Polska największym eksporterem stolarki otworowej w Europie. Pozycję lidera straciły Niemcy

CEO Magazyn Polska

Polska wyprzedziła dotychczasowego europejskiego lidera, czyli Niemcy,w eksporcie stolarki otworowej. Udział naszego kraju w całym eksporcie okien przekroczył 20 proc., a tylko w ubiegłym roku sprzedaż zagraniczna wzrosła o 12 proc. Jednym z głównych graczy jest Velux, który odpowiada za ¼ wartości eksportu.

W zeszłym roku osiągnęliśmy jako branża sukces, dlatego że zdetronizowaliśmy dotychczasowego lidera eksportu stolarki otworowej w Europie, którym byli Niemcy. Myślę, że w najbliższym czasie nie tylko tę pozycję utrzymamy, lecz także ją wzmocnimy – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jacek Siwiński, dyrektor generalny Velux Polska.

Produkcja okien w kraju wzrosła w ubiegłym roku o ok. 4,5 proc. do 13 mln sztuk, zaś eksport, jak wynika z danych Centrum Analiz Branżowych, zwiększył się już o 12 proc. Cały udział Polski w eksporcie okien w Europie przekroczył jedną piątą.

Prognozy dla całej branży stolarki otworowej w Polsce są bardzo korzystne, a to głównie dzięki pozytywnym prognozom rozwoju eksportu – mówi Siwiński. – Nasz rynek krajowy od kilku lat zachowuje się dość stabilnie i właściwie główne impulsy wzrostowe pochodzą właśnie z rynków eksportowych. Będziemy to obserwować również w najbliższych latach, co doprowadzi do dalszego umocnienia się polskich producentów stolarki na rynkach eksportowych.

Grupa Velux ma w Polsce zakłady produkcyjne w Gnieźnie, Namysłowie i Wędkowach koło Tczewa, które specjalizują się w produkcji wyrobów przeznaczonych na rynki eksportowe Europy Zachodniej. W segmencie okien drewnianych spółka wysyła na inne rynki europejskie trzy na cztery okna pochodzące z Polski.

 Okna marki Velux sprzedawane są głównie na rynkach niemieckim, francuskim, brytyjskim oraz na rynkach skandynawskich. Blisko ¼ wartości całego polskiego eksportu okien to jest eksport realizowany przez Grupę Velux i spółki siostrzane – mówi Siwiński.

Grupa Velux i spółki siostrzane osiągnęły w 2015 roku przychody przewyższające 1,5 mld zł, co oznaczało wzrost o 6,7 proc. W ubiegłym roku na inwestycje przeznaczyły 125 mln zł, a od 2012 roku – 0,5 mld zł. Rozbudowano m.in. fabrykę okuć w Gnieźnie, Powstała też nowa hala produkcyjno-magazynowa  w Namysłowie oraz budynek lakierni proszkowej w Wędkowach. W związku z tymi projektami zatrudnienie w spółkach grupy otrzymało 180 osób.

Aby sprostać wymaganiom i rosnącym oczekiwaniom klientów, musimy ciągle inwestować w modernizację i rozwój produkcji. Dlatego dziś w naszych zakładach lokalnych produkowane są najnowocześniejsze, najbardziej zaawansowane i energooszczędne okna, które są bardzo poszukiwane na rynkach Europy Zachodniej, na najbardziej rozwiniętych rynkach, i właśnie dlatego największa część tych okien jest sprzedawana na eksport – mówi Jacek Siwiński.

Rozwój potencjału produkcyjnego wiąże się także z planami zwiększenia produkcji i sprzedaży, zwłaszcza eksportowej, w 2016 roku. W ślad za tym ma też pójść dalszy wzrost liczby pracowników. Już dziś zatrudnionych w polskich zakładach jest 3,5 tys. osób. Co czwarty pracownik Grupy VKR, która jest właścicielem Grupy VELUX jest zatrudniony w Polsce. Na świecie produkcja odbywa się w 9 krajach, a Polska jest bardzo ważnym zapleczem produkcyjnym dla Grupy.

Poczta Polska angażuje się w program „Rodzina 500 plus”. Świadczenia doręczy do domu lub na konto

0

CEO Magazyn Polska

Poczta Polska będzie wspierać Ministerstwo Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej i jednostki samorządowe w obsłudze programu „Rodzina 500 plus”. Beneficjenci programu mogą złożyć wniosek w placówce pocztowej lub za pośrednictwem listonosza. Pracownicy poczty będą też dostarczać decyzje administracyjne ws. przyznania świadczeń, a także w razie potrzeby mogą dostarczać comiesięczne świadczenia. Dla rodzin, które chcą odkładać otrzymywane 500 zł na przyszłość, Poczta Polska przygotowała produkty oszczędnościowo-depozytowe.

W placówce pocztowej będzie można wypełnić wniosek i wysłać go listem, bez konieczności udawania się do urzędu gminy czy innego organu uprawnionego do rozpatrzenia wniosku. Poczta będzie te decyzje administracyjne doręczała. Z drugiej strony, co najważniejsze w tym momencie, uruchomiliśmy specjalną infolinię, na której osoby będą mogły uzyskać pełną informację o tym programie. Kanał ten będzie dostępny także dla osób posługujących się językiem migowym – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Gołębiowski, dyrektor zarządzający pionem sprzedaży w Poczcie Polskiej.

Poczta Polska będzie udzielała informacji na temat programu w placówkach pocztowych, w tym również w ponad 1,1 tys. stanowiskach informacyjnych. Tam też można liczyć na profesjonalne wsparcie. Poczta Polska oferuje pomoc przy zbieraniu wniosków przez ponad 2,5 tys. miejskich i gminnych ośrodków pomocy społecznej oraz urzędów miast i gmin.

Poprzez różne kanały firma chce dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców, w tym również do osób mających problemy z poruszaniem się czy mieszkających na terenach mało zurbanizowanych.

Wystarczy zadzwonić na infolinię, a Poczta Polska doręczy druk do takiej osoby. Docieramy do osób nieubankowionych, niescyfryzowanych, którzy mają problem z dotarciem do jednostek samorządowych – zapewnia Gołębiowski. – Jako jedyny podmiot na terenie całego kraju jesteśmy w stanie udostępnić wszystkie kanały obsługi i zapewnić konsultacje zarówno cyfrowe, jak i offline’owe – dodaje.

Po pozytywnej weryfikacji wniosku pracownik poczty doręczy decyzje o przyznaniu świadczenia. Rodziny będą mogły skorzystać z trzech sposobów wypłaty środków: otrzymać przelew na konto w Banku Pocztowym, odebrać gotówkę w jednej z 7,5 tys. placówek Poczty Polskiej lub przekazem pocztowym na adres zamieszkania.

Dla osób bardziej zamożnych, które mogą wykorzystać środki z demograficznego programu społecznego inaczej niż na bieżącą konsumpcję, oferujemy ciekawe produkty oszczędnościowo-depozytowe. To np. polisa posagowa, która pozwala oszczędzać pieniądze przez dłuższy czas i w ten sposób sfinansować studia czy inny cel po ukończeniu przez dziecko 18 roku życia – tłumaczy dyrektor Poczty Polskiej.

Specjalna oferta produktów oszczędnościowych składa się z Pocztowego Konta 500+ w Banku Pocztowym i produktu oszczędnościowo-ubezpieczeniowego Ubezpieczeń Pocztowych. Jak przekonuje Gołębiowski, oferta Poczty Polskiej jest wygodna i gwarantuje klientom kompleksowe wsparcie.

To produkt polskiego pomiotu, który zatrudnia 75 tys. ludzi i który w 100 proc. jest własnością Skarbu Państwa. Plus jest taki, że zyski z obsługi programu będą w całości wpływały do Skarbu Państwa – przekonuje Łukasz Gołębiowski.

Toyota chce w tym roku podwoić sprzedaż hybryd i pracuje nad rozwojem napędu wodorowego. Stawia na segment aut flotowych

CEO Magazyn Polska

Blisko 8 tys. aut hybrydowych planuje sprzedać Toyota na polskim rynku w tym roku. Jednocześnie pracuje nad rozwojem napędu wodorowego. Napędzany w ten sposób model Mirai był atrakcją tegorocznych poznańskich targów Motor Show. Toyota zapowiada, że chce się skupić na samochodach flotowych, których sprzedaż stanowi ponad 60 proc. rynku. Pod koniec roku premierę będzie miał model C-HR, czyli crossover z najpopularniejszego segmentu aut kompaktowych.

Rynek motoryzacyjny w Polsce od lat notuje rok do roku kilkuprocentowe wzrosty. Z naszymi wzrostami sprzedaży jesteśmy ponad rynkiem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Robert Mularczyk, dyrektor ds. PR w Toyota Motor Poland. – Opieramy naszą sprzedaż na szerokiej gamie modeli, począwszy od tych mniejszych, miejskich, jak Yaris, Auris czy Corolla, poprzez większe samochody wykorzystywane przez menadżerów flotowych, jak Avensis, a skończywszy na całej gamie SUV-ów i naszych legendarnych terenówek RAV4 z napędem hybrydowym na czele.

Z danych opublikowanych w raporcie „Branża motoryzacyjna” KPMG i PZPM wynika, że tylko w ostatnim kwartale 2015 roku zarejestrowano w Polsce 96,7 tys. nowych samochodów osobowych, a na przestrzeni całego roku – 355 tys. To ponad 8 proc. więcej niż w 2014 roku. Firmy i instytucje odpowiadają już za ponad 60 proc. zakupów na rynku samochodów osobowych – rejestracji nowych pojazdów było 15 proc. więcej niż przed rokiem. W 2015 roku wzrósł popyt na samochody kompaktowe. Liczba rejestracji wzrosła o prawie 6 proc. do 106,6 tys., w przypadku małych i średnich SUV-ów oraz crossoverów – o ponad 13 proc. do 78,2 tys.

Popularnym segmentem, co nie zmieni się w najbliższych latach, jest segment C – samochodów kompaktowych. Pojawia się cała gama crossoverów, my także szykujemy taką premierę w IV kwartale tego roku. Wprowadzimy do salonów sprzedaży nasz C-HR, crossover oparty na samochodzie z segmentu C, nawiązujący do Aurisa, ale zbudowany na nowej globalnej płycie podłogowej Toyoty TNGA. Dzięki wysokiej sztywności elementów będzie dawał większy komfort podróżowania i bezpieczeństwo bierne – zapowiada Mularczyk.

Ubiegły rok okazał się rekordowy dla Toyoty, która sprzedała w Polsce blisko 37 tys. pojazdów i okazała się drugą najpopularniejszą marką pod względem rejestracji samochodów, z udziałem w rynku przekraczającym poziom 10 proc. Dużym zainteresowaniem cieszyły się samochody hybrydowe, których sprzedano blisko 4 tys.

W tym roku będziemy kontynuować promocję naszych samochodów hybrydowych, robimy to już od 5 lat. Zamierzamy w tym roku sprzedać ponad 8 tys. tych aut dzięki nowym modelom w gamie – mówi Mularczyk.

Oprócz odświeżonych wersji Yarisa i Aurisa z napędem hybrydowym na rynku pojawią się przełomowe auta – Prius czwartej generacji oraz RAV4 Hybrid. Oba modele zostały zaprezentowane podczas poznańskich targów.

W momencie, kiedy inne marki próbują zaszczepić u siebie seryjną produkcję i sprzedaż hybryd, my wkraczamy na rynek w zupełnie nowym segmencie – podkreśla Robert Mularczyk.

Mowa o modelu Mirai, czyli pierwszym samochodzie wodorowym, który zamiast spalin emituje wodę. Auto jest już oferowane w Niemczech, Danii i Wielkiej Brytanii, a także w Japonii i Stanach Zjednoczonych.

Pod maską ma silnik elektryczny, a prąd do jego napędzania pozyskujemy z elektrowni, która jest umieszczona na pokładzie samochodu w postaci ogniw paliwowych. Wodór zaczerpnięty z baku poddawany jest reakcji z tlenem w ogniwie wodorowym, w ten sposób uzyskujemy prąd, a jedynym efektem ubocznym jest woda. To nasza światowa technologia – tłumaczy Robert Mularczyk.

Firma przykłada dużą wagę do bezpieczeństwa kierowców. W każdym nowym samochodzie są montowane systemy Toyota Safety Sense, które wykrywają przeszkody na torze jazdy samochodu, czy poziome oznakowanie na drodze. Jeśli pojazd zacznie opuszczać swój pas ruchu, system ostrzega kierowcę sygnałem dźwiękowym i świetlnym.

Te pakiety dbają o to, żeby kierowcy i pasażerom nic złego w czasie podróży się nie stało. Ostrzegają przed niebezpieczeństwem, starają się reagować za kierowcę w sytuacjach krytycznych. To nasze mocne punkty – zaznacza przedstawiciel TMPL.

Polacy coraz częściej inwestują w zieloną energię. 80 proc. przydomowych instalacji stanowią kolektory słoneczne

CEO Magazyn Polska

Łączna moc mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii w Polsce przekroczyła już 22 MW, z czego większość to instalacje fotowoltaiczne. W ubiegłym roku stanowiły one 80 proc. produkcji w przydomowych instalacjach odnawialnych źródeł energii. Na rosnący popyt wpływ mają przede wszystkim coraz niższe koszty związane z zakupem, montażem i eksploatacją tych urządzeń. Ożywienie widać także po liczbie wystawców i gości na branżowych targach.

– W 2015 roku udział energii odnawialnej w bilansie przekroczył 13 proc. Z roku na rok obserwujemy ciągły wzrost ilości zielonej energii. Dużą niestabilność i zagrożenie widzimy jednak w nowej ustawie o odnawialnych źródłach energii, która całkowicie chce zmienić rynek wsparcia dla OZE – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bogdan Szymański, ekspert rynku energii z redakcji GLOBEnergia.

Od lipca ma zostać wprowadzony system aukcyjny, który całkowicie zastąpi obowiązujący dotychczas system zielonych certyfikatów. Zgodnie z nowelizacją ustawy o OZE zwycięzcy aukcji uzyskają prawo do sprzedaży energii przez 15 lat po stałej cenie. Więcej wątpliwości budzi jednak zapowiadane uchwalenie ustawy o lokalizacji wiatraków. Miałaby ona wprowadzić obowiązek stawiania ich co najmniej 2–4 km od domów.

 Energetyka wiatrowa miała bardzo duży udział we wzroście ilości zielonej energii w bilansie. Branża patrzy jednak z dużą niepewnością na procedowaną ustawę odległościową, która wprowadzi sztywne ograniczenia dotyczące możliwości lokowania turbin wiatrowych w stosunku do gospodarstw domowych czy parków narodowych. Nie negujemy konieczności wprowadzenia ograniczeń, ale te regulacje idą zbyt daleko – ocenia Szymański.

Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że na koniec 2015 roku całkowita moc elektrowni wiatrowych w Polsce sięgnęła 4,5 GW (przy 3,8 GW rok wcześniej). Farmy wiatrowe odpowiadają za zdecydowaną większość całkowitej mocy OZE, która wynosi blisko 7 MW. Projekt ustawy odległościowej może jednak zahamować rozwój energetyki wiatrowej, zwłaszcza że 90 proc. elektrowni wiatrowych nie spełnia kryterium odległościowego.

– Istnieje obawa, że jeżeli ustawa przejdzie w obecnym kształcie, to wiele projektów może upaść, a wiele firm zbankrutować. Nakłada się quasi-retrospektywne podatki, czyli opłaty wynikające z obowiązku przeglądów w wysokości 1 proc. wartości inwestycji. To duże obciążenie dla branży i niestety patrzymy z wielkimi obawami na projekt tej ustawy – zaznacza Szymański.

Jak wskazuje ekspert GLOBEnergia, obawy budzą również zapowiedzi ograniczenia wsparcia dla prosumentów, czyli osób, które wykorzystując mikroinstalacje OZE, produkują energię na własne potrzeby, a nadwyżki odsprzedają do sieci. Ostatnie propozycje resortu energii wskazują, że za każdą kilowatogodzinę (kWh) energii wyprodukowanej w mikroinstalacji i oddanej do sieci prosument mógłby odebrać 0,7 kWh. Jak wskazują eksperci WWF Polska, proponowana zniżka, która miałaby wynieść ok. 40 gr brutto za każdą oddaną do sieci kWh, nie bierze pod uwagę średnich kosztów produkcji energii. To może spowodować, że na mikroinstalacje będzie stać tylko najbogatszych, co może negatywnie wpłynąć na energetykę prosumencką, której rozwój znacznie przyspieszył w ubiegłym roku.

– Rozwój rynku energetyki prosumenckiej jest blisko związany z energetyka fotowoltaiczną. Około 80 proc. mocy mikroinstalacji, do 40 kW, to instalacje fotowoltaiczne. W ubiegły roku zanotowaną dużą dynamikę wzrostu. Zamontowano ponad 90 proc. łącznej mocy, którą mamy w mikroinstalacjach – podkreśla Szymański.

Szymański podkreśla, że na dynamiczny rozwój energetyki prosumenckiej mają wpływ innowacje. Dodaje, że w Polsce trwają intensywne prace nad rozwojem technologii, które pozwalają oszczędniej gospodarować energią elektryczną. Ceny montażu w systemach fotowoltaicznych w ciągu kilku lat spadły o połowę.

– Polska przez ostatnie 20–25 lat intensywnie goni światową czołówkę. Mamy jeszcze sporo do nadrobienia w wielu dziedzinach, ale z satysfakcją można powiedzieć, że wiele polskich firm właściwie produkuje na światowym czy europejskim poziomie, o czym świadczą wyniki eksportu. Dużo polskich firm czasami po cichu, bez dużego rozgłosu, eksportuje swoje wyroby również do tych najbardziej przodujących krajów – podkreśla Andrzej Mochoń, prezes zarządu Targów Kielce.

– Widać to na targach branżowych, gdzie widzimy dużo systemów fotowoltaicznych, wiele firm wystawców zajmujących się montażem nowych urządzeń, coraz bardziej kompaktowych, o nowoczesnym designie – ocenia Bogdan Szymański.

30 i 31 marca w Kielcach odbyły się XVII Międzynarodowe Targi Ochrony Środowiska i Gospodarki Odpadami EKOTECH, XIX Międzynarodowe Targi Energetyki i Elektrotechniki ENEX oraz XIV Targi Odnawialnych Źródeł Energii ENEX Nowa Energia. Tematem przewodnim było wytwarzanie, przesyłanie i dystrybucja energii, jej użytkowanie i metody oszczędzania oraz systemy ciepłownicze i wytwarzanie ciepła.

– Podstawowym powodem udziału w targach jest chęć nawiązania kontaktów biznesowych. To również dobry sposób na promocję marki, poszczególnych produktów i nowości. Targi pełnią również rolę edukacyjną – podkreśla Andrzej Mochoń.

Łącznie w dwudniowych targach wzięło udział ponad 150 wystawców. Wydarzenie przyciąga coraz więcej klientów zainteresowanych mikroinstalacjami OZE i ekologią. Jak wskazuje Mochoń, cieszą się one co prawda mniejszą popularnością niż w innych krajach europejskich czy azjatyckich, jednak ich rola będzie stopniowo rosnąć.

 Liczba targów w Polsce rośnie, podobnie jak liczba osób odwiedzających. To najlepszy przykład, że targi są potrzebne. Każda branża potrzebuje miejsca spotkania. Targi EKOTECH i ENEX pełnią funkcję takiej platformy, która umożliwia spotkanie się wystawców, firm produkujących z kooperantami, ze światem nauki, dystrybutorami, przedstawicielami krajowymi i zagranicznymi – przekonuje Mochoń.

Targi motoryzacyjne przyciągają coraz więcej osób. Zainteresowanie będzie rosło wraz ze wzrostem sprzedaży nowych samochodów

CEO Magazyn Polska

Wraz z rosnącym rynkiem nowych samochodów w Polsce będzie rosła również popularność targów motoryzacyjnych. Widać to po statystykach poznańskiego Motor Show, który zakończył się w niedzielę. Z roku na rok największe targi branży w tej części Europy przyciągają coraz więcej wystawców i gości. Rośnie też ranga imprezy – w tym roku zaprezentowano 60 premier, w tym jedną europejską, pojawiły się także premiery koncepcyjne.

Zazwyczaj Polska nie jest kojarzona z miejscem, w którym odbywają się jakiekolwiek premiery samochodowe. W zeszłym roku w pawilonie Międzynarodowych Targów Poznańskich odbyła się premiera światowa samochodu dostawczego Caddy, a w tym roku na Motor Show mieliśmy premierę europejską samochodu Elantra Hyundai – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Trawa, prezes Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Dodaje, że to właśnie liczba nowości i oferta wystawiennicza świadczą o popularności targów. Tegoroczne Motor Show przyciągnęło aż 60 premier. Wśród wystawców były obecne prawie wszystkie marki.

Samochód kupuje się zmysłami, poprzez emocje. Z punktu widzenia ekonomicznego samochód jest składową trzech elementów: technologii, designu i marki i we wszystkich doznajemy emocji. Każdy stara się też kupować te marki, które stawiają go o oczko wyżej niż sąsiada – podkreśla Przemysław Trawa.

Dlatego, jak podkreśla ekspert, targi motoryzacyjne cieszą się coraz większą popularnością. Tym bardziej że Polacy lubią nowości i nowinki technologiczne. Widać to choćby po tym, że klienci częściej sięgają po rozwiązania ekologiczne, stąd większe zainteresowanie samochodami z alternatywnymi źródłami napędu. Tylko w ubiegłym roku zarejestrowano ponad 5,5 tys. hybryd (przy 4 tys. w 2014 roku).

Targi motoryzacyjne w Poznaniu odbywają się co roku na wiosnę. W 2015 roku odwiedziło je ponad 113 tys. osób, o 20 tys. więcej niż rok wcześniej. W tym roku na 50 tys. mkw. powierzchni pojawiło się 120 wystawców, a w ośmiu pawilonach zorganizowano cztery salony tematyczne – samochodowy, motocyklowy, caravaningowy i truck.

Już teraz zajęte mamy wszystkie pawilony. Obecnie klucz popytu jest w kupnie nowych samochodów, nie używanych czy reperowanych w Polsce. Wszystkie znaki wskazują, że jest to rynek rosnący, dlatego sądzę, że rynek targowy również będzie rósł, a przyszłość Targów Poznańskich zapowiada się dobrze – ocenia Przemysław Trawa. – W tym roku chcemy zorganizować jeszcze drugą imprezę, czyli targi starych samochodów – zapowiada ekspert.

Polacy coraz chętniej kupują nowe auta. W ubiegłym roku zarejestrowano ponad 355 tys. samochodów osobowych, o 8 proc. więcej niż w 2014 roku. Eksperci oceniają, że trend wzrostowy powinien się utrzymywać.

Opinie bliskich i znajomych ważną wskazówką przy zakupach. Za wiarygodne źródło informacji uważa je 60 proc. Polaków

CEO Magazyn Polska

84 proc. konsumentów zarekomendowało komuś dany produkt lub usługę. Z kolei 46 proc. przyznało, że zdarzyło im się zniechęcić do zakupu jakiegoś towaru lub skorzystania z konkretnej oferty. Polacy najczęściej polecają swoim bliskim, znajomym czy sąsiadom nowości kinowe, restauracje, hotele, usługi medyczne i prawnicze. Prawie 2/3 konsumentów podkreśla, że zdecydowało się na zakup właśnie z polecenia.

– Bardzo chętnie polecamy sobie wzajemnie zarówno produkty, jak i usługi. Z zakupem usług wiąże się wyższe ryzyko, ponieważ większość z nich ma charakter jednorazowy, a zatem bardziej skłonni jesteśmy szukać informacji na temat usług niż na temat towarów – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Jolanta Tkaczyk z Katedry Marketingu Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

Z badań dr Jolanty Tkaczyk wynika, że Polacy najczęściej polecają sobie nawzajem usługi prawnicze, zaś odradzają kupno samochodu.

– Dla 80 proc. osób pierwszym źródłem przy szukaniu informacji na temat towarów czy usług są najbliżsi – rodzina, znajomi. Są takie kategorie produktowe, przy zakupie których będziemy chętniej słuchać opinii ekspertów, szczególnie tam, gdzie nie mamy wystarczającej wiedzy, która pozwoliłaby nam ocenić wiarygodność tego źródła informacji – tłumaczy dr Jolanta Tkaczyk.

Ci, którym rekomendacja bliskich czy znajomych nie wystarcza, często szukają informacji w internecie. Opinie z forów internetowych nie są jednak wyznacznikiem w przypadku wszystkich produktów czy usług.

– Dla przykładu wybór seansu w kinie powoduje, że ludzie są skłonni poszukiwać na forach internetowych informacji o filmie, który wchodzi dopiero na ekrany. I to jest najczęstsze źródło informacji. Z drugiej strony mamy takie produkty jak artykuły żywnościowe, gdzie w zasadzie niewiele osób wskazuje, że przed ich zakupem korzysta z wyszukiwarek – mówi dr Jolanta Tkaczyk.

Zadowoleni konsumenci chętnie dzielą się informacjami na temat danego produktu z innymi. Z kolei ci, którzy dokonali zupełnie nietrafionego zakupu lub dany towar zawiódł ich oczekiwania, najczęściej wolą przemilczeć ten fakt albo ku przestrodze mówią tylko wąskiemu gronu osób. Po rozczarowaniu produktem lub usługą częściej zniechęcają do ich zakupu osoby w wieku 35–50 lat.

– Można powiedzieć, że jesteśmy bardziej skłonni polecać produkty, niż zniechęcać do ich zakupu. Jeżeli już jesteśmy bardzo niezadowoleni, to wówczas zasięg takiej negatywnej informacji jest znacznie większy niż pozytywnej. Jest grupa osób, która będzie starała się nagłośnić jak najbardziej swoje niezadowolenie, np. zakładając specjalną stronę w internecie – mówi dr Jolanta Tkaczyk.

Bardzo istotnym czynnikiem decydującym o zaangażowaniu w zakup i polecanie sobie danego produktu jest wiek. Na przykład młodsi konsumenci chętniej polecają sobie konkretne modele smartfonów niż starsi. Nowy sprzęt jest dla nich bardzo ważny, bo jego zakup wiąże się z dużym wydatkiem. Dla osób dojrzałych kupno telefonu nie jest aż tak istotną sprawą, niemniej jednak przed podjęciem decyzji szukają przydatnych informacji w sieci.

– Bardzo popularne są np. porównywarki cenowe, które pozwalają wyszukać produkt w sklepach i dodatkowo sprawdzić ofertę pod względem cenowym w różnych miejscach. Popularnym źródłem informacji są również fora internetowe i co ciekawe – także strony sprzedawców – mówi dr Jolanta Tkaczyk.

Energetyka wiatrowa będzie miała coraz trudniej

Wprowadzenie zakazu budowy elektrowni wiatrowych w odległości mniejszej niż 1,5 km od zabudowań oznacza, że nie będą one mogły być lokalizowane na ponad 99 proc. powierzchni kraju – ostrzega Rada OZE Konfederacji Lewiatan.     

Projekt ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych autorstwa grupy posłów PiS budzi sprzeciw zarówno środowisk związanych z energetyką wiatrową, jak i części samorządów.

Zdaniem Rady OZE Konfederacji Lewiatan jeśli istnieje konieczność ustalenia minimalnej odległości budowanej elektrowni wiatrowej od zabudowań, należy to zrobić w sposób racjonalny, z wyważeniem interesów mieszkańców, społeczności lokalnej i potencjalnych inwestorów.

– Lokalizacja elektrowni wiatrowej powinna uwzględniać jej zróżnicowane oddziaływanie na otoczenie w zależności od zabudowy sąsiadujących nieruchomości, ukształtowania terenu, jak również cech technicznych samej elektrowni i być określona w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy proponują również inny sposób wyliczania jednorazowej opłaty dla Urzędu Dozoru Technicznego, tak, aby jej wysokość była uzasadniona i niedyskryminacyjna. Wynikające z aktualnej wersji projektu ustawy świadczenie w wysokości 1% wartości inwestycji to często kwota rzędu ok. 100 tys. zł.  Nie jest ona powiązana ani ze stopniem skomplikowania technicznego urządzeń tworzących turbinę wiatrową, ani z nakładem pracy wymaganym do przeprowadzenia kompleksowej weryfikacji stanu technicznego elektrowni wiatrowej. Przy takim rozwiązaniu koszt przeprowadzenia inspekcji fabrycznie nowej elektrowni wiatrowej będzie wielokrotnie wyższy niż koszt inspekcji kilkunastoletniego urządzenia sprowadzonego z zagranicy za cenę stanowiącą niewielki procent ceny nowej elektrowni wiatrowej.

Ponadto, inwestor powinien być zwolniony z opłaty w okresie, w którym producent zapewnia, że dana instalacja spełnia wymogi techniczne i jej działanie nie spowoduje zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi.

W związku z tym, że projekt ustawy odnosi się wyłącznie do wszczętych postępowań dotyczących decyzji o pozwoleniu na budowę, Rada OZE proponuje ochronę interesów inwestora powstałych na wcześniejszych etapach inwestycji (np. po dokonaniu oceny oddziaływania na środowisko lub po wydaniu decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach). Ochronę powinno się zgodnie ze stanowiskiem Trybunału Konstytucyjnego  stosować od „rozpoczęcia przedsięwzięcia”.

Brak możliwości rozwoju energetyki wiatrowej i ograniczenie jej obecnego zakresu spowoduje, że gminy, lokalni mieszkańcy zostaną pozbawieni dodatkowego transferu środków. Szacuje się, że rocznie wspomniane transfery wynoszą ok. 1 mld złotych, których beneficjentem jest ok. 330 gmin i ok. 70.000 gospodarstw rolnych (tj. ok 250.000 osób).

Konfederacja Lewiatan

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW w marcu 2016 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku o 13,4% rdr przy rosnącej liczbie transakcji (+12,6% rdr)
  • Wzrost wolumenów obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 5,7% rdr, a kontraktami terminowymi na akcje o 69,9%
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem na rynkach terminowym i spot o 4,2% rdr

Obroty akcjami na Głównym Rynku w ramach arkusza zleceń osiągnęły w marcu 2016 r. wartość 16,7 mld zł, czyli o 13,4% mniej niż rok wcześniej, podczas gdy łączna wartość obrotów akcjami wyniosła 17,4 mld zł, co oznacza spadek o 18,9% w porównaniu do marca 2015 r. Liczba transakcji w marcu 2016 r. wyniosła 1,7 mln zł odnotowując wzrost o 12,6% rok do roku. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku wyniosła w marcu 2016 r. 793,6 mln zł, natomiast na rynku NewConnect – 5,2 mln zł.

W marcu 2016 r. wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 491,6 tys. szt., co oznacza wzrost o 5,7% wobec marca 2015 r. Wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł rok do roku o 69,9%, do poziomu 113,4 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji wyniosła na koniec marca 2016 r. 71,1 mld zł, co oznacza wzrost o 8,2% rok do roku. Łączna wartość obrotu na rynku Catalyst spadła o 5,9% w porównaniu do marca 2015 r., do poziomu 185,2 mln zł. Łączna wartość obrotu na rynku TBSP w marcu 2016 r. osiągnęła poziom 27,5 mld zł, co oznacza spadek o 48,7% wobec marca 2015 r.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w marcu 2016 r. wyniósł 10,7 TWh wobec 16,8 TWh rok wcześniej. Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym na rynkach spot i terminowym wzrósł w marcu 2016 r. o 4,2% rok do roku, do poziomu 12,2 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi w marcu 2016 r. wyniósł 6,7 TWh co oznacza spadek o 26,3% w stosunku do marca 2015 r.

Kapitalizacja 430 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec marca 2016 r. wyniosła 543,7 mld zł (127,4 mld EUR). Łączna kapitalizacja 483 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW wyniosła na koniec marca tego roku 1000,1 mld zł (234,3 mld EUR).

Na Rynku Głównym GPW w marcu 2016 r. zadebiutowała spółka ARCHICOM S.A., a wartość oferty wyniosła 72 mln zł. Na NewConnect zadebiutował UNIFIED FACTORY (wartość oferty 6,25 mln zł).

Na rynku Catalyst w marcu zadebiutowały spółki: GRIFFIN REAL ESTATE INVEST Sp. z o.o.(wartość emisji obligacji korporacyjnych – 147 mln.) GETBACK S.A. (wartość emisji obligacji korporacyjnych 25 mln zł) oraz FAMUR S.A. (wartość emisji obligacji 108 mln zł).

W marcu 2016 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, o jedną mniej niż rok wcześniej.

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.04.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.04.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Ceny gazu ziemnego nadal spadają

Ceny gazu ziemnego nadal spadają. Pomimo dużego spadku w minionym roku, który wynosił 25 proc.

Tendencja spadkowa cen utrzymuje się. Spowodował ją boom łupkowy w USA. Pogłębił spadek popytu ze strony Azji. Cena gazu powiązana jest z ropą, a ta taniała.

Istnieje kilka niepewnych scenariuszy na przyszłość. Przede wszystkim związane są z Chinami, które pozostają największym na świecie odbiorcą gazu.

Spór o przyszłość gazu łupkowego w USA

Kampania prezydencka w USA doprowadziła do sporu o wydobycie gazu łupkowego. Jest to spór istotny, bo boom łupkowy ma wpływ na niskie ceny ropy naftowej na światowych rynkach.

Podczas debat przedwyborczych Hilary Clinton zapowiedziała, że chce zaostrzyć rygory dotyczące szczelinowania hydraulicznego. Postulaty jej kontrkandydata są jeszcze dalej idące.

Jednak dla kolejnych prezydentów USA priorytetem była gospodarka USA. Jak dalece kampanijne obietnice dotyczące obostrzeń rygorów wydobycia gazu łupkowego traktowane są poważnie w USA, o tym w rozmowie z MarketNews24 opowiada Bartosz Sawicki z BiznesAlert.

Jak nie banki centralne, to ropa

Tydzień zapowiada się ciekawie, chociaż twardych danych gospodarczych, które mogą wstrząsnąć rynkiem, nie będzie zbyt wiele. Zresztą wygrać konkurencję z ubiegłym tygodniem, z efektownymi informacjami o rynku pracy w USA, nie jest łatwo. Dzisiaj pojawią się wskaźniki o nowych zamówieniach w Stanach Zjednoczonych (prognozy nie są dobre), wystąpi też przedstawiciel Rezerwy Fedrealnej z Bostonu Eric Rosengren (z prawem głosu). Ten tydzień przyniesie jeszcze kilka wypowiedzi reprezentantów Fed, jednak tak naprawdę liczyć się będzie przede wszystkim to, co powie w czwartek Janet Yellen. Jej opinia będzie ciekawa, ale nie przesadzajmy – w zeszłym tygodniu miała mocne wystąpienie na temat gospodarki, i trudno wyobrazić sobie, by w ciągu kilku dni zmieniła zdanie.

W Europie istotne są dziś dwa wskaźniki: indeks Sentix, obrazujący oczekiwania inwestorów finansowych, oraz inflacja producencka PPI w strefie euro. Każdy z nich zawiera ciekawe informacje na temat rynku, chociaż ich znaczenie w obecnej sytuacji nie będzie duże. Wart uwagi jest jeszcze rzymski wykład Petera Praeta z ECB, na temat walki banku centralnego strefy euro z niską inflacją.

W tym tygodniu pojawi się kilka istotnych amerykańskich akcentów: poza wystąpieniem Janet Yellen, będzie to publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC, a także ISM dla usług. Wskaźniki koniunktury publikuje również strefa euro, a także Wielka Brytania. Tydzień nie obfituje w spektakularne wydarzenia, ale na pewno nie zabraknie wrażeń. Jeżeli nie dostarczą ich wskaźniki gospodarcze i wystąpienia przedstawicieli banków centralnych, to zawsze można liczyć na ropę.

dr Maciej Jędrzejk,

Tydzień zapowiada się ciekawie, chociaż twardych danych gospodarczych, które mogą wstrząsnąć rynkiem, nie będzie zbyt wiele. Zresztą wygrać konkurencję z ubiegłym tygodniem, z efektownymi informacjami o rynku pracy w USA, nie jest łatwo. Dzisiaj pojawią się wskaźniki o nowych zamówieniach w Stanach Zjednoczonych (prognozy nie są dobre), wystąpi też przedstawiciel Rezerwy Fedrealnej z Bostonu Eric Rosengren (z prawem głosu). Ten tydzień przyniesie jeszcze kilka wypowiedzi reprezentantów Fed, jednak tak naprawdę liczyć się będzie przede wszystkim to, co powie w czwartek Janet Yellen. Jej opinia będzie ciekawa, ale nie przesadzajmy – w zeszłym tygodniu miała mocne wystąpienie na temat gospodarki, i trudno wyobrazić sobie, by w ciągu kilku dni zmieniła zdanie.

W Europie istotne są dziś dwa wskaźniki: indeks Sentix, obrazujący oczekiwania inwestorów finansowych, oraz inflacja producencka PPI w strefie euro. Każdy z nich zawiera ciekawe informacje na temat rynku, chociaż ich znaczenie w obecnej sytuacji nie będzie duże. Wart uwagi jest jeszcze rzymski wykład Petera Praeta z ECB, na temat walki banku centralnego strefy euro z niską inflacją.

W tym tygodniu pojawi się kilka istotnych amerykańskich akcentów: poza wystąpieniem Janet Yellen, będzie to publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC, a także ISM dla usług. Wskaźniki koniunktury publikuje również strefa euro, a także Wielka Brytania. Tydzień nie obfituje w spektakularne wydarzenia, ale na pewno nie zabraknie wrażeń. Jeżeli nie dostarczą ich wskaźniki gospodarcze i wystąpienia przedstawicieli banków centralnych, to zawsze można liczyć na ropę.

dr Maciej Jędrzejczak

Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Rozstrzygnięcia dotyczące podatku od handlu oraz przewalutowania kredytów frankowych kluczowe dla powrotu inwestorów na rynek

CEO Magazyn Polska

Choć w ciągu ostatnich dwóch miesięcy WIG20 wzrósł o ponad 15 proc., a zarządzający funduszy inwestycyjnych mówią o stopniowym powrocie inwestorów zagranicznych na polski rynek, to GPW ma po ostatnim roku do odrobienia tak duże straty, że przydałby się jej zdecydowany impuls wzrostowy. Do tego, by inwestorzy zagraniczni ponownie uwierzyli, że warto inwestować na polskim rynku, potrzeba jednak rozwiązania wątpliwości dotyczących podatku od sprzedaży detalicznej oraz przewalutowania kredytów walutowych.

Od dołka z 20 stycznia indeks WIG20 pnie się do góry. W ciągu 9 tygodni wzrósł o ponad 15 proc. Choć swoje notowania poprawiły w tym czasie wszystkie najważniejsze światowe indeksy, to wynik GPW jest lepszy niż w przypadku pozostałych – S&P 500 wzrósł w tym czasie o 9,5 proc., niemiecki DAX o 4,9 proc., francuski CAC 40 o 5 proc., a londyński FTSE 100 o 7,6 proc. Nie zmienia to faktu, że wobec maja ubiegłego roku, gdy po pierwszej turze wyborów prezydenckich rozpoczęły się spadki, główny indeks warszawskiej giełdy mimo ostatnich pozytywnych nastrojów wciąż jest o 24 proc. niżej.

­– Wszyscy oczekują zapowiedzi kolejnych działań ze strony rządu i sprecyzowania niektórych rozwiązań, które z punktu widzenia rynków finansowych są bardzo istotne – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Janecki, główny ekonomista Société Générale. – Chodzi tutaj przede wszystkim o rozwiązania dotyczące sprawy zamiany długu walutowego i sprecyzowania spraw dotyczących rozwiązań podatkowych. To wszystko jest bardzo istotne nie tylko dla rynku walutowego, lecz także dla rynku giełdowego.

Na polskiej giełdzie największe spółki to banki dotknięte już obowiązującym podatkiem od aktywów i zagrożone znacznie bardziej dotkliwym w skutkach pomysłem przewalutowania kredytów frankowych, KGHM cierpiący z powodu wielomiesięcznych spadków cen miedzi i wciąż obowiązującego podatku od kopalin (choć pojawiły się pozytywne sygnały, że może on zostać jeszcze w tym roku zmniejszony o jedną trzecią) i firmy związane z handlem detalicznym, takie jak Emperia, Eurocash czy LPP. Nad nimi wisi z kolei widmo podatku od sprzedaży detalicznej, choć już nie w ekstremalnej formie zaproponowanej na początku lutego przez Ministerstwo Finansów.

Janecki podkreśla, że warto jednak pamiętać o proporcjach: podatek bankowy to 5,5 mld zł. Podatek od sprzedaży detalicznej – maksymalnie 2 mld zł. Koszt przewalutowania kredytów frankowych, w zależności od scenariusza oznacza w ocenie KNF obciążenie (jednorazowe, co prawda) rzędu 45–103 mld zł. To od 4 do 9 razy tyle, ile cały sektor bankowy zarobił w ubiegłym roku. A niemal połowę tego zysku i tak zjadł już podatek od aktywów bankowych.

– Sądzę, że rząd jest blisko rozwiązania sprawy przewalutowania kredytów walutowych. Uważam, że jest bardzo prawdopodobne, że rząd ograniczy po prostu możliwości zamiany długu walutowego na złotowy do mniejszej grupy osób, które mają tego typu kredyty – przekonuje Janecki. – A to oczywiście będzie się wiązało z mniejszym kosztem dla sektora bankowego.

W ubiegłym roku upadło 750 firm. Części bankructw można uniknąć m.in. dzięki odroczeniu w ZUS terminu płatności składek

CEO Magazyn Polska

Przyczyną utraty płynności przez firmę często są zarówno zaległości w płatnościach kontrahentów, jak i ryzykowne decyzje inwestycyjne i operacyjne. Rozwiązaniem dla przedsiębiorcy mającego przejściowe problemy finansowe może być odroczenie przez ZUS terminu płatności składek. Urząd zobowiązuje się wówczas nie dochodzić należności objętych odroczeniem i nie nalicza odsetek za zwłokę.

Liczba firm, które bankrutowały wzrosła z ponad 600 w 2010 roku do blisko 900 w 2013 roku. W ubiegłym roku było ich 650. To dużo, ale istotnie mniej niż w poprzednich latach. Prawie 25 proc. z tych firm to spółki cywilne i firmy osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, pozostałe to spółki kapitałowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Blisko 430 upadłości dotyczyło w 2015 roku firm z ograniczoną odpowiedzialnością, a ponad 50 – spółek akcyjnych. Znacznie rzadziej problemy mają firmy założone przez osoby fizyczne czy spółdzielnie (ok. 200). Podobną tendencję można zauważyć również w latach ubiegłych.

To oznacza, że o to, żeby nie było upadłości, bardziej dbają firmy, w których właściciel odpowiada całym majątkiem za jej działalność i zobowiązania. Częściej upadają te firmy, gdzie zobowiązania są ograniczone tylko do kapitału włożonego przez inwestorów, właścicieli, akcjonariuszy czy udziałowców – wskazuje ekonomistka.

Z analiz wywiadowni gospodarczej CRIBIS.pl wynika, że trzeci rok jest najbardziej kryzysowy w działalności polskich firm. To właśnie pomiędzy 25. a 36. miesiącem działalności firmy najczęściej upadają. Powodem upadłości jest przede wszystkim utrata płynności.

Z reguły kojarzy nam się to z tym, że kontrahenci nie spłacają swoich zobowiązań, czyli nie mamy pieniędzy na spłatę zobowiązań wobec partnerów biznesowych. Natomiast badania wykazują, że przyczyny są znacznie poważniejsze i w dużej mierze leżą po naszej stronie. To efekt naszych decyzji, czasami zbyt ryzykownych, zwłaszcza gdy angażujemy się w inwestycje, które obciążają nasze finanse, a jednocześnie nie przynoszą nam jeszcze przychodów – przekonuje Starczewska-Krzysztoszek.

Nietrafione inwestycje powodują, że na konto nie wpływają przewidywane środki. Tym samym firma ma mniej pieniędzy na spłatę zobowiązań, m.in. wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Nie zawsze jednak trudności finansowe muszą się kończyć upadłością firmy. Jeśli są przejściowe, dobrym pomysłem jest zwrócenie się do ZUS-u  o odroczenie terminu płatności należności z tytułu składek. Od grudnia ubiegłego roku można wnioskować o odroczenie terminu płatności składek finansowanych z własnych środków i przez ubezpieczonych, którzy nie są płatnikami składek.

Taki rodzaj ulgi pozwala na zapłatę składek w późniejszym terminie, a z płatnikiem podpisywana jest umowa. W niej określane są wszystkie szczegóły. Warunkiem udzielenia ulgi jest złożenie wniosku najpóźniej w dniu upływu terminu płatności składek – tłumaczy Agnieszka Jakubiec z Departamentu Realizacji Dochodów w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

W okresie od grudnia 2015 r. do lutego 2016 r. wpłynęło do ZUS 886 wniosków o odroczenie terminu płatności składek. Zakład wyraził zgodę na odroczenie dla prawie 1/3 wnioskodawców, niestety, dla niemal 10 proc. występujących o ulgę postępowanie skończyło się odmową.

Na podstawie umowy ZUS zobowiązuje się nie dochodzić należności, których termin płatności został odroczony i nie nalicza odsetek za zwłokę. Przedsiębiorca musi jednak uiścić opłatę prolongacyjną w wysokości 50 proc. stawki odsetek za zwłokę na dzień podpisania umowy. Należy jednak pamiętać, że odroczenie płatności składek ma charakter wyjątkowy i nie zawsze  można z niego skorzystać.

Samo złożenie wniosku nie gwarantuje udzielenia ulgi. Przede wszystkim ważne jest, by wniosek wpłynął najpóźniej w dniu terminu płatności składek. Muszą też być spełnione wymogi formalne do jego rozpatrzenia. Konieczne jest więc dołączenie dokumentacji niezbędnej do analizy sprawy, m.in. z  uwzględnieniem przepisów o pomocy publicznej – zaznacza ekspertka ZUS.

Wykaz niezbędnych dokumentów można znaleźć na stronie ZUS. Wszelkich informacji w tej kwestii udzielą też pracownicy urzędu. W oddziałach ZUS w Łodzi, Warszawie, Poznaniu i Bydgoszczy (a od czerwca w całym kraju) można skorzystać z pomocy osobistego doradcy. Wesprze on krok po kroku przedsiębiorcę, który chce skorzystać z ulgi w spłacie należności z tytułu składek. Każdy wniosek podlega analizie i dopiero po podjęciu pozytywnej decyzji podpisywana jest umowa.

Sprzedaż leków będzie szybko rosła. W 2020 roku globalny rynek osiągnie wartość 1,4 bln dol.

CEO Magazyn Polska

Światowe zapotrzebowanie na leki jest coraz większe. Największy popyt generują kraje bogate, dysponujące służbą zdrowia na wysokim poziomie, ale dynamika wzrostu jest większa również na rynkach wschodzących, jak Indie, Chiny, Indonezja oraz Brazylia. Według IMS Health w najbliższych latach rynek będzie rosnąć o 4–7 proc. rocznie, by w 2020 roku osiągnąć wartość 1,4 bln dol. Nowe leki mają zwalczać głównie nowotwory oraz choroby rzadkie.

Czynnikiem, który w najbliższych latach będzie miał duże znaczenie we wzroście rynku farmaceutycznego, jest zwiększona konsumpcja leków – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Leoszkiewicz z analizującej rynek firmy IMS Health. – Konsumpcja leków odgrywa największą rolę w krajach dynamicznego wzrostu rozwijających systemy ochrony zdrowia, gdzie dostęp pacjenta do leków jest rozszerzony.

Według raportu firmy IMS Health w najbliższych czterech latach rynek farmaceutyczny na świecie będzie rosnąć w tempie 4–7 proc. rocznie. W 2020 roku jego wartość powinna wynieść 1,4 bln dol. To oznacza skumulowany wzrost ilościowy o 24 proc. w stosunku do 2015 roku, co przekłada się na blisko 350 mld dol. dodatkowych przychodów.

Za cztery lata ponad połowa populacji będzie dziennie spożywała więcej niż jedną średnią, standardową dawkę leku – przekonuje Katarzyna Leoszkiewicz. – W 2005 roku nie była to nawet połowa, ale około jednej trzeciej populacji. Widzimy więc jak duża będzie skala wzrostu konsumpcji farmaceutyków.

Wzrost wydatków na leki będzie generowany przede wszystkim przez kraje rozwinięte, gdzie nacisk kładziony jest na rozwój leków specjalistycznych i innowacji.

To będzie właśnie część, która stanie się motorem wzrostu wartościowego globalnego rynku leków – prognozuje Katarzyna Leoszkiewicz.

Z uwagi na rozwój innowacyjnych, a więc i droższych leków, oraz związanych z większym ryzykiem biznesowym rozwiązań cena farmaceutyków szczególnie na rynkach rozwiniętych będzie rosnąć najszybciej. Natomiast na rynkach tzw. dynamicznego wzrostu (m.in. Indie, Chiny, Indonezja oraz Brazylia), które w 2020 roku mają generować około 63 proc. sprzedaży, pacjenci powinni mieć coraz szerszy dostęp do leków, ale częściej generycznych (lokalnych, tanich zamienników oryginalnych substancji).

Rosnąć będzie także podaż farmaceutyków. Według autorów badania do roku 2020 rok na rynek trafi około 225 nowych substancji czynnych. Do 2015 roku w ciągu kończącej się wtedy pięciolatki do sprzedaży dopuszczono tylko 182 cząsteczki.

Będą to leki bardzo innowacyjne, dosyć specjalistyczne i w większości stosowane w chorobach nowotworowych – precyzuje Katarzyna Leoszkiewicz. – Ponad 90 proc. substancji stosowanych w tego rodzaju schorzeniach to będą z kolei tzw. terapie celowane, ukierunkowane na konkretny rodzaj nowotworu.

Ze względu na szersze wykorzystywanie nowych, droższych terapii dojdzie do wzrostu średniej ceny za jedną standardową dawkę (SU) leku na rynkach rozwiniętych, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Na dynamikę tego progresu będzie miało wpływ wygasanie ochrony patentowej. Przewiduje się, że spowoduje to zmniejszenie wartości rynków rozwiniętych o 178 mld dol., z czego 41 mld dol. będzie wynikiem szerszego stosowania leków biopodobnych.

Wydaje się, że rozwój preparatów specjalistycznych będzie dominantą, w związku z czym należy oczekiwać nowych farmaceutyków na choroby onkologiczne, a także sieroce, które do tej pory były pod tym względem zaniedbane – przewiduje Katarzyna Leoszkiewicz. – Wydaje się, że w perspektywie najbliższych pięciu lat także one będą czynnikiem, który wpłynie na wzrost globalnego rynku leków.

Według autorów raportu w 2020 roku będzie dostępnych 943 substancji czynnych wprowadzonych do sprzedaży w poprzednich 25 latach (1996–2020), z czego 470 cząsteczek dotyczyć ma leczenia chorób sierocych. Oczekuje się, że globalne wydatki na tego rodzaju farmaceutyki będą stanowić 1–2 proc. całego rynku, a w krajach najbardziej rozwiniętych – takich jak Stany Zjednoczone – nawet 10 proc.

Klienci coraz chętniej likwidują szkodę u swojego ubezpieczyciela. Liczą na skrócenie czasu tego procesu

CEO Magazyn Polska

Rośnie zainteresowanie klientów towarzystw ubezpieczeniowych trybem bezpośredniej likwidacji szkód. Uruchomiony rok temu system oferuje dziś osiem firm, które odpowiadają za blisko 70 proc. rynku w Polsce. Dzięki niemu bez względu na to, kto był sprawcą zdarzenia, właściciel polisy może zgłosić szkodę w przedsiębiorstwie, którego polisę posiada.

– Zainteresowanie trybem bezpośredniej likwidacji szkód (BLS) rośnie, klienci coraz częściej korzystają z takiego rozwiązania – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Stankiewicz, wiceprezes Towarzystwa Ubezpieczeń i Reasekuracji Warta SA. – Dużą wartością jest to, że w przypadku szkody BLS pozwala na zgłoszenie nieszczęśliwego zdarzenia do swojego ubezpieczyciela, czyli tego, którego klient zna i samodzielnie wcześniej wybrał.

Tryb bezpośredniej likwidacji szkód to uruchomiony przez Polską Izbę Ubezpieczeń na początku II kwartału ubiegłego roku system ubezpieczeń OC umożliwiający naprawę auta lub uzyskanie odszkodowania w towarzystwie, w którym ubezpieczony jest poszkodowany, a nie jak dotąd – w firmie ubezpieczeniowej sprawcy wypadku.

BLS od kilkudziesięciu lat funkcjonuje w Europie, m.in. we Francji, w Belgii, Hiszpanii oraz we Włoszech. W Polsce do BLS należy osiem towarzystw odpowiadających łącznie za około 70 proc. rynku ubezpieczeniowego. Zdaniem wiceprezesa TUiR Warta stopniowo do tego systemu będą przystępować kolejne firmy. Świadomość klientów także rośnie, coraz więcej poszkodowanych oczekuje BLS od swojego ubezpieczyciela. Jak informuje Rafał Stankiewicz, TUiR Warta do końca ubiegłego roku obsłużyło w tym trybie ok. 5 tys. szkód.

– Dodatkowo likwidujemy również szkody, gdy sprawca jest ubezpieczony w innym, nienależącym do systemu BLS towarzystwie – wyjaśnia Rafał Stankiewicz. – W ramach produktu „OC Szybka Wypłata” obsługujemy wszystkich klientów w zakresie bezpośredniej likwidacji. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby BLS wpłynął na skrócenie czasu likwidacji, zwłaszcza że jest tam trochę więcej procesów do realizacji w relacji z ubezpieczycielem sprawcy.

Przyspieszenie procesu likwidacji szkód następuje natomiast dzięki wdrażanym technologiom. Jednym z takich rozwiązań jest aplikacja mobilna, która umożliwia np. zgłoszenie szkody i przesłanie zdjęć z miejsca zdarzenia i uszkodzonego auta. W tym kierunku idą także oczekiwania klientów. Jak wynika z raportu KPMG, osoby często kontaktujące się z ubezpieczycielem dużo chętniej korzystają z rozwiązań internetowych. 7 proc. korzysta z aplikacji mobilnych.

– Wyniki wdrożonej przez nas w grudniu aplikacji mobilnej przeszły nasze oczekiwania – mówi wiceprezes TUiR Warta. – Bez większych kampanii promocyjnych 10 proc. poszkodowanych wybiera obecnie taką drogę kontaktu z towarzystwem, co dotyczy także korzystających z BLS. W ten sposób skraca się bowiem komunikacja, a proces likwidacji przyspiesza.

Dzięki aplikacji klienci mogą poinformować o zdarzeniu, przesłać dokumenty i zdjęcia, monitorować przebieg całego procesu, a rzeczoznawcy mogą zdalnie przeprowadzić wycenę.

Konsumenci piwa coraz bardziej wymagający. Piwa specjalne są najszybciej rosnącą kategorią na tym rynku

CEO Magazyn Polska

Kategoria piw specjalnych, do której należą m.in. piwa smakowe, pszeniczne i niepasteryzowane, w ubiegłym roku rosła najszybciej na rynku. Zarówno pod względem wartości, jak i wolumenu sprzedaży był to ponad 15-proc. wzrost względem 2014 roku. Na tę kategorię stawia także Kompania Piwowarska i zapowiada nowości w tym segmencie. Chce także promować konsumpcję piwa do jedzenia.

– Spodziewamy się, że w tym roku w dalszym ciągu będzie rósł segment piw specjalnych, takich jak portery, piwa niepasteryzowane czy pszeniczne. Konsumenci stają się coraz bardziej świadomi tego, jaki jest wybór piw na rynku i częściej wybierają te bardziej wyszukane – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrew Highcock, prezes Kompanii Piwowarskiej, jednego z największych producentów złocistego trunku w Polsce.

Jak wynika z raportu firmy Nielsen cytowanego przez ZPPP Browary Polskie, w 2015 roku wartość tej kategorii wzrosła o 15,3 proc., a wolumen sprzedaży o 15,6 proc. W tym czasie rynek segment lagerów, który jest najpopularniejszy w Polsce, wzrósł o 0,8 proc. wartościowo, a spadł o 0,1 proc. ilościowo. Największe spadki dotknęły kategorię piw mocnych – wartość spadła o 5,4 proc., a wolumen o 3,5 proc. Cała branża zanotowała wzrost wartości sprzedaży o 0,8 proc., a w ujęciu ilościowym o 1,4 proc.

– Jesteśmy numerem jeden na rynku, dlatego chcemy odpowiadać na trendy rynkowe. Mamy już w ofercie piwo Książęce Pszeniczne, ale w tym roku planujemy także wprowadzić niepasteryzowane piwo Prażubr – zapowiada Andrew Highcock.

Jak podkreśla, w tym roku Kompania będzie inwestować zarówno w marki już istniejące i lubiane na rynku, jak i w nowości. Do koncernu należą Tyskie Browary Książęce, Dojlidy w Białymstoku, poznański Lech Browary Wielkopolski oraz znane wszystkim piwoszom marki Tyskie, Lech, Żubr czy Książęce.

– Chcemy także wzmacniać sprzedaż w gastronomii. W tym celu będziemy rozwijać ofertę piwa Tyskie 14-dniowe, które jest dostarczane do pubów bezpośrednio z naszego browaru w Tychach – podkreśla prezes Kompanii Piwowarskiej. – Będziemy pokazywali konsumentom możliwości łączenia piwa z różnymi potrawami.

Marki obecne na rynku zostaną wsparte nowymi kampaniami marketingowymi, które odświeżą ich wizerunek. Jak podkreśla Highcock, Kompania pozostanie przy sprawdzonych pomysłach na spoty reklamowe.

– To piwo jest największą gwiazdą naszych reklam i spotów telewizyjnych. Bardzo duży sukces jako bohater spotów reklamowych odniósł Żubr. W nowej kampanii reklamowej piwo Tyskie pojawia się jako bohater, który pomaga dwóm żołnierzom wrócić do Polski – mówi prezes KP.

Jak wynika z raportu firmy Nielsen cytowanego przez ZPPP Browary Polskie, w 2015 roku statystyczny polski piwosz częściej niż przed rokiem sięgał po piwa markowe (sprzedaż wzrosła ilościowo o 1,8 proc.). Na znaczeniu straciły za to trunki marek własnych sieci handlowych (spadek o 3,8 proc.).

 

Do zmiany pracy motywuje głównie wyższe wynagrodzenie. Istotna jest także atmosfera i możliwości rozwoju

CEO Magazyn Polska

Zbyt niskie wynagrodzenie najlepiej motywuje do szukania nowej pracy – wynika z badania Pracuj.pl. Blisko 66 proc. osób deklaruje, że gdyby otrzymało atrakcyjniejszą ofertę pod względem finansowym, zdecydowałoby się na jej przyjęcie. Do poszukiwania nowej pracy skłania również zła atmosfera w dotychczasowym miejscu, brak możliwości rozwoju zawodowego i awansu. Mimo to część osób nie decyduje się na szukanie nowej pracy. Nie wierzą w znalezienie lepszej oferty, a część biernie czeka. 

– Podwyżka jest czynnikiem, który motywuje Polaków do zmiany pracy. To jeden z najważniejszych aspektów, który wskazują osoby szukające pracy jako powód rozglądania się za nowym zajęciem. Połowa szukających robi to ze względu na chęć podniesienia swojego wynagrodzenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Izabela Bartnicka, ekspertka Pracuj.pl.

Jak wskazuje raport Pracuj.pl „Wygoda kontra rozwój”, ponad połowa (56 proc.) Polaków uważa, że najłatwiejszym sposobem na uzyskanie podwyżki jest zmiana pracodawcy. Ponad 65 proc. badanych przyznaje też, że gdyby otrzymało ofertę bardziej atrakcyjną pod względem finansowym, zdecydowałoby się na jej przyjęcie.

Jak przekonuje ekspertka, czynnik finansowy nie jest jedynym, który motywuje do szukania nowej pracy.

– Równie liczna grupa osób rozglądających się za nowym zatrudnieniem wskazuje, że liczą na lepszą atmosferę, poprawę warunków pracy, ale nie pod względem finansowym, lecz pod względem dobrego samopoczucia, lepszego traktowania i przyjaźniejszej atmosfery – przekonuje Bartnicka.

Pogarszająca się atmosfera w dotychczasowym miejscu pracy motywuje do szukania nowego pracodawcy 23 proc. osób. Pracownicy przywiązują też coraz większą wagę do możliwości rozwoju zawodowego. Brak perspektyw na awans i niedocenianie przez szefa sprawiają, że jesteśmy bardziej skłonni do zmiany.

– Jak pokazują nasze badania, 40 proc. ankietowanych zadeklarowało, że nigdy nie otrzymało awansu w obecnym miejscu pracy, a 20 proc. przyznało, że otrzymało taki awans, ale ponad dwa lata temu. Dlatego zmiana pracy jest dla nas momentem, kiedy możemy wskoczyć na wyższy szczebel w karierze zawodowej – tłumaczy ekspertka.

Choć pracodawcy mają świadomość, że umożliwienie podwładnym rozwoju i finansowanie szkoleń mogą pomóc zatrzymać w pracy najbardziej wartościowe osoby, to najczęściej decydują się na taki krok w stosunku do młodych osób, które wchodzą na rynek pracy.

– Pracodawcy chętniej inwestują w takie osoby i chętniej wysyłają je na szkolenia finansowane przez siebie. Dlatego też myśl o tym, że chcemy się rozwijać, uczyć się nowych rzeczy jest ważnym czynnikiem, który motywuje do zmiany pracy – zaznacza Bartnicka.

Duża część pracowników nie decyduje się na szukanie nowego zajęcia, bo nie wierzy w swoje umiejętności. Co czwarta osoba uważa, że nie znajdzie lepszej pracy. Podobna grupa osób pozostaje bierna, nie szuka ofert, liczy na to, że to praca znajdzie ich. Na brak czasu jako przyczynę braku zainteresowania innymi ofertami wskazuje 15 proc. ankietowanych. Blisko co dziesiąty tłumaczy, że szukanie pracy stanowi zbyt duże źródło stresu.

– Bardzo dużo mówi się o zachowaniu równowagi pomiędzy życiem osobistym a pracą. Staje się to coraz ważniejszym aspektem naszego życia i tego, do czego dążymy. Mimo to tylko dla 1 proc. ankietowanych jest to ważne i motywuje ich bądź nie do szukania pracy – mówi Izabela Bartnicka.

Polacy wydają coraz więcej na dobrej jakości sprzęt audio. Producenci notują dynamiczne wzrosty sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Wartość rynku elektroniki użytkowej w Polsce szacuje się na 10 mld zł. W tym są również wydatki Polaków na specjalistyczny sprzęt audio, które z roku na rok rosną. Producenci zestawów oraz obudów głośnikowych notują coraz lepsze wyniki. Firma Pylon Audio sprzedała w ubiegłym roku łącznie ponad 1,4 tys. zestawów głośnikowych, ok. 50 proc. więcej niż rok wcześniej.

Rynek audio jest podobny do rynku Harleya-Davidsona. Jest bardzo sprecyzowany, dla konkretnej grupy ludzi. W Polsce rynek elektroniki użytkowej to przynajmniej 10 mld zł. Ile z tego należy wprost do zestawów głośnikowych, trudno jest oszacować. W Polsce są jeszcze trzy firmy, z którymi współpracujemy, ale siłą rzeczy również konkurujemy – mówi agencji Newseria Biznes Mikołaj Rubeńczyk, przewodniczący rady nadzorczej spółki Pylon, polskiego producenta wysokiej jakości zestawów oraz obudów głośnikowych.

Z analizy firmy PMR „Handel detaliczny artykułami RTV, AGD i sprzętem elektronicznym w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2015–2020” wynika, że rynek wart jest ok. 23 mld zł. Choć oznacza to niewielki wzrost względem 2014 roku, to Polacy wydają coraz więcej na dobrej jakości sprzęt. Jak wskazuje Rubeńczyk, to trend, który można zaobserwować w większości krajów europejskich.

Im więcej jest pieniędzy na dobra luksusowe, tym więcej funduszy przeznaczanych jest na sprzęt audio. Prognozujemy, że w całej Unii Europejskiej wydatki na ten cel będą rosły o 5–7 proc. rocznie. Średnie wydatki na cele reprezentacyjne to 2 tys. euro, w tym również na sprzęt audio – ocenia Mikołaj Rubeńczyk.

Według firmy KPMG rynek elektroniki domowej jest jednym z segmentów wycenianego na ponad 14 mld zł rynku dóbr luksusowych. Analitycy oceniają, że w 2015 roku wartość tej kategorii wyniosła 183 mln zł, a w 2018 roku wzrośnie o 15 proc., do 211 mln zł. Zgodnie z raportem „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” w 2015 roku liczba zamożnych i bogatych Polaków sięgnęła 970 tys., a ich dochody netto wyniosły 155 mld zł.

Jak podkreśla Rubeńczyk, wielkość wydatków Polaków na sprzęt audio nie różni się znacząco od wydatków konsumentów w UE.

Sprzęt audio klasy Pylon to koszt od 2 tys. do 7 tys. zł, i jest na to nieustająco zbyt. Kwartał do kwartału spółka wykazuje mniej więcej 30–40-proc. wzrost sprzedaży swoich produktów, w tym tych droższych – podkreśla Rubeńczyk.

W ubiegłym roku Pylon odnotował rekordowe wyniki finansowe. Przychody ze sprzedaży wzrosły z 1,44 do 2,29 mln zł. Producent sprzedał łącznie 1455 zestawów głośnikowych. Dla porównania w 2014 roku było ich 957. Jak wskazuje przedstawiciel firmy, dobre wyniki sprzedaży w dużej mierze zależą od rozpoznawalności firmy na rynku.

Dlatego naszym celem jest, aby każdy Polak, niekoniecznie tylko ten, który kupuje sprzęt audio, wiedział, czym jest Pylon Audio. Wydaje mi się, że docelowym poziomem będzie 15 proc. rynku, to jednak praca na kolejne lata – zapowiada Mikołaj Rubeńczyk.

Pylon jest obecny na polskim rynku od 2011 roku, a od ubiegłego roku również w Norwegii. W tym roku spółka rozpoczęła rozwój struktur w Niemczech, zapowiada też ekspansję w stronę innych niemieckojęzycznych państw, takich jak Austria i część Szwajcarii.

Popołudniowy komentarz walutowy z 31.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 31.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Zamachy terrorystów zmieniają kursy walut

0

Zamachy terrorystyczne w Brukseli wpłynęły na kursy walut, a szczególnie na funta brytyjskiego. Kurs funtu nadal będzie się bardzo zmieniał, ze względu na nowe sondaże dotyczące wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.
Po zamachach w Brukseli kurs funta brytyjskiej spadł najbardziej w relacji do dolara. Funt osłabił się także wobec euro.
-Z najnowszych analiz banków inwestycyjnych wynika, że zmienność na funcie może się utrzymywać – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Dąbrowski z XTB.
Zmienność będą wywoływać kolejne sondaże przeprowadzane wśród mieszkańców Wielkiej Brytanii, a dotyczące jej wyjścia z UE. Ostatni przeprowadzany był przed zamachami w Brukseli. Zamachy stały się kolejnym argumentem dla zwolenników opuszczenia UE. Nowy sondaż pokaże jak daleko idące są zmiany opinii publicznej, co przełoży się na kurs funta.

Cicha rewolucja łupkowa

0

Rosja oficjalnie twierdzi, że poszukiwanie gazu łupkowego przez inne kraje, to sposób na tworzenie bańki spekulacyjnej, która ma obniżać światowe ceny ropy naftowej i gazu ziemnego. Sama prowadzi jednak cichą rewolucję łupkową.

Rosja prowadzi, zwłaszcza na Syberii, odwierty ze szczelinowaniem hydraulicznym. Spółka należąca do Gazpromu realizuje trzysta takich odwiertów.

Działania Gazpromu to realizacja rosyjskiej strategii, która w rzeczywistości jest zaprzeczeniem oficjalnej doktryny. O cichej rewolucji łupkowej w Rosji w rozmowie z MarketNews24 mówi Bartosz Sawicki z BiznesAlert.

Dzięki programowi Rodzina 500 plus może wzrosnąć zdolność kredytowa Polaków. Kredytobiorcy liczą na możliwość zakupu większego mieszkania

CEO Magazyn Polska

Mieszkanie większe o nawet 30 mkw. będzie mogła kupić na kredyt rodzina z trójką dzieci, gdy ruszy program 500+. Oznacza on bowiem 1000 zł więcej dochodu netto na miesiąc, co zwiększa zdolność kredytową takiej rodziny o przeszło 200 tys. zł. Kwestią otwartą pozostaje, czy banki wezmą pod uwagę ten dochód przy wyliczaniu zdolności kredytowej.

Zrobiliśmy taką całkiem teoretyczną symulację, jakby wyglądała zdolność kredytowa rodziny pięcioosobowej, czyli z trójką dzieci, jeżeli banki zdecydowałyby się na wzięcie pod uwagę dopłaty z programu „Rodzina 500 plus”, czyli w tej sytuacji 1 tys. zł doliczenia do zdolności kredytowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Dmowska, ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych. – Okazuje się, że wliczenie tego 1 tys. zł do zdolności kredytowej mogłoby zwiększyć zdolność rodziny nawet o 209 tys., co by powodowało, że np. w Warszawie przy założeniu średnich cen nieruchomości można by kupić mieszkanie większe o 29 mkw., a w Krakowie – o 34 mkw. Spokojnie więc można by zapewnić dla każdego dziecka własny kącik.

Program 500+, który rusza od 1 kwietnia, zakłada miesięczną wypłatę 500 zł na drugie i każde kolejne dziecko, a w przypadku rodzin o najniższym dochodzie – także na pierwsze. Banki, choć aktywnie włączyły się w pośrednictwo w wypełnianiu wniosków (możliwość złożenia go poprzez bank zaoferowało kilkanaście instytucji), wcale jednak nie muszą uwzględniać tego dochodu przy wyliczaniu zdolności kredytowej.

Problem polega na tym, że świadczenie – o ile nie zostanie zlikwidowane przez kolejne rządy, co także jest pewnym czynnikiem ryzyka – wypłacane będzie przez kilka lub kilkanaście lat, maksymalnie 18 lat, a kredyty hipoteczne obejmują dłuższy okres.

KNF wypowiedział się w tej sprawie i powiedział, że widzi takie możliwości, że banki będą mogły te pieniądze brać pod uwagę przy przeliczaniu zdolności kredytowej naszych klientów. Natomiast oczywiście ostateczna decyzja należy do banków – mówi Katarzyna Dmowska. – Historycznie patrząc na to, jak banki podchodziły do liczenia zdolności kredytowej, trzeba od razu powiedzieć, że wszelkie zasiłki, renty tymczasowe czy alimenty niechętnie były brane pod uwagę, większość banków wręcz unikała brania pod uwagę tego typu przychodów do szacowania zdolności kredytowej.

Jak podkreśla, z drugiej strony jednak banki, obliczając zdolność kredytową, biorą pod uwagę koszty utrzymania dziecka właśnie do 18 roku życia. Zatem choć po uzyskaniu pełnoletności dziecko przestaje dostawać świadczenie, to również dla banków znika po stronie kosztów utrzymania rodziny. Ponadto czynnik ten może wpłynąć na rywalizację między bankami o pozyskanie klientów na kredyty mieszkaniowe.

Jeżeli banki zdecydują się na przyjęcie dofinansowania 500+ i wliczania go do zdolności kredytowej, to myślę, że może to mieć duży wpływ na decyzje zakupowe rodzin, zwłaszcza rodzin wielodzietnych – przekonuje Katarzyna Dmowska. – Często może to być warunek w ogóle możliwości zakupienia mieszkania, często może to decydować o tym, że te rodziny będą mogły zakupić większe mieszkanie. Patrząc historycznie na zachowania klientów, widzimy, że często zadłużali się oni do maksymalnej możliwej kwoty, czyli to, że ta zdolność wzrośnie, może spowodować też większy popyt i przyczynić się do zakupu większych nieruchomości.

Kraje Bliskiego Wschodu szansą na zbyt polskich ekologicznych produktów. Warunkiem powodzenia jest jednak większa aktywność producentów

CEO Magazyn Polska

Wymiana handlowa z krajami Półwyspu Arabskiego i Afryki wciąż stanowi ułamek polskiego eksportu i importu. Według ostatnich danych wartość handlu z większością krajów z tych regionów zaokrąglała się do zera. Stosunkowo największy był eksport do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (0,5 proc.) oraz Algierii, RPA i Arabii Saudyjskiej (po 0,3 proc.). Jednak w obliczu przeciągającego się rosyjskiego embarga na produkty z Unii, w tym z Polski, rynki te mogą stać się atrakcyjnym i wypłacalnym odbiorcą polskich produktów rolnych, zwłaszcza ekologicznych.

– Inwestorzy z krajów arabskich poszukują wszelkiego rodzaju innowacji i elementów związanych ze zdrową żywnością. Mam na myśli wszystko co wiąże się ze zdrowym życiem, żywnością i jakością życia. W Emiratach Arabskich wprowadzono szczególnie dużo obostrzeń i elementów związanych z tym, żeby ludzie byli zdrowi, żeby zdrowo żyli. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Aleksander Kwiatkowski z Treasury Gate.

Na razie obroty, choć rosną w tempie kilkudziesięciu procent rocznie, są niewielkiej skali. W 2014 roku eksport Polski do Zjednoczonych Emiratów Arabskich miał wartość 3,5 mld zł, czyli 0,5 proc. całego polskiego wywozu dóbr i był to rekord w tym regionie. Jak podkreśla Aleksander Kwiatkowski, polskie produkty najczęściej trafiają na bliskowschodnie rynki za pośrednictwem przedsiębiorców z innych krajów, którzy zbudowali już tam swoje kanały dystrybucji. Szansą nie tylko na sprzedaż, ale i wyrobienie własnej marki, jest nawiązanie bezpośrednich kontaktów.

– Wiadomo, że tamte rynki mają duże pieniądze, więc wszyscy ustawiają się w kolejce, żeby z nimi kooperować i budować relacje. U nas wygląda to inaczej. Czekamy, aż ktoś przyjdzie, powie, co by od nas chciał i w jaki sposób by chciał z nami kooperować. – wskazuje Kwiatkowski. – Trzeba to podejście zmienić. Mamy masę atrakcyjnych potencjalnych inwestycji, np. w innowacjach w rolnictwie. Trzeba tylko to odpowiednio pokazać inwestorom i przekonać ich, że warto w to zainwestować. W tej chwili rozmawiamy z nimi nawet o budowie funduszu, który byłby w stanie połączyć potrzeby ich i możliwości produkcyjne naszego regionu.

Jak podkreśla, Polska jest w tym regionie postrzegana jako kraj rolniczy, produkujący żywność dobrej jakości i w naturalny sposób. Jednak nie brakuje konkurentów, bo rosyjskie embargo dotknęło nie tylko Polskę, a siła nabywcza mieszkańców Bliskiego Wschodu, a nawet i samej Afryki rośnie. Według światowego zestawienia CIA w 2015 roku najwyższe PKB na głowę mieszkańca miał Katar – 145 tys. dol. Kraj ten znalazł się tym samym przed Luksemburgiem i Liechtensteinem. Kuwejt zajął miejsce dziesiąte, a Zjednoczone Emiraty Arabskie – dwunaste. Przedzieliła je Norwegia.

– Sądzę, że wsparcie rządu i wszelkiego rodzaju agencji rządowych jest jak najbardziej potrzebne. Wiadomo, że jeżeli jest zielone światło od najwyższych władz państwa, to automatycznie wszelkiego rodzaju inwestycje nabierają innych kolorów. Myślę, że bardzo ważny jest też dobry PR naszego kraju – podkreśla Kwiatkowski. – To duża szansa, ponieważ jeżeli zbudujemy własne brandy na tamtym rynku, to automatycznie więcej profitu zostaje w Polsce.

W połowie kwietnia w Warszawie odbędzie się Światowy Szczyt Handlowy, który skupi przedsiębiorców z Bliskiego Wschodu, Afryki i Europy. Wezmą w nim udział m.in. polscy producenci, którzy skorzystali ze wsparcia rządowego przy eksporcie produktów na rynki afrykańskie, tacy jak np. Ursus. Wydarzenie objęte jest patronatem prezydenta RP.

Zdaniem Aleksandra Kwiatkowskiego, który od ponad dekady zajmuje się współpracą z Bliskim Wschodem, dobrym pomysłem byłoby dla polskich firm zawiązanie współpracy z afrykańskimi i bliskowschodnimi dystrybutorami w celu stworzenia kanałów przepływu towarów w obie strony.

– Oni bardzo mocno inwestują w produkcję żywności i w produkcję ekologiczną. Za chwilę w wielu obszarach mogą stać się potencjalnym konkurentem i lepiej, żeby stali się naszym kooperantem – przekonuje Aleksander Kwiatkowski z Treasury Gate. – Tzn., żebyśmy też dystrybuowali produkty, w których nie istniejemy, np. produkcja daktyli w Polsce jest możliwa, choć jest bardzo droga. Chodzi o to, żeby byli naszymi partnerami i żebyśmy wspólnie budowali kanały dystrybucji. Jeżeli będziemy mieli wspólny brand, który będzie sprzedawał się zarówno w Europie, jak i w Afryce i w krajach arabskich, to wygramy.

Rynek pracy w USA pozostanie mocny. Fed nie ma podstaw do podwyżki stóp procentowych wcześniej niż w II połowie roku

CEO Magazyn Polska

Tylko dwie podwyżki stóp procentowych zamiast czterech sugeruje na ten rok najnowsza prognoza makroekonomiczna Rezerwy Federalnej. Zdaniem Marcina Mroza, głównego ekonomisty Grupy Copernicus, należy się ich spodziewać dopiero w drugiej połowie roku. Choć rynek pracy pozostaje mocny, za wzrostem zatrudnienia nie idzie presja płacowa, a prognozy inflacji zostały obniżone.

– Sytuacja gospodarcza w Stanach Zjednoczonych poza bardzo dobrym rynkiem pracy nie jest na tyle mocna i na tyle skłaniająca władze pieniężne do tego, żeby podejmować agresywne decyzje i zmieniać scenariusz bazowy. Uważam, że niezależnie od tego, jakie w najbliższym czasie zobaczymy dane ze Stanów, to nie zmieni się scenariusz oczekiwań. To znaczy, że dopiero pod koniec roku zobaczymy kolejną podwyżkę stóp procentowych – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus.

Na marcowym posiedzeniu Rezerwa Federalna zgodnie z oczekiwaniami nie podniosła stóp procentowych i główna stopa nadal pozostaje w przedziale 0,25–0,5 proc. O ile ten ruch był jednak spodziewany, to już sam ton komunikatu zaskoczył rynki i obniżył wartość dolara, który osłabił się do poziomu najniższego od października ubiegłego roku. Powodem było gołębie podejście Fed do danych napływających z gospodarki i zwracanie uwagi przede wszystkim na negatywne, a nie pozytywne sygnały.

– Wydaje się, że w tym momencie napływające dane ze Stanów będą miały raczej drugorzędne znaczenie, a scenariusz rynkowy dla amerykańskiej gospodarki jest w miarę utrwalony – uważa Mróz. – Mówimy o powrocie dynamiki wzrostu gospodarczego w I połowie tego roku mniej więcej w granicach 2 proc. i na razie żadne dane nie wskazują, żebyśmy od tej prognozy mieli odejść. Dlatego nie sądzę, żeby najbliższe publikacje danych były na tyle słabsze lub mocniejsze od oczekiwań, żeby istotnie przeszacować scenariusz rynkowy.

Zgodnie z najnowszymi prognozami Fed inflacja w 2016 roku wyniesie 1,2 proc., a nie 1,6 proc., jak prognozowano poprzednio. Powrót do celu inflacyjnego ma nastąpić dopiero w 2018 r. Bank centralny USA obniżył także prognozę wzrostu PKB tego kraju do 2,2 proc. w tym roku z poziomu 2,4 proc., przewidywanego w grudniowej projekcji.

– Z jednej strony mamy niezmiennie bardzo mocny rynek pracy, a z drugiej strony ciągle widzimy, że jest to popyt na pracę nieprzekładający się w znacznej mierze choćby na wzrosty presji płacowej – zauważa Marcin Mróz. – Poza rynkiem pracy trudno dostrzec utrwalenie się bardzo mocnych pozytywnych tendencji w innych sektorach amerykańskiej gospodarki. W związku z tym reszta gospodarki już nie ma tak bardzo jednolicie pozytywnego przekazu jak rynek pracy.

Bezrobocie za oceanem od początku tego roku pozostaje na poziomie 4,9 proc. Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym w lutym wzrosło o 242 tys., podczas gdy oczekiwano wzrostu o 190 tys. Także dane styczniowe zrewidowano w górę do 172 tys. nowych miejsc pracy z poprzednio podawanych 151 tys.

– Sądzę, że to rozwarstwienie, pozytywny rynek pracy i nieco mniej pozytywna sytuacja w reszcie gospodarki, będzie skłaniało Fed do dużej ostrożności w polityce pieniężnej – twierdzi główny ekonomista Grupy Copernicus. – Grudniowa podwyżka jest pewnym sygnałem i spełnieniem obietnic Fed, który od dłuższego czasu obiecywał przejście w stronę zacieśnienia polityki pieniężnej. Na razie nie jest to jednak decyzja, która wskazywałaby na to, że będziemy mieli do czynienia z całą serią podwyżek stóp procentowych. W tym momencie obstawiam ostrożność w dalszych działaniach Rezerwy Federalnej i na kolejne decyzje dotyczące stóp procentowych – moim zdaniem – przyjdzie nam poczekać przynajmniej parę kwartałów.

Branża energetyczna pod presją. Głównie z powodu spadających zysków w segmencie dystrybucji oraz rosnącej konkurencji

CEO Magazyn Polska

Mimo niskich cen węgla cztery dominujące w Polsce spółki energetyczne mają za sobą niełatwy rok i niewiele wskazuje na to, by otoczenie ich biznesu miało być bardziej sprzyjające w roku bieżącym. W każdym z segmentów ich głównej działalności, czyli w wytwarzaniu, dystrybucji i obrocie, muszą się mierzyć z innymi wyzwaniami, a do tego dochodzi jeszcze konieczność zaangażowania się w ratowanie górnictwa.

– Cały rynek energetyczny jest ostatnio bardzo wymagający. Trzy główne obszary, w których firmy energetyczne działają, czyli dystrybucja, wytwarzanie i obrót, charakteryzują się dużymi wyzwaniami – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Sztabler, analityk Noble Securities. – W segmencie wytwarzania są to przede wszystkim spadające ceny energii, rosnące ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla i wszystkie zobowiązania związane z polityką klimatyczną.

W ciągu ostatniego roku indeks WIG-energia na warszawskiej giełdzie stracił ponad 30 proc. To więcej niż cały WIG20 (-19 proc.), choć cztery największe spółki energetyczne wchodzą w skład tego indeksu. W słabszym stopniu korzystają też one na ostatnim odbiciu: o ile WIG20 od dołka z 20 stycznia odrobił już 15 proc., to WIG-energia tylko – 9 proc.

– W segmencie dystrybucji trzeba powiedzieć o spadających zyskach. Jest to segment, w którym regulator decyduje o wielkości zysku i w bieżącym roku ten zysk, niestety, będzie niższy – wyjaśnia Michał Sztabler. – W segmencie obrotu mamy z kolei do czynienia z bardzo dużą i rosnącą konkurencją, taką, że największe firmy energetyczne muszą walczyć o ten rynek albo go oddać. Każdy z tych segmentów ma własne problemy i firmy energetyczne muszą się z nimi zmierzyć.

W 2015 roku z czterech największych grup energetycznych jedynie gdańskiej Enerdze udało się wypracować skonsolidowany zysk netto, choć był on o ponad 15 proc. niższy niż rok wcześniej (832 mln zł). PGE poniosła stratę w wysokości 3 mld zł i to właśnie z powodu odpisów na utratę wartości aktywów w związku z niskimi cenami węgla oraz wysokimi cenami emisji dwutlenku węgla. Rok wcześniej grupa miała 3,66 mld zł zysku netto. Tauron po tym, jak w 2014 roku zarobił 1,2 mld zł, w ubiegłym roku zaliczył stratę netto na poziomie 1,8 mld zł, zaś poznańska Enea zanotowała niemal 400 mln zł straty po 909 mln zł zysku rok wcześniej.

– Ceny energii to pochodna kilku czynników. Pierwsze są ceny paliw. Ceny węgla w Polsce nie spadają tak drastycznie jak za granicą, ale są niższe, przez co polskie firmy energetyczne mogą pozwolić sobie na sprzedaż energii po niższych cenach – mówi analityk Noble Securities.

To jednak powoduje, że nasila się konkurencja. Nie tylko pomiędzy samymi firmami, lecz także energią importowaną z zagranicy oraz wytwarzaną ze źródeł niekonwencjonalnych. Ceny hurtowe energii były w ubiegłym roku o ok. 13 proc. niższe niż w 2014 roku. Węgiel kamienny potaniał o ok. 20 zł/t, zaś elektrowniom wiatrowym przybyło 1200 MW nowych mocy.

– Ponadto do kraju trafia energia z innych rynków, głównie ze Szwecji, i jest ona dużo tańsza – mówi Sztabler. – Kolejny element to OZE. Im więcej jest energii wiatrowej w danym okresie, tym te ceny są niższe, zwłaszcza ceny spotowe.

Słupsk pracuje nad ponadmiejską ideą smart city. Szykuje zmiany w komunikacji i infrastrukturze

CEO Magazyn Polska

Słupsk chce budować nie tylko inteligentne miasto, lecz także inteligentny region. W ramach tego procesu zamierza integrować komunikację publiczną z innymi gminami. Planowana wspólna karta miejska ma ułatwiać zarówno komunikację w regionie i zakup biletów, jak i dostęp do urzędów, służby zdrowia i kultury. Bez usprawnień w komunikacji i infrastrukturze trudno mówić o poprawie jakości życia mieszkańców – podkreśla Robert Biedroń, prezydent Słupska.

Miasto to wulkan energii i pomysłów. Włodarze oczywiście mogą mieć jakieś plany, ale muszą podążać ciągle za zmianami technologicznymi i oczekiwaniami mieszkańców, które stale się zmieniają – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Robert Biedroń, prezydent Słupska. – Nie jesteśmy w stanie przy tak małym zaufaniu społecznym dzisiaj nadal integrować społeczeństwa bez długofalowej wizji.

Idea smart city to dla miast konieczność, przede wszystkim ze względu na dynamicznie rosnącą liczbę mieszkańców. Jak szacuje ONZ, dziś w miastach mieszka ponad połowa ludzi na świecie, co tydzień przenosi się do nich prawie milion osób. Za 30 lat mieszkańców miast będzie 6 mld. To rodzi duże wyzwania w obszarze budownictwa, transportu, służby zdrowia czy edukacji. Naczelnym założeniem smart city jest poprawa jakości życia mieszkańców.

Jak podkreśla Biedroń, dla Słupska ta idea jest niezwykle istotna, ale rozpatruje ją w szerszej kategorii, regionalnej.

Zachęca nas do tego formuła Miejskich Obszarów Funkcjonalnych, w ramach której gminy wraz z miejscowościami przewodnimi, stolicami, zaczynają myśleć o pewnych rozwiązaniach w szerszym kontekście, ponadgminnym – wyjaśnia prezydent Słupska. – Jako stolica Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego myślimy np. o integracji komunikacji publicznej. Nie chcemy tworzyć osobnej komunikacji dla Ustki i osobnej dla Słupska, ale ją zintegrować, także w ramach np. powiatu.

Jak wynika z przyjętej przez rząd koncepcji przestrzennego zagospodarowania kraju do 2030 roku Miejski Obszar Funkcjonalny (MOF) powinien być ciągłym przestrzennie układem osadniczym, złożonym z odrębnych administracyjnie jednostek i obejmować zwarty obszar oraz powiązaną z nim funkcjonalnie strefę zurbanizowaną. Administracyjnie tereny te mogą jednak obejmować gminy zarówno miejskie, wiejskie, jak i miejsko-wiejskie.

Miasto planuje szereg działań związanych zarówno z integracją komunikacji publicznej, jak i z rozbudową infrastruktury.

Myślimy o wspólnej karcie miejskiej, która nie tylko służyłaby mieszkańcom do komunikacji i zakupu biletów, lecz także umożliwiała im pewne kwestie związane z urzędami, dostępem do kultury i służby zdrowia – zapowiada Robert Biedroń. – Planujemy również inwestycje infrastrukturalne związane z drogami, ścieżkami rowerowymi. To wszystko jest realizacją takiej ponadmiejskiej idei smart city.

Jak podkreśla Biedroń, elementy smart city to również szybka informacja dla mieszkańców o spóźnieniach autobusów czy utrudnieniach na drogach, zinformatyzowana służba zdrowia, proekologiczne rozwiązania, a także inteligentne zarządzanie budżetem, np. tworzenie grup zakupowych z innymi samorządami.

Coraz lepsza sytuacja ekonomiczna Hiszpanii. Polskie firmy zwiększają eksport, rośnie też liczba inwestycji

CEO Magazyn Polska

Hiszpania staje się atrakcyjnym kierunkiem inwestycyjnym i eksportowym dla polskich firm. Gospodarka tego kraju notuje coraz lepsze wskaźniki. W IV kw. 2015 roku wzrost PKB wyniósł 3,5 proc. i znacznie przewyższył średnią unijną dynamikę. Rośnie konsumpcja wewnętrzna, a bezrobocie spadło o 3 pkt proc. W hiszpańskim rośnie zapotrzebowanie na import maszyn, pojazdów i wyposażenia. Zyskują na tym polskie firmy – eksport do Hiszpanii wzrósł w ubiegłym roku o ponad 16 proc.

Polska należy do grupy najważniejszych odbiorców hiszpańskich inwestycji bezpośrednich wśród nowych państw członkowskich UE. Szacuje się, że łączna wartość kapitału zainwestowanego przez firmy hiszpańskie w Polsce w latach 1992–2013 wyniosła blisko 8,7 mld euro. Od kilku lat także obecność polskich inwestycji w Hiszpanii jest coraz bardziej zauważalna, zwłaszcza w sektorze chemicznym, motoryzacyjnym i usługach IT. Inwestycji może być znacznie więcej ze względu na coraz lepszą sytuację hiszpańskiej gospodarki.

W IV kwartale 2015 roku wzrost gospodarczy wyniósł 3,5 proc. PKB w skali roku. Porównując te dane z ubiegłymi latami, można mówić o stałym trendzie. PKB rósł w ciągu roku odpowiednio o 2,7 proc. w I kwartale, 3,2 w II kwartale oraz 3,4 proc. w III kwartale. To najlepsze wyniki od prawie 8 lat – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Zuzanna Gołębiewska, dyrektor biura Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej.

Najnowsze wyniki Eurostatu oraz zbiorcze dane portalu gospodarczego Trading Economics wskazują, że po okresie zapaści gospodarczej Hiszpania stała się liderem rozwoju wśród państw grupy euro. Dynamika wzrostu PKB Hiszpanii przewyższa tempo w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Średnia dla 28 państw to 1,8 proc. w ujęciu rocznym, zaś dla strefy euro – 1,5 proc.

Hiszpański Narodowy Instytut Statystyki INE podaje, że wzrasta konsumpcja wewnętrzna, a także eksport Hiszpanii. Udział eksportu w PKB wzrósł w III kwartale ubiegłego roku do 33,8 proc. Dla porównania na początku kryzysu z 2009 roku był to udział rzędu 21,9 proc. – mówi dyrektor PHIG.

Hiszpania zanotowała wzrost eksportu w branży farmaceutycznej, elektronicznej, motoryzacyjnej i maszynowej. Najwięcej zaimportowano materiałów na potrzeby przemysłu ciężkiego i elektrycznego – maszyny, urządzenia, pojazdy i wyposażenie. Zyskują na tym polskie firmy. W 2015 roku polski eksport do tego kraju wyniósł 4,7 mld euro. Tym samym Hiszpania znalazła się w pierwszej dziesiątce największych odbiorców. Potencjał jest jednak znacznie większy, na co wskazuje poprawiająca się sytuacja ekonomiczna.

W Hiszpanii spada bezrobocie – w 2015 roku o blisko 3 pkt proc. [do 20,5 proc. – red.]. W tym roku przewiduje się dalszy spadek – do poziomu 19 proc., m.in. dzięki wprowadzonemu programowi licznych reform. W ubiegłym roku powstało ponad 803 tys. nowych miejsc pracy, co stanowi wzrost o 36 proc. w porównaniu do 2014 roku – wskazuje Zuzanna Gołębiewska.

Zgodnie z planami rządu w 2018 roku bezrobocie ma spaść do poziomu 15,5 proc. W III kwartale 2015 odnotowano wzrost zatrudnienia w 14 branżach, największy w usługach mieszkaniowych i branży spożywczej (blisko 77 proc.), również w edukacji, przemyśle, sprzedaży i budownictwie. Z danych hiszpańskiego Ministerstwa Gospodarki wynika, że najwięcej nowych miejsc pracy powstało w sektorze usług, przede wszystkim dzięki rekordowej liczbie turystów.

Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza działa 16 lat. Zrzesza ok. 100 firm, zarówno inwestorów z Hiszpanii, którzy obecni są w Polsce, jak i polskie podmioty, które inwestują w Polsce.

Rośnie popularność pracy tymczasowej. Co dziesiąty pracownik tymczasowy zostaje zatrudniony na etat

CEO Magazyn Polska

Wartość rynku agencji zatrudnienia w Polsce szacuje się już na 6,5 mld zł. Łączna liczba pracowników tymczasowych przekroczyła 700 tys. Rośnie też liczba przepracowanych przez nich godzin. W ubiegłym roku każdy pracownik tymczasowy w agencjach członkowskich Polskiego Forum HR przepracował średnio 65 dni. Praca tymczasowa otwiera drogę do stałego zatrudnienia – co dziesiąty pracownik tymczasowy zostaje w danej firmie na etacie.

Pracownicy tymczasowi pracują coraz więcej. W zeszłym roku odnotowaliśmy wzrost FTE, czyli liczby przepracowanych godzin w przeliczeniu na pełne etaty, na poziomie 15 proc., co jest ciekawym zjawiskiem, biorąc pod uwagę to, że liczba pracowników tymczasowych nie zwiększyła się aż tak dynamicznie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Zielińska, kierownik Polskiego Forum HR.

Liczba pracowników tymczasowych utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Zatrudnionych przez agencje członkowskie PFHR było w 2015 roku ponad 254 tys. Całkowitą liczbę w Polsce szacuje się na 708 tys. Z raportu „Rynek Agencji Zatrudnienia w 2015 roku” przygotowanego przez Polskie Forum HR wynika natomiast, że wydłużył się średni okres zatrudnienia pracowników tymczasowych. Jedna zatrudniona osoba pracowała w ubiegłym roku przeciętnie przez około 65 dni. W 2014 roku było to 56 dni.

Agencje już od kilku lat, odkąd wyszliśmy z kryzysu w 2010 roku, odnotowują znaczne wzrosty, zarówno w liczbie pracowników tymczasowych, liczbie przepracowanego przez nich czasu, jak i w obrotach. Wzrosty są kilkunastoprocentowe w ciągu roku – zaznacza Agnieszka Zielińska.

Od 2011 roku liczba agencji zatrudnienia rośnie w bardzo szybkim tempie. W ubiegłym roku powstało 1,6 tys. agencji, łącznie na rynku działa ich blisko 6 tys., o ponad 800 więcej niż rok wcześniej, to jeden z wyższych wyników w Europie. Polski rynek jest jednak bardzo rozdrobnioniony.

Rośnie również popularność pracy tymczasowej wśród pracodawców. Już co trzeci pracodawca użytkownik w Polsce współpracuje z agencjami członkowskimi PFHR. W 2015 roku z ich usług skorzystało 5,1 tys. firm

Pracodawcy potrzebują elastycznych rozwiązań w zatrudnieniu. Jeśli to nie będzie praca tymczasowa, która jest dość dobrze uregulowana, będą to inne formy, głównie samozatrudnienie i umowy cywilnoprawne – podkreśla Zielińska. – W przypadku pracy tymczasowej można zawierać umowy cywilnoprawne. W PFHR tylko 8 proc. pracowników tymczasowych jest zatrudnionych na podstawie właśnie takiej umowy, 92 proc. zaś na podstawie umowy o pracę na czas określony.

Jak podkreśla, praca tymczasowa jest szansą dla osób rozpoczynających karierę zawodową i kobiet, które wracają na rynek po przerwie związanej z macierzyństwem.

Praca tymczasowa pozwala wielu osobom na wejście na rynek pracy. Duża część pracowników tymczasowych to osoby do 26 roku życia. Praca tymczasowa jest dla nich pierwszym doświadczeniem zawodowym. Charakterystyką polskiego rynku pracy tymczasowej jest też bardzo wysoki odsetek kobiet – około 47 proc. To pokazuje, że ta praca rzeczywiście pomaga im w wielu przypadkach wrócić na rynek pracy – tłumaczy Zielińska.

Praca tymczasowa pomaga też w znalezieniu stałej pracy. Szacunki PFHR wskazują, że ponad 12–15 proc. pracowników tymczasowych znajduje zatrudnienie na stałe u pracodawcy użytkownika. Jednocześnie zmienia się profil pracownika tymczasowego. Dotychczas dominował on w prostych pracach produkcyjnych. W ubiegłym roku wzrosło natomiast zatrudnienie pracowników tymczasowych w usługach.

W tym roku kondycja branży będzie w dużej mierze zależeć od zmian legislacyjnych. Zapowiadane zmiany prawne w zakresie ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych mogą ograniczyć działalności agencji pracy tymczasowej. Konieczność spełnienia większej liczby warunków dla otrzymania certyfikatu agencji, wprowadzenie gwarancji ubezpieczeniowych i finansowych mogą negatywnie wpłynąć na sytuację na rynku.

Rynek pracy od 2015 roku zmienia się dynamicznie pod względem legislacyjnym. Mieliśmy zmianę w Kodeksie pracy dotyczący umów na czas określony, które przyczyniły się do wzrostu zainteresowania usługami agencji zatrudnienia, choć może się to jeszcze zmienić. Z drugiej strony zaczyna się debata na temat zatrudnienia pracowników tymczasowych, która idzie w kierunku porządkującym, ale i ograniczającym możliwości zatrudnienia pracowników – ocenia Agnieszka Zielińska.

Polacy pracują trzy miesiące w roku na opłacenie rachunków. 31 marca przypada Dzień Wolności od Rachunków

0

CEO Magazyn Polska

Regulowanie bieżących rachunków pochłania średnio około 25 proc. dochodów gospodarstwa domowego. Oznacza to, że przeciętna polska rodzina przez pierwsze trzy miesiące roku pracuje tylko na opłacenie rocznych należności. Od 31 marca dochody mogą być przeznaczane na inne potrzeby. 

31 marca przypada w Polsce Dzień Wolności od Rachunków. To symboliczny dzień roku, od którego dochody w skali roku przestają być przeznaczane na stałe opłaty za prąd, gaz, wodę, czynsz, pozostałe usługi eksploatacyjne oraz telekomunikację, a mogą być wydawane na inne potrzeby.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na osobę, czyli suma bieżących dochodów ze wszystkich źródeł pomniejszona o podatki i składki na ubezpieczenia, wynosi w Polsce 1340 zł. Opłacenie rachunków pochłania około 25 proc. tej kwoty. Trzyosobowa rodzina dysponująca miesięcznymi dochodami na poziomie 4020 zł, wydaje zatem na tego rodzaju stałe opłaty nieco ponad 1 tys. zł. To oznacza, że jej członkowie muszę pracować trzy pełne miesiące, by móc uregulować roczne rachunki.

Poza tym również 25 proc. swoich pieniędzy Polacy wydają na żywność. Kolejny udział procentowy mają transport, odzież, a na końcu jest edukacja – zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Maraś, ekspertka operatora płatności bezgotówkowych firmy Blue Media.

Według GUS transport pochłania średnio 9,2 proc. wydatków. Prawie 5 proc. budżetu przeznaczane jest na wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa.

Ponieważ coraz częściej płatności za rachunki przenoszone są do internetu, ludzie coraz częściej mają więcej czasu na przykład na rekreację. W związku z tym między innymi ma ona coraz większy udział w budżecie przeciętnej polskiej rodziny – mówi Maraś.

Z badania przeprowadzonego przez Blue Media wynika, że Polacy opłacają najczęściej 5–6 rachunków miesięcznie (tyle regularnych opłat deklaruje 40 proc. ankietowanych), co czwarty reguluje 3–4, a co dziesiąty aż 7–8. Płacenie tego rodzaju należności należy do raczej nielubianych czynności. 44 proc. ankietowanych wybiera sobie konkretną datę i wszystkie rachunki opłaca raz w miesiącu, a 15 proc. opłaca należności zaraz po ich otrzymaniu. Na ostatnią chwilę, czyli kiedy zapada termin, rachunki regulowane są przez 36 proc. respondentów. Często o opłatach zapominamy. Przyznaje się do tego 40 proc. Polaków.

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Jak polityka wpływa na naszą giełdę?

Polityka nie działa prostolinijnie, podobnie jest z decyzjami inwestycyjnymi. Pomimo sporego wpływu gospodarek Europy Zachodniej, w szczególności Niemiec, na kondycję naszej gospodarki, inwestorzy skupiają się na działaniach FEDu, zamiast EBC. O przyczynach takiego stanu rzeczy i zauważalnych wzorcach w gospodarce mówi Łukasz Bugaj, Analityk DM BOŚ

I. Morawski: Trzeba myśleć o rozwiązaniach zabezpieczających kredytobiorców w razie gwałtownego skoku kursu franka w przyszłości

CEO Magazyn Polska

Ponad 100 mld zł w najgorszym wariancie może kosztować banki przewalutowanie kredytów frankowych według prezydenckiego projektu – wynika z analizy Komisji Nadzoru Finansowego. Zdaniem ekonomisty Ignacego Morawskiego koszt ten powoduje, że ustawa jest praktycznie nie do przyjęcia. Dodaje jednak, że warto pomyśleć o rozwiązaniach, które zabezpieczyłyby kredytobiorców w razie gwałtownego skoku kursu franka w przyszłości.

– Propozycja restrukturyzacji kredytów frankowych w tej formie, jaka została zaproponowana przez Kancelarię Prezydenta, jest praktycznie nie do przyjęcia. To będzie zbyt duży koszt – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Ignacy Morawski, ekonomista. – Restrukturyzacja kredytów frankowych w formie zaproponowanej przez Kancelarię Prezydenta będzie kosztowała sektor finansowy mniej więcej tyle, ile wynosi 6–7-letni zysk. To byłoby potężne uderzenie w ten sektor, które najprawdopodobniej zakończyłoby się kryzysem gospodarczym.

Kilka tygodni temu Narodowy Bank Polski oszacował wstępnie koszt prezydenckiej propozycji dla sektora bankowego na 44 mld zł. Miesiąc później ukazała się bardziej szczegółowa analiza Komisji Nadzoru Finansowego, zgodnie z którą powyższa kwota to najłagodniejszy wariant obciążenia. W zależności od sposobu przewalutowania i wariantu (przeanalizowano 4 scenariusze w dwóch wariantach każdy) koszt przewalutowania mógłby sięgnąć od 44,6 mld zł do 103,4 mld zł. Tymczasem cały sektor zarobił w ubiegłym roku niespełna 11,5 mld zł, a niemal połowę tej kwoty (5,5 mld zł) i tak będzie musiał przeznaczyć w tym roku na podatek bankowy, który obowiązuje od lutego.

– Poszukiwanie rozwiązania problemu kredytów frankowych powinno się koncentrować na zabezpieczeniu ryzyk na przyszłość, a nie rozwiązaniu problemów, które są teraz, ponieważ one nie są tak bardzo palące – ocenia Morawski. – Oczywiście wiele gospodarstw domowych ma problem i trzeba im w jakiś sposób pomagać. Natomiast jest już fundusz pomocy kredytobiorcom, są instytucje upadłości konsumenckiej, są sposoby, żeby sobie z tym radzić. Ogólnie problem niespłacalności kredytów frankowych nie jest bardzo duży.

Jak wynika z najnowszego raportu Biura Informacji Kredytowej, które przeanalizowało spłacalność kredytów zaciągniętych w najbardziej newralgicznych latach 2006–2008, szkodowość kredytów we frankach, czyli opóźnienie w spłacie powyżej 90 dni, okazuje się być po 7–9 latach wyraźnie niższa niż w przypadku kredytów złotowych pochodzących z tych samych lat. Banki udzieliły wówczas 924 tys. kredytów mieszkaniowych, z czego prawie połowę we franku szwajcarskim (436 tys.). Z analizy wynika także, że kredytobiorcy walutowi lepiej niż złotowi spłacali swoje kredyty w ubiegłym roku, gdy frank mocno drożał. Udział opóźnionych kredytów złotowych był 1,5 raza wyższy niż w przypadku kredytów walutowych, a udział rachunków opóźnionych w obsłudze w portfelu złotowym pochodzącym z lat 2006–2008 wzrósł w trakcie 2015 r. silniej niż w walutowym.

– Sądzę, że w niestabilnym świecie jest ryzyko, że kurs franka w pewnym momencie wystrzeli dużo wyżej niż obecnie. Nie mówię, że to ryzyko jest bardzo duże. Ale podkreślam, że żyjemy w niestabilnym świecie i powinniśmy szukać instrumentów, które pozwolą zabezpieczyć gospodarstwa domowe posiadające te kredyty na przyszłość – proponuje Ignacy Morawski. – To będzie oczywiście bardzo trudne, ale to powinien być kierunek poszukiwań ze strony ustawodawcy, a nie restrukturyzacja obecnych kredytów w tak kosztownej formie, jak proponowano to do tej pory.

W latach 2006–2008 kurs franka wahał się między 2–2,5 zł, anim w styczniu ubiegłego roku Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił kurs franka od kursu euro, co spowodowało jego gwałtowny skok i za szwajcarską walutę trzeba było wówczas płacić niecałe 3,60 zł. Obecnie frank kosztuje o ok. 30 gr więcej.