Hotele chcą przyciągnąć turystów w okresie świątecznym. Pomóc mają rabaty i promocja na zagranicznych rynkach

CEO Magazyn Polska

Okres świąt to dla hoteli w dużych miastach, skoncentrowanych bardziej na obsłudze klientów biznesowych, czas dość niskiego obłożenia. Dlatego w tym okresie chcą one szczególnie przyciągać turystów indywidualnych, oferując m.in. rabaty cenowe. Próbują przekonać, że brak wydarzeń biznesowych powoduje, że w najbliższych tygodniach poznawanie miasta będzie przyjemniejsze niż w ciągu roku.

– Warszawa to miejsce, które warto odwiedzać. Myślę, że jest to trochę zaniedbane, zwłaszcza na rynkach zagranicznych. Śledząc nasze statystyki patrzymy, że Warszawa jako miejsce zyskuje coraz bardziej, stąd też dla nas najistotniejszym czynnikiem, który może wspomóc Warszawę jako miejsce przyjazdów, jest przede wszystkim informacja i promocja na różnych rynkach – mówi Mariusz Paszkiel, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Hotelu Marriott.

Warszawa staje się miastem coraz bardziej atrakcyjnym turystycznie. Z roku na rok rośnie liczba odwiedzających ją turystów. Według danych GUS w 2014 roku w stolicy nocowało 3 mln przyjezdnych, z czego 40 proc. stanowili obcokrajowcy, głównie Brytyjczycy, Niemcy i Amerykanie. Z informacji Hotelu Marriott wynika, że do polskiej stolicy coraz chętniej przyjeżdżają także Brytyjczycy i mieszkańcy krajów skandynawskich.

– Klienci, którzy parę lat temu widzieli Warszawę ostatni raz, przyjeżdżają i są pozytywnie zaskoczeni zmianami, które tu zaszły. Widzą, że Warszawa to już nie jest szare miasto, że teraz szybko się rozwija, i to doceniają – mówi agencji informacyjnej Newseria Paszkiel.

Według informacji Warszawskiej Organizacji Turystycznej Warszawa notuje jednak dość niskie obłożenie hoteli w tzw. low season, a więc w długie weekendy i ferie świąteczne. Zdaniem ekspertów w okresach tych polska stolica powinna być lansowana na świecie z punktu widzenia rynku eventowego, głównie targów i konferencji. Z raportu „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce” wynika, że w 2014 roku w Warszawie odbyło się ponad 3,5 tys. tego typu spotkań. Biorąc pod uwagę potencjał Warszawy jako ośrodka targowo-konferencyjnego Hotel Marriott przyjął nową koncepcję meeting imagined. Polega ona na indywidualnym podejściu do sprzedaży i planowaniu opartym na celu spotkania.

– Skupiamy się na promocji takich okresów w roku, kiedy Warszawa jest trochę „luźniejsza”, chociażby w czasie ferii świątecznych. Jest to specjalna promocja, przede wszystkim konferencyjna, ale również dla gości indywidualnych. Służą temu specjalne pakiety na noclegi i pakiety konferencyjne, które promujemy poza granicami naszego kraju – mówi Mariusz Paszkiel.

Jako destynacja targowo-konferencyjna Warszawa sprawdza się przede wszystkim pod względem bazy hotelowej, zwłaszcza hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych. Koszty pobytu w tego typu placówkach są zróżnicowane w zależności od hotelu oraz czasu pobytu. W okresie low season za nocleg trzeba zapłacić ok. 350 zł.

– W okresach, kiedy Warszawa cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, chociażby podczas jakichś wydarzeń, ceny potrafią przekroczyć nawet 1 tys. zł – mówi Mariusz Paszkiel.

Marriott jest jednym z hoteli członkowskich Warszawskiej Organizacji Turystycznej. Aktywnie wspiera m.in. działalność Warsaw Convention Bureau, należącego do Warszawskiej Organizacji Turystycznej. Jest odpowiedzialne za międzynarodową promocję Warszawy jako atrakcyjnego i profesjonalnego miejsca spotkań.

Lewandowski na topie. Internauci szaleją.

Media kolejny miesiąc nie szczędzą zachwytów Lewandowskiemu. W listopadzie na jego temat ukazało się 323,3 tys. materiałów. Ręce zacierają nie tylko kibice, ale także sponsorzy. Wartość promocyjna publikacji, w których pojawiało się nazwisko sportowca wyniosła 56 mln złotych – wynika z raportu „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Listopad zdecydowanie należał do RL9. W mediach tradycyjnych – w prasie, RTV i na portalach internetowych opublikowano 8,4 tys. informacji – stanowiło to zaledwie 2,7 proc. ogólnego przekazu. Wśród tego typu źródeł najwięcej materiałów pochodziło z internetu (76 proc.), a następnie z prasy (12 proc.), radia (7 proc.) i telewizji (5 proc.).

Lewandowski w internecieLiczba publikacji na temat Roberta Lewandowskiego w poszczególnych mediach w listopadzie 2015 r.

O Lewandowskim najczęściej wspominały gazety: „Przegląd Sportowy”, „Sport” i „Express Ilustrowany”. W przypadku portali największą aktywnością w stosunku do RL9 wykazali się dziennikarze z redakcji Sport.se.pl, Sportowefakty.wp.pl oraz Eurosport.onet.pl. Natomiast w telewizji dominowały kanały TVP Info, Polsat News i Superstacja, a w radiu RMF FM, Radio TOK FM i Polskie Radio Program 3.

Fani Lewandowskiego najczęściej mogli zetknąć się z informacją o sportowcu 16 listopada. Tego dnia opublikowano 1,1 tys. tekstów w prasie, RTV i na portalach internetowych. Materiały dotyczyły głównie spektakularnych doniesień na temat najbliższego okresu transferowego piłkarzy. Do mediów wyciekła informacja, że Lewym interesuje się Real Madryt. Specjaliści szacowali, że za polskiego napastnika hiszpański klub musiałby zapłacić 70 mln euro.

Drugi skok aktywności przypadł na 25 listopada i dotyczył nominacji Lewandowskiego do najlepszej jedenastki 2015 roku w Europie. Wśród kandydatów pojawił się jeszcze jeden polski zawodnik – Grzegorz Krychowiak.

Liczba i dotarcie publikacji na temat Roberta Lewandowskiego w listopadzie 2015

Liczba i dotarcie publikacji na temat Roberta Lewandowskiego w listopadzie 2015 r.

Ekwiwalent reklamowy materiałów nawiązujących do sportowca osiągnął wartość 56 mln złotych, a publikacje wygenerowały dotarcie na poziomie 6,9 mld kontaktów. Z analizy „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” wynika, że informacje o Lewandowskim ukazywały się zdecydowanie częściej w mediach ogólnopolskich (64 proc.).

Lewandowski królem social media

Internauci śledzą i chętnie komentują kolejne sukcesy Lewego w mediach społecznościowych. W listopadzie na jego temat opublikowano aż 314,8 tys. wpisów i komentarzy. Duże zainteresowanie sportowcem widać także po wynikach wyszukiwania w Google’u. Jednak nie zawsze pokrywało się ono ze wzmożonym zaciekawieniem użytkowników social media. Przykładowo internauci najczęściej wpisywali nazwisko RL9 w okienko wyszukiwania 13 grudnia, natomiast tego dnia wzmianek w mediach społecznościowych jest stosunkowo niewiele.

Wyszukiwania w Google w porównaniu z sumą publikacji w mediach. Liczby reprezentują zainteresowanie względem najwyższego punktu na wykresie

Wyszukiwania w Google w porównaniu z sumą publikacji w mediach. Liczby reprezentują zainteresowanie względem najwyższego punktu na wykresie

JR HOLDING S.A. chce przeznaczyć do 5 mln zł na skup akcji własnych

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zamierza przeznaczyć kwotę do 5 mln zł na program skupu akcji własnych. Emitent bardzo dobrze ocenia także rozwój swojego nowego segmentu biznesowego związanego z Odnawialnymi Źródłami Energii.

 Podczas NWZA Spółki, które odbędzie się w dniu 07.01.2016 r., Akcjonariusze zadecydują o zmianie uchwały upoważniającej Zarząd Spółki do nabycia akcji własnych. Zgodnie z projektem zmienionej uchwały Spółka będzie mogła nabyć do 7.800.000 szt. akcji własnych po cenie nie niższej niż 0,10 zł i nie wyższej niż 1,50 zł za jedną akcję. Emitent przeznaczy na program buy-back kwotę do 5 mln zł. Program skupu akcji własnych będzie realizowany do dnia 31.12.2017 r. lub do wyczerpania środków przeznaczonych na ten cel. Nabyte akcje będą mogły być przeznaczone do dalszej odsprzedaży. Zdaniem Zarządu JR HOLDING S.A., obecna wartość rynkowa jej akcji nie odzwierciedla rzeczywistej wartości Spółki, dlatego też podjęta została decyzja o wdrożeniu skupu akcji własnych.

„Skup akcji własnych jest jednym z narzędzi, które Spółka może wykorzystać do poprawy płynności obrotu oraz urealnianie wyceny rynkowej. Kwota przeznaczona na ten cel jest relatywnie wysoka i mam nadzieję, że program nabycia akcji własnych będzie bardzo spełniał swoją rolę. Spółka może dzięki niemu odnieść także dodatkowe korzyści w postaci osiągnięcia zysku z dalszej odsprzedaży akcji, które obecnie, w mojej opinii, są niedowartościowane. Wdrożenie programu skupu akcji własnych powinno być także pozytywnym sygnałem dla naszych Akcjonariuszy i potencjalnych inwestorów.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

Bardzo dobrze rozwija się także spółka powiązana Columbus Energy S.A., która dynamicznie zwiększa przychody ze sprzedaży. W październiku 2015 r. uruchomiła ona ponownie intensywną sprzedaż usługi montażu instalacji fotowoltaicznych i do końca listopada br. zakontraktowała klientów indywidualnych, zarówno na montaż w ramach Programu PROSUMENT, jak i w ramach nowej Ustawy o OZE (Taryfy Gwarantowane), klientów biznesowych oraz instytucjonalnych na 172 instalacje. Łączna wartość podpisanych umów na realizacje wynosi ponad 10,57 mln zł. Do końca października 2015 r. zysk brutto Spółki przekraczał kwotę 1.154 tys. zł, a należy wziąć pod uwagę, że prowadzi ona swoją działalność operacyjną, a więc montaże instalacji fotowoltaicznych, dopiero od lipca br.

 

„Bardzo nas cieszy widoczny wzrost wartości podpisywanych kontraktów przez Columbus Energy S.A., który ma swoje odzwierciedlenie w przychodach ze sprzedaży osiąganych przez ten podmiot. Spółka posiada obecnie odpowiednie zasoby ekip montażowych, które są w stanie realizować pozyskiwane kontrakty na instalacje. Nieustannie rozwijamy jednak te struktury, przygotowując się do jeszcze większej liczby instalacji. Duże nadzieje pokładamy oczywiście w połączeniu Columbus Energy S.A. z notowanym na rynku NewConnect COLUMBUS CAPITAL S.A., które pozwoli obu podmiotom odnieść znaczące korzyści.” – dodaje Ciszewski.

JR HOLDING S.A. zanotowała w 3 kw. 2015 r. skonsolidowany zysk netto w wysokości 2.193 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 1.145 tys. zł. Narastająco, skonsolidowany zysk netto Emitenta wynosi już w tym roku ponad 2.154 tys. zł, a wartość przychodów sięga 3.388 tys. zł. JR HOLDING S.A. wraz z podmiotami powiązanymi posiada akcje stanowiące 49,5% udziałów w kapitale zakładowym Columbus Energy S.A. Emitent znajduje się także od dnia 01.10.2015 r. w segmencie NewConnect Lead, grupującym 26 największych i najpłynniejszych spółek z alternatywnego rynku.

W skład Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. wchodzą głównie podmioty działające na rynku nieruchomości komercyjnych. Ich głównym przedmiotem działalności jest nabywanie nieruchomości w atrakcyjnych cenach, a następnie ich modernizacja oraz zmiana struktury najemców, co pozwala na wzrost generowanych przychodów i uzyskiwanie wyższej kwoty ze sprzedaży tak zrestrukturyzowanych budynków. JR HOLDING S.A. poszerzył również prowadzoną działalność poprzez zwiększenie zaangażowania kapitałowego w branżę OZE.

SOFORT GmbH rośnie o 30% i rozwija partnerstwo z sektorem bankowym

SOFORT GmbH, dostawca metody płatności SOFORT Banking, kontynuuje wzrosty po zakończonym sukcesem 2014 roku: spółka jest na dobrej drodze, aby osiągnąć roczne obroty w wysokości 33,4 milionów EUR, oraz wolumen obsługiwanych transakcji około 3,5 miliarda EUR.

Firma ponownie osiągnęła poziom wzrostu na poziomie około 33%, a tym samym jest znacznie powyżej stopy wzrostu, np. niemieckiego rynku e-commerce, który wynosi około 10%. SOFORT GmbH działa w 13 krajach Europy. Tę metodę płatności oferuje ponad 30 000 sklepów, a z tej certyfikowanej przez TÜV metody płatności skorzystało już ponad 20 milionów konsumentów.

Dagmara Kruszewska light– SOFORT rozwija się bardzo dynamicznie również na terenie Polski. Co więcej, nasz kraj jest jednym z motorów napędowych dobrych wyników całej spółki i bardzo chcemy, aby tak zostało. Osiągane rezultaty cieszą tym bardziej, gdyż pokazują, że Polacy coraz bardziej przekonują się do tej metody płatności i doceniają jej zalety. Wynik ten nie byłby również możliwy bez naszych partnerów, którzy powierzyli nam swoje zaufanie – skomentowała Dagmara Kruszewska, Country Manager SOFORT GmbH w Polsce.

 

Tak dobre wyniki firmy z Gauting, od 2014 r. będącej częścią Grupy Klarna, znacznie wzmocniły pozycję spółki w sektorze handlu online. Według aktualnego raportu E-Commerce-Center w Kolonii „Płatność w eCommerce Vol.19”, 62% internetowych klientów skorzystało już SOFORT Banking w Niemczech.

Jens LuetckeOstatnie 12 miesięcy charakteryzowały się również postępem w rozwoju partnerstwa z bankami. – Poza znacznym przyrostem współpracujących z nami e-skelpów na wszystkich rynkach, trwale poszerzamy nasze partnerstwa z bankami, np. z szwajcarskim Migros Bank, BAWAG PSK w Austrii czy również austriackim oddziałem Raiffeisen Bank.To podkreśla nasze ambicje, aby zintensyfikować dialog z bankami na rzecz zwiększenia korzyści dla konsumentów – powiedział Jens Lütcke, Managing Director SOFORT.

W nadchodzącym roku firma SOFORT również będzie się koncentrować na utrzymaniu dynamiki wzrostu: kolejne zawierane strategiczne partnerstwa z bankami mają przyczynić się do tego celu. – SOFORT postrzega się jak partnera banków. SOFORT Banking wzmacnia bankowość elektroniczną i przez to również relacje pomiędzy bankami i ich klientami. Banki jasno widzą tę korzyść, stąd prowadzone obecnie rozmowy z kilkoma instytuacjami w calej Europie są bardzo obiecujące – Lütcke dodaje.

Aktualnie, około 60% niemieckich sklepów online udostępnia SOFORT Banking jako jeden z możliwych wariantów inicjacji przelewu, a miliony ich klientów cenią tę niezawodną i bezpieczną metodę płatności bezpośrednich. Obecnie SOFORT Banking jest dostępny w następujących krajach: Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Holandii, Belgii, Polsce, na Węgrzech, we Włoszech, Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii, Czechach oraz na Słowacji.

SOFORT Banking jest jedną z najbezpieczniejszych metod płatności. Spośród ponad 100 milionów transakcji przeprowadzonych tą metodą płatności, nie został odnotowany ani jeden przypadek fraudu wśród konsumentów z niej korzystających. SOFORT GmbH jest regularnie audytowany przez ‘TÜV Saarland’ i posiada certyfikaty ‘Tested Payment Method’ oraz ‘Certified Privacy’. Dodatkowo SOFORT GmbH działa zgodnie z systemem zarządzania bezpieczeństwem informacji ISO 27001.

Startuje aplikacja, która uratuje Cię w górach!

Według danych Grupy Beskidzkiej GOPR średni czas interwencji ratunkowej w 2014 roku wyniósł  ponad 2 godziny i 17 minut. To stanowczo za długo. Teraz, ten czas może być znacznie krótszy dzięki nowej mobilnej aplikacji „Pomoc w Górach” opracowanej przez Transition Technologies. Aplikacja pomaga ratować życie oraz uczy jak należy przygotować się do górskiej wędrówki, a od 11 grudnia jest dostępna dla turystów na platformach Android oraz iOS.

Przekazanie aplikacji

  • Tylko w pierwszym kwartale 2015 roku na obszarze Beskidów ranne w wypadkach górskich zostały 1383 osoby
  • Łączna liczba interwencji przeprowadzonych przez ratowników w tym czasie wyniosła 1422, z czego do 13 akcji ratowniczych konieczne było użycie śmigłowca
  • Łączny czas pracy ratowników w I kwartale 2015 roku wyniósł 17 250 godzin

Jednym z najtrudniejszych zadań w ratownictwie jest prowadzenie akcji ratowniczych w górach. Trudny teren, zmieniające się warunki atmosferyczne, a co najważniejsze często brak znajomości dokładnego położenia poszkodowanego – to problemy, z którymi na co dzień borykają się ratownicy górscy. W akcjach ratunkowych największą rolę odgrywa czas, dlatego też priorytetem jest jak najszybsze dotarcie do osoby poszkodowanej. Na pomysł jak zwiększyć szanse na ratunek wpadli ratownicy z Grupy Beskidzkiej GOPR oraz polska firma informatyczna Transition Technologies, która stworzyła dla ratowników specjalną aplikację mobilną „Pomoc w Górach”.

Czas sprzymierzeńcem ratowników

Intencją twórców aplikacji było przyspieszenie czasu lokalizacji poszkodowanego, a tym samym zwiększenie szans na uratowanie życia. Jak się okazuje, z pomocą mogą przyjść sobie sami turyści, którzy korzystając z aplikacji mobilnej mogą zwiększyć swoje bezpieczeństwo. Aplikacja „Pomoc w Górach” umożliwia natychmiastowe wezwanie pomocy, bez znajomości numeru ratunkowego. Każdy turysta wychodząc w góry może włączyć śledzenie swojego położenia, które automatycznie zapisuje się na portalu w beskidzkiej stacji centralnej GOPR. W przypadku zaginięcia możliwe jest natychmiastowe zlokalizowanie osoby w miejscu, w którym się znajduje lub, w którym sygnał został przekazany po raz ostatni. Niezależnie od tego, czy osoba korzysta z aplikacji poprzez śledzenie czy bezpośrednie połączenie z numerem ratunkowym, wysyła ona informację o dokładnym położeniu poszkodowanego, dzięki czemu ratownicy udają się dokładnie we wskazane miejsce zdarzenia. – Nakłaniamy wszystkich turystów do korzystania z aplikacji w trakcie wędrówek po górskich szlakach.  Nam ratownikom, umożliwi to szybsze dotarcie do miejsca zdarzenia i przyśpieszenie akcji ratowniczej, a samym turystom pozwoli poczuć się bezpieczniej – mówi Jerzy Siodłak, Naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR.

Technologie mobilne w ratownictwie górskim

Pomoc w Górach_2Aplikacja „Pomoc w Górach” to wspólne dzieło Grupy Beskidzkiej GOPR oraz polskiej firmy Transition Technologies, która od ponad dwudziestu lat zajmuje się tworzeniem systemów IT dla energetyki, przemysłu i medycyny, a w ostatnich latach również aplikacji mobilnych.
– Aplikacja jest odpowiedzią na bieżące potrzeby ratowników górskich. Cieszymy się, że mogliśmy opracować aplikację, która bezpośrednio przyczynia się do ratowania ludzkiego życia i zdrowia, a dla turystów jest gotowa do pobrania na dwie wiodące platformy Android oraz iOS – mówi Konrad Świrski, Prezes Zarządu Transition Technologies.

Aplikacja „Pomoc w Górach” powstała w trakcie wspólnych rozmów ratowników i firmy, która odpowiedziała na apel wystosowany przez ratowników Grupy Beskidzkiej GOPR w maju tego roku, dotyczący wsparcia przy zakupie nowoczesnych defibrylatorów. W trakcie wspólnych rozmów okazało się, że firma może również pomóc w rozwiązaniu jednego z największych problemów w ratownictwie górskim. Dzięki temu powstała właśnie aplikacja „Pomoc w Górach”. Działania ratowników z Grupy Beskidzkiej GOPR stały się inspiracją dla ratowników z zagranicy i spotkały się z wielkim uznaniem podczas prezentacji aplikacji na tegorocznej, międzynarodowej konferencji ratowników górskich ICAR w Irlandii.

BVT S.A. z planami emisji obligacji

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się windykacją pakietów wierzytelności masowych, zamierza przeprowadzić w 1 kw. 2016 r. emisję obligacji, z której chciałaby pozyskać co najmniej 2 mln zł. Środki te zostałyby przeznaczone na zakup pakietów wierzytelności z nowych obszarów rynku.

 

Emitent podpisał już umowę z podmiotem doradczym, która dotyczy doradztwa oraz obsługi emisji obligacji. Emisja ma zostać przeprowadzona przez Spółkę w 1 kw. 2016 r. BVT S.A. zakłada pozyskanie z niej środków w wysokości minimum 2 mln zł. Kapitał zostałby wykorzystany do rozwijania działalności Spółki oraz do realizacji założeń przyjętej strategii rozwoju, która zakłada wchodzenie w nowe segmenty wierzytelności. Przeprowadzenie emisji obligacji i pozyskanie z niej planowanych środków będzie miało istotny wpływ na wyniki finansowe Emitenta w najbliższych latach.

 

„Możliwość emisji obligacji jest jedną z korzyści, jakie przypadły Spółce w związku z jej  upublicznieniem. Już podczas debiutu na NewConnect wspominałam o nowych, elastycznych formach pozyskiwania kapitału, do jakich będziemy mieli dostęp. Obligacje pozwolą nam zrealizować kolejne etapy rozwoju. Bardzo ważna jest dla nas korelacja korzyści i nakładów, bo najważniejszym kryterium, jakim kieruje się Zarząd, jest rentowność wszelkich podejmowanych działań. Uznaliśmy, biorąc pod uwagę nasze plany na 2016 r., że emisja obligacji jest optymalną formą pozyskania kapitału. W chwili obecnej Spółka ma ugruntowaną pozycję i jest rozpoznawalna. Wierzymy, że dzięki bardzo dobrym wynikom finansowym, jakie osiągamy, uda nam się pozyskać inwestorów. Pozyskany kapitał wykorzystamy między innymi na poszerzenie działalności podstawowej, mówię tu o zakupie pakietów wierzytelności z nowych obszarów rynku, w tym wierzytelności bankowych. Są to wierzytelności zazwyczaj oferowane do sprzedaży w pakietach o wysokich wartościach nominalnych, a co za tym idzie, wymagające jednorazowo zwiększonego nakładu finansowego. Ponadto ich windykacja jest rozłożona w czasie, co oznacza nakłady kosztowe, które zwracają się w wyższych kwotach, jednakże w dłuższym okresie czasu niż w przypadku pakietów wierzytelności transportowych. W zakresie zainteresowania Zarządu leżą również kwestie związane z wejściem na rynek windykacji na zlecenie. Jak każde świadczenie usług, również i to działanie wiąże się z pewnymi nakładami inwestycyjnymi, które są adekwatne do zakładanych przychodów. Wierzę, że pozyskanie środków właśnie poprzez emisję obligacji umożliwi nam ich efektywne wykorzystanie w kilku obszarach naszej działalności, a to z kolei przełoży się na wynik finansowy Spółki i jej wartość.” – mówi Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

 

BVT S.A. przybliża się również do procesu połączenia ze spółką WindykacjaPL Sp. z o.o. Spółka zawarła już umowę na obsługę prawną procesu przejęcia tego podmiotu. Podpisana umowa określa warunki oraz formalne działania, jakie muszą zostać podjęte w trakcie całości procesu przejęcia. WindykacjaPL Sp. z o.o. zajmuje się windykacją należności na terenie całego kraju. Obecnie podmiot ten bierze udział w dwóch znaczących przetargach, których łączna wartość sięga blisko 80 mln zł. Potencjalne przejęcie może również przynieść BVT S.A. bardzo wiele korzyści, dzięki występującym synergiom kosztowym i operacyjnym. Emitent będzie mógł ubiegać się o pozyskanie nowych istotnych zleceń zewnętrznych, co powinno przełożyć się na znaczący wzrost skali jego działalności w nadchodzących latach. Połączenie obu podmiotów wpisuje się także w przyjętą długoterminową strategię rozwoju BVT S.A. i z pewnością pozwoli jej osiągać coraz lepsze wyniki finansowe.

 

„Umowa z kancelarią prawną, jaką zawarłam na okoliczność przejęcia gotowych, funkcjonujących struktur – w zasadzie całości biznesu WindykacjiPL Sp. z o.o. – po połączeniu z BVT S.A., przewiduje kompleksową obsługę całego procesu połączenia od jego inicjacji, aż do zarejestrowania podmiotu przez właściwy sąd rejestrowy. W procesie połączenia występuje bardzo wiele elementów składowych, w które zaangażowane będą Zarządy obu Spółek. Dotyczy to zarówno strony formalnej przedsięwzięcia, jak i dopracowania struktur „nowego” BVT S.A., które będzie działać po połączeniu podmiotów. WindykacjaPL Sp. z o.o. dysponuje wyjątkowo efektywnymi strukturami obsługującymi pakiety wierzytelności masowych oraz gospodarczych. Wypracowany w wyniku dotychczasowej współpracy model działania sprawdza się i poza drobnymi elementami dotyczącymi dostosowania go do poszczególnych pakietów wierzytelności nie będzie on zmieniany, co pozwala mi z dużym optymizmem oceniać przyszłe funkcjonowanie podmiotu, po dokonaniu połączenia. Chcę też podkreślić, że obydwa podmioty współpracują ze sobą na tyle blisko, że rozpoczęcie działania po połączeniu z pewnością przebiegnie bardzo sprawnie. Obecnie, niezależnie od czynności formalnych, które są podejmowane, pracujemy nad stroną „techniczną” połączenia firm. Należy zauważyć, że WindykacjaPL nie tylko wypracowuje zyski, ale i nie posiada zadłużenia, co pozwala pozytywnie oceniać płynność finansową tego podmiotu. Jeżeli chodzi zaś o BVT S.A. to rozbudowane struktury spowodują, że stanie się ona konkurencyjna na rynku wierzytelności jako takich zarówno przy nabywaniu pakietów, jak i obsłudze windykacyjnej na zlecenie. Zwracam też uwagę na fakt wspomnianych powyżej dwóch przetargów, w których obecnie WindykacjaPL bierze udział. Po przejęciu tej Spółki BVT S.A. wejdzie w jej miejsce w tych postępowaniach, co już na starcie pozwoli nam na zaznaczenie swojej pozycji na rynku usługowym w tej branży.” – dodaje Katarzyna Szuba.

„Podsumowując, proces połączenia obu Spółek przyniesie ogromne korzyści dla BVT S.A. – głównego beneficjenta tego procesu, zarówno w postaci podniesienia rangi i prestiżu Spółki, jej konkurencyjności, zwiększenia pakietu oferowanych usług i możliwości przetargowych, a to będzie możliwe dzięki pozyskaniu referencji po połączeniu z WinadykacjaPL. Proces, jaki nas wkrótce czeka, będzie też testem kompetencji dla obu Zarządów. Wierzę, że zdamy go równie dobrze jak podczas upublicznienia na rynku NewConnect. Połączenie podmiotów przełoży się wprost na obniżenie kosztów relatywnych, głównie kosztów usług obcych, wzrost wyniku finansowego Spółki oraz wartości księgowej na jedną akcję. Oczywistym jest, że wzrost zysku wypracowanego przez Spółkę w naszym przypadku przynosi korzyści nie tylko samej Spółce, ale także i naszym Akcjonariuszom. Jesteśmy podmiotem dywidendowym, a w tym roku podzieliliśmy się zyskiem osiągniętym w pierwszym pełnym roku działalności Spółki. Zdobyte doświadczenie przy transakcji z WindykacjąPL pozwoli się nam doskonale przygotować do ewentualnych akwizycji w przyszłości.” – ocenia Prezes Szuba.

BVT S.A. prognozuje wypracowanie w 2015 r. zysku netto w wysokości 2,5 mln zł. Przygotowana prognoza finansowa została oparta na osiąganych przychodach finansowych netto, wartościach i planowanej rentowności nabywanych pakietów wierzytelności oraz na przewidywanym rozwoju i efekcie skali działalności Emitenta. W samym 3 kw. 2015 r. Spółka osiągnęła 377 tys. zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 1.260 tys. zł. Narastająco, od początku tego roku Emitent zanotował już zysk netto w kwocie 1.555 tys. zł przy sprzedaży sięgającej 4.594 tys. zł.

BVT S.A. specjalizuje się w nabywaniu i obsłudze pakietów wierzytelności masowych o dużej dywersyfikacji dłużników, a ich zlokalizowanie obejmuje swoim zasięgiem teren całego kraju. Nabyte przez Spółkę pakiety wierzytelności zlecane są do windykacji firmie prowadzącej działalność w tym zakresie. Emitent specjalizuje się obecnie w obsłudze wierzytelności związanych z przedsiębiorstwami z branży transportu kolejowego.

Głównym akcjonariuszem BVT S.A. jest notowana na rynku NewConnect Spółka Kupiec S.A., która posiada akcje stanowiące 45,12% udziału w kapitale zakładowym oraz 46,12% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. Natomiast Doradcą Finansowym i jednym z akcjonariuszy Spółki jest ABS Investment S.A.

BVT S.A. zakończyła 2014 r. zyskiem netto w wysokości 822 tys. zł oraz przychodami na poziomie 2.536 tys. zł. Akcjonariusze Spółki otrzymali również dywidendę z zysku wypracowanego w 2014 r. w łącznej kwocie 532 tys. zł, co stanowiło blisko 65% całego osiągniętego zysku.

Budżet na 2016 straszy inwestorów

Poznajemy coraz więcej szczegółów realizacji obietnic wyborczych nowej ekipy rządzącej. Już teraz wiemy, że część z nich musi być odłożona w czasie, gdyż nawet w takim tempie z pełnym wykorzystaniem bezwzględnej większości, pewnych rzeczy się nie udało zrobić. Inwestorzy patrzą na ten proces z coraz większym dystansem, co widać po notowaniach złotego.

Spadające ceny ropy powodują, że co raz więcej uwagi poświęcane jest Rosji i rublowi. Kraj ten boryka się z dwoma bardzo ważnymi problemami: z jednej strony z niskimi cenami surowców, a z drugiej ze spadkiem wartości rodzimej waluty. Dodatkowym problemem jest fakt, że kraj jest silnie zadłużony w obcych walutach, głównie dolarze. W rezultacie mamy poważny problem. Rosja, która zawsze miała sporo dewiz, nagle nie ma ich odpowiednio dużo, gdyż wpływy z handlu surowcami wciąż spadają, a kolejne kontrakty podpisywane są po coraz niższych cenach. Obie odmiany ropy są już wyceniane poniżej 40 USD. Analitycy przewidują, że 2016 rok będzie równie ciężki dla rubla i może on stracić wobec dolara kolejne 25% wartości. Długoterminowe analizy walutowe nie są oczywiście zwykle szczególnie dokładne, gdyż nie są w stanie przewidzieć tego co stanie się na rynkach.

Minister rozwoju Mateusz Morawiecki wypowiedział się na temat kwoty wolnej od podatku. Chce rozłożyć jej wzrost na kilka lat, by nie robić tego od razu oraz ograniczyć możliwość korzystania z niej dla lepiej zarabiających obywateli. W ten sposób koszty zmian nie będą tak wysokie. Jak widać obietnice wyborcze nie pozwalają domknąć budżetu na 2016 rok, w związku z czym realizowany jest wariant wszystkiego po trochu. Jest to wbrew pozorom dobry sygnał dla gospodarki. Gdyby wprowadzić wszystko od razu deficyt mógłby bardzo szybko przekroczyć wszelkie progi ostrożnościowe. W obecnym modelu jest szansa, że ze względu na koszty, któraś z kolejnych serii rozdawnictwa się nie odbędzie.

Nowelizacja budżetowa na 2016 jest już podobno gotowa. Budżet ma domknąć się z deficytem tuż poniżej 3%. Co ciekawe w tym roku mamy przekroczyć jednorazowo tę wartość. W ciągu 2-3 tygodni poznamy szczegóły podatku od wielkopowierzchniowych sklepów. Wypłatę sztandarowego elementu programu PiS-u, czyli 500 zł na każde dziecko, rozpocznie się dopiero 1 czerwca 2016 roku. Skąd to opóźnienie? Z jednej strony prace nad ustawą, z drugiej program wypłacany przez 7 z 12 miesięcy pozwoli domknąć budżet. Opóźnienia w opodatkowaniu banków i sklepów nie pozwolą wcześniej rozpocząć wypłat by domknąć budżet. Jak na to reaguje złoty? Przewidywania analityków powyborcze, o krótkotrwałym strachu i powrocie EUR/PLN w okolice 4,15 zł się nie spełniają. Co więcej strach przed zmianami wśród inwestorów jest na tyle duży, że słoty stabilnie traci, obecnie znajdując się od dłuższego czasu powyżej 4,30 zł za jedno euro.

Bank Anglii nie zmienił stóp procentowych, natomiast istotne okazały się wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Okazało się, ze jest ich 282 tysiące, czyli 16 tysięcy powyżej oczekiwań. Dzisiaj z ważnych danych pozostała już tylko sprzedaż detaliczna w USA o 14:30 oraz indeks Uniwersytetu Michigan o godzinie 16:00.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 11.09.2015 do 11.12.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 11.09.2015 do 11.12.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po ostatnich wydarzeniach nowe maksimum znajduje się na 4,3500. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,3450 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2700.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 11.09.2015 do 11.12.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 11.09.2015 do 11.12.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 4,0200 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

USD/PLN

usdWykres kursu średniego USD/PLN za okres od 11.09.2015 do 11.12.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9700.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 11.09.2015 do 11.12.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 11.09.2015 do 11.12.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0850. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Warmia i Mazury – cud (nie tylko) natury

Sektor outsourcingu w Polsce już od co najmniej pięciu lat notuje stały roczny wzrost na poziomie 15 – 18%. Rok 2015 należał do mniejszych lokalizacji biznesowych, które zaczęły wychodzić z cienia wielkich metropolii i poprzez świadome działania z zakresu promocji gospodarczej skutecznie zabiegają o zagraniczne inwestycje. Dobrym przykładem są Olsztyn i Elbląg, kojarzące się dotychczas głównie z branżą turystyczną i przemysłem meblarskim.

prezydent_Elblaga_prezydent_OlsztynaPoczątkowo większość inwestycji z sektora BPO/SSC lokowała się w trzech miastach – Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Kolejny etap to rozwój branży w Trójmieście, Łodzi, Poznaniu czy też Lublinie. Obecnie zaobserwować można ekspansję outsourcingu na kolejne miasta: Bydgoszcz, Szczecin czy Rzeszów. O inwestycje z sektora BPO/SSC coraz silniej zabiegają Warmia i Mazury, skutecznie udowadniając, że „ciągnie biznes do Warmii i Mazur”.

 Mniejsze miasta są często traktowane jako „lokalizacje drugiego wyboru”, w których otwierają się oddziały firm działających już w dużych aglomeracjach. Z czasem miasta – satelity stają się samodzielnymi destynacjami biznesowymi. Przykładowo: jeden z największych dostawców usług finansowych na świecie – Citygroup ma swoje centrum operacyjne w Olsztynie, a skandynawska grupa Transcom Worldwide w pierwszej kolejności otworzyła swój oddział w stolicy Warmii i Mazur, a dopiero później w Trójmieście – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

Olsztyn stanowi pozytywny przykład lokalizacji świadomie rozwijającej swój potencjał inwestycyjny. Miasto zajęło drugie miejsce w tegorocznym rankingu Doing Business ogłaszanym przez World Bank Group, w którym oceniana jest łatwość prowadzenia działalności gospodarczej. Na terenie Olsztyna działa podstrefa Warmińsko–Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej oraz Olsztyński Park Naukowo-Technologiczny, w których przedsiębiorcy mogą liczyć na ulgi podatkowe, ułatwienia administracyjne czy profesjonalne usługi doradcze. O potencjale inwestycyjnym miasta stanowią jednak przede wszystkim ludzie. W stolicy Warmii i Mazur działała sześć uczelni wyższych, które kształcą obecnie ponad 28 tysięcy osób. Mocną stronę olsztyńskich studentów stanowi znajomość języków obcych, przede wszystkim angielskiego oraz niemieckiego, co istotne jest dla firm BPO/SSC zza zachodniej granicy, które interesują się możliwością inwestycji w mieście. Oprócz zasobów kadrowych Olsztyn oferuje im trakcyjne koszty powadzenia biznesu i wynajmu powierzchni biurowej.

W Olsztynie w sposób idealny krzyżuje się dynamizm i nowoczesność z dziedzictwem kulturowym i niezwykłymi walorami przyrodniczymi. Olsztyn ma wszystko, co potrzeba do udanej inwestycji: dobrą lokalizację, piękne tereny, przygotowaną i niedrogą siłę pracowniczą, dogodnie warunki do rozwoju indywidualnego i przyjazne otoczenie biznesowe – mówi Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna.

Spotkanie_Ciagnie_biznes_do_Warmii_i_MazurWarmińsko – mazurskie to jednak nie tylko miasto wojewódzkie, ale także inne lokalizacje, które również zaznaczają swoją obecność na inwestycyjnej mapie Polski. Przykładem jest Elbląg, którego siłą jest doskonała lokalizacja: pomiędzy Gdańskiem a Kaliningradem, na trasie prowadzącej do Warszawy. Mimo, że położone w innym województwie, miasto stanowi satelitę dla aglomeracji trójmiejskiej. To tu powstał pierwszy w województwie park technologiczny – miejsce spotkań nauki i biznesu. W Elblągu funkcjonują cztery uczelnie wyższe. Miasto jest jednym z nielicznych, które w swojej ofercie edukacyjnej posiadają specjalności dedykowane przyszłym pracownikom BPO/SSC, kształcące kadry na miarę potrzeb sektora. Podczas spotkania „Ciągnie biznes do Warmii i Mazur”, zorganizowanym w Warszawie przez Fundację Pro Progressio, samorząd województwa warmińsko-mazurskiego oraz miasta Olsztyn i Elbląg, prezydent Elbląga Witold Wróblewski podkreślał, że inwestorzy mogą liczyć na pomoc ze strony Biura Wsparcia Przedsiębiorczości oraz atrakcyjne ulgi i udogodnienia w SSE. Na terenie miasta swoje centra posiadają już General Electric, CSC, Siemens czy FLSmitdh Maag Gear.

Warmia i Mazury, kojarzone dotąd głównie z branżą turystyczną, prezentują swoje biznesowe oblicze. Największą siłą Olsztyna i Elbląga jest dobre zaplecze kadrowe oraz coraz większa otwartość władz obu miast na współpracę z inwestorami. Stopniowo zwiększa się również dostępność powierzchni biurowej. Atrakcyjne otoczenie mazurskich jezior z pewnością sprzyja ocieplaniu biznesowej atmosfery – mówi prezes Fundacji Pro Progressio.

kęsKarta™ – z nagrodą „Karta dla Polski na 2016 rok”

kęsKarta™, absolutna nowość na rynku kart żywieniowych została zwycięzcą w konkursie „Karta dla Polski na 2016 rok”. Wyniki ogłoszono podczas Polskiej Kartowej Gali, spotkaniu towarzyszącym VIII Konferencji Central European Electronic Card, która miała miejsce w Warszawie w dniach 3-4 grudnia 2015.

Od prawej_ dr Michał Polasik, Robert Bogacki Up Bonus, Sławomir CieślińskiKonferencja Central European Electronic Card jest najważniejszym corocznym spotkaniem szeroko rozumianej branży kartowej z Polski i Europy Centralnej. Imprezie tej towarzyszy Polska Kartowa Gala. Jej istotnym i budzącym największe emocje wydarzeniem jest ogłoszenie wyników konkursów na najlepsze polskie karty w danym roku i nagrodzenie laureatów.

W tym roku zaszczytny tytuł „Karta dla Polski na 2016 rok” zdobyła kęsKarta™ – to unikatowy produkt wprowadzony w drugiej połowie 2015 roku przez Up Bonus. Dzięki kęsKarcie™ użytkownik może zapłacić za posiłki w ponad 20 000 punktach gastronomicznych, a w 900 placówkach partnerskich OpenCard w całej Polsce uzyskać rabat. W każdej restauracji partnerskiej OpenCard pracownik z kęsKartą otrzymuje stały rabat: 50% na jedzenie lub 30% na cały rachunek. Płatność kęsKartą™ może objąć posiadacza karty i osoby towarzyszące, nawet do 12 osób.

Konferencja Central European Electronic Card Warsaw i jej poprzedniczka Konferencja „KARTA”, to jedyne miejsce, w którym od 15 lat spotykają się corocznie przedstawiciele instytucji i firm najważniejszych dla rozwoju biznesu kartowego w Polsce i Europie.

Gratuluję Państwu uzyskanej nagrody, która nie tylko jest kolejnym świadectwem Państwa „kartowej” kompetencji i wieloletniego doświadczenia, ale przede wszystkim wpływa na praktyczne, nieomal codzienne postrzeganie przez tysiące ludzi użyteczności produktów kartowych, nie koniecznie kojarzonych tylko z kartami bankowymi, ale znajdujących dzięki nowoczesnej technologii także wiele innych zastosowań. A ponadto nazwa kęsKarta™ to bardzo trafne i smaczne określenie! – powiedział Sławomir Cieśliński, organizator Konferencji CEEC i Polskiej Kartowej Gali

Twórcy kęsKarty™ dostrzegli rosnący trend spędzania przez Polaków czasu poza domem i jedzenia „na mieście”. Stworzyli więc innowacyjny produkt, który nie tylko ułatwia częste korzystanie z wybranych ofert gastronomicznych, ale także oferuje wymierne benefity w postaci znaczących zniżek

kęsKarta™ to również sposób dla pracodawcy na podkreślenie swojego zaangażowania w wynagradzanie pracowników i zapewnianie im dodatkowych benefitów, umożliwiających zachowanie równowagi między pracą, a życiem prywatnym.

kęsKarta™ jest naszym najnowszym produktem, który tworzy nowy standard na rynku. Cieszymy się, że zyskał on uznanie jury. Niedawno przeprowadzaliśmy rebranding, zmieniamy się by podkreślić nasze zaangażowanie dla firm i ludzi – powiedział Robert Bogacki, Dyrektor Sprzedaży w Up Bonus. Wyróżniona karta pozwala pracodawcy osiągnąć to, co do tej pory nie zawsze było możliwe, czyli wpływ na kształtowanie pozytywnych doświadczeń poza firmą, a pracownikowi daje szanse na miłe spędzenie czasu – dodaje Robert Bogacki.

kęsKarta™ jest formą finansowania posiłków. Zasilenie lub naładowanie jej do kwoty 190 zł miesięcznie na jednego pracownika nie powoduje zwiększenia podstawy wymiaru składki ZUS. Dzięki temu kęsKarta™ jest rozwiązaniem optymalizującym koszty w firmie i jednocześnie dającym pracownikom możliwość skorzystania z użyteczności programu Opencard.

Firma Bonus Systems Polska S.A. wraz ze spółką matką Chèque Déjeuner Sp. z o. o. dostarczające systemy premiowania i motywowania, przeprowadziły rebranding i od 24 września posługują się wspólną marką Up Bonus.

Up Bonus jest częścią Up Group. Grupa od 50 lat działa na rynku benefitów pozapłacowych. Up Group jest liderem we wprowadzaniu nowych rozwiązań technologicznych i społecznych związanych z rynkiem pracy, zawsze koncentrujących się na realnych potrzebach ludzkich w środowisku zawodowym. W swojej ofercie ma również tradycyjne formy benefitów pozapłacowych, czyli bony papierowe.

Polityka przesłoniła fundamenty polskich spółek

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Trend spadkowy na warszawskiej giełdzie trwa już ponad miesiąc. Najbardziej ucierpiał indeks WIG20, który spadł do poziomów obserwowanych ostatnio w 2009 r. Czy jednak ceny akcji są już dostatecznie atrakcyjne, by powoli zacząć się zastanawiać nad ich akumulowaniem? Niestety jest zdecydowanie za wcześnie, by odpowiedzieć pozytywnie na tak postawione pytanie, ponieważ w ostatnich tygodniach polityka całkowicie przesłoniła fundamenty polskich spółek (dane makro i wyniki spółek). Pojawiły się też kolejne negatywne informacje dla spółek notowanych na GPW. Rząd ogłosił, że poza bankami podatek od aktywów zapłacą również ubezpieczyciele, co uderzyło m.in. w lidera tego segmentu – PZU SA. Ponadto rządzący wycofali się z obiecanego zawieszenia podatku od kopalin. Wywołało to gwałtowny spadek kursu akcji KGHM. Nad przedsiębiorstwami energetycznymi cały czas wisi widmo ratowania nierentownych kopalń, a w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa przyspieszyła karuzela stanowisk. Coraz trudniej oszacować wartość spółek z WIG20.

Mniejsze spółki bardziej odporne, ale jest ryzyko likwidacji OFE

W przypadku małych i średnich spółek, które są bardziej odporne na ryzyko polityczne, sytuacja przedstawia się lepiej. Spadki w tym segmencie mają ograniczony zasięg i wynikają głównie z gorszego sentymentu. Warto jednak mieć na względzie, że w grze pozostaje jeszcze jeden czynnik ryzyka w postaci likwidacji OFE. Aktywa zgromadzone w funduszach wynoszą ok. 150 mld zł, przy czym znaczna ich część to akcje – zarówno dużych, jak i małych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Jeśli ryzyko się zmaterializuje, a aktywa zaczną być spieniężane, nie znajdzie się spółka odporna na tak dużą podaż. Dlatego pomimo ogólnie lepszego otoczenia rynkowego i makroekonomicznego dla mniejszych spółek (w tym ożywienia w strefie euro) należy pamiętać, że cenami akcji obecnie nie rządzą fundamenty.

Inwestor zainteresowany akcjami może poszukać okazji w Europie

Jeśli pomimo świadomości zagrożeń inwestor chce ulokować część portfela w polskich akcjach, to najlepszym rozwiązaniem okaże się fundusz aktywnie zarządzany, którego polityka inwestycyjna jest elastyczna, tzn. pozwala na przeważanie dużych lub małych spółek w zależności od rozwoju sytuacji na rynku. Zysków można również poszukać na giełdach europejskich – przede wszystkim w krajach rozwiniętych. Poza tym, że strefa euro ma obecnie poprawiające się wskaźniki gospodarcze, tamtejsze rynki wspiera luźna polityka pieniężna prowadzona przez Europejski Bank Centralny. Pomimo krótkotrwałego rozczarowania inwestorów faktem, że Mario Draghi nie wykorzystał wszystkich dostępnych instrumentów stymulacyjnych, warto pamiętać, że program skupu aktywów został wydłużony co najmniej do marca 2017 r., a EBC wpompuje w gospodarkę dodatkowe 360 mld euro.

Ubezpieczenie mieszkania na miarę potrzeb

Własne mieszkanie to często jeden z największych, jeśli nie największy zakup w życiu. I choć zależy nam, aby było ono ładne, przytulne i bezpieczne, to często zapominamy o nie odpowiednio zadbać. Dlatego warto skorzystać z ubezpieczenia, które odpowiednio zabezpieczy nasze mieszkanie, a nam pozwoli spać spokojnie.

 Mariusz ŁubińskiDecydując się na zakup ubezpieczenia mieszkania przede wszystkim należy określić nasze zapotrzebowanie, a także zastanowić się nad ewentualnymi zdarzeniami, które mogą nas spotkać. Mieszkając w bloku, w dużym mieście rzadziej może nam grozić powódź, jednak zalanie czy kradzież są bardziej realne. Dokładne określenie potrzeb pozwoli dobrać ofertę, która sprosta naszym oczekiwaniom w 100%.

Często można jednak spotkać się z opinią, że ubezpieczenie mieszkania to zbędny wydatek, gdyż kataklizmy, które obejmuje polisa, zwłaszcza w dużych miastach, nie zdarzają się często. Dlatego warto pamiętać, że zakres ubezpieczenia nie obejmuje jedynie kataklizmów, jak trąba powietrzna, ale także znacznie bardziej prozaiczne zdarzenia.

Polisa szyta na miarę

– Podstawowy zakres ubezpieczenia obejmuje zazwyczaj ubezpieczenie od zdarzeń losowych takich jak ogień czy pożar – zaznacza Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus. – Warto jednak doprecyzować jakie dokładnie zdarzenia losowe wchodzą w skład polisy, aby potem uniknąć przykrych niespodzianek – dodaje. Zazwyczaj podstawowe pakiety nie gwarantują ochrony w przypadku takich zdarzeń jak powódź czy zalanie. A to właśnie zalanie przez pralkę, zmywarkę czy pękniętą rurę jest jednym z najczęściej występujących zdarzeń. Pamiętajmy, że przy zalaniu, szkody poza naszym lokalem, możemy także wyrządzić naszym sąsiadom i dlatego warto mieć także polisę OC. Dlatego też dokładne ustalenie zakresu ubezpieczenia to podstawa przy wyborze oferty.

Wybierając polisę zwróćmy uwagę czy obejmuje ona również ochronę w przypadku kradzieży. To wciąż jeden z najczęstszych problemów z jakim spotykają się właściciele mieszkań. Posiadając odpowiednie ubezpieczenie, w przypadku włamania i utraty cennych dóbr, ubezpieczyciel wypłaci odpowiednią kwotę rekompensaty. Jeśli jednak posiadamy w mieszkaniu wyjątkowo cenne przedmioty, warto wspomnieć o nich podczas wyboru oferty – pozwoli to na jej lepsze dopasowanie.

Mniej czy więcej

Decydując się na ubezpieczenie nieruchomości trzeba również pamiętać, aby nie zaniżać jej wartości. Owszem, ubezpieczenie niższej wartości niż rzeczywista pozwoli na obniżenie składek, jednak w przypadku nieprzewidzianego zdarzenia ubezpieczyciel wypłaci zdecydowanie niższą kwotę. W rezultacie może się okazać, że rekompensata nie wystarczy na pokrycie szkód czy strat. Wybierając ofertę warto zatem skorzystać z wyceny kilku ubezpieczycieli, aby dopasować polisę do swoich potrzeb i możliwości finansowych, jednocześnie zapewniając jak najlepsza ochronę dla naszego M.

Warto pamiętać, że zakup polisy nie uchroni naszej własności przed nieszczęśliwymi wypadkami, pozwoli jednak znacznie zminimalizować ich skutki. To gwarancja, że w przypadku zalania, pożaru czy kradzieży, ubezpieczyciel pokryje nasze straty, dzięki czemu unikniemy niepotrzebnych kosztów.

Blisko 2 mln Polaków pracuje na czarno. Szara strefa coraz mocniej ogranicza wzrost gospodarczy Polski i ciąży finansom publicznym

CEO Magazyn Polska

Prawie 2 miliony Polaków podejmuje pracę bez jakiejkolwiek umowy – wynika z raportu przygotowanego przez Forum Obywatelskiego Rozwoju. Szara strefa ogranicza tempo wzrostu gospodarczego i odbija się na kondycji finansów publicznych. Zdaniem Aleksandra Łaszka z Fundacji FOR ostatnie działania rządu mogą się przyczynić do dalszego wzrostu liczby osób pracujących na czarno. Podwyżka płacy minimalnej oraz program Rodzina 500+ w wielu przypadkach mogą być bodźcem do unikania legalnego zatrudnienia.

– Wzrost płacy minimalnej i minimalna płaca godzinowa będą sprawiały, że osoby najsłabsze na rynku pracy albo będą traciły pracę, albo będą wypychane do szarej strefy – mówi agencji informacyjnej Newseria Aleksander Łaszek, członek zarządu Fundacji FOR

Od nowego roku minimalne miesięczne wynagrodzenie wzrośnie o 100 zł i wyniesie 1850 zł brutto. Podwyżka płac przełoży się przy tym na wyższe stawki składek na ubezpieczenia społeczne. Plany rządu zakładają także wprowadzenie ustawy gwarantującej minimalne wynagrodzenie godzinowe na poziomie 12 zł brutto.

– Drugi czynnik to polityka 500 zł na dziecko, szczególnie w przypadku pierwszego dziecka, gdzie mamy sztywny próg dochodowy. Osoby, które będą blisko tego progu, będą miały bodźce do tego, żeby ukryć część dochodów, byleby znaleźć się poniżej progu dochodowego i dostać te 500 zł – wyjaśnia Aleksander Łaszek.

Program Rodzina 500+ przewiduje, że rodzice otrzymają po 500 zł netto miesięcznie na każde drugie i kolejne dziecko. Ponadto ubogie rodziny o dochodach poniżej 800 zł na osobę w rodzinie (lub 1200 zł w przypadku dziecka z niepełnosprawnością) mogą liczyć na wsparcie także w przypadku pierwszego dziecka.

Z raportu przygotowanego przez Forum Obywatelskiego Rozwoju wynika, że Polska jest w niechlubnej czołówce państw bałtyckich, w których pracuje się na czarno. Aż 9 proc. Polaków pracowało w ten sposób, a jedna trzecia zna kogoś, kto wykonuje pracę bez formalnego zatrudnienia.

Szara strefa negatywnie wpływa na kondycję finansów publicznych. Jak zauważa Aleksander Łaszek, aby ograniczyć deficyt, władze muszą w większym stopniu opodatkować podmioty działające w sposób legalny.

– Bardzo istotnym czynnikiem jest niższe tempo wzrostu produktywności. Jeżeli mamy małe firmy, które mało inwestują, nie zwiększają swojej skali działalności, czyli nie ma specjalizacji, przez to są znacznie mniej produktywne, a to oznacza wolniejszy wzrost gospodarczy, niższe płace i niższy poziom życia – wyjaśnia.

Ekspert tłumaczy, że gdyby nie szara strefa, to takie firmy zostałyby wyeliminowane przez rynkową konkurencję. Dzięki temu pracownicy oraz posiadane aktywa trafiłyby do lepiej zorganizowanych przedsiębiorstw. Obecność szarej strefy uniemożliwia jednak takie przepływy.

Unimot myśli o przejęciach. Dystrybutor paliw ma za sobą dobry rok i nie przewiduje wzrostu cen ropy w kolejnym

0

CEO Magazyn Polska

Branża paliwowa w Polsce miała dobry rok i prognozuje, że kolejny będzie podobny. Niskie ceny sprawiają, że paliwa dobrze się sprzedają, a nic nie wskazuje na to, żeby najbliższa przyszłość miała przynieść zmianę trendu na międzynarodowym rynku ropy. Nadzieje polskich dystrybutorów dodatkowo budzą rządowe obietnice ograniczenia szarej strefy. Działająca w branży spółka Unimot nie wyklucza akwizycji.

– W Polsce konsumpcja – moim zdaniem – rośnie  podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Robert Brzozowski, prezes zarządu Unimot SA. – Może nie w statystykach, ale na rynku rzeczywistym konsumpcja rośnie. W związku z tym powinniśmy widzieć wzrosty sprzedaży u wszystkich dostawców, u producentów. Można zatem przypuszczać, że rynek będzie ciekawy, aczkolwiek trudny.

Bardzo poważnym problemem rynku dystrybucji paliw jest rozrośnięta szara strefa. Odbiera ona legalnym przedsiębiorcom sporą część zysku. Robert Brzozowski bardzo liczy tu na nowy rząd, który obiecał walczyć z tymi, którzy uchylają się od płacenia podatków.

– Liczę na to, że rząd przyłoży się do swoich obietnic i będziemy widzieć zdecydowane zmiany na rynku, jeśli chodzi o ukrócenie działalności szarej strefy. I to może być zdecydowanie bardzo ciekawa zmiana rzeczywistości, bo rynek obsługiwany w tej chwili przez szarą strefę jest bardzo duży, więc jeśli tutaj nastąpi zmiana, to pracy nam nie zabraknie.

Mijający rok Unimot ocenia jako dobry i zarazem trudny, obfitujący w wiele zdarzeń, które wymagały od spółki aktywnego działania zarówno w zakresie zmieniających się przepisów, jak i zmian rynkowych. Jak podaje spółka, w samym III kwartale zwiększyła przychody do przeszło 307 mln zł ze 190,5 mln zł rok wcześniej. Zysk netto wzrósł ponad czterokrotnie do 4,33 mln zł.

Mamy nadzieję utrzymać tempo wzrostu  zapowiada prezes zarządu Unimot SA. Otoczenie rynkowe jest bardzo ciekawe i napawa optymizmem. Natomiast trudno powiedzieć, czy trudności, które się będą pojawiać, będą na tyle duże, żeby przeszkadzać, mam nadzieję, że nie. Patrzę optymistycznie w przyszłość.

W jego ocenie w przyszłym roku cena ropy i ceny paliw będą się utrzymywać na niskim poziomie. Jak zaznacza, wszelkie przewidywania mogą zakłócić wydarzenia geopolityczne. Natomiast ekonomiczne fundamenty, czyli nadwyżka na rynku ropy, powinna w dalszym ciągu utrzymywać ceny na niskim poziomie. Stąd spółka poważnie myśli o rozwoju poprzez akwizycję.

Przypatrujemy się potencjałowi rynku, konkurentom – przyznaje prezes Robert Brzozowski z Unimot SA. Liczymy, że znajdą się ciekawe podmioty do przejęć, do połączeń, do wzmocnienia spółki. Spółka dysponuje własnymi kapitałami, w związku z tym jesteśmy w stanie sfinansować przejęcia, a ich forma i wielkość będzie uzależniona od tego, co potencjalnie może rynek nam zaproponować.

Jeden z odbiorców firmy Mercator Medical może nie złożyć nowych zamówień na produkty spółki. Firma spodziewa się niewielkiego spadku przychodów, ale nie rezygnuje z planów eksportowych

CEO Magazyn Polska

Spółka poinformowała, że jeden ze znaczących odbiorców jej produktów z Arabii Saudyjskiej, Majal Care Trading Est., nie zrealizował wcześniej planowanych transakcji i prawdopodobnie nie złoży nowych zamówień na produkty do początku 2016 roku. Firma Mercator Medical podjęła jednak niezbędne działania i jak informuje, przekierowała sprzedaż rękawic do innych odbiorców. Nie rezygnuje ze swoich planów i zapowiada dalszą ekspansję.

– W Polsce osiągnęliśmy dość duży udział w rynku, bo to jest około 25 procent. Trudno jest już nam zwiększać udziały. W przypadku eksportu nic nas nie ogranicza pod względem możliwości sprzedaży i tutaj widzimy duże perspektywy wzrostu  mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Witold Kruszewski, członek zarządu Mercator Medical.

Spółka w czwartek poinformowała o możliwej utracie części planowanych przychodów w IV kwartale z powodu niezrealizowania wcześniejszych transakcji i możliwości niezłożenia dalszych zamówień przez jednego z odbiorców z Arabii Saudyjskiej. Producent podkreśla jednak, że nie powinno to obniżyć jego przychodów bardziej niż o 2,1 mln zł. W ciągu trzech kwartałów br. przychody grupy przekroczyły 163 mln zł.

Mercator Medical w III kwartale 2015 roku zarobił na czysto blisko 2,5 mln zł. To o blisko 1 mln zł mniej w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej. Z kolei przychody ze sprzedaży za III kwartał tego roku wzrosły o ponad 40 proc. w stosunku do III kwartału rok wcześniej. Przy czym warto zaznaczyć, że większość przychodów wygenerowały rynki zagraniczne, na których jest obecna spółka.

Firma duże nadzieje pokłada w Stanach Zjednoczonych. To rynek, który odpowiada za 40 proc. globalnej konsumpcji rękawic medycznych. Mercator Medical zapowiada jednak, że ma na celowniku także inne kraje.

– Patrzymy także na kontynent afrykański, w którym już dużo sprzedajemy do RPA i to promieniuje na inne kraje. Ponadto Azja, kraje byłego Związku Radzieckiego – to są te główne obszary, do których dynamizujemy sprzedaż – wylicza Witold Kruszewski

Podkreśla, że firma stawia na znaczną dywersyfikację źródeł przychodów, aby zmniejszyć ryzyko wahań kursowych, takich jak np. ostatnie umocnienie dolara amerykańskiego.

– Umacnianie dolara powoduje, że nasza część dystrybucyjna w Europie notuje niższe marże, natomiast sprzedaż naszych produktów, które są produkowane w Tajlandii staje się bardziej rentowna. To takie nasze naturalne zabezpieczenie – dodaje.

Członek zarządu pytany o model prowadzenia biznesu, zaznacza, że 80 proc. kosztów operacyjnych, jakie ponosi Mercator Medical, wiąże się m.in. z zakupem surowców oraz siłą roboczą.

– Surowce niedawno potaniały, mamy teraz historycznie niskie ceny lateksu, z którego produkowane są rękawice w naszej fabryce. Koszty pracy natomiast stopniowo rosną, ale to są dość niewielkie wzrosty – tłumaczy Witold Kruszewski.

Terminal LNG w Świnoujściu przyjmuje pierwszą dostawę skroplonego gazu ziemnego. Od przyszłego roku przez instalację może trafiać na rynek 5 mld m3 gazu rocznie

CEO Magazyn Polska

Terminal LNG rozpocznie przyjmowanie w piątek pierwszej dostawy skroplonego gazu. Ponad 200 tys. metrów sześciennych surowca dostarczone przez katarski metanowiec pozwoli rozruch instalacji. Jej komercyjna eksploatacja rozpocznie się w połowie 2016 roku. Gazoport wpłynie znacząco na bezpieczeństwo energetyczne Polski – ze Świnoujścia na rynek trafiać będzie blisko 1/3 zużywanego w Polsce gazu.

Dzięki terminalowi będziemy mogli dostarczać dodatkowe 5 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Przy naszej konsumpcji na poziomie 15–16 mld metrów sześciennych to praktycznie 1/3 zapotrzebowania. Czyli jest to kolejna możliwość dywersyfikacji naszych dostaw i to dużo szerszej niż dotychczas – mówi agencji informacyjnej Newseria Robert Zajdler, ekspert ds. energetycznych Instytutu Sobieskiego

Do tej pory Polska mogła importować gaz jedynie z Rosji i krajów Unii Europejskiej. Dzięki terminalowi będziemy mogli się zaopatrywać bezpośrednio na światowych rynkach. Stwarza to możliwość kontraktowania gazu po niższych cenach i na lepszych warunkach handlowych.

Otwiera się przed nami bardzo dużo możliwości. W tej chwili na rynku energii jest duża podaż gazu i dość duże możliwości zakupu, a ceny w ostatnim czasie dość mocno się obniżają. Dlatego opcji zakupu jest sporo – dodaje Zajdler.

Terminal LNG w Świnoujściu ma pełnić ważną funkcję jako źródło dostaw gazu dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W kolejnych latach instalacja wzbogaci się o jeszcze jeden zbiornik, dzięki czemu jej możliwości regazyfikacyjne sięgną 7,5 mld metrów sześciennych rocznie.

Dzięki zwiększeniu możliwości terminalu oraz dzięki rozbudowie infrastruktury z krajami sąsiednimi będziemy mogli być miejscem kupna i dostaw gazu dla całego regionu, a tym samym jednym z elementów zabezpieczających te dostawy – tłumaczy ekspert ds. energetycznych Instytut Sobieskiego.

Gaz, który posłuży do rozruchu terminalu LNG w Świnoujściu, podchodzi od katarskiego dostawcy – spółki Qatargas. Jak podkreśla Zajdler, Katarczycy nie mają wyłączności na zaopatrywanie polskiego terminalu. Konkurencyjne warunki handlowe oferują m.in. dostawcy z Kanady czy Stanów Zjednoczonych, a w dłuższym horyzoncie czasu opłacalna może być także współpraca z państwami afrykańskim.

To jest też uzależnione od tego, kto będzie chętny na zakup gazu dostarczanego przez terminal. Trzeba popatrzeć na stronę popytową rynku, ale wydaje się, że zwłaszcza duże podmioty zużywające duże ilości gazu będą zainteresowane dostawami. Oczywiście przy założeniu, że koszty regazyfikacji będą na tyle atrakcyjne, że spółki będą chciały z tego korzystać – stwierdza ekspert Instytutu Sobieskiego.

Oprócz wykorzystania infrastruktury przesyłowej atrakcyjną opcją może okazać się transport gazu za pomocą cystern samochodowych oraz kolejowych.

UKE: 1,5 tysiąca zgłoszeń dotyczących zakłóceń sieci komórkowych. Winne najczęściej wzmacniacze GSM oraz niekompatybilne aparaty telefoniczne

CEO Magazyn Polska

W 2014 roku do Departamentu Kontroli UKE trafiło prawie 1,5 tysiąca zgłoszeń dotyczących problemów funkcjonowania sieci komórkowych. Urząd odpowiada za ustalenie źródła zakłóceń oraz wyeliminowanie przyczyny. Najczęstszym powodem problemów jest używanie nielegalnych urządzeń takich jak tzw. repeatery wzmacniające siłę sygnału GSM oraz korzystanie z importowanych z USA telefonów. Departament usuwa także zakłócenia w sieciach używanych w lotnictwie oraz przez służby bezpieczeństwa publicznego.

W ubiegły roku mieliśmy blisko 1,5 tys. zgłoszeń w związku zakłóceniami funkcjonowania sieci komórkowych, skontrolowaliśmy również ponad 1,5 tys. urządzeń, w których mógłby być problem z kompatybilnością elektromagnetyczną – mówi agencji Newseria Biznes Zdzisław Wójcik z Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Zakłócenia w sieciach telefonii komórkowej w wielu przypadkach są efektem wykorzystania importowanych ze Stanów Zjednoczonych aparatów. W Polsce tego typu sprzęt jest nielegalny, ponieważ działa na innych częstotliwościach niż urządzenia dostępne w kraju.

Dodatkowym problemem są wzmacniacze sygnału GSM, które jednemu użytkownikowi rzeczywiście wzmacniają sygnał, ale potrafią za to popsuć całą arenę – stwierdza.

Za kontrolę w zakresie zasobów częstotliwości oraz wymagań dotyczących kompatybilności elektromagnetycznej odpowiedzialny jest Departament Kontroli UKE wraz ze swoimi delegaturami. Instytucja zajmuje się realizacją zadań zleconych przez prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Takie badania prowadzą Regionalne Stacje Kontroli Emisji Radiowych przy wykorzystaniu tak zwanej Ruchomej Stacji Pomiarowej. Wykonywane są pomiary parametrów emisji stacji radiowych i telewizyjnych oraz wykrywane i lokalizowane nielegalne źródła emisji – tłumaczy Zdzisław Wójcik.

Lokalizacja nielegalnych źródeł sygnału odbywa się za pomocą specjalistycznej aplikacji KASMON oraz systemu radionamierzania.

Do zadań ekip terenowych należą także pomiar jakości odbioru programów radiowych oraz programów naziemnej telewizji cyfrowej. Pracownicy Departamentu Kontroli UKE zajmują się także badaniem zasięgu poszczególnych nadajników.

Nasi pracownicy skutecznie usuwają również wpływające do urzędu zgłoszenia zakłóceń w sieciach radiokomunikacyjnych w służbach bezpieczeństwa publicznego takich jak policja, straż pożarna czy pogotowie ratunkowe – wyjaśnia przedstawiciel UKE.

Oprócz wsparcia służb bezpieczeństwa publicznego realizowane są również zgłoszenia zakłóceń występujących na częstotliwościach lotniczych. Eliminowanie ich źródeł ma na celu usprawnienie m.in. komunikacji pilotów statków powietrznych z wieżą kontroli lotów.

Bardzo często też prywatne osoby zgłaszają problemy z odbiorem programów radiowych i telewizyjnych. Zespoły UKE monitorują widmo radiowe i zapobiegają szkodliwym zakłóceniom, wykorzystując specjalistyczne przyrządy, takie jak namierniki, odbiorniki pomiarowe, analizatory widma oraz systemy antenowe – wymienia Wójcik.

Departament Kontroli jest jednocześnie odpowiedzialny za kontrolę aparatury telekomunikacyjnej oraz urządzeń radiowych w celu ustalenia zgodności z normami określonymi przez Parlament Europejski. Instytucja kontroluje ponadto, czy dostawcy i dystrybutorzy dopełnili wszelkich obowiązków informacyjnych związanych z handlem elektroniką.

Nowe miejsca pracy dla informatyków i finansistów. Amerykańska firma Crossover do końca 2016 r. zatrudni tysiąc osób

CEO Magazyn Polska

Co najmniej tysiąc specjalistów z dziedziny informatyki i finansów znajdzie zatrudnienie przy międzynarodowych projektach amerykańskiej firmy Crossover. Oferta dla najlepszych to 8 tys. dolarów miesięcznie, ale przedstawiciele firmy podkreślają, że to wyjściowa stawka. Wszyscy będą pracować zdalnie, co umożliwia podjęcie pracy również osobom z małych miejscowości, które nie chcą się przeprowadzać.

Chcemy pozyskać tysiąc najbardziej utalentowanych pracowników, przede wszystkim programistów, ale również specjalistów od finansów, sprzedaży i marketingu – mówi Andy Tryba, prezes firmy Crossover. – Szukamy nie tylko ludzi, którzy w tej chwili rozglądają się za pracą, lecz także tych, którzy chcą popchnąć swoją karierę do przodu, przenieść ją na wyższy poziom.

Crossover to amerykańska firma z siedzibą w Teksasie. Reprezentuje nowoczesny model współpracy oparty na zasadach pracy zdalnej. Pracownik Crossover może realizować projekt z dowolnego miejsca na ziemi w wybranych godzinach, bez konieczności chodzenia do biura.

Ten model współpracy sprawia, że możemy zatrudniać najlepszych ludzi na świecie i niezależnie od tego, gdzie mieszkają, czy na Podkarpaciu, czy Gdańsku, czy Stanach Zjednoczonych, czy w Japonii – mówi Markus Tornberg z Crossover Polska.

Każdy specjalista jest wynagradzany za swoje umiejętności na takim samym poziomie jak inni.

Wynagrodzenia zaczynają się od 8 tys. dolarów miesięcznie, ale mogą sięgnąć nawet 60 tys. dolarów – mówi Andy Tryba. – Gdy zaczniesz oferować takie wynagrodzenia w regionach świata, które wcześniej nie miały takiej możliwości, to wpływ tych pieniędzy na społeczeństwo jest bardzo duży. Wcześniej takie możliwości nie istniały z powodu lokalnych ograniczeń. Dzięki chmurze ludzie mogą pracować z dowolnego miejsca, więc te bariery zniknęły.

Wejście Crossover na Polski rynek to efekt przede wszystkim coraz lepszej renomy polskich informatyków w świecie. Firma już współpracuje z Polakami przy wielu międzynarodowych projektach. Już teraz 10 polskich informatyków pracuje z Polski przy międzynarodowych projektach. Na co dzień mieszkają w Łodzi, Krakowie, Poznaniu i Warszawie.

Chcemy pracować z najlepszymi. Dążymy do współpracy z top 1 proc. utalentowanych specjalistów z całego świata. Proces selekcji jest bardzo surowy, oparty na serii specjalistycznych testów sprawdzających wiedzę i umiejętności kandydata. Polska obfituje w talenty, ma wiele świetnych uniwersytetów. Wszystkie nasze dotychczasowe doświadczenia ze współpracy z nimi są fantastyczne, więc chcemy to rozwijać – mówi Andy Tryba.

Polscy specjaliści pokazują, że potrafią robić trudne zadania w międzynarodowych firmach – mówi Markus Tornberg.

Crossover współpracuje ze specjalistami z 80 krajów i 1150 miast na całym świecie. Jak podkreślają przedstawiciele firmy, proces selekcji jest bardzo surowy, oparty na serii specjalistycznych testów sprawdzających wiedzę i umiejętności kandydata. Andy Tryba, prezes Crossover, spędził ostatnie 15 lat jako dyrektor generalny wielu udanych start-upów, pracował jako dyrektor strategii w Intel Corporation oraz był doradą Białego Domu w USA ds. przyszłości pracy i inżynierii talentów. Jego zainteresowania oscylują wokół tematu „Przyszłość pracy w połączonym społeczeństwie”. Andy uważa, że umożliwienie najlepszym specjalistom pracy z miejscach ich zamieszkania może się przyczynić do podniesienia standardu życia na całym świecie.

Start-upy naukowe mają największy potencjał wzrostu. Niestety, ryzyko porażki w ich przypadku też jest duże

CEO Magazyn Polska

Finansowanie, pomoc we wdrażaniu produktów do biznesu oraz wsparcie merytoryczne – tego oczekują krajowe start-upy, by z powodzeniem funkcjonować i szybciej się rozwijać. Ich projekty badawczo-rozwojowe, choć mają większy potencjał, są też bardziej kapitałochłonne i obarczone większym ryzykiem. Tego typu projekty między innymi wspiera fundusz Infini w ramach programu BRIdge Alfa realizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

BRIdge Alfa to bardzo cenne przedsięwzięcie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Wieloch, prezes zarządu funduszu Infini, realizującego ten program wspólnie z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. – Program wydaje się być idealnym narzędziem, które może spowodować, że projekty badawczo-rozwojowe staną się biznesami, przedsiębiorstwami szybko się rozwijającymi, generującymi wartość zarówno dla naukowców, jak i dla nas, inwestorów.

W obszarze zainteresowań Infini znajdują się przede wszystkim rezultaty prac badawczo-rozwojowych i ich komercjalizacja. Jak podkreśla Wieloch, takie projekty są najbardziej atrakcyjne dla gospodarki, ale często nie są dostosowane do realiów rynkowych. Wybitny pomysł naukowy trzeba przełożyć na pomysł biznesowy.

One mają największy potencjał wzrostu z naszego punktu widzenia, natomiast mają jedną zasadniczą wadę – są bardzo ryzykowne. Jest duże ryzyko, że te projekty się nie sprawdzą i nie osiągną biznesowego sukcesu – mówi Wieloch.

Pierwszym warunkiem powodzenia takiego przedsięwzięcia jest finansowanie i to na początkowym etapie rozwoju projekty zapewnia BRIdge Alfa i działające w programie fundusze. Projekty badawczo-rozwojowe są zwykle bardziej kapitałochłonne. Jak podkreśla Wieloch, są również trudniejsze do weryfikacji pod kątem rynkowym.

Często wprowadzenie na rynek jest poprzedzone kosztownymi, długotrwałymi badaniami wieloetapowymi. Biotechnologia jest dobrym przykładem – badania, weryfikacja, przygotowanie produktu do debiutu rynkowego trwają latami i to są wielomilionowe nakłady, w porównaniu do np. portalu internetowego, który można stosunkowo łatwo, przy relatywnie niewielkim nakładzie pracy uruchomić – wyjaśnia prezes Inifini. – Spore nakłady oznaczają jedno – trzeba mieć przekonanie do tego, żeby te pieniądze wyasygnować.

Część środków Infini jest przeznaczona na ekspertyzy i badania, które będą realizowane w celu weryfikacji zaproponowanego pomysłu.

Drugim elementem, niezwykle ważnym dla start-upów jest długofalowe, merytoryczne wsparcie organizacyjno-zarządcze, które pomoże naukowcom odnaleźć się w środowisku biznesowym.

Kolejna rzecz to finansowanie dalszego rozwoju. Staramy się tutaj wspierać naukowców kontaktami, znajomościami, swoją wiedzą i doświadczeniem – mówi Maciej Wieloch. – Naukowcy nie muszą być biznesmenami, to nie jest ich rola. Tutaj jest potrzebne wsparcie profesjonalnych menadżerów.

Infini poszukuje pomysłów na różnych etapach rozwoju i zaawansowania. Po zgłoszeniu pomysł jest oceniany pod kątem potencjału komercyjnego oraz technicznego. Nie bez znaczenia są także kwestie prawne, jak prawa autorskie czy czystość patentowa. Po pozytywnej ocenie tego etapu, pomysł jest kierowany na Komitet Inwestycyjny, który podejmuje decyzję o wejściu finansowym.

Inicjatywa BRIdge Alfa (skrót od Badanie, Rozwój, Innowacje) jest programem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, którego celem jest wsparcie komercjalizacji wyników prac badawczo-rozwojowych poprzez rozwijanie, testowanie i wdrażanie nowych instrumentów interwencyjnych. Adresatami programu są przedsiębiorcy, uczelnie, instytuty badawcze, naukowe, osoby fizyczne – indywidualni innowatorzy. Preferencyjnie traktowani są mikro-, mali i średni przedsiębiorcy, w szczególności firmy we wczesnym stadium rozwoju (start-upy), które powstały w celu komercjalizacji wyników prac badawczych i rozwojowych.

UE

Polska chce przyciągać turystów z Azji i Ameryki Północnej. Stawiamy na promocję turystyki medycznej i SPA

CEO Magazyn Polska

Krajowa branża turystyczna zamierza w przyszłym roku skoncentrować się na promocji na rynkach amerykańskim i azjatyckim. Część kampanii na dalekich rynkach będzie prowadzona wspólnie z innymi państwami regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Polska Organizacja Turystyczna chce silnie promować turystykę medyczną, SPA i wellness. W I półroczu Polskę odwiedziło prawie 5 proc. zagranicznych turystów więcej.

– Poza rynkami azjatyckimi [Chiny, Japonia i Indie – red.], które były objęte dużą trzyletnią kampanią, prowadzimy obecnie działania promocyjne daleko od Polski, głównie z naszymi partnerami z Grupy Wyszehradzkiej, między innymi w Ameryce Południowej – mówi agencji Newseria Biznes Elżbieta Wąsowicz-Zaborek, wiceprezes Polskiej Organizacji Turystycznej (POT). – W przyszłym roku trochę więcej działań będzie dotyczyć rynku Ameryki Północnej.

Cały czas POT skupia się na rynkach europejskich, bo to stąd pochodzi najwięcej turystów. Jak wynika z danych przedstawianych przez Ministerstwo Sportu i turystyki, w I półroczu odnotowano prawie 38 mln przyjazdów cudzoziemców. Liczbę turystów oszacowano na blisko 7,8 mln, z czego ponad 5,5 mln stanowili turyści z 27 krajów UE. Szczególnie widoczni są odwiedzający z Niemiec (2,8 mln) i Skandynawii.

Mały ruch przygraniczny spowodował, że obserwujemy ruch stricte turystyczny z Rosji czy z Ukrainy. Niestety, z różnych powodów ten ruch trochę nam spadł, ale co jest ważne, spadki ruchu turystycznego z Rosji do Polski są mniejsze do innych krajów europejskich. Ciągle jesteśmy bardzo istotną destynacją dla turystów właśnie ze Wschodu. To ważne, ponieważ to bardzo wymagający, ale także bardzo bogaty turysta – mówi Elżbieta Wąsowicz-Zaborek

W I połowie roku z sąsiadujących z Polską państw spoza strefy Schengen przyjechało do nas ponad 1,4 mln turystów. W przypadku Ukrainy liczna odwiedzających wzrosła o 15 proc. rdr., a w przypadku Rosji zanotowano ponad 7-proc. spadek.

Zastanawiamy się także, co można zrobić na pozostałych rynkach azjatyckich, ponieważ produkty oferowane przez polską branżę turystyczną dojrzały do tego, żeby wychodzić do tego bardzo specyficznego turysty – wyjaśnia wiceprezes Polskiej Organizacji Turystycznej.

Przez ostatnie trzy lata POT realizowała w Chinach, Indiach i Japonii dużą kampanię reklamową. Przeznaczyła na ten cel 50 mln zł wsparcia z UE. Jak podkreśla Wąsowicz-Zaborek, w kolejnych latach środków nie będzie tak dużo, ale to nie oznacza zaprzestania działań promocyjnych.

– Jedziemy teraz na rozpędzonym wagoniku, który udało nam się rozpędzić poprzez kampanie finansowane ze środków unijnych. Sporo wydawnictw, które przygotowywaliśmy w ostatnim okresie, będzie teraz dystrybuowane na rynkach – mówi Wąsowicz-Zaborek. – Intensywne działania były prowadzone też w sferze internetowej. Pracowaliśmy nad serwisem polska.travel, który dzisiaj jest w 23 wersjach internetowych i to będzie teraz wykorzystywane.

Chiny są jednym z krajów o najwyższej dynamice wzrostu liczby odwiedzających z polskiej bazy noclegowej. W I półroczu wyniosła ona 28,1 proc. Szybciej przybywało tylko turystów z Hongkongu (37,5 proc.).

Organizator Open’era i Orange Polska łączą siły. Chcą konkurować z innymi festiwalami muzycznymi w Europie

0

Orange Warsaw Festival i Open’er Festival, czyli dwa największe wydarzenia muzyczne, będą się uzupełniały programowo. Alter Art, organizator gdyńskiego festiwalu, i Orange Polska, sponsor warszawskiej imprezy, rozpoczynają współpracę. Wspólnymi siłami chcą do Polski przyciągać najlepszych i najbardziej popularnych artystów i w ten sposób umacniać swoją pozycję na rynku największych europejskich festiwali. 

Orange i Alter Art rozpoczynają współpracę. To na pewno będzie nowy etap i nowy impuls do rozwoju rynku muzycznego i rynku festiwalowego w Polsce. Alter Art staje się organizatorem Orange Warsaw Festival, a Orange będzie od tej pory głównym sponsorem Open’era – mówi agencji Newseria Mikołaj Ziółkowski, szef Alter Art, organizator Open’er Festival.

Warszawska i gdyńska impreza na stałe wpisały się w kalendarz letnich wydarzeń muzycznych. Orange Warsaw Festival odbędzie się w 2016 roku po raz dziewiąty na początku czerwca. Osiem poprzednich edycji przyciągnęło ponad 120 wykonawców i pół miliona fanów.

Z kolei Open’er Festival odbędzie się w tym roku po raz piętnasty. Tegoroczna edycja przyciągnęła 185 tys. uczestników. W przyszłym roku fani muzyki będą bawić się w Gdyni między 29 czerwca a 2 lipca.

Początek czerwca będzie rozpoczynał sezon festiwalowy, jak do tej pory, w Warszawie. Z racji szerszej współpracy będzie to wydarzenie komplementarne do Open’era. Obydwa wydarzenia będą się wspierały, tworzyły pewną całość, ale tak naprawdę dzięki tej współpracy będziemy w stanie poszerzyć ofertę muzyczną, by zorganizować coś dla wszystkich fanów muzyki, dla wszystkich odbiorców festiwali – wyjaśnia Ziółkowski.

Anna Kowalik-Mizgalska z Orange Polska podkreśla, że muzyka jest głównym obszarem strategii sponsoringowej marki. Cel jest taki, żeby do Polski przyciągnąć najlepszych artystów i w ten sposób konkurować z innymi, podobnymi imprezami w Europie.

Swój udział w przyszłorocznym Open’erze już ogłosili m.in. Red Hot Chili Peppers, Florence and the Machine i Wiz Khalifa. Pierwsi artyści na Orange Warsaw Festival zostaną ogłoszeni w kolejnych tygodniach. Jak podkreśla Ziółkowski, atrakcyjny program festiwalu jest gwarantem sukcesu wydarzenia.

Bardzo się cieszę z tej współpracy, ponieważ dwóch liderów rynku, Orange jako marka i Alter Art jako największy niezależny promotor, łączy siły. Już w przyszłym roku, a także w kolejnych latach fani będą mogli się cieszyć jeszcze większą ilością muzyki i z jeszcze większej ilości wspaniałych emocji z tym związanych – mówi szef Alter Art.

Współpraca przy tworzeniu obu festiwali pozwoli nie tylko zbudować uzupełniającą się ofertę muzyczną. Osoby zainteresowane zarówno gdyńską, jak i warszawską imprezą będą mogły skorzystać ze specjalnych zniżek na karnety.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

SMS-y skuteczna promocja w święta

sms promocja

Świąteczne kampanie marketingowe ruszyły już pełną parą, a marki jak co roku na różne sposoby starają się przykuć uwagę klientów. W tym okresie zainteresowanie produktami i sprzedaż znacząco wzrastają, ale zwiększa się również konkurencyjność rynku. Warto zatem się wyróżnić i skorzystać z nieszablonowych rozwiązań komunikacyjnych. Pomocny może okazać się SMS, który do skrzynki statystycznego użytkownika dociera w mniej niż minutę, a przy tym współczynnik otwarcia jest ponad 4 razy wyższy niż w przypadku mailingu. Może wydawać się, że 160 znaków to za mało, ale istnieje szereg nowych funkcjonalności, które pomagają znacznie uatrakcyjnić przesyłane treści, umieścić w nim odnośnik, zawrzeć emotikony, przesłać plik, odpowiednio dobrać grupę docelową i spersonalizować wiadomość, a w efekcie poprawić świąteczną sprzedaż.

Świąteczne życzenia 2.0

Przesyłając świąteczne SMS-y, możemy skorzystać z przydatnej funkcji skróconego linku, który będzie kierował do życzeń na naszej stronie internetowej lub specjalnie stworzonej aplikacji w Google Play czy App Store. Natomiast dzięki funkcji Rich Media SMS, będącej rozszerzoną wersją skróconego linku, możemy wysłać w naszych życzeniach plik, który będzie znajdował się na serwerze platformy do masowej wysyłki wiadomości tekstowych. Usługa obejmuje popularne formaty muzyczne, graficzne, wideo czy pdf-y. Z łatwością umieścimy w naszej wiadomości kolędę, świąteczny filmik lub kartkę w formie pliku gif.

Zastosowanie tych mechanizmów umożliwi znaczne wzbogacenie treści wiadomości oraz lepsze monitorowanie wysyłki, dostarczając dodatkowych informacji o odbiorcach (np. czas i data kliknięcia w link, rodzaj systemu operacyjnego, użyta przeglądarka czy typ urządzenia). Pozwoli to na przyszłość jeszcze lepiej zdefiniować grupę odbiorców i udoskonalić działania promocyjne.

 Personalizacja zwiększy skuteczność

Gdy nasza baza kontaktów do świątecznej wysyłki jest już gotowa i zawiera takie informacje jak imiona i nazwiska właścicieli, możemy wykorzystać te dane do personalizacji przekazu, co jest szczególnie ważne w przypadku życzeń. Odbiorca komunikatu poczuje się doceniony, jako że komunikat jest dobrany bezpośrednio do niego, a funkcja znacznie podniesie skuteczność działań. 

Grupowanie bazy kontaktów najczęściej opiera się o parametry takie jak imię, płeć, miasto czy data urodzenia. Aby komunikat okazał się skuteczny, niezbędna jest segmentacja bazy w zależności od potrzeb określonej grupy docelowej. Dzięki temu możemy wiele zyskać w oczach odbiorców, jak również lepiej zoptymalizować koszt wysyłki. Najczęściej import kontaktów realizowany jest w oparciu o odpowiednio sformatowany plik, np. CSV.

Funkcję personalizacji przekazu wykorzystała firma Qpony, wysyłając przez 10 dni aż 1800 spersonalizowanych ofert. Akcja przyniosła natychmiastowy efekt sprzedażowy, a ponad 80% odbiorców było zadowolonych z promocji i chciało jej powtórzenia.

Personalizacja

 Wzmocniony przekaz dzięki emotikonom

Jedną z najnowszych funkcjonalności w masowej wysyłce SMS, którą umożliwia np. firma SMSAPI.pl, jest możliwość wstawiania emotikon w treści wiadomości. Jest to ciekawy sposób na przykucie uwagi odbiorców z uwagi na fakt, że stosunkowo mało marek wykorzystuje tę funkcjonalność. Należy pamiętać, że każda emotikona zajmuje tyle co dwa znaki specjalne w wiadomości SMS – czyli przykładowo w wiadomości z 70 znakami mieści się 35 emotikon.

 Wzmocniony przekaz dzięki emotikonom

Świąteczne rabaty i wyprzedaże

W grudniu praktycznie każda branża odnotowuje znaczny wzrost sprzedaży – prezenty w sklepach i w Internecie, zakupy spożywcze oraz wyjazdy świąteczne i sylwestrowe to tylko kilka przykładów. Z uwagi na dużą konkurencję warto wyróżnić się niestandardową formą przekazu. Z pomocą przychodzi marketing SMS, który jest skutecznym narzędziem szczególnie w przypadku branży e-commerce.

Zdaniem Andrzeja Ogonowskiego z SMSAPI.pl (platformy do masowej wysyłki SMS) warto skorzystać z funkcji kodów rabatowych:

Duża popularność serwisów z kodami rabatowymi świadczy o tym, że klienci lubią otrzymywać zniżki i bony na produkty. Powodzenie kampanii w znacznym stopniu zależy od oferowanych korzyści. Funkcja kodów rabatowych w naszej platformie umożliwia importowanie własnych lub generowanie unikalnych kodów alfanumerycznych. Aby skorzystać z tego narzędzia, trzeba stworzyć lub importować grupę z kodami, wybrać je, a następnie w treści dodać odpowiedni parametr, w miejscu w którym powinien znaleźć się kod. Gdy ilość dostępnych kodów spadnie poniżej ustalonego poziomu lub termin wygaśnięcia będzie dobiegał końca, poinformujemy o tym właściciela konta mailowo lub SMS-em. Co najważniejsze, zastosowanie funkcji kodów rabatowych w kampanii SMS daje użytkownikowi możliwość natychmiastowego skorzystania z promocji, a nadawcy zmierzenia wskaźnika ROI (zwrotu z inwestycji).

Funkcję kodów rabatowych wykorzystała w swoich działaniach marka Reserved. Klienci decydowali w jaki sposób chcą odebrać kod – około 30% uczestników chciało otrzymać SMS-y. Docierały one znacznie szybciej niż powiadomienia mailowe, co pozwoliło dodatkowo zwiększyć dynamikę akcji i skondensować działania. W trakcie kampanii profil Reserved na Facebooku powiększył się aż o 107 tysięcy fanów, a do newslettera zapisało się aż 77 tysięcy użytkowników. Niezaprzeczalnym sukcesem okazała się konwersja kuponów, która wyniosła aż 37,59%, co oznacza, że więcej niż 3 na 10 klientów wykorzystało swój kupon w sieci sklepów.

gotowy-komiks-Prosty sposób, aby wyróżnić się w święta

Wybór komunikacji SMS-owej może okazać się strzałem w dziesiątkę jeżeli zależy nam na przeprowadzeniu prostej i skutecznej kampanii świątecznej. Przesłanie życzeń znacząco wpłynie na poprawienie relacji z klientem, a dodatkowy rabat zachęci do zakupów. W przypadku SMS-a największą zaletą będzie szybkość jego odczytania wynosząca poniżej minuty oraz współczynnik otwarcia sięgający blisko 100%. Platformy do masowej wysyłki SMS udostępniają intuicyjny interfejs graficzny i panel administratora kontem, dzięki czemu przeprowadzenie kampanii nie jest skomplikowane. Zleceniodawca może zacząć wysyłać SMS-y w każdej chwili za pośrednictwem klawiatury swojego komputera.

BZ WBK: Eksport w 2015 r. +7,5 proc., w 2016 r. nawet +11 proc.

Ekonomiści Banku Zachodniego WBK szacują, że w tym roku wartość polskiego eksportu będzie o 7,5 proc. wyższa niż w 2014 r. (ujęcie nominalne, w EUR). Prognoza na 2016 r. jest jeszcze lepsza: wzrost eksportu powinien wynieść nawet 10-11 proc. Największym wyzwaniem w kolejnych miesiącach pozostaje większa dywersyfikacja rynków zbytu oraz wzrost wolumenów eksportu do krajów pozaeuropejskich. W średnio i długoterminowej perspektywie głównym celem polskiej gospodarki musi być wzrost produkcji i eksportu towarów zaawansowanych technologicznie i innowacyjnych.

polski eksportJesteśmy na bardzo dobrej drodze, bo ekspansja zagraniczna polskich firm od wielu lat ma stabilny i konsekwentny charakter. Biorąc pod uwagę choćby ostanie 10 lat, za wyjątkiem kryzysowego roku 2009, wzrosty eksportu miały wartości co najmniej 6 proc., z kilkoma latami, gdzie eksport rósł nawet o 14 czy 15 proc. Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że odpowiadając za prawie połowę PKB nadaje on wyjątkowy impet polskiej gospodarce: mocny i co najważniejsze trwały – podkreśla Robert Antczak, dyrektor Sprzedaży Produktów Bankowości Korporacyjnej Banku Zachodniego WBK.   

W mijającym roku najaktywniejsze w eksporcie były te branże, które historycznie od lat opierają swoją działalność o sprzedaż na zagranicznych rynkach: motoryzacyjna, maszyn i urządzeń (w tym elektrycznych) oraz sektor rolno-spożywczy. – Maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy dały ok. 4,0 mld z 9,5 mld EUR wzrostu eksportu ogółem w okresie styczeń-sierpień 2015 r. – wskazuje Marcin Luziński, ekonomista Banku Zachodniego WBK. Zwraca on także uwagę na mniejszy wartościowo, ale bardzo dynamicznie rosnący eksport sprzętu fotograficznego, optycznego, zegarków czy towarów podróżnych (walizki, torby itp.).

Marcin Luziński podkreśla, że w 2015 r. kierunki i wartości zmian wolumenów eksportu do poszczególnych części świata i do konkretnych krajów były bardzo różne. Za całościowy dodatni wynik odpowiada nasz tradycyjny kluczowy odbiorca czyli Europa, w szczególności zaś państwa takie jak Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Francja oraz Czechy. W przypadku gospodarek wschodzących sytuacja była jednak bardzo zróżnicowana. Całościowy eksport do Ameryki Południowej wzrósł o ponad 40 proc. r/r, przy czym do Meksyku wzrósł o blisko 80 proc., podczas gdy do Brazylii spadł o ok. 10 proc. Szybko rósł polski eksport do krajów Bliskiego Wschodu (głównie do Turcji), ale do krajów afrykańskich już spowolnił. Eksport na Daleki Wschód spadł, mocno poleciał w dół eksport do krajów WNP. – Summa summarum wzrost eksportu poza Europę był niestety praktycznie zerowy – mówi Marcin Luziński.

Przedstawiciele Banku Zachodniego WBK wskazują jednak, że większa dywersyfikacja rynków zbytu będzie coraz pilniejszą potrzebą polskiego eksportu. – W wielu branżach, np. w branży spożywczej możliwości wzrostu na rynku europejskim są coraz mniejsze. To rynek może łatwiejszy logistycznie, ale skrajnie konkurencyjny, podczas gdy w innych, dalszych regionach w co najmniej kilku branżach istnieje popyt, który polscy producenci mogliby z sukcesem zaspokoić. Możliwości są potencjalnie nieskończone, choć rzeczywiście istnieje kilka „dopasowań” nowych kierunków dla naszych branż, gdzie perspektywy wydają się szczególnie dobre – mówi Robert Antczak i podaje kilka przykładów: polskie słodycze oraz mleko w Chinach i wybranych krajach Azji Południowo-Wschodniej, kosmetyki, biżuteria i inne towary luksusowe na Bliskim Wschodzie, produkty ze zbóż w Afryce Północnej, części i podzespoły dla branż automotive i lotniczej w Ameryce Południowej.

Jeśli chodzi o nieco dalszą przyszłość polskiego eksportu, to o ile polskie firmy będą inwestować w dywersyfikację i nie zmaterializują się główne ryzyka dla polskiego handlu zagranicznego ekonomiści Banku Zachodniego WBK prognozują, że polski eksport może go zakończyć z wynikiem nawet 11 proc. na plusie. Wśród największych zagrożeń Marcin Luziński wymienia ewentualne konflikty społeczno-polityczne destabilizujące światową i europejską gospodarkę, jak również ich konsekwencje: zamknięte rynki docelowe czy nagłe wahania kursów walut. – Z drugiej strony nowy rząd zapowiada więcej wsparcia w ramach dyplomacji ekonomicznej, która może być elementem rozwijania międzynarodowych relacji handlowych. Wydaje się też, że jeśli rynków walutowych nie zaburzy jakaś nagła i zupełnie nieprzewidywalna zmiana, to polskim eksporterom będzie sprzyjać słaba złotówka, szczególnie wobec USD – mówi Luziński.

Przedstawiciele Banku Zachodniego WBK podkreślają także, że polski eksport, w ślad za całą gospodarką, musi przeorientować się – i to w wyraźny sposób – na nowe technologie i innowacje. – Rozwój sektora ICT to jedna z największych szans na umocnienie pozycji naszego kraju na mapie światowego eksportu towarów i usług. Niestety, jednocześnie jest to jedno z najpoważniejszych wyzwań dla polskiej gospodarki na kolejne lata – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu Banku Zachodniego WBK. Problemem jest to, że w późnych latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych, kiedy rozwijały się technologie informacyjne na świecie, nasz kraj był w zupełnie innym miejscu. Niedługo potem USA czy inne kraje zachodnie już były na etapie ekspansji zagranicznej ze swoim oprogramowaniem. Jednak wg Dylaka, choć nie jest łatwo z nimi konkurować, nie ma innej drogi. – Tylko gospodarki oparte na wiedzy i technologiach informacyjnych będą liczyły się w skali globalnej w perspektywie kolejnych lat. Pierwszy warunek, abyśmy właśnie taką gospodarką się stali, jest spełniony. Od lat mamy świetne uczelnie techniczne, nasi informatycy czy programiści są cenieni na całym świecie, kreatywni, pracowici, doskonale znają języki obce. Drugą kwestią są nakłady inwestycyjne. W tym zakresie wszystko, co najlepsze, dopiero przed nami. Nowa perspektywa unijna to ogromny strumień środków na innowacje. To właśnie sektor ICT jest głównym adresatem tych pieniędzy – podkreśla Piotr Dylak. Podobną przyszłość eksperci BZ WBK widzą dla innych gałęzi gospodarki opartych na innowacjach np. medycyny i biotechnologii.

5 rzeczy, które musisz wiedzieć zanim zwrócisz nieudane przedświąteczne zakupy

Czy można zwrócić towar kupiony od użytkownika na Allegro? W jakim stanie powinien być oddawany przedmiot? Kiedy e-sprzedawca nie musi zwrócić kupującemu pełnych kosztów? Jakiego nieudanego zakupu nie przyjmie z powrotem sklep internetowy?

Kuszeni przedświątecznymi okazjami Polacy kupują w sieci bez opamiętania, dokonując czasem nietrafionych zakupów. Według prawa możemy je zwrócić, jednak są sytuacje kiedy pojawiają się z tym problemy. Co powinniśmy zrobić, aby skutecznie odzyskać wydane pieniądze?

Kiedy można zwrócić nieudany prezent od Mikołaja?

Zgodnie z przepisami ustawy o prawach konsumenta, konsumentom przysługuje prawo do odstąpienia od umowy zawartej na odległość w terminie do 14 dni. – W myśl tego zapisu internauci mogą zwrócić towar kupiony zarówno przez internet, przez telefon czy też w ramach sprzedaży wysyłkowej – wymienia Rafał Stępniewski z Rzetelnyregulamin.pl. – W przypadku zakupu dokonanego za pośrednictwem platformy Allegro możemy zwrócić produkt kupiony zarówno za pomocą Kup teraz czy w licytacji, jednak sprzedawcą musi być firma, a nie osoba fizyczna, która nie prowadzi działalności gospodarczej – dodaje ekspert. Należy pamiętać, że istnieją produkty, których zwrócić nie można nawet gdy zostały kupione on-line. Wśród wyjątków znajdują się m.in. produkty wykonane na indywidualne zamówienie np. sukienka szyta na miarę czy meble według autorskiego projektu, produkty ulegające szybkiemu zepsuciu lub mające krótki termin przydatności np. artykuły spożywcze, rozpakowane płyty z muzyką, filmami, programami komputerowymi. W przypadku treści cyfrowych, które nie są zapisane na nośniku materialnym, tj. pobrane z Internetu programy komputerowe, gry, muzyka, filmy, ebooki, konsument nie może odstąpić od umowy, jeżeli spełnienie wybranego przez kupującego świadczenia rozpocznie się za jego wyraźną zgodą przed upływem terminu do odstąpienia od umowy i po poinformowaniu przez sprzedawcę o utracie tego prawa.

W jaki sposób zwrócić towar?

Aby zwrócić zakup należy wysłać e-sklepowi oświadczenie o odstąpieniu od umowy (listownie lub mailem). Do zachowania terminu wystarczy wysłanie oświadczenia przed jego upływem. W przypadku nabycia kilku rzeczy, które zostały dostarczone osobno (partiami lub w częściach), czas na odstąpienie liczy się od dostarczenia ostatniej rzeczy (partii, części). W momencie zawarcia umowy na regularne dostarczanie towarów przez jakiś czas np. prenumeraty, termin na odstąpienie zaczyna się od momentu otrzymania pierwszej rzeczy. Sam zwrot towaru musi nastąpić niezwłocznie, nie później niż w terminie 14 dni od złożenia oświadczenia – liczy się data nadania. Warto wiedzieć, że jeśli sprzedawca nie poinformował kupującego o przysługującym mu prawie do odstąpienia od umowy, to czas na zwrot wydłuża się aż do 12 miesięcy od otrzymania towaru. W momencie, gdy e-sklep naprawi swój błąd informacyjny, konsument ma od tego czasu 14 dni. Sprzedawca nie może wymagać dowodu zakupu w konkretnej formie (paragon, faktura, rachunek). Czynność tę można udowodnić na różne sposoby, np. powołując się na potwierdzenie płatności lub maila z potwierdzeniem transakcji.

Ile pieniędzy musi oddać sprzedawca i kiedy?

Sprzedawca zobowiązany jest do zwrotu równowartości ceny towaru oraz kosztów doręczenia zamówionych towarów z e-sklepu do klienta. W przypadku kosztów doręczenia odpowiada tylko do wysokości odpowiadającej najtańszej opcji dostawy jaka była możliwa podczas składania zamówienia w zakresie wybranego towaru. Jeśli konsument wybierze kuriera jako formę dostawcy i zapłaci za nią 25 zł, to w ramach zwrotu może otrzymać jedynie 8 zł, czyli tyle ile kosztuje najtańsza dostawa przez Pocztę Polską, jeżeli opcja ta była dostępna w trakcie składania zamówienia. Natomiast koszty odesłania zwracanego towaru do e-sklepu np. opakowania i nadania ponosi klient. Jeszcze inaczej wygląda sytuacja, w której to kupujący samodzielnie i z własnej inicjatywy wybiera środek transportu, np. dzwoni do kuriera i zleca mu odbiór przesyłki od sprzedającego. W takim przypadku przedsiębiorca po odstąpieniu konsumenta od umowy nie musi zwracać kosztów doręczenia zamówionych towarów.
– W sytuacji, gdy dostawa towaru do konsumenta jest „gratis”, czyli została wliczona w cenę towaru lub przedsiębiorca sam bierze na siebie jej koszty, to sprzedający musi zwrócić całą kwotę, jaką klient zapłacił za towar
– mówi Rafał Stępniewski z Rzetelnyregulamin.pl. – Przedsiębiorca nie może spieniężyć „gratisu” i obciążyć konsumenta kosztami wcześniejszej dostawy, która była darmowa – dodaje ekspert. Sprzedawca powinien zwrócić pieniądze niezwłocznie, nie później niż w ciągu 14 dni od otrzymania oświadczenia o odstąpieniu. Może się jednak wstrzymać ze zwrotem płatności do chwili otrzymania rzeczy z powrotem lub dostarczenia przez e-klienta dowodu jej odesłania.

W jakim stanie powinien być zwracany towar?

Kupując w sklepie internetowym, konsument ma pełne prawo obejrzeć i wypróbować daną rzecz tak jak mógłby to zrobić w normalnym, stacjonarnym sklepie. Może zatem przymierzyć odzież lub buty, zdjąć opakowanie, ale tylko gdy jest to konieczne do przetestowania rzeczy i jeżeli produkt udostępniono w sklepie stacjonarnym bez opakowania do obejrzenia. Kupując toster, można go wyjąć z opakowania, obejrzeć, zbadać jakie ma funkcje, sprawdzić czy się włącza, ale nie można już zrobić nim tostów. Przy zakupie butów można je przymierzyć, przejść się po pokoju, ale nie można iść w nich na spacer.

A co jeśli towar jest zniszczony?

W niektórych wypadkach dozwolone testowanie może doprowadzić nawet do całkowitego zniszczenia towaru. Nie oznacza to jednak, że konsument otrzyma pełną zapłatę za zwrócony towar. – Zgodnie z art. 34 ust. 4 ustawy konsument ponosi odpowiedzialność za zmniejszenie wartości rzeczy będące wynikiem korzystania z niej w sposób wykraczający poza konieczny do stwierdzenia charakteru, cech i funkcjonowania rzeczy – wyjaśnia ekspert z Rzetelnyregulamin.pl. Prawo klienta do odstąpienia od umowy zakupu nie zależy od stanu, w jakim towar wrócił do sklepu. Można odesłać rzecz nawet całkowicie zniszczoną, np. porysowany monitor komputera. W takim przypadku, w pierwszej kolejności strony umowy powinny spróbować porozumieć się co do procentowego określenia zużycia przedmiotu.  Jeżeli jednak nie dojdą do konsensus, kwestię tę będzie musiał rozstrzygnąć sąd.

Warto dobrze znać swoje prawa, aby w razie chęci zwrotu towaru np. nieudanego prezentu, móc zwrócić go do e-sklepu. Miejmy też na uwadze „szał świątecznych zakupów”, warto przemyśleć zakup jakiego dokonujemy przez internet.

Atlas Ward rośnie w chmurze

Firma Atlas Ward to wrocławska spółka specjalizująca się w kompleksowych rozwiązaniach obejmujących projektowanie, produkcję i realizację obiektów o konstrukcji stalowej i żelbetowej. Ze względu na konieczność zwiększenia skuteczności komunikacji w rozproszonej strukturze spółki oraz standaryzacji używanego oprogramowania, kierownictwo firmy podjęło decyzję o wprowadzeniu usług Office 365. Proces poprzedził kompleksowy przegląd używanego przez firmę oprogramowania według procedury SAM. W efekcie wdrożenia Office 365, obok poprawy komunikacji, nastąpiło zwiększenie produktywności pracy nad często bardzo złożoną dokumentacją projektową. Dodatkowo, przejście na model chmurowy zapewniło wysoką dostępność aplikacji oraz dostarczyło zabezpieczenia klasy korporacyjnej, bez konieczności ponoszenia kosztów inwestycji i utrzymania.

W Polsce firma zatrudnia niemal 100 osób. Zespół zbudował dotychczas ponad 400 obiektów o łącznej powierzchni 1,7 mln m2. Atlas Ward dostarcza nie tylko gotowy schemat, ale tworzy hale dokładnie wpisujące się w oczekiwania klienta. Jest to możliwe dzięki własnemu zapleczu produkcyjnemu oraz innowacyjnym rozwiązaniom tworzonym w firmowym dziale badań i rozwoju.

Od samego początku 15-letniej działalności, Atlas Ward aktywnie wykorzystuje możliwości nowych technologii. W związku z dynamicznym rozwojem firma stanęła przed wyzwaniem dostosowania oprogramowania do aktualnych wyzwań związanych z produktywnością pracy i poziomem bezpieczeństwa.

Lepsza komunikacja w rozproszonej strukturze

Kierownictwo firmy zwracało szczególną uwagę na zapewnienie lepszej komunikacji centrali i zespołów projektowych w całej Polsce oraz wprowadzenie bardziej funkcjonalnej i pojemnej poczty, niewymagającej ciągłej archiwizacji. Oznaczało to konieczność uaktualnienia oraz standaryzacji używanego w firmie oprogramowania.

„Mieliśmy pełen przegląd wersji pakietu Office. Zważywszy na złożoność realizowanych projektów, musieliśmy zawsze bardzo się pilnować, by używać tylko tych funkcji, które są dostępne dla wszystkich innych osób zaangażowanych w tworzenie lub opiniujących dokumenty – wspomina Agata Zinkowiec, Dyrektor Działu Umów i Controllingu.

Z upływem czasu coraz większym „balastem” w realizacji projektów stawała się także firmowa poczta. Narzucone limity objętości wymagały ciągłej archiwizacji. „Brakowało nam również dostępnego w telefonach komórkowych komunikatora oraz kalendarza, nie tylko do umawiania spotkań wewnętrznych i zewnętrznych, ale także sprawdzania dostępności współpracowników” – zauważa Agata Zinkowiec.

Przegląd efektywności oprogramowania

Wybór Office 365 poprzedził tzw. SAM (ang. software asset management), czyli kompleksowy przegląd używanego przez firmę oprogramowania, będący konsekwencją aktualizacji procedur zarządzania oprogramowaniem.

„Konsultanci SAM w raporcie końcowym wskazali duże różnice w wersjach pakietu Office i doradzili zakup Office 365 z planami Business – wspomina Rafał Kłysiewicz, Dyrektor IT w Atlas Ward. – Polecamy przegląd SAM wszystkim firmom, które chcą korzystać z oprogramowania adekwatnego do ich potrzeb, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów” – dodaje Rafał Kłysiewicz.

Analiza możliwości pakietu Office 365 potwierdziła, że właśnie to rozwiązanie odpowiada na wszystkie potrzeby, tak biznesowe, jak i technologiczne, Atlas Ward.

„Wdrożenie przebiegło bardzo płynnie, bez jakichkolwiek problemów. Za największe ryzyko uważaliśmy migrację poczty, dlatego bardzo starannie się do tego procesu przygotowaliśmy. W trakcie przygotowań okazało się, że narzędzie Microsoft do migracji jest świetnie przygotowane i etap ten był jedynie formalnością” – mówi Rafał Kłysiewicz.

Wdrożenie zostało podzielone na migrację poczty, instalację nowych pakietów Office, komunikatora oraz szkolenia dla pracowników. Dzięki dobremu przygotowaniu samo wdrożenie – z perspektywy końcowych użytkowników – przebiegło niezauważalnie: „Po prostu w któryś poniedziałek mieliśmy na komputerze nowy Office. Dział IT sukcesywnie przygotowuje szkolenia i dostarcza materiały szkoleniowe do nowych funkcji pakietu”wspomina Agata Zinkowiec.

Największą zmianą dla użytkowników było pojawienie się OneDrive jako nowego miejsca udostępniania dokumentów. Z obserwacji Rafała Kłysiewicza wynika jednak, że pracownicy Atlas Ward bardzo szybko i efektywnie adoptują nowe narzędzia do swojej codziennej pracy.

Wysoka wydajność w chmurze

Wśród kluczowych korzyści, kierownictwo firmy wskazuje poprawę komunikacji, prowadzącej do sprawniejszego funkcjonowania wszystkich obszarów działalności oraz zwiększenie efektywności pracy nad często bardzo dużą dokumentacją projektową. Kolejnym atutem okazała się poprawa bezpieczeństwa, w szczególności w obszarze współdzielenia dokumentacji z dostawcami i klientami. Do tego dochodzi wygodna, niezawodna poczta, dostępna z dowolnego urządzenia.

„Niezaprzeczalnym plusem wdrożenia Office 365 jest środowisko w chmurze – wysoka dostępność i zabezpieczenia klasy korporacyjnej, bez konieczności ponoszenia kosztów inwestycji i utrzymania. Ważnym aspektem jest także wygoda zarządzania licencjami oraz rozliczeniami, co przekłada się bezpośrednio na łatwiejsze planowanie budżetu” – podkreśla Rafał Kłysiewicz.

W efekcie przejścia na środowisko chmurowe firma doprowadziła do redukcji kosztów IT, „uwalniając” się również od konieczności utrzymywania sprzętu. Firma uzyskała również możliwość lepszego planowania rocznych kosztów utrzymania oprogramowania. Przyjęty model pozwolił dodatkowo wygodnie zarządzać licencjami, co wprost przełożyło się na efektywność procedur zarządzania oprogramowaniem. Kierownictwo korzysta z intuicyjnego panelu zarządzania usługą. Atlas Ward posiada obecnie jeden model wsparcia i dokumentacji do szkoleń.

Jak zostać dobrym św. Mikołajem?

jak zostać dobrym św. MikołajemŚwięta zbliżają się wielkimi krokami, a wraz z nimi grudniowe szaleństwo zakupów. Szukając prezentów dla rodziny i bliskich Polacy coraz częściej decydują się zamówić upominki online. To proste i wygodne, bo kupować możemy dosłownie wszędzie, jeśli tylko mamy jakiekolwiek urządzenie mobilne z dostępem do internetu. Dzięki temu oszczędzamy mnóstwo czasu. Nie stoimy w długich kolejkach w sklepie ani ulicznych korkach. Powinniśmy jednak pamiętać, że z utrudnionym ruchem drogowym będzie borykał się kurier dostarczający nam zamówione paczki. Dlatego zanim całkowicie pochłonie nas świąteczna gorączka warto zastanowić się, co zrobić by zamówione przez nas prezenty dotarły na czas.

Nic na ostatnia chwilę.

Firmy kurierskie zalecają by upominki zamawiać bądź wysyłać z odpowiednim wyprzedzeniem. Jeśli zamawiamy lub wysyłamy coś poza granicę Polski, warto pomyśleć o tym nawet wcześniej niż planowaliśmy zrobić to w przypadku przesyłek krajowych.

Sprawdź dostępność.

Na czas dostawy wpływa nie tylko sam proces przewozu przesyłki. Często nie zwracamy uwagi na to czy przedmiot, który zamawiamy jest obecnie dostępny w magazynie sklepu. Jeśli go nie ma, warto pomyśleć o innym upominku, bo sprowadzenie go wydłuży czas oczekiwania na paczkę nawet o kilka dni.

Miękko jak w puchu…

Nawet najstaranniej wybrany przez nas prezent nie sprawi radości, jeśli zostanie dostarczony uszkodzony. Warto o tym pamiętać jeżeli to my wysyłamy upominek. Inaczej zapakujemy szklany wazon, a inaczej książkę. W przypadku kruchych przedmiotów warto zainwestować w folię bąbelkową lub wióry styropianowe, by zabezpieczyć je przed wibracjami czy przesuwaniem wewnątrz opakowania w czasie transportu. Dobrym zewnętrznym zabezpieczeniem jest mocny, dostosowany do odpowiedniej wagi towaru karton z podwójnymi ściankami. Czasami warto także dodatkowo zabezpieczyć przesyłkę oklejając ją taśmą, przyklejając ostrzegawcze naklejki typu „szkło” albo wykupując usługę przesyłki niestandardowej, która jest sortowana ręcznie.

Bądź uważny – adresuj dokładnie.

Wysyłając paczkę równie ważne jak czas jest właściwe zaadresowanie przesyłki. Nadając przesyłkę powinniśmy bardzo dokładnie sprawdzić czy dobrze zapisaliśmy adres odbiorcy oraz, co bardzo ważne, jego numer telefonu. W razie jakichkolwiek problemów kurier może natychmiast się z nim skontaktować, przyspieszając tym samym czas dostarczania nadanego przedmiotu.

Miejsce ma znaczenie.

Przesyłki dostarczane są w ciągu dnia – powinniśmy się więc dobrze zastanowić, jaki adres wysyłki dla odbiorcy będzie najbardziej odpowiedni. Być może między 8.00, a 16.00 jest on w pracy i to na ten adres lepiej będzie wysłać paczkę (jeśli tylko pracodawca na to zezwala). Nie zapominajmy by nasze preferencje dotyczące dostarczenia paczki wpisywać także gdy to my zamawiamy jakiś towar. Możemy wtedy zaznaczyć, jakie godziny odbioru preferujemy, co zdecydowanie ułatwi kurierowi pracę i przyspieszy proces dostarczania przesyłki. Niektóre firmy kurierskie dają także swoim klientom szansę by zmienić adres nadania przesyłki nawet wtedy, kiedy jest ona już
w drodze, np. DHL Parcel uruchomił w tym celu usługę Przekieruj paczkę. Umożliwia ona przekierowanie przesyłki na inny adres nawet wtedy, gdy ta jest już w drodze. Co ważne paczka może zostać dostarczona nie tylko do okolicznego punktu DHL Parcelshop, ale również do naszego sąsiada czy mieszkającego nieopodal znajomego.

Dodatkowa kontrola nie zaszkodzi.

Jeśli chcecie wiedzieć, gdzie aktualnie znajduje się wasza paczka warto wybrać firmę kurierską dającą możliwość monitorowania statusu doręczenia na każdym etapie jej wysyłki. Obecnie możemy skorzystać z usługi, dzięki której będziemy otrzymywać powiadomienia o stanie naszej przesyłki na adres e-mail lub smsem. Pamiętajmy wówczas, że niezbędny jest numer listu przewozowego, dlatego warto go sobie zapisać.

Sprawdzona firma.

Świąteczny szczyt paczkowy to okres wzmożonej pracy dla wszystkich firm kurierskich, które w tym okresie obsługują nawet o 30% więcej przesyłek. Niektóre z nich są do tego lepiej przygotowane niż inne, dlatego warto dobrze się zastanowić zanim wybierzemy tę, której powierzymy nasz pakunek. Szukajmy takiej z nowoczesnymi rozwiązaniami, dobrą infrastrukturą, która istnieje na rynku KEP już od dłuższego czasu. Jej doświadczenie z pewnością zwiększy nasze szanse na terminowe dostarczenie przesyłki.