Wyniki Ronson Development po I kwartale 2017 r.

  • Przychody Grupy Ronson w I kwartale 2017 r. przekroczyły 110 mln zł i były o 163% wyższe niż w analogicznym okresie 2016 r., kiedy wyniosły niespełna 42 mln zł.
    • Skokowy wzrost przychodów wynika z przekazania klientom znacznie większej liczby lokali. W I kwartale br. Ronson Development przekazał klucze do 299 mieszkań, czyli o 185% więcej niż przed rokiem (105 przekazanych lokali w I kwartale 2016 r.).
    • Większość mieszkań przekazanych w I kwartale br. dotyczyła dwóch projektów: Espresso w Warszawie i Kamienica Jeżyce w Poznaniu, ukończonych pod koniec 2016 r.
  • Zysk brutto ze sprzedaży wypracowany w I kwartale 2017 r. wyniósł 18,6 mln zł wobec 4 mln zł w pierwszych trzech miesiącach roku poprzedniego.
    • Marża brutto na sprzedaży I kwartale br. wyniosła 16,9% wobec 9,5% przed rokiem.
  • Łączny zysk netto Grupy Ronson za I kwartał 2017 r. sięgnął 7,4 mln zł w porównaniu ze stratą netto (4,4 mln zł) przed rokiem.
    • Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej w I kwartale 2017 r. wyniósł 5,9 mln zł wobec 4,2 mln zł straty netto w I kwartale 2016 r.

– W I kwartale tego roku przekazaliśmy klientom 299 lokali. To znacznie lepszy wynik niż w I kwartale 2016 r., w którym wydaliśmy klucze do 105 lokali, co przełożyło się na skokowy wzrost przychodów rok do roku. Był to również najlepszy kwartalny wynik, jeśli chodzi o liczbę przekazanych mieszkań, w całej historii Ronson Development. Na wyniki wypracowane w I kwartale br. wpływ miały głównie dwa projekty: warszawskie Espresso oraz poznańska Kamienica Jeżyce, w przypadku których osiągnięta marża brutto ze sprzedaży wyniosła odpowiednio 17,4% oraz 7,3%. Istotnym projektem dla naszych zysków w I kwartale był także projekt Moko. Średnia marża brutto na sprzedaży zrealizowana na wszystkich lokalach przekazanych w I kwartale br. wyniosła 16,9% wobec 9,5% w analogicznym okresie 2016 r. – powiedział Tomasz Łapiński, p.o. prezesa zarządu Ronson Development.

Dla porównania, w całym 2016 r. średnia marża brutto na sprzedaży osiągnięta przez Grupę Ronson wyniosła 24,5%. Istotny wpływ na wyniki ubiegłego roku miała sprzedaż projektu Nova Królikarna – marża brutto z samej tej transakcji wyniosła 32,7%, natomiast marża brutto osiągnięta w 2016 r. na inwestycjach, w których Ronson przekazywał lokale klientom, wyniosła 19,9%.

– Oczywiście z uwagi na to, że nie mamy już w naszym portfelu tak zyskownego projektu jak Nova Królikarnia, w 2017 r. bardzo trudno będzie zrealizować wynik przy tak wysokiej marży jak w ubiegłym roku. Ostatecznie jej wysokość będzie uzależniona od tego, ile lokali uda nam się przekazać klientom w poszczególnych projektach. Ponownie wśród inwestycji, jakie planujemy przekazać w bieżącym roku, znajdują się zarówno te nisko marżowe, jak np. Młody Grunwald w Poznaniu czy Panoramika w Szczecinie, jak i te, które powinny przynieść solidne zyski, czyli m.in. pierwszy etap projektu City Link, naszej bestsellerowej inwestycji na warszawskiej Woli – zapowiedział Tomasz Łapiński.

I kwartał 2017 r. był również udany dla Ronson Development pod względem sprzedaży mieszkań. Spółka znalazła w tym okresie nabywców na 259 lokali, tj. o 26% więcej niż w I kwartale 2016 r. Wartość sprzedanych mieszkań sięgnęła niemal 101 mln zł, co oznacza wzrost o 24% rok do roku.

– Największą sprzedaż mieszkań w I kwartale tego roku zanotowaliśmy w naszych warszawskich inwestycjach: City Link, Miasto Moje oraz Espresso, a także we wrocławskim projekcie Vitalia. W rezultacie bardzo dobrej sprzedaży w ostatnich dwóch kwartałach, a także w związku ze sprzedażą projektu Nova Królikarnia, liczba lokali pozostających w ofercie sprzedaży na koniec marca br. była na relatywnie niskim poziomie, tj. 671 lokali. Dlatego też w najbliższym czasie planujemy uruchomić nowe inwestycje obejmujące ponad 500 lokali. Chodzi o projekt Marina Miasto we Wrocławiu, w bardzo atrakcyjnej lokalizacji przy ul. Na Grobli, tuż nad Odrą, a także inwestycję pod roboczą nazwą Skierniewicka Bis, która będzie kontynuacją projektu City Link na Woli w Warszawie. Dla obu tych inwestycji uzyskaliśmy już prawomocne pozwolenie na budowę – powiedział Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Ronson Development.

Łącznie w całym 2017 r. Spółka planuje rozpoczęcie realizacji siedmiu projektów obejmujących w sumie około 1160 lokali.

Na koniec marca br. Ronson Development posiadał 836 lokali sprzedanych, a jeszcze nie przekazanych klientom, z czego 81 to lokale w już ukończonych projektach, które zostaną prawdopodobnie przekazane klientom i rozpoznane w rachunku wyników w II kwartale br. (ich łączna wartość przekracza 41 mln zł), natomiast 755 sprzedanych lokali dotyczyło projektów znajdujących się jeszcze w budowie.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Ronson Europe

  I kw. 2017 I kw. 2016 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 110,1 41,9 +163%
Zysk brutto ze sprzedaży 18,6 4,0 +365%
Zysk netto 1) 5,9 -4,2

1) Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej

Tylko 16 proc. Polaków odkłada na emeryturę. W budowaniu oszczędności pomogą ubezpieczyciele

Tylko 16 proc. Polaków odkłada na emeryturę. W budowaniu oszczędności pomogą ubezpieczyciele 1

Na tle innych państw Polacy oszczędzają niewiele. Tylko ok. 16 proc. odkłada środki z myślą o przyszłej emeryturze. Zła sytuacja demograficzna i wielomiliardowy deficyt w ZUS zmuszają młodsze pokolenia do zadbania o emerytury na własną rękę. Temu ma również służyć rządowy Program Budowy Kapitału, który wystartuje w przyszłym roku. Alternatywną formą mogą być ubezpieczenia oszczędnościowo-ochronne, które cieszą się w Europie dużą popularnością. 

Musimy zdać sobie sprawę z konieczności oszczędzania na własną rękę, zwłaszcza w kontekście emerytury. Niestety w Polsce jesteśmy dopiero na początku drogi do systematycznego odkładania funduszy na przyszłość. Polacy przeznaczają na oszczędności zaledwie ok. 2,5 proc. swoich dochodów, podczas gdy w Europie jest to średnio ok. 11,8 proc. Różnica jest olbrzymia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Jak wynika z badania „Postawy Polaków wobec finansów”, które Fundacja Kronenberga przeprowadziła we wrześniu ubiegłego roku, tylko 54 proc. Polaków realnie odkłada pieniądze. Jedna trzecia oszczędza na czarną godzinę, a tylko 2 proc. odkłada długoterminowo, w perspektywie dłuższej niż 10 lat.

– Długoterminowe oszczędzanie może mieć różne cele, na przykład służyć zrealizowaniu pasji albo kupieniu mieszkania w perspektywie 10–20 lat. Można też ustalić, że długookresowe oszczędzanie i zgromadzone w ten sposób pieniądze posłużą jako dodatek do emerytury państwowej, która w przyszłości będzie bardzo niska – przestrzega Jan Grzegorz Prądzyński.

Pod względem oszczędzania Polacy odbiegają od innych narodowości. Ubiegłoroczny raport BGŻ Optima przytacza dane Banku Światowego, zgodnie z którymi tylko 16 proc. odkłada pieniądze z myślą o emeryturze, podczas gdy w Czechach i na Słowacji ten odsetek sięga blisko 40 proc. W Niemczech na emeryturę oszczędza ponad połowa obywateli. Biorąc pod uwagę odsetek osób, które odkładają pieniądze, w relacji do PKB, Polska wypada gorzej nawet niż Botswana, Irak i Białoruś.

Społeczeństwo w Polsce się starzeje, przez co emerytury państwowe będą coraz niższe. Powinniśmy, jak najwcześniej zacząć oszczędzać, żeby to, co otrzymamy w stosunku do zarobków, było na jak najwyższym poziomie. Dzisiaj ta relacja wynosi około 44 proc., ale niestety będzie spadać. Dlatego bardzo istotne jest, aby zdać sobie sprawę z konieczności długoterminowego oszczędzania – podkreśla prezes zarządu PIU.

Złą sytuację demograficzną potwierdzają dane GUS. Od wielu lat w Polsce utrzymuje się tzw. depresja urodzeniowa, która nie zapewnia zastępowalności pokoleń. W minionym roku na sto kobiet w wieku rozrodczym rodziło się średnio 129 dzieci. Natomiast na sto osób w wieku produkcyjnym przypadały 33 osoby starsze. Na styczniowej konferencji, na której GUS podsumował ubiegłoroczne statystyki, eksperci prognozowali, że niska dzietność i wskaźnik urodzeń oraz rosnąca skala emigracji i wydłużanie czasu życia będzie powodować starzenie się społeczeństwa i niedobory na rynku pracy.

Ekonomiści szacują, że świadczenia obecnego pokolenia dwudziestolatków w momencie przejścia na emeryturę nie przekroczą wysokości jednej trzeciej ostatniej pensji. System emerytalny już teraz jest w kryzysie. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wyliczył, że w ciągu pięciu najbliższych lat na emerytury i renty państwu zabraknie 250 mld zł, a w wersji pesymistycznej nawet 400 mld zł.

Szansą na zwiększenie oszczędności Polaków ma być rządowy Program Budowy Kapitału, który jest elementem Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Plan autorstwa resortu rozwoju zakłada utworzenie dobrowolnego, kapitałowego i wspieranego przez państwo systemu oszczędzania na przyszłą emeryturę. Ma on podnieść jakość życia Polaków po zakończeniu zawodowej aktywności. Zgodnie z zapowiedziami program ma wystartować w 2018 roku. Jego filarem będą Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). Dziś podobnym instrumentem są pracownicze programy emerytalne, w których pracodawca pomaga pracownikom oszczędzać na przyszłość. Wciąż nie jest to jednak powszechne.

Pracownicze programy emerytalne (PPE) dziś stają coraz bardziej popularne, bo mają pewien element motywacyjny. W tej chwili w Polsce funkcjonuje około 1050 takich programów, a 70 proc. z nich jest prowadzonych przez ubezpieczycieli – mówi Jan Grzegorz Prądzyński. – W planie wicepremiera Morawieckiego duża część została poświęcona właśnie budowaniu długoterminowych oszczędności. Uważam też, że powinniśmy samodzielnie myśleć o długoterminowym oszczędzaniu, a na całym świecie podmiotami, które oferują takie produkty, są ubezpieczyciele.

Jak podkreśla prezes PIU, pieniądze ze składek ubezpieczyciele inwestują w gospodarkę: zarówno w państwowe papiery dłużne, jak i w akcje przedsiębiorstw. Z danych Izby wynika, że na koniec ubiegłego roku inwestycje w papiery dłużne wyniosły prawie 65 mld zł. Natomiast 17,5 mld zł ubezpieczyciele ulokowali w udziałach firm działających na polskim rynku.

To właśnie jest kapitał, o który zabiegają wszystkie państwa na świecie, starając się wspierać to długoterminowe finansowanie w różny sposób. Mogę to być na przykład zachęty i przywileje podatkowe dla osób, które odkładają pieniądze ponad 10 lat. W kontekście sytuacji demograficznej zarówno dla Polaków, jak i całej gospodarki produkty inwestycyjne i produkty ubezpieczeniowe na życie są bardzo istotne – podkreśla Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczyciele oferują zróżnicowane produkty o długim horyzoncie czasowym (ubezpieczenia ochronno-oszczędnościowe, programy oszczędnościowe, produkty z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym), ale decyzję o zaangażowaniu powinien poprzedzić szczegółowy wywiad i poznanie potrzeb klienta. Ustawa o działalności ubezpieczeniowej nałożyła na ubezpieczycieli nowe obowiązki informacyjne i ułatwiające zapoznanie się z produktem (np. symulacje finansowe).

– Unia Europejska pracuje nad nowymi dyrektywami, które jeszcze bardziej będą pilnowały, żeby te produkty były dostosowane do potrzeb klienta. Każdy klient musi przede wszystkim ocenić z jednej strony swoją zdolność do oszczędzania długoterminowego, z drugiej strony musi jednak zdawać sobie sprawę z tego, że jest ona niezbędna – ocenia prezes zarządu PIU.

Konfederacja Lewiatan: Krótszy czas pracy dla rodziców małych dzieci to zły pomysł

Skrócenie o godzinę czasu pracy jednemu z rodziców dzieci do 10 roku życia nie przyczyni się do lepszego godzenia życia zawodowego z rodzinnym, wpłynie natomiast negatywnie na organizację pracy – uważa Konfederacja Lewiatan, oceniając poselski projekt zmian Kodeksu pracy.

Projekt zakłada, iż czas pracy pracownika, będącego rodzicem lub opiekunem dziecka do ukończenia przez nie 10 lat, nie będzie mógł przekraczać 7 godzin. Pracownik zachowa prawo do wynagrodzenia za czas nieprzepracowany. Ponadto, jeżeli oboje rodzice lub opiekunowie dziecka są zatrudnieni, z takiego uprawnienia będzie mogło korzystać jedno z nich.

Autorzy projektu nie analizują skutków takiej zmiany dla organizacji pracy oraz innych pracowników (bezdzietnych albo posiadających dzieci starsze niż 10 lat). Nowe przepisy dotyczyłyby potencjalnie ok. 1,157 mln osób. W stosunku do nich, pracodawcy będą zmuszeni do wprowadzenia szczególnych rozkładów czasu pracy. Nie będzie ich obejmował system równoważnego czasu pracy, a praca zmianowa straci sens. Powstaje pytanie jak mają zorganizować pracę pracodawcy, u których praca odbywa się w systemie pracy wielobrygadowej (ośmio i dwunastogodzinny cykl pracy)? W praktyce pracodawcy będą często zmuszeni do organizowania odrębnych zespołów złożonych z pracowników-rodziców dzieci do 10 roku życia.

Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan
Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Nowe przepisy doprowadzą do „rozregulowania” organizacji pracy u poszczególnych pracodawców. Rzesza osób korzystających z obniżonej normy czasu pracy, podlegającej ciągłej rotacji, będzie wynosiła kilkaset tysięcy. W skali tygodnia, pracownik objęty proponowaną regulacją przepracuje 5 godzin mniej, a w skali miesiąca przeciętnie 20-22 godziny. Pracodawcy ze względu na „sztywną” dobową normę (czyli zawsze brak jednej godziny) nie będą mieli innej możliwości jej uzupełnienia, jak nadgodziny innych pracowników. W praktyce nowe rozwiązanie wymusi na innych pracownikach konieczność realizacji zadań, których nie zdoła zrealizować pracownik z obniżoną normą czasu pracy. Zmiana organizacji pracy wynikająca z obniżenia norm czasu pracy odbije się na współpracownikach. Wpłynie to na atmosferę w zakładach pracy i stosunki pomiędzy pracownikami – mówi Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan promuje i wspiera rozwiązania umożliwiające lepsze godzenie życia zawodowego z rodzinnym. Już obecnie rodzice mają prawo korzystać z rocznych płatnych urlopów (macierzyński i rodzicielski), okres ten może być wydłużony o kolejne 32 tygodnie w przypadku łączenia urlopu rodzicielskiego z pracą, część urlopu rodzicielskiego może być wykorzystana do końca roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 lat. Rozszerzono katalog osób, które w określonych okolicznościach mogą korzystać z uprawnień rodzicielskich – inny najbliższy członek rodziny.

Ojcowie mają prawo do 2 tygodniowego urlopu ojcowskiego. Wykorzystanie przez pracownicę, pracownika uprawnień rodzicielskich wraz z urlopem wychowawczym może skutkować nabyciem dodatkowo 104 dni urlopu wypoczynkowego (przy stażu ponad 10 letnim). Niezależnie od powyższego wzmacnia się infrastrukturę opieki nad dziećmi.

Kodeks pracy przewiduje także możliwość zatrudniania pracowników w ramach telepracy. W zakresie regulacji czasu pracy już mamy rozwiązania umożliwiające godzenie życia zawodowego z rodzinnym m.in. tzw. ruchomy czas pracy, indywidualny rozkład czasu pracy, ograniczenia w pracy w porze nocnej, w godzinach nadliczbowych w przypadku pracowników opiekujących się dzieckiem w wieku do ukończenia 4 lata, czy prawo do zwolnienia od pracy w wymiarze 16 godzin albo 2 dni, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia w przypadku pracownika wychowującego przynajmniej jedno dziecko w wieku do 14 lat.

Szewczak: Ustawa antyspreadowa nie załatwi istoty problemu frankowiczów

Odwlekanie sprawy kredytów frankowych może skutkować większymi konsekwencjami. Nie warto legalizować bezprawia. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przedstawił ostatnio koncepcję dotyczącą powołania specjalnych wydziałów do spraw kredytów walutowych przy sądach. Propozycja ta nie jest drogą szybką, tanią i krótkoterminową. Drugim wyjściem z sytuacji są drogi ustawowe, gdzie tak naprawdę mówi się jedynie o projekcie prezydenckim – ustawie „spreadowej”. Są poważne wątpliwości co do niektórych zapisów tej ustawy, a przede wszystkim dotyczy ona małego fragmentu problemu. Nie usuwa zasadniczej kwestii osób, które 10 lat temu wzięły kredyt i mają kwotę większą do spłacenia, niż kwota początkowa.

– Nie ma to nic wspólnego z definicją kredytu w rozumieniu polskiego prawa bankowego – powiedział agencji eNewsroom.pl Janusz Szewczak, poseł na sejm RP – Poruszana jest kwestia klauzul zakazanych stosowanych przez banki, lekceważenia przez nie wyroków, niedostarczania dokumentów i przewlekania. Wszechobecne jest lobby bankowe, a silne państwo poznaje się po nieuleganiu presji tego środowiska i bronieniu interesu własnych obywateli. Państwo nie powinno dbać o zyski i bilanse banków – często zagranicznych. Bank nie jest siódmym cudem świata – zwykła działalność, która jest obliczona na zysk. Chciwość, brak kalkulacji ryzyka oraz naruszenie prawa powinny skutkować poniesieniem konsekwencji. W Stanach Zjednoczonych banki i instytucje finansowe płacą wielomiliardowe – do tej pory zapłaciły łącznie 380 miliardów dolarów – kary za oferowanie toksycznych produktów i patologie różnego rodzaju. Skoro tam można, to i u nas może to skutecznie zadziałać. Mimo, że w mojej ocenie Pan Prezydent miał dobre intencje, to sam projekt budzi wątpliwości. Nie tylko natury legislacyjnej, ale również nie załatwi istoty problemu. Projekty rozwiązania problemu kredytów walutowych przedstawiły również inne partie – Platforma Obywatelska oraz Kukiz’15. Te partie idą znacznie dalej i szerzej obejmują ten problem. Najprawdopodobniej rozpatrywana będzie jedynie propozycja prezydencka. Dużą odpowiedzialność w tej sferze wziął na siebie Narodowy Bank Polski. Prezes Adam Glapiński wraz z Komitetem Stabilności Finansowej ma przygotować dodatkowe obostrzenia i wymogi dla banków, które mają je zmusić do dobrowolnego przewalutowania kredytów – w co szczerze wątpię. Banki – nagle – po 15 latach udzielania toksycznych kredytów nie zejdą ze złej drogi i nie wyjdą naprzeciw swoim klientom – podsumował Szewczak.

Inwestorzy realizują zyski

Wygrana Macrona jest z punktu widzenia rynków finansowych dobrą informacją. istotnie ogranicza ryzyko polityczne. Tyle tylko, że ten wybór jest już uwzględniony w cenach. Dlatego po pierwszej pozytywnej reakcji, inwestorzy szybko przystąpili do realizacji zysków.

W niedzielę Francuzi wybrali centrystę Emmanuela Macrona na swojego prezydenta. Zgodnie z oczekiwaniami zdecydowanie wygrał on z Marine Le Pen, co ostatecznie zamknęło temat niepewności politycznej wiszącej nad Europą. Wprawdzie w tegorocznym kalendarzu mamy jeszcze wybory parlamentarne we Francji, Wielkiej Brytanii i Niemczech, ale po rozstrzygnięciach wyborczych w Holandii i ostatnich we Francji, inwestorzy zdają się tym już zupełnie nie przejmować. Stąd też można oczekiwać, że Macron dostanie od rynków spory kredyt zaufania. Pierwsza weryfikacja tego, czy była to słuszna decyzja, będzie mieć miejsce już 15 maja, gdy nowy prezydent Francji przedstawi kandydata na premiera.

Wczorajsza wygrana Macrona była dyskontowana jeszcze przed drugą turą wyborów prezydenckich i dziś już nie budzi nadmiernych emocji. Jeszcze początek dnia przyniósł pozytywną reakcję rynków finansowych, ale szybko zamieniło się to w realizację zysków. Po 4. godzinach handlu europejskie giełdy w większości tracą na wartości. I tak francuski indeks CAC spada o 0,8 proc., niemiecki DAX traci 0,2 proc., a polski WIG20 jest notowanych 0,5 proc. poniżej piątkowego zamknięcia.

Zyski realizowane są też na rynku walutowym. Kurs EUR/USD, który pomiędzy pierwszą a drugą turą wzrósł z 1,0726 do 1,0995 dolara, żeby dziś w nocy wyznaczyć półroczne maksimum na poziomie 1,1013 dolara, obecnie cofnął się poniżej 1,0950 dolara. Jeżeli przyjąć, że wybór Macrona jest już uwzględniony w cenach, a płynące szerokim strumieniem pozytywne dane z Europy nie tworzą już nowego paliwa do umocnienia wspólnej waluty, to inwestorzy będą teraz szukać nowych tematów. Tym tematem będzie prawdopodobna czerwcowa podwyżka stop procentowych przez Fed. Szczególnie, gdyby po słabym pierwszym kwartale, amerykańska gospodarka mocniej przyspieszyła. Stąd też oczekuję, że w najbliższych tygodniach kurs EUR/USD wróci w okolice 1,06-1,07 dolara.

Rano pozytywnie na wieści z Francji zareagował też złoty. Kurs euro spadł do 4,1880 zł. Dolar potaniał do 3,8115 zł i był najtańszy od 7. miesięcy. Notowania CHF/PLN spadły natomiast do 3,8497 zł, wyznaczając nowe dwuletnie minimum. Jednak wraz ze zwrotem na EUR/USD i  realizacją zysków na giełdach, również niższe notowania walut wobec złotego zostały wykorzystane do kupna tych pierwszych. O godzinie 13:28 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2010 zł, USD/PLN 3,8360 zł, a CHF/PLN 3,8610 zł.

Perspektyw przyszłej gry pod czerwcowa podwyżkę stóp procentowych przez Fed i związanego z tym spadku EUR/USD do 1,06-1,07 dolara, przy jednoczesnym pełnym zdyskontowaniu przyspieszenia gospodarczego w Polsce, będzie dla złotego oznaczało narastającą presję na jego osłabienie. Dlatego w perspektywie miesiąca główne waluty powinny podrożeć od 5 do 10 gr.

W dalszej części tygodnia krajowy rynek walutowy pozostanie pod głównym wpływem czynników globalnych. Oznacza to, że czołowym determinantem wahań złotego będą raporty makroekonomiczne płynące z USA, Niemiec i Chin. Większych emocji natomiast nie wywoła ani piątkowa publikacja finalnego odczytu polskiej inflacji za miesiąc kwiecień, ani publikowana tego samego dnia decyzja Moody’s w ratingu Polski. W tym drugim przypadku wątpliwa jest zmiana ratingu, gdyż obserwowane przyspieszenie gospodarcze to zbyt mało, żeby to zrobić, bo wciąz problemem jest wysoki deficyt i polityka. Dlatego Moody’s pozostawi rating na poziomie A2)

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Spotify, Instagram i WhatsApp dotknęły nieplanowane przestoje

W ostatnich dniach kilka największych i najbardziej popularnych usług internetowych ucierpiało z powodu nieplanowanych przerw w działaniu. Brak dostępu do aplikacji Instagram i WhatsApp, a także serwisu muzycznego Spotify, rozwścieczył liczną grupę użytkowników, którzy w mediach społecznościowych nie szczędzili krytycznych komentarzy pod adresem gigantów cyfrowej rozrywki.

W dzisiejszym świecie biznes online jest coraz silniej zobligowany do zapewnienia dostępności usług w trybie ciągłym, przez okrągły rok, bez względu na porę dnia i strefę geograficzną. Współcześni konsumenci są coraz lepiej wyedukowani w kwestii usług cyfrowych. Za pośrednictwem urządzeń mobilnych mogą korzystać z nich niemal wszędzie i dla wielu z nich stało się to zupełnie naturalne. Dlatego domagają się nieprzerwanego dostępu do ulubionych aplikacji, serwisów i usług. Wśród nich są Instagram, WhatsApp i Spotify, z których w skali miesiąca łącznie korzystają blisko dwa miliardy użytkowników. Także różne gałęzie biznesu chętnie wykorzystują działające w czasie rzeczywistym platformy usług cyfrowych. Na przykład do tego, by dotrzeć do klientów z przekazem reklamowym oraz innymi treściami – informacyjnymi, rozrywkowymi czy edukacyjnymi. Stąd również oczekiwania świata biznesu są takie, by te popularne aplikacje działały non stop.

„Choć kliku czy kilkunastogodzinne przestoje mogą wydawać się krótkotrwałe, ich konsekwencje zazwyczaj okazują się bardzo kosztowne, zarówno w wymiarze finansowym, jak też wizerunkowym. Z opublikowanego niedawno opracowania Veeam Availability Report 2017 wiemy, że nieplanowane przestoje w obszarze IT kosztują duże przedsiębiorstwo średnio 21,8 mln dol. rocznie. Niemniej istotny jest uszczerbek na reputacji, który trudno oszacować w kategoriach czysto pieniężnych. Przerwy w dostępności usług skutkują tym, że niemal połowa badanych przedsiębiorstw traci zaufanie klientów. Jednocześnie 40 proc. firm przyznaje, że awarie nadwątlają wizerunek marki, co negatywnie wpływa nie tylko na jej postrzeganie ale też zdolność do utrzymania klientów” – powiedział Tomasz Krajewski, szef zespołu inżynierów na Europę Wschodnią w Veeam Software.

„Pomimo, że duże firmy stopniowo modernizują swoje zaplecza IT, badanie Veeam wskazuje, że aż 82 proc. przedsiębiorstw wciąż zmaga się z tak zwanym „deficytem dostępności”, czyli różnicą między potrzebami użytkowników a możliwościami ich zaspokojenia przez dział IT. Wymagania użytkowników i obciążenie infrastruktury informatycznej rosną lawinowo, dlatego przedsiębiorstwa powinny priorytetowo potraktować kwestię zabezpieczenia dostępności swoich usług, by móc uniknąć kosztownych przestojów” – dodaje ekspert Veeam.

Instagram, WhatsApp i Spotify opierają swoje działanie na wysoce skalowalnych i w dużej mierze odpornych na błędy mikrousługach, które umożliwiają dostarczanie finalnej usługi użytkownikom sieci. System ten nie jest jednak całkowicie odporny na zakłócenia skutkujące nieplanowanymi przerwami w pracy. Przestoje, jakich doświadczyli w ostatnich dniach giganci biznesu internetowego pokazują wręcz, że nawet najlepsze systemy IT, zarządzane przez największe firmy, mogą ucierpieć z powodu awarii. Niezależnie od tego, jak skalowalna, odporna i rozproszona jest architektura systemu, wszystko, co jest oparte na oprogramowaniu może potencjalnie odmówić działania.

Mając na uwadze wspomniane incydenty, nieodzowne dziś jest, aby przedsiębiorstwa bez względu na sektor i skalę działalności dysponowały planem gwarantowania stałej dostępności usług oraz ochrony i awaryjnego odzyskiwania danych. Jak pokazała natychmiastowa reakcja użytkowników, którzy za pośrednictwem Twittera masowo skarżyli się na przestoje w działaniu aplikacji, obecnie zdolność do utrzymania ciągłej dostępności usług w dużym stopniu decyduje o reputacji firmy.

Analiza pozycji dużych graczy 08.05.2017

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowymTabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Analiza pozycji dużych graczy 08.05.2017 2– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Analiza pozycji dużych graczy 08.05.2017 3-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Najciekawsze instrumenty z punktu widzenia raportu COT

Z punktu widzenia raportów COT najciekawiej przedstawia się funt brytyjski oraz euro. Na pozostałych parach walutowych widać niezdecydowanie.

Euro

Od trzech tygodni fundusze lewarowane domykają swoje krótkie pozycję. Nic dziwnego, skoro euro potężnie wystrzeliło w górę. Można było się tego spodziewać, na co zwracaliśmy uwagę już kilka razy. W ostatnim czasie euro rosło ze względu na przesądzony wynik wyborów we Francji. Po zapoznaniu się z wynikiem czynnik ten przestał oddziaływać na rynek. Pomimo tego, że fundusze lewarowane zaczęły domykać krótkie pozycje na rzecz długich nie należy spodziewać się nadmiernych wzrostów.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, żółte – pozycje krótkie , linia zielona – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, żółte - pozycje krótkie , linia zielona - netto

Źródło Cme Group

Na chwile obecną fundusze lewarowane posiadają w swoich zasobach o 53 tysiące więcej krótkich pozycji niż długich. Aczkolwiek redukcja lub nawet wyjście powyżej poziomu 0 może być utrudnione. Patrząc historycznie, od kilkunastu miesięcy fundusze lewarowane w swoich portfelach utrzymywały ponad 20 tysięcy krótkich pozycji więcej niż długich. Właśnie z tego powodu wystrzał euro powinien być ograniczony.

Notowania EUR/USD, interwał dzienny

Notowania EUR/USD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie dziennym notowania wspięły się ponad poziom oporu 1.086-1.090, który jest teraz wsparciem broniącym dalsze wzrosty. Po pokonaniu tego poziomu byki otworzyły sobie drogę w okolicę poziomu 1.11. Niemniej jednak negatywnym czynnikiem dla euro może być sezonowość, bowiem większość miesięcy maj przez ostatnie 10 lat kończyło się na stracie względem USD.

Funt brytyjski

Kolejnym ciekawym instrumentem, który możemy należy jest funt szterling. Fundusze lewarowane oraz inwestycyjne od kilku tygodni zmieniają swoje niedźwiedzie nastawienie. W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zamknęły prawie 6 tysięcy krótkich pozycji oraz otworzyły 2 tysiące długich.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, żółte – pozycje krótkie , linia zielona – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, żółte - pozycje krótkie , linia zielona - netto

Źródło: Cme Group

Na wykresie dziennym po pokonaniu strefy oporu 1.27-1.28 byki otworzyły sobie drogę do poziomu 1.34, niemniej jednak należy pamiętać, że jest to długoterminowy cel kupujących, który nie zostanie osiągnięty w kilka dni.

Pomimo byczego nastawienia należy spodziewać się korekty, która może zejść w okolicę wcześniej wspomnianego oporu, który jest teraz wsparciem.

Notowania GBP/USD, interwał dzienny

Notowania GBP/USD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek, Analityk Rynków Finansowych

Lingwiści podbijają rynek pracy

Najbardziej poszukiwany pracownik w polskich metropoliach? Wykwalifikowany lingwista. To bardzo ważny profil kandydata zwłaszcza w sektorze operacji biznesowych, który zgodnie z prognozami ABSL pod koniec I kwartału 2017 ma zatrudniać 250 000 osób. Mediana zarobków osób z zaawansowaną znajomością angielskiego według Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń wynosi aż 5800 złotych. Podobne zarobki osiągają osoby posługujące się m.in. niemieckim, francuskim, hiszpańskim, ale także… niderlandzkim czy szwedzkim. Zwłaszcza znajomość mniej typowych języków stała się ogromnym atutem w rywalizacji o dobre stanowiska. Pracodawcy podkreślają, że „językowców” jest zdecydowanie zbyt mało.

Według badań Ulricha Ammona z uniwersytetu w Dusseldorfie, 2/3 światowej populacji posługuje się zaledwie 12 językami – przy aż 7 000 istniejących na świecie. Tymczasem, jak wskazuje raport organizacji ABSL, w centrach operacji biznesowych działających w Polsce usłyszeć można już 37 różnych języków. Dla przykładu – w krakowskim centrum Shell realizowane są projekty w 17 językach obcych, a w Infosys Poland – 29. Na podium najczęściej używanych plasują się angielski (100% centrów), polski (blisko 80%) i niemiecki (75%). Błędem jest jednak stwierdzanie, że na rynku pracy poszukiwani są tylko germaniści czy angliści. Francuski, hiszpański czy włoski są wykorzystywane przez około połowę pracodawców tego sektora, a rosyjski, niderlandzki i szwedzki – przez co trzeciego.

W centrach biznesowych w obcych językach prowadzone są coraz częściej m.in. skomplikowane międzynarodowe projekty księgowe, finansowe, HR-owe, logistyczne czy technologiczne. Stanowiska, na które rekrutują, związane są więc coraz częściej zarówno z kompetencjami lingwistycznymi, jak i wiedzą specjalistyczną. Tymczasem deficyt lingwistów jest widoczny gołym okiem. Według badań Randstad 17% Polaków deklaruje, że zna biegle angielski, niemiecki – tylko 5%. W przypadku francuskiego, hiszpańskiego i włoskiego – po kilka procent.

Głód językowca

Wśród języków powszechnie uważanych za „nietypowe” w sektorze nowoczesnych usług biznesowych najwyżej plasuje się niderlandzki, tuż za nim – szwedzki. Na portalu pracuj.pl znajdziemy ponad 300 ofert pracy z językiem niderlandzkim. Zapotrzebowanie jest tak duże, że wśród oferowanych przez sektor stanowisk coraz częściej pojawiają się te wymagające tylko komunikatywnej znajomości języka. Szlifowanie zdolności lingwistycznych odbywa się wówczas już na wewnętrznych firmowych kursach, a dużą rolę na rekrutowanych stanowiskach pełnią kompetencje pozajęzykowe.

Ta sytuacja wynika z coraz większej złożoności zadań, z jakimi mierzą się pracownicy w centrach biznesowych takich, jak nasze. W przypadku krakowskiego centrum Shell, jednej z trzech największych takich jednostek firmy na świecie, szukamy zarówno osób łączących znajomość języków z kompetencjami specjalistycznymi, jak i utalentowanych lingwistów na początku kariery. Wśród naszych ofert pojawia się np. HR Advisor z językiem niderlandzkim, czyli doradca z zakresu zasobów ludzkich, który podejmie się wsparcia HR-owego pracowników zlokalizowanych w krajach Beneluksu. W Polsce nie brak utalentowanych ekspertów i lingwistów, ale czasem trzeba im pomóc w rozwoju kariery. Rozwijając naszą kadrę w Krakowie, sięgamy po różne narzędzia. Pomagamy zarówno pogłębiać znajomość języków, jak i wspieramy kompetencje specjalistyczne – opowiada Katarzyna Cyran, Specjalistka ds. Rekrutacji i Marketingu w Shell Business Operations Kraków.

Tylko w ubiegłym roku krakowskie centrum operacji biznesowych firmy Shell zatrudniło 660 nowych pracowników, przekraczając próg 2500 specjalistów. Do zdecydowanie najważniejszych grup rekrutowanych przez Shell specjalistów należą lingwiści mówiący po niderlandzku, węgiersku, bułgarsku czy słowacku. Zapotrzebowanie rośnie szybko, za czym nie nadąża podaż lingwistów. Dla przykładu, w Polsce funkcjonują cztery filologie niderlandzkie – we Wrocławiu, Poznaniu, Lublinie oraz w Warszawie. Według danych fundacji Pro Progressio, w 2015 roku w Polsce było 81 absolwentów tych kierunków. Samych Holendrów w kraju również jest jak na lekarstwo. Nieoficjalne dane wskazują, że diaspora liczy sobie 1000-1500 osób skupionych głównie w Warszawie oraz Krakowie.

Zarówno Holendrzy, jak i Polacy znający język holenderski mogą więc liczyć na dobre warunki rozwoju. Według danych ABSL, bonusy językowe do pensji dla osób znających języki skandynawskie, fiński czy niderlandzki sięgają od 800 do nawet 1500 zł brutto. Trudno się więc dziwić, że mediana zarobków wśród lingwistów w Polsce wynosi w zależności od języka 4800-6000 złotych brutto.

Nie tylko nietypowe

Obok nietypowych języków, duże możliwości na rynku pracy otwiera także np. znajomość niemieckiego. W tym wypadku podaż kandydatów jest co prawda większa, niż np. w przypadku holenderskiego, ale także nie nadąża za popytem. Według Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń mediana zarobków specjalistów z zaawansowaną znajomością niemieckiego sięga 5 500 zł brutto, a 25% z nich otrzymuje ponad 9 000 zł. Jednak germaniści wciąż stanowią tylko 14 proc. absolwentów studiów językowych w Polsce. Zapotrzebowanie jest znacznie większe.

Na rynku pracy nadal brakuje germanistów, co stanowi niemałe wyzwanie dla pracodawców, szczególnie z centrów biznesowych. Na etapie rekrutacji umiejętność posługiwania się niemieckim deklaruje u nas w Accenture średnio 15-18 procent kandydatów, co rzecz jasna nie pokrywa całkowitego zapotrzebowania. Dodatkowo, osoby niemieckojęzyczne poszukujące zatrudnienia często nie mają pełnej świadomości wymogów pracy w branży usług biznesowych. Wiele osób utożsamia ją z koniecznością posiadania dodatkowej wiedzy specjalistycznej. Tę jednak w większości przypadków można zdobyć poprzez praktykę u wybranego pracodawcy – tłumaczy Edyta Gałaszewska-Bogusz, dyrektor Accenture Operations Polska. Firma rekrutuje m.in. osoby znające niemiecki czy holenderski, ale także hiszpański i języki nordyckie.

Wyszkolić eksperta

Szczególnie poszukiwanymi przez pracodawców ekspertami są obecnie osoby posługujące się w stopniu zaawansowanym językami obcymi, a jednocześnie posiadające wiedzę ekspercką z dziedziny np. finansów, księgowości, marketingu, logistyki, HR. Jednak lingwiści bez doświadczenia także są mile widziani, a firmy inwestują w ich edukację. Duży nacisk na rozwój językowy kładzie się np. w Capgemini Business Services, gdzie najliczniejszą grupę stanowisk reprezentują osoby władające językiem francuskim i niemieckim, ale coraz mocniej reprezentowany jest też niderlandzki, hiszpański, włoski, węgierski, szwedzki, duński i norweski.

– Nasza oferta pracy skierowana jest zarówno do osób bez doświadczenia zawodowego, jak i do zainteresowanych zmianą ścieżki kariery. To także propozycja dla specjalistów i managerów zaznajomionych z obszarem finansów, księgowości, ubezpieczeń, procurement i HR, którzy obok ekspertyzy posiadają wysokie kompetencje językowe. Nasi pracownicy mają możliwość dalszego rozwoju kompetencji językowych dzięki programowi szkoleń wewnętrznych, jak i różnorodnym zadaniom wymagających aktywnego wykorzystania języka. Tak w ramach komunikacji z Klientami i naszymi globalnymi zespołami, jak i przy okazji pracy z dokumentami, koncepcyjnej pracy projektowej, wyjazdom zagranicznym – precyzuje Aleksandra Szelest-Tarapata, menedżer ds. rekrutacji w Business Services w Capgemini Polska.

Prosta ścieżka lingwisty

Według szacunków analityków Polityka Insight, napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich do Polski przekroczył 50 mld USD. Największymi inwestorami w całej gospodarce były firmy niemieckie, amerykańskie i francuskie, a za nimi – brytyjskie, włoskie i skandynawskie. W przypadku centrów biznesowych – głównych graczy rynku zatrudnienia lingwistów – to także najważniejsze kraje pochodzenia znaczących inwestorów. Jak szacuje organizacja ABSL, do 2020 roku w tych centrach ma pracować 300 000 osób. Bardzo ważną grupę będą stanowić w nich lingwiści, a językowej luki kompetencyjnej nie wypełni nawet duża imigracja obcokrajowców. Dla lingwistów ta sytuacja oznacza dobre lata na rynku pracy, a dla firm – wyzwanie w zakresie kształtowania polityki HR i kształcenia pracowników.

Kurs złotego umocnił się. Bitcoin znów bije rekordy

Sondaże się nie myliły. Przewaga Emmanuela Macrona była znacząca. Chińskie rezerwy walutowe rosną. Inwestorzy już teraz inwestują pod czerwcowy wzrost stóp procentowych. Bitcoin w  górę.

Macron prezydentem Francji

Zgodnie z sondażami zwycięstwo Emmanuela Macrona było bardzo wyraźne. Jak zareagowały rynki? Otwarcie notowań w nocy pokazało silne umocnienie euro względem głównych walut. Za jedno euro trzeba było płacić ponad 1,1 dolara. Również względem franka europejska waluta ustanowiła swoje maksima. W obydwóch przypadkach były to maksima od końca zeszłego roku. Jaki ma to wpływ na złotego? Polska waluta wyraźnie umocniła się względem głównych walut. Na rynku jednak dość szybko pojawiła się korekta, która zniosła większość tego ruchu. W rezultacie złoty znajduje się w okolicach zamknięcia z zeszłego tygodnia.  Jest to 4,20 zł za euro, 3,87 zł za franka, 3,83 zł za dolara i 4,97 zł za funta.

Chińskie rezerwy walutowe rosną

Wraz ze słabnącym dolarem zmniejszyła się presja na odpływ kapitału z Chin. W połączeniu ze spadkiem wartości amerykańskiej waluty rezerwy walutowe Chin wyrażone w niej wzrosły trzeci miesiąc z rzędu i ma w rezultacie cały rok na plusie. Jest to dobra zmiana tendencji, gdyż ostatnie dwa lata rezerwy zmniejszały się o około 10%.

Rosną szanse na podwyżkę stóp w USA

Na rynkach oprócz wyborów we Francji miała miejsce jeszcze jedna rzecz. Inwestorzy intensywnie kupują opcje na stopy procentowe w USA. W ciągu tygodnia prawdopodobieństwo ich wzrostu w czerwcu wzrosło z 71% do 83%. W normalnych warunkach ruch ten powinien umocnić dolara. Obecnie jego wpływ to raczej tonowanie strat jaki dolar odnosił do euro w wyniku uspokajania się sytuacji wyborczej we Francji.

Bitcoin znów rekordowy

Kryptowaluta znowu staje się gorącym tematem. Powodem jest wzrost wartości cen. Już dawno przebiliśmy poziomy maksimów z przed kilku lat, które wielu analityków uważało za absurdalne i niepowtarzalne. W wyniku silnego trendu wzrostowego, który rozpoczął się pod koniec 2015 roku bitcoiny zyskały na wartości niemal 8 krotnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

WDX szacuje 1,9 mln zł zysku netto w I kwartale 2017 r.

WDX S.A., notowana na GPW Spółka oferująca kompleksowe rozwiązania z zakresu wyposażenia magazynów, zaprezentowała pozytywne szacunki wyników finansowych za okres styczeń-marzec 2017 r. Firma istotnie zwiększyła przychody (+37 proc.) do 34,9 mln zł, przy wzrostach EBITDA (+39 proc. do 6,1 mln zł) i zysku netto (+36 proc. do 1,9 mln zł). Coraz wyższe rezultaty to skutek rosnącej skali działania i poprawy konkurencyjnej firmy oraz korzystnych warunków na rynku magazynowym i wózków widłowych.

W I kwartale 2017 r., Spółka wypracowała najwyższe przychody od debiutu na GPW w 2000 r. (analizując analogiczne okresy). Mimo wzrostu sprzedaży, spółka zachowała poziomy marż sprzed roku. Marża EBITDA wyniosła 17,5 proc. (wobec 17,3 proc. r/r) , a marża zysku netto – 5,4 proc. (vs. 5,5 proc. r/r).

Pozytywnie rozpoczęliśmy 2017 r. To konsekwencja nawiązywania kolejnych relacji handlowych, jak i udanej współpracy z wieloletnimi klientami. Na pewno także istotna jest stabilna i dobra sytuacja, zarówno w branży wózków widłowych, jak i inwestycji magazynowych – powiedział Marek Skrzeczyński, Prezes Zarządu WDX S.A.

Firmy doradcze wskazują na kontynuację pozytywnych trendów w 2017 r. M.in. Colliers International zwraca uwagę na dalszy rozwój mniejszych rynków magazynowych (Toruń/Bydgoszcz, Lublin, Rzeszów, Szczecin), czy znaczący wzrost branży e-commerce, a także dalszą ekspansję firm z Europy Zachodniej, bądź z USA.

Spółka w I kwartale 2017 r. w dalszym ciągu zwiększyła liczbę realizacji mniejszych i średnich zleceń. Potencjalne duże zamówienia (obserwowane np. w 2015 r.), możliwe do pozyskania w kolejnej części roku mogą dodatkowo pozytywnie wpłynąć na wyniki.

Dane za I kw. 2016 r. są danymi przekształconymi (w raporcie I kw. zysk netto wyniósł 1,2 mln zł) z uwagi na wprowadzoną w 2016 r. zmianę w polityce rachunkowości dotyczącą wyceny hedgingu należności z tytułu wynajmu wózków widłowych.

Exact Systems: branża motoryzacyjna przeciera szlaki eksportowe poza UE

Polska zdecydowaną większość produkcji motoryzacyjnej w 2016 roku wyeksportowała do krajów Unii Europejskiej (86%), jednak biorąc pod uwagę dynamikę, solidniej wzrosła sprzedaż na rynki pozaunijne. Wartość eksportu do Unii Europejskiej wzrosła w ubiegłym roku o 9%, natomiast poza nią aż o 26%.[1] Eksperci Exact Systems, polskiej firmy kontrolującej części m.in. w Chinach, podkreślają, że na rozwój globalnej wymiany międzynarodowej w automotive wpływają przede wszystkim coraz większa liczba inwestycji motoryzacyjnych w krajach Ameryki Łacińskiej oraz wyższa produkcja i sprzedaż aut w Chinach.

Motoryzacja w Polsce jest jedną z nielicznych branż, która coraz odważniej wychodzi z eksportem poza kraje Unii Europejskiej i przeciera szlaki innym branżom. Z geograficznej analizy wymiany handlowej w 2016 roku wynika, że wciąż największym odbiorcą produkowanych w Polsce samochodów i części do nich są kraje Unii Europejskiej, ale zdecydowanie wyższa dynamika eksportu została odnotowana na pozaunijnych rynkach zbytu. Eksperci Exact Systems podkreślają, że „z motoryzacją jedziemy” tam, gdzie potencjał ludnościowy jest ogromny, a w związku z tym również popyt wewnętrzny na samochody.

Daleko na zachód: Meksyk

Brazylia, jeden z rynków wschodzących BRIC (obok Rosji, Indii i Chin), to dla firm znad Wisły często drzwi wejściowe do Ameryki Południowej. Szczególnie w przypadku automotive, gdyż kraj Samby jest największym na kontynencie oraz czwartym na świecie rynkiem motoryzacyjnym. Jednak w związku z recesją gospodarczą, która dotknęła również produkcję i sprzedaż samochodów, eksperci Exact Systems zwracają uwagę na większe zainteresowanie polskich producentów Meksykiem, drugim największym rynkiem motoryzacyjnym w Ameryce Łacińskiej. Swoje fabryki ma tutaj aż kilkunastu producentów samochodów, w tym General Motors, Ford, Toyota, BMW i Volkswagen. Bardzo rozwinięta jest mapa producentów części i wyposażenia pojazdów (m.in. Bosh, Honeywell, Delphi, Yazaki), działają też fabryki silników diesla.[2]

Meksyk cały czas się rozwija. Kolejne koncerny inwestują w produkcje nowych modeli. Ostatnio Volkswagen zdecydował się na uruchomienie produkcji Audi Q5. Co więcej, Meksykiem, m.in. w związku z powodu antymeksykańskiej polityki nowego prezydenta USA, zaczęły interesować się Chiny – chiński koncern samochodowy Great Wall Motor rozważa wybudowanie fabryk. To sprawia, że zapotrzebowanie na części i podzespoły samochodowe rośnie, a coraz większy kawałek tego tortu może przypaść właśnie Polsce. Tym bardziej, że pojazdy mechaniczne i części do nich znajdują się w TOP3 towarów, które eksportujemy do Meksyku – mówi Jarosław Kochański, członek zarządu Exact Systems, odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych.

Chiny na dalekim wschodzie

Branża motoryzacyjna od kilku lat jest dynamiczną lokomotywą całej chińskiej gospodarki, z czego dobrze zdają sobie sprawę polskie firmy. Obecność wszystkich globalnych koncernów oraz duża liczba firm rodzimych powoduje, że na motoryzacyjnej mapie Chin możemy zaznaczyć ponad osiemdziesięciu producentów samochodów oraz kilkaset dostawców części i podzespołów. W rezultacie Chiny są największym samochodowym rynkiem świata ze sprzedażą aut na poziomie ponad 28 mln sztuk w 2016 roku.[3] Eksperci Exact Systems spodziewają się dalszej rosnącej sprzedaży, a w związku z tym wzrostu produkcji, gdyż niemal połowę całkowitej sprzedaży samochodów osobowych w Chinach stanowią marki rodzime.

Warto zwrócić uwagę na wyraźnie niższy procent nasycenia rynku prywatnych właścicieli aut w porównaniu do wskaźnika globalnego czy polskiego. W Chinach wynosi on 105 sztuk, podczas gdy na świecie na 1000 mieszkańców przypada ok. 150 aut, a w naszym kraju ponad 500. To w powiązaniu z ogromną bazą przemysłu motoryzacyjnego stanowi znakomity grunt do eksportu na ten odległy rynek, czego najlepszym przykładem jest nasza firma. Chiny to pierwszy kraj pozaeuropejski, w którym w 2016 roku rozpoczęliśmy działalność. W ciągu roku zdobyliśmy kilka dużych kontraktów zarówno z globalnymi jak i rodzimymi producentami i cały czas pracujemy nad kolejnymi. Co więcej, poprzez naszą obecność pomagamy także innym polskim spółkom wejść na te rynki. Dzięki naszym rekomendacjom i akredytacjom możemy otworzyć im drzwi do nowych globalnych klientów – mówi Paweł Wieczorek, członek zarządu Exact Systems odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych.

Eksport do UE: Czechy zastąpiły Wielką Brytanię na podium

Jak wynika z danych AutomotiveSuppliers.pl, w 2016 roku, podobnie jak przed rokiem, odbiorcą polskiej produkcji motoryzacyjnej nr 1, byli Niemcy. Dystans, jaki dzieli ten kraj z kolejnymi rynkami jest na razie dosyć spory – udział naszego zachodniego sąsiada w eksporcie automotive wynosi 30%, podczas gdy na żaden z innych rynków sprzedaż nie przekroczyła 10%. Na uwagę zasługuje jednak wzrost zamówień ze strony obiorców z Czech (+9% r/r) i „wskoczenie” do trójki najważniejszych rynków zbytu. Wyższa lokata Czech wynika z rosnącej produkcji aut oraz powstania nowych zakładów części i podzespołów samochodowych. Przedstawiciele AKCENTA zwracają dodatkowo uwagę na bieżącą sytuację geopolityczną.

Eksport branży motoryzacyjnej odzwierciedla trendy, jakie obserwujemy w całej wymianie handlowej Polski. Brexit, silne wahania kursu funta brytyjskiego i niepewność związana z nową formułą współpracy handlowej między Wielką Brytanią a UE sprawiły, że Czechy zastąpiły Zjednoczone Królestwo na trzeciej pozycji na liście najważniejszych kierunków polskiego wywozu ogółem oraz eksportu automotive. Brexit i jego dotychczasowe skutki pokazują, jak istotna dla handlu jest dywersyfikacja. Dobrze, że branża motoryzacyjna już to dostrzega i realizuje – mówi Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału instytucji płatniczej AKCENTA.

W przypadku samych części i akcesoriów, nasz południowy sąsiad jest drugim najważniejszym partnerem Polski – części i akcesoria stanowiły niemal połowę polskiego eksportu przemysłu motoryzacyjnego do tego kraju (912 mln, +11% r/r). Rosnący udział Czech w branży motoryzacyjnej potwierdzają także wyniki sprzedaży Exact Systems, który w ubiegłym roku skontrolował tam o ponad jedną piątą więcej części niż w 2015 roku.

Kolejny rekord w 2017 roku

Z danych AutomotiveSuppliers.pl. wynika, że bieżący rok rozpoczął się dla branży motoryzacyjnej bardzo obiecująco. – W styczniu wartość eksportu wzrosła o blisko 18% w stosunku do tego samego miesiąca 2016 roku. W całym 2017 roku prognozujemy, że eksport przemysłu motoryzacyjnego z Polski przekroczy po raz pierwszy w historii poziom ponad 25,5 mld euro – mówi Rafał Orłowski, Partner w AutomotiveSuppliers.pl.

[1] Źródło: AutomotiveSuppliers.pl

[2] Źródło: Notatka informacyjna o polsko-meksykańskich stosunkach gospodarczych, Ministerstwo Rozwoju

[3]Źródło: China Association of Automobile Manufacturers

Deloitte: W czasach niepewności gospodarczej rośnie rola firmowych działów zakupów

Najważniejszym priorytetem dla dyrektorów działu zakupów jest redukcja kosztów oraz zarządzanie ryzykiem. W czasach gospodarczej niepewności rola zespołów, które zajmują się konsolidacją wydatków, stale rośnie. Aż trzy czwarte menedżerów kierujących działami zakupów uważa, że ich szefowie wspierają rozwój tego obszaru. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte „Growth: the cost and digital imperative. The Deloitte Global Chief Procurement Officer Survey 2017” pod wpływem nowoczesnych technologii tradycyjny model zakupów przechodzi intensywny okres zmian. Największą rolę w tej rewolucji odgrywa analityka danych.

Badanie zostało przeprowadzone wśród menedżerów kierujących działem zakupów (CPO) z 480 firm, mających siedzibę w 36 krajach. Łączne obroty tych przedsiębiorstw wynoszą 4,9 biliona dolarów.

Działy zakupów zdobywają coraz silniejszą pozycję w wielu firmach. – Odpowiadają za to, w jaki sposób i w oparciu o jakie kryteria przeprowadzane są zakupy w danej organizacji. Oznacza to, że działy zakupów nie zajmują się wyłącznie negocjowaniem najniższych cen. Ich zadaniem jest dopilnować, aby zakupy, których dokonuje firma, miały właściwe przełożenie na realizację jej celów, zachowując jednocześnie kontrolę nad kosztami i wydatkami – wyjaśnia Jakub Rosiecki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Dla 79 proc. badanych CPO najważniejszym priorytetem w tym roku będzie redukcja kosztów. Na drugim miejscu na liście priorytetów znalazło się zarządzanie ryzykiem zakupowym (57 proc.), a na trzecim wprowadzenie nowych produktów, usług lub poszukiwanie dostawców na nowym rynku (52 proc.).

Menedżerowie kierujący działem zakupów byli również pytani o to, jak radzą sobie z zarządzaniem oszczędnościami. Okazuje się, że 58 proc. badanych zadeklarowało, że w ciągu ostatniego roku udało się im osiągnąć lepszy poziom oszczędności niż rok wcześniej. Co dziesiąty badany przyznał, że wynik ten był gorszy, a w ocenie 30 proc. poziom oszczędności był taki sam.

W ciągu następnych dwunastu miesięcy szefowie działów zakupów chcą szukać wzrostu wartości, koncentrując się przede wszystkim na konsolidacji kosztów (40 proc.), korzystając z rosnącej konkurencji na rynku (35 proc.) oraz poprawiając specyfikację przedmiotu zamówienia (28 proc.).

Przedsiębiorstwa muszą dostosować się do nowego środowiska niepewności gospodarczej. Respondenci wskazali na niewielki wzrost ogólnego poziomu ryzyka biznesowego. Kluczowe globalne zagrożenia obejmowały słabość i zmienność na rynkach wschodzących, rosnące ryzyko geopolityczne, możliwość ponownego kryzysu w strefie euro oraz skutki spowolnienia w Chinach. – Z punktu widzenia CPO niepewność ekonomiczna ma swoje zalety, bo pozwala wynegocjować lepsze warunki z dostawcami i zapewnić wartość firmie. Jest to jeden z elementów, który może zapewnić przedsiębiorstwom przewagę konkurencyjną na rynku. Rosnącą rolę działów zakupów potwierdza fakt, że aż trzy czwarte badanych ma poczucie, że ich przełożeni wspierają rozwój kierowanych przez nich zespołów – tłumaczy Jakub Rosiecki. – Ponadto ponad 85 proc. CPO aspiruje do bycia jednym z najważniejszych partnerów biznesowych działów merytorycznych – dodaje.

Ważną częścią pracy działu zakupów są relacje z dostawcami. Aż 87 proc. badanych doświadczyło incydentu zaburzającego ciągłość dostaw w ciągu ostatnich 2-3 lat. Ryzyko związane z zakupami wzrosło ich zdaniem do poziomu 50 proc. Jest to najwyższy wynik w historii badania. Jednocześnie jednak współpraca z dostawcami spadła na liście priorytetów (z 39 do 26 proc.), co może oznaczać, że działy zakupów będą dążyć do wykorzystywania rosnącej konkurencji pomiędzy nimi.

Wysoko na liście priorytetów CPO znajdują się za to nowoczesne technologie. Digitalizacja nie tylko nie  omija działu zakupów, ale staje się podstawą jego działania. Jej rola jest podwójna. Z jednej strony aż 75 proc. badanych CPO wierzy, że rola zakupów w dostarczaniu innowacyjnych technologii dla ich firm będzie rosła, z drugiej strony wewnętrznie również wykorzystują je, by usprawnić proces zakupowy.

 

Które technologie będą miały największy wpływ na działy zakupów? Zdaniem 65 proc. ankietowanych w ciągu najbliższych dwóch lat będzie to analityka, a w perspektywie pięciu lat należy spodziewać się wzrostu znaczenia automatyki i robotyki procesowej (wzrost z obecnych 50 do 88 proc.). Zdaniem CPO nowoczesne technologie pozwolą bardziej efektywnie zarządzać procesem zamówień i eliminować ograniczenia. Analityka pomaga w procesie negocjacji (58 proc.), uzyskaniu efektywności procesów (57 proc.), analizie rynku (44 proc.) oraz w optymalizacji portfela dostawców (40 proc.). Główne przeszkody w implementacji nowoczesnych technologii w obszarze zakupów to jakość danych (49 proc.), brak ich zintegrowania (42 proc.) oraz brak odpowiednich kompetencji analitycznych (29 proc.). – Cyfryzacja stała się zarówno ogromnym wyzwaniem jak i szansą dla działów zakupów na całym świecie, tym bardziej, że w sytuacji niepewności gospodarczej ich głównym zadaniem, zarówno w krótszej, jak i dłuższej perspektywie jest zapewnienie organizacji oszczędności kosztów przy jednoczesnym dostarczeniu wartości – mówi Jakub Rosiecki.

Inwestycja w panele słoneczne pozwala obniżyć miesięczne opłaty za energię elektryczną nawet do zera

Inwestycja w panele słoneczne pozwala obniżyć miesięczne opłaty za energię elektryczną nawet do zera 4

W 2016 roku całkowita moc mikroinstalacji fotowoltaicznych zwiększyła się o ponad 250 proc. i sięgnęła 93,72 MW – wynika z danych Polskiego Towarzystwa Fotowoltaiki. Tak dynamiczny wzrost to efekt m.in. ubiegłorocznych zmian w ustawie o odnawialnych źródłach energii. Nowela wprowadza pojęcie tzw. opustów, które jak przekonuje Dawid Zieliński z Columbus Energy, w wielu przypadkach pozwalają na obniżenie kosztów energii praktycznie do zera.

– Rynek fotowoltaiczny w Polsce rozwija się fantastycznie. Według badań CBOS z 2016 roku już ponad milion osób w Polsce jest aktywnie zainteresowanych możliwością zakupu i montażu ogniw fotowoltaicznych, czyli urządzeń do produkcji energii elektrycznej ze słońca – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dawid Zieliński, prezes zarządu Columbus Energy.

Jak wynika z danych Polskiego Towarzystwa Fotowoltaiki, na koniec 2016 roku łączna moc systemów fotowoltaicznych w naszym kraju przekroczyła 192,8 MW. Szczególnie dynamiczny wzrost odnotowano w segmencie tzw. mikroinstalacji, czyli niewielkich przydomowych systemów o mocy do 40 kW. Na koniec ubiegłego roku ich skumulowana moc wynosiła ponad 93,7 MW, co w stosunku do grudnia 2015 roku oznacza wzrost o ponad 250 proc.

– Czujemy to na własnej skórze, ponieważ liczba zapytań jest niesamowita – przyznaje Dawid Zieliński.

Zdaniem prezesa Columbus Energy aktualnie największy potencjał do wzrostu mają południowe województwa Polski, a także woj. wielkopolskie, natomiast obszary na północy Polski rozwijać się będą z pewnym opóźnieniem. Tę opinię potwierdzają także dane PTPV. Wynika z nich, że najwięcej systemów mających koncesję Urzędu Regulacji Energetyki działa obecnie w województwach śląskim, lubelskim, małopolskim oraz w Wielkopolsce.

– Konstrukcja prawna, która została wprowadzona trochę więcej niż pół roku temu, powoduje to, że dopiero teraz prosumencka energetyka słoneczna, czyli dla tych najmniejszych konsumentów, ma szansę się rozwijać. Jeżeli ta konstrukcja prawna zostanie również wprowadzona dla przedsiębiorców, to tutaj czujemy, że w tym segmencie również będzie się ten rynek rozwijał niesamowicie mocno – przewiduje prezes Columbus Energy.

Znowelizowana ustawa o odnawialnych źródłach energii weszła w życie z dniem 1 lipca 2016 roku. W myśl nowych przepisów gwarantowaną cenę odkupu energii pochodzącej z OZE zastąpiły tzw. opusty, pozwalające na rozliczenie różnicy pomiędzy energią wytworzoną przez prosumenta a tą, która została przez niego pobrana.

– Dzisiaj kupując fotowoltaikę, płacąc gotówką, okres zwrotu z inwestycji liczymy na jakieś 7 do 9 lat. Zaczyna to być naprawdę atrakcyjny produkt, szczególnie, że instalacja fotowoltaiczna będzie pracować przez 25–30 bądź nawet więcej lat – wyjaśnia Zieliński.

Ekspert wylicza, że własna mikroinstalacja fotowoltaiczna pozwala na obniżenie rachunków za energię elektryczną nawet o dwadzieścia procent.

– Jeżeli natomiast będziemy myśleć o inwestycji gotówkowej, to tak naprawdę rachunki maleją nam praktycznie do zera ­– dodaje.

Polski eksport się rozwija. Firmy coraz częściej przed ekspansją szczegółowo analizują nowe kierunki

Polski eksport się rozwija. Firmy coraz częściej przed ekspansją szczegółowo analizują nowe kierunki 5

Rodzime firmy do wejścia na rynki zagraniczne zachęca możliwość pozyskania nowych klientów, zwiększenia sprzedaży i dochodów. Odstrasza je jednak niepewność i brak wystarczającej wiedzy o lokalnych rynkach. Analiza przestrzenna, która dostarcza firmie szeregu informacji i danych, pomaga w opracowaniu strategii rozwoju na zagranicznym rynku.

Największym wyzwaniem, przed którym stają polscy przedsiębiorcy w kontekście ekspansji zagranicznej, jest dostęp do rzetelnej wiedzy i informacji o nowych rynkach – mówi agencji Newseria Biznes Weronika Kuna, menadżer Esri Polska.

Polskie firmy do rozpoczęcia działalności na rynkach zagranicznych zachęca duży popyt, nowi klienci i wyższe ceny, co przekłada się na możliwość zwiększenia dochodów. Ponieważ krajowy rynek jest nasycony w wielu branżach, eksport stwarza też przedsiębiorstwom możliwość dalszego rozwoju.

Polski rynek jest już nasycony. Pojawiają się na nim nowe, zagraniczne marki, których łakną Polacy. Dlatego poszukiwanie nowych rynków zbytu za granicą to naturalna kolej rzeczy. Zwłaszcza że nie konkurujemy już wyłącznie ceną, polskie marki mają doskonałą jakość i ponadprzeciętny design – mówi Weronika Kuna.

Z drugiej strony największe obawy firm zainteresowanych zagraniczną ekspansją dotyczą odmiennego prawa i konieczności dokonania wysokich inwestycji. Nie bez znaczenia jest też sytuacja geopolityczna.

Jak zauważa Weronika Kuna, jednym z kluczowych czynników hamujących polskie firmy przed sprzedawaniem swoich produktów za granicę jest również nieznajomość specyfiki lokalnych rynków.

Potwierdzają to przeprowadzone w 2014 roku badania Fundacji Kronenberga. Ponad połowa (54 proc.) firm wskazała, że aby rozpocząć ekspansję za granicą, potrzebna jest duża wiedza o branży oraz duża wiedza o zagranicznym rynku (47 proc.). Dla 56 proc. przedsiębiorstw rozpoczęcie ekspansji rozpoczęło się od zdobycia wiedzy i informacji o wybranym rynku.

Ponad połowa firm uznaje przeanalizowanie danych o potencjalnych rynkach, którymi są zainteresowani, za podstawowe i niezbędne działanie. Dane dotyczące potencjału zakupowego, siły nabywczej, konkurencji, lokalizacji obecnych i planowanych centrów handlowych pozwalają na ogląd zagranicznego rynku. Na tej podstawie firma może zdecydować, czy wybrać naszych zachodnich sąsiadów, czy może lepiej rozpocząć działalność w krajach bałtyckich – tłumaczy Weronika Kuna.

Rozpoczęcie ekspansji ułatwia przedsiębiorstwom analityka przestrzenna, która dostarcza aktualnych danych dotyczących zagranicznego rynku. Baza danych łączy statystyki populacyjne, informacje o wydatkach, sile nabywczej, konkurencji i stopniu nasycenia rynku, dane socjodemograficzne i geograficzne oraz plany przestrzenne dotyczące planowanych inwestycji, infrastruktury i zagospodarowania przestrzennego. Dzięki temu firma wie, np. czy w okolicy planowane są nowe centra handlowe albo retail parki i może ocenić potencjał rynku.

Narzędzia, które otrzymują działy ekspansji i działy researchu, są niczym bez rzetelnej bazy danych. Dlatego pierwszym elementem jest zdobycie informacji dotyczących rynku. Repozytorium danych o rynku zagranicznym pozyskanych z różnych źródeł to narzędzie, które ułatwia ekspansję – mówi Weronika Kuna.

Ekspert Esri Polska podkreśla, że nowoczesne narzędzia bazujące na IT znacznie ułatwiają start na obcym rynku, ale nie zastąpią biznesowego wyczucia i doświadczenia. Analityka przestrzenna pozwala jednak połączyć te elementy i uniknąć kosztów związanych z podjęciem nietrafionej decyzji.

Ekspansja zagraniczna i podejmowanie decyzji dotyczących lokalizacji nowych placówek na rynkach zagranicznych są obarczone pewnymi błędami, niedoskonałościami. Nie chcę powiedzieć, że analityka przestrzenna, dane i nowoczesne narzędzia mają zastąpić wiedzę, doświadczenie i pewne wyczucie, ale pomogą firmie stać się bardziej świadomymi tych rynków. Rzetelna baza danych stwarza możliwość dokonania wstępnej selekcji i zadecydowania, czy dany rynek ma potencjał, czy warto posłać w teren pracownika albo skorzystać z pomocy pośrednika czy firmy partnerskiej w danym regionie – mówi Weronika Kuna.

GUS podaje, że w ubiegłym roku działalność na rynkach zagranicznych prowadziło nieco ponad 15 tys. polskich przedsiębiorstw. Wartość ubiegłorocznego eksportu była wyższa o 6,3 proc. i sięgnęła 798,2 mld zł. Według prognoz Ministerstwa Rozwoju w tym roku dynamika wzrostu wartości eksportu z Polski ma sięgnąć 5 proc. Jak stwierdza Ministerstwo Rozwoju, prognoza ta jest obarczona pewnym ryzykiem ze względu na panującą na rynkach niepewność. Wpływają na nią m.in. brexit, wybory w państwach europejskich i niedawna zmiana w fotelu prezydenckim w USA oraz związana z tym nowa polityka.

Prawie 40 proc. Polaków korzysta aktywnie z serwisów społecznościowych. Większość nie wie, że ma to wpływ na ich publiczny wizerunek

Prawie 40 proc. Polaków korzysta aktywnie z serwisów społecznościowych. Większość nie wie, że ma to wpływ na ich publiczny wizerunek 6

Z danych agencji We Are Social wynika, że blisko 40 proc. Polaków korzysta aktywnie z serwisów społecznościowych, spędzając na nich blisko dwie godziny dziennie. To szansa dla firm i marek, które za pomocą kanałów społecznościowych mogą pozyskiwać nowych klientów, budować swoją reputację i wizerunek. Dotyczy to również indywidualnych użytkowników sieci – tylko 40 proc. zdaje sobie sprawę z tego, że w social mediach kreują swoją markę osobistą, a ich profil może na przykład sprawdzić pracodawca.

 Social media w ogromnym stopniu zrewolucjonizowały biznes i życie osobiste. Większość ludzi spędza w mediach społecznościowych po kilka godzin dziennie. Są one narzędziem wywierania wpływu w zakresie polityki, edukacji, rozrywki, pomocą w znalezieniu pracy czy partnera, są wykorzystywane w akcjach społecznych, pozyskiwaniu funduszy. Krótko mówiąc, wpływają na to, jak wygląda życie biznesowe i prywatne w dzisiejszych czasach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Mateusz Grzesiak, doradca biznesowy i psycholog.

Z ostatniego raportu agencji We Are Social wynika, że 39 proc. Polaków aktywnie korzysta z mediów społecznościowych. Statystycznie każdy z nich przeznacza na nie 1 godz. 45 min. dziennie, czyli nieco mniej niż wynosi globalna średnia (2 godz. 19 min.). Zdecydowana większość, bo aż 70 proc. Polaków, jest codziennie aktywna na Facebooku (Polska zajmuje pod tym względem 3. miejsce na świecie, za Australią i Włochami).

Zbliżone dane pokazuje też ubiegłoroczny raport „Cyfrowi Polacy – konsumenci w czasach e-rewolucji” globalnej firmy doradczej McKinsey, która podaje, że dostęp do internetu ma 20 mln Polaków w wieku 15–64 lata. Ta grupa jest podłączona do sieci statystycznie średnio przez sześć godzin dziennie, a 68 proc. codziennie loguje się do serwisów społecznościowych.

Internet i social media są dla cyfrowych Polaków nie tylko kanałem komunikacji i jednym z głównych źródeł informacji, lecz także miejscem dokonywania zakupów i operacji płatniczych. Jak zauważa dr Mateusz Grzesiak, obecność w social media jest więc szansą dla firm i brandów, które za ich pomocą mogą kształtować swój wizerunek, budować wiarygodność i reputację oraz pozyskiwać nowych klientów.

– Biorąc pod uwagę to, że media społecznościowe dotyczą także biznesu, to biznes powinien się nimi bardziej zainteresować. Jak wynika z badań, według 76 proc. Polaków opinie znajomych wpływają na ich decyzje zakupowe. 24 proc. uważa, że kiedy marki nie ma w social mediach, to jest ona na przegranej pozycji. Dodatkowo 47 proc. twierdzi, że liczba fanów wpływa na wiarygodność marki, a 46 proc. użytkowników internetu przyznaje, że poznało nowe marki za pomocą mediów społecznościowych. Firmy mogą w ten sposób z większą łatwością utrzymywać kontakty z klientami, są w stanie budować swoją reputację oraz sprzedawać produkty – mówi dr Mateusz Grzesiak.

W Polsce biznes wciąż w niewielkim stopniu wykorzystuje swoją obecność w mediach społecznościowych, by zarabiać. Dane Komisji Europejskiej pokazują, że obecność polskich firm w social media odbiega od europejskiej średniej – w 2015 roku 22 proc. firm korzystało z co najmniej jednego serwisu społecznościowego (wobec 39 proc. dla 28 państw UE).

Mateusz Grzesiak podkreśla, że social media są narzędziem kreowania wizerunku nie tylko biznesu, lecz także indywidualnych użytkowników, z czego niewielu aktywnych w sieci internautów zdaje sobie sprawę. Tymczasem pracodawcy coraz częściej sprawdzają profile i posty swoich pracowników w serwisach społecznościowych.

– Moje badania, dotyczące budowania i kształtowania marki osobistej, wykazały, że 40 proc. Polaków, którzy umieszczają wpisy w serwisach społecznościowych i komentarze na Facebooku, nie jest świadomych tego, że kształtują w ten sposób swoją markę osobistą, a więc w określony sposób komunikują treści określonym odbiorcom – mówi dr Mateusz Grzesiak.

Dlatego publikując posty, warto mieć z tyłu głowy statystyki – do przeglądania profili pracowników w social media przyznaje się już co drugi pracodawca.

– Jeżeli więc pracownik w poniedziałek umieszcza post: „znowu muszę iść do roboty” albo w piątek mem z kotkiem o wyczekiwanym piątuniu, to gdy będzie prosił o podwyżkę, może się zdarzyć, że pracodawca będzie miał do tego dystans. Musimy mieć świadomość, że to, co napiszemy, zostanie przez kogoś przeczytane, i zastanowić się, jaki to ma skutek – podkreśla ekspert.

Branża reklamowa napędza rozwój gospodarki. Wspiera konkurencyjność firm i przyczynia się do rozwoju innowacyjności

Branża reklamowa napędza rozwój gospodarki. Wspiera konkurencyjność firm i przyczynia się do rozwoju innowacyjności 7

Branża reklamowa nie tylko sprzedaje produkty i kreuje wizerunek firm, lecz także napędza wzrost gospodarczy. Utrzymuje media i portale, wspiera konkurencyjność przedsiębiorstw i ma duże przełożenie na rynek pracy. W dużej mierze przyczynia się do rozwoju innowacyjności – przez dostarczanie cyfrowych narzędzi, rozwijanie kanałów kontaktu i komunikacji z klientami. Przykłady najbardziej kreatywnych i innowacyjnych rozwiązań z polskiej branży nagrodzono podczas warszawskiego Innovation Forum.

Branża reklamowa, oprócz oczywistych funkcji takich jak sprzedaż produktów i budowanie wizerunku marek, spełnia również ważne funkcje pośrednie, społeczne. Najważniejszą z nich jest wspieranie konkurencyjności. Firmy, chcąc się wyróżnić na rynku, muszą walczyć o to, żeby ich produkty były postrzegane jako nowoczesne, bardziej innowacyjne i bardziej konkurencyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Tyszkiewicz, pełnomocnik zarządu Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR.

Przyjęło się, że stan branży reklamowej i marketingu jest papierkiem lakmusowym całej gospodarki i napędza jej wzrost. Raport opracowany przez firmę badawczą Deloitte, IAB Europe i Światową Federację Reklamodawców (WFA) pokazał, że każde euro wydane na reklamę generuje 7 euro w europejskim PKB. Branża reklamowa wspiera konkurencyjność przedsiębiorstw na rynku – zwłaszcza z sektora MŚP – i znacząco wpływa na rynek pracy. W całej Europie w branży reklamowej pracuje blisko 6 mln osób, co stanowi 2,6 proc. ogółu zatrudnienia.

Szacuje się, że reklama wpływa na wysokość pensji w 75 proc. stanowisk we wszystkich działach gospodarki. Nie można też zapominać o tym, że dzięki niej w ogóle mamy media. Reklama finansuje całą naszą komunikację. Wszystkie komunikatory, łącznie z wysyłanymi e-mailami, są przecież z czegoś finansowane i tym czymś jest właśnie reklama – podkreśla Paweł Tyszkiewicz.

Poza wspieraniem gospodarki i jakości zatrudnienia branża komunikacji marketingowej rozwija innowacje. Dotyczą one nie tylko cyfrowych narzędzi wykorzystywanych w reklamie i nowych kanałów kontaktów, lecz także innowacyjnego podejścia do komunikacji z klientami. Marketingowe innowacje przekładają się na komunikację marek i produktów, zwiększają efektywność sprzedażową i przynoszą wymierne korzyści biznesowe.

Innowacje są integralnym elementem marketingu – od rozwoju produktu, dystrybucji, po komunikację marek. Aby dotrzeć do konsumentów, musimy nieustannie kwestionować to, co robimy, i mieć pewność, że wszystko robimy z myślą o nich, że rozumiemy ich potrzeby tu i teraz. Innowacje powinny nam w tym pomagać i pojawiać się we właściwym momencie i miejscu, tzn. wszędzie, gdzie wymagają tego okoliczności biznesowe i rynkowe – mówi Taide Guajardo, dyrektor marketingu Procter & Gamble w Europie.

Niestety Polska zajmuje odległe 23. miejsce w rankingach innowacyjności w Europie. Patrząc na przyczynę tego stanu rzeczy, kotwicą wstrzymującą rozwój jest niska innowacyjność małych i średnich przedsiębiorstw. Branża komunikacji marketingowej to przede wszystkim właśnie małe i średnie przedsiębiorstwa. Dlatego od wielu lat organizujemy konkursy dotyczące kreatywności i efektywności, które wyznaczają benchmarki i pokazują dobre praktyki – dodaje Paweł Tyszkiewicz.

Od blisko dwóch dekad SAR przyznaje Effie Awards – nagrody, które wyznaczają wzorce w branży reklamowej i promują rynkowe standardy. Co roku organizuje też Innovation Forum, które jest okazją do poznania nowości w marketingu, wymiany doświadczeń i dyskusji dotyczącej rozwoju branży. Głównym motywem tegorocznego forum, które przyciągnęło w tym tygodniu do Warszawy wielu ekspertów i specjalistów od marketingu i reklamy, była kreatywność i wychodzenie ze strefy komfortu.

Organizujemy Innovation Forum, żeby inspirować, dzielić się innowacyjnymi rozwiązaniami, przekonywać branżę do tego, że innowacja może być kołem zamachowym nie tylko firm, lecz także całej gospodarki. Innowacja to nie tylko finansowanie ryzykownych przedsięwzięć, nie tylko wartościowe badania, to również stan umysłu. Aby ten stan umysłu był właściwy, nastawiony na innowacje, potrzebujemy wzajemnego wsparcia – wyjaśnia Paweł Tyszkiewicz.

Dyrektor marketingu Procter & Gamble Europe zaznacza, że innowacje w komunikacji, a zwłaszcza rozwój technologii, podnoszą poprzeczkę w zakresie kreacji i komunikacji marek. To zadanie dla całej branży – agencji, marketerów z firm. Przy postępującej cyfryzacji i mnogości dostępnych kanałów bardzo łatwo bowiem zapomnieć o konsumentach. Istotne w komunikacji jest dogłębnie zrozumienie ich potrzeb i oparcie na nich kreatywnych pomysłów, które wzbudzają emocje i sprawiają, że marki stają się bliskie. Dlatego zwłaszcza w obliczu postępującej cyfryzacji, ciągła poprawa kreacji komunikacji marek powinna być zadaniem dla całej branży.

Kolejne wyzwanie to pomiar efektywności komunikacji.

Technologie cyfrowe są w stanie zgromadzić każdy rodzaj danych. Tym bardziej trudno zaakceptować fakt, że obecnie aż około 60 proc. komunikacji marketingowej za pośrednictwem kanałów cyfrowych nie dociera do konsumentów i trafia w próżnię. Był czas, kiedy branża dużo eksperymentowała w tym zakresie. Teraz nadszedł czas, gdy musimy podnieść poprzeczkę i postawić wyzwanie całej branży – nam, firmom, agencjom, mediom, dostawcom, by zrobić ten kolejny ważny krok – oceniła Guajardo.

Agencje, firmy z tej branży i duże koncerny, które rozwijają innowacje, muszą jednak wystrzegać się jednotorowego myślenia i proporcjonalnie rozkładać czas poświęcany nowym projektom, żeby nie wpaść w pułapkę innowacyjności.

Jeśli za bardzo skupimy się na innowacjach dla samej sztuki i niewiele wnoszących nowinkach, to może się okazać to pułapką. W P&G 70 proc. czasu poświęcamy na codzienną pracę, a 20 proc. to poprawianie tego, co już zrobiliśmy. Natomiast 10 proc. czasu przeznaczamy na rozwijanie rewolucyjnych pomysłów, które być może w przyszłości przerodzą się w coś wielkiego. Takie podejście pozwala nam właśnie uniknąć pułapki innowacyjności – wskazuje dyrektor marketingu Procter & Gamble w Europie.

Innovation Forum towarzyszy konkurs, w którym w tym roku przyznawane są nagrody w trzech kategoriach: innowacyjny biznes, doświadczenie oraz innowacyjne media. Wyróżnienia trafiają do twórców i agencji, które w minionym roku wykazały się najbardziej kreatywnymi i innowacyjnymi pomysłami. Główni wygrani w tym roku to globalna agencja reklamowa Saatchi & Saatchi, Nielsen, Idea Bank (doceniony za przepełnioną czarnym humorem akcję „Happy Miles”, promującą leasing samochodu na kilometry) oraz kampania „Kuchnia Spotkań Ikea”. W kategorii innowacyjne doświadczenie nagrodę zdobyła agencja reklamowa Walk, autor kampanii „Niewidzialni”, w ramach której powstała napisana przez osoby bezdomne książka, którą odczytać można wyłącznie na mrozie. Dzięki temu czytelnik chociaż przez chwilę może się wczuć w sytuację osób wykluczonych społecznie.

Dwa hasła tegorocznego konkursu to inspiracja i odwaga. To nie jest proste, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu, zgłosić projekt i pokazać go innym. Każdy ze zgłoszonych projektów był inspirujący i wnosił coś nowego – ocenia Witold Ziobrowski, wiceprezes zarządu Grupy Neuca i przewodniczący jury konkursowego.

– Innowacyjność jest jednym z tych elementów, które staramy się mierzyć i wchodzić sobie na ambicje. Sprawiać, żeby inni chcieli nas naśladować i chcieli uzyskiwać te najwyższe wskaźniki. Dla nas konkurs i forum innowacyjności są naturalnym przedłużeniem tego, co robimy dla branży reklamowej od wielu lat – dodaje Paweł Tyszkiewicz ze Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej.

W środę technicy farmaceutyczni wyjdą na ulice. Sprzeciwiają się likwidacji zawodu i zmianom w prawie farmaceutycznym

W środę technicy farmaceutyczni wyjdą na ulice. Sprzeciwiają się likwidacji zawodu i zmianom w prawie farmaceutycznym 8

10 maja odbędzie się ogólnopolski protest techników farmaceutycznych, którzy sprzeciwiają się odbieraniu im uprawnień i wygaszaniu kształcenia w tym kierunku. W Polsce pracuje obecnie około 40 tys. techników, którzy często są właścicielami i podstawowym personelem wielu aptek. Jeżeli ich zabraknie, dojdzie do analogicznej sytuacji jak w przypadku pielęgniarek – przestrzegają związki branżowe, które są również przeciwne ustawie „Apteka dla aptekarza” i apelują o konsultacje społeczne.

 Powodem protestu jest brak możliwości porozumienia z organami władzy. Wprowadzana jest bardzo poważna zmiana, która de facto spowoduje odsunięcie techników farmaceutycznych od wykonywania najważniejszych czynności w aptekach. Mimo to nie mamy szansy skontaktowania się z władzami i przedstawienia swojej opinii w tej sprawie, a Ministerstwo Zdrowia nas ignoruje. Nie możemy się doprosić spotkania nie tylko z ministrem, lecz nawet z jego podwładnymi. Nie mamy komu przedstawić swoich argumentów – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Klimczak, prezes zarządu Izby Gospodarczej Właścicieli Punktów Aptecznych i Aptek.

Na 10 maja zapowiadany jest ogólnopolski strajk techników farmaceutycznych i właścicieli punktów aptecznych. Protest ma się odbyć w godz. 10–15 przed główną siedzibą resortu zdrowia na ulicy Miodowej, skąd uczestnicy przemaszerują pod Sejm.

Protestujący sprzeciwiają się wprowadzeniu w życie ustawy „Apteka dla aptekarza”, która w tej chwili trafiła na biurko prezydenta. Projekt zakłada, że aptekę będzie mógł założyć i prowadzić tylko farmaceuta z czynnym prawem do wykonywania zawodu albo specjalnie powołana w tym celu spółka, której partnerami są wyłącznie farmaceuci. Jeden podmiot będzie mógł skupiać maksymalnie cztery apteki.

Nowelizacja wprowadzi też kryteria geograficzno-demograficzne, co oznacza, że konkurujące ze sobą apteki będzie musiała dzielić odległość przynajmniej 500 metrów, a pozwolenia na otwarcie nowej placówki będą wydawane tylko tam, gdzie będzie przypadać na nią minimum 3 tys. osób.

Projekt ustawy „Apteka dla aptekarza” wywołał szeroki sprzeciw organizacji branżowych, przedstawicieli polskich sieci aptecznych, Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Fundacji Republikańskiej. Został również skrytykowany przez UOKiK i resort rozwoju, który stwierdził, że „zmiany nie odpowiadają na najważniejsze wyzwania stojące przed sektorem aptek w Polsce”. Eksperci przestrzegają, że wprowadzenie nowych regulacji może spowodować wycofanie się zagranicznych sieci aptek z polskiego rynku. Krytycy oceniają, że nowelizacja utrudni pacjentom dostęp do leków, spowoduje wzrost cen oraz doprowadzi do monopolizacji rynku przez samorząd farmaceutyczny.

– Powstanie pewne lobby. Każdy z właścicieli czy członków tego lobby będzie miał po cztery apteki. Doprowadzi to do całkowitego zabetonowania rynku. Z drugiej strony, będą z niego wypychani technicy farmaceutyczni, a musimy pamiętać o tym, że dziś w dużej części są oni właścicielami i podstawowym personelem w wielu aptekach – podkreśla Paweł Klimczak.

Jak wynika z badania, które przeprowadził pod koniec kwietnia instytut badawczy Kantar Millward Brown, ponad dwie trzecie Polaków (62 proc.) uważa, że wprowadzenie nowych przepisów doprowadzi do wzrostu cen leków nierefundowanych. Prawie połowa (47 proc.) jest przeciwna wprowadzeniu kryteriów demograficznych, które zakładają, że jedna apteka musi przypadać na minimum 3 tys. mieszkańców.

Technicy i właściciele punktów aptecznych będą protestować również przeciw zmianom w prawie, które zakładają likwidację zawodu technika farmaceutycznego i wygaszenie  kształcenia w tej specjalności. Oznacza to, że w roku szkolnym 2018/2019 w szkołach, które prowadzą kształcenie zawodowe, nie będzie rekrutacji dla kandydatów na ten kierunek.

To efekt przeglądu kadr przeprowadzonego przez Ministerstwo Zdrowia. Resort zamierza zlikwidować zawód technika farmaceutycznego, powołując w zamian inne profesje odpowiadające na zapotrzebowanie systemu służby zdrowia.

 Pojawiają się plotki, że zamiast technika farmaceutycznego ma zostać wprowadzony zawód pomocy aptecznej, który będzie pracował z przyuczenia, coś jak sprzedawca w sklepie. Jest to oczywisty regres, który nie będzie służył ani rynkowi, ani pacjentom, tylko określonej grupie zawodowej – ocenia Paweł Klimczak.

Organizatorami demonstracji są Izba Gospodarcza Właścicieli Punktów Aptecznych i Aptek oraz Związek Zawodowy Techników Farmaceutycznych RP. Oba związki apelują do resortu zdrowia o konsultacje społeczne w sprawie planowanych zmian.

– Tworzony jest wokół nas dziwny mur, którego nie możemy przebić. Wydaje mi się, że ten protest będzie jedyną szansą, żeby dotrzeć do społeczeństwa z naszym hasłem „3xNIE” – wyjaśnia Paweł Klimczak.

Prezes Izby Gospodarczej Właścicieli Punktów Aptecznych i Aptek wyjaśnia, że projektowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany spowodują znacznie ograniczenie uprawnień techników. Odbiją się również na rynku pracy. W aptekach pracuje obecnie około 40 tys. techników farmaceutycznych, natomiast farmaceutów jest dwukrotnie mniej. Likwidacja tego zawodu może doprowadzić do analogicznych braków jak w przypadku zapotrzebowania na pielęgniarki i lekarzy specjalistów.

Uprawnienia zawodowe to rzecz, która powinna być ściśle chroniona. Jeśli proponowane zmiany wejdą w życie, technik farmaceutyczny nie będzie mógł wydawać w aptece wielu medykamentów. Jego rola zostanie bardzo poważnie ograniczona. Tego dotyczy pierwsze „nie”. Kolejne „nie” dotyczy kształcenia. Technicy farmaceutyczni od przyszłego roku przestają być kształceni. Jeżeli nic się nie zmieni, to powtórzy się sytuacja pielęgniarek, których w pewnym momencie zaczęło brakować – zauważa Paweł Klimczak.

Wirtualna rzeczywistość pomoże zwiększyć bezpieczeństwo dzieci na drogach. Uczniowie będą w ten sposób uczyć się zasad ruchu drogowego

Wirtualna rzeczywistość pomoże zwiększyć bezpieczeństwo dzieci na drogach. Uczniowie będą w ten sposób uczyć się zasad ruchu drogowego 9

Liczba wypadków drogowych z udziałem dzieci od lat nie uległa radykalnemu zmniejszeniu. Do poprawy sytuacji mogą się przyczynić nowoczesne technologie, które poprzez grę i zabawę będą edukować najmłodszych. Na terenie województw lubuskiego i wielkopolskiego wystartował właśnie program „Autostrada do szkoły”, organizowany przez spółkę Autostrada Wielkopolska SA, który swym zasięgiem obejmie docelowo 200 szkół. Dzięki okularom do wirtualnej rzeczywistości i specjalnie w tym celu stworzonej aplikacji uczniowie będą ćwiczyć zachowania na drodze i znajomość zasad ruchu drogowego.

– Widzimy po statystykach, jak ważna jest edukacja, ponieważ dzieci są najbardziej odpowiedzialnymi uczestnikami ruchu drogowego, wbrew obiegowej opinii, że są niefrasobliwe i stwarzają zagrożenie. Dzieci są doskonale wyedukowane: począwszy od przedszkola poprzez szkołę podstawową, gdzie zdobywają wiedzę i umiejętności potrzebne do bezpiecznego poruszania się jako piesi, aż po egzamin na kartę rowerową, czyli takie pierwsze w życiu prawo jazdy. Wielu dorosłych mogłoby brać z nich przykład – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Bednik z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Poznaniu.

Jak wynika z podsumowania Komendy Głównej Policji, w ubiegłym roku miało miejsce prawie 3 tys. wypadków drogowych z udziałem dzieci w wieku do 14 lat. W ujęciu rocznym ta liczba wzrosła o 5,4 proc. (czyli o 153 wypadki). Zginęło w nich łącznie 72 dzieci, a blisko 3,3 tys. zostało rannych. Trzy czwarte nieletnich ofiar wypadków to pasażerowie samochodu, co oznacza, że dzieci są narażone na konsekwencje błędu kierowcy, którym jest najczęściej ktoś z rodziny.

Statystyki policji pokazują też, że około 40 proc. wszystkich ofiar wypadków drogowych w Polsce stanowią piesi. W 2016 roku doszło do ponad tysiąca potrąceń dzieci do 14 roku życia, spośród których szesnaścioro zginęło.

 Największe zagrożenie stanowią rejony, w których nie ma infrastruktury dla pieszych, chodników, więc piesi muszą się poruszać poboczem lub jezdnią. To na ogół małe miejscowości lub wsie, gdzie ludzie muszą się poruszać, nie korzystając z chodnika, czyli drogi wydzielonej spoza jezdni. Wreszcie każdego roku lawinowo przybywa samochodów, a wzmożony ruch to również powód, dla którego na drogach nie jest bezpieczniej – mówi Maciej Bednik.

Policja i eksperci zgodnie wskazują, że kluczem do poprawy bezpieczeństwa dzieci w ruchu drogowym jest edukacja i poprawa infrastruktury. Stąd pomysł na nowatorski projekt społeczny „Autostrada do szkoły”, którego inicjatorem jest Autostrada Wielkopolska SA. Akcja, która wystartowała w tym tygodniu, obejmie docelowo 200 szkół podstawowych w 35 gminach w województwach lubuskim i wielkopolskim, położonych w pobliżu koncesyjnego odcinka A2.

– Zdajemy sobie sprawę z tego, że budżety gmin są ograniczone, a potrzeba nadal są duże. Poprzez naszą kampanie chcemy wspierać bezpieczeństwo na poziomie lokalnym. Stwierdziliśmy, że możemy się podzielić naszymi doświadczeniami, możliwościami i środkami finansowymi, które przeznaczymy na ten właśnie cel. Z jednej strony stworzyliśmy innowacyjny program edukacyjny wykorzystujący wirtualną rzeczywistość, z drugiej będziemy podnosić poziom bezpieczeństwa dzięki poprawie infrastruktury – mówi Robert Nowak, wiceprezes zarządu spółki Autostrada Wielkopolska SA.

We współpracy z Kulczyk Foundation, Autostrada Eksploatacją SA oraz budowlanym koncernem Strabag, spółka zarządzająca autostradą wprowadzi do szkół program edukacyjny, w którym dzieci przez zabawę będą się uczyć zasad ruchu drogowego.

Połączenie okularów Oculus Rift i specjalnie stworzonej w tym celu aplikacji przeniesie je do wirtualnej rzeczywistości, w której będą ćwiczyć bezpieczne zachowanie na drodze i znajomość znaków drogowych. W wirtualnej scenerii miejskiej i autostradowej dzieci będą rozwiązywać zadania i uczyć się podejmowania dobrych decyzji. Po raz pierwszy w Polsce zastosowano VR do nauki dzieci bezpiecznego poruszania się na drodze.

– Program kierujemy w pierwszej kolejności do szkół i dzieci z klas nauczania początkowego I–III. Do końca roku jesteśmy w stanie przeprowadzić szkolenia z bezpieczeństwa w około 50 placówkach. Odeszliśmy od tradycyjnej metody komunikowania się z uczniami i postawiliśmy na nową technologię i innowacyjność, na interakcje z dziećmi. Stworzyliśmy autorską aplikację VR, która przenosi dzieci w wirtualną rzeczywistość miasta, gdzie rozwiązują konkretne zadania, przenosząc się do kolejnych etapów i poziomów – mówi Zofia Kwiatkowska, rzeczniczka prasowa Autostrady Wielkopolskiej SA.

 Dzieci w naturalny sposób są dzisiaj otoczone cyfrową technologią, która je w pewien sposób fascynuje. Dlatego edukację chcemy poprowadzić poprzez zabawę – dodaje wiceprezes spółki Robert Nowak.

W ramach akcji powstała platforma internetowa, poprzez którą szkoły podstawowe mogą zgłaszać swój akces do programu edukacyjnego. Ten jest zaplanowany na trzy lata i ma się zakończyć w 2020 roku. Do tego czasu organizatorzy zdążą również wyremontować infrastrukturę drogową w otoczeniu szkół. Na bazie konsultacji z policją wyłonią miejsca, w których jest to najbardziej potrzebne.

 Jeszcze w tym roku zamierzamy poprawić infrastrukturę przy 10 szkołach. Chodzi o odpowiednie doświetlenie, zainstalowanie spowalniaczy i barierek, czyli wszystkich urządzeń, które przyczynią się do tego, że dzieci będą bezpieczniejsze – wyjaśnia Zofia Kwiatkowska.

Akcję „Autostrada do szkoły” objęła patronatem Komenda Główna Policji, Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, Rzecznik Praw Dziecka oraz Kuratorium Oświaty w Poznaniu. Jej ambasadorem został natomiast znany aktor Jarosław Boberek, który dubbinguje popularne książki dla dzieci, jego głos dzieci usłyszą także w wirtualnej rzeczywistości aplikacji.

– Sięgnięto po pomysł aplikacji wirtualnej, pewnego rodzaju gry i zabawy. I jest to bardzo dobry pomysł. Dzieciaki lubią się bawić, lubią gry, więc to jest bardzo dobra droga – podkreśla Jarosław Boberek.

Co piąty Polak korzysta z e-kantorów. Roczne obroty branży szacowane są na 30 mld złotych i dynamicznie rosną

Co piąty Polak korzysta z e-kantorów. Roczne obroty branży szacowane są na 30 mld złotych i dynamicznie rosną 10

Polacy coraz chętniej wymieniają waluty online. Szacuje się, że ponad 20 proc. takich transakcji odbywa się w internecie, a wartość obrotów w e-kantorach przekroczyła 30 mld zł. Rynek wymiany walut rozwija się coraz dynamiczniej, więc pojawiają się także porównywarki kantorów online pomagające dodatkowo oszczędzić podczas wymiany walut i transferów.

Wymiana walut w kantorach online daje przede wszystkim szybkość wykonania transakcji i bezpieczeństwo, bo nie ma fizycznego przechowania gotówki czy kontaktu z kantorem. Poza tym transparentność informacji – podajemy dane, które są związane z realizacją transakcji, i możemy szybko otrzymać pieniądze, które chcemy wymienić na potrzeby własne albo beneficjenta – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Monika Kania, założycielka i dyrektor generalna xchanger.io, porównywarki kantorów online i społecznościowych platform walutowych.

Polacy szybko przekonują się do wymiany walut online. Wedle raportu dotyczącego branży kantorów internetowych portalu Interaktywnie.com, wartość wymiany walut w sieci stanowi około jedną piątą wszystkich usług tego typu, a zatem większość pieniędzy Polacy nadal wymieniają w tradycyjnych placówkach. Roczne obroty branży e-kantorów szacowane są już jednak na ok. 30 mld zł i dynamicznie rosną. Na rynku przybywa internetowych kantorów, a tym samym także portali, które pozwalają porównać koszty wymiany walut.

Pomagamy kantorom znajdować klientów, a właściwie klientom znajdować kantory. Na xchanger.io skupiamy oferty najbardziej wiarygodnych, najbardziej elastycznych kantorów, które działają na rynku polskim i międzynarodowym. Prezentujemy użytkownikom ich oferty, które są w tym momencie sprofilowane pod kątem tego, jaką walutę chce wymienić, na jakiego rodzaju konto bankowe, do jakiego kraju chcą przesłać pieniądze. Pokazujemy najlepsze oferty, które mamy w ramach naszej współpracy partnerskiej z kantorami online – tłumaczy Monika Kania.

Oferty kantorów różnią się nie tylko wysokością kursów walut, lecz także opłatami dodatkowymi, takimi jak koszty przelewu czy marże. Xchanger.io pozwala porównać oferty i znaleźć tę, w której transakcja będzie dla klienta najkorzystniejsza. To dobre rozwiązanie nie tylko dla tych, którzy wymieniają walutę przed wyjazdem zagranicznym, lecz także dla osób spłacających raty kredytu w obcych walutach, emigrantów przesyłających pieniądze do kraju czy firm nastawiających się na działalność poza granicami Polski.

Rynek platform działających międzynarodowo i umożliwiających przesyłanie transferu do Polski jest bardzo konkurencyjny. Z partnerów działających na naszej stronie xchanger.io możemy wybrać kilku, którzy dadzą nam najlepsze oferty – podkreśla założycielka porównywarki kantorów i platform walutowych.

Obecnie xchanger.io obsługuje 103 waluty i niemal 200 krajów. Co istotne, zwłaszcza dla firm wchodzących na nowe rynki, współpracuje też z 30 globalnymi operatorami.

Obsługujemy zarówno rynek polski, jak i Europy Środkowej i Wschodniej, nawet takie odległe rejony, jak Ameryka Południowa. Jesteśmy w stanie na każdy kraj Ameryki Południowej zapewnić 30 operatorów walutowych – wymienia Monika Kania.

Z analiz xchanger.io wynika, że przy spłacie kredytu hipotecznego w obcej walucie można zaoszczędzić nawet 100 zł miesięcznie. Firmy odbierające przelewy w euro są w stanie zaoszczędzić nawet kilkaset euro. Dlatego firma zapowiada, że w dużej mierze zamierza się skupić właśnie na takich klientach, zwłaszcza że globalna wartość przelewów firmowych sięga 30 mld dolarów rocznie.

Budujemy produkt, który będzie zapewniał kompleksową automatyczną obsługę klienta firmowego, czyli firmy, która jest importerem, eksporterem, działa międzynarodowo. Właściwie większość polskich start-upów, które mają ambicje międzynarodowe, to nasi potencjalni klienci. To wszyscy, którzy wymieniają walutę, mają potrzebę oszczędzania i widzą, jak dużo tracą na tradycyjnej wymianie walut w bankach albo kantorach stacjonarnych – przekonuje właścicielka start-upu.

Jak zapowiada dyrektor generalna xchanger.io, docelowo platforma ma być nie tylko porównywarką. Trwają przygotowania do wprowadzenia produktu, który uprości cały proces wymiany walut.

Do premiery produktu pozostało ok. 2 miesiące. Skrócimy proces rejestracji logowania w każdym z kantorów oddzielnie. Produkt, który tworzymy, będzie umożliwiał jedną rejestrację, jedno logowanie do najlepszych ofert na rynku z kantorów działających międzynarodowo – obiecuje założycielka xchanger.io.

Komputery coraz częściej będą analizowały i uczyły się naszych zachowań. Wartość rynku inteligentnych aplikacji do 2020 r. przekroczy 40 mld dolarów

Komputery coraz częściej będą analizowały i uczyły się naszych zachowań. Wartość rynku inteligentnych aplikacji do 2020 r. przekroczy 40 mld dolarów 11

Uczenie maszynowe samo w sobie stanowi realizację zjawiska, które określamy jako sztuczna inteligencja. To proces, w którym sam komputer uczy się czegoś nowego, bazując jedynie na dostarczonych mu danych. Zautomatyzowane systemy analityczne, które kształcą się wraz z upływem czasu i pozyskiwaniem większej liczby informacji, rozwijają się obecnie w tak szybkim tempie, że śmiało można mówić o rewolucji w tym obszarze. Według International Data Corporation do 2020 r. wartość rynku inteligentnych aplikacji przekroczy 40 mld dol.

Uczenie maszynowe to proces, w którym komputer sam ma się nauczyć czegoś na podstawie danych. Czyli w odróżnieniu od klasycznego podejścia do programowania, gdzie programista krok po kroku instruuje komputer, co ma robić, w wypadku uczenia maszynowego rolą człowieka jest tylko określenie celu i dostarczenie danych trenujących – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Kudelski, senior business solution manager z firmy SAS Polska.

Według raportu Gartner firmy, które będą przechowywać swoje dane, a następnie dzięki specjalnym programom analitycznym efektywnie je wykorzystywać w procesie podejmowania decyzji biznesowych, zdobędą ponad 20-procentową przewagę nad swoją konkurencją. To dowód na to, że w uczeniu maszynowym drzemie ogromny potencjał. Obecnie na tej bazie powstaje wiele algorytmów, które wykorzystywane są w procesie tworzenia nowych technologii.

W ostatnich latach obserwujemy pewną rewolucję w sztucznej inteligencji, w uczeniu maszynowym, która też skutkuje pewnymi spektakularnymi sukcesami, takimi jak np. autonomiczne samochody czy zwycięstwa algorytmów sztucznej inteligencji w takich dziedzinach jak szachy, gra Go czy rozpoznawanie twarzy  – twierdzi Michał Kudelski.

Według IDC do 2020 r. wartość rynku inteligentnych aplikacji przekroczy 40 mld dol. Jak twierdzi senior business solution manager z firmy SAS Polska, głównymi przyczynami przyśpieszenia rozwoju sztucznej inteligencji są dostępność danych, moc obliczeniowa i nowe techniki algorytmiczne. Przykładem zastosowania uczenia maszynowego są chociażby serwisy muzyczne typu Spotify, które na podstawie analizy naszych preferencji, czyli tego, co słuchamy, proponują spersonalizowaną listę utworów.

Rewolucja maszynowa jest możliwa dzięki dostępności danych, mocy obliczeniowej i nowym technikom algorytmicznym, które zwiększają skuteczność samego procesu uczenia. Tych przykładów zastosowań uczenia maszynowego obserwujemy z dnia na dzień coraz więcej. Coraz więcej osób korzysta z serwisów muzycznych typu Spotify na podstawie analizy naszych preferencji nasz algorytm jest w stanie nauczyć się, jaki typ muzyki lubimy i zaproponować nam listę utworów skierowaną wyłącznie dla nas – wyjaśnia Michał Kudelski.

Uczenie maszynowe wykorzystywane jest w bardzo szerokim zakresie. Pozwala chociażby rozpoznać mowę, występuje w Google Translator, sprawdza się przy wykrywaniu nadużyć finansowych, jak również w business intelligence, a więc raportowaniu i wizualizacji danych. Jak widać, specyfika wykorzystania tego elementu sztucznej inteligencji jest bardzo szeroka. Co najważniejsze, z uczenia maszynowego może korzystać właściwie każda firma.

Nawet mała, a w skrajnym przypadku jednoosobowa firma, gdzie właściciel jest jakimś pasjonatem nowych technologii, jest w stanie korzystać z rozmaitych narzędzi i uczenia maszynowego. One są dostępne i dość proste w użyciu. Myślę, że tutaj decyduje liczba danych, którą ta firma generuje na co dzień. Nie chodzi o wielkość organizacji, ale o liczbę danych, która jest przez nią generowana – tłumaczy Michał Kudelski.

Jak twierdzi specjalista, uczenie maszynowe daje wiele korzyści, poczynając od pełnej automatyzacji pewnych czynności, poprzez podejmowanie w krótkim czasie wielu lepszych decyzji. Uczenie maszynowe pełni niejako rolę narzędzia służącego do skrupulatnej analizy gromadzonych przez firmę danych. Dzięki temu dana firma potrafi przewidzieć przyszłe trendy i zapotrzebowanie rynku.

– Uczenie maszynowe daje możliwość „przewidywania przyszłości”, czyli na podstawie danych historycznych jesteśmy w stanie przewidzieć zapotrzebowanie na jakiś towar w przyszłości i na tej podstawie optymalizować naszą politykę zamówień, nasze stany magazynowe – podkreśla Michał Kudelski.

Senior business solution manager z firmy SAS Polska uważa także, że być może w niedalekiej przyszłości sposób interakcji między ludźmi a komputerami ulegnie całkowitemu przeobrażeniu.

To, co mamy w tej chwili, czyli klasyczne interfejsy stron internetowych oraz aplikacje na smartfony obsługiwane ekranem dotykowym, być może w niedalekiej przyszłości zostaną zastąpione przez inteligentne programy, tzw. boty, z którymi będziemy prowadzić konwersacje w języku naturalnym. Świat zmieni się nie do poznania – przekonuje Michał Kudelski.

Rośnie konkurencja na rynku wypożyczalni jednośladów. Ich twórcy prześcigają się w wymyślaniu nowych usług dostępnych za pomocą aplikacji mobilnych

Rośnie konkurencja na rynku wypożyczalni jednośladów. Ich twórcy prześcigają się w wymyślaniu nowych usług dostępnych za pomocą aplikacji mobilnych 12

Skutery elektryczne są świetną alternatywą nie tylko dla samochodów,lecz także dla rowerów. Świetnie sprawdzają się w ruchu miejskim, pozwalając na szybkie przemieszczanie i zwinne omijanie korków. Dlatego od pewnego czasu skutery elektryczne cieszą się rosnącą popularnością, co starają się wykorzystać takie platformy jak JedenSlad.pl. Nowa sieć stawia przy tym na przyjazną aplikację mobilną i wyjątkowe możliwości swoich pojazdów.

Przede wszystkim budujemy miejską sieć skuterów elektrycznych. Pierwsza, najważniejsza rzecz to skutery elektryczne, czyli zupełna nowość na polskim rynku. Za tym stoi cała filozofia, to znaczy nie chcemy być i nie jesteśmy wypożyczalnią, nie wypożyczamy skuterów na minuty. Budujemy całą sieć. Coś takiego jak rowery miejskie, tylko dla skuterów elektrycznych. Wystarczy aplikacja, lokalizujemy skuter, wiemy, gdzie ten skuter jest, wiemy, ile możemy nim przejechać i omijamy korki­ – mówi agencji informacyjnej Newseria Łukasz Banach, współzałożyciel firmy JedenSlad.pl.

JedenSlad.pl swój system opiera na 50 skuterach elektrycznych, lecz docelowo w Warszawie ma być aż 700 jednośladów, które rozwijają prędkość do 45 km/h. Co ważne, można z nich korzystać bez konieczności posiadania prawa jazdy. Jedynym warunkiem, jaki należy spełnić, jest ukończenie 22 roku życia oraz okazanie dowodu osobistego. W innym przypadku potrzebny jest dokument upoważniający do kierowania pojazdem.

Na użytkowników czekają dwuosobowe skutery, które oferują: dwa kaski, maseczki antysmogowe, możliwość naładowania telefonu komórkowego podłączonego do skutera oraz trzy tryby jazdy szybszy, średni i wolny. Ponadto jest też duży bagażnik, z którego można skorzystać np. podczas powrotu z zakupów – komentuje Łukasz Banach.

Sieć skuterów elektrycznych pomoże uwolnić miasto od zanieczyszczeń, ominąć korki i z łatwością zaparkować, bez uiszczania dodatkowych opłat. Jak przekonuje Łukasz Banach, skuter można zaparkować dosłownie wszędzie, pod warunkiem że nie łamie się przepisów ruchu drogowego. Co najważniejsze, samo korzystanie z usługi ma się okazać proste i komfortowe.

Żeby skorzystać z sieci JedenSlad.pl należy najpierw odwiedzić stronę internetową i tam się zarejestrować. Dajemy 14 dni na kompletnie bezproblemowe, bezryzykowne wypróbowanie zarówno skuterów, jak i samego systemu. Następnie wystarczy ściągnąć aplikację, która jest kluczem do skutera i bagażnika. Nie potrzebujemy nic więcej, nie potrzebujemy kodu ani kluczyków. Z poziomu aplikacji lokalizujemy skuter i otrzymujemy informację, jak daleko można nim przejechać. Z poziomu aplikacji robimy tak naprawdę wszystko – podkreśla Łukasz Banach.

Usługa będzie na razie dostępna jedynie na terenie Warszawy i okolic, ale nie oznacza to, że nie można pojechać dalej – wszystko ma zależeć od tego, jaki zasięg ustali aplikacja. Jak szacują pomysłodawcy projektu, na jednej baterii można przejechać ok. 70–80 km.

Wypożyczamy i oddajemy wszędzie na terenie miasta, w publicznie dostępnych miejscach. Możemy później albo oddać skuter, albo zapauzować. To są dwie opcje. Oddawanie skutera kończy wynajem. Pauza jest specjalną opcją na zakupy. Jedziemy na zakupy, jesteśmy godzinę w centrum handlowym, możemy zapauzować skuter. Jednoślad na nas czeka, nikt go nie wynajmie i możemy po godzinie wrócić, zapakować zakupy do bagażnika i wrócić do domu – wyjaśnia Łukasz Banach.

Głównym atutem sieci JedenSlad.pl ma być liczba skuterów, które będą rozproszone po całym mieście, a także ponadprzeciętnie duże bagażniki i możliwość podróżowania w dwie osoby. W przyszłości sieć planuje również ekspansję na terenie innych zakorkowanych polskich miast.

Przede wszystkim stawiamy na to, żeby skuterów było jak najwięcej, a jednocześnie chcemy działać przez cały rok. W niedalekiej przyszłości planujemy ekspansję w innych miastach. Na początek Kraków, potem wszystkie te miasta, które według różnych rankingów są najbardziej zatłoczone, wśród nich Łódź czy Wrocław – zapowiada Łukasz Banach.

Apteka nie dla pacjentów?

Pod koniec kwietnia senat przyjął nowelizację prawa farmaceutycznego, która czeka teraz na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Jeśli on ją zatwierdzi, ustawa zacznie obowiązywać w ciągu 30 dni od jej ogłoszenia. Eksperci ostrzegają, że nowe przepisy, wprowadzające znaczne ograniczenia w działalności gospodarczej, nie są zgodne z Konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej i najbardziej uderzą w pacjentów.

Prezydent ma na podpisanie tej ustawy czas do 16 maja, a jak twierdzi jego biuro prawne, nie ma jeszcze decyzji, czy to zrobi. Zgodnie z nową ustawą jedna firma będzie mogła mieć tylko cztery apteki. To uderzy w sieci farmaceutyczne, które nie będą mogły się rozwijać i tworzyć nowych placówek. Zmianę odczują także w swoich portfelach pacjenci, bo w sieciowych aptekach mogli dotąd kupić leki z recepty i OTC taniej o kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt procent. Zdaniem posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy są autorami nowelizacji ustawy, trzeba ograniczyć rozwój sieci farmaceutycznych, bo niszczą indywidualnych aptekarzy i są nastawione wyłącznie na zysk. Według raportu IMS Health, na który powołują się ustawodawcy, w 2015 roku w Polsce działało 14 569 aptek, z czego połowa z nich należała do indywidualnych właścicieli.

Nic dziwnego, że eksperci zadają pytanie, czy projektowane przepisy są efektem lobbingu drobnych aptekarzy, którzy chcą rękami polityków zapewnić sobie monopol lokalny i w łatwy sposób wywindować ceny.

– Sieci farmaceutyczne należące do dużych korporacji z pewnością sobie poradzą. Będą przekształcały swoją działalność, oferując leasing i sprzedaż know-how. Uderzy to jednak w firmy aptekarskie, które mają więcej niż cztery placówki i podjęły duże zobowiązania finansowe na stworzenie swoich sieci. Likwidacja przez nie kilku placówek może doprowadzić do zagrożenia niewypłacalnością, a w niektórych przypadkach wręcz do niewypłacalności – sądzi Małgorzata Anisimowicz, prezes kancelarii PMR Restrukturyzacje SA.

Za dużo aptek

PiS uważa, że aptek w Polsce jest za dużo, więc nowe placówki będą mogły powstawać tylko w sytuacji, gdy w gminie posiadającej aptekę liczba mieszkańców przekracza 3 tys. osób. Nowy punkt sprzedaży leków nie może też powstać bliżej niż 500 metrów od istniejącej już placówki. Oznacza to, że w dużych miastach przez wiele najbliższych lat nie powstanie żadna nowa apteka. Według IMS Health w woj. mazowieckim już teraz jedna apteka przypada na 2917 mieszkańców, w warmińsko-mazurskim – 3228, a w kujawsko-pomorskim – 3214 (dane za 2015 rok pochodzą z raportu IMS Health).

Zezwolenie na prowadzenie apteki otrzymają wyłącznie farmaceuci, którzy mają prawo wykonywania zawodu, oraz spółki, których przedmiotem działalności jest prowadzenie aptek, a wspólnikami są magistrzy farmacji. Wyklucza to przejmowanie aptek po rodzicach, jeśli spadkobierca nie będzie z wykształcenia farmaceutą. Pozostanie mu zlikwidowanie rodzinnej firmy albo sprzedanie jej innemu aptekarzowi.

– Planowana zmiana przepisów może ograniczyć pacjentom dostęp do leków oraz opóźnić proces adaptacji przez polski rynek leków nowych, gdyż możliwości wykorzystania efektu skali zostaną mocno nadwątlone. Wyeliminowanie aptek sieciowych uczyni Polskę mniej atrakcyjnym rynkiem zbytu dla przemysłu farmaceutycznego, w tym dla rodzimych producentów – twierdzą prawnicy z kancelarii PMR Restrukturyzacje SA.

Wbrew Morawieckiemu

Przyjęcie tych rozwiązań przez parlament zaskoczyło środowisko farmaceutyczne, bo jeszcze w połowie kwietnia, kiedy ważyły się losy nowelizacji, wicepremier Mateusz Morawiecki przestrzegał senatorów przed przyjęciem takich rozwiązań:

„Wprowadzenie proponowanych ograniczeń własnościowych będzie skutkowało postępującą fragmentaryzacją rynku aptek w Polsce. Doprowadzi to do dalszego osłabienia pozycji negocjacyjnej aptek i znacząco utrudni uzyskiwanie efektu korzyści skali dla pojedynczych aptek, co może przełożyć się w sposób znaczący na podwyżkę ceny leków nie objętych refundacją oraz OTC” – napisał w opinii przesłanej do senatu.

– Apteka nie powinna być tylko dla farmaceuty i w sejmie będzie zmiana tych przepisów – zapewniał jeszcze niedawno Mateusz Morawiecki w programie TVN24. Niestety, tak się nie stało.

Pacjenci nie mają złudzeń

Podobne obawy podzielają pacjenci. Jak wynika z badania przeprowadzonego pod koniec kwietnia przez Kantar Millward Brown na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców*, aż 62 proc. Polaków uważa, że wejście w życie nowelizacji ustawy o prawie farmaceutycznym spowoduje wzrost cen leków nierefundowanych.

Jak podkreślają politycy i ekonomiści, duże zaskoczenie budzi ustawa regulująca rynek, podczas gdy rząd PiS obiecywał deregulację. Jej gorącym zwolennikiem był wicepremier Mateusz Morawiecki, który przygotowuje Konstytucję dla biznesu, czyli pakiet ustaw deregulacyjnych, mających zwiększyć konkurencyjność polskiej gospodarki. Morawiecki zapewniał na początku swoich rządów, że „jednym z kluczowych punktów polityki gospodarczej powinny być rozpoczęte procesy deregulacyjne prowadzące m.in. do ułatwienia prowadzenia działalności gospodarczej i zmniejszenia obciążeń biurokratycznych”.

Co na to Konstytucja?

Prawnicy podkreślają, że wątpliwa wydaje się zgodność planowanych przepisów z Konstytucją. W szczególności z art. 22, który ograniczenie zasady wolności gospodarczej przewiduje wyłącznie ze względu na ważny interes publiczny, a nie prywatny interes wąskich grup społecznych. Równie wątpliwa wydaje się ich zgodność z przepisami unijnymi w zakresie swobody działalności gospodarczej. Rodzi to ryzyko poniesienia przez państwo polskie wymiernych skutków finansowych w postaci konieczności wypłat odszkodowań za ewentualne straty sieci aptekarskich lub firm działających na polskim rynku farmaceutycznym.

* Badanie zostało przeprowadzone w dniach 20-21 kwietnia 2017 roku przez Kantar Millward Brown. Pytania w formie ankiety telefonicznej zostały skierowane do wybranej losowo reprezentatywnej grupy 1001 dorosłych Polaków, z czego 26 proc. stanowili emeryci i renciści, a 46 proc. deklarowało, że posiada stałe źródło dochodów.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. zapowiada wypłatę dywidendy

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zakończyła 2016 r. skonsolidowanym zyskiem netto na poziomie 550 tys. zł. Emitent zamierza wypłacić dywidendę w wysokości 0,04 zł na akcję.

Zarząd Spółki zarekomenduje Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy Spółki wypłatę dywidendy dla jej Akcjonariuszy z zysku wypracowanego w 2016 r. w kwocie 0,04 zł na akcję. Zgodnie z rekomendacją Zarządu, Akcjonariusze Emitenta otrzymaliby środki w łącznej wysokości ponad 197 tys. zł. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. podtrzymałaby w ten sposób dotychczasową politykę dywidendową, bowiem w ostatnich latach Spółka regularnie dzieliła się osiąganym zyskiem ze swoimi inwestorami. Ostateczną decyzję w zakresie wypłaty dywidendy podejmą Akcjonariusze podczas najbliższego ZWZA.

„Spółka zgodnie z przyjęta polityką dywidendową zamierza w tym roku podzielić się wypracowanym zyskiem ze swoimi Akcjonariuszami. Celem naszych działań jest pozyskiwanie Inwestorów długoterminowych, którzy współpracują ze Spółką ze względu na jej fundamenty ekonomiczne.” – podkreśla Remigiusz Brzeziński, Prezes Zarządu Spółki Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A.

Miniony rok należał do bardzo udanych dla Spółki i udało jej się znacząco poprawić wyniki finansowe. Skonsolidowany zysk netto Emitenta w 2016 r. przekroczył 550 tys. zł, a jego przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 5.632 tys. zł. Rok wcześniej zysk netto Grupy Kapitałowej Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. wyniósł 428 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 5.352 tys. zł. Wzrost zysku netto Spółki w ujęciu rdr. był wyższy od prognoz, które zakładały, że wyniesie on 10%. Duże znaczenie dla dalszego rozwoju całej Grupy Kapitałowej ma ekspansja działalności w zakresie obsługi wierzytelności z sektora B2B oraz świadczenia usług szkoleniowych i usług prawnych przeznaczonych dla przedsiębiorstw. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. bardzo dynamicznie rozwija również swoje nowe usługi, m.in. mikrofaktoring oraz jednostkowy wykup wierzytelności. Środki na dalszą progresję segmentu mikrofaktoringu pochodzą z zakończonej z sukcesem emisji obligacji serii, z której Emitent pozyskał ponad 800 tys. zł. Do chwili obecnej Spółka przyznała blisko 0,9 mln zł limitów faktoringowych 19 klientom, co świadczy o bardzo dobrych perspektywach dla tego produktu finansowego. Nadrzędnym celem strategicznym Emitenta pozostaje nadal osiągnięcie czołowej pozycji na rynku windykacji i zarządzania wierzytelnościami B2B sektora MSP w Polsce.

„Spółka będzie systematycznie zwiększać w swojej ofercie i co za tym idzie także w strukturze przychodów, usługi finansowe, takie jak mikrofaktoring oraz wykup wierzytelności B2B. Działanie to pozwoli nam świadczyć komplementarne usługi zarządzania wierzytelnościami. Klient znajdzie u nas zarówno usługi windykacji, usługi prawne, jak i odpowiednie szkolenia, a także finansowanie swoich działań pod zastaw wierzytelności. W przyszłości planujemy uzupełnienia naszej oferty o usługi związane z doradztwem podatkowym oraz usługi świadczone przez biegłych rewidentów. Wszystko to ma na celu zapewnienie klientowi jak najlepszej i najpełniejszej obsługi, aby nie musiał szukać rozwiązań poza Grupą WEC.” – zakończył Prezes Brzeziński.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. specjalizuje się w kompleksowej obsłudze firm z zakresu windykacji i zarządzania wierzytelnościami z sektora B2B. Podstawowym celem Emitenta jest szybkie oraz skuteczne odzyskiwanie należności dla jego klientów. Spółka posiada elastyczną ofertę dla przedsiębiorstw z sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla innych podmiotów gospodarczych. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. jest notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r., a od września 2016 należy do segmentu NC Focus. W 2016 r. Emitent wypłacił dywidendę w wysokości 0,03 zł na akcję z zysku za 2015 r.

Kongres ITS już za niecałe 2 tygodnie

Już za niecałe 2 tygodnie odbędzie się kongres Inteligentnych Systemów Transportowych ITS POLSKA, który już od dziesięciu lat, wspólnie z dynamicznie rozwijającą się branżą współtworzy rynek ITS w Polsce. Rok 2017 w sposób szczególny zapisze się w kalendarzu branży z uwagi na dwa jubileusze: dziesięciolecie istnienia ITS POLSKA oraz 10. edycja POLSKIEGO KONGRESU ITS – Inteligentnych Systemów Transportowych, który odbędzie się w terminie 16-17 maja 2017 r. w Hotelu Sofitel Victoria, w Warszawie.

Propozycja programowa jubileuszowego POLSKIEGO KONGRESU ITS obejmuje szeroki wachlarz zastosowań ITS. Wśród tematów znajdą się zarówno zagadnienia popularne, wynikające z planów inwestycyjnych w Polsce, takich jak systemy zarządzania ruchem oraz poboru opłat na drogach krajowych, jak i budzące wciąż zainteresowanie zagadnienia takie, jak technologie stosowane w transporcie publicznym.  Rada Programowa ogłosiła program tegorocznej edycji, w ramach którego odbędą się czte05ry sesje tematyczne oraz 3 debaty. Sesje tematyczne obejmą swoją tematyką zagadnienia związane z rozwiązaniami i systemami pomiarów ruchu oraz badań stanu dróg, zastosowaniem ITS jako narzędzia równoważenia mobilności czy też innowacyjnych rozwiązań w branży ITS lub standaryzacja i architektura ITS.

W ubiegłorocznej IX edycji POLSKIEGO KONGRESU ITS wzięło udział ponad 300 osób: reprezentantów  firm związanych z Inteligentnymi Systemami Transportowymi, organów rządowych, samorządowych, uczelni technicznych i prasy branżowej z całej Polski. Wśród uczestników kongresu ponad 40 % stanowili reprezentanci sektora samorządowego.

POLSKI KONGRES ITS na stałe zagościł w kalendarzu wydarzeń w sektorze transportu w Polsce i Europie. Co roku w wydarzeniu bierze udział wielu mówców i ekspertów zarówno z kraju, jak i z zagranicy. Wierzymy, że najbliższa jubileuszowa edycja zainteresuje i zrzeszy jeszcze większą liczbę reprezentantów świata biznesu, nauki i samorządów i to przyczyni się do ulepszania całego sektora transportu w Polsce.

Szczegółowy program PKITS 2017 wraz z innymi informacjami znajdą Państwo na www.pkits.pl.

Ostatni tydzień na przesłanie zgłoszenia udziału w PKITS 2017!  

To ostatni moment na dołączenie do tego grona i zgłoszenie swojego udziału. Zachęcamy do przesyłania zgłoszeń. Koszty udziału dla uczestników:

  • Osoby niezrzeszone w ITS POLSKA ……………………………………………………………………. 1 800 zł netto
  • Członkowie ITS POLSKA …………………………………………………………………………………………900 zł netto
  • przedstawiciele uczelni i studenci ………………………………………………………………………… 400 zł netto

W cenę wliczone jest: uczestnictwo w dwudniowym kongresie, komplet materiałów kongresowych, lunch i przerwy kawowe oraz wieczorne przyjęcie.

Zgłoszenie udziałuhttp://pkits.pl/rejestracja

Kwiecień nie przeplatał na GPW

W kwietniu indeks największych spółek zdeklasował światowych rywali, a marsz w górę odbywał się niemal bez przystanków. Nieco słabsze nastroje panowały jedynie w gronie małych i średnich spółek. Wzrostowa tendencja wciąż wydaje się niezagrożona, a ewentualna korekta nie powinna być powodem do zmartwienia lecz okazją do kupna akcji.

Kwietniowa zwyżka WIG20 o 9,2 proc. to najlepszy miesięczny wynik od marca 2016 r. To również wynik najlepszy wśród światowych parkietów. W tym czasie stanowiący najbardziej naturalny dla nas punkt odniesienia indeks MSCI Emerging Markets, wzrósł jedynie o niecałe 2 proc. Wskaźniki giełd we Frankfurcie i Nowym Jorku poszły w górę po około 1 proc. Węgierski BUX zyskał nieco ponad 4 proc., a najbliższe indeksowi naszych największych spółek wskaźniki parkietów tureckiego i greckiego, wzrosły po ponad 6 proc.

Nie ekscytując się jednak tymi porównaniami, warto przede wszystkim zwrócić uwagę, że zwyżka WIG20 wpisuje się doskonale w trwający od siedmiu miesięcy, a więc dobrze ugruntowany trend, który ulegał symbolicznym korektom jedynie w listopadzie ubiegłego roku i w marcu 2017 r. Powrót indeksu największych spółek warszawskiego parkietu w okolice 2400 punktów ostatecznie wymazuje złe wspomnienia, jakie kojarzą się z okresem od maja 2015 r. do września 2016 r., w którym WIG20 stracił jedną trzecią swej wartości.

Jednocześnie otwiera się droga do kontynuacji hossy, choć może ona przebiegać już z nieco mniejszą dynamiką i prawdopodobnie napotkamy na niej na korekcyjne cofnięcia. Nie powinny one stanowić powodów do niepokoju, lecz zostać wykorzystane do uzupełnienia lub przebudowy portfela akcji. Trzeba jednak pamiętać, że jedną z głównych sił napędowych indeksu naszych blue chips jest napływ kapitału zagranicznego i dobre nastawienie globalnych inwestorów do rynków wschodzących. Jeśli więc wypatrywać zagrożeń, to mogą one wiązać się ze zmianą postrzegania atrakcyjności naszego parkietu z ich strony. Z fundamentalnego punktu widzenia nie ma żadnych podstaw do obaw o kontynuację hossy.

Już pierwsze miesiące roku pokazują wyraźną poprawę kondycji polskiej gospodarki, a perspektywa kontynuacji tej tendencji w kolejnych kwartałach nie wydaje się niczym zagrożona. Do mocnej konsumpcji dołącza już ożywienie w inwestycjach, a poprawiająca się koniunktura na świecie dobrze wróży także eksportowi. Przy dobrze działających trzech motorach polska gospodarka powinna bardzo dobrze dać sobie radę także w horyzoncie wybiegającym dalej niż obecny rok. W takiej sytuacji można także liczyć na powrót wzrostów w sektorze małych i średnich firm, które powinny korzystać z gospodarczego ożywienia. Przejściowe osłabienie mWIG40 i sWIG80 doprowadziło do wychłodzenia wyśrubowanych wcześniej wskaźników wyceny i stworzyło dogodne warunki do odbudowy portfela i poszukiwania okazji po niewielkiej przecenie. O wyniki finansowe większości średnich firm można być spokojnym, a sytuacja techniczna mWIG40 w ostatnich tygodniach także uległa zdecydowanej poprawie, oddalając groźbę pogłębienia korekty. Wiele małych spółek wciąż zaś jeszcze czeka na to, by dostrzec ich walory.

W kwietniu uwaga inwestorów koncentrowała się jednak na akcjach największych firm. WIG Paliwa zyskał w skali miesiąca ponad 14 proc. Imponujące zwyżki przedstawicieli sektora paliwowego miały solidne podstawy w postaci poprawy wyników finansowych i dobrych perspektyw na przyszłość. Z dobrej koniunktury korzystały także spółki surowcowe, których subindeks wzrósł o prawie 9 proc. Ożywienie gospodarcze dyskontuje również sektor finansowy. Choć wyniki finansowe banków będą jeszcze w najbliższych kwartałach pod presją, a kwestia kredytów we frankach nadal może im ciążyć, WIG Banki poszedł w górę o ponad 7 proc., powracając do lokalnego szczytu z końca lutego. Banki powinny skorzystać zarówno z ożywienia gospodarczego i rozpoczynającego się boomu inwestycyjnego, ale także z perspektywy podwyżek stóp procentowych. Utrzymująca się w okolicach 2 proc. inflacja oraz zbliżająca się do 4 proc. dynamika wzrostu PKB powinna skłonić Radę Polityki Pieniężnej do podwyższenia kosztu pieniądza w pierwszych miesiącach przeszłego roku.

Charakterystyczny jest fakt, że beneficjentem napływu kapitału zagranicznego nie jest jedynie segment naszych największych firm, ale wyraźnie widoczny jest on również w przypadku złotego i rynku długu. Mimo trwającego w najlepsze cyklu zaostrzania amerykańskiej polityki pieniężnej, kurs dolara do złotego znajduje się na poziomie najniższym od października ubiegłego roku, a euro jest najtańsze od półtora roku. Kolejne przetargi świadczą o niesłabnącym zagranicznym popycie na polskie obligacje skarbowe. Rentowność papierów dziesięcioletnich nie przekraczała w kwietniu 3,5 proc., co oznacza spadek o ponad 0,3 punktu procentowego niż jeszcze kilka tygodni wcześniej.

Michał Stanek
AgioFunds TFI S.A.

Macron już prawie w Pałacu, ropa poniżej 50 dolarów za baryłkę

Prawdopodobieństwo, że Emmanuel Macron zostanie prezydentem Francji wciąż rośnie. Ropa kolejne dni tanieje, wczoraj przebiła okrągłą barierę 50 USD. Początek końca Obamacare.

Szanse Macrona dalej rosną

W sondażach uważana za skrajnie prawicową Marine Le Pen wciąż traci. Wygląda na to, że tym razem będą to duże wybory bez niespodzianki. Z drugiej strony według sondaży Brexit się nie odbywał a prezydentem USA była kobieta. Rynki wyraźnie już dyskontują zwycięstwo Pana Macrona. Najlepiej widać to na parze EUR/USD, która wczoraj osiągnęła już niemal poziom 1,1 i  to pomimo rosnącej szansy na czerwcową podwyżkę stóp procentowych w USA. Gdyby kandydatek centrum nie wygrał można się spodziewać korekty tych wszystkich ruchów i powrotu do poziomów, które widziane były przed pierwszą turą wyborów. Jeżeli wygra Macron analitycy nie spodziewają się większych zmian, gdyż są one już uwzględniane w cenach.

Ropa poniżej 50 dolarów za baryłkę

Od połowy kwietnia czarne złoto staniało już 15% i wciąż spada. Wczoraj przekroczona została bariera 50 dolarów za baryłkę. Co powoduje tak duży spadek cen? Powodem jak zawsze jest relacja popytu i podaży. O ile w popycie na ropę nie wydarzyło się nic nowego o tyle problemem jest rosnąca podaż. W USA produkcja wciąż rośnie i jest najwyższa od 2015 roku. OPEC może oczywiście zrównoważyć te wzrosty ale zbiera się dopiero za 3 tygodnie i nie jest pewne czy znowu zgodzi się na redukcję wydobycia. Na rynkach walutowych ropa jak zawsze największy wpływ ma na rosyjskiego rubla. W ciągu niecałych dwóch tygodni spadł on z 7,1 grosza na 6,6 grosza.

ObamaCare czy American Health Care

Flagowy projekt poprzedniego prezydenta USA właśnie zaczyna przechodzić do historii. Zastąpi go American Health Care Act. Główną zmianą jest odejście od obowiązkowości. W przypadku Obamacare ubezpieczenie było obowiązkowe pod groźbą kary. W rezultacie najbiedniejsi zamiast się ubezpieczać woleli płacić kary co jeszcze pogorszyło ich sytuację. Nie jest to oczywiście jedyna zmiana. Biorąc pod uwagę, że przed ustawą jeszcze wizyta w izbie wyższej z pełną analizą zmian warto poczekać na poprawki senatorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
  • 16:00 – Kanada – indeks Ivey PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wpływ programu Rodzina 500 plus na dochody polskich rodzin

Tuż po wejściu Polski do Unii Europejskiej sytuacja finansowa rodzin wielodzietnych była bardzo trudna. I chociaż przez ostatnią dekadę ulegała ona systematycznej poprawie, to jednak dopiero program Rodzina 500 plus wprowadził diametralną zmianę. Obecnie dochody gospodarstw domowych z trojgiem lub większą liczbą dzieci są w Polsce bliskie tym we Włoszech oraz w Hiszpanii – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Dane GUS oraz Eurostatu dają możliwość względnie dokładnego porównania standardu życia gospodarstw domowych w Polsce oraz w innych unijnych krajach. Jednym z najbardziej obiektywnych mierników sytuacji finansowej jest mediana ekwiwalentnego dochodu do dyspozycji. Pozwala ona pokazać, jaki jest dochód pojedynczego członka rodziny, biorąc pod uwagę wszystkie pieniężne wpływy (łącznie z zasiłkami) pomniejszone o podatki czy składki na ubezpieczenie zdrowotne.

Uzupełnieniem tego wskaźnika jest również skala ekwiwalentności OECD, która przypisuje wagę dla każdej osoby w podziale na wiek, gdyż rodzina 2+3 nie musi osiągać aż 5 razy wyższych dochodów niż jednoosobowe gospodarstwo, by mieć podobny standard życia. Dodatkowo gdy wyrazimy dochody w parytecie siły nabywczej (dla Unii „euro PPS”), który eliminuje różnice w cenach dóbr i usług pomiędzy państwami, możemy pokazać obiektywnie, jak wygląda finansowana sytuacja polskich rodzin na tle całej Unii.

Fatalny start i wyraźna poprawa

Według danych Eurostatu w 2005 r. mediana ekwiwalentnego dochodu do dyspozycji na członka rodziny wielodzietnej wynosiła nieco ponad 3 tys. euro PPS. To był trzeci najgorszy wynik w ówczesnej Unii po Litwie i Łotwie. Sytuacja finansowa polskich gospodarstw domowych była zauważalnie gorsza niż tych węgierskich – 4,5 tys euro PPS oraz czeskich – 5,9 tys euro PPS.

Dramatyczna wręcz przepaść dzieliła nas od krajów „starej Unii”. W Grecji mediana rocznych dochodów do dyspozycji na jednostkę ekwiwalentną wynosiła około 9 tys. euro PPS, we Włoszech 9,5 tys. euro PPS, w Irlandii niespełna 12 tys. euro PPS, a w Wielkiej Brytanii czy w Austrii było to prawie 14 tys. euro PPS. Oznacza to, że już po uwzględnieniu różnicy w cenach sytuacja finansowa greckich gospodarstw domowych była trzy razy lepsza niż polskich. Poziom życia brytyjskich rodzin był prawie pięć razy wyższy niż tych zamieszkujących Polskę. W ujęciu nominalnym natomiast, czyli bez uwzględnienia różnicy cen towarów i usług, różnica przekraczała nawet dziesięć razy (Dania – ponad 20 tys. euro, a Polska 1,6 tys. euro).

Po dekadzie, czyli w 2015 r., dochód ekwiwalentny polskich rodzin wielodzietnych wyraźnie się podniósł. Wyrażony w euro PPS wynosił 7,6 tys., co było rezultatem wyższym niż w Grecji (7,1 tys.) oraz na Węgrzech (6,5 tys.). W regionie jednak nadal Polskę wyprzedzały Czechy (10,3 tys.), a w najbogatszych krajach Unii ten wskaźnik kształtował się w przedziale 15-20 tys. euro PPS.

Wpływ programu Rodzina 500 plus na dochody

Na razie w bazach danych Eurostatu za 2016 r. nie ma danych o dochodach polskich rodzin ani tych zamieszkujących pozostałe kraje Unii. Wpływ programu Rodzina 500 plus można jednak oszacować względnie dokładnie na podstawie informacji publikowanych przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS).

Według MRPiPS 60 proc. rodzin wielodzietnych pobiera świadczenie na wszystkie dzieci (z trojgiem dzieci – 58 proc., z czwórką dzieci – 71 proc., z piątką dzieci – 77 proc., z szóstką i więcej dzieci – 86 proc.), co oznacza, że mediana dochodu całej populacji tych rodzin została przesunięta w górę przynajmniej o 1,5 tys. zł w ujęciu miesięcznym oraz 18 tys. zł rocznie. Ponieważ te świadczenia nie są opodatkowane i nie generują żadnych innych kosztów, to można je zaliczyć jako dochody do dyspozycji.

Przeliczając ten dodatkowy wpływ na jednostki ekwiwalentne dla gospodarstw domowych z trojgiem dzieci lub więcej (2,72 według danych GUS) oraz na walutę euro PPS (2,34 zł dla danych za 2015 r.), roczna mediana dochodu do dyspozycji na jednostkę w tych rodzinach powinna zwiększyć się o ponad 2,8 tys. euro PPS i sięgnąć niespełna 10,5 tys. euro PPS. Jest to 37 proc. więcej niż dwa lata temu i to bez uwzględnienia prawdopodobnego wzrostu dochodów tych osób z pracy, z działalności gospodarczej czy też z pozostałych świadczeń społecznych.

Łącząc ostatnie dostępne dane oraz uwzględniając wpływ programu Rodzina 500 plus wynik polskich rodzin na poziomie 10,5 tys. euro PPS jest wyższy od tego obserwowanego w Portugalii (8 tys. euro PPS), Estonii (9,1 tys. euro PPS), a także w Czechach (10,3 tys. euro PPS). Dodatkowo dochód do dyspozycji krajowych gospodarstw domowych z trojgiem lub większą liczbą dzieci jest praktycznie taki sam, jak tych zamieszkujących Włochy 10,6 tys. euro PPS) oraz Hiszpanię (10,7 tys. euro PPS).

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – kwiecień 2017 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 39,9% rdr do poziomu 18,4 mld zł
  • Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń – 1,0 mld zł (+63,2% rdr)
  • Wzrost łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 22,5% rdr do poziomu 30,6 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu gazem na rynku spot o 6,7% rdr do poziomu 2,6 TWh
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia o 44,5% do poziomu 5,7 TWh2

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku wyniosła w kwietniu 2017 r. 19,9 mld zł, czyli o 43,8% więcej niż rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 39,9%, do poziomu 18,4 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w kwietniu 2017 r. poziom 1,0 mld zł, o 63,2% wyższy niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec kwietnia 2017 r. wyniosła 61 644,56 pkt i była o 29,4% wyższa niż rok temu.

Również na rynku NewConnect odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 22,1% rok do roku. W ramach arkusza zleceń wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym GPW wyniosła 109,7 mln zł (+16,6% rdr).

W kwietniu 2017 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 535,4 tys. szt., o 2,1% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 325,0 tys. szt., co oznacza spadek o 0,4% wobec kwietnia 2016 r. Kontrakty na akcje odnotowały natomiast wzrost o 16,5% do poziomu 117,7 tys. sztuk.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec kwietnia 2017 r. 84,5 mld zł, co oznacza wzrost o 18,6% rok do roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła rok do roku o 25,4%, do poziomu 148,8 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w kwietniu br. 30,6 mld zł i była o 22,5% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w kwietniu 2017 r. 7,3 TWh, o 40,9% mniej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 6,7% osiągając poziom 2,6 TWh. Z kolei łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w kwietniu 2017 r. wyniósł 7,9 TWh, czyli o 27,3% mniej niż rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)3 na rynkach spot i terminowym wyniósł 5,7 TWh co oznacza wzost o 44,5% w stosunku do kwietnia 2016 r. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wyniósł w kwietniu 2017 r. 18,8 ktoe4.

Kapitalizacja 433 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec kwietnia 2017 r. wyniosła 660,6 mld zł (156,7 mld EUR). Łączna kapitalizacja 487 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW wyniosła na koniec kwietnia br. 1,346 mld zł (319,1 mld EUR).

Na Rynku Głównym GPW w kwietniu 2017 r. zadebiutowała spółka Griffin Premium RE.., gdzie wartość oferty wyniosła 508,3 mln PLN oraz DINO Polska z wartością 1,65 mld PLN. Na rynku NewConnect
w kwietniu 2017 r. zadebiutowały akcje spółki M-TRANS (wartość emisji to 1,356 mln PLN).

W kwietniu 2017 r. na GPW odbyło się 18 sesji giełdowych, o 3 więcej niż rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

2 z wyłączeniem praw wynikających ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną

3 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)

4 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Przygotuj się na przyszły tydzień 05.05.2017

Wielkimi krokami zbliża się II tura wyborów prezydenckich we Francji. Nie powinniśmy być zaskoczeni, ale wszystko wyjaśni się dopiero 7 maja. Pomimo wyborów nie możemy zapominać o dawce publikacji makroekonomicznych, które mogą namieszać na rynku.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

W nocy z niedzieli na poniedziałek poznamy najnowsze informacje o eksporcie i imporcie państwa środka. Dlaczego jest to takie ważne? Z jednego powodu, Chiny po raz kolejny mogą popsuć „dobry” nastrój na rynkach. Możemy powrócić do dużego problemu z płynnością i zobaczyć powtórkę z początku 2016 roku. Wtorek przebiegnie spokojnie, natomiast w środę poznamy koszt pieniądza w Nowej Zelandii. Z kolei czwartek i piątek zostanie zdominowany przez Wielką Brytanię oraz USA.

Nowa Zelandia

W środę o 23:30 poznamy najnowszy koszt pieniądza w Nowej Zelandii. Rynek nie oczekuje żadnego ruchu ze strony władz nowozelandzkich. Niemniej jednak warto zauważyć, że inwestorzy przestali domagać się niższych stóp procentowych.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Nowej Zelandii liczonej na podstawie OIS

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Nowej Zelandii liczonej na podstawie OIS

Źródło: Bloomberg

Patrząc na prawdopodobieństwo ruchu stóp procentowych możemy spodziewać się, że dopiero w trzecim kwartale 2018 roku koszt pieniądza zostaną podniesiony. Niemniej jednak do tego okresu wszystko powinno ulec zmianie.

Wielka Brytania

Czwartek zostanie zdominowany przez informacje z Wielkiej Brytanii. O godzinie 13:30 poznamy najnowszy koszt pieniądza oraz protokół z posiedzenia władz monetarnych. Będzie to tzw. super czwartek. Czego możemy się spodziewać?

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii liczonej na podstawie OIS

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii liczonej na podstawie OIS

Źródło: Bloomberg

Prawdopodobieństwo na podwyżkę stóp procentowych wynosi 1 proc., ale ważny będzie wydźwięk komunikatu banku, który może zasygnalizować ewentualną zmianę przy rosnącej presji inflacyjnej. Gdybyśmy usłyszeli o możliwej podwyżce stóp do końca roku, to para walutowa GBP/USD powinna zawitać na o wiele wyższe poziomy.

Stany Zjednoczone

W tym przypadku, jak i dwóch poprzednich nie powinniśmy być zaskoczeni. Odczyt inflacji CPI R/R ma wynieść 2.3 procenta. Nawet gdybyśmy zobaczyli niższy wynik od konsensusu ekonomistów, to i tak prawdopodobieństwo na podwyżkę stóp procentowych wynosi ponad 80 procent. Bardziej liczą się obroty w handlu detalicznym, ponieważ spowolnienie gospodarcze mogłoby obniżyć prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki stóp procentowych, co powinno doprowadzić do wyprzedaży USD.

Rynki do obserwacji

Po wyborach we Francji kurz powinien opaść, będzie otwarta do dalszych wzrostów na indeksach giełdowych, ale prawdopodobieństwo kontynuacji wzrostów bez żadnej korekty jest już bardzo małe. Chciwość na rynku jest na ekstremalnym poziomie, co obrazuje poniższy wykres.

Notowanie S&P 500 na tle indeksu chciwości

Notowanie S&P 500 na tle indeksu chciwości

Źródło: Real Investment Advice

Po tak dużej fali wzrostowej inwestorzy przestali obawiać się czegokolwiek, indeks chciwości zawędrował na bardzo wysokie poziomy, indeks strachu (VIX) spadł na dawno niewidziane minima.

Na wykresie tygodniowym indeksu S&P 500 dotarliśmy do górnej bandy kanału wzrostowego.

Notowania indeksu S&P 500, interwał tygodniowy

Notowania indeksu S&P 500, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Gdyby doszło do korekty, to mogłaby znieść notowania w okolicę dolnej strefy kanału wzrostowego oraz strefy wsparcia 2247-2280. Niemniej jednak należy pamiętać, że podczas hossy granie pod korektę indeksu jest bardzo ryzykowne.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Mocna przecena na ropie

Czwartek przyniósł całkowitą odmianę na rynkach walutowych. Dolar amerykański znajdował się pod presją. Podobnie jak i rynek ropy. Niewielki wzrosty odnotowano na parkietach giełdowych w USA.

Indeks SP500 zakończył wczorajszy dzień z zyskiem 0.6%, po bardzo nerwowej sesji. Dużo klarowniej przedstawiała się sytuacja na rynkach walutowych. Euro przez cały dzień umacniało się do dolara, aby zakończyć dzień 0.87% wyżej niż w środę. Największe zmiany odnotowano jednak na rynku surowców. Ceny ropy traciły na koniec dnia ponad 4%. Wszystko wskazuje na to, że OPEC utrzyma ograniczenia wydobycia ropy na drugą połowę roku. Nie dojdzie jednak do pogłębienia cięć, co rynki odebrały negatywnie. Cena ropy BRENT znalazła się poniżej psychologicznej bariery $50.

Dane makroekonomiczne jakie docierały wczoraj na rynek miały na tyle zróżnicowane wyniki, iż nie sposób wyciągnąć z nich jednoznacznego obrazu sytuacji. Indeks PMI dla strefy euro wypadł nieco lepiej od prognoz. Lepiej wypadły też dane z amerykańskiego rynku pracy, gdzie w ostatnim tygodniu zarejestrowano 238 000 wniosków o zasiłki, czyli miej niż spodziewali się analitycy. Dziś poznamy dużo ważniejsze dane, o ilości nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Oczekiwany jest wzrost o 185 000.

usoil05052017r

Wczorajsze spadki na rynku ropy wyraźnie zmieniły układ na wykresach. Zejście poniżej 48$(dla WTI) oznacza wyłamanie się poniżej linii trendu wzrostowego. Co prawda nadal jesteśmy w dużym kanale wzrostowym, jednak prawdziwe wsparcie dopiero na wysokości 42$. Oporem będą okolice 48$-50$.

Sylwester Majewski

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

„Sell in May and go away”

Globalny apetyt na ryzyko został utopiony w wielkiej plamie ropy naftowej, kiedy WTI przelewa się przez poziom 44 USD/b – pierwszy raz od listopada. Na dno ciągnięte są inne towary, waluty surowcowe i azjatycki rynek akcji. To złe wieści dla złotego, który ostatnio zaszedł za daleko za szybko. W ciągu dnia w centrum uwagi raport z rynku pracy USA i wystąpienia członków Fed.

Wygląda na to, że inwestorom zajęło cztery dni na zorientowanie się, jaki mamy miesiąc. „Sell in May and go away” stało się w czwartek motywem przewodnim handlu na rynku ropy naftowej. Po przełamaniu 47 USD przez WTI rynek zatrzymał się dopiero na 43,7 USD, gdzie nie był od połowy listopada. Pogrom nie jest ograniczony tylko do ropy naftowej, gdyż ucieczka inwestorów dotyka też m.in. ceny rudy żelaza i miedzi. Naruszenie poziomów technicznych, obawy o siłę globalnego ożywienia, zmęczenie kupujących, czy właśnie magia rynkowych powiedzonek – wszystko po trochu ściąga ceny ropy w dół. A dodatkowo mąci spokój na innych rynkach (walutowym, akcyjnym), gdzie na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni utknęliśmy w konsolidacji. Inwestorzy stracili poczucie kierunku i teraz, kiedy zastanawiające rzeczy dzieją się na jednym z rynków, najprostszym rozwiązaniem jest zamykanie pozycji. Pożegnanie z rajdem apetytu na ryzyko przynosi kapitulację długich pozycji m.in. na AUD, CAD i NOK. Tracą też waluty rynków wschodzących, co wynosi EUR/PLN pod 4,23. Wskazywaliśmy, że złoty zapędził się za daleko i za szybko i pogorszenie klimatu inwestycyjnego może podsycać chęć do realizacji zysków.

EUR broni się rosnącym przekonaniem, że w niedzielę Macron wygra wyścig o fotel prezydencki we Francji, choć nie można oprzeć się wrażeniu, że przełamanie 1,0950 miało coś wspólnego z naruszeniem zleceń stop. JPY ponownie wraca do łask jako bezpieczna przystać. GBP pozostaje spokojny, choć po zamknięciu tematu Francji uwaga przeniesie się na kampanię wyborczą w Wielkiej Brytanii i ożywienie kwestii „twardego Brexitu”.
USD znajduje się w środku stawki (silniejszy do walut surowcowych, słabszy do głównych), ale jego los może odmienić raport z rynku pracy USA. Jeśli dane wypadną zgodnie z oczekiwaniami (NFP: 190 tys., płaca: 0,3 proc. m/m), to wciąż powinien być wynik dający podstawy do umocnienia USD. Uzasadnieniem jest „nadgonienie” reakcji na lekko jastrzębi wydźwięk środowego komunikatu FOMC. Choć rynek stopy procentowej podwyższył wycenę czerwcowej podwyżki Fed z 62 proc. do 98 proc., tak reakcja USD jest umiarkowana. Zatem dobre dane zwiększyłyby zaufanie inwestorów do dolara. Do wyraźnego rajdu USD potrzebuje silnych płac przy solidnym tempie zatrudnienia. Otworzyłoby to drogę dla rozważań o kolejnej (trzeciej) podwyżce stóp procentowych w tym roku, co do której rynek utrzymuje zachowawcze oczekiwania (54 proc.). Najmocniejszy impuls da roczna dynamika wynagrodzeń na 2,8 proc. W tym wypadku nawet NFP poniżej 160 tys. może zostać zignorowane. Miesięczne tempo na 0,4 proc., ale przy utrzymaniu rocznego tempa 2,7 proc. znajdzie wytłumaczenie w zaokrągleniach, co osłabi wydźwięk. Słabe odczyty płac (<0,2 proc.) będą miały silniejszy wydźwięk niż niższy przyrost zatrudnienia. Wówczas nawet solidny NFP może nie zneutralizować rozczarowania w płacach.

Poza raportem NFP otrzymamy także dane z rynku pracy Kanady, wokół którego krąży pytanie, czy dobra passa silnego przyrostu zatrudnienia zostanie podtrzymana? Oczekiwania są pozostawione wysoko (20 tys.), co tylko zwiększy negatywną reakcję, jeśli dane rozczarują. Uwaga dziś też na serię wystąpień członków FOMC: Fishera, Williamsa, Rosengrena i na koniec samej prezes Yellen.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

ARP: Strefy ekonomiczne rozwijają się bardzo dynamicznie

Agencja Rozwoju Przemysłu jest operatorem dwóch dużych stref ekonomicznych – Mieleckiej oraz Tarnobrzeskiej. Teren stref ma ponad 3500 tyś ha, 22 podstrefy, a działa w 9 województwach, gdzie jest ponad 700 przedsiębiorstw – większość polskich. Jest wiele nieruchomości obecnie lub w przeszłości należących do spółek skarbu państwa, które znajdowały się w procesie restrukturyzacji prowadzonym przez ARP. Obecnie te nieruchomości wchodzą w skład spółki celowej ARP Operator.

– Strefy ekonomiczne rozwijają się bardzo dynamicznie i przyłączane są do nich nowe tereny – powiedział serwisowi eNewsroom.pl , prezes Agencji Rozwoju Przemysłu – Negocjujemy na bieżąco z burmistrzami oraz wójtami gmin, na terenie których znajdują się te strefy. Stale poszukujemy nowych terenów, a następnie je kupujemy. Strefy są intensywnie poszerzane ze względu na zgłoszenia nowych przedsiębiorców, którzy są zainteresowani wejściem do nich. W tym kwartale udzieliliśmy 16 pozwoleń. Mamy nadzieję zainteresować inwestorów naszymi nieruchomościami – szczególnie tymi, które pozostają w spółkach i zmienić ich przeznaczenie. Pojawiają się nowe pomysły związane np. z mieszkaniówką, magazynami, logistyką, halami. Liczymy na znalezienie partnerów zainteresowanych wspólnymi działaniami lub zakupem nieruchomości od nas – dodał Kensbok.

Exact Systems S.A. potwierdza zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej oraz notowania akcji na GPW

Exact Systems S.A. („Exact Systems”, „Spółka”, a wraz ze spółkami zależnymi „Grupa” lub „Grupa Exact Systems”), lider branży kontroli jakości części i samochodów produkowanych w Polsce oraz jedna z największych firm w branży w Europie, zamierza przeprowadzić publiczną ofertę akcji Spółki oraz ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. („GPW”). Ostateczna decyzja dotycząca terminu przeprowadzenia Oferty będzie uzależniona od sytuacji rynkowej. Szczegółowe informacje na temat Oferty zostaną opublikowane w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego („KNF”), z uwzględnieniem ewentualnych aneksów lub komunikatów aktualizujących wymaganych przepisami polskiego prawa.

Komentarz Pawła Gosa, Prezesa Zarządu Exact Systems S.A.:

Jesteśmy numerem jeden w Polsce i jedną z największych firm w branży kontroli jakości produkcji motoryzacyjnej w Europie. Rozwijamy się dynamicznie w aktualnie obsługiwanych krajach. Najlepszym wyznacznikiem coraz większej skali działania jest wzrost liczby przepracowanych godzin w ramach świadczenia usług kontroli jakości. W 2016 r. nasi pracownicy przepracowali 9 mln godzin, co było wynikiem aż o 22% wyższym niż w roku poprzednim. Jednocześnie systematycznie rozszerzamy zasięg terytorialny prowadząc intensywną ekspansję na nowe rynki zagraniczne. W tym momencie poza Polską działamy już w dziesięciu krajach europejskich oraz na największym rynku motoryzacyjnym, jakim jest Państwo Środka. Ekspansja zagraniczna ma pozytywne odbicie w wynikach sprzedaży i finansowych – ponad 40% przychodów Grupy generują spółki zagraniczne. Jestem przekonany, że Spółka jest atrakcyjna dla inwestorów.

Komentarz Lesława Walaszczyka, Wiceprezesa Zarządu Exact Systems S.A.:

Działamy na perspektywicznym rynku TIC i jesteśmy bezpośrednio związani z branżą motoryzacyjną, jedną z największych i najdynamiczniej rozwijających się gałęzi polskiego i międzynarodowego przemysłu. Swoim zasięgiem Grupa Exact Systems obejmuje obecnie ponad 45% światowego rynku automotive. Spodziewamy się dalszego utrzymania pozytywnych trendów makroekonomicznych i rynkowych w 2017 roku i kolejnych latach. Dlatego uważamy, że teraz jest właściwy moment na realizację kolejnego, ważnego kroku w rozwoju Grupy, czyli wprowadzenie akcji naszej spółki na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Planowane pozyskanie kapitału pomoże w intensywnym rozwoju na aktualnie obsługiwanych rynkach oraz rozszerzaniu zasięgu terytorialnego poprzez przejęcia na nowych rynkach.

O planowanej ofercie publicznej

  • Spółka planuje przeprowadzenie Oferty w drugim kwartale 2017 roku, przy czym ostateczny termin uzależniony będzie m.in. od sytuacji rynkowej.
  • Struktura Oferty zakłada emisję nowych akcji Spółki, jak i sprzedaż akcji istniejących. Wszystkie szczegóły dotyczące Oferty zostaną udostępnione w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego i publikacji.
  • Funkcję globalnego koordynatora, zarządzającego księgą popytu oraz oferującego będzie pełnić Dom Maklerski mBanku. Doradcą prawnym Spółki oraz akcjonariuszy sprzedających w związku z Ofertą jest kancelaria prawna GESSEL.
  • Akcje Spółki będą notowane na rynku regulowanym (głównym) GPW.

O Grupie Exact Systems

Exact Systems S.A. jest dynamicznie rozwijającym się dostawcą rozwiązań w zakresie kontroli jakości, czyli selekcji, naprawy i sortowania części, komponentów oraz wyrobów gotowych dla producentów branży motoryzacyjnej. Firma powstała w 2004 roku w Polsce. Głównymi odbiorcami usług Exact Systems S.A. są dostawcy i poddostawcy dla przemysłu motoryzacyjnego oraz producenci samochodów. Klientami firmy są również zakłady zajmujące się produkcją wielkoseryjną z branży elektronicznej, AGD oraz kosmetycznej. Współpraca z Exact Systems S.A. pomaga osiągnąć najwyższe standardy jakości oraz wspiera organizację procesów produkcyjnych. Obecnie firma posiada swoje przedstawicielstwa w 12 państwach: w Polsce, Czechach, Niemczech, Słowacji, Turcji, Rumunii, Rosji, Wielkiej Brytanii, Węgrzech, Belgii, Holandii oraz Chinach. Exact Systems S.A. współpracuje z ponad 700 zakładami produkcyjnymi, w których codziennie deleguje do pracy ponad 5000 kontrolerów jakości.

  • Działalność na dynamicznym rynku kontroli jakości

Podstawową działalnością Exact Systems jest świadczenie usług w zakresie kontroli jakości części oraz wyrobów gotowych kierowane do podmiotów produkcyjnych z każdego szczebla łańcucha dostaw. Działalność tę klasyfikuje się do branży TIC (ang. Testing, Inspection, Certification). Usługi te mają na celu weryfikację oraz potwierdzenie, że produkty lub usługi spełniają określone normy i standardy w zakresie jakości, składu, funkcjonalności i bezpieczeństwa. W związku z tym, że usługi oferowane przez Grupę kierowane są najczęściej do producentów zarządzających produkcją w systemie just-in-time oraz działających 24 godziny na dobę, kluczowym aspektem modelu biznesu Grupy jest zapewnienie klientom jak najkrótszego terminu rozpoczęcia realizacji usługi i czasu jej wykonania oraz możliwość świadczenia usługi w dowolnym miejscu na obszarze geograficznej obecności Grupy.

  • Wśród klientów największe międzynarodowe koncerny motoryzacyjne

Główny obszar rynku, na którym działa Grupa Exact Systems, związany jest bezpośrednio z branżą motoryzacyjną, jedną z największych i najdynamiczniej rozwijających się gałęzi polskiego i międzynarodowego przemysłu. Dlatego największą grupę odbiorców usług Grupy stanowią podmioty z segmentu motoryzacyjnego, które generują ok. 84% przychodów. Wśród nich znajdują się producenci samochodów, m.in. Volkswagen, Audi, Fiat Chrysler Automobiles, KIA, DAIMLER, Volvo czy General Motors, oraz ich poddostawcy części i podzespołów, m.in. Lear Corporation, Nexteer, Magna Automotive, Sanden.

  • Ponadprzeciętna rentowność Grupy

Przyjęty model biznesowy, konsekwentnie realizowana strategia, poczynione inwestycje oraz ekspansja zagraniczna przekładają się na bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody Grupy Exact Systems w 2016 roku sięgnęły 278 mln zł, EBITDA wyniosła 30 mln zł, a zysk netto 18 mln zł. W wynikach sprzedaży i finansowych swoje pozytywne odbicie ma ekspansja na rynki zagraniczne – ponad 40% przychodów Grupy generują spółki zagraniczne.

  • Spółka z polskim kapitałem

Od momentu założenia w 2004 roku Grupa Exact Systems jest kierowana przez dwóch założycieli – Pawła Gosa (Prezes Zarządu) oraz Lesława Walaszczyka (Wiceprezes Zarządu). Obecnie pakiet większościowy posiada Work Service S.A., spółka specjalizująca się w pracy tymczasowej i outsourcingu pracowników.

Facebook zapowiada duże zmiany technologiczne. Ze znajomymi będzie można rozmawiać w wirtualnej rzeczywistości

Facebook zapowiada duże zmiany technologiczne. Ze znajomymi będzie można rozmawiać w wirtualnej rzeczywistości 13

Zmiany w Messengerze, nowe mechanizmy w Facebook Analytics i przede wszystkim prace nad rozszerzoną rzeczywistością zapowiedział Facebook podczas swojej corocznej konferencji F8. Dzięki aplikacji Spaces użytkownicy będą mogli porozmawiać ze znajomymi i rodziną w wirtualnej rzeczywistości i tworzyć jej elementy. Zmiany wprowadzają też Twitter, który rozszerza limit 140 znaków, oraz YouTube, który z kolei reguluje dodawanie reklam do treści. Instagram przekroczył natomiast kolejną barierę 700 milionów użytkowników.

 Wydarzeniem elektryzującym media społecznościowe jest coroczna konferencja Facebook F8, na której portal Marka Zuckerberga przedstawia swoje dalekosiężne plany. Po tegorocznej edycji można powiedzieć, że w centrum zainteresowań jest rozszerzona wirtualna rzeczywistość. Portal zapowiedział wprowadzenie aplikacji Facebook Spaces, która umożliwi spotkanie z innymi osobami w wirtualnej rzeczywistości, niezależnie od tego, gdzie fizycznie przebywają – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Jałowiec, redaktor naczelna serwisu PRoto.pl.

W aplikacji Facebook Spaces, nad którą pracuje obecnie społecznościowy gigant, użytkownicy będą też mieli możliwość tworzenia elementów rozszerzonej rzeczywistości i dodawania ich w trakcie rozmów na żywo. Modyfikacje przejdzie też Workplace, z którego korzysta aktualnie ponad 14 tys. organizacji na całym świecie. Podczas swojej corocznej konferencji Facebook zapowiedział lepszą integrację tej aplikacji z zewnętrznymi narzędziami i usługami.

– Ponadto portal zapowiedział kolejne rozszerzenia swoich systemów analitycznych, tak aby firmy, które mają profile na Facebooku, mogły lepiej pozyskiwać dane na temat tego, co dzieje się na ich profilach. Messenger ma natomiast zostać ulepszony w kierunku większej integracji z różnymi zewnętrznymi systemami i aplikacjami, tak żebyśmy mogli bez problemu na przykład zamówić danie z restauracji właśnie poprzez komunikator Facebooka – mówi Joanna Jałowiec.

Messenger ma również zostać rozbudowany o inteligentnego asystenta, który ułatwi obsługę komunikatora. Nowością będzie też sekcja Discover oraz obsługa rozszerzeń firm zewnętrznych.

Nad nowymi narzędziami pracuje też Instagram, którego liczba użytkowników przebiła właśnie kolejną barierę.

 Instagram poinformował na swoim blogu, że liczba jego użytkowników przekroczyła 700 milionów miesięcznie. Co przesądza o popularności tego portalu? Zdaniem jego twórców głównie takie opcje, które z jednej strony ułatwiają nam komunikację, a z drugiej strony sprawiają, że mamy nad nimi lepszą kontrolę. Są to między innymi Stories, wiadomości direct, które znikają po przesłaniu czy wideo na żywo – wylicza Joanna Jałowiec.

Z kolei Twitter poinformował użytkowników, również na swoim blogu, że do limitu 140 znaków nie będą od tej pory wliczane nazwiska adresatów, do których jest skierowana wiadomość. Dzięki temu użytkownicy będą mogli pozwolić sobie na nieco dłuższe wypowiedzi. YouTube, kolejny z gigantów, planuje natomiast zmiany w swoim systemie monetyzacji.

 Dotychczas każdy twórca mógł w dowolnym momencie włączyć opcję płatnych reklam umieszczanych przed swoimi filmami. Powodowało to jednak różne nadużycia, ponieważ niektórzy twórcy korzystali z treści popularnych youtuberów albo wytwórni muzycznych i w ten sposób próbowali więcej zarobić na swoim kanale. Teraz YouTube chce tę sytuację ukrócić. Monetyzację będzie można włączyć dopiero na koncie użytkownika, którego materiały przekroczyły liczbę 10 tysięcy wyświetleń. To ma służyć lepszej kontroli kanałów, które zgłaszają się po monetyzację – tłumaczy Joanna Jałowiec.

Redaktor naczelna serwisu PRoto.pl podkreśla też znaczenie ankiety przeprowadzonej w marcu miesiącu przez portal YouGov. Wynika z niej, że niemal co piąty pracodawca (19 proc.) odrzucił kandydata ze względu na jego aktywność w mediach społecznościowych. Firmy najczęściej weryfikują kandydatów do pracy na LinkedInie (48 proc.) i Facebooku (46 proc.), nieco rzadziej na Twitterze (28 proc.) oraz Instagramie (15 proc.).

– Media społecznościowe mogą mieć wpływ również na nasze życie zawodowe. Blisko co piąty pracodawca podejmuje decyzję o zatrudnieniu potencjalnego kandydata na podstawie treści, które ten zostawia w mediach społecznościowych. Wśród zachowań, które dyskwalifikują kandydatów do pracy, są m.in. używanie agresywnego i obraźliwego języka, zamieszczanie treści, które nawiązują do zażywania narkotyków, i zdjęć z imprez suto zakrapianych alkoholem – przestrzega Joanna Jałowiec.

Polacy coraz częściej kupują mieszkania z wyższej półki. W 2016 roku nabywców znalazło ponad 2 tys. takich nieruchomości

Polacy coraz częściej kupują mieszkania z wyższej półki. W 2016 roku nabywców znalazło ponad 2 tys. takich nieruchomości 14

Przybywa zamożnych i bogatych Polaków, którzy szukają nieruchomości w odpowiednio wysokim standardzie. Chodzi nie tylko o jakość wykończenia, lecz także m.in. o prestiżową lokalizację i sąsiedztwo. Są gotowi na taką nieruchomość zaczekać kilka lat albo sami decydują się na rozpoczęcie takich inwestycji. W 2016 roku do nabywców trafiło ok. 2 tys. nieruchomości o łącznej wartości 3,6 mld zł. Blisko połowa transakcji przypadła na Warszawę.

 Jesteśmy jeszcze bardzo młodym rynkiem nieruchomości luksusowych i premium. Rozwija się on od około 10–12 lat, czyli powstał w czasach boomu budowlanego, który przypadał na lata 2005–2007, kiedy powstała większość istniejących dzisiaj firm deweloperskich. Mamy jeszcze dużo przed sobą, sporo do zrobienia i do wybudowania – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Śliwka, partner zarządzający w Poland Sotheby’s International Realty, firmie pośrednictwa w obrocie nieruchomościami premium i luksusowymi.

Z raportu „Luxury Realty Map” przygotowanego przez Poland Sotheby’s International Realty wynika, że w ubiegłym roku nowych nabywców znalazło w sumie 2 tys. luksusowych nieruchomości, z których każda wyceniona była na co najmniej milion złotych. Łączna wartość transakcji sięgnęła 3,6 mld zł. Od 2012 roku wartość rynku wzrosła o 40 proc. (1,4 tys. nieruchomości i 2,5 mld zł transakcji).

 Rośnie liczba osób zamożnych i milionerów, rośnie też ich apetyt na nieruchomości. Rynek sobie z tym radzi, czyli liczba ofert i oczekujących na te oferty jest mniej więcej zbliżona. Coraz więcej osób wymaga bardzo wysokiego standardu i bardzo dobrych lokalizacji. Są w stanie na nie poczekać bardzo długo, ale w wielu przypadkach sami próbują realizować tego typu inwestycje na własne potrzeby – podkreśla Piotr Śliwka.

Z raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych” wynika, że w Polsce mieszka ponad milion osób zamożnych i bogatych (o rocznym dochodzie brutto powyżej 85 tys. zł). Do 2019 roku ich liczba wzrośnie do 1,3 mln, a ich dochód netto sięgnie łącznie ok. 220 mld zł. Tym samym nie brakuje osób gotowych na zakup mieszkania z wyższej półki cenowej.

 Rynek luksusowy mimo zawirowań na rynkach finansowych najczęściej się broni. Dane z Sotheby’s International Realty ze Stanów Zjednoczonych pokazują, że mimo zawirowań również na tamtejszym rynku lokalnym sprzedaż nieruchomości luksusowych rośnie z roku na rok – zaznacza ekspert Poland Sotheby’s International Realty.

W Polsce, podobnie jak w innych krajach, rynek luksusowych nieruchomości jest skoncentrowany w największych miastach. Dane Poland Sotheby’s International Realty wskazują, że blisko połowa transakcji przypada na stolicę, a największa piątka, czyli oprócz Warszawy także Wrocław, Trójmiasto, Kraków i Poznań, generują w sumie 75 proc. sprzedaży nieruchomości.

– Luksus może się różnić w zależności od miast i oczekiwań klientów w danych miastach. Inaczej deweloperzy budują w Warszawie, inaczej budują we Wrocławiu, to, co jest w środku, i to, czego klienci oczekują, może się znacząco różnić. Istotne oprócz samej lokalizacji są również dodatkowe elementy, czyli baseny, SPA, usługi dodatkowe, recepcja, ochrona, bliskość parku, wielkość tarasów czy nawet to, który ze znanych architektów projektował budynek – wymienia Śliwka.

Powstające w Polsce luksusowe nieruchomości nie różnią się znacząco od tych budowanych na zachodzie Europy. Zamożne osoby czerpią inspiracje podczas podróży, wiedzą też, na co zwracać uwagę.

 Zatrudniają światowej klasy architektów, ściągają materiały z różnych zakątków świata, więc jakościowo te nieruchomości są na pewno na porównywalnym poziomie. Różnią się natomiast nieruchomości luksusowe w Stanach Zjednoczonych i w Europie, na korzyść Europy – mówi Piotr Śliwka.

W połowie roku ma być gotowy projekt ustawy o dekoncentracji mediów. Nowe przepisy mogą być trudne do wyegzekwowania w internecie

W połowie roku ma być gotowy projekt ustawy o dekoncentracji mediów. Nowe przepisy mogą być trudne do wyegzekwowania w internecie 15

W połowie roku ma być gotowa rządowa ustawa o dekoncentracji mediów wzorowana na prawodawstwie, które obowiązuje w Niemczech i we Francji. Celem regulacji będzie ograniczenie udziałów zagranicznego kapitału w rynku medialnym. Zdaniem prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezarego Kaźmierczaka uchwalenie ustawy powinny poprzedzić możliwie szerokie konsultacje społeczne, a największym wyzwaniem może się okazać wyegzekwowanie nowego prawa w internecie.

– Rząd powinien zwalczać monopole, również monopole medialne. Moim zdaniem w Polsce jednak takiego monopolu medialnego nie ma, a media są w miarę pluralistyczne. W tej chwili część mediów jest prorządowa, część antyrządowa i tak powinno być – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Według marcowych zapowiedzi wiceministra kultury Jarosława Sellina, w połowie tego roku będzie gotowy projekt ustawy o dekoncentracji mediów. Zdaniem partii rządzącej rynek medialny w Polsce jest zmonopolizowany i dominuje na nim zagraniczny kapitał. Nowe regulacje mają się przyczynić do zwiększenia udziału rodzimego kapitału w krajowych środkach przekazu, podobnie jak ma to miejsce w Niemczech czy we Francji. Projekt ustawy o dekoncentracji mediów w Polsce ma być wzorowany na prawodawstwie obowiązującym w tych krajach. Prezes ZPP Cezary Kaźmierczak zauważa, że dobrym wzorcem jest prawo antymonopolowe obowiązujące od ponad 100 lat w Stanach Zjednoczonych.

– Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w pracach nad projektem powinno skorzystać z wzorców, które były drogowskazem dla prawodawstwa antymonopolowego na świecie, na przykład z amerykańskiej ustawy Shermana z 1890 roku, która uznawała za nielegalne już samo dążenie do monopolu, delegalizowała tego typu działalność. Za podmioty dominujące uznawała wszystkie te, które mają powyżej 30 proc. rynku, i zarządzała przymusowy podział po przekroczeniu 70-proc. udziału rynku. W ten sposób zostały podzielone wielkie korporacje, jak Standard Oil Rockefellera czy Standard Shoe, która zdominowała rynek butów w USA – tłumaczy Cezary Kaźmierczak.

Resort obecnie analizuje regulacje dotyczące rynku medialnego, które obowiązują w krajach europejskich. Francuskie prawo, które może posłużyć za wzorzec dla ustawy o dekoncentracji mediów, restrykcyjnie określa dopuszczalny procentowy udział jednego pomiotu w danym segmencie medialnego rynku. Przepisy zmierzające do pluralizacji mediów i zapobieganiu monopolu obowiązują również w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.

– Uważam, że można wprowadzić do ustawodawstwa jakieś ograniczenia dotyczące koncentracji mediów, ale musi być jednak gotowy projekt ustawy, żeby móc się wypowiadać o konkretach. Dla przykładu w USA jedna telewizja nie może mieć więcej niż 30 proc. udziałów w rynku. Na razie trudno powiedzieć, jak te rozwiązania można by zaszczepić w Polsce. Sytuację dodatkowo komplikuje internet, bo w sieci żadne prawo antymonopolowe ani dekoncentracyjne sobie nie radzi – zauważa Cezary Kaźmierczak.

Prace nad ustawą o dekoncentracji wzbudziły duże wątpliwości opozycji i części ekspertów, którzy oceniają, że przepisy wymierzone w zagraniczny kapitał mogą skłonić do reakcji Unię Europejską. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku podatku handlowego, który został uznany za niezgodny z europejskimi regulacjami i zawieszony przez Komisję Europejską.

Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców podkreśla, że aby tego uniknąć, nowe prawo powinno powstawać w oparciu o interes publiczny. Jego uchwalenie muszą natomiast poprzedzić możliwie szerokie konsultacje społeczne.

– Na pewno protestować będą różne grupy interesów. Potrzebna jest wola polityczna i determinacja, żeby przeprowadzić tę zmianę w interesie ogółu. Jeżeli będzie to procedowane po cichu, to z pewnością będzie awantura. Uważam, że można na ten temat porozmawiać – to nie jest jakaś nagląca sprawa, którą trzeba w ciągu 14 dni po nocach przepychać. Rząd powinien wysłuchać wszystkich, a następnie podjąć decyzje najlepsze z punktu widzenia interesu publicznego i obywateli, a nie nadawców telewizyjnych czy gazet – podkreśla Cezary Kaźmierczak.

Polska firma pomaga budować gwiazdy śmierci. Potężne lasery powstaną w Czechach i Brazylii

Polska firma pomaga budować gwiazdy śmierci. Potężne lasery powstaną w Czechach i Brazylii 16

Creotech Instruments opiera swoją działalność nie tylko na przemyśle kosmicznym, lecz także na bardziej przyziemnych projektach. W zeszłym miesiącu polska firma dostarczyła system do potężnego lasera, zwanego czeską gwiazdą śmierci, a obecnie realizuje zamówienie pod brazylijską infrastrukturę. Zdaniem specjalistów miniaturyzacja to nisza, którą ma szansę wypełnić polski przemysł.

Creotech Instruments oprócz realizacji projektów stricte kosmicznych, przeznaczonych do wyniesienia w kosmos, realizuje szereg projektów przyziemnych, które zostają na naszej planecie i spełniają pewne funkcje użytkowe czy naukowe. Mówiąc „przyziemne”, mam na myśli funkcje związane z pomiarem wiązki w akceleratorach protonów w CERN-ie czy w systemach przyśpieszenia elektronów w tzw. czeskiej gwieździe śmierci – mówi agencji informacyjnej Newseria Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments.

Polska firma jest cenionym producentem i dostawcą precyzyjnych urządzeń pomiarowych dla instytutów badawczych na całym świecie. Creotech Instruments wykorzystuje swoje doświadczenie z sektora kosmicznego, przekładając je na szereg projektów realizowanych bezpośrednio na Ziemi.

W Europie i na świecie jest kilka dużych laboratoriów naukowych, które wykorzystują bardzo skomplikowaną infrastrukturę badawczą. Są to między innymi akceleratory, systemy pomiaru związane z fizyką jądrową oraz fizyką termonuklearną. Właśnie tam Creotech doskonale się odnajduje z tego powodu, że potrafi z jednej strony zaprojektować bardzo dobrą elektronikę, wręcz niezawodną, bazując na wypracowanych standardach kosmicznych. Natomiast z drugiej strony firma została założona przez naukowców, w związku z tym doskonale znamy zapotrzebowanie na konkretnych rynkach – wyjaśnia Grzegorz Brona.

Creotech Instruments w swojej ofercie ma kilka linii specjalistycznych produktów opartych na własnych rozwiązaniach technologicznych i patentach. Ostatnio firma dostarczyła swoją elektronikę do Czech i Brazylii.

W zeszłym miesiącu dostarczyliśmy system do czeskiej gwiazdy śmierci, czyli takiego superpotężnego lasera, który jest całkiem niegroźny. Nasze rozwiązanie posłuży do badań materiałowych, medycznych i chemicznym, ale to nie jest jedyny obszar, do którego dostarczamy elektronikę. Drugim zamawiającym jest brazylijska gwiazda śmierci, obecnie jesteśmy w trakcie realizacji zamówienia – komentuje Grzegorz Brona.

Szacuje się, że do 2025 liczba satelitów, które będą orbitować wokół Ziemi, wzrośnie dziesięciokrotnie w stosunku do stanu obecnego. Z czego większość satelitów będzie obiektami typu mikro. Prezes zarządu Creotech Instruments podkreśla, że Polska, aby nie konkurować ze światowymi mocarstwami, powinna się skupić właśnie na obszarze miniaturyzacji.

– Polska wystartowała w branży kosmicznej 50 lat za późno, żeby móc konkurować, z takimi potęgami jak Francja, Niemcy czy USA, na ich gruncie, w ich obszarach specjalizacji. Dlatego musimy poszukiwać własnych miejsc. Jednym z takich obszarów są mikrosatelity. Okazuje się, że w tej chwili jest ogromny przełom na rynku kosmicznym związany z miniaturyzacją i zastosowaniem tzw. elementów prosto z półki, a więc nie elementów tworzonych z myślą o przestrzeni kosmicznej. Innymi słowy takich, które wykorzystuje się w komputerach i systemach naziemnych. To dla Polski ogromna szansa – podsumowuje Grzegorz Brona.

Decyzja FED zgodnie z oczekiwaniami, debata we Francji

W USA nie było podwyżki stóp na środowym posiedzeniu, ale szanse, że dojdzie do niej w czerwcu wciąż rosną. Debata we Francji bez wpływu na sondaże.

Decyzja FED

Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe w USA zostały utrzymane na obecnym poziomie 0,75-1%. Analitycy dawali na taki scenariusz ponad 95%. W komunikacie do decyzji poinformowano, że spowolnienie wzrostu PKB w pierwszym kwartale 2017 roku było przejściowe. W dalszej części roku gospodarka amerykańska ma wyrównać wyniki. Również sytuacja na rynku pracy ma ulec dalszej poprawie. Decyzja ta wraz z komentarzem umocniła dolara względem pozostałych walut. Głównym powodem umocnienia się waluty są zwiększające szansę na czerwcową podwyżkę. Już teraz patrząc na ceny kontraktów przekraczają one 75%.

Debata we Francji

Wczoraj odbyła się debata prezydencka we Francji. Było w niej znacznie więcej emocji niż merytorycznych treści. Żaden z kandydatów nie zdecydował się na przejście bardziej do centrum. Różnice były bardzo wyraźnie widoczne. Le Pen punktowała na hasłach patriotycznych zarzucając przeciwnikowi działanie na szkodę własnego narodu. Macron zarzucał populizm i prowadzenie do katastrofy gospodarczej. Co ciekawe pomimo tego, że ten poziom dyskusji powinien bardziej sprzyjać populistycznej Le Pen nie widać na razie zmian w sondażach dalej wyraźnie wskazujących przewagę Macrona. Tak obrót sytuacji uspokaja rynki. To dzięki temu od kilku dni złoty umacniał się względem głównych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Czechy – decyzja CNB w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,
  • 16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Chińczycy kupują Deutsche Bank

Po ostatnich zakupach akcji największym udziałowcem niemieckiego banku stała się chińska spółka HNA Group. Posiadając niemal 10% akcji banku wyprzedziła ona rodzinę królewską Kataru. W ostatnich czasach DB już czterokrotnie przeprowadzał dodatkowe emisje akcji. Powodem była konieczność dokapitalizowania banku bez poprawić kapitały spółki. To właśnie w wyniku objęcia ostatniej takiej emisji Chińczycy objęli największy pakiet akcji. Kondycja tego banku była bardzo ważnym tematem w 2016 roku kiedy to jego kurs gwałtownie spadał osiągając w dołku 10 euro. Powodem przeceny było ryzyko bankructwa. Obecnie znajduje się stabilnie powyżej granicy 15 euro co mocno uspokoiło analityków.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nastroje konsumenckie w krajach Unii Europejskiej [Raport]

W pierwszym kwartale 2017 roku w Europie nastroje konsumenckie utrzymały się na wysokim poziomie. Już pod koniec grudnia 2016 roku nastroje konsumentów w 28 krajach Unii osiągnęły swój najwyższy poziom od stycznia 2008 roku. O kolejne dwa punkty poziom ten wzrósł w styczniu 2017 roku, do 19,9 punktu, a w marcu utrzymał się na poziomie 18,9 punktu.

W odniesieniu do pojedynczych składowych indeksu, czyli oczekiwań gospodarczych, oczekiwań dochodowych oraz skłonności do zakupów, po raz kolejny zauważyć można znaczne różnice na poziomie poszczególnych krajów krajów. Wynika to ze zmian sytuacji gospodarczej oraz specyficznej sytuacji na lokalnym rynku pracy. Dominującymi tematami w Europie był Brexit, wzrost popularności partii nacjonalistycznych, nowy rząd w USA oraz wojna w Syrii. Informacje te nie wpłynęły jednak w sposób równomierny na pojedyncze indeksy krajów biorących udział w badaniu.

Polska: konsumenci spodziewają się dalszego zwiększenia dochodów

Choć wskaźnik nastrojów konsumenckich osłabł w pierwszym kwartale 2017 roku, oczekiwania gospodarcze polskich konsumentów utrzymują wysoki poziom dzięki stałemu rozwojowi gospodarki. Obecnie wskaźnik osiągnął 21.7 punktu i jest to poziom porównywany z poziomem wskaźnika sprzed 12 miesięcy (22,9 punktu w marcu 2016 r.).

Polscy konsumenci spodziewają się stałej poprawy dochodów. W porównaniu do pozostałych krajów UE, wyjątkowo wysokie wartości zanotowano w pierwszych trzech miesiącach roku. W styczniu wskaźnik osiągnął najwyższy poziom na przestrzeni ostatnich 15 lat, dochodząc do 47,8 punktu. Do marca nastąpiła jego korekta, do 31 punktów, co w przybliżeniu odpowiada poziomowi z ubiegłego roku.

Mocno wzrosła skłonność do zakupów w porównaniu z poprzednim rokiem. W marcu 2016 roku wskaźnik wyniósł 7,3 punktu, a dane na koniec pierwszego kwartału tego roku wyniosły 18,8 punktu. Wskaźnik rósł dzięki dobrej sytuacji gospodarczej, rekordowo niskich stóp procentowych oraz dobrej sytuacji na rynku pracy.

Niemcy: kolejna poprawa oczekiwań gospodarczych

Po lutowym spadku oczekiwania gospodarcze w Niemczech poprawiły się znacznie w pierwszym kwartale roku. Pod koniec marca wskaźnik osiągnął 18,1 punktu, jest to wzrost o niemal 18 punktów w porównaniu z rokiem ubiegłym. Po raz kolejny niepewność, jaką u wielu konsumentów wywołuje polityka nowego prezydenta USA, ustępuje większemu optymizmowi gospodarczemu.

W odróżnieniu od oczekiwań gospodarczych, w ciągu pierwszego kwartału oczekiwania dochodowe spadły pod koniec marca do poziomu 43,4 punktu. Wskaźnik ten odzwierciedla wrażliwość opinii społecznej w Niemczech na zmiany niektórych impulsów cenowych, mających źródło np. w cenach paliw, które osłabiają ogólną siłę nabywczą konsumentów. W ogólnym ujęciu oczekiwania dochodowe pozostają jednak na wysokim poziomie.

Skłonność do zakupów niemieckich konsumentów, po lutowym spadku, ponownie wzrosła. Po koniec pierwszego kwartału wskaźnik wyniósł 55,5 punktu, o 5,5 punktu więcej w porównaniu do poziomu sprzed 12 miesięcy.

Francja: spadek wszystkich wskaźników

W pierwszym kwartale roku oczekiwania gospodarcze we Francji zanotowały znaczny spadek w porównaniu z wysokim poziomem uzyskanym pod koniec 2016 roku. Na koniec marca wskaźnik stracił sześć punktu w porównaniu ze styczniem i osiągnął 11,3 punktu. Oczekiwania gospodarcze notują jednak znacznie wyższy poziom niż jeszcze rok temu, kiedy pod koniec pierwszego kwartału wynosiły -3,7 punktu.

We Francji widoczny spadek zanotowały również oczekiwania dochodowe. Pod koniec kwartału ich wartość spadła do -10,9 punktu. Jest to jednak wynik o 11 punktów wyższy niż w roku ubiegłym. Negatywne oczekiwania dochodowe notowane są od października 2007 roku. Świadczy to o stłumionych oczekiwaniach francuskich konsumentów, co w części spowodo-wane jest utrzymującym się wysokim poziomem bezrobocia.

Wskaźnik skłonności do zakupów również zanotował spadek, osiągając pod koniec pierwszego kwartału 8,4 punktu. Jeszcze w lutym był on na najwyższym od 15 lat poziomie z wynikiem 18,7 punktu. Wśród konsumentów panuje coraz większa niepewność związana z nadchodzącymi wyborami. Jednak w porównaniu z rokiem ubiegłym (0,4 punktu w marcu 2016 roku), wskaźnik ten nadal pozostaje na względnie wysokim poziomie.

Wielka Brytania: konsekwencje decyzji o Brexicie

Po referendum w sprawie Brexitu oczekiwania konsumentów brytyjskich utrzymują się na niskim poziomie (-13.2 punktu pod koniec pierwszego kwartału). Choć wskaźnik poprawił swój najniższy od czterech lat wynik (-28.3 punktu w czerwcu 2016 roku,), utrzymuje się on nadal na niskim poziomie w porównaniu z poprzednimi latami, kiedy oczekiwania gospodarcze osiągały 2,1 punktu.

Oczekiwania dochodowe również się pogorszyły i pod koniec kwartału spadły do 1,2 punktu, pomimo mocnego rozpoczęcia roku (11,1 punktu w styczniu). W porównaniu rok do roku jest to mocny spadek o 16,5 punktu, co sugeruje zarazem rosnącą niepewność brytyjskich konsumentów dotyczącą konsekwencji gospodarczych Brexitu.

Taki sam obraz wyłania się w odniesieniu do skłonności do zakupów Brytyjczyków, która w pierwszym kwartale stopniowo spadła i pod koniec marca zanotowała 4,1 punktu. W tym samym okresie w zeszłym roku pierwsze trzy miesiące roku uzyskały wynik dwucyfrowy.

Włochy: niepewność wśród konsumentów utrzymuje się

W odniesieniu do oczekiwań gospodarczych konsumenci włoscy nadal znajdują się wśród najbardziej pesymistycznie nastawionych obywateli Europy. Pod koniec marca wskaźnik notował -53 punktów, ponad 30 punktów mniej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej. Najwyraźniej konsu-menci we Włoszech spodziewają się pogorszenia sytuacji gospodarczej w kraju.

Pomimo pozytywnych wyników zanotowanych pod koniec 2016 roku, oczekiwania dochodowe, tak samo jak oczekiwania gospodarcze, są raczej negatywne. Pod koniec kwartału wskaźnik zanotował -8.9 punktu, niemal sześć punktu mniej niż dokładnie rok wcześniej.

Po raz pierwszy od maja 2015 roku wskaźnik skłonności do zakupów wło-skich konsumentów znów jest ujemny, notując spadek do -1.6 pod koniec kwartału. Poziom obniżył się o 29 punktów w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym. Wskazuje to wyraźnie na niepewność wśród włoskich konsumentów, którzy odkładają większe zakupy i ostrożnie przypatrują się rozwojowi sytuacji gospodarczej.

Hiszpania: powściągliwy optymizm konsumentów

Oczekiwania gospodarcze konsumentów w Hiszpanii utrzymały stabilny poziom w pierwszym kwartale 2017 roku, z wynikiem 23,3 punktu pod koniec marca. To mniej więcej taki sam poziom jak w zeszłym roku. Wskaźnik ten daleki jest jednak od najwyższego jak dotąd poziomu z grudnia 2015 roku, ale odzwierciedla pozytywny nastrój panujący wśród hiszpańskich konsumentów, którzy spodziewają się wzrostu gospodarczego.

Stabilny poziom utrzymują również oczekiwania dochodowe, choć uzyskały niższy ogólny poziom w porównaniu do tego samego okresu w roku ubiegłym. Pod koniec kwartału wskaźnik uzyskał 10,5 punktu, czyli cztery punkty mniej niż dane zanotowane pod koniec marca 2016 roku. Stosunkowo stabilny poziom oczekiwań dochodowych odpowiada więc stale spadającej stopie bezrobocia w Hiszpanii.

Konsumenci w Hiszpanii wykazują jednak niską skłonność do zakupów. Wskaźnik ten pozostaje ujemny, choć utrzymuje się na poziomie umiarkowanym, i zanotował nieznacznie lepszy wynik niż w roku ubiegłym. Pod koniec kwartału wynosił -3.7 punktu, co oznacza ponad 5 punktów więcej niż rok wcześniej.

Portugalia: wzrost oczekiwań gospodarczych i dochodowych

Konsumenci w Portugalii rozpoczęli rok bardzo optymistycznie w odniesieniu do oczekiwań gospodarczych. Pod koniec pierwszego kwartału wskaźnik zanotował 29,2 punktu i znalazł się w zasięgu najwyższego poziomu ze stycznia 1992 roku (38,6 punktu). To znacznie wyższy wynik niż w roku ubiegłym, kiedy pod koniec marca wynosił on 16,5 punktu.
W pierwszych trzech miesiącach roku oczekiwania dochodowe Portugalczyków kształtowały się dodatnio i pod koniec marca osiągnęły 25,5 punktu. Jest to wynik o 5 punktów wyższy w porównaniu z rokiem ubiegłym. Choć wskaźnik bezrobocia pozostaje na jednym z najwyższych poziomów w Europie, rynek pracy w Portugalii zanotował w ostatnich latach znaczną poprawę, co daje nadzieję na większe dochody.

W odniesieniu do zakupów Portugalczycy pozostają bardzo ostrożni, choć wskaźnik skłonności do zakupów wskazuje na bardziej pozytywne podejście niż w zeszłym roku. W porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym, skłonność do zakupów poprawiła się o niemal 15 punktów, sięgając -9.8 punktu pod koniec marca 2017 roku.

Holandia: konsumenci nadal chętni do zakupów

Holenderscy konsumenci mają równie optymistyczne podejście do gospodarki, jak w czerwcu 2014 roku. Pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku wskaźnik oczekiwań gospodarczych wynosił 31,9 punktu, czyli 36 punktów więcej niż w zeszłym roku, kiedy miał on -4.1 punktu pod koniec marca 2016.

Dalsze ożywienie gospodarcze postrzegane jest przez Holendrów pozytywnie, co idzie w parze z oczekiwaniami dochodowymi, choć ich poziom jest niski. Po raz pierwszy od października 2016 roku wskaźnik zanotował liczbę dodatnią, osiągając 1,1 punktu pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku. Jest to wzrost o niemal 16 punktów w porównaniu z rokiem ubiegłym. Oznacza to, że konsumenci w Holandii oczekują lekkiej poprawy swoich dochodów.
Skłonność do zakupów osiągnęła swój najwyższy poziom od grudnia 2000 roku (45,2 punktu) i osiągnęła 25,8 punktu pod koniec kwartału. Wskaźnik ten odzwierciedla również ogólny bardzo optymistyczny nastrój panujący w Holandii.

Belgia: pozytywny trend oczekiwań gospodarczych i dochodowych

Belgijscy konsumenci wykazali pod koniec kwartału znacznie wyższy poziom optymizmu w odniesieniu do oczekiwań gospodarczych niż miało to miejsce w zeszłym roku. W marcu wskaźnik wyniósł 13,8 punktu i był to najwyższy poziom od końca 2015 roku. Oznacza to, że konsumenci w Belgii spodziewają się ożywienia gospodarczego.

Podobną pozytywną poprawę zauważyć można wobec oczekiwań dochodowych, które odwróciły negatywny trend ostatnich miesięcy i ponownie osiągnęły dodatni wynik pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku. Z wynikiem 2,5 punktu wskaźnik zyskał wartość wyższą o ponad 25 punktów niż w roku ubiegłym, kiedy pod koniec marca 2016 roku wyniósł -22.9 punktu.

Skłonność do zakupów belgijskich konsumentów pozostaje relatywnie stabilna w porównaniu z poprzednimi miesiącami. Jednak biorąc pod uwagę porównanie rok do roku, pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku wskaźnik wyniósł 16,6 punktu, co oznacza prawie siedem punktów poniżej wartości zanotowanej w marcu 2016.

Grecja: oczekiwania dochodowe na najniższym poziomie od lat

W zeszłym roku oczekiwania gospodarcze konsumentów w Grecji nieznacznie wzrosły. W pierwszym kwartale 2017 powróciły one jednak do niskiego poziomu zanotowanego w tym samym czasie w roku ubiegłym. Z wynikiem -51 punktów pod koniec marca, wskaźnik wykazał jedną z najniższych wartości w Europie, utrzymując się na właściwie niezmienionym poziomie w porównaniu do marca 2016 roku, kiedy osiągał -50,6 punktu. Niskie oczekiwania gospodarcze są odzwierciedleniem wciąż trwającej trudnej sytuacji gospodarczej i politycznej w kraju.

Jeszcze słabszy obraz prezentują oczekiwania dochodowe greckich konsumentów. Pod koniec pierwszego kwartału wskaźnik spadł do najniższego poziomu od października 2012 roku. Na koniec marca wyniósł on -52.3 punktu czyli ponad siedem punktów poniżej poziomu z poprzedniego roku. Trwająca napięta sytuacja na rynku pracy w Grecji obniża oczekiwania konsumentów w odniesieniu do większej liczby miejsc pracy i poprawy sytuacji dochodowej.
W wyniku tego greccy konsumenci nadal niechętnie dokonują zakupów wykraczających poza zaspokajanie podstawowych potrzeb. Na koniec pierwszego kwartału bieżącego roku wskaźnik zanotował spadek i wyniósł -44,6 punktu, jest to o ponad siedem punktów mniej w porównaniu z marcem ubiegłego roku.

Austria: rosną oczekiwania gospodarcze i skłonność do zakupów

Austriaccy konsumenci są coraz bardziej optymistyczni wobec ożywienia gospodarczego swojego kraju. Pod koniec kwartału oczekiwania gospodarcze wzrosły do 11,3 punktu, czyli o 29,5 punktu więcej w porównaniu z rokiem poprzednim. Po wyborach, jakie odbyły się w grudniu zeszłego roku, Austriacy najwyraźniej oczekują rozwoju gospodarki.

Oczekiwania dochodowe prezentują bardziej złożony obraz. Rok temu wskaźnik wyniósł 36,5 punktu, osiągając najwyższy poziom od rozpoczęcia badania w 1995 roku. Pod koniec pierwszego kwartału 2017 wartość ta spadła do 12,7 punktu, co po części związane jest z wciąż utrzymującą się wysoką stopą bezrobocia w Austrii.

Od początku roku konsumenci w Austrii wykazywali większą przychylność do skłonności do zakupów, choć trend powoli ulegał spadkowi pod koniec pierwszego kwartału, notując 19,2 punktu. Jest to jednak wskaźnik znacznie wyższy niż rok temu, kiedy pod koniec marca wynosił zaledwie 6,1 punktu.

Czechy: maksymalnie wysokie oczekiwania dochodowe

Na koniec marca oczekiwania gospodarcze czeskich konsumentów osiągnęły najwyższy poziom od stycznia 2016 roku, z wynikiem 37,2 punktu. Pierwsze trzy miesiące bieżącego roku wykazały trend wzrostowy dla tego wskaźnika, który pod koniec kwartału wynosił ponad 14 punktów więcej niż w tym samym okresie w zeszłym roku. Świadczy to o pozytywnych oczekiwaniach Czechów dotyczących wzrostu gospodarczego w najbliższych miesiącach.

Zwiększający się optymizm czeskich konsumentów jest również widoczny w ich oczekiwaniach dochodowych. Poziom 59,5 punktu zanotowany w lutym świadczy o historycznym poziomie tego wskaźnika. Pod koniec pierwszego kwartału nadal notowano 48 punktów. To wynik tuż poniżej poziomu z poprzedniego roku, który pod koniec marca 2016 r. wyniósł 52,4 punktu.

Pozytywny trend skłonności do zakupów, zanotowany w zeszłym roku, utrzymał się w pierwszych trzech miesiącach 2017 roku, a na koniec kwartały wskaźnik spadł nieco do 19,1 punktu. Choć jest to prawie sześć punktów mniej niż w ubiegłym roku, to nadal dość wysoki poziom w porównaniu z latami poprzednimi.

Słowacja: coraz lepsze nastroje konsumenckie

Po mocnych wynikach drugiej połowy 2016 roku, oczekiwania gospodarcze słowackich konsumentów zanotowały lekki spadek w ciągu pierwszych trzech miesięcy bieżącego roku. Pod koniec marca wskaźnik utrzymał się jednak na poziomie 19,6 punktu, co jest wynikiem nieco wyższym niż w zeszłym roku, kiedy pod koniec marca wyniósł 16,3 punktu. Słowacy nadal więc spodziewają się wzrostu gospodarczego.

Oczekiwany przez Słowaków dalszy wzrost gospodarczy utrzymał się na stabilnym, wysokim poziomie i wyniósł 29,2 punktu pod koniec pierwszego kwartału. Jest to o sześć punktów więcej niż w roku ubiegłym. Pomimo wysokiego wskaźnika bezrobocia, w pewnym sensie lepsza sytuacja na rynku pracy oraz spadek inflacji wydają się zapewniać pozytywny bodziec.

Pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku skłonność do zakupów na Słowacji zwiększyła się do 13,1 punktu. To lekki wzrost o zaledwie jeden punkt w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy skłonność do zakupów wynosiła 11,9 punktu. Zwiększające się dochody i niższa stopa bezrobocia wydają się świadczyć o tym, że słowaccy konsumenci mają poczucie, iż stać ich na większe zakupy.

Słowenia: skłonność do zakupów na najwyższym poziomie od dziesięciu lat

W pierwszym kwartale 2017 roku oczekiwania gospodarcze konsumentów słoweńskich były znacznie wyższe niż w zeszłym roku. Pod koniec marca wskaźnik wyniósł 19,1 punktu. Jest to silny wzrost o ponad 29 punktów w porównaniu z poprzednim rokiem, kiedy wskaźnik spadł do -10.3 punktu pod koniec marca.

Oczekiwania dochodowe również odzwierciedlają poprawę nastrojów konsumenckich na Słowenii w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym. Pod koniec kwartału odpowiedni wskaźnik wyniósł 23,5 punktu, niemal 10 punktów powyżej wartości z końca marca 2016 roku.

Pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku skłonność do zakupów słoweńskich konsumentów osiągnęła swój najwyższy poziom od sierpnia 2007 roku. Wynik 15,5 punktu przewyższył poziom z zeszłego roku o ponad 13 punktów. Słoweńcy gotowi są więc na większe zakupy, których nie chcą odkładać na później. Wskazuje to wyraźnie na bardziej optymistyczne nastroje panujące w Słowenii.

Bułgaria: poprawa nastrojów konsumenckich w porównaniu z rokiem ubiegłym

Oczekiwania gospodarcze bułgarskich konsumentów za pierwsze dwa miesiące roku osiągnęły najwyższy poziom od kilku lat, jednak w marcu już spadły do wyniku ujemnego, -2.3 punktu. Wskazuje to wyraźnie, że bułgarscy konsumenci nie są jeszcze w stanie oszacować jak długo utrzyma się wzrost gospodarczy, który trwa od kilku lat. Niemniej jednak pod koniec kwartału wskaźnik notował o 3,5 punktu więcej niż w roku ubiegłym.

Lepsza efektywność gospodarcza i stały spadek bezrobocia dały pozytywny wpływ na oczekiwania dochodowe. Z 26,1 punktu w lutym wskaźnik osiągnął najwyższy poziom od czerwca 2005 roku, zanim spadł do 18,4 punktu na koniec kwartału. Jest to nadal dość wysoki wynik w porównaniu z marcem 2016 roku, kiedy oczekiwania dochodowe wynosiły 3,9 punktu.

Podobny trend zaobserwowano w odniesieniu do skłonności do zakupów konsumentów bułgarskich, której wskaźnik po silnym starcie na początku roku zanotował spadek pod koniec kwartału i wyniósł 14,3 punktu. Jednak w porównaniu z rokiem ubiegłym oznacza to znaczną poprawę o ponad 13 punktów.

Rumunia: rekordowy poziom oczekiwań dochodowych i skłonności do zakupów

Pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku oczekiwania gospodarcze rumuńskich konsumentów wzrosły do 18,3 punktu. Tak pozytywny wynik zanotowano w październiku 2015 roku. Rok wcześniej wskaźnik utrzymywał się na poziomie 3,3 punktu. Rumuni z dużo większą dozą optymizmu patrzą w przyszłość niż jeszcze rok temu.

Oczekiwania dochodowe w Rumunii podkreślają ten pozytywny trend, ponieważ wskaźnik mocno wzrósł do 33,7 punktu na koniec kwartału. Jest to najwyższa zanotowana wartość, od kiedy kraj włączony został do badania nastrojów konsumenckich w maju 2001 roku. Dzięki stałemu spadkowi stopy bezrobocia, jaka notowana jest w ostatnich latach, rumuńscy konsumenci oczekują wyższych dochodów.

Razem z oczekiwaniami większych dochodów, konsumenci w Rumunii również gotowi są do dokonywania większych zakupów, które przekraczają zaspokajanie ich podstawowych potrzeb. Z wynikiem 16,4 punktu wskaźnik skłonności do zakupów zanotował na koniec marca najwyższy poziom od września 2006 roku.

O badaniu

GfK Consumer Climate Europe jest badaniem nastrojów konsumenckich prowadzonym w krajach Unii Europejskiej i współfinansowanym przez Komisję Europejską. Co miesiąc metodą CAPI lub CATI ankietowanych jest około 40 000 respondentów we wszystkich 28 państwach członkowskich. Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem wyliczanym według niezmienionej formuły od roku 1985.

Z comiesięcznego zestawu 12 pytań, do opracowania głównego indeksu nastrojów wybrano pięć składowych – oczekiwania gospodarcze, cenowe i dochodowe, skłonność do zakupów oraz do oszczędzania.

Indeks jest obliczanych w następujący sposób:

  • podstawą obliczania poszczególnych składowych są salda odpowiedzi pozytywnych i negatywnych udzielanych w poszczególnych pytaniach – składowych indeksu
  • sumy pozytywnych odpowiedzi (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego poprawi się w istotny sposób) jest odejmowany od sumy odpowiedzi negatywnych (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego pogorszy się w istotny sposób).
  • w kolejnym kroku, sumy są ujednolicane przy wykorzystaniu standardowych metod statystycznych, a następnie przeliczane tak, że długoterminowa średnia wskaźnika wynosi 0 punktów, przy teoretycznym zakresie wartości od +100 do -100 punktów. Na podstawie empirycznych danych gromadzonych od 1980 roku do analiz przyjmuje się wartości składowych w przedziale +60 i -60 punktów.
  • dodatnia wartość składowej świadczy o ocenie tej zmiennej powyżej średniej w ujęciu długookresowym; odwrotna sytuacja ma miejsce dla wartości ujemnych. Standaryzacja ułatwia porównywanie wyników z różnych krajów, likwidując różnice kulturowe, charakterystyczne dla danej populacji.