Dobre dane z Polski

Publikacja wskaźników produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej wypadły bardzo korzystnie dla Polski. W obydwóch przypadkach odczyty były lepsze od oczekiwań analityków. Bank Japonii rozszerzył już i tak duży program luzowania ilościowego.

Wczoraj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Polsce. Te dane uznawane są za bardzo ważne, gdyż tendencje pokazywane w nich często wyprzedzają zmiany w gospodarce. Produkcja przemysłowa rośnie obecnie o 7,8% w ujęciu rocznym. Jest to wyraźnie lepszy parametr niż 5,6%, którego oczekiwali analitycy. Sprzedaż detaliczna rośnie o 3,3%, aczkolwiek oczekiwania wynosiły zaledwie 2,1%. Czego można oczekiwać po takich danych? Najprawdopodobniej prognozy mówiące o przyspieszeniu w gospodarce polskiej mogą okazać się słuszne. Najlepszym dowodem na to, jest fakt, że ruch rozpoczęty tuż po publikacji tych danych umocnił złotego względem innych walut o około 2 grosze.

Indeks instytutu IFO pomimo tego, że to ważny wskaźnik, nie miał wpływu na rynki. Głównym powodem tego, jest fakt, że dane z Niemiec ostatnio trafiają bardzo blisko oczekiwań analityków, zatem ich wpływ na rynki jest niewielki lub żaden. O 10:30 poznaliśmy jeszcze dane z Wielkiej Brytanii. Sprzedaż detaliczna rośnie o 1,7% w skali roku. Nie jest to dużo, ale z drugiej strony poprzedni odczyt mówił o spadku o 0,5%, a oczekiwania analityków mówiły o 0,5% wzrostu. Dobry wynik zaskoczył rynki, co przełożyło się na umacnianie funta. Dane z USA ostudziły optymizm inwestorów. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych jest co prawda niższa niż oczekiwano, ale o zaledwie 1,5%. Inwestorzy wystraszyli się natomiast powiększającego się ujemnego salda na rachunku bieżącym oraz ujemnego odczytu indeksu FED z Filadelfii.

W nocy miała miejsce konferencja Banku Japonii. Kraj ten już wcześniej miał naprawdę duży program luzowania ilościowego. Na spotkaniu doszło jednakże do zwiększenia skali tego programu. Kwoty, które są pompowane w gospodarkę, budzą poważny niepokój co do efektów ubocznych. Decyzja o zmianach była tym bardziej zaskakująca, że w USA będącym ważnym partnerem handlowym, stopy procentowe już zaczynają rosnąć. Co ciekawe w efekcie tych danych jen umocnił się względem dolara.

Znowu podgrzewa się atmosfera na wschodniej granicy Ukrainy. Petro Poroszenko oskarżył Rosjan o zwiększanie zaangażowania wojskowego w okolicach Donbasu. Zapewnienie Rosjan o braku regularnych wojsk na terenie Ukrainy można odebrać czysto humorystycznie.

Dzisiaj w ramach danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na publikację indeksu PMI dla usług w USA o 15:45.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 18.09.2015 do 18.12.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 18.09.2015 do 18.12.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po ostatnich wydarzeniach nowe maksimum znajduje się na 4,3650. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,3650 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2800.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 18.09.2015 do 18.12.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 18.09.2015 do 18.12.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 4,0400 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 18.09.2015 do 18.12.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 18.09.2015 do 18.12.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem minima lokalne na 3,9400 od których kurs już dwukrotnie się odbijał.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 18.09.2015 do 18.12.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 18.09.2015 do 18.12.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0850. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Remanent na koniec roku 2015

Remanent, zwany także spisem z natury lub inwentaryzacją, to nieodłączny element zamknięcia roku podatkowego przez przedsiębiorców. Podatnicy prowadzący KPIR powinni przygotować go na koniec roku oraz na pierwszy dzień stycznia. Jednak dla wielu podatników jest to twardy orzech do zgryzienia, nie wiedzą bowiem które składniki powinni objąć spisem z natury oraz jak je wycenić. Odpowiedzi na te pytania udzielimy poniżej.

Elementy remanentu

Podstawową zasadą sporządzania remanentu jest rzetelność, zgodność ze stanem rzeczywistym oraz należyta staranność. W związku z tym powinien on posiadać odpowiedni arkusz. W spisie z natury powinny znaleźć się przede wszystkim takie pozycje jak:

  • imię i nazwisko właściciela zakładu (nazwę firmy),
  • datę sporządzenia spisu,
  • numer kolejny pozycji arkusza spisu z natury,
  • szczegółowe określenie towaru i innych składników podlegających inwentaryzacji,
  • jednostkę miary,
  • ilość stwierdzoną w czasie spisu,
  • cenę w złotych i groszach za jednostkę miary,
  • wartość wynikającą z przemnożenia ilości towaru przez jego cenę jednostkową,
  • łączną wartość spisu z natury,
  • w przypadku wyksięgowania kosztu z KPiR w związku z jego nieopłaceniem w ustawowo przewidzianym terminie – wartość pomniejszenia, ze wskazaniem pozycji spisu z natury i pozycji w księdze, z którymi związane jest pomniejszenie,
  • klauzulę „Spis zakończono na pozycji…”,
  • podpisy osób sporządzających spis oraz podpis właściciela zakładu lub wspólników.

Zakres remanentu

Zakres, w jakim powinien być przeprowadzany spis z natury, jest precyzyjnie wskazany w § 27 ust. 1 rozporządzenia w sprawie prowadzenia KPiR.

W remanencie należy ująć takie składniki jak:

  • towary handlowe,
  • materiały (surowce) podstawowe i pomocnicze,
  • półwyroby,
  • produkcję w toku,
  • wyroby gotowe,
  • braki i odpady.

Oprócz nich w spisie z natury powinny znaleźć się także te składniki majątku, które stanowią własność podatnika, ale fizycznie znajdują się poza przedsiębiorstwem. Przy dokonywaniu remanentu powinno się także ująć towary obce znajdujące się w tym dniu w przedsiębiorstwie, podając jedynie ich ilość i określając właściciela,  jednak bez dokonywania wyceny.

Remanent a wycena 

Wycenę remanentu sporządza się w celu wykazania go w księdze przychodów i rozchodów według stałych zasad:

  • materiały i towary handlowe wyceniane są według cen zakupu lub nabycia, zaś w wyjątkowych przypadkach (na przykład jeśli uległy uszkodzeniu) – według cen rynkowych z dnia sporządzenia spisu, jeżeli są one niższe niż ceny zakupu lub nabycia,
  • półwyroby, wyroby gotowe i braki własnej produkcji wyceniane są według kosztów ich wytworzenia,
  • odpady użytkowe, jeżeli utraciły swoją pierwotną wartość w toku produkcji, wyceniane są według wartości oszacowanej; bierze się także pod uwagę ich przydatność do dalszego użytkowania.

W kontekście wyceny remanentu niezwykle istotne jest pojęcie ceny zakupu. To suma, którą nabywca płaci za zakupione składniki majątku, pomniejszona o podatek od towarów i usług, podlegający odliczeniu zgodnie z odrębnymi przepisami, a przy imporcie powiększona o należne cło, podatek akcyzowy oraz opłaty celne dodatkowe, pomniejszona o rabaty, opusty, inne podobne obniżenia, w przypadku zaś otrzymania składnika majątku w drodze darowizny lub spadku – wartość odpowiadająca cenie zakupu takiego samego lub podobnego składnika. Równie ważna jest definicja kosztu wytworzenia – to wszystkie koszty związane bezpośrednio i pośrednio z przerobem materiałów, z wyłączeniem kosztów sprzedaży wyrobów gotowych i usług.

Po dokonaniu wyceny i obliczeniu wartości końcowego spisu z natury należy ująć go w księdze przychodów i rozchodów pod datą 31 grudnia. Mimo to stanowi on także remanent początkowy i jest pierwszym wpisem do KPiR w nowym roku, pod datą 1 stycznia.

Remanent zerowy 

Jak wskazują przepisy o podatku dochodowym od osób fizycznych, inwentaryzacja jest niezbędna do prawidłowego obliczenia wartości dochodu. Nawet jeśli w posiadaniu podatnika nie znajdują się żadne towary handlowe, materiały lub inne przedmioty, które powinny znaleźć się w spisie, ma on obowiązek sporządzić remanent zerowy. Jest on swoistym oświadczeniem przedsiębiorcy, bowiem przez sporządzenie remanentu zerowego podatnik wskazuje, że 31 grudnia firma nie posiada żadnych artykułów, które są objęte obowiązkiem inwentaryzacji, a co za tym idzie, wpis do KPiR będzie miał wartość zerową.

Andrzej Lazarowicz, specjalista ds. prawa gospodarczego   wfirma.pl

Technologia zwiększa konkurencyjność MŚP

Technologia informatyczna podnosi jakość obsługi klientów oraz poprawia komunikację i produktywność pracowników w firmach z sektora małych i średnich organizacji – to główny wniosek płynący z badań „Nowoczesne IT w MŚP” realizowanych przez Ipsos MORI dla Microsoft w 2015 roku. 37 proc. respondentów podkreśla szczególny wpływ technologii na komunikację wewnętrzną, współpracę i wymianę wiedzy między pracownikami. Jeszcze wyższy odsetek respondentów z polskich firm (38 proc.) podkreśla rolę IT dla obsługi klientów. Z kolei 40 proc. pracowników MŚP deklaruje, że technologia ma krytyczne znaczenie dla zapewnienia lepszego kontaktu z klientem.

Główne wnioski z badania:

  • Technologia łączy z klientami: Czterech na dziesięciu respondentów wskazuje, że technologia informatyczna ma krytyczne znaczenie przede wszystkim w obszarze kontaktu z klientem.
  • Mikrofirmy służą klientom: Wyraźna koncentracja na potrzebach klienta jest dostrzegalna zwłaszcza w mikro firmach (do 9 pracowników), dla których inwestycje w IT przyczyniają się głównie do poprawy obsługi klientów (41 proc.) i zwiększania ich satysfakcji (34 proc.).
  • Wyższa produktywność poza biurem: ponad połowa ankietowanych (51 proc.) podkreśla, że technologie podnoszą produktywność pracy poza tradycyjnym miejscem wykonywania obowiązków.

Technologia przyspiesza decyzje

37 proc. przedstawicieli MŚP przyznało, że obecne rozwiązania informatyczne wspierają w szczególności obszar komunikacji wewnętrznej, współpracy i wymiany wiedzy między pracownikami. Prawie co trzeci respondent wskazuje na poprawę produktywności zespołu a 27 proc. podkreśla wyższą satysfakcję z pracy.

„Technologia uwalnia nowe możliwości pracowników. Nie tylko sprawia, że są bardziej skuteczni w wykonywaniu swoich rozmaitych zadań, ale również zwiększa ich zaangażowanie. Dzięki zastosowaniu rozwiązań, które pozwalają sprawnie realizować zadania, te służbowe, ale również te prywatne zyskują większą elastyczność, co pozwala im częściej pracować bezpośrednio u klienta. To uwolnienie pracownika od biurka we własnej firmie i umożliwienie mu w pełni wydajnej pracy zdalnej to paradoksalnie sposób na zwiększenie jego satysfakcji i zaangażowania, a nie utrata kontroli, jak widzą to nadal niektórzy menedżerowie. Szybka telekonferencja na Skype, wymiana opinii na komunikatorze, wspólna praca nad pilną ofertą czy raportem dla klienta niezależnie od pory dnia i miejsca przebywania, czy synchronizacja kalendarzy i zadań to może być biznesowa codzienność. Wiele firm MŚP już się przekonało, że warto zrobić krok w stronę najnowszych technologii chmurowych dla swojego biznesu” – podkreśla Tomasz Dorf, Dyrektor działu MŚP w polskim oddziale Microsoft.

Co ciekawe, pozytywny wpływ technologii na pracę zespołu w większym stopniu podkreślają małe przedsiębiorstwa zatrudniające do 50 osób. Na lepszą komunikację, współpracę i wymianę wiedzy dzięki technologiom wskazuje 42 proc. małych firm oraz 41 proc. średnich organizacji, których zespoły liczą od 51 do 250 osób. Przedstawiciele małych przedsiębiorstw zwracają również uwagę na poprawę produktywności (37 proc.) oraz satysfakcji (36 proc.) pracowników dzięki wykorzystaniu nowoczesnych rozwiązań IT.

Jedną z firm MŚP, która zdecydowała się wdrożyć usługę z chmury – Office 365 i wyposażyć pracowników w urządzenia mobilne, które pozwolą w pełni wykorzystać jej potencjał jest Neckermann. Teraz pracownicy wizytujący biura agencyjne, na bieżąco wpisują wnioski do aplikacji, a te w efekcie są automatycznie przesyłane do konsultacji dyrekcji.

„Podczas jednej z podróży do niemieckiej siedziby naszej firmy zostawiłem komputer w sali konferencyjnej. Okazało się, że nie jest to żaden problem, ponieważ miałem bezpośredni dostęp do firmowych plików z innych urządzeń, dzięki SharePoint w chmurze” – opowiada Marek Surowiec, Destination Manager.

Skoncentrowani na klientach

38 proc. przedstawicieli MŚP twierdzi, że nowe technologie umożliwiają lepszą obsługę klienta, a 28 proc. dostrzega wynikający z tego wzrost ich satysfakcji. Ponad 1/4 respondentów wskazuje również na lepszy dostęp do firmowych danych.

„Praktyka pokazuje, że technologia zapewnia wyjątkową wartość w kontakcie z klientami dając przewagę nad konkurencją. Błyskawiczny i bezpieczny dostęp do aktualnego katalogu czy cennika podczas wizyty u kontrahenta, możliwość sprawdzenia faktycznych stanów magazynowych z poziomu tabletu czy nawet smartfona, dostęp do listy weekendowych zamówień przed rozpoczęciem dnia roboczego to konkretne sytuacje, które pokazują jak szybko, rzetelnie i aktywnie możemy spełniać najbardziej wyrafinowane potrzeby klientów w tej unikalnej chwili, kiedy z klientem rozmawiamy. Oznacza to, że możemy osiągnąć wspólny cel z klientem na jednym spotkaniu zamiast wielu, które są konieczne w przypadku braku danych” – przekonuje Tomasz Dorf.

Pytani o obszary firmy, w których technologia ma krytyczne znaczenie dla sukcesu firmy, respondenci wskazali przede wszystkim lepszy kontakt z klientem. Taką deklarację podało 40 proc. ankietowanych. Co trzeci uczestnik badania podkreślił znaczenie technologii w redukcji kosztów, a 28 proc. przyznała, że pomaga ona we wzroście ich biznesu. 1/5 respondentów jako najważniejszą cechę technologii prowadzącą do sukcesu firmy wskazuje zapewnienie pracownikom pracy zdalnej.

Przykładem firmy, która obserwuje wymierne korzyści płynące z wdrożenia rozwiązań chmurowych jest agencja PR i Event Management – Multi Communications. W rezultacie wdrożenia Microsoft Azure i Office 365 usprawnili komunikację wewnętrzną i kontakty z klientem. Dzisiaj korzystają ze współdzielonych kalendarzy, zespołowego redagowania dokumentów oraz pracy mobilnej. W efekcie firma szybciej reaguje na potrzeby klientów, oferuje dotychczasowe usługi w nowym kształcie i realizuje większą liczbę projektów w krótszym czasie. Czas obsługi informatycznej zmniejszył się o 60%, a koszty licencji o 20%.

Wybrane statystyki:

  1. Jakie korzyści zapewnia technologia informatyczna w Twojej firmie?
1. Lepsza obsługa klienta 38 proc.
2. Lepsza komunikacja wewnętrzna, współpraca i wymiana wiedzy 37 proc.
3. Poprawa produktywności pracowników 31 proc.
4. Większa satysfakcja klientów 28 proc.
5. Poprawa satysfakcji pracowników 27 proc.
6. Lepszy dostęp do właściwych danych 27 proc.

 

  1. W jaki sposób technologia pomaga w podniesieniu skuteczności biznesu?
1. Lepiej łączy z klientami 40 proc.
2. Wykorzystanie technologii do redukcji kosztów 34 proc.
3. Wykorzystanie technologii do zapewnienia wzrostu firmy 28 proc.
4. Umożliwienie pracownikom elastycznej pracy z dowolnego miejsca 20 proc.

 

***

964 miliony z gwarancją UE dla polskich mikro, małych i średnich

Polscy przedsiębiorcy oczekują łatwiejszego dostępu do finansowania, najchętniej na preferencyjnych warunkach. Dotyczy to w szczególności tych, którym najtrudniej o komercyjne finansowanie, tj.: mikro i małych, nowopowstających, innowacyjnych oraz prospołecznych. To przede wszystkim do nich właśnie adresowane jest wsparcie najnowszych polskich pośredników finansowych UE. Pierwsze instrumenty ruszą już na gwiazdkę. Będą to pierwsze w Polsce, wdrożone rynkowo, instrumenty finansowe nowej perspektywy UE, w tym także w ramach tzw. Planu Junckera!

W czterech programach ramowych UE na lata 2014-2020 przeznaczono ponad 4,5 mld euro na instrumenty finansowe, zwiększające dostęp do finansowania. Środki te powinny zlewarować w Europie ponad 50 miliardów euro preferencyjnego finansowania. Instrumenty te zostały objęte także wsparciem „Planu inwestycyjnego dla Europy” (tzw. Planu Junckera).

Dzięki skutecznej aplikacji polskich instytucji finansowych w programach ramowych UE, oferta finansowania zwrotnego w Polsce zostanie rozszerzona. Będzie to możliwe dzięki zastosowaniu modelu rewolwingowego, a konkretnie tzw. gwarancji portfelowych, udzielanych przez Europejski Fundusz Inwestycyjny – instytucję UE ds. wsparcia europejskiego rynku MŚP, wiodącego gracza na europejskich rynku inwestycyjnym i poręczeniowym.

– Rozwój instrumentów zwrotnych w polityce rozwoju kraju będzie priorytetem rządu w najbliższych latach. To pozwoli na budowanie potencjału instytucji finansowych w Polsce.  Nowe instrumenty finansowe UE uzupełnią krajowe narzędzia wsparcia rozwoju przedsiębiorczości i innowacyjności. Wykorzystanie finansowania zwrotnego zapewni zwiększenie efektywności inwestycji. Omawiane dzisiaj gwarancje dla przedsiębiorców wpisują się także w plan budowy kompleksowego systemu gwarancyjnego dla gospodarki. Polski rząd uruchomił w tym celu także dwa eksperckie wehikuły wsparcia: ośrodki Europejskiej Sieci Przedsiębiorczości (EEN) oraz specjalny krajowy punkt kontaktowy ds. instrumentów finansowych, który ma za zadanie wspierać polskich kandydatów w europejskich szrankach – powiedział dr Jerzy Kwieciński, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Pośrednicy finansowi zapowiadają szeroką tematycznie ofertę nowego finansowania dla przedsiębiorców, adekwatnie do programów. Raiffeisen-Leasing Polska przystąpił do Programu na rzecz konkurencyjności przedsiębiorców i MSP – COSME, dzięki czemu uruchomi atrakcyjne finansowanie leasingowe. Idea Bank w ramach tego samego programu zaoferuje preferencyjne kredyty dla start up, ale łącznie z nimi uruchomi także, wcześniej już zapowiadane, finansowanie kredytowe pod egidą Programu Horyzont 2020. Z kolei TISE SA zapowiada finansowanie dla przedsiębiorstw społecznych w ramach „EaSI” – Programu na rzecz zatrudnienia i innowacji społecznych.

I tak po kolei wg daty zawarcia umów i planów rynkowego wdrożenia instrumentów:

  1. Polskim pośrednikiem, który uruchomi rynkowo, jako historycznie pierwszy, nową ofertę instrumentów finansowych UE będzie Idea Bank SA. Bank już 21 grudnia uruchomi dwa europejskie produkty finansowe. Dzięki gwarancji w ramach programu COSME, bank udostępni 350 mln zł preferencyjnego kredytu dla MŚP. Finansowanie do wysokości 600 tys. zł będzie przyznawane na cele inwestycyjne. Produkt będzie przeznaczony dla nowopowstałych firm (tzn. działających nie dłużej niż 18 miesięcy), które nie są w stanie przedstawić pozytywnej historii kredytowej. Oprócz tego bank udostępni także 80 mln złotych dla proinnowacyjnych przedsiębiorców w ramach programu Horyzont 2020. Idea Bank, we współpracy z EFI, poprawi dostęp do finansowania dla najbardziej ryzykownych klientów, którzy nie mają szans na otrzymanie kredytu na warunkach rynkowych.

  Kredyty z gwarancjami COSME i Horyzont 2020 uzupełniają przyjazną dla przedsiębiorców ofertę produktów Idea Bank. Naszym celem jest udostępnienie elastycznej i atrakcyjnej cenowo oferty finansowania dla właścicieli mikro i małych firm. Sięgamy w tym celu do wszelkich dostępnych rozwiązań, w tym do gwarancji EFI oferowanych w ramach programów unijnych – powiedział Jarosław Augustyniak, Prezes Idea Bank S.A.

  1. Pierwszym polskim pośrednikiem leasingowym w nowych programach UE będzie Raiffeisen Leasing Polska SA. Uruchomi on preferencyjne finansowanie dla sektora MŚP, w euro lub złotówkach, w zakresie 25-150 tys. euro. Wdrożenie rynkowe programu nastąpi za kilka miesięcy, w maju 2016 r., a preferencyjne finansowanie będzie oferowane przez dwa lata. Całkowita wartość portfela Raiffeisen-Leasing pokrytego gwarancją EFI w ramach programu COSME wynosi 520 mln zł.

  Raiffeisen-Leasing Polska podpisał umowę z EFI kilkanaście dni temu. Dzięki gwarancji Programu COSME, będziemy finansować inwestycje przedsiębiorstw na atrakcyjniejszych warunkach. Przedsiębiorca będzie mógł sfinansować m.in. zakup pojazdu dostawczego, sprzętu IT, linii produkcyjnej lub maszyn niezbędnych do rozwoju firmy – mówi Andrzej Krzemiński, Prezes Zarządu Raiffeisen-Leasing Polska. Dzięki wsparciu UE możemy zaoferować np. wydłużony okres spłaty czy obniżyć wymagania dotyczące zabezpieczenia i wkładu własnego, co często decyduje o możliwości objęcia finansowaniem danego przedsiębiorcy ze świetnym pomysłem biznesowym.

  1. Pierwszym polskim pośrednikiem finansowym programu EaSI, w zakresie wsparcia ekonomii społecznej, zostanie Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych TISE S.A. Dzięki gwarancji EFI, TISE planuje uruchomienie preferencyjnej oferty pożyczek, o łącznej wartości 34 milionów złotych, służących tworzeniu oraz finansowaniu rozwoju przedsiębiorstw społecznych.

  Najprzyjemniejszym aspektem naszej pracy jest obserwowanie sukcesów naszych klientów mikro i małych firm oraz przedsiębiorstw społecznych, które dzięki preferencyjnym pożyczkom stają się bardziej innowacyjne i konkurencyjne i tworzą nowe i trwałe miejsca pracy. Bez preferencyjnych środków z UE rozwój ten nie byłby możliwy lub tak szybki. Będziemy więc kontynuować starania o nowe, preferencyjne linie pożyczkowe, bo wiemy, że potrzeby są ogromne – powiedział Michał Radziwiłł, Prezes Zarządu TISE S.A.

Więcej informacji o uruchamianych instrumentach na: www.InstrumentyFinansoweUE.gov.pl

***

Polska tym samym dołącza do państw, które uruchomiły rynkowo ofertę nowych instrumentów finansowych UE. Dotychczas z łącznie 41 pośredników finansowych z 17 państw UE, ofertę wdrożyła blisko połowa. Większość zamierza uczynić to jednak dopiero od 2016 r. Przypomnijmy, że w Polsce, w ramach tworzonej właśnie platformy finansowej UE 2014-2020, na koniec 2015 r., będzie funkcjonować 15 podmiotów: 4 pośredników finansowych i 11 sub-pośredników finansowych. Większość z nich rozpocznie akcję finansową w 2016 r. Poza tym o status polskich pośredników ubiegają się już kolejne instytucje finansowe.

KPK ds. Instrumentów Finansowych inicjuje i wspiera rynek w tym procesie.

– Wszystkim polskim pośrednikom programów UE należy pogratulować europejskiego sukcesu. Udowodnili, że są w stanie w starciu z konkurencją z bardziej doświadczonych państw UE wygrywać, w tym zaoferować atrakcyjne produkty i z powodzeniem przejść wymagające procedury. Cieszę się, że sukces ten współbudował także nasz KPK. Oferta nowego preferencyjnego finansowania UE dla polskich przedsiębiorców wynosi już blisko dwa miliardy złotych, a mamy apetyt na więcej. Teraz czas na jak najszybsze poinformowanie beneficjentów i udostępnienie pozyskanych już środków. Jako krajowy punkt kontaktowy będziemy oczywiście i tu wspierać rynek – powiedział Arkadiusz Lewicki, Dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Panorama sektora detalicznego w Polsce

Sektor detaliczny w Polsce korzysta na wyższych wydatkach gospodarstw domowych i rosnącym optymizmie konsumentów. W rezultacie detaliści wygenerowali wyższe obroty handlowe, ale duża konkurencja i okres deflacji cen przyczyniły się do spadku marż i niskich zysków. Firmy nadal będą korzystać na dobrych perspektywach dynamiki popytu, ale trudności wciąż będą odczuwalne. Głównymi wyzwaniami dla branży będzie utrzymująca się duża konkurencja, która poskutkuje dalszymi przejęciami w sektorze, elastyczne dostosowywanie się do zmieniających się preferencji zakupowych klientów, jak również planowane wprowadzenie nowego obciążenia podatkowego.

Prognozy zakładają, że polska gospodarka zanotuje solidne poziomy wzrostu gospodarczego, tj. 3,5 proc. w tym roku i 3,4 proc. w 2016 r. Gospodarka korzysta na dobrej sytuacji na rynku pracy potwierdzonej przez stopę bezrobocia najniższą od 7 lat oraz przyzwoitą dynamikę wzrostu wynagrodzeń. Ten ostatni czynnik jest dodatkowo wspierany w ujęciu realnym przez deflację, która jest obecna w polskiej gospodarce od połowy 2014 roku. W obliczu sprzyjającego otoczenia makroekonomicznego i wskaźników optymizmu konsumentów na poziomie najwyższym od 2008 roku rosną wydatki gospodarstw domowych. Przedsiębiorstwa odnotowują wyższy popyt potwierdzony przez dodatnią dynamikę sprzedaży detalicznej, zarówno w przypadku produktów codziennej potrzeby, jak i dóbr trwałego użytku.

Podczas gdy deflacja cen sprzyja sile nabywczej konsumentów, to dla firm sektora detalicznego przedłużający się okres spadku cen jest czynnikiem negatywnym. Odpowiednio wcześniejsze uzupełnianie stanów magazynowych nie pozwalało polskim detalistom – w większości sklepom spożywczym – na bieżące korzystanie ze spadku cen. Pomimo, że wyższe wydatki konsumentów wspierają handel detaliczny, to jednak gospodarstwa domowe część swojego dochodu przeznaczają na odbudowywanie oszczędności, a nie wyłącznie na konsumpcję. W obliczu wyższego popytu, ale także dużej konkurencji i niskich marż, detaliści byli w stanie wygenerować wyższe obroty handlowe, ale w wielu przypadkach osiągnięte zyski były niższe niż przyjęte założenia i cele. Aby pozostać rentownymi firmy poszukiwały możliwości zwiększenia zysków poprzez redukcję kosztów, wzrost udziału sprzedaży produktów premium, generujących zazwyczaj wyższe marże, jak również wprowadzanie dodatkowych kampanii marketingowych. Detaliści doświadczyli także zmieniających się preferencji zakupowych polskich klientów, dla których nadal ważnym kryterium wyboru jest cena, ale także oferta produktów czy bliskość sklepu. Połączenie takich korzyści jak atrakcyjne ceny, niedaleka lokalizacja sklepu czy dostosowywanie się do preferencji konsumentów przyczyniło się do rosnącej liczby sklepów dyskontowych w Polsce w ostatnich latach.

– Sektor handlu detalicznego korzysta na dobrych perspektywach popytu, które jednak nie wyeliminują trudności jakie będzie odczuwać branża, w tym dużej konkurencji i planowanego wprowadzenia nowego podatku dla detalistów. Zagraniczne sieci handlowe nadal będą dominować korzystając ze swojej pozycji negocjacyjnej i możliwości zaoferowania najbardziej atrakcyjnych cen dla klientów nawet pomimo obciążenia ich nową daniną – wyjaśnia Grzegorz Sielewicz, ekonomista Coface w Polsce.

Coface przewiduje, że otoczenie makroekonomiczne pozostanie sprzyjające dla sektora detalicznego wraz z dalszą poprawą na rynku pracy skutkującą w utrzymaniu wysokiej skłonności zakupowej gospodarstw domowych. Co pozytywne dla branży detalicznej, okres deflacji w polskiej gospodarce dobiega końca. Inflacja powróci do dodatniej dynamiki pod koniec tego roku i będzie stopniowo rosła na przestrzeni 2016 roku. W sektorze detalicznym będą zauważalne następujące trendy:

  • Walka o wyższy udział w rynku w obliczu dużej konkurencji będzie negatywnie wpływał na marże detalistów.
  • Niektóre podmioty, zwłaszcza te mniejszej wielkości i mniej rentowne będą podlegały procesom przejęć i akwizycji.
  • Zagraniczne sieci handlowe planujące zwiększenie udziału rynkowego będą rozwijać się w mniejszych formatach branży detalicznej, jak chociażby sklepy „convenience”. Ten format będzie nawet bardziej atrakcyjną formą biznesową, ponieważ nie będzie objęty nowym obciążeniem podatkowym nakładanym na sklepy wielkopowierzchniowe, które planuje wprowadzić polski rząd.
  • Ciężar nowego podatku, który obejmie dużych detalistów zagranicznych i krajowych, zostanie prawdopodobnie przerzucony na finalnych klientów obniżając ich siłę nabywczą. Pomimo zawirowań na polskim rynku detalicznym, największe sieci handlowe będą jednak nadal przyciągać klientów dzięki możliwości zaoferowania najbardziej atrakcyjnych cen.
  • Branża detaliczna, w tym sklepy spożywcze, wzmocnią rozwój części handlu internetowego swojej działalności, która to nie będzie objęta nowym podatkiem i wpasowuje się w rosnącą skłonność konsumentów do dokonywania zakupów online.

Columbus Energy S.A. – komentarz do zmian czasowych w nowej Ustawie o OZE

Do Sejmu trafił właśnie poselski projekt nowelizacji Ustawy o OZE, która zakłada odroczenie o 6 miesięcy wejścia w życie czwartego rozdziału Ustawy. Oznacza to, że zarówno aukcje dla większych instalacji oraz taryfy gwarantowane dla tych najmniejszych, wejdą w życie dopiero od 1 lipca 2016 roku.

„Jak cała branża OZE jesteśmy mocno rozczarowani. Przede wszystkim ze względu na naszych klientów, którzy nastawili się na wejście taryf gwarantowanych już w styczniu. Na szczęście założenia są takie, aby tylko przesunąć w czasie wejście w życie ustawy, a w międzyczasie uregulować kwestie wiatru i biogazu. Szczyt klimatyczny to historyczne porozumienie z Paryża, które jasno wskazuje drogę nie tylko Polsce, ale i całemu światu. Fotowoltaika będzie wspierana i najwięksi nawet sceptycy muszą się z tym pogodzić. W Columbus Energy zakładaliśmy taki scenariusz, że po wyborach może się coś zmienić, dlatego u większości naszych klientów montujemy urządzenia antypompujące. Ta najnowsza technologia powoduje, że mogą korzystać z energii na własne potrzeby i spokojnie poczekać na wejście taryf gwarantowanych.” – mówi Dawid Zieliński z Columbus Energy.

Jak będzie wyglądał rynek fotowoltaiki w Polsce w najbliższych latach? Uruchomiony jest Program PROSUMENT, gdzie Bank Ochrony Środowiska ogłosił, że już niebawem otworzy ponowny nabór wniosków, jest ogromna ilość przetargów publicznych na mikroinstalacje, a coraz więcej przedsiębiorców decyduje się montować instalacje tylko na potrzeby własnych budynków. Zmiany legislacyjne nie zatrzymują więc rewolucji fotowoltaicznej w Polsce.

„Naszym celem jest montaż min. 4.000 mikroinstalacji w 2016 roku. Czy będzie to instalacja wspierana dotacją z programu PROSUMENT, czy wsparciem w postaci taryf gwarantowanych, nie ma to znaczenia. W obu przypadkach, patrząc długofalowo, oszczędności są na podobnym poziomie. Nam zależy na dobraniu odpowiedniego rozwiązania dla danego klienta, pod jego potrzeby, pod jego współczynnik konsumpcji własnej. Dodatkowo mamy dziesiątki klientów z sektora publicznego i biznesu. Opóźnienie wejścia ustawy w życie ustawy rzeczywiście może pokrzyżować plany wielu firmom, które skupiły się tylko na jednym rodzaju klientów. Columbus Energy dalej będzie rozwijać się w takim tempie jak dotychczas, ponieważ mamy dobrze przygotowaną strategię.” – dodaje Dawid Zieliński.

Czas pokaże, czy rzeczywiście czwarty rozdział ustawy o OZE przesunie się w czasie o 6 miesięcy, jednak rzeczywistość test taka, że na dachach w polskich domach pojawia się coraz więcej instalacji fotowoltaicznych.

Więcej informacji o Columbus Energy S.A. – http://www.columbusenergy.pl

Krakowskie StartUpy zaskakują pomysłami

StartUp Ness ratujący świat przez innowacje; portal społecznościowy doitbetter.pl umożliwiający rywalizację użytkowników poprzez rzucanie wyzwań; aplikacja Justin-Twist umożliwiająca uczenie się i zapamiętywanie długich spisów faktów w kilka minut, np. tysięcy zdarzeń historycznych; ChemicAl World zmieniający dzieci w młodych naukowców – oto wygrani II edycji konkursu Kraków Business Starter (KBS), która odbyła się 17 grudnia 2015 roku.

 Podczas finałowej gali KBS, która miała miejsce w ramach XXIV StartUp Mixera wystąpiło 9 lauretów wyłonionych z aż 109 zgłoszeń. Finaliści przez ostatnie 6 miesięcy rozwijali swoje projekty pod skrzydłami Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości w Krakowie. W konkursie do wygrania były 3 nagrody w wysokości 10 000 zł.

 – To już II edycja konkursu KBS. W tym roku poziom uczestników był bardzo wysoki, co spowodowało, że komisja miała bardzo trudne zadanie związane z wyłonieniem zwycięzców. W związku z tym postanowiliśmy podzielić jedną z nagród na 2 startupy – mówi Sebastian Kolisz, Partner Zarządzający AIP.

Zwycięzcami zostały ex aequo StartUpy Ness oraz doitbetter.pl, zdobywając po 10 000 zł. Ness stosuje innowacyjną metodę mycia samochodów, polegającą na zamianie cząsteczek brudu w tzw. nanopowłoki, co pozwala zebrać brud za pomocą szmatki z mikrofibry, przy wykorzystaniu jedynie 0,5 l. wody. Doitbetter.pl jest portalem społecznościowym, który skupia wszystkie konkursy i wydarzenia związane z rywalizacją w jednym miejscu. Po zalogowaniu użytkownicy rywalizują miedzy sobą poprzez rzucanie sobie wyzwań w wielu kategoriach i dodatkowo wygrywając nagrody.

Drugie miejsce, również ex aequo zdobyły StartUpy Justin-Twist oraz ChemicAl World, wygrywając po 5 00 zł. Pierwszy z nich wdrożył niedostępną nigdzie indziej, innowacyjną, dynamiczną technikę audiowizualną do nauki i zapamiętywania długich spisów faktów, dosłownie w kilka minut, np. tysięcy faktów historycznych, geograficznych, chemicznych, politycznych czy też z literatury. ChemicAl World to młode dziewczyny z pasją, które poprzez swój projekt postawiły sobie za cel edukować dzieciaki w zakresie nauk chemicznych. Zamieniają je w młodych naukowców i poprzez doświadczenia wprowadzają w podstawowe pojęcia chemiczne, takie jak atom czy reakcja.

Komisja konkursowa składała się z przedstawicieli AIP Kraków w osobach: Sebastian Kolisz – Partner Zarządzający AIP, Aneta Milczarek – Manager AIP oraz Mecenasa działań AIP Kraków w składzie: Jakub Dymek – Specjalista ds. społecznej odpowiedzialności biznesu, Kamil Łazarczyk – Project Manager Krakow Business Starter, Małgorzata Szoka – Kierownik ds. Komunikacji. Głos decydujący w wyborze zwycięzców miał UBS.

UBS jest instytucją finansową, która m.in. świadczy usługi przedsiębiorstwom odnoszącym znaczące sukcesy na całym świecie. Mamy nadzieję, że dzięki Krakow Business Starter  powstaną w Krakowie firmy, które odniosą podobny sukces, jak nasi klienci. Ten program powstał w ramach naszej strategii odpowiedzialności społecznej biznesu, której jednym z głównych założeń jest działanie na rzecz społeczności lokalnej. W dwóch edycjach Krakow Business Starter przyciągnął ok 200 utalentowanych studentów i absolwentów, którzy dzięki naszej wspólnej pomocy tworzą miejsca pracy w Krakowie i być może przyczynią się do prężnego rozwoju miasta – podsumowuje Michał Stępień, General Manager UBS w Krakowie UBS

Projekt realizowany jest przez Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości w Krakowie, Urząd Miasta Krakowa i Mecenasa działań AIP Kraków firmę UBS. Więcej informacji o konkursie możemy uzyskać na stronie projektu www.krakowbusinessstarter.pl

W Inkubatorze AIP w Krakowie tylko w tym roku zostało otwartych ponad 250 firm. Swoją przygodę z biznesem w krakowskim AIP zaczynała m.in. światowej sławy marka odzieżowa, MISBHV.

K. Stolarski (Haitong Bank): Słabe perspektywy dla polskiego sektora finansowego. Nie ma co liczyć na ratunek inwestorów zagranicznych

0

CEO Magazyn Polska

To nie jest dobry czas dla polskiego sektora finansowego  ocenia Kamil Stolarski z Haitong Banku. Ryzyko polityczne, projekt ustawy o podatku bankowym i wymiana kluczowych menadżerów nie służą ich dobrej wycenie na giełdzie. Pomóc mogliby zagraniczni inwestorzy, ale ci raczej na polską giełdę szybko nie wrócą.

Mijający rok nie był dobry dla polskich akcji, a indeks WIG20 stracił w tym czasie 20,5 proc. Jednak nawet na tym tle notowania banków wyglądają słabo. Ich giełdowy indeks spadł od początku roku o 23,5 proc. Można oczekiwać, że IV kwartał będzie dla nich najsłabszy od 2008 roku.

 Ten kwartał jest słaby ze względu na to, że materializuje się ryzyko prawno-polityczne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Kamil Stolarski, analityk Haitong Banku.  Mam na myśli bankructwo SK Banku, utworzenie Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Kursy polskich banków spadają o 30, a w niektórych przypadkach nawet ponad 70 proc. Odkąd zajmuję się bankami, nie pamiętam tak kiepskiego roku w tym sektorze.

Kamil Stolarski ocenia, że perspektywy dla sektora bankowego i ubezpieczeniowego są nieciekawe, a głównym powodem jest tło polityczne.

– Problemem jest podatek od banków, potencjalna ustawa dotycząca kredytów walutowych i potencjalna zmiana w ogóle w infrastrukturze rynku. Mam tutaj na myśli zmiany, które czekają nas w zarządzie NBP i KNF. Z perspektywy inwestorów giełdowych bardzo istotne jest również to, co może się stać z systemem emerytalnym. Przypominam, że przegląd jest planowany na II połowę 2016 roku.

Ekspert zaznacza, że w tej sytuacji można się obawiać, że cały sektor finansowy będzie wciąż słabszy niż polski szeroki indeks (WIG od początku roku spadł „tylko” o 11,15 proc.) i porównywalne sektory z zagranicy.

 Głównym czynnikiem, który będzie trzymał jednak kursy akcji polskich banków bardzo nisko, jest to ryzyko  mówi analityk Haitong Banku. – Kluczowe z mojego punktu widzenia jest to, kiedy polską giełdą zainteresują się inwestorzy zagraniczni. Uważam, że dopóki nie zmniejszy się ryzyko związane z funduszami emerytalnymi, to raczej inwestorzy zagraniczni nie wrócą do polskich spółek.

Zdaniem Stolarskiego jednak nawet w tak trudnym czasie znajdą się spółki finansowe, które powinny dać zarobić inwestorom w 2016 r. Będzie można do nich zaliczyć choćby Bank Handlowy, który nie ma kredytów we frankach i deklaruje wysoki poziom wypłaty dywidendy, ponadto Alior Bank, który prawdopodobnie będzie brał czynny udział w konsolidacji sektora bankowego. W przypadku Aliora Kamil Stolarski widzi nawet potencjał dwucyfrowego wzrostu, jednak pod pewnymi warunkami, których spełnienie się jest dość prawdopodobne.

 Alior Bank musi być tym wehikułem, który zostanie użyty do konsolidacji. Ponadto parytet, który będzie prawdopodobnie w ramach tych transakcji wyznaczany pomiędzy kursem Alior Banku a kursem jakiegoś innego banku, musi być przyjazny dla inwestorów mniejszościowych. Uważam jednak, że zwłaszcza pod przewodnictwem nowego rządu plan repolonizacji polskich banków cały czas będzie głównym planem.

Stolarski pytany z kolei o PZU podkreśla dużą niepewność, zwłaszcza w kontekście zmiany na stanowisku prezesa.

– Zawsze kiedy jest zmiana, to jest duża niepewność. Z moich rozmów z inwestorami wynika, że były prezes Andrzej Klesyk był bardzo dobrze odbierany przez inwestorów i był pewnego rodzaju gwarancją, że oczekiwania, które mieli inwestorzy, się zrealizują. Mam na myśli chociażby dystrybucję nadwyżkowego kapitału, wypłatę nadwyżkowej dywidendy, emisje długu podporządkowanego, dalszego przejmowania polskich banków, rozwoju w sektorze medycznym czy kontynuacji rozwoju za granicą. Teraz pojawił się duży znak zapytania, czy nowy prezes podtrzyma te zobowiązania.

Izba Drogownictwa: Specustawy to nie najlepszy sposób na wspieranie inwestycji drogowych. Wykonawcy wolą stabilniejsze i lepiej przemyślane przepisy

0

CEO Magazyn Polska

Specustawy zazwyczaj pomagają gasić pożary, a nie rozwiązywać problemy, które je wywołały – oceniają drogowcy. W ocenie Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa inwestycje potrzebują dobrych, stabilnych przepisów, a nie doraźnie tworzonego prawa, którym politycy reagują na sytuacje kryzysowe. Tym bardziej że Polskę czekają w najbliższych latach inwestycje drogowe warte 93 mld zł.

– Specustawa, na podstawie której są realizowane inwestycje drogowe, zdecydowanie przyspieszyła całą część związaną z procedurami administracyjnymi i na pewno jest korzystna  przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Barbara Dzieciuchowicz, prezes zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. – Natomiast myśląc o innych specustawach, które pojawiały się w pierwszej perspektywie, to uważamy, że chociażby słynna specustawa dotycząca płatności dla podwykonawców to było gaszenie pożaru, a nie rozwiązywanie problemów.

Ogólnie Barbara Dzieciuchowicz ocenia, że specprzepisy ułatwiły i przyspieszyły budowę dróg w Polsce. Jednak na dłuższą metę tworzenie naprędce prawa jest ryzykowne.

 Perspektywicznie patrząc, należałoby takie akty prawne opracowywać i uchwalać tak, żeby były uniwersalne. Tak, by nie trzeba było dla każdej branży tworzyć specustawy. Wiemy, że czasami życie zdecydowanie wyprzedza ustawy czy rozporządzenia. Myślę jednak, że to nie powinna być praktyka stosowana na co dzień, bo to zaburza pewien porządek prawny.

Zgodnie z decyzją poprzedniego rządu do 2025 roku w Polsce mają powstać niemal 4 tys. km dróg szybkiego ruchu oraz autostrad. Z budżetów krajowego i unijnego na te inwestycje ma zostać wyasygnowanych ponad 100 mld zł. To wielka szansa dla wykonawców, choć przynajmniej niektórzy z nich nie kryją też obaw związanych z modelem realizacji przetargów. Formuła „Zaprojektuj i wybuduj” oznacza, że praktycznie całe ryzyko, łącznie z uzyskaniem decyzji administracyjnych, jest po stronie wykonawców  podkreśla prezes zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

– W taki model przetargów i później wykonania inwestycji inwestor się najmniej angażuje. Są jednak tacy, którzy twierdzą, że to jest supermodel. Natomiast ogólnie wśród wykonawców przeważa opinia, że są to trudne inwestycje i jest więcej zagrożeń niż w przypadku klasycznych „Wybuduj”. W takich inwestor wcześniej uzyskuje projekt, decyzję środowiskową i ma pozwolenie na budowę.

Prezes OIGD podkreśla również kolejne ryzyka, które wiążą się ze skostnieniem systemu. Problem w tym, że zamawiający nie do końca korzystają ze wszystkich mechanizmów, które daje im ustawa i nie zawsze wybierają wykonawcę, który faktycznie gwarantuje najkorzystniejszą ofertę.

– Wiemy, że dużo inwestycji jest realizowanych w takiej formule, że generalny wykonawca wykonuje tylko ich część – precyzuje prezes Barbara Dzieciuchowicz z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. – Czasami jednak są tacy, którzy w ogóle nic nie robią własnymi siłami, tylko wszystko zlecają. Niestety, problemy wynikające z tego, że wykonawca generalny nie do końca jest tym, który powinien to robić, przenoszą się później na podwykonawców. 

Na inwestycji w obligacje korporacyjne można zarobić nawet kilkanaście procent. Bez gruntownej wiedzy lepiej poprzestać na mniej ryzykownych spółkach

CEO Magazyn Polska

Stopy zwrotu oferowane przez obligacje korporacyjne wynoszą nawet do kilkunastu procent rocznie. Inwestycja obarczona jest przy tym niższym poziomem ryzyka niż zakup akcji. Jak jednak ostrzega Paweł Gosz z Domu Maklerskiego Michael/ Ström, przy budowie portfela obligacji niezbędna jest właściwa selekcja spółek. W razie niewypłacalności emitenta inwestor może stracić bowiem nawet cały zainwestowany kapitał.

– Jeżeli inwestujemy w obligacje korporacyjne, to liczymy na stały dochód w określonym terminie do wykupu tych obligacji. W przypadku akcji mamy do czynienia z dużo większymi wahaniami cen, problemem upłynnienia tych akcji, a stały dochód zależy od tego, czy spółka wypłaca dywidendę, czy nie – mówi Paweł Gosz, menadżer transakcji i analityk Domu Maklerskiego Michael/ Ström.

Przy budowie portfela obligacji korporacyjnych niezbędna jest szczegółowa analiza kondycji finansowej emitentów. Choć z reguły instrumenty dłużne charakteryzują się niższym poziomem ryzyka niż akcje, to jednak w przypadku niewykupienia emisji inwestor naraża się na utratę nawet całego zainwestowanego kapitału.

Odsetki z inwestycji w dług korporacyjny z reguły znacznie przekraczają rentowność obligacji skarbowych.

– Możemy tutaj mówić o stopach zwrotu rzędu 4, 10 czy czasami nawet kilkunastu procent. Stopa zwrotu z obligacji oparta jest o WIBOR, więc mówimy o stopie zmiennej. WIBOR powiększony jest o stałą marżę, przy czym marża jest przedziale od 2, czasami nawet trochę poniżej 2 proc., do 8–10 proc. – tłumaczy menadżer transakcji w DM Michael/ Ström.

WIBOR to stopa procentowa, po jakiej banki komercyjne udzielają sobie pożyczek. Obecnie wartość trzy- i sześciomiesięcznej stawki WIBOR znajduje się na poziomie około 1,7–1,8 procent, co jest historycznym minimum.

Ekspert podkreśla, że na rynku obligacji korporacyjnych nie powinno się kierować wyłącznie wysokością kuponu odsetkowego oferowanego przez emitentów. Wyższe odsetki z reguły wiążą się bowiem z podwyższonym poziomem ryzyka inwestycyjnego.

– Musimy pamiętać o tym, że im wyższa stopa zwrotu, tym wyższe jest ryzyko inwestowania w daną spółkę. Jeżeli nie mamy odpowiedniej wiedzy, i odpowiedniego doświadczenia, to powinniśmy celować w spółki trochę bardziej bezpieczne, płacące niższy kupon – radzi Paweł Gosz.

Obligacje korporacyjne oferujące marżę na poziomie 6–8 proc. są zdaniem analityka dobrą opcją jedynie dla osób mających dużą wiedzę z zakresu analizy finansowej lub dla osób korzystających z usług doradczych świadczonych m.in. przez domy maklerskie. Jeśli ktoś decyduje się na samodzielną inwestycję, to powinien się przyjrzeć, czym dana spółka się zajmuje i co posiada.

– Dobrym emitentem obligacji są spółki posiadające sporo aktywów trwałych, które możemy sprzedać w razie, gdy konieczna będzie likwidacja takiej spółki – radzi Gosz.

Analityk przestrzega natomiast przed spółkami, które swój bilans opierają na aktywach niematerialnych. W przypadku kłopotów takiego emitenta pojawiają się bowiem problemy z ich upłynnieniem.

Osoby, które chcą nabyć obligacje spółek, powinny założyć rachunek maklerski w domu maklerskim.

– Pierwszym krokiem powinno być założenie rachunku maklerskiego i w ten sposób dokonanie nabycia obligacji, tak samo jak nabywa się akcje za pomocą rachunku – tłumaczy menadżer DM Michael/Ström.

Drugą metodę jest nabycie obligacji poza rynkiem regulowanym za pośrednictwem brokera. W takiej sytuacji należy się udać do domu maklerskiego, który prowadzi taki obrót i zajmuje się kojarzeniem ofert kupna i sprzedaży instrumentów dłużnych.

KIG: Polskie firmy nie wykorzystują importowego potencjału Ameryki Łacińskiej. Kupujemy tam dwa razy więcej niż sprzedajemy, głównie cytrusy

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy nie wykorzystują potencjału gospodarczego Ameryki Łacińskiej – ocenia Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. Kupujemy tam dwa razy więcej niż sprzedajemy, mimo że w rejon ten trafia ponad 5 proc. światowego eksportu. Tymczasem import najważniejszego dla Polaków towaru z Ameryki Środkowej i Południowej, czyli bananów, systematycznie rośnie. 

Największym partnerem handlowym Polski w tym regionie jest Brazylia. Bilans handlowy wyniósł w ubiegłym roku 1,6 mld dol., z czego polski eksport to ok. 0,5 mld. To niewiele, biorąc pod uwagę to, że całkowity import Brazylii w tym czasie sięgnął 229 mld dol. (w tym 46 mld dol. to import z UE). Pozostałe kraje Ameryki Łacińskie kupiły w zeszłym roku na świecie towary warte niecałe 750 mld dol.

Nasze obroty z Ameryką Łacińską rosną z roku na rok, ale w dalszym ciągu są dalekie od tego, co mogłoby być – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. – Jesteśmy głównie importerem – sprowadzamy owoce cytrusowe, banany, egzotyczne drewno i surowce. Jesteśmy eksporterem towarów przetworzonych.

Jak wynika z danych GUS, w okresie styczeń–wrzesień br. eksport do krajów Ameryki Środkowej i Południowej wyniósł 1,96 mld euro. Dynamika wzrostu była na poziomie 40 proc. W tym samym czasie import wyniósł 2,86 mld euro i rósł w tempie 21-proc.

Arendarski zaznacza, że jest to region wciąż słabo rozpoznany. Problemem są m.in. bariery handlowe, skomplikowane przepisy oraz wysoki poziom korupcji w niektórych krajach. Rynek ten prezes KIG ocenia jednak jako bardzo perspektywiczny.

Wszystkie te czynniki, które prowadzą do zwiększania obrotów handlowych miedzy Polską a Ameryką Łacińską, wpływają bardzo dobrze na polską gospodarkę, w tym również na poziom zatrudnienia – z jednej strony zatrudniają firmy, które produkują na eksport, z drugiej strony – firmy dystrybucyjne, które sprzedają w Polsce towary z Ameryki Łacińskiej. Krótko mówiąc, ożywienie wymiany handlowej na pewno jest dla Polski bardzo korzystne – przekonuje Arendarski.

Z Ameryki Łacińskiej sprowadzamy głównie cytrusy. Takie kraje jak Ekwador, Kolumbia, Kostaryka i Panama to główne źródło zakupów importera bananów gdyńskiej spółki Quiza. Wartość tego importu, i to pomimo ceł, jakie nakłada Unia Europejska, systematycznie rośnie.

Wiele krajów Unii Europejskiej produkuje banany, takie kraje jak Francja czy Hiszpania mają swoje kolonie zamorskie, w których są produkowane te owoce. Aby ochronić tę produkcję, zastosowana jest odpowiednia stawka celna, aby banany południowoamerykańskie nie zdominowały unijnego rynku – tłumaczy Bartosz Szatkowski, dyrektor zarządzający firmy Quiza. – Na pewno barierą przede wszystkim jest wysokość cła, które jest stosunkowo wysokie – to około 1/4 wartości bananów, które kupujemy.

Import bananów do Polski w 2014 roku wyniósł 326,5 tys. ton o łącznej wartości ponad 907 mln zł (liczony wraz z bananami suszonymi).

Jak podkreśla Szatkowski, dziś 40 proc. bananów trafia na polski rynek przez pośredników, czyli przez kraje Europy Zachodniej. Bardziej perspektywiczne są jednak kontrakty bezpośrednie.

Na to stawiamy. Chcielibyśmy być tym wiodącym operatorem, który kontaktuje się bezpośrednio z producentami i w ten sposób dociera na te rynki – mówi Szatkowski.

Konsumpcja bananów w kraju to około 7 kg na każdego mieszkańca rocznie, ale Szatkowski ocenia, że w ciągu najbliższej dekady może wzrosnąć dwukrotnie. Mimo że bananowy rynek innych państw Unii Europejskiej jest mocno nasycony i jest tam mało miejsca dla dodatkowych graczy, Quiza liczy, że się na nim odnajdzie.

Rynek Unii Europejskiej jest dla nas rynkiem bardzo perspektywicznym. Chcielibyśmy aktywnie uczestniczyć w tym rynku. Quiza jest jednym z pionierów importu bananów do Polski i chcielibyśmy również z naszymi produktami pokazać się na rynkach zachodnich, przede wszystkim w Niemczech, które są bardzo konkurencyjnym rynkiem – zapewnia Bartosz Szatkowski.

Urzędy są coraz bardziej zinformatyzowane. W nowej perspektywie unijnej ponad 1,1 mld euro trafi na ich cyfryzację

Ponad 1,1 mld euro w ramach programu operacyjnego Polska Cyfrowa zapisano na rozbudowę usług związanych z e-administracją. Dodatkowo cyfryzacji podlegają także procesy wewnętrzne urzędów. Budżety niektórych województw na informatyzację wynoszą około 200 mln zł. Finansowane będą przede wszystkim inwestycje dotyczące usług publicznych online i aplikacji, z których petenci mogą korzystać przez internet. 

Rynek e-usług w Polsce jest raczkujący. Obecnie urzędy w niewielkim stopniu udostępniają e-usługi swoim mieszkańcom. Największą barierą jest niewielka świadomość obywateli i brak chęć korzystania z takich rozwiązań – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Szczechowiak, prezes zarządu dostarczającej oprogramowanie spółki Madkom.

Jest jednak szansa, że w najbliższych latach sytuacja się zmieni. W obecnej perspektywie finansowej na lata 2014–2020 na realizację priorytetu E-administracja i otwarty urząd (w ramach programu operacyjnego Polska Cyfrowa) przeznaczono przeszło 1,1 mld euro.

W najbliższych latach samorządy będą dysponowały dosyć znacznymi środkami w ramach dofinansowania projektów unijnych na lata 2014–2020 – mówi Grzegorz Szczechowiak. – W skali niektórych województw pieniądze są kolosalne, to kwoty rzędu 200 mln zł na samą informatyzację i cyfryzację administracji publicznej. Będą to zadania związane głównie z obiegiem dokumentów i świadczeniem e-usług. Praktycznie każde województwo ma zagwarantowany budżet na takie inwestycje. W związku z tym przyszłość dla nas rysuje się w jasnych kolorach.

W ramach osi E-administracja i otwarty urząd finansowane będą inwestycje dotyczące e-usług publicznych online i aplikacji, z których będzie można skorzystać poprzez sieć www (np. usługi, aplikacje edukacyjne, telewizja internetowa, transmisja muzyki i wideo w wysokiej jakości). Wsparciem objęte mogą być także e-usługi elektroniczne umożliwiające skrócenie czasu realizacji poszczególnych spraw w urzędach, włączając w to płatności, inwestycje w zakresie dziedzictwa kulturowego oraz informacje naukowe i administracyjne.

Dla samorządów dostarczamy przede wszystkim system do zarządzania obiegiem dokumentów – wyjaśnia prezes spółki Madkom. – Najbardziej wymierną korzyścią dla urzędu jest to, że przyspiesza on tok procedowania spraw, porządkuje cały proces ich obiegu, uniemożliwia pogubienie się w dokumentach, ich utratę i pilnuje terminów załatwiania spraw. System może być także wykorzystywany do odbioru korespondencji elektronicznej i dystrybucji dalej poprzez wszystkie piony, a także do interesanta.

Jak podkreśla Szczechowiak, z oprogramowania, które oferuje Madkom, korzysta już ponad 400 samorządów, a także jednostki administracji rządowej. Udział spółki w rynku to ok. 10 proc.

Potencjał do wzrostu jest duży, bo w ponad połowie samorządów nie ma elektronicznego obiegu dokumentów – zauważa Grzegorz Szczechowiak.

Według Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji w ubiegłym roku obywatele złożyli w urzędach 1,5 mln dokumentów w postaci elektronicznej. Ponad 800 tys. osób ma indywidualne konto na elektronicznej Platformie Usług Administracji Publicznej (ePUAP), dzięki któremu sprawy urzędowe można załatwić, nie ruszając się z domu.

Z wdrożeń, które realizowaliśmy, mamy urzędy, które udostępniają 160 e-usług swoim mieszkańcom, m.in. w naszym rodzinnym mieście, czyli Gdyni – zauważa Grzegorz Szczechowiak. – Ale takich placówek jest naprawdę niewiele. Urzędy dopiero startują w tym zakresie, wdrażając e-usługi. Rynek ten na razie się kształtuje, podobnie jak świadomość społeczeństwa, że takie usługi są już dostępne.

Pracodawcy poszukują kreatywnych i przedsiębiorczych pracowników. Uczelnie dostosowują programy nauczania

CEO Magazyn Polska

Kreatywność, przedsiębiorczość i umiejętność dostrzegania szans w najbliższym otoczeniu – to kompetencje, których pracodawcy poszukują u kandydatów. To wymusza zmiany na uczelniach, które starają się dostosować swoje programy nauczania. Wymaga to od nich analizy pod tym kątem oferowanych kierunków studiów.

Pracodawcy obecnie poszukują osób kreatywnych, innowacyjnych, potrafiących dostrzegać szansy w otoczeniu i z nich korzystać – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Svetlana Gudkova, zastępca dyrektora Kolegium Zarządzania i Finansów z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. – Kompetencje przedsiębiorcze nie składają się jedynie z wiedzy i umiejętności, chociaż oczywiście mają one znaczenie. Liczy się także umiejętność budowania własnej firmy, rozwijania przedsiębiorstwa rodzinnego albo realizacja innowacyjnych projektów w dużych organizacjach.

Dlatego w Akademii Leona Koźmińskiego realizowany był program poświęcony przedsiębiorczości i rozwojowi szeroko rozumianych kompetencji w zakresie przedsiębiorczości pod nazwą „Academy of Entrepreneurship: Get inspired!”. Poza tradycyjnymi zajęciami, treningami i warsztatami organizowane były wizyty studyjne, podczas których studenci odwiedzali firmy i mogli zobaczyć, jak funkcjonują od środka. Mieli także możliwość zadawania pytań pracodawcom, aby przekonać się, jakie umiejętności są aktualnie poszukiwane na rynku pracy.

Projekt został pomyślany w sposób wielowymiarowy, kompleksowy. Próbowaliśmy studentów zainspirować na przykład poprzez spotkania z praktykami, znanymi menadżerami, którzy dzielili się własnym doświadczeniem – tłumaczy Svetlana Gudkova.

Dodatkowo program obejmował zajęcia i warsztaty z tzw. przedsiębiorczości społecznej.

To dziedzina, która jest w Polsce jeszcze niedowartościowana – ocenia Gudkova. – Polega na tym, że uczestnicy poszukują szansy pomagania innym przy wykorzystaniu narzędzi przedsiębiorczych, wynajdują problemy, które trudno rozwiązać z pieniędzy publicznych czy przez organizacje pozarządowe, a następnie próbują rozwinąć przedsięwzięcie, traktując je w sposób biznesowy.

Projekt był realizowany w języku angielskim. Brali w nim udział zarówno studenci prawa i administracji oraz zarządzania pobierający naukę w języku polskim, jak i uczący się wyłącznie w języku angielskim. Jak podkreśla Gudkova, studia w języku angielskim dają wiele możliwości – studenci zapoznają się z profesjonalną terminologią i zyskują swobodę porozumiewania się w środowisku wielokulturowym.

Pracodawcy niezwykle cenią swobodę komunikowania się w różnych kulturach, nawiązywania współpracy oraz umiejętność rozwiązywania problemów, które w takim dialogu mogą powstawać – wyjaśnia Svetlana Gudkova.

W projekcie wzięło udział 146 studentów. Jednak – jak ocenia Gudkova – wpływ programu ma być znacznie szerszy. W ramach projektu – przy aktywnym współudziale studentów – została opracowana publikacja „Exploring Entrepreneurship”, która może być wykorzystywana jak podręcznik do nauki przedsiębiorczości. Dodatkowo realizacja tego programu byłą dobrą okazją, by wszystkie kierunki studiów w Akademii Leona Koźmińskiego przejrzeć pod kątem uczenia studentów przedsiębiorczości.

Oczywiście na różnych kierunkach są w tym zakresie różne wymagania. Jednak w naszej opinii kompetencje związane z przedsiębiorczością powinny być kształcone na wszystkich kierunkach. Taka jest też tradycja Akademii Leona Koźmińskiego, która została założona na początku lat 90. przez zespół przedsiębiorczych ludzi mających wizję. Bardzo byśmy chcieli, żeby nasi studenci mieli również taką odwagę w realizacji swoich pragnień, umieli dostrzec szanse w otoczeniu i skutecznie wykorzystywali nadarzające się okazje – mówi Gudkova.

Projekt uzyskał dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu operacyjnego Kapitał Ludzki.

 

UE

Polacy coraz chętniej wyjeżdżają na Boże Narodzenie. Najpopularniejsze kierunki to Wyspy Kanaryjskie, Londyn i kurorty narciarskie

CEO Magazyn Polska

Przybywa Polaków, którzy decydują się spędzić Boże Narodzenie z dala od domu. Najchętniej podróżują do ciepłych krajów, zwłaszcza na Wyspy Kanaryjskie, lub do narciarskich kurortów, m.in. w Austrii i we Włoszech. Niezmienną popularnością cieszy się również Londyn. Jako środek transportu Polacy coraz częściej wybierają samolot – w ciągu ostatnich trzech lat liczba pasażerów wzrosła o 25 proc.

Z badań CBOS wynika, że Polacy spędzają Boże Narodzenie w tradycyjny sposób – 70 proc. zostaje w domu lub odwiedza swoich bliskich. Coraz więcej osób decyduje się jednak na świąteczny wyjazd. Polacy szczególnie chętnie wybierają wówczas ciepłe kraje, zwłaszcza Wyspy Kanaryjskie i Dominikanę. Coraz większą popularnością cieszą się także Kuba i Kenia. Aż trzykrotnie zmniejszyło się natomiast zainteresowanie Polaków wyjazdami do Egiptu – winę ponosi niestabilna sytuacja polityczna w tym kraju i zagrożenie terrorystyczne.

Odnotowujemy coraz większe zainteresowanie turystów Azją. To jest kierunek, który coraz częściej jest odkrywany przez naszych rodaków. Może bilety są droższe niż podróże w Europie, ale na miejscu jest po pierwsze pogoda, a po drugie mniejsze wydatki – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Knopa, travel manager FRU.PL.

Okres świąteczny to także doskonały moment na zwiedzanie europejskich stolic. W większości z nich odbywają się wówczas ciekawe festiwale i jarmarki świąteczne. Największą popularnością wśród Polaków w tym czasie od lat cieszy się Londyn – kierunek ten wybierają zwłaszcza osoby odwiedzające przebywających na emigracji krewnych. Wzrasta też liczba Polaków podróżujących do Rzymu, Amsterdamu, Paryża i Barcelony.

Dla wielu osób świąteczny wyjazd to także inauguracja sezonu narciarskiego. Z danych firmy Travelplanet.pl wynika, że na narty w tegoroczne Boże Narodzenie wybiera się 19 proc. Polaków.

Genewa czy Grenoble to bardzo ciekawe punkty wypadowe na narty. To są kierunki, które Polacy wybierają coraz częściej. Widzimy odpowiedź ze strony linii lotniczych na potrzeby narciarzy. Często zamiast bagażu rejestrowanego pasażer może wziąć bagaż sportowy za podobną cenę – mówi Maciej Knopa.

Wśród narciarzy ogromną popularnością cieszą się poza tym takie miasta, jak Turyn, Lyon i Bergamo. Coraz więcej Polaków podróżuje bowiem na święta Bożego Narodzenia samolotem. Według danych FRU.PL w ciągu ostatnich trzech lat liczba ta wzrosła aż 25 proc. Coraz większą popularnością cieszą się także loty krajowe – pozwalają one znacznie zaoszczędzić czas w stosunku do podróży koleją lub samochodem.

Coraz więcej Polaków decyduje się samodzielnie zorganizować świąteczny wyjazd. Zamiast korzystać z pośrednictwa biur podróży sami kupują bilety na samolot oraz rezerwują pokoje w hotelach. Większość przyznaje, że jest to tańsza opcja wyjazdu.

Rośnie udział samochodów sprzedawanych w internecie. Rozwój handlu w sieci wymusza zmiany na branży motoryzacyjnej

CEO Magazyn Polska

Wykorzystanie potencjału, jaki daje internet, to jedno z największych wyzwań stojących przed branżą motoryzacyjną. Chodzi przede wszystkim o odpowiednią komunikację z klientem, także poprzez urządzenia mobilne, oraz tworzenie zindywidualizowanej oferty produktowej. Eksperci wskazują, że motoryzacja będzie jedną z branż, które mają szansę najbardziej rozwijać się w e-commerce.

– Dziś w sferze cyfrowej musimy w coraz większym stopniu uwzględniać zachowania konsumentów. Nie możemy mieć jednego, zunifikowanego przekazu dla wielu ludzi, ten przekaz musi być zindywidualizowany. Nie chodzi o to, by ścigać się z innymi, lecz by budować zaufanie do marki na zasadzie porównania. Musimy analizować zachowania konsumentów, by wchodzić z nimi w relacje biznesowe – mówi agencji Newseria Biznes Mohamed Eldjendoubi, dyrektor ds. marketingu Renault w regionie Afryki, Środkowego Wschodu i Indii.

Handel internetowy dla branży motoryzacyjnej ma duży potencjał. Jak wynika z analizy PayU, będzie to jeden z czterech obszarów e-commerce, przed którym rysują się najciekawsze perspektywy. Dane firmy Bigcommerce, na które powołuje się PayU, wskazują, że w 2014 roku w USA branża samochodowa była najbardziej zyskownym segmentem e-handlu. Internet ma potencjał zarówno dla producentów aut, części i akcesoriów, czyli rynku pierwotnego, jak i dla rynku wtórnego. Analitycy spodziewają się, że aktywność firm motoryzacyjnych w sieci będzie coraz większa.

Największym wyzwaniem, które stoi przed branżą motoryzacyjną, jest zwiększenie efektywności aplikacji typu e-commerce na urządzenia mobilne, ponieważ w większości krajów, w których działamy, to właśnie one są podstawowym źródłem dostępu do sieci – mówi Mohamed Eldjendoubi.

Według raportu „Digital, Social & Mobile in 2015” ponad połowa globalnej populacji korzysta z telefonów komórkowych, a liczba internautów na całym świecie przekroczyła 3 mld osób. Wykorzystanie możliwości, jakie daje ten kanał komunikacji, niesie duży potencjał do rozwoju firm z branży motoryzacyjnej.

Afryka i Bliski Wschód to bardzo obiecujące nowe rynki, szczególnie z cyfrowego punktu widzenia. Ludzie oczekują, że zostaną właściwie obsłużeni jako użytkownicy. Chcą otrzymywać spersonalizowaną informację, a my chcemy z nimi nawiązać długoterminową relację – dodaje Mohamed Eldjendoubi.

Mimo dynamicznego rozwoju Afryka i kraje Bliskiego Wschodu pod względem penetracji internetu wciąż są daleko w tyle. Według danych ze stycznia 2015 roku zaledwie co czwarty mieszkaniec Afryki miał dostęp do sieci. Na Bliskim Wschodzie odsetek wynosił 36 proc.

Z konsumenckiego punktu widzenia sektor motoryzacyjny rozwija się bardzo dynamicznie. Spodziewamy się nowych rozwiązań, chcemy szerszego pola działania i tego, by sieci dealerskie działały równie sprawnie, co nasz system online. Możemy oczekiwać powstawania wirtualnych sklepów, które w sferze wyszukiwania i dostosowywania oferty będą działały równie sprawnie, co tradycyjne, bo koniec końców chodzi o to, żeby sprzedawać samochody – wyjaśnia Mohamed Eldjendoubi

Dyrektor ds. marketingu w Renault oczekuje, że w najbliższym czasie będzie coraz więcej e-sklepów ułatwiających wybór konkretnej oferty produktowej. Ekspert liczy na to, że sprzedaż za pośrednictwem kanału internetowego będzie się odbywać tak samo sprawnie, jak w przypadku tradycyjnych salonów samochodowych.

Świąteczny catering coraz bardziej popularny wśród Polaków. Nie tylko na wigilie firmowe

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz chętniej decydują się na korzystanie z usług świątecznego cateringu. Powierzenie przygotowania wigilii fachowcom pozwala zaoszczędzić przede wszystkim czas i nakłady pracy, a także pieniądze. Koszt takiej usługi zaczyna się od 60 zł od osoby. W kwestii menu Polacy okazują się tradycjonalistami – najchętniej zamawiają klasyczne wigilijne dania, czyli pierogi, kapustę z grzybami, karpia i makowce.

W kwestii Bożego Narodzenia Polacy pozostają tradycjonalistami – z badań CBOS wynika, że ponad 68 proc. zachowuje także tradycję 12 dań na wigilijnym stole, choć niekoniecznie samodzielnie je przygotowuje. Coraz więcej Polaków decyduje się bowiem na zamówienie świątecznego cateringu. To dobre rozwiązanie dla osób zapracowanych oraz nielubiących gotowania. Wbrew pozorom zamówienie cateringu nie tylko nie rujnuje portfela, lecz także pozwala zaoszczędzić.

Koszt cateringu to między 60 a 100 zł na osobę, bo to jest na ogół bez gorącego dania – mówi agencji informacyjnej Newseria Misia Zielińska, restauratorka, właścicielka OSIEM I PÓŁ Bistro.

Restauratorzy i firmy cateringowe zamawiają składniki hurtowo, dlatego mogą sobie pozwolić na przystępne ceny. Z badań firmy MOSSO wynika, że na świątecznych stołach aż 87 proc. Polaków chce widzieć tradycyjne potrawy: pierogi, barszcz, smażoną rybę, sałatkę jarzynową i kapustę z grzybami. Z ryb najchętniej wybierają karpia i śledzia, choć popularność zdobywa także łosoś. Na świątecznych stołach rzadko pojawiają się zaś dania inspirowane kuchniami zagranicznymi.

Wigilia i święta są naszą tradycją, obchodzoną w tej części Europy, dlatego jesteśmy do niej przywiązani. W związku z tym trudno o wpływy z zewnątrz – mówi Misia Zielińska.

Polacy nie wyobrażają sobie wigilijnej kolacji bez deserów. Większość firm cateringowych oferuje słodkie wypieki także na bazie mąk bezglutenowych dla osób cierpiących na nietolerancje pokarmowe. Osoby dbające o linię bez problemu zamówią ciasta bez cukru. Wśród zamawianych w ramach świątecznego cateringu deserów od lat królują takie ciasta, jak makowiec, sernik i piernik, a na Podlasiu – tradycyjny sękacz.

 Kutia zrobiła się nieco mniej popularna. Z mojego dzieciństwa, to było dawno temu, pamiętam, że kutia była obowiązkowym deserem na świątecznym stole – mówi Misia Zielińska.

Przygotowanie świątecznego cateringu wymaga nieco więcej czasu – zarówno ze względu na dużą liczbę zamówień w okresie przedświątecznym, jak i specyfikę potraw. Dlatego decyzji lepiej nie zostawiać na ostatnią chwilę – zamówienie powinno się złożyć najpóźniej na 3 dni przed wigilią.

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Płace realne rosną o 2,5%, dzięki połączeniu podwyżek z niską stopą inflacji

Pracownicy na całym świecie mogą oczekiwać wzrostu realnych wynagrodzeń o 2,5% – najwięcej w ciągu ostatnich trzech lat – ponieważ podwyżki płac zbiegną się z historycznie niską stopą inflacji.

Optymistyczne prognozy dla Europy

W 2016 r. europejscy pracownicy mogą się spodziewać przeciętnego wzrostu płac na poziomie 2,8%, który po uwzględnieniu 0,5-proc. stopy inflacji, przełoży się na realny wzrost wynagrodzeń o 2,3%. Za sprawą niskiej inflacji realne płace pracowników z Europy Zachodniej wzrosną o 2%, podczas gdy w przypadku Europy Wschodniej wzrost ten wyniesie 2,9%.

– Wartym podkreślenia jest fakt, iż w przypadku pracowników zatrudnionych w Polsce, realny prognozowany wzrost wynagrodzeń na poziome 3,4% jest jednym z najwyższych w Europie. Wpływa na to utrzymująca się deflacja, spowodowana światowym spadkiem cen paliw i żywności oraz dobra kondycja polskiej gospodarki. Prognoza ta oznacza, że notowany w Polsce wzrost gospodarczy nareszcie będzie odczuwalny w kieszeniach pracowników, w których zostanie więcej pieniędzy – komentuje Barbara Giemza, dyrektor działu Productized Services Hay Group w Polsce.

Perspektywy dla Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec również są optymistyczne. Mimo że stopa wzrostu płac w Wielkiej Brytanii utrzyma się na poziomie 2,5% (podobnie jak w dwóch poprzednich latach), dzięki niskiej inflacji realny wzrost wynagrodzeń brytyjskich w 2016 r. wyniesie 2,3% – przekraczając średnią dla Europy Zachodniej. Pracownicy z Francji i Niemiec mogą się spodziewać wzrostu wynagrodzeń odpowiednio o 1,7% i 2,7%. Podobny jest scenariusz dla Grecji, w której wbrew gospodarczym zawirowaniom wynagrodzenia powinny wzrosnąć o 2% (w porównaniu do 1,3% w ubiegłym roku), przy czym na skutek deflacji w 2016 r., oczekiwany realny wzrost płac może wynieść 3,4%.

Z obliczeń średniej regionalnej wykluczono dwa kraje, w których szczególne wydarzenia polityczne doprowadziły do pojawienia się wysokiej inflacji, uderzającej w wysokość płacy realnej. Największą spośród prognozowanych podwyżkę wynagrodzeń otrzymają pracownicy na Ukrainie (11,5%), jednak ze względu na wysoką stopę inflacji (48,3%) płace realne w tym kraju drastycznie zmaleją o 36,8%. Podobne są perspektywy dla Rosji, której gospodarka boleśnie odczuwa skutki sankcji ekonomicznych oraz spadku cen ropy naftowej. Pomimo wzrostu płac, wynoszącego przeciętnie 7%, wskutek inflacji sięgającej 14,5% realna wartość wynagrodzeń spadnie o 7,5%. Spadek ten jest znacząco większy niż ubiegłoroczne zmniejszenie się płacy realnej o 0,7%.

– Tegoroczne globalne prognozy wynagrodzeń pokazują, że w 2016 roku w większości krajów dojdzie do największego od trzech lat wzrostu realnych wynagrodzeń. Z powodu istotnych różnic makroekonomicznych nie wszędzie będzie on identyczny, niemniej jednak ogólny poziom wynagrodzeń wzrośnie, przy obecności niezwykle niskiej (a w niektórych przypadkach zerowej) inflacji, co niesie za sobą korzystne perspektywy dla pracowników – komentuje Agnieszka Milewczyk – prezes Hay Group w Polsce.

Najwyższy wzrost płac w Azji

W Azji prognozowany wzrost wynagrodzeń wyniesie 6,4% – tj. 0,4% mniej niż rok wcześniej. Niemniej jednak w ujęciu realnym wynagrodzenia wzrosną o 4,2% – najwięcej w skali całego świata. Zgodnie z prognozami najsilniejszy wzrost płac wystąpi w Wietnamie (7,3%), Chinach (6,3%) i Tajlandii (6,1%). Należy zauważyć, że pomimo spowolnienia gospodarczego, spadków na giełdach oraz zmniejszenia eksportu, płace chińskich pracowników wzrosną w 2016 roku o 8% ze względu na stały przyrost wielkości zatrudnienia, powodowany narastającym zapotrzebowaniem na wykwalifikowaną siłę roboczą oraz utrzymującym się rozwojem zamożnej klasy średniej.

Czerpiąc korzyści płynące z przynależności do najszybciej rozwijającej się spośród dużych gospodarek, indyjscy pracownicy także mogą się spodziewać najwyższego od trzech lat wzrostu wynagrodzeń, który wyniesie 4,7% w porównaniu z 2,1% rok wcześniej oraz 0,2% w roku 2014.

Prężny rynek pracy w Ameryce Północnej

Trend zwyżkowy dostrzegalny jest również w Ameryce Północnej, gdzie mamy do czynienia z ożywieniem na rynku pracy. W Stanach Zjednoczonych, za sprawą niskiej inflacji (0,3%), realny dochód pracowników wzrośnie o 2,7%. Pracownicy kanadyjscy otrzymają wynagrodzenia większe o 2,6%, przy czym realny wzrost sięgnie 1,3%. Na całym kontynencie płace wzrosną o 2,8%, tak samo jak rok wcześniej.

Zawirowania gospodarcze w Ameryce Łacińskiej uderzają w pracowników

W 2016 r. wynagrodzenia w Ameryce Łacińskiej wzrosną o rekordowe 11,4%. Jednak ze względu na wysoki poziom inflacji w regionie (12,8%), płace realne spadną o 1,4%. Będzie to szczególnie widoczne w Argentynie i Brazylii, gdzie pomimo podwyżek odpowiednio o 31% i 7,7% w 2016 r. pracownicy argentyńscy otrzymają wynagrodzenie wyższe zaledwie o 3,6%, natomiast brazylijscy niższe o 1,2%.

Największy spadek realnego dochodu na świecie dotknie jednak Wenezuelę. Tamtejsze wynagrodzenia wzrosną znacząco, bo nawet o 70%, ale po uwzględnieniu prognozowanej stopy inflacji (122,6%) pracownicy będą się musieli pogodzić z obniżeniem płacy realnej o 52,6%.

Mocny wzrost na Bliskim Wschodzie i w Afryce

Rok 2016 wygląda obiecująco dla pracowników z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki. Pomimo spadających cen ropy oraz gospodarczo-politycznego chaosu panującego w regionie zgodnie z prognozami wynagrodzenia na Bliskim Wschodzie i w Afryce wzrosną odpowiednio o 5,3% i 6,5%. Stosunkowo niska stopa inflacji przełoży się na realny wzrost wynagrodzeń, sięgający 3,8% oraz 1,6%.

Najsilniejszy wzrost realnych wynagrodzeń prognozowany jest w takich krajach Bliskiego Wschodu jak Liban (11,5%) i Jordania (5,3%), podczas gdy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich tempo wzrostu płac będzie najniższe (0,9%) – zdecydowanie słabsze w porównaniu do 2,8% rok wcześniej. Za sprawą wysokiej stopy inflacji Egipt, jako jedyny kraj w regionie, doświadczy spadku realnych wynagrodzeń (o 0,4%).

– Azja pozostaje globalnym motorem wzrostu płac, ponieważ firmy planują podwyżki wynagrodzeń. Niemniej jednak światowy rynek pracy zmienia się wraz ze starzeniem się pracowników z gospodarek krajów rozwiniętych. W gospodarkach wschodzących podnoszenie kwalifikacji pracowników jest kluczowe dla firm, jeśli mają utrzymać przewagę konkurencyjną. Pracownicy ci mogą się spodziewać wzrostu wynagrodzeń, ponieważ niedobór talentów w niektórych regionach będzie napędzał wzrost płac – podsumowuje Barbara Giemza.

Przeciętne podwyżki realnych wynagrodzeń oparto na bazie danych Hay Group, obejmującej 73 kraje – z wyłączeniem Ukrainy i Wenezueli, w których zawirowania polityczne oraz wysoka inflacja doprowadziły do spadku realnych wynagrodzeń odpowiednio o 36,8% i 52,6%.

Uwaga: autorem badania jest firma Hay Group, należąca do Korn Ferry, nie zaś „Hay” lub „Hays”, które są odrębnymi, niepowiązanymi organizacjami.

O badaniu: Dane zaczerpnięto z bazy Hay Group PayNet, zawierającej informacje dotyczące ponad 20 milionów pracowników z 24 000 organizacji działających w ponad 110 krajach.

Tabela prezentuje przewidywane podwyżki wynagrodzeń w 2016 r. w zestawieniu z ubiegłorocznymi prognozami odnoszącymi się do roku 2015. W porównaniu uwzględniono również prognozowaną stopę inflacji na rok 2016, opracowaną przez Economist Intelligence Unit.

Kraj Prognozowany wzrost wynagrodzeń w 2016 r. Prognozowana stopa inflacji
w 2016 r.[i]
Wzrost płac
z uwzględnieniem inflacji („realna” podwyżka)
Prognozowany wzrost wynagrodzeń w 2015 r.
Algieria 6,00% 5,10% 0,90% 6,60%
Arabia Saudyjska 5,00% 2,40% 2,60% 5,00%
Argentyna 31,00% 27,40% 3,60% 32,50%
Australia 2,50% 1,90% 0,60% 3,00%
Austria 3,00% 1,00% 2,00% 2,70%
Bahrajn 4,50% 1,80% 2,70% 5,00%
Belgia 1,70% 0,50% 1,20% 2,00%
Botswana 6,00% 3,20% 2,80% n/a
Brazylia 7,70% 8,90% -1,20% 6,10%
Bułgaria 4,00% 0,10% 3,90% 4,20%
Chile 5,00% 4,40% 0,60% 5,00%
Chiny 8,00% 1,70% 6,30% 8,00%
Cypr 1,80% -0,50% 2,30% 0,00%
Czechy 2,00% 0,50% 1,50% 2,00%
Dania 2,20% 0,60% 1,60% 2,50%
Dominikana 6,20% 0,80% 5,40% 6,00%
Egipt 10,00% 10,40% -0,40% 10,00%
Ekwador 5,30% 4,20% 1,10% n/a
Estonia 3,00% 0,10% 2,90% 2,80%
Filipiny 7,00% 1,80% 5,20% 7,50%
Finlandia 1,00% 0,00% 1,00% 1,00%
Francja 1,90% 0,20% 1,70% 2,00%
Grecja 2,00% -1,40% 3,40% 1,30%
Gwatemala 5,10% 2,30% 2,80% 5,40%
Hiszpania 1,80% -0,40% 2,20% 1,10%
Holandia 2,50% 0,30% 2,20% 2,30%
Honduras 6,40% 4,20% 2,20% 5,50%
Hongkong 4,50% 3,10% 1,40% 4,00%
Indie 10,30% 5,60% 4,70% 10,50%
Indonezja 9,10% 6,70% 2,40% 10,00%
Irlandia 2,00% -0,20% 2,20% 1,40%
Japonia 2,00% 1,00% 1,00% 2,00%
Jordania 5,00% -0,30% 5,30% 6,00%
Kanada 2,60% 1,30% 1,30% 2,60%
Katar 5,00% 2,10% 2,90% 5,00%
Kazachstan 7,40% 5,80% 1,60% 7,80%
Kolumbia 4,70% 4,40% 0,30% 3,50%
Korea Południowa 5,00% 0,70% 4,30% 5,00%
Kostaryka 5,50% 1,40% 4,10% 6,00%
Kuwejt 5,00% 3,40% 1,60% 5,00%
Liban 9,30% -2,20% 11,50% 6,70%
Litwa 4,00% -1,00% 5,00% 3,30%
Luksemburg 2,90% 0,10% 2,80% 3,20%
Łotwa 3,70% 0,70% 3,00% 2,40%
Malezja 6,00% 2,10% 3,90% 6,40%
Maroko 3,60% 1,50% 2,10% 4,50%
Meksyk 4,60% 2,70% 1,90% 4,80%
Niemcy 2,90% 0,20% 2,70% 2,80%
Nikaragua 6,00% 4,40% 1,60% 6,10%
Norwegia 2,60% 1,70% 0,90% 3,20%
Nowa Zelandia 3,00% 0,70% 2,30% 3,00%
Oman 4,00% 0,90% 3,10% 5,50%
Panama 4,90% 0,70% 4,20% 5,40%
Peru 5,00% 3,60% 1,40% 5,50%
Polska 2,60% -0,80% 3,40% 3,00%
Portugalia 1,30% 0,90% 0,40% 1,00%
Rosja 7,00% 14,50% -7,50% 6,80%
RPA 6,90% 4,80% 2,10% 6,20%
Rumunia 4,80% -0,60% 5,40% 4,60%
Salwador 3,90% 0,20% 3,70% 4,10%
Singapur 4,00% 0,30% 3,70% 4,40%
Słowacja 2,50% -0,30% 2,80% 2,00%
Szwajcaria 1,40% -1,10% 2,50% 1,40%
Szwecja 2,40% 0,10% 2,30% 2,30%
Tajlandia 6,00% -0,10% 6,10% 6,00%
Węgry 3,00% 0,60% 2,40% 3,00%
Włochy 2,50% 0,40% 2,10% 2,70%

[i] Stopa inflacji, Economist Intelligence Unit

Fundusz Hipoteczny DOM debiutuje na Catalyst

Ruszyło pierwsze notowanie obligacji Funduszu Hipotecznego DOM Spółka Akcyjna S.K.A. Do obrotu na Catalyst trafiło 3 566 obligacji serii B, o wartości nominalnej 1 000 zł każda. Równocześnie Fundusz Hipoteczny DOM przedłuża współpracę z Bankiem Pocztowym w zakresie finansowania bieżącej działalności.

16 grudnia 2015 r. do obrotu na Catalyst dopuszczone zostają obligacje wyemitowanie przez Fundusz Hipoteczny DOM S.A. S.K.A. Oprocentowanie obligacji wynosi
8,5 proc. w skali roku. Odsetki od obligacji wypłacane są w cyklu trzymiesięcznym, natomiast termin zapadalności obligacji przypada na 18 grudnia 2017 roku.  – Spółka została pozytywnie oceniona przez Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych, co umożliwiło wprowadzenie obligacji do publicznego obrotu. Obecnie inwestorzy, którzy nie wzięli udziału w emisji pierwotnej, mają możliwość zakupu obligacji na rynku wtórnym. Bez wątpienia rynek hipoteki odwróconej w Polsce wciąż się rozwija i dojrzewa. Stwarza to nowe możliwości ulokowania kapitału dla inwestorów, z kolei seniorom daje szansę w pełni bezpiecznego skorzystania z usługi, jaką jest renta dożywotnia – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Emisje obligacji służą finansowaniu długoterminowemu, z kolei kontynuacja współpracy z Bankiem Pocztowym ma na celu zapewnienie wsparcia dla bieżącej działalności Funduszu. Łączne finansowanie ze strony Banku Pocztowego wyniesie 1,9 mln zł. Warto wspomnieć, że Bank Pocztowy, jest partnerem biznesowym Funduszu Hipotecznego DOM już od 2012 roku.

Fundusz Hipoteczny DOM istnieje na polskim rynku od ponad 7 lat. W chwili obecnej posiada największy, blisko 70 proc. udział w rynku. A jaką ma on wartość? W świetle raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF) wartość nieruchomości administrowanych przez fundusze hipoteczne zrzeszone w KPF w II kwartale br. wyniosła w sumie 76,43 mln zł.

– Polski rynek hipoteki odwróconej rośnie wolno, ale sukcesywnie. Mimo, że nie jest to produkt masowy, to biorąc pod uwagę dane z GUS, które wskazują na coraz szybsze starzenie się społeczeństwa oraz niewydolność polskiego systemu emerytalnego rozwiązanie, jakim jest renta dożywotnia będzie zyskiwać na popularności – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Ekokogeneracja S.A. podpisała umowę o współpracy z firmą Veolia Term S.A.

Ekokogeneracja S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2012 r., podpisała umowę o współpracy z firmą Veolia Term S.A.

Zawarta przez Spółkę umowę współpracy określa podstawowe zasady współpracy pomiędzy podmiotami. Ekokogeneracja S.A. ma zamiar prowadzić z Veolia Term S.A. wspólne działania w przygotowaniu przez tą firmę potencjalnych lokalizacji inwestycji polegających na produkcji energii cieplnej z odpadów na terenie Polski. Grupa Veolia jest znaną światową marką, która specjalizuje się w optymalnym zarządzaniu zasobami naturalnymi. Jest ona obecna na 5 kontynentach i tworzy oraz wdraża rozwiązania w zakresie zarządzania energią, a także gospodarką wodną i odpadową. W Polsce podmiot ten prowadzi działalność w sektorze ciepłowniczym poprzez swoją spółkę holdingową Veolia Energia Polska oraz spółki operacyjne: Veolia Term S.A. (dystrybucja i wytwarzanie energii cieplnej w 19 miastach), Veolia Energia Warszawa, Veolia Energia Łódź, Veolia Energia Poznań, Veolia Energia Poznań ZEC.

Zdaniem Zarządu Spółki, zawarcie umowy z nowym partnerem handlowym wpłynie w istotny sposób na jej wyniki finansowe w kolejnych latach.

„Ekokogeneracja S.A. działa na rynku polskim od ponad 5 lat. Dziś możemy naszym przyszłym klientom zaoferować nie tylko zakup „pod klucz” instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów, ale też solidne wsparcie już na etapie identyfikowania właściwych miejsc dla tego typu inwestycji. Mamy w tym zakresie doświadczenie, które może pomóc naszym klientom nie tylko przejść proces formalno-prawny pozyskiwania wymaganych decyzji, ale również przekonać lokalne społeczeństwo do bezpiecznych i sprawdzonych rozwiązań energetycznego wykorzystywania odpadów. Dziś rynek wymaga od nas kompleksowej obsługi i wsparcia, a takie usługi chcemy oferować, bo wierzymy, że pomogą one przyspieszyć i usprawnić proces przygotowywania inwestycji.” – ocenia Wojciech Rychlicki, Prezes Zarządu Spółki Ekokogeneracja S.A.

„Patrząc na działania prowadzone dziś przez nasz podmiot stowarzyszony – spółkę Ekotermika S.A., inwestującą w budowę i eksploatację instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów, widzimy już pozytywne efekty wykorzystywania naszych doświadczeń w tym zakresie, które przełożą się nie tylko na pozyskanie nowych lokalizacji dla inwestycji, ale również na zachęcenie lokalnych ciepłowni i zakładów komunalnych do współinwestowania w tego typu rozwiązania.” – podsumowuje Rychlicki.

Robinson Europe S.A. przedstawił prognozy finansowe

Robinson Europe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się sprzedażą sprzętu wędkarskiego oraz sportowego, prognozuje osiągnięcie 1,35 mln zł zysku na poziomie EBITDA w roku obrotowym 2015/2016. Emitent przewiduje, że środki pozyskane z emisji akcji serii F pozwolą mu zwiększyć skalę prowadzonej działalności.

Spółka przedstawiła również prognozę zysku na poziomie EBITDA, który w roku obrotowym 2016/2017 ma sięgnąć 2,25 mln zł. Robinson Europe S.A. przygotował swoje prognozy finansowe zakładając, że jego rentowność sprzedaży będzie utrzymywała się na obecnym poziomie. Emitent liczy także, że w jego otoczeniu konkurencyjnym oraz w warunkach pogodowych nie zajdą w najbliższym czasie jakieś istotne zmiany. Spółka oczekuje również, że wartość dolara amerykańskiego w stosunku do polskiej waluty będzie odnotowywała stopniowy i niewielki wzrost.

„Opublikowane przez nas prognozy finansowe na dwa najbliższe lata obrotowe uwzględniają zwiększenie naszej skali działalności, głównie dzięki pozyskaniu nowych środków obrotowych z emisji akcji serii F. Branżę, w której działamy, cechuje sezonowość oraz długi czas wprowadzania do sprzedaży nowych produktów. Dlatego też przewidujemy, że największe rezultaty prowadzonych działań będą widoczne w kolejnym sezonie sprzedażowym, a więc w 2017 r. Wierzymy, że nasza strategia rozwoju oraz realizacja jej założeń, przyczyni się do dalszej poprawy wyników finansowych przez całą Grupę Kapitałową.” – mówi Paweł Busz, Członek Zarządu Spółki Robinson Europe S.A.

W październiku br. Spółka przeprowadziła emisję akcji serii F, z której pozyskała 2,45 mln zł. W trakcie zakończonej subskrypcji prywatnej akcji serii F Robinson Europe S.A. przydzielił łącznie 306.250 akcji po cenie emisyjnej wynoszącej 8,00 zł za szt. Przeprowadzona subskrypcja prywatna obejmowała nie mniej niż 125.000 i nie więcej niż 375.000 akcji serii F. Złożone zapisy objęły więc ponad 81,66% oferowanej puli akcji. Kapitał pozyskany z emisji akcji będzie przeznaczony przez Emitenta na wprowadzenie nowych linii produktowych oraz poprawienie płynności dostaw.

„Pozyskanie środków z emisji akcji serii F pozwoli nam dopasować naszą ofertę sprzedażową do zmieniającego się rynku wędkarstwa. Aktualnie ten segment rynkowy rozwija się w kierunku specjalistycznych metod połowów. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rynku, planujemy rozbudować portfolio naszych specjalistycznych marek. Działamy w sezonowej branży, która wymusza na nas główne zatowarowanie sklepów w okresie wczesnej wiosny. Implikuje to z kolei potrzebę zainwestowania bardzo dużych środków finansowych w krótkim okresie czasowym. Pozyskane środki z emisji akcji umożliwią nam lepsze dostosowanie do warunków rynkowych.” – dodaje Paweł Busz.

Po czterech kwartałach roku obrotowego 2014/2015 jednostkowy zysk Spółki na poziomie EBITDA sięgnął 701 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 15.557 tys. zł. Natomiast Grupa Kapitałowa Robinson Europe S.A. wypracowała w tym okresie zysk EBITDA w kwocie 781 tys. zł przy sprzedaży na poziomie 21.043 tys. zł. Jednostkowy zysk netto Spółki po czterech kwartałach roku obrotowego 2014/2015 wyniósł 231 tys. zł, a skonsolidowany zysk netto ukształtował się na poziomie 154 tys. zł.

W marcu 2015 r. obligacje Robinson Europe S.A. zadebiutowały na rynku Catalyst. Spółka z przeprowadzonej emisji pozyskała 1.027 tys. zł, które przeznaczyła m.in. na rozwój swojej głównej linii biznesowej wędkarstwo poprzez zwiększenie zatowarowania magazynu oraz rozszerzenie asortymentu produktów o nowe specjalistyczne marki. Wyemitowane papiery dłużne są zabezpieczonymi obligacjami trzyletnimi o oprocentowaniu zmiennym wynoszącym WIBOR3M + marża w wysokości 7,00% w skali roku.

Spółka Robinson Europe S.A. jest notowana na rynku NewConnect od czerwca 2011 r. Głównym przedmiotem jej działalności jest sprzedaż sprzętu wędkarskiego oraz sportowego. Historia przedsiębiorstwa sięga 1991 r., kiedy to obecni Członkowie Zarządu założyli firmę „BIS”, która była znanym podmiotem w branży wędkarskiej.

Kto zarobi na świątecznych pożyczkach?

W grudniu sprzedaż pożyczek krótkoterminowych, tzw. chwilówek, wzrasta
o blisko 25%. Starsi częściej pożyczają na same święta, młodsi – na prezenty. Jak podejmują decyzję o skorzystaniu z usług danego pożyczkodawcy? Dowiedz się, dlaczego niektóre firmy tracą klientów, a inne zyskują.

Co robi klient, gdy zdecyduje się już na wzięcie pożyczki? Dzwoni do wybranej firmy lub zgłasza zainteresowanie wypełniając formularz kontaktowy na jej stronie. I to jest kluczowy moment, w którym pożyczkodawca może klienta zyskać lub stracić na zawsze. Dlaczego? Z badań wynika, że jeśli firma pożyczkowa nie zadzwoni lub nie odpisze do klienta w ciągu 3-5 minut od momentu wypełnienia przez niego formularza na stronie – klient wybiera konkurencję i tam zostaje obsłużony. Podobnie, jeśli nie uda mu się dodzwonić do wybranego pożyczkodawcy – zadzwoni do firmy konkurencyjnej.

– Zdobycie uwagi klienta i jego zainteresowania to dopiero połowa sukcesu. Dla pożyczkodawcy powinno liczyć się przede wszystkim to, żeby klient podjął decyzję o skorzystaniu właśnie z jego oferty. Dlatego bezpośredni kontakt z klientem to najważniejszy moment. Jednak wielu pożyczkodawców go zaniedbuje – mówi Tomasz Paprocki, ekspert komunikacji z klientami Focus Telecom Polska.

W konsekwencji ponoszą wymierne straty: z pracy ich działu marketingu korzysta konkurencja,  przejmując „gotowego klienta” dzięki szybszej i lepszej obsłudze.

Na rynku pożyczek, zwłaszcza w najgorętszych okresach roku dla tej branży, wygrywają firmy, z którymi klient może bardzo łatwo się skontaktować – bez czekania na połączenie, a najlepiej także w dowolny sposób – czy to telefonicznie, czy mailowo, czy przez czat.

Warto też zwrócić uwagę na zmianę zachowań klientów. Stają się coraz mniej cierpliwi. Szybko zniechęca ich każdy kontakt, który odczuwają jako stratę czasu. Dotyczy to wszystkich branż, w których contact center odgrywa decydującą rolę – dodaje Tomasz Paprocki.

Kto i na co bierze pożyczki?

Klienci firm pożyczkowych to bardzo zróżnicowana grupa. Są w niech osoby dobrze zarabiające, o przeciętnych dochodach, jak również ledwo wiążące koniec z końcem. Ok. 40% pożyczkobiorców przeznacza pieniądze na podstawowe potrzeby – jedzenie, czynsz, rachunki czy spłatę innych zobowiązań. Jedna trzecia finansuje z pożyczek swoje „zachcianki” – podróże, hobby, gadżety. W tej grupie są osoby dobrze sytuowane, które

jednak potrzebują na realizację swoich kaprysów pieniędzy w danym momencie, a nie chcą naruszać oszczędności. Ok. 30% klientów wykorzystuje pożyczki na remonty, naprawy samochodu czy niespodziewane wydatki – są to zwykle osoby o ustabilizowanej sytuacji finansowej, ale o niezbyt wysokich dochodach. Wbrew powszechnym przekonaniom dużą część pożyczkobiorców stanowią osoby młode i w średnim wieku.

Warto dodać, że tort do podziału jest dla pożyczkodawców coraz większy. W tym roku Polacy planują wydać na prezenty o blisko 17 proc. więcej niż w ubiegłym (raport Deloitte 2015). Z drugiej strony, coraz większa konkurencja oznacza nowe wyzwania dla pożyczkodawców. – Bez nowoczesnych technologii coraz trudniej będzie efektywnie działać na rynku. Dlatego coraz więcej firm pożyczkowych wykorzystuje wielokanałowe platformy komunikacyjne – podsumowuje ekspert Focus Telecom.

Prawo zamówień publicznych – dyktat czy dialog ?

Od 2004 roku obowiązuje w Polsce Ustawa o Prawie Zamówień Publicznych, która reguluje kwestie związane z ich realizacją. Nie jest ona doskonała i pomimo wielu dobrych rozwiązań, wciąż nie do końca reguluje zasady rządzące zakupami marketingowymi.

Ustawa PZP zawiera szereg norm dotyczących zasad udzielania i ogłaszania zamówień publicznych, trybów ich udzielania oraz reguł dotyczących wyboru najkorzystniejszej oferty. Ten akt normatywny określa procedury postępowania, mechanizmy zawierania umów oraz definiuje sposoby odwoławcze przy zamówieniach publicznych.

Obowiązujące prawo jednak bardzo często okazuje się niekorzystnie napisane- zarówno dla zamawiającego, jak i dla potencjalnego oferenta. W przepisach kryje się wiele kruczków prawnych, niedomówień i nieścisłości. Jako Stowarzyszenie Komunikacji Marketingowej SAR bacznie przyglądamy się tym zamówieniom publicznych, w których udział biorą firmy z szeroko pojętego sektora usług marketingowych. Prawo nie zawsze stoi tutaj po właściwej stronie, dlatego tak często musimy interweniować – np. w przypadku skandalicznie krótkich terminów na składanie oferty.” – powiedział Paweł Tyszkiewicz, Pełnomocnik Zarządu SKM SAR.

Branża marketingowa alarmuje

Środowisko marketingowe od wielu lat zwraca uwagę, że Prawo Zamówień Publicznych nie do końca spełnia swoją rolę podczas przetargów w ich obszarze. Istotną kwestią jest to, że PZP nie stosuje się do zamówień, których przedmiotem są m.in. nabycie, przygotowanie, produkcja lub koprodukcja materiałów programowych przeznaczonych do emisji w radiu, telewizji lub Internecie oraz zakup czasu antenowego. Dlatego też zamawiający często zapominają, że także przetargi nie objęte PZP muszą być w zgodzie z zasadami uczciwej konkurencji. Nie ulega wątpliwości, że zamawiający powinni stosować regulacje kształtujące odpowiednie standardy na rynku zgodnie z przepisami prawa. Ciężar kształtowania tych standardów spoczywa bowiem na ich barkach. Przede wszystkim powinni oni bezwzględnie stosować przepisy zawarte w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów.

„W przypadku gdy do danego przetargu nie stosujemy przepisów PZP w tzw. przetargach prywatnych, niezwykle popularnych w branży marketingowej, – często spotykamy się ze stosowaniem przez zamawiających wyjątkowo krótkich (kilkudniowych) terminów na złożenie oferty przez wykonawców. Co istotne, terminy te często obejmują dni wolne od pracy, przez co złożenie poprawnej, merytorycznej i odpowiedniej jakościowo oferty jest nie tyle wielce utrudnione, co niemożliwe. Powyższe może rodzić podejrzenia, że nie wszyscy potencjalni uczestnicy przetargu mieli równy dostęp do informacji o nim, oraz spowodować realne wykluczenie tych podmiotów z rynku. Tego typu zachowania należy także oceniać – szczególnie w przypadku klientów, którzy są potentatami na rynku – pod kątem możliwości naruszenia przez nich pozycji dominującej poprzez narzucanie uciążliwych warunków przetargu. Takich, które mogą przynieść zamawiającemu nieuzasadnioną korzyść czy też poprzez przeciwdziałanie ukształtowaniu się warunków niezbędnych do powstania bądź rozwoju konkurencji” – powiedział Mec. Maciej Ślusarek, adwokat z kancelarii LSW.

Terminy, daty, deadliny…

Należy szczególnie podkreślić, że PZP przewiduje wyraźnie minimalne terminy, jakie muszą upłynąć pomiędzy ogłoszeniem o zamówieniu a terminem składania ofert. Dla zamówień nieprzekraczających tzw. progu unijnego jest to co do zasady termin 7-dniowy. W przypadku zaś zamówień przekraczających progi unijne minimalny termin wynosi już co do zasady 40 dni. Skrócenie terminu składania ofert poniżej terminu minimalnego jest naruszeniem PZP.

 

Co istotne, w przypadku instytucji publicznych obowiązuje reguła wyrażona art. 44 ustawy o finansach publicznych wskazująca na to, że „…wydatki publiczne powinny być ponoszone w sposób celowy
i oszczędny, z zachowaniem zasady uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów”. Zorganizowanie przetargu, w którym pozostawia się parę dni na przygotowanie oferty, jest natomiast jawnym zaprzeczeniem tej reguły.

Wiele przepisów PZP budzi spore wątpliwości interpretacyjne. Dla przykładu, warto zastanowić się, czy w dobie rozwoju działalności domów mediowych zamówienia, których przedmiotem jest zakup czasu antenowego, są objęte wyłączeniem, czy też ich kompleksowy charakter i związane z nimi dodatkowe usługi w zakresie planowania mediów i przygotowywania określonej strategii mediowej dla Zamawiającego nie sugerują, że tego typu usługi obejmują coś więcej niż tylko zakup czasu antenowego. Jeśli tak, to nie powinny podlegać wyłączeniu do stosowania ustawy. Należy bowiem pamiętać, że zgodnie z regułami wykładni prawa wyjątków nie należy interpretować rozszerzająco,
a ściśle – zgodnie z ich literalnym brzmieniem. Zasada ścisłego interpretowania wykładni prawa wyjątków odnosi się do wszystkich bez względu na to czy są to zamawiający klasyczni czy sektorowi
.” – powiedziała Mec. Edyta Niemyska LL.M. – radca prawny w kancelarii LSW.

Czy PZP to jedno, a rzeczywistość to drugie?

Sytuacje związane z ogłaszaniem przetargów rodzą niestety także i patologie. Oprócz najcięższych naruszeń – do jakich zaliczamy na pewno zmowy przetargowe (tzw. ustawianie przetargów), które są ścigane nie tylko na podstawie przepisów karnych, ale także prawa antymonopolowego – możemy spotkać się z innymi przypadkami nie tylko prób omijania przepisów PZP, ale także ich łamania.

Wątpliwości mogą budzić przede wszystkim przepisy dotyczące konkursów, które są stosunkowo rozbudowane, pomimo tego, że zgodnie z przepisami unijnej dyrektywy polski ustawodawca nie był zobowiązany do włączenia ich do PZP. Jednocześnie omawiane regulacje dotyczące konkursów są dalece niedoskonałe i należy je uznać za ułomne. Procedury konkursowe stosowane są często w branży architektonicznej i budowlanej, ale także w branży designerskiej czy też podmiotów, które zajmują się tworzeniem identyfikacji wizualnej. W przypadku wygranej w konkursie, wykonawca zobowiązany jest do przeniesienia wszelkich praw do zwycięskiej pracy. Nagrodą w konkursie może być nie tylko gratyfikacja pieniężna, ale także zaproszenie zwycięzcy do negocjacji w trybie negocjacji czy też tzw. zamówienia z wolnej ręki. W takich przypadkach bardzo często wysokość nagrody nie odpowiada cenom rynkowym. Szczególnie gdy chodzi o wartość praw przenoszonych obligatoryjnie przez zwycięzcę konkursu na zamawiającego, a pozycja negocjacyjna wykonawcy jest na tyle słaba, że nie może on w sposób rzeczywisty wpływać na kształt warunków zamówienia.” – poinformował Mec. Marcin Nosiński, radca prawny w kancelarii LSW.

W praktyce występują także przypadki omijania przepisów ustawy poprzez rozbijanie przedmiotu zamówienia na kilka innych mniejszych zamówień – tak by nie przekroczyć w każdym z nich progu 30 000 EURO, od którego stosujemy przepisy PZP. Pomimo tego, że aktualnie obowiązujące przepisy mają zniechęcać zamawiających do stosowania wyłącznie kryterium ceny (zastosowanie wyłącznie tego kryterium wymaga uzasadnienia), to w praktyce jednak dochodzi do sytuacji, gdy kryterium ceny jest decydujące przy wyborze danego oferenta. Dla przykładu Zamawiający określają wagę kryterium cenowego na poziomie 98%, zaś pozostałych kryteriów – np. kryterium czasu realizacji czy też okresu gwarancji na poziomie 2%.

„Podsumowując należy wskazać, że niezależnie od tego czy do danego zamówienia stosujemy bezpośrednio przepisy PZP, czy też ustawa ta jest wyłączona w danym przetargu, każdy z zamawiających powinien stosować się do zasad równego traktowania i zapewnienia uczciwej konkurencji, która – jeśli chodzi o tryb PZP – została wyrażona  w art. 7 ust. 1 ustawy. Zasady równego traktowania, czy uczciwej konkurencji, wyrażone nieco odmiennie, chociażby w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji czy też ustawie o swobodzie działalności gospodarczej,  znajdują także zastosowanie do działań poza obszarem PZP.”powiedział Mec. Marcin Nosiński, radca prawny w kancelarii LSW.

Toyota zainwestuje miliard jenów w badania nad uczeniem się maszyn

Toyota kontynuuje inwestycje w badania nad sztuczną inteligencją. Japoński koncern zainwestuje miliard jenów (32,5 mln zł) w akcje firmy Preferred Networks Inc. specjalizującej się w rozwoju technologii uczenia się maszyn.

Firma Preferred Networks (PFN) odnotowała sukcesy w rozwoju najnowocześniejszej technologii pogłębionego uczenia się maszyn oraz jej wykorzystania w przemyśle. Współpraca z Toyotą zwiększy możliwości PFN w dziedzinie rozwoju sztucznej inteligencji w transporcie.

Toyota zaprezentuje nowe sposoby wykorzystania technologii uczenia się maszyn w rozwoju systemów bezpieczeństwa czynnego podczas targów Consumer Electronics Show w Las Vegas. Widzowie będą mogli sami się przekonać, w jaki sposób samochody uczą się unikać kolizji. Targi odbędą się od 6 do 9 stycznia 2016 roku.

Toyota prowadzi wzmożone prace nad rozwojem sztucznej inteligencji we współpracy z wieloma partnerami. W Kalifornii i Massachusetts powstał niedawno Toyota Research Institute, firma ściśle współpracująca z Uniwersytetem Stanforda i Massachusetts Institute of Technology. Ponadto Toyota jako pierwsza wprowadziła na rynek dwa modele wyposażone w system ITS Connect, oparty na komunikacji między pojazdami oraz między pojazdami i urządzeniami infrastruktury drogowej. W ciągu najbliższych 5 lat japoński koncern zainwestuje w rozwój sztucznej inteligencji ponad miliard dolarów.

Czy zmiany przepisów w bankach wpłyną na sprzedaż mieszkań?

Czy wyższy wkład własny do kredytu, który ma obowiązywać od przyszłego roku zablokuje młodym ludziom drogę do własnego mieszkania? Czy zmiany przepisów w bankach wpłyną na sprzedaż mieszkań? Wyniki sondy przeprowadzonej wśród deweloperów prezentuje portal nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Podwyższenie wkładu własnego na pewno będzie miało wpływ na zdolność nabywczą klientów i sprzedaż mieszkań, jednak mniejszy niż można by się spodziewać. Po pierwsze, wkład na poziomie 20 proc. od dłuższego czasu funkcjonuje w części banków, a w pozostałych klienci mogą liczyć na niższe kosztu kredytu.  W przypadku klientów o mniej zasobnym portfelu pomocą służy program MdM, gdzie dofinansowanie traktowane jest jako wkład własny.

Co ważne, wzrost wkładu własnego do 15 proc. nie w każdym przypadku będzie oznaczał konieczność wpłaty gotówki o tej wartości. Już teraz wiele banków przygotowuje specjalną ofertę, w ramach której klient mając 10 proc., brakujące 5 proc. może uzyskać poprzez dodatkowe ubezpieczenie lub zastaw na lokacie.

Warto też zaznaczyć, że od paru miesięcy bardzo aktywni na rynku są klienci inwestycyjni, którzy wybierają zakup nieruchomości jako alternatywę dla niskooprocentowanych lokat.  W najbliższym czasie stopy procentowe nie powinny wzrosnąć. Z uwagi na deflację, w niektórych branżach gospodarki, część analityków prognozuje wręcz dalsze spadki stóp procentowych. W portfelu LC Corp są projekty, gdzie udział transakcji z inwestorami wynosi 60-80 proc. Są to np. inwestycje: 5 Dzielnica i Grzegórzecka 77 w Krakowie, Osiedle Krzemowe w Warszawie, czy Przy Alejach w Gdańsku.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord

Część klientów rozważa oczywiście przyspieszenie zakupu mieszkania tak, aby zdążyć z zakupem z 10-procentowym wkładem własnym. Znaczna część kupujących nie obawia się jednak nadchodzących zmian. Należy pamiętać, że w 2016 roku uzyskanie kredytu hipotecznego z 10-procentowym wkładem własnym w niektórych bankach będzie nadal możliwe pod warunkiem ustanowienia dodatkowych zabezpieczeń brakującej kwoty. Polnord przy współpracy z DK Notus oferuje wsparcie osobom, które nie będą miały wystarczających środków, aby zapewnić sobie cały potrzebny do uzyskania kredytu wkład własny.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Patrząc zbliżającą się kolejną podwyżkę wymaganego wkładu własnego, wydaje się że tym razem rynek jest już przygotowany i reaguje mniej gwałtownie niż w zeszłym roku. Obserwujemy jednak wyraźny wzrost zainteresowania zakupem mieszkań w ostatnich tygodniach.

Ewa Gwiazdowska, dyrektor finansowa w Atlas Estates

W ostatnich miesiącach liczba sprzedanych mieszkań osiągnęła rekordowe wartości, porównywalne tylko do boomu sprzed 2008 roku. Ze względu na podniesienie od 1. stycznia 2016 roku wkładu własnego do kredytu do poziomu 15 proc. można spodziewać się szybszego tempa podpisywania nowych umów w okresie okołoświątecznym, które z początkiem stycznia zapewne się zmniejszy. W dłuższej perspektywie jednak dobra koniunktura powinna się nadal utrzymać, ponieważ niskie stopy procentowe, które w przyszłym roku prawdopodobnie pozostaną na dotychczasowym poziomie lub nawet zostaną obniżone, będą nadal wpływać na niski koszt kredytu hipotecznego. Będą skłaniać inwestorów do zakupu mieszkań w alternatywie do nisko oprocentowanych lokat bankowych. Kolejnym bodźcem dobrze wpływającym na sprzedaż są prognozy ekonomistów mówiące o tym, że polska gospodarka będzie się nadal dynamicznie rozwijać, co powinno sprzyjać optymizmowi klientów.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Większe znaczenie dla pogorszenia dostępności kredytów może mieć podwyższanie marży dla kredytów hipotecznych.  Takie działania banki podejmują, chcąc zminimalizować negatywne konsekwencje wprowadzenia tzw. podatku bankowego.  O planowanym zwiększeniu kosztów kredytów hipotecznych świadczą również przypadki skracania terminów ważności decyzji kredytowej. Klienci, którzy ostatnio otrzymali takie decyzje są ponaglani do zawarcia umów kredytowych. Prawdopodobnie dlatego, że decyzje dotyczą kredytów z niższymi marżami.

Wysokość wkładu własnego będzie podniesiona już trzeci raz, a plany stopniowego zwiększania kwoty potrzebnej do uzyskania pożyczki są znane od kilku lat. Klienci zdążyli się już do tego przygotować. Kolejnym powodem do umiarkowanego optymizmu są zapowiedzi kilku banków, mówiące o planach udzielania kredytów z niższym niż 15 proc. wkładem własnym. Jest to możliwe przy objęciu dodatkowym ubezpieczeniem brakującej kwoty.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Rosnąca sprzedaż mieszkań w ostatnich miesiącach pokazuje, że wielu klientów dostrzega korzyści płynące z zakupu lokalu dziś, kiedy banki nie wymagają jeszcze podwyższonego wkładu finansowego, a promocyjne ceny oferowane przez deweloperów pozwalają na dodatkowe oszczędności. Jednak mimo wymogu posiadania od 2016 roku minimalnego wkładu własnego na poziomie 15 proc., niskie stopy procentowe w połączeniu ze wzrostem optymizmu nabywców spowodowanym dobrą sytuacją gospodarczą w kraju, sprzyjać będzie utrzymaniu sprzedaży mieszkań na wysokim poziomie.

Janusz Miller, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w firmie Home Invest

Podwyższenie wkładu własnego może mieć wpływ, ale nie aż tak bardzo znaczący dla sprzedaży mieszkań w 2016 roku. Wbrew pozorom, w większości przypadków klienci Home Invest są przygotowani do zakupu mieszkań i dysponują odpowiednimi środkami. Poza tym, na rynku funkcjonują banki, które od wielu lat oferują kredyty hipoteczne z minimalnym 20 proc. udziałem własnym. Wszystko też wskazuje na to, że osoby, które nie są w stanie zabezpieczyć 15 proc. własnych środków, będą mogły skorzystać z dotychczasowych zasad, obowiązujących w tym zakresie. Dodatkowe 5 procent będą musiały objąć ubezpieczeniem. Niemniej jednak obserwujemy, iż niektórym klientom zależy na dokonaniu zakupu mieszkania jeszcze w tym roku.

Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.

Klienci kupują mieszkania przede wszystkim ze względu na świetną cenę oraz lokalizację naszych inwestycji. Dotąd nie odnotowaliśmy spadku sprzedaży, związanego z podwyższeniem wkładu własnego.

Paulina Mudryk, reprezentująca WAN S.A.  

Podwyższenie wkładu własnego do kredytów mieszkaniowych nie będzie miało wpływu naszym zdaniem na sprzedaż mieszkań. W tej chwili nie zauważamy różnicy. Zainteresowanie klientów zakupem lokali utrzymuje się na stałym poziomie.

Iwona Chmielewska, wicedyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Monday Development

W naszej ocenie podwyższenie wkładu własnego nie wpłynie znacząco na sprzedaż mieszkań w 2016 roku. Co prawda ograniczy to możliwość uzyskania kredytu np. osobom bardzo młodych, które dysponują ograniczonymi  środkami własnymi, ale z drugiej strony od dłuższego czasu obserwujemy trend, że zakup mieszkania to bardzo przemyślana decyzja i podejmują ją osoby, które mają pewność co do możliwości spłaty. Stąd dużo ważniejsze są wskaźniki makroekonomiczne, stopa bezrobocia, czy nastroje społeczne w odniesieniu do stabilności sytuacji na rynku i stabilności politycznej.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Sprzedaż mieszkań w 2015 roku była w Wawel Service bardzo wysoka, lecz wpływających na to czynników było naprawdę wiele i trudno zdefiniować, które były przeważające. Zdecydowanie jednym z nich mogły być zmiany płynące z przepisów, dotyczące zwiększenia wkładu własnego przy zakupie nieruchomości. Nie jest to jednak argument przemawiający za tym, aby osoby planujące kupić mieszkanie, miały z tego zrezygnować. Prowadzimy już rozmowy z bankami. Chcemy pomóc naszym klientom i zwiększyć ich szanse na własne cztery kąty także w przyszłym roku. Mamy nadzieje, że wprowadzane regulacje nie zmienią sytuacji na rynku mieszkaniowym  na niekorzyść nabywców i uda nam się podtrzymać dobrą pasję.

Marta Ulbrych, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Neocity Polska

Zmiana wymaganego wkładu własnego już teraz spowodowała wzmożony ruch w naszych biurach sprzedaży. Nasi klienci potwierdzają, że w bankach okres oczekiwania na decyzję kredytową wydłużył się z powodu większej liczby złożonych wniosków.

Magdalena Jańczuk-Zdunek z firmy Marvipol

Z pewnością jest grupa klientów, która będzie chciała zdążyć z zakupem mieszkania przed wymogiem wykazania się wyższym wkładem własnym, aczkolwiek wydaje się, że zwiększenie się udziału własnego nie wpłynie znacząco na sprzedaż. O tej decyduje jeszcze kilka innych czynników, jak np. rekordowo niskie stopy procentowe, czy aktywność osób nabywających lokal pod wynajem jako alternatywy dla nisko oprocentowanych lokat.

Marcin Zaremba-Śmietański, główny analityk i członek Zarządu Operacyjnego w Grupie Deweloperskiej GEO

Każda zmiana ma wpływ na zachowania rynku. Pozostaje jednak pytanie o skalę takiego zjawiska. Dotychczas banki „omijały” ten przepis, oferując dodatkowe ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. Wiele wskazuje jednak na to, że Komisja Nadzoru Finansowego może zakazać takich praktyk. Taki zabieg oraz podniesienie wkładu własnego, może mieć bardzo duże znaczenie. Obecnie nie obserwujemy, aby klienci szybciej podejmowali decyzję o zakupie mieszkania w związku z planowanymi zmianami.

Bliższe spojrzenie na tłumaczenia stron internetowych

tłumaczenia stron internetowych Kiedy tłumacze podejmują się tłumaczenia strony internetowej, bardzo ważną kwestią jest określenie jakie dokładnie usługi są od nich wymagane w celu osiągnięcia pożądanego efektu.

Zarówno tłumacze, jak i biura tłumaczeń, kiedy podejmują się tłumaczenia strony internetowej dla potencjalnego klienta, muszą pamiętać, że bardzo ważną kwestią jest określenie jakie dokładnie usługi będą wymagane w celu osiągnięcia pożądanego efektu. W trakcie przygotowywania wyceny za tłumaczenie strony internetowej, podejmowane przez tłumaczy decyzje są kluczowe dla finalnego efektu, zarówno jeśli chodzi o aspekt ceny, jak i jakości całego projektu. Przykładowo, niektóre firmy zatrudniają programistów, którzy przesyłają przetłumaczony materiał na nową stronę internetową, z kolei inni klienci polegają w tej kwestii na biurze tłumaczeń.

Określenie dokładnych wymagań

Jedną z pierwszych rzeczy, które należy określić jest zasięg tłumaczenia, czyli czy będzie ono obejmować zawartość tekstową każdej strony, czy także inne elementy. Cały proces jest stosunkowo prosty jeśli pod uwagę brana jest statyczna zawartość strony, ponieważ tłumaczenie polega wtedy na uchwyceniu zawartości HTML i następnie, postępowanie jak z każdym innym tłumaczeniem. Oznacza to traktowanie każdego pliku jako pliku PDF lub jako innego formatu publikacji. Należy jednocześnie pamiętać, że takie rozwiązanie przysparza znacznie więcej pracy klientowi, kiedy będzie chciał przesłać coś na swoją stronę lub edytować istniejąca już zawartość. Ogólnie rzecz biorąc, nie jest to najlepsze rozwiązanie dla klienta.

Lepsza alternatywa

Inną opcją, nieco bardziej skomplikowaną, ale zapewniającą lepsze rezultaty, jest rozszerzenie możliwości językowych systemu zarządzania stroną internetową (Eng. Site Management System), a następnie wykonanie tłumaczenia na takiej ulepszonej platformie. Ten proces wymaga użycia systemu zarządzania treścią (Eng. Content Management System) i udzielenia dostępu do materiału źródłowego strony osobom odpowiedzialnym za tłumaczenie. Przeprowadzenie procesu w ten sposób oznacza, że klient nie musi się już martwić rozwojem tłumaczonej strony lub jej funkcjonalnością, a ostateczną ocenę jakości pozostawia w rękach tłumaczy.

Rozwiązania nierekomendowane przez Google

Alternatywne rozwiązanie, polegające na tworzeniu kopii tłumaczenia strony w innych adresach URL, niezależnie czy należą do dostawcy czy klienta, nie jest rekomendowane przez Google. Stosowanie tego typu rozwiązania oznacza, że prawdopodobnie nowa, przetłumaczona wersja strony nie będzie odpowiednio się prezentować w nowym języku.

Szara strefa na rynku pracy stanowi już 1/5 PKB. Głównym powodem są utrzymujące się wysokie koszty zatrudnienia

CEO Magazyn Polska

W 2015 roku szara strefa w Polsce osiągnie równowartość 19,2 proc. PKB. Trzy lata temu było to aż 21,1 proc. Jak zauważa Bogdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, do dalszego zmniejszenia liczby osób pracujących na czarno niezbędne są zmiany systemowe. Najważniejsze z nich to redukcja obciążeń podatkowych i spadek kosztów administracyjnych. Dzięki tym rozwiązaniom Polska osiągnęłaby stan charakterystyczny dla państw zamożnych, gdzie szara strefa jest proporcjonalnie mniejsza.

– Czynnikiem, który szczególnie wpływa na szarą strefę, są wysokie koszty pracy, wysokie składki na ubezpieczenia społeczne i podatki, które trzeba płacić. Jeżeli będziemy je obniżali, to automatycznie mniej ludzi będzie pracowało na czarno – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Obecnie i pracodawca, i pracownik muszą odprowadzić po 9,76 proc. wynagrodzenia na składkę emerytalną, a do tego dochodzą jeszcze składki rentowe, wypadkowe i zdrowotne.

Ekspert tłumaczy, że obecność szarej strefy jest w dłuższej perspektywie negatywnym zjawiskiem, zwłaszcza w odniesieniu do osób, które mogłyby pracować legalnie, bo tak nie mają dostępu do świadczeń zdrowotnych ani emerytalnych.

– Ludzie, którzy mogliby pracować w normalnym przedsiębiorstwie, jawnym, nieukrywającym swoich obrotów, są stratni, zakłócana jest też konkurencja na rynku, bo działalność w szarej strefie przyczynia się do niższych cen, gdy nie ma podatku, który trzeba płacić – tłumaczy Wyżnikiewicz.

Zdaniem rozmówcy pełne wyeliminowanie szarej strefy jest niemożliwe. Mimo deklaracji żadnemu z poprzednich rządów nie udało się doprowadzić do istotnej redukcji tego zjawiska. Wiceprezes IBnGR obawia się, że tak będzie również w przypadku obecnych władz.

– To wynika z tego, że zjawisko szarej strefy jest czymś wbudowanym w system i jest to zjawisko bardzo elastyczne. Uczestnicy tej szarej strefy poradzą sobie z różnymi restrykcjami administracyjnymi. Część może w jakiś sposób rzeczywiście ucierpieć, ale ogólnie nie ma szans na to, żeby zjawisko zniknęło – ocenia ekspert.

Bohdan Wyżnikiewicz podkreśla rolę systemowych działań na rzecz ograniczenia pracujących na czarno. Zaznacza, że prowadzenie ogólnopolskich akcji, jak chociażby ostatnia loteria paragonowa, jest lepszym rozwiązaniem niż podejmowanie działań o represyjnym charakterze, ale nie wystarczy do ograniczenia zjawiska.

– To jest coś, co jest bardzo dobre i słuszne, ale nie przypuszczam, żeby to było do końca skuteczne. Natomiast samo hasło, że trzeba ograniczać szarą strefę, nie wystarczy – zauważa.

Dodaje, że innymi skutecznymi metodami w zwalczaniu szarej strefy są rozszerzenie stosowania podatku VAT, posiadanie kas fiskalnych czy obrót bezgotówkowy. W krajach rozwiniętych gospodarczo popularność transakcji bezgotówkowych jest ważnym czynnikiem ograniczającym szarą strefę. 

Słabe perspektywy dla rynku surowców w przyszłym roku

CEO Magazyn Polska

Przez większość 2016 roku ceny ropy naftowej pozostaną niskie. Powodem jest przede wszystkim nadpodaż surowca oraz rosnące zapasy ropy w Stanach Zjednoczonych. Wyhamowanie globalnego wzrostu gospodarczego odbije się natomiast na kondycji miedzi, której notowania w przyszłym roku również będą słabe. Z kolei podwyżki stóp procentowych w USA zmniejszą atrakcyjność inwestycyjną złota.

– Bilans ryzyka zmian cen ropy naftowej jest jednoznaczny i wskazuje na kierunek spadkowy. Główne powody to nadpodaż tego surowca oraz gwałtownie rosnące zapasy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus.

Zdaniem eksperta niskie ceny surowca, poniżej 40 dolarów za baryłkę, utrzymają się przez prawie cały 2016 rok. Obecnie za baryłkę ropy Crude płaci się około 36 dolarów. Nieco droższa jest europejska ropa Brent, która kosztuje około 38 dolarów. Tak tanio ostatni raz na rynku czarnego złota było w połowie pierwszej dekady XXI wieku.

– Z drugiej strony mamy również całą grupę surowców cyklicznych. Do nich należy między innymi miedź. Sytuacja na rynku tego surowca zależy przede wszystkim od sytuacji fundamentalnej i popytu związanego z dynamiką światowego wzrostu gospodarczego – tłumaczy Marcin Mróz.

Ekonomista oczekuje zmniejszenia dynamiki wzrostu i stabilizacji globalnego PKB. Dla notowań miedzi stanowi to negatywny czynnik. Obecnie cena surowca kształtuje się na poziomie około 4600–4800 dol. za tonę. Takie poziomy ostatnio obserwowano na początku 2009 roku.

Nie lepiej wygląda sytuacja na rynku złota. Za uncję trzeba obecnie zapłacić niecałe 1100 dolarów, tyle samo co 6 lat temu. Kruszec ten jest w trendzie spadkowym od drugiej połowy 2012 roku.

– Bardzo specyficznym surowcem jest złoto. Jego cena jest silnie uzależniona od tego, czy i w jakim tempie Fed będzie podwyższał stopy procentowe – zauważa.

Główny ekonomista Grupy Copernicus przypomina, że złoto tradycyjnie postrzegane jest jako bezpieczna przystań. Surowiec zyskuje na wartości szczególnie w okresach dużej awersji inwestorów do ryzyka. Jednak w przypadku pojawienia się innych stabilnych możliwości inwestowania, np. w amerykańskie obligacje skarbowe, kruszec traci na wartości.

– Jeżeli będziemy mieli do czynienia ze wzrostem amerykańskich stóp procentowych, atrakcyjność złota jako sposobu inwestowania będzie mniejsza. Im bardziej Fed będzie podwyższał stopy procentowe, tym gorzej dla złota – wyjaśnia Mróz.

Wszystko wskazuje więc na to, że kruszec w najbliższych miesiącach będzie jeszcze tańszy. W środę Fed po raz pierwszy od niemal dekady podniósł stopy procentowe. Stopa funduszy federalnych znajduje się obecnie w przedziale 0,25–0,5 proc.

Pożyczki krótkoterminowe w 15 min. z automatu. W przyszłym roku stanie kilkaset samoobsługowych maszyn oferujących różne usługi finansowe

CEO Magazyn Polska

Od nowego roku w Polsce będzie działać sieć kilkuset Gotówkomatów, czyli samoobsługowych maszyn udzielających m.in. szybkich pożyczek. To zupełnie nowy kanał dystrybucji usług finansowych. Automaty nie wymagają posiadania konta w banku ani obsługi internetu. Do otrzymania pożyczki wystarczy dowód osobisty. Właściciel urządzeń zapowiada, że pracuje nad rozszerzeniem zakresu ich funkcji, tak by klienci mogli za ich pośrednictwem zapłacić też np. rachunki, wykupić polisę ubezpieczeniową czy skonsolidować swoje kredyty.

Gotówkomaty są już obecne w centrach handlowych kliku polskich miast, dwadzieścia urządzeń działa na zasadzie programu pilotażowego.

– Nasz pierwszy Gotówkomat stanął w sierpniu. Zainteresowanie jest duże, bo codziennie z każdej maszyny otrzymujemy kilka wniosków podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria pomysłodawca biznesu Sylwia Witoszyńska, prezes zarządu Gotówkomat Polskie Płatności.  Do części Gotówkomatów jeszcze klienci muszą się przyzwyczaić, więc liczymy na to, że ta liczba będzie sukcesywnie rosła z każdym miesiącem.

Sylwia Witoszyńska dodaje, że największym wyzwaniem dla firmy było pozyskanie partnerów, u których można postawić Gotówkomat. Ta bariera jednak z miesiąca na miesiąc jest przełamywana i maszyny stają w najlepszych centrach handlowych w Polsce.

– Obecnie mamy dwadzieścia maszyn w całej Polsce i jest to pilotaż. W przyszłym roku rozszerzymy go o kilkaset kolejnych lokalizacji. Docelowo naszym największym wyzwaniem będzie zintegrowanie większej liczby partnerów. Obecnie mamy już kilku, z którymi finalizujemy umowy. Natomiast liczymy na to, że kolejni będą chcieli nawiązać z nami współpracę.

Pożyczkę w automacie można otrzymać w 15 minut. Wystarczy podać numer telefonu, zeskanować dowód osobisty i zrobić fotografię twarzy. To jednak nie oznacza, że urządzenie od razu wypłaci nam pieniądze. Weryfikacja klienta jest taka sama jak w banku Pieniądze – od 300 do 1600 zł – pożycza się maksymalnie na miesiąc, więc jest to pożyczka krótkoterminowa. Pierwszym wierzycielem jest firma Vivus Finance, wkrótce dołączą kolejne firmy pożyczkowe.

 Naszą ambicją jest, aby nasze Gotówkomaty były stacjonarnym punktem, w którym dostępne są wszystkie usługi finansowe na miejscu, bez kolejek, bardzo szybko – deklaruje prezes zarządu Gotówkomat Polskie Płatności. 

W planach firma jest rozszerzenie funkcji automatów o ubezpieczenia, płatności za rachunki, przelewy, konsolidację kredytów oraz usługi innych firm pożyczkowych. Nie wyklucza się też ekspansji zagranicznej.

 Jest bardzo wiele rynków w Europie, m.in. Hiszpania, które są jeszcze bardziej przyzwyczajone do gotówki niż Polacy – mówi prezes Sylwia Witoszyńska z Gotówkomat Polskie Płatności.  To są rynki, w których doskonale takie urządzenia się sprawdzą. Chcielibyśmy po przeprowadzeniu fazy pilotażowej zrobić to samo właśnie za granicą. Pierwszym rynkiem prawdopodobnie będzie Hiszpania, później inne kraje europejskie, a później może inne kontynenty.

Polska szczególnie narażona na ryzyko przestępczości transgranicznej. Drobne nieprawidłowości mogą mieć konsekwencja dla bezpieczeństwa UE i NATO

CEO Magazyn Polska

Ryzyko związane z przestępczością transgraniczną, przemytem oraz niekontrolowanym przypływem osób jest szczególnie wysokie w Polsce. Ze względu na położenie geopolityczne nawet drobne nieprawidłowości w ochronie granic mogą mieć poważne reperkusje międzynarodowe. Eksperci podkreślają, że polskie służby odpowiedzialne za ochronę granic powinny wzajemnie koordynować swoje działania, jednocześnie współpracując z międzynarodowymi instytucjami takim jak agencja Frontex.

Głównym zadaniem każdego państwa jest ochrona własnych granic. Zagrożenia typu politycznego, przestępczego, terrorystycznego dotykają wszystkie państwa. My jesteśmy na te zagrożenia narażeni szczególnie, dlatego że wschodnia granica Polski stanowi też wschodnią granicę Unii Europejskiej oraz NATO – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Kotas, prezes Narodowego Centrum Studiów Strategicznych.

Ekspert dodaje, że z tego powodu nawet lokalne nieprawidłowości związane z ochroną granic państwowych mogą mieć międzynarodowe konsekwencje. W celu utrzymania bezpieczeństwa niezbędna jest więc skoordynowana współpraca wszystkich służb odpowiedzialnych za ich ochronę, takich jak służby celne, straż graniczna czy wojsko.

Dzisiaj najbardziej obawiamy się zagrożenia terrorystycznego. Boimy się tego, że w niekontrolowany sposób będą napływały osoby, których zamiarem będzie zakłócenie spokoju społecznego w Polsce oraz spowodowanie zagrożenia dla życia i zdrowia naszych obywateli – tłumaczy Jacek Kotas.

Bezpieczeństwo i stabilność kraju mogą także zakłócić działania o charakterze przestępczym, m.in. przemyt, a także zagrożenie związane z sytuacją międzynarodową. Prezes NCSS wymienia tu także zagrożenie polityczne, rozumiane jako działalność obcych służb wywiadowczych na terenie naszego kraju.

Aby radzić sobie z takim ryzykiem, trzeba na szczeblu krajowym trzeba wyznaczyć ludzi i przeznaczyć odpowiednie środki na to, aby wzmocnić kontrolę na granicach, a także starać się kontrolować teren Polski już po przekroczeniu granic, czyli sprawdzać, czy nie nastąpiło jakieś nielegalne przejście czy wwóz towaru – podkreśla Jacek Kotas.

Oprócz działań prowadzonych przez krajowe służby należy jednocześnie zacieśniać współpracę międzynarodową. Istotna jest tu przede wszystkim kooperacja z agencją Frontex, odpowiedzialną za ochronę granic Unii Europejskiej.

Przestępczość na poziomie zorganizowanym i zaawansowanym może być zwalczana skutecznie. Natomiast problemem, na który państwo nie ma skutecznych środków, jest przestępczość masowa drobna – mówi Adam Barbasiewicz, wspólnik w Kancelarii Cottyn, Barbasiewicz, Łyś-Gorzkowska.

Jak podkreśla, problematyczna jest walka z drobnymi wykroczeniami o charakterze karno-skarbowych, takimi jak np. przemyt niewielkich ilości papierosów czy alkoholu. Pojedynczy proceder tego typu jest bardzo trudny do wykrycia, jednak w skali całego kraju zjawisko generuje duże straty dla gospodarki.

Jedną z naszych propozycji jest stworzenie i dodanie kategorii niektórych wykroczeń karno-skarbowych do Krajowego Rejestru Skazanych tak, aby sądy i inne organy w zakresie szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości miały pełną informację o historii kryminalnej danej osoby, czy dana osoba nie popełnia tych wykroczeń w sposób permanentny tak, aby uczynić sobie z tego stałe źródło dochodu – informuje Adam Barbasiewicz.

Dzięki temu w stosunku do takiej osoby będzie można zastosować inne środki niż w stosunku do osoby, która popełniła wykroczenie po raz pierwszy.

Barbasiewicz proponuje także inne rozwiązanie, które pozwalałoby służbom celnym na zatrzymanie na granicy cudzoziemca, wobec którego istnieje nieuregulowana należność publiczno-prawna.

Czyli np. cudzoziemca, który zostały w Polsce skazany na karę grzywny albo otrzymał mandat z powodu przemytu. Warunkiem ponownego wjazdu do Polski byłoby uiszczenie takiej należności – wyjaśnia Barbasiewicz

Zgodnie z aktualnym stanem prawnym służby państwowe nie mają takiej możliwości, a osoby mające na koncie liczne drobne wykroczenia mogą nadal legalnie przekraczać polską granicę.

600 gmin w Polsce komunikuje się z mieszkańcami za pomocą SMS-ów

CEO Magazyn Polska

Komunikacja SMS-owa stała się popularna w samorządach, nie tylko w sytuacjach kryzysowych. Obecnie około 600 miast korzysta z takiego rozwiązania, a SMS-y trafiają do przeszło pół miliona Polaków. W przyszłym roku rynek tego typu rozwiązań wzrośnie o 20–30 proc.

– Kanałów komunikacji miast czy gminy z mieszkańcami jest sporo: urzędnicy mogą dzwonić, wysyłać maile, ale wydaje się, że najprostszą, najszybszą i najtańszą ścieżką jest wiadomość SMS – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Ogonowski, dyrektor ds. marketingu & PR ułatwiającej komunikację platformy SMSAPI.pl. – Jest to przede wszystkim kanał szybkiego i bezpośredniego dotarcia, bo taki komunikat trafia wprost do kieszeni odbiorcy i jest odczytywany w ciągu jednej minuty.

Jak wynika z danych platformy SMSAPI.pl, obecnie około 600 miast korzysta z takiego rozwiązania. SMS-y do mieszkańców wysyłane są nie tylko przez duże ośrodki, jak Warszawa, Katowice, Kraków czy Rzeszów (pionier tej ścieżki komunikacji z mieszkańcami, który ją wdrożył w 2009 roku), lecz także mniejsze miasta i gminy. Obecnie prawie pół miliona Polaków otrzymuje bezpłatne powiadomienia.  

– Tym kanałem komunikacji można przekazywać wszelkie możliwe informacje, począwszy od powiadomień kulturalnych, sportowych, przez powiadomienia o zagrożeniach pogodowych czy utrudnieniach w ruchu drogowym – mówi Ogonowski. – Sam fakt, że Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji korzysta z tego powiadomienia w programie RSO, czyli Regionalnym Systemie Ostrzegania, świadczy o tym, że to rozwiązanie jest efektywne.

Subskrypcje SMS cieszą się też coraz większą popularnością wśród mieszkańców. W jednym z niewielkich powiatów województwa śląskiego już w pierwszym miesiącu od uruchomienia usługi zapisało się do niej 250 osób. Dziś z systemu korzysta 920 mieszkańców. SMS daje także możliwość komunikacji dwukierunkowej, co niedawno wykorzystał Szczecin, gdzie w ten sposób można oddawać głos na projekty z budżetu obywatelskiego.

– Przyszłość krótkich wiadomości tekstowych wydaje się dość logiczna – prognozuje Ogonowski. – Niebawem będzie można wykorzystać komunikację dwukierunkową do tego na przykład, by starsze osoby z domu mogły uczestniczyć w życiu miasta.

Zdaniem Andrzeja Ogonowskiego w przyszłym roku rynek tego rodzaju rozwiązań wzrośnie o około 20–30 proc.

– Nie przewiduję szybkiego upadku komunikacji SMS – prognozuje Andrzej Ogonowski. – W ostatnich latach obserwujemy wciąż tendencję wzrostową i wydaje mi się, że w 2016 roku nadal tak będzie. Staramy się wdrażać wiele nowych rozwiązań, w tym rozbudowujące treść skrócone linki. Chcemy dążyć do tego, aby w miarę możliwości technicznych, jakie daje ten kanał komunikacji, dostarczać jak najwięcej nowych, bogatych rozwiązań.

Nie tylko pracodawca powinien motywować do działania pracowników. Mogą to robić także koledzy z pracy

CEO Magazyn Polska

Uznanie dokonań pracowników i premie finansowe – to najważniejsze narzędzia motywacyjne w rękach każdego pracodawcy. Zaangażowanie w wykonywanie obowiązków mogą podtrzymywać także sami pracownicy, tworząc dobrą atmosferę w zespole. Jej podstawą powinno być docenianie i chwalenie osiągnięć współpracowników oraz gotowość do pomocy.

Motywacja do pracy nie jest stała  może ulegać wahaniom w zależności od atmosfery panującej w miejscu zatrudnienia, sytuacji życiowej pracownika, a nawet pory roku. Psychologowie wyróżniają dwa rodzaje motywacji pracowników: pozytywną, wynikającą z chęci otrzymania nagrody (gratyfikacji pieniężnej bądź satysfakcji własnej z dobrze wykonanej pracy) i negatywną, której źródłem jest obawa przed karą. Zdaniem ekspertów system nagród zawsze się sprawdza, nagrody muszą być jednak adekwatne do wykonanej przez podwładnego pracy.

– Nagradzamy to, czego pracownik dokonał, a nie samego pracownika. Musi być jasno uzasadnione, za co on został nagrodzony, bo przeniosło się to np. na dochody w firmie czy zrealizowanie konkretnych celów – mówi agencji informacyjnej Newseria Anna Rosiak, doradca zawodowy, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie.

W utrzymaniu stałego, wysokiego zaangażowania podwładnych ogromną rolę odgrywa pracodawca. Jednym z najważniejszych czynników motywujących do pracy są pieniądze, jednak  zdaniem psychologów pracy  tuż za nim plasuje się uznanie. Pracownicy, których wysiłek i zaangażowanie w wykonywanie obowiązków zawodowych są dostrzegane przez szefów, pracują chętniej i wydajniej. Uznanie może się przejawiać w formie premii finansowych, często jednak zwykłe pochwały wystarczą, by zmotywować pracownika. Dla wielu osób pochwała szefa stanowi nawet rekompensatę nieco niższych zarobków lub braku premii.

– Bardzo lubimy być zauważani i doceniani, zwłaszcza przez naszych przełożonych. Dobrze jest, kiedy czasami prezes wejdzie do pokoju, zobaczy, co pracownicy robią, pochyli się nad ich pracą, pochwali i podziękuje za jakieś działanie. Zwracanie no to uwagi przez pracodawców jest bardzo istotne – mówi Anna Rosiak.

Istotnym czynnikiem motywującym jest także możliwość osiągania sukcesów zawodowych oraz rozwój osobisty. Dbający o pracownika szef powinien więc zapewnić mu warunki pracy pozwalające na realizację tych celów.

Na poziom zaangażowania znaczny wpływ ma ponadto atmosfera panująca w firmie  w dużej mierze zależy ona także od współpracowników. Brak konfliktów lub szybkie ich rozwiązywanie, równość pracowników (także ze względu na płeć), wzajemna życzliwość pracowników wobec siebie  te czynniki sprawiają, że praca jest wydajniejsza.

– Gotowość do pomocy, zauważanie tego, co jest dobrze zrobione oraz zauważanie mocnych stron i sukcesów przez najbliższe otoczenie w firmie będzie powodowało, że z wzajemnością wróci to do nas z powrotem, bo nasza koleżanka czy kolega odwzajemnią się tym samym – mówi Anna Rosiak. 

Warto jednak pamiętać, że gotowość do pomocy nie oznacza wyręczania kolegi. To może bowiem prowadzić do zaniżenia jego poczucia własnej wartości. Niska wiara we własne możliwości to jeden z istotniejszych czynników zniechęcających do pracy.

Nawet 80 proc. Polaków kupuje prezenty przez internet. To czas żniw dla cyberprzestępców

CEO Magazyn Polska

Odsetek kupujących online rośnie z roku na rok. W tym roku prezenty przez internet nabędzie 81,6 proc. Polaków – wynika z badania PayPal/ GfK. Zdecydowana większość użyje do tego smartfona lub tabletu. W okresie przedświątecznym „zarabiają” też cyberprzestępcy. Do kradzieży pieniędzy lub poufnych danych wykorzystują niewiedzę, pośpiech i nieostrożność użytkowników.

– Podczas zakupów online najczęstszym problemem są wyłudzenia poprzez sfałszowane strony WWW – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Jarski, dyrektor regionalny ds. sprzedaży w firmie Trend Micro. – Wydaje nam się, że korzystamy ze sklepu online, a tymczasem jest to fałszywa strona skonstruowana tylko po to, żeby przechwycić informacje. Użytkownicy często nie sprawdzają, czy rzeczywiście są na stronie placówki handlowej i bez żadnej walki przekazują poufne informacje czy nawet numery kart kredytowych, a potem liczą straty.

Żeby takie ryzyko zniwelować, potrzebne są narzędzia, których zadaniem jest blokowanie możliwości podstawienia fałszywych stron. Przede wszystkim konieczna jest jednak ostrożność internautów – sprawdzanie, czy na pasku adresu znajduje się informacja o szyfrowaniu połączenia.

Dobrą praktyką jest też korzystanie z aplikacji na smartfony czy tablety przygotowanych przez usługodawców: serwisy aukcyjne czy sklepy online. Możemy być wtedy pewni, że skieruje nas ona na właściwą stronę, a nie fałszywkę utworzoną tylko po to, aby wykraść informacje – radzi Michał Jarski

Podstawą jest to, żeby ignorować podejrzanie wyglądające linki, np. z reklamami ofert, specjalnych zniżek, itp. Takich wiadomości nie należy odbierać z urządzenia mobilnego, a odczytując je na komputerze, należy skopiować link do przeglądarki, a nie klikać w niego bezpośrednio w wiadomości.

Nikt nie jest w stanie zagwarantować stuprocentowej odporności na atak. Natomiast bardzo dużo można zrobić, zwiększając poziom świadomości na temat BHP w internecie – zauważa Michał Jarski.

Podczas zakupów w sieci powinniśmy unikać Wi-Fi w miejscach publicznych, gdzie przestępy bardzo łatwo mogą podstawić fałszywe elementy. Należy również stosować zabezpieczenia pomagające sprawdzić, czy strona jest legalna, oraz narzędzia eliminujące wirusy internetowe.

Powinniśmy płacić kartą tylko w miejscach, które są nam znane, i za każdym razem sprawdzać, czy jesteśmy przekierowani na właściwy serwis transakcyjny obsługujący karty – mówi ekspert.

Warto też skopiować sobie potwierdzenie dokonania płatności. W ten sposób łatwiej będzie odzyskać pieniądze w razie ewentualnych problemów z zamówieniem. To pewniejsza metoda niż tylko e-mail od sprzedającego.

Na szczególną uwagę zasługuje bezpieczeństwo urządzeń mobilnych, z których coraz częściej dokonywane są zakupy. Jarski radzi, by korzystać z aplikacji przeglądarek mobilnych – są one na bieżąco aktualizowane pod kątem ochrony przed złośliwym oprogramowaniem. Warto mieć także zainstalowane odpowiednie oprogramowanie zabezpieczające, np.  skanujące aplikacje i blokujące podejrzane strony internetowe.

Inteligentny dom pozwala zaoszczędzić nawet 30 proc. na rachunkach za ogrzewanie

CEO Magazyn Polska

Inteligentne rozwiązania, które pomagają sterować pracą grzejników, termostatu czy rolet, mogą obniżyć rachunki za ogrzewanie nawet o 20–30 proc. Dodatkowe oszczędności może przynieść inteligentne zarządzanie oświetleniem. Już mniej więcej co piąty Polak korzysta z inteligentnego rozwiązania w swoim domu.

Stosując inteligentne rozwiązania, w bardzo prosty sposób można ograniczyć rachunki za ogrzewanie – uważa Radosław Borkowski, dyrektor zarządzający w firmie Somfy. – Dzięki łatwym czynnościom w perspektywie miesiąca zaoszczędzić można od 20 do 50 zł, co w skali roku daje zysk na poziomie nawet 600 zł.

Instalacje inteligentnego domu odpowiadające za pracę grzejników pozwalają zarządzać nimi z poziomu smartfona. Można zdalnie wpływać na to, o której godzinie nastąpi obniżenie lub podwyższenie temperatury. Dzięki temu licznik nie bije tak szybko, kiedy w domu nikogo nie ma i można utrzymywać niższą temperaturę. Z kolei odpowiednie zaprogramowanie pracy grzejników – tak by włączały się na kilkanaście minut przed powrotem domowników – sprawi, że nie będą oni wracali do wychłodzonych pomieszczeń.

Ważnym elementem są rolety zewnętrzne, bo energię cieplną tracimy właśnie przez szyby okienne. Stosując rolety zewnętrzne, możemy osiągnąć różnicę nawet 2 stopni, co powoduje, że zimą dogrzewamy mieszkanie za pomocą rolet, a latem schładzamy – wyjaśnia Borkowski.

Jak wynika z badań Eurostatu, Polacy wydają na ogrzewanie przeciętnie 9,9 proc. swojego miesięcznego budżetu. Spośród krajów Unii Europejskiej większe nakłady na zapewnienie ciepła w nieruchomości ponoszą jedynie mieszkańcy Słowacji (13 proc.) oraz Czech (10,6 proc.).

Jak przekonuje Borkowski, dzięki inteligentnym rozwiązaniom mogą również obniżyć rachunki za energię, przede wszystkim zarządzając oświetleniem.

Zdarza nam się zapomnieć o zgaszeniu światła przed domem albo zgaszeniu światła na noc. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom możemy z poziomu telefonu w pracy czy na zakupach automatycznie je wyłączyć – mówi dyrektor zarządzający w firmie Somfy.

Można tak zaprojektować to rozwiązanie, by światło w łazience, garderobie czy przed domem było automatycznie gaszone po kilku minutach od wyjścia domowników. Jak wynika z danych Somfy, niewielkie modyfikacje wystarczą, by zużycie energii w domu spadło o 80–110 kWh miesięcznie. To może obniżyć rachunek o 30–50 zł. 

Poza tym takie rozwiązania są po prostu wygodne dla mieszkańców.

Bardzo popularnym rozwiązaniem jest zautomatyzowana brama. Nowe rozwiązanie geolokalizacji, które wkrótce wprowadzimy w Polsce, to pierwsza inteligentna brama. Kiedy zbliżamy się do naszej posesji, geolokalizator namierza nas i brama się otwiera, a po naszym wejściu do mieszkania brama się zamyka – mówi Radosław Borkowski.

Jak wynika z badań firmy Somfy już prawie 20 proc. Polaków ma w swojej nieruchomości przynajmniej jeden element inteligentnego domu.

To przysłowiowa furtka otwierająca na kolejne instalacje, które można dokładać jak klocki Lego – zapewnia Radosław Borkowski. – Zaletą systemu jest to, że nie musimy od razu instalować całości, tylko możemy krok po kroku budować swój inteligentny dom. Jest to dobre także dla naszego portfela.

Przed świętami firmom pożyczkowym przybywa klientów. Polacy coraz częściej zaciągają mikropożyczki

CEO Magazyn Polska

W okresie przedświątecznym baza nowych klientów firm pożyczkowych rośnie o 20 proc. – wynika z danych podawanych przez Związku Firm Pożyczkowych. Dynamika jest większa niż w ciągu roku. W listopadzie i w grudniu klienci pożyczają też nieco większe kwoty. Firmy konkurują o klientów z bankami, dlatego starają się ułatwiać cały proces i obniżać oprocentowanie.

Dzisiaj konsumenci chcą pożyczać na święta sprawnie i szybko – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kaczmarski, dyrektor operacyjny w firmie Net Credit. – Coraz więcej młodych osób, które jeszcze niedawno zaczynały przygodę z internetem, dzisiaj jest już pełnoletnia, ma swoje potrzeby i oczekuje każdego produktu na już, w tej chwili.

Polacy wydają w okresie przedświątecznym ponad 20 mld zł. Większość pochodzi z oszczędności, ale coraz więcej osób zaciąga na ten cel pożyczkę.

Jak wynika z badań Biura Informacji Kredytowej, w grudniu 2014 roku Polacy zaciągnęli o 34 proc. więcej kredytów, niż wynosiła średnia w III kwartale (w bankach i SKOK-ach). W tym roku może być podobnie. Z bankami coraz częściej konkurują firmy pożyczkowe, oferujące mikropożyczki przez internet.

Pożyczka w sieci jest natychmiastowa. Część klientów korzysta z naszej oferty, nawet będąc na zakupach w supermarkecie. Mogą łatwo zalogować się do aplikacji przez smartfon i zasilić konto, a przez to kartę i zrealizować swoje potrzeby związane z zakupami – przekonuje Piotr Kaczmarski.

Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego w br. z produktów firm pożyczkowych skorzystało około 10 proc. Polaków. Chociaż kredyty krótkoterminowe (tzw. chwilówki) są z reguły nieco droższe od zwykłych, powodem wzrostu popularności może być uproszczona procedura oraz szybka decyzja. Według NBP 79 proc. klientów firm pożyczkowych stanowią osoby, które mają już zaciągnięty przynajmniej jeden kredyt w banku.

Ponad 56 proc. naszych klientów wraca do nas po pierwszej świątecznej pożyczce – zauważa Piotr Kaczmarski. – Konkurujemy w tej chwili z instytucjami bankowymi, starając się, aby nasz produkt był bardziej atrakcyjny nie tylko z racji szybkości otrzymania i dostępność kwoty, lecz także z racji oprocentowania, które obecnie bardzo mocno zbliża się już do stawek oferowanych przez banki.

Według danych Pozyczkaportal.pl podawanych przez Związek Firm Pożyczkowych 15 proc. tego rodzaju pożyczek zaciąganych jest w okresie przedświątecznym. Średnia wartość takiego zobowiązania w tym okresie wynosi 650 zł (w pozostałych miesiącach – 560 zł), a przeciętna wartość pożyczki online na raty – 2 215 zł (od stycznia do listopada – 2 047 zł).

Firmy oferujące pożyczki w internecie wyróżnia przeciętny czas dostarczenia gotówki na konto, który od decyzji klienta nie przekracza pięciu minut, co w tej chwili jest nie do pobicia – podkreśla Piotr Kaczmarski. – Jeżeli chcemy myśleć o wyższej kwocie, czas procedowania nie gra tak dużej roli, wtedy namawiam do wizyty w banku. Natomiast po niskie kwoty: 600 zł, 1 tys. zł, 2 czy 4 tys. zł, zapraszam do nas.

Firmom pożyczkowym co miesiąc przybywa ok. 8 proc. nowych klientów. W okresie świątecznym dynamika rośnie do 20 proc. Jeśli weźmiemy pod uwagę również wyższe kwoty pożyczek, sprzedaż w tym czasie jest o ok. 25 proc. większa niż w pozostałych miesiącach. Z prognozy ZFP wynika, że również w skali roku wzrost będzie podobny.

– Zapewniamy bardzo wysoki stopień bezpieczeństwa – zapewnia Kaczmarski. – Jak każdy bank jesteśmy na stałe spięci z BIK. Co więcej, o każdej pożyczce zaciągniętej w Net Credit i spłaconej na czas informujemy BIK, przez co nasz klient podnosi swój rating w bazie międzybankowej, zwiększając tym samym swoje szanse na uzyskanie kredytu bankowego.