Brexit to poważne zagrożenie dla polskiej gospodarki i złotego

Ostatnio pojawiło się wiele analiz dotyczących hipotetycznego wpływu Brexitu na wycenę funta, kondycji brytyjskiej gospodarki czy polityki monetarnej Banku Anglii. Jak może zachować się złoty w sytuacji opuszczenia UE przez Wielką Brytanię? Komentarz Marcina Lipki, analityka Cinkciarz.pl.

Marcin_LipkaW Wielkiej Brytanii od miesięcy trwa dyskusja na temat możliwości opuszczenia przez ten kraj struktur Unii Europejskiej. W ostatnich tygodniach nabrała ona tempa, ze względu na ogłoszenie daty referendum przez premiera Davida Camerona. Wpływ na to miało także rozpoczęcie kampanii na rzecz Brexitu, przez Borisa Johnsona, wiodącego polityka partii konserwatywnej.

Polityczna dyskusja na Wyspach i niezdecydowanie obywateli w sondażach, kreują również ryzyka gospodarcze dość szybko przekładające się na wycenę funta. W lutym brytyjska waluta spadła w relacji do amerykańskiego dolara do najniższych poziomów od 2009 r. Dlaczego jednak Brexit jest tak niekorzystny dla brytyjskiej gospodarki?

Niezbilansowana gospodarka

 „Financial Times” przeprowadził badania wśród reprezentatywnej grupy ponad stu ekonomistów. Jak się okazało, zdecydowanie przeważają negatywne opinie, na temat konsekwencji możliwego Brexitu dla brytyjskiej gospodarki. Żaden z badanych nie uważa, że opuszczenie Unii poprawiłoby tegorocznej sytuacji ekonomicznej kraju, a aż 72 proc. respondentów sądzi, że pogorszy się ona w średnim terminie, czyli w ciągu kilku lat.

Z kolei w ankiecie przygotowanej przez agencję Bloomberg, 20 z 34 bankierów inwestycyjnych zakłada, że w tydzień po Brexicie funt może być wart 1.30 dolara lub mniej. To oznaczałoby przynajmniej dziesięcioprocentową przecenę brytyjskiej waluty, w porównaniu do bieżących notowań. Siedmiu ankietowanych z tej grupy oczekuje, że para GBP/USD może spaść poniżej granicy 1.20, czyli do najniższego poziomu od 30 lat.

Nawet jeżeli założymy, że obawy ekspertów są przesadzone, a średnioterminowe skutki nie są tak oczywiste, to wciąż warto zwrócić uwagę na brak równowagi w brytyjskiej gospodarce. Przede wszystkim Brytyjczycy borykają się z wysokim deficytem rachunku obrotów bieżących, który waha się w ostatnich kwartałach w granicach 4-5 proc. PKB, czyli około 150 mld dolarów rocznie.

Do tej pory ta nierównowaga zewnętrzna była głównie finansowana przez bezpośredni napływ inwestycji zagranicznych (FDI). Jednak w scenariuszu Brexitu można oczekiwać, że nastąpi znaczne ograniczenie FDI ze względu na niepewność gospodarczą. To oznaczałoby, że ten deficyt stałby się mało stabilny i jego zmniejszenie zostałoby prawdopodobnie wymuszone przez osłabienie waluty i zmniejszenie importu.

Warto także zwrócić uwagę na brytyjski sektor finansowy. Generuje on ok. połowę nadwyżki w zagranicznym bilansie usług. Gdyby jednak Wielka Brytania opuściła Unię, to prawdopodobnie Bruksela znacznie ograniczyłaby działalność tego sektora na swoim terenie. To również wpływałoby negatywnie na rachunek obrotów bieżących.

Osłabienie funta i niepewność gospodarcza mogłaby wyraźnie pogorszyć nastroje konsumentów i chęć do inwestowania. Nawet jeżeli ta reakcja byłaby względnie krótkotrwała , to i tak mogłaby zwiększyć oczekiwania obniżenia stóp procentowych przez bank centralny. To byłby kolejny cios dla funta. W rezultacie szacunki banku HSBC zakładające, że funt osłabi się do dolara o 15-20 proc. w przypadku Brexitu, nie muszą być wcale przesadzone.

Niejednoznaczne sondaże

 Elementem zwiększającym niepewność dotyczącą wyniku referendum jest również podział społeczny, obserwowany w badaniach opinii publicznej. Średnia z ostatnich sześciu sondaży publikowana przez portal Whatukthinks.org pokazuje, że 51 proc. ankietowanych jest za pozostaniem w strukturach Unii, a 49 proc. popiera Brexit.

Warto jednak zauważyć, że w badaniach opinii publicznej w Wielkiej Brytanii przeważają sondaże typu online, gdzie zarejestrowana grupa użytkowników wybierana jest przez dany ośrodek do konkretnej próby. Miedzy innymi YouGov pisze na swojej stronie, że w swojej bazie danych ma 360 tys. użytkowników. Ogólnie w sondażach online wynik jest najczęściej remisowy.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku głosowego kontaktu z respondentem. W jednym z ostatnich sondaży telefonicznych, przeprowadzonych przez ComRes 22 lutego, przewaga zwolenników pozostania w Unii nad przeciwnikami wyniosła 12 punktów procentowych. W analogicznym badaniu Survation z 20 lutego oraz Ipsos Mori z 16 lutego, przewaga przeciwników Brexitu nad jego zwolennikami wyniosła odpowiednio 15 oraz 18 punktów procentowych. To może sugerować, że biorąc pod uwagę zarówno sondaże telefoniczne, jak i online, rozkład wyników jest jednak nieco przesunięty w stronę pozostania Wielkiej Brytanii w strukturach Unii.

Jednak powyższa koncepcja również zaczyna słabnąć. Opublikowany 15 marca telefoniczny sondaż, przeprowadzony przez „The Telegraph” oraz ORB pokazuje, że zwolennicy Brexitu mają dwuprocentową przewagę nad jego przeciwnikami. Rośnie więc ryzyko, że do dnia głosowania żadna ze stron nie będzie miała przewagi, a to potęguje niepewność rynkową oraz gospodarczą.

Wpływ na złotego i polską gospodarkę

 Jeżeli dojdzie do Brexitu, największy ciężar tego wydarzenia zostanie przyjęty przez funta. Jego przecena może wynieść od 10-20 proc. w relacji do dolara. Warto jednak zauważyć, że brytyjska waluta prawdopodobnie straci znacznie mniej do jej europejskiego odpowiednika. Po pierwsze dlatego, że opuszczenie struktur Unii przez jednego z jej członków, będzie oznaczać ogólną słabość tego ekonomiczno-politycznego bloku. Po drugie, beneficjentem tych wydarzeń będzie najprawdopodobniej dolar. Stąd para EUR/GBP nie powinna wzrosnąć więcej niż 10 proc.

Jeszcze mniej może stracić funt w relacji do złotego. Ogólny wzrost napięcia na europejskim rynku finansowym oraz ryzyko dalszych rozłamów wewnątrz Unii, może spowodować, że negatywne skutki dość szybko odczują beneficjenci wspólnego budżetu. Wówczas inwestorzy dość szybko sobie przypomną o ostatnim cięciu ratingu Polski oraz napiętym planie wydatków na 2017 r. Przez to złoty może szybko stać się ofiarą odpływu kapitału. W rezultacie, mimo ogólnego osłabienia funta, jego cena nie spadnie poniżej 5 zł, a za euro, dolara czy franka, będziemy musieli prawdopodobnie płacić więcej niż obecnie.

Brexit może negatywnie wpłynąć również na gospodarkę poprzez kanał handlu zagranicznego. Wielka Brytania jest naszym drugim największym partnerem eksportowym. Wg danych GUS, w 2015 r. wysłaliśmy na Wyspy towary o wartości 50 mld zł. Natomiast import z tego kraju wyniósł jedynie 19 mld. zł. Oznacza to nadwyżkę przekraczającą 30 mld zł, czyli 4 proc. całego polskiego eksportu.

Z dużym prawdopodobieństwem Londyn nie dogadałby się szybko w kwestii nowych umów handlowych z Brukselą, co spowodowałoby prawdopodobnie zaburzenia w wymianie towarowej i ryzyko utraty rynków przez polskich przedsiębiorców. Hipotetyczne zmniejszenie nadwyżki handlowej oznacza ryzyko fundamentalnej presji spadkowej na polską walutę.

Co ciekawe, nawet jeżeli cała operacja Brexitu zostanie przeprowadzana względnie łagodnie, to i tak zagrożenia dla Polski pozostaną. Kolejne, bogatsze kraje, mogą w takim scenariuszu także dążyć do opuszczenia Unii. To może oznaczać presję na mniejsze wsparcie finansowe takich państw jak Polska, a w skrajnym przypadku nawet całkowite zatrzymanie napływu środków pomocowych z UE. Warto przypomnieć, że według danych Komisji Europejskiej, tylko w 2014 r. Polska otrzymała z budżetu unijnego 13.7 mld. euro netto, czyli 3.3 proc. PKB.

Sławomir Lisiecki w Radzie Nadzorczej Spółki LOT Aircraft Maintenance Services

Partner warszawskiej kancelarii prawnej Galt, Sławomir Lisiecki 8 marca br. został powołany do Rady Nadzorczej spółki LOT AMS.

 Sławomir Lisiecki Sławomir Lisiecki jest partnerem w kancelarii Galt. Koordynuje bieżącą i transakcyjną obsługę firm, ze szczególnym uwzględnieniem branży nieruchomościowej. Jest zaangażowany w obsługę transakcji sprzedaży, umów najmu, kwestii inwestycyjnych, a także finansowania i obsługi korporacyjnej.

Przed założeniem w 2003 roku kancelarii Galt, pracował w PwC (departament podatkowy) oraz CMS Cameron McKenna oraz Clifford Chance (departament nieruchomościowy).

LOT Aircraft Maintenance Services Sp. z o.o. jest indywidualnym dostawcą usług związanych z obsługą techniczną samolotów.

Rady nadzorcze w obliczu nowych wyzwań kompetencyjnych

Wśród najbardziej cenionych przez członków rad nadzorczych, zarządy i właścicieli spółek giełdowych kompetencji prezentowanych przez  rady nadzorcze znajdują się kompleksowe spojrzenie na biznes, doświadczenie w budowaniu strategii oraz lojalność wobec firmy i akcjonariuszy. To wnioski z raportu „Rady Nadzorcze 2016. Trendy i kierunki zmian”, zaprezentowanego na Forum Rad Nadzorczych, wspólnej inicjatywy Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, firmy doradczej PwC i Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Wyniki przeprowadzonego na potrzeby raportu badania, w którym wzięło udział ponad 100 członków zarządów, właścicieli oraz rad nadzorczych polskich spółek giełdowych pokazały rosnące oczekiwania wobec rad i ich roli. Wśród kompetencji, które ankietowani uznali za najważniejsze, postawy i umiejętności dominowały nad wiedzą i doświadczeniem. Oznacza to, że ankietowani właściciele, zarządy i członkowie rad nadzorczych są zdania, że rada powinna pełnić nie tylko rolę nadzorczą, ale również doradczą.

Zarządy uważają, że rady nadzorcze powinny wspomagać je w zarządzaniu ryzykiem, budowaniu i realizacji strategii. Zdaniem członków rad, ogromne znaczenie ma odwaga w przedstawianiu swojego punktu widzenia i obronie wyznawanych przekonań. To szczególnie ważne w kontekście niezależnego członka rad nadzorczych z perspektywy akcjonariuszy mniejszościowych, biorąc pod uwagę fakt, że większość polskich spółek giełdowych ma dominującego akcjonariusza prywatnego lub pakiet kontrolny należy do Skarbu Państwa. Właściciele, wśród najważniejszych ich zdaniem dziesięciu kompetencji, wymieniają natomiast doświadczenie biznesowe i siłę przekonywania.

Dzięki zestawieniu trzech punktów widzenia, autorzy raportu wytypowali zestaw ośmiu kompetencji uznawanych za kluczowe przez właścicieli, zarządy i rady nadzorcze. Osoba o takim profilu powinna być akceptowana jako dobry kandydat na członka rady nadzorczej przez każdą z zainteresowanych grup.

Rady nadzorcze w obliczu nowych wyzwań kompetencyjnychJak wynika z przeprowadzonej analizy obecnie w 120 największych spółkach giełdowych od 60% do 80% członków rad nadzorczych ma doświadczenie biznesowe zdobyte w spółkach o podobnej skali do firm, w których radzie zasiadają. Dodatkowo, 53% osób z doświadczeniem biznesowym to eksperci branżowi. W spółkach WIG20 18% to przedstawiciele środowiska akademickiego.

„W kontekście kompetencji warto zwrócić uwagę na niezależnych członków rad nadzorczych. To oni są poddawani szczególnej weryfikacji pod  kątem posiadanych kompetencji, doświadczenia i wartości, którą mogą wnieść do spółki. Wymogi ustawowe spowodowały, iż najwięcej niezależnych członków spotkamy w komitetach audytów. Liczymy na to, że zdefiniowany przez Forum Rad Nadzorczych katalog ośmiu kluczowych kompetencji, będzie jednym z elementów oceny kandydatów do pracy w radach nadzorczych” – mówi Krzysztof Szułdrzyński, partner zarządzający działem audytu PwC. 

Przed radami szereg zmian regulacyjnych

 W połowie roku zacznie obowiązywać rozporządzenie Market Abuse Regulation. Przywołany akt prawny ustanawia sankcję finansową o wysokości do 1 miliona euro, która może być nałożona także na członka rady nadzorczej z pominięciem drogi sądowej. Kumulatywnie kwota ta może być wielokrotnie większa, najczęściej dochodzi do jednoczesnego złamania kilku przepisów, które są podstawą do nałożenia kary. Ponadto, do najważniejszych zmian regulacyjnych należą: nowe regulacje w zakresie wymogów dotyczących ustawowych badań sprawozdań finansowych, które będą obowiązywać od 17 czerwca br. oraz nowe brzmienie Kodeksu dobrych praktyk spółek notowanych na GPW, które obowiązują już od 1 stycznia tego roku.

 „3 lipca 2016 przyniesie spółkom giełdowym nie tylko gigantyczną rewolucję w raportowaniu, ale również drastycznie zmieni położenie członków zarządów i rad nadzorczych. Rozporządzenia MAR przewiduje bardzo wysokie kary za nieprawidłowości w raportowaniu, które mogą być m.in. nałożone na członka rady nadzorczej jako osobę fizyczną. Jeżeli dołożymy do tego nowe przepisy, które wymagają od spółek prowadzenia szczegółowych list osób blisko związanych rodzinnie i biznesowo z członkami organów, może okazać się, że zawód członka RN znacznie straci na atrakcyjności” – mówi dr Mirosław Kachniewski, Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.

  Cyfrowa transformacja to wyzwanie także dla rad nadzorczych

 Eksperci w raporcie podkreślają w raporcie także znaczenie transformacji cyfrowej dla zarządów i rad nadzorczych. Według nich transformacja cyfrowa to nie tylko wdrożenie nowych technologii o imponujących możliwościach obliczeniowych lub o digitalizacja procesów. Chodzi o kompleksowe zmiany obejmują cały łańcuch wartości przedsiębiorstwa: od projektowania produktu lub usługi, przez produkcję, pozyskanie klienta, aż po obsługę posprzedażną i budowanie jego zaufania po dokonaniu zakupu.

 W kontekście zmian cyfrowych członkowie rad nadzorczych stają przed odpowiedzią na pytanie: co muszę wiedzieć na temat nowych technologii, aby wnosić wartość do rady nadzorczej? Jakich ekspertów potrzebuję, aby wiedzieć czy zmierzamy w dobrym kierunku?

Badania PwC realizowane w latach 2012-2015 na reprezentatywnej grupie prezesów i dyrektorów pokazują, że w firmach istnieje duża przepaść pomiędzy rosnącym zakresem i znaczeniem decyzji dotyczących technologii, które muszą podejmować CEO, a ich wiedzą w tym obszarze .

Technologia jest obecnie kluczowym czynnikiem, który umożliwia budowanie pozycji konkurencyjnej firmy. Do końca 2017 r. dwie trzecie prezesów chce mieć strategię transformacji cyfrowej wbudowaną w strategię korporacyjną, a do końca 2018 r. 80% firm B2C i 60% firm B2B będzie mieć zintegrowane podejście i wspierającą technologię do kompleksowego zarządzania relacjami z klientem.

 Sukces stworzonej strategii transformacji cyfrowej będzie uzależniony od wsparcia zarządu, jako odpowiedzialnego za podnoszenie konkurencyjności firmy dzięki technologii. Członkowie rad nadzorczych powinni włączyć się aktywnie w dialog o technologiach z zarządem i podnosić swoje kompetencje w tym zakresie. Można zaryzykować twierdzenie, że już niebawem na każdym z posiedzeń rady będą omawiane zagadnienia związane z transformacją technologiczną firmy” – mówi Anna Sieńko, partner ds. technologii w PwC na region Europy Środkowo-Wschodniej.

 Kto zasiada w radach nadzorczych

 Z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu „Rady Nadzorcze 2016. Trendy i kierunki zmian” wynika, że najliczniejszą grupę w składach rad nadzorczych – tak jak było do tej pory – stanowią osoby po 50 roku życia. Na przestrzeni ostatnich lat nie zmienił się także udział kobiet w składach rad nadzorczych i nadal pozostaje ograniczony. W radach nadzorczych spółek bez strategicznego inwestora zagranicznego udział kobiet w 2015 r. wyniósł 14% (tyle samo w poprzednim roku). W przypadku przedsiębiorstw z dominującym inwestorem zagranicznym odsetek był nieco niższy i osiągnął 12%, co oznacza przyrost o 1% w stosunku do poprzedniej edycji badania. W przypadku firm z dominującym udziałem Skarbu Państwa kobiety stanowiły 17% wszystkich członków rad nadzorczych.

Jedynie 14 % wszystkich członków rad spółek giełdowych (tyle samo co w poprzednim roku) w 2015 r. zasiadało w radach nadzorczych więcej niż jednej spółki jednocześnie. Biorąc pod uwagę potrzebny poziom zaangażowania w pracę na rzecz jednego podmiotu można przyjąć, że zawodowy członek rad nadzorczych, czyli osoba, która nie pracuje poza pełnieniem tej funkcji na typowym stanowisku, może działać w 4 do 6 spółek w jednym czasie. Tego typu profesjonalizacja członków rad z pewnością wpływa pozytywnie na rozwój niezbędnych do pełnienia funkcji kompetencji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Informacje o badaniu i raporcie

 

Analiza kompetencji występujących w radach nadzorczych zostało przeprowadzone przez AMROP na postawie opublikowanych przez spółki WIG 20, 40 i 80 na dzień 31.01.2016 biografii członków ich rad nadzorczych. W raporcie zaprezentowane zostały również ogólnopolskiego badania kompetencji członków rad nadzorczych, które obejmowało  wywiady i badanie ankietowe przeprowadzone wśród właścicieli, członków rad nadzorczych i członków zarządów polskich spółek giełdowych w okresie listopad 2015 – luty 2016. Badanie zostało przygotowane przy udziale członków rady ekspertów Forum Rad Nadzorczych: Zofii Dzik, Moniki Morali-Efinowicz, Mirosława Godlewskiego, Stanisława Knaflewskiego, Tomasza Modzelewskiego, Przemysława Schmidta, Joanny Simonowicz, Mirosława Stachowicza, Krzysztofa Szułdrzyńskiego.

 

Badanie ilościowe zostało przeprowadzone przez PwC w okresie wrzesień – listopad 2015 i objęło wszystkie spółki notowane na głównym parkiecie GPW. Badanie ilościowe miało charakter desk search. Objęło analizę informacji pochodzących z raportów bieżących i okresowych publikowanych przez te spółki.

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Toyota Research Institute przejmuje specjalistów z Jaybridge Robotics

Toyota Research Institute (TRI), nowa spółka zależna Toyoty, zajmująca się opracowywaniem zastosowań dla nowych rozwiązań w dziedzinie sztucznej inteligencji i samochodów autonomicznych, zatrudniła zespół 16 inżynierów z firmy Jaybridge Robotics.

Toyota Research Institute przejmuje specjalistów z Jaybridge Robotics Jaybridge ma swoje korzenie w Massachusetts Institute of Technology (MIT). Działająca od 2008 roku firma specjalizuje się w autonomicznych pojazdach przemysłowych, produkowanych na potrzeby rolnictwa, górnictwa i kolei. Jej inżynierowie wniosą wiele eksperckiej wiedzy do prac nad autonomicznymi samochodami prowadzonych przez Toyota Research Institute.

W ubiegłym roku Toyota przeznaczyła miliard dolarów na badania nad sztuczną inteligencją i samochodami autonomicznymi. W tym celu utworzyła ośrodek badawczy Toyota Research Institute z siedzibą w Palo Alto w Dolinie Krzemowej i w Cambridge, Massachusetts. Ośrodek współpracuje z Uniwersytetem Stanforda i MIT. Na jego czele stanął Gill Pratt, dawniej profesor MIT i manager projektu w wojskowej agencji Defense Advanced Research Projects Agency.

W styczniu TRI zatrudnił Jamesa Kuffnera, szefa Google Robotics, a wraz z nim kilkunastu innych specjalistów. Razem z inżynierami Jaybridge Robotics zespół TRI liczy obecnie 40 pracowników, w większości absolwentów MIT i Uniwersytetu Stanforda.

Cała prawda o Donaldzie Trumpie – wkrótce pierwsza obszerna biografia miliardera

30 marca, nakładem Wydawnictwa Bukowy Las, ukaże się „Donald Trump. W pogoni za sukcesem”, autorstwa Michaela D’Antonio. To pierwsze pełna biografia miliardera: od pierwszych biznesowych projektów, poprzez burzliwe życie miłosne, po zagadkę triumfu w wyścigu o nominację republikanów w wyborach prezydenckich 2016.

Donald Trump-zapowiedz-plakat A2Donald Trump prowadzi w wyścigu o nominację do wyborów prezydenckich w USA z ramienia Partii Republikańskiej, choć eksperci, dziennikarze i wyborcy długo nie mogli uwierzyć, iż jest poważnym kandydatem. Ten najsłynniejszy amerykański biznesmen, a jednocześnie polityczny prowokator, od zawsze wzbudzał wiele kontrowersji, a jego start w wyborach stanowił zagadkę dla każdego, kto próbował oceniać prezydencki wyścig wedle reguł politycznej logiki. A przecież – o czym przekonuje autor tej książki – miliarder jak dotąd rzadko stosował zwykłe metody. U podstaw jego działań zawsze też leżało głębokie wewnętrzne przekonanie, że on sam jest wyjątkową i najwspanialszą istotą ludzką. Czemu więc nie miałby zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych?

Michael D’Antonio, czerpiąc z własnych obszernych wywiadów z Trumpem i członkami jego rodziny, w tym również dorosłymi dziećmi, prezentuje najpełniejszy dotąd życiorys miliardera: od pierwszych biznesowych projektów, poprzez burzliwe życie miłosne, aż po wybory polityczne i udział w wyścigu po prezydenturę. Ta świetnie napisana biografia dostarcza odpowiedzi wszystkim, którzy wciąż pytają, kim, u licha, jest Donald Trump. Specjalista od autoreklamy, budowniczy, artysta i polityk, który pożąda sukcesu tak mocno, że graniczy to z obsesją – a jednak udało mu się zdobyć niemal wszystko, czego chciał. Czy również zdobędzie fotel prezydencki?

Nie lubię analizować sam siebie, ponieważ mogłoby mi się nie spodobać to, co ujrzę” – mówi Donald Trump. Jego biografia opisuje triumfy i porażki miliardera oraz związane z nim skandale, drogę na szczyt i sposoby, by się na nim utrzymać. A także:

–  źródła majątku rodziny Trumpów,

– historię politycznej kariery Donalda,

– metody Trumpa, które pozwoliły mu zarobić miliardy dolarów,

– kulisy teleturnieju The Apprentice i ciągle rosnącej sławy Donalda Trumpa,

– inne fakty z życia amerykańskiego miliardera, który nigdy nie ustaje w pogoni za sukcesem.

 Michael D’Antonio jest uznanym i nagradzanym amerykańskim autorem książek, artykułów i scenariuszy. Zdobył nagrodę Pulitzera wraz z zespołem reporterów dziennika „Newsday” w 1984 r. Napisał wiele   znakomitych pozycji, w tym duże biografie Miltona S. Hersheya i sir Thomasa Liptona.

 

Data publikacji: 30 marca 2016

Cena: ok. 59,90

Kainos zwiększa swoją obecność w Polsce

Kainos Group, pochodzący z Irlandii Północnej dostawca usług IT, ogłosił otwarcie nowego biura w Gdańsku. Szybki wzrost liczby globalnych projektów zaowocował rozbudową gdańskiego zespołu, który obecnie uzyskał status flagowego oddziału firmy.

Nowe biuro, które mieści się w Tryton Business House, pomieści 500 pracowników, ponad dwukrotnie więcej niż liczba obecnie zatrudnionych. Aktualnie działające zespoły posiadają doświadczenie w zakresie rozwoju oprogramowania oraz zarządzania infrastrukturą. W skład zespołów wchodzą programiści, testerzy, specjaliści WebOps, konsultanci IT oraz Scrum Masterzy. Osoby zatrudnione w Gdańsku uczestniczą w rozwoju innowacyjnych produktów SaaS (Kainos Evolve i Kainos Smart), a także współpracują z klientami na całym świecie jako część zespołów dostarczających oprogramowanie. Oddział w Gdańsku jest jednym z miejsc, z których Kainos dostarcza swoje unikatowe usługi Distributed Agile klientom zarówno z publicznego, jak i prywatnego sektora w Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Brendan Mooney, CEO firmy Kainos powiedział: „Cieszę się, że mogę być w Gdańsku na otwarciu naszego nowego biura. Podkreśla ono nie tylko sukces firmy w Polsce, ale jest także wyrazem naszych ambicji, aby pozostać jednym z  najatrakcyjniejszych pracodawców w Gdańsku, stale przyciągającym wysoko wykwalifikowanych pracowników. Nasi polscy koledzy, dzięki jakości swojej pracy, stali się istotną częścią planów rozwojowych firmy. Gdańsk udowodnił, że jest miejscem, w którym rekrutujemy utalentowanych i posiadających wysoki poziom wiedzy pracowników – stale jesteśmy pod wrażeniem entuzjazmu zarówno absolwentów uczelni, jak i doświadczonych specjalistów zatrudnionych tutaj. Mogę tylko pogratulować naszym gdańskim zespołom. Czekam z niecierpliwością na dalsze sukcesy naszego drugiego co do wielkości centrum rozwoju.”

Szczepan Sakowicz, Dyrektor Operacyjny Kainos w Gdańsku, dodaje: „Bardzo ważny przy wyborze lokalizacji nowego biura był dla nas fakt, że odzwierciedla ono wartości firmy w każdy możliwy sposób. Celowo wybraliśmy lokalizację w centrum Gdańska, aby podkreślić nasze zaangażowanie w życie lokalnej społeczności biznesowej. Dzięki tak strategicznemu położeniu biura zarówno pracownicy, jak i klienci mogą do nas z łatwością dojechać. Z uwagi na fakt, że w Kainos to ludzie są najważniejsi, zaprojektowaliśmy przestrzeń, w której chcemy spędzać czas – także ten wolny od pracy. Mamy własną siłownię z prysznicami, firmową kantynę, a także miejsca, w których można odpocząć, na przykład funroomy i pokój do relaksu.”

Otwarcie nowego biura uświetnili swoją obecnością Gerard Keown, Ambasador Irlandii w Polsce, oraz Hanna Zych-Cisoń, członek zarządu województwa pomorskiego.

 

Bank Pekao współfinansuje zakup pociągów dla Kolei Śląskich

Bank Pekao w konsorcjum z Bankiem Gospodarstwa Krajowego podpisał umowę ze spółką Koleje Śląskie dotyczącą finasowania zakupu nowego taboru kolejowego. Nowe pociągi zostaną sfinansowane za pomocą emisji obligacji o wartości 279,5 mln zł, z ostatecznym terminem wykupu do 21 grudnia 2025 roku. Bank Pekao pełni rolę współorganizatora i gwaranta emisji.

 Na mocy podpisanej 9 marca umowy między Bankiem Pekao, Bankiem Gospodarstwa Krajowego i spółką Koleje Śląskie  banki zorganizują finansowanie w postaci emisji obligacji na kwotę 279,5  mln zł, które zostaną przeznaczone na finansowanie nakładów inwestycyjnych Kolei Śląskich. Kwota z emisji obligacji zostanie wypłacona w czterech transzach, jednej krótko i trzech długo terminowych. Spółka dokonywała będzie wykupu określonej część obligacji co kwartał. Ostateczny termin wykupu obligacji przypada na 21 grudnia 2025 roku.

– Nie wahamy się angażować w projekty służące poprawie jakości życia mieszkańców. Jesteśmy dumni z bycia liderem tego segmentu rynku. Emisja obligacji dla Kolei Śląskich nie jest pierwszą transakcją Banku w zakresie infrastruktury kolejowej. Organizowaliśmy w latach ubiegłych emisję obligacji dla Kolei Mazowieckich, czy Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej- powiedział Rafał Petsch, Dyrektor Departamentu Instytucji Finansowych i Sektora Publicznego w Banku Pekao SA.

Pozyskane w ramach emisji obligacji środki zostaną przeznaczone na nabycie nowoczesnych elektrycznych zespołów trakcyjnych, które spełniają najwyższe standardy w zakresie bezpieczeństwa i komfortu podróży pasażerów.

Przeprowadzona emisja obligacji  jest wstępem do dalszego rozwoju współpracy pomiędzy Bankiem Pekao, a spółką Koleje Śląskie. Bank będzie współpracował ze spółką w zakresie bieżącej działalności  oraz w przypadku dalszych inwestycji planowanych w przyszłości.

W 2015 r. Pekao z sukcesem zamknął znaczące transakcje finansowania strukturyzowanego w zakresie przewozów zbiorowych, zarówno regionalnych jak i lokalnych w największych polskich miastach o wartości 400 mln zł. Dzięki finansowaniu infrastruktury i kluczowych gałęzi gospodarki Bank jest niekwestionowanym liderem podmiotów aktywnie angażujących się w rozwój lokalnych społeczności i poprawę jakości życia Polaków. W 2015 roku łączny wolumen nowych transakcji finansujących samorządowe projekty infrastrukturalne, budżety polskich miast i województw oraz samorządowe spółki komunalne wyniósł ponad 2 mld zł.

Beksiński był pełen sprzeczności

0

Najbardziej pozostała mi w pamięci jakaś delikatność w stosunku do innych. – Pamiętam taką sytuację, gdy zadzwonił Beksiński i mówi, że ma odłożone kolejne obrazy dla muzeum w Sanoku, ale może nie chcemy, może jest już tego za dużo – wspomina Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku i przyjaciel nieżyjącego polskiego artysty. „Zdzisław Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia” to najnowsza pozycja na rynku wydawniczym poświęcona osobie genialnego polskiego twórcy. Książka oprócz wywiadu rzeki z najbliższym przyjacielem Beksińskiego prezentuje bardzo bogaty świat wspomnień w postaci dzienników artysty. Więcej w materiale wideo.

Beksiński jakiego nie znaliśmy

0

„Zdzisław Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia” to najnowsza pozycja na rynku wydawniczym poświęcona osobie genialnego polskiego artysty. Książka oprócz wywiadu rzeki z najbliższym przyjacielem Beksińskiego prezentuje bardzo bogaty świat wspomnień w postaci dzienników artysty. – Z tej książki bije prawda o artyście. Był osobą kochającą swoją rodzinę, wiele myślał nad przemijaniem – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław Mikołaj Skoczeń, autor książki. Więcej w materiale wideo.

Otwarte konsultacje w sprawie pierwszego międzynarodowego standardu etycznego

Ponad 60 organizacji zawodowych działających w obszarze gruntów, budownictwa i nieruchomości na całym świecie łączy siły celem opracowania uniwersalnych Międzynarodowych Standardów Etycznych.

 Koalicja ponad 60 organizacji zawodowych i instytucji odpowiedzialnych za ustanawianie standardów, w tym RICS (The Royal Institution of Chartered Surveyors),  zainicjowała globalne konsultacje wokół projektu wspólnych zasad etycznych dla profesjonalistów branży gruntów, budownictwa, nieruchomości i infrastruktury na całym świecie.

Sektor budownictwa i nieruchomości to jeden z kluczowych sektorów światowej gospodarki, w którym skumulowana jest znaczna część światowego bogactwa. Stworzenie uniwersalnego zbioru międzynarodowych standardów etycznych ma na celu zwiększenie transparentności i spójności globalnego rynku nieruchomości i zaufania do związanych z nim zawodów.

Jako globalna reprezentacja dla setek tysięcy praktyków nieruchomości z całego świata Koalicja na rzecz Międzynarodowych Standardów Etycznych (IESC) apeluje do wszystkich związanych ze środowiskiem budowlanym organizacji do włączenia się w proces konsultacyjny i wyrażenia własnej opinii na temat nowego Międzynarodowego Standardu Etycznego.

Jak informuje Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio wspierającej rozwój branży outsourcingu i nowoczesnych usług dla biznesu, która jako jedna z pierwszych włączyła się w prace Koalicji IESC w Polsce:

„Podjęliśmy w Pro Progressio decyzję o dołączeniu do Koalicji IESC i reprezentowania w niej potrzeb branży outsourcingu i nowoczesnych usług dla biznesu. Sektor nowoczesnych usług dla biznesu, popularnie nazywany BPO/SSC (Business Process Outsourcing / Shared Service Centres), to jedna z najszybciej rozwijających się branż w Polsce i innych krajach regionu CEE. Firmy z tego sektora są także jednym z największych najemców nowoczesnej powierzchni biurowej, posiadają swoje wymagania co do zajmowanej powierzchni biurowej, a także zwracają uwagę na optymalne wykorzystanie obiektów biurowych. Cieszymy się, że dołączając do Koalicji IESC, będziemy mogli uczestniczyć w pracach związanych z międzynarodowymi standardami etycznymi dla rynku nieruchomości, które będą miały realne przełożenie na dalszy globalny rozwój branży BPO/SSC. O pracach Koalicji, ich efektach oraz decyzjach będziemy na bieżąco informować branżę BPO/SSC”.

Peter Bolton King, Przewodniczący Koalicji Międzynarodowych Standardów Etycznych:

„Nowy międzynarodowy standard etyczny opracowany został przez grupę niezależnych liderów globalnej branży nieruchomości oraz międzynarodowych ekspertów ds. etyki i ujednolicenia standardów wyznaczonych przez radę zarządzającą Koalicji IESC. Grupa ta obejmuje prominentnych przedstawicieli sektora nieruchomości z Rosji, Chin, Francji, USA, Niemiec, Brazylii, Japonii, Malezji, Kanady i Wielkiej Brytanii. Koalicja zainicjowała trzymiesięczne konsultacje celem zapewnienia, że finałowa wersja standardu będzie miała najwyższą jakość i będzie rozumiana i akceptowana przez wszystkie uczestniczące w konsultacjach organizacje, praktyków rynku i ich klientów. Zaproszenie do udziału w konsultacjach kierowane jest do wszystkich organizacji i profesjonalistów związanych z globalnym rynkiem nieruchomości”.

 

Komunikat o wstrzymaniu przyjmowania wniosków z limitu 2016 r. W rządowym programie „Mieszkanie dla młodych”.

Dzisiaj Bank Gospodarstwa Krajowego ogłosił wstrzymanie przyjmowania wniosków z limitu 2016 r. w ramach rządowego programu „Mieszkanie dla młodych” dot. finansowego wsparcia zakupu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi.

Realizację rządowego programu „Mieszkanie dla młodych” przewidziano na pięć lat – od 2014 do 2018 roku. Ustawa budżetowa przewiduje w każdym roku inny limit środków na wypłatę bezzwrotnego wsparcia. Tegoroczny limit wynosił 730 mln zł z czego zarezerwowane jest już 95 proc. Zgodnie z zasadami ustawowymi programu (art. 37 ust. 1 ustawy o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi), pozostałe 5 proc. środków zaplanowanych w budżecie zostanie wykorzystane na zapewnienie finansowania wniosków złożonych w dniu ogłoszenia informacji o wstrzymaniu przyjmowania nowych wniosków oraz na realizację dodatkowego finansowego wsparcia w formie spłaty części kredytu przeznaczonego dla beneficjentów programu, którym urodziło się lub zostało przysposobione trzecie lub kolejne dziecko.

Bez względu na stan wykorzystania limitu 2016 r. w dalszym ciągu nabywcy mogą składać wnioski, dla których wypłata dofinansowania nastąpi w 2017 lub

2018 r. Na pozostałe kolejne lata programu, limit środków wynosi odpowiednio

746 mln zł na 2017 r. i 762 mln zł na 2018 r.

Bank Gospodarstwa Krajowego to państwowy bank rozwoju, który inicjuje i realizuje programy służące wzrostowi ekonomicznemu Polski. Stanowi centrum kompetencyjne w finansowaniu projektów infrastrukturalnych, eksportu, spółek komunalnych i samorządów. Rozwija systemy poręczeń i gwarancji mające na celu pobudzanie przedsiębiorczości. Angażuje się w programy służące poprawie sytuacji na rynku mieszkaniowym i dostępu Polaków do mieszkań. Zarządza programami europejskimi i dystrybuuje środki unijne w skali krajowej i regionalnej. Jest instytucją wiodąca w procesie konsolidacji finansów publicznych.

„Mieszkanie dla młodych” to prorodzinny program rządowy, który wspiera młodych Polaków w zakupie pierwszego mieszkania. Obsługą finansową programu „Mieszkanie dla młodych” zajmuje się Bank Gospodarstwa Krajowego, którego rolą jest wspieranie społecznego i gospodarczego rozwoju kraju. Wcześniej BGK zapewniał profesjonalną obsługę programu „Rodzina na swoim”, który pomógł ponad 190 tysiącom Polaków nabyć mieszkanie na własność.

Outlety czeka transformacja, będą bardziej podobne do tradycyjych centrów handlowych

W najbliższych dwóch latach rynek centrów wyprzedażowych powiększy się o 22 tys. mkw. nowej powierzchni, wynika z raportu „Always in. The Outlet Centre Market in Poland” opracowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland. Wzrośnie również ich odwiedzalność, zwłaszcza wśród przedstawicieli klasy średniej. W centrach wyprzedażowych na znaczeniu zyskają  strefa wypoczynku i rozrywki oraz oferta gastronomiczna. Coraz bardziej widoczne zainteresowanie  marek z segmentu premium wkrótce przełoży się na ich pojawienie się w centrach wyprzedażowych.

13 działających i dwa planowane

Łączna powierzchnia dostępnych obecnie na rynku trzynastu centrów wyprzedażowych przekroczyła 213 tys. mkw. W perspektywie kolejnych lat rynek powiększy się o kolejne – w stolicy oraz w Bydgoszczy. Dodatkowo, eksperci BNP Paribas Real Estate Poland wskazują Rzeszów i Śląsk jako kolejne lokalizacje z dużym potencjałem do rozwoju tego typu projektów.

staniszewska_anna_5_lrZakupy w centrach wyprzedażowych cieszą się niesłabnącą popularnością. W najbliższych latach spodziewamy się wzrostu zainteresowania tego typu formatami, głównie wśród średnio zamożnych mieszkańców dużych aglomeracji. Będzie to spowodowane z jednej strony stopniowym bogaceniem się klasy średniej, a z drugiej coraz szerszą ofertą produktów dostępną w centrach typu Outlet. Ewoluują one stopniowo w kierunku tradycyjnych galerii handlowych, w których istotnym elementem jest strefa wypoczynku i rozrywki. – podkreśla Anna Staniszewska, Dyrektor, Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland.

Autorzy raportu zwracają uwagę na odpowiednią reprezentację tego formatu w dużych aglomeracjach i podkreślają rosnący potencjał dla tych obiektów w miastach średniej wielkości. Zdaniem analityków BNP Paribas Real Estate Poland, procent niewynajętej powierzchni w nowo otwartych Outletach będzie wyższy niż w tradycyjnych centrach handlowych. Jednak w średnim horyzoncie czasowym liczba niewynajętych lokali  będzie spadać. Rosnąć za to będą apetyty inwestorów.

skubiszewski_mateusz_7_webCentra wyprzedażowe to stosunkowo nowy produkt na krajowym rynku inwestycyjnym, ale cieszący się coraz większym zainteresowaniem, zwłaszcza w przypadku  obiektów wysokiej jakości. Inwestycje w Outlety są ciekawą alternatywą dla coraz trudniejszego rynku tradycyjnych centrow handlowych. – komentuje Mateusz Skubiszewski, Dyrektor,  Dział Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Położone z reguły na obrzeżach lub poza granicami dużych miast centra wyprzedażowe oferują klientom parkingi znacznych rozmiarów, a dodatkowo również transport własną, dedykowaną komunikacją zbiorową. Autorzy raportu „Always in. The Outlet Centre Market in Poland” wskazują, że cechą wspólną lokalizacji tego formatu jest zasięg oddziaływania min.  2 milionów mieszkańców w odległości nie większej niż półtorej godziny jazdy samochodem od obiektu. Oferta produktowa dostępna w tego typu obiektach opiera się głównie na końcówkach kolekcji. Najliczniejszą reprezentację mają sklepy z ubraniami, zaraz za którymi plasują się sklepy z galanterią skórzaną i butiki z kosmetykami oraz perfumami. To, co zasadniczo odróżnia obecnie centra wyprzedażowe od tradycyjnych, to ograniczona oferta usług związanych z rozrywką, restauracjami i kawiarniami, a także niewielka reprezentacja salonów ze sprzętem elektronicznym i wyposażeniem domów. Wkrótce powinno się to jednak zmienić.

Z raportu wynika, że w perspektywie średnio i długoterminowej format ten będzie coraz bardziej upodabniać się do tradycyjnych centrów handlowych. Stanie się to za sprawą rozbudowy oferty dostosowanej do potrzeb rodzin głównie w strefach rozrywkowej, restauracyjnej i kawiarnianej.

Analiza BNP Paribas Real Estate Poland pokazuje też, że średni czas jaki klienci przeznaczają na zakupy w centrach wyprzedażowych jest dłuższy niż w tradycyjnych galeriach handlowych i wynosi ok. 1,5 godz.

Nie wyrzucaj produktów elektronicznych do kosza, materiały w nich zawarte będą potrzebne w przyszłości

Nie wszystkie metale, które znajdują się w komputerach, telefonach komórkowych i innych produktach elektronicznych są obecnie poddawane recyklingowi. Są one jednak potrzebne do wytwarzania nowych produktów. Prowadzone badania mają na celu znalezienie metod, które poprawią dostępność metali ziem rzadkich oraz innych trudno dostępnych lub kurczących się zasobów surowców. By tak się stało, konieczne jest również, aby produkty elektroniczne były oddawane do recyklingu, a nie trafiały do kosza.

Nie wszystkie metale, które znajdują się w komputerach, telefonach komórkowych i innych produktach elektronicznych są obecnie poddawane recyklingowi. Są one jednak potrzebne do wytwarzania nowych produktów. Prowadzone badania mają na celu znalezienie metod, które poprawią dostępność metali ziem rzadkich oraz innych trudno dostępnych lub kurczących się zasobów surowców. By tak się stało, konieczne jest również, aby produkty elektroniczne były oddawane do recyklingu, a nie trafiały do kosza. Słyszałeś kiedyś o takich metalach jak: lit, neodym, gal i german? Są one częścią składową komponentów wykorzystywanych w samochodach o napędzie hybrydowym, turbinach wiatrowych, ogniwach słonecznych, telefonach komórkowych, komputerach oraz innych produktach elektronicznych. Globalne zapotrzebowanie na te oraz inne materiały znacznie wzrosło w ciągu zaledwie kilku lat. Połowa małych urządzeń elektronicznych jest niszczona Unia Europejska ostrzega, że zmniejszające się zasoby metali ziem rzadkich mogą negatywnie wpłynąć na przemysł oraz utrudnić rozwój nowych, zielonych technologii, np. związanych z energią wiatrową. – W północnej Europie połowa małego sprzętu elektronicznego, a wraz z nim cenne materiały nie są wykorzystywane, ponieważ albo trafiają do szuflad albo na składowiska. W ten sposób tracimy je na zawsze. Recykling metali ziem rzadkich oraz innych surowców, które są trudno dostępne lub ich zasoby maleją jest konieczny, abyśmy mogli w przyszłości używać podobnych rodzajów produktów, z jakich korzystamy obecnie – mówi Christer Forsgren, który kieruje zespołem ds. środowiska i technologii w Stena Metall Group. Poszukiwanie nowych metod recyklingu W projektach badawczych prowadzonych obecnie w Skandynawii Stena szuka rozwiązań umożliwiających przetwarzanie metali ważnych dla dalszego rozwoju. Jeden z projektów skupia się na recyklingu litu, kobaltu i miedzi z baterii litowo-jonowych, które napędzają coraz popularniejsze samochody hybrydowe. Drugi projekt dotyczy recyklingu neodymu, wykorzystywanego m.in. w magnesach stosowanych w silnikach elektrycznych do samochodów o napędzie hybrydowym. Kosztowny niedobór Metale ziem rzadkich oraz inne strategiczne materiały znajdują się w ograniczonych złożach na całym świecie. Ich wydobycie z biegiem czasu będzie coraz trudniejsze i bardziej kosztowne. Recykling tych materiałów oraz wyniki badań nad możliwością ich przetworzenia są czynnikami, które będą decydować o zapewnieniu takich zasobów w przyszłości. – Wraz z rozwojem technologicznym, produkujemy coraz więcej. Najnowsze urządzenia elektroniczne, multimedialne i inne nowoczesne narzędzia wpływają na wzrost zapotrzebowania na pozyskanie m.in. metali rzadkich. Ich zasoby są jednak ograniczone i abyśmy mogli korzystać z nich w przyszłości, powinniśmy poddawać recyklingowi produkty, do których są wykorzystywane. Dzięki temu zapewnimy sobie potrzebne surowce i będziemy rozwijać nasz biznes w sposób zrównoważony, czyli taki, w którym zachowujemy właściwy balans między środowiskiem, społeczeństwem a prowadzoną działalnością – mówi Piotr Bruździak, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu ze Stena Recycling. Czy wiesz, że? Do metali ziem rzadkich należą: neodym, skand, itr, lantan, cer, promet, europ, gadolin, prazeodym, samar, terb, dysproz, iterb, lutet, holm, erb, tul. Ich złoża występują m.in. w Chinach, Stanach Zjednoczonych, Australii, krajach WNP. To jednak Chiny, dysponujące 35 proc. rozpoznanych globalnych zasobów, zaspokajają ok. 95 proc. światowego popytu na metale ziem rzadkich.Słyszałeś kiedyś o takich metalach jak: lit, neodym, gal i german? Są one częścią składową komponentów wykorzystywanych w samochodach o napędzie hybrydowym, turbinach wiatrowych, ogniwach słonecznych, telefonach komórkowych, komputerach oraz innych produktach elektronicznych. Globalne zapotrzebowanie                  na te oraz inne materiały znacznie wzrosło w ciągu zaledwie kilku lat.

 

Połowa małych urządzeń elektronicznych jest niszczona

Unia Europejska ostrzega, że zmniejszające się zasoby metali ziem rzadkich mogą negatywnie wpłynąć na przemysł oraz utrudnić rozwój nowych, zielonych technologii, np. związanych z energią wiatrową.

W północnej Europie połowa małego sprzętu elektronicznego, a wraz z nim cenne materiały nie są wykorzystywane, ponieważ albo trafiają do szuflad albo na składowiska. W ten sposób tracimy je na zawsze. Recykling metali ziem rzadkich oraz innych surowców, które są trudno dostępne lub ich zasoby maleją jest konieczny, abyśmy mogli w przyszłości używać podobnych rodzajów produktów, z jakich korzystamy obecnie  – mówi Christer Forsgren, który kieruje zespołem ds. środowiska i technologii w Stena Metall Group.

 Poszukiwanie nowych metod recyklingu

W projektach badawczych prowadzonych obecnie w Skandynawii Stena szuka rozwiązań umożliwiających przetwarzanie metali ważnych dla dalszego rozwoju. Jeden z projektów skupia się na recyklingu litu, kobaltu       i miedzi z baterii litowo-jonowych, które napędzają coraz popularniejsze samochody hybrydowe. Drugi projekt dotyczy recyklingu neodymu, wykorzystywanego m.in. w magnesach stosowanych w silnikach elektrycznych do samochodów o napędzie hybrydowym.

Kosztowny niedobór

Metale ziem rzadkich oraz inne strategiczne materiały znajdują się w ograniczonych złożach na całym świecie. Ich wydobycie z biegiem czasu będzie coraz trudniejsze i bardziej kosztowne. Recykling tych materiałów oraz wyniki badań nad możliwością ich przetworzenia są czynnikami, które będą decydować o zapewnieniu takich zasobów w przyszłości.

  – Wraz z rozwojem technologicznym, produkujemy coraz więcej. Najnowsze urządzenia elektroniczne, multimedialne i inne nowoczesne narzędzia wpływają na wzrost zapotrzebowania na pozyskanie m.in. metali rzadkich. Ich zasoby są jednak ograniczone i abyśmy mogli korzystać z nich w przyszłości, powinniśmy poddawać recyklingowi produkty, do których są wykorzystywane. Dzięki temu zapewnimy sobie potrzebne surowce i będziemy rozwijać nasz biznes w sposób zrównoważony, czyli taki, w którym zachowujemy właściwy balans między środowiskiem, społeczeństwem a prowadzoną działalnością – mówi Piotr Bruździak, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu ze Stena Recycling.

 Czy wiesz, że?

Do metali ziem rzadkich należą: neodym, skand, itr, lantan, cer, promet, europ, gadolin, prazeodym, samar, terb, dysproz, iterb, lutet, holm, erb, tul. Ich złoża występują m.in. w Chinach, Stanach Zjednoczonych, Australii, krajach WNP. To jednak Chiny, dysponujące 35 proc. rozpoznanych globalnych zasobów, zaspokajają ok. 95 proc. światowego popytu na metale ziem rzadkich.

 

Wyczekiwanie na decyzję FOMC

 

Dane GUS osłabiają złotówkę. KNF wylicza koszty ustawy frankowej. Oczy inwestorów skierowane na Stany Zjednoczone.

Wielewicki Mateusz – dealer walutowy InternetowyKantor.pl i WalutomatWczorajsza publikacja Głównego Urzędu Statystycznego negatywnie zaskoczyła rynki. Co prawda odczyt inflacji konsumenckiej w ujęciu miesięcznym trafił w oczekiwania analityków, to w ujęciu rocznym spadki cen były większe niż prognozowano. Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł -0,8% rok do roku względem oczekiwanego poziomu -0,7%. Informacja ta spowodowała spadek wartości naszej waluty względem głównych walut. Aktualna cena euro wynosi 4,30 zł. Za dolara i franka należy zapłacić odpowiednio 3,88 zł oraz 3,92 zł. Koszt zakupu funta brytyjskiego to obecnie 5,47 zł.

Komisja Nadzoru Finansowego wyliczyła koszty wprowadzenia w życie prezydenckiej ustawy o pomocy frankowiczom. Obciążenia banków z tytułu skutków tej ustawy mogą wynieść nawet ponad 100 mld zł. Tak duże koszty narażają banki na utratę stabilności, a także grożą ich upadłością. W najgorszym scenariuszu KNF ostrzega przed mogącym wystąpić kryzysem finansowym. Taka ocena Komisji prawdopodobnie zmusi do dalszych prac nad tym projektem i szukania optymalnych rozwiązań. Należy również pamiętać, że forma w jakiej ustawa zostanie uchwalona może wpłynąć na notowania złotówki.

Najważniejszym wydarzeniem dzisiejszego dnia jest decyzja w sprawie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Analitycy oczekują, iż Komitet Federalny ds. Otwartego Rynku nie zaskoczy rynków i pozostawi główną stopę procentową na niezmienionym poziomie 0,25-0,5%. Znacząca również będzie tradycyjna już przy tego typu wydarzeniach konferencja prasowa z udziałem szefowej FED, która odbędzie się pół godziny po publikacji. Z dużym prawdopodobieństwem będzie można zaobserwować wzmożoną zmienność na rynkach, a w szczególności na głównej parze walutowej EUR/USD.

Dzisiejsza kartka z kalendarza makroekonomicznego zdominowana jest przez wiadomości z USA i Polski. Zza oceanu poza decyzją FOMC dotrą do nas informacje dotyczące m.in. inflacji konsumenckiej, miesięcznej dynamiki produkcji przemysłowej czy tygodniowej zmiany zapasów paliw. Z kolei w Polsce poznamy wskaźniki inflacji bazowej oraz dane z rynku pracy.

Sprzedaż samochodów osobowych w lutym: Polska i Europa nie zdejmują nogi z gazu

Paweł Gos_ExSLuty to kolejny miesiąc nieprzerwanego wzrostu rejestracji nowych samochodów osobowych zarówno w Polsce (33 miesiąc z rzędu) jak i Unii Europejskiej (30 miesiąc z rzędu). Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że z polskich salonów w drugim miesiącu tego roku wyjechało o niemal jedną piątą osobówek więcej r/r, zaś z europejskich o 14,3% r/r. Warto podkreślić, że ani w Polsce ani w Europie nie widać negatywnych konsekwencji afery spalinowej Volkswagena. Sprzedaż niemieckiej marki wzrosła na obu rynkach.

 

Bardzo dobry luty

W lutym br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 33 663 sztuk nowych samochodów osobowych, czyli aż o 18,5% więcej niż w tym samym miesiącu 2015 r. W sumie, od początku roku zarejestrowano 65 459 auta osobowe, czyli o 12,7% więcej niż w ciągu dwóch pierwszych miesięcy ubiegłego roku[1]. Jest to jeden z najwyższych lutowych wyników w ostatnich latach, co nas cieszy. W minionym miesiącu do salonów udało się więcej niż przed rokiem klientów indywidualnych (o 7,5%), co jednak nie zmienia faktu, że nadal ścieżkę wzrostów utrzymujemy dzięki zakupom firmowym. Ich udział w łącznej sprzedaży wynosi ok. 61%.

Europejski rynek ma się dobrze

Dobra passa utrzymuje się nie tylko w Polsce, ale w prawie całej Europie. W lutym br. Europejczycy kupili ponad 1 mln nowych osobówek (+14,3% r/r), a w sumie od początku roku 2,1 mln, czyli o 10,1% więcej aut niż w analogicznym okresie 2015 r.[2] Ożywienie w europejskich salonach trwa już 30 miesięcy i wszystko wskazuje na to, że utrzyma się także w kolejnych miesiącach. W lutym na zielono możemy zaznaczyć wszystkie najważniejsze rynki europejskie takie jak Niemcy, Wielką Brytanie, Włochy, Hiszpanię czy Francję.

Ani Polacy ani Europejczycy nie rezygnują z Volkswagena

W lutym br. najchętniej kupowaną marką samochodową w segmencie osobówek w Polsce była Skoda. Druga na liście, podobnie jak przed miesiącem, uplasowała się Toyota. Na najniższym miejscu podium znalazł się Volkswagen. Co ciekawe, Volkswagen w naszym kraju odnotował jeden z najwyższych wzrostów rejestracji spośród wszystkich marek (+23% r/r). Dynamiką sprzedaży niemiecki producent może pochwalić się także w całej Unii Europejskiej (+4,4%), w której jest nr 1. Także afera spalinowa nie odbija się w tym roku na wynikach sprzedaży, ale skalę kryzysu niemieckiego producenta „samochodów dla ludu” poznamy najwcześniej za kilka, a nawet kilkanaście miesięcy.

Optymistyczne prognozy na cały 2016 rok

Zgodnie z naszymi prognozami, krajowy rynek sprzedaży nowych osobówek odbudowuje się i notuje kolejny miesiąc solidnego wzrostu z rzędu. Czy taka sytuacja utrzyma się do końca tego roku? Na razie trudno to ocenić, gdyż zakupy, i to zarówno te firmowe jak i indywidualne, w dużej części są zdeterminowane sytuacją gospodarczo-polityczną w kraju. A ta w ostatnich miesiącach jest bardzo dynamiczna. Z pewnością jednak na ruch w salonach mają wpływ takie czynniki jak utrzymujące się niskie bezrobocie, niskie ceny paliw czy rosnąca konsumpcja. Cały czas jednak podkreślamy, że sprzedaż nowych samochodów osobowych w Polsce może być jeszcze wyższa, jeśli zostałyby uruchomione specjalne programy rządowe zachęcające Polaków do zakupu nowych aut, a nie sprowadzania używanych z zagranicy.

Liczba 370-390 tys. nowych rejestracji w tym roku i ok. 10% wzrost r/r są całkiem realna.

[1] Źródło: http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Luty-2016r

[2] Dane obejmujące państwa członkowskie Unii Europejskiej.

Złoty uzależniony od sygnałów z Fed

W środę uwaga rynków finansowych będzie koncentrować się przede wszystkim na wynikach posiedzenia amerykańskiego Fed-u. Dotyczy to również rynku zlotego.

Środowy poranek na krajowym rynku walutowym upływa pod znakiem lekkiego osłabienia złotego do euro, dolara i szwajcarskiego franka oraz umocnienia do funta. O godzinie 08:30 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2935 zł, USD/PLN 3,8710 zł, CHF/PLN 3,9190 zł, a GBP/PLN spadł do 5,4540 zł.

Ta ostatnia para jest dziś najtańsza od maja ub.r. i aż o 63 gr tańsza niż na przełomie listopada i grudnia. Funt tradycyjnie traci w związku z utrzymująca się niepewnością przed czerwcowym referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (tzw. BREXIT), a także przed zaplanowaną na dziś publikacją danych z brytyjskiego rynku pracy (bezrobocie, wnioski o zasiłki) i przed prezentacją brytyjskiego budżetu na 2016 rok. Na gruncie analizy technicznej kurs GBP/PLN zmierza w kierunku majowego dołka na 5,42 zł, który to poziom stanowi obecnie cel dla strony podażowej. Dopiero tam można oczekiwać potencjalnego zwrotu.

Wczoraj uwaga rodzimych inwestorów skoncentrowała się na słabych danych inflacyjnych z Polski (w lutym deflacja była głębsza od prognoz, CPI -0,8% R/R wobec oczekiwanych -0,7% R/R i wobec -0,9% R/R po korekcie w dół w styczniu) i na bardzo dobrych danych nt. styczniowego bilansu płatniczego (764 mln EUR wobec prognozowanych 395 mln EUR). Ostatecznie wygrał ten pierwszy raport, stając się pretekstem do niewielkiej realizacji zysków na złotym.

Wczoraj też KNF ujawnił swoje wyliczenia kosztów zaproponowanej przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy o pomocy dla tzw. frankowiczów. W najbardziej prawdopodobnym scenariuszu mogą one obciążyć banki kwota aż 67 mld zł i doprowadzić do kryzysu finansowego. Tak mocna krytyka tej ustawy, która pokrywa się ze wcześniejszą krytyką ze strony NBP sprawia, że ponad wszelką wątpliwość trafi ona do kosza. Z punktu widzenia rynków finansowych oznacza do zdjęcie jednego z czynników ryzyka. A więc jest dobrą wiadomością.

Dziś inwestorzy poznają najnowsze dane o inflacji bazowej w Polsce (prognoza: 0,1% R/R) oraz raport o płacach (prognoza: 3,8% R/R) i zatrudnieniu (prognoza: 2,4% R/R). Oczekujemy, że podobnie jak wczoraj, dane inflacyjne mogą mieć niekorzystną wymowę dla złotego, podczas gdy pozostałe dwa raporty mogą zaskoczyć na plus. Publikacje te jednakże nie wywołają dziś dużych emocji. Rynki będą bowiem czekały na wieczorne wyniki posiedzenia Fed. To główne wydarzenie dnia, tygodnia i tego miesiąca.

Wyniki posiedzenia Fed zostaną upublicznione o godzinie 19:00, natomiast pół godziny później rozpocznie się konferencja prasowa z udziałem Janet Yellen. Będzie to pierwsze w tym roku posiedzenie kwartalne Fed, czyli takie, któremu towarzyszyć będzie publikacja projekcji makroekonomicznych, projekcji przyszłych zmian stóp procentowych w USA oraz konferencja prasowa z udziałem szefowej Fed Janet Yellen. Będzie to też pierwsze kwartalne posiedzenie od grudnia 2015 roku, gdy zdecydowano o pierwszej od prawie dekady podwyżce stóp procentowych.

Rynek spodziewa się „gołębich” sugestii płynących z Fed. Tyle tylko, że to wcale nie jest takie pewne. Ostatnie dane nie dają zbyt wielu podstaw do tego, żeby amerykańskie władze monetarne istotnie zmieniły swoją ocenę kondycji tamtejszej gospodarki i spojrzenia na kwestię stóp. Po drugie, nawet gdyby takie podstawy były, to Fed raczej byłby wstrzemięźliwy w zmianie stanowiska, gdyż robiąc to automatycznie przyznałby, że w grudniu podnosząc stopy po prostu się pomyliły. Dlatego też wymowa komunikatu po posiedzeniu, ale też projekcji makro i stóp procentowych, może być bardziej jastrzębia niż to rynek zakłada. Jeżeli inwestorzy w nie uwierzą to dolar się umocni, złoty osłabi, Wall Street i inne rynki akcji zaczną spadać, a surowce tanieć.

I to jest jedno spojrzenie na posiedzenie Fed. Ten scenariusz, zakładający spadki cen akcji i surowców oraz umocnienie dolara byłby o tyle racjonalny, że na obu pierwszych rynkach rośnie prawdopodobieństwo realizacji zysków. Jeżeli coś może zakłócić ten scenariusz to tylko Janet Yellen. Wydaje się, że może ona chcieć nieco łagodzić jastrzębią wymowę wspomnianych wyżej publikacji, jednocześnie kierując uwagę inwestorów na publikowane w przyszłości dane makroekonomiczne, od których to Fed uzależni tempo przyszłych podwyżek stóp procentowych. Może się więc okazać, że tak naprawdę z dużej chmury będziemy mieli mały deszcz, a marcowe posiedzenie Fed nic nie wyjaśni. Dla rynków będzie to oznaczało, że efektem posiedzenia będzie skok zmienności, ale bez jednoznacznych rozstrzygnięć.

Emperia Holding zainwestuje kilkadziesiąt milionów złotych w zakup nieruchomości. Chce nabyć przynajmniej pięć nowych obiektów

CEO Magazyn Polska

Emperia Holding zamierza zainwestować kilkadziesiąt milionów złotych w kupno kolejnych nieruchomości. W zależności od sytuacji rynkowej portfel spółki może się wzbogacić przynajmniej o pięć nowych obiektów. Grupa przewiduje także dynamiczny wzrost przychodów w segmencie usług informatycznych. Największą niewiadomą pozostaje obszar sprzedaży detalicznej. Branża jest wysoce konkurencyjna, a sytuację pogarsza ryzyko wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej.

– Jesteśmy dziś po dużych zmianach, głównie organizacyjnych, w naszym segmencie informatycznym. Te zmiany mają prowadzić do poprawy naszego portfela produktów. Przygotowania zostały już w znacznej mierze zakończone. Przyszły rok wydaje się być okresem, w którym powinniśmy odnotować wzrost przychodów oraz poprawić rentowność – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Cezary Baran, dyrektor finansowy i wiceprezes zarządu Emperia Holding.

Segment informatyczny, za który odpowiedzialna jest spółka Infinite to najmniejszy obszar aktywności grupy Emperia. W ubiegłym roku ze świadczenia usług IT holding uzyskał 38,1 milionów złotych przychodów (wzrost o 9,1 proc. rdr.) oraz osiągnął zysk netto na poziomie 6,68 milionów złotych.

Większy udział w strukturze przychodów ma natomiast segment związany z działalnością deweloperską oraz zarządzaniem nieruchomościami. W ubiegłym roku sprzedaż w tym obszarze sięgnęła niemal 71 mln zł przy zysku netto wynoszącym 35,6 milionów złotych.

– Chcemy zintensyfikować nasz program inwestycyjny w tym segmencie. Jeśli nam dopisze szczęście i okazje inwestycyjne na rynku, to liczymy na to, że przynajmniej pięć nowych inwestycji powinno się w tym segmencie pojawić. To pozwoli zapewne wygenerować dodatkowe wyniki operacyjne – informuje.

Na inwestycje w tym obszarze spółka może przeznaczyć nawet kilkadziesiąt milionów złotych.

Dla kondycji grupy kapitałowej Emperia zdecydowanie największe znaczenie ma natomiast segment sprzedaży detalicznej. Ten obszar – reprezentowany przez spółkę Stokrotka – dostarcza całej grupie ponad 90 proc. przychodów. Jest jednak najmniej rentowny, co wynika z wysokiej konkurencyjności panującej w branży. Jak zaznacza wiceprezes Emperii, dodatkowym zagrożeniem są działania rządu związane z wprowadzeniem podatku od handlu.

– Obserwujemy, co dzieje się wokół propozycji podatkowej rządu. Analizujemy scenariusze przedstawiane przez różne zespoły pracujące nad tą propozycją. Natomiast nadal nie wiemy, o jakim rozwiązaniu na sam koniec będziemy mówili – tłumaczy Cezary Baran.

Pod koniec stycznia 2016 roku grupa Emperia otworzyła w Lublinie nowe centrum logistyczne. Obiekt o powierzchni 6 tys. metrów kwadratowych ma się przyczynić do istotnej redukcji kosztów logistycznych, które ponosi spółka. Pozwoli także na usprawnienie obiegu towarów sprzedawanych w ramach sieci Stokrotka.

– Będziemy kontynuowali tę strategię rozwoju logistyki. Jesteśmy na etapie analiz kolejnych miejsc w kraju, w których takie centrum logistyczne mogłoby powstać. Najbardziej realna data jego pojawienia się to zapewne przyszły rok – stwierdza.

Ekspert wyjaśnia, że nowe centra logistyczne to nie tylko oszczędność kosztów transportu, lecz także szereg korzyści dla klientów. Mowa tu głównie o większej liczbie dostępnych towarów, szybciej uzupełnianych brakach magazynowych oraz świeższych produktach.

Cezary Baran odnosi się także do obecnego akcjonariatu grupy Emepria, w którym z 20-proc. udziałem istotną rolę pełnią otwarte fundusze emerytalne.

– Jesteśmy dosyć spokojni, jeśli chodzi o stabilność akcjonariatu. Nasze wyniki prezentują się dobrze. Myślę, że nasi akcjonariusze nie tylko z OFE, lecz także z innych funduszów mogą być zadowoleni z tego, jak przedstawiały się nasze wyniki. Sądzę, że Emperia Holding powinna być ostatnim aktywem, które w tym portfelu powinno być redukowane – stwierdza.

Ewentualne odejście OFE z grona udziałowców grupy Emperia mogłoby się wiązać z planowaną na połowę 2016 roku rewizją otwartych funduszy emerytalnych.

Energa z dobrymi wynikami za 2015 rok. Szczególnie mocny okazał się segment sprzedaży

0

CEO Magazyn Polska

Energa zamyka 2015 rok przychodami ze sprzedaży na poziomie 10,8 mld zł oraz zyskiem netto na poziomie 840 mln zł. To kolejny bardzo dobry wynik po tym, jak rok wcześniej spółka zarobiła na czysto przeszło 1 mld zł. Szczególnie dobrze radził sobie segment sprzedaży, gdzie EBITDA wzrosła o blisko 1/3. Dla grupy najistotniejszym obszarem, generującym ponad 70 proc. zysków, pozostaje jednak dystrybucja energii. Jak informuje prezes Dariusz Kaśków, także w tym roku grupa będzie chciała osiągnąć podobne proporcje w wynikach.

– Nasze wyniki są bardzo dobre. W całym 2015 roku udało nam się uzyskać blisko 11 mld złotych przychodów przy prawie 2,2 mld wyniku EBITDA. Można więc powiedzieć, że to był bardzo udany rok – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Kaśków, prezes zarządu spółki Energa SA.

W ubiegłym roku Energa uzyskała łącznie 10,8 mld zł przychodów ze sprzedaży (wzrost o 2 proc. rdr.) oraz zysk netto na poziomie 840 mln zł. Spółce udało się osiągnąć także dobry wynik na poziomie EBITDA wynoszący 2,2 mld zł. Pod względem zyskowności był to drugi najlepszy rok w historii spółki (po rekordowym 2014 roku).

Dane finansowe spółki za sam IV kwartał ubiegłego roku pokazują również niewielki wzrost przychodów, które sięgnęły 2,85 mld zł. Nieco wyższa była także EBITDA (wzrost o 1,4 proc. rdr. do poziomu 481 mln zł). Odnotowano natomiast wyraźny spadek zysku netto, który w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej skurczył się o 1/5.

– Największy wpływ na wyniki Grupy Kapitałowej Energa miał segment dystrybucji, który już tradycyjnie odpowiada za ponad 70 proc. osiąganych zysków – tłumaczy Kaśków.

W segmencie dystrybucji Energa osiągnęła 1,7 mld zł EBITDA, a dynamika wzrostu była 10-procentowa. Jeszcze szybciej rósł obszar sprzedaży, gdzie EBITDA osiągnęła 172 mln zł (wzrost o 31 proc. liczone rok do roku).

– W 2016 roku zamierzamy utrzymać podobną relację dystrybucji do przychodów całej grupy – podsumowuje prezes Kaśków.

Gdańska Energa jest jedną z czterech największych polskich grup energetycznych, obok PGE, Enei i Tauronu. Działalność spółki obejmuje zarówno dystrybucję, wytwarzanie, jak i obrót energią elektryczną oraz cieplną. Od 2013 roku notowana jest na warszawskiej giełdzie, gdzie wchodzi w skład indeksu WIG20.

Polska przygotowuje się do wdrożenia europejskiego systemu poboru opłat. Pierwszym krokiem porozumienie z zarządcami prywatnych autostrad

CEO Magazyn Polska

Wprowadzenie interoperacyjnego systemu elektronicznego poboru opłat na wszystkich autostradach ułatwi Polsce wdrażanie unijnego systemu (EETS). Możliwość przejazdu z jednym urządzeniem pokładowym przez autostrady UE będzie bowiem dotyczyła tylko dróg, gdzie opłaty można uiszczać elektronicznie. Dziś w Polsce są to tylko autostrady zarządzane przez GDDKiA. Eksperci liczą, że dojdzie do porozumienia z prywatnymi koncesjonariuszami. Wdrożenie EETS to nie tylko wygoda dla kierowców, lecz także konieczność – brak systemu może wiązać się z nałożeniem na Polskę kary.

Kolejność powinna być taka, że do systemu viaTOLL czy innego systemu, który będzie jego następcą, wchodzą firmy prywatne. Część z nich, np. Stalexport, zgłaszała chęć nawet pokrycia kosztów wejścia do tego systemu. A potem, jeśli w nim już będą i będzie zgoda tych, którzy udzielali kredytów, bo nie będzie niebezpieczeństwa związanego z nieszczelnością systemu, to objęcie autostrad systemem europejskim nie będzie stanowiło żadnej przeszkody – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adrian Furgalski, wiceprezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Jak podkreśla, osiągnięcie porozumienia z koncesjonariuszami jest możliwe, wymaga tylko czasu. Dodaje, że problemem nie jest nawet inny sposób naliczania opłat na autostradach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad i na tych zarządzanych przez prywatnych koncesjonariuszy.

Polska popełniła już za dużo błędów związanych z płatnościami na autostradach. Począwszy od tego, że niepotrzebnie na autostradach państwowych wchodziliśmy w system manualnego poboru opłat, a w 2011 roku, kiedy wszedł system elektroniczny, zapomniano niejako o koncesjonariuszach prywatnych i dzisiaj tych systemów mamy kilka – mówi Furgalski. – Jeśli znów ich pominiemy, to może się okazać, że rozliczanie może być wspólne dla całej Unii Europejskiej, a w Polsce będzie wciąż kilka systemów.

Wprowadzenie EETS (European Electronic Toll Service), czyli ujednoliconego systemu poboru opłat drogowych w krajach UE, oznacza, że kierowcy i przewoźnicy będą mogli płacić za przejazd po europejskich drogach za pomocą jednego urządzenia multimodalnego. Nie będzie jednak takiego obowiązku. Firmy będą mogły pozostać przy dotychczasowym modelu. Podróżowanie przez Europę z jednym urządzeniem pokładowym może być jednak dla nich znacznym ułatwieniem.

Pod względem technicznym system, który obowiązuje na autostradach państwowych, jest interoperacyjny i on będzie czytał te systemy, które zostaną zaproponowane w Europie. Takie założenie musiało być spełnione, bo wiedzieliśmy, że w jakiejś nieodległej przyszłości ten system europejski zacznie działać – mówi ekspert.

Kraje członkowskie były zobowiązane do przygotowania się pod względem prawnym i technologicznym do wdrożenia EETS już do października 2012 roku.

Jedynym problemem jest przyjęcie ustawy, a następnie rozporządzeń wykonawczych na jej podstawie i nałożenie na ministra właściwego do spraw transportu obowiązków dotyczących stworzenia rejestru firm, które będą mogły oferować taką usługę. Będą musiały spełnić określone warunki, trzeba będzie też w określony sposób pilnować, czy trzymają jakość i wywiązują się ze swoich zadań i obowiązków – podkreśla Adrian Furgalski.

Prace nad ustawą trwają. W styczniu projekt nowelizacji został przyjęty przez rząd.

Jak podkreśla Furgalski, wdrożenie systemu nie musi oznaczać konieczności ponoszenia wysokich kosztów, bo nie ma konieczności budowy zaplecza dystrybucyjno-logistycznego. W ramach EETS dostawca ma dostarczyć kierowcy urządzenie zdolne do komunikowania się między różnymi systemami elektronicznego pobierania opłat. Dlatego rozwiązaniem byłoby wprowadzenie szerszego dostępu do urządzeń instalowanych w samochodach, proponowanych już rządowi przy systemie krajowym.

Gdyby takie urządzenia zastąpić tymi europejskimi, to wydaje się, że te kanały dystrybucji, które dzisiaj funkcjonują, powinny zostać utrzymane, wzbogacone tylko o te kanały, którymi mogliby dysponować prywatni koncesjonariusze. Nie rodziłoby to żadnych większych niż dotychczas kosztów wynikających z funkcjonowania tego nowego systemu – przekonuje Adrian Furgalski.

Decyzja Fedu przejściowo osłabi dolara. Złoty może powrócić do poziomu 4 zł za euro

CEO Magazyn Polska

Decyzja ws. stóp procentowych oraz makroekonomiczne projekcje Komitetu Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej, które rynek pozna w środę wieczorem, powinny w krótkim czasie osłabiać dolara do euro – uważa Adam Dakowicz, prezes AgioFunds TFI. Jego zdaniem polityka Fed będzie łagodniejsza niż wcześniej oczekiwano. Jednocześnie zaznacza, że dla eksporterów czy importerów kurs EUR/USD powinien w dłuższym terminie pozostać neutralny. Złoty ma natomiast szansę umocnić się w tym roku o przynajmniej 15 groszy.

– Zakładam, że Fed, pozostawi stopy procentowe przez dużą część tego roku na poziomie niezmienionym. Do niedawna rozważane było podwyższanie stóp w Stanach Zjednoczonych, w tej chwili raczej mówimy o płaskich stopach procentowych przez znaczną część tego roku – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Dakowicz, prezes AgioFunds TFI. – W przypadku euro mamy do czynienia z pewnym zaskoczeniem, jeśli chodzi o decyzję, czyli dodatkowy skup aktywów i do tego niższe stopy procentowe. Teraz te dwie składowe układają się w taką relację, że amerykańska polityka będzie łagodniejsza niż pierwotnie zakładano i myślę, że przejściowo może to osłabić dolara.

W ostatni czwartek Europejski Bank Centralny zaskoczył rynek mocniejszym od spodziewanego ruchem łagodzącym politykę pieniężną. Stopa depozytowa została ścięta o kolejne 10 pkt bazowych do -0,40 proc., zaś stopa benchmarkowa o 5 pkt bazowych do 0 proc. Program skupu aktywów zostanie od kwietnia rozszerzony do 80 mld euro miesięcznie (z 60 mld euro dotychczas), a dodatkowo nastąpi kolejna tura tanich pożyczek dla banków (TLTRO) na udzielanie kredytów firmom.

– W kilkumiesięcznym horyzoncie lub do końca tego roku nie spodziewam się istotnej zmiany relacji euro-dolar. Od bieżącego poziomu możemy się spodziewać odchyleń w zakresie +od 3 do -3 proc., a wahania raz będą sprzyjały jednym, raz drugim – przekonuje Dakowicz. – Z punktu widzenia szerokiego kontekstu dla eksporterów czy dla importerów kurs walutowy w tym roku w jakimś sensie pozostanie neutralny, bo te wahania pozostaną w takim zakresie, który nie oddziałuje jednoznacznie na naszą gospodarkę.

Adam Dakowicz jest zdania, że nie warto inwestować w egzotyczne, mało znane waluty, zwłaszcza że w najbliższym czasie renesans przeżywać mogą złoty czy forint. Polska waluta, która przez dwa pierwsze tygodnie roku osłabiła się do 4,50 zł za euro, ostatnio powróciła do poziomów z przełomu roku, czyli okolic 4,30 zł.

– Dobrym wyborem okazać się może forint, który w ubiegłym roku dosyć istotnie się umacniał. Szukałbym okazji do zarabiania na walutach w naszym regionie geograficznym – mówi prezes AgioFunds TFI. – Ponadto są wszelkie przesłanki, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju powrotem inwestorów do inwestowania w tym zakresie. Należy jednak pamiętać o tym, że tego typu inwestowanie na pewno nie przyniesie spektakularnych stóp zwrotu. Spodziewałbym się, że będą to bardziej stopy przyzwoite niż spektakularne.

Według analityka złoty powoli i niejednostajnie, ale powinien teraz zmierzać w stronę poziomu 4 zł za euro, co jego zdaniem daje pewien potencjał inwestycyjny. Dakowicz zaznacza, że zmiana w stosunku do euro zależeć będzie od postawy Fedu, ale umocnienie rzędu 15-20 gr powinno być w tym roku realne. Po ostatnich spadkach dolar jest do złotego najtańszy od października i kosztuje niecałe 3,87 zł. Zdaniem eksperta taki poziom daje możliwość osłabienia amerykańskiej waluty do poziomu ok. 3,7 zł.

– Myślę, że wreszcie nastały lepsze czasy dla złotego. Jeszcze parę miesięcy temu można było mieć wątpliwości co do tego, w którym kierunku podąży polska waluta. Natomiast wydaje się, że coraz bardziej jednoznacznie czynniki, które mogły oddziaływać na niego, zaczynają pracować w kierunku jego umocnienia. Mam tu na myśli głównie politykę monetarną głównych banków centralnych, tych, które tworzą światową politykę monetarną, czyli obniżkę stóp przez EBC, niepodnoszenie ich przez Fed i nieobniżanie przez RPP.–  wylicz Dakowicz. – Złoty przy swoim nominalnie wysokim poziomie stóp procentowych ma szansę być beneficjentem przepływu kapitału w kierunku Polski i tu spodziewałbym się umocnienia.

Trwają pracę nad nową polityką lekową. Ma wyrównać dostęp pacjentów do leków

CEO Magazyn Polska

Resort zdrowia intensyfikuje prace nad polityką lekową. Przygotowaniem założeń do dokumentu ma się zająć powołany do tego zespół. Zdaniem ekspertów ich nadrzędnym celem powinno być zapewnienie dostępności do skutecznych leków poprzez objęcie ich refundacją i zlikwidowanie nierówności w dostępie do terapii między pacjentami. W Polsce publiczne wydatki na służbę zdrowia sięgają 6,5 proc. PKB. To mniej niż w większości krajów europejskich, co ogranicza dostęp do innowacyjnych leków. 

Dobrze się stało, że minister zdrowia zdecydował o powołaniu zespołu do spraw przygotowania założeń do polityki lekowej, czyli dokumentu długofalowego, którego celem jest zdefiniowanie dla pacjentów dostępu do leków i jego wyrównanie, co oznacza, że bez względu na sytuację materialną pacjenta leki powinny być wysokiej jakości i dostępne – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny w Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.

Branża wielokrotnie wskazywała na potrzebę stworzenia strategii polityki lekowej. Powinny w niej zostać jasno wskazane priorytety z punktu widzenia pacjentów, lekarzy i farmaceutów. Strategicznym celem jest stworzenie stabilnych warunków wzrostu przemysłu farmaceutycznego. Długofalowa polityka lekowa może zachęcić polski przemysł do inwestycji w nowoczesne leki.

Taki dokument powinien się składać z wielu elementów. To system refundacji, dystrybucja, jakość, finansowanie i cały sektor wytwórców. Istotne jest to, że polityka lekowa jest częścią polityki zdrowotnej – wskazuje Sztwiertnia.

Konieczne jest stworzenie właściwego systemu dystrybucji i refundacja nowych technologii medycznych. W Polsce na ochronę zdrowia wydajemy nieco ponad 6,5 proc. PKB. Choć wskaźnik ten systematycznie rośnie, to spośród 34 krajów monitorowanych przez OECD, tylko Estonia i Meksyk mają mniejszy udział wydatków. Dla porównania w Niemczech to ponad 11 proc., a w USA – jak wynika z danych Banku Światowego – blisko 18 proc. Niskie publiczne wydatki na służbę zdrowia ograniczają dostęp do innowacyjnych leków i świadczeń.

System refundacji jest nakierowany bardziej na oszczędności niż na refundowanie nowoczesnych leków. Z tego powodu dopłaty pacjentów do leków są wysokie. To nie może być barierą w dostępie i powodem, dla którego pacjent rezygnuje z realizacji recepty w aptece, co w Polsce się niestety zdarza. Dlatego ważne jest to, żeby powstał taki długofalowy dokument programowy, który wskaże, jakie są wartości w państwie i aspiracje pod względem dostępu do leków – podkreśla Sztwiertnia.

Teoretycznie pierwszeństwo w umieszczaniu na wykazach leków refundowanych powinny mieć te środki, które przy stosunkowo niskich kosztach gwarantują wysoki efekt terapeutyczny. Często jednak liczy się najniższa cena. W efekcie szacuje się, że ponad 80 proc. leków na liście, to środki generyczne, czyli tańsze wersje starych farmaceutyków. Cierpią na tym poważnie chorzy. W Polsce ze 150 tys. osób, które rocznie zapadają na raka, udaje się przeżyć połowie, to znacznie mniej niż na Zachodzie.

– Onkologia jest obszarem społecznym, gdzie zapadalność na choroby jest bardzo duża z różnych przyczyn, także ze względu na starzenie się społeczeństwa. Wedle analiz dostępność do leków jest gorsza niż w Europie, w tym w krajach sąsiednich – przekonuje dyrektor Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.

Raport przygotowany przez EY i Fundację Alivia wskazuje, że na 30 najszerzej używanych w Unii Europejskiej leków na raka w Polsce 12 jest w ogóle niedostępnych, a dwa mogą być przepisywane przez lekarzy wedle uznania. Nawet jeśli leki znajdą się na liście, to trafiają do niższego niż w Unii odsetka potrzebujących pacjentów i po znacznie dłuższym czasie.

Sytuacja co prawda jest coraz lepsza, wciąż jednak ten dystans jest duży. Skutkuje to również tym, że skuteczność leczenia chorób nowotworowych w Polsce jest gorsza niż za granicą, czyli parametr 5-letniego przeżycia jest niższy niż w innych krajach – zaznacza Paweł Sztwiertnia.

Cyfryzacja coraz bardziej wpływa na gospodarkę. W 2020 r. co czwarta firma na świecie oprze swoją działalność na technologiach cyfrowych

CEO Magazyn Polska

W 2020 roku stopień ucyfrowienia światowej gospodarki sięgnie 25 proc., podczas gdy w 2005 roku było to 15 proc. Proces ten przyspieszył w ostatnich trzech latach i powinien ulegać dalszej intensyfikacji w kolejnych. Nie chodzi jedynie o zastępowanie ludzi maszynami, lecz o współpracę urządzeń i pracowników, a także o wykorzystanie cyfrowej tożsamości, np. w administracji czy służbie zdrowia.

Szacujemy, że w 2020 roku udział segmentu przedsiębiorstw ucyfrowionych osiągnie 25 proc. globalnej gospodarki. Jest to wzrost o 3 pkt proc. w stosunku do roku bieżącego i wzrost o prawie 10 proc. w stosunku do tego, co obserwowaliśmy jeszcze kilka lat temu. Jest to trend rosnący, bardzo ciekawy i to jest najlepszy moment, żeby z niego skorzystać – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Firma Accenture przeprowadziła badanie wśród ponad 3 tys. menadżerów w globalnych firmach informatycznych i zebrała wnioski w raporcie Technology Vision 2016. W tej grupie 86 proc. pytanych dostrzegło wyraźne przyspieszenie w wykorzystaniu i wdrażaniu technologii cyfrowych w przedsiębiorstwach w ciągu ostatnich trzech lat. Ponad połowa jest zdania, że tempo tej absorpcji będzie się zwiększać.

W widoczny sposób zjawisko szeroko rozumianej cyfryzacji wkroczy do Polski w ciągu najbliższych miesięcy – przekonuje Borek. – Z jednej strony to jest poprawa efektywności samych przedsiębiorstw przy wykorzystaniu technologii cyfrowych, z drugiej – możliwość oferowania zupełnie nowych usług i produktów swoim klientom, rozwój zupełnie nowych gałęzi biznesu. Myślę, że te dwa kierunki będą dominowały w najbliższych latach.

Na podstawie odpowiedzi Accenture zidentyfikowało pięć trendów w rozwoju cyfryzacji, które będą charakteryzować ten proces w najbliższych trzech latach. Pierwszy z nich dotyczy inteligentnej automatyzacji, czyli takiego zastosowania rozwiązań cyfrowych, by nie tyle zastępowały one ludzi, ile współdziałały z nimi. 70 proc. pytanych menadżerów przyznało, że obecnie inwestuje więcej w inteligentną automatyzację niż dwa lata temu, zaś 55 proc. planuje używać uczących się maszyn w biznesie.

Kolejnym trendem, bardzo istotnym w szybko zmieniającej się rzeczywistości, jest elastyczność pracy, czyli zdolność zatrudnionych do przyswajania nowych umiejętności i szybkiego przystosowywania się do nowych wymagań. Bogate doświadczenie w wąskiej specjalizacji będzie coraz mniej pożądaną cechą.

Ważny trend będzie związany z platformami biznesowych, czyli współpracą firm, a w zasadzie całych ekosystemów w celu poprawy ich efektywności – mówi Jacek Borek. – Trend czwarty wyznaczany będzie przez innowacje. Tutaj przykładem jest chociażby Uber, który kompletnie zmienił reguły poszczególnych segmentów rynku. I trend piąty, czyli cyfrowe zaufanie. Z naszej perspektywy jest to trend najważniejszy, dlatego że stanowi fundament wiarygodnej współpracy pomiędzy usługodawcami a usługobiorcami i jej rozwoju.

82 proc. menadżerów z międzynarodowych korporacji badanych przez Accenture zgadza się z opinią, że brak bezpieczeństwa i kontroli dostępu do danych może wykluczyć ich firmy z biznesu.

Jak przekonuje Jacek Borek, w Polsce pionierami wdrażania technologii cyfrowych poza informatyką i związaną z nią ofertą outsourcingową jest sektor bankowy, a rozwiązania zastosowane na polskim rynku zdobywają nagrody na arenie międzynarodowej. Są też jednak branże, które mają sporo do nadrobienia.

W szczególności wskazujemy na duży potencjał w firmach z szeroko rozumianej infrastruktury, a więc energetycznych, paliwowych, gazowych, których większość działalności jest związana z utrzymaniem bardzo rozbudowanego majątku – wskazuje dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce. – Widzimy potencjał w poprawie ich efektywności poprzez wdrożenie technologii cyfrowych, ale nie chodzi wyłącznie o poprawę kosztów, lecz także o poprawę jakości usług świadczonych odbiorcom powszechnym.

Największy wzrost przewidywany jest w rożnego rodzaju usługach związanych z zaspokojeniem bieżących potrzeb konsumenta,  tzw. potrzeb kontekstowych (Living Services), polegających np. na szybkim znalezieniu drogi do celu lub zebraniu informacji, które pomogą lekarzowi w postawieniu diagnozy. Przed firmami, które będą w stanie dostarczyć tego typu pomoc, otwiera się szerokie pole do popisu.

Sektor technologii cyfrowych w Polsce to jeden z trzech największych sektorów pod względem zatrudnienia. Według szacunków ABSL jest to ponad 140 tys. pracowników, a zatrudnienie w tym sektorze rośnie średnio około 5 proc. rok do roku – mówi Jacek Borek. – Również patrząc na zapotrzebowanie na nasze usługi, obserwujemy ogromny wzrost zapotrzebowania na ludzi. Jeszcze 1,5 roku temu było nas raptem 2 tys., dziś jest nas 3,5 tys.

Polskie batony wiceliderem rynku w RPA. Bakalland chce inwestować w eksport

CEO Magazyn Polska

Producent bakalii i dodatków do ciast Bakalland zamierza umacniać swoją pozycję eksportową zarówno na europejskich, jak i bardziej egzotycznych rynkach. Krajami, w których udało się już firmie uzyskać znaczący udział rynkowy, są m.in. Węgry i RPA. W kategorii batonów spółka chwali się drugą pozycją na rynku południowoafrykańskim.

Istotnie rozwijamy eksport. Staje się to dla nas coraz ważniejszym elementem naszej działalności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Moczulski, prezes Bakallandu. – Są rynki, na których już jesteśmy znacząco obecni, chociażby rynek RPA – w batonach jesteśmy już numerem dwa w tym kraju.

Głównymi produktami eksportowymi są batony zbożowo-bakaliowe oraz musli, a także płatki śniadaniowe pod marką Mr. Breakfast. Odbiorcy to kraje Europy Środkowo-Wschodniej, Wielka Brytania, USA, Kanada, Chiny, Japonia i wspomniane już RPA. Producent wysyła za granicę także swoje sztandarowe produkty, czyli bakalie.

Są też rynki w Europie, gdzie w bakaliach jesteśmy coraz silniejsi. Takim rynkiem są np. Węgry. Tam, gdzie już mamy jakąś pozycję, chcemy ją umacniać i inwestować w rozwój. Oczywiście zwrot z tej inwestycji będzie za jakiś czas, za kilka lat, ale działamy długofalowo – zapewnia Moczulski.

Bakalland potencjał eksportowy widzi także w deserach i dodatkach do ciast pod należącą do niego marką Delecta. Niemal dwa lata temu giełdowy wówczas Bakalland zapowiedział przejęcie za 100 mln zł od Rieber Foods Polska marki Delecta. Połączenie operacyjne nastąpiło na początku 2015 roku, a prawne – w lipcu 2015 r. Szacowane przychody spółki sięgają blisko 500 mln zł, a celem spółki w perspektywie najbliższych 3 lat jest przekroczenie 700 mln zł.

Ze względu na specyfikę branży, w której zdecydowana większość surowców pochodzi z importu, słaby złoty działa na niekorzyść firm. Stąd też zwiększenie eksportu może być skutecznym remedium na wahania kursowe.

– Dzięki naszemu ogromnemu doświadczeniu i temu, że nasi handlowcy zwiedzili chyba każdy zakątek Ziemi w poszukiwaniu najlepszych surowców, mamy bardzo dobre źródła dostaw. Mamy bardzo dobrych dostawców, spełniających najwyższe wymagania jakościowe – mówi prezes Bakallandu. – Nasi ludzie od jakości i od zakupów właściwie nie wysiadają z samolotu. To jest kilkanaście osób, które cały czas są w drodze. W ten sposób dbamy o jakość naszych produktów.

Bakalland importuje bakalie z kilkudziesięciu krajów świata od Azji Południowo-Wschodniej i Chin przez kraje Kaukazu i południa Europy, Iran i Afrykę po obie Ameryki.

Rynek spotkań biznesowych stale rośnie. Branża hotelowa chce na tym skorzystać

0

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku z blisko 34 tys. zorganizowanych spotkań i wydarzeń biznesowych ponad 70 proc. odbyło się w hotelach. Aby sprostać rosnącym wymaganiom firm, obiekty konferencyjne i hotele inwestują w odpowiednią infrastrukturę i nowinki technologiczne. Sięgają także po takie nowości, jak slow life czy spa.

Z roku na rok rośnie liczba spotkań biznesowych organizowanych w Polsce. Z raportu Polskiej Organizacji Turystycznej „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce” wynika, że w 2015 roku w kraju zorganizowano ok. 34 tys. spotkań, w których wzięło udział blisko 7 mln osób. Większość (71 proc.) została zorganizowana w hotelach.

Rynek spotkań biznesowych prężnie się rozwija. Niedoceniany przez gospodarkę, na uboczu tego, co się dzieje politycznie i gospodarczo, ale tak naprawdę w hotelach następuje kumulacja tego, co dzieje się na rynku – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grażyna Kowalczyk, dyrektor generalny Hotelu Narvil w Serocku.

Wkład przemysłu spotkań w gospodarkę kraju szacuje się na ponad 1,5 mld zł. Przeciętne wydatki uczestnika spotkania ocenia się na ok. 170 zł, z czego zdecydowana większość (ponad 150 zł) przypada na usługi gastronomiczne.

Hotele starają się przyciągnąć klientów rozbudowaną ofertą, również kulinarną. Zwracają też uwagę na dopracowaną infrastrukturę. Niezbędnym minimum podczas organizowanych spotkań biznesowych jest dobre zaopatrzenie technologiczne sali konferencyjnych. Klienci oczekują profesjonalizmu, przygotowania i skalkulowania pełnej oferty.

Na rynku jest coraz większa konkurencja. Tym samym, aby przyciągnąć klienta, hotele prześcigają się w niebanalnej ofercie.

Hotele biznesowe muszą zaskakiwać. Właściwie co roku, jeżeli chce się mieć wiodącą rolę na rynku, trzeba przygotowywać nowe oferty. Tego oczekują klienci i hotele muszą na te oczekiwania odpowiadać. Tylko wówczas taki hotel ma szansę stać się liderem rynku – przekonuje Kowalczyk.

Coraz ważniejsza staje się możliwość korzystania z atrakcji, jakie oferuje przyroda wokół obiektu. W Hotelu Narvil popularnością cieszą się regaty czy możliwość zorganizowania konferencji na statku pływającym po Narwi.

Goście szukają miejsc wyjątkowych, które inspirację czerpią z natury. To w tej chwili nowy trend związany ze spowolnieniem, z szukaniem rozwiązań, które dawałyby przestrzeń do wolniejszego życia, tzw. slow life. Wykorzystanie przestrzeni, którą zapewniają hotele w otoczeniu przyrody, to nowy trend, który pojawił się na rynku – podkreśla Kowalczyk.

Klienci zwracają uwagę na przyrodę, możliwość złapania oddechu i wyciszenia się po pracy. Wpływ na wybór obiektu ma też oferowana kuchnia. Oczekiwania biznesu zmieniają się, a klienci nastawiają się na indywidualne potrzeby.

Gościa biznesowego do hotelu przyciągają też ludzie, którzy tworzą miejsce. Od zespołu, który pracuje w danym miejscu, bardzo dużo zależy. To z nimi tworzy się przestrzeń do wspólnego biznesu. Inspirujące miejsce o odpowiedniej infrastrukturze to dobrze przygotowany materiał do realizowania biznesu – wskazuje dyrektor Hotelu Narvil.

Audiobooki dostępne online mogą wyprzeć z rynku te na CD. Spodziewany jest też spadek cen

CEO Magazyn Polska

Streaming audiobooków może wkrótce zdobyć większość rynku w Polsce. Obecnie jego wartość szacuje się na ok. 30 mln zł, płyty CD i pliki elektroniczne dzielą się udziałami po połowie. Eksperci wskazują jednak, że łatwiejszy dostęp sprawi, że ludzie chętniej będą sięgać po taką formę książki. Pojawienie się na rynku usługi subskrypcyjnej może też wpłynąć na stopniowy spadek cen w pozostałych kanałach.

Obecnie mamy podział audiobooków na konsumpcję na płytach CD i w postaci plików elektronicznych. Dzielą się rynkiem blisko po połowie, ale wciąż więcej sprzedaje się płyt – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Szolc, dyrektor zarządzający w Storytel Polska. – Spodziewam się, że po wejściu usługi subskrypcyjnej streamingowej, po pierwsze, cały rynek wzrośnie, a po drugie, nasza usługa przejmie większość rynku CD. Podobnie stało się w Szwecji i pozostałych krajach.

Serwis Storytel, który wszedł do naszego kraju kilka dni temu, umożliwia dostęp do audiobooków po wykupieniu abonamentu. Każdy użytkownik może słuchać książek bez limitu, a jedynym ograniczeniem jest czas. Ponieważ audiobooków można w ten sposób słuchać nie tylko przez komputer, lecz także za pośrednictwem aplikacji dla smartfonów, można się spodziewać, że szybko zdobędzie on popularność.

To ze względu na łatwość dostępu, na fakt, że narzędzie do słuchania, czyli telefon, mamy przez cały czas w kieszeni. Nie ma już problemu z tym, gdzie włożyć płytę CD, gdzie jej słuchać, ponieważ narzędzie mamy przez cały czas ze sobą – przekonuje Szolc.

Jak wskazuje ekspert, w Szwecji w ciągu pięciu lat po pojawieniu się na rynku streaming zdobył blisko 80 proc. rynku audiobooków i niemal całkowicie wyparł królujące wcześniej płyty CD. Podobnie powinno być również w Polsce.

Myślę, że jakość tej usługi, łatwość jej dostępu oraz relatywnie niska cena spowodują, że ludzie sięgną po audiobooka częściej i chętniej – ocenia dyrektor Storytela.

Dostęp do bazy w serwisie jest możliwy po wykupieniu miesięcznego abonamentu za niecałe 30 zł. To mniej, niż kosztuje większość dostępnych audiobooków. Tym samym pojawienie się na rynku tego typu oferty może wpłynąć na spadki cen na rynku, choć zdaniem Szulca trudno jednoznacznie przewidzieć reakcję rynku i producentów.

To decyzja indywidualna każdego wydawcy i każdego dystrybutora. Sam jestem bardzo ciekaw, czy podążą za trendem – zaznacza ekspert.

Według danych Biblioteki Analiz rynek audiobooków w Polsce jest wart ok. 30 mln zł. Choć to wciąż mniej niż rynek e-booków czy tradycyjnych książek, to szybko rośnie w siłę. W ciągu dekady urósł o połowę. Jednocześnie, choć stan czytelnictwa w naszym kraju pozostawia wiele do życzenia, a statystyczny Polak czyta jedną książkę w ciągu roku, to liczba sprzedanych audiobooków wciąż rośnie. Audioteka, czyli gigant sprzedaży cyfrowej na polskim rynku, sprzedała w 2015 roku milion audiobooków, co stanowi blisko 50-proc. wzrost względem 2014 roku.

Nie mamy konkurencji pod względem sprzedaży subskrypcyjnej i streamingowej. Wiem, że są podmioty zagraniczne, które próbują wejść na polski rynek, stąd też szybka decyzja Storytela, żeby tutaj wejść i zagospodarować tę niszę – mówi Michał Szolc.

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Piłkarska ekstraklasa piłkarska rekordowo silniejsza

Kluby z polskiej ekstraklasy wydały na transfery polskich piłkarzy najwięcej od pięciu lat. Jednocześnie przychody ze sprzedaży piłkarzy były najniższe od trzech lat. Kluby wzmacniają się i zwiększa się ich wartość rynkowa. Na jakie sukcesy mamy więc szanse w międzynarodowej rywalizacji piłkarskiej?
Kluby z naszej ekstraklasy wydały blisko 4,9 mln euro na kupno nowych piłkarzy. Najwięcej od pięciu lat, a co roku w tym okresie wydatki rosły. Tak było też w ostatnim, zimowym “okienku” transferowym. – Kluby inwestowały w nowych zaodników i dzięki temu wzrastała wartość rynkowa ekstraklasy i jej klubów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Zaczyński, współautor raportu o polskiej piłce nożnej, z międzynarodwej firmy doradczej Grant Thornton.
Kluby wzmacniają się, bo jednocześnie przychody transferowe ze sprzedaży polskich piłkarzy były najniższe od trzech lat. Rywalizacja pomiędzy klubami powinna być coraz silniejsza. – Jednak jest to wzmocnienie na miarę większych sukcesów w Lidze Europejskiej niż w Lidze Mistrzów – komentuje Paweł Zaczyński.

Idealnego pracownika znajdziesz… na Twitterze

Media społecznościowe są coraz popularniejszym narzędziem poszukiwania potencjalnych pracowników. Na świecie tę metodę rekrutacji z sukcesem stosuje już ponad 73% pracodawców. Teraz, dzięki Monster Social Job Ads, do najlepszych kandydatów będzie można dotrzeć za pośrednictwem Twittera.

Idealnego pracownika znajdziesz… na Twitterze. Rynek pracy staje się na nowo rynkiem pracownika. Najlepszych trzeba samodzielnie znaleźć i skusić ofertą. Tylko jak dotrzeć do doświadczonych specjalistów, z unikalnym kursem czy rzadkim językiem obcym? I jak naszą ofertą zainteresować kogoś, kto mógłby być idealnym kandydatem, ale o tym nie wie, bo… aktualnie nie szuka pracy? W sytuacji, w której tradycyjna rekrutacja, system poleceń albo zwykłe zamieszczenie oferty pracy nie wystarczają, z pomocą przychodzą media społecznościowe.

 Precyzyjna rekrutacja

Social media pozwalają na dotarcie do wyjątkowo dużej liczby kandydatów – w przypadku samego Twittera jest to 300 milionów osób na całym świecie. Ale o skuteczności tej metody rekrutacji decydują również inne czynniki.

„Po pierwsze docieramy również do osób, które nie poszukują aktywnie pracy, czyli takich, których CV nie znajdziemy w bazach rekruterów. Po drugie, dzięki targetowanym kampaniom, takim jak Monster Social Job Ads, mamy możliwość dokładnego określenia, do kogo ma trafić dane ogłoszenie.” – mówi Bartosz Struzik, Dyrektor Zarządzający międzynarodowego serwisu z ofertami pracy MonsterPolska.pl.

Spójrzmy na usługę Monster Social Job Ads oczami osoby, która ma konto na Twitterze. Wystarczy, że uzupełni swój profil wpisując lokalizację, zawód i przebyte kursy, aby stała się dla pracodawcy potencjalnym atrakcyjnym kandydatem do pracy. Pracodawca z kolei, chcąc dotrzeć do kandydatów o konkretnych kompetencjach, określa je w systemie, który następnie porównuje „wytyczne” z profilami użytkowników Twittera. Osoby, które spełniają kryteria, zobaczą na tablicach tweeta z adresowaną do nich ofertą pracy. I co ważne, będą to zarówno użytkownicy szukający pracy, jak i ci, którzy mimo iż nie poszukują pracy aktywnie, mogą idealnie pasować na oferowane stanowisko. Zasięg ogłoszenia zwiększa się dodatkowo dzięki, typowym dla social mediów, możliwościom dzielenia się i polecania oferty  innym użytkownikom.

 Młodzi i wykształceni na radarze pracodawców

Twitter podbił świat jakiś czas temu, a i w Polsce z roku na rok jest coraz popularniejszy. Z badań Gemius opublikowanych w czerwcu 2015 roku wynika, że w naszym kraju liczy on już 3,3 mln użytkowników i liczba ta stale rośnie. Co o nich wiemy? 55 proc. stanowią mężczyźni, a 45 proc. kobiety. Najsilniejsza grupa, bo aż 22 proc. użytkowników to osoby w wieku od 25 do 34 lat, sporo bo 18 proc. stanowią osoby w wieku od 35 do 44 lat. Użytkownikami są osoby wykształcone, m.in. dziennikarze, publicyści, szefowie korporacji, przedstawiciele wolnych zawodów, ale także uczniowie i studenci.

„Twitter jest bardzo skutecznym narzędziem dotarcia zwłaszcza do specyficznych, trudno osiągalnych grup zawodowych. Przetestowaliśmy skuteczność usługi Monster Social Job Ads w innych krajach w ramach globalnej grupy Monster. Wierzymy w potencjał mediów społecznościowych i dlatego będziemy dalej ją rozwijać, już wkrótce wzbogacając ją o analogiczne narzędzia wyszukiwania kandydatów na Facebooku”. – podsumowuje Bartosz Struzik z MonsterPolska.pl.

Ergo homo officus, czyli co z tą ergonomią?

Nie jest dobrze. O ergonomii w ostatnim czasie mówi się dużo, ale czy to coś zmienia? Jedynie 2,4% stanowisk biurowych w polskich firmach spełnia wszystkie jej zasady[1]. Pracownik odczuwa to dosłownie. Okazuje się, że ¼ osób w wieku od 26 do 35 lat cierpi na bóle pleców. Najczęściej bolące karki i barki szkodzą przedsiębiorstwom. 66% Polaków deklaruje, że będąc zdrowszym pracowałoby po prostu lepiej[2], więc co z tą ergonomią? Na świecie to trend numer jeden. Czy polscy pracodawcy są na nią gotowi?

 Długotrwała wymuszona pozycja staje się poważnym problemem w wielu krajach. Brytyjczycy wykazali, że przebywając minimum osiem godzin w biurze ruszamy się statystycznie tylko 30 minut. Według ostatnich badań Ergotest ponad połowa stanowisk pracy w Polsce nie spełnia wymogów ergonomii. Być może dlatego, aż co piąta osoba codziennie odczuwa jakiś rodzaj bólu. Czy jest nadzieja na lepsze? Możliwe, bo z raportu On Your Feet Britain wynika, że niemal 2/3 badanych ma świadomość zgubnych rezultatów długotrwałego przebywania w nieprawidłowej pozycji.
Dla przykładu, aż 78% Brytyjczyków twierdzi, że za dużo czasu spędza siedząc. Eksperci podkreślają, że w Polsce trend tzw. zdrowego miejsca pracy również powoli się umacnia.

Zuzanna Mikołajczyk_Mikomax Smart Office– Przeciętny pracownik zatrudniony na pełen etat spędza niemal ¼ roku w pracy. To sprawia, że sposób zorganizowania jego stanowiska ma ogromne znaczenie. 70% osób skarży się na dyskomfort fizyczny w biurze. Dlatego tak ważne jest dobre zaprojektowanie miejsca pracy i przestrzeni biurowej. Najnowsze trendy pokazują, że coraz bardziej doceniana jest możliwość pracy dynamicznej. Popularnością cieszą się m.in. rozwiązania biurowe typu sit and stand – mówi Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Marketingu i Handlu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office.

 Mówiąc wprost

Wiele firm w Polsce decyduje się na wprowadzenie systemów, które poprawiają ergonomię. Przykładem jest biurko Stand Up Mikomax Smart Office. Dzięki manualnej, łatwej w obsłudze regulacji wysokości blatu w ciągu dnia można zmieniać pozycję zależnie od potrzeb oraz płynnie przechodzić z pracy w skupieniu do działań w ramach zespołu. Odpowiedzią na złą akustykę i brak miejsca do organizacji kameralnych spotkań jest rozwiązanie typu #Hush, który w prosty sposób wydziela mini strefy.

Aż 75% polskich pracowników uważa, że biuro mogłoby lepiej odpowiadać na sposób pracy[3]. Specjaliści firmy Expander zauważają, że właściciele przedsiębiorstw doceniają zależność między optymalizacją warunków pracy a korzyściami ekonomicznymi firmy. – Obserwujemy znaczącą zmianę w podejściu do inwestowania w przestrzeń biurową. Nasi klienci coraz częściej wybierają rozwiązania finansowe umożliwiające inwestycje w biura o najwyższym standardzie, szyte na miarę potrzeb pracowników. Przedsiębiorcy mają świadomość przełożenia inwestycji w nowoczesną przestrzeń biurową na efektywność pracy i zyski dla firmy. Przewiduję, że trend ten będzie się wzmacniał w 2016 roku – komentuje Monika Mojzesowicz, dyrektor Departamentu Kredytów dla Firm w Expanderze.

Biuro fit & active

Ergonomia miejsca pracy idzie w parze z medycyną. Najnowsze trendy w architekturze biurowej motywujące do większego ruchu i umożliwiające dynamiczną pracę w różnych pozycjach to odpowiedź na rosnące zagrożenie zwyrodnieniami kręgosłupa u pracowników biurowych. – Pozycja siedząca jest jedną z najgorszych. Wówczas, podobnie jak przy dźwiganiu ciężarów, działają na struktury kręgosłupa siły znacznie większe niż gdy stoimy czy leżymy. Efektem długotrwałej pracy w nieprawidłowej pozycji są częste dolegliwości bólowe pleców, z których aż 85% wywołanych jest przez przeciążenia w mięśniach, więzadłach, stawach i dyskach kręgosłupa – mówi Andrzej Rudawski, kierownik zespołu fizjoterapeutów w Columna Medica.

Na zachodzie widoczne jest odchodzenie od klasycznego stanowiska pracy. Najnowsze zalecenia Public Health England zakładają, że osoba pracująca w biurze powinna spędzać minimum 2 godziny stojąc bądź spacerując. Dla porównania, w Polsce tylko 23% pracowników korzysta z 5 minutowej przerwy w każdej godzinie pracy przy komputerze[4], która pozwala na rozciągnięcie mięśni i odpoczynek dla oczu.

 Zmiana stylu pracy może mieć pozytywne przełożenie nie tylko na zdrowie. Stojąc pozostajemy w gotowości do działania, jesteśmy lepiej skoncentrowani i unikamy spadku energii, który doświadczamy siedząc. – Spotkania przeprowadzane na stojąco trwają średnio 1/3 krócej. Co ciekawe, już na etapie projektowania budynku biurowego architekci myślą o ergonomii. Dlatego np. toalety czy pomieszczenia socjalne umieszczane są tak, by wymusić krótki spacer w ciągu pracy. Ergonomiczna przestrzeń to jednak nie tylko taka, która dba o nasze zdrowie, ale wspiera także efektywność i wymianę informacji, np. poprzez odpowiednie poprowadzenie ciągów komunikacyjnych, które prowokują pracowników do interakcji – dodaje Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

 Ruch w pracy pozytywnie wpływa nie tylko na ciało, ale też na mózg, który pracuje po prostu lepiej. Największe firmy na świecie już inwestują w nowoczesne biura, a tym samym w wydajność i zadowolenie swoich pracowników. Frank Gehry w nowej siedzibie Facebooka zaprojektował największy open space na świecie o powierzchni 122 tys. m2, na którego dachu znajduje się 3,5-hektarowy park. O dostęp do naturalnego światła zadbał Google, inwestując w biuro ze szklanym zadaszeniem. Także w Apple pracownicy będą mogli dotlenić się spacerując po dziedzińcu zaaranżowanym na ogród. A w Polsce? Czy już nadszedł czas by i w naszych biurach pojawiły się zdrowe trendy?

[1] Ergotest 2015, Ergonomia komputerowego stanowiska pracy

[2] Bupa, 2015, Zdrowie w miejscu pracy – diagnoza i oczekiwane zmiany

[3] Mikomax Smart Office 2015, Biura nowoczesnych centrów usług w opinii pracowników w Polsce

[4] Ergotest 2015, Ergonomia komputerowego stanowiska pracy

PHILIPS prezentuje pierwszy na świecie monitor z technologią kropki kwantowej

Firma MMD, zajmująca się globalną sprzedażą i marketingiem monitorów PHILIPS, przedstawia pierwszy na świecie monitor wykorzystujący technologię kropki kwantowej. Ekran zapewnia profesjonalną jakość w zakresie żywych i realistycznych kolorów oraz wierne odwzorowanie szerokiej palety barw. Zużywa 25% mniej energii niż inne monitory o podobnych parametrach, wzbogaca wystrój eleganckim designem i jest dostępny w przystępnej cenie.

Philips - monitor z kropka kwantowa27-calowy model PHILIPS 276E6ADSS z serii E-line, został wyposażony w zaawansowaną technologię kropki kwantowej, zapewniającą intensywną i naturalną paletę barw. Profesjonalną jakość w zakresie odwzorowania kolorów gwarantuje pokrycie 99% przestrzeni barw Adobe RGB oraz 100% NTSC.

Technologia kropki kwantowej – gwarancja najwyższej jakości kolorów


Innowacyjna nanokrystaliczna technologia
wytwarza niezwykle nasyconą paletę barw oraz pozwala na uzyskanie większej liczby odwzorowanych kolorów, ponad 30% więcej niż w tradycyjnych ekranach LED. Model kosztuje zaledwie ułamek kwoty, jaką trzeba zapłacić za wyświetlacz o podobnych parametrach w zakresie odwzorowania barw. Ponadto monitor wykorzystuje 25% mniej energii niż inne tego typu modele, co również pozwala na oszczędności w budżecie domowym lub biurowym.

W tradycyjnych wyświetlaczach LCD istnieje rozwarstwienie pomiędzy kanałami RGB, które bezpośrednio wpływa na pokrycie ekranu gamą kolorów. Technologia kropki kwantowej pozwala osiągnąć wyraziste rozróżnienie kanałów, zapewniając użytkownikowi spójne i żywe kolory – komentuje Artem Khomenko, Product Manager monitorów Philips na terenie Europy.

Wierne odwzorowanie barw z pewnością docenią profesjonaliści, jak i użytkownicy domowi. Bardzo szeroki gamut barwowy spełni oczekiwania projektantów, miłośników kina oraz wszystkich użytkowników, którym zależy na osiągnięciu świetnej reprodukcji kolorów.

Moc parametrów

Monitor wyświetla rozdzielczość Full HD (1920 x 1080) oraz jest wyposażony w matrycę IPS-ADS, którą charakteryzuje wysoka klarowność barw. PHILIPS 276E6ADSS wyświetla szerokie kąty widzenia obrazu wynoszące 178° w pionie i poziomie. Model wyposażono w szereg technologii, które są dopełnieniem wysokiej jakości obrazu, wzmacniając kontrast i jasność kolorów. SmartImage Lite analizuje zawartość ekranu, dynamicznie poprawia kontrast, nasycenie i ostrość obrazu, w zależności od wyświetlanej treści. SmartControl Lite to szybki i prosty sposób na precyzyjne dostrajanie parametrów monitora, dzięki oprogramowaniu sterującemu z poziomu systemu operacyjnego. SmartContrast automatycznie dostosowuje kolor, kontrast oraz intensywność podświetlenia, wzbogacając wrażenia wizualne. SmartResponse zapewnia 5-milisekundowy czas reakcji, który jest szczególnym atutem w dynamicznych grach.

Cennym walorem monitora jest złącze MHL, pozwalające na proste podłączenie urządzeń mobilnych do wyświetlacza. Umożliwi to korzystanie z ich treści na znacznie większym ekranie w rozdzielczości Full HD z doskonałym dźwiękiem, zagwarantowanym przez wbudowane głośniki, przy jednoczesnym ładowaniu podłączonych urządzeń mobilnych.

 Elegancki design

W warunkach domowych monitor powinien dobrze prezentować się zarówno podczas użytkowania, jak i w stanie spoczynku. Eleganckie, białe wykończenie i srebrna podstawa będą stanowiły stylowe uzupełnienie niemal każdego wnętrza.

Gwarancja i cena:

 Sugerowana przez producenta cena detaliczna monitora wynosi 1399 zł.

Urządzenia objęte są trzyletnią gwarancją producenta w systemie door-to-door.

 Specyfikacja techniczna:

 

Model Philips 276E6ADSS
Typ panelu LCD IPS-ADS
Typ wyświetlacza W-LED
Rozmiar panelu 27 inch / 68.6 cm
Optymalna rozdzielczość 1920 x 1080 @ 60 Hz
Kąty widzenia 178° (H) / 178° (V), @ C/R > 10
Maksymalna jasność 300 cd/m²
Odwzorowanie palety barw Adobe RGB
Typowy współczynnik kontrastu 1 000 : 1
Szczytowy kontrast dynamiczny 20 000 000 : 1
MHL 1920 x 1080 @ 60 Hz
Udogodnienia ·         Zasilanie Wł./Wył., Menu, 4:3 / panoramiczny, Wejście, SmartImage lite

·         Blokada Kensington

·         Kompatybilność: Plug & Play: DDC/CI, Mac OS X, sRGB, Windows 7, Windows 8

Złącza obrazu oraz audio ·         Wejście sygnału: VGA (analogowe), DVI-D (cyfrowe, HDCP), MHL-HDMI (cyfrowe, HDCP)

·         Sygnał wejściowy synchronizacji: Oddzielna synchronizacja, Synchronizacja na zielonym

·         Wejście/wyjście audio: Wyjście audio HDMI

Certyfikaty i atesty ·         CSC, CEL, WEEE, CE Mark, cETLus, FCC Class B, SEMKO, TCO certified, TUV Ergo, TUV/GS
Obudowa ·         Kolor: Biały/srebrny

·         Wykończenie: Błyszczące

 

INDATA przejęła udziały w spółce Topyfi

Grupa INDATA stawia na rozwój kompetencji w zakresie rozwiązań z segmentu Internetu Rzeczy (Internet of Things) skierowanych do klientów biznesowych. Notowany na głównym parkiecie GPW holding informatyczny przejął 25% udziałów w spółce Topyfi, działającej w branży analityki handlu detalicznego. Flagowym produktem firmy jest nowatorskie rozwiązanie do monitorowania
i analizowania interakcji konsumentów z produktami w sklepach.

Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu Grupy INDATA
Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu Grupy INDATA

– Opracowana przez Topyfi technologia doskonale wpisuje się w profil działalności i plany strategiczne naszej Grupy. Chcemy odpowiadać na różne potrzeby klientów w zakresie IT i pomagać im rozwijać biznes za pomocą najnowocześniejszych technologii, niezależnie od tego w jakiej branży działają. Oprócz tworzenia oprogramowania, integracji rozwiązań czy konsultingu, sukcesywnie wzmacniamy nasze kompetencje w obszarze innowacyjnych produktów i usług dla biznesu, wykorzystując m.in. rozwiązania z segmentu Internetu Rzeczy. Topyfi znakomicie uzupełnia nasze know-how w tym obszarze. Mamy teraz w portfolio kolejne zaawansowane narzędzie do analityki biznesowej – tym razem dla klientów z sektora retail. Sfinalizowaliśmy transakcję przejęcia 25% udziałów w spółce Topyfi. Jednocześnie nie wykluczamy zwiększenia tej puli w przyszłości – mówi Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu Grupy INDATA.

Topyfi to wrocławska spółka informatyczna, która sukcesywnie podbija rynek rozwiązań analitycznych dla branży handlowej. Opracowane przez firmę nowatorskie narzędzie monitoruje i na bieżąco analizuje interakcje klientów z produktami w sklepie. Na podstawie metadanych zbieranych za pomocą m.in. inteligentnych czujników ruchu i kamer, rozwiązanie bada takie obszary, jak: rodzaj i stopień zainteresowania klientów poszczególnymi produktami, cykl powracania klientów, współczynnik odrzuceń czy drogę produktu w przestrzeni sklepu. W oparciu o autorskie algorytmy dane są analizowane w czasie rzeczywistym. Klient finalnie otrzymuje wyselekcjonowane informacje skrojone na potrzeby danego punktu czy sieci handlowej tzw. „actionable insights”. Dzięki tej zaawansowanej technologii, sklepy mogą dokładniej mierzyć efektywność działań marketingowych, optymalizować aranżację powierzchni handlowej, lepiej dobierać asortyment oraz poprawiać doświadczenia klientów, co docelowo przekłada się na wzrost sprzedaży.

– Nasze rozwiązanie sukcesywnie podbija polski rynek, równolegle zwiększamy naszą obecność w Europie i Azji. Z naszej autorskiej technologii korzystają m.in. największe na rynku podmioty z branży odzieżowej, motoryzacyjnej, wnętrzarskiej czy elektronicznej. Nie zamierzamy na tym jednak poprzestawać. Chcemy dotrzeć do firm działających w różnych sektorach i w różnych krajach. Możemy dostosować nasze rozwiązanie do potrzeb każdego biznesu, w którym analiza zachowań konsumentów wpływa na procesy decyzyjne. Jestem pewien, że współpraca z Grupą INDATA zaprocentuje jeszcze bardziej dynamicznym rozwojem Topyfi zarówno w Polsce, jak i za granicą – mówi Paweł Kołacz, Prezes Zarządu Topyfi.

Przejęcie udziałów w spółce Topyfi wpisuje się w strategię Grupy INDATA na lata 2016 – 2018, która zakłada rozwój m.in. poprzez przejęcia, ze szczególnym naciskiem na spółki uzupełniające kompetencje Grupy w pionie INDATA Innovations. Pion ten odpowiedzialny jest za tworzenie innowacyjnych produktów i usług dla klientów biznesowych m.in. w oparciu o rozwiązania z segmentów Internetu Rzeczy czy Bioinformatyki. Grupa planuje przejęcia kolejnych spółek, których profil i działalność będą uzupełniały kompetencje pionu INDATA Innovations.

Wynik PZU za IV kw. zgodny z konsensusem rynkowym

Zysk netto grupy PZU w IV kwartale 2015 roku wzrósł do 509,9 mln zł z 403,8 mln zł rok wcześniej. W całym 2015 roku zysk netto grupy PZU wynosił 2,34 mld zł, czyli był o 21 proc. niższy niż rok wcześniej. Wskaźnik ROE wynosi 18 proc. Więcej o wynikach mówi Przemysław Dąbrowski, Członek Zarządu PZU S.A.

Polak oszczędza ostrożnie

4 na 10 Polaków posiada nawyk systematycznego oszczędzania części swoich dochodów. Najbardziej skłonni do regularnego odkładania pieniędzy są osoby z pokolenia Y, czyli w wieku 21-35 lat – wynika z badania „Pokolenia o finansach”, zrealizowanego przez 4P Research Mix na zlecenie Banku Zachodniego WBK. Niezależnie od wieku, Polacy w oszczędzaniu stawiają na bezpieczeństwo – najczęściej trzymają zgromadzone środki finansowe na koncie oszczędnościowym i lokacie.

– Okazuje się, że 45 proc. polaków oszczędza w sposób regularny. Do tego, że nie oszczędza przyznało się 25 proc. naszych respondentów. Najmniejszą grupę osób nie oszczędzających stanowi pokolenie młode, czyli pokolenie Z, osoby do 20 roku życia. Myślę, że to jest pozytywne zjawisko, gdyż zarządzanie budżetem w sposób racjonalny, po przez stałe odkładanie środków zaczyna się już od tego najmłodszego pokolenia – mówi newsrm.tv Magdalena Kopka, manager zespołu strategii marki i badań marketingowych, Bank Zachodni WBK.

Prawie połowa (45%) Polaków deklaruje, że posiada oszczędności odpowiadające co najmniej wysokości 3-miesięcznych dochodów gospodarstwa domowego. 40% regularnie odkłada część swoich dochodów, a 34% robi to tylko sporadycznie. Najbardziej skłonne do regularnego oszczędzania są osoby z pokolenia Y (21-35 lat). Co drugi przedstawiciel tej generacji odkłada regularnie jakąś kwotę pieniędzy. Co ciekawe, to wśród najmłodszych jest najmniejszy odsetek tych, którzy nie oszczędzają w ogóle – w pokoleniu Z (16-20 lat) zaledwie 12% osób deklaruje, że nie odkłada żadnych pieniędzy, podczas gdy średni wynik dla całej populacji to 25%. Oznacza to, że racjonalne zarządzanie własnym budżetem w taki sposób, aby część środków odkładać, zaczyna się obecnie bardzo wcześnie.

– Większość zapytanych przyznało, że lubi oszczędzanie bezpieczne. Najwięcej wskazań, bo aż 72 proc. dotyczyło konta oszczędzającego i lokat. Jeżeli chodzi o ryzykowne formy oszczędzania, czyli TFI, akcje to było odpowiednio 6 i 7 proc. – dodaje Magdalena Kopka.                                 

Z badania wynika, że 40% Polaków twierdzi, że oszczędza długofalowo. Cele oszczędzania są skorelowane ze stadium życia. Najmłodsi oszczędzają najczęściej na przyjemności: rozwój swoich pasji i zainteresowań (42% wskazań wśród „oszczędzających długofalowo”) oraz wakacje i podróże (38%). Aż połowa osób z pokolenia Y odkłada na mieszkanie, a ponad jedna trzecia X-ów (36-50 lat) inwestuje w wykształcenie i lepszy start życiowy swoich dzieci. Natomiast najstarsze pokolenie Baby Boomers (51-70 lat) odkłada głównie na niespodziewane wydatki, czyli tzw. „czarną godzinę” (33%).

Na emeryturę najczęściej odkładają przedstawiciele pokolenia X (33% vs. 24% w całej grupie oszczędzających długofalowo). Ta grupa osób najczęściej ze wszystkich gromadzi kapitał w tzw. III filarze – 12%, przy ogólnopolskim wskaźniku wynoszącym 8%.