Fed robi dużo zamieszania na rynku, ale na razie nie wiadomo, czy to świadoma gra Rezerwy Federalnej, czy efekt wewnętrznych napięć targających tym czcigodnym gremium. Wczoraj John C. Williams i Dennis Lockhart licytowali się w liczbie koniecznych podwyżek stóp, zobaczymy, co jutro powiedzą William Dudley i Stanley Fisher. Rynek na razie dość chłodno traktuje wypowiedzi członków Rezerwy Federalnej, chyba, że dojdzie do wniosku, że to początek jakiejś skoordynowanej kampanii. Dzisiejsza publikacja minutes z ostatniego posiedzenia FOMC powinna rzucić trochę światła na układ sił w tym gronie.
Londyn ma dziś kolejny sondaż, korzystny dla zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, a funt właśnie przetrawia dane z rynku pracy (traktowane również pod kątem Breksitu, czyli reakcji na niepewność związaną z oczekiwanym referendum). Brytyjczycy czekają jeszcze na mowę tronową Elżbiety II. Ceremonia odbędzie się w tym roku wcześniej niż zwykle, ze względu na czerwcowe głosowanie. Królowa odczyta przygotowane przez premiera Camerona exposé rządu, nie dodając od siebie ani słowa.
Rynki będą zdominowane dziś przez Amerykę i popołudniowe dane o zapasach ropy w USA, ale Europa też dorzuci swoje trzy grosze. A właściwie już to zrobiła, bo dane o inflacji zostały opublikowane, a ponieważ nie różniły się od prognoz, rynki specjalnie nimi się nie przejęły.
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Szczególnie w największych miastach Polski kawalerki są znacząco droższymi mieszkaniami. Różnica w cenie za metr kwadratowy dochodzi do 2 tys. zł.
Tak duże różnice cenowe dotyczą nie tylko Warszawy. To także kilka innych miast, jak Wrocław czy Poznań, a dla MarketNews24 mówi o tym Jarosław M. Skoczeń z Grupy Emmerson.
iLumio – system interaktywnej obsługi gości hotelowych, będący równocześnie multimedialnym centrum rozrywki. Oferuje gościom nowy standard komfortu, a hotelom efektywne narzędzie sprzedaży usług. Nowoczesność technologiczna iLumio stawia go w czołówce światowych rozwiązań. Produkt wybierają największe światowe sieci hotelowe, a w Polsce 80% nowo budowanych hoteli 4/5*. System wdrażany jest również w szpitalach, na stadionach czy w centrach konferencyjnych – wszędzie tam, gdzie istotny jest dostęp do bieżących informacji oraz rozrywki.
Z systemu iLumio korzysta coraz większa ilości hoteli w całej Polsce. Do grona klientów dołączył hotel Holiday Inn w Dąbrowie Górniczej oraz położone nad polskim morzem hotele Almond i Rosevia. Produkt krakowskiej spółki Ailleron,zaczyna rozwijać się również na rynkach zachodnich – iLumio został właśnie uruchomiony w szwajcarskim hotelu Alpenhof.
System iLumio to innowacyjne rozwiązanie, które pozwala na nowoczesną obsługę gości hotelowych i efektowne zarządzanie pracą całego hotelu. Z jego udogodnień korzystają już klienci hotelu Rosevia. Goście do swojej dyspozycji dostają iPady z zainstalowaną aplikacją iLumio. Dzięki niej mogą bardzo szybko skontaktować się z obsługą poprzez chat, zaplanować w kalendarzu udział w hotelowych eventach, zarezerwować stolik w restauracji, wizytę w SPA czy najlepsze miejsce przy basenie – szybko i bez konieczności wychodzenia z pokoju. Od czerwca iLumio będzie też dostępne dla gości hotelu Holiday Inn w Dąbrowie Górniczej, należącym do jednej z największych sieci hotelowych na świecie InterContinental Hotels Group, a od lipca w hotelu Almond w Gdańsku.
„System iLumio jest odpowiedzią na aktualne trendy w branży hotelarskiej i oczekiwania coraz bardziej wymagających klientów.Nieustanie rozbudowujemy nasz produkt i dostosowujemy go do indywidualnych potrzeb każdego klienta w zależności od jego oczekiwań. Często są to pomysły bardzo oryginalne, którym staramy się zawsze sprostać. Dzięki temu gość hotelowy może cieszyć się komfortem użytkowania, a obsługa hotelu profesjonalnym zarządzaniem.” – mówi Justyna Michalczyk, Dyrektor Zarządzająca iLumio.
System iLumio został doceniony także za granicą. Z jego rozwiązań możemy już korzystać w szwajcarskim hotelu Alpenhof. Zintegrowanie systemu z lokalnym biurem obsługi turystycznej czy stacją narciarską wraz z mapą wyciągów to tylko niektóre z wielu oryginalnych udogodnień, które dzięki iLumio oferuje hotel. W bibliotece filmowej goście mają możliwość oglądania zdigitalizowanych na tę potrzebę filmów z pierwszej połowy XX wieku o Zermatt – miejscowości, w której znajduje się hotel. Dodatkowo gość będzie mógł sterować automatyką pokoju, dostosowując oświetlenie czy temperaturę z poziomu aplikacji, mając równocześnie dostęp do wielu międzynarodowych kanałów telewizyjnych.
„Rozwijamy się i rozszerzamy naszą działalność na rynki zagraniczne. Obecnie zrealizowaliśmy projekt dla klienta ze Szwajcarii, ale prowadzimy również rozmowy z hotelami w innych częściach świata, jak Niemcy czy Dubaj. Branża hotelarska na całym świecie coraz bardziej dostrzega potencjał nowoczesnych systemów, co przyczynia się do osiągania kolejnych sukcesów spółki Ailleron. Ekspansja na nowe rynki wzmacnia jeszcze bardziej naszą pozycję i stwarza możliwości pozyskiwania kolejnych partnerów biznesowych.” – mówi Grzegorz Młynarczyk, Wiceprezes Ailleron SA.
Polski rynek nowoczesnych usług dla biznesu rozwija się w ogromnym tempie i mogłoby się wydawać, że o outsourcingu wiemy już wszystko. Czy na pewno? Kto może korzystać z tego modelu biznesowego i czy zawsze na tym zyska? Czy oddawanie procesów na zewnątrz wiąże się z ryzykiem utraty kontroli nad własnym biznesem? Oto pięć najczęściej powielanych mitów związanych z outsourcingiem.
MIT 1. Outsourcing jest tylko dla dużych firm
Rozumiejąc outsourcing jako „korzystanie z zewnętrznych usługodawców dla obsługi własnych procesów biznesowych, gdzie rozliczenie następuje na podstawie określonych parametrów jakości usług”, można uznać, że z outsourcingu korzystają niemal wszystkie firmy, także małe i średnie. W zarządzanie zewnętrznemu partnerowi oddać można rozmaite procesy: finanse, księgowość, kadry, płace, obsługę korespondencji, recepcji, sprzątanie, ochronę, druk, zakupy czy obsługę prawną. Przykłady można mnożyć, a formę outsourcowania dostosować do potrzeb i wielkości danej organizacji. Część z przedsiębiorstw korzystając z usług outsourcingowych w obszarze księgowości buduje własne centra usług wspólnych lub korzysta z oferty dużych korporacji typu BPO, a część z mniejszych podmiotów współpracuje z biurami rachunkowymi lub wręcz osobami samodzielnie prowadzącymi działalność gospodarczą. Istotą outsourcingu jednak jest stała i długotrwała współpraca oparta na konkretnych umowach, a nie pojedyncze zlecenia, nad którymi brak jest kontroli i zarządzania – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio. Oferta outsourcingowa jest dostępna niemal dla wszystkich podmiotów, jednak, jak podkreśla Piotr Rutkowski – Partner Zarządzający SourceOne Advisory, nie oznacza to, że outsourcing dla każdej firmy będzie opłacalny. Tu jest potrzebna rzetelna kalkulacja.
MIT 2. Outsourcować można tylko proste procesy
Rynek usług outsourcingu stale się rozwija i dojrzewa. Nawet w obrębie poszczególnych jego dziedzin. Na przykład w obszarze finansowo-księgowym, można outsourcować proste czynności w postaci wprowadzania faktur i danych z dokumentów księgowych do systemu finansowego, ale także „oddać na zewnątrz” cały proces księgowy włączając w to zarządzanie księgą główną, zakupy, obsługę wystawiania faktur, kontrolę należności, sprawozdania, a także analizy finansowe. To, co kilka – kilkanaście lat temu było uznawane za „niemożliwe do wyoutsourcowania”, dziś jest powszechnie oddawane do obsługi partnerom zewnętrznym i są to coraz bardziej skomplikowane procesy. Skrajnym przykładem może być bardzo zaawansowany outsourcing procesów badawczo-rozwojowych (R&D), z którego korzysta już wiele firm medycznych – mówi Piotr Rutkowski. Im łatwiejszy proces tym większa liczba firm outsourcingowych, które mogą podjąć się wykonywania takiej pracy. Sytuacja zmienia się wraz ze wzrostem kompleksowości i stopnia zaawansowania procesów. Tu pojawia się wymóg dysponowania odpowiednią infrastrukturą informatyczną, wiedzą czy znajomością języków obcych. Przykładem mogą być popularne usługi call contact center – czym innym jest obsługa infolinii, a czym innym pierwsza, druga i trzecia linia wsparcia technicznego najnowszych rozwiązań komputerowych – mówi prezes Fundacji Pro Progressio.
MIT 3. Outsourcing zawsze się opłaca i umożliwia redukcję kosztów
Niestety, nie. Outsourcing jest jednym z wielu narzędzi biznesowych dostępnych dla managerów i powinien być stosowany wtedy, gdy może przynieść realne korzyści. Aby mieć pewność, że tak się stanie, potrzebna jest rzetelna analiza opłacalności projektu. Bywa, że koszty zaangażowania outsourcera są nieco wyższe niż realizacja procesu wewnątrz firmy, jednak „w pakiecie” otrzymujemy dodatkowe benefity: gwarancję jakości, zabezpieczenie techniczne czy doświadczenie. To również powinno zostać uwzględnione w ostatecznym rozrachunku – podkreśla Piotr Rutkowski. Outsourcing powinien przynosić korzyści rozłożone w czasie w postaci zarówno wygenerowanych oszczędności, jak i mniejszych kosztów (np. związanych z zakupem drogiej infrastruktury teleinformatycznej), a także zaoszczędzonego czasu. Jeśli kierujemy się tylko kosztem usług, to jak pokazuje wiele przykładów z rynku, bardzo szybko może się okazać, że „tanio” na dłuższą metę wychodzi znacznie drożej – podkreśla Wiktor Doktór.
MIT 4. Outsourcing zawsze wiąże się z ryzykiem, m.in. utraty danych czy kontroli nad procesami
Jak każda współpraca biznesowa niezależnych od siebie podmiotów, tak i outsourcing wiąże się z pewnym ryzykiem. Właściwe przeprowadzony proces przetargowy i dobrze zbudowana umowa pomogą je zminimalizować. Terminologia SLA (Service Level Agreement) i KPI (Key Performance Indicators), to stałe elementy, na których realizowana jest współpraca biznesu z partnerami outsourcingowymi. Prawidłowe wdrożenie mechanizmów i struktur zarządzania kontraktem wymaga wiedzy i pewnego doświadczenia, dlatego odradzam samodzielne zabieranie się za projekt outsourcingu, jeśli „na pokładzie” nie mamy osoby z odpowiednią wiedzą ani nie korzystamy z doradztwa zewnętrznego – mówi Piotr Rutkowski. Błędem jest myślenie, że realizując proces biznesowy tylko poprzez własnych pracowników mamy zagwarantowane bezpieczeństwo. Polskie prawo maksymalną odpowiedzialność pracownika limituje do 3-krotności wynagrodzenia, co w wielu przypadkach będzie niczym, przy możliwej szkodzie. Outsourcer – o ile prawidłowo zbudowaliśmy naszą umowę – odpowie za całą szkodę, jaką nam wyrządził.
MIT 5. Outsourcując dany proces, tracisz nad nim kontrolę
Oddawanie na zewnątrz procesów, od zawsze stanowiło barierę dla kierownictwa firmy i od zawsze towarzyszyło mu przekonanie, że „nikt tak dobrze nie wykona pracy jak ja sam”- mówi prezes Fundacji Pro Progressio – Pamiętajmy, że oddając na zewnątrz swoje procesy nie tracimy nad nimi kontroli i dlatego tak ważne jest, aby to najważniejsze osoby w firmie – Prezes, Dyrektor Finansowy, czy Dyrektor Operacyjny – cały czas były odpowiedzialne za współpracę z firmą outsourcingową. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na dwie istotne kwestie. Pierwszą jest zachowanie wiedzy z outsourcowanego obszaru, aby po jego oddaniu na zewnątrz, nadal rozumieć, jak dany proces funkcjonuje. Drugą jest kwestia ustawienia właściwego podziału odpowiedzialności na styku procesów, między klientem, a outsourcerem. Zaufanie jest bardzo ważne w relacjach outsourcingowych, ale kontrola także jest niezbędna i wręcz pożądana. Jeśli outsourcer nie oferuje możliwości kontroli wykonywanej przez siebie pracy, to należy się trzy razy zastanowić, czy chcemy z taką firmą współpracować.
Odreagowanie polskiego złotego po decyzji agencji Moody’s zaczęło od wczoraj przyhamowywać. Rodzima waluta powróciła do trendu spadkowego, który obserwujemy od ponad miesiąca, a przed nami ważne dane z polskiej gospodarki, które mogą mieć wpływ na dalszą wycenę złotego.
Polski złoty pozostaje w trendzie spadkowym do głównych walut od początku kwietnia br., a ostatnie odreagowanie po tym, jak agencja ratingowa Moody’s obniżyła tylko perspektywę Polski pozostawiając rating bez zmian było tylko korektą w trwającym trendzie spadkowym. Ponownie EUR/PLN zawędrował w okolice 4,40; a para USD/PLN w pobliże 3,90. Za franka musimy zapłacić ponad 3,96; funt szterling momentami był widziany w okolicach 5,63.
Klimat rynkach i tym samym dla polskiego złotego popsuł się po już odległym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego, na którym szef EBC Mario Draghi stwierdził, że na razie nie widzi potrzeby dalszych obniżek stóp, choć oczywiście jest gotowy do działań, gdy będzie taka potrzeba. Dodatkowo złotemu ciążą sprawy wewnętrzne takie, jak chociażby tzw. ustawa frankowa czy kształt budżetu na rok 2017. Nie możemy również zapominać o zbliżającym się referendum, w którym Brytyjczycy zdecydują o pozostaniu w Unii Europejskiej. Ewentualny Brexit miałby poważne konsekwencje dla polskiej gospodarki, ale również dla całej Wspólnoty. Wielka Brytania jest drugim co do wielkości płatnikiem netto w Unii Europejskiej.
Jutro poznamy istotne dane z polskiej gospodarki, czyli produkcję przemysłową, wyniki sprzedaży detalicznej oraz ceny produkcji. Po słabym pierwszym kwartale br. okaże się, czy była to chwilowa zadyszka, czy może trwalsza tendencja, co prawdopodobnie miałoby negatywne przełożenie na wycenę polskiego złotego.
Z kolei dzisiaj poznamy dane o przeciętnym zatrudnieniu oraz wynagrodzeniu w naszym kraju, które jednak nie powinny mieć aż tak dużego wpływu na wycenę rodzimej waluty. Z danych globalnych warto zwrócić uwagę na cotygodniową zmianę zapasów paliw oraz „minutki” Fedu, czyli protokół z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej.
Ropa w ostatnim czasie mocno podrożała, co zwiększa zagrożenie większej korekty. Ostatnie dane o zapasach w Stanach Zjednoczonych zaskakują raczej in plus, ale przy mocno wykupionym rynku nawet niewielkie rozczarowanie może spowodować korektę spadkową, a z pewnością spadające ceny tego surowca pogorszyłyby klimat na rynkach i tym samym miałby negatywny wpływ na złotego.
Komentarz przygotował:
Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz
Admiral Markets AS Oddział w Polsce
Po zakończonej wzrostami poniedziałkowej sesji w USA oraz po porannych zwyżkach na rynkach azjatyckich, wtorek na Starym Kontynencie rozpoczął się w umiarkowanie optymistycznych nastrojach. Na rynkach, do wczesnego popołudnia przeważali kupujący akcje, jednak po danych ze Stanów Zjednoczonych, między innymi o produkcji przemysłowej, sentyment zaczął się odwracać.
Produkcja przemysłowa w kwietniu wzrosła o 0,7% (prognoza 0,3%), wzrosło również wykorzystanie mocy produkcyjnych do 75,4% z 74,9%. Jednak największe znaczenie dla inwestorów miały dane dotyczące inflacji w USA, która, jak się okazało, przyśpiesza. Wkaźnik CPI wzrósł o 1,1% w odniesieniu rok do roku, a po odliczeniu cen żywności i energii wzrósł o 2,1%. Powyższe odczyty były bez wątpienia bardzo dobre, jednak rynek odebrał je jako złe, głównie ze względu na zwiększone prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych już w czerwcu (lepsze dane = ryzyko zaostrzenia retoryki przez Fed).
Spośród napływających wczoraj danych z pewnością warto zwrócić między innymi uwagę na bilans handlowy strefy euro. Wzrósł on do rekordowego poziomu 28,6 mld euro. Dowiedzieliśmy się również, jak kształtowała się inflacja producencka i konsumencka w Wielkiej Brytanii. Ta ostatnia w kwietniu nieznacznie zmniejszyła dynamikę do poziomu 0,3%.
Finalnie, niemiecki DAX zakończył dzień ze stratą 0,63%, francuski CAC 40 spadł o 0,34%, a brytyjskiemu FTSE 100 udało się wyjść ponad poziom otwarcia o 0,27%. Indeks, skupiający największe polskie spółki, stracił na koniec notowań 0,39% przy obrotach na całym rynku dochodzących do 800 mln złotych.
Środa zapowiada się emocjonująco ze względu na szereg publikowanych danych makroekonomicznych. Poznamy między innymi odczyt japońskiego PKB za I kwartał, dane o przeciętnym zatrudnieniu i wynagrodzeniu w Polsce, a także wyniki inflacji konsumenckiej w strefie euro. Po południu natomiast dołączą Amerykanie z cotygodniowym odczytem o zapasach paliw. Jednak dużo ważniejszym wydarzeniem będzie wieczorna publikacja protokołu z posiedzenia FOMC. Możliwe, że otrzymamy odpowiedź na pytanie, czy na czerwcowym posiedzeniu Fed podwyższy stopy procentowe.
Sesja w USA:
Wtorek na nowojorskich giełdach przyniósł wyraźne spadki głównych indeksów. Liderami zniżek były spółki z sektora użyteczności publicznej oraz dóbr konsumenckich. Indeks Dow Jones Industrial Average na koniec dnia stracił 1,02%, S&P 500 spadł o 0,94%, natomiast Nasdaq Composite o 1,25%.
Waluty:
Wtorek dla EURUSD zakończył się spadkiem o 0,04% do poziomu 1,1315.
Kurs EURGBP stracił 0,43% i osiągnął poziom 0,7826, natomiast EURJPY stracił 0,06% do poziomu 123,34.
Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3903 PLN za euro, 3,8989 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9632 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,6271 PLN za funta szterlinga.
Surowce:
Złoto zakończyło wczorajsze notowania wzrostem o 0,58% do poziomu 1280,80 USD za uncję. Srebro natomiast zyskało 0,79% i osiągnęło poziom 17,29 USD za uncję. Ropa naftowa, odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 48,45 USD za baryłkę, zyskując tym samym 1,53%. Odmiana Brent zyskała natomiast 0,76% i była notowana po 49,34 USD za baryłkę.
Decyzja agencji Moody’s krótkotrwale wsparła złotego. Czwartkowe dane z polskiej gospodarki kluczowe dla złotówki. Rośnie przewaga zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE. EUR/USD spada po neutralnych danych z gospodarki.
Ostatnie godziny handlu na polskim złotym pozwalają zapomnieć o pozytywnym impulsie po decyzji agencji Moody’s. Efekt ten zgodnie z oczekiwaniami okazał być się krótkotrwały.
W dalszym ciągu sytuacja wokół polskiej waluty nie jest dobra. Cały czas zmagamy się
z niesprzyjającymi czynnikami wewnętrznymi, a do tego dochodzi ryzyko wyjścia Wielkiej Brytanii ze strefy euro. Scenariusz jest mało prawdopodobny, niemniej jednak apetytu na ryzyko inwestorzy nie mają.
Bez wątpienia kluczowy dla polskiej waluty będzie czwartek. Po marcowych słabych danych inwestorzy bacznie będą się przyglądać danym za kwiecień. Odczyty sprzedaży i produkcji poniżej 3% mogą wywołać sporą panikę. Oznaczałoby to bowiem, że odczyt PKB za I kwartał nie był przypadkiem, a gospodarka łapie niewielką zadyszkę. To oczywiście uruchomiłoby spekulację o cięciu stóp procentowych w Polsce, a EUR/PLN powróciłby ponad 4,40. Mimo wszystko jednak jest to czarny scenariusz, bo na razie głębszego spowolnienia w naszym kraju nie widać.
Kolejne sondaże w sprawie Brexitu pokazują przewagę zwolenników pozostania w UE.
W ostatnich dniach można zauważyć , że funt nie reaguje kompletnie na dane makro, decydująca jest sprawa wyjścia z UE. Widać to na notowaniach GBP/PLN, który od wczoraj rośnie przebijając poziom 5,62. Sytuacja jest o tyle dziwna, że poznaliśmy bardzo słaby odczyt inflacji bazowej, która wzrosła jedynie o 1,2% przy prognozach na poziomie 1,4%. W kolejnych tygodniach nie powinno nic się zmienić i to sondaże będą decydować o kształtowaniu się kursu funta.
Od wczoraj obserwujemy dość dynamiczny ruch w dół na głównej parze walutowej świata, czyli EUR/USD. Przebity został poziom 1,13. Kurs obecnie znajduje się w istotnym miejscu. Gdyby wsparcie w okolicach 1,1280 nie zadziałało, możliwe jest zejście do minimów z kwietnia, czyli 1,1220. Łącząc wszystkie wczorajsze publikacje z USA w jedną całość dochodzimy do wniosku, że były one bardzo bliskie prognozą. A co ważniejsze, żadnego przełomu nie widać na horyzoncie. Dyskusja między członkami Fed co do sytuacji gospodarczej będzie więc interesująca. Jeśli nadal będą słyszalne głosy o możliwej podwyżce stóp procentowych na początku drugiej połowy roku, to nawet mimo neutralnych danych, tak jak to było wczoraj, dolar powinien zyskiwać.
Krzysztof Pawlak, dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
W Niemczech padł rekord produkcji z odnawialnych źródeł energii. To jeden z elementów transformacji gospodarczej w tym kraju, której przebieg będzie miał wpływ na inne kraje UE. To także pożegnanie nie tylko z węglem kamiennym, ale też brunatnym.
W miniony weekend w Niemczech ponad 90 proc. popytu na energię zostało zaspokojone ze źródeł odnawialnych. To nowy rekord, który potwierdza, że w kraju tym konsekwentnie realizowany jest scenariusz takiego rozwoju energetyki, w którym nie ma miejsca dla węgla kamiennego i brunatnego. Wsparciem dla OZE mają być źródła gazowe.
– Takie eksperymentu nikt jeszcze nie przeprowadzał – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Zasuń z Wysokiego Napięcia. – Te zmiany oznaczają transformację całej niemieckiej gospodarki.
Niemcy bardzo konsekwentnie realizują przyjęty scenariusz, nie może pozostać to bez wpływu na politykę energetyczną całej UE.
W I kwartale 2016r. całkowita podaż nowoczesnych powierzchni logistycznych i magazynowych w Polsce przekroczyła 10 mln mkw. W porównaniu do I kwartału 2015r. nowa podaż wzrosła o 60% i wyniosła prawie 430 000 mkw., co świadczy o niesłabnącym zainteresowaniu rynkiem ze strony najemców, jak i deweloperów, którzy w przeważającej mierze budują obiekty typu build-to-suit.
Jak wynika z najnowszego raportu At a Glance Rynek powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce, I kw. 2016 przygotowanego przez ekspertów z BNP Paribas Real Estate Poland na rynku powierzchni logistycznych i magazynowych nastąpił wzrost zainteresowania nowymi lokalizacjami, który przełożył się na ożywienie w mniejszych ośrodkach, nieodgrywających do tej pory znaczącej roli.
Anna Staniszewska, Dyrektor, Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo – Wschodnia
W ostatnich kwartałach w obszarze aglomeracji warszawskiej z koniunktury korzysta m.in. Grodzisk Mazowiecki, gdzie odnotowujemy gwałtowny przyrost podaży przy wysokim poziomie wynajmu. Pojawienie się nowych ośrodków można zaobserwować również w okolicach klastra Poznań, w okolicach Wrześni na wschodzie oraz Świebodzina na zachodzie. Na południowym wschodzie kraju, przy granicy z Ukrainą zaczyna rozrastać się rejon Korczowej. – mówi Anna Staniszewska, Dyrektor, Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo – Wschodnia.
W I kwartale 2016 roku, mimo wysokiego wolumenu projektów oddanych do użytku, udział wolnej powierzchni zwiększył się jedynie o 0,6 p.p. osiągając 6,3%. Według prognoz BNP Paribas Real Estate Poland stopa pustostanów nie ulegnie większym zmianom w kolejnych kwartałach. Nie przewiduje się również znaczących wahań stawek czynszów, co świadczy o równowadze między popytem, a podażą.
Katarzyna Pyś – Fabiańczyk, Dyrektor, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia
W dalszym ciągu najdroższym rynkiem jest Warszawa I, z uwagi na lokalizację wewnątrz granic administracyjnych stolicy, odpowiednio wysokie ceny gruntu i ograniczoną dostępność atrakcyjnych powierzchni. Zwiększająca się konkurencja pomiędzy właścicielami parków magazynowych oraz wzrost podaży, sprawią, że w nadchodzących miesiącach najemcy negocjując warunki umowy, częściej będą mogli liczyć na pakiety atrakcyjnych zachęt oraz wydłużenie okresów zwolnienia z czynszu. – podkreśla Katarzyna Pyś – Fabiańczyk, Dyrektor, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia.
Pomimo zmniejszenia udziału lidera w całkowitym wolumenie powierzchni, rynek pozostaje zdominowany przez 5 graczy, posiadających łącznie niemal 60% udział w rynku, wśród których wciąż prowadzi Prologis. Analizując wielkość projektów w realizacji można jednak spodziewać się zwiększenia udziału w rynku firm Panattoni oraz Goodman.
Pomimo zaostrzenia kryteriów, w I kwartale 2016 roku nastąpił znaczny wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe – wynika z analizy Narodowego Banku Polskiego. Czy to oznacza, że rosnące wymagania nie powstrzymają utrzymującej się od dłuższego czasu hossy na rynku nieruchomości?
Z badań NBP przeprowadzonych we współpracy z 25 bankami wynika, że w okresie od stycznia do marca 2016 roku zostały zaostrzone kryteria przyznawania kredytów mieszkaniowych. Podwyższenie marż dotyczyło głównie zobowiązań obarczonych wyższym ryzykiem. Wiele banków zadeklarowało również zmiany zasad dotyczących dodatkowych zabezpieczeń oraz podniosło poziom wkładu własnego.
Zaostrzenie marż nie było jednak zaskoczeniem dla branży. – Większe wymagania instytucji finansowych wprowadzone na początku roku są całkowicie zrozumiałe ze względu na wejście w życie Rekomendacji S w zakresie obowiązkowego 15-procentowaego wkładu własnego oraz zalecenia KNF dotyczącego szacowania zdolności kredytowej – ocenia Piotr Kijanka, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Grupie Deweloperskiej Geo.
MdM napędziło popyt
Analiza NBP dowodzi, że rygorystyczne kryteria nie zaskoczyły również klientów. Wręcz przeciwnie, w I kwartale roku nastąpił nawet wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe. W ocenie banków, to przede wszystkim efekt obaw związanych z wyczerpaniem puli środków z programu „Mieszkanie dla Młodych”.
Sytuacja ekonomiczna gospodarstw domowych, czy wydatki konsumpcyjne, które zazwyczaj determinują popularność produktów bankowych, w tym okresie okazały się niemal bez znaczenia.
– Przypomnijmy, że w połowie marca Bank Gospodarstwa Krajowego ogłosił wstrzymanie przyjmowania wniosków w ramach MdM na 2016r.- mówi Piotr Kijanka. Powodem decyzji była całkowita rezerwacja 715 mln zł przeznaczonych na dopłaty – dodaje.
Skąd w takim razie rosnący popyt? BGK nie zamknął całkowicie drogi do MdM, umożliwiając składanie dokumentów na 2017 i 2018 rok. W efekcie, w dniu opublikowania komunikatu BGK, złożono 5 tysięcy nowych wniosków.
W efekcie, cały 2016 roku okazał się rekordowy. Odnotowano ponad 27 tys. wniosków, czyli trzykrotnie więcej niż w pierwszym roku funkcjonowania programu. Według danych z końca kwietnia, na 2017 r. wpłynęło ponad 3, 1 tys. dokumentów, wykorzystując limit w 12,02 proc., a na 2018 r. złożono 36 wniosków, rezerwując limit w 0,12 proc.
Hossa na rynku nieruchomości trwa
Rosnąca popularność kredytów mieszkaniowych świadczy o stałym zainteresowaniu nabywców i płynnym wyprzedawaniu oferty rynkowej. Według analizy Krajowego Rynku Nieruchomości, I kwartał cechował się zaskakującą dynamiką sprzedaży nowych lokali.
Taka sytuacja rynkowa to prosta droga do utrzymania hossy na rynku nieruchomości. Od stycznia do marca oddano do użytkowania o 17,7 proc. więcej mieszkań niż w analogicznym okresie 2015 r. (dane Głównego Urzędu Statystycznego).
Znaczący udział w sukcesie mieli inwestorzy indywidualni i deweloperzy. Ci drudzy, odnotowali największy wzrost – oddali do użytkowania o 53,7 proc. więcej lokali niż rok temu.
– Większa aktywność deweloperów wiąże się z korzyściami dla osób poszukujących własnego „M”.Oferty są bardziej zróżnicowane i lepiej dopasowane do oczekiwań klientów – podkreśla Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Grupy Geo.
Na dużą różnorodność mogli liczyć przede wszystkim nabywcy z Dolnego Śląska. W analizowanym przez GUS okresie największy, bo ponad 68-procentowy wzrost liczby mieszkań oddanych do użytkowania nastąpił w województwie dolnośląskim.
Optymistyczna prognoza na przyszłość
Większe wymagania, a przy tym rosnący popyt na kredyty i mieszkania to bilans I kwartału 2016 roku. Jak może zmienić się rynek w drugiej połowie roku?
Pomimo, że banki deklarują utrzymanie swojej polityki w tym segmencie, wszystko wskazuje na to, że II kwartał będzie równie intensywny. Powodem może być chociażby pora roku – okres wiosenno-letni zawsze wiąże się ze wzmożonym ruchem w nieruchomościach.
Columbus Energy S.A. (dawniej Columbus Capital S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, działająca w branży Odnawialnych Źródeł Energii, zakończyła 2015 r. zyskiem netto w kwocie 1.275 tys. zł. Wartość backlogu zamówień Emitenta przekracza obecnie 85 mln zł netto.
W 2014 r. Spółka miała 836 tys. zł zysku netto, więc w minionym roku zanotowała blisko 53% wzrost w tym zakresie. Warto również dodać, że opublikowany przez Columbus Energy S.A. (dawniej Columbus Capital S.A.) raport roczny uwzględnia tylko wyniki samego Columbus Capital S.A., jeszcze przed połączeniem z Columbus Energy S.A. Ten drugi podmiot wypracował w 2015 r. zysk netto w wysokości 1.039 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 11.464 tys. zł. Zarząd Spółki zamierza opublikować jej nową strategię rozwoju oraz przedstawić prognozy finansowe podczas specjalnie zorganizowanej konferencji branżowej poświęconej perspektywom dla rynku fotowoltaiki w Polsce, która odbędzie się w dniu 30.05.2016 r. w Krakowie.
„Cały zysk operacyjny z 2015 roku oraz z 1 kwartału 2016 roku przeznaczyliśmy na działania sprzedażowe. Najważniejsze to, że nasz portfel kontraktów stabilnie rośnie i wkrótce nadejdą kwartały, w których będziemy mogli monetyzować tę bazę. Same wyniki finansowe Spółki nie odzwierciedlają jeszcze naszego prawdziwego potencjału, ponieważ nadal jesteśmy w fazie rozwoju organizacyjno-strukturalnego i czeka nas jeszcze kilka kwartałów bardzo ciężkiej pracy, aby ten potencjał przełożył się bezpośrednio na nasze przychody oraz zyski.” – ocenia Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.
Columbus Energy S.A. zakończyła w 1 kw. 2016 r. proces połączenia z Columbus Capital S.A. i koncentruje się aktualnie na wykorzystaniu potencjału obu podmiotów do budowania mocnej pozycji rynkowej na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych. Kondycja finansowa Spółki pozostaje na bardzo dobrym poziomie, bowiem na koniec marca br. posiadała ona ponad 7 mln zł należności oraz 1,2 mln zł środków na rachunkach bankowych. Łączna wysokość zobowiązań Emitenta na koniec 1 kw. 2016 r. wynosiła 2,64 mln zł.
Wartość backlogu zamówień Columbus Energy S.A. sięga obecnie poziomu 85 mln zł, co stwarza bardzo dobre perspektywy dla dalszego dynamicznego rozwoju skali działalności Spółki. Emitent oczekuje również na ogłoszenie kolejnego naboru w ramach Programu PROSUMENT.
„Proces połączenia spółek był bardzo stresującym okresem, ponieważ na każdym jego etapie mógł zakończyć się fiaskiem. Zarówno biegły sądowy, Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, czy nawet sam Krajowy Rejestr Sądowy mogły odrzucić plan połączenia. Na szczęście odnieśliśmy sukces i w Columbus Energy S.A. mamy realny biznes w niezwykle przyszłościowej branży. Myślę, że Akcjonariusze powinni być zadowoleni z faktu, że proces połączenia dobiegł końca. Suma wartości naszych kontraktów to przede wszystkim wysokomarżowy produkt dla klienta indywidualnego związany z dotacją z Programu PROSUMENT, którego ponowny nabór spodziewany jest w bardzo nieodległej przyszłości. Pozostali nasi klienci również bazują na dotacjach, jednak tym razem z nowej Perspektywy unijnej 2014-2020.” – dodaje Zieliński.
Columbus Energy S.A. organizuje w dniu 30.05.2016 r. (Godz. 11:00; Miejsce: Hotel Best Western w Krakowie, ul. Opolska 14a) konferencję, podczas której przedstawi GAME CHANGER – nową ofertę Spółki dla rynku Odnawialnych Źródeł Energii. Emitent zaprezentuje również swoją nową Strategię Rozwoju i przedstawi prognozy finansowe.
„30 maja br. przedstawimy nowe spojrzenie na branżę fotowoltaiki dla klienta indywidualnego. To będzie prawdziwe odwrócenie rynku do góry nogami. Przedstawimy usługę/produkt, który zrewolucjonizuje branżę oraz rynek domów jednorodzinnych. Uważam, że przez wiele miesięcy, może nawet i lat, konkurencji będzie bardzo ciężko nas dogonić. Wiem, że jest to niezwykle mocna deklaracja, ale jestem przekonany, że po 30 maja rynek będzie podzielał moją opinię.” – podsumowuje Prezes Zieliński.
W marcu 2016 r. Sąd Rejonowy w Krakowie zarejestrował połączenie Columbus Energy S.A. z Columbus Capital S.A., które nastąpiło zgodnie z przyjętym planem połączenia poprzez przeniesienie całego majątku Columbus Energy S.A. na Columbus Capital S.A. w zamian za nowo emitowane akcje. Kapitał zakładowy Spółki wynosi aktualnie 72.863.778,42 zł i dzieli się na 269.865.846 akcji o wartości nominalnej 0,27 zł każda. Najważniejszym celem nowego podmiotu – Columbus Energy S.A. – jest utrzymanie pozycji lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce oraz przeniesienie notowań akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie. Emitent planuje także prowadzić aktywną działalność inwestycyjną w podmioty z sektora MŚP.
17 maja 2016 roku przedstawiciele organizacji związkowych działających w spółce TK Telekom Sp. z o.o. poinformowali, że wchodzą w spór zbiorowy z pracodawcą, spowodowany niespełnieniem żądań, które dotyczą wzrostu wynagrodzeń oraz zatrzymania redukcji zatrudnienia.
Zarząd TK Telekom Sp. z o.o. prowadzi stały dialog z przedstawicielami związków zawodowych. Zgodność z prawem, etyką, a także wypracowanie rozwiązań satysfakcjonujących interesariuszy Spółki jest priorytetem dla zarządzających organizacją. Bezpośrednie rozmowy oraz wymiana korespondencji w powyższych sprawach są prowadzone od lutego 2016 roku w formule dialogu społecznego.
W odpowiedzi na oczekiwania zgłoszone przez przedstawicieli związków zawodowych pracodawca przedstawiał w tym czasie propozycje zmian wysokości wynagrodzenia, jak i jego mechanizmu. Tym samym Zarząd TK Telekom uwzględnił oczekiwania strony związkowej, choć pozostały rozbieżności dotyczące szczegółowych rozwiązań.
TK Telekom uznaje, że w każdej sytuacji należy prowadzić dialog z interesariuszami firmy i deklaruje dalsze prowadzenie konstruktywnych rozmów. Pracodawca dokłada najwyższych starań, aby proponowane rozwiązania były satysfakcjonujące dla wszystkich podmiotów rokowań. Dialog społeczny, także w zinstytucjonalizowanej formie sporu zbiorowego będzie, jak dotąd, stale prowadzony w Spółce..
Najnowszy wynik „Barometru EFL[1]” potwierdza, że subiektywna ocena sytuacji firmy zależy od czynników zewnętrznych związanych z rokiem kalendarzowym. Po pogorszeniu nastrojów przedstawicieli sektora MŚP na początku tego roku, w II kwartale br. nastąpiła ich znacząca poprawa. Podobnie było rok temu. Wynik „Barometru EFL” za II kwartał 2016 roku wyniósł 57,8 pkt. i jest o 4,7 pkt. proc. wyższy w porównaniu do poprzedniego kwartału. Za wzrost wartości indeksu odpowiadają przede wszystkim optymistyczne prognozy dotyczące poziomu sprzedaży produktów i usług.
– „Barometr EFL” śmiało możemy nazwać barometrem nastrojów polskiego MŚP. Wystarczy tylko spojrzeć na odczyty naszego indeksu za ostatni kwartał ubiegłego roku i pierwszy tego roku i zestawić je z PKB za te okresy. Na początku tego roku zapytani przez nas przedsiębiorcy spodziewali się, że ich sytuacja będzie gorsza niż pod koniec 2015 roku i to znalazło potwierdzenie w tempie wzrostu gospodarczego. Po wysokiej dynamice PKB w IV kwartale 2015 roku (4,3 proc.), w pierwszym mieliśmy do czynienia z tąpnięciem i wzrostem „tylko” na poziomie 3 proc.– powiedział Radosław Kuczyński, Prezes EFL. – Liczę zatem, że po zakończeniu II kwartału otrzymamy informacje o dynamice PKB wyższej kwartał do kwartału, gdyż z naszego najnowszego odczytu „Barometr EFL” wynika, że mikro, małe i średnie firmy w Polsce spodziewają się bardziej owocnego zakończenia pierwszego półrocza niż jego początku – dodaje prezes EFL.
Lepsze nastroje w MŚP, bo firmy liczą na wyższą sprzedaż
Wynik „Barometru EFL” na II kwartał 2016 roku wyniósł 57,8 pkt. (+4,7 pkt. proc. w porównaniu do I kwartału br.) i znajduje się ponad progiem OR[2]. Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa widzą zatem spore szanse na rozwój w najbliższych miesiącach. Na wzrost wartości „Barometru EFL” decydujący wpływ miała istotna poprawa nastrojów pod względem planowanej sprzedaży produktów i usług. Odsetek osób, które spodziewają się dynamiki sprzedaży w ciągu II kwartału, wzrósł aż o jedną trzecią (z 30,2 proc. do 41,8 proc.) i był najwyższy od początku 2015 roku. Równolegle zmniejszyła się grupa podmiotów pesymistycznie oceniających ten obszar swojej działalności.
Szacowany wzrost sprzedaży pociągnął za sobą bardziej optymistyczne oceny dotyczące płynności finansowej w porównaniu nie tylko do ubiegłego kwartału, ale do wszystkich wartości subindeksu od początku realizacji pomiaru. Tendencję tą należy wiązać z sezonowością w wybranych branżach, a w szczególności w HoReCa i budowlance. Po spadku obrotów na początku roku, rośnie sezonowy popyt ze strony klientów, a w związku z tym i obroty tych branż w okresie letnim. Także odsetek osób spodziewających się poprawy płynności finansowej jest najwyższy od początku badań „Barometru EFL” i wynosi 26% (+10 pkt. proc. kwartał do kwartału).
Negatywnie spośród wszystkich czterech składowych „Barometru EFL” wyróżnia się planowany poziom inwestycji w środki trwałe. Podobnie jak w poprzednim kwartale jest to jedyny obszar, w którym więcej przedsiębiorców prognozuje pogorszenie niż wzrost. Co więcej, odsetek optymistów wynoszący 22,9 proc., jest dwukrotnie niższy niż pół roku temu i najniższy do początku prowadzenia pomiarów. Przedsiębiorcy przewidują więc poprawę bieżącej sytuacji – wzrost sprzedaży i lepszą płynność finansowa, jednak utrzymywanie się niskiej skłonności do inwestowania może oznaczać wstrzymanie rozwoju w kolejnych kwartałach.
Wciąż gorzej niż w 2015 roku
Porównując wartość „Barometru EFL” z dwóch pierwszych kwartałów 2016 w ujęciu rok do roku, widać, że jest on wciąż o 1-2 pkt proc niższy niż w roku 2015. – Może to wiązać się z niepokojami na scenie politycznej i zmianami wprowadzanymi przez obecny rząd. W szczególności istotnie mogą oddziaływać zapowiedzi zmian w zasadach przydzielania kredytów, które obniżą skłonność przedsiębiorców do inwestowania. W przypadku kredytów hipotecznych zmiany odczuje sektor budownictwa, a wciąż pojawiające się różne plany dodatkowego opodatkowania sklepów wielkopowierzchniowych i brak ostatecznej decyzji zwiększają niepewność sektora handlu – ocenia Radosław Kuczyński z EFL.
Wyraźnie potwierdza się jednak obserwacja, że po pogorszeniu nastrojów MŚP na początku roku następuje ich poprawa w kolejnym okresie. W związku z tym należy się spodziewać, że w III kwartale b.r. – analogicznie do 2015 roku – nastąpi jeszcze delikatny wzrost wskaźnika „Barometru EFL”.
[1]„Barometr EFL” jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 4 – 11.05.2016 r.
[2]Próg OR jest podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania, który stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.
Atmosfera, zespół oraz rozwój – to pracownicy oceniają w swojej pracy najlepiej. Ich zdaniem pracodawcy muszą natomiast udoskonalić system zapewniania benefitów pozapłacowych. Chociaż zatrudnieni coraz pozytywniej postrzegają firmy, zdarza się, że spotykają się one w internecie z negatywnymi opiniami na swój temat. Co powinny wtedy zrobić? Przede wszystkim się nie bać!
Najlepiej oceniamy firmy zajmujące się informatyką i programowaniem, usługami e-commerce, gazownictwem oraz doradztwem. „Dane pokazują, że w tych branżach rozwój jest najszybszy, a zapotrzebowanie na specjalistów stale rośnie. Aby przyciągnąć profesjonalną kadrę, firmy muszą zapewniać atrakcyjne warunki pracy” – mówi serwisowi infoWire.pl Pakita Łowczyńska z firmy GoldenLine.
Brak specjalistów to wciąż duży kłopot dla firm. Obecnie rynek pracy należy do kandydatów. To oni wybierają miejsce, w którym chcą podjąć pracę. Przed złożeniem aplikacji często poszukują w internecie opinii na temat potencjalnego pracodawcy, które mogą zaważyć na ich decyzji. W przypadku tych negatywnych zdarza się to jednak rzadko.
„Spośród 13,5 tys. opinii opublikowanych w 2015 r. w naszym serwisie niepochlebnych było tylko 23%. Zamiast się ich obawiać, pracodawcy powinni traktować je jako cenne wskazówki. Warto również odpowiadać na negatywne komentarze, ponieważ to sygnał, że firma jest otwarta na dialog i chce ulepszać źle działające obszary” – uważa rozmówczyni.
Personal branding musi być spójny. Ważne, aby pamiętać, co mogą dać firmie sami pracownicy. Jak stwierdza ekspertka: „Przedsiębiorstwo nie zyska dobrej opinii na zewnątrz, jeśli np. nie będą oni czuli, że rzeczywiście otrzymują obiecywane benefity. Zadowoleni – sami staną się ambasadorami marki i polecą pracodawcę”.
Czy w związku z tym, że agencja ratingowa pogroziła nam palcem, rząd zmieni założenia swoich sztandarowych programów? Wydaje się to mało prawdopodobne. Kolejny przegląd ratingu Polski agencja Moody’s planuje na początku września. Do tego czasu ważne będą informacje z naszej gospodarki, w tym chodzić może o jasny komunikat w sprawie zapewnienia stabilnego finansowania programowi 500+. Decyzja Moody’s oznacza, że agencja dała nam odrobinę czasu na to, żebyśmy się poprawili. Czy z tego skorzystamy? Więcej w materiale wideo.
Teraz obniżki ratingu nie było, więc wydawać by się mogło, że złoty powinien wrócić do wcześniejszych poziomów. Jednak czy będzie to teraz możliwe? Jak w obecnej sytuacji kształtować się będzie kurs naszej waluty i jakie czynniki mogą go determinować? Więcej w materiale wideo.
Ropa drożeje od lutego. Baryłka amerykańskiej WTI kosztuje już niemal o trzy czwarte więcej niż trzy miesiące temu i zbliża się do psychologicznej bariery 50 dol. za baryłkę. Wzrost opłacalności produkcji może jednak zaowocować jej zwiększeniem i ponowną presją na ceny. Także złoto, które na początku roku wystrzeliło w górę, a od dwóch miesięcy rośnie bardzo powoli, mogło już wyczerpać swój potencjał.
– Jeżeli byśmy wrócili na poziomy powyżej 50 dol. za baryłkę, wówczas wiele projektów dotyczących produkcji ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych zacznie być opłacalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maciej Leściorz, dyrektor ds. sprzedaży i edukacji CMC Markets. – Zatem może w takiej sytuacji również wzrosnąć podaż i siłą rzeczy wrócimy poniżej bariery 50 dol. za baryłkę. Dlatego myślę, że poziomy, które w tej chwili obserwujemy, to już są okolice maksimów, które w najbliższym czasie zobaczymy.
Przed połową lutego cena baryłki teksańskiej ropy spadła poniżej 30 dol. i był to poziom najniższy od połowy pierwszej dekady XXI wieku. Od tego czasu zaczęła jednak mocno drożeć, by po trzech miesiącach przekroczyć poziom 48 dol. Pomogły zarówno pogłoski o planowanym porozumieniu producentów w sprawie zamrożenia wydobycia (do spotkań doszło, do porozumienia – nie), jak i informacje o coraz mniejszej liczbie platform wiertniczych i niższych zapasach w USA. Do tego dochodzi czynnik jednorazowy w postaci problemów z produkcją w Kanadzie spowodowanych pożarami lasów. Jak przekonuje Maciej Leściorz, nie musi to spowodować odczuwalnej podwyżki cen na stacjach benzynowych, choć w ostatnich tygodniach paliwa drożały.
– W ostatnim czasie ceny ropy nie mają aż tak bezpośredniego przełożenia na to, co przeciętny obywatel widzi na stacjach benzynowych, na ceny, po których tankuje benzynę – zauważa. – Natomiast utrzymanie się ceny w tych okolicach, które mamy w tej chwili, powinno zapewnić stabilizację. Zatem drastycznych spadków nie będzie, ale przede wszystkich nie będzie również drastycznych wzrostów cen paliw.
Niskie ceny paliw były od dwóch lat główną przyczyną spadku cen towarów i usług konsumpcyjnych. Choć od trzech miesięcy ropa drożeje, deflacja liczona rok do roku nie odpuszcza. W kwietniu pogłębiła się do 1,1 proc. Drugi miesiąc z rzędu nastąpił jednak lekki wzrost cen w stosunku do poprzedniego miesiąca.
– W tej chwili na pewno z samym faktem taniej ropy naftowej można łączyć wszelkie kwestie deflacyjne, m.in. w Polsce. Jest to jeden z argumentów przemawiających za tym, żeby nie obniżać jeszcze stóp procentowych, ponieważ sama deflacja w dużej mierze może być spowodowana niskimi cenami ropy – mówi Leściorz. – Natomiast w dłuższej perspektywie poza gospodarkami stricte surowcowymi, mam na myśli gospodarki Ameryki Południowej, Rosję, Stany Zjednoczone, nie powinno to w dużej mierze mieć większego znaczenia.
Ropa, choć przez kilka pierwszych tygodni roku taniała, od 1 stycznia dała zarobić 30 proc. Inaczej wyglądają notowania złota, które zaczęło rajd w górę już w grudniu, natomiast od dwóch miesięcy drożeje bardzo powoli. W sumie w tym roku zyskało 20 proc. Zdaniem Macieja Leściorza może to oznaczać koniec możliwości wzrostowych tego surowca.
– Na złocie od początku roku mieliśmy bardzo silne wzrosty. Już w tej chwili jesteśmy w okolicach szczytów. Silny wzrost złota na pewno należy wiązać z tym, co się działo na dolarze. W tej chwili zauważamy powoli odwrócenie się trendu. Zatem również możliwe jest, że na złocie nastąpi odbicie [w dół]. Ponadto może dojść do realizacji zysków przez tych inwestorów, którzy już osiągnęli tak wysokie stopy zwrotu od początku roku.
W tym roku zarówno najważniejsze giełdy światowe, jak i indeksy na GPW powinny iść w górę – uważa Janusz Galas, analityk DM Deutsche Banku. Ostatecznie to, ile zarobią inwestorzy, zależeć będzie jednak od dalszego postępowania banków centralnych. W Polsce łatwiej będzie znaleźć okazje inwestycyjne wśród małych i średnich spółek, natomiast blue chipy muszą poczekać na wzrosty do drugiej połowy roku.
– Oczekujemy dobrego zachowania giełd, zarówno w Polsce, jak i na świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Janusz Galas, analityk DM Deutsche Banku. – Uważamy, że obecna polityka utrzymywania niskich stóp procentowych, wspierania gospodarki poprzez wszelkiego rodzaju programy stymulacyjne i luzowanie ilościowe powinny pozytywnie wpływać na zachowanie się giełd.
Z głównych banków centralnych trzy zdecydowały się na wprowadzenie ujemnej stopy depozytowej: Narodowy Bank Szwajcarii, Bank Japonii i Europejski Bank Centralny. Dwa ostatnie prowadzą interwencyjny skup obligacji: Japonia do 80 bln jenów rocznie (co w euro daje ok. 54 mld euro miesięcznie), zaś EBC – 60 mld euro miesięcznie (w marcu podjęto decyzję o rozszerzeniu programu do 80 mld euro). Fed po jednorazowej jak dotąd podwyżce stóp w grudniu ubiegłym roku daje gołębie sygnały i ekonomiści są przekonani, że nie dotrzyma obietnicy dwóch podwyżek stóp w tym roku.
– Są pewne czynniki ryzyka, które będą determinowały zachowanie się giełd. Pierwszy to polityka banków centralnych. Jeżeli będą utrzymywane niskie stopy, można się spodziewać, że będzie to podobało się rynkom – mówi Galas. – W ostatnim czasie pojawiają się informacje o tym, że utrzymuje się niski wzrost w światowej gospodarce. Drugi to rosnące zadłużenie, bo już obecnie sięga ono 300 proc. globalnego PKB. Można uznać, że dotychczasowe działania banków centralnych są niewystarczające. Niemniej jednak polityka banków centralnych będzie na pierwszym planie.
Między innymi dzięki łagodnej retoryce szefowej Fed w marcu rynki zaczęły odbijać od dna, do którego dotarły 11 lutego. Niemiecki indeks DAX i brytyjski FTSE urosły od tej pory o ponad 15 proc., francuski CAC o niemal 17 proc., a amerykański S&P 500 o 14,5 proc. Nawet warszawski indeks giełdowy zyskał przeszło 10 proc.
– Polska giełda powinna zachowywać się w tym roku dobrze, a indeksy powinny rosnąć. Niewątpliwie powinno nam pomagać utrzymujące się wysokie tempo rozwoju gospodarczego. Ponadto program „Rodzina 500 plus” powinien pozytywnie wpłynąć na popyt wewnętrzny, na konsumpcję – przewiduje analityk DM Deutsche Banku. – Największych szans upatrujemy w segmencie małych i średnich spółek. Uważamy, że mniejsze i średnie spółki powinny bardziej skorzystać na owocach wzrostu gospodarczego i powinny szybciej poprawiać wyniki.
Od dwóch miesięcy WIG20 rośnie w podobnym tempie jak indeks szerokiego rynku. Różnicę widać w skali roku: największe spółki straciły 22 proc., podczas gdy cała giełda 14 proc. Zdaniem analityka gdy wyjaśnią się już kwestie związane z podatkiem od sprzedaży, przewalutowaniem kredytów hipotecznych i ratowaniem górnictwa, a także obecnością w Unii Wielkiej Brytanii, również blue chipy powinny zacząć odzyskiwać teren.
– Najlepiej powinny się zachowywać spółki z szeroko pojętego sektora konsumpcyjnego. Również ciekawą propozycją inwestycyjną powinny być spółki przemysłowe produkujące głównie na eksport. Szans upatrywalibyśmy także wśród deweloperów i spółek budowlanych – wylicza Janusz Galas. – Niewątpliwie powodzeniem powinny się cieszyć spółki dywidendowe. Można również stosować strategię związaną z szukaniem spółek, które mogą zostać przejęte przez inwestorów zarówno branżowych, jak i fundusze private equity, dlatego że pieniądz jest tani i jest go sporo na rynku.
Jego zdaniem spółek takich jest obecnie na polskiej giełdzie kilkanaście. Przede wszystkim radzi zwrócić uwagę na te, na które wezwania nie powiodły się pod koniec ubiegłego roku.
– Wydaje się, że takimi spółkami mogły być Netia, Hyperion, kilka spółek jest wystawionych na sprzedaż. Jeżeli chodzi o sektor deweloperski, tutaj można wyróżnić Robyg, Ronson, niewykluczone, że również i Polnord – wylicza analityk DM Deutsche Banku. – Z branży finansowej np. – Skarbiec TFI, część spółek z branży przemysłowej również mogłaby stanowić atrakcyjny cel dla potencjalnych inwestorów. Wydaje się, że można by uzyskać kilkanaście procent na tym w stosunku do obecnych wycen.
Oktawave, polska chmura obliczeniowa, przystąpiła do programu certyfikowanych dostawców chmury i usług Red Hat. Red Hat to lider rozwiązań open source, z których korzysta większość globalnych korporacji. Współpraca obu firm zapewni klientom w Polsce kontrolę kosztów, profesjonalne wsparcie oraz bezpieczeństwo, bo usługi będą podlegały restrykcyjnym krajowym przepisom w zakresie przetwarzania danych.
– Oktawave dostarcza rozwiązania infrastrukturalne klientom korporacyjnym, a także mniejszym podmiotom, dla których wydajność zarezerwowana dla segmentu enterprise była dotąd poza zasięgiem. Dzięki współpracy model ten został przeniesiony także do dystrybucji systemu operacyjnego – w ten sposób zaawansowana platforma linuksowa wraz ze wsparciem technicznym została udostępniona w modelu chmurowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Kuźniar, prezes firmy Oktawave.
Rodzimy rynek usług cloud computingu dojrzewa. Coraz więcej firm dostrzega w tym modelu potencjał, stąd popularność usług w chmurze niezmiennie rośnie, przekładając się na wzrost jego wartości. W 2015 roku wartość usług oferowanych w technologii cloud computing wyniosła 400 mln zł. W tym roku zdaniem ekspertów Oktawave należy oczekiwać nawet 25-procentowego. wzrostu, a wartość rynku przekroczy 500 mln zł.
Rozwiązania chmurowe wybierane są najczęściej ze względu na wymierne korzyści, które oferują: optymalizację kosztów, większą elastyczność, skalowalność oraz podwyższenie bezpieczeństwa. Cloud sprzyja także kontroli wydatków, ponieważ klienci płacą za faktycznie wykorzystywane zasoby, a nie za utrzymywanie technologii w gotowości. To oznacza, że nakłady związane z chmurą są niższe niż w przypadku rozbudowy własnej infrastruktury IT przedsiębiorstwa. Ponadto, dzięki chmurze ogromna moc obliczeniowa jest dostępna także dla mniejszych podmiotów.
– Współpraca umożliwia zamówienie systemu Red Hat Enterprise Linux bezpośrednio u polskiego dostawcy. Red Hat będzie dostępny w modelu rozliczenia chmurowego, a także objęty wsparciem zarówno Oktawave, jak i bezpośrednio samego Red Hata. Subskrypcja systemu Red Hat Enterprise Linux w Oktawave oznacza polską jurysdykcję, co jest o tyle istotne, że nasze przepisy dotyczące ochrony danych są bardziej restrykcyjne niż regulacje Unii Europejskiej – tłumaczy Kuźniar. – Spełnianie wytycznych wynikających z krajowej jurysdykcji ma szczególne znaczenie dla firm przenoszących zasoby do chmury obliczeniowej.
Z platformy Red Hat Enterprise Linux (RHEL) korzysta blisko 90 proc. firm z listy Fortune 500 obejmującej największe przedsiębiorstwa. Wśród klientów są m.in. giełdy, instytucje finansowe i ubezpieczeniowe czy firmy telekomunikacyjne, dla których bezpieczeństwo danych jest kluczowym parametrem.
– Przede wszystkim chmura zapewnia przedsiębiorcom dostęp do wydajnej infrastruktury i zaawansowanych narzędzi w atrakcyjnym modelu rozliczeniowym – dodaje prezes Oktawave.
Dzięki współpracy polska spółka zaoferuje klientom nie tylko platformę RHEL w wersji 6 i 7, lecz także zapewni wsparcie techniczne.
– Partnerstwo stanowi pierwszy etap współpracy pomiędzy Oktawave a Red Hat. Zamierzamy kontynuować tę współpracę i sukcesywnie wprowadzać do naszej oferty coraz więcej rozwiązań dostarczanych przez firmę Red Hat – informuje Kuźniar.
Oktawave planuje też wspólne prowadzenie warsztatów i szkoleń dla klientów.
Jak podkreśla Kuźniar, uzyskanie statusu certyfikowanego dostawcy usług Red Hat wiązało się ze spełnieniem ściśle zdefiniowanych kryteriów w zakresie oferowania certyfikowanych usług.
– Od czasu premiery ponad 10 lat temu Red Hat Enterprise Linux stał się główną platformą linuxową klasy korporacyjnej wyznaczającą branżowe standardy wydajności, skalowalności i bezpieczeństwa. Red Hat Enterprise Linux stworzono po to, by wesprzeć organizacje w procesie przejścia na nowe modele przetwarzania danych: środowiska wirtualne i chmury obliczeniowe. Z platformy Red Hat Enterprise Linux korzystają m.in. giełdy, instytucje finansowe i ubezpieczeniowe czy firmy telekomunikacyjne, dla których bezpieczeństwo danych jest kluczowym parametrem – wyjaśnia prezes Oktawave.
Oktawave jest innowacyjną platformą infrastruktury na żądanie (IaaS), a zarazem spółką notującą trzycyfrowe tempo wzrostu. W ramach platformy Oktawave można uruchomić, przetwarzać lub przechowywać dowolne zasoby – stronę WWW, aplikację biznesową, projekt startupowy lub rozwiązanie korporacyjne. Portfolio usług Oktawave obejmuje przede wszystkim środowiska serwerowe w chmurze (OCI), bezpieczny oraz najszybszy na świecie system przechowywania i przetwarzania danych (OVS, OCS), a także środowiska bazodanowe i aplikacyjne.
Resort zdrowia zamierza wprowadzić prawo ograniczające dostęp do antykoncepcji awaryjnej. Swoją postawę motywuje nadużywaniem pigułki po przez Polki oraz jej szkodliwością dla zdrowia kobiet. Zwolennicy liberalizacji dostępu do antykoncepcji domagają się podania źródeł informacji o niepożądanych skutkach stosowania ellaOne oraz jego nadużywaniu. Decyzję Ministerstwa Zdrowia określają jako nieprzemyślaną, wynikającą z ideologicznych pobudek i naruszającą prawo, która może prowadzić do zwiększenia liczby nielegalnych aborcji.
Preparat ellaOne został dopuszczony do sprzedaży bez recepty w Polsce w kwietniu 2015 roku na mocy rozporządzenia Ministra Zdrowia. Antykoncepcję awaryjną mogą w ten sposób nabyć wszystkie kobiety, które ukończyły 15 rok życia. Obecne władze planują jednak cofnąć decyzję poprzedników poprzez przygotowywaną nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Zakłada ona, że sprzedaż w aptece produktów leczniczych mających wskazania do stosowania w antykoncepcji będzie mogła mieć miejsce wyłącznie na podstawie recepty wystawionej przez lekarza.
Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że celem nowelizacji jest zwiększenie bezpieczeństwa pacjentek – antykoncepcja awaryjna może bowiem szkodzić ich zdrowiu, ponadto jest w Polsce nadużywana.
– Z praktyki mojej i moich kolegów raczej wynika, że jest to preparat absolutnie bezpieczny, stosowany z umiarem. Antykoncepcja postkoitalna stosowana w sposób kontrolowany jest bezpiecznym preparatem dostępnym w całej Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr n. med. Grzegorz Południewski, ginekolog położnik.
Przeciwnicy antykoncepcji awaryjnej twierdzą, że jest to środek o działaniu wczesnoporonnym. Działanie preparatu ellaOne polega jednak na hamowaniu lub opóźnieniu owulacji, a więc niedopuszczeniu do zapłodnienia. Przy prawidłowym stosowaniu pigułka po jest też całkowicie bezpieczna dla zdrowia kobiety.
Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz Koalicja Mam Prawo zwróciła się z oficjalnym pytaniem do Ministerstwa Zdrowia o wskazanie źródeł informacji o niepożądanych skutkach stosowania ellaOne oraz jego nadużywaniu.
– Wiemy, że było zaledwie kilkanaście przypadków zgłoszenia jakichkolwiek niepożądanych działań po zastosowaniu tabletki po. Zgłoszono je do Departamentu Bezpieczeństwa Farmakoterapii firmy HRA Pharma. I wiemy, że dotyczyły one duszności, zawrotów głowy, a także zajścia w niepożądaną ciążę mimo zażycia tabletki ellaOne – mówi Krystyna Kacpura, dyrektorka wykonawcza, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
Zdaniem Federacji na decyzję Ministerstwa Zdrowia nie wpłynęły względy medyczne ani prawne, lecz ideologiczne, a resort uległ naciskom ze strony środowisk katolickich. Zmiana w ustawie może natomiast doprowadzić do zwiększenia liczby nielegalnych aborcji, a tym samym prawdziwego zagrożenia dla zdrowia i życia kobiet. Obecnie w Polsce wykonuje się 80–200 tys. aborcji rocznie. Liczba ta może drastycznie wzrosnąć po ograniczeniu dostępu do antykoncepcji awaryjnej.
– W momencie, kiedy zaniechamy stosowania bądź ograniczymy dostęp do tej antykoncepcji, tak naprawdę stworzymy rynek do stosowania metod poza tymi dopuszczalnymi, a ich jest dużo. Zwykły student medycyny jak mocno usiądzie w czytelni i posiedzi, to znajdzie ze sto sposobów, jak się pozbyć niechcianej ciąży. Od kryminalnych po takie, które mogą być stosowane w medycynie – mówi dr n. med. Grzegorz Południewski.
Według prof. Moniki Płatek ograniczenie dostępu do antykoncepcji awaryjnej świadczy o dążeniu władz do dyscyplinowania i kontrolowania kobiet, a także wykorzystywania ich do własnych celów politycznych. Stanowi naruszenie przepisów z 1993 roku mówiących o planowaniu i prawie do planowania, które musi zagwarantować władza. Karnistka jest zdania, że polityka społeczna państwa powinna iść w kierunku zadbania o badania prenatalne, żłobki i przedszkola, tani dostęp do dobrych mieszkań, równy status ludzi na rynku pracy oraz nauczenia mężczyzn odpowiedzialności za podejmowane decyzje seksualne.
– To są działania, które rzeczywiście chronią życie i chronią zdrowie, jeżeli chodzi o możliwość decydowania o swoim potomstwie. Na pewno nie jest to prawo karne. Prawo karne wkracza jako ostatnie, fakt, że tu wkracza jako pierwsze jest demonstracją władzy i pogardy dla kobiet, nie jest demonstracją ochrony życia – mówi prof. Monika Płatek, karnistka, UW.
Projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych został przyjęty przez Ministerstwo Zdrowia. Obecnie trwają konsultacje zewnętrzne. W ich ramach w Sejmie odbyła się debata „Można było przed, czy będzie wolno po? Antykoncepcja awaryjna, przerywanie ciąży – czy mamy się czego obawiać?” zorganizowana przez Koalicję Mam Prawo. Zgodnie z założeniami władz nowelizacja ustawy ma wejść w życie w czerwcu tego roku.
Inwestujących w funduszach inwestycyjnych jest około 2 milionów. Ich liczba dość dynamicznie się zmienia, co wskazuje na spekulacyjny, krótkoterminowy charakter inwestycji. Mimo niskich stóp procentowych i jeszcze niżej oprocentowanych lokat Polacy większość oszczędności trzymają na lokatach i kontach bankowych. Nie widać też, by do inwestowania przekonywali się młodzi ludzie.
– Prawie 2 mln Polaków ma środki zainwestowane w jednostki funduszy inwestycyjnych. To trochę więcej niż rok temu, natomiast trochę mniej niż jeszcze w lutym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Lis, zarządzający portfelem akcyjnym Altus TFI. – Widać, że ta koniunktura wyznacza chęć czy niechęć klientów do inwestowania w TFI. To też pokazuje, że to są dosyć szybkie pieniądze. Nie inwestujemy na 10 lat i nie wybieramy fundamentalnie spółki, tylko mamy raczej do czynienia z zależnością: wzrosło – kupujemy, spadło – sprzedajemy. Te 2 mln klientów to jest poziom mniej więcej stabilny, może lekko rosnący.
Według Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami w 2015 roku oszczędności Polaków wzrosły do rekordowego poziomu 1,2 bln zł. Gospodarstwa domowe zgromadziły na różnego rodzaju lokatach o ponad 70 mld zł więcej, czyli o 6,6 proc. więcej niż w 2014 roku. Od lat największy udział w oszczędnościach gospodarstw domowych mają depozyty złotowe i walutowe (57 proc.), które w 2015 roku zwiększyły się o 9,4 proc. Wartość środków ulokowanych w detalicznych funduszach inwestycyjnych znajdujących się w posiadaniu gospodarstw domowych (dla osób fizycznych, po wykluczeniu wartości inwestycji ubezpieczycieli) zwiększyła się w 2015 roku o 3,9 mld zł (4,0 proc.).
– Rachunków maklerskich, bo to jest kolejna forma inwestowania Polaków, już bez pośrednictwa instytucji w tym wyspecjalizowanej, jest ok. 1,4 mln. Tu do końca nie mamy danych, czy są to rachunki aktywne, czy nieaktywne, jednak ta liczba ciągle spada – podkreśla Lis. – Spadek wynika stąd, że często rachunki nieaktywne są z powodu wysokich kosztów pobieranych przez bank czy przez dom maklerski zamykane. Co ciekawe, średni wiek klienta domu maklerskiego ciągle rośnie. Teraz to jest średnio 38 lat według Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Kilka lat temu to było dużo mniej. To też pokazuje, że zostali starzy klienci, a nie widać napływu świeżej krwi.
Na koniec marca liczba rachunków inwestycyjnych wynosiła 1,408 mln sztuk, o niemal 3 tys. mniej niż na koniec lutego. Jeszcze we wrześniu 2012 roku było ich 1,534 mln (KDPW). Jak podkreśla Andrzej Lis, problemem jest brak aktywnej edukacji inwestycyjnej. Wiedzę na temat inwestowania inwestor najczęściej musi zdobyć sam.
– Trudno znaleźć w telewizji, na kanałach o najszerszym zasięgu, dobry program o inwestowaniu. Przeciętny Polak nie ma skąd czerpać wiedzy, musi ją zdobywać samodzielnie – wskazuje zarządzający Altus TFI. – Jest to dosyć trudne i czasochłonne, stąd wydaje się, że samodzielne inwestowanie jest przeznaczone dla ograniczonej grupy klientów. Oczywiście łatwiejsze jest inwestowanie w TFI, ale tutaj też trzeba się dowiedzieć, na czym to polega, wybrać odpowiedni fundusz, czy to będzie fundusz akcyjny, czy to będzie fundusz bezpieczny. Często po fakcie okazuje się, że klient kupił coś innego, niż na początku mu się wydawało.
Na koniec marca zobowiązania banków wobec gospodarstw domowych wynosiły 667,8 mld zł. Dla porównania aktywa w zarządzaniu funduszy inwestycyjnych wynosiły 255 mld zł.
Jak podaje GPW, udział inwestorów indywidualnych w obrocie akcjami na rynku głównym GPW stanowił w 2015 roku 12 proc. Na inwestorów instytucjonalnych przypadło 36 proc., zaś zagranicznych – 52 proc. Korzystniej wyglądają proporcje na rynku alternatywnym, ale tam w grę wchodzą ułamki tych kwot, co na rynku głównym.
– Z instrumentów alternatywnych najbardziej poszukiwaną grupą aktywów są ciągle nieruchomości, czyli kupowanie mieszkań na wynajem – mówi Andrzej Lis. – Otwartą kwestią pozostaje, ile na tym można zarobić. Średnio na kawalerce to jest stopa zwrotu rzędu 2–3 proc. netto, czyli nieduże pieniądze, a nie każdego stać też na to, żeby na początku wyłożyć pokaźną kwotę. Wydaje mi się, że to jest segment skierowany tylko do najbogatszego klienta.
Program „Rodzina 500 plus” może wspomóc rozwój rynku ubranek dla dzieci. Na razie jego wpływ jest jednak trudny do oszacowania. I bez tego impulsu segment stabilnie się rozwija. Zdaniem właściciela sieci Coccodrillo podobnie jak w przypadku ubrań dla dorosłych warto inwestować w równoległy rozwój sieci stacjonarnej i internetowej.
– Na rynku polskim zakładamy stabilny wzrost i liczymy w tej chwili przede wszystkim na program „Rodzina 500 plus”. Zakładamy, że w pewien sposób przyczyni się do wzrostu obrotów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Przybyła, wiceprezes spółki CDRL SA, właściciela marki Coccodrillo.
Sprzedaż ubranek dla dzieci to około jednej trzeciej całego rynku wszystkich produktów dziecięcych, wartego ok. 9 mld zł – wynika z raportu firmy PMR. Rynek rośnie w tempie kilku procent rocznie, a najbardziej zwiększa się sprzedaż internetowa, sprzedaż w sieciach specjalizujących się w asortymencie dziecięcym oraz w sklepach wielkopowierzchniowych. W szybkim tempie spada natomiast udział indywidualnych sklepów.
– Rynek polski staje się rynkiem dojrzałym, ale jeszcze jest miejsce na jego poukładanie. Obecnie mamy kilka monobrandów takich jak firma Coccodrillo, 5-10-15, Wójcik i w zasadzie innych większych nie widać. Oczywiście mamy konkurencję, jeżeli chodzi o takie marki jak LPP z brandem Re Kids, firmę H&M czy ZARA – mówi Przybyła.
Coccodrillo intensywnie inwestuje w rozwój sieci stacjonarnej, ale jeszcze bardziej w rozwój sklepów internetowych. Prowadzi je nie tylko w Polsce, gdzie w ubiegłym roku uruchomił nową platformę e-handlu, lecz także od niedawna w Czechach, Niemczech, Austrii, a w planach ma kolejne rynki: Ukrainę, Słowację i Rumunię. W I kwartale e-sprzedaż przyniosła sieci ponad 10 proc. wpływów. Wzrosła jednak w tempie 113 proc., podczas gdy całkowita w tempie 9 proc.
– Sklepy internetowe się rozwijają, pracujemy nad omnichannel, czyli połączeniem sklepów offline’owych ze sklepem internetowym. Chodzi o to, by klient mógł przeglądać produkty w sklepie, kupować w sklepie internetowym i na odwrót – zapowiada Przybyła. – Wydaje mi się, że to jest bardzo ważny kierunek, na który trzeba zwrócić uwagę, i w tym kierunku przede wszystkim będziemy się rozwijać.
Jak zauważa, widać różnicę w sposobie, w jaki klienci dokonują wyborów w sklepie i w internecie.
– W sieci stacjonarnej nasz brand znany jest ze sprzedaży odzieży kolekcjami. Klienci wybierają kolekcje firmy Coccodrillo. Z kolei w sklepie internetowym można zauważyć, iż klienci szukają dobrej ceny i przede wszystkim towaru outletowego – mówi Przybyła.
Odzież dziecięca jest jego zdaniem o tyle wdzięcznym asortymentem do rozwoju w sieci, że zdecydowanie mniejsze znaczenie niż w przypadku dorosłych ma tu wizyta w przymierzalni.
– W przypadku odzieży dziecięcej przymiarka nie odgrywa aż tak dużej wagi. Widać to po zwrotach w naszym sklepie internetowym. W przypadku odzieży dziecięcej mamy zwroty na poziomie 5–8 proc. – mówi wiceprezes CDRL. – W przypadku odzieży dla dorosłych te zwroty są na o wiele wyższym poziomie. W krajach Europy Zachodniej potrafią osiągnąć nawet wysokość rzędu 30–40 proc.
Do 2020 roku branża farmaceutyczna i medyczna przejdą cyfrową transformację. Segmentem, który pod względem technologicznym rozwinie się najbardziej, będzie telemedycyna. Informatycy mają też szansę wykazać się przy gromadzeniu i analizowaniu danych w badaniach klinicznych, bioinformatyce oraz analizie genomu ludzkiego, a także zapewnieniu bezpieczeństwa tych danych.
– Branża IT, przynajmniej dla osób niezainteresowanych tematem, może się wydawać dosyć odległa od branży farmaceutycznej. IT pełni jednak niezwykle ważną rolę w medycynie i farmacji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Mazurowski, szef Globalnego Centrum Rozwiązań IT w Roche. – Całe funkcjonowanie takiej firmy jak Roche, zbieranie i analiza danych, badania kliniczne oraz ich planowanie, R&D, analiza genomu, wyciąganie wniosków, globalne zarządzanie – to wszystko działa w powiązaniu z systemami informatycznymi.
Jak wynika z raportu „Healthcare and Life Sciences Predictions 2020: A bold future?” firmy Deloitte, nowoczesne technologie powodują, że w perspektywie najbliższych czterech lat medycyna i farmacja przejdą prawdziwą rewolucję cyfrową. Innowacje będą miały przede wszystkim wpływ na sposób leczenie. Za kilka lat znacząca część terapii będzie się odbywać w domach pacjentów. Do kontaktów z lekarzem, szczególnie w przypadku chorób przewlekłych, częściej będzie dochodzić w świecie wirtualnym. To wszystko dzięki rozwojowi technologii i urządzeń mobilnych oraz wearables, czyli inteligentnym urządzeniom do noszenia na ciele.
– Patrząc w przód, widzimy też obszar wielkich wyzwań dla naszych informatyków, którzy mogą się zmierzyć z takimi zagadnieniami, jak bioinformatyka, analiza genomu ludzkiego. Tutaj mówimy już o terabajtach danych, o zaawansowanych algorytmach, które pozwolą te dane analizować i wyciągać z nich sensowne wnioski – mówi Mazurowski.
Eksperci Deloitte przewidują, że w 2020 roku pacjenci będą wiedzieć znacznie więcej na temat swojego profilu genetycznego, chorób, jakie przechodzili w przeszłości i na jakie mogą zapaść. Jednym z najpoważniejszych wyzwań dla IT w tej cyfrowej rewolucji zdaniem Marcina Mazurowskiego będzie bezpieczeństwo pozyskiwanych wrażliwych danych pacjentów.
– Zdecydowana przyszłość, i o tym bardzo głośno mówi się także w centrali naszej firmy, to będą geny. Czy tego chcemy, czy nie, specjaliści są zgodni, że dostęp do naszego DNA w pewnym momencie będzie rewolucją w stosowaniu medycyny spersonalizowanej. To jest taki obszar, na którym światy IT i farmacji bardzo się przenikają. Rozwiązania prawne z zakresu ochrony danych osobowych pewnie będą musiały trochę nadgonić postęp technologiczny – prognozuje Marcin Mazurowski.
Ponad połowa Polaków dziennie poświęca od 15 do 45 minut na czytanie informacji. Najczęściej szukają ich w internecie. Robi tak 83 proc. respondentów. 30 proc. szuka wiadomości w codziennej prasie, a 21 proc. w tygodnikach i miesięcznikach. Z raportu Upday „Polak na bieżąco, czyli jak konsumujemy treści informacyjne” wynika, że tradycyjna poranna prasówka to już przeszłość. 51 proc. badanych deklaruje, że informacje przegląda w godzinach pracy lub wieczorem.
– W ramach naszego badania wydzieliliśmy trzy grupy odbiorców informacji. Ponad połowa Polaków na czytanie wiadomości poświęca od 15 do 45 minut dziennie, natomiast ponad 30 proc. badanych przynajmniej godzinę dziennie. W skali naszego dnia to rzeczywiście bardzo dużo czasu. Jedynie co dziesiąty, co piętnasty Polak czyta wiadomości mniej niż 15 minut dziennie – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Michał Wodziński, redaktor naczelny Upday Polska.
Badanie Upday Polska pokazuje, że Polacy najczęściej i najchętniej czytają wiadomości w internecie.
– 30 proc. przez nas badanych czyta prasę tradycyjną, a zaledwie 20 proc. Polaków sięga po wiadomości do tytułów, które ukazują się w cyklu miesięcznym czy tygodniowym – podkreśla Michał Wodziński.
51 proc. respondentów czyta newsy w godzinach pracy, późnym popołudniem bądź wieczorem. Osoby przeglądające wiadomości o nieregularnych porach stanowią 30 proc. badanych, a amatorzy porannej prasówki to zaledwie 19 proc. respondentów.
– Obalamy mit porannej prasówki. Z naszych badań wynika, że Polacy konsumują informacje przez cały dzień, nawet częściej po południu niż rano. W pracy również. Odchodzi do lamusa mit Polaka, który siedzi rano przy kawie, upaja się zapachem farby drukarskiej i zagląda do swojej ulubionej gazety, tygodnika, miesięcznika czy dziennika. Polak dzisiaj, mając do dyspozycji aplikacje informacyjne i różne inne narzędzia, konsumuje informacje przez cały dzień – wyjaśnia Michał Wodziński.
Raport „Polak na bieżąco, czyli jak konsumujemy treści informacyjne” wykazał, że jako konsumenci informacji Polacy są niezbyt systematyczni, bardzo świadomi technologicznie i choć ciekawi świata, to w pierwszej kolejności skupieni na wydarzeniach z kraju. Tematyka zagraniczna schodzi na dalszy plan.
– 60 proc. badanych osób niezależnie od płci mówiło, że bardziej interesuje ich to, co dzieje się w bezpośrednim sąsiedztwie, czyli na krajowym podwórku, aniżeli za granicą. Natomiast zdecydowanie większa liczba panów interesuje się sportem, a kobiety znacznie bardziej interesuje rozrywka i kultura – mówi Michał Wodziński.
Z badania wynika, że 40 proc. mężczyzn i 35 proc. kobiet regularnie śledzi wiadomości ekonomiczne. Jeśli natomiast chodzi o informacje kulturalne, to sytuacja jest odwrotna. Panie częściej niż panowie (41,4 vs. 31,7 proc.) szukają newsów dotyczących koncertów, festiwali, imprez czy wystaw.
– Polki bardziej niż Polacy zainteresowane są kulturą, tym, co dzieje się w świecie teatru, kina, dobrą książką, przynajmniej tak mówią w naszych badaniach. Natomiast zarówno mężczyźni, jak i kobiety interesują się tematami ekonomicznymi niemal w takim samym, dosyć wysokim stopniu. Tutaj panie ustępują panom raptem o 5 proc. – mówi Michał Wodziński.
Wśród mężczyzn sport jest drugą kategorią, która skupia uwagę respondentów. W przypadku kobiet sport jest znacznie niżej w rankingu tematów. Plotki z życia gwiazd czyta ponad 52 proc. pań.
– To nie jest tak dużo, jak nam się mogło wydawać, a więc obalamy stereotyp kury domowej, która siedzi w domu i tylko czeka na informację o ulubionym serialu, aktorze czy piosenkarce. Połowy kobiet informacje z zakresu rozrywki tak bardzo nie interesują – dodaje Michał Wodziński.
W swoim słynnym dziele zatytułowanym „Książę”, Niccolò Machiavelli stwierdził, że książęta i rządy są znacznie bardziej niebezpieczne, niż jakiekolwiek inne elementy społeczeństwa. To idealne podsumowanie sytuacji polskiej waluty i polskich obligacji rządowych od początku tego roku. Jak przewidywałem na potrzeby kwartalnej prognozy Saxo Banku na I kwartał 2016 r., konserwatywna rewolucja zainicjowana przez Prawo i Sprawiedliwość doprowadziła do wzrostu ryzyka politycznego, który spowodował spadek kursu złotego i zwiększył różnicę pomiędzy rentownością niemieckich i polskich obligacji rządowych. Status złotego jako waluty bezpiecznej przystani dla inwestorów należy już do przeszłości. Złoty od kwietnia odnotowywał najgorsze wyniki spośród walut rynków wschodzących i stracił na wartości 5,4% względem euro.
Widać wyraźne ryzyko wzrostu dla pary EUR/PLN
W perspektywie krótkoterminowej nie można liczyć na zakończenie deprecjacji polskiej waluty. Widzimy trzy główne poziomy aktywujące, które mogłyby umożliwić wybicie w parze EUR/PLN w kierunku pierwszego docelowego poziomu, tj. 4,45.
Pierwsze ryzyko wiąże się z sytuacją polityczną w kraju. W naszej ocenie konflikt pomiędzy Polską a Unią Europejską w nadchodzących miesiącach zaostrzy się, dopiero później – być może – relacje się poprawią, a plan pomocy dla frankowiczów, który może podważyć stabilność sektora bankowego, odstraszy zagranicznych inwestorów. Te dwa elementy przyczynią się do ucieczki inwestorów, osłabienia złotego i wzrostu sprzedaży polskich euroobligacji.
Drugie ryzyko związane jest z ogólną niepewnością dotyczącą wyniku przewidzianego na 23 czerwca 2016 r. brytyjskiego referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej. Możliwość Brexitu sprawia, że inwestorzy kupują aktywa tradycyjnie postrzegane jako „bezpieczna przystań”. Od początku tego roku wszyscy klienci, których spotykam, pytają mnie o możliwość inwestycji w złoto, aby zabezpieczyć się przed ewentualnym wyjściem z Unii przez Wielką Brytanię, ale także przed konsekwencjami amerykańskiego spowolnienia gospodarczego. Międzynarodowy klimat gospodarczy przyczynia się do wzrostu nieufności inwestorów, co negatywnie wpływa nie tylko na złotego, ale również na wszystkie waluty Europy Środkowo-Wschodniej. Za najbardziej ryzykowny miesiąc dla walut rynków wschodzących od początku tego roku uznawany jest jest czerwiec: to właśnie w tym miesiącu odbędzie się brytyjskie referendum, posiedzenie FOMC i istnieje duża szansa, że Chiny podejmą dalsze działania w zakresie polityki pieniężnej, aby udzielić wsparcia swojej gospodarce jeszcze przed początkiem lata.
Wreszcie, trzecie ryzyko wiąże się z ewolucją polskiej polityki pieniężnej. Uważam, że jest to najważniejszy czynnik długoterminowej niepewności dla złotego. Dotychczas przeważało status quo dotyczące stóp procentowych, jednak taki stan nie będzie trwał wiecznie. Moim zdaniem podstawowy scenariusz jest taki, że bank centralny rozpocznie cykl obniżek stóp w drugiej połowie 2016 r. Hipoteza ta jest wysoce prawdopodobna ze względu na spadek tempa wzrostu wynagrodzeń i wzrostu gospodarczego wykazany z ostatnim odczycie PMI. Główny kandydat na stanowisko prezesa Marka Belki, Adam Glapiński, zbliżony do obozu rządzącego, z pewnością nie będzie dążył za wszelką cenę do utrzymania niezależności banku centralnego. Istnieje realne zagrożenie, że rząd i polityka fiskalna będą wpływać na kształt polityki pieniężnej. W tej sytuacji do końca 2016 r. może nastąpić co najmniej jedna obniżka stóp, co podtrzymałoby spadkowy trend dla polskiej waluty.
Światełko na końcu tunelu
Widać jednak światełko na końcu tunelu dla złotego. Za wcześnie jeszcze, by prognozować, kiedy sytuacja się odwróci. Osobiście jednak wierzę w polską gospodarkę. Ryzyko polityczne rzadko wywiera długoterminowy wpływ na gospodarkę. W przypadku Polski fundamenty gospodarcze pozostają solidne: wzrost gospodarczy jest nadal stabilny i bliski potencjalnej stopie wzrostu, a środki z funduszy strukturalnych są wydatkowane w rozsądny sposób – na inwestycje infrastrukturalne i wspieranie innowacji. Osłabienie złotego odzwierciedla obawy średnioterminowe, jednak nie podważa zaufania inwestorów do polskiej gospodarki w perspektywie długoterminowej. Polska to nadal jedna z najbardziej efektywnych gospodarek europejskich.
Christopher Dembik, ekonomista, Saxo Bank
Fakt, iż agencja obniżyła perspektywę, a nie sam rating, stanowił pewną ulgę dla PLN po tym, jak polska waluta gwałtownie straciła na wartości w porównaniu ze stanem sprzed kilku tygodni i być może rynek brał pod uwagę znacznie bardziej negatywny wynik ratingu.
W tym momencie możemy przejść nad agencją Moody’s do porządku dziennego i powrócić do fundamentalnych czynników kształtujących kurs PLN oraz do niepewności związanej z polityką nadal nowego rządu PiS oraz z zachowaniem nowego prezesa NBP, Glapińskiego, po przejęciu sterów w czerwcu. Wpływ opinii/oczekiwań rynkowych i zmian fundamentalnych na decyzje agencji ratingowych jest nieuchronny.
John J Hardy, Saxo Bank
John J. Hardy, dyrektor ds. strategii rynków walutowych, Saxo Bank
Patrick Mahieu, dyrektor generalny polskiego oddziału AIG
Patrick Mahieu – dyrektor zarządzający AIG w Europie Środkowej i Wschodniej – został powołany na stanowisko dyrektora generalnego polskiego oddziału AIG. Funkcję obejmie 1 czerwca.
Zarząd AIG Europe Limited, uchwałą z dnia 27 kwietnia powierzył Patrickowi Mahieu stanowisko dyrektora generalnego polskiego oddziału AIG. Mahieu zastąpi w tej roli Agnieszkę Żołędziowską-Kulig.
Patrick Mahieu jest związany z AIG od 16 lat i miał okazję pracować w tym czasie na wielu europejskich rynkach. Mahieu będzie nadal pełnił funkcję dyrektora generalnego AIG w Republice Czeskiej i dyrektora zarządzającego AIG w Europie Środkowej i Wschodniej. Do jego obowiązków należy zarządzanie biznesem AIG w Europie Środkowej i Wschodniej, w: Polsce, Rosji, Turcji, Republice Czeskiej, Bułgarii, Rumunii, a także na Słowacji, Węgrzech i Ukrainie. Jego bogate doświadczenie na rynku europejskich ubezpieczeń zostanie teraz wykorzystane na rzecz rozwoju oddziału polskiego.
„Wspólnie z polskim zespołem kontynuujemy wdrażanie naszej obecnej strategii AIG dla rynku polskiego. Chcemy być uniwersalnym ubezpieczycielem i konsekwentnie rozwijać naszą ofertę w ramach poszczególnych linii biznesowych. Chcemy też w dalszym ciągu pomagać klientom identyfikować narastające współcześnie trendy i zagrożenia, tak by zminimalizować prawdopodobieństwo wystąpienia szkody. Do zjawisk tych należą m.in. zagrożenia środowiskowe (regulacyjne i klimatyczne), cybernetyczne, terrorystyczne (dla osób i mienia), ryzyka związane z globalizacją i międzynarodowym przepływem ludzi, firm, usług oraz inwestycji, automatyzacja procesów (wykorzystanie robotów i nowych technologii) a także koncentracja kapitału wokół strategicznych inwestycji o znaczeniu regionalnym. AIG, dzięki sieci centrów kompetencyjnych, gromadzi na całym świecie dane i know-how oraz tworzy rozwiązania, które pomagają spełnić obecne i przyszłe potrzeby klientów. Naszą ambicją w Polsce pozostaje oferowanie innowacyjnych produktów i usług, a także zacieśnienie partnerstwa z polskimi przedsiębiorstwami planującymi ekspansję zagraniczną i dalszy wzrost znaczenia polskiego oddziału firmy”– komentuje Patrick Mahieu, nowy dyrektor generalny polskiego oddziału AIG.
Kilkanaście organizacji, m.in. Konfederacja Lewiatan zaproponowało polskiemu rządowi współpracę w przygotowaniu aktualizacji Krajowej Strategii Modernizacji Budynków.
Zdaniem przedstawicieli biznesu istnieje konieczność uwzględnienia w strategii szczególnie modernizacji budynków jednorodzinnych, w których mieszkają osoby najuboższe (np. obszary Wschodniej Polski), które do tej pory były praktycznie wykluczone ze wszystkich programów wsparcia.
W strategii powinny zostać uwzględnione przedsięwzięcia ważne dla budynków jednorodzinnych, w których mieszka połowa Polaków i które, jak wynika z badań, w 70% są budynkami nieocieplonymi lub ocieplonymi zdecydowanie zbyt cienkimi warstwami izolacji.
Z modernizacją budynków (tj. m.in. z izolacją ścian i dachu, wymianą okien i drzwi, wymianą źródła ciepła i modernizacją instalacji), w tym jednorodzinnych, nie są związane jedynie koszty. Jej efektem są też pozytywne rozwiązania dotyczące m.in. jakości powietrza, zmniejszenia ubóstwa energetycznego i poprawy jakości życia, czy miejsc pracy.
Propozycje współpracy zadeklarowali:
Stowarzyszenie Instytut Ekonomii Środowiska-Inicjatywa Efektywna Polska5
Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi
Fundacja Instytut na rzecz Ekorozwoju (InE)
Konfederacja Budownictwa i Nieruchomości
Konfederacja Lewiatan
Krajowa Agencja Poszanowania Energii (KAPE)
Narodowa Agencja Poszanowania Energii (NAPE)
Stowarzyszenie Producentów Tworzyw Sztucznych PlasticsEurope Polska
Stowarzyszenie na rzecz Systemów Ociepleń (SSO)
Stowarzyszenie „Poszanowanie Energii i Środowiska” (SAPE-Polska)
Stowarzyszenie Producentów Wełny Mineralnej: Szklanej i Skalnej (MIWO)
Związek Pracodawców „Polskie Szkło”
Związek Producentów Sprzętu Oświetleniowego „Pol-lighting”
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank PolskaCzy rynki mają swoją koncepcję Breksitu, i tylko ją biorą poważnie? Możliwe, że uznały już wyjście Wielkiej Brytanii z UE za mało prawdopodobne, dlatego sondaże dające przewagę zwolennikom Brexit nie robią większego wrażenia na funcie, natomiast badanie z odmiennymi wynikami, w których Brexit przegrywa, wywołuje pozytywną reakcję szterlinga. Liczy się też, oczywiście, wiarygodność analiz, ale czy przy niewielkich różnicach między jedną a drugą opcją ma to aż tak duże znaczenie? Nocne umocnienie funta mogło być – choć nie musiało – efektem poniedziałkowej publikacji ORB dla The Telegraph, w którym aż 55 proc. ankietowanych chce pozostania Wielkiej Brytanii w UE. Podobne wnioski można było wysnuć z ostatniego badania ICM dla Guardiana, choć równoległa sonda internetowa przyniosła wynik kompletnie odmienny.
Tydzień zapowiada się bardzo ciekawie dla Wielkiej Brytanii, z dzisiejszymi danymi o inflacji, bezrobociem w środę i sprzedażą detaliczną w czwartek. Pod kątem polityki Bank of England, raczej niewiele może się tu wydarzyć, bo modyfikacja strategii banku centralnego spodziewana jest długo, długo po decyzjach w sprawie Brexit. Dane przyniosą jednak wiele interesujących informacji o stanie gospodarki, które można wykorzystać na wiele sposobów. Debata publiczna przed Breksitem przybiera coraz bardziej ostre formy, czego przykładem może być ostatnia wypowiedź byłego burmistrza Londynu, Borisa Johnsona, na temat UE, którą porównał do superpaństwa Hitlera.
Na pierwszy plan wysuwają się dzisiaj dane z USA: z rynku nieruchomości (pozwolenia na budowę domów i rozpoczęte budowy), o produkcji przemysłowej i kwietniowej inflacji. Wyższy od prognoz wzrost cen może uruchomić kolejną falę spekulacji na temat podwyżek stóp przez Fed. Ciekawe, czy John C. Williams, szef Rezerwy Federalnej z San Francisco, który będzie miał wystąpienie już po publikacji amerykańskich wskaźników, w jakiś sposób do nich się odniesie…
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Tripsta.pl sprawdziło, jak nadchodzące mistrzostwa Europy w piłce nożnej wpłynęły na statystyki rezerwacji lotów do Francji. Internetowe biuro podróży przygotowało również krótki przewodnik po Saint-Denis, Marsylii oraz Nicei – miastach, które będą gospodarzami meczów polskiej reprezentacji podczas Euro 2016.
Tripsta.pl przeanalizowało dane dotyczące zakupu biletów na połączenia do francuskich miast, gospodarzy spotkań w ramach Euro 2016. Jak wynika z badania, w okresie trwania mistrzostw bilety są 1,5 raza droższe niż w analogicznych terminach rok wcześniej. W tym roku za loty podróżni zapłacili średnio 3226 zł, a w ubiegłym – 2107 zł. Jednak dla prawdziwych fanów piłki nożnej cena wydaje się nie grać roli. Najwyższa kwota rezerwacji w czasie rozgrywek wyniosła bowiem aż 27 580 zł. W czasie spotkań wzrosła również średnia długość pobytu, która wydłużyła się z 14 dni w 2015 roku do 18 w bieżącym. Tripsta.pl przygotowało krótki poradnik, który pomoże najlepiej wykorzystać czas wolny od rozgrywek.
Saint-Denis
Największe emocje czekają na wszystkich fanów futbolu w podparyskim Saint-Denis. Miasto jest gospodarzem nie tylko meczu otwarcia między Francją i Rumunią, ale przede wszystkim wielkiego finału, który odbędzie się 10 lipca. Również tutaj, na światowej sławy stadionie Stade de France, Polacy zmierzą się z drużyną Niemiec. Jak więc zaplanować wyjazd na któreś z tych spotkań? Biznesowa dzielnica Plaine Saint-Denis oraz sąsiedztwo stacji metra Porte de Paris oferują szeroki wybór hoteli. Dobrze skomunikowane ze stadionem są również obiekty zlokalizowane wzdłuż autostrady A1 oraz linii B podmiejskiej kolejki (RER). Jeżeli jednak miejsca nie są już dostępne, warto sprawdzić okolicę Gare du Nord, który znajduje się w 10. dzielnicy Paryża. W swoim planie zwiedzania podróżni powinni pamiętać przede wszystkim o odwiedzeniu lokalnych stref kibica, w których będą mogli obejrzeć każdy z meczów rozgrywek. W Saint-Denis znajdą ją w parku Legion d’Honneur, jednak najwięcej atrakcji oferuje główna strefa kibica w regionie – na Polach Marsowych u podnóża Wieży Eiffela. Jedną z jej atrakcji będzie m.in.: koncert francuskiego DJ-a Davida Guetty, który zagra 9 czerwca, w przededniu meczu otwarcia. Warto wykorzystać bliskość stolicy Francji i wziąć udział w szeregu atrakcji turystycznych przygotowanych specjalnie na mistrzostwa, takich jak animacje w strefie Paris Sport Parc czy konkurs skoków z przeszkodami Paris Eiffel Jumping.
Ceny lotów do Paryża zaczynają się od 273 PLN przy wylocie z Warszawy.
Nicea
Nicea, stolica Lazurowego Wybrzeża i drugie najchętniej odwiedzane miasto we Francji, będzie gospodarzem meczu polskiej reprezentacji z Irlandią Płn., który zaplanowany został na 12 czerwca. Drużyny spotkają się na nicejskim Stade de Nice, jednym z najbardziej ekologicznych stadionów na świecie, który wykorzystuje energię słoneczną, geotermalną oraz nawadnia murawę wodą zbieraną z opadów deszczu. Jako jedno z najbardziej turystycznych miejsc w całym kraju, Nicea oferuje tysiące możliwości zakwaterowania – od wysokiej klasy hoteli jak Hyatt Regency Nice Palace po hostele i kempingi, takie jak Les Camelias czy Nice Art Hotel. Główna strefa kibica zlokalizowana będzie przy placu Massenain i przez cały okres trwania rozgrywek zaoferuje mnóstwo atrakcji i animacji. Jednak obok rozrywek przygotowanych przez organizatorów mistrzostw, należy pamiętać, że największą atrakcją jest Nicea sama w sobie: z urokliwymi uliczkami Starego Miasta, malowniczym widokiem ze wzgórza zamkowego czy knajpkami przy Promenadzie Anglików. Koniecznie należy spróbować regionalnych specjalności jak: socca, pissaladiere czy petit farcis. Oprócz atrakcji nadmorskiego kurortu, Nicea jest również słynnym promotorem sztuki. Światowej sławy artyści, jak Matisse czy Le Clézio, żyli w tym mieście, w którym można teraz znaleźć specjalne ekspozycje ich dzieł. Także tutaj turyści mają szansę obejrzenia największej kolekcji dzieł Marca Chagalla.
Ceny lotów do Nicei zaczynają się od 826,54 PLN.
Marsylia
Marsylia będzie gospodarzem jednego ze spotkań półfinałowych 7 lipca oraz meczu reprezentacji Polski z Ukrainą, który odbędzie się 21 czerwca. Drużyny spotkają się na Stade Vélodrome – drugim największym stadionie we Francji, mieszczącym nawet 67 tys. kibiców. Aby ułatwić odwiedzającym zapoznanie się z oferowanymi atrakcjami, miasto przygotowało specjalną strefę Cube M zlokalizowaną w Starym Porcie, w której turyści otrzymają wszelkie informacje i porady, które ułatwią im odkrywanie Marsylii. Jednak już przed wyjazdem warto wziąć pod uwagę w swoich planach m.in. spacer po Starym Porcie, nurkowanie w parku narodowym Calanques, wycieczkę do legendarnej Twierdzy If znanej głównie dzięki powieści Hrabia Monte Christo oraz degustację win w jednej z pobliskich winnic. Aby spróbować najlepszej regionalnej kuchni, mieszkańcy miasta radzą udać się do O’Bidul. Ta kameralna knajpka jest otwarta jedynie przez kilka godzin dziennie, podczas których właściciel sam zajmuje się gośćmi – przygotowuje i serwuje dania oraz opowiada o lokalnych specjałach. Rezerwacja miejsca jest obowiązkowa!
Loty do Marsylii kosztują od 806,46 PLN.
Uwaga:
*Uwaga: Statystyki zostały opracowane na podstawie danych dotyczących rezerwacji lotów do Francji dokonanych we wszystkich serwisach biura Tripsta dla różnych terminów podróży między 10.06.2015-10.07.2015 oraz 10.06.2016-10.07.2016.
Wymienione ceny lotów oparte są na wynikach wyszukiwania lotów na stronie Tripsta.pl z 17.05.2016 na podróże w różnych terminach w okresie pomiędzy 10.06.2016-10.07.2016.
Dobre czasy dla najemców powierzchni magazynowych. Wysoka konkurencyjność po stronie podaży wpływa na utrzymywanie się niskich stawek czynszów, pomimo niskiego poziomu pustostanów.
Prognozowany wzrost konsumpcji wewnętrznej, ekspansje firm produkcyjnych oraz rozwój e-commerce mają pozytywny wpływ na wyniki na rynku najmu powierzchni magazynowych. W pierwszych miesiącach roku popyt wzrósł o blisko 10% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego i wyniósł 683 000 mkw. Deweloperzy nie zwalniają tempa, czego efektem jest 425 000 mkw. nowej podaży dostarczonej na rynek w I kw. 2016 r. oraz ponad 700 tys. mkw. w budowie. 50% nowych projektów w trakcie realizacji to inwestycje spekulacyjne, w rezultacie czego, pomimo niskiego poziomu pustostanów, konkurencja pomiędzy deweloperami rośnie – wynika z podsumowania I kw. 2016 przygotowanego przez AXI IMMO.
Popyt
W ciągu pierwszych trzech miesięcy br. popyt brutto wyniósł 683 000 mkw., z czego nowe umowy i ekspansje stanowiły 55%, a przedłużenia kontraktów 45%. Jest to nowy rekord otwarcia roku; w porównaniu do I kw. 2015 r. odnotowaliśmy wzrost o 60 000 mkw.
Najlepsze wyniki po stronie popytu miały miejsce w największych regionach magazynowych kraju, tj. w okolicach Warszawy i na Górnym Śląsku, gdzie odpowiednio wynajętych zostało 160 000 mkw. i 142 000 mkw. Najwyższy popyt netto odnotowano na Górnym Śląsku.
Na wschodzących rynkach dominowały średniej wielkości transakcje maksymalnie sięgające do 5 000 mkw., z wyjątkiem umowy BTS na 45 000 mkw. dla sieci Kaufland w Bydgoszczy. Jest to jednocześnie największa nowa umowa podpisana w I kw. 2016 r.
Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO
Wzrost konsumpcji wewnętrznej oraz postępujący outsourcing usług logistycznych ma odzwierciedlenie w strukturze popytu, gdzie udział firm logistycznych w porównaniu do początku 2015 r. wzrósł i wynosi prawie 44%. Na drugim miejscu znalazły się sieci handlowe, w tym spożywcze – komentuje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.
Podaż
Na koniec marca br. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęły poziom 10,3 mln mkw. W pierwszych trzech miesiącach roku do użytku oddanych zostało 425 000 mkw. Jest do wzrost o 53% w porównaniu rok do roku.
W pierwszym kwartale br. największy przyrost nowej podaży miał miejsce w okolicach Warszawy, gdzie w ramach 7 inwestycji do użytku oddanych zostało ponad 137 000 mkw. Drugim regionem w kolejności był Górny Śląsk, a za nim Polska Centralna, gdzie nowa podaż wyniosła odpowiednio 87 000 i 85 000 mkw.
Na wysoką dynamikę po stronie podaży ma największy wpływ działalność deweloperska firmy Panattoni Europe, która ma największy udział w nowej podaży i wolumenie inwestycji w budowie, w tym projektów spekulacyjnych.
Duża liczba nowych projektów w realizacji, w tym spekulacyjnych wpływa na obraz rynku magazynowego. Pomimo niskiego poziomu pustostanów, stawki czynszów efektywnych utrzymują się na najniższym od lat poziomie. Tempo realizacji inwestycji oraz presja rynkowa ze strony firmy Panattoni, jest tak duża, że deweloperzy walczą o każdego jakościowego klienta. Stawki czynszów są najniższe od lat. Jest to najlepszy moment na negocjacje warunków umów najmu – dodaje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.
W budowie pozostaje 720 000 mkw., z czego najwięcej 158 000 mkw. w Poznaniu, następnie w regionie Warszawy 110 000 mkw. Ponad 335 000 mkw. to inwestycje spekulacyjne. Udział projektów spekulacyjnych z kwartału na kwartał rośnie, w porównaniu rok do roku jest to wzrost o 42%. Najwięcej nowych projektów bez zabezpieczonych umów najmu powstaje w Poznaniu (80 000 mkw.) i we Wrocławiu (ponad 70 000 mkw.).
Poziom pustostanów
W porównaniu do poprzedniego kwartału poziom pustostanów wzrósł o 1% do poziomu 5,8%. Najwięcej powierzchni do wynajęcia od zaraz pozostaje w okolicach Warszawy – 11,3%, następnie na Dolnym Śląsku – 6,3%. W najbliższych miesiącach przy utrzymaniu się dynamiki popytu poziom pustostanów nieznacznie wzrośnie.
Stawki czynszów
Czynsze bazowe w większości regionów w pierwszych miesiącach roku pozostały na stabilnym poziomie. Duża konkurencja pomiędzy deweloperami i ich wysoka aktywność ma odzwierciedlenie w stawkach efektywnych. Deweloperzy, aby zatrzymać klienta lub go pozyskać, oferują szeroki zakres zwolnień i zachęty finansowe. Przy długoterminowej umowie najmu możliwe są do uzyskania stawki poniżej 2,0 mkw. za miesiąc na wszystkich głównych rynkach.
Prognozy
Rynek jest w fazie najwyższego wzrostu, co pozwala stawiać optymistyczne prognozy na następne miesiące br. Czynniki ryzyka, które w perspektywie długoterminowej mogą osłabić dynamikę w sektorze, to klimat inwestycyjny związany z sytuacją polityczną oraz skutki nowej ustawy o obrocie ziemią rolną.
Ponad 33 tys. praw jazdy zatrzymanych za przekroczenie prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym – tak przedstawia się bilans po roku od wprowadzenia nowych przepisów drogowych. Co grozi tym, którzy mimo braku uprawnień usiądą za kierownicą?
W środę 18 maja mija rok od kiedy zaczął obowiązywać zmieniony kodeks drogowy, zgodnie z którym za przekroczenie prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym traci się prawo jazdy na 3 miesiące. Jak podaje Komenda Główna Policji dokumenty straciło w związku z tym aż 33 500 kierowców[1]. Jeśli ukarani zdecydują się pomimo „zawieszenia” usiąść za kierownicą, w przypadku kontroli okres bez prawa jazdy wydłuży się o kolejne 3 miesiące. Jeśli i to nie poskutkuje, może zostać podjęta decyzja o cofnięciu uprawnień, co oznaczać będzie konieczność powtórnego zdania egzaminu. Jazda bez dokumentów może mieć jednak także inne konsekwencje – finansowe.
– Kierowcy poruszającemu się bez prawa jazdy, jak każdemu innemu uczestnikowi ruchu drogowego, grozi udział w kolizji czy wypadku – jako poszkodowany lub sprawca. Zazwyczaj w takiej sytuacji ochronę zapewniają ubezpieczenia OC i AC. Jednak brak uprawnień sprawia, że wypłata odszkodowania może być niekiedy po prostu niemożliwa. Oznacza to, że jazda bez dokumentów, a więc z pominięciem prawa, na pewno będzie dla kierowcy kosztowna – tłumaczy Bartłomiej Behnke z porównywarki ubezpieczeń Superpolisa.pl.
Możliwe skutki wypadku drogowego z udziałem kierowcy bez prawa jazdy obrazują trzy poniższe sytuacje:
Sytuacja 1: Ubezpieczenie OC – sprawca wypadku nie ma prawa jazdy
Obowiązkowe ubezpieczenie OC zapewnia osobom poszkodowanym w wypadku komunikacyjnym wypłatę odszkodowania z polisy posiadanej przez sprawcę zdarzenia. Jeśli wypadek spowodował kierowca nieposiadający uprawnień do prowadzenia pojazdu, to OC i tak zadziała, a więc poszkodowani otrzymają pieniądze. Jednak za wyrządzone szkody sprawca będzie musiał zapłacić z własnej kieszeni. W takiej sytuacji ubezpieczyciel ma bowiem prawo zastosować regres, czyli zażądać od sprawcy zwrotu wypłaconych świadczeń. Ten przepis wynika bezpośrednio z zapisów ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych i stosują się do niego wszyscy ubezpieczyciele.
Sytuacja 2: Ubezpieczenie OC – poszkodowany nie ma prawa jazdy
Zdarzyć się może także, że to nieposiadający uprawnień do kierowania autem zostaje poszkodowany na drodze. W takim przypadku ubezpieczyciel ocenia związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy brakiem prawa jazdy, a powstaniem szkody lub jej rozmiarem. W zależności od okoliczności towarzystwo może w części lub całościowo uchylić się od odpowiedzialności za zdarzenie. Jednak w praktyce trudno jest udowodnić, że brak uprawnień miał wpływ na powstanie szkody. Oznacza to, że z dużym prawdopodobieństwem brak prawa jazdy nie wyklucza wypłaty odszkodowania. Może mieć natomiast znaczący wpływ na jego wysokość.
Sytuacja 3: Ubezpieczenie AC – właściciel pojazdu nie ma prawa jazdy
Gdy kierowca bez prawa jazdy zechce skorzystać z własnego AC, aby naprawić uszkodzony z własnej winy pojazd, może się okazać, że jest to niemożliwe. Co prawda istnieje cień szansy, że ubezpieczyciel pozytywnie rozpatrzy jego zgłoszenie, ale prawdopodobieństwo takiego rozwiązania jest niewielkie. Z punktu widzenia ubezpieczycieli taka sytuacja jest jednym z podstawowych wyłączeń odpowiedzialności. Zapis o tym znajduje się w ogólnych warunkach ubezpieczeń (OWU) większości firm. Niekiedy swego rodzaju okoliczność łagodzącą może stanowić to, że brak uprawnień nie miał wpływu na powstanie szkody.
– To od oceny okoliczności konkretnego zdarzenia przez ubezpieczyciela zależy, czy brak uprawnień do kierowania pojazdem nie jest przeszkodą do wypłaty odszkodowania. Na pewno jednak nie warto w ten sposób testować zakładów ubezpieczeń, czyli w przypadku braku uprawnień do kierowania pojazdami mechanicznymi po prostu nie siadać za kierownicą – dodaje Bartłomiej Behnke z Superpolisa.pl.
Źródło: Superpolisa.pl
[1] Dane Komendy Głównej Policji, stan na 17.05.2016 r.
Moody’s obniżyło perspektywę ratingu PKO BP. Dobre prognozy PKB na Ukrainie. Zaskakująco dobre dane z Rosji. Słabsze dane z USA.
Konsekwencją obniżki perspektywy ratingu Polski jest obniżka perspektywy PKO BP. Takie działania w przypadku spółek o najwyższym ratingu są typowe. Powodem jest wniosek, że bank działający głównie w danym kraju nie powinien mieć od niego lepszej wiarygodności kredytowej. Jak rynki reagują na całe zamieszanie z ratingiem? Widać, że wśród inwestorów przeważa ulga. Wczoraj cały dzień trwało umacnianie się złotego. Powodem było przeszacowanie ryzyka obniżki ratingu. Dzisiaj od rana widzimy waluty na relatywnie niskich poziomach. Euro kosztuje 4,36zł, frank jest po 3,94zł, dolar po 3,85zł a funt 5,59zł.
Na Ukrainie prognozy wzrostu gospodarczego mówią o pierwszym dodatnim odczycie od dwóch lat. Rząd co prawda deklaruje 2%, ale Międzynarodowy Fundusz Walutowy mówi o 1,5%, a Bloomberg o 1%. Jak widać im większe zaangażowanie, tym bardziej optymistyczne prognozy. Powodem wzrostu jest stabilizacja w kraju. Inflacja spadła poniżej 10%. Spadek wartości waluty o ⅓ w 2015 roku, mimo że spowodował zubożenie społeczeństwa, przekłada się na wzrost konkurencyjności gospodarki. Nie bez znaczenia jest też zawieszenie broni na wschodzie kraju i pomoc w wysokości 17,5mld dolarów z MFW wymuszającego reformy.
Na zawieszeniu działań zbrojnych zyskała również Rosja. PKB tego kraju zmniejszył się w pierwszym kwartale tego roku o 1,2%. Czy to dobry wynik? To o 0,2% mniejsza redukcja od oczekiwań tamtejszego rządu, które i tak uchodziły zdaniem niektórych analityków wręcz za propagandę. Dla przypomnienia, w zeszłym roku gospodarka skurczyła się o 3,7%. Powodem tak słabych wyników są oczywiście konsekwencje niskich cen ropy naftowej i związane z nimi oszczednośi i cięcia. Rubel rośnie co prawda wraz z ostatnimi zwyżkami cen ropy, ale w dalszym ciągu nie może przekroczyć poziomu 6 groszy.
Wczorajsze dane z USA znów zwróciły uwagę inwestorów na Europę. Indeks NY Empire State wyniósł -9pkt przy oczekiwaniach -6,5pkt. Do tego indeks rynku nieruchomości wbrew prognozom inwestorów nie wzrósł.
W nocy poznaliśmy dane z Japonii. Produkcja przemysłowa rośnie o 0,2%. Jest to odczyt lepszy od oczekiwań wynoszących 0,1%.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Polscy inwestorzy w poniedziałek złapali chwilę oddechu. Po decyzji agencji Moody’s, złotówka umocniła się w stosunku do głównych walut, wzrosła giełda i spadły rentowności polskich obligacji. Finalnie, WIG 20 zamknął notowania wzrostem o 2,12%, tym samym był najlepszą giełdą na Starym Kontynencie.
Obroty na całym rynku były dość skromne, ponieważ sięgały 600 mln zł., co świadczy o tym, że zagraniczny kapitał jeszcze do nas nie powrócił lub też jego udział był mniejszy ze względu na niedziałającą giełdę w Niemczech. Pozostałe giełdy zachodniej części kontynentu zakończyły dzień praktycznie bez zmian. Giełda w Niemczech była wczoraj nieczynna z powodu święta, brytyjski FTSE 100 zakończył handel wzrostem o 0,21%, a francuski CAC 40 stracił na koniec dnia 0,18%.
Kalendarz makroekonomiczny był bardzo ubogi, a opublikowane dane miały mały wpływ na nastroje. Poznaliśmy odczyt indeksu NY Empire State, który w maju wyniósł -9 pkt. (prognoza -6,56 pkt), natomiast indeks nieruchomości podawany przez NAHB w maju wyniósł 58 pkt. (oczekiwano 59 pkt).
Dziś kalendarz dostarczy nam znacznie więcej emocji. Poznaliśmy już odczyty z Wielkiej Brytanii dotyczące inflacji CPI i PPI, następnie ok. godz. 11:00 zostaną opublikowane dane z Eurolandu dotyczące eksportu i importu, jak również bilansu handlu zagranicznego. Po południu natomiast dołączą do nas Stany Zjednoczone z prawdziwym wysypem danych. Na wstępie, o godz. 14:30 poznamy odczyty inflacji CPI, później dowiemy się o liczbie pozwoleń na budowę i rozpoczętych budowach domów w USA, a na koniec o godz. 15:15 pojawią się odczyty o produkcji przemysłowej.
Sesja w USA:
Poniedziałek na giełdach w Nowym Jorku przyniósł wyraźne wzrosty i odbicie po spadkach w ubiegłym tygodniu. Notowania ciągnął w górę głównie sektor paliwowy. Finalnie, indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 1%, S&P 500 wzrósł o 0,98%, a Nasdaq Composite o 1,22%.
Waluty:
Poniedziałek dla EURUSD zakończył się wzrostem o 0,06% do poziomu 1,1315.
Kurs EURGBP spadł o 0,50% i osiągnął poziom 0,7834, natomiast EURJPY zyskał 0,51% i dotarł do poziomu 123,44.
Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3669PLN za euro, 3,8545 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9428 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,5963 PLN za funta szterlinga.
Surowce:
Złoto zakończyło wczorajsze notowania wzrostem o 0,37% do poziomu 1276,55 USD za uncję. Srebro natomiast zyskało 0,34% i osiągnęło poziom 17,19 USD za uncję. Wyraźnie rosły ceny ropy naftowej, co pomagało notowaniom koncernów paliwowych. Odmiana Brent jest na najwyższym poziomie od listopada ubiegłego roku. Analitycy Goldman Sachs podwyższyli prognozę dla cen surowca oraz ocenili, że na rynku ropy pojawił się deficyt. To wyraźnie pomagało wycenie surowca. Odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 47,86 USD za baryłkę, zyskując tym samym 3,57%, natomiast odmiana Brent zyskała 2,69% i była notowana po 49,09 USD za baryłkę.
Statystyki mówią wprost – wschodnie województwa coraz prężniej i w wielu dziedzinach doganiają te położone na Zachód. Wzrost wartości PKB na mieszkańca, zwiększenie zatrudnienia i spadek bezrobocia są wyraźnymi, choć nie jedynymi wskaźnikami, które pokazują wzmocnienie potencjału makroregionu do dalszego rozwoju. Strategia Programu Polska Wschodnia zakłada, że do 2020 roku aż pięć wschodnich województw zostanie doinwestowanych przez rząd, również w ramach funduszy unijnych. Na inwestycje obejmujące realizacje programów innowacyjności przeznaczone zostanie 2 mld euro.
Poprawa sytuacji społeczno-gospodarczej Polski Wschodniej świadczą również wskaźniki dotyczące poziomu innowacyjności, przedsiębiorczości, struktury gospodarki, poziomu wykształcenia, jak i dostępności komunikacyjnej.
Jak połączyć Polskę A z Polską B?
W ciągu 10 lat obecności w UE udało się zbudować we wschodniej części kraju infrastrukturę, o której wcześniej można było tylko pomarzyć. Budowa autostrad A2 i A4 otworzyły wschodni region na komunikację o zasięgu międzynarodowym.
– Inwestycje objęły trasy krajowe, wojewódzkie i lokalne, poprawiając sieć dróg – mówi Krzysztof Andrulewicz, Prezes Zarządu Skanska – Pod koniec 2014 r. mierzona w kilometrach długość dróg publicznych w Polsce Wschodniej była o ponad 15,7 tys. km (czyli o ok 15 %) większa niż w 2008 r. Najszybszy rozwój nastąpił w latach 2008 – 2011 roku, kiedy przybyło prawie 13 tys. km dróg. Województwo podkarpackie osiągnęło najlepszy wynik w kraju pod względem liczby kilometrów zmodernizowanych lub wybudowanych tras. Ich długość wyniosła łącznie ok. 1,4 tys km – dodaje Krzysztof Andrulewicz.
Skanska w ciągu ostatnich kilku lat w województwach wschodnich wykonała wiele inwestycji infrastrukturalnych takich jak m.in przebudowa drogi krajowej nr 4 pomiędzy Pilznem i Ropczycami o wartości 243 mln zł netto czy rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 855. Oprócz infrastruktury transportowej, prężnie rozwija się także infrastruktura internetowa, często warunkująca szanse na rozwój osobisty czy pracę. Mieszkańcy wschodnich regionów mają coraz lepszy dostęp do Internetu. Wzrost jego dostępu jest najszybszy w kraju. W 2014 on-line było już 73,6% wszystkich gospodarstw domowych (dla porównania w 2011 r. tylko 63,2%). [1]
Młodzi chcą tu zostać
Chociaż migracja zarobkowa jest wciąż zjawiskiem powszechnym, należy zauważyć, że poprawa sytuacji na rynku pracy daje nadzieję, na spowolnienie, a może nawet zatrzymanie procesów migracyjnych, już w najbliższym dziesięcioleciu. Widać to choćby w statystykach dotyczących wzrostu zatrudnienia, jaki i poziomu wynagrodzeń czy spadku samego bezrobocia. Także analiza zmian wartości wskaźnika wynagrodzeń brutto w okresie 2009-2013 pokazuje, że niektóre województwa Polski Wschodniej znajdują się w czołówce województw o najwyższym wzroście! Dla przykładu przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w województwie lubelskim o 24%, a w podkarpackim o 21%.[2] W większości województw makroregionu znacząco zwiększył się także odsetek zatrudnionych w sektorze usług. Sektor nowoczesnych usług dla biznesu najlepiej obrazuje dynamicznych rozwój polskich miast. Dotyczy to nie tylko głównych aglomeracji. Jak tłumaczy Marek Grodziński, Dyrektor Europejskiej Sieci Centrów Business Services Capgemini, należy pamiętać, że w porównaniu z innymi państwami środkowoeuropejskimi Polska jako jedyna oferuje aż 11 lokalizacji z liczbą mieszkańców przekraczającą 300 tys. i rozbudowanym zapleczem kadrowym oraz biurowym. Dlatego w rywalizacji o inwestycje sektorowe do gry powoli wchodzą inne ośrodki miejskie. Z punktu widzenia rozwoju regionów to bardzo pozytywny trend.
– Z punktu widzenia rozwoju regionów to bardzo pozytywny trend. Jak wskazują badania, na każde 1000 pracowników centrów usług przypada około 265 kolejnych miejsc w ich bezpośrednim otoczeniu. Dodatkowo, inwestycje z sektora stanowią impuls do rozwoju zaplecza infrastrukturalnego, między innymi w postaci nowoczesnej przestrzeni biurowej – dodaje Marek Grodziński.
Sytuacja dochodowa tej części Polski ulega bardzo dynamicznym zmianom. Wzrost dochodów przypadający na jedną osobę (dane z lat 2007-2014)[3] w dwóch spośród pięciu województw Polski Wschodniej plasuje się w krajowej czołówce. Wyniki te cieszą, wszak największą wartość regionu stanowią ludzie. Jak wynika z badań, odsetek osób z wykształceniem wyższym w regionie wschodnim jest jednym z najwyższych w kraju i to właśnie województwa znalazły się w czołówce tego zestawienia. Województwo lubelskie zajęło 2. lokatę z wynikiem 24,7% (ustępując w Polsce jedynie mazowieckiemu – 33,5%), natomiast podlaskie zajęło 5. miejsce z wynikiem 23,7%.[4] Według danych portalu BIQdata.pl1, szkoły zawodowe są zdecydowanie chętniej wybierane przez młodych z zachodnich województw, natomiast na Wschodzie więcej osób podejmuje studia wyższe. Zdaniem ekspertów wynika to z typu inwestycji dominujących w regionach kraju. Na Wschodzie jest mniej inwestycji przemysłowych, stąd być może mniejsze zapotrzebowanie na wyspecjalizowanych pracowników fizycznych. Zdaniem eksperta PCG Edukacja – dr Ewy Stożek – tezę tę potwierdza również zauważalna różnica w wynikach maturalnych między liceami ogólnokształcącymi i technikami. Trzyletnie wskaźniki egzaminacyjne za lata 2013-2015[5] pokazują, że maturzyści LO województw wschodnich uzyskują wyższe wyniki niż absolwenci liceów ogólnokształcących województw zachodnich, natomiast w przypadku techników to absolwenci województw zachodnich uzyskują wyższe wyniki.
100% normy? Znacznie więcej!
W ostatnich latach obserwujemy wzrost nakładów inwestycyjnych gospodarki narodowej. W roku 2013 r. na regiony wschodnie wydano 38,41 mld zł, co stanowiło 16,62% nakładów ogółem w kraju. [6] Czy są to wyniki proporcjonalne? Jeśli przyjąć statystyki dotyczące ludności, Polskę wschodnią zamieszkuje w sumie ok. 8,2 mln ludzi, co stanowi 21,25% ludności kraju, to widać, że wiele jeszcze można zrobić. I wiele się robi. W latach 2004-2013 ponad dwukrotnie wzrosły nakłady inwestycyjne we wschodnim makroregionie. Dotyczy to przede wszystkim działalności badawczo-rozwojowej.
W stosunku do nakładów z 2009 roku, w 2013 r. województwo podkarpackie odnotowało wzrost o 319,95% i uzyskując tym wynikiem zaszczytne pierwsze miejsce w kraju, województwo podlaskie o 208,75% (3. w kraju), przy czym średni wzrost dla kraju wyniósł 59,03%. Warmińsko-mazurskie ze wzrostem o 39,83% uplasowało się na 10. pozycji, a lubelskie na 12.[7]
Bądź eko na wschodzie
Czy województwa Polski Wschodniej są eko? W rzeczy samej. Mają jedne z najwyższych w stosunku do pozostałych województw (w tym zachodnich) udziały energii odnawialnej w produkcji energii elektrycznej. W 2013 r. województwo podlaskie i warmińsko-mazurskie były liderami tego rankingu
z udziałem aż 72,3% energii odnawialnej w produkcji energii ogółem. Energia odnawialna jest energią tanią, przyjazną człowiekowi i środowisku. Tak, jak coraz bardziej popularna komunikacja rowerowa. Ścieżki dla jednokołowców stają się nieodłącznym elementem krajobrazu, a w latach 2011-2014 nastąpił ich prawdziwy wysyp. Największą liczbę kilometrów ścieżek posiada obecnie województwo lubelskie (425,4 km). Województwo podkarpackie w ciągu 4 lat liczbę kilometrów ścieżek podwoiło (wzrost o 98%), w województwach podlaskim i warmińsko-mazurskim wzrost ten wyniósł odpowiednio 82% i 79%.[8] Rozbudowana trakcja dróg rowerowych to szansa nie tylko dla mieszkańców, dla zdrowej i bezpieczniejszej alternatywy przemieszczania się, ale także element projektu „Trasy rowerowe w Polsce Wschodniej”, w ramach którego powstanie trasa rowerowa
o długości prawie… 2000 kilometrów. Biec będzie przez województwa: lubelskie, podkarpackie, podlaskie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie. Celem jest ożywienie ruchu turystycznego na tym obszarze i poprawa sytuacji ekonomicznej regionów wschodnich. To nowość na rynku turystycznym. Czegoś takiego jeszcze nie było.
[1] Strategia rozwoju Polski Wschodniej 2020 Synteza. Warszawa 2013r.
[2] Strategia rozwoju Polski Wschodniej 2020 Synteza. Warszawa 2013r.
[3] Strategia rozwoju Polski Wschodniej 2020 Synteza. Warszawa 2013r.
[4] Strategia rozwoju Polski Wschodniej 2020 Synteza. Warszawa 2013r.
Oceniając sytuację ekonomiczną w Europie Środkowo-Wschodniej przedstawiciele działających w regionie funduszy Private Equity wykazują się dużym optymizmem. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy z 3 do aż 24 proc. wzrosła liczba inwestorów PE uważających, że sytuacja się poprawia. W ciągu najbliższych miesięcy prawie trzy czwarte reprezentantów funduszy będzie koncentrować się na nowych inwestycjach, a to oznacza, że według nich w Polsce i w pozostałych krajach regionu jest w tej chwili dobry klimat do dokonywania akwizycji. To najważniejsze wnioski z kolejnej edycji badania „Deloitte Central Europe Private Equity Confidence Survey”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.
Bieżąca edycja badania „Rebounding confidence drives mid-market” pokazała, że fundusze zaczęły odczuwać poprawę sytuacji gospodarczej. Potwierdza to wysokość tzw. indeksu optymizmu (CE Private Equity Confidence Index), który wynosi obecnie 124 punkty. Jeszcze sześć miesięcy wcześniej wskazywał jedynie 92. „Fundusze Private Equity w dużej mierze zwracają uwagę na wymierne wskaźniki gospodarcze, a te są optymistyczne. Przypomnijmy, że wzrost PKB w czwartym kwartale w regionie Europy Środkowej wynosił 3,6 proc. Poza tym mamy do czynienia z niską inflacją, a dodatkowo w Polsce również z niską stopą bezrobocia, która w marcu wynosiła 10 proc.” – tłumaczy Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Lider Private Equity w Deloitte Central Europe.
W najnowszej edycji badania prawie jedna czwarta przedstawicieli funduszy Private Equity spodziewa się, że warunki gospodarcze w ciągu najbliższych sześciu miesięcy ulegną poprawie. To osiem razy więcej respondentów niż jesienią 2015 roku, kiedy to taką opinię wyrażało jedynie 3 proc. Z 33 do 27 proc. zmniejszył się odsetek inwestorów oczekujących pogorszenia warunków ekonomicznych. Natomiast połowa badanych przewiduje, że sytuacja gospodarcza się nie zmieni.
Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte
Aż 73 proc. respondentów w okresie najbliższych sześciu miesięcy skupi się na nowych inwestycjach. To najwyższy wynik od wiosny 2011 roku. Pół roku wcześniej taką odpowiedź wskazywało 47 proc. przedstawicieli funduszy Private Equity. Co się więc zmieniło? „Z punktu widzenia inwestorów PE jest w tej chwili dobry moment, by wejść w nowe przedsięwzięcia, które w ciągu kolejnych 3-5 lat mogą zaowocować zadowalającą stopą zwrotu. Nie bez znaczenia jest fakt, że w tym momencie nowe spółki mogą zostać nabyte za korzystną cenę. Nie należy również zapominać o naturalnym cyklu życia funduszy, które ostatnie kilkanaście miesięcy poświęciły na fundraising. Teraz więc przyszedł czas na inwestycje” – wyjaśnia Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.
Stąd nie dziwi fakt, że aż 51 proc. przedstawicieli funduszy PE prognozuje, że w najbliższych miesiącach więcej kupi niż sprzeda, podczas gdy rok temu taką deklarację złożyła tylko jedna piąta badanych. Jedynie 22 proc. wyraziło przeciwną opinię. Z kolei 27 proc. inwestorów deklaruje, że w ich inwestycyjnym portfelu poziomy sprzedaży i kupna będą się równoważyć. Ponad połowa badanych deklaruje, że priorytetem na najbliższe pół roku będzie wzrost organiczny spółek, które się w tym portfelu znajdują.
Warto zaznaczyć, że z 17 do 30 proc. wzrosła liczba tych inwestorów, którzy przewidują, że aktywność transakcyjna na rynku wzrośnie. Aż 59 proc. badanych spodziewa się, że pozostanie ona na niezmienionym poziomie. Zdecydowana większość ankietowanych (81 proc.) nie spodziewa się żadnych istotnych zmian w wielkości średnich transakcji, co staje się już stałym trendem.
Nieco ponad połowa ankietowanych przewiduje, że najbardziej zacięta konkurencja pomiędzy funduszami w obszarze inwestycji będzie dotyczyła liderów rynku, a jedynie 5 proc. spodziewa się jej w odniesieniu do start-upów. Z kolei 43 proc. stawia na średnie firmy.
Co ciekawe, w porównaniu do września 2015 r., znacząco spadł odsetek ankietowanych, którzy wierzą w zwiększenie dostępności finansowania dłużnego (spadek z poziomu 53 proc. do 14 proc.).
„Siedmiu na dziesięciu respondentów uważa, że finansowanie dłużne pozostanie na niezmienionym poziomie. Przedstawiciele funduszy Private Equity zdają sobie sprawę, że raczej nie należy się spodziewać dalszego obniżenia stóp procentowych, a banki posiadają kapitał na finansowanie transakcji”– tłumaczy Katarzyna Sermanowicz-Giza. Prawie połowa wszystkich ankietowanych spodziewa się poprawy efektywności swych inwestycji finansowych, a pozostała część uważa, że pozostanie na tym samym poziomie co sześć miesięcy temu. Tylko 3 proc. przewiduje spadek.
W tej edycji badania przedstawiciele rynku Private Equity byli pytani, czy zwracają uwagę i oceniają dojrzałość cyfrową przedsiębiorstwa, którego kupnem są zainteresowani (dojrzałość cyfrowa oznacza rodzaj i zakres cyfrowego rozwoju przedsiębiorstwa, jak również używane przez niego kanały oraz technologie). Jak się okazuje 43 proc. zwraca uwagę na aspekt cyfrowy, ale nie ma w tym obszarze wypracowanego i konsekwentnego podejścia. Z kolei jedna trzecia robi to w sposób doraźny i dopiero wtedy, gdy inne obszary biznesowe zostały wzięte pod uwagę.
„Region Europy Środkowej i Wschodniej pozostaje obszarem oferującym inwestorom Private Equity szerokie możliwości inwestycyjne. Fakt ten nie zmienia się od kilku lat i nic nie wskazuje na to, by miało to nastąpić w najbliższym czasie. Optymizm reprezentantów tego rynku, ich otwartość na nowe inwestycje, jak również dobre wskaźniki gospodarcze zwiastują, że w ciągu kolejnych miesięcy możemy być świadkami interesujących transakcji” – podsumowuje Mark Jung.
Informacja o raporcie
Wyniki 27. edycji regionalnego badania Deloitte pt. „Rebounding confidence drives mid-market” z cyklu „Central Europe Private Equity Confidence Survey” stanowią wnioski z ankiety skierowanej do inwestorów Private Equity działających w krajach Europy Środkowej. Badanie ukazuje się cyklicznie dwa razy w roku (wiosna oraz jesień) począwszy od 2003 r. Przeprowadzona ankieta miała na celu zbadanie nastrojów i oczekiwań funduszy PE odnośnie m.in: rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz aktywności w ciągu kolejnych 6 miesięcy.
Indeks optymizmu jest średnią z 7 indeksów uzyskanych z pierwszych 7 pytań ankietowych. Wskaźnik przestawia zmianę odczuć pozytywnych w stosunku do łącznej liczy odpowiedzi pozytywnych i negatywnych (odpowiedzi neutralnie nie były brane pod uwagę) w porównaniu do pierwszej edycji badania z wiosny 2003 r. Im wskaźnik wyższy, tym większy optymizm przedstawicieli funduszy.
W Polsce mamy 25,7 mln aktywnych użytkowników internetu[1]. Aż 14 milionów z nas korzysta regularnie z mediów społecznościowych. Codziennie jesteśmy „on-line” średnio przez 5,7 godziny. W 2015 roku udział przedsiębiorstw posiadających dostęp do internetu wyniósł 92,7%[2]. Chyba nikt już dzisiaj nie ma wątpliwości co do tego, że jesteśmy społeczeństwem informacyjnym. Pytanie, dokąd zmierzamy oraz jak dobrze wykorzystać rewolucję, której jesteśmy świadkami?
Powszechny obieg i dostęp do informacji
Ten dynamiczny rozwój społeczeństwa informacyjnego, którego istotą jest produkcja, gromadzenie, ale także wzajemne przekazywanie sobie informacji, wymaga równie szybkiego rozwoju technologii informacyjnych. Pojawiają się sieci o wysokich parametrach przepływności: LTE oraz światłowody. Według IHS Global Ltd. w 2014 roku dostęp do sieci LTE miało 66,7% polskich gospodarstw domowych. Z kolei w zasięgu sieci światłowodowych było w Polsce 7,3% gospodarstw domowych[3].
Rosną nasze potrzeby?
– Społeczeństwo informacyjne ma swoje potrzeby i konkretne oczekiwania – mówi Sebastian Batog, Zastępca Dyrektora ds. Produktów Telekomunikacyjnych w Grupie Multimedia Polska. Stale je obserwujemy i staramy się na bieżąco na nie odpowiadać. Wzrost poziomu świadomości informacyjnej sprawił, że użytkownicy internetu oczekują od operatorów coraz powszechniejszego dostępu do coraz szybszych sieci. Dlatego też stale inwestujemy w technologię FTTH (Fiber to the Home) – tłumaczy Batog. Światłowody zapewniają niezawodność działania usług, przy jednoczesnym zagwarantowaniu coraz większych prędkości przepustowości sieci oczekiwanych przez klientów. To właśnie dzięki światłowodom mogliśmy jako pierwszy ogólnopolski operator telekomunikacyjny wprowadzić do naszej oferty internet 500 Mb/s.
Dokąd zmierzamy?
Znana amerykańska analityczka Mary Meeker kilka lat temu zaprezentowała raport, w którym odważnie twierdziła, że wynalezienie internetu mobilnego było rewolucją, która sprawi, że na pierwszym miejscu Piramidy Maslowa, opracowanej w 1943 roku, znajdzie się „Internet/telefon komórkowy”. Choć to duże nadużycie – warto zdać sobie sprawę z faktu, że w Dolinie Krzemowej trwają badania nad skonstruowaniem super szybkiego sposobu przekazywania informacji w amerykańskiej armii. Być może w przyszłości takim rozwiązaniem będą technologie laserowe. Ale na to przyjdzie nam jeszcze trochę zaczekać. Pytanie tylko, czy „trochę” to słuszne stwierdzenie.
Wyniki finansowe Grupy Arctic Paper w I kwartale 2016 roku potwierdziły stabilność działalności Grupy, a w segmencie papieru były znacząco wyższe od osiągniętych rok wcześniej – wynik EBITDA wzrósł o 18,2% w porównaniu z I kwartałem minionego roku, zaś zysk netto z działalności kontynuowanej o 58,0%. Realizacja Programu Poprawy Rentowności 2015/2016 przebiega zgodnie z planem i przynosi oczekiwane rezultaty. Obejmowała ona m.in. bardzo istotne z finansowego punktu widzenia zaprzestanie produkcji w zakładzie w Mochenwangen w grudniu ubiegłego roku.
Wyniki Grupy są od dłuższego czasu stabilne. Pozytywnie wpływa na nie wzajemne równoważenie się wahań na rynkach celulozy oraz papieru.
Przychody ze sprzedaży Grupy osiągnęły poziom 778,6 mln zł i były o 1,0% wyższe od uzyskanych w analogicznym okresie 2015 roku. Wynik EBITDA wyniósł 70,7 mln zł (9,4% mniej niż w I kwartale 2015 minionego roku), zysk operacyjny 41,4 mln zł (mniej o 18,8% w ujęciu rok do roku), a zysk netto z działalności kontynuowanej 24,7 mln zł (spadek o 7,4%).
Wyniki z wyłączeniem Rottneros
Przychody ze sprzedaży w segmencie papieru wyniosły 589,9 mln zł i były o niemal 2,0% wyższe, niż w I kwartale 2015 r. Wynik EBITDA wzrósł do 30,8 mln zł, czyli o 18,2% w ujęciu rok do roku, a zysk operacyjny do 10,8 mln zł – wzrost aż o 58,8% w porównaniu z analogicznym okresem minionego roku. Zysk netto z działalności kontynuowanej osiągnął poziom 1,5 mln zł, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku Grupa odnotowała stratę w wysokości 7,2 mln zł.
W I kwartale br. rynek wysokiej jakości papieru graficznego nadal się kurczył, notując spadek o 4,3% w przypadku papieru powlekanego oraz o 0,7% w segmencie papieru niepowlekanego. W tych trudnych warunkach Grupa Arctic Paper zwiększyła dostawy swoich produktów i umocniła pozycję rynkową w porównaniu do IV kwartału 2015 roku.
Arctic Paper CEO Wolfgang Lübbert
“Wyniki finansowe osiągnięte w I kwartale 2016 roku w segmencie papieru oceniam jako bardzo satysfakcjonujące. Zaprzestanie produkcji w zakładzie w Mochenwangen miało silny pozytywny efekt finansowy. Po stronie przychodów dobre rezultaty przynosi realizacja Programu Poprawy Rentowności 2015/2016. Ponadto skorzystaliśmy ze wzrostu cen papieru, zwłaszcza na wysokiej jakości produkty, które Arctic Paper ma w swojej ofercie. Podjęte działania pozwoliły na utrzymanie stabilności finansowej Grupy, co jest jednym z naszych priorytetów” – powiedział Wolfgang Lübbert, Członek Zarządu Arctic Paper.
Przychody ze sprzedaży papieru były w I kwartale br. o 1,9% wyższe w ujęciu rok do roku i o 12,4% wyższe niż w IV kwartale minionego roku. Zwiększył się również przychód w przeliczeniu na tonę produktu – odpowiednio o 2,2% i 6,7%. Było to możliwe głównie dzięki wdrożonej strategii cenowej.
Wolumen produkcji w I kwartale 2016 roku wyniósł 169 tys. ton – był o 2,7% niższy, niż w pierwszych trzech miesiącach roku 2015. Należy jednak pamiętać, że w bieżącym roku na I kwartał przypadała Wielkanoc, w trakcie której zwykle odnotowywane jest osłabienie produkcji – w minionym roku przypadała ona na II kwartał.
Wyniki z uwzględnieniem Rottneros
Na poziomie skonsolidowanym na wyniki Grupy wpłynęły rezultaty osiągnięte przez Rottneros. Program rozwoju tej spółki realizowany jest coraz efektywniej, a wyniki I kwartału br. są solidne, mimo spadku cen celulozy długowłóknistej (NBSK), produkowanej przez Rottneros, wyrażonych zarówno w dolarach USA, jak i w koronach szwedzkich. W porównaniu z wyjątkowo dobrym dla Rottneros I kwartałem 2015 roku przychody Spółki ze sprzedaży zmniejszyły się o 2,0%, a EBITDA o 23,2%
Nowa struktura finansowania
W I kwartale 2016 roku rozpoczęto prace nad oszacowaniem możliwości potencjalnych zmian struktury finansowania Grupy Arctic Paper w celu zwiększenia jej stabilności finansowej.
„Nadal działamy w trudnych warunkach rynkowych i musimy im stawiać czoło. Dowiedliśmy, iż w tej sytuacji nasza strategia, łącząca stabilność finansową i elastyczne reagowanie na wyzwania rynku, nie tylko skutecznie broni pozycji rynkowej Grupy, ale też ją wzmacnia. Konsekwentne wdrażanie Programu Poprawy Rentowności 2105/2016 oraz planu zmian w strukturze finansowania pozwolą nam na dalsze umacnianie naszych przewag konkurencyjnych” – powiedział Per Skoglund, czasowo wykonujący czynności Prezesa Zarządu Arctic Paper.
Wybrane wyniki finansowe Grupy Arctic Paper (w tym wyniki Rottneros AB) w I kwartale 2016 r.
w tys. zł
I kw. 2016
I kw. 2015
Zmiana (%)
IV kw. 2015
PRZYCHODY ZE SPRZEDAŻY
778 560
771 103
1,0%
710 408
EBITDA
70 669
77 999
-9,4%
25 336
EBIT
41 377
50 959
-18,8%
-5 623
ZYSK NETTO*
24 707
26 690
-7,4%
-3 593
ZYSK NETTO
19 628
12 846
52,8%
-65 440
Wybrane wyniki finansowe Grupy Arctic Paper (z wyłączeniem wyników Rottneros AB) w I kwartale 2016 r.
w tys. zł
I kw. 2016
I kw. 2015
Zmiana (%)
IV kw. 2015
PRZYCHODY ZE SPRZEDAŻY
589 849
578 733
1,9%
524 984
EBITDA
30 787
26 037
18,2%
15 920
EBIT
10 843
6 861
58,0%
-3 815
ZYSK NETTO*
1 541
-7 188
–
12 666
ZYSK NETTO
-3 538
-21 032
–
-49 270
*wyniki z działalności kontynuowanej – Zarząd w raporcie bieżącym nr 10/2015 z 28 lipca poinformował, iż – w wyniku aktywnych poszukiwań nabywcy dla fabryki papieru Arctic Paper w Mochenwangen – jej wyniki zostały wyłączone ze skonsolidowanego rachunku zysków i strat oraz, zgodnie z wymogami Międzynarodowych Standardów Rachunkowości, wykazane odrębnie, jako działalność niekontynuowana.
UNIMOT, dynamicznie rozwijająca się multienergetyczna grupa kapitałowa, opublikowała sprawozdanie finansowe za I kwartał 2016 r. W porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego, przychody Grupy wzrosły o 34 % do 378,3 mln zł, a zysk netto wzrósł o 283 % do 7,83 mln zł.
Roberta Brzozowskiego – Prezesa Zarządu UNIMOT S.A. Źródło: profesjonalna-fotografia.pl
„Dynamiczny wzrost przychodów i zysku wynika ze zwiększenia skali działalności i poprawy marż. Grupa zwiększa ilość baz udostępniających olej napędowy oraz rozwija hurtową sprzedaż biopaliw i bioolejów. Ponadto utrzymujemy znaczącą pozycję wśród importerów i dostawców hurtowych gazu LPG i umacniamy pozycję lidera w jego dystrybucji w Południowej Polsce” – mówi Robert Brzozowski, prezes UNIMOT.
W I kwartale 2016 r. Grupa wypracowała EBIT w wysokości 10,3 mln zł, co stanowi wzrost o 179% w porównaniu do I kwartału 2015 r. Natomiast wynik EBITDA w I kwartale 2016 r. wyniósł 11,0 mln zł, co stanowi wzrost o 157% rdr. Marża EBIT wzrosła z 1,3% do 2,7%, a marża EBITDA poprawiła się z 1,5% do 2,9%.
„Wzrost wskaźników rentowności potwierdza, że podjęte przez nas działania optymalizacyjne realizowane w poprzednich okresach przynoszą pozytywne skutki” – mówi prezes Brzozowski.
W I kwartale 2016 r. Grupa UNIMOT osiągnęła rentowność kapitałów własnych na poziomie 11,0% – znacznie wyższą niż w I kwartale 2015 r. (3,8%). Również wskaźnik rentowności aktywów odnotował wzrost w porównaniu do analogicznego okresu 2015 r., z 0,9% do 2,2%.
Największy udział w przychodach Grupy w I kwartale 2016 r. stanowił obrót olejem napędowym, a pozostałe istotne linie produktowe to sprzedaż gazu LPG oraz biopaliw, należy także zaznaczyć kontynuację obrotu gazem ziemnym. Istotne zwiększenie przychodów ze sprzedaży gazu ziemnego z nowych odcinków planowane jest w drugiej połowie 2017 r.
„Tak dobre wyniki pozwalają nam podtrzymać prognozę wyników na 2016 r. Spodziewamy się, że w tym roku UNIMOT osiągnie zysk netto na poziomie 15 mln zł, a przychody sięgną 1,6 mld zł” – podsumowuje Robert Brzozowski.
Krakowski producent rękawic medycznych bardzo dobrze rozpoczął 2016 rok. Opublikowany w dniu 16 maja 2016 roku skonsolidowany raport za I kwartał 2016 roku potwierdza widoczną już wcześniej korzystną dynamikę wyników Grupy Mercator Medical S.A.
W I kwartale 2016 Grupa Kapitałowa Mercator Medical odnotowała wzrost przychodów ze sprzedaży r/r wynoszący ponad 24%. Zwiększyły się zarówno przychody ze sprzedaży towarów, nabywanych od dostawców zewnętrznych, jak i rękawiczek produkowanych we własnym zakładzie produkcyjnym w Tajlandii.
Dynamika sprzedaży towarów wyniosła +22%, a w najważniejszym segmencie rękawic diagnostycznych sprzedaż ilościowa wzrosła o prawie 20%. Dzięki zakończonej rozbudowie fabryki rękawic medycznych w Tajlandii przychody ze sprzedaży produktów pochodzących z własnej fabryki wzrosły r/r o ponad 28%.
EBITDA osiągnęła wartość 6 mln zł i wzrosła r/r o 0,9 mln zł (tj. 17,9%). Rentowność EBITDA jako % sprzedaży wyniosła 10,1%.
Leszek Michnowski, Wiceprezes Zarządu Mercator Medical S.A.
Znaczące wzrosty sprzedaży odnotowano przede wszystkim w Polsce, Rosji, Stanach Zjednoczonych i RPA. W Stanach Zjednoczonych realizowane są głównie dostawy pełno kontenerowe produktów pochodzących z zakładu w Tajlandii. W roku 2016 dotarliśmy również na nowe rynki, tj. Kazachstan i Szwecja. Jesteśmy przekonani, że pojawią się kolejne nowe miejsca, do których dotrzemy z naszymi produktami – mówi Leszek Michnowski, Wiceprezes Zarządu.
Na przełomie roku 2015 i 2016 skład Grupy powiększył się o czeską spółkę zależną Mercator Medical s.r.o z siedzibą w Brnie, która rozpoczęła w I kwartale br. działalność operacyjną – do tej pory sprzedaż w regionie Czech i Słowacji była prowadzona z Polski. Grupa Kapitałowa Mercator Medical konsekwentnie rozwija sieć dystrybucyjną, buduje relacje z klientami oraz zwiększa dostępność towarów w magazynach, co pozwala jej na umocnienie swojej pozycji na rynku polskim oraz w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej.
Pracowaliśmy nad dotarciem do nowych klientów oraz rozszerzeniem zakresu współpracy z dotychczasowymi odbiorcami. Efekty są korzystne, czego dowodzą przedstawione wyniki sprzedaży. Nasze sukcesy nie byłyby możliwe bez wytrwałych, długoletnich i konsekwentnych działań zmierzających do budowy zaufania do spółki Mercator Medical wśród naszych Klientów oraz do budowy przewagi konkurencyjnej na rynku. – dodaje Leszek Michnowski. Grupa planuje dalszą rozbudowę fabryki w Tajlandii poprzez budowę 8 nowych linii do produkcji rękawic o łącznej wydajności około 150 mln sztuk rękawic miesięcznie. Przewidywany koszt inwestycji szacowany jest na około 107 mln zł. Spółka zależna w Tajlandii zawarła w marcu 2016 r. umowy kredytowe, których celem jest finansowanie tej inwestycji.
Nowy projekt będzie owocował wzrostem wydajności zakładów należących do Mercator Medical Thailand Ltd. ze 100 do 250 mln sztuk rękawic miesięcznie oraz zwiększeniem zatrudnienia do ponad 800 osób. Grupa Mercator Medical umocni swoją pozycję jako globalny producent rękawic – mówi Leszek Michnowski.