Zaledwie 65% firm w Polsce posiada własną stronę WWW. To znacznie mniej niż w Niemczech czy w Czechach i mniej niż wynosi unijna średnia. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy są koszty. Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez firmę dhosting.pl, aż połowa przedsiębiorstw przepłaca za utrzymanie strony WWW przynajmniej o 30%.
Od 2010 r. nie dokonaliśmy pod względem „internetyzacji” firm żadnego postępu. Tak samo jak 5 lat temu, tak i dziś własnej strony WWW nie posiada co trzecie przedsiębiorstwo w Polsce. Polska ma taki sam wynik jak Turcja i nieco lepsze niż Grecja i Węgry. Dla porównania, w Finlandii swój internetowy serwis posiada 95% firm, w Danii 92% a w Niemczech 87%. Z danych Eurostatu wynika, że Polskę w statystykach wyprzedzają także nasi południowi sąsiedzi – Czechy i Słowacy, gdzie własną stronę posiada 83% firm – czy Litwini (77%). Skąd tak duże różnice? Jednym z powodów są obawy o koszty. To, że są one uzasadnione, potwierdza analiza jaką przeprowadziła firma dhosting.pl na 500 firmowych stronach.
Hosting drogi jak irański kawior
– Przeanalizowaliśmy strony internetowe należące zarówno do małych firm, jak i sklepów internetowych, które doświadczają szczytów sprzedażowych. Okazało się, że zdecydowana większość z nich płaci za utrzymanie strony WWW więcej niż powinna. Różnice sięgają niekiedy nawet kilkuset procent w porównaniu do sytuacji, w której firmy płaciłyby za rzeczywiste wykorzystanie mocy obliczeniowej niezbędnej do tego, by strona WWW działała poprawnie – tłumaczy Rafał Kuśmider z dhosting.pl. Z analizy firmy wynika, że nie brakuje przedsiębiorstw, które przepłacają za technologie nawet dziesiątki tysięcy złotych. To przede wszystkim sklepy internetowe, ale nie tylko.
Z czego to wynika? Wbrew pozorom jest to dość łatwe do wytłumaczenia – klienci na ogół nie dysponują technologiczną wiedzą, co wykorzystują dostawcy usług hostingowych – albo zawyżają ceny, albo proponują usługi relatywnie tanie, ale ograniczone niskimi limitami.
– Problem polega na tym, że klienci kupujący hosting najczęściej po prostu nie wiedzą, jakich zasobów ich strona internetowa będzie realnie potrzebować. Z tego powodu wybierają oni często usługi ponadwymiarowe, bądź te z niewielkimi limitami, które powodują wyłączenie strony w momencie zwiększenia ruchu. A wcale nie są to rzadkie przypadki. Wystarczy, że popularny portal napisze o naszej firmie, a nasza strona odnotuje rekordową liczbę odwiedzin. Skutek? Hosting prawdopodobnie automatycznie ją zablokuje – tłumaczy Rafał Kuśmider z dhosting.pl.
Za technologie powinieneś płacić jak za prąd
W takiej sytuacji dostawcy proponują zazwyczaj dwa rozwiązania: serwer wirtualny lub dedykowany. Jednak oba rozwiązania mają dwie istotne wady. Z jednej strony: są skomplikowane w obsłudze, z drugiej – generują wysokie i często niepotrzebne koszty, bo firma i tak nie jest w stanie wykorzystać mocy obliczeniowej w 100%. Dodatkowo, do obsługi serwerów użytkownicy potrzebują także panelu zarządzania, ponieważ na ogół nie potrafią administrować serwerem samodzielnie. Administrator, konfiguracja usługi i zarządzanie panelem to dodatkowy koszt.
– W dobie chmury obliczeniowej normą powinno być rozliczanie usług w zależności od ich rzeczywistego wykorzystania. Skoro płacimy za prąd czy wodę w zależności od jej zużycia, to dokładnie w ten sam sposób dostawcy nowych technologii powinni rozliczać klientów. Jeśli stronę firmy odwiedza więcej osób, to powinna ona płacić więcej za jej utrzymanie niż ta, której witrynę klienci odwiedzają raz na jakiś czas – zwraca uwagę Rafał Kuśmider z dhosting.pl.
W ogonie Europy
Jak wynika z danych Eurostatu, w Europie pod względem liczby stron internetowych w firmach, zajmujemy 23 miejsce. Liderem jest Finlandia, gdzie 95% firm posiada własną stronę WWW, ostatnie miejsce zajmuje Rumunia z wynikiem 45%.
BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, osiągnęła po trzech kwartałach 2016 r. zysk netto w wysokości 827 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 17.197 tys. zł. Emitent kontynuuje realizację działań mających na celu konsolidację branży biotechnologicznej.
Wartość przychodów netto ze sprzedaży Spółki po trzech kwartałach 2015 r. wynosiła 16.733 tys. zł, więc tegoroczny wynik wykazuje blisko 3% wzrost w ujęciu rdr. W samym 3 kw. 2016 r. przychody netto ze sprzedaży BioMaxima S.A. sięgnęły 5.267 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie ub. roku było to 5.626 tys. zł. Z kolei zysk netto Emitenta w minionym kwartale wyniósł 186 tys. zł wobec 305 tys. zł w 3 kw. 2015 r. Na obniżenie osiągniętych przez Spółkę przychodów netto ze sprzedaży i rentowności największy wpływ miały spadek wysokomarżowych zamówień od kontrahenta z Danii oraz niekorzystne zmiany na rynku walutowym. Emitent liczy jednak na wzrost sprzedaży w nadchodzących kwartałach.
„W ubiegłym roku bardzo duży wpływ na rentowność miała sprzedaż do kontrahenta z Danii oraz aparatura Biolog. Ponadto, w roku bieżącym zatrudniliśmy dodatkowo dwóch przedstawicieli regionalnych, co wygenerowało wzrost kosztów. Stąd też niższy zysk. Nasi klienci złożyli kilkanaście wniosków o dotację na analizatory Biolog. Liczymy, że kilku z nich takową dotację otrzyma, co wyraźnie zdynamizuje naszą sprzedaż oraz zysk.” – mówi Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.
W dniu 24.10.2016 r. Rada Nadzorcza BioMaxima S.A. wyraziła zgodę na nabycie 80% udziałów w dwóch rumuńskich spółkach: QIAS MED oraz ISTAR. Emitent w najbliższych dniach podpisze umowę zakupu przedmiotowych udziałów, a łączna cena ich nabycia została ustalona na kwotę 160 tys. EUR. Spółki QIAS MED oraz ISTAR prowadzą działalność w zakresie sprzedaży aparatury, testów, odczynników, mikrobiologii oraz wyposażenia laboratoriów. W 2015 r. łączna wartość ich przychodów wyniosła ok. 770 tys. EUR oraz wypracowały one zysk netto w wysokości ok. 86 tys. EUR. BioMaxima S.A. po finalizacji transakcji nabycia udziałów w QIAS MED oraz ISTAR planuje rozpocząć proces konsolidacji tych spółek oraz własnej spółki Roco Sistem, powołując nowy podmiot – BioMaxima Romania srl.
Na dzień 25.11.2016 r. zwołane zostało Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy BioMaxima S.A., które podejmie decyzję w sprawie połączenia z Biocorp Polska Sp. z o.o. Planowane połączenie ma nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku Biocorp Polska Sp. z o.o. jako spółki Przejmowanej na BioMaxima S.A. jako spółkę Przejmującą w zamian za nowe akcje spółki Przejmującej, które zostaną wydane dotychczasowym wspólnikom spółki Przejmowanej. Zgodnie z przedstawionym planem połączenia, który został już zbadany przez biegłego rewidenta, udziałowcy Biocorp Polska Sp. z o.o. otrzymają łącznie 690.000 akcji Spółki BioMaxima S.A. Dzięki połączeniu Emitent będzie mógł stworzyć jeszcze bardziej konkurencyjną ofertę rynkową, a także umocni swoją pozycję na rynkach zagranicznych. BioMaxima S.A. zoptymalizuje również politykę zakupową i będzie w stanie zrealizować istotne synergie kosztowe wynikające z fuzji obu podmiotów. Poprzez nabycie udziałów w dwóch rumuńskich spółkach: QIAS MED oraz ISTAR, a także połączenie z Biocorp Polska Sp. z o.o., Emitent realizuje przyjęty cel strategicznym, jakim jest konsolidacja branży biotechnologicznej.
„Są to dwie strategiczne decyzje w zakresie akwizycji. Na rynku rumuńskim będzie budowany podmiot reprezentujący markę BioMaxima, w większości sprzedający również nasze produkty. Pozwoli to zwiększyć naszą sprzedaż eksportową i marżę. Połączenie z Biocorp da efekt w postaci wyraźnej specjalizacji BioMaxima w zakresie mikrobiologii. Pozwoli również zwiększyć sprzedaż eksportową, albowiem ponad 30% przychodów Biocorpu stanowi eksport. Optymalizacja produkcji oraz obniżenie kosztów zakupu surowców ze względu na efekt skali pozwoli uczynić ją jeszcze bardziej rentowną.” – wyjaśnia Lewczuk.
BioMaxima S.A. otrzymała dofinansowane w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, Działanie 2.1 „Wsparcie inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw” w wysokości blisko 2,3 mln zł na budowę Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie. Planowana inwestycja umożliwi Spółce opracowywanie nowych oraz innowacyjnych produktów. Emitent oczekuje również na końcową decyzję o przyznaniu dotacji na projekt opracowania testów do badania lekooporności, na realizację którego złożony został wniosek o przyznanie dofinansowania w ramach RPO WL, Działanie 1.2 „Badania i rozwój”.
„Inwestycje w rozwój są kosztowne, stąd bardzo nas cieszy wsparcie w postaci przyznanej dotacji. Pozwoli to również Spółce zintensyfikować w najbliższych latach własne prace badawczo-rozwojowe. W ostatnim roku udało się nawiązać współpracę z lubelskimi uczelniami, co tylko wzmocni efekty prac badawczo-rozwojowych nad nowymi innowacyjnymi produktami.” – zakończył Prezes Lewczuk.
Spółka pozostaje nadal w bardzo dobrej kondycji finansowej. BioMaxima S.A. wypłaciła również swoim Akcjonariuszom dywidendę z zysku osiągniętego w 2015 r. w kwocie 0,20 zł na akcję. Rok temu Emitent wypłacił dywidendę w wysokości 0,10 zł na akcję.
BioMaxima S.A. jest polską firmą działającą w szeroko rozumianym obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej. Jest jednym z dwóch krajowych producentów odczynników do diagnostyki in vitro, jednym z trzech producentów podłoży mikrobiologicznych. Spółka jest również dystrybutorem produktów uznanych światowych firm diagnostycznych takich jak m.in. Nova Biomedical, Mitsubishi Chemical, Biolog. Emitent zaopatruje w swoje produkty ponad 2 tys. laboratoriów w Polsce oraz prowadzi działalność eksportową na ponad 40 rynkach. Strategia rozwoju Spółki zakłada prowadzenie działań konsolidacyjnych sektora biotechnologicznego.
Choć umowa o wolnym handlu między UE i Kanadą została w końcu zawarta, to zagrożenie jej fiaskiem ujawniło niebezpieczne zjawiska, zachodzące obecnie w krajach członkowskich. Według eksperta zBusiness Centre Club, szkodliwe dla interesów wspólnoty, nastroje społeczne są w dużej części efektem rosyjskiej propagandy.
Zdaniem doktora Wojciecha Warskiego, przewodniczącego Konwentu BCC i wiceprzewodniczącego Rady Dialogu Społecznego, należy zwrócić uwagę na wzrost ruchów nacjonalistycznych i protekcjonistycznych w całej Unii Europejskiej. Jak twierdzi dr Warski, są one m.in. wynikiem wpływu sił obcych na UE, a konkretnie płyną z Rosji. Kraj ten przeznacza ogromne środki finansowe i działa w bardzo wielu kanałach komunikacji po to, żeby zdestabilizować sytuację zarówno polityczną, jak i gospodarczą na Starym Kontynencie. W ten sposób, według eksperta, państwo rosyjskie steruje wydarzeniami, które rozgrywają się na europejskiej scenie politycznej i wydają się członkom UE zupełnie naturalne.
– Rosja jest absolutnym mistrzem propagandy. Wykreowawszy określone nastroje, wpływa na decyzje, być może niczego niepodejrzewających polityków, którzy naiwnie sądzą, że działają w dobrej wierze. Wachlarz środków, jakie uruchamia, jest wręcz imponujący. Na kontach społecznościowych w Internecie funkcjonują setki rosyjskich trolli. Są to niebezpieczni, wyspecjalizowani użytkownicy, tworzący nie tylko świadomość jednostek, ale również całych grup społecznych, zaangażowanych w działania prodemokratyczne, proekologiczne i solidarnościowe. Podobne zadanie mają liczne organizacje pozarządowe oraz firmy, które są w całości finansowane przez Rosję – mówi w rozmowie z serwisem agencyjnym MondayNews, dr Wojciech Warski.
Podpisanie układu CETA jest kolejnym elementem integracji Europy, która ma własną politykę handlową i przez to stawia w gorszej sytuacji konkurencyjność gospodarki Rosji. Dlatego, w ocenie eksperta z BCC, to państwo starało się nie dopuścić do zawarcia porozumienia poprzez działania propagandowe. Jednak odpowiedzialność za wydarzenia rozgrywające się w UE powinny wziąć na siebie kraje członkowskie. Żaden z nich, z powodu partykularnych i nie do końca zdefiniowanych korzyści, być może wykreowanych przez rosyjskich lobbystów, nie może już więcej paraliżować wysiłku negocjacyjnego całej wspólnoty. Komisja Europejska, jako wyłączny negocjator w imieniu państw członkowskich, powinna do końca wykorzystywać swoje uprawnienia. Nie ma potrzeby, aby na każdym etapie negocjacyjnym czy ratyfikacyjnym, uzyskiwała absolutną jednomyślność wszystkich państw. Ten mechanizm działania należy poprawić, aby w przyszłości nie zakłócił kolejnych, istotnych porozumień.
– Układ CETA i cała bitwa o niego jest jakąś „przygrywką” do walki o porozumienie TTIP, które ma dla Europy dużo większe znaczenie, zarówno pod względem gospodarczym, jak i społecznym. Mam nadzieję, że przy zawieraniu umowy ze Stanami Zjednoczonymi, Unia Europejska nie powtórzy tych samych błędów, jakie wstrzymywały jej ustalenia z Kanadą. Ostatnie wydarzenia pokazały, że nadmiar, źle rozumianej, demokracji poważnie szkodzi interesom całej wspólnoty. Podpisanie umowy handlowej między UE i USA, podobnie jak CETA, szkodziłoby interesom Rosji, dlatego może być przez nią w niejawny sposób sabotowane – alarmuje dr Wojciech Warski.
Tymczasem, jak wyjaśnia ekspert, TTIP powinno przynieść Europejczykom większe korzyści, niż CETA, ponieważ wolumen handlowy między USA i UE jest wielokrotnie wyższy i cenniejszy w porównaniu do kanadyjsko-europejskiego. Liczy się też większa innowacyjność i głębokość amerykańskiego rynku w zestawieniu z kanadyjskim, który po części naśladuje ten pierwszy. W Stanach Zjednoczonych mają szansę przede wszystkim zaistnieć polskie firmy, działające w branżach spożywczych, rzemieślniczych, elektroniki i elektryki użytkowej. Nasza żywność ekologiczna jest już silną marką w Europie i taką samą, na dużo większą skalę, może stać się w USA. Niszowi producenci, m.in. dronów cywilnych i militarnych, a także jachtów czy oświetlenia, mogą również zyskać nieograniczony rynek zbytu.
– TTIP i CETA nie są wobec siebie konkurencyjne, lecz bardzo komplementarne. Oznacza to, że jeden układ mógłby teoretycznie funkcjonować bez drugiego. Jednak, należy zadać zasadnicze pytanie, dlaczego my, jako Europejczycy, dopuszczamy do takiej sytuacji, w której siły propagandowe zagrażają wyraźnym interesom ekonomicznym całej wspólnoty. Argumenty przeciwników obu porozumień mają charakter bardzo populistyczny i krzykliwy. Mimo różnego rodzaju debat, nie znajdują oparcia w faktach. Niestety, wpływają na zbiorową świadomość mieszkańców krajów Unii Europejskiej. Bardziej widoczne jest to na Zachodzie – podkreśla dr Warski.
Dr Wojciech Warski przypomina, że wiele europejskich organizacji, m.in. ekologicznych, sprzeciwiało się podpisaniu umowy CETA z obawy przed wprowadzaniem na nasz rynek produktów modyfikowanych genetycznie (GMO). Tymczasem, układ jest bez wpływu na unijne przepisy w tych kwestiach, których istniejące ograniczenia nadal pozostają w mocy. Nie są otwierane żadne ukryte furtki dla niezdrowej żywności. Wręcz odwrotnie, umowa stwarza szansę europejskim producentom żywności nie-przemysłowej na to, aby zaistnieli na kanadyjskim rynku. Z kolei w przypadku porozumienia TTIP, pojawiają się opinie, że amerykańskie patenty sparaliżują europejską gospodarkę. Ponadto wielu przedsiębiorców w UE już teraz szacuje swoje straty, w związku z przewidywanym napływem potężnych, amerykańskich i kanadyjskich korporacji.
– Obawa, że zaleją nas produkty wielkich koncernów ze Stanów Zjednoczonych czy nawet Kanady jest mocno przesadzona. Nie można oczywiście powiedzieć, że zagrożenie jako takie nie istnieje. Jednak nie ma ono bezpośredniego związku u układem TTIP czy CETA. Te porozumienia są skierowane przede wszystkim do małego i średniego handlu. Duży amerykański biznes już działa w Europie i nie potrzebuje do tego TTIP. Być może, po zawarciu obu umów, potężne firmy będą w łatwiejszy sposób nawiązywały relacje biznesowe z przedstawicielami firm z terenu UE. Ale to nie znaczy, że szeroko otwieramy dla nich drzwi. Możliwe, że takie właśnie wyobrażenie zostało wykreowane dla celów propagandowych – przypuszcza dr Warski.
Przewodniczący Konwentu BCC podsumowuje, że Unia Europejska musi podjąć szereg kroków, które pozwolą jej zachować dotychczasową spójność. Wspólna polityka handlowa UE jest wartością samą w sobie. Należy ją chronić przed atakami lokalnych działaczy, którzy próbują odnieść doraźny sukces w słabo zorientowanych społecznościach. Przede wszystkim, kraje członkowskie nie mogą pozwalać sobie na zachowania protekcjonistyczne. Problem wpływu obcych sił na sytuację w Europie, należy szybko rozwiązać, inwestując adekwatne, bardzo duże, środki finansowe w walkę z propagandą i demaskowanie agentów wpływu. Władze poszczególnych państw i poważne organizacje pozarządowe muszą precyzyjnie wyławiać, w gąszczu medialnych doniesień, informacje destabilizujące. Rządy powinny zmienić politykę informacyjną na otwartą, obecną w mediach społecznościowych.
Od dwóch miesięcy rentowności polskich obligacji rosną, co oznacza że ich ceny spadają. Choć może to oznaczać spadek zaufania inwestorów do polskich papierów dłużnych, to zdaniem Romana Przasnyskiego z Gerda Broker trend ten związany jest z globalnymi czynnikami, a wzrost rentowności niebawem zostanie zatrzymany.
– W ciągu ostatnich kilku tygodni rentowność polskich obligacji 10-letnich wzrosła z mniej więcej 2,7 proc. do 3 proc., czyli to jest znaczący dość wzrost rentowności – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker. – Przypomnijmy, że tutaj rentowność rośnie wraz ze spadkiem ceny tych stałokuponowych obligacji, ceny są niższe, co wskazywałoby na to, że nasze obligacje są wyprzedawane przez inwestorów.
10-letnie obligacje Polski najdroższe w tym roku były na samym jego początku oraz w sierpniu, gdy rentowność spadła poniżej 2,7 proc. Rekord wszech czasów padł na początku 2015 roku, gdy oprocentowanie zeszło poniżej 2 proc. Najgorzej w tym roku było w czerwcu, gdy rentowność wzrosła powyżej 3,37 proc. I choć przez kolejne dwa miesiące polskie papiery wartościowe drożały, obecnie ich rentowność wróciła wyraźnie powyżej 3 proc.
W Europie taniej niż polskie papiery można kupić jedynie obligacje Turcji, Rosji, Grecji i – nieznacznie – Portugalii. Najwyżej cenione są za to obligacje Szwajcarii, które mają rentowność ujemną, co oznacza, że za pożyczanie pieniędzy rządowi szwajcarskiemu inwestorzy muszą zapłacić.
– Nie ma powodów do niepokoju, bo ta tendencja jest związana z ogólnymi tendencjami panującymi na rynkach finansowych na całym świecie, a nie dotyczy specyficznych kwestii, które dzieją się w naszej gospodarce czy w naszych finansach, bo tu żadnych niepokojących zjawisk nie ma – przekonuje jednak Przasnyski. – Jeżeli chodzi o sytuację budżetu w tym roku, to ona jest bardzo dobra, nawet można powiedzieć o wiele lepsza, niż to rząd zakładał. Deficyt budżetowy będzie prawdopodobnie dużo niższy, niż zakładano.
Po wrześniu dochody budżetu państwa wyniosły 238,6 mld zł, co stanowi 76 proc. zaplanowanych całorocznych wpływów i jest kwotą o 8,3 mld zł wyższą od przewidzianej w tym czasie w harmonogramie. Wydatki w tym czasie to 259,2 mld zł, czyli 70,3 proc. zaplanowanych wydatków na cały rok. Plany zakładały na ten moment 265,8 mld zł, co oznacza, że na razie udało się wobec harmonogramu zaoszczędzić 6,6 mld zł. Deficyt okazał się niższy od zaplanowanego o niemal 15 mld zł i wyniósł 20,6 mld zł. To 37,7 proc. maksymalnego deficytu założonego na obecny rok.
– Można mieć pewne zastrzeżenia do tempa wzrostu gospodarczego, ale ono w dalszym ciągu wynosi około 3 proc. czy lekko powyżej 3 proc. Prawdopodobnie II połowa obecnego roku będzie minimalnie lepsza, więc tutaj też nie ma żadnych powodów do tego, żeby inwestorzy, w szczególności inwestorzy zagraniczni, mieli jakieś obawy i wyprzedawali nasze papiery – uważa główny analityk Gerda Broker. – Natomiast rentowności obligacji na całym świecie rosną w tej chwili też pod wpływem deklaracji czy oczekiwań związanych z polityką pieniężną głównych banków centralnych świata, czyli Fedu, i w mniejszym stopniu w ostatnim czasie Europejskiego Banku Centralnego.
Polska gospodarka wzrosła w I kwartale o 3,0 proc., zaś w drugim – o 3,1 proc. Ekonomiści oczekiwali odpowiednio wzrostu o 3,4 i 3,3 proc. Tymczasem w ustawie budżetowej wciąż zapisano całoroczne założenie wzrostu na poziomie 3,8 proc., choć z wypowiedzi przedstawicieli rządu widać, że nikt w osiągnięcie takiego poziomu już nie wierzy. Dobre wykonanie budżetu oddala jednak niebezpieczeństwo przekroczenia przez deficyt poziom 3 proc. PKB.
Natomiast PKB Stanów Zjednoczonych za III kwartał okazał się lepszy od oczekiwań i wyniósł w ujęciu zannualizowanym 2,9 proc. zamiast 2,5 proc. A to oznacza, że prawdopodobieństwo grudniowej podwyżki stóp w USA rośnie.
– Europejski Bank Centralny, mimo że były niedawno pogłoski o tym, że możliwe jest rozważanie zmniejszenia skupu obligacji, to jest to jednak bardzo odległa perspektywa – ocenia Roman Przasnyski. – W najbliższych miesiącach w dalszym ciągu spodziewane są dalsze działania stymulujące, czyli podtrzymujące, a nawet zwiększające skalę stymulacji monetarnej.
Dlatego jego zdaniem okres wzrostu rentowności obligacji, także polskich, powinien zbliżać się do końca. Zwłaszcza że wartości te zbliżają się do górnej granicy widełek, w których poruszają się od blisko półtora roku. Według głównego analityka Gerda Broker, nadal powinny wędrować między 2,5 a nieco ponad 3 proc.
Wrocławska spółka SatRevolution pracuje nad wysłaniem na orbitę nanosatelitów typu PhoneSat, które działają na bazie znanego z telefonów komórkowych systemu Android, oraz nad Światowidem – pierwszym polskim komercyjnym satelitą.
– Naszym najbliższym najważniejszym celem jest potwierdzenie użyteczności Światowida. Następnie będziemy testowali komunikację nanosatelitów typu PhoneSat oraz ich działanie w grupie – mówi Fijałkowski.
Obecnie istnieje siedem firm, które regularnie produkują satelity. Są to: Airbus Defence and Space Europe, Boeing Defense Space & Security, JSC Information Satellite Systems, Lockheed Martin, Orbital ATK, Space Systems/Loral oraz Thales Alenia Space. Z najnowszego raportu Satellite Industry Association wynika, że w 2015 roku rynek przemysłu kosmicznego związanego z satelitami był warty 208 mld dol. (o 3 proc. więcej niż w 2014 roku), a przychody przedsiębiorstw produkujących satelity wyniosły 16,6 mld dol. (wzrost o 4 proc. w porównaniu do 2014 roku).
– Technologie potrzebne do stworzenia nanosatelity to takie, które znamy ze smartfonów. Mowa tu o niedrogich podzespołach, które są powszechnie dostępne. Ich przetestowanie w kosmosie będzie zadaniem dwóch mikrosatelitów, które zostaną wysłane w przestrzeń razem ze Światowidem – tłumaczy Fijałkowski –Można sobie wyobrazić wiele sposobów wykorzystania nanosatelitów w sektorze prywatnym. Mikrosatelity będą mogły być wykorzystywane w rolnictwie, będą pomagały w zarządzaniu gospodarstwami wielkopowierzchniowymi. Będą pomocne również w ochronie różnorakich obiektów – dodaje Fijałkowski.
Przedstawiciel firmy SatRevolution zwraca uwagę na to, że nanosatelity znajdą zapewne szerokie zastosowanie również jeśli chodzi o zapobieganie kataklizmom i likwidowanie ich skutków.
– Wyobraźmy sobie sytuację, która w naszym kraju nie jest obca, czyli zagrożenie powodziowe. Nanosatelity mogłyby permanentnie obserwować rzeki i zbiorniki wodne. Gdyby jednak nie udało się zapobiec powodzi, mogłyby sprawnie wskazywać najbardziej zniszczone miejsca, wysyłając zgłoszenia do centrów zarządzania kryzysowego. Dzięki temu pomoc docierałaby w te miejsca szybciej – mówi Fijałkowski.
Zdaniem Fijałkowskiego z działalności nanosatelitów przeciętny Kowalski będzie mógł korzystać już w niedalekiej przyszłości.
– Naszym celem jest produkowanie małych satelitów i wysyłanie ich w dużej ilości na orbitę właśnie po to, żeby ograniczyć koszty ich produkcji i żeby zwiększyć dostępność wykorzystania wśród małych firm i zwykłych konsumentów – zapewnia współzałożyciel SatRevolution.
Fijałkowski wskazuje, że jedną z największych przewag mikrosatelitów nad dużymi będzie koszt budowy i utrzymania. Za wyprodukowanie satelity wykorzystywanego do celów naukowych trzeba obecnie zapłacić co najmniej 300 mln dol.
– Duże satelity są drogie. Proces ich produkcji jest dość długi. Są kosztowne jeśli chodzi o utrzymanie. Tymczasem mikrosatelity są tańsze, produkuje się je szybko. Co prawda duże satelity działają dłużej, ale nanosatelity będzie można o wiele częściej aktualizować. Będzie sobie można również pozwolić na to, żeby wymieniać małe satelity co kilka lat, a nie co kilkadziesiąt lat. Dzięki temu będą one zawsze dysponowały najnowszą technologią – wylicza współzałożyciel SatRevolution.
Według United Nations Office for Outer Space Affairs (UNOOSA) w połowie 2016 roku wokół Ziemi krążyło 4,256 satelitów, o 4,39 proc. więcej niż rok wcześniej. W 2015 roku na orbitę wyniesiono 221 satelitów. Większość tych urządzeń ma przeznaczenie telekomunikacyjne i badawcze. Szacuje się, że około połowa satelitów to obiekty wykorzystywane przez instytucje prywatne, takie jak telewizje, firmy telekomunikacyjne i uniwersytety.
Część analityków spodziewa się, że dane dotyczące PKB za III kwartał tego roku wskażą na wyhamowanie poniżej 3 proc. W najbliższych miesiącach powinna natomiast wzrastać inflacja, która wciąż będzie jednak utrzymywać się na niskim poziomie. Zdaniem Rafała Sadocha, analityka Domu Maklerskiego mBanku, oba te czynniki mogą zachęcić rynek do spekulacji dotyczących kolejnej obniżki stóp procentowych w kraju. W połączeniu z zaostrzeniem polityki monetarnej w USA może to wpłynąć niekorzystnie na notowania polskiej waluty.
– Końcówka tego roku prawdopodobnie nie przyniesie odbicia w gospodarce. To może być czynnik, który nasili oczekiwania do dalszych cięć stóp procentowych. Niektórzy członkowie Rady Polityki Pieniężnej mogą się coraz mocniej opowiadać za obniżką stóp procentowych, jeżeli dane dotyczące PKB za III kwartał bieżącego roku wskażą na wyhamowanie poniżej 3 proc. – uważa Rafał Sadoch, analityk Domu Maklerskiego mBanku w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor.
Według danych GUS we wrześniu produkcja sprzedana przedsiębiorstw przemysłowych wzrosła o 3,2 proc. rok do roku, a sprzedaż detaliczna w cenach bieżących zwiększyła się o 4,8 proc. rok do roku (spadek o 1,2 proc. wobec sierpnia). Pomimo wzrostowej dynamiki sprzedaży detalicznej, która wskazuje na przyśpieszający popyt konsumpcyjny, poziom konsumpcji prywatnej – będącej głównym czynnikiem napędzającym wzrost gospodarczy – może się okazać niewystarczający, co zdaniem części analityków wpłynie na ukształtowanie się poziomu PKB poniżej 3 proc. w III kwartale 2016 roku. Ministerstwo Finansów prognozuje, że na koniec bieżącego roku wzrost PKB wyniesie 3,4 proc.
Rada Polityki Pieniężnej na początku października zdecydowała, aby pozostawić stopy procentowe na dotychczasowym poziomie. Ostatnia obniżka o 50 punktów bazowych miała miejsce w marcu ubiegłego roku. Od tego czasu główna stopa referencyjna utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. W ciągu ostatnich trzech lata Rada dokonała łącznie dziesięciu obniżek stóp. Zdaniem analityka Domu Maklerskiego mBanku w najbliższym czasie inflacja będzie wzrastać, ale utrzyma się na niskim poziomie, co może dodatkowo nasilić oczekiwania dotyczące kolejnych cięć stóp procentowych.
– Będziemy mieli do czynienia ze wzrostem inflacji, jednak nikt nie spodziewa się rychłego odbicia notowań cen ropy naftowej powyżej 100 dolarów za baryłkę, wobec czego ta inflacja będzie raczej niska. O ile odbije nad kreskę na początku 2017 roku, o tyle nie ma w gospodarce presji inflacyjnej, co potencjalnie będzie kolejnym czynnikiem zachęcającym rynek do spekulacji na temat dalszych obniżek stóp procentowych w Polsce – przewiduje Rafał Sadoch.
Deflacja konsumencka wyniosła 0,2 proc. w ujęciu rocznym w październiku br. (wobec 0,5 proc. deflacji rok do roku we wrześniu), podał Główny Urząd Statystyczny w szybkim szacunku tych danych.
Według szybkiego szacunku GUS deflacja w październiku wyniosła 0,2 proc. w ujęciu rocznym wobec 0,5 proc. deflacji rok do roku we wrześniu. W opinii Rafała Sadocha związane z niskimi cenami ewentualne oczekiwania rynkowe dotyczące cięcia stóp procentowych będą raczej symboliczne.
– W tym momencie większość członków Rady uważa, że bieżący poziom stóp procentowych jest odpowiedni i nie należy się niczego spodziewać. Ale mówimy o oczekiwaniach dotyczących niewielkiej, symbolicznej obniżki rzędu 25 punktów bazowych – wskazuje Rafał Sadoch.
Zdaniem analityka Domu Maklerskiego mBanku wzrost oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych i ewentualne zaostrzenie polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych oddziałujące w kierunku odpływu kapitału z rynków wschodzących byłyby niekorzystne dla notowań złotego.
– Jeśli mówimy o potencjalnym osłabieniu złotego, to jest to perspektywa do końca 2016 roku, bowiem w tym terminie poznamy dane dotyczące PKB za III kwartał. W tym czasie również oczekuje się po Rezerwie Federalnej zaostrzenia polityki monetarnej, a więc końcówka tego roku może być niekorzystna dla notowań polskiej waluty – zauważa Rafał Sadoch.
Zgodnie z nowymi propozycjami resortu edukacji, które po fazie konsultacji społecznych trafiły do rozpatrzenia przez Komitet Stały Rady Ministrów, szkoły będą miały możliwość wyboru podręcznika. Wydawcy edukacyjni są zadowoleni i zapewniają, że na wrzesień 2017 roku zdążą z przygotowaniem nowych książek, o ile nowa podstawa programowa zostanie szybko przygotowana. Wskazują jednak na konieczność wprowadzenia szeregu zmian w ustawie, m.in. zwiększenia dotacji na ćwiczenia.
– Lada chwila poznamy oficjalny, rządowy projekt ustawy Prawo oświatowe, który jest obecnie rozpatrywany przez Komitet Stały Rady Ministrów. W projekcie, który trafił do nas kilka tygodni temu do zaopiniowania, jest wiele rzeczy, które wydawców edukacyjnych bardzo cieszą. To m.in. przywrócenie wolnego podręcznika dla klas I-III zamiast obowiązkowego „Naszego elementarza” – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Matuszewski, przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki.
Przeprowadzona w 2014 roku tzw. reforma oświatowa wprowadziła bezpłatne, wieloletnie podręczniki. Do rąk uczniów klas I-III szkoły podstawowej trafił przygotowany na zlecenie MEN i powszechnie obowiązujący „Nasz elementarz”. Zgodnie z założeniami reformy, podręczniki były darmowe (dotowane przez ministerstwo) i stanowiły własność szkół, wypożyczaną uczniom na czas nauki. Nauczyciele mogli wybrać podręcznik inny niż rządowy tylko w przypadku, gdy na jego sfinansowanie zgodził się organ prowadzący szkoły, którym jest najczęściej gmina. W efekcie „Nasz elementarz” obowiązywał dotychczas w ponad 90 proc. placówek.
Przygotowany przez resort Anny Zalewskiej projekt nowej reformy oświatowej zakłada utrzymanie darmowych podręczników, jednak nauczyciele będą mogli wybierać spośród pozycji dopuszczonych przez MEN.
Wydawcy edukacyjni zwracają uwagę na konieczność naprawienia błędu reformy podręcznikowej z 2014 roku, którym było przyznanie zbyt niskiej, ich zdaniem kwoty dotacji na dodatkowe pomoce naukowe.
– W ramach konsultacji obecnego projektu najwięcej miejsca poświęciliśmy nie samej ustawie, ale konieczności naprawienia wcześniejszych błędów. Te błędy sprowadzały się do przyznania absurdalnie niskiej kwoty 25 zł w ramach dotacji na ćwiczenia. Zgodnie z wyliczeniami rodzice wydawali przed reformą z 2014 roku na ćwiczenia średnio 90 zł w podstawówce i 140 zł w gimnazjum, więc kwota dotacji jest zbyt niska. Nie da się za 25 zł przygotować nowych zeszytów ćwiczeń do kilku przedmiotów – podkreśla Jarosław Matuszewski.
Przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych PIK podkreśla również, że w nowym projekcie ustawy Prawo oświatowe konieczne jest zobligowanie samorządów do zakupu materiałów dydaktycznych, niezbędnych nauczycielom do prowadzenia zajęć oraz przywrócenie przepisu, który zobowiązywał dyrektorów szkół, aby obwieszczali w czerwcu, z jakich materiałów zamierza korzystać placówka z nadchodzącym roku szkolnym.
– Całemu środowisku potrzebny jest termin obwieszczenia. Taki przepis obowiązywał do 2014 roku, ale uległ zmianie z uwagi na dość szaloną wówczas pracę nad rządowym elementarzem. My postulujemy, aby go przywrócić, bo dzięki temu unikniemy opóźnień w dostawach podręczników. Przekazana w czerwcu informacja o tym, z jakich książek będą korzystać szkoły pozwala wydawcom się przygotować, dodrukować nakład i zapewnić dostępność tych podręczników na 1 września – wskazuje Jarosław Matuszewski.
Wydawcy podkreślają, że MEN powinien jak najszybciej przedstawić nowe podstawy programowe, nad którymi pracują powołane we wrześniu zespoły ekspertów. W przeciwnym razie wydawcom nie uda się na czas przygotować i wydrukować podręczników, które powinny być gotowe na 1 września 2017 roku. Dotychczas prace nad nimi trwały zwykle 1-2 lata, teraz wydawcy będą mieli na opracowanie nowych podręczników zaledwie kilka miesięcy.
– Pozostało bardzo mało czasu do rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego. Mamy nadzieję, że MEN zakończy prace nad podstawą programową i przygotuje przepisy wykonawcze, które pozwolą nam w przyspieszonym tempie wydać książki na 1 września 2017 roku. Potrzebujemy wsparcia ze strony ministerstwa, aby wspólnie ustalić taką przyśpieszoną ścieżkę prac – mówi Jarosław Matuszewski.
Zgodnie z zapowiedziami premier Beaty Szydło reforma edukacji wejdzie w życie od 1 września 2017 roku. Propozycje MEN zakładają, że od przyszłego roku szkolnego funkcjonować będzie 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum oraz 5-letnie technikum i dwustopniowe szkoły branżowe, natomiast gimnazja mają zostać zlikwidowane. Projekt ustawy Prawo oświatowe i przepisów wprowadzających tę ustawę w ostatnim tygodniu października trafił do rozpatrzenia przez Komitet Stały Rady Ministrów, skąd trafi następnie pod obrady rządu i w przypadku pozytywnej opinii zostanie skierowany do dalszego procedowania w Sejmie.
– Jako wydawcy edukacyjni nie komentujemy tego, co najbardziej gorące, czyli wprowadzenia ośmioklasowego systemu szkolnictwa. Naszym zadaniem jest przygotowanie jak najlepszych podręczników i materiałów edukacyjnych – podkreśla Jarosław Matuszewski.
W Polsce do Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej (SA KIG) średnio trafia ok. 200 sporów gospodarczych rocznie. Choć arbitraż pozwala oszczędzić czas i pieniądze, to wciąż więcej spraw rozpatrują sądy powszechne, które ze względu na ilość składanych wniosków nie są w stanie szybko je rozstrzygnąć. Aby zwiększyć popularność polubownego sposobu rozwiązywania sporów, SA KIG od wielu lat realizuje projekty skierowane do młodych adeptów prawa. W planach ma nawiązanie współpracy z większością ośrodków akademickich.
– Pod względem liczby spraw i ich wartości Sąd Arbitrażowy utrzymuje swoją przodująca pozycję, co wyraża się liczbą około 200 spraw w ciągu roku o wartości przedmiotu sporu pomiędzy 500 mln a 1 mld zł – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Furtek, prezes Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej.
Sąd Administracyjny przy KIG jest największym sądem arbitrażowym w Europie Środkowo-Wschodniej. W 2015 roku do sądu trafiło 300 spraw, a łączna wartość przedmiotów sporu rozstrzygniętych spraw wzrosła dwukrotnie w porównaniu z 2014 rokiem i przekroczyła 500 mln zł. Najwięcej, bo 30-40 proc. spraw generuje branża budowlana, dużo jest także spraw dotyczących przejęć i fuzji.
– Wolelibyśmy, żeby firmy korzystały z Sądu Arbitrażowego jak najczęściej, ale zdajemy sobie sprawę, że nie może to być licząca się alternatywa wobec powszechnego wymiaru sprawiedliwości w rozumieniu konstytucyjnym. Zawsze będzie to instytucja, która jest tylko uzupełnieniem wymiaru sprawiedliwości w sensie ścisłym – ocenia Furtek.
Łącznie ocenia się, że do dwóch największych w Polsce sądów arbitrażowych (przy KIG i Sądu Arbitrażowego przy Konfederacji Lewiatan) rocznie trafia ok. 400 spraw. Dla porównania, w 2015 roku do sądów powszechnych skierowano ponad 1,7 mln spraw gospodarczych.
– Chcemy zainspirować rozwój badań naukowych nad arbitrażem. W organizowanych przez nas konferencjach uczestniczą najwybitniejsi polscy przedstawiciele nauki prawa prywatnego. Chcemy popularyzować arbitraż i skłaniać młodych ludzi do zainteresowania nim – podkreśla Marek Furtek.
Sąd Arbitrażowy przy KIG prowadzi od lat działalność edukacyjną. Organizowane jest Arbitrażowe Forum Młodych, które umożliwiają spotkania z autorytetami w dziedzinie arbitrażu i zdobywanie praktycznych umiejętności przez młodych adeptów prawa. Dodatkowo od 2012 roku realizowane są konferencje naukowe w miastach akademickich.
– Cykl rozpoczęła konferencja organizowana z Uniwersytetem Śląskim w Katowicach. W 2013 roku odbyła się konferencja organizowana z Uniwersytetem Jagiellońskim w Krakowie. Następnie konferencja, której współorganizatorem był Uniwersytet Łódzki. W tym roku, 18 listopada we Wrocławiu odbędzie się zaś konferencja organizowana z Uniwersytetem Wrocławskim – wymienia prezes Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej.
Tematem tegorocznej wrocławskiej konferencji będzie „Arbiter, jego pozycja i odpowiedzialność”. Jak podkreśla prezes, zaproszeni są nie tylko adwokaci i środowiska akademickie i studenci, ale także młodzież i wszyscy, którzy chcą poznać alternatywne metody rozwiązywania sporów.
– Chcemy też współpracować ze wszystkimi ośrodkami uniwersyteckimi. Tego typu propozycje organizacji czy współorganizacji konferencji będziemy również kierować do Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Poznańskiego, czy Uniwersytetu Lubelskiego – zapowiada Marek Furtek.
Reforma edukacji, jednolity podatek i legislacja unijna – to jedne z najważniejszych zagadnień, którymi będzie musiała zająć się w najbliższym czasie Rada Dialogu Społecznego. Drugi rok działania tej instytucji ma przynieść – poza opiniowaniem rządowych projektów – także więcej własnych inicjatyw RDS – zapowiada Jacek Męcina z Konfederacji Lewiatan. Przez następny rok przewodnictwo w Radzie sprawować będą pracodawcy.
– Ćwiczymy kadencyjność RDS. Pierwszy rok był okresem startu. To było dobre dwanaście miesięcy: trzeba było zbudować procedury, uruchomić zespoły problemowe. Mechanizmy te zaczęły działać – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, członek Rady Dialogu Społecznego (RDS). – Mam nadzieję, że drugi rok Rady Dialogu Społecznego (RDS), będzie okresem, w którym powstanie więcej inicjatyw własnych i będą się odbywać prawdziwe negocjacje.
Powołana przez Prezydenta RP 22 października 2015 roku RDS stanowi forum dialogu trójstronnego w Polsce i współpracy między stroną pracowników, pracodawców oraz rządową. Zastąpiła działającą od 1994 r. Komisję Trójstronną do Spraw Społeczno-Gospodarczych, która przez ostatnie lata w ogóle nie funkcjonowała. Pierwszym przewodniczącym RDS został Piotr Duda, szef związku zawodowego „Solidarność”. Jego kadencja skończyła się 22 października, a na ostatnim posiedzeniu na nową przewodniczącą wybrano Henrykę Bochniarz, prezydenta Konfederacji Lewiatan.
– W pierwszym roku RDS działała bardzo reakcyjnie, czyli odpowiadała na zapotrzebowanie opiniowania różnych projektów ustaw, aktów prawnych, które przesyłał rząd, ale rzadko występowała z własną inicjatywą – mówi Jacek Męcina. – Pierwszą inicjatywą quasi legislacyjną była inicjatywa Zespołu ds. prawa pracy. Dotyczyła wzmocnienia mediacji w stosunkach zatrudnienia, a więc elementów dialogu.
Zespół RDS proponuje wprowadzenie do Kodeksu pracy rozwiązań promujących mediacje w sporach między pracodawcą a pracownikiem. To m.in. wydłużenie do 21 dni czasu, w jakim pracownik może odwołać się od wypowiedzenia umowy o pracę do sądu pracy lub może zażądać odszkodowania lub przywrócenia do pracy. Zawarcie umowy o mediację przerywałoby bieg tych terminów.
– Liczymy, że w okresie przewodnictwa pracodawców takich rozwiązań będzie więcej, że pojawi się wiele różnych innowacyjnych inicjatyw, bo biznes musi być innowacyjny – przekonuje Jacek Męcina.
Zdaniem Jacka Męciny wyzwań przed nową przewodniczącą RDS nie brakuje. Rząd pracuje bowiem (lub zapowiada takie prace) nad szeregiem nowych uregulowań prawnych, które w istotny sposób ingerują w obecny stan krajowej legislacji. To m.in. reforma edukacji, wokół której narasta coraz więcej kontrowersji, czy wprowadzenie jednolitego podatku, obejmującego również składki na ubezpieczenie społeczne.
– Jesteśmy za tym, aby te kwestie po prostu uporządkować, a RDS jest najlepszym do tego miejscem – uważa Jacek Męcina. – Wydaje mi się, że warto podejmować także zupełnie nowe kwestie związane na przykład z polityką europejską, bo RDS i partnerzy społeczni są bardzo aktywni także na forum europejskim. Obecnie legislacji związanej z Unią Europejską jest w Polsce nawet więcej niż krajowej legislacji. Na pewno będzie się czym zajmować.
Polski system refundacji leków jest niekorzystny dla pacjentów z chorobami rzadkimi. Stosowany system oceny sprawia, że niemal wszystkie leki sieroce wypadają w testach jako nieopłacalne kosztowo, a więc nie podlegają refundacji. Resort zdrowia pracuje nad zmianami w tym zakresie. W listopadzie projekt ma trafić do konsultacji publicznych. Zdaniem ekspertów w Polsce niezbędne jest wprowadzenie alternatywnych metod oceny oraz systemu finansowania, m.in. odrębnych budżetów dla chorób rzadkich oraz tzw. instrumentu dzielenia ryzyka.
Choroby rzadkie to bardzo rzadko występujące schorzenia, zazwyczaj o podłożu genetycznym, a także przewlekłym i często ciężkim przebiegu. W Polsce cierpi na nie 2–3 mln osób. Do chorób rzadkich należy 90 proc. wszystkich nowotworów krwi. W ciągu ostatnich 25 lat zachorowalność na nowotwory hematologiczne w Polsce zwiększyła się ponaddwukrotnie. Szacuje się, że co roku zapada na nie 10 tys. osób. Nowotwory krwi są nieuleczalne, mogą jednak stać się chorobami przewlekłymi. Nowoczesne terapie są bowiem w stanie nie tylko przedłużyć życie chorych, lecz także znacznie poprawić jego jakość.
– W medycynie funkcjonuje pojęcie „niezaspokojonej potrzeby” i to dotyczy przede wszystkim chorych, którzy mają przewlekle postępujące nowotwory krwi, którzy wyczerpali dotychczasowe metody leczenia, natomiast dzięki zastosowaniu nowych leków mogą jeszcze lata żyć. W hematoonkologii chodzi o lata życia i to jest cel, który chcemy osiągnąć – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Jednym z rzadkich nowotworów krwi jest mielofibroza, czyli zwłóknienie szpiku kostnego, na którą w Polsce choruje ok. 1 tys. osób. Jest to mało znane schorzenie, nastręczające licznych problemów diagnostycznych. Rozpoznawane jest najczęściej u osób starszych. Mielofibroza ma bardzo ciężki przebieg, a jakość życia pacjentów jest przez to znacznie obniżona. Nowoczesne leki są w stanie zahamować rozwój choroby, a także złagodzić objawy, co skutkuje poprawą jakości życia.
– To, na czym skupiamy się w koalicji zrzeszającej prawie 100 tys. pacjentów, to pomoc tym organizacjom czy tym grupom chorych, którzy nie mają swojej reprezentacji i nigdy mocnym głosem nie będą się w stanie upomnieć o swoje prawa. Rozwiązania, które w tej chwili funkcjonują w Polsce, czyli naliczanie i wartość ekonomiczna leku czy wartość w przeliczeniu na PKB danego człowieka, niestety, nie są korzystne dla pacjentów z chorobami rzadkimi – mówi Szymon Chrostowski, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.
Polscy pacjenci hematologiczni mają ograniczony dostęp do nowoczesnych terapii – miesięczny koszt leczenia przekracza możliwości większości chorych, a znaczna liczba leków nie jest objęta refundacją. Z raportu dr Rafała Zyśka, farmakoekonomisty z Uczelni Łazarskiego, wynika, że w latach 2014–2015 Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wydała rekomendacje dla 23 leków hematologicznych w 50 wskazaniach, z czego pozytywnie zarekomendowano 17 leków w 19 wskazaniach. Spośród pozytywnie zarekomendowanych leków refundacją objętych zostało tylko 10 leków w 15 wskazaniach. Zdaniem ekspertów wynika to przede wszystkim z niedopasowania systemu oceny i finansowania.
– W Polsce mamy najbardziej restrykcyjne przepisy w Europie, jeśli chodzi o ocenę technologii medycznych. Stosowany jako miernik tej opłacalności leczenia jest wskaźnik QALY (rok życia skorygowany o jakość) oraz wskaźnik kosztowy (koszt uzyskania dodatkowego roku życia skorygowanego o jakość). To powoduje, że praktycznie wszystkie technologie sieroce i ultrasieroce są nieopłacalne – mówi dr Rafał Zyśk.
Zdaniem eksperta podstawą zmian w systemie oceniania skuteczności leków jest rezygnacja z metody QALY na rzecz alternatywnych form oceny. W zakresie finansowania niezbędne jest stworzenie odrębnych budżetów przeznaczonych na terapie chorób rzadkich oraz wprowadzenie tzw. risk sharing scheme, czyli instrumentów dzielenia ryzyka. System RSS zakłada, że za terapię skuteczną płaci płatnik, koszt leczenia nieskutecznego ponosi natomiast producent leku.
W resorcie zdrowia trwają obecnie prace nad nowelizacją ustawy refundacyjnej, która ma poprawić dostępność do nowoczesnych terapii. Projekt jest na etapie konsultacji wewnątrzresortowych, w listopadzie ma trafić do konsultacji publicznych, a następnie do prac w parlamencie.
Zdaniem ekspertów zmiany w polskiej hematoonkologii powinny obejmować ponadto utworzenie mechanizmu udostępniania leków nieobjętych refundacją (poza badaniami klinicznymi), zwiększenie dynamiki udostępniania nowych terapii oraz wprowadzenie możliwości wczesnego dostępu do leków jeszcze niezarejestrowanych, a mających dobre rokowania.
Tylko 5 proc. banków planuje całkowitą rezygnację z placówek bankowych – wynika z badania GFT Digital Banking Expert Survey. Oddziały więc raczej nie znikną, ale ich funkcje będą musiały ulec zmianie. Część placówek zostanie przekształcona w punkty samoobsługowe, inne zmienią się w centra doradcze. Dużą rolę w tych zmianach będą odgrywać technologie cyfrowe.
– Placówki bankowe w Polsce czeka rewolucja na miarę Ubera i transportu publicznego, zmienią swoją postać, być może całkowicie znikną – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Baszuro, analityk biznesowy z firmy GFT Polska. – Instytucje finansowe chcą w części przekształcić takie miejsca w punkty bezobsługowe czy samoobsługowe albo całkowicie je zlikwidować.
Z ankiety GFT wynika, że tylko 19 proc. banków chce pozostawić oddziały w takiej formie jak dziś. 23 proc. instytucji zamierza postawić na punkty niemal całkowicie samoobsługowe. Co czwarty bank zdecyduje się na oddziały mieszane, łączące tradycyjną placówkę z funkcją samoobsługową. W takim modelu pracownicy oddziałów skupią się na usługach doradczych.
– Przekształcanie placówek polega na wprowadzeniu innych kanałów komunikacji z klientem, wprowadzeniu usług dostępu do internetu bezprzewodowego na terenie placówki, na komunikacji z klientem zanim on przyjdzie do placówki, a także wprowadzenie terminali bezobsługowych, samoobsługowych, gdzie rola klienta w kontakcie z bankiem kończy się na komputerze, a nie na osobie obsługującej klienta – mówi Baszuro.
Cyfryzacja banków staje się kluczowym narzędziem w ich walce o udziały rynkowe. Do inwestowania w tego rodzaju rozwiązania 90 proc. instytucji finansowych w Europie skłania potrzeba podniesienia poziomu lojalności i satysfakcji klientów. Na drugim miejscu wskazują zwiększenie dochodów. Jednak pomimo tego, że dziewięć na dziesięć banków stworzyło cyfrową strategie rozwoju bądź nad nią pracuje, tylko 8 proc. wdrożyło już kompleksowe rozwiązania.
– Cyfryzacja wymusza inne podejście do klienta, ciągłe badanie jego satysfakcji, lojalności, czy chciałby wrócić z kolejną transakcją – wyjaśnia Paweł Baszuro. – Zmienia się relacja klienta i banku z długoterminowej na transakcyjną. Klient może jednego dnia iść do jednego banku, a drugiego – do całkowicie innej instytucji i tam realizować swoje zamierzenia.
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez GFT Polska, banki nie są gotowe na tego typu zmiany. Sprawną digitalizację blokują nieodpowiednie struktury organizacyjne, trudności związane z integracją dotychczasowych systemów, a także brak wykwalifikowanej kadry pracowników i specjalistów. W wyniku tego na rynku pracy pojawia się nisza w postaci zapotrzebowania na pracę osób łączących znajomość zagadnień finansowych oraz IT.
– Banki mają swoje strategie cyfryzacji, które polegają na wdrożeniu nowych platform zarządzania finansami, nowocześniejszych płatności mobilnych czy internetowych – tłumaczy Paweł Baszuro. – Aczkolwiek pojawiają się różnego rodzaju problemy, na przykład kwestie związane z integracją nowych systemów IT z istniejącymi już w banku. Do tego wykorzystywane są zewnętrzne firmy, konsultanci z takich przedsiębiorstw jak GFT Polska.
Mimo pojawiających się problemów cyfryzacja jest koniecznością. Banki, które nie dostosują się do oczekiwań klientów, najprawdopodobniej będą miały problemy na rynku.
– Jeżeli banki chcą zwiększać liczbę klientów, muszą stosować dzisiaj nowe techniki oraz technologie – przekonuje Paweł Baszuro. – Instytucje finansowe muszą analizować zbiory danych, aby lepiej dopasować ofertę do konkretnych odbiorców i wdrażać różne formy kontaktu, na przykład za pomocą internetu rzeczy, dzisiaj jeszcze gadżetów, które wkrótce będą przedmiotami codziennego użytku. Dzięki technologiom banki będą mądrzej korzystać z posiadanych zbiorów danych na temat klienta czy też historii jego transakcji – wskazuje.
Sektor modowy wydał na reklamę w pierwszym półroczu 112 mln zł, czyli o 15 proc. więcej niż przed rokiem – wynika z analiz Codemedia. Prym w wydatkach wiodły marki odzieżowe, a także producenci i dystrybutorzy zegarków oraz biżuterii. Największy kawałek z tego tortu tradycyjnie przypadł w udziale magazynom, ale przed Bożym Narodzeniem skorzystać może też telewizja.
– Sektor modowy przeznaczył 112 mln zł w I półroczu na reklamę, co jest wzrostem około 15-proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. Sektor przede wszystkim inwestuje w magazyny, co jest dość naturalne w przypadku dóbr luksusowych i modowych. Do nich trafia nawet 70 proc. wydatków. W następnej kolejności jest wykorzystywana telewizja i radio, trochę kino i internet – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Bieńko, prezes zarządu domu mediowego Codemedia.
Podobnie jak w poprzednich latach, w pierwszym półroczu 2016 r. najwięcej na reklamę wydali producenci i dystrybutorzy odzieży (50 proc.).
– Największe wydatki w branży odzieżowej zanotowały H&M i Vistula. To one dyktowały tutaj tempo – zaznacza Bieńko.
Na pozostałych miejscach znaleźli się właściciele takich marek jak Calzedonia, F&F, Intimissimi, Wólczanka, Mango, Solar i Triumph.
Z kolei najbardziej wzrosły nakłady na promocję zegarków i biżuterii. Ich udział w wydatkach reklamowych w pierwszej połowie 2016 r. wyniósł 31 proc. Na dobrym wyniku tej kategorii zaważyły wydatki 20 marek, których udział kosztowy we wszystkich wydatkach wyniósł prawie 80 proc. Najwięcej wydał Apart, a w dalszej kolejności: Pandora, Lilou, W.Kruk. Marka Lilou zanotowała największy wzrost wydatków w tej kategorii w porównaniu z I połową 2015 r.
Udział pozostałych kategorii w podziale wydatków wyniósł odpowiednio: obuwie – 8 proc., okulary i soczewki kontaktowe – 7 proc., wyroby skórzane i skóropodobne – 3 proc., tkaniny i półprodukty – 1 proc.
W pierwszej połowie 2016 r. udział magazynów w wydatkach sektora modowego na promocję wyniósł 70 proc. To najlepszy wynik od czterech lat. Najczęściej wybierano magazyny „Twój Styl”, „VIVA” i „Pani”, ale w pierwszej dziesiątce znalazł się także skierowany do mężczyzn „Men’s Health”.
– W odzieży trochę więcej telewizji się pojawia. Należy sądzić, że telewizja też zostanie doceniona przed Bożym Narodzeniem – ocenia Bieńko.
W pierwszej połowie 2016 r. udział telewizji w budżetach reklamowych branży modowej spadł do 18 proc. z rekordowych 26 proc. w 2012 r. Reklamodawcy wybierali najczęściej TVN, Polsat i TVP1. W pierwszej dziesiątce znalazły się też TVN Style (które wyprzedziło TVP 2), National Geographic Channel, TVN 24 i Comedy Central.
Spadek udziałów widoczny jest także w reklamie outdoorowej, radiu i gazetach. Wydatki na promocję w internecie stanowiły tylko 4 proc. budżetów reklamowych. Firmy wybierające to medium skupiały się przede wszystkim na największych portalach ogólnotematycznych: Wp.pl, Onet.pl i Gazeta.pl. Ze względu na rosnący handel online, udział internetu będzie jednak dynamicznie rosnąć.
W Polsce obecnych jest blisko 1300 firm z kapitałem francuskim. – Nie wyobrażam sobie, żeby konflikt, czy nieporozumienia z firmą Airbus miało wpłynąć na obecność francuskich firm w Polsce – mówi w rozmowie z MarketNews24 Monika Constant, dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. Choć z dyplomatycznego punktu widzenia nastąpiło ochłodzenie relacji, to jednak biznes to nie polityka. Więcej w materiale wideo.
Wszystko zależy od konfiguracji samego śmigłowca. Konstrukcji, czyli tzw. skorupa może stanowić poniżej 50 proc. ceny. Helikoptery to niezwykle drogie, alei niezwykle zaawansowane technologicznie maszyny. Jak bardzo? Więcej w materiale wideo.
Kolejna odsłona skandalu z serwerem pocztowym Pani Hillary Clinton nie pomaga jej w sondażach. OPEC ponownie nie udało się porozumieć w sprawie ograniczenia wydobycia ropy naftowej. Dobre dane ze świata.
Wybory w USA wciąż gorącym tematem
Wybory w USA wydawały się przesądzone. Jednak w piątek dyrektor FBI poinformował kongresmenów o tym, że jego agencja weszła w posiadania nowych maili mogących mieć związek z zamkniętym już dochodzeniem ws. słynnego serwera pocztowego Pani Hillary Clinton. Nie wiadomo, co znajduje się w tych mailach, ale na rynek trafiła właśnie bomba. Informacja ta dała kandydatowi republikanów odrobić kilka punktów procentowych. Dalej Donald Trump przegrywa w większości sondaży, ale straty są teraz mniejsze, a w niektórych sondażach potrafi on mieć przewagę. Doskonałym dowodem, że to ważny komunikat była reakcja rynków, gdzie dolar stracił do euro 0,5% po tych informacjach. Rynki sprzyjają Pani Hillary Clinton zatem jej przewaga umacnia dolara. Ten ciąg myślenia potwierdzają też bukmacherzy. Jeszcze niedawno z każdego dolara postawionego na Trumpa można było zarobić 4,5-5 dolarów. Dzisiaj jest to 2,8-3,5 dolara.
Rozdźwięk w OPEC
Organizacja zrzeszająca producentów i eksporterów ropy naftowej w ostatnich latach bardziej kojarzy się z brakiem wspólnego głosu niż z porozumieniami. Obecnie znów nie udało się jej porozumieć w sprawie ograniczenia wydobycia. Również rozmowy z Rosją i Brazylią nie doprowadziły do żadnych efektów. W rezultacie po spadku cen o około 1,5 dolara za baryłkę ropa ponownie znalazła się ponownie poniżej 50 dolarów za baryłkę. Producenci chcą obniżyć produkcję czarnego złota, by podnieść ceny. Problemem w tym scenariuszu jest jednak to, że OPEC ma coraz mniejszy udział w rynku światowym, zatem państwa te zmniejszając wydobycie mniej zyskają na całej sytuacji. Jak to często bywa, przy spadku cen ropy traciły waluty krajów eksportujących ropę. W dół w piątek i dzisiaj od rana szedł między innymi rubel.
Dobre dane ze świata
W piątek mieliśmy serię dobrych odczytów danych makroekonomicznych. W Niemczech wzrosła inflacja, która w skali roku wynosi już 0,8%. W USA PKB wedle wstępnych danych rośnie o 2,9% wobec oczekiwanych 2,5%. Optymizm ostudził co prawda trochę indeks Uniwersytetu Michigan, który spadł mocniej niż oczekiwali analitycy. Dobre dane z USA nie wpłynęły jednak na dolara. Amerykańska waluta porusza się obecnie zgodnie z oczekiwaniami podwyżki stóp procentowych w USA i wynikami wyborów. Szanse na podwyżkę, patrząc na notowania kontraktów terminowych, ostatnio zmalały, co pociągnęło za sobą dolara.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Światowy Dzień Oszczędzania, który przypada 31 października, to idealny moment by zacząć oszczędzać. W lepszym gospodarowaniu domowymi finansami pomogą stworzone do tego aplikacje. Eksperci platformy edukacyjnej Kapitalni.org przedstawiają listę sześciu aplikacji, które warto zainstalować w swoim smartfonie.
Obecny czas jest bardzo dobry lub dobry do oszczędzania – takiego zdania jest aż o 36 proc. więcej Polaków niż przed rokiem – wynika z badania „Sytuacja na rynku consumer finance” przeprowadzonego przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce i SGH. Mimo to wciąż niewielu z nas oszczędza (regularnie jedynie 13 proc. społeczeństwa), a to co uzbieraliśmy, wypada skromnie w porównaniu z innymi nacjami. Mamy mniej oszczędności niż mieszkańcy zasobnego Zachodu, ale także Słowacy, Czesi i Węgrzy. Jak wynika z danych Europejskiego Banku Centralnego oraz raportu BGŻOptima „Polak oszczędny”, przeciętne aktywa finansowe polskiej rodziny to nadal zaledwie 20 proc. średniej dla strefy euro.
Jak zmienić ten stan rzeczy? Światowy Dzień Oszczędzania to idealny moment by zacząć. Eksperci Kapitalni.org przedstawiają listę 6 aplikacji na smartfona, które ułatwią oszczędzanie.
Cash Droid
Masz kłopot z utrzymaniem domowego budżetu w ryzach? Zastanawiasz się, na co każdego miesiąca idzie znaczna część Twojej wypłaty? To znak, że potrzebujesz menedżera, który zadba o Twoje finanse. Takim pomocnikiem może być Cash Droid. Jest to aplikacja mobilna do zarządzania domowym budżetem, która ułatwia analizę naszych codziennych wydatków. Działa, jak elektroniczny portfel – możemy zapisywać w niej, na co przeznaczamy nasze pieniądze. Dodatkowo, te dane możemy później analizować na różnych typach wykresów, co ułatwia ich interpretację. Oprócz tego aplikacja umożliwia nam planowanie budżetu, i co bardzo przydatne – ustalanie limitów wydatków. Dzięki tej funkcjonalności, zawsze, gdy będziemy zbliżać się do ustalonego progu, dostaniemy odpowiedni komunikat. Aplikację oczywiście możemy łatwo dostosować do swoich indywidualnych preferencji. Program umożliwia obsługę wielu walut i przelicza kwoty po aktualnym kursie, a dodatkowo daje możliwość tworzenia osobnych budżetów. Cash Droid pozwala nam także łatwo filtrować i wyszukiwać dane transakcje. Innymi przykładami tzw. menadżerów finansów są aplikacje: NBP Portfel lub Allianz.
Listonic
Sprawdzona zasada mówi, że jeśli chcemy mieć wydatki pod kontrolą, powinniśmy na zakupy zawsze chodzić najedzeni i mieć przy sobie wcześniej przygotowaną listę. Mobilnym odpowiednikiem takiej tradycyjnej listy zakupów jest Listonic. Aplikacja pozwala łatwo i wygodnie tworzyć zestawienia potrzebnych rzeczy. Nie musimy wpisywać danych pozycji do telefonu, wystarczy, że powiemy, co musimy kupić, a aplikacja stworzy listę. Listonic umożliwia bowiem dodawanie głosowe, co pozwala nam zaoszczędzić czas. Oprócz tego, program segreguje produkty w różne kategorie. Dzięki temu np. wyroby mleczne, trafiają na sąsiadujące ze sobą pozycje, a my nie musimy krążyć po markecie. Przydatną funkcjonalnością aplikacji jest także synchronizacja list oraz możliwość dzielenia się nimi np. z rodziną. Dzięki temu, nasi bliscy mogą w czasie rzeczywistym dopisywać kolejne produkty, a także skreślić z zestawienia te już zakupione. Listonic jest łatwy w obsłudze, dla tego każdy domownik sobie poradzi z obsługą aplikacji.
Motolog
Wydatki związane z samochodem, to jedna z istotniejszych części domowego budżetu. Jednak możemy je łatwo monitorować za pomocą aplikacji Motolog. Umożliwia ona notowanie kosztów ponoszonych na paliwo, za pomocą komend głosowych. Działa więc szybko i wygodnie. Dodatkowo, dane poddawane są analizie, dzięki której dowiemy się np. jakie jest średnie spalanie naszego samochodu. Co ważne, aplikacja obsługuje kilka typów paliwa do jednego auta. Jeżeli więc nasz samochód ma założoną instalację gazową, możemy wpisać zarówno wydatki poniesione na benzynę, jak i LPG. Motolog pozwala też notować inne koszty np. napraw czy akcesoriów do pojazdu. Co bardzo przydatne, program przypomina również o zbliżających się terminach, np. wymiany oleju czy przeglądu technicznego.
SkyCash
Często korzystasz ze strefy płatnego parkowania? Zdarza Ci się podróżować pociągiem lub komunikacją miejską? Jeśli tak, to powinieneś skorzystać z aplikacji SkyCash. Jest to wygodne rozwiązanie, dzięki któremu już nigdy więcej nie będziemy martwić się, czy mamy wystarczającą ilość drobnych na opłacenie parkingu, a także tracić czasu na poszukiwania parkometru, czy też, jeśli chcemy kupić bilety ZTM, kiosku. Aplikacja ma kilka funkcjonalności. Jedna z nich służy do mobilnego parkowania. Jest to MobiParking. Ta opcja pozwala płacić wyłącznie za realny czas postoju. Sami decydujemy o momencie rozpoczęcia i zakończenia parkowania. W ten sposób nie przepłacamy za bilety parkingowe, a wiadomo, że w przypadku ich papierowych odpowiedników nie jest to takie łatwe – musimy z góry oszacować czas postoju. Dodatkowo, SkyCash pozwala na zakup biletów komunikacji miejskiej, a także PKP Intercity. Dzięki czemu będąc już w autobusie czy pociągu, możemy spokojnie nabyć bilet, nie stojąc w kolejkach do kasy, czy automatu. Oszczędzamy więc czas, a także pieniądze – ponieważ nie narażamy się na niepotrzebne koszty – jak mandat za brak biletu.
Ceneo
Jeśli planujemy zakup sprzętu RTV czy AGD, lub np. perfum, warto porównać ceny interesującego nas produktu w różnych sklepach, bo te mogą różnić się nawet o kilkadziesiąt procent! Pomoże nam w tym serwis Ceneo (dostępny online i jako aplikacja na smartfona). To największa polska porównywarka internetowa, która ma w bazie ponad 8 milionów produktów dostępnych w e-sklepach. Dzięki niej możemy łatwo sprawdzić i zestawić ceny interesujących nas artykułów, a także przeczytać o nich opinie. Dodatkowo, zakupów możemy dokonać bezpośrednio w aplikacji – nie musimy przechodzić na stronę sklepu. Rozwiązanie działa także, jak wirtualny portfel kart lojalnościowych. Możemy wgrać do aplikacji wszystkie swoje karty i dzięki temu mieć je w jednym miejscu. Porównując produkty w Ceneo i wybierając ten najkorzystniejszy, już nigdy nie przepłacimy za zakupy. A zaoszczędzone w ten sposób pieniądze będziemy mogli spożytkować na inny cel.
Qpony
Jesteś łowcą promocji? Jeśli tak, to ta aplikacja jest idealna dla Ciebie. Qpony zbiera w jednym miejscu informacje o aktualnych zniżkach i rabatach. Z poziomu aplikacji mamy również dostęp do kuponów i gazetek promocyjnych. Twórcy rozwiązania współpracują z lokalnymi markami w każdym większym mieście w Polsce, dzięki czemu każdy kupujący może znaleźć oferty zniżek w najbliższej okolicy. Jest to przejrzysta i czytelna aplikacja, która pozwoli nam zaoszczędzić. Dlatego podczas kolejnych zakupów, warto uruchomić program i sprawdzić, czy w danym sklepie nie ma ciekawych promocji. Podobną aplikacją jest także Kizzu.
Toyota zainwestowała w rozwój sztucznej inteligencji miliard dolarów. Japoński producent nie ogranicza się w swoich badaniach do aktywnych systemów bezpieczeństwa i autonomicznych samochodów, lecz uważa, że w przyszłości ogromną rolę w naszym życiu będą odgrywały roboty domowe.
Toyota Research Institute
Firmy motoryzacyjne i technologiczne prowadzą intensywny wyścig ku komercjalizacji technologii autonomicznego prowadzenia. Toyota przez pewien czas deklarowała, że interesują ją bardziej systemy wspomagające kierowców, które jednak nie odbiorą człowiekowi pełnej kontroli nad pojazdem. W ubiegłym roku jednak najwyraźniej zmieniła zdanie i przeznaczyła miliard dolarów na nową firmę badawczą Toyota Research Institute (TRI), która prowadzi prace nad wprowadzeniem do seryjnych produktów zaawansowanych technologii w dziedzinie autonomicznego prowadzenia i sztucznej inteligencji.
Późny start zdaje się nie martwić tego największego producenta samochodów na świecie, który przeznacza na badania i rozwój 10 miliardów dolarów rocznie. Tym bardziej, że podejście Toyoty do zagadnienia wygląda na ambitniejsze niż konkurencji – firma pracuje nad sztuczną inteligencją z myślą o dwóch celach – autonomicznych samochodach i domowych robotach wspierających osoby starsze, chore i niepełnosprawne.
„Patrzymy na sprawę przyszłej mobilności nieco inaczej – powiedział John Hanson, dyrektor ds. komunikacji Toyota Research Institute. – Zadaniem autonomicznych samochodów będzie umożliwianie poruszania się poza domem. Jednak problemy z mobilnością nie ograniczają się tylko do transportu. Roboty będą mogły także pomóc wejść po schodach czy wziąć kąpiel. Jedne i drugie zwiększą mobilność ludzi potrzebujących wsparcia”.
dr Gill Pratt, CEO Toyota Research Institute
Większość technologii potrzebnych do stworzenia samoprowadzących się pojazdów, zarówno urządzeń, jak i sztucznej inteligencji, może znaleźć zastosowanie także w robotach. „Domowe roboty mogą w przyszłości odgrywać w naszym życiu większą rolę niż obecnie samochody” – skomentował dr Gill Pratt, CEO Toyota Research Institute.
Pokolenie powojennego wyżu demograficznego znacznie powiększa już i tak dużą grupę seniorów – to około 600 milionów ludzi na świecie. Dlatego zapotrzebowanie na domowe roboty może pewnego dnia okazać się większe niż na autonomiczne samochody.
Toyota udowodniła już, że wprowadzenie na rynek robotów, które będą naszymi wiernymi towarzyszami, to nie jest tylko kwestia odległej przyszłości. Za kilka miesięcy w Japonii rozpocznie się sprzedaż Kirobo Mini, maleńkiego robota, który dzięki sztucznej inteligencji potrafi prowadzić rozmowy, żartować i udzielać emocjonalnego wsparcia, nawiązując długotrwałą relację z właścicielem. Robot powstał w ramach programu Toyota Heart Project, którego celem jest uzyskanie jak najbardziej naturalnej, ludzkiej interakcji między człowiekiem a maszyną.
VMS (czyli Voice Mailing System) to jedno z narzędzi komunikacji mobilnej. W działaniach marketingowych VMS nie jest tak popularny jak SMS-y lub e-maile, niemniej jest to narzędzie o dużym potencjale. Dzięki wiadomościom głosowym możemy wzbudzić większe zaangażowanie odbiorcy komunikatu i zainteresować go już samą nietypową formą przekazu informacji. W dodatku VMS niesie ze sobą zalety typowe dla komunikacji mobilnej: pomaga zwiększyć u klienta doświadczenie naszej marki i pozwala na prowadzenie dwukierunkowej komunikacji.
Jak to działa?
VMS polega na nagraniu komunikatu głosowego, który następnie może zostać odsłuchany w telefonie odbiorcy. Zaletą tego typu komunikacji jest możliwość skierowania jej zarówno na telefony komórkowe, jak i telefony stacjonarne.
Ważnym elementem efektywnej kampanii VMS jest zaangażowanie do nagrania komunikatu osoby, która będzie rozpoznawalna dla odbiorcy lub zatrudnienie profesjonalnego lektora. Korzystanie z syntezatorów mowy raczej podziała na odbiorców odstraszająco i skłoni ich do wcześniejszego odłożenia słuchawki.
–Należy pamiętać również o tym, aby nagranie nie trwało dłużej niż pół minuty, informacja była przekazana w sposób zwięzły i prosty, a samo połączenie z odbiorcą zostało wykonane zgodnie z zasadami savoir-vivre, nie wcześniej niż o 8 rano i nie później niż o 22 – tłumaczy Andrzej Ogonowski, Brand & PR Director w SMSAPI, platformie do masowej wysyłki wiadomości SMS, MMS i VMS.
Kiedy używać VMS?
VMS ma tę przewagę nad mailem i SMS-em, że wiadomość głosowa mocniej wpływa na emocje jej odbiorcy. Warto więc zastosować tę formę komunikacji, kiedy chcemy zbudować z kimś więź, lub kiedy grupa docelowa jest silnie związana z nasza marką. Dobre przykłady płyną w tym przypadku ze świata sportu.
VMS został wykorzystany przez stację Eurosport, która zaprosiła do współpracy Agnieszkę Radwańską. Tenisistka miała dzwonić do kibiców na 5 minut przed rozpoczęciem swojego meczu z przypomnieniem, że za kilka chwil pojawi się na korcie.
Mało kto jest tak zaangażowany w świat swojej ulubionej marki, jak kibice piłkarscy. Ciekawy przykład wykorzystania VMS dał Śląsk Wrocław. Dla kibiców klubu musiało być dużą niespodzianką, kiedy zadzwonili do nich przed jednym z meczów portugalscy zawodnicy Marco i Flavio Paixao, reprezentujący wówczas barwy wrocławian. Piłkarze w krótkim komunikacie zaprosili kibiców na stadion, a akcja spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem fanów.
Wiadomości głosowe sprawdzą się również jako narzędzie alarmowe dla lokalnego samorządu. VMS mogą być kierowane na telefony komórkowe i stacjonarne, kiedy zaistnieje potrzeba poinformowania o nadchodzącym zagrożeniu, jak np. ulewnych opadach deszczu, gwałtownych burzach itp.
Jednym z popularnych zastosowań VMS było również nagrywanie przez polityków wiadomości w trakcie kampanii wyborczych i kierowanie ich do potencjalnych wyborców.
VMS może być także wykorzystywany do wysyłania powiadomień przez pracowników służby zdrowia. Jedna z działających w Polsce prywatnych przychodni wysyła do pacjentów SMS-a z przypomnieniem o wizycie, po którym następuje SMS z kodem aktywacyjnym. Kolejnym krokiem jest skierowanie do pacjenta wiadomości VMS, w której podawane są informacje o tym, że kod został wysłany i instrukcja, w jaki sposób z niego skorzystać, aby nie stać w kolejce u lekarza – kod należy wpisać do specjalnego urządzenia w przychodni, a następnie skierować się bezpośrednio do gabinetu lekarza.
VMS a komunikacja dwukierunkowa
Wiadomości głosowe stwarzają także możliwość przeprowadzenia komunikacji dwukierunkowej. Korzystają z tego zwłaszcza operatorzy telekomunikacyjni bądź dostawcy usług RTV. Zazwyczaj polega to na tym, że klient otrzymuje nagraną wiadomość np. z informacją o zaległej płatności, z nową ofertą lub z przypomnieniem o zbliżającym się terminie zapłaty rachunku. Do komunikatu jest wówczas dołączona informacja, że po wyborze odpowiedniego klawisza w telefonie klient może np. połączyć się z konsultantem, sprawdzić swój stan konta lub wykonać inną operację.
VMS jako element kampanii SMS i mailingowych
Wiadomości głosowe mogą być zastosowane także jako element szerszych kampanii, wykorzystujących także SMS-y i e-maile. VMS w takim przypadku posłuży jako narzędzie komunikacji, które zostanie uzupełnione komunikatem SMS-owym lub mailowym. Dzięki temu zrealizowane zostaną dwa cele: wzbudzenie u odbiorcy emocji oraz skuteczne dotarcie do niego następującą wiadomością wysłaną na urządzenie mobilne. Dla przykładu: sieć handlowa może „zadzwonić” do klienta i poinformować go o rozpoczynającej się akcji wyprzedażowej, a następnie wysłać do niego SMS-a z kodem rabatowym lub skróconym linkiem do strony internetowej, gdzie mógłby sprawdzić aktualną ofertę.
Podsumowanie
Według raportu „Komunikacja mobilna w biznesie 2016”, przygotowanego przez SMSAPI.pl we współpracy z IPSOS Polska, działające w Polsce firmy zwiększają nakłady na komunikację mobilną – dotyczy to zarówno przedsiębiorstw tradycyjnych jak i segmentu e-commerce. Najczęściej używanymi narzędziami do komunikacji mobilnej są e-maile, SMS-y, social media oraz aplikacje mobilne.
Jak widać, niewiele firm odkryło potencjał wiadomości głosowych. Wśród nich pewne obawy może budzić, że VMS to dość inwazyjna forma kontaktu z klientem, który – w odróżnieniu od SMS-a i maila – jest zmuszony, aby zapoznać się z wiadomością w konkretnej chwili i nie może odłożyć tego na później. Inni mogą nie mieć zaufania do telefonicznej formy kontaktu, utożsamiając ją z telemarketingiem.
Powyższe ryzyka można jednak łatwo wyeliminować. VMS może być bowiem narzędziem skutecznym i wywołującym wiele pozytywnych interakcji. Wszystko zależy od umiejętności marketera, który będzie odpowiedzialny za przeprowadzenie takiej kampanii. To prawda, że w przypadku VMS trzeba być szczególnie wrażliwym na zasady permission marketingu i kierować wiadomości tylko i wyłącznie do osób, które wcześniej sobie tego zażyczyły. VMS dedykowany powinien być tylko wyjątkowym okazjom i nieużywany zbyt często.
Wykorzystywanie VMS tylko do przedstawienia najważniejszych komunikatów i w odpowiednich odstępach czasowych, zbuduje w odbiorcy przekonanie o wyjątkowości przekazywanej mu informacji. Z kolei zaproszenie do współpracy w nagraniu głosu znanej osoby, ważnej dla klienta, pomoże w zbudowaniu lepszej jakościowo relacji na linii klient – marka.
30 października Unia Europejska i Kanada po ponad tygodniu perturbacji podpisały Kompleksową Umowę Ekonomiczno-Handlową czyli CETA. – To dobra wiadomość dla Unii Europejskiej, bo pomimo wewnętrznych kłopotów udowodniła swoją zdolność do zawierania korzystnych dla przedsiębiorców europejskich umów handlowych – komentuje Jakub Wojnarowski, Zastępca Dyrektora Generalnego Konfederacji Lewiatan. – Brak zgody zdecydowanie ograniczyłby wiarygodność Unii jako efektywnej instytucji, zdolnej do reprezentowania 28, a w przyszłości 27 państw członkowskich – dodaje.
CETA znosi prawie 100% ceł i barier pozataryfowych, wprowadza udogodnienia w delegowaniu pracowników i uznawaniu ich kwalifikacji, wprowadza nowocześniejsze i bezpieczniejsze dla stron umowy przepisy dotyczące arbitrażu inwestycyjnego. Umowa powinna przynieść także korzyści polskim firmom, w tym producentom żywności – ze względu na nadwyżkę w wymianie handlowej między Polską a Kanadą. Możliwe jest niewielkie zwiększenie obrotów handlowych między Kanadą i Polską po wejściu części handlowej umowy w życie. Eksportowane powinny być nadal maszyny, produkty chemiczne, odzież. Pracodawcy nie obawiają się zalewu taniej żywności z Kanady, bo umowa przed tym zabezpiecza.
Podpisanie umowy nie oznacza jej automatycznego wejścia w życie. CETA jest umową tzw. mieszaną, a to oznacza, że jej wejście w życie jest uzależnione od decyzji nie tylko instytucji europejskich, ale także ratyfikacji przez państwa członkowskie. W najbliższych tygodniach ratyfikacji powinien dokonać Parlament Europejski i wtedy wejdzie w życie część handlowa umowy. Część inwestycyjna CETA wymaga ratyfikacji przez wszystkie państwa – członków UE, bo kompetencje dotyczące inwestycji UE dzieli między instytucje unijne i kraje należące do wspólnoty. Proces ratyfikacji z całą pewnością będzie trwał przynajmniej kilka lat. W przypadku Polski rząd popiera umowę, a Sejm podjął uchwałę, by pracować nad ustawą wdrażającą CETA. Przegłosowanie ustawy będzie wymagać 2/3 głosów (zgodnie z art. 90 Konstytucji) i w ostatnim kroku ratyfikacji umowy przez Prezydenta RP.
W I półroczu koszt wydobycia tony węgla był o 30 zł wyższy od ceny sprzedaży. Restrukturyzacja górnictwa jest daleka od zakończenia, a to oznacza, że ograniczanie zatrudnienia jest nieuniknione.
– Od 2013 r. górnictwo węgla kamiennego ma ujemny wynik finansowy, a jego restrukturyzacja jest obecnie finansowana przez państwowe spółki energetyczne, ze szkodą dla nich – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Trzeciakowski, ekspert FOR.
Inicjatywa intensywnie promowana jest przez polski rząd. Na Bramę Północną składają się istniejący terminal LNG w Świnoujściu oraz planowany Korytarz Norweski.
Dostawy gazu skroplonego z całego świata i surowca słanego gazociągiem z Norwegii mogłyby przez Polskę docierać do sąsiadów w Europie Środkowo-Wschodniej. Więcej o projekcie w rozmowie z MarketNews24 mówił Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.
Brexit już się nie powtórzy. Ale UE też musi się zmienić, konieczne jest zmniejszenie biurokracji. Najlepiej to zrobić poprzez ograniczenie budżetów.
– W UE nie ma drugiego takiego kraju, jak Wielka Brytania, bo Brytyjczycy zawsze postrzegali siebie niekoniecznie jako część Europy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tom G. Palmer z Atlas Economics Research Foundation. – Jednak UE też musi się bardzo zmienić.
Pomimo niedoboru wykwalifikowanych kierowców i wprowadzenia w ubiegłym roku kontrowersyjnych przepisów o płacy minimalnej w niektórych krajach UE, polskie firmy transportowe mają się dobrze, o czym świadczy rosnąca sprzedaż samochodów ciężarowych. Wyniki sprzedażowe z ostatnich dwóch lat są tak dobre, jak przed wybuchem kryzysu gospodarczego.
– Mamy do czynienia z ogromnym wzrostem sprzedaży pojazdów ciężarowych. Sytuację w ostatnich dwóch latach można porównać do boomu z 2007 roku, obecnie obserwujemy podobne wzrosty sprzedaży. Przewidujemy, że w przyszłym roku ten trend się utrzyma. Może nie będzie to jakiś diametralny wzrost, ale utrzymanie pewnego poziomu wypracowanego w ostatnich latach – mówi agencji Newseria Michał Proc, przedstawiciel Volvo Trucks Polska.
Z zestawienia Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że w pierwszej połowie tego roku zarejestrowano 13 250 samochodów ciężarowych o docelowej masie całkowitej (dcm) powyżej 3,5 tony. To wzrost o 30 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. W samym tylko wrześniu zarejestrowano ich 2506 sztuk, co przełożyło się na 11-procentowy wzrost rok do roku i 33-procentowy wzrost w skali miesiąca. Był to najlepszy wrześniowy rezultat od dziesięciu lat.
W całym 2015 roku zarejestrowano natomiast 22 437 samochodów ciężarowych o dmc> 3,5t (wzrost o 26,6 proc rok do roku) i według PZPM był to rezultat porównywalny z wynikami osiągniętymi w 2007 roku, przed wybuchem kryzysu. Przedstawiciel Volvo Polska zwraca uwagę, że podobna sytuacja ma miejsce w segmencie ciężkich pojazdów, ponad 16-tonowych.
– W 2007 roku odnotowano sprzedaż przekraczającą 19 tys. pojazdów powyżej 16 ton. W ubiegłym roku ten segment urósł o ponad 30 proc., a w tej chwili obserwujemy około 26 proc. wzrost rok do roku – mówi Michał Proc.
Tak dobre wyniki sprzedaży są podyktowane rosnącym zapotrzebowaniem ze strony firm transportowych, które w ostatnich latach realizowały znaczne zakupy pojazdów i modernizowały swoją flotę. Polska branża transportowa jest jednym z liderów europejskiego rynku, a rodzime firmy skutecznie konkurują z zachodnimi.
– Flota, którą dysponują polskie firmy transportowe jest coraz nowsza, coraz bezpieczniejsza. Branża oczekuje wciąż nowych rozwiązań, dlatego flota pojazdów jest wymieniana częściej. Firmy transportowe z Polski są jednymi z najbardziej konkurencyjnych w Europie i dbają o to, żeby jakość transportu była na najwyższym poziomie – mówi Michał Proc.
Zdaniem przedstawiciela Volvo Trucks Polska kluczowa dla firm transportowych jest zarówno ekonomika paliwowa, jak i oszczędność czasu, które przekładają się na zyski. Jednak dla rozwoju całego rynku największym zagrożeniem pozostaje brak profesjonalnych kierowców. Z danych przewoźników wynika, że co roku potrzeba około 30 tys. kierowców, a niemal połowa zatrudnionych obecnie w branży ma powyżej 65 lat.
Sytuację w branży transportowej skomplikowało również wprowadzenie w niektórych krajach Unii Europejskiej (m.in. w Niemczech i Francji) ustawy o płacy minimalnej na początku 2015 roku. Przepisy wprowadziły szereg nowych wymogów administracyjnych i spowodowały, że właściciele przedsiębiorstw zmuszeni byli dokumentować czas wjazdu i wyjazdu kierowcy z danego kraju z dużą dokładnością.
– Producenci pojazdów ciężarowych oferują systemy telematyczne, które pomagają zarządzać firmom w tej kwestii. Można otworzyć strefy tzw. geofence, w których monitorowany jest wjazd i wyjazd pojazdu z danej strefy. To znacząco pomaga w identyfikacji czasu pracy kierowców i zarządzaniu firmą – wskazuje Michał Proc.
Na forum UE trwają prace nad nową dyrektywą audiowizualną, która w większym stopniu będzie dotyczyć platform internetowych. Nie jestem zwolennikiem przykręcania śruby w internecie, wolność powinna być domeną tego medium – uważa Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zmiany zachodzące na rynku niewątpliwie wymuszą jednak zmiany w funkcjonowaniu i zadaniach stojących przed KRRiT.
– Rola nowej KRRiT będzie mocniejsza, ponieważ zasady gry są czystsze. Nie wybieramy rad nadzorczych mediów publicznych, więc pępowina została odcięta. Dzięki temu z dużym dystansem możemy podchodzić zarówno do mediów publicznych, jak i komercyjnych. Dalej jednak dzielimy abonament, podpisujemy kontrakty programowo-finansowe z mediami publicznymi, więc wpływ na realizację zadań misyjnych finansowanych z abonamentu pozostanie bardzo duży – zapowiada Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.
KRRiT, która od września pracuje w nowym składzie, ma zawężone kompetencje, ponieważ nadzór nad mediami publicznymi przejęła od niej utworzona w tym roku Rada Mediów Narodowych. Oznacza to, że KRRiT nie wybiera już rad nadzorczych, które przeprowadzały konkursy na członków zarządu.
Jak podkreśla Kołodziejski, rynek medialny bardzo się zmienia, a więc i rola KRRiT będzie się zmieniała. Wiele zależy od regulacji unijnych – w Brukseli toczą się dyskusje nad nową dyrektywą audiowizualną. Będzie ona w większym stopniu regulować zasady wymiany treści w internecie.
– Nie jestem zwolennikiem przykręcania śruby w internecie, ponieważ internet wyrósł na wolności. Producenci mają swoje zastrzeżenia, mówią, że to nie może być platforma dla wymiany treści kradzionych, pirackich. Z tym się zgadzamy, ale z drugiej strony nie możemy ograniczać tej platformy, ponieważ zachodzi tu wiele korzystnych i prokonsumenckich procesów – mówi przewodniczący KRRiT. – A więc nie rozwijajmy narzędzi kontrolujących internet, a zastanówmy się, czy wszystkie ograniczenia, ramy, bariery, które są w innych technologiach jak nadawanie naziemne, nadawanie satelitarne czy telewizja kablowa, są dalej potrzebne, czy nie należałoby z nich zrezygnować.
W maju tego roku Komisja Europejska zaproponowała nowelizację dotychczasowej dyrektywy o audiowizualnych usługach medialnych. Zmiany mają na celu m.in. promowanie europejskiej różnorodności kulturowej, zwalczanie mowy nienawiści, ochronię nieletnich przed nieodpowiednimi treściami oraz stworzenie sprawiedliwych warunków dla wszystkich podmiotów rynku.
KE zwróciła uwagę, że widzowie coraz częściej oglądają wideo nie tylko za pośrednictwem kanałów telewizyjnych, ale także w coraz większym stopniu za pośrednictwem usług wideo na żądanie (tj. serwisy filmowe Netflix i MUBI) oraz platform udostępniania plików wideo (tj. YouTube i Dailymotion). Dlatego komisja chce m.in.:, aby platformy udostępniające wideo w większym stopniu zadbały o zapewnienie odpowiedniej ochrony nieletnim przed szkodliwymi treściami i przemocą oraz podżeganie do nienawiści. Nowelizacja ma również zapewnić nadawcom większą elastyczność emisji reklam. Niewykluczona jest również deregulacja w odniesieniu do sektorów tradycyjnych.
Poza wypracowaniem nowych regulacji, zgodnych z nowelizowaną dyrektywą audiowizualną, do największych wyzwań KRRiT w tej kadencji należy dokończenie cyfryzacji telewizji i podjęcie decyzji dotyczącej dalszej cyfryzacji radia. W opinii nowego prezesa rady na rynku jest wiele miejsca dla nowych dystrybutorów treści. Internet w tym zakresie daje wręcz nieograniczone możliwości.
– Dzisiaj nie trzeba mieć kanału telewizyjnego, żeby dystrybuować treści. Mamy telewizję naziemną z bardzo szeroką ofertą, telewizję satelitarną z nieograniczoną pojemnością, ale dzisiaj to internet decyduje o pozycji i konsumpcji mediów. My wszyscy coraz częściej konsumujemy, odbieramy treści audiowizualne w internecie, ale to są treści wytworzone przez producentów, którymi najczęściej są nadawcy telewizyjni – mówi Kołodziejski.
W toku jest również dyskusja nad finansowaniem mediów publicznych.
– Najprostszym i najszybszym rozwiązaniem jest naprawa obecnej ustawy i wprowadzenie domniemania posiadania urządzenia, na którym można oglądać telewizję i słuchać radia. Jednak moim zdaniem najelegantsze rozwiązanie to takie, w którym abonament jest elementem podatku. Mówimy o dużej reformie PIT-ów w przyszłym roku, można by tam umieścić niewielki element, jakim byłaby składka abonamentowa – mówi Witold Kołodziejski.
Podobne rozwiązanie postulowała KRRiT w poprzedniej kadencji, proponując, aby opłata radiowo-telewizyjna była uiszczana wraz z podatkiem dochodowym. Ta koncepcja nie weszła jednak w życie. Abonament RTV płaci mniej niż 10 proc. gospodarstw domowych, a pod względem ściągalności tej opłaty Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc w UE.
Zarówno w urzędach, jak i firmach coraz częściej wprowadzany jest elektroniczny obieg dokumentów. Jednak pozycja papierowych wersji wydaje się niezagrożona. Koszty druku w polskich firmach oscylują w okolicach 8 proc. ich obrotów, podczas gdy średnia światowa to 3-5 proc. Dzięki narzędziom optymalizowania wydruku ten koszt można zbić nawet do 2 proc. obrotów.
– Od kilkunastu lat świat zwiastuje rychłe zniknięcie dokumentu w formie analogowej. Dokumenty cyfrowe są na pewno prostsze w edycji, w dzieleniu się z różnymi użytkownikami. Pokolenie 20-latków, które nauczyło się pracy z dokumentem elektronicznym, będzie próbować wypierać papier, jednak na razie jego pozycja jest silna. Jest to spowodowane m.in. nawykami Polaków nabytymi w szkole, w pracy, w kontaktach z urzędami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Kaliszewski, dyrektor ds. technicznych w Ediko.
Konkurencja między papierem a innymi mediami trwa już kilkadziesiąt lat. Koniec papieru wieszczono, gdy popularne stało się kino, radio, a potem telewizja i internet. Choć statystyki pokazują drastyczny spadek popularności papieru jako środka wymiany informacji, to nadal wydawane są tradycyjne gazety, książki papierowe sprzedają się lepiej niż e-booki, a firmy wciąż trzymają dokumenty w papierze.
Jednak z badań Biblioteki Narodowej wynika, że w zeszłym roku ponad połowa Polaków nie przeczytała tekstu dłuższego niż 3 strony maszynopisu, a ponad 60 proc. nie zajrzało nawet do książki. Zdaniem przedstawicieli firmy Ediko, specjalizującej się w zarządzaniu informacją w biznesie, dzieje się tak za sprawą internetu, który zmienił nasze nawyki. Nie chcemy już czytać długich tekstów, czy czekać do następnego dnia na informacje o bieżących wydarzeniach, wolimy krótkie, zwięzłe i aktualne komunikaty.
W 2015 r. aż 7 mln polskich podatników złożyło swoją deklarację PIT-37 w wersji elektronicznej. Fiskus przewiduje, że w kolejnym roku odsetek wniosków składanych elektronicznie wzrośnie do ponad 50 proc.
– Ustawa z 10 stycznia 2014 roku o cyfryzacji urzędów spowodowała otwarcie tych kanałów komunikacyjnych dla zwykłych obywateli, którzy mogą już komunikować się z urzędem nie tyle za pomocą maila, ale również portali internetowych. Jest to o tyle wygodne, że nie trzeba jeździć do urzędu, stać w dużych kolejkach. Ta komunikacja jest sprawniejsza i eliminuje np. błędy pisowni w ręcznie wypełnianych dokumentach, ale jest część narodu, ludzi powyżej 40. roku życia, którzy nie będą tego robili – wskazał Kaliszewski.
Również firmy zaczynają dostrzegać wady systemu obrotu papierowymi dokumentami, który po prostu generuje duże koszty takie jak papier, tusz i serwisowanie drukarek. Dlatego coraz częściej sięgają po rozwiązania pozwalające na kontrolę środowiska druku w ramach tzw. procesów MPS (z ang. Managed Print Services). Ediko, które opracowało i wprowadziło na rynek tego typu rozwiązanie – aplikację MPS Satellite – wskazuje, że dzięki takim usługom w ciągu pięciu lat duża firma może zaoszczędzić nawet 100 tys. zł.
Jedną z najczęstszych przyczyn nadmiernych wydatków jest drukowanie w formatach niższych niż nominalne dla drukarki (np. druk A4 na drukarce wielkoformatowej), bo przyspiesza to zużycie podzespołów. Kolejna pozycja to koszty energii elektrycznej zużytej do pozostawienia urządzeń w trybie czuwania. W sumie koszty korporacyjnego druku w Polsce oscylują w okolicach 8 proc. obrotów danej firmy, podczas gdy światowa średnia to 3-5 proc.
– Na dzisiaj widzimy trend europejski i światowy, w którym optymalizujemy koszty wydruków. W skali firmy to są naprawdę potężne pieniądze, które w łatwy sposób można obniżyć do 3-4 proc., a nawet i do 2 proc. obrotów, jednak firmy muszą spróbować się przekonać do odpowiednich narzędzi MPS-owych – podkreśla Kaliszewski.
Takie narzędzia pozwalają przeprowadzić audyt środowiska druku w firmie i zbadać potrzeby użytkowników. Dzięki nim można sporządzić raport i na jego podstawie zaproponować klientowi nowoczesny kontrakt serwisowy, polegający na płatności od jednej wydrukowanej strony.
Kaliszewski wskazuje też na technologię pozwalającą łączyć cechy papieru i zapisu elektronicznego.
– Popularną technologią staje się e-ink, czyli papier elektroniczny. Jest to nowoczesna technologia, stosowana np. w czytnikach e-booków, zaczyna się również komercjalizować w formach reklamy, czy chociażby w formach wyświetlania cen w hipermarketach. Jest to nowa technologia imitująca papier, która zużywa bardzo mało prądu, jednakże na dzisiaj jest ona dość droga – mówi przedstawiciel Ediko.
Odbiurokratyzowanie jest krokiem w kierunku zwiększenia innowacyjności uczelni, ale potrzeba też zmiany mentalności – uważa przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Coraz częściej dobre trendy wyznaczają uczelnie niepubliczne, które stawiają na wysoki poziom kształcenia oraz działalność badawczo-rozwojową. Zmiany w finansowaniu, które ma zależeć od jakości kształcenia, a nie liczby studentów, mogą spowodować przekształcanie części uczelni w wyspecjalizowane ośrodki badawcze.
– Wiele rzeczy, które się dzieją na uczelniach jest blokowanych przez administrację uczelni, przez staroświeckie metody zarządzania naszymi ośrodkami. Z jednej strony warto zwrócić uwagę na ostatnie nowelizacje, które dążyły do odbiurokratyzowania uczelni. To na pewno krok w dobrym kierunku. Natomiast z drugiej strony to często jest sprawa mentalności – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Moskal, przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów.
Raport NIK o komercjalizacji badań naukowych z maja br. wskazuje, że uczelnie, nawet jeśli uzyskiwały patenty, to miały one niski potencjał komercjalizacyjny. Kontrolowane przez Izbę uczelnie podejmowały wprawdzie szereg działań, które miały na celu transfer technologii z nauki do biznesu, ale ich efekty w większości nie były satysfakcjonujące – podkreślił NIK w raporcie.
Jak wskazuje Moskal, problem nie zawsze leży w legislacji, ale podejściu uczelni do innowacyjnych projektów.
– Dowiadujemy się o sytuacjach, kiedy młodzi naukowcy chcą przyjść, stworzyć prototyp jakiejś nowej konstrukcji, nie mogą się przez pół roku doprosić się o zgodę na wejście do warsztatu, który przecież powinien być udostępniony dla studentów przy uczelni. Po pół roku okazuje się, że dostają dostęp do warsztatu, ale nie ma tam żadnych narzędzi – mówi Michał Moskal.
Na innowacje coraz częściej stawiają uczelnie prywatne. To one zaczynają wyznaczać trendy w tym zakresie. W tym roku w rankingu Perspektywy po raz pierwszy w czołowej 50 znalazły się 4 niepubliczne szkoły wyższe (Akademia Leona Koźmińskiego, SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny, Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych w Warszawie i Uczelnia Łazarskiego).
– Podzieliłbym uczelnie niepubliczne na dwa rodzaje. Z jednej strony to są tzw. fabryki dyplomów, których ukończenie nie wymaga większego wysiłku. Z drugiej strony są uczelnie, które stawiają na bardzo wysoki poziom, kształcą najlepszą kadrę. Tu student jest w pewien sposób klientem, co sprawia, że jakość świadczonych usług jest często wyższa niż na uczelniach publicznych – zaznacza Moskal.
Ustawa deregulacyjna, która weszła w życie od października, zmniejszy się częstotliwość ocen okresowych nauczycieli akademickich i pracowników naukowych (z 4 do 2 lat). Zmieni się system oceny pracowników naukowych. To jednak dopiero początek reformy funkcjonowania uczelni. Planowane są także zmiany zasad ich finansowania. Propozycje MNiSW są na etapie konsultacji. Z założenia uczelniom ma nie opłacać się przyjmować jak największej liczby studentów kosztem jakości kształcenia.
– To będą dość duże zmiany i wszystko będzie zależeć od tego, jak uczelnie się do nich dostosują. Może się okazać, że niektóre uczelnie, które dotychczas przyjmowały tysiące studentów, żeby ich kształcić na różnych kierunkach, będą się przekształcać w bardziej wyspecjalizowane ośrodki badawcze. Trudno powiedzieć, że któraś uczelnia zyska, a któraś straci. Natomiast zmiany będą wymagały dość istotnych działań ze strony administracji uczelni – przekonuje przewodniczący NZS.
Trwają także prace nad nowym prawem o szkolnictwie wyższym. Nad założeniami reformy pracują trzy zespoły złożone z pracowników uczelni i osób związanych ze środowiskiem naukowym. Jak podkreśla Moskal, to osoby, które najlepiej znają realia i potrzeby uczelni. Jego zdaniem jednym z najważniejszych wyzwań będzie przystosowanie szkół wyższych do realiów rynku pracy.
– Dziś często okazuje się, że kiedy student kończy studia, jest zupełnie nieprzygotowany do tego, by zacząć prawdziwe życie za murami uczelni. Z jednej strony dostosowanie programów studiów do rynku pracy jest konieczne, z drugiej – to bardzo trudne, bo musielibyśmy je zmieniać co roku, co dwa lata. Musimy też pomyśleć o mechanizmach, które pozwolą studentom się przekwalifikowywać, czyli po zakończeniu 5-6-letnich studiów zdobyć doświadczenie, które pozwoli na pełnienie innych funkcji – mówi Michał Moskal.
W Japonii w trakcie buddyjskiego Święta Dusz tańczy się do rytmu bębnów taiko, w Meksyku festiwalom ulicznym towarzyszą śpiewy i tańce. Chińczycy przy grobach bliskich palą pieniądze, a z kolei ulicami Nepali przechodzi parada krów. Te sposoby oddawania czci zmarłym są zupełnie odmienne od polskiej, bardziej refleksyjnej tradycji.
– Nawet w Polsce święto ku czci zmarłych, czyli Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, obchodzimy na różne sposoby, różnice widać w poszczególnych regionach kraju. Przykładem może być np. pańska skórka, czy miodek turecki w Krakowie. Gdy porównujemy różne kraje, również widać znaczące różnice, szczególnie gdy wchodzi w grę odmienna religia, która warunkuje tradycje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Szpatowicz z biura prasowego internetowego biura podróży Tripsta.pl.
W Polsce Dzień Wszystkich Świętych czy Dzień Zaduszny kojarzy się ze świętem refleksyjnym, kiedy całe rodziny odwiedzają groby bliskich zmarłych.
– W niektórych krajach te uroczystości często mają zupełnie inny charakter, przypominają bardziej barwne festiwale, są to spotkania na ulicach, z tańcem, śpiewem, muzyką. Świetnym tego przykładem jest znana i bardzo popularna tradycja meksykańska – „Dia de muertos”, czyli dzień zmarłych, kiedy ludzie gromadzą się na ulicach poprzebierani, z pomalowanymi twarzami – wyjaśnia Szpatowicz.
Meksykańskie festiwale uliczne to – podobnie jak w Polsce – tradycja listopadowa. Jak radzą przedstawiciele Tripsta.pl, odwiedzając ten kraj w tym czasie, warto spróbować lokalnych specjałów przygotowywanych z okazji święta zmarłych: pan de muerto oraz calaveras de dulce. Pierwsze to słodkie bułki często ozdabiane kawałkami ciasta imitującymi piszczele, drugie to czaszki z cukru z kolorowymi ornamentami.
Choć także w Meksyku i innych odległych kulturach odwiedzane są groby, to odbywa się to w innej, bardziej radosnej atmosferze. Przykładem takiego podejścia jest m.in. Japonia i jej buddyjskie Święto Dusz, które przypada w połowie sierpnia i jest jednym z najważniejszych świąt w Kraju Kwitnącej Wiśni. Japończycy wierzą, że w tym czasie dusze zmarłych powracają na ziemię, więc zostawiają im na grobach owoce i ryż.
– W tym czasie lokalne społeczności gromadzą się wspólnie w miejscach publicznych, np. w parkach czy w okolicach świątyń i towarzyszy temu wiele rytuałów. Odprawiany jest np. rytualny taniec Bonodori, ludzie w tradycyjnych strojach wspólnie tańczą w kręgu przy dźwiękach bębnów taiko. Innym elementem są lampiony, które są puszczane pod koniec dnia na wodę, żeby pokazać zmarłym duszom drogę powrotną do ich świata – tłumaczy Szpatowicz.
Innym elementem tych obchodów są ogniska rozpalane w Kioto, na pięciu wzgórzach okalających miasto, także one mają wskazać duszom drogę z powrotem do świata zmarłych.
W Nepalu z kolei organizowany jest tzw. festiwal krów.
– Zgodnie z tą tradycją każda rodzina, która straciła w minionym roku bliską osobę bierze udział w paradzie, prowadząc ulicami miasta krowę, która w jest świętym zwierzęciem w hinduizmie. Teraz trochę się odchodzi od tej tradycji i często zamiast tego przebiera się dzieci w różne symboliczne stroje i nakłada im się piękny makijaż oczu, który ma symbolizować to święte zwierzę – mówi przedstawicielka Tripsta.pl.
Podróżni, którzy chcieliby na własne oczy zobaczyć barwną paradę powinni odwiedzić Katmandu.
W Chinach z kolei wspomina się swoich zmarłych przez cały miesiąc, jest to Miesiąc Duchów. Punktem kulminacyjnym obchodów jest Dzień Duchów – mieszkańcy Państwa Środka wierzą, że wtedy są najszerzej otwarte wrota między światami umarłych i żywych. Zamiast kwiatów i zniczy Chińczycy bardzo często zostawiają na grobach jedzenie, napoje, ale także papierowe imitacje produktów codziennego użytku, np. papierowe pieniądze, ubrania, samochody. Przedmioty te są umieszczane specjalnych metalowych koszach i palone, ponieważ dopiero w ten sposób mogą trafić do umarłych. Podobnie do tradycji japońskiej, Chińczycy przygotowują lampiony, które na tratwach puszczają na wodę.
Halloween, wydawałoby się obce nam kulturowo święto, z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością. Może to mieć swoje korzenie w wierze Polaków w zjawiska nadprzyrodzone. Jak bowiem wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie telewizji CI Polsat przez agencję badawczą SW Research, 41 proc. respondentów wierzy w cuda, 37 proc. – w prorocze sny i tyle samo w egzorcyzmy.
Mogłoby się wydawać, że w świecie, w którym dominuje przekonanie, że nauka jest w stanie wyjaśnić niemal każde zjawisko, opowieści o duchach można włożyć już tylko między bajki. Tymczasem badanie „Zjawiska nadprzyrodzone oczami Polaków” pokazuje, że większość z nas wciąż wierzy w to, czego nie da się wytłumaczyć przy pomocy żadnej reguły.
– Ogólnie można podzielić postawy Polaków na trzy grupy. Największą stanowią osoby, które reprezentują racjonalne podejście do tematu, czyli taki umiarkowany sceptycyzm (60-70 proc. populacji). Mniejszą grupę stanowią osoby bardzo otwarte na wszelkie zjawiska nadprzyrodzone, paranormalne, które nie są wytłumaczalne przez naukę. I wreszcie pozostałą część stanowią osoby, które są pomiędzy, z jednej strony są otwarte, ale z drugiej strony próbują racjonalnie wytłumaczyć niektóre zjawiska – mówi agencji Newseria Lifestyle Piotr Zimolzak, wiceprezes zarządu Agencji Badań Rynku i Opinii SW Research.
Zjawiska, w które najbardziej wierzą Polacy to możliwość świadomego przeżycia własnej śmierci klinicznej (54 proc.), cuda o religijnym charakterze (41 proc.) oraz prorocze sny (37 proc.). Deklaracji tych nie da się analizować w oderwaniu od dominującego światopoglądu, wpływów kulturowych, lokalnych tradycji czy też wpływów religijnych. Zwłaszcza że – jak dowodzą wyniki badania – Polska poddaje się w tej kwestii wyraźnemu podziałowi. Wśród mieszkańców województwa warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, lubelskiego, świętokrzyskiego, łódzkiego oraz opolskiego przeważa wiara w cuda. Zaś ci, którzy żyją w Polsce Centralnej i Zachodniej wierzą w jasnowidzenie, prorocze sny i egzorcyzmy.
– Na wschodzie częściej wierzymy w takie zjawiska, które nie są bezpośrednio obserwowalne. Na zachodzie występuje częściej wiara w skuteczność egzorcyzmów, w opętania, w demony, co jest związane pewnie z praktycznym podejściem, czy to osób związanych z kościołem, czy innych specjalistów, którzy traktują demony i duchy jako coś, co można „przekonać” do opuszczenia ciała czy domu. Na wschodzie ta wiara jest bardziej niewytłumaczalna, mniej materialna – wyjaśnia Piotr Zimolzak.
Wiara w tajemnicze i niewyjaśnione zjawiska jest uzależniona od płci i wieku respondentów. Kobiety bardziej niż mężczyźni wierzą w duchy, za to mężczyźni – miłośnicy fantasy i science fiction – bardziej wierzą w istnienie cywilizacji pozaziemskich i UFO.
– Dla Polaków najczęściej pierwsze skojarzenia ze zjawiskiem nadprzyrodzonym to coś niewytłumaczalnego, natomiast najrzadziej są to wszelkiego rodzaju stwory, baśniowe, bajkowe postaci typu wilkołaki, strzygi, czarownice. Najbardziej fascynują nas jednak zjawiska, które są bezpośrednio niedostrzegalne, które objawiają się poprzez bliżej nieokreślone symptomy, które są na granicy nauki, np. medycyny, na granicy snu i rzeczywistości. Czyli zawsze najbardziej fascynuje nas to, co wytłumaczalne, ale tylko w pewnym stopniu – tłumaczy Piotr Zimolzak.
Badania pokazują, że wiedzę o zjawiskach paranormalnych czy nadprzyrodzonych częściej czerpiemy z opowieści rodziny i znajomych niż z osobistych doświadczeń. To nie znaczy, że badani respondenci nie mieli kontaktu z duchami. Aż 22 proc. ankietowanych twierdzi, że przeżyli w swoim życiu zdarzenie, które można by przypisać działaniu duchów.
Badanie „Zjawiska nadprzyrodzone oczami Polaków” zrealizowane na zlecenie telewizji CI Polsat dowodzi, że niezależnie od deklarowanych postaw czy wyznania, każdy z nas chce pozostawić sobie „margines bezpieczeństwa”, który pozwala mu przenieść część niewyjaśnionych rozumowo zjawisk do sfery nadprzyrodzonej. Znamiennym jest również fakt, że wiele osób odwołuje się do sfery duchowej niemal intuicyjnie, nie zdając sobie sprawy z tego, że ich przekonania swoje korzenie czerpią z tradycji, kultury i zwyczajów, a nie z nauki.
Brexit już się nie powtórzy. Ale UE też musi się zmienić, konieczne jest zmniejszenie biurokracji. Najlepiej to zrobić poprzez ograniczenie budżetów.
– W UE nie ma drugiego takiego kraju, jak Wielka Brytania, bo Brytyjczycy zawsze postrzegali siebie niekoniecznie jako część Europy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tom G. Palmer z Atlas Economics Research Foundation. – Jednak UE też musi się bardzo zmienić.
Dobre wyniki sprzedaży w segmentach urządzeń AGD oraz domowej rozrywki równoważą trudności na rynku smartfonów
Wartość sprzedaży na poziomie 11,8 mld USD (13,2 bln KRW) i 252,7 mln USD (283,2 mld KRW) dochodów operacyjnych – to najnowsze dane finansowe firmy LG Electronics. Wyniki trzeciego kwartału to przede efekt wzrostu przychodów działu Home Appliance & Air Solution oraz lepszej rentowności kategorii Home Entertainment, które pozwoliły na zrównoważenie spadku sprzedaży oraz strat operacyjnych działu Mobile Communications.
Dzięki bardzo dobrym wynikom działu LG Home Appliance & Air Solution (szczególnie na rynkach europejskim i azjatyckim) przychody w trzecim kwartale wzrosły o 3% w skali roku. Dochody operacyjne wynoszące 305,9 mln USD (342,8 mld KRW) są rezultatem wysokiej marży operacyjnej wynoszącej 8 punktów procentowych, która w porównaniu do analogicznego okresu z 2015 roku, wzrosła o 40%. Co więcej, w związku z dobrą sprzedażą klimatyzatorów oraz urządzeń Premium, firma LG osiągnęła wysoki poziom rentowności, nawet pomimo niekorzystnych zmian kursów walutowych w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki oraz Ameryki Łacińskiej.
Przychody działu LG Mobile Communications w trzecim kwartale wyniosły 2,3 mld USD (2,5 bln KRW) i były o 23 procent niższe od uzyskanych w analogicznym okresie roku 2015. Spadek sprzedaży urządzeń z półki Premium oraz wydatki związane z optymalizacją struktury biznesowej przyczyniły się do powstania straty operacyjnej w wysokości 389,4 mln USD (436,4 mld KRW). Ostatni kwartał przyniósł jednak 14-procentowy wzrost sprzedaży w porównaniu do Q2 – w Ameryce Północnej LG sprzedało 13,5 miliona smartfonów. W najbliższych miesiącach firma zamierza skupić się na zwiększeniu sprzedaży nowego smartfona LG V20 oraz modeli z serii K i X, przeznaczonych dla szerszej grupy odbiorców. Planowane jest także zakończenie optymalizacji struktury biznesowej działu w celu lepszego przygotowania go na zbliżające się wyzwania.
Dział Home Entertainment odnotował najwyższe w swojej historii wartości zysku operacyjnego (340,4 mln USD / 381,5 mld KRW) oraz marży (9,2%). Ogromną rolę odegrała tutaj rosnąca sprzedaż telewizorów LG OLED oraz Ultra HD klasy Premium na kluczowych rynkach świata. Erozja cen spowodowana nasiloną konkurencją przełożyła się na spadek wartości sprzedaży o 3,4% w porównaniu do Q3 2015, przy prawie niezmienionych przychodach wynoszących 3,7 mld USD (4,1 bln KRW). Według prognoz, wraz z początkiem świątecznego okresu handlowego wzrośnie popyt na telewizory, jednak wyższe koszty materiałów oraz zwiększone inwestycje marketingowe mogą niekorzystnie wpłynąć na rentowność.
W trzecim kwartale dział Vehicle Components odnotował znaczny wzrost wartości sprzedaży do 602,2 mln USD (674,9 mld KRW). Kategoria polepszyła swoje wyniki aż o 41% w skali roku oraz o 6% w porównaniu do Q2. Umiarkowana strata operacyjna wynosząca 14,5 mln USD (16,2 mld KRW) jest efektem zwiększonych inwestycji w prace badawczo-rozwojowe, które mają przynieść korzyści w kolejnych miesiącach. Branża samochodów elektrycznych, takich jak GM Bolt, stale się rozwija – rośnie liczba nowych projektów, dlatego przewiduje się dalszy rozwój działu VC.
Wyjaśnienia dotyczące kursów walut w 3. kw. 2016
Kwartalne wyniki finansowe LG Electronics opracowano zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (IFRS). Obejmują one 3-miesięczny okres kończący się 30 września 2016. Kwoty w wonach koreańskich (KRW) zostały przeliczone na dolary amerykańskie (USD) po uśrednionym kursie: 1162 KRW za 1 USD.
Firma Samsung Electronics ogłosiła wyniki finansowe za III kwartał zakończony 30 września 2016 r. Przychody Samsung za ten kwartał wyniosły 47,82 biliona KRW, co stanowi spadek o 3,87 biliona KRW rok do roku, natomiast zysk z działalności operacyjnej za III kwartał wyniósł 5,20 biliona KRW, czyli rok do roku obniżył się o 2,19 biliona KRW.
W dziedzinie podzespołów, zysk z działalności operacyjnej wzrósł kwartał do kwartału dzięki zwiększonej sprzedaży produktów zaawansowanych, takich jak SSD i elastyczne panele OLED, ale minimalnie zmniejszył się rok do roku ze względu na korektę cen DRAM w pierwszej połowie 2016 r.
W przypadku IT i Komunikacji Mobilnej przychody spadły z powodu zaniechania sprzedaży Note7. Segment elektroniki użytkowej osiągnął jednak dobry wzrost przychodów rok do roku dzięki wysokiej sprzedaży telewizorów SUHD i urządzeń domowych klasy premium.
Spółka szacuje, że wzmocnienie koreańskiego wona w stosunku do głównych walut w III kwartale miało negatywny wpływ na zysk z działalności operacyjnej na poziomie około 700 miliardów KRW, głównie po stronie działalności dotyczącej podzespołów.
W IV kwartale spółka oczekuje zwiększenia przychodów w dziedzinie podzespołów rok do roku dzięki dobrym wynikom sprzedaży. Przewiduje się, że działalność w segmencie urządzeń mobilnych odnotuje przychody na poziomie zbliżonym do czwartego kwartału 2015 r., przede wszystkim ze względu na dobrą sprzedaż Galaxy S7 i S7 edge.
W odniesieniu do działalności w dziedzinie półprzewodników, w IV kwartale spółka oczekuje zwiększenia przychodów rok do roku dzięki V-NAND SSD. Przychody z działalności w segmencie wyświetlaczy mają zgodnie z przewidywaniami być wyższe rok do roku dzięki poprawie sprzedaży LCD, mimo spadków dostaw elastycznych paneli OLED kwartał do kwartału na skutek zaniechania sprzedaży Note7.
Zgodnie z planami na 2017 r. spółka skoncentruje się na osiągnięciu wzrostu przychodów poprzez unormowanie działalności w zakresie urządzeń mobilnych przy jednoczesnym zwiększeniu przychodów z działalności w zakresie podzespołów w oparciu o pamięci V-NAND i ekspansję paneli OLED.
Biorąc pod uwagę działalność w obszarze pamięci, spółka oczekuje istotnego wzrostu przychodów z NAND, głównie poprzez zwiększenie dostaw V-NAND, zapewniających wysoką rentowność. Zgodnie z oczekiwaniami spółka wzmocni również swoją pozycję jako lidera technologicznego poprzez rozwój 64-warstwowych pamięci V-NAND i 1Xnm DRAM.
W obszarze systemów LSI spółka będzie dążyć do utrzymania wzrostu poprzez wzmacnianie swojej wiodącej pozycji w technologii układów 10-nanometrowych.
W dziedzinie OLED spółka oczekuje istotnego wzrostu przychodów rok do roku poprzez rozszerzenie dostaw zaawansowanych elastycznych paneli OLED.
W zakresie urządzeń mobilnych, spółka skupi się na zwiększaniu sprzedaży nowych produktów flagowych wyróżniających się formą i innowacyjnymi funkcjami, jak również na odzyskaniu zaufania użytkowników. Samsung skoncentruje się na wzmocnieniu swojej konkurencyjności poprzez ciągłe rozszerzanie potencjału rozwiązań, w tym KNOX, Samsung Pay oraz usług związanych z chmurą i sztuczną inteligencją.
W obszarze elektroniki użytkownej, spółka będzie starać się dalej umacniać swoją wiodącą pozycję na rynku telewizorów premium w oparciu o technologię Quantum Dot, a także zwiększać przychody z urządzeń domowych poprzez wzrost sprzedaży produktów premium i rozbudowę działalności B2B.
Spółka szacuje, że łączne inwestycje kapitałowe (CAPEX) za 2016 r. wyniosą ponad 27 bilionów KRW, co stanowi rekordową kwotę w historii spółki. Zgodnie z oczekiwaniami inwestycje CAPEX na działalność w obszarze półprzewodników sięgną 13,2 biliona KRW, podczas gdy nakłady CAPEX na działalność w zakresie wyświetlaczy osiągną 10,9 biliona KRW, co oznacza, że będą ponad dwukrotnie wyższe niż w 2015 r.
Spółka w szczególności skupia się na inwestycjach w OLED i V-NAND, przy czym w 2017 r. oczekuje się znacznego wzrostu popytu na OLED, jak również wzrostu popytu na pamięci V-NAND.
Wysoki wzrost z działalności w zakresie półprzewodników
Działalność w zakresie półprzewodników wygenerowała 13,15 biliona KRW przychodów skonsolidowanych i 3,37 biliona KRW zysku z działalności operacyjnej za III kwartał.
Firma Samsung odnotowała znaczny wzrost działalności w zakresie półprzewodników. W szczególności zauważono znaczny wzrost w zapotrzebowaniu na kości pamięci, dotyczący głównie produktów o wysokiej gęstości i efektywności przeznaczonych do urządzeń mobilnych i serwerów, w tym V-NAND SSD.
Sprzedaż systemów LSI przełożyła się na wysokie przychody wynikające z popytu na półprzewodniki 14-nanometrowe typu foundry i ze zwiększonej sprzedaży układów typu system-on-chip (SOC) klasy średniej do niskiej oraz czujników obrazu.
Zgodnie z oczekiwaniami w IV kwartale nadal oczekuje się wysokiego popytu na NAND dzięki rozszerzonemu zastosowaniu SSD we wszystkich segmentach, a także rosnącemu zapotrzebowaniu na rozwiązania o wysokiej gęstości przeznaczone do urządzeń mobilnych. Sytuacja rynkowa w odniesieniu do DRAM pozostanie stabilna mimo niskiej sezonowości, ponieważ przewiduje się, że zapotrzebowanie na DRAM do urządzeń mobilnych będzie wysokie ze względu na wprowadzanie na rynek nowych smartfonów i zwiększone dostawy kości pamięci o wysokiej gęstości. Jeżeli chodzi o działalność w zakresie pamięci, spółka będzie starać się w dalszym ciągu ulepszać swoją ofertę i zwiększać przychody poprzez zróżnicowane produkty, takie jak V-NAND i DRAM 20-nanometrowe.
Jednocześnie Samsung przewiduje wzmocnienie swojej pozycji lidera w technologii układów logicznych – w tym obszarze rozpoczyna produkcję masową pierwszych w branży układów 10-nanometrowych i wprowadza do sprzedaży produkty w IV kwartale.
Zgodnie z oczekiwaniami w przyszłym roku działalność w zakresie półprzewodników ma wykazać większą rentowność dzięki zróżnicowanym produktom i wysokiemu popytowi rynkowemu na produkty o wysokiej efektywności i gęstości.
W szczególności przewiduje się wzrost przychodów w związku z rosnącym popytem na systemy pamięci o wysokiej gęstości powyżej 64 GB do urządzeń mobilnych związanym ze zwiększonym zapotrzebowaniem na większą pojemność pamięci w urządzeniach mobilnych, a także zastosowaniem SSD o wysokiej gęstości w przedsiębiorstwach, centrach danych i komputerach osobistych. Spółka oczekuje również utrzymania zróżnicowanej rentowności dzięki wiodącym w branży produktom, w tym 48-wartowym V-NAND i ukierunkowaniu na migrację do układów 64-warstwowych.
W przypadku DRAM rynek pozostanie stabilny, ponieważ zgodnie z oczekiwaniami popyt na układy pamięci do serwerów i urządzeń mobilnych ma rosnąć dzięki ekspansji usług w chmurze i układów o wysokiej gęstości przeznaczonych do urządzeń mobilnych.
W systemach LSI W spółka będzie starać się zapewnić ciągły wzrost w oparciu o wdrożenie na pełną skalę technologii 10-nanometrowej, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego poziomu zastosowania układów 14-nanometrowych.
Ciągłe usprawnienia działania wyświetlaczy
Linia wyświetlaczy wykazała przychody skonsolidowane na poziomie 7,06 biliona KRW i zysk z działalności operacyjnej 1,02 biliona KRW za III kwartał. Wynikało to ze zwiększonych przychodów ze sprzedaży paneli OLED i wyższego zapotrzebowania na wielkoformatowe panele telewizyjne LCD.
W przypadku działalności w zakresie OLED przychody za III kwartał wykazały znaczny wzrost kwartał do kwartału, co było związane z ogólnym zwiększeniem dostaw i wyższą sprzedażą produktów zaawansowanych, w tym wyświetlaczy elastycznych.
Jeśli chodzi o działalność w zakresie LCD, w III kwartale odnotowano dalszą poprawę, ponieważ przychody zapewniły zysk, a dostawy paneli telewizyjnych zanotowały istotny wzrost. Spółka utrzymała rentowność dzięki zwiększeniu sprzedaży produktów o wartości dodanej, takich jak wielkoformatowe panele UHD, jednocześnie korzystając z poprawy sytuacji w zakresie podaży i popytu, wyższej produktywności i redukcji kosztów.
W IV kwartale Samsung oczekuje dalszego wzrostu popytu na panele OLED przy silnej sezonowości na rynku smartfonów. W tych warunkach spółka będzie starać się aktywnie zaspokajać popyt na produkty flagowe i osiągnąć dobre wyniki dzięki zapewnieniu rozszerzonego asortymentu.
Biorąc pod uwagę rynek LCD, w IV kwartale Samsung oczekuje dalszego wzrostu rynku UHD TV i przechodzenia w kierunku większych ekranów. W związku z tym spółka skupi się na zwiększeniu sprzedaży i rentowności poprzez obniżkę kosztów produkcji i zwiększanie produktywności, a także dodawanie do portfela produktów o wartości dodanej, takich jak wielkoformatowe zakrzywione panele o wysokiej rozdzielczości.
W 2017 r. Samsung planuje istotnie zwiększyć przychody z działalności w zakresie OLED rok do roku poprzez zwiększenie dostaw wyświetlaczy elastycznych, tak aby sprostać zapotrzebowaniu głównych odbiorców z sektora smartfonów. W przypadku działalności w obszarze LCD, biorąc pod uwagę prognozowany dalszy wzrost popytu na panele telewizyjne premium, Samsung skupi się na zwiększeniu rentowności i konkurencyjności produktów o wartości dodanej, takich jak panele UHD i wielkowymiarowe panele telewizyjne.
Spadek zysków w segmencie urządzeń mobilnych
Dział IM odnotował przychody skonsolidowane na poziomie 22,54 biliona KRW i zysk z działalności operacyjnej w kwocie 0,10 biliona KRW za kwartał.
Działalność w zakresie urządzeń mobilnych wykazała istotny spadek kwartał do kwartału na skutek zaniechania sprzedaży Note7. Dostawy smartfonów wciąż są jednak zadowalające, co wynika ze stabilnej sprzedaży obecnych urządzeń flagowych, w tym Galaxy S7 i S7 edge, a także stałego wzrostu serii Galaxy A i J skierowanych do segmentu średniego.
Zgodnie z prognozami w IV kwartale popyt na smartfony i tablety wzrośnie ze względu na szczyt sprzedaży pod koniec roku.
Spółka będzie starać się osiągnąć porównywalne przychody rok do roku w IV kwartale, do czego przyczyni się dobra sprzedaż Galaxy S7 i S7 edge, a jednocześnie będzie dążyć do utrzymania rentowności w segmentach średnich i niskich poprzez zwiększone dostaw nowych modeli.
W 2017 r. spółka przewiduje przywrócenie dobrej sytuacji dzięki wprowadzeniu nowych flagowych smartfonów. W następnym roku planuje się także ekspansję wdrożeń Samsung Pay i usług w chmurze, jak również wprowadzenie produktów związanych ze sztuczną inteligencją.
Jednocześnie działalność w zakresie rozwiązań sieciowych ma wykazywać dalszy wzrost rentowności związany z ekspansją 4G LTE na rynkach na całym świecie.
Wzrost w segmencie elektroniki użytkowej dzięki produktom premium
Segment elektroniki użytkowej, w tym wyświetlaczy i urządzeń cyfrowych, odnotował przychody skonsolidowane na poziomie 11,24 biliona KRW i zysk z działalności operacyjnej w kwocie 0,77 biliona KRW za III kwartał.
Przychody w segmencie wyświetlaczy Samsung wzrosły rok do roku dzięki wyższej sprzedaży produktów premium, takich jak telewizory SUHD i SUHD Curved, mimo globalnego spadku zapotrzebowania na telewizory w porównaniu z tym samym okresem w zeszłym roku.
W IV kwartale Samsung oczekuje utrzymania dobrych wyników dzięki zwiększeniu sprzedaży produktów premium, takich jak telewizory Quantum Dot SUHD oraz wzmocnienie działalności promocyjnej pod koniec roku.
W 2017 r. Samsung będzie w dalszym ciągu dostarczać innowacyjne produkty oparte na technologii Quantum Dot. Ponadto spółka zapewni dywersyfikację sprzedaży poprzez ukierunkowanie na produkty B2B, takie jak oznakowanie LED, tablice zewnętrzne i monitory do gry, jak również poprzez rozwój kanałów sprzedaży online.
Biorąc pod uwagę działalność w zakresie urządzeń cyfrowych, przychody wzrosły rok do roku, co było związane z wyższą sprzedażą innowacyjnych produktów premium, takich jak urządzenia kuchenne Chef Collection oraz nowe modele klimatyzatorów.
W IV kwartale działalność w zakresie urządzeń będzie w dalszym ciągu skupiać się na liniach produktów premium i rozwoju działalności B2B przy jednoczesnym umacnianiu marketingu online. W przyszłym roku Samsung planuje rozwój nowych możliwości rynkowych i zwiększenie sprzedaży dzięki wprowadzaniu innowacyjnych produktów premium oraz produktów dopasowanych do rynków lokalnych.
# # #
※ Skonsolidowane przychody ze sprzedaży i zysk z działalności operacyjnej w poszczególnych segmentach na podstawie K-MSSF (2014~III kw. 2016)
Uwaga 1: Sprzedaż w ramach każdego z segmentów obejmuje również sprzedaż wewnętrzną pomiędzy segmentami.
Uwaga 2: CE – Segment Elektroniki Użytkowej, IM – Segment IT i Komunikacji Mobilnej, DS – Segment Urządzeń, DP – Segment Wyświetlaczy.
Uwaga 3: Informacja na temat zysków rocznych jest przekazywana dla działów biznesowych wg stanu na rok 2016.
Amerykańskie PKB w III kwartale wzrosło o 2,9 proc. (zannualizowany odczyt) wobec oczekiwanego 2,5 proc. wzrostu. Deflator PKB, czyli miernik poziomu cen dla całej gospodarki wzrósł natomiast o 1,7 proc. kwartał do kwartału wobec oczekiwanego 1,6 proc. wzrostu. Dane PKB pokazały silny wzrost gospodarki w porównaniu ze spowolnionym wzrostem w pierwszym półroczu. Jest to najmocniejszy kwartalny odczyt PKB od 2 lat. Mocnemu wzrostowi sprzyjał wzrost zapasów oraz eksportu soi, natomiast ciążyły mu mniejsze wydatki mieszkaniowe. Dane te potwierdzają stanowisko Fed-u, który uważa, iż wzrost gospodarczy powoli przyspiesza.
Dolar zareagował neutralnie na dobre dane z amerykańskiej gospodarki. Należy jednak zauważyć, iż dolar zyskał w tym miesiącu aż 2,5 proc. do koszyka 8 głównych walut, najmocniej od maja. Prawdopodobieństwo grudniowej podwyżki stóp procentowych wzrosło w tym tygodniu o 5 proc. do 73 proc. Para EURUSD handluje obecnie w pobliżu poziomu 1,0910, para USDJPY w pobliżu poziomu 105,20 a para GBPUSD w pobliżu poziomu 1,2150. Złoty nieznacznie umacnia się dziś do głównych walut korygując spadki z początku tygodnia. Obecnie para EURPLN traci około 0,2 proc. handlując w pobliżu poziomu 4,33, para USDPLN traci około 0,4 proc. handlując w pobliżu poziomu 3,96 a para CHFPLN traci około 0,4 proc. handlując w pobliżu poziomu 3,99.
Akcje Amazon.com Inc. tracą 4,6 proc. na handlu przedsesyjnym w Nowym Jorku, gdyż ogłoszone prze firmę prognozy sprzedaży na sezon świąteczny są poniżej oczekiwań analityków. Akcje Aphabet Inc., właściciela Google’a, rosną na przedsesyjnym handlu o 1,2 proc. po ogłoszeniu lepszych od oczekiwań wyników ze sprzedaży oraz wyższego zysku w III kwartale. UBS Group AG zaraportowało dziś, że zysk banku wzrósł o 11 proc. do 877 mln dolarów dzięki cieciu kosztów operacyjnych. Zysk Royal Bank of Scotland Group Plc również mocno przekroczył oczekiwania analityków, wynosząc w III kwartale 1,33 mld funtów.
Baryłka ropy WTI handluje dziś w pobliżu 49,30 dolarów, 0,7 proc. poniżej wczorajszego zamknięcia rynku. W dniu dzisiejszym członkowie OPEC spotykają się w Wiedniu, aby dyskutować na temat wielkości wydobycia członków, którzy zgodzili się wprowadzić limit produkcji. Wg agencji Reuters, Arabia Saudyjska i inni członkowie OPEC zgodzili się obciąć produkcję o 4 proc. Kontrakty na rudę żelaza rosną 7 dzień z rzędu na giełdzie w Singapurze. Ceny aluminium zyskały już ponad 10 proc. w tym tygodniu a ceny cynku handlują na najwyższym poziomie od 5 lat.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital
Wczoraj poznaliśmy dane na temat wysokości zamówień w USA. Jest to ważny wskaźnik, gdyż przeważnie zmiany w nim przekładają się potem na twarde dane. Stąd też wskaźnik ten jest uważnie obserwowany. Zamówienia na dobra bez środków transportu okazały się jednak dokładnie zgodne z oczekiwaniami. Również wnioski o zasiłek dla bezrobotnych były bardzo blisko oczekiwań. Rynki spodziewały się utrzymania poziomu 261 tysięcy, a odczyt wyniósł 258 tysięcy. Zmiana była na tyle nie duża, że impuls na rynkach walutowych był krótkotrwały i nie spowodował dłuższego trendu.
Wraz z nadejściem sezonu grzewczego Wladimir Putin wraca do swojego ulubionego argumentu w rozmowach z Ukrainą. Jest to oczywiście temat dostaw gazu. Kijów by uniezależnić się od politycznego nacisku kupuje gaz reeksportowany z Europy Zachodniej. Jest on droższy od obecnej oferty Kremla.
Putin oferuje Ukrainie cenę wynoszącą 180 dolarów za 1000 metrów sześciennych. To 5 dolarów taniej niż płacimy my. Oferta teoretycznie jest bardzo dobra. Nie ma jednak umów z wielkim bratem ze Wschodu bez kruczków. Wymagana jest przedpłata. Nie znamy szczegółów tej konstrukcji, ale wielu analityków nie wierzy w czystość intencji Kremla. Szczególnie, że zima jest zwyczajową porą wywierania silnych nacisków operując możliwością wstrzymania dostaw gazu a wtedy pojawiają się kosztowne aneksy. Rosjanie odzyskują pewność siebie wraz ze wzrostem cen surowców energetycznych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Dane z Wielkiej Brytanii pokazują, że realne straty wywołane decyzją nie są wcale takie duże. Analitycy spodziewali się, że gospodarka w tym kwartale rozwinie się o zaledwie 0,3%. Dane pokazały jednak 0,5% wzrostu. Chwilę później poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej wg. CBI. Również one wypadły wyraźnie lepiej od oczekiwań.
Rynki przyjęły te dane korzystnie. W obydwu przypadkach początkowo funt umacniał się. Inwestorzy wykorzystywali jednak ten fakt to domknięcia pozycji w brytyjskiej walucie w związku z czym szybko zobaczyliśmy spadek poniżej poziomu z przed danych. Na niekorzyść funta przemawiają również czynniki techniczne. Brytyjska waluta znajduje się w wyraźnym trendzie spadkowym względem głównych walut światowych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Negocjowanie wysokości pensji czy podwyżki większości z nas przychodzi z trudem. Nie wiemy, jak zacząć taką rozmowę i jak ją dobrze poprowadzić. Jak rozmawiać z potencjalnym lub obecnym szefem, by dostać pieniądze, na które zasługujemy?
Trzeba wiedzieć, o co się walczy
„Na początku musimy określić dwie stawki. Pierwsza to ta wymarzona, która sprawiłaby, że z marszu powiemy „tak”. Druga to nasze minimum – kwota, poniżej której absolutnie nie możemy zejść. Wszystko pomiędzy to kwestia do negocjacji. Sukcesem będzie dojście do sytuacji, w której obie strony czują się wygrane.” – mówi Bartosz Struzik z międzynarodowego serwisu z ofertami pracy MonsterPolska.pl.
Dobrze się przygotuj
Każda branża ma swoją drabinkę płacową. Informacje o zarobkach w twoim zawodzie znajdziesz m.in. stronie www.Pensjometr.pl. Przed rozmową warto więc ustalić, ile zarabia się na stanowisku, o które się ubiegamy. Nie ma co się bać – lepiej zagrać o najwyższą możliwą stawkę. Potencjalny pracodawca uzna wtedy, że jesteśmy poważnym graczem.
Uczciwość popłaca
Firma, która szuka najlepszej osoby na dane stanowisko woli od razu poznać potrzeby kandydata. Jeśli oczekiwania szukającego pracy i możliwości pracodawcy się rozjeżdżają, to prędzej czy później wyjdzie to na jaw i obie strony będą rozżalone. Lepiej jasno powiedzieć, jakie są nasze finansowe potrzeby.
Pokaż swoją wartość
„Warto podkreślić swój profesjonalizm i to, jak on się może przełożyć na wyniki firmy. Najlepiej podać konkretne przykłady, omówić swoje osiągnięcia na dotychczasowym stanowisku. Podkreślamy doświadczenie i wyniki, np. oszczędności, wydajność, produktywność, itd.” – dodaje Bartosz Struzik.
Odważ się
Jeśli chodzi o podwyżki, generalna zasada jest taka: nie zapytasz, nie dostaniesz. Zdarzają się oczywiście firmy, które dostrzegają wyróżniających się pracowników i nagradzają ich finansowo. Nie jest to jednak regułą. Jeśli solidnie wykonujemy swoje obowiązki, nie ma co się wahać. Trzeba tylko dobrze się przygotować, poprosić o konkretną kwotę i umieć ją uzasadnić. Postarajmy się podejść do sprawy jak najbardziej merytorycznie, trzymając na wodzy emocje.
Nie stawiaj żądań
Kiedy prosimy o podwyżkę, nie powinniśmy stawiać przełożonemu żadnego ultimatum. To może przynieść korzystny dla nas efekt, ale na krótką metę. Podstawiony pod ścianą, szantażowany szef może stracić do nas zaufanie.
Opracuj długofalową strategię
Czasem wypłata marzeń od ręki jest niemożliwa. Wtedy prosimy nowego szefa, by usiadł z nami i określił, co konkretnie musimy zrobić, by zasłużyć na podwyżkę w przyszłości. Warto wtedy robić notatki, to na pewno zrobi wrażenie na przełożonym. Potem regularnie raportujemy o postępie, jaki zrobiliśmy. Kiedy uda nam się osiągnąć ustalone cele, szefowi będzie niezręcznie odmówić podwyżki.
Nie wychodź z pustymi rękami
„Jest wiele rzeczy, które można wynegocjować, poza pensją. Wśród nich np. lepsze godziny pracy, dofinansowanie szkolenia, trening. Jeśli firma nie może przystać na nasze wymagania płacowe, negocjujemy dodatki.” – podsumowuje ekspert MonsterPolska.pl.
Domeny.pl przejęte przez H88 S.A. – jak zmienia się rozkład sił na polskim rynku hostingowym?
Rośnie tempo rozwoju H88 S.A. – spółki powstałej poprzez połączenie kilku dużych marek hostingowych (m.in. Hekko, Super Host i Ogicom). Podmiot kontynuuje inwestycje, przejmując dwie kolejne, znane marki: Domeny.pl oraz IONIC.
Zgodnie z rankingiem top100.wht.pl, w wyniku transakcji na serwerach DNS wszystkich marek spółki hostingowej H88 S.A. łącznie jest już 313 tysięcy polskich domen internetowych, co daje spółce drugie miejsce w Polsce w tym zestawieniu.
Transakcja, podobnie jak wszystkie wcześniejsze przejęcia, została przeprowadzona zgodnie z metodą „win-win-win”, gdzie na operacji korzystają trzy strony: nowy właściciel, dotychczasowy właściciel oraz klienci. – Z naszego punktu widzenia inwestycja pozwoliła nie tylko na powiększenie naszego udziału rynkowego, ale była także cenną wymianą najlepszych doświadczeń i praktyk. Jako podmiot coraz większy i bogatszy w kapitał finansowy oraz ludzkie doświadczenia, stanowimy organizację coraz lepiej zaspakajającą potrzeby klientów, zarówno pod względem technologii, jak i poziomu obsługi – mówi Jakub Dwernicki, prezes H88 S.A.
Z punktu widzenia dotychczasowych właścicieli zawsze istotny jest sposób przeprowadzania tego rodzaju transakcji. Poza tym, co oczywiste, czyli uczciwym ustaleniem ceny i warunków płatności, liczą się także inne elementy, jak reputacja podmiotu przejmującego czy choćby procesowanie umowy pod względem prawnym.
– Przez wiele lat ciężko pracowaliśmy na poziom przychodów oraz reputację marki Domeny.pl. Dlatego, wybierając partnera do transakcji, zwracałem szczególną uwagę nie tylko na uzyskanie satysfakcjonującej kwoty, ale też na sposób prowadzenia rozmów oraz doświadczenie w podobnych operacjach. Oferta H88, wsparta rekomendacjami właścicieli wcześniej przejętych przez spółkę marek, okazała się najlepsza nie tylko finansowo, ale także pod względem biznesowej wiarygodności. Przez cały czas miałem pełne przekonanie, że to partner doskonale umiejący dokonywać tego rodzaju transakcji. Mimo że takie zagadnienia zawsze są złożone, to we wszystkich obszarach udawało nam się sprawnie dochodzić do satysfakcjonujących obie strony rozwiązań – komentuje transakcję Arkadiusz Szczurowski, dotychczasowy prezes spółki Domeny.pl.
Przejęcie, poza ilościowym zwiększeniem bazy klientów korzystających z domen i hostingu, wzbogaca ofertę marek H88 o bardzo szeroki zakresu certyfikatów SSL na wszystkich poziomach walidacji.
Toyota jest znana przede wszystkim jako największy producent samochodów na świecie, jednak jej działalność nie ogranicza się do motoryzacji. Firma rozpoczęła sprzedaż luksusowego jachtu, w którym zadebiutowała innowacyjna hybrydowa struktura kadłuba Toyota Hybrid Hull, łącząca aluminium z włóknem węglowym i szklanym.
Ponam-28V to luksusowy sportowy jacht o świetnych osiągach, ogromnym komforcie jazdy i luksusowym wnętrzu. Łódź wprowadza na rynek zupełnie nowe rozwiązania – kadłub wykonany w nowatorskiej technologii Toyota Hybrid Hull oraz system wspomagania pracy sternika, oparty na technologii systemów bezpieczeństwa stosowanych w samochodach Toyoty.
1 z 9
Ponam-28V o długości 9,14 m kosztuje w wersji podstawowej 182 000 dolarów, zaś wersji premium 220 000 dolarów
Ponam-28V o długości 9,14 m kosztuje w wersji podstawowej 182 000 dolarów, zaś wersji premium 220 000 dolarów
Ponam-28V o długości 9,14 m kosztuje w wersji podstawowej 182 000 dolarów, zaś wersji premium 220 000 dolarów
Ponam-28V o długości 9,14 m kosztuje w wersji podstawowej 182 000 dolarów, zaś wersji premium 220 000 dolarów
Ponam-28V o długości 9,14 m kosztuje w wersji podstawowej 182 000 dolarów, zaś wersji premium 220 000 dolarów
Ponam-28V o długości 9,14 m kosztuje w wersji podstawowej 182 000 dolarów, zaś wersji premium 220 000 dolarów
Ponam-28V o długości 9,14 m kosztuje w wersji podstawowej 182 000 dolarów, zaś wersji premium 220 000 dolarów
Ponam-28V o długości 9,14 m kosztuje w wersji podstawowej 182 000 dolarów, zaś wersji premium 220 000 dolarów
Ponam-28V jest napędzana 3-litrowym, rzędowym, 4-cylindrowym turbodieslem z bezpośrednim wtryskiem paliwa, znanym z Land Cruisera Prado
Nowa łódź jest komercyjną wersją studyjnego jachtu Toyota-28 Concept, zaprezentowanego w marcu tego roku na targach Japan International Boat Show. Projekt otrzymał nagrodę Good Design Award 2016.
Dynamika i wsparcie sternika
Ponam-28V jest napędzana 3-litrowym, rzędowym, 4-cylindrowym turbodieslem z bezpośrednim wtryskiem paliwa, znanym z Land Cruisera Prado. Jednostka specjalnie przystosowana do wykorzystania w łodzi zapewnia dużą dynamikę i niskie zużycie paliwa. Ogranicza przy tym emisję CO2, poziom hałasu i wibracji do minimum.
Łódź jest bardzo sterowna dzięki nowej technologii automatycznego pilota, który utrzymuje ją w pozycji i umożliwia zaprogramowanie kierunku jazdy. System wyczuwa kierunek wiatru i prądu wody i dostosowuje do nich zachowanie łodzi.
Hybrydowy kadłub
Kadłub Toyota Hybrid Hull odznacza się siedmiokrotnie większą sztywnością od standardowego kadłuba z kompozytu zbrojonego włóknem szklanym. Połączenie elementów z aluminium oraz kompozytów wzmocnionych włóknem węglowym i szklanym wykonywane jest przez ich spajanie żywicą syntetyczną metodą tzw. infuzji próżniowej. Uniknięcie spawania aluminium i związanych z tym ograniczeń umożliwia przyspieszenie procesu produkcyjnego. W dnie kadłuba, gdzie występują największe naprężenia, umieszczono dodatkowe warstwy wypełniacza piankowego, co pozwala ograniczyć występowanie zmęczenia materiału. Użycie kompozytów ułatwia uzyskanie powierzchni o skomplikowanych krzywiznach, poprawiających manewrowość łodzi.
Kształt kadłuba motorówki zaprojektowano za pomocą zaawansowanego modelowania matematycznego, uzyskując niskie opory ruchu i wysoką stabilność. Dzięki temu nowa łódź znacznie przewyższa dotychczasowe modele pod względem dzielności morskiej, osiągów i sterowności, co potwierdziły testy w rzeczywistych warunkach.
Ponam-28V o długości 9,14 m kosztuje w wersji podstawowej 182 000 dolarów, zaś wersji premium 220 000 dolarów. Jacht będzie sprzedawany za pośrednictwem sieci 50 dostawców w Japonii. Za jego produkcję odpowiada partner Toyoty, firma Yanmar.
Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, zakończyła ofertę publiczną akcji, z której pozyskała blisko 2,05 mln zł. Poznańskie studio wyznaczyło także termin debiutu swojej gry „Edengrad” na listopad 2016 r.
W ramach przeprowadzonej oferty publicznej Spółka dokonała przydziału 102.439 szt. akcji serii E, na które zapisy złożyło 133 inwestorów. Cena emisyjna wynosiła 20,00 zł za 1 akcję. Środki pozyskane przez Huckleberry Games S.A. w wysokości prawie 2,05 mln zł zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole i urządzenia VR oraz na przygotowanie aplikacji mobilnej do gry „Edengrad”. Spółka planuje zadebiutować na rynku NewConnect na początku 2017 r.
„Zarząd Spółki jest pełen optymizmu, że udało się pozyskać kapitał na kolejne produkcje oraz na dalszy rozwój gry „Edengrad”. W tym momencie jesteśmy w trakcie pozyskiwania nowych fachowców w dziedzinie produkcji oraz projektowania gier wideo. Nowe gry to duże wyzwanie dla Spółki, ale mogą one pomóc uplasować ją w czołówce liderów gier MMO oraz VR. Mamy nadzieję, że wejście na NewConnect zwiększy rozpoznawalność Huckleberry Games S.A. na rynku oraz pozwoli zaistnieć w czołówce polskich spółek zajmujących się produkcją gier wideo.” – ocenia Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.
Huckleberry Games S.A. podała również termin debiutu gry „Edengrad”. Produkcja ta trafi do sprzedaży w listopadzie br. Gra „Edengrad” została po raz kolejny zaprezentowana podczas targów Poznań Game Arena Spółka, które odbywały się w dniach 21.10-23.10.2016 r. Gra poznańskiego studia została po raz kolejny bardzo dobrze odebrana przez uczestników Poznań Game Arena i Spółka wiąże z tą produkcją ogromne nadzieje.
W ostatnim czasie Huckleberry Games S.A. poinformowało, że projekty przez Spółkę w Konkursie w ramach Programu sektorowego „GameINN”, finansowanego ze środków w ramach Działania 1.2 „Sektorowe programy B+R” POIR, przeszły już pozytywnie ocenę formalną oraz ocenę merytoryczną indywidualną i zostały skierowane do oceny panelowej, będącej ostatnim etapem Konkursu, który wyłoni projekty rekomendowane do otrzymania dofinansowania. Poznańskiego studio planuje zrealizować dwa projekty, których łączna wartość wynosi prawie 3,5 mln zł. Program sektorowy GameINN został zainicjowany przez Porozumienie Polskie Gry i ma on na celu zwiększenie konkurencyjności krajowego sektora producentów gier wideo na rynku globalnym w perspektywie roku 2023. Kwota przeznaczona na dofinansowanie projektów w ramach pierwszego konkursu Programu GameINN wynosi 80 mln zł.
Huckleberry Games S.A. zajmuje się produkcją innowacyjnych gier typu MMORPG i pracuje obecnie na produkcją wieloosobowej gry o nazwie „Edengrad”. Premiera tej gry została zaplanowana na koniec 2016 r. Spółka do produkcji swoich gier wykorzystuje nowoczesny silnik unity3d. Serwer użyty przy produkcji gry „Edengrad” jest autorską technologią Spółki, a metody w nim wykorzystane są innowacyjne na skalę światową. Spółka chce również przygotować aplikację mobilną dla graczy „Edengradu”, w której będą się oni komunikowali z innymi graczami oraz otrzymywali powiadomienia o akcjach dziejących się w grze m.in. rozpoczęciu wojen, sprzedanym przedmiocie na aukcji (w grze) oraz promocjach w sklepie z przedmiotami premium. Strategia Rozwoju Huckleberry Games S.A. zakłada dalsze realizowanie bardzo innowacyjnych gier. W najbliższym czasie Spółka będzie zajmował się produkcją gry „Edengrad: Arena”, która będzie przeznaczona na urządzenia VR. Następną bardzo ważną produkcją studia Huckleberry Games S.A. będzie gra RPG „Stay Hungry” przeznaczona na komputery PC oraz konsole. Jej premiera w wersji Early Access została planowana na rok 2017/2018.
Jednym z Akcjonariuszy Huckleberry Games S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ERNE VENTURES. W lutym 2015 r. fundusz zainwestował w Huckleberry Games S.A. środki, które umożliwiły Spółce realizację prac nad rozwojem gry „Edengrad”.
Wynik EBITDA GK GPW w III kw. 2016 r. na poziomie 51,9 mln zł, a marża EBITDA – 70,5%[1]
Przychody ze sprzedaży GK GPW na poziomie 73,7 mln zł, a zysk netto 40,4 mln zł
Spadek kosztów operacyjnych w III kw. 2016 r. do 28,3 mln zł i w efekcie wskaźnik kosztów do przychodów w ciągu 9 miesięcy 2016 r. na poziomie 49,1%
W III kw. 2016 r. GK GPW wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 73,7 mln zł oraz zysk netto w wysokości 40,4 mln zł i zysk EBITDA w wysokości 51,9 mln zł. Miniony kwartał był najlepszy w 2016 r. pod względem obrotów na rynku akcji, których wartość przełożyła się na najwyższy od I kw. 2014 r. wskaźnik obrotu – 37,8%. W rezultacie przychody z rynku finansowego w III kw. 2016 r. wyniosły 46,8 mln zł, o 8,8% więcej niż w poprzednim kwartale.
– Jesteśmy zadowoleni z wyraźnego wzrostu aktywności inwestorów na rynku finansowym. Wspieramy go, kontynuując działania nakierowane na stymulowanie płynności na rynku kasowym i terminowym. Nie tylko przedłużyliśmy dotychczasowe promocje na rynku akcji, ale także wprowadziliśmy nowe, adresowane do klientów budujących jakość arkusza zleceń. Sukcesywnie poszerzamy również naszą ofertę produktową, m.in. uruchomiliśmy kontrakty na akcje pięciu kolejnych spółek. Już teraz widzimy pozytywne efekty naszych działań i spodziewamy się, że tendencja ta zostanie utrzymana w dłuższym okresie – powiedziała prof. Małgorzata Zaleska, Prezes Zarządu GPW.
Spadek całkowitych przychodów ze sprzedaży wynikał w głównej mierze z sezonowo słabszego kwartału na rynku towarowym, przede wszystkim w obszarze obrotów na rynku energii elektrycznej oraz gazu, które tylko częściowo zostały skompensowane wyższymi przychodami z tytułu obrotu prawami majątkowymi. Przychody z rynku towarowego w III kw. 2016 r. wyniosły 26,6 mln zł i stanowiły 36,2% przychodów GK GPW.
Koszty operacyjne w III kw. 2016 r. osiągnęły rekordowo niski poziom 28,3 mln zł, co przekłada się na wskaźnik kosztów operacyjnych do przychodów w ciągu 9 miesięcy 2016 r. równy 49,1%. Spadek kosztów (-25,7% kdk i -34,8% rdr) jest efektem konsekwentnej dyscypliny kosztowej na poziomie całej GK GPW, wyrażonej w niższych poziomach kosztów operacyjnych we wszystkich kategoriach. Największe oszczędności dotyczą wynagrodzeń w GK GPW oraz usług obcych. W III kw. 2016 r. miało miejsce jednorazowe rozwiązanie niewykorzystanych rezerw na zobowiązania z tytułu świadczeń pracowniczych w GK GPW na kwotę 3,8 mln zł. Odnotowano także spadek kosztów związanych z opłatą dla KNF z tytułu nadzoru, która w całości została naliczona w I kwartale 2016 r., a następnie skorygowana w III kwartale o -2,1 mln zł. Po oczyszczeniu kosztów operacyjnych z tych zdarzeń o charakterze jednorazowym ich poziom wynosi 34,2 mln, wciąż jednak mamy do czynienia ze spadkiem kosztów rok do roku (-21,2%), a oczyszczony wskaźnik cost/income wynosi 46,4%.
– Konsekwentnie realizujemy silną dyscyplinę kosztową, uwzględniając uwarunkowania rynkowe i makroekonomiczne. Dokładnie analizujemy koszty we wszystkich spółkach GK GPW i wprowadzamy efektywne zmiany wszędzie tam, gdzie możemy osiągać wymierne korzyści. Takie rozwiązanie wraz z działaniami stymulującymi aktywność inwestorów zapewniają nam stabilne wyniki finansowe, którymi chcemy dzielić się z naszymi akcjonariuszami – skomentował Paweł Dziekoński, Wiceprezes Zarządu GPW.
Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za III kw. 2016 r.
Zysk netto
Zysk netto GK GPW w III kw. 2016 r. wyniósł 40,4 mln zł, o 18,9% więcej niż w II kw. 2016 r. oraz o 34,0% więcej niż rok wcześniej. Na efekt ten złożyły się: wzrost obrotów na rynku akcji, spadek kosztów operacyjnych we wszystkich kategoriach oraz jednorazowe zdarzenie w postaci przeszacowania wartości udziałów GPW w spółce Aquis Exchange.
Przychody z rynku finansowego
W III kw. 2016 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 46,8 mln zł, co oznacza spadek o 9,2 % rok do roku oraz wzrost o 8,8% względem poprzedniego kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły w III kw. 63,5% całkowitych przychodów ze sprzedaży GK GPW, w porównaniu z 57,7% w II kw. 2016 r. i 65,4% rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.
Obsługa obrotu na rynku finansowym
W III kw. 2016 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 30,9 mln zł w porównaniu z 36,2 mln zł rok wcześniej (-14,6%) i 26,6 mln zł w II kw. 2016 r. (+16,5%). Wzrost przychodów kwartał do kwartału jest efektem przede wszystkim wzrostu aktywności inwestorów na rynku akcji oraz kilku dużych transakcji i wezwań (zmiana wartości obrotu akcjami EOB: +19,3% kdk). Spadek przychodów w porównaniu z analogicznym okresem w 2015 r. jest efektem przede wszystkim obniżenia aktywności inwestorów na rynku akcji (spadek obrotów w ramach arkusza zleceń o 6,4% rdr), co w połączeniu z obniżką opłat transakcyjnych obowiązującą na GPW od 1 stycznia 2016 r. przełożyło się na łączny spadek przychodów z tytułu obrotu akcjami do poziomu 23,8 mln zł (-18,1% rdr). W III kw. 2016 r. odnotowano spadek przychodów z tytułu obrotu instrumentami pochodnymi do poziomu 2,8 mln zł w stosunku do III kwartału 2015 r. (-9,8% rdr i -7,1kdk). Spadek przychodów wynika przede wszystkim z niższych wolumenów obrotu kontraktami indeksowymi (-13,8% rdr i -10,7% kdk). W tym samym czasie wolumen obrotu kontraktami akcyjnymi wzrósł o 43,4% w porównaniu z III kw. 2015 r. i 29,5% w stosunku do ubiegłego kwartału.
Obsługa emitentów
W III kw. 2016 r. przychody GK GPW z tytułu obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,8 mln zł, co oznacza spadek o 5,5% rok do roku oraz wzrost o 1,9% względem poprzedniego kwartału. Tym samym przychody z obsługi emitentów w III kw. 2016 r. stanowiły 7,9% całkowitych przychodów GK GPW. Mimo istotnego spadku kapitalizacji spółek na koniec 2015 r., której wartość jest podstawą naliczania opłat za notowanie, przychody z tego tytułu wzrosły rok do roku o 8,6% i jednocześnie spadły o 0,5% kwartał do kwartału. Spadek kapitalizacji spółek na Głównym Rynku nie przełożył się bowiem na spadek opłat za notowanie z uwagi na strukturę zmian w kapitalizacji spółek oraz strukturę opłat (maksymalny poziom opłaty rocznej za notowanie to 70 tys. zł).
Sprzedaż informacji
Przychody ze sprzedaży informacji w III kw. 2016 r. wyniosły 10,0 mln zł wobec 9,6 mln zł rok wcześniej (+4,4%) i 10,3 mln zł w poprzednim kwartale (-2,4%). Tym samym ich udział w całkowitych przychodach GK GPW utrzymuje się na stabilnym poziomie i wynosi 13,6%. Wzrost przychodów z tytułu sprzedaży danych rynkowych w stosunku do roku ubiegłego jest przede wszystkim efektem dalszego rozwoju umów z klientami wykorzystującymi dane GPW w handlu automatycznym i innego typu aplikacjach oraz rosnącego popytu na dane z rynku towarowego.
Przychody z rynku towarowego
W III kw. 2016 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 26,6 mln zł i w rezultacie odnotowały niewielki spadek o 0,2% rok do roku. Jednocześnie w porównaniu z II kwartałem 2016 r. przychody te spadły o 13,8%. Ich udział w całkowitych przychodach GK GPW w III kw. 2016 r. wynosi 36,2%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.
Obsługa obrotu na rynku towarowym
Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w III kw. 2016 r. spadły do poziomu 13,6 mln zł, czyli o 3,6% względem II kw. 2016 r, przy jednoczesnym wzroście o 6,7% w stosunku do roku poprzedniego. Przychody GK GPW z tytułu prowadzenia obrotu energią elektryczną wyniosły w III kw. 2016 r. 2,3 mln zł, w porównaniu z 2,7 mln zł w II kw. 2016 r. (-13,8% kdk) oraz 2,9 mln zł rok wcześniej (-19,5% rdr). Spadek przychodów z tytułu obrotu energią elektryczną rdr wynika z niższego wolumenu obrotu na rynku transakcji terminowych (-9,8% kdk oraz -28,2% rdr). Obrót energią elektryczną na rynku kasowym wzrósł o 13,3% rdr i o 12,0% kdk. Przychody z tytułu prowadzenia obrotu gazem wyniosły w III kw. 2016 r. 1,3 mln zł, co oznacza spadek o 39,9% względem II kw. oraz o 39,9% rdr. Spadek przychodów z tytułu obrotu gazem w porównaniu z analogicznym okresem 2015 r. wynika z niższego wolumenu obrotu na rynku transakcji terminowych, przy jednoczesnym wzroście wolumenu na rynku kasowym (+75,4% rdr i -35,4% kdk). Największa część przychodów GK GPW z obsługi obrotu na rynku towarowym pochodzi z obrotu prawami majątkowymi. W III kw. 2016 r. wyniosła ona 7,4 mln zł, czyli o 28,2% więcej niż rok wcześniej oraz o 5,0% więcej niż kwartał wcześniej.
Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia
W III kw. 2016 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 5,5 mln zł, co oznacza spadek o 0,8% rok do roku oraz spadek o 29,6% względem II kw. 2016 r. Łączny wolumen wystawionych w III kw. 2016 r. świadectw pochodzenia wyniósł 12,4 TWh (+29,2% rdr oraz -4,6% kdk), a w obszarze umorzeń – 0,6 TWh (+94,2% rdr oraz -98,2% kdk). Znaczny wzrost wolumenu wystawionych świadectw odnotowano w zakresie białych świadectw efektywnościowych.
Rozliczenie transakcji
Przychody z rozliczenia transakcji wyniosły w III kw. 2016 r. 7,5 mln zł, co w porównaniu z II kw. 2016 r. oznacza spadek o 16,3% oraz spadek o 10,2% rdr. Spadek przychodów w porównaniu z II kw. 2015 r. wynika w głównej mierze ze spadku obrotów na rynku energii elektrycznej i gazu.
Koszty działalności operacyjnej
W III kw. 2016 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 28,3 mln zł, czyli o 34,8% mniej niż rok wcześniej oraz 25,7% mniej niż w poprzednim kwartale. W III kwartale 2016 r. została rozwiązana rezerwa na zobowiązania z tytułu świadczeń pracowniczych w wysokości 3,8 mln zł. Natomiast zmiany reorganizacyjne przeprowadzone w II kwartale 2016 r. przyczyniły się do spadku kosztów osobowych o 0,6 mln zł w ujęciu kwartalnym. Dodatkowo w III kw. odnotowano spadek kosztów usług obcych o -1,1 mln zł kdk i o 0,9 mln zł rdr. Wpływ na nominalny spadek kosztów operacyjnych miały także koszty poniesione przez GK GPW na KNF, które w przypadku zarówno GK GPW, jak i spółki stowarzyszonej KDPW zostały w całości zaksięgowane w I kw. 2016 r. W III kw. 2016 r. natomiast nastąpiła korekta tych kosztów w wysokości 2,1 mln zł w GK GPW.
Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych
W III kw. 2016 r. zysk GK GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 2,3 mln zł w porównaniu z 0,3 mln zł rok wcześniej oraz 1,4 mln zł w II kw. 2016 r. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wpływ przede wszystkim wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W III kw. 2016 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 3,2 mln zł w porównaniu z zyskiem w wysokości 1,7 mln zł rok wcześniej. Platforma obrotu Aquis Exchange wygenerowała w III kw. 2016 r. stratę, z której 1,0 mln zł przypadło na GK GPW (w porównaniu z 1,3 mln zł straty w II kw. 2016 r. i 1,6 mln zł rok wcześniej).
[1] Wskaźniki odnoszą się do wyników finansowych zaraportowanych; po oczyszczeniu ich ze zdarzeń o charakterze nietypowym w postaci: korekty opłat na KNF zaksięgowanych w I kw. 2016, rozwiązanie rezerw na zobowiązania z tytułu świadczeń pracowniczych w GK GPW oraz dodatniego przeszacowania udziałów GPW w Aquis Exchange, marża EBITDA wynosi 62,5%.