Rośnie zainteresowanie inwestorów nietypowymi funduszami

Rośnie zainteresowanie inwestorów nietypowymi funduszami 1
Fundusze inwestycyjne zamknięte, pomimo wyższej bariery zarówno wejścia, jak i wyjścia, cieszą się coraz większym zainteresowaniem inwestorów. Według Analiz Online ujemne saldo napływu i umorzeń środków do tej grupy funduszy po raz ostatni odnotowano w grudniu 2014 r. Inwestorzy najchętniej lokują pieniądze w fundusze absolutnej stopy zwroty, private equity i wierzytelnościowe, jednak coraz śmielej wchodzą także w bardziej nietypowe inwestycje.

– Obserwujemy coraz większe zainteresowanie klientów funduszami, które inwestują w trochę bardziej egzotyczne aktywa. Przykładem jest chociażby krakowski rynek restauracyjny, w który zainwestował Forum Food & Friends FIZ stworzony przez Forum TFI – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Artur Rawski, wiceprezes zarządu Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Forum – Konkurencja również tworzy produkty, które są coraz ciekawsze, coraz bardziej odmienne, coraz bardziej nęcące rynek. Wydaje się, że dopóki giełda będzie się zachowywała tak, jak się zachowuje obecnie, to alternatywne fundusze inwestycyjne będą tylko zyskiwały kolejnych klientów.

Forum Food & Friends FIZ uruchomiony został przez Forum TFI w lecie tego roku. Inwestuje środki zebrane od inwestorów w obiekty hotelowo-restauracyjne położone w centrum Krakowa wykorzystujące wciąż niemalejącą popularność historycznej stolicy Polski zarówno wśród rodzimych, jak i zagranicznych turystów. Fundusz wyemitował certyfikaty inwestycyjne w ofercie niepublicznej, przeznaczone one były dla najwyżej 149 inwestorów. Minimalna kwota inwestycji dla osób fizycznych wynosiła równowartość 40 tys. euro (około 170 tys. zł).

– Inwestycje w fundusze zamknięte to oferta dla osób mających trochę więcej pieniędzy do zainwestowania, ponieważ jednostkowa wartość certyfikatu inwestycyjnego może nawet przekraczać kwotę 200 tys. zł  – mówi prezes Forum TFI – Niemniej nadal nie są to wartości, które skazują tego typu inwestycje wyłącznie na miliarderów.

Zakładana stopa zwrotu Forum Food & Friends FIZ to 6 proc. rocznie. To trzykrotnie więcej niż średnia z najlepszych lokat bankowych. Nie wspominając już o mocno kapryśnej giełdzie, na której WIG20 stracił w ciągu roku ponad 16 proc., zaś WIG – 4,7 proc.

– Fundusze inwestycyjne zamknięte będą nadal rozwijały się dynamicznie z uwagi na to, że stanowią cały czas bardzo interesującą alternatywę dla funduszy klasycznych, których rentowność powiązana jest z rynkiem regulowanym – uważa Rawski. – Stopy zwrotu z inwestycji w fundusze zamknięte są różne, w zależności od tego, w co dany fundusz inwestuje i jakie ryzyko jest związane z danym rodzajem portfela. W funduszach, które do tej pory utworzyło Forum TFI, stopy zwrotu wahały się od 7 do 13 proc. w skali roku.

Jak podają Analizy Online, przewaga umorzeń nad napływem środków dotknęła FIZ-y po raz ostatni w grudniu 2014 roku, czyli siedem kwartałów temu. Dla porównania, fundusze otwarte odnotowywały ujemne saldo przez 11 z tych 21 miesięcy. Największym powodzeniem wśród inwestorów cieszą się fundusze absolutnej stopy zwrotu, mające zarabiać zarówno na wzrostach, jak i spadkach indeksów giełdowych, fundusze aktywów niepublicznych typu private equity oraz fundusze sekurytyzacyjne (wierzytelnościowe).

Inwestorów nie odstrasza nawet fakt, że w FIZ-ach oprócz finansowej bariery wejścia jest też bariera wyjścia: ich certyfikaty inwestycyjne są umarzane tylko w określonych terminach, np. cztery razy w roku.

– Fundusze zamknięte polegają na tym, że certyfikaty inwestycyjne emitowane są w seriach, a ich umorzenia i emisje są trochę rzadsze. Koncentrują się na projektach, które są inne niż w funduszach otwartych, gdzie specyfika tych funduszy nakazuje inwestowanie w instrumenty zrozumiałe dla powszechnego odbiorcy.

Stanisław Wojtera: PZL Świdnik trzecią fabryką śmigłowców na świecie

PZL Świdnik pod względem liczby wyprodukowanych helikopterów zajmuje trzecie miejsce na świecie z wynikiem 7400 helikopterów . Dodatkowo świdnicka fabryka, jako jedna z nielicznych na świecie, może się pochwalić realizowaniem najnowocześniejszych projektów bezzałogowych. Czym dziś zajmują się zakłady? Jakie projekty należą do kluczowych? Więcej w materiale wideo.

Od zbierania do łączenia danych

Kolekcjonowanie nowych informacji nie jest już receptą na sukces firmy. Liczba danych, z jaką muszą zmierzyć się współcześni managerowie sprawia, że zdaniem 32% z nich ich firmy nie radzą sobie z przeładowaniem informacyjnym, a 42% osób decyzyjnych ma na podjęcie ważnych decyzji biznesowych jedynie 24 godziny. Mądry manager, pracownik operacyjny czy kierownik będzie wiedział, jak odsiać te istotne od nieistotnych – wynika z raportu Joining the Dots: Decision Making for the New Era, sporządzonego przez Instytut CIMA.

W 2007 roku naukowcy oszacowali, że całą wiedzę posiadaną przez ludzkość można zmierzyć na poziomie 295 eksabajtów. Tymczasem w 2020 jednostką określającą ten stan będzie zettabajt, czyli 1 000 000 000 000 gigabajtów. To wartość stworzona tylko do określania poziomu ilości informacji tworzonych i magazynowanych przez ludzi. Produkcja danych będzie w 2020 roku 44 razy większa niż w 2009 roku. To tylko niecałe cztery lata. Jak przeładowanie informacyjne wpływa na kondycję współczesnych przedsiębiorstw i w jaki sposób biznes sobie z nim radzi?

Biznes się zmienia

Według opracowania CSC (Computer Sciences Corporation), jesteśmy świadkami istotnej zmiany w podejściu do danych. Od ich zbierania wolimy, a przynajmniej powinniśmy woleć, je łączyć, znajdując wzory systematyzujące i ustawiające w relacji pozornie niespokrewnione zagadnienia. Zdaniem naukowców ten sposób działania pozwala dokonywać nowych odkryć w niemal każdej dziedzinie życia: od finansów, przez edukację, sądownictwo, transport czy obsługę klienta. Według raportu „Global Contact Centre Benchmarking Report 2013/2014” jeszcze kilka lat temu mniej niż połowa call centers umożliwiała synchronizację kilku kanałów kontaktu jednocześnie. Mając to na uwadze, firma Xerox prowadziła badania nad narzędziami, które umożliwią łączenie danych uzyskiwanych podczas rozmów telefonicznych, prowadzenia czatów online i analizowania maili przesyłanych na platformy helpdesk. Informacje miały być analizowane w czasie rzeczywistym, co pozwoliłoby na szybkie przewidywanie przyczyn zgłaszanych utrudnień i przygotowywanie gotowych sposobów na ich rozwiązanie. Ponadto złożone problemy mogłyby zostać połączone w działy tematyczne, pogrupowane i osadzone w przejrzystej strukturze. Konsultant przeszkolony pod kątem analizy dostarczanych przez system danych otrzymałby w ten sposób narzędzie pozwalające szybciej obsłużyć klienta. Do usprawnień dążą również pracownicy Accenture Operations, którzy radzą sobie z przeładowaniem informacyjnym, pisząc proste programy na bazie Excela, które wykonują przynajmniej część obowiązków za nich i ich kolegów.

Z ogromną liczbą danych muszą zmierzyć się również osoby podejmujące w swoich organizacjach kluczowe decyzje, choćby finansowe. To specjaliści do spraw rachunkowości zarządczej, którzy zdaniem Jakuba Bejnarowicza, Szefa CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej, pełnią w swoich organizacjach istotne funkcje doradcze. Ich rekomendacje opierają się na informacjach, z których przynajmniej połowa jest nieistotna, a część zafałszowana. Tylko niewielki odsetek okaże się realną wskazówką.

Badania przeprowadzone wśród managerów wyższego szczebla – reprezentantów międzynarodowych organizacji podają, że od 2013 roku przynajmniej jedna istotna biznesowa decyzja została podjęta w ich firmach na podstawie niepełnych, nieprawdziwych lub zafałszowanych danych. Tak mówi aż 80% ankietowanych! To pokazuje skalę, jaką nieprawidłowy przepływ danych wpływa na „być albo nie być” organizacji. Trzeba jednak pamiętać, że ustabilizowany transfer informacji to nie wszystko. Należy również w odpowiedni sposób umieć odróżnić szum informacyjny od wartościowych danych. Jeżeli ktoś nie posiada ku temu odpowiednich kompetencji, może mieć z tym poważny problem. A w konsekwencji również jego pracodawca – komentuje Jakub Bejnarowicz.

Potwierdza to Kinga Piecuch, Prezes zarządu SAP Polska. Jak wynika z badania przeprowadzonego wspólnie przez SAP i The Ecomonist, obecna „hiperpołączona” gospodarka generuje nowe pola do konkurowania pomiędzy firmami. Według raportu wszystko sprowadza się o metodologii Big Data – kopalni pozornie nieskojarzonych danych, które układają się w nieoczywiste wzory. Choć organizacje znad Wisły coraz częściej sięgają po to rozwiązanie, przed nimi długa droga, żeby wykorzystać ten potencjał w pełni.

– Polskie firmy bardzo dobrze radzą sobie z gromadzeniem danych, natomiast nadal wielkim wyzwaniem jest wskazanie właściwej interpretacji tych informacji pod kątem dobrych decyzji biznesowych. Stąd nasz nowy kierunek związany z analityką predykcyjną, zarządzaniem „doświadczeniem klienta” w erze wielokanałowości czy też rozwiązaniami upraszczającymi skomplikowane procesy biznesowe – mówi Kinga Piecuch.

Pędzę do Ciebie światłowodem

Przetwarzanie odpowiednich informacji i przekształcanie ich w użyteczne prognozy realnie oddziałuje na funkcjonowanie całych przedsiębiorstw. Rosnący potencjał takich rozwiązań dostrzegają również członkowie kadr zarządzających największych przedsiębiorstw. Według badań Gartnera, aż 73 proc. firm zainwestowała lub zainwestuje na przestrzeni 2 lat w technologię Big Data. Zanim jednak takie rozwiązania staną się normą, firmy muszą postawić na całościową digitalizację swoich struktur .

Włączenie działań zwiększających digitalizację przedsiębiorstwa to aktualnie „być albo nie być” firmy na rynku. Od tego, w jakim tempie organizacja będzie nadążać za postępem technologicznym i coraz bardziej zaawansowanym cyfrowo społeczeństwem, zależy jej pozycja konkurencyjna. Liderami digitalizacji są te sektory, który są najbliżej konsumenta – bankowość, telekomunikacja, czy handel. Te branże muszą bowiem dostosować poziom produktów i usług do bardzo zróżnicowanych grup wiekowych. Najbardziej wymagającym jest najmłodsze pokolenie – biegłe cyfrowo, chętnie testujące wszelkie nowinki IT oraz gotowe bardzo szybko zmienić dostawcę usług, jeśli nie jest zadowolone z poziomu obsługi oraz innowacyjności danej firmy – komentarz Marka Woźnego, Dyrektora Zarządzającego Application Services, Capgemini Polska.

Raport CIMA: Roboty i automatyzacja pozytywnie wpłyną na biznes

Wbrew powszechnym obawom, jakie towarzyszą zjawisku automatyzacji, specjaliści związani z finansami dostrzegają wiele zalet związanych z wprowadzeniem sztucznej inteligencji do świata biznesu. Z najnowszych badań przeprowadzonych przez Instytut CIMA (Chartered Institute of Management Accountants) wynika, że ponad 4/5 pracowników z tej branży wspiera ideę pracy maszyn, utrzymując że jej rezultatem będzie większa wydajność firm. Co więcej, 47% respondentów wśród jej skutków wymienia generalną poprawę sfery doskonalenia kompetencji, dystansując się tym samym od czarnych i niejednokrotnie apokaliptycznych scenariuszy.

Aż 83% ekspertów CIMA odnosi rozwój sztucznej inteligencji i upowszechnienie automatyzacji czy robotyzacji do oszczędności kosztowych oraz czasowych, wskazuje także na pozytywny wpływ tych zjawisk na procesy decyzyjne zachodzące w organizacjach. Oznacza to, że z punktu widzenia finansistów, postęp technologiczny wiąże się z nowymi możliwościami i ogromnym potencjałem biznesowym, niewiele mając wspólnego z medialnie przejaskrawianymi zagrożeniami.

Podczas gdy bardzo łatwo wyobrazić sobie przerażające wizje, w których zaawansowane technologie przyczyniają się do masowych zwolnień, finansiści wolą podchodzić do zjawiska automatyzacji bez zbędnych emocji. Członkowie CIMA są głęboko przekonani, że sztuczna inteligencja, roboty i cudy techniki usprawnią pracę profesjonalistów. Organizacje powinny skrupulatnie przeanalizować swoje modele biznesowe i skorzystać z dobrodziejstw innowacji, zamiast upatrywać w nich zagrożenia – mówi Jakub Bejnarowicz, Szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.

Wśród efektów automatyzacji badani najczęściej wymieniają większą wydajność organizacji, będącą wynikiem sprawniejszego analizowania danych przez maszyny. Zdanie to podziela 62% respondentów. Tymczasem blisko połowa ankietowanych wskazuje na generalną poprawę sfery doskonalenia kompetencji – skutek zapotrzebowania na bardziej zaawansowane umiejętności komputerowe. Co więcej, ponad 1/3 specjalistów przyznaje, że odmianę na lepsze przewiduje także w obszarze work-life balance, spowodowaną przejęciem czasochłonnych obowiązków przez komputery.

Zaledwie 29% badanych obawia się, że automatyzacja może w pewnym stopniu doprowadzić do redukcji miejsc pracy, a w konsekwencji do nasilenia nierówności społecznych. Jeszcze mniejsza grupa ankietowanych, na którą składa się niewiele ponad 1/5 osób, twierdzi że zaufanie, jakim ich firmy obdarzyły nowoczesne technologie, na przestrzeni ostatnich pięciu lat doprowadziło do podjęcia złych decyzji. W opozycji do tego wyniku stoi 40% respondentów, którzy twierdzą, że ich firmom nie przydarzyły się niepowodzenia związane z wykorzystaniem pracy maszyn, gdyż od początku praktykowały szczegółowe kontrole zautomatyzowanych procesów.

Z szeroko prowadzonych badań wynika, że nowe technologie będą w stanie ułatwić nam funkcjonowanie w wielu obszarach życia. Niepokoje, jakie towarzyszą tym przemianą są natomiast normalną reakcją w obliczu tego, co nieznane. Już od czasów wynalezienia maszyny drukarskiej, która odebrała pracę skrybom, ale w zamian otworzyła furtkę do masowej edukacji, innowacje powodują krótkoterminowe zamieszanie, a nawet szok, po którym następują jednak długofalowe korzyści – konkluduje Andrew Harding FCMA, CGMA, dyrektor generalny CIMA.

80 proc. małych firm zainteresowanych współpracą z korporacjami. Duże firmy zyskują innowacje, a małe know-how i finansowanie

80 proc. małych firm zainteresowanych współpracą z korporacjami. Duże firmy zyskują innowacje, a małe know-how i finansowanie 2
Współpraca korporacji i start-upów to sytuacja, w której zyskują obie strony. Z badań UPC i SW Research wynika, że czterech na pięciu przedsiębiorców z sektora MŚP przyjęłoby taką ofertę. Jako zalety współpracy wskazują głównie możliwość włączenia swojego produktu lub usługi do oferty korporacji, a także wspólny rozwój produktów i know-how. Taką możliwość stwarza program Think Big, w którym dostawca superszybkiego internetu i telewizji – UPC bierze pod swoje skrzydła przedsiębiorców działających w oparciu o nowoczesne technologie. Właśnie startuje jego czwarta edycja.

– Start-upy często tworzą rozwiązania, o których my nawet nie pomyślimy. Duże firmy są mocno skoncentrowane na swoim modelu biznesowym i codziennych obowiązkach związanych z główną działalnością. Dlatego zapominają o tym, aby myśleć o innowacjach, szukać lepszych narzędzi i kreatywnych pomysłów oraz kwestionować status quo w firmie. Wykorzystywanie innowacji i rozwiązań start-upów to bardzo dobra metoda dla korporacji, by rozwijać swój biznes – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Frans-Willem de Kloet, prezes zarządu UPC Polska.

Zdaniem Sergiusza Sawina, wiceprezesa firmy D-Raft odpowiedzialnego za usługi korporacyjne, współpraca start-upów, innowacyjnych przedsiębiorstw oraz dużych korporacji to „win-win situation”, bo zyskują na niej obie strony. Duże firm i korporacje muszą się jednak pogodzić z pewnym ryzykiem i nabrać więcej elastyczności, aby skorzystać z potencjału start-upów.

– Główne wyzwania dla korporacji, które nawiązują współpracę ze start-upem, to uporządkowanie wewnętrznych procedur oraz uproszczenie procesów decyzyjnych tak, aby móc sprawnie przeprowadzić pilotażowe projekty i działać w warunkach pewnej dozy niepewności. Mówimy w końcu o wprowadzeniu do stabilnego i przewidywalnego środowiska biznesowego nowej technologii, której jeszcze nie znamy i której efekty nie są do końca przewidywalne – mówi Sergiusz Sawin.

Nawiązywanie relacji biznesowych małych, innowacyjnych przedsiębiorstw i dużych firm oraz korporacji to coraz popularniejszy model współpracy. W Polsce zajmują się m.in. akceleratory i inkubatory przedsiębiorczości.

Z badania agencji SW Research dla UPC Biznes „Gotowi na innowacje – co uwalnia potencjał małych i średnich firm w Polsce?” przeprowadzonego we wrześniu 2016 roku na grupie polskich przedsiębiorców wynika, że zdecydowana większość (czterech na pięciu ankietowanych) przyjęłaby ofertę współpracy od korporacji. Główne zalety współpracy z dużym, międzynarodowym partnerem, które wskazywali przedsiębiorcy, to możliwość włączenia swojego produktu bądź usługi do oferty partnera (42 proc.) oraz wspólny rozwój nowego produktu i know-how (38 proc.).

 Taka kooperacja nie niesie ze sobą żadnych zagrożeń, trzeba tylko umieć współpracować. Małe firmy są elastyczne i dynamiczne, zazwyczaj kwestionują status quo i stan, który wcześniej zastały. Duże firmy mają inne atuty: pieniądze, wielu klientów, tradycję czy rozpoznawalność marki. Połączenie tych dwóch elementów może przynieść korzyści obu stronom, ale to wymaga słuchania się nawzajem – mówi Frans-Willem de Kloet.

Właśnie startuje czwarta edycja Think Big – programu dla przedsiębiorców, którzy chcą się rozwijać w oparciu o nowe technologie – organizowanego przez dostawcę usług cyfrowych UPC. Jego celem jest wsparcie start-upów oraz małych przedsiębiorstw i umożliwienie im skorzystania z globalnego doświadczenia operatora. O szansę na współpracę z UPC i nagrodę pieniężną rywalizować będą przedsiębiorcy z Polski, Czech, Słowacji, Węgier i Rumunii.

– W ramach programu Think Big oferujemy małym firmom wsparcie finansowe, a poprzez mentoring chcemy pomagać im w dalszym rozwoju. Dajemy im także możliwość wdrożenia ich innowacyjnych technologii, np. w obszarze customer care i customer experience, w naszym biznesie. Dzięki temu budują swoje doświadczenie i w rozmowie z innymi, dużymi klientami mogą wykorzystać nasze referencje – mówi Frans-Willem de Kloet.

Program Think Big prowadzony jest od 2012 roku, dotychczas wzięło w nim udział ponad 500 przedsiębiorców. W tegorocznej edycji startować będą projekty w trzech kategoriach: B2B, customer experience oraz narzędzia i technologie marketingowe. O wyborze zwycięzców zadecyduje m.in. potencjał biznesowy i oryginalność zgłaszanego pomysłu. Najlepszy projekt otrzyma nagrodę w wysokości 10 tys. euro i możliwość nawiązania współpracy biznesowej z UPC.

– W programach takich jak Think Big staramy się wybrać z 30–40 pojawiających się rozwiązań na rynku takie technologie, które mają największe szanse na przetrwanie. Kluczem jest tu odpowiedź na ważne wyzwanie, jakie stoi przed korporacją. Głównie bazujemy na takim podejściu: zdefiniujmy najpierw, czego potrzebujemy, i potem znajdźmy najlepsze rozwiązanie. Nie łowimy wszystkiego, co się da, żeby potem spróbować coś z tym zrobić – mówi Sergiusz Sawin.

 Przepis na dobry start-up? Najważniejsze to zastanowić się, co robisz, dlaczego to robisz i dla kogo. Te pytania wydają się banalne, ale wcale nie jest łatwo na nie odpowiedzieć. Spotykam się z wieloma przedsiębiorcami, którzy często mają z tym problemy. Small biznes powinien traktować to jako duże wyzwanie i znaleźć mentorów. Szukajcie mentorów, czy to wśród dużych korporacji, czy wśród innych przedsiębiorców, dzięki którym wasze pomysły będą stawały się lepsze – podkreśla prezes UPC Polska.

Z opublikowanych we wrześniu danych fundacji Startup Poland i Politechniki Warszawskiej wynika, że w Polsce działa około 2,7 tys. innowacyjnych mikroprzedsiębiorstw, które zajmują się głównie tworzeniem oprogramowania i usług dla urządzeń mobilnych, tworzeniem oprogramowania dla firm, działają w sektorze e-commerce, edukacji albo big data.

Od umiejętności przywódczych liderów zależy pozycja firmy na rynku. Wpływają one też na większe zaangażowanie pracowników

Od umiejętności przywódczych liderów zależy pozycja firmy na rynku. Wpływają one też na większe zaangażowanie pracowników 3
Od liderów w organizacji zależy cała firma – przekonuje Agata Dulnik z Accenture. Współcześni liderzy tworzą długofalową strategię firm, która pozwoli przetrwać nawet przy niepewnej sytuacji zewnętrznej. Przywództwo powinno być budowane na każdym poziomie organizacyjnym, w ten sposób można zyskać zaangażowanego pracownika, który w dużym stopniu decyduje o przewadze konkurencyjnej. Kompetencje przywódcze liderzy mogą rozwijać poprzez coaching, warsztaty czy poprzez cieszącą się coraz większą popularnością metodę action learning.

– Koncepcja leadership, koncepcja przywództwa jest równie ważna dzisiaj, co za czasów Juliusza Cezara. Dzisiejsze firmy stoją przed ogromnymi wyzwaniami. Świat, w jakim operują, zmienia się bardzo szybko, bo zmienia się technologia. Firmy działają w ogromnej niepewności jutra, zmieniają się warunki polityczne, prawne czy oczekiwania pracowników – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Dulnik, leadership development lead dla Europy i Bliskiego Wschodu w Accenture.

Z racji niepewności jutra i konieczności dopasowania się do zmieniających warunków kluczowa jest odpowiednia strategia. Zaplanowana, długofalowa wizja rozwoju firmy może pociągnąć pracowników i zwiększyć ich zaangażowanie.

– Jedno z naszych głównych badań dotyczy pracownika przyszłości. W obecnej mechanizacji zadań to właśnie ludzkie cechy będą potrzebne. Współcześni liderzy muszą w sposób bardzo ludzki stworzyć strategię, która będzie miała długoplanowe cechy, mimo braku pewności, z jakim borykają się firmy. Muszą budować przywództwo na każdym poziomie organizacyjnym, bo obecnie pracownik musi być pracownikiem zaangażowanym – tłumaczy Agata Dulnik.

Z badania Aon Hewitt wynika, że w 2015 roku wskaźnik zaangażowania pracowników w polskich firmach wyniósł średnio 52 proc. Najbardziej angażujące organizacje osiągnęły średni wynik na poziomie 77 proc. Według metodologii Aon Hewitt zaangażowany pracownik to taki, który mówi pozytywnie o firmie, wiąże z nią swoją przyszłość zawodową i czuje się zmotywowany do dawania z siebie więcej, niż wynika to z zakresu obowiązków. Zaangażowanie pracowników uważane jest za jeden z kluczowych czynników przy prognozowaniu zysków i strat.

– Bez zaangażowanych pracowników firmy nie dadzą rady przeżyć na rynku. Dzisiejszy zaangażowany pracownik weźmie na siebie kompleksowe zadania, będzie je wykonywał z pasją, z poczuciem, że chce się uczyć i będzie się uczył, oddając wartości firmie, która stwarza mu warunki do rozwoju – zaznacza Dulnik.

Jak wskazuje ekspertka Accenture, kompetencje przywódcze można rozwijać na różnych poziomach. Do pojedynczych osób skierowane są warsztaty i coaching. W przypadku grup sprawdzić może się metoda action learning, która – zdaniem Dulnik – jest dziś najlepszą dostępną metodą. Action learning odwraca pracę zespołową o 180 stopni – niweluje dygresje, sprowadza pracę grupy do konkretu, uruchamia kreatywność, poszerza perspektywy, usprawnia pracę zespołu, a także umożliwia ćwiczenie wszystkich możliwych umiejętności przywódczych i interpersonalnych.

– Action learning przynosi wymierne korzyści. Grupa ludzi rozwiązuje problemy organizacyjne, a jednocześnie angażuje się w nie i rozwija cała dynamikę zespołu. Istnieją również narzędzia organizacyjne, które podobnie jak zarządzanie zmianą, wszystkie razem pomagają organizacjom wygrać na rynku – tłumaczy Agata Dulnik.

Technologie kosmiczne napędzają rozwój całej gospodarki. Polskie instytucje partnerem dla światowych koncernów i organizacji

Technologie kosmiczne napędzają rozwój całej gospodarki. Polskie instytucje partnerem dla światowych koncernów i organizacji 4
W Polsce istnieją dobre fundamenty do rozwoju sektora kosmicznego – podkreśla Leszek Loroch, dyrektor Centrum Technologii Kosmicznych w Instytucie Lotnictwa. W tę branżę – jedną z najbardziej innowacyjnych w gospodarce – angażuje się coraz więcej polskich firm i instytucji, m.in. Instytut Lotnictwa. Dzięki członkostwu w Europejskiej Agencji Kosmicznej mają one szansę na udział w wielu światowych projektach i dodatkowe wsparcie finansowe. Dziś na rozwój sektora kosmicznego przeznaczamy 0,01 proc. PKB, tymczasem technologie kosmiczne przynoszą wymierne korzyści dla gospodarki.

 Technologie kosmiczne, które dopiero do Polski wchodzą, pozwolą poprawić nie tylko technologię, lecz także zapewnić rozwój np. rolnictwa precyzyjnego lub leśnictwa w wymiarze krajowym. Prowadzimy projekt, który umożliwia ocenę np. stanu zdrowotności lasu na przykładzie dębów na płycie krotoszyńskiej – mówi agencji Newseria Biznes Leszek Loroch, zastępca dyrektora Instytutu Lotnictwa w Warszawie, dyrektor Centrum Technologii Kosmicznych w Instytucie Lotnictwa.

Obecnie na orbicie okołoziemskiej znajduje się ponad 1,2 tys. aktywnych satelitów, które wspomagają światowe systemy informacyjne. Są one obecne niemal w każdej dziedzinie życia. Z badania przeprowadzonego przez organizację Eurisy wynika, że z technik satelitarnych często korzysta sektor publiczny. Z przebadanych 49 jednostek sektora ponad 80 proc. miało kontakt z takimi usługami, niewiele mniej – z nawigacją satelitarną. Ponad 70 proc. jednostek wykorzystywało techniki obserwacji Ziemi. W tym roku zostaną uruchomione pilotażowe projekty, które umożliwią administracji publicznej korzystanie z danych z programu Copernicus.

 To ważna rzecz dla gospodarki, dla naszej działalności, bo przynosi wymierne efekty. Przekłada się to również na tak proste rzeczy, jak zapewnienie łączności, a zatem i telefonię satelitarną, komórkową. Tu jest jeszcze naprawdę dużo do zrobienia – przekonuje Loroch.

Przedstawione przez Ministerstwo Rozwoju założenia Polskiej Strategii Kosmicznej wskazują, że sektor kosmiczny ma coraz większe znaczenie dla gospodarki, w tym obszarze realizowane są kluczowe misje i projekty. Inwestycje w branżę kosmiczną stymulują wzrost oraz innowacje w innych sektorach gospodarki, jak IT, produkcja czy działalność specjalistyczna. W krajach rozwiniętych sektory kosmiczne odgrywają ważną rolę, wspierając innowacyjność gospodarki. W Polsce na ten cel przeznaczamy zaledwie 0,01 proc. PKB, podczas gdy w Rosji to 0,25 proc., a w Stanach Zjednoczonych 0,23 proc. PKB).

Instytut Lotnictwa współpracuje z firmami w zakresie technologii, które mogą mieć zastosowanie w przestrzeni kosmicznej, m.in. w zakresie napędów rakietowych do satelitów.

– Cieszymy się, że możemy być partnerem do rozmów dla takich firm jak Boeing, Thales i dla innych dużych firm w wymiarze światowym. Realizujemy szereg projektów dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. Osiągnęliśmy poziom, kiedy możemy być liderem konsorcjum, co ma niezwykle istotne znaczenie – podkreśla przedstawiciel Instytutu Lotnictwa.

Dzięki aktywnemu członkostwu w Europejskiej Agencji Kosmicznej Polska ma szanse uczestniczyć w perspektywicznych projektach oraz pozyskać wsparcie finansowe w ramach różnych projektów.

 W gestii Ministerstwa Rozwoju są decyzje co do przeznaczenia środków finansowych. One są co prawda w gestii agencji, ale to list poparcia z Ministerstwa Rozwoju daje nam szansę na pozyskanie tych środków – zaznacza Loroch.

W Centrum Technologii Kosmicznych prowadzone są badania z zakresu napędów lotniczych (m.in. badania nad zapłonem i spalaniem paliw z nadtlenkiem wodoru oraz badania w zakresie podstawowych parametrów pracy silników rakietowych) czy technologii kosmicznych (np. badania nad zastosowaniem nadtlenku wodoru klasy HTP w transporcie kosmicznym).

– Centrum Technologii Kosmicznych składa się w zasadzie z czterech działów, podstawowym jest Zakład Technologii Kosmicznych, który zajmuje się napędami rakietowymi. Drugim jest teledetekcja, trzeci to awionika, a czwarty to tradycyjne napędy statków powietrznych. Monitorujemy stan techniczny silników, w razie potrzeby serwisujemy – tłumaczy Leszek Loroch.

Głównym obszarem działania Instytutu jest jednak lotnictwo.

– Branża lotnicza jest, była i będzie silna, ponieważ to jest przodująca technologia. Wyprzedza inne rozwiązania. Te, które już są opracowane, będą i są wdrażane do gospodarki – mówi Leszek Loroch.

W Polsce powstaje nowoczesna myśl techniczna dla branży lotniczej. Przemysł ten należy do najbardziej innowacyjnych w krajowej gospodarce. Liderami w branży przemysłu lotniczego są przedsiębiorstwa z polskiej Doliny Lotniczej.

 Zakłady w Świdniku, Mielcu i Rzeszowie mogą być przykładem udanej transformacji i sukcesu nie tylko krajowego, lecz także współpracy międzynarodowej – zaznacza Loroch.

Stowarzyszenie Grupy Przedsiębiorców Przemysłu Lotniczego Dolina Lotnicza zrzesza 130 firm, przychody spółek łącznie sięgają 1,5 mld dol., a produkowane tu silniki czy samoloty są towarem eksportowym. Przez ostatnią dekadę 10 z 13 inwestycji lotniczych, którym wsparcia udzieliła Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych, udało się zrealizować właśnie w Dolinie Lotniczej.

Co godzinę na świecie jeden mężczyzna umiera na raka prostaty. W Polsce problemem jest dostęp do nowoczesnych terapii i metod operacji

Co godzinę na świecie jeden mężczyzna umiera na raka prostaty. W Polsce problemem jest dostęp do nowoczesnych terapii i metod operacji 5
Z powodu nowotworu prostaty w Polsce co roku umiera ok. 4 tys. mężczyzn. Nowoczesne terapie mogą wydłużyć życie chorych nawet o blisko 5 lat oraz znacznie poprawić jego jakość. Na liście leków refundowanych w Polsce brakuje nawet leków starszej generacji. Brak także nowoczesnych technologii medycznych, m.in. operacji chirurgicznych z asystą robota.

Rak gruczołu krokowego to jeden z najczęściej diagnozowanych nowotworów u mężczyzn. Z jego powodu co godzinę umiera na świecie jeden mężczyzna. W Polsce jest to drugi pod względem częstotliwości występowania u mężczyzn nowotwór złośliwy. Dotyka głównie panów po 40. roku życia, obecnie średni wiek zachorowania to 70 lat. Obok wieku czynnikiem ryzyka wystąpienia choroby jest także obciążenie genetyczne. Nowotwór stercza może przez wiele lat rozwijać się niemal bezobjawowo, co utrudnia diagnostykę i odpowiednio szybkie wdrożenie leczenia. Tymczasem wczesne wykrycie choroby daje duże szanse na wyleczenie.

– Stosunek wykrywalności do umieralności ostatnio stał się bardzo korzystny. Dzieje się tak dlatego, że dysponujemy szeregiem metod umożliwiających wczesne rozpoznanie raka gruczołu krokowego i tym samym możemy wdrożyć najwłaściwsze leczenie – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Piotr Chłosta, urolog, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Podstawowe metody diagnostyki raka prostaty to obecnie ultrasonografia przezodbytnicza, określenie stężenia markera PSA w surowicy krwi oraz badanie mikroskopowe na podstawie biopsji gruczołu krokowego. Zdaniem ekspertów polscy pacjenci mają dobry dostęp do nowoczesnych technik diagnozowania na równi z mieszkańcami innych krajów europejskich. Większe trudności napotykają jednak w zakresie dostępu do nowoczesnych leków oraz świadczeń lekarskich. W przypadku mało zaawansowanego stadium choroby stosuje się najczęściej operację chirurgiczną lub radioterapię.

– W Polsce pacjent ma dostęp do najnowocześniejszych technik napromieniania, natomiast operowany jest technikami, których szczyt popularności przypadał na lata 80. ubiegłego stulecia. Mówię o chirurgii znikomoinwazyjnej, o chirurgii z asystą robota powszechnie dostępnej i refundowanej w przeważającej większości krajów Unii Europejskiej – mówi prof. Piotr Chłosta.

W terapii bardziej zaawansowanej postaci nowotworu gruczołu krokowego na świecie stosuje się obecnie leki hormonalne hamujące wydzielanie testosteronu. Są one w stanie przedłużyć życie chorych nawet o 56 miesięcy, poprawiają jego jakość, a także wydłużają czas między remisjami choroby. Najpopularniejszym lekiem tego rodzaju jest enzalutamid, dopuszczony do stosowania blisko cztery lata temu. Lek ten ma trojakie działanie polegające na blokowaniu aktywności receptorów androgenowych.

 Testosteron, żeby mógł się przydać rakowi, musi się połączyć z receptorem androgenowym. Aktywowany receptor androgenowy musi się dostać do jądra komórkowego. Wówczas łączy się z DNA jądra komórkowego, co niesie ze sobą wiele okropnych zdarzeń dla pacjenta. Enzalutamid blokuje wszystkie te trzy etapy – wyjaśnia dr Leszek Borkowski, prezes Fundacji Razem w Chorobie, były prezes Urzędu Rejestracji Leków, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Na świecie enzalutamid nie jest już uważany za lek najnowszej generacji. W większość państw, nawet tych o niższym niż Polska PKB, jest on powszechnie refundowany. W Polsce jednak wciąż nie znalazł się na liście leków refundowanych. Tymczasem lek ten znacznie wydłuża życie pacjentów z zaawansowaną postacią nowotworu nawet o półtora roku, poprawia jakość życia, zwiększa czas do wystąpienia pierwszych powikłań kostnych, a także nie wywołuje skutków ubocznych takich jak biegunka, przewlekłe zmęczenie oraz uderzenia gorąca.

 Starsi panowie, którzy dzisiaj chorują na nowotwór prostaty, w latach 60. i 70. płacili na ubezpieczenie zdrowotne, tym samym zawarli pewną umowę z państwem. Państwo im powiedziało wtedy: „płać na zdrowie, a jak zachorujesz, to będziemy cię leczyć”. Dzisiaj ważność tej umowy mocno wyblakła, co jest pewną nieprzyzwoitością etyczną w stosunku do tych ludzi – mówi dr Leszek Borkowski.

IMM: Banki powinny postawić na komunikację w social media. Tam ukazuje się 90 proc. publikacji na ich temat

IMM: Banki powinny postawić na komunikację w social media. Tam ukazuje się 90 proc. publikacji na ich temat 6
W II i III kwartale 2016 roku w mediach społecznościowych pojawiło się 90 proc. wszystkich publikacji na temat banków – wynika z analizy IMM. W TOP 3 znalazły się PKO Bank Polski, mBank i Bank Zachodni WBK. Większość informacji ma wydźwięk pozytywny, ale media społecznościowe są też wykorzystywane przez internautów jako forum do reklamacji.

– Przeanalizowaliśmy w IMM ostatnie dwa kwartały 2016 roku pod kątem branży finansowej. Najwięcej publikacji pojawiło się na temat PKO Banku Polskiego, prawie 25 proc. wszystkich informacji. Drugie miejsce przypadło mBankowi, a trzecie miejsce BZ WBK, które odnotowały kolejno 13,4 oraz 12,7 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Masalska, specjalistka ds. PR w IMM

Na kolejnych miejscach w TOP 10 znalazły się Bank Pekao SA, Alior Bank, Bank Ochrony Środowiska, Bank BPH, Bank Millennium i Bank Gospodarstwa Krajowego. W rankingu w ostatnim kwartale awansował Deutsche Bank (z 13. na 7. miejsce – 5,7 proc. publikacji).

– W branży finansowej również coraz częściej pojawia się polityka i tak było w przypadku Deutsche Banku. Zauważamy znacznie większe zainteresowanie internautów tym bankiem w III kwartale. Wynika to z informacji o spadku wartości akcji oraz z decyzją Angeli Merkel o tym, że nie będzie wsparcia ze strony państwa dla Deutsche Banku. To wywołało wiele dyskusji w mediach społecznościowych i obawy klientów banku – mówi Masalska.

W ostatnim tygodniu września publikacje na temat Deutsche Bank wywołały w social mediach ponad 4 tys. interakcji. Przykład ten pokazuje, że internauci mogą mieć istotny wpływ na przebieg komunikacji instytucji finansowych.

– Dlatego tak ważne jest zwracanie uwagi przez osoby, które zajmują się komunikacją bankową, na to, co dzieje się w social mediach. Tam pojawiają społecznościowe formularze reklamacyjne, w których klienci wyrażają swoje obawy, mówią o swoich problemach. Social media są miejscem na to, żeby odpowiedzieć takim osobom. Pytanie nie powinno pozostać bez odpowiedzi – mówi Karolina Masalska.

Zdaniem ekspertów IMM ważne jest także analizowanie przez banki kontekstu, w jakim pojawiają się wpisy internautów. W badanym okresie najwięcej polubień odnotował mBank, ale niekoniecznie świadczy to o pozytywnym nastawieniu internautów do marki. Pojawiają się też satyryczne wzmianki, jak choćby ta na profilu Rady Etyki Social Media parodiująca reklamę mBanku, która zdobyła ponad 1,3 tys. polubień.

– W przypadku mBanku stosunek wzmianek pozytywnych do negatywnych wyniósł 55 do 45 proc. Było to związane z problemami z kartami płatniczymi, które przez jakiś czas nie działały. Ta sytuacja wywołała wiele dyskusji w mediach społecznościowych, ponieważ w opinii użytkowników odpowiedzi ze strony banku były niedostateczne. Nie pozwoliły im w satysfakcjonujący sposób poradzić sobie z niedziałającymi kartami, ponieważ w ich opinii nie zostali o tym dostatecznie poinformowani – mówi Masalska.

Jak wynika z analizy IMM, ogólnie wydźwięk publikacji jest pozytywny. Liderem pod tym względem jest PKO Bank Polski, który miał najmniejszy odsetek wypowiedzi o wydźwięku negatywnym.

Mogło mieć na to wpływ m.in. zwycięstwo w rankingu Portfel Wprost 2016 w kategorii lidera dla klientów indywidualnych. PKO Bank Polski jest też bardzo często sponsorem różnych wydarzeń związanych z aktywnością fizyczną, co również może mieć wpływ na opinie klientów, które pojawiają się na temat banku – mówi ekspertka IMM.

E-sport w Polsce rośnie jak na drożdżach. Elektroniczne turnieje śledzą setki tysięcy polskich fanów

E-sport w Polsce rośnie jak na drożdżach. Elektroniczne turnieje śledzą setki tysięcy polskich fanów 7
Branża e-sportu rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. Przychody przekraczają 10 mln dol. i rosną o kilkanaście procent rocznie. Elektroniczne rozgrywki śledzi tysiące fanów, a ich liczba szybko się zwiększa. Skala zainteresowania przyciąga sponsorów, co powoduje, że pula nagród w turniejach jest coraz większa.

 Rynek e-sportu na świecie jest wart około 900 mln dolarów. W samej tylko Europie wartość sięga około 0,5 mld dolarów, a w Polsce – około 10 mln dolarów i wzrasta – mówi agencji informacyjnej Newseria Jakub Nalej, szef portalu CSCenter. – Rynek e-sportu wzrasta przychodowo z roku na rok o około 14 proc.

Z danych PayPal i SuperData wynika, że w 2017 roku przychody z e-sportu mogą wzrosnąć do 12 mln dolarów, a w 2018 – do 13,5 mln. W Rosji, która jest liderem wśród ośmiu badanych europejskich państw, zarówno pod względem rozmiarów rynku, jak i liczby widzów, wartość sięga 35 mln dolarów.

W Europie e-sport zapewnia rozrywkę 23 milionom widzów. Raport PayPal i SuperData ocenia, że w Polsce jest ich 550 tys., ale do 2018 roku liczba ta ma się podwoić.

 Zainteresowanie ludzi e-sportem jest bardzo trudno policzalne, szczególnie w Polsce. Wiele podmiotów podjęło się policzenia tego, ale dane są bardzo rozbieżne. Pojawia się np. liczba pół miliona ludzi zainteresowanych e-sportem, jednak w przypadku ostatnich mistrzostw świata, które odbywały się w Katowicach, oficjalne dane mówią o 2,8 mln oglądających Polaków – mówi Jakub Nalej.

Październikowe finały ESL Mistrzostw Polski gier Counter-Strike: Global Offensive i Leauge of Legends cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem wśród e-sportowej społeczności. Finały w Łodzi obejrzało ponad 200 tys. unikalnych widzów na serwisie Twitch, co stanowi 20-proc. wzrost w porównaniu do zeszłorocznej edycji. Dodatkowo finały osiągnęły ponad 250 tys. odsłon Cybersport.pl i ESL Polska w dniach finałów i ponad 550 tys. zasięgu transmisji finałów prowadzonych na Facebooku. Z kolei 23 października w Katowicach odbędą finały europejskiej ligi „World of Tanks”.

– Na rynek e-sportu w Polsce znacznie wpływają imprezy. Wydaje mi się, że ogromną cegiełkę ku temu przyciągnął Intel, organizując imprezy Intel Masters. Tutaj musimy się też pochwalić, że organizujemy właśnie największą ligę e-sportową w Counter-Strike. Mamy nadzieję, że sporo się przyczynimy do tego e-sportu w Polsce – stwierdził przedstawiciel portalu. – Jesteśmy już po pierwszej edycji CSCenter League, czyli ligi, którą organizujemy. Była dotychczas ligą z największą pulą nagród, jaka kiedykolwiek była w polskim sporcie.

W finale CSCenter League łączna pula nagród wynosiła 80 tys. zł. W pięciu turniejach kwalifikacyjnych wzięło udział 576 drużyn, czyli 2800 zawodników.

W grudniu tego roku serwis organizuje drugi sezon, który będzie opierał się już na najlepszych drużynach w Polsce. Niewykluczone, że pojawią się również ekipy zagraniczne.

– Myślę, że druga edycja CSCenter League zaskoczy przede wszystkim tym, że będziemy starali się zebrać wszystkich najlepszych zawodników w jednym momencie. Nie będą oni musieli być już tak rozproszeni po międzynarodowych podwórkach, jak to jest dotychczas – wskazał Nalej.

Trzy czwarte studentów uważa, że w rozpoczęciu kariery pomogą im znajomości. Większość zamierza wyjechać za granicę lub rozważa taką możliwość

Trzy czwarte studentów uważa, że w rozpoczęciu kariery pomogą im znajomości. Większość zamierza wyjechać za granicę lub rozważa taką możliwość 8
Tylko 50 proc. studentów pozytywnie ocenia perspektywę znalezienia pracy po zakończeniu nauki. Trzy czwarte uważa, że w rozpoczęciu kariery zawodowej pomogą im znajomości i rozbudowana sieć kontaktów – wynika z badania „Start na rynku pracy” prowadzonego przez Fundację Inicjatyw Młodzieżowych. Zdecydowana większość zamierza jednak wyjechać do pracy za granicę lub poważnie rozważa taką możliwość. Pewny pozostania w kraju jest jedynie co piąty student.

 Studenci dość dobrze oceniają perspektywę znalezienia pracy po studiach, aczkolwiek wiedzą, że same studia nie zagwarantują im zatrudnienia. Dlatego skupiają się raczej na dodatkowych elementach, jak staże, praktyki i miejsca, w których można zdobyć doświadczenie poza uczelnią – mówi agencji Newseria Biznes Karol Leszczyński z Fundacji Inicjatyw Młodzieżowych, dyrektor programu „Start na rynku pracy”.

Z raportu, który powstał w ramach programu badawczego „Start na Rynku Pracy”, wynika, że 65 proc. studentów wskazuje doświadczenie zawodowe jako czynnik, który ułatwi im rozpoczęcie kariery zawodowej. 37 proc. liczy na to, że pomoże im w tym prestiż skończonej uczelni. Zdecydowana większość, bo aż 75 proc. studentów, za największe ułatwienie w znalezieniu pracy po studiach uważa jednak znajomości.

– Znajomości nie rozpatrujemy w kategoriach nepotyzmu. Chodzi raczej o sieć kontaktów: skoro mamy wielu znajomych, to szukamy wśród nich możliwości zatrudnienia. Kolejna rzecz, która ma ułatwić rozpoczęcie kariery, to prestiż uczelni oraz doświadczenie zawodowe zdobywane już w trakcie studiów podczas wakacyjnych staży, praktyk bądź programów stażowych – komentuje Karol Leszczyński.

Z raportu „Start na rynku pracy” wynika, że 75 proc. studentów chce związać swoją przyszłość zawodową z wybranym kierunkiem edukacji. Większość (również 75 proc.) zamierza po ukończeniu studiów rozpocząć pracę w dużej firmie lub założyć własną działalność. W mniejszości są ci, którzy nie mają jeszcze sprecyzowanych planów zawodowych (22 proc.).

– Niestety, około 30–40 proc. studentów jest zdecydowanych wyjechać do pracy za granicę. Tyle samo, czyli kolejne 30–40 proc., nie wyklucza takiej możliwości i wciąż ją rozważa. Jedynie 20 proc. deklaruje, że nie zamierza wyjeżdżać – wskazuje dyrektor programu „Start na rynku pracy”.

W opinii studentów główne bariery, które mogą utrudnić im start na rynku pracy, to przede wszystkim brak doświadczenia (74 proc.), niewielka liczba odbytych staży (42 proc.) oraz brak wystarczającej wiedzy o rynku pracy (22 proc.).

– Ponad połowa studentów zwraca uwagę na to, że dużym problemem są również wymagania pracodawców, którzy już na początku oczekują konkretnej wiedzy i umiejętności na danym stanowisku. Młodzi ludzie ich nie mają, bo poświęcali dotąd czas głównie na naukę, a nie na pracę. Dlatego właśnie pomocne są programy stażowe i współpraca uczelni z biznesem – mówi Karol Leszczyński.

Inicjatorzy badania podkreślają, że pracodawcy powinni traktować młodych ludzi jako długoterminową inwestycję w rozwój firmy. Kluczem do poprawy sytuacji młodych na rynku pracy jest również dobra komunikacja pomiędzy środowiskiem akademickim, podmiotami odpowiedzialnymi za szkolnictwo wyższe a biznesem.

„Start na Rynku Pracy” to program badawczy prowadzony przez Fundację Inicjatyw Młodzieżowych, którego celem jest poprawa sytuacji młodych ludzi rozpoczynających karierę zawodową na rynku pracy.

Od maja 2018 r. dane osobowe będą pod jeszcze większą ochroną

Od maja 2018 r. dane osobowe będą pod jeszcze większą ochroną, a za ich naruszenie firmą mogą grozić wysokie kary. Przykład? Pracodawca, który naruszy prywatność aplikującej osoby, może zostać zobligowany do zapłacenia kary, sięgającej nawet 4 proc. całkowitego rocznego obrotu przedsiębiorstwa. To zmiany jakie wprowadza przyjęte przez Parlament Europejski rozporządzenie. Będzie obowiązywać we wszystkich krajach Unii Europejskiej od maja 2018 r. i do tego czasu pracodawcy muszą dostosować swoją strukturę organizacyjną i procedury do nowych wymogów.

Mirosław Gumularz, specjalista ds. ochrony danych osobowych w eRecruiter
Mirosław Gumularz, specjalista ds. ochrony danych osobowych w eRecruiter

– Rozporządzenie jako przykład wskazuje pseudonimizacje, szyfrowanie, przeprowadzanie okresowych testów, konieczność zapewnienia integralności, poufności przetwarzania danych osobowych. Podmiot danych będzie musiał ocenić skalę przetwarzanych przez siebie danych osobowych i prawdopodobieństwo ewentualnych naruszeń. Przetwarzanie danych w sposób jak ma to miejsce obecnie, czyli poprzez zwykły plik Excel, prawdopodobnie będzie naruszeniem przepisów – mówi newsrm.tv Mirosław Gumularz, specjalista ds. ochrony danych osobowych w eRecruiter.

Czy zmiany są potrzebne? Zdaniem eksperta tak: – Unijna reforma przepisów prawa w zakresie ochrony danych osobowych była konieczna z uwagi na zagrożenia, jakie niosą ze sobą zmiany cywilizacyjne i technologiczne. Jej celem jest zabezpieczenie prywatności osób fizycznych, których dane osobowe są przetwarzane, a więc także kandydatów do pracy. Oznacza to, że adresatami zmian są także pracodawcy, którzy będą musieli z większą troską i uwagą dbać o każdy dokument aplikacyjny, który wpłynie do nich w trakcie procesu rekrutacyjnego. Co więcej, nowe warunki określone w unijnym rozporządzeniu, wpłyną nie tylko na pracę działu HR, ale także na te działy firmy, do których prowadzone są rekrutacje, dział prawny czy IT dbający o dane przechowywane na firmowych serwerach – podkreśla Mirosław Gumularz.

Jakie najważniejsze zmiany przyniosą nowe przepisy i co oznaczają one dla pracodawców i kandydatów? Po pierwsze, więcej obowiązków informacyjnych. Przeglądanie dokumentów aplikacyjnych, ich selekcja czy rozmowy z kandydatami to etapy procesu rekrutacyjnego, nieodłącznie związane z pozyskiwaniem danych osobowych. W konsekwencji należy wobec kandydata do pracy spełnić obowiązki informacyjne. Pracodawca gromadząc CV staje się administratorem danych osobowych. W związku z tym już obecnie firmy są zobowiązane do przesłania kandydatom m.in. takich informacji jak pełna nazwa firmy oraz adres jej siedziby, cel zbierania danych osobowych czy informacja o podmiotach, którym administrator danych ewentualnie zamierza udostępnić dane osobowe aplikującej osoby. Jednak po wejściu w życie nowych regulacji, przy każdej rekrutacji w ogłoszeniu, bądź innym miejscu dostępnym dla kandydata, firma będzie musiała podać, znacznie rozszerzony i zmodyfikowany, katalog obowiązków informacyjnych. Do nowych obowiązków należy m.in. wskazanie okresu, przez który dane osobowe będą przechowywane, a gdy nie jest to możliwe, kryteria ustalania tego okresu; udzielenie informacji o prawie wniesienia skargi do organu nadzorczego czy informacji o zautomatyzowanym podejmowaniu decyzji, w tym o zasadach ich podejmowania.

Zgodnie z treścią Rozporządzenia osoba, której dane dotyczą, ma prawo zażądać od administratora usunięcia jej danych osobowych, co firma musi niezwłocznie zrobić. Zwłaszcza jeżeli dane nie są już konieczne do celów, w których zostały zebrane. Przedstawiona regulacja wymagać będzie od rekruterów automatyzacji procesów przetwarzania danych, by sprawnie realizować tego typu żądania. Co więcej, informacje muszą zostać usunięte na stałe, a więc spełnienie tego obowiązku może wymagać interwencji działu IT. Taka sytuacja może mieć miejsce wówczas, gdy firma przechowuje dokumenty rekrutacyjne na skrzynkach e-mail a nie w dedykowanym systemie rekrutacyjnym.

Co istotne, realizując obowiązek usunięcia danych osobowych, ich administrator ma obowiązek poinformować pozostałych administratorów przetwarzających te dane osobowe, że osoba, której dane dotyczą, żąda usunięcia wszelkich łączy do tych danych czy ich kopii.

Nowe regulacje unijne dają kandydatowi kolejne prawo dotyczące przeniesienia swoich danych osobowych do innego podmiotu. W praktyce oznacza to, że aplikująca osoba może otrzymać w ustrukturyzowanym, powszechnie używanym formacie nadającym się do odczytu maszynowego, dane osobowe jej dotyczące, które dostarczyła administratorowi. Następnie, ma prawo przesłać je innemu podmiotowi bez przeszkód ze strony administratora, któremu dane osobowe dostarczyła w pierwszej kolejności. Wykonując prawo do przenoszenia danych osoba, której dane dotyczą, może zażądać, aby zostały one przesłane przez administratora bezpośrednio do innego administratora, o ile jest to technicznie możliwe. W związku z tym, pracodawcy są zobligowani do implementacji takich rozwiązań informatycznych, które umożliwią pobranie i przenoszenie danych osobowych pomiędzy administratorami danych. Jednak dopiero praktyka stosowania prawa będzie musiała wypracować metody realizacji wskazanych obowiązków.

W myśl nowych przepisów, pracodawca będzie zobowiązany do poinformowania kandydata o naruszeniu jego ochrony danych osobowych, jeśli może to spowodować wysokie ryzyko naruszenia jego praw lub wolności. Co istotne, nawet gdy administrator danych nie zawiadomi zainteresowanego o naruszeniu, organ nadzorczy, np. GIODO, biorąc pod uwagę prawdopodobieństwo, że to naruszenie ochrony danych osobowych spowoduje wysokie ryzyko, może od niego tego zażądać. Takie zawiadomienie zawiera: opis charakteru naruszenia, imię i nazwisko oraz dane kontaktowe inspektora ochrony danych lub oznaczenie innego punktu kontaktowego, od którego można uzyskać więcej informacji, możliwe konsekwencje naruszenia ochrony danych osobowych oraz środki zastosowane lub proponowane przez administratora w celu zaradzenia naruszeniu ochrony danych osobowych.

Pracodawcy muszą na poważnie podejść do spełnienia wymogów określonych w nowym rozporządzeniu Unii Europejskiej, gdyż stwierdzone naruszenie zasad ochrony danych osobowych może oznaczać poważne konsekwencje. Najbardziej dotkliwe będą te finansowe. Odpowiednia instytucja – w Polsce jest to GIODO – będzie uprawniona do nakładania administracyjnych kar pieniężnych i ich zdecydowanego egzekwowania.  Pracodawca, który naruszy prywatność aplikującej osoby, może zostać zobligowany do zapłacenia kary nawet w wysokości 4% całkowitego rocznego obrotu przedsiębiorstwa z poprzedniego roku obrotowego.

– Pracodawcy w Polsce mają kilkanaście miesięcy na spełnienie warunków określonych w rozporządzeniu. Łatwiej przyjdzie to firmom, które posiadają odpowiedni system do zarządzania procesami rekrutacyjnymi, niż podmiotom prowadzącym projekty rekrutacyjne w oparciu o skrzynki e-mail i bazy Excel. W takim przypadku dział finansowy musi przygotować rezerwy finansowe albo na odpowiednie zabezpieczenie danych osobowych, albo na kary finansowe, które będą nakładane – mówi Mirosław Gumularz.

Raport Dell: przedsiębiorstwa nie są gotowe na GDPR

  • GDPR (General Data Protection Regulation), unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, wejdzie w życie w roku 2018 i wymusi na firmach istotne zmiany w sposobie gromadzenia danych osobowych i administrowania nimi
  • Ponad 80% przedstawicieli firm, którzy wzięli udział w globalnym badaniu, ma szczątkową wiedzę lub nie wie nic na temat rozporządzenia GDPR.
  • Mniej niż 1 na 3 firmy czuje się przygotowana na GDPR już dziś.
  • 97% przedsiębiorstw nie ma planu przygotowań do spełnienia wymogów GDPR.
  • Tylko 9% ankietowanych uważa, że ich firmy będą w pełni gotowe na GDPR w chwili wejścia w życie nowego rozporządzenia.

Firma Dell przedstawiła wyniki globalnego badania (obejmującego również Polskę), dotyczącego unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (GDPR). Badanie wykazało, że przedsiębiorstwa — zarówno małe i średnie firmy, jak i korporacje — nie są świadome wymagań nakładanych na nie przez nowe przepisy, nie wiedzą, jak dostosować się do regulacji i nie znają konsekwencji nieprzestrzegania jej postanowień.

GDPR wejdzie w życie w maju 2018 r. i wpłynie na wszelkie firmy, niezależnie od wielkości, regionu i branży. Nowe przepisy mają wzmocnić poziom ochrony danych osobowych wszystkich obywateli Unii Europejskiej. Przedsiębiorstwa, które nie zadbają o pełną zgodność z GDPR w chwili wejścia regulacji w życie, mogą ponieść wysokie kary finansowe.

Z badania wynika, że 82% osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo danych – zarówno w małych i średnich firmach, jak i w korporacjach – jest zaniepokojonych kwestią spełnienia wymogów GDPR. Jednocześnie tym samym osobom brakuje ogólnej świadomości w zakresie nowej dyrektywy i udzielone odpowiedzi dowodzą, że firmy nie są jeszcze przygotowane na nowe przepisy i prawdopodobnie nie będą na nie przygotowane w chwili jej wejścia w życie.

  • Ponad 80% przedstawicieli firm, którzy wzięli udział w badaniu, ma szczątkową wiedzę lub nie wie nic na temat rozporządzenia GDPR.
  • Mniej niż 1/3 firm czuje się przygotowana na GDPR już dziś.
  • Niemal 70% ankietowanych twierdzi, że nie są jeszcze przygotowani na GDPR lub nie wiedzą nic o stanie przygotowania swojej firmy, a tylko 3% z nich ma stosowny plan przygotowań.
  • Ponad 75% respondentów spoza Europy przyznało, że ich firmy nie są w ogóle przygotowane do GDPR lub nie mają żadnej wiedzy na ten temat
  • Niemal żadna z firm (97%) nie ma przygotowanego planu działań do wdrożenia w momencie wejścia w życie GDPR w roku 2018

gdpr

Jak wynika z badania, przedsiębiorstwa zdają sobie sprawę z faktu, że nieprzestrzeganie przepisów GDPR wpłynie zarówno na poziom bezpieczeństwa danych, jak i na wyniki biznesowe, nie są jednak pewne zakresu niezbędnych zmian, wymiaru kar za nieprzestrzeganie regulacji i ich wpływu na przedsiębiorstwo. 79% ankietowanych stwierdziło, że nie wie, czy ich przedsiębiorstwa zostałyby ukarane, lub sądzi, że nie dotknęłaby ich kara za stosowane podejście do ochrony danych, gdyby przepisy GDPR obowiązywały w tym roku.

  • 21% ankietowanych zdaje sobie sprawę, że gdyby GDPR obowiązywało już dziś, ich firma poniosłaby karę
  • 36% spośród tej grupy nie wie, jaki byłby wymiar kary lub uważa, że wystarczyłoby dokonać drobnych korekt
  • Niemal połowa sądzi, że spotkałaby ich kara finansowa o umiarkowanej wielkości lub konieczność dokonania korekt o umiarkowanym stopniu trudności
  • Niemal 25% spodziewa się istotnych zmian w zakresie technologii oraz polityki bezpieczeństwa danych stosowanych w ich firmach

Inne ważne wnioski z badania:

  • Mniej niż połowa respondentów sądzi, że wszystkie elementy zabezpieczeń, których dotyczy GDPR, są dobrze przygotowane
  • Tylko 21% ankietowanych czuje się dobrze przygotowanych do GDPR w obszarze kontroli dostępu (stanowiącym kluczową kwestię nowej dyrektywy)
  • Prawie 60% respondentów z korporacji w Europie przyznało, że ich firmy nie są przygotowane na GDPR lub nie znało statusu przygotowań. Podobnej odpowiedzi udzieliło niemal 70% respondentów z małych i średnich firm w tym regionie.
  • Ponad 90% ankietowanych stwierdziło, że aktualne procedury w ich przedsiębiorstwach nie spełniają wymogów GDPR.
  • Ponad 80% respondentów uznało, że ich aktualne technologie zabezpieczeń poczty elektronicznej są dobrze lub dość dobrze przygotowane.
  • Prawie 60% stwierdziło, że ich aktualne technologie kontroli dostępu są dobrze lub dość dobrze przygotowane.
  • Ponad 80% uznało, że ich technologie zarządzania dostępem są dobrze lub dość dobrze przygotowane.
  • 65% stwierdziło, że ich technologie zapór firewall nowej generacji (NGFW) są dobrze lub dość dobrze przygotowane na GDPR.

Jak spełnić wymogi GDPR i uniknąć konsekwencji ich nieprzestrzegania?

  • Wdrożenie niezawodnego rozwiązania do kontroli dostępu. Możliwość kontroli dostępu do aplikacji, które dają wgląd w dane osobowe obywateli Unii — a w szczególności w dane nieusystematyzowane — to element kluczowy dla ochrony danych i zgodności z przepisami GDPR. Kontrola ta zwykle wymaga okresowych przeglądów praw dostępu przeprowadzanych przez kierowników pionów oraz wydawania certyfikatów potwierdzających, że uprawnienia są adekwatne do zadań pracowników i nie zagrażają bezpieczeństwu danych. Taki poziom przejrzystości i kontroli zapewnia rodzina rozwiązań Dell One Identity do zarządzania tożsamością i dostępem.
  • Zarządzanie kontrolą dostępu. Aby spełnić wymagania GDPR, pracownicy i współpracownicy muszą dysponować uprawnieniami dostępu, umożliwiającymi im wykonanie tylko i wyłącznie zadań, które faktycznie zostały im powierzone. Odpowiednie technologie, które pozwalają kontrolować dostęp do danych na tym poziomie, to uwierzytelnianie wieloskładnikowe, bezpieczny dostęp zdalny, zabezpieczenia oparte na ryzyku oraz zabezpieczenia adaptacyjne, precyzyjne zarządzanie hasłami oraz pełna kontrola nad danymi uwierzytelniającymi i aktywnością użytkowników uprzywilejowanych.
  • Ochrona granic zewnętrznych. Wdrożenie zapór firewall nowej generacji (NGFW) pozwala zmniejszyć podatność sieci na cyberzagrożenia i zniwelować ryzyko wycieków danych, które mogą doprowadzić do naruszenia bezpieczeństwa danych, skutkującego surowymi karami, nakładanymi na mocy GDPR. Należy również zadbać o zgromadzenie informacji na potrzeby ewentualnych dochodzeń, niezbędnych do udowodnienia zgodności z przepisami i wdrożenia stosownych korekt po incydencie naruszenia. Zapory firewall nowej generacji Dell SonicWALL chronią przed nowymi rodzajami zagrożeń i oferują funkcje takie jak głęboka inspekcja pakietów, szyfrowanie i inspekcja sesji SSL w czasie rzeczywistym, adaptacyjne wydzielone środowisko uruchamiania aplikacji (sandbox) oraz pełna kontrola i wizualizacja aplikacji.
  • Zapewnienie bezpiecznego dostępu mobilnego. Warto wspierać bezpieczny przepływ chronionych danych, jednocześnie umożliwiając pracownikom dostęp do aplikacji i danych biznesowych wtedy, gdy ich potrzebują, w preferowany przez nich sposób i za pomocą wybranych przez nich urządzeń. Bezpieczeństwo danych można zwiększyć poprzez połączenie komponentów związanych z tożsamością użytkowników, zmiennych reprezentujących urządzenia i czynników czasowych (czas, lokalizacja itp.), aby stworzyć elastyczne, oparte na ryzyku rozwiązanie, które zawsze i nieprzerwanie zapewnia właściwy dostęp, a zarazem poprawia ochronę danych i zgodność z przepisami GDPR.
  • Zapewnienie bezpieczeństwa poczty elektronicznej. Aby spełnić wymagania GDPR, należy zadbać o pełną kontrolę i przejrzystość aktywności w obszarze poczty elektronicznej. Pomoże to zniwelować zagrożenie w postaci phishingu i innych ataków na informacje chronione, opartych na wiadomościach e-mail. Jednocześnie umożliwi to bezpieczną, zgodną z przepisami wymianę poufnych i zastrzeżonych danych.

Badanie zlecone przez firmę Dell zostało przeprowadzone przez Dimensional Research. Wzięło w nim udział 821 specjalistów ds. IT i biznesowych, odpowiedzialnych za ochronę danych w przedsiębiorstwach mających klientów w Europie. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące świadomości i postrzegania przepisów GDPR, przygotowania na ich wejście w życie w maju 2018 r. oraz oczekiwanych konsekwencji ich nieprzestrzegania. Badanie przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, regionie Azji i Pacyfiku (Australia, Hongkong, Singapur, Indie),  Wielkiej Brytanii, Niemczech, Szwecji, Belgii, Holandii, Francji, Włoszech, Hiszpanii i Polsce. Ankietę wypełniła również kadra kierownicza z firm zatrudniających poniżej 100 pracowników.

Do wcześniejszego rozpoczęcia przygotowań do GDPR przekonuje m.in. IDC: „Choć do wejścia w życie przepisów GDPR pozostały dwa lata, lepiej nie odkładać na później przygotowań do spełnienia nowych wymogów. Skala, złożoność, koszty i newralgiczne znaczenie GDPR sprawiają, że większość firm będzie potrzebować co najmniej dwóch lat na osiągnięcie pełnej zgodności z przepisami. Większość przedsiębiorstw musi więc zacząć już teraz”1.

1Executive Brief on GDPR: A Primer for Getting Started Towards Compliance”, Duncan Brown, marzec 2016 r.

Polskie firmy na czele środkowoeuropejskiego rankingu Deloitte Technology Fast 50

W 17. edycji rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej znalazło się aż 21 spółek z Polski. W tym roku pierwsze dziesięć miejsc w zestawieniu Deloitte Technology Fast 50 przypadło debiutantom. Na dwóch pierwszych pozycjach znalazły się polskie firmy: Codewise i CodiLime. Trzecia pozycja przypadła czeskiej spółce DataSpring. Po raz pierwszy wśród najszybciej rosnących znalazły się spółki z sektora technologii czystej energii, biotechnologii i technologii medycznych. Dynamika wzrostu przychodów wszystkich firm w rankingu wyniosła w 2015 roku 1057 proc. i była niemal dwa razy wyższa niż rok wcześniej.

W zestawieniu uplasowało się 21 firm z Polski. Aż 17 z nich znalazło się w głównej kategorii „Technology Fast 50” (w tym jedna znalazła się również w kategorii „Wielka Piątka) oraz 4 w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”. Na drugim miejscu pod względem liczby spółek uplasowały się Czechy, które w głównym rankingu reprezentuje siedem firm. Trzecie miejsce pod tym względem przypadło Chorwacji z sześcioma firmami. Poza tym w Technology Fast 50 swe miejsce znalazły także przedsiębiorstwa ze Słowacji (5), Węgier (4), Rumunii (4), Litwy (3) i Słowenii, Bułgarii, Serbii oraz Bośni i Hercegowiny (po 1).

Zwycięzcą Deloitte Technology Fast 50 została zajmująca się tworzeniem rozwiązań IT dla marketingu. polska spółka Codewise z Krakowa, która w tym roku zadebiutowała w głównym zestawieniu. Jeszcze w ubiegłym roku operująca od pięciu lat na rynku firma, zajmowała pierwsze miejsce w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”. W bieżącej edycji rankingu ze wzrostem przychodów na poziomie ponad 13 tys. proc. (przychody 2012 versus 2015 rok) znalazła się również na czele kategorii „Wielka Piątka”. „Uzyskanie pierwszego miejsca w kategorii Rising Stars w 2015 roku było ogromnym wyróżnieniem i zaszczytem. Ale już wtedy wiedziałem, że stać nas na dużo więcej. 13 tys. proc. wzrost w okresie ostatnich 4 lat i zdobycie pierwszej nagrody w obu kategoriach, to dla nas ważne i budujące potwierdzenie sukcesu, który wspólnie tworzymy w firmie. Moje dążenia i ambicja stworzenia globalnej spółki jest niezmienna i dalej jestem przekonany, że to dopiero początek czegoś naprawdę wielkiego.” – komentuje Robert Gryn, Prezes Codewise.

Na drugim miejscu uplasował się kolejny debiutant – polska spółka CodiLime z Warszawy,

Po pierwsze, zbudowaliśmy zespół blisko 200 wybitnie utalentowanych osób, które codziennie realizują misję naszej firmy. Po drugie, zainwestowaliśmy w rozwój kompetencji, a następnie technologii w trzech istotnych i przyszłościowych dziedzinach IT, tj. w obszarach globalnych rozwiązań sieciowych, cyberbezpieczeństwa oraz sztucznej inteligencji. Wreszcie po trzecie, naszą naczelną zasadą jest bezwzględne dotrzymywanie słowa wobec naszych Klientów, którzy we współpracy z CodiLime skupiają się na osiąganiu globalnej przewagi konkurencyjnej.”- tłumaczy sukces firmy prezes Tomasz Kułakowski.

Trzecie miejsce należy do czeskiej firmy DataSpring. W pierwszej dziesiątce uplasowała się jeszcze jedna polska firma tworząca aplikacje mobilne: Miquido (8 miejsce). W głównym rankingu Deloitte Technology Fast 50 znalazło się aż 43 nowych firm, 1 awansowała, 6 spadło. Najwięcej, bo 16 firm powstało w 2011 roku.

Średni wzrost przychodów firm, które zgłosiły się do Technology Fast 50 wyniósł w ubiegłym roku 1057 proc. (przychody 2012 versus 2015 rok). Był to wynik znacznie wyższy od osiągniętego rok wcześniej (560 proc.). „To był dobry rok dla firm technologicznie innowacyjnych. Kolejny raz w naszym rankingu liderem została firma, która jeszcze rok temu była zbyt młoda, by znaleźć się w głównej kategorii. Taka sama sytuacja dotyczy spółki, która zajmuje drugie miejsce w zastawieniu. To pokazuje, jak szybko można osiągnąć sukces na rynku innowacyjnych technologii. Co więcej, spółki powróciły do rezultatów osiąganych kilka lat wcześniej, gdy średnie wzrosty przychodów firm ujętych w zestawieniu sięgały ponad tysiąc procent. Wystarczy przypomnieć, że ostatni raz taki wynik udało się osiągnąć w 2012 roku” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Liderka programu Technology Fast 50 w Deloitte Central Europe.

Średni wzrost przychodów polskich firm, które znalazły się w głównej części zestawienia wyniósł 1585 proc. Aby znaleźć się w rankingu spółka musiała osiągnąć wzrost w wysokości co najmniej 324 proc.

Przedstawiciele polskiego biznesu obecni w zestawieniu pochodzą z całego kraju. Najwięcej swoich reprezentantów (7) ma stolica, czterech Kraków, trzech Wrocław, dwóch Poznań i po jednym: Gliwice, Gdańsk, Piaseczno i Rybnik oraz Białystok.

Podobnie jak w poprzednich latach tegoroczny główny ranking Technology Fast 50 zdominowały firmy zajmujące się wykorzystaniem technologii informacyjnych, choć w różnych zastosowaniach: marketing, analityka dużych baz danych, Mobile UX. Stanowią one aż 74 proc. wszystkich spółek, które znalazły się w zestawieniu (rok wcześniej 50 proc.).

Rankingiem Deloitte zainteresowały się po raz pierwszy podmioty z obszarów czystych technologii produkcji energii, biotechnologii i technologii medycznych.

Szczegółowe wyniki rankingu

Ranking Deloitte Technology Fast 50 skupia najszybciej rozwijające się środkowoeuropejskie przedsiębiorstwa technologicznie innowacyjne na podstawie wzrostu przychodów operacyjnych. W jego skład wchodzą trzy kategorie: główna „Technology Fast 50” oraz dwie podkategorie „Wschodzące Gwiazdy” i „Wielka Piątka”. Firmy same zgłaszają chęć udziału w rankingu, a audytorzy Deloitte weryfikują podane przez nich dane finansowe. „Technology Fast 50” jest częścią zestawienia Technology Fast 500 EMEA przygotowywanego przez Deloitte.

Kryteria ogólne dla wszystkich kategorii:

  • spółka opracowuje lub wytwarza autorskie i/lub ponosi istotne nakłady na prace badawczo-rozwojowe,
  • posiada strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych,
  • posiada siedzibę w jednym z krajów uczestniczących w programie,
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z kategorii: IT i rozwiązania cyfrowe, internet, media i telekomunikacja, czyste technologie & energia, oraz biotechnologia, nanotechnologia i technologie medyczne.

Kategoria główna „Technology Fast 50”

Kryteria szczegółowe dla firm w kategorii głównej:

  • działa na rynku co najmniej od czterech lat (brano pod uwagę przychody z lat 2012-2015),
  • w rozpatrywanych okresach rocznych osiąga przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro.
Lp. Nazwa firmy Kraj Sektor Wzrost (proc.)
1 Codewise Sp. z o.o. Sp. K. Polska IT & rozwiązania cyfrowe 13 052
2 CodiLime Sp. z o.o. Polska IT & rozwiązania cyfrowe 5038
3 DataSpring s.r.o. Czechy IT & rozwiązania cyfrowe 3129
4 JUMP soft a.s. Słowacja IT & rozwiązania cyfrowe 1965
5 NSoft d.o.o. Mostar Bośnia i Hercegowina IT & rozwiązania cyfrowe 1760
6 ZOOT a.s. Czechy Internet, media & telekomunikacja 1557
7 MUSOFT.CZ Czechy IT & rozwiązania cyfrowe 1352
8 Miquido Polska IT & rozwiązania cyfrowe 1214
9 High Tech Engineering Center Group Serbia IT & rozwiązania cyfrowe 1109
10 INNOVATIX Kft. Węgry IT & rozwiązania cyfrowe 1070

Kategoria „Wschodzące Gwiazdy”

Kryteria szczegółowe dla firm w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”

  • historia działalności nie jest krótsza niż trzy lata,
  • w rozpatrywanych okresach rocznych osiąga przychody operacyjne nie mniejsze niż 30 tys. euro.
Lp. Nazwa firmy Kraj Sektor Wzrost (proc.)
1 Deeper, UAB Litwa IT & rozwiązania cyfrowe 3631
2 Phenicoptere Sp. z o.o. Polska Biotechnologia, nanotechnologia & technologie medyczne 2370
3 IncQuery Labs Ltd. Węgry IT & rozwiązania cyfrowe 1700
4  Absolvent.pl Sp. z o.o. Polska Internet, media & telekomunikacja 1581
5 Skypicker.com s.r.o. Czechy IT & rozwiązania cyfrowe 1534
6 Statscore sp. z o.o. Polska IT & rozwiązania cyfrowe 997
7 Tooploox Sp. z o.o. Polska IT & rozwiązania cyfrowe 867
8 Argutec, s.r.o. Czechy IT & rozwiązania cyfrowe 829
9 Prusa Research s.r.o. Czechy IT & rozwiązania cyfrowe 688
10 UAB „Invenis” Litwa Internet, media & telekomunikacja 670
         

„Wielka Piątka”

Kryteria szczegółowe dla firm w kategorii „Wielka Piątka”

  • działa na rynku co najmniej od czterech lat,
  • w rozpatrywanych okresach rocznych osiąga przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro, z tymże w ostatnim rozpatrywanym roku przychody nie mogą być niższe niż 25 mln euro.
Lp. Nazwa firmy Kraj Sektor Wzrost (proc.)
1 Codewise Sp. z o.o. Sp. K. Polska IT & rozwiązania cyfrowe 13 052
2 Aliter Technologies, a.s. Słowacja IT & rozwiązania cyfrowe 484
3 UAB „Pigu” Litwa Internet, media & telekomunikacja 171
4 UAB „ENERSTENA” Litwa Czyste technologie & energia 126
5 INSOFT Development & Cosulting Rumunia IT & rozwiązania cyfrowe 115

 

Partnerzy rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe: Orange, Intel, Salesforce, Grupa Adamed, KIC Innoenergy

Patroni Honorowi rankingu: Ministerstwo Rozwoju, Ministerstwo Cyfryzacji, Ministerstwo Energii, Urząd Patentowy RP, NCBiR, PARP, GPW

 

EBC pozostawił stopy i program QE na niezmienionym poziomie

Europejski Bank Centralny pozostawił główne stopy procentowe na niezmienionym poziomie – stopę refinansową na poziomie 0 proc., a stopę depozytową na poziomie -0,4 proc. Nie zmienił również wielkości programu skupu aktywów który wynosi obecnie 80 mld euro miesięcznie. W komunikacie po decyzji, ECB stwierdził, iż program QE ma trwać do marca 2017 r. lub dłużej, a stopy procentowe pozostaną na obecnym lub niższym poziomie przez długi czas, również po zakończeniu skup aktywów. Perspektywy gospodarcze są narażone na negatywne ryzyko, a bank jest gotowy użyć wszelkich narzędzi, aby mu przeciwdziałać. Rewizja dotychczasowych działań EBC nastąpi natomiast na grudniowym posiedzeniu EBC na podstawie nowych prognoz i opinii komisji analizujących skutki QE.

Euro na początku zareagowało jastrzębio na odłożenie kluczowych decyzji przez EBC do grudnia, umacniając się do dolara powyżej poziomu 1,10. Jednak prezes Banku – Mario Draghi, stwierdził, iż ujemne i niskie stopy procentowe, w odczuciu Rady Prezesów, nie wpływają negatywnie na mechanizm transmisji polityki monetarnej, co wywołało wyprzedaż euro. Obecnie para EURUSD traci około 0,2 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,0950 – najniżej od czerwca. Para zyskuje około 0,2 proc. handlując w pobliżu poziomu 0,8950 a para EURJPY zyskuje 0,1 proc. handlując w pobliżu poziomu 113,60. Również indeks niemieckich spółek DAX, który zaraz po decyzji wyraźnie tracił, po komentarzach ze strony prezesa Draghiego zyskuje około 0,4 proc., handlując w pobliżu poziomu 10690 punktów.

Polski złoty po decyzji EBC pogłębia straty do głównych walut, w szczególności do amerykańskiego dolara. Para USDPLN zyskuje obecnie około 0,5 proc., handlując obecnie w pobliżu poziomu 3,95, najwyżej od lipca. Para EURPLN obecnie zyskuje około 0,3proc. handlując w pobliżu poziomu 4,33, para CHFPLN zyskuje około 0,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 3,99 a para GBPPLN zyskuje około 0,1 proc., handlując w pobliżu poziomu 4,83.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: GPW sama sobie rzepkę skrobie

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Krajowy rynek już od dłuższego czasu nie poddaje się globalnym trendom, a środowa sesja była tego kolejnym dowodem. Mowa głównie o największych spółkach, w których inwestorzy zagraniczni w ostatnich miesiącach wyraźnie zmniejszyli swoje zaangażowanie. Konsekwencją tego zachowania była nie tylko ogólną słabość krajowego segmentu blue chipów, ale również jego rosnącą niezależność względem bazowych rynków otoczenia. Doprowadziło to do sytuacji, kiedy znaczne napływy do funduszy rynków wschodzących przechodziły bez większego echa przy Książęcej. Wyjątkiem od tej reguły było zachowanie segmentu małych i średnich spółek. Fundusze zagraniczne szukające interesujących celów inwestycyjnych zwiększyły bowiem swoje zainteresowanie spółkami średnimi, które korzystały na pozytywnych trendach makroekonomicznych i jednocześnie wolne były od ryzyk regulacyjnych. Tym samym segment blue chipów stał się bardziej niezależny wobec zmian nastrojów na rynkach globalnych niż krajowe średnie spółki. To pewne odwrócenie zależności praktykowanej wcześniej przez wiele lat, kiedy to indeks WIG20 lepiej reagował na zmiany rynkowego sentymentu niż mniejsze spółki, które z kolei powinny być silnie uzależnione od krajowej kondycji gospodarczej. Aktualny stan rzeczy nie jest więc naturalny i z biegiem czasu powinien ulec zmianie. Zaznaczyć jednak trzeba, że niekoniecznie musi stać się to szybko, gdyż raz stracone zaufane ciężko jest odzyskać. Przykład rynku węgierskiego pokazuje jednak, że „czas leczy rany”. Przykładowo wczoraj po dłuższym okresie posuchy do łask wróciła branża energetyczna, która w Europie od pewnego czasu radzi sobie nieźle, co jednak dotychczas nie przekładało się na wyceny krajowych spółek z tej branży, mimo że zwyżkujące ceny prądu im również będą sprzyjały. Nieco inaczej wygląda obraz mniejszych podmiotów. Tutaj warto wskazać na informacje z krajowej gospodarki, które konsekwentnie chłodzą wcześniejszy optymizm co do najbliższych kwartałów. Z początkiem roku prognozy mówiły o przyspieszeniu wzrostu w drugim półroczu. Teraz bardziej składają się do stabilizacji. Dane jednak zaczynają sugerować możliwe spowolnienie dynamiki wzrostu PKB poniżej psychologicznej bariery 3%. Wpływ na to ma zapaść w inwestycjach, spowalaniający eksport oraz mniejszy od spodziewanego wzrost konsumpcji. Nakłada się na to wczorajsza rewizja w górę wzrostu PKB za miniony rok z 3,6% do 3,9%. Oznacza to zwiększenie bazy, w stosunku do której ciężej będzie rosnąć w spodziewanym tempie.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Roczne płatne urlopy dla wszystkich! To zły pomysł PO

Roczne płatne urlopy dla 50-latków, to zły pomysł, który proponuje Platforma Obywatelska. Inny zły pomysł to bezzwrotne dopłaty dla wynajmujących mieszkania, gdy dla rozwoju tego rynku i obniżki czynszów potrzebne jest zniesienie nadmiernej ochrony lokatorów.

O dobrych i złych pomysłach zawartych w deklaracji programowej Platformy Obywatelskiej mówi ekspert FOR, Rafał Trzeciakowski.

W rozmowie z MarketNews24 jako zły wymienia też pomysł subsydiowania kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw.

-Obok dobrych pomysłów PO są jednak też takie, które zwiększają rolę interwencji państwa – mówi Rafał Trzeciakowski.

ZUS nie zbankrutuje, ale emerytury będą bardzo niskie; oto pomysł jak uratować system emerytalny

Powinniśmy podwyższać wiek, w którym przechodzi się na emeryturę, ale to jeszcze nie wystarczy. To konieczne właśnie teraz, bo pierwszy wielki powojenny wyż demograficzny w Polsce przechodzi na emerytury. ZUS nie zbankrutuje, ale emerytury będą bardzo niskie jeżeli nie zmienimy systemu emerytalnego.

O swoich wyliczeniach, dotyczących potrzebnych zmian w sytsemie emerytalnym w rozmowie z MarketNews 24 mówi dr Andrzej S. Bratkowski, b. członek Rady Polityki Pieniężnej i były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego.

Propozycje eksperta idą w całkiem innym kierunku niż wyborcze obietnice z kampanii prezydenckiej.

– Jeśli zależy nam na dobrobycie wszystkich żyjących, a nie tylko na taniej sile roboczej, to podstawowym wskaźnikiem, jaki powinien nas interesować, powinna być wysokość PKB na głowę. Ten wskaźnik z kolei zależy od proporcji między liczbą niepracujących do liczby pracujących oraz wydajności pracy pracujących. Wśród niepracujących są także osoby w wieku 15-64 lata, wśród pracujących osoby powyżej 64 roku życia.

Okazuje się, że wzrost współczynnika aktywności zawodowej dla ludności w wieku 15-75 lat z poziomu 57,1% w 2015 r. do poziomu 65% i spadek stopy bezrobocia do 5% w 2050 r. powoduje, że mimo iż, zgodnie z prognozą ZUS, ogólna liczba ludności spada o ponad 4,5 mln, wielkość zatrudnienia spadnie tylko o około 1,2 mln. W rezultacie wskaźnik liczby niepracujących do pracujących z poziomu ponad 1,25 w 2013 r. obniżyłby się do około 1,15 w 2050 roku! Zupełnie inna byłyby jednak struktura osób pozostających na utrzymaniu pracujących. Radykalnie spadłaby liczba osób niepracujących w wieku produkcyjnym, dość wyraźnie liczba dzieci, natomiast liczba osób starszych, które by musiał utrzymać statystyczny pracujący, podwoiłaby się.

Czy taki wzrost aktywności zawodowej i spadek stopy bezrobocia jest realny? Aby go osiągnąć trzeba w najaktywniejszych zawodowo grupach wiekowych 25 – 54 podnieść wskaźnik aktywności do około 90%, czyli poziomu jaki już dziś występuje w Szwajcarii w tej grupie wiekowej. W przedziale 55-64 trzeba podnieść poziom aktywności też do obecnego poziomu Szwajcarii, czyli 74%. Natomiast w grupie pracujących w wieku 65-74 osiągnąć wskaźnik około 15%. W Szwajcarii wynosi on obecnie niecałe 12%, ale już w Szwecji osiąga obecnie ponad 16%.

Osiągniecie przyjętych celów za 34 lata, przy wzroście zamożności społeczeństwa, wyższym poziomie medycyny, zmianach trybu życia, wyższych płacach i ograniczaniu udziału najbardziej uciążliwych rodzajów pracy w ogólnej liczbie miejsc pracy nie wydaje się bardzo ambitnym zadaniem. Zwiększając dodatkowo aktywność osób w wieku 65+ oraz dość niską, w porównaniu z innymi krajami, w przyjętych założeniach aktywność młodzieży w wieku 15- 24 lata można osiągnąć jeszcze lepsze wskaźniki.

W Polsce rośnie ryzyko kryzysu finansowego, takiego jak na Węgrzech i w Słowenii

Program 500+ nadwyrężył finanse publiczne, a skutki tego widać w przygotowanej przez rząd ustawie budżetowej, w której założono, że dług publiczny wyniesie 997 mld zł. Rośnie ryzyko kryzysu finansowego, takiego jak na Węgrzech i w Słowenii. Niewielkie wahnięcie kursu złotego spowoduje, że dług przekroczy 1 bln zł.

– Wystarczy, aby kurs złotego zmienił się o 5 groszy, a dług przekroczy tę granicę – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR. – Rośnie ryzyko kryzysu finansów publicznych i powtórzenia kłopotów Węgier czy Słowenii.

Bluetooth 5.0 będzie przełomowym krokiem na drodze do rozwoju Internetu rzeczy

Najprawdopodobniej już na początku 2017 roku na rynku pojawi się nowa wersja Bluetooth. Zapewni ona m.in. komunikację pomiędzy lodówkami, pralkami oraz robotami kuchennymi, a naszymi smartfonami. Dzięki temu, zyskamy zdalną kontrolę nad domowymi sprzętami, tymczasem one będą nam przypominały o codziennych obowiązkach.

Bezprzewodowe przesyłanie danych odbywa się już od dawna w naszych telefonach komórkowych i komputerach. Najpopularniejszym tego przykładem są zestawy słuchawkowe. Dzięki nim, nie trzeba trzymać w ręku aparatu w trakcie rozmowy, co znacznie podnosi komfort korzystania ze smartfonów oraz tabletów. Znacznym ułatwieniem okazuje się także możliwość przenoszenia plików między komputerem, a innymi urządzeniami bez użycia kabla. Wkrótce nowa technologia umożliwi pełniejsze wykorzystanie Internetu rzeczy.

– Realnie nadchodzą czasy, w których lodówka, pralka lub robot kuchenny zyskają możliwość komunikowania się z przenośnym sprzętem telefonicznym poprzez standard Bluetooth 5.0. Urządzenia domowe będą automatycznie przypominać o konieczności zrobienia zakupów, wysyłając użytkownikowi listę najpotrzebniejszych produktów, np. aktualnie brakujących w chłodziarko-zamrażarce. Poinformują też o zakończeniu prania lub dostarczą nowe przepisy na oryginalne potrawy – mówi dr inż. Paweł Prociów z firmy technologicznej Sensorberg.

Bluetooth 5.0 będzie mieć aż cztery razy większy zasięg (w idealnych warunkach nawet do 400 metrów) i pozwoli na przesyłanie osiem razy większych plików, niż można to robić obecnie. Pasmo robocze dla tej technologii wynosi 2,4 GHz, zatem sygnał ulega przytłumieniu, jeśli na swojej drodze napotka barierę wodną lub drewnianą. Od szczegółów technicznych, ważniejszy jest jednak fakt, że w nowej wersji zachowane zostanie niskie zużycie prądu. Tym samym aktualne wymagania rynku i użytkowników powinny być dość dobrze zaspokojone.

– Transfer 2 Mb/s, w obecnych przypadkach użycia, jest zdecydowanie wystarczający. Dostępne są technologie umożliwiające szybsze przekazywanie danych, takie jak np. Wi-Fi, lecz ta pobiera do 100% więcej energii i nie posiada przy tym funkcjonalności specyficznych dla Bluetootha. A jest on przede wszystkim mocno ukierunkowany na osobistą przestrzeń i łatwe podłączanie urządzeń znajdujących się w bezpośredniej bliskości użytkownika, zaś Wireless Fidelity to sposób na połączenie człowieka z chmurą obliczeniową i dostarczenie danych z globalnej sieci – tłumaczy ekspert.

O masowym użytkowaniu nowinek technologicznych decydują przede wszystkim korzyści i ewentualne straty, jakie mogą ze sobą nieść. Aktualne zdobycze techniki muszą zaspokajać bieżące ludzkie potrzeby, lecz nie mogą stwarzać ryzyka wystąpienia innych problemów. W obecnych czasach, szczególnie istotna stała się ochrona prywatności i tajemnicy korespondencji. Użytkownicy chcą mieć pewność, że nikt nie będzie podsłuchiwał prowadzonych przez nich rozmów, ani wykradał danych z ich telefonów. Jednym z największych niebezpieczeństw jest możliwość przejęcia kontroli nad smartfonem przez osoby trzecie lub zawirusowanie go. Eksperci jednak uspakajają, że można się przed tym ustrzec.

Słabsze dane z Polski. Stopy procentowe w USA w dół w grudniu

Produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna w Polsce poniżej oczekiwań. Niespójne dane z rynku nieruchomości w USA. Trump pogrąża siebie i kampanie republikanów. Zapiski z bezowej księgi o sytuacji gospodarczej w USA.

Słabsze od oczekiwań dane z Polski

Wczorajsze dane opublikowane na temat produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej zaskoczyły inwestorów. Produkcja przemysłowa w ciągu roku rośnie o 3,2% wobec oczekiwanych 3,45%, z kolei sprzedaż detaliczna o 4,8% wobec oczekiwanych 6%. Reakcja rynków powinna być jednoznaczna – odwrót od złotówki. Tak się jednak nie stało. Wynika to najprawdopodobniej z tego, że inwestorzy straszeni przez media apokalipsą w Polsce byli gotowi na znacznie gorsze dane niż oczekiwania analityków. W rezultacie po samych danych złoty niemal nie drgnął.

Dziwne dane z rynku nieruchomości w USA

Dane z rynku nieruchomości w USA okazały się bardzo niespójne. Z jednej strony wydano 1225 tysięcy pozwoleń na budowę domów. To o 61 tysięcy więcej niż oczekiwano. Z drugiej strony rozpoczęto zaledwie 1047 tysięcy budów. To z kolei o 128 tysięcy mniej niż oczekiwano.

Kolejna porażka Trumpa

Trzecia debata Clinton-Trump nie zmieniła już zbyt wiele w sondażach. Przewaga Hillary Clinton jest na tyle wyraźna, że coraz mniej osób wierzy w sukces Donalda Trumpa. Dobrze to widać wśród firm bukmacherskich, które jeszcze w wakacje płaciły 3 dolary za 1 dolara postawionego na Trumpa, teraz jest to już 5 dolarów. Co takiego spowodowało, że traci poparcie? Po pierwsze skandal z nagraniem sprzed lat, gdzie kandydat republikanów chwali się swoimi podbojami miłosnymi, a raczej nie sam skandal, ale absolutna nieumiejętność przyznania się do błędu/słabości i brnięcie dalej w ten temat. Nie bez znaczenia jest też lawirowanie przy powtarzanych wielokrotnie pytaniach o uznanie wyniku wyborów oraz sugerowanie, że wybory w USA będą sfałszowane.

Beżowa Księga

Po wczorajszej prezentacji zapisków z posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku gwałtownie wzrosło przekonanie o grudniowej obniżce stóp procentowych. Jeszcze wczoraj szanse na pozostanie stóp na niezmienionym poziomie wynosiły 34,9%. Dziś stanowią 30,5%. Wartości te liczone są na podstawie notowań kontraktów terminowych na stopę procentową. Szansa na wzrost w listopadzie wynosi zaledwie 8,3%, gdyż posiedzenie to ma miejsce tydzień przed wyborami w USA. Co takiego znalazło się w owych zapiskach? Informacje, że większość regionów rozwija się stabilnie. Z drugiej strony dodano, że zatrudnienie w USA wcale nie znajduje się blisko maksimów, które można stabilnie utrzymać. Inflacja wciąż znajduje się poniżej 2% celu inflacyjnego. Zbyt silny dolar wpływa negatywnie na eksport. Kilka regionów zgłosiło niepewność biznesu co do rezultatu wyborów jako powód wolniejszego wzrostu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

MLP Group planuje utworzenie funduszu w formule typu REIT

MLP Group planuje utworzenie funduszu w formule typu REIT wykorzystując posiadane nieruchomości magazynowe. Finalna decyzja w tym zakresie zostanie podjęta po uchwaleniu przepisów przygotowywanej ustawy określającej zasady funkcjonowania spółek rynku wynajmu nieruchomości.  

MLP Group, wiodący deweloper powierzchni magazynowych w Polsce, rozważa stworzenie funduszu w formule typu REIT (Real Estate Investment Trust), w oparciu o posiadane nieruchomości. Ostateczna formuła w jakiej MLP Group będzie chciało funkcjonować zostanie dopasowana do przepisów jakie mają zacząć obowiązywać od początku 2017 r. Ostatnio Ministerstwo Finansów zaprezentowało projekt ustawy w tym zakresie. Zgodnie z założeniami resortu finansów fundusze typu REIT mają być jednym z instrumentów umożliwiających Polakom oszczędzanie m.in. na przyszłą emeryturę. Fundusze mają przynosić stały dochód, a zdecydowana część zysku będzie wypłacana akcjonariuszom w postaci dywidendy. Dla inwestorów nie będzie też progu wejścia do funduszu, będzie też możliwość wyjścia w każdej chwili.

Radosław T. Krochta, Prezes MLP Group S.A.
Radosław T. Krochta, Prezes MLP Group S.A.

 „Chcemy wykorzystać swoje doświadczenie i wysokie kompetencje w branży nieruchomości magazynowych i wejść w segment  REIT. Dotychczasowa działalność takich funduszy w innych krajach potwierdza, że ten instrument inwestycyjny zapewnia znacznie wyższe stopy zwrotu niż akcje, obligacje czy surowce” – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes MLP Group S.A.

Real Estate Investment Trust to forma funduszu inwestującego w nieruchomości komercyjne. Inwestycje mają charakter bezpośredni i pośredni w postaci nabywania akcji lub udziałów przedsiębiorstw posiadających w swoim majątku nieruchomości. Taka forma najbardziej rozpowszechniona jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie z powodzeniem funkcjonuje od kilkudziesięciu lat.

Debata Clinton-Trump okiem ekspertów z Uniwersytetu Warszawskiego

Amerykański wyścig o prezydenturę zbliża się do mety. Ostatnia debata kandydatów na ten urząd – Hillary Clinton i Donalda Trumpa – odbyła się w nocy z 19 na 20 października. Wykładowcy Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego wspólnie ze studentami oglądali i komentowali debatę na żywo.

Noc dyskusji i analiz rozpoczęła się na Uniwersytecie Warszawskim tuż po północy. Na początek dr Karolina Brylska i mgr Mateusz Patera omówili znaczenie wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych – ich wymiar polityczny, socjologiczny i marketingowy. Następnie dr Andrius Suminas i dr Łukasz Przybysz przypomnieli najważniejsze debaty prezydenckie w historii amerykańskiej demokracji, zwrócili uwagę na słynne wpadki i sukcesy ich uczestników i prowadzących. Wreszcie dr Monika Kożdoń-Dębecka oraz dr Tomasz Gackowski podsumowali wcześniejsze starcia Hillary Clinton i Donalda Trumpa i ocenili, czego można spodziewać się w ostatnim pojedynku.

Poniżej przedstawiamy komentarze ekspertów WDIB UW na temat debaty.

Dr Tomasz Gackowski

Wielką nieobecną w tej kampanii jest gospodarka. Tak było w poprzednich debatach, tak stało się i dzisiaj. Prowadzący oczywiście wprowadzał wątki związane z długiem publicznym czy kwestią bezrobocia, ale kandydaci odpowiadali lakonicznie i szybko przechodzili do innych, bardziej wygodnych dla nich tematów. Można odnieść wrażenie, że najlepiej przygotowany w tematyce ekonomicznej był prowadzący – celna diagnoza, brakowało tylko recepty, której niestety nie przedstawił żaden z kandydatów.

Dr Karolina Brylska

– Hillary Clinton sprawiała wrażenie lepiej przygotowanej do odgrywania „stałych fragmentów gry”, czyli pytań, które można było przewidzieć i ripost, które padały ze strony przeciwnika. W tego typu sytuacjach powinniśmy reagować algorytmami, w sposób przygotowany i przemyślany wcześniej, z uwzględnieniem założonego przekazu. Ponadto kandydatka Partii Demokratycznej argumentowała bardziej koherentnie, spójnie, konsekwentnie trzymała się planu – pamiętała, że z debatą jest jak z grą w szachy: nie chodzi o to, by zbić pionka, tylko by dać mata królowi.

Dr Monika Kożdoń-Dębecka

Widzowie oczekiwali, co się wydarzy, gdy debatę poprowadzi dziennikarz stacji Fox News, teoretycznie sprzyjającej raczej Partii Republikańskiej. Tymczasem można było odnieść wrażenie, że  prowadzący – chcąc być szczególnie poprawnym – był bardziej wymagający dla Trumpa niż Clinton. Doświadczenie Clinton w udziale w debatach spowodowało, że udało jej się bardzo umiejętnie omijać niewygodne dla siebie tematy. Robiła to niepostrzeżenie i skutecznie.

Dr Łukasz Przybysz

Dość zaskakująco zabrzmiała deklaracja Donalda Trumpa, że to de facto Hillary Clinton będzie prezydentem i to ona będzie musiała poradzić sobie z bałaganem, w jakim znajdują się Stany Zjednoczone. Hillary Clinton była bardziej sprawna w komunikowaniu werbalnym i niewerbalnym, dzięki czemu wychodziła zwycięsko z ważnych wizerunkowo potyczek.

Dr Andrius Suminas

Moim zdaniem wynik debaty jest wyrównany – trudno jednoznacznie wskazać zwycięzcę. Nie jest to z pewnością wydarzenie, które zmieni przebieg kampanii. Szkoda, że widzowie nie mogli usłyszeć niczego nowego, kluczowe wątki powtórzyły się – znamy je z poprzednich debat i innych wystąpień kandydatów. Uważam, że szeroko komentowane będzie stwierdzenie Trumpa, że nie zaakceptuje on wyników wyborów w wypadku przegranej. We wcześniejszych kampaniach prezydenckich takie stwierdzenie byłoby dla kandydata zabójcze, jednak w przypadku Trumpa takie stwierdzenia są szokujące, ale nie przekreślają kampanii.

Mgr Mateusz Patera

Donald Trump nie wykorzystał argumentu, który pojawił się tuż przed debatą – chodzi o rzekomy udział człowieka z kierownictwa sztabu Clinton w opłacaniu osób wywołujących incydenty na wiecach Trumpa. Kandydat Republikanów podejmował tematy podsuwane przez Clinton, a niekoniecznie korzystne dla niego samego i Partii Republikańskiej w ogóle.

Polskie MŚP nadal igrają z ryzykiem kursowym

Niestabilność kursów walut na przestrzeni ostatniego roku nie wpłynęła na zmianę postaw polskich firm z sektora MŚP wobec ryzyka kursowego – wynika z najnowszego badania* przeprowadzonego przez 4P research mix dla instytucji płatniczej AKCENTA, realizującej i zabezpieczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów. Wciąż niepokojąco dużo, bo aż 78 proc. MŚP zajmujących się handlem zagranicznym w ogóle nie zabezpiecza swoich kontraktów przed ryzykiem niekorzystnych zmian notowań.

Rok 2016 z pewnością nie należał do spokojnych jeśli chodzi o kursy walut. Na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy za euro płaciliśmy od 4,26 do 4,41 zł, a za dolara amerykańskiego – od 3,78 do 3,99 zł. Jeszcze większe wahania zanotował funt brytyjski, który w lipcu kosztował jeszcze 5,31 zł, a w październiku nawet 4,73 zł**.

Ryzyko kursowe to niepotrzebna strata

– Ryzyko kursowe w handlu zagranicznym może zmniejszyć przychód z danej transakcji, a tym samym istotnie wpłynąć na jej opłacalność. To z kolei może być szczególnie groźne dla mniejszych eksporterów czy importerów, z natury rzeczy bardziej wrażliwych na zachwianie równowagi w finansach – mówi Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce.

Tymczasem w badaniu AKCENTY aż 78 proc. polskich eksporterów i importerów z sektora MŚP zadeklarowało, że w minionym roku nie stosowało żadnych zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym. Tym samym utrwalił się stan sprzed roku, gdy w badaniu AKCENTY również 78 proc. ankietowanych MŚP odpowiedziało, że nie chroni przed nim swojej firmy. W tym roku odnotowano jednak drobne różnice w odpowiedziach między eksporterami a importerami. Wśród firm zajmujących się eksportem z zabezpieczeń korzysta bowiem 20 proc. przedsiębiorców, w przypadku importerów ten odsetek wynosi obecnie 23 proc.

Wykres 1.

wykres akcenta 1

Forward wciąż najpopularniejszy

Radosław Jarema z AKCENTY twierdzi, że główną przyczyną tego stanu rzeczy jest niedostateczna wiedza polskich przedsiębiorców o możliwościach zabezpieczenia się przed ryzykiem kursowym. – Przedsiębiorcy często nie mają nawet świadomości tego, że takie możliwości istnieją. A jeśli już o nich wiedzą, to uważają, że są to rozwiązania zbyt drogie lub zwyczajnie nie nadają się dla małych lub średnich firm. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie – przekonuje Jarema.  – Eksporterzy i importerzy mają chociażby dostęp do forwardów, które są najłatwiejszym sposobem zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym. To rozwiązanie nie tylko proste, ale także łatwo dostępne i, co ważne, całkowicie bezpłatne. Dlatego tak dobrze sprawdza się w przypadku MŚP – dodaje ekspert.

Jak to działa forward? Najkrócej mówiąc, forward polega na tym, że umawiamy się na zakup lub sprzedaż waluty w przyszłości po konkretnym, dziś ustalonym kursie. Nie ma zatem ryzyka niekorzystnych wahań kursu waluty, a firma jest pewna wysokości marży na danej transakcji.

Zalety forwardów dostrzegają również przedsiębiorcy i dlatego jeśli już decydują się na zabezpieczenie przed ryzykiem kursowym, to najczęściej wybierają właśnie to narzędzie. W rezultacie, w badaniu AKCENTY niemal 3/4 (74 proc.) polskich eksporterów i importerów z sektora MŚP zadeklarowało, że w minionym roku skorzystało z tego rozwiązania. Dla porównania, w zeszłorocznym badaniu korzystanie z forwardów zgłosiło 68 proc. badanych firm.

MŚP walczą z ryzykiem niewłaściwie

Spośród innych sposobów zabezpieczenia przed ryzkiem kursowym, przedsiębiorcy stosunkowo najczęściej przerzucają ryzyko kursowe na klienta czy kontrahenta poprzez fakturowanie w walucie krajowej (13 proc. importerów i 35 proc. eksporterów, którzy korzystali z zabezpieczeń) lub uwzględnienie wahań kursów w cenach (9 proc. importerów i 40 proc. eksporterów).

– Warto zauważyć, że takie rozwiązania obniżają konkurencyjność oferty polskich przedsiębiorców. Mogą prowadzić do zmniejszenia lub utraty zamówień, a nawet wyparcia z rynku przez konkurentów – ostrzega Radosław Jarema z AKCENTY.

Inne najczęściej stosowane przez MŚP metody ochrony przed ryzykiem kursowym to: ujmowanie kosztów i dochodów w jednej walucie (13 proc. importerów i 30 proc. eksporterów), opcje walutowe (22 proc. importerów i 10 proc. eksporterów), ubezpieczenie ryzyka walutowego (13 proc. importerów i 5 proc. eksporterów) oraz faktoring międzynarodowy (13 proc. importerów i 5 proc. eksporterów).

Wykres 2.wykres akcenta 2

* Badanie zostało przeprowadzone przez 4P research mix na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA na przełomie września i października oraz objęło grupę mikro, małych oraz średnich firm, dla których eksport lub import jest istotną częścią działalności. Dane zebrano metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na próbie 200 przedsiębiorstw z sektora MŚP, zajmujących się importem (N=100) lub eksportem (N=100).

** Średnie kursy NBP, tabela A.

BIG InfoMonitor: Tysiąc upadłości konsumenckich kwartalnie

Blisko 3 tys. osób ogłosiło upadłość konsumencką w ciągu 9 miesięcy 2016 roku. To ponad dwa razy tyle co  w analogicznym okresie ubiegłego roku, choć chętnych jest znacznie  więcej.  Sądy mają jednak coraz więcej pracy z rozpoczętymi już postępowaniami upadłościowymi, dlatego czas od  wpłynięcia nowych wniosków do ich rozpoznania wydłuża się.

Z danych Monitora Sądowego i Gospodarczego, w którym publikowane są orzeczenia na temat upadłości konsumenckiej wynika, że w ciągu 9 miesięcy tego roku upadłość objęła blisko 3000 osób.  W analogicznym okresie zeszłego roku liczba ta sięgnęła 1263 osób. W całym roku sądy ogłosiły 2153 upadłości.

Zapowiada się, że liczba upadłości konsumenckich w 2016 r.  przekroczy 4 tys. – Choć spodziewaliśmy się, że w drugim roku obowiązywania nowego zliberalizowanego prawa będzie to udziałem około 5 tysięcy osób – mówi Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor.  – Rosnąca liczba upadłości powoduje jednak, że sądy są coraz bardziej przeciążone. Fala nowych wniosków o upadłość konsumencką nakłada się na rozpoczęte już postępowania upadłościowe. W efekcie wydłuża się czas upływający od momentu przyjęcia wniosku do jego rozpoznania – tłumaczy Joanna Podczaszy z Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka pracy doktorskiej na temat upadłości  konsumenckiej w Polsce. Dzieje się tak mimo znacznie mniejszego zainteresowania procedurą upadłości w  Polsce, niż w krajach zachodnich np. w Niemczech, gdzie  w 2015 r. ogłoszono upadłość konsumencką w stosunku do 107 919 osób[1].

Nawet rok i dłużej może trwać etap od ogłoszenia upadłości do ustalenia planu spłaty

Prawniczka z Uniwersytetu Wrocławskiego zwraca uwagę, że infrastruktura sądów staje się powoli niewydolna. – Trzeba mieć świadomość, że postanowienie o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej to dopiero początek rozpoczynający kolejne etapy postępowania. W zależności od tego jaki jest rodzaj majątku niewypłacalnego dłużnika, upadłość obejmująca likwidację  majątku, może zająć od 6 do 12 miesięcy a nawet dłużej, jeśli np. nieruchomość wchodząca w skład masy upadłości jest trudna do sprzedaży – wyjaśnia prawniczka.

Czasochłonność procedury najlepiej widać po statystykach. Jak podaje Ministerstwo Sprawiedliwości w ciągu półtora roku obowiązywania nowych przepisów – od stycznia 2015 r. do końca czerwca 2016 r. – na ponad 4,2 tys. ogłoszonych upadłości, sądy ustaliły 48 planów spłaty oraz w 110 przypadkach zadecydowały o umorzeniu zobowiązań upadłego bez wyznaczania planu spłaty.

Upadłościom konsumenckim nie pomaga fakt, że od 2015 r., w zajmujących się wcześniej właściwie tylko upadłościami firm wydziałach ds. upadłościowych i restrukturyzacyjnych, obecnie spawy konsumenckiej stanowią 70-80  proc.  Do końca 2014 r. ich udział był znikomy. Dodatkowo też, od tego roku, tym samym wydziałom sądów doszły obowiązki związane z nowym prawem restrukturyzacyjnym dla firm.

Symboliczne kwoty w planach spłaty

Po wspomnianym wcześniej etapie likwidacji masy upadłości, czyli spieniężeniu majątku dłużnika i częściowej spłacie wierzycieli, sąd przechodzi do kolejnego mniej już czasochłonnego etapu. Ustala dłużnikowi miesięczny plan spłaty wierzycieli na najbliższy okres do 36 miesięcy – wyznaczając miesięczne raty wobec każdego z wierzycieli. W sytuacjach wyjątkowych, kiedy zdolności finansowe upadłego wskazują, że nie byłby on w stanie obsługiwać planu spłaty bez znacznego uszczerbku dla własnej sytuacji bytowej, sąd umarza zobowiązania bez ustalenia planu spłaty wierzycieli.

Co wynika z pierwszych planów spłaty? – Często sąd wyznacza do spłaty na rzecz  jednego wierzyciela symboliczne kwoty wynoszące kilkanaście, kilkadziesiąt złotych. Pełnią one bardziej funkcję wychowawczą niż windykacyjną i zaspokajającą roszczenia wierzycieli – zauważa Joanna Podczaszy. Choć plany spłaty wychodzą naprzeciw dłużnikom, dopiero  najbliższe lata pokażą jak będą wykonywane i jakie konsekwencje organizacyjne spowoduje to dla sądów. – Należy się spodziewać, że część dłużników, mimo konieczności zwrotu niewielkich sum nie będzie obsługiwać planów spłaty. Wtedy sąd z urzędu albo na wniosek wierzycieli będzie uchylać postanowienia o ustaleniu planu spłaty i umorzeniu i zobowiązań upadłego – zwraca uwagę doktorantka Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zobowiązania osób objętych upadłością konsumencką

Z analiz  BIK oraz BIG InfoMonitor  wynika, że  co piąta osoba ogłaszająca upadłość nie radzi sobie m.in. z kredytem mieszkaniowym, w pozostałych przypadkach w grę wchodzi zadłużenie na konsumpcję  zarówno  w bankach jak i pożyczkowych firmach pozabankowych. Przeciętna bankowa zaległość osób, które mają kredyty mieszkaniowe  waha się od blisko 480 do 580 tys. zł w zależności od tego czy bankrutujący posiadają także kredyty konsumpcyjne. Druga grupa osób, upadająca m.in. ze względu na zadłużenie konsumpcyjne, w samych bankach ma do oddania średnio ok. 72 tys. zł.

*Dane z Monitora Sądowego i Gospodarczego, w którym publikowane są wyroki sądów na temat upadłości konsumenckiej

[1] https://de.statista.com/statistik/daten/studie/150565/umfrage/privatinsolvenzen-in-deutschland-seit-2000/

Arendarski: Jednolity podatek przyniesie straty budżetowi państwa

Odnośnie jednolitej daniny konieczna jest rzetelna dyskusja. Obecnie nie wiadomo jak ona będzie liczona, kto będzie opowiadał za jej liczenie, jaki będzie wymiar podatku i składki ZUS-owskiej. Największy niepokój budzi zlikwidowanie podatku liniowego 19% dla osób prowadzących działalność gospodarczą, którzy rozliczają się za pośrednictwem PIT.

– To nie jest tak, jak minister Kowalczyk stwierdził w jednym z wywiadów, że bogaci prezesi banków zarabiający miliony płacą 19% podatku, a osoby zarabiające dużo mniej płacą 60%. Według moich informacji prezesi banków rozliczają się przez podatek dochodowy ze skalą progresywną – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Likwidacja podatku liniowego 19% dotknie wszystkich tych, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą, zatrudniając inne osoby. Podatki mogą wzrosnąć nawet o 100% – to drastyczny skok. Podejrzewam, że osoby dotknięte tą sytuacją, będą się broniły na wszelakie sposoby.

Część zapewne przejdzie do szarej strefy, część zaniecha działalności, a część znajdzie metody obejścia tego podatku. Już dzisiaj dochodzą słuchy o takich sposobach proponowanych przez kancelarie prawne i doradcze w Polsce. Bardzo pesymistycznie patrzę na rezultaty wprowadzenia jednolitej daniny, w szczególności odnośnie osób z własną działalnością gospodarczą, a nie będących prezesami banków. Bez względu na to, czy następny rząd będzie należał do PiS-u czy do innych ugrupowań politycznych, powinien wycofać się z tego podatku z uwagi na szkody już poniesione przez gospodarkę, jak i szkody, które gospodarka może ponieść w przyszłości – ocenił Arendarski.

R. Przasnyski: cena ropy będzie się konsolidowała do końca listopada

R. Przasnyski: cena ropy będzie się konsolidowała do końca listopada 9
Cena ropy do końca listopada będzie się poruszać w zakresie 45–55 dol. za baryłkę, uważa Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker. 30 listopada ma dojść do oficjalnego spotkania OPEC, czyli kartelu producentów czarnego złota. Zdaniem ekspertów jest więc wielce prawdopodobne, że zapadnie decyzja o ograniczeniu wydobycia i produkcji. Ale dynamicznego rajdu ceny ropy nie należy się spodziewać – dodaje Przasnyski. 

– Mamy od kilku tygodni bardzo ciekawą sytuację na rynku ropy naftowej. Oddziałują na nią takie czynniki, które mają znaczenie także dla ceny innych surowców, jak globalna koniunktura w gospodarce oraz polityka pieniężna amerykańskiej Rezerwy Federalnej, ale też czynniki specyficzne – stwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

Cena ropy amerykańskiej WTI od połowy września br. poszła w górę z poziomu około 43 dol. za baryłkę do ok. 52 dol., co można traktować jako kontynuację dłuższego trendu wzrostowego rozpoczętego w lutym br. w okolicach 28 dol.

– Powodem tej zwyżki były informacje o wstępnym porozumieniu największych producentów ropy co do ograniczenia produkcji. Miało do tego konsensu dojść podczas nieformalnego spotkania w Algierii – wyjaśnia Przasnyski.

Główny analityk Gerda Broker podkreśla, że porozumienie takie byłoby prawdziwym przełomem na rynku ropy.

– Do tej pory Arabia Saudyjska przede wszystkim, ale także pozostałe państwa zrzeszone w organizacji OPEC, raczej nie przejawiały chęci do zamrożenia lub ograniczenia wielkości produkcji czarnego złota. Natomiast na spotkaniu w Algierii doszło do zgody i ustalono, że trzeba z tą podażą ropy coś jednak zrobić. Stała duża podaż to główny czynnik, który sprzyja wzrostowi ceny ropy naftowej – tłumaczy Przasnyski – Poza tym pojawiające się od kilku tygodni informacje o tym, że zapasy surowca w Stanach Zjednoczonych spadają, wspomagają zwyżki ceny ropy – dodaje.

Ostatnio amerykański departament energii poinformował, że zapasy ropy naftowej w USA wzrosły o 4,85 mln baryłek (o 1 proc.), do 474 mln baryłek, co jest najbardziej dynamicznym wzrostem w okresie ostatnich 6 miesięcy. Jednocześnie Amerykański Instytut Paliw (American Petroleum Institute, API) podał, że zapasy czarnego złota w USA wzrosły pierwszy raz od 5 tygodni (o 2,7 mln baryłek).

– Zarówno cena ropy amerykańskiego typu, czyli WTI, jak i europejskiego, czyli Brent, dotarła do dość ważnego poziomu w okolicach 50 dol. za baryłkę. Tendencja wzrostowa w tej okolicy wyraźnie wyhamowała. Trudno powiedzieć, czy w najbliższych dniach będziemy mieli do czynienia z jakąś poważniejszą zwyżką. Na rynku coraz więcej mówi się o tym, że na jakiś poważniejszy ruch ceny ropy trzeba będzie poczekać do oficjalnego spotkania największych producentów ropy naftowej, które się odbędzie 30 listopada br. Wtedy zapadną konkretne, oficjalne decyzje – zauważa Przasnyski.

Analityk Gerda Broker wskazuje, że na rynku słychać głosy, że najwięksi producenci ropy, zarówno ci zrzeszeni w OPEC, jak i pozostali (np. Rosja) – zwiększają bardzo mocno produkcję i wydobycie ropy naftowej, właściwie do rekordowych poziomów.

– Każdy z tych producentów chce przed oficjalną decyzją o zamrożeniu bądź ograniczeniu produkcji startować z najwyższego możliwego poziomu swojego wydobycia, by potem ograniczenie mniej bolało. Taka sytuacja rodzi obawy, że jednak nierównowaga popytu i podaży w najbliższym czasie będzie w dalszym ciągu utrzymana na niekorzyść popytu, gdyż nic nie wskazuje na to, że globalna gospodarka ruszy ostro do przodu i zapotrzebowanie na ropę naftową szybko i mocno wzrośnie – wskazuje Przasnyski.

Ekspert uważa, że do końca listopada ceny ropy naftowej będą się wahać w przedziale 45–55 dolarów za baryłkę, a maksymalne poziomy cenowe w najbliższych miesiącach, w zależności od kilku czynników, mogą się znaleźć w przedziale 60–65 dolarów.

– Według mnie do 30 listopada tego roku należy oczekiwać wahań ceny czarnego złota w okolicach poziomu 45–55 dolarów za baryłkę. Później, w zależności od tego, jakie będą decyzje OPEC, być może ten poziom przesunie się na północ, do mniej więcej 60 dol. O tym mówią zresztą prognozy głównych analityków najważniejszych banków inwestycyjnych, które szacują maksymalne poziomy cenowe ropy w najbliższych miesiącach na jakieś 60–65 dol. za baryłkę. Należy wspomnieć, że nie brakuje prognoz, które mówią, że cena baryłki ropy WTI czy Brent do końca roku będzie się konsolidować – mówi Przasnyski.

Polskie banki liderami innowacji w branży finansowej. Muszą się jednak przygotować na wyzwania rzucane przez fintech

Polskie banki liderami innowacji w branży finansowej. Muszą się jednak przygotować na wyzwania rzucane przez fintech 10
Eksperci podkreślają, że polskie banki to obecnie prymusy innowacji w skali globalnej. Ale komfortowa sytuacja nie jest dana raz na zawsze. Rosnące znaczenie fintech sprawia, że rodzime instytucje muszą intensywnie śledzić coraz szybsze zmiany na rynku i odpowiednio reagować na potrzeby klientów. Najbardziej widoczne zmiany dotkną placówki bankowe, podkreśla twórca mBanku i były prezes BRE Banku Sławomir Lachowski.

– Mamy takie sformułowanie, które zrobiło karierę, nazywa się fintech. W istocie rzeczy to nic innego jak financial technology albo w tłumaczeniu na polski finansowa technologia – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Sławomir Lachowski. – W tym zakresie chodzi o wykorzystanie najnowocześniejszych zdobyczy technologii, żeby lepiej zaspokoić potrzeby klientów. Może ona i powinna być wykorzystywana przez banki, ale daje również szansę start-upom.

Ekspert wskazuje, że fintech w powszechnym pojęciu to są właśnie start-upy, podczas gdy w rzeczywistości ten trend obejmuje również zmiany, jakie zachodzą w bankowości.

– W tym zakresie śmiem twierdzić, że w bankowości nic nie będzie tak, jak było. Za kilka lat, tutaj nie podejmę się prorokować czy to będzie za 5, czy za 10, ale nie będziemy mieli 3/4 oddziałów. One są po prostu najzwyczajniej w świecie nie potrzebne po to, aby stworzyć model biznesowy w bankowości, w szczególności tej, która obsługuje klientów indywidualnych – ocenia Lachowski.

Jak wynika z badania GFT Digital Banking Expert Survey, jedynie 5 proc. banków przewiduje, że w przyszłości oddziały całkowicie znikną. Jednak pozostawienie oddziałów w takiej formie jak obecnie przewiduje jedynie 19 proc. instytucji. Wśród pozostałych respondentów większość przyznaje, że funkcjonalność placówek ulegnie zmianie. Badanie stwierdza jednoznacznie, że gracze rynkowi będą je modyfikować przy wykorzystaniu nowych technologii.

– Taka bankowość, która jest wygodna, która jest przejrzysta, która daje najlepsze produkty i niezwykłe, pozytywne doświadczenie klientów, nie wymaga dzisiaj oddziału. Wygoda to możliwość korzystania z bankowości i realizowania transakcji w dowolnym miejscu, w dowolnym momencie, a oddziały są otwarte tylko w odpowiednim czasie i zlokalizowane w odpowiednim miejscu – stwierdza ekspert.

Raport GFT Digital Banking Expert Survey dodaje, że cyfryzacja części prostszych procesów oznacza, że obsługa oddziału będzie mogła się skupić na usługach doradczych. Wyniki ankiety potwierdzają, że nie ma uniwersalnej strategii dla wszystkich instytucji finansowych. Banki muszą dostosować kształt placówek do swoich celów biznesowych i potrzeb klientów.

– Doradztwo, które mówi się, że może być wykonywane w oddziałach przez ludzi, może być wykonywane zdalnie. Znów, na zawołanie, w odpowiednim momencie, wtedy, kiedy tego naprawdę potrzebuję i mogę się skontaktować z najlepszym, a nie z tym, który jest w konkretnym oddziale doradcą. W bankowości nic nie będzie tak, jak było, a to jest efekt zmian technologicznych – ocenia Lachowski.

Badanie Deloitte z połowy bieżącego roku wskazuje, że choć oddział pozostaje kluczowym kanałem dla polskich klientów banków, to są oni gotowi do stopniowej migracji do kanałów zdalnych. Mimo to potrzeba bezpośredniego kontaktu z pracownikiem banku jest powszechna i firma konsultingowa wnioskuje, że migracja do kanałów zdalnych powinna być inspirowana i wspierana przez banki. Z kolei analiza GFT dotycząca działań banków związanych z dostosowaniem placówek bankowych do zmieniających się realiów technologicznych wyróżnia dwa typy strategii. Pierwsza z nich zakłada przesunięcie większej części komunikacji z klientem online i pomocniczą rolę oddziałów. Drugie podejście, stosowane przez większość tradycyjnych banków, ma charakter ewolucyjny, polegający na równoległym rozwoju zarówno kanałów tradycyjnych, jak i cyfrowych.

– Polski sektor bankowy reprezentuje pod względem technologicznym najwyższy poziom światowy. Najważniejsze jest jednak ti, żeby to nie uśpiło czujności prezesów jak i szefów technologii. Ponieważ to, co widzimy obecnie, to zmiany technologiczne, które odbywają się w zawrotnym tempie – uprzedza Lachowski. – Tempo w zasadzie wykładnicze powoduje, że jutro będzie zupełnie inaczej i dlatego najważniejsze jest, żeby zachować czujność i pokorę przed wyzwaniami przyszłości i nie osiąść na laurach. 

Badania The Forrester Research wskazują jednoznacznie, że polska bankowość elektroniczna jest liderem w skali całej Europy. Faktem, że polski sektor bankowy kreuje obecnie globalną innowacyjność w branży finansowej zainteresował również m.in. prestiżowy periodyk „American Banker”, który opisał zjawisko inspirowania się nowoczesnymi usługami polskich banków przez instytucje ze Stanów Zjednoczonych.

Wsparcie państwa i zmiana nastawienia mogą pomóc w rozwoju polskich start-upów. Pod względem innowacyjności polskie start-upy są w europejskiej czołówce

Wsparcie państwa i zmiana nastawienia mogą pomóc w rozwoju polskich start-upów. Pod względem innowacyjności polskie start-upy są w europejskiej czołówce 11
Obecnie w Polsce działa ok. 2,7 tys. start-upów. Pod względem ich liczby i jakości mamy jeszcze sporo do nadrobienia – mówi Piotr Przewrocki, dyrektor zarządzający QBN Fund. Polskie start-upy są często niegotowe na inwestycje. Pod względem ich innowacyjności niewiele brakuje nam do czołówki, problemem jest marketing i sprzedaż. Tylko niewielka część start-upów finansuje działalność z zewnętrznych źródeł. W najbliższym czasie może to się zmienić. Na rozwój start-upów rząd zamierza przeznaczyć 3 mld zł.

Jesteśmy na początku drogi, bardzo dynamicznie się rozwijamy, niemniej jednak wielkość polskiego rynku start-upów jest mniej więcej rozmiaru samego tylko rynku berlińskiego start-upów. Mamy dużo do nadrobienia zarówno jeżeli chodzi o jakość, jak i ilość – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Piotr Przewrocki, dyrektor zarządzający QBN Fund.

Z raportu „Polskie start-upy 2016” wynika, że obecnie w kraju działa ponad 2,6 tys. start-upów (przy 2,4 tys. rok wcześniej). Choć ich liczba stopniowo rośnie, to w porównaniu z zachodnimi krajami jeszcze wciąż niewiele.

Wiele mogłaby zmienić edukacja. Solidna wiedza po stronie start-upów bardzo by pomogła. Start-upy najczęściej przychodzą niegotowe do inwestycji, brakuje zespołów dobrej jakości, mamy natomiast bardzo dobrych inżynierów i projekty, ale wymagają one sporo pracy. Stąd szczególna rola akceleratorów, które są w stanie pomóc rozwinąć się start-upom – mówi Przewrocki.

W tym roku już kilka rodzimych start-upów odniosło międzynarodowy sukces. Jeden z nich, Doc Planner, przejął konkurenta z Hiszpanii i dzięki temu wejdzie na rynki Brazylii i Meksyku. Estimote otrzymał od inwestorów z Doliny Krzemowej blisko 11 mln dol. Firma Naspers (z RPA) zainwestowała z kolei w start-up Brainy.com.

Pod względem jakości pomysłów dajemy sobie radę. Gorzej radzimy sobie w marketingu, sprzedaży i rozwoju produktu. Myślę jednak, że nie mamy się czego wstydzić, jeżeli chodzi o innowacyjność naszych projektów – przekonuje dyrektor QBN Fund.

Pod względem innowacyjności polskie start-upy wypadają zdecydowanie lepiej niż ogół przedsiębiorstw. Co siódmy start-up (14 proc.) ma patent lub jest w toku procedury patentowej w kraju (co trzeci patentujący) lub za granicą (2/3 patentujących). Wśród wszystkich polskich przedsiębiorców patentami pochwalić się może jedynie około promila z nich.

Potrzebna jest zmiana nastawienia, powinniśmy wspierać te projekty, które dają internacjonalizację naszych projektów. Polska jest za małym rynkiem na to, żeby odbierać innowacje. Możemy je rozwijać, tworzyć, ale musimy się nauczyć sprzedawać za granicą – wskazuje ekspert.

Średnio co drugi start-up sprzedaje swoje usługi za granicą. Połowa wśród eksportujących start-upów realizuje poza granicami Polski więcej niż 50 proc. swoich przychodów, a 60 proc. eksporterów prowadzi sprzedaż zagraniczną od momentu swojego powstania.

Zdaniem prezesa QBN Fund powodzenie inwestycji startupowych zależy przede wszystkim od funduszy zalążkowych typu seed i funduszy inwestycyjnych, jak venture capital. Pomoc w ich tworzeniu oferowały Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości i Krajowy Fundusz Kapitałowy.

Były one traktowane jednak jako jeszcze jedna forma dotacji, nie rozumiano specyfiki branżowej. Największą bolączką, która przeszkodziła nam rozwinąć się dobrze jako krajowi start-upów, było to, że nie dopuściliśmy menadżerów zachodnich do zarządzania tymi środkami, dość duża była natomiast przypadkowość osób, które zajęły się rynkiem VC. Tak naprawdę poza 23 funduszami trudno mówić o profesjonalnych funduszach VC w Polsce – analizuje Przewrocki.

Średnio na rynku seed 1 na 100 projektów udaje się, dużo zależy również od dopasowania akceleracji do danego start-upu. Jeśli przygotowany plan rozwoju jest odpowiednio dobrany, to szanse na powodzenie może mieć więcej firm.

Minimalna oczekiwana stopa zwrotu na rynku VC to w polskich warunkach ok. 25 proc. rocznie stopy zainwestowanego kapitału. Większość start-upów upada, musimy więc mieć na tyle dużą stopę zwrotu na kapitale wtedy, kiedy się uda, żeby średnio dla portfela uzyskać te kilkadziesiąt procent stopy zwrotu rocznego – mówi prezes QBN Fund.

Dotychczas inwestycje związane z venture capital były w Polsce rzadkością. Pomóc polskim przedsiębiorcom ma ogłoszony w połowie roku program Start in Poland, który ma dysponować blisko 3 mld zł ze środków publicznych pochodzących z funduszy europejskich. Podobną kwotę mają wyłożyć fundusze venture capital inwestujące w obiecujące biznesy we wczesnym etapie rozwoju.

Zgodnie z planami rządu ma być przeznaczona gigantyczna kwota, która nigdy wcześniej nie była przeznaczana, ani w takiej skali, ani w takiej intensywności na rynek start-upów, więc pod względem pomocy państwa powinno się to zmienić. Myślę, że pojawi się też dużo inwestorów zagranicznych, którzy będą próbowali się odnaleźć na tym bardzo konkurencyjnym polskim rynku startupowym i myślę, że będą inwestować tu swoje środki – ocenia Piotr Przewrocki.

Coraz silniejsza pozycja polskich producentów mebli w Europie. Za rok Polska może się stać europejskim liderem w produkcji i eksporcie

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli
W tym roku eksport mebli może przekroczyć 41 mld zł – wynika z analizy B+R Studio i Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. To kolejny już wzrost roczny rzędu 10 proc. Polskie meble stopniowo umacniają swoją pozycję w Europie. Za rok mają szansę być numerem jeden w produkcji i eksporcie. Dlatego coraz śmielej patrzą na rynki pozaeuropejskie, m.in. Arabię Saudyjską, Iran czy północną Afrykę.

– Europejski rynek mebli jest stabilny pod względem wartości sprzedaży, jednak polski przemysł coraz lepiej radzi sobie z konkurencją na rynkach niemieckim czy francuskim – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Szynaka, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli (OIGPM). – Okazuje się, że nasze meble są o wiele lepsze i ciekawsze zarówno pod względem wzornictwa, funkcjonalności, jak i jakości wykonania.

Raport „Prognoza eksportu mebli 2016” wskazuje, że w ubiegłym roku wartość polskiego eksportu wyniosła blisko 36,5 mld zł. W tym roku może wzrosnąć do 41,64 mld zł. Najwięcej mebli trafia do Niemiec, Wielkiej Brytanii i Czech. W przypadku południowych sąsiadów dynamika wzrostu w tym roku sięgnie 46 proc. Szybciej będzie rósł tylko eksport do Hiszpanii (51 proc.).

Polska branża meblowa jeszcze kilka lat temu była na 10. miejscu w światowych rankingach. Rosnąca z każdym rokiem dynamika rozwoju pozwoliła w ciągu ostatnich 2 lat osiągnąć znaczący wzrost, dając nam tym samym 6. pozycję na świecie. Przed nami są tylko Chiny, Indie, Stany Zjednoczone, a w Europie Niemcy i Włosi. W Niemczech jest bardzo duży reeksport, również mebli z Polski, natomiast Włosi w dużym stopniu wykorzystują import surowców z Chin. Moim zdaniem za rok powinniśmy być w Europie numerem jeden zarówno w produkcji, jak i w eksporcie mebli – ocenia Jan Szynaka.

Jak podkreśla prezes OIGPM, w Europie najlepiej sprzedają się meble do sypialni. Największymi grupami w eksporcie są elementy meblowe (31 proc. udziału), meble tapicerowane (27 proc.) oraz meble do salonu i jadalni (19 proc.)

Polskie meble kupuje nie tylko Europa. Krajowe meble trafiły na przykład do Brazylii i Emiratów Arabskich. Rosnącym zainteresowaniem cieszą się także w Stanach Zjednoczonych, Rumunii czy na Słowacji. Tylko do tych trzech ostatnich krajów sprzedaż zwiększyła się w 2015 roku aż o jedną piątą. Otwiera się także rynek chiński czy irański. Jak podkreśla Jan Szynaka, są to rynki dużo głębsze niż Europa.

 Intensywnie weryfikujemy także rynek Arabii Saudyjskiej, który jest praktycznie bez dna. Tam powstają całe miasta dla młodych ludzi wracających ze świata na Półwysep Arabski. Rząd chce zapewnić im warunki, do których przyzwyczaili się za granicą. W związku z tym prowadzone są potężne inwestycje nie tylko przez samorządy, lecz także przez urzędy centralne. To bardzo duży rynek, który jest korzystny nie tylko dla krajowych wytwórców. Warto na nim wspierać polskie podmioty – precyzuje Jan Szynaka.

Prezes OIGPM jest zdania, że wsparcie ze strony instytucji państwowych mogłoby się przyczynić do wzmocnienia pozycji polskiej marki mebli na świecie.

– Budowanie marki polskiego produktu na świecie jest rzeczą bardzo ważną – ocenia Jan Szynaka. – Często zastanawiamy się, dlaczego sami musimy realizować tego typu promocję. Jako branża meblowa chcielibyśmy, aby do takich działań włączyły się urzędy, ambasady, abyśmy mogli występować na targach pod wspólnym szyldem „polski produkt”, „polska jakość” i „polskie meble”, tym bardziej że jesteśmy już rozpoznawalni na rynkach europejskich. Mamy bowiem nie tylko produkt w dobrej cenie, lecz przede wszystkim doskonałej jakości.

Według autorów analizy sporządzonej przez bank Crédit Agricole na zlecenie Polsko-Francuskiej Izby Gospodarczej wydajność pracy krajowej branży meblarskiej w latach 2004–2015 zwiększyła się o 3,6 proc., podczas gdy w Unii Europejskiej spadła o 0,4 proc. Zdaniem ekonomistów główną przyczyną jest postępująca konsolidacja sektora. Czynnikiem hamującym jest natomiast niski poziom innowacyjności. Odsetek przedsiębiorstw wytwarzających meble wykorzystujące nowe rozwiązania technologiczne w latach 2012–2014 obniżył się do 14 proc. wobec 18,4 proc. między 2009 a 2011 rokiem.

– Największe w tej chwili inwestycje branży meblowej na świecie są realizowane w Polsce. Wydajność mocno nam wzrosła, podnieśliśmy bardzo mocno jakość naszych wyrobów, ale i proponujemy design, który odpowiada najlepszym i najnowocześniejszym światowym trendom – chwali Jan Szynaka.

W tym roku upadło prawie 600 firm. Jednym z problemów jest utrata płynności, która może dotknąć także zyskowne firmy

Mikołaj Trzeciak, dyrektor w dziale Audit Advisory w Deloitte
W pierwszych trzech kwartałach tego roku upadło 589 firm. Najczęstszym problemem jest utrata płynności finansowej, dlatego priorytetem dla większości przedsiębiorstw, oprócz większego zysku, jest właśnie utrzymanie płynności finansowej, wynika z badania „Dojrzałość przedsiębiorstw w zakresie zarządzania kapitałem obrotowym” firmy doradczej Deloitte. Przeszkodą w zarządzaniu kapitałem obrotowym jest brak odpowiedniej komunikacji i przepływu informacji.

– Proces upadłości firm jest bardzo złożonym tematem. Jedną z głównych przyczyn jest utrata płynności. Należy pamiętać o tym, że nawet, jeżeli firma zarabia pieniądze w sensie księgowym, tzn. wykazuje zysk bilansowy, niekoniecznie musi to oznaczać, że generuje środki pieniężne ze swojej działalności operacyjnej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mikołaj Trzeciak, dyrektor w dziale Audit Advisory w Deloitte.

Z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej wynika, że w 2015 roku upadło 750 firm, a w pierwszych trzech kwartałach tego roku 589. Wpływają na to czynniki makroekonomiczne, jednak problemem dla ponad 70 proc. małych i średnich przedsiębiorstw są nieterminowe płatności. Blisko połowa przyznaje, że opóźnione lub niezapłacone zobowiązania wpływają na ich działalność.

– W celu poprawienia płynności firmy angażują swoje zasoby w aktywne ściąganie należności, taką odpowiedź zaznaczyło 68 proc. naszych respondentów. Z drugiej strony firmy nie wykorzystują dostępnych narzędzi jak faktoring czy udzielenie skont za przyspieszone płatności, być może dlatego, że wiążą się one z dodatkowym kosztem – analizuje Adam Czechanowski, dyrektor w dziale Audit Advisory w Deloitte.

Jak wynika z  badania „Dojrzałość przedsiębiorstw w zakresie zarządzania kapitałem obrotowym” firmy doradczej Deloitte, dla blisko 60 proc. firm zobowiązania wobec dostawców pozostają podstawowym źródłem taniego finansowania ich działalności. Głównym priorytetem firm w Polsce, oprócz zwiększenia zysku (52 proc. badanych firm), jest utrzymanie płynności finansowej (37 proc.). Osiągnięcie tego celu jest możliwe dzięki umiejętnemu zarządzaniu kapitałem obrotowym.

– Firmy mogą zwiększyć swoją rentowność, uwalniając gotówkę zamrożoną w aktywach bilansu takich jak należności czy zapasy, przez co zmniejsza się zapotrzebowanie firmy na gotówkę. To z kolei obniża zadłużenie, a więc przyczynia się do mniejszych kosztów finansowania – tłumaczy Adam Czechanowski.

Prawie 75 proc. firm wskazało w badaniu na podejmowanie różnych inicjatyw w zakresie optymalizacji poziomu kapitału obrotowego. Respondenci deklarowali, że dostrzegają możliwości dalszej poprawy prowadzonych działań, szczególnie dotyczących zarządzania zapasami oraz należnościami (odpowiednio po 40 proc.).

– Firmy powinny być świadome, że zarządzanie kapitałem obrotowym nie jest ćwiczeniem jednorazowym, że to ciągły proces. Nie dotyczy on także jedynie działu finansowego, ale wymaga zbudowania kultury organizacyjnej w całej firmie – tłumaczy Adam Czechanowski.

Również zarządzanie zapasami jest nadal istotnym wyzwaniem wielu firm. Tylko 13 proc. respondentów stwierdziło, że nie dostrzega żadnych słabości w obecnym modelu działania gospodarki magazynowej w ich firmach. Co trzeci wskazał na trudności z planowaniem dostaw i prognozowaniem popytu. Podobna liczba podmiotów ma problemy z redukcją poziomu zapasów wolnorotujących. Wskazane słabości mogą wynikać z braku odpowiednich narzędzi oraz niedostosowania wewnętrznych procedur kontrolnych do modelu prowadzonej działalności.

– Z jednej strony 37 proc. firm zaznaczyło, że nie identyfikuje nieprawidłowości w obszarze zarządzania płatnościami, z drugiej strony 25 proc. przyznało się do poświęcania warunków płatności na etapie negocjowania warunków handlowych z dostawcami. Z kolei 11 proc. podmiotów zidentyfikowało u siebie problem wystąpienia płatności przed terminem – wskazuje Adam Czechanowski.

Jak wskazują eksperci, często barierą w odpowiednim zarządzaniu jest zła komunikacja.

– Brak wymiany informacji pomiędzy poszczególnymi działami, które biorą udział w zarządzaniu, np. miedzy działem sprzedaży a działem rachunkowości, powoduje, że informacje utykają w przedsiębiorstwie i choć firma ma prawo do otrzymania wcześniejszej płatności swoich należności czy może w późniejszym terminie spłacić zobowiązania, nie robi tego w terminach uzgodnionych w umowach z kontrahentami – tłumaczy Mikołaj Trzeciak.

Ponad 1/4 ankietowanych nie podejmowała inicjatyw w zakresie poprawy zarządzania terminami płatności lub nie jest świadoma, że takie działania są inicjowane w ich firmach. Z kolei 57 proc. firm ograniczyło się jedynie do wydłużenia terminów płatności wobec dostawców. Tymczasem odpowiednia polityka kredytowa i ciągłe monitorowanie bieżącej i przyszłej luki finansowania są ważnymi narzędziami kontroli płynności.

– Przeszkodą w sprawnym zarządzaniu kapitałem obrotowym w firmach jest często czynnik ludzki. To ludzie decydują o tym, w jaki sposób zorganizowane są procesy w firmie, w jaki sposób komunikują się ze sobą pracownicy oraz jak przebiega komunikacja z dostawcami i klientami – zaznacza Mikołaj Trzeciak.

Wśród barier związanych z optymalizacją kapitału obrotowego ankietowani wymieniali również braki w systemach IT wspomagających zarządzanie finansami.

– Należy się przyjrzeć, czy rozwiązania informatyczne, z których obecnie korzystają firmy, pomagają w sposób efektywny zarządzać majątkiem, czy może należałoby poszukać innych rozwiązań, które ten proces odpowiednio przyspieszą i usprawnią – mówi Mikołaj Trzeciak.

Małe i średnie firmy gotowe na innowacje. Internet i aplikacje mobilne przyspieszają rozwój ich biznesu

Piotr Zimolzak, wiceprezes Agencji Badań Rynku i Opinii SW Research
Dla większości przedsiębiorstw internet jest czynnikiem, który uwalniania potencjał innowacyjności – wynika z raportu UPC Biznes i SW Research. W oparciu o nowoczesne platformy możliwy jest nie tylko szybki rozwój w kraju, lecz także ekspansja poza granice. Polskie firmy są również otwarte na technologiczne nowinki. Co trzecia docenia znaczenie aplikacji mobilnych, a tylko nieco mniej – systemów zarządzających online dokumentacją firmy. Żeby przyspieszyć rozwój biznesu, są gotowe na współpracę z korporacjami.

Z raportu „Gotowi na innowacyjność – co uwalnia potencjał małych i średnich firm w Polsce”, który firma SW Research opracowała na zlecenie UPC Biznes, wynika, że dla ponad 60 proc. badanych internet w firmie stanowi najważniejszą usługę dla rozwoju biznesu. Blisko 64 proc. małych i średnich firm uważa, że istotna jest prędkość internetu w firmie, dla 37 proc. ważna jest wysoka przepustowość łącza. Co czwarty przedsiębiorca zaliczył dedykowaną transmisją danych do grupy najbardziej przydatnych usług cyfrowych w biznesie.

– Internet jest wykorzystywany do rozwijania strategii globalnych, to nowe modele biznesowe, w których w oparciu o nowoczesne platformy możliwa jest ekspansja poza granice kraju. Zamiast otwierać sklep czy biuro na lokalnej ulicy, można otworzyć sklep online, który na dobrą sprawę nie ma żadnych ograniczeń – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Zawistowska, dyrektor UPC Biznes.

Na znaczeniu zyskują nowoczesne rozwiązania technologiczne. 35 proc. przedsiębiorców docenia aplikacje mobilne. Niewiele mniej wskazuje na zarządzanie dokumentacją w firmie online.

– To oznacza, że polscy przedsiębiorcy są bardzo otwarci na nowoczesne rozwiązania. Jeszcze kilka lat temu, kiedy mówiliśmy o rozwiązaniach mobilnych czy chmurowych, firmy były bardzo sceptyczne – obawiały się, czy te rozwiązania i ich dane są bezpieczne i czy w ten sposób można zarządzać odpowiedzialnie biznesem. Dziś uznają to za motor rozwoju w swojej dziedzinie – przekonuje dyrektor UPC Biznes.

Z badania Deloitte Digital wynika, że ponad połowa polskich firm ma wizję transformacji cyfrowej, a 28 proc. opracowaną strategię jej przeprowadzenia. Coraz więcej firm inwestuje w infrastrukturę technologiczną i jest w stanie przeznaczyć na ten cel większe środki. Do 2019 roku inwestycje firm w rozwiązania big data mają sięgnąć 48,6 mld dolarów – szacuje IDC.

Jak wskazuje wiceprezes Agencji Badań Rynku i Opinii SW Research, inwestycje w nowe technologie wymagają wysokich nakładów, koszty zwracają się jednak w ciągu kilku lat, a zmiany pozwalają zapewnić przewagę nad konkurencją.

– Małe firmy interesuje niezawodność, dostęp tu i teraz, co przyspiesza transakcje i możliwość reakcji na zmiany zachodzące na rynku, również bezpieczeństwo danych. Każda najmniejsza awaria w kilka minut może spowodować straty rzędu kilkuset tysięcy złotych. Firmy są tego świadome, dlatego decydują się inwestować w nowe technologie, częściej stawiając na outsourcing i współpracę z profesjonalistami – podkreśla Piotr Zimolzak, wiceprezes Agencji Badań Rynku i Opinii SW Research.

Prowadzenie firmy jest coraz mniej zależne od warunków biurowych, prowadzenie biznesu staje się coraz bardziej mobilne.

– Nowe technologie sprawiają, że osoba decyzyjna, zwłaszcza w małej firmie, jest dostępna praktycznie cały czas przez aplikację czy internet, może podejmować decyzję zdalnie. Biznes można prowadzić bez zaangażowania powierzchni biurowej i wielkich komputerów. Wystarczy mała aplikacja w telefonie – zaznacza Piotr Zimolzak.

Polskie firmy są również pozytywnie nastawione do współpracy z korporacjami. Blisko 80 proc. firm przyjęłoby taką ofertę, a blisko połowę z nich interesowałoby włączenie swojego produktu lub usługi do jej oferty.

– Z jednej strony przedsiębiorcy mówią, że nie potrzebują wsparcia ze strony dużych firm. Starają się odcinać i kreować własną tożsamość. Z drugiej jednak strony 80 proc. respondentów deklaruje gotowość współpracy i budowania relacji na linii korporacje–sektor MŚP – mówi Agnieszka Zawistowska.

Możliwość włączenia swojego produktu do oferty partnera (42 proc. ankietowanych) oraz wspólny rozwój nowego produktu/know-how (38 proc.) to zdaniem przedsiębiorców największe zalety ewentualnej kooperacji z międzynarodowym partnerem.

 Najważniejsze dla rozwoju biznesu małych i średnich firm są trzy branże. Jedna to branża nowych technologii, ICT, dostępu do internetu, aplikacji mobilnych, transmisji danych, bez której żadne współczesne przedsiębiorstwo nie może właściwie funkcjonować. Dwie pozostałe, budownictwo i energetyka, są podstawą działania każdego większego biznesu – podkreśla Piotr Zimolzak.

Prezentacja raportu „Gotowi na innowacje” odbyła się podczas inauguracji czwartej edycji Think Big, programu dla przedsiębiorców organizowanego przez UPC Biznes. Firmy, które mają już na koncie pierwsze sukcesy, mogą liczyć na wsparcie dla swoich nowych, oryginalnych pomysłów, które mają potencjał rynkowy. Nagradzane będą projekty związane z obszarami B2B, customer experience oraz narzędzi i technologii marketingowych. O wsparcie będą mogły się starać firmy z Polski oraz Czech, Rumunii, Słowacji i Węgier.

Innowacyjność polskiego sektora medycznego poniżej europejskiej średniej. Konieczne są większe inwestycje

Innowacyjność polskiego sektora medycznego poniżej europejskiej średniej. Konieczne są większe inwestycje 12
Z raportu „Innowacyjność w sektorze ochrony zdrowia 2016” opracowanego przez think tank Instytut Innowacyjna Gospodarka wynika, że polski sektor medyczny ma potencjał innowacyjności, szczególnie w segmencie wyrobów medycznych. Krajowe firmy coraz częściej wchodzą w obszar telemedycyny – szukają rozwiązań, które pomogą służbie zdrowia poradzić sobie z takimi wyzwaniami, jak np. starzejące się społeczeństwo i rosnące potrzeby w zakresie opieki długoterminowej.

Starzejące się społeczeństwo, przenoszenie chorób, wzrastająca odporność wirusów i bakterii na istniejące leki to niektóre obszary, w których konieczne jest innowacyjne podejście. Bezpośrednimi beneficjentami innowacji w sektorze medycznym są pacjenci, ale w długiej perspektywie korzyści odnosi również państwo, bo zdolne do pracy i długo żyjące społeczeństwo przyczynia się do poprawy sytuacji ekonomicznej i konkurencyjności gospodarki. Dlatego poprawa innowacyjności służby zdrowia leży w społecznym interesie, a wydatki w tym obszarze powinny być traktowane jako inwestycja.

Autorzy raportu wskazują, że w Sumarycznym Indeksie Innowacyjności, który obejmuje 27 wskaźników (m.in.: działalność przedsiębiorstw, motory innowacji i efekty działalności innowacyjnej), Polska uzyskała w ubiegłym roku wynik 0,313, podczas gdy średnia dla całej Unii Europejskiej przekroczyła 0,55. Polski sektor medyczny ma ogromny potencjał innowacyjności, ale jest on w dużej mierze niewykorzystany. Polska ma większą szansę na innowacyjność w wyrobach medycznych, ponieważ wiąże się ona ze znacznie mniejszymi kosztami niż innowacje w produktach leczniczych.

Duże nadzieje z tym segmentem sektora medycznego wiąże Genway, jeden z krajowych graczy w dystrybucji systemów zabezpieczeń. Na Międzynarodowych Targach Medycznych WIHE 2016, poświęconych nowym technologiom w zakresie telemedycyny i teleopieki, firma zaprezentowała bezprzewodowy system przywoławczy, który może znaleźć zastosowanie m.in. w szpitalach i placówkach opiekuńczych.

– System montujemy wszędzie tam, gdzie zachodzi potrzeba zdalnego przywołania pomocy. Na przykład pacjent może przywołać pielęgniarkę lub pielęgniarka, jeżeli zachodzi taka potrzeba, może zdalnie przywołać lekarza. System działa bezprzewodowo, mamy nadajnik i odbiornik, które trzeba zamontować. Nadajniki są wodoodporne, mogą więc być montowane na basenach, w saunach, łaźniach parowych. Istnieje również możliwość, aby sygnał alarmowy odebrać na mobilnym zegarku – wyjaśnia Janusz Politowski, product manager Genway w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Firma prowadzi obecnie konsultacje z przedstawicielami branży medycznej, starając się zdefiniować zapotrzebowanie rynku. W segmencie medycznym widzi szanse rozwoju zarówno sprzedażowego, jak i naukowo-badawczego.

 Rynek rozwija się bardzo dynamicznie, zwłaszcza jeśli chodzi o domy pomocy i pogodnej starości. Ponieważ nasze społeczeństwo się starzeje, powstaje coraz więcej tego typu ośrodków. W każdym z nich musi się znaleźć system przywoławczy, zarówno przez wzgląd na wymagania ustawowe, jak i bezpieczeństwo mieszkańców – mówi Politowski.

Firma stara się odpowiedzieć na zapotrzebowanie sektora medycznego, rozwijając nowe funkcjonalności. Obecnie pracuje nad innowacyjną aplikacją na smartfony zintegrowaną z systemem przywołującym. Znajdzie ona zastosowanie nie tylko w placówkach służby zdrowia, lecz także m.in. wśród opiekunów osób niepełnosprawnych. Genway zamierza również wypracować rozwiązanie umożliwiające integrację wielu różnych systemów, co znacznie uprości zarządzanie nimi w placówkach medycznych.

 W każdym szpitalu czy innej placówce opiekuńczej jest wiele różnych systemów, zarówno medycznych, jak i pozamedycznych. Najważniejsza jest integracja, aby to wszystko połączyć i usprawnić zarządzanie tym – wskazuje Janusz Politowski.

Zniknął podział na męskie i damskie alkohole. Kobiety są ciekawe nowości

Zniknął podział na męskie i damskie alkohole. Kobiety są ciekawe nowości 13
Większość kobiet regularnie próbuje nowych alkoholi, chętnie mieszając różne smaki jednego wieczora – wynika z badania IQS „Alcohots”. 60 proc. pań celowo odwiedza lokale z szeroką ofertą ciekawych alkoholi. Przestaje obowiązywać także stereotypowe postrzeganie męskich i damskich alkoholi. Ponad 70 proc. kobiet uważa, że nie istnieje taki podział. Alkohole jeszcze do niedawna uważane za męskie pozwalają kreować wizerunek kobiet niezależnych i pewnych siebie.

 Kobiety tworzą trendy w nowych smakach alkoholi. 60 proc. z nich deklaruje, że regularnie próbuje nowych smaków, aż 3/4 kobiet pije drinki, szczególnie kobiety do 30 roku życia przy tylko 1/4 mężczyzn. Sięganie po nowe smaki alkoholi jest oznaką otwartości, daje też możliwość wymiany doświadczeń – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Zadroga, business unit manager w IQS.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez IQS w grupie wiekowej 18–39 lat, zmienia się podejście do alkoholu, przede wszystkim kobiet. Zgodnie ze stereotypami panie chętnie sięgały po delikatne i słodkie drinki, mocne alkohole o wyrazistym smaku były zarezerwowane dla mężczyzn. Obowiązujące do niedawna podziały na alkohole straciły rację bytu. Już 74 proc. pań twierdzi, że nie istnieje „damski” i „męski” alkohol.

– Alkohole, które jeszcze od niedawna były uważane za męskie, często pozwalają kreować wizerunek kobiet wolnych, niezależnych, pewnych siebie i pomagają w zwróceniu uwagi na siebie. Często kobieta pijąca np. whisky na lodzie zdecydowanie zwraca uwagę w pozytywny sposób, nie tylko mężczyzn – zauważa Zadroga.

Co druga pani lubi alkohole, które pasują zarówno do mężczyzn, jak i kobiet. Próby ukobiecenia męskich trunków są zaś często odbierane przez płeć piękną jako przejawy traktowania ich niepoważnie i odrzucane ze względu na brak autentyzmu. Drinki są już dla każdego, a ich picie stało się oczywistością.

– Kobiety zdecydowanie bardziej zwracają uwagę na butelkę. Aż 60 proc. z nich uważa, że ma to znaczenie przy wyborze alkoholu. Często też oprawa związana z podaniem alkoholu i opakowaniem bardzo wiele dla kobiet znaczy – wskazuje przedstawiciel IQS.

Zmienia się również sposób picia alkoholu. Mieszanie alkoholu stało się modne. Blisko 30 proc. osób pije różne alkohole jednego wieczora, najczęściej młodzi (39 proc. w grupie wiekowej 18–24 lata). Inne jest podejście do tego, co i w jaki sposób jest pite, bo różnorodność doświadczeń jednego wieczora jest coraz większą wartością. Ponad połowa celowo odwiedza lokale z szeroką ofertą ciekawych alkoholi i drinków.

Coraz częstszym zjawiskiem jest też foodpairing, czyli dopasowanie alkoholu do potrawy i odwrotnie.

– Pod tym względem zdecydowanie wyróżniają się kobiety powyżej 35 roku życia. Ponad 60 proc. w sposób aktywny poszukuje różnych lokali oferujących alkohol, który w sposób atrakcyjny, unikalny dobiera do niego jedzenie. Kobiety są zdecydowanie pod tym względem bardziej wyczulone niż mężczyźni – podkreśla Paweł Zadroga.

Najpopularniejsze polskie marki na Instagramie – październik 2016

W maju 2016 NapoleonCat opracował ranking polskich profili na Instagramie. Wówczas w czołówce znajdowały się konta sportowców, celebrytów oraz blogerów i vlogerów. Czy ta tendencja nadal się utrzymuje? Jak wygląda polski Instagram w październiku?  Kto zyskał, a kto stracił na popularności?

TOP10 polskich profili na Instagramie

Z Instagrama w Polsce korzysta 2,6 mln osób. Zdecydowaną większość użytkowników, bo aż 63%, stanowią kobiety, jednakże ranking najpopularniejszych profili otwiera Robert Lewandowski. Profil piłkarza obserwuje ponad 7 mln osób. W ciągu 5 miesięcy na jego koncie przybyło prawie 2 mln nowych followersów. Na pewno ogromny wpływ na tak duży przyrost miały odbywające się w czerwcu i lipcu Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej. Jak wynika z rankingu polskich piłkarzy na Instagramie, tylko w ciągu pierwszych 10 dni turnieju Lewandowski zdobył ponad 161 tys. nowych obserwujących.

Niezmiennie na drugim miejscu znalazł się Suchar Codzienny z ponad 1 mln obserwujących. Ścisłą czołówkę zamyka Joanna Kuchta, która również przekroczyła magiczną granicę miliona followersów. W pozostałej części TOP10 najpopularniejszych profili znaleźli się również: Wojciech Szczęsny, Anna Lewandowska, Ewa Chodakowska, Julia K. (Maffashion), Abstrachuje TV, Joanna Krupa oraz Stuart Kluz-Burton, który w ostatnim zestawieniu zajmował 13. miejsce. W najnowszym TOP10 zabrakło jednak Moniki Jagaciak, która zamykała majową klasyfikację.

TOP10 polskich profili na Instagramie

TOP10 profili: BLOG & VLOG

Nieco więcej przetasowań wystąpiło w kategorii blogi i vlogi. Zmiany nastąpiły już w pierwszej trójce, z której zniknął profil Abstrachuje TV (spadając na 4. pozycję), a pojawiła Anna Lewandowska (zajmując 2-gą pozycję), przeskakując o 2 oczka w górę. W tym miejscu należy uściślić, że profil Anny Lewandowskiej umieściliśmy w tej właśnie kategorii, podczas gdy profil Ewy Chodakowskiej został przypisany do kategorii „osoby”.

TOP10 profili: BLOG & VLOG

TOP10 profili: OSOBA

Wśród najpopularniejszych osób na Instagramie prym wiodą sportowcy oraz osoby promujące aktywność fizyczną: Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny, Joanna Jędrzejczyk, Ewa Chodakowska i Anna Lewandowska. Bardzo popularni są również przedstawiciele szeroko pojętego showbiznesu, osoby związane z modą i urodą. Warte wspomnienia jest konto Joanny Kuchty – ta nastolatka wyprzedza Joannę Krupę oraz Anję Rubik, mając na swoim profilu już ponad 1 mln. followersów.

TOP10 profili: OSOBA

TOP10 profili: MARKI

Nieco słabiej od celebrytów i osobowości na Instagramie radzą sobie marki.

W maju w czołówce najpopularniejszych znajdowały się głównie brandy odzieżowe i obuwnicze. Niektóre z nich, np. LOCAL HEROES, DeeZee Shoes, czy New Balance Poland, nadal utrzymują się w TOP10, jednakże dużo większą popularność (w porównaniu do poprzedniego rankingu) zyskały marki z branży mediów.

TOP10 profili: MARKI

Najwięcej zainteresowanych zgromadził profil Top Model Polska, tylko nieznacznie wyprzedzając Eskę TV. W tej kategorii zdecydowanie rządzi TVN. W TOP10 aż 3 profile należą do tej stacji: wspomniany już Top Model Polska, szkola.tvn.pl oraz oficjalne konto główne TVN.pl.

DevOpsDay Warsaw 22-23 listopada 2016 r.

Już 22-23 listopada rusza druga, polska odsłona międzynarodowej konferencji – DevOpsDay Warsaw. Szerokie grono najlepszych specjalistów, openspace’y, najbardziej aktualne i techniczne tematy w agendzie, networking oraz wspaniała zabawa – to wszystko czeka na Was w warszawskim hotelu Gromada Airport.

 DevOpsDay Warsaw

Kto zatrzęsie DevOpsową sceną?

Międzynarodowi eksperci, którzy wystąpią na scenie, to jeden z najmocniejszych punktów konferencji. Możemy spodziewać się solidnej dawki wiedzy, technicznych tematów i praktycznych case’ów, przygotowanych przez najbardziej doświadczonych specjalistów z zakresu DevOps. Pini Reznik (Container Solutions), Jorg Schad (Mesosphere) i Grzegorz Cempla (Ocado Technology) właśnie potwierdzili swój udział w konferencji w roli prelegentów! Aktualną listę prelegentów znajdziecie tutaj, a już wkrótce agenda zapełni się kolejnymi gorącymi nazwiskami. Jest na co czekać!

Ignite Talks, czyli solidna porcja wiedzy w pigułce!

Ignite talks to niezwykle popularna, międzynarodowa formuła, która obowiązuje we wszystkich edycjach konferencji DevOpsDays w Europie. Pozwala ona na szybkie przekazanie jak najbardziej skondensowanej wiedzy przy użyciu slajdów, które zmieniają się co 15 sekund. Czas, w którym powinna zamknąć się cała prezentacja, nie może przekraczać 5 minut. Propozycje tematów w ramach Ignite Talks można zgłaszać poprzez formularz.

Zgłębiaj tajniki programowania i poznaj lepiej kulturę DevOps! Jeśli chcesz zwiększyć swoją efektywność w pracy oraz być tak dobry, jak programiści. Wejściówka tylko 250 zł – pospiesz się, bo ich liczba jest ograniczona!

Mesosphere, Allegro czy Container Solutions, nie zastanawiaj się dłużej i  zarejestruj już teraz! Do zobaczenia w Warszawie!

DevOps (od ang. development and operations) – metodyka zespolenia rozwoju (ang. development) i eksploatacji (ang. operations) oraz zapewnienia jakości (ang. quality assurance), która została zaprezentowana na pierwszej z serii konferencji DevOps Days w 2009 roku w Belgii. Metodyka ta kładzie nacisk na ścisłą współpracę i komunikację profesjonalistów z zakresu utrzymania IT (administratorów) oraz specjalistów od rozwoju oprogramowania (programistów). Uwzględnia współzależność rozwoju i utrzymania IT. Skraca czas wdrożenia funkcji w oprogramowaniu. Pojęcie DevOps zostało zaproponowane w 2009 przez Patricka Debois w trakcie dni DevOps w Gandawie.

Relacja z Warsaw Global Business Forum 2016

Warsaw Global Business Forum – warto zapamiętać tę nazwę. To niezwykle ważna konferencja, która stała się mocnym punktem w  kalendarium  biznesowych wydarzeń Warszawy, które nasza redakcja objęła patronatem. Za nami pierwsza edycja – pełna inspirujących i merytorycznych treści, energetycznych prelegentów, networkingu i zdobytej wiedzy.

Siła tkwi w odwadze i innowacyjnym pomyśle – zgodnym chórem powtarzali wszyscy występujący. A ich entuzjazm, a przede wszystkim bogate, jak na młody wiek, doświadczenie, było dowodem na to, ze globalny sukces jest w zasięgu ręki. Każdy  prelegent, oprócz przybliżenia swojej własnej drogi biznesowego rozwoju, przedstawił inny, ważny jego zdaniem, aspekt związany z internacjonalizacją polskich przedsiębiorstw.

Uczestnicy dowiedzieli się między innymi o tym, jak ważny jest dobór komunikacji do wybranego regionu świata, jak budować grupę docelową do konkretnego odbiorcy, skutecznie sprzedawać czy też  budować silną  markę na rynku międzynarodowym.

Swoimi biznesowymi doświadczeniami podzieli się Laura Godek-Miąsik z LYO FOOD, Zuzanna Sielicka-Kalczyńska z Whisbear, Ewa Dudzic reprezentująca markę GLOV, Cyprian Iwuć z Jem Sushi, Maciej Okniński  – Prezes firmy Unifed Factory, Mick Griffin – Brand24, Sławomir Rajch i Mateusz Barycza – reprezentujący Raben Group, Joanna Ciborowska-Sanchez z firmy Amica i Michał Nadziak – ekspert ds. programowych w Europejskim Centrum Dyplomacji i Pokoju.

Mocnym akcentem wydarzenia był też Panel Dyskusyjny zorganizowany przy współpracy z Fundacją Startup Poland „Global Tech Stars”, gdzie młodzi przedsiębiorcy opowiadali o swojej ścieżce do sukcesu oraz barierach, jakie napotykali na swojej drodze. Panel moderowała nowa prezes Fundacji, Julia Krysztofiak-Szopa, a udział wzięli: Dariusz Sobczak z Nanovo, Mikołaj Winkiel z Brand24, Artur Racicki z Social Wi-Fi, Marcin Joka z Photon Entertainment oraz Konrad Howard z Booksy.

Pierwsza edycja Warsaw Global Business Forum okazała się świetnym wstępem do dalszej dyskusji na temat możliwości, jakie stoją przed polskimi przedsiębiorcami. Widać wyraźnie, że co raz więcej polskich firm chce się rozwijać na arenie międzynarodowej,  a każde wsparcie jest dla nich kluczowe, bo pozwala lepiej przygotować się do tego kroku.

Organizatorom konferencji, firmie Come Creations Group, zależy przede wszystkim na stworzeniu stałej przestrzeni do wymiany doświadczeń i spostrzeżeń  – patrząc na sukces pierwszej edycji Forum – możemy być pewni, że przestrzeń ta zostanie dobrze wypełniona.

Chiny nie postraszyły, GPW przed szansą

Publikacja zgodnych z oczekiwaniami danych z Chin powinna poprawić nastroje na światowych rynkach i pozwolić choć na chwilę zapomnieć o pozostałych czynnikach ryzyka. Spadkowa tendencja dynamiki chińskiej gospodarki najwyraźniej została zahamowana i to bez spektakularnych działań tamtejszych władz. Ostatnie dni przyniosły także zwyżkę indeksu emerging markets, mogącą świadczyć o zakończeniu spadkowej korekty w tym segmencie rynku. Na dojrzałych rynkach zaznacza się lekka przewaga byków, dająca szansę dalszy ruch w górę, a przynajmniej na oddalenie zagrożenia przeceną.

Inwestorzy pogodzili się najwyraźniej z perspektywą grudniowej podwyżki w Stanach Zjednoczonych i czekają jedynie na decyzje EBC, który nie powinien sprawić zawodu, oddalając spekulacje dotyczące ograniczenia programu skupu obligacji. Te czynniki powinny pomóc także wskaźnikom warszawskiego parkietu. Dotyczy to szczególnie segmentu największych firm. Oprócz korzystnego wpływu otoczenia, kluczowa dla WIG20 może okazać się sejmowa dyskusja ustawy spreadowej.

Sygnały płynące ze strony polityków wskazują na duże prawdopodobieństwo przyjęcia łagodnych dla banków rozstrzygnięć i zamknięcia kwestii na co najmniej kilka miesięcy. Ewentualna dobra postawa bankowych walorów z pewnością stanowiłaby znaczące wsparcie dla naszego rynku. Zdjęcie zaś „frankowego” czynnika ryzyka, być może skusiłoby także do powrotu inwestorów zagranicznych.

Michał Stanek
AgioFunds TFI S.A.

Ranking cytowań mediów we wrześniu 2016 r.

Prezentujemy ranking cytowań mediów we wrześniu przygotowany przez analityków NEWTON Media. Liderem cytowań wśród dzienników ogólnopolskich została Gazeta Wyborcza (218), za nią: Rzeczpospolita (170) oraz Fakt (114). Wśród dzienników regionalnych na pierwszym miejscu znalazł się Polska The Times (12), na drugim Głos Wielkopolski (11), a na trzecim Gazeta Krakowska (9). Wśród tygodników ogólnopolskich najczęściej cytowano Do Rzeczy (55), Wprost (53) i Gazetę Polską (44).

Dzienniki ogólnopolskie

We wrześniu liderem zestawienia w grupie dzienników ogólnopolskich została Gazeta Wyborcza (218). Publicyści najczęściej odwoływali się do tekstu „Czy Kaczyński wie o układzie w PWPW” oraz do tych artykułów, w których dziennikarze „Gazety Wyborczej” recenzowali film Antoniego Krauzego „Smoleńsk”. Drugie miejsce zajęła Rzeczpospolita (170), a na trzecim uplasował się Fakt (114).  Na kolejnych pozycjach znalazły się: Dziennik Gazeta Prawna (86), Super Express (61), Przegląd Sportowy (43), Gazeta Polska Codziennie (16), Nasz Dziennik (12), Puls Biznesu (6), Parkiet (4), Trybuna (2), Metrocafe.pl (1).Ranking cytowań wrzesień 2016

Dzienniki regionalne

Wśród dzienników regionalnych na pierwszej pozycji uplasował się Polska The Times (12).  Drugie miejsce należało do Głosu Wielkopolskiego (11), a trzecie – do Gazety Krakowskiej (9).

Ranking cytowań wrzesień 2016

Tygodniki ogólnopolskie

Wśród tygodników ogólnopolskich na pierwszej pozycji znalazł się Do Rzeczy (55). Często cytowano fragmenty artykułów Krzysztofa Masłonia, w których niepochlebnie odnosił się do twórców polskiej kultury, m.in. Olgi Tokarczuk i Andrzeja Stasiuka. Nawiązano do tych tekstów przy okazji rezygnacji Ryszarda Krynickiego z członkostwa w jury nagrody Angelus. W taki sposób poeta zaprotestował przeciwko obecności w jury Krzysztofa Masłonia. Drugie miejsce w naszym rankingu zajął Wprost (53), a trzecie Gazeta Polska (44).

Ranking cytowań wrzesień 2016

Dzienniki ogólnopolskie

Wśród dzienników ogólnopolskich najczęściej pisano o Gazecie Wyborczej (332). Na drugim miejscu znalazła się Rzeczpospolita (194), a na trzecim Dziennik Gazeta Prawna (95). Najwięcej informacji tradycyjnie pojawiło się na temat Gazety Wyborczej (114). Ranking cytowań wrzesień 2016

Dzienniki regionalne

Wśród dzienników regionalnych na pierwszym miejscu znalazł się Dziennik Bałtycki (18), na drugim Głos Wielkopolski (15), a na trzecim Polska The Times (12). Najwięcej informacji pojawiło się na temat Dziennika Bałtyckiego (10).Ranking cytowań wrzesień 2016

Tygodniki ogólnopolskie

Wśród tygodników ogólnopolskich na pierwszym miejscu znalazł się Newsweek Polska (125), na drugim Polityka (119), a na trzecim Do Rzeczy (73). Najwięcej informacji pojawiło się na temat Tygodnika Powszechnego (47).

Ranking cytowań wrzesień 2016

Metodologia

Badanie przeprowadzono na podstawie dzienników i tygodników ogólnopolskich oraz dzienników regionalnych. Uwzględniono wszystkie artykuły, które ukazały się w mediach w okresie od 1 do 30 września 2016 r., w których cytuje się i powołuje na badane media. Wyszukiwano tytuł pozycji uwzględniając pełną deklinację. Uwzględniono również nazwy potoczne, np. Rzepa (zamiast: Rzeczpospolita), jak i regionalne tytuły gazet z Grupy Polskapresse, o których często pisze się zamiennie np. Głos Wielkopolski lub Polska Głos Wielkopolski.

Cytowania i/lub informacje danego tytułu w tymże nie były uwzględnione w raporcie. Do sumy cytowań i/lub informacji nie zostały także wliczone wzajemne cytowania i/lub informacje między następującymi grupami tytułów*:

  • Gazeta Wyborcza, pl;
  • Fakt, Newsweek Polska, Przegląd Sportowy;
  • Rzeczpospolita, Parkiet;
  • Gazeta Polska Codziennie, Gazeta Polska;
  • Dziennik Bałtycki, Dziennik Łódzki, Dziennik Zachodni, Gazeta Krakowska, Gazeta Wrocławska, Głos Wielkopolski, Kurier Lubelski, Dziennik Polski, Express Ilustrowany, Nasze Miasto;
  • Echo Dnia, Gazeta Codzienna Nowiny, Gazeta Lubuska, Gazeta Pomorska, Gazeta Współczesna, Głos – Dziennik Pomorza, Kurier Poranny, Nowa Trybuna Opolska;
  • Express Bydgoski, Nowości;
  • Gazeta Olsztyńska, Dziennik Elbląski;
  • Wprost, Do Rzeczy.

*tytuły pogrupowano głównie na podstawie ich przynależności do tej samej grupy medialnej

Każdy artykuł został przeczytany i sklasyfikowany jako cytowanie bądź informacja. Suma cytowań i informacji oddaje rzeczywistą liczbę artykułów, w których pojawił się choć raz tytuł badanego medium. Pojawienie się tytułu kilkukrotnie w jednym artykule jest traktowane jako jedna wzmianka.

Jako cytowanie zaliczono wszystkie artykuły, które bezpośrednio cytowały i odwoływały się do artykułów umieszczonych w badanych mediach.

Klasyfikacja przebiegała m.in. na podstawie takich sformułowań jak:

  • Fakt pisze, informuje, itp.;
  • X w wywiadzie dla Rzeczpospolitej powiedział;
  • Według Gazety Wyborczej;

lub przytoczenia fragmentu tekstu w cudzysłowie czy podania źródła informacji – często w nawiasie, np. (Fakt, 14.01.2016).

Jako informację potraktowano wszystkie inne wzmianki, w których była mowa o badanym źródle, m.in. rankingi sprzedaży.

Pracodawcy zaczynają walczyć o pracowników

Najnowsze wyniki badania Instytutu Badawczego Randstad pokazały, że aż 75% zatrudnionych w naszym kraju ocenia, że w razie konieczności jest w stanie w ciągu najdalej sześciu miesięcy znaleźć pracę nie gorszą, niż wykonywana obecnie.

dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan
dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan

Sytuacja na rynku pracy stale się poprawia. Poziom bezrobocia we wrześniu spadł do 8,4%, bijąc kolejny rekord. Rośnie zatrudnienie i płace, w tempie ok. 5% rok do roku. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że utrzymuje się wysoka skłonność pracowników do szukania lepszej pracy. Wprawdzie wysokość wskaźnika rotacji nieco spadła w stosunku do poprzedniego kwartału, ale jest to prawidłowość sezonowa obserwowana w poprzednich latach.

Pracownicy chętniej rozglądają się za nowym zajęciem w pierwszej połowie roku. Na jesieni chcieliby już mieć stabilne zatrudnienie. Niemniej jak na 3 kwartał skłonność do zmiany pracy na poziomie 26% jest rekordowo wysoka.

Warto zauważyć, że choć głównym motywem zmiany pracy nadal jest chęć poprawy warunków zatrudnienia, głównie finansowych (46%), to jednak na drugim miejscu znalazło się osobiste pragnienie zmiany (26%). Pracodawcy zaczęli już reagować na zagrożenie utraty pracowników i trudności ze znalezieniem kandydatów do pracy. Można wręcz mówić o wojnie konkurencyjnej o pracowników. Firmy poprawiają warunki zatrudnienia, nie tylko oferując podwyżki, ale także stabilne kontrakty i dodatkowe świadczenia. Pojawiły się reklamy mające przyciągnąć kandydatów do pracy. W efekcie rekordowo wysokie jest też przekonanie pracowników, że w przypadku utraty pracy, są w stanie wkrótce znaleźć co najmniej tak samo dobrą.

Oznacza to, że weszliśmy w taką fazę rynku pracownika, w której pracownicy odczuwają komfort. Nie obawiają się utraty pracy i tym chętniej realizują swoje ambicje.