Średnia pensja to mit? Ile naprawdę zarabiają Polacy?

Dla milionów pracujących Polaków średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw za 2016 r. w wysokości 4277 zł brutto, mocno różni się od rzeczywistości. Połowa zatrudnionych nie zarabia na rękę nawet 2,5 tys. zł, a pracownicy małych firm najczęściej muszą się godzić na pensję niższą niż 2 tys. zł netto – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Średnia ma to do siebie, że jest zniekształcona w przez wartości skrajne, a w przypadku wynagrodzeń najbardziej przez te najwyższe wielkości. Publikowane co miesiąc informacje GUS o średniej krajowej dodatkowo zaburza dobór danych do próby, ponieważ obejmuje wyłącznie przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 9 osób.

Takie przedsiębiorstwa, często z udziałem kapitału zagranicznego lub publicznego, zwykle działają w dobrze prosperujących miastach i rekrutują osoby z ponadprzeciętnym wykształceniem. Zatrudnienie w nich wynosi jednak tylko 6 mln pracowników, podczas gdy według danych GUS, w Polsce na umowach pracuje niemal 13 mln ludzi, a niespełna 3 mln prowadzi działalność na własny rachunek.

Dodatkowo tylko w samej Warszawie, gdzie przeciętne wynagrodzenie brutto w 2016 r. wynosiło 5537 zł, zatrudnionych było milion osób z około 6 milionów zaliczanych do badania. W rezultacie stolica, której udział wśród gospodarstw domowych wynosi w Polsce nieco ponad 5 proc., ma więcej niż 15-procentowy wkład w krajową średnią. W Łodzi natomiast, trzecim co do wielkości mieście Polski, w sektorze przedsiębiorstw pracuje 120 tys. osób, czyli zaledwie 12 proc. tego co w Warszawie.

Małe firmy to niskie zarobki

Więcej informacji dają kwartalne raporty GUS na temat „Zatrudnienie i wynagrodzenia w gospodarce narodowej”. Praktycznie jednak są one rozszerzone przede wszystkim o sektor publiczny, zatrudniający (dane z 30 września 2016 r.) niemal 3 miliony osób z przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniem na poziomie 4545 zł brutto (w tym w administracji 4971 zł). Z raportów dowiadujemy się również, że średnio w całym sektorze prywatnym wynagrodzenie brutto wynosi 3880 zł. Akurat ta wartość obejmuje także miejsca pracy z mniej niż 9 pracownikami.

Co dwa lata GUS publikuje wyniki badania struktury wynagrodzeń (ostatnie za październik 2014 r. jest datowane na 11 grudnia 2015 r.). Tutaj możemy przeczytać, że przeciętne wynagrodzenie brutto w październiku 2014 r., w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób, wynosiło 4107 zł, ale już mediana tam pracujących to jedynie 3291 zł brutto. Oznaczało to, że połowa otrzymywała wynagrodzenie powyżej tej wartości, a połowa poniżej. Stanowiła ona także 80 proc. przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Nadal jednak, również w tym zestawieniu, nie ma informacji, jak wygląda rozkład zarobków w najmniejszych firmach.

Kluczowym elementem tego raportu jest natomiast fakt, że aż 37,1 proc. pracowników sektora prywatnego otrzymywało wynagrodzenia poniżej 2469 zł brutto. Było to więc zaledwie 60 proc. średniej krajowej. Statystyka ta cały czas nie obejmuje pracowników w firmach zatrudniających poniżej 9 osób. Szerzej dochody tych osób opisuje dopiero coroczne opracowanie GUS o mikroprzedsiębiorstwach. Według informacji za 2015 r. małe firmy dawały zatrudnienie 3,74 mln osób, w tym 1,31 mln jako pracownikom, których przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto wynosiło 2397 zł. To 58 proc. średniej w przedsiębiorstwach mających powyżej 9 pracowników w 2015 r.

Miliony Polaków zarabiają mniej niż 2 tys.

Biorąc pod uwagę, że trendy w dochodach dla danej grupy pracowników się nie zmieniały, to dla wielu Polaków średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw za 2016 r. (4277 zł brutto) miało niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Prawdopodobnie połowa zatrudnionych otrzymała wynagrodzenie bez potrącenia podatku i składek na ubezpieczenie emerytalne i zdrowotne poniżej 3420 zł. Przy umowie o pracę netto było to 2450 zł. Dodatkowo około 40 proc. zatrudnionych w sektorze prywatnym nadal zarabia na rękę mniej niż 2000 zł, co jeszcze wyraźniej pokazuje różnice pomiędzy popularną średnią krajową, a faktycznymi płacami znacznej części Polaków.

BIK: najnowsze dane o sprzedaży kredytów w Polsce

W marcu 2017 r., w porównaniu z marcem roku poprzedniego, udzielono o 1,5% więcej kredytów konsumpcyjnych na kwotę wyższą o 10,9%. Kredytów mieszkaniowych udzielono więcej o 16,6% i na kwotę wyższą o 27,2%. Kart kredytowych wydano mniej o 0,7% i na łączną kwotę limitów wyższą o 7,5%. Limitów kredytowych w kontach osobistych przyznano mniej o 9,2% i na łączną kwotę limitów wyższą o 1,6%.

W 1 kw. 2017 r., w porównaniu do roku poprzedniego, udzielono o 3,2% mniej kredytów konsumpcyjnych na kwotę wyższą o 5,4%. Kredytów mieszkaniowych udzielono więcej o 15,0% i na kwotę wyższą o 19,9%. Kart kredytowych wydano mniej o 2,9% i na łączną kwotę limitów wyższą o 5,9%. Limitów kredytowych w kontach osobistych przyznano mniej o 5,3% i na łączną kwotę limitów niższą o 2,5%.

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W marcu 2017 r. udzielono 618,0 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,4 mld zł. Stanowi to wzrost o 1,5% w ujęciu liczbowym i wzrost o 10,9% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2016 r. W 1 kw. 2017 r. udzielono 1,6 mln kredytów na łączną kwotę 18,6 mld zł. Jest to mniej o 3,2% w ujęciu liczbowym i więcej o 5,4% w ujęciu wartościowym, niż rok wcześniej.

– Marzec okazał się bardzo dobrym miesiącem pod względem wartości udzielonych kredytów konsumpcyjnych. Trwały jest trend, że kredyty udzielane są na wyższe kwoty niż w poprzednich okresach. Średnia kwota kredytu konsumpcyjnego wzrosła w marcu o 9,2% w porównaniu do roku poprzedniego. Obserwujemy jednocześnie, że kredyty gotówkowe udzielane są na relatywnie dłuższe okresy kredytowania. W całym 1 kw. 2017 r. kredytów konsumpcyjnych udzielono mniej o 3,2%, ale na kwotę wyższą o 5,4% – mówi Sławomir Grzybek, dyrektor Departamentu Business Intelligence Biura Informacji Kredytowej.

Kredyty mieszkaniowe

W marcu 2017 r. udzielono 21,4 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną kwotę 4,7 mld zł. Stanowi to wzrost o 16,6% w ujęciu liczbowym i o 27,2% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2016 r. W 1 kw. 2017 r. udzielono 55,4 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną kwotę 11,9 mld zł. Jest to więcej o 15,0% w ujęciu liczbowym i więcej o 19,9% w ujęciu wartościowym, niż rok wcześniej.

Średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 219,9 tys. zł w marcu 2017 r., w porównaniu do 201,7 tys. zł rok wcześniej (wzrost o 9,0%).

– 1 kw. 2017 r. możemy uznać za wyjątkowy dla kredytów mieszkaniowych. W tym okresie udzielono o 15,% więcej kredytów i na kwotę wyższą o 19,9% niż rok wcześniej. W dużym stopniu do tego wzrostu przyczynił się wyścig klientów o dofinansowanie wkładu własnego z programu MdM. W 2 kw. oczekujemy stabilizacji na rynku kredytów mieszkaniowych i poziomów sprzedaży porównywalnych do roku ubiegłego – dodaje Sławomir Grzybek z BIK.

Karty kredytowe

W marcu 2017 r. wydano 90,2 tys. kart kredytowych na łączną kwotę limitów 490 mln zł. Stanowi to spadek o 0,7% w ujęciu liczbowym i wzrost o 7,5% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2016 r. W 1 kw. 2017 r. wydano 249,0 tys. kart na łączną kwotę 1,3 mld zł przyznanych limitów. Jest to mniej o 2,9% w ujęciu liczbowym i więcej o 5,9% w ujęciu wartościowym, niż rok wcześniej. Średni limit na przyznanej karcie kredytowej wyniósł 5430 zł w marcu 2017 r., w porównaniu do 5015 zł rok wcześniej (wzrost o 8,3%).

– Sprzedaż kart kredytowych wygląda stabilnie w ostatnich miesiącach. W marcu wydano podobną liczbę kart kredytowych jak rok wcześniej, jednak na wyższą kwotę przyznanych limitów. W całym 1 kw. wydano mniej kart kredytowych (spadek o 2,9%), ale wyższą kwotę przyznanych limitów (wzrost o 5,9%). Pozytywną informacją jest, że po przeprowadzonych porządkach w portfelach kart kredytowych (najczęściej rezygnacji z kart nieaktywnych), obserwujemy stabilizację łącznej liczby posiadaczy kart kredytowych. Obecnie 4,8 mln Polaków jest właścicielem rachunku karty kredytowej – mówi Sławomir Grzybek z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W marcu 2017 r. przyznano 43,5 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę limitów 204 mln zł. Stanowi to spadek o 9,2% w ujęciu liczbowym i wzrost o 1,6% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2016 r. W 1 kw. 2017 r. przyznano 138,3 tys. limitów na łączną kwotę 0,6 mld zł przyznanych limitów. Jest to mniej o 5,3% w ujęciu liczbowym i mniej o 2,5% w ujęciu wartościowym, niż rok wcześniej. Średni przyznany limit kredytowy wyniósł 4693 zł w marcu 2017 r., w porównaniu do 4191 zł rok wcześniej (wzrost o 12,0%).

– Po raz pierwszy od ponad 2 lat zanotowano pozytywną dynamikę wartości limitów kredytowych przyznanych w kontach osobistych. W marcu i całym 1 kw. 2017 r. limitów kredytowych przyznano mniej. Pozytywna dynamika wartości przyznanych limitów wyniosła 1,6% w marcu, w całym 1 kw. 2017 r. pozostała ujemna (-2,5%). Limit kredytowy jest obecnie dobrą alternatywą dla kredytu gotówkowego ze względu na znacznie niższą prowizję pobieraną za udzielenie kredytu. Kolejne miesiące pokażą czy rzeczywiście nastąpi odwrócenie spadkowych tendencji i powrót do korzystania przez klientów z limitów kredytowych w kontach osobistych – dodaje Sławomir Grzybek z BIK.

Konsolidacja w polskim handlu

Rola tradycyjnego handlu w Polsce będzie sukcesywnie spadać na rzecz sieci marketów, dyskontów i placówek formatu convenience. Przyłączanie się małych, lokalnych placówek do konsolidujących rynek sieci, jest dla wielu z nich szansą na przetrwanie. W tej grze rosną apetyty krajowych detalistów, w tym Polskiej Grupy Supermarketów.

Do 2020 r. należy spodziewać się dalszego spadku handlu tradycyjnego, zarówno pod względem sprzedaży (-3,7 proc. średniorocznie) i liczby sklepów (-4,3 proc. średniorocznie) – wynika z raportu „Polski rynek handlu spożywczego 2010-2020” firmy Roland Berger, który ukazał się w ubiegłym roku. Według jego autorów to kontynuacja trendu z lat 2010-2015, kiedy wzrost na rynku handlu spożywczego sięgał średniorocznie 3,4 proc., a handel tradycyjny kurczył się średnio o ponad 7 proc. rocznie, podczas gdy segment handlu nowoczesnego zwiększył swój udział o 15 pp. Poza spadkiem znaczenia samodzielnych punktów sprzedaży, innym, widocznym trendem jest zmniejszająca się dynamika wzrostu dyskontów, na czym najbardziej skorzystają segmenty convenience i supermarketów proximity.

Szansę w tych zmianach widzą nie tylko zagraniczne, ale i polskie firmy. Polska Grupa Supermarketów (PGS) chce zbliżyć polskie środowisko kupieckie oferując polskim przedsiębiorcom najlepsze warunki i planuje rozbudowywać sieć swoich punktów. – Uważamy, że siła marki polskiej sieci PGS daje mniejszym przedsiębiorcom i akcjonariuszom PGS wiele możliwości. Dodatkowo obecność partnerów w postaci kilku spółdzielni w naszej strukturze podnosi wartość dla pojedynczych akcjonariuszy. Dlatego prowadzimy rozmowy ze spółdzielniami handlowymi w różnych częściach kraju i chcielibyśmy zacieśnić współpracę z dużymi graczami np. KZRSS – mówi Michał Sadecki, prezes PGS, która chce się rozwijać m.in. poprzez zapraszanie do współpracy krajowych grup spółdzielczych. Obecnie sklepy spółdzielcze stanowią ok. 15 proc. wszystkich sklepów należących do PGS. Docelowo sieć planuje, że udział takich placówek wzrośnie dwukrotnie. Ale firma chce się też inwestować. – Naszym celem jest budowa polskiej grupy, opartej na krajowym kapitale, która w ofercie będzie mieć głównie nasze produkty. Dlatego rozważamy alianse zakupowe z innymi sieciami – zapowiada szef PGS.

Do grupy należy ok. 600 sklepów Top Market, a także Minuta8 i Delica oraz PSS Społem. Teraz analizuje możliwości inwestycyjne oraz opcje przejęcia wybranych punktów współpracujących w ramach innych sieci. Do tej pory sieć skupiała swoją działalność na Mazowszu, Lubelszczyźnie, Pomorzu, Warmii, Kujawach, Podlasiu oraz w województwie łódzkim, w planach jest rozbudowanie swojej obecności na południu i zachodzie Polski. Jak zapewniają przedstawiciele PGS, firma przygląda się punktom usytuowanym na osiedlach, w których można wdrożyć format convenience. Pierwszym etapem jest budowa 10 nowych sklepów na Dolnym Śląsku. Łącznie, w ciągu najbliższych sześciu miesięcy ma ich powstać 60-100, tak aby sieć wzrosła do 700 punktów w kraju. – Naszym celem jest stworzenie dogodnej alternatywy dla hipermarketów – przekonuje Michał Sadecki.

Ale to nie wszystko. PGS dodatkowo stawia na polskie produkty i rozwija współpracę z polskimi dostawcami i dystrybutorami. Na początku maja firma wprowadzi do sklepów markę własną Top Market, oferującą m.in. napoje, słodycze, makarony i produkty sypkie, a także alkohol. W pierwszej kolejności pojawią się dwie marki parasolowe, składające się m.in. z napojów, słodyczy, makaronów oraz produktów sypkich. Sieć zapowiada również własną markę piwną oraz spirytusową. Wszystkie produkty spod znaku Top Market mają powstawać we współpracy z Polskimi producentami i dostawcami. W dalszej kolejności planowane jest wdrożenie serii produktów ekologicznych i prozdrowotnych. Sieć prognozuje nawet 10-procentowy wzrost sprzedaży dzięki wprowadzeniu marek własnych.

Przed długim weekendem

Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem oczekiwań na konferencję EBC. W jej konsekwencji euro zakończyło dzień na minusie. Traciły też indeksy giełdowe oraz rynek ropy.

W dniu wczorajszym zakończyło się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego(EBC). Bank utrzymał stopy procentowe na dotychczasowym poziomie, co było zgodne z oczekiwaniami rynku. Zamieszanie wywołała jednak konferencja EBC, z której dowiedzieliśmy się, że obradujący nie rozmawiali o zakończeniu programu skupu aktywów. Takie postawienie sprawy odczytano na niekorzyść wspólnej waluty i do końca dnia euro traciło już na sile. Inwestorzy spodziewali się bardziej jastrzębiego nastawienia EBC.

Bez zmian zakończyło się też wcześniejsze posiedzenie Banku Japonii. Z publikowanych wczoraj danych makroekonomicznych, warto wyróżnić publikację z amerykańskiego rynku pracy. Według najnowszych danych w ostatnim tygodniu ilość wniosków o zasiłki dla nowo rejestrujących się bezrobotnych wzrosła do poziomu 257 000. Dziś poznamy dane o PKB z Wielkiej Brytanii a następnie z USA. W poniedziałek część rynków będzie zamknięta, więc niektóre pozycje inwestorów mogą być zamykane już dziś.

gbpusd28042017r

Funt umocnił się do dolara już na tyle, iż można mówić o próbach definitywnego wyrwania się z trendu spadkowego. Rynek GBP/USD musi jeszcze tylko pokonać pułap 1.30. Jeśli tak się stanie, celem będą okolice 1.35. Wskaźnik RSI jest jednak już mocno wykupiony, co każe zachować ostrożność w oczekiwaniu na wzrosty.

Sylwester Majewski

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Sztuczna inteligencja w biznesie. Polska firma stworzyła wirtualnego asystenta działu sprzedaży

Automatyzacja marketingu to jeden z trendów, który coraz mocniej wspiera działania biznesowe zarówno dużych, jak i mniejszych firm. Powstaje także coraz więcej nowatorskich rozwiązań mających na celu analizowanie doświadczeń na linii handlowiec–konsument. Jednym z nich jest Edward, wirtualny, ale inteligentny asystent działu sprzedaży.

Znaczenie sztucznej inteligencji jest coraz większe, a segment tego typu rozwiązań cieszy się stale rosnącym zainteresowaniem. Jak donosi raport „Sztuczna inteligencja w biznesie”, w samych Stanach Zjednoczonych wdrożenie rozwiązań AI (Artificial Intelligence) przyniesie w latach 2016–2020 60 mld dol. oszczędności. W 2020 r. wartość tego rynku ma osiągnąć 70 mld dol.

Tak naprawdę od jakichś dwóch lat mamy do czynienia ze wzrostem zainteresowania sztuczną inteligencją, algorytmami sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Na tym trendzie opieramy pomysł na naszą firmę. Chcemy wykorzystywać te algorytmy do zastosowań biznesowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Wesołowski, menadżer zarządzający z firmy 2040.io.

Edward to wirtualny, inteligentny asystent dla działu sprzedaży, który wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego. Innymi słowy, generuje zarówno podpowiedzi, jak i wnioski na podstawie zachowań konsumentów. Uczy się, jak działać z klientami, by zmaksymalizować zyski, a im dłużej działa, tym jego podpowiedzi są skuteczniejsze. Aplikacja będzie dostępna w kilku językach.

Edward jest projektem z góry nastawionym na wielojęzykowość. Zaczynamy w Polsce, ale będziemy atakować również rynek międzynarodowy. Tak naprawdę Edward uczy się na podstawie danych i zachowań klientów. Innymi słowy, kiedy klient zaczyna korzystać z Edwarda, przesyła do niego dane, a aplikacja analizuje je, wysuwając wnioski. W miarę powiększania się bazy klientów, Edward staje się coraz mądrzejszy i inteligentniejszy – twierdzi Tomasz Wesołowski.

W pewnym sensie Edward pełni rolę menadżera sprzedaży, od początku do końca analizuje relację z klientem i prześwietla poczynania handlowców. W konsekwencji wyciąga wnioski na podstawie danych gromadzonych w czasie rzeczywistym. Aplikacja będzie dostępna w ciągu miesiąca, aby z niej korzystać będzie trzeba wykupić miesięczny abonament rzędu kilkudziesięciu złotych. Edward stworzony został przede wszystkim z myślą o małych firmach.

Edwarda traktujemy jako asystę dla menadżera, co pozwoli odciążyć go od tych najbardziej żmudnych zadań. Jeżeli chodzi o stronę finansową to Edward jest naszą inwestycją. Do tej pory aplikacja jeszcze na siebie nie zarabia z tego względu, że ostatnie kilka miesięcy poświęciliśmy na prace związane z jej uruchomieniem. Edward będzie dostępny dla każdej małej firmy. Nie będzie kosztował dużo – będzie to miesięczny abonament rzędu kilkudziesięciu złotych – komentuje Tomasz Wesołowski.

Menadżer zarządzający start-upem dodaje, że Edward to kolejna generacja narzędzi wspomagających sprzedaż, która znacząco ułatwi pracę handlowcom. Śmiało można mówić o rewolucji, bowiem takich rozwiązań jest na razie niezwykle mało i wszystkie są w początkowej fazie rozwoju.

Edward jest bardzo innowacyjny z tego względu, że stanowi kolejną generację narzędzi wspomagających sprzedaż. Na początku mieliśmy zwykły notes, potem Excela i systemy CRM. Edward jest kolejną generacją proaktywnych asystentów, którzy będą niejako cały czas przy nas. Będą w naszej kieszeni i nie będziemy musieli, po pierwsze, wpisywać żadnych danych w jakieś skomplikowane systemy, po drugie, nie będziemy musieli sami wyciągać wniosków z tych danych, bo zrobi to za nas asystent. Jest to zupełnie nowa klasa rozwiązań, która w tym momencie bardzo dynamicznie się rozwija –  twierdzi Tomasz Wesołowski.

Naukowcy nie mają wątpliwości, że w okolicach 2040 roku sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom. Właśnie z tego powodu twórcy Edwarda postanowili nadać swojemu start-upowi nazwę: 2040.io.

2040 to taka mediana przewidywań naukowców i osób zajmujących się sztuczną inteligencja. Rok, w którym sztuczna inteligencja dorówna nam możliwościami. To taka przewrotna nazwa odpowiadająca temu rokowi, być może stanie się to wcześniej, ale obecnie uważa się, że to będzie w okolicach właśnie 2040 roku – ocenia Tomasz Wesołowski.

Sprzedaż okularów VR na globalnym rynku w ciągu 2 lat urośnie do 30 milionów sztuk. Japoński Epson włączył się do walki o polski rynek

Sprzedaż okularów VR na globalnym rynku w ciągu 2 lat urośnie do 30 milionów sztuk. Japoński Epson włączył się do walki o polski rynek 1

Epson zaprezentował aż trzy nowe modele okularów do rozszerzonej rzeczywistości. Ofertę japońskiego producenta uzupełnią: BT-300, BT-350N i BT-2000. Jak na razie firma prowadzi selektywną sprzedaż, ale wkrótce ma się to zmienić, ponieważ branża skupiona wokół wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości dynamicznie się rozwija.  

Raport dotyczący sytuacji na rynku VR i AR przygotowany przez The Farm 51 pokazuje, że sprzedaż tego typu okularów w 2016 roku wyniosła blisko 2,5 mln sztuk. Co więcej, analitycy przewidują, że w 2018 roku na globalnym rynku pojawi się 30 mln takich urządzeń. Jedną z firm, która walczy o przyciągnięcie uwagi entuzjastów wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, jest Epson.

– Okulary do rozszerzonej rzeczywistości firmy Epson cieszą się dość dużym zainteresowaniem wśród naszych klientów i nie tylko. Na razie gadżety VR i AR to w moim odczuciu produkty będące na fali, ale równocześnie bardziej traktowane jako ciekawostka technologiczna. Jeśli chodzi o sprzedaż, to nie możemy mówić o setkach czy tysiącach sztuk, ponieważ Epson prowadzi bardzo selektywną sprzedaż – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Modrzewski, szef sprzedaży w Polsce i krajach bałtyckich z firmy Epson.

Oprócz urządzeń Facebooka i Oculusa na rynku VR/AR pojawili się już niemal wszyscy liczący się producenci sprzętu – Alcatel, Google, HTC, Microsoft, Samsung, Sony, a także firma Epson.

– Jeśli chodzi o okulary do rozszerzonej rzeczywistości, to Epson dołączył do grona innowatorów w tej dziedzinie krótko po firmie Google, która wprowadziła swój monokular już jakiś czas temu. W odróżnieniu od tamtego rozwiązania Epson oferuje klasyczne okulary. W tej chwili na rynek wchodzi już trzecia generacja tego produktu – model Moverio BT-300. Jest to rozwiązanie przeznaczone dla użytkowników domowych, dla amatorów różnych zastosowań w rozrywce, w gamingu oraz pasjonatów dronów – twierdzi Krzysztof Modrzewski.

W obliczu dużej konkurencji Epson nie składa broni, oferując dostosowane do potrzeb poszczególnych grup odbiorców warianty Moverio. Jeszcze w kwietniu pojawią się w sprzedaży dwa kolejne modele okularów, które tworzone są z myślą o najbardziej wymagającym użytkownikach lub klientach biznesowych. Mowa o BT-350 oraz BT-2000.

– BT-350 to rozwiązanie dostosowane do bardziej intensywnego użytkowania, przede wszystkim dla muzeów czy innych instytucji, gdzie konkretne okulary są wykorzystywane przez wiele osób. Funkcjonalnie to urządzenie nie różni się znacząco od wcześniej wspomnianego modelu, natomiast jest bardziej trwałe, przystosowane do intensywnej eksploatacji. Z kolei BT-2000 to rozwiązanie przeznaczone dla przemysłu, najbardziej wytrzymałe, o najwyższej jakości, umożliwiające długotrwałe wykorzystywanie również w trudnych warunkach – mówi Krzysztof Modrzewski.

Polska firma pracuje nad technologią utrwalającą DNA zwierząt domowych. Będzie ją można wykorzystać do klonowania swoich pupili

Polska firma pracuje nad technologią utrwalającą DNA zwierząt domowych. Będzie ją można wykorzystać do klonowania swoich pupili 2

W Polsce ponad połowa osób ma zwierzęta domowe, więc firma NexBio chce wykorzystać ten rosnący rynek. Wraz z firmą Animal Park planuje wypuszczenie na rynek produktu o nazwie „DNA pamięci”. Technologia DNA-Wet-Storage pozwala na izolację DNA zwierząt domowych wraz z utrwalaniem go w celu odtworzenia. To alternatywa dla kremacji i coś więcej niż tylko pamiątka. Biorąc pod uwagę rozwój technologii klonowania, za kilkanaście lat tak zachowane DNA będzie można wykorzystać.

– Coraz szybciej rozwija się rynek kremacji zwierząt domowych, jako biotechnolodzy dostrzegliśmy tutaj potencjał, jeżeli chodzi o utrwalanie DNA. Podczas klasycznej kremacji zwierzę ulega kremacji w piecu, dla właścicieli zwierząt domowych pamiątką staje się urna. Nasz pomysł jest taki, aby utrwalać DNA zwierząt domowych. Mamy technologię, dzięki której takie DNA jest stabilne minimum przez 30 lat – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adam Kuzdraliński, prezes NexBio.

Według badania TNS Polska w Polsce ponad połowa osób ma zwierzęta domowe. Coraz częściej po śmierci pupili decydujemy się na kremację, choć zdecydowanie rzadziej niż np. nasi zachodni sąsiedzi (w Niemczech rocznie kremuje się ponad 80 tys. zwierząt). W dużej mierze decyduje o tym chęć posiadania pamiątki po zwierzęciu.

– Utrwalenie DNA to bardzo dobra alternatywa i pamiątka. Z drugiej strony bardzo mocno rozwija się nauka. DNA, w którym zapisana jest pełna informacja o danym zwierzęciu, może być wykorzystana za 20–30 lat, kiedy będzie możliwe np. klonowanie. Ponadto w DNA utrwalone są wszystkie informacje, które decydowały o tym, jak wyglądało i jaki charakter miało dane zwierzę – wskazuje Kuzdraliński.

Jak tłumaczy prezes NexBio, wyizolowanie DNA zwierzęcia jest alternatywą dla kremacji. Tak jak urna z prochami pupila stanowi pamiątkę po zwierzęciu, tak samo może nią być również DNA. Będzie ono gotowe do wykorzystania za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat do odtworzenia pupila, i to nie tylko z wyglądu, ale i w dużej mierze z zachowania i charakteru. Obecnie wynalazek jest na etapie prototypowania.

– Współpracujemy z lubelską firmą Animal Park, która rozwija krematoria dla zwierząt domowych, rozpoczynamy proces już wdrażania tego produktu. Potencjał jest bardzo duży, ponieważ ta technologia może być wykorzystana do celów naukowych. Można wyizolować DNA i pozostawić je w warunkach poza zamrażarką, czyli nie trzeba mieć w laboratorium zamrażarki, może być w ten sposób utrwalone i używane w badaniach nawet po 30 latach – tłumaczy prezes NexBio.

Jak mówi Kuzdraliński, rozwiązanie proponowane przez Nexbio to nowość na rynku europejskim, jednak po raz pierwszy zostało wprowadzone w Stanach Zjednoczonych.

Firma dodatkowo pracuje nad nowatorskimi metodami wykrywania chorób roślin uprawnych we wczesnym stadium. Jak mówi Kuzdraliński, pozyskanie finansowania nie było dużym problemem.

– Pracujemy nad wdrożeniem genetyki do rozpoznawania mikroorganizmów, które powodują choroby roślin. Pracujemy również nad tym, żeby wykorzystać genetykę w hodowli koni, zwłaszcza wyścigowych. Łączymy biznes z nauką, a dzisiaj coraz częściej powstają programy, które chętnie finansują takie przedsięwzięcia – wskazuje prezes NexBio.

Spółka powstała w ramach projektu współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, Inicjowanie działalności innowacyjnej. W tym roku firma wygrała krajowy finał konkursu Chivas The Venture i w lipcu będzie walczyć o milion dolarów z 30 start-upami z całego świata w Los Angeles.

Jak przekonuje Kuzdraliński, celem firmy jest nie tyle stworzenie w przyszłości idealnego zwierzęcia, ile przede wszystkim poszerzenie wiedzy o materiale diagnostycznym.

– Rolnik uprawiający rośliny chce wiedzieć, jaka będzie pogoda, zbiera dane dotyczące gleby. My dajemy mu kolejne narzędzia. Biotechnologia jest już na takim etapie rozwoju, że powinna wyjść z laboratoriów i zacząć być wdrażana w życiu codziennym – przekonuje Adam Kuzdraliński.

Dziennie dochodzi do ok. 100 tysięcy cyberataków na Polskę. Najczęściej z terytorium Rosji

Dziennie dochodzi do ok. 100 tysięcy cyberataków na Polskę. Najczęściej z terytorium Rosji 3

Obecność w sieci jest obarczona dużym zagrożeniem. Badania przeprowadzane przez firmę F-Secure między październikiem 2016 a marcem 2017 roku wskazują, że dziennie dochodzi w Polsce do około 100 tysięcy cyberataków. Najczęściej pochodzą one z terytorium Rosji, Niemiec oraz naszego własnego kraju.

Cyberataki w kierunku Polski głównie pochodzą z Rosji – to aż 65 493 próby ataków dziennie. Na drugim miejscu pod tym względem plasują się Niemcy, a na trzecim – sama Polska. Za to nie lada zaskoczeniem jest obecność na czwartej pozycji Holandii, a na piątej Belgia. Informacje zostały uzyskane dzięki autorskiej sieci Honeypotów, czyli serwerów, które udają łatwy cel i są przynętą dla cyberprzestępców.

– Cyberataki na Polskę pochodzą z całego świata, natomiast widzimy, że głównie płyną z Rosji. Jest to związane prawdopodobnie z tym, że infrastruktura w tym kraju jest na tyle łatwa do wykorzystania przez cyberprzestępców, jednocześnie monitoring infrastruktury i reakcje organów ścigania są na tyle niewystarczające, że nie neutralizują oni tych ryzyk – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Leszek Tasiemski, wiceprezes Rapid Detection z firmy Center F-Secure.

Dość wysoko na liście znajduje się wspomniana już wcześniej Holandia. Z jej strony w kierunku Polski dochodzi do 6732 cyberataków dziennie. W tym przypadku podejrzenie pada na słabo zabezpieczone serwerownie, które wykorzystywane są do ataków przeprowadzanych przez przestępców z innych krajów.

– Musimy pamiętać o tym, że źródła ataków, które my widzimy, to źródło systemu, z którego atak nastąpił. Natomiast nie oznacza to lokalizacji przestępcy. Całkowicie możliwe i prawdopodobne jest to, że przestępca znajdujący się np. w Chinach wykorzystuje albo rosyjskie albo holenderskie serwery do tego, żeby zaatakować. Musimy pamiętać o tym, że źródło ataku oznacza maszynę, z której zaatakowano, a nie fizyczną lokalizację atakującego – wyjaśnia Leszek Tasiemski.

Wiceprezes Rapid Detection podkreśla, że istotne znaczenie ma również geopolityka, bowiem w wielu krajach regulacje oraz sposoby zabezpieczeń są niewystarczające, przez co aktywność cyberprzestępców jest znacznie większa. Warto zauważyć, że hakerzy mają rozmaite sposoby na zainfekowanie naszych komputerów.

To, co widzimy, to są głównie ataki polegające na rekonesansie, czyli przestępcy sprawdzają z jakiego typu maszyną mają do czynienia, w jaki sposób mogą ją zainfekować. Widzimy bardzo dużą aktywność prób dodawania naszych maszyn do botnetów, czyli w tym momencie po takim ataku przeprowadzonym skutecznie, maszyna staje się maszyną zombie, częścią botnetu, która może dalej być wykorzystywana do ataków Denial of Service (DoS). Z drugiej strony widzimy popularny malware, który jest skierowany przeciwko platformie Windows. Tutaj mamy do czynienia z malware typu ransomware, który szyfruje nasze dane za okupy  – komentuje Leszek Tasiemski.

W sieci nikt nie jest bezpieczny i niemal wszyscy w mniejszym lub większym stopniu są narażeni na atak. Cyberprzestępcy bezlitośnie wykorzystują naiwność i nieuwagę użytkowników. Ataki przeprowadzane są w sposób nietargetowany, a więc zupełnie przypadkowy.

– Narażeni są wszyscy w równym stopniu. Informacje o atakach i ataki są przeprowadzane w sposób nietargetowany. Oznacza to tyle, że przestępcy nie wiedzą, kogo atakują, dlatego atakują wszystkich. Ofiarą hakerów może stać się instytucja, firma, a nawet osoba prywatna – twierdzi Leszek Tasiemski.

Specjaliści nie mają wątpliwości – najczęściej ofiarami cyberataków są użytkownicy, którzy nie mają zabezpieczeń, a także ci, którzy są nieuważni i lekkomyślni. Oczywiście posiadanie firewalla nie zawsze uchroni przez cyberprzestępcą, natomiast może znacząco zminimalizować ryzyko takiego ataku.

– Większość tych ataków udaje się powstrzymać za pomocą najprostszych środków, jak chociażby domowe firewalle, firmowe firewalle czy oprogramowanie antywirusowe. W większości przypadków użytkownicy nawet nie wiedzą o tym, jak często ich maszyna jest atakowana. Co ciekawe, kiedy włączamy komputer, który nigdy wcześniej nie był podłączony do Internetu, już po 15–20 min następują pierwsze ataki – ostrzega Leszek Tasiemski.

Wyjazd na tanią majówkę wciąż możliwy. Pozwalają na to serwisy działające w modelu współdzielenia

Wyjazd na tanią majówkę wciąż możliwy. Pozwalają na to serwisy działające w modelu współdzielenia 4

Majówka w tym roku dla części osób może potrwać nawet dziewięć dni. To dobra okazja na wiosenny wyjazd, jeśli tylko pogoda dopisze. Ci, którzy czekają z decyzją na ostatnią chwilę, mają jeszcze szansę na organizację taniego wyjazdu. Dobrym sposobem jest skorzystanie z modelu współdzielenia, czyli wspólnych przejazdów, wynajmu czyjegoś mieszkania czy wspólnych posiłków. Dzięki temu wypoczynek w tak gorącym okresie nie nadwyręża codziennego budżetu.

– Majówka w tym roku wygląda bardzo korzystnie kalendarzowo. Jeśli się postaramy, możemy mieć majówkę pięcio-, a nawet dziewięciodniową. Długi weekend majowy to dobra okazja do zaplanowania ciekawego wyjazdu przy wykorzystaniu możliwości, jakie daje tzw. ekonomia dzielenia. To serwisy łączące osoby prywatne, które mają pewne niewykorzystane zasoby z tymi, które chętnie z nich korzystają, np. w zakresie  transportu, zakwaterowania czy wspólnej konsumpcji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Pawelec, country manager BlaBlaCar w Polsce.

Coraz popularniejsze staje się podróżowanie w ramach sharing economy. Ekonomia współdzielenia zakłada odejście od trendu posiadania dóbr na rzecz ich użytkowania i dzielenia się nimi, czemu sprzyja przede wszystkim rozwój mediów społecznościowych. Najchętniej z takiego modelu korzysta najmłodsze pokolenie, ale coraz częściej również starsi sięgają po usługi oferowane w ramach ekonomii współdzielenia. Podstawą jest zaufanie.

 W przypadku serwisu BlaBlaCar organizujemy wspólne przejazdy, w ramach których kierowcy, którzy wybierają się w jakąś podróż i mają wolne miejsce w samochodach, oferują miejsca innym pasażerom. Ci dzięki temu mają niedrogą alternatywę dla innych środków transportu – ocenia Pawelec.

Podróżowanie w ramach współdzielenia pozwoli oszczędzić koszty tym, którzy z decyzją o wyjeździe czekają do ostatniej chwili, uzależniając go np. od pogody.

– Ceny są takie same w piątek tuż przed wyjazdem, jak np. przy rezerwacji tydzień wcześniej. Podobnie jest w przypadku innych serwisów. Często jest też tak, że oferty udostępniania jakichś zasobów pojawiają się także w ostatniej chwili – mówi przedstawiciel BlaBlaCar w Polsce.

Podstawową zasadą współdzielenia jest to, że kierowca, który zabiera pasażerów, nic na tym nie zarabia. Dostaje jedynie zwrot części kosztów paliwa dzielonych po równo między pasażerami.

– Ceny za miejsce oferowane przez kierowców są stałe. Rekomendujemy kierowcom odpowiednią cenę, która jest dopasowana do dystansu podróży. Ma to na celu dbanie o to, by kierowcy pokrywali koszty przejazdy, a nie na nich zarabiali – tłumaczy Pawelec.

Jak przekonuje, podróże w ramach współdzielenia to nie zawsze wyjazdy na krótkie trasy.

– Przeciętna podróż w serwisie BlaBlaCar w Polsce wynosi ok. 300 kilometrów, ale bardzo dużo przejazdów odbywa się między państwami. Można bardzo łatwo znaleźć przejazdy do Niemiec czy Holandii, które są częstym celem weekendowych wyjazdów. W lecie pojawiają się też przejazdy do Chorwacji czy innych krajów południowej Europy – wymienia Michał Pawelec.

Współdzielenie możliwe jest jednak nie tylko w transporcie, lecz także np. przy noclegach. Pojawia się coraz więcej serwisów (np. Airbnb, CouchSurfing czy HomeExchange), gdzie użytkownicy oferują wynajem pokoi czy całych mieszkań, najczęściej za niewielką opłatą, choć zdarzają się też zupełnie darmowe oferty. W takiej sytuacji gospodarze zazwyczaj oczekują wspólnego spędzenia czasu czy wymiany doświadczeń.

 To pewnego rodzaju rewolucja w podróżowaniu. Dawniej byliśmy przyzwyczajeni do zatrzymywania się w pensjonacie lub hotelu. Dzisiaj coraz częściej zwracamy uwagę na to, aby nie tylko ekonomicznie spędzić gdzieś czas, lecz także żeby spotkać na miejscu osoby, które pokażą nam miasto. Myślę, że jest to aspekt ekonomii współdzielenia, który coraz bardziej się liczy, zwłaszcza dla młodszych osób – podkreśla Pawelec.

Powoli na popularności zyskuje idea wspólnego biesiadowania. W branży gastronomicznej można skorzystać z oferty takich serwisów jak EatWith czy Colunching. Działają podobnie jak serwisy umożliwiające współdzielenie kosztów transportu.

– Pojawiły się już w sieci serwisy, dzięki którym można znaleźć osoby, które przygotowują posiłki np. u siebie w domu. Można się z nimi skontaktować, zobaczyć, jak oceniły ich inne osoby, umówić się na pewną cenę i nie tylko ekonomicznie, lecz także w dobrym towarzystwie zjeść posiłek – tłumaczy ekspert.

Firma PwC ocenia, że do 2025 roku wartość przychodów sektorów działających w modelu współdziałania sięgnie 335 mld dol. przy 15 mld dol. w 2014 roku. Z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu „(Współ)dziel i rządź! Twój nowy model biznesowy jeszcze nie istnieje” wynika, że w Polsce z tego typu serwisów korzysta nawet 26 proc. osób.

 Coraz więcej osób, zwłaszcza młodszych, szuka serwisów, które poza oszczędnościami dają im też dodatkowe profity społeczne. W BlaBlaCar mamy zarejestrowanych już 2 mln użytkowników, myślę że jest to trend rosnący i coraz więcej ludzi będzie szukało alternatywy dla tradycyjnych usług – ocenia Michał Pawelec.

Biżuteria z bursztynu i metali szlachetnych polskim hitem eksportowym. Odpowiada za 70 proc. światowego rynku

Biżuteria z bursztynu i metali szlachetnych polskim hitem eksportowym. Odpowiada za 70 proc. światowego rynku 5

Polska jest potęgą w łączeniu bursztynu z metalami szlachetnymi. Szacuje się, że ponad 70 proc. światowej biżuterii z bursztynu pochodzi właśnie z Polski. Zdecydowana większość trafia do Azji, przede wszystkim Chin, także Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. W przypadku produktów z najwyższej półki, najbardziej luksusowych, z najlepszym bursztynem, na eksport trafia ponad 90 proc. – ocenia Michał Kosior, dyrektor biura Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników.

Bursztyn od kilku lat jest produktem coraz bardziej luksusowym, takie są wymagania rynku. To już nie są typowo babcine korale, jakie znamy z kurortów nadmorskich, ale bardzo dobrze zaprojektowane i wykonane produkty jubilerskie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Kosior, dyrektor biura Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników.

Biżuteria z bursztynu jest polską specjalnością. Wartość produkcji biżuterii w naszym kraju wynosi ok. 200 mln euro, plantwear ma również dużą sprzedaż w naszym kraju, choć trudno jednoznacznie ocenić faktyczną wartość rynku, przede wszystkim ze względu na fakt, że większość firm zajmujących się produkcją wyrobów z metali szlachetnych ozdabianych bursztynem to małe, jednoosobowe firmy.

W 95 proc. producentami są małe firmy rodzinne, które nie podlegają statystykom GUS. Nie widzimy, gdzie się produkuje biżuterię, to często nie są miejsca, które się eksponują. Natomiast z pewnością możemy mówić o kilkuset milionach złotych produkcji rocznie – ocenia Kosior.

Stolicą bursztynu w Polsce jest Gdańsk. Szacuje się, że na Pomorzu w branży związanej z obróbką bursztynu pracuje ok. 10 tys. osób. Choć w Polsce rośnie też zainteresowanie bursztynem, który przestaje się kojarzyć z biżuterią dostępną w każdym nadmorskim sklepie z pamiątkami, a z ekskluzywną i nowoczesną, to zdecydowana większość produkcji trafia na zagraniczne rynki.

Produkcja i handel to są przede wszystkim targi i eksport, głównie na rynki Azji, Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych – wskazuje dyrektor biura Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników.

Łącznie wyroby z bursztynu eksportujemy do ponad 80 krajów na świecie. Szacuje się, że ponad 70 proc. biżuterii z wykorzystaniem bursztynu pochodzi właśnie z Polski.

W przypadku produktów z najwyższej półki, tych najbardziej luksusowych, drogich, w złocie, z diamentami, z najlepszym bursztynem, na eksport trafia ponad 90 proc. – zaznacza ekspert.

Polska jest największym na świecie producentem biżuterii z bursztynu bałtyckiego. Pod względem produkcji srebrnej biżuterii zdobionej bursztynem w Europie wyprzedzają nas tylko Włochy i Niemcy. Jak przekonuje Kosior, w zagranicznej sprzedaży biżuterii z bursztynem nie mamy większej konkurencji, zwłaszcza że inni duzi producenci bursztynu specjalizują się w innych produktach.

W Chinach robi się przede wszystkim tradycyjną chińską biżuterię i chińskie rzeźby. To nie jest dla nas konkurencja, zresztą Chińczycy generalnie są skoncentrowani na swoim rynku. Litwini produkują biżuterię bez udziału metali szlachetnych – złota i srebra. Rosjanie natomiast specjalizują się w produkcji przedmiotów użytkowych – wymienia Michał Kosior.

IKEA wprowadza do sprzedaży panele słoneczne. Dzięki nim konsumenci mogą obniżyć rachunki za prąd

IKEA wprowadza do sprzedaży panele słoneczne. Dzięki nim konsumenci mogą obniżyć rachunki za prąd 6

IKEA wprowadziła do sklepów instalacje fotowoltaiczne. Eksperci sieci oszacują zyski i koszty związane z tym zakupem, zamontują instalację w domu i pomogą w podłączeniu jej do sieci elektrycznej. Skorzystanie z oferty „IKEA. Energia słoneczna dla domu” może przynieść znaczące oszczędności. W ciągu 25 lat użytkowania instalacji rachunki za prąd można obniżyć w sumie z 61 tys. nawet do 24 tys. zł – szacują przedstawiciele szwedzkiej firmy.

„IKEA. Energia słoneczna dla domu” to rozwiązanie na rzecz bardziej ekologicznego i oszczędnego stylu życia. Przedmiotem programu jest wytwarzanie czystej energii poprzez instalacje fotowoltaiczne. Jest on skierowany przede wszystkim do właścicieli domów jednorodzinnych i gospodarstw domowych, które są zainteresowane oszczędnościami i ekologią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Dulko-Gaszyna, kierownik ds. zrównoważonego rozwoju IKEA Retail w Polsce.

Instalacja fotowoltaiczna na dachu domu przekształca promienie słoneczne w prąd, który zasila sprzęty gospodarstwa domowego. Jego nadwyżka jest automatycznie przekazywana do sieci (można ją odebrać w stosunku 1:0,8 kWh w ciągu roku). W ten sposób konsument staje się prosumentem, który jednocześnie zużywa i produkuje czystą, ekologiczną energię. Gospodarstwo domowe może dzięki temu zaoszczędzić na wysokości rachunków za prąd. W przeciwieństwie do kolektorów słonecznych, które umożliwiają tylko podgrzanie wody, fotowoltaika jest bardziej wszechstronna w zastosowaniu.

Instalacja ta składa się z kilku podstawowych elementów. Są to moduły fotowoltaiczne, które tworzą panel umieszczany najczęściej na dachu, falownik, system okablowania oraz system do montażu. Instalacja przetwarza promieniowanie słoneczne, a dokładniej fotony, które są zawarte w promieniach słonecznych, w energię elektryczną. Promień słoneczny i zawarty w nim foton, padając na ogniwo fotowoltaiczne, wytrąca elektron, który później tworzy prąd. Prąd powstaje przy uderzeniu fotonu o płytkę krzemu znajdującą się w module fotowoltaicznym – wyjaśnia Karol Gobczyński, menadżer ds. klimatu i energii w IKEA Group.

Panele słoneczne i wszystkie elementy niezbędne do ich zamontowania od 28 kwietnia 2017 roku są dostępne we wszystkich sklepach IKEA w Polsce. Firma, we współpracy z GEO Solar, zaoferuje klientom kompleksową usługę: od doradztwa, przez opracowanie projektu i kosztorys, po montaż i wsparcie w podłączeniu instalacji fotowoltaicznej do sieci.

Stworzyliśmy rozwiązanie pod klucz. Podczas wizyty w sklepie, w specjalnie ku temu stworzonej strefie energii dla domu, można zasięgnąć informacji o ofercie, użyć kalkulatora oszczędności, a następnie przejść przez cały proces: od audytów domu poprzez indywidualną wycenę, umowę zakupu, montaż, a potem skorzystać z opcji serwisu i monitorowania. Ponieważ instalacja fotowoltaiczna ze względów bezpieczeństwa jest obwarowana różnymi wymogami prawnymi i technicznymi, nie ma możliwości zamontowania jej samodzielnie – mówi Katarzyna Dulko-Gaszyna.

Na początku klient wraz z doradcą przeanalizuje rachunki za energię, żeby sprawdzić, jakie jest roczne zużycie w gospodarstwie domowym. W oparciu o tę informację można dobrać instalację odpowiedniej wielkości. Opłacalność będzie zależała również od kąta i kierunku nachylenia dachu, ale energię z instalacji fotowoltaicznej można będzie wytwarzać nawet w pochmurne dni.

– Potencjał energetyczny w Polsce to około 1 tys. kWh, które możemy pozyskać z 1 mkw. Możemy oszacować, że bez tej inwestycji na przestrzeni 25 lat gospodarstwo domowe zapłaci za energię 61 tys. zł. Natomiast jeżeli zainwestuje w wytwarzanie energii ze słońca, ta kwota wyniesie 24 tys. zł. To duża różnica – mówi Karol Gobczyński.

Szwedzka sieć podkreśla, że prawidłowo zainstalowane panele fotowoltaiczne są w praktyce bezobsługowe. Dodatkowo są objęte bezpłatną gwarancją na okres 25 lat.

Świadomość klientów szybko wzrasta. Już jedna czwarta Polaków deklaruje, że chciałaby mieć instalację fotowoltaiczną na swoim dachu. Widzimy, że jest potrzeba rynkowa, na którą chcemy odpowiedzieć poprzez tę ofertę. Ponieważ to spora inwestycja, przedstawimy też długofalową ofertę finansowania, która umożliwi spłacanie instalacji fotowoltaicznej z oszczędności, które generuje gospodarstwo domowe – mówi Karol Gobczyński.

Program „IKEA. Energia słoneczna dla domu” to efekt współpracy ze spółką GEO Solar, należącą do grupy GEO Renewables, jednego z liderów globalnego rynku odnawialnych źródeł energii. W Polsce grupa działa od 2010 roku i zrealizowała projekty, których wartość przekroczyła 2 mld zł.

– Zależy nam na zrównoważonym rozwoju. Mamy duże doświadczenie w zakresie fotowoltaiki. Na budynkach IKEA na całym świecie działa już ponad 700 tys. modułów fotowoltaicznych. Mamy doświadczenie w konstruowaniu ofert odpowiadających na realne potrzeby Polaków, a potrzeba czystej energii, a w dodatku taniej energii, jest z pewnością bardzo ważna – mówi Katarzyna Dulko-Gaszyna.

W lutym ubiegłego roku Grupa IKEA w Polsce osiągnęła „niezależność energetyczną”, co oznacza, że sama produkuje tyle energii, ile zużywają wszystkie jej biura, sklepy, centra handlowe i dystrybucyjne na terenie kraju. Poza siecią sklepów meblowych do szwedzkiej grupy należy w Polsce 6 farm wiatrowych, a w niektórych jej sklepach zainstalowane zostały pompy geotermalne i kolektory słoneczne do podgrzewania wody. Globalną niezależność energetyczną firma chce osiągnąć do 2020 roku. Zapobieganie zmianom klimatu oraz promowanie odnawialnych źródeł energii i gospodarki niskoemisyjnej jest filarem strategii całej szwedzkiej grupy.

Ostatni dzwonek na rozliczenie się z fiskusem. Eksperci przypominają o przysługujących ulgach

Ostatni dzwonek na rozliczenie się z fiskusem. Eksperci przypominają o przysługujących ulgach 7

Na ulgę prorodzinną mogą liczyć rodzice i opiekunowie dziecka – przy jednym dziecku można odliczyć ponad 1,1 tys. zł. Nawet 1,5 tys. zyskają ci, którzy odkładają pieniądze na IKZE, a na 760 zł mogą liczyć użytkownicy internetu, którzy jeszcze nie korzystali z ulgi. Na zmniejszenie dochodu do opodatkowania pozwalają również darowizny na rzecz organizacji pożytku publicznego. Tylko w 2016 roku Polacy odliczyli od podatku łącznie 6,4 mld zł.

 Najpopularniejszą ulgą jest ulga na dzieci. Przysługuje ona osobom, które mają jedno dziecko, ale pod warunkiem że nie przekroczą one odpowiedniego limitu dochodów. W przypadku drugiego dziecka już tego limitu nie ma. Można uzyskać po ponad 1 tys. zł na pierwsze i drugie dziecko – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Leszek Zięba, ekspert Związku Firm Doradztwa Finansowego i mFinanse.

Limit dochodów dla rodziców i opiekunów jednego dziecka wynosi 112 tys. zł (56 tys. zł w przypadku rodzica samotnie wychowującego dziecko). W przypadku większej liczby pociech limity już nie obowiązują. Wówczas na pierwsze i drugie dziecko można uzyskać nieco ponad 1,1 tys. zł, na trzecie dziecko – 2 tys. zł i po 2,7 tys. zł na czwarte i każde kolejne. Kwoty rozlicza się proporcjonalnie za każdy miesiąc sprawowania opieki.

– Ulga ta jest o tyle istotna, że kwoty, które możemy uzyskać, odliczamy bezpośrednio od podatku. Stąd jest to znacząca kwota, którą można sobie odpisać – tłumaczy Zięba.

Z odliczenia nie mogą jednak skorzystać te osoby, które uzyskują dochody opodatkowane 19-proc. stawką podatku.

Dodatkowo rodzice, którzy korzystają z publicznej lub prywatnej opieki nad dziećmi, mogą skorzystać z ulgi na żłobki i przedszkola. Wydatki na ten cel mogą pokryć dzięki nieopodatkowanym świadczeniom od pracodawcy. Na żłobki i opiekunów dziennych rodzice dostaną maksymalnie 400 zł miesięcznie, a na przedszkola – 200 zł.

– Inną ulgą, o której warto pomyśleć przy rozliczaniu PIT-u za ubiegły rok, jest ulga z tytułu oszczędzania na indywidualnym koncie zabezpieczenia emerytalnego – przypomina ekspert ZFDF.

Przy oszczędzaniu na IKZE można maksymalnie uzyskać 1,5 tys. zł, choć dotyczy to osób, których roczne dochody przewyższają 85,5 tys. zł, a w związku z tym płacą 32-proc. podatek. Pozostałe osoby odzyskają do 875 zł. Nieco więcej, bo 920 zł będzie można odzyskać za wpłaty dokonane w 2017 roku przy rozliczeniu w 2018 roku. Jak wynika z danych na koniec 2016 roku IKZE miało ponad 643 tys. osób (dane KNF).

– Inne ulgi, z których możemy skorzystać, to ulgi z tytułu darowizn na cele kultu religijnego czy cele związane z darowiznami, z opiekuńczą i charytatywną działalnością kościołów. Możemy również uzyskać ulgę, oddając krew i przedstawiając odpowiednie zaświadczenie – mówi Zięba.

Honorowi dawcy krwi mogą odliczyć wartość przekazanej darowizny na cele krwiodawstwa, a wysokość ulgi zależy od ilości oddanej krwi (każdy litr krwi to 130 zł). Odliczenie z tego tytułu łączy się z darowiznami na cele kultu religijnego. W sumie nie może przekroczyć 6 proc. dochodu. W ramach finansowania celów kultu religijnego wesprzeć można kościoły czy związki religijne. Przy wsparciu instytucji kościelnych w działaniach charytatywno-opiekuńczych ulga może być odliczona w całości, istotne przy tym jest potwierdzenie przekazanych darowizn.

– Nadal funkcjonuje ulga internetowa, jednak skorzystać z niej mogą tylko te osoby, które w przeciągu ostatnich 2 lat jej nie rozliczały. Jeśli ktoś rozliczał tę ulgę w ubiegłym roku, to tylko w tym może jeszcze z niej skorzystać, bo przysługuje ona w dwóch kolejno po sobie następujących latach – podkreśla Leszek Zięba.

Odliczyć można jedynie koszty użytkowania sieci. Oznacza to, że podatnikom nie przysługuje ulga z tytułu instalacji, modernizacji czy rozbudowy infrastruktury dostępu do internetu. Maksymalnie można odzyskać 760 zł, jednak pod warunkiem że z sieci korzysta się w celach prywatnych.

W tym roku termin złożenia deklaracji podatkowej upływa 2 maja. Jeśli zapomnieliśmy odliczyć ulgę, zawsze można jeszcze złożyć korektę zeznania podatkowego.

Rosną ceny i frekwencja w hotelach. Grupa Orbis kontynuuje wzrosty

Rosną ceny i frekwencja w hotelach. Grupa Orbis kontynuuje wzrosty 8

Po rekordowo dobrych wynikach finansowych za ubiegły rok Grupa Orbis kontynuuje trend wzrostowy. W pierwszym kwartale 2017 roku wzrosła frekwencja, jak i średnia cena za pokój w jej hotelach. Zwiększyły się również przychody grupy, która zapowiada, że w tym roku zamierza skupić się na dalszych inwestycjach i wyzwaniom, które stawia kurczący się rynek pracy. 

– Rynek hotelowy jest w dobrej kondycji, dzięki czemu jesteśmy w stanie osiągać coraz lepsze wyniki. Obłożenie w I kwartale było wyższe niż w całym 2014 roku. Rośnie realna dynamika rynku, z której możemy wyciągnąć znaczną wartość. Średnia stawka za pokój, która jest naszym wyzwaniem na ten rok, rośnie w tempie 3 proc. Połączenie tego wszystkiego daje nam prawie 10-proc. wzrost. To wyraźny sygnał, że się rozwijamy – podsumowuje wyniki w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Gilles Clavie, prezes zarządu Orbis.

Największy wschodnioeuropejski operator hoteli przedstawił swoje wyniki finansowe za I kwartał 2017 roku. W ciągu trzech pierwszych miesięcy roku Orbis odnotował 11,15 mln zł straty netto. To 17-proc. poprawa względem analogicznego okresu rok wcześniej, kiedy strata sięgnęła 13,44 mln zł. Ze względu na sezonowość turystyki pierwszy kwartał roku zawsze jest jednak słaby dla branży hotelarskiej.

Przychody Orbisu wzrosły natomiast o 7,6 proc., osiągając poziom 266 mln zł. Jak podaje grupa, w połączeniu z kontrolą kosztów przełożyło się to na wzrost EBITDA (wynik operacyjny przed uwzględnieniem kosztów wynajmu nieruchomości, amortyzacji, wpływu zdarzeń jednorazowych, wyniku na działalności finansowej i podatku) sięgający 10,7 proc. Z kolei zysk EBITDA wyniósł 38,1 mln zł i był prawie o połowę (43,6 proc.) wyższy w ujęciu rocznym.

Wskaźnik RevPAR (przychody na jeden dostępny pokój, najważniejszy wskaźnik dla operatorów hotelowych) wzrósł o 9,5 proc. do poziomu 126,7 zł. Natomiast frekwencja w hotelach należących do grupy Orbis zwiększyła się o 3,5 pkt proc., a średnie ceny za pokój I kwartale tego roku wzrosły o 3 proc., sięgając 212,1 zł.

Wyniki finansowe Orbisu za cały 2016 rok były rekordowo wysokie i grupa spodziewa się, że ten trend uda się utrzymać. Konsekwentnie zamierza również realizować wdrożoną trzy lata temu strategię, która jest na bieżąco aktualizowana zgodnie ze zmianami, które zachodzą na hotelowym rynku.

– Strategia jest oparta na trzech filarach. Pierwszym są wyniki, w ramach których chcemy podnosić średnią stawkę za pokój, zmieniając statystyczny profil klienta. To bardzo ważny warunek, który musimy spełnić, żeby osiągać trwały wzrost, czyli cel naszej strategii. Bardzo istotna jest też część gastronomiczna, która ma coraz większe znaczenie i pozwala nam na dywersyfikację przychodów, ponieważ nie podlega tym samym wahaniom sezonowym, co tradycyjny biznes hotelowy. Ponadto, jak zawsze stawiamy na jakość i satysfakcję gości – mówi Gilles Clavie.

Istotnym elementem strategii Orbisu jest też optymalizacja portfela hoteli. Grupa skupia się na wysoko rentownych projektach i uważnie obserwuje rynek w poszukiwaniu okazji inwestycyjnych. Minionych kilkanaście miesięcy było okresem dużej aktywności grupy w zakresie akwizycji i wykupu nowych nieruchomości hotelowych. Tylko w I kwartale tego roku Orbis wykupił z leasingu pięć swoich hoteli w Budapeszcie.

– Wcześniejsze warunki najmu były niekorzystne, więc woleliśmy przejąć te aktywa, zapewniając sobie przy tym dobre warunki finansowe. W ramach naszego portfela nadal odkupujemy niektóre hotele, a inne przekazujemy franczyzobiorcom, ponieważ to pozwala nam zachować wszystkie obiekty hotelowe w ramach sieci AccorHotels, co zwiększa rozpoznawalność marek i satysfakcję gości – uzasadnia Gilles Clavie.

Plany inwestycyjne Orbisu na pozostałą część 2017 roku zakładają utrzymanie regularnych nakładów kapitałowych. Około 5 proc. rocznych obrotów grupy jest przeznaczane na inwestycje związane utrzymaniem hoteli i dostosowaniem usług do oczekiwań klientów. Hotelowy operator zaznacza, że coraz większą wagę przywiązuje również do inwestycji w IT i nowe technologie.

– Wi-Fi musi być absolutnie doskonałe, a internet tak szybki, jak to możliwe, ponieważ tego chcą klienci. Mamy więc regularne nakłady kapitałowe oraz konkretne projekty, które nazywamy rozwojowymi. Są to w sumie cztery hotele, trzy w Polsce i jeden na Litwie, których renowacje będą nas kosztować około 150 mln zł. To mniej więcej tyle, ile wydaliśmy w ubiegłym roku – mówi Gilles Clavie.

Prezes zarządu Orbisu zauważa, że największym wyzwaniem dla całej grupy jest aktualnie rynek pracy i brak dostępności kadr. To bolączka nie tylko branży hotelowej, lecz także całej gospodarki w Polsce i wielu innych państwach w tym regionie Europy.

– Rynek pracy jest coraz bardziej napięty, będzie coraz trudniej. Mamy do tego trojakie podejście. Kluczowa jest promocja marki pracodawcy. Musimy też być atrakcyjni pod względem wynagrodzeń i opiekować się pracownikami. Musimy ich angażować. Musimy dawać im możliwość ekspresji, aby byli bardziej niezależni, zauważalni, autentyczni. Temu służą wszystkie działania, które podejmujemy – mówi Gilles Clavie.

Orbis powoli wdraża też nowy model rekrutacji, oparty nie na doświadczeniu, ale na osobowości pracowników. Taki model sprawdził się już m.in. w krakowskim hotelu Mercure i gdańskim ibisie, gdzie cały zespół hotelowy został zrekrutowany w dużej mierze na podstawie cech osobowościowych.

– Bardzo dynamicznie zmieniamy naszą kulturę korporacyjną, wdrażamy nowy model przywództwa. Już w zeszłym roku zdaliśmy sobie sprawę, że mamy do czynienia z coraz silniejszą konkurencją rynkową. Dlatego postanowiliśmy zareagować zdecydowanie i opracowaliśmy zestaw rozwiązań. Dzięki temu na niektórych rynkach rotacja pracowników została znacząco ograniczona, co naprawdę nie było łatwe. Wszystkie te sygnały napawają mnie optymizmem względem całego nadchodzącego roku – ocenia Gilles Clavie, prezes zarządu Orbis.

Grupa hotelowa Orbis to największa sieć hoteli w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej. Jej obiekty pod markami Sofitel, Pullman, MGallery, Novotel, Mercure, ibis, ibis Styles i ibis budget działają w 16 państwach. Strategicznym inwestorem Orbisu jest francuska grupa Accor. Z końcem marca tego roku sieć Orbisu składała się w sumie z 116 hoteli dysponujących ponad 19,7 tys. pokoi, z czego większość (ok. 70 hoteli) działa na polskim rynku.

W ubiegłym roku ZUS wstrzymał wypłatę prawie 16,3 mln zł zasiłków chorobowych. Nieuzasadnione zwolnienia lekarskie to koszty dla pracodawców

W ubiegłym roku ZUS wstrzymał wypłatę prawie 16,3 mln zł zasiłków chorobowych. Nieuzasadnione zwolnienia lekarskie to koszty dla pracodawców 9

Pracownicy nie zawsze wykorzystują zwolnienie lekarskie zgodnie z jego przeznaczeniem. Powinno ono służyć jak najszybszemu powrotowi do zdrowia. Nieuzasadnione zwolnienia to dodatkowe koszty dla pracodawców. Dlatego pracownicy są coraz częściej kontrolowani. W 2016 roku wydano 22,2 tys. decyzji wstrzymujących wypłatę zasiłków chorobowych na kwotę prawie 16,3 mln zł.

– Pracownikowi symulowanie choroby się opłaca. Jest to jednak duży koszt dla pracodawców. Przez pierwsze 33 dni zwolnienia, a w przypadku osób powyżej 50 roku życia – przez 14 dni zwolnienia wynagrodzenie wypłaca pracodawca. Jeżeli więc ktoś zamierza skorzystać ze zwolnienia, a nie ma ku temu przesłanek, to zyskuje wynagrodzenie, które jest mu nienależne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Pracownik ma prawo do wynagrodzenia albo zasiłku chorobowego za czas choroby. Najpierw otrzymuje wynagrodzenie od pracodawcy (przez 33 albo 14 dni w roku kalendarzowym), a jeśli niezdolność do pracy się wydłuża, to zasiłek chorobowy. Świadczenia stanowią rekompensatę utraconego wynagrodzenia dla osoby, która z powodu choroby nie jest w stanie wykonywać pracy.

 Często zdarza się jednak, że zwolnienia lekarskie są wykorzystywane w celach sprzecznych z ich istotą i służą pracownikom do realizacji jakichś własnych zadań bądź wykonywania konkurencyjnej pracy zarobkowej. To zwiększa dwukrotnie dochód pracownika – przekonuje Lisicki.

W czasie choroby pracownik otrzymuje zwykle zasiłek w wysokości 80 proc. swojej pensji. 100 proc. należy się w razie choroby w czasie ciąży, wypadku w drodze do pracy lub z pracy, choroby zawodowej czy wypadku przy pracy. Jak wskazuje ekspert Konfederacji Lewiatan, dla pracodawców konieczność wypłaty zasiłku chorobowego to koszt 1,5 mld zł rocznie.

Krótkoterminowe zwolnienia utrudniają pracodawcom organizację pracy. Dlatego istotna jest kontrola, czy okres zwolnienia wykorzystywany jest zgodnie z jego przeznaczeniem. Pracodawcy coraz częściej korzystają z możliwości kontroli zasadności wystawionych zwolnień, bo rośnie liczba nadużyć.

– Mali, średni, a także więksi pracodawcy informują nas o tym, że jest taki problem jak nadużywanie zwolnień lekarskich albo wykorzystywanie ich niezgodnie z celem, na jaki zostały wystawione – zaznacza Robert Lisicki.

Potwierdzają to kontrole, które zgodnie z ustawowymi uprawnieniami przeprowadza także ZUS. W 2016 roku przeprowadzono 569,5 tys. kontroli osób mających zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy. W konsekwencji wydano 22,2 tys. decyzji wstrzymujących dalszą wypłatę zasiłków chorobowych na kwotę prawie 16,3 mln zł. Łączna kwota obniżonych i cofniętych świadczeń pieniężnych w całym 2016 roku wyniosła 203,8 mln zł.

Jeśli pracodawca podejrzewa, że pracownik symuluje lub wykorzystuje zwolnienie lekarskie do wykonywania innej pracy zarobkowej, to może przeprowadzić kontrolę. Ma takie prawo, jeśli zatrudnia (zgłasza do ubezpieczenia chorobowego) powyżej 20 osób. Mniejsze firmy mogą występować o przeprowadzenie kontroli do ZUS.

– Na badanie do lekarza orzecznika wzywamy tylko osoby, które mają adnotację na zwolnieniu „może chodzić”. Osoby, które powinny leżeć, mogą być zbadane w domu. Osobę wytypowaną do kontroli można skierować na badania dodatkowe. Jeśli lekarz orzecznik stwierdzi, że dana osoba odzyskała zdolność do pracy, wystawia zaświadczenie korygujące i ustala wcześniejszą datę ustania niezdolności do pracy. Z takim zaświadczeniem należy się zgłosić do pracodawcy i podjąć pracę. Możemy również skontrolować dokumentację medyczną, która jest podstawą wystawienia zwolnienia lekarskiego – wymienia Małgorzata Lipowska, lekarz inspektor nadzoru orzecznictwa lekarskiego z Departamentu Orzecznictwa Lekarskiego w centrali ZUS.

Jak przypomina Lipowska, każde zwolnienie powinno przyspieszyć powrót do zdrowia. Pracownik, który w czasie niezdolności do pracy orzeczonej zaświadczeniem lekarskim wykonuje pracę zarobkową lub wykorzystuje to zwolnienie niezgodnie z jego celem, musi liczyć się z tym, że straci prawo do zasiłku chorobowego.

– W trakcie zwolnienia lekarskiego, powinniśmy się stosować ściśle do zaleceń lekarskich, przyjmować leki, korzystać z zapisanych zabiegów, z rehabilitacji leczniczej – mówi Małgorzata Lipowska.

Po BoJ, przed EBC

Środa przyniosła uspokojenie na rynkach walutowych. Ponownie bardzo dobrze wypadł rodzimy rynek akcji, szczególnie na tle Europy i USA. Na ropie nie udało się bykom utrzymać przewagi.

Ceny ropy zakończyły wczorajszy dzień na niewielkim minusie i to pomimo całkiem niezłych danych z USA na temat zapasów paliw. Zapasy ropy zmniejszyły się o 3,6 milionów baryłek. W Polsce tymczasem kolejne dobre dane z gospodarki oraz wzrosty indeksu WIG20. Stopa bezrobocia spadła do poziomu 8,1%, a nowe zamówienia w przemyśle w marcu wzrosły w ujęciu r/r o 33,0 proc. Indeks WIG20 zakończył dzień z wynikiem 1,31%. Końcówka wczorajszej sesji w USA była nerwowa, więc możliwe jest, iż dziś główny indeks giełdowy w Polsce rozpocznie dzień w gorszych nastrojach.

Bank Japonii zakończył dziś posiedzenie. Parametry polityki banku nie uległy zmianie. Konferencję banku oceniono jednak jako najbardziej optymistyczną względem japońskiej gospodarki od 9 lat. Nie jest to jednak jedyne posiedzenie w dniu dzisiejszym. O godzinie 9:30 decyzję ogłosi bank centralny Szwecji. Natomiast o 13:45 Europejski Bank Centralny. Konferencja EBC rozpocznie się o 14:30 i zapewne będzie bacznie śledzona przez inwestorów.

eurusd27042017r

Eurodolar porusza się w bocznej konsolidacji, o lekko wznoszącym się charakterze. Luka otwarcia jaka powstała po wyborach we Francji służyć teraz będzie za wsparcie. Mowa o okolicach 1.075. Pierwszym oporem będzie 1.1150, a następnie dopiero obszar pod 1.14. Wskaźnik RSI daje na chwilę obecną przewagę grającym na zwyżkę euro.

Sylwester Majewski

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Przez 25 lat amerykańskie firmy zainwestowały w Polsce prawie 30 miliardów dolarów

Polska jest bardzo ważnym europejskim krajem dla inwestorów ze Stanów Zjednoczonych. Przez ostatnie 25 lat amerykańskie firmy zainwestowały w naszym kraju prawie 30 miliardów dolarów. Dla amerykanów jesteśmy – ze względu na ponad 38 milionową populację – dużym rynkiem w skali europejskiej oraz krajem ogromnych możliwości tworzenia fabryk, czy nowych sektorów.

– Dla amerykańskich firm ogromne znaczenie ma możliwość długoterminowych wzrostów w Polsce – powiedział agencji eNewsroom.pl Tony Housh, prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce – Ogromnym plusem polskiego rynku jest produkcja, technologia oraz innowacje na bardzo wysokim poziomie – powiedział Housh.

Wsparcie rozwoju start-upu to nie tylko finansowanie. Ważne jest także udzielenie pomocy merytorycznej

Wsparcie rozwoju start-upu to nie tylko finansowanie. Ważne jest także udzielenie pomocy merytorycznej 10

Do końca 2016 r. w Polsce powstało ponad 2670 start-upów, z czego 20 proc. deklaruje, że zajmuje się produkcją oprogramowania. Gdyby nie podmioty zajmujące się akceleracją, wiele tego typu projektów nie miałoby szans wypłynięcia na głębokie wody i pokazania się światu. Zdaniem ekspertów ważne jest by wsparcie akceleratora nie ograniczało się wyłącznie do dofinansowania.

Większość współczesnych start-upów związanych jest z e-usługami, rynkiem mobilnym i nowymi technologiami. Średni wiek tego typu przedsiębiorstw nie przekracza przy tym 2 lat, a ich założycielami są osoby wieku 20–30 lat. To podstawowe dane z najnowszego raportu stworzonego przez Fundację Startup Poland. A jednak mimo kreatywnych, często dobrych pomysłów młode firmy nie potrafią ich zmaterializować. Dlatego często poszukują porady w wyborze właściwego modelu biznesowego lub inwestora, który nadałby ich poczynaniom odpowiedni kształt i umożliwił szybszy rozwój.

– Interesujemy się rynkiem szeroko i jesteśmy otwarci na różnego rodzaju branże, przy czym to nie oznacza, że nie ma obszarów, w których szczególnie czujemy się kompetentni bądź dla których mamy pewne upodobania czy przekonanie, że są to sektory istotne dla aktualnej i przyszłej gospodarki. W sensie czysto technicznym czy formalnym projekty zgłaszają się do nas poprzez informację, którą odnajdują na stronie internetowej, identyfikując, że Grupa Investin jest akceleratorem innowacyjnych projektów. Ponadto w przeszłości organizowaliśmy też nabory, adresując do start-upów informacje o poszukiwaniu przez nas interesujących projektów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Koral, prezes Grupy Investin.

Aby dany projekt doczekał się realizacji i sukcesu rynkowego, potrzebuje nie tylko wsparcia finansowego, lecz także całego zaplecza biznesowego. Droga, którą musi przejść młoda firma, by zainteresować potencjalnych inwestorów, jest długa i trudna.

– Zazwyczaj trafiają do nas projekty na bardzo wczesnych etapach rozwoju, dlatego naszym zadaniem jest je odpowiednio wyakcelerować, obudowując je w dokumentację biznesową, jak również całą koncepcją biznesową, zanim możliwe będzie wyjście z tym przedsięwzięciem na rynek i zainteresowanie nim potencjalnych inwestorów. Najczęściej są to przedsięwzięcia, które wymagają już w pierwszej kolejności takiego bardzo zasadniczego biznesowego wsparcia. To wsparcie powinno towarzyszyć również na późniejszych etapach — dodaje Piotr Koral.

Dane raportu Startup Poland 2016 pokazują jasno, że z dotacji z Unii Europejskiej korzysta 24 proc. nowych firm, 22 proc. opiera swoją działalność na wsparciu funduszy typu venture capital, natomiast 17 proc. działa z aniołami biznesu. Warto zauważyć, że zaledwie 6 proc. start-upów znalazło strategicznego inwestora branżowego i tyle samo posiłkuje się kredytem.

– Grupa Investin przygotowuje się do uruchomienia własnego potencjału inwestycyjnego. Od dawna pracujemy nad zbudowaniem funduszu venture capital i mamy pełną świadomość, że proces inwestycji nie oznacza wygaśnięcia zaangażowania w biznesowe wsparcie przedsięwzięcia, a intensyfikację tego wsparcia na jego różnych odcinkach. To już nie są takie działania stricte akceleracyjne, to jest business development, typowe budowanie przedsiębiorstwa i skalowanie jego działalności, dlatego zaangażowanie musi być stale obecne – twierdzi Piotr Koral.

Zaangażowanie o charakterze biznesowym i wsparcie akceleratora ewoluuje, kiedy dany projekt potężnieje, przekształcając się w dojrzewające przedsięwzięcie. Według prezesa firmy Investin, szeroko rozumiany konsulting odgrywa istotną rolę na każdy etapie dojrzewania start-upu.

– Konsulting ma wielowymiarowy charakter, to zdolność do opracowywania zarówno złożonych dokumentacji, jak i ekspertyz w każdym obszarze wsparcia dla procesu komercjalizacji innowacyjnego przedsięwzięcia. W jego skład wchodzą: wyceny innowacyjnych projektów, analizy potencjału projektów technologicznych, analiza wszystkich kwestii prawnych, własności intelektualnej oraz kwestii finansowo-podatkowych i marketingowych – wymienia Piotr Koral.

Prezes firmy Investin prognozuje, że w nowej perspektywie budżetowej Unii Europejskiej coraz większy nacisk kładziony będzie na wsparcie przedsiębiorców w umożliwieniu im efektywnego wyjścia na światowe rynki.

– Bardzo istotne są szeroko rozumiane procesy internacjonalizacji działalności polskich firm, zwłaszcza z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. To jest widoczne zarówno w Polsce Wschodniej, jak i w regionalnych programach operacyjnych poszczególnych województw. Ogólnie rzecz ujmując to bardzo bliskie temu, czym Grupa Investin zajmowała się do tej pory, dlatego również uczestniczymy w tych działaniach. Co więcej, uzyskaliśmy akredytację Ministerstwa Rozwoju, stąd jesteśmy firmą, która może udzielać wsparcia w obszarze konsultingu innowacyjnego dla polskich przedsiębiorstw – podsumowuje Piotr Koral.

Rynek technologii chmurowych w Polsce dynamicznie rośnie. Przed końcem 2020 roku przekroczy wartość 1 mld zł

Rynek technologii chmurowych w Polsce dynamicznie rośnie. Przed końcem 2020 roku przekroczy wartość 1 mld zł 11

Polski rynek technologii chmurowych ma przed sobą bardzo dobre perspektywy, a odsetek firm korzystających ze świadczonych w ten sposób usług będzie dynamicznie rosnąć – przekonuje Krzysztof Rocki z firmy Red Hat. Jego opinię potwierdzają analizy PMR oraz IDC. Wynika z nich, że w najbliższych latach segment będzie rozwijał się w dwucyfrowym tempie, a przed końcem 2020 roku przekroczy wartość 1 mld zł.

– Wszyscy marzymy o tym, żeby być na chmurze, ale wszyscy również zdajemy sobie sprawę z tego, że ta chmura musi być kontrolowana. Jako Red Hat szukamy narzędzi, które pozwoliłyby nam zarządzać ogromną ilością zgromadzonych tam informacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Rocki, szef Red Hat na Europę Centralną i Wschodnią.

Cloud computing jest jednym z najszybciej rozwijających się obszarów polskiego rynku informatycznego. Jak wynika z analizy przygotowanej przez firmę badawczą PMR, wartość krajowego rynku usług oferowanych w technologii chmurowej (zarówno publicznej, jak i prywatnej) wzrosła o ponad 30 proc. i przekroczyła wartość 600 mln zł.

– Do tego typu usług podchodzimy z pełną odpowiedzialnością. Robimy to w swoim stylu, czyli open source’owym. To oznacza, że pozwalamy wszystkim współpracować z nami. To są miliony projektów na całym świecie, gdzie ludzie piszą oprogramowania, które my z kolei sprawdzamy – wyjaśnia Rocki. – Jeżeli cokolwiek z tych rzeczy ma sens, to zakupujemy tego rodzaju rozwiązanie. Po zakupie udostępniamy kod źródłowy i otwieramy go dla wszystkich – dodaje szef Red Hat.

W opinii eksperta funkcjonowanie w oparciu o model open source stanowi kolejny krok w ewolucji usług informatycznych i pozwala na oferowanie usług o niespotykanej dotąd skali. To także bodziec do dynamicznego rozwoju rynku usług chmurowych. Jak wynika z raportu IDC, tempo wzrostu tego segmentu w ostatnich latach było w naszym kraju aż 7-krotnie szybsze niż w przypadku całego sektora IT. Podobny trend widoczny jest także w skali globalnej. Według szacunków Gartnera światowy rynek przekroczył w 2016 roku wartość 200 mld dol., rosnąc w dwucyfrowym tempie.

– Polski rynek jest bardzo chłonny. Musimy jednak pamiętać o dwóch podstawowych rzeczach. Dla firm, które funkcjonują od wielu lat, przestawienie się na funkcjonowanie w chmurze jest bardzo trudne. Dla firm nowych, które pojawiają się na tym rynku, ten model chmury jest najlepszy, bo koszty utrzymania, koszty działalności są ograniczone do tego czasu, w którym z tego korzystamy tłumaczy manager.

Jak wynika z danych PMR, na początku ubiegłego roku już 25 proc. dużych przedsiębiorstw korzystało z technologii chmury, a wartość tego segmentu stanowiła już 1,5 proc. całego polskiego rynku IT. W porównaniu do wysokorozwiniętych gospodarek nasz kraj wciąż ma jednak wiele do nadrobienia. W skali globalnej usługi oparte o technologię chmury odpowiadają już za przeszło 3 proc. łącznych przychodów sektora IT.

– Kiedy spojrzymy na gigantów telekomunikacyjnych, bankowych, to oni również bardzo chętnie wchodzą w technologię chmur. Jednym z takich pionierów jest Allegro, który potrafił w tej chmurze dokonać olbrzymiej rewolucji – zauważa Rocki.

Wśród innych polskich pionierów ekspert wymienia także Orange, PKO BP czy Pekao SA. Szef polskiego oddziału Red Hat podkreśla przy tym, że jedną z głównych zalet technologii chmurowej jest jej elastyczność.

Nowe technologie wywołają rewolucję w gospodarce. Polskie firmy muszą się przygotować na cyfryzację

Nowe technologie wywołają rewolucję w gospodarce. Polskie firmy muszą się przygotować na cyfryzację 12

Modernizacja infrastruktury IT, zmiana rynku pracy i bezpieczeństwo danych to trzy największe wyzwania związane z cyfrową transformacją – uważa Aongus Hegarty, szef Dell EMC w regionie EMEA. Polskie przedsiębiorstwa postrzegają cyfryzację zarówno jako szansę, jak i zagrożenie. Technologie takie jak chmura, big data i internet rzeczy jednak całkowicie zmienią model ich funkcjonowania. Obecnie tylko 40 proc. rodzimych firm jest na to przygotowanych.

– Dla wszystkich firm i przedsiębiorstw najważniejsza jest teraz cyfrowa transformacja, czyli wpływ technologii na gospodarkę i biznes oraz na to, jak firmy mogą adaptować technologie w wielu różnych obszarach, aby ich działalność stawała się bardziej efektywna, produktywna. Chodzi również o kreowanie nowych modeli biznesowych i rozwiązań dla klientów dzięki innowacyjnym produktom i usługom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aongus Hegarty, szef Dell EMC w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki.

Z ubiegłorocznego badania Deloitte Digital („Digital Transformation 2016”) wynika, że polskie firmy obawiają się cyfrowej transformacji, ale rozumieją, że nie ma od niej odwrotu. Cyfryzację postrzegają jako czynnik, który zadecyduje o ich przewadze konkurencyjnej i utrzymaniu się na rynku. Ponad połowa (51 proc.) polskich przedsiębiorstw ma wizję transformacji cyfrowej, a 41 proc. opracowało szczegółowy plan biznesowy i inwestycyjny.

Szef Dell EMC w regionie EMEA zauważa, że przedsiębiorstwa, które w porę dostrzegą szanse płynące z cyfrowej transformacji i wdrożą odpowiednią strategię, mogą wyprzedzić konkurencję i umocnić swoją rynkową pozycję. Natomiast te, które prześpią szansę, będą musiały się zmierzyć z sytuacją wręcz odwrotną.

– Transformacja cyfrowa to zarówno szansa, jak i zagrożenie. Wiele firm w Polsce docenia korzyści płynące z transformacji cyfrowej, ale z drugiej strony to dla nich również pewne zagrożenie, bo konkurencja nie śpi – podsumowuje Aongus Hegarty.

Cyfryzacja biznesu umożliwia wejście na rynek z zupełnie nowym modelem, np. w branżach takich jak bankowość, co dobrze obrazuje dynamiczny rozwój fintechów. PwC szacuje, że w nadchodzących latach fintechy mogą przejąć nawet do 33 proc. światowego rynku usług finansowych. Zmienia się też model pracy. Powstaje coraz więcej firm, które nie mają stacjonarnych oddziałów i pracują wyłącznie elektronicznie. Transformacja wymusza duże zmiany nie tylko w tradycyjnych branżach, lecz także w sektorze publicznym.

– Mamy w Polsce dużych i bardzo dynamicznych klientów prywatnych, a także z sektora publicznego: z obszaru opieki zdrowotnej, edukacji i administracji publicznej. Są też bardzo mali klienci, którzy startują w nowych obszarach, takich jak internet rzeczy i analiza danych. Dzięki technologii pomagamy im przekształcać firmy i rozwijać nowe modele technologiczne z perspektywy cyfrowej, dzięki której pracownicy stają się bardziej wydajni, stale pozostając w kontakcie. Cała infrastruktura IT także się poprawia z punktu widzenia efektywności – mówi Aongus Hegarty.

Szef Dell EMC w regionie EMEA wymienia trzy kluczowe obszary cyfrowej transformacji. Pierwszym jest modernizacja IT, infrastruktury technologicznej. Firmy generują ogromne ilości danych, które chcą przetwarzać, analizować i archiwizować w optymalny sposób. Stąd rozwój takich technologii jak big data, centra danych i chmura obliczeniowa.

– Drugim elementem są pracownicy, którzy stają się coraz bardziej mobilni, więc muszą mieć stały dostęp do systemów informatycznych swojej firmy. Technologie pozwolą ludziom pracować z domu lub z każdej innej lokalizacji. To będzie jeden z ważniejszych trendów. Jednocześnie przepływ danych w takim modelu musi pozostawać bezpieczny. Bezpieczeństwo jest trzecim elementem. Począwszy od urządzeń użytkownika końcowego, poprzez infrastrukturę, skończywszy na rozwiązaniach chmurowych – wszystkie te elementy muszą być bezpieczne – mówi Aongus Hegarty.

Jednym z głównych trendów, które wpłyną na kształt cyfrowej transformacji, będzie również internet rzeczy (IoT), który pozwoli gromadzić i wnikliwiej analizować dane z różnych źródeł, dzięki czemu możliwe będzie stworzenie zupełnie nowych produktów i usług.

Globalna firma analityczna IDC prognozuje, że do końca 2017 roku dwie trzecie największych firm na świecie postawi cyfrową transformację w centrum swojej strategii. Będą rozwijać rozwiązania takie jak big data, mobilność, internet rzeczy oraz media społecznościowe. Kluczowe będą jednak technologie chmurowe. Do 2020 roku wydatki firm na oprogramowanie, sprzęt, wdrożenia, serwis oraz zarządzanie usługami w chmurze wyniosą w skali globalnej ponad 500 mld dol., czyli trzykrotnie więcej niż obecnie  wylicza IDC, która przewiduje, że cyfrowa transformacja będzie odczuwalna w każdej branży i już za kilka lat zmieni kształt światowej gospodarki.

Pacjenci w Polsce mają problem z komunikacją z lekarzami i urzędnikami. Rozmowa często toczy się przez media

Pacjenci w Polsce mają problem z komunikacją z lekarzami i urzędnikami. Rozmowa często toczy się przez media 13

Media odgrywają coraz większą rolę w kształtowaniu polityki zdrowotnej. Wskazują błędy w systemie i podpowiadają rozwiązania. Mogą być też rzecznikiem pacjentów, zwłaszcza w kontaktach z urzędnikami. To dzięki pośrednictwu mediów chorzy często otrzymują dostęp do nowoczesnych leków i terapii. Innym problemem komunikacyjnym w służbie zdrowia są relacje na linii pacjent–lekarz. Zmiana podejścia obu stron mogłaby przynieść lepsze efekty w postaci bardziej skutecznego leczenia.

 W Polsce wciąż jeszcze wisi nad systemem zdrowotnym widmo systemu paternalistycznego, w którym wyłącznie lekarz decydował o tym, jakie ma być leczenie i jak będzie wyglądał proces terapeutyczny. Lekarz nie słuchał pacjenta, a pacjent nie miał w sobie dość woli i świadomości, żeby porozmawiać na temat swoich odczuć związanych z terapią. Dążymy do tego, żeby w relacjach pacjent–lekarz rządziły relacje partnerskie. Tylko to może doprowadzić do optymalizacji procesu terapeutycznego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Laskowski, dyrektor Działu Strategii Komunikacyjnych Instytutu Komunikacji Zdrowotnej.

Pacjenci nie wiedzą, jak rozmawiać z lekarzem i nie czują się pewnie w tych rozmowach. Dlatego często to lekarz decyduje o terapii i leczeniu, a pacjent ma się dostosować. Pacjenci oczekują od lekarza przede wszystkim uwagi, wysłuchania tego, co pacjent ma do powiedzenia. Istotna jest także empatia – pacjent powinien mieć poczucie, że lekarzowi zależy na wygraniu z chorobą. Szwankuje też sam język komunikacji – lekarze często używają fachowej terminologii, która dla zwykłego pacjenta jest niezrozumiała. Z drugiej strony chorzy często zatajają przed lekarzami istotne dla powodzenia terapii informacje. To wszystko może się przekładać na stosunkowo niską skuteczność leczenia.

– Jeżeli będziemy mieli stosunki partnerskie, wtedy mamy gwarancje, że proces diagnostyczny i leczenie będą przebiegały optymalnie. Wyższa będzie wówczas efektywność, a spadną koszty społeczne i ekonomiczne. Potrzebne są do tego jednak odpowiednie umiejętności. Lekarz musi być uczony na studiach, jak komunikować się z pacjentem, a pacjent musi być edukowany, mieć świadomość, że rozmowa z lekarzem jest konieczna – tłumaczy Witold Laskowski.

Niejako rzecznikiem pacjentów mogą być media. Eksperci podkreślają, że ich interwencja jest szczególnie istotna w relacjach chorzy–urzędnicy. Chodzi m.in. o zwrócenie uwagi przedstawicieli resortu zdrowia i rządu na brak dostępu do drogich terapii, szczególnie przy leczeniu rzadkich schorzeń, w których leki nie są refundowane.

– Pacjenci nie mają możliwości spotkania i porozmawiania z urzędnikami, przebicia się do świadomości decydentów. Media na pewno odgrywają tu ważną rolę – są rzecznikami, przedstawiają problem pacjentów i same pytają ministerstwo, decydentów, co z tym fantem zrobią – tłumaczy Klara Klinger, dziennikarka „Dziennika Gazety Prawnej”.

Urzędnicy często nie mają świadomości potrzeb pacjentów. Dlatego, jak wskazuje dziennikarka, choć niekiedy media ingerują być może zbyt mocno, to często jest to jedyna droga.

– Nigdy nie da się do końca wyeliminować takiej sytuacji, gdzie wszyscy pacjenci byliby szczęśliwi i otrzymywali wszystkie terapie, których potrzebują. Nie ma chyba takiego państwa na świecie. W Polsce nadal jednak szwankuje komunikacja między urzędnikami a przedstawicielami pacjentów – podkreśla Klara Klinger.

Media pełnią też ważną funkcję w kształtowaniu polityki zdrowotnej. Podpowiadają kierunek, w jakim powinna się ona rozwijać z uwzględnieniem potrzeb pacjentów. Choć to specjaliści opracowują politykę zdrowotną, potrzebne jest spojrzenie z zewnątrz.

– My, jako media, pełnimy rolę pomocniczą: podpowiadamy, korygujemy, zwracamy uwagę na istotne błędy – podkreśla Hubert Biskupski, zastępca redaktora naczelnego „Super Expressu”. – Wiadomo, że trochę inne są oczekiwania pacjentów, inne lekarzy, jeszcze inne producentów leków czy farmaceutów. Dla tych oczekiwań trzeba znaleźć wspólne rozwiązanie. My ze swojej definicji jesteśmy rzecznikiem pacjentów.

Jak tłumaczy Biskupski, rolą mediów jest nie tylko wypracowanie płaszczyzny porozumienia między pacjentami a lekarzami, lecz także zwiększenie świadomości swoich praw u pacjentów. Szacuje się, że rocznie dochodzi nawet do kilkudziesięciu tysięcy pomyłek lekarskich. Pacjenci wiedzą, że w takiej sytuacji mają prawo do rekompensaty.

 Mamy coraz większą świadomość prawną. Jeżeli doszło do błędu lekarskiego, to pacjenci za pośrednictwem różnego rodzaju instytucji albo osobiście dążą do uzyskania odszkodowań. Te zaś są coraz wyższe, z czego doskonale zdają sobie sprawę lekarze, którzy starają się ubezpieczać i te błędy eliminować –przekonuje Hubert Biskupski.

O roli mediów w kształtowaniu polityki zdrowotnej rozmawiali eksperci podczas panelu dyskusyjnego „Media rzecznikiem pacjenta”, który odbył się w ramach I Międzynarodowego Kongresu Patient Empowerment. Organizatorem wydarzenia był Instytut Komunikacji Zdrowotnej, a honorowy patronat sprawowało Ministerstwo Zdrowia. Pacjent jako partner to idea, która przyświecała organizatorom wydarzenia.

Blisko 84 mln Europejczyków mieszka w zagrzybionych i wilgotnych domach. Poprawa warunków mieszkaniowych zmniejsza ryzyko zachorowania na astmę

Blisko 84 mln Europejczyków mieszka w zagrzybionych i wilgotnych domach. Poprawa warunków mieszkaniowych zmniejsza ryzyko zachorowania na astmę 14

W zagrzybionych i wilgotnych domach mieszka blisko 84 mln mieszkańców Europy. Dla 2 mln osób było to bezpośrednią przyczyną zachorowania na astmę lub innych dolegliwości ze strony układu oddechowego, alarmują eksperci przy okazji Światowego Dnia Astmy, który przypada 2 maja. Polacy częściej niż reszta mieszkańców Wspólnoty obawiają się niekorzystnych warunków w swoich domach. Wskazuje na to blisko połowa społeczeństwa – wynika z badania „Barometr Zdrowych Domów 2016” Grupy VELUX.

– Największe obawy budzi występowanie w domu grzybów i pleśni. Jednocześnie te niekorzystne warunki wiążemy z występowaniem różnych chorób. Wiele osób skarży się na katar sienny, alergie i bóle głowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Kupska-Kupis, architekt z firmy VELUX.

Jak podaje niemiecki Instytut Fraunhofera, w wilgotnych i zagrzybionych domach mieszka około 84 mln Europejczyków. Takie warunki zwiększają o 40 proc. ryzyko zachorowania na choroby układu oddechowego, takie jak astma, alergie i przewlekła obturacyjna choroba płuc. Szacuje się, że u 2,2 mln Europejczyków chorych na astmę schorzenie wywołały właśnie niezdrowe warunki mieszkaniowe.

Badanie „Barometr Zdrowych Domów 2016” przeprowadzone na zlecenie Grupy VELUX pokazało, że Polacy częściej niż reszta Europejczyków obawiają się występowania w swoich domach grzybów i pleśni. Wskazuje tak blisko co drugi (46 proc.), podczas gdy europejska średnia wynosi 40 proc.

– Wiele osób deklaruje, że w ich rodzinach któryś z domowników choruje na przewlekły nieżyt nosa, a 17 proc. ankietowanych wskazało astmę. Istnieją badania potwierdzające, że zachorowalność na astmę wzrasta o 50 proc. w przypadku osób, które mieszkają w zapleśniałych i zagrzybionych budynkach – podkreśla Monika Kupska-Kupis.

– W aglomeracjach, takich jak Katowice czy Warszawa, występuje bardzo duża częstotliwość napadów astmy siennej i oskrzelowej, przekraczająca 30 proc. Powoduje je u ludzi układ immunologiczny nastawiony na to, żeby zwalczać pyłki, alergeny i zarodniki pleśni. Zwalczając je, wywołuje właśnie napady astmy – dodaje prof. dr hab. n. med. Edward Zawisza, alergolog, członek Polskiego Towarzystwa Zwalczania Chorób Alergicznych.

Grzyby i pleśnie są bardzo silnym alergenem, atakującym ludzki układ oddechowy i skórę. Rozwijają się w wilgotnych mieszkaniach, co najczęściej wynika z wadliwej konstrukcji architektonicznej, braku wentylacji i cyrkulacji świeżego powietrza. Atakują głównie ściany albo obicia drewnianych mebli, zwłaszcza starych i zużytych. Dlatego prof. Edward Zawisza podkreśla, że profilaktykę astmy i chorób układu oddechowego trzeba zacząć właśnie od skontrolowania panujących w domu warunków.

– Leczenie jest skuteczne wtedy, kiedy zapobiega się napadom chorobowym. Dlatego w mieszkaniach nie powinno być starego drewna czy betonu albo pordzewiałych cegieł, na których rosną tysiące zarodników pleśni, takich jak aspergillus. Trzeba temu zapobiegać, stosując leki przeciwgrzybicze i zmieniając budownictwo mieszkaniowe na bardziej przyjazne – mówi prof. Edward Zawisza.

Choroby układu oddechowego są nie tylko problemem społecznym, lecz także gospodarczym. Instytut Fraunhofera wyliczył, że bezpośrednie wydatki na leczenie oraz hospitalizację pacjentów z chorobami dróg oddechowych wynoszą około 82 mld euro rocznie w skali całej Europy. Koszty z tytułu leczenia astmy, które ponosi europejska gospodarka, są szacowane na prawie 20 mld euro rocznie.

Zdaniem ekspertów Instytutu promocja profilaktyki zdrowotnej i odpowiednie regulacje prawne dotyczące budownictwa mieszkaniowego mogą spowodować, że do roku 2050 roku liczba Europejczyków mieszkających w wilgotnych i zagrzybionych domach obniży się o połowę, a wywołane złymi warunkami choroby układu oddechowego będą występować o 25 proc. rzadziej.

Niezbędne są renowacje budynków mieszkalnych – szczególnie w miastach, gdzie często całe dzielnice są wypełnione starymi kamienicami, liczącymi po kilkadziesiąt lat. Dla nowo budowanych mieszkań trzeba przyjąć odgórne kryteria, które uwzględnią nie tylko energooszczędność, lecz także warunki zdrowotne.

– Problem zawilgoconych i starych budynków najczęściej wynika z ich złego stanu technicznego, a także z zachowań mieszkańców, na przykład zbyt rzadkiego wietrzenia pomieszczeń. Powstawaniu pleśni i grzybów można dość łatwo zapobiec, wietrząc pomieszczenia 2–4 razy dziennie. Ponadto dobrym rozwiązaniem jest stosowanie okien z nawiewnikami, które niezależnie od tego, czy okno jest otwarte, czy zamknięte, powodują wpływanie świeżego powietrza i uniemożliwiają powstawanie pleśni i grzybów – dodaje Monika Kupska-Kupis.

Szybkie pożyczki dostępne w salonach prasowych. Firmy pożyczkowe rozwijają sprzedaż nie tylko w internecie

Szybkie pożyczki dostępne w salonach prasowych. Firmy pożyczkowe rozwijają sprzedaż nie tylko w internecie 15

Wartość pożyczek udzielanych online to 3 mld zł. Segment firm pożyczkowych rośnie w internecie, ale także w punktach stacjonarnych. Vivus Finance uruchomił sprzedaż w sieci saloników prasowych InMedio i Relay na terenie całej Polski. Firma rozwija strategię skupioną na prostocie i wielokanałowości.

– Na polskim rynku pożyczkowym działa ponad sto podmiotów. Łączna sprzedaż firm, które udzielają pożyczek przez internet, przekracza 3 mld zł. Mówimy o grupie bardzo młodych konsumentów, liczącej ponad 3 mln ludzi. Dokonują zakupów w internecie albo przez smartfona. Prawie połowa naszych klientów bierze pożyczkę właśnie przez telefon komórkowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Loukas Notopoulos, prezes zarządu, Vivus Finance.

Założona pięć lat temu spółka Vivus Finance w krótkim czasie awansowała do grona największych na rynku firm udzielających pożyczek krótkoterminowych. Pod marką Zaplo.pl oferuje też klientom pożyczki ratalne i długoterminowe przez internet.

Vivus nie przestaje rozwijać swojej sieci sprzedaży. W tym miesiącu podpisał umowę z międzynarodową grupą Lagardere Travel Retail, do której należy w Polsce m.in. sieć saloników prasowych InMedio i Relay oraz sklepy 1Minute, Virgin i Hubiz.

Jak podkreśla prezes firmy Loukas Notopoulos, poszerzenie sieci sprzedaży o punkty stacjonarne pozwoli lepiej odpowiedzieć na potrzeby klientów, którzy krótkoterminowymi pożyczkami finansują na przykład większe zakupy przez internet albo w galeriach handlowych. To element strategii spółki, która skupia się na pojęciu „omniobecności”, czyli obecności w wielu kanałach sprzedaży.

– Bardzo dużo mówi się o dostępie do klienta poprzez różne kanały. Konsumenci mogą dotrzeć do nas zarówno przez telefon komórkowy, jak i na zwykłym laptopie. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku naszych charakterystycznych klientów, którzy biorą jedną lub dwie pożyczki w ciągu roku, żeby sfinansować zakupy przez internet. Ale konsumenci robią też zakupy w centrach handlowych, dlatego musimy być dostępni wszędzie, na przykład w salonikach InMedio, gdzie klient może wziąć pożyczkę i dostać pieniądze na miejscu – tłumaczy Loukas Notopoulos.

Umowa podpisana z Lagardere Travel Retail pozwoli Vivusowi na rozszerzenie sieci sprzedaży stacjonarnej o ponad 670 lokalizacji na terenie całej Polski. Punkty handlowe należące do międzynarodowej grupy znajdują się w często uczęszczanych miejscach, takich jak lotniska, duże dworce i punkty przesiadkowe, stacje metra czy galerie handlowe.

Prezes firmy podkreśla, że strategia Vivus Finance skupia się na prostocie, dlatego wnioskowanie o pożyczkę ma być bardzo proste i zajmować nie więcej niż 15 minut. Po tym czasie klient, który zostanie pozytywnie zweryfikowany, będzie mógł otrzymać pieniądze w gotówce lub przelewem na wskazane konto.

– Klient, który chce kupić ubrania, sprzęt RTV, AGD albo sfinansować inny zakup, wchodzi do saloniku InMedio. Na miejscu może zawnioskować o pożyczkę i od razu otrzymać gotówkę. To jest właśnie omniobecność. Jesteśmy jedyną firmą, która ma tak szeroką sieć sprzedaży. Obecnie testujemy również inne kanały sprzedaży detalicznej, typowe convenience store – mówi Loukas Notopoulos.

Magdalena Charczuk, dyrektor ds. marketingu w Lagardere Travel Retail zaznacza, że współpraca z Vivusem wpisuje się też w strategię rozwijania portfolio usług dostępnych w punktach handlowych należących do grupy. Podstawę oferty InMedio, Relay czy 1Minute stanowią książki, prasa, słodycze i przekąski. Klienci coraz szukają jednak także prostych i łatwo dostępnych usług, w tym również finansowych.

– Przykładowo usługa przekazów finansowych, którą realizujemy od trzech lat z Western Union, stale się rozwija. Jest potencjał i zapotrzebowanie na tego typu usługi finansowe w naszej grupie docelowej. Dlatego my konsekwentnie od kilku lat rozszerzamy portfolio naszych usług pozamaterialnych, komplementarnych do oferty produktowej. Sieci saloników prasowych i sklepów typu convenience, aby rozwijać się na dość trudnym i konkurencyjnym rynku, muszą cały czas myśleć o rozszerzaniu swojej oferty i budowaniu swoich przewag konkurencyjnych – mówi Magdalena Charczuk.

Grupa Azoty Puławy zapowiada nowe inwestycje w produkcję nawozów. Do 2021 roku przeznaczy na ten cel ponad 1 mld zł

Grupa Azoty Puławy zapowiada nowe inwestycje w produkcję nawozów. Do 2021 roku przeznaczy na ten cel ponad 1 mld zł 16

Grupa Azoty Puławy do 2021 roku przeznaczy ponad 1,1 mld zł na inwestycje w segmencie nawozów. Rozbudowa i modernizacja instalacji kwasu azotowego oraz budowa nowej linii produkcyjnej mają pozwolić na wytworzenie nowych nawozów, a to przyczyni się do zwiększenia oferty dla rolników. Segment nawozów dziś generuje blisko 60 proc. przychodów.

– Kontrakt z firmą thyssenkrupp Industrial Solutions na dostawę licencji technologii oraz kluczowych urządzeń pod nową, piątą już, jednostkę kwasu azotowego, która będzie budowana w puławskich zakładach, jest kolejnym krokiem do budowy największego w Polsce i jednego z największych w Europie kompleksów nawozowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Janiszek, prezes zarządu Grupy Azoty Puławy.

24 kwietnia Grupa Azoty Puławy podpisała umowę z niemiecką firmą thyssenkrupp Industrial Solutions AG o udzieleniu licencji na technologię produkcji kwasu azotowego. Oprócz budowy nowej jednostki produkcyjnej kwasu azotowego mają też powstać nowe instalacje neutralizacji i produktów nawozowych. Dodatkowo planowana jest modernizacja dotychczasowych czterech linii produkcyjnych kwasu azotowego.

– Ponad 60 proc. naszych przychodów pochodzi ze sprzedaży nawozów. Inwestycje będą miały przełożenie na całą Grupę. Będziemy dysponowali niezwykle elastycznymi instalacjami, dużo większą ofertą dla naszych odbiorców rolników – tłumaczy prezes Grupy Azoty Puławy.

Dzięki instalacji kwasu azotowego i budowie dwóch linii granulacji mechanicznej saletry portfolio produktów rozszerzy się o saletrzak i saletrę amonową mechanicznie granulowaną, czyli produkty o wyższych parametrach bezpieczeństwa w transporcie i lepszej aplikacji na polach, oraz saletrę wapniową, saletrę magnezową, saletrę potasową i saletrę wapniowo-magnezową, czyli nowe nawozy dla ogrodnictwa i warzyw.

– Ta inwestycja o wartości 695 mln zł będzie korelowała z prowadzoną już inwestycją w Puławach – granulacji mechanicznej saletry, która będzie kosztowała kolejne 385 mln zł – zapowiada prezes Janiszek.

Łącznie do 2021 roku na inwestycje w segmencie nawozów Grupa Azoty Puławy przeznaczy ok. 1,1 mld zł. To największe projekty realizowane w tym segmencie działalności w ostatnich latach.

– Kierujemy się zasadą, że nie można w nieskończoność eksploatować instalacji nawozowych, tylko trzeba je eksplorować. Dlatego poza tym, że zwiększymy wydajność i paletę produktów, będziemy także ponosili znacznie mniejsze koszty produkcji z tytułu oszczędności w surowcach – przekonuje Jacek Janiszek.

W Grupie trwają też prace nad 40 projektami badawczo-rozwojowymi z obszaru produkcji rolnej, biotechnologii, optymalizacji i dywersyfikacji procesów produkcyjnych.

Grupa Azoty Puławy zapowiada również inwestycje energetyczne. Zamiast budowy bloku gazowo-parowego, ma powstać blok energetyczny oparty o węgiel kamienny, lepiej dopasowany do potrzeb spółki. Po uruchomieniu tej inwestycji całkowita emisja dwutlenku węgla będzie mniejsza niż w przypadku zakładanego wcześniej bloku gazowego. Jak tłumaczy prezes Grupy, budowa bloku gazowo-parowego wymagałaby dodatkowych nakładów inwestycyjnych na integrację tego projektu z instalacjami zakładów oraz na modernizację istniejącej elektrociepłowni.

– Nie bez znaczenia były też aspekty związane z bezpieczeństwem naszej podstawowej produkcji chemii i nawozów. W przypadku elektrowni gazowej zdecydowaną część wyprodukowanej energii elektrycznej musielibyśmy lokować na rynku, a to – biorąc pod uwagę możliwość wypadnięcia takiej elektrowni – mogłoby stanowić duży problem po wejściu w rynek bilansujący – wskazuje Jacek Janiszek.

W 2016 roku Grupa Azoty Puławy osiągnęła przychody na poziomie 3,3 mld zł, a zysk netto przekroczył 270 mln zł. Jak wskazuje prezes Grupy, biorąc pod uwagę sytuację na rynku nawozów, wyniki można uznać za satysfakcjonujące.

– Najważniejszy wpływ na wynik miał wzrost cen gazu jako surowca podstawowego, który stanowi ponad 80 proc. kosztów, przy jednoczesnej wysokiej presji na ceny nawozów – ocenia Jacek Janiszek.

Pod względem skali realizowanych inwestycji w segmencie nawozowym Grupa Azoty Puławy jest liderem zarówno w Polsce, jak i w całej Grupie Azoty. Nowe projekty pozwolą stworzyć w Puławach największy kompleks nawozowy w Polsce i jeden z największych w Europie. Dzięki nim puławskie zakłady w istotny sposób zwiększą skalę i wydajność produkcji, poprawiając w dużym stopniu efektywność wytwarzanych nawozów. Nowe inwestycje w znaczący sposób ograniczą wpływ instalacji na środowisko.

Misje na Marsa i Jowisza przy wsparciu polskich wynalazków. Polscy inżynierowie projektują mechanizmy, które wyruszą na podbój kosmosu

Pierwsza europejska zrobotyzowana misja na Marsa z odbędzie się z udziałem polskich inżynierów. Specjaliści firmy Sener Polska projektują rozwiązania, które zapewnią zasilanie marsjańskiego łazika. Polskie urządzenia wezmą udział także w misji JUICE, która będzie badała Jowisza i jego księżyce.

Rozwiązanie zaprojektowane przez polskich inżynierów ma pełnić rolę „pępowiny” łączącej łazik marsjański z lądownikiem. Mechanizm ten odegra kluczową rolę dla powodzenia pierwszej europejskiej misji marsjańskiej.

Po wylądowaniu na Marsie łazik musi się uruchomić. Nie będzie miał własnego zasilania, więc musimy skorzystać z zasilania lądownika. Na tym właśnie polega zadanie naszego mechanizmu. Ma on zapewnić stabilne zasilanie łazika po to, by mógł on otworzyć panele słoneczne, nakierować anteny, nawiązać kontakt z Ziemią, uruchomić komputer pokładowy czy przejść z pozycji spakowanej do operacyjnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksandra Bukała, dyrektor generalna firmy Sener Polska.

Europejska Agencja Kosmiczna planuje wysłanie misji ExoMars na Czerwoną Planetę w 2020 roku. Jej zadaniem będzie poszukiwanie śladów życia oraz zbadanie geochemicznych właściwości Marsa. Całe przedsięwzięcie jest olbrzymim wyzwaniem zarówno pod względem technicznym, jak i organizacyjnym. Pierwsza poważna kwestia to trudna podróż międzyplanetarna.

Nie dość, że musimy przetrwać start z Ziemi, to jeszcze czeka nas 9 miesięcy podróży w przestrzeni międzyplanetarnej pomiędzy Ziemią a Marsem, gdzie występuje bardzo wysokie promieniowanie, a magnetosfera Ziemi nas już nie chroni. Najpierw jesteśmy wystawieni na wiatry słoneczne, a następnie czeka na nas bardzo gwałtowne lądowanie na obcej planecie. Potem ten mechanizm będzie musiał działać w warunkach środowiskowych obcej planety, w innej atmosferze, z innym składem pyłów – komentuje Aleksandra Bukała.

Kolejnym wyzwaniem będą wyśrubowane standardy ochrony międzyplanetarnej.

To oznacza, że nie możemy zanieczyścić żadnymi ziemskimi organizmami powierzchni Marsa. To są wszystko dodatkowe wyzwania i ograniczenia, które musimy wziąć pod uwagę – podkreśla Aleksandra Bukała. – W dodatku ostatnia faza będzie wymagała od nas niezwykłej precyzji – musimy elastycznie unieść mechanizm, a następnie po zakończeniu całej procedury odłączyć go w sposób ściśle kontrolowany, tak by opadł na dno lądownika, nie przeszkadzając łazikowi w opuszczeniu platformy.

Urządzenie rozmiarami zbliżone jest do ludzkiego ramienia. Mimo niewielkich gabarytów, projekt budowy mechanizmu pochłonie kilka milionów złotych. Wysokie koszty wynikają z faktu, że jest to pierwszy tego typu projekt. Konieczność zapewnienia temu mechanizmowi stuprocentowej niezawodności wymusza prace nad kilkoma wariantami.

Zbudowaliśmy już pierwszy prototyp, poddaliśmy go testom, które ujawniły pewne błędy i teraz produkujemy drugi, usprawniony model. On też będzie musiał przejść testy. Potem jeszcze budujemy tzw. model kwalifikacyjny, który poddany zostanie różnym testom funkcjonalnym, w tym również niszczącym, a dopiero na samym końcu dostarczymy dwa modele, tzw. lotne – wyjaśnia Aleksandra Bukała. – Muszą być dwa, ponieważ jest to krytyczny mechanizm dla całej misji. Jeżeli zawiedzie, cała misja zakończy się fiaskiem, stąd nasz klient podjął decyzję o zdublowaniu tego mechanizmu.

Inny mechanizm, nad którym również pracują inżynierowie z firmy Sener Polska, poleci na Jowisza, a konkretnie na orbity jego lodowych księżyców. Misja JUICE jest o tyle skomplikowana, że będzie bardzo rozciągnięta w czasie, co niesie za sobą kolejne wyzwania. To pierwsza tak duża misja w ramach programu naukowego ESA „Kosmiczna Wizja”. Jednym z jej głównych celów jest zbadanie księżyców Jowisza, a wszystko po to, by sprawdzić, czy występuje na nich życie. Sonda zostanie wystrzelona z Ziemi w 2022 roku, a do Jowisza dotrze w 2030 roku.

Szacuje się, że jeśli wszystko odbędzie się bez komplikacji, to sama podróż potrwa 7,5 roku. W tym czasie nasze mechanizmy będą musiały przetrwać w takim stanie, by być w pełni gotowe do pracy przez kolejne 4 lata. To, co jest dla nas najtrudniejsze, to zapewnienie wysokiej żywotności projektowanych mechanizmów oraz to, że urządzenia te są duże i ciężkie. Jeszcze takich sprzętów lotnych nie wykonywaliśmy – mówi dyrektor generalna firmy Sener Polska.

W misji znaczącą rolę odegra specjalny wysięgnik, na którym będą umieszczone instrumenty naukowe, badające między innymi wpływ grawitacji Jowisza na jego lodowe księżyce: Ganimedesa, Europę i Kallisto. Naukowcy podejrzewają, że naprężenia powstające w jądrach tych księżyców spowodowane bliskością ogromnego Jowisza generują ciepło pozwalające na występowanie wody w stanie płynnym. Zbadanie tych podpowierzchniowych oceanów będzie głównym zadaniem instrumentów. Jako że same czujniki są bardzo czułe na zakłócenia wynikające z bliskości statku kosmicznego, wysięgnik umożliwi im uzyskanie dokładnych pomiarów.

Projektowany przez nas we współpracy z partnerami zagranicznymi specjalny wysięgnik o długości 11 metrów ma za zadanie odsunąć instrumenty jak najdalej od sondy JUICE. Chodzi o to, żeby oddalić te czujniki od zakłóceń wynikających np. z przepływu prądu w obwodach satelity. Nasz wysięgnik też nie może być namagnetyzowany, więc musimy zachować tzw. magnetyczną czystość, co w przypadku mechanizmów projektowanych z elementów metalowych i łatwo przewodzących prąd wcale nie jest takie proste – podkreśla Aleksandra Bukała.

Laser-Med S.A. chce inwestować w branżę gier komputerowych

Laser-Med S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., przedstawiła zarys przyjętych założeń do kierunków rozwoju Spółki. Emitent zamierza zmienić profil działalności i rozpocząć działalność inwestycyjną w obszarze produkcji gier komputerowych oraz mobilnych. 

W dniu 26.04.2017 r. Zarząd Spółki Laser-Med S.A. zatwierdził nowe kierunki jej rozwoju i podjął decyzję o zmianie przedmiotu działalności na inwestowanie w podmioty z branży gier komputerowych oraz mobilnych. Sektor ten należy obecnie do jednego z najszybciej rosnących i w związku z tym Emitent zamierza efektywnie wykorzystać jego bardzo wysoki potencjał dalszego wzrostu. Przyjęte przez Zarząd Spółki założenia do kierunków rozwoju przewidują zmianę profilu realizowanego biznesu oraz rozpoczęcie działalności inwestycyjnej w obszarze produkcji gier komputerowych oraz mobilnych. Laser-Med S.A. będzie poszukiwał podmiotów działających w branży gier, które posiadają w swoim portfolio rozpoznawalne produkcje i planują realizować kolejne, perspektywiczne gry. Emitent będzie oferował swoim Partnerom współpracę w wielu obszarach, m.in. budowania modelu biznesowego i finansowego, wsparcia spółek w zakresie pozyskiwania przez nie finansowania na dalszy rozwój oraz prowadzenia komunikacji z rynkiem kapitałowym.

„Przyjęcie przez Zarząd Laser-Med S.A. nowych założeń do kierunków rozwoju otwiera nowy rozdział w historii Spółki. Dostrzegliśmy bardzo wysoki potencjał wzrostu sektora gier komputerowych i mobilnych, stąd też decyzja o rozpoczęciu realizowania inwestycji w tym segmencie rynkowym. Laser-Med S.A. chce wspierać podmioty zajmujące się produkcją gier w wielu obszarach ich funkcjonowania, począwszy od opracowywania modelu biznesowego i finansowego, pozyskiwania przez nie finansowania oraz komunikacji z rynkiem. Jesteśmy przekonani, że nowy kierunek rozwoju pozwoli nam na budowanie wartości Spółki w oparciu o silne fundamenty.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Laser-Med S.A.

Dotychczasowa działalność Laser-Med S.A. była skoncentrowana głównie na świadczeniu usług w zakresie medycyny estetycznej. Nie przynosiła ona jednak oczekiwanych rezultatów, dlatego też podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Laser-Med S.A. w dniu 21.03.2017 r. podjęte zostały Uchwały o zmianie przedmiotu działalności, zmianie siedziby oraz zmianie składu Rady Nadzorczej.

W marcu 2017 r. Spółka zrealizowała ważne działania restrukturyzacyjne, obejmujące redukcję jej zobowiązań w łącznej kwocie ponad 161 tys. zł. Emitent dokonał również zbycia aktywów (środków trwałych) związanych z dotychczasowym przedmiotem działalności za kwotę ponad 159 tys. zł.

„Etap prowadzenia działań restrukturyzacyjnych Spółki przebiegł bardzo sprawnie. Było to niezwykle istotne w kontekście przyjęcia nowych kierunków rozwoju Laser-Med S.A. i zmiany profilu działalności. Obecne działania Zarządu będą ukierunkowane na skutecznym realizowaniu przyjętych założeń do kierunków rozwoju Spółki.” – dodaje Prezes Ciszewski.

Laser-Med S.A. zadebiutowała na rynku NewConnect w sierpniu 2012 r. i działała w branży medycyny estetycznej. Spółka świadczyła usługi, m.in. zabiegów z zakresu odmładzania skóry, zaawansowanych technologicznie metod odchudzania i modelowania sylwetki oraz zabiegów pielęgnacyjnych.

Dolar umacnia się przed podatkowym wystąpieniem Trumpa

Dolar umacnia się do koszyka głównych walut w oczekiwaniu na dzisiejsze wystąpienie Donalda Trumpa, na którym ma ogłosić szczegóły reformy podatkowej. Inwestorzy spodziewają się, iż amerykański prezydent zapowie drastyczne cięcie podatku dochodowego dla przedsiębiorstw z 39,6% do 15% oraz  podatku od zysków uzyskiwanych przez amerykańskie koncerny za granicą z 35% do 10%. To drugie ciecie ma na celu zachęcić korporacje, które dotychczas ukrywały zyski przed amerykańskim fiskusem, do sprowadzenia kapitału do kraju. Wystąpienie to będzie miało miejsce 100 dni po rozpoczęciu kadencji prezydenta oraz na kilka dni przed datą, kiedy to Kongres musi przegłosować zwiększenie deficytu budżetowego, pod groźbą utraty finansowania na bieżącą działalność rządu. Wydaje się jednak, iż po burzliwej debacie kongresmanów takie zwiększenie wydatków rządowych do września zostanie przegłosowane, tak jak to miało miejsce praktycznie co roku.

Para EURUSD traci dziś 0,4% handlując w pobliżu poziomu 1,0890, w oczekiwaniu na zapowiedź mocnego cięcia podatków dochodowych dla amerykańskich spółek.  Para USDJPY rośnie 0,3% handlując w pobliżu poziomu 11,40 a para USDPLN rośnie 0,5% i handluje w okolicy poziomu 3,88. Indeksy natomiast handlują stabilnie w oczekiwaniu na wystąpienie amerykańskiego prezydenta. Zarówno niemiecki DAX jak i francuski CAC40 pozostają w pobliżu osiągniętych przedwczoraj, a nieznacznie poprawionych wczoraj rekordowych poziomów odpowiednio 12482 punktów i 5295 punktów. Amerykański NASDAQ na dzisiejszym otwarciu rynku osiągnął rekordowy poziom 6037 punktów, poprawiając wczorajszy rekord o kilka punktów,  a indeksy S&P500 i Dow Jones zbliżają się do osiągniętych na koniec lutego maksimów. Również WIG20 zalicza kolejną mocną sesję, rosnąc ponad 1% i handlując w pobliżu poziomu 2380 punktów. W indeksie brylują Lotos i PZU które rosną odpowiednio 8,2% i 4,9%.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer

KOI Capital

Budowlany boom na łódzkim rynku mieszkaniowym

Łódzki rynek mieszkaniowy przeżywa obecnie rozkwit. Rośnie sprzedaż mieszkań, ale przede wszystkim mocno rozkręca się podaż. Budowlany boom w łódzkiej mieszkaniówce sprawia, że mimo dużego popytu, ceny mieszkań rosną powoli i wciąż należą do najniższych pośród miast wojewódzkich. Takie wnioski płyną z raportu E-VALUER INDEX 2017, przygotowanego przez Emmerson Evaluation.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz szczegółowe dane dla struktury ich sprzedaży.

Ceny mieszkań w Łodzi utrzymują się na poziomie wyraźnie niższym niż w innych wielkich miastach wojewódzkich. Mediana cen dla łódzkiego rynku pierwotnego, obliczona przez ekspertów Emmerson Evaluation, wyniosła w 2016 roku 4664 zł/mkw. To oznacza, że pod względem cen nowych mieszkań, Łódź zajmuje dopiero 9. miejsce wśród miast wojewódzkich. Drożej jest nie tylko we Wrocławiu czy Poznaniu, ale także w Lublinie i Toruniu. Jeszcze większy dystans dzieli Łódź i pozostałe miasta wojewódzkie w przypadku rynku wtórnego. Mediana cen 3255 zł/mkw. plasuje miasto na jednym z ostatnich miejsc rankingu.

– W ubiegłym roku mieszkania w Łodzi, zarówno nowe, jak i używane, kosztowały przeciętnie o 2% więcej niż rok wcześniej. To wzrost zauważalny, ale wciąż niższy niż w wielu innych miastach wojewódzkich – mówi Dariusz Książak, Prezes Zarządu Emmerson Evaluation.

Rynek mieszkaniowy się odradza

Łodzi nie omija widoczna w całym kraju hossa na rynku mieszkaniowym. – Koniunktura w mieszkaniówce jest bardzo dobra, sprzedaż bije rekordy i Łódź nie jest tu wyjątkiem. Miasto jednak nie tylko korzysta z ogólnokrajowego trendu, ale samo zyskuje na atrakcyjności jako miejsce zamieszkania. Poprawia się łódzka infrastruktura, powstają nowe inwestycje mieszkaniowe o wysokim standardzie. Poprawę obserwujemy także na rynku wtórnym. Coraz więcej starych kamienic jest odnawiana i przybywa atrakcyjnych starych mieszkań – przekonuje Dariusz Książak z Emmerson Evaluation. Ekspert dodaje, że Łódź konkuruje więc nie tylko niskimi cenami mieszkań, ale także wyjątkową i zróżnicowaną ofertą mieszkaniową.

Najlepiej o hossie w łódzkiej mieszkaniówce świadczy rekordowy wzrost wydanych pozwoleń na budowę. O ile w 2013 roku wydano w Łodzi ok. 2 tys. pozwoleń na budowę, a w kolejnych dwóch latach ta liczba oscylowała na poziomie ok. 2,5 tys., to już rok 2016 przyniósł skokowy wzrost do niemal 4,4 tys. wydanych pozwoleń, z czego niecałe 1,5 tys. otrzymali inwestorzy indywidualni. – W Łodzi zwraca uwagę nie tylko tak gwałtowny przyrost liczby wydanych pozwoleń, ale także znaczący, większy niż w innych miastach, udział inwestorów indywidualnych. Dla porównania, w Krakowie tacy inwestorzy otrzymali zaledwie 615 z ogólnej liczby ponad 9,6 tys. wydanych pozwoleń – komentuje ekspert Emmerson Evaluation. – Widać zatem, że podaż w najbliższych latach będzie się w Łodzi utrzymywać na wysokim poziomie. A to oznacza, że choć ze względu na wysoki popyt łódzkie mieszkania mogą drożeć, to wciąż będą to wzrosty niewielkie – ocenia ekspert.

Jak wyglądają ceny w poszczególnych dzielnicach?

Najtańsze nowe mieszkania w Łodzi można było w 2016 roku znaleźć na terenie dzielnicy Górna, gdzie odnotowana przez Emmerson Evaluation mediana cen wyniosła 4145 zł/mkw. Najdrożej za nowe mieszkanie płacono w dzielnicy Śródmieście (4753 zł/mkw.), ale już mieszkania używane były tutaj najtańsze (2998 zł/mkw.). Poza Śródmieściem, ceny na rynku wtórnym były w ubiegłym roku bardzo zbliżone. Najwyższą medianę odnotowano dla Widzewa (3284 zł/mkw.).

Łódź

Jakie mieszkania kupuje się w Łodzi?

Z danych raportu E-VALUER INDEX 2017 wynika, że najpopularniejsze mieszkania kupowane na łódzkim rynku pierwotnym to lokale średnie, o pow. 50-70 mkw. (41% sprzedanych mieszkań w 2016 r.). Blisko 1/3 kupujących wybierała mieszkania małe o wielkości od 35 do 50 mkw. Właśnie ten metraż cieszył się z kolei największym powodzeniem na rynku wtórnym, gdzie odpowiadał za prawię połowę zakupów (48%). Bardzo rzadko kupowano natomiast na obu rynkach mieszkania największe, o powierzchni przekraczającej 100 mkw.Łódź 2

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Zmiany na linii inwestor – wykonawca – podwykonawca

Po rozpatrzeniu poprawek Senatu, Sejm ostatecznie przyjął ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności, która ma ułatwić dochodzenie należnych roszczeń. Będzie to miało bezpośrednie przełożenie na poziom wypłacalności przedsiębiorców oraz pewność obrotu gospodarczego. Ustawa nowelizująca art. 6471 Kodeksu cywilnego wejdzie w życie 1 czerwca 2017 r.

Przejrzyste umowy i bezpieczeństwo wynagrodzenia dla podwykonawców

Jednym ze znowelizowanych przepisów jest art. 6471 Kodeksu cywilnego, który reguluje zasady zawierania umów z podwykonawcami w procesie budowlanym i odpowiedzialności inwestora za wynagrodzenie podwykonawcy. Zasadą jest, że inwestor, który zgodził się na zatrudnianie podwykonawców odpowiada za wynagrodzenie zarówno dla generalnego wykonawcy, jak i podwykonawców, którym generalny wykonawca nie zapłacił. Na przestrzeni lat artykuł ten przysparzał wielu problemów interpretacyjnych i często był przedmiotem rozważań sądów, w tym Sądu Najwyższego. Przedmiotem interpretacji sądów były kwestie związane ze sposobem wyrażenia zgody inwestora na zawarcie przez generalnego wykonawcę umowy z podwykonawcą, z momentem wyrażenia tej zgody, czy zakresem odpowiedzialności inwestora za wynagrodzenie. Celem nowelizacji jest przyjęcie jednolitych i jasnych zasad dotyczących zawierania umów z podwykonawcami oraz zabezpieczenie wypłaty wynagrodzenia podwykonawcy. Zmiana ma ochronić podwykonawców przed problemami z płynnością finansową spowodowanymi nieterminowym uiszczaniem należności przez wykonawców.

W nowym brzmieniu art. 6471 Kodeksu cywilnego, inwestor odpowiada solidarnie z wykonawcą za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy, jeżeli wykonawca lub podwykonawca zgłosił inwestorowi szczegółowy przedmiot robót budowlanych, który ma zostać zrealizowany przez podwykonawcę przed przystąpieniem do wykonywania tych robót. Solidarna odpowiedzialność nie powstanie, jeżeli inwestor w ciągu 30 dni od dnia doręczenia mu zgłoszenia złoży podwykonawcy i wykonawcy sprzeciw wobec wykonywania robót budowlanych przez podwykonawcę. Zgłoszenie nie będzie wymagane, jeżeli inwestor i wykonawca w umowie zawartej na piśmie określą szczegółowy przedmiot robót budowlanych wykonywanych przez oznaczonego podwykonawcę. Ustalenia te mogą zostać poczynione już w umowie o roboty budowlane lub później w osobnym porozumieniu.

Umowa przed rozpoczęciem robót, ale niekoniecznie na piśmie

Ustawodawca znacząco zmienił zasady uzyskiwania zgody inwestora przez wykonawcę. Dotychczas wykonawca zobowiązany był do przedstawienia inwestorowi umowy z podwykonawcą lub jej projektu, a inwestor w ciągu 14 dni mógł pisemnie zgłosić sprzeciw lub zastrzeżenia do umowy z podwykonawcą. Przedmiotem wątpliwości sądów był moment, w którym wykonawca powinien zgłosić inwestorowi zawarcie umowy z podwykonawcą. Zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem, takie zgłoszenie mogło zostać dokonane w każdym momencie, a zgoda na zawarcie umowy z podwykonawcą nie musi być wyrażona uprzednio. Ponadto uznano, że brak sprzeciwu może wynikać również zachowania inwestora, nawet poprzez samo akceptowanie faktu, że dany podwykonawca przebywa na terenie budowy.

Po wejściu w życie nowelizacji, wykonawca zobowiązany będzie do zgłoszenia inwestorowi zawarcia umowy przed przystąpieniem do wykonywania robót nią objętych. Wydłużony został również termin na złożenie sprzeciwu przez inwestora z 14 dni do 30 dni. Ponadto, sprzeciw będzie musiał być złożony obu podmiotom: wykonawcy i podwykonawcy. Należy jednak zwrócić uwagę, że tak długi okres oczekiwania na wyrażenie ewentualnego sprzeciwu przez inwestora będzie powodował niepewność podwykonawcy co od odpowiedzialności za zapłatę jego wynagrodzenia. Warto zauważyć, że ustawodawca zrezygnował z obowiązku przedstawienia inwestorowi umowy z podwykonawcą lub jej projektu. Związane jest to ze zaniesieniem obowiązku zawarcia umowy z podwykonawcą w formie pisemnej pod rygorem nieważności. W uzasadnieniu do projektu ustawy wskazano, że nie jest racjonalnym wymaganie formy pisemnej umowy z podwykonawcą, jeżeli taka sama forma nie jest wymagana pod rygorem nieważności dla umowy pomiędzy inwestorem a wykonawcą. Brak obowiązku zawarcia umowy z podwykonawcą w formie pisemnej może sprawić, że dopiero na etapie ewentualnego sporu, co do wynagrodzenia inwestor dowie się, jakie obowiązki i prawa zostały ustalone pomiędzy wykonawcą a podwykonawcą, co zdecydowanie osłabi jego pozycję w sporze.

W nowelizacji zastrzeżono formę pisemną dla zgłoszenia oraz sprzeciwu. W przypadku niezachowania formy pisemnej zgłoszenie oraz sprzeciw będą nieważne. Takie rozwiązanie ma zwiększyć pewność obrotu i ułatwić przeprowadzenie dowodu w przypadku sporu sądowego. Pomimo braku obowiązku zawarcia umowy z podwykonawcą w formie pisemnej, ustawodawca w uzasadnieniu do nowelizacji wskazał, że zastrzeżenie formy pisemnej dla zgłoszenia oraz sprzeciwu ma zachęcić podwykonawców do zawierania umów w formie pisemnej, co zwiększa pewność, co do treści zobowiązań łączących wykonawcę z podwykonawcą.

Zakres odpowiedzialności inwestora

Częstym problemem związanym z interpretacją art. 6471 Kodeksu cywilnego był zakres finansowej odpowiedzialności inwestora. Aktualnie Kodeks cywilny milczy na ten temat, a zasady postępowania wynikają jedynie z orzecznictwa. Po wejściu w życie nowelizacji, odpowiedzialność inwestora za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy będzie ograniczona do wysokości ustalonej w umowie między podwykonawcą a wykonawcą, chyba, że przekracza ona wysokość wynagrodzenia należnego wykonawcy za roboty budowlane, których szczegółowy przedmiot wynika ze zgłoszenia lub umowy pomiędzy inwestorem a wykonawcą.

Od dłuższego czasu dostrzegano potrzebę nowelizacji przepisów dotyczących odpowiedzialności inwestora i wykonawcy wobec podwykonawcy. Niejednolita praktyka i rozbieżności interpretacyjne sprawiały, że zaburzona była pewność obrotu. Nowelizacja miała na celu usunięcie z obrotu niejasnych przepisów, które powodowały problemy w relacji inwestor – wykonawca – podwykonawca. Wydaje się jednak, że pomimo próby wprowadzenia przejrzystych zasad dotyczących solidarnej odpowiedzialności inwestora i wykonawcy, art. 6471 Kodeksu cywilnego będzie dalej przysparzał trudności interpretacyjnych.

Ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności nowelizująca art. 6471 Kodeksu cywilnego wejdzie w życie 1 czerwca 2017 r.

Jan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland       

Optymizm na rynkach, bezrobocie w Polsce spada

Ruch umacniający waluty krajów rozwijających się w tym złotego trwa nadal. Bezrobocie w Polsce wynosi już zaledwie 8,1% i jest najniższe od początku lat 90-tych. Dzisiaj poznamy plany reform podatkowych w USA.

Kolejny dzień optymizmu na rynkach

Po wyborach we Francji inwestorzy wyraźnie zwiększyli swój optymizm. Powodem jest brak większych zagrożeń w kolejnych tygodniach. Druga tura w ogóle nie budzi lęku analityków. Aż strach pomyśleć gdzie trafią notowania walut gdyby w drugiej rundzie wygrała jednak Marine Le Pen. Scenariusz ten jest owszem bardzo mało prawdopodobny, ale jednak ostatnie lata pokazały nam, że nie ma już rzeczy niemożliwych. Tymczasem na fali optymizmu zarówno frank jak i dolar przekroczyły barierę 3,90 zł. Euro staniało do 4,23 zł, a funt do 4,95 zł.

Bezrobocie w Polsce

Stopa bezrobocia w marcu spadła do poziomu 8,1%, to o 0,1% lepszy wynik niż przewidywali analitycy oraz Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Jest to najniższa stopa bezrobocia od pierwszych lat transformacji ustrojowej a co najważniejsze wciąż spada. Biorąc pod uwagę czynniki sezonowe możemy się spodziewać jeszcze kilku lepszych odczytów. Ciężko powiedzieć jaki jest wpływ tych danych na złotego, gdyż na rynkach wciąż trwa normalizacja po strachu o wybory we Francji. Z pewnością jednak dobre dane z rynku pracy nie zaszkodzą złotówce. Interesujące są prognozy rządu. W przyszłym roku bezrobocie ma spaść do 5% a rok później do 4%. Ich osiągnięcie wydaje się mało realne, ale należy pamiętać, że bezrobocie w ciągu roku spadło o 1,9% w związku z czym utrzymując do tempo jest to realny wynik. Problemem jest to, że łatwiej obniżać bezrobocie gdy ma ono dwucyfrowe wartości niż gdy wynosi 8% czy 6%.

Plan reformy systemu podatkowego USA

Dzisiaj mamy poznać główne założenia zmian krajowego systemu podatkowego. Donald Trump przedstawi oczywiście tylko główne założenia, gdyż obecna ustawa liczy sobie kilkadziesiąt tysięcy stron. Powodem tego terminu jest zbliżające się pierwsze 100 dni prezydentury i chęć zamknięcia ich zapowiedzią dużej zmiany. W tym projekcie będzie potrzebował również wsparcia kongresu, które to jak pokazały ostatnie działania wcale nie jest oczywiste. W projekcie najprawdopodobniej znajdą się ulgi dla biznesu mające rozpędzić amerykańską gospodarkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Cornerstone & Oaktree przejmują od grupy Work Service spółkę IT Kontrakt

Fundusze zarządzane przez Cornerstone Partners oraz Oaktree Capital Management, L.P. (“Oaktree”) zawarły umowę nabycia spółki IT Kontrakt Sp. z o.o. (“ITKontrakt”) od Work Service S.A. (“Grupa WS”).

Przedwstępna umowa sprzedaży została zawarta w dniu 31 marca 2017 roku. Sprzedającym jest Work Service S.A., a kupującym Cornerstone Partners działający wspólnie z Oaktree’s European Principal Group. Wykonanie umowy jest zależne od uzyskania niezbędnych zgód, w tym przede wszystkim, zgody Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

ITKontrakt zajmuje się budowaniem specjalistycznych zespołów IT do obsługi dużych projektów informatycznych. Spółka jest liderem na rynku usług outsourcingu IT
w Polsce, oferując zarówno usługi outsourcingu specjalistów IT jak również zarządzanie projektami, ich rozwój oraz testowanie oprogramowania. ITKontrakt jest partnerem wiodących przedsiębiorstw z sektora farmaceutycznego, bankowości i instytucji finansowych, telekomunikacji oraz motoryzacji.

Od ponad 13 lat, ITKontrakt dynamicznie rozwija się na polskim rynku, a ostatnio rozpoczął również działalność w krajach EU oraz w Malezji. W chwili obecnej firma zatrudnia ponad 1,300 specjalistów IT.

Największą siłą naszej firmy jest kompetentny zespół doświadczonych specjalistów, dostarczających usługi najwyższej jakości dla naszych partnerów. W ciągu ostatnich lat ITKontrakt rozwijał się bardzo dynamicznie i mamy nadzieję, że obecna transakcja Cornerstone Parnerts i Oaktree otwiera dla nas nowe możliwości dalszego wzrostu zarówno w Polsce jak i na rynkach zagranicznych” – mówią Leszek Kowalczykiewicz, Prezes Zarządu ITKontrakt i Tomasz Pyrak, Vice Prezes ITKontrakt.

Polski rynek outsourcingu procesów IT jest dzisiaj na etapie znaczących zmian strukturalnych, w wyniku dynamicznego wzrostu sektora usług wsparcia dla biznesu w naszym kraju. Dzięki inwestycji w ITKontrakt będziemy mogli aktywnie uczestniczyć w tym wzroście.” – podkreśla Maciej Dyjas, Partner Zarządzający Cornerstone Partners.

“Obecna transakcja, łącznie z zakupem ProService – lidera rynku nowoczesnych usług dla firm finansowych – dokonanym w marcu zeszłego roku, jest kolejnym wspólnym z Oaktree krokiem w celu zbudowania platformy outsourcingowej dedykowanej obsłudze szybko rosnących sektorów gospodarki.” – dodaje Przemysław Krych, założyciel i Partner Zarządzający Cornerstone Partners.

“Głęboko wierzymy, że dzięki naszemu międzynarodowemu doświadczeniu, jako nowi udziałowcy ITKontrakt, będziemy w stanie bardziej pomagać firmie w zrozumieniu zmieniających się potrzeb jej partnerów i wspierać jej dalszy rozwój, zarówno na międzynarodowych jak i polskim rynku”, mówi Karim Khairallah, Dyrektor Zarządzający Oaktree’s European Principal Group.

Po nabyciu ProService, jest to druga wspólna transakcja Cornerstone Partners
i Oaktree’s European Principal Group w Polsce. Cornerstone Partners jest wyłącznym przedstawicielem Oaktree’s European Principal Group w poszukiwaniu
i zarządzaniu inwestycjami w Polsce I innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Cornerstone Partners i Oaktree’s European Principal Group wspólnie inwestują
w przedsięwzięcia typu private equity w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej
z nastawieniem na wspieranie doświadczonych zespołów managerów w dalszym rozwoju przedsiębiorstw.

Wyniki Grupy Banku Zachodniego WBK w I kw. 2017 roku

W I kw. 2017 roku Grupa Banku Zachodniego WBK zanotowała wynik netto należny akcjonariuszom podmiotu dominującego w wysokości 453 mln zł. Po wyłączeniu zdarzeń jednorazowych tj. w I kw. 2016 dywidend otrzymanych z Grupy AVIVA w wysokości 80 mln zł oraz w I kw. 2017 wyższych o 39 mln zł kosztów związanych z BFG porównywalny zysk netto wzrósłby o 3% r/r.

Michał Gajewski BZ WBK
Michał Gajewski, BZ WBK
  • W pierwszym kwartale tego roku zarówno nasze dochody, jak i koszty pozostały na stabilnym poziomie. Zysk wyniósł
    453 mln zł, wynik odsetkowy 1,254 mld zł. Baza kapitałowa Banku odzwierciedla ostrożne podejście i akceptowalny poziom ryzyka, związanego z naszą bieżącą oraz przyszłą działalnością, współczynnik adekwatności kapitałowej wyniósł 15.67%. Systematycznie rozwijamy biznes, zwiększając liczbę naszych aktywnych klientów. Przyjęta strategia rozwoju skoncentrowana na podejściu multikanałowym przynosi oczekiwane efekty w postaci systematycznego wzrostu biznesu i rosnącej liczby klientów.
  • Jednym ze strategicznych obszarów jest transformacja cyfrowa, gdzie koncentrujemy się wokół osiągnięcia pozycji banku pierwszego wyboru dla klienta, zwiększenia efektywności sprzedażowej i kosztowej oraz wdrażania innowacji. Naszym kluczowym celem jakościowym jest wzrost satysfakcji, a co za tym idzie lojalności klientów. Jednocześnie systematycznie rozwijamy zakres dostępnych usług zarówno w internecie, jak i w aplikacji mobilnej. Widzimy, że nasi klienci stają się coraz bardziej cyfrowi i jako bank podążamy za ich preferencjami, zmieniając np. model obsługi. Intensywnie pracujemy też nad innowacjami, już niedługo, jako pierwszy bank w Polsce chcemy wprowadzić weryfikację opartą o biometrię twarzy. Dążymy do tego, aby wspierając klientów w codziennych sukcesach stać się dla nich najlepszym bankiem

Michał Gajewski, Prezes Zarządu Banku Zachodniego WBK

Klienci Kredyty brutto wzrosły o 6% r/r do 109 mld zł. Depozyty i fundusze inwestycyjne osiągnęły poziom 123 mld zł
i zwiększyły się o 7% r/r.

Wyniki

  • Bardzo dobry wynik z tytułu odsetek + 11% r/r,
  • Wynik z tytułu prowizji +1% r/r,
  • Porównywalne dochody ogółem +6% r/r (wyłączając zdarzenia jednorazowe w I kw. 2016 oraz 2017 roku),
  • Zannualizowany koszt ryzyka kredytowego spadł do 73 pb. (z 74 pb) –146 mln zł,
  • Koszty pod ścisłą kontrolą – wskaźnik koszty/ dochody na poziomie 46,8%,
  • W I kw. 2016 r. Grupa otrzymała 80 mln zł dywidendy z Grupy AVIVA, w 2017 jest ona spodziewana w II kw.
  • Podatek bankowy za 3 miesiące 2017 r. wyniósł 106 mln zł (w I kw. 2016 r. wyniósł 68 mln zł za 2 m-ce).

Kapitały Silna pozycja kapitałowa Grupy BZ WBK: TCR na poziomie:15,67% oraz CET: 14,7%. 

Transformacja cyfrowa Rośnie liczba klientów cyfrowych, zwiększa się także transakcyjność w kanałach zdalnych. O 26% r/r wzrosła liczba klientów korzystających z aplikacji mobilnej Banku. Systematycznie także zwiększa się liczba usług i produktów dostępnych w kanałach zdalnych – w I kw. w BZWBK24 mobile wprowadzono m.in. karty kredytowe; natomiast w iBiznes24: moduły kartowe, kredytowe czy Trade Finance. Bank prowadzi również zmiany w procesach obsługi w ten sposób, aby w przyszłości dostosować je do kanałów zdalnych.

Linie biznesowe. Bank upraszcza procesy obsługi tak, aby stale zwiększać satysfakcję i lojalność klientów. W I kw. do wybranych oddziałów banku wprowadzono pętle indukcyjne, wspomagające obsługę osób korzystających z aparatów słuchowych. Bank rozwija też strefy samoobsługowe, montując w placówkach urządzenia z funkcją wpłaty i wypłaty gotówki. Stabilnie zwiększa się liczba klientów biznesowych i indywidualnych.

Wyniki w I kw. 2017:

  • Dochody ogółem – wyniosły 1.849 mln zł, co stanowi 1% wzrost r/r. W warunkach porównywalnych dochody Grupy wzrosłyby o 6% r/r.
  • Wynik z tytułu odsetek wyniósł 1,254 mln zł i wzrósł o 11% r/r.
  • Wynik z tytułu prowizji wyniósł 475 mln zł i wzrósł o 1% r/r.
  • Koszty Operacyjne Ogółem wyniosły 866 mln zł i były stabilne r/r. Wynik ten został osiągnięty w trakcie inwestycji w nowe systemy IT, a także dzięki obniżeniu kosztów związanych z transmisją danych, niższymi wydatkami na marketing oraz niższymi kosztami usług zewnętrznych. Wyłączając nadwyżkę r/r kosztów na BFG Koszty Operacyjne Ogółem byłyby niższe o 4,4%.
  • Wskaźnik C/I ukształtował się na poziomie 46,8%.
  • Podatek bankowy zapłacony przez Grupę BZ WBK wyniósł 106 mln zł za 3 pełne miesiące (2 miesiące
    w I kw. 2016 r.)
  • Odpisy netto z tytułu rezerw kredytowych wyniosły 146 mln zł, a zanualizowany koszt ryzyka kredytowego ukształtował się na poziomie 73 pb., głównie dzięki poprawiającej się jakości portfela kredytowego (wskaźnik NPL: 6,39% wobec 6,98% na koniec I kw. 2016 r.) i proaktywnej polityce zarządzania ryzykiem w korzystnym otoczeniu makroekonomicznym.

wbk3

Bankowość detaliczna BZ WBK w I kw. 2017 r.:

  • Wzrost portfela kredytów gotówkowych w I kw. 2017 o 7% r/r
  • Wzrost wartość depozytów klientów detalicznych o 6% r/r
  • Nowy program lojalnościowy na kartach MasterCard Priceless Special;
  • Wzrost liczby aktywnych klientów cyfrowych – 2,01 mln (+4% r/r);
  • Kanały zdalne (mobile, internet, MCK) z rekordowymi wynikami sprzedażowymi produktów kredytowych – wzrost wartości portfela o +46% r/r, liczby udzielonych kredytów o 41% r/r;
  • W kanałach zdalnych (mobile, internet, MCK) bank realizuje już 28,5% wartości sprzedaży produktów kredytowych;
  • Wzrost liczby transakcji mobilnych o prawie 600 tys. kw./kw. – łącznie to 4,72 mln transakcji (+84% r/r);
  • Rekordowy wzrost sprzedaży kart kredytowych w internecie i aplikacji mobilnej o 385% r/r;
  • Portfel kart Visa Silver Akcja Pajacyk, dzięki któremu wspieramy PAH, wzrósł w ciągu roku o 29% do 108 tys. szt.
  • Portfel kart HCE wzrósł o 17,9% w ujęciu kw./kw.

MŚP w I kw.2017 r.: 

  • Wzrost wolumenu depozytów o 12% r/r (o 1,3 mld zł)
  • Wzrost wartości portfela kredytowego MŚP w stosunku do poprzedniego kwartału o 363 mln zł
    o 3,9% oraz 1,2% r/r tj. o 113 mln zł
  • Stabilny wzrost liczby klientów MŚP
  • Kontynuacja strategii pozafinansowego wspierania firm – cykl warsztatów w całej Polsce w ramach „Firmowych Ewolucji”
  • „Kupuj u sąsiada” – pilotażowy program mający jednoczyć przedsiębiorców i konsumentów w danym regionie oraz wspierać budowanie społeczności lokalnej

Bankowość Biznesowa i Korporacyjna w I kw.2017 r.:

  • Wzrost dochodów Bankowości Korporacyjnej w I kw. o 14% r/r.
  • Bardzo dobre wyniki Leasingu w segmencie korporacyjnym – wzrost 26% r/r.
  • Wzrost wolumenów rachunków bieżących 20% r/r.
  • Wzrost dochodów z tytułu prowizji i odsetek 12% r/r.
  • Rozwój finansowania eksportu – wzrost o 7 r/r, w tym akredytywy o 32 % r/r
  • Strategia akwizycji klientów oparta o sektorowy model łańcucha wartości

Globalna Bankowość Korporacyjna w I kw. 2017 r.:

  • Udział w największej transakcji finansowania w 2017 roku dla klienta z sektora telekomunikacyjnego oraz pełnienie roli agenta kredytu w tym finansowaniu;
  • Znaczące umowy kredytowe zawarte między innymi z klientem z sektora rolnego oraz sfinansowanie przejęcia producenta kosmetyków;
  • Największa pierwotna oferta publiczna w Polsce od 2013 roku dla spółki z sektora nieruchomości;
  • Emisja obligacji na rynku polskim dla klienta z sektora usług;
  • dalszy rozwój narzędzi e-commerce – nowe produkty i funkcjonalności na platformie e-FX
  • utworzenie Linii Inwestycyjnej dla Klientów Korporacyjnych, nowe instrumenty skarbowe

Leasing w I kw. 2017 r.:

  • Po I kw. 2017 wartość portfela leasingowego wyniosła ponad 6,8 mld zł, czyli 18% r/r, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiej jakości
  • W I kw. 2017 BZ WBK Leasing sfinansował maszyny i urządzenia o wartości ponad 383 mln zł netto utrzymując pozycję lidera w tym segmencie rynku z ponad 11% udziałem
  • Wprowadzenie innowacyjnego produktu ubezpieczeniowego ”BZ WBK Leasing Truck Assistance Max”

Faktoring w I kw. 2017 r.:

  • Obroty spółki faktoringowej wyniosły 5,3 mld zł i były wyższe o 31% r/r
  • Portfel kredytów wzrósł o 16% r/r i osiągnął poziom 3,1 mld zł
  • Spółka utrzymała drugą pozycję na rynku, z udziałem na poziomie 13%
  • Sprzedaż w I kw. 2017 roku wyniosła  603 mln zł

Santander Consumer Bank w I kw. 2017 r.:

  • Zysk netto wyniósł 137 mln
  • Portfel kredytowy wzrósł o 8% r/r i wyniósł netto 13,7 mld zł, a wartość depozytów była stabilna na poziomie 7,8 mld zł
  • Współpraca z jedną z największych sieci marketów budowlanych – finansowanie dla klientów towarów i usług kontrahenta kredytami ratalnymi oraz kartami kredytowymi.
  • kredyt ratalny dla osób prowadzących gospodarstwo rolne lub działalność gospodarczą

Raport Veeam: przedsiębiorstwa tracą średnio 21,8 mln dolarów rocznie z powodu przestojów IT

  • 82 proc. przedsiębiorstw zmaga się z tak zwanym „deficytem dostępności”, czyli różnicą między potrzebami użytkowników a możliwościami ich zaspokojenia przez dział IT
  • Nieplanowane przestoje w obszarze IT kosztują przedsiębiorstwo średnio 21,8 mln dol. rocznie, co oznacza wzrost o 36 proc. w porównaniu z wynikami ubiegłorocznego raportu
  • 66 proc. przedsiębiorstw przyznaje, że nieplanowane przestoje opóźniają inicjatywy cyfrowej transformacji

Nowe badanie firmy Veeam Software, innowacyjnego dostawcy rozwiązań, które zapewniają stałą dostępność na potrzeby przedsiębiorstw działających non stop (Availability for the Always-On Enterprise™), pokazuje, że 96 proc. organizacji ma w planach inicjatywy cyfrowej transformacji, a ponad połowa już je realizuje[i]. Chcąc uzyskać przewagę konkurencyjną przedsiębiorstwa zgłaszają duże zapotrzebowanie na innowacyjne technologie. To przekłada się na zwiększone obciążenie firmowych infrastruktur, które muszą zagwarantować dostęp do danych, aplikacji i usług z dowolnego miejsca i o każdej porze. Raport Veeam ujawnia jednak, że aż 82 proc. przedsiębiorstw zmaga się z tak zwanym deficytem dostępności (różnica między potrzebami użytkowników a możliwościami ich zaspokojenia przez dział IT), który kosztuje je średnio 21,8 mln dol. rocznie. Blisko dwie trzecie respondentów twierdzi jednocześnie, że nieplanowane przestoje opóźniają inicjatywy cyfrowej transformacji.

Tegoroczna, szósta edycja Veeam Availability Report, na potrzeby którego przebadano ponad 1000 decydentów IT z 24 krajów, pokazuje, że według 69 proc. globalnych przedsiębiorstw dostępność informatyczna (tj. stały dostęp do usług) jest niezbędnym warunkiem cyfrowej transformacji. Równocześnie większość ankietowanych (66 proc.) przyznaje, że proces ten jest hamowany przez nieplanowane przestoje w dostępie do usług. Są one skutkiem cyberataków, awarii infrastruktury, niesprawności sieci lub katastrof naturalnych, a średni czas nieplanowanej przerwy w pracy każdego serwera wynosi 85 minut rocznie. Choć wiele organizacji dopiero planuje lub rozpoczyna proces cyfrowej transformacji, ponad dwie trzecie badanych zgadza się, że inicjatywy te są bardzo ważne lub wręcz kluczowe zarówno dla zarządów firm, jak i poszczególnych działów biznesowych.

Biznesowe koszty przestojów: więcej niż utracone przychody

Opracowanie Veeam Availability Report 2017 ukazuje rzeczywisty wpływ przestojów na działalność przedsiębiorstw. Choć analitycy rynkowi w różny sposób szacują koszty przerw w pracy, z aktualnego badania Veeam wynika, że średni koszt przestojów IT w każdej organizacji objętej badaniem wynosi 21,8 mln dolarów w skali roku. Oznacza to duży wzrost, biorąc pod uwagę, że w zeszłorocznym raporcie koszt ignorowania kwestii dostępności oszacowano na 16 mln dolarów.

Przestoje i utrata danych narażają też przedsiębiorstwa na publiczną krytykę, której kosztów nie sposób wyrazić w kategoriach czysto pieniężnych. Z tegorocznego raportu Veeam wynika, że niemal połowa badanych przedsiębiorstw traci zaufanie klientów, zaś 40 proc. firm doznaje uszczerbku na wizerunku marki, co negatywnie wpływa zarówno na reputację, jak i zdolność do utrzymania klientów. Biorąc pod uwagę konsekwencje wewnątrz organizacji, jedna trzecia respondentów zauważa utratę zaufania pracowników, a 28 proc. badanych musiało zaangażować osoby pracujące na co dzień przy innych projektach do „posprzątania bałaganu”.

Przyszłość należy do środowisk wielochmurowych

Zgodnie z przewidywaniami analityków, chmura i różne sposoby jej użytkowania zmieniają podejście firm do ochrony danych. Raport Veeam pokazuje, że coraz więcej przedsiębiorstw traktuje chmurę jako punkt wyjścia do swoich inicjatyw cyfrowych, a inwestycje w oprogramowanie jako usługę (SaaS) mają wzrosnąć o 50 proc. w ciągu następnych 12 miesięcy. Niemal połowa ankietowanych menedżerów i dyrektorów (43 proc.) uważa, że dostawcy usług chmurowych mogą zapewnić lepszy poziom ochrony krytycznych danych niż wewnętrzne zasoby IT. Eksperci prognozują, że inwestycje w rozwiązania typu backup jako usługa (BaaS) oraz odzyskiwanie awaryjne w oparciu o chmurę (DRaaS) wzrosną w podobnym stopniu, ponieważ organizacje będą łączyć je z pamięcią masową w chmurze.

Wyzwania spowodowane przez deficyt ochrony

Ponadto 77 proc. przedsiębiorstw dostrzega zjawisko określone przez Veeam jako „deficyt ochrony”. Oznacza on przekroczenie tolerancji organizacji na utratę danych, co wynika z niezdolności działu IT do chronienia ich w trybie ciągłym. Oczekiwania badanych podmiotów w zakresie nieprzerwanego działania systemów nie są spełniane ze względu na niewystarczające mechanizmy i strategie ochrony. Choć w przypadku priorytetowych aplikacji deklarowana tolerancja na utratę danych wynosi maksymalnie 72 minuty rocznie, z analizy Veeam wynika, że badane przedsiębiorstwa doświadczają faktycznie 172 minut utraty danych, co oznacza rozbieżność sięgającą niemal godziny. Stwarza to duże zagrożenie dla wszystkich firm i utrudnia osiągnięcie sukcesu biznesowego.

Komentarze ekspertów

„Dziś w cenie jest natychmiastowość, a klienci nie tolerują przestojów, czy to w aplikacjach biznesowych, czy w życiu osobistym. Firmy dokładają wszelkich starań, by dostarczyć klientom jak najlepsze doświadczenia, a czy są tego świadome, czy nie, kluczem do tego jest stała dostępność. Dostęp do danych i aplikacji przez 24 godziny na dobę, 7 dniu w tygodniu i 365 dni w roku to konieczność. Nasz raport pokazuje jednak, że dla wielu organizacji nieprzerwana dostępność wciąż jest marzeniem ściętej głowy. To sugeruje, że trzeba przemyśleć plany transformacji i rozpocząć nową dyskusję o stanie istniejącej infrastruktury. Wielu przedsiębiorstwom grozi poważny kryzys ze względu na konkurentów, którzy już potrafią połączyć gwarantowanie stałej dostępności usług z oferowaniem użytkownikom pozytywnych doświadczeń”.

Peter McKay, prezes i dyrektor ds. operacyjnych w firmie Veeam Software

„Wyniki sondażu pokazują, że większość firm, nawet dużych, międzynarodowych korporacji, wciąż zmaga się z trudnościami w zabezpieczeniu podstawowych funkcji tworzenia kopii zapasowych danych oraz ich skutecznego odzyskiwania. Komplikacje tego typu wpływają na produktywność i rentowność organizacji, a ponadto hamują ich strategiczne inicjatywy, w tym proces cyfrowej transformacji. Występujące powszechnie deficyty ochrony i dostępności, a także niezdolność działów IT do zaspokojenia potrzeb poszczególnych departamentów organizacji, powinny mocno niepokoić osoby podejmujące decyzje IT i każdego, kto odpowiada przed zarządem firmy”.

Jason Buffington, główny analityk ds. ochrony danych w Enterprise Strategy Group

Informacje o raporcie

Sondaż na potrzeby raportu został przeprowadzony na zlecenie Veeam przez Enterprise Strategy Group (ESG), czołową firmę specjalizującą się w analizach, badaniach i strategiach rynku IT. Pod koniec 2016 roku firma ESG przeprowadziła kompleksowy sondaż online wśród 1060 osób podejmujących decyzje IT w organizacjach prywatnych i publicznych zatrudniających przynajmniej 1000 pracowników. Badanie objęło organizacje z następujących 24 krajów świata:

Australia, Belgia, Brazylia, Kanada, Chiny, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Hongkong, Indie, Izrael, Włochy, Japonia, Meksyk, Holandia, Rosja, Arabia Saudyjska, Singapur, Szwecja, Tajlandia, ZEA, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

Pełny raport „Veeam Availability Report 2017” można pobrać ze strony https://go.veeam.com/2017-availability-report-pl

[i][i] Źródło: ESG Research Report, 2017 IT Spending Intentions Survey, marzec 2017 r.

To będzie rewolucja – zapowiadają eksperci. Nowelizacja ustawy o pracy tymczasowej

Planowane od 1 czerwca zmiany będą miały charakter rewolucyjny i kompleksowy. Pojawią się nowe obowiązki dla pracodawców użytkowników i agencji pracy tymczasowej, pracownicy tymczasowi zostaną objęci uprawnieniami, które wcześniej ich nie dotyczyły. Co dokładnie ulegnie zmianie? Wyjaśniamy punkt po punkcie.

Specyfika pracy tymczasowej polega na współwystępowaniu w stosunku prawnym trzech podmiotów: pracownika, pracodawcy użytkownika, który powierza pracownikowi zadania do wykonania i agencji pracy tymczasowej, która jest pracodawcą tylko w rozumieniu administracyjnym. Złożona sytuacja prawna wymaga kompleksowych rozwiązań. Taka jest ustawa z dnia 9 lipca 2003 r. o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Od 1 czerwca część jej przepisów ulegnie zmianie. „To będzie rewolucja” – zapowiadają eksperci.

Relacja pracownik – pracodawca nie może trwać w nieskończoność

Cechą charakterystyczną stosunku pracy zawartego na podstawie przepisów ustawy o pracownikach tymczasowych, jest limit ograniczający czas jego trwania do 18 miesięcy (w okresie kolejnych 36 miesięcy). Obecnie przepisy dot. tego limitu wskazują, że pracownik może za pośrednictwem jednej agencji pracy tymczasowej, pracować na rzecz jednego pracodawcy.

– W praktyce oznacza to, że jeśli pracownik zmieni agencję zatrudnienia po upłynięciu 18 miesięcy, nadal będzie mógł pracować dla tego samego pracodawcy użytkownika. To sprawia, że tymczasowość stosunku pracy staje się fikcją – wyjaśnia Artur Kornatowski z wrocławskiej agencji pracy tymczasowej Sanpro, należącej do Grupy Impel. – Czerwcowa nowelizacja spowoduje, że relacja pracownik – pracodawca użytkownik będzie wreszcie kluczowa i to dla niej będzie liczony limit 18 miesięcy w przeciągu kolejnych 36, bez względu na to, przez ile agencji był zatrudniony pracownik tymczasowy – podkreśla ekspert.

Dodatkowo, limit ten zacznie obowiązywać nie tylko pracowników zatrudnionych na etacie (jak dotychczas), lecz także personel wykonujący swoje obowiązki w ramach umowy zlecenia.

Nowe obowiązki dla każdej ze stron

Konsekwencją powyższych zmian będą nowe obowiązki dla agencji pracy tymczasowej, pracowników i pracodawców użytkowników. – Agencja, zanim zawrze umowę z przyszłym pracownikiem tymczasowym, będzie musiała ustalić łączny okres wykonywania pracy lub zlecenia dla danego pracodawcy użytkownika. Pracownik będzie więc musiał przedłożyć w agencji stosowne dokumenty: świadectwo pracy, zaświadczenia, oświadczenia, które pomogą ustalić okres trwania zatrudnienia – wymienia Artur Kornatowski z Sanpro i dodaje: – Pracodawca użytkownik natomiast ma być od czerwca zobowiązany do prowadzenia i przechowywania ewidencji osób wykonujących dla niego pracę tymczasową.

Dodatkowo, agencja pracy tymczasowej, ma mieć od czerwca obowiązek podawania w wydawanych świadectwach pracy informacji o pracodawcach użytkownikach, korzystających z pracy danego pracownika tymczasowego. Osobom zatrudnionym na podstawie umowy zlecenia, będzie musiała też wydać zaświadczenie potwierdzające okres wykonywania pracy na rzecz danego pracodawcy użytkownika.

Większa troska o prawa pracowników tymczasowych

Ustawodawca zaplanował dodanie do ustawy o pracownikach tymczasowych przepisu, umożliwiającego wykorzystanie urlopu wypoczynkowego w okresie obowiązywania kolejnej umowy o pracę zawieranej przez agencję i pracownika. – Dotychczas zakończenie jednej umowy o pracę i zawarcie kolejnej powodowało konieczność wypłaty ekwiwalentu, pomimo, że pracownikom często zależało na zachowaniu urlopu w naturze – zauważa ekspert Sanpro. – Według zapowiedzi ministerstwa, w czerwcu zostanie dodany również przepis ustalający dokładne zasady naliczania wynagrodzenia urlopowego oraz ekwiwalentu z tytułu niewykorzystanego urlopu.

Nowelizacja przepisów wprowadza także rozszerzony katalog odpowiedzialności agencji i pracodawcy użytkownika za wykroczenia przeciwko prawom pracowników tymczasowych.

Kolejnym elementem mającym zabezpieczać pracownika tymczasowego, ma być obowiązek pracodawcy użytkownika do przedłożenia na wniosek agencji pracy, dokumentów dotyczących polityki płacowej, np. regulaminu wynagradzania czy zakładowego układu zbiorowego pracy oraz każdej wprowadzonej zmiany w tym zakresie.

– Dodatkowo, na agencji pracy ma ciążyć obowiązek wskazania pracownikowi danych kontaktowych do osoby sprawującej opiekę nad jego zatrudnieniem – mówi Kornatowski.

Kontrowersje wokół zapisów o kobietach w ciąży

Pracownic tymczasowych, które będą posiadać co najmniej 2 miesięczny staż pracy w danej agencji, ma od 1 czerwca przestać obowiązywać wyłączenie art. 177 § 3 Kodeksu Pracy. Kobiety zatrudnione na okres próbny lub czas określony, których umowa miała ulec rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży, będą mogły korzystać z przedłużenia umowy aż do dnia porodu.

– To rozwiązanie, choć w założeniu słuszne, może w praktyce uderzyć w kobiety. Należy pamiętać, że agencja zatrudnia pracownika, ale to pracodawca użytkownik powierza mu wykonywania pracy. Przedłużenie umowy, bez jednoczesnego obowiązku pracodawcy użytkownika do zapewnienia miejsca pracy, może oznaczać  dodatkowe koszty związane z wypłatą i w obawie przed nimi, agencje pracy tymczasowej, mogą unikać zatrudniania kobiet. To z kolei spowoduje wypchnięcie kobiet z rynku pracy tymczasowej i zwiększenie wśród nich bezrobocia – mówi Artur Kornatowski.

Polska firma stworzyła platformę do budowy mikrosatelitów. Pierwsze maja trafić na orbitę już w 2020 roku

Polska firma stworzyła platformę do budowy mikrosatelitów. Pierwsze maja trafić na orbitę już w 2020 roku 17

HyperSat to nowa, uniwersalna platforma do budowy satelitów o wadze od 10 do 150 kilogramów. Koncepcję całego projektu oraz model innowacyjnego satelity przygotowała firma Creotech. Seryjna produkcja satelitów opartych na nowej platformie, które będą nośnikiem dla przyszłych misji satelitarnych, ma się rozpocząć do 2020 roku.   

HyperSat to modułowa, uniwersalna platforma, która jest zaopatrzona w specjalistyczne instrumenty o różnym przeznaczeniu – od radiowych, przez telekomunikacyjne, aż po obserwacyjne: optoelektroniczne i radarowe.

– 26 kwietnia zaprezentowaliśmy projekt o nazwie HyperSat. Jest to autorski projekt Creotechu, który będzie realizowany przez następne kilka lat. W skrócie polega na budowie platformy satelitarnej, która będzie nośnikiem dla przyszłych misji satelitarnych – mówi agencji informacyjnej Newseria  Innowacje Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments.

Projekt ma przede wszystkim charakter komercyjny, więc potencjalnymi odbiorcami będą zarówno klienci krajowi, jak i zagraniczni. Zainteresowane udziałem w projekcie są m.in. Politechnika Warszawska oraz Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Chętne do współpracy są także krajowe firmy, które specjalizują się w różnych komponentach dla przemysłu kosmicznego. Creotech zachęca do włączenia się w projekt platformy HyperSat kolejne podmioty, zaś prace rozplanowano na 3 lata. Oznacza to, że pierwsze satelity HyperSat mają szansę trafić na orbitę już w 2020 roku.

– Naszym celem jest realizacja platformy i jej dostawa zarówno do programów krajowych, które są w tej chwili konstruowane przez różne ministerstwa, jak i sprzedaż komercyjna. To ma być projekt i produkt komercyjny. Do 2020 planujemy dostarczyć go na rynek europejski i światowy – prognozuje Grzegorz Brona.

Prezes zarządu Creotech równocześnie zaznacza, że firma skupiła się na segmencie mikrosatelitów, a więc satelitach ważących między 10 a 150 kg. To decyzja biznesowa, bowiem w tym obszarze najłatwiej trafić w rynkową niszę.

– Z jednej strony dostrzegliśmy, że obszar nanosatelitów, a więc najmniejszych obiektów, jest już w tej chwili wysycony, zaś z drugiej takie obiekty nie nadają się do świadczenia szerokich usług komercyjnych. Z kolei duże satelity są opracowywane przez duże firmy zagraniczne takie jak Airbus czy Boeing. W związku z tym dostrzegliśmy niszę rynkową w obszarze mikrosatelitów, które z jednej strony są coraz bardziej popularne, a przy tym dostarczają wielu użytkowych funkcji, a z drugiej strony rynek ten nie jest w tej chwili opanowany przez bardzo dużych i potężnych graczy międzynarodowych – podsumowuje Grzegorz Brona.

Platforma HyperSat składać się będzie z wymiennych modułów funkcjonalnych. W najmniejszej konfiguracji satelita będzie miał wymiary 30x30x10 cm i wagę 10 kg. System może być jednak rozbudowywany do maksymalnego rozmiaru 30x30x60 cm i wagi 60 kg poprzez dołożenie kolejnych modułów i instrumentów. W ramach planowanego przez Creotech projektu zostanie opracowany i przygotowany do integracji szereg podsystemów, w tym konstrukcja nośna zdolna wytrzymać przeciążenia podczas lotu rakietą oraz umożliwiająca montaż standaryzowanych modułów, a także system oddzielenia satelity od rakiety, komputer pokładowy, system zasilania i bateria pokładowa, system paneli fotowoltaicznych, moduły łączności radiowej i anteny.

Dodatkowo w ramach projektu Creotech stworzy także laboratoryjną wersję stacji naziemnej na potrzeby testów systemów radiowych oraz uruchomi system o nazwie HyperSat BUS, czyli magistralę satelity pozwalającą na zasilanie poszczególnych komponentów platformy i przesyłanie danych pomiędzy nimi.

Rekordowa podaż mieszkań w Trójmieście napędzi sprzedaż

Trójmiejski rynek nieruchomości zanotował w ubiegłym roku rekordy sprzedaży oraz wzrosty cen na rynkach pierwotnym i wtórnym. Dzięki rosnącej podaży, ceny w 2017 roku powinny już być bardziej stabilne, a podwyżek można spodziewać się tylko w Sopocie. Takie wnioski płyną z raportu E-VALUER INDEX 2017, przygotowanego przez Emmerson Evaluation.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz szczegółowe dane dla struktury ich sprzedaży.

W roku ubiegłym eksperci z Emmerson Evaluation na wszystkich trójmiejskich rynkach zanotowali wzrosty. Ceny nowych mieszkań poszły w górę o 4% w Gdańsku, 3% w Gdyni i 4% w Sopocie. Cena mkw. mieszkania używanego podniosła się w tych częściach aglomeracji odpowiednio o 5%, 2% i 3%. Jaki trend czeka nas w obecnym roku? Roksana Pachałko-Ciołkowska, ekspert z gdańskiego oddziału Emmerson Evaluation, wskazuje, że w Gdańsku i Gdyni ceny powinny być stabilne i do końca roku nie powinny notować większych wahań, i to zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Niezbyt dużych podwyżek można za to spodziewać się w Sopocie.

– Duże zainteresowanie klientów nowymi mieszkaniami mogłoby oczywiście wpływać na wzrost cen. Na szczęście dla kupujących, razem z popytem dynamicznie rośnie także podaż, zarówno w Gdańsku, jak i w Gdyni można oczekiwać wielu nowych inwestycji mieszkaniowych – przekonuje ekspertka Emmerson Evaluation. Trend rosnącej podaży doskonale widać w dynamice przyznawanych pozwoleń na budowę. W 2016 r., w samej stolicy województwa pomorskiego wydano aż 6844 takich pozwoleń, w tym 6405 dla deweloperów. To ponad dwa razy więcej niż jeszcze 3 lata temu. Rekord padł także w Gdyni, gdzie wydano 2391 pozwoleń na budowę, z czego 1604 deweloperom. Niewiele pozwoleń zanotowano w Sopocie. Jest to jednak specyficzny rynek, głównie nieruchomości luksusowych.

Ile za nowe a ile za używane mieszkanie w Trójmieście?

Według wyliczeń ekspertów Emmerson Evaluation, mediana ceny za 1 mkw. nowego mieszkania w Gdańsku wyniosła w ubiegłym roku 5792 zł, a w Gdyni 5966 zł. Mediana cen transakcyjnych na sopockim rynku pierwotnym sięgnęła 10147 zł/mkw. Nowe mieszkania na tym rynku były zatem wyraźnie droższe niż we wszystkich pozostałych lokalizacjach badanych przez Emmerson Evaluation, na czele ze stolicą. Aż o ponad 3 tys. zł taniej można było za to kupić w Sopocie mkw. mieszkania z drugiej ręki (7008 zł/mkw.). Mediana cen na rynku wtórnym dla Gdańska wyniosła 5186 zł/mkw. W Gdyni było nieco taniej, mediana cen mkw. mieszkania z drugiej ręki sięgnęła tam 4869 zł/mkw.

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Umocnienia się złotówki ciąg dalszy

Złotówka początkiem tygodnia, na wskutek zmniejszenia się ryzyka związanego z wyborami we Francji, w dalszym ciągu się umacnia. Dodatkowo wsparcie przyszło od agencji ratingowych, które utrzymały rating i perspektywy, jak Standard & Poor’s, bądź też jak Moody’s, który podniósł perspektywę wzrostu PKB w 2018 roku.

Kurs dolara USDPLN

Kurs dolara USDPLN wykresOsłabienie się dolara na szerokim rynku spowodowało wybicie nowych dołków. Cena zatrzymała się na mierzeniu 127,2% Fibo ostatniego impulsu wzrostowego mierzonego od 28 marca. W tym miejscu powinno dojść do lekkiej korekty z oporem na ostatnich wsparciach, zgodnie z zasadą ZZB, w okolicach 3,89. Po ewentualnym wybiciu tego poziomu górą droga do 3,94 będzie otwarta. Pamiętać należy, że możliwe jest przetestowanie głębszego mierzenia Fibo na poziomie 3,82, a następnie rozpoczęcie impulsu wzrostowego w dłuższym terminie.

Kurs euro EURPLN

Kurs euro EURPLN wykresW stosunku do euro, jak w przypadku dolara, złotówka ma jeszcze pole do umocnienia się. Cena ma szanse przetestować po raz kolejny strefę popytu przy 4,21, a następnie powinno dojść do realizacji impulsu wzrostowego. W przypadku wzrostów istotnym oporem jest poziom 4,26.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta GBPPLN wykresFunt jest na bardzo ważnym wsparciu, o który wspominaliśmy początkiem tygodnia. Strefa 4,95 – 4,96 była już broniona kilkukrotnie i obecnie jest duża szansa na ponowną reakcję popytu. Widzimy tutaj szansę na wyrysowanie się dużej formacji odwróconego RGR. Gdyby ten wzrostowy scenariusz miał się ziścić, to lokalnym oporem będzie poziom 4,99, a następnie 5 złotych. Po ich pokonaniu droga do 5,10 będzie stała otworem. W przypadku scenariusza spadkowego wsparciem będzie równość z lokalnym dołkiem przy 4,92, a następnie 4,86.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Konrad Białas: kurs euro i dolara 26.04.2017

Pozytywny sentyment przewija się przez globalne rynki, przynosząc nowe rekordy indeksów giełdowych, ale szkodząc jenowi. Euro jest mocne na plotkach Reutersa, a waluty surowcowe czują presję ze strony ożywienia protekcjonizmu USA. Dziś prezydent Trump ma przedstawić ramy reformy podatkowej i im więcej szczegółów, tym lepiej dla USD. Na krajowym podwórku EUR/PLN uklepuje kwietniowe dołki.

EUR/USD zawitał pod 1,0950 po doniesieniach agencji Reuters, której trzy źródła w ECB powiedziały, że w banku panuje ulga po przejściu Emmanuela Macrona do drugiej tury wyborów prezydenckich we Francji i uniknięcie scenariusza awansu dwóch eurosceptycznych kandydatów może przynieś zmianę retoryki ECB na posiedzeniu w czerwcu w kierunku ograniczenia ekspansji monetarnej. Jednak co do jutrzejszej decyzji nie należy spodziewać się zmian. Na ile nadzieje na zmiany w czerwcu są w stanie zagłuszyć efekt jutrzejsze pasywności ECB i w konsekwencji ograniczą skalę rozczarowania EUR? To okaże się jutro. Na razie EUR/USD cofa się spod oporu i póki nie mamy wybicia, ostrożnie podchodzę do perspektyw dalszej aprecjacji EUR.

Ciągnąc temat EUR/USD, uważam, że teraz piłeczka jest po stronie dolara i impuls z USA będzie miał silniejsze przełożenie na potencjalne zawracanie kursu walutowego. Dziś prezydent USA Trump ma ogłosić ramy reformy systemu podatkowego (konkretna godzina nie jest znana). W ostatnich dniach pojawiło się kilka doniesień, m.in. o obniżce podatku od przedsiębiorstw z 35 proc. do 15 proc., choć szanse na to, abyśmy otrzymali sporo konkretów, są raczej małe. Trzeba jednak pamiętać, że rynek wyzerował całe nadzieje w stosunku do polityki Trumpa i teraz każde pozytywne zaskoczenie odbije się na dolarze. Same ogólniki nie przekonają inwestorów, ale wzmianki na temat podatku transgranicznego (tzw. BAT) byłyby ważnym czynnikiem na korzyść USD, szczególnie wobec walut ryzykownych.

O tym, na ile administracja Trumpa ożywia temat protekcjonizmu, przekonuje się już CAD. W ciągu ostatniej doby sekretarz skarbu USA Wilbur Ross zdążył zapowiedzieć 20 proc. cło importowe na drewno iglaste z Kanady, a prezydent Trump zatweetował, że podobna ograniczenia mogą czekać import nabiału. USD/CAD atakuje 1,36, a fala wtórna obaw o protekcjonizm uderza też w NZD i AUD. Szczególnie rynek panicznie ucieka z długich pozycji w NZD, gdyż nabiał jest główną siłą eksportu Nowej Zelandii. Wracając do CAD, dziś po południu otrzymamy dane o marcowej sprzedaży detalicznej z Kanady i ryzyka przeważają po stronie rozczarowującego odczytu, co tylko doleje oliwy do ognia.

Reszta kalendarza nie jest powalająca. W nocy CPI z Australii nie spełnił wygórowanych oczekiwań rynku, a niskie odczyty inflacji bazowej sugerują, że RBA jeszcze długo nie ruszy stóp procentowych. AUD/USD łamie dziś rano testuje ważny poziom 0,7490, co może początkiem silniejszego ruchu. Stopa bezrobocia z Polski nie jest odczytem, który może wpłynąć na rynek złotego, a ten radzi sobie bardzo dobrze w klimacie wzrostu apetytu na ryzyko. EUR/PLN na 4,22 ociera się o kwietniowe minima i choć fundamentalnie nie widzę podstaw, by 4,20 było zagrożone, to przy obecnie panującym sentymencie nie wykluczam kolejnego dnia siły złotego. Po południu raport DoE stanowi zagrożenie dla cen ropy naftowej. Wczoraj raport API wskazał, że w ubiegłym tygodniu zapasy ropy w USA wzrosły o 0,9 mln baryłek przy prognozie dla dzisiejszego odczytu DoE na -1,6 mln baryłek. Silnie wzrosły też zapasy benzyny (o 4,5 mln baryłek, prog. DoE: 0,1 mln). W nocy mamy też decyzję Banku Japonii, ale nie oczekujemy zmian polityki z minimalnym odzewem USD/JPY.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W 2018 roku reklamy kierowane do dzieci i młodzieży poniżej 12 roku życia zostaną ograniczone

Plaga otyłości i choroby cywilizacyjne, m.in. cukrzyca i nowotwory sprawiają, że zdrowy styl życia to już nie tylko moda, ale i konieczność. Zdają sobie z tego sprawę producenci żywności i kosmetyków, a także sieci handlowe, które kolejny rok z rzędu przystąpiły do inicjatywy The Consumer Goods Forum, promującej działania prozdrowotne. Jak wynika z najnowszej edycji raportu „Health & Wellness Progress Report”, przygotowanego przez tę organizację przy współpracy z firmą doradczą Deloitte, w ubiegłym roku na świecie zmieniono skład prawie 180 tys. produktów. W porównaniu rok do roku to wzrost o ponad 100 tys. produktów. Zrzeszone w The Consumer Goods Forum firmy szacują, że ich projekty prozdrowotne objęły swym zasięgiem na świecie ponad 2,3 mld ludzi.  

Liczba organizacji uczestniczących w The Consumer Goods Forum wzrosła rok do roku o 30 proc.

– „Inicjatywa grupuje firmy z całego świata: producentów żywności, kosmetyków oraz sprzedawców, którzy zdają sobie sprawę, że oferowane przez nich towary mają duży wpływ na samopoczucie i zdrowie ich klientów. Z badania Deloitte w USA wynika, że około połowa z 5 tys. badanych konsumentów twierdzi, że swoje decyzje zakupowe podejmuje, m.in. pod wpływem takich czynników jak zdrowie, transparentność czy bezpieczeństwo. Firmy na całym świecie coraz częściej dostrzegają konieczność spełnienia tych wymogów” – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte. Forum tworzą 102 firmy, najwięksi producenci żywności i kosmetyków a także sieci handlowe, których łączne przychody wyniosły w 2015 roku ponad 1,8 biliona dolarów.

Działalność The Consumer Goods Forum ma duży oddźwięk społeczny. Z danych wynika, że w ubiegłym roku w programach prozdrowotnych, zainicjowanych przez członków Forum na całym świecie uczestniczyło ponad 386 tys. szkół, a w podejmowanych przez nich działaniach wzięło udział ponad 30 tys. społeczności. 72 proc. firm działających w CGF przyznało, że w aktywnościach tych wspierają je społeczni partnerzy.

Jak wynika z raportu w ubiegłym roku producenci żywności i kosmetyków zmienili skład prawie 180 tys. produktów, tak, aby były one zdrowsze i bardziej wartościowe. Jeszcze dwa lata temu było to jedynie ponad 22 tys. produktów. Mimo, że przyrost ten jest imponujący, to zdrowe produkty w przypadku 70 proc. producentów i sprzedawców stanowią mniej niż jedną piątą ogółu oferowanych przez nich towarów. Jedynie w przypadku 3 proc. firm stanowiły one co najmniej dwie trzecie portfolio produktów. W przypadku żywności, zmiany składu dotyczyły przede wszystkim redukcji soli i cukru. Z kosmetyków eliminowano szkodliwe parabeny.

Uczestnicy The Consumer Goods Forum co roku podpisują zobowiązania oraz rezolucje, które są związane z ideami przyświecającymi jego powstaniu. Pierwsza z rezolucji dotyczy oferowania klientom szerokiej gamy produktów wspierających zdrowy styl życia. Aż 97 proc. firm zadeklarowało, że wdrożyło programy, które wspierają takie działania, a 87 proc. ujawnia opinii publicznej informacje na ten temat. Kolejna rezolucja dotyczy udzielania klientom przejrzystych i transparentnych, a także opartych na faktach informacji handlowych, które pomogą im dokonywać „zdrowych” wyborów. Aż 96 proc. firm aktywizowało programy, mające na celu wprowadzenie w życie tej rezolucji.

Zrzeszone w The Consumer Goods Forum firmy zobowiązały się również, że do 2018 roku w całej branży zostaną ujednolicone zasady etykietowania produktów i informacji dla klientów. Już 35 proc. firm wdrożyło w tym celu odpowiednie procedury i procesy, a 46 proc. chce tego dokonać w ciągu najbliższego roku.

Jedno z zobowiązań dotyczyło zaprzestania reklamowania produktów uznawanych za niezdrowe wśród dzieci i młodzieży poniżej 12. roku życia. Aż 67 proc. firm przyjęło to zobowiązanie i zakończy taką komunikację do 2018 roku, z czego ponad połowa (51 proc.) już obecnie z niej zrezygnowała. Z kolei 89 proc. firm zobowiązało się prowadzić działania edukacyjne, które będą wpływać na wzrost świadomości zdrowotnej wśród konsumentów.

The Consumer Goods Forum działa nie tylko na rzecz konsumentów, ale również pracowników firm przystępujących do inicjatywy. Jedno ze zobowiązań dotyczy bowiem uruchomiania programów prozdrowotnych dla zatrudnionych w nich osób. W 2016 takie projekty miało lub było w trakcie uruchamiania 65 proc. firm, a to oznacza, że w ubiegłym roku uczestniczyło w nich 1,3 mln pracowników.

– Oprócz wyraźnych korzyści, jakie wnosi do ogółu społeczeństwa idea taka jak The Consumer Goods Forum, ma ona równie wyraźne skutki biznesowe. Konsumenci chcą nabywać produkty, których proces produkcyjny jest przejrzysty i etyczny, jak również odpowiedzialny społecznie i które pomogą im prowadzić zdrowsze i pełne zadowolenia życie. Organizacje, które najszybciej zrozumieją te potrzeby, zyskają przewagę konkurencyjną. Widzimy również na rynku M&A zwiększone zainteresowanie firmami, które działają w sektorze zdrowej żywności ze względu na prognozowane wzrosty tego segmentu rynku – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor M&A w Zespole ds. Sektora Dóbr Konsumenckich Deloitte.

Handel hurtowy z ponad 2 mld zł niespłaconych długów

Handel hurtowy to nie jest łatwy biznes. Niemal dwie trzecie firm znajduje się w słabej lub bardzo złej kondycji finansowej. Problemy ze spłatą swoich zobowiązań ma co 13 firma, a łączne zaległości hurtowni wobec kontrahentów i banków przekraczają 2,2 mld zł. Kwota jest wysoka, bo tam gdzie w grę wchodzą np. niespłacane kredyty zaległe ponad 60 dni zobowiązanie dotyczy średnio 400 tys. zł – wynika z danych BIG InfoMonitor, BIK oraz Bisnode Polska.

Niemal 16,3 tys. hurtowni nie płaci na czas swoim kontrahentom lub bankom. Biorąc pod uwagę, że na rynku działa blisko 207 tys. tego typu firm, problemy z wypłacalnością widoczne w BIG InfoMonitor i BIK ma 7,9 proc. To gorszy wynik niż w przypadku branży budowalnej, w której odnotowane kłopoty w BIK i BIG InfoMonitor ma ok. 5 proc. firm.

Zdecydowana większość z ponad 16 tys. niesolidnych hurtowni widnieje w Rejestrze BIG InfoMonitor z zaległością pozakredytową. Średnio jednemu kontrahentowi firma winna jest 20,8 tys. zł, ale przeważnie wierzycieli jest więcej. Cześć przedstawicieli branży nie radzi sobie również z kredytami. Tu w grę wchodzą dużo wyższe zaległości. Przeciętnie prawie dwa opóźniane kredyty warte są 400 tys. zł. Średnio zaległości kredytowe i pozakredytowe jednej firmy zajmującej się handlem hurtowym wynoszą 135 599 zł, razem to ponad 2,205 mld zł.

handel
Źródło: Bisnode Polska

Handel hurtowy to jedna z najbardziej rozdrobnionych branż, co powoduje, że panuje w niej silna konkurencja, ze wszystkimi negatywnymi tego konsekwencjami, głównie w postaci kurczących się marż i niskiej rentowności. O utrzymanie się na powierzchni nie jest łatwo, co pokazuje fakt, że tylko w ostatnich sześciu latach z polskiego rynku zniknęło ponad 10 tys. hurtowni – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Wszystko za sprawą dynamicznie zmieniającej się struktury rynku. Słabe hurtownie upadają bądź są wchłaniane przez większe podmioty, pełniąc rolę ich oddziałów. Swoje robi też działanie dyskontów, które pomijają w łańcuchu dostaw hurtownie i bezpośrednio współpracują z producentami. Do tego dochodzi zmniejszająca się liczba małych sklepów detalicznych, którym trudno przetrwać ekspansję sieci wielkopowierzchniowych.

Efekt? Większość firm zajmujących się handlem hurtowym – 54 proc. jest w słabej sytuacji finansowej, a kolejnych 10 proc. w bardzo złej sytuacji finansowej. Oznacza to, że tylko 36 proc. jest w sytuacji finansowej dobrej i bardzo dobrej, z czego 15 proc. w bardzo dobrej – wynika z analizy wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska wykonanej na próbie 75 tys. hurtowni.

W całej branży najlepiej przedstawia się sytuacja finansowa hurtowni z wyrobami hydraulicznymi i grzewczymi. Wśród tych blisko 55 proc. jest w dobrym i bardzo dobrym położeniu. Podobnie jest w segmencie hurtowej sprzedaży wyrobów chemicznych, jak również hurtowej sprzedaży leków i wyrobów farmaceutycznych. W obydwu przypadkach odsetek firm będących w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej sięga 50 proc.

Na przeciwległym końcu znajdują się podmioty hurtowej sprzedaży zegarków, roślin i kwiatów, a także złomu oraz odzieży i obuwia. W tych sektorach odsetek podmiotów będących w słabej i bardzo złej sytuacji finansowej oscyluje w granicach 80 proc.

handel 2
Źródło: Bisnode Polska

Sytuacja sprawia, że na rynku jest coraz mniej typowych hurtowni. Część z nich szukając swojej drugiej szansy przebranżawia się, rozszerza asortyment lub wprowadza dodatkowe usługi np. doradcze. Innym interesującym zjawiskiem jest zanikanie średniej półki cenowej. Podstawowi klienci hurtowni dzielą się powoli na dwie grupy – kupujących najtańsze produkty oraz zamożniejszych, sięgających po znane marki. To również wpływa na spadającą liczbę punktów oferujących produkty ze średniej półki.

Nie da się ukryć, że ogromnym zagrożeniem na najbliższą przyszłość jest dla branży możliwość wprowadzenia podatku od handlu oraz ograniczenie handlu w niedziele, a także wzrost kosztów wynikający z rosnącej presji płacowej.

Są też jednak pewne przesłanki, które dają podstawę, aby liczyć na poprawę sytuacji. Na rekordowo wysokich poziomach trzymają się wskaźniki optymizmu konsumentów. Bardzo dobrze dla handlu zapowiada się też obecny rok. Według danych GUS, obejmujących firmy zatrudniające powyżej 9 osób, sprzedaż hurtowa w lutym była wyższa niż przed rokiem o 11,5 proc., z czego zrealizowana przez przedsiębiorstwa zajmujące się handlem hurtowym o 9,3 proc., a w okresie styczeń-luty o 16 proc. W 2016 r. wynik finansowy hurtowników wzrósł aż o 26,7 proc. sięgając 18,1 mld zł. Zanotowano poprawę wskaźników rentowności firm handlowych oraz wskaźników płynności finansowej, choć jednocześnie obniżył się nieco udział podmiotów osiągających zysk netto (z 82,1 do 81,9 proc.).

*Na ocenę kondycji finansowej hurtowni bezpośredni wpływ miały takie wskaźniki jak płynność, wysokość zadłużenia i rentowność. – Dodatkowo wzięta została pod uwagę zdolność finansowa podmiotu, poziom zarejestrowanych, przeterminowanych płatności, zarejestrowane wnioski z sądów gospodarczych o upadłość lub postępowanie naprawcze, ogłoszenie upadłości, rozpoczęcie procesu likwidacji oraz negatywne sygnały prasowe.

Ocena kondycji finansowej branży odbywała się na podstawie danych finansowych nie starszych niż dwa lata. W przypadku spółek prawa handlowego za podstawę do oceny brano bilans i rachunek wyników. W przypadku podmiotów nieprowadzących pełnej księgowości oparto się na danych o przychodach, kosztach i wyniku finansowym podmiotu zadeklarowanych przez właścicieli firm.

Badanie Antal: Polacy wytypowali najbardziej pożądanych pracodawców

71 firm – tylu laureatów znalazło się w rankingu „Najbardziej pożądani pracodawcy”. Eksperci firmy Antal, która organizowała badanie już po raz siódmy, zauważają, że w porównaniu do poprzednich lat, Polacy wskazują firmy marzeń coraz konkretniej, ale wraz ze wzrostem tej świadomości rosną ich oczekiwania. Nawet od najlepszych wymagamy więcej.

 

W corocznym badaniu Antal nie ma propozycji odpowiedzi – w pytaniu o najbardziej pożądanego pracodawcę respondenci mogą wskazać dowolną organizację działającą na polskim rynku. 71 laureatów wybranych głosami ponad 3300 specjalistów i menedżerów ma zatem powody do zadowolenia. Ich marki należą do tzw. top of minds, czyli firm, które przychodzą Polakom na myśl spontanicznie, bez dodatkowych sugestii.

„Z roku na rok odpowiedź na pytanie o najbardziej pożądanego pracodawcę otrzymujemy szybciej, pewniej, konkretniej. Polacy wiedzą, która organizacja może spełnić ich potrzeby, ale też potrafią swój wybór umotywować. Co więcej, coraz częściej podejmują takie działania, by ich pożądany pracodawca nie był tym potencjalnym, a po prostu – obecnym” – komentuje Artur Skiba, prezes Antal.

Dla pracodawców oznacza to konieczność ciągłej i jakościowej ewaluacji oferowanych standardów. Nie jest to możliwe bez uważnego wsłuchania się w głosy pracowników, tak obecnych, jak i potencjalnych.

Pożądany – czyli jaki?

Trzy najistotniejsze silne strony pożądanych pracodawców, to – tak jak w poprzedniej edycji badania – wielkość i prestiż firmy, styl zarządzania i kultura organizacyjna oraz innowacyjność. Ponownie tuż za podium, lecz w odwrotnej kolejności, znalazły się wysokość wynagrodzenia i stabilność zatrudnienia (ta ostatnia ex aequo z możliwością szkolenia).

W porównaniu do poprzednich edycji badania widoczny jest trend bardziej kompleksowego analizowania tak atmosfery, jak i warunków pracy przez specjalistów i menedżerów. Respondenci nie wskazują już pojedynczych wyróżników i chcą pracować w firmach, które o ich dobrostan dbają holistycznie.

„Pracownicy są coraz bardziej świadomi zróżnicowania czynników, które są predyktorami wyższych standardów i jakości samej pracy. Chociaż na szczycie listy nadal są cechy związane z niepowtarzalnością firmy, widoczny jest wzrost istotności wszystkich kryteriów, w tym także podstawowych warunków pracy, jak wysokość wynagrodzenia czy benefity” – zauważa Małgorzata Pukropek, menedżer Antal HR Consulting.

 „W praktyce oznacza to, że pracodawcy, którzy próbują budować swoją przewagę np. oferując niestandardowo wysokie zarobki, kosztem złej atmosfery w pracy lub braku równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, nie będą w oczach pracowników atrakcyjni. I odwrotnie – doskonała opinia o firmie nie skusi pracowników, jeżeli renoma nie idzie w parze z godnymi warunkami pracy” – wyjaśnia Małgorzata Pukropek.

Jakie są główne cechy pożądanego pracodawcy

Najbardziej pożądani w swoich branżach

Specjaliści i menedżerowie wytypowali najbardziej pożądanych pracodawców w 16 branżach. Na 71 wyróżnionych marek, jedynie 38 to również ubiegłoroczni laureaci. 33 pracodawców debiutuje w zestawieniu lub do niego powraca.

Ciekawą sytuację obserwujemy w branżach doradczej i produkcyjnej, gdzie wszyscy tegoroczni laureaci odbierali statuetki również w poprzedniej edycji badania Antal. Odwrotnie jest w sektorze handlu detalicznego oraz wśród kancelarii prawnych. Tam aż 75% wyróżnionych teraz firm debiutuje w zestawieniu lub trafia do niego po okresie nieobecności.

Najbardziej pożądani pracodawcy

Badanie Najbardziej pożądani pracodawcy w opinii specjalistów i menedżerów zostało przeprowadzone metodą CAWI oraz CATI w terminie 14 listopada 2016 – 26 stycznia 2017. W badaniu wzięło udział 3303 specjalistów i menedżerów z całego kraju. Badanie było anonimowe.