Innowacyjność w Polsce – jest potencjał, ale są bariery

Największą barierą dla firm w opracowywaniu innowacyjnych rozwiązań jest często brak środków na rozpoczęcie nowych projektów i działań. Wzrost nakładów na innowacje jest szansą na gospodarczy rozwój Polski. Jednak dla wsparcia finansowego innowacji niezbędne jest stworzenie odpowiedniego zaplecza instytucjonalno-systemowego, prawnego czy edukacyjnego. Co zatem należy zrobić, aby polska gospodarka mogła być postrzegana jako innowacyjna?

Innowacyjność w Polsce – jest potencjał, ale są barieryStan polskiej innowacji

Rozwój sektora nowych technologii ściśle powiązany jest z nakładami na badania i rozwój.
Z danych zawartych w raporcie „Opłacalność inwestowania w badania i rozwój” firmy PwC
i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju” największy odsetek przychodów z wyników prac B+R w przychodach operacyjnych firm widoczny jest w sektorach: chemicznym
i farmaceutycznym (47,33%), produkcji pojazdów i maszyn (45,66%) oraz IT (25,24%). Polska pod względem inwestycji w badania i rozwój w porównaniu z innymi państwami nie jest liderem. W rankingu Bloomberg’a z 2014 roku „Most innovative in the World: Countries” Polska znalazła się na 24 miejscu na 50 krajów zbadanych pod względem innowacyjności.

Jednak ten niekorzystny dla Polski wynik nie jest elementem nieodwracalnym. Z danych zawartych w raporcie „Dojrzałość innowacyjna przedsiębiorstw w Polsce” opracowanego przez KPMG wynika, że 78% średnich i dużych firm w Polsce pracuje nad innowacyjnymi rozwiązaniami. Niewiele mniej (71%) firm wprowadziło w życie opracowywane innowacje. Co więcej, ponad 80% firm zamierza zwiększyć skalę i obszar działalności w innowacje. Kolejną kwestia, którą należy wziąć pod uwagę jest tworzenie i kształtowanie się rynku startapów w Polsce, których działalność jest jeszcze sprofesjonalizowana. Niemniej jednak z punktu widzenia krajowej gospodarki, trzon ich działalności i funkcjonowania powinien opierać się na rozwoju o projekty B+R.

Polskie nastawienie na innowacyjność

W Polsce podejście do innowacyjności można rozpatrywać w sposób dwojaki. Z jednej strony coraz więcej firm podejmuje działalność w obszarach badawczo-rozwojowych, co przejawia się w ich nowych, innowacyjnych produktach, oferowanych usługach i modelach biznesowych. Natomiast z drugiej strony mamy do czynienia z wieloma utrudnieniami
i barierami w sposobie rozwijania działalności badawczo-rozwojowej. Polska ma ogromny potencjał, aby tworzyć i opracowywać innowacyjne rozwiązania znane na całym świecie, ale należy ku temu stworzyć odpowiednie warunki
– mówi prof. Konrad Świrski, Prezes firmy Transition Technologies, która od 2010 roku posiada status Centrum Badawczo-Rozwojowego. Co ciekawe, z danych pochodzących z raportu KPMG wynika, że blisko połowa przedsiębiorstw uznaje innowacyjność za cel strategiczny swojej działalności.
Z drugiej strony 44% firm nie prowadzi wielostronnych działań z obawy co do zwrotu
z inwestycji. Z kolei blisko 33% podmiotów prowadzi działania innowacyjne w wielu obszarach funkcjonowania przedsiębiorstwa, ale dotyczy to głównie grupy firm, która ma już ustabilizowaną sytuację oraz wieloletni staż na rynku. Jednak, należy zaznaczyć, że obecnie ten trend zaczyna się zmieniać i coraz więcej firm dostrzega w tworzeniu innowacyjnych
i unikatowych rozwiązań szansę na konkurencyjność oraz zdobycie nowych, zagranicznych rynków. – Polska myśl technologiczna czy rozwiązania w zakresie nowoczesnych technologii i Internetu rzeczy (IoT) zaczynają być doceniane na całym świecie. Polska zaskakuje rozwiązaniami w wielu branżach jak np. aplikacjami mobilnymi dla niepełnosprawnych, grami komputerowymi o nienagannej szacie graficznej czy nowoczesnym oprogramowaniem dla elektrowni i przemysłu wykorzystywanymi w Ameryce Południowej i Północnej, Azji, Europie, Afryce, czy na Bliskim Wschodzie – dodaje prof. Konrad Świrski. Co zatem należy zmienić, aby innowacje oraz obszar badawczo-rozwojowy mógł w Polsce sukcesywnie się rozwijać?

Bodźce do działania 

W celu skutecznego pobudzenia inwestycji w badania i rozwój konieczne jest podjęcie szeregu działań zarówno systemowych z zakresu prawa krajowego jak również odpowiedniej edukacji przedsiębiorców w zakresie korzyści, jakie można osiągnąć dzięki inwestowaniu w działalność badawczo-rozwojową. Według raportu „Opłacalność inwestowania w badania
i rozwój” do czynników motywujących przedsiębiorstwa do podjęcia działań w zakresie B+R można zaliczyć: korzystniejsze przepisy prawne, szczególnie posiadanie ulg podatkowych z tytułu prowadzenia prac B+R, zwiększenie możliwości pozyskania bezzwrotnych dotacji na projekty badawczo-rozwojowe. Kolejną zachętą do prac w zakresie B+R jest większa elastyczność i dynamika w działaniu jednostek naukowych i badawczych oraz możliwość współpracy z odpowiednio wykwalifikowaną kadrą ekspertów i specjalistów. Z punktu widzenia przedsiębiorstwa – największym motywatorem jest jednak szybki zwrot zainwestowanych środków. Odgórną, międzyresortową inicjatywą jest również powstanie Rady ds. Innowacyjności oraz program StartInPoland, która ma stymulować potencjał technologiczny firm, natomiast sama innowacyjność ma stać się celem strategicznym krajowej gospodarki. Rządowe plany zakładaj przeznaczenie na ten cel 16 mld złotych, co może się okazać istotnym czynnikiem wsparcia rozwoju wielu firm.

Przy aktualnym tempie rozwoju światowej gospodarki i wzrostu gospodarczego oraz podwyższonym ryzyku ataków cybernetycznych, inwestycje w badania i rozwój firm są koniecznością. Większe zainteresowanie przedsiębiorstw działalnością w obszarze B+R przyczynia się do wzrostu konkurencyjności na rynku wewnętrznym oraz zagranicznym. Ponadto, ma swoje korzystne przełożenie na poziom zatrudnienia. Ograniczenia w postaci przepisów prawa rachunkowego, podatkowego (ulgi podatkowych) oraz patentowego,
a także brak dotacji powinny w sposób szybki i sprawny zostać rozwiązane przez rząd.

Analiza techniczna tygodnia 14.03.2016

Na parach złotówkowych dominują trendy spadkowe. Przed nami psychologiczne wsparcie na funcie. Możliwa formacja RGR na dolarze.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 07.03-14.03.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2718 3,8914 3,8383 5,5146
Maksimum 4,3456 3,9725 3,9653 5,6170

 

EUR/PLN – analiza od 9 lutego do 14 marca.

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 09.02.2015 do 14.03.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 09.02.2015 do 14.03.2016

Na parze walutowej EUR/PLN kontynuowany jest ruch w trendzie spadkowym. Na początku marca kurs dotarł do górnego ograniczenia kanału, jednak nie zdołał go trwale pokonać. Do czwartku obserwowaliśmy mniejszą zmienność i dość spokojny ruch w stronę lokalnych minimów na poziomie 4,31 zł. Dopiero czwartkowe wydarzenia związane z posiedzeniem Europejskiego Banku Centralnego zwiększyły zakres wahań na tej parze. Najpierw euro dość wyraźnie się osłabiło dochodząc do poziomu 4,285 zł, który w październiku pełnił rolę istotnego oporu. Później nastąpił dynamiczny powrót w stronę górnego ograniczenia kanału, którego ponownie nie udało się sforsować. Piątek przyniósł kolejną nieudaną próbę pokonania lokalnego dołka. Ta sztuka udała się dopiero dzisiaj.

W tym tygodniu prawdopodobnie będziemy obserwować kontynuację ruchu w wielokrotnie już potwierdzonym kanale. Obecnie kurs zbliża się do jego dolnego ograniczenia. Przełamanie go będzie niezwykle trudne zwłaszcza, że zbliżamy się do bardzo istotnego obszaru 4,225 zł – 4,255 zł. Obszar ten wielokrotnie w przeszłości działał zarówno jako opór, jak i jako wsparcie. Ewentualny ruch w górę pierwsze trudności może napotkać na poziomie, który w zeszłym tygodniu był tak skutecznym wsparciem czyli 4,285 zł.

CHF/PLN – analiza od 9 lutego do 14 marca.

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 09.02.2015 do 14.03.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 09.02.2015 do 14.03.2016

Od drugiej połowy stycznia na parze CHF/PLN obserwujemy wyraźny trend spadkowy. Został on również potwierdzony w zeszłym tygodniu. Systematycznie udawało się pokonywać kolejne dołki. Już we wtorek przebito poziom 3,9425 zł, by w piątek pokonać poziom 3,925 zł. Dzisiaj kurs na chwilę spadł poniżej ważnego psychologicznego poziomu 3,90 zł. Tak zdecydowany trend spadkowy zapewne cieszy “frankowiczów”.

Trwałe pokonanie tak ważnego wsparcia będzie niesłychanie trudne. Zwłaszcza, że w przeszłości poziom ten wielokrotnie zatrzymywał ruch kursu i istnieje prawdopodobieństwo, że tym razem będzie podobnie. Możliwe jest rozpoczęcie korekty w obecnym ruchu, ale do zmiany trendu jeszcze daleka droga. Inną możliwością jest wejście w krótkookresowy trend boczny, co może skutkować zarysowaniem się formacji flagi bądź chorągiewki.

USD/PLN – analiza od 16 lutego do 14 marca.

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 16.02.2015 do 14.03.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 16.02.2015 do 14.03.2016

Dolar już w poniedziałek potwierdził zakończenie wzrostowej korekty. Piątkowe złamanie linii wsparcia w poniedziałek nie zostało zanegowane. Był to jasny sygnał powrotu do spadków. W szerszej perspektywie rysuje się formacja głowy z ramionami i jeśli zostanie ona potwierdzona przez trwałe pokonanie obszaru 3,83 zł – 3,85 zł możliwa jest akceleracja spadków. Spełnienie tego scenariusza może sprowadzić kurs w okolice 3,66 zł, które jest bardzo silnym wsparciem, wielokrotnie potwierdzonym w przeszłości. Po drodze jest jednak jeszcze poziom 3,83 zł, który trzykrotnie w przeszłości okazywał się oporem i dopiero jego pokonanie, może służyć za potwierdzenie formacji RGR.

GBP/PLN – analiza od 9 lutego do 14 marca.

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 09.02.2015 do 14.03.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 09.02.2015 do 14.03.2016

Funt brytyjski od blisko miesiąca znajduje się w trendzie spadkowym. W zeszłym tygodniu trzykrotnie kurs GBP/PLN testował linię oporu wykreśloną ze szczytu z połowy lutego. Za każdym razem kurs się odbijał. W czwartek nastąpiło potwierdzenie trendu oraz odejście od linii oporu. Ruch ten sprowadził kurs w okolice 5,52 zł i ten poziom jest obecnie testowany. Pokonanie go prawdopodobnie będzie impulsem do kolejnego ataku na psychologiczny poziom 5,50 zł. Ostatnia próba z końcówki lutego okazała się nieskuteczna. Każde następne potwierdzenie poziomu będzie go jeszcze bardziej wspierać.

Polityka monetarna w Japonii bez zmian

Rośnie produkcja przemysłowa w Strefie Euro. Bank Japonii kontynuuje dotychczasową politykę monetarną. Odczyty inflacyjne w Polsce.

Wczoraj poznaliśmy pozytywny odczyt produkcji przemysłowej ze Strefy Euro. W ujęciu miesięcznym zanotowaliśmy 2,1% wzrost przy spodziewanym 1,6%. Z kolei rok do roku produkcja przemysłowa rośnie o 2,8% wobec prognoz wynoszących 1,3%. Informacja ta nie wpłynęła jednak znacząco na notowania głównej pary walutowej EUR/USD.

Prezes Banku Japonii, Haruhiko Kuroda, poinformował o utrzymaniu dotychczasowych założeń prowadzonej polityki monetarnej. Japoński Bank Centralny nie zdecydował się na kolejną obniżkę, już i tak ujemnej, stopy depozytowej. Zwiększeniu nie uległa również wielkość programu skupu aktywów, która pozostała na poziomie 80 mld jenów rocznie. Bank poinformował także o konieczności monitorowania konsekwencji decyzji podjętych podczas poprzedniego posiedzenia. Reakcja rynków na ten komunikat była bardzo szybka. Jen zaczął umacniać się względem pozostałych walut. Dodatkowo produkcja przemysłowa w Japonii rośnie miesiąc do miesiąca o 3,7%. W przeciwieństwie do waluty, główny indeks japońskiej giełdy zanotował 0,68% stratę.

Dzisiejszy dzień w Polsce upłynie pod znakiem inflacji. Z samego rana został opublikowany raport o inflacji Narodowego Banku Polskiego. Podany został również Wskaźnik Przyszłej Inflacji według Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Wskaźnik ten prognozuje kierunek zmian cen z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Opublikowany dzisiaj wynik był o 0,4 punktu wyższy od poprzedniego, wynosząc 75,8. Wzrost tego wskaźnika może wskazywać na zbliżający się powoli koniec spadków cen. Dodatkowo o godzinie 14:00 Główny Urząd Statystyczny przekaże miesięczną i roczną zmianę poziomu inflacji. Informacja ta może wpłynąć na zachowanie złotówki.

Co prawda w kalendarzu makroekonomicznym na dzisiaj przewidzianych jest sporo wydarzeń, to główne, komunikat Banku Japonii, już za nami. W późniejszych godzinach warto zwrócić uwagę na wyniki sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych, a także na publikację inflacji konsumenckiej w Polsce.

Z rana złotówka umocniła się o 2 grosze w stosunku do funta. Jego aktualna cena wynosi 5,48 zł. Nasza waluta traci po 1 groszu do euro, dolara oraz franka. Koszt zakupu euro wynosi 4,28 zł. Za dolara należy zapłacić 3,85 zł, a za franka szwajcarskiego 3,90 zł.

Dachser z nowym połączeniem Polska-Austria

Dachser, jeden z największych operatorów logistycznych na świecie, uruchomił nowe bezpośrednie połączenie z Gądek koło Poznania do Himberg pod Wiedniem. Codzienna linia obsługuje w obu kierunkach przesyłki klientów operatora między Polską a Austrią.

 Dachser swap bodyNowe bezpośrednie połączenie pozwala nam ujednolicić oraz przyspieszyć czas dostaw między północno-zachodnią Polską a Austrią, bowiem transport nie odbywa się już przez centra przeładunkowe w Niemczech czy na Słowacji. Dzięki zmniejszeniu liczby przeładunków ograniczamy również możliwość potencjalnych uszkodzeń przewożonych produktów. Obecnie przesyłki wysyłane są codziennie i dostarczane do miejsca przeznaczenia już w dwie doby. Zapewniamy dostawy w obie strony, skorzystają więc z nowej linii firmy z Polski i z Austrii eksportujące i importujące towary między naszymi krajami – mówi Grzegorz Lichocik, prezes Dachser w Polsce.

Z nowo uruchomionego połączenia z Austrią może skorzystać każdy klient Dachser zarówno ze strony polskiej, jak i austriackiej. Przesyłki przewożone są dwoma kontenerami transportowymi typu swap-body. W drodze powrotnej z Austrii transport ma jeszcze dodatkowy przystanek w Sosnowcu.

 – Do utworzenia stałej linii Gądki-Himberg dążyła zarówno strona polska, jak i austriacka. Jest to połączenie, które z pewnością będzie się systematycznie rozwijać, bowiem wiele firm zainteresowanych jest sprowadzaniem oraz wysyłką towarów na tej trasie – dodaje Grzegorz Lichocik.

Ochrona dla Dojrzałych

MetLife wprowadza do oferty nowe ubezpieczenie na życie START55 adresowane do osób w wieku 55-75 lat. Polisa chroni także zdrowie ubezpieczonych dzięki dodatkowym opcjom. Oferta adresowana jest zarówno do osób dojrzałych oraz  dorosłych dzieci, które chciałyby zadbać o swoich rodziców.  

Ochrona dla Dojrzałych Dzięki dodatkowym umowom, START55 zapewnia również wsparcie finansowe na wypadek niezdolności do samodzielnej egzystencji, zdiagnozowania nowotworu złośliwego i innej zmiany nowotworowej, hospitalizacji w wyniku NW lub choroby, a także trwałego inwalidztwa wskutek NW.

 Z naszych badań wynika, że osoby w wieku powyżej 55 lat najbardziej cenią zdrowie, ale też niezależność finansową. Obawiają się, że w razie pojawienia się problemów zdrowotnych będą zdani na innych. Oferta może zatem okazać się interesująca dla osób, które w razie pogorszenia się stanu zdrowia swoich rodziców, chcą zapewnić im pomoc i poczucie niezależności – wyjaśnia Marta Maliszewska, Kierownik ds. Rozwoju Programów Ubezpieczeniowych w MetLife.

Dodatkowa ochrona w zależności od potrzeb

 Klienci sami mogą skomponować taki zakres ochrony, który najbardziej odpowiada ich potrzebom. Do wyboru są 4 umowy dodatkowe. Jedną z nich jest Długoterminowa Opieka. Zapewnia ona klientom wypłatę nawet przez 10 lat miesięcznego świadczenia na pokrycie wydatków związanych z opieką nad ubezpieczonym, gdy jego stan zdrowia uniemożliwi mu wykonywanie podstawowych czynności życiowych.

Diagnoza Nowotworu to z kolei ubezpieczenie na wypadek zdiagnozowania nowotworu złośliwego lub innej zmiany nowotworowej, zapewniające wsparcie finansowe ubezpieczonemu w formie jednorazowej wypłaty.

 Liczba zachorowań na nowotwory stale rośnie. Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia (World Cancer Report, 2014) w 2025 r. liczba przypadków tej choroby może wzrosnąć do 19 mln zachorowań rocznie. W ubezpieczeniu START55 nie mogło zabraknąć ochrony na wypadek zdiagnozowania nowotworu – dodaje Marta Maliszewska.

Klienci mogą również skorzystać z umowy Hospitalizacja i Operacje. Dzięki tej opcji, ubezpieczeni otrzymają świadczenie w razie pobytu w szpitalu z tytułu nieszczęśliwego wypadku lub choroby. Jeżeli w trakcie hospitalizacji ubezpieczony został poddany operacji otrzyma on dodatkowo świadczenie operacyjne przydatne w rekonwalescencji.

Inną dodatkową formą ochrony klientów jest ubezpieczenie Nieszczęśliwy Wypadek. Ta umowa dodatkowa chroni od finansowych skutków uszczerbku na zdrowiu wskutek nieszczęśliwego wypadku, pomagając na przykład sfinansować proces rehabilitacji.

W ramach umowy dodatkowej „Nieszczęśliwy Wypadek”, ubezpieczony otrzyma jednorazowe świadczenie na wypadek trwałego inwalidztwa wskutek NW lub miesięczne świadczenie z tytułu min. 50% inwalidztwa wskutek NW, wypłacane przez okres do 10 lat – dodaje Marta Maliszewska. –Wszelkie szczegóły związane z umową START55 i dedykowanymi umowami dodatkowymi, m.in. dotyczące przedmiotu i zakresu ochrony ubezpieczeniowej, ograniczeń i wyłączeń odpowiedzialności towarzystwa wypłaty i naliczania świadczenia ubezpieczeniowego znajdują się w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia, dlatego zawsze zachęcamy do dokładnej lektury tych zapisów.

W przypadku wyboru umów dodatkowych ubezpieczony ma możliwość skorzystania z pakietów assistance dostosowanych do potrzeb ubezpieczonego i wybranej ochrony. Usługi realizowane są przez współpracującą z MetLife firmę.

Ubezpieczenie START55 dostępne jest w sieci agencji i u wybranych partnerów MetLife na terenie całego kraju.

 

Inwestorzy boją się o kondycję Chin. Uważnie obserwują też działania banków centralnych, głównie Fed oraz EBC

CEO Magazyn Polska

W najbliższych kwartałach Chiny pozostaną jednym z największych czynników ryzyka dla światowych rynków finansowych. Powodem jest nie tylko spowolnienie w tamtejszej gospodarce, lecz także brak zaufania inwestorów do oficjalnych danych podawanych przez chińskie władze. Dla rynków istotne będą także działania banków centralnych. Powszechnie oczekuje się, że zarówno Bank Japonii, jak i EBC utrzymają swoje gołębie nastawienie i będą działać w kierunku dalszego stymulowania gospodarki. Po Fedzie kolejnej podwyżki stóp w tym tygodniu rynek też się nie spodziewa.

– Wydaje się, że chińska gospodarka, niezależnie od tego, jaki komunikat będzie napływał z jej głównych ośrodków decyzyjnych, jest i będzie istotnym czynnikiem ryzyka dla światowych rynków finansowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus.

Ekonomista tłumaczy, że wynika to z małego zaufania inwestorów w stosunku do i tak nie najlepszych danych napływających z Chin. Odczyty dotyczące stanu tamtejszej gospodarki są traktowane przez rynki finansowe z dużą rezerwą. Inwestorzy nie mają bowiem pewności czy odpowiadają one w pełni rzeczywistości.

– Wszyscy już zdyskontowali scenariusz, w którym trajektoria wzrostu w Chinach będzie zdecydowanie niższa od tego, co widzieliśmy w poprzednich latach. Niemniej jednak ciągle pozostaje bardzo duża niepewność co do tego, czy sytuacja nie jest jeszcze gorsza niż rysują ją oficjalne dane – zauważa Mróz.

W ocenie ekonomisty Grupy Copernicus w najbliższych kwartałach wzrost PKB Chin będzie wahał się w okolicach 6–7 proc. rocznie. Niższy wzrost nie powinien jednak w istotnym stopniu wpłynąć na polską gospodarkę. Jak zaznacza Mróz, powodem jest niewielki stopień bezpośrednich powiązań gospodarczych z Państwem Środka.

– Należy jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden czynnik, czyli na kurs walutowy, który w przypadku każdych gorszych danych z Chin powoduje, że polski złoty się osłabia, a więc nasza konkurencyjność eksportowa rośnie. Per saldo Polska nie powinna więc znacząco odczuć tego negatywnie w wynikach naszego PKB – wyjaśnia.

Ekspert odnosi się także do sytuacji panującej w japońskiej gospodarce. Po tym jak w styczniu 2016 roku tamtejszy bank centralny obniżył stopy procentowe na część rezerw poniżej zera, prawdopodobnie także w kolejnych kwartałach będzie musiał prowadzić łagodną politykę monetarną.

– Z instrumentów banku centralnego, które jeszcze pozostają i jeszcze mogą mieć wpływ na gospodarkę, pozostaje tylko kurs walutowy. W związku z tym wszystkie główne banki centralne, w tym również bank centralny Japonii, będą starały się przekazać na tyle gołębi sygnał, żeby stymulować osłabienie kursu swojej waluty krajowej – przewiduje Marcin Mróz.

Główny ekonomista Grupy Copernicus dodaje, że przyszłe działania banków centralnych są dla rynków dużą niewiadomą.

– W tym momencie nastąpiło bardzo wyraźne przesunięcie postrzegania banków centralnych przez inwestorów. Rynki uważają, że banki centralne w kwestii klasycznych instrumentów polityki pieniężnej osiągnęły już granicę swojej efektywności – stwierdza Marcin Mróz.

Niezależnie od prowadzonej polityki to właśnie Fed oraz EBC – zdaniem ekonomisty – w największym stopniu wpływać będą w najbliższych miesiącach na sentyment panujący na globalnych rynkach finansowych. W środę zakończy się posiedzenie amerykańskiego banku centralnego. Rynek nie spodziewa się kolejnej – po tej dokonanej w grudniu ub.r. – podwyżki stóp. Uważnie będzie się jednak wsłuchiwał w komunikat po posiedzeniu oraz najnowsze prognozy Fedu dla amerykańskiej gospodarki.

Obligacje wieczyste szczególnie atrakcyjne dla banków. Kapitał z emisji podwyższa wskaźniki wypłacalności

0

CEO Magazyn Polska

Popularne na zachodnich rynkach obligacje wieczyste zaczynają się pojawiać także w Polsce. Umożliwia to zeszłoroczna nowelizacja ustawy o obligacjach. Dzięki niej przedsiębiorstwa mogą emitować obligacje bez terminu zapadalności. Spłacają jedynie odsetki. Instrument jest szczególnie atrakcyjny w przypadku banków. Pozwala zaliczyć środki z emisji do kapitałów własnych, zwiększając tym samym współczynniki wypłacalności.

– Ustawa o obligacjach, która weszła w życie w 2015 roku, wprowadziła kilka nowatorskich rozwiązań, nowych rodzajów obligacji. Jednym z nich są obligacje wieczyste, czyli takie, które nie mają konkretnego terminu zapadalności, terminu wykupu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Ząbczyński, prezes zarządu DM Michael/ Ström.

Ustawa rozszerza także grupę podmiotów, które mogą być emitentami obligacji. Obecnie emisję mogą przeprowadzać także spółki zagraniczne oraz podmioty powołane wyłącznie w tym jednym celu. Ponadto nowe przepisy mają lepiej chronić interesy inwestorów. Przewidują możliwość powołania tzw. zgromadzenia obligatariuszy, który będzie miał możliwość m.in. negocjowania zmiany warunków poszczególnych emisji.

– Obligacje wieczyste to rozwiązanie, które od lat jest stosowane na zachodnich rynkach. My, jako dom maklerski, który specjalizuje się w przeprowadzaniu emisji obligacji, postanowiliśmy na własnej skórze przetestować ten nowy instrument, jakim jest emisja obligacji wieczystych – informuje Ząbczyński.

Ekspert wyjaśnia, że pilotażowa emisja skierowana była wyłącznie do udziałowców Domu Maklerskiego Michael/ Ström. Jej celem było przetestowanie tego, jak tego typu instrument sprawdzi się na polskim rynku.

– W tej chwili sprawdzamy, jak rynek może się zapatrywać na takie emisje zarówno po stronie popytu, jak i po stronie podaży. Pewne zainteresowanie po stronie potencjalnych emitentów widzimy. Zobaczymy, jak ten segment będzie się kształtował – zauważa.

Prezes zarządu DM Michael/ Ström jest zdania, że instrument powinien się cieszyć dużym uznaniem głównie wśród instytucji finansowych. Środki uzyskane z emisji obligacji wieczystych – podobnie jak w przypadku obligacji podporządkowanych – mogą być bowiem zakwalifikowane jako kapitał własny spółki. Dzięki temu banki mogą m.in. podnieść posiadane współczynniki wypłacalności.

– Na rynku mamy tendencję do tego, że obligacje emitowane przez przedsiębiorstwa to papiery o zapadalnościach od roku do 5–7 lat. My będziemy rozpoznawać popyt na papiery, które mają niezdefiniowany termin zapadalności – dodaje Michał Ząbczyński.

Obligacje wieczyste to instrument bez określonej daty zapadalności. Oznacza to, że emitent zobowiązuje się do stałej wypłaty odsetek inwestorom. Zachowuje natomiast powierzony kapitał. Dana oferta może zawierać także klauzulę pozwalającą na ich wykup. Z reguły może to jednak mieć miejsce dopiero po kilku–kilkunastu latach od daty ich wyemitowania.

Konsumenci coraz częściej sprawdzają swoich usługodawców w biurach informacji gospodarczej. Teraz będą mogli łatwiej pozyskać takie informacje

CEO Magazyn Polska

Świadomość Polaków na temat ich praw jako konsumentów rośnie. Nadal jednak jest spora grupa osób, które nie wiedzą, że dla bezpieczeństwa swoich interesów mogą sprawdzać wiarygodność płatniczą kontrahentów, z którymi chcą współpracować. Dotyczy to deweloperów, pracodawców, sklepów internetowych, czy biur podróży. Przez najbliższy miesiąc (od 15 marca do 15 kwietnia) dostęp do takiej informacji będzie ułatwiony.

– Jako konsumenci mamy prawo wiedzieć, jakie informacje z zakresu naszej wiarygodności płatniczej są dostępne na rynku finansowym, z jakich mogą korzystać inni usługodawcy. Mamy również prawo wiedzieć, kto nas sprawdzał w biurze informacji gospodarczej, kiedy to było i jakie dane na nasz temat zostały udostępnione przez takie biuro, jakim jest na przykład Rejestr Dłużników ERIF – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes Rejestru Dłużników ERIF BIG SA. – Mamy również prawo wiedzieć, czy mamy do czynienia z rzetelnym i wiarygodnym przedsiębiorcą, np. deweloperem, pracodawcą, biurem podróży czy sklepem internetowym.

Jak mówi prezes Rejestru Dłużników ERIF, każdy konsument ma również prawo do wpisania swojego dłużnika do bazy danych biura informacji gospodarczej. To dobry sposób na zmobilizowanie nierzetelnej firmy lub osoby do spłaty zaległej należności. Warunkiem umieszczenia takiego wpisu jest posiadanie prawomocnego wyroku sądowego z klauzulą wykonalności.

– Sprawdzać siebie i przedsiębiorców można w bardzo prosty sposób, za pomocą internetu – mówi Edyta Szymczak dla Newserii Biznes. – Takiego sprawdzenia dokonuje się na stronie www.infokonsument.pl, czyli w serwisie dla konsumentów prowadzonym przez biuro informacji gospodarczej, jakim jest Rejestr Dłużników ERIF. By skorzystać z takiej usługi, trzeba najpierw założyć konto, co oczywiście jest bezpłatne, potem wystarczy się zalogować na swoje konto i można sprawdzić i siebie, i innych przedsiębiorców. Ze wszystkich dostępnych konsumentom usług można także korzystać w trybie online.

Z okazji Światowego Dnia Praw Konsumenta, który przypada 15 marca, rusza miesięczna akcja edukacyjna „Jak oni kupują”, zorganizowana przez Rejestr Dłużników ERIF. Od 15 marca do 15 kwietnia po zalogowaniu w serwisie infoKonsument.pl dostępna będzie m.in. lista kilkudziesięciu firm i fundacji z 50 miast z całej Polski, które w ramach działań edukacyjnych, będą udzielać konsumentom bezpłatnych lub po obniżonej cenie konsultacji.

– Partnerzy akcji będą świadczyć usługi doradcze z zakresu prawa konsumenckiego, prawa odszkodowań, prawa ubezpieczeń, prawa nieruchomości, a więc dotyczące naszych codziennych sytuacji, w których powinniśmy wiedzieć, jak z naszych praw skorzystać i jak je wyegzekwować – mówi prezes Rejestru Dłużników ERIF – Do akcji przystąpiły kancelarie prawne, radcowie, adwokaci, centra odszkodowań i biura, które świadczą usługi z zakresu edukacji, również psychologicznej, różnego rodzaju fundacje oraz kancelarie, które specjalizują się w prawie gospodarczym i podatkowym.

Począwszy od samego Światowego Dnia Praw Konsumenta do 15 kwietnia każda osoba będzie mogła bezpłatnie sprawdzić w Rejestrze Dłużników ERIF wiarygodność płatniczą firm, a także informacje na swój temat. Wszystko to za pośrednictwem dedykowanego konsumentom serwisu infoKonsument.pl.

Na początku 2016 roku Rejestr Dłużników ERIF BIG miał w swojej bazie ponad 4 mln spraw o wartości ponad 20,3 mld zł. Ponad jedna czwarta spraw dotyczyła długów o wartości od 1 tys. do 3 tys. zł. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników ERIF, najczęstszym powodem zadłużenia konsumentów są niezapłacone raty kredytów i pożyczek (stanowią one 45 proc. wszystkich negatywnych spraw konsumenckich znajdujących się na dzień 4 stycznia 2016 roku w bazie Rejestru). Poza tym co trzeci dług wynikał z niezapłaconych rachunków za usługi multimedialne, na przykład telewizję kablową, internet czy telefon komórkowy.

W marcu z powodu deflacji emerytury i renty wzrosły o 0,24 proc. Emeryci mogą też liczyć na jednorazowe dodatki

CEO Magazyn Polska

Deflacja w polskiej gospodarce związana jest przede wszystkim z utrzymującym się spadkiem cen na rynkach surowców, które są na poziomie najniższym od 2008 r. To sprawia, że średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług spadł w ubiegłym roku o 0,9 proc. Deflacja wpłynęła na waloryzację emerytur – od marca świadczenia wzrosły o 0,2 proc. Wyższa jest również kwota bazowa, na podstawie której obliczane są świadczenia. Aby zrekompensować emerytom niską waloryzację, wprowadzono jednorazowe dodatki, uzależnione od wysokości emerytur.

GUS co miesiąc mierzy tzw. wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych. Biorąc pod uwagę przeciętny koszyk konsumpcyjny statystycznego Polaka mierzy, jak zmieniają się ceny żywności, paliw i towarów. Uśrednia wyniki i pokazuje, o ile przeciętnie zmieniły się ceny w stosunku do analogicznego miesiąca poprzedniego roku – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wiktor Wojciechowski, ekonomista.

Średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w 2015 roku w stosunku do 2014 wyniósł 99,1 proc., co oznacza, że ceny spadły o 0,9 proc. W dużej mierze to efekt przeceny surowców. Wskaźnik cen surowców, publikowany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy spadł do poziomu najniższego od 2008 roku. Najmocniej, bo o 40 proc. w skali roku, spadły ceny gazu i ropy naftowej, niższe są również surowce żywnościowe.

Spadek cen nie świadczył o słabej kondycji polskiej gospodarki, ale po prostu był odzwierciedleniem kształtowania się cen właśnie tych surowców energetycznych, przede wszystkim na rynkach światowych i to obniżało przeciętne ceny, jakie musieliśmy zapłacić za nabywane towary i usługi – przekonuje ekonomista.

Wskaźnik Przyszłej Inflacji, który z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem prognozuje kierunek zmian cen towarów i usług, w lutym wzrósł o 0,4 proc. Choć to czwarty z rzędu wzrost wskaźnika, deflacja ma się dalej utrzymywać. Wpływa to na wysokość emerytur. W marcu w wyniku waloryzacji emerytury wzrosły o 0,24 proc. Wskaźnik waloryzacji to średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w poprzednim roku kalendarzowym zwiększony o co najmniej 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim roku kalendarzowym, czyli 4,2 proc. w 2015 roku. Inflacja dla celów emerytalnych była zaś ujemna i wyniosła minus 0,6 proc.

Waloryzacji zostaną poddane świadczenia, które zostały przyznane przed 1 marca tego roku, a do których prawo powstało do końca lutego. W przypadku świadczeń, które są w momencie przeprowadzenia waloryzacji zawieszone, np. z powodu osiągania dużych przychodów, powyżej 130 proc. przeciętnego wynagrodzenia, waloryzacja nastąpi z chwilą podjęcia ich wypłaty – wskazuje Wiesława Lempska z Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

Waloryzacja polega na pomnożeniu kwoty świadczenia i podstawy jego wymiaru przez wskaźnik waloryzacji (100,24 proc.). Jak przypomina ekspertka, nastąpi ona z urzędu, co oznacza, że ok. 9 mln emerytów i rencistów nie musi zgłaszać w ZUS-ie wniosku o przeliczenie, bo waloryzacja zostanie ustalona automatycznie.

Od 1 marca wzrosła również wysokość kwoty bazowej. Wynosi ona obecnie 3408,62 zł. Za jej pomocą ustalane i przeliczane są świadczenia emerytalne i rentowe, ustalone na zasadach dotychczasowych – mówi Lempska.

Aby zrekompensować stosunkowo niską waloryzację, emeryci mogą liczyć na jednorazowe dodatki, których wysokość jest uzależniona od wysokości przyznawanych świadczeń. Najwięcej, bo 400 zł, dostaną osoby, których emerytura nie przekracza 900 zł, przy emeryturze w wysokości 1,1 tys. będzie to 300 zł, do 1,5 tys. – 200 zł, a na 50 zł mogą liczyć emeryci, których świadczenie wynosi do 2 tys. zł.

Oprócz waloryzacji emerytur i rent podwyższone zostały też dodatki do nich przysługujące. To m.in. dodatek pielęgnacyjny, dodatek kombatancki czy dodatek dla sierot zupełnych – przypomina ekspertka ZUS.

T. Szopa (prezes Netii): Struktura sprzedaży w polskich telekomach jest zbyt rozbudowana. Konieczna zmiana sytuacji

0

CEO Magazyn Polska

Polskie telekomy w zbyt dużym stopniu koncentrują się na działalności sprzedażowej – uważa prezes Netii Tomasz Szopa. Jego zdaniem firmy z branży powinny położyć większy nacisk na marketing. Zmiany zachodzące na rynku usług telekomunikacyjnych skłaniają firmy do szukania efektów synergii z innymi gałęziami gospodarki, m.in. bankowością czy energetyką. Ta, która zrobi to najefektywniej, zostanie rynkowym liderem.

Jak popatrzymy dzisiaj na świat telekomów, to są to spółki z bardzo rozbudowaną strukturą kosztową sprzedaży, niewspółmierną do struktur i kosztów marketingowych. Uważamy, że jest to taki moment, kiedy trzeba się przyglądać wzorcom międzynarodowym i zmieniać tę sytuację – mówi agencji Newseria Tomasz Szopa prezes zarządu Netia. – Temu służy projekt Digital Netia. Chcemy Netię transformować w firmę nowoczesną, marketingowo-sprzedażową z firmy sprzedażowo-marketingowej.

Firmy działające na polskim rynku wciąż korzystają z rozwiązań, które obowiązywały jeszcze w latach 90. Według Szopy telekomy powinny dążyć do zmiany tych wzorców. Dziś kluczowym wyzwaniem jest automatyzacja procesów operacyjnych wraz z kompleksową digitalizacją biznesu.

Firmy telekomowe muszą iść w kompleksowe rozwiązania. To widać na rynku. Nasi konkurenci idą w bankowość, usługi gazowe albo jakiekolwiek inne z różnymi efektami komercyjnymi. Ta firma, która pierwsza wpadnie na taki model, który będzie najlepiej absorbowany przez klientów, wygra ten wyścig – ocenia Tomasz Szopa.

W rynkowym wyścigu coraz ważniejszą rolę będą odgrywać relacje z klientami. Strategia Netii zakłada przede wszystkim zmianę podejścia do obsługi klienta.

Local Netia to projekt, nad którym pracujemy od 1,5 roku. Chcemy być bliżej klienta indywidualnego i biznesowego. Netia jest ogólnopolską firmą, ale są takie regiony, gdzie jesteśmy lepiej reprezentowani. Chcemy się koncentrować na tych terenach, gdzie mamy infrastrukturę dobrej jakości i gdzie klientowi możemy świadczyć wysokiej jakości usługi – wyjaśnia Szopa.

Dotychczas dzięki testowaniu podejścia lokalnego – zarówno w procesie sprzedaży, jak i w procesie obsługi posprzedażowej – spółce udało się usprawnić obsługę klienta, przede wszystkim skrócić czas dostarczenia usługi i usuwania awarii. Jak podkreśla prezes, usługa może być uruchomiona w ciągu 5 godzin od momentu zakupu.

Serwis w niektórych obszarach naprawy również znacznie skróciliśmy. Obecnie czas naprawy w wielu przypadkach liczony jest już nie w godzinach, a w minutach. Dzięki temu obserwujemy poprawę wskaźnika NPS [Net Promoter Score – red.], czyli satysfakcji klienta ze świadczonych usług ze strony naszych klientów indywidualnych – informuje Tomasz Szopa.

Dodaje, że spółka nie zamierza przy tym rezygnować z walki o klientów w regionach, gdzie jej pozycja jest słabsza.

Tam, gdzie mamy klientów, a nie będziemy rozbudowywali w znaczący sposób tej lokalności, będziemy utrzymywali poziom, który dziś zapewniamy – mówi prezes Netii.

Na koniec 2015 roku Netia miała 163,6 tys. aktywnych klientów usług telewizyjnych – to o 19 proc. więcej niż rok wcześniej. Liczba usług mobilnych wzrosła o 143 proc. – do 63,5 tys. Z kolei liczba usług szerokopasmowych wyniosła 756,5 tys., czyli o 4 proc. mniej niż rok wcześniej. Jak podkreśla zarząd, Netia koncentruje się bardziej na usługach oferowanych we własnej sieci i na usługach pakietowych niż na usługach oferowanych w oparciu o dostęp regulowany czy na liczbie usług ogółem. Na koniec roku 56 proc. usług szerokopasmowych spółka świadczyła poprzez własną sieć.

Wytwórcy produktów mlecznych szukają możliwości rozwoju na zagranicznych rynkach. Bakoma chce eksportować do Azji i Afryki

CEO Magazyn Polska

Bardzo konkurencyjny rynek produktów mlecznych sprawia, że ich wytwórcy szukają możliwości zwiększenia sprzedaży poza granicami kraju. Bakoma, producent jogurtów, kefirów, śmietan i deserów mlecznych, szuka swojej szansy na rynkach azjatyckich i przymierza się do ekspansji w Afryce. Na eksport przeznaczona zostanie część zwiększonej produkcji pochodzącej z trwającej właśnie rozbudowy zakładu.

– Bakoma promuje się na rynkach zagranicznych w różnych formach, np. poprzez uczestnictwo w targach, ukierunkowane wyjazdy, spotkania z klientami w układzie B2B. Praktykujemy to od kilku lat, obserwując rynki zagraniczne i wybierając te, które są najbardziej perspektywiczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Komorowski, prezes Bakomy. – Naszym zdaniem takie są Azja Południowo-Wschodnia i docelowo niektóre kraje afrykańskie.

Bakoma sprzedaje już swoje produkty w Indonezji i jak podkreśla jej prezes, firma nie wyklucza także bezpośredniej inwestycji w tym kraju w przyszłości , ma tu na myśli zakład produkcyjny na miejscu. Kierunkiem inwestycji ma też być rynek chiński.

– Jesteśmy już w Chinach i zamierzamy poszerzyć tam naszą działalność. Rozważamy również uruchomienie naszego przedstawicielstwa bądź przedsiębiorstwa handlowego – mówi Komorowski.

Polski eksport do Indonezji wyniósł w 2014 roku 111,4 mln euro. W ubiegłym roku, po jedenastu miesiącach, był o 2,5 proc. niższy. Zdecydowanie wyższe kwoty wchodzą w grę w przypadku wymiany z Chinami. Polscy przedsiębiorcy sprzedali w tym kraju produkty za 1,7 mld euro, z czego wartość żywności wyniosła 153,5 mln euro.

Jak zapewnia Piotr Komorowski, spółka jest w trakcie inwestycji w zakład produkcyjny w Szymanowie niedaleko Sochaczewa. Na ten cel Bakoma przeznaczy minimum kilkanaście milionów złotych.

– Cały czas inwestujemy i udoskonalamy nasze metody produkcji, rozbudowujemy także nasz zakład. Myślę, że na początku przyszłego roku będziemy mogli pokazać nowe produkty – zapowiada Komorowski.

Polska jest na piątym miejscu w Unii pod względem skupowanego mleka po Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i Holandii. Jak podaje Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka, w 2015 roku ograniczono produkcję mleka w proszku, jogurtów i śmietany. Pełnego mleka w proszku w okresie od stycznia do grudnia 2015 r. wyprodukowano 40 tys. ton, tj. o około 29 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2014 roku. W 2015 roku produkcję śmietany zmniejszono o 7 proc., do 354 tys. ton, oraz jogurtów o 3 proc., do 423 tys. ton.

– Inwestycje zwiększą się na pewno, natomiast w pewnym stopniu będą ukierunkowane na eksport. Wiemy, że rynek w Polsce jest bardzo konkurencyjnym i nasyconym, więc bez eksportu planowanie inwestycji na większą skalę byłoby bardzo trudne – podsumowuje prezes Bakomy.

Do Polski wkracza moda na prywatne śmigłowce i samoloty. Z roku na rok ich liczba rośnie

CEO Magazyn Polska

General Aviation, czyli małe lotnictwo, zdobywa w Polsce coraz większą popularność. W 2015 roku śmigłowce i samoloty zaliczane do tego segmentu wystartowały około 200 tys. razy. Jest nie tylko więcej klientów powietrznych taksówek, lecz także pilotów z własnym samolotem czy śmigłowcem. Dla jednych jest to hobby, dla innych – sposób na szybkie i sprawne przemieszczanie się. Przybywa również szkół lotniczych i coraz więcej osób otrzymuje licencję pilota.

Z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego na dzień 1 stycznia 2016 roku do Rejestru Cywilnych Statków Powietrznych wpisanych było 1238 prywatnych samolotów, 195 śmigłowców i 846 szybowców.

– W 2015 roku Urząd Lotnictwa Cywilnego zanotował największą liczbę zarejestrowanych prywatnych statków powietrznych, najlepszą od kilkunastu lat. Rozwija się infrastruktura, przybywa lotnisk i szkół, gdzie szkoli się na samolotach i na śmigłowcach – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Marcin Szamborski, współwłaściciel i instruktor śmigłowcowy Salt Aviation.

Posiadanie własnej maszyny i licencji pilota daje dużą niezależność. Duże znaczenia ma także odpowiednia infrastruktura.

– Rozwój infrastruktury jest niezmiernie ważny. Małych lotnisk i lądowisk jest w Polsce około 200, lotnisk kontrolowanych też nam w ostatnim czasie przybyło. Przybywa firm, przybywa możliwości tankowania statków powietrznych, wszystko się rozwija – mówi Marcin Szamborski.

Z roku na rok przybywa studentów zainteresowanych nauką latania. Co roku liczba godzin wylatywanych z uczniami w Salt Aviation rośnie o 20–25 proc. Marcin Szamborski tłumaczy, że coraz większe zainteresowanie podróżami powietrznymi wynika m.in. z tego, że Polacy się bogacą. Liczba osób, których roczne zarobki przekraczają milion złotych, rośnie o ok. 10 proc. rocznie.

 Ludzie mają więcej pieniędzy, więc stać ich na tego rodzaju hobby – mówi Marcin Szamborski. – A nie należy ono do najtańszych. Koszt licencji turystycznej samolotowej zaczyna się od dwudziestu kilku tysięcy złotych, na śmigłowcowe – od 60–70 tys. zł. Godzina lotu samolotu kosztuje od 350–450 zł, śmigłowca – od 1,5 tys. zł.

Jak podkreśla Szamborski, wraz z rozwijającą się infrastrukturą koszty zarówno szkolenia, usług, jak i sprzętu oraz jego eksploatacji będą jednak spadać. Dla przykładu, jeszcze 10 lat temu wielu Polaków, którzy chcieli uzyskać licencję, szkoliło się w Stanach Zjednoczonych, co bardzo windowało koszty.

– Są osoby, które takie podróże uznają za konieczność. Ludzie mają mało czasu i przemieszczanie się po Polsce statkiem powietrznym to jest świetny sposób na jego zaoszczędzanie – mówi Szamborski.

KPMG w raporcie „Rynek dóbr luksusowych w Polsce 2015” szacuje, że wartość rynku samolotów i helikopterów w Polsce to ok. 118 mln zł. W 2015 roku 990 samolotów było zarejestrowanych na firmy, a 260 na osoby fizyczne. To odpowiednio o 30 i 17 sztuk więcej niż w 2014 roku. W przypadku helikopterów w 2015 roku 181 maszyn było zarejestrowanych na firmy, a 12 na osoby fizyczne. To wzrost o 13 i 4 sztuki.

Bariery, które hamują nieco dynamikę rozwoju General Aviation, dotyczą przede wszystkim braku świadomości dotyczącej latania. Choć jest ono najbezpieczniejszym środkiem transportu, to jednak wciąż nie brakuje obaw przed powietrznymi podróżami. Inną przeszkodą w rozwoju małego lotnictwa jest brak wiedzy o możliwościach, jakie ono oferuje. Jednym z ważnych wyzwań, jakie stoją przed rynkiem, jest budowanie świadomości, że prywatne przeloty oraz kursy pilotażu są coraz bardziej dostępne dla coraz większego grona osób.

Polki są świadomymi i wymagającymi konsumentami. Podczas zakupów najczęściej zwracają uwagę na markę i skład produktu

CEO Magazyn Polska

Kobiety mają znaczący wpływ na 88 proc. codziennych zakupów i na 76 proc. decyzji podejmowanych przez całą rodzinę odnośnie do zakupu wszelkich innych towarów – wynika z badania „Polki same o sobie”. Panie są świadomymi i odpowiedzialnymi konsumentkami, znają swoje potrzeby i oczekiwania, chętnie otwierają się na nowości. Przy zakupie danego produktu najczęściej zwracają uwagę na jego markę (61 proc.) i skład (41 proc.). Na zakupy „dla domu” Polka poświęca przeciętnie cztery godziny tygodniowo, zaś na zakupy „dla siebie” – dwie godziny.

Kobiety stanowią największą grupę konsumencką w Polsce. To one podejmują większość decyzji dotyczących zakupu artykułów spożywczych, kosmetyków, sprzętu RTV i AGD, usług bankowych i ubezpieczeniowych.

Podczas zakupów kobieta szuka idealnego rozwiązania. Lista niezbędnych kryteriów, które dany produkt ma spełnić – zwłaszcza jeżeli wiąże się on z większym wydatkiem – jest dużo większa niż u mężczyzny. A przez to, że kobiety kochają szczegóły, to przywiązują do nich dużą wagę – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Pawlikowska, ekspertka ds. kobiecego marketingu i PR w Garden of Words.

Przed zakupami kobiety często robią research w internecie – sprawdzają produkty w porównywarkach cenowych, czytają opinie na forach i czerpią informacje z fanpage’ów danej marki.

Dzisiaj kupujemy zupełnie inaczej, niż kupowałyśmy kilka lat temu. Korzystamy z mediów społecznościowych, coraz częściej robimy zakupy grupowe, które jeszcze parę lat temu były zupełną nowością. Używamy Snapchata do robienia zdjęć i wysyłania ich mamie czy przyjaciółce, żeby zapytać, co sądzą o zakupach – tłumaczy Katarzyna Pawlikowska.

Badanie „Polki same o sobie” pokazało, że grupa konsumentek nie jest jednolita, a zachowania konsumenckie Polek są tak różnorodne, jak one same.

Kobiety są zupełnie innymi konsumentami niż mężczyźni, przede wszystkim dlatego, że my posługujemy się zupełnie innymi kodami komunikacji, inaczej pewne rzeczy odczytujemy, mamy także inne potrzeby emocjonalne. To wynika między innymi z ról życiowych, które pełnimy na co dzień. Dzisiaj w Polsce 88 proc. codziennych obowiązków zakupowych leży na barkach kobiet. One są centrum logistycznym rodziny – podkreśla Katarzyna Pawlikowska.

Jej zdaniem twierdzenie, że „kobiety uwielbiają zakupy” jest sporym nadużyciem. Dla wielu pań nie są one przyjemnością, a jedynie obowiązkiem, który dodatkowo może wiązać się ze sporym stresem.

Dla wielu kobiet zakupy bywają frustrujące. Jesteśmy świadomymi, dojrzałymi konsumentkami, znamy swoje potrzeby i chcemy produktów lepszych jakościowo, a często nie stać nas na nie – mówi Katarzyna Pawlikowska.

Polki potrafią być wierne markom. 61 proc. respondentek twierdzi, że przy wyborze danego towaru często kieruje się właśnie przywiązaniem do konkretnego producenta. Jednocześnie panie podkreślają, że czują się niedoceniane przez niektórych usługodawców. Pod względem komunikacji do kobiet Polki najgorzej oceniają branżę motoryzacyjną, komputerową oraz alkoholową, a także sektor gier komputerowych, bankowości, telefonii i kosmetyków.

To, co się niestety nie zmienia w Polsce, to niezadowolenie kobiet z obsługi sprzedażowej i posprzedażowej. To są dwie dziedziny biznesu, które jeszcze u nas się nie rozwinęły na takim poziomie, jakiego my, polskie konsumentki, oczekujemy – mówi Katarzyna Pawlikowska.

Podkreśla, że konsumencki potencjał kobiet to największa szansa, a jednocześnie ogromne wyzwanie dla współczesnego biznesu. Kluczem do skutecznego przekazu kierowanego do konsumentek jest nie tylko zrozumienie kodów komunikacji kobiet, lecz także umiejętność dostosowania ich do światopoglądu i oczekiwań tej grupy docelowej, a następnie zbudowania konsekwentnej, kompleksowej i kompatybilnej strategii marketingowej.

Najistotniejsze dla kobiety jest zaproszenie jej jako równorzędnego partnera do dialogu. Jeżeli tak potraktujemy naszą potencjalną konsumentkę, to szansa, że ona stanie się wierną klientką, jest bardzo duża. Pamiętajmy o tym, że to nie kobieta ma się stać częścią naszego świata marki, tylko to marka ma się stać częścią świata kobiety – tłumaczy Katarzyna Pawlikowska.

Badanie „Polki same o sobie” zostało zrealizowane przez agencję Garden of Words i Dom Badawczy Maison.

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Złoty czeka na dane i Fed

Złoty pozostaje mocny po posiedzeniach Rady Polityki Pieniężnej i Europejskiego Banku Centralnego. W tym tygodniu decydujące będą wyniki posiedzenia amerykańskiego Fed-u oraz dane z krajowej gospodarki.

Złoty w poniedziałek w godzinach popołudniowych zyskiwał do euro, szwajcarskiego franka i brytyjskiego funta, jednocześnie pozostając blisko poziomów z piątkowego zamknięcia w relacji do dolara. O godzinie 14:38 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2786 zł, CHF/PLN 3,9020 zł, USD/PLN 3,8513 zł, a GBP/PLN 5,5210 zł.

Złotego wciąż jeszcze wspierają wydarzenia zeszłego tygodnia. Mianowicie wyniki posiedzeń Europejskiego Banku Centralnego (ECB) i Rady Polityki Pieniężnej (RPP). ECB zdecydował się na dużo głębsze luzowanie polityki monetarnej niż to początkowo zakładali analitycy i ekonomiści. Taki ruch oczywiście musi rodzić pytanie, czy sytuacja jest aż tak zła w europejskiej gospodarce, żeby podejmować takie działania? Jak również, należy się zapytać, co zrobi bank centralny, gdy kryzys się pogłębi? To jednak teraz rynków nie zajmuje. Liczy się to, że za część „wydrukowanych euro” mogą zostać kupione polskie aktywa. I to oczekiwanie wzmacnia złotego.

Polską walutę wspiera też Rada Polityki Pieniężnej. Opublikowane najnowsze, obniżone prognozy makroekonomiczne, jak też stonowane głosy płynące z Rady, nie zrodziły oczekiwań co do obniżek stóp procentowych w przyszłości. To zaś wystarczyło, żeby złoty się umocnił.

Innym źródłem siły złotego mogą też być zaplanowane na ten tydzień publikacje danych makroekonomicznych z rodzimej gospodarki. Dziś inwestorzy poznali raport o podaży pieniądza M3, której roczna dynamika wyhamowała zgodnie z prognozami w lutym do 10% z poziomu 10,2% w styczniu. We wtorek zostanie opublikowany raport NBP o inflacji oraz miesięczne dane o inflacji i bilansie płatniczym. Dzień później światło dzienne ujrzą raporty o płacach, zatrudnieniu i inflacji bazowej. A w czwartek uwaga rynków skoncentruje się na danych o cenach producentów, produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. W ostatnim czasie, jeżeli tylko nie liczyć danych inflacyjnych, w większości raporty te zaskakiwały in plus. Nie jest wykluczone, że teraz będzie podobnie, co pozwala bardziej optymistyczniej spojrzeć na krajowy rynek walutowy.

Czytając powyższą listę danych nie można jednakże zapominać, że je wszystkie może przyćmić jedno wydarzenie. I najprawdopodobniej przyćmi. Mianowicie wyniki posiedzenia amerykańskiego Fed-u. Inwestorzy poznają je w środę. Zmiana stóp procentowych w USA nie jest oczekiwana, ale ważne będą publikowane wówczas prognozy makroekonomiczne i stóp procentowych, jak również to co na konferencji prasowej po posiedzeniu powie szefowa Fed Janet Yellen.

Posiedzenie Fed to główne wydarzenie tygodnia. I to prawdopodobnie ono ostatecznie zdecyduje o tym w jakich nastrojach, i na jakich poziomach, kończyć tydzień będą polskie pary. Z punktu widzenia złotego, ale też i innych walut rynków wschodzących, najlepiej byłoby, gdyby wyniki posiedzenia Fed zostały odebrane jako gołębie, prowadząc do osłabienia dolara, a pośrednio do umocnienia wspomnianych walut. Umocnienie dolara w reakcji na wyniki posiedzenia Fed miałoby odwrotny skutek dla złotego. I to nie tylko w relacji do „zielonego”, ale do szerokiej grupy głównych walut.

Ekokogeneracja S.A. liczy na bardzo udany rok

Ekokogeneracja S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2012 r., chce wykorzystać dobrą koniunkturę na rynku produkcji energii cieplnej z odpadów i zwiększać sprzedaż własnych instalacji. Spółka przeprowadza również reorganizację struktury swojej Grupy Kapitałowej.

 Emitent dostrzega coraz większe zainteresowanie oferowanymi przez niego instalacjami do produkcji energii cieplnej z odpadów. Wynika ono przede wszystkim z wejścia w życie od początku tego roku zakazu składowania wysokokalorycznych frakcji odpadów powyżej 6000 kJ/kg suchej masy. Samorządy poszukują obecnie rozwiązań, które pozwolą im uniknąć bardzo wysokich kar za łamanie wprowadzonych zakazów. Ekokogeneracja S.A. będzie chciała wykorzystać rosnące zainteresowanie zakupem instalacji przez kolejne miasta i planuje realizować nowe kontrakty. Dodatkowym czynnikiem wpływającym optymistycznie na ocenę perspektyw dla branży jest możliwa zmiana podejścia Ministerstwa Środowiska, polegająca na rezygnacji z planów budowy dużych spalarni i wyborze mniejszych, efektywniejszych oraz innowacyjnych rozwiązań, które są oferowane przez polskich producentów.

Nasz główny odbiorca – spółka Ekotermika S.A., która w kolejnych latach, oprócz inwestorów zagranicznych z branży ciepłowniczej, będzie kupować najwięcej instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów, toczy zaawansowane rozmowy z kilkoma kolejnymi ciepłowniami, co powinno pozwolić na podpisanie w II połowie 2016 r. przez Ekokogeneracja S.A. przynajmniej jednego nowego kontraktu na dostawę instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów.” – komentuje Wojciech Rychlicki, Prezes Zarządu Spółki Ekokogeneracja S.A.

 Spółka kontynuuje proces przeprowadzania reorganizacji struktury Grupy Kapitałowej, zbywając 30,11% pakiet akcji spółki Ekotermika S.A. i zmniejszając swój udział w jej kapitale zakładowym do 19,56%. Po zakończonej reorganizacji Ekokogeneracja S.A. będzie skupiała się na produkcji, montażu oraz sprzedaży instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów. Efektem prowadzonych działań będzie wzrost potencjału produkcyjno-montażowego Spółki, który powinien zaowocować zwiększeniem liczby realizowanych kontraktów. Obniżeniu ulegną również koszty funkcjonowania całej Grupy Kapitałowej, co przełoży się pozytywnie na jej wyniki finansowe.

„Nasze ograniczenie zaangażowania finansowego w spółce Ekotermika S.A. jest związane z koniecznością skupienia się na rozwoju działalności produkcyjno-montażowej Ekokogeneracja S.A. oraz koniecznością uwolnienia dodatkowych środków finansowanych na zmniejszenie zadłużenia Grupy Kapitałowej. Prowadzimy aktualnie rozmowy z inwestorami finansowymi i branżowymi, których celem jest pozyskanie strategicznego partnera dla spółki Ekotermika S.A., który zapewni jej środki finansowe na realizację co najmniej kilkunastu inwestycji w produkcję energii cieplnej z odpadów, dla których będziemy w kolejnych kilku latach dostawcą instalacji.” – dodaje Rychlicki.Podczas NWZA Spółki, które odbyło się w dniu 10.03.2016 r., jej Akcjonariusze wyrazili zgodę na podwyższenie kapitału zakładowego poprzez emisję akcji serii N oraz serii O. Ekokogeneracja S.A. planuje wyemitować do 1,75 mln szt. akcji serii N oraz do 1,75 mln szt. akcji serii O. Pozyskany kapitał pozwoli Emitentowi realizować jego plany rozwojowe oraz prowadzić dostawy i montaże kolejnych instalacji.

„Planujemy dość szybko zamknąć uchwaloną emisję akcji, która jest prowadzona z formie zamkniętej subskrypcji akcji kierowanej do wybranych inwestorów. Środki z emisji akcji są nam potrzebne do prefinansowania zakupów elementów instalacji w ramach realizacji zawartej w październiku 2015 r. umowy dostawy instalacji. Kontrakt ten planujemy zakończyć w II kw. 2016 r. Kolejny etap jego rozliczenia będzie miał odzwierciedlenie w wynikach finansowych Spółki za I kw. 2016 r.” – podsumowuje Prezes Rychlicki.

Ekokogeneracja S.A. wypracowała w 2015 r. skonsolidowany zysk netto w kwocie 1.388 tys. zł przy przychodach sięgających 5.386 tys. zł. Natomiast jednostkowy zysk netto Spółki ukształtował się w minionym roku na poziomie blisko 990 tys. zł, podczas gdy jej przychody przekroczyły 1.947 tys. zł.

Spółka Ekokogeneracja S.A. zajmuje się prowadzeniem sprzedaży dla klientów zewnętrznych oraz podmiotów działających w ramach jej Grupy Kapitałowej instalacji i elementów instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów. Emitent oferuje potencjalnym klientom dwa rodzaje instalacji. Pierwszym są instalacje do produkcji energii cieplnej z odpadów o użytecznej mocy cieplnej od 1,2 do 2,4 MW w piecach ceramicznych WGE. Natomiast drugim rodzajem instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów są piece obrotowe o użytecznej mocy cieplnej od 3 MW do 10 MW.

Outsourcing i CBRE coraz większy w Polsce

Firma CBRE kontynuuje wzrost wraz z rozszerzeniem zakresu usług outsourcingowych zrzeszonych pod linią biznesową Global Workplace Solutions (GWS). Procesy outsourcingowe prowadzone są przez spółkę CBRE Corporate Outsourcing, która łączy w sobie kompleksowe zarządzania m.in. finansami oraz umowami najmu dla klientów korporacyjnych, wewnętrznie na potrzeby CBRE EMEA obsługuje procesy HR, księgowości czy tez IT oraz dla klientów korporacyjnych dostarcza usługę facility management przejętą od Johnson Controls. Obecnie w Polsce firma CBRE wraz ze spółką CBRE Corporate Outsourcing zatrudnia blisko 1000 osób, tym samym jest największą firmą doradczą działającą w sektorze nieruchomości komercyjnych.

Daniel Bienias, Dyrektor Zarządzający, CBRE_hqDaniel Bienias, Dyrektor Zarządzający, CBRE w Polsce dodaje:

„Outsourcing usług jest obecnie jednym z głównych motorów generujących z jednej strony oszczędności dla firm, a z drugiej strony wzrost zatrudnienia i rozwój zaawansowanych procesów operacyjnych z jakich korporacje mogą korzystać. Ten trend dotyczy również rynku nieruchomości, ich obsługi finansowej, księgowej, technicznej. Jest to ogromna szansa dla Polski i Warszawy, skąd takie usługi mogą być świadczone globalnie. Jest to też duża sposobność dla CBRE, która wykorzystując najnowsze trendy, dostęp do globalnych narzędzi i wiedzy, może stale budować wartość dla lokalnego rynku pracy i klientów.”

Maciej Piwowarczyk, Dyrektor Zarządzający, CBRE Corporate Outsourcing | Head of EMEA Global Business Services, komentuje:

“ Cieszę się ze z coraz to większą dumą mówimy o outsourcing-u który jest zjawiskiem globalnym i powszechnym gdzie dodatkowo Polska jak i polscy liderzy odgrywają znacząca role w wyznaczaniu kierunku rozwoju naszej branży.  Jako pionier i przykład dla innych regionów na globalnej mapie CBRE, operacje  prowadzone przez Warszawski oddział EMEA Global Business Services to wielofunkcyjne procesy obsługujące klientów korporacyjnych i wewnętrznych. Działając globalnie opieramy się na hybrydowym modelu dostarczania serwisu w ramach którego współpracujemy np. z dostawcami BPO gwarantując finalnie produkt najwyższej jakości po konkurencyjnej cenie.  Spółka CBRE Corporate Outsourcing w najbliższej przyszłości planuje dalszy rozwój oferty biznesowej pod kątem oferowanych usług oraz wzrost zatrudnienia.”

 

Klienci jak eksperci, firma jak partner. Mocny trend

Szukają testów, wymieniają się opiniami, produkty porównują jak eksperci. Od producentów oczekują otwartej komunikacji i elastyczności. Jak nowe zachowania klientów przekładają się na modele biznesowe polskich firm?

 Polacy codziennie spędzają średnio 4 godziny i 25 minut w sieci korzystając
z komputerów oraz 1 godzinę i 17 minut korzystając z urządzeń mobilnych. Już 59% Polaków szuka on-line informacji na temat produktów lub usług, a co drugi kupuje
w sieci (20% przy użyciu urządzeń mobilnych).

On-line kupuje:

  • 77% Brytyjczyków
  • 74% Niemców
  • 66% Amerykanów
  • 57% Hiszpanów
  • 53% Polaków
  • 48% Włochów
  • 44% Chińczyków
  • 31% Meksykanów
  • 23% mieszkańców Indii

*Wszystkie dane z raportu „Digital in 2016”, obejmującego 30 krajów świata.

Jeszcze do niedawna eksperci mówili przede wszystkim o tym, jak cyfrowe zakupy zmieniają klientów. Teraz coraz częściej zwracają uwagę na to, jak zachowania klientów zmieniają handel on-line, wpływając także na modele biznesowe firm.

Do niedawna klient pytał: „Jaki procesor ma ten tablet?”. Teraz: „Co mogę z nim zrobić?”. Dziś każdy w dowolnej chwili ma łatwy i szybki dostęp do wiedzy zarezerwowanej kiedyś dla ekspertów. To znaczy, że klient zna fakty i informacje techniczne. Od firmy oczekuje interakcji i traktuje ją jako wartość dodaną do jakości i ceny produktu – mówi Tomasz Paprocki, dyrektor sprzedaży korporacyjnej Focus Telecom Polska.

Styl interaktywny

Na czym polega budowanie interakcji z klientami? Przypomina to tworzenie relacji społecznych (media społecznościowe odgrywają tu zresztą pierwszoplanową rolę).

Jeśli myślimy o budowaniu modelu biznesowego, to z obecnego trendu wyłania się jasna strategia. Nie wystarczy koncentrować się już na samym produkcie. Trzeba na serio angażować się w pasje i zainteresowania klientów, być elastycznym i gotowym na indywidualny, partnerski kontakt – mówi Maciej Mocek, wiceprezes firmy Mactronic.

Budowanie tego rodzaju relacji otwiera ogromne możliwości docierania do nowych klientów. Konsumenci wymieniają między sobą więcej informacji niż było to możliwe kiedykolwiek wcześniej. Co przy tym istotne: do opinii innych użytkowników przywiązują dużą wagę przy decyzjach zakupowych. Dlatego dobry wizerunek marki w sieci jest dziś więcej wart niż tradycyjne formy reklamy.

Ciekawe informacje, w istotnym kontekście i we właściwym czasie – tego oczekują klienci – mówi Jakub Tomasiczek z firmy JBTS, oficjalnego dystrybutora kamerek Yi Action i Yi Home w Polsce. – Budujemy interakcje z klientami zachęcając ich do dzielenia się swoim stylem życia. Sami jesteśmy często zaskoczeni, jak inspirujące pomysły mają użytkownicy.

 Cena też odgrywa rolę

Jednak za lepszą jakość i produkt „skrojony na miarę” Polacy są już gotowi zapłacić więcej. Znaczenie odgrywa również standard serwisu. Okazuje się, że w tym względzie media społecznościowe również są świetnym kanałem kontaktu.

To jednocześnie wyzwanie. Ten kanał spełnia swoją rolę tylko pod warunkiem, że żadne pytania i żadna prośba nie pozostają bez odpowiedzi. Jeśli klient ma jakikolwiek problem z latarką, rozwiązujemy go szybko i sprawnie. To przekonuje do nas wiele osób. Sztuką jest nie tylko zdobycie klienta, lecz przede wszystkim utrzymanie go. Nie ma tu drogi na skróty. Trzeba zadbać o serwis na wysokim poziomie – podkreśla Maciej Mocek.

Użytkownicy i projektanci

Cyfrowy klient jest bezkompromisowy. Drugiej szansy zwykle nie daje. Jeśli „shopping experience” nie odpowiada jego indywidualnym oczekiwaniom, jednym kliknięciem odchodzi do konkurencji. Taki obraz wyłania się z wielu analiz na temat zachowań konsumenckich w Internecie (i nie tylko, ponieważ granica między online a offline szybko się zaciera). Czy jest prawdziwy?

Jest jednostronny. O lojalność klientów rzeczywiście trzeba się dzisiaj bardziej starać. Zmiana marki nie wiąże się dla nich z żadnym wysiłkiem. Z drugiej strony, są jednak bardziej skłonni zaangażować się w interakcję z firmą. Oczekują tylko otwartej komunikacji – opowiada wiceprezes firmy Mactronic.

Producent oświetlenia przenośnego z Wrocławia jest pod tym względem ciekawym przykładem. Na stałe współpracuje z niezależnymi ekspertami i testerami, którzy doskonale orientują się w specyfice różnego rodzaju aktywności. Poza tym chętnie udostępnia sprzęt pasjonatom, którzy testują go w czasie różnego rodzaju wypraw, m.in. psimi zaprzęgami po Laponii, rowerem dookoła Polski czy podczas 180-kilometrowego biegu na Korsyce najtrudniejszym górskim szlakiem w Europie.

W skład grupy opiniodawczej wchodzą też klienci. Ich wskazówki i pomysły mają ogromną wartość, ponieważ wynikają z rzeczywistych doświadczeń. To zupełnie zmienia pracę nad projektowaniem nowych produktów – podsumowuje Maciej Mocek.

Producenci opon w Polsce rosną w siłę

Branża oponiarska w Polsce to nie tylko rynek sprzedaży. W naszym kraju działają fabryki największych producentów opon i są to jedne z najlepszych zakładów tego typu w Europie. Cała branża stanowi bardzo mocną gałąź polskiego przemysłu i wciąż się rozwija.

3D Pneumatici – cerchiRozwój polskiej branży oponiarskiej świetnie pokazują liczby, szczególnie te dotyczące finansów przeznaczanych na inwestycje – tylko w 2015 roku firmy zrzeszone w Polskim Związku Przemysłu Oponiarskiego przeznaczyły na rozwój w naszym kraju prawie 319 milionów złotych. Polski rynek oponiarski jest wiodącym w Europie Środkowo-Wschodniej i jednym z najdynamiczniej rozwijających się na całym kontynencie.

–  Trzonem branży oponiarskiej w Europie pozostają kraje takie jak Niemcy czy Francja, jednak polski rynek wciąż rośnie w siłę. 2015 rok przyniósł polskim firmom same wzrosty – zarówno  produkcji, sprzedaży, funduszy przeznaczanych na inwestycje, jak i zatrudnienia w fabrykach. To wszystko pokazuje, że firmy chcą się rozwijać w naszym kraju, a ten z kolei, na oponiarskiej mapie Europy, jest coraz ważniejszy – mówi Piotr Sarnecki, Dyrektor Generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

W 2015 roku wzrosły dwie kluczowe wartości – produkcji oraz sprzedaży. Fabryki w Polsce wyprodukowały przeszło 36 milionów sztuk opon, a to o 0,2 proc. więcej niż w roku ubiegłym. – Wzrost produkcji na takim poziomie ukazuje stabilność naszej branży, a ta z kolei stwarza pewien bufor bezpieczeństwa, dzięki któremu firmy mogą się rozwijać. Jednak wpływ na nasz rynek ma także sytuacja w innych krajach, gdyż większość produkowanych w naszym kraju opon przeznaczanych jest na eksport  – opisuje Dyrektor Generalny PZPO.

Bardzo ważnym wskaźnikiem rozwoju branży jest również wzrost zatrudnienia w polskich fabrykach. W 2015 roku wzrosło ono aż o 5,5 proc. Obecnie w zakładach firm zrzeszonych w PZPO bezpośrednio zatrudnionych jest ponad 10 tysięcy osób, wśród których wyróżnić możemy kadrę wykfalifikowanych specjalistów uważanych za jednych z najlepszych na świecie.

Warte uwagi są również wyniki sprzedażowe. W 2015 roku sprzedało się więcej opon niż w roku ubiegłym. I tak odnotowano 1 proc. wzrost w kategorii opon do samochodów osobowych oraz 3 proc. wzrost w kategorii opon ciężarowych. Wzrosty te potwierdzają stabilność rynku w naszym kraju. – Wyniki sprzedażowe w stosunku do tych z 2014 roku poprawiły się z dwóch kluczowych powodów – po pierwsze sprzedało się więcej pojazdów, po drugie świadomość polskich kierowców odnośnie wpływu opon na bezpieczeństwo na drodze stale rośnie – wyjaśnia Piotr Sarnecki.

Branża oponiarska odpowiada za ponad 1 proc. polskiego eksportu. Opony „Made in Poland” można kupić na każdym kontynencie.

Trendy w rozwiązaniach chmurowych: hybryda zyskuje na znaczeniu

Aż 84% przedsiębiorców twierdzi, że w ciągu ostatniego roku wykorzystanie rozwiązań chmurowych w ich firmach wzrosło. Natomiast 67% wskazuje, że chmura pozwoliła im znacząco usprawnić działanie co najmniej jednego rozwiązania biznesowego – wynika z raportu „State of the Market: Enterprise Cloud 2016” firmy Verizon. Autorzy opracowania zwracają uwagę, że na znaczeniu zyskują rozwiązania hybrydowe, czyli połączenie chmury prywatnej, publicznej oraz stacjonarnych rozwiązań IT. Jednak eksperci Onex Group podkreślają, że taki model sprawdza się przede wszystkich w dużych firmach.

–  Raport firmy Verizon wskazuje na pewną światową tendencję, którą możemy zaobserwować również w Polsce. Zainteresowanie przedsiębiorców usługami chmurowymi rośnie lawinowo. Jest to zapewne skutek coraz większej świadomości korzyści, jakie wynikają z korzystania z tego typu rozwiązań. To już nie tylko mobilność i wydajność, ale również większa atrakcyjność cenowa w porównaniu do stacjonarnych rozwiązań. Trzeba mieć jednak świadomość, że sposób wykorzystania chmury, zależy w dużej mierze od wielkości firmy, która z niej korzysta – mówi Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający w Onex Group.

Czym jest hybryda i kto powinien na nią postawić?

Z raportu firmy Verizon wynika, że zmienił się model korzystania z usług chmurowych. W przeszłości w firmach obowiązywał jeden, powtarzalny schemat: chmurę publiczną wykorzystywało się do przechowywania większości danych, natomiast w chmurze prywatnej gromadziło się dane o dużej wrażliwości. Jednak w związku z tym, że koszty utrzymania chmury prywatnej spadają, coraz więcej firm przesuwa tam swoje zasoby. Dodatkowo, na znaczeniu zyskują modele hybrydowe, czyli połączenie chmury prywatnej, publicznej oraz stacjonarnych rozwiązań IT. Według firmy Horizon w ciągu pięciu lat bardzo umocnią one swoją pozycję.

Rozwiązania hybrydowe pozwalają na stworzenie wysoce wyrafinowanych i dostosowanych do potrzeb danej organizacji środowisk, które są w stanie zapewnić wydajność i elastyczność niezbędną do przechowywania i przetwarzania dużej ilości danych. Jednak są to również rozwiązania dość kosztowne, stąd ich posiadanie będzie się opłacało głównie dużym firmom, które posiadają własny rozbudowany dział IT. W małych firmach koszt takiego rozwiązania w stosunku do korzyści, byłby niewspółmierny – wskazuje Rafał Suchożebrski, dyrektor sprzedaży w Onex Group.

Na co powinien postawić mały biznes?

Z badania ARC Rynek i Opinia na zlecenie Onex Group wynika, że mali i średni przedsiębiorcy w chmurze doceniają przede wszystkim łatwość komunikacji z każdą osobą z firmy (52%) oraz przechowywania i przetwarzania danych (41%) a także dostęp do danych na wszystkich urządzeniach mobilnych (38%). Tego typu korzyści nie wymagają wprowadzania hybrydowego modelu chmury.

Hybryda to większa elastyczność i bezpieczeństwo, ale też wyższe koszty i skomplikowanie usługi. Te dwa ostatnie czynniki są kluczowe z punktu widzenia małego biznesu, dlatego właśnie tam z tego typu rozwiązania korzysta się mniej chętnie. I słusznie, bo dużo tańszym kosztem, można zapewnić sobie rozwiązania, dostosowane do skali działania – wskazuje Rafał Suchożebrski, dyrektor sprzedaży w Onex Group.

Rozwiązania chmurowe już na stałe wpisały się w krajobraz funkcjonowania polskich firm. To dzięki nim przedsiębiorstwa podnoszą wydajność procesów biznesowych, w tym sprawność obiegu dokumentów. Jednak każdorazowo model chmury powinien być dostosowany do wielkości przedsiębiorstwa, by niepotrzebnie nie ponosić kosztów, które nie są kluczowe z punktu widzenia prowadzenia danego biznesu.

Bez prądu, kanalizacji lub w przeludnieniu. Tak żyje ok. 5,5 mln Polaków

Polska polityka mieszkaniowa plasuje się na tle Europy na jednym z ostatnich miejsc. W warunkach substandardowych w Polsce mieszka ok. 5,5 mln osób, czyli 14% społeczeństwa – wynika z najnowszego raportu Fundacji Habitat For Humanity.

Substandardowymi nazywamy mieszkania, które nie mają dostępu do podstawowych instalacji np. kanalizacja, prąd, są przeludnione lub znajdują się w budynkach w złym stanie technicznym. Taka sytuacja mieszkaniowa dotyczy głównie osób o niskich i średnich zarobkach.

– W Polsce mamy 360 mieszkań na tysiąc mieszkańców, średnia europejska to 100 mieszkań więcej. W Niemczech np. jest to ok. 500 mieszkań na tysiąc mieszkańców. Efekty tego można sobie wyobrazić, jest to przede wszystkim mieszkanie w przeludnieniu. Szacuje się, że połowa mężczyzn w wieku reprodukcyjnym, czyli od 25 do 30 roku życia, dzieli mieszkanie z rodzeństwem, rodzicami lub innymi osobami – mówi newsrm.tv Małgorzata Salamon, dyrektor Fundacji Habitat for Humanity.

Polska polityka mieszkaniowa plasuje się na tle Europy na jednym z ostatnich miejsc. Zmniejszający się, ale wciąż duży deficyt mieszkaniowy, ograniczona dostępność do mieszkań przystępnych cenowo, niski standard mieszkań i stagnacja rynku na wynajem to główne, ale nie jedyne problemy, z którymi mierzy się Polska.

Znacząca część badania była poświęcona kwestii trudności w realizacji polityki mieszkaniowej z punktu widzenia gmin. Większość samorządów wskazuje na rozdźwięk pomiędzy potrzebami, a możliwościami, jakie ma samorząd, aby móc realizować wyznaczone cele.

Czynniki, utrudniające realizację skutecznej polityki mieszkaniowej:

  • Małe zasoby mieszkaniowe polskich gmin – ponad 6% gmin deklaruje brak mieszkań komunalnych, a co czwarta deklaruje brak lokali socjalnych.
  • Duża liczba osób potrzebujących wsparcia mieszkaniowego ze strony samorządu, jednocześnie małe możliwości/chęci zgłoszenia takiej potrzeby –  dość często gminy nie przyjmują wniosków, ponieważ nie posiadają zaplecza mieszkaniowego, a sami potrzebujący znając ten stan rzeczy, nie składają podań
  • Długi czas oczekiwania na mieszkanie – ponad 15% gmin określa średni czas oczekiwania na mieszkanie na okres od 4 do 7 lat
  • Zbyt mały budżet na realizowanie polityki mieszkaniowej – ponad 70% gmin przeznacza niecałe 5% rocznego budżetu na mieszkalnictwo
  • Słaba opinia urzędników na temat polskiej polityki mieszkaniowej – opinie na temat programów rządowych skierowanych na wsparcie mieszkalnictwa pozytywnie oceniło jedynie 11,7% gmin

– Mieszkanie nie tylko zabezpiecza podstawowe potrzeby fizyczne człowieka. To gdzie i jak mieszkamy  decyduje o ważnych, życiowych wyborach: o posiadaniu dzieci, decyzji o emigracji czy mobilności zawodowej. Otoczenie, w którym mieszkamy silnie wpływa także na naszą osobowość, na nasze wzorce oraz relacje z innymi ludźmi. Wszystko zaczyna się w domu – podkreśla Małgorzata Salamon.

Zdaniem Fundacji Państwo może aktywnie wspierać powstawanie mieszkań, które będzie można wynajmować po czynszach znacznie niższych niż znamy obecnie. Proponowane rozwiązanie to powstawanie mieszkań w ramach budownictwa społecznego, budowa mieszkań na wynajem o umiarkowanym czynszu, społeczne agencje najmu – zapewniające możliwość korzystnego cenowo i długoterminowego wynajmu.

Dobra kondycja złotego

Rozpoczynający się tydzień należeć będzie do FED i jego decyzji w kwestii stóp procentowych. Uwagę inwestorów zwrócić powinna relatywna siła rodzimej waluty.

Dobra passa złotego trwa. Rodzima waluta notowana jest na tegorocznych maksimach. Na początku tygodnia za euro musimy zapłacić 4,2957 a za dolara 3,8520, co stanowi najniższe poziomy w tym roku.  Gdzie należy szukać takiej relatywnej siły rodzimej waluty?

Można wskazać dwa podstawowe czynniki wpływające na taki stan rzeczy. Po pierwsze w skali globalnej mamy do czynienia z wzrostem apetytu inwestorów na ryzykowne aktywa. W ślad za odbiciem na rynkach surowcowych, obserwujemy wzrosty na rynkach wschodzących (do koszyka których zalicza się również Polska). Nie bez znaczenia pozostała również zeszłotygodniowa decyzja EBC, którą w szerszym horyzoncie czasowym można uznać za pozytywną dla rynków. Po drugie mamy delikatne uspokojenie inwestorów sytuacją polityczną w Polsce. Sprawa Trybunały Konstytucyjnego z punktu widzenia inwestorów zeszła na drugi plan, jak również nic nie zapowiada żeby w najbliższym czasie rząd szykował jakieś “niespodzianki”.

W tym tygodniu wydarzeniem numer jedne będzie niewątpliwe posiedzenie FOMC. Komitet Federalny ds. Otwartego Rynku zbiera się w środę i wtedy też poznamy decyzję w kwestii stóp procentowych. W tym przypadku nie powinno być raczej zaskoczenia. Rynki oczekują, że główna stopa procentowa pozostanie na niezmienionym poziomie, jednak jak zawsze w przypadku tego typu publikacji znaczenie ważniejsza będzie retoryka Komitetu, na podstawie której inwestorzy będą podejmować próby odszyfrowania przyszłych decyzji FOMC.

W dniu dzisiejszym kalendarz wydarzeń makroekonomicznych jest pusty. Co prawda zaprezentowane zostaną dziś odczyty produkcji przemysłowej dla Strefy Euro za styczeń oraz podaż pieniądza w Polsce jednak publikacje te nie powinny mieć większego wpływu na rynkową wycenę walut.

Branża motoryzacyjna jedzie na rezerwie – brakuje pracowników w Polsce

Motobranża to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki: nowe inwestycje, rekordowe wartości eksportu, a przy tym wzrost zatrudnienia. W 2015 roku pracodawcy z tego sektora opublikowali na portalu Pracuj.pl 10679 ogłoszeń, co oznacza aż 18% wzrost rok do roku. Także w tym roku producenci samochodów i części czy firmy usługowe działające w Automotive uruchamiają setki nowych rekrutacji, jednak spotykają się z mniejszym odzewem ze strony kandydatów niż rok temu. Eksperci Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, zwracają uwagę, że podczas gdy pracy w motoryzacji jest coraz więcej, dostęp do wykwalifikowanej kadry coraz trudniejszy. Dlatego bardzo ważna jest dywersyfikacja kanałów poszukiwania kandydatów i wyjście poza utarte schematy.

– Z ostatniej edycji „Badania opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive”, którą zrealizowaliśmy w połowie ubiegłego roku, wynikało, że ponad 1/3 zapytanych przedstawicieli sektora Automotive planuje w kolejnych miesiącach zwiększenie liczby pracowników w swoich fabrykach. Teraz już wiemy, że przewidywania te sprawdziły się. Rosnące zamówienia na części i podzespoły samochodowe oraz związany z tym eksport mają efekt w postaci zwiększenia zatrudnienia. A w wielu regionach, głównie tam, gdzie zlokalizowane są największe inwestycje motoryzacyjne jak Śląsk czy Wielkopolska, firmy mają coraz większe problemy ze znalezieniem kandydatów do pracy – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems. – Także my zmagamy się z deficytem zatrudnienia i w związku z tym zintensyfikowaliśmy działania i inicjatywy, których celem jest pozyskania kandydatów do pracy – dodaje Gos.

O 1/3 mniej aplikujących

Rosnące zamówienia na części i podzespoły samochodowe mają efekt w postaci zwiększenia zatrudnienia. Jednak firmy z sektora, z miesiąca na miesiąc, mają coraz większe trudności
z rekrutowaniem nowych pracowników. Jak wynika z wewnętrznych danych Exact Systems, problemem jest przede wszystkim responsywność na publikowane oferty pracy. – Jeśli weźmiemy tę samą liczbę ogłoszeń o pracę za styczeń-luty bieżącego i ubiegłego roku oraz liczbę odpowiedzi, jakie otrzymaliśmy, to zobaczymy, że liczba aplikujących zmniejszyła się aż o 30% – mówi Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems. Najtrudniej o pracowników w tych częściach Polski, w których przemysł motoryzacyjny kwitnie. Przede wszystkim w województwach śląskim, łódzkim, wielkopolskim i pomorskim. Exact Systems poszukuje w tym momencie w sumie ok. 300 osób do pracy w całej Polsce, m.in. na takich stanowiskach jak kontroler jakości, inżynier jakości czy team leader.

Jedna droga to za mało

Dla zwiększenia liczby kandydatów firmy muszą korzystać z tak wielu kanałów informacyjnych, jak tylko to możliwe. Jednak zawsze należy pamiętać, że wybór odpowiedniego źródła powinien być skorelowany z poziomem stanowiska, na które odbywa się rekrutacja, czy obszarem geograficznym. Możliwości jest w tym momencie naprawdę wiele. Podstawą są ogłoszenia na dedykowanych portalach ogólnopolskich czy lokalnych. – W przypadku studentów, którzy stanowią w naszym przypadku niemal 70% załogi, istotne są także plakaty na uczelniach czy obecność na najważniejszych targach pracy. Nie można zapomnieć też o kanałach social media, które stanowią codzienność młodych ludzi – mówi Jacek Opala. Coraz częściej spotykaną praktyką jest także premiowane polecanie osób, co ma miejsce nie tylko w przypadku wyższych stanowisk, gdzie kandydatów jest jak na lekarstwo. – W naszym przypadku często zatrudniamy osoby nie tylko z polecenia naszych kontrolerów, ale również producentów części samochodowych, u których prowadzimy kontrole jakości – dodaje Opala.

Wyjście poza schematy

Firmy decydują się także na niestandardowe formy rekrutacji. Na przykład Exact Systems uruchomił na swojej stronie internetowej live chat, przy pomocy którego kandydat zainteresowany pracą może szybko, w czasie rzeczywistym, i bez wychodzenia z domu otrzymać szczegóły oferty. Innym narzędziem, które wspiera nabór pracowników w Exact Systems, jest platforma e-learningowa. Jest to narzędzie skierowane do przyszłych współpracowników firmy, którzy chcą zgodnie z obowiązującymi w spółce standardami wykonywać realizacje dla klientów spółki. W praktyce są to szkolenie on-line, które wdrażają kandydatów w działania firmy, przygotowują do przyszłej pracy oraz wspierają rozwój kompetencji.

Na pozyskanie pracownika mają wpływ także inicjatywy, które prowadzi dana firma, i które stanowią pozapłacową motywację. Takim działaniem jest realizowany przez Exact Systems autorski program edukacji pod nazwą „Szkoła Jakości”. Ta bezpłatna inicjatywa jest prowadzona m.in. z Politechniką Częstochowską i motoryzacyjnymi koncernami produkcyjnymi jako odpowiedź na nie zawsze dopasowane do potrzeb pracodawców programy szkolnictwa wyższego. Uczestnikiem Szkoły Jakości może być każda osoba współpracująca z Exact Systems, dzięki czemu zdobywa wiedzę i dodatkowe umiejętności praktyczne – nie tylko z dziedziny jakości – ale także w zakresie m.in. autoprezentacji, sprzedaży czy marketingu.

– Na prosperity w branży motoryzacyjnej w danym kraju wpływają przede wszystkim dwa czynniki – uruchomienie produkcji nowego modelu auta w już istniejącym zakładzie lub zbudowanie nowej fabryki pod produkcję nowych podzespołów samochodowych. One w konsekwencji przynoszą polskiej gospodarce kilka tysięcy nowych miejsc pracy. A jak wynika z danych PAIiIZ, motoryzacja była branżą, w której w ostatnich miesiącach zostało zrealizowanych najwięcej inwestycji zagranicznych, i tak ma być także w tym roku. Stąd potrzeby kadrowe będą coraz większe i warto się odpowiednio do tego przygotować – mówi Paweł Gos z Exact Systems.

Oszczędzaj łagodnie i długoterminowo

Jeżeli jesteś w posiadaniu oszczędności lub też planujesz wdrożyć w życie plan oszczędzania zainteresuj się kontami oszczędnościowymi – radzą analitycy porównywarki finansowej Comperia.pl. Redakcja przygotowała zestawienie obecnie najlepszych kont do efektywnego oszczędzania.
Konta oszczędnościowe to doskonałe uzupełnienie szerokiej gamy produktów służących do gromadzenia pieniędzy. Ich podstawowymi zaletami są m.in. atrakcyjne oprocentowanie (nawet 3 i więcej procent), stały dostęp do ulokowanej kwoty (klient w dowolnym momencie może wypłacić pieniądze) oraz bezpieczeństwo (zgromadzone na nich środki podlegają ochronie BFG). Niestety obecne niskie stopy procentowej przekładają się na wysokość średniego oprocentowania kont oszczędnościowych, które na chwilę obecną nie przekracza poziomu 1,50 proc. w skali roku.
Średnie oprocentowanie kont oszczędnościowych

Średnie oprocentowanie kont oszczędnościowych

Wykres pochodzi z www.comperia.pl

Na podstawie parametrów wybranych przez użytkowników Fast50Club – w ramach przeprowadzonej ankiety – analitycy Comperia.pl przeanalizowany dostępne na rynku oferty banków i wybrali te najlepsze dla kwoty 1000 zł oszczędności.

Najlepsze konta oszczędnościowe wg Comperia.pl
Bank Nazwa oferty Oprocentowanie Maksymalna kwota wpłaty Wymagane konto
Orange Finanse Konto oszczędnościowe 3,50% 10 000 zł tak
BOŚ Konto oszczędnościowe EKOprofit 3,25% 50 000 zł tak
Idea Bank Konto Zośka 3,00% 100 000 zł tak
Idea Bank Konto Zyskowne (aktywny klient) 2,80% 10 000 zł tak
Bank BPH Pracowite Konto Oszczędnościowe (dla posiadaczy konta Maksymalnego) 2,75% 50 000 zł  tak
BGŻOptima Konto BGŻOptima (nowe środki) 2,70% 100 000 zł nie
Bank Millennium Konto oszczędnościowe na nowe środki 2,70% 50 000 zł tak
Źródło: porównywarka finansowa Comperia.pl

 

Obecnie najlepsze konto oszczędnościowe znajdziemy w Orange Finanse. Rachunek, o którym mowa jest oprocentowany na 3,50 proc. w skali roku i można na nim ulokować kwotę do 10 tys. złotych. Niestety, aby móc cieszyć z tak atrakcyjnych warunków konieczne jest posiadanie w Orange Finanse konta osobistego.

Drugie miejsce przypadło rachunkowi EKOprofit w BOŚ Banku. Jego oprocentowanie wynosi 3,25 proc. w skali roku, a można je uzyskać pod warunkiem posiadania ROR wraz z kartą debetową w tej instytucji. Dodatkowo, należy pamiętać o zasilaniu go kwotą w wysokości min. 1 tys. zł. Co ciekawe, na powyższym rachunku można ulokować 50 tys. zł.

Podium zamyka konto oszczędnościowe ZOŚKA w Idea Banku. Rachunek ten posiada oprocentowane na 3 proc. w skali roku i można na nim ulokować nawet 100 tys. zł. Niestety, rozwiązanie to wymaga od klienta założenia konta osobistego.

Poza podium znalazły się rachunki oszczędnościowe w Banku Millennium, BGŻOptima, Banku BPH oraz Idea Banku. Ich oprocentowanie przyjmuje wartości z przedziału 2,70 – 2,80 proc. w skali roku i można na nich ulokować duże pieniądze (wyjątkiem jest Idea Bank). Bank BPH i Bank Millennium chętnie przyjmą od klienta sumę w wysokości 50 tys. zł, a BGŻOptima nawet 100 tys. zł. Trzeba tylko zaznaczyć, że te dwie ostatnie instytucje akceptują wyłącznie nowe środki.

Oprocentowanie najlepszych kont oszczędnościowych znacznie przewyższa średnią rynkową. Niestety, w większości przypadków, aby móc się cieszyć z tak atrakcyjnych warunków konieczne jest spełnienie dodatkowych wymagań w postaci otwarcia ROR lub ulokowania w danym banku zupełnie nowych środków.

 

Ubezpieczenia bez tajemnic: AC dla kierowców

Autocasco lokuje się w czołówce ubezpieczeń najczęściej kupowanych przez Polaków. Dane Komisji Nadzoru Finansowego wskazują, że pod koniec września 2015 roku, krajowi ubezpieczyciele obsługiwali około 5,5 miliona ubezpieczeń AC dla pojazdów lądowych. Zasady działania takich polis nie są uregulowane odrębną ustawą. Dlatego klienci i ubezpieczyciele mają więcej swobody w ustalaniu zasad ochrony. Mimo różnorodności polis AC, można wskazać pewne cechy, które są typowe dla wspomnianych ubezpieczeń.

Zakres ochrony ubezpieczenia Autocasco, powinien zostać sprecyzowany w dokumencie, który nosi nazwę ogólnych warunków ubezpieczenia (w skrócie: OWU). Kluczowym elementem każdego Autocasco jest ochrona przed finansowymi skutkami uszkodzenia pojazdu (np. związanego z kolizją). Innymi słowy, polisa AC zwalnia kierowcę z kosztów naprawy samochodu. Trzeba pamiętać, że wypłata odszkodowania z tytułu AC na ogół nie zależy od tego, czy ubezpieczony kierowca spowodował wypadek (wyjątki zostały omówione poniżej). Autocasco obejmuje również uszkodzenia, które mogą powstać na wskutek wandalizmu lub próby włamania (przykład: wybicie szyby w drzwiach auta). Ochrona z tytułu Autocasco często jest rozszerzana o skutki kradzieży samochodu.

Ubezpieczyciele zwykle stosują zbliżoną listę wyłączeń ochrony dla klientów, którzy kupili Autocasco. Na odszkodowanie wypłacone z tej polisy nie można liczyć jeśli:

  • kierowca spowodował wypadek pod wpływem alkoholu, narkotyków lub środków psychotropowych
  • właściciel samochodu wysiadł z pojazdu i nieopatrznie pozostawił w nim kluczyki (to wyłączenie może nie dotyczyć kradzieży dokonanej z użyciem przemocy)
  • uszkodzenie wynika z bieżącej eksploatacji lub powstało w elementach nienaprawionych przed zawarciem umowy ubezpieczenia
  • szkoda powstała z winy umyślnej lub rażącego niedbalstwa właściciela pojazdu albo w okolicznościach innych niż podane przez ubezpieczającego
  • pojazd nie posiada ważnych badań technicznych lub rejestracji albo był prowadzony przez właściciela nieposiadającego odpowiednich uprawnień

 

Posiadacze polis AC muszą zdawać sobie sprawę, że prócz wymienionych wyłączeń ochrony, mogą wystąpić także jej ograniczenia (franszyza integralna i redukcyjna).

Grupa Azoty chce się mocniej integrować i inwestować w innowacje. W ubiegłym roku producent nawozów zwiększył zysk dwuipółkrotnie

0

CEO Magazyn Polska

AKTUALIZACJA 14.03.16 8:45

Grupa Azoty zamknęła ubiegły rok ponad dwukrotnie wyższym zyskiem w porównaniu z odnotowanym w 2014 roku. Spółka zarobiła na czysto ponad 691 mln zł. Prezes grupy Mariusz Bober zapowiedział jej głębszą integrację i nacisk na innowacje.

– Chcemy kłaść większy nacisk na inwestycje innowacyjne, takie, które pozwolą podnieść poziom technologiczny zarówno procesów wytwórczych, jak i produktów wytwarzanych przez grupę. To w sposób oczywisty zapewni Grupie Azoty lepsze funkcjonowanie i lepsze wyniki w przyszłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mariusz Bober, prezes Grupy Azoty.

Zgodnie ze strategią grupa planuje do 2020 roku przeznaczyć na inwestycje około 7 mld zł, za które zrealizuje 68 projektów. Jak podkreślił prezes Bober spółka nie widzi konieczności korekty obecnej strategii, ale jest na etapie jej przeglądu. Zapowiedział też dalszą konsolidację i głębszą integrację wewnątrz organizacji.

– Przede wszystkim w grupie powinny zachodzić zjawiska konsolidacji, integracji w większym stopniu i szybciej, niż to się odbywało dotychczas. Oczywiście przyniesie to dobre efekty – deklaruje Bober.

Przychody ze sprzedaży Grupy Azoty urosły w 2015 roku o 1,27 proc do poziomu 10 mld zł. Całkowity zysk netto spółki zamknął się kwotą 691,9 mln zł, zaś zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej – 609,5 mln zł. To wynik dwa i pół razy wyższy niż rok wcześniej. EBITDA wyniosła 1,3 mld zł, z czego niemal 1 mld zł przypadł na dział Nawozy-Agro.

– Głównym celem finansowym będzie osiągnięcie wskaźników interesujących dla akcjonariuszy (zysku netto i EBITDA) na poziomie nie gorszym niż w latach poprzednich. Natomiast z punktu widzenia polityki finansowej głównym wyzwaniem będzie zapewnienie finansowania dla dużego programu inwestycyjnego, w trakcie którego jesteśmy.

Zarząd spodziewa się utrzymania popytu na nawozy na dotychczasowym poziomie. Podobne prognozy podtrzymuje w kwestii cen nawozów azotowych.

– Według naszych prognoz przewidujemy utrzymanie wolumenu popytowego, czyli zużycia nawozów przez rolnictwo i mamy nadzieję na utrzymanie się również cen.

Prezes Mariusz Bober zapowiedział, że nie przewiduje w tym roku zwolnień pracowników. Dodał, że spółka chce kontynuować politykę dywidendową zgodnie z zapisami jej strategii.

Przed rokiem zarząd rekomendował niewypłacanie dywidendy, a rada nadzorcza i WZA przychyliły się do tej rekomendacji. Wtedy to zysk był kilkakrotnie niższy niż w 2015 r.

– Nie sądzę, aby w tym roku zaistniały okoliczności do istotnych zmian w zakresie zatrudnienia –  zapewnia prezes Grupy Azoty. – W spółce obowiązuje też przyjęta polityka dywidend i zarząd jest zdeterminowany, aby realizować ją długoterminowo.

Grupa Azoty to największy w Polsce i drugi w Europie producent nawozów. Notowana na GPW spółka powstała w wyniku konsolidacji zakładów azotowych z Tarnowa, Puław, Polic i Kędzierzyna-Koźla.

Dzięki dywersyfikacji dostaw gazu zwiększa się bezpieczeństwo energetyczne Polski. Rośnie również konkurencja na rynku

CEO Magazyn Polska

Dywersyfikacja dostaw gazu ziemnego do Polski pozytywnie wpływa na bezpieczeństwo energetyczne kraju. Zwiększył się import dostaw gazu z Zachodu, przez Gazociąg Jamalski. Tylko przez punkt Mallnow Rewers można rocznie sprowadzić ponad 5 mld m³ gazu, czyli jedną trzecią polskiego zapotrzebowania. W tym roku rozpoczną się dostawy do terminalu LNG, prawdopodobnie jeszcze w 2016 roku ruszy gazowe połączenie Polski ze Słowacją. Większe możliwości importu oznaczają również wzrost konkurencji na rynku wewnętrznym. 

Biorąc pod uwagę aspekty regulacyjne polski rynek gazu ziemnego jest jeszcze dosyć zamknięty, w związku z tym nie spodziewałbym się pojawienia się wielkich międzynarodowych graczy. Konkurencja będzie jednak rosła ze względu na rozwój infrastruktury. Działania związane z uruchomieniem terminalu LNG, czyli rozpoczęcie ciągłych dostaw do terminalu w Świnoujściu, planowane połączenie ze Słowacją, korytarz północ-południe, potencjalna rozbudowa połączeń międzysystemowych z Niemcami i Gazociąg Bałtycki na pewno wpłyną pozytywnie na funkcjonowanie polskiego systemu gazowego – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Kasprzak, członek zarządu ds. operacyjnych w Hermes Energy Group.

W ubiegłym roku Gaz-System stworzył techniczne możliwości importu gazu ziemnego do Polski z kierunku zachodniego z wykorzystaniem Gazociągu Jamalskiego. Dzięki temu możliwość importu na tym odcinku wzrosła o 3,2 mld m³ rocznie. Tym samym Polska może sprowadzać rocznie ok. 5,5 mld m³ gazu ziemnego rocznie z Niemiec, tylko przez punkt Mallnow Rewers.

Prawdopodobnie jeszcze w tym roku powstanie gazowe połączenie między Polską a Słowacją, dzięki któremu możliwe będzie doprowadzenie gazu do południowo-wschodniej części Polski, gdzie istnieje rozbudowany system przesyłowy i infrastruktura magazynowa.

W grudniu ubiegłego roku miała miejsce testowa dostawa do terminalu LNG. Docelowa przepustowość gazociągu w Świnoujściu to 5 mld m³ gazu, a 7,5 mld m³, jeśli terminal zostanie rozbudowany o trzeci zbiornik. Początkowo jednak (od tego roku) rocznie trafi tam 1,3 mld m³ gazu z kontraktu katarskiego.

– W 2016 roku jedyną faktyczną zmianą będzie rozpoczęcie dostaw do terminalu LNG. Będzie to widoczne na polskiej giełdzie i w pracy systemu przesyłowego – mówi Kasprzak. – Biorąc pod uwagę zobowiązania kontraktowe największego sprzedawcy gazu ziemnego w Polsce, musi on odebrać od Kataru ok. 100 mln m³ miesięcznie, czyli dwa tankowce. Trudno powiedzieć, czy tyle gazu jest potrzebne Polsce. Biorąc jednak pod uwagę istniejące połączenia transgraniczne z kierunku wschodniego, zachodniego, wydobycie krajowe i magazyny gazu, wydaje się, że ten bilans będzie dodatni – ocenia ekspert.

Łączne zużycie gazu ziemnego w Polsce szacuje się na 15 mld m³ rocznie. Dywersyfikacja dostaw gazu oznacza nie tylko większe bezpieczeństwo energetyczne Polski, lecz także większą konkurencję na rynku. Obecnie koncesje na obrót paliwami gazowymi mają już 177 podmioty (na koniec III kw. 2015 r. było ich 165). Warto również podkreślić, że koncesję na obrót gazem ziemnym z zagranicą ma 61 podmiotów. Pojawienie się na rynku kilkudziesięciu nowych podmiotów spowodowało obniżenie cen gazu, coraz więcej odbiorców zdecydowało się też na zmianę dostawcy. Zgodnie z danymi URE do końca 2015 r. taką decyzję podjęło ponad 30 tys. konsumentów (od 2011 roku, kiedy została stworzona taka możliwość).

Na wzrost bezpieczeństwa energetycznego Polski wpływa uruchomienie terminalu LNG, także potencjalne połączenie Polski z Danią czy z Norwegią poprzez Gazociąg Bałtycki. Natomiast będzie na to miał wpływ również rozwój wolnego rynku gazu w Polsce. Wiadomo, że im większa konkurencja, tym większe korzyści i bezpieczeństwo, więcej sprzedawców, którzy dbają o to, żeby system był utrzymywany, a gaz płynął – przekonuje Piotr Kasprzak.

Duże polskie przedsiębiorstwo traci rocznie średnio 14 mln dolarów z powodu przestojów w dostępie do systemów informatycznych

CEO Magazyn Polska

Choć decydenci w firmach są świadomi konsekwencji związanych z przerwami w dostępie do systemu IT, to problem wciąż narasta. W ubiegłym roku na świecie duże firmy miały średnio po 15 takich nieplanowanych przestojów. To dwa razy więcej niż rok wcześniej. W Polsce jest znacznie gorzej. Z badania Veeam Software wynika, że średnia wynosi 21 przestojów. To koszt dla firmy rzędu 14 mln dolarów.

– W Polsce zapytaliśmy o opinie 30 klientów, liderów IT. Ponad 80 proc. respondentów wskazało, że istnieje różnica pomiędzy tym, co są w stanie zapewnić użytkownikom, a tym, czego użytkownicy od nich wymagają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Rachwalski, p.o. dyrektora regionalnego w firmie Veeam Software na obszar Europy Wschodniej.

Z badania przeprowadzonego pod koniec 2015 roku przez firmę Veeam Software wśród 1140 menedżerów IT na temat płynności funkcjonowania systemów IT w dużych firmach wynika, że każda z nich miała średnio 15 przestojów w dostępie do firmowej sieci. To dwa razy więcej niż rok wcześniej. Oznaczało to średni koszt rzędu 16 mln dolarów w postaci utraconych korzyści oraz obniżonej produktywności. W Polsce przerw w funkcjonowaniu systemów było średnio 21. Jednak ich koszt oszacowano na nieco niższą kwotę – 14 mln dolarów. Wynika to z utraconych możliwości i przychodów oraz obniżonej produktywności.

– Ponad 50 proc. respondentów wskazywało, że tych przestojów występuje więcej niż 20, nawet do 50. Wśród tych firm są organizacje, które wskazywały na to, że przerwy występują średnio raz w tygodniu. Na tle świata wyglądamy nieco gorzej – średnio jest 15 przestojów i tylko 23 proc. respondentów wskazywało, że u nich jest ich więcej, niż wynosi średnia. Ten problem dotyczy Polski w bardzo dużym stopniu i jest dość poważny – mówi Rachwalski.

Na świecie 84 proc. ankietowanych ujawniło, że w ich firmach pojawił się deficyt dostępności. W Polsce do występowania tego problemu przyznało się 64 proc. respondentów. Mimo że firmy są świadome problemów, jakie stwarzają tego typu awarie, i starają się im zapobiegać, wdrażając odpowiednie procedury, koszt przestojów wzrósł rok do roku o 6 mln dolarów.

– Taki przestój oznacza, że nie mamy dostępu do usług, produktów i danych – mówi przedstawiciel Veeam. – Jest to bardzo istotny element, który może wpływać na kondycję firmy, na jej wizerunek, nie tylko zewnętrzny, lecz także wewnętrzny. Pracownicy, obserwując częste przestoje, tracą motywację, są mniej produktywni i mogą odchodzić z naszej firmy.

Choć przedsiębiorstwa zwiększyły swoje wymagania w zakresie minimalizowania przestojów aplikacji i zagwarantowania dostępu do danych (w Polsce po 70 proc., na świecie odpowiednio 96 i 94 proc.), nieplanowane przestoje aplikacji o znaczeniu krytycznym (których jest już niemal połowa) wydłużyły się z 84 do 174 minut rok do roku, a czas przerw w dostępie do aplikacji niekrytycznych zwiększył się z 4 do 5 godzin i 48 minut.

Na całym świecie wszyscy skupiają się na jak najszybszym przywróceniu dostępności do aplikacji krytycznych. Ten czas jest relatywnie niski. W Polsce, jak pokazują badania, jesteśmy w stanie zdecydowanie szybciej przywrócić dostęp do aplikacji i danych niekrytycznych – mówi Rachwalski.

Jak wskazuje badanie, średni koszt godziny przestoju w firmie w przypadku aplikacji krytycznej to w Polsce 76 tys. dolarów, zaś globalnie – 80 tys. Za to brak dostępu do aplikacji niekrytycznej w Polsce oznacza koszt 92 tys. dolarów na godzinę, podczas gdy na świecie jest o jedną trzecią niższy.

– Sugerowałbym zastanowienie się nad tym, co dzisiaj w organizacjach pracuje, jakie narzędzia są wykorzystywane, bo z czegoś bierze się ten deficyt dostępności – wskazuje Rachwalski. – Radziłbym się też rozejrzeć za lepszymi rozwiązaniami, bardziej nowoczesnymi, które pozwolą nam na zmniejszenie tego deficytu.

McDonald’s startuje z nowym konceptem produktowym we Wrocławiu. Klienci będą mogli sami skomponować kanapki

0

CEO Magazyn Polska

McDonald’s Polska otworzył we Wrocławiu piąty lokal w Polsce, gdzie testuje nową usługę pozwalającą na indywidualne komponowanie burgerów. Gości mogą samodzielnie tworzyć swoje kompozycje smakowe z 28 produktów. Wszystkie składniki są świeżo przygotowane, a kanapki zamawiane przy samoobsługowym ekranie i dostarczane potem przez kelnera do stolika. Polska jest pierwszym krajem w Europie, w którym rozpoczęto testy tego projektu.

– Wrocław jest piątą lokalizacją, w której rozpoczynamy realizację naszego testu, który wprowadza zupełną nowość do McDonald’s w skali światowej. To możliwość kreowania burgerów przez naszych gości. Skomponuj swój smak to przede wszystkim personalizacja. Blisko 30 składników, z których można skomponować swojego burgera – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych i zasobów ludzkich w McDonald’s Polska.

Polska jest pierwszym krajem w Europie, w którym restauracja wprowadziła nowy projekt. Podobne rozwiązanie dotąd pojawiły się w zaledwie kilku krajach na świecie.

Jak podkreśla Krzysztof Kłapa, Create Your Taste może być receptą na budowanie więzi z dzisiejszym konsumentem, który zamiast masowości wybiera indywidualne podejście.

– Badania pokazują, że dzisiejszy gość chce indywidualnego traktowania. Oczekuje takiego produktu, o którym marzy, jaki sobie wymyślił. McDonald’s jest w stanie to zrobić. To duży krok do przodu i wyzwanie dla konkurencji – ocenia dyrektor w McDonald’s.

Wrocławska restauracja jest piątą w Polsce, w której to nowe rozwiązanie jest testowane. W dwóch restauracjach w Warszawie, jednej w Bielawie i jednej w Kielcach, w których projekt został już wdrożony, rozwiązanie spotkało się z dużym zainteresowaniem klientów. Dla sieci to zupełna nowość. Kanapki można zamawiać przy samoobsługowym ekranie, a do stolika przyniosą je kelnerzy.

– Nie ma jednej określonej grupy konsumentów, pod których przygotowujemy tę propozycję. Osoby młode bardzo chętnie korzystają z kiosków zamówieniowych. Takie zamówienia są realizowane z wykorzystaniem nowoczesnej technologii, więc kioski przyciągają. Są one już powszechne w McDonald’s. Teraz kolejnym krokiem testowym jest to, jak je mądrze wykorzystać i jakie dać możliwości kreowania klientom – wskazuje Kłapa.

Młodzi najlepiej radzą sobie z nowoczesną technologią, dla tych, którzy mogą mieć problemy ze złożeniem w ten sposób zamówienia, restauracja zapewnia pomoc obsługi. Wciąż działają także tradycyjne kasy, istnieje możliwość zamówienia przy nich burgerów z oferty Create Your Taste, choć ogranicza to jednak możliwości kreowania. Zdaniem eksperta kioski zamówieniowe i indywidualne komponowanie kanapki sprawią, że wizyta dostarczy klientom nie tylko doznań kulinarnych, lecz także rozrywki.

– Zaletą jest możliwość budowy czegoś, co jest realizowane zgodnie z naszym oczekiwaniem. Sami wybieramy skład, decydujemy o smaku, ilości warzyw czy rodzaju sosów. Kolejną kwestią jest świeżość wykonania. Obecnie cały polski McDonald’s jest po procesie modernizacji i wszystkie produkty przygotowujemy na świeżo. Dopiero kiedy klient złoży zamówienie, rusza proces produkcji na kuchni – tłumaczy ekspert McDonald’s.

Restauracja zwiększa też różnorodność oferowanych smaków. Przy tworzeniu burgera klient może wybierać spośród 28 produktów. Może też zdecydować się na danie bardziej orientalne lub tradycyjne, z określonymi dodatkami i pieczywem.

– Zwiększamy liczbę składników. Są marynowane buraki, ogórki, papryczki jalapeño, dodatki ostre, łagodne i dużo rodzajów sera, bekon, kilka roadzajów pieczywa. Różnorodność i wybór to z pewnością kolejne zalety projektu – przekonuje Krzysztof Kłapa.

Volvo pokazało w Polsce dwa najnowsze modele aut. To pierwszy pokaz krajowy po premierze na targach motoryzacyjnych w Genewie

CEO Magazyn Polska

Luksusowe Volvo S90 i jego wersja kombi V90 zaledwie kilkanaście dni temu miały swoją światową premierę na największych targach motoryzacyjnych w Genewie. Już teraz można oglądać je w Warszawie na Expo XXI. W salonach model S90 dostępny będzie na początku wakacji, a V90 – pod ich koniec.

– Volvo V90 miało swoją światową premierę w Genewie 1,5 tygodnia temu. Z kolei S90 miało swoją europejską premierę również w Genewie, a światową w Detroit – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Car Poland.

Jak podkreśla prezes Volvo Car Poland, modele powstały na nowych płytach podwozia, mają nowe silniki i wyposażenie. Nie mają więc wiele wspólnego z poprzednimi modelami.

Oba auta po raz pierwszy zostały zaprezentowane na początku marca na międzynarodowych targach motoryzacyjnych w Genewie.

– Targi w Genewie były targami bardzo spokojnymi, więc te dwa modele niesamowicie wyróżniały się na tle pozostałych modeli. Wielu dziennikarzy twierdzi, że jest to najciekawsza premiera tego sezonu – uważa Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

– Widzimy bardzo entuzjastyczne przyjęcie, samochody wzbudzają zachwyt i spodziewamy się dużej sprzedaży. Jesteśmy pewni, że sprzedamy ponad 7 tys. samochodów w tym roku. Dużą pomocą jest model XC90 wprowadzony w zeszłym roku oraz dwa modele, które obecnie prezentujemy, zarówno S90, jak i V90 będą aktywnie kontrybuowały w tym sukcesie –  przekonuje Arkadiusz Nowiński.

– To są rewolucyjne samochody – podkreśla Mariusz Nycz, dyrektor sprzedaży i marketingu Volvo Car Poland. – Po raz pierwszy w historii motoryzacji zastosowane zostały specjalne systemy bezpieczeństwa, które pozwolą nam uniknąć wypadku, kiedy np. nagle przed nami pojawi się duże zwierzę – sarna czy łoś.

Jak zapewnia Nycz, firma spodziewa się sprzedaży na poziomie 1,5 tys. sztuk rocznie. Volvo sedan S90 kosztować będzie od 170 tys. zł, kombi V90 – o 10 tys. zł więcej. Najdroższa ma być odmiana hybrydowa, której cena zacznie się od niemal 350 tys. zł.

– Pierwsza klientka zdecydowała się na zakup tego samochodu zanim trafił on do salonów i zanim pokazały się pełne zdjęcia. Przyszła i wpłaciła zaliczkę, wybierając kolor biały, wersję silnikową, bardzo nas to cieszy, gratulujemy jej tej odwagi ­– ujawnia Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

Nowe modele są nie tylko wyposażone w automatyczne systemy ostrzegania przed kolizją, lecz także ich stylistyka sprawia, że wydają się mniejsze niż są w rzeczywistości. S90 ma 496 cm długości, 189 cm szerokości i 144 cm wysokości. Jego bagażnik ma pojemność 500 l. Obie wersje oferowane będą w wersji automatycznej z 8-biegowymi skrzyniami. Wyjątkiem będzie 6-biegowa skrzynia ręczna, która będzie dostępna z dwoma silnikami Diesla i mocy 150 i 190 KM. Hybryda będzie miała łączną moc 407 KM. Na silniku elektrycznym da się przejechać 45 km. Poza walorami ekologicznymi, zestaw hybrydowy zapewni temu pojazdowi iście sportowe osiągi. Sprint od 0 do 100 km/h ma wynosić jedynie 5,2 s.

Znani projektanci coraz częściej zajmują się designem dla produktów codziennego użytku. W Polsce na rynku pojawiły się nowe jogurty Fantasia sygnowane nazwiskiem Ani Kruk

CEO Magazyn Polska

Znane marki coraz częściej współpracują z projektantami mody czy biżuterii. W przeszłości Elie Saab, Kenzo czy Alexander Wang projektowali butelki wody Evian, a Karl Lagerfeld stworzył etykietę butelki z limitowanej edycji Coca-Coli Light we Francji. Teraz w ich ślady poszła Ania Kruk, która stworzyła opakowania dla limitowanej edycji nowych smaków jogurtu Fantasia Black & Fantasia White. Opakowanie to jeden z podstawowych elementów promocji produktu, bezpośrednio  oddziałujący na klientów, dlatego może wpływać na zwiększenie sprzedaży – twierdzi prezes zarządu firmy ANIA KRUK Wojciech Kruk jr.

– Współpraca projektantów z markami produktów codziennego użytku to ostatnio modny temat. Szlaki przetarli już ci wielcy, jak Kenzo czy Alexander Wang dla marki wody Evian, którzy współpracowali przy tego typu projektach. Dla mnie to pierwsze wyjście poza biżuterię, po raz pierwszy projektuję coś innego, sygnując to moim nazwiskiem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ania Kruk, projektantka biżuterii.

Opakowania pełnią ważną funkcję marketingową. Pomagają przyciągnąć uwagę odbiorców, wyróżniają produkt wśród podobnych na rynku, są też reklamą produktu. Atrakcyjne i funkcjonalne opakowanie stało się kluczowym elementem w promocji, zwłaszcza że większości zakupów konsumenci dokonują pod wpływem impulsu, a obraz lub znak graficzny często przemawiają do odbiorcy lepiej niż słowa.

– Produkt to nie tylko sam wzór, lecz także cała otoczka, która powstaje dookoła – podkreśla Wojciech Kruk, prezes zarządu firmy ANIA KRUK. – Im bardziej dopracowane opakowanie, im bardziej będziemy zwracać uwagę na szczegóły, oryginalność i coś, co będzie wyróżniało je na rynku, tym produkt będzie lepiej odpowiadał na potrzeby klientów.

Firma Ania Kruk wzbogaciła swoje opakowania, oprócz etui z filcu wprowadziła również pudełka – jak wskazuje Wojciech Kruk – spotkało się to z pozytywnym odbiorem klientów, a samo opakowanie pełni funkcję prezentu.

Znane marki coraz częściej proszą o pomoc projektantów mody. Producenci wody Evian co roku prezentują oryginalne, przygotowane specjalnie dla nich projekty butelek, ostatnio również Karl Lagerfeld – po raz drugi – zaprojektował butelkę z limitowanej edycji Coca-Coli Light. W Polsce na podobną współpracę zdecydowała się firma Danone przy nowej edycji jogurtów Fantasia Black i Fantasia White.

– Design jest bardzo istotny we współczesnym świecie i to był też jeden z ważniejszych powodów nawiązania tej współpracy. Cieszę się, że firma Danone zdecydowała się docenić rolę projektanta i stworzyć limitowaną edycję opakowań sygnowanych konkretnym imieniem i nazwiskiem – ocenia Anna Kruk.

Na wieczku i etykiecie produktu znajdzie się ornament, a wzór uzupełni stylizowany srebrny lub złoty napis, w zależności od smaku jogurtu. Właśnie do butików ANIA KRUK trafiła również unikalna kolekcja biżuterii ANIA KRUK Inspired by Fantasia, złożona z delikatnych, koronkowych wzorów, w których ukryty jest monogram K, nawiązujący do nazwiska projektantki.

– Projektując opakowania, chciałam, żeby wyglądały luksusowo, modnie i elegancko. Dualizm Fantasia White i Fantasia Black miał być widoczny w biżuterii i jest to odzwierciedlone poprzez linię ze srebra i linię ze złota w kolekcji – wskazuje Ania Kruk.

Jak podkreśla projektantka, taka biznesowa współpraca może przynieść wymierne efekty tylko wówczas, gdy obie marki mają wspólną płaszczyznę i łączy je podejście do klienta. Dodaje, że w tym przypadku była pełna zgodność: dla obu marek ważna jest bliskość, kobiecość i lekkość.

Ania Kruk podkreśla, że to dla niej jeden z najważniejszych projektów w tym roku. Firma zamierza skupić się na rozbudowie sklepów, przede wszystkim w centrach handlowych. Chce również kontynuować zagraniczną ekspansję. W 2015 roku otwarty został pierwszy sklep pod szyldem ANIA KRUK w Katarze. Właśnie Bliski Wschód jest regionem, w którym pojawią się kolejne lokale.

– Dodatkowo uruchamiamy zewnętrzne kanały dystrybucji. Nie chcę jeszcze zdradzać szczegółów, ale w tym roku nasze produkty będą dostępne w szerszej ofercie. Zakładamy też intensywny wzrost sprzedaży online, dużo zainwestowaliśmy w rozpoznawalność w tym aspekcie i to jest jeden z priorytetów w tym roku – zapowiada Wojciech Kruk.

Provident wprowadza pożyczki online

Największa firma pożyczkowa działająca w Polsce rozpoczęła nowy rozdział. Provident Polska zmienił nie tylko barwy oraz logo. Od marca wprowadził również nową ofertę produktową i zaczął wykorzystywać nowe kanały sprzedaży.

„Nie możemy wyróżnić jednego typu naszych klientów. Gros z nich stanowią osoby przywiązane do obsługi w domu przez agenta, ale rośnie nam segment klientów, którzy chcą być obsługiwani przez doradcę zewnętrznego, np. brokera, lub wolą korzystać z naszych usług przez internet. Postanowiliśmy wyjść naprzeciw tym potrzebom” – informuje w rozmowie z serwisem infoWire.pl dyrektor ds. rozwoju biznesu Agnieszka Kłos. „Wprowadzenie oferty online ma szanse okazać się sukcesem. W ubiegłym roku odnotowaliśmy ponad 5 mln wizyt na naszej stronie www” – dodaje.

Zmiany objęły także ofertę produktową. W ofercie podstawowej produkt jest dużo tańszy, a obsługa domowa – darmowa. Klient może skorzystać z wakacji kredytowych i innych elementów gwarantujących elastyczność spłat. „Wprowadziliśmy też pożyczkę samoobsługową, internetową. Udzielamy do 7,5 tys. zł na 24 miesiące, co wyróżnia nas na tle konkurencji” – mówi dyrektor ds. marketingu Katarzyna Szerling. Również ten produkt jest elastyczny. Pożyczkę można spłacić wcześniej i klient nie ponosi w takim przypadku żadnych dodatkowych kosztów.

Firma działa pod hasłem „Wierzymy w Twój plan”. „Nasi klienci borykają się nie tylko z wyzwaniami dnia codziennego. Coraz częściej dzięki pożyczkom realizują swoje marzenia, potrzeby, aspiracje. Nasza oferta, dopasowana do oczekiwań i możliwości klientów, ma w tym pomóc. Jesteśmy przekonani, że przy podejmowaniu decyzji finansowych kierują się oni rozsądkiem” – stwierdza Katarzyna Szerling.

Najniższe emerytury będą mieli … właściciele mikro i małych przedsiębiorstw!

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnia wysokość emerytury w Polsce wynosi niewiele ponad 2 000 złotych[1]. Grupą osób, których średnia wartość emerytury jest najniższa, są przedsiębiorcy prowadzący mikro i małe przedsiębiorstwa. Przeciętne emerytury właścicieli firm są o 18% niższe niż innych grup społecznych i wynoszą średnio 1 666 złotych.

W przeciwieństwie do pracowników, których składka emerytalna jest uzależniona od wysokości przychodu uzyskanego z tytułu zatrudnienia, przedsiębiorcy mają obowiązek opłacania stałej składki na ubezpieczenie emerytalne. W 2016 r. minimalna składka emerytalna dla właścicieli firm wynosi 474,92 złotych. W naszym kraju funkcjonują blisko 2 miliony mikro i małych przedsiębiorstw, których właściciele w przyszłości będą otrzymywać bardzo niskie świadczenia emerytalne.

Emerytura przedsiębiorcy w dużym stopniu zależy od niego samego. Można opłacać wyższą składkę emerytalną niż ustawowe minimum, jednak większość przedsiębiorców nie decyduje się na taki krok. Wynika to głównie z obawy przed tym, że finalna wartość emerytury, nawet w przypadku opłacania zdecydowanie wyższych składek, może nadal być niska i nieadekwatna do kwot, jakie zostały wpłacone jako „nadwyżka”. Według prognoz, emerytura przedsiębiorców, którzy opłacają najniższą składkę, za kilka lat będzie o kilkanaście procent niższa niż obecnie. Właściciele firm, którzy w wieku emerytalnym nie będą chcieli pracować, powinni wspomóc się dostępnymi na rynku narzędziami, które pomogą im zebrać odpowiedni kapitał.” – komentuje Karina Trafna, dyrektor sprzedaży Legg Mason TFI SA.

Od kilku lat możemy skorzystać z dwóch produktów emerytalnych, które powstały z myślą o gromadzeniu kapitału i polepszeniu naszego poziomu życia na emeryturze. Takimi rozwiązaniami są Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) i Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE). Ze względu na możliwość skorzystania z ulgi podatkowej, IKZE jest niezwykle praktycznym narzędziem dla przedsiębiorców, którzy poszukują możliwości obniżenia wysokich podatków.

Z ulgi podatkowej należnej z IKZE mogą skorzystać przedsiębiorcy, którzy rozliczają się z fiskusem według stawek 18%, 32% oraz według stawki liniowej – 19%. Wartość ulgi w 2016 roku może wynieść odpowiednio do 875,88 zł, 1 557,12 zł lub 924,54 zł. Jedyną wadą IKZE jest to, że w ciągu roku możemy wpłacić na nie oszczędności tylko do określonej kwoty. Z roku na rok ich limit jest nieznacznie podnoszony – od nowego roku kalendarzowego wynosi on 4 866 zł na 2016 rok. Jeżeli będziemy odkładać na IKZE równowartość bieżącej maksymalnej kwoty na IKZE przez 35 lat (405 zł miesięcznie), to dodatek do naszej emerytury może wynieść nawet ponad 2 500 złotych[2]” – dodaje Karina Trafna z Legg Mason TFI SA.

[1] file:///C:/Users/VAIO%20BIALY/Downloads/wz_emerytury_i_renty_w_2014%20.pdf

[2] Przy uwzględnieniu następujących założeń: długość okresu wypłat ratalnych – 20 lat, potencjalna roczna stopa zwrotu 5% w okresie wpłat, 4% w okresie wypłat.

Będzie nowy crossover Lexusa!

Jak podaje portal Lexus Enthusiast, Toyota Motor Corporation, macierzysty koncern japońskiego producenta samochodów luksusowych, zarejestrował w Europie i Australii znaki towarowe zapowiadające wprowadzenie nowego modelu samochodu – Lexus UX.

 lexus_nx_300h_13Jako pierwsi zarejestrowanie nowych znaków towarowych odkryli dziennikarze australijskiego portalu autoguide.com – nazwy Lexus UX 250 i Lexus UX 250h zostały wpisane do rejestru 24 lutego. Tego samego dnia w Turcji złożono wniosek o zarejestrowanie w Europie znaków towarowych Lexus UX 200, Lexus UX 250 i Lexus UX 250h.

Zgodnie z nazewnictwem używanym przez Lexusa, druga litera X w nazwie modelu oznacza nadwozie typu crossover. Komentatorzy już od pewnego czasu spodziewają się wprowadzenia przez Lexusa nowej konstrukcji tego rodzaju – mógłby to być samochód albo trochę większy od bestsellerowego RX, z kabiną o trzech rzędach siedzeń, albo nieco mniejszy od cieszącego się coraz większą popularnością NX, oparty na platformie kompaktowego hatchbacka CT.

Biorąc pod uwagę liczby występujące w zarejestrowanych oznaczeniach, w grę wchodzi raczej mniejsze auto. Lexus Enthisiast sugeruje, że Lexus UX 200 mógłby wykorzystywać 165-konny, dwulitrowy, czterocylindrowy silnik rzędowy o zmiennym cyklu pracy (Otto i Atkinsona) znany z modelu ES 200. Wersja UX 250 miałaby być napędzana 2,5 litrowym, benzynowym silnikiem rzędowym o mocy 181 KM, stosowanym m.in. w Toyocie RAV4 i Camry. Model UX 250h będzie miał oczywiście napęd hybrydowy, jednak w tej chwili trudno cokolwiek powiedzieć o możliwych parametrach jednostki napędowej.

Wartość transakcji na globalnym rynku chemicznym bije kolejne rekordy

W 2015 roku na rynku fuzji i przejęć w globalnym przemyśle chemicznym doszło do 612 transakcji, których wartość wyniosła 145,8 mld dolarów, niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej. Zdaniem autorów raportu „2016 Global chemical industry mergers and acquisitions outlook. A quest for focus”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku aktywność ta powinna się utrzymać na podobnym, wysokim poziomie. W 2016 r. Deloitte oczekuje kolejnych spektakularnych transakcji w ramach konsolidacji sektora oraz dalszego pozbywania się aktywów przez koncerny chemiczne, w celu upraszczania ich struktur.

W porównaniu do 2014, w roku 2015 liczba transakcji M&A lekko spadła, ale ich wartość wzrosła z 77,8 mld dolarów do 145,8 mld dolarów. Aż w 16 przypadkach wartość transakcji sięgnęła ponad miliard dolarów. Rekordowa i cały czas czekająca jeszcze na zatwierdzenie przez regulatora okazała się ogłoszona pod koniec ubiegłego roku fuzja dwóch amerykańskich chemicznych gigantów: Dow Chemical i DuPont. To właśnie w efekcie wartej ponad 73 mld dolarów transakcji, globalna wartość fuzji i przejęć w sektorze chemicznym skoczyła w ujęciu rocznym aż o 87%.

Tradycyjnie najwięcej transakcji M&A w przemyśle chemicznym, bo aż 186 dokonano na rynku amerykańskim. Na drugim i trzecim miejscu uplasowały się Chiny i Niemcy z odpowiednio 78 i 37 transakcjami. Najaktywniejszymi segmentami pod względem transakcji były największe z nich, czyli segmenty podstawowych surowców chemicznych (372 transakcji) oraz produktów przejściowych i chemii specjalistycznej (147 transakcji).  „Szanse na tak duży wzrost wartości transakcji jak w 2015 r. są raczej nieduże, ale wiele czynników przemawia za utrzymaniem się wysokiej aktywności na rynku M&A w sektorze chemicznym. Presja konkurencyjna oraz globalne spowolnienie gospodarcze mogą zachęcać kolejne duże spółki chemiczne do spektakularnych transakcji w ramach konsolidacji sektora. Niski koszt długu i jego dobra dostępność sprawiają, że  fuzje i przejęcia dla wielu zarządów mogą być atrakcyjnym sposobem na dostarczenie akcjonariuszom oczekiwanego przez nich wzrostu wartości. – mówi Marek Chlebus, szef Zespołu ds. Energii i Zasobów Naturalnych w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Duży wpływ na aktywność sektora w obszarze M&A będzie miał trend pozbywania się przez spółki chemiczne aktywów niezwiązanych z ich podstawową działalnością oraz upraszczania struktur. Po dojściu do skutku transakcji Dow Chemical – DuPont, w najbliższych latach aktywa obu spółek zostaną ponownie podzielone pomiędzy trzy różne spółki, operujące w trzech różnych segmentach. O wydzieleniu części swoich działalności do oddzielnych spółek, myślą również tacy giganci jak Bayer czy Air Products. „Od 2013 r. w sektorze chemicznym obserwujemy coraz większą ilość transakcji wynikającą z tzw. spin-offów. Wydzielanie części działalności do oddzielnej spółki związane jest z upraszczaniem struktur koncernów chemicznych oraz z korzyściami podatkowymi. W USA do tego typu działań zarządy spółek zmuszane są przez aktywnych inwestorów finansowych (tzw. activist investors), którzy w przeciwieństwie do tradycyjnych funduszy dość mocno ingerują w pracę zarządów spółek.” – wyjaśnia Paweł Kordala, Associate w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte, Zespół ds. Energii i Zasobów Naturalnych. Według prognoz Deloitte największym rynkiem fuzji i przejęć w sektorze chemicznym pozostaną Stany Zjednoczone, gdzie dostęp do taniej ropy i najtańszego na świecie gazu powinien sprzyjać transakcjom w sektorze.

O ile prognozy dla rynku M&A w sektorze chemicznym w 2016 r. pozostają optymistyczne, o tyle na horyzoncie można dostrzec szereg ryzyk dla takiego scenariusza. Zarządy dużych koncernów w efekcie silnej aktywności transakcyjnej w ostatnich latach mogą zacząć się skupiać na integracji połączonych aktywów, kosztem nowych pomysłów na fuzję i przejęcia. Część spółek w efekcie kryzysu w innych branżach (np. oil&gas) może próbować poszukiwać okazji inwestycyjnych poza sektorem chemicznym. Dodatkowo na podejściu zarządów do dalszej konsolidacji sektora zawarzyć powinien stopień satysfakcji z osiąganych synergii z transakcji z ostatnich lat.

BioMaxima S.A. utrzymuje wzrost sprzedaży

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, po dwóch miesiącach 2016 r. zanotowała przychody ze sprzedaży w wysokości 3.822 tys. zł. Emitent intensyfikuje swoje działania na rynkach zagranicznych oraz w postępowaniach przetargowych.

 Po dwóch miesiącach 2015 r. Spółka miała 3.279 tys. zł przychodów ze sprzedaży. Osiągnięty przez BioMaxima S.A. blisko 17% wzrost obrotów w ujęciu rdr. wynika z istotnego zwiększenia sprzedaży w segmencie odczynników oraz aparatury. Emitent konsekwentnie realizuje również przyjętą politykę w zakresie postępowań przetargowych, która pozwoliła mu na wzrost wygranych postępowań na początku 2016 r. o ponad 11%. Spółka prowadzi obecnie zaawansowane rozmowy z zagranicznymi kontrahentami, z którymi nawiązane zostały relacje biznesowe podczas styczniowych targów w Dubaju. W lutym br. wpłynęły pierwsze zamówienia od nowych parterów handlowych z Palestyny oraz Ukrainy. Zarząd BioMaxima S.A. wiąże duże nadzieje z pozyskaniem nowego dystrybutora z Kazachstanu, który jest zainteresowany współpracą ze Spółką w zakresie wielu grup produktowych.

„Konsekwentnie realizujemy przyjętą przez Spółkę strategię sprzedażową. Szczególnie cieszy nas fakt powrotu na ścieżkę wzrostową przychodów ze sprzedaży krajowej. Również nowe kontakty nawiązane na rynkach zagranicznych rokują na dynamiczny wzrost naszego eksportu w bieżącym roku.” – ocenia Piotr Rubaj, V-ce Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Emitent podtrzymuje swoje plany odnośnie planowanych transakcji akwizycyjnych na rynku polskim oraz rumuńskim i kontynuuje prowadzone rozmowy z wyselekcjonowanymi podmiotami. W minionym miesiącu Spółka złożyła wniosek w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego, Działanie 1.2 „Badania i rozwój”, na opracowanie testów do badania lekowrażliwości. Wnioskowana kwota dotacji wynosi 589 tys. zł i stanowi 75% wartości całego projektu, który ma być realizowany wspólnie z Wydziałem Biologii i Biotechnologii UMCS w Lublinie.

Celem planowanego przedsięwzięcia jest stworzenie innowacyjnej, automatycznej technologii produkcji testów do oznaczania lekowrażliwości. Ich wprowadzenie do powszechnego stosowania w diagnostyce mikrobiologicznej pozwoli na bardziej racjonalną suplementację antybiotyków, a tym samym na ograniczenie ich stosowania. BioMaxima S.A. zamierza wykorzystać swoją bardzo mocną pozycję rynkową w zakresie produkcji krążków antybiotykowych do oznaczania lekowrażliwości i aktywnie zagospodarować ten segment, bowiem posiada on ogromny potencjał komercyjny, wynikający z masowej grupy ewentualnych nabywców.

 „Potencjał rynku polskiego na tego rodzaju testy wynosi ok. 30 mln zł rocznie. W krajach Europy Zachodniej zużycie testów jest kilkakrotnie wyższe niż w Polsce. Liczymy na duży wzrost sprzedaży z tego tytułu po pomyślnym skomercjalizowaniu projektu. Ponadto uważam, że Spółka w tym roku jeszcze niejednokrotnie mile zaskoczy Akcjonariuszy w zakresie różnego rodzaju projektów realizowanych przy wykorzystaniu funduszy unijnych.” – dodaje Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. zakończyła 2015 r. zyskiem netto w kwocie 1.469 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży sięgających 21.965 tys. zł. Rok wcześniej zysk netto Spółki wyniósł 455 tys. zł, a jej przychody ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 20.441 tys. zł.