Rezerwa federalna przymierza się do historycznej podwyżki stóp procentowych

W szczytowym momencie kryzysu finansowego w grudniu 2008 r. były przewodniczący Banku Rezerwy Federalnej Ben Bernanke ogłosił, że Rezerwa Federalna zredukuje swoją referencyjną stopę procentową do faktycznego zera. Od tego czasu amerykański bank centralny prowadzi politykę pieniężną, którą można określić mianem „nadzwyczajnej”.

Jednak w marcu bieżącego roku, aktualna przewodnicząca Janet Yellen ogłosiła, że Fed jest na drodze do zmian. Inwestorzy tym samym, wyczekują z zainteresowaniem pierwszej podwyżki stóp procentowych w USA od 2006 r.

Cała uwaga rynków walutowych skupia się obecnie na najbliższym posiedzeniu Fed w sprawie polityki pieniężnej, które ma odbyć się 16 grudnia o 20:00 czasu polskiego. Oczekujemy, że amerykański bank centralny po raz pierwszy od dziewięciu lat ogłosi podwyżkę swojej referencyjnej stopy procentowej.

Na poprzednim posiedzeniu Federalnego Komitetu ds. Otwartego Rynku (FOMC) Rezerwa Federalna wyraźnie zasugerowała możliwość podniesienia stóp w tym miesiącu. Choć osoby odpowiedzialne za wyznaczanie polityki zastrzegły, że będą w dalszym ciągu nadzorować rozwój sytuacji gospodarczej i finansowej za granicą, to ich oświadczenie w porównaniu z poprzednim nie zawierało sugestii, że kondycja pozostałych światowych gospodarek będzie miała wpływ na decyzje podejmowane w USA.

Warto też zauważyć, że Fed wyraźnie zaznaczył możliwość grudniowej podwyżki w następującym stwierdzeniu: „Na najbliższym posiedzeniu Komitet ustali zasadność podwyższenia docelowego przedziału na podstawie oceny postępów – zarówno faktycznych, jak i przewidywanych – w realizacji założonych celów dotyczących maksymalnego zatrudnienia oraz 2-procentowej inflacji“. Nie ulega wątpliwości, że wspomniane warunki zostały spełnione w zeszłym miesiącu.

W naszej ocenie dane gospodarcze odnotowane od czasu ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej, zwłaszcza te pochodzące z rynku pracy, są na tyle korzystne, że możemy niedługo spodziewać się podwyżki stóp. W najnowszych danych na temat wynagrodzeń w sektorach pozarolniczych dwie wartości okazały się wyższe od przewidywanych. Wartość z października została skorygowana i wzrosła do poziomu 298 000 (wykres nr 1), zaś kolejny dobry wynik w listopadzie sprawił, że średnia wartość za ostatnie trzy miesiące osiągnęła solidny poziom 220 000. Również bezrobocie osiągnęło najniższy od siedmiu lat poziom 5%, natomiast wzrost średnich wynagrodzeń, choć wciąż niezbyt imponujący, należy do najwyższych, jakie odnotowano od końca 2009 r.

Wynagrodzenia w sektorach nierolniczych w USAWykres nr 1: Wynagrodzenia w sektorach nierolniczych w USA (2010-2015)

Źródło: Thomson Reuters Datastream Date: 07/12/2015

Co więcej, wzrost gospodarczy utrzymuje się na solidnym poziomie, choć w trzecim kwartale uległ pewnemu złagodzeniu do 2,2%. Inflacja zasadnicza pozostaje na niskim poziomie, który dodatkowo spada z powodu cen energii, natomiast poziom głównego indeksu cen (CPI) wzrósł w październiku do 1,9% (wykres nr 2), przybliżając się tym samym do docelowego poziomu przyjętego przez bank centralny. Dodatkowo, obawy związane z sytuacją na giełdach światowych wyraźnie ustępują.

Stopa inflacji w USAWykres nr 2: Stopa inflacji w USA (2012-2015)

Źródło: Thomson Reuters Datastream Date: 07/12/2015

Komentarze osób odpowiedzialnych za wyznaczanie polityki pieniężnej od czasu ostatniego posiedzenia są również utrzymane w jastrzębim tonie. W swoim wystąpieniu w Kongresie w pierwszym tygodniu grudnia Janet Yellen zasugerowała, że amerykańska gospodarka będzie najpewniej nadal odnotowywać stały wzrost i tym samym stopniowo przybliża się do poziomu, przy którym podwyższenie stopy procentowej jest jak najbardziej uzasadnione.

W związku z potwierdzonymi oczekiwaniami co do podwyżki stóp, dolar amerykański osiągnął w grudniu najmocniejszą pozycję w stosunku do głównych walut od ponad dwunastu lat (wykres nr 3). Spadek USD nastąpił dopiero po mniej korzystnym komunikacie Europejskiego Banku Centralnego o ilościowym łagodzeniu polityki pieniężnej.

 

Indeks dolara amerykanskiegoWykres nr 3: Indeks dolara amerykańskiego (styczeń 2015 – grudzień 2015)

Źródło: Thomson Reuters Datastream Date: 04/12/2015

OCZEKIWANIA

Biorąc pod uwagę najnowsze optymistyczne komentarze decydentów Rezerwy Federalnej oraz imponujące dane gospodarcze, jakie ostatnio odnotowaliśmy w USA, wydaje się niemal pewne, że Rezerwa Federalna rozpocznie zacieśnianie polityki pieniężnej na najbliższym posiedzeniu FOMC 16 grudnia.

Choć decyzja w tej sprawie z pewnością nie będzie jednomyślna – sprzeciw zgłoszą być może nawet trzy osoby – możemy się spodziewać, że Fed podwyższy stopy o 0,25%, zaznaczając, że kolejne podwyżki będą następować stopniowo i w zależności od najnowszych danych. Rynek niewątpliwie podziela ten pogląd – wycena dotycząca grudniowej podwyżki stopy osiągnęła już niemal 80%, co stanowi rekordowy poziom w tym roku.

Jak podkreślaliśmy przez cały rok, stopniowe podwyższanie stóp procentowych w USA powinno skutkować wzmocnieniem dolara amerykańskiego w stosunku do niemal każdej waluty. Wzmocnienie to powinno być najsilniejsze w stosunku do euro, biorąc pod uwagę niedawne złagodzenie polityki pieniężnej Europejskiego Banku Centralnego.

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.12.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.12.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Polityka nie sprzyja wzrostom na warszawskiej giełdzie. Inwestorów niepokoją gospodarcze plany nowego rządu

CEO Magazyn Polska

Inwestorów w Polsce czeka trudny rok. Z jednej strony gospodarka jest w dobrej kondycji i teoretycznie powinna przyciągać kapitał krajowy i zagraniczny. Z drugiej strony inwestorów niepokoją ekonomiczne pomysły nowego rządu, zwłaszcza przyszłość polsko-niemieckich relacji oraz sektora bankowego. Dlatego lokowanie pieniędzy w polskim rynku akcji wielu może uznać za ryzykowny pomysł, a to nie sprzyja wzrostom na giełdzie.

W Polsce, jak zauważają analitycy, sytuacja inwestycyjna nie jest jednoznaczna. Z jednej strony jest wiele czynników fundamentalnych, które wciąż wyglądają pozytywnie, jak choćby stabilny wzrost PKB czy poziom eksportu. Polska jest też wewnętrznie dużo bardziej stabilna niż wiele innych rynków wschodzących. Stosunkowo dobrze wygląda też poziom zadłużenia.

– Ale oczywiście mamy do czynienia z dużą zmianą polityczną  podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Valentijn van Nieuwenhuijzen, szef działu zarządzania aktywami w NN Investment Partners.  Następny rok będzie kluczowy, by się przekonać, czy nowy rząd nadal będzie prowadził spójną, stabilną politykę makroekonomiczną. Pierwszych kilka tygodni nie nastraja optymistycznie. Nadal więc pozytywnie podchodzimy do Polski, ale jeśli ten wspomniany trend się utrzyma, to w przyszłym roku możemy zacząć ostrożniej traktować wasz kraj.

To nie wróży dobrze warszawskiej giełdzie. Polska, jak przyznaje Valentijn van Nieuwenhuijzen, to atrakcyjny rynek, ale jego zdaniem inwestorom trudno tu zapomnieć o czynnikach strachu.

– Te czynniki to wpływ Rosji na Europę Środkową czy zapowiedź podatku dla sektora bankowego, który jest istotny dla rynku kapitałowego. Byłoby więc dobrze, gdyby ten sektor nie był tak dominujący. Kluczową sprawą jest też utrzymanie dobrych stosunków z Niemcami, z pożytkiem dla obu tych gospodarek. To ważne koło zamachowe wzrostu gospodarczego. Byłoby więc niedobrze, gdyby w dłuższej perspektywie polityka zakłóciła pozytywne relacje.

Najlepszą radą, jaką szef działu zarządzania aktywami w NN Investment Partners ma dla inwestorów nie tylko na przyszły rok, lecz także na kolejne lata, jest dywersyfikacja. Valentijn van Nieuwenhuijzen zwraca uwagę na to, że nie należy się koncentrować na jednym rynku, tylko trzeba być elastycznym. Zaznacza przy tym, że rentowności obligacji państwowych są bardzo niskie, więc nie jest to dobra alternatywa dla akcji.

– Trudno będzie osiągnąć satysfakcjonujące zwroty, jeżeli stopy procentowe pójdą w górę. Fed zacznie podnosić stopy procentowe. Trzeba więc rozważyć opcję płynnego wycofywania się z obligacji rządowych, jeżeli znajdą się one pod presją. Inwestorzy powinni także dywersyfikować aktywa pomiędzy regionami a poszczególnymi sektorami gospodarki. Byłbym więc zwolennikiem elastycznej alokacji środków.

Ekspert odnosi się też do wyborów spółek wartych zainteresowania w przyszłym roku. Zwraca uwagę na to, że inwestorzy powinni pilnie śledzić sytuację na rynkach międzynarodowych. To od nich zależeć będą warunki działania wielu polskich firm.

– Wybierając sektory, trzeba zwrócić uwagę na kursy walut, a także na ceny surowców  zaznacza Valentijn van Nieuwenhuijzen z NN Investment Partners.  Obecna sytuacja na przykład może mieć negatywny wpływ na gospodarkę materiałową i sektor energetyczny. W dłuższej perspektywie może być jednak pozytywna dla popytu wewnętrznego w gospodarkach rozwiniętych, a więc dla sektora dóbr szybko zbywalnych, IT, a do pewnego stopnia także dla banków.

W 2016 roku branża outsourcingowa może zatrudnić 20 tys. pracowników. Połowa będzie z nich będzie pracować przy nowych inwestycjach

CEO Magazyn Polska

Nawet 20 tys. nowych miejsc pracy może powstać w przyszłym roku w polskich firmach z sektora outsourcing​owego. Branża rozwija się bardzo dynamicznie i można oczekiwać, że w 2016 roku utrzyma tempo wzrostu na poziomie 18–20 proc. Centra usług wspólnych powstają w kolejnych polskich miastach.

Firmy świadczące usługi outsourcingowe powstają już nie tylko w Krakowie, Warszawie czy Wrocławiu, czyli miastach, które od dawna ściągają najwięcej inwestycji tego sektora, lecz także zaczynają są coraz bardziej widoczne w Trójmieście, Poznaniu, Lublinie czy Bydgoszczy.

 Przewidujemy, że 2016 rok będzie kolejnym rokiem stabilnego wzrostu podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio. – Widzimy, że branża BPO i SSC w Polsce rozwija się w tempie około 18–20 proc. rok do roku. Przewidujemy, że ta dynamika będzie zachowana. Natomiast następuje trochę większa dywersyfikacja między ośrodkami miejskimi, gdzie ten sektor będzie się rozwijał.

Taka skala to mniej więcej 18–20 tys. miejsc pracy tworzonych w ciągu roku, z czego połowa pochodzi z nowych inwestycji.

 Nowe inwestycje, czy to zagraniczne, czy krajowe, wiążą się z tworzeniem nowych miejsc pracy. Nowe miejsca pracy to nowe podatki, z których korzyści czerpie i gmina, i samorząd lokalny, a przede wszystkim pracownicy, którzy mogą zdobywać nowe doświadczenie. Inwestycje zagraniczne mają bardzo znacząco wpływają na rozwoju miast regionalnych.

Inwestycje branży outsourcingowej pojawiają się bowiem już nie tylko w dużych miastach. Także te mniejsze mogą zabiegać o uwagę sektora BPO (centrów outsourcingu procesów biznesowych) i SSC (centrów usług wspólnych). Udało się to np. Olsztynowi czy Elblągowi w województwie warmińsko-mazurskim. Do tej grupy dołączył niedawno Rzeszów, który stał się siedzibą Europejskiego Centrum Księgowego firmy Deloitte. Poszerza się bowiem zakres usług świadczonych przez centra z Polski. Nie są to już jak na początku wyłącznie centra finansowo-księgowe.

Wielokrotnie ci, którzy byli w Polsce z takimi usługami, świadczą już szereg innego typu usług  zwraca uwagę prezes Fundacji Pro Progressio. – Ośrodki miejskie takie jak np. Olsztyn czy Elbląg są w polu zainteresowania takich firm, które mogą zbudować swoje centra, dając pracę 100–150 osobom.

Obecnie polskie centra outsourcingowe świadczą m.in. szeroko pojęte usługi informatyczne, badawczo-rozwojowe, związane z zakupami, obsługą prawniczą. Otwierają je inwestorzy z wielu krajów.

– Obserwujemy, że w ostatnim czasie rośnie zainteresowanie inwestorów z rynku niemieckiego i rynku ukraińskiego. To oznacza, że mamy kompetencje językowe, takie jak język niemiecki czy ukraiński  mówi prezes Wiktor Doktór z Fundacji Pro Progressio.  Rekomendujemy, aby na to zwrócić uwagę, gdyż tutaj istnieje duże prawdopodobieństwo szybkiego pozyskania nowych inwestorów.

ProCam doradza już kilku tysiącom gospodarstw rolnych na terenie całej Polski. Do kolejnych chce dotrzeć m.in. za pomocą aplikacji mobilnych

CEO Magazyn Polska

Świadcząca usługi z zakresu doradztwa agrotechnicznego spółka ProCam obsługuje już kilka tysięcy gospodarstw rolnych i planuje dalszą ekspansję. Realizacja celu ma być możliwa dzięki otwarciu nowych placówek – głównie na południu Polski, a także poprzez zwiększenie zatrudnienia. Spółka równolegle inwestuje w rozwój nowoczesnych technologii. Chce, aby rolnik wyposażony w urządzenie mobilne mógł uzyskać wsparcie bez konieczności osobistego kontaktu z doradcą.

– Firma ProCam na rynku polskim działa od 11 lat i w ciągu kilku ostatnich lat przekształciła się w spółkę ogólnokrajową. Mamy swoje oddziały we wszystkich regionach w Polsce. Zaczynaliśmy na Żuławach i Pomorzu, a teraz jesteśmy obecni w całej Polsce – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Ciszak, prezes zarządu ProCam.

Obecnie dwa główne kierunki rozwoju spółki związane są z rynkiem sadowniczym oraz nasiennictwem i nawozami. Firma stara się także rozszerzyć swój zasięg terytorialny – planuje otwarcie nowych oddziałów w Małopolsce, na Opolszczyźnie oraz na Dolnym Śląsku. W tym roku ProCam uruchomił nowe przedstawicielstwa m.in. na Mazowszu, a jak podkreśla prezes firmy, na Kujawach, Pomorzu czy Mazurach marka ma już ugruntowaną pozycję.

– ProCam działa głównie poprzez kontakt doradców agrotechnicznych z danym gospodarstwem, a więc to nie są punkty sprzedaży, tylko nasi ludzie w terenie. Chcemy być obecni na konkretnej farmie tak, żeby dany produkt, które rekomendujemy rolnikowi, rozwiązał problemów w jego gospodarstwie – tłumaczy.

W chwili obecnej w spółce pracuje około 120 doradców agrotechnicznych, a wraz z otwarciem nowych punktów zatrudnieni zostaną kolejni. Sprawowana funkcja wymaga jednak wysokich kwalifikacji i jak tłumaczy prezes Michał Ciszak, sam proces szkolenia trwa przynajmniej 5 lat.

– Mamy dużo absolwentów szkół rolniczych, współpracujemy ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego oraz z innymi uniwersytetami rolniczymi w Polsce. Mamy program praktyk, program treningów, a nasz dział techniczny szkoli nowych doradców – wyjaśnia.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2013 roku w Polsce było ponad 1,4 mln gospodarstw rolnych, z czego ponad 97 proc. stanowiły gospodarstw indywidualne. Spółka ProCam świadczy usługi doradcze łącznie dla kilku tysięcy z nich. Liczna jest także grupa gospodarstw, które korzystają z innych źródeł wiedzy niż bezpośrednie doradztwo.

– Dlatego rozwijamy urządzenia i aplikacje mobilne tak, żeby pomogły rolnikom, do których bezpośrednio nie docieramy, zanalizować i zdiagnozować swój problem tak, żeby mogli zakupić produkty, które będą rzeczywiście leczyły daną chorobę czy pomagały w żyzności gleby – tłumaczy prezes zarządu spółki ProCam.

Na rynku dostępne są m.in. aplikacje pomocne przy ocenie stanu zdrowia danej rośliny czy takie, które informują o występowaniu na chwastów czy insektów szkodzących plonom. Tego typu oprogramowanie wprowadzane jest przede wszystkim przez producentów środków ochronnych oraz przez dystrybutorów.

– Chcielibyśmy i postaramy się to zrobić w 2016 roku, żeby to nie była tylko aplikacja, ale praktyczne doradzanie, żeby ktoś za tą maszyną stał z tej drugiej strony, zanalizował ten problem i doradził – dodaje.

Tego typu rozwiązania na polskiej wsi stają się coraz popularniejsze. Korzystają z nich przede wszystkim rolnicy młodego pokolenia. Rozmówca tłumaczy, że firma ProCam stara się iść o krok dalej. Jego zdaniem liczba źródeł wiedzy jest na naszym rynku wystarczająca, brakuje natomiast podmiotów świadczących usługi doradcze i edukacyjne.

– Dlatego sama aplikacja nie wystarczy, musi być mechanizm, który te informacje przekształci w wiedzę, i dlatego nadal będziemy stawiać na to, żeby to byli agronomowie naszej firmy – podkreśla

Większa konkurencyjność rynku gazu dzięki terminalowi LNG. Zyskają także pozostałe państwa regionu

CEO Magazyn Polska

W Świnoujściu rozpoczęły się testy gazoportu. Umożliwiła to pierwsza dostawa gazu, która w piątek wpłynęła do terminalu. Rozładunek postępuje zgodnie z harmonogramem. Schłodzono rurociągi, pierwsze LNG jest już podawane do zbiorników LNG. Instalacja w czerwcu 2016 roku zacznie komercyjną działalność. Spółka Polskie LNG prowadzi rozmowy z kolejnymi, po PGNiG, odbiorcami gazu. Dzięki uruchomieniu terminalu polski rynek gazu będzie bardziej zdywersyfikowany. Skorzystać mogą także pozostałe państwa regionu.

Pierwszy ładunek gazu ziemnego, który dotarł do terminalu LNG w Świnoujściu ma z jednej strony znaczenie symboliczne, z drugiej strony techniczne. Symboliczne dlatego, że po raz pierwszy do Polski przypływa gaz drogą morską przewożony na specjalnych statkach, które nazywamy metanowcami – mówi agencji Newseria Maciej Mazur, dyrektor biura komunikacji korporacyjnej spółki Polskie LNG.

Skroplony gaz ziemny ma także istotne znaczenie techniczne. Jest bowiem niezbędny do schłodzenia i rozruchu instalacji przesyłowych terminalu. Kolejna dostawa gazu przypłynie do Świnoujścia w lutym 2016 roku. Umożliwi ona sprawdzenie parametrów gwarancyjnych gazoportu zanim jeszcze rozpocznie on swoje komercyjne funkcjonowanie. Gaz do pierwszych odbiorców już na zasadach komercyjnych ma popłynąć w czerwcu przyszłego roku.

Mamy już podpisany jeden kontrakt na dostawę gazu pomiędzy Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem a spółką QatarGas. Podpisano go na 20 lat i wypełnia około 1/3 mocy naszego terminalu – informuje Maciej Mazur.

Zarząd spółki Polskie LNG prowadzi wstępne rozmowy także z kolejnym dostawcami. Na razie najważniejsze jest jednak zakończenie inwestycji i udostępnienie terminalu pierwszym komercyjnym odbiorcom.

Terminal został zaprojektowany z mocą 5 mld metrów sześciennych, co odpowiada 1/3 polskiego zapotrzebowania na gaz ziemny, ale z opcją rozbudowy o kolejny zbiornik, który dałby kolejne 2,5 mld metrów sześciennych – tłumaczy Mazur.

Analizy biznesowe przygotowane przez spółkę Polskie LNG wskazują na duże zapotrzebowanie na gaz pochodzący z gazoportu w Świnoujściu. W związku z tym rozbudowa terminalu o trzeci zbiornik jest w przyszłości bardzo prawdopodobna. Jak dodaje Mazur, łączny popyt na gaz ziemny zgłaszany przez Polskę oraz kraje sąsiadujące wynosi około 100 mld metrów sześciennych rocznie.

Dzięki sieci gazociągów, którą zbudowała spółka Gaz-System, mamy możliwość transportować gaz z Polski do krajów ościennych. Dodatkowo w wyniku ewentualnej rozbudowy będziemy mogli zarówno wysyłać gaz do terminali satelitarnych, np. na terenie basenu Morza Bałtyckiego, jak i tankować statki bezpośrednio w naszym gazoporcie – wyjaśnia przedstawiciel Polskiego LNG.

Budowa gazoportu w Świnoujściu była ogromnym wyzwaniem infrastrukturalnym oraz technologicznym. Terminal wraz z basenem portowym ma blisko 200 ha powierzchni. Podczas budowy zbudowano 47 kilometrów rurociągów oraz położono 470 km kabli.

Dzięki terminalowi będziemy mogli sprowadzić gaz nie tylko z naszych tradycyjnych kierunków dostaw, lecz praktycznie z całego świata. Możliwości są praktycznie nieograniczone. Możemy mieć gaz z Bliskiego Wschodu czy z Ameryki Północnej – wyjaśnia Mazur.

Dodaje, że czynnikiem decydującym o wyborze konkretnych dostawców gazu będą oferowane warunki handlowe, głównie cena. Jego zdaniem uruchomienie komercyjnego funkcjonowania terminalu przyczyni się do zwiększenia konkurencyjności polskiego rynku gazu.

Będzie więcej punktów wejścia do systemu, dzięki temu będzie więcej możliwości, żeby gaz sprowadzić. W ten sposób nie będziemy zależni od jednego dostawcy, a to zawsze wpływa pozytywnie na pozycję negocjacyjną. Od przyszłego roku będziemy mieli bardzo mocną kartę przetargową w ręku – podsumowuje Mazur.

Polska będzie intensyfikować współpracę z krajami Azji Południowo-Wschodniej. To rynek 600 mln konsumentów

CEO Magazyn Polska

Kraje wchodzące w skład ASEAN, czyli m.in. Filipiny, Indonezja, Tajlandia i Wietnam, to atrakcyjny rynek dla polskich firm, szczególnie z sektora energetycznego i okołogórniczego, IT i teleinformatycznego. Rząd zapowiada, że będzie dążył do intensyfikacji tych relacji i planuje w przyszłym roku misje gospodarcze do tych krajów.

– Przedsiębiorstwa polskie szukają nowych możliwości na rynkach pozaeuropejskich. Ta tendencja oraz szybki rozwój na tym kontynencie i silne działania integracyjne sprzyjają większemu zaangażowaniu polskich przedsiębiorstw m.in. na rynkach państw ASEAN-u, czyli Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Kacperczyk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Region Azji Południowo-Wschodniej to ponad 600 mln potencjalnych konsumentów, którzy potrzebują towarów coraz lepszej jakości. Nawiązaniu głębszych stosunków handlowych może sprzyjać powstała pod koniec listopada 2015 roku ASEAN Community, czyli wspólnota gospodarcza krajów Azji Południowo-Wschodniej. Jej celem jest m.in. zharmonizowanie strategii gospodarczych oraz zwiększenie zakresu współpracy w ramach polityki finansowej i makrogospodarki. W praktyce oznacza to likwidację ograniczeń celnych, poprawienie systemu transakcji elektronicznych, ulepszenie infrastruktury transportowej oraz zwiększenie udziału sektora prywatnego w gospodarce.

Na to, by przedsiębiorcy będą mogli korzystać z takich samych przywilejów jednolitego rynku ASEAN-u, z jakiego korzystają w UE, jeszcze trzeba poczekać. Aczkolwiek te procesy, które teraz się tam dzieją, są bardzo interesujące. Dlatego zachęcamy polskich przedsiębiorców, żeby interesowali się ugrupowaniem ASEAN – mówi Katarzyna Kacperczyk. – Perspektywicznych sektorów jest bardzo dużo: od infrastruktury po nowoczesne technologie, energetyka, górnictwo, przemysł wydobywczy, cały sektor okołogórniczy, ale też czyste technologie, czyli sektor IT i ICT.

Zdaniem resortu spraw zagranicznych ekspansja polskich przedsiębiorstw na rynki azjatyckie powinna być wspierana przez władze. Niezbędna jest przede wszystkim informacja, a więc promocja Polski w krajach ASEAN. Równie istotne jest stworzenie rodzimym przedsiębiorcom warunków do bezpośrednich kontaktów z delegacjami z państw azjatyckich.

– Takie wsparcie polskich inwestorów i przedsiębiorców na rynkach, szczególnie na rynkach pozaeuropejskich, jest szalenie ważne. Poza tym myślę, że trudno jest podjąć decyzje dotyczące eksportu, importu czy inwestycji, jeżeli nie ma się bezpośredniego kontaktu z potencjalnymi kontrahentami i rozeznania na danym rynku – mówi Katarzyna Kacperczyk.

Minister rozwoju Mateusz Morawiecki podczas szczytu Polska–ASEAN zapowiedział, że wesprze polski handel w Azji Południowo-Wschodniej. Minister chce, by Polska stała się w niedalekiej przyszłości łącznikiem gospodarczym między Unią Europejską a Azją Południowo-Wschodnią. Obecnie ASEAN to trzeci, po Stanach Zjednoczonych i Chinach, główny partner handlowy wspólnoty europejskiej. Minister Morawiecki zapowiedział też utworzenie kolejnej misji gospodarczej do krajów Azji Południowo-Wschodniej w 2016 roku.

Innowacyjny wózek inwalidzki z Politechniki Warszawskiej ma szansę podbić światowe rynki

CEO Magazyn Polska

Politechnika Warszawska wraz z firmą GTM Mobil kończy prace nad innowacyjnym wózkiem inwalidzkim. Będzie on bezpieczniejszy i łatwiejszy w obsłudze dla osób, które mają mniej sprawne ręce. Twórcy pomysłu liczą, że pojazd zainteresuje klientów nie tylko w Polsce, lecz także poza granicami kraju.

Dominujący na rynku model wózka inwalidzkiego jeździ dzięki poruszanym rękoma obręczom przytwierdzonym do kół. Rozwiązanie jest skuteczne, ale ma pewne wady. Naraża ręce osoby niepełnosprawnej na urazy i jest nieprzydatne, gdy inwalida ma problemy z chwytem.

Wózek, który został zbudowany przez konsorcjum Politechniki Warszawskiej z firmą GTM-Mobil, napędzany jest w inny sposób – osoba jadąca nim pcha dwie dźwignie, które przez system zębatek napędzają koła.

Te dźwignie pozwalają na zachowanie większego bezpieczeństwa użytkownika podczas jazdy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Krzysztof Fiok, kierownik projektu „Dźwigniowe wózki inwalidzkie dla osób niepełnosprawnych” na Politechnice Warszawskiej. – Osoby niepełnosprawne korzystające z klasycznych wózków z ciągami często jeżdżą w rękawiczkach, które i tak nie chronią ich ani od zabrudzeń, ani od otarć czy skaleczeń. Tutaj kontakt dłoni z dźwignią jest stały, co zwiększa bezpieczeństwo.

Wózek nowego typu ma też inne zalety. Będą go mogły użytkować także osoby, które z napędzaniem tradycyjnych konstrukcji nie są w stanie sobie poradzić. To rozwiązanie szczególnie dla osób z dziecięcym porażeniem mózgowym, dotkniętych niedowładem kończyn górnych lub – w innym wariancie wózka – posiadających tylko jedną sprawną kończynę górną. Dziś w wielu przypadkach słabość chwytu dłoni czy brak siły w rękach powodują, że osoby te są uzależnione od osób trzecich. Jak podkreśla Fiok, dzięki innemu napędowi zmniejszy się ryzyko wykluczenia tej grupy z życia społecznego i zawodowego.

Dodatkowo napędzanie wózka rytmicznym pchaniem dźwigni to też cenne ćwiczenie zwiększające sprawność inwalidów.

Pozwoli to na lepszą rehabilitację – tłumaczy kierownik projektu na Politechnice Warszawskiej. – Przy tej pracy z dźwigniami będą pracowały w pewnym stopniu inne części mięśni niż ma to miejsce w przypadku wózków z ciągami. Będzie to bardziej ergonomiczne, wydajniejsze energetycznie, czyli tym samym nakładem pracy dojedziemy dalej.

Całkowity koszt tego projektu to niespełna 700 tys. zł. Część zainwestowała firma GTM Mobil, a część jest dofinansowana z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Innotech III (z programu operacyjnego Innowacyjna Gospodarka). Projekt kończy się w sierpniu 2016 roku.

W ciągu roku po zakończeniu projektu prawdopodobnie będzie można już kupić taki wózek od firmy GTM Mobil – informuje Krzysztof Fiok. – Nie celujemy tylko w rynek polski. Firma GTM Mobil jest już na tyle znana i doceniana na świecie, że eksportuje wiele swoich produktów, czy to dla kadr paraolimpijskich, czy to dla osób indywidualnych. Ten produkt także będzie kierowany na rynek europejski i światowy. 

 

UE

W okresie przedświątecznym liczba przesyłek rośnie o 20–30 proc. Uszkodzoną paczkę lub opóźnioną dostawę można reklamować

CEO Magazyn Polska

Prawo pocztowe daje klientom możliwość reklamowania niedostarczonej bądź uszkodzonej przesyłki. Reklamację może wnieść przede wszystkim nadawca przesyłki, a w drugiej kolejności – jej odbiorca. Ma na to 12 miesięcy, pod warunkiem że sprawdził zawartość przesyłki przy odbiorze, lub 7 dni, jeśli tego nie zrobił. W razie odrzucenia reklamacji klient może założyć sprawę w sądzie powszechnym lub zdecydować się na postępowanie mediacyjne przed prezesem UKE. 

Polacy coraz chętniej robią zakupy w sklepach internetowych, zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem. Z badania „Zakup prezentów świątecznych przez Polaków” (zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia dla Poczty Polskiej) wynika, że ponad 80 proc. ankietowanych posiadających stały dostęp do internetu właśnie w sieci planuje kupić przynajmniej część gwiazdkowych prezentów. W efekcie w okresie przedświątecznym liczba paczek nadawanych na poczcie i w firmach kurierskich wzrasta o 20–30 proc.

W takich warunkach możliwe są opóźnienia i uszkodzenia przesyłek, które należy reklamować. Prawo do dochodzenia roszczeń w przypadku niewłaściwego wykonania usługi pocztowej ma zleceniodawca, a więc nadawca paczki.

Trzeba pamiętać o tym, że w pierwszym kroku prawo dochodzenia roszczeń w przypadku przesyłek pocztowych ma nadawca. W drugim kroku, jeżeli zrzeknie się go nadawca, prawo ma adresat takiej przesyłki – mówi agencji informacyjnej Newseria Karol Krzywicki, zastępca prezesa UKE.

W przypadku, kiedy przesyłka nie została dostarczona lub została dostarczona uszkodzona, zleceniodawca ma 12 miesięcy na złożenie reklamacji. Termin ten zaczyna liczymy od momentu nadania przesyłki. Odbierając paczkę od listonosza, zamawiający powinien dokładnie sprawdzić jej zawartość – jeśli zostanie stwierdzone uszkodzenie, niezbędne jest spisanie protokołu, w którym wymienione zostaną zniszczenia. Osoby, które zapomną sprawdzić paczkę w momencie dostawy, mają tylko 7 dni od momentu jej otrzymania na zgłoszenie reklamacji.

 Następnie mamy możliwość złożenia reklamacji przesyłki u operatora, niezależnie od tego, w której placówce złożymy. W przypadku Poczty Polskiej, możemy udać się do dowolnej placówki. Możemy złożyć tę reklamację pisemnie, elektronicznie lub ustnie do protokołu. Operator ma 30 dni na udzielenie odpowiedzi na naszą reklamację – mówi Karol Krzywicki.

Jeżeli po upływie 30 dni nie nastąpi reakcja ze strony operatora, osoba składająca reklamację może przyjąć, że została ona uznana. W przypadku odmowy uznania reklamacji zleceniodawca usługi pocztowej ma prawo odwołać się od tej decyzji – ma wówczas 14 dni na zwrócenie się do operatora o ponowne rozpatrzenie sprawy. Operator ma kolejne 30 dni na rozpatrzenie odwołania i w tym przypadku brak reakcji oznacza przyjęcie reklamacji. W przypadku ponownego jej odrzucenia operator musi poinformować klienta, że została wyczerpana droga postępowania reklamacyjnego. Nie oznacza to jednak, że nie może on dalej dochodzić swoich roszczeń.

Są trzy drogi, które przewiduje Prawo pocztowe. Pierwsza to prawo do sądu powszechnego, ale są też dwie prostsze i szybsze drogi do rozstrzygnięcia swojego sporu z operatorem. Pierwsza to jest postępowanie mediacyjne przed prezesem UKE, a druga to postępowanie przed Stałym Polubownym Sądem Konsumenckim, też działającym przy prezesie UKE – mówi Karol Krzywicki.

Reklamacja wnoszona do operatora pocztowego powinna zawierać kilka elementów: imię i nazwisko adresata, adres, przedmiot reklamacji, datę i miejsce nadania przesyłki pocztowej albo przekazu pocztowego, numer dokumentu potwierdzającego nadanie lub numer przesyłki pocztowej, uzasadnienie reklamacji, kwotę odszkodowania, podpis reklamującego oraz datę sporządzenia reklamacji.

Odpowiednio dobrany zapach może zwiększyć sprzedaż nawet o 15 proc. Zapach świąt na dłużej zatrzymuje w sklepie

CEO Magazyn Polska

Marketing zapachowy to nowy sposób promowania sklepu i produktu. Nie tylko przyczynia się do budowania pozytywnego wizerunku marki i lepszej rozpoznawalności, lecz także zwiększa sprzedaż nawet o 15 proc. Z badań wynika, że ludzie znacznie lepiej zapamiętujemy zapachy niż obrazy, a poszczególne nuty zapachowe wpływają na nasz nastrój i motywację do działania. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie dobranie aromatu do branży, grupy docelowej i sezonu. 

Marketing zapachowy jest elementem marketingu sensorycznego, czyli kompleksowego oddziaływania na zmysły klientów w miejscu sprzedaży produktów i usług. Jego celem jest zwiększenie rozpoznawalności marki i pogłębienie relacji klienta z marką na poziomie emocjonalnym. Z badań naukowych wynika, że pamięć węchowa jest znacznie trwalsza niż wzrokowa – człowiek jest w stanie zapamiętać zapach z dokładnością do 65 proc. po roku, podczas gdy fotografię tylko z dokładnością do 50 proc. po trzech miesiącach. Co więcej, 75 proc. naszych emocji wywołanych jest przez bodźce zapachowe. Bodźce zapachowe odbierane są przez ludzki mózg na poziomie nieświadomym i są źródłem podejmowanych decyzji, także tych o charakterze handlowym.

Bodźce zapachowe odbierane przez nas, czy to w miejscu sprzedaży, czy prezentacji towarów i usług, powodują, że dana marka na długo zostaje w naszej pamięci, rośnie jej rozpoznawalność. Klient zaczyna utożsamiać zapach obecny w przestrzeni handlowej lub usługowej z konkretną marką i jej atrybutami. 70 proc. decyzji zapada w miejscu zakupu. Te twarde dane jasno pokazują, jak zmysł węchu może być efektywnie wykorzystany w procesie sprzedaży i w kampaniach marketingowych – mówi agencji Newseria Maciej Kmieciak, menadżer odpowiedzialny za koordynowanie projektów z zakresu marketingu zapachowego w Polsce, na Słowacji i w krajach bałtyckich w firmie AromaCorp.

Z badań amerykańskich naukowców wynika, że wprowadzenie właściwie dopasowanego, wyczuwalnego na granicy świadomości aromatu pozwala osiągnąć 6-proc. wzrost obrotów punktów sprzedaży, 15-proc. wzrost chęci zakupu i 16-proc. wydłużenie czasu pobytu klientów w miejscu sprzedaży.

Blisko 80 proc. ludzi deklaruje, że chętniej wraca do przestrzeni, w których czuli miły zapach. Warto też pamiętać o tym, że o blisko 70 proc. rośnie zapamiętwywaloność danej marki, jeżeli angażujemy przynajmniej trzy zmysły, z tego zmysł węchu jest najważniejszy, ponieważ ludzka pamięć zapachowa jest najtrwalsza – mówi Maciej Kmieciak.

Marketing zapachowy sprawdzi się w każdej gałęzi biznesu. Zdaniem ekspertów najlepszym rozwiązaniem jest wybranie jednego aromatu, który stanie się tzw. logo zapachowym firmy. Nie dotyczy to jednak zapachów sezonowych, które dobiera się w zależności od pory roku. Przed świętami Bożego Narodzenia warto postawić na nuty goździków, pomarańczy, cynamonu, ciastek czekoladowych i szarlotki. Przywołują one relaksującą, ciepłą atmosferę rodzinnych świąt.

Poza konkretnymi sezonami zapach należy dobierać do branży, rodzaju produktu i tym samym grupy docelowej, wystroju i kolorystyki salonu. Poszczególne nuty zapachowe wywołują u człowieka różne bodźce.

Nuty cytrusowe – bergamotka, mandarynka i limonka – są pobudzające, działają energetycznie, stymulują fale mózgowe, pobudzają koncentrację i motywują do większej aktywności. Z drugiej strony np. nuty drzewne – drewno sandałowe, cedrowe – harmonizują przestrzeń, wprowadzają elegancki i niebanalny klimat. Klienci czują się bardziej komfortowo i wyjątkowo, a oferowane produkty oceniają jako bardziej wartościowe i posiadające wyższą jakość, dzięki czemu są skłonni więcej za nie zapłacić – mówi Maciej Kmieciak.

Nuty spożywcze, takie jak karmel, czekolada, wanilia, chleb, wprowadzają natomiast ciepłą, rodzinną atmosferę skłaniającą do dłuższego pobytu w danym sklepie i większych zakupów. Aromaty te stosowane są głównie w przestrzeniach spożywczych, choć wykorzystują je także m.in. salony meblowe, w celu stworzenia przyjemnej, niemal domowej atmosfery towarzyszącej zakupom.

Media społecznościowe pełne zachęt do adopcji psów. Internauci apelują, żeby nie kupować zwierząt w prezencie

CEO Magazyn Polska

W listopadzie i w grudniu w mediach społecznościowych ukazało się prawie 50 tys. wpisów zachęcających do adopcji bezdomnych psów – wynika z analizy IMM i serwisu KarmiePsiaki.pl. Ogłoszenia tego typu objęły zasięgiem 25 mln Polaków. Internauci krytycznie jednak podchodzą do pomysłu kupowania psów w prezencie i apelują o podejmowanie przemyślanych decyzji.

Z monitoringu mediów społecznościowych wynika, że od 1 listopada do 10 grudnia ukazało się blisko 50 tys. wpisów promujących adopcję psów. Jest to znacznie więcej niż w poprzednich miesiącach, kiedy ukazywało się dziennie średnio około tysiąca wzmianek na ten temat – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Jadaś, specjalista ds. badań i produktów w Instytucie Monitorowania Mediów. – Jest to pozytywny trend. Dzięki temu, że Polacy dzielą się informacją o tym, że dany pies poszukuje domu, że dane schronisko ma do oddania pod opiekę wiele zwierząt, więcej osób dowiaduje się o takiej potrzebie.

Szeroki zasięg i rekordowa liczba wpisów to zasługa aktywności schronisk na Facebooku. Poza tym portalem adopcję psów często promowano na Twitterze i Instagramie. Najbardziej aktywne na Twitterze były konta @Psiortal, @Fundacja_Viva i @milosnicy, z kolei na Instagramie – @pro.psy i @schronisko. W tego typu akcje angażują się też osoby prywatne, które same zaadoptowały bezdomnego psa. Przykładowo ProPsy to projekt wolontariuszek, które od lat pomagają psom w schroniskach i same adoptowały sześć zwierzaków. Wykorzystują one aktywnie Instagram i Facebooka oraz stronę WWW, żeby promować ideę przygarniania psów ze schronisk.

Na Instagramie działają schroniska albo osoby prywatne, które zamieszczają zdjęcia psów czekających na adopcję. Są to zdjęcia z reguły bardzo pozytywne, które przedstawiają życie psów w bardzo dobrym świetle, mimo że często warunki, w jakich żyją te zwierzęta, są dość trudne. Internauci chętnie dzielą się takimi fotografiami i dzięki temu, co potwierdzają informacje ze schronisk, udaje się znaleźć nowy dom dla wielu psów – mówi Łukasz Jadaś.

Z analizy IMM wynika, że wpisy o adopcji często łączyły się z takimi wyrażeniami, jak „święta”, „prezent”, „Boże Narodzenie”. Nasilone dyskusje w mediach społecznościowych powodują, że niektórzy podejmują decyzję o podarowaniu psa w prezencie. Internauci jednak krytycznie podchodzą do tego typu zjawiska.

W okresie przedświątecznym wiele osób w internecie pyta o to, jakiego psa kupić na prezent, co często wywołuje bardzo negatywne reakcje innych internautów. Ma to związek z tym, że niektórzy nadal traktują zwierzęta jak rzecz, która kupowana jest pod wpływem impulsu, pod wpływem chwili, podczas gdy trzeba przywiązać znacznie większą uwagę do tej decyzji – mówi Łukasz Jadaś.

Takie decyzje mogą być tragiczne w skutkach, tym bardziej jeśli osoba obdarowana nie jest przekonana do tego pomysłu. Psy są porzucane, zostawiane na ulicy czy podrzucane do schronisk. O tym, że zakup psa pod choinkę nie jest dobrym pomysłem, przypomina m.in. strona a Facebooku „Pies pod choinkę? Tylko pluszowy”, prowadzona przez Fundację Pomocy Labradorom „Prima”.

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

CKK Jordanki, czyli najnowocześniejsza sala koncertowa w Polsce oficjalnie otwarta!

Toruń wzbogacił się o jedną z najnowocześniejszych sal koncertowych w Polsce.

Generalnym Wykonawcą, wartej 157, 97 mln zł (brutto) inwestycji jest konsorcjum: Mostostal Warszawa (Lider) – Acciona Infrastruktura (Partner). Uroczyste otwarcie zainaugurował koncert Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej pod dyrekcją Mirosława Jacka Błaszczyka.

Centrum Kulturalno-Kongresowe na Jordankach w Toruniu zbudowano według projektu światowej sławy architekta – Fernando Menisa. Hiszpański projektant przyznał, że przy jego tworzeniu inspirował się gotycką architekturą Torunia, wpisanego na listę Dziedzictwa Kulturowego Unesco. Projektant wpisał  nowoczesny obiekt z betonu i cegły w wiekową zabudowę miasta. Realizacja tego wyjątkowego przedsięwzięcia zajęła Mostostalowi Warszawa ponad dwa lata, a zakończona inwestycja ma szansę zapisać  się w historii polskiej architektury jako najnowocześniejsza sala koncertowa w naszym kraju.

Oficjalnie otwarte!

Mostostal_Warszawa_1Uroczystemu otwarciu Jordanek, które odbyło się 12 grudnia br., towarzyszył koncert Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej. Pod dyrekcją Jacka Błaszczyka wykonała ona IX Symfonię d-moll op. 21 Ludwika van Beethovena i specjalnie skomponowany na tę okazję utwór Piotra Mossa – Hommage a Toruń. Wydarzenie zgromadziło w Toruniu wielu honorowych gości. Przybył wicepremier prof. Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego. Obecny był projektant sali Fernando Menis. Z Nawarry przyjechał Konsul Honorowy Rzeczypospolitej Polskiej Angel Tellechea Goyena. Nie zabrakło przedstawicieli miast partnerskich Torunia, parlamentarzystów, samorządowców oraz wielu gości z ogólnopolskich i regionalnych instytucji kultury i nauki. Obecni byli także wykonawcy obiektu i osoby nadzorujące przebieg inwestycji.

Andrzej Goławski Prezes Zarządu Mostostalu Warszawa, odbierając z rąk Prezydenta Miasta Torunia specjalne podziękowania dla generalnego wykonawcy inwestycji –podziękował w imieniu konsorcjum wszystkim zaangażowanym w budowę Centrum: między innymi Prezydentowi Miasta Torunia – Michałowi Zaleskiemu, Marszałkowi województwa kujawsko pomorskiego – Piotrowi Całbeckiemu i Prezesowi CKK Jordanki Grzegorzowi Grabowskiemu oraz pracownikom Mostostal Warszawa zaangażowanym w realizację inwestycji – w szczególności: Arkadiuszowi Bińkowi, Dyrektorowi Kontraktu i Robertowi Kiezikowi, Kierownikowi Budowy.

 „W każdym większym mieście Polski znajduje się obiekt wybudowany przez Mostostal Warszawa, który służy mieszkańcom i turystom, ale również wpisuje  się w jego wyjątkowy charakter. Patrząc na Centrum Kulturalno-Kongresowe na Jordankach, jestem dumny i szczęśliwy, że wnosimy swój wkład również w rozwój Torunia. To kolejna inwestycja Mostostalu Warszawa, po Centrum Sportowym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Collegium Humanisticum czy Centrum Optyki Kwantowej, w tym przepięknym mieście. A dla nas wielka satysfakcja i powód do dumy!”powiedział podczas uroczystości Andrzej Goławski, Prezes Zarządu Mostostal Warszawa.

Najnowocześniejsza sala koncertowa w Polsce

Centrum Koncertowe w Toruniu ma sześć kondygnacji i około 22 tys. m² powierzchni.
W jego wnętrzu znajdują się: sala ze sceną i kanałem dla orkiestry,  widownia na 880 miejsc i scena plenerowa na 300 miejsc, a także pomieszczenia techniczne, administracyjne i socjalne. To koncepcja surowej betonowo-ceglanej sali, która częściowo zanurzona jest pod ziemią. Głównym założeniem projektu było stworzenie wielofunkcyjnego obiektu, który pozwoli na organizację różnorodnych wydarzeń: koncertów symfonicznych, jak i popowych, widowisk teatralnych, a także targów oraz pokazów mody.

2015-12-12 Torun Uroczyste otwarcie Centrum Kulturalno Kongresowego JORDANKI w Toruniu. Fot. Wojtek Szabelski / freeepress.pl freepress.pl agencja fotograsficzna skr. poczt. 116 87-100 torun 1 wojtek.szabelski@gmail.com tel. + 48 601 68 21 31

Niespotykane rozwiązania

Przy budowie Centrum Kulturalno-Kongresowego zastosowano wiele niespotykanych dotąd w Polsce rozwiązań. Jednym z nich jest technologia wyłożenia fasady obiektu tzw. PIKADO. Pikado  powstaje w ten sposób, że na jednej stronie szalunku przyklejana jest połamana i chaotycznie ułożona cegła. Między jego drugą stroną a cegłą wlewany jest beton, który wypełnia wszystkie szczeliny. Po utwardzeniu materiału betonowa powierzchnia jest skuwana w taki sposób, aby jak najmocniej ją odsłonić. Architekt chciał tym zabiegiem nawiązać do gotyckiej starówki Torunia. Ponadto – oprócz funkcji estetycznej – pikado stanowi istotny element akustyki budynku. Ciekawym rozwiązaniem jest również mobilna ściana pomiędzy dużą salą koncertową, a salą kameralną, która jest najwyższą ruchomą przegrodą w Polsce.

ABS Investment S.A. wchodzi do indeksu NCIndex30

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, została zakwalifikowana w skład portfela indeksu NCIndex30. Obecność w gronie najbardziej płynnych spółek z alternatywnego rynku świadczy o skuteczności podejmowanych przez Zarząd działań.

 Emitent wejdzie w skład portfela indeksu NCIndex30 po sesji w dniu 18.12.2015 r., kiedy to przeprowadzona zostanie przez GPW w Warszawie jego kwartalna rewizja. Udział ABS Investment S.A. w tym indeksie wyniesie 1,38%. NCIndex30 jest indeksem trzydziestu najbardziej płynnych spółek z rynku NewConnect, a zakwalifikowanie Spółki w skład jego portfela jest bardzo dużym wyróżnieniem oraz potwierdza efektywność w realizacji założeń przyjętej strategii rozwoju, także w odniesieniu do obecności na rynku kapitałowym. Jest to także istotny krok w kierunku budowy pozytywnego wizerunku Emitenta.

„Wejście ABS Investment do indeksu NCIndex30 uważam za duży sukces i wyróżnienie. Niewątpliwie wzrośnie rozpoznawalność Spółki i jej wiarygodność. Zdarzenie to w znaczącym stopniu pomoże nam również w utrwaleniu wizerunku ABS jako firmy o mocnych fundamentach i przejrzystej strategii, która przyciąga do siebie nowych akcjonariuszy i inwestorów.” – mówi Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

 Spółka konsekwentnie realizuje przyjętą strategię rozwoju, co pozwala jej poprawiać wyniki finansowe. Bardzo dobrze wygląda również sytuacja w spółkach portfelowych, zwłaszcza w tych 10-ciu kluczowych, z których każda w tym roku poprawiła swoje wyniki finansowe. Wartość portfela inwestycyjnego ABS Investment S.A. wynosiła na koniec 3 kw. 2015 r. blisko 19 mln zł. W jego skład wchodziło 20 spółek publicznych oraz 6 niepublicznych. Dobre decyzje inwestycyjne oraz wieloetapowy proces doboru spółek portfelowych w oparciu o przyjęte kryteria pozwolił Emitentowi zbudować portfel inwestycyjny, który jest odporny na sytuację rynkową. Spółka planuje także dokonać w najbliższym czasie kolejnych inwestycji w kapitałowych, m.in. w podmioty zajmujące się zarządzaniem gospodarką odpadami oraz ich przetwarzaniem, innowacyjnymi i odnawialnymi źródłami energii, a także specjalistycznymi usługami teleinformatycznymi.

„W naturalny sposób wzrost zainteresowania ABS to pochodna identycznego zjawiska w większości notowanych spółkach portfelowych. Dobre wyniki finansowe spółek z portfela ABS, napływ kapitału do nich z różnych źródeł oraz duża popularność tych spółek na rynku spowodowały również lawinowy napływ nowych projektów do ABS, co z kolei pozwala na komfort ich wyboru do realizacji. Prowadzimy równocześnie analizę i negocjacje warunków dla kilku projektów, tak aby ostatecznie wybrać do realizacji te najciekawsze na możliwie najlepszych warunkach. W konsekwencji portfel ABS staje się coraz lepszy, wyniki ulegają systematycznej poprawie, a marka ABS staje się coraz bardziej rozpoznawalna.” – dodaje Prezes Jarosz.

Prognoza finansowa ABS Investment S.A. zakłada wypracowanie w 2015 r. zysk brutto w przeliczeniu na 1 akcję w przedziale 0,48 zł – 0,52 zł. Z kolei prognozowana wartość aktywów Spółki na koniec 2015 r. (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) w przeliczeniu na 1 akcję ma wynosić od 3,00 zł do 3,30 zł. Emitent prowadzi również dwa programy skupu akcji własnych: Skup A, prowadzony poprzez transakcje sesyjne oraz Skup B, realizowany w ramach zapisów do sprzedaży akcji. W tym roku ABS Investment S.A. wypłacił także dywidendę w wysokości 0,03 zł na akcję z zysku wypracowanego w poprzednich latach.

ABS Investment S.A. w 3 kw. 2015 r. osiągnął 1.418 tys. zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 136 tys. zł. Narastająco, po 3 kw. 2015 r. Spółka wypracowała już zysk netto w kwocie 2.706 tys. zł.

ABS Investment S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od lutego 2011 r., która prowadzi działalność w dwóch obszarach: inwestycji kapitałowych oraz doradztwa finansowego. We wrześniu 2014 r. jej obligacje zadebiutowały również na rynku Catalyst. ABS Investment S.A. specjalizuje się inwestycjach w firmy działające w niszowych branżach, mające już rozwinięty biznes o ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu.

Czy przyjdzie czas na rozmowy o efektywności polskiego państwa?

Mimo postulatów usprawnienia państwa powtarzanych praktycznie przy okazji każdych wyborów do parlamentu czy samorządów, administracja rozrasta się ponad miarę, inwestycje i reformy opóźniają się lub są porzucane, a skuteczność rządów jest trudna do zweryfikowania dla obywateli. Polskie państwo cierpi także na brak zarządzania strategicznego. Czy jest szansa na zmiany?

2015-12_S.Gasik_AFiB VistulaPolskie państwo jest niesprawne nie dlatego, że nie dysponuje właściwymi funduszami, ale dlatego, że właściwie nikt nie zajmuje się systematycznym usprawnianiem mechanizmów jego działania. Tymczasem z analizy rozwiązań przyjętych w najbardziej rozwiniętych krajach (m. in. USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Australii) wynika szereg zaleceń, które mogą przyczynić się do zwiększenia efektywności aparatu państwowego. Do ich wdrożenia konieczny jest jednak pakiet ustaw, a przede wszystkim wola rządzących.

 

Czy politycy w wyborach mogą obiecywać wszystko?

Obietnice wyborcze w Polsce zdewaluowały się – nie są traktowane poważnie ani przez wybieranych ani wybierających. W przeciwieństwie do JOW, umożliwiających odwołanie polityka gdy już zmarnuje część kadencji, lekarstwem na puste obietnice może być zobowiązanie do przedstawiania programów wyborczych w postaci mierzalnej. Np. w „10 celach dla Ameryki” (2011) prezydent Obama przedstawił takie konkrety, jak: „utworzenie miliona nowych miejsc pracy w przemyśle do końca 2016” czy „zmniejszenie importu ropy o połowę do 2020”. Co więcej, obietnice wyborcze powinny zawierać zarys budżetu. Zgodnie z australijską Ustawą o Uczciwości Budżetu (Charter of Budget Honesty Act) programy muszą być formułowane tak, by można było je zweryfikować pod względem korzyści i kosztów. W toku wyborów pomógłby wyborczy tryb pracy Trybunału Konstytucyjnego, który wypowiadałby się o zgodności propozycji kandydata z uprawnieniami urzędu, o który się stara.

Czy administracja wie do czego dąży?

Brak zarządzania strategicznego jest podstawą do słusznych zarzutów, że nie wiadomo, co urzędnicy robią, zrobili i co chcą osiągnąć. Aby doprowadzić do stanu, w którym strategie są realizowane, należy uchwalić ustawę nakazującą rządowi i instytucjom posiadanie strategii, opisującej cele w kategoriach korzyści społecznych, a nie planowanych działań (redukcja liczby zachorowań, a nie liczba wykonanych szczepień). Wzorem może być amerykańska Ustawa o Pracach i Osiągnięciach Rządu (Government Performance and Result Act). Ocena stopnia osiągania celów powinna być głównym kryterium oceny instytucji publicznych.

Czy państwo wie, jak osiągać swoje cele?

Najważniejsze inwestycje i programy rozwojowe są w Polsce realizowane na podstawie tzw. spec-ustaw, które niestety minimalną wagę przywiązują do zarządzania projektami i programami (np. sposób planowania, zarządzanie zakresem prac, zarządzanie ryzykiem czy personelem, sposób monitorowania postępu prac). Takie podejście spowodowało spektakularne porażki największych polskich projektów w ostatnich latach, np. inwestycji na Euro 2012 czy budowy Gazoportu oraz każe przewidywać klęskę innych, np. budowy elektrowni jądrowej. Dlatego zarządzanie projektami należy uznać za strategiczną umiejętność konieczną dla rozwoju kraju. W tym celu należy uchwalić ustawę, która – na podstawie najlepszych praktyk z krajów rozwiniętych – określi sposoby zarządzania i monitorowania projektów. Przykładem takiego aktu jest amerykański Program Management Improvement and Accountability Act. Należy utworzyć Biuro Głównych Projektów, gromadzące specjalistów od zarządzania, jak Major Projects Authority w Wielkiej Brytanii, a realizacja projektów powinna być systematycznie audytowana przez instytucję niezależną od realizujących je podmiotów (np. Ministerstwo Finansów).

Czy sprawiedliwy wybór dostawcy jest najważniejszy?

Polskie Prawo Zamówień Publicznych (PZP) interesuje się przede wszystkim równym dostępem do zamówień. Tymczasem celem tej regulacji powinna być także optymalizacja procesu realizacji zakupu. Oznacza to, że ustawę PZP należy zastąpić Prawem zakupów publicznych, opisującym cały proces realizacji zakupów. Projekty powinny być uznane za czwarty sposób realizacji zakupów publicznych, obok dostaw, usług i robót budowlanych. Ukształtowaną w praktyce częstą wrogość między zamawiającym i wykonawcą powinno zastąpić partnerstwo operacyjne, tzn. ciągła współpraca obu stron w osiąganiu celów. Z kolei za główne kryterium sukcesu należy uznać satysfakcję finalnych użytkowników – czyli np. określonych społeczności, pamiętając, że to zawsze strona publiczna określa zasadnicze warunki realizacji zakupu.

Co zrobić, kiedy coś idzie nie tak jak zaplanowano?

Państwo powinno być nastawione na sprawne dostarczanie usług publicznych, w czym pomocne jest zarządzanie efektywnością. Oznacza to, że każda instytucja musi mieć mierzalne cele, których realizacja jest stale monitorowana, a koordynator gotowy do przedstawienia planu naprawczego. Należy zbudować Biuro Efektywności Administracji, współpracujące i nadzorujące urzędy w określaniu mierzalnych celów (jak: Office of Management and Budget, USA; Cabinet Implementation Unit, Australia). Elementem zarządzania efektywnością w administracji powinno być zarządzanie innowacyjnością, czyli procesy oceniające i wdrażające innowacyjne pomysły. W tym celu wskazane jest powołanie w instytucji stanowiska odpowiedzialnego za podnoszenie efektywności świadczenia usług (Chief Innovation Officer, CINO).

Święte Mikołaje na świecie kochają bombki z Polski

Zbliża się Gwiazdka, a to oznacza manię zakupów, w tym zakupów bombek choinkowych i innych artykułów bożonarodzeniowych. Sięgając po ozdoby z importu nie wiemy, że polski eksport tych towarów też ma ogromną skalę. W zeszłym roku za granicę wysłaliśmy prawie 2,2 mln kg artykułów świątecznych o wartości blisko 107 mln zł. W tym roku polscy eksporterzy mogą jednak dostać rózgę od Rosji, która najprawdopodobniej będzie świętować skromnie. Już w wakacje jedno z biur Świętego Mikołaja w Rovaniemi prawie zbankrutowało w związku ze spadkiem liczby turystów z tego kraju.

Mało kto ubierając choinkę myśli o tym, skąd dotarły do nas świąteczne bombki czy łańcuchy. Tymczasem jak pokazują dane GUS przybywają one do Polski z bardzo daleka, np. z Filipin, Indii, Stanów Zjednoczonych, a nawet z Peru. W zeszłym roku z zagranicy, głównie z Chin, trafiło do polskich sklepów w sumie prawie 3 mln kg artykułów bożonarodzeniowych o wartości blisko 92,3 mln zł. – W 2014 r. polscy importerzy sprowadzili z Państwa Środka ok. 2,4 mln kg ozdób świątecznych o wartości 74 mln zł. Pod względem wartości to prawie 83 proc. całości importu tej kategorii produktów. Dlatego wybierając bożonarodzeniową ozdobę mamy największą szansę trafić właśnie na towar „Made in China” – mówi Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce, instytucji płatniczej obsługującej eksporterów i importerów. Poza Chinami, największą wartość dla importu bożonarodzeniowych artykułów zanotowaliśmy z Niemcami, Ukrainą i Holandią.

Eksport świąteczny: mniejszy ilościowo, ale piękniejszy i większy wartościowo

Dużo importując, Polska jest również znaczącym eksporterem bożonarodzeniowych artykułów i utrzymuje dodatnie saldo wymiany w tej kategorii towarów. Największym naszym rynkiem zbytu są Stany Zjednoczone. Ten kierunek odpowiadał w zeszłym roku za prawie 40 proc. wartości całego naszego wywozu artykułów bożonarodzeniowych. – Mieszkańcy USA znani są ze swojego zamiłowania do bogatej oprawy Świąt Bożego Narodzenia i dekorowania domów, ulic i drzewek świątecznych. To rynek bardzo chłonny tego typu towarów – mówi Radosław Jarema.

Najwięcej ozdób pod względem tonażu wysyłamy jednak nie do USA, ale do…Rosji. Inni odbiorcy eksportu artykułów świątecznych to kraje europejskie, takie jak m.in. Niemcy, Holandia czy Francja. – Polskie ozdoby świąteczne są piękne i podobają się na całym świecie. Duża część z nich, jak np. ręcznie malowane bombki czy dekoracje, należą do sektora premium, bo są unikalne i wykonane jak małe dzieła sztuki – podkreśla Radosław Jarema. Ekspert AKCENTY dodaje, że Polska może z powodzeniem konkurować na rynku światowym z Chinami właśnie dlatego, że nasze produkty są z  innej, dużo wyższej półki.

Co ciekawe, w pierwszej dwudziestce naszych odbiorców eksportu ozdób świątecznych są także kraje dalsze, takie jak Australia i Kanada. Wśród najbardziej nietypowych miejsc, do których w zeszłe Święta trafiły ozdoby z Polski są też np. Kirgistan, Japonia czy RPA.

Święty Mikołaj już od wakacji boi się Rosji

Główny problem, jaki mogą w tym roku odczuć polscy producenci i eksporterzy świątecznych ozdób, to niższy popyt na świąteczne artykuły w Rosji. Powód? Słaby rubel, związany z tym spadek siły nabywczej Rosjan i ogólne „zaciskanie pasa” w związku z pogorszeniem relacji gospodarczych z Zachodem (embarga, sankcje). Sytuacja jest bardzo poważna, bo już w wakacje jedno z najbardziej znanych biur Świętego Mikołaja w Rovaniemi prawie zbankrutowało. Przyczyn kryzysu upatrywano właśnie w spadku odwiedzin turystów z Rosji. – Niestety kłopoty polskich eksporterów są prawdopodobne. Rosja to obok Stanów Zjednoczonych nasz drugi najważniejszy rynek zbytu i do tego szczególnie atrakcyjny, bo prawosławne Święta rozpoczynają się nieco później i polskie firmy mają szansę sprzedawać swoje towary dłużej. Już w zeszłe Święta mieliśmy do czynienia ze słabym rublem, ale dopiero w obecnym roku długofalowe osłabienie tej waluty będzie w pełni odczuwalne dla eksporterów. Chyba że dana firma zabezpieczyła się forwardami, wtedy nie starci na ewentualnych dalszych spadkach kursu  rosyjskiej waluty – komentuje Radosław Jarema.

Jonathan Steel dołączy do BNP Paribas Real Estate w roli Dyrektora ds. Globalnych Rozwiązań Korporacyjnych

Jonathan Steel został powołany przez BNP Paribas Real Estate na stanowisko Dyrektora ds. Globalnych Rozwiązań Korporacyjnych, co jest częścią strategii ukierunkowanej na rozwój działu usług korporacyjnych z zakresu globalnego rynku nieruchomości. Jonathan podlegać będzie Lauricowi Leclerc, Zastępcy Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate.

jonathan_steelJonathan, stacjonując w Londynie, będzie odpowiedzialny za wdrożenie programu ekspansji platformy związanej z usługami korporacyjnymi z zakresu rynku nieruchomości firmy oraz za włączenie istniejącego wachlarza usług świadczonych na rzecz międzynarodowych najemców pod banderę Globalnych Rozwiązań Korporacyjnych (Global Corporate Services, GCS).

Wnosi on ze sobą szerokie doświadczenie na polu usług korporacyjnych z obszaru nieruchomości; ostatnie pięć lat spędził pracując dla CBRE, gdzie piastowanym przez niego końcowo stanowiskiem była rola Dyrektora ds. Współpracy Międzynarodowej dla Barclays, w ramach której zarządzał portfelem nieruchomości Barclays sięgającym wielkości 1,4 mln m kw, co obejmowało usługi strategiczne, usługi ogólnego zarządzania portfelem oraz te związane z obsługą transakcji w obszarze nieruchomości handlowych i innych.

Wcześniej Jonathan zarządzał linią biznesową w ramach zespołu European Global Workplace Solutions firmy odpowiedzialnego za zarządzanie transakcjami międzynarodowymi, w ramach którego prowadził zespół ponad 100 pracowników realizujących rocznie ponad 2000 projektów na terenie 100 krajów na rzecz około 90 klientów korporacyjnych.

Przedtem Jonathan spędził dwanaście lat pracując dla Cushman & Wakefield, z czego ostatnie dwa lata na stanowisku Partnera w zespole rozwiązań korporacyjnych firmy, a jeszcze wcześniej pracował dla Gooch Webster, a także George Trollope.

Lauric Leclerc komentuje: „Zaangażowanie w sprawy najemców korporacyjnych stanowi podwalinę pracy naszej organizacji. Ten angaż wpisuje się w nasze strategiczne dążenie do  osiągnięcia pozycji jednej z czołowych firm świadczących usługi korporacyjne z zakresu rynku nieruchomości. Kierujemy się chęcią podjęcia długoletniej współpracy, a zrealizowane przez nas dotychczas projekty świadczą o tym, że konsekwentnie dostarczamy usługi doradztwa o najwyższej jakości, rozumiemy potrzeby naszych klientów i zawsze dopasowujemy usługi do konkretnych wymogów stawianych nam w trakcie całego cyklu życia nieruchomości.”

Jonathan Steel powiedział: Niezrównane doświadczenie BNP Paribas Real Estate w obszarze usług związanych z rynkiem nieruchomości stanowi wyjątkowo stabilną podstawę do dalszego rozwoju tej konkretnej linii biznesowej. Sposób, w jaki światowe korporacje pozyskują oraz wykorzystują nieruchomości, nigdy dotąd nie miał tak ogromnego znaczenia dla ich marki, wydajności oraz osiąganych zysków. Mam nadzieję, że będę częścią ważnego procesu który sprawi, że portfele nieruchomości naszych klientów staną się możliwie najdoskonalszym aktywem dla udziałowców”.

Złoty wciąż słabnie wobec euro

Złoty jest obecnie najsłabszy wobec euro od stycznia i zawirowań na rynku po decyzjach Szwajcarskiego Banku Narodowego. Nie można winić za tą sytuację tylko strachu przed działaniami nowego rządu, ale patrząc na inne waluty naszego regionu, widać wyraźną słabość złotówki.

Henryk Kowalczyk, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, zapowiedział powrót do starej stawki podatku VAT wynoszącej 22% od 2017 roku. Wspomniał również o zniesieniu podatku miedziowego. Ta kwestia jest z kolei istotna dla inwestorów zainteresowanych GPW, gdzie KGHM przez brak zapowiadanego zniesienia podatku stracił na wartości. W kwestii tego podatku padła natomiast jedna ważna uwaga, dlatego o tym piszemy. Było to “zależy od stanu budżetu”. Nowy rząd wydatki podnosi już teraz. To czy będzie mógł obniżyć podatki dowiemy się tak naprawdę za rok. Obniżka na za rok ma bowiem furtkę na jej odłożenie o kolejny rok, tak by w końcu po kilku “odłożeniach” zostawić ją “w prezencie” kolejnej ekipie rządowej. Ustawa podnosząca VAT wygasa co prawda w 2016 roku, ale jej wydłużenie, posiadając absolutną większość w sejmie i będąc pewnym braku veta prezydenckiego jest możliwa. Obniżka podatku VAT jest ciepło przyjęta przez rynki. Nie zrównoważy to na razie innych pomysłów rządu, przez które złoty do euro traci ostatnimi tygodniami.

Obecnie na EUR/PLN jesteśmy na najwyższych poziomach od stycznia. Konkretniej od paniki związanej z komunikatem ze Szwajcarskiego Banku Narodowego. To wtedy waluty naszego regionu traciły nie tylko wobec franka, ale i innych głównych walut. Trzeba oczywiście zwrócić uwagę na zmiany na rynkach globalnych. Warto tutaj wspomnieć konferencję prasową EBC z 3 grudnia, na której padła deklaracja o mniejszym niż oczekiwały rynki poziomie luzowania. W rezultacie euro zaczęło się umacniać. Od tego czasu złoty stracił niemal 2,5% na wartości. Gdyby to wydarzenie odpowiadało za całą tę zmianę, porównywalna sytuacja byłaby na innych walutach naszego regionu. Korona czeska jest na poziomach sprzed decyzji EBC, forint stracił trochę powyżej 1% a rumuńska leja niecałe 1,5%.

Druga tura wyborów regionalnych we Francji uspokoiła sytuację. Sukces Frontu Narodowego, uważanego za skrajnie prawicowy, był najwyraźniej napędzany niedawnymi zamachami w Paryżu. Formacja ta nadal uzyskała przyzwoity wynik, ale otrzymała jasny komunikat na wybory prezydenckie, że elektorat negatywny jest na razie najprawdopodobniej zbyt silny by liderka Marine Le Pen mogła wygrać drugą turę wyborów.

Dzisiejszy dzień w kontekście danych makroekonomicznych zapowiada się dość ubogo. Najciekawiej zapowiada się wystąpienie prezesa EBC, przypadające na godzinę 12:00. O 14:00 odbędzie się publikacja danych z Polski, jednakże bilans płatniczy rzadko powoduje zmiany na rynkach.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 14.09.2015 do 14.12.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 14.09.2015 do 14.12.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po ostatnich wydarzeniach nowe maksimum znajduje się na 4,3650. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,3650 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2700.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 14.09.2015 do 14.12.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 14.09.2015 do 14.12.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 14.09.2015 do 14.12.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 4,0400 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 14.09.2015 do 14.12.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 14.09.2015 do 14.12.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9700.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 14.09.2015 do 14.12.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 14.09.2015 do 14.12.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0850. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Wysoka wartość rezydualna Toyoty Prius 2016 według prognoz Info-Ekspert

  • W 2016 roku zadebiutuje w Polsce czwarta generacja Toyoty Prius;
  • Według przewidywań firmy Info-Ekspert wartość rezydualna nowego Priusa po 36 miesiącach i 60 tys. km przebiegu wyniesie do 55,5% wartości początkowej;
  • Wysoka wartość odsprzedaży przekłada się na bardzo korzystny całkowity koszt posiadania samochodu, ma także wpływ na niższe raty wynajmu długoterminowego.

Firma Info-Ekspert zajmująca się przewidywaniem wartości odsprzedaży nowych modeli prognozuje dla Priusa 4. generacji bardzo wysoką wartość rezydualną. Według jej analiz właściciele nowego Priusa będą mogli sprzedać samochód po 36 miesiącach i 20 tys. przebiegu rocznie nawet za 55,5% wartości początkowej, znacznie powyżej najpopularniejszych modeli segmentu D.

Toyota Prius to najchętniej wybierany samochód hybrydowy na świecie. Do tej pory kupiło go ponad 3,5 mln klientów. Auto jest cenione za oszczędność i legendarną bezawaryjność – od lat utrzymuje się na szczytach prestiżowych rankingów niezawodności, takich jak TÜV, ADAC czy Consumer Reports. Swoją trwałość Prius zawdzięcza bardzo wysokiej jakości wykonania w japońskich fabrykach marki oraz prostej budowie układu hybrydowego.

W przyszłym roku rozpocznie się sprzedaż Toyoty Prius 4. generacji. Będzie to najnowocześniejszy i najbardziej oszczędny samochód hybrydowy na rynku. Auto zużywa tylko 3 l benzyny na 100 km, o ponad 20% mniej niż poprzedni model. Wraz z nowym Priusem zadebiutują najnowocześniejsze technologie Toyoty – napęd hybrydowy nowej generacji, przełomowa platforma TNGA oraz nowy, jeszcze doskonalszy pakiet systemów bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense, rozbudowany o dwie nowe funkcje – ochronę pieszych i aktywny tempomat.

„Wysokość wartości rezydualnych uzależniona jest m.in. od powszechnie panującej opinii o danej marce lub modelu. W Polsce od lat zakup Toyoty utożsamiany jest z gwarancją wysokiej jakości, długoletnią bezawaryjną eksploatacją oraz niską utratą wartości. Z tego względu samochody Toyoty cieszą się nieustającą popularnością zarówno wśród klientów indywidualnych, jak i flotowych. Atuty te w połączeniu z innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi, nowoczesnym designem zewnętrznym, funkcjonalną kabiną, przystępną ceną zakupu, długim okresem gwarancyjnym oraz wysokimi cenami odsprzedaży poprzednich generacji Priusa są podstawą do prognozowania wysokich wartości rezydualnych dla nowej hybrydowej Toyoty” – powiedział Dariusz Wołoszka, specjalista ds. Wartości Rezydualnych Info-Ekspert.

Wartość rezydualna ma bezpośredni wpływ na całkowity koszt użytkowania samochodu. Pozwala odzyskać więcej pieniędzy zainwestowanych w zakup auta lub obniżyć wysokość rat w wynajmie długoterminowym.

Toyota Prius należy do najdłużej posiadanych samochodów przez pierwszych właścicieli, co potwierdził raport The Top New Cars Owners Keep for 10 Years (Modele posiadane przez 10 lat przez pierwszych właścicieli) portalu iSeeCars. Przywiązanie swoich pierwszych właścicieli Prius zawdzięcza niskim kosztom eksploatacji, uniwersalności i bezproblemowej obsłudze. Do tej pory na drogach można spotkać pierwsze egzemplarze z 1997 roku, które przez 18 lat eksploatacji nie wymagały większych napraw ani wymiany baterii. Toyota Prius może przejechać nawet milion kilometrów, nie sprawiając kłopotów swoim właścicielom.

Firma Info-Ekspert jest wydawcą katalogów i programów komputerowych, służących do profesjonalnej wyceny oraz szacowania wartości rezydualnych pojazdów samochodowych. Oferta Info-Ekspert bazuje na ponad 23-letniej obserwacji oraz analizie polskiego rynku motoryzacyjnego i skierowana jest do instytucji oraz osób zainteresowanych aktualną sytuacją na rynku motoryzacyjnym.

 

Bank Pekao S.A. po raz piąty z rzędu bankiem roku w opinii rynku nieruchomości komercyjnych

Już po raz piąty z kolei, Bank Pekao S.A. został uhonorowany tytułem „Financing Provider of the Year, Poland 2015” przez jury konkursu organizowanego przed redakcję miesięcznika Eurobuild -jednego z najważniejszych pism specjalistycznych sektora Commercial Real Estate w Europie Środkowo-Wschodniej.

“Financing Provider of the Year, Poland 2015” to jedna z 33 kategorii konkursu, otwarta dla wszystkich instytucji finansujących budowę nieruchomości w Polsce w 2015 r. Przy wyborze zwycięzcy brane są pod uwagę nie tylko wielkość, ilość i rodzaj sfinalizowanych umów, ale równie ważnym kryterium jest reputacja, jaką cieszy się dana instytucja na rynku.

Przyznając nagrodę, jury doceniło finansowane przez Bank Pekao inwestycje, takie jak np. GTC Galeria Północna (175 mln Euro finansowania), Blackstone/Multi Forum Gdańsk (139 mln Euro), czy wybrane biurowce HB Reavis w Warszawie (54 mln Euro). Równie istotna była silna pozycja kapitałowa banku, dobre wyniki finansowe oraz konsekwentną obecność w sektorze finansowania nieruchomości od wielu lat.

Nagrodę dla Banku Pekao przyznało jury złożone z przedstawicieli znaczących firm sektora nieruchomości komercyjnych: deweloperów, inwestorów, konsultantów, firm prawniczych oraz banków. Kontrolę nad prawidłowością wyboru kandydatów do nagrody oraz nad głosowaniem sprawowało KPMG.

Wśród zwycięzców w swoich kategoriach znalazły się również projekty finansowane przez Pekao.

Nagrody Eurobuild Awards przyznawane są najlepszym firmom działającym na rynku budownictwa i nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest to unikatowa inicjatywa, która wpisała się w kalendarz najważniejszych wydarzeń na rynku nieruchomości komercyjnych, znajdując uznanie zarówno wśród uczestników ceremonii wręczenia nagród, sponsorów i partnerów, jak i całego rynku. Eurobuild Awards wyrastający na najważniejsze wydarzenie roku kreuje liderów, wskazuje trendy oraz mocne strony rynku.

Publikacja prospektu emisyjnego BIK S.A.

Prospekt emisyjny Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego został opublikowany 14 grudnia 2015 r. Zapisy w Transzy Inwestorów Indywidualnych będą prowadzone w dniach 27 stycznia – 01 lutego 2016 r. Debiut akcji dewelopera powierzchni komercyjnych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie planowany jest w połowie lutego 2016 r.

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. to ogólnopolski deweloper powierzchni komercyjnych, specjalizujący się w budowie i wynajmie nowoczesnych powierzchni magazynowych. Dotychczas  w ramach Grupy Kapitałowej zrealizował inwestycje o łącznej powierzchni ponad 80 tys. m2. Grupa zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 55,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków). Dotychczas zrealizowane zostały dwa retail parki: jeden w Puławach, a drugi w Bielsku-Białej.

Na podstawie Prospektu Emisyjnego oferowanych jest 1.130.000 nowych akcji serii I oraz sprzedawanych jest do 569.606 istniejących akcji serii H. Oferowane inwestorom akcje stanowić będą łącznie 27,4% podwyższonego kapitału zakładowego Spółki i będą uprawniać ich właścicieli do wykonywania łącznie 16,6% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu. Aktualnie 100% akcji Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. jest własnością Belancor Sp. z o.o. z siedzibą w Krakowie. Udziałowcami Belancor Sp. z o.o. są osoby fizyczne.

W ramach transzy detalicznej do inwestorów indywidualnych planowane jest skierowanie do 25% oferowanych akcji, a do inwestorów instytucjonalnych pozostałe 75% oferowanych akcji.

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. oczekuje wpływów z emisji akcji serii I na poziomie około 23,7 mln zł brutto. Wpływy netto zostały oszacowane na poziomie ok. 22,5 mln zł. Cena emisyjna po jakiej będą oferowane akcje zostanie ustalona i opublikowana 26 stycznia 2016 r.

Doradcą i oferującym Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. jest Dom Maklerski BDM S.A., a doradcą prawnym jest Kancelaria GHMW – Gach, Hulist, Prawdzic Łaszcz – Radcowie Prawni sp. k..

Zapisy na akcje można składać w Punktach Obsługi Klienta BDM oraz za pośrednictwem strony www.bdm.pl.

Harmonogram publicznej emisji akcji

proces budowania księgi popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych 25-26 stycznia 2016 r.
opublikowanie ostatecznej ceny i liczby oferowanych akcji 26 stycznia 2016 r.
przyjmowanie zapisów Inwestorów Indywidualnych 27 stycznia – 01 lutego 2016 r.
przyjmowanie zapisów Inwestorów Instytucjonalnych 27 stycznia – 02 lutego 2016 r.
przydział akcji oferowanych do 4 lutego 2016 r.

 

Cele emisyjne

Pozyskane środki w całości wykorzystamy na finansowanie realizacji przygotowywanych projektów deweloperskich dotyczących głównie powierzchni magazynowych, ale także handlowych” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Środki pozyskane w ramach pierwszej publicznej emisji akcji Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. przeznaczy na:

  • rozbudowę Centrum Logistycznego w Sosnowcu poprzez budowę dwóch kolejnych hal magazynowych o łącznej powierzchni najmu około 25 tys. m2
  • budowę Centrum Logistycznego Kraków III o łącznej powierzchni najmu około 18 tys. m2
  • budowę Parku Handlowego w Dzierżoniowie o łącznej powierzchni najmu około 5 tys. m2

Strategia rozwoju

Strategia Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. zakłada zwiększenie o ponad 75% nowoczesnych zasobów magazynowych w trzy lata, z obecnie posiadanych blisko 56 tys. m2 powierzchni.

Spółka ma duży potencjał do dynamicznego wzrostu skali działania. Posiada już grunty wraz z zatwierdzonym planem zagospodarowania terenu, na których będą powstawały obiekty określone w celach emisyjnych. „Mamy jednocześnie do czynienia ze sprzyjającym otoczeniem rynkowym. Sytuacja w branży deweloperskiej jest bardzo dobra. Systematycznie rośnie zapotrzebowanie na nowoczesne powierzchni magazynowe, a wszystkie nasze inwestycje powstające w tym segmencie mają dla najemców bardzo atrakcyjne lokalizacje ze względu na położenie na przecięciu głównych szlaków komunikacyjnych. Potwierdzeniem tego jest bardzo wysoki wskaźnik wynajęcia posiadanych obiektów, który jest bliski 100%” – podkreślił Mirosław Koszany. Dodał, że w osiągnięciu założonych celów z pewnością pomagać będzie także ponad 15-letnie doświadczenie na rynku deweloperskim potwierdzone siedmioma zrealizowanymi inwestycjami.

 Sytuacja finansowa

Kondycja finansowa Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. jest bardzo dobra, a prowadzona działalność charakteryzuje się wysoką rentownością. Wg sprawozdania pro forma na koniec 2014 r. Grupa Kapitałowa osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 15,0 mln zł. Zysk operacyjny wyniósł 11,4 mln zł, a zysk netto 5,4 mln zł. Wartość portfela nieruchomości inwestycyjnych Grupy Kapitałowej wyniosła 176,4 mln zł, a wartość kapitałów własnych 65,7 mln zł.

  2012 2013 2014 Pro Forma 2014*
Przychody ze sprzedaży 18,0 17,0 18,6 15,0
Wynik z działalności operacyjnej 0,4 13,1 11,3 11,4
Wynik brutto 2,9 8,1 5,6 6,5
Wynik netto 1,6 6,8 3,8 5,4
Aktywa ogółem 168,2 183,3 213,1 185,9
Kapitał własny 67,5 73,3 76,4 65,7
Rentowność działalności operacyjnej 2,40% 77,40% 60,90% 75,52%
Rentowność brutto 16,20% 48,00% 30,30% 43,11%
Rentowność netto 9,00% 39,90% 20,20% 35,61%
Rentowność aktywów ogółem 1,00% 3,70% 1,80% 2,88%
Rentowność kapitału własnego 2,40% 9,20% 4,90% 8,15%

 

* Skonsolidowane sprawozdanie finansowe pro forma prezentuje wyniki Spółki za 2014 r. uwzględniając obecny kształt Grupy Kapitałowej, tj. po sprzedaży w maju 2015 r. udziałów w spółce BIK Zarządzanie Sp. z o.o., a co za tym idzie po utracie kontroli nad ww. spółką oraz jej spółkami zależnymi. Sprawozdanie pro forma zakłada przeprowadzenie opisywanej transakcji w dniu 1 stycznia 2014 r.

W pierwszych sześciu miesiącach br. Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. kontynuowało wzrostowy trend. Przychody ze sprzedaży w tym okresie wyniosły 8,3 mln zł, czyli o 18,6% więcej niż rok wcześniej. Zysk operacyjny osiągnął w pierwszym półroczu 2015 r. poziom 3,7 mln zł, co oznacza poprawę w ujęciu rok do roku o 19,3%. Spółka osiągnęła jednocześnie 4,9 mln zł zysku netto, względem 0,1 mln zł na plusie w tym samym okresie poprzedniego roku.

dane w mln PLN I poł. 2014 I poł. 2015
Przychody ze sprzedaży 7,0 8,3
Wynik z działalności operacyjnej 3,1 3,7
Wynik brutto 1,6 5,5
Wynik netto 0,1 4,9
Rentowność działalności operacyjnej 44,40% 45,22%
Rentowność brutto 22,53% 66,63%
Rentowność netto 2,13% 58,88%

Efektywność energetyczna sposobem na walkę z globalnym ociepleniem

W ostatni weekend osiągnięto światowe porozumienie klimatyczne, którego celem jest zatrzymanie wzrostu globalnych temperatur na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza ponad poziom przedindustrialny. Według firmy doradczej Deloitte, Polska, realizując ten cel, powinna m.in. skupić się na działaniach zmniejszających energochłonność naszej gospodarki, co zmniejszy emisje gazów cieplarnianych i skażenie środowiska naturalnego oraz bezpośrednio przełoży się na oszczędności przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Co więcej, poprawa efektywności energetycznej może zwiększyć nasz wzrost gospodarczy i konkurencyjność międzynarodową.

Walka z globalnym ociepleniem będzie przede wszystkim wiązać się z realizacją przyjętej przez Unię Europejską polityki klimatycznej do 2030 r., która zakłada 40-proc. cel redukcji emisji CO2 oraz wzrost udziału OZE w miksie energetycznym UE do co najmniej 27 proc. Kluczowa będzie również poprawa efektywności energetycznej o co najmniej 27 proc. Choć Polska już teraz może pochwalić się zmniejszeniem zużycia energii w przemyśle o niemal 30 proc. w porównaniu do 1995 r., to nadal mamy duży potencjał do poprawy. Zmniejszenie energochłonności polskiego przemysłu, rolnictwa i gospodarki odpadami może dać nam po uwzględnieniu kosztów oszczędności w wysokości 0,5 mld EUR w 2030 r. i 2,3 mld EUR w 2050 r. oraz zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych o 6,6 proc. w 2030 r. i o ponad 10 proc. w 2050 r. ogólnej ilości gazów cieplarnianych wydalanych do atmosfery w tych latach.

Poprawa efektywności energetycznej pozytywnie wpłynie na rachunek ekonomiczny zarówno przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych. Oszczędności energetyczne bezpośrednio przełożą się na oszczędności pieniężne, które uwolnią fundusze na dalsze inwestycje, rozwój produkcji i umożliwią zwiększenie liczby miejsc pracy. Z wyliczeń WISE wynika, że dzięki działaniom na rzecz poprawy efektywności energetycznej polskiej gospodarki nasz PKB mógłby wzrosnąć o 1,5 proc. w 2050 r. Dlatego przeniesienie na polski grunt regulacji wynikających z unijnej dyrektywy ds. efektywności energetycznej będzie stanowiło dobry punkt odniesienia dla firm, które uzależniają swoją aktywność na tym polu od zobowiązań legislacyjnych i ewentualnych zachęt finansowych.” – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej Deloitte.

Utrzymanie wzrostu globalnych średnich temperatur na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza nie zlikwiduje jednak postępujących zmian klimatycznych, a jedynie je ograniczy. Dlatego istotnym elementem światowego porozumienia są działania adaptacyjne, które polegają na dostosowaniu się do zmian klimatu i ich skutków takich jak np. powodzie, ulewne deszcze, fale upałów i susze. Dużą rolę do odegrania na tym polu mają miasta. Swoimi przemyślanymi decyzjami są w stanie dać istotny impuls do niskoemisyjnego rozwoju, a wdrażając strategie adaptacyjne, zarządzić kluczowymi ryzykami z perspektywy polityki miejskiej czy życia mieszkańców. Adaptacją powinny się też zainteresować sektory najbardziej narażone na negatywne skutki zmian klimatycznych, czyli rolnictwo, energetyka i energochłonne branże gospodarki oraz turystyka.

Zmiany klimatu stanowią długoterminowe wyzwanie dla biznesu, co pokazały tegoroczne upały i susza, w skutek których m.in. duże energochłonne przedsiębiorstwa doświadczyły ograniczeń w dostawie energii elektrycznej i musiały ograniczyć produkcję. Należy się spodziewać, że takie sytuacje będą się powtarzać czy też wręcz nasilać w przyszłości. Wg Ministerstwa Środowiska w latach 2001-2010 w wyniku zdarzeń przypisanych zmianom klimatycznym państwo polskie poniosło 54 mld zł strat. Brak działań adaptacyjnych powiększy straty do 86 mld zł w okresie 2011-2020 i 119 mld zł w 2021-2030. Dlatego firmy powinny już teraz zastanowić się nad rodzajem i skalą wpływu, jaki będą miały zmieniające się uwarunkowania środowiskowe na rozwój ich biznesu i podjąć odpowiednie działania adaptacyjne” – podkreśla Magdalena Dembińska, menedżer w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej Deloitte.

 Walka z globalnym ociepleniem i nadmiernymi emisjami to także walka o poprawę stanu zdrowia ludności, co obecnie ma kluczowe znaczenie dla Polski w kontekście smogu wywołanego tzw. niską emisją, czyli zanieczyszczeniami wydobywającymi się z instalacji na wysokości poniżej 40 m, emitowanymi przez indywidualne piece domowe, niewielkie kotłownie i transport. Niska emisja jest groźna ze względu na brak kontroli zanieczyszczeń, ich składu i stężeń. Choć Polska konsekwentnie obniża poziom emisji CO2, to do tej pory nie uporała się z problemem m.in. emisji pyłów zawieszonych oraz zanieczyszczenia powietrza rakotwórczym benzo(a)pirenem. Wg NIK w okresie 2010–2013 przekroczenia poziomów normatywnych pyłu PM10 w skali kraju występowały w ponad 75 proc. wszystkich stref, w których dokonuje się oceny jakości powietrza, a w przypadku benzo(a)pirenu w około 90 proc. stref.

Najlepszym sposobem ograniczenia niskiej emisji będzie przejście indywidualnych odbiorców na ciepło sieciowe lub zastosowanie przez nich nowoczesnych niskoemisyjnych kotłów węglowych. Skłonić ich do tego mogą samorządy, inwestując w rozwój infrastruktury ciepłowniczej, tworząc system zachęt do wymiany wysokoemisyjnych kotłów oraz wprowadzając normy emisyjne dla kotłów, które będą skutecznie przestrzegane. Włodarze miast powinni też promować komunikację zbiorową oraz rozważyć wprowadzenie stref ograniczonej emisji komunikacyjnej w najbardziej zanieczyszczonych częściach miast. W ten sposób mogą doprowadzić nie tylko do odkorkowania miast, ale przede wszystkim polepszyć jakość powietrza i pozytywnie wpłynąć na stan zdrowia mieszkańców” – mówi Irena Pichola.

Bezpieczni jak nigdy! home.pl rozpoczyna współpracę z amerykańską firmą SiteLock LLC

home.pl nawiązał współpracę z amerykańską firmą SiteLock LLC, globalnym liderem w dziedzinie rozwiązań bezpieczeństwa dla stron internetowych.  Od teraz klienci home.pl będą mogli dołączyć do  8 mln firm na całym świecie, które są skutecznie chronione przed atakami hackerów, ale też wirusami i spamem.

-Partnerstwo z home.pl jest elementem rozwoju globalnego SiteLock LLC. Tak jak home.pl, kierujemy swoją ofertę do firm z sektora MŚP, więc współpraca w dostarczaniu rozwiązania bezpieczeństwa dla firm na terenie Europy jest strategiczna – ocenia Tom Serani, wiceprezes ds. rozwoju SiteLock.

– Wdrożenie do oferty produktów firmy Sitelock jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie naszych klientów w kwestii bezpieczeństwa stron internetowych – dodaje Łukasz Daszkiewicz, kierownik produktów z grupy bezpieczeństwa w home.pl. – Klienci zgłaszali się do nas z zainfekowanymi stronami www, które nie były odpowiednio zabezpieczone lub zostały stworzone przez osoby nieprzestrzegające podstawowych zasad bezpieczeństwa

Sitelock pozwala w nieinwazyjny sposób przeskanować stronę internetową po to, żeby wykryć luki w ich zabezpieczeniach. Dzięki temu nie zostaną one  wykorzystane przez hakerów. W zależności od wybranego pakietu, Sitelock pozwala również na usuniecie złośliwego oprogramowania ze strony www przez skanowanie i analizę plików znajdujących się na serwerze FTP.

home.pl oferuje trzy pakiety usługi Sitelock: Sitelock Basic Scan, Sitelock Professional Scan, Sitelock Premium Scan. Różnią się one od siebie ilością skanowanych podstron (25, 100 i 200) oraz opcją automatycznego czyszczenia stron Internetowych ze złośliwego oprogramowania.

92 proc. Polaków korzysta z komórek. Średnio płacą za telefon 49 zł miesięcznie

CEO Magazyn Polska

Polacy stają się coraz bardziej mobilni. Jak wynika z danych UKE, z telefonów komórkowych korzysta 92 proc. społeczeństwa, podczas gdy ze stacjonarnych 24 proc. Więcej niż dwie trzecie Polaków deklaruje, że ma dostęp do internetu – to o 11 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Internautów przybywa też wśród osób z grupy 50+. Z komputerów i sieci korzysta prawie połowa z nich.

Korzystanie z telefonii ruchomej wzrosło o 4 pkt proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Użytkowników przybywa też wśród osób powyżej 50 roku życia i wśród przedsiębiorców – odsetek korzystających z telefonów komórkowych to odpowiednio 92 proc. i 97 proc. (wzrost o 3 pkt proc. i 8 pkt proc.).

Najmniej popularne są usługi telefonii stacjonarnej i cały czas tracą na popularności. Obserwujemy dosyć wyraźny spadek wykorzystania tego kanału komunikacji wśród osób powyżej 50. roku życia – w ciągu ostatniego roku z 40 do 30 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Bator z Departamentu Strategii i Analiz Rynku Telekomunikacyjnego w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej.

Jako powód korzystania z telefonu stacjonarnego osoby te podają najczęściej przyzwyczajenie. Jednocześnie trzy czwarte z nich przyznało, że rezygnacja z telefonu stacjonarnego wiąże się z posiadaniem telefonu komórkowego. Z telefonii stacjonarnej korzysta wciąż wielu przedsiębiorców (30 proc.), głównie duże firmy i sektor publiczny. Jednak odsetek ten w ciągu roku zmniejszył się o 20 pkt proc.

Jak wyjaśnia Bator, telefonia stacjonarna jest dziś najczęściej dodatkiem do usług internetowych i telewizyjnych. Tego typu pakiety, łączące sprzedaż co najmniej dwóch usług, cieszą się coraz większą popularnością wśród klientów.

W 2015 roku 23 proc. Polaków wykorzystało tego typu usługi. Jest to wzrost w stosunku do poprzedniego roku o ponad 7 pkt. proc. Podobnie jak w poprzednim roku najpopularniejszy pakiet usług w Polsce cały czas to zestaw TV i internet stacjonarny – mówi dyrektor w UKE.

Z dostępem do internetu jest w Polsce coraz lepiej. W tym roku 69 proc. konsumentów zadeklarowało, że ma dostęp do sieci. W ubiegłym roku było ich 58 proc.

– Wzrost wykorzystania internetu należy do pozytywnych trendów i jest szczególnie ważny dla prezesa UKE, również w świetle celów Europejskiej Agendy Cyfrowej – mówi Tomasz Bator. – Konsumenci i przedsiębiorcy łączą się z internetem głównie za pomocą laptopów, ale na drugim miejscu są telefony komórkowe.

Średnio wydatki na internet (zarówno mobilny, jak i stacjonarny) sięgają 55 zł miesięcznie. 86 proc. użytkowników internetu mobilnego deklaruje, że spotkała się z usługą LTE, z czego zdecydowana większość już z niej korzysta. Wśród przedsiębiorców 72 proc. korzystających z sieci wybiera internet stacjonarny. Część z nich przyznaje, że sieć światłowodowa gwarantuje większą przepustowość i niezawodność.

Korzystania z komputera i dostępu do sieci deklaruje też 44 proc. badanych w grupie 50+. Ci, którzy nie surfują po internecie, najczęściej podkreślają, że wynika to z braku potrzeby (31 proc.) lub umiejętności (27 proc.).

Internet to duże szanse dla konsumentów, to dostęp do informacji, wiedzy, rozrywki, edukacji czy medycyny, ale wiążą się z nim również pewne zagrożenia związane z bezpieczeństwem w sieci. Nasze badanie w tym roku pokazało, że polscy konsumenci są świadomi tych zagrożeń. 2/3 wskazuje, że je zna i stosuje różne rozwiązania, aby im przeciwdziałać – mówi Bator.

Chodzi m.in. o instalowanie oprogramowania antywirusowego na komputerach czy urządzeniach mobilnych. Nieco gorzej przedstawia się kwestia ochrony danych osobowych. Tylko 23 proc. badanych regularnie czyta regulaminy serwisów społecznościowych, a blisko jedna trzecia akceptuje z automatu ich treść.

Poprawy wymagałaby też znajomość rozwiązań z zakresu internetu rzeczy. Są to rozwiązania, w których urządzenia komunikują się przy użyciu internetu bez udziału człowieka, czyli np. inteligentne samochody, lodówki, pralki, telewizory. Co prawda 25 proc. polskich przedsiębiorców deklaruje, że słyszało o tych rozwiązaniach, natomiast tylko 3 proc. wykorzystuje je na co dzień – mówi Tomasz Bator.

Powodem jest najczęściej obawa przed wysokimi kosztami, cyberzagrożeniami i zarzutem inwigilacji pracowników. Wśród konsumentów indywidualnych wiedza na temat internetu rzeczy lub technologii machine-to-machine jest jeszcze mniejsza. Ci, którzy te pojęcia kojarzą, wymieniają najczęściej smart TV.

Uber zatrudni 140 osób w Polsce. Firma rozpoczęła rekrutacje specjalistów do nowego centrum biznesowego

CEO Magazyn Polska

Firma zatrudni w swoim nowym centrum usług biznesowym w Krakowie 140 osób. Rekrutacja poszukiwanych przez firmę specjalistów już trwa, a pierwsze osoby rozpoczną pracę w centrum już w styczniu 2016 roku. Uber zainwestuje w centrum blisko 39 mln zł, ale na tym nie poprzestanie. Zamierza się rozwijać i zapowiada rozpoczęcie działalności kolejnych centrów biznesowych w innych miastach.

Uber jest bardzo zadowolony z wyników osiąganych w Polsce i nie wyklucza poszerzenia zakresu swych usług. Obok tanich przewozów ekonomicznych rozważa usługi transportowe także w innych klasach cenowych i jakościowych. Zamierza również oferować przewozy w kolejnych aglomeracjach.

 Myślę, że rynek, na którym działa Uber, przede wszystkim odznacza się bardzo dobrym przyjęciem ze strony użytkowników, więc spodziewamy się tutaj rozwoju w bardzo szybkim tempie, tak naprawdę w ciągu paru najbliższych miesięcy, a nawet lat  podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kacper Winiarczyk, dyrektor operacyjny Uber Polska. Pojawiają się nowe rynki, nowe miasta, pojawiają się nowi gracze na tym rynku, bo tak naprawdę chodzi o to, żeby mieszkańcom miast zapewnić jak najwięcej opcji transportowych.

Firma działa w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Poznaniu i Wrocławiu. Kacper Winiarczyk nie chce mówić o prognozach na kolejny rok, zwracając uwagę, że wszystkie prognozy wzrostu, które firma przygotowała dla Polski na rok 2015, zostały parokrotnie pobite.

 Skupiamy się na rozwoju naszej podstawowej usługi, czyli klasy ekonomicznej, ale nie wykluczamy w najbliższych miesiącach wprowadzenia następnych produktów. Na razie skupiamy się na rozwoju od strony technologicznej, która może nie do końca jest widoczna dla konsumentów, natomiast jest bardzo ważna dla naszych kierowców. A to, co dla nas najważniejsze, to przede wszystkim zadowolenie kierowców, które możemy osiągnąć, oferując im wysokie zarobki oraz atrakcyjne i elastyczne warunki pracy.

Wejście Ubera na polski rynek budziło wiele kontrowersji i zostało negatywnie przyjęte przez tradycyjne firmy przewozowe, ale firma podkreśla, że najważniejsi są dla nich klienci.

– Myślę, że to, co nam najbardziej w Polsce tak naprawdę pomaga, to niesamowicie dobre przyjęcie ze strony użytkowników  mówi dyrektor operacyjny Uber Polska. Niedawno przeprowadziliśmy badania wspólnie z Ipsosem i okazało się, że rekordowe 97 proc. użytkowników poleciłoby nasze usługi swoim znajomym lub rodzinie, a to oznacza, że użytkownicy bardzo dobrze nas odbierają.

Przedstawiciele Ubera podkreślają, że w Krakowie mają pracować nie tylko specjaliści od IT, lecz także osoby, które zajmują się procesami biznesowymi, również absolwenci uczelni humanistycznych.

Otwieramy w Krakowie centrum usług biznesowych, gdzie znajdzie pracę 140 wysoko wykwalifikowanych specjalistów i zamierzamy tam zainwestować około 40 mln zł  informuje Kacper Winiarczyk z Uber Polska.  Będą to przede wszystkim specjaliści zajmujący się optymalizacją procesów biznesowych, znajdowaniem przyczyn częstych problemów użytkowników, następnie wdrażaniem procesów, które te problemy mogą rozwiązać, i wdrażaniem tych rozwiązań na terenie całego regionu.

Najwięcej firm w Polsce upada w trzecim roku działalności. Te najmniejsze za bardzo ufają kontrahentom

0

CEO Magazyn Polska

Nadmiar zaufania do kooperantów często gubi mniejsze firmy. Wywiadownie gospodarcze podkreślają, że właśnie w tym segmencie rynku zagrożenie jest największe, i radzą, że lepiej zainwestować w profesjonalne raporty handlowe, niż borykać się z niezapłaconymi fakturami. Tym bardziej że kondycja finansowa partnerów biznesowych może się nagle zmienić.

Z analiz wywiadowni gospodarczej CRIBIS.pl wynika, że trzeci rok jest najbardziej kryzysowy w działalności polskich firm. Powszechnie uważa się, że najbardziej niestabilne i najmniej godne zaufania są firmy młode, które dopiero rozpoczęły działalność. To mylny pogląd, bowiem na ogół firmy startują z pomysłem na działalność i na początku wdrażają go zgodnie z planem. Kłopoty pojawiają się później, gdy pierwotna strategia okazuje się nieaktualna. Jak pokazują dane CRIBIS.pl, to właśnie pomiędzy 25. a 36. miesiącem działalności firmy najczęściej upadają. Tymczasem ich partnerzy właśnie nabrali do nich zaufania i uważają, że mogą kontynuować współpracę na dotychczasowych warunkach.

– Zakładanie, że nasi kontrahenci zawsze będą w tej samej kondycji, jest dosyć dużym nadużyciem. To nie jest do końca prawda  tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dominik Lewandowski, dyrektor ds. rozwoju odpowiedzialny za markę CRIBIS.pl w CRIF Polska. – Nawet w naszej firmie bez względu na to, na jakim jesteśmy etapie, czasami powodzi się lepiej, czasami gorzej, to samo dotyczy naszych kontrahentów.

CRIBIS.pl ocenia, że o ile duże firmy i korporacje dość dobrze radzą sobie z oceną swoich potencjalnych kontrahentów, bo mają do tego odpowiednie wydziały i departamenty, o tyle małym i średnim przedsiębiorstwom brakuje do tego odpowiednich narzędzi. Często  jak mówi Dominik Lewandowski  gdy mają klienta, który chce kupić towar na fakturę z odroczonym terminem płatności, nie wiedzą, jak zareagować.

– Tak naprawdę nie mają wiedzy ani czasu na to, żeby zająć się głęboką analizą swoich potencjalnych klientów – podkreśla Dominik Lewandowski z CRIF Polska.

Grupa CRIF, do której należy CRIBIS.pl, jest obecna w 50 krajach świata. Rozwiązania, które oferuje w Polsce, mogą się stać inspiracją do tworzenia ofert dla przedsiębiorców w innych krajach.

– Sprawdzamy, czy te rozwiązania, które adresujemy do małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce będzie można później wykorzystać w innych krajach –podkreśla dyrektor ds. rozwoju, odpowiedzialny za markę CRIBIS.pl w CRIF Polska. – To działa też w drugą stronę, wiele elementów, które tu wykorzystujemy w Polsce, to elementy zebrane z innych krajów, z innych doświadczeń, z innych środowisk biznesowych i z innych firm, które CRIF posiada na całym świecie.

Dominiki Lewandowski podkreśla, że międzynarodowa współpraca jest szczególnie przydatna w przypadku kontraktów eksportowych. Pozwala budować zaufanie pomiędzy firmami z różnych krajów.

– Polskie przedsiębiorstwa, które eksportują, pytają o firmy zagraniczne, tak jak i firmy zagraniczne eksportujące towary ze swoich krajów do Polski pytają o przedsiębiorstwa polskie, a ta wymiana dotycząca informacji jest tym bardziej ważna, jeżeli dotyczy większych odległości. Wywiad gospodarczy i raporty o firmach z innych krajów mogą w znaczący sposób pomóc w prowadzeniu biznesu – tłumaczy Dominik Lewandowski z CRIF Polska.

DM Copernicus: W najbliższych dniach nie będzie dobrego klimatu do decyzji inwestycyjnych w kraju. Dolar pozostanie silny, kondycja złotego się pogorszy

CEO Magazyn Polska

Prawie pewna już podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i wydłużony program luzowania polityki pieniężnej w strefie euro będą w najbliższych tygodniach i miesiącach wspierać dolara – uważa Marcin Mróz z Grupy Copernicus. Pogorszyć się może natomiast kondycja polskiej waluty. Oprócz negatywnego sentymentu wokół rynków wschodzących złotemu szkodzą czynniki wewnętrzne takie jak m.in. oczekiwana zmiana polskich władz monetarnych.

– W amerykańskiej polityce pieniężnej najprawdopodobniej realizowany będzie kierunek w stronę wyższych stóp procentowych. Z drugiej strony mamy Europejski Bank Centralny, który zapewne będzie politykę pieniężną luzował w większym stopniu, niż to było dotychczas zapowiadane – mówi agencji informacyjne Newseria Inwestor Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus.

Zdaniem eksperta Amerykańska Rezerwa Federalna na najbliższym posiedzeniu podwyższy stopy procentowe o 25 punktów bazowych. W przypadku realizacji takiego scenariusza dolar amerykański w stosunku do euro zyska na wartości. W jego ocenie taki trend będzie się utrzymywał na rynku walutowym w perspektywie najbliższych kilku miesięcy.

– Być może nie będzie to miało miejsca w ciągu najbliższego tygodnia czy najbliższych dwóch, ale wydaje mi się, że to jest taki strategiczny kierunek, który można obstawiać przynajmniej na kilka kolejnych miesięcy – stwierdza.

Z kolei na zachowanie polskiej waluty wpływ ma jednocześnie kilka niezależnych czynników. Pierwszy z nich to ogólny sentyment do rynków wschodzących, do których w dalszym ciągu zaliczany jest nasz kraj. W tej chwili sentyment jest raczej negatywny, a inwestorzy atrakcyjniej oceniają perspektywy rynków rozwiniętych.

– Drugi element, na który warto zwrócić uwagę, to nasza sytuacja wewnętrzna i niepewność związana z sytuacją polityczną i nadchodzącymi decyzjami, jak choćby wymianą praktycznie całej Rady Polityki Pieniężnej – dodaje Marcin Mróz.

Ekonomista w obecnej sytuacji nie spodziewa się poprawy kondycji złotego. Jego zdaniem bilans czynników ryzyka wskazuje, że nasza waluta może zanotować w najbliższym czasie kolejne minima względem euro, funta czy dolara.

W opinii Marcina Mroza z Grupy Copernicus, w najbliższych dniach na globalnych rynkach finansowych będzie panował trend horyzontalny. Zbliża się bowiem najbardziej wyczekiwana decyzja miesiąca. Jest prawie pewne, że FED po raz pierwszy od 2006 roku zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych w USA.

– Mamy do czynienia z decyzją, która jest kamieniem milowym dla sytuacji rynkowej i to, w jakiej formie ona zostanie wdrożona i przeprowadzona, będzie rzutowało na zachowanie rynków finansowych w ciągu nadchodzących tygodni, jeżeli nie miesięcy – tłumaczy.

Rozmówca przewiduje, że po kilkuletnim okresie polityki zerowych stóp w USA, która została również wsparta przez trzyetapowy program luzowania ilościowego QE, nadszedł czas na dokonanie kroku w stronę normalizacji polityki pieniężnej, która powinna nastąpić wraz z widoczną poprawą kondycji amerykańskiej gospodarki. Marcin Mróz podkreśla jednak, że decyzji o zmianie stóp procentowych towarzyszyć będzie łagodny komunikat rozkładający dalsze podwyżki w czasie.

– Taki scenariusz w tym momencie jest dyskontowany przez rynki finansowe. Może się więc okazać, że decyzja FED nie będzie mieć większego wpływu na rynek – wyjaśnia.

Główny ekonomista Grupy Copernicus wskazuje przy tym na rozbieżność w polityce pieniężnej prowadzonej przez poszczególne banki centralne. Choć FED rozpoczął już jej stopniowe zacieśnianie, tak EBC czy Bank Japonii w dalszym ciągu mają łagodniejsze nastawienie. Z tego powodu dolar w najbliższym czasie powinien zyskiwać.

Polska wiceliderem regionu w sektorze gier komputerowych. Twórcy z branży mogą liczyć na 500 mln zł na badania i rozwój

Wartość polskiej branży gier szacowana jest na ponad 1,6 mld zł, a w ciągu dwóch lat może przekroczyć 2 mld zł. To jeden z najbardziej innowacyjnych sektorów polskiego przemysłu kreatywnego, który dużą wagę przywiązuje do badań i rozwoju. W przyszłym roku firmy z branży będą mogły się starać o wsparcie finansowe. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju uruchomi program GameINN, którego budżet to 490 mln zł.

Sprzedaż gier w Polsce przekroczyła 1 mld zł. My natomiast skupiamy się na tym, ile zarabiają gry wyprodukowane w Polsce sprzedawane na całym świecie. Przez pierwsze trzy kwartały sprzedaliśmy gry za ponad 550 mln zł, z czego ponad 95 proc. to jest sprzedaż za granicą – mówi agencji Newseria Biznes Adam Kiciński, prezes CD Projekt, firmy, która stworzyła m.in. odnoszącą sukcesy zagranicą serię gier „Wiedźmin”.

Branża gier komputerowych rośnie globalnie w tempie 6–10 proc. rocznie i według różnych prognoz nie będzie zwalniać. Jest to najszybciej rozwijający się sektor branży rozrywkowej.

W Polsce rozwija się jeszcze szybciej, jest bardzo modny, bardzo popularny. Jest coraz więcej twórców, którzy odnoszą coraz większe sukcesy – mówi Kiciński. – Polscy producenci gier są bardzo głodni sukcesu i potrafią na niego bardzo ciężko pracować. Nie mają kompleksów i bardzo odważnie wchodzą na zagraniczne rynki.

Jak wynika z danych agencji Newzoo, wartość globalnego rynku gier wideo sięga według różnych szacunków od 90 do 100 mld dolarów. Liderami rynku są USA (ponad 20 mld dol.), Chiny (ok. 18 mld dol.) oraz Japonia (12,2 mld dol.) W Polsce to ponad 400 mln dol. (ponad 1,6 mld zł). To drugi – po Rosji – wynik w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W Polsce jest 13,4 mln graczy (na świecie 1,7 mld). Działa tu 160 firm i 6 tys. pracowników.

Przy obecnej dynamice rozwoju sektor gier komputerowych może się stać jednym z wiodących elementów polskiego przemysłu kreatywnego i znakiem rozpoznawczym naszej innowacyjnej gospodarki.

Polska słynie na całym świecie z wielu kreatywnych i utalentowanych ludzi w sektorze gamingowym. Powstaje tu wiele różnych gier. Zajmują się tym zarówno niezależni twórcy, jak i firmy, które współpracują z różnymi podmiotami zagranicznymi. Wraz z rozwojem rynku Polska może się stać centrum tworzenia gier. To jest rola, którą polski rynek i społeczność polskich twórców mogą odegrać – mówi Jeff Burton, współzałożyciel firmy produkującej gry EA Games.

Kiciński podkreśla, że produkcja gier jest procesem ultrainnowacyjnym, a działalność firm w tej branży w dużej mierze oparta jest na pracach badawczo-rozwojowych. Dodatkowo oddziałuje to na inne dziedziny gospodarki. Przy procesie produkcji pracują również artyści, malarze, rzeźbiarze, muzycy, a także scenarzyści oraz informatycy.

Prace badawczo-rozwojowe są krytyczne dla wzrostu sektora, dlatego że jest on niesamowicie konkurencyjny. Wygrywają ci, którzy potrafią wymyślić rozwiązania lepsze od innych. Cały czas musimy być innowacyjni, bo inaczej po prostu przegramy w tym wyścigu. Dotychczas nam się udawało, dotychczas wiele zrobionych w Polsce gier odnosiło duże sukcesy, w tym nasza ostatnia produkcja „Wiedźmin 3”, która została uznana za najlepszą grę 2015 roku na świecie – podkreśla prezes CD Projekt.

To z tego powodu Stowarzyszenie Polskie Gry, którego współzałożycielem jest CD Projekt, wystąpiło do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z wnioskiem o program sektorowy dla branży gamingowej. Wydana właśnie pozytywna rekomendacja Rady NCBiR pozwoli uruchomić taki program pod koniec przyszłego roku. Planowany budżet GameINN to blisko 500 mln zł i będzie finansowany z programu operacyjnego Inteligentny Rozwój. O środki będą mogli się starać zarówno indywidualni przedsiębiorcy, jak i konsorcja.

Wierzę, że branża dzięki GameINN dostanie dodatkowego pozytywnego kopa i będzie szybciej goniła Zachód, bo mamy ogromne sukcesy, ale jednak jesteśmy zapóźnieni w zakresie budowy kapitału. My zajmujemy się tym na poważnie od 15 lat, na Zachodzie trwa to dwa razy dłużej – mówi Adam Kiciński.

Dodatkowe wsparcie finansowe pozwoli twórcom lepiej dostosowywać się do dynamicznych zmian zachodzących na rynku.

Sądzę, że będziemy mieć do czynienia z rewolucją związaną z technologiami rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej, co uczyni gry jeszcze bardziej fascynującą częścią branży rozrywkowej. Społeczność twórców w Polsce jest na tyle zaawansowana, że będzie uczestniczyć w tym przyszłym rozwoju całkowicie nowego segmentu gier na świecie – podkreśla Jeff Burton.

UE

Łączenie różnych procesów przetwarzania może zrewolucjonizować gospodarkę odpadami

CEO Magazyn Polska

Konwergencja w ochronie środowiska polegająca na integracji różnych procesów przetwarzania odpadów w jednej instalacji może dawać korzyści zarówno samorządom, jak i inwestorom. Oznacza to mniejsze nakłady inwestycyjne oraz skrócenie ścieżki administracyjnej przy budowie. Zarządzanie jednym obiektem jest tańsze i łatwiejsze niż dwoma, a dodatkowo korzysta na tym środowisko, bo zmniejsza się emisja i zwiększa odsetek przetwarzanych odpadów. Technologicznie sektor jest gotowy na takie zmiany.

Konwergencja w ochronie środowiska to korzyści, które wynikają z integrowania pozornie odrębnych dziedzin, z pozoru niekoniecznie do siebie pasujących – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Maj, dyrektor ds. innowacji i realizacji inwestycji w spółce Eneris. – W wyniku połączenia i nakładania się tych dziedzin, oczywiście w sposób logiczny, właściwy od strony ekonomicznej i biznesowej, konwergencja przynosi korzyści środowisku i nam wszystkim, czyli społeczeństwu.

Jak podkreśla, w Polsce tego typu instalacje nie są budowane, chociaż technologicznie branża jest do tego przygotowana. Dla przykładu, w Polsce do tej pory nie ma instalacji, która by integrowała odzysk energetyczny z odpadów komunalnych i osadów pościekowych.

Dziwnym trafem jest tak, że budujemy albo monospalarnie osadów pościekowych, w których spalane są wyłącznie osady, za to odpowiedzialne są zazwyczaj wodociągi miejskie, albo w innym miejscu powstają monospalarnie odpadów komunalnych, gdzie termicznej utylizacji poddajemy właśnie śmieci. Tymczasem można byłoby połączyć to w jedno i takich przykładów jest wiele w Europie czy na świecie – mówi Grzegorz Maj.

W rezultacie poszukiwania przez Eneris lepszych i bardziej wydajnych metod w zakresie pozyskiwania surowców i łączenia tych działań z ochroną środowiska powstał tzw. Kombajn Odzysku Surowcowo-Energetycznego, czyli połączone moduły przetwarzania odpadów. W efekcie jego działania następuje odzysk surowcowy z odpadów, a dodatkowo produkowane są w skojarzeniu energia i ciepło. Dzięki temu znacznie redukowane są odpady poddawane składowaniu (w tym osady ściekowe). Mniejsza jest także emisja zanieczyszczeń do atmosfery oraz cieków wodnych do gleby.

Poza tym budujemy jedną instalację zamiast dwóch. Zamiast dwóch oddzielnych postępowań środowiskowych czy budowlanych w kierunku uzyskania decyzji środowiskowych czy pozwoleń na budowę procedujemy jednokrotnie. Mamy również jedną organizację, a nie dwie – wymienia Grzegorz Maj. – A to oznacza na przykład jedno biuro z zarządem, a nie dwa, które generują określone koszty ogólne. Również środowiskowo efekt jest lepszy, jeżeli chodzi o obniżenie emisji i kosztów eksploatacyjnych.

Przed świętami kierowcy zapłacą mniej za paliwo. Ropa naftowa jest rekordowo tania

0

CEO Magazyn Polska

Notowania ropy naftowej spadły poniżej psychologicznej bariery 40 dolarów za baryłkę. Tak niskich poziomów na rynkach nie było od wielu lat. W rezultacie spadają także ceny paliw na polskich stacjach. Przed świętami kierowcy powinni płacić jeszcze mniej.

Baryłka ropy naftowej kosztuje ostatnio na międzynarodowych giełdach mniej niż 40 dolarów. To oznacza, że w ciągu roku straciła na wartości ponad 20 dolarów (spadek o ponad 38 proc. rdr.), a od rozpoczęcia spadków w czerwcu 2014 roku niemal 75 dolarów.

– Wszystko wskazuje na to, że tak jak ostatnie miesiące, tak i końcówka roku będą korzystne dla kierowców – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Urszula Cieślak z BM Reflex. – Taniejąca ropa naftowa powoduje, że ceny paliw na stacjach sukcesywnie spdają. W porównaniu do roku ubiegłego już kolejny miesiąc z rzędu ceny utrzymują się na niższych poziomach.

Średnio za litr benzyny 95-oktanowej trzeba dziś zapłacić 4,34 zł, olej napędowy kosztuje 4,26 zł za litr, zaś autogaz sprzedawany jest po 2,10 zł za litr – wynika z danych BM Reflex z 11 grudnia.

– Co prawda nie jest to już złotówka mniej niż rok wcześniej, bo takie różnice widzieliśmy w pierwszych miesiącach tego roku, ale w dalszym ciągu benzyna i olej napędowy są o około 50–55 groszy na litrze tańsze niż przed rokiem – zwraca uwagę Urszula Cieślak. – Niższe są także ceny autogazu.

Analitycy BM Reflex prognozują, że to nie koniec obniżek na stacjach. Spadki cen na rynku ropy naftowej i umacniający się dolar sprawiły, że drugi tydzień z rzędu spadały ceny paliw na rynku hurtowym, przy czym w przypadku oleju napędowego potencjał do spadku jest większy niż dla benzyn.

 Możliwy jest spadek cen oleju napędowego na niektórych stacjach poniżej 4 zł za litr – prognozuje Urszula Cieślak. – Natomiast średnie poziomy cen oleju napędowego i benzyny powinny się ukształtować się na koniec roku poziomie około 4,25 zł.

To będzie oznaczało, że ceny diesla powinny osiągnąć nowe tegoroczne minimum, a benzyny osiągną poziom styczniowego minimum. Międzynarodowa Agencja Energetyczna zapowiedziała w ubiegłym tygodniu, że nadpodaż ropy na świecie może się utrzymywać również w przyszłym roku.

Polska firma pracuje nad wehikułem czasu dla programistów. Dzięki niemy można będzie szybko wykrywać i naprawiać błędy w oprogramowaniu

CEO Magazyn Polska

Bydgoska firma T Komp pracuje nad innowacyjnym narzędziem dla programistów. Dzięki projektowi „Wehikuł czasu” możliwe będzie śledzenie i wykrywanie błędów w oprogramowaniu na zasadzie cofania się w czasie. Pozwoli to zaoszczędzić czas i pieniądze potrzebne na rozwiązanie problemu. Firma będzie jeszcze badać rynek i grupy docelowe, ale liczy na komercjalizację na szeroką skalę w Polsce i USA.

„Wehikuł czasu” to narzędzie dla programistów. Jako pierwsi na świecie dajemy programistom platformy .Net możliwość zapisywania stanu programu, cofania go i naprawy – mówi agencji Newseria Biznes Kamil Kupcewicz, kierownik działu rozwoju oprogramowania firmy T Komp. – Dzięki temu można możliwość wyeliminowania debugowania [z ang. debugging – proces wyszukiwania, analizowania i usuwania przyczyn awarii oprogramowania – red.].

Awarie oprogramowania to jedna z najczęstszych przyczyn przestojów w pracy przedsiębiorstwa. Najczęściej dochodzi do niej na skutek niezgodności między produktami lub w wyniku nieprawidłowej konfiguracji softu (programu). Tymczasem niezawodność infrastruktury IT jest cechą, która powoduje, że użytkownik powinien mieć do niej uzasadnione zaufanie. Projekt T Komp zakłada powstanie innowacyjnego oprogramowania pozwalającego na szybkie wykrywanie błędów i ich eliminację.

– Chyba każdy spotkał się z błędami w oprogramowaniu – tłumaczy Kamil Kupcewicz. – Oprogramowanie jest nie tylko w komputerach, telefonach, lecz także w mikrofalówkach czy bramach wjazdowych. Ktoś musiał je napisać, a wiadomo, że ludzie są omylni. Korzyści z lepszego narzędzia do usuwania błędów pośrednio mogą osiągnąć wszyscy. Bezpośrednim beneficjentem są firmy tworzące soft, programiści i ich zespoły.

Rozwiązanie bydgoskiej firmy ma umożliwić programistom szybszą i efektywniejszą pracę w oparciu o platformę Microsoft.NET. Pozwoli śledzić i wykrywać źródła błędów na zasadzie „cofania się w czasie” podczas programowania. Będzie to jedyne na świecie rozwiązanie dla platformy .NET, którego funkcjonalność przewiduje rejestrację pełnego stanu wykonania programu.

Funkcjonalność „Wehikułu czasu” obejmuje także rejestrację stanu zewnętrznego programu, równoległą pracę grupową, wersjonowanie i porównywanie stanów zapisu oraz dynamiczne wpływanie na ten proces w celu zmiany lub zamazania wartości danych.

– Branża IT i firmy związane z rozwojem oprogramowania to bardzo dynamicznie rozwijający się rynek – wskazuje Kamil Kupcewicz. – My tak naprawdę znaleźliśmy niszę, którą chcemy wykorzystać. Na rynku IT brakuje programistów, co wynika także z tego, że nie mają dobrych narzędzi. Dzięki „Wehikułowi czasu” będzie można ten problem rozwiązać.

Łączny budżet projektu wyniósł 2,6 mln zł, w tym dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju opiewające na kwotę 1,5 mln zł. Oprogramowanie do usuwania awarii jest w fazie ostatnich testów. Jak podkreśla Kupcewicz, firma kończy proces badawczy i domyka prace nad prototypem.

Przed nami badania rynku, które również są wsparte przez NCBiR. Dzięki temu będziemy mogli dobrze i precyzyjnie dotrzeć do grupy docelowej programistów na rynku w USA i w Polsce. Tylko w Stanach jest 45 tys. firm, które produkują oprogramowanie. To mogą być nasi przyszli klienci – mówi Kamil Kupcewicz.

UE