Nowe biurowce na rynkach regionalnych

Na głównych rynkach regionalnych w kraju powstaje więcej biur niż w Warszawie. Większość z nich zajmą firmy z sektora usług dla biznesu.

Na ośmiu największych rynkach biurowych w Polsce w budowie jest łącznie ponad 900 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, szacują analitycy Walter Herz. W Warszawie powstaje ok. 700 tys. mkw. biur.

Zapotrzebowanie na biura w miastach regionalnych utrzymuje się na stabilnym, wysokim poziomie. W głównych aglomeracjach miejskich w kraju deweloperzy wynajmują więcej powierzchni niż oddają do użytku. W pierwszym półroczu br. na największych rynkach biurowych poza Warszawą do użytku oddane zostało ogółem ponad 220 tys. mkw. biur, z tego prawie 80 proc. w Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu. Zawarte w tym czasie umowy najmu w regionach opiewały łącznie na prawie 270 tys. mkw. powierzchni. Najaktywniejsi byli najemcy w Krakowie, który miał ponad 40 proc. udział w ogólnym wolumenie najmu.

Największe zapotrzebowanie na biura na rynkach lokalnych niezmiennie zgłasza sektor nowoczesnych usług dla biznesu. W Trójmieście, Wrocławiu i Katowicach firmy reprezentujące branżę zajmują przeszło połowę powierzchni w powstających obiektach biurowych. W Krakowie wynajmują  ¾ biur wchodzących na rynek, podają specjaliści Walter Herz.

Kraków jest zdecydowanym liderem regionalnych rynków biurowych. Zasób nowoczesnej powierzchni biurowej w mieście sięga 850 tys. mkw., a w budowie jest ponad 300 tys. mkw. biur, obliczają specjaliści. Niemniej popyt na krakowskie biura jest tak duży, że stolica Małopolski może się pochwalić jednym z najniższych współczynników pustostanów w kraju (6 proc.). Do nowych biur wchodzą przeważnie firmy z sektora usług dla biznesu, który wybrał Kraków na swój główny ośrodek w Polsce. Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych podaje, że w centrach BPO, SSC, IT i R&D zlokalizowanych w obrębie aglomeracji pracuje ponad 50 tys. osób.

Deweloperzy intensyfikują swoje działania, by zaspokoić ogromny apetyt na biura zgłaszany przez firmy z sektora usług dla biznesu. Kraków nigdy jeszcze nie mógł się poszczycić tak dużą ilością powierzchni biurowej w budowie. Jednym z największych projektów biurowych realizowanych obecnie w mieście jest Podium Park. Firma Decon Investment realizuje inwestycję przy skrzyżowaniu al. Jana Pawła II i ulicy Izydora Stella-Sawickiego. Powstaną tam trzy połączone jedenastokondygnacyjne budynki o łącznej powierzchni 65 tys. mkw.

Rozbudowuje się także krakowska Bonarka for Business (B4B).  W trakcie realizacji jest szósty budynek kompleksu, który zaoferuje 10 tys. mkw. powierzchni klasy A. Inwestor, firma TriGranit zapowiada budowę kolejnych budynków w niedalekiej przyszłości. Docelowo obiekt składać się ma z 10 budynków biurowych o łącznej powierzchni najmu 95 tys. mkw.

Pod swój trzeci krakowski projekt kamień węgielny położyła też Skanska. Będzie to największy projekt biurowy firmy w miastach regionalnych.  Kompleks High5ive, w którym ma znaleźć się 5 nowoczesnych budynków, zaoferuje ok. 70 tys. mkw. powierzchnia najmu. W pierwszym etapie inwestycji pomiędzy Hotelem Ibis a Galerią Krakowską powstaną dwa sześciopiętrowe budynki o łącznej powierzchni ok. 23,5 tys. mkw. GLA. Oddanie do użytku biurowców z pierwszego etapu budowy planowane jest w ostatnim kwartale 2017 roku.

W rejonie ulic Gustawa Herlinga Grudzińskiego, Zabłocie i Romanowicza powstaje zaś inwestycja Zabłocie Business Park. Prace przy pierwszym etapie kompleksu realizuje firma Technobud na zlecenie IMS Budownictwo. W ramach pierwszej fazy przedsięwzięcia do kwietnia 2017 roku potrwa budowa obiektu o powierzchni 11,3 tys. mkw. W kolejnym etapie powstanie biurowiec o powierzchni 14,5 tys. mkw.

Wrocław, jako trzeci po Warszawie i Krakowie ośrodek biurowy w Polsce należy do najszybciej rosnących pod względem przyrostu podaży rynków w kraju. W tym roku, jak szacują analitycy Walter Herz, podaż powierzchni biurowej w mieście przekroczy 800 tys. mkw. W ubiegłym roku we Wrocławiu odnotowany został rekordowy popyt na powierzchnię biurową. Stolica Dolnego Śląska odpowiada za jedną piątą najmu biur na rynkach regionalnych w pierwszym półroczu tego roku. Ponad połowę wynajętej powierzchni zakontraktowały jak zwykle firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, bo Wrocław dla firm sektorowych jest także jedną z kluczowych lokalizacji w Polsce. W centrach usług znajdujących się na terenie aglomeracji zatrudnionych jest ponad 34 tys. osób.

We Wrocławiu w budowie jest ponad 200 tys. mkw. biur, prawie połowa ma być oddana jeszcze w tym roku. Swój kolejny projekt we Wrocławiu realizuje m.in. firma Skanska. Biurowiec Green2Day usytuowany jest między ogrodem botanicznym, Ostrowem Tumskim i placem Grunwaldzkim. Siedmiopiętrowy budynek dostarczy 17 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Oddanie biurowca planowane jest w ostatnim kwartale 2017 roku.

Także LC Corp rozpoczęła we Wrocławiu budowę swojej najnowszej inwestycji biurowej. Budynek Retro Office House powstaje w centrum miasta u zbiegu ulic Piłsudskiego i Komandorskiej. W sześciopiętrowym biurowcu, zaprojektowanym przez pracownię Kuryłowicz &Associates, znajdzie się ok. 18,2 tys. mkw. powierzchni biurowej i 2,6 tys. mkw. usługowo-handlowej. Oddanie obiektu planowane jest na kwiecień 2018 roku.

Na wrocławskim rynku budowę pierwszego etapu inwestycji Business Garden Wrocław prowadzi również firma Vastint, a Echo Investment realizuje projekt Sagittarius Business House I&II i Nobilis Business House.

Wrocławski deweloper, firma Archicom planuje z kolei zagospodarowanie terenu dawnego Browaru Piastowskiego przy ulicy Jedności Narodowej. Inwestycja ma być podzielona na kilka etapów, a jej zakończenie planowane jest w 2022 roku. W sumie w ramach inwestycji ma powstać kilkanaście budynków z funkcją biurową i handlowo-usługową. Pierwsze prace budowlane inwestor zamierza rozpocząć w przyszłym roku.

W Trójmieście, które jest czwartym co do wielkości rynku biurowym w Polsce, powstaje rekordowa ilość biur, a na kolejne dwa lata inwestorzy zapowiadają już nowe projekty. Analitycy Walter Herz prognozują, że na koniec 2018 roku podaż w regionie może sięgnąć 800 tys. mkw. powierzchni biurowej. Tutaj także nowe inwestycje deweloperzy inicjują przede wszystkim w odpowiedzi na potrzeby zgłaszane ze strony centrów usług dla biznesu, w których pracuje już prawie 17 tys. osób. Najemcami biur są w Trójmieście także firmy związane z branżą morską, w tym spedycyjne, logistyczne i projektowe.

Trójmiejski rynek biurowy, który od dwóch lat przeżywa boom, podobnie jak krakowski, rozwija się teraz najszybciej w historii. W aglomeracji rosną spektakularne obiekty, jak gdański kompleks Olivia Business Centre z wieżą Olivia Star o wysokości całkowitej 180 metrów, czy park biurowy Alchemia.

W realizowanym trzecim etapie budowy wielofunkcyjnego, gdańskiego kompleksu Alchemia powstaje teraz największy budynek w tej inwestycji. Usytuowanym narożnikowo u zbiegu alei Grunwaldzkiej z ulicą Kołobrzeską budynek Argon ma zostać oddany w III/IV kwartale 2017 roku. Dostarczy 36 tys. mkw. powierzchni biurowej i około 2 tys. mkw. handlowo-usługowej.

W bezpośrednim sąsiedztwie wspomnianych centrów biurowych, zlokalizowanych przy głównej arterii komunikacyjnej Gdańska, grunt kupiła niedawno firma Skanska. Na działce o powierzchni ok. 9 tys. mkw. usytuowanej przy ulicy Grunwaldzkiej, naprzeciwko kampusu Uniwersytetu Gdańskiego firma zamierza wybudować nowoczesny budynek biurowy, który będzie jej premierową inwestycją w Trójmieście. Za dwa lata w obiekcie, który powstanie na terenie dawnego Centrostalu, inwestor planuje oddać do użytku ok. 42 tys. mkw. powierzchni biurowej brutto.

W Łodzi rośnie kilkanaście budynków biurowych. Deweloperzy są tam tak aktywni, że w ciągu kilku najbliższych lat miasto może niemal podwoić zasób nowoczesnej powierzchni biurowej, podkreślają przedstawiciele Walter Herz. Łódzki rynek biurowy liczy ok. 350 tys. mkw. powierzchni, kolejne 110 tys. mkw. biur jest w budowie.  Łódź znajduje się w ścisłej, krajowej czołówce, jeśli chodzi o zatrudnienie w centrach usług dla biznesu, w sektorze pracuje ponad 17 tys. osób. Z myślą o firmach outsourcingowych inwestorzy planują nowe projekty.

Przy ulicy Składowej w Łodzi Skanska buduje kompleks Nowa Fabryczna, obliczony na 22 tys. mkw. powierzchni biurowej, który ma zostać oddany do użytku w połowie przyszłego roku. W tym samym czasie ma zakończyć się budowa położonego przy ulicy Kilińskiego projektu Nowa Formiernia z 24 tys. mkw. powierzchni biurowej, która jest już w całości wynajęta przez mBank.

Echo Investment prowadzi w Łodzi budowę inwestycji Symetris przy alei Piłsudskiego. Obiekt zaoferuje 18 tys. mkw. biur. Warimpex realizuje przy ulicy Zachodniej i Ogrodowej inwestycję Ogrodowa Office, w której powstanie 22 tys. mkw. powierzchni biurowej.

Firma Avestus Real Estate przygotowuje do budowy dwa budynki biurowe przy skrzyżowaniu dwóch głównych arterii komunikacyjnych miasta, ulicy Piłsudskiego i Rydza-Śmigłego. Projekt składał się będzie z trzech budynków, w tym dwóch biurowych o łącznej powierzchni najmu ok. 16,5 tys. mkw. brutto, licząc powierzchnię przeznaczoną na usługi na parterze. Rozpoczęcie budowy planowane jest w pierwszej połowie 2017 roku, a pełna realizacja inwestycji ma być zakończona w trzecim kwartale 2018 roku.

Pośród śmielszych inwestycji powstających w Łodzi specjaliści Walter Herz wymieniają także kompleks Hi Piotrkowska położony przy ulicy Piotrkowskiej 155 z 20 tys. mkw. powierzchni biurowej, który ma być gotowy w 2018 roku. A także projekt Avangarda Center, który firma Okam Capital planuje realizować etapami. W pierwszej fazie realizacji inwestycji, która zaoferuje łącznie 30 tys. mkw. powierzchni, do końca 2017 roku ma zostać oddane 5 tys. mkw. biur.

Rośnie też rynek biurowy w Katowicach. Aglomeracja Śląska dysponuje dziś ponad 400 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej i podobnie jak inne rynki regionalne przyciąga firmy z sektora obsługi biznesu. Centra outsourcingowe zatrudniają w tym regionie podobną liczbę osób co łódzkie (17 tys.) i należą do kluczowych najemców powierzchni biurowej. Na Śląsku powstaje ok. 70 tys. mkw. powierzchni biurowej, obliczają specjaliści Walter Herz.  

W Katowicach ruszyła m.in. budowa kompleksu KTW w sąsiedztwie Spodka, w którym powstać mają dwa biurowce. Pierwszy budynek będzie liczył 14 kondygnacji i 66 metrów wysokości, drugi będzie miał 133 metry i będzie najwyższym biurowcem w regionie.

Nowe biurowce wyrosną również w miejscu hali Baildon. Władze Katowic dały zielone światło inwestycji, którą Echo Investment planuje zrealizować na zakupionej działce przy ulicy Chorzowskiej, na której stała słynna hala sportowa. Według planów zagospodarowania najwyższy budynek, który powstanie w tym projekcie będzie mógł mieć 15 kondygnacji.

W mniejszych ośrodkach biurowych w kraju, w których również lokują się centra usług wspólnych, deweloperzy także rozwijają swoją działalność. W Bydgoszczy ruszyła budowa kompleksu Arkada Business Park przy rondzie Fordońskim, która przebiegać ma etapowo. Pierwszy z dwóch 45 metrowych budynków ma być gotowy w ostatnim kwartale 2017 roku. W każdym z biurowców do wynajęcia będzie ponad 10 tys. mkw. powierzchni biurowej klasy A.

Z pracami przy fundamentach projektu biurowego Immobile K3 wystartowała w mieście także firma CDI. Pięciokondygnacyjny biurowiec klasy A zaoferuje łącznie niemal 8,8 tys. mkw. powierzchni biurowej i handlowej. Inwestor planuje zakończyć budowę w pierwszym kwartale 2018 roku.

W Szczecinie na terenie kompleksu Nowa Cukrownia trwa budowa biurowca Cukrowa Office, w którym część powierzchni zostanie udostępniona za przysłowiową złotówkę szczecińskim organizacjom pozarządowym. Budynek firmy Alsecco o całkowitej powierzchni 10 tys. mkw. ma zostać oddany do użytku w trzecim kwartale 2018 roku. Parter czteropiętrowego obiektu będzie przeznaczony na działalność usługowo-handlową.  Ciekawostką jest, że biura w Cukrowa Office można kupić lub wynająć. Zakończenie realizacji inwestycji planowane jest jesienią 2018 roku.

Autor: Walter Herz

Już 260 dostawców usług internetowych w całej Polsce wspiera rozwój Telewizji Światłowodowej

Telewizja Światłowodowa, czyli dystrybuowana przez EVIO Polska usługa interaktywnej telewizji cyfrowej, trafia do abonentów dzięki bliskiej współpracy z dostawcami usług internetowych. Szybka rozbudowa oferty programowej, innowacyjne funkcjonalności usługi IPTV oraz korzystny model współpracy sprawiły, że w ciągu zaledwie dwóch lat w rozwój Telewizji Światłowodowej zaangażowało się 260 operatorów ISP. W ich zasięgu jest ponad 800 tys. gospodarstw domowych.

Jak wskazują analitycy rynek telewizji cyfrowej jest w trakcie transformacji. Według agencji badawczej Digital TV Research, w Europie Zachodniej już w minionym roku więcej użytkowników korzystało z płatnej IPTV niż z satelitarnych pakietów premium[1]. Także eksperci Zion Research przewidują w tegorocznym raporcie, że globalny rynek IPTV czeka szybki wzrost. Jego wartość w 2015 roku szacowali na około 34,7 miliarda dolarów, zaś do 2021 roku ma on urosnąć do blisko 94 miliardów dolarów, co oznacza że średnia roczna stopa wzrostu w ciągu kolejnych 5 lat przekroczy 18 procent[2].

Przyszłość IPTV na rodzimym rynku – kluczowa rola partnerów

EVIO Polska jako jedna z pierwszych firm w naszym kraju dostrzegła ogromny potencjał w obszarze IPTV. Od samego początku kierowała się przekonaniem, że dzięki tej technologii już wkrótce dokona się przełom, którego beneficjentami będą zarówno abonenci, jak też lokalni operatorzy ISP. To właśnie partnerzy telekomunikacyjni, inwestujący w doprowadzanie sieci światłowodowych bezpośrednio do mieszkań użytkowników, w ogromnym stopniu przyczyniają się do przemian na rynku usług telewizyjnych.

Migracja abonentów z ofert satelitarnych w kierunku światłowodów stała się faktem, a my wspólnie z lokalnymi operatorami czynimy wszystko, by wspierać ten trend. Lokalni dostawcy ISP inwestują w technologię FTTH, a dzięki współpracy z nami mogą szybko i bezinwestycyjne uruchomić w swojej sieci optycznej pełną usługę telewizji cyfrowej w modelu IPTV. To jest fundament, na którym budujemy rynek cyfrowej TV, jakiego oczekują konsumenci drugiej dekady XXI wieku” – powiedział Mariusz Filipiak, prezes zarządu EVIO Polska.

EVIO dba o nas nie tylko, jeśli chodzi o  atrakcyjną ofertę usługi TV, ale przede wszystkim w zakresie materiałów marketingowych, szybkiego doradztwa oraz cyklicznie wysyłanej informacji o innowacjach firmy” – recenzuje współpracę Radosław Światłowski, współwłaściciel WIFIMAX. „Dzięki owocnej współpracy z EVIO dostarczamy naszym klientom telewizję na bardzo wysokim poziomie. EVIO oferuje nam elastyczne warunki oraz konkretne wsparcie techniczne. Dzięki światłowodom nasi klienci uzyskują prawdziwie nieograniczony dostęp do rozrywki w postaci setek kanałów TV o krystalicznej jakości obrazu”.

Rosnące wymagania telewidzów napędzają rozwój światłowodowych usług IPTV

Rynek płatnej telewizji do niedawna zdominowany był niemal wyłącznie przez tradycyjnych operatorów kablowych i satelitarnych. Zwiększające się oczekiwania użytkowników, którzy chcieliby m.in. jak najszerszej oferty kanałów nie tylko w jakości HD, ale wkrótce też 4K, sprzyjają rozwojowi Telewizji Światłowodowej. Dzieję się tak, ponieważ usługa IPTV oparta wyłącznie na sieci optycznej (technologia FTTH), jest wolna od ograniczeń, z jakimi borykają się dostawcy wykorzystujący starsze technologie, np. przesył satelitarny albo hybrydowe sieci kablowe (HFC). Przesył światłowodowy pozwala zaoferować klientom praktycznie niegraniczoną liczbę kanałów w najwyższej rozdzielczości, bez uciekania się do takich „sztuczek”, jak transkodowanie sygnału FullHD, aby kosztem jakości zmieścić więcej programów w ofercie.

Co sprawia, że operatorzy ISP do oferty coraz chętniej dołączają Telewizję Światłowodową?

Inwestujący w światłowody dostawcy usług internetowych to jeden z najdynamiczniej rozwijających się segmentów rynku telekomunikacyjnego. W oparciu o unijne dotacje budują sieci optyczne w miejscach, gdzie często istniała jedynie przestarzała infrastruktura miedziana. W tych lokalizacjach istnieje zapotrzebowanie klientów na atrakcyjne usługi multimedialne. Operatorzy pragnący zaoferować swoim abonentom usługę telewizyjną, opartą o rozlokowane niedawno sieci, nie muszą samodzielnie budować infrastruktury technicznej i pakietów programowych, jakie niezbędne są do dostarczania cyfrowej TV. Mogą skorzystać z gotowego rozwiązania, jakie proponuje EVIO.

Atutem oferty EVIO są jasne i przejrzyste zasady współpracy oraz rozliczeń z operatorami. Zapewniamy im dekodery, oprogramowanie i wsparcie w pozyskiwaniu atrakcyjnych treści do reemisji. Odciążamy operatorów w zakresie inwestycji środków finansowych w technologię i sprzęt, zapewniając im swobodę w budowaniu własnej oferty. Istotnym argumentem dla naszych partnerów jest to, że mogą uzyskać profity ze sprzedaży usługi TV już przy niewielkiej liczbie abonentów” – podkreśla Mariusz Filipiak, prezes zarządu EVIO Polska.

Jarosław Wałęga, współwłaściciel sieci ostrogNET oraz FIONE dodaje: „Współpracujemy z EVIO od ponad roku i z dużym zainteresowaniem przyglądamy się rozwojowi propozycji dla operatorów. Kluczowym elementem współpracy jest organizacja przez EVIO zespołu handlowego, który aktywnie pozyskuje nowych abonentów naszych usług: dostępu do Internetu jak i Telewizji Światłowodowej. EVIO efektywnie i profesjonalnie zajmuje się sprzedażą naszych usług, a my skupiamy się na rozwoju i dalszej rozbudowie naszej sieci”.

 

Więcej niż biznes TV – EVIO chce edukować na temat zalet technologii światłowodowej

Według danych panoramy rynku FTTH, opracowanej przez IDATE na zlecenie FTTH Council Europe, na koniec września 2015 roku w Polsce w zasięgu sieci FTTH/B[3] znajdował się ponad 1 milion gospodarstw domowych. Dzięki inicjatywom takim, jak Narodowy Plan Szerokopasmowy, oraz odważnym inwestycjom lokalnych i ogólnokrajowych operatorów, z miesiąca na miesiąc powstają kolejne kilometry sieci światłowodowych. Raport UKE wskazuje, że na koniec ubiegłego roku ich długość wyniosła w Polsce prawie 420 tys. km[4]. EVIO dostrzega potrzebę edukowania rynku na temat potencjału technologii światłowodowej, ponieważ mimo postępów w zakresie rozbudowy sieci optycznych, sektor ICT potrzebuje działać z jeszcze większą werwą, by dogonić Europę Zachodnią. Współpraca z 260 operatorami w ramach rozwoju Telewizji Światłowodowej, jest jednym z elementów promowania tego, jakie korzyści dzięki sieciom FTTH może uzyskać zarówno biznes, jak i użytkownicy końcowi.

[1] Raport firmy Digital TV Research pt. „Digital TV Western Europe 2016

[2] Raport firmy Zion Market Research pt. „IPTV Market for Advertising and Marketing, Media and Entertainment, Gaming, E-Commerce, Healthcare and Medical, Telecommunication & It and Others – Global Industry Perspective, Comprehensive Analysis, and Forecast, 2015 – 2021

[3] FTTH/B (ang. fiber to the home / fiber to the building) – sieć światłowodowa doprowadzona bezpośrednio do lokalu użytkownika lub budynku

[4] Raport UKE dotyczący pokrycia terytorium RP infrastrukturą telekomunikacyjną i publicznymi sieciami telekomunikacyjnymi w 2015 roku

Koniec ery inwazyjnych reklam?

Straty z tytułu użycia adblocków według raportu FairPage sięgnęły w 2015 roku 22 miliardy dolarów. Inicjatywy liderów rynku, takie jak zawiązana podczas wrześniowej konferencji Dmexco  Coalition for Better Ads, to sygnał, że doszliśmy do punktu zwrotnego, w którym trzeba od nowa odnaleźć równowagę w relacji wydawca-użytkownik-reklamodawca.

Konsument nie zamyka się na reklamę. Badanie przeprowadzone na rynku brytyjskim przez ESI Media pokazuje, że 63% użytkowników chce, by marka pomagała im osiągać ich cele, a 40% przyznaje, że reklama bywa dla nich inspirująca. Większość (67%) jest jednak zmęczona nierealistycznymi obietnicami. Według raportu IAB aż 78% użytkowników adblocków w Polsce dopuszcza wybrane formy działań reklamowych, a 60% nie wyklucza całkowitego wyłączenia aplikacji blokujących, jeśli kampanie reklamowe staną się mniej agresywne.

– Mamy do czynienia z błędnym kołem. – mówi Marcin Ekiert, prezes firmy Yieldbird, optymalizującej przychody z powierzchni reklamowej wydawców w Polsce i na ponad 30 rynkach zagranicznych. – Użytkownicy blokują reklamy, więc aby utrzymać wyniki kampanii, reklamy stają się coraz bardziej inwazyjne i jest ich więcej. To sprawia, że kolejni użytkownicy instalują adblocki, doprowadzając do dalszego wzrostu natarczywości przekazu. Na tegorocznych targach Dmexco motywem przewodnim dyskusji była konieczność zrewidowania koncepcji, na jakiej opiera się obecnie reklama internetowa. Pojawia się uzasadniona wątpliwość, czy agresywna ekspozycja treści reklamowych przekłada się na skuteczność.

Symptomy zmian

Najbardziej inwazyjne reklamy, takie jak uciekające krzyżyki czy pop-upy, trudno już spotkać na serwisach typu premium. Wciąż jednak popularne są formaty rich mediowe, w tym te najgorzej postrzegane przez użytkowników, jak formaty samoczynnie uruchamiające dźwięk czy zasłaniające całą stronę. Widać jednak, że nawet wydawcy, którzy boją się całkowicie z nich zrezygnować, zaczynają interesować się mniej agresywnymi formami,. W Polsce zmiany zachodzą stosunkowo wolno. Pozostajemy w tyle za wydawcami z takich krajów jak USA czy Szwecja. Co zaskakujące, nawet na rynkach wschodnich, na których działa Yieldbird, np. w Rosji i na Białorusi, strony internetowe są mniej inwazyjne pod względem reklamy niż nasze – porównuje Marcin Ekiert. – Na całym świecie edukacja rynku spoczywa na barkach dużych wydawców. Ze względu na swoją pozycję negocjacyjną to właśnie oni mogą przekonać reklamodawców i domy mediowe do zmian.

Jak mógłby wyglądać internet, gdyby to się udało? – Wystarczy posługując się amerykańskim IP wejść na portale typu New York Times. – podpowiada ekspert z firmy Yieldbird. – W niedalekiej przyszłości powierzchnie reklamowe w serwisach będą mniej instruzywne i mniej liczne, za to droższe. Dalej będą rozwijać się też formy natywne. Dobrze radzi sobie tradycyjny baner. 

Mobile wymusza umiar

Wzrastająca liczba użytkowników mobile, a co za tym idzie jego ogromny potencjał reklamowy, wymuszają kreatywność w planowaniu kampanii w tym kanale. Ma to wpływ również na formę przekazu. – Układ treści na telefonie powoduje, że ta sama reklama, co na desktopie, na urządzeniu mobilnym znacznie bardziej rozprasza użytkownika. Dobrym wyjściem jest reklama natywna. Jej wygląd jest dostosowany stylem do serwisu, a kreacja kładzie większy nacisk na użyteczną informację, niż na przekaz stricte marketingowy. Skuteczniej docieramy więc do osób faktycznie zainteresowanych produktem lub usługą. – wyjaśnia Marcin Ekiert.

Badanie eMarketera wskazuje, że 56% wydatków na reklamę cyfrową jest aktualnie lokowanych w reklamie natywnej. Trend wzrostowy pozwoli według prognoz osiągnąć do 2020 r. wartość 74%. Choć ponad połowa użytkowników chce, aby reklama wyraźnie odróżniała się do contentu, praktyka pokazuje, że formy natywne finalnie wpływają na zmniejszenie ilości instalowanych adblocków.

Jakie działania okażą się więc skuteczne w walce o uwagę konsumenta? – Staranne i zrównoważone targetowanie, jeszcze głębsza analiza danych, wartość samej kreacji i faktyczna propozycja, którą niesie dla użytkownika wyświetlana reklama – przewiduje Marcin Ekiert. – A  zatem mniej, ale staranniej.

Ceny ropy rosną, wsparte komentarzami saudyjskiego ministra energii

Ropa naftowa zyskuje na wartości drugi dzień z rzędu, wsparta przez komentarz ministra energii i przemysłu Arabii Saudyjskiej Khalida Al-Falih, który stwierdził, iż wiele krajów spoza OPEC jest skłonnych dołączyć do porozumienia o redukcji produkcji surowca.

Arabia Saudyjska planuje wycenić dziś obligacje denominowane w dolarach, które po raz pierwszy w historii zaoferuje zagranicznym inwestorom. Natomiast sekretarz generalny OPEC – Mohammed Barkindo, powiedział na konferencji w Londynie, iż nie ma możliwości, aby Rosja wycofała się z zawartego ostatnio z tą grupą porozumienia.  Zapasy amerykańskiego surowca spadły w zeszłym tygodniu wg. prywatnego Amerykańskiego Instytutu Ropy Naftowej o 3,8 mln baryłek. Inwestorzy oczekują na potwierdzenie spadku zapasów w publikowanych dziś oficjalnych danych rządowej agencji EIA. Ropa WTI zyskuje obecnie 0,5 proc. handlując już powyżej poziomu 51 dolarów za baryłkę. Ropa Brent zyskuje obecnie 0,6 proc. handlując w pobliżu poziomu 52,5 dolarów za baryłkę.

PKB Chin wzrosło w II kwartale zgodnie z oczekiwaniami o 6,7 proc. rok do roku.

Jest to trzeci kwartał z rzędu w którym PKB rośnie w tym tempie. Oznacza to, iż po 5 latach hamowania chińskiego wzrostu gospodarczego zaczyna się on stabilizować. Negatywnie zaskoczył natomiast odczyt na temat produkcji przemysłowej, która wzrosła jedynie o 6,1 proc. wobec przewidywanego 6,4 proc. wzrostu. Indeks chińskich akcji Shanghai Composite Index zareagował na te dane neutralnie, kończąc sesję w pobliżu poziomu otwarcia. Natomiast indeks z HongKongu – Hang Seng, zakończył dzień na niewielkim 0,3 proc. minusie. Na dane z chińskiej gospodarki zareagował spokojnie również australijski dolar. Para AUDUSD zyskuje obecnie 0,1 proc. handlując w pobliżu poziomu 0.7680. Natomiast miedź handluje w pobliżu poziomu 2,1 dolara za funta, zaliczając już siódmą z rzędu spadkową sesję.

Para USDCAD traci około 0,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,3080 w oczekiwaniu na dzisiejszę decyzję Banku Kanady odnośnie poziomu stóp procentowych.

Zdecydowana większość analityków przewiduje, iż Bank pozostawi stopy procentowe na niezmienionym poziomie 0,5 proc.

Europejskie indeksy handlują blisko wczorajszych poziomów w oczekiwaniu na jutrzejsze posiedzenie EBC odnośnie stóp procentowych.

WIG 20 zyskuje około 0,5 proc., handlując w pobliżu poziomu 1730 punktów, wsparty przez wzrosty na spółkach energetycznych oraz odzieżowych. Akcje Intel Corp. tracą na przedsesyjnym handlu w Nowym Jorku 5 proc. po tym jak spółka ogłosiła rozczarowującą prognozę sprzedaży w IV kwartale. Inwestorzy oczekują też na dzisiejsze wyniki kwartalne, które opublikuje m.in. bank Morgan Stanley. Natomiast najwięcej emocji wywoła dzisiejsza ostatnia debata prezydencka pomiędzy Hilary Clinton a Donaldem Trumpem. Wydaje się, iż jeśli republikański kandydat nie wyciągnie dziś asa z rękawa, to rynki zareagują spokojem na powiększającą się przewagę Clinton.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

mCommerce w punkcie zwrotnym. Raport z badania Criteo

  • Po raz pierwszy, większość transakcji mobilnych na największych rynkach globalnych jest dokonywana za pośrednictwem smartfonów.
  • W Polsce aż 66% transakcji mobilnych jest realizowana na smartfonach, a tylko 34% z poziomu tabletów
  • Udział transakcji mobilnych w handlu eCommerce w Polsce wyniósł 17% w H1 2016
  • Marketerzy, którzy zoptymalizowali strony internetowe i aplikacje pod urządzenia mobilne mają znacząco wyższy udział w rynku transakcji mobilnych.

Criteo (NASDAQ: CRTO), firma technologiczna zajmująca się marketingiem efektywnościowym, opublikowała raport H1 2016 State and Mobile Commerce, w którym analizuje zachowania zakupowe użytkowników oraz prezentuje prognozy rozwoju globalnego rynku mCommerce. Raport pokazuje, że urządzenia mobilne zaczynają dominować w sprzedaży eCommerce, a sprzedawcy, którzy będą potrafili wykorzystać ten trend, odnotują znaczący wzrost liczby transakcji w swoich sklepach online.

„Rynek mCommerce znajduje się w punkcie zwrotnym. Sprzedawcy optymalizują platformy sprzedażowe pod mobile, w rezultacie liczba transakcji za pośrednictwem urządzeń mobilnych przekroczyła już ilość transakcji z poziomu  desktopu.” – powiedział Ellie Kanan, EVP, Marketing, Criteo. „Sprzedawcy powinni zapewnić spójne doświadczenie klienta dla zakupów cross-device oraz transakcji na urządzeniach mobilnych. Umiejętne dotarcie do  użytkownika, niezależnie od etapu ścieżki zakupowej, na jakim się znajduje, pozwoli zdystansować konkurencję i odpowiednio przygotować się na nadchodzące sezony zakupowe”.

Badanie Criteo pokazuje, że handel detaliczny osiągnął punkt krytyczny i marki nie mogą dłużej ignorować platform mobilnych, które są jednym z głównych instrumentów napędzających sprzedaż eCommerce. Podczas gdy rozwój zaawansowanej technologii ułatwił zakupy za pomocą urządzeń mobilnych, marketerzy muszą zmierzyć się z wyzwaniem dotarcia do użytkownika w każdym środowisku  procesu zakupowego, zarówno w aplikacjach jak i na stronach mobilnych. Równocześnie powinni rozwijać strategię targetowania na urządzenia mobilne.

Kluczowe wnioski raportu:

Transakcje mobilne dominują w zakupach online

Liczba kupujących, którzy odwiedzają strony sklepów online,  przeglądają i nabywają produkty za pomocą desktopów czy urządzeń mobilnych, ciągle wzrasta. Urządzenia mobilne generują wyższy wskaźnik transakcji niż tradycyjne kanały. Sprzedający, którzy odpowiednio zoptymalizowali mobilne doświadczenie zakupowe – zarówno w aplikacji jak i na stronie internetowej dostosowanej pod urządzenia mobilne – prześcigają konkurencję i zwiększają bazę lojalnych klientów.

  • W ujęciu rok do roku największy wzrost udziału transakcji mobilnych w sprzedaży eCommerce został odnotowany w Brazylii, Australii i Francji.
  • W Polsce udział transakcji mobilnych w handlu eCommerce wyniósł 17% w H1 2016.

W najwyższym kwartylu sprzedawców wskaźnik ten wyniósł 22%. Średnia wartość zamówienia na urządzeniu mobilnym w H1 2016 wyniosła 93 PLN, a 100 PLN na desktopie.

Użytkownicy wybierają smartfony

Smartfony stają się coraz powszechniejszym narzędziem zakupowym, szczególnie w sytuacji gdy nowe funkcjonalności, jak rozpoznawanie linii papilarnych, czynią proces zakupowy szybkim i wygodnym. Dla porównania –  liczba transakcji z poziomu tabletu z każdym rokiem maleje. Sprzedawcy powinni wdrożyć  strategię marketingową zaprojektowaną wokół mobile, która uwzględnia aplikacje mobilne i mobilne strony internetowe. W ten sposób odpowiedzą na oczekiwania użytkowników smartfonów:

  • Po raz pierwszy, większość transakcji mobilnych na największych rynkach globalnych jest dokonywana za pośrednictwem smartfonów
  • Japonia, Wielka Brytania oraz Korea Południowa, gdzie większość stron online jest zoptymalizowana pod mobile, odnotowały najwyższy wskaźnik konwersji oraz największy udział mobilnych transakcji w handlu eCommerce.
  • W Polsce 66% transakcji mobilnych jest realizowana na smartfonach, a tylko 34% z poziomu tabletów

Zaawansowane aplikacje sprzyjają zakupom

Topowi sprzedawcy tworzą zrozumiałe, intuicyjne oraz użyteczne aplikacje sprzedażowe, które zapewniają konsumentom wygodne zakupy na urządzeniach mobilnych.
Powiadomienia na ekranie startowym, natychmiastowe ładowanie treści, powiadomienia push, dostępność treści offline, personalizacja oraz dostęp do funkcjonalności natywnych sprawiają, że konsumenci otrzymują bogatsze i bardziej angażujące mobilne doświadczenie zakupowe:

  • W Q2 2016, sprzedawcy z zaawansowaną aplikacją mobilną odnotowali, że ponad 54% transakcji na urządzeniach przenośnych zostało zrealizowanych za pomocą aplikacji mobilnych, co stanowi wzrost w porównaniu z 2015 rokiem, kiedy wskaźnik ten wynosił 47%.
  • Aplikacje mobilne generują znacznie więcej transakcji niż inne kanały sprzedaży online oraz osiągają konwersję ponad trzykrotnie wyższą wśród konsumentów niż mobilne strony internetowe.
  • Po raz pierwszy, aplikacje mobilne osiągnęły wyższą wartość zamówień niż desktopowe oraz mobilne strony internetowe. Średnia wartość zamówienia w aplikacji mobilnej wynosiła 127 USD, podczas gdy dla desktopów i stron mobilnych było to odpowiednio 100 USD i 91 USD.
  • Liderzy sprzedaży za pomocą aplikacji mobilnych uzyskują o 90% wyższą konwersję niż początkujący sprzedawcy.

Pełen raport  jest dostępny na stronie H1 2016 State and Mobile Commerce

Pakiet 100 zmian dla firm jest zmianą także dla państwa

Pakiet 100 zmian dla firm, zaproponowany przez Ministerstwo Rozwoju jest bardzo korzystnym rozwiązaniem dla ogółu rynku – pracodawców, państwa i urzędników. Pakiet należy potraktować jako zwiastun nowego podejścia do kształtowania prawa i zwiększenia bezpieczeństwa obrotu gospodarczego. Korzystniejsze prawo spowoduje większą jego przewidywalność dla przedsiębiorców.

– Niepewność prawa zmusza nawet urzędników bardzo często do decyzji niekorzystnych dla państwa – powiedział agencji eNewsroom.pl Grzegorz Dzik, wiceprezydent Pracodawców RP – Pakiet 100 zmian jest początkiem pewnej drogi, dążącej do poprawiania prawa. Kolejnym ruchem powinna być ocena skutków regulacji i zasada przyglądania się ustawom wchodzącym w życie. Należy do takich ustaw, w okresie 6-12 miesięcy, wygenerować wątpliwości i zastrzeżenia, ponieważ w procesie legislacyjnym nie ma możliwości by dokonać analizy. Jako przedsiębiorcy oczekujemy przede wszystkim pewności obrotu gospodarczego. Dlatego prawo nie może być stosowane wstecz. Wierzę, że nie chodzi tylko o 100 zmian, ale o uruchomienie stałego zwyczaju przyglądania się prawu i poprawiania go, bez oczekiwania na ingerencję Trybunału Konstytucyjnego czy Sądu Najwyższego. To dobry kierunek – ocenił Dzik.

Dalsze obniżki ocen wywołane przez szok po Brexicie i spadek przychodów ze sprzedaży ropy naftowej

  • Niepewność po Brexicie: ocena Wielkiej Brytanii obniżona do A3
  • Globalny wzrost: stabilizacja w krajach rozwiniętych; minimalna poprawa w gospodarkach wschodzących
  • Mimo „historycznego” porozumienia w Algierze cena ropy naftowej pozostaje istotnym problemem
  • Obniżenie ocen czterech krajów dotkniętych spadkiem cen surowców
  • Zwiększone ryzyko polityczne i bankowe w Europie

Kolejne ofiary szoku naftowego

Wysoki stopień niepewności w globalnej gospodarce odciska piętno na kondycji finansowej firm. Na ich sytuację nadal wpływają dwa główne czynniki.

Po pierwsze: z uwagi na niski poziom globalnej wymiany handlowej nie można liczyć na zdecydowaną poprawę tempa wzrostu. W krajach rozwiniętych – w tym w strefie euro, gdzie utrzymuje się niska dynamika popytu krajowego – w najbliższym okresie przewidywane jest stabilne tempo wzrostu: 1,6 proc. w 2016 r. oraz 1,5 proc. w 2017 r. Obecna sytuacja w USA nie zachęca firm do tworzenia dodatkowych miejsc pracy. W Japonii, mimo kontynuacji polityki fiskalnej służącej kompensowaniu niskiego poziomu inwestycji w sektorze prywatnym, prognozy pozostają pod presją. Poprawa spodziewana jest natomiast w gospodarkach wschodzących, gdzie wzrost PKB powinien przyspieszyć z 3,7 proc. w 2016 r. do 4,2 proc. w 2017 r. Będzie temu sprzyjało pożegnanie z recesją w Brazylii i Rosji w 2017 r., przejawiające się poprawą wskaźników finansowych i niższą inflacją, gdyż oba kraje najgorsze mają już za sobą.

Po drugie: ceny ropy naftowej pozostają istotną kwestią dla gospodarek wschodzących. Mimo „historycznego” porozumienia OPEC w sprawie kwot wydobycia oczekuje się tylko umiarkowanego wzrostu indeksu Brent. Coface przewiduje, że wyniesie on 44 USD w 2016 r. i 51 USD w 2017 r. Na powrót do równowagi między podażą a popytem trzeba będzie jeszcze długo poczekać. To spostrzeżenie jest podstawą szeregu dalszych obniżek ocen kilku krajów surowcowych:

  • Oman (B) odnotowuje drastyczny spadek wydatków publicznych, co niekorzystnie odbija się na inwestycjach.
  • Trinidad i Tobago (B) stoi w obliczu znacznego spadku wydobycia gazu ziemnego i ropy naftowej; sytuację pogarsza jeszcze wyeksploatowanie niektórych pól naftowych i konieczność przeprowadzenia remontów w zakładach produkcyjnych.
  • Nigeria (D) jest pogrążona w recesji, a jej rezerwy walutowe są na wyczerpaniu. Wpływa to na spadek produkcji przemysłowej wynikający z problemów z importem.
  • Mongolia (D) odczuwa skutki spowolnienia gospodarczego w Chinach, które pochłaniają ponad 90 proc. eksportu z tego kraju, a także niskich cen surowców. Kraj znajduje się na krawędzi kryzysu bilansu płatniczego.

Obniżenie oceny Wielkiej Brytanii jest podyktowane między innymi niepewnością towarzyszącą Brexitowi

Europę destabilizuje ryzyko polityczne i bankowe.

W Grecji, Hiszpanii i Włoszech dominującą kwestią jest ryzyko polityczne, natomiast w skali europejskiej najważniejszym problemem jest Brexit. Nawet jeżeli w bieżącym roku brytyjska gospodarka odnotuje wzrost na poziomie 1,9 proc., to oczekuje się, że analogiczny wskaźnik w 2017 r. wyniesie 0,9 proc. – mimo obniżki podstawowej stopy procentowej przez Bank Anglii w sierpniu i przewidywanego scenariusza korzystnego wyniku negocjacji z Unią Europejską. Ponadto należy monitorować ryzyko w sektorze nieruchomości charakteryzującym się wysokim zadłużeniem hipotecznym gospodarstw domowych (132 proc. dochodu do dyspozycji) oraz cenami przewartościowanymi o 34,6 proc. W sytuacji tak dużej niepewności – przy wciąż nieustalonych zasadach opuszczenia UE przez Zjednoczone Królestwo – kurs funta cechuje się dużą zmiennością; odnotowano także znaczny spadek wartości tej waluty, zwłaszcza w relacji do USD.

Brak jasności perspektyw w krótkim okresie nie tylko szkodzi zaufaniu do brytyjskiej gospodarki, ale kładzie się cieniem na całej Europie. W związku z powyższym Coface obniżył ocenę Wielkiej Brytanii do A3. Niemniej jednak firmy mogą skorzystać z gwałtownej deprecjacji funta, który na początku października osiągnął 31‑letnie minimum w stosunku do USD. Sprzyja to eksportowi, ale już nie wydatkom konsumentów – z uwagi na inflację.

Oprócz Brexitu obawy budzi także kondycja niektórych banków, zwłaszcza po opublikowaniu wyników letnich stres-testów. Ujawniły one kłopoty, z jakimi zmaga się kilkanaście banków, głównie we Włoszech i Niemczech.

A. Zaremba: ostatnie odczyty z europejskiej gospodarki świadczą o poprawie jej kondycji. Ograniczenie TLTRO nie jest wykluczone

A. Zaremba: ostatnie odczyty z europejskiej gospodarki świadczą o poprawie jej kondycji. Ograniczenie TLTRO nie jest wykluczone 1

Ostatnio opublikowane indeksy Sentix oraz instytutu ZEW, dotyczące nastrojów europejskich przedsiębiorców, świadczą o tym, że sytuacja gospodarki strefy euro powoli się poprawia. Zdaniem Adama Zaremby z towarzystwa Saturn TFI w takiej sytuacji Europejski Bank Centralny może szybciej zdecydować się na ograniczenia prowadzonego od dwóch lat dodruku pieniądza w ramach tzw. operacji TLTRO.

Ostatnia publikacja indeksu Sentix właściwie potwierdza trend wskazujący na to, że w europejskiej gospodarce dzieje się nie najgorzej – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Zaremba, główny ekonomista towarzystwa Saturn TFI. – Indeks przebił oczekiwania analityków co do wzrostu, wskazując na duży optymizm w gospodarce Starego Kontynentu i sugerując przyzwoity wzrost PKB oraz produkcji przemysłowej w nadchodzących kwartałach.

Opublikowany ostatnio przez instytut Sentix, opracowany na podstawie ankiet wypełnianych przez ponad 900 inwestorów, indeks nastrojów dla strefy euro wzrósł o 2,9 pkt w stosunku do poprzedniego miesiąca i wyniósł 8,5. Konsensus rynkowy był niższy i ukształtował się na poziomie 6,3 pkt, co oznacza, że odczyt pozytywnie zaskoczył inwestorów. Wskaźnik bieżącej oceny sytuacji gospodarczej zwiększył się z 4,5 do 6,3 pkt. Indeks oczekiwań natomiast wzrósł o cztery punkty i wyniósł 10,8.

Co ciekawe, bardzo silnie i porządnie zachowały się segmenty dotyczące oczekiwań przedsiębiorstw, co potwierdza, że perspektywy europejskiej gospodarki mogą być dobre – zauważa Adam Zaremba. – Jeżeli dołożymy do tego jeszcze odczyt niemieckiego indeksu ZEW, który dotyczy także europejskiej gospodarki, to będziemy mieli kolejne potwierdzenie takiej sytuacji.

Po pozytywnym odczycie indeksu Sentix dla strefy euro apetyt inwestorów na dobre informacje z niemieckiej gospodarki był wysoki. Badający nastroje przedsiębiorców za zachodnią granicą Polski indeks instytutu ZEW nie rozczarował. Indeks tej organizacji wzrósł z 0,5 we wrześniu do sześciu pkt.

W związku z tym Europejski Bank Centralny może się szybciej zdecydować na ograniczenia dodruku pieniądza – prognozuje Adam Zaremba. – Gospodarka Starego Kontynentu jest rozpędzona na różnego rodzaju programach stymulacyjnych. Wydaje się więc, że ten pozytywny moment jeszcze przez jakiś czas będzie się utrzymywać.

Ukierunkowane, dłuższe operacje refinansujące (Targeted Longer-Term Refinancing Operations, z ang. w skrócie TLTRO) należą do niestandardowych narzędzi polityki pieniężnej stosowanych przez Europejski Bank Centralny. W ramach tego rodzaju działań bank centralny strefy euro udziela bankom komercyjnym długoterminowych pożyczek. Skonstruowane one są tak, by stanowiły zachętę do wzmożenia akcji kredytowej na rzecz firm i konsumentów eurostrefy. To z kolei ma wspomóc proces doprowadzenia inflacji do docelowego, planowanego poziomu, czyli poniżej, ale blisko 2 proc. (w średnim okresie).

Pierwszą serię takich operacji EBC uruchomił w 2014 roku. Druga – pod nazwą TLTRO-II – została ogłoszona w marcu 2016 roku. W wyniku tych działań banki komercyjne mogą zaciągać w EBC pożyczki w wysokości do 30 proc. salda kredytów przyznanych firmom oraz konsumentom. Innymi słowy, instytucje finansowe dostarczające pieniądze podmiotom gospodarczym, mogą dostać od EBC wyższą kwotę, w dodatku niżej oprocentowaną.

Grupa BNI w Polsce chce przyciągnąć większych przedsiębiorców

Grupa BNI w Polsce chce przyciągnąć większych przedsiębiorców 2
Dzięki BNI, profesjonalnej organizacji rekomendacji biznesowych, każdy z jej członków w Polsce odnotował średni wzrost przychodów na poziomie 64 tys. zł. Łącznie w 2015 roku członkowie BNI przekazali 43,5 tys. rekomendacji o wartości 80 mln zł. Obecnie w Polsce działa ponad 40 grup, stworzonych z myślą przede wszystkim o najmniejszych przedsiębiorcach. Grupa Dream Team jest drugą w Polsce, która nawiązuje współpracę z większymi firmami. Dzięki profilowi w przyszłym roku grupa ma wygenerować ok. 20 mln zł. 

Liczymy, że w ciągu 10 lat dojdziemy do poziomu nasycenia. BNI zostało założone dla małych i średnich przedsiębiorstw. O ile początkowo organizacja była skierowana do małych, jednoosobowych firm, teraz chcemy podwyższyć jakość członków naszej grupy i kolejne grupy kierujemy do firm, które mają odpowiednio wysokie obroty roczne i doświadczenie w zatrudnieniu odpowiedniej liczby osób – mówi agencji Newseria Inwestor Michał Frelek, prezes Grupy BNI Dream Team.

BNI to międzynarodowa organizacja, której członkowie polecają sobie wzajemnie partnerów biznesowych i dzielą się doświadczeniem. To budowanie mapy rekomendacji i wzajemnych relacji. Organizacja zrzesza przedsiębiorców w ramach grup, do których mogą należeć firmy z różnych branż. Każdy kontrakt zawarty dzięki poleceniu członka należącego do BNI jest rejestrowany, w ten sposób organizacja na bieżąco mierzy swoją skuteczność.

Jestem przekonany, że z roku na rok jakość kolejnych grup oraz, co za tym idzie – jakość świadczonych usług przez członków tych grup będzie zdecydowanie rosła – zaznacza Frelek.

W Polsce działa ponad 40 grup, w przeważającej większości skierowane są do najmniejszych firm. Łącznie w ubiegłym roku, dzięki współpracy nawiązanej w BNI, polscy przedsiębiorcy zdobyli kontrakty na ponad 80 mln zł (43,5 tys. rekomendacji). Blisko 25 proc. tej kwoty (blisko 20 mln zł) przypadła w udziale stołecznym firmom (działa ich 9). Wyniki za 2016 rok mogą być bardziej imponujące.

W październiku uruchomiliśmy kolejną, dziewiątą już grupę warszawską. Skierowana jest do przedsiębiorców generujących biznes na poziomie minimum 1 mln zł obrotu rocznie oraz do właścicieli firm, przedsiębiorców, członków zarządu i osób decyzyjnych. Plany na najbliższy rok zakładają wygenerowanie biznesu wśród członków naszej grupy na poziomie 20 mln zł. Biorąc pod uwagę profil naszej grupy, uważamy, że są to cele osiągalne – ocenia prezes Grupy BNI Dream Team.

To druga w Polsce grupa skierowana do osób decyzyjnych. Pierwszą jest utworzona pod koniec 2015 roku grupa BNI Pride w Rzeszowie. Grupy BNI działają w największych miastach w Polsce, m.in. Warszawie, Krakowie, Bydgoszczy i Katowicach. Zrzeszają ok. 2 tys. przedsiębiorców i ludzi biznesu, działających w ponad 40 grupach (globalnie BNI działa w 69 krajach i liczy 190 tys. członków).

Patrząc na efektywność grup w Polsce, ich jakość, jakość członków oraz świadczonych usług, postanowiliśmy, że w Warszawie uruchomimy pierwszą grupę o takim profilu, a dziewiątą z kolei w Warszawie – wskazuje Michał Frelek.

Macro Games planuje rozwijać społeczności skupione wokół gier w oparciu o mocnych partnerów

Macro Games planuje rozwijać społeczności skupione wokół gier w oparciu o mocnych partnerów 3
Mija równo pół roku od podpisania przez Macro Games umowy z Microsoft na wspólną promocję gry Minecraft. W tym czasie firma rozbudowała kontent gry i uruchomiła dwa punkty, w których można zarówno zagrać w grę, jak i kupić związane z nią gadżety. Organizuje też spotkania dla graczy.

– Partnerstwo z Microsoftem jest dla nas bardzo ciekawym wyzwaniem i projektem. Pokazuje filozofię naszego działania, czyli to, jak chcemy się rozwijać w społeczności, jak budować coraz ciekawszy kontent właśnie w oparciu o mocnych partnerów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Madler, dyrektor ds. operacyjnych Macro Games.

Macro Games zajmuje się rozwijaniem portali internetowych związanych z grami elektronicznymi oraz realizacją innowacyjnych projektów przeznaczonych dla społeczności graczy. Należą do niego platformy CSCenter.pl oraz MyCraft.pl. 19 kwietnia spółka podpisała umowę o partnerstwie z Microsoftem, zgodnie z którą obie firmy mają promować platformę MyCraft poprzez organizowanie publicznych imprez.

– Microsoft jest właścicielem gry „Minecraft”, a z kolei jeden z naszych portali, MyCraft, jest portalem, który zrzesza społeczność wielbicieli gry „Minecraft” i partnerstwo z Microsoftem zakłada wspólne akcje promujące tę grę. Jest bardzo ciekawa, miła i atrakcyjna zarówno grupa celowa – młodsi gracze, a z drugiej strony też ciekawe jest to, że gra „Minecraft” ma bardzo duży potencjał edukacyjny i jest dowodem na to, że czas spędzany przez dzieci przed komputerem nie jest czasem straconym, zmarnowanym, przeklikanym i przez rodziców może być nieakceptowany, wręcz przeciwnie, jest to wspaniała platforma, na której dzieci mogą się rozwijać, rozwijać swoją wyobraźnię i kreatywność – przekonuje Madler.

Minecraft to gra, którą Microsoft zakupił w 2014 roku wraz z niewielkim szwedzkim studiem Mojang AB, które ją stworzyło pięć lat wcześniej. Gra polega na wydobywaniu, gromadzeniu i przetwarzaniu surowców oraz budowaniu z nich zapór przeciwko potworom.

– Staramy się tworzyć nowe mapy, czyli takie miejsca w grze, gdzie dzieci mogą się rozwijać, traktując to zarówno jako pomoc edukacyjno-szkolną, jak i w innych obszarach związanych z ogólnym rozwojem dzieci – mówi dyrektor ds. operacyjnych Macro Games. – Z konkretnych przedsięwzięć i akcji z firmą Microsoft organizujemy „MyCraft Areny‟, czyli spotkania dla graczy i dla rodziców, w których rozmawiamy na temat przyszłości gry i jej potencjału edukacyjnego.

Pierwsze ze spotkań odbyło się jeszcze w drugim kwartale roku, pod koniec czerwca. W sierpniu uruchomiono pierwszą wyspę poświęconą grze Minecraft.

– Otworzyliśmy też w dwóch centrach handlowych w Warszawie wyspy „Minecraft”, miejsca, w których można zarówno spróbować gry, porozmawiać o jej możliwościach i o tym, jak dzieci mogą się rozwijać, grając w „Minecraft”, jak i kupić zabawki i inne gadżety związane z tą grą – wyjaśnia. – Współpraca z Microsoftem jest pewnym przykładem tego, jak można się rozwijać wokół danych tytułów gier taką szerszą działalność, wykraczającą poza sam fakt grania i spędzania czasu przed komputerem czy – jak w przypadku Microsoftu – przed konsolą czy przed Xboksem.

Ilość danych o użytkownikach internetu rośnie w tempie 40 proc. rocznie. Coraz więcej firm je zbiera i analizuje

Ilość danych o użytkownikach internetu rośnie w tempie 40 proc. rocznie. Coraz więcej firm je zbiera i analizuje 4
Liczba danych udostępnianych w internecie rośnie w szybkim tempie. Coraz więcej firm zbiera informacje o użytkownikach. Choć z jednej strony boimy się „wielkiego brata”, to często chętnie korzystamy np. z bezpłatnych aplikacji, które żądają dostępu do naszych danych. Te stają się wówczas walutą. Gromadzone o konsumentach informacje pozwalają poprawić produkty i lepiej dopasować je do ich potrzeb.

– Niemal wszystko rozwinęło się do granic możliwości. Żeby pójść o krok dalej trzeba znaleźć nowe źródła informacji, które pozwolą na dalszy rozwój. To moment, kiedy firmy poszukują informacji, które dotychczas nawet ich nie interesowały, ale na dzisiaj są jedyną możliwością wykonania kolejnego kroku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Guzek, prezes zarządu w Hicron.

Ilość danych w sieci rośnie w tempie 40 proc. rocznie. Do końca 2016 roku internet przekroczy 10 zettabajtów danych, do 2020 r. ma liczyć ponad 45 zettabajtów (dane Oracle). Sektor analityki danych rośnie kilkukrotnie szybciej, niż cała branża IT. Coraz więcej oprogramowania i aplikacji zbiera informacje o użytkownikach.

– Klienci obawiają się dzielenia intymnością, śledzenia, poznania szczegółów życia prywatnego. Wszyscy chcielibyśmy pewną sferę pozostawić tylko dla siebie, a jednocześnie jednak posiadamy profile na portalach społecznościowych, które są otwarte, gdzie publikujemy różne informacje. Wykorzystujemy narzędzia typu Endomondo, Facebook czy Instagram, które nie zamykają grona odbiorców i przesyłają informacje, np. mapy naszych treningów, które, o ile nie zadbamy o ustawienia prywatności, pokazują gdzie dokładnie mieszkamy, pracujemy i np. kiedy nie ma nas w domu bo idziemy pobiegać. Dzielimy się informacją nawet o tym nie wiedząc – wskazuje Guzek.

Obowiązki anonimizacji i sposobów przechowywania danych są na tyle restrykcyjne, że ryzyko ujawnienia wrażliwych danych (adres zamieszkania, dane karty płatniczej) jest minimalne. Zdaniem eksperta, rozsądne dzielenie się informacjami na swój temat nie niesie ze sobą zagrożeń, ale pozwala poprawić działanie aplikacji i produktów. Dane coraz częściej stają się walutą, rodzajem transakcji wymiennej, w takich aplikacjach jak np. Google Maps, czy Janosik. W zamian za informacje na swój temat , np. o bieżącym położeniu, użytkownik zyskuje dostęp do wysokiej jakości produktu, który umożliwia dokładne oszacowanie czasu podróży w oparciu o natężenie ruchu.

– Wartością nie są dane osobiste jako takie, które można by było uznać za poufne. Tak naprawdę zbierana jest masa informacji przyporządkowana do charakterystyki człowieka. Statystyka jest magią wielkich liczb. Potęga informacji płynących z danych to jest potęga informacji płynącej z jej dużych wolumenów i szukania prawidłowości, wzorców. To nie jest informacja płynąca z konkretnego Kowalskiego, ale z cech, grup, uwspólniania, wyszukiwania wzorca i sposobu zastosowania – przekonuje ekspert Hicron.

W przetwarzanych danych poszukiwane są wzorce. Jak analizuje Guzek, można mówić o trzech obszarach zastosowań.

– Jednym z nich jest poszukiwanie informacji o już istniejących produktach. Przykładem jest branża motoryzacyjna, gdzie możemy zbierać dane z samochodów, część pojazdów już posiada moduły wymiany danych, które za pomocą infrastruktury GSM przekazują informacje online – mówi ekspert.

Informacje zbierane są, by móc zoptymalizować dany produkt, lepiej dostosować go do potrzeb klientów.

– Inną sferą jest poszukiwanie nowych możliwości zastosowania usług. Przykładem może być aplikacja Google Maps. Tej usługi bez wymiany danych nie byłoby, nie mogłaby istnieć, nie miałaby wartości dodanej i „silnika” opartego właśnie na danych – przekonuje Guzek.

Ekspert dodaje, że tylko dzięki użytkownikom można zaktualizować informację, podać dane o korkach, wypadkach na drodze. Na podobnej zasadzie funkcjonuje Janosik, gdzie to użytkownicy tworzą aplikację.

– Kolejnym obszarem jest rynek reklamy. Próbuje się poznać odbiorcę lepiej, przy czym nie rejestruje się danych Jan Kowalski, ale buduje się pewne profile na podstawie zanonimizowanych śladów, które zostawiamy w internecie, czy za pomocą urządzeń mobilnych, komputera, czy innych – tłumaczy przedstawiciel Hicron.

Guzek zaznacza, że reklamy nie znikną, a dzięki lepszemu poznaniu potrzeb konsumenta, jego przyzwyczajeń i zainteresowań, można otrzymać reklamę dopasowaną do określonej grupy docelowej. W ten sposób wygenerowana oferta będzie znacznie mniej drażnić niż tradycyjne ulotki. Tak samo działają choćby sklepy internetowe, które podczas zakupów reklamują te produkty, które ze względu na przeznaczenie, mogą potencjalnie zainteresować klienta.

– Internet of things do 2020 roku będzie generował 10 proc. ruchu w całej sieci. IoT daje możliwość dwustronnej komunikacji tworząc całkowicie nową sferę usług, dając szansę budowy nowych produktów, automatyzacji usług i modelu ich świadczenia. Te dane są zbierane i na ich podstawie wyciągane są pewne wnioski, profiluje się nas i patrzy jak dana osoba jest podatna na jakąś reklamę, czy potencjalnie jest jej odbiorcą – mówi ekspert.

Jak podkreśla, tej tendencji nie da się już zatrzymać. Świat zmierza w kierunku pełnej automatyzacji, zbierania informacji z wszelkich możliwych źródeł. Elektroniczne źródła danych same wymieniają między sobą informację. Już teraz branża motoryzacyjna pracuje nad modelem przyszłości, czyli dostępem czasowym do pojazdu, gdzie ludzie nie będą kupować produktu, a usługę, liczyć będzie się nie posiadanie, a używanie.

– To będzie przenikało wszystkie sfery naszego życia. Lekarz zdalny, monitorowanie naszych parametrów zdrowia, udzielanie porad, zapełnianie lodówek, może sfera funkcjonowania codziennego w takich kwestiach jak pranie, gotowanie, sprzątanie może się diametralnie zmienić. Mamy już autonomiczne odkurzacze, których moja mama nie mogłaby sobie wyobrazić, a minęło 20- 25 lat. Co będzie za kolejnych 5-10, trudno sobie wyobrazić. Wiemy na pewno, że będzie się to opierało na kilku elementach, a jednym z nich będą gigantyczne ilości danych – analizuje Michał Guzek.

Krajowe firmy pracują nad technologiami magazynowania energii. To konieczne do rozwijania odnawialnych źródeł energii

Krajowe firmy pracują nad technologiami magazynowania energii. To konieczne do rozwijania odnawialnych źródeł energii 5
W opracowanej przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju odnawialne źródła energii uważa się za jeden z czynników modernizacji krajowej energetyki. Stawia się też na inwestycje w wykorzystanie zasobów energii zgodnie z terytorialnym potencjałem, czyli m.in. w elektrownie wodne i biomasę. Dla rozwoju OZE kluczowe są nowe technologie w zakresie magazynowania energii. Nad tym intensywnie pracuje polska energetyka, m.in. PGE Energia Odnawialna.

– Najważniejszym elementem dotyczącym miksu energetycznego jest projekt premiera Mateusza Morawieckiego Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Na jego podstawie można stwierdzić, że rozwijane w Polsce będą również źródła energii odnawialnej ze szczególnym akcentem na hydroenergetykę oraz biomasę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mieczysław Koch, prezes zarządu PGE Energia Odnawialna.

Polska elektroenergetyka oparta jest przede wszystkim na węglu, z którego pochodzi przeszło 85 proc. wytwarzanej w kraju energii elektrycznej (50,5 proc. z surowca kamiennego, 35 proc. – brunatnego). Mimo rosnącego udziału energii odnawialnej w bilansie energetycznym jej poziom jest wciąż dużo niższy w stosunku do analogicznych wskaźników innych krajów Unii Europejskiej.

Według dokumentu Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju modernizacja sektora energetycznego oraz podjęcie działań na rzecz dywersyfikacji źródeł to warunki podniesienia konkurencyjności polskiego przemysłu, poprawy jego efektywności oraz zapewnienia bezpieczeństwa dostaw. Do osiągnięcia tego celu konieczna jest rozbudowa sieci przesyłu oraz dystrybucji energii elektrycznej i gazu, stworzenie warunków inwestycji w konwencjonalną infrastrukturę wytwórczą, szersze wykorzystanie stabilnych źródeł energii odnawialnej, wdrożenie energetyki jądrowej oraz wsparcie dla rozwoju niskoemisyjnego transportu zbiorowego.

W perspektywie najbliższej dekady efektem tych działań powinno być zapewnienie stabilności dostaw dla użytkowników, zmniejszenie zużycia energii pierwotnej, stopniowe i efektywne kosztowo zwiększanie udziału OZE, zapewnienie równego i powszechnego dostępu do energii pochodzącej z różnych źródeł oraz spowolnienie wzrostu (lub nawet jego zahamowanie) udziału wydatków na energię w budżetach domowych.

– Kluczową sprawą dla rozwoju odnawialnych źródeł jest rozwój i kwestia magazynowania energii, które jest wyzwaniem nie tylko dla Polski, lecz także dla całego świata – zauważa Mieczysław Koch. – Wszędzie trwają teraz intensywne prace nad technologiami dającymi szansę magazynowania energii odnawialnej z racji tego, że są to źródła o zmiennej stabilności pracy.

Według analityków firmy doradczej Frost & Sullivan systemy magazynowania energii w akumulatorach w najbliższych latach będą sposobem na upowszechnienie OZE. Globalny rynek magazynów energii w 2024 roku ma być wart 8,3 mld dol.

 Istotnym elementem dla Grupy Kapitałowej PGE, w tym spółki Energia Odnawialna, jest realizacja programu badawczo-rozwojowego, czyli położenie nacisku na technologie innowacyjne – deklaruje Mieczysław Koch. – Najważniejszym natomiast w tym zakresie działaniem jest dla nas pozyskanie technologii do magazynowania energii.

Jak podkreśla, spółkę czekają duże wyzwania inwestycyjne, w wyniku których około 1 tys. MW mocy ma zostać zainstalowane w farmach wiatrowych na Bałtyku. Trwają wstępne badania środowiskowe i badania dna morskiego w celu wyboru technologii dla mocowania turbin wiatrowych. Prowadzone są także analizy dotyczące możliwości połączenia farmy z siecią energetyczną.

W ramach rozwijania innowacyjności koncern pracuje również nad rozwiązaniami w zakresie energetyki rozproszonej, w tym technologii fotowoltaicznych, pozyskiwania energii z odpadów i oczyszczalni ścieków.

– Zajmujemy się również technologiami związanymi z wytwarzaniem energii z biogazowni rolniczych. Jesteśmy uczestnikiem pilotażowych programów dotyczących budowy klastrów, które również są priorytetem Ministerstwa Energii – wskazuje Mieczysław Koch. – Musimy położyć duży nacisk na rozwój energetyki rozproszonej w celu poprawienia sprawności i efektywności, co także znajduje się w programie premiera Morawieckiego.

Na polski rynek rocznie trafiają banany o wartości 1 mld zł. Importerzy owoców chcą budować rozpoznawalne marki

Na polski rynek rocznie trafiają banany o wartości 1 mld zł. Importerzy owoców chcą budować rozpoznawalne marki 6
Banany wpisują się w modę na zdrowe odżywianie, więc konsumpcja będzie wzrastać w najbliższych latach – przewidują importerzy tych owoców. Do Polski banany trafiają głównie z Ekwadoru i Kolumbii, a wartość polskiego importu w ubiegłym roku przekroczyła 1 mld zł. Na tym rynku trudno zbudować rozpoznawalną markę – ocenia prezes firmy Quiza, jednego z głównych importerów bananów. Dla klientów kluczowym czynnikiem, który wpływa na zakup, wciąż jest cena.

Obecnie ok. 80 proc. importowanych bananów trafia do dyskontów i sieci supermarketów, resztę obrotu stanowią hurtownicy. Kluczowymi czynnikami determinującymi sprzedaż są w dalszym ciągu cena. Na tym rynku klienci wciąż zwracają niewielką uwagę na markę.

 Marka na rynku spożywczym to nowość, zwłaszcza jeżeli chodzi o rynek i owoców. Quiza zdecydowała się na to jako jedna z pierwszych firm w Polsce. Zbudowanie własnej marki bananów było procesem złożonym i długofalowym. Wpłynęła na to przede wszystkim współpraca z sieciami handlowymi, które wprowadziły nas w ten obszar. Wymogi jakościowe sieci handlowych doprowadziły do zbudowania produktu, który postanowiliśmy sprzedawać klientom pod własnym szyldem – podkreśla Bartosz Szatkowski, prezes zarządu firmy Quiza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

W opinii Bartosza Szatkowskiego wprowadzenie własnej, rozpoznawalnej przez klientów marki znacząco umocniło pozycję firmy na krajowym rynku. Quiza jest obecnie jednym z największych importerów bananów, które w Polsce sprzedaje pod zarejestrowaną cztery lata temu własną marką Quiza Banana. Niedojrzałe owoce eksportuje również do państw takich jak m.in. Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Rumunia, Holandia, Ukraina i Białoruś. W nawiązaniu kontaktów zagranicznych w pierwszym etapie działalności firmie pomogło wsparcie polskiego rządu.

– Ingerencja państwa w pierwszym etapie kontaktów zagranicznych jest bardzo ważna dla polskich firm. Są kraje, w w których bez współpracy z ministerstwem spraw zagranicznych trudno jest wejść na obcy rynek. W naszym przypadku również ingerencja polskiego rządu w przypadku zakupu owoców w krajach Ameryki Centralnej była bardzo ważna, ponieważ ułatwiła nam kontakty z przedsiębiorstwami w tamtych regionach – przyznaje prezes firmy Quiza.

Jak wynika z danych GUS, wartość polskiego importu bananów (świeżych i suszonych) to nieco ponad 1 mld zł rocznie, co oznacza około 375 tys. ton sprowadzanych co roku do Polski. Głównie owoce trafiają do nas z Ekwadoru i Kolumbii (wartość przekracza 730 mln zł). Pomimo doświadczenia w kontaktach handlowych na rynkach zagranicznych, firma nie zamierza podbijać zagranicznych rynków.

– Ekspansja międzynarodowa w przypadku naszej firmy jest możliwa, ale tylko w przypadku marki własnej. To umożliwia również wejście w inne obszary sprzedaży. Na razie skupiamy się jednak na rynkach lokalnych, na których sprzedajemy nasze produkty. Chcemy być rozpoznawalni i chcemy, aby nasi konsumenci kojarzyli, że marka bananów nie musi być egzotyczna, może być marką polską – mówi Bartosz Szatkowski.

Przeciętny Polak zjada średnio 7 kg bananów rocznie, czyli trzy razy mniej niż wynosi spożycie w krajach skandynawskich. Dlatego konsumpcja owoców w najbliższym czasie będzie znacząco wzrastać, zwłaszcza że banany są postrzegane jako pełnowartościowe i pełne witamin, wpisując się w modę na zdrowy tryb życia.

– W branży spożywczej zauważamy postępujący trend na bycie fit. Wszyscy biegamy, starujemy w maratonach, moda na aktywność fizyczną postępuje. Banany są ważnym elementem diety każdego sportowca – mówi Bartosz Szatkowski.

Amerykańscy politycy walczą o wyborców także kolorami. W czerwonym Clinton staje się bardziej zdecydowana, a Trump – emocjonalny i drapieżny

Amerykańscy politycy walczą o wyborców także kolorami. W czerwonym Clinton staje się bardziej zdecydowana, a Trump – emocjonalny i drapieżny 7
Kolor to jeden z elementów kształtujący obraz polityka w podświadomości wyborcy. Donald Trump chętnie sięga po błękit podkreślający jego amerykańskość i patriotyzm oraz czerwone dodatki, które – zdaniem psychologa koloru – sprawiają, że staje się on bardziej emocjonalny i drapieżny, a niekiedy nawet agresywny. Z kolei jego rywalce Hillary Clinton czerwień dodaje stanowczości. Zwykle preferuje ona jednak kolory bardziej stonowane i chłodniejsze.

Kampania prezydencka w Stanach Zjednoczonych wkracza w decydującą fazę. Po dwóch debatach i skandalu wywołanym przez kandydata republikanów, w sondażach prowadzenie objęła Hilary Clinton. Zdaniem ekspertów podczas trwającej wiele tygodni kampanii na opinię wyborców wpływ miał nie tylko merytoryczny przekaz ze strony kandydatów. Równie istotną rolę odegrała komunikacja niewerbalna: gesty, mimika, ubiór, a nawet dobór kolorów. Zdaniem dr Marka Borowińskiego, specjalisty ds. visual merchandisingu i psychologii koloru, wybierane dodatki w ciekawy sposób determinują sposób zachowania i prowadzenia dyskursu przez Donalda Trumpa.

Kiedy Donald Trump ma czerwony krawat, jest bardziej agresywny, czuje się bardziej przywódczy, przebojowy. Kiedy używa tego koloru, to okazuje się, że przekracza wszystkie dobre normy, czyli staje się bardziej drapieżny, wulgarny, zdecydowany w swoich wypowiedziach – mówi dr Marek Borowiński agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Kolor czerwony sprawia, że kandydat republikanów zyskuje na emocjonalności i drapieżności, nie jest jednak kompatybilny z jego typem urody. Przy tak mocnej, dominującej barwie znika bowiem jasna skóra Donalda Trumpa. Znacznie lepszym wyborem są lubiane przez kandydata niebieskości w różnych odcieniach. Stosuje on jednak wówczas zupełnie inny rodzaj narracji.

Kiedy używa koloru niebieskiego, zdecydowanie lepiej to wygląda, ale mam wrażenie, że on jest spokojniejszy, że mówi o zupełnie innych kwestiach, np. o kwestiach wolnościowych, co jest też naturalnie przypisane do znaczenia koloru niebieskiego – mówi dr Marek Borowiński.

Zdaniem eksperta sztab wyborczy Donalda Trumpa umiejętnie przywiązał do swojego kandydata barwy amerykańskiej flagi: niebieski, czerwony i biały. Barwy te podkreślają patriotyczną postawę republikanina i jego amerykańskość. Kolorów tych Donald Trump używa głównie w dodatkach, m.in. krawatach.

Kiedy występuje właśnie w tych kolorach, często wspomina o patriotyzmie, o rzeczach związanych z elementami narodowościowymi – mówi dr Marek Borowiński.

Hilary Clinton, jako kobieta, ma zdaniem eksperta, większe możliwości w zakresie wykorzystywania kolorów. Jej również zdarza się wkładać czerwone marynarki lub używać szminki w tym kolorze. Ekspert uważa, że barwa ta dodaje jej zdecydowania, pasuje także do jej typu urody, powinna więc częściej po nią sięgać. Zazwyczaj kandydatka demokratów decyduje się bowiem na stonowane kolory, które podkreślają łagodną, kobiecą stronę jej osobowości.

Znakomicie wykorzystuje pewnego rodzaju miękkość, kobiecość, stara się łamać dystans, nie stara się być wielką gwiazdą czy królową areny. Jej sposób ubierania się pokazuje czasami brak tego dystansu, ale też nie zawsze trafia z kolorami – w naturalnych kolorach, chłodnych nie jest jej najlepiej – mówi dr Marek Borowiński.

Odpowiedni dobór kolorów dotyczy jednak nie tylko noszonych przez kandydatów strojów. Starannie wybrane barwy wykorzystywane są także m.in. do dekoracji miejsc publicznych wystąpień Clinton i Trumpa. Zdaniem eksperta oba sztaby najchętniej sięgają po kolor niebieski, kojarzący się z amerykańską flagą. Jest to także kolor mediów i wiadomości, barwa, która wzbudza zaufanie.

Ten kolor ma dobrą falę świetlną, czyli taką, którą akceptuje ludzkie oko, więc jest często wykorzystywany. Często kandydaci mają też oklejone lub wyściełane błękitną tkaniną mównice, dzięki czemu wystąpienie staje się bardziej narodowościowe – mówi dr Marek Borowiński.

45. prezydent Stanów Zjednoczonych zostanie wybrany 8 listopada tego roku.

Nowoczesne biuro stało się atutem w wyścigu o wykwalifikowanych pracowników

Nowoczesne biuro stało się atutem w wyścigu o wykwalifikowanych pracowników 8
Dobrze skomunikowana siedziba firmy i nowoczesne, dobrze zaaranżowane biuro są przewagą w wyścigu o wykwalifikowanych pracowników. Dotyczy to zwłaszcza sektora usług dla biznesu BPO i SSC, który generuje zwiększony popyt na powierzchnie biurowe i notuje dynamiczny wzrost zatrudnienia.

– Pracodawcy zauważyli, że samo wynagrodzenie albo prestiż firmy już nie wystarczą, żeby przyciągnąć pracowników. Trzeba zadbać o fizyczną przestrzeń. To oznacza przede wszystkim biuro w dobrej lokalizacji, żeby pracownicy mogli dojechać komunikacją miejską – mówi Maciej Müldner, dyrektor finansowy Skanska Property Poland w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Biuro musi być nowoczesne, z dobrym powietrzem, odpowiednio naświetlone i charakteryzować się czymś, co określamy jako tzw. work life integration. To oznacza, że ludzie traktują miejsce pracy jak przedłużenie życia prywatnego, nie przychodzą do niej z przymusu.

Dla młodego pokolenia pracowników poza innymi czynnikami jak np. elastyczny wymiar pracy, wynagrodzenie i perspektywy rozwoju na równi liczy się otoczenie, w którym pracują. Z ubiegłorocznego raportu „BPO i Centra Usług Wspólnych: Menedżerowie firm zabierają głos w sprawie nieruchomości biurowych” przygotowanego przez Skanska i firmę doradczą JLL wynika, że nowoczesne i dobrze przystosowane biuro może być przewagą konkurencyjną firmy w walce o wysoko wykwalifikowanych pracowników.

Wśród najistotniejszych czynników, które wpływają na komfort pracy, menadżerowie oraz pracownicy wskazywali zwłaszcza stojaki dla rowerów, restaurację i prysznice z szatniami. 87 proc. osób pracujących w biurach bardzo ceni sobie możliwość uchylenia okna i wpuszczenia świeżego powietrza. Najbardziej powszechne niedogodności to natomiast nieefektywna klimatyzacja oraz ograniczony dostęp do światła dziennego. Według badania zdecydowana większość firm z sektora BPO i SSC preferuje aranżację powierzchni biurowej typu open space z wydzielonymi pokojami do spotkań.

– Coraz więcej osób pracuje w otwartych przestrzeniach typu open space, również bez przypisanego miejsca pracy, z możliwością wyboru miejsca w zależności od wykonywanych zadań. To w naturalny sposób wymusza zmianę struktury pracy, bo nie siedzimy już zamknięci w małych pokoikach, tylko pracujemy zespołowo. Dotyczy to zwłaszcza branży szeroko rozumianego outsourcingu – mówi Maciej Müldner.

Przeważająca większość menadżerów reprezentujących sektor BPO/SSC uważa, że odpowiednio zaaranżowane i nowoczesne biuro, które podnosi efektywność pracy, może stanowić przewagę firmy w procesie rekrutacji i pozyskiwania wysoko wykwalifikowanych specjalistów.

– Wykwalifikowanych pracowników nie ma aż tylu, żeby sprostać oczekiwaniom rynku. Dlatego trzeba o nich lepiej zadbać, trzeba o nich walczyć. Niektórzy używają nawet sformułowania „war for talent”, czyli wojna o talenty. Nie szedłbym aż tak daleko, ale pracodawcy zaczęli dostrzegać, że to, jak i gdzie pracujemy, ma coraz większe znaczenie. Stąd potrzeba odpowiedniego zaprojektowania i wykończenia biura – mówi dyrektor finansowy Skanska Property Poland.

Dotyczy to zwłaszcza sektora usług dla biznesu, który wciąż generuje zwiększony popyt na powierzchnie biurowe, a przy tym notuje dynamiczny wzrost zatrudnienia. Z tegorocznych danych branżowego stowarzyszenia ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych) wynika, że do 2020 roku zatrudnienie w branży usług BPO/SSC znajdzie 300 tys. pracowników.

– Nowym trendem w wymiarze zarówno globalnym, jak i lokalnym jest to, że przedsiębiorstwa i organizacje skupiają się na najważniejszej gałęzi działalności, tzw. core business. W związku z tym z jednej strony poszukują możliwości zlecenia, czyli wydzielenia na zewnątrz zadań i czynności, które nie są związane z tą podstawową działalnością. Z drugiej strony starają się zebrać wszystkich swoich ekspertów w jedno miejsce, tzw. centers of excellence po to, aby się wzajemnie inspirowali i rozwijali w swoich obszarach kompetencyjnych – mówi Maciej Müldner.

O potrzebach sektora BPO/SSC w zakresie nieruchomości rozmawiano podczas konferencji organizowanej przez międzynarodową grupę audytorsko-doradczą Mazars – „Mazars CEE Business Forum”, która odbyła się w dniach 6–7 października w Warszawie.

Rośnie potęga marketingu szeptanego. 98 proc. właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw najbardziej ceni klientów z rekomendacji

Rośnie potęga marketingu szeptanego. 98 proc. właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw najbardziej ceni klientów z rekomendacji 9
Rekomendacje stają się podstawą decyzji konsumenckich i prowadzenia biznesu. Klienci chętnie sięgają po produkty i usługi firm, które polecili im znajomi. Z kolei właściciele przedsiębiorstw bardzo cenią klientów, których polecili im inni przedsiębiorcy. Na tym opierają się coraz popularniejsze systemy rekomendacji biznesowych, które budują prestiż przedsiębiorstwa na rynku oraz zwiększają bezpieczeństwo przeprowadzanych transakcji.

– Rekomendacje w zasadzie są podstawą działalności większości przedsiębiorców i także nas jako też odbiorców – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Chlebuś, dyrektor asystujący w firmie BNI regionu Warszawa. – Szukając dentysty czy warsztatu samochodowego, wolimy zazwyczaj poprosić kolegę o rekomendację, niż szukać choćby w internecie. 98 proc. przedsiębiorców twierdzi, że klient z takiego polecenia jest najbardziej wartościowy: on nam ufa, mniej marudzi, więc buduje się z nim zupełnie inną relację.

Jak wynika z raportu firmy badawczej Nielsen „Global Trust in Advertising and Brand Messages” zaufanie do tradycyjnych form reklamy spada od kilku lat, utrzymując się wokół poziomu 26 proc. Rozwój internetu oraz mediów społecznościowych sprawia natomiast, że rośnie rola opinii i poleceń ze strony innych osób, które stają się ważnym argumentem w procesie podejmowania wyborów konsumenckich. Ufa im blisko 90 proc. respondentów.

System rekomendacji oferowany przez BNI, jak wskazuje Maciej Chlebuś, nie dotyczy jednak poszczególnych produktów i usług konsumenckich. Obejmuje polecenia biznesowe dotyczące klientów. Jego użytkownikami mogą być przedsiębiorcy reprezentującym poszczególne branże. Z badań firmy Synergian wynika, że 40 proc. właścicieli małych i średnich firm uważa tego rodzaju polecenia za najlepszą drogę pozyskiwania kolejnych zleceń. Aż 98 proc. najbardziej ceni klienta z rekomendacji. Ale tylko 3 proc. bierze je pod uwagę w swoich strategiach biznesowych.

– BNI jest ustrukturyzowanym sposobem na zwiększanie ilości klientów z rekomendacji – podkreśla Maciej Chlebuś. – Poprzez moją grupę poszukuję kontaktów do klientów docelowych, współpracując w tym zakresie z moimi kolegami. Istotą BNI nie jest to, abyśmy wzajemnie od siebie kupowali usługi. Do grupy może należeć tylko jeden członek ze ściśle określonej branży. Istotą nie jest to, aby kupować usługi od siebie nawzajem, ale zbudowanie na tyle silnego kapitału zaufania, abym najlepszego klienta mógł polecić koledze i na odwrót.

W Polsce BNI działa od 2006 roku. Zrzesza obecnie ponad 1,5 tys. przedsiębiorców i organizuje spotkania w największych miastach, między innymi w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Bydgoszczy i Lublinie. W 2015 roku uczestnicy systemu przekazali sobie ponad 43,5 tys. rekomendacji, co zaowocowało realizacją przedsięwzięć na kwotę ponad 80 mln zł.

Grupa biznesowa BNI istnieje od 31 lat i jest największą i jedną z najstarszych organizacji rekomendacji biznesowych na świecie. Aktywnych jest ponad 200 tys. członków w 69 krajach. Istotą grupy jest przekazywanie profesjonalnych poleceń, dzielenie się wiedzą i doświadczeniem w biznesie oraz rozbudowywanie siatki kontaktów o potencjalnych partnerów biznesowych, inwestorów i podwykonawców. Ale system nie tylko pozwala pozyskiwać nowych klientów. Zwiększa również wiarygodność i widoczność uczestniczącej w nim firmy na rynku oraz podnosi poziom bezpieczeństwa transakcji.

Problem nietrzymania moczu dotyczy 10 proc. Polaków. Większość nie zgłasza z tym do lekarza

Problem nietrzymania moczu dotyczy 10 proc. Polaków. Większość nie zgłasza z tym do lekarza 10
Większość kobiet po naturalnym porodzie ma uszkodzenia mięśni dna miednicy, co w wielu przypadkach wiąże się z objawami wysiłkowego nietrzymania moczu. Dolegliwość ta dotyka także 60–70 proc. pań po 60 roku życia. Lekarze alarmują, że niewiele kobiet z tym problemem zgłasza się na leczenie. Pomóc w walce z tą dolegliwością mogą pomóc nowoczesne technologie.

Jak wskazują badania, problem nietrzymania moczu może dotyczyć ok. 10 proc. populacji. Znacznie częściej występuje wśród kobiet. 80 proc. pań po naturalnym porodzie ma uszkodzenia mięśni dna miednicy, z czego u 35–50 proc. rozwiną się objawy wysiłkowego nietrzymania moczu. Problem ten dotyka często kobiety po 60 roku życia. Świadomość potrzeby profilaktyki w tym zakresie jest jednak wśród Polek niewielka, a średni czas od wystąpienia objawów do podjęcia terapii to aż dziewięć lat.

– Na pewno dużym wyzwaniem jest w ogóle świadomość kobiet w obszarze rehabilitacji mięśni dna miednicy. O problemie wysiłkowego nietrzymania moczu i innych kobiecych przypadłościach dopiero od niedawna zaczyna się otwarcie mówić – mówi agencji Newseria Biznes Anna Poświata z firmy PelviFly.

W połowie lipca br. grupa inwestorek skupionych w Black Swan Fund przy Sieci Przedsiębiorczych Kobiet zainwestowała w rozwój projektu PelviFly wspomagającego terapię i profilaktykę funkcjonowania mięśni dna miednicy. To rozwiązanie telemedyczne, które ma pomóc kobietom świadomie zadbać o własne ciało.

 Na co dzień zajmujemy się rozwojem telemedycyny w zakresie rehabilitacji mięśni dna miednicy – mówi Anna Poświata. – W tej chwili wdrażamy platformę telemedyczną i aplikację dotyczące głównie takich dysfunkcji, jak wysiłkowe nietrzymanie moczu oraz wypadanie narządów miednicy małej. Do tej pory nasza współpraca z sektorem medycznym układa się bardzo pozytywnie.

Projekt Urszuli Wójtowicz, prezeski fundacji Force Feminite, rozwijany jest od początku przy współudziale zespołu inżynierskiego z Uniwersytetu w Stanford. Trening mięśni dna miednicy kierowanych jest do różnych grup celowych, na przykład kobietom przygotowującym się do ciąży, po porodzie, walczącym z nadwagą, w okresie menopauzy, regularnie biegającym czy wyczynowo uprawiającym sport.

W wyniku terapii minimalizowane są takie dolegliwości, jak wypadanie lub obniżenie narządów rodnych, ostre i przewlekłe bóle pleców, hemoroidy, zaparcia, zwyrodnienia i deformacje stawów biodrowych, osłabienie dna miednicy po porodzie, nacięciu krocza lub cięciu cesarskim, trudności z orgazmem, rozszerzenie pochwy, ból podczas stosunku.

PelviFly ma na celu umożliwienie kobietom prowadzenie treningu w sposób efektywny w warunkach domowych pod nadzorem specjalisty. Dzieje się tak za pomocą mobilnej aplikacji zapewniającej pacjentce biofeedback, platformie telemedycznej oraz funkcji wideokonferencji.

– Wdrażanie całego rozwiązania na razie przebiega bardzo pomyślnie, bardzo dobrze do niego są nastawieni lekarze, głównie ginekolodzy, ale również rehabilitanci – chwali Anna Poświata. – Zobaczymy, jak całość przyjmą pacjentki. Zdecydowany kładziemy nacisk na to, żeby przeprowadzać badania naukowe, bo chcemy się opierać wyłącznie na medycynie naukowej. Pierwsze grupy pacjentek zostały już przebadane, natomiast czekają nas kolejne tego rodzaju działania. Będziemy kierować rozwojem firmy w tę stronę. W pierwszej kolejności chcemy wprowadzać nasze rozwiązania w kraju.

Plany rozwojowe PelviFly obejmują obecnie wdrożenie usługi telemedycznej w każdym województwie. Kolejnym krokiem może być ewentualna ekspansja na zagraniczne rynki.

 Pewną barierę stanowi technologia. Problem wysiłkowego nietrzymania moczu dotyczy też kobiet starszych, a nasze rozwiązanie wymaga użycia smartfonu i innych nowoczesnych technologii. Sądzimy jednak, że swego rodzaju dystans do nich nie wynika z wieku niechęcią, tylko z wolniejszej adaptacji – mówi Anna Poświata.

PelviFly było prezentowane m.in. podczas Międzynarodowych Targów Medycznych WIHE 2016.

Nie najlepszy czas dla złotego

Widzimy osłabienie naszej waluty szczególnie w relacji do amerykańskiego dolara. Wszystko w oczekiwaniu na decyzję w spawie stóp procentowych za oceanem.

Drożejący dolar nigdy nie jest korzystny dla walut rynków wschodzących, w tym dla naszej waluty – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Czy rynek zdał sobie sprawę, że wcześniejsze oczekiwania wobec banków centralnych okazały się przesadzone? Więcej w materiale wideo.

Brytyjska inflacja najwyższa od 2 lat

Andrzej Kiedrowicz, ekspert KOI Capital
Andrzej Kiedrowicz, ekspert KOI Capital

Inflacja konsumencka w Wielkiej Brytanii wzrosła we wrześniu o 1 proc., co jest najwyższym wzrostem od listopada 2014 roku.

Wiadomość ta umocniła funta, który zyskał do głównych walut około 1 proc. Obecnie para GBPUSD handluje w okolicy poziomu 1,2290, para EURGBP w okolicy poziomu 0,8940 a para GBPJPY w okolicy poziomu 128 jenów. Funt umocnił się również o około 5 groszy do złotówki i handluje obecnie w okolicy 4,83 zł. Pomimo wzrostu inflacji ekonomiści spodziewają się, iż Bank Anglii mimo wszystko obetnie stopy procentowe z poziomu 0,25 proc. do 0,1 proc. na listopadowym posiedzeniu.

Dolar nowozelandzki umacnia się już ponad 1 proc. do dolara amerykańskiego i handluje powyżej poziomu 0,7190 po mocniejszym od oczekiwań wzroście inflacji CPI.

Ceny konsumenckie wzrosły w III kwartale roku o 0,2 proc., gdy spodziewano się pozostawienia ich na tym samym poziomie. Wzrost cen może przyczynić się do wstrzymania obniżki stóp procentowych przez Rezerwowy Bank Nowej Zelandii na listopadowym posiedzeniu.  Natomiast inflacja CPI w USA nie zaskoczyła inwestorów i wzrosła we wrześniu zgodnie z oczekiwaniami o 0,3 proc. miesiąc do miesiąca i o 1,5 proc. rok do roku.

Akcje Netflixa rosną na otwarciu rynku ponad 18 proc., handlując na najwyższym od stycznia poziomie, po wczorajszym ogłoszeniu wyników finansowych pokazujących olbrzymi wzrost płatnych subskrypcji serwisu.

Co ciekawe, największy wzrost subskrypcji nastąpił poza rynkiem amerykańskim. W dniu dzisiejszym wyniki finansowe za III kwartał ogłosi Goldman Sachs Group Inc. Inwestorzy będą bacznie się przyglądać szczególnie wynikom na handlu długiem, po tym jak inne czołowe banki, min. Citigroup czy Bank of America, pochwaliły się lepszymi od oczekiwań wynikami dzięki zyskom na handlu obligacjami.

Władze Arabii Saudyjskiej spotykają się z potencjalnymi inwestorami przed planowaną, pierwszą w historii Królestwa, międzynarodową aukcją obligacji rządowych.

Przecieki z tych spotkań nie wskazują na poruszanie w nich tematu cen ropy naftowej. Planowane reformy i wzrost wydatków inwestycyjnych zaczynają przyciągać do tego kraju siłę robocza z sąsiednich państw, m.in. z Pakistanu. Umacnia się również ropa naftowa, gdyż za baryłkę WTI trzeba ponownie zapłacić powyżej 50 dolarów, a za baryłkę Brent powyżej 51,5 dolarów.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Średnio 855 defektów budowlanych na 1 inwestycję mieszkaniową

Z danych fundacji Nasza Ziemia wynika, że przez nieszczelne krany możemy tracić nawet 2,5 tys. litrów wody w skali roku. Strata jest duża, biorąc pod uwagę, że człowiek w ciągu całego życia zużywa ok. 42 tys. litrów[1]. Ogrzewanie mieszkania z nieszczelną izolacją to kolejny koszt. Aż do 30 proc. ciepła ucieka przez źle zaizolowany dach i ściany. Kolejne 20 proc. przez okna i drzwi[2]. Można tego uniknąć, jeżeli na etapie wznoszenia budynku deweloper zadba o staranne wykonanie prac i użycie odpowiednich materiałów. Jakie mieszkanie kupić, aby nie odbiło się ono nam przysłowiową czkawką?

W dzisiejszych czasach buduje się coraz szybciej i coraz więcej, a kto nie chciałby kupić wymarzonego M. w okazyjnej cenie? Trzeba jednak wyjątkowej ostrożności, by kupno taniego mieszkania, które w dodatku postało w krótkim czasie, nie naraziło nas na straty i koszty w trakcie jego użytkowania.

Średnio 855 defektów budowlanych na 1 inwestycję mieszkaniową

Ceny mieszkań o podobnym metrażu na warszawskim rynku pierwotnym mogą odbiegać od siebie znacznie w zależności od lokalizacji, standardu wykończenia, czy dodatków, jakie w swojej ofercie zawiera deweloper. Różnice w cenach, jakie musimy zapłacić za metr kwadratowy mieszkań w obrębie jednego miasta mogą sięgać nawet 50 proc. Skąd taka przepaść cenowa? Poza wymienionymi składnikami ceny, należy wziąć pod uwagę również to, że cała inwestycja musi się deweloperowi po prostu opłacić. Wydaje się, że nie ma innego wyjścia – na czymś firma musi zaoszczędzić. Są takie wydatki, na które nie ma wpływu. Nie można zmniejszyć na przykład kosztów związanych z formalnościami notarialnymi czy urzędowymi (takimi jak np. nabycie praw do użytkowania wieczystego działki, czy podatek od nieruchomości), te są odgórnie ustalone. Deweloper jest zawsze zależny również od cen gruntów, a te są wyższe w centrum miast i w bardziej atrakcyjnych rejonach. Tu także nie ma dużego pola negocjacji i obcinania kosztów. Znajduje się je między innymi w wykorzystaniu tańszych materiałów budowlanych i rozwiązań technologicznych.

W 2015 roku eksperci z Politechniki Poznańskiej przebadali osiem projektów mieszkaniowych, liczących łącznie 1524 mieszkań. Na każdą inwestycję przypadło średnio 855 defektów budowlanych, a prawie 90% z nich było spowodowane wadami powstałymi już na etapie budowy[3]. Wynika z tego, że duża część wad jest związana z wykorzystaniem nieodpowiednich materiałów budowlanych i źle dobranych, a czasami także przestarzałych rozwiązań technicznych.

Budowanie wymaga czasu

Według danych GUS, średni czas powstawania budynku wielorodzinnego w Polsce wynosi 25 miesięcy[4]. Deweloperzy, którzy mają doświadczenie w budowaniu dużych kompleksów mieszkaniowych, potrzebują od około półtora roku do dwóch lat, aby wprowadzić lokatorów na nowe osiedle. Choć istnieje tendencja do skracania procesu inwestycyjnego, co wynika między innymi z coraz większej dostępności zaawansowanych technologii, to warto mieć świadomość, że nie każdy etap można skrócić.

– Z doświadczenia wiemy, że stawiając sobie wysoko poprzeczkę i np. dokonując wyboru lokalizacji tak, by umożliwiała ona realizację przyjętych standardów, często trzeba zmierzyć się m.in. z długim czasem oczekiwania na pozwolenie na budowę. Mamy jednak świadomość, że czasem warto poczekać, warto użyć lepszych materiałów i nie mierzyć się z czołowymi deweloperami na liczbę sprzedanych mieszkań. Jest to w naszej opinii cena, którą warto zapłacić za możliwość wprowadzenia na rynek wysokiej jakości produktu. W końcu taka inwestycja opłaci się w przyszłości – mówi Michał Witkowski, dyrektor sprzedaży w Skanska Residential Development Poland.

Może się wydawać, że najwięcej czasu zabiera pierwszy etap budowy, czyli przygotowanie gruntu, na którym ma powstać nowe osiedle, a następnie stawianie fundamentów. Obecnie jednak nie stanowi to już problemu dla budowlańców. Projektowanie w 3D i specjalistyczne aplikacje pozwalają wykonawcom nawet przed rozpoczęciem procesu budowy wykluczyć ewentualne błędy konstrukcyjne, które w przyszłości mogłyby zagrozić mieszkańcom.

Kto kupuje tanio, ten kupuje dwa razy

W ostatnich latach na rynku nieruchomości zaszła pewna zmiana sposobu myślenia. Nie tylko deweloperzy zmienili podejście do biznesu – także Polacy zmienili podejście do kupowania mieszkań. Zamiast pytania o to, czy stać nas na zakup mieszkania o podwyższonym standardzie, zaczynamy zastanawiać się, jaki poniesiemy koszt mieszkania w lokum nieprzyjaznym dla naszego zdrowia i środowiska lub znajdującym się w niekorzystnej lokalizacji. Nawet w sytuacji, gdy dane mieszkanie początkowo kusiło nas niską ceną. Zresztą, zmiana ta nie dotyczy tylko kwestii związanych z mieszkalnictwem. Jakiś czas temu przekonaliśmy się do kupowania droższej, ale za to zdrowszej i wyższej jakości żywności czy wyposażenia domowego. Nową zakupową filozofię Polaków można zakwitować hasłem: mniej znaczy lepiej.

Jakość i ekotechnologie

Pocieszające jest, że coraz więcej firm na polskim rynku budowlanym opiera swoją politykę na jakości i nowoczesnych technologiach, które choć z jednej strony wiążą się z wyższym kosztem początkowym, to w dłuższej perspektywie generują oszczędności. Przykładem mogą być takie systemy jak np. wykorzystanie wody szarej czy montaż energooszczędnego oświetlenia. Choć zastosowanie takich rozwiązań wpływa w pewnym stopniu na wyższą cenę mieszkania, to w ostatecznym rozrachunku bardziej się opłaca, bo np. przedłuża żywotność artykułów gospodarstwa domowego czy po prostu wpływa na nisze koszty utrzymania budynku. Ma to znaczenie dla mieszkańców, którzy w zamian zapłacą niższe rachunki. Przykłady można mnożyć. Każdy, kto ceni sobie zdrowy styl życia, wie, że wiąże się on z pewnym kosztem, który warto ponieść.

Tanio i dobrze

Oczywiście można znaleźć tanie i bezpieczne mieszkanie czy nawet dom w cenie mieszkania, któremu trudno zarzucić wady dotyczące bezpieczeństwa czy jakości wykończenia. Znajdując takie lokum musimy mieć jednak świadomość, że taka oferta jest ograniczona. Należy również pamiętać o tym, że tańsze mieszkania zazwyczaj można spotkać na osiedlach umiejscowionych na obrzeżach miast lub poza ich granicami, a taka lokalizacja również okupiona jest pewną dodatkową ceną. Składa się na nią między innymi koszt dojazdów do pracy, czy też po prostu do centrum miasta. Wiąże się to także często z ograniczonym dostępem do potrzebnej infrastruktury. W takiej sytuacji warto zastanowić się nad tym czy wszystkie koszty związane z położeniem z dala od miasta, to poświęcenie, które warto ponieść w zamian za lokum w korzystnej cenie.

Decyzja o zakupie mieszkania jest poważnym krokiem, wymagającym dopasowania do indywidualnych potrzeb. Zawsze powinniśmy jednak zastanowić się nad tym, czy zastosowane w inwestycji rozwiązania zapewnią, że nasze lokum utrzyma swoją jakość w przyszłości i nie będzie generowało dodatkowych kosztów. Szerokie spojrzenie na zakup pozwoli uzyskać gwarancję, że w naszym miejscu poczujemy się dobrze, a zakup nie odbije się przysłowiową czkawką.

[1] http://naszaziemia.pl/wiedza/woda-kropla-do-kropli/oszczedzajmy-wode-nie-marnujmy-wody/

[2] Według danych Pracowni Domy Czystej Energii

[3]  Na podstawie badań Politechniki Poznańskiej, 2015

[4] http://www.mmpc.pl/ile-zajmuje-ukonczenie-inwestycji/

Sprzedaż Fiat Chrysler Automobiles (FCA) we wrześniu 2016 roku w Europie

  • Trwa dobra passa w sprzedaży samochodów Fiat Chrysler Automobiles (FCA) w Europie: dzięki 90 900 sprzedanym samochodom, FCA zamknęła wrzesień br. ze wzrostem 14,2%, wartością znacznie przekraczającą wynik uzyskany przez cały rynek (+7,3%).
  • W ciągu roku w regionie sprzedano 768 000 samochodów Grupy FCA, osiągając wzrost o 15,3% względem dynamiki rynku równej 7,7%.
  • Dobre wyniki, wyższe od tych uzyskanych przez rynek, odnotowały wszystkie marki FCA: Alfa Romeo +39 %, Jeep +21 %, Lancia +14,7 % i Fiat +10,8 %.
  • Modele 500 i Panda ponownie zdominowały segment A, z udziałem w rynku bliskim 30%.
  • Doskonałe wyniki sprzedaży 500L (od dwóch lat najlepiej sprzedające się auto w swoim segmencie) z 26% udziałem w rynku oraz 500X (jeden z 5 najlepiej sprzedających się samochodów w swoim segmencie), którego sprzedaż wzrosła o 65,8% w stosunku do 2015 roku.
  • Trwa dobra passa w marce Jeepa. M.in. dzięki modelowi Renegade, w ciągu roku sprzedaż Jeepa wzrosła o 22,1%.
  • Doskonały rezultat jest też udziałem Alfy Romeo, która dzięki Giulii zamknęła wrzesień znaczącym wzrostem sprzedaży.

We wrześniu br. Fiat Chrysler Automobiles (FCA) jeszcze raz uzyskała zdecydowanie lepszy wynik niż średnia rynku. W Europie28, plus kraje należące do EFTA, dzięki prawie 90 900 sprzedanym samochodom, FCA odnotowała wzrost o 14,2% w stosunku do +7,3% uzyskanych przez rynek, z udziałem w rynku równym 6,1%, +0,4 punktu procentowego w porównaniu do zeszłego roku.

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2016 roku FCA sprzedała prawie 768 000 samochodów, 15,3% więcej w porównaniu do zeszłego roku (na rynku wzrost wyniósł 7,7%), z udziałem w rynku równym 6,6%, większym o 0,4 punktu procentowego.

Fiat Chrysler Automobiles (FCA) zwiększyła sprzedaż we wszystkich głównych krajach zarówno we wrześniu, jak i narastająco w ciągu roku. Na uwagę zasługują rezultaty uzyskane we Włoszech (+20,8% we wrześniu i +20,3% w ciągu roku), w Niemczech (+29,4% we wrześniu i +10,4% narastająco), we Francji (odpowiednio +8,4% i +11,3%) i w Hiszpanii (+37,2% we wrześniu i +24,4% w pierwszych dziewięciu miesiącach 2016 roku, w Polsce +13,7% we wrześniu i +13,1% narastająco).

Marka Fiat sprzedała we wrześniu ponad 67 000 samochodów, 10,8% więcej w stosunku do analogicznego miesiąca 2015 roku, z udziałem w rynku równym 4,5% w porównaniu do 4,3% sprzed roku.
W pierwszych dziewięciu miesiącach 2016 roku, Fiat sprzedał prawie 580 700 samochodów (15,4% więcej w stosunku do tego samego okresu zeszłego roku, również w tym przypadku z wynikiem wyższym od średniej rynku), a udział w rynku wyniósł 5%, ze wzrostem o 0,3 punktu procentowego.

Wśród rezultatów marki na uwagę zasługują liczne wzrosty sprzedaży zarówno we wrześniu (we Włoszech +16%, w Niemczech +35,9%, we Francji +2,3% i w Hiszpanii +35,5%), jak i narastająco w ciągu roku: +19,7 % we Włoszech, +12,1% w Niemczech, +14% we Francji, +27% w Hiszpanii, w Polsce +18,4% we wrześniu i +17,4% narastająco.

Nowy Fiat 500 – 2015Marka Fiat zdominowała sprzedaż segmentu A. Modele 500 i Panda były na pierwszym i drugim miejscu najlepiej sprzedających się samochodów we wrześniu i w ciągu roku, przy wspólnym udziale w rynku 29,5% narastająco w ciągu roku. Sprzedaż Fiata 500 wzrosła w 2016 roku o 2,4% w stosunku do zeszłego roku, a Pandy o 12%. Równie pozytywny jest wynik Fiata 500L, który był najczęściej sprzedawanym samochodem w swoim segmencie zarówno we wrześniu, jak i narastająco w ciągu roku: ilość sprzedanych w 2016 roku Europie Fiatów 500L wyniosła prawie 66 000, z udziałem w segmencie równym 26%. Fiat 500X, który stałe zagościł na czołowych pozycjach swojego segmentu, jest dopełnieniem wyników rodziny 500. We wrześniu zostało sprzedanych 9700 samochodów (o 10,5% więcej w stosunku do zeszłego roku) i narastająco w ciągu roku 83 000 (+65,8%). Stale rośnie sprzedaż Fiata Tipo (w Polsce od początku sprzedaży Klienci zakupili 1769 sztuk), na uwagę zasługuje też rezultat osiągnięty przez Fiata 124 Spider, zaliczanego do czołowej piątki swojego segmentu, z udziałem w rynku równym 10%.

LANCIA YPSILON produkcja Poland – TychyMarka Lancia/Chrysler sprzedała we wrześniu 5400 samochodów, 14,7% więcej w stosunku do zeszłego roku. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2016 roku Lancia sprzedała 52 800 samochodów (+9,2% w stosunku do 2015 roku) z udziałem w rynku 0,5% (+0,1 punktu procentowego). Sprzedaż Lancii odnotowała niewielki wzrost we Włoszech, na rynku odniesienia dla marki: +18,4% we wrześniu i +18% narastająco w ciągu roku. Należy zaznaczyć, że we wrześniu sprzedaż Lancia Ypsilon zwiększyła się o 16,7% w stosunku do zeszłego roku, umacniając pozycję lidera w swoim segmencie we Włoszech.

Alfa Romeo GiuliaWe wrześniu zarejestrowano w Europie prawie 7000 samochodów Alfa Romeo (39% więcej w stosunku do zeszłego roku) z udziałem w rynku równym 0,5%, przy wzroście o 0,1 punktu procentowego w porównaniu do analogicznego miesiąca 2015 roku.

W pierwszych dziewięciu miesiącach roku ilość sprzedanych w Europie Alf Romeo wyniosła 48 500 egzemplarzy (+11,5% w stosunku do 2015 roku) z udziałem w rynku wynoszącym 0,4%.

Sprzedaż marki wzrosła na prawie wszystkich głównych rynkach europejskich: we Włoszech (+47,3% we wrześniu i +14,4% narastająco), w Niemczech odpowiednio +110,4% i +26,1%), we Francji (+39,7% we wrześniu i +7,4% w ciągu roku) i w Hiszpanii (+68,9% we wrześniu i +11,1% narastająco w ciągu roku, w Polsce +21,7% we wrześniu i +1,2% narastająco).

W górę wyniki Alfy Romeo podciągnęła sprzedaż Giulietty (ze wzrostem 3,1% narastająco w ciągu roku) i bez wątpienia Giulia, której sprzedaż szybko wzrasta na wszystkich głównych rynkach europejskich.

2016 Jeep® Renegade ‘Dawn of Justice’ Special Edition.Marka Jeep zamknęła wrzesień kolejnym, odczuwalnym wzrostem sprzedaży: prawie 10400 sprzedanych samochodów (+21%) i udziałem w rynku zwiększonym o 0,1 punktu procentowego do 0,7%. Narastająco w ciągu roku Jeep sprzedał prawie 80 300 aut, co przełożyło się na 22,1% wzrost i udział w rynku zwiększony z 0,6% (w zeszłym roku) do 0,7%. Wzrost wyników marki odnotowano na prawie wszystkich głównych rynkach europejskich, wszędzie z wartościami nieznacznie wyższymi od średniej: we Włoszech +46,1% w miesiącu i 37,7% narastająco, w Wielkiej Brytanii (odpowiednio +18,8% -najlepszy miesiąc w historii- i +39,7%), we Francji (+36,8% we wrześniu i +18,1% w 2016 roku) i w Hiszpanii (+43,3% w miesiącu i +34% narastająco, w Polsce +4,2% we wrześniu i +8,3% narastająco).

Model Jeep Renegade stale utrzymuje się w pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się samochodów w swoim segmencie w Europie: we wrześniu zostało sprzedanych około 7600 aut tego modelu, narastająco w ciągu roku, prawie 41,7% więcej w stosunku do analogicznego miesiąca zeszłego roku. W Polsce od stycznia do września 2016 sprzedano 1142  Renegade’y (wzrost o 56% w stosunku do analogicznego okresu 2015).

Luksusowa marka Maserati sprzedała we wrześniu 927 samochodów i 5459 w pierwszych dziewięciu miesiącach 2016 roku.

Ruszają publiczne konsultacje w sprawie nowej klasyfikacji sektorowej emitentów GPW

  • Od stycznia 2017 r. GPW zastąpi dotychczasowe klasyfikacje emitentów rynku regulowanego i alternatywnego spójnym modelem branżowym obejmującym wszystkich emitentów akcji i obligacji
  • Wraz ze zmianą klasyfikacji spółek zostaną wprowadzone zmiany w zakresie subindeksów sektorowych
  • Zmiany zostaną poprzedzone konsultacjami ze spółkami oraz uczestnikami rynku giełdowego

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie podjęła decyzję o wprowadzeniu nowej klasyfikacji sektorowej emitentów giełdowych. Obowiązujące obecnie odrębne modele podziału branżowego spółek dla rynku regulowanego i alternatywnego zostaną zastąpione jednolitą spójną, trzystopniową klasyfikacją emitentów akcji i obligacji.

Wprowadzenie zmian w zakresie klasyfikacji branżowej spółek ma na celu lepsze ich odwzorowanie z punktu widzenia prowadzonej działalności oraz wyodrębnienie nowych branż, które obecnie nie występują, takich jak odzież i kosmetyki, gry czy biotechnologia. Wraz ze zmianami branżowymi zostaną wprowadzone modyfikacje w zakresie indeksów sektorowych. Dla nowych kluczowych sektorów pojawią się indeksy, które będą śledziły koniunkturę spółek zakwalifikowanych do danej branży.

Jednym z najważniejszych elementów procesu zmian klasyfikacji sektorowej spółek, będą otwarte konsultacje z uczestnikami rynku giełdowego. Do wszystkich spółek zostanie skierowane indywidualne zaproszenie o wyrażenie opinii odnośnie propozycji GPW. Wszyscy inwestorzy będą mieć możliwość przedstawienia swojego stanowiska poprzez formularz dostępny na stronie GPW.

Obecna klasyfikacja sektorowa została wprowadzona w pierwszych latach funkcjonowania GPW. W tym czasie wzrosła liczba notowanych spółek, pojawiło się wiele branż, które nie mają właściwego odwzorowania w tej klasyfikacji. Chcemy to zmienić, w taki sposób, aby spółki te były lepiej eksponowane. Zależy nam na tym, aby proces tych zmian był przeprowadzony wspólnie z uczestnikami rynku, w związku z tym zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie konsultacji publicznych – powiedziała prof. dr hab. Małgorzata Zaleska, prezes Zarządu GPW.

Zgodnie z przyjętym harmonogramem, konsultacje publiczne będą trwały do połowy listopada. Następnie GPW przeprowadzi podsumowanie otrzymanych propozycji i podejmie ostateczną decyzję dot. przypisania poszczególnych spółek do określonych sektorów.

Nowa klasyfikacja sektorowa będzie obowiązywać od początku 2017 r.

Nowy wiceprezes oraz 31-proc. wzrost przychodów Veeam Software w III kw. br.

Veeam® Software odnotował 31-procentowy wzrost przychodów w trzecim kwartale 2016 roku w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Dzięki pozyskaniu 71 procent firm z rankingu Fortune 500 oraz 51 procent firm z rankingu Global 2000 jako swoich klientów, firma zanotowała 49 procentowy wzrost ze sprzedaży nowych licencji dla dużych przedsiębiorstw. Wyniki te pokazują rosnący popyt na rozwiązania stałej dostępności (24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku) wśród organizacji przechodzących transformację cyfrową.

Gwałtowny wzrost ilości aplikacji i danych, a także rozwój technologii mobilnych oraz chmury wymuszają transformację z organizacji wykorzystujących technologie IT na przedsiębiorstwa w pełni cyfrowe. Analitycy IDC przewidują, że ilość inicjatyw transformacji cyfrowych do roku 2020 wzrośnie więcej niż dwukrotnie, a przedmiotowe projekty będą stanowić podstawowy element napędzający wydatki w zakresie informatyzacji na całym świecie.

„Cyfrowa transformacja to coś więcej niż trend. To rzeczywistość biznesowa, wymagająca przekształcenia sposobu obsługi klienta oraz odblokowania nowych poziomów produktywności przedsiębiorstwa, co stanowi teraz najwyższy priorytet dla CIO oraz decydentów IT”, powiedział Peter McKay, Prezes i Dyrektor ds. Operacyjnych w Veeam. „Veeam odgrywa kluczową rolę w procesie tej transformacji, co widać po naszych dobrych wynikach za trzeci kwartał. Brak zapewnienia dostępności 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku oznacza utratę wszystkich atutów transformacji cyfrowej. Co raz więcej przedsiębiorstw wybiera oferowane przez nas rozwiązania dostępności, porzucając starsze technologie, które nie mogą zapewnić pracy bez przerw”.

Veeam mianował Paula Mattesa, wcześniej Dyrektora Generalnego Działu Chmury i Sprzedaży dla Przedsiębiorstw dla Ameryki Północnej i Południowej w firmie Microsoft, na stanowisko Wiceprezesa Grupy ds. Chmury. Wdrażanie chmury nadal rośnie, gdyż przedsiębiorstwa pragną skorzystać z oszczędności, uniwersalności oraz skalowalności możliwych przy zastosowaniu tej technologii. Aby lepiej sprostać wymaganiom klientów, firma Veeam niedawno wprowadziła nową generację platformy dostępności – Veeam Availability Platform for Hybrid Cloud. To rozwiązanie pozwala przedsiębiorstwom każdej wielkości na zagwarantowanie stałej dostępności dla obciążeń wirtualnych, fizycznych i chmurowych. Paul Mattes będzie pracował nad zwiększaniem rosnącej obecności Veeam na rynku chmury oraz utrzymaniem pozycji firmy jako wiodącego dostawcy usług Backup as a Service oraz Disaster Recovery as a Service dla dostawców usług w chmurze.

„Hybrydowa chmura pozwala połączyć najlepsze elementy lokalnego środowiska oraz chmury, dzięki czemu dział IT może wybrać optymalną platformę, która sprosta wymaganiom określonej usługi” – powiedział Paul Mattes. „Jednakże Veeam zdaje sobie sprawę z tego, że zalety takiego rozwiązania znikają, jeśli infrastruktura chmury hybrydowej nie jest stale dostępna. Dzisiejszy dynamiczny rynek wymaga dostępności danych przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu i 356 dni w roku. Veeam sprawia, że spełnienie tego wymagania staje się realne. Naszym celem jest wyznaczenie drogi dla rynków usług BaaS i DRaaS, oferując najlepsze rozwiązania, które spełniają wymagania naszych klientów. Będąc nakierowanym wyłącznie na kanał partnerski, zapewniamy dostawcom usług Veeam w ramach programu VCSP oraz naszej sieci partnerskiej platformę technologiczną umożliwiającą tworzenie i dostarczanie takich usług”.

Inne najważniejsze trendy z trzeciego kwartału 2016 r. to m.in.:

  • Dynamiczny wzrost w zakresie usług w chmurze, szczególnie przy rosnącym popycie na usługi DRaaS (Disaster Recovery as a Service). Program Veeam Cloud & Service Provider (VCSP), oferujący gotowe rozwiązania dla dostawców usług i umożliwiający im pozyskiwanie nowych klientów i zwiększanie stałych przychodów, zanotował wzrost rzędu 63 procent w zakresie ilości transakcji, w porównaniu do roku poprzedniego. Program VCSP stale rośnie i obecnie obejmuje ponad 13 200 dostawców usług w chmurze na całym świecie, z których ponad 2 300 firm posiada licencje na świadczenie usług w zakresie Veeam Cloud Connect.
  • Zwiększona liczba pozyskanych partnerów w ramach programu Veeam Strategic Alliance. Veeam i Cisco wprowadziły na rynek rozwiązanie dostępności (Veeam Availability Solution) dla Cisco UCS; VMware przyjęło Veeam do programu VMware Technology Alliance Program (TAP) jako globalnego partnera; ponadto Veeam został niedawno uznany partnerem ekosystemu IBM dla IBM Cloud.
  • 216 500 klientów na całym świecie: w trzecim kwartale 2016 r. Veeam zwiększył o 11 500 całkowitą liczbę płatnych klientów, utrzymując historyczną średnią wzrostu wynoszącą około 3 500 nowych klientów na miesiąc. Veeam ogłosił również zwycięzców lotu weightless ZERO-G Experience®, zorganizowanego dla uczczenia pozyskania przez firmę 200 000 klientów. O ile palmę zwycięstwa wywalczył Hard Rock Hotel & Casino Las Vegas, Veeam wyróżniło również trzech innych klientów: Shearman and Sterling LLP (USA), Societe Generale (Francja) oraz University of Queensland (Australia).
  • 12,5 miliona wirtualnych maszyn zabezpieczonych przy użyciu rozwiązań stałej dostępności Veeam.
  • Wzrost do 43 000 liczby ProPartnerów na całym świecie: zaangażowanie Veeam w rozwój kanału partnerskiego zwiększa atrakcyjność rozwiązań dostępności dla nowych resellerów i VAR-ów.
  • Przychody ze sprzedaży nowych licencji dla Microsoft Hyper-V: 37-procentowy wzrost w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku.

Popyt wyprzedził podaż na rynku pracy, a płace wyhamowały

Zatrudnienie wzrosło o 3,2% a średnie wynagrodzenie osiągnęło poziom 4217,96 zł brutto – takie dane dla średnich i dużych przedsiębiorstw podał dziś Główny Urząd Statystyczny. Jak podkreśla Krzysztof Inglot z Work Service, ze względu na niską dostępność kandydatów, liczba ofert pracy rośnie szybciej niż poziomy zatrudnienia. To jednak nie przełożyło się na utrzymanie dynamiki wzrostu wynagrodzeń obserwowanej w ostatnich miesiącach. Wiele wskazuje na to, że na większą falę podwyżek trzeba będzie poczekać do nowego roku.

Z najnowszych danych GUS wynika, że przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób we wrześniu br. wyniosło 5771,5 tys. osób. To więcej o 3,2%. w stosunku do ubiegłego roku.

Ograniczona dostępność kandydatów powoduje, że dynamika wzrostów zatrudnienia jest wolniejsza niż powstawania miejsc pracy. W ostatnich miesiącach utrzymuje się stały trend wzrostu zatrudnienia na poziomie przekraczającym 3% r/r. Jednak należy zwrócić uwagę, że w pierwszym półroczu powstało 351,4 tys. nowych miejsc pracy, z czego ponad 90% w sektorze prywatnym. Z kolei we wrześniu odnotowano w urzędach pracy ponad 137 tysięcy wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej. To wynik o ponad 7% wyższy rok do roku, co stanowi dwukrotnie większą dynamikę wzrostową niż w przypadku poziomów zatrudnienia. Dzieje się tak, bo najwięcej ofert pracy odnotuje się na Mazowszu, a także na Górnym i Dolnym. W tych regionach możliwości obsadzenia powstałych stanowisk są wyraźnie ograniczone – komentuje Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A.

Główny Urząd Statystyczny podał również, że we wrześniu przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 3,9% r/r i wyniosło 4217,96 zł brutto.

Wzrost wynagrodzeń w średnich i dużych przedsiębiorstwach obserwujemy już od kilku miesięcy. W II kwartale płace rosły średnio o 4,3% co było wyższą dynamiką o ponad 1,3 pp. w stosunku do wyników z 2015 roku. Jednak statystyka wrześniowa pokazuje, że dynamika wzrostowa osłabła i jest poniżej oczekiwań rynkowych. Jest to zgodne z wynikami naszych badań, które pokazywały, że jedynie 9,4% pracodawców planuje jeszcze w tym roku podwyżki, co stanowiło spadek o 4,1 pp. Wiele wskazuje na to, że w efekcie czynników deflacyjnych i dotychczasowej kosztownej rywalizacji o kandydatów, możliwości do podnoszenia wynagrodzeń się wyczerpały i na większe podwyżki płac przyjdzie nam poczekać do nowego roku – dodaje Krzysztof Inglot.

Jak nowe przepisy gruntowe wpłyną na rynek mieszkaniowy

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Biorąc pod uwagę, że opłaty roczne za użytkowanie wieczyste dla udziałów związanych z prawem własności lokali mieszkalnych, lokali usługowych oraz hal garażowych są obecnie na wysokim poziomie, należy uznać, że projekt ustawy dotyczący przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości jest krokiem w dobrym kierunku. Planowane zmiany nie powinny wpłynąć na ceny lokali realizowanych na gruntach objętych użytkowaniem wieczystym. Mogą natomiast przyspieszyć decyzje zakupowe klientów.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO Classic

Dotąd forma własności gruntu nie wpływała na poziom zainteresowania inwestycją. W przypadku Warszawy większość działek w atrakcyjnych lokalizacjach była w użytkowaniu wieczystym i trudno było znaleźć inne. Forma własności nie wpływała też na ceny działek. Grunty będące własnością nie były droższe od tych w użytkowaniu wieczystym. Nie ma zatem racjonalnych przesłanek, dla których ceny mieszkań miałyby się zmienić pod wpływem zmiany przepisów.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Odnosząc się do przewidywanych zmian w przepisach dotyczących użytkowania wieczystego, nie sądzę by miały znaczący, bezpośredni wpływ na rynek czyli np. na ceny mieszkań. Ujednolicenie własności gruntów możemy na pewno uznać za kolejny krok porządkujący rynek.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

Nowe przepisy mają przede wszystkim ochronić mieszkańców budynków wielorodzinnych przed kosztownymi opłatami z tytułu użytkowania wieczystego. Problematyczny z punktu widzenia rynku mieszkaniowego może okazać się zakaz ustanawiania prawa wieczystego dla budynków wielorodzinnych. To zmusi inwestorów do wykupu prawa własności gruntu lub nieruchomości, a tym samym nieuchronnie zwiększy ceny mieszkań.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Nie spodziewamy się istotnych zmian, gdyż dziś mieszkanie na gruncie z własnością nie jest droższe niż to w użytkowaniu wieczystym. Oczywiście, jeśli wzrosną koszty realizacji inwestycji, w tym gruntów, wówczas znajdzie to odbicie w cenach.

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży RED Real Estate Development

Przekształcanie pozytywnie wpłynie na sprzedaż mieszkań, zwłaszcza w centrach miast, gdzie dominuje użytkowanie wieczyste. Właściciele takich nieruchomości nie będą musieli obawiać się, że miesięczne koszty utrzymania lokalu nagle wzrosną. Niewiele zmieni się w segmencie popularnym, którego mieszkania powstają zwykle na obrzeżach miast, a więc na gruntach własnościowych.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Trudno powiedzieć w jakim stopniu nowe przepisy dotyczące użytkowania wieczystego mogą wpłynąć na rynek mieszkaniowy, ale liczymy na to, że będzie to pozytywna zmiana. Ceny mieszkań powinny pozostać na stabilnym poziomie.

T

omasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Nowe przepisy, które są obecnie wprowadzane mają dobre i złe strony. Pomysł rozwoju budownictwa jest na pewno decyzją na plus, ale należy zwrócić uwagę na zagrożenia wynikające z planów przekształcenia gruntów w użytkowaniu wieczystym we własność. W pewnym stopniu oznacza to uwłaszczenie się jednej grupy społecznej. Lepszym sposobem na wsparcie obywateli byłaby pomoc w określonych sytuacjach, na przykład poprzez dodatki mieszkaniowe w momencie utraty pracy.

Mirosław Łoziński, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Zmiany prawne w zakresie gospodarowania nieruchomościami, czy też ich użytkowania, zawsze mają pewien wpływ na rynek nowych mieszkań. Jednak w tym momencie bardzo trudno jest dokładnie określić, w jak dużym stopniu nowe przepisy dotyczące użytkowania wieczystego wpłyną na branżę real estate. Na warszawskim rynku pierwotnym od dłuższego czasu obserwujemy stabilizację cen. Nawet dynamicznie wzrastająca konkurencja i bardzo duża liczba nowych inwestycji nie wpłynęły znacząco na ich zmianę. Przewidujemy, że w kolejnych miesiącach sytuacja pod tym względem również będzie stabilna.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

Nowe przepisy nie spowodują wzrostu cen działek, czy mieszkań. Mogą natomiast pozytywnie wpłynąć na rynek i wzrost sprzedaży mieszkań, ponieważ wiele osób wstrzymywało się z decyzją o kupnie lokali, obawiając się właśnie użytkowania wieczystego.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

VMware i AWS zapowiadają nową usługę przetwarzania w chmurze hybrydowej

VMware oraz Amazon Web Services, Inc. (AWS), organizacja będąca częścią Amazon.com, poinformowały o zawarciu strategicznego porozumienia, którego celem jest opracowanie i udostępnienie na rynku zintegrowanego systemu przetwarzania w chmurze hybrydowej, oferującego klientom kompleksowe centrum danych zdefiniowane programowo (Software-Defined Data Center – SDDC).

Rozwiązanie przygotowane przez lidera rynku chmur prywatnych będzie zatem działać w ramach najpopularniejszej na świecie, sprawdzonej i stabilnej chmury publicznej. VMware Cloud™ on AWS pozwoli klientom uruchamiać aplikacje w środowiskach chmur prywatnych, publicznych i hybrydowych opartych na platformie VMware vSphere®. Będzie realizowane, sprzedawane i obsługiwane przez firmę VMware w postaci dostępnej na żądanie, elastycznie skalowalnej usługi, dzięki której klienci dysponujący rozwiązaniami VMware będą mogli nadal używać posiadanych narzędzi i oprogramowania, a jednocześnie korzystać z globalnego zasięgu platformy AWS i bogatej oferty usług, obejmującej m.in. pamięć masową, bazy danych i mechanizmy analityczne. Więcej informacji na temat przygotowywanego rozwiązania można znaleźć na stronie VMware Cloud on AWS.

Większość przedsiębiorstw korzysta z oprogramowania VMware do uruchamiania aplikacji w ramach chmur prywatnych opartych na produktach vSphere. Często te same firmy używają także aplikacji na platformie AWS. Wobec tego dostawcy coraz częściej otrzymują od swoich klientów propozycje stworzenia prostszych mechanizmów współdziałania istniejących środowisk z usługami AWS przy użyciu narzędzi i oprogramowania VMware, które stanowią podstawę obecnie funkcjonujących systemów.

Architektura rozwiązania VMware Cloud on AWS została opracowana wspólnie przez VMware i Amazon Web Services. Pozwoli ono zintegrować najlepsze na rynku systemy przetwarzania w chmurze publicznej i prywatnej. Usługa VMware Cloud on AWS wykorzystuje jednolitą platformę centrum danych zdefiniowanego programowo (SDDC), VMware Cloud Foundation™, w ramach której zintegrowano technologie wirtualizacji VMware vSphere, VMware Virtual SAN™ oraz NSX™. Zapewni ona dostęp do pełnego zakresu usług AWS, a także funkcjonalności, elastyczności i bezpieczeństwa typowych dla chmur AWS. Z nową usługą związane są znaczne inwestycje obu firm w obszarach projektowania, działalności operacyjnej, wsparcia i sprzedaży. Będzie ona działać na opartej na sprzęcie, elastycznej infrastrukturze AWS nowej generacji. Klienci uzyskają możliwość zakupu usług w ramach dotychczasowej umowy handlowej z firmą VMware, będą również mogli otrzymać dodatkowe upusty lojalnościowe na zakup środowiska hybrydowego VMware Cloud on AWS dzięki uwzględnieniu wcześniejszych inwestycji w oprogramowanie VMware.

„Usługa VMware Cloud on AWS łączy w sobie najlepsze rozwiązania obu producentów. Pozwoli klientom zachować dotychczasowe inwestycje związane z aplikacjami i procesami, a jednocześnie skorzystać z globalnego zasięgu, skali i zaawansowanych funkcji oferowanych w ramach chmury publicznej AWS” — powiedział Paweł Korzec, Systems Engineering Manager – Eastern Europe, VMware.

„Klienci od dłuższego czasu prosili nas o uproszczenie mechanizmów współdziałania istniejących środowisk centrów danych z platformą AWS. Większość przedsiębiorstw dysponuje już zwirtualizowanymi rozwiązaniami opartymi na produktach VMware. Dzięki usłudze VMware Cloud on AWS klienci po raz pierwszy uzyskają możliwość zastosowania spójnego, zintegrowanego hybrydowego środowiska informatycznego, w którym będą mogli użyć istniejących narzędzi VMware na platformie AWS. Nie jest przy tym konieczny zakup niestandardowego sprzętu, modyfikowanie istniejących aplikacji czy zmiany w modelu operacyjnym” — powiedział Andy Jassy, dyrektor generalny AWS.

Dostępność

RozwRozwiązanie VMware on Cloud będzie dostępne w połowie 2017 roku. Będzie realizowane, sprzedawane i obsługiwane przez VMware w postaci elastycznie skalowalnej usługi na żądanie. Ceny zostaną podane w późniejszym terminie, przed wprowadzeniem rozwiązania na rynek.

Oszczędzamy mniej niż Czesi i Słowacy, nie mówiąc o Skandynawach czy Niemcach

Procentowo więcej niż my na emeryturę odkładają m.in. mieszkańcy Tajlandii. Afryka i Daleki Wschód zostawiają nas w tyle w oszczędnościach na edukację i na własny biznes.

Konrad Grzelec, BGŻOptima
Konrad Grzelec, BGŻOptima

„Oszczędzają bogaci i nam się opłaci” – to jedno z tych haseł propagandowych z czasów PRL-u, które Polacy powinni wziąć sobie do serca. Niestety, ani nie byliśmy, ani nie jesteśmy oszczędnym narodem. Według danych Banku Światowego, oszczędności w Polsce mierzone w stosunku do PKB wynoszą tylko 18 proc. W Czechach i na Słowacji grubo przekraczają 20 proc. W Niemczech – 30 proc. Czesi i Słowacy w swojej zapobiegliwości finansowej, przypominają bogate społeczeństwa Zachodu, które od pokoleń skrzętnie gromadzą oszczędności. Na pytanie Banku Światowego: czy odłożyłeś pieniądze w minionym roku (badania realizowane cyklicznie, najnowsze dane za 2014 r.)  62 proc. mieszkańców Czech i 62,5 proc. Słowaków odpowiedziało twierdząco.

Oszczędny jak Norweg

Synonimem oszczędności na świecie są Szkoci, których finansowa wstrzemięźliwość graniczy ze skąpstwem. W oparciu o badania Banku Światowego nie zweryfikujemy tej tezy, ponieważ obejmują całe Zjednoczone Królestwo, bez podziału na poszczególne kraje korony. Niemniej w całej Wielkiej Brytanii obowiązuje solidna purytańska szkoła finansów domowych, o czym świadczy fakt, że 71,3 proc. społeczeństwa oszczędza pieniądze.

Wzorem oszczędzania jest jednak Norwegia, gdzie aż 89,8 proc. mieszkańców kraju zachomikowało pieniądze w ostatnim roku. Generalnie skandynawskie społeczeństwa charakteryzują się nadzwyczajną gospodarnością. Z cytowanego badania wynika, że 84,5 proc. Szwedów i 81,2 proc. Duńczyków zaoszczędziło pieniądze.

W Polsce odsetek osób, które nie wydały wszystkich wolnych środków, ale zachowały część na później wyniósł 46 proc. Z takim wynikiem lokujemy się w grupie mniej oszczędnych krajów. Średnia dla całego globu wynosi bowiem 56,5 proc. Daleko nam też do strefy euro, gdzie oszczędza 67,2 proc.

Warto dodać, że wbrew peerelowskiej maksymie, oszczędzają nie tylko bogaci. Pieniądze gromadzą niezamożne, a nawet biedne społeczeństwa. Chlubny przykład daje Tajlandia, gdzie odsetek oszczędzających wynosi 80,5 proc. Nie jest to zresztą wyjątek, bo, jak podaje Bank Światowy średnia dla Azji Wschodniej i Pacyfiku wynosi 71 proc. Dane te obejmują tylko kraje rozwijające się.

Tajowie oszczędzają na emeryturę

Badania pokazują też, że inne narody nie tylko są bardziej zapobiegliwe niż Polacy, ale przykładają większą wagę do planowania swojej emerytury. W Polsce na zabezpieczenie emerytalne oszczędzający przeznaczyli 15,8 proc. środków. Niewiele, zważywszy, że w Czechach i na Słowacji odsetek ten wynosił odpowiednio 32 proc. i 34,6 proc. Na Litwie na emeryturę odkłada 26,8 proc. obywateli. Nawet Węgrzy, którzy podobnie jak my, nie grzeszą oszczędnością (38,2 proc. oszczędzających), na starość ciułają pieniądze i odsetek takich osób wyniósł 16,6 proc. Z naszej grupy rówieśniczej, czyli krajów dawnego bloku wschodniego, mniej zapobiegli są od nas tylko Bułgarzy (11,7 proc.) i Serbowie (12 proc.).

Przykładem roztropności finansowej ponownie są Skandynawowie, a także Niemcy – kraj wart naśladowania jeśli chodzi o gromadzenie kapitału. Pieniądze oszczędza 79,8 proc. społeczeństwa i aż 55 proc. na przyszłą emeryturę.

Średnia dla wszystkich krajów wyliczona przez Bank Światowy wynosi 23,9 proc. W strefie euro jest to 35,1 proc. Tu znowu okazuje się, że kraje biedniejsze często są bardziej zapobiegliwe niż średnio zamożne, co potwierdza przykład Dalekiego Wschodu, gdzie o finansowym zabezpieczeniu starości myśli 36,5 proc. oszczędzających. W Tajlandii odsetek ten wynosi prawie 60 proc.

Afryka inwestuje w edukację

Z danych Banku Światowego wynika też, że kraje biedniejsze znacznie więcej inwestują w edukację niż społeczeństwa zamożne. Przeciętnie 30,7 proc. mieszkańców dla Dalekiego Wschodu i Pacyfiku oszczędza na edukację, podczas gdy w strefie euro jest to 19,8 proc. Procentowo najwięcej na wykształcenie supłają Filipińczycy, spośród których 41,9 proc. oszczędza na ten cel. W Afryce, gdzie nie spojrzeć widać kraje, w których na naukę zbiera co trzeci mieszkaniec (przykładowo Uganda 41,8 proc., Sierra Leone 34,2 proc., Namibia 34 proc., Niger 31 proc.).

Polska znowu na tym tle wypada raczej blado, ponieważ o edukacji myśli 11,6 proc. oszczędzających. To dwa razy mniej niż wynosi średnia dla wszystkich krajów badanych przez Bank Światowy – 22,3 proc.

Nieco lepiej klasyfikujemy się w kategorii „oszczędzanie na założenie własnego biznesu”. Odsetek oszczędzających wynosi u nas 8,3 proc., podczas gdy średnia światowa to 13,8 proc. Tu znowu występuje podobna tendencja jak w przypadku inwestowania w edukację – pieniądze na własną działalność ciułają głównie społeczeństwa biedne. W krajach Dalekiego Wschodu i Pacyfiku 21,3 proc. oszczędności odkładanych jest z myślą o prowadzeniu biznesu. W USA takich osób jest tylko 9,3 proc., a w Niemczech 10,7 proc.

Oszczędności a inwestycje infrastrukturalne

Dobra wiadomość jest taka, że liczba oszczędzających w Polsce rośnie. W 2011 r. oszczędzało 18 proc. społeczeństwa, w 2014 r. 20,8 proc. Niestety dynamika jest za wolna. Średnia światowa to 21,2 proc. w ciągu trzech lat (z 22,6 proc. do 27,4 proc.). W Ameryce Południowej mamy przeszło 40-procentowy wzrost oszczędzających (wzrost z 9,6 proc. do 13,5 proc.), w krajach OECD odsetek zapobiegliwych zwiększył się z 45,3 proc. do 51,6 proc., a w strefie euro: 40,8 proc. do 47,6 proc.,

Mała skłonność Polaków do oszczędzania odbije się z czasem na całej gospodarce, gdyż zabraknie w kraju środków na finansowanie inwestycji infrastrukturalnych. Bez prywatnych oszczędności nie będzie też z czego wypłacać emerytur. Jesienią rząd ma przedstawić program wspierania długoterminowych oszczędności w Polsce, być może zaproponowane rozwiązania zachęcą obywateli do rozsądniejszego zarządzania domowym budżetem.

Autor: Konrad Grzelec, BGŻOptima

Czy mieszkańcy Siekierek zapłacą za aferę reprywatyzacyjną?

Najdłużej planowana i pilnie potrzebna inwestycja w centrum Warszawy, Siekierkowska-bis,  miała ruszyć w drugiej połowie 2016 roku,  po ponad 10 latach przygotowań. Wygląda jednak na to, że padła ofiarą afery reprywatyzacyjnej. 

Konsultacje społeczne w sprawie Czerniakowskiej-bis odbyły się już w 2008 roku. Nowa ulica miała przebiegać łukiem od ul. Gagarina do Wolskiej i łączyć się z Trasą Siekierkowską poprzez istniejący już węzeł. To blisko dwa kilometry trasy.

Ta inwestycja miała pomóc nie tylko mieszkańcom Siekierek, najbardziej zaniedbanego osiedla w centrum Warszawy.  Miała też odkorkować dojazd z i do centrum Warszawy od strony Siekierek, a także odciążyć ruch na ulicy Bartyckiej. Wydano na nią dziesiątki milionów złotych, po wielu latach uzyskano wszystkie niezbędne zezwolenia. Pozostało do wykupienia 51 działek i rozpisanie przetargu. Warto wspomnieć, że ta inwestycja miała być gotowa już dwa lata temu.

I gdy wiosną tego roku miała wreszcie ruszyć i zakończyć się w 2017 roku, decyzja środowiskowa została zaskarżona przez organizacje ekologiczne, które już wielokrotnie blokowały warszawskie inwestycje, takie jak na przykład most Siekierkowski. Tym razem zarzucono nowej inwestycji, że „zaplanowano zbyt dużo pasów, które do tego są za szerokie”. Ekolodzy stwierdzili również, że ruch na Czerniakowskiej-bis może prowadzić do zbytniego zwiększenia zanieczyszczenia powietrza, zapominając, że auta stojące w wielogodzinnych korkach nie tylko są uciążliwe i kosztowne dla samych kierowców, ale przede wszystkim powodują wzrost zanieczyszczenia powietrza, z tą tylko różnicą, że nie na ogródkach działkowych, a w bezpośredniej bliskości bloków mieszkalnych.

Rzeczniczka ZMID, Choińska-Ostrowska, jeszcze w czerwcu br. uspokajała zniecierpliwionych mieszkańców Siekierek, że nowy termin zakończenia inwestycji wciąż jest aktualny, tłumacząc: – Trwa postępowania o wydanie decyzji środowiskowej. W Wieloletniej Prognozie Finansowej na lata 2015-2017 zarezerwowanych na ten cel jest ok. 120 mln zł. Przewidujemy, że ulica będzie gotowa przed końcem 2017 r.

I kiedy wydawało się, że inwestycja w samym centrum Warszawy prześladowana przez różne przeszkody, a ostatnio przez ekologów wreszcie ruszy, okazuje się, że może stać się największą ofiarą afery reprywatyzacyjnej, chociaż nie ma żadnego bezpośredniego z nią związku.

Wszyscy wiemy, że najlepszą obroną jest atak. Władze ratusza, pod ogniem krytyki związanej z aferą reprywatyzacyjną postanowiły poprawić swój wizerunek w oczach mieszkańców Warszawy.

W jaki sposób?  Najprostszy z możliwych – składając obietnicę działań, które spodobają się jak największej liczbie mieszkańców, a jednocześnie będą najbardziej spektakularne. I właśnie na początku października usłyszeliśmy o takiej obietnicy.

Wiceprezydenci Warszawy na specjalnie zwołanej konferencji, w blasku fleszy, ogłosili zmiany w inwestycjach infrastrukturalnych, w tym tę najważniejszą, związaną z metrem.  Rozbudowa II linii metra nastąpi o dwa lata szybciej niż było w planach. Do roku 2023 warszawiacy przejadą już całą tą nitką, czyli od stacji Połczyńska do Targówka.

To przyśpieszenie wymaga dodatkowych 1,2 miliarda złotych, które oczywiście nie wezmą się z powietrza. Zostaną pozyskane kosztem innych ważnych inwestycji, ale o wiele mniej spektakularnych.

Kto z was, którzy czytają ten artykuł, słyszał o inwestycji Czerniakowska-bis, nawet jeżeli jesteście mieszkańcami Warszawy?  No właśnie.  Dlatego mieszkańcy Siekierek najprawdopodobniej poczekają kolejne 10 lat na tak ważną dla nich inwestycję.

Autor: Maciej Rogala, Publicysta i bloger

Funt pod presją konfliktów w rządzie. Demokraci w natarciu

Funt znów znajduje się pod presją przez konflikty w rządzie. Zakwestionowany przez Komisję Europejską podatek handlowy będzie zmieniany. Demokraci coraz lepiej wypadają w sondażach.

Trudne początku Brexitu

Funt jest ostatnio w opałach. Powodem są oczywiście sprawy związane z Brexitem. Ktoś musi w końcu ten jednak nie tak popularny proces przeprowadzić. Do mediów dochodzi coraz więcej sygnałów o konfliktach w gronie ministrów mających realizować ten cel. Problemem jest najprawdopodobniej fakt, że konsekwencje finansowe całej decyzji nie są wcale takie dobre jak przepowiadano to podczas kampanii referendalnej. W rezultacie ktoś za różnice w obietnicach a realnie zrealizowanych ustaleniach zapłaci polityczną cenę. Konflikt dotyczy przede wszystkim opuszczenia wspólnego rynku. Byłoby to najprawdopodobniej niekorzystne dla handlu, ale pozwoliłoby ograniczyć wolny przepływ osób, a zatem i imigracje na wyspy. Jak reaguje na to funt? Inwestorzy co prawda od kilku dni nie wyprzedają już brytyjskiej waluty, ale wciąż jest ona znacząco niżej niż w przeddzień Brexitu. Co gorsza patrząc na obecne trendy techniczne również nie widać dobrych perspektyw dla funta.

Rząd pracuje nad nową wersją podatku handlowego

Dzisiaj rząd wraca do prac nad podatkiem handlowym. Dla przypomnienia poprzednia wersja podatku jako dyskryminująca duże sieci handlowe została skutecznie zaskarżona do Komisji Europejskiej. Jej stosowanie jest obecnie zawieszone, zatem podatek wbrew planom nie generuje wpływów do budżetu. Warto również zwrócić uwagę, że najprawdopodobniej pierwsze przychody pojawią się dopiero w 2018 roku. Nie wiadomo jaki kształt będzie mieć ta danina oraz kiedy dokładnie zostanie wprowadzona, ale już teraz pojawiają się głosy by zupełnie przebudować jej konstrukcje. Na szczęście wpływy z podatku handlowego na ten rok nie były planowane zbyt wysokie zatem nie niesie to zagrożenia dla stabilności budżetu.

Wyborcza ofensywa demokratów

W USA kampania wyborcza wydaje się już przesądzona. Nie zmienia to faktu, ze Hillary Clinton nie zwalnia tempa. Demokraci chcą skorzystać z przewagi popularności ich kandydata by zdyskontować tę popularność również w wyborach do kongresu. Jest to w sumie dość ciekawa sytuacja. Bo o ile rynki w wyborach prezydenckich zdecydowanie preferują kandydatkę partii demokratycznej, o tyle w przypadku Kongresu to republikanie zwyczajowo bardziej sprzyjali biznesowi. W rezultacie dolar dobrze reaguje na przewagę pani Hillary Clinton nad Donaldem Trumpem. Z drugiej strony jeżeli tylko Republikanie będą tracić większość w Kongresie, może się okazać, że entuzjazm inwestorów opadnie.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Dwie strony Morza Tasmana

Obie waluty z Antypodów są silniejsze po nocy, ale jesteśmy optymistycznie nastawieni tylko do AUD, gdyż znad NZD nie znika widmo cięcia stóp przez RBNZ. Na szerszym ryku USD jest w korekcie, choć widać pierwsze oznaki szukania okazji do kupna. Dziś inflacja z Wielkiej Brytanii i USA oraz rynek pracy z Polski.

Byłoby zbyt mocnym stwierdzenie, że słabość USD z nocy to wynik rozczarowujących danych z USA w poniedziałek. Gorszy od prognoz odczyt indeksu NY Empire State jest dyskredytowany za swoją nadmierną zmienność, z kolei ślamazarny wzrost produkcji przemysłowej to wina spadku produkcji w sektorze użyteczności publicznej, tj. mniej zużycia energii przez wyższe temperatury we wrześniu. Pomimo to rynek czeka na ciekawsze wydarzenia w dalszej części tygodnia (debata prezydencka USA, PKB Chin, decyzja ECB), więc techniczne odreagowanie ostatniej aprecjacji dolara jest normalną sprawą.

Jednocześnie widać pierwsze próby odnowienia pozycji na EUR/USD i USD/JPY.
Zdecydowanie więcej atrakcji jest na rynku walut z Antypodów z AUD i NZD na topie walut G10. W III kw. inflacja CPI w Nowej Zelandii wyniosła 0,2 proc. k/k i 0,2 proc. r/r (prog. odpowiednio 0 proc. i 0,1 proc.). Wynik roczny był zgodny z prognoza RBNZ, a kwartalny lepszy o 0,1 pkt proc. Rynek (ale też i autor) nastawiał się słabszy odczyt po tym, jak w zeszłym tygodniu wiceprezes RBNZ McDermott zasygnalizował pesymistyczne nastawienie banku do wskaźnika. Lepszy od konsensusu odczyt zapewnił pożywkę dla krótkoterminowego rajdu kiwi. Jednak jeśli trendy inflacyjne pozostają blisko oczekiwań gołębio nastawionego RBNZ, to bynajmniej taki wynik nie stanie bankowi na drodze od obniżki stopy OCR w listopadzie. Pozostaję negatywnie nastawiony do NZD, ale chwilowo trzeba rynkowi „dać się wyszumieć” szczególnie, że pęd aprecjacyjny USD także na moment wyhamował.

W przypadku AUD prezes RBA Phillip Lowe miał swoje pierwsze oficjalne wystąpienie i wydźwięk był mniej gołębi. Brakowało bezpośredniego odniesienia do przyszłych decyzji na polu stóp procentowych, ale stanowisko w odniesieniu do inflacji pokazało, że w RBA nie ma silnych obaw o jej przyszła ścieżkę. Bazą dla oczekiwań, że inflacja z czasem powróci do celu jest powrót do wzrostów cen niektórych surowców, hamowanie spadku inwestycji w sektorze wydobywczym, wysokie wskaźniki zaufania konsumentów i biznesu oraz słabnięcie presji na spadki płac. Lowe widzi też malejące korzyści z dalszego luzowania, co łącznie ustawia wysoko poprzeczkę dla kolejnej obniżki stóp procentowych. Naturalnie przyszłotygodniowy odczyt CPI za III kwartał może odwrócić sytuację o 180 stopni, ale lepsze wyniki z Nowej Zelandii dziś w nocy umniejszają szanse rozczarowania w Australii. Dalej widzimy relatywną przewagę AUD względem pozostałych walut surowcowych.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI ma wzrosnąć we wrześniu do 0,9 proc. r/r z 0,6 proc. w sierpniu i silniejszy odczyt obudzi spekulacje, czy deprecjacja funta nie przywiedzie spirali inflacyjnej i jastrzębi zwrot Banku Anglii nie nastąpi szybciej. Mimo to byłby to impuls do chwilowego umocnienia funta niż odwrócenia trendu, gdyż to czynniki polityczne zapewniają czarne chmury nad GBP. W USA CPI ma przyspieszyć do 1,5 proc. r/r z 1,1 proc. Wzrost CPI wynika z wyższej bazy cen paliw sprzed roku, stąd inflacja bazowa ma się utrzymać na 2,3 proc. Potwierdzenie odbicia inflacji jest ważne pod kątem osłabienia niechęci gołębi w Fed do podwyżki stóp procentowych. Ponadto mamy dane z rynku pracy z Polski, ale złoty tradycyjnie przyjmie je neutralnie. W nocy trzeba pamiętać o odczycie PKB z Chin za III kw. Konsensus zakłada 6,7 proc. r/r w trzecim kwartale po takich samych wynikach w pierwszym i drugim kwartale. Słabe dane o wrześniowym bilansie handlowym podnoszą ryzyko gorszego odczytu wzrostu gospodarczego, które może wzniecić wątpliwości o siłę ożywienia. Może to być cios dla apetytu na ryzyko i aktywów rynków wschodzących.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sfinks po trzech kwartałach z zyskiem netto w wysokości 8,02 mln zł

Sfinks Polska, spółka zarządzająca największą w Polsce siecią restauracji typu casual dining Sphinx oraz sieciami Chłopskie Jadło i WOOK, po trzech kwartałach, obejmujących okres od 1 grudnia 2015 r. do 31 sierpnia 2016 r., osiągnęła jednostkowe przychody ze sprzedaży w wysokości 140,62 mln zł. Oznacza to wzrost o 8% wobec pierwszych trzech kwartałów 2015 r. Jednocześnie jednostkowy zysk netto w tym okresie wyniósł 8,02 mln zł, czyli zwiększył się o 87%. Ponadto, spółka odnotowała dodatni kapitał własny, tj. na poziomie 13,77 mln zł, podczas gdy po trzech kwartałach 2015 r. był on ujemny i wynosił (-)10,01 mln zł.

Motorem sprzedaży tradycyjnie była sieć Sphinx, która wygenerowała w raportowanym okresie 90% obrotów spółki. Coraz lepsze wyniki sprzedażowe notuje też sieć Chłopskie Jadło. Co istotne, obie sieci w trzecim kwartale przyspieszyły dynamikę wzrostu obrotów. Na koniec sierpnia 2016 r. zwiększyły przychody o 11%, podczas gdy jeszcze w pierwszym półroczu dynamika sprzedaży w obu sieciach wynosiła 9%.

Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.
Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

– Trzeci kwartał to wyraźne zwiększenie sprzedaży w porównaniu z pierwszą połową roku. Jest to zasługa z jednej strony czynników sezonowych, a z drugiej też stopniowego uruchamiania restauracji, które wcześniej były zamknięte z powodu remontu. Wiele z nich przeszło zmiany nie tylko pod względem wystroju, ale także skorzystaliśmy z możliwości powiększenia kilku restauracji w bardzo dobrych punktach, co powinno mieć pozytywny wpływ na wyniki również w kolejnych okresach. Pozytywne efekty przyniosły też kampanie marketingowe, w tym program lojalnościowy Aperitif. Łączny dodatni wpływ tych czynników na przychody zaczął uwidaczniać się właśnie w trzecim kwartale, dzięki czemu w krótkim okresie udało się częściowo zniwelować wpływ wyników operacyjnych pierwszego półrocza. W efekcie w trzecim kwartale zaczął się powrót do rentowności z I półrocza 2015 r. – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Presja kosztowa, która, w powiązaniu z okresowym zamknięciem ważnych restauracji, wpłynęła na rentowność spółki w I półroczu, miała wpływ także na wyniki za cały okres trzech kwartałów 2016 r. Te czynniki przełożyły się na wynik z działalności operacyjnej i w efekcie także wynik EBITDA, który na koniec sierpnia 2015 r. wyniósł 14,55 mln zł wobec 15,85 mln zł po trzech kwartałach 2015 r. Zgodnie z zapowiedziami, spółka podjęła działania mające na celu przeciwdziałanie presji kosztowej oraz wzmacnia sprzedaż otwierając nowe i wyremontowane restauracje. Przełożyło się to na lepsze wyniki operacyjne w trzecim kwartale, o czym świadczy m.in. wzrost EBITDA do 5,35 mln zł na wobec 4,96 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie wynik na poziomie netto podlegał w trzech kwartałach roku obrachunkowego pozytywnemu wpływowi zdarzeń jednorazowych z pierwszej połowy roku – umorzenia odsetek przez bank ING oraz odzyskania odszkodowania od kontrahenta.

Od 1 grudnia do chwili obecnej Sfinks uruchomił łącznie dziewięć nowych restauracji, a trzy kolejne są w przygotowaniu. Jednocześnie spółka poddała remontom sześć dużych restauracji (w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Łodzi i Toruniu), z których część została już ponownie otworzona. Większość z tych inwestycji dotyczy sieci Sphinx, jednak plany rozwoju na 2016 r. obejmują także sieć Chłopskie Jadło. Obecnie działają już dwie nowe restauracje tej marki – w trzecim kwartale ruszyło Chłopskie Jadło w Olsztynie, a we wrześniu w Bydgoszczy. Niebawem ruszy pierwsza restauracja tej sieci we Wrocławiu.

W okresie 1 grudnia 2015 r. – 31 sierpnia 2016 r. grupa Sfinks Polska zanotowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 143,78 mln zł, co oznacza wzrost o 8% wobec pierwszych trzech kwartałów 2015 r. Zysk netto grupy po trzech kwartałach roku obrachunkowego wyniósł 7,65 mln zł wobec 3,43 mln zł w roku poprzednim. Z kolei skonsolidowany wynik EBITDA uplasował się na poziomie 14,25 mln zł, podczas gdy w roku ubiegłym było to 15,10 mln zł.

Prawie 60% polskich firm finansuje działalność zobowiązaniami wobec dostawców

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w Polsce rocznie upada około 700 firm i to pomimo, że wiele z nich w swoim sprawozdaniu finansowym wykazywało zysk. Najczęściej powodem jest utrata płynności finansowej. Jak wynika z  badania „Dojrzałość przedsiębiorstw w zakresie zarządzania kapitałem obrotowym” firmy doradczej Deloitte głównym priorytetem firm w Polsce, oprócz zwiększenia zysku (52 proc. badanych firm), jest utrzymanie płynności finansowej (37 proc.). Osiągnięcie tego celu jest możliwe dzięki umiejętnemu zarządzaniu kapitałem obrotowym.

Badanie Deloitte zostało przeprowadzone w pierwszym półroczu tego roku na 61 firmach o różnej wielkości reprezentujących różne branże.

Dominującym wątkiem poruszanym przez respondentów były możliwości poprawy płynności finansowej, na którą wpływa poziom kapitału obrotowego. „Kapitał obrotowy jest gotówką zamrożoną w aktywach bilansu, którego poziom rośnie, gdy kontrahenci zalegają z płatnościami lub gdy przedsiębiorca ma problem ze sprzedażą swoich towarów. Z kolei im dłuższe terminy płatności do dostawców, tym zapotrzebowanie na gotówkę jest mniejsze”wyjaśnia Adam Czechanowski, Dyrektor w Dziale Audit Advisory.

Czy firmy w Polsce to potrafią? Ponad jedna czwarta ankietowanych nie podejmowała inicjatyw w zakresie poprawy zarządzania terminami płatności lub nie jest świadoma, że takie działania są inicjowane w ich firmach. Z kolei 57 proc. firm ograniczyło się jedynie do wydłużenia terminów płatności wobec dostawców. Tymczasem odpowiednia polityka kredytowa i ciągłe monitorowanie bieżącej i przyszłej luki finansowania są ważnymi narzędziami kontroli płynności.

Jak wynika z badania Deloitte utrzymanie płynności finansowej jest głównym celem finansowym dla 37 proc. przedsiębiorstw. Wyższy odsetek odpowiedzi uzyskało jedynie zwiększenie zysku netto (52 proc.). Prawie 60 proc. respondentów wskazało, że zobowiązania wobec dostawców pozostają dla nich podstawowym źródłem taniego finansowania działalności ich firm. „Zysk netto jest kategorią księgową, dlatego analitycy często opierają się na rachunku przepływów pieniężnych, który pokazuje jakie są przyczyny zmiany stanu środków pieniężnych w spółce i na ile zmiany te odzwierciedlają skutki działalności operacyjnej” – tłumaczy Mikołaj Trzeciak, Dyrektor w Dziale Audit Advisory.

Zarządzanie kapitałem obrotowym to proces ciągły. Prawie 75 proc. firm wskazało w badaniu na podejmowanie różnych inicjatyw w zakresie optymalizacji poziomu kapitału obrotowego. Respondenci deklarowali, że dostrzegają możliwości dalszej poprawy prowadzonych działań, szczególnie dotyczących zarządzania zapasami oraz należnościami (odpowiednio po 40 proc.). „Ankietowane firmy widzą potrzebę umiejętnego kształtowania poziomów należności i wykorzystują w tym celu zarówno własne rozwiązania, jak i narzędzia dostępne na rynku„ – wyjaśnia Adam Czechanowski. „Skupiają swoje działania głównie na aktywnym ściąganiu należności, na które wskazało 68 proc. respondentów, a w mniejszym stopniu na rozwiązaniach takie jak faktoring, który zyskał jedynie 14 proc. wskazań – dodaje.

Również zarządzanie zapasami jest nadal istotnym wyzwaniem wielu firm. Tylko 13 proc. respondentów stwierdziło, że nie dostrzega żadnych słabości w obecnym modelu funkcjonowania gospodarki magazynowej obecnego w ich firmach. Jedna trzecia badanych wskazała na trudności z planowaniem dostaw i prognozowaniem popytu. Podobna liczba podmiotów ma problemy z redukcją poziomu zapasów wolnorotujących. Wskazane słabości mogą wynikać z braku odpowiednich narzędzi oraz niedostosowania wewnętrznych procedur kontrolnych do modelu prowadzonej działalności.

Przedstawiciele firm byli również pytani o nieprawidłowości występujące w ich przedsiębiorstwach w zakresie zarządzania zobowiązaniami. „Ponad 35 proc. ankietowanych wskazało, że nie identyfikuje żadnych nieprawidłowości w tym obszarze, ale wynik taki wydaje się zbyt optymistyczny. Wśród pozostałych odpowiedzi na pierwszy plan wybijały się braki w zakresie procedur zarządzania terminami płatności oraz utrata przysługujących upustów z tytułu dokonanych zakupów” – mówi Mikołaj Trzeciak.

Wśród barier związanych z optymalizacją kapitału obrotowego ankietowani wymieniali braki w systemach IT wspomagających zarządzanie finansami oraz problemy z wewnętrzną komunikacją pomiędzy działami firmy, niewystarczającą świadomość dostępnych rozwiązań czy obawę przed utratą kontrahentów w wyniku podjętych działań.

„Możliwość poprawy gospodarowania kapitałem obrotowym jest często niedocenianą inicjatywą w kierunku poprawy efektywności działalności gospodarczej. Optymalizacja w tym zakresie nie tylko obniża koszty funkcjonowania firmy, chociażby poprzez mniejsze zapotrzebowanie na kredyty, ale przede wszystkim dzięki umiejętnemu kontrolowaniu płynności firma zyskuje gwarancję bezpieczeństwa działalności” – podsumowuje Adam Czechanowski.

Rośnie zaufanie do produktów marek własnych w Polsce

Rośnie zaufanie do produktów marek własnych – coraz więcej osób kojarzy tego typu produkty, kupuje je oraz uważa, że ich jakość nie odbiega znacznie od jakości produktów markowych – takie wnioski wynikają z badania konsumenckiego przeprowadzonego w lipcu 2016 r. na reprezentatywnej próbie 602 dorosłych mieszkańców Polski na potrzeby raportu „Handel detaliczny produktami marek własnych w Polsce 2016”.

Cena wciąż głównym powodem kupowania produktów marki własnej

Cena wciąż jest najważniejszym czynnikiem przekonującym Polaków do sięgania po markę własną. W porównaniu do poprzedniej edycji badania nawet więcej respondentów deklaruje, że kieruje się tym, że produkt marki własnej jest tańszy od markowego pierwowzoru lub oferujący lepszy stosunek ceny do jakości (62% w 2015 r. i 74% w 2016 r.). Korzystna cena produktów marek własnych jest szczególnie istotna dla konsumentów w wieku 18-34 (57%) i 35-54 lata (59%) oraz dla respondentów z mniej zasobnym portfelem (78% w grupie badanych deklarujących łączny dochód netto per capita poniżej 1 000 zł). Z kolei starsi respondenci zakup produktów marek własnych argumentują głównie jakością tego typu produktów (56%). Co nie zaskakuje, jakość jest także kluczowa dla respondentów z najwyższej grupy dochodowej (36%).

Cena wciąż głównym powodem kupowania produktów marki własnej

Na stosunek ceny do jakości niemal dwukrotnie częściej zwracają uwagę mężczyźni (25%) niż kobiety (13%) i ponad czterokrotnie częściej osoby w wieku 18-34 lata (25%) niż badani w wieku 55 lat i więcej (6%). Wzrósł odsetek respondentów, którzy sięgają po produkty marki własnej ze względu na ich jakość (38% w 2016 r. w porównaniu do 36% w 2015 r.).

Co dziesiąty respondent kupujący produkty sieci handlowych sięga po nie ponieważ zna producenta od którego pochodzą. Czynnik ten jest ważniejszy dla mężczyzn (14%) niż kobiet (8%).marki własne w Polsce

O ile większość nabywców produktów marek własnych ma zaufanie co do ich jakości, to już wśród konsumentów niekupujących artykułów tego rodzaju panuje zgoła inne przeświadczenie. Zastrzeżenia odnośnie jakości, to najczęściej wymieniany powód niekupowania marek własnych. Blisko 30% badanych niekupujących produktów marek własnych argumentuje ten fakt tym, że obecnie korzysta jedynie ze sprawdzonych wcześniej rozwiązań.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Handel detaliczny produktami marek własnych w Polsce 2016.

Autor raportu: Magdalena Szot

FinTech zmienia sektor bankowy. Zapraszamy na FinTech Digital Congress CEE

Digitalizacja, postęp technologiczny, innowacyjne modele biznesowe, ujednolicanie rynku usług napędza dynamiczny rozwój branży Fin-Tech, mającej coraz szerszy wpływ na obecny i przyszły układ rynku usług finansowych. Potrzeba efektywnego łączenia pomysłów z kapitałem, antycypacja zmieniających się wymagań klientów cyfrowych, zmiany w prawie i regulacjach stworzyły potrzebę powstania neutralnej platformy wymiany doświadczeń, prezentacji rozwiązań, implementacji najlepszych praktyk biznesowych oraz transferu technologii pomiędzy kluczowymi uczestnikami rynku a jego nowymi podmiotami. Temu w głównej mierze dedykowany jest FinTech Digital Congress CEE.

FinTech Digital Congress CEE

FinTech Digital Congress CEE, który odbędzie się 22-23 listopada w Hotelu Westin w Warszawie, stanowi ekskluzywne forum wymiany myśli kluczowych uczestników i twórców dynamicznie rosnącej branży fintech: przedstawicieli dojrzałego sektora finansowego, start-up’ów, firm wyzywających tradycyjne modele biznesowe, inwestorów, funduszy private equity oraz rynku kapitałowego.

Gwarantem wysokiego poziomu merytorycznego jest Rada Programowa, pod przewodnictwem Tomasza Czechowicza (Przewodniczący Rady Programowej, Partner Zarządzający, Prezes Zarządu, MCI Capital), Marcina Petrykowskiego (Wiceprzewodniczący Rady Programowej, Dyrektor Zarządzający, S&P Global) oraz Cezarego Stypułkowskiego (Honorowy Przewodniczący Rady Programowej, Prezes Zarządu, mBank).

Wśród Prelegentów m.in..:

  • Tomasz Czechowicz, Przewodniczący Rady Programowej, Partner Zarządzający, Prezes Zarządu, MCI Capital
  • Dorota Zimnoch, Międzynarodowy ekspert branży FinTech i InsureTech
  • Marta Krupińska, CEO, Co-founder Azimo
  • Tomasz Motyl, Chief Innovation Officer, Alior Bank
  • Rafał Plutecki, Szef Campus Warsaw
  • Paweł Borys, Prezes, Polski Fundusz Rozwoju
  • Marcin Petrykowski, Wiceprzewodniczący Rady Programowej, Dyrektor Zarządzający, Dyrektor Regionalny, S&P Global

Zwieńczeniem pierwszego dnia FinTech Digital Congress CEE będzie FinTech Gala Awards. Gala ma na celu wyróżnienie rozwiązań, produktów i usług wpływających na rozwój sektora fintech w Polsce.

Wyróżnienia przyznane zostaną w następujących kategoriach:

  • Best fintech start up
  • Fintech in bank implementation
  • Insurtech implementation
  • Payment solution
  • Lending solution
  • Money transfer solution
  • Currency exchange solution
  • Technology innovation

Zapraszamy do odwiedzenia strony wydarzenia www.fintechdigitalcongress.pl

Badanie: Firmy zarządzane procesowo lepiej radzą sobie na rynku

Wśród najważniejszych korzyści, jakie wynikają z zarządzania procesowego, polscy menedżerowie wymieniają podniesienie jakości usług swoich firm, zwiększenie ich wydajności oraz poprawę mobilności i szybkości działania. Jednocześnie niemal wszystkie przedsiębiorstwa, który wdrożyły już u siebie taki model zarządzania, są bardzo zadowolone ze swojej sprawności biznesowej
i generowanych zysków. Takie  wnioski płyną z najnowszego badania zrealizowanego dla Macrologic SA przez ICAN Research.

Badanie na temat zarządzania w polskich firmach przeprowadzone zostało na reprezentatywnej grupie 215 firm działających na polskim rynku. Wśród respondentów znalazły się w równej liczbie przedsiębiorstwa duże, średnie i małe, w tym handlowe, usługowe i produkcyjne.

Przedsiębiorcy, którzy wdrożyli już w swoich firmach systemy wspomagające zarządzanie procesowe dostrzegają same zalety takiego rozwiązania. Aż 32 proc. respondentów za najważniejszą korzyść wskazuje podniesienie jakości usług swoich firm; 29 proc. zauważa zwiększenie ich wydajności, a 20 proc. zwraca uwagę na poprawę szybkości działania. Dalej ankietowani wymieniają dopasowanie do rynku (13 proc.).

Wysoka sprawność biznesowa i zdolność utrzymania klienta, szybkie wprowadzanie zmian

Co ciekawe, tylko 2 proc. z nich, odnosząc się do zalet płynących z zarządzania procesowego, wskazało na redukcję kosztów działalności przedsiębiorstwa. Ten wskaźnik jest bowiem traktowany przez menedżerów jako naturalny efekt wprowadzenia zarządzania procesowego. Warto jednak zauważyć, że wszystkie korzyści z takiego modelu zarządzania były również wymieniane jako kluczowe czynniki przewagi konkurencyjnej” — zaznacza Renata Łukasik, członek zarządu, dyrektor ds. oprogramowania w Macrologic SA.

Interesujące są też wnioski płynące z oceny sprawności biznesowej firm zarządzanych w oparciu o procesy. Aż 96 proc. menedżerów zauważa, że sposób działania ich firmy zapewnia możliwość generowania zyskownego i powtarzalnego strumienia przychodów. 92 proc. ocenia, że ich firmy posiadają wysoką zdolność utrzymania obecnych klientów. Tyle samo respondentów uważa, że ich przedsiębiorstwa potrafią szybko wprowadzić zmiany w sposobie działania. Podobnie, bo 88 proc. wskazuje, że ich firmy i ich produkty są chętnie polecane przez klientów oraz rozwijają się szybciej niż sam rynek. 81 proc. przedsiębiorców wskazuje z kolei, że skutecznie odkrywa i wdraża innowacje, które wytyczają nowe kierunki w branży.

„To badanie jednoznacznie pokazuje, że najlepiej na rynku radzą sobie firmy, które koncentrują się na procesach i zarządzają nimi. Dzięki coraz większej sprawności biznesowej mogą uzyskiwać coraz lepsze wyniki. Mogą się po prostu dynamicznie rozwijać i osiągać sukcesy” — podkreśla Renata Łukasik.

Sondaż dla Macrologic dowodzi jednak, że jeszcze daleka droga do rewolucji w sposobie zarządzania polskimi firmami polegającej na przejściu z modelu tradycyjnego opartego o działy (silosy) na rzecz

organizacji horyzontalnej (procesowej). Tylko 23 proc. respondentów przyznało w badaniu, że koncentruje się na zarządzaniu procesami. Nadal aż 77 proc. menedżerów opiera kierowanie swoimi firmami na działach.

„Polscy przedsiębiorcy są zbyt skupieni na nadzorowaniu pracy poszczególnych działów, zamiast spojrzeć na organizację z lotu ptaka, jako na całość. Zauważamy jednak, że menedżerowie bardzo chętnie sięgają po informacje dotyczące nowych trendów w zarządzaniu” — tłumaczy dyrektor ds. oprogramowania w Macrologic.

Coraz więcej firm informatyzuje procesy

Jakie są przyczyny obecnego status quo? Aż 50 proc. przedsiębiorców jako główną barierę wskazuje na wysokie koszty przekształcenia firmy w organizację opartą na procesach i konieczność zakupu nowoczesnego oprogramowania. Wśród innych przyczyn ankietowani wymieniali: zmianę organizacji pracy (42 proc.), konieczność zatrudnienia nowych pracowników (35 proc.), brak zrozumienia dla wprowadzanych zmian (34 proc.) oraz brak czasu (24 proc.) i brak kompetencji (14 proc.).

Jak wynika z badania, coraz więcej firm zaczęło już jednak opisywać i informatyzować swoje procesy. Firmy zarządzane tradycyjnie deklarują, że opisują 60 proc. swoich procesów. Wśród firm zarządzanych procesowo ten wskaźnik wynosi 70 proc. „To dopiero początek drogi. Na razie widać, że przedsiębiorstwa koncentrują się na opisywaniu procesów dla siebie kluczowych” — zauważa Renata Łukasik.

Jednocześnie, firmy zarządzane tradycyjnie wskazują, że informatyzują tylko 66 proc. procesów. Wśród firm zarządzanych procesowo współczynnik ten wynosi 77 proc. „Nie jest to bariera związana ze świadomością menedżerów, ale z brakiem odpowiednich narzędzi, które rzeczywiście wspomagają zarządzanie procesowe, są dostosowane do realiów polskiego rynku i są oferowane w konkurencyjnych cenach” — podkreśla Renata Łukasik, nawiązując do najnowszego produktu firmy Macrologic — Macrologic Merit, nowoczesnego systemu ERP opartego na procesach, który właśnie trafia na rynek.

Opisywane badanie przeprowadzone zostało w sierpniu br. na zlecenie Macrologic SA przez ICAN Research oraz magazyn „Harvard Business Review Polska” na reprezentatywnej próbie 215 polskich firm.

Warszawa, Kraków i Poznań z rekordową promocją

Miasta wojewódzkie każdego dnia w III kwartale br. pojawiały się w 29 tys. publikacji, zyskując tym samym promocję o wartości 167,8 mln złotych – wynika z cyklicznego raportu „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”. Które miejscowości znalazły się w czołówce?

Topowe miejsce w rankingu zajęła Warszawa. Na temat stolicy w okresie lipiec – wrzesień 2016 r. ukazało się 444 tys. materiałów. Na kolejnych pozycjach w zestawieniu uplasowały się Kraków (223,4 tys.), Poznań (165,5 tys.), Wrocław (139,4 tys.) i Gdańsk (124,8 tys.). Lokaty w TOP 10 zajęły także Łódź, Katowice, Szczecin, Lublin oraz Białystok. Zestawienie zamykają Opole, Zielona Góra i Gorzów Wlkp.

Wykres 1.  Liczba publikacji na temat miast wojewódzkich opublikowana w dniach 1.07.2016-30.09.2016 r. (prasa, Internet, RTV)

Liczba publikacji na temat miast wojewódzkich opublikowana w dniach 1.07.2016-30.09.2016 r. (prasa, Internet, RTV)

Warszawa nie ma sobie równych

Stolica gościła przede wszystkim w publikacjach internetowych – 79 proc. przekazu. Najwięcej materiałów ukazywało się na portalach Stooq.com, Kulturadostepna.pl oraz Warszawa.eska.pl. Drugim najpopularniejszym medium, informującym o Warszawie, była prasa – 11 proc. Temat poruszali przede wszystkim dziennikarze reprezentujący tytuły „Rzeczpospolita”, „Gazeta Wyborcza” i „Gazeta Wyborcza – Warszawa”. 6 proc. stanowiły materiały z radia. Najczęściej o tym mieście można było usłyszeć w stacjach: Polskie Radio Program 1, Radio TOK FM i Polskie Radio Program 3. Tylko 5 proc. wzmianek pochodziło z telewizji. Najaktywniejszymi kanałami zostały:  TVP Info, Polsat News oraz TVN24.

Wykres 2.  Liczba publikacji opublikowanych w nawiązaniu do Warszawy w podziale na media w dniach 1.07.2016-30.09.2016 r. (prasa, Internet, RTV)

Wykres 2.  Liczba publikacji opublikowanych w nawiązaniu do Warszawy w podziale na media w dniach 1.07.2016-30.09.2016 r. (prasa, Internet, RTV)

Warszawa została także liderem zestawienia pod względem wskaźnika dotarcia. Materiały na temat stolicy mogły dotrzeć do 288 miliardów czytelników. Jednak na podium znalazły się także Kraków i Poznań. Stolica województwa małopolskiego wygenerowała dotarcie na poziomie 127 mld kontaktów odbiorców z informacjami, a stolica wielkopolskiego – 90 mld.

Wykres 3.  Ekwiwalent reklamowy materiałów na temat miast wojewódzkich opublikowanych w dniach 1.07.2016-30.09.2016 r. (prasa, Internet, RTV)Wykres 3.  Ekwiwalent reklamowy materiałów na temat miast wojewódzkich opublikowanych w dniach 1.07.2016-30.09.2016 r. (prasa, Internet, RTV)

Ekwiwalent warty 10,4 mld złotych

 

Gdyby włodarze miast chcieli uzyskać taki sam poziom ekspozycji analizowanych miejscowości, to na reklamę musieliby wydać przeszło 10 mld złotych! Promocyjnie najwięcej zyskała Warszawa – ekwiwalent został wyceniony przez analityków na 3 mld złotych. AVE Krakowa wyniosło 1,3 mld złotych, a Poznania 0,8 mld.

Kraków w tytułach

W nagłówkach publikacji prasowych i internetowych dziennikarze najczęściej wymieniali Kraków (1,4 tys. materiałów), a następnie Warszawę (1,2 tys.) i Poznań (0,8 tys.).

Pełny raport  „Stolice Regionów”, III kwartał

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 18.10.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Rewolucja w e-administracji? Profil zaufany ma zyskać na popularności

Łatwe i przyjemne załatwianie spraw urzędowych bez konieczności wychodzenia z domu? Dlaczego nie. Jest to możliwe za sprawą profilu zaufanego, darmowego elektronicznego podpisu wykorzystywanego przez obywateli w kontaktach z administracją publiczną. Niestety w tej chwili korzysta z niego jedynie 0,5 mln Polaków. Wkrótce powinno być ich jednak znacznie więcej. Wszystko dzięki możliwości zakładania profilu zaufanego za pośrednictwem bankowości elektronicznej.

„Liczymy, że możliwość zakładania profilu zaufanego przez bankowość internetową zwielokrotni liczbę osób z niego korzystających. Tylko w samym naszym banku aktywnie z bankowości internetowej korzysta ponad 3,5 mln dorosłych Polaków, a w całym kraju jej użytkowników jest blisko 15 mln. Osoby te będą mogły w ciągu kilkunastu sekund założyć profil zaufany, zalogować się od razu do jakiegokolwiek portalu administracji publicznej i złożyć wniosek czy podpisać jakiś dokument. Wszystko to bez wychodzenia z domu” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Michał Macierzyński z PKO Banku Polskiego.

Czy bankowość elektroniczna faktycznie przekona Polaków do korzystania z profilu zaufanego? Wydaje się, że jest to możliwe. Skąd to przekonanie? „W tej chwili profil zaufany nie jest niestety popularny. Przyczyną jest to, że aby go potwierdzić, w którymś momencie trzeba było iść do urzędu. Była to bariera, która mocno zniechęcała Polaków. W tej chwili ten system potwierdzania profilów zaufanych maksymalnie upraszczamy i klienci banków będą mogli je zakładać bez konieczności wychodzenia z domu, o dowolnej porze” – stwierdza Karol Manys, rzecznik prasowy Ministerstwa Cyfryzacji. Warto zauważyć, że podobne rozwiązanie sprawdziło się już przy okazji składania wniosków o przyznanie świadczenia z programu Rodzina 500+.

Możliwość korzystania z profilu zaufanego to niewątpliwie ogromne ułatwienie. Dzięki niemu możemy między innymi złożyć wniosek o wydanie dowodu osobistego czy prawa jazdy, uzyskać odpis urodzenia, zarejestrować działalność gospodarczą, otrzymać zaświadczenie o niekaralności lub podpisać urzędowe pismo. Oznacza to bardzo dużą oszczędność zarówno czasu, jak i pieniędzy.

Czeka nas spowolnienie w rejestrowaniu nowych przedsiębiorstw i wzrost podatków

W Ministerstwie Rozwoju działa zespół doskonalenia regulacji gospodarczej, któremu przewodzi Mariusz Haładyj – departament bardzo sprawny, który rozmawia z przedsiębiorcami i omawia jakie zmiany należy wprowadzić w przepisach, aby funkcjonowało się lepiej. W oparciu o pracę zespołu powstała ustawa o udoskonaleniu ok. 100 regulacji gospodarczych, która ułatwi funkcjonowanie przedsiębiorcom. Powstają również rozwiązania dotyczące uproszczeń w postępowaniu administracyjnym – na ten temat przeprowadzono wiele rozmów w gronie firm i ekspertów. Przedsiębiorcy są zapraszani na konsultacje międzyresortowe, co jest cenną wiedzą na temat tworzenia prawa w Polsce.

– Z drugiej strony mamy rozwiązania utrudniające start w biznesie – powiedziała agencji eNewsroom.pl Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Przykładem jest wprowadzanie regulacji dotyczących nowo rejestrujących się płatników podatku VAT, które mają warunkować wpis i umożliwienie stania się płatnikiem VAT od sprawdzenia każdego przedsiębiorcy. W przypadku, gdy urzędnik nie będzie w stanie sprawdzić przedsiębiorcy dokładnie, podejrzewając go o wykorzystanie rozwiązań podatkowych do wyłudzenia pieniędzy z budżetu, może zastosować wobec niego nakaz wpłaty kaucji, która jest wysoka. Może wynosić nawet 100 tysięcy złotych, co jest negatywnym rozwiązaniem i znakomicie spowolni proces rejestracji nowych firm.

Pojawiają się również pewne niedopracowania w nowych regulacjach dotyczących obowiązku opłacania faktur przy użyciu przelewu bankowego. Przy rozliczeniu kompensacyjnym – w momencie, kiedy nie mamy interpretacji – możliwe że takich faktur nie będą można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. A zatem z jednej strony prowadzone są działania ułatwiające np. rejestrację przedsiębiorców ze skutkiem natychmiastowym, kiedy zachodzi to w momencie naciśnięcia przycisku „Enter” na stronie CEIDG.

Z drugiej strony taka osoba może mieć problem z uzyskaniem statusu płatnika VAT i wystawianiem faktur, jeśli okaże się, że zajdzie potrzeba wpłaty kaucji np. w wysokości 20 tysięcy złotych. W przypadku wielu małych firm rozpoczynających działalność to kwota całkowicie blokującą ich możliwości rozwojowe. Miejmy nadzieję, że działania mające na celu ustanowienie Ministerstwa Rozwoju jako głównego odpowiedzialnego za relację rządu i urzędników z przedsiębiorcami, zmienią nastawienie Ministerstwa Finansów. Niestety, mamy do czynienia z dużą dziurą budżetową, która najprawdopodobniej zintensyfikuje działania w zakresie coraz wyższego ściągania i zwiększania podatków – podkreśla Durlik.