Funt najtańszy od 168 lat, czy kurs zrówna się z euro i dolarem?

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Od momentu ogłoszenia wyników czerwcowego referendum w sprawie Brexitu, funt stracił na wartości ponad 15 proc. w stosunku do większości walut na świecie. Mimo tak dużej przeceny wiele wskazuje, że to nie koniec problemów szterlinga. Przy niekorzystnym dla Wielkiej Brytanii scenariuszu niewykluczone, że będzie on wart tyle, co euro.

Właśnie mijają cztery miesiące od ogłoszenia wyników brytyjskiego referendum dotyczącego członkostwa Wielkiej Brytanii w strukturach Unii Europejskiej. Od tego momentu temat Brexitu jest głównym katalizatorem zmian na funcie (GBP). Wynika to przede wszystkim z bardzo specyficznej struktury brytyjskiej wymiany handlowej. Niekorzystną sytuację szterlinga potęguje również zagrożenie ruchami secesjonistycznymi, a także bardzo łagodna polityka pieniężna.

Cześć zagrożeń związanych z Brexitem jest już oczywiście wkalkulowana w kurs funta. Według obliczeń Banku Anglii (BoE) jego wartość w relacji do koszyka walut krajów wchodzących w skład wymiany handlowej z Wielką Brytanią spadła od momentu głosowania o 16 proc. Jest ona również najniższa przynajmniej od 1990 r., czyli od momentu rozpoczęcia publikacji tych danych. Z kolei „Financial Times” szacuje, że w relacji do wspomnianego „koszyka” funt jest najtańszy od 168 lat. Co więc musi się stać by ta zapaść jeszcze się pogłębiła?

Spadek wartości funta nie poprawi rachunku bieżącego?

Dane Biura Statystyki Narodowej (ONS) pokazują, że Wielka Brytania w 2015 r. odnotowała deficyt obrotów towarowych na poziomie 126 mld funtów (6.9 proc. PKB). W pierwszych ośmiu miesiącach br. było to już 88 mld funtów, co wskazuje, że ubiegłoroczny rekordowy poziom zostanie przekroczony.

Słabsza waluta w dłuższym okresie powinna poprawiać saldo wymiany towarowej ze względu na fakt wyższej konkurencyjności krajowych dóbr zagranicą. Skala deficytu jednak jest tak duża (411 mld funtów import, 285 mld funtów eksport) i obejmuje praktycznie wszystkie podstawowe kategorie dóbr konsumpcyjnych czy inwestycyjnych, że ten proces może być bardzo długi.

Dodatkowo np. import surowców czy niezbędnych półproduktów staje się automatycznie droższy ze względu na słabszego funta, co w rezultacie może nawet przez pierwsze kwartały pogarszać saldo wymiany towarowej.

Dla Zjednoczonego Królestwa najważniejszy nie jest jednak zagraniczny bilans dóbr, ale usług. Ich rezultat wynosi plus 4.8 proc. PKB. Za ponad połowę tego dodatniego salda odpowiada sektor finansowy i ubezpieczeniowy. Pozytywny wkład mają również usługi transportowe, telekomunikacyjne, prawnicze, konsultingowe, inżynieryjne czy edukacyjne.

Teoretycznie słabszy funt powinien jeszcze powiększać nadwyżkę salda usług. Brexit oznacza jednak, że dostęp np. do unijnego rynku usług może być wyraźnie ograniczany. Również oczekiwane restrykcje dotyczące imigracji mogą spowodować, że najbardziej wartościowi pracownicy wcześniej wymienionych branż zaczną omijać brytyjskie miasta i będą wybierać lokalizacje w innych państwach Unii. W rezultacie więc element regulacyjny może być silniejszy niż wyższa konkurencyjność związana ze spadkiem funta i finalnie saldo usług ulegnie pogorszeniu.

Pozostałe składniki rachunku bieżącego, czyli saldo dochodów pierwotnych i wtórnych, których bilans wynosi minus 3.3 proc. PKB także nie muszą ulec wyraźniej poprawie. Cześć inwestorów zagranicznych może np. zmniejszyć poziom reinwestycji zysków na terenie Wielkiej Brytanii, co ograniczy pozytywny efekt braku konieczności wpłacania składki do unijnego budżetu.

W rezultacie saldo rachunku bieżącego wynoszące w drugim kwartale br. minus 5.9 proc. PKB (minus 5.4 proc. w całym 2015 r.) wcale nie musi ulec zauważalnej poprawie nawet przy 15 proc. spadku funta. To z kolei powinno powodować, że presja na funta będzie rosła i konieczna będzie dalsza przecena brytyjskiej waluty, która drastycznie ograniczy import i na tyle uatrakcyjni eksport, że zewnętrzna nierównowaga zacznie się wreszcie zmniejszać.

Polityka wewnętrzna

Na większość wcześniej wymienionych procesów mają wpływ także kwestie polityczne. To od rządu premier Theresy May będzie zależało, czy dojdzie do twardego czy miękkiego Brexitu. Na razie ta pierwsza opcja jest coraz bardziej prawdopodobna. Komunikaty wysyłane przez obecną administrację pokazują, że kontrola imigracji jest ważniejsza od utrzymania przez brytyjskie przedsiębiorstwa dostępu do unijnego rynku na obecnych zasadach.

Wieloletnie negocjacje nowych umów handlowych i ryzyko pogorszenia warunków działalności firm usługowych na terenie Unii Europejskiej to nie jedyny problem May. Przedstawiciele Szkockiej Partii Narodowej coraz częściej mówią o konieczności przeprowadzenia kolejnego referendum niepodległościowego. Wynika to z faktu, że Szkoci w głosowaniu dotyczącym przynależności Wielkiej Brytanii do Unii poparli status quo w stosunku 62 do 38 proc. Realne ryzyko rozpadu Zjednoczonego Królestwa jest kolejnym elementem, który może wywoływać spadek funta.

Teoretycznie można założyć, że słabszy funt i perspektywa pogorszenia się sytuacji gospodarczej może zmienić obraz sceny politycznej na Wyspach. Na razie jednak mamy od czynienia z przeciwną sytuacją. Poparcie dla Partii Konserwatywnej rośnie. Średnia z trzech sondaży październikowych przeprowadzonych przez Ipsos MORI, YouGov/The Times oraz ICM/The Guardian pokazuje, że torysi mają 16 pkt proc. przewagi nad laburzystami. W wyborach w maju 2015 r. było to tylko 6.6 pkt proc. Na tę chwilę można więc zakładać, że gabinet Theresy May będzie kontynuować obecną politykę.

Rola banku centralnego

Niebagatelną rolę dla funta odgrywa również polityka pieniężna. Bank Anglii w sierpniu obniżył stopy procentowe i zwiększył skup aktywów z rynku co jest negatywne dla kursu funta. Teoretycznie na przeszkodzie dalszego łagodzenia warunków monetarnych może być rosnąca inflacja. Już o ostatnich projekcjach makroekonomicznych BoE miała ona osiągnąć 2.4 proc. w 2018 r.

Po ostatnich spadkach wartości funta niewykluczone, że średni wzrost cen konsumpcyjnych sięgnie w najbliższych kwartałach nawet poziomu 3 proc. – Jesteśmy w stanie tolerować nieco wyższą inflację, aby zapobiec niepotrzebnemu bezrobociu. Obniżyliśmy stopy procentowe, by pomoc gospodarce – powiedział jednak klika dni temu w Nottingham Mark Carney, szef Banku Anglii.

Choć obecne podejście BoE wydaje się słuszne, biorąc pod uwagę bieżącą sytuację, to jednak taka polityka nie jest pozbawiona ryzyk. Jeżeli niepewność związana z Brexitem będzie się utrzymywać, to przedsiębiorstwa zaczną ograniczać inwestycje, biorąc nawet pod uwagę rekordowo niskie koszty finansowania. To prawdopodobnie spowoduje pogorszenie się sytuacji na rynku pracy, mimo że obecnie jest on w bardzo dobrej kondycji. Z kolei wyższa inflacja będzie zmniejszać siłę nabywczą gospodarstw domowych, a to będzie negatywnie działać na popyt konsumpcyjny. W pewnym momencie może więc dojść do sytuacji, że pojawią się obawy wejścia gospodarki w okres stagflacji (stagnacji plus inflacji).

Wtedy BoE będzie mieć poważny dylemat, czy lepiej walczyć z rosnącymi cenami, ryzykując dalsze pogorszenie się kondycji gospodarki czy też utrzymywać łagodną politykę pieniężną, ale jednocześnie godząc się na utrzymywanie się wyższych cen. To pierwsze rozwiązanie może powstrzymać spadki funta, ale raczej nie zostanie wybrane. To drugie natomiast przyczyni się do jeszcze głębszej przeceny szterlinga.

Ile jeszcze spadnie funt?

Przed brytyjskim referendum Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacował, że skala przeceny funta w przypadku Brexitu może wynieść od 5 do 15 proc. Podobne prognozy były przedstawiane przez inne ośrodki badawcze oraz banki inwestycyjne.

Teraz jednak te oczekiwania są modyfikowane. Szacunki Goldman Sachs cytowane przez „Financial Times” zakładają spadek wartości funta w porównaniu do poziomów sprzed Brexitu nawet o 20-40 proc. Dopiero taki poziom szterlinga według amerykańskiej instytucji spowodowałby skurczenie się deficytu rachunku bieżącego do akceptowalnego poziomu.

Pomijając jednak dość odważne szacunki Goldman Sachs, nadal jest bardzo dużo argumentów przemawiających za dalszym spadkiem funta. W tym momencie najważniejszym elementem, poza podejściem rządu do kwestii Brexitu, będą dane makroekonomiczne. Jeżeli pojawią się sygnały, że sytuacja gospodarcza na Wyspach zauważalnie się pogarsza, wtedy będzie to kolejny silny argument do przeceny funta.

W scenariuszu nałożenia się polityki „twardego Brexitu” na słabszą koniunkturę, możemy spodziewać się kolejnej fali osłabiania się funta. Jej skala mogłaby wynieść około 5-10 proc. w porównaniu do bieżących notowań koszyka. Zepchnęłoby to szterlinga w okolice 4.35-4.60 zł. Tym samym również wartość brytyjskiej praktycznie zrównałaby się z poziomem euro.

Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Nowe wytyczne OECD dla sektora wydobywczego

Zaprezentowane przez Ministerstwo Rozwoju nowe wytyczne OECD dla sektora wydobywczego mają wyznaczać najlepsze praktyki dla przedsiębiorstw w zakresie angażowania interesariuszy oraz komunikacji i dialogu społecznego. Jednym z najistotniejszych zaleceń jest włączenie tych działań w kluczowe systemy decyzyjne i procesy zarządzania ryzykiem firm wydobywczych. Według ekspertów firmy doradczej Deloitte, stawia to nowe wyzwania i obowiązki przed kadrą zarządzającą.

Polska wersja „Wytycznych OECD dotycząca należytej staranności w zakresie angażowania interesariuszy w sektorze wydobywczym” została zaprezentowana na konferencji Ministerstwa Rozwoju 6 października br. Zgodnie z definicją OECD jest ona dedykowana wszystkim firmom zajmującym się poszukiwaniem, wydobyciem, przetwarzaniem i magazynowaniem ropy naftowej, gazu ziemnego oraz surowców, takich jak m.in. węgiel czy miedź.

Nowe wyzwania dla kadry zarządzającej

– Wytyczne OECD wskazują rolę dialogu i angażowania interesariuszy, jako ważnego elementu zarządzania przedsiębiorstwami wydobywczymi. Umiejscawiają te działania w obszarze kluczowych systemów decyzyjnych i procesów zarządzania ryzykiem przedsiębiorstw, podczas gdy dotychczas dedykowane były departamentom komunikacji i CSR. Przenoszą tym samym odpowiedzialność za ich implementację na poziom zarządczy firm. – tłumaczy Mariusz Wawer, Starszy Menedżer w Communications Consulting Central Europe. – Taka zmiana stawia nowe wyzwania przed kadrą kierowniczą, która powinna uwzględnić możliwość włączenia kluczowych interesariuszy w procesy komunikacyjne, ale również dialogowe i decyzyjne w regularnej działalności przedsiębiorstwa – dodaje.

Takie podejście jest szczególnie istotne w kontekście lokowania nowych inwestycji w branży wydobywczej. Inwestycje powodują obecnie wiele obaw społecznych, a w przypadku braku ich zaadresowania, także sprzeciw mieszkańców czy władz lokalnych. Jak wskazują autorzy wytycznych, angażowanie interesariuszy jest pożądanym działaniem firmy – nie tylko podczas budowy i funkcjonowania instalacji wydobywczej na danym terenie – ale również po zakończeniu eksploatacji.

Interesariuszami w tych procesach są zarówno społeczności lokalne, pracownicy, władze, NGO’s, partnerzy biznesowi, media oraz inne firmy działające na danym obszarze. Są to więc podmioty, z którymi firma powinna się komunikować i angażować w swoje działania, aby identyfikować i niwelować negatywny wpływ na otoczenie oraz budować szeroko pojęte dobre sąsiedztwo.

Strategiczne pozycjonowanie angażowania interesariuszy

Stworzone przez OECD zalecenia mają zapobiegać negatywnym społecznie skutkom działalności wydobywczej oraz zwiększać potencjalne korzyści „z sąsiedztwa” dla lokalnych społeczności i samych firm. Eksperci OECD wskazują cztery główne obszary, które powinny realizować przedsiębiorstwa niezbędne do wypełnienia zaleceń:

  • Tworzyć i implementować polityki angażowania interesariuszy w korporacyjne procedury i długoterminowe procesy zarządcze. Dotyczy to również potrzeby tworzenia reguł związanych z wykrywaniem oraz niwelowaniem wszelkiego rodzaju niepożądanych zachowań pracowników i podwykonawców na poziomie operacyjnym takich jak: manipulacja, zastraszanie czy przekupstwo i ustalenia procedur naprawczych dla takich działań.
  • Włączać interesariuszy w regularną działalność przedsiębiorstwa, w tym w procesy analizy ryzyk. Np. delegować pełnomocnika zarządu odpowiedzialnego za koordynację współpracy z interesariuszami.
  • Wpisać angażowanie interesariuszy – jako obligatoryjnego wymogu – w procesy planowania i realizacji projektów inwestycyjnych, albo strategicznych zmian w firmach.
  • Ustanowić sprawne kanały komunikacji z interesariuszami zapewniające bezpośredni dostęp kierownictwa przedsiębiorstw do rzeczywistych opinii i uwag interesariuszy.

W Polsce wielokrotnie odnotowuje się brak akceptacji wśród lokalnych społeczności dla inwestycji i działalności przedsiębiorstw z sektora wydobywczego, energetycznego i przesyłowego. Stanowi to już istotny problem społeczny oraz ryzyko biznesowe. W wielu przypadkach skutkiem są protesty mieszkańców, którzy próbują wywalczyć swoje prawa blokując drogi, pikietując przed urzędami czy podejmując działania prawne przeciwko firmom– zaznacza Mariusz Wawer.

Jak pokazują analizy takich przypadków, brak akceptacji interesariuszy dla działalności firm wynika często z pomijania roli komunikacji i dialogu społecznego, albo jego zbyt operacyjnego traktowania.

– Implementacja wskazanych przez OECD zaleceń dot. zwiększenia priorytetu tego typu działań może znacząco usprawnić współpracę firm z interesariuszami – dodaje Tomasz Konik, Partner, Lider Zespołu ds. Energii i Zasobów Naturalnych w Deloitte. – Uzyskanie społecznego przyzwolenia ułatwi bieżące i przyszłe funkcjonowanie firm począwszy od możliwości wczesnej identyfikacji ryzyk i ich odpowiedniego zaadresowania, przez usprawnienie pozyskiwania wymaganych zezwoleń, po zabezpieczenie reputacji firmy w jej otoczeniu biznesowym, regulacyjnym czy społecznym – podsumowuje.

Sektory bankowy i prawniczy są ostatnimi bastionami rynku pracodawcy

Obserwując polski rynek pracy odnosi się wrażenie, że nie ma już miejsca, w którym reguły wyznaczają pracodawcy. Wszędzie słyszy się o rynku kandydata. Tymczasem eksperci Antal podkreślają, że w dwóch branżach pracodawcy jeszcze nie oddali pracownikom pola. Sektory bankowy i prawniczy są ostatnimi bastionami rynku pracodawcy. Osiągnięcie wysokich zarobków i ciekawe perspektywy zawodowe czekają tam tylko na tych pracowników, którzy skupią się na budowaniu własnej eksperckiej marki.

Rynek kandydata, czyli zjawisko nadpodaży miejsc pracy, stawia pracodawców w defensywie i zmusza ich do podporządkowania się rozdającym karty pracownikom. To ci ostatni mogą czuć się pewniej zmieniając pracę, negocjując wynagrodzenie, planując ścieżkę rozwoju. Nie bez kozery rynek pracodawcy jest częstym zjawiskiem w czasach kryzysu lub stagnacji – to wtedy firmy decydują się na radykalne działania, jak np. zwolnienia grupowe, a pracownicy kurczowo trzymają się sprawdzonych, stałych posad, myśląc nie o tym, co mogliby zyskać, a raczej o tym, czego nie chcą stracić. Patrząc na dobrą sytuację gospodarczą na polskim rynku pracy (według Raportu Płacowego Antal średnie wynagrodzenie oferowane specjalistom i menedżerom w różnych branżach wzrosło w porównaniu do ubiegłorocznego badania o 5,85% i osiągnęło poziom 10 223 PLN brutto), można więc pomyśleć, że jeszcze długo o rynku pracodawcy nie usłyszymy.

Jednak, jak wyjaśniają eksperci Antal, to zjawisko jest teraz obecne w dwóch branżach – finansowej i prawniczej.

Pierwszą z nich jest sektor bankowy. To tu obserwowaliśmy w ostatnich latach liczne zmiany własnościowe, konsolidacje, a także modyfikacje celów strategicznych przedsiębiorstw. Wobec szeregu zmian regulatorów, niepewności wobec projektów rządowych i, co za tym idzie, prognozowanych spadków rentowności banków czy towarzystw ubezpieczeniowych, pracodawcy sektora finansowego szukają oszczędności. Tworzy to atmosferę wyczekiwania na to, co pokaże jutro” – wyjaśnia Sebastian Sala, menedżer Antal Banking & Insurance.

Raport Płacowy Antal 2016 podaje, że średnie wynagrodzenie oferowane specjalistom i menedżerom w branży finansowej wynosi 9 217 PLN brutto miesięcznie w porównaniu do 8 410 PLN w poprzednim badaniu. Dlaczego w teoretycznie niesprzyjających warunkach wynagrodzenia jednak wzrosły? To wyraźny znak, że nawet przyjmując postawę wyczekującą i szukając oszczędności, pracodawcy nie rezygnują z zatrudniania najlepszych. Choć wakatów jest mniej i rekrutujący są zdecydowanie bardziej selektywni, pracownicy, którzy są w stanie zarządzić realizacją obecnych celów strategicznych – optymalizacją kosztów i poszukiwaniem oszczędności – są traktowani jako długofalowa inwestycja. Tym bardziej, że – jak dodaje Sebastian Sala, menedżer Antal Banking & Insurance – „Wyniki banków za pierwsze półrocze 2016 nie były złe, zbliżający się koniec roku prawdopodobnie wzmocni ten trend i pokaże jaka jest faktyczna kondycja sektora bankowego”.

Inne przyczyny z kolei stoją za zjawiskiem rynku pracodawcy w sektorze usług prawniczych. Na tym rynku obserwujemy od pewnego czasu bardzo ciekawy trend. O ile jeszcze kilka lat temu uwolnienie zawodu adwokata i radcy prawnego nie miało większego wpływu na bieżącą sytuację rynkową specjalistów i menedżerów, o tyle w ostatnim okresie zaobserwowaliśmy wzmożoną konkurencję wśród młodych prawników. Ubiegają się głównie o stanowiska specjalistyczne, sporadycznie o menedżerskie. „Wzmożona konkurencja wśród młodszych stażem prawników, zaczyna się również powoli przekładać na odbiór rynkowy bardziej doświadczonych kolegów –oczekiwania pracodawców rosną. Z drugiej strony wyraźnie widzimy, że nieliczna pula pracowników, która (bez względu na staż pracy) prócz wiedzy merytorycznej cechuje się także głębokim zrozumieniem mechanizmów biznesu, może przebierać w atrakcyjnych ofertach pracy. Jest to pewien dysonans rynkowy – w branży prawniczej jednocześnie możemy zaobserwować dwa zjawiska. Pierwsze – rynek pracodawcy, po którym poruszają się specjaliści z bogatą wiedzą, lecz formalistyczną postawą. Drugie to rynek kandydata, którego doświadczają jednostki probiznesowe. Prawnik teoretyk przegrywa z prawnikiem biznesmenem – komentuje Konrad Gniadek, ekspert ds. rekrutacji prawników w Antal Legal.

Tegoroczna średnia oferta dla prawników to aż 13 906 PLN brutto miesięcznie w porównaniu do 12 460 PLN w poprzednim badaniu. Wysokie wynagrodzenia w tym sektorze oferowane są przede wszystkim w Warszawie, w dużych międzynarodowych podmiotach.

W jaki sposób pracownicy zatrudnieni w bankowości lub usługach prawniczych mogą – pomimo rynku pracodawcy – osiągać satysfakcjonujące wynagrodzenie i rozwijać kompetencje? Konieczne jest zaprezentowanie obecnemu lub potencjalnemu pracodawcy umiejętności szerszego spojrzenia na sytuację branży. Pracownik, który jasno zakomunikuje, że zna kondycję sektora i umie swoje obowiązki realizować skutecznie nawet w niesprzyjających warunkach, może liczyć na większą przestrzeń negocjacyjną. Nie bez znaczenia jest również dbałość o personal branding, czyli traktowanie własnej osoby jak marki i inwestycja w dobry ekspercki wizerunek. Zarówno bankowość, jak i usługi prawnicze, to branże hermetyczne, w których magia nazwiska działa wyjątkowo skutecznie. W długiej perspektywie takie proaktywne działania przyniosą lepsze efekty, niż bierne wypatrywanie rynku kandydata.

Nie ma alternatywy dla dolara

Presja wzrostowa na polskiej walucie. Czynniki zewnętrzne mogą blokować odreagowanie na złotym. USD/PLN najwyżej od lipca. CHF/PLN na chwilę ponad 4,00, w efekcie ruchów na EUR/CHF. Funt brytyjski zyskuje ale nadal jest pod silną presją.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 10.08-24.10.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2650 3,8900 3,8000 4,6910
Maksimum 4,3810 4,0070 3,9880 5,2100

 

EUR/PLN – analiza od 10 sierpnia do 24 października

eur

Kurs EUR/PLN porusza się w ramach wyrysowanego krótkoterminowego trendu wzrostowego. Polska waluta reaguje na mocniejszego dolara na rynkach. Jest to związane z co raz bardziej prawdopodobną podwyżką stóp procentowych w USA w grudniu. Do tego czynnik ryzyka w postaci wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich też już odszedł w zapomnienie. Mocna waluta amerykańska nie sprzyja rynkom wschodzącym, a więc i złotówce. W najbliższych dniach trudno będzie o jakieś odreagowanie. Na rynek trafi kolejna porcja świeżych danych z USA, co może jeszcze bardziej potwierdzić grudniowa podwyżkę. W takim układzie polski złoty pozostanie słaby szczególnie, że raporty o produkcji i sprzedaży we wrześniu wypadły blado, a więc brakuje argumentów za odwróceniem trendu wzrostowego. Ważnym oporem będą okolice 4,35, czyli maksimum z września.

CHF/PLN – analiza od 30 sierpnia do 24 października

chf

Kurs po osiągnięciu minimum na poziomie 3,89 dynamicznie ruszył w górę. Ku niezadowoleniu kredytobiorców frankowych kolejne opory w postaci zniesień Fibonacciego pękały bez przeszkód. W efekcie przebity został poziom 3,99 czyli maksimum z końca września. Kurs na chwile przebił nawet poziom 4,00. Za sprawą mocnego dolara polska waluta traciła do wszystkich walut więc także i do franka szwajcarskiego. Przyczyn tak dynamicznego ruchu upatrywać można także w kwotowaniach EUR/CHF. Frank szwajcarski sporo zyskuje do słabego euro, docierając do poziomu 1,08. Wydaje się jednak, że to szczyt możliwości tego ruchu, ewentualna korekta na tej parze mogła by pozwolić nieco zejść na dół na CHF/PLN. Wsparciem będzie linia trendu wzrostowego.

USD/PLN – analiza od 15 sierpnia do 24 października

usd

Bardzo dynamiczny ruch w górę na tej parze o prawie 16 groszy w kilka dni jest związany z ruchem spadkowym na głównej parze walutowej świata. Inwestorzy dość mocno zaczęli dyskontować podwyżkę stóp procentowych w USA w grudniu tego roku. Do tego zniknął czynnik ryzyka w postaci wyborów prezydenckich. Poskutkowało to tym, że dolar jest na fali wznoszącej. Na EUR/USD po posiedzeniu EBC i braku konkretów pękła granica 1,09. Mimo wszystko wydaje się jednak, że dalszy ruch spadkowy na EUR/USD jest wątpliwy. Realizacja zysków jest nieunikniona. To spowoduje, stworzenie szansy na odreagowanie na parze USD/PLN, która dotarła do poziomu najwyższego od lipca. Wsparciem będzie linia trendu wzrostowego, gdyby jednak kurs dalej podążał w górę to oporem będzie psychologiczna wartość 4,00.

GBP/PLN – analiza od 15 sierpnia do 24 października

gbp

Funt brytyjski kontynuuje odreagowanie po ostatnich sporych spadkach. Na GBP/PLN od ostatniego dołka zyskał już niemal 17 groszy. Niemniej jednak pamiętajmy, że sytuacja na brytyjskiej walucie jest cały czas niepewna. Inwestorzy boją się tzw. twardego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Widać jak mało elastyczne stanowisko prezentuje premier May. W tym tygodniu poznamy odczyt PKB z brytyjskiej gospodarki. Póki co brak jest niepokojących sygnałów odnośnie przyszłej koniunktury. To może zaważyć na decyzji Banku Anglii, który nie będzie widział potrzeby dalszego luzowania ilościowego. To pozwoliłoby kontynuować odreagowanie na funcie. Szczególnie widoczne jest wyhamowanie spadków na GBP/USD. Trzeba też zauważyć, że od Brexitu wartość funta spadła w relacji choćby do euro o 15%, ale poprawy w saldzie rachunku bieżącego nie widać. Eksport nie wiadomo jak nie urósł, importu też drastycznie nie dało się ograniczyć. W tym wszystkim bardzo ważne dla zachowania brytyjskiej waluty będzie miała decyzja Banku Anglii. A zadanie ekstremalnie trudne, po pierwsze inflacja rośnie, ale poziom inwestycji może być mocno ograniczany ze względu na niepewność. To popsuje rynek pracy, który jest w dobrej kondycji. A jak wiadomo wyższa inflacja nie poprawia popytu konsumpcyjnego. Ograniczenie luzowania polityki pieniężnej z pewnością będzie korzystne dla funta ale może pogorszyć kondycję gospodarki. Twardy Brexit z pewnością osłabi brytyjską walutę o jakieś 10% a wtedy GBP/PLN mógłby kosztować nawet 4,35, a GBP zrównał by się z EURO. W tym momencie trudno więc wskazać istotne opory i wsparcia.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

5 tematów ostatniego tygodnia października

Lepsze od prognoz wskaźniki koniunktury wspierają w poniedziałek nastroje na rynkach finansowych. Giełdowe indeksy wyraźnie pną się do góry, zyskuje złoty, dolar nieco odreagowuje ostatnie umocnienie, natomiast ceny ropy, złota i miedzi po początkowych wahaniach pozostają stabilne. To będzie ciekawy tydzień na rynkach.

Inwestorzy poznali dziś wstępne szacunki październikowych indeksów PMI dla Japonii, Francji, Niemiec i strefy euro. W zdecydowanej większości dane sygnalizowały poprawę koniunktury, przekraczając jednocześnie wartości prognozowane przez ekonomistów. Zwracają uwagę zwłaszcza raporty z Niemiec. W październiku indeks PMI dla tamtejszego sektora usługowego wzrósł do 54,1 z 50,9 pkt, nie tylko istotnie przekraczając rynkowe prognozy (51,5 pkt.), ale też notując najwyższy odczyt od 3 miesięcy. Analogiczny indeks PMI dla przemysłu natomiast wzrósł do 55,1 pkt. z 54,3 pkt. (prognoza: 54,3 pkt.) i miał najwyższą wartość od 33 miesięcy.

Dane z Europy wskazują, że sytuacja gospodarcza powoli się poprawia, a widoczny jeszcze jakiś czas temu strach przed BREXIT-em (niekorzystny wpływ wyjścia Wielkiej Brytanii z Unni Europejskiej na Europę Kontynentalną) zniknął. Jednocześnie, co jest niezwykle istotne z punktu widzenia rynków finansowych, poprawa ta nie jest na tyle mocna, żeby zacząć rozważać możliwość powolnego wycofywania się Europejskiego Banku Centralnego (ECB) z ultraluźnej polityki monetarnej. Dlatego wciąż utrzymują się oczekiwania na to, że w grudniu bank wydłuży program skupu aktywów. I dlatego giełdy rosną, a słabo spisujące się w ostatnich tygodniach euro, tylko nieznacznie odbija w relacji do dolara. Gdyby te oczekiwania znikły, gdyby pojawił się cień podejrzenia, że ECB zmieni spojrzenie na politykę monetarną, reakcja na dzisiejsze dane byłaby diametralnie różna. Ceny akcji gwałtownie by spadły (obawyh przez zaostrzeniem polityki monetarnej), a wspólna waluta równie gwałtownie zyskałaby na wartości. Stach przed „zakręceniem kurka z pieniędzmi” przez Mario Draghiego negatywnie odbiłby się również na złotym, prowokując jego silne osłabienie.

Opublikowane dziś indeksy PMI nie zmieniają spojrzenia na sytuację gospodarczą w Europie, czy też na świecie. Niewiele nowego zapewne wniesie publikacja analogicznego indeksu sektora przemysłowego dla USA (godz. 15:45; prognoza: 51,6 pkt.). Nie oznacza to jednak, że dziś już nic się nie wydarzy. Pomiędzy godziną 15:00 a 20:00 zaplanowana jest seria wystąpień przedstawicieli amerykańskiego Fed-u, co może rzucić dodatkowe światło na oczekiwaną w grudniu podwyżkę stóp procentowych w USA.

O godzinie 14:16 notowania EUR/USD odbijały do 1,0892 z poziomu 1,0859 testowanego w nocy. Złoty zyskiwał ponad 1 gr do euro i po prawie 2 gr do dolara i szwajcarskiego franka, za które trzeba było zapłacić odpowiednio 4,3160 zł, 3,9630 zł i 3,9880 zł. Indeks WIG20 szedł w górę o 1,35%, niemiecki DAX o 1%, francuski CAC40 o 0,8%, a kontrakt na amerykański S&P500 rosły o 0,5%.

W rozpoczynającym się, już ostatnim tygodniu października, inwestorzy powinni zwrócić uwagę na pięć wskazanych niżej wydarzeń:

  • amerykański PKB za III kw. 2016 – dane zostaną opublikowane w piątek. Oczekuje się, że po słabym II kwartale teraz wzrost gospodarczy przyspieszy do 2,5-2,6% (w ujęciu annualizowanym), żeby w ostatnim kwartale wyhamować do około 2,3%. Dane te oczywiście będą analizowane w kontekście prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki stóp procentowych. Zważywszy, że to wciąż główny temat rynkowy, więc ewentualny lepszy od prognoz odczyt wzmocni rynkowe oczekiwania, przekładając się na mocniejszego dolara, a jednocześnie szkodząc walutom rynków wschodzących i notowaniom surowców. Gorsze dane, jeżeli tylko nie będą bardzo złe, prawdopodobnie niewiele zmienią.
  • brytyjski PKB za III kw. 2016 – ekonomiści prognozują lekkie, bo do 2,1% z 2,2% R/R w II kwartale, wyhamowanie wzrostu gospodarczego. Dane będą analizowane w kontekście zbliżającego się listopadowego posiedzenia Banku Anglii, podczas którego oczekuje się cięcia stóp procentowych. Dlatego słabe dane wzmocnią te oczekiwania, jednocześnie stając się impulsem do przeceny funta. Lepsze wyniki natomiast nie muszą wywołać zbyt wielu emocji, bo inwestorzy wciąż będą bali się konsekwencji BREXIT-u dla brytyjskiej gospodarki.
  • Mark Carney (prezes Banku Anglii) – we wtorek Mark Carney będzie przemawiał na temat konsekwencji BREXIT-u przed Komisją ds. Ekonomicznych Izby Lordów.
  • indeks Ifo dla Niemiec – w październiku prognozowana jest stabilizacja tego indeksu na poziomie 109,5 pkt., czyli na najwyższym poziomie od czerwca 2014 roku. Taki lub wyższy odczyt potwierdzi wnioski płynące z opublikowanych dziś indeksów PMI dla Niemiec. Odczyt poniżej konsensusu postawi zaś spory znak zapytania.
  • sezon wyników – na rynkach akcji trwa sezon publikacji raportów kwartalnych przez spółki, co jest istotnym kreatorem nastrojów na giełdach. W tym tygodniu wynikami pochwalą się takie tuzy z Wall Street jak: 3M, Alphabet (Google), Amazon, Apple, Chevron, Coca-Cola, Exxon Mobil, Ford, General Motors czy Tesla i Twitter. Na warszawskiej giełdzie raporty zaś opublikuje m.in. Orange Polska, BZ WBK, mBank, Millennium i Lotos.

Marcin Kiepas  

główny analityk easyMarkets

Analiza kategorii Shopping w app marketach [Google Play i AppStore]

Tomasz Szulkowski - Head of Mobext, Havas Media Group
Tomasz Szulkowski – Head of Mobext,
Havas Media Group

Sprzedaż Allegro odbiła się szerokim echem w świecie mediowym. Głównie ze względu na astronomiczną wartość transakcji, ale warto przeanalizować, jakie wyzwania stoją przed nowym inwestorem. Allegro od dawna komunikowało strategię mobile first, obejmując rolę niemal monopolisty w kategorii shopping w appmarketach [zarówno Google Play jak i AppStore]. W międzyczasie pojawili się jednak globalni gracze, którzy dostrzegli potencjał polskiego rynku i ostro pną się do góry w notowaniach. Poświęćmy zatem chwilę, aby zrewidować jedną z najważniejszych kategorii aplikacji, która ma coraz większy wpływ na polskie handel, realizowany poprzez platformy m-commerce, jak i tradycyjne sklepy.

Poniżej przedstawiam ranking aplikacji w kategorii Shopping wg AppAnnie [https://www.appannie.com], globalnego rankingu aplikacji. Jest to niesamowicie inspirujący materiał, który wiele mówi o użytkownikach mobile. Można się posłużyć parafrazą: „Pokaż mi co masz na swoim smartfonie, a powiem ci kim jesteś”

Ranking aplikacji w kategorii Shopping dla Androida [Google Aplay] z dnia 24.10.2016

Ranking aplikacji w kategorii Shopping dla Androida [Google Aplay] z dnia 24.10.2016

Ranking aplikacji w kategorii Shopping dla iOS [AppStore] z dnia 24.10..2016

Ranking aplikacji w kategorii Shopping dla iOS [AppStore] z dnia 24.10..2016

Od ogółu do szczegółu:

  • Pierwsze co się rzuca w oczy to zupełnie inny dobór aplikacji w podziale na systemy operacyjne. Użytkownicy Androida zdecydowanie bardziej cenią sobie aplikacje gazetkowe i kuponowe sieci marketów. Zarówno agregatorów [Blix, Qpony], jak i brandowe [Twoja Biedronka, Carrefour, Kaufland, Lidl]. Użytkownicy iPhonów z kolei zdecydowanie bardziej preferują aplikacje związane z markami odzieżowymi: H&M, Bershka czy platformy zakupowe dla brandów odzieżowych typu Zalando czy Wish. To bardzo istotna różnica, która powinna dać marketerom dużo do myślenia jeśli chodzi o targetowanie kampanii. Rzutuje też na wykorzystanie zaawansowanych technologii, o czym w dalszej części publikacji.
  • Liderem w obu zestawieniach iOS/Andorid jest OLX [również z Grupy Allegro], samo Allegro również znalazło się na podium. To się naprawdę rzadko zdarza, żeby 2 aplikacje tego samego Wydawcy zajmowały pozycje w absolutnym topie – zdecydowanie możemy Allegro okrzyknąć królem polskiego mobile. Z pewnością to zasługa świetnego produktu i długofalowej, przemyślanej strategii promocji.

Konkurencja Allegro – i tutaj spore zaskoczenie: AliExpress jest w TOP5 u w obu przypadkach!!! Okazuje się, że globalny potentat e-commerce w Polsce ma naprawdę silną pozycję i to bez agresywnych działań promocyjnych! Korzyści z korzystania z AliExpress są oczywiste – niska cena, co potwierdza tezę, że Polacy są narodem silnie price-sensitive. W tym przypadku możemy podejrzewać, że gigantyczna oferta i model zakupu jest interesujący dla obu grup użytkowników, którzy mogliby się wydawać mocno zróżnicowani w nawiązaniu do pkt 1. W przypadku grupy hipsterskiej/millenialsów to pewnie różnie trendy, żeby wyróżnić się zakupami na AliExpress, skoro nawet nasi dziadkowie korzystają już z Allegro…

  • Trendy w segmencie:

allegro alibaba amazonKwestią najbliższej przyszłości – obstawiam rok 2017 rok – jest starcie gigantów e-commerce. Jak widać na zamieszczonych powyżej rankingach popularności AliExpress jest na 4 tej pozycji zarówno w Google Play jak i AppMarkecie. W ubiegłym tygodniu z kolei Amazon uruchomił testowo polskojęzyczną wersję swojego serwisu, co też zapewne jest zapowiedzią większej aktywności na polskim rynku. Co to oznacza dla Allegro? Zapewne spore wyzwanie, aby stawić czoła takim globalnym potęgom e-commercu. Z pewnością nie odda łatwo pola, biorąc pod uwagę nie tylko olbrzymie inventory, ale również dogłębną znajomość zwyczajów polskiego konsumenta. Z punktu widzenia mediowego zapewne będziemy mieli okazję obserwować implementację bardzo zaawansowanych strategii wizerunkowych oraz działań performance’owych z wykorzystaniem BigData gromadzonych przez lata. Będzie się działo.

Nie zapominajmy jednak, że do niedawna integralną częścią Allegro był serwis i aplikacja OLX, dedykowana aktualnie do obsługi handlu bezpośredniego między konsumentami, najczęściej rzeczami używanymi. OLX pozostało własnością Naspersa, któremu udało się wypromować aplikację OLX również do TOP3 w obu appmarketach. Aktualna konkurencja [Gratka, Gumtree] pozostaje daleko w tyle, ale w ostatnim miesiącu pojawił się gracz globalny, który może zaburzyć aktualne status quo: Facebook Marketplace.

marketplace

Marketplace na razie został uruchomiony w USA, ale adaptacja mechanizmu w skali globalnej zapewne nie będzie stanowić problemu. Biorąc pod uwagę popularność Facebooka w Polsce koszty wypromowania aplikacji będą znikome, a potęgę rekomendacji i share w social media wszyscy już poznaliśmy. Przed OLX-em zatem naprawdę spore wyzwanie, któremu zapewne łatwo nie będzie sprostać.

  • Trendy na 2017 rok:

Aplikacje z kategorii shopping stanowią coraz bardziej istotny element procesu omnichannel. Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy furorę robią 2 pojęcia: beacony i Virtual Reality. Biorąc pod uwagę ranking aplikacji przedstawiony powyżej łatwo znaleźć dla nich zastosowanie praktyczne:

  • Beacony – bez wątpienia staną się istotnym miernikiem konwersji na zakup w POS z działań prowadzonych w mobile. Tutaj heavy-targetem są użytkownicy Androida, którzy zdecydowanie częściej niż użytkownicy iPhonów korzystają z aplikacji kuponowych i m-wydań gazetek promocyjnych. Wszakże zakupy spożywcze wciąż najchętniej robimy w supermarketach, więc ewidentnie mamy tu przykład ROPO [research online purchase offline]. Dotychczas problemem był pomiar konwersji z promocji w mobile – brak było dowodów na to, że użytkownik – zainspirowany komunikowaną na małym ekranie promocją – faktycznie później dokona zakupu. Beacony zniwelują ten problem i jasno wykażą, który konsument odwiedził który sklep i na jak długo. Idealnym narzędziem okazują się tutaj agregatory promocji różnych sklepów typu Blix, Qpony, Moja Gazetka, PromoGazetki etc. Zasięg tych aplikacji oraz ilość danych jakie gromadzą są imponujące w punktu widzenia marketerów [verde: http://www.money.pl/gospodarka/statistica/artykul/gazetki-reklamowe-6-mld-egzemplarzy-rocznie,52,0,2036532.html ]Polecam w tym miejscu lekturę publikacji „Mobile w procesie zakupowym”, która ukazała się w ostatnim raporcie IAB „Biznes w sieci”
  • Virtual Reality – prawdopodobnie idealnie sprawdzi się na użytkowników iPhonów, którzy preferują platformy zakupowe typu Zalando, Wish czy aplikacje dużych marek odzieżowych typu H&M, Zara etc. Doświadczenia zakupowe z tego rozwiązania promuje już Massimo Dutti http://www.massimodutti.com/pt/c1721501.html

Doświadczenia zakupowe z zakupów w wirtualnej galerii otwierają nowe, spektakularne możliwości dla marketerów – nowe lookbooki, nowe pomysły na działania virtual BTL… Przed nami naprawdę się nowy rozdział w retail. Cieszmy się, że możemy doświadczać go na własne oczy.

ilustracja-5

Branża leasingowa urosła o 17,1 %

  • 42 mld zł to łączne finansowanie udzielone przez leasingodawców w ciągu trzech pierwszych kwartałów br.
  • Dynamika branży leasingowej w okresie od stycznia do końca września 2016 roku wyniosła 17,1 %.
  • O 1/3 wzrosło finansowanie pojazdów lekkich oraz środków transportu ciężkiego.

Związek Polskiego Leasingu, członek Konfederacji Lewiatan, reprezentujący polską branżę leasingową podał, że w ciągu trzech pierwszych kwartałów roku, firmy leasingowe sfinansowały aktywa o łącznej wartości 42 mld zł. Dynamika branży w okresie od stycznia do końca września 2016r. wyniosła 17,1%.

Branża leasingowa odnotowała 17,1 % dynamikęWyniki opublikowane przez ZPL po trzech kwartałach 2016r. mówią o znaczącej roli branży leasingowej w finansowaniu inwestycji firm w ruchomości. 17,1 proc. dynamika rynku oraz 42 mld zł udzielonego finansowania, to dobre informacje dla całego 2016r. – tak dla przedsiębiorców korzystających z usług branży jak i dla firm leasingowych. Najważniejsze jest jednak to, że małe i średnie przedsiębiorstwa, które są klientami firm leasingowych wykazują znaczny wzrost inwestycji. Jest to bardzo dobra informacja biorąc pod uwagę ujemną dynamikę inwestycji w całej gospodarce. Szacunki Związku Polskiego Leasingu pokazują, że polska branża leasingowa sfinansuje w tym roku aż 43,1 % nakładów inwestycyjnych firm w aktywa ruchome, a jej udział w tworzeniu polskiego PKB będzie dalej wzrastał – powiedział Andrzej Krzemiński, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL

W omawianym okresie firmy leasingowe najczęściej finansowały pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5t (w strukturze rynku te transakcje stanowią 41%), środki transportu ciężkiego (30,6%), maszyny i urządzenia liczone łącznie z IT (26,6%), znacznie rzadziej nieruchomości (1,2% udział).

Branża leasingowa odnotowała 17,1 % dynamikę

Pojazdy lekkie i środki transportu ciężkiego 30+

31,1 proc. dynamikę finansowania odnotował segment pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5 tony. Firmy leasingowe w ciągu trzech pierwszych kwartałów roku sfinansowały pojazdy lekkie o łącznej wartości 17,2 mld zł (w porównaniu z 13,2 mld na koniec września 2015r.). Silne, 31 proc. dynamiki, branża odnotowała zarówno w zakresie finansowania pojazdów osobowych jak i pojazdów do 3,5 tony.

Zgodnie z danymi ZPL, jeszcze większy, bo 35 proc. wzrost, odnotowano w segmencie transportu ciężkiego, w ramach którego raportowane są transakcje dotyczące samochodów ciężarowych, ciągników siodłowych, naczep i przyczep, autobusów, samolotów, statków oraz sprzętu kolejowego. Łączna wartość transakcji dotyczących finansowania udzielonego na wymienione aktywa wyniosła w ciągu trzech kwartałów 2016 roku 12,8 mld zł (dla porównania, w tym samym okresie ubiegłego roku łączne finansowanie w omawianym segmencie wyniosło 9,5 mld zł).Branża leasingowa odnotowała 17,1 % dynamikę

Maszyny i urządzenia, IT, nieruchomości

Segment maszyn i urządzeń ( łącznie z IT) po trzech kw. 2016r. odnotował ujemną -5,9 proc. dynamikę, głównie za sprawą niższego niż w ubiegłym roku, finansowania udzielonego na maszyny rolnicze, co należy wiązać z końcem perspektywy UE na lata 2007-2013 i oczekiwaniem na nową perspektywę finansową. Łączne finansowanie udzielone przez leasingodawców na maszyny i urządzenia oraz sprzęt IT od stycznia do końca września br. wyniosło 11,2 mld zł (w tym samym okresie ubiegłego roku było to 11,9 mld zł).
Dużo mniejszy wpływ na wyniki branży leasingowej miał sektor nieruchomości, którego udział w strukturze finansowania przedmiotów wynosi 0,6%. Wartość finansowania nieruchomości na koniec trzeciego kwartału 2016 r. wyniosła 0,5 mld zł i była o połowę niższa niż przed rokiem.

Koniunktura branży leasingowej

Wyniki badania koniunktury branży leasingowej, zrealizowanego przez ZPL wśród osób odpowiedzialnych ze sprzedaż w firmach leasingowych pokazują, że badane firmy w IV kwartale br. spodziewają się istotnego przyspieszenia aktywności sprzedażowej, stabilizacji jakości portfela leasingowego oraz stabilizacji zatrudnienia.

Jednocześnie eksperci branży oczekują wyższego poziomu finansowania dla wszystkich głównych grup ruchomości: finansowania pojazdów lekkich, transportu ciężkiego oraz maszyn i urządzeń. W przypadku finansowania nieruchomości badane firmy oczekują dalszej ujemnej dynamiki.

 

Na 1 internautę przypada miesięcznie ponad 1700 bannerów reklamowych

W ciągu miesiąca jednemu internaucie wyświetla się w przeglądarce ponad 1700 masowych banerów reklamowych. Takie wyliczenia przedstawia comScore. Z reguły internauta nie zapamiętuje żadnego z nich. Socjologowie nowych mediów określają to zjawisko mianem „ślepoty banerowej” (ang. banner blindness). Choć kliknięcia w masowe banery reklamowe mierzone są już nie tyle w procentach, co w promilach, to mimo tego i tak wielu reklamodawców nadal decyduje się sięgać po reklamy skierowane do wszystkich.

Baner to pierwsza historyczna forma reklamy. Ma już ponad 22 lata. Na kartach historii pojawił się w 1994 roku, na stronie internetowego zina hotwired.com. Pierwsza reklama banerowa miała postać statycznego, czarnego prostokąta w formacie gif, o rozmiarze 468×60 pikseli, który zachęcał internautę do kliknięcia prostym hasłem, w formie tęczowego napisu: „Czy kiedykolwiek kliknąłeś tutaj? TERAZ KLIKNIESZ”.

Za tekstem kryła się reklama telekomu AT&T, którego strona została bezpośrednio podlinkowana pod reklamowego gifa. To był strzał w dziesiątkę, ponieważ nikt przedtem nie używał obrazków w Sieci jako odnośników. Skuteczność pierwszego banera reklamowego była niezwykle imponująca: kliknął w niego niemal co drugi internauta (44 proc.), zaciekawiony tym, co może się wydarzyć. Dzisiaj taka statystyka w przypadku reklamy masowej jest już absolutnie nie do powtórzenia, a według statystyk BanerSnack aż 54 proc. internautów nie klika w masowe banery, ponieważ zwyczajnie im nie ufa – tłumaczy Maciej Sawa, Chief Commercial Officer w OnAudience z Grupy Cloud Technologies, polskiej spółce specjalizującej się w Big Data marketingu i personalizacji reklamy internetowej.

Dzisiaj reklama masowa jest nie tylko nieskuteczna, co wręcz przeciw-skuteczna. Nie generuje kliknięć, za to wytwarza narastającą irytację internautów. Użytkownicy doprowadzeni przez nachalne i niedopasowane reklamy do szewskiej pasji, wypowiedzieli swoją złość w internetowym dzienniku Daily. Obrazek internauty rozkładającego ręce i wołającego do reklamodawców: „Nie jestem twoim targetem, mendo!”, nie wszystkim jednak przemówił do rozsądku. Niektórzy reklamodawcy pozostali również głusi na badania domu mediowego OMD, dotyczące poziomu irytacji Polaków treściami reklamowym. W konkursie na najbardziej irytującą reklamę masową banery wygrały w cuglach, zyskując nawet 94 proc. wskazań i wyprzedzając nawet tak znienawidzone przez użytkowników Sieci formaty reklamy, jak wyskakujące w tle okienka, uciekające iksy oraz automatycznie uruchamiane video.

Klikalność masowych banerów jest już tak imponująca, jak liczba ich miesięcznych wyświetleń. Według statystyk AdMetrics współczynnik klikalności CTR (click-through rate) w przypadku masowych banerów reklamowych oscyluje w granicach 0,04%-0,1%. Oznacza to, że w najbardziej optymistycznym scenariuszu, w baner wyświetlony 1 000 razy kliknie raptem jeden użytkownik. Problem w tym, że co drugie kliknięcie może być… zasługą internetowych botów. Tak wynika z badania GoldSpot Media, zgodnie z którym kliknięcia w masowe banery pochodzące od rzeczywistych internautów, są nie tylko marginalne, ale też w większości przypadkowe.

W ironiczny sposób potwierdza to firma SolveMedia, która wykorzystała rachunek prawdopodobieństwa, aby uzmysłowić reklamodawcom korzystającym z masowych reklam, jak nikłe są szanse, że internauci klikną w takie reklamy. Według jej obliczeń: o 475 razy większe jest prawdopodobieństwo, że internauta przeżyje katastrofę lotniczą niż to, że celowo kliknie w masowy baner. O 40 razy większe jest prawdopodobieństwo, że żona urodzi mu bliźniaki niż to, że z premedytacją kliknie w masową reklamę. O 112 razy większe jest prawdopodobieństwo, że ukończy szkolenie NAVY SEALS (elitarna jednostka marynarki wojennej USA) niż to, że umyślnie kliknie w reklamę skierowaną do wszystkich. O 279 razy większe jest prawdopodobieństwo, że zatknie flagę na Mount Everest niż to, że z własnej woli kliknie w baner. Niestety, reklamodawcy często przymykają oko na „wydumane statystyki” i wierzą, że bombardowanie internauty masową reklamą przyniesie pożądany rezultat.

– Internauta nie jest everymanem, któremu reklamodawca może wyświetlić wszystko. To realny człowiek z krwi i kości, który ma swoje potrzeby i szuka w Sieci konkretnych rzeczy, produktów czy usług. Reklamowanie ofert, które nie leżą w jego kręgu zainteresowań, tylko go poirytuje i sprawi, że zainstaluje w przeglądarce adblockera. Marketing masowy jest dziś nie tylko technologicznym archaizmem, lecz także marnotrawieniem budżetu reklamowego marki. Reklamodawca, który decyduje się wyświetlać tę samą ofertę wszystkim użytkownikom, nie zważając na ich zainteresowania, płeć, miejsce zamieszkania czy intencje zakupowe, nie może liczyć na to, że taka kampania przyniesie pozytywny rezultat. Spotka się raczej z masową ślepotą banerową. Nie zauważy jej żaden internauta – tłumaczy Maciej Sawa z OnAudience z Grupy Cloud Technologies.

Dla nowoczesnego marketingu kluczem jest poznanie zachowań i zainteresowań osoby po drugiej stronie internetowego kabla. Dlatego dzisiejszy marketing stawia na personalizację, która stała się możliwa dzięki wykorzystaniu Big Data, czyli danych o zachowaniach i zainteresowaniach anonimowych użytkowników Sieci.

– Te dane pozwalają firmom i marketerom ustalić, jaką reklamę i jakiemu internaucie powinno się wyświetlić. Dzięki temu reklama trafia do wybranych, najlepiej rokujących internautów, którzy będą zainteresowani kupnem produktu czy usług, ponieważ wcześniej poszukiwali go w Sieci. Do 2020 roku na statystycznego internautę przypadnie ponad 5 Gigabajtów cyfrowych informacji, które będzie można wykorzystać do personalizacji przekazu reklamowego. Już teraz mamy wystarczająco dużo danych, aby reklamodawcy mogli rozstać się z reklamą masową. Big Data marketing pozwala dziś marketerom rozprawić się z problemem ślepoty banerowej. To przecież naturalne, że klikamy w treści, które nas interesują i których wcześniej sami poszukiwaliśmy – dodaje Maciej Sawa.

Cel jest prosty: to reklama w Internecie powinna dopasować się do użytkownika, a nie użytkownik do reklamy. W tym procesie nieodzowne są jednak dane, które pozwalają firmom i marketerom zrozumieć, kim są ich klienci, czego szukają, czym się interesują i czego potrzebują. Rozpoznanie tych potrzeb stało się możliwe dzięki wykorzystaniu analityki danych, zawartych w plikach cookies, które internauci zostawiają po sobie odwiedzając interesujące ich witryny. Dzięki przetworzeniu i analizie cookiesów z różnych źródeł w Sieci, branża marketingowa otrzymuje pełny obraz tego, czym faktycznie i aktualnie interesuje się dany użytkownik, a następnie może wyświetlić reklamę swojego produktu czy usługi konkretnym internautom. Nie zaś – wszystkim internautom.

Globalna Sieć rozrasta się dziś w tempie, którego nikt nie jest już w stanie kontrolować. Dane produkujemy z zawrotną szybkością, a Internet powiększa swoją objętość średnio o 40 proc. w skali roku. Teraz, według Oracle, Internet liczy ponad 8 Zettabajtów danych, ale w tym roku po raz pierwszy w swojej historii, przekroczy próg 10 ZB. W ciągu sekundy globalna Sieć powiększa się o około 30 GB nowych danych. Mniej więcej tyle „ważył” cały Internet blisko 20 lat temu. W ciągu kwadransa Internet rozrasta się średnio o 20 biliardów bitów danych. Analogową równowartością tej liczby byłyby wszystkie dzieła składające się na kanon literatury światowej. To pokazuje szalone tempo, w jakim rozwija się dzisiaj cyfrowy świat i rynek danych. Bez cienia przesady możemy więc określić nasze czasy mianem „epoki danych” czy cyfrowego potopu. To epoka Big Data. A Polacy piszą w niej swoją historię. To właśnie nad Wisłą powstała największa platforma i hurtownia danych w całej Europie, która do końca tego roku będzie już przetwarzać ponad 3 mld plików cookies, dostarczając marketerom z całego świata dane o zachowaniach i zainteresowaniach internautów. Już teraz „wie” ona, czym interesuje się praktycznie każdy internauta ze Starego Kontynentu. A to cenna wiedza.

Wartość wszystkich anonimowych danych, zgromadzonych o internautach z obszaru całej Unii Europejskiej, w 2020 roku zbliży się do okrągłego biliona euro. Finansowo zatem Big Data Europejczyków będzie równoważna blisko 8 proc. PKB, generowanemu przez wszystkie państwa Wspólnoty. Nie to jest jednak najważniejsze, a sam fakt, że dzięki tym danym uda się sprawić, że Internet będzie przypominał nam nas samych. Reklamy, które będą się w nim wyświetlały, z biegiem kolejnych lat staną się bardziej dopasowane, precyzyjne i pomocne. Wraz ze wzrostem rynku Big Data odejdzie tak szczerze znienawidzona przez internautów reklama masowa. W świecie, w którym wszystko jest uszyte na miarę i dopasowane do konkretnej jednostki, reklama masowa po prostu nie będzie miała racji bytu – mówi Maciej Sawa z OnAudience z Grupy Cloud Technologies.

To właśnie reklama masowa sprawia, że polscy internauci sięgają po adblockery. Według raportu OnAudience reklamę blokuje około 7 mln internautów, czyli około 38 proc. wszystkich użytkowników Internetu nad Wisłą. W Polsce reklama blokowana jest wraz z co drugą odsłoną strony internetowej (42 proc). Oba wyniki dają nam bezapelacyjnie pierwsze miejsce na świecie.

Z kolei według najnowszego raportu strategicznego IAB „Internet 2015/2016”, głównymi powodami, dla których użytkownicy Sieci korzystają z wtyczek i rozszerzeń blokujących są: agresywne kampanie reklamowe w Sieci (78 proc. wskazań) oraz problemy techniczne i wydłużenie czasu ładowania strony (45 proc.), spowodowane zbyt ciężkimi kreacjami reklamowymi. Jeśli natomiast reklamodawcy ograniczą lub wyeliminują intruzywne formaty reklamowe, to internauci deklarują, że rozważą wyłączenie adblockerów. Aż 73 proc. użytkowników wtyczek blokujących nad Wisłą nie wyklucza ich usunięcia pod warunkiem, że serwowane w Sieci będą lepiej dopasowane do zainteresowań internautów oraz bardziej dyskretne.

Czy czołowe światowe banki opuszczą Wielką Brytanię?

Międzynarodowe czołowe banki, mające swoje główne siedziby w Wielkiej Brytanii, mogą rozpocząć już pod koniec tego roku proces relokacji poza Londyn. Tak uważa szef British Bankers Association, a przyczyną są obawy o utratę dostępu do wspólnego unijnego rynku po planowanym przez ten kraj Brexicie. Taki obrót rzeczy byłby katastrofą dla brytyjskiego budżetu, gdyż utworzyłby ogromną lukę w przychodach z płaconych przez te instytucje podatków. Ta wiadomość, opublikowana w weekend, doprowadziła do wyprzedaży funta podczas azjatyckiej sesji. Obecnie funt odrabia nocne straty i para GBPUSD handluje neutralnie względem piątkowego zamknięcia rynku w okolicy poziomu 1,2230. Para EURGBP handluje w pobliżu poziomu 0,89 a para GBPPLN traci 0,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 4,85 zł.

AT&T Inc. osiągnęła porozumienie co do zakupu Time Warner Inc. za 85,4 mld dolarów. Dałoby to cenę ponad 107 dolarów za akcję. Obecnie Time Warner handluje w okolicy 87 dolarów za akcję, ponad 20 proc. drożej niż na początku roku. AT&T udało się zdobyć od JPMorgan Chase & Co i Bank of America Corp. kredyt w wysokości 40 mld dolarów na sfinansowanie zakupu. AT&T jest największym dostawcą Internetu kablowego i bezprzewodowego w USA oraz drugim pod względem wielkości operatorem komórkowym. W zeszłym roku zapłacili oni 48,5 mld dolarów za DirecTV, znanego amerykańskiego dostawcę telewizji satelitarnej i kablowej. Przejęcie Time Warner dałoby im dostęp do takich programów jak HBO, Cartoon Network, CNN czy transmisji NBA. Uczyniłoby również z AT&T potentata telekomunikacyjno-medialnego, czemu sprzeciwia się miedzy innymi republikański kandydat na prezydenta Donald Trump. Zapowiedział on nawet, iż jeśli wygra wybory to zablokuje tę fuzję.  Również Ameritrsde Holding Corp. zgodziło się zakupić Scottrade Financial Services Inc. za 4 mld dolarów. Transakcja ta połączy dwa największe amerykańskie domy maklerskie online.

Ropa naftowa WTI traci ponad 1 proc., handlując w pobliżu poziomu 50,40 dolarów za baryłkę, po tym jak Irak stwierdził w weekend, iż powinien być zwolniony z porozumienia odnośnie ograniczenia produkcji ropy ze względu na zaogniające się walki z islamskimi ekstremistami. Oświadczenie to kładzie się cieniem na osiągnięte dopiero co porozumienie państw OPEC w celu stabilizacji cen ropy. Ropa naftowa Brent również traci ponad 1 proc., handlując w pobliżu poziomu 51,30 dolarów za baryłkę.
Czy czołowe światowe banki opuszczą Wielką Brytanię? 1Andrzej Kiedrowicz, Chief Operating Officer KOI Capital

Internauci czytają coraz więcej książek. W tym roku liczba deklaracji czytelnictwa dwukrotnie wyższa niż dwa lata temu

Internauci czytają coraz więcej książek. W tym roku liczba deklaracji czytelnictwa dwukrotnie wyższa niż dwa lata temu 2
Od stycznia do końca września 2016 roku w mediach społecznościowych pojawiło się 58 tys. deklaracji o trwających, planowanych lub przeczytanych książkach. To ponad dwa razy więcej niż w tym samym okresie 2014 roku – wynika z badań IMM. Przyczynia się to do promocji czytelnictwa. Publikacje internautów mogły zostać wyświetlone przez innych potencjalnych czytelników 44 mln razy. Najchętniej czytamy w domu, częściej w łóżku niż w fotelu, a niezbędnym dodatkiem do lektury jest kawa.

 Z najnowszego badania IMM wynika, że w ciągu dwóch ostatnich lat deklaracje czytelnictwa w mediach społecznościowych wzrosły aż dwukrotnie. Takich publikacji od stycznia do września 2016 roku było 58 tys. – mówi agencji Newseria Biznes Monika Tomsia, PR manager w IMM.

Z danych IMM wynika, że w 2014 roku od stycznia do września pojawiło się 25 tys. deklaracji czytelnictwa. W tym samym okresie 2015 roku było ich 49 tys.

Użytkownicy social mediów nie tylko coraz częściej deklarują, że czytają, lecz także przyczyniają się do promocji czytelnictwa, docierając coraz szerzej ze swoim literackim komunikatem.

 Wszystkie publikacje, które ukazały się w tym roku, mogły zostać wyświetlone aż 44 mln razy przez potencjalnych czytelników, co jest szczególnie istotne ze względu na ideę szerzenia czytelnictwa w Polsce. Co istotne, wszystkie publikacje spotykają się z pozytywnymi reakcjami innych internautów wyrażanymi przede wszystkim przez polubienia, które stanowiły 60 proc. wszystkich interakcji – podkreśla ekspertka IMM.

Nie ma złej pory na czytanie książek, jednak internauci najchętniej zajmują się ulubioną lekturą o poranku (5,5 tys. wzmianek) i wieczorem (5,3 tys.). Nieco mniej jest nocnych marków, którzy pochwalili się w social mediach, że czytają w nocy (2,6 tys. wzmianek). Najmniej okazji do czytania pojawia się po południu (500 informacji).

 Najchętniej czytamy w domowym zaciszu. Słowo „dom” pojawiło się w 60 proc. wszystkich publikacji związanych z najdogodniejszą lokalizacją na oddanie się lekturze – wskazuje Monika Tomsia.

Książka kojarzy się internautom z wypoczynkiem. Może właśnie dlatego to łóżko (2,7 tys. wzmianek) jest wskazywane jako najwygodniejsze miejsce do czytania. Nieco rzadziej czytelnicy zasiadają w fotelu (1 tys. wzmianek) i na kanapie (800 informacji), a amatorzy relaksującej kąpieli z książką opisali swoje zwyczaje ok. 500 razy.

– Na drugim miejscu wśród dogodnych lokalizacji do czytania, z 30-proc. udziałem, znalazły się środki transportu jak metro, pociąg, tramwaj, na kolejnych pozycjach kawiarnie i parki – wymienia przedstawicielka IMM.

Kawiarnia i park mają tylko po 5 proc. udziału, ale sama kawa pojawiała się we wpisach social mediowych znacznie częściej (2,8 tys. razy) jako niezbędny dodatek do książki. Takie połączenie wpisuje się w strategię marketingową wielu kawiarni połączonych z księgarnią lub czytelnią.

 Informacje, które można znaleźć w social mediach na temat czytelników, mogą być bardzo przydatne wydawcom do planowania ich komunikacji względem czytelników, aby jak najlepiej dostosować swoją ofertę do potrzeb potencjalnych klientów – podkreśla Tomsia.

Wytrwali czytelnicy ulubioną lekturę zabierają ze sobą na wyjazdy w góry czy nad wodę. Obie lokalizacje zostały wspomniane po 1,3 tys. razy.

 Literaturze towarzyszą też dwie inne sztuki – film i muzyka. Film najczęściej pojawia się w kontekście ekranizacji książki i oceny ze strony internautów, czy to lepsza wersja od oryginału. Muzyka z kolei pojawia się bardziej w formie akompaniamentu do książki – podkreśla Monika Tomsia.

Wiele firm zainteresowanych startem w przetargach zmieni swoją strategię. Wymusza to nowe Prawo zamówień publicznych

Wiele firm zainteresowanych startem w przetargach zmieni swoją strategię. Wymusza to nowe Prawo zamówień publicznych 3
Znowelizowana w lipcu ustawa Prawo zamówień publicznych modyfikuje m.in. zasady udzielania zamówień oraz sposób przygotowania i prowadzenia postępowań, promuje też pozaekonomiczne cele zamówień, np. integrację społeczną. W pierwszych tygodniach obowiązywania nowego prawa pojawiło się wiele wątpliwości, co przełożyło się na mniejszą liczbę ogłaszanych postępowań o zamówienie publiczne. Zamawiający pracują bowiem nad przygotowaniem dokumentacji przetargowych w zgodzie z nowymi przepisami. W dłuższej perspektywie przepisy mogą oznaczać konieczność zmiany strategii firm, np. relacji z partnerami biznesowymi i podwykonawcami.

 Zmian w Prawie o zamówieniach publicznych jest dużo i na różnych poziomach. Były one motywowane głównie koniecznością wdrożenia do polskiego prawa dyrektyw zamówieniowych, czyli prawa unijnego. Ale dodatkowo wprowadzono kilka przepisów, które niekoniecznie wynikały z dyrektyw – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Kuźma, partner w Praktyce Infrastruktury i Energetyki Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka oraz wiceprezes Rady Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej.

Pod koniec lipca br. weszły w życie nowe przepisy zmieniające ustawę Prawo zamówień publicznych. Z jednej strony miały one upraszczać procedury udzielania zamówień publicznych, co miało przynieść korzyści zarówno zamawiającym, jak i wykonawcom, szczególnie małym i średnim firmom. Nowe prawo stawia także na pozaekonomiczne cele, takie jak ochrona środowiska, integracja społeczna czy wspieranie innowacyjności.

– Z jednej strony mamy do czynienia z modyfikacjami formalnymi. Z drugiej nowe przepisy mogą wpływać na strategię przedsiębiorstw biorących udział w zamówieniach, bo zmienia się podejście w postępowaniu do przesłanek wykluczenia, warunków udziału, kryteriów oceny ofert, a także tzw. podmiotów trzecich czy podwykonawców – mówi Katarzyna Kuźma.

Po pierwszych kilku tygodniach po wprowadzeniu zmian, jak podkreśla Kuźma, widać większe zamieszanie. Szczególnie zamawiający nie do końca jeszcze wiedzą, jak stosować nowe przepisy, co ma przełożenie na jakość dokumentacji przetargowej, a to z kolei rodzi niepewność wykonawców. Może wzrosnąć liczba sporów w Krajowej Izbie Odwoławczej, choć – jak zaznacza ekspertka – dzięki temu kształtuje się orzecznictwo.

 Na pewno potrzebne jest szkolenie w tym zakresie, ocena proponowanych zapisów dokumentacji przetargowej pod kątem jej zgodności z prawem oraz celami biznesowymi – wyjaśnia Katarzyna Kuźma.

W perspektywie długofalowej firmy startujące w przetargach może czekać zmiana strategii.

 Jeżeli zmienia się na przykład kwestia podejścia do podwykonawców, podmiotów trzecich i tzw. handlu referencjami, a firma miała do tej pory inny modus operandi, to teraz musi rozważyć, czy dotychczasowy sposób postępowania, w tym zapisy umów z podmiotami trzecimi, nie wymagają zmian. To wszystko jest jednak możliwe. Zmiany w PZP nie powodują ograniczeń w dostępie do rynku czy innych problemów nie do pokonania. Ale na pewno nowe prawo wymaga daleko idącej refleksji – mówi przedstawicielka kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Jak podkreśla, zagraniczni inwestorzy nie powinni się obawiać, że po wejściu w życie zmian w PZP ich oferty będą oceniane gorzej niż te składane przez krajowe podmioty. Zakres modyfikacji w noweli PZP wymuszony był w głównej mierze koniecznością wprowadzenia do polskiego prawa unijnych dyrektyw. Podobne zmiany miały miejsce w innych krajach UE.

– W związku z tym takie modyfikacje co do zasady nie powinny być szokujące dla zagranicznych inwestorów – tłumaczy Katarzyna Kuźma. – Oczywiście są przepisy, które mogą pośrednio powodować, że w konkretnym przypadku będzie preferowany udział polskiego wykonawcy. Zagraniczny podmiot musi zatem we własnym zakresie monitorować zapisy przetargowe. Jeżeli uzna, że któryś powoduje w sposób nieuprawniony preferowanie polskiego, lokalnego konkurenta, to powinien odwoływać się do Krajowej Izby Odwoławczej.

Nowelizacja ustawy refundacyjnej poprawi dostęp do terapii dla chorych na rzadkie i ultrarzadkie choroby. Przepisy mają wejść w życie w I połowie 2017 roku

Nowelizacja ustawy refundacyjnej poprawi dostęp do terapii dla chorych na rzadkie i ultrarzadkie choroby. Przepisy mają wejść w życie w I połowie 2017 roku 4
Nowelizacja ustawy refundacyjnej zakłada odejście od dotychczasowego podejścia do badania efektywności kosztowej danej terapii i postawienie nacisku na efektywność kliniczną. Zastosowanie innego kryterium dostępności może poprawić sytuację 2 mln osób w Polsce cierpiących na choroby rzadkie i ultrarzadkie. Eksperci podkreślają, że nowe koncepcje powinny uwzględnić ograniczenia budżetowe. Rozwiązaniem mogłoby być wydzielenie funduszu na leki stosowane w bardzo rzadkich chorobach.

Trwają konsultacje społeczne nad nowelizacją ustawy refundacyjnej. W listopadzie projekt powinien trafić do prac parlamentarnych, a ustawa może wejść w życie w II kwartale 2017 roku.

 Najważniejszą zmianą, którą zakłada nowelizacja ustawy refundacyjnej, jest odejście od sztywnego trzymania się współczynnika QALY jako efektywności kosztowej danej terapii i postawienie nacisku na efektywność kliniczną. Dobre badania kliniczne, które potwierdzą, że terapie stosowane w chorobach rzadkich, często bardzo drogie i unikatowe, są skuteczne, to jest dla nas najważniejszy wyznacznik włączania nowoczesnych terapii dla chorób ultrarzadkich – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Tombarkiewicz, wiceminister zdrowia.

Leki na rzadkie choroby najczęściej mają jednego producenta na świecie, co powoduje, że ich koszt zazwyczaj jest dość wysoki. Obecnie leki sieroce, wykorzystywane  w  leczeniu chorób rzadkich i ultrarzadkich, konkurują z lekami stosowanymi przy częstszych schorzeniach na tych samych zasadach, co oznacza, że przy refundacji bierze się pod uwagę kryterium opłacalności. Próg opłacalności kosztowej to 126 tys. zł za koszt uzyskanego roku życia, tzw. QALY. Przy chorobach, które dotykają niską liczbę chorych, próg opłacalności kosztowej jest zwykle wyższy niż wskazana kwota.

– Dostęp do technologii sierocych w Polsce jest konieczny, by zapewnić polskim pacjentom możliwie jak najdłuższe życie i jego jak najlepszą jakość. Są choroby takie jak mukopolisacharydoza typu IV, choroba Duchenne’a czy choroba Niemanna Picka, które nie mają odpowiedniego zabezpieczenia, ponieważ leki, które mogłyby służyć pacjentom na nie zapadającym, nie są dla nich dostępne – ocenia dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny w Szpitalu Wolskim w Warszawie, prezes Fundacji Razem w Chorobie.

Raport Uczelni Łazarskiego „Choroby rzadkie w Polsce” wskazuje, że ich liczba  stale rośnie. Postęp w genetyce pozwala już jednak zrozumieć mechanizmy decydujące o specyfice tych chorób, które wcześniej pozostawały niewyjaśnione. Obecnie znanych jest ok. 8 tys. różnych rzadkich schorzeń. Wedle szacunków Komisji Europejskiej dotykają one 6–8 proc. populacji. Choroby rzadkie to 5 przypadków na 10 tys. mieszkańców, choroby ultrarzadkie to 1 przypadek na 50–100 tys. Szacuje się, że łącznie w Polsce na choroby rzadkie i ultrarzadkie cierpi ok. 2 mln osób.

– Zgłaszają się do nas organizacje pacjenckie, które skupiają czasami kilku chorych. Staramy się rozmawiać z każdą z nich. Drugim partnerem dla nas jest konkretna firma farmaceutyczna, która ma w swoim portfolio lek na konkretną terapię. Dotychczas ustawa nakazywała nam trzymać się efektywności kosztowej, w niektórych terapiach te kwoty były bardzo wysokie. Teraz będziemy się starali patrzeć głównie na efektywność kliniczną terapii – zapowiada wiceminister zdrowia.

W październiku Naczelny Sąd Administracyjny odrzucił skargę kasacyjną ministra zdrowia, uznając, że decyzja o odmowie matce chłopca z chorobą rzadką refundacji leku zarejestrowanego w UE jest niekonstytucyjna. Wskazał, że organy administracji, które dokonują interpretacji przepisów, powinny posługiwać się wykładnią prokonstytucyjną i brać pod uwagę dobro pacjenta.

– Po szybkiej analizie uzasadnienia wyroku sądowego będziemy wiedzieli, w jaki sposób musimy na pewno zmienić podejście do problemu chorób rzadkich – zaznacza Marek Tombarkiewicz

Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia przygotował raport poświęcony nowym rozwiązaniom systemowym dotyczącym oceny finansowania leków sierocych w Europie i na świecie. Opracowane wnioski wskazują, że konieczne jest wypracowanie takiej analizy, która pozwoli precyzyjnie określić skuteczność kliniczną technologii sierocej. Zdaniem autorów opracowania odejście od pomiaru efektywności ekonomicznej jest dobrym pomysłem.

– Apelujemy, żeby teraz, gdy te rozwiązania są konstruowane, uwzględnić doświadczenia międzynarodowe. Problem dostępu do technologii rzadkich w wielu krajach został już dawno rozwiązany i ci pacjenci mają zdecydowanie większy dostęp do możliwości finansowania terapii ze środków publicznych – podkreśla Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Jak wskazuje Gałązka-Sobotka, proponowane w ustawie refundacyjnej mechanizmy zwiększenia dostępności do finansowania terapii sierocych są jeszcze niedoprecyzowane. Obecnie teoretycznie możliwe jest stosowanie przepisów, które otwierają możliwości finansowania terapii. W praktyce okazuje się jednak, że nie są egzekwowane.

– Chciałbym mieć w jednym miejscu wymienione wszystkie ośrodki referencyjne, definicję choroby ultrarzadkiej i rzadkiej, ilu pacjentów w Polsce choruje na daną chorobę i jakie są rozwiązania terapeutyczne oraz rehabilitacyjne dla tych pacjentów. Dopiero to stworzy całościowy obraz – wskazuje dr Leszek Borkowski.

Proponowane przez resort zdrowia rozwiązania problemu z dostępnością terapii dla chorób rzadkich i ultrarzadkich powinny brać pod uwagę nie tylko specyfikę i kulturę polskiego systemu ochrony zdrowia, lecz także ograniczenia budżetowe. Obecnie kwota środków przeznaczonych na refundację obejmuje 17 proc. środków NFZ.

– Gdyby była lepsza organizacja, to można by problem rozwiązać szybko i skutecznie. Oczywiście są do tego potrzebne środki, powinien być wydzielony fundusz na leki stosowane w chorobach rzadkich i ultrarzadkich, dlatego że one przegrywają z chorobami powszechnymi według systemu oceny stosowanego od 5 lat w Polsce – ocenia Leszek Borkowski.

Frisco.pl z dużym tempem wzrostu

0

Frisco.pl, sklep spożywczy online znajdujący się w portfolio funduszu MCI.Techventures, zanotował wysoki wzrost wyników w pierwszym półroczu 2016 roku. W porównaniu z analogicznym okresem w 2015 roku, liczba nowo pozyskanych klientów zwiększyła się o ponad połowę, natomiast całkowita liczba użytkowników e-sklepu o blisko 40%. Oba wskaźniki w dalszym ciągu utrzymują wysoką dynamikę wzrostu.

W skład funduszu MCI.TechVentures, zarządzanego przez Private Equity Managers, wchodzą przede wszystkim spółki, które prezentują duży potencjał wzrostu na skalę regionalną i europejską.

– Frisco.pl staję się jedną z gwiazd funduszu MCI.TechVentures, dzięki bardzo dynamicznemu wzrostowi, który ma przełożenie zarówno na wskaźniki finansowe, jak i coraz szerszy zasięg klientów. Jesteśmy zadowoleni z prac nowego zarządu firmy, który z sukcesem wdraża uzgodnioną z akcjonariuszami strategię. Spółka jest także po nowej rundzie finansowania – to dowód że ma zaufanie inwestorów. Frisco to przykład znakomitej współpracy funduszu i inwestora strategicznego przy budowie regionalnego championa. – mówi Tomasz Danis, Partner Private Equity Managers

Frisco.pl jest jednym z liderów rynku e-grocery na terenie Warszawy oraz przylegających do stolicy gmin. Od innych silnych graczy oferujących zakupy spożywcze online wyróżnia się tym, iż Internet jest jedynym dostępnym kanałem sprzedaży.

Branża e-grocery w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie i cieszy rosnącym zainteresowaniem wśród konsumentów. W porównaniu do pierwszego półrocza 2015 roku liczba nowych klientów Frisco.pl wzrosła aż o 59%. Istotny wzrost nastąpił również w przypadku średniej częstotliwości robienia zakupów – w analizowanym okresie o 13% . Rekordowym okazał się jednak okres czerwiec – sierpień 2016. Liczba nowych klientów w tym czasie wzrosła ponad dwukrotnie – aż o 137% w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Te dane oznaczają, że Frisco.pl bardzo dynamicznie poszerza swoją działalność w stolicy.

– W Polsce udział branży e-grocery oscyluje w graniach ok. 0,2% wartości rynku FMCG, natomiast u naszych sąsiadów z Europy Zachodniej sięga nawet 6%. Do tego wyniku wciąż jest jeszcze długa droga, jednak dynamika przyrostu nowych klientów Frisco.pl wskazuje, że nasze działania są efektywne i przynoszą bardzo pozytywne rezultaty. Zakupy spożywcze online mają przed sobą duży potencjał rozwoju. Branża jest niezwykle dynamiczna, a usługa e-grocery bardzo dobrze wpisuje się w aktualne trendy społeczne i konsumenckie. Dzięki niej Polacy oszczędzają nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim czas, który mogą wykorzystać na to, co dla nich naprawdę ważne – podsumowuje Katarzyna Kazior, Prezes Zarządu Frisco.pl.

Państwo powinno wspierać sądy w rozwiązywaniu problemów społecznych

Wymiar sprawiedliwości pozostał kluczową instancją, która musi rozwiązać problem tzw. kredytów frankowych – ze względu na brak rozwiązań legislacyjnych i działań państwa. Niestety droga sądowa jest długa i zawiła, zwłaszcza w przypadku pozwów zbiorowych.

– Proces zbiorowy od indywidualnego różni się tym, że w takim procesie sąd sprawdza czy klauzula jest nieważna, ale nie wygrywamy pieniędzy. Dopiero po wyroku w pozwie zbiorowym, zakładając pozytywne rozwiązanie, każdy indywidualnie idzie do sądu i mówi: „Banku oddaj mi tyle i tyle pieniędzy” – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Beata Komarnicka-Nowak, radca prawny z kancelarii Rödl&Partner – Wtedy sąd nie bada już w jego indywidualnej sprawie czy sprawa jest ważna czy nieważna. Pozostaje jedynie kwestia wyliczenia. A zatem ten kolejny proces jest bardziej techniczny. Dlatego uważam, iż potrzebne jest konkretne rozwiązanie systemowe tego problemu. Potrzeba mądrej ustawy, która mogłaby poprawić kwestie procesowania w sądzie, bo jeśli państwo pozostanie bierne i uchwali np. kadłubkowy projekt, to nie rozwiąże on systemowo sprawy. Potrzebna jest ustawa wspierająca sądy w ich możliwościach osądzenia tego trudnego społecznie problemu – podkreśla Komarnicka-Nowak.

ABS Investment S.A. przekracza próg 10% głosów na WZA SferaNET S.A.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, dokonała zakupu akcji Spółki SferaNET S.A. i przekroczyła próg 10% udziałów w ogólnej liczbie głosów na jej WZA. Emitent cały czas rozszerza skład swojego portfela inwestycyjnego o podmioty, które posiadają wysoki potencjał wzrostu swojej wartości.

W dniu 06.04.2016 r. SferaNET S.A. poinformowała o otrzymaniu od ABS Investment S.A. zawiadomienia o przekroczeniu progu 10% udziałów w ogólnej liczbie głosów na jej WZA. ABS Investment S.A. nabyła 369.841 szt. akcji tego podmiotu i po przeprowadzonej transakcji posiada łącznie 512.206 szt. akcji, co stanowi 11,12% udziałów w ogólnej liczbie głosów na WZA SferaNET S.A. oraz tyle samo udziałów w jej kapitale zakładowym. SferaNET S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect i prowadzi działalność na rynku telekomunikacyjnym. Prognozy finansowe tej spółki zakładają osiągnięcie w 2016 r. przychodów netto ze sprzedaży w kwocie 2.700 tys. zł oraz wypracowanie zysku EBITDA w wysokości 800 tys. zł. ABS Investment S.A. bardzo dobrze ocenia potencjał rozwoju tego podmiotu i liczy na osiągnięcie wysokiej stopy zwrotu z tej inwestycji.

„Spodziewam się, że w ciągu kolejnych kilku lat biznes SferaNET dynamicznie wrośnie. Moim zdaniem jest kilka przesłanek, które na to wskazują. Po pierwsze, zakończenie z sukcesem projektów inwestycyjnych współfinansowanych z dotacji z UE, które spowodują systematyczny wzrost ilości klientów w segmencie telekomunikacyjnym, co przełoży się również na wzrost przychodów i zysków. Po drugie, zdecydowany wzrost usług dodatkowych nazywanych umownie informatycznymi. Spółka komunikowała ostatnio o kilku takich zdarzeniach. Po trzecie, SferaNET zamierza efektywnie uczestniczyć w dystrybucji środków unijnych w trwającym obecnie ostatnim rozdaniu, gdzie przewidziano ogromne kwoty na wsparcie w obszarze eliminowania „białych plam” na polskiej mapie internetowej. Dodatkowo, spółka poprawiła się bardzo mocno obszary zarządcze i organizacyjne, czego efektem są coraz lepsze wyniki finansowe.” – wyjaśnia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

ABS Investment S.A. wiąże również duże nadzieje z notowaną na rynku NewConnect spółką Robinson Europe S.A., w której posiada akcje stanowiące ponad 10% udziałów w jej kapitale zakładowym. Podmiot ten realizuje przyjętą strategię rozwoju, która powinna pozwolić na wyraźny wzrost osiąganych przychodów ze sprzedaży oraz zwiększenie wypracowywanych zysków. Na rynku NewConnect powinna także zadebiutować w najbliższym czasie spółka Outdoorzy S.A., w której ABS Investment S.A. posiada akcje stanowiące ponad 35% udziału w jej kapitale zakładowym, a Robinson Europe S.A. posiada akcje stanowiące blisko 42% udziału w jej kapitale zakładowym.

Ważną spółką portfelową dla Emitenta jest również LS Tech-Homes S.A., która podpisała w ostatnim czasie umowę realizacji budynków mieszkalnych w Berlinie o wartości prawie 9,5 mln EUR. Z kolei spółka portfelowa AGROTOUR S.A. wzmacnia współpracę ze spółką REMOR S.A., która jest wiodącym producentem systemów mocowań dla branży fotowoltaiki. Akcjonariusze AGROTOUR S.A. podjęli podczas ZWZA uchwały o zmianie nazwy oraz siedziby spółki i obecnie oczekuje ona na zarejestrowanie tych zmian przez Sąd. AGROTOUR S.A. widzi niezwykle duży potencjał rozwoju branży Odnawialnych Źródeł Energii i dlatego też planuje w ramach dywersyfikacji przychodów rozwijać ten obszar biznesowy ze szczególnym uwzględnieniem segmentu fotowoltaicznego i biogazowego. ABS Investment S.A. posiada aktualnie akcje stanowiące 12,27% udziału w kapitale zakładowym tego podmiotu oraz tyle samo udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA.

„Robinson Europe i Outdoorzy mają jedną cechę wspólną – należą do liderów w branżach, w których działają: wędkarskiej i e-commerce sport. Obie te spółki cechują się również dużym poziomem dojrzałości biznesowej, o czym świadczy właśnie ich pozycja na rynku. Celem strategicznym dla tych firm jest zdecydowana poprawa efektywności i rentowności prowadzonej działalności. LS Tech-Homes zaczyna z kolei poważną działalność operacyjną, czego efektem jest pierwszy duży kontrakt z rynku niemieckiego. AGROTOUR wkrótce powinien mieć zarejestrowaną zmianę nazwy oraz całkowicie zmienić model działalności.” – zakończył Prezes Jarosz.

ABS Investment S.A. wypracował w 2 kw. 2016 r. zysk netto w wysokości 248 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 79 tys. zł. Całe pierwsze półrocze 2016 r. Emitent zakończył zyskiem netto w na poziomie ponad 339 tys. zł, a jego przychody netto ze sprzedaży sięgnęły prawie 375 tys. zł. Spółka wypłaciła dywidendę z zysku za 2015 r. w wysokości 0,06 zł na akcję. ABS Investment S.A. został także zakwalifikowany do segmentu rynku NewConnect – NC Focus.

Prognozy finansowe ABS Investment S.A. na 2016 r. zakładają osiągnięcie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,55 zł. Z kolei wartość aktywów Spółki (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję ma wynieść na koniec 2016 r. od 3,60 zł do 4,00 zł. Emitent prowadzi również dwa programy skupu akcji własnych – skup A realizowany poprzez transakcje sesyjne na rynku NewConnect oraz skup B realizowany w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem.

ABS Investment S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od lutego 2011 r., która prowadzi działalność w dwóch obszarach: inwestycji kapitałowych oraz doradztwa finansowego. We wrześniu 2014 r. jej obligacje zadebiutowały również na rynku Catalyst. ABS Investment S.A. specjalizuje się w inwestycjach w firmy działające w niszowych branżach, mające już rozwinięty biznes o ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu.

Grecja jest od pięciu lat bankrutem

Grecja jest od pięciu lat bankrutem. Jej sytuacja się nie zmienia. Co najgorsze, nie widać realnego sposobu na rozwiązanie problemu.

Sytuacja na pewno się nie zmieni, co najmniej do czasu, aż w Niemczech odbędą się wybory parlamentarne. W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Od stycznia 2017 r. rachunki za energię elektryczną wzrosną o 2-3 zł miesięcznie

Od stycznia 2017 r. wzrosną rachunki odbiorców indywidualnych za energię elektryczną. Stanie się tak, ze względu na podwyżkę opłaty przejściowej. Nie wiadomo jeszcze na co rząd będzie chciał wydać te pieniądze. Wiadomo natomiast o ile wzrosną rachunki.

– Rachunki wzrosną o 2-3 zł miesięcznie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Znamy obietnice Trumpa. Złoty zyskuje

Trump przedstawia swoje prezydenckie plany. W Europie rządzą odczyty PMI. Początek nie przynosi zmian dla złotówki.

Zamiary jednego z kandydatów na prezydenta USA

Choć szanse na zwycięstwo Donalda Trumpa w wyścigu o fotel prezydencki w Stanach Zjednoczonych praktycznie z dnia na dzień maleją, to przedstawił on szczegóły swoich planów na pierwsze 100 dni panowania. Jednymi z głównych jego celów jest renegocjacja warunków układu NAFTA, obniżenie podatków dla korporacji do 15%, uproszczenie systemu podatkowego czy poprawa bezpieczeństwa, a także ochrona środowiska. Stanowczym tonem wypowiada się również o zaostrzeniu polityki w stosunku do nielegalnych imigrantów. Rynki wydają się jednak już niezbyt zainteresowane słowami tego kandydata, a na głównej parze walutowej nadal znajdujemy się w trendzie spadkowym. Aktualny kurs EUR/USD wynosi 1,087.

Poniedziałkowy przegląd kalendarza makroekonomicznego

Początek tygodnia stoi pod znakiem odczytów PMI w Europie, zarówno tych dla przemysłu jak i usług. Jako pierwsze dotarły do nas wiadomości z Niemiec i Francji. Praktycznie wszystkie wyniki okazały się lepsze od oczekiwań. We Francji pozytywnie zaskoczył rezultat dla przemysłu, który po długim czasie przekroczył granicę 50 pkt. Po godzinie 10:00 poznamy zbiorczy odczyt indeksów dla Stref Euro. Jeżeli okaże się równie pozytywny jak wcześniejsze publikacje to możemy być świadkami chwilowego umocnienia się euro.

W godzinach popołudniowych poznamy wskaźnik zamówień w Wielkiej Brytanii, a także przewidziany jest szereg wystąpień szefów FED w Stanach Zjednoczonych.

Początek tygodnia na złotym

Poniedziałkowy poranek przynosi minimalne odreagowanie na polskim złotym. Nasza waluta minimalnie zyskuje do głównych walut. Obecnie cena franka szwajcarskiego wynosi 3,98 zł, euro kosztuje 4,31 zł. Koszt zakupu dolara to 3,96 zł, a funta 4,85 zł.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

R. Przasnyski (Gerda Broker): ceny miedzi czeka w przyszłym roku stabilizacja

R. Przasnyski (Gerda Broker): ceny miedzi czeka w przyszłym roku stabilizacja 5
Od szczytu w 2011 roku ceny miedzi z roku na rok spadają, obniżając zyski wydobywających ten surowiec firm. Obecny rok przyniósł względną stabilizację: surowiec potaniał od początku roku jedynie o 2 proc. Zdaniem Romana Przasnyskiego z Gerda Broker w kolejnym roku można się spodziewać kontynuacji tego trendu. Mocniejszemu wzrostowi przeszkadza brak silnych pozytywnych impulsów zarówno z gospodarki chińskiej, jak i globalnej.

– Na notowania miedzi wpływ mają dwa czynniki, obydwa związane z gospodarką: jeden z globalną, drugi z chińską, czyli zapotrzebowaniem ze strony chińskiej gospodarki na ten surowiec. Jeżeli chodzi o Chiny, to w ostatnim czasie mamy do czynienia z informacjami dość uspokajającymi, czyli świadczącymi o stabilizacji tempa wzrostu gospodarczego na niskim poziomie, ale jednak stabilizacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker. – Na razie pogarszania się tej tendencji nie widać, co powinno uspokajać.

W III kwartale 2016 roku chińska gospodarka rosła w tempie 6,7 proc. w ujęciu rocznym, zgodnie z oczekiwaniami. To wzrost identyczny z tym osiągniętym w I i II kwartale roku. Produkcja przemysłowa we wrześniu zwiększyła się nieco skromniej, niż oczekiwano, o 6,1 proc. rdr., natomiast sprzedaż detaliczna urosła o 10,7 proc., co było wynikiem trochę lepszym oczekiwań i od danych za sierpień. Inwestycje w miastach poszły w górę o 8,2 proc., nieco lepiej niż miesiąc wcześniej.

– Ważna jest też polityka chińskich władz związana z restrukturyzacją gospodarki i ona determinuje sytuację na rynku surowców. Najbardziej było widoczne to w przypadku węgla, ale podobne skutki ta polityka może wywierać w przypadku notowań miedzi. Przypomnę, jeżeli chodzi o węgiel, to w przypadku węgla tzw. koksującego, czyli surowca głównie używanego do produkcji metalurgicznej, chińskie władze starały się ograniczyć produkcję, skracając czas pracy kopalń – przypomina Przasnyski. – Natomiast, jeżeli chodzi o węgiel energetyczny, to wręcz przeciwnie, tutaj tendencja była do zwiększania wydobycia. I w przypadku miedzi też te działania chińskich władz bądź stymulujące, bądź hamujące popyt mogą mieć wpływ i też trudno je odczytać.

Chińska gospodarka ze względu na tempo rozwoju niespotykane na rynkach rozwiniętych oraz skalę przez lata była głównym stymulatorem wzrostu cen miedzi, gdyż potężny chiński przemysł potrzebował dużo tego surowca. W ostatnich latach tempo rozwoju chińskiej gospodarki spadło jednak poniżej 7 proc. (jeszcze dekadę temu rosła ona dwa razy szybciej). Ponadto przechodzi ona z modelu produkcyjnego na konsumpcyjny, co oznacza, że z wielkiej fabryki świata staje się wielkim sklepem.

Oczywiście Chiny to nie jest jedyny odbiorca miedzi.

– W tym roku trochę na plus zaskakuje gospodarka strefy euro, a w szczególności niemiecka. Nie najlepiej, ale nieźle radzi sobie gospodarka amerykańska, chociaż z tej strony ten popyt na miedź nie jest największy – przyznaje główny analityk Gerda Broker. – Natomiast prognozy na przyszły rok, jeżeli chodzi o globalną gospodarkę, również i chińską, są nieco słabsze, więc tutaj bym się nie spodziewał wzrostu cen miedzi, a raczej stabilizacji. Prognozy jak zwykle są bardzo różne, ostatnio notowania miedzi szły w górę z 4,3 tys. dol. kilka tygodni temu do mniej więcej 4,8 tys. dol., ale tutaj potencjału wzrostowego, biorąc pod uwagę te czynniki globalne, makroekonomiczne, raczej nie widać.

Na polskim rynku ceny miedzi największe znaczenie mają dla KGHM-u – spółki, która jeszcze kilka lat temu miała największą kapitalizację na polskiej giełdzie, a obecnie w indeksie WIG20 zajmuje pod tym względem piąte miejsce. Wprawdzie wpływ na wyniki spółki i jej notowania mają nie tylko ceny miedzi i innych surowców, lecz także podatek od kopalin i kontrowersyjne inwestycje w Ameryce, ale niskie ceny miedzi sytuacji lubińskiego giganta nie poprawiają. Jego notowania jednak w tym roku wzrosły o 8,8 proc., podczas gdy cały WIG20 stracił 5,75 proc.

– Jeżeli taka tendencja na rynku cen miedzi by się utrzymała, to KGHM utrzyma mniej więcej taką dynamikę i poziom zysku jak w tej chwili. Na razie mieliśmy tutaj do czynienia z tendencją spadkową. Myślę, że już można liczyć na stabilizację związaną także ze zwiększeniem wolumenu produkcji – ocenia Przasnyski. – Myślę też o zagranicznych inwestycjach w Chile, które będą zwiększały swoje moce produkcyjne. Więc nawet jeżeli ceny miedzi byłyby niższe, to na poprawę wyników będzie korzystnie wpływał wzrost wielkości produkcji.

GetBack chce inwestować w wierzytelności korporacyjne i hipoteczne

GetBack chce inwestować w wierzytelności korporacyjne i hipoteczne 6
Znajdujący się od kilku miesięcy w rękach nowego właściciela wierzytelnościowy GetBack nie zamierza zmieniać obranego kursu. Szuka jednak nowych rozwiązań i produktów, wypatrując okazji wśród wierzytelności korporacyjnych i hipotecznych.

– Naszym tradycyjnym rynkiem jest rynek konsumencki, natomiast będziemy się zastanawiać i wchodzić też w rynek korporacyjny, ponieważ mamy bardzo silnych partnerów, którzy by chcieli w to wejść, zagranicznych również – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Trybuchowski, wiceprezes zarządu GetBack. – Tak samo przyglądamy się rynkowi hipotecznemu, bo to też jest duży rynek, taki, który w dłuższym terminie przyniesie dobre wyniki  firmom windykacyjnym.

Grupa inwestuje w wierzytelności w Polsce i Rumunii, lokując w nich środki, zarządza wierzytelnościami własnymi oraz funduszy i odzyskuje należności dla podmiotów trzecich. W I półroczu 2016 roku najbardziej wzrosły skonsolidowane przychody netto z nabytych pakietów wierzytelności, wyniosły 112,2 mln zł wobec 41,7 mln zł przed rokiem. Przychody z zarządzania portfelami wierzytelności wyniosły 47,5 mln zł i były wyższe od tych z I połowy 2015 roku o 4 mln zł. Spadły natomiast stanowiące niewielką część wpływów przychody z usług windykacyjnych (267 tys. zł), zaś strata z tytułu inwestycji w fundusze sekurytyzacyjne pogłębiła się do 121 tys. zł.

– Przede wszystkim musimy zdobyć finansowanie, które pozwoli nam w dłuższym terminie czekać na wyniki z takiej inwestycji. Każdy wie na rynku, że jeżeli chodzi o portfele zarówno korporacyjne, jak i hipoteczne, to wszystko opiera się na zabezpieczeniach, w szczególności nieruchomościowych – tłumaczy Trybuchowski. – W Polsce proces upłynniania czy spieniężniania zabezpieczeń nieruchomościowych jest długi, więc przy finansowaniu 3-letnimi obligacjami z założenia ta inwestycja byłaby ryzykowna.

W połowie października GetBack wprowadził do obrotu sześć nowych serii obligacji 2-letnich i 3-letnich o łącznej wartości 74 mln zł. Na Catalyst notowanych jest też 9 innych serii obligacji spółki. Na koniec czerwca wskaźnik ogólnego zadłużenia wynosił 0,78, a GetBack zapewnia, że po nowych emisjach nie przekroczy poziomu 0,85.

Jak jednak mówi wiceprezes zarządu, największą przeszkodą przy wejściu w nowe segmenty wierzytelności jest nie tyle problem z pozyskaniem finansowania, ile brak odpowiedniej jakości oferty na rynku.

– Od wielu lat o tym rozmawiamy, mamy krótką listę potencjalnych chętnych do tego typu inwestycji – zapewnia wiceprezes GetBack. – Czekamy tylko na odpowiedni portfel, bo tak naprawdę pieniądze są na rynku, chętni są na rynku, tylko portfele odpowiedniej jakości jakoś nie dopisują.

Mimo to wiceprezes windykacyjnej grupy zapowiada na najbliższe tygodnie kilka nowości w zakresie działalności i w ofercie. Jedną z nich, umowy na transakcje typu forward flow, zapewniające stały dopływ pakietów wierzytelności za ustaloną kwotę, już wprowadzono. Ten rodzaj transakcji stabilizuje biznes i ułatwia jego planowanie.

– Patrząc na rozwój, od samego początku kładziemy nacisk innowacyjność. Staramy się dociec, co dla klientów jest najlepsze, czego oczekują od takiej firmy jak my. Mamy również specjalny departament, który modeluje nowe produkty finansowe, przez które rozumiem formy przeprowadzania transakcji sprzedaży portfeli wierzytelności, zabezpieczeń, być może wykorzystamy instrumenty pochodne – informuje Paweł Trybuchowski. – Mamy parę ciekawych propozycji dla rynku i tej jesieni będziemy starali się te propozycje pokazać.

W połowie czerwca br. GetBack został kupiony od Idea Banku przez konsorcjum funduszy private equity Emest Investments, które później zmieniło nazwę na DNLD Holdings.

– Długo rozmawialiśmy z nowym właścicielem na temat strategii i nie będziemy jej zmieniać. Strategia od początku przyjęta w GetBack się sprawdza i będziemy ją kontynuować – mówi wiceprezes spółki. – Oczywiście mamy pewne korekty, natomiast chcemy być firmą, która zarządza aktywami funduszy sekurytyzacyjnych nie tylko własnych. U nas na własnych książkach jest mniejsza część tej wartości, którą mamy w obsłudze, natomiast chcemy zarządzać wierzytelnościami dla funduszy zewnętrznych i to robimy. Budujemy trzy nogi i ta strategia będzie nadal podtrzymywana.

Złoty do końca roku może się znacząco osłabić w relacji do głównych walut

Złoty do końca roku może się znacząco osłabić w relacji do głównych walut 7
Prognozy dla polskiej waluty nie są najlepsze. Będzie w nią uderzać zarówno to, co dzieje się za granicą, jak i to, co się dzieje w kraju. Nie zdziwiłbym się, gdyby pod koniec roku euro zdrożało do poziomu 4,35 zł – przewiduje Adam Zaremba z Saturn TFI. Zdaniem głównego ekonomisty czynniki zewnętrzne wybitnie nie sprzyjają złotemu.

– Wydaje się, że kluczowe waluty światowego systemu finansowego, czyli zarówno amerykański dolar, jak i euro, będą się umacniać w najbliższym czasie. W Stanach Zjednoczonych zbliża się zacieśnienie polityki monetarnej. Europejski Bank Centralny zapewne również będzie się skłaniał do ograniczenia drukowania pieniądza. To będzie skutkować umacnianiem się tych walut w stosunku do złotego – uważa Zaremba.

Amerykańska Rezerwa Federalna podniosła główną stopę procentową po raz ostatni w grudniu 2015 roku. Najbliższe posiedzenie Federalnego Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku (FOMC) planowane jest w tygodniu przed wyborami prezydenckimi i eksperci uważają, że na nim podwyżka nie nastąpi. Mediana przewidywań członków Fed co do podwyżek stóp do końca 2016 r. sugeruje jedną taką decyzję. Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA w grudniu, wyceniane przez kontrakty terminowe na stopę Fed, sięga 67 proc.

– Poza tym złoty wciąż będzie cierpiał z powodu niskiej inflacji i oddalającej się perspektywy podwyżek stóp procentowych w Polsce. No i wciąż jest obecne ryzyko polityczne, które uderza w naszą walutę i grozi kolejnymi obniżkami ratingów – dodaje Zaremba.

Wskaźnik cen konsumpcyjnych w Polsce we wrześniu tego roku sięgnął -0,5 proc. w ujęciu rok do roku. Po raz ostatni był na plusie w czerwcu 2014 roku. Szef Rady Polityki Pieniężnej i prezes NBP Adam Glapiński stwierdził na początku października, że jeśli nie dojdzie do radykalnych zmian w polskiej gospodarce, to podwyżki stóp można się spodziewać dopiero w 2018 roku.

Adam Zaremba uważa, że w najbliższym czasie mocniej może wzrosnąć kurs dolar złoty niż euro złoty ze względu m.in. na powracające problemy państw południa Europy, czyli Grecji i Portugalii.

– Nie zdziwiłbym się, gdyby pod koniec roku euro zdrożało do poziomu 4,35 zł, a dolar amerykański kosztował 3,85 zł lub nawet trochę więcej – przewiduje Adam Zaremba.

Gdyby tak się stało, toby oznaczał wzrost kursu euro złoty od połowy października o 1,4 proc.

Zdaniem Zaremby najspokojniej w najbliższym czasie powinno być na parze frank złoty, która od początku 2016 roku do połowy października poszła w górę jedynie o 0,5 proc.

–  Frank szwajcarski powinien się zachowywać spokojnie w najbliższych miesiącach. Nie widać istotnych przesłanek za jego drastycznym umocnieniem czy też osłabieniem – przekonuje Zaremba. – Trzeba jednak pamiętać o tym, że frank jest zakładnikiem tego, co dzieje się w strefie euro. Jeżeli problemy sektora bankowego w Niemczech czy w innych krajach strefy euro będą się pogłębiać, jeżeli zobaczymy dalsze problemy w związku z opuszczaniem przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej, czy też pogłębią się problemy zadłużeniowe Portugalii czy Hiszpanii, to będzie to oczywiście sprzyjało umocnieniu franka szwajcarskiego – dodaje.

Młodzi Polacy nie radzą sobie z planowaniem finansów. Większość pieniędzy chcą przeznaczać na konsumpcję

Młodzi Polacy nie radzą sobie z planowaniem finansów. Większość pieniędzy chcą przeznaczać na konsumpcję 8
Młodzi Polacy chętniej konsumują, niż oszczędzają – wynika z badania Provident Polska. Dodatkowe pieniądze przeznaczają w większości na zakupy, a jedynie niewielki ułamek zainwestowaliby w edukację i rozwój. Około 25 proc. nadwyżki finansowej chcieliby odłożyć na lokacie w banku. Eksperci podkreślają, że podejście 15–30-latków do finansów różni się od ich rodziców.

Z przeprowadzonego przez Provident „Badania młodych” wynika, że młodzi ludzie chętniej konsumują, niż oszczędzają. Grupa ankietowanych 15–30-latków została zapytana o to, na co przeznaczyłaby dodatkową gotówkę w wysokości 20 tys. zł. Młodzi ludzie zadeklarowali, że większość tej kwoty (75 proc.) przeznaczyliby na zakupy.

– Główną pozycją na liście wydatków byłby zakup samochodu lub skutera za około 5 tys. zł. Kolejne 2 tys. zł przeznaczyliby na wyjazdy, a podobną kwotę na „coś ekstra”, czyli wydatek, który sprawiłby im przyjemność. Byłby to najpewniej nowy telefon albo elektronika. Około 600 zł wydaliby na imprezę, ponieważ takie dodatkowe pieniądze trzeba uczcić. Rodzicom oddaliby około 1–1,2 tys. zł, kupiliby też coś do domu – wylicza Przemysław Kasza, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

Ankietowani pamiętaliby też o najbliższych, oddając im 10 proc. puli dodatkowych pieniędzy. Na inwestycję w rozwój i edukację chcieliby natomiast przeznaczyć zaledwie około 700 zł z całej kwoty.

– Wyniki badania świadczą o tym, że potrzeby konsumpcyjne młodych Polaków wciąż pozostają niezaspokojone. Co niepokojące, młodzi prawie w ogóle nie zamierzali przeznaczać tych dodatkowych pieniędzy na rozwijanie swoich pasji albo inwestycje, które mogłyby przynieść dochód w najbliższej przyszłości i podnieść ich atrakcyjność na rynku pracy – mówi Przemysław Kasza, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

Według badania młodzi chcieliby również znaczną część pieniędzy odłożyć na tzw. czarną godzinę. Około 25 proc. z puli dodatkowych środków wpłaciliby na lokatę w banku. Zdaniem Przemysława Kaszy nie oznacza to jednak, że zamierzają oni oszczędzać długofalowo, a jedynie zapewnić sobie poduszkę finansową.

– To po prostu sposób odroczenia wydatków konsumpcyjnych na trochę później, kiedy tych pieniędzy w portfelu będzie znacznie mniej. To nie jest inwestycja długofalowa ani prywatny program emerytalny, ale zapas, który pozwoliłby na uzupełnienie braków w przyszłości – wskazuje Przemysław Kasza.

Autorzy badania podkreślają, że wiek pomiędzy 15 a 30 to czas, w którym większość młodych ludzi się usamodzielnia, zakłada pierwsze konto w banku, wyprowadza się z domu i zaczyna uczyć się gospodarować własnym budżetem. Te nowe możliwości wpływają na zwiększoną konsumpcję.

– Młodzi chcę udowodnić swoją dorosłość i bardzo im zależy na posiadaniu przedmiotów, które mogłyby uwiarygodnić ich w tym obszarze. Stąd między innymi chęć zakupu samochodu – uzasadnia Przemysław Kasza.

Jak wskazuje Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji Provident Polska, istnieje bardzo duża różnica w podejściu do finansów młodych ludzi i ich rodziców.

– Okazuje się, że starsze pokolenie znacznie rozsądniej podchodzi do gospodarowania finansami i w momencie, w którym ma nadwyżki finansowe, jest w stanie zdecydowanie rozsądniej nimi gospodarować – mówi Karolina Łuczak.

Wiedza o finansach i zarządzaniu pieniędzmi to główny temat skierowanej do młodego pokolenia kampanii CSR, której autorem jest Provident Polska. W ramach akcji wystartował blog coztymhajsem.pl, na którym trzy osoby wyłonione przez doświadczonych blogerów do współpracy dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z pieniędzmi i oszczędzaniem. Zdaniem Karoliny Łuczak starsze pokolenia umieją bardzo rozsądnie gospodarować domowym budżetem, dlatego edukacja finansowa powinna się skupiać na młodych odbiorcach.

– Badania potwierdzają, że dla millenialsów ważniejsza jest konsumpcja, niż odkładanie pieniędzy na procent. Młodzi chcą wydawać pieniądze i czerpać przyjemność z życia. Zapytani o to, co zrobią z dodatkowymi pieniędzmi, mają problem z jednoznaczną odpowiedzią. Edukacja młodych w zakresie finansowym jest zatem bardzo ważna. Chodzi o to, by wyrobić pewne dobre nawyki finansowe, ale jednocześnie zrobić to w sposób nowoczesny, używając języka i narzędzi, które do młodych przemówią – mówi Karolina Łuczak.

Zaostrza się konkurencja na rynku telekomunikacyjnym. Klienci szukają lepszych, nieskomplikowanych produktów i szybkiej obsługi

Zaostrza się konkurencja na rynku telekomunikacyjnym. Klienci szukają lepszych, nieskomplikowanych produktów i szybkiej obsługi 9
Na wartym prawie 40 mld zł rynku usług telekomunikacyjnych panuje ostra konkurencja. Operatorzy ze względu na podobne oferty muszą się wyróżniać jakością usług i poziomem obsługi. Klienci doceniają to, że aktywacja usług jest prosta i szybka, zasady korzystania z nich – jasne i przejrzyste, a w razie problemów mogą liczyć na fachowe wsparcie. Operatorzy muszą pamiętać o tym, że na inną pomoc liczą przedsiębiorcy, a na inną ludzie starsi czy młodzi, którzy korzystają z mediów społecznościowych – podkreśla członek zarządu UPC Polska.

 Na rynku telekomunikacyjnym konkurencja jest bardzo duża. Coraz trudniej jest wyróżnić się samym produktem, ponieważ wszyscy kopiują od siebie nie tylko usługi telekomunikacyjne, lecz także energetyczne czy bankowe, bo telekomy wchodzą w różne branże – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Kłoczewiak, członek zarządu odpowiedzialny za obszar relacji z klientami w UPC.

Z raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej za ubiegły rok wynika, że polski rynek telekomunikacyjny jest wart łącznie 39,5 mld zł. UKE zwrócił uwagę na to, że rynek jest mocno nasycony i panuje na nim duża konkurencja cenowa (przykładowo w Polsce ceny internetu w każdym przedziale prędkości są niższe, niż wynosi średnia europejska). Eksperci podkreślają, że operatorzy nie są już w stanie konkurować cenami usług, ale wciąż mogą rywalizować poziomem obsługi klientów i jakością świadczonych usług.

 Ciągle jest dużo do zrobienia w zakresie satysfakcji i obsługi klienta, nie tylko w bezpośrednich punktach styku: w salonie, w sklepie czy na linii telefonicznej. Już na etapie tworzenia produktu trzeba pomyśleć o zadowoleniu klienta, tak aby był dla niego łatwy w użyciu, zrozumiały i nie sprawiał mu później problemów. To jest obszar, w którym telekomy i operatorzy kablowi mogą się jeszcze wyróżnić – mówi Jakub Kłoczewiak.

Dlatego od ponad roku UPC Polska realizuje strategię, której istotnym elementem jest podniesienie jakości obsługi klientów i zwiększanie wydatków na customer care. Po przeprowadzeniu badań operator wprowadził nowe sposoby kontaktu z klientami, m.in. uruchomił internetowy czat z konsultantami, zwiększył swoją obecność w zakresie obsługi klienta na Facebooku i Twitterze, otworzył nowe salony sprzedaży oraz zainwestował w stworzenie mobilnej aplikacji do obsługi konta w UPC. Istotne zmiany zaszły również na poziomie obsługi klientów biznesowych.

– Potrzeby klientów biznesowych są zupełnie inne niż klientów indywidualnych. Po pierwsze, potrzebują bardziej zaawansowanych produktów, a po drugie chcą sami wpływać na sposób konfiguracji, zasięg i dostępność usług. Jesteśmy w stanie zestawić usługi dla klientów biznesowych tam, gdzie UPC nie ma swojej sieci, wykorzystując partnerstwo z innymi operatorami – wyjaśnia Jakub Kłoczewiak. – Rozumiemy, że przedsiębiorcy to ludzie zapracowani, którzy prowadzą biznesy. Dlatego mamy dla nich specjalną obsługę klienta.

Obsługą seniorów zajmują się z kolei specjalnie przeszkoleni doradcy, który używają prostszego języka i nie spieszą się z udzielaniem pomocy. Pracę każdej z osób odpowiedzialnych za obsługę klientów weryfikuje wdrożony w tym celu system internetowy Medallia, który mierzy wskaźniki satysfakcji.

– To, czym można zawalczyć o klienta, to prostota usług. Im mniej skomplikowany sposób instalacji, sposób obsługi, im mniej kabli w domu i wiercenia w ścianach, tym bardziej usatysfakcjonowani klienci – mówi Jakub Kłoczewiak.

UPC zamierza konkurować na rynku zasięgiem swoich usług. Dlatego w planach ma wielomiliardowe inwestycje, które w ciągu najbliższych lat podwoją zasięg sieci UPC i obejmą mniejsze miejscowości. Pod koniec października operator ogłosił, że zamierza przejąć za około 3 mld zł Grupę Multimedia Polska, która zajmuje trzecią pozycję na rynku telewizji kablowej Umowa przedwstępna została już podpisana, teraz na transakcję musi się zgodzić UOKiK. Po jej sfinalizowaniu UPC będzie obejmować swoim zasięgiem ponad 4 mln gospodarstw domowych.

Obecnie UPC Polska jest największym operatorem sieci kablowych, który obejmuje 3,1 mln polskich gospodarstw. Dostarcza usługi telewizji, szerokopasmowego internetu i telefonii dla klientów indywidualnych i biznesowych.

Nadchodzi era gospodarki cyfrowej. Do 2020 roku wydatki firm na nowoczesne rozwiązania IT przekroczą 500 mld dol.

Nadchodzi era gospodarki cyfrowej. Do 2020 roku wydatki firm na nowoczesne rozwiązania IT przekroczą 500 mld dol. 10
Proces przechodzenia przedsiębiorstw na rozwiązania cyfrowe następuje coraz szybciej. Aby utrzymać się na rynku, niebawem każda firma będzie musiała się przekształcić, przynajmniej częściowo, w spółkę software’ową. Eksperci podkreślają, że bardzo wzrośnie rola działów IT w przedsiębiorstwach. Internet rzeczy, big data oraz chmura obliczeniowa to rozwiązania, które będą stosowane powszechnie.

– Najważniejszym czynnikiem decydującym o biznesowym sukcesie w ciągu najbliższych 15 lat będzie tempo i sprawność działania w przechodzeniu transformacji cyfrowej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Patricia Florissi, szefowa globalnego działu sprzedaży w Dell EMC. – Wszyscy muszą na nowo przemyśleć i przeprojektować sposób, w jaki prowadzoną działalność biznesową. To jest wyścig. Każda firma z branży musi się nauczyć, jak szybciej i efektywniej wprowadzać innowacje, eksperymentować, zbierać dane i je analizować, jak mierzyć skuteczność działania, wprowadzać nowe aplikacje i kontrolować ich efektywność.

Jak prognozuje firma International Data Corporation (IDC), do końca 2017 roku dwie trzecie największych przedsiębiorstw na świecie postawi na cyfrową transformację w centrum swoich strategii korporacyjnych. Do 2020 roku wydatki firm na oprogramowanie, sprzęt, wdrażanie, serwis oraz zarządzanie usługami w chmurze wyniosą ponad 500 mld dol., co oznacza, że będą przeszło trzy razy większe niż obecnie. Prócz transformacji cyfrowej zapowiadane jest upowszechnienie technologii tzw. trzeciej platformy (chmura obliczeniowa, duże zbiory danych tzw. big data, mobilność oraz media społecznościowe).

– Zmiany technologiczne przedefiniują fundamentalnie sposób, w jaki pracujemy, żyjemy i myślimy – prognozuje Patricia Florissi. – Ci, którzy zignorują takie procesy, wypadną na następnym zakręcie ekonomicznego wyścigu. Musimy też pamiętać, że technologia zmienia się bardzo szybko, podwaja swoją efektywność w ciągu osiemnastu miesięcy, więc po pięciu latach mamy dziesięć razy szybsze i bardziej zaawansowane rozwiązania. W takim tempie bardzo trudno się firmom przystosowywać i w pełni wykorzystywać nowoczesne technologie, ale muszą to robić.

IDC przewiduje, że w ciągu dwóch lat rozwój cyfrowych strategii biznesowych pochłonie przeszło połowę budżetów przeznaczanych na rozwiązania informatyczne. Technologie w chmurze stanowić mają podstawę wdrożenia pozostałych rozwiązań trzeciej platformy oraz realizacji transformacji. IDC zapowiada też, że do 2018 roku będzie co najmniej 500 branżowych chmur (obecnie jest ich około stu), a ponad połowa dużych korporacji zostanie partnerem tego rodzaju rozwiązań.

– Ale mamy również w biznesie efekty uboczne wynikające z tych trendów – zauważa Patricia Florissi. – Jednym z nich jest to, że sposób tworzenia i proces oprogramowania zmienia się w sposób fundamentalny. W przeszłości IT koncentrowało się na rozwijaniu produktu. Najpierw decydowano, jaka jest skala projektu, funkcjonalność, potem ustalano budżet i kalendarz. Robiliśmy tak, bo przekładaliśmy to, z czym mieliśmy do czynienia w realnym świecie, na rozwiązania cyfrowe.

Według prognoz motorem wzrostu gospodarki cyfrowej będzie oprogramowanie. Zdolność firm do rozwoju oraz rywalizacji rynkowej w znacznym stopniu zależeć więc będzie od innowacyjności związanej z umiejętnościami zespołu IT. Każda firma prędzej czy później zacznie przypominać spółkę softwarową. Zdaniem IDC do 2018 roku przedsiębiorstwa decydujące się na cyfrową transformację powiększą swoje działy IT o co najmniej 100 proc. Jak zauważa Patricia Florissi, w związku z tym w przyszłości proces projektowania produktu lub usługi będzie musiał się odbywać niejako w biegu, przy większym niż obecnie współudziale użytkownika.

– Dzisiaj nie wiemy tak naprawdę, czego on od nas oczekuje, czyli nie rozumiemy modelu biznesowego, który mamy wdrażać, ani funkcjonalności, którą chcemy zapewnić – wyjaśnia Patricia Florissi. – Dlatego musimy eksperymentować. Porządek został więc odwrócony. Najpierw decydujemy, kiedy wejść na rynek, potem przez kilka tygodni czy miesięcy eksperymentujemy, następnie decydujemy o budżecie. Tworzymy więc aplikacje w zupełnie inny sposób.   

Jednym z obszarów najbardziej rozwojowych będzie internet rzeczy (IoT, skrót od ang. Internet of Things). Analitycy przewidują, że do 2018 roku liczba urządzeń wykorzystujących tę technologię wzrośnie ponaddwukrotnie i osiągnie liczbę 22 mld, inicjując rozwój 200 tys. aplikacji i rozwiązań. IoT rozwijać się będzie najszybciej w czterech branżach: transportowej, produkcyjnej, służbie zdrowia oraz sprzedaży detalicznej.

– Najważniejsze jest to, że niemal wszystkie przedmioty, których używamy, stają się autonomiczne, zyskują własną inteligencję, zyskują możliwość przeprowadzania procesów, kontaktowania się ze sobą, zbierania danych, analizowania, mogą się integrować z innymi technologiami dostępnymi w sieci –zauważa Patricia Florissi. – Na tym właśnie polega IoT. Innym trendem technologicznym wartym zauważenia jest potencjał big data (duże zbiory informacji – red.), także napędzany w dużej mierze przez IoT, ale również postęp technologiczny w innych branżach. Chodzi między innymi o ustalenie czynników pozwalających monitorować wszystkie kroki w procesie biznesowym i interakcję z użytkownikami. Warto też zwrócić uwagę na rozwiązania w chmurze, które obniżą koszty, przyspieszając jednocześnie analizę.

O ile więcej miesięcznie zapłacimy za energię elektryczną

Od stycznia 2017 r. wzrosną rachunki odbiorców indywidualnych za energię elektryczną. Stanie się tak, ze względu na podwyżkę opłaty przejściowej. Nie wiadomo jeszcze na co rząd będzie chciał wydać te pieniądze. Wiadomo natomiast o ile wzrosną rachunki.

– Rachunki wzrosną o 2-3 zł miesięcznie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Ten kraj od pięciu lat jest bankrutem

Grecja jest od pięciu lat bankrutem. Jej sytuacja się nie zmienia. Co najgorsze, nie widać realnego sposobu na rozwiązanie problemu.

Sytuacja na pewno się nie zmieni, co najmniej do czasu, aż w Niemczech odbędą się wybory parlamentarne. W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Będziemy coraz więcej oddawać państwu, bo kwota wolna pozostaje bez zmian

Budżet państwa na rok przyszły jest bardzo napięty. Finansowanie programu 500+ jest bardzo kosztowne, dlatego kwota wolna pozostanie bez zmian. Ponieważ wynagrodzenia rosną, to podatnicy oddadzą państwu więcej ze swych dochodów. O spełnieniu obietnicy wyborczej, dotyczącej podniesienia kwoty wolnej, w rozmowie z MarketNews24 mówi Rafał Trzeciakowski, ekspert FOR.

DM TMS Brokers: Nie ma alternatywy dla dolara

Trzy wydarzenia, które w tym tygodniu mogły zatrząsnąć rynkiem finansowym (PKB Chin, debata prezydencka w USA, ECB), ostatecznie nie przyniosły większych wrażeń. Ponieważ inwestorzy nie dostali nowego impulsu do kupna/sprzedaży ryzyka, wracają do tego, co znają. W tym kontekście dalej nie widać alternatywy dla kupna USD.

Dynamika PKB Chin w III kw. na 6,7 proc. wypadła zgodnie z oczekiwaniami, zatem szanse na wzniecenie awersji do ryzyka wyparowały. Finalna debata między Hillary Clinton a Donaldem Trumpem nie przybliżyła tego drugiego do zadomowienia się w Białym Domu. Wprawdzie ostatnie dni kampanii mogą wpływać na nastroje inwestorów, ale teraz mało kto się tym przejmuje. Po konferencji ECB rynek nie może dojść do porozumienia, czy Draghi był gołębi, neutralny, czy jastrzębi, gdyż dostaliśmy zapewnienia, że ani wydłużenie QE, ani skrócenie programu nie były dyskutowane.

EUR/USD jest na wielomiesięcznych minimach, ale sądzę, że jest tu więcej siły USD niż negatywnej reakcji EUR. Odrobina rozczarowania (i konsekwencji zamykania długich pozycji) tych, którzy liczyli na więcej szczegółów odnośnie wygaszania QE, mogła dołożyć się do presji EUR, jednak bardziej wyrazisty jest powrót popytu na USD, który od czwartkowego popołudniu widać na wielu crossach (GBP, AUD, NZD). Inwestorzy lubią to, co znają, a na razie fundamenty stojące za dolarem wyglądają najkorzystniej. Z drugiej strony przy wycenie grudniowej podwyżki Fed na blisko 70 proc., będzie coraz trudniej zainicjować silniejszy rajd dolara bez świeżego katalizatora. Potrzeba albo powrotu wzrostów rentowności obligacji skarbowych USA, albo silnego zastrzyku lepszych danych makro.

Przyszły tydzień: PKB z USA/UK, Riksbank, Norges Bank, CPI z Australii

W USA kalendarz wydarzeń notuje powolny start z główną uwagą na pierwszy szacunek PKB za III kw. (pt). Rynek zakłada zannualizowany wzrost o 2,5 proc. po słabym pierwszym półroczu (1 proc.). Odczyt będzie miał duże znaczenie, gdyż USD czeka na katalizator dla dalszego ruchu wzrostowego, a dane o PKB powinny dostarczyć klarowności na temat sytuacji gospodarki i mogą udzielić potwierdzenia dla zasadności utrzymania optymizmu wobec grudniowej podwyżki Fed.

Na drugim planie znajdują się wrześniowe zamówienia na dobra trwałe (czw), gdzie rynek zakłada umiarkowany wzrostu o 0,1 proc., ale z wyłączeniem środków transportu oczekuje się odbicia po sierpniu (0,2 proc., poprz. -0,2 proc.). Dane te posłużą do korekty oczekiwań przed odczytem PKB. Po mieszanych informacjach z rynku nieruchomości w tym tygodniu, nieco uwagi skupią też dane o sprzedaży nowych domów (śr) oraz indeks podpisanych umów kupna domów (czw). Otrzymamy też kilka wystąpień przedstawicieli Fed (Dudley, Bullard, Evans, Powell w poniedziałek, Lockhart we wtorek), ale uwaga rynku na przemówieniach osłabła, gdyż otrzymujemy coraz mniej konkretów.

Ze strefy euro otrzymamy wstępne szacunki indeksów PMI za październik (pon), gdzie zakłada się stabilizację w przemyśle (52,6), ale przy niewielkim przyspieszeniu ożywienia w usługach (do 52,8). Ponadto niemiecki indeks Ifo (wt) ma wskazać na minimalną poprawę klimatu biznesu (109,6 vs 109,5). Lepsze dane mogą wspierać ogólny pozytywny sentyment, jednak dla EUR nie niosą bezpośredniego impulsu. Ponieważ ostatnie posiedzenie ECB nie przyniosło rozwiązania w temacie przyszłości polityki monetarnej, EUR pozostaje neutralne.

W Wielkiej Brytanii uwagę przyciągnie wstępny odczyt PKB za III kwartał (czw) i ocena pobrexitowej rzeczywistości. Konsensus zakłada spowolnienie do 0,3 proc. k/k z 0,7 proc., ale na tak wczesnym etapie może być trudno o jednoznaczne wnioski, szczególnie w kluczowym temacie tempa inwestycji. GBP pozostaje barometrem ryzyka politycznego z ryzykiem skoków w obu kierunkach.

Z Polski otrzymamy wyliczenia stopy bezrobocia za wrzesień (wt). Nasze prognozy plasują się poniżej konsensusu (8,3 proc. vs 8,4 proc.) w oparciu o widoczne silne efekty rynku pracownika i obecność procesów niwelujących bezrobocie strukturalne. Mimo to dla rynku złotego będzie to mało istotna figura. EUR/PLN pozostaje w sąsiedztwie 4,30, ale podtrzymanie nerwowości na globalnych rynkach będzie sprzyjać handlowi powyżej tego poziomu.

Dla walut skandynawskich ciekawie zapowiada się czwartek z decyzjami Riksbanku i Norges Banku. Mniej emocji przyniesie posiedzenie Norges Banku, po którym opublikowany zostanie jedynie komunikat. Przejście do neutralnego nastawienia we wrześniu było dużym pozytywnym zaskoczeniem dla NOK, ale tym razem szanse na niespodziankę są praktycznie zerowe.

W Szwecji po rozczarowujących odczytach inflacji narosły oczekiwania na złagodzenie polityki pieniężnej. Jednak korona pozostaje nadzwyczaj słaba, co z czasem powinno przynosić wsparcie dla trendów cenowych. Stąd decyzja o rozszerzeniu luzowania nie jest przesądzona, a podzielone opinie na rynku gwarantują reakcję przy każdym rezultacie posiedzenia. Sądzimy, że obniżanie stopy procentowej dalej poniżej -0,5 proc. jest ryzykownym przedsięwzięciem i przyznajemy wyższe prawdopodobieństwo dla braku dalszego luzowania.

W Japonii na piątek zaplanowano odczyt inflacji i stopy bezrobocia. Inflacja bazowa we wrześniu ma utrzymać się na 0,5 proc. r/r, z kolei stopa bezrobocia stabilizuje się na 3,1 proc. Jest małe realne, aby dane wpłynęły na rynek JPY. USD/JPY pozostanie pod wyłącznym wpływem sentymentu względem dolara i kształtowania się rentowności obligacji skarbowych USA.

W Australii kwartalny odczyt CPI (śr) jest wyczekiwanym wskaźnikiem. Bank Rezerwy Australii nie spieszy się do luzowania polityki monetarnej, ale rozczarowanie po stronie inflacji może wzmocnić presję na RBA. Z drugiej strony lepszy wynik z Nowej Zelandii buduje optymizm przed odczytem. Ogólnie widzimy małe szanse, by dane mogły wyraźnie zaszkodzić AUD, choć z powrotem aprecjacji może być ciężko, jeśli nastroje przejmie odbudowa trendu umocnienia USD. W Nowej Zelandii dane o handlu zagranicznym (pon) rzadko bywają istotnym impulsem i NZD pozostanie pod wpływem budowania oczekiwań przed listopadową decyzją RBNZ (oczekujemy obniżki stopy OCR) oraz kształtowania się globalnych nastrojów. Kalendarz z Kanady nie zawiera istotnych wydarzeń. Dyskontowanie gołębiości BoC i brak kontynuacji wzrostów cen ropy naftowej są głównymi zagrożeniami dla wartości CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przemysł sygnalizuje pogorszenie pozycji konkurencyjnej poza Polską

W październiku ogólny klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym kształtuje się na poziomie plus 1 (plus 3,3 we wrześniu) – podał GUS prezentując opracowanie „Koniunktura w przemyśle, budownictwie, handlu i usługach w październiku 2016 r.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W październiku 2016 r. oceny ogólnego klimatu koniunktury w przetwórstwie przemysłowym były pozytywne (plus 1), jednak słabsze niż we wrześniu br. – mniej firm niż miesiąc wcześniej sygnalizowało poprawę koniunktury, a więcej – jej pogorszenie. Oceny te dotyczą wszystkich firm, niezależnie od wielkości, aczkolwiek w grupie firm małych relatywnie najwięcej jest ocen słabych.

Od kilku miesięcy prognozy dotyczące nowych zamówień pogarszają się. I, co szczególnie ważne i niepokojące, wszyscy przedsiębiorcy przemysłowi (niezależnie od wielkości firmy) informują, że ich pozycja na rynkach krajów UE i na innych rynkach zagranicznych poza krajami UE w stosunku do analogicznego miesiąca ubiegłego roku pogorszyła się. Przyglądając się poszczególnym branżom widać wyraźnie, że dotyczy do silnie producentów urządzeń elektrycznych, ale także producentów metali, pojazdów samochodowych, a także – na rynkach krajów UE – producentów mebli. Natomiast nie tylko dobrze, ale coraz lepiej radzą sobie producenci artykułów spożywczych, napojów i wyrobów tytoniowych. Istotne byłoby zidentyfikowanie przyczyn problemu.

Analizując bariery działalności wskazywane przez przedsiębiorstwa przemysłowe widać, że nie jest to niedostateczny popyt na rynkach zagranicznych. Na tę barierę wskazuje bowiem od 2015 r. coraz mniej przedsiębiorstw. Ciągle poważną barierą są natomiast koszty zatrudnienia, ale od 2014 r. odsetek firm wskazujących na nią właściwie się nie zmienia (ponad 50 proc.). Rośnie natomiast, i to silnie, odsetek przedsiębiorstw przemysłowych (od 2015 r.), które wskazują na niedobór pracowników, a przede wszystkim niedobór wykwalifikowanych pracowników jako barierę działalności. Możliwe zatem, że przyczyn osłabiania się pozycji konkurencyjnej polskich eksporterów na rynkach UE i rynkach pozaunijnych są braki kadrowe, kompetencyjne, wykształceniowe pracowników.

Problem w tym, że tych braków nie da się szybko usunąć, bo proces edukacji trwa. Niektóre kompetencje i umiejętności przedsiębiorcy mogą próbować budować sami u swoich pracowników. Pytanie, czy pracownicy będą chcieli podnosić swoje kwalifikacje, jeśli spora ich część otrzymuje pieniądze z programu 500+, a „za chwilę” inna grupa uzyska możliwość przejścia wcześniej na emeryturę.
Pytanie także, jak szybko uda się uruchomić nowoczesne szkolnictwo zawodowe, które będzie budowało wiedzę, umiejętności i kompetencje na miarę nadchodzącej szybkimi krokami 4. rewolucji przemysłowej.

Obyśmy sami, swoimi rękami, nie zniszczyli ciężko wypracowywanej przez polskie przedsiębiorstwa pozycji konkurencyjnej na rynkach zagranicznych.

Największy niemiecki land chce przyciągnąć polskie start-upy

Specjalnie do Warszawy by nawiązać kontakty z polskimi start-upami przyjeżdżają przedstawiciele Nadrenii Północnej Westfalii (NRW), stolicy tego landu – Düsseldorf oraz eksperci z branży. Już 27.10. 2016 r. w siedzibie AIP Business Link w Warszawie polskie start-upy spotkają się z ekspertami i partnerami z Niemiec.

Agencja Inwestycji i Promocji kraju związkowego Nadrenia Północna-Westfalia, NRW.INVEST i miasto Düsseldorf we współpracy z fundacją Start up Poland i przy wsparciu m. st. Warszawy organizują seminarium biznesowe dla młodych polskich start-upów pt.: „Szanse dla polskich start-upów na rynku niemieckim: Nadrenia Północna Westfalia i miasto Düsseldorf miejscem sukcesu start-upów z obszaru gospodarki cyfrowej i kreatywnej”.

Celem seminarium jest zbliżenie ekosystemów innowacji w Polsce i Niemczech. Uczestnicy seminarium będą mogli zapoznać się z potencjałem regionu NRW i jego stolicy Düsseldorf, inicjatywami stymulującymi rozwój, przestrzeniami coworkingowymi, narzędziami wsparcia dla startupów, podatkowo-prawnymi aspektami prowadzenia biznesu w Niemczech – opowiada Katarzyna Sokołowska, reprezentantka NRW.INVEST GmbH w Polsce.

Od lat region ten – najmocniejszy gospodarczo, politycznie i populacyjnie – uchodzi za papierek lakmusowy kondycji Niemiec. Jeśli przedsiębiorca zdoła obronić się na tym terenie, to podoła podobnemu wyzwaniu w całych Niemczech – taka jest niepisana zasada wśród wtajemniczonych – dodaje Sokołowska.

Wśród prelegentów znajdą się eksperci z zakresu inwestycji, prawa, gospodarki międzynarodowej oraz przykłady start-upów, które osiągnęły sukces.

***

Nadrenia Północna-Westfalia, która liczy 17,6 mln. mieszkańców, jest najliczniejszym z 16 krajów związkowych Niemiec. Ok. 160 mln. osób, czyli prawie 1/3 wszystkich konsumentów w UE, mieszka w promieniu 500 km od stolicy landu – Düsseldorfu. Region skupia 22 % siły nabywczej Niemiec. Mieszkańcy tego landu wydają rocznie 346 mld. euro na własne potrzeby i już przez samo to stanowią interesujący rynek zbytu dla dóbr konsumpcyjnych. PKB Nadrenii na poziomie ok. 625 mld. euro, stanowi 21,5 % niemieckiego i 4,5 % europejskiego PKB (UE-28).

Na terenie landu funkcjonuje około 755 tysięcy MŚP. Stanowią one 99,5 procent wszystkich firm w landzie. Około. 80 procent zatrudnionych osób podlegających ubezpieczeniu społecznemu pracuje w małych i średnich przedsiębiorstwach.

16 z 50 najlepiej sprzedających się niemieckich firm (nie licząc banków i firm ubezpieczeniowych) posiada swoją siedzibę w NRW, np. Bayer, Bertelsmann, DHL, Deutsche Telekom, E.ON, Henkel, Metro, Rewe, RWE czy ThyssenKrupp.

Współpraca z dostawcami usług outsourcingowych – kontrola i nadzór w sektorze bankowym

Outsourcing jest narzędziem, które umożliwia usprawnienie przebiegu wielu procesów w instytucjach bankowych, co pozwala na zminimalizowanie kosztów. Jednak w trakcie wykonywania powierzonych procesów pojawia się wiele problematycznych kwestii związanych z ich nadzorem, monitorowaniem i zarządzaniem.

Zapraszamy do udziału w warsztacie ,Współpraca z dostawcami usług outsourcingowych – kontrola i nadzór w sektorze bankowym”, podczas którego nasi Eksperci szczegółowo omówią zagrożenia związane z outsourcingiem oraz działania pomocnicze w aspekcie czynności faktycznych. Poruszona zostanie również kwestia zasad zabezpieczania danych osobowych oraz ich przetwarzanie w świetle regulacji RODO. Część spotkania poświęcona case study będzie dla Państwa możliwością zapoznania się z przykładami efektywnego zarządzania outsourcingiem w sektorze bankowym.

Warsztat odbędzie się 8-9 listopada 2016r. w Hotelu Sheraton w Warszawie.

outsorcing

Szczegóły programu >>

Główne zagadnienia:

 

  • Umowa outsourcingowa w banku
  • Proces ciągłości działania w obliczu ryzyka związanego z outsourcingiem
  • Działania insourcera – sprawowanie nadzoru przez bank
  • Skuteczne zarządzanie outsourcingiem – case study na przykładzie projektów realizowanych dla sektora bankowego
  • Zaprzestanie świadczenia usług przez insourcera – konstruowanie planów awaryjnych
  • Outsourcing i podoutsourcing przetwarzania danych osobowych w regulacjach RODO
  • Outsourcing bankowy – reguły dotyczące zabezpieczania danych osobowych

Prowadzący:

  • Sebastian Bohuszewicz – Legal Counselors Group
  • Małgorzata Czaplicka-Matus – Bank BGŻ BNP Paribas S.A., Związek Banków Polskich
  • Artur Piechocki – Kancelaria APLAW
  • Konrad Rochalski – Grupa ArchiDoc S.A.
  • Robert Twarowski – Alior Bank S.A.
  • Piotr Welenc – Wolters Kluwer SA.

Sztuka dyplomacji – savoir-vivre w biznesie

Środowisko zawodowe jest bardzo wyczulone na kwestie związane z kulturą osobistą. Znajomość zasad savoir-vivre jest niezbędna dla każdego managera, by niezależnie od sytuacji zawodowej, potrafił zachować się w sposób poprawny, zgodny z etykietą biznesową.
Zapraszamy na szkolenie„Sztuka dyplomacji – savoir-vivre w biznesie”, podczas którego nasz Ekspert zaprezentuje Państwu kompendium norm i konwenansów najczęściej występujących w relacjach międzyludzkich. Wiedza ta pozwoli opanować umiejętność odpowiedniej oceny sytuacji w kontekście kulturowym. Poruszone zostaną również zagadnienia dotyczące m.in. komunikacji elektronicznej oraz zasad doboru stroju i akcesoriów w zależności od okazji. Jeśli jesteś osobą zobligowaną do częstych kontaktów biznesowych weź udział w szkoleniu i wzmocnij poczucie pewności siebie w kontaktach służbowych.

Szkolenie odbędzie się 24-25 października 2016r. w Centrum Konferencyjnym GOLDEN FLOOR w Warszawie.

savoir vivre
Szczegóły programu >>

Główne zagadnienia:

  • Różnice kulturowe i umiejętność zachowywania się w sposób naturalny
  • Wzmacnianie własnego wizerunku w wszelkiego rodzaju relacjach
  • Wpływ obowiązujących norm i konwenansów na nawiązywanie kontaktów biznesowych
  • Właściwe decyzje w obszarze wyglądu, ubioru oraz aranżacji przestrzeni

Trener:

Dorota Szcześniak-Kosiorek – trener biznesu, doradca wizerunku i etykiety, praktyk zawodu. 10-letnie doświadczenie zawodowe w biznesie łączy z zainteresowaniem savoir-vivre’em, psychologią wyglądu oraz wizerunkiem osób. Absolwentka Zarządzania i Marketingu na PW oraz Studiów Podyplomowych „Public Relations – Skuteczne kreowanie wizerunku”. Znana z indywidualnego podejścia do klientów, profesjonalizmu oraz empatii.

Standardy RTS w bankowości elektronicznej – najnowsze aspekty prawne

Bezpieczeństwo transakcji elektronicznych to temat niezmiennie aktualny oraz problematyczny, na co wpływ ma rosnąca liczba przypadków cyberprzestępstw i transakcji fraudowych, ograniczająca zaufanie użytkowników do usług płatniczych. W wyniku implementacji do prawa polskiego dyrektywy PAD, obecne standardy bezpieczeństwa mają ulec znacznym zmianom.

Zapraszamy do udziału w warsztacie ,,Standardy RTS w bankowości elektronicznej – najnowsze aspekty prawne”, podczas którego Prowadzący, będący ekspertami świata finansów, kompleksowo omówią zmiany w polskich przepisach dotyczących elektronicznych usług płatniczych. Poruszone zostaną zagadnienia związane m.in. z projektem regulacyjnych standardów technicznych (RTS) oraz wymogiem wymiany zabezpieczeń dla wszystkich transakcji pochodnych nierozliczanych w CCP.

Warsztat odbędzie się 26-27 października 2016r. w Hotelu Westin w Warszawie.

Standardy RTS w bankowości elektronicznej  – najnowsze aspekty prawne

Szczegóły programu >>

Główne zagadnienia:

  • Bezpieczeństwo transakcji elektronicznych – wpływ dyrektywy PSD II
  • Nowe regulacje dotyczące ochrony danych osobowych a bezpieczeństwo płatności elektronicznych
  • Bezpieczeństwo transakcji elektronicznych – odpowiedzialność stron
  • Dostawcy usług płatniczych oraz ich nowe obowiązki w świetle implementacji dyrektywy PAD
  • wymóg dwustopniowego uwierzytelniania – problematyka w kontekście Rekomendacji KNF
  • Omówienie projektu regulacyjnych standardów technicznych z dnia 12 sierpnia 2016 r. (,,RTS”)
  • Autoryzacja biometryczna – innowacyjna metoda w zabezpieczaniu transakcji elektronicznych

Prowadzący:

  • Aleksandra Bańkowska – PwC Legal
  • Dr Jan Byrski – Kancelaria Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy
  • Dariusz Gradzi – Kancelaria AKGK Adwokaci Kostański Gradzi Kuczara
  • Dr Krzysztof Korus – Kancelaria dLK Korus Okoń Radcowie Prawni
  • Łukasz Łyczko – PwC Legal
  • Agata Marcinkowska – Kancelaria Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy
  • Dr Arwid Mednis – Kancelaria Wierzbowski Eversheds
  • Leszek Sytniewski – Kancelaria Traple  Konarski Podrecki i Wspólnicy

Zarządzanie ryzykiem wyłudzeń nadużyć i fraudów w Instytucjach Finansowych

Komisja Europejska wydała decyzję o przyjęciu wniosku dotyczącego zaostrzenia prawa UE, który ma za zadanie wspierać walkę z praniem pieniędzy. Celem tych działań jest zapobieganie finansowaniu terroryzmu oraz zwiększenie przejrzystości informacji dotyczących właścicieli przedsiębiorstw i trustów.

Zapraszamy do udziału w warsztacie ,,Zarządzanie ryzykiem wyłudzeń nadużyć i fraudów w Instytucjach Finansowych”, w trakcie którego omówione zostaną aktualne problemy dotyczące nadużyć na rynku finansowym. Nasi Eksperci dokonają dokładnej analizy aktualizacji IV Dyrektywy AML, skupiając się na usuniętych przez nią lukach prawnych, które wykorzystywane były przez terrorystów, przestępców czy inne osoby nadużywające przepisów podatkowych w celu finansowania swojej nielegalnej działalności.

Warsztat odbędzie się 7-8 listopada 2016r. w Hotelu Sheraton w Warszawie.

Zarządzanie ryzykiem wyłudzeń nadużyć i fraudów w Instytucjach Finansowych

Szczegóły programu >>

  • Beneficjent rzeczywisty w obliczu nowych regulacji prawnych
  • Uznanie platform wymiany walut wirtualnych i dostawców kont waluty wirtualnej za podmioty zobowiązane
  • weryfikacja Klientów – rozszerzenie wymogów
  • Harmonizacja unijnego stosunku do państw nienależących do EOG
  • Wprowadzenie obowiązku ustanowienia automatycznych scentralizowanych mechanizmów pozwalających na błyskawiczną identyfikację posiadaczy rachunków bankowych i płatniczych
  • Współpraca międzynarodowa i rozszerzenie uprawnień FIU
  • Dokonanie oceny ryzyka Klienta w oparciu o kryteria wymienione w IV Dyrektywie AML
  • PEP krajowy – nowe rozwiązania proceduralne i systemowe

Prowadzący:

  • Andrzej Bednarczyk – Bednarczyk Legal
  • Magdalena Chrzan – Kancelaria Wierzbowski Eversheds
  • Jarosław Kruk – Kancelaria Prawnicza Kruk i Wspólnicy
  • Andrzej Otto – Dom Maklerski Raiffeisen Dom Maklerski S.A
  • Konrad Stolarski – Kancelaria Prawna dLK Korus Okoń Radcowie Prawni
  • Elżbieta Żemojtel – Kancelaria Wierzbowski Eversheds

Product Development Days w Krakowie

Ile wartościowych rad możesz dostać w ciągu dwóch dni? Tej jesieni skorzystaj z wyjątkowej okazji na spotkanie z mentorami i poszerzenie wiedzy o rozwoju produktu o 360 stopni.

Już 8 i 9 listopada Park Inn by Radisson w Krakowie zapełni się ludźmi, którzy nadają życie produktom, bez których nasza codzienność nie byłaby taka sama. Fizyczne i softwarowe, adresowane do profesjonalistów czy rozrywkowe – wysoka jakość może narodzić się tylko w środowisku, które pozwala ją wypracować. A to zaledwie czubek góry lodowej – jesteście gotowi na dwa dni pełne bezcennej wiedzy? Przed wami kolejna odsłona Product Development Days!

Product Development Days w Krakowie

“All the skills you need” nie jest hasłem rzuconym na wiatr – tegoroczna edycja konferencji jest jeszcze bogatsza, oferując aż cztery ścieżki tematyczne. A będą to:

  • Methods, skupiająca się na rozwoju produktu i wdrożeniu efektywnej metodologii pracy,
  • Team, podczas której uczestnicy będą mogli rozwinąć kompetencje interpersonalne, które są niezbędne do skutecznej współpracy i przewodzenia zespołowi,
  • Experience, odsłaniająca sekrety dobrego designu i szeroko pojętego usability,
  • i po raz pierwszy Sales & Marketing – modelowanie procesu sprzedaży produktu i nowoczesne narzędzia automatyzacji marketingu.

Ścieżki tematyczne oprócz krótkich wykładów zawierać będą także odbywające się równolegle warsztaty, które pozwolą na praktyczną aplikację zdobytej wiedzy jeszcze przed wyjściem z konferencji.

Jednak to nie same wykłady i warsztaty czynią tę konferencję wyjątkową. Już poprzednie edycje udowodniły, że Product Development Days jest przede wszystkim wspaniałą platformą pozwalającą na wejście w personalną interakcję z prelegentami i innymi uczestnikami. To właśnie na tym wydarzeniu możecie najwięcej czasu poświęcić na długie rozmowy o tym, jakie rozwiązanie będzie najlepsze dla was. Product ownerzy, kierownicy zespołów, project managerowie, konsultanci, marketerzy, handlowcy, UX designerzy – wszyscy ci specjaliści znajdą się pod jednym dachem, pozwalając na poszerzenie wiedzy we wszystkich tych aspektach.

Chcesz zarządzać swoim zespołem sprawnie? Rozwinąć produkty i modele biznesowe dla nowych generacji klientów? Obniżyć koszty przy jednoczesnym zwiększeniu jakości? A może dostarczyć najlepszy “experience” swoim klientom? Dołącz do PDD16 i poznaj swoich mentorów podczas jednej z ponad 200 sesji!

Specjalnie dla naszych czytelników organizatorzy przygotowali kod zniżkowy uprawniający do 15% rabatu na wejściówki: MEDIA15

Więcej informacji na:

stronie wydarzenia: http://www.productdevelopmentdays.com

Facebooku: https://facebook.com/productdevelopmentdays/

Twitterze: https://twitter.com/ProductDevDays

Mario Draghi trzęsie rynkiem. Portugalia w tarapatach

Prezes EBC wyraźnie lubi udowadniać, że nawet jak niewiele robi jest osobą nr 1 na rynkach. Złoty w odwrocie. Agencja z poza wielkiej trójki zadecyduje o losach Portugalii.

Konferencja EBC bez przełomu

Wczoraj o 14:30 miała miejsce konferencja prasowa Mario Draghiego. Po raz kolejny okazało się, że w sumie na konferencji nie wydarzyło się wiele, aczkolwiek wystarczająco dużo by zatrząść rynkami. Inwestorzy oczekiwali wskazówek na temat działania programu luzowania w kolejnych miesiącach. Otrzymali jednak tylko zapewnienie, że EBC nad tym nie dyskutowało. Pojawiła się również zapowiedź przyjrzenia się temu na grudniowym posiedzeniu. Termin ten jest nieprzypadkowy. Cały świat czeka bowiem na wynik wyborów w USA i co ważniejsze grudniowe posiedzenie FED, na którym zdaniem większości analityków ma dojść do podwyżki stóp procentowych w USA. Jak zareagowały waluty? Jak to ostatnio często bywa Mario Draghi jest głównym przyjacielem europejskich eksporterów. Po raz kolejny zawodząc nadzieje spowodował osłabianie się europejskiej waluty. Najbardziej wyraźny był ruch względem dolara, gdzie euro zostało przecenione w ruchu, który rozpoczęła konferencja prasowa o ponad 1 centa.

Co się dzieje na złotym?

Wczorajszy protokół z posiedzenia RPP nie wniósł na rynki tyle co posiedzenie EBC. Wraz z osłabianiem się euro również osłabiały się waluty od niego najbardziej zależne w tym polski złoty. Dzisiaj od rana frank szwajcarski atakuje tak znienawidzoną przez kredytobiorców psychologiczną barierę 4zł. Euro znajduje się w okolicach 4,32 zł, dolar po raz kolejny zbliża się wartością do franka. Kosztuje obecnie już ponad 3,97zł. Funt brytyjski kontynuuje swoje odbicie z ostatnich dołków. Dotarł do 4,86 zł, zatem odbił się już o ponad 15 groszy od ostatnich minimów.

Agencja ratingowa DBRS decyduje o przyszłości Portugalii

Tak to nie literówka. Na świecie jest więcej agencji ratingowych niż wielka trójka: Moody’s, S&P oraz Fitch. Nie zmienia to faktu, że skoro wszystkie pozostałe reprezentują około 5% rynku są one przeważnie pomijane. Przeważnie, jednak nie zawsze. W chwili obecnej na korzyść agencji DBRS przemawia EBC. Bank ten nie może skupować obligacji krajów, którym żadna z 4 największych agencji nie przyznaje ratingu inwestycyjnego. Dla Lizbony wielka trójka wydała już wyrok. Wszystkie trzy agencje uważają, że obligacje portugalskie są nieinwestycyjne. Jeżeli taki sam werdykt zapadnie dzisiaj to wedle wszelkiego prawdopodobieństwa obligacje tego kraju gwałtownie stracą na wartości, jako ze z rynku zniknie ważny kupujący. Lizbona znajduje się obecnie na niechlubnym podium najbardziej zadłużonych państw europejskich z wynikiem niemal 130% PKB zadłużenia. Co gorsze jak wzrosną koszty obsługi tego długu to ograniczanie tego parametru będzie jeszcze trudniejsze. Jak będą reagować waluty na ewentualną obniżkę? Inwestorzy widzą co się od lat dzieje na południu Europy, nie będzie to zatem dla nich zaskoczeniem. Nie zmienia to faktu, że może to być kolejny bodziec przesuwający ich uwagę z euro względem innych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – koniunktura gospodarcza,

14:30 – Kanada – inflacja.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

A. Zaremba (Saturn TFI): Deflacja będzie wygasać w najbliższych miesiącach

A. Zaremba (Saturn TFI): Deflacja będzie wygasać w najbliższych miesiącach 11

Ceny towarów i usług we wrześniu nie uległy zmianie w stosunku do poprzedniego miesiąca, natomiast w skali roku obniżyły się o 0,5 proc. Zdaniem Adama Zaremby, głównego ekonomisty Saturn TFI, w najbliższych miesiącach deflacja będzie jednak coraz mniejsza. Do wzrostu dynamiki cen przyczyni się m.in. stabilny rynek pracy i wzrost PKB, ale w najbliższym czasie próżno spodziewać się zmiany stóp procentowych.

– Deflacja, która utrzymuje się na stosunkowo niskich poziomach, będzie powoli wygasać, za czym przemawia szereg argumentów. Po pierwsze, bardzo niskie ceny żywności i surowców, jak chociażby ropy naftowej i metali przemysłowych, powoli zaczęły się odbijać i ten efekt będzie stopniowo znajdywał odzwierciedlenie w inflacji. Po drugie, deflacja w strefie euro i w krajach ościennych również powinna hamować, co będzie się przekładać na dynamikę cen w Polsce – prognozuje Adam Zaremba, główny ekonomista Saturn TFI w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor.

We wrześniu poziom inflacji w ujęciu miesięcznym wyniósł 0,00 proc. Ceny towarów i usług konsumpcyjnych pozostały na poziomie z sierpnia br. Natomiast w stosunku do poziomu cen z września 2015 roku spadły o 0,5 proc. Niskie ceny panują również w całej Unii Europejskiej. Eurostat podaje, że we wrześniu ceny towarów i usług zwiększyły się o 0,4 proc. rok do roku. W stosunku do sierpnia br. wzrosły jednak o 0,2 proc.

Według danych GUS poziom PKB w sierpniu wzrósł o 3,1 proc. rok do roku, a w całym I kwartale 2016 roku zwiększył się o 3 proc. Wicepremier Mateusz Morawiecki poinformował w tym tygodniu, że prognoza wzrostu PKB na koniec roku wynosi 3,4 proc., co pokrywa się z przewidywaniami Ministerstwa Finansów. Z kolei średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 4,7 proc.

Zdaniem Zaremby wszystko to przełoży się w ciągu najbliższych miesięcy na wzrost poziomu inflacji, jednak na osiągnięcie celu inflacyjnego, utrzymanego na poziomie 2,5 proc., trzeba jeszcze poczekać.

– Nie sądzę, abyśmy osiągnęli cel inflacyjny wcześniej niż w II połowie 2017 roku, oczywiście zakładając brak drastycznych zmian. W konsekwencji nie zobaczymy zapewne w najbliższym czasie obniżek stóp procentowych, a ewentualne podwyżki przydarzą się dopiero w drugim półroczu przyszłego roku. Również polskie obligacje, jeśli weźmiemy pod uwagę czynnik inflacji, powinny się zachowywać dość stabilnie – ocenia główny ekonomista Saturn TFI.

Zgodnie z oczekiwaniami rynku po obradach 45 października Rada Polityki Pieniężnej postanowiła zostawić stopy procentowe bez zmian, utrzymując główną stopę referencyjną na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. W ciągu trzech ostatnich lat RPP obniżała stopy procentowe łącznie dziesięć razy, obniżając stopę referencyjną z 4,74 proc. do obecnego poziomu. Ostatnia obniżka stóp o 50 punktów bazowych miała miejsce w marcu 2015 roku. Według prezesa NBP, podwyżki stóp procentowych nastąpią z kolei nie wcześniej niż w 2018 roku. W przyszłym roku zakładany poziom inflacji wyniesie natomiast ok. 1 proc.

P. Kwiecień (XTB): mimo lewicowego programu kandydatki demokratów, rynki preferują zwycięstwo Clinton

P. Kwiecień (XTB): mimo lewicowego programu kandydatki demokratów, rynki preferują zwycięstwo Clinton 12
Za niespełna trzy tygodnie świat pozna wyniki wyborów prezydenckich w USA. Choć zwykle rynki reagują pozytywnie, gdy szala zwycięstwa przechyla się na stronę republikanów, tym razem po raz pierwszy, sprzyjać im będzie wygrana Hilary Clinton. Mimo protekcjonistycznego programu kandydatka demokratów jest bowiem politykiem przewidywalnym.

Triumf byłej Pierwszej Damy pchnie w górę indeksy, umocni dolara wobec jena, ale osłabi względem meksykańskiego peso oraz obniży ceny złota, przewiduje w swojej analizie dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers.

– Obecna kampania prezydencka jest dość nietypowa, zwykle mieliśmy sytuację, w której rynki widziały kandydata republikanów jako bardziej sprzyjającego gospodarce, bardziej sprzyjającego rynkom akcji, teraz jest na odwrót – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Kwiecień. – To dlatego, że Donald Trump tak naprawdę w wielu kwestiach w ogóle nie identyfikuje się z tradycyjnymi wartościami Partii Republikańskiej, tylko ma swoje pomysły, które często połączone w całość nie stanowią spójnego obrazu. Jest postrzegany jako ryzyko i dla gospodarki, i dla rynków finansowych, przynajmniej w tych pierwszych miesiącach sprawowania urzędu.

Donald Trump zapowiada m.in. wprowadzenie czterech stawek podatkowych dla gospodarstw domowych i obniżenie podatku dla firm do 15 proc., zmniejszenie deficytu i wydatków rządowych o pół biliona dolarów oraz ograniczenie napływu pracowników i towarów z Meksyku.

– On z jednej strony chce obniżyć bardzo mocno podatki, z drugiej – bardzo mocno obniżyć deficyt. Wiadomo, że nie jest to łatwe. Jedyna droga do tego w krótkim okresie to bardzo duże obniżenie wydatków. Trump z jednej strony mówi, że ograniczy administrację, ograniczy wydatki, ale z drugiej strony chciałby postawić na obronność, chciałby zwiększyć wydatki na budżet zbrojeniowy Stanów Zjednoczonych, a z kolei budżet zbrojeniowy to ponad połowa wydatków tzw. dyskrecjonalnych, czyli takich wydatków, które nie są sztywno zapisane w budżecie – wylicza Kwiecień. – Czyli widzimy, że te elementy razem do siebie nie pasują

Wybory prezydenckie w USA różnią się od tych znanych z rynku polskiego. Liczy się zebranie większej liczby głosów elektorskich, których konkretna liczba przypisana jest do poszczególnych 50 stanów. Jeśli w jakimś stanie kandydat zdobywa przewagę, wszystkie głosy elektorskie z tego okręgu zapisywane są na jego konto. Z rozkładu sympatii już dziś wiadomo z dużym prawdopodobieństwem, że Hilary Clinton może liczyć na 220 głosów elektorskich, zaś Donald Trump na 165. To głosy pochodzące z 39 stanów, w których jeden z kandydatów ma wyraźną przewagę. Języczkiem uwagi okaże się więc jedenaście niezdecydowanych stanów, tzw. swing states, bo do zwycięstwa potrzeba 270 głosów elektorskich.

– Hillary Clinton ma wiele pomysłów, które tak naprawdę nie są mile widziane przez Wall Street. Chce opodatkować najlepiej zarabiających, chce nałożyć dodatkowe podatki na banki, chce bardziej uregulować kwestię cen leków, co oczywiście nie podoba się koncernom farmaceutycznym, a mimo tych wszystkich „wad” jest preferowanym kandydatem przez Wall Street, dlatego że jest przewidywalna. Wiadomo, że po objęciu urzędu nie będzie wprowadzać żadnych rewolucyjnych zmian. Rynki nie lubią niepewności, rynki wolą stabilność, więc to Hillary Clinton jest przez nie lepiej postrzegana – ocenia główny ekonomista X-Trade Brokers.

Nic nie jest przesądzone, jednak ostatnie sondaże dają zwycięstwo kandydatce republikanów. Jej sukces powinien podbić ceny akcji, choć firmy energetyczne, którym wsparcie obiecuje Trump, oraz koncerny farmaceutyczne i banki, które powinny się spodziewać odpowiednio ograniczenia cen i wprowadzenia dodatkowych opłat, mogą reagować negatywnie. Najważniejsza jednak zdaniem ekspertów jest przewidywalność.

– Obietnice wyborcze Hillary Clinton są zbliżone do programu demokratów, więc tutaj nie ma wielkich zaskoczeń. Mamy zwiększoną rolę państwa, zwiększone wydatki na infrastrukturę, z drugiej strony mamy wyższe obciążenia fiskalne, szczególnie dla najlepiej zarabiających, więc to gdzieś tam wpisuje się w taki lewicowy program demokratów – podsumowuje Przemysław Kwiecień. – Nowościami w programie Hilary Clinton są potencjalne obciążenia sektora bankowego i sektora farmaceutycznego, to jest nowy temat w programie demokratów i to z pewnością nie będzie mile widziane przez koncerny farmaceutyczne i przez największe banki, bo wdrożenie tych zapowiedzi będzie dla akcjonariuszy tych spółek niekorzystne.

Zdaniem XTB najlepszym barometrem nastrojów i reakcji rynków na pierwsze wyniki będzie zachowanie meksykańskiego peso. Ponieważ program kandydata republikanów wymierzony jest w Meksyk, osłabianie się tamtejszej waluty względem dolara będzie znakiem wyników korzystnych dla Donalda Trumpa (choć tu dużych ruchów może nie być, bo meksykańska waluta i tak jest już słaba). Umocnienie peso natomiast świadczyć będzie o przechylaniu się szali zwycięstwa na stronę Hilary Clinton. Od początku roku dolar zyskał do peso 7,7 proc. W ciągu ostatniego miesiąca, gdy sondaże zaczęły wskazywać na wygraną Clinton, stracił jednak niemal 6,5 proc.

Zakaz handlu w niedziele dla sklepow tradycyjnych wzmocni polski e-commerce

W Polsce trwa dyskusja na temat wprowadzenia ograniczeń dla handlu w niedzielę dla sklepów stacjonarnych. Giulio Montemagno, Senior Vice President International w RetailMeNot komentuje możliwe skutki tego rodzaju regulacji z punktu widzenia rozwoju handlu w sieci. Liczby pokazują, że niedziela to już teraz dzień największych obrotów sklepów online.

Giulio Montemagno, Senior Vice President International w RetailMeNot
Giulio Montemagno, Senior Vice President International w RetailMeNot

„Kwestia handlu w niedzielę jest niezaprzeczalnie tematem, który polaryzuje opinię publiczną. Interesujące jest, że Polska rozważa wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę, podczas gdy w wielu innych krajach europejskich można zaobserwować tendencję odwrotną, dążenie do wprowadzenia większych możliwości dla handlu w ten dzień. 

W Europie funkcjonują przy tym różne modele. Na przykład w Wielkiej Brytanii nie ma żadnych ograniczeń dla małego biznesu, natomiast sklepy wielkopowierzchniowe mogą być otwarte tylko przez sześć kolejnych godzin między godz. 10.00 a 18.00. Z kolei w Niemczech handel w niedzielę jest bardzo ograniczony i dopuszczalny tylko w określoną liczbę dni w roku.

Inne podejście mają Francja i Włochy. W tych krajach dopuszczalne jest otwarcie sklepów w regionach turystycznych, jednak tylko pod warunkiem, że personel dobrowolnie zgodzi się tego dnia przyjść do pracy. Niemniej jednak, niektóre sektory, jak na przykład sklepy z asortymentem budowlanym, pytają o możliwość złagodzenia obecnych regulacji prawnych. Argumentują to tym, że taka zmiana wywołałaby pozytywny impuls dla biznesu”. 

„Wiele wskazuje na to, że ograniczenie handlu w niedzielę dla sklepów stacjonarnych w Polsce zdecydowanie zwiększy obroty handlu w sieci. Sklepy online są przecież dostępne przez 7 dni w tygodniu, przez 24 godziny, także w dni wolne i świąteczne. Klienci mają dzięki temu możliwość zrobienia zakupów w dowolnym, wybranym przez siebie czasie. Z kolei handlowcy mogą sprzedawać swoje towary również w niedzielę, nie musząc być przy tym osobiście obecni w sklepie”.

„Co więcej, niedziela to już tradycyjnie dzień największych obrotów w handlu online. Jednoznacznie pokazują to liczby. W Niemczech w serwisie RetailMeNot.de w niedzielę notujemy 20% zamówień w skali tygodnia, o 6-8 punktów procentowych więcej niż w każdy z pozostałych dni. E-commerce w Polsce również ma ogromny potencjał: w sumie online kupuje aż 54.5% Polaków. To procent wyższy niż nawet w Niemczech. Tak wynika z międzynarodowego badania przeprowadzonego na nasze zlecenie.* W tej chwili Polska zajmuje czwarte miejsce w Europie pod względem liczby kupujących w sieci. Polacy bardzo lubią zakupy online. Według prognoz, w tym roku zostawią w kasach sklepów online w sumie już ponad 6 miliardów euro, czyli o 18% więcej niż przed rokiem – przeciętny polski internauta wyda w ten sposób średnio 273 euro. Zamknięcie sklepów stacjonarnych w niedzielę jeszcze wzmocni ten trend i będzie istotnym impulsem dla szybszego rozwoju handlu online na polskim rynku”. 

*Międzynarodowe badanie e-commerce zostało przeprowadzone w styczniu 2016 roku przez RetailMeNot we współpracy z Centre for Retail Research w 10 krajach (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Kanada, Holandia, Polska, Szwecja, Hiszpania i USA).

CETA bardziej sprzyja interesom firm amerykańskich niż polskich dla żywności GMO

W ramach CETA obowiązują inne zasady w ograniczaniu wprowadzania na rynek żywności genetycznie modyfikowanej niż w regulacjach prawnych Unii Europejskiej. Obawy rolników są uzasadnione. Przystąpienie do CETA oznacza, że interesy producentów żywności z Ameryki będą lepiej chronione niż naszych krajowych producentów.

– W UE obowiązuje zasada przezorności, korzystając z niej można ograniczyć dostęp produktu, jeżeli istnieje zagrożenie, że produkt może być szkodliwy dla zdrowia publicznego. Natomiast w przypadku Kanady i CETA stosowany jest standard dowodu naukowego, czyli trzeba udowodnić, że produkt jest szkodliwy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Marek Jeżewski, partner w kancelarii prawnej Kochański Zięba i Partnerzy (KZP), szef praktyki arbitrażu.

W opinii eksperta z KZP, która zatrudnia ponad stu prawników, prawodawstwo obowiązuje w ramach CETA lepiej zabezpieczy interesy firm z Ameryki niż firm polskich.