PZU inwestuje w start-upy. Chce wykorzystywać nowe technologie w swojej działalności

Polskie start-upy technologiczne mogą liczyć finansowe wsparcie – początkowo 0,5 mld zł. Dzięki środkom z PZU i innych krajowych firm powstanie największy w Europie Środkowo-Wschodniej Fundusz Funduszy, który będzie wspierać innowacyjne projekty i pomoże w ich komercjalizacji. PZU liczy na to, że wytworzone w ten sposób technologie będzie mógł wykorzystać we własnej działalności operacyjnej.
– PZU będzie pośrednio finansowało start-upy, i to w dwóch celach. Po pierwsze, chcemy na tym zarobić, bo jesteśmy firmą komercyjną. Po drugie, można powiedzieć, że kopiujemy pomysł jednej z chińskich dużych firm ubezpieczeniowych, która utworzyła taki fundusz. Gdy widzi w nim start-upy spójne z działalnością firmy, wykorzystuje je na własne potrzeby operacyjne – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Dąbrowski, członek zarządu Grupy PZU.
11 marca PZU, PZU TFI oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju podpisały list intencyjny w sprawie współpracy nad komercjalizacją wyników badań naukowych.
– Otwieramy Fundusz Funduszy, w którym będziemy dawali pieniądze funduszom venture capital doświadczonym w finansowaniu start-upów – podkreśla Przemysław Dąbrowski.
Początkowy budżet funduszu ma wynosić 500 mln zł. Środki na ten cel wyłoży nie tylko PZU, lecz także inni prywatni inwestorzy.
Największy w regionie Europy Fundusz Funduszy ma wspomóc komercjalizację pomysłów i rozwiązań, które powstały podczas prac naukowych. Ma stworzyć przyjazny przedsiębiorcom ekosystem. Priorytetowymi beneficjentami będą te projekty technologiczne, które mają największy potencjał na szybkie wdrożenie na rynek. Może być to remedium na problem luki inwestycyjnej. Polscy naukowcy są autorami wielu innowacyjnych rozwiązań, ale przez trudności z dotarciem do inwestorów i pozyskaniem finansowania wiele z nich zostaje tylko w sferze projektów.
Fundusz ma być zarządzany wedle sprawdzonych rynkowych praktyk i pomoże przyciągnąć do Polski najlepszych inwestorów venture capital.
Jeszcze w tym sezonie ma powstać Turystyczny Fundusz Gwarancyjny. Klienci biur podróży będą lepiej chronieni

Turyści najprawdopodobniej zyskają lepszą ochronę jeszcze w tym sezonie letnim. Trwają konsultacje publiczne nowelizacji ustawy o usługach turystycznych, która ma wzmocnić system zabezpieczeń finansowych na wypadek niewypłacalności biura podróży i powołać dodatkowy fundusz zabezpieczający roszczenia klientów. Obecnie zabezpieczenia czasami okazują się niewystarczające.
– Dla Ministerstwa Sportu i Turystyki najistotniejsze jest wejście w życie ustawy o funduszu ubezpieczeniowym. To II filar, który zabezpieczałby klientów przed niewypłacalnościami biur podróży, tak by otrzymywali 100-proc. zwrot swoich pieniędzy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Jędrzejewska-Debortoli, dyrektor Departamentu Turystyki w Ministerstwie Sportu i Turystyki.
Branża już od kilku lat wskazywała, że zabezpieczenia interesów klientów biur podróży często okazują się niewystarczające. Turystyczny Fundusz Gwarancyjny byłby obok dotychczasowych gwarancji dodatkowym zabezpieczeniem na wypadek ogłoszenia upadłości przez biuro podróży, działając również w ramach Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.
Środki z TFG byłyby uruchamiane, gdyby podstawowe zabezpieczenia nie wystarczyły. Zyskają na tym klienci, którzy choć obecnie są chronieni, to często w niewystarczający sposób. Biura podróży najczęściej wykupują gwarancje na minimalnym możliwym poziomie, które w przypadku problemów nie starczają na całkowity zwrot kosztów poniesionych przez klientów, lub – w przypadku upadłości operatora – na sprowadzenie ich do kraju.
– Ustawa jest obecnie w konsultacjach publicznych. Do 18 marca czekamy na wszystkie uwagi branży – zaznacza przedstawicielka resortu.
Projekt nowelizacji nakłada na organizatorów wyjazdów dodatkowe obowiązki, m.in. comiesięczne wpłaty na fundusz, które będą warunkami wykonywania działalności regulowanej organizatorów turystyki i pośredników turystycznych.
Jak ocenia resort, projekt powinien pozytywnie wpłynąć na zabezpieczenie interesów klientów. Łączna suma zgromadzona w ramach systemu uzupełniającego wyniesie ponad 27,37 mln zł rocznie (po odliczeniu kosztów funkcjonowania TFG ok. 2,5 mln zł rocznie). Poza tym zwiększy się zaufanie klientów do organizatorów turystyki i pośredników turystycznych.
Ubiegłe lata nie były najlepsze dla branży. Zagrożenie terroryzmem spowodowało, że zwiększyło się ryzyko niewypłacalności operatorów. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że liczba zadłużonych biur podróży i agencji turystycznych w styczniu wynosiła 458 – to blisko 100 więcej niż w czasie ubiegłorocznych wakacji. Wysokość zadłużenia sięgnęła blisko 13 mln zł i w ciągu sześciu miesięcy wzrosła o ok. 3 mln zł.
Wzrost PKB utrzyma się w tym roku na poziomie ok. 3,5 proc. Gospodarkę wspierać będzie m.in. program „Rodzina 500 plus”

W najbliższych kwartałach wzrost PKB Polski powinien utrzymać się na poziomie ok. 3,5 proc. – prognozuje ekonomista Ignacy Morawski. Naszą gospodarkę stymulować będzie przede wszystkim wprowadzenie programu „Rodzina 500 plus”. Korzystną koniunkturę potwierdzają także dobre dane płynące z rynku pracy. W ciągu roku zatrudnienie w przedsiębiorstwach zwiększyło się o niemal 140 tys. osób, a stopa bezrobocia spadła o przeszło 1,5 p.p. Zagrożeniem są natomiast czynniki globalne.
– W tym roku mamy na świecie lekkie spowolnienie gospodarcze, Polska opiera się jednak temu trendowi. Wzrost gospodarczy w naszym kraju w tym roku powinien być stabilny, nie powinniśmy doświadczać spowolnienia – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor ekonomista Ignacy Morawski.
Ekspert uważa, że negatywne tendencje, które mogłyby dotrzeć do naszego kraju z zagranicy, zostaną zrównoważone pozytywnym wpływem programu „Rodzina 500 plus”. W jego ocenie rządowy projekt będzie silnym impulsem dla gospodarki, który powinien pozwolić na utrzymanie wzrostu PKB na poziomie ok. 3,5 procent. Zaznacza jednak, że działanie programu będzie odczuwalne co najwyżej przez kilkanaście miesięcy.
– Przez ten rok, kiedy na świecie mamy spowolnienie, program „Rodzina 500 plus” pomoże Polsce utrzymać stabilne tempo wzrostu. W I kwartale wiele wskaźników makroekonomicznych może wypaść gorzej niż w IV kwartale zeszłego roku. Powodem jest koniec perspektywy finansowej UE na lata 2007–2013. Ta perspektywa mogła być rozliczana przez dwa lata po jej formalnym zakończeniu, czyli do końca 2015 roku – wyjaśnia Morawski.
W IV kwartale polska gospodarka urosła o 3,9 proc. Według prognoz Komisji Europejskiej tegoroczny wzrost PKB Polski powinien osiągnąć 3,5 proc. W podobnym tempie nasz kraj ma rozwijać się także w 2017 roku. Będzie to wynik o 0,5 p.p. wyższy, niż wynoszą szacunki Banku Światowego dla całej światowej gospodarki i o 1,7 p.p. wyższy niż przewidywania dla całej UE.
– W I kwartale będziemy widzieli odreagowanie po dobrych wynikach z ostatnich miesięcy zeszłego roku. Wskaźniki produkcji przemysłowej mogą być trochę gorsze niż w IV kwartale ubiegłego roku, lecz ogólnie polska gospodarka rozwija się stabilnie – ocenia.
Ekspert zwraca uwagę na bardzo wysoką dynamikę zatrudnienia. Według szacunków GUS w IV kwartale 2015 roku liczba pracujących w polskiej gospodarce wyniosła ponad 16,27 mln osób. W stosunku do tego samego okresu poprzedniego roku wielkość zatrudnienia zwiększyła się o ponad 250 tys. osób. Tylko w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 9 osób liczba ta wzrosła o 140 tys. (luty 2016 r. do lutego 2015 r.). Znacznie spadła natomiast stopa bezrobocia rejestrowanego. W styczniu 2016 roku bez pracy pozostawało 10,3 proc. osób wobec 11,9 proc. rok wcześniej.
– Firmy nie zatrudniają, jeżeli widzą, że perspektywy popytu na ich towary się pogarszają. Fakt, że wciąż notujemy solidną dynamikę zatrudnienia wskazuje więc, że firmy widzą dobre perspektywy i nie odczuwają negatywnych bodźców napływających ze świata – tłumaczy ekonomista.
Podkreśla przy tym zróżnicowaną strukturę rynku pracy. Wysoki popyt widoczny jest przede wszystkim na pracowników wyższego szczebla. Na brak pracy nie narzekają także informatycy. Duże zainteresowanie wykwalifikowaną kadrą widoczne jest szczególnie w przypadku międzynarodowych korporacji, które mają w naszym kraju centra usług wspólnych (BPO/SSC).
– Natomiast popyt na pracowników takich jak operatorzy maszyn, wykonawcy prostych czynności w sektorze usług i na pracowników mniej wykwalifikowanych jest słaby. Dynamika zatrudnienia w zawodach cechujących się niższym wykształceniem jest niska. To oznacza, że na dobrej sytuacji na rynku pracy korzystają głównie ludzie najlepiej wykwalifikowani – podsumowuje.
Duży postęp w leczeniu zaawansowanego czerniaka. Dla polskich pacjentów nowoczesne terapie są jednak trudno dostępne

Zastosowanie równolegle dwóch nowoczesnych leków w ramach terapii skojarzonej jest szansą dla chorych na walkę z zaawansowaną, dającą przerzuty postacią czerniaka złośliwego. Takie leczenie może wydłużyć czas przeżycia średnio o 25 miesięcy, a dzięki obniżonej toksyczności poprawia jakość życia pacjentów. Te nowoczesne formy terapii wciąż są jednak trudno dostępne dla chorych w Polsce.
W Polsce z powodu czerniaka, czyli złośliwego nowotworu skóry, co roku umiera ok. 1200 osób. Tymczasem nowotwór ten we wczesnym stadium rozwoju jest całkowicie uleczalny. Warunkiem sukcesu jest jednak wczesne wykrycie choroby i szybkie wycięcie zmiany. W Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych wyleczalność czerniaków wynosi 90 proc.
– W Polsce to jest około 2/3 przede wszystkim dlatego, że czerniaki są zbyt późno wykrywane, bo pacjenci często zgłaszają się za późno. To ulega poprawie i w idealnych warunkach te 90 proc. pacjentów jesteśmy w stanie wyleczyć chirurgicznie. Ale pozostaje 10 proc. pacjentów, a w Polskich warunkach co trzeci, którzy umierają z powodu tej choroby – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków w Centrum Onkologii-Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.
W ciągu ostatnich czterech lat medycyna zanotowała ogromny postęp w zakresie leczenia czerniaka złośliwego, także źle rokującego, a więc zaawansowanego i nieoperacyjnego. Nowe opcje terapeutyczne wydłużają czas przeżycia chorych o średnio 25 miesięcy. Najnowsze badania pokazują, że u niektórych pacjentów czas przeżycia może sięgać nawet ok. 45 miesięcy przy zastosowaniu celowanej terapii skojarzonej. Nowoczesne leczenie poprawia jednocześnie jakość życia pacjentów. Mogą oni prowadzić normalny tryb życia, a nawet pracować zawodowo.
– Przez ostatnie 4–5 lat przeszliśmy niebywały progres u chorych na czerniaka. Zostało zarejestrowanych siedem nowych leków, a od monoterapii przeszliśmy do kombinowania, do łączenia leków po to, żeby robić to najskuteczniej – mówi prof. Rutkowski.
Przełomem w leczeniu czerniaka stało się poznanie mechanizmów odpowiedzialnych za tworzenie tego nowotworu na poziomie molekularnym. Głównym zaburzeniem molekularnym jest mutacja genu BRAF, obserwowana u 50–70 proc. chorych na czerniaka skóry o podłożu genetycznym. Prowadzi ona do niepohamowanego wzrostu komórek, jego zahamowanie może zablokować rozwój nowotworu. Odkrycie to pozwoliło na wprowadzenie terapii z użyciem leków ukierunkowanych molekularnie, m.in. inhibitorów białka BRAF, inhibitorów MEK, inhibitorów HSP. Badania pokazały, że zastosowanie leków molekularnych zwiększa medianę przeżycia nawet o 13–16 miesięcy.
– Najpierw wprowadzono leki, które działały tylko na to białko i one poprawiły przeżycie dwukrotnie, bo kiedyś tacy pacjenci przeżywali około pół roku, teraz przeżywają ponad rok. Ale okazało się, że po dołożeniu jeszcze jednego leku, czyli po zastosowaniu terapii skojarzonej przeciwko białku MEK, mediana przeżycia przekracza już dwa lata, to jest niebywały postęp – mówi prof. Piotr Rutkowski.
Zdaniem lekarzy terapie skojarzone to przyszłość w leczeniu źle rokujących postaci czerniaka złośliwego. Obecnie stosowane są dwa rodzaje tego typu leczenia zatwierdzone przez Unię Europejską. Pierwszym z nich jest terapia ukierunkowana molekularnie, gdzie stosuje się jednocześnie inhibitor MEK i inhibitor BRAF. Badania pokazały, że zastosowanie kombinacji tych leków u wcześniej nieleczonych pacjentów z zaawansowanym czerniakiem skóry z obecnością mutacji BRAF V600 wydłużało o ponad rok okres, w którym nie dochodzi do pogorszenia stanu zdrowia, w porównaniu do monoterapii.
– W przypadku mutacji BRAF, powinniśmy mieć możliwość zastosowania leczenia skojarzonego, bo jak dotąd możemy w Polsce zastosować tylko monoterapię jednym z dwóch leków – wemurafenibem lub dabrafenibem. Powinniśmy zmienić gorszą terapię na lepszą. Myślę, że koszty takiej zmiany wcale nie byłyby bardzo istotnie większe – mówi prof. Piotr Rutkowski. – My już stosujemy to u części chorych, ale cały czas poza systemem Narodowego Funduszu Zdrowia.
Drugą formą terapii skojarzonej jest łączenie różnych rodzajów immunoterapii polegającej na stymulowaniu układu odpornościowego chorego do walki z nowotworem. W terapii tej stosowane są przeciwciała anty-CTLA-4, a od niedawna także dwa przeciwciała anty-PD-1, które bardziej precyzyjnie działają na komórki układu odpornościowego. Z licznych badań wynika, że zastosowanie anty-CTLA-4 z anty-PD-1 także daje znacznie lepsze efekty niż aplikowanie tylko jednego z tych leków.
– W tej chwili toczą się prace w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz na poziomie Ministerstwa Zdrowia. W ramach programów lekowych mamy dziś tylko trzy leki, które już okazują się stare. Mam nadzieję, że polscy pacjenci szybko zyskają dostęp do terapii skojarzonych, bo to jest potrzebne. Pacjenci leczeni za pomocą terapii skojarzonych żyją dwukrotnie dłużej niż Ci leczeni za pomocą terapii obecnie stosowanych w leczeniu w ramach NFZ-u – mówi onkolog.
Polska rodzina wyda na Wielkanoc średnio 400 zł. To dwa razy mniej niż na Boże Narodzenie

Święta Wielkanocne będą prawie dwa razy tańsze niż ubiegłoroczna gwiazdka – wynika z Barometru Providenta. Powodem jest brak prezentów – 60 proc. badanych nie ma zamiaru nic kupować swoim najbliższym. Polacy deklarują, że na przygotowanie świąt wydadzą ok. 400 zł. To o 40 zł więcej niż rok temu.
– Około 40 proc. Polaków deklaruje, że kupi prezenty wielkanocne. Wyda na nie około 100 zł. Niemniej jednak często rodziny kupują dzieciom łakocie, symboliczne czekoladowe zajączki, kurczaczki, żeby chociaż w taki symboliczny sposób podkreślić święta wielkanocne – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska.
Brak prezentów sprawia, że Wielkanoc jest znacznie mniejszym obciążeniem dla budżetu domowego niż Boże Narodzenie. Według grudniowego Barometru Providenta Polacy zamierzali wydać na świąteczne przygotowania średnio 820 zł, a średnia wartość prezentu pod choinkę to 170 zł. Jednocześnie wydatki na święta wielkanocne są ponad trzykrotnie wyższe niż na zwykły weekend.
– Wydatki na święta wielkanocne są zdecydowanie obciążające dla gospodarstw domowych. Jak sprawdziliśmy, przeciętne gospodarstwo domowe wydaje na koszty utrzymania ok. 700 zł, czyli ten wydatek w wysokości 400 zł stanowi ponad połowę budżetu, który przeznaczamy na przeżycie w ciągu miesiąca – mówi Przemysław Kasza, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.
20 proc. gospodarstw domowych przygotuje święta za mniej niż 200 zł. Co czwarte wyda na ten cel miedzy 201 a 400 zł, a 13 proc. – między 401 a 500 zł. Tylko co dziesiąty badany przeznaczy ponad 500 zł.
Deklaracje wydatków różnią się znacząco w zależności od oceny sytuacji finansowej gospodarstwa domowego.
– Osoby, które stwierdzają, że muszą oszczędzać, żeby poradzić sobie z wydatkami, przeznaczą około 290 zł, natomiast osoby, które są w stanie generować oszczędności wydadzą na święta 550 zł, czyli prawie dwa razy więcej niż te najgorzej oceniające swoją sytuację rodzinną – wyjaśnia Kasza.
W tym roku Polacy wydadzą średnio 40 zł więcej niż rok temu. Wydatki najmocniej, bo o 150 zł, wzrosną w gospodarstwach, które oceniając swoje dochody, stwierdzają, że bez specjalnych wyrzeczeń mogą sobie pozwolić na wszystko. Jednocześnie nie odkładają oni środków na przyszłość. Osoby, których sytuacja zmusza do oszczędności, wydadzą o 28 zł więcej niż rok temu.
– Co ciekawe, ci najlepiej sytuowani prawie w połowie swoich deklaracji stwierdzają, że nie wiedzą, z jakimi wydatkami będą się musieli liczyć w trakcie świąt wielkanocnych. Wynika to z tego, że widocznie nie jest to kwota znacznie obciążająca ich budżet domowy – podkreśla Przemysław Kasza.
95 proc. gimnazjalistów ma dostęp do smartfonów. 1/3 z nich korzysta z nich zaraz po przebudzeniu

Polscy gimnazjaliści nie wyobrażają sobie życia bez smartfonów. Własne aparaty ma 94 proc. z nich, a ponad 1/3 sięga po nie zaraz po przebudzeniu. Nie oznacza to jednak, że gimnazjaliści są pokoleniem postkomputerowym. Równie chętnie korzystają bowiem i ze smartfonów i z laptopów – niekiedy pracują na obu tych urządzeniach jednocześnie.
Z badań przeprowadzonych przez firmę Deloitte i Fundację Projekt Mokotów wynika, że smartfony są nieodłącznym elementem życia polskich gimnazjalistów. Własny aparat ma 94 proc. przedstawicieli generacji Z, czyli osób urodzonych po 2000 roku. Dla porównania, wśród pokolenia Y, a więc osób pomiędzy 18 a 24 rokiem życia, odsetek ten wynosi 90 proc. Ponadto 70 proc. gimnazjalistów korzysta ze smartfona już w ciągu 15 minut po przebudzeniu.
– 36 proc. gimnazjalistów korzysta ze smartfona zaraz po przebudzeniu,w pozostałych grupach wiekowym tylko 6–7 proc. To pokazuje, że jeśli pokolenie Y jest pokoleniem smartfonowym, to pokolenie Z jest pokoleniem ultrasmartfonowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Agnieszka Zielińska, dyrektor działu doradztwa finansowego Deloitte.
Gimnazjaliści, podobnie jak ich starsi koledzy, wykorzystują smartfony przede wszystkim do komunikacji. O ile jednak pokolenia X i Y bazują głównie na rozmowach telefonicznych i wysyłaniu wiadomości SMS, o tyle ich młodsi koledzy stawiają na bardziej nowoczesne formy komunikacji. 74 proc. gimnazjalistów korzysta z rozmów telefonicznych, 70 proc. z SMS-ów, ale znacznie więcej osób (77 proc.) komunikuje się przez portale społecznościowe, do których dostęp zapewniają smartfony.
– To jest duża zmiana w stosunku do poprzednich pokoleń. Tylko 16 proc. gimnazjalistów korzysta z e-maili, a 1/3 gimnazjalistów deklaruje również, że w tym roku częściej korzysta z portali społecznościowych niż w roku poprzednim – mówi Agnieszka Zielińska.
Nie oznacza to jednak, że gimnazjaliści są pokoleniem postkomputerowym. 95 proc. z nich korzysta bowiem nie tylko ze smartfonów, lecz także z laptopów i desktopów. Oznacza to, że nastolatkowie postrzegają smartfony i komputery jako urządzenia wzajemnie się uzupełniające, a nie zastępujące. Z badań wynika, że w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy 42 proc. gimnazjalistów spodziewa się, że dostaną lub kupią smartfon, a 1/3 planuje także zakup lub prezent w postaci laptopa.
– To pokazuje, że to pokolenie jest ultrasmartfonowe, ale również jest zainteresowane laptopami. To wynika z tego, że te urządzenia są wykorzystywane przez gimnazjalistów jednocześnie. Zdarza się tak, że ktoś siedzi przy laptopie ze smartfonem w ręku i jednocześnie korzysta z tych dwóch urządzeń – mówi Agnieszka Zielińska.
Badanie Deloitte i Fundacji Projekt Mokotów pokazuje ponadto, że każde kolejne pokolenie coraz mniej interesuje się telewizją. Prawie połowa ankietowanych polskich gimnazjalistów korzysta z telewizora średnio poniżej godziny dziennie. Dla rynku amerykańskiego Deloitte prognozuje, że pokolenie 18-24-latków będzie w tym roku o 20 minut mniej korzystało z telewizji niż w roku ubiegłym – średnio jest to 150 minut, w stosunku do średniej 255 minut dla całego społeczeństwa.
Rosnące opóźnienia w płatnościach na rzecz firm w USA – warunki ekonomiczne się pogarszają?
Silnie skorelowany ze wzrostem PKB wskaźnik PBI został opracowany na podstawie wewnętrznych informacji Euler Hermes dotyczących niezapłaconych należności uzyskanych od ubezpieczających. Euler Hermes prognozuje utrzymanie wzrostu PKB w USA w 2016 roku na umiarkowanym poziomie 2,3% ze względu na słabą kondycję gospodarki światowej.
„Obecna sytuacja finansowa zmusiła amerykańskie banki do zaostrzenia warunków udzielania kredytów, co utrudnia i zwiększa koszty uzyskiwania kredytów i finansowania działalności przedsiębiorstw”, wyjaśnia Dan North, główny ekonomista Euler Hermes North America. „Te obostrzone warunki kredytowania już przyczyniły się do opóźnień w płatnościach. Firmy zaczęły uciekać się do późniejszego regulowania rachunków w celu utrzymania przepływu środków pieniężnych. Jeśli sytuacja utrzyma się, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w roku bieżącym będziemy świadkami wzrostu liczby bankructw.”
Perspektywa wzrostu liczby bankructw w USA?
Z historycznego punktu widzenia zaostrzenie warunków udzielania kredytów było zawsze skorelowane ze wzrostem bankructw na terenie USA. Ponadto firmy realizują inwestycje w wolniejszym tempie, a ich rzeczywiste zyski kurczą się, powodując zwiększoną presję na przedsiębiorstwa. Dlatego Euler Hermes spodziewa się, że w 2016 roku liczba bankrutujących w USA firm wzrośnie o 3 procent po sześciu latach spadków z rzędu.
Polski eksport do USA w obliczu potencjalnego wzrostu liczby bankructw?
„Euler Hermes w Polsce odnotował w 2015 roku wzrost wartości zleceń windykacyjnych o 39% w odniesieniu do odbiorców z USA, co jest świadectwem dynamicznego wzrostu eksportu na ten rynek” – mówi Grzegorz Hylewicz, dyrektor windykacji w Euler Hermes. „Posiadamy w USA własny oddział, tak więc mamy duże doświadczenie na tamtejszym rynku i obsługujemy liczne grono eksporterów z Polski. Rynek USA jest specyficzny pod kątem odzyskiwania należności – w porównaniu do Europy bardzo wysokie są koszty sądowe. Kolejnym utrudnieniem jest bardzo duże zróżnicowanie procedur, terminów (np. przeterminowania wierzytelności – od 2 do 10 lat) i wszelkich kwestii związanych z obrotem gospodarczym w poszczególnych stanach. Strategia w odzyskiwaniu należności w Stanach Zjednoczonych zależy więc nierzadko w większym stopniu od miejsca, w którym zarejestrowany jest odbiorca, a nie od branży, w której działa. Pomocna jest za to możliwość skorzystania z procedury federalnej dla spraw o wartości przekraczającej 50 tys. dolarów.
Perspektywa
W 2016 roku Euler Hermes spodziewa się kontynuacji stagnacji popytu na poziomie globalnym, niskich cen surowców i niewielkich zamówień na maszyny. Przedsiębiorstwa sektora metalurgicznego i masz1818ynowego stoją w obliczu poważnego obciążenia finansowego pod wpływem czynników takich jak:
- Słaby popyt globalny
- Gwałtowny spadek zamówień na rury i maszyny ze strony firm naftowych oraz
- Silny dolar, który obniża konkurencyjność i powoduje falę taniego importu, z którym trudno rywalizować.
„Mimo że w ciągu ostatnich tygodni kurs dolara odnotował niewielki spadek, nie spodziewamy się, że spadnie on na tyle, by zwiększyć eksport lub zmniejszyć konkurencję ze strony taniego importu,” powiedział North. „Z drugiej strony, możemy spodziewać się poprawy w amerykańskim przemyśle spożywczym oraz silnego wzrostu w sektorze motoryzacyjnym ze względu na wzrost sprzedaży pojazdów w wyniku niskich cen benzyny.”
Informacje nt. Wskaźnika Zachowań Płatniczych dostępne są: http://www.eulerhermes.us/economic-research/economic-publications/Documents/EI-PaymentBehaviorIndex-FEBRUARY2016.pdf
Sławomir Wontrucki nowym Prezesem PZWLP
Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, organizacja branżowa skupiająca obecnie 22 najważniejsze na polskim rynku firmy wynajmu długoterminowego oraz Rent a Car, wybrał nowe władze. Prezesem PZWLP został Sławomir Wontrucki, który na co dzień zarządza firmą LeasePlan Fleet Management Polska, największym dostawcą usług CFM w kraju. Nowy Prezes jest już starym członkiem Związku, jego współzałożycielem, pełnił funkcję Członka Zarządu do 2014 r., a ostatnie 2 lata zasiadał w Radzie Programowej.
W wyniku przeprowadzonych wyborów, w 5-osobowym składzie Zarządu PZWLP, obok Sławomira Wontruckiego, znalazł się również Leszek Pomorski, Prezes Alphabet Polska Fleet Management, były Prezes i Członek Zarządu organizacji, który w ostatnim czasie zasiadał w Radzie Programowej Związku. Swoją pracę w Zarządzie będą kontynuować drugą kadencję z rzędu Grzegorz Szymański, Prezes Arval Polska, Radosław Lesiak, Wiceprezes, Country Manager Avis Polska oraz Daniel Trzaskowski, Dyrektor Sprzedaży Flotowej i Prokurent w Volkswagen Leasing.

W trakcie Walnego Zebrania zdecydowano także o pozostawieniu Komisji Rewizyjnej
w niezmienionym składzie. Przewodniczącym Komisji Rewizyjnej PZWLP został Dariusz Tucharz, Dyrektor Departamentu Car Fleet Management w mLeasing. Oprócz tego w pracach Komisji Rewizyjnej będą brać udział Marcin Nivette, Prezes Nivette Fleet Management oraz Hubert Laszczyk, Prezes firmy Express.
Nowe władze Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów zostały wybrane podczas Walnego Zebrania organizacji 11 marca 2016 roku. Ramy programowe działalności zostaną ustalone w ciągu kilku następnych miesięcy przy udziale wszystkich interesariuszy.
Ustępujący Prezes Związku Marek Małachowski poświęcił się w pełni nowym obowiązkom Dyrektora Regionu Północno-Wschodniego Europy ALD Automotive i kontynuacji w zarządzaniu polskim oddziałem ALD.
Skład nowych władz Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP):
Zarząd PZWLP
- Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP (Prezes LeasePlan Fleet Management Polska)
- Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP (Prezes Alphabet Polska Fleet Management)
- Grzegorz Szymański, Członek Zarządu (Prezes Arval Polska)
- Radosław Lesiak, Członek Zarządu PZWLP (Wiceprezes i Country Manager Avis Polska)
- Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP (Dyrektor Sprzedaży Flotowej i Prokurent Volkswagen Leasing)
Komisja Rewizyjna
- Dariusz Tucharz, Przewodniczący Komisji Rewizyjnej PZWLP (Dyrektor Departamentu Car Fleet Management mLeasing)
- Hubert Laszczyk, Członek Komisji Rewizyjnej PZWLP (Prezes Zarządu Express)
- Marcin Nivette, Członek Komisji Rewizyjnej PZWLP (Prezes Zarządu Nivette Fleet Management)
Pożyczkodawcy i windykatorzy rozmawiali o IT
Przedstawiciele kilkudziesięciu firm windykacyjnych i udzielających pożyczki spotkali się z branżą IT. Jakie technologie usprawniające kontakt
z klientami interesowały ich najbardziej? Spotkanie odbyło się w ramach cyklu „Śniadanie w chmurze”.

– Branżowe case studies pokazują czarno na białym, że firmy windykacyjne i udzielające pożyczek widzą nad sobą szklany sufit. Polega to na tym, że efektywność pracowników ograniczają przestarzałe technologie. To tak, jakby kierowcę rajdowego wsadzić za kierownicę zwykłego auta fabrycznego – opowiada Tomasz Paprocki z firmy Focus Telecom Polska, który prowadził spotkanie razem z Andrzejem Ogonowskim z firmy SMSAPI.
W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele kilkudziesięciu firm windykacyjnych oraz udzielających pożyczek. Jakie rozwiązania interesowały ich najbardziej? Przede wszystkim programowane wybieranie numerów (predictive dialing) oraz autoryzacja osoby dzwoniącej (polega na tym, że system automatycznie rozpoznaje klienta).
– Dla pożyczkodawców kluczowa jest szybka reakcja na kontakt ze strony klienta. Ta branża bardzo dużo inwestuje w marketing, a anachroniczna technologia nie pozwala tych inwestycji skonsumować. Bez narzędzi usprawniających komunikację z klientami lub dłużnikami trudno jest konkurować na rynku – mówi Tomasz Paprocki.
Warto przy tym podkreślić, że istnieją narzędzia informatyczne dedykowane obu tym branżom. Wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań IT ułatwia fakt, że nie wymaga to ogromnych nakładów na sprzęt i infrastrukturę, ponieważ dostępne są w modelu cloud computing. Dlatego coraz częściej sięgają po nie również firmy średnie i małe.
Spotkanie odbyło się w ramach cyklu „Śniadanie w chmurze”. Partnerami i patronami wydarzenia byli Polski Związek Windykacji, Związek Firm Pożyczkowych, SMSAPI, Harvard Business Review Polska, Pożyczkaportal.pl i Katalog Marzeń.
„Śniadania w chmurze” to cykl porannych warsztatów dla biznesu, podczas których prezentowane są rozwiązania IT dla firm, dostępne w modelu cloud computing. Organizatorem spotkań jest Focus Telecom Polska, firma specjalizująca się w nowych technologiach biznesowych.
Idziemy po klucze!
Dla każdego, kto kupuje swoje wymarzone mieszkanie, ten moment to wielkie wydarzenie. To właśnie wtedy, po otrzymaniu kluczy do własnego M, najczęściej czujemy się pełnoprawnymi właścicielami lokalu. Warto jednak, żeby duże emocje nie przysłoniły nam innego aspektu odbioru mieszkania. Podczas procedury odbiorowej możemy zgłosić deweloperowi wszelkie usterki i oczekiwać szybkiej naprawy.

Co i kogo wziąć ze sobą
Z deweloperem umówmy się przed zmrokiem, tak, aby nasze mieszkanie obejrzeć w świetle dziennym. Na miejscu najlepiej pojawić się z ekspertem – są firmy, które specjalizują się w tego rodzaju usługach. Z pewnością osoba posiadająca fachową wiedzę będzie w stanie lepiej ocenić, czy standard wykończenia lokalu jest zgodny z umową. Koniecznie weźmy ze sobą dwa dokumenty – projekt oraz umowę. Najlepiej też dokładnie zapoznajmy się z nimi przed samym odbiorem. – Dokumenty zawierają informacje na temat tego, co miało być wykonane, z jakich materiałów oraz w jakim standardzie. Dotyczy to takich elementów jak typ i rodzaj okien, grzejników, ilości gniazdek elektrycznych itp. Określają też takie kwestie jak ilość, rodzaj i powierzchnie pomieszczeń, rozmieszczenie drzwi, kierunek otwierania okien, rozmieszczenie instalacji itp. Przed podpisaniem protokołu powinniśmy sprawdzić, czy mieszkanie odpowiada informacjom zawartym w tych dokumentach – radzi Ryszard Banacki, rzecznik prasowy warszawskiego dewelopera TYNKBUD1.
Na własną rękę
Jeśli zamierzamy wybrać się na odbiór mieszkania sami, nasze przygotowania do tego wydarzenia muszą być jeszcze bardziej staranne. Weźmy ze sobą miarkę, dalekomierz, kątownik i poziomicę. – Zwróćmy uwagę na tynki – czy mają zachowany pion, są równe, czy nigdzie nie ma pęknięć. Przyjrzyjmy się szlichtom, posadzkom cementowym – również pod kątem jakości, równości i obecności ewentualnych pęknięć. Sprawdźmy, czy drzwi wejściowe mają certyfikat antywłamaniowy, czy na drzwiach i oknach balkonowych nie widać rys oraz czy płynnie się zamykają i otwierają. Oceńmy spadek, wykończenie posadzki oraz jakość zamontowania barierki na balkonie czy loggii. Wreszcie – przyjrzyjmy się wszystkim instalacjom – mówi rzecznik prasowy TYNKBUD1.
Przepisy nam służą
Warto wiedzieć, że obecnie inwestorów obowiązuje norma PN-EN ISO 9836:1997. – Oznacza to, że pomiar przeprowadza się od poziomu podłogi, z tynkami i okładzinami na ścianach. Wnęk o powierzchni powyżej 0,1 m2 nie dolicza się do powierzchni mieszkania, wlicza się natomiast przestrzeń znajdującą się pod elementami rozbieralnymi, np. ściankami działowymi. Pomiar musi być wykonany z dokładnością do 0,01 m2. W przypadku pomieszczeń ze skosami powierzchnię pomieszczenia liczy się zgodnie z powierzchnią podłogi, przy czym dzieli się ją na dwie części. Przestrzeń „właściwa” musi liczyć 1,90 m wysokości lub więcej. Powierzchnie o mniejszych wysokościach traktowane są jako pomocnicze – informuje Ryszard Banacki.
Na koniec dobra informacja dla tych, którym podczas odbioru umknął jakiś ważny detal. Jeśli w trakcie użytkowania lokalu zauważyliśmy jakąś usterkę, deweloper i tak ma obowiązek ją usunąć. W przypadku osób, które odebrały mieszkanie przed 26.12.2014 roku, okres rękojmi wynosi 3 lata. Właściciele mieszkań odebranych po tej dacie mają gwarantowaną, 5-letnią rękojmię. Jednak zgłoszenie usterek na etapie odbioru technicznego zapewni najszybsze i bezproblematyczne ich zniwelowanie.
Dolar najtańszy od 5 miesięcy
Dolar potaniał dziś o 4 gr do 3,78 zł i była najtańszy od października ub.r. Spadki kursu USD/PLN były dalszym ciągiem rynkowej reakcji na wczorajsze wyniki posiedzenia amerykańskiego Fed-u. Wsparciem dla zniżki okazały się też dobre dane z polskiej gospodarki.
W czwartek dolar tracił na wartości na rynkach światowych, kontynuując swoją wczorajszą przecenę do jakiej doszło w reakcji na wyniki posiedzenia Fed-u. Przypomnijmy, amerykańskie władze monetarne, zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami, zdecydowały o niezmienianiu stóp procentowych, po tym jak w grudniu podniosły je pierwszy raz od dekady. Jednocześnie lekko skorygowały one prognozy wzrostu gospodarczego dla USA na lata 2016 i 2017, mocno tnąc prognozy inflacji na ten rok. Fed obecnie zakłada, że do końca roku może dwukrotnie podnieść stopy procentowe, podczas gdy jeszcze przed trzema miesiącami prognozował cztery takie podwyżki. Zwrócił też uwagę na niepewności i ryzyka związane z globalną gospodarką.
Komunikat po posiedzeniu Fed-u, jakkolwiek trudno uznać go za szczególnie zaskakujący, został zinterpretowany jako bardzo „gołębi”. W efekcie dał on paliwo do osłabienia dolara, ale też do wzrostów cen akcji i surowców. W konsekwencji doprowadził on do wzrostu apetytu na ryzyko, stając się zachętą do „kupna rynków wschodzących”.
O godzinie 16:21 kurs EUR/USD testował poziom 1,1308 dolara, rosnąc z 1,1212 wczoraj na koniec dnia. Kurs USD/PLN natomiast spadł do 3,78 zł z 3,8198 zł i wobec wczorajszego maksimum na 3,8914 zł. Tymczasem jeszcze w styczniu, krótko po tym jak agencja S&P obcięła rating Polski, za dolara trzeba było zapłacić aż 4,1445 zł.
Dzisiejsze umocnienie złotego w relacji do dolara wspierać też mogły lepsze od prognoz dane płynące z polskiej gospodarki. W lutym sprzedaż detaliczna wzrosła o 3,9% w relacji rok do roku z poziomu 0,9% przed miesiącem i wobec oczekiwanego wzrostu o 3,3%. Roczna dynamika produkcji przemysłowej przyspieszyła zaś do 6,7% z 1,4% odnotowanych w styczniu, przekraczając tym samym rynkowe prognozy na poziomie 5,5%. Aczkolwiek w tym ostatnim przypadku, jeżeli wykluczyć wpływ czynników o charakterze sezonowym, produkcja ukształtowała się na poziomie 3% R/R wobec 3,3% w styczniu i 4% w grudniu ub.r. Pozostaje więc stabilna. A nawet z lekką tendencją spadkową.
Sentyment do dolara obecnie jest zły. Dlatego jego dalsza przecena nie jest wykluczona. W przypadku najważniejszej pary walutowej na świecie, czyli EUR/USD, pierwszym celem są lutowe maksima na poziomie 1,1376 dolara. Kolejnym zaś szczyt z października (1,1495).
Znacznie większy potencjał do ruchu istnieje na USD/PLN. Po przełamaniu, najpierw wsparć w okolicy 3,8550 zł, a wczoraj ważnego wsparcia tuż poniżej 3,83 zł, obecnie otwarta jest droga do październikowego dołka na poziomie 3,6765 zł.
Obecna wyprzedaż dolara nie oznacza jednak, że amerykańska waluta znalazła się w całkowitej defensywie. To raczej chwilowe kłopoty. I to zarówno, jeżeli oceniać jej perspektywy w relacji do euro, jak i do złotego. Nie można zapominać, że polityka ECB i Fed pozostaje różna. Podczas gdy ECB utrzymuje ujemne stopy procentowe i „drukuje pieniądze”, Fed zapowiada 2 podwyżki stóp w tym roku. Ponadto cieniem na notowania wspólnej waluty będą się jeszcze kładły problemy europejskich banków, ryzyko polityczne (BREXIT, kryzys imigracyjny), czy też ryzyko spowolnienia gospodarczego w Europie.
W przypadku pary USD/PLN, do oczekiwanych podwyżek stóp procentowych przez Fed, można dodać jeszcze obawy o rynki wschodzące (m.in. o sytuację w Chinach), prawdopodobne dalsze cięcie ratingu Polski, niewykluczoną obniżkę stóp procentowych przez RPP, ryzyko polityczne w Polsce, czy też spodziewane w przyszłym roku problemy budżetowe.
Mając powyższe na uwadze wciąż zakładamy, że jeszcze w tym roku kurs EUR/USD zbliży się ku poziomowi parytetu (1,00), a USD/PLN wróci powyżej psychologicznej bariery 4 zł.
Popołudniowy komentarz walutowy z 17.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Popołudniowy komentarz walutowy z 17.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Nowa ustawa: problem rolników i deweloperów
Nowa ustawa: problem rolników i deweloperówNowa ustawa, która ma regulować obrót gruntami rolnymi stwarza problemy w nabywaniu nieruchomości, które w momencie kupowania były gruntami rolnymi, a przyszłości mają być przeznaczone na inne cele.
Ustawa ograniczy nabywanie gruntów przez deweloperów, jeżeli dziś są to grunty rolnicze. Dla rolników będzie oznaczała ograniczenie popytu na grunty rolne, stąd m.in. przewidywania, że ceny gruntów rolniczych spadną.
-Deweloper nie jest rolnikiem indywidualnym, czyli nie będzie mógł kupować gruntów rolniczych pod inwestycje, takie jak choćby budynek wielorodzin
ny – o tym w rozmowie z MarketNews24 mówi Piotr Woźniak z międzynarodowej firmy doradczej EY.
Rząd przygotował ustawę, aby ograniczyć możliwości kupowania gruntów rolnych przez cudzoziemców. Regulacje prawne wywołują protesty rolników.
Komentarz walutowy z 17.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Komentarz walutowy z 17.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Zarobili 298 mln zł sprzedając firmę turystyczną
Fundusz zarządzany przez giełdową spółkę Private Equity Managers, sprzedał posiadany pakiet akcji w Grupie Invia, największej spółce e-travel w Europie Środkowo – Wschodniej, zarabiając na tej transakcji 298 mln zł.
Fundusz MCI.TechVentures sfinalizował transakcję sprzedaży Grupy Invia za ponad 327 mln zł, osiągając 11 – krotny zwrot na inwestycji początkowej. Dla funduszu transakcja ta oznacza jednocześnie zakończenie inwestycji w czeską Invię oraz założoną w Polsce firmę TravelPlanet, gdyż w 2011 r. Invia w ramach konsolidacji rynku nabyła od MCI cały posiadany przez fundusz pakiet TravelPlanet.
-Fundusze inwestujące w firmy technologiczne oczekują zwykle 3-5 – krotnego zwrotu z inwestycji, czyli osiągnęliśmy trzykrotnie lepsze efekty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Sylwester Janik, partner w MCI Capital, zarządzający funduszem MCI.TechVentures, przewodniczący Rady Nadzorczej Invii.
Z rozmowy dowiadujemy się, że całkiem niedawno spółka, której współwłaścicielem jest Tomasz Czechowicz zaliczany do grona 100 najbogatszych Polaków, rozważała dwa warianty wyjścia z inwestycji: sprzedaż inwestorowi finansowemu lub wejście na giełdę. Ten pierwszy wariant okazał się korzystniejszy.
WhatsApp? Biurowa komunikacja w dobie social mediów
Badania pokazują, że w ciągu doby spędzamy ok. 1,7 godziny korzystając z mediów społecznościowych[1]. Jak się okazuje aktywność w social mediach nie ogranicza się jedynie do naszego czasu wolnego. Ponad połowa pracowników przyznaje, że używa w godzinach pracy Facebooka, a prawie 20 proc. Twittera. Coraz częściej korzystamy z prywatnych kont aby komunikować się ze współpracownikami czy klientami. Rośnie ponadto popularność narzędzi online do zarządzania projektami, np. Trello. Czy to znaczy, że bezpośrednia komunikacja pomiędzy członkami zespołu traci na znaczeniu?
Coraz większa część naszych codziennych aktywności przenosi się w tryb online. Dotyczy to również komunikacji ze współpracownikami i przełożonymi. Dzieje się tak częściowo ze względu na rosnącą popularność telepracy. Na przykład w branży IT całkowicie zdalnie pracuje już co 10 specjalista.[2] Co więcej, nawet osoby, które na co dzień wypełniają zawodowe obowiązki w biurze, zazwyczaj korzystają z różnych form komunikacji internetowej, takich jak chociażby komunikatory. Tymczasem z badań wynika, że osoby współpracujące ze sobą bezpośrednio (a nie np. za pośrednictwem poczty elektronicznej) osiągają o 32 proc. lepsze wyniki. Praca zdalna i zarządzanie projektami online mają swoje niepodważalne zalety, nic jednak nie zastąpi rozmowy. Pod warunkiem, że odbywa się ona
w sposób efektywny.
Czarny PR służbowych spotkań
Służbowe spotkania mają złą opinię. Wystarczy spojrzeć na statystyki. Analizy pokazują, że na służbowe spotkania poświęcamy średnio prawie 6 godzin tygodniowo. Niestety aż 70 proc. pracowników, przyznaje, że nie jest to czas spędzony produktywnie. Czy to znaczy, że firmowe zebrania powinny odejść do lamusa? Niekoniecznie. Na przykład w branży IT, to właśnie spotkania są w wielu firmach ważnym elementem zarządzania projektami.
– W naszej organizacji, zgodnie z metodologią zarządzania projektami Scrum, praktykujemy codzienne poranne spotkania poszczególnych zespołów. Żeby zapewnić ich efektywność trzymamy się ściśle określonych reguł i ram czasowych. Podstawowym założeniem jest wymiana informacji w zespole na temat aktualnych zadań: czym zajmowałam się wczoraj, co planuję dziś oraz jakie napotykam trudności, które uniemożliwiają postęp prac. Takie spotkania, „Stand Up Meetings” – odbywają się na stojąco, co skraca ich czas i pozwala na efektywną komunikację w zespole – mówi Dorota Sadowska, Communications Manager w GFT Polska, firmie świadczącej usługi IT na rzecz sektora finansowego.
Spotkania na stojąco to jednak nie tylko domena firm zajmujących się tworzeniem oprogramowania. Ich zalety dostrzegają organizacje ze wszystkich gałęzi gospodarki. Badania sugerują, że taki format pozwala na skrócenie czasu zebrań nawet o 34 proc.[3]

Rozmawiajmy
O tym jak istotna pozostaje bezpośrednia interakcja świadczy również rosnąca popularność wydzielania przestrzeni wspólnych w biurach. Coraz częściej siedziby firm są projektowane tak, aby zmaksymalizować możliwość interakcji pomiędzy pracownikami.
– Nie ulega wątpliwości, że aby pracować wydajnie potrzebujemy cichej przestrzeni do pracy w spokoju i koncentracji. Jednak bardzo ważna jest również możliwość zweryfikowania swoich pomysłów w grupie. Jak wynika z badań the Kellogg School of Management, o ile praca indywidualna sprawdza się dobrze przy generowaniu nowych pomysłów, to interakcja w grupie pozwala na selekcję tych najlepszych. Wspólna praca nad projektem zwiększa też zaangażowanie zespołu i pozwala pracownikom poczuć się włączonym w całość prac. Dodatkowym atutem takich interakcji jest lepsza wymiana wiedzy pomiędzy poszczególnymi działami – dodaje Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.
W artykule poświęconym organizacji przestrzeni biurowej[4] Harvard Business Review opisuje case study firmy z branży farmaceutycznej. Badanie interakcji pomiędzy pracownikami organizacji wykazało, że ci menedżerowie sprzedaży, którzy częściej nawiązywali kontakt z pracownikami pozostałych działów odnotowali poprawę wyników o 10 proc.
O tym jak istotna jest networking i interakcja z innymi świadczy fakt, że na wspólne biuro decydują się także właściciele własnych biznesów. Według danych magazynu Deskmag, w modelu coworkingowym pracuje na świecie już pół miliona osób. W Polsce obecnie liczba takich przestrzeni szacowana jest na 150. Oczywiście za coworkingiem przemawia argument ekonomiczny
– przestrzenie te można wynająć w atrakcyjnej cenie, ale przedsiębiorcy dostrzegają o wiele więcej zalet współdzielonych biur. Jennifer Magnolfi, która brała udział w badaniach 45 przestrzeni coworkingowych na całym świecie odkryła, że najemcy decydują się na takie rozwiązanie ponieważ wierzą, że pozwoli im ono na bardziej produktywną pracę niż w domu czy tradycyjnym biurze.
Z kolei ankieta Deskmag przeprowadzona wśród 1,5 tys. respondentów dzielących biura z innymi przedsiębiorcami wykazała, że 75 proc. z nich odnotowało wzrost produktywności, a 80 proc. rozszerzyło swoją sieć kontaktów biznesowych.
– Praca w modelu coworkingowym daje szansę na stworzenie sieci kontaktów, niezbędnej już na samym początku działalności biznesowej. Często też firmy pracujące w jednej przestrzeni wymieniają się usługami. Wiele biur coworkingowych i przestrzeni dla start-upów oferuje o wiele więcej niż tylko miejsce do pracy – regularnie odbywają się tam spotkania z mentorami, warsztaty czy wydarzenia networkingowe. Taka infrastruktura jest dużym ułatwieniem dla osób rozwijających swój pomysł na biznes – mówi Marta Bloch, reprezentująca przestrzeń coworkingową Idea Hub.
[1] Źródło: Global Web Index
[2] Badanie firmy Experis
[3] http://www.forbes.com/sites/groupthink/2014/06/19/kick-the-chair-how-standing-cut-our-meeting-times-by-25/#727509416d17
[4] https://hbr.org/2014/10/workspaces-that-move-people
ES-SYSTEM S.A.: Wyniki finansowe za 2015 rok zgodne z planem
Przychody ze sprzedaży Grupy w IV kwartale 2015 roku wyniosły 51,8 mln zł (wzrost 7,8% r/r). Narastająco w 2015 roku Grupa osiągnęła 184,2 mln zł przychodów, tj. 9% wzrostu r/r, pochodna wzrostu sprzedaży w kraju i za granicą. W IV kwartale 2015 roku sprzedaż krajowa wyniosła 42 mln zł, tj. wzrost o 14,6% r/r. Zgodnie z oczekiwaniami, narastająco w całym 2015 roku Grupa zanotowała sprzedaż krajową na poziomie 151 mln zł (wzrost o 9,6% r/r).
ABS Investment S.A. zwiększa aktywność inwestycyjną
ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, cały czas rozszerza skład swojego portfela inwestycyjnego o nowe podmioty działające w innowacyjnych branżach. Emitent stał się także głównym akcjonariuszem Spółki InBook S.A.
ABS Investment S.A. rozbudowuje swój portfel inwestycyjny przede wszystkim o podmioty, które spełniają przyjęte kryteria inwestycyjne, a także prowadzą działalność w innowacyjnych i perspektywicznych branżach. Nowe spółki, w które zaangażował się kapitałowo Emitent, działają na rynku przetwórstwa odpadów, informatycznym, telekomunikacyjnym oraz obrotu wierzytelnościami. Spółka wiąże z nimi duże nadzieje i liczy, że osiągnięte stopy wzrostu z nowych inwestycji będą utrzymywały się na wysokim poziomie dzięki wieloetapowej i wnikliwej selekcji.
„Siedem nadziei na przyszłość czy też szans rynkowych – tak w skrócie podsumowałbym nowe pozycje w naszym portfelu. Spółki te zostały wyselekcjonowane z ok. 100 propozycji inwestycyjnych, jakie trafiły do ABS w ostatnich miesiącach. Bardzo się cieszę, że dociera do nas coraz więcej projektów, bo to daje możliwość lepszego wyboru i stawia nas w korzystniejszej pozycji negocjacyjnej. Pierwsze kryterium wyboru to perspektywy spółki na kolejne 3 lata, drugie to cena – dalej staramy się dokonywać transakcji w przedziale 5-8 EBITDA, trzecie to warunki transakcji (np. termin płatności, pozycja w akcjonariacie czy opcja wyjścia z inwestycji), a czwarte to możliwość współpracy i synergii z innymi podmiotami z portfela ABS. Ważna jest dla nas również skłonność do współpracy z ABS przy opracowywaniu strategii na kolejne lata oraz to czy spółka jest już notowana na rynku, bowiem preferujemy spółki publiczne, gdyż są bardziej przejrzyste i transparentne. Istotnym czynnikiem jest także pozytywna ocena kompetencji zarządzających i struktury właścicielskiej.” – komentuje Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.
ABS Investment S.A. po ostatnich transakcjach zakupu akcji spółki InBook S.A. stał się jej głównym akcjonariuszem, posiadającym akcje stanowiące 29,82% udziałów w kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. Emitent z dużym optymizmem podchodzi do nowej strategii rozwoju InBook S.A. oraz prowadzonych działań w zakresie jej realizacji. Podmiot ten rozważa też możliwe akwizycje, które mogą przełożyć się na dynamiczny wzrost wypracowywanych przychodów oraz uzyskiwanych rentowności. ABS Investment S.A. jest również akcjonariuszem Spółki Outdoorzy S.A., która prowadzi działalność w zakresie internetowej sprzedaży specjalistycznego sprzętu sportowego.
Sytuacja zdecydowanej większości spółek portfelowych ABS Investment S.A. pozostaje na bardzo dobrym poziomie. Emitent spodziewa się także uzyskania w tym roku wysokich przychodów z tytułu wypłacanych przez nie dywidend. Pozytywnym przykładem jest spółka Unima 2000 Systemy Teleinformatyczne S.A., która wypłaci bardzo wysoką dywidendę z zysku za 2014 r. Dla ABS Investment S.A. jednym z istotniejszych kryteriów doboru spółek portfelowych jest właśnie możliwość dzielenia się przez nie osiąganym zyskiem z akcjonariuszami.
„Unima jest pierwszą spółką z TOP 10 ABS, która wypłaci w tym roku dywidendę i nastąpi to już w tym kwartale. 8 z 10 spółek posiada zdolność do wypłaty dywidendy z zysku za rok 2015. Będę dążył do tego, żeby liczba spółek z portfela ABS, które wypłacą dywidendę była jak największa. Jak już wielokrotnie podkreślałem, również sam ABS ma być spółką dywidendową.” – ocenia Jarosz.
Potwierdzeniem bardzo dobrej kondycji finansowej ABS Investment S.A. jest z pewnością wycena obligacji Spółki, która cały czas utrzymuje się na poziomie powyżej 100% ich wartości nominalnej. Wskaźniki fundamentalne Emitenta również pozostają na bardzo atrakcyjnym poziomie: wskaźnik Cena/Zysk kształtuje się na poziomie ok. 5,0, a Cena/Wartość Księgowa wynosi obecnie ok. 0,74. Stabilna sytuacja finansowa ABS Investment S.A. pozwala na realizację dwóch programów skupu akcji własnych – skupu A prowadzony poprzez transakcje sesyjne na rynku NewConnect oraz skupu B prowadzonego w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem. W ubiegłym roku Spółka wypłaciła również dywidendę w wysokości 0,03 zł na akcję.
ABS Investment S.A. wypracował w 2015 r. zysk netto w wysokości 3.096 tys. zł i zrealizował przyjęte prognozy finansowe. Był to tym zarazem najlepszy rok w całej historii Emitenta. Spółka ma zamiar przedstawić prognozy finansowe na ten rok po publikacji raportu kwartalnego za I kw. 2016 r.
„Podobnie jak w roku poprzednim skłaniam się do publikacji prognozy zysku i wartości aktywów na akcje po opublikowaniu wyników za I kwartał 2016 r.. Harmonogram działania na ten rok jest już opracowany, ciągle zawieramy nowe umowy na usługi doradcze, spółki portfelowe radzą sobie w większości znakomicie, strategia oraz model działania sprawdzają się i to wszystko pozwala na wyznaczanie sobie bardzo ambitnych celów na ten rok. W 2015 r. realizacja pierwotnej prognozy została przekroczona dwukrotnie. Osobiście jestem gorącym zwolennikiem publikowania prognoz również przez spółki portfelowe, kilka z nich już to uczyniło. Traktuję to jak narzędzie motywujące i stymulujące działanie Zarządu.” – podsumowuje Prezes Jarosz.
ABS Investment S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od lutego 2011 r., która prowadzi działalność w dwóch obszarach: inwestycji kapitałowych oraz doradztwa finansowego. We wrześniu 2014 r. jej obligacje zadebiutowały również na rynku Catalyst. ABS Investment S.A. specjalizuje się w inwestycjach w firmy działające w niszowych branżach, mające już rozwinięty biznes o ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu. Od grudnia 2015 r. Spółka znajduje się w składzie portfela indeksu NCIndex30, który grupuje trzydzieści najbardziej płynnych spółek z rynku NewConnect. Obecnie 4 spółki portfelowe ABS Investment S.A. wchodzą w skład indeksu NCIndex30, co jest kolejnym potwierdzeniem właściwego doboru podmiotów portfelowych.
Jak powstają nowe smaki lodów?
Lody różane, chałwowe, śliwka w czekoladzie czy najnowszy smak pomarańcza i migdał w czekoladzie – to jedne z unikalnych kompozycji lodów. Jak powstają nowe smaki? Jak wyjaśnia Zbigniew Grycan zaczyna się bardzo prosto od eksperymentu.

Tworzenie nowego smaku lodów tylko z pozoru wydaje się proste. Po pierwszych próbach w domowym zaciszu receptura trafia do specjalnego laboratorium. Właśnie tam śmietanka kremówka, żółtka jaj, cukier, mleko i dodatki smakowe są ze sobą mieszane. Później przychodzi czas na test. – Lody muszą smakować mojej żonie, mnie, córkom i załodze, która także ocenia smak – dodaje Zbigniew Grycan.
Rocznie firma przeprowadza kilkanaście prób i tylko kilka kompozycji trafia na rynek. Lody Pomarańcza i Migdał w Czekoladzie to najnowszy, 100. smak w ofercie marki. Nowej kompozycji będzie można spróbować już od kwietnia w ponad 140 lodziarnio-kawiarniach.Najnowszy smak lodów to połączenie deserowej czekolady, skórki pomarańczowej i chrupiących migdałów, a inspiracją do jego stworzenia był Tort Angielski.
OPOKA TFI sprzedała udziały w TOTALMONEY.PL SP. Z O.O.
Jeden z funduszy zarządzanych przez OPOKA TFI sprzedał pakiet 50% udziałów w TOTALMONEY.PL Sp. z o.o. realizując blisko dwukrotny zwrot z inwestycji. Operację przeprowadził zespół specjalistów OPOKA Ventures, odpowiedzialny za realizację projektów private equity. Nowym nabywcą została Grupa Wirtualna Polska.
TOTALMONEY.PL Sp. z o.o. to spółka będąca właścicielem kompleksowej porównywarki produktów finansowych, ubezpieczeniowych, ofert firm sprzedających energię elektryczną, płatnych pakietów telewizji cyfrowej i cen dostępu do Internetu. Spółka prowadzi także Program Partnerski TMefekt.pl , który umożliwia zarejestrowanym wydawcom korzystanie z narzędzi (porównywarki, kalkulatory, linki) oraz sprzedaż produktów finansowych w modelach efektywnościowych. Porównywarki i kalkulatory TOTALMONEY.PL zainstalowane są w w wielu popularnych serwisach internetowych.
– Kiedy zainwestowaliśmy w TOTALMONEY.PL najważniejsza dla nas była jasna wizja Zarządu jak chce rozwijać Spółkę oraz potencjał z tego wynikający. Naszym priorytetem było wsparcie Zarządu w szybkim reagowaniu na dynamicznie zmieniające się trendy oraz wzmocnienie pozycji firmy na rynku finansowego e-commerce. Realizowana przez Zarząd Spółki strategia przyniosła spodziewane efekty w takich obszarach jak optymalizacja konwersji, jakości generowanych leadów i rentowności sprzedaży oraz rozwoju narzędzi wykorzystywanych przez Spółkę. Ta przemiana zwróciła uwagę jednego z liderów rynku, który podjął decyzję o akwizycji aby pod szyldem marki TOTALMONEY.PL zbudować wiodącą markę e-commerce w obszarze porównywania oraz zakupu produktów finansowych w Polsce. Pozwoliło to osiągnąć nam zarówno oczekiwany zwrot z inwestycji jak i umożliwić dalszy rozwój marki TOTALMONEY.PL w ramach silnej grupy kapitałowej – mówi Tomasz Wołynko, Dyrektor Inwestycyjny OPOKA Ventures.
EBOR udzielił pożyczki Raiffeisen-Leasing Polska S.A. w wysokości 255 milionów PLN
Beneficjentem pożyczki w wysokości 255 milionów PLN (60 milionom EURO) udzielonej spółce Raiffeisen- Leasing Polska S.A. przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR) będzie sektor małych i średnich przedsiębiorstw (MSP) w Polsce. Środki mają trafić do przedsiębiorców pragnących zmniejszyć wydatki energetyczne, poprzez wymianę urządzeń na nowe i bardziej wydajne.
Raiffeisen Leasing przeznaczy co najmniej 70% środków z kredytu EBOR na finansowanie projektów zrównoważonych źródeł energii z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, natomiast pozostałe 30% środków zostanie przeznaczonych na zakup wyposażenia, lekkich pojazdów dostawczych, pojazdów ciężarowych oraz przyczep używanych przez przedsiębiorstwa. Fundusze będą dostępne dla kredytobiorców w formie pożyczek bądź leasingu.
Kredyt EBOR jest częścią programu Polish Sustainable Energy Financing Facility for Leasing (PolSEFF Leasing), skierowanego do sektora małych i średnich przedsiębiorstw (MSP), który jest pierwszą taką inicjatywą finansowania zrównoważonej energii w Polsce uruchomioną bez dotacji. Program PolSEFF został rozpoczęty w 2010 roku i ma na celu wspomaganie poprawy efektywności energetycznej Polski, gdyż polska gospodarka nadal pozostaje silnie uzależniona od węgla, a zużycie tego surowca jest dwukrotnie większe niż średnia europejska.
Do chwili obecnej EBOR sfinansował 457 projektów w sektorze MSP w ramach programu PolSEFF, co pozwoliło zmniejszyć zużycie energii o ponad 50,000 MWh rocznie oraz zredukować emisję dwutlenku węgla o 36,000 tCO2. Raiffeisen Leasing jest piątą instytucją finansową, która w ramach programu będzie udzielać wsparcia finansowego przedsiębiorstwom, wspomagając poprawę efektywności energetycznej.
“Bardzo doceniamy możliwość współpracy z Raiffeisen-Leasing Polska S.A. Będzie ona służyć polskim przedsiębiorstwom z sektora MSP, zwiększając ich efektywność energetyczną oraz wspomoże modernizację ich urządzeń. Projekt ten nie tylko służy środowisku naturalnemu, ale ma bardzo duże znaczenie również z ekonomicznego punktu widzenia. Jesteśmy przekonani, że poprzez współpracę z Raiffeisen Leasing będziemy przyczyniać się do zwiększania znaczenia leasingu, jako ważnego źródła długoterminowego finansowania dla mniejszych przedsiębiorstw” – powiedział Phil Bennett, Pierwszy Wiceprezes EBRD.
Romuald Zienkiewicz, Dyrektor Finansowy Raiffeisen Leasing, dodał: “Małe i średnie przedsiębiorstwa są siłą napędową polskiej gospodarki. Poprzez nawiązanie współpracy między Raiffeisen Leasing oraz EBOR tworzymy nowe możliwości finansowania projektów w zakresie wzrostu efektywności energetycznej. Taki innowacyjny program pozwala nie tylko zwiększać ilość inwestycji, ale jednocześnie wspomaga ochronę środowiska.”
Od początku swojej działalności w Polsce tj. od 1991 roku EBOR zainwestował w ponad 360 projektów na łączną kwotę 7.7 miliarda PLN. Obok wciąż bardzo szerokiej gamy produktów przeznaczonych dla banków i sektora przedsiębiorstw, Bank zbudował w ostatnich latach portfel inwestycyjny (inwestycji w dług oraz zakup udziałów), który odpowiada na wysokie zapotrzebowanie sektora finansowego.
Krajobraz rynków po FOMC
Dolar traci na sile po gołębiej retoryce FOMC. USD/PLN kwotowany na tegorocznych minimach. Kalendarium makroekonomiczne obfitujące w publikacje.

Jednym słowem podsumowując wczorajszą konferencję można powiedzieć, że FED delikatnie zamieszał na rynkach finansowych. Bank Rezerwy Federalnej przede wszystkim ściął prognozy makroekonomiczne na bieżący rok. Na szczególną uwagę zasługują tutaj obniżenie szacunkowej dynamiki PKB z 2,2% do 2,4%. FOMC w dalszym ciągu podtrzymuje retorykę wskazująca na pozytywny obraz amerykańskiej gospodarki, jednak wypowiedzi nie są już tak hurraoptymistyczne, jak w grudniu. Jednocześnie członkowie Rezerwy Federalnej zwracają w dalszym ciągu uwagę na problemy gospodarki globalnej.
W kwestii stop procentowych zaprezentowane przed FED stanowisko było dość mocno gołębie. Pierwotne scenariusze rynkowe, mówiące o czterech podwyżkach głównej stopy procentowej stały się mrzonką. Aktualny, najbardziej prawdopodobny wariant mówi o dwóch podwyżkach w bieżącym roku. Według opublikowanych dot chartów główna stopa procentowa na koniec 2016 roku powinna wynieść 0,9% podczas gdy jeszcze w grudniu było to 1,375%.
Zaprezentowana podczas konferencji retoryka FED miała swoje jasne przełożenie na zachowanie rynku walutowego. Na głównej parze walutowej zaobserwowaliśmy znaczące osłabienie dolara. Kurs EUR/USD z impetem przebił poziom 1,12 i w najbliższym czasie powinniśmy być świadkami próby ataków na tegoroczne maksima (1,1376). Osłabienie amerykańskiej waluty widoczne jest również w przypadku kwotowania USD/PLN, który jest wyceniany aktualnie na 3,79. Podkreślić należy, że jest to poziom niespotykany od października poprzedniego roku.
Dzisiejszy dzień obfituje w doniesienia makroekonomiczne. Wśród publikacji, na które inwestorzy powinni zwrócić szczególną uwagę, wymienić należy:
- 11.00 – inflacja konsumencka w Strefie Euro;
- 13.00 – decyzja Banku Anglii w kwestii stóp procentowych;
- 13.30 – wnioski o zasiłki dla bezrobotnych w USA, indeks FED z Filadelfii;
- 14.00 – sprzedaż detaliczna w Polsce, publikacja protokołu z posiedzenia RPP.
Nigdy tak nie rób: 8 zachowań, których należy unikać w pracy
Karierę można sobie zniszczyć na różne sposoby – nie trzeba od razu naubliżać szefowi czy przyczynić się do utraty kluczowego klienta, by droga do awansu zamknęła się przed nami na długi czas. Nie ważne jak utalentowanym pracownikiem jesteś i jak duże są twoje osiągnięcia – poniższe zachowania zawsze będą stawiały Cię w negatywnym świetle.
Za każdym razem gdy sprawiasz, że inny pracownik wypada źle w oczach szefa czy kolegów sprawiasz, że po pierwsze spada twoja popularność w grupie, po drugie możesz być pewny, że nadejdzie moment, gdy ktoś zrewanżuje Ci się tym samym. Jak podkreśla Michał Środa z portalu GoWork.pl, takie działania – intencjonalne czy nie, zawsze stanowią źródło zespołowych rozgrywek i konfliktów. Donoszenie, zrzucanie winy na innych, czy delegowanie ich do zadań z którymi sami nie jesteśmy sobie w stanie poradzić w końcu obróci się przeciwko nam. Zamiast odsunąć od siebie problem, przysporzymy sobie kilka nowych.
Plotkowanie
Takie zachowanie jest pozornie niegroźne, ale może sprawić że nasz wizerunek bardzo ucierpi. Jeżeli nie chcemy być postrzegani jako osoby negatywne i złośliwe, lepiej darujmy sobie plotki w pracy. Każdemu zdarza się skomentować jakieś fakty nie ze swojego życia, ale jeżeli ciągłe rozprawiamy na temat cudzych spraw i problemów to prawdopodobnie nasze uwagi w końcu dotrą do danego współpracownika, a wtedy zostaniemy oskarżeni o dezorganizację pracy w firmie i angażowanie się w kwestie które nas nie dotyczą.
Przypisywanie sobie cudzych zasług
Wszyscy znamy to kłujące uczucie, gdy dowiemy się, że ktoś ukradł nam jakiś pomysł. Czerpanie korzyści kosztem drugiej osoby – jej pomysłów i pracy – utwierdza innych w przekonaniu, że samodzielnie nie potrafimy osiągnąć niczego znaczącego. Nie ważne czy przypisujemy sobie cudze zasługi całkowicie czy tylko próbujemy się podczepić pod czyjś projekt. – Udana współpraca opiera się na szacunku, a to oznacza też poszanowanie pracy i wysiłków współpracowników – podkreśla ekspert GoWork.pl.
Huśtawki nastrojów
Niestabilność emocjonalna często świadczy o niskiej inteligencji emocjonalnej. Wybuchy złości, niezależnie od tego, jak bardzo ktoś zawinił, niosą za sobą duży ładunek negatywnej uwagi i utwierdzają współpracowników w przekonaniu, że jesteśmy osobą nieprzewidywalną, nie potrafimy kontrolować sytuacji, nie radzimy sobie ze stresem. Jeżeli chcemy cieszyć się opinią osoby godnej zaufania, zdolnej do kontrolowania powierzonych zadań – nauczmy się kontrolować emocje.
Ogłaszanie, jak bardzo nienawidzisz swojej pracy
Ciągłe narzekanie na pracę, na obowiązki, na współpracowników, szefa, klientów raczej nie spowoduje, że inni uznają nas za pracownika roku. Taka postawa nie spodoba się też przełożonemu, bo negatywnie wpływa na pracę całego zespołu, którego morale spada. Pamiętajmy też, że awanse przyznawane są osobom, które mają pozytywne nastawienie do pracy i potrafią dostrzec pozytywy tam, gdzie inni widzą same przeszkody nie do pokonania.
Przechwalanie się
Dobrze jest znać swoją wartość, a najlepiej świadczy o niej brak potrzeby ciągłego utwierdzania się w tym przekonaniu. Potwierdza to Michał Środa: – Osiąganie wspaniałych wyników, bez przechwalania się, pokazuje, że odnoszenie sukcesów nie jest dla nas niczym nowym – mówi. Najlepszą rekomendacją są opinie współpracowników na nasz temat, nie to co sami o sobie myślimy.
Kłamanie
Wiele kłamstw zaczyna się od dobrych intencji – na przykład chcemy ochronić siebie lub kolegę z pracy przed przykrymi konsekwencjami. Kłamstwa mają jednak tendencję do narastania i rozprzestrzeniania się, aż w końcu zostają wykryte. Jeżeli twój szef uzna pracownika za kłamcę, nie ma już odwrotu. Przyłapanie na kłamstwie, nawet najmniejszym, zawsze kładzie się cieniem na naszej opinii, a także na naszej samoocenie. Jeżeli chcemy czerpać satysfakcję z pracy, bądźmy szczerzy i jeżeli pojawią się problemy starajmy się rozwiązywać je w zalążku.
Palenie mostów
To, co często decyduje o tym jak potoczy się nasza kariera, to ludzie których spotykamy i kontakty biznesowe, jakie nawiążemy. Niszczenie takich relacji to duży błąd. Zmiana pracy nie powinna wiązać się więc z ucinaniem kontaktu z poprzednim pracodawcą i współpracownikami, dlatego tak ważne jest, by rozstanie zawsze przebiegało w jak najlepszej atmosferze – bez niedomówień, niedokończonych spraw, bez żalu.
SOFORT wspiera OCEANIC na polskim i niemieckim rynku
OCEANIC S.A., jeden z liderów polskiego rynku kosmetycznego i właściciel cenionej marki kosmetyków antyalergicznych AA, rozwija swoją działalność i otwiera sklep internetowy w Niemczech. W tym celu firma podpisała umowę SOFORT GmbH wdrażając tym samym metodę płatności SOFORT zarówno w Polsce, jak i w Niemczech.
Umowa pomiędzy OCEANIC a SOFORT to kolejny udany przykład wspierania ekspansji polskich sklepów internetowych na rynki zagraniczne. Firma sprzedaje swoje produkty na 27 rynkach na całym świecie, lecz dotychczas możliwość dokonania zakupu przez Internet była możliwa tylko
w Polsce.
– SOFORT to jedna z popularniejszych w Niemczech metod płatności. Widzimy także stale rosnący wzrost jej pozycji w Polsce, stąd jest to dla nas doskonały partner mogący wesprzeć rozwój firmy na obu rynkach. Kluczowy dla nas był także fakt, że SOFORT gwarantuje bezpieczeństwo transakcji, a także jest prosty, wygodny i przyjazny w obsłudze. Liczymy, że partnerstwo nie tylko poprawi osiągane przez nas wyniki, ale także pozytywnie wpłynie na user experience podczas korzystania z naszych sklepów internetowych – powiedział Adrian Muszyński, Junior New Media Manager w firmie OCEANIC.

Porozumienie z OCEANIC jest jedną z wielu podpisanych ostatnio przez SOFORT umów obejmujących polski rynek. Inne przykłady to TUI, moBILET, iwarePRINT czy Pyszne.pl.
SOFORT jest jedną z najbezpieczniejszych, szybszych i najwygodniejszych dostępnych
w Internecie metod płatności. Firma regularnie przechodzi audyt ‘TÜV Saarland’ i posiada certyfikaty ‘Atestowany System Płatniczy’ oraz ‘Atestowana Ochrona Danych’. Dodatkowo SOFORT GmbH działa zgodnie z systemem zarządzania bezpieczeństwem informacji ISO 27001. SOFORT zamknął 2015 rok obrotami w wysokości 33,4 milionów EUR, oraz wolumenem obsługiwanych transakcji równych około 4,5 miliarda EUR.
NEONET z Gwiazdą Jakości Obsługi 2016
Ogólnopolska sieć salonów sprzedaży i jeden z liderów rynku AGD, RTV, IT – Grupa NEONET – po raz szósty nagrodzona za jakość obsługi. Tegoroczne wyróżnienie jest nie tylko potwierdzeniem wysokich standardów usług w całej sieci, ale przede wszystkim – odzwierciedleniem satysfakcji klientów.

– Gwiazdorska jakość obsługi wyróżnia NEONET spośród konkurencji tym, że z uwagą słuchamy opinii klientów i liczymy się z ich zdaniem. Opinie bywają różne i nie zawsze są pozytywne, ale zarówno jedne jak i drugie pozwalają nam poprawiać standardy obsługi i jeszcze lepiej dbać o doświadczenie zakupowe klientów – podsumowuje Katarzyna Maciaszczyk-Sobolewska, brand manager Grupy NEONET.
Domy maklerskie i TFI poprawiły swoje wyniki. Mimo trudnej sytuacji globalnej Polacy będą w tym roku inwestować
Ostatni rok mimo niepewnej sytuacji na rynkach finansowych nie był najgorszy dla TFI i domów maklerskich. W porównaniu z 2014 rokiem wzrosły zarówno aktywa klientów, jak i zysk netto samych instytucji. 2016 rok też powinien przynieść im zysk, choć jego wysokość jest niepewna ze względu na niestabilną sytuację na świecie.
– Wciąż utrzymuje się duża niepewność na rynku. Z jednej strony cały czas słyszymy o problemie imigrantów, mamy problem z Rosją, do tego dochodzą wpływ sankcji rosyjsko-europejskich, dlatego ludzie niechętnie inwestują – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mikołaj Rubeńczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej Pylon SA. – Z drugiej strony widzimy, że jednak to robią. Pytanie jest, co zrobią główni gracze na rynku finansowym. Czy wycofają swoje aktywa z rynków wschodzących takich jak Polska, czy nie. Patrząc na nasz rynek giełdowy, można powiedzieć, że to jest kluczowa sprawa.
Na koniec 2015 roku domy maklerskie miały 112,5 mld zł aktywów klientów na rachunkach, o niemal 6 mld zł więcej niż rok wcześniej. Dwa lata temu kwota ta wynosiła jednak 156,5 mld zł. Z kolei aktywa klientów TFI rosną z roku na rok. Pod koniec grudnia wynosiły 323 mld zł, podczas gdy 12 miesięcy wcześniej było to niecałe 261 mld zł (dane Komisji Nadzoru Finansowego).
– Ponad 110 mld zł aktywów finansowych w domach maklerskich jest w rękach prywatnych inwestorów, którzy inwestują obecnie na giełdzie – potwierdza Mikołaj Rubeńczyk. – Wolnych środków finansowych jest średnio 10 mln zł. To dowód pokazujący, że Polacy mimo bardzo niepewnej sytuacji na rynku finansowym aktywnie inwestują na giełdzie.
Jak zaznacza Rubeńczyk, na rynku można zarobić, wybierając określone aktywa. Jego zdaniem inwestorzy będą zwracać się coraz wyraźniej w stronę mniejszych spółek, także tych z rynku alternatywnego. W ubiegłym roku indeks WIG20 spadł o ponad 19 proc., jednak indeksy małych i średnich spółek odnotowały wzrosty (odpowiednio o 9,1 proc. i 2,4 proc.). Także na rynku NewConnect spadki były nieporównanie niższe niż na rynku głównym. NC Indeks spadł o 4,13 proc., podczas gdy WIG – o ponad 9,6 proc.
– Wydaje mi się, że w sytuacji, kiedy duże spółki z sektora surowcowego i bankowego zaczynają być dość niepewną inwestycją, klienci indywidualni będą się zwracać w kierunku małych i średnich przedsiębiorstw. Być może będą szli także w stronę rynku NewConnect – przekonuje Rubeńczyk.
Na koniec grudnia zsumowane wyniki finansowe netto domów maklerskich wyniosły 442 mln zł i był to wynik o przeszło 45 mln zł lepszy niż rok wcześniej. W 2013 roku wynik przekroczył jednak pół miliarda zł, a jeszcze dwa lata wcześniej wyniósł ponad 700 mln zł. TFI natomiast zarobiły 546,5 mln zł, o niemal 70 mln zł więcej niż rok wcześniej i o ponad 120 mln zł więcej niż w 2013 r.
– W przypadku brokerów, firm inwestycyjnych typu dom maklerski, jest tak, że im więcej Polaków będzie inwestowało, tym lepsze będą ich wyniki. Zysk netto domów maklerskich w 2015 roku wyniósł około 440 mln zł, a rok wcześniej 394 mln zł. Wskazuje to na wzrost aktywności inwestorów, ponieważ domy maklerskie zarabiają przede wszystkim na prowizjach – mówi szef Rady Nadzorczej Pylonu SA. – Ich wyniki wyraźnie pokazują, że Polacy szukają swoich inwestycji, kierując się przede wszystkim w stronę sektora małych i średnich przedsiębiorstw.
Z danych NBP wynika, że Polacy mają do zagospodarowania sporo oszczędności. Na koniec stycznia w bankach zdeponowanych było 657,85 mld zł z samych tylko gospodarstw domowych. To dwa razy tyle, co w grudniu 2008 r.
– W mojej ocenie sytuacja gospodarcza Polski jest dobra, ludzie mają po swojej stronie coraz większe środki, które mogą aktywnie inwestować. Wydaje mi się, że w 2016 roku domy maklerskie zanotują zysk – ocenia Rubeńczyk.
Wypadki i kolizje drogowe kosztują gospodarkę niemal 50 mld zł rocznie. Niezbędne inwestycje w jakość dróg i edukację kierowców
Poprawa bezpieczeństwa na polskich i europejskich drogach to przede wszystkim kwestia ludzkiego zdrowia i życia, a także wysokich kosztów finansowych. Od 2013 roku trwa realizacja narodowej strategii poprawy ruchu drogowego, przyjęto też Program Likwidacji Miejsc Niebezpiecznych. Choć ważny jest stan infrastruktury, wiele zależy też od umiejętności i kultury jazdy kierowców. Stąd rola akcji edukacyjnych prowadzonych m.in. przez koncesjonariuszy polskich autostrad.
– Autostrady są o wiele bezpieczniejsze niż pozostałe drogi i mówimy nie tylko o drogach ekspresowych, które są porównywalne de facto do autostrad, lecz także o drogach krajowych i wojewódzkich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Nowak, wiceprezes zarządu Autostrady Wielkopolskiej.
W 2015 roku na polskich drogach miało miejsce 32,9 tys. wypadków, o niemal 6 proc. mniej niż rok wcześniej. Zginęło w nich 2,9 tys. osób, co oznacza spadek o 8,7 proc. względem poprzedniego roku. Zmniejszyła się też liczba rannych – o 6,7 proc. Nieco więcej było natomiast kolizji drogowych.
Z danych Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wynika, że roczny koszt wypadków i kolizji w Polsce to niemal 50 mld zł, czyli prawie tyle, ile wynosi deficyt budżetowy.
– W 2013 roku przyjęliśmy narodową strategię poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, w której zdefiniowaliśmy filary oraz kierunki rozwoju, tym samym wyznaczając obszary, w których należy podjąć działań w zakresie poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego – mówił podczas konferencji Road Safety Konrad Romik, sekretarz Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. – Cele, które wtedy sobie obraliśmy i które są nadal aktualne, to redukcja liczby osób zabitych o 50 proc. w stosunku do bazowego 2010 roku, oraz zmniejszenie liczby osób ciężko rannych o 40 proc. w porównaniu do 2010 roku.
Na razie udało się doprowadzić do spadku liczby wypadków o przeszło 15 proc. (od 2010 do 2015 roku), zaś liczby zabitych o ponad 25 proc. Rannych natomiast było mniej o 19 proc. w stosunku do 2010 roku.
– W ubiegłym roku przekazaliśmy stronie publicznej pewne postulaty, jakie należałoby podjąć działania, żeby poprawić bezpieczeństwo. Myślę, że w najbliższych miesiącach będziemy wspólnie wypracowywać odpowiedni plan zmiany, zarówno pod kątem ewentualnych zmian w przepisach, jak i akcjach szeroko promujących odpowiednie zachowania na autostradzie – deklaruje Robert Nowak.
Sama Autostrada Wielkopolska prowadzi również od 2013 roku akcję edukacyjną uświadamiającą, jak kierowcy powinni się zachowywać na autostradzie, by jazda była płynna i bezkolizyjna. Akcja pod hasłem „Bezpieczna jazdA2” to cykl krótkich filmów obrazujących prawidłowe i nieprawidłowe zachowania na autostradzie oraz skutki tych ostatnich. Najnowszy spot z jesieni 2015 roku dotyczył wyprzedzania przez samochody ciężarowe.
– W Polsce widzimy, niestety, dość niepokojącą tendencję w zachowaniu kierowców samochodów ciężarowych, którzy potrafią wyprzedzić pojazd na dwupasmowej jezdni w ostatniej chwili, stwarzając duże zagrożenie dla osób jadących z tyłu. Tego typu programy, które uświadamiają, jak należy się zachować, są bardzo przydatne, dlatego koniecznie muszą zostać wdrożone – przekonuje Robert Nowak.
Kilka dni temu w Warszawie miała miejsce 9. konferencja Road Safety podczas której omówiono sposoby na poprawę warunków bezpieczeństwa na drogach. Zorganizowało ją Europejskie Stowarzyszenie Koncesjonariuszy i Operatorów Płatnych Autostrad (ASECAP). Celem stowarzyszenia jest pomoc w osiągnięciu wyznaczonego przez UE celu zredukowania liczby śmiertelnych wypadków na europejskich drogach do zera do 2050 roku.
– Każdemu wydaje się, że jest ekspertem od bezpieczeństwa drogowego, każdy jest przekonany, że się na nim zna. A tymczasem jest to bardzo skomplikowana materia. Chcemy udowodnić, że jeżeli mówimy o bezpieczeństwie drogowym, to trzeba wykonać wielką pracę, by osiągnąć określoną jakość przy odpowiednim koszcie, który ktoś musi ponieść, albo społeczeństwo, albo użytkownik, albo oba te podmioty – podkreśla Kallistratos Dionelis, sekretarz generalny ASECAP.
Ceny usług medycznych w Polsce będą rosnąć. Jedną z przyczyn jest starzejące się społeczeństwo
Za 3–4 dekady Polacy będą drugim lub trzecim najstarszym społeczeństwem w UE. To oznacza skokowy wzrost kosztów opieki medycznej, która w przypadku osób przed 65 rokiem życia szacowana jest na średnio 1,2 tys. zł rocznie, zaś powyżej tego wieku – na 3,5 tys. zł. W dodatku w Polsce brakuje lekarzy i pielęgniarek, aby powstrzymać personel medyczny przed emigracją, trzeba podnieść mu wynagrodzenia.
– W Polsce, w odróżnieniu od wielu innych krajów Unii Europejskiej czy na świecie, bardzo silnie na koszty leczenia przez najbliższe lata będzie wpływać czynnik demograficzny. Jesteśmy społeczeństwem, które we wskaźniku dzietności jest klasyfikowane na 212. miejscu spośród 240 państw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Zalicki, partner EY. – Przez to, że mamy tak niską dzietność, tempo starzenia będzie bardzo wysokie. W perspektywie najbliższych 30–40 lat będziemy drugim albo trzecim najstarszym społeczeństwem Unii Europejskiej.
Dzietność w Polsce należy do najniższych na świecie. Oblicza się, że obecnie wynosi 1,3 (na kobietę), podczas gdy wskaźnik na poziomie 2,1 zapewnia zastępowalność pokoleń, czyli gwarantuje utrzymanie liczebności społeczeństwa i proporcji poszczególnych grup wiekowych na tym samym poziomie. Z szacunków Eurostatu wynika, że już w 2020 roku co czwarty Polak będzie miał więcej niż 60 lat.
– Przyrost osób w starszym wieku w stosunku do młodszych roczników w społeczeństwie będzie najszybszy spośród wszystkich krajów członkowskich UE. To spowoduje, że statystycznie większa grupa osób starszych będzie wymagała bardziej kosztochłonnych zabiegów – mówi Zalicki. – Szacowaliśmy, że w dzisiejszej strukturze świadczeń finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia roczny przeciętny koszt na jednego obywatela w wieku od 0 do 65 lat to ok. 1,2 tys. zł rocznie, natomiast koszt świadczeń dla osób przeciętnie w wieku powyżej 65 lat to 3,5 tys. zł.
Wyższe koszty biorą się zarówno z większej zachorowalności osób starszych, w tym na choroby przewlekłe, jak i z wchodzenia w życie nowych technologii. One poprawiają wprawdzie jakość leczenia, ale i podwyższają jego koszty.
Kolejnym czynnikiem podnoszącym koszty usług medycznych jest niska liczebność lekarzy, którzy często emigrują do krajów, w których zarobić mogą wielokrotnie więcej i pracować krócej, a w lepszych warunkach, np. do Szwecji, Norwegii czy Niemiec. Dziś na 10 tys. Polaków przypada 22 lekarzy, czyli najmniej w całej Unii Europejskiej. Zalicki dodaje, że na 100 tys. pacjentów przypada jedynie 9 studentów kierunków medycznych, i to także jest jeden z najniższych wskaźników w Unii.
– Nie możemy również pominąć rosnących kosztów wynagrodzeń lekarzy, personelu pielęgniarskiego, a także innych zawodów medycznych, diagnostów laboratoryjnych, pracowników sterylizacji, specjalistów ds. sterylizacji, rehabilitantów i innych zawodów – wymienia Robert Mołdach, doradca prezydenta Pracodawców RP. – Te zawody przez wiele lat były niedowartościowane. Dzisiaj trwa dyskusja o wzroście wynagrodzeń w tych profesjach, ponieważ maleje grupa osób chcących je uprawiać.
Dodatkowym czynnikiem przyczyniającym się do wzrostu cen w branży medycznej jest coraz większa świadomość pacjentów, którzy częściej korzystają zarówno z opieki medycznej, jak i z profilaktyki. Oczekują też zastosowania do diagnostyki i terapii najnowocześniejszych technologii.
– Jeżeli spojrzymy na kraje najwięcej wydające na opiekę zdrowotną, to tam wydatki są wielokrotnie większe niż w Polsce – mówi Mołdach. – Pamiętajmy, że my te pieniądze wydajemy w złotych, a inne kraje w euro, więc nawet jeżeli procentowo one są dwu-trzykrotnie większe, to w kwotach absolutnych są często wielokrotnie większe. Nie unikniemy wzrostu nakładów na opiekę zdrowotną i jako kraj, jako system ochrony zdrowia, poszczególni świadczeniodawcy, a także pacjenci i płatnicy musimy ten stan zrozumieć i dobrze się do niego przygotować.
JLL: W tym roku na polskim rynku magazynowym można spodziewać się rekordowej wartości transakcji inwestycyjnych
W 2016 roku rynek magazynowy może pobić rekord wszech czasów z 2014 roku, gdy wartość transakcji inwestycyjnych przekroczyła 700 mln euro. Zainteresowanych polskim rynkiem magazynowym inwestorów jest coraz więcej, również w dalekiej Azji.
– Patrząc na transakcje, które już są zawarte, oraz na te, w których negocjacje są na bardzo zaawansowanym poziomie, mówimy o obrotach rzędu 400 mln euro. Do tego należy dodać około 200 mln euro na obiekty, których marketing na pewno się rozpocznie. Dodatkowo, kilku właścicieli zachęconych atrakcyjnymi z ich punktu widzenia stopami kapitalizacji zdecyduje się najprawdopodobniej na wystawienie kilku znaczących portfeli nieruchomości na sprzedaż. Oznacza to, że mamy szansę na znakomity wynik transakcyjny w segmencie nieruchomości magazynowych, wyższy nawet niż dotychczasowy rekord, czyli ponad 750 mln euro z 2014 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Puch, dyrektor działu rynków kapitałowych nieruchomości magazynowych i biurowych w JLL.
Z raportu JLL wynika, że w ubiegłym roku obroty na polskim rynku magazynowym były niższe od tych z 2014 roku i wyniosły 473 mln euro. Zamknięcie części transakcji przesunęło się na 2016 rok, co podbija szanse na zdecydowanie wyższy wynik w tym roku. Dodatkowo rysuje się perspektywa wyższych cen transakcji.
– W 2016 roku ze względu na kompresję stóp kapitalizacji będziemy mówili o wyższych cenach niż w 2015 roku – przekonuje Tomasz Puch. – Stopy kapitalizacji były na rekordowo niskim poziomie. Najlepsze obiekty zeszły nawet poniżej 5,5 proc., ale to były obiekty wyjątkowe, niepowtarzalne, spełniające wszystkie kryteria inwestycyjne. Przy obiektach bardziej standardowych, ale również tych z kategorii tzw. prime mówiliśmy o stopach kapitalizacji rzędu 6,5 proc. i jest widoczna tendencja do kompresji tych stóp. Oznacza to, że 2016 rok transakcje będą bardziej agresywne niż te, które widzieliśmy w 2015 roku.
Stopa kapitalizacji to relacja rocznego dochodu z nieruchomości do jej wartości. Im niższa stopa kapitalizacji, tym wyższa wartość nieruchomości.
– Inwestorzy w tym roku poszukują zdecydowanie projektów o dużej skali i ich zainteresowanie skupia się na kluczowych i dobrze rozwiniętych rynkach – mówi Tomasz Puch. – Co nie oznacza, że pozostałe lokalizacje będą notowały mniejsze zainteresowanie, ponieważ jest grupa inwestorów, którzy, aby osiągnąć wyższe zwroty, są skłonni ponieść większe ryzyko.
Kapitał na polski rynek powierzchni magazynowo-przemysłowych płynie z coraz odleglejszych rejonów świata.
– Widzimy napływ coraz większej grupy inwestorów, również bardziej egzotycznych, czyli z Dalekiego Wschodu. To są inwestorzy, którzy już zainwestowali i wyrażają chęć inwestowania dalej – mówi dyrektor JLL.
Z danych JLL wynika, że w 2015 roku na polskim rynku magazynowym wynajęto 2,2 mln mkw. magazynów, a poziom pustostanów spadł do 6,2 proc. Zasoby powierzchni magazynowej przekroczyły 9,7 mln mkw. i według prognoz w br. pokonają barierę 10 mln mkw., gdyż blisko 800 tys. mkw. jest w budowie. W 2015 roku największym zainteresowaniem najemców cieszył się region Polski Centralnej (wokół Łodzi), Warszawa i okolice oraz Górny Śląsk. Tam dokonano transakcji najmu największej powierzchni. Widać też wzrost znaczenia mniejszych rynków, takich jak Szczecin, Bydgoszcz, Lublin czy Rzeszów.
Rynek gastronomiczno-hotelarski może wzrosnąć w tym roku o 4 proc. Polacy na jedzenie poza domem wciąż wydają mniej niż Czesi czy Słowacy
Prognozowany wzrost PKB, spadające w dłuższym okresie bezrobocie oraz rosnące wynagrodzenia pracowników to czynniki, które powinny pobudzać wzrost na rynku gastronomicznym. Udział wydatków na gastronomię w relacji do zarobków wciąż jest niższy niż w Czechach czy na Słowacji, ale restauratorzy już widzą, że Polacy coraz częściej jedzą poza domem.
Negatywny wpływ na branżę może mieć podatek od sprzedaży detalicznej, za to pozytywnie na ruch w restauracjach może wpłynąć program „Rodzina 500+”, który zacznie obowiązywać od kwietnia.
– Są to jednak czynniki, które mają wpływ dosyć spekulacyjny, nieistotny. Najważniejsze, że PKB rośnie, płace Polaków są coraz wyższe, zmieniają się trendy i mentalność. Tak czy inaczej rynek gastronomiczny powinien się rozwijać – mówi agencji Newseria Biznes Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.
Według badania GfK w 2014 roku średnia liczba rachunków w punktach gastronomicznych wyniosła 63 i minimalnie wzrosła w stosunku do poprzedniego roku. Średnia wartość rachunku w lokalach HoReCa wzrasta sukcesywnie od 2010 roku. w 2014 roku wyniosła 23 zł.
– Najnowsze analizy pokazują, że krajowy konsument się zmienia, ale bardzo pomału – zauważa Sylwester Cacek. – Udział wydatków na gastronomię w przychodach konsumentów jest niższy niż w Rumunii, Czechach czy na Słowacji. Polak ma wciąż inne preferencje wydatkowe, bo przecież średnia płaca wcale nie jest niższa.
Według prezesa zarządu Sfinks Polska dużą rolę w przychodach rynku gastronomicznego odgrywają mentalność i przyzwyczajenia konsumentów. Jednym z największych konkurentów branży – jego zdaniem – są sieci supermarketów mocno promujące gotowanie i spożywanie posiłków w domu.
– Na rynku jeszcze nie widać przyrostu liczby konsumentów, ale notujemy wzrost częstotliwości odwiedzin osób, które już do nich chodzą – wskazuje Sylwester Cacek. – To pierwszy krok. Jak wzrasta częstotliwość odwiedzin tych, którzy są już przyzwyczajeni do usług gastronomicznych, to za moment zaczną odwiedzać lokale ci konsumenci, którzy dotychczas praktycznie z nich nie korzystali. Trend wzrostu już jest, ale nie przekłada się jeszcze na liczbę unikalnych klientów.
Jak podkreśla, w ciągu ostatnich czterech lat zwiększył się odsetek odwiedzających restauracje osób powyżej 55 roku życia. W 2012 roku było to kilkanaście proc., obecnie – ponad 50.
Jak wynika z danych Sfinks Polska, w 2014 roku w grupie osób odwiedzających restauracje odnotowano wzrost częstotliwości odwiedzania (8,2 wobec 6,2 w 2013 roku) przy nieco niższym rachunku za wizytę (70 zł wobec 74 zł w 2013 roku).
Polski wynalazek może zmienić rynek elektroniki. Pojawią się elastyczne wyświetlacze i tanie panele słoneczne
Polscy fizycy opracowali technologię, która umożliwi produkcję elastycznych wyświetlaczy LCD i cienkowarstwowych ogniw słonecznych oraz ekranów dotykowych. Na razie projekt jest na etapie uzyskiwania patentu. Najpóźniej za dwa lata XTPL, firma komercjalizująca pomysł, chce trafić z nową technologią do światowych producentów.
– Odchodzimy od udziału rzadkiego pierwiastka, jakim jest ind, którego brakuje w skorupie ziemskiej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Filip Granek, dyrektor techniczny w spółce technologicznej XTPL. – W naszym technologicznym rozwiązaniu wykorzystujemy miks naukowy pomiędzy nanotechnologią, fizyką ciała stałego, chemią a informatyką. Pozwoli nam to wytwarzać ekstremalnie cienkie linie przewodzące prąd, to są druciki cieńsze kilkadziesiąt razy od ludzkiego włosa. Umożliwi to przejście na elastyczne podłoże.
Projekt krajowych naukowców zakłada stworzenie nowej, przezroczystej warstwy przewodzącej prąd (ang. transparent conductive film, w skrócie TCF), która może być stosowana w elektronice, zwłaszcza przy produkcji ciekłokrystalicznych wyświetlaczy LCD, cienkowarstwowych ogniw słonecznych oraz ekranów dotykowych.
– Zasoby obecnie wykorzystywanego indu skoncentrowane są głównie na rynkach regionu azjatyckiego, więc jego ceny są bardzo wysokie i zmienne – precyzuje Filip Granek.
Jego zdaniem konsumenci na całym świecie oczekują coraz większych wyświetlaczy, a technologia polskich naukowców będzie umożliwiała produkcję ekranów o bardzo dużych przekątnych. Nowe urządzenia przy tym mają być wydajne, energooszczędne, co powinno sprawić, że spadnie ich cena. Także wykorzystujące rozwiązania polskich fizyków ogniwa słoneczne powinny być znacznie tańsze niż produkowane obecnie.
– Jesteśmy po eksperymentalnej weryfikacji głównych założeń technologicznych, które kończymy zgłoszeniem patentowym – informuje Filip Granek. Szykujemy się do fazy przygotowania wdrożenia, która będzie trwała od półtora roku do dwóch lat. Potem powinniśmy móc już wspierać partnerów, czyli producentów ogniw słonecznych oraz wyświetlaczy we wdrażaniu naszej technologii tak, aby ich produkty były tańsze i pobierały mniej prądu.
XTPL, jak przekonuje Filip Granek, chce wejść ze swoim rozwiązaniem od razu na rynek światowy. Potencjał jest duży. Wartość globalnego rynku TCF szacowana jest na 4 mld dolarów i ma rosnąć rocznie o kilkanaście procent. Około 2022 roku rynek powinien przekroczyć wartość 10 mld euro.
– Jest to dobry moment na poszukiwanie i wprowadzanie rozwiązań alternatywnych dla tych, które są oparte na indzie, od którego chcemy odchodzić – uważa Filip Granek. – Oczywiście nie jesteśmy jedynymi, którzy próbują pokazywać takie rozwiązania. Konkurencja w sposób naturalny wymusza pewien rodzaj wyścigu zbrojeń i doskonalenia technologii. Jesteśmy jednak jednymi z tych, którzy w tym wyścigu mogą odegrać znaczącą rolę.
XTPL jest spółką powołaną w połowie 2015 roku w celu komercjalizacji wynalazku polskich fizyków. Według firmy dzięki masowemu zastosowaniu tego rozwiązania kapitalizacja przedsiębiorstwa za kilka lat może być liczona w miliardach złotych.
– To technologie, których rozwój wymaga inwestycji rzędu kilku, kilkunastu milionów złotych. Chodzi o to, aby poszczególne rozwiązania dopasować do potrzeb rynkowych – zauważa Filip Granek.
Internauci żywo dyskutują o książkach. W 2015 roku 1,3 mln razy lajkowali, komentowali i udostępniali posty na ten temat
Ponad 63 proc. Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku ani jednej książki – wynika z badania Biblioteki Narodowej. Mimo to temat czytelnictwa jest żywo dyskutowany w internecie i social mediach. Jak wynika z analizy IMM, w ubiegłym roku ukazało się na ten temat 67 tys. wzmianek, czyli prawie dwa razy więcej niż w 2014 roku. Internauci dyskutują o książkach, lajkują ich recenzje, ale niekoniecznie oznacza to, że je czytają.
– Badania w Polsce, np. Biblioteki Narodowej, pokazują, że czytelnictwo książek z roku na rok spada. W Instytucie Monitorowania Mediów natomiast sprawdziliśmy, jak to wygląda w deklaracjach internautów. Okazało się, że w 2015 roku pojawiło się ponad 60 tys. wzmianek będących deklaracją przeczytanej książki, czyli aż o 30 tys. wzmianek więcej niż w 2014 roku – mówi agencji Newseria Monika Tomsia, PR Manager w Instytucie Monitorowania Mediów.
Wzmianki te mogły zostać wyświetlone 41 mln razy. To pokazuje, że ten temat jest w internecie i social mediach bardzo ważny. Użytkownicy mediów społecznościowych coraz częściej dzielą się informacjami na temat przeczytanych książek. Chętnie angażują się w dyskusje o książkach i fabule, dzielą się emocjami i polecają sobie ulubione tytuły.
– O skali tej dyskusji świadczy to, że wszystkich polubień, komentarzy i udostępnień, czyli ogólnie rzecz biorąc, interakcji na temat przeczytanych książek w 2015 roku było ponad 1,3 mln – mówi Monika Tomsia.
Jak podkreśla, odnotowane przez IMM deklaracje niekoniecznie świadczą o liczbie przeczytanych książek, ale na pewno o tym, że wśród internautów zainteresowanie książkami jest bardzo duże.
– Jest to duża przestrzeń dla instytucji, bibliotek i wydawców do tego, aby nawiązać interakcje z potencjalnymi czytelnikami – podkreśla Tomsia.
Najczęściej dyskusje toczyły się na Facebooku – tam pojawiło się 53 proc. wszystkich informacji, oraz na Twitterze (33 proc.). Wiele pisano również na portalu netkobiety.pl oraz na forach komentarze.onet.pl i forum.gildia.pl, gdzie najchętniej internauci dyskutują na temat nowości komiksowych.
W mediach społecznościowych pojawiają się także inicjatywy, które mają promować czytelnictwo. Ich twórcy przypominają, że czytanie rozwija wyobraźnię, uczy myślenia oraz wyrabia cierpliwość. Wśród popularnych akcji można wymienić: „Nie teraz – właśnie czytam”, „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka” czy „Czytam, bo lubię”.
FED ostrożny z podwyżkami stóp procentowych
FED zakłada w tym roku jedynie dwie podwyżki, a nie cztery jak to jeszcze było spodziewane w grudniu ubiegłego roku. Kolejna mocna rewizja dla ścieżki wzrostu kosztu pieniądza dotyczyła 2017 roku. Tu projekcje zakładają, że na koniec przyszłego roku stopa FED będzie znajdować się w przedziale 1,75-2 proc., a nie 2,25-2,5 proc.
W dół zostały zrewidowane także oczekiwania odnośnie inflacji za 2016 roku. Ma ona wynieść 1,2 proc., a nie jak zakładano w grudniu 1,6 proc.
Rezerwa Federalna zakłada, że wskaźnik cen wróci do celu 2 proc. dopiero w 2018 roku. Zmniejszono także oczekiwania odnośnie PKB, które w 2016 roku ma wynieść 2,2 proc., a nie 2,4 proc.
Na rynku forex reakcja była dość znacząca i przy tak gołębim nastawieniu FEDu oznaczała wyprzedaż USD. Kurs głównej pary walutowej EURUSD wzrósł powyżej poziomu 1,12, co oznacza, że był najwyżej od 15 lutego. Słabość dolara spowodowała, że kurs USDPLN znalazł się na najniższych poziomach od 23 października.
Na rynku akcji i rozliczanych w dolarze surowcach zdecydowanie przeważały byki. Ropa drożała o ponad 4 proc., złoto o ponad 2 proc., a indeks S&P500 wzrósł powyżej 0,6 proc.
Co ciekawe FED wykazał chęć do działań takich, jakich poniekąd spodziewał się rynek. Ten przed decyzją oczekiwał do dwóch podwyżek w tym roku. Rezerwa Federalna zakomunikowała, że chce podnieść stopy dwa razy w tym roku, a z kolei inwestorzy (na podstawie kontraktów terminowych na stopę funduszy federalnych) uznali, że i do tego nie dojdzie i zaczęli wyceniać ledwo podwyżkę w tym roku.
Wygląda to zatem na taką sytuację, w której to rynek bawi się z FED w kotka i myszkę. Rezerwa Federalna próbuje sprostać rynkowym oczekiwaniom, a ten dalej Rezerwie nie wierzy i zaniża swoje oczekiwania. Taka sytuacja ma już miejsce od kilku kwartałów i być może trzeba będzie czekać aż do 15 czerwca, aby zobaczyć, czy taki schemat się utrzyma – wtedy poznamy kolejne projekcie FED.
Autor: 17, Dyrektor Departamentu Analiz Rynkowych HFT Brokers
Wielton zawarł umowę z grupą SAF – HOLLAND
16 marca br. Wielton S.A., największy w Polsce i jeden z największych w Europie producentów naczep i przyczep, zawarł umowę z SAF – HOLLAND Polska Sp. z o.o. i SAF – HOLLAND GmbH na zakup osi i innych komponentów do budowy przyczep i naczep Grupy Wielton. Szacunkowa wartość kontraktu wynosi ok. 69 mln euro. Umowa została zawarta na okres do 31 grudnia 2017 roku.
Na podstawie zawartej umowy Wielton oraz spółki z jego Grupy: Italiana Rimorchi i Fruehauf Expansion zakupią osie i inne komponenty do budowy przyczep i naczep od Grupy SAF – HOLLAND. Dostawy produktów realizowane będą na podstawie jednostkowych zamówień. Umowa została zawarta na okres do 31 grudnia 2017 roku.
W ramach umowy Wielton i SAF – HOLLAND chcą współpracować w obszarze innowacyjnych produktów i usług w branży transportowej. Strony chcą utworzyć partnerstwo w dziedzinie m.in. serwisu i promocji, a w szczególności wspólnego działania na rzecz rozwoju i testowania produktów. Dodatkowo Grupa SAF – HOLLAND podzieli się swoim doświadczeniem analitycznym z Centrum Badawczo – Rozwojowym Grupy Wielton.
Wartość obrotów zrealizowanych w ramach poprzedniej umowy zawartej przez Wielton z SAF-HOLLAND w latach 2014-2015 wyniosła ok. 32,9 mln euro.
Zmiany w agencji IMAGINE – 4 pracowników obejmuje udziały i wchodzi w skład zarządu
Łódzka agencja IMAGINE zmienia osobowość prawną, przekształcając się w spółkę pod nazwą IMAGINE.AM Sp. z o.o. Równolegle w spółce dokonują się znaczące zmiany własnościowe – czterech wieloletnich pracowników agencji zostaje udziałowcami spółki, obejmując także członkostwo w zarządzie i nowe stanowiska, związane z przebudową struktur agencji.

– Nowa forma prawna po pierwsze gwarantuje większą stabilność funkcjonowania, po drugie otwiera agencji zupełnie nowe płaszczyzny współpracy z klientami korporacyjnymi – mówi Filip Iwański, Prezes Zarządu IMAGINE.AM.
IMAGINE przeniosła również swoją siedzibę, do biur w zrewitalizowanej właśnie fabryce przy ul. Pomorskiej 77 w Łodzi.
Dawna przędzalnia i szarpalnia wełny została wzniesiona w 1902 roku. Na początku ubiegłego wieku firma M. Tykociner i S-ka zatrudniała tu 50 pracowników. Obecny blask budynkowi przywrócił jego nowy właściciel, przekształcając ją w nowoczesne przestrzenie biurowe. Połączenie charakterystycznej dla Łodzi czerwonej cegły z nowoczesnym designem dało bardzo ciekawy efekt przestrzeni do pracy.
– Jesteśmy bardzo zadowoleni z nowego biura. Z jednej strony jest perspektywiczne pod kątem dalszego rozwoju firmy i zatrudniania nowych pracowników, a mamy ambitne plany na 2016 rok – mówi Filip Iwański, prezes IMAGINE.AM – Z drugiej strony ma typowo łódzki charakter i to właśnie chcieliśmy osiągnąć w nowym miejscu pracy. Zależy nam by było to taka nasza „kreatywna świątynia”.












