Na obwodnicy Gliwic znikną korki. Kierowcy zameldowani w mieście mogą się zgłaszać po piloty do otwierania bramek

CEO Magazyn Polska

W godzinach szczytu nawet 50 proc. biletów pobieranych na bramkach na obwodnicy Gliwic, będącej częścią autostrady A4, to bilety zerowe. Kierowcy zameldowani w mieście wprawdzie za nie nie płacą, ale muszą się zatrzymać w celu pobrania i oddania biletu. A to potęguje korki przed bramkami. Podpisana właśnie umowa Urzędu Miasta Gliwice z operatorem systemu poboru opłat Kapsch Telematic Services spowoduje, że zatory znacząco się zmniejszą lub nawet zostaną zlikwidowane.

– W Gliwicach jest największy ruch darmowy, tam najwięcej użytkowników przejeżdża przez bramki bez płacenia. Naturalnym rozwiązaniem jest więc ułatwienie tego przejazdu i przekazanie użytkownikom pilota do otwierania bramki. Przejazd ma wtedy wydajność pięciokrotnie wyższą niż w przypadku pobierania biletu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Cywiński, dyrektor zarządzający w Kapsch Telematic Services. – Oceniamy, że w trybie codziennym, zwłaszcza w godzinach szczytu, mieszkańcy, jeżeli będą korzystać z tego rozwiązania powszechnie, nie będą praktycznie zauważać, że stoi się na bramkach.

Od 19 maja zameldowani w Gliwicach kierowcy mogą się zgłaszać do Urzędu Miasta po darmowe urządzenia viaAUTO, które umożliwią im przejazd przez bramki na odcinku autostrady A4 będącej obwodnicą Gliwic bezbramkowymi pasami dla TIR-ów. W Urzędzie czeka 10 tys. takich pilotów. Trzeba za nie wprawdzie zapłacić 20 zł, ale nie jest to kaucja, lecz rodzaj pre-paidu do wykorzystania na płatnych odcinkach autostrady.

– Obciążenie autostrad w Polsce, a w szczególności autostrady A4, zwiększyło się ogromnie od czasu jej wybudowania. Niedawno padł rekord, ponad 100 tys. samochodów przejechało śląskim odcinkiem autostrady A4 – mówi Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic. – Tak duża liczba użytkowników powoduje, że punkt poboru opłat usytuowany w Gliwicach blokuje się i tworzą się tam bardzo długie kolejki. Pobór opłaty elektronicznie jest wielokrotnie szybszy niż ręcznie, nawet pięcio- czy sześciokrotnie. Gdyby więc więcej użytkowników korzystało z systemu viaAUTO, toby tych zatorów mogło w ogóle nie być.

Śląski odcinek autostrady A4 jest jedną z dróg o najwyższym natężeniu ruchu w kraju. W ostatnich dniach kwietnia padł nowy rekord. W ciągu jednej doby płatnym odcinkiem A4 od Wrocławia do Gliwic przejechało 103 tys. pojazdów.

To nie pierwsza bliższa współpraca Kapscha z samorządem przy wdrażaniu nowych technologii w zarządzaniu ruchem. W Warszawie firma dzięki swoim inteligentnym systemu transportowym pomaga monitorować ruch na Trakcie Królewskim. Z powodu rozpoczęcia współpracy z Gliwicami, Kapsch liczy na zainteresowanie wspólnym projektem innych miast położonych przy autostradach.

– Jesteśmy gotowi i bardzo elastyczni, jeśli chodzi o współpracę z tymi miastami – deklaruje Cywiński. – Natomiast rozwiązania, w których ułatwiamy mieszkańcom miasta życie poprzez zmniejszenie ruchu albo nadzór nad tym ruchem, albo poprzez upłynnienie strumienia ruchu, to są rozwiązania, które powszechnie proponujemy. Chociażby w Warszawie monitorujemy teraz przejazd przez Trakt Królewski tylko po to, żeby zmniejszyć ruch tych, którzy do tego prawa nie mają. To poprawia komfort życia mieszkańców.

– Zapewne będzie to bardzo korzystne rozwiązanie dla tych, którzy będą korzystali z takich urządzeń. Może zachęcą też innych do skorzystania z elektronicznej formy poboru opłaty. To będzie również korzystne rozwiązanie dla tych wszystkich, którzy nawet nie będą mieli tego urządzenia, bo dzięki temu, że zmniejszy się obciążenie punktów poboru opłat, ruch będzie upłynniony dla wszystkich – zachęca prezydent Gliwic. – Operacja jest korzystna nie tylko dla użytkowników, lecz także dla operatora systemu, ponieważ zminimalizuje straty czasu w obecnym systemie poboru opłaty.

Eksperci Euler Hermes prognozują wzrost liczby upadłości na całym świecie o +2% w 2016 roku

Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes
Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes
Jeśli ptak wykazuje oznaki zaniepokojenia, kopacze złota powinni zachować szczególną ostrożność, a może nawet udać się do najbliższego wyjścia – zauważa Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes.
Co zatem zrobić w przypadku oczekiwanego wzrostu liczby upadłych przedsiębiorstw? Odpowiedź na to pytanie stanowi cel nowego badania analitycznego i uaktualnionej globalnej mapy niewypłacalności. Jeśli poważnie potraktować ostrzeżenie zawarte w haśle „uwaga na efekt domina” – problem może dość szybko rozprzestrzenić się poza granice Stanów Zjednoczonych i dotknąć różnych branż oraz segmentów rynku.
Czy jesteśmy obecnie świadkami lawiny, która spowolni globalną gospodarkę? Jeszcze nie teraz, choć eksperci Euler Hermes prognozują j wzrost liczby upadłości na całym świecie o +2% w 2016 roku i o kolejne +2% w roku 2017. Wykres przedstawiający mało optymistyczne prognozy dla 43 krajów znajduje się na końcu niniejszego artykułu.
Ostatnie sześć lat upłynęło pod znakiem poprawy koniunktury gospodarczej – od czasu kryzysu finansowego obserwowaliśmy systematyczny spadek liczby upadłości. Obecnie trend ten uległ odwróceniu, co wpłynęło na pogorszenie perspektyw ekonomicznych. W sytuacji, w której coraz więcej firm z trudem spłaca swoje zobowiązania lub bankrutuje, możemy być świadkami znaczącego pogorszenia się gospodarki. Powodów takiego stanu rzeczy należy upatrywać w zbyt niskim poziomie wzrostu w zbyt długim okresie czasu, wysokich wahaniach w niektórych sektorach (m.in. branża surowców) i efekcie domina spowodowanym upadłością dużych przedsiębiorstw. W 2015 roku odnotowano152 upadłości wiodących firm, osiągających obroty powyżej 100 mln euro w porównaniu z zaledwie 95 przypadkami w 2014 roku.
Kolejnym czynnikiem mogącym doprowadzić do globalnej recesji są duże rozbieżności między regionami świata. W 2016 roku największa liczba upadłości miała miejsce w regionie Azji i Pacyfiku – ze wzrostem na poziomie +13% w porównaniu do roku 2015 roku oraz w Ameryce Łacińskiej (+17%).
W Stanach Zjednoczonych  liczba bankructw wzrosła po raz pierwszy w ciągu ostatnich 6 lat (+3%).  Duża w tym zasługa sektorów metali i energii, które stanowią połowę bankructw przedsiębiorstw publicznych w 2015 roku.
Europa Zachodnia jest jedynym regionem, w którym prognozowany jest spadek liczby upadłości: -5% w 2016 roku i -3% w 2017 r. Każdy medal ma jednak dwie strony – w 11 z 17 krajów europejskich roczna liczba bankructw przewyższa poziom sprzed kryzysu. Warto więc zachować umiarkowany optymizm, chociażby dlatego, że rosnące ryzyko niewypłacalności na rynkach wschodzących powoduje ogromne straty u eksporterów.
W opinii Ludovica Subran, Głównego Ekonomisty w Euler Hermes, Europejczycy nie muszą rozważać ucieczki z obiecujących, aczkolwiek niestabilnych rynków. Pod warunkiem jednak, że mają wystarczająco dużo tlenu, żeby przetrwać chwilowy okres załamania na tych rynkach.
Niewypłacalność państw w 2016 (prognozy, zmiana % w stosunku do roku 2015)Niewypłacalność państw w 2016 (prognozy, zmiana % w stosunku do roku 2015)

Ranking najlepiej sprzedających się marek samochodowych w poszczególnych krajach w 2015

Best Selling Cars Blog co roku sprawdza, jak najmocniejsze marki motoryzacyjne oraz modele samochodów wypadły na poszczególnych rynkach lokalnych. Niedawno portal ujawnił, które marki i samochody okazały się bestsellerami w największej liczbie krajów.

Bestsellerowe marki

Spośród 178 badanych rynków w 91 z nich najchętniej kupowaną marką była Toyota. Volkswagen uzyskał najwyższą sprzedaż w 20 krajach. Następne są Ford (9 rynków), Suzuki (8 rynków), Hyundai i Renault (po 7 rynków).

Dominacja Toyoty rozciąga się niemal na całym świecie. Japończycy sprzedali najwięcej samochodów w 40 krajach Afryki, 16 w Azji, 11 w obu Amerykach, 9 w Oceanii, 8 na Bliskim Wschodzie i 6 w Europie. W 50 krajach nie są zbierane oficjalne dane przez żadne instytucje, więc pracownicy z lokalnych przedstawicielstw Best Selling Car Blog szacowali wyniki sami na podstawie dostępnych informacji. Jednak nawet jeśli pominiemy te kraje, Toyota uzyskuje 52 oficjalnych pierwszych miejsc, czyli ponad 2,5 razy więcej niż następny konkurent. Volkswagen jest najpopularniejszy w 18 krajach europejskich, Chinach i Argentynie, a należąca do niemieckiego koncernu marka Skoda podbiła 5 rynków w Europie Centralnej i Wschodniej.

Zajmujący trzecie miejsce Ford podbił w ubiegłym roku rynki USA i Wielkiej Brytanii, a także m.in. Samoa Amerykańskie, Haiti, Nową Kaledonię i Tahiti. Suzuki najlepiej sprzedaje się w Indiach, na Sri Lance, w Bhutanie, Nepalu, Angoli, Pakistanie, w Urugwaju i po raz pierwszy w Boliwii.

Bestsellerowe modele

Toyota HiluxBest Selling Cars Blog sprawdził także, które modele zajmują pierwsze miejsca na największej liczbie rynków na świecie. Toyota ma na liście lokalnych bestsellerów 9 modeli, które zajmują pierwsze miejsca łącznie w 84 krajach ze 178. 41 z nich zostało zdominowanych przez Hiluxa, co nie jest żadnym zaskoczeniem, jako że pick-up Toyoty może się pochwalić takimi osiągnięciami już od wielu lat. Trzeba jednak zastrzec, że 21 rynków w tej liczbie to państwa afrykańskie, gdzie dane zostały oszacowane przez pracowników portalu. Jeśli ograniczymy się tylko do tych 20 krajów, z których pochodzą oficjalne dane, Toyota Hilux jest nadal na pierwszym miejscu.

Toyota Corolla, najlepiej sprzedający się samochód na świecie w 2015 roku, jest w tym zestawieniu na 2 miejscu, dzięki sprzedaniu największej liczby egzemplarzy w 14 krajach. Land Cruiser podbił serca kierowców w 11 krajach, głównie w Afryce, Azji, Oceanii i na Bliskim Wschodzie. Volkswagen Golf sprzedał się najlepiej w 10 krajach Europy. Ford Ranger okazał się bestsellerem na 6 rynkach, podobnie Skoda Octavia. Po 5 pierwszych miejsc uzyskały Dacia Logan i Renalt Clio. Suzuki Alto, Toyota Prado i Toyota Yaris zdobyły po 4 pierwsze miejsca.

Dentons wdraża globalną strategię usług wspólnych

Globalna firma prawnicza Dentons wdraża strategię usług wspólnych: planuje otwarcie centrum usług wspólnych w Warszawie dla regionów Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) jeszcze w tym roku.

Dentons Business Services EMEA (DBSE), z planowaną siedzibą w centrum Warszawy, to wspólna inicjatywa dwóch regionów firmy – brytyjskiego, bliskowschodniego, afrykańskiego (UKMEA) i europejskiego.

DBSE pokieruje Piotr Macieja, który dołączył do DBSE z TMF, globalnej firmy oferującej usługi profesjonalne, gdzie kierował Service Delivery Coordination Center. DBSE zapewni prawnikom i konsultantom z biur w Wielkiej Brytanii, Afryce i na Bliskim Wschodzie (UKMEA) oraz w Europie najwyższej jakości wsparcie w zakresie usług finansowych, business development, marketingu, HR oraz IT. Poprzez zgromadzenie w jednym miejscu osób realizujących podobne zadania w różnych biurach, Dentons będzie w stanie lepiej wykorzystać efekt skali i zasoby obydwu regionów, co przełoży się na lepszej jakości usługi świadczone klientom.

Nieustannie szukamy nowych możliwości, aby lepiej służyć naszym klientom. W ostatnich pięciu latach firma bardzo dynamicznie się rozwinęła. Dążenie do bardziej efektywnego zagospodarowania dostępnych zasobów i wykorzystywania efektu skali, przy jednoczesnym kontynuowaniu działań mających na celu harmonizację jest dla nas logicznym krokiem na drodze do osiągnięcia założonego celu – stworzenia prawniczej firmy jutra” – powiedział Joe Andrew, Przewodniczący Rady Dentons.

DBSE to kolejne działanie Dentons, którego celem jest oferowanie klientom większej wartości. Ponieważ jako firma zwiększyliśmy zasoby utalentowanych prawników, posiadane doświadczenie oraz zasięg geograficzny, ważne jest dla nas wykorzystanie potencjału, który płynie z rozwoju. Chcemy oferować naszym prawnikom i klientom korzyści wynikające z bycia jedną firmą, a opierając się na policentryczności – jednocześnie szanować tradycje i wartości prawne na poszczególnych rynkach. Poprzez zgromadzenie w jednym miejscu usług, których zakres może zostać zharmonizowany w regionach UKMEA i Europy, wdrożenie DBSE to to znaczący krok w realizacji tego celu” – powiedział Elliott Portnoy, Globalny Partner Zarządzający Dentons.

Warszawa ma wiele przewag w stosunku do innych lokalizacji, z których kluczowym aspektem, którym się kierowaliśmy jest z jednej strony dojrzałość rynku usług wspólnych, z drugiej zaś – dostępność wysokokwalifikowanych pracowników. Liczymy, że jako część największej firmy prawniczej w Polsce, obecnej na rynku od 25 lat, DBSE będzie atrakcyjnym miejscem pracy dla wielojęzycznych specjalistów, których w Warszawie jest wielu” – powiedział Jeremy Cohen, Partner Zarządzający Dentons w regionie UKMEA.

Integracja jest jednym z naszych kluczowych celów strategicznych, którego osiągnięcie umożliwi regionom UKMEA i Europy usprawnienie funkcjonowania. Działamy w wysoce konkurencyjnym środowisku, nasi klienci oczekują spójnych i efektywnych kosztowo rozwiązań, przy jednoczesnym zachowaniu najwyższej jakości usług świadczonych przez całą firmę” – dodał Tomasz Dąbrowski, Partner Zarządzający Dentons w Europie.

Przemysł i sprzedaż detaliczna rosną raz słabiej, raz mocniej

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w kwietniu o 6 proc. r/r. W stosunku do marca br. była niższa o 3,1 proc. Sprzedaż detaliczna wzrosła r/r o 5,5 proc. w cenach stałych, a o 3,2 proc. w cenach bieżących – podał GUS.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w kwietniu o 6 proc. r/r, głównie dzięki wzrostom w przetwórstwie przemysłowym. Ale wzrosty produkcji w przemyśle wahają się w kolejnych miesiącach – po dość słabym styczniu w lutym przemysł wzrósł o prawie 7 proc., aby w marcu ponownie wyhamować (wzrost o 0,5 proc.). Kwiecień to ponowny wzrost, tym razem o 6 proc.

Jednocześnie sygnały płynące z przemysłu na podstawie wskaźnika PMI pokazywały do marca br. wyraźnie poprawiające się możliwości tego sektora gospodarki (PMI w styczniu 50,9, w lutym, 52,8, w marcu – 53,8) – rosnącą nie tylko produkcję, ale także zamówienia krajowe i zagraniczne, a także rosnące zapotrzebowanie na pracowników. Przemysł optymistycznie patrzył na swoje możliwości rozwojowe. Ale już kwietniowy PMI wyraźnie osłabł (51,0) – przedsiębiorstwa sygnalizowały tylko nieznaczny wzrost nowych zamówień, a zatrudnienie rosło najwolniej od listopada 2014 r.

Tymczasem patrząc na „twarde” dane GUS – przemysł miał się dobrze. Wzrost byłby jeszcze szybszy gdyby nie znaczący spadek w wydobywaniu węgla kamiennego i brunatnego (o 12,9 proc. r/r), a także w wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną i gaz (spadek o ponad 10 proc.). Większość (26 na 34) działów przemysłu odnotowało wzrost produkcji sprzedanej, w tym – co ważne – branże eksportowe (m.in. meble, pojazdy samochodowe, wyroby z metali, z gumy i tworzyw sztucznych, produkcja urządzeń elektrycznych).

Niewykluczone, że te słabsze kwietniowe oceny wyrażone we wskaźniku PMI wynikały z tego, że w tym miesiącu produkcja sprzedana spadła w stosunku do marca br. Ale możliwe również, że słabszy kwietniowy PMI mimo całkiem dobrej dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu to wynik niepewności, niestabilności którą przedsiębiorcy odczuwają i którą artykułują w swoich opiniach. Powinno to niepokoić, bowiem takie postrzeganie sytuacji wpływa na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw, które mogą być odraczane, co będzie miało negatywny wpływ na wzrost polskiego PKB.

Dynamika sprzedaży detalicznej zachowuje się podobnie jak zmiany produkcji sprzedanej przemysłu – po słabym styczniu (wzrost r/r o 0,9 proc. w cenach bieżących), dobry luty, ale później znowu słaby marzec, mimo świąt wielkanocnych (wzrost o 0,8 proc.), i znowu lepszy kwiecień. Jak widać konsumenci także zachowywali się jak na rollercoasterze – zapewne w oczekiwaniu na dopływ pieniędzy z programu Rodzina 500+. W kwietniu te pieniądze do części rodzin już napłynęły i możliwe, że sprzedaż detaliczna wzrosła także dzięki temu, aczkolwiek wzrost był słabszy niż w lutym.

Kolejne miesiące powinny dać jednoznaczną odpowiedź czy program Rodzina 500+ przełoży się na silne wsparcie dla wzrostu gospodarczego przez wzrost spożycia indywidulnego, a także na silne wsparcie dla części przemysłu przez nowe zamówienia z rynku krajowego. Pewności nie ma.

Konfederacja Lewiatan

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. po I kwartale 2016

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r., miała 143 tys. zł skonsolidowanego zysku netto w 1 kw. 2016 r. przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 1.295 tys. zł. Emitent kontynuuje realizację Strategii Rozwoju i rozwija wszystkie podmioty wchodzące w skład jego Grupy Kapitałowej.

Spółka zakończyła 1 kw. 2015 r. skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości 147 tys. zł, a jej sprzedaż sięgnęła 1.258 tys. zł. Z kolei jednostkowy zysk netto Emitenta w 1 kw. br. ukształtował się na poziomie 122 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 1.254 tys. zł. W analogicznym okresie 2015 r. było to odpowiednio: 106 tys. zł oraz 1.232 tys. zł. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. utrzymała tym samym wysokie tempo wzrostu, co świadczy o efektywności podejmowanych przez Zarząd działań i prawidłowym kierunku rozwoju Spółki. Emitent prognozuje, że w tym roku uda mu się zanotować 10% wzrost wyników finansowych zarówno na poziomie jednostkowym, jak i skonsolidowanym.

„Spółka spodziewa się w kolejnych miesiącach utrzymania dobrych wyników finansowych. Nasze dotychczasowe działania miały na celu stworzenie grupy o profilu prawnym, gdzie duża część wypracowanych przychodów jest efektem świadczenia usług około windykacyjnych o charakterze prawnym, ale nie tylko, oraz zwiększenie efektywności finansowej. Obecnie koncentrujemy się na zwiększeniu przychodów i zysków z dotychczasowych usług, jak również na wprowadzeniu do oferty nowych produktów, np. wykupu nieprzeterminowanych wierzytelności w celu uzyskania dodatkowego przychodu. W tym celu Spółka będzie się starała pozyskać kapitał z emisji obligacji, oczywiście zachowując przy tym odpowiednie wskaźniki kosztowe.” – mówi Remigiusz Brzeziński, Prezes Zarządu Spółki Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. wraz z podmiotami wchodzącymi w skład Grupy Kapitałowej prowadzi działania mające na celu umacnianie pozycji rynkowej m.in. poprzez rozszerzanie sieci sprzedaży stacjonarnej oraz mobilnej. Spółka zależna SME Solutions Sp. z o.o. zwiększyła swój zespół pracowników, co powinno pozwolić jej osiągnąć dynamiczny wzrost sprzedaży w 2 oraz 3 kw. 2016 r. Z kolei spółka zależna E-Wierzyciel.pl Sp. z o.o. zwiększa aktywność w zakresie promocji swojej oferty usługowej  w internecie, minimalizując tym samym wydatki na działania marketingowe. Kolejna ze spółek zależnych – Kancelaria Prawna WEC Sroczyński i Wspólnicy Sp.k, podpisuje nowe umowy współpracy i konsekwentnie rozszerza portfolio klientów.

Akcjonariusze Spółki podczas zwołanego na dzień 06.06.2016 r. ZWZA podejmą decyzję w sprawie podziału zysku netto wypracowanego w 2015 r. Zarząd i Rada Nadzorcza Emitenta zarekomendowały wypłatę dywidendy w wysokości 0,03 zł na akcję. Łączna kwota, która trafiłaby do Akcjonariuszy sięgnęłaby wówczas ponad 148 tys. zł, co stanowi blisko 35% zysku netto osiągniętego przez Spółkę w 2015 r. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. zanotowała w minionym roku 428 tys. zł skonsolidowanego zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży produktów wynoszących 5.352 tys. zł. Natomiast w ujęciu jednostkowym Emitent miał w 2015 r. 362 tys. zł zysku netto, a jego przychody sięgnęły 5.248 tys. zł.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. specjalizuje się w kompleksowej obsłudze firm z zakresu windykacji i zarządzania wierzytelnościami z sektora B2B. Podstawowym celem Emitenta jest szybkie oraz skuteczne odzyskiwanie należności dla jego klientów. Spółka posiada elastyczną ofertę dla przedsiębiorstw z sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla innych podmiotów gospodarczych. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. jest notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r.

UE w drodze do jednolitego rynku cyfrowego

Realizacja projektu europejskiej chmury danych, połączenie wszystkich rejestrów handlowych oraz tworzenie warunków sprzyjających rozwojowi technologii – to tylko niektóre propozycje Komisji Europejskiej  mające na celu cyfryzację europejskiego przemysłu. 

Cyfryzacja przemysłu i usług publicznych w Unii Europejskiej stanowi cześć strategii tworzenia jednolitego rynku cyfrowego. Jak wskazuje KE, przedstawione w kwietniu br. propozycje mają na celu ułatwić pracę przedsiębiorcom, naukowcom i służbom publicznym, a także podnieść konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Jednym z planowanych działań jest stworzenie europejskiej chmury zapewniającej specjalistom możliwość przechowywania i udostępniania danych naukowych. Ma ona usprawnić ich pracę, obniżyć koszty oraz pozwolić na efektywną wymianę danych. Realizacja inwestycji zaplanowana jest na lata 2016-2020, a jej szacunkowy koszt wynosi 6,7 mld euro.

Dużym wyzwaniem może być standaryzacja interfejsów pomiędzy systemami, zarówno na szczeblu krajowym, jak i wewnątrzunijnym. Największym jest jednak zmiana ludzkiej mentalności w podejściu do wykorzystywania narzędzi chmurowych i pewności, że dane powierzone „chmurze” nie zostaną skasowane czy skopiowane do konkurencji – mówi Piotr Naszkowski, Dyrektor Pionu Systemów Teleinformatycznych z firmy technologicznej T4B.

Istotnym aspektem propozycji Komisji Europejskiej jest doprowadzenie do inwestycji w cyfryzację przemysłu zarówno podmiotów publicznych jak i prywatnych. By osiągnąć ten cel oraz wspierać przemysł, KE przewiduje rozwój centrów innowacji cyfrowej, zapewniających doradztwo przedsiębiorcom oraz możliwość testowania innowacyjnych rozwiązań.  Ma zamiar m.in. koordynować inicjatywy dot. cyfryzacji przemysłu oraz inwestować w unijne partnerstwa publiczno-prywatne.

Wedle planów, udogodnieniami dla obywateli Unii Europejskiej ma być cyfryzacja usług publicznych. W jej ramach KE planuje m.in. pomoc krajom członkowskim w rozwoju transgranicznych e-recept, kartotek pacjentów oraz połączenie wszystkich rejestrów handlowych oraz rejestrów dłużników.

– Dostęp do kartoteki pacjentów z innego kraju nie powinien być automatyczny, ale tylko i wyłącznie realizowany w wyniku zgody pacjenta lub w przypadku bezpośrednio zagrażającym życiu – zauważa Naszkowski.

W celu zapewnienia sprawnej i bezpiecznej komunikacji między urządzeniami przewidziane jest opracowywanie norm w obszarze nowych technologii. Tego rodzaju standaryzacja ma pomóc w rozwoju m.in. inteligentnych sieci energetycznych.

– Jeśli chodzi o cyfryzację przemysłu w samej Polsce, jesteśmy dopiero na początku drogi. Wdrożyli już jednak wiele rozwiązań, które mogą stanowić wzór dla krajów zachodnich. Z pewnością jednym z nich jest centralna ewidencja pojazdów i kierowców, która w połączeniu  z odpowiednimi procesami i procedurami przyczyniła się do znacznego ograniczenia liczby kradzieży ze względu na ogromną trudność w zarejestrowaniu skradzionego samochodu  – opowiada ekspert T4B.

Jak szacuje Komisja Europejska przedstawione propozycje mają przyciągnąć na cyfryzację przemysłu ponad 50 mld euro. Inne planowane lub już realizowane działania na rzecz tworzenia jednolitego rynku cyfrowego obejmują zniesienie do czerwca 2017 r. opłat za roaming w UE, zastosowanie wysokiej jakości częstotliwości radiowych oraz zmianę przepisów dot. praw autorskich i umów cyfrowych.

B&B szuka terenów pod kolejne inwestycje

B&B Hotels, trzecia co do wielkości sieć hoteli ekonomicznych w Europie, kontynuuje dynamiczny rozwój. W tej chwili posiada już 358 hoteli w Europie, z czego najwięcej we Francji (245) oraz w Niemczech (81). Prężny rozwój planuje również B&B Hotels Polska, która w tym roku otwiera dwa kolejne obiekty i ciągle pracuje nad dalszą ekspansją, biorąc na celownik największe polskie miasta.

Grupa B&B Hôtels

B&B to obecnie jedna z najdynamiczniej rozwijających się marek hotelowych w naszym kraju. Tylko w 2016 roku otworzy obiekty w Łodzi (149 pokoi) oraz w Katowicach (105 pokoi), które dołączą do tych już funkcjonujących w Warszawie (154 pokoje), Toruniu (93 pokoje) i we Wrocławiu (140 pokoi). Tym samym oferta B&B w Polsce powiększy się z obecnych 387 do 641 pokoi. Oznacza to, że jeszcze w tym roku polska baza noclegowa zyska kolejne 254 pokoje. Wiele przy tym wskazuje, że to dopiero początek wielkiej ekspansji B&B w Polsce.

– Znakomite wyniki osiągane przez nasze polskie hotele nie tylko napawają nas dumą, ale także zachęcają do dalszego, jeszcze bardziej dynamicznego rozwoju w tym regionie. W tym roku otworzymy nowe obiekty w Łodzi oraz w Katowicach, natomiast w kolejnych latach za cel stawiamy sobie otwieranie 1-5 hoteli rocznie – zapowiada Beatrice Bouchet, Prezes Zarządu B&B Hotels Polska.

Aktualnie B&B Hotels poszukuje atrakcyjnych lokalizacji, m.in. w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Poznaniu, Lublinie, Białymstoku, Rzeszowie i Szczecinie. W kręgu największego zainteresowania sieci leżą działki budowlane o powierzchni od 700 m² do 3000 m².

– Rozwijamy się dwutorowo – poprzez kupowanie działek, ale także podpisywanie umów najmu – mówi Małgorzata Dybaś, Specjalista ds. rozwoju projektów hotelowych w B&B Hotels Polska. – W obu przypadkach poszukujemy partnerów do współpracy i atrakcyjnych lokalizacji, głównie w centrum miast. Jeśli chodzi o parametry techniczne projektów, które chcielibyśmy realizować, to w obszarze naszych zainteresowań są hotele mające w ofercie 100-150 pokoi.

Znakomita lokalizacja hoteli to znak rozpoznawczy sieci B&B i ważny element strategii jej rozwoju. Wrocławski obiekt zlokalizowany jest w samym sercu stolicy Dolnego Śląska, w bliskiej odległości od rynku Starego Miasta oraz Dworca Głównego PKP. Także toruński hotel B&B usytuowany jest w sąsiedztwie Starówki. Z kolei obiekt w Warszawie jest położony w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska Okęcie. Najbardziej pożądane przez B&B Hotels działki powinny być usytuowane w centrum miast – w pobliżu miejsc o walorach biznesowych, turystycznych i rozrywkowych, gwarantować dobrą widoczność obiektu w przestrzeni miejskiej oraz łatwy dostęp komunikacyjny.

Dlaczego UE to najmniejszy problem Zjednoczonego Królestwa?

  • Referendum w sprawie Brexitu jest mniej istotne, niż struktura gospodarcza Zjednoczonego Królestwa
  • Referendum to ryzyko dalszego podziału UE na poszczególne grupy
  • Na horyzoncie – kryzys dotyczący uchodźców i ryzyko recesji

Zbliżające się referendum w sprawie Brexitu to szczególna ironia losu zważywszy, że – moim zdaniem – Zjednoczone Królestwo nigdy faktycznie nie przystąpiło do Unii Europejskiej. Ponieważ moje dzieciństwo przypadało na lata 70. i 80., doskonale pamiętam, jak Pani T. – T jak Thatcher – prowadziła zacięte boje z UE właściwie w każdej sprawie i jakoś udało jej się przeforsować własną wersję unii… przynajmniej w ujęciu finansowym.

Jeszcze większa ironia wiąże się z faktem, iż premier David Cameron już zapewnił Wielkiej Brytanii możliwość uzyskania odrębnego statusu w Europie dzięki zawartemu w marcu porozumieniu z Brukselą, które de facto tworzy Europę dwóch kategorii, w ramach której jedne reguły obowiązują Zjednoczone Królestwo, a drugie – resztę państw europejskich.

Bez względu na wyniki referendum z 23 czerwca, może to spowodować minikryzys w Europie, ponieważ bez problemu można sobie wyobrazić, że takie kraje, jak Węgry, Polska, a może nawet Finlandia, będą dążyć do zapewnienia sobie porównywalnych warunków, co Zjednoczone Królestwo.

Ze względu na ten precedens, Europa straci na pozostawieniu Wielkiej Brytanii w Unii (rozbicie większej unii na kilka mniejszych doprowadzi do ostatecznego rozpadu tych ostatnich); z drugiej strony, oczywiście, w przypadku Brexitu koszty – zarówno polityczne, jak i praktyczne – wydają się ogromne, w szczególności biorąc pod uwagę nierozwiązany dotychczas kryzys dotyczący uchodźców.

Bardzo bawi mnie również fakt, iż minister skarbu Osborne, który nie jest w stanie określić deficytu budżetowego na najbliższe sześć miesięcy, potrafi co do pensa wyliczyć straty poniesione przez każdą brytyjską rodzinę do 2030 r. w przypadku zagłosowania za Brexitem (kwota ta wynosi według niego 4 300 GBP).

Propaganda strachu przekroczyła wszelkie granice rozsądku, w szczególności w oczach takiego prostego ekonomisty, jak ja, ponieważ przyszłość Zjednoczonego Królestwa w istocie zależy od tego, jak poradzi sobie ono z chronicznym podwójnym deficytem… Ostatni rok, w którym saldo rachunku bieżącego Wielkiej Brytanii stanowiło wartość dodatnią, to 1982 r. To aż 34 lata temu!

Dlatego odpowiedź na pytanie, które trapi w tym momencie każdego tradera walutowego – „dokąd zmierza funt szterling?” – będzie identyczna bez względu na to, czy Brexit nastąpi, czy nie. W ostatecznym rozrachunku funt straci na wartości lub obierze kurs boczny. Jeżeli wydajesz więcej, niż zarabiasz, uzależniasz się od zagranicznych źródeł finansowania, a wzrost swojej gospodarki opierasz na bankowości i nieruchomościach – dwóch sektorach o zerowej produktywności i (w najlepszym razie) z niepewną przyszłością w kontekście nowych miejsc pracy w porównaniu z sytuacją, która miała miejsce całkiem niedawno – jesteś skazany na powtarzanie błędów z niedalekiej przeszłości.

Doświadczenia z tej niedalekiej przeszłości pokazują nam, naturalnie, że Londyn w czasach kryzysu jest skłonny do obniżania kursu GBP – a brytyjska gospodarka w istocie już jest w kryzysie. Bardziej sceptyczny analityk mógłby wręcz argumentować, że Brexit to doskonała „przykrywka” czy wymówka w kontekście nadchodzącej recesji w gospodarce bazującej na fundamentach opisanych powyżej.

Tradycyjną reakcją na taką sytuację był zawsze spadek kursu funta szterlinga.

Brexit to abstrakcja przysłaniająca realne zmiany niezbędne w Zjednoczonym Królestwie. To również pretekst do unikania prób rozwiązania znacznie bardziej fundamentalnego, strukturalnego problemu społecznego, jakim jest przesunięcie gospodarki niemal w 100% w kierunku sektora usługowego.

Brytyjskie badania i rozwój oraz produkcja zostały przeniesione za granicę, a – co bardziej istotne – status Wielkiej Brytanii jako mekki dla inwestorów zagranicznych coraz bardziej traci na atrakcyjności w związku ze zmianą zasad opodatkowania osób bez miejsca stałego pobytu w Zjednoczonym Królestwie (non-domicile tax status). Po publikacji tzw. „Panama papers”, kolejnym ruchem, który może zmienić reguły gry, jest zapowiedź Camerona dotycząca utworzenia publicznego rejestru zagranicznych właścicieli nieruchomości.

Inicjatywa ta jest sensowna w kontekście poprawy przejrzystości, jednak de facto przyczynia się do obniżenia atrakcyjności Zjednoczonego Królestwa dla inwestorów. Moim zdaniem zmiana zasad opodatkowania, a tym samym – systemu zachęt, jest znacznie bardziej istotna dla Wielkiej Brytanii niż członkostwo w UE, ponieważ Londyn może już i tak stosować własne reguły.

W żaden sposób nie chciałbym deprecjonować tu znaczenia referendum, jednak ma ono niewiele wspólnego z przyszłością brytyjskiej gospodarki, za to wiele – z rolą Zjednoczonego Królestwa w Europie.

Chciałbym podkreślić, że nie dostrzegam żadnego scenariusza, w ramach którego Zjednoczone Królestwo skorzystałoby na wyjściu z Unii – w istocie, ani jednego, co nie znaczy jednak, że przechodzę do porządku dziennego nad wprowadzaniem społeczeństwa w błąd w ramach kampanii promującej pozostanie w UE. Prawda jest taka, że nikt nie wie, co się dalej wydarzy. Wiemy, że wzrośnie „szum” (czyt.: zmienność), jednak nie wiemy, jak będzie wyglądać świat po Brexicie czy bez niego.

Być może nadszedł czas na rozszerzenie implikacji Brexitu i zadanie sobie ważniejszych i bardziej perspektywicznych pytań, np. w jaki sposób Zjednoczone Królestwo i Unia Europejska mogą uzyskać trwały mandat do zmian?

Zarówno Wielka Brytania, jak i UE powinny dokładnie i realistycznie przeanalizować swoją odpowiednią (mimo iż powiązaną) przyszłość, jak również swoje programy dotyczące projektów strukturalnych i zachęt dla inwestorów. W tym momencie podejście typu „jeszcze raz to samo” spowoduje, że przyszłość będzie niewesoła.

Najważniejszą kwestią jest nadal sposób poradzenia sobie z kryzysem humanitarnym wywołanym masową falą uchodźców w okresie zagrożenia recesją. To, jak się zachowamy, zdefiniuje przyszłość zarówno Europy, jak i Wielkiej Brytanii w znacznie większym stopniu niż to, czy Zjednoczone Królestwo zadecyduje o wyjściu z klubu, w którym i tak już może robić to, co chce.

Steen Jakobsen, Główny Ekonomista Saxo Bank

Zmiany w ustawie o OZE zaszkodzą wielu firmom

Pozbawienie wytwórców OZE prawa do sprzedaży energii po tzw. cenie Urzędu Regulacji Energetyki bardzo mocno uderzy w wiele firm i tak już poważnie dotkniętych długotrwałą bessą na rynku zielonych certyfikatów – ostrzegają Związek Pracodawców Prywatnych Energetyki i Konfederacja Lewiatan.

Zgodnie z projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii obowiązek zakupu energii wytworzonej w OZE ograniczony zostanie jedynie do energii elektrycznej wytworzonej w instalacji o łącznej mocy mniejszej niż 500 kW lub instalacji biogazowej. Oznacza to, że zdecydowana większość instalacji OZE zostanie pozbawiona prawa do sprzedaży wytworzonej przez siebie energii do sprzedawcy zobowiązanego (zakład energetyczny).

Obowiązek zakupu energii przez sprzedawcę zobowiązanego do zakupu energii elektrycznej wytworzonej w odnawialnym źródle energii (w obecnym stanie prawnym przez sprzedawcę z urzędu) stanowił jeden z dwóch filarów systemu wsparcia dla wytwarzania energii elektrycznej z OZE. Służył on głównie mniejszym podmiotom, którym bardzo trudno jest na równoprawnych warunkach negocjować sprzedaż prądu z większymi i bardziej doświadczonymi spółkami obrotu.

Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan

– Proponujemy, aby nie pozbawiać wytwórców OZE prawa do sprzedaży energii lub w ostateczności pozostawić obowiązek zakupu energii przez sprzedawcę zobowiązanego w odniesieniu do podmiotów wytwarzających energię elektryczną w instalacji OZE o łącznej mocy elektrycznej do 10 MW. Powinniśmy także chronić prawa nabyte i wprowadzić okres przejściowy do końca 2017 roku dla instalacji powyżej 10 MW w celu przystosowania umów sprzedaży do nowych warunków rynkowych – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy uważają, że nie jest wskazane określenie już teraz, że poziom obowiązku zielonego na rok 2017 musi zostać obniżony. Obecny, bardzo niski i zagrażający egzystencji wielu wytwórców OZE, poziom cen świadectw pochodzenia stanowi bardzo poważny argument za utrzymaniem w przyszłym roku obowiązku zielonego na ustalonym w ustawie OZE poziomie tj. 20% udziału energii z OZE w całości sprzedawanej energii elektrycznej.

Przesunięcie terminu do którego ma być podjęta decyzja co do wielkości obowiązku na rok 2017 aż do końca listopada bieżącego roku wprowadzi, na i tak już bardzo trudnym rynku świadectw pochodzenia, dodatkowy element niepewności. W sposób znaczący utrudni to prowadzenie działalności tak wytwórcom OZE, jak i sprzedawcom energii.

Projekt zmian ustawy przewiduje wydanie przez rząd, na wniosek ministra ds. energii, rozporządzenia określającego kolejność przeprowadzania aukcji na dostawy energii z nowych źródeł OZE. Rozporządzenie zostanie wydane do 31 sierpnia 2016 roku. Kolejność organizowania aukcji będzie ustalana każdorazowo, biorąc pod uwagę cel w zakresie odnawialnych źródeł energii oraz potencjał krajowy zasobów energii. Zaproponowane rozwiązanie może być niezgodne z wytycznymi Komisji Europejskiej w sprawie dozwolonej pomocy publicznej.

Konfederacja Lewiatan

Lewiatan proponuje poprawki w ustawie o biegłych rewidentach

Opłata z tytułu nadzoru dla firm audytorskich jest za wysoka, a wysokość kar pieniężnych nakładanych na podmioty uprawnione do badania sprawozdań finansowych zbyt restrykcyjna – uważa Konfederacja Lewiatan oceniając projekt ustawy o biegłych rewidentach i ich samorządzie, podmiotach uprawnionych do badania sprawozdań finansowych oraz o nadzorze publicznym.

W ocenie Konfederacji Lewiatan propozycja podniesienia opłaty z tytułu nadzoru dla firm audytorskich przeprowadzających badania ustawowe w jednostkach zainteresowania publicznego (np. banki, firmy ubezpieczeniowe) do 5,5% przychodów uzyskiwanych z tytułu wykonywania czynności rewizji finansowej w tychże jednostkach jest nieuzasadniona i oparta na niewłaściwych szacunkach przyszłych kosztów sprawowania nadzoru.

Opłata z tytułu nadzoru

– Liniowy charakter opłaty z tytułu nadzoru ma znamiona podatku obrotowego i w żadnej mierze nie odzwierciedla faktycznych kosztów nadzoru nad poszczególnymi firmami audytorskimi. Uzależnienie wysokości opłaty tylko od osiąganych przychodów w szczególny sposób uderzy w duże firmy audytorskie, których obciążenia sięgną kwoty kilkumilionowej, co oznaczać będzie poziom niewspółmiernie wysoki w stosunku do kosztu nadzorowania ich działalności – mówi Adrian Karkoszka, ekspert departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.

Przez podniesienie opłaty wzrosną koszty działalności firm audytorskich. Wzrosną też koszty usług badania ponoszone przez przedsiębiorstwa, gdyż należy się spodziewać, iż firmy audytorskie będą starały się uwzględnić taki dodatkowy koszt badania w wynagrodzeniu za nie. W efekcie wyższe będą koszty prowadzenia działalności gospodarczej.

Rozwiązaniem logicznym i sprawiedliwym byłby tzw. podmiotowy podział nadzoru oraz mieszana formuła ustalania wysokości opłaty z tytułu nadzoru, tj. oparcie jej o planowane bądź rzeczywiste koszty nadzoru publicznego odnoszące się do konkretnej firmy audytorskiej.

– Rozwiązanie, które proponują autorzy projektu ustawy spowoduje drastyczny wzrost kosztów funkcjonowania małych i średnich firm audytorskich, dlatego też sugerujemy uwzględnienie w formule kosztowej innych elementów, mających wpływ na wielkość próby i częstotliwości przeprowadzanych kontroli, jak chociażby liczba zatrudnionych biegłych rewidentów, czy liczba zbadanych sprawozdań finansowych – dodaje Adrian Karkoszka.

Wysokość kary dyscyplinarnej w sprawach pieniężnych

Nie jest również uzasadniona, zaproponowana przez Ministerstwo Finansów, wysokość maksymalnej kary pieniężnej (250 tys. zł). Dosyć abstrakcyjny w realiach polskich maksymalny poziom kary może, zamiast pełnić funkcję prewencyjną, jaki jest zamiar dyrektywy, skutecznie zniechęcać młodych ludzi do zdobywania uprawnień biegłego rewidenta i wykonywania zawodu.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan lepiej byłoby podnieść maksymalną karę do 100-150 tys. zł.
Analogiczne przepisy dla innych zawodów zaufania publicznego ograniczają wysokość maksymalnej kary w odniesieniu do krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę w gospodarce (np. adwokaci, notariusze, radcowie prawni) albo nie przewidują żadnych kar pieniężnych (np. doradcy podatkowi, rzeczoznawcy majątkowi). Postulowany w projekcie poziom maksymalnej kary dla biegłych rewidentów oznacza w istocie dyskryminację tego zawodu na tle innych.

Wysokość kary pieniężnej nakładanej na podmioty uprawnione do badania sprawozdań finansowych

Górna granica wysokości kary pieniężnej na poziomie 10% przychodów osiągniętych przez podmiot uprawniony do badania sprawozdań finansowych w poprzednim roku obrotowym z tytułu wykonywania czynności rewizji finansowej z jednoczesną rezygnacją z dotychczasowego limitu kwotowego (górnej granicy) kary dla podmiotów uprawnionych do badania sprawozdań finansowych (250 000 zł), spowoduje, upodobnienie jej do kar nakładanych przez UOKiK w postępowaniu antymonopolowym.

Zgodnie ze stanowiskiem doktryny oraz sądów tego typu kara ma charakter zbliżony do sankcji karnej (a nie administracyjnej), co powoduje konieczność zapewnienia ukaranemu odpowiednich gwarancji proceduralnych oraz możliwości odwołania się od decyzji nakładającej karę do sądu.

Zdaniem Konfederacji, właściwym byłoby utrzymanie górnej granicy kary w wysokości 250 000 zł dla podmiotów uprawnionych do badania sprawozdań finansowych.

Konfederacja Lewiatan

Zamykanie kopalń w nowym scenariuszu

0

W Polskiej Grupie Górniczej powstaną dwie kopalnie, przez połączenie kilkunastu dotychczas istniejących. Ograniczenie wydobycia pozostaje konieczne, zamykane będą szyby wydobywcze, tyle że proces ten nie będzie nazywany likwidacją kopalń. Natomiast skala ograniczania eksploatacji powinna być taka sama.
PGG została dokapitalizowana przez energetykę i banki, które zrobiły to bez entuzjazmu i pod konkretnymi warunkami. Powtórzyć tego się nie uda, nie pozwoli na to Komisja Europejska. Problem tylko teoretycznie został odsunięty na rok, a praktycznie już w 2016 r. Grupa musi zamykać szyby wydobywcze.
Natomiast JSW i KHW powinny zamykać kopalnie. W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapięcie.pl. – Trzeba o tym pamiętać, że likwidacja kopalń odbywa się na koszt podatników, bo wówczas górnicy otrzymują wynagrodzenia z budżetu państwa. Jak właściciel zamyka fabrykę, to musi to zrobić na własny koszt, w górnictwie jest inaczej.

Marcin Krasoń, Home Broker: Rynek pierwotny nadal rośnie

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Choć nie brakuje obaw o przyszłość rynku mieszkaniowego, deweloperzy nie zwalniają tempa. W czterech pierwszych miesiącach tego roku liczba rozpoczętych budów wzrosła o 7, a uzyskanych pozwoleń na  budowę o 13 proc. w stosunku do analogicznego okresu w 2015 r. Firmy notują też rekordowe wzrosty liczby oddanych do użytku mieszkań, to efekt ożywienia z 2014 i 2015 roku.

Kwiecień był kolejnym udanym miesiącem dla deweloperów. Pierwszy raz od wielu lat liczba rozpoczętych w miesiącu przez nich budów przekroczyła 10 tys. Blisko tej granicy była także liczba pozwoleń na budowę. Co jednak ważne, w dłuższej perspektywie – zarówno porównując pierwsze cztery miesiące tego roku do analogicznego okresu 2015 r., jak i ostatnie 12 mies. do poprzednich 12 mies. – statystyki też wyglądają optymistycznie.

Liczba Zmiana r/r
Oddane mieszkania 71 383 +28,7%
Rozpoczęte budowy 88 317 +17,6%
Wydane pozwolenia na budowę 100 825 +25,7%
Aktywność deweloperów w okresie maj 2015 – kwiecień 2016 r.
Źródło: obliczenia Home Broker, na podst. danych GUS 

Przez ostatni rok deweloperzy oddali do użytkowania 71,4 tys. lokali, co oznacza w ciągu 12 mies. wzrost o prawie 29 proc. i najwyższy wynik od jesieni 2009 r. Jednocześnie oczekujemy, że w kolejnych miesiącach liczba ta jeszcze będzie rosnąć, gdyż nowych pozwoleń i rozpoczynanych budów nadal jest bardzo dużo.

Wg statystyk GUS-u tych pierwszych było w ostatnich 12 mies. 100,1 tys., co rok do roku oznacza wzrost o 25,7 proc. i jednocześnie najwyższy wynik od jesieni 2008 r. Deweloperzy nie tylko występują o kolejne pozwolenia na budowę, ale i rozpoczynają prace nad kolejnymi inwestycjami. W okresie maj 2015 r. – kwiecień 2016 r. rozpoczęli budowę 88,3 tys. lokali – najwięcej od wielu lat.

Zalecana ostrożność

Rekordy aktywności deweloperów notowane przez GUS nie oznaczają, że na rynku panuje sielanka. Nie brakuje czynników, które nakazują coraz dalej idącą ostrożność. Negatywny wpływ na zainteresowanie mieszkaniami mają m.in. wprowadzenie podatku bankowego, utrudniony dostęp do dopłat w ramach Mieszkania dla Młodych i coraz wyższe wymagania dotyczące wkładu własnego przy kredytach hipotecznych. Ostatnio okazało się jeszcze, że dodatkowe problemy może powodować ustawa o obrocie ziemią rolną, która ogranicza możliwość zakupu działek pod nowe inwestycje.

Z drugiej strony na rynku wciąż mamy do czynienia z silnym popytem ze strony klientów, którzy z finansowania bankowego przy zakupie nieruchomości nie korzystają. To inwestorzy traktujący zakup mieszkania na wynajem jako długoterminową lokatę kapitału. Jedni kupują jedno mieszkanie, inni kilka, ale i nie brakuje i takich, którzy w portfelach mają kilkadziesiąt nieruchomości. Najem mieszkania w dużym mieście, choć wiąże się z określonymi ryzykami, nadal kusi, bo przynosi sporo wyższe odsetki niż lokaty bankowe albo obligacje skarbowe.

Dla rynku nadal zagadką jest nowy program wspierania mieszkalnictwa roboczo nazwany „mieszkanie+”. Póki co wiadomo jedynie, że ma opierać się na dwóch filarach (tanie mieszkania na wynajem z możliwością wykupu oraz kasy oszczędnościowo-budowlane). To może spowodować pojawienie się rynkowej konkurencji dla deweloperów i spadek popytu na mieszkania budowane przez nich.

Marcin Krasoń, Home Broker

Wciąż duże zainteresowanie nieruchomościami komercyjnymi – w 2016 r. wolumen transakcji może wzrosnąć o 5–10%

Samochody FCA gwiazdami Mille Miglia 2016.

CEO Magazyn Polska
  • Od 19 do 22 maja br. potrwa 34. edycja historycznego rajdu upamiętniającego najsłynniejszy w historii wyścig.
  • W rajdzie wezmą udział marki, jak Fiat, Lancia i Alfa Romeo wraz z kilkoma bezcennymi samochodami zabytkowymi.
  • Z Muzeum Alfy Romeo przyjadą trzy perełki: 6C 1750 Gran Sport z 1930 r., 1900 Sport Spider z 1954 r. i 1900 Super Sprint z roku 1956.
  • Na linii startu pojawi się również Lancia Ardea z 1939 roku wraz z aktorką Kasią Smutniak oraz dwa spidery Fiata: 508 Balilla Coppa d’Oro (1934) i 1100 TV Trasformabile (1955).
  • Obok tych samochodowych okazów pojawią się ostatnie nowości z aktualnej produkcji: od Alfy Romeo Giulia po Nową Giuliettę, od serii specjalnej Lancia Ypsilon Mya do nowego Fiata 124 Spider.
  • Marka Alfa Romeo jest sponsorem motoryzacyjnym tych historycznych wyścigów, które do dnia dzisiejszego ekscytują kierowców i fanów z całego świata.

Od 19 do 22 maja br. odbywać się będzie historyczny rajd Mille Miglia, według słów Enzo Ferrari, „najpiękniejszego na świecie podróżującego muzeum”.
W 34. edycji wezmą udział cenne samochody zabytkowe marek Fiat, Lancia i Alfa Romeo, należące do kolekcji FCA Heritage, nowej struktury, która koordynuje wszystkie działania firmy związane ze światem zabytkowej motoryzacji.

Zgodnie z tradycją, te nieco starodawne wyścigi, których marka Alfa Romeo jest sponsorem motoryzacyjnym, rozpoczną się i zakończą w Brescii, przejeżdżając przez najbardziej oddziałujące na wyobraźnię miejsca Włoch, z punktem zwrotnym w Rzymie.
U boku tych motoryzacyjnych okazów pojawią się ostatnie nowości z aktualnej produkcji, potwierdzając tym samym nierozerwalną więź pomiędzy samochodami -ikonami przeszłości a tymi z aktualnej produkcji. „Zaszczyt” otwarcia wyścigów przypadnie na przykład nowej Giulii, najbardziej wyczekiwanemu w tym roku modelowi Alfy Romeo i w ostatnich dniach prezentowanego przedstawicielom międzynarodowej prasy. Ponadto, podczas Mille Miglia 2016 publiczność będzie mogła podziwiać nową serię specjalną Lancia Ypsilon Mya, która wyróżnia się jeszcze bardziej eleganckim i wyszukanym stylem, oraz nowego Fiata 124 Spider (wpisującego się w długą tradycję swojego legendarnego przodka, spidera Fiata, reprezentowanego na Mille Miglia przez dwa znakomite samochody), które zapewne rozkochają w nich nowe pokolenie, stawiając na swój typowo włoski styl oraz osiągi. To właśnie nowy Fiat 124 Spider przejedzie przez całą trasę, tworząc specjalny dzienniki podróży. Wreszcie, organizatorzy wyścigu w Brescii będą mogli liczyć na flotę Nowej Giulietty, niedawno odnowionego modelu Alfy Romeo, będącej wyraźnym nawiązaniem do nowej Giulii.

Alfa Romeo.
Na legendarną trasę rajdu powraca 6C 1750 Gran Sport z 1930 roku, 1900 Sport Spider z 1954 i 1900 Super Sprint z roku 1956. Są to trzy bezcenne egzemplarze pochodzące z Muzeum Alfy Romeo, które przemierzą trasy regularnych wyścigów Mille Miglia organizowanych w latach 1927- 1957, podczas których samochody z logo węża triumfowały ponad jedenaście razy: to rekordowy sukces, który nie został nigdy pobity.
Oczy wszystkich fanów skierowane będą na 6C 1750 Gran Sport, legendarny model, którym Tazio Nuvolari i Giovanni Battista Guidotti zwyciężyli wyścig w 1930 roku. Oprócz anegdoty o „wyprzedzaniu z wyłączonymi światłami”, podczas tego wyścigu kierowca z Mantui (Novolari) ustanowił rekordową średnią prędkość 100 km/h. Nadwozie zostało zaprojektowane przez mediolańskie atelier Zagato i do teraz wzbudza zachwyt tych, którzy mają szczęście ją zobaczyć.
Obok niej: 1900 Sport Spider z 1954 roku, niezwykle rzadki wyścigowy spider,  wyprodukowy w zaledwie dwóch egzemplarzach, wyposażony w czterocylindrowy silnik z dwoma wałkami z „1900″ z suchą miską olejową, o maksymalnej mocy podniesionej do 138 KM, rozpędzający samochód do 220 km/h dzięki masie 880 kilogramów oraz wyjątkowo efektywnej aerodynamice. Wyróżniające się designem dzieło Bertone, 1900 Sport Spider wyposażona jest w pięciostopniową skrzynię biegów oraz most tylny De Dion: osiągi i łatwość prowadzenia porównywalne są z nowoczesnymi samochodami, auto jest szybko reagujące i konkretne, dobrze trzyma się drogi.
Na drogach trasy Mille Miglia 2016 pojawi się również 1900 Super Sprint z 1956 roku, eleganckie coupé z karoserią zaczerpniętą od wersji Touring, które stanowi odmianę „gran turismo” 1900, samochodu, który stał się sławny w latach 50. XX wieku,  dzięki hasłu „rodzinny sedan, który zwycięża w wyścigach”. 1900 SS nie pojawi się z pewnością po raz pierwszy na rajdzie, ponieważ w latach 50., kiedy odbywały się jeszcze regularne wyścigi Mille Miglia, była ulubionym samochodem wielu prywatnych kierowców, którzy wybierali ją ze względu na efektywne połączenie osiągów i niezawodności. Tak więc, te trzy niezwykle rzadkie egzemplarze reprezentują cenną kolekcję, dostępną w odnowionym Muzeum Alfy Romeo w Arese, nazwanym „wehikułem czasu”. W jego salach wystawionych jest 69 modeli, które najbardziej wpłynęły nie tylko na ewolucję marki, ale na całą historię motoryzacji: od pierwszego samochodu wyprodukowanego przez Anonima Lombarda Fabbrica Automobili (A.L.F.A.) o mocy 24 KM, do P2, która pozwoliła Alfie Romeo zdobyć Mistrzostwo Świata w 1925 roku, od legendarnej zwyciężczyni wyścigu „24 godziny Le Mans”  jakim była Alfa 8C 2300, do Alfetty 159, którą Juan Manuel Fangio w 1951 roku zdobył tytuł Mistrza Świata Formuły 1, aż po chluby pokroju 33 TT 12 w latach 70., czy model 155, który w 1993 roku zwyciężył w Deutsche Tourenwagen Meisterschaft.

Lancia.
W tegorocznej imprezie ponownie weźmie udział Lancia Ardea z 1939 roku, sedan z pierwszej serii, którym pojedzie Polska aktorka Kasia Smutniak, a Włoszka z wyboru, która od 2015 roku jest ambasadorką modelu Ypsilon. Wzmacnia się w ten sposób legendarna więź łączącą markę Lancia i kobiety, czego dowodem jest geneza modelu Ardea, który powstała dzięki uporowi Adeli Miglietti, wdowie po Vincenzo Lancii.
To Ona urzeczywistniła pomysł swojego męża, aby odtworzyć w zmniejszonej skali 9/10 linie osławionej Aprilii, przychylnie przyjętej przez Klientów i krytykę.  Na świecie pojawił się zatem mały i łatwy w obsłudze samochód o nowoczesnym i aerodynamicznym wyglądzie, dzięki czemu Ardea była bardzo oszczędna pod względem spalania i doskonała pod względem osiągów, również dzięki najmniejszemu w historii silnikowi skonstruowanemu dla Lancii: 903 cm3, 28 KM i cylindry odlane w żeliwnym bloku, wraz ze skrzynią korbową z korbowodami z duraluminium. Pomimo takich parametrów, jest to doskonały zespół napędowy, trwały i będący w stanie osiągnąć 105 km/h.
Jeśli chodzi o rozmiary, w porównaniu do Aprilii została zmieniona długość i szerokość ramy oraz zmniejszono ciężar nadwozia, zachowując przy tym opływowość Aprilii oraz charakterystyczne, zaakcentowane krzywizny części tylnej. Wszystko to przyczyniło się do redukcji spalania: tylko 7 litrów benzyny na 100 km, co było wyjątkowym, jak na tamte czasy, osiągnięciem.
Ardea prezentowała rozwiązania techniczne reszty gamy, takie jak: zawieszenie przednie z niezależnymi kołami, tuleje Silentblock z tyłu oraz 4-stopniową skrzynię biegów. Pomimo ultrakompaktowych rozmiarów samochód był elegancki i wyrafinowany: wnętrze wykonane było z miękkiej tkaniny, dostępne na zamówienie ze skóry, posiadało pełne oprzyrządowanie i inne małe, przydatne akcesoria, takie jak zegar czy zwijana zasłonka na szybę tylną. Produkowana do roku 1953 i wypuszczona w czterech seriach Ardea, której designem inspirowane są aktualnie produkowane modele Ypsilon, potrafiła osiągnąć również znaczące wyniki w sporcie w Mille Miglia, kiedy to w 1947 roku uzyskała znaczące zwycięstwo w swojej klasie.

Fiat.
Na linii startu pojawią się również dwa spidery Fiat o niezwykłym uroku i historii: 508S z 1934 roku, znany, jako „Balilla Coppa d’Oro” i 1100 TV Trasformabile z 1955 roku. Pierwszy samochód zawdzięcza swoją nazwę zwycięstwu odniesionemu w „Coppa d’oro del Littorio” w 1934 roku. Wyróżniający się czerwonymi, pełnymi błotnikami (wersja Mille Miglia oddzieliła je od reszty karoserii), samochód skonstruowany został bezpośrednio na bazie Fiata 508 S Balilla Sport z 1933 roku, dwuosobowego spidera z otwieranym dachem i szprychowymi kołami. W wystawianym egzemplarzu Fiata zamontowany jest umieszczony z przodu silnik o pojemności skokowej 995 ccm, o maksymalnej mocy 30 KM i mający zawory boczne umieszczone w głowicy, a także gaźnik marki Zenith 30. Maksymalna prędkość oscyluje wokół 110 km/h.
Należy również przypomnieć, że protoplasta (Fiat 508 Balilla z 1932 roku) wraz z Fiatem 500 Topolino z 1936 roku był rezultatem długiej drogi, na którą Fiat wszedł już we wczesnych latach 20. ubiegłego wieku, kiedy to firma zaczęła myśleć o samochodach o mniejszych rozmiarach, lżejszych, ze słabszymi silnikami, ale jednocześnie o mniejszym spalaniu i, co nie mniej ważne, bardziej przystępnych finansowo. Powstał w ten sposób pierwszy projekt dla małych samochodów nazwany „projektem 500″: to dlatego poprzedniczki Balilli i Topolino przybrały nazwy handlowe Fiat 501 i Fiat 509, żeby dojść później do Fiata 508 Balilla i Fiata 500 Topolino. Balilla została zaprezentowana w 1932 roku i od razu, do klasycznych wersji sedana i torpedo została dołączona jeszcze doskonalsza, elitarna wersja spider. Na bazie tej ostatniej, w roku 1933 roku powstała 508 S Balilla Sport – oferowana w wersjach Coppa d’oro i Mille Miglia – a następnego roku zadebiutował wariant z mocniejszym silnikiem 36 KM.
Drugi samochód biorący udział w Mille Miglia 2016 to Fiat 1100 TV Trasformabile z 1955 roku, fascynujące dwuosobowe i dwudrzwiowe auto z chromowanym grillem, panoramiczną szybą przednią, składanymi siedzeniami i oponami z białym pasami. Wyposażony w mocny silnik o pojemności 1089 ccm i mocy 50 KM oraz gaźnik marki Weber 36, samochód osiąga maksymalną prędkość 143 km/h. Doskonałe są również umiejętności dynamiczne, dzięki zastosowaniu niezależnych zawieszeń przednich i drążka stabilizacyjnego zarówno z przodu, jak i z tyłu, który gwarantuje wysoką niezawodność na zakrętach i płynną jazdę.
Dzięki tym osiągom, model Fiat 1100 TV Trasformabile brał często udział w imprezach sportowych, w tym w Mille Miglia, ale zawsze wystawiany był przez osoby prywatne, ponieważ w tamtych czasach nie istniał oficjalny zespół wyścigowy Fiata. Wreszcie należy przypomnieć, że Fiat 1100 TV Trasformabile – wyprodukowany w zaledwie 142 egzemplarzach – wywodzi się bezpośrednio z wersji „TV” (Turismo Veloce) Fiata 1100. W porównaniu do czteroosobowego sedana z nadwoziem samonośnym z 1953 roku, który odniósł natychmiastowy sukces, wersja „TV” oferowała lepszy silnik o większych osiągach, podwójny gaźnik marki Weber, który razem ze zmodyfikowanym napędem, zapewniał lepsze osiągi. Ponadto, kilka korekt nadwozia, takich jak: światło przeciwmgielne na środku grilla, dwukolorowy lakier, białe pasy na oponach, siedzenia z regulowanym oparciem oraz dywaniki welurowe, z pewnością wpłynęły pozytywnie na wygląd, nie ujmując niczego włoskiej elegancji i wzornictwu 

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Ratingowe zamieszanie

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Ostatnie półtora tygodnia na rynku krajowym podporządkowane było początkowo wyczekiwaniu na decyzję agencji Moody’s w sprawie ratingu Polski, a później reakcji na wydany w sobotę wczesnym rankiem komunikat. Cała historia nosiła znamiona sporego przewrażliwienia, gdyż niektórzy mylnie zaczęli zakładać, że od „wyroku” jednej z agencji zależeć może finansowy los kraju. Sam werdykt okazał się łagodny, jako że ocena Moody’s pozostała bez zmian i utrzymała się aż o dwa stopnie powyżej obniżonego w styczniu poziomu wskazywanego przez konkurencyjne Standard & Poor’s. Rynek na GPW zareagował w poniedziałek silnym wzrostem, ale przy małym obrocie. Indeks WIG20 de facto zniwelował zniżki z poprzedniego tygodnia, które powszechnie tłumaczono oczekiwaniem na komunikat ze strony Moody’s i obawą o ścięcie oceny wiarygodności kredytowej już teraz. Na więcej trudno było liczyć. Główna nadzieja, o jaką można się pokusić z końcem tego całego zamieszania, wiąże się z ponownym nawiązaniem korelacji GPW z rynkami otoczenia. Ma to oczywiście swoje plusy, jak i minusy, jako że wraz z nadejściem maja koniunktura na głównych parkietach Europy i w USA nie rozpieszcza inwestorów. Zadyszkę złapało również całe spektrum rynków wschodzących, do grona którego wciąż się zaliczamy. Pomocne z pewnością nie okazują się raporty takich tuzów jak Goldman Sachs, Merrill Lynch czy J.P. Morgan, których ton zmienił się na bardziej niedźwiedzi. Szczególnie interesujące były informacje z Goldmana, który wyliczył, że przeciętna spółka na Wall Street wyceniana jest najwyżej w historii, co tylko potwierdza notorycznie pojawiające się opinie, że rynek w USA jest po prostu bardzo drogi. Wysokie wyceny od dłuższego czasu tłumaczone są środowiskiem ultraniskich stóp procentowych, ale po ostatnich lepszych raportach z amerykańskiej gospodarki i informacjach świadczących o rosnącej presji inflacyjnej, niczym bumerang zaczął wracać temat podwyżek stóp przez Rezerwę Federalną, co nie jest korzystne dla wycen akcji na Zachodzie oraz odnawia presję w spektrum rynków wschodzących. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że same dane z USA nierzadko są ze sobą sprzeczne. Przykładowo w piątek opublikowano dobre wyniki sprzedaży detalicznej, podczas gdy dzień wcześniej spółki handlu detalicznego swoimi raportami zaskoczyły negatywnie. Z kolei lokalnie nie można mówić o definitywnym końcu ratingowego zamieszania. Wczoraj głos zabrał Fitch, czyli trzecia z ważnych agencji, która obniżyła prognozy wzrostu krajowej gospodarki na ten rok i wskazała na zwiększające się ryzyka fiskalne. Byki z pewnością nie mają więc łatwego zadania.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Składka od konsumentów na bezpieczeństwo energetyczne

0

Ministerstwo Energii chce podnieść opłatę przejściową, doliczaną dzisiaj do rachunku każdego konsumenta energii. Z opłat tych finansowano inwestycje elektrowni w ciągu ostatnich dwudziestu lat i miały powoli wygasać. Ale będzie rosnąć, jak twierdzi portal WysokieNapięcie.pl,bo pieniądze są potrzebne na bezpieczeństwo energetyczne. Pomysł może zablokować Bruksela.
W nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii, która jest już w Sejmie, ministerstwo zaproponowało nie tylko zmiany w systemie wsparcia energetyki odnawialnej. Zmienią się także zasady wsparcia elektrowni konwencjonalnych.
– Zapisy ustawy są bardzo niejednoznaczne, a pomysł może zablokować Komisja Europejska – mówi w rozmowie z MarketNews24.pl Rafał Zasuń z WysokieNapięcie.pl.

Lasy Państwowe zarobią, właściciele działek stracą

0

Lasy Państwowe będą bardzo mocno ingerować w ceny sprzedaży prywatnych gruntów leśnych. Wykorzystają swoją pozycję monopolistyczną i nową ustawę.
Od 30 kwietnia obowiązuje nowelizacja ustawy o lasach państwowych. Ogranicza możliwości sprzedaży działek, które mogą być uznane za leśne. Lasom Państwowym przysługuje prawo ich pierwokupu, a ich urzędnicy będą mieli wpływ na ceny takich gruntów.
Jeżeli Lasy Państwowe zakwestionują cenę, to mogą skierować sprawę do sądu. Sąd powoła biegłego itd. – Procedury sądowe mogą trwać nawet kilka lat – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński członek zarządu Magmillon.
Tego powinni obawiać się sprzedający działki, na których mają domy czy wille, i kupujący. To prawdopodobnie bardzo wpłynie na ceny. – Trzeba się spodziewać, że Lasy Państwowe będą wykorzystywać swą pozycję monopolistyczną, aby wykupić teren za przysłowiową złotówkę, a przynajmniej poniżej wartości rynkowej gruntu – dodaje K.Karliński.

Fed nie przestaje mówić

Protokół z posiedzenia FOMC rozbudził nadzieje na przyspieszenie podwyżek stóp w USA, i dolar się ożywił. Wzrósł nawet apetyty na jakiś ruch Fed w czerwcu, choć na ile jest on realny, trudno powiedzieć. W każdym razie dzisiejsze wypowiedzi dwóch prominentnych przedstawicieli Rezerwy Federalnej: Stanleya Fishera i Williama Dudleya, mogą mieć dużą siłę rażenia. W normalnych okolicznościach pewno przeszłyby bez większego echa, ale teraz czasy nie są normalne.

Fischer i Dudley będą mówili już po ogłoszeniu kilku wskaźników w USA: majowego indeksu Fed z Filadelfii i tygodniowych danych o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych. Indeks powstaje na podstawie ankiet wypełnianych przez menedżerów ze stanów Pensylwania, New Jersey i Delaware. Poprzednio był na minusie, teraz oczekiwany jest spory skok na plus. Wniosków o zasiłek też ma być mniej niż wcześniej. Wszystko to razem tworzy miły dla dolara obraz, jeżeli jeszcze do chóru dołączy się Fed, efekt będzie murowany. Chyba, że sprawy potoczą się inaczej, niż spodziewa się rynek…

Europa ze swoim zapisem z ostatniego posiedzenia EBC, który ukaże się wczesnym popołudniem, wygląda blado. Za to z Wielkiej Brytanii nikt nie spuści oka (i tak pewno będzie do referendum 23 czerwca). Dzisiaj Londyn opublikował świetne dane o sprzedaży detalicznej w kwietniu. Funt, wspierany dobrym – dla zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE- sondażem Ipsos Mori pnie się do góry wierząc, że Brexit mu nie grozi.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Agencja Fitch i „jastrzębi” FOMC

Z ekonomicznego punktu widzenia, wczoraj najważniejszym wydarzeniem tzw. FOMC minutes, czyli protokół z posiedzenia FOMC. Okazało się, że na kwietniowym posiedzeniu za podwyżką stóp procentowych głosowała po raz kolejny Esther George, a nastawienie reszty członków Komitetu było już bardziej „jastrzębie” (zwolennicy twardej polityki monetarnej).

Większość decydentów uważa bowiem, że jeśli nadchodzące dane makroekonomiczne będą dobre, a w II kwartale wzrost gospodarczy wypadnie pozytywnie, to właściwe byłoby podwyższenie stóp procentowych już w czerwcu. Na tą wiadomość silnie zareagował amerykański dolar, który na parze EURUSD z okolic 1,1280 spadł do niemal 1,1220, gdzie może lokować się istotny poziom wsparcia.

Środa na rynkach europejskich zakończyła się w większości przypadków niewielkimi wzrostami indeksów. Niemiecki DAX wzrósł o 0,54%, francuski CAC 40 zyskał 0,51%, a brytyjski FTSE 100 zamknął dzień praktycznie bez zmian (-0,03%). Gorzej dawały sobie radę rynki wschodzące, takie jak Rosja, Turcja, Węgry czy też Polska, gdzie straty na koniec notowań sięgały nawet 0,8%. Warszawski indeks blue chips stracił na koniec dnia 0,25% przy obrotach na całym rynku sięgających 650 mln zł. Środa to również kolejny dzień, gdy traciła nasza waluta. Powodem z pewnością była agencja Fitch, która „pogroziła nam palcem” przed oficjalną decyzją ogłoszenia ratingu, która ma zapaść 15 lipca. Otóż agencja na 2016 r. obniżyła Polsce prognozę wzrostu do 3,2% z 3,5%, a na 2017 r. i 2018 r. do 3,5%. Złotemu nie pomogły nawet dobre dane z rynku pracy, jakie wczoraj zostały opublikowane. Dowiedzieliśmy się bowiem, że dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw wzrosła do 4,6% (prognoza 3,8%) wobec 3,3% w marcu, a z kolei dynamika zatrudnienia wzrosła do 2,8% z 2,7% w tym samym miesiącu.

Spośród pozostałych danych makroekonomicznych poznaliśmy odczyty inflacji w strefie euro, gdzie w kwietniu poziom cen nie uległ zmianie, a w skali roku nastąpił spadek o 0,2%. Warto również zwrócić uwagę na wstępny odczyt PKB Japonii, gdzie po bardzo słabym IV kwartale 2015 r., I kwartał przyniósł znaczącą poprawę. PKB wzrosło o 0,4%.

Dziś, w trakcie notowań na rynkach światowych, z pewnością będziemy mieli do czynienia z reakcją na wczorajszy wieczorny protokół FOMC. Jednak w ciągu dnia czeka nas kilka ciekawych publikacji w kalendarzu, na które inwestorzy warto, aby zwrócili uwagę. Poznamy wyniki sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii, protokół z ostatniego posiedzenia ECB, a także odczyty produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Polsce. Po południu, jak co tydzień napłyną do nas informacje z rynku pracy w USA, a konkretnie o cotygodniowej liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Sesja w USA:
Środowa sesja na nowojorskich giełdach nie przyniosła istotnych zmian najważniejszych indeksów po publikacji „minutes” z kwietniowego posiedzenia FOMC, które sugerowały możliwość podwyżki stóp procentowych w USA już w czerwcu.

Na koniec dnia, indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,02%, S&P 500 zyskał 0,02%, natomiast Nasdaq Composite wzrósł o 0,5%.

Waluty:
Kurs EURUSD na koniec środowych notowań dotarł do poziomu 1,1220 i tym samym spadł o 0,83%. Para EURGBP straciła 1,73% i osiągnęła poziom 0,7688 , natomiast EURJPY wzrosła o 0,11%, osiągając 123,62.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,3985 PLN wobec euro, 3,9195 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9719 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,7208PLN wobec funta szterllinga.

Surowce:
Notowania złota w środę spadły o 1,16% do poziomu 1261,4 USD za uncję. Srebro spadło o 1,91 % i było notowane po 16,92 USD za uncję.

Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, straciła 0,56% i spadła do poziomu 48,04 USD za baryłkę. Odmiana Brent spadła natomiast o 1,44% i była notowana po 48,57 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Martin Mellor nowym szefem firmy Ericsson w Polsce

Podsumowanie BIK: kredyty dla osób prywatnych w I kwartale 2016 roku

W I kwartale 2016 r. banki i SKOK-i udzieliły o 6,5% mniej  kredytów konsumpcyjnych niż w tym samym okresie 2015 roku, ale wzrosła o 3% liczba kredytów na kwoty wysokie, tj. powyżej 50 tys. zł. Wydano mniej kart kredytowych, natomiast kredytów mieszkaniowych udzielono  więcej.

Kredyty konsumpcyjne

W I kwartale br. banki udzieliły 1620 tys. kredytów konsumpcyjnych na kwotę 18,9 mld złotych. Liczbowo jest to o 6,5% mniej, wartościowo mniej o 1,3% w porównaniu z I kwartałem 2015 r. Szczególnie wysokie spadki dotyczyły kredytów udzielonych na niższe kwoty. Kredytów na kwoty do 4 tys. złotych było o 9,3% mniej, ale kredytów na kwoty powyżej 50 tys. zł udzielono o prawie 3% więcej w porównaniu z rokiem 2015. – Przesuwanie się akcji kredytowej w segmenty kredytów na wyższe kwoty, a zatem też udzielanych na dłuższe terminy, skutkuje niższymi wpływami ze spłat kredytów. Efektem tego jest wzrost zadłużenia ludności w kredytach konsumpcyjnych pomimo spadku rozmiarów akcji kredytowej – mówi dr Andrzej Topiński, główny ekonomista BIK. Na koniec marca 2016 r. kredytobiorcy z tytułu zaciągniętych kredytów konsumpcyjnych mieli do spłaty w bankach i SKOK-ach 134,2 mld zł., co jest o 8,4% więcej niż w marcu 2015 r. oraz 1,9% więcej niż w grudniu 2015 r.

Kredyty mieszkaniowe

Lepiej jest z umowami na kredyty mieszkaniowe, których udzielono w I kwartale więcej niż rok wcześniej, pomimo wzrostu wkładu własnego wymaganego przy ich zaciąganiu. W I kwartale 2016 r. udzielono 47,1 tys. kredytów mieszkaniowych (o 4,5% więcej niż rok wcześniej), licząc wartością podpisanych umów było ich o 5,7% więcej. Tendencje wzrostowe w sprzedaży kredytów mieszkaniowych po dobrym początku roku wygasły w marcu, w którym udzielono
o 2,5% kredytów mniej niż w marcu 2015 roku. – Z werdyktem, że jest to sygnał osłabienia trwającego od połowy 2015 r. ożywienia na rynku kredytów mieszkaniowych, należy poczekać do wyników za kolejne miesiące – uprzedza dr Andrzej Topiński, główny ekonomista BIK. – W kolejnym kwartale też będzie można lepiej ocenić wpływ na rynek kredytów mieszkaniowych podwyższenia wkładu własnego, wprowadzenia podatku bankowego oraz wyczerpania się środków na dopłaty do programu MDM – dodaje dr Topiński.

Karty kredytowe

Liczba nowych umów na karty kredytowe spadła r./r. w I kwartale o 10%, w marcu odnotowaliśmy spadek o 16%. Podobnie jak na rynku kredytów konsumpcyjnych, banki koncentrują się na umowach z wyższymi limitami kredytowymi. Licząc sumę przyznanych limitów, nowych umów było o 2,6% mniej niż w I kwartale 2015 r. Na koniec marca 2016 r. w portfelach mieliśmy 6041 tys. kart kredytowych, czyli o 10 tys. mniej niż w grudniu, i o 140 tys. mniej niż w marcu 2015 r.

Dane z polskiej gospodarki dobiją złotego?

Środa przyniosła silną przecenę złotego w relacji do głównych walut. Euro wprawdzie podrożało tylko o niespełna 3 groszy. Podobnie frank. Ale już dolar zyskał 6 groszy, a funt prawie 14. Pytanie, czy publikowane dziś przez GUS dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, nie dobiją złotego?

Czwartkowy poranek przynosi niewielkie osłabienie złotego, po tym jak mocno był on wyprzedawany przez inwestorów wczoraj. O godzinie 08:14 kurs EUR/PLN testował poziom 4,40 zł, CHF/PLN 3,9720 zł, USD/PLN 3,9230 zł (najwyższy poziom od 25 kwietnia), a GBP/PLN 5,7225 zł.

Sentyment do polskiej waluty jest zły. Nienajlepsze nastroje na rynkach globalnych, jakie dominują po wczorajsze publikacji protokołu z ostatniego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed), dodatkowo nie zachęcają do jej kupna. Jednak przysłowiowym gwoździem do trumny mogą okazać się publikowane po południu przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) dane z polskiej gospodarki.

Wczorajsza przecena złotego, która korelowała m.in. z podobną przeceną węgierskiego forinta, miała miejsce pomimo optymistycznych danych płynących z gospodarki. W kwietniu wprawdzie zatrudnienie w polskich firmach wzrosło o prognozowany poziom 2,8% R/R, ale już wynagrodzenia wystrzeliły w górę o 4,6% R/R, przy prognozie na poziomie 3,8% i wobec wzrostu o 3,3% w marcu. To kolejne już dane potwierdzające, że sytuacja na rynku pracy jest coraz lepsza. Coraz bardziej jest to rynek pracownika, a to ma szansę przełożyć się na wzrost konsumpcji, poprawiając tym samym wyniki polskiej gospodarki.

Inwestorzy zignorowali powyższe dane, skupiając się na mniej korzystnych dla złotego czynnikach. Mianowicie na ryzyku politycznym i rynkach globalnych. Wczoraj Komisja Europejska podjęła wobec Polski kolejny krok w ramach procedury rządów prawa, dając rządowi Beaty Szydło czas do poniedziałku na rozwiązanie kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Wczoraj też agencja Fitch obniżyła prognozę wzrostu gospodarczego dla Polski na ten rok do 3,2% z 3,5% (w 2017 i 2018 prognozuje wzrost PKB na poziomie 3,5%),  zwracając uwagę na ryzyko związane z finansami publicznymi i krajową polityką.

To, że tematy krajowe ciążyły w środę złotemu pokazuje jego relacja do forinta, gdzie już drugi kolejny dzień był on walutą słabszą. Złotego dobił natomiast Fed, publikując protokół ze swojego ostatniego posiedzenia. Znalazła się w nim zapowiedź podwyżki stóp procentowych w czerwcu, jeżeli tylko po słabszym I kwartale, dane makro za II kwartał wskażą na przyspieszenie wzrostu, wyższą inflację i poprawę na rynku pracy w USA. W efekcie wzrosły oczekiwania na podwyżkę za miesiąc. Rynek terminowy obecnie wycenia takie prawdopodobieństwo na poziomie 32% wobec 12% przed publikacją „minutek” Fed. Oczywiście podwyżka wciąż nie jest scenariuszem bazowym, ale z punktu widzenia inwestorów globalnych jest to wystarczający pretekst, żeby skracać zaangażowanie na rynkach wschodzących. Również zaangażowanie w złotego, polskiej akcji i obligacje.

Sentyment do złotego wyraźnie się pogorszył w ostatnich dwóch dniach, po tym jak jeszcze w poniedziałek zyskiwał on na fali uczucia ulgi, gdy agencja Moody’s nie obcięła ratingu Polski. Pogorszenie klimatu inwestycyjnego na świecie będzie dziś mu ciążyć. Jednak prawdziwym testem będą dane z polskiej gospodarki. O godzinie 14:00 GUS opublikuje kwietniowe dane o produkcji przemysłowej (prognoza: 3,5% R/R), sprzedaży detalicznej (prognoza: 3,3% R/R) i cenach produkcji (prognoza: -1,3% R/R). Uwaga skupiona będzie głównie na dwóch pierwszych raportach. Przed miesiącem roczna dynamika produkcji i sprzedaży w sposób zaskakująco mocny dla wszystkich tąpnęła. Wówczas jednak zostało to potraktowane jako czynnik jednorazowy. Dziś będzie czas potwierdzenia lub odrzucenia tej tezy. Dlatego dane wyraźnie poniżej konsensusu będą sygnałem, że w gospodarce coś zaczyna źle funkcjonować i przy utrzymujących się nienajlepszych nastrojach na świecie, mogą one wyraźnie złotego osłabić, przesądzając też o jego losach w trzeciej dekadzie maja. Dane zbliżone do prognoz przejdą bez echa. Lepsze zaś go wzmocnią.

Sytuacja na wykresach polskich par nie wskazuje jednoznacznie na scenariusz wyprzedaży rodzimej waluty. Źle prezentuje się GBP/PLN i USD/PLN. Ta pierwsza para po przełamaniu lokalnego szczytu z kwietnia ma otwartą drogę w okolice 5,90 zł. Kurs USD/PLN obecnie atakuje analogiczny szczyt, którego przełamanie, a jest to realna wizja, stanowić będzie zapowiedź zwyżki do minimum 4 zł. W przypadku natomiast wykresów EUR/PLN i CHF/PLN na tę chwilę nie ma zagrożenia wzrostem większym niż o 2-3 grosze.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas

Główny Analityk

Admiral Markets AS Oddział w Polsce

Prof. G. Ancyparowicz (RPP): NBP może wspierać rząd w takim zakresie, w jaki nie koliduje to z jego ustawowymi zadaniami. Nie zanosi się jednak na jakiekolwiek konflikty

CEO Magazyn Polska

Bank Centralny, a zwłaszcza RPP, mają za zadanie pilnowanie stabilności złotego i utrzymywanie w ryzach inflacji. Zdaniem prof. Grażyny Ancyparowicz, członkini nowej Rady Polityki Pieniężnej, takie podejście Rady Trzeciej Kadencji zapewniło Polsce stabilny rozwój mimo globalnych perturbacji. Ekonomistka uważa jednak, że powinno się dążyć do przyspieszenia wzrostu gospodarczego o 1 pkt proc. Jej zdaniem plan rozwoju premiera Morawieckiego nie powinien postawić przed RPP zadań kłócących się z jej podstawowymi celami.

– Polityka monetarna powinna wspierać politykę rządową, ale tylko w takim zakresie, w jakim nie koliduje to z misją i celami banku centralnego. Dlatego nasza konstytucja daje Narodowemu Bankowi Polskiemu pełną autonomię i tak bardzo wysoką pozycję w hierarchii instytucji gospodarczych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Grażyna Ancyparowicz, członkini RPP. I dodaje: Polityka monetarna jest związana z polityką ekonomiczną, z podtrzymywaniem koniunktury w sferze realnej gospodarki, ale nie można skutecznie i odpowiedzialnie wspierać wzrostu gospodarczego, tracąc z pola widzenia misję oraz cel nadrzędny NBP. I vice versa: nie można prowadzić dobrej polityki pieniężnej w „turbulentnej” gospodarce.

Członkini RPP zaznacza jednocześnie, że istotne jest zharmonizowanie polityki monetarnej z celami polityki strukturalnej i fiskalnej. Zaznacza przy tym, że dominacja jednej z polityk mogłaby doprowadzić do rozregulowania gospodarki.

– Misją NBP jest dbałość o stabilność siły nabywczej złotego, zarówno na rynku wewnętrznym (co przejawia się w polityce monetarnej zorientowanej na kontrolowanie poziomu inflacji), jak i w wymiarze zewnętrznym (czemu służy polityka kursowa). Tego rodzaju autonomia nie jest sprzeczna z postulatem, aby polityka monetarna była zharmonizowana z celami polityki strukturalnej i polityki fiskalnej. Dominacja jednej z tych polityk prowadzi do rozregulowania gospodarki. Przestrogą powinna być inflacja zainicjowana drukiem pustego pieniądza w latach 80., która osiągnęła rekord w początkach lat 90. ubiegłego wieku, a wygasła dopiero w przeddzień akcesji do Unii Europejskiej. Stopniały wtedy oszczędności całego życia wielu Polaków, a wraz z nimi podważone zostało zaufanie drobnych ciułaczy (do których prawie wszyscy się w jakiejś mierze zaliczamy) do banków, ubezpieczycieli i innych instytucji finansowych. – podkreśla członkini RPP.

W I kw. 2016 roku polska gospodarka nieco spowolniła w porównaniu z poprzednimi kwartałami – rok do roku PKB wyniósł 3 proc., podczas gdy w IV kw. ubiegłego roku wzrósł o 4,3 proc. Ekonomiści liczyli się jednak z wolniejszym tempem i zapowiadają, że w kolejnych okresach gospodarka przyspieszy. Na cały rok prognozowany jest wzrost o 3,5–3,9 proc.

W ostatnich dwudziestu miesiącach polska gospodarka boryka się z deflacją, ale tym razem (w przeciwieństwie do sytuacji z przełomu wieków XX i XXI) spadek cen jest wywołany czynnikami niezależnymi od polityki monetarnej: niskimi cenami żywności (co w warunkach patologicznego rynku pracy hamuje wzrost płac nominalnych) i relatywnie niskimi cenami ropy naftowej (co przekłada się na niższe ceny transportu, nośników energii, a w konsekwencji obniża koszty tzw. wsadu do wyrobów finalnych). Z punktu widzenia polityki monetarnej ważniejsze jest to, że rentowność produkcji sprzedanej wciąż utrzymuje się na satysfakcjonującym poziomie, a w  niektórych branżach nawet rośnie – tłumaczy prof. Ancyparowicz.

Ekonomistka zaznacza jednocześnie, że mimo stabilnego rozwoju polska gospodarka powinna dążyć do przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego.

– Polska gospodarka mimo obniżenia wykonania PKB w stosunku do projekcji nadal rozwija się w tempie niemal dwa razy szybszym niż w Zachodniej Europie, co ważniejsze – prawie wszystkie prognozy wskazują na przyspieszeniem tempa jej wzrostu w następnych okresach sprawozdawczych. Z punktu widzenia eliminacji patologii na rynku pracy i trwałej poprawy stanu finansów sektora general government byłoby lepiej, gdyby tempo wzrostu polskiego PKB w dłuższej perspektywie było co najmniej o 1 pkt. proc. wyższe (4,5–5% średnio rocznie przez najbliższe pięć lat). W bieżącym roku nasza gospodarka musi jednak rozpędzać się ostrożnie, żeby nie naruszyć delikatnej równowagi.

Prof. Ancyparowicz zaznacza, że nie widzi potencjalnych konfliktów między rządem a Radą dotyczących np. realizacji planu na rzecz zrównoważonego rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Szczegóły tego planu powinny zostać opublikowane pod koniec czerwca br. Zakłada on m.in. wzrost inwestycji z 20 do 25 proc. PKB.

– Mieliśmy już przyjemność gościć Pana Mateusza Morawieckiego na posiedzeniu RPP. Przedstawił nam swój program gospodarczy, ale nie było widać, żeby oczekiwał od NBP wsparcia jakiegokolwiek sektora przemysłu czy jakiegoś niekonwencjonalnego zachowania w związku z realizacją priorytetów rządowych. Pan wicepremier doskonale wie, jak funkcjonuje system bankowy, zarówno w Polsce, jak i na świecie, i doskonale rozumie, jaka jest rola banku centralnego. Wydaje mi się więc, że będzie to bardzo dobra współpraca – mówi prof. Grażyna Ancyparowicz.

W czerwcu wygasa kadencja dotychczasowego prezesa NBP i przewodniczącego RPP prof. Marka Belki. Kandydatem prezydenta Andrzeja Dudy na jego następcę jest prof. Adam Glapiński, który był członkiem poprzedniej Rady Polityki Pieniężnej. Kandydaturę tę chwalą nawet polityczni przeciwnicy.

– Słusznie. To dobrze świadczy o obiektywizmie przeciwników politycznych. Profesor Adam Glapiński był członkiem RPP Trzeciej Kadencji, a obecnie jest członkiem Zarządu NBP. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można powiedzieć, że Narodowy Bank Polski pod kierownictwem prezesa Adama Glapińskiego będzie kontynuował wyważoną politykę monetarną z ostatnich lat. 

Jakość obsługi coraz ważniejsza dla klientów. Ubezpieczyciele inwestują w nowe kanały komunikacji i metody obsługi polis

CEO Magazyn Polska

Już nie tylko cena decyduje o wyborze ubezpieczyciela. Jednym z ważniejszych kryteriów wyboru obowiązkowej polisy komunikacyjnej staje się szybkość i jakość obsługi. Firmy wprowadzają nowe kanały komunikacji czy sposoby likwidacji szkód, budują pozytywne doświadczenia klientów. Jest to o tyle ważne, że często klient tylko raz w roku kontaktuje się z ubezpieczycielem.

– Doświadczenia klienta z zakładem ubezpieczeń w trakcie ubezpieczenia są stosunkowo rzadkie. Dlatego, aby były one pozytywne, każdy moment kontaktu musi być przez niego odebrany przyjaźnie. Mamy świadomość, że jeden kontakt może albo bardzo poprawić relację, albo bardzo ją zepsuć – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Towarzystwa Ubezpieczeniowego Gothaer.

Jak wskazuje ekspertka, komunikacja między ubezpieczycielem a klientem, o ile nie wystąpi szkoda, w praktyce jest bardzo rzadka. Dlatego tak istotna jest wysokiej jakości obsługa na etapie zarówno sprzedaży, jak i serwisu posprzedażowego. Jej brak połączony z niezbyt silną relacją klienta z ubezpieczycielem może doprowadzić do podjęcia decyzji o zmianie firmy. Światowe Badanie Klientów Usług Ubezpieczeniowych przeprowadzone przez firmę EY, wskazuje, że większości klientów zależy na cyfrowych i zdalnych kanałach komunikacji.

– Obserwujemy, w jaki sposób klienci lubią się kontaktować z zakładem ubezpieczeń, co jest dla nich najwygodniejsze, najszybsze i sprawia najmniej kłopotów – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska. – W Gothaer wprowadziliśmy kilka nowatorskich rozwiązań, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Jednym z nich jest np. LiveChat – na stronie internetowej każdy klient, ale nie tylko, może zadać naszemu konsultantowi pytanie.

Klientom zależy przede wszystkim na szybkiej i kompleksowej obsłudze. Kontakt telefoniczny nie zawsze jest w stanie sprostać takim wymaganiom. Dlatego klienci, jak wskazuje badanie „Jakość obsługi klienta w Polsce” przeprowadzone przez Interactive Intelligence dla towarzystwa Gothaer, jako preferowany kontakt wskazują czat na stronie internetowej (ponad 60 proc.), formularz kontaktowy i wiadomości e-mail. Potwierdzają to statystyki Gothaer, według których 2/3 klientów wybiera kontakt z firmą właśnie za pomocą LiveChatu.

– Z perspektywy klienta nie ma znaczenia, jak zorganizowany jest zakład ubezpieczeń, ale oczekuje się natychmiastowej odpowiedzi na każde pytanie. Dlatego obsługa musi być tak zorganizowana, by dostarczyć właściwej odpowiedzi na pytanie, które może dotyczyć wszystkiego – produktu, obsługi, likwidacji szkód czy szczegółowych zagadnień prawnych – tłumaczy prezes Gothaer.

Choć cena wciąż jest istotnym czynnikiem, który wpływa na wybór OC, to istotna jest również jakość świadczonych usług. Klienci coraz częściej zwracają uwagę na usługę bezpośredniej likwidacji szkody, która umożliwia naprawę auta lub uzyskanie odszkodowania u swojego ubezpieczyciela OC, a nie u ubezpieczyciela sprawcy. Z badań ARC Rynek i Opinia wynika, że 80 proc. klientów jest zadowolonych z usługi, a osoby, które skorzystały z takiej formy likwidacji szkody, dużo chętniej odnawiają polisy.

– Kupując polisę OC w Gothaer, w przypadku szkody spowodowanej przez innego sprawcę, to my ją zlikwidujemy, tzn. naprawimy szkodę, wypłacimy odszkodowanie i rozliczymy się z zakładem ubezpieczeń sprawcy. W ten sposób budujemy pozytywne doświadczenie, tak aby klienci czuli się w naszej firmie komfortowo i chcieli do nas wracać – podkreśla Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Polskie firmy transportowe mogą stracić pozycję lidera w Europie. Problemem jest zbyt mały napływ nowych kierowców

CEO Magazyn Polska

Dynamiczny rozwój krajowej branży transportu i logistyki powoduje, że gwałtownie rośnie zapotrzebowanie na kierowców. W branży zatrudnionych jest ok. 700 tys. kierowców, z czego prawie połowa ma powyżej 65 lat. Co roku potrzeba kolejnych 30 tys. osób, ale chętnych jest zbyt mało, mimo że praca jest od ręki.

Transport i logistyka rozwijają się w Polsce bardzo szybko. Branża potrzebuje rocznie 30 tys. profesjonalnych kierowców, aby mogła normalnie funkcjonować. Aktualnie bardzo brakuje jednak pracowników z doświadczeniem – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Proc, przedstawiciel firmy Volvo Trucks i akcji Profesjonalni Kierowcy.

Jest to spowodowane zarówno dynamicznym rozwojem branży, jak i tym, że co roku duża liczba zatrudnionych z uprawnieniami C+E odchodzi na emeryturę. Z danych przewoźników wynika, że 40 proc. z 700 tys. obecnie pracujących kierowców ma powyżej 65 lat.

Dlatego konieczne jest zasilenie branży młodymi ludźmi, którzy zechcą pracować w zawodzie – tłumaczy Proc. – Wszystkie osoby, które mają kategorię C+E oraz świadectwo kwalifikacji, są obecnie rozchwytywane na rynku.

Według Głównego Urzędu Statystycznego przeciętne wynagrodzenie kierowcy samochodu ciężarowego wynosi obecnie 3392 zł brutto. Ale, jak zauważa Michał Proc, to jedynie podstawa. Pensja kierowcy zawiera natomiast także inne składniki, takie jak ryczałt i dieta. Po zsumowaniu zarobki mieszczą się w przedziale 4–6 tys. zł.

Polska w tej chwili jest liderem w transporcie międzynarodowym, wyprzedziliśmy takie potęgi jak Niemcy czy Hiszpania. Krajowe firmy transportowe mają w tej chwili najnowszy tabor w Europie – wskazuje Proc. – Jeżeli będziemy mieć do czynienia ze znaczącym spadkiem zainteresowania tym zawodem, to grozi nam scenariusz, w którym polski transport zacznie tracić na znaczeniu. Możemy tracić wpływy i udziały w rynku unijnym.

Od września tego roku uczniowie szkół zawodowych będą mogli zdobywać kwalifikacje na nieobecnym przez lata kierunku kierowca – mechanik, który dzięki rozporządzeniu Ministerstwa Edukacji Narodowej wraca do łask. Kształcenie odbywać się będzie m.in. w Zespole Szkół Samochodowych (ZSS) we Włocławku, Zespole Szkół Rolniczych w Czartajewie na Podlasiu, ZSS w Bydgoszczy, Zespole Szkół Elektronicznych i Samochodowych w Zielonej Górze. Placówki już ogłaszają nabory na semestr 2016/2017. Na początku kwietnia br. nowe kierunki zostały zaprezentowane podczas dnia otwartego w Gostynińskim Centrum Edukacyjnym przez partnerów akcji Profesjonalni Kierowcy – firmy Michelin i Wielton, Volvo Trucks oraz Renault Trucks.

Podstawą jest zainteresowanie młodych ludzi zawodem. Wciąż żywe są pewne stereotypy, przez co zawód kierowcy często nie kojarzy się pozytywnie. Chcemy ten segment wspierać, pokazać, że jest inaczej. W zawodzie tym pracują ludzie odpowiedzialni i bardzo ważni dla przemysłu i polskiego PKB – zapewnia Michał Proc.

Dla branży szkoły zawodowe, jak zapewnia ekspert, mają się stać w przyszłości głównym źródłem pracowników, ale nie jedynym.

Do naszej akcji zaczynają się zgłaszać także kandydaci z wyższym wykształceniem, którzy traktują pracę w transporcie i logistyce jako alternatywę – wskazuje Michał Proc. – W niektórych segmentach rynku szanse zatrudnienia są niewielkie, a nasza branża rozwija się bardzo dynamicznie.

Akcja Profesjonalni Kierowcy skierowana jest do młodych osób, które mają już prawo jazdy kategorii C+E, ale nie mają jeszcze praktyki pracy na rynku transportowym. W ramach tego przedsięwzięcia organizowane są bezpłatne, podnoszące kwalifikacje, szkolenia, których głównym celem jest przekazanie doświadczenia niezbędnego w procesie szukania zatrudnienia w firmach transportowych i logistycznych.

Nasza akcja ma wspierać poszukiwania młodych ludzi na rynku transportu poprzez szkolenia ułatwiające pracę na tym rynku – precyzuje Michał Proc. – Chcemy również poprawiać wizerunek kierowcy, bo to bardzo istotna funkcja społeczna.

Informacje o osobach, którym uda się uzyskać certyfikat Profesjonalnego Kierowcy, trafią do bazy, z której będą korzystać największe firmy transportowe i logistyczne. Zdaniem organizatorów akcji zwiększy to szansę na otrzymanie stabilnej i atrakcyjnej finansowo pracy w największych przedsiębiorstwach także o zasięgu międzynarodowym.

Firmy coraz częściej wyposażają swoje floty w auta hybrydowe. Oczekują spadku kosztów eksploatacji

CEO Magazyn Polska

Rynek aut flotowych w Polsce rośnie dynamicznie. Coraz większe znaczenie mają na nim oszczędności, komfort i zagadnienia ekologiczne. Dlatego dużym zainteresowaniem klientów cieszą się auta hybrydowe, łączące napęd elektryczny ze spalinowym. Właśnie ruszają testy nowej Toyoty Prius, w których biorą udział firmy mające duże floty pojazdów.

– Coraz więcej firm sięga po samochody hybrydowe, doceniając m.in. niskie koszty eksploatacji czy wysoką wartość końcową samochodu po okresie użytkowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mirosław Sochacki, szef działu sprzedaży korporacyjnej w przedsiębiorstwie Toyota Motor Poland. – Polska jest jednym z trzech państw w Europie, gdzie prowadzone będą testy nowego modelu Toyoty Prius przez klientów flotowych.

Biorące udział w testach firmy zauważają potencjał samochodów hybrydowych. Dzięki weryfikacji nowej wersji przedsiębiorstwa, takie jak Wawa Taxi, chcą sprawdzić, jak auto sprawuje się w warunkach miejskich.

– To dość poważne przedsięwzięcie, pozwalające sprawdzić samochód pod każdym możliwym względem – precyzuje Agata Wieczorek, dyrektor strategiczny w Wawa Taxi. – Zależy nam na tym, aby kierowca czuł się w nim bezpiecznie i komfortowo, a eksploatacja auta przebiegała oszczędnie i w sposób ekologiczny. Klientowi z kolei przede wszystkim musi być wygodnie. Podróż powinna być dla niego przyjemniejsza niż w innych pojazdach.

Jak wskazuje Agata Wieczorek tego typu auta z reguły są bardziej oszczędne i lepiej zachowują się w miejskich warunkach, zwłaszcza w korkach, emitując mniej spalin, co jest bardzo korzystne zarówno dla kierowcy, pasażera, jak i otoczenia.

– Z naszego doświadczenia wynika, że ekologia, komfort i oszczędności to kluczowe parametry – zauważa Agata Wieczorek. – Specjalizujemy się nie tylko w obsłudze klientów z Warszawy, lecz także działamy w całej Polsce. Mamy różne oddziały i doświadczenia. Nasze testy są więc bardzo wnikliwe i dopracowane. Auta weryfikowane są nie przez jednego, ale kilku kierowców, z których każdy charakteryzuje się nieco inną technika jazdy. Wszystkie opinie, które w ten sposób zbierzemy, będą dla nas ważne.

Auta hybrydowe cenione są także coraz bardziej przez firmy leasingowe oraz klientów takich przedsiębiorstw. Jak przekonuje Jacek Jasiński, dyrektor departamentu w firmie Carefleet, cały rynek motoryzacyjny zmierza w kierunku samochodów bardziej oszczędnych i ekologicznych.

– Chcemy być jednym z elementów tego trendu – zapewnia Jacek Jasiński. – Nie damy jednak naszym klientom samochodów niesprawdzonych, co do jakości których nie będziemy pewni. Dołączyliśmy więc do testów Toyoty, aby w praktyce zweryfikować parametry techniczne, wytrzymałość, możliwości i wady tego rodzaju pojazdów.

Carefleet podjął już decyzję o zakupie pierwszych priusów, które na razie używane będą przez pracowników technicznych. Jak mówi Bartosz Olejnik z Carefleet, firma chce przekonywać małych i średnich właścicieli, że wybór takiego pojazdu jest opłacalny i przyszłościowy.

– Mamy dwa główne cele, które motywują nas do udział w tym projekcie. Pierwszy to poznanie produktu. Jak już produkt poznamy, to drugim celem jest wykorzystanie tego samochodu do propagowania idei samochodów hybrydowych w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Jest to o tyle ważne, że chcemy pokazać, że ekologia może iść w parze z ekonomią – przekonuje Olejnik.

Podobne cele dotyczące popularyzacji aut hybrydowych stawia sobie wypożyczająca samochody firma Panek. Według prezesa tego przedsiębiorstwa takie pojazdy, obok elektrycznych, będą niebawem podstawą motoryzacji.

– Mam nadzieję, że testy wykażą, że Prius jest autem niezmiernie ekonomicznym, dynamicznym i wygodnym – mówi prezes spółki Maciej Panek. – Na razie będziemy sprawdzać jego parametry, przekazywać samochód różnym osobom i zasięgać opinii. Jeżeli wszystko będzie dobrze, to jako pierwsi wprowadzimy auto do oferty.

Ubiegły rok był bardzo korzystny dla rynku aut flotowych w Polsce. Jak wynika z danych Polskiego Związku Leasingu i Wynajmu Pojazdów (PZLWP), tylko w ramach usługi Car Fleet Management (CFM) sprzedano przeszło 21 tys. samochodów osobowych i dostawczych, o 16,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Była to najwyższa dynamika wzrostu w siedmioletniej historii badań PZLWP.

Polskie uczelnie opuszcza zbyt mało absolwentów kierunków IT. W branży brakuje 30 tys. specjalistów

CEO Magazyn Polska

W Polsce w branży IT brakuje ok. 30 tys. specjalistów. Choć oferta edukacyjna polskich uczelni w ostatnich latach bardzo się rozwinęła, to liczba absolwentów kierunków IT jest niewystarczająca, aby zapełnić lukę kadrową – wynika z raportu Fundacji Pro Progressio. Konieczna jest szersza współpraca świata nauki z biznesem i dostosowywanie programów nauczania do potrzeb rynku.

Sektor IT w Polsce jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się sektorów w porównaniu z innymi dziedzinami gospodarki. Eksperci szacują, że na rynku brakuje ok. 30 tys. osób o profilach informatycznych, które mogłyby natychmiast znaleźć pracę – mówi agencji Newseria Biznes Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

Z raportu wynika, że w związku z deficytem specjalistów już w tym roku do projektów typu IT Contracting firmy będą poszukiwać pracowników poza granicami Polski. Podobny problem jest w całej Unii Europejskiej, gdzie do 2020 roku brakować będzie ok. 1 mln specjalistów.

Największe braki na rynku są wśród specjalizacji związanych z programowaniem. Języki programowania są różne i obecnie wiele serwisów internetowych wymaga programistów – ocenia Doktór. – Gdybyśmy postawili w najbliższych latach na rozwój kierunków programistycznych czy związanych z big data, to bylibyśmy w stanie znacznie szybciej załatać dziurę braków kompetencji i kadr na rynku informatycznym – przekonuje.

Braki kadrowe są wyzwaniem dla uczelni wyższych. Choć oferta edukacyjna w zakresie IT w ostatnich latach znacznie się rozwinęła, to liczba absolwentów wchodzących na rynek pracy jest niewystarczająca.

W Polsce jest 121 uczelni, które mają w swoim profilu nauczania kierunki informatyczne. Na pierwszym roku studiów ostatnio było 26 tys. studentów. Sama ta liczba jest niewystarczająca pod kątem zapewnienia kadr na polskim rynku informatycznym – przekonuje prezes Fundacji Pro Progressio.

Dostępność kierunków informatycznych jest kluczowa w walce z kadrowymi deficytami. Może też stanowić atut tych miast, w których działają uczelnie prowadzące specjalizacje z tego zakresu. Programy studiów dostosowane do potrzeb współczesnej gospodarki i lokalnego rynku pracy mogą zwiększyć atrakcyjność inwestycyjną danego regionu.

Większość kierunków informatycznych znajduje się w dużych miastach, przede wszystkim w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Trójmieście. Tam też jest duża różnorodność kierunków nauczania i specjalizacji informatycznych – wskazuje Doktór.

Z raportu Fundacji wynika, że najwięcej studentów kierunków informatycznych przyjęto w 2015 roku w województwie mazowieckim (5,5 tys.) oraz wielkopolskim (3,8 tys.). Wśród uczelni prym wiodą Politechnika Wrocławska (1,3 tys.) i Politechnika Warszawska (ok. 1 tys.).

W mniejszych miejscowościach również zdarzają się bardzo ciekawe kierunki nauczania i specjalizacje. Ostatnio na kierunkach IT pojawia się big data. To bardzo nośny temat, a w Polsce jest raptem pięć uczelni, które kształcą tylko w tym obszarze. Ale, co ciekawe, jedna z nich znajduje się w Częstochowie – zaznacza prezes Pro Progressio.

Coraz częściej kierunki informatyczne prowadzone są w językach obcych. Według raportu Pro Progressio taką formę nauczania oferują 33 uczelnie w 17 miastach. Przeważa język angielski, tylko Wrocław i Opole oferują nauczanie informatyki po niemiecku, a według ekspertów to właśnie ten język jest coraz bardziej pożądany przez potencjalnych pracodawców.

Jak podkreśla Doktór, żeby poradzić sobie z brakami kadrowymi, konieczna jest szersza współpraca nauki ze światem biznesu. W 69 polskich uczelniach prowadzących kierunki informatyczne odnotowano współpracę z ponad 100 firmami branży IT. Do firm, które współpracują z największą liczbą uczelni, należą Microsoft i Cisco (ponad 30 uczelni) oraz IBM i Oracle (po 8 uczelni). Współpraca opiera się przede wszystkim na programie staży i praktyk czy praktykach zawodowych. Niektóre przedsiębiorstwa wyposażyły laboratoria na kilku politechnikach.

Biznesowi zależy na praktycznych umiejętnościach kadr, a nie na teorii, której studenci są uczeni. Przedstawiciele firm IT podkreślają, że uczelnie kładą zbyt duży nacisk na teoretyczny wymiar nauczania, brakuje praktycznego, algorytmicznego i matematycznego podejścia, które jest wymagane przez firmy informatyczne – przekonuje Wiktor Doktór.

Nie ma problemów ze znalezieniem środków na eksport do Afryki. Polski eksport jest jednak wciąż niewielki

CEO Magazyn Polska

Żywność, maszyny i urządzenia oraz usługi to trzy obszary, w których polscy przedsiębiorcy mogliby zaoferować swoje produkty krajom afrykańskim. To obok Azji najszybciej rozwijający się region świata. Na razie polski eksport na Czarny Ląd jest jednak znikomy. Firmy boją się odległości, różnic kulturowych i nierzetelności kontrahentów.

– Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że na 10 najszybciej rozwijających się rynków na świecie 8 znajduje się w Afryce, że tam mieszka prawie miliard ludzi, którzy teraz się bogacą, jest rosnąca klasa średnia, to się okaże, że to może być najbardziej perspektywiczny rynek na świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Koszewski, dyrektor Executive Education Center IESE Business School w Warszawie. – Azja już jest w dużej części zagospodarowana. Jeżeli chcemy wysyłać nasze produkty do Chin, to musimy mieć tam dużą siłę przebicia, bardzo duże kapitały własne, a i tak trudno jest znaleźć tam miejsce. Tak samo w przypadku Europy. Tymczasem w Afryce możemy sprzedawać dużo, to jest chłonny rynek.

Ten wzrost afrykańskich gospodarek ma być kontynuowany. Według prognoz Banku Światowego w latach 2015–2017 najszybciej rozwijającym się krajem świata będzie Etiopia. W pierwszej dwunastce znalazły się jeszcze Demokratyczna Republika Konga, Wybrzeże Kości Słoniowej, Mozambik, Tanzania i Rwanda. Wszystkie wyprzedziły Chiny.

To jest rynek, który nie jest wybredny, produkty tam oferowane wcale nie muszą być najwyższej jakości. Ceny są stosunkowo wysokie, i co jest też bardzo istotne – Polska, szczególnie Bank Gospodarstwa Krajowego, oferuje bardzo atrakcyjne warunki kredytowania eksportu. Kiedy polski przedsiębiorca znajduje partnera w Afryce, któremu chce sprzedać produkty, ale ten jeszcze nie ma czym płacić, polskie władze, szczególnie Bank Gospodarstwa Krajowego, pomagają w realizacji tego eksportu – przypomina Koszewski.

Z takiej formy pomocy skorzystał chociażby Ursus, który w ciągu ubiegłych kilku lat podpisał trzy kontrakty na dostawę ciągników i linii montażowej do Etiopii i Tanzanii. Branża maszyn i urządzeń jest według Koszewskiego jednym z trzech obszarów najbardziej perspektywicznych z punktu widzenia Polski. Kolejna to eksport żywności.

Nam Afryka kojarzy się z produkcją żywności. Tymczasem procent produktów pochodzenia afrykańskiego sprzedawanych w afrykańskich sieciach handlowych jest zerowy. Oni produkują głównie na własne potrzeby. Tam nie ma sieci dystrybucyjnych tak rozbudowanych jak np. w Polsce. Większość żywności importują i to importują nie tylko z Indii czy z RPA, lecz także ze Stanów Zjednoczonych, z Europy Zachodniej, również w coraz większym stopniu z Polski – wyjaśnia dyrektor Executive Education Center IESE Business School w Warszawie.

Trzecim obszarem są usługi, gdzie Polska może zaoferować wysoką jakość przy niewygórowanej cenie.

Polscy przedsiębiorcy korzystają jednak w niewielkim stopniu z tych możliwości. Głównie z powodu nieznajomości rynków i niewiedzy, do jakich instytucji zwrócić się w celu nawiązania kontaktów oraz obaw związanych z różnicami kulturowymi, wypłacalnością kontrahentów czy ich rzetelnością.

Większość polskich przedsiębiorców nie ma żadnych doświadczeń w handlu z afrykańskimi partnerami. My też nie wiemy, w jaki sposób z nimi negocjować, jak prowadzić rozmowy, aby one się zakończyły sukcesem. I trzecia rzecz, bardzo ważna, boimy się, że będziemy oszukani przez tamtejszych przedsiębiorców, i to się zdarza – wylicza Radosław Koszewski. – Polskie prawo nie sięga do Afryki, więc jeżeli chcemy tam zaistnieć i sprzedawać nasze produkty i usługi, to musimy mieć ubezpieczenie, by zabezpieczyć się przed oszustwem ze strony nieznanych nam bądź co bądź partnerów.

Jak zapewnia, pomocą w tej dziedzinie służy reprezentowana przez niego instytucja, która rynkami afrykańskimi zajmuje się od kilkudziesięciu lat. Organizuje m.in. programy dla tamtejszych przedsiębiorców, przez co dysponuje kontaktami zarówno w środowisku biznesowym, jak i wśród administracji.

– My te osoby znamy, te osoby znają nas, one nam też ufają. Nam jest łatwiej połączyć polskich przedsiębiorców z naszymi np. absolwentami w Afryce. Paradoksalnie finansowanie eksportu nie jest żadnym problemem. Można sfinansować eksport, są instytucje, które w Polsce to robią, ale do tych instytucji nie wpływają wnioski o finansowanie. A wnioski nie wpływają, bo Polacy nie znają tych możliwości eksportowych, które są na afrykańskim rynku.

Polacy w czołówce zainteresowanych wyjazdem na Euro 2016. Priorytetem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa uczestnikom

CEO Magazyn Polska

Tylko na mecz narodowej reprezentacji z Niemcami podczas Euro 2016 FIFA zarejestrowała około 120 tys. wniosków o bilet z Polski. Zagwarantowanie bezpieczeństwa uczestnikom będzie jednym z priorytetów imprezy. Koniczne są zmiany w prawie, ale także działania prewencyjne włącznie z ograniczeniem swobód obywatelskich.

O większości przygotowań związanych z takimi wydarzeniami jak Światowe Dni Młodzieży czy Euro 2016 w Paryżu nie wiemy, a często mają one charakter tajny – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Mateusz Dróżdż, radca prawny Uczelni Łazarskiego. – Najważniejsze są działania prewencyjne, czyli całkowita kontrola osób wjeżdżających na granicach. Same przedsięwzięcia przy stadionach, na imprezach to zaledwie pięć proc.

Mecze piłkarskie w ramach Euro 2016 już obecnie cieszą się gigantycznym zainteresowaniem. Pod koniec stycznia br., jak poinformowała FIFA, wpłynęło około 3,5 mln zamówień na bilety. Krajowi kibice plasują się czołówce. Na mecz polskiej reprezentacji z Niemcami zarejestrowano około 120 tys. wniosków o bilet.

Na nowych tego rodzaju przepustkach będzie hologram i nie da się ich podrobić – zauważa dr Dróżdż. – Ale czy naprawdę myślimy, że terrorysta czy inna osoba nie może po prostu sobie kupić legalnego biletu? Trzeba raczej wprowadzić imienne przepustki tak, żeby nie mogły być one przekazywane. To także mnóstwo działań prewencyjnych, które trzeba podjąć jeszcze przed samą imprezą. To one są najważniejsze.

Zdaniem dr Dróżdża zarówno we Francji, jak i w Belgii, gdzie w ostatnich miesiącach doszło do największych zamachów terrorystycznych w Europie, popełniono mnóstwo błędów. Z drugiej jednak strony same regulacje prawne nigdy nie zapewnią, że uczestnicy imprez masowych będą mogli czuć się zupełnie bezpiecznie.

Konieczne jest podjęcie kompleksowych działań prewencyjnych, które nie pozwolą na jakiekolwiek działanie takim osobom – uważa dr Dróżdż. – Przepisy o bezpieczeństwie imprez masowych nie spowodują, że osoba z bombą nie znajdzie się na przykład na Stadionie Narodowym czy przed nim. Rządy, zarówno polski, jak i francuski, pracują nad ustawą antyterrorystyczną i innymi aktami prawnymi. I bardzo dobrze. Ale wiem od tamtejszej policji, że ostatnio ktoś był podejrzany o przygotowanie zamachu, ale ze względu na brak dowodów został wypuszczony.

Dr Dróżdż sugeruje, że potrzebne są uregulowania ograniczające w pewnym stopniu swobody obywatelskie.

Rozmawiałem właśnie w Stanach Zjednoczonych z właścicielem Cleveland Browns (zawodowy zespół futbolu amerykańskiego – red.). – informuje dr Dróżdż. – Oni także mają szereg regulacji, których celem jest ochrona przed zamachami terrorystycznymi. Powiedział mi jedno: wiem, że ograniczam swobodę działalności czy osób, ale wolę to zrobić, niż potem mieć na sumieniu 30 tys. osób. To sytuacja, nad którą trzeba poważnie się zastanowić. Chodzi o to, żeby swoboda była ograniczona w racjonalny sposób i uderzała rzeczywiście we właściwe jednostki.

Województwo łódzkie szyje swój eksport na miarę

W województwie łódzkim drzemie duży potencjał eksportowy związany zarówno z biznesem włókienniczym, tradycyjnie utożsamianym z regionem, jak i innymi prężnie rozwijającymi się sektorami – twierdzą eksperci ogólnopolskiego Programu Rozwoju Eksportu (PRE). Jak pokazały wyniki ankiety przeprowadzonej podczas konferencji PRE w Łodzi, lokalni eksporterzy są mocno przywiązani do rynków Europy Zachodniej. Jednocześnie jednak nie brak im ambicji, jeśli chodzi o pozaeuropejskie kierunki. Łódzkie firmy są zainteresowane ekspansją m.in. na Bliskim Wschodzie i w krajach Afryki.

Eksport województwa łódzkiego w 2014 r. wart był 5,5 mld euro, co było 7. wynikiem na tle pozostałych województw1. Jednak jak podkreślają eksperci PRE po spotkaniu z lokalnymi przedsiębiorcami w Łodzi, województwo łódzkie ma wszelkie predyspozycje, aby osiągać większe sukcesy w eksporcie. – Coraz większa liczba przedstawicieli łódzkich firm przyznaje, że postrzega eksport jako naturalny krok na ścieżce rozwoju swojego biznesu. To wyraźna tendencja i przede wszystkim wymagająca inicjatyw wspierających, takich jak np. Strategia Rozwoju Województwa Łódzkiego 2020, która wprost zakłada, że od tego roku eksport będzie, obok inwestycji, głównym motorem wzrostu gospodarczego regionu – podkreśla Piotr Ganowicz, dyrektor Centrum Bankowości Korporacyjnej Banku Zachodniego WBK w Łodzi.

Potencjał eksportowy regionu jest duży. W województwie łódzkim rozwijają się branże ceramiczno-budowlana, rolno-spożywcza, meblarska, metalowa i farmaceutyczna. Wizytówką cały czas są branże: włókiennicza, odzieżowa i dziewiarska. Wg danych wywiadowni gospodarczej Bisnode2, największy udział w eksporcie z Łódzkiego mają właśnie wyroby pończosznicze oraz bielizna. Analizując nisze biznesu odzieżowego i potencjał eksportowy tej branży, eksperci Programu Rozwoju Eksportu zwracają uwagę, że polska odzież to nie tylko ubrania, które nosi się na co dzień, ale też odzież specjalistycznego przeznaczenia np. dla wojska, służby zdrowia, czy budownictwa. Równie interesującą dziedziną jest produkcja odzieży sportowej. – Branża odzieżowa ma wielowiekowe tradycje w Polsce i nie wolno tego zaprzepaścić. Branży nie omija jednak postęp technologiczny, bo powstają coraz to nowe i bardziej zaawansowane włókna i tkaniny, w szczególności przeznaczone do produkcji odzieży specjalnej i tworzyw. W tym zakresie polskie firmy powinny zainteresować się środkami unijnymi i krajowymi programami, które pomogą im sfinansować nakłady na innowacje. Branża mody użytkowej także może zyskać w nowej perspektywie unijnej, bo są środki na to, co za granicą jest coraz popularniejsze – np. na rozwiązania umożliwiające personalizację produkcji – mówi Piotr Ganowicz. Firmy odzieżowe stosujące i tworzące nowoczesne rozwiązania i technologie będą mogły liczyć na ogromny zastrzyk środków na badania i rozwój innowacji. Branża włókiennicza skorzysta m.in. z rządowego programu INNOTEXTILE, w ramach którego w ciągu najbliższych lat firmy z tego sektora będą mogły starać się o dofinansowanie na badania. Już w tym roku w pierwszej edycji konkursu na program przewidziano środki w wysokości 60 mln zł.

Eksporterzy z regionu mają wsparcie

Poza programami ukierunkowanymi na konkretne branże łódzcy przedsiębiorcy mogą szukać ciekawych inicjatyw na poziomie lokalnym. Łódzki Urząd Marszałkowski w ciągu 2 lat chce przeznaczyć na promocję gospodarczą regionu prawie 10 mln zł. Z tego budżetu będzie finansowany m.in. udział lokalnych firm w zagranicznych targach i misjach gospodarczych oraz system doradztwa i komunikacji dla przedsiębiorców. Pomocną dłoń wyciąga do wszystkich łódzkich przedsiębiorstw także Unia Europejska, która w ramach obecnej perspektywy wesprze internacjonalizację przedsiębiorstw, szczególnie tych z sektora MŚP (Regionalny Program Operacyjny Województwa Łódzkiego: Działanie 2.2.1 Modele biznesowe MŚP, Działanie 2.2 Internacjonalizacja przedsiębiorstw, Poddziałanie 2.2.1 Modele biznesowe MŚ, Cel szczegółowy: Zwiększenie poziomu handlu zagranicznego sektora MŚP).

Łódzkiemu z eksportem po drodze

Strategiczne położenie w sercu Polski jest jednym z najmocniejszych atutów województwa łódzkiego. Dostrzegły to już międzynarodowe koncerny i firmy, które lokują tu swoje centra logistyczne. Atrakcyjne położenie to ułatwienie dla lokalnych eksporterów, którzy mogą rozglądać się za możliwościami biznesowymi we wszystkich kierunkach. – Bliskość geograficzna konkretnych rynków zbytu często determinuje sukces biznesu eksportowego w pierwszej fazie, ale czasem może przesłonić dalsze możliwości. Łódzcy eksporterzy mają dużo większą swobodę w wyborze kierunków swojej ekspansji niż ich koledzy z innych rejonów Polski, ponieważ położenie w pobliżu przecięć głównych korytarzy transportowych ułatwia im dotarcie do nich – mówi Piotr Ganowicz.

Jak pokazała ankieta przeprowadzona podczas konferencji PRE, Europa Zachodnia interesuje łódzkich eksporterów także w kontekście przyszłości (45,8% wskazań). Jeśli chodzi o cały Stary Kontynent, w sferze ich zainteresowań leżą ponadto kraje WNP i Europy Wschodniej (18,1%) oraz państwa skandynawskie (11,1%). Większość obecnych na konferencji łódzkich firm (87,2%) spogląda też poza granice kontynentu europejskiego. Najwięcej łódzkich eksporterów jest zainteresowanych ekspansją na Bliskim i Środkowym Wschodzie (26,7% wskazań) oraz w krajach Afryki (20,9%). Lokalnych przedsiębiorców ciekawi także rynek Ameryki Łacińskiej (16,3%) i Dalekiego Wschodu (15,1%). – Obecność na odległych geograficznie rynkach jest wyzwaniem, jednakże eksport to klucz do wyjątkowych możliwości. W obliczu coraz ciaśniejszego rynku europejskiego, gdzie panuje silna konkurencja i duże nasycenie, wejście na rynki zupełnie nowe i odległe może być najlepszą decyzją – mówi Piotr Ganowicz.

 

 

Eksportowa szansa czeka na peronie…

Ogromne możliwości dla łódzkich eksporterów otworzyły się wraz z uruchomieniem w 2013 r. regularnego towarowego połączenia kolejowego między Europą a Chinami, nazywanego „Nowym Jedwabnym Szlakiem”. Na razie jednak ze stacji Łódź-Olechów wagony odjeżdżają w stronę Chengdu prawie puste. Kłopotem w wypełnieniu wagonów jest częściowo rosyjskie embargo, które wstrzymuje tranzyt ważnych w naszym wywozie do Chin towarów, takich jak żywność. Również ze strony chińskiej pozostaje kilka barier, które hamują ekspansję polskich firm. – Sądzę, że wypełnienie wagonów wracających do Chin produktami z Polski jest kwestią czasu. Oczywiście, dobre rozpoznanie rynku, znalezienie kontrahenta i spełnienie wszystkich formalno-prawnych wymogów jest czasochłonne. Jednak warto pamiętać, że są konkretne narzędzia, które pomagają skutecznie to zrobić: produkty finansowe, usługi wywiadowni gospodarczych, ubezpieczenia, konsulting prawny i podatkowy. Dlatego gra o Azję jest zdecydowanie warta świeczki, szczególnie dla łódzkich przedsiębiorców – mówi Piotr Ganowicz.

Program Rozwoju Eksportu (PRE) to ogólnopolski projekt skierowany do firm, które chcą rozpocząć działalność poza Polską lub które są już obecne za granicą, ale mają dalsze ambicje rozwoju działalności za obcych rynkach.

Inicjatorem PRE jest Bank Zachodni WBK, zaś Partnerami Merytorycznymi Bisnode, Google, Crido Taxand, KPMG i Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych S.A. Na projekt składają się m.in. konferencje, seminaria, śniadania biznesowe oraz wirtualne i stacjonarne misje handlowe. Podczas tych wydarzeń Partnerzy dzielą się z przedsiębiorcami merytoryczną wiedzą i doświadczeniem, m.in. prezentują konkretne, praktyczne narzędzia i rozwiązania z zakresu finansowania handlu zagranicznego, ubezpieczeń, analizy potencjalnych rynków ekspansji, weryfikacji partnerów biznesowych czy możliwości wykorzystania dotacji. Zagadnienia poruszane podczas spotkań PRE są systematycznie konsultowane z przedsiębiorcami i dzięki temu dopasowane do ich zainteresowań.

W pierwszych dwóch edycjach PRE w 2015 r. udział wzięło ponad 1000 przedstawicieli polskich firm. Za pomysł i realizację projektu Bank Zachodni WBK został wyróżniony INNOWATOREM WPROST 2015.

http://www.bzwbk.pl/ms/rozwoju-eksportu/program-rozwoju-eksportu.html

1 Dane Izby Celnej w Warszawie za
http://www.gospodarka.obserwatoria.malopolska.pl/Files.mvc/986/Handel_zagraniczny_w_Polsce_i_Ma%C5%82opolsce_2014_-_raport.pdf (Rys.4, str.11).
2 Polski eksporter 2015, Raport Bisnode Polska.

Wpływ programu 500+ na rynek mieszkaniowy

0

Banki zapowiadają, że w ocenie zdolności kredytowej uwzględnią dochody wynikające z programu 500+. Wiele rodzin będzie miało większe szanse na kupno mieszkania.
W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Jarosław M.Skoczeń z Grupy Emmerson.

Właściciele działek mają nowe kłopoty z urzędnikami

0

Od maja obowiązuje nowelizacja ustawy o lasach państwowych. Ogranicza możliwości sprzedaży działek, które mogą być uznane za leśne. Lasom Państwowym przysługuje prawo ich pierwokupu, a ich urzędnicy będą mieli wpływ na ceny takich gruntów. Ceny będą też ustalane w sądach. Kto ma dom czy willę na takiej działce, ma teraz kłopot.
W tym samym terminie wprowadzona została ustawa ograniczająca obrót gruntami rolnymi. Obie przygotowano, aby utrudnić nabywanie gruntów przez cudzoziemców. I obie spowodują spadek cen. Rolnicy stracili, podobnie będzie z działkami leśnymi.
Przy próbie sprzedaży gruntu leśnego prawo pierwokupu będą miały Lasy Państwowe, a więc reprezentujący je nadleśniczy. Od nadleśniczego zależeć będzie akceptowanie ceny transakcji. Jeżeli zakwestionuje cenę, sprawa trafi do sądu, a wtedy wydłuży to przeprowadzenie transakcji o wiele miesięcy.
– To jest właśnie najbardziej niebezpieczne dla sprzedającego, że nadleśnictwo ma możliwość zweryfikowania ceny zawieranych na rynku transakcji, nawet gdy zrezygnuje z prawa pierwokupu – mów w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński członek zarządu Magmillon.

Toyota uruchomiła program testów flotowych nowego Priusa

Toyota Motor Poland przy współpracy z Toyota Motor Europe rozpoczęła program testów Priusa 4. generacji we współpracy z wybranymi klientami flotowymi. W cyklu badań trwającym 6 tygodni biorą udział firmy reprezentujące trzy ważne segmenty rynku flotowego – korporacje taksówkową (Wawa Taxi), operatorów flot (Carefleet) oraz sieci wypożyczalni (Panek). Partnerem programu jest firma telematyczna Finder.

Przekazanie nowej Toyoty Prius 4 generacjiPrzez 1,5 miesiąca managerowie flotowi oraz pracownicy firm Wawa Taxi, Carefleet i Panek będą sprawdzali funkcjonalność i komfort nowego modelu, efektywność działania napędu hybrydowego, zużycie paliwa oraz emisję spalin w różnych warunkach drogowych. Uczestnicy testu zapoznają się także z nowoczesnymi technologiami, w które został wyposażony nowy model. Szczegółowych informacji o przebiegu testu dostarczy system telematyczny firmy Finder.

„Toyota buduje swoją ofertę flotową na 3 filarach – są to niskie koszty eksploatacji, system bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense nowej generacji oraz wizerunek firmy jako największego i najbardziej innowacyjnego koncernu w branży motoryzacyjnej. Toyota jest także liderem nowoczesnych napędów. Celem rozpoczynającego się właśnie testu jest przybliżenie naszym klientom technologii hybrydowej, a także sprawdzenie jej funkcjonalności w profesjonalnym użytkowaniu. Chcemy aby mogli zaprezentować się jako firmy stawiające na innowacyjność oraz dbające o środowisko i rozwój czystego społeczeństwa przyszłości” – powiedział Mirosław Sochacki, Corporate Sales Manager Toyota Motor Poland.

16 maja 2016 roku odbyło się oficjalne przekazanie samochodów do testów.

„Nowoczesne technologie, ekologia i bezpieczeństwo to podstawowe założenia biznesowe Wawa Taxi, których realizację dostrzegamy w nowym Priusie. Ograniczanie zużycia paliwa jest bardzo istotne na rynku taksówkowym, nie tylko ze względu na niższe koszty, ale także z powodu konieczności walki z zanieczyszczeniem powietrza w miastach. Jednocześnie zawsze dbamy o to, aby nasi klienci podróżowali w pełnym komforcie” – powiedziała Agata Wieczorek, Dyrektor Strategiczny Wawa Taxi.

„Naszym klientom zawsze rekomendujemy rozwiązania, które wcześniej przetestowaliśmy w praktyce. Dlatego możliwość sprawdzenia działania nowego Priusa w rzeczywistych warunkach sprawi, że proponując auta naszym klientom, będziemy mieli pewność, iż są one w pełni funkcjonalne, komfortowe i zapewniają niskie koszty użytkowania. Nie bez znaczenia jest także fakt, że nowy Prius ma bardzo atrakcyjny wygląd” – powiedział Jacek Jasiński, Dyrektor Account Management firmy Carefleet S. A.

„Firma Panek oraz Toyota mają wspólne cele – dbamy o innowacyjność i staramy się ją wprowadzać do naszej działalności. Nieustannie poszukujemy nowatorskich rozwiązań, traktując je jako podstawę naszego rozwoju” – powiedział Maciej Panek, prezes firmy.

Na czas trwania programu testowane Priusy zostały wyposażone w urządzenia Finder Pro XP, które na bieżąco rejestrują pełne spektrum parametrów pracy samochodu. Na zakończenie firma Finder przygotuje kompleksowe raporty, zawierające m.in. rzeczywiste dane zużycia paliwa i emisji spalin.

„Będziemy zwracać szczególną uwagę na pracę napędu hybrydowego. Nasz system pozwoli przeanalizować stopień wykorzystania silnika spalinowego i elektrycznego, aby stwierdzić, jak wygląda współpraca obu jednostek w różnych sytuacjach na drodze i jaki to ma wpływ na eksploatację pojazdu” – powiedział Marek Kujawiński, dyrektor generalny Finder S.A.

Nowa Toyota Prius

Toyota Prius  jest najpopularniejszym samochodem hybrydowym na świecie. Premiera tego modelu 19 lat temu otworzyła historię aut hybrydowych. Obecnie łączna sprzedaż zbliża się do 4 milionów. Czwarta generacja wprowadza największy postęp w rozwoju napędu hybrydowego od czasów premiery pierwszego Priusa. Przestronny liftback klasy średniej zużywa średnio tylko 3,3 l benzyny na 100 km. Bogate wyposażenie modelu obejmuje m.in. pakiet 8 systemów bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense, najnowocześniejszą wersję asystenta parkowania SIPA, system multimedialny z 7-calowym ekranem dotykowym oraz bezprzewodową ładowarkę do telefonu. Prius wyróżnia się linią nadwozia, łączącą nowoczesny wygląd z najkorzystniejszym współczynnikiem oporu powietrza na rynku.

Toyota jest liderem technologii hybrydowej. Firma dysponuje najbogatszą ofertą  samochodów hybrydowych, a łączna liczba sprzedanych hybryd wynosi prawie 9 milionów. W Polsce do Toyoty i Lexusa należy 94% rynku samochodów z napędem spalinowo-elektrycznym. Ich oferta obejmuje 13 modeli hybrydowych z niemal wszystkich segmentów aut osobowych.

Nawet do 85% dofinansowania na OZE dla spółdzielni

Panele słoneczneRuszyły unijne dotacje dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych na wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Poziom dofinansowania w niektórych regionach sięgnie nawet 85% kwoty inwestycji. Fotowoltaika jest jednym z najkorzystniejszych rozwiązań.

W każdym z 16 Regionalnych Programów Operacyjnych przewidziano realizację projektów z obszaru wykorzystania odnawialnych źródeł energii, których autorami i/lub beneficjentami są spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe. Jako pierwsze swoje propozycje mogą składać jednostki z województwa zachodniopomorskiego. Ogłoszony przez urząd marszałkowski konkurs ruszył 31 marca br., a wnioski można składać do końca maja. Obecnie o dotacje mogą ubiegać się również mieszkańcy województwa dolnośląskiego i warmińsko-mazurskiego. W większości pozostałych województwach dokładne terminy startu naborów nie są jeszcze znane. Poziom dofinansowania w większości regionów wynosi 85% kwoty inwestycji.

– Inwestowanie w działania na rzecz efektywności energetycznej w budynkach może przynieść znaczne oszczędności w zakresie kosztów utrzymania nieruchomości. Ponadto, tego typu działania proekologiczne skutkują wzrostem ich atrakcyjności i wartości – wskazuje Sławomir Reszke, prezes OPEUS Energia.

Najbardziej efektywne działania

Każdy z Regionalnych Programów Operacyjnych zawiera dość ogólne zapisy, co do zakresu i charakteru planowanych inwestycji. Zazwyczaj deklarowane jest wsparcie przeznaczone na budowę, modernizację bądź zakup wyposażenia służącego tworzeniu instalacji wykorzystujących OZE. W związku z tym, przed przystąpieniem do składania wniosku, warto dokonać analizy, jaki rodzaj inwestycji przyniesie najwięcej korzyści. OZE można bowiem stosować w wielu obszarach.

– Najpopularniejszym modelem inwestycji w przypadku spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych jest montaż paneli PV na elewacji budynku, zazwyczaj na dachu. Produkowany przez nie prąd przeznaczony może być na zaopatrzenie części wspólnych, tj. na oświetlenie piwnic, klatki schodowej czy zasilanie windy. Systemy fotowoltaiczne są także alternatywą dla instalacji solarnych, które podgrzewają ciepłą wodę użytkową, ponieważ bojlery mają również zainstalowaną wkładkę elektryczną – dodaje Sławomir Reszke.

Inne źródła finansowania

Środki unijne, którymi rozporządzają samorządy nie są jednak jedynymi źródłami, które oferują wsparcie dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych na budowę i korzystanie z instalacji fotowoltaicznych. W ramach zarządzanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej programu Prosument przyjmowane są również wnioski na zakup i montaż mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii na budynkach wielorodzinnych. Termin startu wniosków należy śledzić na stronach WFOSiGW poszczególnych województw.

Wraz ze wzrostem popularności OZE na rynku pojawiły się również dedykowane produkty bankowe ułatwiające sfinansowanie inwestycji.

– W tej chwili, bankowa oferta produktów finansowania OZE z różnego rodzaju wsparciem w zasadzie ogranicza się jedynie do kredytu z premią do ok. 20% wartości wykorzystanego kredytu – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes. – Jest to spowodowane dość dużą liczbą programów samorządowych dla spółdzielni oraz wstrzymaniem programów linii dofinansowań dla banków przez NFOŚiGW. Jednak to dobry moment na tego typu inwestycje, ponieważ banki chętnie udzielają kredytów inwestycyjnych na instalacje OZE, a przy obecnym poziomie marż i poziomach WIBOR są one bardzo tanie.

Reformę rynku pracy należy stale monitorować

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiada napisanie nowej ustawy o zatrudnieniu.

prof. UW dr hab. Jacek Męcina - Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan
prof. UW dr hab. Jacek Męcina – Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan

Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Po dwóch latach wdrażania nowych rozwiązań w ramach reformy rynku pracy potrzebne jest udoskonalenie wprowadzonych rozwiązań, ale też nowe propozycje.
Kierunek działań został wyznaczony w 2014 roku – zwiększanie efektywności polityki rynku pracy, wzmacnianie partnerstwa publiczno – społecznego i publiczno – prywatnego oraz lepsza współpraca z pracodawcami. Te rozwiązania powinny być ulepszane i rozwijane. Nowej polityce rynku pracy dobrze zrobiłaby inna filozofia regulacji – usystematyzowanie w odrębne akty – świadczeń, instrumentów oraz organizacji publicznych służb zatrudnienia.

Na regulacje rynku pracy trzeba patrzeć z perspektywy doświadczeń, ale przede wszystkim wyzwań przyszłości. Reforma wypełniła swoje funkcje wspierając grupy w najtrudniejszej sytuacji na rynku pracy, w szczególności młodzież, której udział w bezrobociu spadł w okresie 2014 -2015 o blisko 1/3, a nowe instrumenty cieszyły się dużym zainteresowaniem tak przedsiębiorców, jak i młodych ludzi.

Profilowanie bezrobotnych musi służyć lepszemu diagnozowaniu i wspieraniu osób długotrwałe bezrobotnych. Profilowanie to podejście powszechnie stosowane, ale też stałe doskonalone. Dla mnie jako twórcy reformy nie ulega wątpliwości, że trzeba te rozwiązania doskonalić – dlatego wpisano do ustawy ocenę wprowadzonych rozwiązań i oczekuję też dobrych propozycji. Reforma wpisała do treści poszczególnych instrumentów wymóg utrzymania rezultatu, a więc zwiększania efektywności. Uważam, że kierunek ten należy rozwijać. Efektywność dalej musi się poprawiać.
Kolejny ważny kierunek to wyższa jakość partnerstwa na rynku pracy, w szczególności zlecanie usług aktywizacyjnych agencjom, ale też współpraca administracji i NGO w ramach programu PAI. Instrumenty te są bardzo ważne, ale należy je również monitorować i stałe doskonalić.

Zupełnie nowym kierunkiem zapoczątkowanym w 2014 jest wzmacnianie Krajowego Funduszu Szkoleniowego. To pierwsza tak ważna inicjatywa na rzecz wzmocnienia kształcenia ustawicznego w firmach, zwłaszcza w sektorze MSP. Dodatkowo po raz pierwszy oddano partnerom społecznym kompetencje formułowania priorytetów i zarządzanie KFS.

Wreszcie czekamy na nowe inicjatywy w zakresie zastępowania niektórych rozwiązań rynku pracy innymi, odnawialnymi, po wprowadzeniu świetnego programu Wsparcie w Starcie, czy programu pożyczek w miejsce dotacji na utworzenie działalności gospodarczej.

Konfederacja Lewiatan

VoiceTel Communications debiutuje na NewConnect

Voicetel jest 418. spółką notowaną na rynku NewConnect oraz 5. debiutantem na tym rynku w 2016 r. Spółka specjalizuje się we wdrażaniu technologii głosowych w automatycznej obsłudze klienta. Rozwiązania te mają zastosowanie przede wszystkim w firmach świadczących usługi call center, ale również w przedsiębiorstwach działających w sektorach usług, produkcji oraz handlu, które posiadają własne działy telefonicznej obsługi klienta.

Przedsiębiorcy potrzebują konkretów a nie Dnia Przedsiębiorcy

0

Posłowie PiS przygotowali projekt uchwały w sprawie ustanowienia dnia 21 czerwca Ogólnopolskim Dniem Przedsiębiorcy. Zdaniem Konfederacji Lewiatan przedsiębiorcy potrzebują dobrego prawa gospodarczego, prostego systemu podatkowego, nowoczesnego prawa pracy, a nie ogólnopolskiego dnia przedsiębiorcy.

Projektem uchwały zajmie się Komisja Gospodarki i Rozwoju na dzisiejszym posiedzeniu, 18 maja.

„Celem ustanowienia Ogólnopolskiego Dnia Przedsiębiorcy jest docenienie pracy oraz wzmocnienie etosu przedsiębiorcy” napisali wnioskodawcy w uzasadnieniu. Poszerzenie wiedzy o przedsiębiorczości dzięki ustanowieniu Dnia Przedsiębiorcy ma zachęcić „do podejmowania działalności gospodarczej na własny rachunek ludzi młodych…”. Celem jest także „poprawa i wzmocnienie współpracy między izbami gospodarczymi, władzami centralnymi, lokalnymi i mediami”.

Przedsiębiorcy dziękują za chęć ich docenienia przez ustanowienie Dnia Przedsiębiorcy. Uważają jednak, że docenienie wagi działań przedsiębiorców i ich znaczenia dla gospodarki może być efektywne jedynie w wyniku tworzenia dobrego prawa gospodarczego, prostego, przejrzystego sytemu podatkowego, prawa pracy dostosowanego do rozwoju w świecie technologii informacyjnych i komunikacyjnych, ograniczania kosztów administracyjnych. Generalnie – w wyniku polityki wewnętrznej i zewnętrznej sprzyjającej stabilności. Przedsiębiorcy potrzebują konkretów, a nie celebry. Tylko wtedy będzie mógł rozwijać się „…kreatywny charakter działań przedsiębiorców”, a młodzi ludzie będą widzieć zachętę do podejmowania działalności na własny rachunek.

Nie potrzebujemy Dnia Przedsiębiorcy do „…integracji środowisk przedsiębiorców z całego kraju”. W poniedziałek, 16 maja organizacje przedsiębiorców i pracodawców, w tym Konfederacja Lewiatan, reaktywowały Polską Radę Przedsiębiorczości, której jednym z celów jest udział w realizacji rządowego planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju.

Nie potrzebujemy także Dnia Przedsiębiorcy do działalności charytatywnej, której ten dzień ma według wnioskodawców służyć. Ogromna część przedsiębiorstw to firmy odpowiedzialne społecznie, uwzględniające bez prawnego czy administracyjnego przymusu interesy społeczne, chroniące środowisko, uwzględniające w swojej działalności potrzeby różnych grup interesariuszy.

Dla przedsiębiorców dzień przedsiębiorcy jest 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. Prosimy zapytać o to rodziny przedsiębiorców, one to wiedzą najlepiej. Mamy też nadzieję, że 21 czerwca nie będzie dniem wolnym od pracy.

Konfederacja Lewiatan