Grupa PZU chce rosnąć poprzez przejęcia i rozwój organiczny. Szczególnie liczy na Link 4 i Alior Bank

CEO Magazyn Polska

Grupa PZU chce zwiększać udziały w rynku dzięki kolejnym przejęciom. Potencjalnych celów szuka głównie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nie wyklucza także akwizycji na terenie Europy Zachodniej. Zakłada również wzrost organiczny, który zapewnić ma spółka Link 4. Nie rezygnuje przy tym z konsolidacji sektora bankowego. Będzie wspierać kapitałowo Alior Bank, którego jest głównym udziałowcem. Ubezpieczyciel przewiduje również efekty synergii pomiędzy spółkami. Dzięki nim klienci mają otrzymać lepszą i łatwiej dostępną ofertę.

– Kontynuujemy nasz projekt bankowy. Nie będziemy budowali wielkiej grupy bankowo-ubezpieczeniowej, ale jako akcjonariusz Alior Banku będziemy wspierali go w konsolidacji sektora bankowego przede wszystkim kapitałowo – mówi agencji informacyjne Newseria Inwestor Przemysław Dąbrowski, członek zarządu Grupy PZU.

Oprócz aktywności związanej z sektorem bankowym grupa PZU zakłada także wzrost w swoim podstawowym segmencie działalności, czyli branży ubezpieczeniowej. Realizacja celu ma być możliwa przede wszystkim dzięki kolejnym akwizycjom.

– Chcemy kupować firmy ubezpieczeniowe w naszym regionie. Myślimy też o przedsiębiorstwach spoza obszaru Europy Środkowo-Wschodniej. Być może będzie to jakaś spółka z Europy Zachodniej – zdradza Dąbrowski.

Zaznacza, że większość firm z regionu jest już co prawda sprywatyzowana i wchodzi w skład dużych grup finansowych, jeśli jednak któraś z nich zostałaby wystawiona na sprzedaż, to Grupa PZU będzie prawdopodobnie zainteresowana jej kupnem.

Ubezpieczyciel nastawia się także na wzrost organiczny. Liczy głównie na ekspansję zagraniczną ze strony Link 4 – spółki oferującej ubezpieczenia typu direct (sprzedaż polis drogą internetową oraz przez telefon).

– Działalność PZU, Alior Banku i Link 4 to nie jest obszar dużych synergii ekonomicznych. Tu pojawiają się przede wszystkim synergie innowacyjne. Chcemy zderzyć ze sobą te pomysły i budować innowacyjne projekty w oparciu o doświadczenia tych firm – wyjaśnia Dąbrowski.

Członek zarządu PZU tłumaczy, że w efekcie realizowanych działań klienci korzystający zarówno z usług bankowych, jak i ubezpieczeniowych otrzymają lepsze, bardziej innowacyjne produkty. Jednocześnie udoskonalone zostaną także kanały ich dystrybucji.

– Jestem przekonany, że konsolidacja usług bankowych w Polsce będzie postępowała, ponieważ tak samo jak w ubezpieczeniach, tak i w bankowości efekt skali ma znaczenie. Bez skali nie da się rentownie działać – stwierdza Dąbrowski.

Grupa PZU to największy polski ubezpieczyciel. W 2015 roku składki przypisane brutto wzrosły w spółce o 8,7 proc. do 18,4 mld zł. Zysk netto grupy wyniósł 2,34 mld zł. Od 2010 r. podmiot notowany jest na warszawskiej giełdzie.

Niższy wzrost gospodarczy w USA powstrzymuje Fed przed szybszym podnoszeniem stóp procentowych. Do końca roku możliwe najwyżej dwie podwyżki

0

CEO Magazyn Polska

Do końca 2016 roku zobaczymy najwyżej dwie podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych – uważa Ignacy Morawski. Zdaniem ekonomisty czynnikiem hamującym szybsze podnoszenie stóp jest niska dynamika amerykańskiego PKB oraz ryzyko ze strony rynków wschodzących. W przypadku polskiego rynku przyszły poziom stóp stanowi dużą niewiadomą. Z jednej strony dobry wzrost gospodarczy zachęca do ich podniesienia, z drugiej strony wciąż panuje deflacja skłaniająca do ich obniżenia.

– Podczas ostatniego posiedzenia Fed zrewidował swoje prognozy odnośnie stóp procentowych. Jeszcze na początku 2016 roku prognozował, że dokona czterech podwyżek, teraz ta prognoza wskazuje na dwie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor ekonomista Ignacy Morawski.

Jego zdaniem głównym powodem rewizji prognoz Fedu jest niższy od oczekiwań wzrost gospodarczy za oceanem. W IV kwartale 2015 roku PKB Stanów Zjednoczonych wzrosło tylko o 1,0 proc., podczas gdy w poprzednim kwartale PKB wzrosło w ujęciu rocznym o 2 proc., a w II o 3.9 proc. Jak wyjaśnia Morawski, niższy wzrost zmniejsza presję inflacyjną i zachęca amerykański bank centralny do pozostawienia stóp procentowych na niskich poziomach.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka wciąż pozostaje także sytuacja na rynkach wschodzących, głównie w Chinach.

– Wydaje się, że Fed na razie nie będzie się spieszył, a podwyżki stóp procentowych dokona raczej w II połowie roku – prognozuje Morawski.

Ekspert dostrzega także trudne położenie Narodowego Banku Polskiego. Aktualna sytuacja skłania do dwóch rozbieżnych scenariuszy: z jednej strony wysoki wzrost gospodarczy zachęca do podwyżek. Z drugiej strony w kraju wciąż panuje deflacja, co jest czynnikiem, który mógłby skłaniać Radę Polityki Pieniężnej do obniżenia poziomu stóp.

– Bank centralny mógłby obniżyć stopy procentowe, ale członkowie Rady Polityki Pieniężnej obawiają się o dwie rzeczy. Po pierwsze o zyski banków. Po drugie o wiarygodność Polski i napływ kapitału. Istnieje ryzyko, że zobaczymy kolejne obniżki ratingów – wyjaśnia Morawski.

Morawski przypomina, że obecnie największym obciążeniem dla sektora bankowego jest obowiązujący od lutego podatek bankowy. Oprócz tego instytucje finansowe ponoszą zwiększone koszty związane ze składkami do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Wciąż aktualny jest także temat obciążenia banków kosztami przewalutowania kredytów frankowych.

– Zyskowność banków jest niska, a obniżki stóp procentowych mogą ją jeszcze zmniejszyć. To potencjalnie może stanowić ryzyko dla akcji kredytowej – zauważa.

Ekonomista przypomina, że obecna sytuacja polityczna w kraju – głównie dotycząca sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego oraz braku konkretnego planu zmniejszenia deficytu budżetowego – również komplikuje położenie RPP. Dodaje przy tym, że ewentualna obniżka ratingu kredytowego stwarzałby ryzyko ucieczki inwestorów z polskiego rynku, a obniżenie stóp procentowych mogłoby jedynie spotęgować ten proces.

– Sądzę, że w takich warunkach Rada Polityki Pieniężnej woli czekać i obserwować. Dopóki nie ma zagrożenia dla wzrostu gospodarczego i będzie trzymał się on solidnie, to RPP nie będzie reagowała na tę bardzo niską inflację – uważa Ignacy Morawski.

Ekonomista zastrzega jednak, że w przypadku słabszych odczytów polskiego PKB, w drugiej połowie roku dalsze obniżki stóp są całkiem prawdopodobne.

Aktualnie stopa referencyjna NBP znajduje się na najniższym poziomie w historii i wynosi 1,5 procent.

Pieniądze na ten rok w programie Mieszkanie dla Młodych wyczerpane. W przyszłym roku do dyspozycji będzie 750 mln zł

0

CEO Magazyn Polska

Zainteresowanie programem Mieszkanie dla Młodych jest tak duże, że banki w połowie marca przestały przyjmować wnioski na dofinansowanie z tegorocznej puli. Wciąż jednak możliwe jest uzyskanie rezerwacji dofinansowania ze środków przyszłorocznych. Na koniec lutego wykorzystane było nieco ponad 7 proc. środków z blisko 750 mln zł, a maksymalnie w tym roku można zarezerwować 50 proc.

Pula na ten rok wynosiła 760 mln zł, prawie połowa została zarezerwowana już w 2015 roku. Rynek szacował, że tych środków wystarczy do czerwca, ale zostaliśmy zaskoczeni faktem, że już 15 marca środki się skończyły – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych. – Klienci mogą zmienić swoje decyzje i zapisać się na środki z puli 2017 roku. To się oczywiście łączy bądź ze zmianą nieruchomości bądź z negocjacjami ze sprzedającym.

Bank Gospodarstwa Krajowego zgodnie z przepisami zaprzestał przyjmowania nowych wniosków, gdy poziom wykorzystania przewidzianej puli przekroczył 95 proc. Jak zapewnia Katarzyna Dmowska, klienci, których złożone na udział w programie MdM wnioski zostały zarejestrowane w systemie BGK, a środki dla tych klientów zostały zarezerwowane, mają gwarancję wypłaty środków. Radzi, żeby sprawdzić ze swoim doradcą, czy wnioski zostały zarejestrowane we właściwy sposób zapewniający rezerwację środków. Inaczej pozostaje wypełnienie kolejnego wniosku, tym razem na pulę przyszłoroczną.

Na 2017 rok jest przewidziane 746 mln zł. Do 29 lutego wykorzystane było 7,12 proc., więc jest jeszcze całkiem sporo środków do zagospodarowania – uspokaja Dmowska. – Musimy liczyć się z tym, że to wykorzystanie może przyspieszyć po tym, co się wydarzyło, czyli po zblokowaniu przyjmowania wniosków na 2016 rok. Należałoby tutaj dodać, że w roku bieżącym banki mogą przyjąć wnioski na 50 proc. puli na następny rok.

Na 2018 rok pula MdM to 762 mln zł.

Program Mieszkanie dla Młodych działa od dwóch lat. Od września 2015 roku można się starać o dofinansowanie zakupu mieszkania także na rynku wtórnym. W 2015 roku do Banku Gospodarstwa Krajowego wpłynęło ponad 31 tys. wniosków o dofinansowanie wkładu własnego na zakup mieszkania. Bank wypłacił w tym czasie w ramach MdM ponad 520 mln zł. Banki zawarły 27,5 tys. umów na blisko 4,9 mld zł. To trzy razy tyle, co rok wcześniej, w pierwszym roku obowiązywania programu.

Związek Banków Polskich szacuje, że w 2016 roku udzielonych będzie około 180 tys. kredytów mieszkaniowych. Jeżeli założymy, że średnia dopłata wynosi 20 tys. zł, to z dofinansowaniem zostanie udzielonych ok. 37,5 tys. kredytów, czyli tylko 21 proc. – dodaje ekspertka z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych.

Według BIK w 2015 roku banki udzieliły łącznie 196,5 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną kwotę 42 miliardów złotych. Średnia wartość pojedynczego kredytu to 215 tys. zł.

Warto też pamiętać o tym, że aby otrzymać kredyt hipoteczny, od początku 2016 roku trzeba mieć 15 proc. wkładu własnego, zaś od przyszłego roku próg ten wzrośnie do 20 proc.

MdM jeszcze jest zaplanowany na 2017 i 2018 rok – przypomina Dmowska. – Wiemy, że obecny rząd planuje nowy program, nieco inny od tych, które obowiązywały do tej pory, ponieważ ma on polegać na budowie tanich mieszkań czynszowych. Będzie on raczej skierowany do osób, które są zdecydowane na wynajem mieszkania, nie na kupno, ale trzeba zaczekać na szczegóły.

Pracodawcy RP: przedsiębiorcy poświęcają 3,5 godziny dziennie na interpretowanie niejasnych przepisów

0

CEO Magazyn Polska

Przedsiębiorcy skarżą się, że nadmierny biurokratyzm państwa i urzędników utrudnia im prowadzenie biznesu, zabierając czas i energię, które mogliby przeznaczyć na rozwój działalności. Jak wskazują autorzy Białej Księgi „Stop biurokratyzmowi”, największym problemem polskiej rzeczywistości biznesowej jest przeregulowanie, a do tego niska jakość i duża zmienność obowiązującego prawa. Pomóc może realizacja Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego.

Zadaniem numer jeden do zrealizowania jest obecnie poprawa systemu stanowienia prawa. U nas najczęściej bywa tak, że jeśli pojawia się jakiś problem, to najprostszym sposobem dla polityków jest po prostu zmiana danego przepisu, często bez patrzenia na konsekwencje i na to, że jest to niespójne z innymi obowiązującymi przepisami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. – Niezwykle ważne w tym systemie stanowienia prawa są dwie rzeczy: dobrze rozwinięty system konsultacji społecznych oraz właściwa ocena skutków danej regulacji.

Jak podkreśla, konsultacje społeczne konieczne są od samego początku procesu legislacyjnego, żeby móc właściwie ocenić konsekwencje proponowanych regulacji dla sektora, dla przedsiębiorców i dla klientów. Natomiast ocena skutków regulacji, która teoretycznie obowiązuje, sprowadza się obecnie – jego zdaniem – do prześledzenia konsekwencji nowego prawa dla budżetu i administracji, a nie do rozwiązania samego problemu i branży, której dotyczy.

Najgorsze jest prawo podatkowe, które moim zdaniem już dawno powinno być wysadzone w powietrze – krytykuje Malinowski. – Jest niejasne, sprzeczne, dające w związku z tym możliwości nadinterpretacji i jak zawsze mimo obowiązującej zasady o domniemaniu niewinności podatnika zawsze przeciwko bardzo często uczciwemu podatnikowi. Dziwnym trafem polski biurokratyzm nie może złapać tych wszystkich, którzy podejmują interesy z góry nastawione na przekręt, najczęściej jeśli chodzi o kwestie VAT-u.

Według uczestników III Polskiego Kongresu Gospodarczego, ankietowanych przez firmę Grant Thornton, najbardziej uciążliwą barierą w rozwoju firm w Polsce jest nadprodukcja prawa (95 proc. wskazań), natomiast za najważniejszą przyczynę nadmiernej biurokracji w Polsce uznano niską jakość stanowienia prawa (68 proc.). Autorzy Białej Księgi postulują o to, by prawo było spójne, nieskomplikowane, jednoznaczne, odporne na interpretacje i w efekcie trwałe. Największą niedogodnością dla przedsiębiorców jest fakt, że średnio muszą poświęcić 3,5 godziny dziennie na interpretowanie zawikłanych i niejasnych przepisów.

Przede wszystkim powinniśmy stosować zasadę „Unia Europejska plus zero”. Jesteśmy członkami Unii Europejskiej, która ma określone wymogi biurokratyczne, wcale niełatwe, ale niestety polski biurokratyzm stosuje metody stachanowskie, czyli musi mieć co najmniej 300 proc. normy. W związku z tym do przepisów unijnych dodaje jeszcze różnego rodzaju regulacje. One często nie wnoszą nic istotnego do materii, ale są pretekstem do tego, by zatrudnić kolejnych urzędników, którzy czegoś muszą pilnować czy wydać jakieś zaświadczenie – daje upust rozgoryczeniu Andrzej Malinowski.

Światełkiem w tunelu może się okazać Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Jak mówi prezydent Pracodawców RP, diagnoza stanu gospodarki zawarta w tym planie była niemal identyczna z oceną przedsiębiorców.

Złożyliśmy taką deklarację, sam osobiście w imieniu całej organizacji, ale także jako człowiek odpowiedzialny za kwestie polityki gospodarczej i rynku pracy w ramach Rady Dialogu Społecznego zobowiązałem się, że będziemy bardzo silnie wspierać premiera Morawieckiego i współpracować z nim. Te deklaracje już są w tej chwili realizowane, rozpoczęły się prace nad konstytucją przedsiębiorcy, które koordynuje minister Haładyj w Ministerstwie Rozwoju. Nasi eksperci są w każdej chwili do dyspozycji – mówi prezydent Pracodawców RP.

Inwestorzy zagraniczni powoli wracają na polski rynek giełdowy

CEO Magazyn Polska

Od kilku tygodni analitycy zaczynają dostrzegać stopniowy powrót inwestorów zagranicznych nad Wisłę. Choć statystyki GPW jeszcze tego nie pokazują (w lutym obroty spadły względem stycznia mimo większej liczby dni sesyjnych), widać rosnącą przewagę kupujących nad sprzedającymi. Jeśli uda się uniknąć kłopotów związanych z domknięciem budżetu na 2017 rok, to trend ten ma szansę na utrwalenie.

– Inwestorzy zagraniczni w tej chwili są po okresie trawienia wyniku wyborczego i niewątpliwie te dwa pierwsze miesiące po wyborach były swego rodzaju zaskoczeniem i rozczarowaniem. To był też wymuszony okres zmiany optyki i widać było odpływ kapitału – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Dakowicz, prezes zarządu AgioFunds TFI. – Teraz natomiast sygnały płynące zarówno z rynku walutowego, z rynku obligacji, jak i z rynku akcji wskazują na stopniowy powrót inwestorów.

Od najniższych poziomów z 20 stycznia WIG20 zyskał już ponad 17 proc. Wprawdzie oznacza to dopiero powrót do poziomów z listopada ubiegłego roku, a od ostatniego szczytu z przełomu kwietnia i maja 2015 r. indeks jest o 23 proc. niżej, ale zarysowuje się trend wzrostowy. Także indeks szerokiego rynku WIG od 20 stycznia zyskał 13,5 proc.

– Po pierwsze, fundamenty gospodarki pozostały niezmienione pomimo zmiany politycznej. Po drugie, wydaje się, że większość czynników w tym roku działa jednak w kierunku przyspieszenia tempa wzrostu. Warto się odwołać choćby do ostatniej prognozy średnioterminowej aktualizowanej przez RPP: niższa inflacja, wyższe tempo wzrostu – argumentuje Dakowicz. – Wydaje mi się, że inwestorzy w tej chwili raczej są w tendencji powracania na polski rynek.

Narodowy Bank Polski w marcowej projekcji inflacji obniżył prognozę dynamiki cen do -0,4 proc. z 1,1 proc. oraz podniósł prognozę wzrostu PKB z 3,3 do 3,8 proc. Dakowicz zaznacza, że do wzrostu PKB przyczyni się również konsumpcja rosnąca po przekazaniu do portfeli Polaków 17,2 mld zł z programu 500+.

– Możemy dyskutować o tym, czy to jest dobre, żeby pieniądze wydawać na konsumpcję, bo może lepiej byłoby na inwestycje. W krótkim okresie bezwzględnie to dokłada nam do PKB. Trudno prognozować, ile dokładnie – mówi Dakowicz.

Jedynym zagrożeniem, jakie widzi analityk, dla utrwalenia pozytywnych tendencji są ewentualne problemy z dopięciem budżetu na 2017 rok. O ile w tym roku odnotowano jednorazowe wpływy, np. z aukcji LTE, o tyle za rok takich zastrzyków już nie będzie.

– Z punktu widzenia ryzyk ekonomicznych wydaje mi się, że bliżej końca roku będziemy musieli uważniej śledzić to, jak ma szansę być zbudowany budżet na 2017 rok czy jak będzie sfinansowany. W tym roku na większość wydatków zaplanowanych, nawet podwyższonych z programów prospołecznych realizowanych przez obecny rząd, są już źródła finansowania. Natomiast na dzisiaj nie mamy pewności co do finansowania tych wydatków w 2017 roku – zastrzega Dakowicz.

Jego zdaniem trzy kwartały to dość czasu, by znaleźć nowe źródła finansowania. Od lutego funkcjonuje podatek od aktywów przedsiębiorstw finansowych, który tylko w tym roku ma przynieść 5,5 mld zł. Na wprowadzenie czeka jeszcze dopracowywany podatek od sprzedaży detalicznej, którego pierwszy projekt spotkał się z powszechną krytyką środowisk handlowych, głównie drobnych detalistów i franczyzobiorców. Ma on rocznie przynieść budżetowi 2 mld zł.

– Jest czas, żeby wypracować ten mechanizm. Jeśli na przestrzeni najbliższych 9 miesięcy te projekty się pojawią i zostaną wdrożone, to myślę, że wtedy finansowanie budżetu i wydatków w przyszłym roku będzie mniej zagrożone. Wtedy może się okazać, że ten powrót inwestorów, który dzisiaj obserwujemy, może być kontynuowany również w 2017 roku – mówi Adam Dakowicz.

Firmy technologiczne chcą przyciągać więcej kobiet. Na razie stanowią mniejszość

CEO Magazyn Polska

Tylko co piąty specjalista w firmach technologicznych jest kobietą. W jeszcze mniejszym stopniu panie są reprezentowane na stanowiskach zarządczych w tych organizacjach. Jednocześnie wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni na podobnych stanowiskach. Z raportu Siemensa i Fundacji Edukacyjnej Perspektywy „Potencjał kobiet dla branży technologicznej” wynika, że firmy, w których udział kobiet jest większy, odnoszą więcej korzyści.

Branża technologiczna jest nadal zdominowana przez mężczyzn. Wzrost udziału kobiet w firmach branży technologicznej jest wciąż niewielki i niesatysfakcjonujący. To właśnie chcemy zmienić – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kinga Jabłonowska, dyrektor ds. PR w firmie Siemens.

Raport Siemensa i Fundacji Edukacyjnej Perspektywy „Potencjał kobiet dla branży technologicznej” wskazuje, że ciągu ostatnich kilku lat udział kobiet pracujących w STEM, czyli segmentach technologicznych science, technology, engineering and mathematics, wzrósł o 6 proc., a w zarządach tych firm – o 11 proc. Potencjał płci pięknej jest jednak znacznie większy, a firmy zatrudniające kobiety mogą przynieść więcej korzyści. Dlatego Siemens podejmuje działania, które mają na celu ułatwienie kobietom budowy kariery w segmentach technologicznych, zwłaszcza że różnorodność zespołów może przynieść firmom więcej korzyści.

Takie zespoły szybciej i efektywniej osiągają założone cele i szybciej dochodzą do konstruktywnych wniosków, wdrażają działania, które przynoszą konkretne efekty. Firmy starają się wspierać kobiety i wdrażać programy mentoringowe zmierzające do wprowadzania standardów różnorodności, w codziennych działaniach, np. przy procesach rekrutacji czy awansie – mówi Jabłonowska.

Wciąż jednak kobiety nie są doceniane, a ich zarobki są nieco niższe niż mężczyzn na tych samych stanowiskach. Aby zwiększyć udział kobiet na stanowiskach w branży technologicznej, konieczna jest wymiana dobrych doświadczeń między firmami i w ten sposób wypracowanie programu, który będzie wspierał różnorodność.

Od Doliny Krzemowej przez Azję i Europę, wszystkie firmy w branży technologicznej zastanawiają się nad tym, w jaki sposób przyciągnąć więcej kobiet, bo przekłada się to na ich biznes. Coraz więcej badań pokazuje, że zróżnicowane zespoły składające się z kobiet i mężczyzn, z osób starszych i młodszych są bardziej kreatywne, wydajne i efektywne. Zarządzanie różnorodnością przekłada się bezpośrednio na wyniki firmy i coraz więcej firm to rozumie – przekonuje Mirella Panek-Owsiańska, prezeska Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Z badań Europejskiej Agendy Cyfrowej wynika, że gdyby kobiety były reprezentowane w tym sektorze tak samo jak mężczyźni, to PKB Unii Europejskiej zwiększyłby się rocznie o ok. 9 mld euro. W firmach, które sprzyjają kobietom na stanowiskach kierowniczych, stopa zwrotu z kapitału własnego jest o 35 proc. wyższa, a ogólna stopa zwrotu dla akcjonariuszy o 34 proc. wyższa niż w innych, porównywalnych organizacjach. Aby przyciągnąć do biznesu więcej kobiet, konieczne są zmiany w systemie edukacji i szersza współpraca świata biznesu ze światem nauki.

Przyczyny trzeba szukać już w szkole, kiedy nauczyciel przekonuje, że dziewczyny nie nadają się do matematyki. Sytuacja często powtarza się na studiach. Istotna jest też kwestia braku znajomości kobiet inżynierek. Te dziewczęta, które taką osobę znały, dużo częściej decydowały się na studia na politechnice, bo wiedziały, że to zawód, w którym kobieta może się spełniać – tłumaczy Panek-Owsiańska.

Z raportu wynika, że kobietom nie brakuje umiejętności koniecznych do pracy w branży. Ponad 40 proc. maturzystek ocenia swoje zdolności matematyczne jako dobre, a w grupie szykujących się na studia techniczne 85 proc. jako bardzo dobre. Mimo to wciąż panuje przekonanie, że studia inżynierskie nie są odpowiednie dla kobiet.

Bardzo ważne jest to, żeby zidentyfikować wszystkie bariery wewnętrzne i zewnętrzne, które przeszkadzają, aby kobiecy potencjał w branży technologicznej w pełni się uwidocznił. Firmy mają różnego rodzaju narzędzia, żeby zachęcać kobiety do pracy, pamiętając o tym, że większość z nich będzie chciała się spełnić w roli matki, co nie oznacza, że ich kariera może się w tym momencie zakończyć – przekonuje prezeska Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Zapewnienie rozwiązań dla rodziców może pomóc zwiększyć udział kobiet inżynierek w firmach technologicznych. Istotne jest też pielęgnowanie wizerunku branży otwartej na kobiety. W części firm dobrze sprawdziło się stworzenie miniżłobków dla najmłodszych dzieci czy elastyczny czas pracy dla młodych rodziców. Kobietom można również zapewnić kontakt z mentorem, dzięki któremu łatwiej będzie im rozpocząć karierę zawodową.

Firmy mają bardzo dużo narzędzi do wyrównywania szans kobiet i mężczyzn. Coraz więcej firm ma też świadomość, że musi w tym kierunku aktywnie działać. Liczba pracowniczek czy studentek na politechnice sama się wyrówna i będzie ich pół na pół z mężczyznami. Potrzebne są działania zarówno w systemie edukacji, organizacjach studenckich, jak i w firmach – podkreśla Mirella Panek-Owsiańska.

Tylko 20 proc. chorych na raka trzustki przeżywa dłużej niż rok. Nowoczesne leki wydłużające życie jeszcze nie są dostępne w Polsce

CEO Magazyn Polska

Zachorowalność na raka trzustki w Polsce w ciągu ostatnich 30 lat wzrosła prawie dwukrotnie. To jeden z najbardziej niebezpiecznych nowotworów złośliwych. Tylko 5 proc. chorych przeżywa 5 lat od momentu postawienia diagnozy, ponad 80 proc. umiera w przeciągu roku. Nowoczesne leki są w stanie wydłużyć życie pacjentów o kilka miesięcy i znacznie poprawić jego komfort. W Polsce nie są jednak jeszcze objęte refundacją.

Rak trzustki to siódmy z najczęściej występujących w Europie nowotworów złośliwych. Według prognoz w 2030 roku będzie on stanowił trzecią najczęstszą przyczynę zgonów. W Polsce w ciągu minionych 30 lat liczba zachorowań na raka trzustki, zwanego także gruczolakorakiem trzustki, wzrosła prawie dwukrotnie, zwłaszcza wśród kobiet. Nowotwór ten jest jednym z najtrudniejszych do leczenia. Przyczyną wysokiej śmiertelności jest m.in. zbyt późne wykrycie nowotworu – choroba ta długo nie daje bowiem objawów.

Objawy raka trzustki pojawiają się, niestety, bardzo późno, z reguły w stadium zaawansowanym. Te objawy sprowadzają się do dyskomfortu, bólu czy zaburzeń funkcjonowania układu pokarmowego – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy ds. onkologii klinicznej.

Najczęstsze objawy raka trzustki to: bóle brzucha, nudności, brak apetytu, nagłe chudnięcie oraz żółtaczka. Wśród możliwych przyczyn powstawania choroby wymienia się m.in. nadużywanie alkoholu, palenie papierosów, nadwagę, cukrzycę, nawracające zapalenia trzustki i czynniki genetyczne. Ryzyko zachorowania zwiększa się wraz z wiekiem i jest niezależne od płci.

Rodzaj terapii zależy od stopnia zaawansowania choroby. W pierwszym stadium stosuje się leczenie chirurgiczne, polegające na wycięciu guza, połączone z chemioterapią uzupełniającą z wykorzystaniem leku o nazwie gemcytabina.

Większa grupa pacjentów to chorzy na miejscowo zaawansowany nowotwór, u części z nich można rozważyć resekcję, ale ona powinna być poprzedzona chemioterapią wstępną. Ci, u których nie ma takiej możliwości, mogą być poddawani albo radiochemioterapii, albo samej chemioterapii. Największa grupa, ponad 50 proc. chorych, to osoby, które pierwotnie mają przerzuty. U nich pozostaje tylko leczenie farmakologiczne – mówi prof. Maciej Krzakowski.

Możliwość poddania pacjenta chemioterapii uwarunkowana jest jego stanem. Przy raku trzustki występuje wiele chorób towarzyszących, często związanych z zaawansowanym wiekiem pacjentów, np. zaburzenie czynności nerek bądź wątroby, które dyskwalifikują pacjenta. W efekcie w Polsce chemioterapii może być poddana zaledwie 1/3 chorych. W badaniach nad lekiem na raka trzustki wciąż nie ma przełomu, w ciągu ostatnich lat opracowano jednak kilka nowoczesnych terapii, które średnio wydłużają życie chorych o kilka miesięcy, ale w przypadku zastosowania schematu gemcytabina z nab-paklitakselem zaobserwowano przypadki nawet trzyletnich przeżyć.

Pacjenci, którzy do tej pory otrzymywali takie leczenie, uzyskują znaczące długości przeżycia w całkiem niezłym komforcie tego przeżycia. Wielu z nich normalnie funkcjonuje, wykonuje aktywności codziennego życia, nierzadko też i pracuje – mówi dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

W Unii Europejskiej zarejestrowano w 2014 roku terapię o nazwie nab-paklitaksel.. W skojarzeniu z tradycyjną gemcytabiną lek ten istotnie zwiększa czas przeżycia  pacjenta. Dostęp polskich pacjentów do tej nowoczesnej formy leczenia jest jednak bardzo ograniczony – lek nie jest jeszcze u nas refundowany. Onkolodzy liczą, że sytuacja chorych na raka trzustki poprawi się dzięki działalności Zespołu ds. Chorób Rzadkich, który powstaje przy Ministerstwie Zdrowia. Jego celem jest zapewnienie lepszej diagnostyki, terapii i opieki dla osób cierpiących z powodu chorób rzadkich.

Nikt z nas zdrowych nie wie, co to znaczy dla chorego przedłużenie życia o kilka, kilkanaście miesięcy. Wielu ludzi dzięki temu kończy swoje dzieło życia, rozdział w książce albo w ogóle wydaje książkę, oczekuje ważnych uroczystości rodzinnych, jak komunia wnuczków, ślub dzieci, i w całkiem niezłym komforcie przeżywa to, co im pozostało – mówi dr Janusz Meder.

Zdaniem ekspertów wyniki leczenia nowotworów w dużej mierze zależą od nakładów finansowych. W Polsce wciąż brakuje środków z budżetu państwa, w efekcie czego wyniki walki z rakiem są znacznie słabsze niż w innych krajach Unii Europejskiej. W Europie Zachodniej nawet 50–60 proc. chorych wygrywa walkę z chorobą, w Stanach Zjednoczonych nawet 70 proc. w przypadku wielu nowotworów. W Polsce tymczasem odsetek ten wynosi ok. 45 proc.

Początek wiosny to ostatni moment na upolowanie atrakcyjnej wycieczki wakacyjnej. Coraz więcej osób decyduje się na wypoczynek podczas majówki

CEO Magazyn Polska

Końcówka marca to dobry czas na planowanie wakacyjnych podróży. Wcześniejsza rezerwacja wyjazdu oznacza niższą cenę. Ze względu na sytuację polityczną klienci zamiast krajów arabskich wybierają kierunki europejskie – Hiszpanię, Bułgarię, Chorwację i wyspy greckie. Przedsmakiem wakacji jest jednak długi majowy weekend, kiedy ceny są jeszcze niższe niż w szczycie sezonu. W tym roku obok hoteli popularne są także tańsze apartamenty i wioski wakacyjne. Rośnie też zainteresowanie wypoczynkiem w Polsce.

Wiosna to dobry moment na zaplanowanie podróży. Bez względu na to, czy myślimy o wyjeździe jeszcze przed sezonem, w kwietniu i maju, czy w terminie stricte wakacyjnym, warto zarezerwować go właśnie teraz. Jeszcze do końca marca można skorzystać ze zniżek z racji wczesnej rezerwacji oferty, które w hotelach sięgają nawet 30 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Magda Plutecka, rzeczniczka Neckermann Polska.

Z raportu firmy Mondial Assistance wynika, że latem ubiegłego roku na wakacje wyjechało 16 milionów Polaków. Ich liczba stopniowo rośnie, coraz więcej osób w ciągu roku planuje choć jeden wyjazd. Osoby zdecydowane na wakacyjną podróż mogą skorzystać z oferowanej przez biura oferty first minute. W przedsprzedaży można liczyć nie tylko na rabaty, lecz także na dodatkowe bonusy, jak np. wycieczka fakultatywna w cenie wyjazdu lub gwarancja ceny. Klient zyskuje wówczas pewność, że niezależnie od cen paliwa czy kursu walutowego koszt wycieczki pozostanie bez zmian.

Wczesna rezerwacja wakacji to nie tylko atuty cenowe, lecz także większy wybór oferty. W tym roku mapa najpopularniejszych miejsc wypoczynku Polaków zmieniła się. Mniejsze jest zainteresowanie wyjazdami do krajów arabskich i spadła liczba rezerwacji ofert do Turcji, której sprzedaż w ostatnich latach była rekordowa. Zyskały takie kraje jak Hiszpania, która notuje dwukrotne wzrosty sprzedaży, wyspy greckie i Bułgaria, jeden z najchętniej wybieranych krajów przez Polaków – wymienia Magda Plutecka.

Bułgaria jest coraz częściej wybierana ze względu na korzystną cenę. Kraj ten oferuje piękne plaże i coraz lepszą bazę hotelową.

Klienci korzystają nie tylko z lotów czarterowych, kraje europejskie przyciągają turystów z Polski ze względu na stosunkowo łatwy dojazd własnym transportem.

Kierunki te rezerwują także klienci z innych krajów Europy. Są oni bardziej pragmatyczni i wcześniej niż Polacy rezerwujący wakacje. Dlatego jeśli planujemy wakacje w tych miejscach, warto się pospieszyć i do końca marca zarezerwować wyjazd ze zniżką. Może się bowiem okazać, że w szczycie sezonu w najlepszych hotelach nie będzie już wolnych miejsc – ocenia Plutecka.

Polacy coraz chętniej wykorzystują na wakacyjne wyjazdy długie weekendy, które pozwalają oszczędzić dni urlopowe. Majówka to również dobry moment dla tych, którzy chcą uniknąć tłumów na plażach i upałów.

Zwykle kierujemy się ekonomią kalendarza. W tym roku jest on korzystniejszy niż w 2015 roku. Wystarczy wziąć jeden dzień wolnego i wypoczywać cztery dni lub wziąć cztery dni urlopu i wypoczywać dziewięć. Na weekend majowy najchętniej wybieramy południe Europy, miejsca ciepłe, słoneczne, gdzie temperatury umożliwiają zarówno plażowanie, jak i aktywne formy wypoczynku – mówi rzeczniczka Neckermann Polska.

Zainteresowaniem cieszy się Hiszpania, znacznie tańsza niż w lecie. Za tygodniowy pobyt na Majorce w trzygwiazdkowym hotelu z ofertą all inclusive trzeba zapłacić od 1,9 tys. zł. Na wyspach greckich za czterogwiazdkowy hotel i dwa posiłki zapłacimy od 1,6 tys. zł.

Weekend majowy to również dobra okazja na wyjazd w większym gronie znajomych i rodziny własnym środkiem transportu. Samochodem najchętniej jeździmy na Bałkany – do Bułgarii czy Chorwacji, ale również do włoskiej Toskanii i w okolice Wenecji.

Wybieramy apartamenty bez wyżywienia. W tym roku popularne są również wioski wakacyjne, bardzo korzystna finansowo forma wypoczynku. Najczęściej mieszkamy w domkach wakacyjnych, ale mamy dostęp do całej infrastruktury, basenów, animacji. Tygodniowa majówka w Chorwacji, na Istrii, w wiosce wakacyjnej to koszt już od 230 zł na osobę – przekonuje Plutecka.

Osoby, które chcą wypocząć w majówkę, ale nie chcą wykorzystywać zbyt dużo urlopu, decydują się na krótszy wyjazd znacznie bliżej, nad polskie morze.

Czterodniowy pobyt w Świnoujściu w hotelu trzygwiazdkowym z wyżywieniem to koszt od 350 zł od osoby – mówi Magda Plutecka. – W szczycie sezonie, w lipcu, tygodniowe wakacje w Międzyzdrojach z zakwaterowaniem w czterogwiazdkowym hotelu z dwoma posiłkami rodzinę 2+1 kosztują ok. 4 tys. zł.

Polski rekord w eksporcie? Zabawki

W 2015 r. padł absolutny rekord w eksporcie zabawek z Polski! W ciągu dwunastu miesięcy minionego roku wysłaliśmy za granicę lalki, gry, misie, klocki i inne zabawki warte prawie 4,6 mld zł. To o 1,7 mld zł i o 58,7 proc. więcej w porównaniu do 2014 r. – zwracają uwagę eksperci instytucji płatniczej AKCENTA, rozliczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów. 

Zabawki to bardzo poważna sprawa. Świadczą o tym ciągłe przyrosty eksportu notowane w ciągu ostatnich 5 lat. Bardzo udany był już rok 2014 r., w którym eksporterzy zabawek, gier i artykułów sportowych (bo te produkty obejmuje analizowana przez GUS kategoria), wypracowali wzrost wartości o 75 proc. w porównaniu do roku 2013. – Wzrost za 2015 r. jest nieco mniejszy, ale mówimy już o miliardach złotych. Na tym poziomie zmiany procentowe przekładają się na imponujące wartości. Tylko w październiku, listopadzie i grudniu, na kiedy to przypada największe „żniwo” dla biznesu zabawkarskiego, eksporterzy wypracowali aż 1,6 mld zł obrotu – mówi Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce.

„Gramy” o miliardy

Zabawki, gry i artykuły sportowe to bardzo pojemna kategoria, ale w przypadku polskiego eksportu da się wyróżnić dwie grupy, które mają dominujący udział. Klasyczne zabawki nie są liderem; największą wartość ma eksport sprzętu do gier. W 2015 r. polscy eksporterzy wysłali do innych krajów sprzęt do gier o wartości 2,1 mld zł! Nieco mniejsze, choć nadal imponujące obroty (1,5 mld zł) zanotowali eksporterzy klasycznych zabawek, jak lalki, samochodziki czy rowery trójkołowe.

Wysyłamy zabawki do 150  krajów…

Głównym rynkiem dla polskiego eksportu zabawek i gier jest Unia Europejska, do której wysyłamy prawie 90 proc. towarów (w ujęciu wartościowym). Naszym największym odbiorcą są Niemcy, gdzie trafia aż 1/3 całego eksportu dla tej kategorii. Poza Europą w ub. r. zabawkami z Polski zainteresowani byli także odbiorcy ze Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Polska branża zabawkarska może jednak pochwalić się bardzo szerokim wachlarzem kierunków swojej wysyłki. Ich produkty trafiają do blisko 150 kierunków na całym świecie! Zabawki z Polski znalazły swoich nabywców nawet w tak odległych i egzotycznych państwach jak Ekwador, Oman czy Nowa Zelandia.

… ale tylko część to polska produkcja

Choć tak dobre wyniki eksporterów z branży zabawkarskiej cieszą, to eksperci Akcenty przypominają o tym, że część tego tortu należy przypisać reeksportowi, w tym głównie produkcji chińskiej. Import zabawek, gier i art. sportowych z Chin jest bardzo duży i w 2015 r. wart był prawie 3,3 mld zł. Część z sprowadzonych z Chin zabawek pozostała na polskim rynku, jednak spora ilość została z naszego kraju wysłana dalej. – W zalewie masowej chińskiej produkcji, warto jednak dostrzec wyróżniające się perełki. Na świecie furorę zrobił np. stuprocentowo polski wynalazek – misie, które za pomocą kojących dźwięków uspokajają niemowlaki. Polskie firm świetnie radzą sobie także na rynku klocków czy puzzli, gier i kart do gry, dostarczając produkty najwyższej jakości, które doceniają rodzice na całym świecie. Chociaż segment zabawek innowacyjnych i wysokiej jakości jest w porównaniu do masowej produkcji dość mały, jednak za te produkty klienci są w stanie dużo zapłacić – zaznacza przedstawiciel AKCENTY.

Mocny dolar obniża cenę surowców

Dolar amerykański wyraźnie tracił po ostatnim posiedzeniu FED, na którym obniżono projekcje dla podwyżek stóp procentowych. Skala osłabienia była dosyć zaskakująca, ponieważ rynek i tak spodziewał się takiego działania. Przecena nie trwała zbyt długo, a bieżący tydzień należy już do dolara. Także w kolejnych okresach możemy spodziewać się siły amerykańskiej waluty. To oznacza dla rynku surowcowego jedno – wyprzedaż.

Od początku roku pojawiło się kilka czynników wpływających niekorzystnie na notowania głównej waluty świata. Niepokój na rynku, obawy o wzrost gospodarczy na świecie, słabsze dane z USA i do tego gołębi FED. Korekta była zatem uzasadniona, ale z drugiej strony, na razie nie ma powodów do odwrócenia trendu wzrostowego dolara. Dolar i tak pozostanie mocny, nawet jeśli spadają na niego kolejne małe ciosy. Wszystko za sprawą tego, że rynku walutowym na razie na próżno szukać jakiejkolwiek alternatywy. Stany Zjednoczone to jedyna gospodarka rozwinięta, która znajduje się w procesie normalizacji polityki monetarnej. Wszystkie inne banki są co najwyżej neutralne, a w większości przypadków zwyczajnie dalej luzują politykę monetarną. Patrząc na to w ten sposób, każda przecena dolara powinna być rozpatrywana jako korekta. Niewiele wskazuje na to, aby miało się to zmienić w najbliższym czasie.

Ceny surowców na światowych parkietach są wyrażone właśnie w dolarze amerykańskim, dlatego im dolar mocniejszy, tym taniej nabywamy poszczególne surowce. Tylko od początku tygodnia miedź straciła już ponad 3%, złoto niemal tyle samo, a nieco mniej była przeceniana ropa naftowa. Oczywiście na spadki cen surowców nie wpływają tylko i wyłącznie notowania dolara, ale w dłuższej perspektywie korelacja między rosnącym indeksem dolara, a spadającymi cenami surowców jest niemal doskonała.

Co do samych surowców, to krótkotrwałe odbicie nie oznacza jeszcze zmiany trendu. Popyt na miedź jest już dosyć stabilny, ale na jego dynamiczny wzrost na razie nie ma co liczyć w kontekście spowolnienia gospodarczego Chin, więc to samo tyczy się cen tego surowca. Wzrost cen złota w tym roku jest spowodowany niemal wyłącznie popytem spekulacyjnym, nie zaś większym popytem ze strony przemysłu jubilerskiego, czy ogólnego. Co do cen ropy, to dołek być może mamy już za sobą, ale zwyżki notowań WTI powinny kończyć się maksymalnie w okolicy 50 dolarów, ponieważ przy tej cenie podaż ze strony USA ponownie może zacząć rosnąć.

Autor: Mateusz Adamkiewicz, analityk rynków finansowych HFT Brokers

Yi Dash Camera już w Polsce – debiut kamery samochodowej

Chiński koncern Xiaomi kontynuuje rozwój w Polsce. Dwa tygodnie po światowej premierze wprowadza na nasz rynek inteligentny wideorejestrator Xiaoyi Yi Dash Camera. Najważniejsze zalety? Ultrapanoramiczny obiektyw 165°, obraz jakości 1296p, asystent kierowcy ADAS oraz konkurencyjna cena 399 zł.

YI Dash Camera_2Yi Dash Camera zadebiutowała na światowych rynkach dopiero dwa tygodnie temu. Teraz jest już w Polsce. Można ją kupić tylko poprzez oficjalną sieć dystrybucji w naszym kraju. Jaka jest najnowsza kamerka marki Xiaoyi?

Zacznijmy od tego, co kierowcę interesuje najbardziej – jak dużo „widzi” kamerka i jakiej jakości obraz rejestruje? Yi Dash Camera została wyposażona w szerokokątny obiektyw 165°. Dzięki temu ma naprawdę szerokie pole rejestracji – perspektywa jest podobna do tej, jaką ma ludzkie oko. Na przykład na autostradzie nagranie obejmie trzy pasy ruchu.

Kamerka nagrywa obraz w jakości 1296p. W nocy również sprawdza się bez zarzutu, ponieważ ma największą dostępną na rynku przesłonę. To wszystko powoduje, że nagranie wiernie oddaje sytuację panującą na drodze – mówi Jakub Tomasiczek
z xiaoyi.pl, jedyny oficjalny dystrybutor kamer Yi w Polsce.

Kamerkę montuje się w aucie szybko i bezproblemowo. A jak obsługuje się ją siedząc za kierownicą? Ten aspekt został dobrze przemyślany przez projektantów. Interfejs, zbudowany na bazie ikon z szerokimi przyciskami, jest intuicyjny w obsłudze i nie absorbuje uwagi w trakcie jazdy.

Kamerka ma jeszcze jedną ważną zaletę. Jest wyposażona w system ADAS, który działa jak asystent kierowcy, ostrzegając o przekroczeniu linii pasa ruchu oraz
o odległości do pojazdu jadącego bezpośrednio z przodu. Te funkcje poprawiają bezpieczeństwo, a wideorejestratory zwykle nie są w nie wyposażone
– dodaje Jakub Tomasiczek.

Panoramiczny ekran LCD kamerki daje podgląd w czasie rzeczywistym, a połączenie WiFi umożliwia przesłanie na smartfon lub do sieci fragmentów nagrania lub nawet całej trasy. Wygodne jest również to, że nie trzeba usuwać starych nagrań. Jeśli nie zdarzyło się nic, co chcielibyśmy zachować, kamera sama nadpisuje najstarsze pliki. Jednak wszystkie istotne wydarzenia na pewno zostaną zachowane, ponieważ Yi Dash ma czujnik prędkości, dzięki czemu potrafi rozpoznać sytuacje niestandardowe (związane na przykład z gwałtownym hamowaniem).

Wcześniej w autoryzowanej sprzedaży w Polsce pojawiły się dwie inne kamerki Yi: Action oraz Home.

Bloki DUO-BIO – przyszłość i szansa dla energetyki węglowej

Wiosenne spotkania przedstawicieli szeroko rozumianej branży energetycznej organizowane przez Biuro Marketingu RAFAKO S.A. wspólnie z Politechniką Śląską od lat cieszą się niesłabnącą renomą wśród uczestników. Każdorazowo prezentują wysoki poziom merytoryczny, stanowią platformę do nawiązywania kontaktów handlowych i wymiany doświadczeń, a przede wszystkim umożliwiają transfer wiedzy między nauką, a przemysłem. – Spotykamy się tu w gronie praktyków, zarówno z ośrodków badawczych, naukowych, przedstawicieli klientów, czy też firm, z którymi współpracujemy. Nasi partnerzy mają tu szansę zaprezentować swoje innowacyjne rozwiązania. Jest to takie miejsce, gdzie możemy się wymienić poglądami, na temat tego, co rzeczywiście dzieje się w obszarze energetyki, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, bo przecież wielu z naszych partnerów, podobnie jak RAFAKO S.A. działa także za granicą – powiedziała Agnieszka Wasilewska – Semail, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalna RAFAKO S.A.

BLOKI DUO-BIO – PRZYSZŁOŒĆ I SZANSA DLA ENERGETYKI WĘGLOWEJ (12)Wszystko to razem stanowi całkiem istotny wkład konferencji w rozwój polskiej energetyki.
Potwierdzeniem tego jest jeden z tematów przewodnich tegorocznego spotkania, dotyczący innowacyjnego projektu bloku duo-bio, realizowanego pod przewodnictwem Instytutu Energetyki, wspólnie z Politechniką Śląską, Energoprojektem – Katowice i RAFAKO S.A. Do komitetu naukowego projektu wchodzi także TAURON Wytwarzanie S.A. Koncepcja ta wpisuje się w program dostosowania polskiej energetyki do konkluzji BAT (z ang. best available technology – najlepsze dostępne technologie), które wejdą w życie już za kilka lat, a więc konieczności obniżania emisji zanieczyszczeń (m. in. tlenków siarki, azotu, pyłów, CO2), podnoszenia sprawności już istniejącej infrastruktury energetycznej, zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) przy jednoczesnym bardziej efektywnym wykorzystaniu surowców konwencjonalnych, w tym przede wszystkim węgla.

– Duobloki to temat innowacyjny, dotyczący uelastycznienia infrastruktury, która w Polsce często występuje, czyli bloków 200 MW. Przy okazji mówimy też o innych, bardzo istotnych kwestiach, takich jak nowe konkluzje BAT, a co za tym idzie, konieczności zmian w obszarze instalacji ochrony środowiska – dodała A. Wasilewska – Semail.

Jak wyjaśniają w materiałach konferencyjnych przedstawiciele Energoprojektu Katowice S.A. koncepcja bloków duo-bio „polega na wprowadzeniu, w miejsce dwóch istniejących bloków 200 MW, nowego układu nadkrytycznego. Obejmuje on dwa kotły zasilające jedną turbinę klasy 500 – zainstalowaną w miejsce dwóch turbin 200.” (Marian Żmija, Wojciech Zygmański, Filip Klepacki, „Drugie Życie” Elektrowni z Blokami 200 MW, w „Inwestycje w Energetyce i kierunki przebudowy bloków 200 MW. Blok Duo-Bio, Bełchatów 2016). Kotły te mogą być opalane różnym paliwem, np. jeden biomasą, a drugi węglem.

– Węgiel jest nam najbliższy, bo znamy bardzo dobrze jego charakterystykę, mamy technologię opanowaną w każdym zakresie. Wydaje się to najbliższe temu, co według opinii powszechnie panującej powinno w Polsce nastąpić, a więc podtrzymanie istotnej roli węgla w energetyce – powiedział Krzysztof Burek, Wiceprezes Zarządu i Dyrektor ds. Handlowych RAFAKO S.A.
– Duo-bio bloki to odpowiedź energetyki konwencjonalnej na to, co w tej chwili stawia system, jakie jest oczekiwanie sieci dystrybucyjnych i użytkowników. Pozwalają poprawić efektywność i elastyczność przede wszystkim energetyki tradycyjnej, w tym obiektów węglowych i tych na biomasę. Są one ukierunkowane na tradycyjne, konwencjonalne rozwiązania, ale w taki sposób, by mogły konkurować z innymi źródłami energii, przede wszystkim takimi jak OZE pozyskiwane z wiatraków, czy paneli słonecznych, które przy wszystkich zaletach mają jedną wadę – są nieprzewidywalne, gdyż zależą od kaprysów pogody – dodał Krzysztof Burek. Przyznał też, że obecnie węgiel jako źródło energii w Europie, przeżywa dość trudne chwile. – Duże instytucje finansowe bardzo niechętnie podchodzą do inwestycji węglowych. To oczywiście stwarza określone problemy dla inwestorów, również stawia nowe wyzwania dla nas, jako firmy, która jednak dla energetyki węglowej bardzo dużo zrobiła i nadal wiele ma do zaoferowania – zapewnił wiceprezes RAFAKO S.A.
– Polski mix energetyczny w 85 proc. opiera się na spalaniu węgla kamiennego i brunatnego. W przyszłości czeka nas zmiana tego mixu w stronę zastosowania innych paliw, takich jak gaz, źródła odnawialne i energetyka jądrowa, które będą stopniowo wypierać węgiel. Ale przypuszczam, że w polskich warunkach, jeszcze w połowie XXI w. z węgla będziemy produkować co najmniej połowę energii elektrycznej. Z resztą to nie jest tylko polska specjalność. Nie mówię już o Indiach, czy Chinach, ale popatrzmy na rynek europejski, na naszych sąsiadów zza Odry. Bardzo szumnie zapowiadają transformację energetyczną i zwrot ku OZE. Ale prawda jest taka, że poskutkowało to zwiększeniem ilości energii elektrycznej produkowanej z węgla o około 20 tera wato godzin. To są trzy tak wielkie bloki energetyczne jak w Jaworznie. Dzieje się tak, ponieważ Niemcy, podobnie jak Duńczycy, mają tak duży udział źródeł energii odnawialnej, z wiatraków i paneli fotowoltaicznych, które są na tyle niestabilne, że trzeba trzymać w rezerwie bardzo dużą ilość mocy w elektrowniach węglowych – powiedział Maciej Pawlik z Politechniki Łódzkiej, jeden z referentów.
Koncepcja duo-bio bloków ma stanowić także odpowiedź na sytuację, w jakiej znajduje się polska energetyka. Infrastruktura w dużej mierze jest przestarzała, część obiektów czeka wygaszenie, inne wymagają modernizacji. – Wszelkie działania, które są lub będą prowadzone w energetyce, muszą spełniać bardzo surowe kryteria: wymagań ekologicznych określonych w konkluzjach BAT, wysokich parametrów technicznych, które sprowadzają się do wzrostu sprawności elektrowni. W tym roku tematykę konferencji stanowią zagadnienia związane z nowymi inwestycjami, które są realizowane, ale przede wszystkim z problemem, co dalej z blokami, które powinny już być na emeryturze. Mowa tutaj o blokach 200 MW. Przedstawienie koncepcji oferty duo-bio bloku z jednym blokiem na biomasę, jest novum w Europie – powiedział prof. Adam Hernas z Politechniki Śląskiej w Katowicach, zasiadający w komitecie organizacyjnym konferencji.

Projekt bloku duo-bio realizowany jest już od dwóch lat. Planowo ma zakończyć się w grudniu 2016 r. – Prezentowane referaty zawierają częściowe wyniki. Końcowe rezultaty i gotową receptę na rekonstrukcje bloków oraz wyliczenia ekonomiczne chcemy zaprezentować na konferencji w grudniu. Wtedy będzie wiadomo, ile taki projekt ma kosztować – powiedział podczas swojego wystąpienia Tomasz Golec z Instytutu Energetyki w Warszawie.

– Dzisiaj kluczowe problemy polskiej energetyki dotyczą bilansowania mocy. Konferencja, w której uczestniczymy, mówi właśnie o tych elementach, przede wszystkim o elastyczności regulacyjności bloków. Na polskim rynku energii istnieje konieczność współpracy wielu źródeł, przy rosnącym udziale tych odnawialnych. Jest to jedno z największych wyzwań – powiedział Jacek Janas, Prezes Zarządu TAURON Wytwarzanie S.A. Stan realizacji budowy bloku na parametry nadkrytyczne 910 MW w Elektrowni Jaworzno III, stanowił jeden z tematów prezentacji, jaką wygłosił reprezentujący inwestora Waldemar Ostrowski.

– Struktura konferencji składała się z trzech bloków tematycznych. Pierwszy stanowiły referaty przygotowane przez pracowników RAFAKO i dotyczyły zagadnień związanych z instalacjami ochrony środowiska, kotłami fluidalnymi oraz konkluzjami BAT. Druga grupa tematów dotyczyła duo-bloków, w które zaangażowane były Energoprojekt-Katowice, Politechnika Śląska, Instytut Energetyki oraz RAFAKO. Trzeci temat – równie ciekawy – dotyczył budowy bloku 910 MW dla TAURON Wytwarzanie S.A, realizowanej przez RAFAKO S.A. – wyjaśnił Janusz Rydzak, Kierownik Zespołu Promocji Produktu w RAFAKO S.A., jeden z głównych organizatorów konferencji.

Jacek Janas, Prezes Zarządu TAURON Wytwarzanie S.A., który nie po raz pierwszy uczestniczył w spotkaniu współorganizowanym przez raciborską Spółkę, pozytywnie ocenia rolę konferencji, jak i współpracę z RAFAKO na wielu płaszczyznach, zarówno biznesowych, obecnie przy realizacji El. Jaworzno III, jak i w projektach badawczo-rozwojowych. – Uczestnicząc w konferencji wzbogacamy swoją wiedzę i wymieniamy doświadczenia – powiedział Jacek Janas. – Z RAFAKO, jako jednym z podstawowych dostawców technologii kotłowych, współpracujemy już od wielu lat. Najnowsze technologie RAFAKO wykorzystywane są przy budowie bloku 910 MW w Elektrowni Jaworzno. Także obszar rozwoju, a przede wszystkim aspekty związane z koniecznością dostosowania jednostek wytwórczych do nowych norm środowiskowych, jest dla nas szczególnie ważny. Również na tej płaszczyźnie RAFAKO jest dobrym partnerem – dodał prezes J. Janas.

Jednym z tematów, budzących zainteresowanie uczestników, był referat dotyczący konkluzji BAT. – Nowe konkluzje BAT wprowadzają zaostrzenie dotychczasowych limitów emisji w zakresie m. in. tlenków siarki, azotu, pyłów, CO2, rtęci, czy amoniaku. Powoduje to konieczność przeprowadzenia analizy możliwości spełnienia przez istniejące obiekty nowych wymagań oraz podjęcia decyzji dotyczących nowych inwestycji, czy modernizacji. Obecny stan wiedzy oraz zdobyte doświadczenie RAFAKO w realizacji takich projektów daje pewność, że zabudowa dodatkowych obiektów, czy instalacji pozwoli na spełnieni tych zaostrzonych przepisów – powiedziała Paulina Mołas z RAFAKO S.A., która wygłosiła referat przybliżający wymogi zawarte w konkluzjach BAT.

Temat ochrony środowiska, a więc urządzeń, temu służących, kontynuowany był także w kolejnych prezentacjach. – Przedstawiłem historię oraz możliwości rozwoju elektrofiltrów na przykładzie zrealizowanych przez nas obiektów. Mówiłem o dostosowaniu elektrofiltrów do nowych wymogów środowiskowych. Normy są coraz wyższe, co stawia przed nami coraz większe wyzwania – powiedział Waldemar Sobieski z RAFAKO S.A., oddział w Pszczynie.

Iwona Śpiewak przedstawiła z kolei instalację katalitycznego odazotowania spalin. – RAFAKO zajmuje się wieloma dziedzinami. Jako zakład rozpoczynaliśmy od produkcji kotłów, a ponieważ jesteśmy firmą, która obserwuje to, co dzieje się na rynku, wychodzimy zawsze naprzeciw klientom. Od wielu lat budujemy instalacje ochrony środowiska. Najnowszą gałęzią w tej dziedzinie są instalacje odazotowania spalin. Duo-bio bloki to nowy temat, nad którym intensywnie się pracuje. Dopóki jednak to nie wystartuje, to musimy uporać się z istniejącymi problemami. Dlatego też bardzo szczegółowo były omawiane tu także instalacje pomocnicze – powiedziała Iwona Śpiewak, Kierownik Działu Katalitycznego Odazotowania Spalin w RAFAKO S.A.

Słuchacze mogli zapoznać się z konstrukcją kotła wraz ze wszystkimi przynależnymi do niego instalacjami ochrony środowiska na przykładzie budowy bloku energetycznego w ZAK S.A. Kędzierzyn-Koźle. Referat w tym zakresie wygłosił Janusz Rydzak.

– To projekt ważny dla nas tak samo, jak budowa w Jaworznie. Oferujemy bardzo nowoczesne rozwiązania technologiczne, m. in. kotły na parametry nadkrytyczne, czyli o bardzo wysokiej sprawności, które spalają węgiel w ekologiczny sposób. Są one wyposażone w najlepsze urządzenia, spełniające wymogi nowych konkluzji BAT. Co prawda kocioł dla ZAK S.A. jest dużo mniejszy od tego w Jaworznie, ale także zawiera w sobie wszystkie odpowiednie elementy techniczne gwarantujące emisję NOx, SOx i pyłów na wymaganym przepisami poziomie, czyli IOS, katalityczną metodę odazotowania spalin i wysokosprawne elektrofiltry. RAFAKO oferuje nowoczesne rozwiązania, pozwalające spalać węgiel w sposób mądry, ekologiczny i ekonomiczny. Węgiel długo jeszcze będzie w Polsce bardzo ważny, ponieważ nie tylko jest surowcem energetycznym, ale także daje pracę górnikom – powiedział Janusz Rydzak. – Fotowoltaika nie jest alternatywnym rozwiązaniem dla węgla. Przykładowo 2,5 MW turbiny wiatrowe (tzw. wiatraki) stawiane w Polsce, m. in. w pobliżu Raciborza, mają sprawność rzędu 25-30 proc. mocy zainstalowanej. Aby wyprodukować tyle energii, co jeden blok 910 MW potrzeba ok. 1600 takich turbin. Przykładowo; elektrownia zajmuje ok. 100 ha, a na ustawienie tylu turbin potrzeba aż 160 tys. ha. Najważniejszą sprawą jest jednak temat wietrzności, a w Polsce nie ma terenów, zapewniających odpowiednie warunki. Z punktu widzenia ekonomicznego bez odpowiednich dopłat takie rozwiązania w Polsce są nieopłacalne – zauważył J. Rydzak, który tematowi analizy techniczno-ekonomicznej z oceną ryzyka inwestycji turbiny 2,5 MW poświęcił swoją pracę podyplomową na Uniwersytecie Wrocławskim.

Duży fluidalny kocioł węglowy produkcji RAFAKO dla Mersin Soda w Turcji był tematem referatu Grzegorza Ginalskiego z RAFAKO S.A. Jerzy Mirosław przybliżył natomiast udział RAFAKO S.A. w realizacji projektu „Budowa Zakładu Termicznego Unieszkodliwiania Odpadów dla Szczecińskiego Obszaru Metropolitalnego”.

Konferencja była także okazją do zaprezentowania zebranym potencjału, jaki posiada Energotechnika Engineering, firma wchodząca w skład Grupy RAFAKO. – Jesteśmy młodą spółką, ale nasz zakres kompetencyjny i referencyjny jest dość bogaty. Idea prezentacji polegała na tym, by pokazać synergię, jaka jest pomiędzy biurem projektowym osadzonym przy firmie technologicznej. Po pierwsze pozwala to już na etapie przygotowywania oferty na optymalizację rozwiązań projektowych, a tym samym minimalizację ryzyk i wyceny. Nasza prezentacja dotyczyła projektów rafakowskich, gdzie pozwoliliśmy inwestycyjnie obniżyć aż o kilkadziesiąt ton ciężar kanałów spalin, co miało bezpośrednie przełożenie na koszty. Nasi projektanci potrafią zoptymalizować projekt pod względem konstrukcyjnym, a technolodzy mogą skupić się na swojej pracy, dzięki czemu każdy aspekt jest dopracowany. Efekt końcowy przy takim układzie to coś więcej niż suma poszczególnych czynników. Nasze biuro projektowe uszyte jest na miarę potrzeb RAFAKO. Mamy świadomość, że nasza praca nie kończy się na realizacji danego etapu, lecz ma na celu dobro całej grupy – wyjaśniła Justyna Mirek, Prezes Zarządu Energotechnika Engineering z Gliwic.

Znaczenie konferencji, która już na stałe wpisała się w kalendarz specjalistycznych wydarzeń branżowych chwalą sobie także uczestnicy. – Każda konferencja organizowana przez RAFAKO to ogromna dawka wiedzy, którą się pozyskuje na temat prezentowanych produktów, technologii, co wzbogaca naszą wiedzę inżynierską. Uważam, że stworzone są tu świetne warunki do kontaktów zarówno z organizatorem, co jest bardzo pożyteczne, jak również z zaproszonymi gośćmi z różnych firm, nawiązywania znajomości branżowych. Jest bardzo pożyteczną rzeczą, że RAFAKO dba także o tę stronę – powiedział Tadeusz Konieczniak, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie JTC, która od 20 lat współpracuje z RAFAKO. Temu też poświęcona była prezentacja, jakiej dokonali przedstawiciele JTC.

– Udział w tej konferencji to rzeczywiście świetna okazja do zdobycia przydatnej nam wiedzy. W ciągu tych dwóch dni było wiele interesujących dyskusji, dzięki którym lepiej rozumiemy potrzeby naszych polskich klientów, dowiedzieliśmy się na temat specyficznej kondycji polskiego rynku, który jest bardzo ważny dla Durag Grup. Widzimy tu duży potencjał, a nasze portfolio niemalże idealnie pasuje do wymagań polskiego rynku – powiedział Jörg Schulz, z Durag Group, odpowiedzialny za rynek Europy Wschodniej, który po raz drugi uczestniczył w konferencji.

Drugi rok z rzędu towarzyszył mu pochodzący z Polski Wojciech Urbas, Event Manager w Durag Group, który zwrócił uwagę na inny aspekt wydarzenia. – Konferencja jest bardzo dobrze zorganizowana, panuje tu fantastyczna atmosfera, wspaniali ludzie, przede wszystkim szczerzy, bezpośredni, mówią to, co myślą. Zostaliśmy jako goście bardzo serdecznie powitani, co nas nawet na początku zaskoczyło, bo w Niemczech między ludźmi jest więcej dystansu i rezerwy – przyznał Wojciech Urbas z Durag Grup, dodając jednocześnie, że konferencja stała na wysokim poziomie merytorycznym, zarówno pod względem prezentacji, jak i wiedzy uczestników. – Tu trzeba być bardzo dobrze przygotowanym – podsumował Wojciech Urbas.

Tegoroczna konferencja zgromadziła ponad 140 osób z branży. W komitecie organizacyjnym zasiedli: prof. Adam Hernas z Politechniki Śląskiej w Katowicach oraz Janusz Rydzak i Piotr Karaś z RAFAKO S.A. Komitet naukowy stanowili: prof. Tadeusz Chmielniak z Politechniki Śląskiej w Gliwicach, dr Tomasz Golec z Instytutu Energetyki oraz dr Maciej Kaczorowski z RAFAKO S.A.

– Niezwykle doceniam wkład RAFAKO w konsekwentne uczestnictwo w tej konferencji. Firma dostrzega, jako jedna z niewielu instytucji, konieczność dalszego rozwoju technologii węglowych. To jest oczywiście istotne dla RAFAKO, ale też dla całej energetyki i również dla tych badaczy, którzy są związani z energetyką dużych mocy. Uważam, że ta konferencja spełnia swoje funkcje i powinna być kontynuowana, bowiem nie wszystkie projekty aktualnie realizowane zostały zakończone. Potencjał tej konferencji jest istotny i trzeba go wykorzystać – tak trzynastą, choć wcale nie pechową, edycję wydarzenia podsumował prof. Tadeusz Chmielniak z Politechniki Śląskiej w Gliwicach.

– Udało nam się wypracować model imprezy, która cieszy się dużym uznaniem w branży energetycznej i skupia osoby czynnie zajmujące się tą tematyką. Sami bierzemy udział w podobnych wydarzeniach w kraju, jak i za granicą. Zwykle są to duże konferencje, gdzie uczestnicy pozostają anonimowi, nie mają możliwości dyskusji na interesujące ich tematy. U nas jest taka okazja, do tego odbywa się to w bardzo przyjaznej atmosferze – powiedział Janusz Rydzak.

– Konferencja jak co roku cieszyła się bardzo dużym powodzeniem. Wynika to przede wszystkim z wysokiego poziomu merytorycznego referatów, które koncentrują się szczególnie na aspektach technicznych i naukowych. Nie można oczywiście zapominać o aspekcie komercyjnym. Spotkania kuluarowe mają również ogromne znaczenie. Sytuacja w energetyce zmienia się bardzo dynamicznie. Z jednej strony park energetyczny wymaga pilnych modernizacji, szczególnie w zakresie nowych norm emisji, z drugiej strony przyszłość energetyki węglowej i jej udział w krajowym miksie energetycznym to wciąż temat polityczny. Tutaj w Bełchatowie skupialiśmy się jednak nad technologiami, które tak czy owak mają szansę być wiodącymi w najbliższej przyszłości, np. tematem duo-bloków. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym roku zaprezentujemy gotowe komercyjne rozwiązanie w tym zakresie – zapowiedział Piotr Karaś, Dyrektor Biura Marketingu RAFAKO S.A.

Spokojnie na rynku walutowym

W środę złoty nieznacznie zyskuje do euro i traci do dolara, reagując w ten sposób na czwarty dzień spadku notowań EUR/USD. Na rynku walutowym czuć już świąteczną atmosferę, przez co niewiele się dzieje. Najbliższe dni powinny również upłynąć pod znakiem ospałego handlu.

Po emocjonującym wtorku, gdy nastroje na rynkach finansowym, w tym na krajowym rynku walutowym, kształtowały przede wszystkim doniesienia nt. zamachów terrorystycznych na lotnisku i w metrze w Brukseli, środa przynosi uspokojenie emocji. Złoty lekko zyskuje do wspólnej waluty i traci do dolara, co jest reakcją na kolejny dzień zniżki notowań EUR/USD. O godzinie 14:07 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2520 zł, oscylując na poziomach najniższych od końca 2015 roku. W tym czasie kurs USD/PLN odbił do 3,8080 zł.

Jednocześnie złoty pozostaje stabilny w relacji do szwajcarskiego franka i brytyjskiego funta. W środowe popołudnie za te waluty płacono odpowiednio 3,9040 zł i 5,3875 zł. W tym ostatnim przypadku stabilizacja ma miejsce po silnej wczorajszej przecenie, u źródeł której znalazł się nawrót obaw przed BREXIT-em. Ma ona też miejsce poniżej ważnej strefy wsparcia 5,3850-5,42 zł. To zaś może zapowiadać dalszą przecenę funta.

Złoty dalej umacnia się do węgierskiego forinta, kontynuując proces zapoczątkowany w pierwszej połowie lutego br. Kurs PLN/HUF rośnie do 73,6680 z 73,1918 wczoraj na koniec dnia i jest najwyżej od początku roku. Obecnie impulsem do wzrostu notowań jest wczorajsza zaskakująca decyzja Banku Węgier o cięciu stóp procentowych o 15 punktów bazowych, co sprowadziło główną stopę do rekordowo niskiego poziomu 1,20%, a jednodniową stopę depozytową do poziomu -0,05%. Decyzja ta była odpowiedzią na utrzymującą się na Węgrzech inflację poniżej 3-procentowego celu inflacyjnego. W lutym inflacja wyniosła tam zaledwie 0,3% R/R. Dla porównania w Polsce wskaźnik ten ukształtował się w tym samym okresie na poziomie -0,8% R/R, podczas gdy główna stopa kształtuje się na poziomie 1,50%, a stopa depozytowa 0,50%. Bank Węgier też zapowiedział, że będzie dalej luzował politykę monetarną.

Wczorajsza decyzja Banku Węgier dodatkowo zwiększa atrakcyjność złotego w regionie. Dlatego należy zakładać jego dalsze umocnienie do forinta. Ta sytuacja utrzyma się do czasu aż nie pojawią się głosy, że również Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zdecyduje się na cięcie stóp procentowych wobec przedłużającej się deflacji (realne jest jej utrzymanie aż do III kwartału br.) i sygnałów wyhamowującego wzrostu gospodarczego. Zakładamy, że takie spekulacje pojawią się jeszcze wiosną tego roku.

Po wczorajszym zamieszaniu wywołanym zamachami w Brukseli, dziś na rynku walutowym czuć już przedświąteczną atmosferę. Przy jednoczesnym braku potencjalnych impulsów mogących nadać rynkowi nowej dynamiki, należy oczekiwać spokojnego handlu, któremu będą towarzyszyć malejące obroty aż do samych świąt.

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Jakie dane internautów będą dostępne dla służb specjalnych

0

Jakie dane od internautów będą dostępne po wprowadzeniu zmian w tzw. ustawie inwigilacyjnej? To nie zostało doprecyzowane. Dobrze byłoby, gdyby orzeczenie na ten temat możliwie jak najszybciej wydał Trybunał Konstytucyjny.
Nie wiemy precyzyjnie jakie są obecnie uprawnienia służb specjalnych co do pozyskiwania danych internautów. – To jest główne zagrożenie związane ze zmianami w ustawie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Magdziak, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Nie wiemy w jakim trybie, w jakiej procedurze i w jakich przypadkach byłyby pozyskiwane.
Jest to istotne dla internautów, bo może chodzić o korespondencję w komunikatorach internetowych, o informacje pozostawione na różnych kontach czy profilach, o informacje dotyczące bankowości w internecie.
-Wątpliwości są tak poważne, że należałoby sprawdzić czy są zgodne z Konstytucją mówi ekspert FOR.

Jest już lista innowacyjnych firm dla wicepremiera

0

Jeżeli wicepremier Mateusz Morawiecki szuka innowacyjnych firm, które zmienią polską gospodarkę, to ich lista jest już gotowa. To są firmy z warszawskiej giełdy, na której notowanych jest ponad 900 spółek.
-Spółki z głównego parkietu i z Newconnect to w większości innowacyjne firmy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jacek Socha, partner w PwC, b. minister Skarbu Państwa, współtwórca warszawskiej giełdy. – Jeżeli wicepremier Morawiecki chce zrealizować swój ambitny plan, aby było więcej innowacyjności w gospodarce, to są narzędzia do jego realizacji. Te narzędzia zapewnia warszawska giełda.
GPW ma wypracowane procedury, które są przejrzyste. Standardy są wysokie. Zwiększenie możliwości pozyskania kapitału przez giełdowe spółki, to sposób na zwiększenie innowacyjnych inwestycji w relacji do PKB. I taką drogę realizacji planu gospodarczego przyjętego przez rząd sugeruje rozmówca MarketNews24.

RAFAMET S.A. podsumowuje rok 2015

W 2015 roku Fabryka Obrabiarek RAFAMET S.A. w Kuźni Raciborskiej oraz jej spółki zależne wypracowały zysk netto w wysokości 3,750 mln złotych przy sprzedaży ogółem w wysokości 92,979 mln złotych. Do eksploatacji oddano sztandarową inwestycję ostatnich lat – Halę Montażu Finalnego II. Sfinalizowano zakup obrabiarkowej marki PORĘBA 1798. Doposażono wydział obróbki w nowoczesne maszyny eksploatacyjne. Spółka posiada pełny portfel zamówień na rok 2016.

Budowanie kompetencji innowacji

Aktualna sytuacja finansowa RAFAMET S.A. jest o wiele więcej niż dobra. Spółka, według stanu na dzień 21 marca br., posiada w zasadzie pełne pokrycie planu produkcji i sprzedaży na 2016 r., w formie zamówień i kontraktów klientowskich. Obecnie koncentrujemy swoje wysiłki marketingowe na powiększaniu stanu kontraktacji na następne lata, posiadając już jednostkowe zamówienia na lata 2018 i 2019 – informuje E. Longin Wons, prezes Zarządu Fabryki Obrabiarek RAFAMET S.A.

W 2015 r. naszym celem było budowanie kompetencji innowacji na wielu obszarach aktywności biznesowej Spółki. Stworzyliśmy w firmie klimat, przeświadczenie o bezwzględnej konieczności działań „innowacyjnych”, tak w zakresie myślenia o nowych produktach i rynkach, jak również w odniesieniu do modyfikacji kultury organizacyjnej RAFAMETU. Poza tym w 2015 r. zakończyliśmy opracowanie całkowicie nowej dokumentacji lekkiej obrabiarki podtorowej typu UGE 180 N, przeznaczonej do reprofilowania kół pojazdów szynowych i co szczególnie ważne – wyprototypowaliśmy ten wyrób w pełnym zakresie. Posiadamy już kilkanaście kontraktów na realizację tego produktu, który poprzez zastosowane nowatorskie rozwiązania konstrukcyjno – technologiczne daje nam dużą przewagę konkurencyjną – podkreśla prezes E. Longin Wons. W tym kontekście warto odnotować, że w bieżącym roku spodziewane jest zakończenie prac nad dokumentacją zupełnie nowej obrabiarki portalowej o napędzie ciernym typu UFD 125 N przeznaczonej do KDP (koleje dużych prędkości). Nad koncepcją tej maszyny przedstawiciele firmy RAFAMET pracowali przez ostatnie lata. W fazę finalizacji wchodzą również rozwiązania związane z podtorowymi ciężkimi i lekkimi obrabiarkami typu tandem do symultanicznego reprofilowania wszystkich czterech kół wózka jezdnego pojazdu szynowego (bez demontażu wózka z pojazdu szynowego), które w roku 2017 będą instalowane u klientów z Australii oraz Chin. Prace zarówno nad tymi, jak i innymi produktami będą prowadzone w 2016 r.

W 2015 r. oddano do eksploatacji Halę Montażu II – sztandarową inwestycję ostatnich lat, która dla RAFAMETU jest fundamentem dalszego rozwoju. Budowa obiektu rozpoczęła się w 2014 r. i jak podkreślają zarówno pracownicy jak i klienci ta inwestycja procentuje od pierwszego dnia informacji o jej rozpoczęciu.

Kierunki sprzedaży w 2015 roku i plany dotyczące roku bieżącego

W 2015 r. większą część swoich przychodów, bo ponad 78% Spółka zrealizowała na rynku zagranicznym. Turcja, Arabia Saudyjska, Węgry, Chiny, Tajlandia to kraje na rzecz których produkcja roku ubiegłego była największa.

W 2016 roku wysiłki marketingowe Spółki będą koncentrować się na rynkach: Europy (Turcja, Belgia, Czechy, Węgry, Rumunia, Francja, Polska), Afryki (Maroko, Mauretania, Etiopia, Namibia), Bliskiego (Arabia Saudyjska, Katar) oraz Dalekiego Wschodu (Chiny, Malezja, Singapur, Tajlandia). Spółka pracuje także nad jednostkowymi kontraktami dla firm z Australii, Argentyny i USA – wylicza prezes E. Longin Wons.

Ostatni rok dobrej koniunktury na rynku mieszkaniowym

Po rekordowym roku 2015, rynek mieszkaniowy pozostanie jeszcze mocno rozgrzany do końca 2016 r. Schłodzenia koniunktury można oczekiwać na początku 2017 r. przewidują w najnowszym raporcie E-VALUER INDEX 2016 eksperci Emmerson Evaluation. Wysoka podaż mieszkań od deweloperów utrzyma w obecnym roku duże zainteresowanie rynkiem pierwotnym i w niektórych lokalizacjach wpłynie na nieznaczny wzrost cen. Ceny na rynku wtórnym spadną w ponad połowie największych polskich miast, w pozostałych utrzymają się na obecnych poziomach.

E-VALUER INDEX 2016 to już trzeci kompleksowy raport na temat rynku mieszkaniowego w Polsce przygotowany przez ekspertów wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Według autorów opracowania, poziom cen na rynku pierwotnym i wtórym w obecnym roku będzie stabilny. Pokazuje to analiza prognoz zmian cen we wszystkich polskich miastach wojewódzkich, ale też przewidywana na ten rok duża aktywność deweloperów. Pierwsze skrzypce będzie nadal grać rynek pierwotny. – W tym roku na rynku wciąż jeszcze będzie przeważał optymizm. Ceny, szczególnie nowych mieszkań, powinny w większości lokalizacji utrzymać dotychczasowe poziomy, a w najatrakcyjniejszych lokalizacjach nawet nieznacznie wzrosnąć – mówi Dariusz Książak, Prezes Zarządu Emmerson Evaluation i podkreśla, że wzrost marż kredytów hipotecznych, jaki miał miejsce na przełomie roku, nie wpłynął drastycznie na koszty tych kredytów ze względu na wciąż bardzo niskie stopy bazowe. – Sytuacja na rynku pracy jest dobra, co wpływa pozytywnie na decyzje zakupowe potencjalnych nabywców i będzie sprzyjać utrzymaniu dobrej koniunktury na rynku mieszkaniowym, przynajmniej do końca 2016 r. – dodaje Książak.

W 2016 r. deweloperzy nieco przyhamują

Rekordowo wysoki poziom sprzedaży nowych mieszkań oraz duża liczba wydanych pozwoleń na budowę i inwestycji rozpoczętych w 2015 r. pozytywnie przełoży się na tegoroczną koniunkturę na rynku pierwotnym. Ceny nowych mieszkań w największych miastach i aglomeracjach Polski mogą nieznacznie wzrosnąć w Warszawie, Krakowie, Sopocie, Szczecinie i Aglomeracji Śląskiej, w tym w Katowicach. Lekkie spadki mogą natomiast dotknąć rynek nowych mieszkań w Lublinie, Kielcach czy Gorzowie Wielkopolskim.

Eksperci Emmerson Evaluation spodziewają się jednak, że w 2016 r. aktywność deweloperów nie będzie już tak duża. – Uruchamianie przez branżę deweloperską projektów w takim tempie, jak miało to miejsce w rekordowym dla rynku roku 2015, mogłoby skutkować ryzykiem dużej nadpodaży mieszkań a w dłuższej perspektywie potencjalnymi kłopotami dla całego sektora. Większość firm deweloperskich, która przetrwała najbardziej kryzysowy okres lat 2008-2010, wyciągnęła wnioski z tej sytuacji i w naszej ocenie będzie kontrolować dostarczaną na rynek podaż w celu ograniczenia ryzyka bańki podażowej – zauważa Dariusza Książak.

Używane mieszkanie trudniej będzie sprzedać

W przypadku rynku wtórnego autorzy raportu nie spodziewają się wzrostów cen lokali. Prognoza E-VALUER INDEX 2016 wskazuje, że nieznacznie obniżyć się mogą ceny mieszkań używanych w miastach takich jak Poznań, Łódź, Białystok, Olsztyn, Lublin, Kielce oraz w obydwu stolicach województwa kujawsko-pomorskiego i lubuskiego. Wg Dariusza Książaka rynek wtórny w 2016 r. nadal będzie pozostawał w cieniu rynku pierwotnego, głównie ze względu na utrzymującą się rekordową podaż mieszkań od deweloperów. – Przy bogatej ofercie oraz spodziewanych dużych obrotach na rynku pierwotnym, zainteresowanie rynkiem wtórnym może być ograniczone. Będzie to sytuacja analogiczna do roku ubiegłego, w którym w większości miast liczba transakcji z rynku wtórnego była wyraźnie mniejsza niż liczba transakcji zanotowanych na rynku pierwotnym. Osoby chcące sprzedać swoje dotychczasowe lokum z całą pewnością będą musiały uzbroić się w cierpliwość – twierdzi ekspert.

Wykres 1.

Ostatni rok dobrej koniunktury na rynku Długoterminowa perspektywa – stopniowe wyhamowanie

W dłuższej, kilkuletniej perspektywie, eksperci Emmerson Evaluation spodziewają się ochłodzenia sytuacji na rynku mieszkaniowym w Polsce i spadku cen mieszkań w większości lokalizacji. Kluczowymi czynnikami wpływającymi na koniunkturę będą rosnące koszty oraz wymogi odnośnie uzyskania kredytów mieszkaniowych, prawdopodobny wzrost stóp procentowych od roku 2017 oraz prognozowane negatywne wskaźniki demograficzne dla zdecydowanej większości miast w kraju. Wg prognoz E-VALUER INDEX 2016 schłodzenia koniunktury możemy spodziewać się na początku przyszłego roku.

Rynki Nowej Europy mają potencjał

Po nerwowym początku roku, w końcówce stycznia nad polskim i tureckim rynkiem akcji wzeszło słońce. Korzystne warunki inwestycyjne utrzymują się w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a sprzyjające są także prognozy na dalszą część roku. To dobry czas dla funduszy akcji Nowej Europy.

Co najmniej kilka przesłanek przemawia za tym, że to właśnie strategia akcyjna pozwalająca na dynamiczne przenoszenie aktywów pomiędzy poszczególnymi giełdami Europy Środkowo-Wschodniej, m.in. polską i turecką, ma szansę przynieść atrakcyjną stopę zwrotu inwestorom akceptującym wysokie ryzyko.

Europa Zachodnia i Środkowo-Wschodnia: nieoczekiwana zmiana miejsc

Obecny potencjał nie tylko polskiego, ale i tureckiego rynku akcji należy ocenić przez pryzmat minionego roku. Wówczas Polska i Turcja były omijane przez inwestorów zagranicznych w myśl zasady: „po co inwestować na rynku, na którym istnieje ryzyko polityczne, a ceny akcji nie są zbyt atrakcyjne, skoro mamy sensowną alternatywę?”. Dlatego też kapitał płynął szerokim strumieniem do Europy Zachodniej, gdzie przynajmniej do czasu nie istniały istotne ryzyka, a wcale nie było drożej.

Od tamtej pory wiele się zmieniło, a na horyzoncie pojawiło się ryzyko związane ze spowolnieniem w Chinach, Brexitem, problemem imigrantów oraz kłopotami banków – włoskich, hiszpańskich, a nawet niemieckiego Deutsche Banku. Tymczasem w Polsce i Turcji żadne nowe zagrożenia się nie pojawiły. Co więcej, część czynników ryzyka wygasła, a prawdopodobieństwo realizacji niektórych z nich (w Polsce chociażby reformy OFE jeszcze w tym roku oraz przewalutowania kredytów we frankach szwajcarskich) istotnie zmalało. Niektórzy co prawda zwracają uwagę na zagrożenie związane z zamachami terrorystycznymi w Turcji, ale jest ono przez inwestorów ignorowane i nie widać jego wpływu na ceny tureckich aktywów.

Polska pokazuje siłę

Na ten krajobraz nakładają się relatywnie dobra sytuacja makroekonomiczna Polski, silne fundamenty spółek oraz całkiem atrakcyjny poziom cen akcji spółek notowanych na GPW. Warto też wspomnieć o możliwych impulsach fiskalnych w postaci programu „Rodzina 500 plus”, które mogą się pojawić w Polsce w tym i następnym roku. W naszej ocenie większość środków pochodząca z tego programu (szacuje się, że w tym roku rząd wyda na wsparcie rodzin ok. 17 mld zł) zostanie skonsumowana, co powinno wspierać dynamikę polskiego PKB. Jednocześnie ryzyko polityczne, a także ryzyko związane z poszczególnymi sektorami (głównie bankowym, energetycznym i wydobywczym) wciąż istnieją. Dlatego do inwestycji na warszawskim parkiecie należy podchodzić bardzo selektywnie.

Turcja ponownie przyciąga inwestorów

Pozytywnie przedstawia się również sytuacja w Turcji, gdzie – podobnie jak w Polsce – 2015 r. był zdominowany przez czynnik polityczny. Na szczęście to przeszłość. Wynik listopadowych wyborów parlamentarnych, kluczowych dla tureckiej gospodarki, został dobrze odebrany przez inwestorów, jako że daje szansę na reformy stymulujące rozwój gospodarczy w następnych okresach.

Można wskazać na co najmniej kilka innych argumentów przemawiających za potencjałem tureckiego rynku. Po pierwsze, Turcja jest importerem surowców, których ceny (pomimo ostatnich wzrostów) nadal są relatywnie niskie, a to korzystnie wpływa na gospodarkę turecką. Po drugie, ostatnia decyzja Fedu spowodowała istotne osłabienie się dolara, co obniżyło koszt obsługi zadłużenia tureckich spółek. Po trzecie, coraz niższe (wręcz bliskie zeru) jest prawdopodobieństwo zaplanowanych na ten rok podwyżek stóp procentowych w USA. Wynika to m.in. z cen ropy naftowej, braku presji inflacyjnej, wolniejszego wzrostu gospodarczego na świecie i luźnej polityki monetarnej w strefie euro. Warto również wspomnieć o atrakcyjnych stopach dywidendy tureckich przedsiębiorstw.

 

Funt poniżej 5,40 zł

Ostatnie tygodnie muszą być koszmarem dla naszej emigracji zarabiającej w funtach. Każde dane są wykorzystywane przez inwestorów do kolejnych przecen. KNF szuka chętnych na kolejny upadający SKOK.

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zmiany cen w Wielkiej Brytanii. Wciąż jest tam bardzo blisko deflacji, pomimo utrzymujących się bardzo niskich stóp procentowych. Ceny w skali roku rosną o zaledwie 0,3%. Na rynku panuje obecnie bardzo słaba atmosfera związana z funtem. Ze względu na potencjalne ogromne koszty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej inwestorzy wykorzystują niemal każde dane do ucieczki od funta. Nie inaczej było w tym przypadku. Funt przekroczył pierwszy raz od grudnia 2014 roku poziom 5,40 zł i nie wygląda to na koniec tego ruchu. Z punktu widzenia analizy technicznej mamy do czynienia z wybiciem w dół z trendu wzrostowego, który trwał od początku 2013 roku. Nie można na tej podstawie stwierdzić oczywiście, że ruch ten na pewno będzie kontynuowany. W wyprzedaży funta pojawia się ostatnio sporo emocji, które mogą zostać szybko skorygowane przy pierwszych lepszych danych.

Polski rynek bankowy nie ma lekko. Z jednej strony mamy bankrutujące SKOK-i, które robią to na koszt Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Z drugiej negatywne skutki wprowadzenia podatku bankowego. KNF właśnie ogłosił poszukiwania banku chcącego przejąć kolejny upadający SKOK. Żadna inna kasa nie była zainteresowana przejęciem Powszechnej SKOK, a zarząd komisaryczny nie dał rady wyprowadzić na prostą finansów. W rezultacie, jeżeli żaden bank nie zdecyduje się na przejęcie, będziemy mieć kolejne bankructwo w sektorze. Dotychczasowy koszt bankructw i dofinansowań do przejęć upadających kas wyniósł już 3,4 mld złotych. O tyle musiały zatem wzrosnąć składki na BFG. Jest to kwota nieprzekraczająca oczywiście zysków banków, aczkolwiek stanowiąca ponad 20% zysku całego sektora. Drugim problemem, z którym borykają się banki w Polsce jest wpływ podatku bankowego na rynek międzybankowy. Pożyczki między bankami powiększają sumę, od której płaci się daninę państwu. Już teraz widać wyraźne zmiany stawek. Jaki to ma wpływ na rynek walutowy? Stabilność systemu bankowego jest istotnym czynnikiem oceny kondycji kraju. Na razie nie ma problemu, aczkolwiek można się liczyć z tym, że słaba kondycja tego sektora wpłynie na zmiany ratingów, a te bardzo szybko przekładają się na spadki złotego.

Od kilku dni widzimy wyraźny ruch wycofujący kapitał z Europy do USA. Powodów jest wiele. Wczoraj był to m. in. poranny strach przed wydarzeniami w Brukseli. Tutaj zadziałał typowy efekt dla takich wydarzeń. Do momentu kiedy nie było wiadomo co dokładnie się dzieje spadki były bardzo duże. Gdy tylko zaczęliśmy poznawać szczegóły, rynek zaczął wracać w stronę poziomów sprzed zamachów. Na to wszystko nałożyły się słabsze od oczekiwań dane z Niemiec. Indeks Instytutu Zew wyniósł 4,3 pkt przy oczekiwanych 5 pkt. Po południu co prawda słabiej od oczekiwań wypadł wstępny odczyt PMI dla przemysłu w USA.

Warto zwrócić uwagę na następujące dane:

14:00 – Polska – koniunktura gospodarcza

15:00 – USA – sprzedaż nowych domów.

 

Kompleksową optymalizację procesów biznesowych w Global Cosmed prowadzi Hicron

Hicron, dostawca systemów IT, prowadzi systematyczny rozwój elementów systemu SAP dla Global Cosmed – międzynarodowego producenta produktów kosmetycznych i chemicznych. Oprócz trwających wdrożeń SAP w trzech spółkach Grupy Hicron zajmuje się także serwisem aplikacyjnym, BASIS oraz działaniami maintenance.

kompleksowa optymalizacja procesow biznesowychGrupa Global Cosmed powierzyła Hicron rozbudowę i rozwój systemów SAP w poszczególnych przedsiębiorstwach w ramach jednej spójnej strategii. Kolejne etapy znajdują w fazie realizacji, zaś następne – w procesie budowania koncepcji.

Możliwość opracowania koncepcji, implementacji i administracji wieloma obszarami funkcjonowania środowiska informatycznego klienta bardzo ułatwia pracę zespołom w poszczególnych projektach. Centralizacja działań w jednej firmie umożliwia podążanie wytyczoną na początku współpracy ścieżką, realizację wielu zadań przez tych samych konsultantów, a w efekcie – dogłębne poznanie konfiguracji i wymagań systemu, co znacząco przyspiesza nasze działanie przy okazji kolejnych zleceń. Wzorcową pracę zawdzięczamy przede wszystkim odpowiedzialnym architektom rozwiązań po stronie Global Cosmed – mówi Adam Warszewski, Associate Partner w Hicron.

W środowisku grupy kapitałowej o międzynarodowym zasięgu działania szczególnie istotne jest idealne odwzorowanie systemu ERP we wszystkich oddziałach. Obsługa procesów i wymiana danych przebiegają bezkonfliktowo, a pracownicy mają stały dostęp do niezbędnych elementów. Systemy są przenoszone na grunt zagraniczny w niemal niezmienionym kształcie; zmiany dotyczą zazwyczaj np. procesów finansowo-księgowych, gdzie konieczne jest dostosowanie do obowiązujących norm księgowych i legislacyjnych. Zespół Hicron zrealizował dla Global Cosmed rollout w spółce Global Cosmed domal GmbH, w trakcie realizacji znajdują się projekty dla Global Cosmed International GmbH i Global Cosmed GmbH.

W radomskiej siedzibie spółki Hicron aktywnie uczestniczy w procesie rozwoju systemu SAP rozpoczętego w celu lepszego pokrycia obszarów pojawiających się wraz z intensywnym rozwojem Grupy. Konsultanci i eksperci Hicron zapewniają również bieżące wsparcie technologiczne w zakresie serwisu aplikacyjnego SAP oraz jako partner maintenance, odpowiadając za obszar sprzedaży licencji na oprogramowanie SAP oraz ich serwis ze strony producenta.

Wkład Hicron w realizowane na rzecz Global Cosmed projekty zapoczątkował udaną i długofalową współpracę. Konsultanci wszystkich obszarów zapewniają ciągłe wsparcie w zakresie rozwoju funkcjonujących w Grupie systemów i połączenia ich z naszymi celami biznesowymi – mówi Sławomir Miętka, Członek Zarządu Global Cosmed Group S.A.

Co oprócz pensji? Pozafinansowe benefity dla pracowników

70% pracowników otrzymuje niefinansowe dodatki do pensji oraz korzysta ze służbowych udogodnień – wynika z ankiety serwisu z ofertami pracy MonsterPolska.pl. Obok finansowanych przez pracodawcę narzędzi pracy: służbowej komórki i laptopa, najpopularniejszymi benefitami są opieka zdrowotna (23%) oraz szkolenia pracownicze (22%). W dalszej kolejności respondenci wskazują elastyczne godziny pracy (15%).

Co oprócz pensji? Pozafinansowe benefity dla pracowników.Służbową komórkę posiada 30% pracowników biorących udział w ankiecie serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. 26% otrzymało od pracodawcy służbowego laptopa, a 9% służbowy samochód. To standard, który jest udogodnieniem, ale tak naprawdę często również niezbędnym minimum do wykonywania przez pracownika powierzonych mu obowiązków. Jakie są więc inne wskazania?

 

23% uczestników ankiety korzysta z ponadstandardowej opieki medycznej, a podobna grupa (22%) ze służbowych szkoleń. Pracodawcy zapewniają również – chociaż w znacznie mniejszym stopniu – programy zniżek pracowniczych (9% ankietowanych pracowników), zwrot kosztów wydarzeń kulturalnych i aktywności sportowej oraz dodatek do ubezpieczenia zdrowotnego (po 7%). Tylko 6% badanych pracowników otrzymuje dodatek żywnościowy, w 5% przypadków pracodawca zwraca koszty dojazdu do pracy oraz udziela dodatkowych dni urlopu (2,6%). Dodatkiem do konta emerytalnego może pochwalić się jedynie 2,5% ankietowanych, a niespełna 1% korzysta z dodatku mieszkaniowego.

 

Na uwagę zasługuje jeszcze jeden trend. 15% respondentów wśród benefitów wskazuje elastyczne godziny pracy, a co dziesiąty fakt, że może pracować zdalnie.

„Ten wynik świadczy o rosnącej dojrzałości polskich pracodawców, którzy dostosowują się do zmieniającego się rynku. Postęp technologiczny sprawia, że aby być dobrym i efektywnym pracownikiem nie trzeba codziennie odbijać przysłowiowej karty zegarowej. Dzisiejsi specjaliści pracują w terenie, w domach, w kawiarniach – często w innym mieście lub nawet kraju niż firma, która ich zatrudnia. Nie bez znaczenia jest też wpływ tego trendu na obniżenie ogólnych kosztów utrzymania biura” – mówi Bartosz Struzik, dyrektor zarządzający serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

 

Analogiczna ankieta przeprowadzona zastała w Czechach i na Słowacji.

„Wyniki były dosyć zbliżone, z tą różnicą, że praca zdalna jest w tych krajach jeszcze bardziej powszechna. Na Słowacji w takiego systemu pracy korzysta 22% ankietowanych, a w Czechach ponad ¼ (26%).” – komentuje Bartosz Struzik.

 

Poza tym u naszych południowych sąsiadów pracodawcy znacznie chętniej udzielają dodatkowych dni urlopu. Na Słowacji korzysta z nich co dziesiąty respondent ankiety, a w Czechach blisko 1/3. Brak otrzymywania jakichkolwiek dodatkowych benefitów zadeklarowało 28% ankietowanych Słowaków – to wynik zbliżony do naszego. Za to w Czechach jest to jedynie 17% ankietowanych.

 

Ankieta przeprowadzona została w Polsce, Czechach oraz na Słowacji. W Polsce, w ramach narzędzia porównującego zarobki Pensjometr.pl., udział w niej wzięło 1457 respondentów. 

 

Toyota i Lexus wprowadzą automatyczne hamowanie awaryjne jako standard 5 lat przed innymi producentami

Kilka dni temu amerykańska agencja rządowa National Highway Traffic Safety Administration ogłosiła, że 20 producentów odpowiadających za 99% amerykańskiego rynku zobowiązało się do 2022 roku wprowadzić automatyczne hamowanie awaryjne do standardowego wyposażenia wszystkich modeli. Toyota i Lexus nie tylko podpisały to porozumienie, ale zapowiedziały, że zrealizują ten cel o 5 lat wcześniej, czyli do 2017 roku.

Japoński producent rozpoczął stopniowe wprowadzanie pakietów bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense i Lexus Safety System do kolejnych modeli obu marek już 2015 roku. Pakiet zawiera funkcję automatycznego hamowania awaryjnego obok innych systemów i jest dostępny w standardzie lub za niewielką dopłatą, dostosowaną do ceny samochodu.

Toyota i Lexus wprowadzą automatyczne hamowanie awaryjne jako standard 5 lat przed innymi producentamiToyota Safety Sense i Lexus Safety System zawierają kompleksowy układ zapobiegania zderzeniom z innymi samochodami, funkcję ostrzegania o niezamierzonym opuszczeniu pasa ruchu i automatyczne światła drogowe. W wielu modelach dostępne jest także odczytywanie znaków drogowych aktywny tempomat zachowujący bezpieczny odstęp od poprzedzającego samochodu, zapobieganie kolizjom z pieszymi i funkcja korekty toru jazdy w razie niezamierzonego zjechania z pasa ruchu.

Porozumienie 20 producentów samochodów dotyczy tylko Stanów Zjednoczonych, jednak prawdopodobnie podobne ustalenia zapadną także w Unii Europejskiej. Toyota i Lexus już wprowadzają swoje pakiety bezpieczeństwa czynnego do europejskich, w tym polskich modeli, wyprzedzając ewentualne decyzje władz.

Porozumienie paryskie a branża TSL

Na 22 kwietnia 2016 roku wyznaczono datę podpisania porozumienia, będącego owocem Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, która odbyła się w Paryżu w grudniu 2015 r. Czy sygnowanie dokumentu przez Polskę może wpłynąć na sytuację branży TSL?

Porozumienie paryskie a branża TSLCOP (ang. United Nations Framework Convention on Climate Change Conference of the Parties) to międzynarodowe obrady, skupiające delegowanych do zajmowania się kwestiami zmian klimatycznych przedstawicieli ONZ oraz strony Protokołu z Kioto. 21 sesja, która miała miejsce w grudniu ubiegłego roku, uchodzi za przełomową. Po raz pierwszy w historii udało się wypracować światowy kompromis – akceptowalny zarówno dla krajów rozwiniętych, rozwijających się oraz tych, których gospodarka oparta jest na węglu. W porozumieniu zawarto wytyczne, które w długoterminowej perspektywie mają umożliwić zatrzymanie globalnego wzrostu średnich temperatur. Czy ustalenia mogą mieć realny wpływ na polską gospodarkę i opartą dziś w dużej mierze na paliwach kopalnych branżę transportową?

Założenia porozumienia paryskiego

Przełomowym efektem prac COP21 jest niemal jednogłośne opowiedzenie się uczestników konferencji za podjęciem starań ograniczających wzrost temperatury – tak, by w roku 2100 była ona maksymalnie o 1,5 stopnia wyższa od średniej z ery przedindustrialnej. Co ciekawe, nie narzucono jednak szczegółowych harmonogramów realizacji planów ani konkretnych narzędzi egzekwowania ich wykonania, poza dobrowolnymi deklaracjami i regularnym raportowaniem postępów. Zgodnie z opiniami części naukowców, spełnienie tych założeń będzie wymagać jednak zerowej emisji dwutlenku węgla netto pomiędzy 2030 a 2050 rokiem. Wnioski płynące z ustaleń 21 klimatycznej Konferencji Stron są zbieżne z działaniami podejmowanymi przez proekologiczne przedsiębiorstwa z branży TSL. – Z początkiem 2015 roku firma STILL zapoczątkowała edukacyjno-promocyjną akcję Mission: Zero Emisson, mającą na celu minimalizowanie emisji dwutlenku węgla w efekcie realizacji procesów intralogistycznych – mówi Paweł Włuka ze STILL Polska. – Sukces tego typu działań, przejawiający się w stopniowym zwiększaniu udziału pojazdów elektrycznych w rynku wózków widłowych, sugeruje że w długiej perspektywie możliwe jest zmniejszenie liczby sytuacji transportowych, w których konieczne jest wykorzystanie maszyn spalinowych. Dużo bardziej złożoną kwestią jest zagadnienie sposobów wytwarzania energii elektrycznej oraz transportu drogowego, wodnego i lotniczego. Ograniczenie emisji gazów cieplarnianych na tych polach jest prawdziwym wyzwaniem najbliższych dziesięcioleci – dodaje ekspert STILL Polska.

Odejście od „dekarbonizacji”

Z punktu widzenia polskiej gospodarki energetycznej, w przeważającej części opartej na węglu, za sukces może być poczytywane odejście od terminu „dekarbonizacji”. Nasza delegacja skutecznie forsowała hasło „neutralności węglowej”. Różnica polega na wprowadzeniu możliwości równoważenia emisji gazów cieplarnianych przez ich absorbcję dzięki roślinom oraz technologiom wychwytywania i składowania CO2. W przypadku naszego kraju jest to korzystne ze względu na wydłużenie dopuszczalnego okresu transformacji z gospodarki węglowej na bardziej ekologiczną, przy założeniu że zwiększone zostanie zalesienie powierzchni kraju, a w elektrowniach montowane będą nowoczesne systemy ograniczenia ilości gazów cieplarnianych trafiających do atmosfery.

Ekologia dobrej woli

Proces ratyfikacji porozumienia rusza 22 kwietnia 2016 roku w Nowym Jorku. Każde Państwo, które zdecyduje się na jego przyjęcie, będzie zobowiązane do określenia docelowego poziomu redukcji emisji CO2. Powstanie mechanizm zmuszający do złożenia deklaracji w konkretnym terminie, nie będą jednak wyciągane żadne konsekwencje za niezrealizowanie założeń. Część komentatorów krytykuje tak liberalne podejście do tematu, twierdząc że nie przyniesie żadnych działań, a tylko obietnice. Z drugiej strony, oparte na na wspólnym dążeniu i dobrej woli porozumienie klimatyczne ma szanse zostać przyjęte i ratyfikowane przez państwa na wielu poziomach rozwoju ekonomicznego i o zróżnicowanych gospodarkach. Porozumienie stanie się prawnie wiążące, jeśli przynajmniej 55% krajów będących członkami Konwencji, wytwarzających minimum 55% globalnych emisji gazów cieplarnianych, podpisze je w okresie pomiędzy 22 kwietnia a 2016 a 21 kwietnia 2017 roku. – Wątpliwości, czy umowa nieprzewidująca sankcji za niewypełnienie deklaracji co do stopnia ograniczenia emisji CO2 ma szansę realnie zmienić globalną i rodzimą energetykę oraz transport są uzasadnione. Jednak przyjęcie porozumienia przez wymagane kworum ma szansę stać się kamieniem milowym, znaczącym dla zmiany postaw osób decydujących o światowej energetyce – takim, jakim na mniejszą skalę jest z założenia Mission: Zero Emission – podsumowuje Paweł Włuka ze STILL Polska.

Sektor konsumencki szykuje się do przejęcia pałeczki w sztafecie wzrostu w 2016 roku

Fidelity International publikuje wyniki badania Analyst Survey przeprowadzonego wśród analityków.

  • Po 2 latach optymizmu ogólne nastroje analityków zostały delikatnie zrównoważone.
  • Sektor konsumencki, technologie innowacyjne oraz sektor techniczny będą wzmacniać perspektywy dla Europy i Stanów Zjednoczonych.
  • Badanie zostało przeprowadzone podczas 17 tys. bezpośrednich spotkań z decydentami korporacyjnymi, odbywanych co roku przez analityków Fidelity.

Jak wynika z corocznego badania Analyst Survey prowadzonego przez Fidelity International wśród 200 analityków zajmujących się akcjami oraz obligacjami, w 2016 roku będziemy obserwować dojrzewający cykl, któremu towarzyszyć będzie rosnący poziom zmienności oraz coraz bardziej złożony klimat inwestycyjny. Inwestorzy jednak powinni sięgać wzrokiem poza ten ogólny obraz, aby nie przeoczyć kilku podstawowych trendów, które mogą być decydujące w tym roku.

Badanie wskazujące na oczekiwania zespołów kierowniczych przedsiębiorstw na całym świecie to kulminacja 17 tys. bezpośrednich spotkań pomiędzy zespołem analityków Fidelity, a decydentami korporacyjnymi. W wyniku tych spotkań opracowane zostały tzw. nastroje przedstawiane w raporcie w skali od 1 do 10 (przy czym 5 i mniej sugeruje spadek nastrojów, a powyżej 5 – jego wzrost).

Analiza badanych korporacji wskazuje, iż eksperci Fidelity zauważają rosnącą słabość podstawowych wskaźników fundamentalnych firm, a także są ogólnie mniej optymistycznie lub bardziej pesymistycznie nastawieni niż w ubiegłym roku. Korekta podaży w sektorach energetycznym, surowców i niektórych sektorach przemysłowych wyraźnie obciąża ich prognozy. Co więcej, badanie ukazuje również pewne silne obszary w innych sektorach, które są oparte na trzech podstawowych trendach.

Konsumenci na rynkach rozwiniętych będą napędzać wzrost

Oczekuje się, że w tym roku konsumenci będą coraz bardziej napędzać wzrost, wspierając nieustające innowacje, które w szczególności zmieniają oblicze technologii i opieki zdrowotnej. Dlatego sektory konsumenckie uzyskały średni wynik 5,6 w skali nastrojów Fidelity, co oznacza powyżej średniej dla wszystkich innych sektorów.

W miarę jak siła nabywcza konsumentów rośnie w wyniku niskich cen energii, ogólnie niskiej inflacji, wsparcia rynków mieszkaniowych, wzrostu płac oraz poprawy sytuacji na rynkach pracy, w badaniu ustalono, iż podejście kadry kierowniczej do dóbr konsumpcyjnych podstawowych i luksusowych zmieniło się z negatywnego na neutralne. Powrót podstawowych dóbr konsumpcyjnych będzie prawdopodobnie wynikać z możliwości dyktowania cen oraz wzrostu popytu, a analitycy zajmujący się dobrami luksusowymi sugerują, iż prezesi postrzegają wzrost popytu jako główne źródło wzrostu dochodów. Ponadto silne dane bilansowe oraz malejąca dźwignia oznaczają, iż producenci towarów konsumpcyjnych nie mają potrzeby pozyskiwania zbyt dużej ilości kapitału.

Naszym najważniejszym nowym tematem w tym roku jest relatywna siła sektorów konsumenckich w porównaniu do wielu innych sektorów – komentuje Michael Sayers, dyrektor ds. badań w Fidelity International, oraz dodaje – Ponieważ podstawowe gałęzie gospodarki – energia, surowce, przemysł i usługi komunalne – cierpią w wyniku niskich cen towarów i globalnego obniżenia nakładów inwestycyjnych, odbudowanie niedoborów kapitałowych i przywrócenie dyscypliny kosztów, która jest niezbędna do osiągnięcia równowagi pomiędzy podażą a popytem, może zająć lata. W postępie tego procesu, istotnym będzie, aby usługowa część gospodarki wytrzymała presję, jeżeli mamy uniknąć recesji globalnej pod koniec roku. Wyniki naszego badania odzwierciedlają pozytywne prognozy w tym obszarze.

Innowacja

Od pewnego czasu zespół badań Fidelity wskazuje na istotność innowacji w środowisku niskiego wzrostu nominalnego. W sytuacji, kiedy wzrost jest coraz rzadszy, firmy i rynki, które są naprawdę innowacyjne, zapewniają zyski. Wyniki badania Analyst Survey pokazują to bardzo wyraźnie. Wpływ innowacji jest widoczny niemal we wszystkich sektorach i na wszystkich rynkach, jednak szczególnie w dziedzinie opieki zdrowotnej oraz IT, co wpływa na możliwości rynkowe i strumienie dochodów.

Michael Sayers komentuje  – Sektor, który zyskuje najwięcej z tytułu bezpośredniego wpływu przełomowych technologii, to szeroko pojęte IT. Nowe technologie wpływają na sytuację szybciej niż kiedykolwiek, zmieniając pule dochodów w wielu gałęziach przemysłu i tworząc mnóstwo możliwości. Dotyczy to nie tylko podmiotów, które opracowują takie technologie, lecz również tych, które dostarczają wymaganą dla technologii infrastrukturę. Jednak pomimo tego, iż nowe technologie napędzają innowacje, wywołują one również spory zamęt na swojej drodze, dlatego dokładne badanie trendów, liderów i tych, którzy pozostają w tyle, jest istotne.

Zmiana warunków finansowych

Wyniki badania wskazują również na to, że sektor finansowy zmienia się pod wpływem zacieśniania pasa i bodźców regulacyjnych, co skutkuje wzmocnieniem bilansów i niższą dźwignią. Rzeczone objawy poprawy wskaźników fundamentalnych kłócą się nieco z ponurymi nastrojami inwestorów w sytuacji, gdy globalnie akcje banków osiągnęły w drugiej połowie 2015 roku i na początku roku 2016 wyniki niższe niż nawet akcje firm energetycznych, pomimo spadku cen ropy w tym okresie. Jednak bez względu na pozytywne zmiany, ryzyko pozostaje.

Jak stwierdza Martin Dropkin, kierownik zespołu badań kredytowych w Fidelity International Sektor finansowy jest nadal zależny od pewnych istotnych rodzajów ryzyka, które obejmują słabszy wzrost i prognozy dla inflacji, różne formy zaangażowania w sektorze energetycznym oraz niższą płynność na rynku obligacji. Wszelkie osłabienia sektora finansowego mogą prowadzić do spowolnienia wzrostu gospodarki realnej dzięki mechanizmom przełożenia, które mogą spowodować spełnienie się obaw rynkowych. Nie jest tajemnicą, iż rozwiązania regulacyjne najprawdopodobniej pozostaną istotnym czynnikiem, jednak uwzględniając fakt, że jest to bodziec do zwiększenia bufora kapitałowego przez firmy, w perspektywie średnioterminowej powinno to zapewnić stabilny zwrot.

Trendy regionalne

Pod kątem trendów regionalnych w tegorocznych badaniach Japonia nadal wyróżnia się jako najlepsza w swojej klasie, z wynikiem pozytywnych nastrojów na poziomie 6,3. Jest to wynik niższy niż w ubiegłym roku (7,1), który jednak nadal robi wrażenie, zważywszy na rosnące obawy w innych regionach. Skuteczność trzeciej odsłony reformy strukturalnej premiera Abe (abenomiki) została skrytykowana pod koniec 2015 roku, kiedy to spadający PKB oznaczał kolejny etap recesji, jednak analitycy utrzymują optymistyczne prognozy co do tego, że reforma korporacyjna będzie mieć pozytywny wpływ na gospodarkę.

Analitycy Fidelity są nieco bardziej ostrożni w swoich poglądach dotyczących Europy i Stanów Zjednoczonych – przewidują bowiem, iż wskaźniki fundamentalne pozostaną na poziomie porównywalnym do tych z ubiegłego roku. Jest to istotne spostrzeżenie, które wskazuje na to, że cykl gospodarczy w obu regionach dojrzewa, jednak nie zbliżył się jeszcze do końca.

Z drugiej strony sytuacja na rynkach wschodzących jest bardziej niepokojąca, dlatego inwestorzy muszą postępować ostrożnie. Najbardziej ucierpiały gospodarki opierające się na surowcach, czyli krajów Bliskiego Wschodu, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Ubiegłoroczna sytuacja to potwierdza, ponieważ wskaźniki fundamentalne firm w tym regionie obniżyły się, jednak są pewne oznaki tego, że trend ten osiąga powoli dolny pułap. Ogólny wynik nastrojów wynosi 2,7, co oznacza, że znaczna większość analityków spodziewa się, że jeszcze nastąpi pogorszenie, zanim sytuacja zacznie ulegać poprawie.

Również Chiny doświadczyły spadku wskaźnika nastrojów z 4,4 do 4,1, jednak spadek ten jest znacznie mniejszy. Z drugiej strony klimat dla przedsiębiorstw na krajowym rynku Chin pogarsza się – 71 proc. analityków zgłasza mniejsze zaufanie kadry kierowniczej do inwestowania w działalność ich firm w tym roku. Jednak badanie wskazuje również, iż 36 proc. analityków spodziewa się, że zwolnienie gospodarki chińskiej „nie będzie mieć wpływu” lub „będzie mieć niewielki pozytywny wpływ” na strategiczne plany inwestycyjne firm. Badanie wskazuje również na fakt, że coraz większa liczba analityków europejskich (48 proc.) przewiduje, iż spowolnienie w Chinach nie będzie mieć żadnego wpływu na analizowane przez nich akcje.

Informacje na temat Analyst Survey

Coroczne badanie Analyst Survey prowadzone przez Fidelity International wśród analityków obejmuje wszystkie regiony i sektory. Jego zadaniem jest zidentyfikowanie zmian w warunkach działalności przedsiębiorstw na wczesnym etapie, a także nowych trendów i możliwości inwestycyjnych. Badanie opiera się na dogłębnej analizie prowadzonej przez analityków Fidelity w poszczególnych sektorach, a także na informacjach uzyskanych w trakcie wielu rozmów z decydentami poszczególnych przedsiębiorstw. Analitycy odbywają każdego roku ok 17 tys. spotkań z firmami. Dlatego poglądy odzwierciedlone w badaniu ukazują postrzeganie sytuacji przez prezesów i dyrektorów firm z całego świata. Badanie potwierdza skrupulatność inwestycyjną Fidelity oraz sposób, w jaki informacje uzyskane przez analityków z poszczególnych przedsiębiorstw przekładają się na poszczególne klasy aktywów oraz regiony na podstawie analizy fundamentalnej typu bottom-up. Badanie obejmuje między innymi pytania o poziom zaufania, planowane nakłady inwestycyjne, oczekiwane zwroty z kapitału, siłę bilansu oraz oczekiwane zwroty w postaci dywidend.

Nastroje są oceniane w skali od 1 do 10, przy czym wynik 5 sugeruje spadek nastrojów, a wynik powyżej 5 – wzrost nastrojów.

Nie rekruter, lecz przełożony coraz częściej rekrutuje. Tego oczekują też sami kandydaci

Rekruter staje się strategicznym doradcą biznesu, a biznes jest coraz częściej angażowany w różne etapy procesu rekrutacyjnego. Jak wynika z badania zrealizowanego przez eRecruiter oraz Koalicję na rzecz Przyjaznej Rekrutacji, zdecydowana większość menadżerów biznesu (93%) bierze udział w spotkaniach rekrutacyjnych, co trzeci uczestniczy także w selekcji aplikacji, a niemal co dziesiąty jest zaangażowany w cały proces rekrutacyjny. Co ciekawe, zaangażowania biznesu oczekują sami kandydaci – co trzeci z nich podczas rozmowy kwalifikacyjnej chciałby się spotkać tylko z bezpośrednim przełożonym.

– Udział biznesu w procesach rekrutacyjnych z roku na rok jest coraz większy. Uczestnictwo przełożonego w rozmowach kwalifikacyjnych to już niemal standard, ale coraz częściej menadżerowie są zaangażowani także w inne elementy procesu rekrutacyjnego, jak chociażby selekcja aplikacji czy kontakt z kandydatem. To dobra praktyka, ale czasochłonna. Dlatego sporym wsparciem są nowoczesne platformy rekrutacyjne, które pomagają w kompleksowym zarządzaniu procesami rekrutacyjnym. Umożliwiają także podejmowanie szybkich i efektywnych działań, które w części biznesowej firmy są niemal codziennością – mówi Izabela Bartnicka, ekspert eRecruiter.

Kandydat chce poznać szefa podczas rozmowy kwalifikacyjnej

Uczestnictwo bezpośredniego przełożonego w spotkaniu rekrutacyjnym to dobry pomysł z dwóch powodów. Po pierwsze, z uwagi na możliwość wyboru kandydata najlepiej odpowiadającego na potrzeby danego działu w firmie. To cenne szczególnie wtedy, gdy poszukiwani są wysokiej klasy specjaliści. Wtedy to właśnie menadżer może ocenić, czy kandydat posiada odpowiednią wiedzę i umiejętności. Po drugie, poznania szefa w czasie rozmowy kwalifikacyjnej oczekują sami kandydaci. Jak wynika z badania eRecruiter i Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji, aż 87% z nich odpowiedziało, że podczas spotkania rekrutacyjnego chciałoby spotkać się właśnie z przyszłym przełożonym.

Nieprzygotowany przełożony traci w oczach kandydata

Z założenia, podczas rozmowy kwalifikacyjnej to przełożony i rekruter pytają oraz oceniają, natomiast kandydat odpowiada i czeka na decyzję. Jednak należy zdawać sobie sprawę, że obecnie kandydaci mają coraz wyższe wymagania wobec przyszłego pracodawcy i szybko dostrzegają słabe punkty rekrutacji. Na negatywną ocenę przyszłego szefa wpływają takie elementy jak brak jasnego przedstawienia obowiązków (71% wskazań) czy niedotrzymywanie terminów związanych z dalszymi etapami procesu rekrutacyjnego (63%). Blisko połowa pracowników za nieodpowiednie uważa zadawanie pytań niezgodnych z prawem, a ponad jedna trzecia – poruszanie kwestii niezwiązanych z pracą.

Linia podziału między przełożonym a rekruterem

Podstawą sprawnego procesu rekrutacyjnego jest dobra komunikacja między menadżerem a specjalistą ds. HR. Należy zadbać o to, aby wszystkie zaangażowane osoby, zarówno z HR-u jak i biznesu, bez problemu mogły mieć dostęp do szczegółowych danych dotyczących prowadzonych rekrutacji. W tym celu dużym ułatwieniem są platformy rekrutacyjne takie jak eRecruiter, które w jednym miejscu zbierają wszystkie niezbędne informacje. Dzięki dostępowi do systemu, menadżer na bieżąco może śledzić postęp procesu i zgłaszać swoje wątpliwości rekruterowi, np. co do proponowanych kandydatów. – Platformy rekrutacyjne pełnią również funkcję porządkującą. W prosty i przejrzysty sposób można za ich pomocą podsumować proces rekrutacji czy opisywać osoby, które rekrutujemy. To zdecydowanie skraca czas, który byłby potrzebny na mailowe przekazywanie tego typu danych między działami – dodaje Izabela Bartnicka.

Dostęp do informacji o procesie rekrutacyjnym z pewnością ułatwi menadżerowi przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej. Ale zanim dojdzie do spotkania z kandydatami, menadżer i rekruter muszą odpowiednio zaplanować jego przebieg. O tym, jak najlepiej rozdzielić zadania między menadżerem a rekruterem na spotkaniu, mówi Michał Molik, Starszy Specjalista ds. Rekrutacji w PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. – Najlepszym modelem podziału zadań pomiędzy rekruterem a przełożonym w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej, który z powodzeniem funkcjonuje u nas od kilku lat, jest badanie kompetencji twardych przez menadżera, a miękkich przez rekrutera. Rekruter wprowadza kandydata w rozmowę, przedstawia osoby obecne na spotkaniu, buduje klimat zaufania i otwartości. Natomiast menadżer zadaje pytania, które bezpośrednio dotyczą wymaganych kwalifikacji – mówi Michał Molik.

Wyłowienie ze stosu aplikacji oraz zatrudnienie wartościowego i pasującego do DNA firmy kandydata do pracy to zarówno cel menadżera biznesu, jak i specjalisty ds. HR w obszarze rekrutacji. Jednak wystarczy, że jeden z elementów procesu zawiedzie i realizacja planu skazana jest na niepowodzenie.

Metodologia badania

  1. edycja badania „Candidate Experience” składa się z dwóch części. Opinie kandydatów na temat rekrutacji zostały zebrane podczas realizacji badania „Specjaliści na rynku pracy”, przeprowadzonego przez portal Pracuj.pl na użytkownikach portalu zajmujących stanowiska specjalistyczne, menedżerskie i wyższe, posiadających co najmniej 2-letnie doświadczenie zawodowe. Badanie zostało zrealizowane w dniach 1-16.10.2015. Ankietę wypełniło łącznie 808 osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesie rekrutacyjnym. Opinie pracodawców zostały zebrane w ramach badania „Candidate Experience”, przeprowadzonego przez eRecruitment Solutions, wśród osób zajmujących się procesami rekrutacyjnymi w firmach. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 1-16.10.2015. Ankietę wypełniło łącznie 707 osób. Badanie „Candidate Experience” zostało przeprowadzone z inicjatywy eRecruiter i Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji.

Największy i najbardziej płynny rynek świata

0

Dzienne obroty na tym rynku sięgają 5 bln dolarów dziennie. Globalne korporacje i międzynarodowe instytucje finansowe każdego dnia wymieniają ogromne ilości walut, co nadaje ogromnej zmienności i dynamiki.

Rynek forex działa przez 24 godziny na dobę, od poniedziałku do piątku. W weekend odpoczywa. Nie funkcjonuje również podczas ważnych świąt. Rozpoczęcie handlu następuje w niedzielę o godz. 23.00 czasu polskiego, zakończenie ma miejsce w piątek o godz. 22.00 czasu polskiego.

Dzięki bardzo wysokim obrotom foreksu trudno, aby pojedynczy inwestor , a nawet zorganizowane grupy inwestorów mogły skutecznie dokonywać na nim manipulacji cenowych. Zdarza się, że poważna interwencja banku centralnego wpływa na zmianę kursu jednej z walut, lecz raczej w niewielkim stopniu i tylko na chwilę. Na rynku forex nie ma ustalonej standaryzacji, która obowiązywałaby na całym świecie. Z tej przyczyny rynek ten nie może podlegać też takim regulacjom jak np. rynki giełdowe. W przeciwieństwie do giełd papierów wartościowych forex nie posiada fizycznej lokalizacji, np. budynku , w którym mieściłyby się biura, parkiet, systemy transakcyjne przyjmujące zlecenia z całego świata.

W marcu w Krakowie odbyła się kolejna edycja największej imprezy foreksowej w tej części Europy. W konferencji FXCUFFS udział wzięło blisko 2 tys. uczestników. Organizatorzy zadbali również o obecność światowej sławy inwestorów. Wśród zaproszonych gości w tym roku znalazł się Scott Carney, guru i twórca tzw. traidingu harmonicznego. Z tegorocznej konferencji wyłonił się tez nowy trend – mocny nacisk na edukację inwestorów indywidualnych. Więcej w materiale wideo.

Ceny węgla sięgnęły dna?

Rok 2015 był rokiem dużych spadków cen węgla, w obecnym roku mamy do czynienia z podobną sytuacją. Wydaje się, że ceny osiągnęły już historyczne dno i już nie ma obszaru do dalszych obniżek – mówi newsrm.tv Zbigniew Stopa, prezes zarządu Lubelski Węgiel „Bogdanka”.

Ceny węgla sięgnęły dna?LW Bogdanka wypracowała w 2015 r. przychody ze sprzedaży na poziomie prawie 1.885 mln zł oraz wynik EBITDA w wysokości 686 mln zł. Oznacza to, że pomimo trudnej sytuacji rynkowej i presji spadku cen węgla na wyniki, wskaźnik rentowności EBITDA spółki, sięgający w minionym roku 36 proc., pozostaje na ponadprzeciętnym dla branży poziomie. Osiągnięte w 2015 r. wyniki zostały obciążone odpisem w kwocie -625 mln zł z tytułu utraty wartości aktywów. Dokonanie odpisu nie wpłynęło na bieżącą działalność operacyjną spółki ani na jej sytuację płynnościową. Wynik netto LW Bogdanka za 2015 r., bez uwzględniania odpisu, wyniósł 226 mln zł. Bogdanka zrealizowała zakładany na miniony rok plan produkcji węgla handlowego na poziomie ok. 8,5 mln ton oraz sprzedaż na poziomie ok. 8,6 mln ton.

– Biorąc pod uwagę bardzo trudną sytuację rynkową, utrzymującą się nadpodaż węgla energetycznego i jego wyraźnie spadające ceny, nie obciążone odpisem wyniki należy ocenić jako dobre. Ich osiągnięcie było możliwe przede wszystkim dzięki konsekwentnej realizacji programu dostosowującego działalność spółki do możliwości sprzedażowych. Obejmował on optymalizację wydobycia, dalszą redukcję kosztów oraz optymalizację nakładów inwestycyjnych i zatrudnienia – mówi Zbigniew Stopa, prezes Bogdanki.

W październiku 2015 r. Grupa Enea stała się właścicielem łącznie 66 proc. akcji LW Bogdanka. Dzięki transakcji Grupa ma możliwość zrealizowania szeregu synergii na poziomie operacyjnym, finansowym oraz organizacyjnym. W kolejnych miesiącach będzie koncentrować się na przygotowaniu integracji obu przedsiębiorstw i identyfikacji długoterminowych inicjatyw zwiększenia wartości.

Polscy eksporterzy zabawek bawią się świetnie na zagranicznych rynkach

W 2015 r. padł absolutny rekord w eksporcie zabawek z Polski! W ciągu dwunastu miesięcy minionego roku wysłaliśmy za granicę lalki, gry, misie, klocki i inne zabawki warte prawie 4,6 mld zł. To o 1,7 mld zł i o 58,7 proc. więcej w porównaniu do 2014 r. – zwracają uwagę eksperci instytucji płatniczej AKCENTA, rozliczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów.

Zabawki to bardzo poważna sprawa. Świadczą o tym ciągłe przyrosty eksportu notowane w ciągu ostatnich 5 lat. Bardzo udany był już rok 2014 r., w którym eksporterzy zabawek, gier i artykułów sportowych (bo te produkty obejmuje analizowana przez GUS kategoria), wypracowali wzrost wartości o 75 proc. w porównaniu do roku 2013. – Wzrost za 2015 r. jest nieco mniejszy, ale mówimy już o miliardach złotych. Na tym poziomie zmiany procentowe przekładają się na imponujące wartości. Tylko w październiku, listopadzie i grudniu, na kiedy to przypada największe „żniwo” dla biznesu zabawkarskiego, eksporterzy wypracowali aż 1,6 mld zł obrotu – mówi Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce.

Wykres 1.

eksport zabawe„Gramy” o miliardy

Zabawki, gry i artykuły sportowe to bardzo pojemna kategoria, ale w przypadku polskiego eksportu da się wyróżnić dwie grupy, które mają dominujący udział. Klasyczne zabawki nie są liderem; największą wartość ma eksport sprzętu do gier. W 2015 r. polscy eksporterzy wysłali do innych krajów sprzęt do gier o wartości 2,1 mld zł! Nieco mniejsze, choć nadal imponujące obroty (1,5 mld zł) zanotowali eksporterzy klasycznych zabawek, jak lalki, samochodziki czy rowery trójkołowe.

Wysyłamy zabawki do 150  krajów…

Głównym rynkiem dla polskiego eksportu zabawek i gier jest Unia Europejska, do której wysyłamy prawie 90 proc. towarów (w ujęciu wartościowym). Naszym największym odbiorcą są Niemcy, gdzie trafia aż 1/3 całego eksportu dla tej kategorii. Poza Europą w ub. r. zabawkami z Polski zainteresowani byli także odbiorcy ze Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Polska branża zabawkarska może jednak pochwalić się bardzo szerokim wachlarzem kierunków swojej wysyłki. Ich produkty trafiają do blisko 150 kierunków na całym świecie! Zabawki z Polski znalazły swoich nabywców nawet w tak odległych i egzotycznych państwach jak Ekwador, Oman czy Nowa Zelandia.

… ale tylko część to polska produkcja

Choć tak dobre wyniki eksporterów z branży zabawkarskiej cieszą, to eksperci Akcenty przypominają o tym, że część tego tortu należy przypisać reeksportowi, w tym głównie produkcji chińskiej. Import zabawek, gier i art. sportowych z Chin jest bardzo duży i w 2015 r. wart był prawie 3,3 mld zł. Część z sprowadzonych z Chin zabawek pozostała na polskim rynku, jednak spora ilość została z naszego kraju wysłana dalej. – W zalewie masowej chińskiej produkcji, warto jednak dostrzec wyróżniające się perełki. Na świecie furorę zrobił np. stuprocentowo polski wynalazek – misie, które za pomocą kojących dźwięków uspokajają niemowlaki. Polskie firm świetnie radzą sobie także na rynku klocków czy puzzli, gier i kart do gry, dostarczając produkty najwyższej jakości, które doceniają rodzice na całym świecie. Chociaż segment zabawek innowacyjnych i wysokiej jakości jest w porównaniu do masowej produkcji dość mały, jednak za te produkty klienci są w stanie dużo zapłacić – zaznacza przedstawiciel AKCENTY.

Skąd biorą się złe opinie o firmach? Ponad połowa Polaków ma złe doświadczenia

Ponad 70 proc. pracowników, którzy wzięli udział w ankiecie przygotowanej przez GoWork.pl podkreśla, że wizerunek pracodawcy ma dla nich duże znaczenie. Prawie 60 proc. twierdzi, że nie wysłałoby CV do firmy, jeżeli wszystkie opinie, które znajdują na jej temat są negatywne. Być może taka postawa jest spowodowana tym, że aż 57 proc. z nas ma za sobą negatywne doświadczenia z pracodawcą.

Skąd biorą się złe opinie o firmach? Ponad połowa Polaków ma złe doświadczenia.Dobra reputacja wyraźnie zwiększa wartość firmy i zapewnia jej trwałą przewagę konkurencyjną. Dla pracownika, praca w renomowanej instytucji to z kolei ważny punkt w karierze i przepustka do dalszego rozwoju. Z badania przeprowadzonego przez największy w Polsce portal opinii o pracodawcach wynika, że 57 proc. zatrudnionych ma za sobą negatywne doświadczenia z pracodawcą – przyznają, że zdarzyło im się przyjąć propozycję pracy i później tego żałować.

O tym, że problem jest powszechny rekruterzy mogą przekonać się niemal przy każdej rekrutacji. Kandydaci na ogół nie chcą podać przyczyny rezygnacji z dotychczasowej pracy, mimo, że rozpoczęli ją np. 3 miesiące wcześniej. Bywa też, że powód podają wprost – najczęściej jest to rozczarowanie wynikające z warunków umowy, które okazały się inne niż te ustalone przy rozpoczęciu współpracy – mówi Michał Środa z GoWork.pl.

Zdaniem większości ankietowanych, lepiej jest dmuchać na zimne. 59,5 proc. z nich odpowiedziało, że nie wysłałoby CV do firmy, która ma wyłącznie złe opinie, choć 24,8 proc. zaryzykowałoby, jeżeli mimo negatywnych opinii, firma cieszyłaby się mocną pozycją na rynku. 15,7 proc. badanych uważa natomiast, że wysyłając CV nic nie ryzykuje
i spróbowałoby zweryfikować firmę podczas ewentualnej rozmowy kwalifikacyjnej.

Dobry pracodawca, cieszący się uznaniem to szansa na stabilność i rozwój. Być może dlatego aż 71,7 proc. osób biorących udział w ankiecie przywiązuje tak dużą wagę do wizerunku firmy w której pracuje i przyznaje, że praca w renomowanej organizacji to ważny punkt w karierze. Jedynie 8,8 proc. pracowników twierdzi, że wizerunek pracodawcy nie ma dla nich żadnego znaczenia. Tymczasem, złe doświadczenia z pracodawcą to problem dotyczący nie tylko poszkodowanych. Pracownicy którzy raz się sparzyli cechują się większą ostrożnością przy wyborze kolejnego miejsca zatrudnienia. Często widoczny jest też u nich spadek motywacji.

W ankiecie przeprowadzonej przez GoWork.pl na początku marca wzięło udział 5,5 tys. pracowników firm z całej Polski.

ZE PAK szuka oszczędności. Wstrzymuje inwestycje i ma nadzieję na choćby niewielki wzrost cen energii

CEO Magazyn Polska

Zespół Elektrowni Pątnów–Adamów–Konin zamknął ubiegły rok stratą netto w wysokości niemal 1,88 mld zł, głównie z powodu utraty wartości aktywów. Choć EBITDA była dodatnia, grupa szuka oszczędności, zawieszając inwestycje i szukając ograniczeń w innych kosztach. Dokładny plan ma być znany do połowy roku.

– Patrząc na trudną sytuację na rynku energii, na spadające ceny, spółka musi szukać oszczędności. W związku z tym na lata 2016–2018 przygotowujemy program poprawy efektywności, a to należy rozumieć jako ograniczanie kosztów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Aleksander Grad, prezes Zespołu Elektrowni Pątnów–Adamów–Konin. – Szukamy wewnątrz naszej grupy tych obszarów, w których możemy mniej wydawać, procesów, które możemy zoptymalizować. Zakładamy, że minimum, jakie chcemy uzyskać w ciągu trzech lat z tego programu poprawy efektywności, to 250 mln zł.

Oznacza to m.in. wstrzymanie modernizacji bloków III i IV w Elektrowni Pątnów I, która miała być realizowana w tym roku po tym, jak zmodernizowano dwa pierwsze bloki. Nie podjęto też jeszcze ostatecznej decyzji co do budowy bloku gazowo-parowego w Koninie. W 2016 roku ZE PAK zamierza ograniczyć inwestycje do 110 mln zł po 418 mln zł w roku ubiegłym i 696 mln zł w 2014 r.

– Prowadzimy negocjacje w sprawie długoterminowej umowy na dostawę gazu. To będzie z kolei podstawa do ostatecznej decyzji o budowie bloku gazowo-parowego w Koninie. Koncentrujemy się również bardzo mocno na nowych odkrywkach, szczególnie na odkrywce Ościsłowo – tłumaczy Grad. – Stworzyliśmy w grupie nowy model finansowania tego typu przedsięwzięć jak odkrywki, po to, żeby zabezpieczyć węgiel dla istniejących bloków, również dla tych, które mogą być modernizowane.

Oszczędności grupa będzie też szukać w zakresie serwisu, ubezpieczeń, zakupów i korzystania z centrów usług wspólnych.

W ubiegłym roku ZE PAK pomimo wzrostu przychodów miał 1,88 mld zł skonsolidowanej straty netto wobec 78,5 mln zł zysku rok wcześniej. Poza odpisami na utratę wartości aktywów w wysokości 1,896 mld zł na wyniku zaważyły niskie ceny energii. Z raportu spółki wynika, że średnia ważona cena na Towarowej Giełdzie Energii była o 15 proc. niższa niż w 2014 r. i wyniosła 156,04 zł/MWh.

– Skupiamy się też na rynku energii elektrycznej, żeby sprzedawać tę energię w jak najlepszych cenach. Chcemy przy jej produkcji mieć wynik dodatni. To nie jest łatwe, patrząc na spadające ceny. Istotne dla nas jest również to, jakie komunikaty płyną ze strony administracji. Mam na myśli m.in. przygotowania rozwiązań systemowych dotyczących rynków mocy, które pozwolą realizować przedsięwzięcia inwestycyjne – mówi szef ZE PAK.

Na niższe ceny wpłynęły m.in. większa aktywność farm wiatrowych oraz wyjątkowo ciepły rok. Z drugiej strony właśnie ubiegłoroczne upały spowodowały ograniczenia w dostawach prądu, grożące nawet blackoutem (rozległą awarią zasilania). Rodzi to nadzieje branży na systemowe rozwiązania ze strony rządu.

– Sierpień tamtego roku pokazał, że byliśmy o krok od blackoutu. Mogło zabraknąć w Polsce energii. W związku z tym bezpieczeństwo energetyczne to nie jest hasło ani slogan. Te rozwiązania systemowe, o których dzisiaj administracja słusznie mówi, są potrzebne po to, żeby zapobiec w przyszłości takim sytuacjom, w których może brakować energii elektrycznej – przekonuje.

W 2015 roku elektrownie Grupy wyprodukowały 9,8 TWh energii elektrycznej. Dzięki aktywności na rynku energii sprzedaż była wyższa od produkcji własnej i w minionym roku wyniosła 14,9 TWh.

– Dzisiaj ceny w stosunku do tego, co już w Polsce było, są bardzo niskie. Dlatego nawet niewielki wzrost tych cen może powodować, że uzyskamy rentowność przy produkcji energii elektrycznej. Jest jednak zawsze potrzebny balans, żeby te ceny energii nie były zbyt wysokie, aby nasza gospodarka była konkurencyjna. A z drugiej strony ci, którzy produkują energię elektryczną, muszą mieć podstawy biznesowe, żeby inwestować. I to nie jest tylko problem PAK-u, lecz także wszystkich spółek energetycznych w Polsce – podkreśla były minister skarbu.

Zagraniczny kapitał płynie do Polski. Kolejnych inwestorów przyciągnie prostsze prawo oraz większa współpraca z innymi krajami regionu

CEO Magazyn Polska

Rośnie zainteresowanie polskim rynkiem wśród zagranicznych firm. Kapitał płynie nie tylko do Warszawy, lecz także do pozostałych regionów. Zdaniem Jerome’a Lafuite’a z Grafton Recruitment, aby przyciągnąć kolejnych inwestorów powinniśmy jednak ściślej współpracować z pozostałymi krajami Europy Środkowej. Pozwoli to na zwiększenie naszej konkurencyjności wobec innych regionów świata. Konieczne jest także zapewnienie odpowiednich warunków do inwestycji, takich jak proste prawo i stabilność polityczna.

– Przewagą Polski jest na pewno jej rozmiar i zróżnicowanie populacji. To jest największy kraj w tym regionie. Atutem jest także jego decentralizacja – stolica ma tylko 5 proc. wszystkich mieszkańców. Jest to ważne, jeśli chodzi o proces inwestycyjny, ponieważ każdy region jest samodzielną jednostką, która jest atrakcyjna dla inwestorów – mówi agencji informacyjnej Newseria Jerome Lafuite, dyrektor zarządzający Grafton Recruitment na Polskę i Węgry.

W opinii eksperta najważniejszą przewagą konkurencyjną naszego kraju jest jego kapitał ludzki. Przedstawiciel Grafton Recruitment dostrzega chęć Polaków do zdobywania wiedzy i podnoszenia swoich kwalifikacji. Zwraca także uwagę na umiejętność szybkiego uczenia się języków obcych.

Tą opinię potwierdzają dane Eurostatu. Według nich już ponad 40 proc. osób w grupie wiekowej 30–34 lat posiada dyplom ukończenia studiów. W 2002 roku ten odsetek wynosił niespełna 15 procent.

– Polacy są niesamowicie chętni do nauki przez całe życie. Osoby, które już pracują, często kontynuują naukę, wracają na uniwersytety w weekendy – zauważa.

Przewagą Polski w dalszym ciągu pozostają także niższe niż na Zachodzie koszty pracy. Choć przeciętny koszt zatrudnienia pracownika w ciągu ostatnich 20 lat zwiększył się niemal 3-krotnie, to w dalszym ciągu wynosi zaledwie 8,4 euro za godzinę. Przeciętna stawka dla państw Eurostrefy to natomiast blisko 30 euro za godzinę.

– Zagraniczne firmy nadal uważają to za plus, ale to nie jest kluczowe. Przedsiębiorstwa szukają takich umiejętności, aby wykonywać usługi. Zagraniczni inwestorzy lokują w Polsce coraz bardziej skomplikowane procesy biznesowe, więc potrzebują osób, które mogą się uczyć, chcą się rozwijać, są elastyczne i nowoczesne – stwierdza Jerome Lafuite.

Według ostatnich danych Narodowego Banku Polskiego stan bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w naszym kraju wynosił przeszło 171 mld euro. Największymi inwestorami były firmy z Holandii, Niemiec oraz Luksemburga.

Dyrektor Grafton Recruitment jest przekonany, że zainteresowanie inwestorów naszym krajem także w przyszłych latach będzie duże. Konieczne jest jednak zapewnienie stabilnych warunków do prowadzenia biznesu oraz redukcja napięć o charakterze politycznym. Lafuite rekomenduje także współpracę z innymi państwami regionu.

– Trzeba być zespołem i drużyną w promocji naszego regionu. Myślę, że współpraca regionalna jest bardzo istotna – mówi.

Dodaje jednak, że wspólny interes kończy się w momencie, kiedy uda się zainteresować danym regionem potencjalnego inwestora. Wówczas o tym, który kraj zostanie wybrany jako cel inwestycji, decyduje bezpośrednia walka pomiędzy państwami.

Ekspert wśród branż, które wzbudzają największe zainteresowanie u zagranicznych inwestorów, wymienia przede wszystkich technologię informacyjną (IT).

– Od początku roku widzimy duże zainteresowanie zagranicznych firm możliwościami inwestycji w nowe projekty IT realizowane na polskim rynku. Dynamiczny jest także sektor przemysłowy – informuje.

Zaznacza jednocześnie, że o wyborze danego kraju na miejsce inwestycji w wielu przypadkach decyduje także bliskość geograficzna oraz brak istotnych różnic kulturowych. Dodaje, że największym krajem spoza Europy, którego kapitał jest obecny w Polsce, są Stany Zjednoczone. Kraj ten znajduje się jednak dopiero na dziewiątym miejscu. Pozostałe państwa z pierwszej dziesiątki to gospodarki położone na Starym Kontynencie.

Polska w ogonie Europy pod względem płatności bezgotówkowych. Przeszkodą w rozwoju rynku jest słabe ubankowienie społeczeństwa

0

CEO Magazyn Polska

Gotówka w obrocie w Polsce stanowi 7,4 proc. PKB. To wprawdzie mniej niż średnia dla strefy euro, ale znacznie więcej niż w Szwecji, Danii czy Wielkiej Brytanii, gdzie wskaźnik ten jest o ponad połowę niższy. W parze z upodobaniem do posługiwania się gotówką idzie wysoka liczba punktów przyjmujących wpłaty gotówkowe i niewielki udział płatności bezgotówkowych w obrocie.

Statystyczny Polak wykonał w 2014 roku 48,7 transakcji bezgotówkowych kartami płatniczymi. Dla Europejczyka liczba ta jest niemal dwukrotnie wyższa i wynosi 93,2. Wyprzedzamy tym samym tylko 9 krajów UE. Pod względem liczby wydanych kart płatniczych jesteśmy na przedostatnim miejscu z wynikiem 0,94 karty na mieszkańca. Unijna średnia to 1,5 karty.

– W Polsce biorąc pod uwagę wszystkie transakcje płatnicze bezgotówkowe [nie tylko kartami – przyp. red.], przypada około 100 transakcji na osobę, w krajach skandynawskich 400, więc różnica jest duża – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Agnieszka Sznyk, dyrektor zarządzająca Fundacji Instytut Innowacyjna Gospodarka. – Dzieje się tak dlatego, że po pierwsze w Polsce jest bardzo słabe ubankowienie. Jedna czwarta Polaków nadal nie ma konta bankowego i to automatycznie wyklucza te osoby z udziału w społeczeństwie bezgotówkowym.

Z ostatniego raportu NBP dotyczącego systemu płatniczego wynika, że na koniec 2014 roku rachunki bankowe miało 78 proc. Polaków. To tyle samo, co na Litwie, a słabiej wypadły pod tym względem jedynie Słowacja, Węgry, Bułgaria i Rumunia. Średnia dla Unii wyniosła 90 proc. Na przeciwległym krańcu zestawienia znalazły się Szwecja, Dania i Finlandia, gdzie rachunki bankowe mają wszyscy obywatele.

– Mamy bardzo niski poziom zaufania społeczeństwa do instytucji publicznych, banków czy urzędów. Ponadto nie jesteśmy jeszcze tak naprawdę psychicznie i mentalnie przygotowani na to, żeby zupełnie przejść na ten poziom płatności bezgotówkowych. Ciągle pojawiają się różne głosy krytyki, obawy społeczeństwa, że każda transakcja i każdy nasz ruch będzie monitorowany – diagnozuje Agnieszka Sznyk.

Udział nieuprawnionych transakcji w liczbie wszystkich transakcji kartami jest w Polsce ex aequo jednym z trzech najniższych w Europie i wynosi 0,002 proc. Pod względem wartości jest to 0,005 proc., co daje trzecie miejsce.

– Płatności bezgotówkowe znacznie ograniczają poziom różnych działań kryminalnych, bo wtedy nasze mienie nie jest już tak bardzo narażone na kradzież, złodziejowi będzie trudniej spieniężyć łup – przekonuje szefowa Fundacji Instytut Innowacyjna Gospodarka.

Na 1 mln mieszkańców w Polsce jest niecałe 10,5 tys. urządzeń akceptujących elektroniczne instrumenty płatnicze. W całej UE wskaźnik ten wynosił 19,7 tys., a w strefie euro niemal 21 tys. Polska w tym zestawieniu również zajęła 5. miejsce od końca. Znacznie lepiej nasz kraj wypada za to pod względem liczby transakcji przypadających na jeden terminal – ponad 4,5 tys., podczas gdy europejska przeciętna to 4,17 tys.

Ponad 72 proc. z tych terminali jest przystosowanych do przyjmowania płatności zbliżeniowych, podobnie przeszło 71 proc. kart umożliwia taką płatność. I to jest już absolutna europejska czołówka, obok Czech i Słowacji.

– Powoli sytuacja się poprawia. Jesteśmy też dosyć otwartym narodem na nowinki techniczne. Polska jest krajem najbardziej zaawansowanym, jeśli chodzi o płatności zbliżeniowe. Te osoby, które już przekonały się do płatności bezgotówkowych, szybko chwytają i przejmują te innowacje.

Jak podkreśla Agnieszka Sznyk, pomóc w rozwoju rynku mogłoby przyjęcie prawa podobnego jak w Szwecji, gdzie możliwe jest odmówienie klientowi przyjęcia płatności gotówką. Szwedzi liczą się z tym, że do 2030 r. gotówka zostanie całkowicie wyeliminowana z obiegu w ich kraju.

PZL-Świdnik walczy o unieważnienie przetargu śmigłowcowego. W maju kolejna rozprawa ws. wniosku o zamknięcie postępowania bez wyboru oferty

CEO Magazyn Polska

Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował w poniedziałek o wyznaczeniu terminu kolejnej, trzeciej już rozprawy ws. wniosku PZL-Świdnik o zamknięcie przetargu na dostawę śmigłowców wielozadaniowych dla polskich sił zbrojnych bez wybory oferty. Chodzi o ubiegłoroczne postępowanie rozstrzygnięte na korzyść Airbus Helicopters, francuskiego producenta Caracali. Właściciel zakładów w Świdniku chce unieważnienia przetargu i rozpisania nowego. W ten sposób walczy też o utrzymanie miejsc pracy.

Zdecydowaliśmy się na dosyć radykalny krok, jakim jest skierowanie sprawy do sądu przeciwko decyzji podjętej jeszcze przez poprzednią administrację [Ministerstwa Obrony Narodowej – red.] – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Krystowski, wiceprezes Finmeccanica Helicopter Division, właściciela PZL-Świdnik. – Stwierdziliśmy wielokrotne naruszenie prawa przy postępowaniu ws. zamówienia śmigłowców wielozadaniowych zarówno ustaw, jak i reguł, regulaminu postępowania, wytycznych ministra obrony narodowej, co powoduje, że przetarg powinien zostać zamknięty bez wyboru jakiegokolwiek oferenta.

O takie właśnie rozstrzygnięcie wnosi producent polskich śmigłowców. Otwierałoby to drogę do nowego przetargu. W ubiegłorocznym postępowaniu oferty zarówno PZL-Świdnik, jak i PZL Mielec zostały odrzucone z przyczyn formalnych. Jak twierdzi Krystowski, trzecia oferta została przyjęta z naruszeniem prawa, bo w ostatniej chwili zmieniono warunki przetargu. Sprawa dotyczy ponad 13 mld zł, które mają być przeznaczone na zakup 50 śmigłowców wielozadaniowych dla wojska.

Sąd, który zebrał się na drugiej rozprawie 21 marca, zwołał kolejne posiedzenie na 4 maja.

To jest dobra wiadomość, bo świadczy o tym, że wymiar sprawiedliwości chce analizować sprawę dogłębnie – komentuje Krystowski. – Ktoś zadaje sobie trud kontynuacji prac, wniknięcia głębiej w to, jakie były przyczyny i gdzie doszło do naruszeń. To jest niezwykle ważne.

W ubiegły czwartek odbyło się posiedzenie sejmowej komisji obrony narodowej, na której przedstawiono wyniki audytu MON w sprawie działań poprzedniej ekipy w zakresie modernizacji armii.

Audyt jest dokumentem zastrzeżonym. W ramach audytu okazuje się, że doszło do wielu naruszeń prawa i reguł w ramach postępowania na śmigłowce. Bardzo byśmy chcieli wiedzieć, co dokładnie jest w tym audycie, bo uważam, że jest to dokument kluczowy dla rozstrzygnięcia tego, czy to my mamy rację w tym postępowaniu – przekonuje Krystowski.

Jak podkreśla, PZL-Świdnik, choć należy do włoskiego właściciela, zatrudnia w polskiej fabryce prawie 3,4 tys. pracowników, a kolejnym 4,5 tys. daje pracę w branżach pokrewnych, i to w dotkniętych najwyższym bezrobociem województwach lubelskim i podkarpackim. Dlatego firma zamierza nadal walczyć o kontrakt.

Z pewnością wystartujemy w kolejnych przetargach, jeżeli takie będą organizowane, i będziemy dostarczali polskiemu ministerstwu i armii najlepsze możliwe produkty. 80 proc. śmigłowców zakupionych przez polską armię w ciągu ostatnich 10 lat to śmigłowce produkcji PZL-Świdnik. Prawie 160 śmigłowców w armii jest naszej produkcji i nagle ktoś wpada na pomysł, żeby dokonywać importu. I to w momencie, kiedy nasza oferta była zdecydowanie lepsza i tańsza. Ta różnica szła w miliardy – podkreśla wiceprezes Finmeccanica Helicopter Division.

Zamachy w Brukseli nie wpłyną w dłuższym terminie na rynki finansowe. W najbliższych miesiącach europejskie giełdy powinny rosnąć

CEO Magazyn Polska

Zamachy terrorystyczne wpływają na rynki finansowe jedynie w krótkim terminie, bo w dłuższym okresie inwestorzy zwracają uwagę głównie na czynniki fundamentalne – wyjaśnia Jarosław Janecki z Société Générale. Widoczne było to m.in. po wtorkowych zamachach w Brukseli, na które giełdy zareagowały spadkami, ale w ciągu dnia sytuacja ulegała poprawie, a dzień na większości parkietów zakończył się na plusach. Wzrosty powinny być kontynuowane także w najbliższych miesiącach. Sprzyjają temu lepsze od oczekiwanych odczyty wskaźników PMI oraz działania EBC.

W krótkim czasie zamachy terrorystyczne są negatywnym czynnikiem, który wpływa zarówno na rynek obligacji, jak i rynek walutowy czy akcji. Najbardziej widoczne zmiany są tuż po zajściu takich zdarzeń. W dłuższym okresie sytuacja zawsze się stabilizuje, więc trudno mówić, aby w tym przypadku doszło do wyraźnych zmian w sektorze realnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Janecki, główny ekonomista Société Générale.

Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia we wtorek, kiedy doszło do zamachów terrorystycznych w Brukseli. Na otwarciu sesji na głównych europejskich parkietach giełdowych akcje taniały. W przypadku niemieckiego DAX czy francuskiego CAC 40 straty wyniosły blisko 2 proc. Mniej tracił polski WIG20, który otworzył się o 0,5 proc. poniżej poniedziałkowego zamknięcia. Z upływem czasu sytuacja ulegała stabilizacji, a większość giełd zakończyła dzień na plusach.

Seria zamachów w Belgii spowodowała, że w przypadku polskiego rynku nadal mamy do czynienia z pewnego rodzaju niepewnością. W styczniu i w lutym były większe zawirowania na rynkach finansowych, marzec przyniósł stabilizację. Natomiast należy pamiętać o tym, że to wszystko są czynniki zewnętrzne – wyjaśnia Jarosław Janecki.

Od połowy stycznia 2016 roku polski złoty zyskał w stosunku do euro ponad 5,5 proc. W ocenie głównego ekonomisty Société Générale ten trend może być kontynuowany także w kolejnych tygodniach. W krótkim czasie możliwe jest dotarcie do poziomów ok. 4,20 zł za euro.

Złoty należy do grona walut niedoszacowanych, stąd ten potencjał do umocnienia. Natomiast są też liczne czynniki ryzyka – nie tylko zewnętrzne, lecz także te o charakterze politycznym. To w pewien sposób hamuje jednak złotego przed większym wzmocnieniem – podkreśla ekonomista.

Na sytuację na rynkach giełdowych i walutowych wpłynąć może także kolejny komunikat na temat ratingu kredytowego naszego kraju. W połowie maja 2016 roku swoją zaktualizowaną ocenę poda agencja Moody’s.

Na kondycję rynku walutowego oddziaływać będą także odczyty wskaźników PMI dla europejskich gospodarek. Te marcowe pozytywnie zaskoczyły. Odczyty zarówno dla sektora usług, jak i dla sektora przemysłowego w strefie euro okazały się lepsze niż w lutym. Były też wyższe od oczekiwań analityków.

To może wskazywać, że dynamika PKB w eurostrefie i całej Unii Europejskiej będzie nieco wyższa od tej oczekiwanej przez inwestorów. Zarówno wskaźniki PMI, jak i ostatni odczyt wskaźnika IFO dla gospodarki niemieckiej pokazują, że po destabilizacji na rynkach z początku roku marzec przyniósł uspokojenie sytuacji – tłumaczy Janecki.

Ekonomista podkreśla także pozytywny wpływ działań Europejskiego Banku Centralnego. Podczas marcowego posiedzenia bank poinformował, że rozszerzy zakres prowadzonego programu luzowania ilościowego także o obligacje korporacyjne. Komunikat doprowadził do wzrostów nie tylko na rynku dłużnych papierów wartościowych, lecz także na akcjach.

Możemy być lekko optymistyczni co do I kwartału. Kolejne kwartały, jeżeli nie będzie czynnika zaskakującego w postaci np. kolejnych zamachów, również powinny nas pozytywnie zaskakiwać – podsumowuje Jarosław Janecki.

W branży biopaliw zajdą duże zmiany. Na kształt nowych regulacji czekają też rolnicy

CEO Magazyn Polska

Rynek biopaliw w Polsce czekają duże wyzwania, dlatego branża liczy na kompleksowe wsparcie ze strony rządu w związku z wdrażaniem unijnej dyrektywy ILUC. Kluczowe będzie maksymalne wykorzystanie 7-proc. limitu dla biopaliw z surowców rolnych, co powinno jednocześnie wesprzeć rozwój w Polsce rynku biopaliw tzw. II generacji, czyli np. z odpadów rolnych. Branża liczy również na zrównanie stawki podatku VAT na olej rzepakowy niezależnie od jego przeznaczenia.

– Propozycja rządowa dla branży biopaliw musi być kompleksowa w związku z wyzwaniami, jakie stoją przed nami w najbliższych latach. Przede wszystkim to implementacja dyrektywy ILUC, która została formalnie zatwierdzona na poziomie UE i opublikowana we wrześniu ubiegłego roku. Potrzebna jest budowa długofalowej perspektywy, nie tylko do 2020 roku, tak aby rolnicy i inwestorzy w obszarze wytwórczym biokomponentów oraz sektor pośredniczący, czyli branża olejarska wiedzieli, na czym stoją i w jaki sposób powinni budować swoje decyzje biznesowe – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Stępień, dyrektor generalny Krajowej Izby Biopaliw i Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju.

Nowelizacja przepisów o jakości paliw i energii odnawialnej, czyli dyrektywa ILUC, ma być m.in. sposobem na promocję biopaliw nowej generacji, czyli produkowanych z odpadów rolnych, odpadów drewna, słomy czy alg. Nie generują one zapotrzebowania na grunty rolne, w przeciwieństwie do biopaliw I generacji. Zgodnie z przepisami UE do 2020 roku udział energii z biopaliw produkowanych z roślin zbożowych, cukrowych i oleistych oraz roślin uprawianych do celów energetycznych na użytkach rolnych nie może przekraczać 7 proc. końcowego zużycia energii w transporcie w poszczególnych państwach członkowskich.

– Z perspektywy branży istotne jest to, aby w maksymalny sposób wykorzystać możliwości, które wynikają z nowego prawodawstwa unijnego, a więc określić minimalny udział biopaliw I generacji na poziomie 7 proc., bo takie możliwości ma Polska – wskazuje ekspert. – W kontekście rozwoju II generacji biopaliw istotne jest, żeby była to ewolucja, a nie rewolucja, tak żeby I generacja efektywnie wspomogła drugą. Tylko taki model rozwoju ma bowiem szansę na realne powodzenie. Trzeba się zastanowić nad najlepszymi rozwiązaniami, które będą ukierunkowywać zarówno rozwój inwestycyjny, jak i ich wykorzystanie, i to w znacznie dłuższej perspektywie niż najbliższe 4 lata.

Stępień podkreśla, że biopaliwa z surowców rolnych mogą pomóc w rozwoju nowych generacji paliw odnawialnych, dlatego istotne jest zachowanie przynajmniej ich dotychczasowej roli rynkowej i gospodarczej. Należy brać też pod uwagę realne możliwości prowadzenia produkcji biopaliw II generacji na skalę przemysłową.

W każdym państwie członkowskim udział energii ze źródeł odnawialnych we wszystkich rodzajach transportu ma w 2020 roku wynieść co najmniej 10 proc. końcowego zużycia energii w transporcie. Nowe przepisy zakładają też referencyjny cel 0,5 proc. udział tzw. biopaliw zaawansowanych. Dyrektywa wskazuje na konieczność wspierania badań i rozwoju zaawansowanych biopaliw, które nie konkurują z uprawami roślin spożywczych. Zdaniem dyrektora KIB należy jednak pamiętać o roli, jaką w branży biopaliw pełnią krajowe surowce rolne.

– Polska w sposób efektywny wykazała się obroną krajowego łańcucha wytwórczego na forum unijnym w trakcie dyskusji na temat projektu dyrektywy ILUC. Liczymy na kontynuację tego trendu – mówi Stępień. – Liczymy też na aktywne wsparcie w promowaniu wykorzystania biokomponentów w Polsce i ich produkcji, czego praktycznym odzwierciedleniem będzie wprowadzenie w życie rozporządzenia ministra gospodarki z 2013 roku, które wciąż jeszcze pozostaje martwą literą prawa, bądź innych, nowych rozwiązań wspomagających branżę.

Zgodnie z dyrektywą udział biopaliw wyprodukowanych z surowców wtórnych ma być liczony podwójnie. W Polsce ustawa o biokomponentach i biopaliwach ciekłych wskazuje, że udział biokomponentów wytworzonych z odpadów, pozostałości, niespożywczego materiału celulozowego liczony wedle wartości opałowej na potrzeby realizacji Narodowego Celu Wskaźnikowego jest uznawany za dwukrotnie wyższy.

– Zgodnie z ustawową delegacją istnieje potrzeba wydania nowego rozporządzenia w sprawie NCW. Liczymy, że będzie ono w sposób długoterminowy określało Narodowe Cele Wskaźnikowe oraz w sposób maksymalny, zgodnie z nowym prawodawstwem unijnym, będzie wykorzystywać możliwości, jakie ono nam daje. To również dobry czas, aby w ramach kompleksowego podejścia rozstrzygnąć rolę mechanizmu podwójnego naliczania, oczywiście uwzględniając krajowe realia surowcowe i przerobowe – zaznacza ekspert.

Biopaliwa w Polsce opierają się w 90 proc. na surowcach krajowych, a ważną rolę pełni rzepak. Na produkcję biopaliw trafia ponad 60 proc. jego krajowej produkcji, czyli blisko 2 mln ton. Konieczne jest zachowanie konkurencyjności tej części przemysłu i wyeliminowanie najważniejszych problemów. Jednym z nich jest kwestia nadużyć podatkowych. Stawka podatku VAT na oleje roślinne to 5 proc., znacznie wyższy podatek – 23 proc. – należy zapłacić za olej stosowany do innych celów, m.in. paliwowych.

– Już od dłuższego czasu postulujemy o zrównanie stawki podatku VAT do 5 proc. bez względu na finalne przeznaczenie oleju rzepakowego, a nie jak obecnie 5 i 23 proc. To spowoduje, że nielegalny obrót, ukierunkowany na wyłudzenie podatku, przestanie być tak opłacalny. Liczymy na to, że Ministerstwo Finansów przychyli się do wniosków branży, ale również już teraz resortu rolnictwa, który jakiś czas temu wezwał ministra finansów do zajęcia stanowiska w tej sprawie – podkreśla Adam Stępień.

Liczba nowych rejestracji w rejestrze domeny .pl przekroczyła milion. Polska w światowej czołówce

0

CEO Magazyn Polska

Ubiegły rok przyniósł rekordową w historii liczbę rejestracji w rejestrze domeny .pl. Przybyło niemal 1,12 mln nazw. I chociaż wśród polskich przedsiębiorców modne stało się rejestrowanie domeny europejskiej, to popularność nazw z końcówką .pl nie słabnie. Liczba nazw w rejestrze daje nam 11. pozycję na świecie.

Na koniec 2015 roku w naszym rejestrze było 2 681 000 nazw domeny .pl. To bardzo dobry wynik. W światowym rankingu rejestrów zajmujemy obecnie 11. pozycję, a biorąc pod uwagę kraje Unii Europejskiej, już od paru lat jesteśmy na 6. pozycji, którą utrzymujemy – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Sobczyk, kierownik zespołu rozwoju programu partnerskiego DNS w NASK.

Tylko w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku abonenci zarejestrowali 268 016 nowych nazw domeny .pl. W ostatnim kwartale dokonywano codziennie średnio 2 913 rejestracji. To spora liczba, a i tak niższa od średniej uzyskanej w całym roku i wynoszącej nieco ponad 3 tys. nazw. Można mówić o utrzymującej się od lat stałej tendencji wzrostowej.

W 2015 roku przyrost wyniósł 6 proc. W poprzednim roku tempo wzrostu było znacznie niższe – 2,5 proc. – informuje Katarzyna Sobczyk. – Liczymy na dalszy dynamiczny wzrost naszego rejestru. Biorąc pod uwagę to, że obecnie jednym z głównych narzędzi w prowadzeniu biznesu jest strona internetowa, do której potrzebna jest także nazwa domeny, pozostajemy optymistami.

Imponująca była też liczba nowych rejestracji. W całym roku przybyło 1 119 000 domen. Jest to najlepszy wynik w historii rejestru NASK. Pomimo że już od sześciu lat przekraczana zostawała liczba miliona rejestracji, to po raz pierwszy aż tak znacząco. W całym ubiegłym roku była ona o ponad 91 tys. wyższa niż w 2014 roku i o ponad 32 tys. wyższa niż w 2011 roku, do którego należał poprzedni rekord.

Większość domen .pl jest zarejestrowanych na rzecz abonentów z Polski. Matematycznie rzecz ujmując, 5 proc. są to abonenci, którzy mają siedzibę za granicą – mówi Katarzyna Sobczyk.

Na koniec 2015 roku liczba unikalnych abonentów nazw domeny .pl wynosiła 1 007 706. W ciągu roku przybyło ponad 60 tys. abonentów.

Ekspertka przyznaje, że nie zawsze rejestrowane są całkiem nowe nazwy. Mimo że pojawiło się dużo nowych, to współczynnik odnowień wynosi prawie 62 proc.

Tu również odnotowujemy stałą tendencję wzrostową. Świadczy to o tym, że coraz więcej osób przedłuża domeny na kolejny rok – twierdzi Katarzyna Sobczyk.

Polacy wybierają przede wszystkim nazwy, które są złożone z samych liter. Stanowią one 74 proc. spośród wszystkich utrzymywanych w rejestrze. Mniejszą popularnością cieszą się te złożone z liter bądź cyfr albo liter i cyfr oraz myślników – stanowią one około 20 proc. Jeszcze mniej jest nazw, które są złożone tylko z liter i cyfr, a najmniejszą popularnością cieszą się te złożone z samych cyfr – tu można mówić o 1/10 wśród wszystkich rejestrowanych.

Prawie 100 proc. rejestracji odbywało się poprzez Partnerów NASK, jedynie 52 zostały zarejestrowane bezpośrednio.

Przed Wielkanocą rośnie zapotrzebowanie na usługi sprzątające. Cztery godziny sprzątania w Warszawie kosztują ok. 120–150 zł

CEO Magazyn Polska

Okres przedświąteczny i początek wiosny to czas robienia porządków, dlatego rośnie popyt na usługi sprzątające. Poza standardowym zestawem prac przed Wielkanocą zamawiane jest także mycie okien i porządkowanie wnętrz szaf i szafek. Trwająca cztery godziny usługa w stolicy kosztuje od 120 do 150 zł i coraz częściej zamawiana jest przez internet.

Przed świętami widzimy zwiększony popyt na usługi sprzątające – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Łączkowski, prezes platformy Pozamiatane.pl. – Coraz więcej warszawiaków decyduje się na zamówienie takiej usługi w okresie przedświątecznym. Jest ona dłuższa od standardowej, obejmuje np. sprzątanie wewnątrz szafek czy mycie okien.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, na które powołuje się serwis Pozamiatane.pl, na czynności związane z utrzymaniem porządku średnio dziennie Polacy przeznaczają 3 godziny i 40 minut. Przeciętna miesięczna wartość pracy wykonywanej na rzecz własnego gospodarstwa domowego wynosi natomiast 1671,63 zł na osobę.

Konsumenci deklarują, że nie mają czasu na sprzątanie, wolą w tym czasie skorzystać z siłowni czy wyjść ze znajomymi – mówi Łączkowski. – Sięgają więc po pomóc osób sprzątających, które profesjonalnie się tym zajmują. Internet bardzo ułatwił życie w tym zakresie. Możemy szybko znaleźć prezenty, zamówić zakupy czy gotowe potrawy świąteczne, tak samo jest ze sprzątaniem.

Jak wskazuje, średni czas zamawianego sprzątania to cztery godziny. Usługa ta w Warszawie kosztuje przeciętnie od 120 do 150 zł. Zwykle obejmuje ona odkurzanie, zmywanie podłóg, ścieranie kurzu, odświeżenie łazienki i kuchni. Oprócz usług podstawowego sprzątania Warszawiacy zamawiają również prasowanie i mycie okien.

Wśród klientów platformy większość zlecających (51 proc.) stanowią kobiety. Porządki wykonywane są najczęściej w godzinach rannych, gdy zamawiającego nie ma w domu, lub już po powrocie z pracy, gdy ma on czas, aby osobę sprzątającą wprowadzić i dokładniej określić wymagania. Najczęściej sprzątanie zamawiają osoby do 40 roku życia. Dużą grupę stanowią single i małżeństwa z dziećmi.

– Warszawiacy najczęściej zlecają usługę z kilkudniowym wyprzedzeniem, ale są też takie osoby, które korzystają z formuły last minute, czyli kontaktują się z firmą dzień przed czy nawet z potrzebą sprzątania za kilka godzin – mówi Jakub Łączkowski. – Jednak w przypadku zamówień przedświątecznych, czyli dłuższych, usługa zlecana jest zazwyczaj wcześniej.

Część klientów decyduje się na zamówienia cykliczne, np. dwa razy w tygodniu.

Celem uruchomionej w ubiegłym roku platformy Pozamiatane.pl jest łączenie klientów ze sprawdzonymi osobami świadczącymi usługi sprzątające. Z założenia serwis miał ograniczać powszechne na tym rynku zjawisko pracy w szarej strefie.

Popyt na sprzątanie jest spory i cały czas się zwiększa – podkreśla Jakub Łączkowski. – Rok temu startowaliśmy w dwóch dzielnicach Warszawy, przed świętami Bożego Narodzenia byliśmy już w całej stolicy. Obecnie planujemy ekspansję na kolejne miasta w Polsce. Widzimy, że w tym codziennym zabieganiu coraz większej liczbie osób brakuje czasu na porządki.