Polskie firmy zaczęły szybciej reagować na kłopoty finansowe

Wprowadzone w Polsce z początkiem 2016 r. zmiany w prawie dotyczącym upadłości i restrukturyzacji firm pozytywnie wpłynęły na szybkość podejmowania przez przedsiębiorców działań z zakresu restrukturyzacji sądowych. Okres pomiędzy wystąpieniem sygnału o problemach finansowych przedsiębiorstwa a datą otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego skrócił się o 6 miesięcy – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Upadłości i restrukturyzacje w Polsce”.

„Ryzyko upadłości jest wpisane w działalność gospodarczą. Nie da się go całkowicie wyeliminować, możliwe jest jednak podejmowanie działań zmniejszających je i pozwalających zredukować koszty ewentualnego bankructwa – zarówno indywidualne, jak i zbiorowe. Szczególnie ważną rolę ma tu do odegrania państwo odpowiedzialne za kształtowanie otoczenia prawnego dla upadłości, czyli – między innymi możliwych scenariuszy postępowań upadłościowych czy balansu między uprawnieniami dłużników i wierzycieli” – mówi Paweł Dżurak, partner w PwC, lider zespołu ds. finansowania i restrukturyzacji.

Na początku 2016 roku weszło w życie Prawo restrukturyzacyjne, a jednocześnie zostało znowelizowane obowiązujące dotychczas Prawo upadłościowe i naprawcze. Przedsiębiorstwa, oprócz upadłości obejmującej likwidację majątku, mają możliwość wyboru czterech ścieżek postępowań restrukturyzacyjnych.

Według danych Coface w 2016 roku z nowych form postępowania skorzystały łącznie 204 podmioty (po decyzji sądu o jego otwarciu). W stosunku do kolejnych 26 przedsiębiorstw ogłoszono upadłość układową (co było wynikiem rozpatrzenia wniosków złożonych jeszcze przed 2016 rokiem) przy 530 postępowaniach upadłościowych ogółem. Oznacza to, że aż 30% wszystkich otwartych w 2016 roku postępowań stanowiły postępowania o charakterze restrukturyzacyjnym – jest to znacznie wyższy odsetek niż historycznie, kiedy to postępowania upadłości układowej stanowiły ok. 15% wszystkich upadłości. Zdaniem autorów raportu PwC zmiany w polskim ustawodawstwie są zgodne z tendencjami, które można zaobserwować w innych gospodarkach europejskich. Wybrany kierunek zmian ma przede wszystkim zmniejszyć udział postępowań skutkujących likwidacją majątku dłużnika.

„Wyniki przeprowadzonych przez nas badań pokazują, że po zmianie prawa w 2016 r. polscy przedsiębiorcy byli skłonni do szybszego składania wniosków o rozpoczęcie postępowań o charakterze restrukturyzacyjnym. Czas pomiędzy wystąpieniem sygnału o problemach finansowych a otwarciem postępowania restrukturyzacyjnego skrócił się o 6 miesięcy. Tym samym można uznać, że wprowadzone zmiany legislacyjne osiągnęły jeden ze swoich zasadniczych celów – firmy zaczęły szybciej reagować na kłopoty finansowe” – podsumowuje Borys Drajczyk, menedżer w dziale doradztwa biznesowego PwC, licencjonowany doradca restrukturyzacyjny.

Prezes MADKOM S.A.: Chcemy wykorzystać poprawę koniunktury w branży

MADKOM S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., zajmująca się produkcją systemów IT dla samorządów, zamierza wykorzystać ożywienie w branży IT i realizować kolejne kontrakty. W minionym roku Emitent koncentrował się na rozwijaniu nowych produktów oraz rozbudowie portfela zamówień.

Spółka zakończyła 2016 r. stratą netto w wysokości 1.774 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 4.881 tys. zł. Wyraźny spadek przychodów w porównaniu do 2015 r., kiedy to ich wartość sięgnęła 10.124 tys. zł, wynikał ze znaczącego ograniczenia liczby organizowanych przetargów w sektorze publicznym. MADKOM S.A. realizowała działania rozwojowe w zakresie nowych produktów oraz prowadziła intensywne działania handlowe, które zaowocowały znaczną rozbudową portfela zamówień w 4 kw. 2016 r. Pozyskane projekty będą realizowane w latach 2017-2018 i zapewnią Emitentowi wyraźny wzrost przychodów w tych latach. Spółce udało się także zwiększyć w poprzednim roku poziom przychodów generowanych ze świadczenia usług serwisowych. Nowym kierunkiem rozwoju Grupy Kapitałowej MADKOM S.A. jest przeprowadzanie specjalistycznych szkoleń w zakresie e-administracji dla pracowników Jednostek Samorządu Terytorialnego. Ten segment biznesowy jest obsługiwany przez spółkę zależną CSW MADKOM Sp. z o.o. (dawniej: Cloud Industry Solutions Sp. z o.o.), w której MADKOM S.A. posiada 75% udziałów.

„W 2016 roku branża IT w sektorze publicznym przechodziła trudny okres. Słowo kryzys chyba nie do końca odzwierciedlało to, co się w tym czasie działo – zapaść to chyba właściwe słowo. Wiele firm w tym czasie albo upadło albo kompletnie zmieniło profil działalności, gdyż nie mogło sobie dać rady z utrzymaniem się na powierzchni. Madkom dzięki pozyskanym środkom pochodzącym z pożyczek utrzymał zdolności produkcyjne oraz wdrożeniowe, bowiem mieliśmy przeświadczenie, że wypracowane kontakty handlowe i działania sprzedażowe przyniosą zyski w następnych latach. Dzięki tym działaniom powstała też spółka zależna działająca w branży szkoleniowej.” – wyjaśnia Grzegorz Szczechowiak, Prezes Zarządu Spółki MADKOM S.A.

Osiągnięte przez Spółkę wyniki sprzedażowe w 1 kw. 2017 r. wykazują wysoką dynamikę wzrostu przychodów w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r. i potwierdzają skuteczność podejmowanych działań handlowych. W 1 kw. br. wartość przychodów netto ze sprzedaży usług i towarów Emitenta sięgnęła 1.957 tys. zł wobec 885 tys. zł rok wcześniej. MADKOM S.A. zanotowała również mocny wzrost przychodów ze świadczenia usług serwisowych, które pozwalają na uzyskiwanie najwyższych rentowności. Zarząd Spółki oczekuje, że prowadzone obecnie działania handlowe, których szczyt przypada na okres od 4 kw. 2016 r. do 3 kw. 2017 r., pozwolą na zbudowanie dużego portfela zamówień. Ich realizacja powinna umożliwić Emitentowi osiągnięcie jeszcze wyższych przychodów niż w poprzednich latach.

„Ciągły proces budowania relacji z nowymi klientami oraz sprzedaż do klientów, u których już jesteśmy, powoduje, że począwszy od czwartego kwartału sukcesywnie zwiększamy przychody i odnotowujemy zyski. Dzięki tym działaniom odbudowujemy pozycję finansową i powiększamy wolumen klientów, którzy będą w przyszłych latach płacili umowy serwisowe. Koniec roku powinien być zatem pozytywnym zaskoczeniem dla Inwestorów po ostatnich dwóch słabszych latach.” – podsumowuje Prezes Szczechowiak.

Zaktualizowana Strategia Rozwoju MADKOM S.A. na lata 2015-2020 zakłada zwiększenie wartości przychodów stałych z umów serwisowych oraz maksymalnie efektywne wykorzystanie fundusze unijne. Plany Spółki przewidują pozyskanie nowych kontraktów na kwotę minimum 10 mln zł oraz zdobycie zamówień na dostawy systemów Elektronicznego Zarządzania Dokumentami u nowych klientów w liczbie co najmniej 100 urzędów w 2017 r. Dzięki temu Emitent będzie mógł zwiększyć swoje rentowności w zakresie wpływów ze stałych umów serwisowych, a generowane z nich przychody będą pokrywały koszty działalności. MADKOM S.A. ma również zamiar zdobyć zamówienia z funduszy RPO województw, które zakończyły oceny w konkursach i przyznały już dofinasowania na lata 2016-2018. Celem Spółki jest pozyskanie w tym segmencie zamówień o wartości 6 mln zł netto i ich realizacja w latach 2017-2018.

45% wzrost wyników biznesowych dzięki zaawansowanym procesom zarządzania interfejsami API

Organizacje w regionie EMEA, które korzystają z zaawansowanych procesów zarządzania interfejsami API, uzyskują 45% wzrost wyników biznesowych

Organizacje w regionie EMEA korzystające z zaawansowanych procesów zarządzania API osiągają wyniki biznesowe do 45 procent lepsze od tych, które wdrażają podstawowe zarządzanie tymi interfejsami. Jest to główny wniosek wynikający z nowego globalnego badania, APIs: Building a Connected Business in the App Economy, przeprowadzonego na zlecenie CA Technologies na grupie 1.770 przedstawicieli kadry zarządzającej wyższego szczebla, w tym 695 z regionu EMEA. 45 procent więcej organizacji potwierdziło poprawę jakości obsługi klientów po przejściu od podstawowego do zaawansowanego zarządzania API, a poziom zadowolenia klientów wzrósł o dodatkowe 33 procent, przy jednoczesnym spadku kosztów IT o 31 proc. Ta grupa respondentów ponad dwukrotnie częściej wskazywała na wyższą konkurencyjność (82 procent w porównaniu z 36 procentami).

„Interfejsy API stanowią podstawę sprawności biznesowej, umożliwiając firmom szybką i ciągłą poprawę jakości obsługi klienta” – powiedział Ian Clark, starszy dyrektor ds. zarzadzania API w obszarze EMEA, CA Technologies. „Te badania stanowią ważny przykład wykorzystania API, a co ważniejsze, wyrafinowanego podejścia do ich zarządzania. Przyjmując zaawansowane, oparte na pełnym cyklu życiowym podejście do zarządzania interfejsu API, organizacje doświadczają znacznej poprawy obsługi i satysfakcji klienta oraz konkurencyjności”.

Interfejsy programowania aplikacji (API) są centralnym układem nerwowym rynku aplikacji. Umożliwiają one komunikację pomiędzy częściami oprogramowania, zapewniając gotowy i uniwersalny dostęp do dowolnej funkcjonalności, której potrzebuje organizacja. Rosnące wykorzystanie API wymaga sformalizowanego podejścia do zarządzania tymi interfejsami API. Podejście to obejmuje tworzenie, zabezpieczanie, zarządzanie i optymalizację interfejsów API w całym cyklu życia produktu i skali przedsiębiorstwa.

Mając to na uwadze, model dojrzałości zarządzania API sprawdza zakres wdrożenia przez organizacje narzędzi i technologii, systemów i procesów niezbędnych do pełnego zarządzania cyklem życia interfejsów API. Około 42 procent organizacji z regionu EMEA można uznać za zaawansowane w zarządzaniu interfejsami API, na czele z Włochami (55 procentami) i Francją (53 proc.).

Badanie wykazuje również na znaczące korzyści płynące z przyjęcia dojrzałego zarządzania interfejsami API dla organizacji z regionu EMEA:

  • 93 procent zaawansowanych użytkowników w zarządzaniu API doświadcza poprawy jakości obsługi klienta, w porównaniu do 64 procent podstawowych użytkowników;
  • 86 procent zaawansowanych użytkowników wskazuje na lepsze wykorzystanie innowacji stworzonych przez innych programistów w porównaniu z 68 procent podstawowych użytkowników;
  • Zaawansowani użytkownicy uzyskują 40-procentowy wzrost satysfakcji klienta w porównaniu do 30 procent podstawowych użytkowników;
  • Zaawansowani użytkownicy uzyskują 38-procentową redukcję kosztów związanych z IT w porównaniu do 29 procent podstawowych użytkowników.

Komunikatory zakupowe                                

Badanie wykazało również, że 69 procent organizacji z regionu EMEA odnotowuje poprawę zdolności do wykorzystywania innowacji innych firm za pomocą interfejsów API. Otwierając i dzieląc wybrane aplikacje z osobami trzecimi, organizacje te używają danych od partnerów i dodają podstawowe usługi do swoich aplikacji bez konieczności pisania nowego kodu. Wśród tych innowacji znajdują się usługi komunikatorów zakupowych („conversational commerce”), które umożliwiają konsumentom interakcję z markami lub usługami za pomocą czatu, wiadomości lub innych interfejsów językowych. Przykładem może być wykorzystanie urządzeń przenośnych przy użyciu języka naturalnego w celu dokonania rezerwacji lotu, a także łączenie różnych usług w celu dokonania rezerwacji preferowanego hotelu, restauracji lub taksówki w miejscu docelowym.

Szerokie zastosowanie API i zwiększona sprawność – mimo to bariery wciąż istnieją

Około 90 procent organizacji w regionie EMEA przyjęło API, a powszechne wykorzystanie skupia się na wielu procesach – na zwiększaniu przychodów (wskazane przez 32 procent respondentów) oraz szybkości i innowacji dzięki interfejsom API innych firm (32 procent).

Rezultatem jest zwiększona zwinność biznesu. Według badania, organizacje w regionie EMEA dostrzegają 33-procentowy wzrost sprawności w oparciu o swoje działania związane z interfejsami API, zmniejszając czas opracowywania/testowania i udostępniania nowych aplikacji ze średnio 10,80 tygodni do 7,25 tygodnia.

Wciąż istnieją bariery we wdrażaniu API. Głównymi są brak wykwalifikowanych zasobów (34 procent), czas potrzebny do opracowania interfejsu API (32 procent) oraz możliwość skalowania wykorzystania/zarządzania wydajnością (31 procent).

Efektywne zarządzanie API: mapa drogowa

Jak pokazują badania, organizacje potrzebują zaawansowanego podejścia do zarządzania cyklem życia API na rynku aplikacji. Badanie CA Technologies wskazuje szereg zalecanych kroków, które pomogą organizacjom poprawić wykorzystanie i zarządzanie interfejsami API:

  1. Zdefiniowanie jasnej strategii w biznesie
  2. Zmierzenie najważniejszych wskaźników biznesowych
  3. Inwestycje w odpowiednie talenty
  4. Zapewnienie właściwej infrastruktury
  5. Dbanie o twórców aplikacji
  6. Wdrożenie solidnej ochrony
  7. Plan skalowalności i wydajności

„Cyfrowa rewolucja stymuluje możliwości oferowania nowych produktów, tworzenia platform do świadczenia usług i dostarczania klientom lepszych doświadczeń – wszystko odbywa się przy użyciu interfejsów API. Chociaż same interfejsy API nie są żadną nowością, to w gospodarce cyfrowej dużo istotniejsze jest lepsze zarządzanie nimi. To jednolite podejście do zarządzania pozwala firmom różnej wielkości i ze wszystkich sektorów na wyrównywanie warunków konkurencji i lepsze radzenie sobie z rosnącymi wymaganiami, skalowalnością i niestabilnością aplikacji skierowanych do klientów”, powiedział Clark.

Informacje o badaniu/Coleman Parkes

Badanie przeprowadzone przez Coleman Parkes obejmowało 1770 przedstawicieli kadry zarządzającej i decydentów IT (695 w regionie EMEA), w tym ponad 100 kierowników do spraw bezpieczeństwa danych z dużych przedsiębiorstw w 21 krajach i 10 sektorach przemysłu. Dziewięć krajów znajdujących się w strefie EMEA to Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Południowa Afryka, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria i Wielka Brytania. Badanie i analizę danych przeprowadzono w 2016 roku. Spółka Coleman Parkes Research Ltd została założona w 2000 roku i prowadzi badania marketingowe w skali globalnej. Firma oferuje pełny zakres usług badawczych i doradczych na wszystkich rynkach, specjalizując się w badaniach typu business-to-business, koncentrując się na badaniach nad technologiami informatycznymi, technologicznymi i komunikacyjnymi

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017

Po wczorajszym komunikacie FOMC zyskaliśmy pewność, że władze monetarne dokonają kolejnej podwyżki stóp procentowych. Dolar amerykański zyskał na wartości, ale czy taki trend się utrzyma? Bardzo wątpliwe i to z kilku powodów. Pomimo tego, że stopy procentowe mają po raz kolejny zawtórować do góry rentowność 10-letnich obligacji USA stoi w miejscu, tak samo jak cena.

Notowania 10-letnich obligacji USA

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017 1

Źródło: Admiral Markets

Cena obligacji zatrzymała się na wsparciu 124.80-125.20. Od kilkunastu dni znajdujemy się w korekcie, czy wsparcie zostanie obronione? Bardzo prawdopodobne, jeżeli notowania wybiją się ponad linię trendu korekty dostaniemy potwierdzenie kontynuacji trendu wzrostowego.

Dalszy wzrost cen obligacji powinien oddziaływać na inne instrumenty, chociażby parę walutową USD/JPY, która od kilkudziesięciu dni znajduje się w kanale spadkowym.

Notowania USD/JPY, interwał dzienny

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017 2

Źródło: Admiral Markets

Ostatni, bardzo potężny wzrost pary walutowej USD/JPY był spowodowany wynikiem pierwszej tury wyborów we Francji. Notowania dotarły w okolicę górnego ograniczenia kanału spadkowego. Dodając do tego notowania rentowności 10-letnich obligacji USA znajdujących się na wsparciu mamy większe prawdopodobieństwo zaprzestania dalszych wzrostów i powrót do trendu spadkowego. Kontynuacja trendu spadkowego mogłaby ściągnąć USD/JPY w okolicę poziomu 108.

Kolejnym ciekawym instrumentem jest dolar australijski, który w ostatnim czasie jest wyprzedawany. Głównym powodem przeceny pary walutowej AUD/USD jest spadek notowań metali przemysłowych, z którymi waluta australijska jest skorelowana.

Indeks metali przemysłowych (wykres świecowy), notowania AUD/USD (zielony)

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017 3

Źródło: Bloomberg

Na wykresie dziennym notowań pary walutowej AUD/USD po przebiciu strefy oporu 0.751-0.754 utworzył się trend spadkowy, który znalazł się w kanale. Dalsza wyprzedaż metali przemysłowych powinna działać na korzyść niedźwiedzi. Jednakże gdyby doszło do korekty, to mogłaby zatrzymać się w okolicy 0.743.

Notowania AUD/USD, interwał dzienny

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 04.05.2017 4

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek

Analityk Rynków Finansowych

W 2017 leasing maszyn budowlanych wzrośnie o ponad 20% r/r

W opinii przedstawicieli EFL, wyniki sprzedaży leasingu maszyn i urządzeń dla budownictwa za I kwartał br. pokazują, że sytuacja w tej branży jest coraz lepsza. Związek Polskiego Leasingu podał, że w ciągu trzech pierwszych miesięcy firmy leasingowe w Polsce sfinansowały w „budowlance” środki trwałe o wartości ponad 440 mln zł (+20% r/r). W całym 2017 roku zostanie wypracowana dwucyfrowa dynamika wartości finansowania maszyn i urządzeń budowalnych za sprawą wykorzystania środków unijnych oraz konieczności odnowienia parków maszynowych.

Branża budowlana przeżywa obecnie okres prosperity, na co na początku tego roku wskazali sami uczestnicy rynku w naszym „Barometrze EFL”. Po pierwsze, aż 36,5% firm z branży zadeklarowało, że planuje więcej inwestować, co stanowiło najlepszy wynik w tej kategorii od ponad roku. Po drugie, co piąty przedstawiciel budowlanki w pierwszych miesiącach tego roku spodziewał się większych zamówień na swoje usługi. Patrząc na pierwsze kwartale wyniki sprzedaży leasingu maszyn i urządzeń budowlanych widzimy, że korespondują z opiniami wyrażonymi przez samych przedsiębiorców, a „Barometr EFL”[i] po raz kolejny śmiało możemy nazwać barometrem nastrojów polskiego MŚP – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Maszyny budowlane pracują na wzrost rynku leasingu MiU

Sprzęt budowlany, zaraz po rolniczym, to najchętniej finansowane przy pomocy leasingu maszyny i urządzenia. W I kwartale br. firmy leasingowe sfinansowały ponad 2 tys. środków trwałych w „budowlance” o wartości 441 mln zł, co oznacza dynamikę na poziomie 20% r/r. Takie wyniki wskazują na powrót tendencji wzrostowej w branży, która miniony rok zakończyła na 6% plusie r/r.

Lider z ponad 20% udziałem w rynku

Po raz kolejny numerem jeden wśród leasingodawców obecnych w branży budowlanej jest EFL. Z portfelem umów o wartości ponad 93 mln zł i dynamiką na poziomie 18% r/r, udział firmy w finansowaniu maszyn budowlanych w I kwartale br. wyniósł aż 21%. Najczęściej leasingowany był ciężki sprzęt do robót ziemnych i drogowych, czyli koparki, ładowarki i spychacze. Firma finansowała także samochody specjalne takie jak wywrotki i betoniarki.

W 2017 leasing maszyn budowlanych wzrośnie o ponad 20% r/r

Eksperci EFL przewidują, że w całym 2017 roku dynamika rynku leasingu, w odróżnieniu od 2016 roku, zostanie osiągnięta dzięki równomiernym wzrostom w segmencie pojazdów oraz maszyn i urządzeń. – Oczekujemy dwucyfrowego wzrostu w segmencie maszyn i urządzeń, w tym ponad 20% wzrostu rok do roku finansowania sprzętu budowlanego. Dynamika tego segmentu, podobnie jak w przypadku rolnictwa, będzie wynikała przede wszystkim z uruchomienia wydatkowania w ramach perspektywy unijnej 2014-2020 jak również z konieczności odnowienia parków maszynowych. Bowiem wykorzystanie mocy produkcyjnych na koniec 2016 roku było na poziomie aż 80%, co wskazuje na konieczność odnowienia lub uzupełniania parków maszynowych w tym roku. Najbliższe miesiące i kolejne lata będą także przebiegały pod znakiem rozwoju infrastruktury budowlanej, a leasing dla wielu firm jest naturalnym wyborem, jeśli chodzi o finansowanie zaplanowanych inwestycji – przewiduje Prezes EFL.

[i]„Barometr EFL” jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 3-10 lutego 2017 r.

Trwa walka o pracowników. Nadciąga fala podwyżek

Z najnowszych danych GUS-u wynika, że bezrobocie w Polsce sięga już niewiele ponad 8%. To najniższe wskazania od 26 lat. Oznacza to, że w momencie kiedy istnieją niedobory na rynku pracy, firmy coraz bardziej walczą o kandydatów i zabiegają, aby dołączali właśnie do nich.

To powoduje, że wiele przedsiębiorstw stawia na działania employer branding i stara się promować swoje oferty pracy. To niespotykana sytuacja przesz ostatnie dwie dekady, kiedy firmy skupiały się głównie na promocji swoich produktów lub usług. Dziś promują siebie jako dobrych pracodawców i starają się ogłaszać własne rekrutacje.

– Taka strategia nie powinna dziwić w sytuacji, gdy jedna trzecia firm w Polsce deklaruje trudności rekrutacyjne ze znalezieniem odpowiednich kandydatów do pracy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Kubisiak, szef biura prasowego Work Service –  Powoduje to poprawę warunków zatrudnienia, ale i wzrost płac. Z ostatnich badań wynika, że w tym roku rekordowe 32 proc. firm planuje otwierać nowe rekrutacje, a 28 proc. planuje podwyżki wynagrodzeń. Jest to ponad dwukrotnie wyższy wynik w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Firmy starają się walczyć o pracowników, często szukając ich w konkurencyjnych przedsiębiorstwach. Co piąty Polak w ubiegłym roku dostał ofertę pracy, o którą w ogóle nie zabiegał – bez wysyłania CV, bez rozmowy z rekruterami, nawet bez pytania znajomych o możliwości zatrudnienia. Oferty pracy mimo to do nich trafiały, co pokazuje tak duże niedobory kadrowe w firmach, które muszą zachęcać pracowników konkurencji do przejścia właśnie do nich – podsumował Kubisiak.

Zakaz handlu w niedziele: kto zyska, a kto straci?

62% Polaków jest przeciwko wprowadzeniu całkowitego zakazu handlu w niedziele. Na szczęście dla nich zalecenie rządu jest takie, żeby zakaz nie dotyczył centrów logistycznych, stacji benzynowych oraz małych sklepów, ale z wyłączeniem tych franczyzowych. Co do sklepów internetowych, będą one mogły prowadzić w niedziele działalność. Nie wiadomo jednak, czy wolno im będzie w te dni realizować zamówienia.

„Na takiej postaci zakazu handlu w niedziele, jaka jest obecnie zalecana przez rząd, stracą sklepy wielkopowierzchniowe i wielkie, które po prostu nie będą otwierane. Część klientów przeniesie się do internetu […]. Możemy się spodziewać tego, że Frisco, Tesco oraz inne sklepy internetowe sprzedające produkty spożywcze będą coraz popularniejsze. Regulacja rządowa sprawi, że odsetek firm obecnych w sieci (w tej chwili 15%) się zwiększy” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Piotr Arak, główny badacz Polityki Insight.

Obecnie Polacy robią niedzielne zakupy stosunkowo często. Dotyczy to zwłaszcza ludzi młodych: blisko 90% osób w wieku 18–29 lat kupuje właśnie w niedziele. Jest to spowodowane głównie naszym stylem życia oraz brakiem czasu w ciągu dni powszednich. Nie dziwi zatem, że możliwość wprowadzenia całkowitego zakazu niedzielnego handlu nie spotkała się z entuzjazmem większości z nas. Jeśli chodzi o osoby najbardziej zainteresowane, czyli pracowników sektora handlowego, 55% z nich chciałoby, aby zakaz handlu w niedziele stał się faktem.

Pierwszy w Polsce darmowy live streaming z programistami gigantów IT

Ruszył pierwszy w Polsce cykl darmowych live streamów z polskimi programistami pracującymi za granicą dla światowych gigantów i przy innowacyjnych startupach technologicznych. Wśród rozmówców są m.in. Tomasz Wiszkowski –  Software Developer Google z Seattle, Łukasz Orłowski – Computational Scientist w A*STAR w Singapurze oraz Maciej Bargiel, pracujący w Dolinie Krzemowej dla Facebooka. To okazja do porozmawiania z programistami ze ścisłej światowej czołówki dla każdego, kto chce rozwijać swoją karierę w branży IT.

Osławiona Dolina Krzemowa, Google, Facebook, Dropbox, Trivago, A*STAR – polscy programiści udowadniają, że praca w tych miejscach to nie marzenie, ale możliwy do osiągnięcia cel. Właśnie rozpoczął się projekt „Just Join IT” – cykl live streamów, podczas których specjaliści IT opowiadają, jak wygląda praca w największych firmach na świecie z branży oraz najbardziej innowacyjnych startupach technologicznych. To pierwsza w Polsce taka inicjatywa, podczas której każdy – za darmo – może nie tylko posłuchać specjalistów, ale także zadawać pytania w stylu AMA – Ask Me Anything.

Skąd pomysł?

Wśród natłoku wiedzy każdy z nas oczekuje konkretnych, maksymalnie skondensowanych informacji. Co więcej, zdajemy sobie sprawę, jak ważny na rynku pracy jest rozwój i zdobywanie nowych kompetencji. Szczególnie w przypadku branż, takich jak: IT, nowe technologie czy marketing – jeśli nie śledzi się trendów – szybko wypada się obiegu. Choć informacji dostępnych w internecie jest mnóstwo, najcenniejsze są te z bezpośredniego źródła, zebrane w formie zrozumiałej również dla osób dopiero wchodzących do świata IT.  – Stąd pomysł na live streamy ze światowymi programistami, w których udział może wziąć każdy, bez ponoszenia żadnych kosztów. Wystarczy dostęp do internetu, by transmisję oglądać z każdego miejsca i dowolnego urządzenia, komentować i zadawać pytania rozmówcy – tłumaczy Marcin Kosedowski, szef marketingu ze szkoły programowania Kodilla.com, partnerującej wydarzeniu.

Nauka od najlepszych – za darmo

“Just Join IT” trwa od 4 do końca maja 2017 r., obejmując 11 spotkań online z najciekawszymi polskimi programistami. Autor – Piotr Nowosielski porozmawia m.in. z Tomaszem Wiszkowskim, który pracuje w Seattle jako Software Developere Google, Maciejem Bargielem, który w Dolinie Krzemowej pomaga Facebookowi rozwijać platformę Oculus Gear VR oraz Łukaszem Orłowskim, realizującym się jako Computational Scientist w A*STAR (Agency for Science, Technology and Research) z Singapuru. Zapyta Agatę Cieplik z Nowego Jorku o to, jak Dropbox promuje naukę programowania wśród kobiet, a Mikołaja Wawrzyniaka z Trivago – jak narodził się DO!Hack, pierwszy hackathon zorganizowany przez studentów w NRW. Pytania w stylu Ask Me Anything (zapytaj mnie o cokolwiek) mogą zadawać także uczestnicy transmitowanych na żywo wywiadów.

Dzięki live streamom z polskimi programistami można dowiedzieć się, jak wyglądają realia pracy w Dolinie Krzemowej i innych interesujących miejscach, oraz co zrobić, by zdobyć tam stanowisko. Można też poznać narzędzia, z których korzystają specjaliści IT pracujący w największych firmach z branży. Warto skorzystać z okazji, bo takiej szczegółowej wiedzy w Polsce brakuje, a zdobyć ją można wyłącznie od doświadczonych praktyków.

Na live streaming z polskimi programistami można zapisać się na stronie http://event.justjoin.it.

Moc jest silna w dolarze

Dolar dobrze przyjął komunikat FOMC, choć inwestorzy wciąż pozostają ostrożni przed jutrzejszym raportem z rynku pracy. Po środowej debacie Macron jest jedną nogą w gabinecie prezydenta Francji, co chroni EUR przed wyprzedażą. Za to AUD traci pod presją umocnienia USD i przeceny surowców.

Jeśli ktoś myślał, że Fed wykorzysta okazje i w majowym komunikacie zabrzmi nieco gołębio w związku z kilkoma słabszymi raportami makro z gospodarki, to wczoraj się rozczarował. Generalny przekaz był taki, że Fed stara się nie przywiązywać nadmiernej uwagi dla jednorazowych danych i patrzy na gospodarkę w szerszym ujęciu. Spowolnienie tempa PKB w pierwszym kwartale uznano za przejściowe. Marcowy słaby wynik zatrudnienia (98 tys.) rozwodniono, przenosząc uwagę na „średni wzrost miejsc pracy w ostatnich miesiącach”, a ten był solidny (178 tys. w całym pierwszym kwartale). Inflacja w opinii Fed pozostaje blisko celu 2 proc. Poza tym niemal nie było zmian w języku komunikatu w porównaniu z marcowym, zatem Fed pozostaje na nakreślonej wówczas ścieżce dwóch podwyżek do końca roku. Nie zmieniamy naszego zdania, że kolejna podwyżka wystąpi w czerwcu (a po niej następna we wrześniu). Rynek stopy procentowej jest do tego coraz bardziej przekonany, gdyż wycena czerwcowej podwyżki skoczyła z 62 proc. do 98 proc. Jednak dolar przyjął informacje z umiarkowanym optymizmem. Bierze się to z tego, że inwestorzy na rynku walutowym są ostatnio bardziej ostrożni niż w przeszłości i wiedzą, że kolejne 6 tygodni do czerwcowego posiedzenia FOMC mogą przynieść wiele zwrotów akcji, które mogą odwieść Fed od decyzji. Najbliższym testem jest piątkowym raport z rynku pracy i w szczególności brak przyspieszenia dynamiki płac byłby szkodliwy dla USD. Do tego czasu dolar może dryfować w niepewności.

EUR/USD mniej więcej trzyma się 1,09, dziś rano poniżej dzięki FOMC. Z perspektywy EUR jesteśmy cztery dni od rozstrzygnięcia, kto będzie nowym prezydentem Francji i wczorajsza debata kandydatów dołożyła kamyczka na korzyść Macrona. Le Pen miała ostatnią szansę, by odmienić losy pojedynku w drugiej turze, ale najwyraźniej jej nie wykorzystała. Według sondaży przeprowadzonych po transmisji 66 proc. widzów uważa, że Macron był bardziej przekonujący niż Le Pen, co wzmacnia jego szanse na wygraną w drugiej turze w niedzielę. Dla EUR będzie to umiarkowany impuls do wzrostów na początku przyszłego tygodnia, a na razie jest to czynnik hamujący sprzedaż EUR/USD.

AUD od wczoraj jest najsłabszą walutą w G10 z AUD/USD nurkującym pod 0,74. Z jednej strony jastrzębi Fed podsyca wyprzedaż walut względem USD, a silne spadki cen miedzi i rudy żelaza w Chinach w środę dopełniły dzieła zniszczenia. Pozycjonowanie ma też swój udział, gdyż poprawa apetytu na ryzyko w zeszłym tygodniu podtrzymywała kupno walut ryzykownych, a teraz masowa ucieczka z długich pozycji tylko napędza spadki. Dziś na rynku metali przemysłowych nastroje nie poprawiają się, więc AUD może mieć trudności, żeby złapać oddech.

Kalendarz na czwartek jest bogaty, startując z finalnymi szacunkami PMI dla usług z Eurolandu. PMI z Wielkiej Brytanii może być istotniejszy i pomoże odpowiedzieć na pytanie, czy zaskakujący wzrost wskaźnika w przemyśle we wtorek zostanie potwierdzony w sektorze bardziej znaczącym dla gospodarki? Po decyzji Norges Banku rynek i my zakładamy utrzymanie stopy depozytowej na 0,50 proc. Nie spodziewamy się zmian w komunikacie od ostatniego posiedzenia – ścieżka polityki monetarnej nie wyklucza obniżek, mimo że dane z gospodarki są dobre. Jeśli ma dojść do zaskoczenia, to w pozytywną dla NOK stronę. Po południu otrzymamy drugorzędne dane z USA: bilans handlowy i zamówienia fabryczne. Kanada także przedstawia dane z handlu i wrażliwość CAD będzie większa na rozczarowanie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Maturzysto – studia nie gwarantują ani pracy ani kompetencji

Dobrze zdana matura ma wielu młodym ludziom zapewnić dostanie się na wymarzone studia, a potem satysfakcjonujące zatrudnienie. Jak pokazują najnowsze badania Work Service blisko połowa Polaków nie pracuje jednak na stanowisku zgodnym z wykształceniem, co oznacza, że wybrany kierunek już dawno przestał być gwarantem pracy. Co więcej, 51% pracodawców jest zdania, że osoby wchodzące na rynek nie mają odpowiednich kompetencji. A same firmy dziś najbardziej potrzebują kierowców, spawaczy, księgowych, krawców i fryzjerów – to w tych zawodach najłatwiej znaleźć pracę. I wcale nie jest do tego potrzebne wyższe wykształcenie.

Dla ponad 280 tys. maturzystów, którzy dziś rozpoczynają swój egzamin dojrzałości, najbliższe dni będą okupione ogromnym stresem. Każdy chce zdać jak najlepiej, bo dobry wynik może otworzyć drzwi na wymarzony kierunek studiów. A to ma w przyszłości zapewnić dobrą i dochodową pracę. Nie wszystkim pracownikom zdobyte wykształcenie pozwoliło jednak skutecznie zaistnieć na rynku. Jak pokazują najnowsze badania Work Service kariera zawodowa prawie połowy osób wcale nie jest związana z ich wyższym lub zawodowym wykształceniem. Blisko 49% badanych nie pracuje bowiem na stanowisku związanym z kierunkiem, który ukończyli. Czas matur to zatem dobra okazja, żeby poważnie zastanowić się nad przyszłą karierą zawodową.

Nasze dane pokazuję, że na stanowisku zgodnym lub częściowo zgodnym z wykształceniem pracuje nieco ponad 51% osób. To dlatego, że wybierając kierunek edukacji wielu młodych kieruje się panującymi aktualnie trendami, a nie realiami rynku. W efekcie wpadają w ślepy zaułek i muszą się przebranżowić oraz szukać innej drogi zawodowej, żeby znaleźć satysfakcjonującą ich pracę. Duża grupa maturzystów przystępując do egzaminu dojrzałości nie ma świadomości, jakie są warunki na rynku. Wydaje im się, że po ukończeniu studiów pracodawcy sami się o nich upomną. Niestety rzeczywistość brutalnie weryfikuje to przeświadczenie. Dlatego odpowiedni wybór kierunku studiów i uczelni to niezwykle ważna decyzja, którą muszą podjąć młodzi ludzie – komentuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

praca a wykształcenie

Rozczarowani pracodawcy

Problemem jest nie tylko zły wybór kierunku studiów, ale też poziom edukacji na wielu uczelniach, niedostosowany do wymagań, jakie przed kandydatami stawia rzeczywistość. Z danych Work Service wynika, że ponad połowa pracodawców uważa, że osoby wchodzące na rynek pracy nie mają odpowiednich kompetencji. Przeciwnego zdania są 4 na 10 firm. To pokazuje, że pracownikom brakuje konkretnych umiejętności niezbędnych na początku swojej drogi zawodowej. W wielu przypadkach może to prowadzić do napięć na linii z pracodawcą, który liczy na to, że osoba po studiach będzie w stanie poradzić sobie z powierzonymi jej zadaniami.

Młodym ludziom nie jest łatwo odnaleźć się i zaistnieć na rynku. Wielu ma nadzieję, że studia zapewnią im odpowiednie umiejętności niezbędne, aby wejść na rynek, a w pracy okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Receptą na tego typu sytuacje jest współpraca uczelni z biznesem, która funkcjonuje w największych ośrodkach akademickich w kraju już od kilku lat. Obu stronom zależy bowiem na zmniejszeniu bezrobocia wśród absolwentów oraz dobrym wykształceniu przyszłych pracowników. Żeby jednak zmieniły się proporcje dotyczące zadowolenia pracodawców z kompetencji absolwentów taka współpraca powinna odbywać się na jeszcze szerszą skalę. Potrzebne są też zmiany w edukacji, które przygotują absolwentów do zmieniających się warunków na rynku pracy – uważa Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz Work Service S.A.

praca a wykształcenie 2

Praca bez studiów

Zaistnieć na rynku pracy można nie tylko idąc na studia i zdobywając wyższe wykształcenie. Z „Barometru zawodów”, który przygotowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, wynika, że największe zapotrzebowanie u nas w kraju jest na kierowców ciężarówek, spawaczy, pielęgniarki i samodzielnych księgowych. W pierwszej 10 najbardziej deficytowych zawodów jest tylko jeden, który wymaga wyższego wykształcenia. A w każdym z nich praktycznie od zaraz można znaleźć zatrudnienie. To pokazuje, że na rynku pracy w Polsce minęły już czasy, że to właśnie ukończenie studiów gwarantowało angaż u pracodawcy. Największe zapotrzebowanie na pracowników jest dzisiaj w branży budowlanej i w przemyśle.

Nie trzeba zatem kończyć studiów, żeby dostać pracę. W wielu zawodach wystarczy dziś specjalistyczne szkolenie albo kurs, dzięki którym pracownik zdobędzie umiejętności niezbędne do zdobycia zatrudnienia i otrzymywania atrakcyjnego wynagrodzenia – dodaje Andrzej Kubisiak.

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

  • Pracowników – Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=522) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI okresie 16-20.01.2017 r.
  • Pracodawców – Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI okresie 16-20.01.2017 r.

Inteligentna amunicja, wykrywacz bakterii, monitor oddechu – innowacyjne wyroby polskiej firmy podbijają świat i Marsa

Okazuje się, że można nie patentować swoich rozwiązań, a mimo wszystko tworzyć komponenty najwyższej jakości, które pożądane są na całym świecie. Firma Vigo System produkuje unikalne detektory, które imponują zaawansowaniem technologicznym i funkcjonalnością. Polski producent opracował m.in. monitor oddechu, inteligentną amunicję czy wykrywacz bakterii.

W porównaniu z ubiegłym rokiem firma Vigo otrzymała o 2 mln zł więcej dofinansowania na realizację projektów badawczych, czyli w sumie ok. 6 mln złotych. I nie przeszkodził w tym nawet fakt, że producent sceptycznie podchodzi do zgłoszeń patentowych, bowiem jego zdaniem wiele krajów i tak znajduje alternatywne rozwiązania, które skutecznie omijają ochronę patentową.

Vigo System charakteryzuje się tym, że od lat osiemdziesiątych w ogóle nie patentuje. Kiedy wyszliśmy do realnego działania produkcyjnego i komercyjnego, okazało się, że patenty to po prostu ujawnianie technologii, pokazywanie, co robimy i nad czym właściwie będziemy pracować za trzy lata na produkcji, a tak naprawdę zabezpieczenie jest żadne. Jest wiele krajów, które całkowicie obchodzą te patenty, a często koszty obrony patentowej i szukania przekraczają jakiekolwiek sensowne progi – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Piotrowski, prezes zarządu Vigo System.

Firma, mieszcząca się w Ożarowie Mazowieckim, zajmuje się głównie produkcją niechłodzonych detektorów podczerwieni. Jej nietypowa specyfika związana z procesem technologicznym czyni ją unikalną na skalę światową.

W skali Polski w ogóle nie mamy konkurentów. Globalnie mamy 2–3 firmy, które produkują podobne komponenty. Natomiast ich działanie jest zupełnie nieelastyczne, a ich produkcja opiera się o pewne bardzo ograniczone w zastosowaniu asortymenty. Natomiast naszą specyfiką jest to, że mamy pod kontrolą cały proces technologiczny, dzięki czemu jesteśmy w stanie dostarczyć klientowi dokładnie dopasowany do jego potrzeb detektor – zapewnia Adam Piotrowski.

Polski producent tworzy komponenty nie tylko dla przemysłu i medycyny, lecz także specjalizuje się w zakresie techniki wojskowej. Prowadzi także prace badawczo-rozwojowe w dziedzinie techniki podczerwieni. Obecnie Vigo System pracuje m.in. nad detektorem, który umożliwi skrupulatną analizę oddechu. Co ciekawe, maksymalny potencjał sprzętu jest już obecnie wykorzystywany u komercyjnych klientów z Niemiec, Japonii i Stanów Zjednoczonych.

Chyba takim najciekawszym w tej chwili zastosowaniem, nad którym pracujemy, jest analiza oddechu, czyli nieinwazyjne kontrolowanie stanu zdrowia człowieka. Maszynka jest podłączona do ust, wychwytuje oddech, a następnie analizuje różnicę między jakością powietrza wokoło, a tym, co wydycha człowiek. W konsekwencji widać, czy nie ma jakichś nowotworowych zmian układu oddechowego, czy coś się nie dzieje z naszymi hormonami, z układem krwionośnym czy pokarmowym. Tak więc ten detektor pozwoli ocenić zdrowie człowieka – komentuje Adam Piotrowski.

Jeśli chodzi o zakres techniki wojskowej, to nie sposób przejść obojętnie obok inteligentnej amunicji, która może się okazać rewolucyjnym rozwiązaniem na polu walki. Technologia ta wykryje przeciwnika i pozwoli oddać precyzyjny strzał.

– Inteligentna amunicja ma zawsze trafiać w cel. Kiedy mówimy o działaniu karabinu maszynowego, strzelaniu z artylerii, to mowa o wystrzeleniu wielu pocisków w danym kierunku, a więc pokrycie całego obszaru tymi pociskami w nadziei, że któryś trafi do celu. Natomiast inteligentna amunicja nie tylko doleci w obszar, gdzie będzie się znajdować przeciwnik, lecz także wykryje jego sygnaturę, niezależnie od tego, czy jest to czołg, czy człowiek. Jeżeli zostanie rozpoznany jako interesujący cel, który żołnierz chce zniszczyć, wtedy pocisk kierowany jest w tym kierunku – wyjaśnia Adam Piotrowski.

Ponadto Vigo System opracowało jeszcze rozwiązanie, które wykrywa bakterie w wodzie. Water Spy zadba o jakość wody i poinformuje o ewentualnych zagrożeniach dla zdrowia.

Jeden z naszych partnerów szuka nowych metod, które umożliwią skrupulatne przebadanie systemów wodnych w celu poszukiwania bakterii. W konsekwencji pozwoli to odpowiednio wcześnie wykryć i usunąć zagrożenie. Innymi słowy, Water Spy to detektor, który wykryje bakterie w wodzie i pomoże ochronić ludzkie życie – dodaje Adam Piotrowski.

Polski producent bierze także udział w misjach kosmicznych, ponieważ zarówno marsjański łazik Curiosity, jak i lądownik Schiaparelli wyposażone są w detektory podczerwieni wyprodukowane w firmie Vigo System SA. Prezes zarządu podkreśla, że branża kosmiczna jest bardzo wymagająca, bo nie jest to sektor rynku, który umożliwia masowe wprowadzenie produktu. Za kilka lub kilkanaście lat może się to jednak zmienić.

Branża kosmiczna to dla nas taka wisienka na torcie, która przynosi niewielkie zyski, za to dużo większy prestiż. Dostarczamy pojedyncze produkty, które rzeczywiście muszą spełniać bardzo restrykcyjne normy. Pytanie: w jaką stronę pójdzie ten rynek? Jeżeli się okaże, że w niedalekiej przyszłości rozwinie się górnictwo kosmiczne, to w kosmosie układy będą musiały być zdalnie sterowane, cała analiza, analityka będą musiały być automatyczne, a więc otwiera się miejsce dla naszych detektorów – podsumowuje Adam Piotrowski.

Handel targowiskowy i bazarowy z 42 mln zł zaległych długów

Choć dziś nie ma już szczęk i łóżek polowych z towarem na każdym rogu, to wciąż każdego roku powstaje kilka tysięcy nowych firm zajmujących się handlem straganowym, a kilka tysięcy z rynku znika. Ruch jest spory, ale jak wynika z danych BIG InfoMonitor i BIK nie jest efektem głębokich kłopotów finansowych, bo tylko co 50 firma targowa ma zaległe zobowiązania, ich łączna wartość sięga 42 mln zł. Jest szansa, że wraz z nadejściem pory letniej zaczną nadrabiać straty.

Handel targowiskowy i bazarowy jest dziedziną wymykającą się ścisłym statystycznym pomiarom, nie tylko jeśli chodzi o skalę obrotów, ale także liczbę podmiotów w nim uczestniczących, czyli sprzedawców i kupujących. Wynika to przede wszystkim z liberalnych i skrajnie uproszczonych zasad regulujących jego działanie. Według badań Katedry Ekonomiki Rolnictwa i Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych SGGW udział handlu targowiskowego w detalicznym obrocie artykułami FMCG (szybko zbywalnymi) wynosi 5-7 proc. i koncentruje się na produktach rolno-spożywczych, obejmując też odzież i obuwie.

Choć w mniejszym stopniu niż sklepy lokalne i osiedlowe, handel straganowy również ucierpiał na konkurencji ze sklepami wielkopowierzchniowymi. W latach 1999-2014 powierzchnia targowisk zmniejszyła się o ok. 9 proc. (SGGW). Jednocześnie jak wynika z badań opartych na danych GUS liczba miejsc handlu tego typu, głównie wskutek działalności targowisk małych i sezonowych wzrasta.

Prawie 86 tys. aktywnych firm

Wśród firm zajmujących się handlem targowym panuje spory ruch. Z danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat 2014-2016, zarejestrowanych zostało 5 662 nowych firm, ale jednocześnie 10 283 przedsiębiorcy wyrejestrowali. Według Bisnode liczbę aktywnych firm prowadzących handel na straganach i targowiskach można dziś szacować na blisko 86 tys. Najwięcej z nich zajmuje się sprzedażą wyrobów tekstylnych, odzieży i obuwia (43 tys.), druga grupę stanowią firmy sprzedające żywność, napoje i wyroby tytoniowe (blisko 27 tys.), a trzecią oferujące pozostałe towary (prawie 16 tys.).

Zaległości ma co 50-ta firma targowa, ale kredytów nie płaci co 10-ty bazarowy kredytobiorca

Powodem licznych wyrejestrowań działalności gospodarczych nie są jednak głębokie problemy finansowe przedsiębiorców. Jak wynika ze statystyk Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK mali przedsiębiorcy z targowisk charakteryzują się niezłą solidnością płatniczą. W liczbie 104 839 aktywnych i wyrejestrowanych już firm zajmujących się detalicznym handlem straganowym (uwzględniamy tu wyłącznie jednoosobowe działalności gospodarcze, bo głównie tego typu firmy obecne są na targowiskach) na 2 373 ciążą nieopłacone zobowiązania kredytowe i pozakredytowe. Ma je, więc 2,3 proc. firm. – Czy oznacza to, że jest to intratny biznes, któremu towarzyszy wysoka moralność płatnicza? Nie da się stwierdzić wprost. Jednoznacznie pozytywnej odpowiedzi nie pozwalają udzielić dane dotyczące spłaty kredytów. Dane BIK pokazują bowiem, że firmy handlujące na targowiskach stronią od bankowych kredytów, ma je jedynie ok. 4 proc. przedsiębiorców, ale wśród kredytobiorców z targowisk ze spłatą raty nie radzi sobie co dziesiąty. Firmy z bazarów w porównaniu z innymi przedsiębiorcami wypadają pod tym względem przeciętnie – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Zaległe zobowiązania kredytowe firm targowych wynoszą 21 585 492 zł, a pozakredytowe 20 326 547 zł. Średnie zadłużenie kredytowe przypadające na jedną firmę z tego typu zaległościami wynosi 51 139 zł, nieopłacone zobowiązania pozakredytowe to 10 376 zł.

Na targowych stoiskach 42 mln zł zaległych długów
Źródło: CEIDG, BIK i BIG InfoMonitor

Niesolidni dłużnicy głównie na Mazowszu i Śląsku

Najwięcej firm wpisanych do baz BIG InfoMonitor i BIK prowadzi swoją działalność w województwie mazowieckim, kolejne miejsca zajmują województwa śląskie – 320 firm i łódzkie 240 firm, z saldem zadłużenia w obu bazach odpowiednio: 6,1 mln zł, blisko 3 mln zł i ponad 4,4 mln zł.

Niesolidni dłużnicy głównie na Mazowszu i Śląsku
Źródło: CEIDG, BIK i BIG InfoMonitor

Ośmiu na 10 warszawiaków chce kupować na targach

Szacuje się, że pod koniec lat 90. na działającym na Stadionie Dziesięciolecia „Jarmarku Europa” handlowało około 5 tys. podmiotów gospodarczych, generując obroty sięgające 2 mld zł. Na zlokalizowanym w Nowej Hucie placu targowym Tomex działało około 2 tys. podmiotów. Czasy w których bazary stanowiły istotny czynnik wpływający na rozwój przedsiębiorczości, czy nawet miały pewne znaczenie dla gospodarki należą już do o przeszłości, ale targowiska wciąż funkcjonują. Każde duże miasto ma ich co najmniej kilka, w stolicy działa ich około 60. W badaniu przeprowadzonym wśród warszawiaków, na pytanie o chęć korzystania z usług targowisk, twierdząco odpowiedziało 78 proc. ankietowanych. Jeszcze więcej zwolenników mają targowiska jednodniowe (85 proc.) oraz zdrowej żywności (82 proc.). Co ciekawe im młodsza osoba tym większy entuzjazm do zakupów na targach. To dobrze wróży ich przyszłości w przeciwieństwie do rozważanego przez rząd, ewentualnego zakazu handlu w niedzielę, szczególnie gdyby dotyczył również właścicieli biznesu a nie tylko pracowników najemnych. W badaniu najczęściej wybieranymi przez warszawiaków dniami zakupów na stałych targach były właśnie soboty i niedziele – od 65 do 78 proc. – odpowiedzi, podczas gdy na pozostałe dni wskazało jedynie od 4 do 17 proc. Wolne niedziele nie byłby więc na rękę zarówno handlującym jak i klientom.

Handel na straganach w Polsce od strony formalnej

Stragan może być prowadzony w formie jednoosobowej działalności gospodarczej oraz w formie spółki osobowej lub kapitałowej. Sprzedaż na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej wiąże się z obowiązkiem ewidencjonowania na kasie fiskalnej. Istnieje jednak możliwość zwolnienia przedsiębiorcy z konieczności prowadzenia kasy fiskalnej, jeżeli obrót na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej nie przekroczy w proporcji okresu wykonywania tych czynności w danym roku, kwoty 20 tys. zł, a rodzaj sprzedawanych produktów nie jest wymieniony w katalogu towarów, które bezwzględnie powinny być ewidencjonowane na kasie. Zasada ta nie oznacza jednak, że właściciel sklepu jest całkowicie zwolniony z obowiązku dokumentowania sprzedaży. Konieczna jest wówczas ewidencja sprzedaży, w której każdorazowo należy zapisywać transakcje na rzecz osób prywatnych i rolników ryczałtowych. Należy jeszcze pamiętać o ponoszeniu opłaty targowej od sprzedaży prowadzonej poza budynkami na rzecz Gminy, na obszarze której prowadzony jest handel na straganach. Opłatę targową pobiera się niezależnie od należności za korzystanie z targowiska.

Przebicie na rynku złota


Na światowych rynkach środa była normalnym dniem handlu. Wydarzeniem dnia było kończące się posiedzenie Fed. Dolar przez większość dnia zyskiwał na sile. Słabo prezentowały się też giełdy w USA.

Podczas gdy polscy inwestorzy odpoczywali z okazji Święta Narodowego Trzeciego Maja, inwestorzy na światowych rynkach nie próżnowali-nie licząc Japonii gdzie również był dzień wolny. Parkiety akcyjne w USA zakończyły dzień na minusie. Można zatem oczekiwać słabszego otwarcia również na WIG20. Tymczasem Fed utrzymał oprocentowanie na niezmienionym poziomie. Starano się też bagatelizować obawy o słabszą kondycje gospodarki USA w pierwszym kwartale tego roku. Dolar umocnił się po posiedzeniu Fed jeszcze wyraźniej.

Wczorajsze dane z USA nie miały jednoznacznej wymowy. Z jednej strony indeksy PMI oraz ISM wypadły nieco lepiej od prognoz. Z drugiej strony raport ADP z rynku pracy wykazał jedynie 177 000 miejsc pracy, co było wynikiem nie tylko gorszym od poprzedniej publikacji ale też i od prognoz(180 tyś). Dane te są ważne, bowiem już w piątek dowiemy się, ile faktycznie miejsc pracy przybyło w amerykańskim sektorze pozarolniczym. Dziś w Europie królować będą indeksy PMI oraz dane o zamówieniach w USA.

gold04052017r

Wczorajsze spadki na złocie zmieniły charakter tego rynku. Ceny złota po odbiciu od górnej linii kanału spadkowego zmierzają teraz chyba na południe. Pokonana została zarówno linia wsparcia na wykresie cen jak też RSI. Oporem jest poziom 1270$. Jeśli szybko nie nastąpi powrót ponad tę wysokość, rynek powinien schodzić na 1190$. Tam dopiero można szukać kolejnego wsparcia.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Gry sposobem firm na większe zaangażowanie pracowników. Rynek takich rozwiązań w ciągu 3 lat wzrośnie kilkukrotnie

Gry sposobem firm na większe zaangażowanie pracowników. Rynek takich rozwiązań w ciągu 3 lat wzrośnie kilkukrotnie 5

Gamifikacja to rozwiązanie wykorzystujące mechanizmy gier. Coraz częściej służy ona wzmacnianiu zaangażowania pracowników i mierzeniu ich efektywności. Globalny rynek takich rozwiązań w 2015 roku wyceniany był na 1,6 mld dol., a do 2020 roku będzie wart 11 mld zł – prognozuje Markets & Market. W dobie walki o pracownika gamifikacja może się stać poważnym orężem – oceniają eksperci.

 Minęło 30 lat, od kiedy ludzie zaczęli tworzyć gry i grać w nie. Nauczyliśmy się wielu rzeczy m.in.: jak wpływać na zachowania ludzi i powodować, żeby byli zaangażowani. Nie zawsze jest tak, że dobra gra musi być koniecznie interesująca. Czy „Candy Crush” jest ciekawą grą? Nie jest, ale powoduje bardzo duże zaangażowanie ludzi. Celem gamifikacji jest wyniesienie wiedzy i mechanizmów zdobytych w tworzeniu gier i przeniesienie ich na inne obszary życia, te bardziej realne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Wierciński, prezes zarządu firmy Cludo, dostarczającej rozwiązania contact center dla dużych firm.

Zjawisko gamifikacji jest ściśle związane z rozwojem nowych technologii i ich konsumenckim wykorzystaniem. Jak podkreśla Wierciński, w firmach chodzi o wykorzystanie takich mechanizmów, które będą ułatwiać zarządzanie zespołem, a niekoniecznie pobudzać rywalizację.

Dlatego słowo „grywalizacja” źle mi się kojarzy. Od razu mam na myśli rywalizację, a przecież nie każda gra czy każda gamifikacja w środowisku pracy musi być rywalizacją. Chcemy wykorzystywać też gry, które promują kooperację w zespołach, więc ja bym się trzymał słowa „gamifikacja” – mówi prezes Cludo.

Jego zdaniem gamifikacja nie we wszystkich firmach, organizacjach czy branżach zda egzamin, można jednak w każdym sektorze wydzielić obszar, w którym takie rozwiązania mogą się przydać.

– Dla przykładu znaną aplikacją gamifikującą jest „Killer Squad”. To jest wykorzystywane w szpitalach do mierzenia poziomu bólu u dzieci. Efekty tego były fenomenalne, zarówno w sensie wiedzy lekarzy na temat tego, co odczuwają dzieci, jak i zmniejszenia postrzeganego bólu przez dzieci. One zostały zaangażowane w grę, były zaangażowane w ten aspekt socjalny, czyli wiedziały, jak inne dzieci się czują i dzięki temu ich samopoczucie się poprawiało – wyjaśnia Aleksander Wierciński.

Jedną z branż, gdzie gamifikacja jest z powodzeniem stosowana, jest contact center. To sektor o jednym z najwyższych wskaźników rotacji pracowników, więc każda metoda, aby ich na dłużej zatrzymać w firmie, jest na wagę złota.

Z drugiej strony jest to środowisko, w którym prawie każdy kontakt z klientem jest wyzwaniem. Dodatkowo zbieramy bardzo dużo informacji na temat osiągnięć poszczególnego agenta i zespołu, więc jest to gotowe środowisko do zamiany na grę – mówi Wierciński.

Tym bardziej że wśród nowo zatrudnionych w tym sektorze dominują przedstawiciele pokolenia millenialsów, którzy – w opinii ekspertów – napędzają rynek gamifikacji. Ich codzienność jest bowiem nierozerwalnie związana z mediami społecznościowymi i grami. Tego też będą oczekiwać w swoim miejscu pracy.

– Wszyscy zaczynają inwestować w gamifikację, bo zdają sobie sprawę z tego, że wchodzimy w okres, kiedy o pracownika będzie coraz ciężej, bo ten pracownik będzie specyficzny – przyzwyczajony do natychmiastowych efektów, szybkiej informacji zwrotnej, jak również do natychmiastowej gratyfikacji. On nie będzie czekał dwóch lat, aż go ktoś poklepie po plecach i da lepsze stanowisko. On musi wiedzieć, jak mu idzie lepiej. On musi być zaangażowany w swój zespół i musi wiedzieć, że mu pomaga. Właśnie do tego służy gamifikacja – mówi Aleksander Wierciński.

Jak podkreśla, już dziś wiele firm z branży contact center stosuje system nagród i bonusów za realizację określonych celów, jednak na ogół przebiega to w sposób analogowy. Co więcej, nie zawsze spełnia swoją rolę angażowania pracowników, bo nie są oni do końca świadomi zasad gry. Ich wyraźne określenie i zdefiniowanie jest kluczowe dla powodzenia rozwiązań gamifikacyjnych.

Niejasna struktura gry, w której konsultanci czują się zagubieni, jest o wiele groźniejsza niż środowisko, w którym np. postawimy za bardzo na rywalizację. Czyli np. wdrożymy za dużo gier o sumie zerowej, bo to jest pewna strategia. I w ten sposób premiujemy osoby w contact center, które są nastawione na rywalizację, a nie na współpracę. Ale to jest błąd, który da się wykryć i poprawić – mówi Aleksander Wierciński.

Według prognoz Markets & Market globalny rynek gamifikacji do 2020 roku wzrośnie do 11 mld dol.

Polacy chorzy na raka mają nawet o połowę mniejszy dostęp do nowoczesnych terapii niż mieszkańcy Europy Zachodniej

Polacy chorzy na raka mają nawet o połowę mniejszy dostęp do nowoczesnych terapii niż mieszkańcy Europy Zachodniej 6

W Polsce dostępnych jest o blisko połowę mniej terapii dla pacjentów onkologicznych niż w innych krajach Unii Europejskiej – podkreśla Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii. Taka sama sytuacja jest w przypadku nowotworów układu chłonnego. Mimo że nowoczesne leki są od lat zarejestrowane w UE, niektóre z nich w Polsce wciąż są niedostępne ze względu na brak refundacji. Zachorowalność na chłoniaki rośnie z każdym rokiem, ale pojawiają się też nowe terapie. Od roku ze środków publicznych finansowane jest leczenie agresywnej postaci chłoniaka Hodgkina. Wyzwaniem dla hematoonkologów jest chłoniak nieziarniczny z komórek B występujący głównie u osób po 65 roku życia.

– Dostęp polskiego pacjenta do leków najnowszej generacji jest mniej więcej na poziomie nieco ponad 50 proc. w stosunku do tego, co otrzymuje pacjent w Unii Europejskiej – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, onkolog z Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego w Centrum Onkologii w Warszawie.

Zdaniem ekspertów podstawowym problemem polskiej hematoonkologii jest brak odpowiedniego finansowania. Dane Unii Europejskiej wyraźnie pokazują bowiem, że wyniki leczenia są zależne od nakładów pieniężnych. W większości krajów europejskich na ochronę zdrowia przeznaczane jest 8–12 proc. PKB, w Polsce natomiast nieco ponad 4 proc. Problemem jest także nieracjonalne dysponowanie środkami finansowymi przeznaczonymi na ochronę zdrowia. Dla wielu pacjentów jedyną szansą na dostęp do skutecznej terapii jest udział w kontrolowanych badaniach klinicznych.

 To pozwala na dostęp nawet do takich leków, które są jeszcze niezarejestrowane, ponieważ są one dopiero w trakcie badań klinicznych, poszczególnych faz tych badań. I dlatego zachęcam, żeby korzystać również z takiej ścieżki, a nie rezygnować tylko dlatego, że to jest badanie kliniczne – mówi dr Janusz Meder.

Nowotwory hematologiczne atakują układ krwionośny, szpik kostny oraz układ limfatyczny. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza w Polsce niemal dwukrotnie wzrosła zachorowalność na ten rodzaj nowotworów, a umieralność z ich powodu jest znacznie wyższa niż w większości innych krajów Unii Europejskiej. Dzięki postępowi medycyny diagnoza wielu nowotworów układu krwiotwórczego przestała oznaczać wyrok śmierci – nowoczesne terapie mogą bowiem  sprawić, że nowotwór stanie się chorobą przewlekłą. Wielu polskich pacjentów nadal ma jednak utrudniony dostęp do skutecznego leczenia, mimo że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy finansowaniem ze środków publicznych objętych zostało kilka nowych leków.

Najczęściej występujące wśród Polaków nowotwory układu krwiotwórczego to przewlekła białaczka szpikowa, szpiczak mnogi oraz choroby z grupy chłoniaków, a więc nowotwory układu chłonnego. Na chłoniaki co roku zapada ok. 7,5 tys. Polaków. Dla polskich hematoonkologów duże wyzwanie stanowi zwłaszcza skuteczne leczenie chłoniaka rozlanego z dużych komórek B. Większość dostępnych opcji terapeutycznych przeznaczona jest dla pacjentów młodych, będących w dobrym stanie ogólnym, nieobciążonych chorobami sercowo-naczyniowymi. Tymczasem ten rodzaj nowotworu diagnozowany jest głównie u pacjentów powyżej 65 roku życia, u których często występują także choroby towarzyszące, np. kardiologiczne.

– Standardem jest wysokodozowana chemioterapia wsparta autologicznym przeszczepieniem komórek macierzystych. Taka opcja jest dostępna tylko dla pacjentów młodych w dobrym stanie ogólnym. Pacjenci starsi są niejako zdyskwalifikowani – mówi dr Monika Długosz-Danecka, hematolog z Kliniki Hematologii w Krakowie. – Tu zaczyna się problem, ponieważ opcje, jakie są dostępne, to jedynie postępowanie krótkotrwałe, w zasadzie paliatywne, które na krótko jest w stanie zatrzymać chorobę, a na pewno nie jest w stanie zwalczyć jej zupełnie.

Szansą dla starszych pacjentów, a także chorych, którzy nie odpowiadają na inne formy leczenia lub przechodzą drugi bądź trzeci rzut choroby, jest terapia piksantronem. Jest to lek cytostatyczny nowej generacji, który cechuje się zredukowaną kardiotoksycznością, w przeciwieństwie do tradycyjnych antracyklin, m.in. doksorubicyny.

– Na terapię piksantronem pacjenci reagują bardzo dobrze. Lek ten nie uszkadza serca i układu naczyniowego, więc choroby kardiologiczne nie są przeciwwskazaniem. Przeciwwskazaniem też nie jest wcześniejsze leczenie doksorubicyną, taki pacjent może być ponownie leczony piksantronem, doksorubicyną już niestety nie – mówi dr Monika Długosz-Danecka.

Leczenie piksantronem nie jest dożywotnie. Maksymalny czas trwania terapii to 6 miesięcy, a więc 6 cykli podawania leku. Ta forma leczenia może też przygotować pacjenta do przeszczepu szpiku, dając tym samym szansę na całkowite wyleczenie.

Polskie firmy meblarskie coraz mocniej wchodzą na zagraniczne rynki. Stawiają przede wszystkim na Bliski Wschód, rynki afrykańskie i azjatyckie

Polskie firmy meblarskie coraz mocniej wchodzą na zagraniczne rynki. Stawiają przede wszystkim na Bliski Wschód, rynki afrykańskie i azjatyckie 7

Dzięki inwestycjom w nowe technologie i wysoko wykwalifikowaną kadrę polskie firmy meblarskie stają się coraz poważniejszym graczem na arenie międzynarodowej. Tylko w ciągu ostatnich 20 lat zagraniczna sprzedaż wzrosła dziewięciokrotnie. Atutem polskich mebli jest wysoka jakość przy konkurencyjnej cenie. Najwięcej produkcji trafia na rynki unijne, ale polskie firmy aktywnie szukają odbiorców poza Europą. Perspektywiczne są dla nich kraje Bliskiego Wschodu, Azji i Afryki.

 Polski przemysł meblowy jest bardzo istotną częścią naszej gospodarki. Jesteśmy szóstym producentem mebli na świecie, czwartym pod względem eksportu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Głogowski, prezes firmy Komandor.

Jak wynika z danych Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Polska jest szóstym producentem (po Chinach, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech oraz Indiach) i czwartym eksporterem mebli na świecie, z udziałem na poziomie 6,3 proc. światowej sprzedaży zagranicznej. Szacunkowa wartość krajowej produkcji mebli w ubiegłym roku wyniosła 42,45 mld zł i była o ok. 8 proc. większa niż w 2015 roku. W tym roku może wzrosnąć do 45 mld zł.

– Polscy producenci są coraz lepiej przygotowani do wejścia na rynki zagraniczne. Mamy coraz lepsze maszyny, nowe technologie, kadrę o wysokich kwalifikacjach. Dzięki temu, że wykorzystujemy najnowsze materiały, umiemy się dostosować do potrzeb klientów, jesteśmy w stanie produkować wysokiej klasy meble i sprostać coraz wyższym oczekiwaniom naszych odbiorców – przekonuje Mariusz Głogowski.

W ubiegłym roku eksport mebli wyniósł 9,56 mld euro. W tym roku wynik może być jeszcze lepszy. OIGPM szacuje, że sięgnie 10 mld. W ujęciu ilościowym sprzedaż zagraniczna polskich mebli w ciągu ostatnich 20 lat wzrosła dziewięciokrotnie. Obecnie meble to czwarta co do wielkości grupa towarów eksportowanych z Polski.

 Ponad 60 proc. naszej sprzedaży idzie na rynki eksportowe. Jeżeli weźmiemy pod uwagę jeszcze sprzedaż naszych partnerów, to odsetek na pewno będzie dużo większy. Eksport w ostatnich latach utrzymywał się na podobnym poziomie, ale liczymy, że przy poprawie koniunktury będzie dużo większy – ocenia prezes firmy Komandor.

Głównym odbiorcą polskich mebli od lat pozostają Niemcy (36 proc.), którzy każdego roku wydają na nie ok. 3,2 mld euro. Kolejnymi odbiorcami są Wielka Brytania (8 proc.), Czechy (7 proc.) oraz Francja (6 proc.). Krajowym producentom udaje się też znaleźć inne kierunki sprzedaży (m.in. Brazylia i Zjednoczone Emiraty Arabskie). Rosnącym zainteresowaniem krajowe wyroby cieszą się w Stanach Zjednoczonych, Rumunii oraz Słowacji. Otwiera się także rynek chiński czy irański.

– W ostatnim okresie najbardziej kładziemy nacisk na nowe rynki z krajów Bliskiego Wschodu, Azji, Afryki. Mamy nowych klientów w Indiach, Tunezji, Arabii Saudyjskiej czy Jordanii. Chcemy zwiększać liczbę odbiorców w tych krajach, żeby nasza sprzedaż była jak najszersza – przyznaje Głogowski.

W Europie najlepiej sprzedają się meble do sypialni. Największymi grupami w eksporcie są elementy meblowe, meble tapicerowane oraz meble do salonu i jadalni. Zagraniczni konsumenci polubili polskie wzornictwo, doceniają produkcję z wysokiej jakości materiałów. Mniejsze firmy, które także większość produkcji kierują na eksport, są zaś konkurencyjne cenowo.

– Polscy producenci starają się nadążać za trendami, kupują nowe maszyny, inwestują w nowe technologie. Mamy bardzo dobrą kadrę pracowników, rzemieślników o wysokich kwalifikacjach, co umiemy wykorzystać. Sądzę, że jednym z największych atutów naszych produktów jest bardzo wysoki współczynnik jakości do ceny, co daje nam dużą przewagę i dzięki temu możemy silnie konkurować na rynkach zagranicznych – przekonuje Mariusz Głogowski.

Funt zbiera siły. Bitcoin na topie. Złoto kontynuuje trend spadkowy

Rynki wracają w mieszanych nastrojach po przerwie spowodowanej Świętem Pracy. Indeks PMI dla przemysłu chińskiego liczony przez Caixin potwierdził, iż w sektorze przemysłowym jednej z największych gospodarek świata nastąpiło spowolnienie. Natomiast Bank Rezerwy Australii pozostawił stopy na dotychczasowym poziomie 1,5%. Dziś wieczorem Bank Rezerwy Nowej Zelandii ogłosi swoją decyzję dotyczącą wysokości stóp procentowych. Złoto kontynuuje trend spadkowy, zaliczając spadek z 1 270 USD za uncję wczoraj do 1 255 USD dziś rano.

Kurs złota spada

Patrząc na rynki próżno dziś szukać jakichkolwiek oznak niepokoju przed zbliżającymi się wyborami we Francji. Według ostatnich sondaży Le Pen może liczyć jedynie na 41% głosów, a rynki wyceniają murowane zwycięstwo Macrona. Czyżby analitycy nic się nie nauczyli przy okazji referendum w Wielkiej Brytanii oraz wyborów prezydenckich w USA?

Dziś od rana funt odczuwa efekt spotkania pomiędzy brytyjską premier Theresą May a szefem Komisji Europejskiej Junckerem, który po rozmowie oświadczył, iż May jest „z innej galaktyki”. Dziś rano kurs pary walutowej GBP/USD poszybował mocno w dół do pułapu 1,287. Od czasu rozpisania czerwcowych wyborów brytyjska waluta charakteryzuje się silną zmiennością, co może implikować przypuszczenie, iż znajduje się obecnie w fazie zbierania siły.

Kurs funta do dolara GBP USD wykres

Wczoraj także kapitalizacja kryptowalut przekroczyła poziom 38,5 mld USD. Powodem jest rekordowy poziom notowań bitcoina, który wynosi już 1425 USD. W tym przypadku pozytywne bodźce przychodzą z Japonii, gdzie właśnie ogłoszono powstanie 10 nowym firm, które zajmą się otwieraniem punktów wymiany waluty. Co ciekawe japoński rząd aktywnie próbuje dokonać dewaluacji jena zniechęcając obywateli do oszczędzania. Z drugiej strony właśnie częściowo zalegalizował bitcoina w kwestii lokat i transakcji. Warto także zwrócić uwagę na parę walutową USD/JPY, która przełamała poziom 112.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 2 maja.

Andrzej Arendarski: Wynik wyborów we Francji zadecyduje o przyszłości Unii Europejskiej

Odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji. Obecne wybory mają znaczenie historyczne, ponieważ mogą przesądzić o tym, jak będzie wyglądała Francja i Europa. W tej chwili wyraźnie zwyciężył niezależny kandydat Emmanuel Macron, a na drugim miejscu plasuje się Pani Marin Le Pen – to ona będzie kontrkandydatką Macrona w drugiej turze wyborów.

Jakie czekają nas scenariusze?

Prawdopodobne jest zwycięstwo Macrona, który jako liberał gospodarczy wprowadzi wiele reform poruszających skostniały gmach państwa rządzonego przez urzędników – dożywotnio powołanych i opłacanych wysokimi emeryturami. – Macron będzie starał się wprowadzić nowego ducha do Francji, a na scenie europejskiej będzie bardzo aktywny – powiedział agencji eNewsroom.pl Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – W przypadku wygrania wyborów na kanclerza Niemiec przez Angelę Merkel, wydaje mi się, że Macron będzie jej najbliższym partnerem. Ten duet będzie odpowiedzialny za idee co do przyszłości Unii Europejskiej. Układ Francja-Niemcy będzie bardzo silnie działał na rzecz Unii sprawniejszej, mniej zbiurokratyzowanej oraz mocniej powiązanej. Wzmocni to instytucje europejskie kosztem instytucji narodowych.

Mniej optymistycznym scenariuszem jest wygrana Marine Le Pen. Wygrana Le Pen będzie powolnym psuciem się Unii Europejskiej, możliwe jest wycofanie Francji ze strefy Schengen, bojkot instytucji zachodnich oraz wdrażanie pomysłów sprzecznych z kanonem wartości europejskich, na których zbudowana jest Francja. W tym przypadku wymiana kadr jest nieunikniona na ludzi z frontu narodowego – mających specyficzny pogląd na rzeczywistość. Moim zdaniem przypomina to bardziej front z pierwszej połowy XX wieku, niż front z pierwszej połowy XXI wieku.

Warto zwrócić uwagę, że wybory we Francji mają wpływ na wybory w Niemczech.

W Niemczech nie ma obawy o kandydatów – kandydatka chrześcijańskich demokratów oraz kandydat partii socjaldemokratycznej to osoby realizujące politykę proeuropejską. Zwycięstwo Macrona wzmocni Merkel w wyborach. Wybory we Francji mają dwa scenariusze – na szczęście drugi wydaje się być mniej prawdopodobny. Specjaliści przewidują zwycięstwo Macrona w stosunku 60% do 40%. Jednak w ostatnim czasie byliśmy świadkami różnych, dziwnych wyborów w wielu krajach, które były zaprzeczeniem opinii najlepszych specjalistów – w tym badania opinii publicznej – podsumował Arendarski.

Wyniki Rainbow Tours S.A. za 2016 rok

Przychody ze sprzedaży wygenerowane przez Rainbow Tours S.A. w okresie od 01 stycznia do 31 grudnia 2016 wyniosły 1.201,0 mln zł i są wyższe od przychodów osiągniętych w 2015 roku o 7,3%. Zysk netto wyniósł prawie 27,0 mln zł.

Na wzrost przychodów ze sprzedaży wpływ miało wiele czynników, wśród nich wzrost z tytułu sprzedaży imprez turystycznych oraz wzrost liczby klientów. W 2016 roku z oferty Rainbow (Spółki Dominującej) skorzystało ponad 330,3 tys. osób, co stanowi wzrost o 10,1% w stosunku do roku 2015, w którym z oferty biura skorzystało 300,1 tys. uczestników. Warto dodać, że w okresie sprzedaży sezonu „Lato 2016” liczba klientów wyniosła ponad 260,6 tys., co w odniesieniu do analogicznego okresu w roku poprzednim stanowi wzrost o około 8,6%. Najwyższą dynamiką wzrostu cechowały się sezony „Zima 2015/2016” oraz „Zima 2016/2017”. Łączna liczba uczestników w tych sezonach w 2016 roku wyniosła 69,7 tys. osób, a dynamika wzrostu wyniosła 16,0%. W przypadku oferty „Lato 2016” niekwestionowanym liderem stała się Grecja. Kolejnymi krajami chętniej odwiedzanym w 2016 roku w porównaniu do roku 2015 były: Hiszpania (wzrost o 35%), Portugalia (wzrost o 61%), Bułgaria ( wzrost o 27%) i Cypr ( wzrost o 70%). Wpływ na takie zmiany miała z całą pewnością sytuacja zewnętrzna, dzięki której znacznie zyskały kraje oceniane jako bezpieczne.

Pomimo wielu niesprzyjających warunków zewnętrznych (np. zamachy terrorystyczne, międzynarodowe wydarzenia sportowe) udało się nie tylko utrzymać, ale i znacznie poprawić wyniki i udziały w rynku (wzrost przychodów o 7,6%). Dowodzi to, iż Rainbow Tours S.A. prowadzi działalność o solidnych podstawach i mimo niesprzyjającego „otoczenia makro” broni się atrakcyjną i szeroką ofertą, mocnym brandem, przystępnymi cenami i bardzo efektywnie zorganizowaną siecią dystrybucyjną.

W każdym miesiącu Spółka notowała również wzrost sprzedaży, ale szczególnie poprawiła wyniki za IV kwartał 2016 roku, gdzie z racji standardowo „niskiego sezonu” w branży, trudno o wysokie przychody. Tym niemniej konsekwentnie budowana od kilku lat przez Spółkę strategia „specjalisty nr 1” od podróży egzotycznych przyniosła oczekiwane efekty.

W 2016 roku wszystkie dotychczasowe spółki Grupy Kapitałowej Rainbow Tours S.A. wypracowały dodatnie wyniki finansowe, co również miało wpływ na poprawę wyników Grupy. Szczególną uwagę należy poświęcić spółce Rainbow Hotels A.E. Hotel (White Olive Premium) po gruntownej renowacji uzyskał pełną zdolność operacyjną przed sezonem 2016 roku. Wyniki 2016 są zadowalające, gdyż wskazana spółka zależna wygenerowała około 295 tys. zł zysku. Ranbow zamierza dalej rozszerzać działalność w zakresie własnych hoteli. W planach jest wybudowanie kompleksu hotelowego White Olive Elite. Budowa planowana jest na parceli o powierzchni prawie 1 ha, i w którym docelowo będzie 190 pokoi o standardzie 5 gwiazdek.

Rainbow nie tylko dywersyfikuje ofertę i organizuje wyjazdy, prowadzi także działania w sektorze B2B, przede wszystkim w zakresie organizacji wyjazdów służbowych, integracyjnych, kongresów oraz konsolidacji i sprzedaży miejsc w samolotach czarterowych. Spółka wciąż rozwija własną sieć sprzedaży – liczba salonów firmowych sięga już ponad 150, przy czym obecnie już 3/4 z nich zlokalizowanych jest w centrach handlowych. Kolejnymi mocnymi filarami sprzedażowymi są: call center i sprzedaż internetowa, a także sprzedaż agencyjna.

Zarząd zdradził również strategię i plany na przyszłość. Wśród nich znalazły się między innymi: konsekwentna budowa silnej i rozpoznawalnej marki, rozbudowa własnych systemów rezerwacyjnych, rozbudowa sieci hotelowej w Grecji i dywersyfikacja przychodów w różnych sektorach usług turystycznych.

Dobry początek drugiego kwartału w polskim przemyśle

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström
Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström

W kwietniu indeks PMI® polskiego sektora przemysłowego (Wskaźnik Managerów Logistyki) zarejestrował 54,1 punktu, co wskazuje na wyraźny wzrost gospodarczy w polskim sektorze przemysłowym.

Jak podała firma badawcza IHS Markit, wskaźnik PMI dla Polski był wyższy niż w marcu br. (53,5 pkt), a kwietniowy odczyt wydłużył okres pozytywnych odczytów do 31 miesięcy.

W minionym miesiącu głównym czynnikiem mającym wpływ na poprawę warunków gospodarczych w polskim sektorze przemysłowym był wzrost liczby nowych zamówień zarówno na rynku krajowym, jak i na rynkach zagranicznych, co nieoficjalnie tłumaczone jest ożywieniem gospodarczym w Europie.

Równolegle do zamówień wzrosła również, choć nie tak gwałtownie, produkcja, której poziom był odpowiedzią na rosnący popyt na polskie produkty i pozytywne sygnały płynące z sektora.

Zwiększona produkcja oraz nowe zlecenia przełożyły się na znaczący wzrost poziomu zatrudnienia (najszybszy od czterech miesięcy) oraz narastające problemy dostawców i wzrost opóźnień w dostawach.

Tempo inflacji zwolniło do najniższego poziomu od pięciu miesięcy pomimo gwałtownego wzrostu obciążeń kosztowych.

Kwietniowy poziom indeksu PMI rozpoczął kolejny bardzo dobry kwartał w polskim przemyśle, co wpłynęło pozytywnie na optymizm krajowych przedsiębiorców oraz prognozy dot. 12-miesięcznej produkcji, które były najlepsze od 14 miesięcy.

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael Ström

Inwestorzy wracają do normalnego handlu

Inwestorzy szukają więcej powodów do optymizmu niż zmartwień, co na rynku objawia się nowymi rekordami na Wall Street, ale też odejściem od obligacji, złota i jena. Dolar czeka na komunikat FOMC, ale bez większych nadziei na wskazówki. Funt ponownie cierpi przez ciemną stronę negocjacji Brexitu. Złoty jest stabilny, choć po zeszłym tygodniu sprawia wrażenie zmęczonego rajdem.

Poniedziałek był czasem świątecznej przerwy na wielu rynkach w Azji i Europie i dopiero dziś przechodzimy do normalnego handlu. Sygnały z USA są względnie pozytywne i wspierające apetyt na ryzyko, jaki buduje się od ubiegłego tygodnia, przy generalnym skupieniu większej uwagi na pozytywnych elementach. Kongresowi USA udało się uniknąć wstrzymania pracy administracji publicznej i przegłosować tymczasowe podwyższenie zadłużenia, aby w ciągu tego tygodnia uchwalić trwalsze rozwiązanie. Doniesienia z Korei Północnej przestały już przyciągać uwagę, a przodującym tematem są nowe rekordy czołowych spółek z Wall Street. Dziś rano na starcie handlu w Europie także widać, że apetyt na ryzyko ma się dobrze.
USD nie znajduje wyraźnego tematu do nadania kierunku. Częściowo oczekiwania na komunikat FOMC (środa) i raport z rynku pracy (piątek) paraliżują traderów. Powszechnym przekonaniem jest, że Fed podniesie stopy procentowe w czerwcu, ale teraz nie da sygnałów, że taki ma plan. Z kolei rynek pracy w kwietniu trafił na bardziej sprzyjające warunki atmosferyczne, co powinno przynieść odbicie w zatrudnieniu po słabym marcu. Jednak to za mało, by zbudować pozytywny pęd dla dolara. A informacje z ostatnich 24 godzin są raczej mieszane. ISM dla przemysłu za kwiecień spadł do 54,8 z 57,2 przy prognozie 56,5, choć bym się upierał, że to tylko oznaka, że dane nie są już „super-silne”, a tylko „silne”. Model GDPNow oddziału Fed z Atlanty szacuje, że wzrost gospodarczy w drugim kwartale może sięgnąć nawet 4,3 proc. Ta wartość będzie się wielokrotnie i mocno zmieniać w kolejnych tygodniach, jednak warto pamiętać, że słabość pierwszego kwartału (0,7 proc.) nic nie mówi o sile gospodarki w kolejnym okresie.

Dolar dobrze radzi sobie wobec jena i USD/JPY atakuje 112 z pomocą rentowności długu USA. Oprocentowanie 10-latek zbliżyło się do 2,34 proc. po słowach sekretarza skarbu USA Mnuchina, że emisja obligacji długoterminowych (30+ lat) „absolutnie ma sens”. Większa podaż oznacza niższe ceny i wyprzedaż papierów ciągnie rentowności w górę. A spadek apetytu na bezpieczne aktywa tylko podsyca wyprzedaż jena. Tymczasem na EUR/USD nie widać zbyt wiele ruchu. Opór na 1,0950 okazał się zbyt solidny, by złamać go w pierwszej eksplozji euforii po wynikach pierwszej tury wyborów we Francji. Rynek oczami wyobraźni widzi Macrona w fotelu prezydenta Francji, ale kolejna fala aprecjacji euro może być wstrzymana do czasu, aż zyskamy pewność, że Le Pen przegrała.

Okres ulgi dla funta najwyraźniej dobiega już końca, gdyż rozmowy w sprawie Brexitu pokazują swoje brzydkie oblicze. Popularnym tematem rozmów w poniedziałek były doniesienia prasowe, że ostatnie rozmowy premier Wielkiej Brytanii Theresy May z szefem KE Junckerem nie poszły dobrze. Do tego stopnia, że Juncker miał stwierdzić, że rząd brytyjski „żyje w odrębnej galaktyce” w kwestii oczekiwań względem Brexitu. Rząd brytyjski wolał nazwać sytuację „nie za dobrym zrozumieniem fundamentów”, ale łącznie potwierdza to nasze obawy, że przyspieszone wybory parlamentarnej na Wyspach, jakkolwiek mogą wzmocnić pozycję rządu May, tak w żadne sposób nie umniejszają szans na „twardy Brexit”. Jeśli tak, to Brytyjczycy mają się czego obawiać, wpłynie to na ich decyzje konsumenckie i inwestycyjne i będzie ściągać w dół tempo ożywienia. Bardzo nieprzyjemny mix czynników dla GBP.

RBA zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopę kasową na 1,50 proc. W komunikacie bank zabrzmiał optymistycznie, podkreślając poprawę na rynku pracy i zbliżanie się inflacji do prognoz RBA. Jednocześnie bank widzi zagrożenia w słabej presji płacowej. Rynek spodziewał się bardziej wyważonego komunikatu, jeśli nie większego podkreślenia obaw. Z decyzją RBA za nami, rynek będzie miał łatwiej grać AUD (ale też NZD) w oparciu o poprawę sentymentu.
Dziś w Europie jest dzień z kwietniowymi odczytami indeksów PMI dla przemysłu. Dane z Eurolandu są głównie rewizją wstępnych szacunków, więc zainteresowanie nimi będzie najmniejsze. Wskaźnik z Wielkiej Brytanii powinien potwierdzić sygnały z innych segmentów gospodarki o słabnięciu ożywienia, więc może tu znaleźć się kolejny powód dla przeceny funta. W Polsce PMI pobił oczekiwania odczytem na 54,1 przy konsensusie 53,9. Rynek złotego pozostaje stabilny z EUR/PLN dryfującym w przedziale 4,21-4,23, choć po zeszłym tygodniu sprawia wrażenie zmęczonego rajdem. Jednak 4,25 powinno hamować korekty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ile na czarnym rynku kosztują nasze dane osobiste?

Ile naprawdę warte są nasze dane? To pytanie niezwykle zasadne w obecnych czasach, gdy cyberprzestępcy polują nie tylko na instytucje finansowe, ale też na dane osobiste przeciętnych obywateli. Zagłębiając się w świat skradzionych informacji osobistych, znajdziemy szeroką gamę cen w zależności od źródła ich pochodzenia, rodzaju danych czy ich objętości. Eksperci Fortinet wskazują, ile w przybliżeniu mogą na czarnym rynku takie dane kosztować.

Na początku warto zwrócić uwagę, że przestępcy wykradający dane finansowe napotykają na trzy główne problemy: skalę wykrywania oszustw, tempo, w jakim odkrywają je organy ścigania oraz bieżące śledzenie podejrzanej aktywności w internecie.

Poza tym pojawiają się problemy dotyczące długowieczności skradzionych informacji. Dotyczy to przede wszystkim numerów kart kredytowych, kodów PIN oraz informacji o kontach bankowych.

Banki oczywiście są zainteresowane obniżeniem kosztów oszustw w ramach obsługiwanych przez nie kont. W dodatku większość banków oferuje alerty dotyczące oszustw na kartach kredytowych. Wiele osób ma oddzielne karty do celów biznesowych i osobistych, które mogą być wydawane przez różne banki. Szczegóły dotyczące każdego zakupu karty przychodzą jako powiadomienie na telefon komórkowy, zazwyczaj w ciągu kilku sekund od zakończenia transakcji. Aby utrzymać konkurencyjność, banki muszą nadążyć za rynkiem, regulatorami i trendami konsumenckimi. Wykrywanie oszustw jest przewagą konkurencyjną z punktu widzenia kosztów i zaufania klienta.

Numery kart kredytowych

Ważne numery kart można kupić już za około pół dolara. Jeśli karta kredytowa ma przypisane nazwisko, PIN i inne ważne informacje, to według analizy Fortinet jej cena może wzrosnąć do 2–2,5 dolara.

Konta bankowe

Konta bankowe są nieco trudniejsze do wyceny. Ogólnie można założyć, że wartość ważnego konta bankowego z dołączonymi danymi logowania różni się w zależności od kwoty na nim zgromadzonej. W zeszłym roku osadzona w więzieniu została osoba, która za sprzedaż danych z jednego konta pobierała… 10 dolarów. Rachunki te miały salda w wysokości od 100 do 500 dolarów, więc wypłaty środków (jeśli udało się je zrealizować) w porównaniu z inwestycją były stosunkowo wysokie.

W przypadku kont ze środkami przekraczającymi 20 tysięcy dolarów cena wzrastała do 70 dolarów w zamian za pełne dane logowania. Ponownie jest to informacja pochodząca od pojedynczej osoby aresztowanej za prowadzenie takiego nielegalnego biznesu.

Podstawowe informacje o kontach bankowych nie kosztują wiele. Istnieją nawet takie, za które trzeba zapłacić mniej niż jednego dolara.

Dokumentacja medyczna

Ten przypadek jest znacznie ciekawszy, ponieważ rejestry medyczne mają wyższą wartość niż bardziej powszechne typy informacji finansowych. Obecnie kosztują od 10 do 20 dolarów za rekord, a informacje o ich wartości są szerzej dostępne i dokładniejsze w porównaniu do informacji o cenach za konto bankowe.

Konta Yahoo!

Kradzież danych użytkowników Yahoo! w 2013 roku była prawdopodobnie największą w historii, a przynajmniej największą, o której wiemy. Według różnych raportów hakerzy zdobyli wówczas  około miliarda danych. Każda z trzech kopii całego skradzionego zestawu została sprzedana w cenie 300 tysięcy dolarów.

Podsumowanie

Metody cyberprzestępców stają się coraz bardziej wyrafinowane. Wiedzą, że rejestry medyczne są niezwykle cenne, a sektor opieki zdrowotnej pozostaje wyjątkowo wrażliwy. Tam, gdzie inne sektory, takie jak usługi finansowe, dokonały znacznych inwestycji w bezpieczeństwo, służba zdrowia nadal pozostaje w tyle. W tej sytuacji, jak wskazują eksperci Fortinet, cyberprzestępczy model biznesowy polegający na handlowaniu danymi dostępu do kont bankowych i kart kredytowych zaczyna być domeną amatorów i przestępców o małej wyobraźni.

USD/PLN szuka odbicia

W pierwszym dniu maja część rynków, z walutowym na czele, pracowała bez zmian. W USA odnotowano wzrosty na parkietach akcyjnych. Spadki zagościły na rynku metali oraz ropy.

W święto pracy, kojarzone w Polsce ciągle głównie z poprzednią epoką, krwiobieg kapitalistycznego systemu, czyli rynki finansowe, działały w najlepsze. O ile na rynkach walutowych panował łatwy do przewidzenia marazm, o tym na rynkach towarowych widoczny był ruch. Tak więc ceny ropy spadły na zamknięciu o blisko 1%. Jeszcze większe spadki zagościły na rynku metali szlachetnych. Złoto traciło 0.9%, a srebro ponad 2%. Jedynie rynek miedzy zdołał odnotować wzrosty.

Amerykańskie indeksy giełdowe zyskiwały. Największe wzrosty odnotował indeks spółek technologicznych Nasdaq, zyskując ponad 0.7% i kończąc dzień na rekordowo wysokim poziomie. Dziś sytuacja powinna być bardziej ożywiona. Poznaliśmy opublikowany w nocy raport Banku Japonii. Za nami jest też już posiedzenie banku centralnego Australii – RBA pozostawił stopę procentową na niezmienionym poziomie. Oprócz tego królować będą indeksy PMI – również z polskiego rynku.

usdpln02052017r

Rynek USD/PLN ma ostatnią szansę na uratowanie trendu wzrostowego. Wykres znajduje się tuż poniżej dolnej linii kanału skierowanego na wzrosty. Równocześnie jest wystarczająco blisko środkowej linii kanału spadkowego, aby odbić się. Do pełni szczęścia bykom potrzebne jest jednak pokonanie 3.95, a najlepiej 4.0. Dopiero wtedy można będzie mówić o zażegnaniu widma spadków. Kolejne wsparcie mamy na 3.8.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Długie weekendy nie muszą być dla firm sezonem martwym. Można je wykorzystać na porządki, przeprowadzki i prace nad nowymi pomysłami

Długie weekendy nie muszą być dla firm sezonem martwym. Można je wykorzystać na porządki, przeprowadzki i prace nad nowymi pomysłami 8

Spokojne zastanowienie się nad strategią firmy i nowym podejściem do projektów, integracja zespołu czy po prostu porządki i reorganizacja w firmie – na wszystkie te działania można wykorzystać długie weekendy i okresy okołoświąteczne, gdy większość kontrahentów zwalnia obroty. Taki okres wcale nie musi oznaczać dla przedsiębiorców tylko kosztów związanych z przestojem.

Musimy się nastawić na to, że w każdym roku są okresy, gdy trudno jest pracować. Przed świętami Bożego Narodzenia, Wielkanocy czy podczas długiego weekendu możemy się skupić na rzeczach, na które przeważnie nie ma czasu. To może być przemyślenie strategii, szkolenie, zorganizowane imprezy i „team building”, bo stres spada, jest więcej czasu, a to jest bardzo ważne dla lepszej współpracy – mówi agencji informacyjnej Newseria  Alain Kaj, prezes zarządu Inventage. – Kiedy jest mniej stresu, umysł jest bardziej otwarty i można się nauczyć wielu drobnych rzeczy, a nawet wpaść na nowe pomysły.

Jak wyliczyła Konfederacja Lewiatan, każdy dzień ustawowo wolny od pracy to łącznie dla firm koszt rzędu 3,5 mld zł, z czego jedna trzecia to koszty związane z pracownikami. Dla kraju to z kolei obciążenie rzędu 0,3 proc. PKB. Jednak dni pomiędzy świętami w organizacjach nie muszą być stracone. Choć wiele osób wykorzystuje w tym czasie urlop, część kontrahentów jednak pracuje, co jest świetną okazją do poświęcenia im większej uwagi. Trzeba tylko zaplanować kontakty z tymi klientami, którzy zostają na stanowiskach.

Sezonu martwego kiedyś było dużo więcej, np. w lipcu i sierpniu trudno było cokolwiek zrobić. Dzisiaj w biznesie ludzie już nie biorą kilkutygodniowych urlopów, korzystają z nich częściej, ale w krótszych odcinkach, co oznacza, że nawet w sezonie martwym możemy pewne rzeczy robić, kluczem do sukcesu jest działanie z wyprzedzeniem – radzi Alain Kaj. – Jeżeli często się rozmawia z klientami, wiemy, kto idzie na urlop, a kto będzie miał luźniejszy czas. Jeżeli mamy dobry CRM, dobry program, który zbiera takie informacje, to można sobie spokojnie zaplanować tydzień, który nie będzie martwy, a nawet będzie bardzo aktywny.

Alain Kaj podkreśla też, że okres rozluźnienia jest w pracy potrzebny dla regeneracji sił do dalszych zadań, zwłaszcza w przypadku osób na kierowniczych stanowiskach, których późniejsza absencja spowodowana wyczerpaniem mogłaby spowodować więcej szkód w płynnej pracy firmy niż kontrolowany okres ograniczonego wysiłku.

Posłużę się porównaniem sportowym: nie można cały czas biec sprintem – przekonuje prezes Inventage. – Raczej należy traktować pracę jak maraton – to długi dystans i trzeba przygotować się do tego, żeby tempo było coraz większe. Ale nie można narzucać sprintu na długim dystansie, bo wyczerpanie powoduje osłabienie organizmu i choroby, a kiedy jedna osoba, w dodatku ważna dla organizacji, ma osłabiony organizm i zaczyna chorować, to może mieć to niedobre skutki dla całej firmy.

Warto również poświęcić ten czas na czynności dodatkowe, na które nigdy nie ma czasu, a które podniosą komfort pracy, gdy firma wróci do normalnego trybu funkcjonowania. Mogą to być porządki, posegregowanie i wyrzucenie niepotrzebnych papierów, przemeblowanie pokoi, wreszcie przygotowanie planu pracy na kolejny tydzień, by od razu po długim weekendzie ruszyć do nowych zadań.

Spokojne okresy można też wykorzystać do zastanowienia się nad tym, jak można by zmienić pewne rzeczy w firmie, np. czy nie warto zmienić miejsca – mówi Alain Kaj. – Martwy sezon mógłby posłużyć do zrobienia małych przeprowadzek i porządków jak w domu. Przez ten martwy sezon można tak przygotować swoje biuro i swoją pracę, żeby od razu mieć listę zadań do wykonania i być na nie przygotowanym. Jak jest porządek w biurach, to jest porządek w głowie, a gdy jest porządek w głowie, człowiek się lepiej czuje i może lepiej pracować, spokojnie i z korzyścią dla wszystkich.  

Symbole narodowe chętnie stosowane w handlu. Zgodnie z prawem muszą być jednak przerobione

Symbole narodowe chętnie stosowane w handlu. Zgodnie z prawem muszą być jednak przerobione 9

Wydarzenia sportowe i państwowe nie mogą się obyć bez symboli narodowych, często także na ubraniach czy gadżetach. Godło, barwy narodowe i hymn nie mogą być jednak co do zasady umieszczane na przedmiotach przeznaczonych do sprzedaży. Dozwolona jest za to forma stylizowana artystycznie, która zawiera elementy dodane przez twórcę. Nie mogą one jednak narażać na śmieszność symboli narodowych i ich obrażać. Za zniszczenie i znieważenie grozi kara grzywny, a nawet pozbawienia wolności.

 Producenci nie mają prawa korzystać z symboli narodowych. Określa to ustawa z 31 stycznia 1980 roku, w której jasno jest wskazane, jakich symboli i w jakiej formie można używać. Mogą być one umieszczane na produktach do obrotu handlowego, pod warunkiem że są w odpowiedni  sposób przerobione artystycznie bądź stylizowane – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Basta, właściciel marki Sortmund i pomysłodawca kampanii „Symbole Narodowe – Dostrzegamy, Szanujemy, Informujemy”.

Zgodnie z przepisami symbole narodowe: godło, czyli wizerunek orła na czerwonym tle, biało-czerwone barwy flagi, której święto obchodzone jest 2 maja, oraz Mazurek Dąbrowskiego podlegają szczególnej ochronie prawnej. To oznacza, że zabronione jest ich użycie na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego. Nie oznacza to jednak, że koszulki i gadżety z godłem i flagą narodową są produkowane niezgodnie z prawem. Istotne, by w szczegółach różniły się od ustawowych.

– Zgodnie z przepisami, jeśli sam wykonam wzór orła, który będzie mieć głowę zwróconą w prawą stronę i rozłożone skrzydła, i naniosę go na tkaninę, to już nie jest to symbol narodowy nazywany godłem, tylko obraz przetworzony przeze mnie artystycznie – tłumaczy Grzegorz Basta.

Prawo nie wskazuje jednoznacznie, co dokładnie oznacza forma stylizowana artystycznie. Można jednak przyjąć, że nawet nieznaczna przeróbka godła, użycie innych od wskazanych w ustawie odcieni barw narodowych czy innych proporcji długości do szerokości w przypadku flagi oznacza, że można je komercyjnie wykorzystywać.

– Za niezgodne z przepisami wykorzystanie barw i symboli narodowych może grozić kara grzywny lub pozbawienia wolności do roku – przypomina Basta. – Dlatego warto się zapoznać szczegółowo z wytycznymi wskazującymi, jakie ich użycie jest dopuszczalne przez prawo.

Jak podkreśla pomysłodawca kampanii „Symbole Narodowe – Dostrzegamy, Szanujemy, Informujemy”, stylizacja artystyczna stosowana przez twórcę nie może w żaden sposób ośmieszać czy obrażać symboli narodowych.

– Ustawodawca nie określił, jakie występki można uznać za znieważenie. Z pomocą przychodzi jednak orzecznictwo, które jako takie występki przedstawia sytuację, w których dochodzi do złamania norm, które powszechnie są uważane przez społeczeństwo za lekceważenie, znieważanie, tudzież obrazę –wskazuje ekspert.

Symboli narodowych nie można też niszczyć – rozumie się przez to nieodwracalne pozbawienie właściwości charakterystycznych dla danego przedmiotu. Zabronione jest szydzenie, opluwanie czy podeptanie. Za zniszczenie lub znieważenie symboli państwowych grozi kara grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Boom w biurach podróży. Rosną wydatki Polaków na różne formy spędzania czasu wolnego

Boom w biurach podróży. Rosną wydatki Polaków na różne formy spędzania czasu wolnego 10

Polacy kochają długie weekendy. Na wypoczynek na początku maja ze względu na korzystny układ kalendarza zdecydowało się znacznie więcej osób niż przed rokiem. Polacy przywiązują coraz większą wagę do tego, jak i gdzie spędzają czas wolny – ocenia dr Daniel Puciato z Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu. Przemysł, który pozwala nam ten czas zagospodarować, to jedna z najprężniej rozwijających się gałęzi gospodarki.

– Czas wolny jest coraz ważniejszą determinantą jakości życia ludzi, a tzw. przemysł wolnoczasowy, czyli kultura, turystyka, rekreacja, jest najszybciej rosnącym przemysłem w gospodarce światowej. 80 proc. Polaków wydaje swoje pieniądze na czas wolny. Średni wydatek wynosi 8 proc. naszych dochodów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Daniel Puciato, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Polacy wolny czas najchętniej spędzają z rodziną i przyjaciółmi. Podczas majówki tradycyjnie wyjeżdżamy na działki i grillujemy. Częściej decydujemy się też na wyjazdy, nie tylko krajowe. W tym roku sprzyja temu układ kalendarza. Ci, którzy wzięli trzy dni wolnego, mogą cieszyć się 9-dniowym urlopem. To zaś sprawia, że boom w ostatnich tygodniach przeżywały biura podróży.

– Blisko 50 proc. Polaków planuje jakiś wyjazd turystyczny zarówno krajowy, jak i zagraniczny. W przypadku wyjazdów zagranicznych wybieramy kurorty w takich krajach, jak Egipt, Hiszpania, Grecja czy Włochy. Bardzo popularne są stolice krajów europejskich, np. Rzym, Praga, Berlin, Paryż czy Madryt. Krajowe wyjazdy to najczęściej góry, wybrzeże i Mazury oraz duże polskie miasta – wymienia ekspert.

Częściej niż w latach ubiegłych decydujemy się na zagraniczną podróż, w dużej mierze ze względu na sprzyjający układ wolnych dni, a także na bardzo zimny kwiecień, który zmusił Polaków do poszukiwania słońca gdzieś dalej. Ze statystyk Neckermann Podróże wynika, że w tym roku na weekend majowy z biurem podróży wybierze się 30 proc. więcej klientów niż w 2016 roku. Travelplanet.pl wskazuje, że w poświątecznym tygodniu liczba rezerwacji wyjazdów na początek maja była nawet o 80 proc. wyższa niż w okresie przedświątecznym.

Coraz chętniej wybieramy też aktywny wypoczynek – popularnością cieszą się zorganizowane wycieczki piesze czy rowerowe, obozy sportowe czy rejs po mazurskich jeziorach.

Jak podkreśla Puciato, sposób wypoczywania zmienił się na przestrzeni ostatnich kilku lat.

– Coraz więcej Polaków wyjeżdża i są to wyjazdy w coraz dalsze kraje. Drugim trendem jest to, że coraz więcej wydajemy na takie wyjazdy – wybieramy droższe hotele i transport lotniczy. Bardzo popularna jest obecnie turystyka aktywna, kwalifikowana, sporty ekstremalne, spędzamy wolny czas coraz bardziej aktywnie. Mimo że głównie podróżują osoby w wieku produkcyjnym, to coraz więcej jest też seniorów – wskazuje Puciato.

Jak przekonuje ekspert Wyższej Szkoły Bankowej, zmiana upodobań Polaków to w dużej mierze wynik lepszej sytuacji gospodarczej i rosnących wynagrodzeń, a także coraz szybszego trybu życia.

– Pracujemy coraz więcej i ciężej, więc chcemy racjonalnie wypoczywać i każdą wolną chwilę spędzić na aktywnym wypoczynku. Innym aspektem jest moda. Wyjazdy turystyczne i aktywność są bardzo modne. To przejaw wielkomiejskiego stylu życia, do którego Polacy dążą. Potem chwalimy się takimi wyjazdami w mediach społecznościowych – tłumaczy dr Daniel Puciato.

Czwarta rewolucja przemysłowa zmienia rynek pracy. Najbardziej zagrożone zawody to robotnicy przetwórstwa spożywczego i pracownicy administracyjni

Czwarta rewolucja przemysłowa zmienia rynek pracy. Najbardziej zagrożone zawody to robotnicy przetwórstwa spożywczego i pracownicy administracyjni 11

Specjaliści nie mają wątpliwości – czwarta rewolucja przemysłowa zmieni kształt przyszłego rynku pracy. Sprawi, że większość zawodów zostanie skomputeryzowana, a ludzie podzielą się na tych, którzy są mądrzejsi od maszyn, i tych, którzy są od nich tańsi. Jedno jest pewne: pracownicy z sektora IT będą potrzebni.

Według raportu Wise „Czy robot zabierze Ci pracę? Sektorowa analiza komputeryzacji i robotyzacji europejskich rynków pracy” w Polsce najbardziej zagrożonymi zawodami są robotnicy przetwórstwa spożywczego, pracownicy administracji, pracownicy obrotu pieniężnego, sprzątaczki, robotnicy budowlani, górnicy, a także kolejarze, kasjerzy i kierowcy ciężarówek. Specjaliści przekonują za to, że pracownicy rynku IT mogą spać spokojnie, bowiem sztuczna inteligencja nie wygryzie ich z rynku pracy.

W bardzo potocznym rozumieniu można powiedzieć, że ludzie po tej czwartej rewolucji przemysłowej będą się dzielili na tych, którzy są mądrzejsi od maszyn, i na tych, którzy są tańsi od maszyn. To będą ci pracownicy, którzy nadal będą mieli pracę. Mam wielką nadzieję, że naszych absolwentów dotyczyć będzie raczej ta pierwsza kategoria, mądrzejszych od maszyn. Nie wyobrażam sobie, by sztuczna inteligencja miała większy wpływ w informatyce. Istnieje bardzo wiele różnych ścieżek rozwoju informatyków – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. Adam Wierzbicki, prorektor ds. naukowych z Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych.

Z kolei z badania przeprowadzonego przez Oxford Martin School wynika, że w konsekwencji postępu technologicznego w ciągu 10–20 lat niemal połowa wszystkich amerykańskich zawodów może zostać skomputeryzowana. Adam Wierzbicki przekonuje, że wśród tej grupy nie znajdą się analitycy, bowiem są oni kluczowym elementem układanki podczas tworzenia programów i systemów informatycznych.

Aby stworzyć nową aplikację, program czy system informatyczny, niezbędny jest kontakt z ludźmi. Analityk jest za to odpowiedzialny, jego zadaniem jest zrozumienie potrzeb klienta, w tym na pewno nie zastąpi go sztuczna inteligencja – twierdzi Adam Wierzbicki.

Ponadto prorektor ds. naukowych z Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych podkreśla, że na wielu płaszczyznach sztuczna inteligencja wciąż jest bezradna i nie jest w stanie zastąpić człowieka.

Od dziesiątek lat próbuje się zrobić takie rozwiązanie, które ze specyfikacji automatycznie przerodzi się w działający program. Do dzisiaj tego nie ma, nie spodziewam się wielkiego przełomu w tej dziedzinie. Ponadto jest też debugowanie – usuwanie błędów z programów. Udowodniono matematycznie, że niektórych błędów nie da się automatycznie usunąć, tak jak nie da się stwierdzić, czy program się zatrzyma. Choć sztuczna inteligencja może wspomóc proces usuwania błędu, to mimo wszystko niezbędna jest ingerencja człowieka. Tym samym w dziedzinie informatyki sztuczna inteligencja nie zastąpi ludzi – dodaje Adam Wierzbicki.

Specjalista nie ma wątpliwości, że informatycy zawsze będą potrzebni. Co więcej uważa, że informatyki będzie coraz więcej w naszym życiu, dlatego miejsc pracy w szeroko rozumianym sektorze IT też ma być jeszcze więcej.

Im bardziej sztuczna inteligencja będzie się rozpowszechniać na inne dziedziny, tym bardziej informatycy będą potrzebni. Jakiekolwiek wdrożenie technologii informacyjnej bardzo często generuje sporo różnych problemów, które trzeba rozwiązywać informatycznie. To jest samonapędzające się wzmocnienie, które będzie powodowało, że informatyki raczej będzie coraz więcej w naszym życiu. Dlatego też miejsc pracy w sektorze IT będzie coraz więcej wyjaśnia Adam Wierzbicki.

W przeszłości stanowiska, które przestawały istnieć w wyniku wprowadzania kolejnych innowacji, były powoli zastępowane przez nowe miejsca pracy w innych sektorach. Teraz ma być podobnie, z tą różnicą, że czwarta rewolucja przemysłowa wymusi na pracowniku, by ten był jeszcze lepiej wykształcony, a tym samym stał się mądrzejszy od maszyn.

Ludzie nadal będą potrzebni, pod warunkiem że będą mądrzejsi od maszyn, a to wymaga nieustannego dokształcania się, uczenia przez całe życie, szczególnie w technologiach informatycznych. Tego się nie da uniknąć, ponieważ te technologie starzeją się, dezaktualizują w tempie raz na kilka lat, czasem raz na dwa lata. Dlatego należałoby do tego podchodzić tak samo, jak staramy się przygotować naszych studentów – że będą musieli się uczyć całe życie, że będą musieli aktualizować cały czas swoją wiedzę – podsumowuje Adam Wierzbicki.

Jeżeli ceny węgla spadną polskie kopalnie będą potrzebowały dokapitalizowania

Branża energetyczna mówi, że kolejnego dokapitalizowania kopalń nie będzie. Pytanie co się będzie działo dalej, jeżeli ceny węgla spadną. A takiego scenariusza nie można wykluczyć. W takiej sytuacji polskie kopalnie będą potrzebowały dokapitalizowania. Problemem może być jednak to, że nikt nie będzie chciał pożyczyć pieniądze. O tym w rozmowie z MarketNews24 mówił Rafał Zasuń z portalu WysokieNapięcie.pl. Więcej w materiale wideo.

Wyniki finansowe FAST FINANCE za 2016 rok

FAST FINANCE spółka notowana na GPW, specjalizująca się w obsłudze wierzytelności detalicznych – zakończyła rok 2016 znaczą redukcją zadłużenia. Wskaźnik zadłużenia finansowego netto ukształtował się na poziomie 0,46 (spadek o 29% r/r), co otworzyło Spółce drogę do dywersyfikacji finansowania dalszego rozwoju. Obok finansowania zakupów poprzez emisje obligacji na polskim rynku, FAST FINANCE będzie w przyszłości pozyskiwać zagranicznych inwestorów zainteresowanych bezpośrednim udziałem w zysku z windykacji portfeli. Oparta o nowy model finansowania współpraca z zagranicznym Partnerem została już rozpoczęta w pierwszym kwartale 2017 roku.

FAST FINANCE w 2016 roku wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży na zbliżonym poziomie do roku poprzedniego w wysokości niemal 39,9 mln zł (spadek o 1,7%). Intensywna redukcja zadłużenia związana z wdrażaną dywersyfikacją modelu finansowania przełożyła się na obniżenie wskaźników zysku: zysk operacyjny wyniósł 12,7 mln zł (spadek o 32,1%), a zysk netto 8,1 mln zł (o 18,3% mniej niż w ubiegłym roku).

W okresie sprawozdawczym spółka systematycznie obniżała swoje zadłużenie. Wartość wskaźnika długu netto do kapitału własnego FAST FINANCE spadła r/r o 29,2% i na koniec 2016 roku wyniosła 0,46.

Jednym z naszych priorytetów w 2016 roku było obniżanie zadłużenia Spółki. Ostatecznie wartość wskaźnika zadłużenia finansowego netto na koniec roku osiągnęła, w historii FAST FINANCE, rekordowo niski poziom. Cel udało się zrealizować między innymi dzięki regularnemu procesowi skupu obligacji – komentuje Jacek Daroszewski, Prezes Zarządu FAST FINANCE S.A.

Od rozpoczęcia 2016 roku do dnia publikacji raportu rocznego wykupiono wszystkie obligacje serii F i G (notowane na rynku Catalyst) oraz serii J. Ponadto spółka wykupiła wymaganą warunkami emisji część obligacji serii M oraz serii L.

FAST FINANCE utrzymuje realizowany od lat i sprawdzony model biznesowy. Własny model wyceny oraz zarządzanie funduszem sekurytyzacyjnym przynoszą oczekiwane efekty i stabilne wyniki. Ponadto w 2016 roku podjęto kroki w kierunku pozyskania inwestora zagranicznego w celu dywersyfikacji źródeł finansowania dalszego rozwoju. Współpraca już się rozpoczęła, a ostateczny kształt wspólnych działań zostanie ustalony w bieżącym roku.

W 2016 roku na rynku windykacji miało miejsce wiele pozytywnych zmian, m.in.: poprawa wizerunku branży, zmiany regulacyjne (zniesienie bankowego tytułu egzekucyjnego oraz wprowadzenie podatku bankowego). Ponadto niesłabnącym zainteresowaniem cieszyły się kredyty konsumenckie.

Oceniamy, że te zmiany oraz dobra koniunktura gospodarcza wpłyną na wyższe wpłaty od dłużników i będą pozytywnie oddziaływać na wyniki finansowe FAST FINANCE w bieżącym roku – mówi Jacek Daroszewski, Prezes Zarządu FAST FINANCE S.A.

 

Najlepszy kwartał w historii Grupy GPW pod względem przychodów, które osiągnęły poziom 91 mln zł

W I kwartale 2017 r. GK GPW kontynuowała działania rozwojowe w zakresie poszerzania bazy klientów, budowania płynności oraz dyscypliny kosztowej zwiększającej efektywność Grupy. Dzięki temu Grupa Kapitałowa GPW wypracowała w I kw. 2017 r. rekordowe przychody ze sprzedaży w wysokości 91 mln zł oraz zysk netto w wysokości 27,7 mln zł. Zysk EBITDA osiągnął poziom 46,8 mln zł. Na rezultat pozytywny wpływ miały przede wszystkim rosnące obroty na rynku finansowym.

W I kwartale 2017 r. GK GPW osiągnęła rekordowe przychody ze sprzedaży. Jest to dowód na to, że oferta Grupy jest atrakcyjna dla uczestników rynku. Stale rosnące przychody GK GPW potwierdzają dobrą kondycję warszawskiej Giełdy. Mamy nadzieję, że sprzyjające nastroje rynkowe przyczynią się do dalszego rozwoju GPW oraz polskiego rynku kapitałowego z korzyścią zarówno dla emitentów jak i inwestorów. – powiedział Jarosław Grzywiński, p.o. Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w I kw. 2017 r. wyniosły 46,5 mln zł., a wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 51,1%. Oznacza to wzrost o 0,9% rdr i jest to w głównej mierze związane ze zdarzeniami jednorazowymi i sezonowymi. W I kwartale br. miało miejsce zawiązanie rezerwy na opłatę z tytułu nadzoru na rzecz KNF w wysokości ok. 11,4 mln zł. Podobnie, jak w ubiegłym roku kwota ta została w całości naliczona w I kwartale, a następnie będzie korygowana w kw. III. W mijającym kwartale GK GPW przekazała darowiznę na rzecz Polskiej Fundacji Narodowej w wysokości 3 mln zł. W I kw. 2017 r. Urząd Skarbowy skorygował wysokość odsetek zastosowanych przez TGE od zobowiązań podatkowych z lat poprzednich
w wysokości 3,8 mln zł.

Przychody z rynku towarowego w I kw. br. utrzymały się na stabilnym poziomie i wyniosły 35 mln zł (spadek o 3% rdr) i w efekcie wygenerowały 38,5% przychodów Grupy GPW. W I kw. 2017 r. odnotowano rekordowe przychody z tytułu prowadzenia Rejestru Świadectw Pochodzenia, co jest efektem wzmożonej aktywności uczestników rejestru w obszarze umorzeń i wystawień. Przychody z tego tytułu wyniosły 9,1 mln zł i tym samym wzrosły o 14,6% rdr i 148,7% kdk.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za I kw. 2017 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w I kw. 2017 r. wyniósł 27,7 mln zł, o 8,7% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Wzrost w I kw. 2017 r. względem IV kw. 2016 r. to przede wszystkim wynik wyższych przychodów z rynku finansowego (+25,2%). Na jego poziom wpłynęła także jednorazowa korekta przez Urząd Skarbowy wysokości odsetek zastosowanych przez TGE od zobowiązań podatkowych z lat poprzednich w wysokości 3,8 mln zł.

Przychody z rynku finansowego

W I kw. 2017 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym ukształtowały się na rekordowym poziomie 91 mln zł, co oznacza poprawę względem poprzedniego roku o 12,3% oraz o 11,4% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 61,2% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 60,9% w IV kw. 2016 r. i 54,9% rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

Obsługa obrotu na rynku finansowym

W I kw. 2017 r. przychody z obsługi obrotu wyniosły 38,8 mln zł o odnotowały wzrost o 37,1% w stosunku do I kw. 2016 r. oraz 16,8% więcej niż IV kw. 2016 r. Największy wpływ na wzrost przychodów w tej linii miał wzrost przychodów z obrotu na rynku akcji (44,1% rdr oraz 18,1% kdk). W I kw. 2017 r odnotowano wzrost przychodów z instrumentów pochodnych o 8,9% w stosunku do IV kw. 2016 r. oraz 7,1% w porównaniu z I kw. 2016 r. Był on spowodowany rekordowym wolumenem obrotu kontraktami na akcje, jak również wzrostem wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeks WIG20.

Obsługa emitentów

W I kw. 2017 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 6,3 mln zł, co oznacza wzrost o 3,4% względem IV kw. 2016 r. i wzrost o 8,1% rdr. Tym samym przychody z obsługi emitentów w I kw. 2017 r. stanowiły 7% całkowitych przychodów Grupy GPW. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenia wzrosły do poziomu 1,2 mln zł, o 47,8% w porównaniu z I kw. 2016 r. Przychody z opłat za notowanie wzrosły rok do roku o 2%, przy czym należy podkreślić, że podstawą ich naliczania w 2017 r. była kapitalizacja na koniec 2016 r.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w I kw. 2017 r. osiągnęły poziom 10,5 mln zł, co oznacza wzrost o 2,2% rok do roku i jednocześnie wzrost o 1% względem IV kw. 2016 r. Przychody z tej linii stanowiły 11,6% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Wzrost przychodów w tytuł sprzedaży danych rynkowych jest przede wszystkim efektem rozwoju oferty Grupy GPW w zakresie danych non-display, wykorzystywanych do handlu elektronicznego oraz rosnącej liczby abonentów.

Przychody z rynku towarowego

W I kwartale 2017 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 35 mln zł, wobec 36,1 mln zł, o 3% mniej niż rok wcześniej i jednocześnie o 12,1% więcej niż w IV kw. 2016 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w I kw. 2017 r. wyniósł 38,5%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w I kw. 2017 r. spadły o 6,4% względem I kw. 2016 r., do poziomu 15,6 mln zł. Jest to jednocześnie spadek o 5,5 % kdk. O spadku przychodów z segmentu towarowego w głównej mierze zadecydował spadek o 31,3% kdk przychodów z obrotu energią, co miało związek z dużą niepewnością na rynku energii wynikającą z wejścia w życie dyrektywy MiFID II oraz spadkiem poziomu tzw. obliga obrotu energią elektryczną poprzez rynek regulowany. Jednocześnie przychody z obrotu gazem osiągnęły poziom 2,5 mln zł, co oznacza wzrost o 1% rdr i spadek o 17,4% kdk. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w I kw. 2017 r. wyniosły 2,6 mln zł, w porównaniu do 2 mln zł w I kw. 2016 r., co oznacza wzrost o 30,8%. W porównaniu do IV kw. 2016 r. jest to spadek o 12,1%.

Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W I kw. 2017 r. przychody z prowadzenia RŚP ukształtowały się na historycznym poziomie 9,1 mln zł, o 14,6% więcej niż rok wcześniej i 148,7% więcej niż w IV kw. 2016 r. Pozytywna zmiana przychodów prowadzenia Rejestru Świadectw Pochodzenia wynika przede wszystkim z wysokich przychodów z tytułu wystawiania i umorzenia zielonych świadectw pochodzenia.

Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w I kw. 2017 r. wyniosły 10,3 mln zł, o 6,7% mniej niż IV kw. 2016 r. i 10,4% mniej niż w I kw. 2016 r. Spadek przychodów wynika przede wszystkim ze zmniejszenia wolumenu obrotu energią elektryczną na rynku terminowym.

Koszty działalności operacyjnej

W I kw. 2017 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 46,5 mln zł, czyli 0,9% więcej niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym i 23,3% więcej niż w IV kw. 2016 r. Zasadniczy wpływ na ich poziom miało jednorazowe księgowanie opłat na KNF w wysokości 11,4 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów w I kw. 2017 r. ukształtował się na poziomie 51,1%., w porównaniu do 56,29 % w I kw. 2016 r.

Koszty amortyzacji

W I kwartale 2017 r. koszty amortyzacji wyniosły 6,4 mln zł w stosunku do 6,1 mln zł w IV kwartale 2016 r. Na poziom kosztów miał także wpływ wzrost kosztów amortyzacji w stosunku do poprzedniego kwartału, który wynika z rozpoczęcia amortyzacji nakładów inwestycyjnych zrealizowanych na koniec 2016 roku związanych z dostosowaniem do spełnienia wymogów MiFID II. W minionym kwartale miał także miejsce spadek kosztów usług obcych, które wyniosły 9 mln w porównaniu z 7,6 mln rok wcześniej i 13,2 w IV kwartale 2016 r. Pozostałe koszty operacyjne wyniosły 1,2 mln zł (-6,9% kdk oraz -5,0% rdr).

Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych

W I kw. 2017 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 1,5 mln zł w porównaniu do straty w wysokości 1,4 mln zł w I kw. 2016 r oraz zysku w wysokości 1,2 mln zł w IV kw. 2016 r. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wypływ przede wszystkim wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W I kw. 2017 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 2,0 mln zł w porównaniu do straty w wysokości 0,3 mln zł rok wcześniej oraz 2,1 mln w IV kw. 2016 r. Wynik KDPW został obniżony kdk w wyniku jednorazowego zaksięgowania rocznej opłaty na KNF w I kw. 2017 r. Platforma obrotu Aquis Exchange wygenerowała w I kw. 2017 r. stratę, z której 0,8 mln zł przypadło na Grupę GPW (w porównaniu do 0,9 mln zł straty IV kw. 2016 r. i 1,2 mln zł straty rok wcześniej).

Najwyższy odczyt inflacji bazowej w strefie euro od 4 lat

Inflacja bazowa w strefie euro urosła w kwietniu do poziomu 1,2% rok do roku, co jest najwyższym odczytem od 4 lat. Wzrost inflacji był wyższy od oczekiwanego przez analityków wzrostu na poziomie 1,0% oraz znacznie wyższy niż marcowy odczyt na poziomie 0,7%. Inflacja bazowa jest bacznie obserwowanym przez Europejski Bank Centralny wskaźnikiem wzrostu cen, gdyż nie zawiera w sobie zmiennych wskaźników takich jak ceny żywności czy energii.    Również inflacja CPI w strefie euro wyniosła w kwietniu 1,9% rok do roku, co było powyżej oczekiwań analityków na poziomie 1,8% oraz znacznie powyżej marcowego odczytu na poziomie 1,5%. Po tak silnych odczytach może zmienić się retoryka członków EBC którzy do tej pory nie widzieli przekonywującego trendu rosnącej presji inflacyjnej. Może to spowodować wygaśnięcie programu luzowania pieniężnego wcześniej niż w grudniu. W reakcji na te dane para EURUSD rośnie 0,5% i handluje w pobliżu poziomu  1,0930. Para EURGBP rośnie 0,3% i handluje w pobliżu poziomu 0,8450. Natomiast euro handluje stabilnie do złotego w pobliżu poziomu 4,22. Amerykańskie PKB w I kwartale tym razem rozczarowało i wzrosło jedynie o 0,7% wobec oczekiwanego wzrostu na poziomie 1,1%. Jest to annualizowany odczyt czyli kwartalny wzrost pomnożony cztery razy. Natomiast rok wcześniej PKB wzrosło o 2,1%.

Funt brytyjski umacnia się nieznacznie do innych walut pomimo słabszego od oczekiwań wzrostu gospodarczego w Wielkiej Brytanii. PKB w pierwszym kwartale urosło jedynie o 0,3%, co jest poniżej spodziewanego 0,4% wzrostu. Rok do roku PKB wzrosło o 2,1% wobec oczekiwanego 2,2% wzrostu. Niższy wzrost gospodarczy wynika ze spowolnienia wzrostu wydatków konsumenckich. Wydatki są niższe bo rosnąca inflacja nie przekłada się na wzrost płac.  Para GBPUSD rośnie 0,3% handlując w pobliżu poziomu 1,2940, natomiast w skali miesiąca zyskała aż 3,9% co jest najlepszym rezultatem od roku. Para GBPJPY rośnie 0,4% handlując w pobliżu poziomu 144 jenów, natomiast w skali miesiąca zyskała aż 4,2%. Funt nieznacznie osłabia się  natomiast do polskiej waluty, gdyż można go kupić ponownie za mniej niż 5 zł, natomiast w skali miesiąca zyskał on do złotego ponad 2,2%.

Spółki technologiczne znów mogą pochwalić się bardzo  dobrymi wynikami kwartalnymi dzięki czemu indeks NASDAQ zaliczył wczoraj kolejne historyczne maksimum na poziomie 6050 punktów. Kontrakty na indeks wskazują na kolejne rekordowe otwarcie na dzisiejszej sesji dzięki rosnącym ponad 3% kontraktom na akcje Alphabet Inc (właściciel Google) oraz Amazon.com.  Alphabet zaraportował zyski na poziomie $7,73 za akcję wobec oczekiwanych $7,39 za akcję. Z kolei zyski Amazon wyniosły $1,48 za akcję wobec spodziewanych $1,12, a przychody 35,7 miliardów dolarów wobec oczekiwanych 35,3 miliardów dolarów. W dniu dzisiejszym opublikują swoje kwartalne raporty naftowi giganci tacy jak Exxon Mobil Corp., Chevron Corp. czy Phillips 66 Co.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Czasowe wycofanie pojazdu z ruchu może powrócić do kodeksu drogowego – co na to ubezpieczyciele?

5. kwietnia br. do sejmowej Komisji Infrastruktury trafił poselski projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo o ruchu drogowym. Przewiduje on możliwość czasowego wycofania pojazdu z ruchu. Przyjęcie nowelizacji oznaczałoby, że posiadacze motocykli czy aut sezonowych, takich jak kampery i kabriolety, będą mogli skorzystać z preferencyjnych cen polis OC w czasie, kiedy nie używają pojazdów. Jak wpłynie to na rynek ubezpieczeń komunikacyjnych?

Projekt ustawy przewiduje zmianę brzmienia art. 78a kodeksu drogowego, regulującego kwestię czasowego wycofania pojazdu z ruchu. W tej chwili taka możliwość przysługuje jedynie właścicielom samochodów ciężarowych i przyczep o masie całkowitej od 3,5 tony, ciągników samochodowych, pojazdów specjalnych oraz autobusów. Obecnie obowiązująca ustawa nie przewiduje natomiast takiej ewentualności dla właścicieli motocykli, skuterów, aut sezonowych, czy całkowicie niezdatnych do ruchu, np. po poważnym wypadku. To oznacza, że muszą oni odprowadzać pełne składki OC za cały rok, nawet za te miesiące, kiedy ich pojazdy stoją w garażu. Zerwanie ciągłości polisy grozi zaś naliczeniem kary przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny – za przerwę w polisie trwającą dłużej niż 14 dni trzeba zapłacić aż 4000 zł.

– „Przyjęcie tego projektu przyniesie niewątpliwe korzyści właścicielom pojazdów używanych sezonowo lub np. znajdujących się w długotrwałej naprawie. Będą oni mogli wówczas skorzystać ze specjalnych warunków ubezpieczenia OC. Wprawdzie nadal będą musieli posiadać polisę, jednak składka za okres, w którym auto będzie wycofane z ruchu ulegnie obniżeniu o co najmniej 95%” – komentuje Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Ubezpieczenia. Choć projekt ustawy wzbudza entuzjazm kierowców, wielu zastanawia się, czy koszty procedury administracyjnej nie przewyższą ewentualnych oszczędności. Co prawda projekt uściśla, że opłata za wydanie decyzji nie będzie przewyższać kwoty 150 zł, jednak ostateczną jej wysokość poznamy dopiero po wejściu w życie ustawy.

Niepokój budzą także ewentualne skutki, jakie ustawa wywrze na rynek ubezpieczeń komunikacyjnych. Choć ceny OC nadal idą w górę, sektor ten wciąż pozostaje nierentowny. – „Kwoty świadczeń wypłacanych przez ubezpieczycieli przewyższają składki wnoszone przez kierowców. Tak długo, jak w rezerwach będzie brakowało środków na odszkodowania, ubezpieczyciele będą zmuszeni podnosić ceny OC. Na ten moment trudno jest przewidzieć, jakie skutki dla ubezpieczycieli będzie miało wprowadzenie prawa do czasowego wycofania pojazdu z ruchu, jednak z pewnością będzie to oznaczało niższe wpływy do rezerw. W efekcie takiej zmiany moglibyśmy mieć zatem do czynienia z kolejną falą podwyżek OC” – komentuje Maciej Kuczwalski.

W polskim prawie już kiedyś istniała możliwość czasowego wycofania pojazdu z ruchu. Jednakże przepis ten przestał obowiązywać w 1997 roku. Po prawie dwudziestu latach temat doczekał się ponownego podjęcia za sprawą interpelacji posła klubu Kukiz’15 Piotra Liroya-Marca. W listopadzie 2016 roku, w odpowiedzi na interpelację, Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa zapowiedziało, że poprze inicjatywę poselską.  Pod obrady Sejmu projekt trafił pod koniec marca. – „Prace legislacyjne są dopiero na początkowym etapie, dlatego nie sposób przewidzieć, czy ustawa wejdzie w życie i jakie ostatecznie będzie miała brzmienie. Póki co kierowcy samochodów używanych sezonowo są zmuszeni poszukiwać innych sposobów, które pozwolą im zaoszczędzić na OC. Na co warto zwrócić uwagę –różnice w cenach dla takich samych ubezpieczeń OC uwzględniających identyczny profil klienta, ale w różnych towarzystwach wynoszą nawet kilkaset złotych. Porównywanie ofert poszczególnych ubezpieczycieli jest obecnie najlepszym sposobem na oszczędności przy zakupie OC” – dodaje Maciej Kuczwalski.

Zmiany w zarządzie Ronson Europe

Tomasz Łapiński, członek zarządu i dyrektor finansowy Ronson Europe, związany ze Spółką od 2008 r., zostanie jej nowym prezesem. Zastąpi na tym stanowisku Shragę Weismana, który pozostanie w najbliższym czasie do dyspozycji Spółki, zapewniając płynne przekazanie obowiązków. Skład zarządu Ronson Europe uzupełni związany ze Spółką od 2007r. Rami Geris, obejmując funkcję dyrektora finansowego.

27 kwietnia Shraga Weisman złożył rezygnację z funkcji prezesa i członka zarządu Ronson Europe, przy czym do końca maja br. (lub dłużej, jeśli zajdzie taka potrzeba) pozostanie do dyspozycji zarządu Spółki w celu zapewnienia płynnego przekazania obowiązków.

Jednocześnie, rada nadzorcza Spółki zaproponowała Walnemu Zgromadzeniu mianowanie na prezesa zarządu Tomasza Łapińskiego, który obecnie sprawuje funkcję członka zarządu i dyrektora finansowego Spółki. Rada nadzorcza proponuje także powołanie Rami Gerisa, obecnie pełniącego funkcję kontrolera finansowego Spółki, do zarządu i powierzenie mu funkcji dyrektora finansowego.

Tomasz Łapiński i Rami Geris związani są ze Spółką od odpowiednio 2008 i 2007 r.

– W imieniu swoim, zarządu, rady nadzorczej Ronson Europe, jak również w imieniu naszych pracowników, chciałbym serdecznie podziękować Shradze Weismanowi za lata owocnej współpracy i ogromny wkład włożony w rozwój naszej Spółki. Jestem zaszczycony, że rada nadzorcza zaproponowała powierzenie mi funkcji prezesa zarządu. Naszych akcjonariuszy, kontrahentów i pracowników chciałbym zapewnić, że będziemy kontynuować rozwój i umacniać rynkową pozycję Ronson Development na polskim rynku mieszkaniowym. Spółką będą zarządzać osoby związane z nią od wielu lat. Połączenie ich wiedzy i kompetencji, przy wsparciu wiodącego akcjonariusza – pana Amosa Luzona – pozwoli na wykorzystanie pełnego potencjału naszej Spółki i naszych aktywów – powiedział Tomasz Łapiński, członek zarządu Ronson Europe.

Zgodnie z decyzją zarządu, Tomasz Łapiński przejął obowiązki prezesa zarządu, natomiast Rami Geris obowiązki dyrektora finansowego Spółki. Oficjalne powołanie ich na te stanowiska planowane jest podczas najbliższego walnego zgromadzenia akcjonariuszy Spółki.

Obecnie w skład zarządu Ronson Europe wchodzą także: Andrzej Gutowski jako dyrektor zarządzający A, który związany jest ze Spółką od 2003 r., pełniąc funkcję dyrektora sprzedaży i marketingu, oraz Erez Tik i Alon Haver jako dyrektorzy zarządzający B. W marcu br. Erez Tik i Alon Haver zostali powołani do zarządu w następstwie zmian właścicielskich, jakie zaszły w Ronson Europe na przełomie 2016 i 2017 r. Po odkupieniu przez Spółkę akcji własnych od Global City Holdings oraz ich umorzeniu, udział wiodącego akcjonariusza branżowego, tj. Luzon Group, wzrósł z niespełna 40% do ponad 66%.

Firma LG Electronics w I kw. 2017r. odnotowała 10-procentowy wzrost sprzedaży r/r

Firma LG Electronics ogłosiła, iż w pierwszym kwartale odnotowała przychody w wysokości 12,70 mld USD (14,66 bln KRW), co oznacza wzrost o 9,7 % w porównaniu do analogicznego okresu w roku 2016. LG niemal podwoiło swój dochód operacyjny, który finalnie wyniósł 798,3 mln USD (921,5 mld KRW), przy czym dział Home Appliance & Air Solutions osiągnął największy wynik od ośmiu lat.

W pierwszym kwartale b.r. dział LG Home Appliance & Air Solutions odnotował wzrost sprzedaży o 10% w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym oraz o 15% w porównaniu do poprzedniego kwartału. Przychody w wysokości 4,02 mld USD (4,64 bln KRW) są odzwierciedleniem dobrych wyników uzyskanych w Azji oraz Ameryce Łacińskiej. Sprzedaż w Korei wzrosła aż o 33% w skali roku, dzięki ogromnemu zainteresowaniu pralkami TWINWash, klimatyzatorami, lodówkami oraz najnowszym systemem do pielęgnowania ubrań LG Styler. Według prognoz warunki biznesowe w znacznej części Azji i Ameryki Łacińskiej, czyli dwóch rynkach decydujących o wzroście, ulegną poprawie w kluczowej, dla firmy LG Electronics, części roku.
Dział LG Home Entertainment odnotował najwyższą marżę operacyjną w pierwszym kwartale, równą 8.8%, przy wartości sprzedaży 3,75 mld USD (4,33 bln KRW). Ten wynik był możliwy do osiągnięcia dzięki wzrostowi sprzedaży produktów Premium, poprawie struktury kosztów oraz uelastycznieniu strategii w odpowiedzi na wzrost cen paneli. Według prognoz, w następnym kwartale utrzyma się wzrost popytu na telewizory w Ameryce Północnej, Ameryce Łacińskiej oraz Azji, do którego przyczyni się coraz większa popularność telewizorów klasy Premium, zarówno OLED jaki i Ultra HD, a także wprowadzenie nowych telewizorów LG SIGNATURE W.
Przychody działu LG Mobile Communications wyniosły 2,61 mld USD (3,01 bln KRW), co oznacza wzrost o 4% w skali kwartału oraz o 2% w skali roku. Wynik pomogło osiągnąć wprowadzenie flagowego smartfona LG G6 oraz nowych modeli dla szerokiego odbiorcy. W tym kwartale firma sprzedała 14,8 mln sztuk smartfonów, o 10% więcej niż w Q1 2016 ubiegłego roku, głównie ze względu na wzrost popytu w obu Amerykach. Ubiegłoroczna reorganizacja zaczyna przynosić efekty i znacząco wpłynęła na wynik działu LG Mobile Communications. Prognozy pokazują, że w tym roku nasili się konkurencja cenowa w segmencie urządzeń dla szerokiego odbiorcy oraz najwyższych modeli smartfonów.

Dział LG Vehicle Components odnotował dobre wyniki sprzedaży, 759,2 mln USD (876,4 mld KRW), co oznacza wzrost o 48% w porównaniu do pierwszego kwartału 2016, wynikający w znacznej mierze z pomyślnej współpracy z General Motors w dziedzinie popularnego samochodu elektrycznego Bolt. Prognozy na dalszą część roku pokazują, że na rentowność będą wpływać ciągłe inwestycje w prace badawczo-rozwojowe.

Wyjaśnienia dotyczące kursów walut w 1. kw. 2017

Wyniki finansowe przed audytem ogłoszone przez firmę LG Electronics są oparte na Międzynarodowych Standardach Sprawozdawczości Finansowej (IFRS) i dotyczą kwartału kończącego się 31 marca 2017. Kwoty w wonach koreańskich (KRW) zostały przeliczone na dolary amerykańskie (USD) po uśrednionym kursie z odpowiedniego kwartału: 1154,32 KRW za 1 USD.

Polski złoty zyskał na spokojnej sytuacji politycznej w Europie

W tym tygodniu rynek europejski był w dobrym nastroju. Wynika to przede wszystkim z wyników pierwszej tury francuskich wyborów prezydenckich. Wyborcy zdecydowali, że w drugiej turze zmierzą się kandydaci Emmanuel Macron i Marine Le Pen.

Rynki początkowo obawiały się wygranej Marine Le Pen, która jest znana ze swoich populistycznych poglądów i negatywnego nastawienia do UE. Ze względu na to, że prognozy przed drugą turą wyborów faworyzują Emmanuela Macrona, nerwowość na rynku uległa wyraźnemu zmniejszeniu. Dzięki tym wydarzeniom umocnił się polski złoty jako waluta, która zyskiwała na stabilnym rozwoju. Jest to dobra wiadomość dla Polaków, którzy mają zobowiązania we frankach szwajcarskich, ponieważ frank, jako bezpieczna waluta, w tym okresie się osłabia (dodatkowo, SNB utrzymuje ujemne stopy procentowe). Optymizm jest uzasadniony, ale rynki są może aż nazbyt spokojne, ponieważ przed drugą turą wyborów może się jeszcze wiele wydarzyć. Handlowcy powinni być bardziej ostrożni. W tym tygodniu potwierdzona została dobra kondycja polskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia spadła do 8,1%. Jest to pozytywną wiadomością dla polskich pracowników. Co więcej, można oczekiwać, że stopa bezrobocia będzie nadal spadać.

Jak już zostało wspomniane, złoty w tym tygodniu umacniał się i w piątek rano kurs wynosił 4,22 EUR/PLN. Kurs głównej światowej pary walutowej EUR/USD w piątek rano wynosił 1,09.

AKCENTA CZ a.s.

Samochód służbowy tylko do celów służbowych? Jak odliczyć koszty związane z autem?

Pod koniec 2016 roku okazało się, że przepisy dotyczące VAT-u od samochodów osobowych będą obowiązywać aż do końca 2019 roku. Ta informacja jest dobra dla rynku motoryzacyjnego, który lubi stabilizację – w tych warunkach bardziej się rozwija. Przy braku zmian przepisów, nadal możliwe będzie odliczenie 50% VAT od samochodów osobowych wykorzystywanych w działalności gospodarczej oraz wszelkich wydatków z tym związanych.

Podatnicy mogą liczyć na kształtujące się orzecznictwo, które będą mogli wykorzystywać w kolejnych latach. Orzecznictwo ma rozwiązać problem pracowników dostających samochód do domu i uprawnienia do parkowania tym autem pod domem. Czy oznacza to, że automatycznie samochód jest wykorzystywany do celów prywatnych?

– Pierwsze orzeczenie w tej kwestii wydał Naczelny Sąd Administracyjny – powiedziała agencji eNewsroom.pl Marta Szafarowska, doradca podatkowy, partner w kancelarii Gekko Taxens – Pracodawca ma stworzyć procedury, które uniemożliwiają pracownikowi wykorzystanie samochodu do celów prywatnych.

Pracownik może parkować pod domem, jednak dotyczyć to będzie niektórych osób – przede wszystkim handlowców ze względu na specyfikę pracy. Jest pewne obostrzenie – nie powinni oni używać samochodów w weekendy oraz dla innych celów prywatnych, np. wyjazd na wakacje. Pracownicy powinni być pod tym kątem monitorowani przez GPS lub inne zabezpieczenia. Konieczna będzie w tym przypadku ewidencja przebiegu pojazdu, wypełniana przez pracowników. Suma wszystkich czynników powoduje, że podatnik ma prawo odliczyć 100% VAT-u.

Metoda ta jest bardzo rzadko wykorzystywana przez podatników, którzy chcą w większości przypadków umożliwić pracownikom wykorzystanie samochodu do celów prywatnych aut. Udostępniając takie auto do celów prywatnych – bez poboru wynagrodzenia z tego tytułu – automatycznie podatnik jest skazany na odliczenie 50% VAT-u od wszelkich wydatków związanych z autem. W zakresie udostępnienia samochodu pracownikowi i wprowadzenia zasady odpłatności – szereg orzeczeń sadów administracyjnych potwierdza, że w mamy wówczas do czynienia z regularną działalnością gospodarczą. Podlega ona opodatkowaniu VAT i umożliwia odliczenie 100% VAT-u od wszelkich wydatków związanych z tymi samochodami. Maszyna wykorzystywana po części do wynajmu pracownikom, a po części do celów służbowych będzie musiała mieć prowadzoną ewidencję przebiegu pojazdu – dodała Szafarowska.

Donald Trump a NAFTA. Polska znów czarnym charakterem

Znamy już wstępne warunki pozostania USA w NAFTA. We francuskiej kampanii prezydenckiej Polska stała się czarnym charakterem. Chiny grożą sankcjami Korei Płn.

Donald Trump a Nafta

Ostatnimi dniami nie brakuje oprócz zmian w podatkach informacji o przyszłości USA w strukturach NAFTA (Północno Amerykańskiemu Stowarzyszeniu Wolnego Handlu). W środę przy okazji reformy podatków informacja brzmiała, że na razie USA się nie wycofa. Wczoraj została ona doprecyzowana. Pojawił się warunek pozostania. Jest to wynegocjowanie dobrych warunków handlowych z Meksykiem i Kanadą. Wyjście USA z porozumienia jest jego faktycznym rozwiązaniem, gdyż w tym trójkącie wymiana handlowa pomiędzy Meksykiem a Kanadą jest najmniej istotna. Jak na takie zjawisko mogą reagować rynki? Najprawdopodobniej będzie to kolejny cios, który meksykańskie peso otrzyma od działań Donalda Trumpa. Na Dolara kanadyjskiego efekt powinien być zdecydowanie mniejszy.

Polska bohaterem kolejnej kampanii wyborczej

Po tym jak kwestia emigrantów z Polski i naszej części świata zabierających pracę Brytyjczykom stała się ważnym elementem kampanii przed referendum w sprawie Brexitu przyszedł czas na wybory we Francji. Oboje kandydaci pojawili się u strajkujących pracowników fabryki sprzętu AGD, której produkcja ma być przeniesiona do Łodzi. Przy okazji dostało się naszemu krajowi, jak również Węgrom za nieprzestrzeganie wartości europejskich. Jest to dość ciekawa konstrukcja logiczna gdzie żeby zanegować swobodę przepływu osób i kapitału oskarża się drugą stronę o naruszanie wspólnych wartości. Czy to ma wpływ na rynki walutowe? Na razie nie. Warto natomiast zwrócić uwagę na niebezpieczną tendencję. W kampanii Macron wyraźnie skręca na prawo wiedząc, że prawie cała lewa strona wyborców i tak go poprze przeciwko Marine Le Pen. W efekcie żeby asekurować centrum składa w tej chwili obietnice, które potem będą realizowane. Tego typu izolacjonizm nie jest korzystny dla złotego.

Naciski na Koreę Płn

O ile gospodarczo Donald Trump nie osiągnął na razie zbyt wiele, o tyle w polityce w Azji idzie wyraźnie do przodu. Udało mu się wymóc na Chinach groźbę sankcji na Korei Północnej. Brak współpracy gospodarczej z Chinami zdaniem wielu specjalistów jest realną groźbą gospodarczą dla Phenianu. Wielu analityków ma jednak wątpliwości czy reżim nie będzie chciał reagować jakimś pokazem siły. Gdyby do tego doszło z pewnością byłoby to zauważalne na rynkach walutowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska –  inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – wzrost PKB.
  • 15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs złotego do dolara, euro, funta 27.04.2017

Kurs złotego do dolara USDPLN

Kurs złotego do dolara USDPLNPoziom 3,89 został kolejny raz przetestowany, jednak popyt nie miał siły na jego wybicie górą. Brak zdecydowanej reakcji podaży pozwala zakładać, iż cena będzie jeszcze dzisiaj testować poziom oporu, a każda następna próba zwiększa szanse na wybicie. Kolejnym istotnym oporem jest poziom dołka z 18 kwietnia przy 3,94. W przypadku spadków wsparciem pozostaje przetestowany wczoraj w południe poziom 3,86. Po jego wybiciu możliwe są spadki do 3,82.

Kurs złotego do euro EURPLN

Kurs złotego do euro EURPLNOsłabienie EUR na szerokim rynku, po wczorajszym posiedzeniu i konferencji Draghiego, ma swoje odzwierciedlenie w kursie EURPLN. Jesteśmy przy kluczowym wsparciu na poziomie 4,21. W przypadku wybicia dołem wsparciem będzie poziom równości impulsów przy 4,2050, gdzie wypada dolne ograniczenie formacji 1 do 1. W przypadku wzrostów oporem pozostaje poziom 4,26.

Kurs złotego do funta GBPPLN

Kurs złotego do funta GBPPLNKurs funta będzie dziś pod presją danych o PKB o 10.30. W przypadku gorszych danych możliwe jest przetestowanie poziomu wsparcia przy 4,95, co by potwierdziło realizację formacji RGR. Jednak test wsparcia, przy jednoczesnym jego wybronieniu przez popyt, powinien dodać siły popytowi do wyciągnięcia kursu na poziomy powyżej 5 zł, potwierdzając w ten sposób realizację dużej formacji odwróconego RGR. W przypadku dobrych danych kurs może na dużej dynamice wybić górą okrągły poziom 5 zł od razu.
Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

W sieciach handlowych dobrze, ale nie każdemu

Kondycja finansowa – świetna, zaległych długów jak na skalę działania niewiele – 139 mln zł. Największe sieci handlowe w Polsce mają się dobrze – wynika z danych BIG InfoMonitor, BIK oraz wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska. Gorzej z samopoczuciem części ich pracowników, którzy przeciwko warunkom pracy przeprowadzą 2 maja strajk włoski.

Jak zapowiedziała krajowa sekcja pracowników handlu NSZZ Solidarność 2 maja przeciwko warunkom pracy zaprotestuje kilkanaście tysięcy pracowników handlu. W akcji, która będzie polegała na przesadnie skrupulatnym i dokładnym wykonywaniu powierzonych obowiązków mają wziąć udział zatrudnieni w ok. 300 dyskontach, hipermarketach i centrach dystrybucyjnych.

Kontrahenci sieci handlowych jak i udzielające im kredytów banki nie mają powodów do równie złych nastrojów jak protestujący pracownicy. Z analizy BIG InfoMonitor oraz BIK przeprowadzonej wśród 681 największych działających w Polsce sieci handlowych wynika, że problemy z regulowaniem swoich zobowiązań ma jedynie 29 z grupy sprawdzonych firm. Otwarte pozostaje pytanie, czy sieci handlowe faktycznie terminowo płacą swoim odbiorcom, czy też kontrahenci z obawy o relacje nie zgłaszają opóźnianych płatności do Rejestrów Dłużników BIG – zastanawia się Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

W każdym razie w 20 przypadkach problem dotyczy zaległości wyłącznie pozakredytowych, w sześciu pozakredytowych i kredytowych, a w trzech firmach wyłącznie obsługi kredytów. Zaległości posiadane przez niesolidne sieci handlowe warte są razem 139,4 mln zł, przy czym tylko na nieopłacone w terminie kredyty 9 przedsiębiorstw przypada 138,8 mln zł. Średnio przeterminowane kredyty przypadające na jedną firmę warte są 15,4 mln zł.

Jeśli chodzi o możliwości płatnicze, to nie ma wątpliwości, że zdecydowaną większość sieci handlowych stać na bezproblemowe obsługiwanie zobowiązań. Jak wynika z danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska są one bowiem od lat w bardzo dobrej kondycji finansowej. Nie inaczej sytuacja wyglądała na koniec kwietnia. Spośród blisko 420 firm zbadanych przez Bisnode Polska, 83 proc. wykazało się bardzo dobrą i dobrą kondycją finansową, z czego ponad 55 proc. bardzo dobrą. W słabej (6,7 proc.) i w bardzo złej kondycji (9,8 proc.) znajdowało się ok. 17 proc. tego typu przedsiębiorstw.

Doskonałą kondycję sieci handlowych potwierdzają wypracowywane wyniki. Największe firmy z każdym rokiem nie tylko otwierają nowe sklepy, ale wykazują także wielomiliardowe przychody i zwiększają zysk, co ciekawe przy spadającej jednocześnie rentowności. Sieci handlowe płacą też coraz większe podatki. W 2015 r. w większości przypadków wykazały wzrost odprowadzonego podatku CIT w porównaniu z rokiem 2014, choć ogólna tendencja była odwrotna. Tysiąc największych pod względem przychodów firm zapłaciło 13,5 mld zł podatku CIT, o 8,5 proc. mniej niż rok wcześniej.

ECB jeszcze nie odkrywa kart

ECB niewiele zmienił w swoim przekazie, co zabrało nieco pary z EUR, ale pozytywny sentyment po pierwszej turze wyborów we Francji dalej pozostaje. Dziś wstępne szacunki CPI z Eurolandu nie powinny rozczarować. Za to przy odczytach PKB z Wielkiej Brytanii, Kanady i USA ryzyka przeważają po negatywnej stronie.

Ogólne wrażenie po konferencji ECB jest takie, że nic by się nie stało, gdyby jej nie było. Nie można orzec się wrażeniu, że wciąż nierozstrzygnięta kwestia wyborów prezydenckich we Francji (druga tura dopiero 7 maja), ECB czuje, że ma związane ręce. Pomimo oznak wzmocnienia ożywienia gospodarczego, bank nie chce wprowadzać dodatkowego napięcia w postaci zasugerowania gotowości do wycofania się z ekspansji monetarnej, gdyż wywołane tym umocnienie EUR zdusi inflację. Zdecydowanie bardziej żywe będzie czerwcowe posiedzenie, gdzie ECB powinien czuć się bardziej komfortowo ze zmianą retoryki. Rynek o tym wie, ale bez otwartego sygnału z banku nie porwie się na dyskontowanie.

EUR/USD po krótkim pobycie na 1,0930 ostatecznie cofnął się wczoraj do 1,0850, ale dziś nie ma kontynuacji. EUR miało do oddania część z euforycznych wzrostów z tego tygodnia, jednak nie w całości. Jako że wtorkowy raport Reutersa (doniesienia o tym, że ECB jest już gotowy zmienić retorykę w czerwcu) okazał się mylny, tylko ta część wzrostów euro jest do odjęcia. Reszta siły waluty pozostaje z tytułu zmniejszenia się obaw o wygraną eurosceptyka we Francji (sondaże wskazują na zwycięstwo Macrona w drugiej turze). Przy pasywności ECB, w krótkim terminie może być trudno z wypracowaniem nowej fali aprecjacji euro. Ale presji na silniejsze spadki też nie ma.

W USA dziś liczą się dwie rzeczy. Po pierwsze tzw. government shutdown (wstrzymanie prac administracji publicznej), które jednak powinno udać się uniknąć. Według ostatnich doniesień z Waszyngtonu, Republikanie i Demokraci porozumieją się w sprawie uchwalenia krótkoterminowego finansowania na najbliższy tydzień i w tym czasie przygotują ustawę o podwyższeniu limitu zadłużenia na resztę roku. Jeśli jednak tak by się nie stało, to na okazję 100 dni prezydentury Trumpa pracownicy publiczni dostaną jutro przymusowe wolne. Dla rynków w poniedziałek oznaczałoby to tylko umiarkowaną presję na USD i Wall Street, gdyż to nie pierwszy raz kiedy stawką przepychanek międzypartyjnych jest budżet USA.

Po drugie, dziś poznamy wstępny szacunek PKB za I kwartał, gdzie tradycyjnie spodziewane jest sezonowe spowolnienie po silnym finiszu poprzedniego roku (2,4 proc.). Na przestrzeni tygodnia konsensus ewoluował z 1,3 proc. do 1 proc. obecnie, a wczorajsze słabe dane o marcowych zamówienia na dobra trwałe przyłożyły się do rewizji. Silniejsze spowolnienie jest czynnikiem ryzyka dla USD, choć trzeba też pamiętać, że nawet z samego FOMC płyną głosy, by nie wyciągać pochopnych wniosków z tej obciążonej sezonowością publikacji. Nie wyklucza to jednak przejściowego cofnięcia USD, jeśli dane wypadną źle.

Poza tym w kalendarzu emocje może wzbudzić wstępny szacunek PKB z Wielkiej Brytanii i tutaj bardzo możliwe jest potwierdzenie, że gospodarka brytyjska traci pęd nie bez winy obaw o Brexit i deprecjacji funta. Odczyt poniżej 0,4 proc. k/k zatrzyma ostatni rajd GBP. CPI z Eurolandu wskaże odbicie cen po słabym marcu, kiedy przesunięcie Wielkanocy zaniżyło dynamikę roczną i teraz efekt będzie odwrotny. Dla inflacji z Polski konsensus zakłada utrzymanie marcowego wyniku na 2 proc. r/r, ale niezależnie od odczytu PLN pozostanie niewzruszony z EUR/PLN w przedziale 4,21-4,23. W Kandzie przy odczycie PKB za luty ryzyko jest większe po stronie rozczarowania, biorąc pod uwagę potencjalne odreagowanie silnego wyniku za styczeń (0,6 proc. m/m).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.