Coraz więcej młodych chce pracować w polskich firmach, ale nie w roli lidera

Ponad połowa polskich studentów i absolwentów w przyszłości chciałaby pracować dla kogoś, a 13 proc. planuje założyć własną firmę. Jak wynika z piątej edycji badania „Pierwsze kroki na rynku pracy 2018” – przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte – zwiększa się liczba młodych osób, które nie mają sprecyzowanych planów na przyszłość. Najmłodsi milenialsi coraz krytyczniej podchodzą do swoich kompetencji. Jako swoje słabe strony postrzegają brak umiejętności przywódczych, delegowania zadań i zarządzania pracą innych. Sześciu na dziesięciu badanych widzi się w roli eksperta, spada natomiast odsetek tych, którzy chcą być menedżerami.

Cykliczne badanie Deloitte zostało przeprowadzone w 14 krajach Europy Środkowej na próbie 5,8 tys. osób. W Polsce było to ponad 2,5 tys. respondentów, którzy kończą lub skończyli uczelnie w dużych miastach, przede wszystkim na kierunkach ekonomicznych, technologicznych i prawniczych. Ich średnia wieku wyniosła 23,6 lat.

Etatowcy, przedsiębiorcy i niezdecydowani

Choć młodzi są coraz bardziej zainteresowani pracą „na swoim”, to nadal najwięcej przedstawicieli pokolenia Y wybiera pracę w firmie prywatnej lub posadę w sektorze publicznym. Aż 51 proc. badanych opowiada się za pracą „u kogoś”, a nie na własny rachunek. Jest to jednak spadek o 7 pp. w porównaniu do ubiegłej edycji badania – mówi Michał Olbrychowski, Dyrektor, Lider zespołu ds. zarządzania kapitałem ludzkim w Deloitte. W badaniu zostali oni nazwani „etatowcami”. Pomimo, że nadal większość z nich chce pracować w międzynarodowych korporacjach (61 proc.), to zauważalny jest spadek o 5 pp. w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Z kolei aż o 5 pp. procentowych wzrosła liczba tych, którzy chcą pracować w mniejszych i średnich polskich firmach (12 proc.).

Przedsiębiorcami chce być o 2 pp. młodych więcej niż w ubiegłej edycji badania (13 proc.). Nie oznacza to wcale, że widzą się oni jako zarządzający zespołami. Wśród „przedsiębiorców” ponad połowa (53 proc.) myśli o byciu freelancerem, podczas gdy aż 40 proc. chciałoby mieć jednego kluczowego klienta, któremu świadczyłoby usługi. Co trzeci badany (36 proc.) nie jest zdecydowany, co do rodzaju firmy, w jakiej chciałaby pracować. W 2015 roku było to 31 proc.

Elastyczne godziny pracy są dla pokolenia Y priorytetem. Więcej osób woli pracę w biurze w elastycznych godzinach pracy, niż pracę w różnych lokalizacjach, ale w sztywnym wymiarze godzin (wzrost o 7 pp. w stosunku do poprzedniego badania). – Mniej osób na wybranych kierunkach studiów i wreszcie mniejsza konkurencja sprawiają, że młodzi ludzie mogą dzisiaj świadomie decydować: własna firma lub praca u kogoś. Otwartym pytaniem pozostaje też forma zatrudnienia – mówi Piotr Arak, Menedżer w zespole analiz ekonomicznych Deloitte.

Work-life balance to nie slogan

Pomimo różnic, młodzi Polacy mają podobne wartości. Najważniejsze jest dla nich szczęście rodzinne, na które w każdej z tych grup wskazało ponad 70 proc. badanych. Na drugim miejscu uplasowało się zachowanie dobrego zdrowia (od 58 do 64 proc.). Dla „etatowców” ważna jest również praca zawodowa (48 proc.). Z kolei „przedsiębiorcy” i „niezdecydowani” ponad karierę stawiają grono przyjaciół (odpowiednio 41 i 45 proc.). – Trudna sytuacja na rynku sprawia, że pracodawcy muszą aktywnie pozyskiwać bardzo młodych ludzi, już nawet wśród absolwentów szkół średnich. Struktura naszej gospodarki i zatrudnienia dopiero przyzwyczaja się do tej sytuacji, w której przewagą rynkową nie jest tania siła robocza, a wiedza i umiejętności młodego pokolenia – mówi Piotr Arak.

Połowa młodych (48 proc.) uważa, że praca nie powinna zmuszać ich do rezygnowania z innych rzeczy w swoim życiu. 32 proc. chciałoby, by praca zostawiała im więcej wolnego czasu na inne aktywności oraz odpoczynek (to więcej o 4 pp. niż w badaniu z 2015 r.). Ponadto zaledwie 23 proc. jest gotowa do wielkich poświęceń dla swojej pracy (dwa lata wcześniej było to 31 proc.).

Częściej eksperci, rzadziej menedżerowie

Blisko połowa badanych (46 proc.) najchętniej chciałaby zostać ekspertem w swojej dziedzinie. Jest to wzrost o 2 pp. w porównaniu do ubiegłej edycji badania. Wzrosło także o 2 pp. zainteresowanie wszechstronnym rozwojem oraz zdobywaniem zróżnicowanego doświadczenia – 16 proc. młodych chciałoby rozwijać się w wielu obszarach. Nieco mniej, bo 14 proc. uważa, że celem dla nich jest osiągnięcie średniego, bądź wysokiego stanowiska kierowniczego.

Z 28 proc. do 24 proc. spadła natomiast deklarowana ambicja zajmowania w firmie kluczowych funkcji menedżerskich. Co ciekawe, trend ten uzależniony jest od wieku. Im ktoś jest starszy (bliżej 30. roku życia), tym mniej chętny do awansowania i odpowiadania za zarządzanie na najwyższych szczeblach organizacji. – Firmy we współpracy z odpowiednimi agendami rządowymi powinny niezwłocznie podjąć zdecydowane działania reformatorskie w systemie edukacji, który obecnie nie jest nastawiony na rozwój umiejętności przywódczych, a raczej na wyrównanie szans i umiejętności wszystkich uczniów do poziomu średniego. Bez liderów i liderek przyszłości dalszy dynamiczny rozwój gospodarczy nie będzie możliwy – mówi Michał Olbrychowski.

Większość badanych przez Deloitte młodych ludzi już pracuje (67 proc.). To wzrost o 6 pp. w stosunku do 2015 r., co pokazuje, że studia stają się powoli dodatkiem do pierwszych kroków na rynku pracy.

Spadająca samoocena

Młodzi, badani w 2017 r., gorzej oceniają swoje umiejętności od rówieśników z 2015 r. Przede wszystkim są bardziej krytyczni – uważają, że nie radzą sobie ze stresem (odporność na stres deklaruje tylko 33 proc. młodych – dwa lata wcześniej 37 proc.) oraz nie czują się liderami. Najwyższy odsetek badanych deklaruje, że dysponuje wysokimi umiejętnościami analizy informacji oraz wyciągania wniosków (65 proc.), z kolei posiadanie umiejętności radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych deklaruje 41 proc. młodych.

Młodzi uważają, że mają zdolność do uczenia się nowych zagadnień (63 proc.), są komunikatywni (59 proc.), a także efektywnie pracują w zespole (59 proc.). Słabymi stronami pozostają dla nich przywództwo (37 proc.) oraz delegowanie i zarządzanie pracą innych (40 proc.), co jest typowe dla osób dopiero rozpoczynających karierę zawodową.

Ile chcą zarabiać młodzi Polacy? Średnio jest to 812 euro na rękę (czyli około 3400 zł według kursu na koniec 2017 roku). Pod tym względem najwyższe oczekiwania mają Łotysze, którzy chcieliby otrzymywać średnio 1591 euro i Estończycy (1399 euro). Niższe oczekiwania finansowe od Polaków mają jedynie milenialsi z Rumunii, Kosowa i Albanii. Najczęstszym powodem zmiany pracy w ocenie igreków są pieniądze. Stresująca praca oraz niezaspokojone potrzeby samorozwoju, to także silne czynniki skłaniające do zmiany pracodawcy. Lokalizacja, czy pewność zatrudnienia nie są tak istotne, jak dla osób z poprzedniej edycji badania.

Wymarzony lider? Charyzmatyczny strateg

Etatowcy od szefa oczekują przed wszystkim ponadprzeciętnych zdolności myślenia strategicznego i charyzmy, czyli siły zjednywania sobie ludzi (odpowiednio 68 proc. i 60 proc. odpowiedzi). Ponadto lider powinien skupiać się na rozwoju pracowników (45 proc.), w tym także ich inspirować (44 proc.) oraz podejmować twarde decyzje, ale w atmosferze dialogu z pracownikami (43 proc.). Podobną opinię wyrazili również ankietowani z pozostałych krajów. Lider powinien także być osobą wspierającą nowe, innowacyjne idee pozwalające stworzyć nowy produkt, bądź usługę (35 proc.).

Młodych Polaków w pracy motywują przede wszystkim środowisko ograniczające stres, uznanie kolegów i co ciekawe – technologia. – Sama możliwość wykorzystywania technologii w ramach obowiązków zawodowych zwiększa atrakcyjność pracy. Firmy, które nie wprowadzają nowoczesnych rozwiązań mogą być postrzegane przez młodych pracowników niekorzystnie, jako staromodne – wyjaśnia Piotr Arak.

W oczekiwaniu na odczyt inflacji

W poniedziałek amerykański dolar tracił na wartości do większości rywali, w ten sposób kontynuując zachowanie z piątku, kiedy to spadał po raporcie o zatrudnieniu w USA. Raport ten – z powodu słabszego niż oczekiwano wzrostu wynagrodzeń – osłabił przewidywania co do ewentualnych bardziej agresywnych podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Teraz analitycy czekają na dzisiejsze odczyty inflacji konsumenckiej w USA, która jest kolejnym wskaźnikiem mającym wpływ na politykę Fedu. Słabszy dolar powinien teoretycznie wspomóc złotówkę. Tak się jednak nie dzieje i polska waluta lekko traci do głównych walut światowych.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,23%) i japońskiego jena (+0,19%), a traci do euro (-0,05%), brytyjskiego funta (-0,22%) oraz dolara australijskiego (-0,07%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,233, GBP/USD – 1,389, USD/CAD – 1,284, AUD/USD – 0,788 i USD/JPY – 106,8. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,22%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,888. Złotówka traci do głównych walut. We wtorek rano dolar kosztuje 3,41 zł, euro – 4,2 zł, funt – poniżej 4,74 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,6 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach lekka przewaga koloru zielonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,13%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,58%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,04%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,13%, meksykański indeks Bolsa zyskał 0,24%, a brazylijski indeks Bovespa wzrósł o 0,61%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł 0,66%, indeks Shanghai Composite spadł o 0,49%, a hongkoński indeks Hang Seng stracił 0,15%.

Ropa i złoto

Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,95 USD (-0,83%), a ropy WTI – 61,36 USD (-1,11%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy spadła o 1 USD do 70 USD. Również złoto traci na wartości. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1319 USD. To 2 USD mniej (-0,15%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Indeks zaufania biznesu, luty – 9 pkt. (poprzednio 12 pkt.)
  • 8:00 – Rumunia – Inflacja CPI (r/r), luty – 4,7% (prognoza 4,7%)
  • 9:00 – Słowacja – Produkcja przemysłowa (r/r), styczeń – 2,2% (prognoza 0,6%)
  • 9:00 – Hiszpania – Inflacja CPI (r/r), luty – 1,1% (prognoza 1,1%)
  • 13:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), luty (prognoza 2,2%)
  • 16:30 – Kanada – Wystąpienie szefa Banku Kanady

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

75 firm padało co miesiąc w 2017. W tym roku już więcej

  • W 2017 roku ogłoszono 900 przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw, to o 12 proc. więcej niż w 2016 roku.
  • W styczniu tego roku liczba niewypłacalności wzrosła jeszcze mocniej – o 19%.
  • Przedsiębiorcy cierpią z powodu braku ludzi do pracy i zatorów w płatnościach.

W poszukiwaniu utraconej płynności

Przedsiębiorcom w 2017 roku najbardziej doskwierały rosnące koszty wynagrodzeń i brak pracowników, ostra konkurencja w wielu branżach, wpływająca na wielkość marż, drogi i trudno dostępny kapitał inwestycyjny – szczególnie dla firm MSP oraz problemy kilku ważnych branż np. transportowej czy budowlanki. Niezmiennie istotnym zagrożeniem dla biznesu w Polsce są długie terminy płatności i powiększające się zatory płatnicze.

900 przypadków niewypłacalności (dane z Monitora Sądowego i Gospodarczego) to średnio 75 firm miesięcznie, o kilka więcej niż rok wcześniej.  Co więcej, tyko w styczniu tego roku niewypłacalność ogłosiło 82 firmy, to wzrost o 19% w porównaniu ze styczniem 2017. Firmy szukają poprawy płynności, dla wielu przedsiębiorców powszechne w krajowym obrocie gospodarczym 90 – czy nawet 120-dniowe terminy płatności faktur są nie tylko problemem, ale wręcz okolicznościami, które bardzo trudno przezwyciężyć i pozostać na rynku.

Piotr Gąsiorowski - Prezes Zarządu eFaktor S.A.
Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S.A.

– W mojej ocenie to jest rzeczywisty problem dla wielu firm. Zresztą widzimy to po rosnącej liczbie firm zwracających się do nas z zapytaniami o możliwość finansowania za pomocą faktoringu. Wg niektórych badań już ponad 14% firm* z sektora MŚP korzysta z tej metody, która zresztą staje się coraz tańsza. W sytuacji, kiedy pozabankowe firmy faktoringowe, takie jak nasza, są w stanie połączyć dużą elastyczność z niskim kosztem finansowania, nawet na poziomie 0,045% dzienne, to ta metoda staje się coraz bardziej konkurencyjna np. wobec kredytu – mówi Piotr Gąsiorowski prezes zarządu eFaktor S.A.

Transport daleko nie zajedzie

Największe problemy z pozyskiwaniem zarówno pracowników jak i taniego kapitału mają przedsiębiorcy mikro. Ci wg BIK stanowią już 96 proc. aktywnych działalności w Polsce i generują 30 proc. PKB Polski, a liczba mikroprzedsiębiorstw wzrasta z roku na rok. Dużą grupę stanowią wśród nich transportowcy. Ta branża w 2017 roku mogła się „pochwalić” niepokojąco wysokim wzrostem liczby odnotowanych przypadków niewypłacalności sięgającym 43-procent. Podobne problemy były w branży budowlanej: na koniec pierwszego półrocza 2017 firmy budowlane miały do oddania ponad 4 mld zł, o 259 mln zł więcej niż rok wcześniej.  Ponad 25 tys. budowlanych działalności gospodarczych jest zadłużonych.

– Problemy tych branż są powszechnie znane, wiedzą o nich także banki, nic dziwnego, że o kredyt jest im szczególnie trudno. Banki zaostrzenie dla tych branż wymagań tłumaczą wzrostem ryzyka związanego z kredytowaniem. Warto zwrócić uwagę, że jeśli przy obecnie najniższych od kilku lat, stopach procentowych jest tak źle, to w przyszłości może być jeszcze gorzej, bo z pewnością stopy procentowe kiedyś pójdą w górę. Firmy faktoringowe wydają się lepiej przygotowane do radzenia sobie z tego rodzaju ryzykami, co jest możliwe przy dobrej znajomości i rozumieniu branży oraz indywidualnym podejściu przy układaniu transakcji – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

*Ecorys na zlecenie EFL

Jak Polacy spędzili pierwszą niedzielę wolną od handlu i kto na tym zarabia

Firma Selectivv Mobile House przyjrzała się ponad pół miliona Polakom, którzy przez ostatni rok średnio jedną niedzielę w miesiącu spędzali w obiektach handlowych. Jak wykorzystali czas, który wcześniej spędzali na zakupach? Piękna pogoda sprzyjała aktywnościom na świeżym powietrzu – ponad 40% z 511 221 osób objętych analizą skorzystało ze spacerów lub wybrało się na place zabaw z dziećmi. 19% odwiedziło stacje benzynowe. Być może z potrzeby zatankowania, skorzystania z myjni (w końcu był to też pierwszy weekend z temperaturami powyżej zera) lub z konieczności zakupu produktów w ofercie stacji. Co ciekawe, ogólna aktywność na smartfonach, czyli korzystanie z aplikacji i stron www wzrosła w tym dniu prawie dwukrotnie, a o 27% wzrosło użytkowanie aplikacji VOD.

Płonne nadzieje na powrót Złotowłosej „Goldilocks”

W anglosaskim kręgu kulturowym funkcjonuje bajka o trzech niedźwiadkach i rozkosznej złotowłosej dziewczynce Goldilocks. Nasza mała bohaterka próbuje owsianki z trzech miseczek by przekonać się, że najlepsza jest ta o pośredniej temperaturze. Ani za gorąca, ani za zimna. W sam raz. Dla rynków akcji kombinacja polityki monetarnej, inflacji i tempa światowego wzrostu gospodarczego tworzyły w ostatnich kwartałach właśnie takie wymarzone środowisko.

Od imienia złotowłosej dziewczynki ukuto angielski termin goldilocks economy opisujący idealne warunki dla hossy. Tworzą je solidny wzrost, którego fundamentem jest konsumpcja i silne rynki pracy. Jednocześnie dynamika PKB nie jest na tyle wysoka by zagrażać powstaniem groźnych nierównowag makroekonomicznych ani wybuchem presji cenowej. Władzom monetarnym pozwala to długo utrzymać bardzo niskie na historycznym tle stopy procentowe i rekordowo rozdęte bilanse. Rezultat to gigantyczna nadwyżka płynności w sektorze finansowym, która skutkuje usypiającą ostrożność niską zmiennością. Brak zagrożenia inflacją wywołał potężną hossę na rynku obligacji. Bardzo niska dochodowość długu (często nieprzystająca do rzeczywistego ryzyka kredytowego) zaczęła wypychać kapitał w kierunku bardziej i bardziej ryzykownych rynków. W takim środowisku dobrze radziły sobie nie tylko indeksy, ale również metale przemysłowe oraz świat emerging markets a ostro przeceniany był dolar. W lutym inwestorzy przestraszyli się, że ten okres rynkowej sielanki zmierza ku rychłemu końcowi co wywołało silne zawirowania, zwłaszcza na Wall Street. Po ostatnich danych z rynku pracy USA (potężna zmiana zatrudnienia oraz słaba presja płacowa) część inwestorów zaczyna wierzyć, że jest szansa na powrót do tego środowiska. Kolejnym testem będzie dzisiejsza publikacja inflacji za luty, ze szczególnym uwzględnieniem wskaźnika bazowego. Jednak nawet jeśli presja inflacyjna dziś rozczaruje, to w szerszym horyzoncie kombinacja czynników makroekonomicznych, fiskalnych i monetarnych będzie skutkować wyższymi rentownościami długu USA. Wesprze to nieco przecenionego w ostatnim roku brutalnie dolara amerykańskiego, zwłaszcza względem ryzykownych walut. Warto odnotować, że przy ultrałagodnym stanowisku RPP, złoty w momentach silniejszych wzrostów stopy wolnej od ryzyka na rynkach globalnych będzie narażony na szczególną presję. Eurodolar powinien w najbliższym czasie pozostawać w trendzie horyzontalnym ograniczanym przez 1,2150/1,22 od dołu i 1,2550 od góry. W krótkim horyzoncie kurs porusza się miedzy barierami 1,2260 i 1,2440. Przy tym drugim poziomie wielokrotnie aktywizowała się ostatnio podaż.

W marcu na globalnych rynkach akcji dominuje atmosfera wyczekiwania na kolejną odsłonę zawirowań. Główne indeksy zdołały wymazać około połowę zniżki z poprzedniego miesiąca
a inwestorzy bombardowani są przede wszystkim bodźcami o charakterze politycznym. Administracja Trumpa straszy protekcjonistyczną polityką handlową. Włoska scena polityczna pogrążona jest w tradycyjnym chaosie. W Niemczech finałem pod postacią zbudowania Wielkiej Koalicji chadecji z SPD zakończą się wielomiesięczne próby uformowania przez Angelę Merkel czwartego już rządu. Na moment i bardzo nieoczekiwanie słońce zaświeciło na wschodzie. Najwięcej pozytywnych dla rynków ryzykownych aktywów informacji dotyczyło bowiem Korei Północnej. Ocieplenie relacji
z południowym sąsiadem, szansa na pierwsze spotkanie przywódcy KRLD z prezydentem USA w historii a nade wszystko możliwość wycofania się przez reżim programu nuklearnego to zaskakujące informacje i scenariusz, którego nikt nie mógł się spodziewać. Tyle tylko, że napięcia na linii Waszyngton – Pjongjang odgrywały ostatnio co najwyżej marginalną rolę, więc wywołana przez ich rozładowanie poprawa sentymentu, niczym marcowe słońce, szybko ustąpi miejsca kolejnej odsłonie turbulencji. Wyraźnie gorsza niż na giełdach akcji koniunktura panuje  na rynkach towarowych. Przejściowe zaburzenia wydobycia i przesyłu ropy tylko na moment dały wytchnienie ropie naftowej. Podobnie: poprawa sentymentu z końcówki tygodnia doprowadziła do odbicia, które wczoraj ostro korygowano. Dominuje i nadal dominować będzie szybko rosnące wydobycie w Stanach Zjednoczonych, które jeszcze w tym roku staną się największym producentem na świecie.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Wpływ nowej projekcji NBP na kurs złotego

Ograniczona presja inflacyjna wspiera wyceny polskich aktywów wobec rynków bazowych. Złoty lekko słabszy (powyżej 4,20 na EURPLN), ale nadal utrzymuje marcowy przedział wahań.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Nowy tydzień na krajowym rynku walutowym rozpoczął się osłabieniem złotego, co miało miejsce przy relatywnie stabilnych notowaniach euro wobec dolara. Nominalnie kurs EURPLN powrócił powyżej 4,20 przy EURUSD oscylującym wokół 1,23.

W poniedziałek globalny kalendarz makroekonomicznym nie zawierał ważnych pozycji, w kraju zaś NBP opublikował szczegóły marcowej projekcji makroekonomiczną, na którą powoływała się RPP podczas zeszłotygodniowego posiedzenia. Centralna ścieżka projekcji inflacji zakłada wzrost indeksu CPI o 2,1% r/r w tym roku, 2,7% w przyszłym i 3,0% r/r w 2020 r. Nie są to poziomy, które skłaniałyby RPP do podjęcia tematu zmiany nastawienia w polityce monetarnej, co ma negatywne przełożenie na notowania złotego. W krótkim okresie kluczowy dla złotego pozostawać będzie globalny sentyment i zachowanie głównej pary walutowej. Mając w perspektywie publikację danych inflacyjno-sprzedażowo-produkcyjnych z USA dolar będzie miał szansę na dalszy wzrost, co powinno skutkować ruchem EURPLN powyżej 4,21 jeszcze w tym tygodniu. Złotego dodatkowo osłabiać będą spodziewane słabe dane z Chin oraz czynniki krajowe w postaci publikacji danych inflacyjnych (ostatecznych za styczeń i nowych za luty), które powinny potwierdzić brak presji cenowej w gospodarcze (w lutym oczekuje się spadku indeksu CPI do 1,7% r/r z wstępnie szacownych 1,9% w styczniu).

Na rynku stopy procentowej również panowała umiarkowana zmienność po licznych wydarzeniach jakie przyniósł zeszły tydzień, wśród których na pierwszy plan wysuwały się posiedzenia banków centralnych oraz dane z amerykańskiego rynku pracy. Umiarkowane prognozy inflacji przedstawione przez NBP w połączeniu z retoryką władz monetarnych nadal stanowią wsparcie dla polskich instrumentów dłużnych. Jednak o ile pozytywny wpływ, widoczny w istotnym spadku rentowności w zeszłym miesiącu powoli wygasa, to nadal nisko utrzymuje się spread krajowych aktywów nad rynkami bazowymi. W przypadku papierów 5-letnich spread wobec amerykańskich instrumentów spadł poniżej zera i wynosi obecnie około 15pb.

Dodatkowo wsparcie dla obligacji w Polsce daje gołębie stanowisko prezentowane przez EBC. O ile na zeszłotygodniowym posiedzeniu usunięto zdanie mówiące o możliwości zwiększenia skupu aktywów, to już konferencja przyniosła łagodzące stwierdzenia. W podobnym tonie wypowiadał się członek EBC Benoît Cœuré mówiąc, że krótkoterminowe stopy procentowe pozostaną na bardzo niskim poziomie długo po zakończeniu QE. Cœuré podkreślił, że inflacja jest niżej niż dąży do tego EBC, co dodatkowo wspiera notowania obligacji w strefie euro, pozwalając na dalsze odsunięcie się rentowności od ostatnich szczytów.wpływ publikacji NBP na złotego

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Rynek pracy głównym ryzykiem dla projekcji PKB i inflacji

NBP opublikował szczegóły projekcji PKB i inflacji. W całym horyzoncie kreśli ona wyższą ścieżkę PKB (efekt wyższego punktu startowego). Ścieżka inflacji w 2018 znajduje się poniżej wskazań poprzedniej projekcji, w 2019 minimalnie ją przekracza, a w 2020 pokazuje inflację w okolicy 3,0%. Wg NBP luka popytowa domknęła się w połowie 2017, co będzie nasilać presję popytową i stymulować inflację bazową do 3,0% w 2020. NBP ocenia, że presję kosztową w kraju ograniczać będzie umiarkowana dynamika cen importu (suma zmian cen surowców i kursu złotego). Zakładane narastanie presji kosztowej będzie konsekwencją coraz bardziej napiętej sytuacji na rynku pracy i wzrostu jednostkowych kosztów pracy. NBP w horyzoncie projekcji spodziewa się relatywnie stabilnej dynamiki wynagrodzeń (nieco poniżej 7,0% r/r) pomimo oczekiwanego spadku bezrobocia wg BAEL do 3,3% w 2020. Napięcia na rynku pracy mają być łagodzone przez stopniowy wzrost aktywności zawodowej (pomimo obniżki wieku emerytalnego) oraz niska dynamika płac w sektorze publicznym. W ocenie NBP przyszły zasób siły roboczej w Polsce pozostaje największym wewnętrznym źródłem ryzyka dla scenariusza centralnego projekcji. W pełni się z tym zgadzamy, zwłaszcza, że w naszej ocenie, ryzyko wyraźnego przyspieszenia płac w gospodarce (zwłaszcza w bliskim horyzoncie projekcji) jest znaczące. W szczególności ryzkiem pozostaje wzrost presji płacowej w sektorze publicznym, gdzie zmiany wynagrodzeń nie nadążają za przeciętnymi tendencjami w całej gospodarce. Przedstawiona projekcja kreśli w naszej ocenie realną, choć optymistyczną w swoich założeniach ścieżkę inflacji. Jej realizacja wspierać będzie gołębie nastroje w Radzie potencjalnie przedłużając okres stabilizacji stóp.

projekcja inflacjiDane o krajowym handlu zagranicznym w styczniu wskazują na ryzyko w dół dla naszych prognoz rachunku obrotów bieżących (publikacja w pt). Minimalnemu przyspieszeniu eksportu towarzyszyło utrzymanie dużo silniejszego wzrostu importu. Dane wskazują na znaczące ożywienie w relacjach handlowych z EŚiW, przy wyhamowaniu wzrostów w obrotach z gospodarkami rozwiniętymi.

Źródło: PKO Bank Polski

Wojciech Jakóbik: Gaz z USA i dywersyfikacja źródeł dostaw potrzebna Polsce

Rosjanie wysłali pierwszy skroplony gaz w ramach projektu na półwyspie jamalskim pod koniec 2017 roku. Po co najmniej trzech transakcjach został on także wysłany do Stanów Zjednoczonych, przez Wyspy Brytyjskie. Była to okazja do akcji propagandowej w rosyjskich mediach. Przekonywano, że dostawy amerykańskiego LNG do Europy nie mają sensu, ponieważ do USA dociera rosyjski surowiec. Okazuje się, że ostatecznie dotarcie rosyjskiego LNG do USA nie jest argumentem przeciwko dywersyfikacji źródeł dostaw i sprowadzaniu gazu skroplonego zza oceanu do Europy. Przeciwnie – im większy mamy wybór i posiadamy lepiej rozbudowaną infrastrukturę, tym mniej zależni jesteśmy od głównego dostawcy.

– W pierwszej kolejności gaz sprzedany z jamalskich złóż Rosji trafił na Wyspy Brytyjskie, gdzie znalazł się na giełdzie i został sprzedany całkiem innemu dostawcy. Ten dopiero dostarczył go do Stanów Zjednoczonych. Nie były to dostawy rosyjskiego LNG do USA, które stanowiłyby np. naruszenie sankcji amerykańskich wobec firm z sektora energetycznego – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert oraz ekspert Instytutu Jagiellońskiego – Gaz dotarł tam, ponieważ zapotrzebowanie w Ameryce było wówczas większe ze względu na surową zimę. W Nowej Anglii – dokąd trafiła dostawa ładunku z Rosji – brakuje gazociągów łączących ją z resztą Stanów Zjednoczonych, w których z powodu rewolucji łupkowej jest bardzo dużo gazu ziemnego. Transakcja ta w ogóle by się nie odbyła, gdyby istniało połączenie energetyczne z Nową Anglią. Wtedy Amerykanie wykorzystaliby własny gaz. Należy więc budować terminale LNG i kolejne gazociągi oraz łączyć się po to, aby dać klientom wybór i jak najlepszą cenę – ocenił Jakóbik.

Zmiana na stanowisku pełniącego obowiązki prezesa Alior Banku

W dniu 12 marca 2018 r. Rada Nadzorcza Alior Banku S.A. po przyjęciu rezygnacji Michała Chyczewskiego z pełnienia funkcji wiceprezesa Zarządu i p.o. prezesa Zarządu Alior Banku, powierzyła kierowanie pracami Zarządu wiceprezes Zarządu Katarzynie Sułkowskiej, związanej z Alior Bankiem od początku jego tworzenia.

Katarzyna Sułkowska ukończyła Akademię Ekonomiczną w Krakowie z dyplomem w dziedzinie finansów i bankowości. Z Alior Bankiem związana jest od momentu jego powstania, czyli od 2008 roku. W obecnym Zarządzie Alior Banku odpowiadała za Obszar Ryzyka, a w poprzednich również za Operacje. Przygotowała i stworzyła politykę kredytową banku, założenia produktowe i metodologiczne. W latach 2002-2007 była zatrudniona w Banku BPH na stanowisku dyrektora zarządzającego Departamentem Windykacji Detalicznej. W tym czasie przeprowadziła proces połączenia struktur windykacyjnych banków BPH i PBK, wdrożyła nowy system windykacji oraz wspierający ten proces system informatyczny. Przeprowadziła również jedną z pierwszych na rynku polskim pakietowych sprzedaży wierzytelności. W latach 1998-2001 pracowała w Citibank Polska, gdzie pełniła funkcję naczelnika w Departamencie Windykacji. Katarzyna Sułkowska była współautorką strategii „Cyfrowego buntownika”. Odpowiadała też za wdrożenie wielokrotnie nagradzanych na świecie innowacji Alior Banku. Teraz w obszarze jej działań priorytetowych będzie rozwój IT i innowacji oraz uruchomienie iLab ukierunkowanego na współpracę z klientami oraz poprawę ich doświadczeń.

Katarzyna Sułkowska, wiceprezes Zarządu Alior Banku p.o. prezesa
Katarzyna Sułkowska, wiceprezes Zarządu Alior Banku p.o. prezesa

Zarząd pod moim kierownictwem będzie kontynuował realizowanie działań związanych z operacjonalizacją strategii „Cyfrowego buntownika”, w szczególności wzmacniając pozycję banku w segmencie mikro- i małych przedsiębiorstw, zwiększając liczbę klientów z główną relacją bankową w obszarze klienta detalicznego, a także wdrażając własną metodykę zarządzania zasobami IT (AGILOR) oraz Model Zarządzania Innowacjami Alior Banku w celu umocnienia przewagi konkurencyjnej w oparciu o technologię. Bank będzie dalej dynamicznie rozwijał się, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiej pozycji kapitałowej i płynnościowej. Jestem przekonana, że zapewni to dalszy szybki wzrost Alior Banku i wzmocni jego pozycję rynkową – powiedziała Katarzyna Sułkowska, wiceprezes Zarządu Alior Banku p.o. prezesa.

Rada Nadzorcza przyjmując rezygnację Michała Chyczewskiego podziękowała mu za przygotowanie planu operacjonalizacji strategii oraz szybkie przystąpienie do jego wdrożenia. W przekonaniu Rady Nadzorczej zasadnicze znaczenie dla Banku miało niezwykle efektywne zakończenie restrukturyzacji po przejęciu wydzielonej części Banku BPH. Było to głównym powodem poprawy bieżących wyników Banku w drugiej połowie 2017 r. w stosunku do oczekiwań rynku. Efektem docenienia poprawy sytuacji finansowej Banku była decyzja agencji ratingowej Fitch o poprawie perspektywy ratingu z neutralnej na pozytywną. Bank podał, że na koniec roku współczynnik na kapitale Tier 1 wyniósł 12,1 proc. (w stosunku do 11,3 proc. na koniec 2016 r.), współczynnik TCR – 15,2 proc. (w stosunku do 13,6 proc. na koniec 2016 r.), a wskaźnik płynności LCR 124 proc.

Dziękuję wszystkim koleżankom i kolegom za pracę nad umacnianiem pozycji Alior Banku
w polskim sektorze bankowym. To był przełomowy okres dla naszej organizacji. Do sukcesów banku należy zaliczyć: przyjęcie i rozpoczęcie operacjonalizacji strategii „Cyfrowego buntownika”, otwarcie oddziału w Rumunii, wdrożenie nowej bankowości cyfrowej, istotne wzmocnienie pozycji Banku na rynku małych i średnich przedsiębiorstw. Pod względem rentowności i efektywności kosztowej Alior Bank już teraz znajduje się w czołówce rynku bankowego w Polsce i jednocześnie utrzymuje wysokie tempo wzrostu organicznego. Życzę nowej prezes aby dalej efektywnie realizowała nakreślony przez Zarząd plan efektywnego rozwoju Alior Banku
– powiedział Michał Chyczewski, ustępujący wiceprezes Zarządu i p.o. prezesa Zarządu.

W dniu 12 marca Rada Nadzorcza uzupełniła również skład zarządu, powołując Marcina Jaszczuka na stanowisko wiceprezesa Zarządu Alior Banku.

Marcin Jaszczuk posiada 14-letnie doświadczenie w sektorze finansów. Od 2014 r. pracuje w PZU, gdzie odpowiada za obszar współpracy z instytucjami finansowymi i spółkami grupy PZU. Wcześniej był również wiceprezesem spółki Saski Partners, specjalizującym się w finansach korporacyjnych. W swojej karierze zawodowej był też związany z Eurus Capital, JP Morgan, Deloitte oraz Hexeline i zajmował się analizą biznesową. W 2007 r. ukończył Uniwersytet Łódzki, uzyskując dyplom z ekonometrii.

Nowy skład Zarządu Alior Banku kształtuje się następująco:

  • Katarzyna Sułkowska – wiceprezes Zarządu pełniąca obowiązki prezesa Zarządu
  • Filip Gorczyca – wiceprezes Zarządu,
  • Sylwester Grzebinoga – wiceprezes Zarządu,
  • Marcin Jaszczuk – wiceprezes Zarządu,
  • Urszula Krzyżanowska-Piękoś – wiceprezes Zarządu,
  • Celina Waleśkiewicz – wiceprezes Zarządu.

NBP: Ceny konsumenckie będą w tym roku rosły trochę szybciej niż w poprzednim. Głównym czynnikiem popychającym je w górę będzie drożejąca żywność

NBP: Ceny konsumenckie będą w tym roku rosły trochę szybciej niż w poprzednim. Głównym czynnikiem popychającym je w górę będzie drożejąca żywność 1

Ceny w Polsce wzrosną w tym roku średnio o 2,1 proc., wynika z najnowszego raportu o inflacji przygotowanego przez Narodowy Bank Polski. To umiarkowany wynik. Jeszcze w listopadzie sądzono, że tegoroczna inflacja sięgnie 2,3 proc. Najbardziej podrożeje żywność, o 3,3 proc. Natomiast w górę zrewidowano prognozę wzrostu PKB.

– Nie dekomponujemy inflacji na poszczególne produkty, tylko na inflację bazową, która będzie relatywnie nisko, inflację cen żywności i inflację cen energii, które będą się kształtowały wyżej, ale niżej niż w poprzednim roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Kotłowski, wicedyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP. – Przede wszystkim widzimy stopniowo rosnącą presję popytową, presję kosztową w gospodarce, dynamika wzrostu gospodarczego jest wysoka, mamy bardzo dobrą sytuację na rynku pracy, stopniowo rosną wynagrodzenia, rośnie też liczba pracujących, co powoduje, że rosną jednostkowe koszty pracy, które są głównym czynnikiem kształtującym inflację w dłuższym okresie.

W opinii ekonomistów Narodowego Banku Polskiego w 2018 roku inflacja bazowa (czyli bez cen żywności i energii) będzie rosła szybciej niż przed rokiem, gdy wyniosła 0,7 proc. Tegoroczna ma być ponaddwukrotnie wyższa i wynieść 1,6 proc. Jednak cztery miesiące wcześniej NBP zakładał, że zbliży się ona do dwóch procent (1,9 proc.). Ceny energii podskoczą o 2 proc. i jest to prognoza dużo niższa od poprzedniej (2,7 proc.). Najmocniej podrożeje żywność – o 3,3 proc. Choć to czynnik podbijający wskaźnik, to tempo to będzie i tak dużo wolniejsze niż w 2017 roku, gdy produkty spożywcze podrożały o 4,3 proc. według NBP. Z danych GUS, który rozbijał ceny na samą żywność (bez napojów i wyrobów tytoniowych), wynika nawet, że jej ceny poszły w górę o 4,6 proc. Stąd obniżenie całorocznej prognozy wzrosty cen.

– Myślę, że nie jest to wysoka inflacja, zresztą jest to zjawisko globalne, widzimy na całym świecie relatywnie niską inflację, i to pomimo dobrej koniunktury, właściwie we wszystkich krajach inflacja kształtuje się na niskim poziomie – komentuje Jacek Kotłowski. – Złoty jest cały czas walutą silną, w ostatnim okresie mieliśmy pewną aprecjację kursu, jednocześnie polska gospodarka jest cały czas gospodarką bardzo konkurencyjną, jednostkowe koszty pracy rosną nadal relatywnie wolno, również pod względem cen nie konwertujemy stosunkowo szybko, Polska jest więc krajem jeszcze relatywnie tanim na tle innych krajów UE – dodaje.

Wzrostowi cen sprzyja wzrost dochodów i wydatków Polaków, choć postępuje on powoli. Jego przyczyną jest zarówno dobry stan gospodarki, korzystna koniunktura na całym świecie, zwłaszcza u największego partnera zagranicznego Polski, jakim jest Unia Europejska, jak i program Rodzina 500 plus i rekordowo niskie bezrobocie. W całym 2017 roku i w czwartym jego kwartale gospodarka rozwijała się z szybkością niewidzianą od sześciu lat. W dodatku ruszyły wreszcie kulejące w 2016 roku inwestycje, uruchomione przez środki unijne i samorządy. W ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku rosły one dwucyfrowo.

– Na początku prawdopodobnie wystartują inwestycje publiczne, to już widzimy w danych, natomiast zakładamy, że w miarę upływu czasu będą włączały się również inwestycje prywatne – przekonuje wicedyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP. – Z jednej strony czynnikiem, który będzie je stymulował, jest wysokie wykorzystanie zdolności produkcyjnych w gospodarce, dobre perspektywy popytu, tanie finansowanie, ale również te inwestycje publiczne mają charakter trochę komplementarny, tzn. firmy po to, żeby sprostać inwestycjom publicznym, będą musiały prawdopodobnie uruchamiać również własne inwestycje.

Według NBP w bieżącym roku PKB Polski zwiększy się o 4,2 proc. wobec wzrostu w 2017 roku o 4,6 proc. To także wyższy poziom niż przewidywała projekcja listopadowa, zgodnie z którą gospodarka miała przybrać 3,6 proc.

Warszawski rynek biurowy atrakcyjny dla najemców. W budowie jest ponad 800 tys. mkw. nowych biur

Warszawski rynek biurowy atrakcyjny dla najemców. W budowie jest ponad 800 tys. mkw. nowych biur 2

Rośnie popyt na powierzchnię biurową w Warszawie. W ubiegłym roku powstało 27 biurowców o powierzchni 275 tys. mkw., a łączny wolumen transakcji wyniósł ponad 820 tys. mkw. Największym zainteresowaniem najemców cieszy się ścisłe centrum oraz Mokotów. Rok 2018 dla rynku biurowego w stolicy ma być równie udany. W budowie jest obecnie 810 tys. mkw. Nie ma obaw, że ta powierzchnia nie zostanie zagospodarowana – przekonują eksperci Colliers International.

– 2017 rok był bardzo pracowity, nie tylko dla naszego zespołu, lecz także dla całego rynku. W porównaniu z 2016 rokiem aktywność rynkowa wzrosła o blisko 10 proc. Łącznie wynajęto około 820 tys. mkw. powierzchni biurowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Skałba, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych.

Obecnie Warszawa dysponuje ponad 5,2 mln mkw. powierzchni biurowej. W 2017 roku zostało ukończonych 27 budynków o łącznej powierzchni 275 tys. mkw.

– Kilka ciekawych inwestycji, które zostały oddane w 2017 roku, to West Station dewelopera HB Reavis, projekt Wronia 31 firmy Ghelamco, pierwszy budynek kompleksu Generation Park firmy Skanska czy Ethos na placu Trzech Krzyży – wymienia Paweł Skałba.

Z danych firmy Colliers wynika, że największy wzrost powierzchni biurowej odnotował Mokotów (72,3 tys. mkw. – sześć projektów), Żwirki i Wigury (62,2 tys. mkw., z czego blisko 55 tys. mkw. to park biurowy Business Garden) oraz strefa Centrum (52,5 tys. mkw.). Największe z oddanych obiektów to, oprócz West Station (35 tys. mkw.), D48 (23,4 tys. mkw.) w strefie Mokotów-Służewiec, pierwszy z budynków kompleksu Generation Park – X (20,1 tys. mkw.) na Woli oraz projekt Bobrowiecka 8 (20 tys. mkw.).

– Pod względem popytu dominowały lokalizacje centralne, czyli centrum Warszawy i okolice Ronda Daszyńskiego. Spore zainteresowanie, mimo różnych utrudnień, obserwujemy też cały czas na Mokotowie. Kilka dużych transakcji zawarto także w okolicach Alei Jerozolimskich, gdzie najemcy doceniają m.in. bliskość kolei – podkreśla ekspert Colliers International.

Obecnie w budowie znajduje się 810 tys. mkw. powierzchni biurowej. Część z prac rozpoczęła się jeszcze pod koniec 2017 roku i na początku tego roku, stąd proces ich komercjalizacji może potrwać jeszcze nawet 2 lata. Jak przekonuje ekspert, nie ma wątpliwości, że tak duża powierzchnia biurowa zostanie wchłonięta.

– Z naszych obserwacji wynika, że 2018 rok będzie podobny do 2017. Na pewno najistotniejsze będą dwa pierwsze kwartały, przy czym ten pierwszy jest jeszcze napędzany końcówką 2017 roku. Duża liczba zapytań i wysoka aktywność klientów pozwalają jednak sądzić, że będzie to naprawdę dobry rok na warszawskim rynku biurowym – ocenia Skałba.

Zdaniem ekspertów Colliers International ten rok nie powinien przynieść także dużych zmian cenowych.

– Średnie stawki czynszów w lokalizacjach centralnych to przedział od 15–16 euro do 22–22,5 euro. Zdarzają się wyjątkowe transakcje w centrum, gdzie bazowa stawka przekracza tę kwotę, w niektórych przypadkach sięga nawet 25 euro, ale są to specyficzne, bardzo reprezentacyjne powierzchnie. W lokalizacjach poza Centrum stawki wahają się od 10 do 15 euro w zależności od rejonu. Mokotów to przedział między 10 a 14,5–15 euro, Aleje Jerozolimskie między 12 a 14,5–15 euro. Swoistą białą plamą pozostaje Żoliborz, gdzie obserwujemy deficyt powierzchni biurowej. Być może jest to sygnał dla deweloperów, aby przyjrzeć się Żoliborzowi i zacząć inwestować w tym rejonie – wyjaśnia Paweł Skałba.

Nowa ustawa o imprezach turystycznych przyznaje podróżnym dużo większe prawa. Zmiany wchodzą w życie w lipcu

Nowa ustawa o imprezach turystycznych przyznaje podróżnym dużo większe prawa. Zmiany wchodzą w życie w lipcu 3

Możliwość zareklamowania usługi lub imprezy turystycznej w ciągu trzech lat od jej zakończenia oraz prawo do rezygnacji w przypadku nieprzewidzianych okoliczności – to przywileje, które zyskają konsumenci na mocy nowej ustawy o imprezach turystycznych, która wejdzie w życie 1 lipca 2018 roku. Regulacja wymusi również na organizatorach zmianę dotychczasowych umów i posługiwanie się prostszym, bardziej zrozumiałym dla klientów językiem.

 Nowa ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych z nimi usługach oznacza konieczność zmiany wszystkim umów i dostosowania ich do stanu prawnego, który będzie obowiązywał od 1 lipca br. Co to dokładnie oznacza? Być może będziemy mieli powrót do procentowych wielkości w przypadku rezygnacji klienta z imprezy turystycznej. Mówiąc prościej, podróżny według nowej nomenklatury będzie mógł zrezygnować z imprezy turystycznej i rozwiązać wiążącą go umowę, płacąc odpowiednią stawkę procentową od ceny imprezy turystycznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Michalak, radca prawny kancelarii MMM Legal.

Przyjęta w końcówce ubiegłego roku ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych wejdzie w życie w lipcu. Zastąpi dotychczasowe przepisy obowiązujące od 1997 roku. Regulacja na nowo definiuje pojęcie „usługa turystyczna”, określa też warunki oferowania, sprzedaży i realizacji imprez turystycznych czy powiązanych usług turystycznych w Polsce i za granicą oraz wyznacza ramy działania Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Jej głównym celem jest lepsza ochrona podróżnych i klientów sektora turystycznego.

– Wszystkie informacje muszą być podawane klientom w sposób prosty i zrozumiały. Jeżeli będą przekazywane pisemnie, muszą być czytelne, więc organizatorzy będą musieli zwrócić uwagę chociażby na czcionkę, którą będą drukować swoje informacje – wyjaśnia Edyta Michalak. – W przypadku niewielkich zmian organizator będzie mógł zmienić umowę jednostronnie. Oczywiście pod warunkiem że zostało to przewidziane w umowie, a zmiany będą nieznaczne. Organizator będzie też musiał w sposób jasny i formalny poinformować o tym klienta.

W przypadku bardziej znaczących zmian, jak na przykład zmiany ceny imprezy turystycznej o więcej niż 8 proc. dotychczasowej, klient będzie miał prawo odstąpić od umowy. Zostaną mu wówczas zwrócone wszystkie wpłacone środki. Organizator będzie mógł również zaproponować mu inną, porównywalną ofertę.

– Na korzyść konsumentów niewątpliwie zmieni się to, że w każdej chwili przed rozpoczęciem imprezy turystycznej mogą z niej zrezygnować, jeżeli wystąpią jakieś okoliczności, których nie można było uniknąć ani przewidzieć. Co to oznacza w praktyce? Każdy klient będzie mógł się powołać na takie okoliczności, a takie przypadki będą rozpatrywane indywidualnie na przykład przez sąd – mówi Edyta Michalak.

Nowa ustawa wydłuży również okres, w którym klient ma prawo zareklamować usługę lub imprezę turystyczną. W tej chwili przysługuje mu na to 30 dni (organizator ma tyle samo czasu na ustosunkowanie się do reklamacji). Pod rządami nowej ustawy ten termin nie jest sprecyzowany, wprowadzony jest za to trzyletni termin przedawnienia wszelkich roszczeń, w którym klientowi przysługuje prawo do reklamowania usługi.

Radca prawny kancelarii MMM Legal ocenia, że w nowej ustawie zabrakło za to instrumentów, które zwalczałyby szarą strefę w branży turystycznej.

– Jest to ważne dlatego, że szara strefa przede wszystkim bardzo psuje wizerunek uczciwych przedsiębiorców, a ponadto wprowadza w błąd także konsumentów. Konsumenci nie wiedzą, że korzystając z imprez turystycznych od nieformalnych organizatorów, nie mają żadnej ochrony przewidzianej w ustawie. W praktyce oznacza to na przykład, że mogą być nieobjęci ubezpieczeniem albo nie mieć możliwości powrotu do kraju w przypadku upadłości nieformalnego organizatora – podkreśla Edyta Michalak.

Przełom w leczeniu osób z oparzeniami termicznymi i chemicznymi oczu. Przeszczep komórek macierzystych rąbka rogówki może im przywrócić wzrok

Przełom w leczeniu osób z oparzeniami termicznymi i chemicznymi oczu. Przeszczep komórek macierzystych rąbka rogówki może im przywrócić wzrok 4

Przeszczep komórek macierzystych rąbka rogówki to przełom w okulistyce, wciąż jednak niedostępny dla polskich pacjentów. Metoda przeszczepienia rąbkowych komórek macierzystych hodowanych in vitro pozwala na skuteczne leczenie oczu po urazach chemicznych i termicznych. Nowa metoda minimalizuje ryzyko odrzucenia przeszczepu, a pobranie tylko niewielkiej ilości tkanki niweluje możliwość uszkodzenia oka. Dla pacjentów z niedoborem komórek macierzystych rąbka rogówki jest to jedyna szansa na przywrócenie wzroku.

Rąbkowe komórki macierzyste zlokalizowane są na całym obwodzie rogówki, w miejscu, w którym łączy się ona z twardówką i spojówką. Mają one zdolność samoodnowy i różnicowania się w kierunku różnych komórek oka, a ich zadaniem jest m.in. regularne odtwarzanie powierzchni rogówki. Niewydolność działania tych komórek może prowadzić do znacznego upośledzenia widzenia, a nawet utraty wzroku. Nieprawidłowości w działaniu rąbkowych komórek macierzystych mogą być wrodzone lub nabyte, np. po poważnym urazie oka lub przebytym stanie zapalnym. Wśród objawów wymienia się uczucie piasku pod powiekami, pieczenie oka, osłabienie ostrości widzenia oraz światłowstręt.

Pacjentów do leczenia różnego rodzaju zabiegami jest około tysiąca, rocznie przybywa około stu pacjentów, którzy mają niedobór wrodzony lub nabyty. Jest to choroba rzadka, ale upośledzająca na tyle ostrość wzroku, ile często powodująca, że pacjent staje się niewidomy – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. n. med. Edward Wylęgała, kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Okulistyki SUM w Szpitalu Kolejowym w Katowicach.

Niewydolność rąbkowych komórek macierzystych mogła być do tej pory leczona chirurgicznie poprzez przeszczepienie komórek z drugiego oka, od dawcy po śmierci lub dawcy rodzinnego. Nie jest to jednak metoda zapewniająca całkowite powodzenie, jej skuteczność oceniana jest na ok. 60 proc. Komórki przeszczepia się na tzw. nośniku, czyli tkance rogówkowo-twardówkowej, nie są to jednak komórki wyselekcjonowane.

Nowoczesna metoda leczenia polega na przeszczepieniu rąbkowych komórek macierzystych hodowanych w warunkach laboratoryjnych, a więc wystandaryzowanych.

Przeszczepiamy całą powierzchnię nabłonkową, od razu pokrywamy całą rogówkę, nie musimy czekać, aż mikroprzeszczepy wytworzą nabłonek, czyli usuwamy wszystko, co jest nieprawidłowe, i nakładamy to, co jest prawidłowe. Nie musimy stymulować tych komórek i liczyć na to, że podejmą funkcję –wyjaśnia doc. dr hab. n. med. Dariusz Dobrowolski, adiunkt Katedry i Oddziału Klinicznego Okulistyki SUM w Szpitalu Kolejowym w Katowicach.

Prace nad nowatorską metodą przeszczepiania komórek macierzystych rąbka rogówki trwały ponad 7 lat. Metoda ta została zarejestrowała przez Europejską Agencję Leków. Wymaga ona pobrania minimalnej ilości tkanki ze zdrowego oka (1–2 mm kw), a następnie wyhodowanie z niej tkanki nabłonkowej wraz z określeniem procentowym zawartości komórek macierzystych. Ze względu na pobranie niewielkiej ilości tkanki ryzyko uszkodzenia wzroku zostało zminimalizowane do zera.

 Ta procedura jest rewolucyjna z uwagi na to, że potrzebujemy tylko bardzo małego fragmentu rąbka rogówki z oka zdrowego, więc ryzyko jego uszkodzenia jest praktycznie zerowe. Stara metoda, w której potrzebowaliśmy większego wycinka, również działa i nie jest ona zła, natomiast wiązała się z tym ryzykiem, którego teraz nie ma – mówi prof. dr hab. n. med. Elisabeth Messmer z Uniwersytetu Ludwika i Maksymiliana w Monachium.

Innowacyjna metoda pozwala na osiągnięcie transparentności wyhodowanego nabłonka nawet na poziomie 85 proc., a więc znacznie wyższym niż w dotychczas wykorzystywanych terapiach. Jako przeszczep autologiczny zmniejsza ryzyko odrzucenia przez pacjenta, nie ma też potrzeby podawania leków immunosupresyjnych do końca życia. Metoda ta określana jest przełomem w okulistyce, daje bowiem możliwość skutecznego leczenia schorzeń, na które jeszcze do niedawna nie istniały efektywne  terapie.

Możemy leczyć nią, np. obustronną ślepotę, czyli już nie tylko urazy czy choroby jednego oka. Poza tym także innego rodzaju patologie, choroby autoimmunologiczne, syndrom Stevensa-Johnsona – wymienia prof. Augusto Pocobelli, dyrektor U.O.C. Oftalmologia, Banca degli Occhi Azienda Ospedaliera S. Giovanni Addolorata.

Nowoczesna metoda przeszczepiania komórek macierzystych rąbka rogówki nie jest w Polsce objęta refundacją. Obecnie dostępna jest jedynie w formie badań  klinicznych. Lekarze liczą, że wkrótce terapia będzie refundowana w ramach świadczeń wysokospecjalistycznych.

Artykuł powstał w ramach kampanii „Cud widzenia – ratując wzrok” przy współpracy z firmą Chiesi.

Okulary przeciwsłoneczne przekazujące dźwięk bezpośrednio do mózgu z pominięciem uszu już niebawem zadebiutują na rynku

Okulary przeciwsłoneczne przekazujące dźwięk bezpośrednio do mózgu z pominięciem uszu już niebawem zadebiutują na rynku 5

Przyszłością rynku są inteligentne okulary. Na rynku pojawia się ich coraz więcej – potrafią rozpoznawać twarze, nawigują, oceniają stan zdrowia czy wyświetlają informacje. Nowością są okulary wyposażone w technologię transmisji dźwięku przez kości. Zamiast standardowych słuchawek wystarczą okulary przeciwsłoneczne, które przekazują dźwięk. Po podłączeniu takich smart okularów do urządzenia mobilnego, użytkownik może rozmawiać przez telefon, słuchać muzyki i jednocześnie słyszeć dźwięki dochodzące z otoczenia.

Inteligentne okulary mogą się okazać przyszłością. W tego typu projekty angażują się największe światowe firmy. Erę smart okularów, które wykorzystują technologię rozszerzonej rzeczywistości, zapoczątkowały Google Glass, w ich ślady poszli jednak kolejni, przy okazji udoskonalając możliwości. W okularach Intel Vaunt informacje rzucane są na siatkówkę za pomocą lasera o na tyle niskiej mocy, że jest bezpieczny dla oczu. Okulary Daqri nakładają wirtualny obraz na szkła, a niedawno zaprezentowane Vuzix Blade jako pierwsze na rynku będą zintegrowane z asystentką głosową Amazonu Alexą.

Już wkrótce do sprzedaży trafią także okulary przeciwsłoneczne Voxos ze zintegrowanymi głośnikami, z których dźwięk przekazywany jest bezpośrednio do mózgu, z pominięciem ucha.

– Voxos to okulary z technologią przewodzenia dźwięku przez kości. Wyglądają jak zwykłe okulary przeciwsłoneczne, ale nimi nie są. Mają zintegrowaną technologię przewodzenia dźwięku przez kości, która transferuje dźwięk poprzez kości policzkowe bezpośrednio do mózgu z pominięciem ucha środkowego, dzięki czemu ucho jest zupełnie wolne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje, podczas targów Mobile World Congress 2018 w Barcelonie, Maja Köberl z Crystalusion.

Kostne przewodzenie dźwięku to możliwość słyszenia wibracji przenoszonych przez kości czaszki. Już Beethoven mimo utraty słuchu był w stanie „słuchać” muzyki, trzymając w zębach metalowy pręt. Kiedy przykładał go do fortepianu, wibracje przechodziły przez szczękę kompozytora. Okulary Voxos wykorzystują podobną, choć znacznie ulepszoną technologię. Okulary przylegają do kości policzkowych i przez nie przekazują dźwięk do mózgu. W efekcie powstaje wrażenie, że dźwięk rodzi się w głowie, a nie pochodzi z zewnętrznego źródła, jakim są tradycyjne słuchawki.

– Użytkownik może słuchać muzyki, odbierać rozmowy telefoniczne, wskazówki GPS, a jednocześnie słyszeć cały ruch wokół siebie. Kiedy jesteś na ulicy, jedziesz na rowerze, spacerujesz czy prowadzisz samochód, bardzo ważne jest, byś słyszał dźwięki z otoczenia  – wskazuje Maja Koberl.

Jak podkreślają producenci, to wygodna i bezpieczna alternatywa dla zwykłych słuchawek. Okulary będą sparowane ze smartfonem. Pokażą więc powiadomienia, kto dzwoni czy kto wysłał wiadomość tekstową. System sterowania jest intuicyjny. Do przeglądania treści i kontrolowania aplikacji mobilnych, takich jak odtwarzacz muzyczny, służy panel sterowania na okularach.

– Okulary można podłączyć do niemal wszystkich urządzeń za pośrednictwem łączności Bluetooth. Można korzystać ze wszystkich aplikacji i wszystkich funkcji posiadanych przez urządzenie, do którego są podłączone. Można korzystać z Siri, kierować się za pomocą Google Maps, odbierać telefony, wysyłać wiadomości – wymienia ekspertka.

Okulary Voxos od 19 marca będą do kupienia na Kickstarterze, czyli stronie działającej na zasadzie crowdfundingu. Cena dla wspierających projekt wyniesie 181 dolarów. W sklepach okulary będą kosztować 279 dolarów.

Rynek inteligentnych okularów w latach 2018–2022 będzie rósł w tempie blisko 43 proc. średniorocznie, wynika z prognoz firmy badawczej Research and Markets.

Komercjalizacja wynalazków wymaga wsparcia menadżerskiego. Projekty z naukowcem na czele zarządu mają mniejsze szanse powodzenia

Komercjalizacja wynalazków wymaga wsparcia menadżerskiego. Projekty z naukowcem na czele zarządu mają mniejsze szanse powodzenia 6

W inicjatywach łączących naukę z biznesem najważniejsze jest zorganizowanie odpowiedniego managementu. Z naszych doświadczeń wynika, że inicjatywy, w których jedna i ta sama osoba pełni zarówno rolę naukową, jak i biznesową, zarządczą czy menadżerską są nieskuteczne – mówi dr inż. Paweł Wielgus, prezes Kvarko, ekspert w dziedzinie komercjalizacji własności intelektualnej. Fundusz inwestujący w spółki naukowe i technologiczne skupia się na projektach, które wywodzą się głównie z jednostek naukowych. Jego najnowszym projektem jest spółka, która rozwija innowacyjne urządzenie do biopsji prostaty. 

– Stawiamy przede wszystkim na zespoły, na kompetencje zespołów. Własność intelektualna i zasoby osobowe są najważniejszym aktywem start-upów i młodych firm na wczesnym etapie rozwoju. Branże, które dominują w naszej strategii inwestycyjnej, to szeroko pojęte life science – specjalizujemy się szczególnie w tematach związanych z medycyną i weterynarią, ale też poszukujemy projektów dotyczących rolnictwa, chemii, inżynierii materiałowej i biomateriałów, idąc chociażby w kierunku takich rzeczy jak sensory czy technologie teledetekcyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr inż. Paweł Wielgus, prezes zarządu Kvarko, ekspert w dziedzinie komercjalizacji własności intelektualnej.

Najnowszą inwestycją funduszu Kvarko jest DEBN, spółka założona wspólnie z dwoma pochodzącymi z Gdańska lekarzami urologii (Arturem Gibasem i Marcinem Sieczkowskim). Jest to projekt z branży urologicznej, którego celem jest rozwiązanie problemu zakażeń bakteryjnych związanych z biopsją prostaty. Dane przytaczane przez założycieli spółki pokazują, że w krajach rozwiniętych wykonuje się rocznie ok. pięciu milionów biopsji prostaty rocznie, z których siedem proc. kończy się infekcjami bakteryjnymi. Co trzeci pacjent, u którego dochodzi do infekcji, wymaga hospitalizacji.

– Problem jest narastający, związany jest z polepszającą się diagnostyką nowotworu prostaty i coraz większą liczbą biopsji prostaty wykonywanych w warunkach ambulatoryjnych. Biopsje wykonywane są per rectum, w związku z czym wiążą się one z bardzo dużym ryzykiem zakażeń bakteryjnych, miejscowych albo ogólnoustrojowych. Grupa naukowa z Gdańska wpadła na pomysł wdrożenia na rynek igły, która powlekana byłaby specjalnym polimerem, uwalniającym miejscowo antybiotyki w miejscu wkłucia. Wydaje nam się, że pozwoli to na ograniczenie zakażeń bakteryjnych w miejscu wkłucia i pomoże rozwiązać jeden z podstawowych problemów w urologii – wyjaśnia dr inż. Paweł Wielgus.

W lutym fundusz Kvarko zainwestował w DEBN milion złotych, który zostanie przeznaczony na prace badawczo-rozwojowe, testy laboratoryjne i komercjalizację wynalazku. Projekt jest realizowany wspólnie z funduszem technologicznym Alfabeat z Gdańska.

Kvarko inwestuje w innowacyjne spółki naukowe i technologiczne, które wywodzą się głównie z jednostek naukowych i są łatwo skalowane. Aktualnie ma w portfolio pięć zamkniętych inwestycji, wśród których jest m.in. Biovetika, rozwijająca nowe szczepionki dla zwierząt, oraz spółka QNA Technology, która pracuje nad krystalicznymi nanostrukturami stosowanymi na przykład w ekranach. Wsparcie, które można pozyskać z funduszu, wynosi od miliona do maksymalnie trzech milionów zł.

– Dbamy, żeby pieniądze, które udostępniamy firmom, to były środki określane jako „smart money”. Wspieramy nasze start-upy na polu prawnym, regulatorowym, to cecha wspólna wszystkich naszych projektów. Realizujemy tylko takie, które rozumiemy, bo tylko w takich przypadkach możemy naprawdę wesprzeć nasze firmy, zarówno relacjami na rynku, jak i wiedzą merytoryczną, np. w obszarze badań klinicznych i przedklinicznych, zagadnień regulatorowych na rynku farmaceutycznym czy biotechnologicznym – mówi dr inż. Paweł Wielgus.

Strategia Kvarko obejmuje pełne wsparcie projektów inwestycyjnych – od etapu zasiewowego i utworzenia spółki, poprzez prace badawczo-rozwojowe, kończąc na wdrożeniu produktu na rynek. Dr inż. Paweł Wielgus podkreśla, że fundusz wspiera współpracujące z nim firmy także swoimi kontaktami w branży inwestycyjnej, wśród większy funduszy i partnerów branżowych.

– Nasza przewaga wynika z faktu, że mamy własne doświadczenia w prowadzeniu badań naukowych. Sami byliśmy kiedyś naukowcami, bardzo dobrze rozumiemy, na czym polega specyfika pracy naukowej, potrafimy rozmawiać z pracownikami polskich jednostek naukowych. Wiemy dokładnie, jakie mają potrzeby. To pozwala nam stworzyć dla nich bardzo kompleksową ofertę – mówi dr inż. Paweł Wielgus.

Prezes funduszu inwestycyjnego Kvarko ocenia, że naukowcom w Polsce brakuje przede wszystkim wsparcia zarządczego – wielu z nich nie potrafi albo zwyczajnie nie chce prowadzić samodzielnie działalności biznesowej.

– Bardzo chętnie dzielą się za to swoją wiedzą merytoryczną, naukową i technologiczną. Dlatego w inicjatywach łączących działalność naukową z biznesową najważniejsze jest zorganizowanie odpowiedniego managementu. Z naszych doświadczeń wynika, że inicjatywy, w których jedna i ta sama osoba pełni zarówno rolę naukową, jak i biznesową, zarządczą czy menadżerską, są po prostu nieskuteczne. Te role powinny być rozdzielone, to jest jedna z największych bolączek, jeśli chodzi o komercjalizację własności intelektualnej w Polsce – podkreśla dr inż. Paweł Wielgus.

9 lat hossy na rynku, czy jeszcze potrwa?

Dokładnie 9 marca 2018 roku obchodziliśmy 9 rocznicę rynku byka, jednak rynek kapitałowy pomiął ten fakt z jednego powodu. Wszyscy myślą, że już nadeszła bessa i pogrążyli się w krótkich pozycjach. Jednak czy na pewno? Poniżej podam kilka powodów, dla których globalna hossa jeszcze potrwa oraz jeden, dla którego należy spodziewać się bardzo dużej wyprzedaży.

Spółki zarabiają coraz więcej.

Słabość dolara amerykańskiego przełożyła się na pozytywny wzrost zysku netto spółek wchodzących w skład indeksu S&P 500.

S&P 500 growth story

Jest to szczególne wydarzenie, ponieważ w 2015 oraz 2016 roku spółki osiągnęły niższe wyniki sprzedaży oraz ujemny wzrost przychodów, jednak to nie powstrzymało kupujących przed wywindowaniem indeksu na nowe, historyczne szczyty.

Wzrost sprzedaży w 2017 roku znalazł się powyżej 5 procent, tak samo jak wzrost przychodów.

Banki centralne – luzowanie ilościowe jeszcze trwa

Od 2009 roku banki centralne były głównym kupującym obligacji na świecie. Dzięki niższej rentowności kapitał z rynku obligacji został przekierowany na rynek giełdowy. Obecna polityka monetarna banków centralnych zaczęła się zmieniać. Pomimo tego zmiana globalnej polityki monetarnej nie następuje z dnia na dzień i nie jest natychmiastowa. Poniżej przedstawiono prognozę skupu papierów wartościowych przez cztery największe banki centralne na świecie.

citi prognosion

Jak widać według prognozy Citi dopiero w 2019 roku zobaczymy większą wyprzedaż papierów wartościowych netto przez cztery największe banki centralne.

Nie ma problemów z płynnością

Spread 10 i 2 letnich obligacji znajduje się powyżej poziomu zero. Zatem nie mamy problemu z płynnością. W normalnych warunkach ekonomicznych rentowność obligacji o krótkim terminie zapadalności jest na niższym poziomie niż długoterminowych. Jeżeli następuje odwrotne zjawisko, to płynność na rynku międzybankowym oraz na całym rynku kapitałowym powoli zaczyna wysychać. W takich warunkach banki przestają pożyczać kapitał sobie nawzajem oraz starają się ściągnąć z rynku jak największą ilość gotówki (wypowiadają umowy kredytowe).

Poniżej przedstawiono spread 10 i 2-letnich obligacji. Proszę zauważyć, że po spadku spreadu poniżej poziomu zera dochodziło do recesji.

FRED spread

Analiza techniczna nie wskazuje na przełamanie linii trendu

Notowania S&P 500 znajdują się powyżej linii trendu wzrostowego oraz 200-okresowej średniej kroczącej. Oprócz tego stopa zwrotu indeksu od początku roku jest dodatnia.

Notowania SP500, interwał dzienny

sp 500 chart

Źródło: Admiral Markets

Zatem mamy 4 powody, dla których hossa prawdopodobnie będzie kontynuowana. Przyszedł czas na jeden, który zapowiada bardzo długą bessę. Jest nim cena. Długoterminowym czynnikiem zapowiadającym przyszły kierunek akcji jest cena do zysku lub też inne wskaźniki finansowe.

Obecny wskaźnik P/E znajduje się na poziomie 22. Pięcioletnia średnia jest na poziomie 19, natomiast dziesięcioletnia na 17. Powyżej poziomu 16-17 możemy mówić o bardzo drogich akcjach. Z tego względu w długim terminie na rynku akcji czeka na nas bessa.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Rewolucyjny lek pomoże leczyć choroby układu oddechowego. Tylko na astmę oskrzelową co roku umiera 250 tys. osób

Rewolucyjny lek pomoże leczyć choroby układu oddechowego. Tylko na astmę oskrzelową co roku umiera 250 tys. osób 7

Nadchodzi przełom w leczeniu chorób zapalnych, które prowadzą do nieodwracalnych zmian w obrębie układu oddechowego. Pierwsze badania kliniczne wskazują, że związek OATD-01 może hamować proces zapalny w drogach oddechowych i proces zmian tkankowych. Dzięki temu może być ratunkiem dla pacjentów, u których dotychczasowe terapie były mało skuteczne, lub w sytuacjach, gdzie dotychczas nie wynaleziono odpowiednich leków. Obecnie związek jest badany klinicznie. Tylko na astmę choruje na świecie nawet 300 mln osób.

– OATD-01 jest nowym, potencjalnym lekiem do zastosowania w leczeniu chorób układu oddechowego, takich jak astma, ale również chorób śródmiąższowych płuc, jak idiopatyczne włóknienie płuc czy sarkoidoza, w których brakuje obecnie skutecznych terapii. Naszym celem jest rozwijanie leków, które mają zupełnie nowy mechanizm działania, ale też będą dla pacjentów, którzy nie mają opcji terapeutycznych, dla których nie ma właściwie żadnych skutecznych terapii – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Karolina Dzwonek, Dyrektor Działu Biologii w OncoArendi Therapeutics.

Związek OATD-01 należy do zupełnie nowej klasy leków, tzw. inhibitorów chitynaz – kwaśnej chitynazy ssaków (AMCase) i chitotriozydazy (CHIT1). Chitynazy to enzymy trawiące chitynę – polimer występujący m.in. w ścianie komórkowej grzybów. Badania wskazują, że chitynazy są zaangażowane w procesy zapalne, także proces włóknienia tkanki, a u pacjentów z chorobami układu oddechowego poziom aktywnych chitynaz znacznie się zwiększa. OATD-01 to pierwszy lek, który może zahamować ich aktywność.

– Wykazaliśmy w badaniach przedklinicznych, że lek ma podwójne działanie. Z jednej strony jest lekiem przeciwzapalnym, czyli hamuje proces zapalny w drogach oddechowych, z drugiej strony hamuje proces zmian tkankowych, który zachodzi w takich ciężkich chorobach jak włóknienie płuc czy sarkoidoza, stąd chcielibyśmy móc zastosować go w różnych chorobach, w których leczenia brakuje – tłumaczy Karolina Dzwonek.

OATD-01 został wyłoniony jako kandydat kliniczny w 2016 roku na podstawie wyników badań na zwierzętach, w których wykazał działanie terapeutyczne, m.in. w modelu astmy oraz idiopatycznego włóknienia płuc. W październiku 2017 roku wszedł w pierwszą fazę badań klinicznych na ludziach („First in Human”) w ośrodku klinicznym w Niemczech. Był to moment przełomowy, bo dotychczas nikt jeszcze nie stosował inhibitorów chitynaz u ludzi.

– Obecnie z naszym lekiem weszliśmy w bardzo wstępną fazę badań klinicznych, skoncentrowanych na określeniu bezpieczeństwa tego leku. Badanie praktycznie już się skończyło, jesteśmy bardzo zadowoleni, wyniki są bardzo dobre. Wygląda na to, że cząsteczka będzie miała bardzo duże okno terapeutyczne. Mam nadzieję, że w dalszym etapie przejdziemy do badań, w których wykażemy wstępną aktywność u pacjentów, teraz te badania odbywały się na zdrowych ochotnikach – mówi dr Stanisław Pikul, Dyrektor ds. Rozwoju w OncoArendi Therapeutics.

Według Światowej Organizacji Zdrowia tylko na astmę oskrzelową choruje nawet 300 mln osób, a każdego roku jest ona przyczyną śmierci 250 tys. osób. Lek mógłby się też sprawdzić u chorych z idiopatycznym włóknieniem płuc, gdzie śmiertelność jest większa niż w części nowotworów złośliwych, lub w leczeniu pacjentów chorych na sarkoidozę.

– Wiadomo, że rynek astmy jest bardzo duży. Jest kilkaset milionów ludzi na całym świecie, którzy cierpią z tego powodu, więc potencjalne zastosowanie i użycie tego leku jest bardzo duże. Włóknienie płuc czy sarkoidoza są chorobami sierocymi o dużo mniejszej populacji, niemniej jest to bardzo potrzebny lek, bo w tym przypadku albo nie mamy terapii, albo te terapie są niezbyt skuteczne – przekonuje Stanisław Pikul.

Jako lek drobnocząsteczkowy OATD-01 będzie podawany w tabletkach. Zanim jednak trafi na rynek, minie kilka lat.

– Musimy zbadać działanie leku w różnych sytuacjach, w różnych populacjach pacjentów. Spodziewamy się, że najwcześniej za 5–6 lat cząsteczka stanie się lekiem na rynku – ocenia Stanisław Pikul.

Angażowanie pracowników jest passé? Nadchodzi era employee experience

Wraz z ożywieniem gospodarki polepszają się uwarunkowania na polskim rynku pracy. Proporcjonalnie do tempa zmian w strukturze zatrudnienia, rośnie presja jaką odczuwają managerowie działów HR. Jak budować więź z potencjalnymi oraz obecnymi pracownikami? Z pomocą przychodzi nowy trend – employee experience. 

Wysokość bezrobocia w Polsce osiąga coraz niższe wartości. W listopadzie 2017 roku stopa bezrobocia wynosiła 6,5 proc., czyli ponad 1,7 p.p. mniej w porównaniu do roku poprzedniego[1]. Zjawisko to wpływa na nowe spojrzenie na rynek pracy, który nie bez powodu coraz częściej określany jest jako rynek pracownika. Jak budować wizerunek firmy, której główną wartością jest człowiek? Czas na wdrożenie strategii opartej na kreowaniu pozytywnego doświadczenia pracowników, czyli employee experience.

Wizerunek firmy z perspektywy pracownika

Głównym zadaniem pracodawców jest przekładnie wniosków wyciągniętych z obserwacji rynku na potrzeby własnej organizacji. Wdrażając jedno rozwiązanie, nie możemy zapominać o monitorowaniu nowych trendów. Do niedawana to kwestia budowania zaangażowania pracowników była głównym celem, na którym skupiała się większość firm. Jednak dynamizm zmian, jakie widoczne są na rynku pracy wpływa na zmienność potrzeb osób aktywnych zawodowo. Dziś pracownicy poszukują dopasowanej ścieżki zawodowej i odpowiedniego miejsca pracy, goniąc za własnymi aspiracjami oraz marzeniami. Dlatego skupienie się wyłącznie na budowaniu zaangażowania pracowników, nie przekłada się na całokształt postrzegania przez nich firmy. Z pomocą przychodzi employee experience, czyli budowanie doświadczenia pracownika przy okazji każdego kontaktu z firmą. – Esencją ideologii employee experience jest dbałość o każdy etap uczestniczenia pracownika w życiu firmy – począwszy od rekrutacji (candidate experience), poprzez przebieg działalności wewnętrznej, aż do momentu exit interview, czyli kończąc współpracę z danę firmą. Suma doświadczeń oraz emocji, jakie towarzyszyły pracownikowi na każdym z tych etapów składa się na jego obraz organizacji. Dlatego, by dobrze zrozumieć ten trend, należy spojrzeć na firmę „oczami pracownika” – mówi Aleksandra Gołębiewska z firmy Wyjątkowy Prezent, oferującej benefity pracownicze w formie przeżyć.

Employee experience w praktyce

Proces budowania doświadczenia pracownika rozpoczyna się już podczas pierwszego kontaktu z daną organizacją, czyli na rozmowie rekrutacyjnej. Wiele firm niesłusznie bagatelizuje ten moment, a może być on kluczowy w kontekście wyboru miejsca pracy. Na tym etapie pracownik określa poziom zaangażowania pracodawcy w wewnętrzną strukturę firmy. Odpowiednie przygotowanie do rozmowy, umiejętność przedstawienia głównych idei oraz wartości firmy wraz z profesjonalnym podejściem do procesu rekrutacji pokazuje sposób działania danej organizacji. Jeśli potencjalny pracownik już na tym etapie poczuje się nieodpowiednio potraktowany, np. poprzez nieuzasadnione spóźnienie na rozmowę rekrutera, przełoży te zachowania na ogólną postawę pracodawcy wobec pracownika. Należy pamiętać, że szczegóły składają się na ogół działań. Priorytetem staje się pokazanie wartości jaką pracownicy stanowią dla danej firmy, tak aby budować kolejne doświadczenia na stabilnych fundamentach. Strategia employee experience obejmuje także codzienne życie pracownika w strukturach firmy. Budowanie odpowiedniej kultury organizacyjnej oraz klimatu wewnętrznego, wpływa na jakość oraz efektywność działań. Zarówno pracowników, jak i organizacje powinny łączyć wspólne cele i wartości. Taka kompatybilność pozytywnie wpływa na motywację oraz atmosferę panującą w firmie. Co więcej, jeśli zespół identyfikuje się z firmą, czując się jej częścią, powinien mieć możliwość zarówno bezpośredniego, jak i pośredniego wpływania na jej działania. Dlatego też, tak ważne jest umożliwienie pracownikom przekazywania swoich uwagach dotyczących życia w organizacji. Dzięki dostępności do zaawansowanych technologii firmy są w stanie na bieżąco zbierać i analizować otrzymane informacje. Kluczem staje się wdrażanie działań, które są odpowiedzią na potrzeby oraz problemy zgłaszane wewnętrznie. Jest to bezpośredni komunikat do pracowników, mówiący: „zależy nam na Twoich uwagach, jesteś dla nas ważny”. Kolejnym elementem jest docenianie oraz motywowanie pracowników, budując dzięki temu ich zaangażowanie. – Organizacja, oczekując efektywnego wkładu pracownika w jej rozwój, stawia określone cele. Nie można jednak zapomnieć, że kluczem jest nie tylko branie, ale i dawanie, czyli motywowanie pracowników. Forma gratyfikacji nie musi opierać się wyłącznie na kwestiach materialnych, warto pomyśleć o alternatywnych rodzajach nagród, jak np. voucher na weekendowy wyjazd do SPA. Jeśli proporcje w tej wymianie zostaną odpowiednio zachowane, firma może przyspieszyć swój rozwój, a pracownik odczuć wyraźny wzrost satysfakcji z wykonywanych zadań – mówi Aleksandra Gołębiewska z firmy Wyjątkowy Prezent. Należy jednak pamiętać, że sukces jest często składową pracy grupowej, dlatego ważne jest, aby integrować poszczególne działy i zespoły. – Pracodawca powinien dbać o poziom komunikacji wewnątrz swojej organizacji. Jeśli pracownicy czują się w niej pewnie i swobodnie, nie boją się prezentować swoich pomysłów oraz niekonwencjonalnych rozwiązań. Dzięki temu wzrasta kreatywność oraz innowacyjność firmy. Dlatego tak ważne jest przełamywanie barier poprzez integrację. Należy jednak pamiętać, że forma wspólnej aktywności powinna stymulować pracowników, umożliwiając im zmniejszenie dystansu przy odrobienie rywalizacji. Jednym z przykładów takiej integracji jest np. paintball laserowy, który wymaga od zawodników współpracy, określenia spójnej strategii oraz pomysłowości – dodaje Aleksandra Gołębiewska z firmy Wyjątkowy Prezent. Ostatnim elementem, na którym opiera się employee experience jest etap odejścia pracownika z firmy. Jest to czas równie trudny, jak i ważny dla obu stron. Pracodawcy nie spodziewając się otrzymania informacji dotyczącej wypowiedzenia, działają lekkomyślnie. Często starają się zatrzymać pracownika wszystkimi możliwymi sposobami, jak np. groźby dotyczące kar umownych. Dlatego też proces zarządzania odejściami w firmie powinien mieć swoje ramy formalne, ponieważ sprawdza autentyczność deklarowanych przez pracodawcę wartości. Co więcej, jednym z najlepszych źródeł opinii o danej organizacji dla potencjalnych pracowników są osoby, które odbyły już swoją ścieżkę kariery w danym miejscu.

Idea zarządzania doświadczeniem pracowników jest w Polsce wciąż niedoceniana przez wiele organizacji. Jak wynika z analizy trendów w HR w 2017 roku, przeprowadzonej przez Deloitte, w Polsce 60 proc. badanych firm wdrożyło elementy lub strategię opartą na budowaniu doświadczenia pracownika. W porównaniu do skali globalnej, jest to o 14 p.p. niższy wynik[2]. Kluczowym problemem jest brak świadomości firm, bariery komunikacyjne oraz trudności wywołane tempem zmian
i konieczność szybkiego implementowania nowych rozwiązań. Jednak zarówno rynek pracowników, jak i rynek pracodawców dojrzewa. Firmy są coraz bardziej świadome potrzeby wprowadzania ulepszeń, co sugeruje, że rynek pracy zmierza we właściwym kierunku. Kolejne miesiące mogą więc przynieść wiele pozytywnych zmian.

[1] „Bezrobocie rejestrowane w Polsce” Raport miesięczny – listopad 2017 r.; Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

[2] Raport Deloitte: Trendy HR 2017. Zmiana zasad w erze cyfryzacji

Ryzyko wojny handlowej już nie budzi nadmiernych emocji na rynkach

W ubiegłym tygodniu informacje dotyczące światowej polityki okazały się istotniejsze od twardych danych. Pomimo wzrostu zmienności na przestrzeni ostatnich dni, polski złoty w relacji do dwóch głównych walut zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie.

Waluty Meksyku i Kanady doświadczyły istotnego umocnienia po publikacji informacji, że oba kraje nie zostaną objęte ogłoszonymi przez Trumpa cłami na import stali i aluminium. Z kolei wieść o spotkaniu prezydenta Stanów Zjednoczonych z dyktatorem Korei Północnej, Kim Dzong Unem wspierała południowokoreańskiego wona. Przez cały tydzień waluty G10 zachowywały się dokładnie tak, jak można się tego spodziewać w sytuacji zmiany układu ryzyka na rynku: frank szwajcarski i jen japoński pozostawały słabsze, z kolei dolar australijski i nowozelandzki wyraźnie zyskiwały. Dolar amerykański i euro zakończyły tydzień mniej więcej na tym samym poziomie, na którym go rozpoczęły.

Nadchodzący tydzień nie będzie zbyt obfity w informacje z gospodarek. Wtorkowy raport o inflacji w Stanach Zjednoczonych będzie ostatnim ważnym dokumentem, jaki otrzymają członkowie Rezerwy Federalnej przed najbliższym posiedzeniem decyzyjnym.

PLN

Polski złoty w relacji do dolara amerykańskiego i euro zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie. W parze z funtem brytyjskim polska waluta była poddana lekkiej wyprzedaży.

Najistotniejszym krajowym wydarzeniem ubiegłego tygodnia było spotkanie Rady Polityki Pieniężnej. Zgodnie z oczekiwaniami, RPP utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Istotnej zmianie nie uległ również ton prezesa Glapińskiego, który powtórzył, że w jego opinii w niedalekiej przyszłości stopy procentowe powinny pozostać stabilne. Stwierdził, że na podwyżki możemy poczekać nawet do 2020 r. W kontekście spotkania warto również wspomnieć o zaktualizowanych projekcjach makroekonomicznych NBP. Obecnie bank centralny zakłada, że dynamika PKB na przestrzeni kolejnych lat będzie wyraźnie wyższa od oczekiwanej w listopadzie. Jednocześnie, bank spodziewa się nieznacznej zmiany kształtu ścieżki inflacji z dynamiką cen niższą w 2018 r. i wyższą w 2019 r. Pod koniec okresu projekcji, w 2020 r. inflacja CPI ma znajdować się w okolicy 3% rocznie. Na konferencję RPP złoty zareagował osłabieniem w relacji do głównych walut, ostatecznie jednak zakończył tydzień na poziomie zbliżonym do tego z jego rozpoczęcia.

W tym tygodniu złoty powinien reagować przede wszystkim na zmiany sentymentu i informacje gospodarcze istotne dla głównych par. Z informacji krajowych warto będzie zwrócić uwagę na odczyty inflacji i danych z rynku pracy, które poznamy pod koniec tygodnia.

GBP

Funta brytyjskiego w ubiegłym tygodniu wspierały dobre dane dotyczące aktywności przedsiębiorstw. Indeks PMI dla usług w lutym wzrósł do poziomu 54,5. Odczyt wzrósł do najwyższego poziomu od czterech miesięcy. Pozwoliło to na umocnienie brytyjskiej waluty w relacji do dolara amerykańskiego i euro. Szterlingowi sprzyjał również fakt, iż ubiegły tydzień nie przyniósł wielu istotnych informacji dotyczących negocjacji ws. Brexitu – wcześniej to właśnie polityka szkodziła brytyjskiej walucie.

Bieżący tydzień nie będzie zbyt obfity w dane z gospodarki ani informacje dotyczące procesu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. We wtorek opublikowany zostanie komunikat Kanclerza Skarbu, Philipa Hammonda dotyczący stanu finansów publicznych Na wartość funta brytyjskiego największy wpływ powinny mieć jednak przede wszystkim informacje z pozostałych gospodarek.

EUR

Pozytywny wpływ, jaki na wspólną europejską walutę mogły mieć informacje dotyczące ostatecznego uformowania rządu tzw. Wielkiej Koalicji partii CDU/CSU i SPD w Niemczech został stłumiony przez negatywny wynik wyborów we Włoszech – z tego względu euro na początku tygodnia nie było poddane zbyt dużym wahaniom.

Ostatnie posiedzenie EBC przyniosło kilka nowych informacji: lekko zaktualizowane prognozy inflacji i wzrostu gospodarczego, usunięcie z komunikatu informacji o możliwości wydłużenia/zwiększenia wartości aktywów skupowanych w ramach programu QE oraz dość gołębi ton Mario Draghiego. Pomimo początkowej aprecjacji, konferencja EBC zaowocowała wyprzedażą euro. Ostatecznie jednak waluta zakończyła tydzień na poziomie zbliżonym do tego z otwarcia.

Podobnie jak w przypadku funta, kalendarz publikacji ze strefy euro w tym tygodniu nie wygląda zbyt porywająco.

USD

Widmo wojny handlowej, które w ostatnich dniach krążyło nad światową gospodarką nieco wyblakło, odkąd Stany Zjednoczone zadeklarowały, że zarówno Meksyk, jak i Kanada nie zostaną objęte cłami na stal i aluminium. Prezydent USA zasugerował, że “taryfa ulgowa” może objąć również większą liczbę krajów.

Opublikowany w piątek raport z amerykańskiego rynku pracy pokazał wysokie tempo kreacji miejsc pracy. Zarówno stopa bezrobocia, jak i realne płace pozostają na w miarę stabilnym poziomie – nominalne płacy w lutym rosły nieznacznie szybciej od dynamiki cen. Ostatni raport z rynku pracy jest spójny z oczekiwaniami trzech do czterech podwyżek stóp procentowych w 2018 r.

W tym tygodniu kluczową publikacją z USA będzie raport o inflacji. Dane, które poznamy we wtorek będą informacjami, które mają szczególne znaczenie dla Rezerwy Federalnej. Są jednymi z tych odczytów, które będą determinowały szybkość, z jaką Rezerwa Federalna będzie podnosić stopy procentowe w kolejnych kwartałach.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

x-kom – podsumowanie 2017 roku

Blisko 19 milionów odwiedzających sklep internetowy oraz salony stacjonarne i niemal 1,5 miliona zrealizowanych zamówień – miniony rok był dla x-kom bardzo rozwojowy. Z oferty marki korzysta coraz więcej klientów, dzięki czemu firma należy do grona najchętniej wybieranych sklepów z elektroniką użytkową. W ciągu ostatnich 12 miesięcy przychody x-kom zbliżyły się do 1,4 mld zł, co oznacza wzrost na poziomie ok. 10% wzrost rok do roku.

Uruchomienie nowego centrum logistycznego, udostępnienie aplikacji mobilnej czy poszerzanie oferty produktowej to tylko niektóre z wielu projektów inwestycyjnych zrealizowanych w 2017 r.  To był wyjątkowy rok, w którym firma obchodziła 15-lecie funkcjonowania na rynku.

Innowacje logistyczne

x-kom od początku konsekwentnie realizuje zakładane cele biznesowe. Kolejne propozycje w asortymencie, w którym można znaleźć ponad 23 tys. różnych produktów od ponad 400 producentów i nowe rozwiązania dla klientów wpływają na rozwój i wyniki finansowe spółki. Nie bez znaczenia okazało się uruchomienie nowego centrum logistycznego w specjalnej strefie ekonomicznej Euro-Park Mielec w Częstochowie, które posiada ponad 8,2 tys. m2 powierzchni magazynowej. Centrum zostało wyposażone w jeden z najnowocześniejszych na świecie systemów automatyki, który ma pomóc w zarządzaniu gospodarką magazynową i zwiększyć ilość realizowanych zamówień klientów nawet do kilku tysięcy na godzinę. Nowe procesy logistyczne i zmiany w systemie obsługi zamówień pozwoliły w ubiegłym roku na realizację blisko 1,5 mln zamówień i wypracowanie przychodu na poziomie ok. 1,4 mld złotych. Największy udział w sprzedaży towarów przypadł kategorii produktów mobilnych, takich jak notebooki, smartfony i tablety. Wśród znaczących grup należy wymienić także urządzenia peryferyjne (drukarki, monitory, projektory), komponenty oraz akcesoria komputerowe. Nasz udział w rynku detalicznym szacujemy na 11 – 13% – komentuje Przemysław Ladra, dyrektor handlowy x-kom.

Mobilność na wysokim poziomie

O rosnącej popularności marki świadczy także liczba osób odwiedzających stronę. Tylko w 2017 było ich prawie 17 mln (o ponad 30% więcej w stosunku do roku 2016) co powoduje, że x-kom plasuje się w ścisłej czołówce najpopularniejszych sklepów online w branży elektronicznej. Z myślą o klientach firma przygotowała aplikację mobilną, dzięki której użytkownicy, w swoim telefonie, mają dostęp do wszystkich funkcji sklepu. Z jej pomocą można dokonać zakupów w dogodnym miejscu i czasie, sprawdzić aktualny status zamówienia, a także otrzymać powiadomienia push o nowościach, promocjach i limitowanych okazjach w „Gorącym Strzale”. Aplikacja trafiła w ręce użytkowników  na początku stycznia ubiegłego roku. Od tego czasu pobrało ją ponad 150 tys. osób (120 tys. pobrań na Android oraz 30 tys. na iOS). Aktualnie korzysta z niej ponad 60 tys. użytkowników miesięcznie. Całkowity obrót z zakupów w aplikacji przekroczył już 14 mln zł netto i wciąż rośnie.

Siła widoczna w social mediach

Duże zainteresowanie marką widoczne jest również w social media. Profil x-kom na Facebooku polubiło już ponad 280 tys. fanów, na Instagramie prawie 20 000 fanów, a na Twitterze śledzi go ponad 10 tys. followersów. Wyniki te są efektem przyjętej strategii marketingowej i wizerunkowej. Jednym z kluczowych jej elementów była urodzinowa kampania – od 15 lat ponad standard. To pierwsza tak duża inicjatywa marki, która obejmowała m.in. spoty reklamowe, specjalne wydarzenia w salonach, grę w aplikacji mobilnej oraz promocję na ponad 100 wybranych produktów.

Stabilny rozwój

Plany biznesowe na najbliższy rok zakładają dalszy rozwój we wszystkich obszarach działalności spółki. W bliskiej perspektywie firma planuje przenosiny do nowo wybudowanego biurowca o powierzchni 1,9 tys. m2, a także rozpoczęcie kolejnej inwestycji związanej z rozbudową centrum logistycznego o wartości 15-30 mln zł. Spółka zakłada również dalszy wzrost zatrudnienia. Przede wszystkim rekrutujemy specjalistów oraz osoby do kadry menedżerskiej. Estymujemy, że w perspektywie najbliższego roku zwiększymy zatrudnienie o 10% – informuje Przemysław Ladra.

x-kom rozważa także otwarcie nowych salonów w Polsce. W tym momencie jesteśmy na etapie analizowania rynku m.in. pod kątem naszych potencjalnych klientów, komunikacji, bliskości konkurencji i kosztów najmu. Jeżeli zdecydujemy się na otwarcie kolejnych salonów, będą to maksymalnie 4 nowe placówki – dodaje Ladra. Obok rozwoju w obszarze salonów stacjonarnych x-kom nadal dynamicznie będzie rozwijać segment sprzedaży internetowej.

E-commerce na zakazie handlu w niedzielę zarobi więcej niż przewidywano

  • Branża e-commerce w pierwszą niehandlową niedzielę odnotowała ponad dwukrotny wzrost sprzedaży
  • Udział wczorajszej niedzieli w transakcjach online to aż 18% całości przychodów e‑sklepów w ostatnim tygodniu
  • Ładna pogoda spowodowała lawinę e-zakupów między godz. 18 a 22

Zamknięcie sklepów w niedzielę, według wyliczeń analityków z QuarticON*, dało potężnego kopa cyfrowym sklepom. Podczas gdy w tym roku średnio cały polski e-handel notował zwykle 130 mln zł przychodu w niedzielę, to wczoraj Polacy w sieci wydali aż 270 mln zł.

–  To była świetna niedziela dla e-commerce. Gdyby każda niedziela wolna od handlu wyglądałoby podobnie jak ta pierwsza, e-handel tylko na transakcjach w niehandlowe niedziele zyskałby ekstra 2 mld zł w 2018 r. – mówi Paweł Wyborski, prezes QuarticON.

Niedziela jeszcze przed wejściem ustawy o zakazie handlu była bardzo dobrym dniem handlowym dla e-commerce. W skali tygodnia sprzedaż w niedzielę sprzed wejścia ustawy o zakazie dla branży e‑commerce wynosiła średnio 13% całości przychodów. Pierwsza niehandlowa niedziela znacząco zmieniła te statystyki: branża e-commerce odnotowała niemal 40-proc. wzrost udziałów w sprzedaży w skali całego tygodnia w porównaniu ze średnim wynikiem rocznym. Tym samym – jak wynika z analiz QuarticON – wczoraj sklepy internetowe wygenerowały aż 18% swoich tygodniowych obrotów.

Napływające dane zapowiadają tłusty rok w e-handlu. Zdaniem Łukasza Szczepańskiego, prezesa Merlin.pl, wzrostowy trend potwierdzą kolejne niehandlowe niedziele.

Wprowadzony zakazu handlu w niedzielę to szansa na zwiększenie obrotów o co najmniej kilkanaście procent w skali roku. Obecnie badamy więc skuteczność różnych działań marketingowych, mogących jeszcze zwiększyć efekt prosprzedażowy w dni objęte zakazem handlu w sklepach stacjonarnych. Dostawy tego samego dnia w konkretnych miastach Polski są dla nas ważnym strategicznie zagadnieniem. Chcielibyśmy uruchomić taką usługą dla zamówień we wszystkie dni tygodnia, nie tylko w niedzielę – ocenia Łukasz Szczepański, prezes Merlin.pl.

Urząd Skarbowy nie może podstępem zwabiać podatników

Skuteczne zawiadomienie podatnika o wszczęciu wobec niego postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe oznacza zawieszenie biegu przedawnienia zobowiązania podatkowego, z którego niewykonaniem wiąże się podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Ten skutek jest bardzo korzystny dla organów podatkowych, dlatego aby go osiągnąć, niejednokrotnie uciekają się do podstępu, próbując niejako zwabić podatnika w pułapkę. Takie postępowanie fiskusa zdecydowanie skrytykował Naczelny Sąd Administracyjny.

Stan faktyczny

Wyrokiem z dnia 13 września 2017 r., sygn. akt I FSK 2184/15 Naczelny Sąd Administracyjny utrzymał w mocy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie uchylający decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Lublinie w przedmiocie podatku od towarów i usług za poszczególne miesiące 2005 r. Istota problemu sprowadzała się do tego, czy organ skutecznie zawiadomił podatnika o wszczęciu wobec niego postępowania karnego skarbowego, a tym samym – czy w rezultacie zawiadomienia doszło do zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych objętych decyzją organu. Kluczowe znaczenie dla rozpoznawanej sprawy miał fakt, że zawiadomienie o wszczęciu postępowania karnego skarbowego zostało doręczone podatnikowi podczas jego wizyty w urzędzie w innej sprawie (odbiór dokumentów), niejako z zaskoczenia. Z treści samego zawiadomienia o wszczęciu nie wynikało jednoznacznie, jakiej sprawy ono dotyczy, tj. że przedmiotem postępowania jest zobowiązanie w podatku od towarów i usług za poszczególne miesiące 2005 r.

Stan prawny

Naczelny Sąd Administracyjny podzielił pogląd sądu I instancji, że z zawiadomienia o wszczęciu postępowania karnego skarbowego wobec podatnika musi wynikać jednoznacznie, o jaką sprawę chodzi, oraz że musi dojść do skutecznego zawiadomienia podatnika o wszczęciu takiego postępowania. Zdaniem NSA analiza okoliczności sprawy i działań podjętych przez organ nie prowadzi do wniosku, iż do takiego skutecznego doręczenia doszło, a tym samym nie każda czynność dokonana przez organ, nawet pomimo braku wymaganej przepisami formy tej czynności, wywołuje skutki, o których mowa w ustawie. Organ II instancji prawidłowość zawiadomienia o wszczęciu wywodził bowiem jedynie z treści notatki służbowej sporządzonej przez pracownika organu oraz z zeznań świadków, które to zeznania sądy obu instancji uznały za niespójne i nieprzekonujące. Ponadto w ocenie NSA o nieprawidłowości doręczenia świadczył również fakt, że organ po rzekomo skutecznym doręczeniu zawiadomienia ponownie wezwał podatnika do stawienia się w urzędzie celem przedstawienia mu postanowienia o wszczęciu postępowania karnego skarbowego – organ miał zatem świadomość, że po raz pierwszy nieprawidłowo zawiadomił podatnika o podjętych względem niego czynnościach.

Skutki procesowe

Wyrok NSA rozjaśnia wątpliwości związane z zawieszeniem biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych, a tym samym umacnia pewność prawa podatników. Dowodzi, że podatnik musi zostać powiadomiony o czynnościach organu we właściwy sposób. Naruszenie przez organ przepisów o dokonywaniu doręczeń stanowić zaś może podstawę do zaskarżenia, a następnie uchylenia decyzji w postępowaniu przed sądem administracyjnym. W konsekwencji prawomocnego uchylenia decyzji zawieszenie biegu przedawnienia nie nastąpi, a zobowiązanie podatkowe po upływie ustawowego terminu wygaśnie.

Omawiany wyrok ma również istotne znaczenie, jeśli chodzi o kształtowanie właściwego postępowania organów podatkowych. Jednoznacznie wynika bowiem z niego, że organ nie może zaskakiwać podatnika w taki sposób, jak w rozpoznawanej sprawie, lecz musi działać w sposób budzący zaufanie, w ramach obowiązujących procedur i z poszanowaniem praw strony postępowania. Podatnik dysponuje zatem środkami umożliwiającymi mu obronę przed działaniami organów administracji skarbowej, które nie znajdują oparcia w obowiązujących przepisach. Należy tylko pamiętać, aby z instytucji służących takiej obronie skorzystać we właściwym, ustawowym terminie.

Ponadto trzeba zawsze mieć na uwadze, że organ nie zawsze działa zgodnie z obowiązującymi przepisami – czasami liczy na to, że podatnik nie zna obowiązującego prawa.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs euro do dolara w świetle danych z amerykańskiego rynku pracy

Dane z amerykańskiego rynku pracy napawają optymizmem, dając jednocześnie minimalny wzrost kursu USD względem EUR na poziomie 0,04 proc. Tak bardzo oczekiwane przez analityków informacje zza oceanu mogą znaleźć swoje odzwierciedlenie w rosnącej wycenie eurodolara, ale – według ekspertów Aforti Exchange – dopiero w ujęciu długookresowym, chociażby ze względu na szeroką konsolidację średnioterminową na tym rynku.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Dane z rynku pracy w USA okazały się wyjątkowo dobre, co powinno
w krótkiej perspektywie umacniać amerykańską walutę
. Jednakże
z uwagi na szeroką konsolidację średnioterminową na rynku eurodolara, sytuacja na rynku walut jest coraz bardziej skomplikowana.

Nadal możliwa jest kontynuacja wzrostów do głównej linii trendu spadkowego, jednakże barierą okazał się ponownie poziom 1.2430.
Z drugiej strony podaż nie zdołała powrócić poniżej bariery długoterminowej w cenie 1.23, mimo że miniony tydzień zakończył się prawdopodobnie ruchem powrotnym do naruszonego dwa tygodnie temu kanału wzrostowego.

prognozy dla EUR USD
Źródło: Aforti Exchange – prognozy dla EUR/USD

Dopóki notowania EUR/USD nie opuszczą szerokiej konsolidacji 1.2250 – 1.2430, wspomniana para walutowa może dłuższy czas pozostać w jego zakresie.

Jednocześnie  jesteśmy coraz bliżej rozpoczęcia trwalszego ruchu umacniającego dolara, a wszystkie pozytywne dane dla tej waluty zadziałają najprawdopodobniej z opóźnieniem.

Dobre dane z USA. Nowe projekcje NBP

Amerykański rynek pracy stworzył najwięcej nowych miejsc od ponad 3 lat. Liczba wież wiertniczych w USA spada. NBP przedstawił prognozy wzrostu PKB oraz inflacji na najbliższe lata.

Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy

W piątek poznaliśmy dwa odczyty z USA. Stopę bezrobocia oraz zmianę zatrudnienia. W USA stopa bezrobocia jest dla rynków mniej istotna, gdyż są to dane, które są opóźnione względem liczby nowo zarejestrowanych bezrobotnych. W związku z tym jej utrzymanie na poziomie 4,1% wobec oczekiwanego spadku do 4% nie osłabiło dolara tak mocno jakby się można było tego spodziewać. Z drugiej strony, ruch ten był korygowany przez liczbę nowoutworzonych miejsc pracy. 313 tysięcy miejsc w sektorze pozarolniczym to najlepszy wynik miesięczny od ponad trzech lat. W rezultacie na walutach widzieliśmy podniesioną zmienność i lekki odwrót od dolara. Lepiej zareagował giełda, która po dobrych danych poszła w górę.

Spadek liczby odwiertów w USA

W piątkowy wieczór poznaliśmy dane z USA na temat liczby wież wiertniczych dla rynku ropy. Po tym jak ostatnio wartość ta wzrosła, analitycy spodziewali się dalszych wzrostów, a tym samym nadpodaży ropy na rynku. Piątkowe dane pokazały jednak spadek liczby wież wiertniczych. Ruch wzrostowy cen ropy naftowej rozpoczął się już jednak przed publikacją danych. Jaki wpływ ropa ma na rynki walutowe? Wzrosty cen powodują umacnianie się walut państw, które są mocno uzależnione od dochodów z eksportu ropy. Dobrym przykładem w naszym regionie jest Rosja. Piątkowy wzrost cen ropy spowodował umocnienie rubla o około 0,5%.

Nowe projekcje NBP

Poznaliśmy prognozy najważniejszych wskaźników makroekonomicznych dla Polski wg NBP. Wzrost gospodarczy ma wynieść w tym roku 4,2%, a nie jak zakładano w listopadzie 3,6%. Lepiej ma też rozwijać się gospodarka w 2019 roku. Inflacja ma w 2018 roku zwolnić. Dotychczas spodziewano się 2,3%, a nowa projekcja mówi o 2,1%. Poznaliśmy również przewidywania na 2020 rok. Mówią one o inflacji na poziomie 3%. Zatem skoro zarówno 2019, jak i 2020 rok mają przekroczyć cel inflacyjny na poziomie 2,5%, można spodziewać się pod koniec przyszłego roku zmian stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Warto natomiast zwrócić uwagę, że Ameryka Północna zmieniła w weekend czas na letni zatem giełda otwiera się godzinę wcześniej.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Bitcoin na rollercoasterze

Po sporym spadku na wartości, zaliczonym w zeszłym tygodniu (zjazd z 11,7 tys. USD do 8,6 tys. USD, czyli o 26%), od piątku kurs bitcoina zachowuje się jak kolejka górska w wesołym miasteczku. W tym czasie zaliczył cztery dołki na poziomie 8,6 tys. USD i kilka szczytów w wysokości 9,4 tys. USD oraz 9,6 tys. USD i ostatecznie w poniedziałek rano pozostaje przy tej ostatniej wartości. Zarówno w piątek rano, jak i w niedzielę rano najpopularniejsza kryptowaluta kosztowała 8,8 tys. USD. Oznacza to, że w porównaniu z tamtymi cenami aktualnie jej wartość podskoczyła o 9%.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,15%), brytyjskiego funta (-0,08%), dolara kanadyjskiego (-0,02%), dolara australijskiego (-0,27%) oraz japońskiego jena (-0,13%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,232, GBP/USD – 1,386, USD/CAD – 1,281, AUD/USD – 0,787 i USD/JPY – 106,6. Euro jest minimalnie silniejsze wobec japońskiego jena (+0,02%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,5, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,889. W porównaniu z sytuacją sprzed weekendu złotówka umacnia się do głównych walut poza funtem, wobec którego kurs się nie zmienia. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,4 zł, euro – 4,19 zł, funt – 4,71 zł, a frank szwajcarski – 3,58 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,3%, frankfurcki indeks DAX stracił 0,07%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,39%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 1,74%, meksykański indeks Bolsa – o 0,66%, a brazylijski indeks Bovespa – o 1,63%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei zyskał 1,65%, indeks Shanghai Composite – 0,59%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 1,9%.

Ropa i złoto

Po wcześniejszych spadkach ceny ropy naftowej idą w górę. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 65,49 USD (+2,87%), a ropy WTI – 62,04 USD (+3,09%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy wzrosła o 2 USD do 71 USD. Również złoto zyskuje na wartości. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1321 USD. To 3 USD więcej (+0,23%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Rumunia – Bilans handlu zagranicznego, styczeń -0,775 mld EUR (poprzednio -1,61 mld EUR)
  • 9:00 – Polska – Raport o inflacji
  • 13:00 – Indie – Inflacja CPI (r/r), luty (prognoza 4,8%)
  • 19:00 – USA – Budżet federalny, luty (prognoza -216 mld USD)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Inwestycje planuje dwa razy więcej średnich niż mikro firm

Nowy rok w najlepszych nastrojach rozpoczęły średnie firmy – odczyt „Barometru EFL” dla tej grupy
w I kwartale był najwyższy w całym sektorze MŚP i wyniósł 62 pkt. Co więcej, firmy zatrudniające od 50 do 249 pracowników jako jedyne odnotowały wzrost wskaźnika kwartał do kwartału (+1 pkt.). Odczyty dla mikro i małych firm były zdecydowanie niższe i wyniosły odpowiednio 51,8 pkt. oraz 56,9 pkt. Na uwagę zasługuje również fakt, że ponad dwa razy więcej średnich firm planuje inwestycje niż mikro (44% vs. 20%).

– Pierwszy tegoroczny pomiar „Barometru EFL nie zaskoczył nas, jeśli chodzi o różnice nastrojów pomiędzy trzema grupami przedsiębiorców w polskim sektorze MŚP. Cały czas najwyższe wskaźniki odnotowują średnie firmy, a najniższe mikro. Warto jednak rozłożyć główny odczyt i spojrzeć na ocenę poszczególnych obszarów, bo tutaj już nie ma stałej prawidłowości. O ile w przypadku inwestycji, im większa firma tym bardziej optymistyczna, o tyle prognozy dotyczące wzrostu sprzedaży są takie same wśród małych i średnich firm, a tylko nieco słabsze w grupie najmniejszych przedsiębiorców z max. 9 osobami na pokładzie. Co więcej, mikro firmy lepiej oceniają swoją płynność finansową niż małe. Szczegółowa analiza uświadamia więc, jak duże zróżnicowanie w ocenie najbliższej przyszłości firm występują pomiędzy podgrupami wyróżnionymi przez wielkość zatrudnienia – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Inwestycje wyhamują

Subindeks „Barometru EFL”, który informuje o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu, w I kwartale tego roku, podobnie jak przez cały ubiegły rok, był najwyższy wśród średnich przedsiębiorstw i wyniósł 62 pkt. Mikro i małe firmy nieco słabiej oceniły swoją sytuacją – wartość odczytu wyniosła odpowiednio 51,8 pkt. oraz 56,9 pkt. Na nieco gorsze nastroje wpływ miał m.in. mniejszy odsetek przedsiębiorców oczekujących wzrostu inwestycji we wszystkich rodzajach firm. Jednak warto podkreślić, że w przypadku średnich firm grupa optymistów zmniejszyła się zaledwie o 0,4 pkt. proc. (44% vs. 44,4% w IVQ2017). Wśród małych firm odsetek ten wyniósł 36% (IVQ2017: 42,1%), a mikro –20% (IVQ2017: 33,3%).

Sprzedaż napędza cały sektor MŚP

Nieco inaczej sytuacja prezentuje się w obszarze sprzedaży, gdyż niezależnie od wielkości firmy, grupy spodziewające się w I kwartale większych zamówień na swoje usługi są większe niż kwartał temu. 32% mikro przedsiębiorców (IVQ2017: 25%) oraz po 40% małych i średnich firm (IVQ2017: 29,3% i 31,7%) optymistycznie patrzy na ten obszar i liczy na większy przychód.

Stabilna sytuacja na początku roku

Pierwszy tegoroczny odczyt „Barometru EFL” wyniósł 56,8 pkt. i jest porównywalny ze wskaźnikiem sprzed kwartału (58,2 pkt.) oraz sprzed roku (57,1 pkt.). Można więc wciąż mówić o kontynuacji pozytywnych nastrojów w sektorze MŚP. Eksperci EFL zwracają jednak uwagę na bardzo optymistyczne prognozy przedsiębiorców dotyczące sprzedaży usług i produktów.

Moment wyciszenia

Po bardzo aktywnym tygodniu mamy czas na wyciszenie. Nastroje na rynkach są dobre, gdy Trump żongluje zwolnieniami z ceł, a dane z rynku pracy USA dały idealny mix. Pustki w dzisiejszym kalendarzu sugerują, że bez politycznych rewelacji będziemy sennie odliczać godziny do jutra.

Po piątku jesteśmy mądrzejsi o dwie kwestie. Po pierwsze rynkom nie grozi porzucanie ryzykownych aktywów w popłochu przed zaostrzeniem polityki Fed. Lutowy raport z rynku pracy przyniósł najlepszy scenariusz dla apetytu na ryzyko: silny wzrost zatrudnienia (313 tys.) pokazuje, że gospodarka dalej rośnie; spowolnienie dynamiki płac (do 2,6 proc. r/r z 2,9 proc.) oznacza, że Fed nie ma silnej potrzeby zmienić strategii trzech podwyżek stóp proc. w tym roku. Ruch na posiedzeniu 20-21 marca jest przesądzony, ale dyskusja toczy się o to, czy uda się „wcisnąć” czwartą podwyżkę i ile ich będzie w przyszłym roku? Wprawdzie spokój może zburzyć jutrzejszy odczyt CPI z USA, ale drugi z rzędu zaskakujący skok inflacji (0,5 proc. m/m w styczniu) to chyba byłoby zbyt wiele, by rozsądnie to obstawiać.

Po drugie temat „potyczek handlowych” zaczyna słabnąć, kiedy sam Donald Trump rozwadnia swoje stanowisko. Mówi się o coraz dłuższej liście krajów wyłączonych spod nowych ceł z już potwierdzoną Australią. Jak to mawiają w USA, szczekanie okazało się groźniejsze niż ugryzienie, choć ze swojej strony dołożę, że wkrótce może się okazać, że inne psy też umieją gryźć. Wydaje się pewne (choć „pewność” w odniesieniu do Trumpa to ryzykowne słowo), że prezydentowi USA najbardziej zależy na osłabieniu importu z Chin i UE, więc teraz czekamy na ich działania odwetowe. To może być coś, co ponownie zaburzy spokój rynkowy.

Na ten moment nastroje są dobre, co premiuje odreagowanie ryzykownych aktywów. W G10 AUD, NZD mają udany dzień, a CAD zarobił „swoje” jeszcze w piątek po dobrym raporcie z kanadyjskiego rynku pracy. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie miałki raport NFP, byłoby trudniej tym walutom znaleźć siłę do odbicia, a tak inwestorzy starają się zbudować coś ze strzępów optymizmu. A jednak po rynku surowcowym nie widzę oznak dominacji popytu (tracą miedź, ruda żelaz, ropa naftowa), więc pozostaję ostrożny z obwieszczaniem powrotu do nieskrępowanego rajdu ryzyka.

EUR/USD utknął w środku range’u i póki nie pokaże więcej życia, trudno zakładać przyszły kierunek. USD/JPY zatrzymał się pod 107, a dziś rano nowe doniesienia odnośnie skandalu Muritomo (nieprawidłowości w sprzedaży gruntu z rzekomym udziałem żony premiera Abe) dały pretekst do cofnięcia. Jeśli popyt na dobre stracił zapał po niezachęcającym NFP, możemy wkrótce testować 106. Na krajowym rynku EUR/PLN wraca do śpiączki pod 4,20. Bez eskalacji napięć na rynkach globalnym nie widać presji do ucieczki kapitału z Polski. Jednocześnie jednak widać jest zero chęci do kupowania złotego. Cisza.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz USDCAD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Po analizie ostatniego raportu Commitents of Traders najciekawiej przedstawia się ropa naftowa WTI oraz dolar kanadyjski.

Ropa naftowa – zarządzający zamykają długie pozycje

Po kilkumiesięcznym rajdzie na notowaniach ropy naftowej zarządzający zaczęli realizować osiągnięty zysk, co doprowadziło do korekty na notowaniach ropy naftowej. Pamiętajmy, iż zamykanie długich pozycji na notowaniach WTI przekłada się na większą podaż. Z tego powodu warto spojrzeć na ilość pozycji długich względem krótkich. Na dzień dzisiejszy mamy bardzo dużą przewagę pozycji długich względem krótkich, co stwarza zagrożenie kontynuacji korekty.

Przechodząc do szczegółów, w poprzednim tygodniu zostało zamknięte ponad 11 tysięcy długich pozycji. Z kolei ilość pozycji krótkich wzrosła o 8 tysięcy, co daje nam bardzo niedźwiedzi nastój na notowaniach WTI.

Pozycje zarządzających, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Co na to analiza techniczna? Według analizy technicznej w dalszym ciągu mamy do czynienia z trendem wzrostowym, bowiem nie zostało pokonane żadne istotne wsparcie. W związku z tym w dalszym ciągu możemy mówić jedynie o korekcie, a nie rozpoczęciu nowego trendu spadkowego. Celem obecnej wyprzedaży może być linia trendu wzrostowego. Jeżeli linia trendu zostanie pokonana kolejnym celem stanie się tygodniowa strefa wsparcia 54.56.

Notowania WTI, interwał tygodniowy

Notowania WTI, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

USDCAD – wyprzedaż dolara kanadyjskiego przez fundusze lewarowane

Ropa naftowa oraz dolar kanadyjski charakteryzują się dodatnią korelacją. Zatem każda korekta ropy naftowej wpływa także na wyprzedaż dolara kanadyjskiego. Ostatnie działania funduszy na CADUSD potwierdzają także wyprzedaż ropy naftowej, ponieważ kapitał lewarowany w dalszy ciągu powiększa swoją krótką pozycje w dolarze kanadyjskim.

Od trzech tygodni fundusze lewarowane powiększają swoją krótką pozycję w CADUSD (co sprzyja wzrostom na USDCAD). W poprzednim tygodniu pozycja krótka wzrosła o 1 tysiąc kontraktów terminowych, tak samo jak długa. Ponadto fundusze w dalszym ciągu posiadają dużą ilość pozycji długich względem krótkich, co sprzyja dalszemu umocnieniu USD na rzecz CAD.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Pomimo tego, że fundusze dobierają krótkie pozycji, to ostatnia świeca na interwale tygodniowym pary walutowej USDCAD zaprzecza dalszym wzrostom. Ponadto notowania znalazły się na bardzo ważnym oporze, który został wyznaczony przez konsolidację kursu z listopada oraz grudnia 2017 roku. Bez przebicia wspomnianego oporu większe prawdopodobieństwo będzie po stronie wyprzedaży USD na rzecz CAD. Z drugiej strony jego przebicie będzie świadczyło o kontynuacji wzrostów przynajmniej w okolicę poziomu 1.32

Notowania USDCAD, interwał tygodniowy

Notowania USDCAD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Laser-Med S.A. sfinalizowała połączenie z One More Level S.A.

Laser-Med S.A. (obecnie One More Level S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, przeprowadziła z sukcesem połączenie z One More Level S.A. – podmiotem działającym w branży gier komputerowych i zmieniła nazwę. Zrealizowane połączenie będzie miało bardzo duży wpływ na dalszy rozwój One More Level S.A. i budowanie wzrostu wartości Spółki w oparciu o nowy przedmiot działalności, jakim jest produkcja gier komputerowych.

Emitent powziął informację na podstawie elektronicznego wyciągu aktualnego KRS o dokonaniu w dniu 09.03.2018 r. przez Sąd Rejonowy w Krakowie wpisu połączenia Laser-Med S.A. z One More Level S.A. Połączenie nastąpiło w trybie art. 492 § 1 pkt 1) k.s.h. tj. poprzez przeniesienie całego majątku spółki przejmowanej One More Level S.A. w zamian za nowo emitowane akcje serii B, które spółka przejmująca Laser-Med S.A. wyda akcjonariuszom spółki przejmowanej – na zasadach określonych w planie połączenia Laser-Med S.A. oraz One More Level S.A. uzgodnionym w dniu 28.09.2017 r. i zgodnie z Uchwałami Walnego Zgromadzenia Laser-Med S.A. oraz Walnego Zgromadzenia One More Level S.A. z dnia 24.01.2018 r. Dzięki połączeniu Spółka będzie mogła realizować przyjęty plan rozwoju oraz efektywnie wykorzystać obecność na rynku publicznym.

„Jesteśmy niezwykle zadowoleni, że udało nam się sfinalizować cały proces połączenia spółek Laser-Med S.A. oraz One More Level S.A. Od teraz rozpoczyna się nowy etap w historii Spółki, w który wchodzimy z nowym przedmiotem działalności oraz ze zmienioną strategią rozwoju. Chcemy jak najlepiej wykorzystać możliwości, jakie rynek kapitałowy stwarza technologicznym spółkom, a do takich należy zaliczyć One More Level S.A. Mamy przed sobą bardzo dobre perspektywy wzrostu, związane przede wszystkim z najważniejszą produkcją, jaką jest gra „God’s Trigger”, której wydawcą jest firma Techland. Wierzymy, że dzięki prowadzonym działaniom prorozwojowym będziemy mogli konsekwentnie budować wartość Spółki i osiągać coraz lepsze wyniki finansowe.” – podkreśla January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki One More Level S.A. (dawniej Laser-Med S.A.)

Najważniejszym celem przeprowadzonego połączenia jest stworzenie rozpoznawalnego podmiotu działającego w branży gier komputerowych i notowanego na rynku publicznym. One More Level S.A. to producent gry „God’s Trigger”, której wydawcą jest firma Techland. Gra została zaprezentowana w sierpniu 2017 r. podczas branżowych targów Gamescom i otrzymała bardzo dobre recenzje oraz nagrodę w kategorii: Best Puzzle / Skill Game, a także była nominowana w kategorii: Gamescom award for best booth. Produkcja ta będzie dostępna na platformach PC, PS4 oraz Xbox One.

One More Level S.A. (dawniej Laser-Med S.A.) otrzyma również dofinansowanie w wysokości 1,9 mln zł w ramach konkursu GameINN organizowanego przez NCBiR. Złożony przez One More Level S.A. wniosek o dotację na realizację projektu o nazwie „Symulator warunków panujących na Marsie jako narzędzie dydaktyczne oraz deweloperskie” w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, Działanie 1.2, prowadzonego przez NCBiR – GameINN, został oceniony pozytywnie i zakwalifikowany do dofinansowania. Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych tego projektu wynosi ponad 3.026 tys. zł, a kwota rekomendowanej dotacji sięga 1.901 tys. zł i jest równa kwocie wnioskowanej przez One More Level S.A.

One More Level S.A. (poprzednio Laser-Med S.A.) zadebiutowała na rynku NewConnect w sierpniu 2012 roku. Spółka jest studiem game developerskim, które wydało m.in. takie gry jak: Warlocks vs Shadows, Deadlings oraz Race to Mars. One More Level S.A. (dawniej Laser-Med S.A.) jest również certyfikowanym wydawcą na platformy Xbox One, PS4, PSVITA, Nintendo oraz Steam.

Z Dniem Połączenia, tj. 9 marca 2018 roku, we wszystkie prawa i obowiązki One More Level S.A. jako spółki przejmowanej, wstąpiła Laser-Med S.A. jako spółka przejmująca – zgodnie z treścią art. 494 § 1 Ustawy z dnia 15 września 2000 r. Kodeks spółek handlowych (Dz.U. 2000 Nr 94 poz. 1037): „Spółka przejmująca albo spółka nowo zawiązana wstępuje z dniem połączenia we wszystkie prawa i obowiązki spółki przejmowanej albo spółek łączących się przez zawiązanie nowej spółki.

Działania protekcjonistyczne USA wpłyną na globalną wymianę handlową

Nad światową gospodarką zawisło widmo wojen handlowych. Po wprowadzeniu przez prezydenta Donalda Trumpa ceł na określone produkty – stal i aluminium – wydaje się, że ucierpią nie tylko Chiny, w które działania te były pierwotnie wymierzone. Wprowadzenie sankcji odczują także inne kraje – m.in. Korea ale także członkowie Unii Europejskiej. Same zachowania protekcjonistyczne mogą przynieść chwilową poprawę dla gospodarki danego kraju. Wolny handel jednak bardziej sprzyja rozwojowi biznesu.

– USA staje się dla nas coraz bardziej istotnym partnerem handlowym. Dla polskich producentów stali nie stanowi to istotnego zagrożenia – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej – Polska jest jednak gospodarką połączoną, zależną od sytuacji na rynkach światowych. Pogorszenie koniunktury może wpłynąć na sytuację naszych przedsiębiorców Działania protekcjonistyczne ze strony Stanów Zjednoczonych mogą nie skończyć się jedynie na cłach, ale prowadzić do ochrony tamtejszego rynku w zakresie wymiany handlowej innych – poza stalą i aluminium – towarów. To może negatywnie odbić się na polskim biznesie. Wprowadzenie kolejnych ceł na dodatkowe produkty osłabiłoby wzrost gospodarczy. Wszystko zależy od tego, jak długo potrwa obecny, dość sprzyjający cykl koniunkturalny. Póki co globalna wymiana handlowa rośnie. Zgodnie z przewidywaniami Coface jej wolumen zwiększy się w tym roku o ponad 3 proc., co stanowi dobre tempo. Jeżeli spadłby popyt głównych konsumentów produktów i usług, na które nakładane byłyby cła lub inne działania protekcjonistyczne – mogłoby to spowodować spowolnienie, a nawet recesję w światowej gospodarce – dodał Sielewicz.

Resort sprawiedliwości chce zmiany przepisów dotyczących przedawnienia roszczeń majątkowych. Dadzą one większą ochronę zadłużonym

Resort sprawiedliwości chce zmiany przepisów dotyczących przedawnienia roszczeń majątkowych. Dadzą one większą ochronę zadłużonym 8

Duże zmiany w kwestii przedawnień roszczeń majątkowych. Proponowana przez resort sprawiedliwości nowelizacja przepisów zakłada większą ochronę konsumentów przed wierzycielami. Nie będzie już można kierować sprawy do sądu w sprawie zadłużenia, które uległo przedawnieniu. Krótsze będą też terminy przedawniania roszczeń wobec osób prywatnych i dla wyroków sądowych. Zmiany mogą spowodować, że więcej osób będzie się uchylać od płacenia zobowiązań. Skrócenie okresu przedawnienia wymusi na wierzycielach szybsze prowadzenie procesów windykacyjnych, a to przełoży się na większe obłożenie sądów – oceniają eksperci.

– Przedawnienie roszczeń majątkowych polega na tym, że po upływie pewnego okresu dłużnik nie jest zobowiązany do zapłaty swojego długu. Obecnie jednak przepisy są tak ukształtowane, że gdy wierzyciel zwróci się do dłużnika po terminie przedawnienia o zapłatę, a dłużnik powie, że nie zapłaci, to mimo to wierzyciel może pójść do sądu i żądać wydania wyroku zasądzającego swoje świadczenie. Dopiero w toku postępowania dłużnik może złożyć zarzut przedawnienia, a sąd może oddalić powództwo – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Kwieciński, adwokat, partner zarządzający RK Legal.

Proponowana przez resort sprawiedliwości nowelizacja Kodeksu cywilnego, Kodeksu postępowania cywilnego oraz ustawy o prawach konsumenta zakłada, że nie będzie już można dochodzić roszczeń przedawnionych. Po zmianach to wierzyciel będzie musiał udowodnić przed sądem, że dane zobowiązanie jeszcze się nie przedawniło. To dobra wiadomość dla konsumentów.

Resort sprawiedliwości uznał, że taka obrona dłużników – w większości konsumentów – przed przedawnieniem, czyli obrona w postaci zarzutu w czasie procesu jest niewystarczająca, gdyż większość konsumentów nie bierze udziału w tym procesie i nakazy zapłaty uprawomocniają się, a ochrona, którą mają zapewnić przepisy o przedawnieniu, w istocie nie działa. Dlatego proponuje się wprowadzenie przepisu, że wierzyciel nie będzie mógł kierować sprawy do sądu, o ile roszczenie będzie przedawnione – mówi Michał Kwieciński.

Zdaniem adwokata proponowane rozwiązanie będzie lepiej chroniło dłużników. Z drugiej jednak strony przy krótkich okresach przedawnienia – w przypadku przedsiębiorców do konsumentów wynosi rok przy roszczeniach z tytułu umowy przewozu osób czy mienia oraz z tytułu zawarcia umowy przedwstępnej, dwa lata z tytułu nieuregulowanej płatności za fakturę lub maksymalnie trzy lata za świadczenia okresowe oraz związane z prowadzeniem działalności gospodarczej) – może spowodować napływ spraw do sądów.

– W przypadku wejścia tej ustawy w życie każdy przedsiębiorca będzie się starał, jak najszybciej pozwać konsumenta, żeby tylko nie wpaść w termin przedawniony, bo wówczas nie będzie mógł skierować swojej sprawy do sądu – podkreśla Kwieciński.

Proponowane przepisy zakładają też skrócenie okresu przedawnienia w przypadku relacji konsument –  konsument i konsument – przedsiębiorca z obecnych dziesięciu do sześciu lat. Istotną zmianą jest także skrócenie okresu przedawnienia roszczeń stwierdzonych tytułem wykonawczym lub ugodą sądową – również z dziesięciu do sześciu lat.

Ministerstwo argumentuje, że jeżeli już ktoś ma wyrok, to powinien szybko go egzekwować. Nie możemy godzić się na sytuację, kiedy wyrok jest w zawieszeniu. Mamy niepewność stosunków prawnych i zmierzamy w istocie do tego, żeby długi szybciej egzekwować, a nie żeby one wisiały nad ludźmi, biegły odsetki i później po wielu latach same odsetki były wyższe niż roszczenia główne – mówi Kwieciński.

Z Raportu InfoDług opublikowanego przez BIG InfoMonitor wynika, że coraz więcej Polaków ma  problem ze spłatą zadłużenia. Na koniec 2017 roku ponad 2,5 mln osób nie radziło sobie z terminową spłatą kredytów i bieżących rachunków. Łączna wartość przeterminowanych zobowiązań sięgnęła 64,5 mld zł. Przez rok długi wzrosły o 10,8 mld zł i przybyło 193 tys. niesolidnych dłużników. Rekordzista jest zadłużony na 66 mln zł. Przepisy proponowane przez resort sprawiedliwości mogą sprawić, że moralność płatnicza będzie na jeszcze niższym poziomie – ostrzega ekspert RK Legal.

Ta zmiana jest także groźna dla firm. Wymusza bowiem na nich bardzo szybkie dochodzenie wierzytelności. Można się zastanowić, czy dłużnicy nie będą chcieli specjalnie zwlekać z zapłatą, a wierzyciele dużo szybciej niż teraz będą dochodzili należności, co skończy się większą liczbą spraw w sądzie. Tego ministerstwo stara się unikać, stąd zmiany np. o opłatach sądowych czy zachęta do polubownego rozpatrywania sporów. Od wielu lat widzimy, że spraw w sądzie jest coraz więcej, system staje się coraz bardziej niewydolny i pytanie, czy ministerstwo nie zaszkodzi sobie akurat taką zmianą – ocenia Michał Kwieciński.

Wciąż nie wiadomo jeszcze, kiedy nowe przepisy miałyby wejść w życie. Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości trafił do Sejmu, ale biorąc liczne głosy krytyczne środowiska wierzycieli wobec proponowanych zmian, cała procedura może się wydłużyć.

Do polskich gabinetów stomatologicznych przyjeżdża coraz więcej obcokrajowców. Pacjentów zagranicznych przyciągają niższe ceny i wysoka jakość leczenia

Do polskich gabinetów stomatologicznych przyjeżdża coraz więcej obcokrajowców. Pacjentów zagranicznych przyciągają niższe ceny i wysoka jakość leczenia 9

Polska to coraz ważniejszy punkt na mapie turystyki stomatologicznej. Na leczenie zębów przyjeżdża do nas coraz więcej Niemców, Brytyjczyków czy Skandynawów. Pacjentów przyciąga wysoka jakość leczenia i znacznie niższe niż na zachodzie lub północy kontynentu ceny. Mimo zmiennych kursów walut, noclegów i przelotów leczenie zębów w Polsce jest dla cudzoziemców opłacalne. Pacjenci zagraniczni doceniają też to, że krajowe gabinety wyposażone są w najnowsze technologie i materiały. Turystyka medyczna to coraz istotniejsza gałąź całej gospodarki.

– Zainteresowanie usługami stomatologicznymi wśród zagranicznych pacjentów zdecydowanie rośnie. Pojawia się coraz więcej pacjentów z Europy: z Wielkiej Brytanii, Niemiec, ze Skandynawii i Szwajcarii – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Urszula Jarosz-Kajdrys, lekarz ortodonta, protetyk i implantolog z Varsovia Dental.

Według danych firmy PwC do Polski co roku przyjeżdża niemal 400 tys. zagranicznych pacjentów. Polskie Stowarzyszenie Turystyki Medycznej szacuje, że wartość tego rynku rośnie i tylko w 2015 roku zagraniczni pacjenci zostawili w naszych placówkach medycznych ok. 1,5 mld zł. Zagraniczni pacjenci korzystają w Polsce przede wszystkim z usług dentystycznych. Nasz kraj już od kilku lat wspólnie z Czechami i Węgrami plasuje się w europejskiej czołówce pod względem denturystyki. Naszą przewagą są znacznie niższe niż na Zachodzie ceny.

– Dla kieszeni pacjentów oznacza to dwukrotnie większe oszczędności. Niektóre zabiegi w Polsce potrafią być nawet kilkanaście razy tańsze – ocenia Urszula Jarosz-Kajdrys.

W Polsce za jedną plombę trzeba zapłacić 100–180 zł, a aparat ortodontyczny to wydatek 1,5–3,5 tys. zł za jeden łuk. Dla porównania w Wielkiej Brytanii metalowe aparaty kosztują około 2–2,5 tys. funtów, a porcelanowe – ok. 3 tys. funtów. Za mosty protetyczne trzeba tam zapłacić ponad 3 tys. funtów, w Polsce trzykrotnie mniej. Kompleksowa odbudowa uzębienia wiąże się z kosztem kilkudziesięciu tysięcy złotych, a za granicą koszt jest przynajmniej dwukrotnie wyższy. Jak jednak podkreśla Jarosz-Kajdrys, stomatologicznych turystów przyciąga nie tylko niższa cena, lecz także jakość leczenia.

– Używamy doskonałych materiałów, mamy bardzo dobry sprzęt. Lekarze i technicy stomatologiczni kształcą się nieustannie, dlatego pacjent, przyjeżdżając do Polski, może być pewien, że dostanie leczenie na najwyższym poziomie, a wszelkie nowinki naukowo-techniczne będą dla niego dostępne. Będzie mógł zaplanować leczenie według najnowszych procedur – przekonuje lekarz ortodonta Varsovia Dental.

Jak podaje PMR, rynek stomatologiczny w Polsce co roku rozwija się w ok. 7-proc., a do 2020 roku ma być wart 12,5 mld zł. Stomatologia staje się też coraz bardziej innowacyjna: tradycyjne zdjęcia rentgenowskie są zastępowane przez trójwymiarowe modelowanie, a lokalizowanie ubytków odbywa się za pomocą precyzyjnych laserów. Prywatne gabinety oferują też kompleksową obsługę, z dokładnie zaplanowanym planem leczenia.

– Kolejną kwestią, która przyciąga pacjentów do Polski, jest możliwość leczenia całościowego. W klinikach mogą liczyć na leczenie protetyczne i chirurgiczne. Nie muszą szukać kilku klinik, w jednej zrobią implanty, odbudowę kości czy przeszczep dziąsła, a całą sprawę zakończą drobnymi korektami estetycznymi – podkreśla dr Urszula Jarosz-Kajdrys.

Zagranicznym pacjentom opłaca się leczenie w Polsce, nawet biorąc pod uwagę koszty dojazdu i zakwaterowania. Turystyce medycznej sprzyjają też przepisy prawne.

– Pacjent może dochodzić swoich praw za granicą, dlatego trend turystyki medycznej jest zdecydowanie wzrostowy. Zauważyły to również kasy chorych i ubezpieczyciele, starają się ułatwić pacjentowi zwrot kosztów leczenia, jeżeli pacjent wyjedzie za granicę – mówi dr Jarosz-Kajdrys.

Cała turystyka to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Jej udział w PKB to około 5–6 proc. Co roku Polskę odwiedza ok. 16,7 mln turystów zagranicznych, a krajowe lotniska w 2017 roku obsłużyły blisko 40 mln pasażerów. Turystyka medyczna może znacząco wpłynąć na wzrost liczby odwiedzających, dlatego jest też uwzględniana w strategii rozwoju całego sektora. Pojawia się też coraz więcej biur podróży, które w swojej ofercie mają m.in. wizytę u stomatologa, zapewniają transport i nocleg czy pomoc tłumacza.

– Pacjenci, którzy przyjeżdżają do gabinetu na leczenie, to klienci linii lotniczych, hoteli, taksówek, restauracji, często po wizycie idą do sklepów, zwiedzają miasto. Turystyka medyczna to trend, który zdecydowanie jest zauważalnym elementem gospodarki – ocenia dr Urszula Jarosz-Kajdrys.

Prawie połowa oprogramowania w Polsce wykorzystywana jest nielegalnie. Skala piractwa maleje, ale wciąż nam daleko do średniej unijnej

Prawie połowa oprogramowania w Polsce wykorzystywana jest nielegalnie. Skala piractwa maleje, ale wciąż nam daleko do średniej unijnej 10

Mimo że skala piractwa w Polsce systematyczne maleje, to wciąż jest na wysokim poziomie i wynosi 48 proc. Polska nadal ma wiele do nadrobienia do unijnej średniej wynoszącej 29 proc. czy światowej na poziomie 35 proc. Z badań przeprowadzonych dla BSA wynika, że zmniejszenie wykorzystania nielegalnego oprogramowania o 1 punkt procentowy przyniosłoby dodatkowe 2 mld zł wpływu do budżetu państwa.

Piractwo jest hamulcem rozwoju. Jego skala systematycznie spada, według ostatnich badań została oszacowana na poziomie 48 proc. To duży progres, ponieważ jeszcze dekadę temu było to 58 proc., z drugiej strony jeśli porównamy to do średniej w UE, wynoszącej 29 proc., czy średniej światowej, wynoszącej 35 proc., to pokazuje, że różnica między skalą korzystania z nielicencjonowanego oprogramowania w Polsce a średnią w UE, to po prostu przepaść – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA The Software Alliance w Polsce.

Jak wynika z badania BSA Global Software Survey, wskaźnik wykorzystywania nielegalnego oprogramowania w latach 2007, 2011 oraz 2013 wynosił odpowiednio 57 proc., 53 proc. oraz 51 proc. Według szacunków łączna wartość rynkowa nielegalnego oprogramowania wykorzystywanego w Polsce w 2015 roku wyniosła 447 mln dol. wobec 536 mln dol. w 2013 roku.

– Z badań, które jedna z czołowych szkół biznesu przeprowadziła na zlecenie BSA, wynika, że w Polsce obniżenie skali wykorzystania nielicencjonowanego oprogramowania tylko o 1 punkt procentowy spowodowałoby, że branża oprogramowania dostarczyłaby do polskiej gospodarki dodatkowe 2 mld zł. Biorąc pod uwagę to, że na przestrzeni ostatniej dekady w Polsce odsetek spadł o 10 pkt proc., wydaje się, że gra jest warta świeczki – zauważa Bartłomiej Witucki.

Jak podkreśla, to nie jest jedyna korzyść ekonomiczna płynąca z ograniczenia piractwa. Badania sprzed kilku lat wskazały na to, że spadek wykorzystania nielegalnego oprogramowania o 10 pkt proc. umożliwia stworzenie 32 tys. nowych miejsc pracy, z czego 3 tys. w samym tylko sektorze IT.

– Piractwo komputerowe ma negatywny wpływ na gospodarkę, więc zmniejszenie skali piractwa powoduje wymierne korzyści ekonomiczne z punktu widzenia nie tylko gospodarki światowej, lecz także lokalnej – dodaje Witucki.

Na poważne straty naraża się jednak przede wszystkim osoba lub firma korzystająca z nielegalnego oprogramowania.

Jest ścisła korelacja między nielegalnym oprogramowaniem a oprogramowaniem zainfekowanym, a zainfekowane oprogramowanie to bezpośrednie ryzyko utraty danych, często wrażliwych, stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa – podkreśla przedstawiciel BSA w Polsce.

Drugim czynnikiem ryzyka korzystania z oprogramowania bez licencji jest bezpieczeństwo prawne. Jak podkreśla Witucki, w Polsce za naruszenie praw autorskich do oprogramowania grozi kara pozbawienia wolności do 5 lat.

Symptomatyczne jest to, że wraz ze zdjęciem Polski z „watch list” [listy krajów borykających się w znacznym stopniu z piractwem – red.] priorytety organów ścigania w zakresie przeciwdziałania naruszeniom praw autorskich do oprogramowania, także do muzyki, filmów, trochę się zmieniły, te kwestie nie są już tak istotne. Wydaje się, że to odbija się na efektywności działania organów ścigania – podkreśla Witucki.

Z drugiej strony sądy są coraz surowsze dla firm, które korzystają z nielegalnego oprogramowania. W I połowie 2017 roku zasądziły blisko 900 tys. zł na rzecz producentów zrzeszonych w BSA tytułem naprawienia szkód przez krajowe podmioty za korzystanie z oprogramowania dla osiągnięcia korzyści majątkowej lub jego bezprawne rozpowszechnianie. W porównaniu z I półroczem 2016 roku to wzrost o 200 proc.

W ocenie ekspertów BSA konieczne jest wdrożenie regulacji prawnych umożliwiających skuteczną ochronę oprogramowania, ale równie ważne jest prowadzenie działań edukacyjnych w zakresie poszanowania własności intelektualnej.

To edukacja od małego, tak żeby wyrobić wśród młodzieży nawyk poszanowania dla efektów pracy twórczej, ale żeby z drugiej strony wzrastała świadomość korzyści płynących z najlepszych praktyk zarządzania oprogramowaniem. Te korzyści trudno przecenić – mówimy o optymalizacji kosztów, a więc o wymiernej korzyści finansowej, a także o bezpieczeństwie prawnym i informatycznym – wyjaśnia Bartłomiej Witucki.

BSA The Software Alliance to międzynarodowa organizacja, która reprezentuje sektor oprogramowania komputerowego przed rządami i na rynku międzynarodowym. Trafiają do niej co roku tysiące zgłoszeń dotyczących korzystania z nielegalnego oprogramowania. W 2016 roku z Polski wpłynęło 909 takich zawiadomień, podczas gdy w 2015 roku było ich nieco ponad 450.

Na pomoc żywnościową liczyć może 1,3 mln Polaków. W tym roku trafi na ten cel ponad 350 mln zł

Na pomoc żywnościową liczyć może 1,3 mln Polaków. W tym roku trafi na ten cel ponad 350 mln zł 11

W Polsce w skrajnym ubóstwie żyje niemal 2 mln osób, a co piąte gospodarstwo domowe jest zagrożone ubóstwem lub wykluczeniem społecznym. To m.in. do tych osób trafia pomoc w ramach programu operacyjnego Pomoc Żywnościowa 2014-2020. W 2018 roku na paczki żywnościowe dla potrzebujących trafi ponad 350 mln zł. Każda z 1,3 mln osób otrzymuje rocznie łącznie 50 kg żywności, obejmującej 21 produktów z 7 grup towarowych.

– Ubóstwo w dalszym ciągu w Polsce istnieje. To nie jest temat, który przebrzmiał. Caritas Polska i Caritasy diecezjalne są organizacjami, które stale pomagają ludziom i w których w działalność statutową wpisana jest pomoc najuboższym. Jednym z elementów pomocy ludziom najuboższym jest pomoc żywnościowa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartłomiej Kulisz z Caritas Polska, organizacji partnerskiej programu.

Z danych GUS wynika, że ubóstwo w Polsce stopniowo się zmniejsza. W 2-16 roku wciąż jednak skrajnie ubogich było blisko 5 proc., czyli ok. 2 mln osób. Według danych Eurostatu w 3 proc. gospodarstw warunki finansowe nie pozwalają na zapewnienie codziennej porcji warzyw i owoców, mniej więcej tyle samo nie stać na posiłek mięsny lub jego odpowiednik. To m.in. dla nich przeznaczonych jest program operacyjny Pomoc Żywnościowa 2014–2020, którego budżet wynosi 556,9 mln euro.

 W latach 2014–2020 program ma do dyspozycji ponad 2 mld zł. Już zbliżamy się do kwoty wydatków rocznych 400 mln zł pomocy trafiającej do ponad 1,3 mln Polaków w postaci paczki rocznej. Taka paczka zawiera 50 kg różnych produktów najwyższej jakości, o bardzo wysokich standardach – tłumaczy Jacek Bogucki, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Łącznie z pomocy żywnościowej w ramach programu korzysta 1,3 mln Polaków. To przede wszystkim osoby w trudnej sytuacji materialnej – o niskich dochodach, bezdomne, bezrobotne, przewlekle chore lub niepełnosprawne. Co roku pomoc żywnościowa, na jaką mogą liczyć, jest coraz większa. W 2014 roku, kiedy program dopiero startował, w koszyku znajdowało się tylko 5 produktów. W tym roku jest ich już 21 z 7 różnych grup towarowych.

– To m.in. kabanosy, miód, mąka, makaron, szynka, gulasz, mleko, więc asortyment jest naprawdę szeroki. Do jednej osoby rocznie w czasie trwania tego podprogramu przewidzianego na 2017 rok, który kończymy w czerwcu 2018 roku, trafi około 50 kg żywności. Globalnie to 69 tys. ton, czyli  2791 TIR-ów. Gdyby ustawić je jeden za drugim, utworzyłby się sznur pojazdów o długości 53 kilometrów – wylicza Witold Strobel, dyrektor generalny Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, instytucji, która odpowiada za realizację programu.

Żywność przekazywana jest bezpośrednio do potrzebujących przez organizacje partnerskie, czyli Federację Polskich Banków Żywności, Caritas Polska, Polski Czerwony Krzyż i Polski Komitet Pomocy Społecznej.

– Program realizowany jest w zasadzie na terenie całej Polski. Obecnie obsługujemy 230 tys. osób, ale tych, które zgłaszają się do Caritas, jest coraz więcej. Pomimo różnych działań skala ubóstwa w Polsce jeszcze jest i program operacyjny, który dostarcza bardzo duże ilości produktów zbilansowanych, stanowiących uzupełnienie diety osób potrzebujących, jest niezmiernie potrzebny – ocenia Bartłomiej Kulisz.

Pomoc mogą uzyskać osoby lub rodziny znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji i o dochodzie do 1268 zł w przypadku osoby samotnej lub 1028 zł na osobę w rodzinie. Jak podkreśla przedstawiciel resortu rolnictwa, istotne jest, by dbać o wysoką jakość przekazywanej żywności.

Debata na ten temat toczyła się przy okazji prac nad ustawą o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Ministerstwo rolnictwa wielokrotnie podnosiło kwestię związaną z bezpieczeństwem takiej żywności.

– Jest oczywiście możliwe, aby do potrzebujących trafiały produkty, które w sklepach sprzedane być nie mogą, ale na pewno nie może to być po przekroczeniu terminu przydatności, a nawet po przekroczeniu terminu zalecanego do spożycia, ponieważ gwarancja bezpieczeństwa tej żywności jest najważniejsza. Do potrzebujących powinna trafiać żywność wysokiej jakości, która spełnia standardy wyższe niż średnia w Europie – przekonuje Jacek Bogucki.

Prezes PFR: Banki stoją przed olbrzymim zagrożeniem. Muszą konkurować nie tylko ze sobą, lecz także z podmiotami świadczącymi usługi finansowe

Prezes PFR: Banki stoją przed olbrzymim zagrożeniem. Muszą konkurować nie tylko ze sobą, lecz także z podmiotami świadczącymi usługi finansowe 12

Polacy rekordowo szybko adaptują nowinki technologiczne z obszaru finansów i płatności. To m.in. sprawia, że polska bankowość detaliczna, system płatności i produkty kredytowe są jednymi z bardziej unikalnych na świecie – ocenia Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. To stwarza duże pole dla rozwoju fintechów – innowacyjnych start-upów z sektora finansowego, które wyrastają na konkurencję dla banków. Wiodącą technologią, która w najbliższych latach zmieni sektor usług finansowych, będzie blockchain, na którym opierają się kryptowaluty.

Polska może być rynkiem znanym na świecie z tego, że powstaje tu wiele ciekawych technologii z obszaru usług finansowych i fintechy, które zdobywają międzynarodową pozycję. Mamy już pewne osiągnięcia w obszarze płatności, np. innowacyjny system płatności mobilnych BLIK. Możemy się też pochwalić innymi innowacyjnymi technologiami, świetnymi informatykami. Zwłaszcza w sektorze bankowości detalicznej mamy bardzo nowoczesne rozwiązania, a nasz system płatności i produkty kredytowe są jednymi z bardziej unikalnych na świecie – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.

Na tle Europy polski rynek usług finansowych jest bardzo innowacyjny. Ponad 14 mln Polaków aktywnie korzysta z bankowości internetowej, a ponad 5 mln ma zainstalowaną w smartfonie aplikację swojego banku. Według PwC z bankowości mobilnej korzysta już 61 proc. posiadaczy telefonów komórkowych, co daje najwyższy wynik w UE. Z kolei mobilny system płatności BLIK aktywowało ponad 2 mln klientów.

Polacy rekordowo szybko adaptują nowinki technologiczne z obszaru finansów i płatności, a w kontaktach z bankiem preferują kanały cyfrowe (według badań NBP tylko 8 proc. wybiera wizytę w tradycyjnym oddziale banku). To stwarza pole do rozwoju nowych, innowacyjnych produktów i usług.

Odpowiedzią na potrzeby klientów są fintechy – innowacyjne start-upy z sektora finansowego, bazujące na internecie i nowych technologiach. Z raportu „Sektor finansowy coraz bardziej fintech” globalnej firmy doradczej PwC wynika, że prawie dwie trzecie (57 proc.) klientów banków byłoby skłonnych zastąpić doradcę rozwiązaniem technologicznym, a fintechy mogą w nadchodzących latach przejąć do 33 proc. światowego rynku usług finansowych.

Banki stoją teraz przed olbrzymim zagrożeniem. Konkurują już nie tylko ze sobą nawzajem, lecz także z innymi podmiotami, głównie platformami typu e-commerce czy firmami handlowymi, które wchodzą w obszar usług finansowych. Regulatorzy na całym świecie chcą tej konkurencji, więc banki muszą się nauczyć szybkiego inwestowania w nowe technologie i reagowania na zmieniające się preferencje klientów. Bankowość przyszłości będzie bardziej internetowa, bardziej zaawansowana technologicznie, ale też bliższa preferencjom klientów i oferująca szerszy zakres usług – prognozuje Paweł Borys.

Polska jest jednym z najszybciej rosnących, fintechowych rynków. Deloitte wycenia jego wartość na 856 mln euro. Polski rynek wciąż ma jednak duży potencjał – wartość inwestycji venture capital w fintechy w Polsce w stosunku do PKB wciąż wynosi tylko 0,005 proc. – natomiast w globalnej skali odpowiada za około 70 proc. (dane Deloitte z 2017 roku).

Innowacyjne start-upy mogą w najbliższych latach zmienić układ sił w sektorze finansowym i zagrozić pozycji banków. Sprzyja temu unijne prawodawstwo – dyrektywa PSD2 ma na nowo uregulować rynek usług płatniczych, uwzględniając rozwój nowych podmiotów i digitalizację branży finansowej w ostatnich latach. Od początku ubiegłego roku działa też powołany przez Komisję Nadzoru Finansowego specjalny zespół ds. rozwoju innowacji finansowych, który ma zadbać o rozwój fintechów na polskim rynku.

Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju ocenia, że wiodącą technologią, która odciśnie piętno na sektorze usług finansowych, będzie blockchain.

Blockchain to nowa technologia, która ułatwia bezpieczne rozliczanie różnego typu transakcji finansowych. Ostatnio często kojarzona z kryptowalutami, ale tak naprawdę jest to technologia, którą można wykorzystać w bankowości do tego, aby usługi finansowe były bardziej bezpieczne, odporne na cyberataki, które są coraz większym zagrożeniem. Jest ona bardzo efektywna, umożliwia dokonywanie płatności, prowadzenie rachunków i rozliczeń finansowych w taki sposób, że prawie nie można ich podrobić. Z perspektywy usług finansowych jest to olbrzymia wartość, ponieważ zapewnia ona bezpieczeństwo zarówno całego systemu finansowego, jak i klientów – mówi Paweł Borys.

Blockchain to system rozproszonej bazy danych oparty na algorytmach matematycznych i kryptografii. Służy do rejestrowania informacji o zdarzeniach gospodarczych albo transakcjach finansowych dokonywanych pomiędzy jego użytkownikami. Podstawowym elementem blockchain jest blok danych. Zawiera on pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch. Danych przechowywanych w blockchain nie można zmodyfikować bez autoryzacji, bo zamiast jednego bloku należałoby zmienić cały łańcuch.

Blockchain jest odporny na cyberataki, ponieważ hakerom trudniej jest uzyskać dostęp do wielu kont użytkowników, niż złamać zabezpieczenia pojedynczej bazy danych. Szacuje się, że aby złamać zabezpieczania blockchain użyte w bitcoinie potrzebna byłaby moc obliczeniowa równa połowie całego internetu.

Mówi się, że blockchain ma bardzo duże perspektywy rozwoju, nie tylko w sektorze usług finansowych, lecz w ogóle jako technologia, która może efektywnie obsługiwać różnego typu transakcje w sektorze publicznym czy finansowym. Jestem przekonany, że jest to tylko kwestia czasu, kiedy w znaczącym stopniu znajdzie ona zastosowanie również na polskim rynku – prognozuje Paweł Borys.

UKE przygotowuje certyfikowane narzędzie do pomiaru jakości łącza internetowego. Będzie podstawą do odstąpienia od umowy

UKE przygotowuje certyfikowane narzędzie do pomiaru jakości łącza internetowego. Będzie podstawą do odstąpienia od umowy 13

Urząd Komunikacji Elektronicznej pracuje nad narzędziem, które pozwoli polskim klientom sprawdzić jakość oferowanego internetu, a w przypadku problemów dochodzić od operatora poprawy działania zagwarantowanych usług. W ostateczności pomiar będzie także podstawą do odstąpienia od umowy z operatorem. Polska zajmuje 34. miejsce na świecie pod względem prędkości stałego łącza. Nieznacznie utrzymuje się ona powyżej średniej światowej.

– Chcielibyśmy, aby każdy użytkownik mógł poprzez darmową aplikację zweryfikować, czy to, co jest zapisane w umowie z operatorem usług internetowych, jest zgodne z tym, co w rzeczywistości jest świadczone i czy umowa, którą podpisał, na pewno odzwierciedla stan faktyczny, czyli jaki jest transfer i w jaki sposób może korzystać z internetu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Cichy, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

W pierwszej fazie udostępnione przez UKE narzędzie będzie dedykowane jedynie usługom stacjonarnym, jednak w przyszłości zostanie rozszerzone także na usługi mobilne. Za jego pośrednictwem klienci będą mogli sprawdzić, czy transfer danych, upload, download oraz opóźnienia pakietów spełniają ich oczekiwania. Jak podkreśla prezes Urzędu, to rozwiązanie nie będzie miało na celu tworzenia rankingu operatorów.

– Nie chcemy pozycjonować przedsiębiorców względem siebie i decydować, który jest lepszy czy gorszy. To będą jednostkowe pomiary, które będzie wykonywał klient. Jeżeli dojdzie do wniosku, że przez dłuższy czas powtarza się sytuacja, w której operator nie dostarcza tego, do czego się zobowiązał, klient będzie miał podstawę do tego, żeby dochodzić swoich roszczeń i odstąpić od umowy – stwierdza prezes UKE.

W ubiegłym roku trwały prace nad rozwojem merytorycznym projektu. Odbyły się m.in. konsultacje z przedsiębiorcami, operatorami i stroną społeczną. Teraz zostanie ogłoszony konkurs na wdrożenie certyfikowanego narzędzia.

– Chcielibyśmy je wdrożyć w połowie roku w formie testowej. Klienci będą mogli z tego skorzystać przez kilka miesięcy, my zbierzemy informacje o tym, jak to działa. Docelowo będziemy to realizować w cyklach dwuletnich, a więc co dwa lata będziemy ogłaszać konkurs na dostawcę takiego sprzętu – informuje Marcin Cichy.

Roczne zestawienia operatorów oferujących w Polsce dostęp do internetu wraz ze średnimi prędkościami przesyłania danych od lat publikują np. serwisy speedtest.pl czy rfbenchmark.pl. W 2017 roku jeden z rankingów został opracowany na podstawie ponad 30 mln pomiarów wykonanych przez użytkowników. W pierwszej trójce w przypadku łącz stałych znalazły się Inea, Toya i UPC, osiągając średnie wyniki pobierania odpowiednio: 67,94 Mb/s, 64,44 Mb/s i 58,03 Mb/s. Biorąc pod uwagę internet mobilny, w czołówce uplasowali się T-Mobile (18,28 Mb/s), Orange (17,37 Mb/s) i Plus (14,43 Mb/s).

Polska zajmuje obecnie 34. pozycję w rankingu prędkości internetu przygotowanym przez serwis speedtest.net. Średnia prędkość stałego łącza w Polsce to 42,33 Mb/s podczas pobierania treści. To wynik zbliżony do średniej globalnej, która wynosi obecnie 41,88 Mb/s w przypadku downloadu, ale czterokrotnie mniej w porównaniu do państw z czołówki rankingu – Singapuru (166,44 Mb/s) i Islandii (161,98 Mb/s).

Samochody stają się multimedialnymi centrami rozrywki. Nowe funkcjonalności wymagają jednak stosowania coraz mocniejszych procesorów

Samochody stają się multimedialnymi centrami rozrywki. Nowe funkcjonalności wymagają jednak stosowania coraz mocniejszych procesorów 14

Inteligentne samochody powoli stają się standardem. Już dzisiaj większość nowych samochodów wyposażana jest w szereg kamer i czujników, systemy multimedialne z ekranami dotykowymi czy asystentów głosowych. W 2024 roku 75 proc. nowych samochodów będzie miało możliwość łączności z sieciami komórkowymi. Dzięki temu w przyszłości auta będą mogły same diagnozować i analizować usterki, w czasie rzeczywistym dostarczać informacje na temat korków i proponować lepsze trasy, a nawet dzięki zamontowanym czujnikom będą w stanie mierzyć poziom naszego stresu i proponować relaksacyjną muzykę czy przerwę na kawę.

Branża automotive do 2030 roku ma osiągnąć wartość 6,7 bln dolarów – według szacunków firmy doradczej McKinsey. Blisko 30 proc. tego dochodu zostanie wypracowana przez rozwijające się technologie. Najważniejszymi trendami w przyszłości tego przemysłu mają być autonomia, connected cars, auta elektryczne oraz współdzielenie. Do 2030 roku 70 proc. wszystkich samochodów może być półautonomiczna, 15 proc. będzie jeździć po drogach zupełnie bez udziału kierowcy. Podobnie jak w przypadku smartfonów nowoczesne samochody wymagają stosowania coraz wydajniejszych procesorów, które będą w stanie obsłużyć taką liczbę zadań.

Nowoczesne procesory przeznaczone dla branży automotive muszą obsługiwać m.in. kamery, ekrany wyświetlające grafikę 3D czy mapy 3D, a niejednokrotnie nawet dwa systemy operacyjne.

– Snapdragon 820 to czterordzeniowy procesor do samochodu. To jeden z naszych najpotężniejszych chipów pracujących w samochodach z hipernadzorcą kontrolującym dwa ekrany, podczas gdy trzeci jest obsługiwany przez wirtualną maszynę Androida. Ten chip kontroluje także sześć kamer, w tym cztery z obrazem 360 stopni. Pojedynczy układ odpowiada za trzy ekrany, dwa systemy operacyjne, sześć kamer, obraz panoramiczny i grafikę 3D na ekranach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Carl Ormond z Qualcomm.

Jednym z ważniejszych trendów na rynku automotive są tzw. connected cars. To samochody podłączone do internetu, mogące się komunikować z użytkownikiem i innymi urządzeniami oraz infrastrukturą drogową. To otwiera zupełnie nowe możliwości na tym rynku. W przyszłości auta będą mogły same diagnozować i analizować usterki, w czasie rzeczywistym dostarczać informacje na temat korków i proponować lepsze trasy, a nawet dzięki zamontowanym czujnikom będą w stanie mierzyć poziom naszego stresu i zaproponować relaksacyjną muzykę czy przerwę na kawę.

Qualcomm już teraz współpracuje z wiodącymi producentami samochodów nad wdrożeniem szybkiej technologii 5G do łączności w autach. Podczas Mobile World Congress 2018 firma zaprezentowała wybrane ze swoich projektów dla branży motoryzacyjnej, w tym koncepcyjny samochód wyposażony w łączność 5G i Gigabit LTE. Jak przewidują specjaliści, jej zaadaptowanie do potrzeb motoryzacji może przynieść nawet jedną piątą szacowanego zysku z tej technologii.

– Procesor współpracuje z modemem sieci 5G. W samochodzie podłączonym do sieci 5G możemy uzyskać prędkość przesyłu danych na poziomie 4,1 gigabita na sekundę, co daje nam 15-gigabajtowy plik wideo w ciągu 28 sekund. Streaming, filmy, mapy – wszystko to może się znaleźć bezpośrednio w samochodzie – mówi inżynier firmy Qualcomm.

Przełomem w komunikacji między człowiekiem a samochodem będą asystenci głosowi. Powstaje coraz więcej urządzeń wykorzystujących wirtualnych asystentów w samochodzie, takich jak wideo rejestrator Garmin Speak Plus, kontrolowany za pomocą głosu. Jeszcze w tym roku Google planuje wydać polską wersję językową swojego Asystenta Google. Niedługo po nim po polsku powinna zacząć mówić także Alexa od Amazona.

Opracowywane rozwiązania nie tylko dostarczają kierowcy i pasażerom rozrywki, lecz także mogą poprawić bezpieczeństwo podczas podróży samochodem – zarówno pasażerów, jak i pieszych.

– Mamy również platformę działającą w częstotliwości sześciu gigaherców, która informuje nas o ruchu pieszych za samochodem, a także przygotowuje na zmianę świateł i ostrzega przed zbliżającymi się pieszymi – twierdzi ekspert.

Jak wynika z prognoz firmy analitycznej Strategy Analytics, w 2024 roku około 75 proc. nowych samochodów będzie miało możliwość łączności z sieciami komórkowymi. Według prognoz firmy McKinsey connected car ma być standardem na rynku samochodów już w 2020 roku.

Według raportu Grand View Research światowy rynek samochodowych systemów rozrywki osiągnął w 2016 roku wartość 15,2 mld dolarów. Za cztery lata, powołując się na dane Markets and Markets, ma to już być ponad 30 mld dolarów przy średniorocznym wzroście na poziomie blisko 12 proc.

Protekcjonizm Trumpa

W minionym tygodniu rynki z uwagą śledziły poczynania administracji D. Trumpa w kwestii ceł na aluminium i stal. Prezydent USA ostatecznie podpisał w czwartek decyzję o wprowadzeniu ceł. W najbliższych tygodniach rynki z uwagą będą obserwować możliwe działania odwetowe UE i Chin oraz analizować ryzyko zaostrzenia działań protekcjonistycznych ze strony największych światowych gospodarek. W zeszłym tygodniu poznaliśmy również dane z amerykańskiego rynku pracy, które okazały się dużo lepsze od oczekiwań, co silnie wsparło wzrosty na giełdowych parkietach w piątek. W czwartek z kolei ECB utrzymało stopy procentowe w eurolandzie na niezmienionym poziomie.

W tym tygodniu inwestorzy z napięciem będą oczekiwać odczytów inflacji CPI w USA (wtorek), który to odczyt może rozpalić spekulację, co do tempa normalizacji polityki monetarnej przez FED. W środę poznamy dane o poziomie cen w Niemczech oraz dane o sprzedaży detalicznej w USA. Na zakończenie tygodnia w piątek seria danych z lokalnego podwórka między innymi dane o zatrudnieniu i poziomie wynagrodzeń w Polsce. W piątek poznamy również dane o produkcji przemysłowej w USA.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Poznaj hakerów: złośliwe oprogramowanie na urządzenia mobilne

W ciągu ostatniego roku każda firma na świecie doświadczyła przynajmniej jednego ataku złośliwego oprogramowania na urządzenia mobilne – informuje firma Check Point Software Technologies. Mobilne złośliwe oprogramowanie stało się poważnym problemem zarówno dla klientów indywidualnych, jak i dla organizacji na całym świecie. Choć dużo zostało już napisane na temat tego, które złośliwe oprogramowanie mobilne jest najpopularniejsze, a także jak działają różne ich warianty, kluczowe jest zrozumienie, dlaczego atakujący wybierają w pierwszej kolejności akurat urządzenia mobilne.ThreatcloudMap

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zacząć od przeglądu typów hakerów, którzy tworzą i obsługują mobilne złośliwe oprogramowanie.

Poznaj hakerów

Istnieją cztery główne typy twórców mobilnych złośliwych programów. Pierwsi i najbardziej wyrafinowani są programiści na poziomie stanowym, którzy tworzą złośliwe oprogramowanie w celach wywiadowczych – na przykład takie jak narzędzia CIA znalezione w wycieku Vault 7.

Podobnie do deweloperów stanowych, druga grupa skupia się bardziej na szpiegostwie, a deweloperzy tworzą złośliwe oprogramowanie szpiegujące dla rządów i organizacji na całym świecie. Grupa NSO – organizacja zajmująca się cyberbezpieczeństwem, odpowiedzialna za złośliwe oprogramowanie Pegasus – jest doskonałym przykładem, a rząd meksykański domniemanym klientem.

Trzecia grupa koncentruje się na tworzeniu osobistego oprogramowania szpiegującego, które udaje narzędzia „kontroli rodzicielskiej”. Zwykle są to prywatni użytkownicy, którzy chcą monitorować inne urządzenia osobiste.

Ostatnią grupą są „normalni” cyberprzestępcy, którzy rozwijają „zwykłe złośliwe oprogramowanie”, próbując nielegalnie się wzbogacić.

Poszczególne grupy nie wykluczają się wzajemnie i można zauważyć wiele powiązań w stosowanych przez nich taktykach, technologii, a nawet całych fragmentach kodu.

Główne rozróżnienia między tymi grupami tkwią w ich motywach, co można wywnioskować analizując poszczególne ataki. Państwowe złośliwe oprogramowanie oraz inne programy szpiegujące są opracowywane w celach wywiadowczych i dlatego muszą działać dyskretnie, aby uniknąć wykrycia. Szkodliwe oprogramowanie generujące przychody (takie jak oprogramowanie typu ransomware) często nie kryje swojej obecności.

Dlaczego urządzenia mobilne są narażone?

Platforma mobilna stanowi szczególnie atrakcyjną okazję dla twórców szkodliwego oprogramowania szukających informacji i/lub zysków.

Najprostszym powodem, który przyciąga hakerów do urządzeń mobilnych, jest łatwość ataku. Większość użytkowników nie chroni swojego urządzenia mobilnego ani nie aktualizuje systemu operacyjnego, aby instalować poprawki bezpieczeństwa. Większość ludzi zamyka drzwi na noc i kupuje antywirusy na swoje komputery, ale te same nawyki nie są tak powszechne, jeżeli chodzi o smartfony. Przy tak prostym celu dla atakującego, aby uzyskać dostęp do urządzenia, często nie potrzeba niczego więcej niż prymitywnych technik.

Z 2,1 miliardami użytkowników urządzeń mobilnych, z których jedna czwarta posiada więcej niż jedno urządzenie, drugą zaletą atakowania urządzeń mobilnych jest szeroka powierzchnia ataku. Niezależnie od tego, czy chodzi o generowanie nieuczciwych przychodów z reklam, czy o atak DDoS, mobilne złośliwe oprogramowanie opiera się na dużej liczbie zainfekowanych urządzeń, które uruchamiają określone mechanizmy. Sama ekonomia skali oferowana przez urządzenia mobilne jest niezwykle atrakcyjna dla cyberprzestępców.

Ponadto numer telefonu nie jest uważany za informacje o dużej poufności, dzięki czemu grupy szpiegowskie mogą łatwo wykryć numer telefonu potencjalnej ofiary. Dzięki tym informacjom mogą wskazać urządzenie w celu przeprowadzenia oszustw phishingowych skierowanych przeciwko użytkownikowi, umożliwiając niezwykle wydajne operacje gromadzenia danych wywiadowczych.

Na koniec, zarażone urządzenie mobilne może potencjalnie wywołać dużo więcej szkód niż zarażony PC. Przykładowo, mobilne złośliwe oprogramowanie bankowe może wykorzystywać dostęp do połączeń przychodzących i SMS-ów w celu obejścia dwuskładnikowego uwierzytelnienia. Inny przykład: zarażone urządzenia mobilne są idealnymi narzędziami szpiegowskimi – ich użytkownicy noszą je ze sobą wszędzie, co pozwala na ciągłe nagrywanie ich bez ich wiedzy za pomocą wbudowanego mikrofonu i kamery.

Podsumowanie i następne kroki

Urządzenia mobilne posiadają ogromny potencjał zarówno dla profesjonalnych hakerów jak i zwykłych przestępców. Są łatwe do wykorzystania, niechronione, stanowią idealny wektor indywidualnych i masowych ataków. Zapewniają atakującym możliwości, o których mogli wcześniej jedynie pomarzyć. W związku z powyższym, mobilne złośliwe oprogramowanie stanowi nie tylko poważny aktualny problem, ale też może stać się jeszcze większym zagrożeniem w przyszłości.

Artykuł był pierwszą częścią serii o bezpieczeństwie sieciowym, której autorami są specjaliści z firmy Check Point Software Technologies.

Wynajem powierzchni biurowych w Polsce

Polski rynek nieruchomości biurowych w ostatnich latach przeżywa niesamowity rozkwit. Wiele zagranicznych firm jest zainteresowanych otworzeniem swoich oddziałów w Polsce, a oferta biur jest niezwykle szeroka.

Biurowce powstają praktycznie w każdym zakątku Polski. Firmy zagraniczne już nie tylko interesują się tym co ma do zaoferowania Warszawa. Spoglądają również w kierunku takich miast jak Wrocław, Kraków, Gdańsk, Łódź czy Poznań. W różnych ośrodkach powstają liczne inwestycje biurowe, które już na etapie budowy mogą pochwalić się ogromnym zainteresowaniem. W Warszawie powstaje jedna z ciekawszych inwestycji – biurowiec Varso Tower, w Gdańsku kompleks biurowy Alchemia, a w Łodzi budynki biurowe Imagine.

Sytuacja jest niezmiernie sprzyjająca dla polskich miast, takich jak Łódź. Korzystają one na nowoczesnych inwestycjach, które zmieniają oblicze i krajobraz miasta. Dobrym przykładem jest Imagine inwestycja biurowa, która jest umiejscowiona praktycznie w samym sercu miasta. Posiada ona dwa nowoczesne budynki z układem gabinetowym, open space i mieszanym. W ten sposób wynajem biura Imagine nie jest problemem, gdy dana firma jest zainteresowana niestandardową aranżacją biura. Coraz częściej zdarza się, że firmy potrzebują zarówno przestrzeni open space dla zespołów, jak i biur z układem gabinetowych dla działów odpowiedzialnych za sprzedaż lub spotkania z klientami.

Wiele inwestycji jest na wczesnym etapie budowy lub na etapie wykończania wnętrz. W planach jest również dużo biurowych inwestycji, a deweloperzy nie zwalniają tempa. Zainteresowanie firm korzystnie wpływa na tworzenie nowych miejsc pracy i rzadko kiedy spotyka się problem z niewynajętymi powierzchniami. Firmy dosyć często mają w planach wynajem kolejnych pomieszczeń wraz z rozwojem.

W najbliższym czasie możemy obserwować napływ zagranicznych firm, które szukają odpowiedniego miejsca dla swoich oddziałów. Sytuacja ta niezwykle cieszy deweloperów, którzy są gotowi na kolejne inwestycje w kompleksy biurowe.