzeżenia co do kredytów gotówkowych, pożyczek czy produktów ubezpieczeniowych, czyli szeroko pojętej branży finansowej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Szerling, dyrektor ds. marketingu i członek zarządu  Provident Polska.

Z badania Providenta wynika, że 82 proc. Polaków nie przypomina sobie żadnej sytuacji, w której mieliby jakieś zastrzeżenia, ale 18 proc. już tak. Zastrzeżenia dotyczą różnorodnych usług, od telekomunikacyjnych przez pożyczki gotówkowe, zakupy na raty, ubezpieczenia po dostawę prądu czy gazu. W takich sytuacjach przeważnie składamy reklamację (55 proc.) albo informujemy o tym rodzinę i przyjaciół (30 proc.). Tylko 5 proc. zwraca się o pomoc do rzecznika lub innej instytucji wspierającej konsumentów. 20 proc. nie podejmuje żadnych działań.

– Bardzo często niezadowolenie klienta z usług buduje się już na etapie pozyskania pierwszej informacji o produkcie oraz w procesie sprzedażowym. W Provident Polska bardzo dbamy o to, aby od samego początku, czyli już na etapie reklamy, dawać klientom rzetelną, pełną informację na temat produktu –tłumaczy Katarzyna Szerling. – Ważne jest, żeby klient korzystający z usługi finansowej czy kupujący produkt finansowy otrzymywał pełną, rzetelną i przejrzystą informację.

Pełna informacja to jedno, ale wiele zależy też od podejścia samego konsumenta, co widoczne jest m.in. na rynku pożyczkowym.

– Odpowiedzialne pożyczanie to zadanie obu stron procesu kredytowego. Po stronie klienta jest istotne, aby nie podejmował decyzji pod wpływem chwili, impulsu, lecz dokonał wcześniejszej analizy, czy będzie go stać na regulowanie rat przez kolejne miesiące. Zadaniem pożyczkodawcy jest wykonanie szeregu działań w celu upewnienia się, że transakcja będzie bezpieczna dla obu stron. Działania, które my podejmujemy, to m.in. weryfikacja danych podanych przez klienta, ocena jego zdolności kredytowej, weryfikacja jego historii w Biurach Informacji Gospodarczej czy BIK – wymienia Marcin Żuchowski, dyrektor ds. ryzyka kredytowego i członek zarządu Provident Polska.

Statystyki pokazują, że zaufanie do firm pożyczkowych wzrasta. Z badania Kantar TNS wynika, że ufa im 17 proc. Polaków. To wciąż niewiele w porównaniu z bankami (62 proc.), ale z drugiej strony w przypadku sektora pożyczkowego ten wskaźnik rośnie z dwucyfrową dynamiką. W ciągu roku firmy z tego sektora zanotowały wzrost zaufania o 54 proc. W dużej mierze to zasługa uregulowania rynku od strony prawnej (m.in. nowelizacji ustawy antylichwiarskiej i ustawy o kredycie hipotecznym).

– Klient przed wzięciem pożyczki może dokonać weryfikacji wiarygodności firmy w rejestrze stworzonym i prowadzonym przez KNF. To dosyć świeża regulacja, więc warto edukować klientów, że mają taką możliwość. Firmy wpisane do tego rejestru muszą spełniać szereg wymogów, m.in. co do wysokości kapitału, jego pochodzenia, wartości czy niekaralności zarządów. Legalnie działające firmy muszą się także stosować do regulacji związanej z maksymalnymi kosztami pożyczek tak odsetkowymi, jak i pozaodsetkowymi – wskazuje Żuchowski.

Ekspert radzi także, co zrobić, by decyzja o pożyczce była dobrze przemyślana i odpowiedzialna.

– Klienci muszą sami kontrolować swoją zdolność kredytową. W tym celu powinni szacować swój budżet domowy, możliwości spłaty rat, ale też weryfikować, z kim zawierają transakcję, np. poprzez sprawdzenie podmiotu pożyczkowego w rejestrze prowadzonym przez KNF. Konsumenci powinni też dokonywać oceny samej umowy, jej zapisów, wysokości kosztów, które tam się znajdują i rozważyć różne scenariusze, co by się stało, gdyby mieli przejściowe lub trwałe kłopoty z realizacją swojego zobowiązania – przekonuje Marcin Żuchowski.

Rolnicy składają pierwsze wnioski o rekompensaty z powodu afrykańskiego pomorem świń. Wirus spowodował już wielomilionowe straty

Rolnicy składają pierwsze wnioski o rekompensaty z powodu afrykańskiego pomorem świń. Wirus spowodował już wielomilionowe straty 4

Maksymalne ograniczenie populacji dzików i zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku, zabezpieczenie granicy przed kolejnymi zakażeniami wtórnymi i bioasekuracja polskich gospodarstw – to priorytety w walce z wirusem ASF, szerzej znanym jako afrykański pomór świń. Pod koniec lutego pojawiło się 108. ognisko tej choroby. Rolnicy, którzy ponoszą z tego powodu straty w produkcji, składają pierwsze wnioski o rekompensaty finansowe.

 Po dwóch latach negocjacji udało nam się przekonać KE, żeby przyjąć polski program pomocy – finansowany w całości ze środków krajowych, rekompensujący straty w dochodach gospodarstw z terenów, na których wystąpił afrykański pomór świń i gdzie rolnicy ponoszą straty w produkcji. Od stycznia mamy rozporządzenie Rady Ministrów w tej sprawie. Rolnicy składają już pierwsze wnioski. Co kwartał będą mogli robić to ponownie. Jeden z najistotniejszych dla rolników problemów mamy rozwiązany. Borykaliśmy się z nim przez dwa lata, uruchamiając nadzwyczajną pomoc czy jednorazowe mechanizmy pomocowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Bogucki, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Afrykański pomór świń, czyli wirus ASF, pojawił się w Polsce na początku 2014 roku. Od tego momentu stwierdzono ponad 1,6 tys. przypadków tej choroby u dzików i 108 ognisk wśród świń. Walka z wirusem kosztowała gospodarkę ponad 140 mln zł. Jak podaje Główny Inspektorat Weterynarii, ASF powoduje bardzo straty ekonomiczne w przemyśle mięsnym oraz hodowli, powodowane upadkami świń, kosztami likwidacji ognisk choroby, a także wstrzymaniem obrotu i eksportu świń, mięsa wieprzowego oraz produktów pozyskiwanych od  świń.

Od lutego Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa prowadzi nabór wniosków o przyznanie pomocy finansowej dla producentów trzody chlewnej z terenów objętych afrykańskim pomorem świń.

 Kolejny aspekt to uruchomienie pomocy dla rolników, którzy na obszarze całej Polski będą wprowadzać zasady bioasekuracji lub zawieszać czasowo hodowlę świń. O taką pomoc wystąpiliśmy do Komisji Europejskiej. Projekt rozporządzenia w tej sprawie jest już na etapie uzgodnień międzyresortowych – mówi Jacek Bogucki.

Umożliwienie skuteczniejszej walki z ASF miała na celu także specustawa podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu ubiegłego roku. Zakłada ona m.in. uśmiercanie odłowionych dzików i budowę ogrodzenia na wschodniej granicy, która ma zapobiegać migracji zwierząt i rozprzestrzenianiu się wirusa.

 Spośród do tej pory sześciu obszarów, w których wybuchała ta choroba, pięć ma pierwotne źródło właśnie w migracji dzików przez granicę. To mamy potwierdzone i udowodnione. Niestety mamy też taką sytuację, że w obszarze pierwotnego zakażenia, a więc tam gdzie mieliśmy pierwsze ognisko w 2014 roku, województwo podlaskie, powiat sokólski, Białostocczyzna, przez 1,5 roku nie mieliśmy żadnego przypadku choroby u dzików ani u świń, niestety w tym roku ponownie choroba pojawiła się, znów przy samej granicy, przez migrację zwierząt – mówi Jacek Bogucki.

Jak podkreśla, resort przygląda się poczynaniom Czechów, którzy na terenach leśnych wygrodzili teren, gdzie pojawił się ASF.

Mamy nadzieję, że ta metoda się sprawdzi, wtedy będzie to dowód na to, że to ogrodzenie naszej granicy ma sens i że jeśli pojawiają się ogniska w obszarach niezurbanizowanych, można zastosować tego typu metodę. My nie mamy takiej możliwości, choćby tu pod Warszawą, dlatego jedynie redukcja populacji dzików jest rozwiązaniem tego problemu – wyjaśnia Bogucki.

Sekretarz stanu w resorcie rolnictwa ocenia, że gdyby zapora stanęła na granicy 4–5 lat temu, dzisiaj afrykański pomór świń nie stanowiłby już problemu dla polskich hodowców i gospodarki. Natomiast w tej chwili najistotniejsze w walce z ASF jest maksymalne ograniczenie populacji dzików i zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku, zabezpieczenie granicy przed kolejnymi zakażeniami wtórnymi i bioasekuracja polskich gospodarstw.

 Kolejny element to działania służb na granicy, które nie pozwalają, aby przewożona była potencjalnie zakażona żywność, aby wirus w inny sposób nie dostawał się w różne części kraju. To jest duże wyzwanie, do tej pory żadnemu krajowi Europy nie udało się zwalczyć ASF w krótkim czasie. W Polsce – mimo, że choroba przesuwa się, a jej zasięg się zwiększa – to przebiega to w o wiele wolniejszym tempie niż w innych krajach – mówi Jacek Bogucki.

Innowacje w farmacji głównym tematem debaty „The Future of Healthcare”

Już 26 marca w Hotelu Bristol w Warszawie odbędzie się ekspercka dyskusja o katalizatorach i barierach dla rozwoju firm farmaceutycznych w Polsce. Innowacje w sektorze ochrony zdrowia będą główną osią debaty klubowej „The Future of Healthcare” organizowanej przez Executive Club.

Spotkanie będzie wyjątkową okazją do merytorycznej debaty a także szansą do zaprezentowania Polski jako doskonałego miejsca do inwestycji firm farmaceutycznych. Wśród poruszanych tematów będzie m.in.: przemysł farmaceutyczny w dobie rozwoju technologicznego, polityka oraz bezpieczeństwo lekowe kraju, a także znaczenie farmacji dla rozwoju gospodarki. Branża medyczna oraz farmaceutyczna stoją u progu transformacji związanej z wszechobecną informatyzacją. Ważnym elementem spotkania będzie odpowiedź na pytanie czy Refundacyjny Tryb Rozwojowy sprawdzi się jako zachęta do inwestowania w Polsce dla globalnych koncernów farmaceutycznych.

Uczestnictwo w debacie potwierdzili już prof.  dr hab. n. med. Krzysztof J. Filipiak – Prorektor ds. Umiędzynarodowienia, Promocji i Rozwoju Uczelni, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Paul van Arkel – Prezes Novartis Poland, Dr nauk farm. Leszek Borkowski – konsultant ds. rynku leków amerykańskich funduszy inwestycyjnych, powołany do Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, Dr n. med. Dorota Hryniewiecka-Firlej – Prezes Zarządu, Pfizer Polska, Tomasz Judycki – Wiceprezes Zarządu Atende Medica, Prezes Polskiej Izby Informatyki Medycznej, Jacek Myszko – radca prawny, Senior Counsel w zespole Life Sciences kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak oraz Markus Sieger – Prezes Zarządu, Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A.

Executive Club jest organizacją zrzeszającą przedstawicieli top managementu, reprezentujących przeszło dwieście najważniejszych polskich i międzynarodowych spółek.  Od kilkunastu lat w Klubie skupieni są prezesi i przedsiębiorcy, którzy swoimi działaniami wyznaczają kierunki rozwoju polskiej przedsiębiorczości, organizacja inspiruje i wspiera rozwój biznesu. Członkostwo w Executive Club jest ekskluzywne, przeznaczone wyłącznie dla zarządów  firm, które są liderami w zakresie zarządzania oraz wpływu na rozwój polskiego i międzynarodowego rynku. Uczestnictwo w spotkaniach klubowych i konferencjach branżowych naszej organizacji stanowi nie tylko niepowtarzalną okazję, by posłuchać ścierających się opinii ekspertów, zdobyć wiedzę na temat najnowszych rozwiązań w biznesie, ale i do nawiązania nowych kontaktów biznesowych.

Organizator: Executive Club

Patroni Honorowi: Instytut Farmaceutyczny, Polskie Towarzystwo Lekarskie, Warszawski Uniwersytet Medyczny

Partner Główny: Pfizer Polska,

Partner Złoty: Coloplast

Partnerzy: Atende S.A., Cigno Consulting, Novartis Poland, Polpharma S.A., Sołtysiński Kawecki & Szlęzak

Patroni Medialni: CEO Magazyn, Polish Market, Biotechnologia.pl, medinwestycje.pl, Ogólnopolski Portal Medyczny Medserwis.pl, Portale Medyczne, poradnikzdrowie.pl, Świat Medycyny, MedicalOnline.pl, Diagnozujemy.pl, Polityka Zdrowotna, Przemysł Farmaceutyczny

Bazy dłużników notują duży skok liczby zadłużonych z młodego pokolenia

W 2017 w bazach dłużników figurowało już 2,5 miliona osób na łączną sumę 62 miliardy zł (z 23 mld zł w 2016r.). Średni poziom zadłużenia to aż 25 tysięcy zł. Dane BIK oraz BIG wskazują na coraz szybszy wzrost nowych dłużników z niższych grup wiekowych.

Przyczyny wzrostu liczby zadłużonych

W kontekście sytuacji gospodarczej raczej nie widać konkretnej przyczyny, dla której ostatni rok miałby być krytycznym dla konsumentów. Bezrobocie nieco spadło, zarobki nieznacznie się poprawiły. Za złą sytuację nie można również obwiniać inflacji, bowiem tej od pewnego czasu u nas nie obserwujemy.

Powody leżą zupełnie gdzie indziej. Otóż, od pewnego czasu dość skuteczną formą nacisku na nierzetelnych dłużników jest wpisywanie ich na listy dłużników. Konsumenci mają świadomość konsekwencji posiadania negatywnych wpisów i część z nich stara się unikać takich nieprzyjemności.

Doświadczenia w tej materii brakuje jednak osobom młodym, które po większy kredyt bankowy jeszcze nie sięgały, toteż nie do końca doceniają faktu posiadania dobrej historii kredytowej oraz braku negatywnych wpisów w bazach dłużników. Jednocześnie młodzi ochoczo korzystają z pożyczek nie wymagających posiadania zdolności kredytowej, często pożyczają więcej niż potrzebują i raczej rzadko planują swoje wydatki z należytym rozsądkiem.

Spontaniczne pożyczanie a zaległości w spłacie zobowiązań

Badania BIG InfoMonitor dowodzą pewną korelację między czasem potrzebnym do podjęcia decyzji o zaciągnięciu pożyczki a terminową spłatą całości zadłużenia. Okazuje się, że 1/5 konsumentów, które zaciągnęły pożyczkę spontanicznie, mają problemy z jej spłatą.

Co więcej, 36 % zadłużonych twierdzi, że problemy z regulowaniem zadłużenia z tytułu posiadanego kredytu lub pożyczki, wynikają z przeszacowania swoich możliwości i złego planowania domowego budżetu. 25 % dłużników zapomina o spłacie raty, a 20 % nie reguluje zadłużenia z uwagi na niespodziewany pilny wydatek. 34 % badanych deklaruje, że zaległości w spłatach wynikają z wypadków losowych.

Powody sięgania po kredyty konsumpcyjne i pożyczki bez BIK

Większość konsumentów, bo aż 41 % pożycza z uwagi na niskie zarobki. 31 % sięga po pożyczki i kredyty z uwagi na brak oszczędności i pilną potrzebę gotówki. 18 % deklaruje, że problemem jest tak naprawdę kiepska dyscyplina finansowa, której efektem jest brak oszczędności.

15 % twierdzi, że zmuszonych jest pożyczyć z uwagi na brak planowania wydatków z wyprzedzeniem i załatania dziury budżetowej. Aż 11 % pożycza choć nie musi, bowiem ulega jedynie pokusie zakupów. 8 % woli pożyczyć niż oszczędzać – można więc uznać, że powodem pożyczki jest niecierpliwość. Kolejnych 8 % nie ma umiejętności z zarządzaniem pieniędzmi. 12 % ankietowanych podaje inne powody.

Z powyższych danych wynika jasno, że spora liczba zaciąganych pożyczek i kredytów wynika z braku kontroli nad wydatkami. Brak tej kontroli nie musi wynikać z rozrzutności, ale z braku umiejętności lub też chęci do nadzorowania swoich wpływów i wydatków. Nic więc dziwnego, że tak wielu konsumentów posiadających kredyt czy pożyczkę z czasem ma problem z organizowaniem pieniędzy na rzecz spłaty zadłużenia.

Efektem są negatywne wpisy do baz dłużników co z czasem eliminuje daną grupę z możliwości zaciągnięcia kredytu w banku i instytucji pożyczkowej lub zmusza do skorzystania z pożyczki bez sprawdzania baz BIK-u, BIG-u i KRD.

Problemy z zarządzaniem budżetem

Osoby młode mają tendencję do ulegania trendom i niekontrolowanemu zakupoholizmowi, co często kończy się drobnymi zadłużeniami. Konsumenci do 34 roku życia przejawiają kilka innych charakterystycznych dla siebie cech: pożyczają więcej pieniędzy niż potrzebują, pożyczają w sposób nieprzemyślany i często decyzję o pożyczce podejmują spontanicznie.

Grupa ta dość chętnie korzysta z pożyczek pozabankowych, gdyż są one łatwe w uzyskaniu, szczególnie gdy chodzi o chwilówki bez BIK. Efektem ich lekkomyślności jest negatywny wpływ na statystyki dla tej grupy wiekowej, co w efekcie będzie wpływało na utrudniony dostęp do kredytów i pożyczek oraz wnikliwszą analizę ich sytuacji finansowej, co w niektórych instytucjach pożyczkowych i bankach już ma miejsce.

Dlaczego aż tylu Polaków nie ma zdolności kredytowej?

Zdolność kredytowa jest sumą dwóch głównych czynników. Pierwszy element zdolności kredytowej to dochody umożliwiające regulowanie comiesięcznych rat kredytu. Sprawa ta jest jednak nieco bardziej złożona i nie sama kwota dochodów wyznacza możliwości kredytowe.

Oczywistym jest, że konsument musi ze swoich pieniędzy regulować czynsz, inne kredyty, rachunki, kupować jedzenie, lekarstwa, paliwo, ubezpieczenie, wydatki na dzieci itd. Wyjątkowo skrupulatnie zostaną przeanalizowane wydatki w stosunku do przychodów, jeśli klient wnioskuje o bardzo duży kredyt, np. hipoteczny. Biorąc pod uwagę słabe zarobki większości Polaków, nie ma się co dziwić, że ich zdolność do zapożyczenia się nie jest wysoka.

Kolejną istotną składową jest historia kredytowa. W celu jej określenia banki oraz firmy pożyczkowe zwracają się do Biura Informacji Kredytowej, które to zajmuje się skrupulatnym odnotowywaniem przebiegu każdego kredytu, pożyczki, zadłużenia na kartach kredytowych czy debetu na kontach osobistych. Każde przewinienie będzie „zapamiętane” do pięciu lat od zakończenia kłopotliwego zadłużenia. Jest to kolejnym z powodów, dla których pożyczka bez BIK stabilnie utrzymuje swoją popularność.

Analizę danych przeprowadził portal:

e-busines-banner

Cypr nadal atrakcyjny dla polskiego przedsiębiorcy

Wielostronna konwencja podatkowa MLI oraz zmiany ustaw podatkowych miały w znaczący sposób wpłynąć na sytuację polskich przedsiębiorców będących udziałowcami lub właścicielami zagranicznych spółek. Jednak mimo prób wprowadzenia nowych obostrzeń ulokowanie majątku i obrót nim w obcych jurysdykcjach nadal są bardzo opłacalne. Wciąż jednym z najatrakcyjniejszych kierunków jest należący do Unii Europejskiej Cypr.

Obowiązująca od 1 stycznia 2018 r. Ustawa z dnia 27 października 2017 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz.U. z 2017 r., poz. 2175) zniosła limit 250 tys. euro, poniżej którego przychody osiągnięte przez zagraniczną spółkę były zwolnione z obowiązku zapłaty 19% podatku w Polsce. Poszerzył się również katalog źródeł przychodów, których wystąpienie zostanie uznane za podległe opodatkowaniu z tytułu działalności zagranicznej spółki kontrolowanej (ang. Controlled Foreign Corporation – CFC).

Zostały jednak zachowane lub rozszerzone kryteria, których niespełnienie pozwoli uniknąć zagranicznej spółce uznania jej za kontrolowaną. Są nimi m.in.:

  • posiadanie przez okres nie krótszy niż 30 dni, bezpośrednio lub pośrednio, ponad 50% udziałów w kapitale lub ponad 50% praw głosu w organach kontrolnych lub stanowiących, lub ponad 50% udziałów związanych z prawem do uczestnictwa w zyskach;
  • pochodzenie co najmniej 33% przychodów tej spółki osiągniętych w roku podatkowym ze wskazanych w ustawie źródeł.

Przepisów o CFC nie stosuje się również do spółek, które podlegają opodatkowaniu od całości swoich dochodów w państwie członkowskim UE lub OECD i tam też prowadzą istotną, rzeczywistą działalność gospodarczą.

Spółka na Cyprze to spółka w UE

Cypr jest państwem członkowskim Unii Europejskiej, a więc spółka opodatkowująca w całości swoje dochody na jego terytorium spełni przesłankę wyłączającą objęcie 19% podatkiem w Polsce. Zyski cypryjskiej spółki według tamtejszego prawa będą podlegać 12,5% stawce podatku dochodowego. To jedna z najniższych stawek podatku CIT w całej Unii Europejskiej.

Poza tym Cypr oferuje liczne ulgi i udogodnienia dla biznesu – głównie dzięki temu, że ma zawartych kilkadziesiąt międzynarodowych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. W efekcie prowadzenie firmy i ulokowanie jej majątku w cypryjskiej spółce niesie ze sobą duże korzyści.

Brak podatku od kapitałów pieniężnych, dywidend i odsetek

Cypr nie pobiera podatku, którego podstawą byłyby zyski kapitałowe. Przychody oraz dochody z tytułu obrotu papierami wartościowymi, a więc obligacjami, akcjami, udziałami, świadectwami założycielskimi oraz innymi podobnymi instrumentami finansowymi są zwolnione z podatku dochodowego.

Brak opodatkowania przychodów i dochodów od kapitałów pieniężnych, przy szeroko rozbudowanej sieci podpisanych przez Cypr umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, czyni jego terytorium idealnym do utworzenia spółki holdingowej, w pełni wykorzystującej kolejną z ulg, jaką jest brak podatku u źródła od wypłacanych ze spółki cypryjskiej dywidend i odsetek.

Prawa licencyjne i własności intelektualnej

Podpisane przez Cypr umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania pozwalają działającej tam spółce na korzystanie ze zwolnienia z podatku od należności licencyjnych. Dla przykładu, na podstawie umowy pomiędzy Polską a Cyprem takie należności wypłacane przez polską spółkę na rzecz spółki cypryjskiej obciążone będą 5% podatkiem u źródła, ale z możliwością uzyskania z niego zwolnienia.

Atrakcyjnymi preferencjami podatkowymi na Cyprze objęte jest też korzystanie z praw własności intelektualnej. Aż 80% dochodu netto spółki cypryjskiej, osiągniętego z tytułu ich użytkowania, zwolnione jest z opodatkowania. Ulga uwzględnia również dochody uzyskane z tytułu rozporządzania tymi prawami. Przy tym pojęcie prawa własności intelektualnej w prawie cypryjskim jest bardzo szeroko rozumiane – obejmuje ono swym zakresem praktycznie każde dobro niematerialne funkcjonujące w obrocie gospodarczym i stanowiące wytwór ludzkiego umysłu.

Zmiana umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania

Do dochodów uzyskiwanych za pośrednictwem spółki zarejestrowanej na Cyprze ma wciąż zastosowanie Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Cypru w sprawie unikania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i majątku sporządzona w Warszawie 4 czerwca 1992 r. (Dz. U. z 1993 r. Nr 117, poz. 523 z późn. zm.). Pomimo jej istotnej zmiany protokołem podpisanym 22 marca 2012 r. (Dz. U. z 2012 r., poz. 1383), Cypr nadal pozostaje atrakcyjnym kierunkiem dla polskiego przedsiębiorcy. Przemawiają za tym nie tylko wskazane korzyści podatkowe, lecz także położenie Cypru, zlokalizowanego na terenie Unii Europejskiej, rozwinięta infrastruktura wyspy oraz wysoki standard regulacji prawnych, opartych na rozwiązaniach anglosaskich.

Trust i fundacja prywatna jako remedium na opodatkowanie CFC

Obciążenie polskich przedsiębiorców dodatkowym, 19% podatkiem z tytułu dochodów uzyskiwanych za pośrednictwem należących do nich zagranicznych spółek może zostać złagodzone dzięki zastosowaniu konstrukcji trustu lub fundacji prywatnej. Założyciel fundacji lub trustu, przekazując majątek pod zarząd powiernika niebędącego polskim rezydentem podatkowym, unika spełnienia przesłanki podmiotowej podlegania regulacjom dotyczącym zagranicznych spółek kontrolowanych.

Spółki cypryjskie – instrukcja obsługi

Choć minimalny kapitał zakładowy cypryjskiej spółki to zaledwie 1 euro cent, należy pamiętać, że jego wpłacenie to tylko jeden z pierwszych kroków do jej założenia. Do prawidłowej rejestracji, pozwalającej uniknąć negatywnych następstw podatkowo-prawnych nieprofesjonalnego działania, niezbędne jest wykonanie szeregu czynności przed cypryjskim magistratem. Oprócz zatwierdzenia firmy czy złożenia przed urzędnikiem sądowym wymaganych oświadczeń pod przysięgą, konieczne jest również przygotowanie memorandum oraz umowy spółki w języku greckim i angielskim oraz dopełnienie pozostałych wymaganych cypryjskim prawem formalności.

Konwencja MLI

Zakładanie spółek na Cyprze jest nadal bardzo korzystnym rozwiązaniem dla polskich przedsiębiorców – zarówno pod względem planowania podatkowego, jak i ochrony majątku firmy. Sytuacji tej nie powinna zmienić podpisana przez Polskę 7 czerwca 2017 r. Konwencja wielostronna implementująca środki traktatowego prawa podatkowego mające na celu zapobieganie erozji podstawy opodatkowania i przenoszeniu zysku, sporządzona w Paryżu 24 listopada 2016 r., czyli tzw. konwencja MLI (ang. Multilateral Instrument to Modify Bilateral Tax Treaties). Choć Polska, jako czwarty sygnatariusz, złożyła 23 stycznia 2018 r. w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju dokument potwierdzający jej ratyfikację, to do jej wejścia w życie potrzebna jest ratyfikacja pięciu sygnatariuszy. Aby zaś konwencja MLI zmieniła konkretną umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania (np. między Polską a Cyprem), musi być ratyfikowana przez obie strony umowy.

Czy ratyfikuje ją Cypr, a jeśli tak, to jakie to będzie miało skutki? Samo Ministerstwo Finansów w komunikacie na swojej stronie internetowej (http://www.mf.gov.pl) poinformowało, że „przyjęcie tzw. konwencji MLI nie zmieni sposobu rozliczania podatków przez Polaków mieszkających i żyjących za granicą”. Już teraz wiadomo też, że niektóre zapisy konwencji MLI, jeśli wejdą w życie w stosunkach na linii Cypr – Polska, byłyby mniej restrykcyjne dla właścicieli i udziałowców cypryjskich spółek niż obowiązujące teraz. Art. 8 MLI wprowadza bowiem minimalny 365-dniowy warunek posiadania udziałów, akcji lub innych podobnych praw w spółce, od którego spełnienia uzależnia możliwość zastosowania zwolnienia lub wyłączenia z opodatkowania wypłacanych dywidend. Obowiązująca obecnie między obydwoma państwami umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania przewiduje dłuższy, bo 24-miesięczny okres (art. 10 ust. 2 lit. a umowy przywołanej wyżej).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Skrzynio-palety – co do nich zapakować

Prowadząc sklep internetowy, stacjonarny czy też przedsiębiorstwo produkcyjne, trzeba zadbać o to, by artykuły były przechowywane i transportowane we właściwy sposób. Nadzorowanie tego procesu pozwoli nie tylko utrzymać porządek w magazynie, ale także zapobiec ewentualnym zniszczeniom produktów. Poza zwykłymi pudełkami, warto zaopatrzyć się w pojemne kontenery, które z łatwością pomieszczą produkty wielkogabarytowe, ciężkie i podatne na uszkodzenia. W takiej sytuacji z pomocą przychodzą skrzynio-palety, które posiadają specjalne wejścia pod wózek widłowy. Jaki rodzaj pojemników wybrać, by towary były zabezpieczone w odpowiedni sposób? Odpowiadamy poniżej.

Skrzynio-palety drewniane

Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej wytrzymałych kontenerów, w którym można przechowywać artykuły duże i masywne, a także delikatne (szkło, części maszyn i aut). Będą najbardziej przydatne zwłaszcza podczas eksportu, a więc wtedy, gdy towary są najbardziej podatne na uszkodzenia mechaniczne, do których może dojść podczas długiej podróży różnymi środkami transportu. Skrzynio-palety wykonane z drewna są bardzo wytrzymałe i odporne na uszkodzenia, jednak trzeba pamiętać o ich odpowiedniej impregnacji. Drewno, jako naturalny surowiec, który pochłania wilgoć, świetnie się nadaje także do przewozu warzyw i owoców, dzięki czemu zapobiega gniciu.

Skrzynio-palety ze sklejki drewnianej

Kontenery tego typu są znacznie lżejsze od skrzynio-palet drewnianych (nawet o 70%), a dzięki możliwości składania, zajmują mniej powierzchni. Dodatkowo, nie wymagają czasochłonnego montażu, gdyż posiadają uniwersalne zakładki, zamykane za pomocą młotka. Podobnie jak skrzynie wykonane z drewna, dobrze się sprawdzą podczas transportu artykułów cennych, mało odpornych na uszkodzenia mechaniczne i czynniki atmosferyczne. Można w nich także przewozić materiały ciężkie, takie jak maszyny oraz części zamienne do samochodów. W zależności od ciężaru przewożonego ładunku, można wybierać skrzynio-palety o różnym obciążeniu – od 100 do nawet 1000 kg. Warto również dodać, że świetnie nadają się do transportu nie tylko drogą lądową, ale także morską i lotniczą.

Kontenery tekturowe

Opakowania tego typu są idealnym pomysłem na przechowywanie i transport ubrań oraz obuwia, a także artykułów papierniczych. Często przewozi się w nich także inne produkty (np. sprzęt RTV, AGD), pod warunkiem, że wewnątrz pudełka są one dodatkowo zabezpieczone przed wstrząsami. Kontenery tekturowe świetnie się sprawdzają podczas transportu na krótkich odcinkach (przykładowo ze sklepu do mieszkania klienta).

Odpowiednie magazynowanie towarów, a także ich właściwe zabezpieczenie na czas transportu, pozwoli uniknąć strat związanych z ewentualnym uszkodzeniem, a co za tym idzie zapobiec niezadowoleniu klientów, którzy mogą otrzymać wadliwy towar. Jeżeli szukasz wytrzymałych i solidnie wykonanych skrzynio-palet lub innych kontenerów przeznaczonych do transportu różnego rodzaju produktów, zajrzyj na: https://www.rajapack.pl/kartony-pudelka-opakowania-kartonowe/kartony-kontenery-nadstawki-do-ciezkich-produktow-eksportu_C1160.html i zapoznaj się z ofertą.


DHL: 95% firm nie zna jeszcze całego spektrum korzyści wykorzystania technologii cyfryzacji w swoich łańcuchach dostaw

  • Robotyka kolejnej generacji, sztuczna inteligencja, samochody bezzałogowe, blockchain i big data to tylko niektóre z technologii o przełomowym znaczeniu dla tradycyjnego łańcucha dostaw.
  • Nowa technologia rozwija się tak szybko, że firmom trudno jest nadążyć za innowacjami i najlepszymi praktykami.
  • Ponad 75% firm dostrzega potencjalne korzyści w postaci ograniczenia kosztów dzięki zastosowaniu technologii informacyjnych, ale wskazuje przy tym na wyzwania organizacyjne jako przeszkodę w ich zastosowaniu.

Firma DHL opublikowała najnowszy raport z badań nad cyfryzacją w łańcuchu dostaw. Raport wykazuje, że nowe technologie i rozwiązania rozwijają się w szybkim tempie i znacząco zmieniają funkcjonowanie branży na wielu płaszczyznach, przez co łańcuchy dostaw mają problem z szybką adaptacją. Globalne badanie przeprowadzone na niemal 350 ekspertach w dziedzinie łańcucha dostaw i operacji pokazuje, że 95% respondentów nie wykorzystuje w pełni potencjału ograniczenia kosztów wynikającego z rozwoju sprzętu i możliwości jakie dają rozwiązania informacyjno-analityczne.

„Cyfryzacja i łańcuch dostaw: na jakim etapie jesteśmy i co jeszcze przed nami?” to raport sporządzony przez Lisę Harrington, Prezes lharrington group LLC, której DHL zleciło zbadanie, w jaki sposób branża radzi sobie w środowisku podlegającym szybkim i gwałtownym zmianom w wyniku rosnącej cyfryzacji łańcucha dostaw. Robotyka kolejnej generacji, sztuczna inteligencja, samochody bezzałogowe, blockchain, big data to tylko niektóre z technologii, które firmy muszą teraz uwzględnić w swoich strategiach operacyjnych i w ramach łańcucha dostaw.

Zdaniem respondentów analiza big data jest najważniejszym rozwiązaniem informacyjnym – 73% z nich powiedziało, że ich firma inwestowała w tę technologię; na kolejnych miejscach znalazły się rozwiązania oparte na chmurze (63%), internet rzeczy (54%), blockchain (51%), uczenie maszynowe (46%) i gospodarka współdzielenia (34%). Jeżeli chodzi o sprzęt fizyczny, to 63% respondentów zadeklarowało, że największe znaczenie ma robotyka, wyprzedzając samochody bezzałogowe (40%), druk 3D (33%) oraz rzeczywistość rozszerzoną i drony (28%).

Lisa Harrington, Prezes lharrington group LLC, powiedziała: „Bez wątpienia cyfryzacja ma niezwykły wpływ na łańcuchy dostaw i operacje na całym świecie i jej znaczenie nie spadnie. Spółki stają przed szerokim wyborem nowych produktów i aplikacji wchodzących na rynek i zyskujących uznanie w branży. Posiadanie ukierunkowanej strategii cyfryzacji łańcucha dostaw jest teraz kluczowe do oceny środowiska nowych technologii i wyznaczenia kierunków działania tak, by móc czerpać z nich korzyści i zyskać przewagę nad konkurencją.”

Firmy zaczynają rozpoznawać możliwości i 39% z nich deklaruje, że opracowują jedno lub więcej rozwiązań informacyjno-analitycznych, a tylko 31% z nich opracowuje nowe zastosowania rozwiązań sprzętowych. Wolne tempo jest skutkiem tradycyjnych scenariuszy organizacyjnych zmian. W przypadku zastosowania technologii sprzętowych 68% respondentów zadeklarowało, że największym problemem jest ich niezawodność, a 65%, że opór przed zmianami w organizacji; problemem wymienianym w dalszej kolejności (64%) był niewystarczający lub długotrwały zwrot z inwestycji. Porównawczo w przypadku rozwiązań informacyjno-analitycznych 78% respondentów stwierdziło, że silosy organizacyjne i dotychczasowe systemy stanowiły największe przeszkody, a w dalszej kolejności (70%) brak specjalistycznej wiedzy o talentach.

Cyfryzacja ma kluczowe znaczenie dla firm, by umożliwić im zaspokojenie rosnącego zapotrzebowania na zwiększoną wydajność i elastyczność oraz poprawę jakości obsługi klienta. Wyniki badania pomogą w dalszym kształtowaniu strategii cyfryzacji DHL. Dzięki jasnej wizji i bogatemu portfolio kluczowych technologii, które można zastosować, firma DHL rozpoczęła już proces cyfryzacji koncentrując się na inwestycjach w innowacje, które mogą rozwiązać rzeczywiste problemy biznesowe i wykorzystać nowe możliwości. Przykładowo, firma DHL stosuje już rzeczywistość rozszerzoną w magazynach, aby zwiększyć wydajność w zakresie kompletacji, a roboty magazynowe poprawiają czas kompletacji i wspierają pracowników w powtarzalnych zadaniach, takich jak usługi pakowania. Roboty programistyczne (automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotyki) przejmują wybrane procesy back-office. Nowe czujniki dostarczają naszym klientom informacji w czasie rzeczywistym o lokalizacji i stanie ich towarów z wykorzystaniem internetu rzeczy.

José F. Nava, dyrektor ds. rozwoju w DHL Supply Chain powiedział: „To przełomowy moment dla branży łańcucha dostaw. Tradycyjny model stoi w obliczu niespotykanego poziomu rewolucyjnych zmian spowodowanych nowymi technologiami sprzętowymi w połączeniu z rozwiązaniami informacyjno-analitycznymi. Technologia daje znaczące możliwości obniżenia kosztów i poprawy rentowności, ale oznacza również, że ​​firmy, które się nie przystosują, ryzykują pozostaniem w tyle. Coraz częściej nasi klienci chcą, żebyśmy przeprowadzili ich przez ten proces zmian.

Jednym z przykładów pokazujących, w jaki sposób DHL również bada technologie przyszłości, jest blockchain; współpracujemy w tym zakresie z Accenture, aby przetestować koncepcję mającą na celu zapobieganie podrabianiu leków, co według szacunków Interpolu zabija milion osób rocznie. W ramach tej współpracy łańcuch bloków jest wprowadzany do farmaceutycznego łańcucha dostaw za pomocą monitorowania przez śledzenie serii. Dzięki temu możemy bezpiecznie przechwytywać unikalny identyfikator każdej przesyłki farmaceutycznej, gdy przechodzi ona przez łańcuch dostaw. Technologia jest nowatorska, ale obiecująca i jesteśmy podekscytowani możliwościami, jakie może ona dać naszym klientom w przyszłości.”

PODSUMOWANIE:

  1. W badaniu brało udział 335 respondentów z różnych sektorów, w tym samochodowego, konsumenckiego, nauk przyrodniczych, technologii, inżynierii, produkcji i in. Respondenci byli rozproszeni geograficznie po świecie.
  2. Zaledwie 5% respondentów zapytanych o wdrażanie przez nich zarówno technologii informacyjno-analitycznych, jak i sprzętowych, odpowiedziało, że są na etapie transformacji szeroko pojętego łańcucha dostaw, a aż 95% z nich nadal nie zdaje sobie sprawy z potencjalnych korzyści.
  3. Spośród respondentów zapytanych o oczekiwane przez nich główne korzyści płynące z zastosowania technologii fizycznych 82% podało redukcję kosztów i większą rentowność, a 77% powiedziało to samo w odniesieniu do cyfryzacji w formie wdrożenia technologii informacyjno-analitycznych.

SYNERGA.fund S.A. stawia na blockchain

SYNERGA.fund S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, opublikowała nową strategię rozwoju na lata 2018-2020. Emitent będzie prowadził działalność w nowym sektorze technologii blockchain i chce stać się pionierem we wdrażaniu nowych rozwiązań w tej branży.

SYNERGA.fund S.A. przedstawiła nową strategię rozwoju na lata 2018-2020. Spółka zamierza zbudować kompetencje, zespół oraz doświadczenie, które umożliwią jej zarówno tworzenie rozwiązań opartych o technologię blockchain, jak również prowadzenie działalności consultingowej oraz przeprowadzanie koinwestycji z siecią aniołów biznesu. Emitent rozpocznie realizację nowego projektu biznesowego od zbudowania centrum kompetencji i edukacji w zakresie tej technologii oraz umożliwi rynkowi korzystanie ze szkoleń i doradztwa z tego obszaru. Równolegle powstaną także prototypy pierwszych technologii takich jak algorytmy zdecentralizowanego zarządzania procesami DPM (Decentralised Process Management), które Spółka zastosuje w projekcie Synerga.UBC (Unlimited Blockchain Corporation), uruchamiając w ten sposób platformę i swój autorski Security Token Synerga. SYNERGA.fund S.A. chce też wytworzyć proste systemy około-blockchainowe, m.in. narzędzie do rozliczania podatkowego dla osób i firm uzyskujących dochód z transakcji na kryptowalutach. Zdaniem Zarządu Spółki wejście w nowy obszar biznesowy przełoży się na dalszy i bardzo wysoki wzrost jej wartości w długoterminowym horyzoncie czasowym.

„Zaraz obok sztucznej inteligencji, autonomicznych samochodów i robotyki, technologia blockchain będzie w najbliższych latach jedną z tych, które wprowadzą znaczne zmiany w naszym życiu codziennym i biznesie. Zanim jednak to nastąpi wymaga ona działań, które wesprą jej rozwój, adaptacje i utorują drogę do użytkownika końcowego. Dlatego też ważnym elementem strategii Synerga.fund S.A., zaraz obok doradztwa i szkoleń z zakresu blockchain, jest zbudowanie aplikacji UBC (Unlimited Blockchain Corporation).” – komentuje Bartosz Cywiński, Prezes Zarządu Spółki SYNERGA.fund S.A.

Jeden z najważniejszych elementów nowej strategii rozwoju SYNERGA.fund S.A. stanowi UBC (Unlimited Blockchain Corporation). Jest to model wytworzenia zdecentralizowanej, autonomicznej i anonimowej struktury do prowadzenia działalności gospodarczej. Jej silnikiem będą wypracowane wcześniej algorytmy DPM. Pierwszym prototypem UBC będzie Synerga.ubc, w którym testowane będzie zarządzanie procesami poprzez smart kontrakty i tokeny własności (security tokens) Synerga Token (SNG). Celem Spółki jest wykreowanie sektora UBC, który funkcjonuje podobnie do sektora prawa handlowego, lecz według cyfrowo zapisanych zasad (autoregulacji). Twórcy projektów będą mogli sięgać po kapitał zdecentralizowany przez ustrukturyzowane ICOs, a inwestorzy będą mieli dostęp do bardziej sformalizowanych danych – UBCs publikują raporty okresowe według standardu swojego sektora. Celem projektu jest stworzenie systemu do generowania UBCs, które będą mogły funkcjonować w świecie tradycyjnego pieniądza, będąc zarazem strukturą zdecentralizowaną. Pierwszy prototyp UBC – Synerga.ubc – powinien zostać zakończony w 3 kwartale 2018 r.

„UBC będzie zdecentralizowaną, autonomiczną organizacją służącą do prowadzenia działalności gospodarczej. Jej silnikiem będą wypracowane wcześniej algorytmy Decentralised Process Management (DPM). Pierwszym prototypem UBC będzie Synerga.ubc, w którym testowane będzie zarządzanie procesami poprzez smart kontrakty i tokeny własności (security tokens) Synerga Token (SNG). Naszą ideą jest znaczący udział w wykreowaniu sektora UBC, który funkcjonuje podobnie do sektora prawa handlowego, ale według cyfrowo zapisanych zasad tzw. autoregulacji. Celem tego projektu jest zbudowanie systemu do generowania UBCs, które będą mogły funkcjonować w świecie tradycyjnego pieniądza, będąc tym samym strukturą zdecentralizowaną. Pierwszy prototyp UBC – Synerga.ubc – zgodnie z planem powinien zostać zrealizowany w 3 kwartale 2018 r.” – zakończył Prezes Cywiński.

Mario Draghi pogrąża euro

Początek wtorkowego handlu na parze EUR/USD był dość spokojny. Wyprzedaż USD w drugiej połowie dnia pozwoliła jednak na dość silny wzrost głównej pary. Dziś dolar odrabia straty, wspiera go słabość euro, która związana jest m.in. z dość gołębimi komentarzami członków EBC, na czele z Mario Draghim.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,20 – 4,22. Dzisiejsze, poranne dane inflacyjne z Niemiec w lutym były w pełni zgodne ze wstępnymi szacunkami. Dynamika cen u naszych zachodnich sąsiadów w lutym rosła o 1,4% rocznie.

Dziś w centrum uwagi inwestorów z Europy znajdują się przemówienia członków Europejskiego Banku Centralnego. Pierwszych kilka już za nami. Wśród licznych głosów z EBC wyróżnić należy przede wszystkim wypowiedź prezesa banku centralnego, Mario Draghiego, który powtórzył, że czeka na to, aż inflacja skieruje się we właściwym kierunku, zwracając uwagę, że dynamika cen nadal jest niska. W następstwie przemówienia prezesa EBC wspólna waluta doświadczyła umiarkowanej wyprzedaży w relacji do głównych walut.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,73 – 4,76.  Brytyjska waluta zyskiwała również w relacji do dwóch głównych walut. Funta wspierały słowa brytyjskiego Kanclerza Skarbu – Philipa Hammonda – który przemawiał wczoraj przedstawiając swój Spring Statement.

Hammond pozytywnie odniósł się do perspektyw gospodarczych kraju – mimo przedstawienia mieszanych prognoz wzrostu opracowanych przez Office for Budget esponsibility (OBR). Podkreślił kwestię oczekiwanej poprawy w finansach publicznych, w tym przede wszystkim istotnej redukcji potrzeb pożyczkowych i ograniczenia deficytu.

Jednym z ciekawszych elementów, które pojawiły się w szacunkach OBR jest schemat regulowania brytyjskich zobowiązań wobec UE w formie tzw. rachunku za Brexit. Zgodnie z oczekiwaniami, Wielka Brytania większą część “rachunku” – szacowanego obecnie na 37,1 mld funtów – spłaci do 2028 r. Mniejsze płatności będą dokonywane natomiast aż do 2064 r.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,42. Za wczorajszą słabość USD winić należy przede wszystkim Donalda Trumpa, który zdecydował się niespodziewanie odwołać sekretarza stanu, Rexa Tillersona. Spekulacje medialne sugerują, że Trump stara się dokonać ostatnich zmian w gabinecie, przed rozpoczęciem rozmów z Koreą Północną. To właśnie m.in. kwestia negocjacji z Koreą (obok kwestii Iranu) stanowiła kość niezgody między prezydentem, a (byłym już) sekretarzem stanu. Jest to już kolejna ze zmian, jakie w ostatnich dniach zaszły na ważnych stanowiskach w administracji Trumpa. Ostatnimi czasy rynek negatywnie reagował na odejście doradcy ekonomicznego Trumpa, Gary’ego Cohna.

Wyprzedaż USD rozpoczęła się jednak chwilę wcześniej – w momencie publikacji danych inflacyjnych z USA. Były one w pełni zgodne z oczekiwaniami konsensusu – bazowa inflacja CPI w lutym wyniosła 1,8%, z kolei inflacja CPI wzrosła do 2,2% rocznie. Ruch po publikacji może sugerować, że oczekiwania rynkowe były nieco wyższe od szacunków ekonomistów.

Zgodnie z nowym sondażem agencji Reuters większość ankietowanych ekonomistów spodziewa się, że FED w 2018 r. podniesie stopy czterokrotnie (w lutym większość ekonomistów oczekiwała trzech podwyżek w 2018 r.). Obecnie rynkowym scenariuszem bazowym są trzy podwyżki stóp, powoli rośnie natomiast prawdopodobieństwo czterech ruchów.

KLUCZOWE WYDARZENIA

  • 13:30 – publikacja danych o sprzedaży detalicznej i inflacji PPI w USA w lutym
  • 17:15 – przemawia Benoit Coeure z EBC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Od kryptowalut zachowaj nas Google

Zrobił to Facebook, teraz czas na Google’a – właściciel największej wyszukiwarki będzie blokował reklamy kryptowalut. Internetowy gigant odwraca się od ogromnych przychodów, ale może pomóc uzdrowić rynek – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Alphabet, spółka matka Google’a, zdecydowała, że będzie blokowała reklamy związane z kryptowalutami na swoich platformach, w tym na YouTubie. Zakaz wejdzie w życie od czerwca, czyli niecałe pół roku po tym, jak to samo zrobił Facebook.

Google chce w ten sposób chronić użytkowników przed potencjalnymi stratami. Gorący temat, jakim są kryptowaluty, był (i nadal jest) mocno wykorzystywany do nielegalnych przedsięwzięć.

130 milionów prób oszustwa

Jak podaje “The Wall Street Journal”, jednym z takich procederów stało się tzw. crypto-jacking, prowadzące do przejęcia mocy obliczeniowej komputera ofiary i wykorzystania go do kopania kryptowalut przez przestępców.

Część reklam z platform Google’a prowadziło właśnie do stron, które zawierały złośliwy kod. Choć to bardzo mały odsetek całości reklam, internetowy gigant w samym tylko zeszłym roku usunął 130 milionów reklam, które wykorzystywane były przez hakerów do kopania kryptowalut.

Google coraz ostrzej zaczyna podchodzić do treści wyświetlanych reklam i odnośników, do których prowadzą. W 2017 r. operator popularnej wyszukiwarki usunął ich 3,2 miliarda, podczas gdy rok wcześniej niemal dwa razy mniej.

Największa giełda szerzej w Europie

Informacja od Google’a niewątpliwe nie wpłyną pozytywnie na wycenę kryptowalut, które zresztą ciągle są pod presją. Od spadku bitcoina ze szczytów (w połowie grudnia jednostka kosztowała ok. 20 tys. dolarów) rynek do tej pory nie odrobił strat. Podobny wpływ wywierają próby regulacji obrotu kryptowalut w krajach, które mają istotny udział w światowym handlu.

Jednak w dłuższej perspektywie lepsza ochrona użytkowników, mniej przypadków kradzieży i wyłudzeń może doprowadzić do szerszej adopcji kryptowalut, co z kolei w teorii powinno przekładać się pozytywnie na ich ceny.

Wydarzeniem, które pozytywnie może pomóc w rozwoju całego rynku, jest uzyskanie licencji w Wielkiej Brytanii przez Coinbase, jedną z największych giełd kryptowalut na świecie. Jak czytamy w depeszy agencji informacyjnej Bloomberg, licencja pozwala firmie z San Francisco na dostarczanie usług płatności oraz emisji pieniądza elektronicznego na terenie Wielkiej Brytanii oraz 20 krajów Unii Europejskiej.

Jak podaje “Financial Times”, Coinbase nawiązał partnerską współpracę z wielkim brytyjskim bankiem Barclays, co ma usprawnić proces wpłacania i wypłacania pieniędzy, a także dodać wiarygodności.

Może się zatem zdarzyć, że zaostrzone regulacje oraz ingerencje banków wcale nie spowolnią rozwój rynku kryptowalut i nie zmniejszą ich atrakcyjności. Wobec dużej liczby zagrożeń czyhających na amatorów kryptowalut zabezpieczenia i przepisy mogą się okazać do pewnego stopnia niezbędne, by ludzie nie zrazili się do kryptowalut. Dla wielu odbiorców jest to wciąż temat ryzykowny lub zupełnie obcy.

Trump zmienił sekretarza stanu. Angela Merkel kanclerzem

Donald Trump zmienił sekretarza stanu. Mike Pompeo uchodzi za bardziej podzielającego jego wizję rządów. Angela Merkel uzyskała wymaganą większość, by zostać kanclerzem. Dobre dane z Chin.

Odwołanie Sekretarza Stanu w USA

Rex Tillerson, znany w Polsce ostatnio głównie z nieudanego telefonu do prezydenta Andrzeja Dudy, został wczoraj odwołany z funkcji Sekretarza Stanu. Informacja pojawiła się na twitterze prezydenta USA, co tylko wzmogło napięcia na rynku. Zmiana nie była wcześniej sygnalizowana, co dodatkowo podniosło temperaturę dyskusji. Następcą jest Mike Pompeo, dotychczasowy szef CIA. W administracji Rex Tillerson uchodził za pragmatyka tonującego skrajne pomysły Donalda Trumpa. Mike Pompeo uznawany jest za osobę znacznie bardziej spójną światopoglądowo z prezydentem. Giełda przypłaciła tę informację spadkami. Zakończyła się w ten sposób wzrostowa passa, która trwała od niemal początku marca. Rynki wystraszyły się zaognienia sytuacji z Iranem poprzez dodatkowe sankcje na eksport ropy. W rezultacie wzrost ryzyk plus możliwy spadek podaży na światowych rynkach ropy spowodował wzrost zmienności cen tego surowca.

Angela Merkel po raz czwarty kanclerzem

Decyzja ta nie mogła być zaskoczeniem. Jako liderowi większej z koalicyjnych partii funkcja ta była jej niemal automatycznie przypisana. Nie zmienia to faktu, że już w głosowaniu okazało się, że nie wszyscy członkowie koalicji poparli tę kandydaturę. Co więcej, do większości bezwzględnej pozostało zaledwie 9 głosów zapasu w 709 izbowym Bundestagu. Tym samym kończymy najdłuższy w historii Niemiec okres bez rządu. Wybory miały miejsce 24 września zeszłego roku. Wyłonienie zwycięzcy i stworzenie rządu zajęło zatem naszym zachodnim sąsiadom niemalże pół roku.

Dane z Chin

W nocy poznaliśmy odczyty wzrostu produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej z Chin. Produkcja przemysłowa rośnie o 7,2%, czyli 1,1% powyżej oczekiwań. Sprzedaż detaliczna wzrosła z kolei o 9,7%. Co ciekawe, jest to 0,1% poniżej oczekiwań. Dane te zostały przyjęte dobrze. O ile oczywiście można dane z Chin traktować jako wiarygodne.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
  • 15:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Dolar traci

We wtorek amerykański dolar tracił na wartości po opublikowaniu – zgodnych z oczekiwaniami – danych dotyczących inflacji konsumenckiej w USA. Z tego powodu pojawiły się bowiem większe szanse na bardziej agresywną politykę Fedu dotyczącą przyszłych podwyżek stóp procentowych. Dolarowi nie pomogło także usunięcie przez prezydenta Donalda Trumpa ze stanowiska sekretarza stanu Rexa Tillersona, który został zastąpiony przez dotychczasowego dyrektora CIA Mike’a Pompeo. Amerykański dolar zyskiwał tylko wobec dolara kanadyjskiego, który znalazł się w dołku po przemówieniu Stephena Poloza, gubernatora Banku Kanady, który powiedział, że „stopy procentowe prawdopodobnie będą rosnąć z czasem”.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,86%), a traci do euro (-0,51%), brytyjskiego funta (-0,56%), dolara australijskiego (-0,02%) oraz japońskiego jena (-0,32%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,239, GBP/USD – 1,396, USD/CAD – 1,295, AUD/USD – 0,788 i USD/JPY – 106,5. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,14%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,9, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,887. Złotówka zyskuje do dolara, a traci do innych głównych walut. W środę rano dolar kosztuje 3,4 zł, euro – 4,21 zł, funt – poniżej 4,75 zł, a frank szwajcarski – 3,6 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 1,05%, frankfurcki indeks DAX – 1,59%, a paryski indeks CAC 40 – 0,64%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,64%, meksykański indeks Bolsa – o 0,23%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,59%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,87%, indeks Shanghai Composite – o 0,57%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,47%.

Ropa i złoto

Ceny ropy naftowej spadają drugi dzień z rzędu. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,64 USD (-0,48%), a ropy WTI – 60,71 USD (-1,07%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy spadła o 1 USD do 69 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych spadkach zyskuje na wartości. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1325 USD. To 6 USD więcej (+0,45%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – Protokół z posiedzenia Banku Japonii, styczeń
  • 3:00 – Chiny – Sprzedaż detaliczna (r/r), luty – 9,7% (prognoza 9,8%)
  • 3:00 – Chiny – Produkcja przemysłowa (r/r), luty – 7,2% (prognoza 6,1%)
  • 8:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), luty – 1,4% (prognoza 1,4%)
  • 9:00 – Strefa euro – Wystąpienie szefa EBC
  • 11:00 – Strefa euro – Produkcja przemysłowa (r/r), styczeń (prognoza 4,7%)
  • 13:30 – USA – Wyniki sprzedaży detalicznej (m/m), luty (prognoza 0,3%)
  • 13:30 – USA – Inflacja PPI (r/r), luty (prognoza 2,8%)
  • 14:00 – Węgry – Protokół z posiedzenia NBH, luty
  • 22:45 – Nowa Zelandia – PKB (r/r), IV kw. (prognoza 3,1%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Trump kontra ożywienie

Decyzje kadrowe Trumpa uderzają w zaufanie do dolara i przyćmiewają dowody silnego ożywienia w USA. W środowisku, w którym zaskoczenie może przyjść z każdym tweetem, klimat risk-off zaczyna górować.

Dymisja sekretarza stanu Rexa Tillersona była szokiem, który podkreślił w jakim chaosie znajduje się administracja Trumpa. Jego następca Mike Pompeo jest opisywany jako zwolennik ostrej i stanowczej polityki na arenie międzynarodowej, zarówno w odniesieniu do handlu, jak i relacji dyplomatycznych. Przy nieobliczalności Trumpa to może oznaczać wszystko od otwartej wojny celnej (dziś Reuters donosi o planowanych nowych cłach na import z Chin wart 60 mld USD) po zaskakujące decyzje w stosunkach z Koreą Płn., Iranem, czy Rosją. Tego rynek obawia się najbardziej, przez co podkopane zostało zaufanie do dolara. Niepokoje przyćmiewają twarde dane z gospodarki USA, które podkreślają jej idealne położenie. Kto wie, jak ostatecznie zakończyłyby się wtorkowe notowania, jeśli rynek miałby do zdyskontowania tylko przyspieszanie CPI w lutym? Przy Trumpie aktywnym na Twitterze inwestorów trudno jest skupić uwagę na sile ożywienia i perspektywach zacieśniania monetarnego. Z tego powodu dzisiejszy odczyt sprzedaży detalicznej może przynieść huśtawkę – lepsze dane mogą dać impuls do umocnienia USD, który jednak szybko zostanie zgaszony w obawie o aktywność Trumpa na portalach społecznościowych. Takie czasy.

Dla szerszego rynku kończy się sielanka, na która zanosiło się na starcie tygodnia i jest coraz łatwiej o rozkręcenie kolejnej fali ucieczki od ryzyka. Mimo to inwestorzy mają opory w rezygnacji z dobrego klimatu, więc może być potrzebny mocniejszy impuls (w tym kontekście parkiety w Europie walczą dziś o odbicie). Na FX trzymam się zdania, że wszelkie przejawy siły AUD, CAD i GBP powinny być wygaszane. Problemy dolara i spadki na giełdach będą wspierać JPY. Dla PLN nie ma teraz klimatu na aprecjację i EUR/PLN ma łatwiejszą drogę przez 4,21 w stronę 4,25.

Dziś rano EUR/USD osuwa się pod 1,24 z pomocą prezesa EBC Draghiego, który w przemówieniu we Frankfurcie podtrzymuje ostrożny ton, który słyszeliśmy w ubiegłym tygodniu. Jego zdaniem są warunki do zakończenia programu skupu aktywów, ale do tego potrzeba jeszcze większej pewności po stronie ścieżki wzrostu inflacji. Zasugerował też, że siła euro może negatywnie wpływać na inflację. Osobiście nie sądzę, aby jego słowa cokolwiek wnosiły ponad zeszłotygodniowe wzmianki, a reakcja rynku to jedynie realizacja zysków co bardziej nerwowych graczy zadowolonych z wczorajszych wzrostów. Dziś w kalendarzu szereg wystąpień czołowych przedstawicieli EBC (Constantio, Praet, Coeure), więc ryzyko rewelacji odnośnie polityki monetarnej jest niezerowe, ale raczej niskie. Ale jeśli dane z USA nie dadzą podstaw dla większego rajdu dolara, EUR/USD powinien ponownie przyciągnąć popyt.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs dolara: Polityka Trumpa ponownie zaważyła na notowaniach

Na rynku polskich obligacji skarbowych techniczna korekta. Inflacja w USA przyspieszyła i wsparła marcową podwyżkę stóp przez Fed. Dolar „poślizgnął się” jednak na polityce D. Trumpa i kurs EURUSD wzrósł do 1,24.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej wtorkowa sesja przyniosła lekki wzrost rentowności obligacji skarbowych, widoczny bardziej w przypadku instrumentów o dłuższych terminach wykupu. Nieco słabszy ruch krzywej w górę widać było natomiast na rynku IRS, co skutkowało niewielkim rozszerzeniem się asset swap spreadów.

Wspomniane lekkie osłabienie rynku tłumaczyć można krótkoterminową realizacją zysków, bez większego znaczenia w średnim terminie. Niewykluczone, że negatywny wpływ na wyceny papierów miał także zbliżający się termin aukcji obligacji skarbowych (15 III) tym bardziej, że podobnie jak na ostatnich przetargach to właśnie papiery z sektora 10-letniego mogą być preferowane. Podczas sesji rynek neutralnie przyjął zarówno wypowiedź członka RPP Ł. Hardta sugerującą, że nie można wykluczać reakcji RPP w 2018 r., jak też komunikat Ministerstwa Finansów informujący o szczegółach czwartkowej aukcji obligacji (MF emitować będzie papiery OK0720, PS0123, WZ0524, WS0428, WZ0528 w zamian za PS0418, PS0718, OK1018).

Z kolei na rynkach bazowych rentowności obligacji cały czas utrzymują się blisko ważnych psychologicznych poziomów. W przypadku US Treasuries w sektorze 10 lat jest to poziom 2,90%, natomiast dla Bunda 0,6%. W Stanach Zjednoczonych widać cały czas lekką presję na wzrost oczekiwań odnośnie wyższych podwyżek stóp procentowych w USA w perspektywie najbliższych 2 lat. Presji tej nie widać jednak w przypadku oczekiwań długoterminowych. Ten trend może być kontynuowany, a pod koniec 2018 r. amerykańska krzywa może się nawet całkowicie wypłaszczyć. Co ciekawe, w ostatnich dniach rentowności 5-letnich UST (blisko 2,65%) są już wyższe od odpowiedników na rynku polskim (powyżej 2,50%). Spodziewać się można, że w kolejnych miesiącach w coraz dłuższych terminach amerykańska krzywa papierów skarbowych będzie wyższa od polskiej.

W najbliższych dniach rynek czeka publikacja lutowych danych makroekonomicznych w kraju. Biorąc jednak pod uwagę bardzo jednoznaczne wypowiedzi przedstawicieli NBP trudno spodziewać się po ich publikacji silniejszej reakcji (perspektywa polityki pieniężnej nie ulegnie zmianie). Dane powinny potwierdzać kontynuację wysokiego wzrostu gospodarczego w Polsce na początku roku, co będzie przekładać się na lepszą sytuację budżetu państwa i umożliwi obniżenie tegorocznych potrzeb pożyczkowych. Oczekiwania odnośnie niższych podaży obligacji powinny przyczyniać się do zawężenia ASW (w sektorze 10-letnim nawet o 10 pb. w kierunku 20-25 pb.).amerykańskie obligacje skarboweAutor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Wtorkowa sesja na rynku głównej pary walutowej przyniosła dalsze osłabienie złotego (kurs EURPLN chwilowo wzrósł powyżej 4,215). Z kolei na rynku bazowym, w oczekiwaniu na dane inflacyjne z USA euro początkowo utrzymywało się w okolicach 1,23 USD (pomimo że spodziewano się wyższej inflacji konsumenckiej niż miesiąc wcześniej), a pod koniec sesji europejskiej EURUSD naruszył opór na 1,2385. Podczas handlu w USA ruch wzrostowy euro nasilił się jeszcze i w rezultacie notowania EURUSD przełamały opór na 1,24.

Choć CPI (ostatni istotny wskaźnik przed marcowym posiedzeniem FOMC) swym odczytem wsparł oczekiwaną dalszą normalizację polityki monetarnej przez Fed (w lutym indeks CPI zgodnie z oczekiwaniami wzrósł do 2,2% r/r wobec 2,1% miesiąc wcześniej, z kolei miara inflacji bazowej CPI ustabilizowała się na poziomie 1,8% r/r), został zignorowany przez dolara. Na notowaniach „zielonego” po raz kolejny zaważyła polityka D. Trump, który potwierdził dymisję szefa dyplomacji R. Tillersona. W rezultacie, obawy o stabilność polityki Białego Domu pogrążyły dolara, który zaczął tracić do niemal wszystkich walut G10. Pomimo silnego ruchu w górę EURUSD, złoty utrzymywał okolicach 4,21-4,215. Dane potwierdziły, że prawdopodobieństwo podwyżki stóp w marcu w USA jest bardzo wysokie, co na tle polityki RPP, która nadal pozostaje mocno gołębia negatywnie wpływa na złotego.

W środę jeszcze przed otwarciem handlu w Europie opublikowane zostały dane z Chin (w tym dot. produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej i inwestycji), które jednak nie do końca potwierdziły oczekiwane słabe wyniki (nieznacznie poniżej prognozy rynkowej była tylko sprzedaż detaliczna), co przy silniejszym euro do dolara może lekko wesprzeć złotego w przedpołudniowych godzinach handlu. Potem uwaga inwestorów koncentrować będzie się na danych produkcyjnych ze strefy euro i sprzedażowych z USA. Dla zachowania eurodolara szczególną wagę może mieć ta druga publikacja (miesiąc temu analogiczny raport sporo namieszał na rynku, choć ostatecznie zdrowy rozsądek wziął górę nad emocjami). W lutym oczekuje się wzrostu sprzedaży detalicznej rzędu 0,3% m/m po 0,3% spadku odnotowanym wcześniej, co powinno wspierać dolara (a po wtorkowym wzroście notowań EURUSD będzie „z czego schodzić”), szczególnie, że spodziewane są słabsze dane produkcyjne ze strefy euro (minus 0,4% m/m i 4,7% r/r).inflacja w usaAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Analiza EY: 10 technologii cyfrowych, które wpłyną na ochronę zdrowia

Z analizy EY wynika, że cyfryzacja już ma ogromy wpływ na zdrowie i kondycję fizyczną ludzi. Nowe technologie przekładają się na jakość życia milionów ludzi, ale także na cały sektor ochrony zdrowia i jego pracowników. Genomika, telemedycyna, druk 3D to technologie, które mogą zrewolucjonizować ochronę zdrowia.

W ciągu ostatniego wieku osiągnięcia w obszarze medycyny oraz odżywiania pomogły wydłużyć życie, ale starsze pokolenia mogą dotknąć problemy zdrowotne wynikające ze stylu życia. Według Międzynarodowej Organizacji Zdrowia (WHO) choroby przewlekłe to 75% przyczyn śmierci na świecie. – Światowe Forum Ekonomiczne w Davos zwraca uwagę, że mają też wpływ na gospodarkę – zaledwie 5 chronicznych chorób może kosztować globalnie 47 bilionów USD do 2030 roku – mówi Jakub Szulc, ekspert Sektora Ochrony Zdrowia w EY.

Genomika

Zwiększająca się moc obliczeniowa komputerów to początek odkrywania prawdziwego potencjału ludzkiego DNA, co umożliwi spersonalizowane testowanie i leczenie znacząco poprawiające wyniki pacjentów w wielu chorobach.

Urządzenia przenośne

Inteligentne urządzenia, które monitorują i zbierają w czasie rzeczywistym spersonalizowane dane zdrowotne, wpływają na upowszechnienie zdrowego trybu życia, a jednocześnie są podstawą do badań naukowych. Niektóre przedsiębiorstwa wprowadziły takie urządzenia w miejscu pracy, by zwiększyć efektywność. Monitorując poziom stresu i zdrowie pracowników firmy mogą rekomendować im prozdrowotne zachowania, które przyczyniają się do zwiększenia produktywności.

Big data w medycynie

Medycyna ma dostęp do coraz większych zasobów danych: analizy DNA, informacji zbieranych przez urządzenia przenośne, zdigitalizowanej dokumentacji medycznej – wszystko to pozwala na dokładniejszą analizę porównawczą pacjentów. Porównanie danych osób z podobnym DNA, stylem życia i historią zdrowotną pomoże w lepszym zrozumieniu ryzyk zdrowotnych oraz wpływu na różne terapie.

Inżynieria komórkowa (Organs-on-chips)

Połączenie sekwencjonowania DNA oraz badania komórek macierzystych pozwoliło naukowcom „hodować”, na bazie DNA pacjenta, miniaturowe organy. I to na nich testowane są różne sposoby leczenia, a dzięki elektronicznym czujnikom naukowcy śledzą efekty na poziomie komórkowym. Dzięki temu wiedzą, które metody dają najlepsze efekty, zanim poddadzą pacjenta terapii.

Media społecznościowe i ich rola w ocenie szpitali

Pracownicy ochrony zdrowia oraz regulatorzy coraz częściej korzystają z opinii o poszczególnych placówkach wyrażanych za pomocą mediów społecznościowych lub internetowych ankiet. Te informacje służą do zidentyfikowania problemów i poprawy opieki zdrowotnej.

Funkcjonowanie mediów społecznościowych niemalże w czasie rzeczywistym i rozprzestrzenianie się zarówno pozytywnych, jak i negatywnych recenzji wymusza na pracownikach ochrony zdrowia szybszą reakcję na uwagi pacjentów. – Media społecznościowe mogą więc stać się mechanizmem, który wymusi ciągłą optymalizację usług w zakresie ochrony zdrowia – mówi Jakub Szulc.

Monitorowanie internetu

Coraz częściej do identyfikacji i reagowania na wybuchające epidemie korzysta się z monitorowania kluczowych słów w mediach społecznościowych, wyszukiwarkach oraz częstotliwości szukania informacji na temat poszczególnych objawów.

To są informacje przydatne nie tylko dla osób odpowiedzialnych za ochronę zdrowia, ale także dla pracodawców, którym zależy na zdrowiu pracowników oraz na zapewnieniu właściwego poziomu zatrudnienia. – Odpowiednia interpretacja danych pozwoli, zwłaszcza dużym firmom, na przygotowanie się – czy to poprzez wcześniejsze zakupy odpowiedniej liczby paczek chusteczek higienicznych w przypadku epidemii zwykłego kataru, czy też zatrudnienie pracowników tymczasowych, którzy zastąpią osoby chore w przypadku poważniejszej epidemii. Dobra interpretacja danych przez algorytmy ma poważny wpływ na funkcjonowanie biznesu, ale niesie ze sobą wyzwania – uważa Michał Majewski, Doświadczony Menedżer w Dziale Doradztwa Biznesowego EY.

Inżynieria genetyczna

Inżynieria genetyczna na ludzkim DNA wzbudza kontrowersje, nawet jeśli jej celem jest zwalczanie chorób. Za to coraz powszechniejsza staje się terapia genetyczna i wykorzystywanie genetycznie zmodyfikowanych wirusów do walki z chorobami, podczas gdy do walki z malarią oraz wirusem Zika zaczyna się już wprowadzać genetycznie zmodyfikowane komary.

Telemedycyna

Technologie mobilne pozwalają odciążyć system ochrony zdrowia i ograniczyć wizyty u lekarzy. Eliminacja konieczności podróżowania ma oczywisty wpływ na produktywność, ale telemedycyna ma przede wszystkim znaczenie dla społeczności oddalonych od placówek medycznych. Zdalna ocena stanu zdrowia, np. za pomocą telefonów komórkowych, daje dostęp do usług ochrony zdrowia najbiedniejszym i stanowi ułamek kosztów koniecznych do poniesienia, by zapewnić te same usługi na miejscu.

– Według agencji ONZ, Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego, na świecie jest ponad 7 miliardów telefonów komórkowych. W 2000 roku było to zaledwie 738 milionów. 3,2 miliarda korzysta z internetu, w tym 2 miliardy w krajach rozwijających się – mówi Michał Majewski. – To umożliwiło wprowadzenie kreatywnych rozwiązań, wykorzystujących nowoczesne technologie i pozwalających dotrzeć do osób, które w przeciwnym wypadku miałyby bardzo utrudniony dostęp do ochrony zdrowia i związanych z nią informacji – dodaje.

Roboty medyczne

Umożliwiają nie tylko dokładniejsze operowanie, przez co skracają czas rekonwalescencji, ale przede wszystkim leczą pacjentów na odległość, co znacząco ogranicza konieczność podróżowania. Niewykluczone, że niedługo roboty medyczne będą mogły wykonywać zabiegi samodzielnie.

Druk 3D

Marzenie lekarzy zaczyna się spełniać. W lutym 2016 roku naukowcy z Wake Forest Institute for Regenerative Medicine ogłosili, że wszczepili zwierzętom kość, mięśnie oraz tkanki wydrukowane w technologii 3D. Wykorzystując DNA można rozpocząć erę tworzenia spersonalizowanych „części zamiennych”.  A być może w przyszłości będziemy mogli produkować nie tylko „części zamienne”, ale po prostu lepsze niż nasze organy?

Jaki to może mieć wpływ na pracodawców?

Jak wynika z analizy EY, spełnienie potrzeb zdrowotnych starszych pracowników wymaga nowych rozwiązań, pozwalających na redukcję kosztów ochrony zdrowia oraz ograniczenie strat w produktywności wynikających z kwestii zdrowotnych. – Badanie opublikowane w Journal of Occupational and Environmental Medicine sugeruje, że firmy oferujące swoim pracownikom pakiety związane z ochroną zdrowia mają lepsze wyniki od firm, które takich pakietów nie proponują – podsumowuje Jakub Szulc.

W Polsce powstaje centrum materiałów przyszłości. Dzięki niemu nasz kraj może się stać liderem na rynku reaktorów jądrowych chłodzonych gazem

W Polsce powstaje centrum materiałów przyszłości. Dzięki niemu nasz kraj może się stać liderem na rynku reaktorów jądrowych chłodzonych gazem 5

Polska ma szansę zostać liderem w opracowywaniu materiałów przyszłości. Już niedługo w Świerku ma powstać Centrum Doskonałości NOMATEN, które będzie opracowywać nowe materiały na potrzeby chemii, radiofarmaceutyków czy przemysłu jądrowego. W centrum będą badane materiały odporne na ekstremalne warunki pracy przy wykorzystaniu m.in. symulacji komputerowych. Jednocześnie dzięki tak opracowanym materiałom technologia reaktorów HTR mogłaby się stać polską specjalnością. Dodatkowo energetyka jądrowa pozwoliłaby zmniejszyć import gazu i dostarczałaby energię oraz ciepło.

– Celem projektu jest opracowanie ośrodka, który zajmowałby się badaniami w zakresie nowych materiałów pracujących w ekstremalnych warunkach – wysokich temperaturach, promieniowaniu i korozji – zarówno dla energetyki jądrowej, jak i dla współczesnej chemii i przemysłów energetycznych. Wreszcie możemy opracowywać materiały dla nowych generacji reaktorów jądrowych, które będą produkować albo energię, albo ciepło w Polsce – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. Jacek Jagielski, dyrektor Departamentu Fizyki Materiałów w Narodowym Centrum Badań Jądrowych.

Materiały odporne na ekstremalne warunki pracy, wytrzymałe, odporne na korozję, wysokie temperatury i promieniowanie są niezbędne m.in. przy konstrukcji reaktorów jądrowych nowych generacji i reaktorów termojądrowych, także w przemyśle kosmicznym. Jak podkreśla ekspert, nowo powstały ośrodek pozwoli nie tylko na wymyślanie optymalnego materiału i znalezienie dla niego odpowiedniego zastosowania.

– Chcemy zacząć od symulacji komputerowych, które umożliwią przewidzenie, w jaki sposób dany materiał zareaguje na ekstremalne środowisko, takie jak rdzeń reaktora albo wnętrze instalacji chemicznej. Na tej podstawie będziemy próbowali stworzyć komputerowy model materiału, który umożliwi przewidzenie, w jaki sposób będzie się zmieniała jego struktura. Kiedy nabierzemy zaufania do tego, że ta struktura jest już w poprawny sposób opisana, zaczniemy za pomocą modeli konstytutywnych i metod elementów skończonych symulować jego własności mechaniczne – tłumaczy prof. Jacek Jagielski.

Oprócz symulacji komputerowych naukowcy będą wykorzystywać różne metody analityczne, które pozwolą zbadać strukturę materiału i własności funkcjonalne, np. wytrzymałość czy odporność. Dodatkowo materiały będą miały własności, które będzie można przewidzieć w okresie eksploatacji, przy instalacjach jądrowych nawet na okres 60–100 lat. Wytypowano już pierwszy materiał, nad którym będą pracować naukowcy.

– Nowe stopy na bazie niklu mają szanse na wysokotemperaturowe zastosowania. Z jednej strony są odporne na wysokie temperatury, z drugiej strony na defektowanie radiacyjne, dlatego mogą znaleźć zastosowanie np. w wymiennikach ciepła albo w turbinach zasilanych reaktorami HTR – mówi ekspert NCBJ.

Zapotrzebowanie na takie materiały jest ogromne, m.in. w branży chemicznej, gdzie nośnikiem ciepła jest para wodna o temperaturze 450–550 st. C. Dlatego projekt NOMATEN jest bezpośrednio związany z Polskim Programem Energetyki Jądrowej i programem budowy reaktorów wysokotemperaturowych chłodzonych gazem, tzw. HTR.

– To w tej chwili jedyna technologia jądrowa umożliwiająca produkowanie pary technologicznej o temperaturze 550 st. C, która jest podstawą przemysłu chemicznego. Celem jest uniezależnienie się od dostaw gazu – gdyby zastąpić instalacje opalane gazem czy węglem reaktorami jądrowymi, moglibyśmy ograniczyć import gazu o 25 proc., a jednocześnie technologia reaktorów HTR mogłaby się stać polską specjalnością w UE – przekonuje prof. Jagielski.

Energetyka jądrowa zdaniem eksperta jest Polsce niezbędna. Przepisy Unii Europejskiej nakazują ograniczenie emisji dwutlenku węgla do 550 g/kWh. Taka emisja jest niemożliwa do osiągnięcia w blokach węglowych nawet przy ich wysokiej sprawności.

– Albo natychmiast zaczniemy uzupełniać produkcję energii z węgla za pomocą technologii bezemisyjnych, żeby zejść na średnią wartość poniżej 550 g, albo będziemy płacić wysokie kary za emisję dwutlenku węgla, zamkniemy wszystkie elektrownie węglowe i postawimy bloki opalane gazem importowanym z Rosji. Jeżeli chcemy mieć prąd w gniazdku, musimy wybrać jedną z tych dróg, a moim zdaniem najbardziej racjonalna jest energetyka jądrowa – podsumowuje prof. dr hab. Jacek Jagielski.

Branża oprogramowania komputerowego wnosi do gospodarki UE prawie bilion euro rocznie. Odpowiada bezpośrednio za trzy mln miejsc pracy

Branża oprogramowania komputerowego wnosi do gospodarki UE prawie bilion euro rocznie. Odpowiada bezpośrednio za trzy mln miejsc pracy 6

910 mld euro to wkład branży oprogramowania komputerowego w gospodarkę Unii Europejskiej. To 7,4 proc. unijnego PKB. Firmy projektujące oprogramowanie tworzą bezpośrednio ponad 3 mln miejsc pracy, a w firmach pośrednio związanych z branżą pracę znalazło w sumie blisko 12 milionów osób – wynika z danych BSA. Oprogramowanie i jego tworzenie jest też jednym z najważniejszych stymulatorów badań i wzrostu wydajności we wszystkich sektorach gospodarki.

– Oprogramowanie jest o tyle istotne z punktu widzenia gospodarki i naszego codziennego życia, że to właśnie ono jest stymulatorem rozwoju, konkurencyjności i wydajności. Branża oprogramowania wnosi do gospodarki UE blisko bilion euro rocznie. To duża kwota, biorąc pod uwagę wszystkie gałęzie gospodarki i przemysłu – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA w Polsce, światowej organizacji reprezentującej branżę oprogramowania komputerowego przed rządami i na rynku międzynarodowym.

Z raportu przygotowanego przez BSA The Software Alliance wynika, że wkład branży w gospodarkę UE jest większy niż PKB w 23 z 28 krajów członkowskich (poza Francją, Niemcami, Włochami, Hiszpanią i Wielką Brytanią). Producenci oprogramowania i inne firmy z branży inwestują w badania i rozwój blisko 13 mld euro, co odpowiada za 7,3 proc. wydatków unijnych przedsiębiorstw na ten cel. Tego typu inwestycje bezpośrednio wpływają też na rozwój innych gałęzi gospodarki.

– 7,5 proc. to też wkład branży oprogramowania w PKB UE. Te dane pokazują, że branża oprogramowania jest niezwykle istotnym elementem gospodarki UE, ale także światowej, a jej szczególny charakter generuje progres – mówi Bartłomiej Witucki. – Kolejna rzecz to miejsca pracy. Bezpośrednio w branży oprogramowania w UE zatrudnionych jest 3 mln pracowników, ale to zaledwie 1/4 liczby zatrudnionych w branżach powiązanych, czyli wszystkich usługowo-logistycznych.

Łączna liczba miejsc pracy w Europie wspierana przez branżę wynosi blisko 12 mln, czyli ponad 5 proc. unijnego rynku pracy.

Branża oprogramowania ma także duże przełożenie na gospodarki poszczególnych państw. Z analizy BSA wynika, że najwięcej wnosi ona do PKB Wielkiej Brytanii (160 mld euro), Niemiec (ponad 150 mld), Francji (113 mld), Włoch (50 mld) i Hiszpanii (35 mld).

– Wszystko wskazuje na to, że przed branżą oprogramowania cały czas jest perspektywa stabilnego rozwoju – mówi Witucki. – Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, co będzie za kolejne 10 lat, ale już w tej chwili mówi się o internecie rzeczy, o inteligentnych domach. Tylko osoby obdarzone pewną wyobraźnią są w stanie przewidzieć, w którym kierunku pójdzie świat, ale to, w którym kierunku pójdzie, w dużej mierze zależy właśnie od oprogramowania.

Branża potrzebuje jednak wsparcia państw w ochronie własności intelektualnej i skutecznej walki z piractwem.

– Oprogramowanie to branża, która jest narażona na stosunkowo łatwą kradzież. Mimo że cały czas trwają pracę nad zabezpieczeniem oprogramowania przed nielegalnym powielaniem, to różnego rodzaju nadużycia licencyjne są na porządku dziennym – podkreśla Bartłomiej Witucki.

Zgodnie z przepisami Kodeksu karnego oraz Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych piractwo komputerowe jest zagrożone karą grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności nawet do 5 lat. W przypadku udowodnienia korzystania z nielegalnego oprogramowania komputerowego firma może utracić serwery i komputery, na których było zainstalowane oprogramowanie bez legalnej licencji.

Producent oprogramowania ma prawo dochodzić od przedsiębiorstwa, które używa nielegalnego oprogramowania, odszkodowania w wysokości podwójnej wartości opłaty za licencję, jaką firma zapłaciłaby za legalny produkt (przy niezawinionym naruszeniu), natomiast podczas zawinionego naruszenia – zapłaty potrójnej wartości opłaty licencyjnej.

– Jak bumerang wraca temat edukacji, czyli podnoszenia świadomości znaczenia dla rozwoju gospodarki skutecznej ochrony praw własności intelektualnej, z drugiej strony korzyści płynących z dobrej praktyki zarządzania zasobami informatycznymi i to w bardzo wymiernym wymiarze, tzn. w kontekście optymalizacji finansowej, bezpieczeństwa prawnego i informatycznego – dodaje Bartłomiej Witucki.

Negatywne informacje zahamowały odbicie bitcoina. Powrót do wzrostów możliwy po uspokojeniu nastrojów

Negatywne informacje zahamowały odbicie bitcoina. Powrót do wzrostów możliwy po uspokojeniu nastrojów 7

Przez ostatnie miesiące kryptowaluty znów stały się gorącym tematem. Choć jest to rynek z definicji bardzo zmienny, wzrosty i spadki z tego okresu były szczególnie mocne. Zdaniem dealera easyMarkets, platformy za pośrednictwem której można inwestować m.in. w wirtualny pieniądz, możliwe są zarówno dalsze spadki, jak i powrót do lokalnych szczytów.

– Kryptowaluty na pewno nie są instrumentem dla statystycznego Jana Kowalskiego z tego względu, że jego zmienność jest olbrzymia, a ze zmiennością również ryzyko takich inwestycji jest olbrzymie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Brach dealer easyMarkets. – Natomiast ten rynek przyciąga osoby zajmujące się day tradingiem oraz tradingiem, dla których zmienność jest rzeczą pożądaną z tego względu, że w związku ze zmiennością możemy korzystać z różnic kursowych.

W ciągu ostatniego roku największa i najważniejsza kryptowaluta, czyli bitcoin, zyskała, liczona w dolarach, ponad 630 proc. Nie był to jednak spokojny, jednostajny wzrost. Gwałtownie przyspieszył on w grudniu, wybijając bitcoin na poziomy przekraczające 19 tys. dol. za sztukę. Od września oznacza to wzrost sześciokrotny. Potem jednak przyszło odwrócenie trendu, a wraz z nim spadki. Na początku lutego za jednego bitcoina można już było dostać jedynie niespełna 6 tys. dol. W ciągu najkrótszego miesiąca w roku jednostka ta odrobiła sporą część strat, podwajając swoją wartość. Potem jednak znów jej kurs spadł.

– Tę sytuację można wiązać z regulacjami amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd, która wyraźnie określiła, że krajowe giełdy w USA muszą zarejestrować się w SEC jako giełdy papierów wartościowych – tłumaczy Tomasz Brach. – W tym tygodniu również japońska agencja usług finansowych zawiesiła obrót na dwóch giełdach w związku z zarzutami o malwersacje finansowe osób prowadzących właśnie te rynki. Takie negatywne informacje, jeśli spływają na rynek, wiadomo, że ciążą na notowaniach bitcoina.

Wraz z bitcoinem w dół poszły i inne kryptowaluty, takie jak ethereum, litecoin czy ripple, bo to bitcoin jako największa i najstarsza globalna kryptowaluta wyznacza trendy na tym rynku. Jak mówi Tomasz Brachm reprezentuje ona jedną trzecią kapitalizacji rynku i ponad połowę obrotu na rynku kryptowalut.

– Jeśli ten negatywny trend się utrzyma, możemy zejść w okolice minimum z 5 lutego, czyli poziomu 5900, jeśli z kolei na rynek nie będą spływać dalsze negatywne informacje, to jest duże prawdopodobieństwo, że wrócimy do tych poziomów, które obserwowaliśmy jeszcze na początku tygodnia, czyli 11700. Na bitcoinie dzienna zmienność czasem sięga 15 proc., więc takie zmiany rzędu 30 proc. tygodniowo nie są niczym nadzwyczajnym na tym rynku.

Od 15 marca urząd skarbowy sam rozliczy podatnika. Do tego potrzebny będzie wniosek PIT-WZ

Od 15 marca urząd skarbowy sam rozliczy podatnika. Do tego potrzebny będzie wniosek PIT-WZ 8

Coraz więcej Polaków korzysta z pomocy urzędów skarbowych przy wypełnianiu deklaracji rocznych PIT. W 2017 roku z usługi wstępnie wypełnionego formularza (PFR) skorzystało kilkaset tysięcy osób. Od 15 marca urząd na podstawie dostępnych danych sam dokona rozliczenia. Podatnik musi wcześniej złożyć wniosek PIT-WZ. Ma na to czas do 16 kwietnia.

 Do 16 kwietnia trzeba złożyć formularz PIT-WZ, a więc prośbę do urzędu skarbowego o przygotowanie zeznania podatkowego na podstawie informacji, które już znajdują się w US, ponieważ płatnicy przesyłają tam do końca stycznia lub do końca lutego informację PIT-11 i PIT-8C dotycząca uzyskanych dochodów – mówi agencji Newseria Biznes Anna Misiak, doradca podatkowy, szef zespołu ds. podatków osobistych w MDDP.

Z tej możliwości mogą skorzystać osoby, które nie prowadzą działalności gospodarczej, zobowiązane do rozliczenia rocznego za 2017 rok na formularzu PIT-37, zatrudnione na umowę o pracę lub wykonujące umowę-zlecenie, zarówno rozliczające się samodzielnie, jak i wraz z małżonkiem czy małoletnim dzieckiem. Metodę te mogą wybrać także m.in. emeryci i renciści. Można przy tym skorzystać m.in. z ulg na dzieci, ulgi rehabilitacyjnej i podwyższonych kosztów uzyskania przychodów, a także z odpisania 1 proc. podatku na wybraną organizację pożytku publicznego. Dla podatnika to duże ułatwienie. Wystarczy wypełnić wniosek o przygotowanie PIT-37 i w ciągu pięciu dni przyjdzie wypełnione zeznanie podatkowe. Usługa będzie dostępna od 15 marca.

 Zeznanie przygotowane przez US ogranicza się do określonego rodzaju dochodów. Jeżeli podatnik osiąga inne dochody, np. zagraniczne albo z najmu, gdzie był zobowiązany do opłacania w trakcie roku samodzielnie zaliczek czy ryczałtu, jest zobowiązany do tego, ażeby samodzielnie przygotować zeznanie roczne i w tym zakresie urząd go nie wyręczy – wskazuje Misiak.

PIT-WZ trzeba wysłać elektronicznie. Jest on dostępny na Portalu Podatkowym Ministerstwa Finansów. Wniosek można też złożyć za pośrednictwem systemu teleinformatycznego banków krajowych albo spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych, które świadczą usługę drogą elektroniczną.

Zeznanie podatkowe przygotowane przez urząd to najpewniejszy sposób rozliczenia dochodów. Minimalizuje ryzyko popełnienia błędów w zeznaniu rocznym, które wynikają z przepisywania danych z informacji od płatników i błędów rachunkowych. Jest też znacznie szybsze niż samodzielne rozliczenie. Jak przypomina ekspertka, wniosek o przygotowanie zeznania przez fiskusa nie oznacza automatycznie jego przyjęcia.

 Urząd skarbowy przygotuje na wniosek podatnika takie zeznanie i gdyby okazało się, że już na tym etapie podatnik ma jakieś wątpliwości co do prawidłowości uwzględnionych kwot, może on odrzucić zeznanie przygotowane przez urząd i złożyć zeznanie samodzielnie. Jeżeli natomiast podatnik nie będzie miał żadnych wątpliwości co do informacji zawartych w zeznaniu rocznym przygotowanym przez US, wówczas akceptuje je i będzie to jego właściwe zeznanie roczne za dany rok podatkowy – wyjaśnia Anna Misiak.

Podatnik ma na to działanie czas do 30 kwietnia. Jeśli tego nie zrobi, zeznanie to zostanie zaakceptowane automatycznie.

Z pomocy urzędów skarbowych przy wypełnianiu deklaracji rocznych korzysta coraz więcej osób. Wskazuje na to popularność usługi Pre-Filled Tax Return (PFR), czyli wstępnie wypełnionego zeznania podatkowego (w którym system wypełnia formularz, a podatnik uzupełnia dane). W 2015 roku z tej opcji skorzystało 100 tys. osób, a rok później już 300 tys. Jest ona dostępna dla podatników, którzy składają PIT-37 lub PIT-38 (dotyczący rozliczenia przychodów z kapitałów pieniężnych).

Także droga online zyskuje na popularności w całej administracji. W 2017 roku liczba elektronicznych deklaracji przekroczyła 9,67 mln, przy 8,4 mln rok wcześniej.

– Podatnik ma oczywiście możliwość skorzystania z opcji, że sam przygotowuje zeznanie roczne elektronicznie za pośrednictwem strony edeklaracje.gov.pl. Ma wtedy także możliwość złożenia korekty zeznania rocznego – mówi Anna Misiak

Świetlana przyszłość przed branżą gospodarowania odpadami. Głównie dzięki rosnącej świadomość konsumentów

Świetlana przyszłość przed branżą gospodarowania odpadami. Głównie dzięki rosnącej świadomość konsumentów 9

Coraz większa świadomość konsumentów i nowe regulacje wpływają na dobrą sytuację branży gospodarowania odpadami. Przedsiębiorcy pozytywnie oceniają przepisy dotyczące transportu odpadów, które weszły w życie pod koniec stycznia, oraz decyzję Ministerstwa Środowiska dotyczącą zrównania opłat marszałkowskich za składowanie odpadów segregowanych i zmieszanych. Do uregulowania rynku przyczynią się też przepisy zwiększające odpowiedzialność firm za produkowane przez nie odpady. 

– Rynek odpadów przeżywa renesans. Przede wszystkim dlatego, że rośnie świadomość konsumentów, rośnie świadomość przedsiębiorców, a po trzecie – władza zaczyna bardziej patrzeć na ręce przedsiębiorcom, szczególnie tym, którzy mają coś do ukrycia. Duża w tym zasługa mediów, bo w ostatnim czasie pojawiło się wiele reportaży w telewizji, radiu czy prasie, mówiących o niezbyt chlubnych praktykach – ktoś zakopał w ogródku odpady medyczne, wysypał do żwirowni, ktoś inny wywiózł odpady do lasu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Józef Mokrzycki, prezes zarządu Mo-Bruk.

Wiceminister Sławomir Mazurek poinformował w październiku, że resort środowiska pracuje nad wprowadzeniem gwarancji finansowej (depozytu) dla przedsiębiorstw działających w branży gospodarowania odpadami. Taki mechanizm ma przeciwdziałać nielegalnemu składowaniu odpadów w miejscach, które nie są do tego przeznaczone, np. w lasach.

Pieniądze z kaucji pobieranej od przedsiębiorców byłyby zabezpieczeniem na pokrycie ewentualnych kosztów likwidacji takich składowisk. Usunięcie kilkuset tonowej hałdy śmieci to wydatek rzędu kilkuset tysięcy do nawet kilku milionów złotych, który w tej chwili musi pokryć samorząd.

– Las zawsze będzie tańszy niż instalacje zbudowane za setki milionów złotych. Z tego względu myślę, że w najbliższym czasie w Polsce pojawi się jeszcze wiele takich miejsc, w których zeskładowano nielegalnie, niezgodnie z prawem odpady. Aby nie przedstawiać branży tak, czarno chcę powiedzieć, że zdecydowana większość to dobre, legalnie działające firmy. Natomiast trzeba jeszcze zmienić trochę w jednostkach kontrolnych, wprowadzić kontrole w przewozie odpadów – ocenia Józef Mokrzycki.

Miesiąc temu, 24 stycznia, weszły w życie nowe przepisy dotyczące transportu odpadów, które wprowadziły szczegółowe wytyczne w tym zakresie. Pojazdy przeznaczone do przewożenia odpadów muszą mieć widoczne oznakowanie i odpowiednią dokumentację.

– Już od 1 lutego wprowadzono obowiązek oznakowania samochodu napisem „Odpady”, to duża sprawa. Tej tabliczki nie zawiesi tylko ten, który ma coś do ukrycia. Jeśli organy ścigania go spotkają, to już wiedzą, jak go spowiadać z niecnych czynów – mówi Józef Mokrzycki.

Prezes Mo-Bruk ocenia, że nowe przepisy – w połączeniu z coraz większą świadomością ekologiczną społeczeństwa – przyczynią się do tego, że na znaczeniu zyskają profesjonalne instalacje do przetwarzania odpadów zbudowane przez inwestorów albo za unijne dotacje.

– Uważam, że czeka nas w odpadach świetlana przyszłość – mówi Józef Mokrzycki – Świadomość konsumentów z roku na rok rośnie. Zawsze trafiają się czarne owce, więc pewnie za 10 lat jeszcze znajdziemy kogoś, kto wywiezie worek śmieci do lasu, ale to są wyjątki. My musimy edukować w tym zakresie dzieci od najmłodszych lat, uczyć tego w domu, duża jest też rola wychowania w przedszkolu, w szkole i samych przedsiębiorców – dodaje.

Branża pozytywnie ocenia decyzję Ministerstwa Środowiska dotyczącą zrównania opłat marszałkowskich za składowanie odpadów segregowanych i zmieszanych. W tym roku opłata wzrosła z 74 zł do 140 zł, w 2019 roku będzie wynosić 170 zł, natomiast w 2020 roku – 270 zł opłaty dla marszałka województwa za składowanie tony odpadów na składowisku.

– Dzisiaj przedsiębiorca może wybierać czy oddać odpady do recyklingu, przetworzyć, wykorzystać powtórnie czy po prostu zrzucić na składowisko. Teraz składowanie odpadów po prostu przestanie się opłacać – to jest bodziec, mocny argument do tego, abyśmy odpady przekazywali do powtórnego wykorzystania – mówi Józef Mokrzycki.

Prezes Mo-Bruk zwraca również uwagę na to, że firmy powinny ponosić większe konsekwencje za nieodpowiedzialne działania w zakresie gospodarki odpadami, które wytwarzają.

– Musimy ograniczyć możliwość beztroskiego zbierania odpadów, bez ponoszenia konsekwencji finansowych ze strony przedsiębiorcy. Minister Mazurek mówi już o wprowadzeniu SENT-ów, czyli kontroli każdej ciężarówki przewożonych odpadów. Drugi element to ograniczenie liczby firm, które mogą beztrosko zbierać odpady, nie rozliczać się z tego, nie wykazywać do kogo je przekazali i nie ponosić żadnych konsekwencji – mówi Józef Mokrzycki.

Przyjęty przez Komisję Europejską pakiet o gospodarce odpadami (Circular Economy Package) zobowiązuje Polskę do zwiększenia recyklingu odpadów komunalnych do poziomu 65 proc., recyklingu opakowań do poziomu 75 proc. oraz ograniczenia ilości wszystkich składowanych odpadów do poziomu maksymalnie 10 proc. do roku 2030. Nowe przepisy wprowadzają też zakaz składowania odpadów selektywnie zebranych oraz ideę rozszerzonej odpowiedzialności producentów, która nakłada na nich obowiązek partycypowania w kosztach zbiórki, segregacji i przygotowania do recyklingu wprowadzanych na rynek opakowań.

Inteligentna skakanka wyświetli w powietrzu liczbę wykonanych skoków. Po połączeniu z aplikacją zwiększy także wydajność ćwiczeń

Inteligentna skakanka wyświetli w powietrzu liczbę wykonanych skoków. Po połączeniu z aplikacją zwiększy także wydajność ćwiczeń 10

Opaski na rękę liczące kroki, aplikacje na smartfona pokazujące spalane kalorie czy smartwatche mierzące tętno to gadżety codziennie towarzyszące osobom uprawiającym sport. Producenci idą jednak o krok dalej. Nie tylko urządzenia wearables mogą pomóc w ćwiczeniach. Na rynku pojawia się coraz więcej inteligentnych rozwiązań z branży fitness wyposażonych w najnowsze technologie. Jednym z nich jest inteligentna skakanka wyświetlająca w powietrzu liczbę spalonych kalorii i odbytych skoków.  

Skakanka Smart Rope LED była jednym ze sportowych akcentów na technologicznych targach Mobile World Congress 2018 w Barcelonie. Jej działanie opiera się na zbieraniu informacji z zestawu czujników magnetycznych i wyświetlaniu ich w powietrzu za pomocą 23 wbudowanych diod LED. Inteligentną skakankę można kupić np. w Apple Store i Amazonie za niecałe 400 zł.

– Smart Rope to skakanka, która pozwala lepiej kontrolować wykonywane ćwiczenia. Liczy skoki i komunikuje się ze smartfonem. W skakance umieszczone są opatentowane czujniki magnetyczne śledzące każdy ruch oraz 23 diody LED, które wyświetlają w powietrzu m.in. liczbę oddanych skoków – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Lim Irang z Tangram Factory, producenta inteligentnej skakanki.

Inteligentna skakanka to nie jest jedyne wypełnione technologią urządzenie na rynku, które ma pomagać w ćwiczeniach. Codziennością są już opaski liczące kroki i spalane kalorie, czy inteligentne zegarki, tzw. smartwatche, które zmierzą tętno, a nawet zadbają o dobry sen. Z niemal każdym tego typu urządzeniem współpracuje specjalna aplikacja mobilna, która przetwarza i analizuje zbierane dane. W przypadku Smart Rope aplikacja nie tylko wylicza rezultaty treningowe, lecz także podaje zalecenia dotyczące przyszłego treningu.

– Dzięki aplikacji mobilnej Smart Gym, można sprawdzić takie dane, jak liczba podskoków, liczba spalonych kalorii w stosunku do wagi i wzrostu, a także poznać najbardziej odpowiedni zestaw ćwiczeń – twierdzi przedstawicielka chińskiego producenta.

W najbliższej przyszłości segment inteligentnych rozwiązań branży fitness rozszerzy się nie tylko o urządzenia typu wearables (inteligentną odzież i akcesoria do noszenia), lecz także na coraz bardziej zaawansowane przyrządy do ćwiczeń, a nawet całe siłownie. Przykładem jest Black Box VR, czyli pierwsze na świecie rozwiązanie wirtualnej rzeczywistości do profesjonalnego treningu fitness. Po założeniu gogli przenosimy się do wirtualnego świata, by w niewyobrażalnych na co dzień sytuacjach sprawdzić możliwości organizmu i siłę mięśni.

Niezwykłą maszyną do ćwiczeń może się okazać Icaros. Urządzenie w połączeniu z goglami VR i specjalną aplikacją, pozwala trenować niemal wszystkie partie mięśni. To za sprawą pozycji tzw. deski (z ang. Plank), w jakiej układamy się na urządzeniu. Czas treningu umili natomiast gra, w której trenujący ma wrażenie jakby prowadził futurystyczny myśliwiec.

Według prognoz CCS Insight światowy rynek wearables w 2019 roku osiągnie wartość 25 mld dol. Sprzedaż urządzeń wzrośnie natomiast z 84 mln w 2015 roku do 245 mln sztuk. Największym źródłem przychodów branży jest sprzedaż smartwatchów i najprawdopodobniej ten trend utrzyma się w najbliższych latach, a to za sprawą stałego wzrostu liczby osób śledzących swoją aktywność fizyczną.

Z danych Global Market Insights wynika, że rynek sprzętu fitness w 2016 roku był warty ponad 10 mld dol. Do 2024 r. ma rosnąć w tempie ponad 3 proc. średniorocznie.

W prywatnych gabinetach stomatologicznych leczy się ponad połowa Polaków. Dają one pacjentom wyższy poziom leczenia niż w ramach NFZ

W prywatnych gabinetach stomatologicznych leczy się ponad połowa Polaków. Dają one pacjentom wyższy poziom leczenia niż w ramach NFZ 11

Polski rynek usług stomatologicznych – wzorem europejskiego – jest w trakcie konsolidacji. Małe gabinety coraz częściej dołączają do dużych sieci. Ten proces wymuszają oczekiwania pacjentów, dla których liczy się jakość oferowanych usług, wygoda, zaufanie do lekarza i nowoczesne wyposażenie gabinetu. W Polsce rynek ten zdominowały prywatne podmioty, które stać na kosztowne inwestycje, ponieważ publiczne wydatki na stomatologię sięgają raptem 2,5 proc. całego budżetu NFZ. Leczy się w nich ponad połowa pacjentów. 

– Rynek usług stomatologicznych w Polsce jest zdominowany przez usługi prywatne. Wynika to z luki, jaką de facto pozostawił sektor publiczny, w którym inwestycje w usługi stomatologiczne są na bardzo niskim poziomie. Z tego względu bardzo dobrze rozwinął się sektor usług stomatologicznych obsługiwanych przez podmioty prywatne. Są one na zupełnie innym poziomie niż podmioty obsługiwane w ramach NFZ – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wioletta Juszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia i Medicover Optyk.

Stomatologia pozostaje jedyną gałęzią medycyny, z usług której pacjenci korzystają częściej prywatnie niż publicznie. Z badania CBOS wynika, że w 2016 roku 50 proc. Polaków przynajmniej raz odwiedziło dentystę, a zdecydowana większość (69 proc.) wybrała usługi prywatnej kliniki stomatologicznej.

– Powodem jest przede wszystkim technologia, coraz bardziej obecna w stomatologii, która przechodzi etap cyfryzacji. Za te inwestycje odpowiada głównie sektor prywatny, a nie publiczny. Pacjenci to doceniają, ponieważ nowe technologie powodują, że obsługa pacjenta i jego wizyta jest o wiele bardziej komfortowa, bezpieczna i bezbolesna – mówi Wioletta Juszczyk.

Z usług dentysty refundowanych w ramach NFZ korzysta zaledwie co trzeci Polak. To w dużej mierze wina niedofinansowania – wydatki na stomatologię stanowią 2,49 proc. całego budżetu NFZ, co oznacza, że na statystycznego Polaka przypada zaledwie ok 47 zł. To uniemożliwia jakiekolwiek inwestycje, więc podmioty publiczne przegrywają konkurencję z prywatnymi.

– Pacjenci zwracają również uwagę na dostępność i sposób, w jaki mogą umówić się na wizytę. Ponieważ są bardzo zabiegani, umówienie wizyty dentystycznej jest jedną z ostatnich rzeczy, o których myślą. Ułatwienie im tego, na przykład udostępnienie grafiku lekarza online, w którym pacjent w każdym miejscu i o każdej porze może taką wizytę umówić, jest bardzo istotne – mówi Wioletta Juszczyk.

Obok jakości oferowanych usług i wyposażenia gabinetu dla pacjentów liczy się też zaufanie i dobra komunikacja z lekarzem. Z badań Medicover Stomatologia wynika, że 34 proc. pacjentów, kiedy już wybierze swojego dentystę, korzysta z jego usług aż do końca pełnego leczenia. Wśród pacjentów, u których leczenie trwa dłużej i jest bardziej skomplikowane, ten odsetek sięga już 70 proc.

– Pacjent przywiązuje dużą wagę do tego, aby język stosowany przez lekarza był przystępny i zrozumiały. Bardzo ważna jest pierwsza wizyta, na której przeprowadzana jest pełna diagnostyka z wykorzystaniem tomografu komputerowego i fotografia, dzięki której pacjent wie, jak jego uzębienie wygląda przed zabiegiem, co się dzieje w trakcie i jak to wygląda po zabiegu. Po pierwszej wizycie pacjent otrzymuje pełny plan leczenia, w którym ma jasno określone, ile będzie ono trwało, jakie procedury będą wykonane i jaka inwestycja jest konieczna z jego strony. Przejrzysty plan powoduje zaangażowanie pacjenta i większą motywację do leczenia – mówi Wioletta Juszczyk.

Jak wynika z danych PMR, w 2016 roku wartość rynku stomatologicznego w Polsce sięgnęła ok. 10 mld zł – to  raptem 3 proc. europejskiego rynku oszacowanego na 79 mld euro (ok. 336 mld zł). Według prognoz do 2020 roku rodzimy rynek będzie się rozwijał w tempie 7 proc. rocznie, osiągając wartość 12,6 mld zł.

– Rynek stomatologiczny w Polsce się konsoliduje. Widać to po transakcjach dokonanych w ostatnich kilku miesiącach. To powoduje, że właściciele innych klinik są coraz bardziej zainteresowani tym procesem. Właściciele klinik sami się do nas zgłaszają i pytają, jak mogą z nami współpracować – mówi Wioletta Juszczyk.

Konsolidacja rynku wynika z faktu, że jeszcze kilka lat temu otworzenie gabinetu dentystycznego było łatwiejsze i nie wiązało się z dużymi nakładami finansowymi – nie trzeba było np. inwestować w stronę internetową, w marketing czy fanpage na Facebooku. Dziś aby utrzymać poziom usług i klientów, gabinety stomatologiczne muszą inwestować. Łatwiej przychodzi im to pod jednym, silnym brandem.

– Otwierając gabinet dentystyczny, trzeba zainwestować bardzo duże pieniądze. Tomograf komputerowy, który jest standardem, kosztuje ponad 200 tys. zł. Skanery wewnątrzustne, które coraz mocniej wchodzą na rynek, to wydatek rzędu co najmniej 150 tys. zł. Dentysta nie jest uczony, w jaki sposób zarządzać placówką, a duże sieci wiedzą dokładnie, jak to robić. Dlatego widzimy, że dentyści są zainteresowani synergią pomiędzy tym, w czym lekarz jest najlepszy, czyli w leczeniu i opiekowaniu się pacjentami, oraz tzw. back office, czyli marketingiem, inwestycjami, finansami czy zakupami – mówi Wioletta Juszczyk.

Konsolidacja to europejski trend, który widać już w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, gdzie rynek stomatologiczny jest już w tej chwili skonsolidowany w ponad 25 proc. Medicover Stomatologia – jeden z największym podmiotów na krajowym rynku – w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy przejął trzy duże marki: Prestige Dent – wyspecjalizowaną placówkę implantoprotetyczną, DentaCare – skierowaną do rodzin i dzieci, które oferuje m.in. usługi pedodonty, oraz wyspecjalizowaną w protetyce StomaDental,

– Jest to wysoko wyspecjalizowana placówka stomatologiczna zajmująca się głównie protetyką i bardzo blisko współpracująca z laboratorium protetycznym, które również przejęliśmy i na podstawie którego będziemy budować ekosystem dla całej Medicover Stomatologia – zapowiada Wioletta Juszczyk.

Nowa ustawa o zamówieniach publicznych musi być spójna i nowoczesna

Ponad rok obowiązują już bardzo głęboko znowelizowane przepisy ustawy o zamówieniach publicznych. Wprowadzonych zostało wiele nowych rozwiązań. Ich ogólnym kierunkiem jest większa elastyczność i przeniesienie akcentów w ich realizowaniu z ceny na jakość. Doświadczenia tego roku pokazują, że można mówić już o pierwszych wnioskach, które skłaniałyby do pewnej korekty, a w niektórych punktach nawet głębszej rewizji regulacji.

 Chodzi głównie o zakres ochrony sądowej oraz o dostępność do zamówień. To, co nie zostało objęte nowelizacją, a powinno zaistnieć w nowym prawie, to przygotowanie – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich – Ze względu na niezbyt udane i staranne tworzenie postępowań, te nowoczesne rozwiązania zastosowane już w nowej ustawie nie zyskały popularności i nie są powszechne. Wydaje się, że dziś można już poważnie pomyśleć o zupełnie nowym projekcie. Obecna ustawa, która ma już ponad 10 lat, była nowelizowana  – licząc mniejsze zmiany – nawet kilkadziesiąt razy. To najwyższy czas, aby przygotować spójny, nowoczesny akt, uwzględniające powyższe trendy oraz pogłębioną elektronizację wszystkich procedur – podsumował Lang.

Rexit

Obawy o stabilność Białego Domu po dymisji sekretarza skarbu stały we wtorek za pogorszeniem sentymentu na rynkach. Dolar tracił do niemal wszystkich walut G10, słabszy jest złoty. Giełdy w Europie i USA pogrążyły się w czerwieni, traci ropa, zyskuje złoto.

Rex Tillerson przestaje być sekretarzem stanu USA (stąd Rexit). Zastąpić go ma Mike Pompeo, obecny dyrektor CIA. Pompeo już jest okrzyknięty anty-Tillersonem, co w kwestiach handlu oznacza wysokie poparcie dla protekcjonizmu. Te konkluzje przypomniały po kilku dniach przerwy o napięciach, jakie mogą z globalnego handlu przenieść się na ożywienie gospodarcze.

Informacja w głównej mierze odbiła się negatywnie na USD, dodatkowo wzmacniając „rozczarowanie” odczytem CPI z USA. Inflacja CPI w lutym zgodnie z oczekiwaniami wzrosła o 0,2 proc. m/m, wyciągając wskaźnik roczny z 2,1 proc. do 2,2 proc. Inflacja bazowa także nie zaskoczyła odczytem 0,2 proc. m/m i 1,8 proc. r/r. Biorąc pod uwagę umocnienie dolara w oczekiwaniu na odczyt, rynek pozycjonował się pod lepszy odczyt. W rezultacie USD/JPY zawrócił spod 107,30 do 106,60. EUR/USD skoczył z 1,2330 do 1,24. Mocne są też NZD i GBP. Pogorszenie sentymentu w drugiej części dnia zahamowało NOK i AUD. Duża aktywność sprzedających AUD/NZD tłumaczy rozdźwięk w zachowaniu walut z Antypodów (Australia ma więcej do stracenia w przypadku rozpętania wojen handlowych).

GBP/USD wdrapał się na 1,3990 pośrednio na słabości dolara, jednak dodatkowy efekt wywołało wiosenne expose kanclerza skarbu Wielkiej Brytanii Hammonda. W wystąpieniu wyjątkowo optymistycznie wypowiadał się o aktywności gospodarczej w kraju oraz przedstawił wyższe prognozy wzrostu PKB. W 2018 r. Wielka Brytania ma rosnąć w tempie 1,5 proc. wobec wcześniej szacowanych 1,4 proc.

Największym przegranym wtorkowego handlu jest CAD za sprawa gołębich komentarzy prezesa Banku kanady Poloza. Wyraził on ostrożne podejście dla przyszłego dostosowywania polityki, nie wykazując pośpiechu do podwyżek w obliczu napięć w negocjacjach NAFTA. USD/CAD jest dziś niemal figurę wyżej na 1,2940.

EUR/PLN zaliczył senny dzień w przedziale 4,20-4,21. Więcej emocji było na USD/PLN (spadek pod 3,40) i GBP/USD (wzrosty pod 4,75).

Rynek akcji jest morzem czerwieni, gdyż inwestorzy zdecydowali się spieniężać zyski w obliczu zamieszania w Białym Domu. Z sugerowanych przez kontrakty na S&P500 nic nie zostało do czasu startu sesji na rynku kasowym, choć w momencie pisania Dow Jones i S&P500 walczą na poziomie doniesienia. Nasdaq pozostaje 0,4 pod kreską.

Europa nie doczekała prób uspokojenia na Wall Street i główne indeksy zanotowały spadki od 0,3 proc. w Mediolanie po 1,6 proc. we Frankfurcie. WIG20 stracił 1,08 proc.
Pogorszenie nastrojów mocno dosięgnęło ropy naftowej. WTI w ciągu dnia traciła nawet 1,6 proc., stabilizując się blisko 60,5 USD/b. Wieści z Białego Domu raczej były pretekstem dla rynku, który od kilku dni próbuje sprostać fali niepokojących informacji. Piętrzące się zapasy surowca w USA stawią pod znakiem zapytania równoważenie rynku i stanowią ryzyko dla dalszych spadków. Wczoraj EIA w raporcie zaznaczyło, że w kwietniu wydobycie z łupków w USA ma sięgnąć rekordowych 6,95 mln b/d.

Złoto z kolei było bardziej skupione na dołujących rentownościach obligacji skarbowych USA i cena uncji została pociągnięta do 1327 USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pół miliona metrów kwadratowych dla centrów usług biznesowych

Aż 500 000 mkw. powierzchni biurowej wynajęły w 2017 firmy z sektora usług dla biznesu. Pozytywny trend powinien utrzymać się również w tym roku – według szacunków ABSL na przestrzeni kolejnych miesięcy może otworzyć się aż 50 nowych centrów, co z kolei przełoży się na wysokie zapotrzebowanie na biura

Firma doradcza JLL przeanalizowała aktywność firm z sektora usług w 2017 roku w Polsce.

„Tylko w ubiegłym roku firmy z sektora usług biznesowych wynajęły w Polsce aż 500 000 mkw. co stanowi jedną trzecią popytu na głównych rynkach biurowych, uwzględniając Warszawę[1]. Patrząc na ambitne plany inwestycyjne firm z branży, również w tym roku możemy spodziewać się dużego zapotrzebowania na nowoczesne przestrzenie biurowe ze strony sektora. Jak szacuje ABSL, w kolejnych miesiącach powinno otworzyć się 50 nowych centrów, a firmy już obecne w Polsce będą nadal zwiększać zatrudnienie”, komentuje Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy w JLL.

Według danych ABSL, w 2017 w Polsce powstało 51 nowych centrów usług dla biznesu. Przykładowe nowe inwestycje to m.in. J.P. Morgan, Swarovski czy Hargreaves Lansdown. Przełożyło się na znakomite wyniki w obszarze popytu, szczególnie ciekawe w Warszawie (aż 100 000 mkw.), która coraz chętniej jest wybierana przez globalne marki na lokalizację ich nowych centrów. Na główne miasta poza stolicą przypadło 400 000 mkw. – aż 60% ogólnego zapotrzebowania na biura na rynkach regionalnych. Największe umowy najmu zawarte przez firmy z sektora usług dla biznesu podpisały m.in. poufny najemca (25 500 mkw.) w Poznaniu, Citi Service Center Poland (18 600 mkw.) w Warszawie oraz J.P. Morgan (15 600 mkw.) w Warszawie.

„Polska pozostaje atrakcyjną lokalizacją dla międzynarodowych inwestorów i na przestrzeni ostatniej dekady zbudowała pozycję regionalnego lidera w sektorze usług w Europie Środkowo-Wschodniej. Widzimy odzwierciedlenie tego trendu na polskim rynku biurowym. W ubiegłym roku w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu centra usług wynajęły po 100 000 mkw. Z kolei, rekordowy w skali kraju udział sektora w popycie odnotowała Łódź, gdzie niemal 80% zapotrzebowania na biura wygenerowały firmy BPO/SSC”, podsumowuje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Sektor usług dla biznesu to jedna z najdynamiczniej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki. Z analiz ABSL wynika, że aktualnie centra usług zatrudniają już 265 000 osób, czyli o 20% więcej niż w I kwartale ubiegłego roku.

„Polska jest obecnie zdecydowanym liderem regionu jeśli chodzi o liczbę nowoczesnych centrów usług dla biznesu – jest ich w Polsce ponad 1 100, należą do ponad 750 inwestorów, w tym przeszło 550 zagranicznych i zatrudniają 265 000 osób. Przy zachowaniu obecnego trendu wzrostowego pozycja Polski jako kraju „pierwszego wyboru” dla powstawania nowych centrów powinna się w dalszym ciągu umacniać. Szacujemy, że w roku 2020 zatrudnienie w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu ma szansę przekroczyć poziom 300 000 pracowników, mówi Piotr Dziwok, Prezes ABSL.

Ekspansja centrów biznesowych zmienia nie tylko polski krajobraz biurowy, ale również sposób planowania i środowisko pracy.

„Dynamiczny rozwój sektora usług przekłada się zmianę funkcji nowoczesnych przestrzeni biurowych. Dlaczego? Branża usług zatrudnia wielu młodych ludzi, dla których lokalizacja biura i jego wygląd jest ważnym elementem, na podstawie którego podejmują decyzję o przyjęciu oferty pracy. Ponadto, pracodawcy coraz częściej dostrzegają silną korelację pomiędzy aranżacją przestrzeni a efektywnością i satysfakcją zespołu. Ta tendencja będzie wzmacniać się w kolejnych latach wraz z wchodzeniem na rynek coraz młodszych grup wiekowych. Dlatego rosnąca liczba firm z sektora usług decyduje się na przygotowanie długoterminowych strategii związanych z miejscem pracy, tak aby wygrać silną konkurencję o talenty”, komentuje Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Doradztwa ds. Miejsca Pracy, JLL.

[1] Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin

Kierownik projektu potrzebny od zaraz –ekspert komentuje sytuację na rynku pracy w nieruchomościach

Piotr Sulerzycki, manager w Michael Page
Piotr Sulerzycki, manager w Michael Page

Od dłuższego czasu na rynku nieruchomości można zaobserwować dużą aktywność deweloperów oraz inwestorów. Nawet w obliczu aktualnego deficytu terenów inwestycyjnych, spodziewają się oni bardziej wyhamowania działań niż kryzysu, podobnego do tego sprzed kilkunastu lat. Powoduje to, że zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników, takich jak na przykład kierownik projektu, utrzymuje się na wysokim poziomie. Co ciekawe, pracodawcy na równi z wiedzą techniczną poszukują u kandydatów umiejętności miękkich i nastawienia biznesowego – komentuje sytuację Piotr Sulerzycki, manager w Michael Page odpowiadający za rekrutację na rynku nieruchomości i w budownictwie.

Szeroka ekspansja

Firmy tak jak w latach ubiegłych stawiają obecnie na ekspansję w różnych obszarach, o czym świadczą wskaźniki za 2017 rok. Wg danych firmy doradczej Savills, rynek nieruchomości biurowych wzbogacił się w ubiegłym roku o około 800 tys. m.kw. nowej powierzchni. Powstało także 391 tys. m.kw. nowej powierzchni handlowej. Intensywne działania widoczne były także na rynku magazynowym, gdzie w ciągu ostatnich 12 miesięcy wybudowano ponad 2,1 mln mkw.

Dodatkowo, jak wynika z danych GUS, w całym minionym roku oddano do użytku ponad 178 tys. mieszkań, czyli 9,1 proc. więcej niż w 2016. W tym czasie wydano również pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym na budowę ponad 250 tys. mieszkań.

Liczne przedsięwzięcia, realizowanie w 2017 roku oraz wcześniejszych latach, spowodowały, że jednym z największych wyzwań, z którymi muszą mierzyć się teraz deweloperzy oraz inwestorzy jest wyścig o atrakcyjne grunty oraz doświadczonych pracowników. Problem ten, dotyczy nie tylko stolicy, ale także innych dużych miast w Polsce.

Wpływ na rynek pracy

Kandydaci poszukiwani są do takich obszarów jak m.in. akwizycja, rozwój inwestycji, realizacja, a w szczególności zarządzenie projektami. Ze względu na wymagania rynku, zmieniają się jednak oczekiwania wobec pracowników. Poza kompetencjami techniczno-budowlanymi, mocno na znaczeniu w ostatnim czasie zyskały takie umiejętności jak zrozumienie potrzeb klientów oraz najnowszych trendów, czyli tzw. business acumen, a także optymalizacja finansowa.

Na przykład, na stanowisko kierownika projektu poszukiwane są osoby z doświadczeniem architektonicznym, które będą świetnie rozumiały się z projektantem. Wynika to z faktu, że kluczowa staje się w inwestycji faza projektowa, gdzie powstaje „produkt”. Dlatego też kierownik projektu musi być w stanie zająć się koordynacją etapu tworzenia nieruchomości, która będzie innowacyjna i dopasowana do potrzeb rynku czy też klientów, dzięki czemu zostanie skutecznie sprzedana lub wynajęta. Powinien on też umieć przeprowadzić sprawną i efektywną finansowo realizację. Osoba na tym stanowisku musi też efektywnie współpracować z działami sprzedaży lub leasingu. Od kandydatów oczekuje się również kompetencji interpersonalnych z uwagi na konieczność budowania i utrzymania pozytywnych relacji ze wszystkimi stronami procesu inwestycyjnego.

Presja płacowa

Duży popyt na wykwalifikowanych pracowników powoduje, że obszar nieruchomości staje się rynkiem kandydata z widoczną presją płacową, na którą pracodawcy starają się już odpowiadać. W celu lepszego zobrazowania tej sytuacji, Michael Page przygotowało przegląd wynagrodzeń dla tej branży posiłkując się tutaj danymi z rynku oraz informacjami nt. wynagrodzeń oferowanych przez klientów w procesach rekrutacyjnych.

Wspomniany już kierownik projektu może liczyć w Polsce na zarobki rzędu 12-20 tys. zł/brutto miesięcznie. Natomiast kandydaci z 8-10 letnim doświadczeniem na wymagających projektach na przykład z segmentu biurowego mogą oczekiwać wynagrodzenia nawet do 30 tys. zł/brutto. Warto przy tym dodać, że kandydaci coraz bardziej nastawieni są na współpracę w oparciu o własną działalność gospodarczą.

Odpowiedzialność cywilnoprawna i administracyjna na gruncie RODO

Ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) to nie tylko szereg nowych obowiązków dla administratorów danych osobowych oraz nowe instrumentarium ochrony danych osobowych przewidziane dla osób, których dane dotyczą. To także nowe zasady odpowiedzialności.

Odpowiedzialność administracyjna

Wśród doniesień medialnych na temat RODO najczęściej komentowaną sankcją, jaką przewiduje unijne rozporządzenie, są administracyjne kary pieniężne. Dzieje się tak nie bez powodu. Zgodnie z art. 83 RODO kary te mogą sięgać, w zależności od rodzaju zawinienia, 10 mln EUR lub 20 mln EUR. W praktyce najczęściej w grę będzie wchodziła wyższa stawka kary obejmująca do 4% całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku obrotowego lub kara do kwoty 20 mln EUR. Wynika to z faktu, iż wyższa kara przewidziana jest m.in. za naruszenie podstawowych zasad przetwarzania danych osobowych czy naruszenie podstawowych obowiązków względem osób, których dane dotyczą, takich jak obowiązek informacyjny czy obowiązek korelujący z prawem do bycia zapomnianym.

Szersze niż dotychczas będą także uprawnienia organu nadzorczego. Organ nadzorczy będzie mógł m.in. nakazać administratorowi spełnienie żądania osoby, której dane dotyczą, wynikającego z praw przysługujących jej na mocy RODO, będzie mógł także wprowadzić czasowe lub całkowite ograniczenie przetwarzania danych, w tym w postaci zakazu przetwarzania danych, czy też nakazać administratorowi zawiadomienie osoby, której dane dotyczą, o naruszeniu ochrony danych. Podkreślić należy, iż wszelkie nakazy i zakazy kierowane w drodze decyzji przez organy nadzorcze mogą być stosowane nie tylko zamiast administracyjnych kar pieniężnych, ale także obok nich.

Odpowiedzialność cywilnoprawna

Novum wprowadzonym przez RODO jest stworzenie podstawy do roszczeń odszkodowawczych dla osób, które poniosły szkodę majątkową lub niemajątkową w wyniku naruszenia RODO. Roszczenia te mogą być kierowane do administratora danych osobowych.

Zgodnie z art. 82 ust. 2 RODO „każdy administrator uczestniczący w przetwarzaniu odpowiada za szkody spowodowane przetwarzaniem naruszającym (…) rozporządzenie”. Przesłanki ekskulpacji zostały określone bardzo restrykcyjnie. Otóż administrator zostanie zwolniony z odpowiedzialności odszkodowawczej, jeśli udowodni, że w żaden sposób nie ponosi winy za zdarzenie, które doprowadziło do powstania szkody. Co to oznacza? Po pierwsze zasadniczy ciężar dowodu spoczywa tu na administratorze danych – to on ma udowodnić, iż nie ponosi winy za powstanie szkody. Po drugie ma wykazać, iż w żaden sposób nie ponosi winy, czyli nie ma nic, co mogłoby chociaż częściowo wskazywać na uchybienia administratora w zakresie realizacji obowiązków wynikających z RODO.

Administrator jest zatem w dość niekorzystnej sytuacji prawnej. Zwłaszcza że zgodnie z preambułą do unijnego rozporządzenia pojęcie szkody należy traktować szeroko, w sposób w pełni odzwierciedlający cele RODO. A jeżeli w danej sytuacji jest kilku administratorów danych i w związku z przetwarzaniem przez nich danych dojdzie do wyrządzenia szkody innej osobie, ponoszą oni solidarną odpowiedzialność za całą szkodę, tak by zapewnić osobie, której dane dotyczą, rzeczywiste uzyskanie odszkodowania.

Warto podkreślić, iż art. 82 RODO nie wyłącza innych podstaw prawnych do dochodzenia roszczeń z tytułu naruszenia ochrony danych osobowych. Taką podstawą pozostaje w określonych sytuacjach np. roszczenie o ochronę dóbr osobistych. Analizowana norma prawna ustanowiona w RODO stanowi zatem nowe narzędzie mające ułatwiać dochodzenie roszczeń odszkodowawczych.

W projekcie nowej ustawy o ochronie danych osobowych znalazły się również przepisy dotyczące odpowiedzialności cywilnej – otóż każda osoba, której prawa przysługujące na mocy przepisów o ochronie danych osobowych zostały naruszone, może żądać zaniechania tego działania, a także może żądać, aby ten, kto dopuścił się naruszenia, dopełnił czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków.

W świetle projektu nowej ustawy o ochronie danych osobowych w sprawach roszczeń cywilnoprawnych osób, których dane dotyczą, orzekały będą w pierwszej instancji sądy okręgowe.

Podsumowanie

Cywilnoprawna odpowiedzialność odszkodowawcza jest niezależna od sankcji administracyjnych lub karnych za naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych. W skrajnych przypadkach w razie naruszenia przepisów RODO przedsiębiorca może się spodziewać nie tylko decyzji administracyjnej organu nadzorczego domagającej się określonego zachowania oraz wymierzenia administracyjnej kary pieniężnej, ale także pozwu ze strony osoby, która poniosła szkodę wskutek naruszenia ochrony jej danych osobowych. Najpewniej w polskiej ustawie o ochronie danych osobowych znajdzie się także sankcja karna z tytułu nielegalnego przetwarzania danych osobowych wrażliwych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Warszawa piąta w Europie pod względem zbalansowania kadry pracowniczej

Colliers International opublikował najnowszą, europejską edycję raportu „Cities of Influence”, którego prezentacja miała miejsce na odbywających się w tym tygodniu targach nieruchomości MIPIM. Warszawa okazała się wiodącym rynkiem w regionie Europy Środkowo – Wschodniej w kategorii Workforce: Skills and Orientation, wykazując zdrową równowagę pomiędzy osobami zatrudnionymi w sektorze technologii informacyjnych a specjalistami i pracownikami technicznymi. Był to również jeden z najszybciej rosnących rynków pod względem tworzenia miejsc pracy w nowoczesnych zawodach w 2017 roku. Według raportu Warszawa zamyka grupę pięciu najsilniejszych w tej kategorii miast, zajmując miejsce po Zurychu, Dublinie, Londynie i Edynburgu.

Damian Harrington, dyrektor działu badań w regionie EMEA w Colliers International
Damian Harrington, dyrektor działu badań w regionie EMEA w Colliers International

— Warszawa przeszła w ostatnich latach transformację, szczególnie w zakresie szybkiej reorientacji swoich pracowników na nowoczesne usługi biznesowe. Miasto plasuje się pod tym względem na piątej pozycji w rankingu, czego potwierdzeniem jest wejście na ten rynek w 2017 roku globalnych marek takich, jak JP Morgan czy Goldman Sachs. Relatywnie niska baza kosztowa miasta będzie nadal przyciągać najemców, podobnie jak nowe talenty, biorąc pod uwagę wysoki poziom komfortu ogólnego pracowników w tym mieście. Sądzimy, że dzięki temu pozycja Warszawy w ogólnym rankingu Cities of Influence wzrośnie w 2018 r., zwiększając tym samym aktywność inwestycyjną na rynku nieruchomości komercyjnych — mówi Damian Harrington, dyrektor działu badań w regionie EMEA w Colliers International.

Szereg miast, które znalazły się na wysokich pozycjach w naszym rankingu, nie cieszy się obecnie dużą popularnością jako kierunki lokowania kapitału inwestycyjnego. Dotyczy to między innymi niektórych dużych miast regionalnych w Wielkiej Brytanii, Francji (np. Lyon), ale też miast tak różnych od siebie jak Mediolan i Moskwa. W niektórych przypadkach taką sytuację można przypisać warunkom gospodarczym, które dopiero niedawno zaczęły ulegać zdecydowanej poprawie, a także warunkom politycznym, które nie sprzyjają inwestycjom zagranicznym, z czym mamy do czynienia na przykład w Moskwie. W Mediolanie poważne obawy dotyczące sektora bankowego oraz niepewna sytuacja polityczna powstrzymują zarówno napływ inwestycji, jak i wzrost popytu na rynku najmu. Natomiast w miastach regionalnych Wielkiej Brytanii i Francji w obliczu trwającego obecnie procesu dewolucji (decentralizacji i regionalizacji) gospodarczej oraz rosnącej elastyczności rynku pracy należałoby się spodziewać nowej dystrybucji kapitału na rynkach nieruchomości, pod warunkiem dostępności produktów.

 

— Biorąc pod uwagę silny popyt i znaczny potencjał wzrostowy na rynku najmu, brytyjskie miasta sprawiają wrażenie poważnie niedoinwestowanych, zwłaszcza w porównaniu z wielką siódemką miast niemieckich oraz stolicami skandynawskimi — wyjaśnia Damian Harrington.

 

Miasta uwzględnione w raporcie „Cities of Influence” zostały omówione i uszeregowane w rankingu w oparciu o atrakcyjność dla najemców, dostępność talentów oraz czynniki decydujące o jakości życia, a także wyniki gospodarcze. Za najatrakcyjniejsze miasto Europy już drugi rok z rzędu uznano Londyn. Pozostałe miejsca w pierwszej piątce zajęły kolejno Paryż, Madryt, Moskwa i Birmingham. W tegorocznej, rozszerzonej wersji raportu omówiono 50 największych europejskich ośrodków gospodarczych – powiększając pulę dwudziestu miast ujętych w pierwszym raporcie – dzięki czemu nakreślono rozległy pod względem geograficznym obraz rynków europejskich o znaczeniu globalnym, regionalnym i krajowym.

 

Jak dodaje Peter Leyburn, dyrektor ds. obsługi klientów w regionie EMEA w Colliers International, duży popyt ze strony najemców powierzchni biurowych jest siłą napędową gospodarki miast i czynnikiem wpływającym na wszystkie inne formy popytu na rynku nieruchomości: czy to handlowych (a co za tym idzie także logistycznych), czy też hotelowych, rekreacyjnych lub mieszkaniowych. Duży popyt na rynku najmu przyczynia się również do wzrostu czynszów, a w dłuższej perspektywie właśnie to stanowi najważniejszy czynnik wpływający na wartość kapitału – zwłaszcza gdy na większości rynków dalsza kompresja stóp kapitalizacji wydaje się już niemożliwa. Ta analiza może zatem dostarczyć cennych wskazówek dotyczących tego, dokąd należałoby skierować kapitał inwestycyjny.

 

— Do czynników wpływających na wzrost inwestycji w dużym stopniu należą również transformacje urbanistyczne oraz nowa infrastruktura. Można postawić tezę, że zbliżamy się do szczytu obecnego cyklu inwestycyjnego, na co wskazują ceny, a także wartość inwestycji. Zgodnie z tą logiką na kolejnym etapie cyklu powinna nastąpić redystrybucja kapitału w miastach, pociągająca za sobą wzrost aktywności najemców, podobnie jak zmiany w zakresie kluczowych elementów infrastruktury — mówi Richard Divall, dyrektor rynków kapitałowych w regionie EMEA w Colliers International.

 

Kilka dodatkowych informacji na temat poszczególnych miast:

 

  • Zurych, Dublin, Londyn, Edynburg, Warszawa | Analiza struktury siły roboczej w poszczególnych miastach wykazała, że Zurych oraz ustępujące mu tylko nieznacznie Dublin, Londyn, Edynburg i w coraz większym stopniu również Warszawa utrzymują właściwą równowagę pomiędzy pracownikami zatrudnionymi w nowoczesnych zawodach z sektora technologii informacyjnych i komunikacyjnych, usług finansowych czy usług dla biznesu a specjalistami oraz pracownikami technicznymi i naukowymi. Wysoki wynik w tym obszarze osiągnęło wiele mniejszych i średnich rynków. Nieprzypadkowo większość z nich wypadła dobrze zarówno w ogólnym rankingu, jak i pod względem wydajności gospodarczej. W gronie tym znalazły się duże miasta skandynawskie i niektóre z miast należących do niemieckiej wielkiej siódemki, natomiast Paryż uplasował się na niższej pozycji z powodu nadreprezentacji pracowników zatrudnionych w sektorze usług publicznych oraz pełniących funkcje pomocnicze. Na tym tle zdecydowanie wyróżnia się Warszawa, która po raz pierwszy znalazła się w gronie pięciu najlepszych rynków ze względu na wzrost zatrudnienia przy zachowaniu zdrowej równowagi pomiędzy osobami zatrudnionymi w sektorze technologii informacyjnych a specjalistami i pracownikami technicznymi.

 

  • Londyn, Paryż, Madryt i Moskwa | O perspektywach zatrudnienia oraz rozwoju i sukcesie zawodowym często decyduje okres uniwersytecki. Istnieje ścisła zależność pomiędzy ogólnie wysokimi wynikami osiągniętymi przez miasta a ilością uczelni wyższych działających w tych miastach. Na tym polu niekwestionowanym liderem jest Londyn. Wiele niemieckich i brytyjskich miast regionalnych znalazło się wprawdzie w pierwszej dwudziestce, ale wypadło poniżej oczekiwań pod względem umiejętności przełożenia bogatej oferty szkolnictwa wyższego i puli zdolnych absolwentów na dobrze wykształconą, lokalną siłę roboczą oraz solidne wyniki gospodarcze. Paryż, Madryt i Moskwa wyróżniają się na tym tle jako miasta, które potrafią lepiej wykorzystać talenty akademickie, podobnie jak Wiedeń, Dublin i Kopenhaga.

 

  • Zurych, Stuttgart i Wiedeń | Dla wielu osób, zwłaszcza z pokoleń młodszych od milenialsów, ważną i aktualną kwestią są nie tylko uczelnie wyższe i życie zawodowe, ale także czynniki mające wpływ na ogólnie pojętą jakość życia, takie jak bezpieczeństwo, dostęp do opieki zdrowotnej, klimat, ruch uliczny i zanieczyszczenie środowiska. Po uwzględnieniu tych czynników otrzymujemy kompletnie odmienny obraz sytuacji, w którym w pierwszej dziesiątce dominują miasta niemieckie i holenderskie. Na prowadzenie w tej kategorii wysuwa się Monachium, a tuż za nim plasują się Zurych i Stuttgart. Wiedeń ustępuje im tylko nieznacznie, a na piątym miejscu z niemal takim samym wynikiem znajduje się Utrecht.

 

Helsinki, Kopenhaga, Zurych i Sztokholm | Analiza czynników sprzyjających pracownikom stawia Wielką Brytanię w nie najlepszym świetle, sytuacja ma się jednak zgoła inaczej, jeśli wziąć pod uwagę czynniki sprzyjające pracodawcom, takie jak ryzyko rynkowe, warunki prowadzenia działalności, elastyczne prawo pracy czy stawki podatku dochodowego od osób prawnych. Pod tym względem miasta brytyjskie zajmują miejsca w ścisłej czołówce rankingu, przypominając nam o tym, że pomimo szeroko komentowanych kwestii dotyczących Brexitu, Wielka Brytania wciąż jest przejrzystym, elastycznym i otwartym rynkiem, idealnym do prowadzenia działalności gospodarczej. Do pięciu wiodących w rankingu miast o „otwartych rynkach”, sprzyjających działalności gospodarczej zaliczają się Helsinki, Kopenhaga, Zurych i Sztokholm. W pierwszej dwudziestce pod względem ogólnego wyniku znalazły się także Praga i Tallin, których oferta zdecydowanie wyróżnia się za sprawą niskiego poziomu kosztów.

Grzegorz Szymański nowym Prezesem PZWLP

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), jedyna w Polsce organizacja branżowa firm wynajmu długoterminowego aut i Rent a Car, wybrał nowe władze. Na czele PZWLP stanął Grzegorz Szymański, który na co dzień jest Prezesem Arval Polska, jednej z największych i najdynamiczniej rozwijających się w kraju firm wynajmu długoterminowego samochodów. Nowy Prezes organizacji wchodzi w skład władz Związku od maja 2015 r., pełniąc do tej pory funkcję Członka Zarządu PZWLP.

Władze PZWLP w kolejnej dwuletniej kadencji zostały wybrane podczas Walnego Zebrania organizacji. W pięcioosobowym Zarządzie, obok Grzegorza Szymańskiego obejmującego stanowisko Prezesa, znalazł się ponownie Sławomir Wontrucki, Prezes LeasePlan Polska, który przez ostatnie 2 lata pełnił funkcję szefa Związku, a w rozpoczynającej się kadencji będzie Członkiem Zarządu. Swoją pracę we władzach organizacji, ponownie obejmując stanowiska Członków Zarządu, będą kontynuować również Leszek Pomorski, Prezes Alphabet Polska, Daniel Trzaskowski, Dyrektor Zarządzający Volkswagen Leasing oraz Paweł Piórkowski, Prezes Hertz (Motorent).

Grzegorz Szymański, nowy Prezes PZWLP, ukończył Wydział Finansów i Bankowości w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada również tytuł Executive MBA Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Illinois. Swoją karierę rozpoczynał w departamentach finansowych, m.in. w firmie FM Logistic (branża logistyczna). Posiada szerokie doświadczenie w branży CFM w Polsce. Od połowy grudnia 2014 r. jest Prezesem Zarządu i Dyrektorem Generalnym firmy Arval Polska, jednej z największych i najdłużej działających firm wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce. Od momentu przejęcia przez Grzegorza Szymańskiego funkcji Prezesa, flota Arval powiększyła się do końca 2017 roku o ok. 7 000 samochodów, co oznacza, że firma Arval jest obecnie najszybciej rozwijającą się firmą CFM w Polsce. Z Arval Szymański jest związany od 12 lat. Do roku 2011 zajmował stanowisko Dyrektora Finansowego i Członka Zarządu, następnie w latach 2011 – 2014 pełnił funkcję Dyrektora Finansowego (CFO) w regionie Europy Środkowej i Krajów Śródziemnomorskich.

Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes Arval Polska
Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes Arval Polska

PZWLP to obecnie nie tylko jedna z najważniejszych w Polsce organizacji branży flotowej, ale również całego rynku motoryzacyjnego w kraju – mówi Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes Arval Polska. – Członkowie PZWLP wygenerowali w 2017 r. łącznie ponad 1/3 sprzedaży nowych aut osobowych do firm, czyli ponad 114 tys. samochodów. Jednocześnie, organizacja dynamicznie się rozwija, poszerzając spektrum swojej działalności o kolejne ważne dla przyszłości branży flotowej w Polsce obszary, związane np. z szeroko pojętą edukacją czy odpowiedzialnością społeczną. Organizacja skupia obecnie największe i najważniejsze firmy w kraju, funkcjonujące na rynku wynajmu długoterminowego aut, Rent a Car, a także leasingu samochodów. Objęcie funkcji Prezesa Zarządu PZWLP jest dla mnie nie tylko ciekawym i ambitnym wyzwaniem w karierze zawodowej, ale również zaszczytem.

Poza Zarządem, Członkowie PZWLP wybrali również Komisję Rewizyjną Związku, która będzie funkcjonować w nowej kadencji. W jej skład ponownie weszli Hubert Laszczyk, Prezes firmy Express, Dariusz Tucharz, Dyrektor Departamentu CFM w mLeasing oraz Marcin Nivette, Prezes NFM.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów to jedyna w Polsce organizacja branżowa firm wynajmu długoterminowego aut (CFM) oraz wypożyczalni samochodów (Rent a Car). Do PZWLP należy obecnie 20 firm. W 2017 r. Członkowie organizacji nabyli na potrzeby oferowanych usług 114,5 tys. nowych aut osobowych, czyli o 14,5% więcej niż rok wcześniej. Dzięki temu firmy należące do PZWLP wygenerowały w ubiegłym roku ponad 1/3 sprzedaży wszystkich samochodów osobowych do firm w kraju, mając tym samym bardzo istotny wpływ na kondycję całego rynku motoryzacyjnego w Polsce. W PZWLP funkcjonuje odrębna struktura organizacyjna – Grupa Firm Rent a Car, która skupia 7 dużych sieciowych, zarówno polskich, jak i międzynarodowych, wypożyczalni samochodów.

Organizacja ma znaczący i wciąż rosnący wpływ na rozwój oraz obecny i przyszły kształt rynku flotowego w Polsce. W październiku 2017 r. we współpracy PZWLP i SKFS (Stowarzyszenie Kierowników Flot Samochodowych) na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej uruchomione zostały pierwsze w kraju, rozbudowane programowo, podyplomowe studia flotowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością”. Program studiów był współtworzony przez organizację, a znaczną część wykładowców stanowią eksperci z firm należących do Związku. PZWLP angażuje się w działania podnoszące bezpieczeństwo i promujące ekologię w polskich flotach, a także wpływające na jakość usług oferowanych na rynku flotowym. Od 10 lat Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów przyznaje swoje prestiżowe w branży Nagrody PZWLP. Organizacja jest członkiem Związku Polskiego Leasingu oraz Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego.

Czy jesteśmy gotowi na pojazdy elektryczne?

Zgodnie z podpisaną pod koniec roku ustawą o elektromobilności i paliwach alternatywnych, do 2020 roku w Polsce ma powstać m.in. 6 tys. punktów ładowania samochodów elektrycznych. Z kolei według rządowych założeń, do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć aż 1 mln pojazdów elektrycznych. Elektromobilność w Polsce zdecydowanie nabiera przyspieszenia. Czy miasta są gotowe na elektryczne auta?

Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych zakłada m.in. budowę sieci 6 tys. punktów ładowania energią elektryczną o normalnej mocy, 400 punktów o dużej mocy i 70 punktów tankowania CNG, stworzenie stref czystego transportu oraz zwolnienie z opłaty akcyzowej wszystkich pojazdów elektrycznych. Wszystkie te inicjatywy zostaną zrealizowane do 2020 roku. Z kolei do 2025 po polskich drogach ma jeździć milion pojazdów elektrycznych. Już w 2016 roku Polacy zarejestrowali 556 aut z napędem elektrycznym lub hybrydowym plug-in. To o 65 proc. więcej niż w roku poprzednim. W ciągu kilku najbliższych lat liczba stacji ładowania zwiększy się z 305 sztuk do 6,5 tys[1]. Wskazuje to na znaczny wzrost popularności aut elektrycznych i konieczność przystosowania infrastruktury energetycznej w miastach, która będzie musiała sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu na energii – szczególnie, że samochody elektryczne będą też ładowane w dzień w okresach szczytowego zapotrzebowania.

Pojazd elektryczny – stały element miejskiej infrastruktury

Transport elektryczny to rozwiązanie dostosowane do miejskiego stylu życia. Na jednym doładowaniu samochód elektryczny jest w stanie pokonywać średnio od 80 do 150 km. Według danych firmy Uber, dziennie mieszkańcy miast pokonują niewielkie odległości (mniej niż 30 km). W związku z tym, rozwiązanie to jest przeznaczone głównie dla odbiorców indywidualnych oraz firm, których pracownicy poruszają się na terenie miasta. Wyjście naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom mieszkańców miast jest koniecznością. Auta elektryczne i ładowarki to element budujący inteligentny system energetyczny w miastach.

Anna Nowak-Jaworska, Wiceprezes Pionu Building w Schneider Electric na region Europy Środkowo-Wschodniej
Anna Nowak-Jaworska, Wiceprezes Pionu Building w Schneider Electric na region Europy Środkowo-Wschodniej

Przy naszej siedzibie, zlokalizowanej przy ul. Konstruktorskiej 12, ładowarka do samochodów elektrycznych działa już od dawna. Urządzenie pozwala naładować samochód w ciągu maksymalnie dwóch godzin. To umożliwia pokonanie dystansu ok. 150 kilometrów – mówi Anna Nowak-Jaworska, Wiceprezes Pionu Building w Schneider Electric na region Europy Środkowo-Wschodniej. Schneider Electric to producent m.in. ładowarek do elektrycznych samochodów. – W naszym asortymencie znajdują się ładowarki przeznaczone zarówno dla odbiorców indywidualnych, jak i do użytku publicznego tzn. na parkingach, w supermarketach czy na ulicach. W rezultacie, każdy może mieć taką ładowarkę zainstalowaną przy domu, czy w garażu – dodaje Anna Nowak-Jaworska.

Elektromobilność zyskuje na znaczeniu także w kontekście zwalczania problemu smogu w aglomeracjach miejskich. Koszty społeczne związane ze smogiem rosną rokrocznie. Dlatego też

transport elektryczny zyskuje na popularności –  Auta elektryczne nie generują szkodliwych spalin oraz hałasu. Mniejsze zanieczyszczenie powietrza w miastach przekłada się na kondycję zdrowotną jego mieszkańców. Dlatego też, jeżeli myślimy o danym mieście w kategoriach „smart”, to jednym z jego integralnych elementów jest właśnie nowoczesna infrastruktura i elektryczny transport – dodaje Anna Nowak-Jaworska.

Polacy chcą jeździć elektronicznymi pojazdami

Jak wynika z raportu „Elektromobilność” opracowanego przez Instytut Jagielloński, aż 9 na 10 polskich kierowców interesuje się elektronicznymi autami, ale tylko 1 na 10 planuje zakup tego typu pojazdu. Co więcej, według badania ORPA, ponad połowa Polaków zgadza się z tym, że transport niskoemisyjny pozwoli ograniczyć smog w miastach, a paliwa alternatywne to przyszłość motoryzacji (70 proc.). Zdaniem 61,2 proc. badanych, głównymi zaletami spopularyzowania samochodów elektrycznych na polskim rynku są: niski koszt eksploatacji, niska awaryjność (30,3 proc.), brak konieczności wymiany elementów wyposażenia tj. oleju, świec, układu hamulcowego (28,9 proc.). Dodatkowym atutem jest fakt, że są one przyjazne środowisku, na co wskazało 28,6 proc. respondentów. Pokazuje to, że polscy kierowcy są świadomi korzyści płynących z elektromobilności.

Jednym z kluczowych aspektów inteligentnego miasta jest inteligentny transport i komunikacja. Samochody elektryczne, jak również cały system ich ładowania, to kluczowe elementy Smart Cities – miast przyszłości. Jeden z czynników stymulujących wzrost popularności samochodów elektrycznych to rozwiązania legislacyjne, które promują elektromobilność. Zachęty regulacyjne, zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym czy europejskim, powinny przyczynić się do rozwoju inteligentnego transportu i do wzrostu zainteresowania takimi rozwiązaniami. Warto przy tym zwrócić uwagę na zalety tego rozwiązania, które gwarantują czystsze, bardziej ciche oraz przyjazne miasta XXI wieku.

Wyzwanie dla infrastruktury

Elektromobilność to także zupełnie nowe wyzwania, jakie staną przed istniejącą infrastrukturą energetyczną i właścicielami obiektów użyteczności publicznej. Przykładowo, instalacja elektryczna przeciętnej galerii handlowej najprawdopodobniej nie pozwoli na to, by przyłączone do niej ładowarki mogły zasilać więcej niż kilka samochodów elektrycznych jednocześnie. Instalacje nie są do tego przygotowane, ale rozwój elektromobilności wymusi ich modernizację. One z kolei spowodują wzrost zamawianej mocy, co odczują producenci energii oraz sieci przesyłowe i dystrybucyjne.

[1]  Raport KPMG oraz Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, 2017.

Sytuacja w Rumunii. Zadłużenie w Chinach

Rumunia, oprócz wysokiego wzrostu gospodarczego, została również trafiona wysoką inflacją. Podwyżki stóp nie wyhamowały zjawiska, a wzrost cen zbliża się do 5%. Chińskie zadłużenie wciąż niepokoi.

Co się dzieje w Rumunii?

Po tym, jak poznaliśmy bardzo wysokie wskaźniki wzrostu PKB w Rumunii, dzisiaj z rana przyszedł czas na inflację. Gospodarka, która rozwija się 7% rocznie może mieć problem ze wzrostem cen. Odczyt na poziomie 4,7% wyraźnie przekracza jednak cel inflacyjny. W ciągu roku inflacja wzrosła od poziomu niemal 0,2% w zeszłym roku. Obserwując ten trend, Rumuński Bank już w styczniu rozpoczął podnoszenie stóp procentowych. Wzrosły one o 0,25%. Drugi taki wzrost miał miejsce w lutym. W rezultacie stopa procentowa wzrosła z 1,75% do 2,25%. Analitycy spodziewają się jeszcze 2-3 podwyżek w tym roku, czyli w rezultacie stopa miałaby osiągnąć okolice 3%. Warto zwrócić uwagę, że liczba podwyżek jest też zależna od tego jak duże ruchy ma dany bank centralny w zwyczaju. Rumuński bank zmienia stopy o dwukrotnie mniejszą wartość niż Polski. Jak reaguje RON? Ostatni rok był słabszy dla rumuńskiej waluty straciła ona ponad 5% na wartości. Ostatnie miesiące wraz z podwyżkami stóp wyhamowały jednak trend spadkowy.

Spadające ryzyko bankowe w Chinach

Analitycy Banku Rozliczeń Międzynarodowych pokazali raport, w którym zauważają poprawę sytuacji w Chinach pod kątem potencjalnego wybuchu kryzysu bankowego. Działania rządu chińskiego wydają się skuteczne, co nie zmienia faktu, że ryzyko w przypadku spowolnienia gospodarki wciąż pozostaje bardzo duże. Ostatnio udało się utrzymać zadłużenie gospodarstw domowych, które nawet się zmniejszało w poprzednich miesiącach. Problemem jest wyraźny wzrost zadłużenia przedsiębiorstw niefinansowych, który powoduje, że łączne zadłużenie kraju rośnie. Warto zwrócić uwagę, że na liście wysokiego ryzyka znajduje się również Hong Kong. Ewentualny kryzys w tej części świata z pewnością nie byłby obojętny dla Polski.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

O tych co nie mają do pierwszego – pensje dyrektorów i polityków

Ile zarabiają przedstawiciele ponad 150-tysięcznej armii polskich polityków, wyższych urzędników i dyrektorów zarządzających? Czy pensje mężczyzn rzeczywiście są znacznie wyższe niż kobiet, a sektor prywatny oferuje bardziej intratne posady niż publiczny? – Na te pytania odpowiada Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

10 proc. spośród wszystkich dyrektorów generalnych i zarządzających w Polsce zarabia co najmniej 27 tys. zł brutto miesięcznie, a 5-procentowa płacowa elita może liczyć na wynagrodzenie rzędu 36,5 tys. lub więcej.

Dane GUS odsłaniają nie tylko tajemnicę pensji dyrektorów, ale także władz publicznych i pozwalają dość szybko odpowiedzieć na retoryczne już chyba pytanie: czy tym osobom rzeczywiście może brakować do pierwszego…

Władza publiczna: 9,2 tys zł. Kowalski: 3,5 tys zł.

Do ok. 12,4 tys. przedstawicieli władz publicznych, zgodnie z klasyfikacją zawodów i specjalności, należą: parlamentarzyści, politycy (ministrowie, sekretarze, podsekretarz stanu) czy przedstawiciele władzy samorządowej (np. marszałkowie), a także zawodowi działacze organizacji członkowskich (np. politycznych, pozarządowych czy związkowych).

Średnie zarobki dla tej grupy w październiku 2016 r. wynosiły 9,2 tys. zł (GUS opublikował pełne dane dopiero w 2018 r. w “Strukturze wynagrodzeń według zawodów” ), czyli ponad dwukrotność średniej krajowej w zakładach pracy zatrudniających powyżej 9 osób (wtedy było to 4,3 tys.). Mężczyźni u władzy zarabiali znacznie więcej – blisko 10,1 tys. zł, natomiast kobiety wyraźnie mniej – ok. 7,9 tys. zł.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do rozkładu płac w szerokiej gospodarce – tutaj mediana ma praktycznie taką samą wartość jak średnia i wynosi 9,2 tys. zł (dla ogółu zatrudnionych to 3,5 tys. brutto). Połowa przedstawicieli władz publicznych ma zatem wynagrodzenie wyższe od tej kwoty, a połowa niższe. 30 proc. z nich osiąga wynagrodzenie przekraczające 11,1 tys. zł, a 10 proc. zarabia powyżej 13,2 tys. zł (ok. 1200 osób).

Elita dyrektorska: od 30-40 tys. zł wzwyż

Do władzy, oprócz urzędników wyższego szczebla, można także zaliczyć kadrę zarządzającą w przedsiębiorstwach prywatnych (120 tys. osób) oraz publicznych (22 tys. osób). W końcu mają oni władzę nad pracownikami, przynajmniej w podczas wykonania obowiązków służbowych.

Ze 142 tys. osób wyróżnionych w kategorii „Dyrektorzy generalni i zarządzający” ponad 100 tys. to mężczyźni. Kobiet jest tylko 39,5 tys. Nierówności płci w tej statystyce są jeszcze lepiej widoczne niż w przypadku samych wynagrodzeń.

Średnie wynagrodzenie „korporacyjnych władz” sięga ponad 13,7 tys. zł. Przy czym w sektorze prywatnym dyrektorzy (generalni lub produkcji, finansów, sprzedaży itp. będący jednocześnie członkami zarządu) zarabiają 14,1 tys. a w sektorze publicznym 11,7 tys. zł miesięcznie.

Na silne zróżnicowanie dyrektorskich pensji wpływa wielkość przedsiębiorstw. Tam gdzie zatrudnienie wynosi 20-49 osób, dyrektorskie wynagrodzenie nieznacznie przekracza 10 tys. zł. Natomiast w firmach, które zatrudniają powyżej 5 tys. osób, zarządzający zarabiają średnio blisko 25 tys. zł miesięcznie.

W 5-procentowej elicie najlepiej opłacanych dyrektorów mężczyźni inkasują co najmniej 39 tys. zł miesięcznie, natomiast kobiety więcej niż 31,5 tys.

Złoty rozpoczyna tydzień osłabieniem

Bieżący tydzień złoty rozpoczyna spadkami i powrotem w okolice minimów notowanych w ubiegłym tygodniu. 

Na złotego w ostatnich dniach wpływały nie tylko czynniki zewnętrzne, znaczenie miały również sprawy krajowe. Najbardziej jednoznacznym winowajcą ostatniego osłabienia PLN jest Rada Polityki Pieniężnej, która utrzymuje swoje neutralne (żeby nie napisać “gołębie”) nastawienie, mimo prognozowanego wzrostu inflacji. Podczas ostatniej konferencji Adam Glapiński stwierdził, iż na podwyżki stóp możemy poczekać nawet do końca 2020 r.

Marcowa projekcja NBP zakłada, że wzrost gospodarczy w Polsce będzie wyraźnie wyższy od oczekiwanego w listopadzie, dynamika cen w horyzoncie prognozy ma natomiast dość powoli kierować się na północ. Szybkiemu wzrostowi cen ma nie sprzyjać m.in. brak oczekiwanej podwyżki cen energii elektrycznej w 2018 r. i spodziewane umocnienie złotego.
Od pewnego czasu obserwujemy przesuwanie oczekiwań analityków względem podwyżek stóp procentowych w Polsce na drugą połowę 2019 r. (lub później). To oraz następujące przesuwanie oczekiwań rynku w naszej opinii jest jednym z głównych czynników, który może przeszkadzać złotemu w umocnieniu.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,19 – 4,21. Euro w relacji do dolara amerykańskiego w poniedziałek nie było poddane zbyt dużym wahaniom. Poranne osłabienie euro w połowie dnia nieco ustąpiło, a para EUR/USD skorzystała na osłabieniu USD, kończąc na lekkim plusie.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,5%, wahając się w widełkach 4,70 – 4,75. Brytyjska waluta w ostatnich dniach zyskiwała, m.in. z uwagi na brak istotnych, negatywnych informacji dotyczących negocjacji ws. Brexitu, które wcześniej nie pozwalały brytyjskiej walucie na umocnienie.

Bieżący tydzień nie będzie zbyt obfity w istotne informacje z Wielkiej Brytanii. Kluczowe wydarzenie tygodnia będzie miało miejsce dziś – Kanclerz Skarbu, Philip Hammond przedstawi tzw. Spring Statement, w którym zawarte będą projekcje gospodarcze i te, dotyczące sytuacji fiskalnej przygotowane przez Office of Budget Responsibility. Hammond prawdopodobnie w nieco bardziej optymistycznym tonie wypowie się w kwestii oczekiwanego tempa wzrostu gospodarczego Zjednoczonego Królestwa. Powinien również podkreślić, że sytuacja fiskalna sprawia, że potrzeby pożyczkowe państwa powinny być minimalne.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 3,40 – 3,42. Wczorajszy dzień nie był obfity w nowe, istotne informacje. Dziś z kolei poznamy najważniejszy odczyt w tym tygodniu – szacunki dynamiki cen w USA w lutym. Są to ostatnie, tak istotne dane, które na ręce otrzymają członkowie FOMC przed spotkaniem decyzyjnym Banku, zaplanowanym na przyszły tydzień.

O ile w tym momencie raczej mocno nieprawdopodobne jest to, żeby dane istotnie wpłynęły na marcową decyzję Banku, o tyle warto będzie obserwować odczyty w kontekście potencjalnych zmian w średnim i dłuższym terminie. Najbardziej interesują nas zmiany inflacji bazowej, która jest lepszą od zwykłej CPI miarą presji inflacyjnej i której odczyty w grudniu i styczniu pozytywnie zaskoczyły rynki. Obecnie bazowa dynamika CPI od dwóch miesięcy utrzymuje się na poziomie 1,8% rocznie i znajduje się jedynie nieznacznie poniżej celu inflacyjnego FED. Konsensus zakłada, że inflacja bazowa w lutym znalazła się w okolicy poziomu 1,8% rocznie, dynamika CPI z kolei ma odnotować wzrost z poziomu 2,1% do 2,2% rocznie.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

12:30 – Philip Hammond, Kanclerz Skarbu UK przedstawi tzw. Spring Statement
13:30 – dane o inflacji CPI i bazowej inflacji CPI w USA w lutym

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Rośnie liczba cyberataków ukierunkowanych i bezplikowych

Według badania przeprowadzonego przez firmę F-Secure aż 55% incydentów wykrytych w przedsiębiorstwach stanowią ataki ukierunkowane. Hakerom coraz częściej udaje się przeprowadzić cyberatak, któremu nie są w stanie zapobiec tradycyjne rozwiązania do zabezpieczania urządzeń końcowych (komputerów Windows i Mac, smartfonów czy platform serwerowych).

F-Secure_grafikaInstytut Ponemon przewiduje, że w 2018 roku35% wszystkich incydentów będą stanowiły tzw. ataki bezplikowe. To o 6% więcej niż w roku ubiegłym, a w przypadku tego rodzaju cyberzagrożeń prawdopodobieństwo powodzenia jest niemal 10 razy większe niż w tradycyjnych atakach z użyciem plików.

Magdalena Baraniewska, Country Channel Manager w firmie F-Secure
Magdalena Baraniewska, Country Channel Manager w firmie F-Secure

Cyberprzestępcy stosują coraz bardziej wyszukane metody, aby przeprowadzić atak, a to z kolei wymaga nowatorskiego podejścia do kwestii ochrony. Na rynku cyberbezpieczeństwa brakuje specjalistów. Ataki ukierunkowane coraz częściej wymierzone są w firmy średniej wielkości, a te nie są w stanie ponieść wysokich kosztów zatrudnienia pracowników dedykowanych wyłącznie kwestiom bezpieczeństwa IT – mówi Magdalena Baraniewska, Country Channel Manager w firmie F-Secure

Jak wynika z raportu instytutu SANS, 32% organizacji doświadczyło ataków bezplikowych realizowanych takimi metodami jak np. kradzież danych logowania administratora. Poza tym głównym problemem pozostają ciągle phishingransomware. Według instytutu SANS phishingu doświadczyło 72% organizacji.

Informacje o dużych wyciekach danych pojawiają się w mediach od lat, ale teraz ich skutki mogą być bardziej dotkliwe z uwagi na wdrażane w Unii Europejskiej Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Od 25 maja firmy muszą być przygotowane na odpowiednio wczesne wykrywanie zagrożeń i ewentualne ujawnienie wycieku danych w ciągu 72 godzin od zaistnienia incydentu.

 

Naszą odpowiedzią na nowe rodzaje cyberzagrożeń jest wprowadzenie usługi EDR (Endpoint Detection and Response) opartej między innymi na sztucznej inteligencji. Rozwiązanie pozwala wykryć incydenty i zareagować na nie na wczesnym etapie, a użytkownicy mają stały dostęp do ekspertów zajmujących się analizą zagrożeń. Dzięki połączeniu możliwości człowieka i maszyny firmy średniej wielkości mogą korzystać z zabezpieczeń klasy korporacyjnej – mówi Baraniewska.

Usługi Endpoint Detection and Response to najszybciej rozwijający się obszar cyberbezpieczeństwa. Według przewidywań Gartnera skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) dla rozwiązań EDR między 2015 a 2020 rokiem wyniesie 45,3% – przykładowo ten sam wskaźnik dotyczący całego rynku bezpieczeństwa IT w tym okresie to 7%.

Źródła:
F-Secure, Incident Response Report, 2018 r.

 2017 State of Endpoint Security Risk, Ponemon Institute & Barkly, październik 2017 r.

2017 Threat Landscape Survey: Users on the Front Line, SANS Institute, sierpień 2017 r.

Morphing EDR Market grows to 1.5 billion in 2020, Avivah Litan, Gartner, marzec 2017 r.

Dobra atmosfera w pracy. Jak stworzyć firmę, z której pracownicy nie chcą odchodzić

Co sprawia, że w firmie czuje się dobrą atmosferę? Oto najczęściej powtarzające się odpowiedzi, wśród pracowników, którzy mają za sobą dobre i złe doświadczenia zawodowe.

Szacunek na co dzień

Ta zasada musi obowiązywać wszystkich, a przykład powinien iść z góry. Świadomość, że szef nie szanuje nas jako pracownika, ale i człowieka, zniechęca do rozwoju w danej firmie.

Ludzkie odruchy

Nie wszystkie reguły da się spisać. Zdarza się, że w życiu pracownika dzieje się coś ważnego i niespodziewanego, a w tym czasie powinien być pracy.

Pracownicy doceniają firmy z elastycznym podejściem. Bywa, że do rozwiązania problemu wystarczy zamiana w grafiku. Bardzo trudny do zniesienia jest fakt, że szef, choć może rozwiązać daną sytuację, nie chce iść pracownikowi na rękę. Takie momenty kładą się cieniem na dalszą współpracę, gdyż pracownikom trudno się pogodzić z poczuciem krzywdy” – mówi Aleksandra Pocheć, ekspertka międzynarodowego serwisu pracy MonsterPolska.pl.

Rozmowa o problemach

W najlepszych zespołach zdarzają się kłótnie. Ważne jest jednak to, aby nie pozostawiać niedomówień i nierozwiązanych spraw. Spory powinny być omówione i zażegnane. Ważne jest wyciągnięcie wniosków, aby takie sytuacje się nie powtarzały.

Równe traktowanie

Ileż jest nierówności – skarżą się pracownicy. Niestety, ale szefowie bardzo nierówno rozdają obowiązki i przywileje. Trudno funkcjonować w zespole, w którym wyróżniane są tylko wybrane osoby z zespołu.

Sztuka dawania benefitów

Pracownicy lubią być doceniani i nie warto im tego skąpić. Jednak zwracają oni uwagę także na formę dawania nagród. Jeśli dostając premię pracownik słyszy, że teraz będzie musiał być non stop pod telefonem, ma ochotę oddać szefowi te pieniądze.

Brak intryg

Bardzo trudno nie uciec z firmy, gdy pracuje się w środowisku plotek, intryg i nieustannych gierek. To m.in. efekt zarządzania przez konflikt, który de facto jest bardzo destrukcyjny.

Pamięć o bliskich pracowników

W oczach pracowników bardzo zyskuje pracodawca, który organizuje Mikołajki dla dzieci, pikniki rodzinne albo oferuje np. wózkowe (jednorazowy zastrzyk gotówki) po urodzeniu się dziecka.

Jasny system oceny pracy

„Firma, w której panuje dobra atmosfera, nie pozwala się na niejasności, zwłaszcza te związane ze sferą wypełniania obowiązków. Dobrze pracuje się w zespole, który ma jasny system oceny pracy, a pracownicy wiedzą, jakie bonusy czekają ich np. za osiągnięcie wyższej sprzedaży. Z drugiej strony muszą wiedzieć, jakie konsekwencje niesie za sobą, chociażby regularne spóźnianie się do pracy” – podkreśla Pocheć z MonsterPolska.pl.

Pracodawcy, którzy borykają się z częstą rotacją pracowników, powinni zadać sobie pytanie, jakie firmy tworzą. Czy obowiązują w nich zasady zdrowego miejsca pracy? Jeśli nie, czas na zmiany.

Przyszłość produkcji – Polska na granicy

Według raportu Readiness for the Future of Production 2018, opublikowanego przez World Economic Forum we współpracy z A.T. Kearney, Polska znajduje się na granicy pomiędzy potencjalnymi Liderami dobrze przygotowanymi na rewolucję przemysłową, a Tradycyjnymi producentami – z mocną bazą na dziś, ale niepewną przyszłością. W kategorii Struktura Produkcji, zajęliśmy 19. miejsce, lecz w kategorii Dźwigni Produkcji – dopiero 31.

Na bazie analizy danych, raport Readiness for the Future of Production 2018 ocenia pozycjonowanie krajów do tego, aby kształtować i uzyskiwać korzyści ze zmieniającej się natury produkcji, w oparciu o dwa wymiary: Strukturę Produkcji (Structure of Production), na którą składa się skala oraz złożoność sektora produkcyjnego oraz Dźwignie Produkcji (Drivers of Production), które definiują przygotowanie danego kraju na rewolucję 4.0.

Kraje zostały przydzielone do czterech archetypów, które oddają ich pozycjonowanie:

  1. Liderzy (Leaders) – z mocną bazą i wysokim stopniem przygotowania na przejście do Produkcji 4.0
  2. Gospodarki z wysokim potencjałem (High potential) – ograniczona obecna baza, ale wysoki stopień przygotowania na przejście do Produkcji 4.0
  3. Producenci tradycyjni (Legacy) – mocna baza, ale niepewna przyszłość
  4. Kraje rozwijające się (Nascent) – ograniczona obecna baza i niepewna przyszłość

Najlepsze wyniki (ocena 7.5 na 10) osiągnęliśmy w złożoności sektora produkcyjnego, na który składa się zastępowalność rodzimej produkcji produkcją zagraniczną, innymi słowy liczba krajów, które są w stanie wyprodukować te same produkty, które powstają w Polsce.

Wysoką ocenę uzyskaliśmy też w kategorii handel i inwestycje (6.4 na 10). Na przestrzeni ostatnich 3 lat, poziom inwestycji greenfield w Polsce rósł średniorocznie o ok. 7 proc., przy niecałym 1 proc. dla całej Unii Europejskiej. W 2016 roku inwestycje greenfield w Polsce wyniosły 10.8 mld dolarów – 5. miejsce w całej Unii Europejskiej – Polskę wyprzedziły tylko Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Hiszpania. „Ponadto, zagraniczne inwestycje w 2016 roku wyniosły 11.3 mld dolarów, na przestrzeni ostatnich 3 lat rosły w Polsce o 46 proc. Dla porównania, w UE średnioroczny wzrost wyniósł w tym okresie 19 proc.”– wskazuje Maciej Gawinecki, dyrektor w warszawskim oddziale A.T. Kearney.

Najsłabiej wypadliśmy natomiast w kategorii „Technologia i innowacje”, uzyskując jedynie 4.8 na 10 punktów. Szczególnie niskie oceny uzyskaliśmy w:

  • absorbcji technologii na poziomie firm,
  • otwartości firm na przełomowe pomysły,
  • współpracy w zakresie innowacji, w szczególności pomiędzy jednostkami naukowymi i biznesem.

Drugim z najsłabiej ocenionych obszarów był Kapitał ludzki (ocena 5.7 na 10 punktów). Złożyły się na to następujące punkty:

  • zdolność kraju do przyciągnięcia i utrzymania talentu,
  • jakość szkolenia zawodowego,
  • uczenie krytycznego myślenia.

Jak zauważa Anna Wierzbicka, menedżer w A.T. Kearney – „Jedną z dobrych praktyk w tym zakresie jest kształcenie dualne, mocno rozwinięte w Niemczech, które są wiodącym krajem według zestawienia. W Polsce przykładem kształcenia dualnego jest  program mechatroniki wdrożony we współpracy z Politechniką Lubelską, a Siemensem. Studenci rozwiązują realne case study, a ćwiczenia odbywają się na urządzeniach i systemach wykorzystywanych w przemyśle. Niestety rozwiązania tego typu to  wciąż wyjątek od reguły.”

A.T. Kearney wymienia następujące wnioski dla Polski z raportu Readiness for the Future of Production 2018 zawarte 8 punktach:

  1. Globalna transformacja sektora produkcyjnego będzie wyzwaniem i jest duże prawdopodobieństwo, że przyszłość produkcji będzie spolaryzowna jako przyszłość dwóch prędkości. Polska jest na granicy, ma więc szansę wejść do grona Liderów, ale jeśli nie podejmie odpowiednich działań, ryzykuje wyjście z tej grupy;
  2. Produkcja 4.0 nie jest ścieżką dla wszystkich krajów, część z nich może krótkoterminowo wybrać koncentrację na produkcji tradycyjnej, pozostałe wybiorą koncentrację na innych sektorach gospodarki. Dla kraju o silnej bazie produkcyjnej, jakim jest Polska, wydaje się jednak, że aspiracją powinno być dążenie do bycia w gronie Liderów;
  3. Wszystkie kraje mają przed sobą pracę do wykonania, żadna z gospodarek nie jest jeszcze w pełni gotowa na przejście do Produkcji 4.0. Mimo to, pewni Liderzy (np. Szwajcaria, Stany Zjednoczone, Niemcy) wyraźnie się odznaczają, mogąc w wielu dziedzinach stanowić dla Polski inspirację;
  4. Wszystkie kraje, w tym także Polska, stoją przed podobnymi wyzwaniami związanymi z Produkcją 4.0, istnieje więc płaszczyzna do tego, aby wymieniać się wiedzą i uczyć od siebie nawzajem, podążając jednocześnie swoją własną ścieżką;
  5. Kraje, które zostają obecnie w tyle, mogą wchodzić do nowopowstałych branż na późniejszych etapach, bez ponoszenia kosztów inwestycji, wykorzystując skoki technologiczne, ale tylko jeśli uda im się odpowiednio zidentyfikować te szanse, które są dla nich najbardziej adekwatne i jeśli będą miały odpowiedni zestaw kompetencji;
  6. Czwarta Rewolucja Przemysłowa zapoczątkuje selektywny reshoring, nearshoring i inne strukturalne przemiany dla globalnego łańcucha wartości. Wszystkie kraje, w tym także Polska, powinny zastanowić się nad tym, jak w nowych realiach pozostać atrakcyjnym kierunkiem inwestycyjnym;
  7. Gotowość na przyszłość produkcji wymaga globalnych, a nie lokalnych rozwiązań. Potrzebna jest nie tylko zaawansowana technologia, ale też standardy, normy i regulacje, które będą wspierać efektywność;
  8. Nowe i innowacyjne podejście do partnerstwa publiczno-prywatnego jest potrzebne, żeby przyspieszyć transformację. Wszystkie z krajów stoją przed wyzwaniami, których nie jest w stanie samodzielnie rozwiązać ani sektor publiczny, ani sektor prywatny, konieczna jest współpraca. Polska, podobnie jak inne kraje, potrzebuje nowych rozwiązań, które pozwolą na szybkie nawiązywanie współpracy i jej efektywne prowadzenie.

Sektor produkcyjny był historycznie jednym ze źródeł wzrostu, bogactwa i innowacji, ale obecnie obserwujemy zmiany w jego specyfice. Państwa i rządy muszą zrozumieć zmieniającą się naturę produkcji, ocenić swoje zdolności i przygotować się już dziś na to, aby stać się konkurencyjnym w przyszłości.

Co piąty pracodawca będzie zatrudniać

Prognoza netto zatrudnienia dla Polski po korekcie sezonowej wynosi +11%. Najkorzystniejsza sytuacja czeka poszukujących pracy w produkcji przemysłowej oraz w centralnej Polsce. W okresie kwiecień−czerwiec 2018 r. 18% firm chce zwiększać, a 3% zmniejszać zatrudnienie. Pozytywne deklaracje pracodawców odnotowano we wszystkich 10 badanych sektorach rynku oraz we wszystkich 6 analizowanych regionach kraju. Zobacz więcej w opublikowanym dziś raporcie Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia.

Warszawa, 13 marca 2017 r. – Kwartalny raport Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, opracowany przez agencję doradztwa personalnego ManpowerGroup potwierdza, że plany rekrutacyjne polskich pracodawców dla II kwartału 2018 roku są zauważalnie optymistyczne. To 20 kwartał z rzędu, gdy pracodawcy będą zatrudniać. Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej wynosi +11%. W ujęciu rocznym prognoza uległa poprawie o 1 punkt procentowy, w ujęciu kwartalnym pozostaje bez zmian. Spośród 752 pracodawców, którzy wzięli udział w badaniu, 18% planuje powiększać swoje zespoły, 3% deklaruje redukcję etatów, a 76% nie przewiduje zmian personalnych.

– Polska gospodarka przyspieszyła, z mocnym przełożeniem na rynek pracy. Efektem tego są stabilne, pozytywne prognozy zatrudnienia ze strony polskich pracodawców – mówi Iwona Janas, Dyrektor Generalna ManpowerGroup w Polsce. – Takiemu trendowi sprzyja nie tylko dobra koniunktura gospodarcza w Polsce ale też okres wiosenno-letni, który wiąże się ze zwiększonym zapotrzebowaniem na pracowników produkcyjnych, zwłaszcza w branży spożywczej, budowlańców oraz osoby zatrudnione w hotelach i gastronomi. Ostrożne deklaracje pracodawców z branży handlowej  mogą być odzwierciedleniem zakazu handlu w niedzielę, który już wkrótce wejdzie w życie w Polsce. Szybkie tempo rozwoju gospodarki i zwiększone zapotrzebowanie na pracowników sprzyja dalszemu wzrostowi płac i otwartości pracodawców, by braki kadrowe w dalszym ciągu wypełniać pracownikami zza wschodniej granicy – dodaje Iwona Janas.

Wykres 1. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski w ciągu kolejnych kwartałów. Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.prognoza zatrudniena

W II kwartale 2018 roku we wszystkich 10 analizowanych sektorach rynku prognoza netto zatrudnienia jest dodatnia. Najwyższy wynik, czyli +26% odnotowano w sektorze Produkcja przemysłowa. To jednocześnie najbardziej optymistyczna prognoza dla tej branży od 3Q 2008 r. Dwucyfrowy wzrost zatrudnienia zadeklarowali też pracodawcy z branż Restauracje/Hotele (+14%), Budownictwo (+13%), Transport/Logistyka/Komunikacja (+11%), Finanse/Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi (+10%). Najniższy wynik spośród wszystkich przebadanych obszarów zadeklarowani przedstawiciele firm z sektora Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi, Instytucje sektora publicznego, Rolnictwo/Leśnictwo/Rybołówstwo – po +6% dla każdego z nich.

Wykres 2. Prognoza netto zatrudnienia dla sektorów w Polsce na Q2 2018 r. Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

Sectory_2Q_2018W porównaniu do poprzedniego kwartału plany rekrutacyjne uległy poprawie w 7 z 10 badanych sektorów. Największy wzrost, o 12 punktów procentowych, dotyczy branży Finanse/Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi. Jednocześnie pracodawcy z 3 sektorów deklarują pogorszenie prognoz w stosunku do minionego kwartału. Dla sektora Handel detaliczny i hurtowy spadek jest największy i wynosi 14 punktów procentowych.

W ujęciu rocznym plany pracodawców w 4 z 10 analizowanych sektorów wskazują na wzrost zatrudnienia. Najistotniejsza poprawa,  o 12 punktów procentowych, nastąpiła w sektorze Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi. Duży wzrost odnotowano również dla branży Produkcja przemysłowa – o 7 punktów procentowych. Pogorszenie prognozy dotyczy 5 z 10 analizowanych sektorów. Najbardziej widoczne jest w obszarze Handel detaliczny i hurtowy, gdzie wynosi 9 punktów procentowych. Prognoza zatrudnienia w branży Instytucje Sektora publicznego w stosunku do II kwartału 2017 roku pozostaje bez zmian.

Największy optymizm pracodawców z centralnej Polski

Pracodawcy we wszystkich 6 badanych regionach planują zwiększyć zatrudnienie. Największego wzrostu spodziewają się firmy z centralnej Polski, które deklarują prognozę netto zatrudnienia na poziomie +13%. W pozostałych regionach plany rekrutacyjne plasują się od +10 do +12%. Mniejszy optymizm cechuje firmy z regionu Wschód oraz Północny-Zachód, gdzie prognoza wynosi po +10% dla każdego z nich. W porównaniu do poprzedniego kwartału prognoza polepszyła się w 4 sektorach. W 3 regionach nastąpił wzrost o 3 punkty procentowe – Centralna Polska, Wschód i Północ, natomiast dla regionu Południowy-Zachód – o 2 punkty procentowe. Z kolei dla regionu Południe odnotowano spadek prognozy zatrudnienia o 6 punktów procentowych. Bez zmian pozostaje prognoza dla regionu Północny-Zachód.

Wykres 3. Prognoza netto zatrudnienia dla regionów Polski na Q2 2018 r.; podział wg Eurostat. Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

Regiony_2Q_2018Najwięcej etatów w dużych firmach

Badanie ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia przedstawia również plany rekrutacyjny w podziale na wielkość firmy: duże, średnie, małe i mikro. Największy optymizm dla miesięcy od kwietnia do czerwca cechuje dużych pracodawców, którzy deklarują prognozę netto zatrudnienia na poziomie +27%. Za nimi są przedstawiciele średniego biznesu (+14%), małego (7%) oraz mikro (+3%). W ujęciu kwartalnym duże i średnie firmy zadeklarowały prognozy wyższe o 5 punktów procentowych. Z kolei dla przedstawicieli małego biznesu odnotowano spadek o 3 punkty procentowe. Prognoza zatrudnienia dla mikro przedsiębiorców pozostaje bez zmian. W ujęciu rocznym wzrosty w prognozie odnotowano dla małych firm – o 7 punktów procentowych, oraz dla średnich przedsiębiorstw – o 3 punkty procentowe. Prognoza zatrudnienia dla przedstawicieli dużego biznesu pozostaje bez zmian.

Tajwan z najwyższą prognozą zatrudnienia na świecie

Globalne_2Q_2018W badaniu ManpowerGroup przeanalizowano dane zebrane wśród 59 tys. pracodawców z 44 krajów i terytoriów. Pracodawcy w 43 na 44 przebadanych rynkach przewidują wzrost zatrudnienia w II kwartale 2018 roku. Największym prognozowanym wzrostem zatrudnienia mogą pochwalić się pracodawcy z Tajwanu (+26) oraz Japonii (+24).  Optymistyczne prognozy uzyskano również w USA (+18) oraz na Węgrzech (+18). Jedyny kraj, wśród analizowanych, gdzie odnotowano ujemną prognozę netto zatrudnienia to Włochy (-1%). Umiarkowane prognozy zatrudnienia zarejestrowano w Czechach i Szwajcarii, gdzie wynoszą po +1% dla każdego z nich. W porównaniu do I kwartału 2018 r. plany rekrutacyjne poprawiły się dla 17 rynków, dla 17 pogorszyły się, a dla 9 pozostają bez zmian.

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia Q2 2018
Kraje europejskie Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej (%)
1 Węgry +18%
2 Turcja +16%
3 Grecja +16%
4 Słowacja +12%
5 Bułgaria +12%
6 Polska +11%

 

Tabela 1. Prognoza netto zatrudnienia dla regionu EMEA na Q2 2018 r.;  Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

Coraz więcej młodych chce pracować w polskich firmach, ale nie w roli lidera

Ponad połowa polskich studentów i absolwentów w przyszłości chciałaby pracować dla kogoś, a 13 proc. planuje założyć własną firmę. Jak wynika z piątej edycji badania „Pierwsze kroki na rynku pracy 2018” – przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte – zwiększa się liczba młodych osób, które nie mają sprecyzowanych planów na przyszłość. Najmłodsi milenialsi coraz krytyczniej podchodzą do swoich kompetencji. Jako swoje słabe strony postrzegają brak umiejętności przywódczych, delegowania zadań i zarządzania pracą innych. Sześciu na dziesięciu badanych widzi się w roli eksperta, spada natomiast odsetek tych, którzy chcą być menedżerami.

Cykliczne badanie Deloitte zostało przeprowadzone w 14 krajach Europy Środkowej na próbie 5,8 tys. osób. W Polsce było to ponad 2,5 tys. respondentów, którzy kończą lub skończyli uczelnie w dużych miastach, przede wszystkim na kierunkach ekonomicznych, technologicznych i prawniczych. Ich średnia wieku wyniosła 23,6 lat.

Etatowcy, przedsiębiorcy i niezdecydowani

Choć młodzi są coraz bardziej zainteresowani pracą „na swoim”, to nadal najwięcej przedstawicieli pokolenia Y wybiera pracę w firmie prywatnej lub posadę w sektorze publicznym. Aż 51 proc. badanych opowiada się za pracą „u kogoś”, a nie na własny rachunek. Jest to jednak spadek o 7 pp. w porównaniu do ubiegłej edycji badania – mówi Michał Olbrychowski, Dyrektor, Lider zespołu ds. zarządzania kapitałem ludzkim w Deloitte. W badaniu zostali oni nazwani „etatowcami”. Pomimo, że nadal większość z nich chce pracować w międzynarodowych korporacjach (61 proc.), to zauważalny jest spadek o 5 pp. w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Z kolei aż o 5 pp. procentowych wzrosła liczba tych, którzy chcą pracować w mniejszych i średnich polskich firmach (12 proc.).

Przedsiębiorcami chce być o 2 pp. młodych więcej niż w ubiegłej edycji badania (13 proc.). Nie oznacza to wcale, że widzą się oni jako zarządzający zespołami. Wśród „przedsiębiorców” ponad połowa (53 proc.) myśli o byciu freelancerem, podczas gdy aż 40 proc. chciałoby mieć jednego kluczowego klienta, któremu świadczyłoby usługi. Co trzeci badany (36 proc.) nie jest zdecydowany, co do rodzaju firmy, w jakiej chciałaby pracować. W 2015 roku było to 31 proc.

Elastyczne godziny pracy są dla pokolenia Y priorytetem. Więcej osób woli pracę w biurze w elastycznych godzinach pracy, niż pracę w różnych lokalizacjach, ale w sztywnym wymiarze godzin (wzrost o 7 pp. w stosunku do poprzedniego badania). – Mniej osób na wybranych kierunkach studiów i wreszcie mniejsza konkurencja sprawiają, że młodzi ludzie mogą dzisiaj świadomie decydować: własna firma lub praca u kogoś. Otwartym pytaniem pozostaje też forma zatrudnienia – mówi Piotr Arak, Menedżer w zespole analiz ekonomicznych Deloitte.

Work-life balance to nie slogan

Pomimo różnic, młodzi Polacy mają podobne wartości. Najważniejsze jest dla nich szczęście rodzinne, na które w każdej z tych grup wskazało ponad 70 proc. badanych. Na drugim miejscu uplasowało się zachowanie dobrego zdrowia (od 58 do 64 proc.). Dla „etatowców” ważna jest również praca zawodowa (48 proc.). Z kolei „przedsiębiorcy” i „niezdecydowani” ponad karierę stawiają grono przyjaciół (odpowiednio 41 i 45 proc.). – Trudna sytuacja na rynku sprawia, że pracodawcy muszą aktywnie pozyskiwać bardzo młodych ludzi, już nawet wśród absolwentów szkół średnich. Struktura naszej gospodarki i zatrudnienia dopiero przyzwyczaja się do tej sytuacji, w której przewagą rynkową nie jest tania siła robocza, a wiedza i umiejętności młodego pokolenia – mówi Piotr Arak.

Połowa młodych (48 proc.) uważa, że praca nie powinna zmuszać ich do rezygnowania z innych rzeczy w swoim życiu. 32 proc. chciałoby, by praca zostawiała im więcej wolnego czasu na inne aktywności oraz odpoczynek (to więcej o 4 pp. niż w badaniu z 2015 r.). Ponadto zaledwie 23 proc. jest gotowa do wielkich poświęceń dla swojej pracy (dwa lata wcześniej było to 31 proc.).

Częściej eksperci, rzadziej menedżerowie

Blisko połowa badanych (46 proc.) najchętniej chciałaby zostać ekspertem w swojej dziedzinie. Jest to wzrost o 2 pp. w porównaniu do ubiegłej edycji badania. Wzrosło także o 2 pp. zainteresowanie wszechstronnym rozwojem oraz zdobywaniem zróżnicowanego doświadczenia – 16 proc. młodych chciałoby rozwijać się w wielu obszarach. Nieco mniej, bo 14 proc. uważa, że celem dla nich jest osiągnięcie średniego, bądź wysokiego stanowiska kierowniczego.

Z 28 proc. do 24 proc. spadła natomiast deklarowana ambicja zajmowania w firmie kluczowych funkcji menedżerskich. Co ciekawe, trend ten uzależniony jest od wieku. Im ktoś jest starszy (bliżej 30. roku życia), tym mniej chętny do awansowania i odpowiadania za zarządzanie na najwyższych szczeblach organizacji. – Firmy we współpracy z odpowiednimi agendami rządowymi powinny niezwłocznie podjąć zdecydowane działania reformatorskie w systemie edukacji, który obecnie nie jest nastawiony na rozwój umiejętności przywódczych, a raczej na wyrównanie szans i umiejętności wszystkich uczniów do poziomu średniego. Bez liderów i liderek przyszłości dalszy dynamiczny rozwój gospodarczy nie będzie możliwy – mówi Michał Olbrychowski.

Większość badanych przez Deloitte młodych ludzi już pracuje (67 proc.). To wzrost o 6 pp. w stosunku do 2015 r., co pokazuje, że studia stają się powoli dodatkiem do pierwszych kroków na rynku pracy.

Spadająca samoocena

Młodzi, badani w 2017 r., gorzej oceniają swoje umiejętności od rówieśników z 2015 r. Przede wszystkim są bardziej krytyczni – uważają, że nie radzą sobie ze stresem (odporność na stres deklaruje tylko 33 proc. młodych – dwa lata wcześniej 37 proc.) oraz nie czują się liderami. Najwyższy odsetek badanych deklaruje, że dysponuje wysokimi umiejętnościami analizy informacji oraz wyciągania wniosków (65 proc.), z kolei posiadanie umiejętności radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych deklaruje 41 proc. młodych.

Młodzi uważają, że mają zdolność do uczenia się nowych zagadnień (63 proc.), są komunikatywni (59 proc.), a także efektywnie pracują w zespole (59 proc.). Słabymi stronami pozostają dla nich przywództwo (37 proc.) oraz delegowanie i zarządzanie pracą innych (40 proc.), co jest typowe dla osób dopiero rozpoczynających karierę zawodową.

Ile chcą zarabiać młodzi Polacy? Średnio jest to 812 euro na rękę (czyli około 3400 zł według kursu na koniec 2017 roku). Pod tym względem najwyższe oczekiwania mają Łotysze, którzy chcieliby otrzymywać średnio 1591 euro i Estończycy (1399 euro). Niższe oczekiwania finansowe od Polaków mają jedynie milenialsi z Rumunii, Kosowa i Albanii. Najczęstszym powodem zmiany pracy w ocenie igreków są pieniądze. Stresująca praca oraz niezaspokojone potrzeby samorozwoju, to także silne czynniki skłaniające do zmiany pracodawcy. Lokalizacja, czy pewność zatrudnienia nie są tak istotne, jak dla osób z poprzedniej edycji badania.

Wymarzony lider? Charyzmatyczny strateg

Etatowcy od szefa oczekują przed wszystkim ponadprzeciętnych zdolności myślenia strategicznego i charyzmy, czyli siły zjednywania sobie ludzi (odpowiednio 68 proc. i 60 proc. odpowiedzi). Ponadto lider powinien skupiać się na rozwoju pracowników (45 proc.), w tym także ich inspirować (44 proc.) oraz podejmować twarde decyzje, ale w atmosferze dialogu z pracownikami (43 proc.). Podobną opinię wyrazili również ankietowani z pozostałych krajów. Lider powinien także być osobą wspierającą nowe, innowacyjne idee pozwalające stworzyć nowy produkt, bądź usługę (35 proc.).

Młodych Polaków w pracy motywują przede wszystkim środowisko ograniczające stres, uznanie kolegów i co ciekawe – technologia. – Sama możliwość wykorzystywania technologii w ramach obowiązków zawodowych zwiększa atrakcyjność pracy. Firmy, które nie wprowadzają nowoczesnych rozwiązań mogą być postrzegane przez młodych pracowników niekorzystnie, jako staromodne – wyjaśnia Piotr Arak.