Dzień Australii i Nowej Zelandii

Dane z Australii zaskoczyły analityków. To drugi miesiąc z rzędu, gdzie nie doceniono potencjału tamtejszego rynku pracy. Nowa Zelandia już czwarty raz w tym roku obniża stopy procentowe. Szwajcaria zgodnie z oczekiwaniami nie zmienia swoich.

W nocy poznaliśmy dane z rynku pracy w Australii. Nie były to odczyty, z którymi analitycy wiązali wielkie nadzieje co do większych zmian na rynkach. Jak się okazuje błędnie. Liczba nowych miejsc pracy wzrosła o 71,4 tys. To w połączeniu z 56,1 tys. miesiąc wcześniej dało razem ponad 125 tys., czyli najlepsze dwa miesiące z rzędu w tym stuleciu. Stopa bezrobocia nie jest już tak imponująca, gdyż wynik 5,8% jest najniższy od “zaledwie” półtora roku. Dane te wzbudziły duże zaskoczenie na rynku. Doszło oczywiście do umocnienia dolara australijskiego względem innych walut. Powodem umocnienia, oprócz oczywiście wspomnianych danych, są zmiany oczekiwanych stóp procentowych. Ostatnio mówiło się o możliwej kolejnej redukcji stóp, biorąc pod uwagę słabość głównego partnera handlowego – Chin. W chwili obecnej inwestorzy traktują ten scenariusz jako mniej wiarygodny w związku z czym chętniej kupują dolara australijskiego.

Temat zmian stóp procentowych w tej części świata jest nadal bardzo aktualny. Dobrym dowodem na to jest podjęta w nocy z wczoraj na dziś decyzja Banku Nowej Zelandii. Dokonał on czwartej już w tym roku redukcji stóp o 0,25%, osiągając poziom 2,5%. Nowa Zelandia jest wciąż oprócz Islandii państwem rozwiniętym z najwyższymi stopami procentowymi. Strategia ta jednak odbija się na tempie wzrostu gospodarczego w związku z tym bank postanowił działać. Jak zareagował dolar nowozelandzki? Na samą decyzję nie osłabił się, gdyż był to zapowiadany ruch. Inwestorów ucieszyła natomiast zapowiedź końca serii obniżek. Szef BoNZ zapowiedział, że polityka monetarna musi odzwierciedlać potrzeby gospodarki i że właśnie to się dzieje. Słowa te inwestorzy zinterpretowali jako zapowiedź nie obniżania stóp przynajmniej w pierwszym kwartale 2016 roku. W rezultacie dolar nowozelandzki umocnił się w stosunku do innych walut.

Dzisiaj rano poznaliśmy również decyzję Szwajcarskiego Narodowego Banku w sprawie stóp procentowych. Utrzymany został zakres -1,25% do -0,25%. Zatem eksperyment z ujemnymi stopami procentowymi trwa. Stopy te miały przyczynić się do osłabienia franka, którego nadmierna wartość ciąży gospodarce chociażby przez osłabianie szwajcarskiego eksportu czy powodowanie, że importowane dobra są bardziej konkurencyjne cenowo niż rodzime. Polityka ta nie przynosi na razie zbytnich rezultatów, co nie zmienia faktu, że nie wiadomo jak drogi byłby frank szwajcarski, gdyby stopy pozostały w okolicach 0%. Odpowiedzi na to pytanie nie chcieliby znać z pewnością posiadacze hipotek w CHF. Obserwowany obecnie poziom powyżej 4 zł i tak kosztuje ich wystarczająco dużo nerwów.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych oraz protokół z posiedzenia Banku Anglii,

14:30 – USA  -wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 10.09.2015 do 10.12.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 10.09.2015 do 10.12.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po ostatnich wydarzeniach nowe maksimum znajduje się na 4,3450. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,3450 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2700.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 10.09.2015 do 10.12.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 10.09.2015 do 10.12.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 4,0200 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 10.09.2015 do 10.12.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 10.09.2015 do 10.12.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9700.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 10.09.2015 do 10.12.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 10.09.2015 do 10.12.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0850. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Auto na szybko

Raiffeisen Leasing wprowadza na rynek nową, błyskawiczną procedurę finansowania samochodu osobowego – Fast Auto. Jest to propozycja skierowana do klientów, którym zależy na załatwieniu wszelkich formalności w jak najkrótszym czasie. Dzięki temu wyleasingowanie samochodu trwa mniej więcej tyle, ile zakup za gotówkę.

 Oferta Fast Auto, nowa propozycja Raiffeisen Leasing, umożliwia sfinansowanie samochodu osobowego zarówno w formie leasingu, jak i pożyczki. Oferta przeznaczona jest dla wszystkich przedsiębiorców – także dla tych, którzy dopiero rozpoczynają działalność gospodarczą. Decyzja o przyznaniu finansowania podejmowana jest w większości w ciągu 24 godzin od złożenia kompletu dokumentów wymaganych do decyzji.

 W Fast Auto klient może w łatwy i prosty sposób sfinansować nowy samochód osobowy o wartości netto do 280 tys. PLN lub używany do wartości netto 120 tys. PLN. Wkład własny nie jest wymagany, a od stałych klientów nie jest wymagane również zabezpieczenie w postaci weksla. Dokumenty do zawarcia umowy to niezbędne minimum – wniosek klienta i faktura proforma. Nie ma konieczności przedstawiania formularza PIT ani sprawozdań finansowych.

Podstawową zaletą Fast Auto jest błyskawiczna obsługa procesu zakupu i finansowania samochodu. Dzięki szybkiej transakcji przedsiębiorcy mogą nabyć samochód niemal tak szybko, jak w przypadku zakupu za gotówkę, dodatkowo czerpiąc korzyści podatkowe płynące z leasingu. Oferta poszerzona jest także o atrakcyjne pakiety ubezpieczeniowe, które doradcy pomagają dopasować do potrzeb klienta.

Nowy produkt wpisuje się w kierunek rozwoju obrany przez Raiffeisen Leasing. Firma stawia na szybkie i uproszczone procesy, łatwy dostęp do źródeł finansowania i szybkie decyzje kredytowe. Z uproszczonych procedur można już skorzystać w przypadku finansowania maszyn i urządzeń oraz sprzętu IT. Eksperci jednak uważają, że szybkość ma największe znaczenie właśnie w przypadku zakupu samochodów osobowych dla firmy.

Jeżeli przedsiębiorcy decydują się na zakup pojazdu, oczekują od nas ograniczania formalności i szybkiej decyzji o przyznaniu finansowania – mówi Justyna Judasz, Kierownik Zespołu Rozwoju Produktów w Raiffeisen Leasing. – Duża konkurencja na rynku leasingu powoduje, że firmy leasingowe tworzą oferty w oparciu o potrzeby konkretnych grup klientów. Szybkość wyleasingowania sprzętu i ograniczenie biurokracji są w chwili obecnej jednymi z głównych czynników wpływających na decyzje klienta o wyborze partnera finansowego – dodaje ekspert.

Smartfon, wróg czy przyjaciel kobiety?

Dzięki smartfonowi Polki efektywniej pracują i spędzają wolny czas. Rzadziej kupują prasę i oglądają mniej telewizji. Jednocześnie kobiety zaczynają zauważać negatywny wpływ posiadania telefonu na jakość relacji rodzinnych, a także na własną niezależność. Co piąta posiadaczka smartfona uważa, że poświęca mu zbyt dużo czasu.

 Westwing Home & Living, we współpracy z firmą badawczą PMR, przeprowadził badanie, w którym zapytał Polki, jaki mają stosunek do swojego smartfona. Niemal połowa badanych uważa, że dzięki niemu może efektywniej pracować i spędzać wolny czas. Co druga posiadaczka smartfona przyznała, że odkąd ma telefon rzadziej kupuje prasę, a 36% ankietowanych ogląda mniej telewizji niż kiedyś.

– Smartfon stał się prawdziwym oknem na świat. Powoli i skutecznie wypiera prasę, bo w przeciwieństwie do gazet daje dostęp do najnowszych wiadomości i poszukiwanych informacji w dowolnym czasie i miejscu. Smartfony przenikają wszystkie aspekty życia codziennego – od zakupów, przez pracę, kończąc na kontakcie z drugim człowiekiem. To wszystko sprawia, że telefon stał się kobietom tak bliski. Smartfon to ich pomocnik, przyjaciel, partner – mówi Przemysław Kowalewski, dyrektor zarządzający Westwing Home & Living na Europę Środkową.

Polki traktują swój smartfon jak „przedłużenie ręki”. Jednocześnie wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Westwing Home & Living pokazują, że aż 7 na 10 posiadaczek smartfona denerwuje się, jak ich rozmówca zerka na telefon podczas spotkania towarzyskiego, a ponad połowa badanych (59%), gdy zdarza się to w trakcie spotkania o charakterze biznesowym. Co więcej, kobietom przeszkadza, gdy taka sytuacja ma miejsce nawet sporadycznie – przyznaje się do tego odpowiednio 44 i 42% badanych.

– Przechodzenie między sytuacją osobistą, czy wręcz intymną, jaką jest korzystanie ze smartfona na sytuację publiczną, jaką jest przebywanie w towarzystwie osoby korzystającej z telefonu komórkowego w czasie spotkania, rozmowy, etc. wyraźnie pokazuje jak bardzo punkt widzenia zmienia się w zależności od sytuacji, w jakiej jesteśmy. Zżycie się ze smartfonem daje złudne poczucie posiadania czapki niewidki – wchodzę w swój intymny świat i mnie nie ma, nikomu nie przeszkadzam – mówi Marcin Rzepka, Partner w PMR.

Polki zaczynają zauważać, że inteligentny telefon ma też swoją ciemną stronę. Potrafi uzależniać jak narkotyk i – przewrotnie – niszczyć relacje międzyludzkie. Jedna na pięć
użytkowniczek smartfona przyznaje, że rodzina i znajomi zwracają uwagę na to, iż poświęca mu zbyt dużo czasu, a 12% ankietowanych jest zdania, że przez smartfon cierpią ich relacje rodzinne. Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Westwing Home & Living dowodzą także, że niemal co 4 badana ma poczucie, że korzysta z urządzenia zbyt często.

– Smartfony zdominowały nasze codzienne życie. Jeszcze do niedawna telefony służyły do wykonywania połączeń i wysyłania SMS-ów. Obecnie dzięki nim odbieramy pocztę, płacimy rachunki, zamawiamy jedzenie, robimy zakupy, oglądamy filmy i czytamy. To są czynności, które zawsze absorbowały nasz czas. Obecnie dzięki jednemu urządzeniu możemy zrealizować je wszystkie. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Niewątpliwym plusem jest oszczędność czasu i wygoda, zagrożeniem może być alienacja od otaczającego świata. Jeśli jednak zachowamy zdrowy rozsądek, uzyskamy dostęp do wspaniałego świata możliwości – dodaje Przemysław Kowalewski.

Badanie przeprowadziła firma PMR na zlecenie Westwing Home & Living w dniach 3-6 listopada 2015 roku. Dane zebrane zostały metodą CAWI. Sondaż przeprowadzono na reprezentatywnej próbie 1010 pełnoletnich Polek, korzystających z internetu co najmniej kilka razy w miesiącu. Grupa ta stanowi 2/3 populacji kobiet w Polsce.

Liczba abonentów domeny .pl zbliża się do miliona – NASK podsumował III kwartał 2015 r.

Najnowszy raport NASK za trzeci kwartał 2015 roku przynosi informacje o najwyższym od 2012 roku przyroście nazw w domenie .pl  – z blisko 5 proc. dynamiką przyrostu w ujęciu rocznym. Tym samym, na koniec trzeciego kwartału 2015 roku stan rejestru domeny .pl osiągnął poziom 2  642  378 nazw, utrzymywanych na rzecz ponad 992 tys. abonentów. Dynamika przyrostu liczby abonentów wskazuje, że na koniec 2015 roku liczba abonentów domeny .pl może przekroczyć milion.

Rekordowa liczba nowych rejestracji

 Według danych NASK w trzecim kwartale zarejestrowanych zostało 282 071 nowych nazw
w domenie .pl, co wskazuje, że średnio dziennie rejestrowanych było ponad 3 tys. nowych nazw.

W związku z zaprzestaniem przez NASK bezpośredniej rejestracji nazw w domenie .pl, nowe rejestracje w trzecim kwartale odbywały się wyłącznie za pośrednictwem Partnerów NASK.

Blisko 60 proc. umów zawartych zostało za pośrednictwem dwóch głównych rejestratorów – nazwa.pl i home.pl, z czego krakowska spółka nazwa.pl w okresie od lipca do września 2015 roku obsłużyła w tym zakresie 29,47 proc. rejestracji.

NASK

Obsługa abonentów

 Jak podaje NASK na koniec września 2015 roku rejestr domeny .pl liczył ponad 992 tys. unikalnych abonentów. Największy udział w ich obsłudze – 24,27 proc. miał polski rejestrator nazwa.pl, który  jednocześnie odnotował wzrost udziału w obsłudze abonentów nazw domeny .pl  o 0,48 p.p.

Obsługa nazw domeny .pl

 Partnerzy NASK obsługiwali na koniec trzeciego kwartału 2015 roku 99,42 proc. nazw domeny .pl, z czego na koniec września 2015 nazwa.pl miała 22,12 proc. udziału, także w tym obszarze odnotowując wzrost udziału w liczbie obsługiwanych nazw domeny .pl  o 1,00 p.p.

Po bardzo dobrym pierwszym półroczu 2015 roku, w trzecim kwartale nazwa.pl potwierdziła stabilny udział rynkowy, utrzymując dotychczasową, wysoką dynamikę rejestracji. W okresie od lipca do września br. niemal co trzecia domena polska zamawiana była za pośrednictwem nazwa.pl.

Sukcesywnie zwiększał się także udział nazwa.pl w obsłudze domen .pl, uwzględniający nowe rejestracje i odnowienia. Najistotniejszym dla nazwa.pl wskaźnikiem w zakresie rynku domen jest wolumen obsługiwanych abonentów – w tej kategorii nadal umacniamy swoją pozycję, zwiększając dynamikę względem poprzednich kwartałów – komentuje Tomasz Żyła, prezes zarządu nazwa.pl S.A.

Pożyczka przed – kłopot po świętach. Uważaj na „chwilówki”

Na pierwszy rzut oka tzw. „chwilówki” wydają się szybkim i niedrogim sposobem pozyskania środków na wzmożone przedświąteczne wydatki. Jednak analiza przykładowej oferty tego typu pożyczki pokazuje, że mogą być one niezwykle kosztowną formą uzyskania kapitału. O konsekwencjach takiego rozwiązania opowiada Bartosz Jaśkowiak, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu.

Bartosz_Jaskowiak_adwokat_w_kancelarii_JKP_Adwokaci_we_WroclawiuJak wynika z prognozy Związku Firm Pożyczkowych, wartość rynku pożyczek pozabankowych może osiągnąć w tym roku nawet 5,1 mld zł. W porównaniu z 2014 rokiem to wzrost o 24%. Dane te dowodzą, że w ostatnich latach wśród konsumentów rośnie popularność tzw. „chwilówek”, czyli krótkoterminowych pożyczek gotówkowych udzielanych przez podmioty pozabankowe. Takiej pożyczki udziela się przeważnie na 15 – 45 dni, a jej przedmiotem jest stosunkowo niewielka kwota pieniężna (ok. 1-2 tys. zł). Jak się okazuje, pozornie niska suma może jednak stać się wieloletnim i dotkliwym obciążeniem domowego budżetu. Przed zawarciem umowy pożyczki należy więc wnikliwie przeanalizować jej wszystkie możliwe konsekwencje.

Szybka pożyczka wymaga rozwagi

Decydując się na szybką pożyczkę, należy w pierwszej kolejności dowiedzieć się, jaka jest pełna nazwa i gdzie mieści się siedziba podmiotu, z którym zamierzamy zawrzeć umowę. Przedmiotowe informacje uzyskamy samodzielnie i bezpłatnie na stronach internetowych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej – jeśli pożyczkodawcą jest osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą albo Krajowego Rejestru Sądowego – jeśli zawieramy umowę ze spółką prawa handlowego. Warto także poznać opinie, jakie firma pożyczkowa zyskała wśród innych klientów.

Gdy już zdecydujemy się na konkretnego pożyczkodawcę, przed podpisaniem umowy powinniśmy dokładnie zapoznać się ze wzorem umowy, a także wszelkimi dodatkowymi dokumentami stanowiącymi integralną część umowy pożyczki – takimi jak ogólne warunki i regulaminy. Ponieważ podmioty pozabankowe również muszą przestrzegać przepisów ustawy o kredycie konsumenckim, umowa pożyczki powinna zawierać następujące informacje: czas umowy, całkowitą kwotę udzielonej pożyczki oraz sposób jej wypłaty, termin i sposób spłaty, rzeczywistą roczną stopę oprocentowania oraz całkowitą kwotę do zapłaty. Jeśli któraś z powyższych kwestii jest zapisana niezrozumiale, wtedy warto poważnie rozważyć rezygnację z takiej umowy. Podpisując dokument potwierdzamy bowiem, że w całości rozumiemy i akceptujemy jego zapisy.

pozyczka„Chwilówkowy” klient idealny

Dla firm udzielających tzw. szybkich pożyczek, najlepszym klientem paradoksalnie może okazać się osoba, która spóźnia się ze spłatą zobowiązania. W umowach pojawiają się bowiem dodatkowe zapisy, w wyniku których wysokość spłaty bardzo często przewyższa należności z tytułu odsetek i prowizji. Za dodatkową opłatą pozabankowi pożyczkodawcy oferują też dodatkowe usługi m.in. wydłużenie terminu spłaty pożyczki. Wysokość takiej opłaty zależy od głównej kwoty pożyczki i oczywiście – okresu przedłużenia. Firmy pożyczkowe zarabiają także na kosztach monitów oraz opłatach za przypomnienie. Warto mieć świadomość, że nieuczciwi pożyczkodawcy czerpią korzyści również z zatrzymania opłaty przygotowawczej.

Sprawą oczywistą jest, że pożyczkodawca ma także prawo naliczania odsetek z tytułu nieterminowej spłaty, dlatego uchylanie się od  uregulowania zobowiązania lub odsuwanie rozliczenia w czasie może być pierwszym krokiem do popadnięcia w spiralę zadłużenia.

Zabezpieczenie, ale nie dla pożyczkobiorcy

Powszechną praktyką pozabankowych pożyczkodawców jest stosowanie w umowie zapisów, których celem jest zabezpieczenie spłaty pożyczki. Szczególną formę zabezpieczenia stanowi podpisany przez pożyczkobiorcę weksel in blanco. Pożyczkodawca może bowiem wypełnić weksel nie tylko w zakresie kwoty udzielonej pożyczki i odsetek, ale również wszelkich innych opłat dodatkowych. Wypełniony weksel stanowi istotne ułatwienie dla pożyczkodawcy w dochodzeniu przed sądem roszczeń od pożyczkobiorcy. Warunek podpisania weksla in blanco na rzecz pożyczkodawcy powinien również stanowić okoliczność, która przesądzi o rezygnacji z umowy kredytowej z danym podmiotem pozabankowym.

Sytuacja (nie)beznadziejna

Co musi zrobić pożyczkobiorca, który chce odstąpić od podpisanej umowy? Przede wszystkim powinien pamiętać, że może to uczynić bez żadnej przyczyny w terminie 14 dni od momentu zawarcia umowy pożyczki. W tym celu należy przesłać pożyczkodawcy listem poleconym oświadczenie o odstąpieniu od umowy. Jego skuteczność nie jest uzależniona od zgody pożyczkodawcy. Co więcej, jeśli umowa nie zawiera informacji o możliwości odstąpienia, to 14-dniowy termin liczy się od momentu doręczenia przez pożyczkodawcę informacji o prawie do niego. W terminie 30 dni od złożenia oświadczenia o odstąpieniu od umowy, konsument musi zwrócić podmiotowi pożyczającemu całkowitą kwotę kredytu. Równocześnie, pożyczkodawca zobowiązany jest do zwrotu wszystkich kosztów związanych z udzieleniem pożyczki. Wyjątkiem są jedynie odsetki w umówionej wysokości za okres korzystania z kredytu.

Światowy trend korzystania ze zdrowej żywności napędza sprzedaż firmy Sante. Producent eksportuje swoje produkty już na 40 rynków

CEO Magazyn Polska

Firma Sante, obecna na 40 światowych rynkach, przekonuje, że z roku na rok popyt na zdrowe produkty jest coraz większy. Z międzynarodowych badań wynika, że już za kilka lat żywność przyczyniająca się do poprawy kondycji zdrowia i zapobiegająca wielu chorobom w samej tylko UE osiągnie sprzedaż rzędu 40 mld euro. A rynek ten znacznie bardziej rozwinięty jest w USA czy Japonii.

– Bardzo wiele produktów eksportujemy. Chłonność rynku światowego, który jest otwarty na dobre produkty oparte o zdrową żywność pochodzącą z naszego regionu Europy, jest ogromna – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Anna Sierpowska, manager projektu Studio Sante. – W tej chwili mamy ponad 40 rynków eksportowych, gdzie eksportujemy markę Sante i ona się cały czas intensywnie rozwija.

Anna Sierpowska podkreśla, że swój sukces firma zawdzięcza rosnącej świadomości konsumentów i potrzebie zdrowego odżywiania. Zaznacza, że żywność funkcjonalna pozwala zmniejszyć ryzyko zachorowania na niektóre choroby – w tym przede wszystkim cywilizacyjne, takie jak cukrzyca, otyłość lub choroby układu krążenia.

Ta żywność służy nie tylko jelitom, jak po prostu każde otręby, czyli bardzo dobrze pomaga wydalać to, co nam nie jest już potrzebne w organizmie, lecz także dzięki tym produktom nasza krew wchłania błonnik nierozpuszczalny, który jest w naszej krwi, który potrzebny jest do tego, żeby nasze błony komórkowe były wzmocnione i żeby utrzymać w równowadze działanie tzw. złego cholesterolu – tłumaczy Sierpowska.

Według danych Euromonitor International, rynek żywności funkcjonalnej w Polsce szacowany jest na ten rok na 1,34 mld euro. Pod tym względem jednak wciąż jesteśmy w tyle za innymi krajami zachodnimi. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii w tym roku na zdrową żywność konsumenci wydali niemalże 6 mld euro. Dlatego polski producent widzi dalsze możliwości rozwoju i już pracuje nad poszerzeniem swojej oferty produktowej.

– Im bardziej trend światowy idzie w kierunku żywności wyselekcjonowanej, żywności wysokiej jakości, żywności premium, tym więcej jest zapytań z rynków światowych odnośnie do tego, czy możemy służyć naszą marką, czy możemy służyć naszymi produktami – twierdzi Anna Sierpowska z Sante. – Zajmujemy się wyszukiwaniem nowości i ich produkowaniem. Inspiracją są starożytne kultury, mieszamy nasze produkty, łączymy je, prażymy i podajemy klientom w nowej formie i to też są bardzo ciekawe formy, którymi klienci są bardzo zainteresowani – dodaje.

VMware zamierza zarobić na informatycznej rewolucji sieci. Usługi spółki pozwolą również firmom na wyeliminowanie strat spowodowanych przez błąd człowieka

CEO Magazyn Polska

Firma VMware oferuje wirtualizację sieci IT i ma pomysł na wyeliminowanie niepewnego czynnika przy obsłudze sieci informatycznych, czyli człowieka. Straty spowodowane przez błędy ludzkie to nie tylko utrata informacji, ale i koszty wizerunkowe.

Powszechnie wiadomo, że wirtualizacja zasobów informatycznych to metoda pozwalająca na efektywniejsze wykorzystanie sprzętu. Wirtualizuje się różne elementy systemów informatycznych, m.in.  serwery, pamięć operacyjną, aplikacje oraz stacje robocze.

– Jeden element powszechnego IT pozostaje ciągle niezwirtualizowany i jest nim sieć – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dyrektor wsparcia sprzedaży w firmie VMware Paweł Korzec – W tej chwili wszelkie działania skupiają się na tym, jak zwirtualizować sieć, po to żeby zwiększyć wydajność IT, żeby ono działało jeszcze efektywniej, aby szybciej reagowało na zmianę, a na koniec dnia po to, żeby wyeliminować ten ostatni bastion problemów informatycznych w przedsiębiorstwach, czyli czynnik ludzki, który ciągle jeszcze decyduje o większości problemów.

Jak podkreśla przedstawiciel wywodzącej się z kalifornijskiego Palo Alto spółki, błędy użytkowników są najpoważniejszą przyczyną awarii systemów komputerowych, a często znaczących strat w obsługiwanych przez nie przedsiębiorstwach.

Jak podkreśla, wirtualizacja w firmach i systemach informatycznych postępuje od kilkunastu lat. Obecnie do chmury przenoszona jest sama infrastruktura, a rewolucja ta przed laty zawitała także nad Wisłę.

– To, co do tej pory było przywiązane na sztywno do fizycznego sprzętu, dzisiaj może być również zmienione na element wirtualny i głęboko wierzę w to, że za kilka lat będziemy po prostu zamawiać aplikacje w internecie i nikt już nie będzie myślał tutaj o tym, ile tam jest pamięci, jaka jest moc obliczeniowa, jak to jest podłączone – po prostu będziemy korzystać z aplikacji typu enterprise, tak samo jak dzisiaj tę aplikację ściągamy na telefon.

Rynek marketingu SMS wyceniany jest na ponad 100 mln zł. Głównie gracze planują kolejne usługi

CEO Magazyn Polska

Ponad 100 mln zł – na tyle wyceniany jest obecnie polski rynek marketingu SMS-owego. SMSAPI.pl, jedna z wiodących spółek z tej branży, ocenia, że dzięki rozwojowi technologicznemu wartość tego rynku nieustająco rośnie. Spółka posiadająca nowoczesną platformę do masowej wysyłki wiadomości SMS, MMS i VMS zapowiada, że wkrótce zaprezentuje nową odsłonę swojego serwisu, wzbogaconą o inne kanały komunikacji.

– Widzimy zapotrzebowanie na rynku na nasze usługi i widzimy rozwój technologii  mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Ogonowski, dyrektor ds. marketingu & PR SMSAPI.pl.   Zarówno smartfony, jak i coraz większa liczba aplikacji powodują, że SMS-y są – i wydaje się, że cały czas będą – stabilnym rozwiązaniem komunikacyjnym. Po prostu warto wykorzystać nowe technologie, dlatego też wprowadzimy zintegrowane powiadomienia pushowe, czyli takie, które będą przychodziły w danej aplikacji na smartfona.

Andrzej Ogonowski zapowiada, że jego firma nadal skupiać się będzie na komunikacji, której podstawowym narzędziem działania pozostaną wiadomości SMS. Plany zakładają wzbogacenie usługi o WAP Pushe (wiadomości SMS, które zawierają łącza do stron internetowych) i nowe technologie. Firma zapowiada, że nowe usługi chce uruchomić w ciągu 2–3 miesięcy.

– Tak naprawdę dzisiaj już mamy gotową całą infrastrukturę, pozostaje nam tylko wdrożenie tego do systemu tzw. front-endu, czyli ostatniego etapu, żeby klienci mogli z tego korzystać. Cały koszt i nakłady finansowe zostały już poniesione, a system jest praktycznie gotowy do działania.

Spółka podkreśla ogólny wzrost wysyłek wiadomości zarówno w marketingu, jak i w powiadomieniach. Widzi też ogromny potencjał rozwoju.

– Mamy aktywnych ponad 22 tys. kont  informuje dyrektor ds. marketingu & PR SMSAPI.pl.  Przeważnie właściwie w całości biznesowych czy urzędowych. Jesteśmy rzeczywiście jednym z czołowych dostawców masowej wysyłki powiadomień SMS. Cieszy nas, że z roku na rok odnotowujemy coraz większą liczbę wysyłek. Pokazuje to, że w Polsce firmy i urzędy wiedzą, jak mądrze wysyłać informacje i że ten kanał komunikacji naprawdę się sprawdza.

SMSAPI.pl deklaruje, że jest w stanie obsłużyć każdą branżę. Treści wysyłane przez system firmy podzielone są na dwa rodzaje: powiadomienia oraz wysyłki marketingowe. Powiadomienia związane są z urzędami i informują np. o zagrożeniach, zbliżających się wydarzeniach lokalnych czy możliwości odebrania dokumentów. Wysyłki marketingowe to zaś kreacja marketingowa i może służyć dowolnemu przesłaniu klienta.

– Niedawno wykonaliśmy badania, żeby sprawdzić wielkość rynku marketingu SMS, komunikacji SMS i wyszła nam wartość około 105 mln zł  zwraca uwagę Andrzej Ogonowski z SMSAPI.pl.   Wydaje się, że jesteśmy w czołówce polskich firm dostarczających komunikację SMS-ową.

Polska nauka w ciągu 8 lat zyskała infrastrukturę badawczą za blisko 7 mld zł. Współpraca z biznesem to dla naukowców szansa na komercjalizację badań

CEO Magazyn Polska

W latach 2007–2013 z programu operacyjnego Innowacyjna Gospodarka sfinansowano 168 projektów infrastruktury badawczej, a kwota wsparcia wyniosła 6,8 mld zł. Rozbudowana infrastruktura może być przez środowisko naukowe wykorzystywana we współpracy komercyjnej z firmami. Dzięki temu sfinansowane przez UE projekty będą przynosiły korzyści dla gospodarki, a zarobione pieniądze pozwolą utrzymywać i unowocześniać infrastrukturę badawczą.

Beneficjentami 2. osi POIG były uczelnie, jednostki i sieci naukowe oraz konsorcja naukowo-przemysłowe. Oferowane wsparcie dotyczyło inwestycji w aparaturę naukowo-badawczą i informatyczną oraz – tam, gdzie było to niezbędne – w budynki i budowle, realizowane przez ośrodki o wysokim potencjale badawczym. Korzystając ze wsparcia Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, instytucje naukowe wybudowały lub stworzyły nowoczesną infrastrukturę za blisko 7 mld zł. Teraz wyzwaniem pozostaje jej utrzymanie i komercyjne zastosowanie.

Musimy pamiętać o tym, że w urządzeniach służących do badań czy obliczeń technologia bardzo szybko się zmienia. Nie możemy oczekiwać, że wydatki, które ponieśliśmy na rozwój infrastruktury badawczej mogą być z dnia na dzień zatrzymane. To jest proces postępujący – czas wytworzenia produktu bądź jakiegoś wynalazku często zależy od tego, jak oprzyrządowani jesteśmy na koniec dnia – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Pietrzak z IBM Polska, jeden z partnerów programu „Wsparcia zarządzania infrastrukturą badawczą” (SIMS).

Jak podkreśla, wokół uczelni czy jednostek naukowych powstały centra transferu technologii, których misją jest budowanie partnerstwa pomiędzy naukowcami a biznesem. Dzięki temu możliwe jest przenoszenie wypracowanej na uczelni własności intelektualnej do gospodarki i wdrażanie jej do biznesu.

Przystąpiliśmy do programu Alfa.ac, w którym pomagamy młodym naukowcom w rozwijaniu innowacji, w ich komercjalizacji, w budowaniu dookoła nich modeli biznesowych. Często jest tak, że na uczelni wytworzono coś ciekawego, co może odnieść sukces rynkowy, ale nie ma osób, które wiedzą, jak z technologii zrobić produkt. Docelowo tę rolę mają odgrywać centra transferów technologie, które staramy się z jednej strony zachęcać do współpracy z nami, a z drugiej strony aktywnie, przy pomocy naszych pracowników je wspieramy – mówi Piotr Pietrzak.

Aby podtrzymać trwałość realizowanych przedsięwzięć, NCBiR we współpracy ze środowiskiem biznesu zrealizował w latach 2012–2015 projekt „Wsparcie zarządzania infrastrukturą badawczą” beneficjentów działań 2.1 i 2.2 PO IG (SIMS – Science Infrastructure Management Support). W ramach projektu prawie 300 osób z polskiego środowiska naukowego wzięło udział w zagranicznych szkoleniach i stażach oraz korzystało ze specjalistycznego doradztwa w zakresie prowadzenia badań naukowych oraz wykorzystania infrastruktury badawczej.

SIMS był unikalnym programem związanym z transferem wiedzy i doświadczeń z firm komercyjnych do sektora badawczo rozwojowego. Dotyczył obszaru zarządzania procesem innowacyjnym, zarządzaniem i wykorzystaniem infrastruktury badawczej, poruszał także kwestie własności intelektualnej, komercjalizacji produktów czy wyników badań – mówi Pietrzak.

Staże realizowane były we współpracy z Instytutem Fraunhofera, Uniwersytetem Technicznych w Dreźnie oraz z firmami IBM, Gamma oraz Deloitte.

Program pokazał, po pierwsze, bardzo dużą chęć transferu wiedzy z nauki do komercyjnego biznesu. Pokazał również obszary, w których jest to możliwe – podkreśla ekspert. – Uczelnia samodzielnie sama z siebie nie będzie w stanie, bez wsparcia świata biznesu, rozpoznać należycie potrzeb i dostarczać właściwych produktów czy technologii. Projekt SIMS umożliwił przede wszystkim zbudowanie mostów pomiędzy tymi dwoma światami, zapoznanie się ludzi i środowisk.

Jak podkreśla, NCBiR buduje cały program zachęt dla przedsiębiorców, by wspólnie z uczelniami tworzyły innowacyjne rozwiązania. To m.in. Innomed dla obszaru medycyny czy Innochem dla branży chemicznej.

Podsumowaniem projektu SIMS i podjętych w jego ramach działań jest raport zawierający wskazówki dla naukowców, którzy chcieliby komercjalizować posiadaną przez nich infrastrukturę.

UE

COP 21: Delegaci państw ONZ pracują nad ostatecznym kształtem porozumienia klimatycznego

CEO Magazyn Polska

Na piątek 11 grudnia planowane jest zakończenie szczytu klimatycznego ONZ w Paryżu. Trwają ostateczne negocjacje w sprawie kształtu porozumienia. Eksperci oceniają, że prawdopodobnie zostanie ono przyjęte, ale będzie to raczej sukces wizerunkowy o niewielkim znaczeniu dla klimatu.

W stosunku do Protokołu z Kioto, czyli pierwszego porozumienia klimatycznego, ponieśliśmy klęskę, bo emisja dwutlenku węgla do atmosfery zamiast spadać praktycznie została podwojona – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki i IT z Politechniki Warszawskiej, prezes zarządu firmy Transition Technologies. – Jeśli chcemy, by obecne porozumienie zadziałało, to powinno być realistyczne. Jedynie takie wymusi troskę o klimat oraz zainicjuje realne działania, a nie będzie tylko narzędziem propagowania swoich interesów.

Jak podkreśla, do podpisania i wejścia w życie porozumienia, które ma zastąpić Protokół z Kioto, raczej dojdzie. Pytanie tylko, czy w związku z tak różnymi stanowiskami poszczególnych stron negocjacji, będą tam rozwiązania możliwe do realizacji.

– Ten sukces będzie, ale będzie to wypadkowa działań wszystkich stron i w rzeczywistości będzie zawierał bardzo różne stanowiska i tak naprawdę niewiele dla klimatu – mówi prof. Świrski.

Delegaci ze 180 państw ONZ prowadzą dyskusje na temat najważniejszych punktów porozumienia – rewizji celów redukcji gazów cieplarnianych, działań koniecznych do wdrożenia przed 2020 rokiem orz ich finansowania. Celem porozumienia jest niedopuszczenie do wzrostu średniej temperatury na świecie powyżej 2 stopni Celsjusza. Eksperci podkreślają, że pozostawienie celów redukcji na obecnym poziomie doprowadzi do wzrostu tej temperatury o 3 stopnie, dlatego dziś konieczna jest ich rewizja i weryfikowanie w określonych odstępach czasu.

Jak podkreśla ekspert, Polska wypełniła zobowiązania z Protokołu z Kioto, dotyczącego obniżenia do 2012 roku o co najmniej 5 proc. emisji gazów cieplarnianych w porównaniu z 1990 rokiem. W kolejnych latach czeka nas jednak trudne zadanie związane chociażby z europejskimi regulacjami.

Z jednej strony, musimy być za porozumieniem, ale powinno być ono zarówno globalne, jak i realne – wyjaśnia prof. Konrad Świrski. – Z drugiej strony, musimy uważać, by nie zapadły postanowienia wiążące, które zmuszą kraj do jeszcze głębszej redukcji emisji. Dla opartej na węglu gospodarki byłoby to bowiem bardzo groźne. Myślę, że wysiłek Polski będzie nieproporcjonalnie większy od wkładu innych krajów w realizację przyjętych postanowień.

PiS deklarował, że chce rewizji pakietu energetyczno-klimatycznego przyjętego na forum unijnym w ubiegłym roku. Zgodnie z porozumieniem państwa członkowskie do 2030 roku mają ograniczyć o 40 proc. redukcję CO2  i zwiększyć udział OZE do 27 proc.

Osoby odpowiedzialne przygotowują się do takiej ewentualności, a przynajmniej chcą negocjować pewne rozwiązania dotyczące europejskiej polityki klimatycznej. Musimy pamiętać o tym, że europejska polityka klimatyczna jest nieco inna niż ta europejska polityka klimatyczna. Jest na pewno ostrzejsza i bardziej wymagająca dla Polski – mówi prof. Świrski. – Nasze stanowisko bardziej wygląda w ten sposób, że jesteśmy na „tak” dla polityki globalnej, „tak” dla celów globalnych, natomiast nieco ostrożni, jeśli chodzi o europejskie wymagania dotyczące emisji.

Eksperci są zdania, że Polska może wynegocjować korzystne dla siebie rozwiązania w polityce klimatycznej UE. Nie powinno to jednak przybierać kształtu twardego stawiania warunków, bo Polsce zależy m.in. na zgodzie KE na pomoc publiczną dla górnictwa.

– Polska dosyć jasno pokazuje Unii Europejskiej, że obecne cele pakietu klimatycznego i stanowisko UE będzie dla nas bardzo trudne do realizacji, bo oznacza to bezpośrednio kłopoty dla polskiej gospodarki. Pytanie, czy Unia ma pozwolić Polsce wpaść w kryzys, czy też pozwolić nam sobie z tym poradzić, zmieniając pewne ustalenia. Tu jest pewnie jakaś droga do negocjacji, ale ona jest bardzo trudna – ocenia prezes Transition Technologies.

Co dziesiąty Polak przynajmniej częściowo pracuje w szarej strefie. Przeznacza na to średnio 18 godzin w tygodniu

CEO Magazyn Polska

Blisko 10 proc. Polaków przyznaje się do pracy w szarej strefie. Dla wielu jest to jedyna forma zdobywania środków na utrzymanie. Praca na czarno zajmuje statystycznemu Polakowi średnio 18 godzin w tygodniu. Głównymi przyczynami są wysokie opodatkowanie legalnego zatrudnienia oraz obawa przed utratą pomocy socjalnej. Podobnie wysoki odsetek odnotowano na Białorusi.

Najbardziej widoczny w naszym raporcie jest duży zasięg pracy na czarno w Polsce – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksander Łaszek, członek zarządu i główny ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). – O ile na tle innych analizowanych krajów, skala zakupów w szarej strefie tak bardzo nie wyróżnia Polski, o tyle już zupełnie inaczej jest w przypadku liczby osób tak pracujących i czasu, jaki na to poświęcają.

Takie są główne wnioski z badania „Shadow Economies in the Baltic Sea Region 2015” przeprowadzonego w Polsce, Estonii, Szwecji, na Litwie, Łotwie i w Białorusi zainicjowanego i koordynowanego przez Lithuanian Free Market Institute we współpracy z Forum Obywatelskiego Rozwoju. Ankiety obejmowały zagadnienia związane z szarą sferą gospodarki, czyli niezarejestrowaną i nieopodatkowaną działalnością.

Zgodnie z wynikami odsetek osób przyznających się do robienia zakupów w szarej strefie na terenie małych państw bałtyckich jest wyższy niż w Polsce. Analitycy tłumaczą, że może to wynikać z położenia geograficznego. Na Litwie, Łotwie czy w Estonii drobny, przygraniczny przemyt jest łatwiejszy i odbywa się na większą skalę niż w Polsce, gdzie z kolei więcej osób (9 proc.) deklaruje zatrudnienie w szarej strefie, przynajmniej częściowe. Równie wysoki odsetek został odnotowany tylko na Białorusi. Częściej oznacza to legalną pracę z częścią wynagrodzenia wypłacaną pod stołem niż pracę bez żadnej umowy.

Ankietowani mogli mieć obawy przed przyznaniem się do nielegalnej pracy, więc badanie o pracę na czarno dotyczyło także ich znajomych. Na tak postawione pytanie pozytywnie odpowiedziało 33 proc. badanych. Wyższy odsetek był jedynie na Łotwie (36 proc.). Czas poświęcany na taką formę zatrudnienia w Polsce także należy do najdłuższych. Nielegalne zatrudnienie zajmuje przeciętnie 18 godzin w tygodniu (w przypadku znajomych – 26 godzin).

Jako główną przyczynę najwięcej osób wskazało wysokie opodatkowanie pracy legalnej. Jest to szczególnie odczuwalne dla osób o najniższych dochodach i to właśnie one najczęściej przyznawały się do pracy na czarno.

Z jednej strony są to ludzie o niskich dochodach, co wskazuje na problemy fiskalne – tłumaczy Aleksander Łaszek. – Z drugiej duża grupa osób pracujących w szarej strefie to emeryci, osoby bezrobotne oraz gospodynie domowe. W ich przypadku główną przyczyną jest obawa przed utratą zasiłków socjalnych.  

Jak przypomina główny ekonomista, Fundacja FOR już jakiś czas temu rekomendowała zwiększenie kwoty wolnej od podatku dla osób pracujących, co miało być sfinansowane zmianami w podatku VAT. Uporządkowania wymaga także – według FOR – system zasiłków.

Obecnie są one tak skonstruowane, że wzrost dochodów związany z legalną pracą powoduje ich utratę, co zniechęca ludzi do podejmowania legalnego zatrudnienia – przekonuje Aleksander Łaszek.

Z analizy FOR wynika, że w Polsce istnieje duży potencjał do ograniczenia kosztów legalnej działalności, przede wszystkim przez zmniejszenie zmienności i poprawę jakości prawa (przede wszystkim podatkowego) oraz redukcję zbędnych obciążeń administracyjnych. Dziś wiele najmniejszych firm, żeby utrzymać się na rynku, ukrywa część działalność w szarej strefie.

Bardzo często zmieniane prawo oraz skomplikowany i zmienny system podatkowy to rzeczy, które powodują, że przedsiębiorstwa wolą ograniczyć skalę działalności, być bardziej elastyczne, mniej inwestować, co wiąże się także z niższą produktywnością, czyli płacami. Takie firmy, żeby przetrwać, muszą uciekać, przynajmniej częściowo, do szarej strefy – wyjaśnia ekspert FOR.

Jak podkreśla, wskazują na to dane GUS z 2012 roku. Według nich 57 proc. pracowników mikroprzedsiębiorstw zarabiało oficjalnie płacę minimalną, podczas gdy w firmach zatrudniających powyżej 9 osób odsetek ten spadał poniżej 5 proc. Tak duże rozbieżności wskazują na wypłatę części wynagrodzenia w mikroprzedsiębiorstwach pod stołem.

Udział w firmowej imprezie świątecznej nie jest przychodem dla pracownika, więc nie musi on płacić podatku

CEO Magazyn Polska

Przyjęcie świąteczne nie jest świadczeniem pozapłacowym. Pracownik nie musi więc płacić od tego podatku. Firma z kolei może uznać wydatki związane z imprezą za koszt uzyskania przychodów. Ważne jest jednak, aby w komunikacji podkreślić, że celem wydarzenia jest integracja i wzrost motywacji personelu.

Przepisy fiskalne przewidują, że podatnik ma prawo zaliczyć do kosztów wszystkie wydatki zmierzające do osiągnięcia przychodów, również takie, które służą zachowaniu lub zabezpieczeniu źródła przychodów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Szymański, doradca podatkowy w kancelarii MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy. – W każdym przypadku poszukujemy związku przyczynowo-skutkowego danego kosztu z działalnością płatnika.

Zdaniem eksperta warto więc zaznaczyć, np. w komunikacji z pracownikami, że wigilia firmowa czy innego rodzaju wewnętrzne spotkania i uroczystości, taki związek mają.

Podatnicy bardzo często wskazują na kwestie motywacji, integracji pracowników, budowania więzi z firmą, poczucia solidarności i komunikacji między pracownikami – tłumaczy Paweł Szymański. – Imprezy świąteczne na pewno takim celom służą.

Organy podatkowe mogą wymagać od podatników wykazania, że organizacja wigilii taki warunek spełniła.

Wydatki związane z wigilią mogą dotyczyć zakupu środków spożywczych, usług gastronomicznych, jak również wynajęcia sali – przekonuje Paweł Szymański. – Wszystkie nakłady związane z wydarzeniem można jak najbardziej zaliczyć wtedy do kosztów uzyskania przychodu. Nie są to wydatki traktowane jako reprezentacja, która do kosztów podatkowych nie może być zaliczona.

Kwestią sporną jednak mogą być wydatki na alkohol.

Organy podatkowe podkreślają, że w przypadku wydatków na alkohol poza usługami gastronomicznymi, ale w trakcie wigilii, takiego związku przyczynowo-skutkowego nie ma. Dlatego podatnicy nie mogą wliczyć tego rodzaju nakładów do kosztów podatkowych. Na pewno byłaby to kwestia sporna – podkreśla Paweł Szymański.

Przez wiele lat kwestią sporną było również to, czy udział w wigilii jest świadczeniem dla pracownika i stanowi dla niego podlegający opodatkowaniu przychód. Jak wyjaśnia Szymański, wątpliwości te rozwiał w ubiegłym roku Trybunał Konstytucyjny.

W ocenie sędziów TK obiektywne kryterium wystąpienia po stronie zatrudnionych przysporzenia majątkowego (korzyści) nie jest spełnione, nawet gdy wydarzenie zostało zorganizowane poza miejscem pracy (imprezy wyjazdowe), a zatrudniony uczestniczył w nim dobrowolnie. Nie sposób bowiem zakładać, że gdyby impreza się nie odbyła, pracownik wydałby na podobny cel własne pieniądze.

Ważne jest wykazanie, że wigilia nie była organizowana w osobistym interesie pracownika, a stanowiła cel pracodawcy. Liczy się więc podkreślenie motywacji i dążenie do integracji – tłumaczy Paweł Szymański. – Dodatkowo w przypadku konkretnego pracownika nie jesteśmy w stanie oszacować wartości tego świadczenia, czyli jaką kwotę przychodu możemy mu przypisać. Jest to drugi element, który zwalnia pracownika z obowiązku oszacowania wartości takiego świadczenia i wykazania jako przychodu pracownika.

Produkty z długim terminem przydatności do spożycia nie muszą zawierać konserwantów. Producenci stosują inne metody

CEO Magazyn Polska

60 proc. konsumentów jest przekonanych, że produkty z długim terminem przydatności do spożycia muszą zawierać konserwanty. Eksperci przekonują, że wcale nie musi tak być, bo producenci stosują inne metody gwarantujące trwałość produktów. Najłatwiej znaleźć żywność bez konserwantów w grupie soków i nektarów. Ich długą trwałość to zasługa pasteryzacja lub sterylizacja.

Niekorzystny wpływ na żywność mają przede wszystkim takie czynniki, jak temperatura, wilgoć, światło, tlen czy drobnoustroje. Aby chronić produkty spożywcze przed zepsuciem i zagwarantować bezpieczeństwo konsumentom, producenci poddają je utrwalaniu.

Do utrwalania żywności najczęściej wykorzystujemy metody cieplne, zamrażanie lub konserwanty – przede wszystkim w produktach i przetworach mięsnych oraz w niektórych przetworach owocowych i warzywnych. Natomiast w przypadku naturalnych soków nie wolno dodawać żadnych obcych substancji. Utrwalane są one metodą pasteryzacji lub bardzo szybkiej sterylizacji – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Andrzej Janicki z Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW.

Producentom zależy przede wszystkim na zniszczeniu lub zahamowaniu rozwoju drobnoustrojów znajdujących się w półproduktach, a także ochronie przed ponownym zakażeniem, zanieczyszczeniami, zmianą konsystencji i niekorzystnymi zmianami chemicznymi, na przykład utlenianiem witamin i tłuszczów. Termiczne metody utrwalania żywności, czyli na przykład pasteryzacja, polegają na ogrzewaniu produktu przez określony czas w wysokiej temperaturze.

W domu nie jesteśmy w stanie wykonać tak szybkiej pasteryzacji, jaką wykonujemy w przemyśle owocowo-warzywnym. To są temperatury rzędu 80–90 stopni Celsjusza. Cały proces trwa od 15 sekund do pół minuty. To pozwala uchronić soki przed utratą cennych składników prozdrowotnych – tłumaczy dr Andrzej Janicki.

Pasteryzacja to najbardziej naturalna metoda przedłużania trwałości owoców i warzyw. Pasteryzowane soki, nektary i napoje są dostępne nie tylko w szklanych butelkach. Tymczasem 91 proc. klientów jest przekonanych, że temu procesowi można poddać tylko produkty w szklanych opakowaniach – wynika z badania Millward Brown przeprowadzonego na zlecenie producenta soków Tymbark i Kubuś.

Przemysł owocowo-warzywny do pakowania soków stosuje tradycyjne opakowania szklane, a więc różnego kształtu butelki, ale bardzo chętnie również opakowania wielowarstwowe, tzw. kartoniki. To jest materiał wieloskładnikowy z ochronną warstwą aluminiową, który daje nam bardzo dobre, szczelne opakowanie – mówi dr Andrzej Janicki.

Dr Andrzej Janicki podkreśla, że w zależności od rodzaju opakowania stosuje się inną metodę pasteryzacji.

Przewaga opakowań kartonikowych polega na tym, że napełnia się je sokiem już spasteryzowanym jedną z bardzo szybkich metod. Rozlewanie odbywa się w aseptycznych warunkach, czyli nie ma możliwości zakażenia drobnoustrojami pochodzącymi z powietrza i otoczenia. W przypadku opakowań szklanych stosuje się raczej tradycyjną pasteryzację, a więc długotrwałe gotowanie w gorącej wodzie – wyjaśnia dr Andrzej Janicki.

Mechaniczne usuwanie drobnoustrojów z żywności polega na wyeliminowaniu mikroflory za pomocą specjalnych filtrów lub wirowania. Może ono być stosowane tylko do produktów płynnych, takich jak wina czy mleko. Natomiast wyjaławianie przez filtrowanie wykorzystuje się do produktów wrażliwych na działanie wysokich temperatur. Proces ten nazywa się zimną sterylizacją.

Polacy szukają prezentów świątecznych w mediach społecznościowych. Nowy trend wykorzystują sprzedawcy

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz częściej pomysłów na świąteczne prezenty szukają w internecie. Tylko w pierwszym tygodniu grudnia Instytut Monitorowania Mediów doliczył się 4,5 tys. publikacji na ten temat. Dominującym kanałem komunikacji były social media, głównie Facebook. Ten trend starają się wykorzystać także firmy, prezentując w mediach społecznościowych swoje produkty i usługi.

– W okresie od 1 października do 7 grudnia Instytut Monitorowania Mediów przeanalizował ponad 13 tys. wzmianek na temat prezentów i zakupów przedświątecznych, a tylko w pierwszym tygodniu grudnia pojawiło się ok. 4,5 tys. tego typu wzmianek – mówi agencji informacyjnej Newseria Monika Tomsia, PR Manager w Instytucie Monitorowania Mediów.

Monika Tomsia wyjaśnia, że zwiększony ruch na początku grudnia był to efekt mikołajek.

Dyskusja na temat zakupów przedświątecznych toczyła się na portalach internetowych oraz w mediach społecznościowych. Na Facebooku IMM odnotował 71 proc. wzmianek dotyczących prezentów. Mniej popularny był Twitter, na którym opublikowano 14 proc. wszystkich informacji na ten temat. Na trzecim miejscu, z odsetkiem 6 proc., znalazło się forum internetowe Zapytaj.onet.pl.

– Wszystkie wzmianki, zapytania i komentarze, które pojawiają się w mediach społecznościowych przed świętami można podzielić na dwie grupy: pierwszą, najliczniejszą stanowią prośby o porady, opinie osób, które poszukują po prostu pomysłów na prezent, co kupić najbliższym – mówi Monika Tomsia.

Drugą grupę stanowią osoby, które social media traktują jako zamiennik tradycyjnego listu wysyłanego do świętego Mikołaja. Za pośrednictwem Facebooka lub innych portali społecznościowych deklarują, jakie prezent chciałyby otrzymać od rodziny lub przyjaciół.

– Wśród tej lawiny zapytań, opinii czy podpowiedzi bardzo dobrze odnajdują się firmy. Mają tu duże pole do popisu, żeby wyeksponować markę i jej potencjał. Firmy oferują bardzo liczne oferty, sypią tymi ofertami jak św. Mikołaj ze swojego worka – mówi Tomsia.

Wykorzystując kanały społecznościowe, producenci oferują m.in. kosmetyki, artykuły spożywcze czy pakiety zdrowotne.

– Jeżeli internauci są dosyć uważni, to mogą odnaleźć nie tylko pomysł na zakup prezentu, lecz także mogą ten prezent zdobyć, ponieważ na swoich fanpage&HASH39;ach na Facebooku bardzo często w ostatnich dwóch miesiącach firmy organizowały różnego rodzaju konkursy, gdzie taki prezent można było wygrać – dodaje Monika Tomsia.

Budżet Polski ogranicza potencjał obligacji

Zbliżamy się do końca roku, który okazał się bardziej udany dla funduszy pieniężnych, a nieco mniej dla obligacyjnych. W jakim otoczeniu rynek długu przywita Nowy Rok?

Analizując czynniki lokalne, zauważymy, że dla polskiego rynku obligacji kluczowe będą dwa. Po pierwsze – nowa Rada Polityki Pieniężnej. Wiele wskazuje na to, że będzie ona gołębia i (jeśli inflacja zanadto nie wzrośnie) dokona obniżki stóp procentowych. Inwestorzy w dalszym ciągu oczekują, że cięcie wyniesie 50 punktów bazowych (0,5%). Po drugie – polityka fiskalna polskiego rządu. W tej chwili budzi ona obawy, ponieważ w kształtowaniu budżetu wydatki planowane przez państwo w zbyt dużym stopniu przekraczają możliwe do pozyskania wpływy, np. z tytułu zadłużania się czy podatków. Jeśli dojdzie do obniżki stóp procentowych, dla polskich obligacji może to oznaczać spadek rentowności papierów krótkoterminowych, a jednocześnie wzrost rentowności papierów o długim terminie zapadalności (przez wzgląd na wyższe ryzyko).

Czy kondycja budżetowa Polski rzeczywiście jest na tyle słaba, że ogranicza możliwości dalszego zadłużania, np. poprzez emisję obligacji?

Sytuacja budżetowa Polski jeszcze nie jest zła, natomiast warto mieć świadomość tempa i skali wydatków. Zwróćmy uwagę, że solidny zastrzyk finansowy, jaki na początku 2014 r. zasilił polski budżet (w momencie przetransferowania 153 mld zł z OFE do ZUS), został już rozdysponowany. Możliwości zadłużania państwa są więc bardziej ograniczone, niż mogłoby się wydawać. Z tego względu niezbyt dobrym pomysłem jest rządowy program zakładający przyznawanie wszystkim rodzinom 500 zł na każde dziecko (więcej niż jedno w rodzinie). Brak limitu dochodowego upoważniającego do uzyskania tego wsparcia usztywnia znaczną część wydatków budżetowych. Tym bardziej że pieniądze, które rząd chce pozyskać z rynku (chociażby z tytułu podatku bankowego) nie wystarczą na długo.

Co z czynnikami zewnętrznymi?

Najważniejsza w najbliższym czasie będzie decyzja Rezerwy Federalnej w kwestii podwyżek stóp procentowych w USA. Jej prawdopodobieństwo jest bardzo wysokie, a niestety trudno oszacować, jak zareaguje na nią rynek. Jeszcze nigdy polityka monetarna największych banków centralnych (amerykańskiego i europejskiego) nie podążała w odwrotnych kierunkach. Można się natomiast spodziewać, że jeśli rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich wzrosną w 2016 r. do ok. 3%, będzie to generowało presję na rynki papierów dłużnych w Europie Środkowo-Wschodniej i w Polsce. Przemawia za tym zależność, jaka od przełomu 2014 i 2015 r. występuje pomiędzy zachowaniem polskich i amerykańskich obligacji skarbowych.

Nowe trendy, które pozwolą zdobyć e- i m-klienta

54 proc. internautów kupuje w sieci, kierując się głównie ceną, wygodą i łatwym dostępem do ofert różnych sklepów. Choć okazuje się, że jakość obsługi ma znaczenie zaledwie dla 18 proc. z nich, zignorowanie tej grupy może okazać się sprzedażowym strzałem w kolano. W dobie pokolenia Y, dokonujących się rewolucji technologiczno-mobilnych, wdrożenie w e-sklepie obsługi na poziomie marketingu 3.0 jest szansą na szybkie zdobycie przewagi konkurencyjnej.

foto_sklepJak pokazuje raport „E-commerce w Polsce 2015. Gemius dla e-Commerce Polska”, już teraz zakupy przez internet robi 54 proc. internautów. Mimo że zdecydowana większość wykorzystuje komputer przenośny (78 proc.) to odsetek korzystających z shoppingu mobilnego wzrasta – obecnie to 37 proc. kupujących przez smartfon i 24 proc. przez tablet.

Internauci zapytani, co skłoniłoby ich do jeszcze częstszego robienia zakupów online, odpowiadają, że niższe koszty dostawy, niższe ceny produktów, a także zniżki dla kupujących przez internet. 38 proc. respondentów oczekiwałoby bardziej szczegółowych opisów towarów, a 18 proc. – wyższej jakości obsługi klienta. Właśnie na tych dwóch aspektach skupimy dziś szczególną uwagę. Dlaczego? Ponieważ pojawienie się wszechwiedzącego pokolenia Y, dokonująca się rewolucja technologiczno-mobilna, która dla wielu stron i sklepów stała się przysłowiowym „być albo nie być”, a także nadejście marketingu 3.0, który wyznaczył nowe podejście do obsługi klienta w branży e- i m-commerce – to tak naprawdę nie zagrożenia, ale szanse dla e-sklepów na wyróżnienie się w internetowym tłumie.

„W czym mogę pomóc?”

 Można śmiało powiedzieć, że dzisiejszy e- i m-klient, uzbrojony w internet, laptop, tablet, smartfon czy inne urządzenie mobilne, to świadomy kupujący. Mając pełen dostęp do ofert różnych sklepów oraz pakietu informacji o interesujących go produktach, wraz z możliwością filtrowania ich cech czy porównywania cen, wybiera nieprzypadkowo. Pytanie, od wystąpienia jakich czynników zależy jego decyzja – czy towar zakupi u ciebie, czy u konkurencji?

Okazuje się, że lojalność e- i m-konsumenta można zdobywać, podobnie jak w handlu tradycyjnym, wysoką jakością obsługi ze strony sprzedawców. Dziś to jedno z niewielu pól, które sklepy online nadal mogą wykorzystywać, by skutecznie wyróżniać się na tle innych. Bo mimo że klient kupujący przez internet zwykle dostaje pełne informacje o produktach, to nadal oczekuje wsparcia ze strony kompetentnego sprzedawcy.

Takie oczekiwania wymuszają na sklepach stosowanie narzędzi marketingowych, które służą nie tylko do informowania o produkcie i cenie, ale przede wszystkim pozwalają nawiązywać interakcje z klientem. Umożliwiając rozmowę, w której internauta naprowadzany jest pytaniami zadawanymi przez sprzedawcę, dają odpowiedź – co dla konsumenta jest najważniejsze i co musi wystąpić, aby sfinalizował transakcję. Pozostaje tylko kwestia, jak to robić? Sklep online działa 24/7, ale przecież jego sprzedawcy już nie.

Obsługa klienta „po godzinach”

 Bez żadnych wątpliwości, dziś liczy się możliwość interakcji, pozwalająca sprzedawcy na przekazywanie wiedzy handlowej i budowanie więzi z klientem. Internet działa całą dobę, tak samo więc musi pracować sprzedawca, jeżeli chce obsługiwać zgodnie z trendem wyznaczanym przez marketing 3.0. – Stąd pomysł na platformę webowo-mobilną, która pracując na ustalonych algorytmach, pozwala sklepom tworzyć wirtualnych sprzedawców. Specjaliści ci nie tylko pracują całą dobę, ale potrafią zadawać celne pytania, filtrujące i badające potrzeby klientów, celem proponowania oferty idealnie dopasowanej do ich oczekiwań – tłumaczy Grzegorz Bośko, pomysłodawca i założyciel mobilnego pasażu Abelado. Jak dodaje: – To właśnie sklep, bazując na swoim handlowym doświadczeniu, tworzy listę pytań zadawanych klientom, dzięki którym system rozpoznaje ich potrzeby. Internauta odpowiada na pytania, zaznaczając dodatkowo procentową ważność każdego z kryteriów. Dzięki temu system, automatycznie i na bieżąco, pokazuje tylko te produkty, które dokładnie, co do procenta, odpowiadają na wskazane potrzeby.

Potrzeby mierzone w procentach

Kupujący poszukują pomocy przy dokonywaniu decyzji zakupowych, celem skrócenia tego procesu. Z kolei sprzedawcy, chcąc lepiej zrozumieć oczekiwania użytkownika znajdującego się przed ekranem komputera czy urządzenia mobilnego, muszą mieć możliwość zadawania pytań badających ich potrzeby. Zwróćmy przy tym uwagę, że informacją jest nie tylko to, że kupowany odkurzacz ma mieć niewielkie gabaryty i dużą moc. Handlowiec musi wiedzieć, jak dla klienta rozkłada się procentowa ważność każdej z tych cech. Dzięki temu finalnie może zaprezentować produkt idealny, a sam pochwalić się doskonałą jakością obsługi. – Pamiętajmy, że nie ma dobrej rozmowy prosprzedażowej bez pytań ze strony sprzedającego, na które odpowiedzi służą do tworzenia map kryteriów i rozpoznawania potrzeb. To użytkownik, zapytany przez handlowca, daje wiedzę i przekazuje informacje o potrzebach, jakie ma zaspokajać poszukiwany produkt czy usługa – dodaje Grzegorz Bośko.

Postęp technologiczny, także w zakresie usług mobilnych, powoduje że dziś nawet mały sklep internetowy – nieposiadający rzeszy handlowców, rozbudowanego call center czy nakładów na rozwój – może stać się wielki w internecie. Taką szanse daje nie tylko obecność w wyszukiwarkach, porównywarkach cenowych, mediach społecznościowych czy pasażach zakupowych, ale przede wszystkim – zapewnianie perfekcyjnej, całodobowej i błyskawicznej obsługi klienta. Wszelkie aktywności, które będą prowadziły do zatrzymania uwagi internauty na własnej ofercie i to w momencie, gdy klient poszukuje danego produktu czy usługi, będą czynnikami budującymi przewagę konkurencyjną. Dlatego warto otworzyć się na wszelkie możliwości wspierające obsługę klienta, nawet gdy prowadzimy mały sklep.

Praca po USA

Osoby wracające do Polski z dyplomem amerykańskiej uczelni już na starcie dostają bardziej atrakcyjne oferty pracy, na wyższych i lepiej płatnych stanowiskach, z większym zakresem odpowiedzialnych zadań i obowiązków. To fakty, które potwierdzają nie tylko badania rynku, ale także absolwenci uniwersytetów zza oceanu. Poznaj ich historię.

studia za granicąInwestycja z wysoką stopą zwrotu

77 proc. – tyle średnio więcej zarabia osoba z międzynarodowym wykształceniem i certyfikatami (badanie Goldman Recruitment Salary Survey). Dyplom zagranicznej uczelni to także dwukrotnie niższe ryzyko długotrwałego bezrobocia, co przyznała unijna komisarz ds. edukacji, kultury, wielojęzyczności i młodzieży, Androulla Vassiliou.

Czy rzeczywiście wykształcenie zdobyte za granicą aż tak zwiększa szansę na znalezienie lukratywnej pracy, i to od razu po studiach? Czy dzięki uzyskanemu doświadczeniu, taki absolwent może szybciej osiągnąć wyższe zarobki niż gdyby ukończył krajowy uniwersytet? Tezę tę potwierdzają sami absolwenci, którzy z dyplomem zagranicznej uczelni wrócili do Polski i zaczęli pracę – w korporacjach i na własny rachunek. Dowodem są też badania, jak choćby to przeprowadzone przez ekspertów z The Boston Consulting Group. Z raportu „Zarządzanie po polsku” jasno wynika, że firmy chętniej zatrudniają kandydatów posiadających dylom zagranicznej uczelni czy międzynarodowe doświadczenie zawodowe.

Kompetencje „na papierze”

Z jednej strony, dla 70 proc. pracodawców liczą się kompetencje potwierdzone „na papierze” (dane Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych). Taki pracownik szybciej awansuje, szczególnie w ramach globalnej korporacji. Z drugiej strony, ważne są odpowiednie kompetencje merytoryczne, zdolności praktyczne i umiejętności interpersonalne – tak zadeklarowało 99 proc. przedsiębiorców zrzeszonych w programie Rzetelna Firma (badanie na grupie 500 firm). Tymczasem zagraniczne studia to z jednej strony prestiżowy dyplom, przyciągający uwagę rekrutera, a z drugiej – sygnał dla pracodawcy, że ma do czynienia z kandydatem o dużym potencjale intelektualnym i pożądanych umiejętnościach. Potwierdzają to Anna Korzeniewska oraz Aleksandra Kozielska, absolwentki zagranicznych uczelni pracujące w Polsce.

Porozmawiajmy o pieniądzach

Po ukończeniu studiów w Stanach Zjednoczonych i powrocie do Polski w 2005 roku bez trudu znalazłam pracę w dużej korporacji z branży AGD. Zaoferowano mi stanowisko młodszego menadżera z pensją dwukrotnie przekraczającą wynagrodzenie, jakie w tamtym czasie otrzymywali moi rówieśnicy, będący jednocześnie na niższych niż moje stanowiskach. Szybko też zostałam włączona przez pracodawcę do tzw. grupy talentów, dzięki czemu mogłam korzystać z dodatkowych szkoleń i uczestniczyć w projektach zagranicznych. Otrzymywałam do realizacji wymagające zadania, nierzadko pracując bezpośrednio z osobami z zarządu firmy. Po niecałym roku zostałam awansowana na stanowisko w pełni menedżerskie, przejmując zarządzanie największą i najbardziej wymagającą kategorią produktową w asortymencie – opowiada swoją historię Anna Korzeniewska, absolwentka City University of New York (CUNY) oraz New York University (NYU).

Jak przyznaje Anna Korzeniewska, studiowanie za granicą to nie tylko szkoła, ale także możliwość podjęcia pracy, pozwalającej zdobyć praktyczną wiedzę i umiejętności, a nierzadko – zarobić na studia. Takie szanse daje amerykański system kształcenia, oferujący ambitnym studentom zajęcia w różnych godzinach, dopasowanych do grafiku pracy.

Obecnie Anna Korzeniewska prowadzi Fundację Rozwoju Talentów oraz firmę GlobalEdu. – Dłuższy pobyt w Stanach wzmocnił we mnie poczucie własnej wartości. Dał odwagę i przekonanie, że wszystko, czego się podejmę, jeśli tylko poświęcę temu wystarczająco dużo czasu i zaangażowania, po prostu się uda. Wiele osób dało mi w życiu szanse i myślę, że dobrze je wykorzystałam. Teraz sama chcę pomagać, ułatwiając młodemu pokoleniu start w lepszą przyszłość. Właśnie z taką myślą podjęłam decyzję o założeniu fundacji i własnej firmy – tłumaczy.

Do Polski z dyplomem międzynarodowej uczelni wróciła także Aleksandra Kozielska. Jak tłumaczy, studia za granicą dały jej niewyobrażalne możliwości, promując indywidualny rozwój, także poza uczelnią. – Już od pierwszych dni, studentom oferuje się udział w licznych stowarzyszeniach i klubach, m.in. naukowych, dyskusyjnych, charytatywnych, sportowych czy rozrywkowych. Otrzymują też kontakt do osób, których zadaniem jest pomoc w znalezieniu pracy i zaplanowaniu ścieżki kariery. Osobiście wykorzystałam wiele z tych możliwości, by móc przekonać się, w czym jestem dobra i co chciałabym robić w przyszłości. Angażowałam się więc w klubach sportowych, a także programach wdrażających inicjatywy studenckie. Prowadziłam projekty rozwojowe dla młodzieży niepełnosprawnej umysłowo, a w czasie wakacji w Polsce odbywałam także praktykę na wydziale psychiatrii w jednym z łódzkich szpitali oraz staż w koncernie FMCG w dziale ds. zachowań konsumenckich. Zapytana o ścieżkę zawodową po ukończeniu studiów, odpowiada: – Otrzymałam kilka lukratywnych ofert pracy, w miejscach i na stanowiskach, które były moim celem. Wybrałam pozycję w Warszawie, gdzie zaczęłam od stanowiska Shopper Insight Management Trainee, już po 10 miesiącach awansując na pozycję Shopper Insights Manager.

 

Jak przyznaje Aleksandra Kozielska, studia zagraniczne rozwijają w studentach ważne kompetencje, którymi mogą się wyróżnić i które są bardzo cenne dla pracodawców. Dzięki elastycznemu systemowi kształcenia i możliwościom podjęcia pracy bez uszczerbku na nauce, zagraniczny student motywuje się do rozwijania kluczowych kompetencji, takich jak: odpowiedzialność, organizacja czasu i pracy, proaktywność w szukaniu rozwiązań i krytyczna analiza będąca motywatorem do zdobywania wiedzy. – Jeśli ktokolwiek wykaże się takim podejściem w życiu zawodowym, każdy rozsądny pracodawca będzie chciał w niego inwestować, dawać możliwości rozwoju i bardziej wymagające zadania wiedząc, że im sprosta – podsumowuje Aleksandra Kozielska.

Po zagraniczne wykształcenie co roku wyjeżdża kilka tysięcy młodych Polaków. Ilu? Tego dokładnie nie wiadomo, bo statystyki nie uwzględniają tych, którzy jadą „na własną rękę”. Kierunkiem wielu są Stany Zjednoczone. Nie bez powodu. W końcu 16 na 20 najlepszych uniwersytetów na świecie to szkoły wyższe z USA (The 2014 Academic Ranking of World Universities).

Polski startup, który podbija rynek mobile. Szczególnie zadowoleni są miłośnicy sportu

Rynek mobile rośnie w zawrotnym tempie. Fachowym stało się nawet pojęcie „smartfonizacja”, będąca całkowicie nowym trendem. Co cieszy, w tych specyficznych warunkach świetnie odnajdują się polskie firmy, których startupy dynamicznie rozwijają się, zdobywając uznanie kolejnych e- i m-użytkowników. Przykładem jest serwis mWyniki.pl, prezentujący wyniki sportowe w czasie rzeczywistym oraz dostarczający na bieżąco dużą garść statystyk.

mwynikiDane dotyczące rynku mobile są mocno konkretne: szacuje się, że z każdym miesiącem wydłuża się czas, jaki spędzamy przed urządzeniami mobilnymi. Co więcej, poziom „konsumpcji” mediów na smartfonach czy tabletach goni telewizje informacyjne. Jak okazuje się, dziś korzystamy z mobile przede wszystkim w celu zdobycia informacji, a dopiero później słuchania muzyki, grania w gry czy robienia zakupów.

Rośnie też udział zapytań w Google na urządzeniach mobilnych w stosunku do całościowej liczby wyszukiwanych informacji. Szacuje się, że już teraz ponad 60 proc. Polaków ma smartfona, co równa się średniej europejskiej (w 2012 roku smartfona miało o 13 milionów Polaków mniej). O potędze mobile może świadczyć też fakt, że spośród wszystkich użytkowników smartfonów w Polsce, aż 93 proc. z nich w pierwszej kolejności szuka informacji właśnie poprzez telefon komórkowy.

Nie dziwi więc, że nad Wisłą pojawia się coraz więcej firm, które odpowiadając na rozwijający się rynek, chcą i potrafią zainteresować polskiego, mobilnego użytkownika.

 Jaki jest polski użytkownik mobile i czego szuka?

Jeszcze w 2012 roku smartfony i tablety były dobrami luksusowymi. Ich posiadaniem cieszyli się przede wszystkim ludzie bardziej zamożni, wykształceni, częściej z dużych ośrodków miejskich niż z małych miast i wsi. Dziś 54 proc. użytkowników smartfonów to mężczyźni, a najliczniejsza grupa to osoby w wieku 25-34 lat i 35-49 lat. 15 proc. z nich mieszka na wsi lub w miastach poniżej 5000 mieszkańców, co jest całkiem dobrym wynikiem.

Psychologowie mówią o zjawisku smartfonizacji i zwracają uwagę na fakt, że ludzie coraz rzadziej nudzą się, mając przy sobie smartfona i mogąc sprawdzać przydatne informacje. Czego szukają? Podczas podróży tramwajem śledzą newsy ze świata polityki i sportu, będąc w pracy po kryjomu sprawdzają wyniki sportowe ulubionej drużyny, a pasjonując się w środę wieczorem przed telewizorem lub w pubie meczem Ligi Mistrzów, jednocześnie sprawdzają w telefonie wyniki innych drużyn. Popularne „komórki” stały się nieodłącznym elementem życia – towarzyszą podczas oczekiwania na znajomego w kawiarni, sięgamy po nie przed zaśnięciem i po obudzeniu.

Dziś to smartfon, a nie laptop jest pierwszym narzędziem potrzebnym do wyszukania konkretnej informacji, którą często jest wynik sportowy. Jest to tym bardziej wiarygodne, zważywszy na fakt, że aż 73 proc. Polaków poniżej 50 roku życia deklaruje zainteresowanie sportem.

 Startup odpowiedzią na sportowe zainteresowania Polaków

Okazuje się, że śledzenie wyników meczów, oglądanie relacji live, sprawdzanie sportowych danych i statystyk może być jeszcze prostsze. I to niezależnie od tego, czy przebywamy w pracy, na uczelni, jesteśmy w podróży lub w kolejce u lekarza. Potrzebny jest tylko smartfon i dostęp do internetu.

Serwis mWyniki.pl to strona, która powstała w maju 2015 roku. Po ośmiu miesiącach działalności, już teraz odnotowuje prawie 1,5 mln wizyt i blisko 800 tys. unikalnych użytkowników miesięcznie. Zdecydowaną większość ruchu generują użytkownicy mobilni, którzy dzięki responsywnej wersji mWyniki.pl dostają stronę idealnie dopasowaną do swojego urządzenia mobilnego. To pierwszy taki startup w Polsce i pierwszy na świecie w pełni responsywny.

 Zalety dopasowane do potrzeb użytkowników

Tworząc mWyniki.pl wiedzieliśmy, że serwis pokryje się z oczekiwaniami polskiego użytkownika mobile, który ma jasne potrzeby. Chce szybko znaleźć konkretny wynik meczu, sprawdzić składy drużyn, tabele i przede wszystkim – poznać statystyki. Do tej pory w „polskim” internecie czegoś takiego po prostu nie było – mówi Tomasz Karaszewski, współzałożyciel mWyniki.pl.

mWyniki.pl wyróżnia jeszcze coś – żaden inny, światowy serwis z wynikami meczów nie publikuje wyników z dziewięciu poziomów rozgrywkowych; od Ekstraklasy aż do C klasy. Sprawia to, że prawie każdy użytkownik z Polski, niezależnie, czy mieszka w małej wsi, w której klub gra na poziomie C klasy, czy też jest z dużego miasta, może sprawdzić wyniki drużyny z jego miejsca zamieszkania. Największy, konkurencyjny, światowy serwis prezentuje jedynie trzy poziomy rozgrywkowe w Polsce. Tymczasem w mWyniki.pl można sprawdzić nawet wyniki meczów siatkówki kobiet na poziomie II ligi czy śledzić rozgrywki szczypiornistów w Szwecji.

 Duża dawka statystyk w czasie rzeczywistym

mWyniki to, obok wyników i relacji live, także dostęp do uzupełnianych na bieżąco statystyk. Z serwisu dowiemy się na przykład, że Robert Lewandowski zdobył w karierze 9 hattricków, a pierwszy miał miejsce w meczu Znicza Pruszków z GKS Jastrzebie we wrześniu 2007 roku. W serwisie można też prześledzić kariery zawodników, w tym lekkoatletów oraz tenisistów. Jest także możliwość sprawdzenia kalendarza dla każdej z dyscyplin. – Polski kibic lubi statystyki. Chce wiedzieć, jak w obecnym sezonie prezentuje się Robert Lewandowski w porównaniu z Thomas’em Mueller’em i jak wygląda rywalizacja pomiędzy Criastiano Ronaldo a Leo Messi’m. W mWyniki.pl jest to możliwe – podsumowują twórcy strony.

Karta Kibica Alior Banku najlepszą polską kartą pre-paid

Karta Kibica Alior Banku zdobyła tytuł „Najlepszej polskiej przedpłaconej karty 2015 roku”. Laureata konkursu ogłoszono podczas Polskiej Kartowej Gali. Wydarzenie towarzyszyło VIII Konferencji Central European Electronic Card, która odbyła się w dniach 3-4 grudnia br. w Warszawie.

Karta Kibica to innowacyjny produkt stworzony z myślą o fanach Reprezentacji Polski. Powstał w wyniku współpracy Polskiego Związku Piłki Nożnej oraz Alior Banku. Karta gwarantuje użytkownikom wiele korzyści, jak na przykład pierwszeństwo przy zakupie biletów na mecze Reprezentacji.

Karta Kibica_przódKarta została wyposażona w funkcje płatnicze (pre-paid). Po jej wcześniejszym zasileniu, fani mogą płacić kartą zarówno w sklepach i punktach usługowych na stadionie,  jak i w każdym miejscu w kraju i za granicą akceptującym tego rodzaju płatności. Karta Kibica zapewnia także dostęp do rabatów w internetowym sklepie kibica Reprezentacji.

Polska Kartowa Gala towarzyszy Międzynarodowej Konferencji Central European Electronic Card od 2008 r. To największe spotkanie ludzi współtworzących polski rynek kartowy, podczas którego ogłaszane są wyniki konkursów na najlepsze polskie karty. Tegorocznych laureatów wybierało jury, w skład którego weszli m.in. reprezentanci Visa Europe, Związku Banków Polskich, Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji oraz Medien Service – organizatora Konferencji CEEC 2015 i Polskiej Kartowej Gali.

Czym grozi stosowanie przestarzałego modelu identyfikacji zagrożeń?

Z raportu przygotowanego przez Chartered Institute of Management Accountants (CIMA) wynika, że przeszło 3 na 5 firm musi mierzyć się z szeregiem różnorodnych wyzwań. Blisko 40% respondentów twierdzi, że problemy, z jakimi borykają się przedsiębiorcy, wpływają na zdolność funkcjonowania organizacji i z roku na rok stają się coraz bardziej złożone. Mimo to, aż 2/3 badanych przyznaje, że nie zatrudnia specjalistów od zarządzania ryzykiem, narażając się tym samym na niepowodzenia i niewykorzystane szanse.

Pod wpływem gwałtownych zmian zachodzących w globalnym środowisku biznesowym coraz więcej przedsiębiorstw odczuwa potrzebę odejścia od uproszczonego modelu identyfikacji zagrożeń. Właściciele firm zaczynają dostrzegać ścisły związek między zyskiem a nadzorem ryzyka, który wzmacnia odporność i elastyczność organizacji w obliczu złożonych niebezpieczeństw. Wpływa to również na długoterminową rentowność firm, o jaką zabiegają zewnętrzne ugrupowania – takie jak rządowe instytucje kontroli, agencje ratingowe czy inwestorzy instytucjonalni – nakładające coraz wyższe wymagania w zakresie monitorowania potencjalnych problemów.

W odpowiedzi na coraz więcej wyzwań przedsiębiorstwa decydują się na wprowadzenie koncepcji zintegrowanego zarządzania ryzykiem (ERM), by ulepszyć strategiczną ewaluację zagrożeń wpływających na sukces biznesu. Badania przeprowadzone przez Instytut CIMA wykazują jednak, że zaledwie 1/3 europejskich firm udało się wdrożyć zaawansowany model ERM, nad którym pieczę sprawują komitety audytu lub specjalnie powoływane komitety ryzyka.

Aż 60% organizacji z każdej branży mierzy się z coraz trudniejszymi wyzwaniami, które w sposób znaczący mogą wpłynąć na strategiczny sukces ich przedsięwzięć. W procesie szacowania oraz monitorowania wyłaniających się zagrożeń kluczową rolę odgrywają kadry kierownicze. W wyniku efektywnej komunikacji z managerami opracowują plan zarządzania ryzykiem, jednak króluje wśród nich bardzo ogólne podejście do identyfikacji problemów, bez podziału na określone procesy biznesowe. To przestarzałe nastawienie, które może doprowadzić do przeoczeń oraz poważnych konsekwencji dla przedsiębiorstwa – tłumaczy Jakub Bejnarowicz, Szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.

 Skrupulatna ocena skuteczności nadzoru nad potencjalnymi zagrożeniami w stale ewoluującym środowisku ryzyka stanowi cenny wkład w strategię firmy, wpływając m.in. na wysokość przychodów. Badania Instytutu CIMA dowodzą jednak, że większość kadr kierowniczych nadal uważa tę domenę biznesu jako zwykłe zapobieganie szkodom, niezwiązane z tworzeniem wartości czy biznesplanem. Zarządzanie ryzykiem i planowanie strategiczne to dla nich odrębne, niepowiązane ze sobą działania. Jest to prawdopodobnie konsekwencja wynikająca z zaniedbania kwestii szkoleń z zakresu ERM – aż 80% organizacji zrezygnowało z finansowania instruktaży dla managerów na przestrzeni ostatnich kilku lat.

Efektywną implementację modelu identyfikacji zagrożeń spowalniają także inne czynniki. Do najważniejszych przeszkód należy ustalanie priorytetów. 2 na 5 respondentów uważa, że nie posiada odpowiednich zasobów, by zoptymalizować nadzór nad ryzykiem. Niemal drugie tyle odczuwa konieczność przeznaczenia budżetu na inne, nadrzędne wydatki.

Przezwyciężyć te trudności można jedynie poprzez komunikację i edukację pracowników, aby unaocznić wartość, jaką niesie ze sobą identyfikacja zagrożeń. Zintegrowane zarządzanie ryzykiem nie może dłużej opierać się na decyzjach ad hoc. Powinno natomiast bazować na precyzyjnym zestawie narzędzi do diagnozy, monitorowania oraz szacowania wagi problemów. Działania te pomogą zwiększyć elastyczność i odporność organizacji narażonych na liczne niebezpieczeństwa w środowisku biznesowym – komentuje Joanna Jakóbik, ACMA, CGMA, Global Accounting and Compliance Manager w Cisco Systems Poland.

W tym celu europejskie przedsiębiorstwa coraz częściej korzystają z dostępnych rozwiązań. Blisko 1/2 firm biorących udział w badaniu prowadzi rejestr oraz inwentaryzację ryzyka, a aż 69% twierdzi, że posiada dedykowany proces lub szablon służący do rozpoznawania i oceny zagrożeń.

Mimo to, w opinii ankietowanych praktyki z zakresu ERM wymagają popularyzacji i ciągłej aktualizacji. Ma to szczególne znaczenie nie tylko w dążeniu do osiągnięcia przewagi konkurencyjnej w skali mikro, ale także w zapewnieniu stabilizacji w ujęciu globalnym, gdzie czynniki ryzyka występujące w pewnym regionie mogą negatywnie wpływać na organizacje jedynie prowadzące tam interesy, a posiadające swoje siedziby w innej części świata.

Właśnie dostałem e-mail od mojej pralki

To wcale nie jest żart czy zapowiedź kolejnego filmu science fiction tylko otaczająca nas rzeczywistość i kolejne ułatwienia tzw. Internetu Rzeczy usprawniającego nasze codzienne życie. Jeśli komuś wydaje się, że inteligentny dom  to jakieś skomplikowane systemy i drogie urządzenia to jest w błędzie. Niemiecka firma AVM, specjalizująca się w produkcji domowych routerów i urządzeń sieciowych, proponuje rozwiązania Smart Home oparte na domowym routerze FRITZ!Box.
AVM FRITZ!DECT 200Cały dom pod naszą zdalną kontrolą

Co zatem jest potrzebne abyśmy mogli kontrolować nasze domowe urządzenia AGD, oświetlenie, kamery czy ogrzewanie oraz otrzymywać maile od pralki o zakończonym praniu, włączać i wyłączać domowe oświetlenie i inne sprzęty elektryczne za pomocą smartfona będąc poza domem? Wystarczy wszechstronny router FRITZ!Box z bazą DECT oraz inteligentne gniazdka FRITZ!DECT 200, do których podłączymy nasze domowe urządzenia. To wszystko! A potem wystarczy już tylko w polskim menu routera ustawić kiedy chcemy, aby wybrane przez nas urządzenia włączały się i wyłączały, dzięki czemu nie tylko ułatwiamy sobie codzienne planowanie domowych czynności, ale również ograniczamy niepotrzebne zużycie energii. Możemy np. zaprogramować, aby codziennie rano o określonej godzinie nasz ekspres robił nam pachnącą kawę, pralka kończyła pranie dokładnie wtedy gdy wracamy do domu, a oświetlenie domowe automatycznie włączało się kiedy robi się ciemno. Inteligentne gniazdka pełnią także funkcję miernika energii informując nas o tym, które z domowych urządzeń są najbardziej energożerne. W ten sposób możemy także utworzyć reguły, według których inteligentne gniazdka FRITZ!DECT 200 automatycznie wyłączą sprzęty gdy zużywany przez nie prąd w trybie spoczynku będzie niższy od ustalonej wcześniej wartości granicznej.

Pełna komunikacja i wyższy komfort

AVM FRITZ!DECT 200Dzięki darmowym aplikacjom FRITZ!, które rozbudowują rozwiązanie Smart Home, można nie tylko dokładnie zaplanować i zautomatyzować wykonywanie codziennych czynności domowych, ale również kontrolować nasz dom i mieszkanie będąc na wakacjach czy wyjeżdżając na święta do rodziny. Możemy nie tylko zaprogramować włączanie oświetlenia w różnych pomieszczeniach, aby potencjalny włamywacz myślał, że jest ktoś z domowników. Dzięki podłączeniu kamer IP do Smart Home możemy także na bieżąco monitorować nasz dom. Rozwiązanie to jest idealne dla osób zapominalskich – bo ile razy zdarzało nam się wracać do domu kilka razy lub zastanawiać w pracy czy na pewno wyłączyliśmy żelazko lub jakieś inne urządzenie. Teraz będąc poza domem łączymy się naszym smartfonem z domowym routerem i jednym przyciskiem możemy włączyć lub wyłączyć wybrany sprzęt elektryczny. To jednak nie wszystko, w routerze FRITZ!Box można także wprowadzić ustawienie, dzięki któremu po każdym przełączeniu gniazdka, na określony adres pocztowy zostanie wysłany e-mail. W ten właśnie prosty sposób można dowiedzieć się, że na przykład pralka skończyła pranie, wyłączyły się trawnikowe zraszacze lub domowe oświetlenie, a zużycie prądu pobieranego przez te urządzenia jest minimalne.

Pełne bezpieczeństwo i nowe możliwości

Szybko rozwijające się rozwiązania oparte o tzw. Internet Rzeczy i inteligentny dom pokazują, iż nie trzeba inwestować w drogie systemy aby podnieść sobie komfort życia i stworzyć własny Smart Home. Dlatego firma AVM opracowała swe rozwiązanie w oparciu o domowy router, który dla Polaków pomału staje się podstawowym wyposażeniem każdego gospodarstwa domowego.
Zastosowana w routerach FRITZ! technologia DECT zapewnia z jednej strony niskie zużycie energii, a przy tym jest bezpiecznie szyfrowana. Także komunikacja pomiędzy routerem a smartfonem jest bezpiecznie szyfrowana, a dodatkowo odbywa się przez tunel VPN. AVM cały czas rozwija funkcje Smart Home wprowadzając także – oprócz możliwości sterowania urządzeniami elektrycznymi – sterowanie domowym ogrzewaniem.– dodaje Szymon Wiśniewski Pre-Sales Engineer AVM dla marki FRITZ!. Może zatem warto powoli przyzwyczaić się do maili wysyłanych nie tylko przez naszych znajomych, ale także przez własne urządzenia domowe.

ABS Investment S.A. z mocnymi fundamentami do dalszego rozwoju

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, zamierza kontynuować realizację przyjętej strategii rozwoju, która pozwala jej osiągać coraz lepsze wyniki finansowe. Emitent posiada obecnie bardzo stabilny portfel inwestycyjny i cały czas poszukuje nowych projektów.

 ABS Investment S.A. w trakcie pięciu lat swojego funkcjonowania wypracował łącznie do końca 3 kw. 2015 r. ok. 9 mln zł zysku brutto notując co roku, za wyjątkiem 2014 r., dodatni wynik finansowy. Spółka zrealizowała w tym okresie ponad 40 projektów inwestycyjnych, a obecna wartość jej portfela inwestycyjnego wynosi blisko 19 mln zł. W jego skład wchodzi 20 spółek publicznych oraz 6 niepublicznych. Emitent posiada także bardzo niewielkie zadłużenie stanowiące na koniec 3 kw. br. zaledwie 4% jego aktywów, co świadczy o dobrej kondycji finansowej. Trafne decyzje inwestycyjne oraz wieloetapowy proces doboru spółek portfelowych w oparciu o przyjęte kryteria pozwolił ABS Investment S.A. na budowę portfela inwestycyjnego, który jest odporny na sytuację rynkową.

„Minione 5 lat to dla nas taki „siedmiomilowy skok”. Z projektu startowego ABS stał się firmą, która liczy się na krajowym rynku, jest jedną z bardziej aktywnych w zakresie inwestycji i z pewnością wyróżnia się wynikami oraz standingiem finansowym. Oprócz pozycji na rynku bardzo istotna jest również wartość intelektualna, czyli wypracowany model działania, sposoby ograniczania ryzyka czy zabezpieczanie wyjścia z inwestycji.” – komentuje Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

ABS Investment S.A. określa co roku 10 najistotniejszych i strategicznych podmiotów znajdujących w jego portfelu inwestycyjnym. Obecnie każdy z nich poprawia swoją sytuację finansową. Emitent ma zamiar przeprowadzić w najbliższym czasie kolejne transakcje wejścia w nowe inwestycje, z branż, w których jak dotąd nie była aktywna, m.in. zarządzania gospodarką odpadami oraz ich przetwarzaniem, innowacyjnych i odnawialnych źródeł energii, a także specjalistycznych usług teleinformatycznych. Zdaniem Zarządu Spółki są to obszary, w których istnieje duże bezpieczeństwo oraz mają one bardzo dobre pespektywy wzrostu.

„Portfel ABS w minionym roku uległ zdecydowanemu odchudzeniu, mówimy o 9-10 zamkniętych pozycjach z bardzo przyzwoitą sumaryczną stopą zwrotu. W naturalny więc sposób w najbliższym czasie pojawi się w nim kilka nowych podmiotów. Z dużej liczby propozycji inwestycyjnych, jakie do nas trafiły, wybierzemy kilka. Główne parametry, które decydują o wyborze to: bezpieczeństwo transakcji, oczekiwana stopa zwrotu, zabezpieczenie wyjścia i forma płatności. Mocna pozycja ABS na rynku i duże zainteresowanie współpracą powodują, że warunki zawierania transakcji są w mojej ocenie coraz korzystniejsze.” – dodaje Jarosz.

Spółka prognozuje, że na koniec 2015 r. jej zysk brutto na 1 akcję będzie się zawierał w przedziale 0,48 zł – 0,52 zł. Natomiast prognozowana wartość aktywów ABS Investment S.A. na koniec 2015 r. (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) w przeliczeniu na 1 akcję ma wynosić od 3,00 zł do 3,30 zł. Poprawa wyników finansowych oraz dokonanie podwyższenia prognoz finansowych na 2015 r. są wynikiem wzrostu wartości portfela inwestycyjnego oraz wyższej wartości przychodów wypracowanych ze sprzedaży usług doradczych.

Spółka nie zapomina także o swoich Akcjonariuszach i realizuje dwa programy skupu akcji własnych: Skup A, prowadzony poprzez transakcje sesyjne oraz Skup B, realizowany w ramach zapisów do sprzedaży akcji. W tym roku ABS Investment S.A. wypłacił również dywidendę w wysokości 0,03 zł na akcję z zysku wypracowanego w poprzednich latach. W trakcie swojej obecności na rynku NewConnect, Emitent przeznaczył już łącznie kwotę 600 tys. zł na realizację skupu akcji własnych oraz prawie 500 tys. zł na wypłatę dywidend.

„Osiągnięcie prognozowanych parametrów na tak słabym rynku będzie moim zdaniem wielkim sukcesem i zostanie docenione przez rynek. Prognozę zysku na akcję podnieśliśmy po wynikach za III kw. br. o 100%. Dobre wyniki finansowe, wypłata dywidendy i realizacja skupu akcji własnych umocniły wiarygodność Spółki, co automatycznie przyczyniło się do wzrostu kursu, poprawy płynności i poszerzenia liczby Akcjonariuszy.” – podsumowuje Prezes Jarosz.

ABS Investment S.A. w 3 kw. 2015 r. osiągnęła 1.418 tys. zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 136 tys. zł. Narastająco, po 3 kw. 2015 r. Spółka wypracowała już zysk netto w kwocie 2.706 tys. zł.

ABS Investment S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od lutego 2011 r., która prowadzi działalność w dwóch obszarach: inwestycji kapitałowych oraz doradztwa finansowego. We wrześniu 2014 r. jej obligacje zadebiutowały również na rynku Catalyst. ABS Investment S.A. specjalizuje się inwestycjach w firmy działające w niszowych branżach, mające już rozwinięty biznes o ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu.

Rekordowy rok na rynku luksusowych nieruchomości

 W 2015 roku wartość rynku dóbr luksusowych wyniosła 14,3 mld zł i urosła aż o 13% w stosunku do poprzedniego roku. Ponad miliard złotych dotyczył segmentu nieruchomości. Najnowsze dane pokazują, że coraz więcej Polaków się bogaci i wydaje swoje pieniądze na ekskluzywne apartamenty. Tendencja jest nie do zatrzymania.

OVO Wroclaw_penthouseRynek dóbr luksusowych w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie. Według najnowszego raportu KPMG  jego wartość w 2015 roku to 14,3 mld zł. Z kolei wartość rynku luksusowych nieruchomości w Polsce wyniosła w 2015 roku 1,134 mld zł – o 3% więcej niż rok wcześniej.

– Przewidujemy, że rynek nieruchomości luksusowych będzie się rozwijał znacznie szybciej niż dotychczas. Polskę czekają czasy prosperity, mieszkańcy będą się bogacić, a swoje pieniądze zechcą dobrze ulokować. Luksusowy apartament to inwestycja, która, w odróżnieniu choćby od samochodu, nie traci na wartości, a bywa że zyskuje – mówi Shuckie Ovadiah, inwestor i CEO OVO Wrocław, luksusowego multifunkcyjnego kompleksu, w którym znajdą się m.in. apartamenty, penthouse’y, biura i pięciogwiazdkowy DoubleTree by Hilton.

Tendencję potwierdzają dane KPMG. Polaków zarabiających powyżej 7,1 tys. zł miesięcznie było w 2015 roku ok. 969 tys., a w 2016 roku ich liczba po raz pierwszy przekroczy 1 mln. Ile zarobili? Łącznie ok. 155 mld zł netto.

Najwięcej wydają na samochody, ale według prognoz większą dynamiką wzrostu wykaże się segment nieruchomości – w 2018 jego wartość wyniesie 1,338 mld zł, co przełoży się na wzrost o 18% w stosunku do dzisiejszych kwot.

A jak wyglądał rozkład transakcji i ich wartości na rynku nieruchomości w Polsce w 2015 roku?

Rynek pierwotny

  • Apartamenty – liczba transakcji rocznie: 160-180, wartość transakcji rocznie: 440-460 mln zł
  • Rezydencje – liczba transakcji rocznie: 20-25, wartość transakcji rocznie: 50-57 mln zł

Rynek wtórny

  • Apartamenty – liczba transakcji rocznie: 25-35, wartość transakcji rocznie: 50-60 mln zł
  • Rezydencje – liczba transakcji rocznie: 140-145, wartość transakcji rocznie: 550-600 mln zł

– W 2015 roku Polacy chętnie kupowali luksusowe apartamenty oraz penthouse’y, a szczególne duże zainteresowanie dało się odczuć w ostatnim kwartale. W naszej ofercie ze 170 apartamentów pozostało już zaledwie kilkanaście – mówi Ewa Omasta, manager ds. marketingu i sprzedaży OVO Wrocław. – Co ciekawe, przychodzą do nas osoby zainteresowane kupnem zarówno mniejszych jednostek typu studio, jak też klienci szukający apartamentów o powierzchni 200 metrów kwadratowych. Rynek się demokratyzuje, a na luksus stać już także średnio zamożnych.

Przez najbliższe lata rynek nieruchomości luksusowych w Polsce będzie się rozwijał. Eksperci przewidują, że powstanie blisko 1 tys. apartamentów, z czego ok. 300 będzie naprawdę luksusowych. W tym czasie Polacy znacznie się wzbogacą, a ich łączny roczny dochód do 2018 roku osiągnie wartość ok. 209 mld zł. Według szacunków KPMG wartość całego rynku dóbr luksusowych w Polsce osiągnie wówczas niemal 17 mld zł.

FOLYO – darmowe animacje 3D dla e-handlu

Wystartowała platforma FOLYO, która pozwala samodzielnie tworzyć animacje 3D i 360°
na bazie fotografii oraz udostępniać je w sklepach internetowych, social media i na stronach www. Rozwiązanie jest dopasowane do Allegro i eBay, a także do najpopularniejszych systemów sklepów internetowych, w tym PrestaShop, Magento i WooCommerce. Firma wykonuje również za darmo zdjęcia potrzebne do złożenia animacji, jeśli sklep internetowy korzysta z hostingu na www.folyo.pl.

FOLYO - powstawanie animacji 3D i 360 stopniUdostępnienie darmowej technologii realistycznych animacji wychodzi naprzeciw sytuacji prawnej polskiego e-commerce. We wrześniu 2015 r. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał precedensowy wyrok, z którego wynika, że sprzedawca internetowy nie ma prawa zastrzec, że wygląd produktu może odbiegać od prezentowanego na stronie sklepu. Animacje 3D i 360° pozwalają klientom obejrzeć produkt wyjątkowo precyzyjnie: ze wszystkich stron i w bardzo dużym przybliżeniu. Daje to możliwość oceny detali produktu.

Animacje w FOLYO może tworzyć każdy – nie jest do tego potrzebna wiedza specjalistyczna. Wystarczy posiadać zdjęcia, z których będzie sią składała animacja i załadować je do systemu. Teraz pozostaje jedynie ustawienie parametrów, z jakimi produkt ma być wyświetlany w Internecie, np. stopnia przybliżenia, szybkości i liczby obrotów, opisu, itp. Gotową animację można pobrać i udostępniać z własnego serwera, bądź korzystać z hostingu na www.folyo.pl. W tej opcji FOLYO za darmo wykonuje zdjęcia do animacji, w tym produktów o dużych gabarytach (do 100 kg wagi i 2 metrów wysokości).

FOLYO fotografuje produkt ze wszystkich stron na specjalnej obrotowej platformie. Do wykonania podstawowej animacji potrzeba od 32 do 72 zdjęć – zależnie od płynności ruchu, którą chcemy osiągnąć. Następnie fotografie są edytowane w specjalnym oprogramowaniu. Animacje 360° składa się ze zdjęć robionych pod jednym kątem; wtedy produkt można obracając wokół jego osi. W przypadku animacji 3D ujęcia powstają pod kilkoma kątami. Dzięki temu na przedmiot można spojrzeć także od góry i od dołu. Wysoka rozdzielczość zdjęć pozwala na znaczne przybliżenia i obejrzenie detali produktów. Użytkownicy FOLYO mają również do dyspozycji bezpłatny odtwarzacz (player), dostosowany do animacji 360°/3D. Jego szatę graficzną i kształt można samodzielnie dostosować do wyglądu każdego sklepu internetowego.

– W Internecie kupujemy oczami, a nasze rozwiązanie pozwala przedstawić produkty i towary dokładnie tak, jak wyglądają w rzeczywistości – mówi Tadeusz Murgrabia, pomysłodawca FOLYO. – Korzystanie z animacji 360° i 3D na bazie zdjęć umożliwia konsumentom oglądania produktów ze wszystkich stron i w dużym przybliżeniu. Daje to firmom działającym w segmencie e-commerce szansę na odróżnienie się od konkurencji i zwiększenie wiarygodności oferty produktowej – dodaje Tadeusz Murgrabia.

Żeby tworzyć animacje w FOLYO, wystarczy wejść na www.folyo.pl i założyć darmowe konto klienta. System wymaga odpłatności w przypadku zamówienia sesji fotograficznej lub kiedy chcemy zakupić istniejące już w systemie zdjęcia i animacje. W przypadku korzystania z hostingu odpłatność w pakiecie abonamentowym wynosi 1,44 zł (netto) za tysiąc wyświetleń.

Co e-klienci chcą wiedzieć o prezentach?

Aż 92% internautów kupi chociaż część podarunków w sklepach internetowych. Właśnie teraz szukają w sieci produktów, które ucieszą bliskich, będą w dobrym rozmiarze, kolorze i modelu, a do tego jeszcze dotrą na czas. Dla wielu e-sklepów grudzień to miesiąc kryzysowy mimo największych obrotów.

 Tomasz_Paprocki_Focus TelecomRozpoczął się najgorętszy okres poszukiwania prezentów na Gwiazdkę – większość Polaków kupuje je w pierwszej połowie grudnia. „Czy to będzie dobrze pasować do czerwieni? Bo ma być do czerwonej sukienki mojej żony”. „Czy myśli Pani, że pięciolatek sobie z tym poradzi?”. „No nie wiem, czy to wypada dla takiej starszej pani. Jak Pan uważa?”. „Czy to jest kompatybilne z modelem XB542ZJ z 1997 roku?”. Te i tysiące innych pytań trafiają teraz do sprzedawców w sklepach internetowych.

Do pytań o same produkty dochodzą te dotyczące świątecznych promocji, możliwości zwrotu, czasu dostawy itp. Przed świętami klienci są bardziej zabiegani i niecierpliwi, zadają też więcej pytań, m.in. dlatego, że na prezenty często kupujemy rzeczy, z którymi nie mieliśmy żadnych doświadczeń. Grudzień jest miesiącem, w którym w e-sklepach zdarza się najwięcej kryzysów w komunikacji z klientami – mówi Tomasz Paprocki, ekspert Focus Telecom,  spółki technologicznej oferującej m.in. e-sklepom narzędzia do sprzedaży i obsługi klienta.

To co ja właściwie kupuję?

Po wejściu do sklepu klient chce mieć podane wszystkie informacje „na tacy”. Klarowny opis, pełny i przejrzysty, realistyczne zdjęcia (np. ubrania na modelach), najlepiej także materiał wideo. Jeśli tego brakuje, wielu śpieszących się przed świętami klientów przechodzi do konkurencji. I na tym etapie widoczna jest wielka przydatność czatu w e-sklepach. Zachęta do zadania pytania zatrzyma część bardziej niecierpliwych, umożliwi im rozwianie wątpliwości i przybliży decyzję o zakupie.

Najmłodsi klienci najchętniej rozmawiają z e-sklepami przez czat lub Facebooka. Również osoby w średnim wieku chętnie uzyskują podstawowe informacje czatując ze sprzedawcą. Czat zintegrowany z innymi kanałami komunikacji przede wszystkim z wciąż najpopularniejszym telefonem oraz e-mailem – to dziś podstawa obsługi klientów sklepów internetowych, niezbędna zwłaszcza w okresie przedświątecznej gorączki – podkreśla Tomasz Paprocki.

Gdy chcemy dowiedzieć się czegoś więcej o kupowanej rzeczy, często zaczynamy od napisania e-maila, aby tuż po jego wysłaniu chwycić za słuchawkę telefonu. Albo czatujemy ze sprzedawcą, ten obiecuje wysłać odpowiedź mailem za godzinę, ale w międzyczasie na wszelki wypadek przypominamy się sklepowi przez Facebooka. Oczekujemy też, że konsultant sklepu, z którym rozmawiamy czy korespondujemy będzie dokładnie znał treść naszych poprzednich rozmów, czatów i maili, choćby tych wysłanych przed chwilą.

Jeśli e-sklep korzysta z platformy do wielokanałowej komunikacji, informacje z każdego kanału, czy to będzie telefon, czat, czy mail, trafiają natychmiast do wspólnej, centralnej bazy danych. Dla klientów jest to jeden z najważniejszych wyznaczników dobrej obsługi – nie lubimy czekać i nie lubimy powtarzać informacji, które już przekazaliśmy wcześniej, bo jest to dla nas strata czasu – mówi ekspert Focus Telecom.

Po świętach też jest życie

Rozmowa z klientem, nawet jeśli zaczyna się od krótkiej odpowiedzi na temat dostępnych kolorów czy czasu dostawy, to zawsze cenna dla sklepu okazja na zainteresowanie klienta innymi elementami oferty. Jeśli sprzedawcy są kompetentni, korzyść będzie obopólna. Po kilku spokojnych dniach Bożego Narodzenia w handlu rozpoczynają się poświąteczne wyprzedaże i znów jest „tłoczno” w e-sklepach. Nie szukamy już prezentów, ale chcemy skorzystać z licznych okazji na nabycie towarów tańszych często nawet o połowę ceny. Do których sklepów zajrzymy w pierwszej kolejności?

E-commerceAż 41% internautów wróci do sklepów, w których byli dobrze obsłużeni (raport Gemius 2015). Jasne opisy produktów, sposób, w jaki rozmawiali z nimi konsultanci i szybkość uzyskania odpowiedzi na pytania są dla klientów niemal równie ważne, jak ceny towarów. Innymi słowy – zdecydowanie warto zadbać o satysfakcję klientów przed świętami, nawet jeśli prezenty kupią w innym sklepie. Zapamiętają dobrą obsługę, poznają ofertę i być może powrócą w czasie styczniowych wyprzedaży.

Prognoza walutowa dla walut grupy G4 raport specjalny Ebury

Dolar amerykański (USD)

Jak powszechnie przewidywano, na październikowym posiedzeniu w sprawie polityki monetarnej Rezerwa Federalna (FED) utrzymała referencyjną stopę procentową bez zmian.

Posiedzenie odbyło się bez większych niespodzianek, a za podwyżką stóp procentowych opowiedział się jedynie jeden członek komitetu.. Najistotniejszym elementem było jednak to, że FED zapowiada bardziej agresywną politykę podwyżek stóp procentowych niż spodziewał się rynek. Z komunikatu usunięto wcześniejsze oświadczenie dotyczące niekorzystnego wpływu sytuacji makroekonomicznej na świecie na wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych.

Ponadto „w celu ustalenia, czy podwyższenie poziomu zgodnego z założeniami na następnym posiedzeniu będzie właściwym krokiem, Federalny Komitet do spraw Otwartego Rynku (FOMC) przeprowadzi ocenę postępu – osiągniętego oraz oczekiwanego – realizacji celów maksymalnego zatrudnienia oraz dwuprocentowej inflacji”, co wyraźnie wskazuje na możliwy wzrost stóp procentowych w grudniu. Jest to zgodne z naszymi oczekiwaniami dotyczącymi zależnego od danych gospodarczych wzrostu stóp procentowych o 0,25% na grudniowym posiedzeniu FOMC.

Pozytywne dane dotyczące zatrudnienia

Z najnowszego sprawozdania na temat zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych opublikowanego w październiku wynika, że wyczekiwana przez FED poprawa sytuacji gospodarczej znacznie przewyższyła oczekiwania. Opublikowane sprawozdanie przedstawiło pozytywne dane we wszystkich sektorach.

W październiku liczba osób zatrudnionych w sektorach pozarolniczych, która jest wskaźnikiem tworzenia miejsc pracy netto w Stanach Zjednoczonych, wzrosła do 271 000, znacznie przekraczając przewidywane 180 000, a także znacznie przewyższając niemalże wszystkie wyniki w tym roku (wykres 1).

 liczba zatrudninych w sektorach pozarolniczychWykres 1: Liczba zatrudnionych w sektorach pozarolniczych w USA oraz średnia krocząca z okresu 12 miesięcy (2010 – 2015)

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18.11.2015 r.

Co więcej, po raz pierwszy od siedmiu lat stopa bezrobocia spadła do poziomu 5%, który uznawany jest przez FED za bliski pełnemu zatrudnieniu, a średni poziom zarobków wzrósł o 2,5%, osiągając najwyższy poziom wzrostu od końca 2009 r.

Ważna data: 16 Grudnia

Jak powtarzamy od jakiegoś czasu, ostatnie imponujące dane ekonomiczne wskazują na to, że USA nie znajduje się już w sytuacji zagrożenia kryzysem finansowym, a zatem drastyczne środki podejmowane w sprawie polityki pieniężnej nie są już uzasadnione.

Rynek wydaje się akceptować działania FED, a wzrost prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki stóp procentowych szacowany jest na około 70%. Uważamy, że powinno ono być jeszcze wyższe, a biorąc pod uwagę brak globalnego kryzysu finansowego, wydaje nam się, że w trakcie następnego posiedzenia Federalnego Komitetu do spraw Otwartego Rynku, które odbędzie się 16 grudnia, Rezerwa Federalna podniesie stopy procentowe o 25 punktów bazowych.

Prognoza dla dolara

Ze względu na umocnienie się w ostatnim czasie dolara za sprawą znakomitych wyników opublikowanych w sprawozdaniu na temat zatrudnienia, zaktualizowaliśmy nasze prognozy krótkoterminowe dla tej waluty. Przewidujemy, że wartość dolara będzie nieznacznie wyższa niż początkowo zakładaliśmy (wykres 2).

 indeks dolaraWykres 2: Indeks dolara (listopad 2014 – listopad 2015)

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18.11.2015 r.

Od dawna uważamy, że stopniowy wzrost stóp procentowych w USA powinien doprowadzić do trwałego umocnienia kursu dolara w stosunku do niemalże wszystkich głównych walut. Umocnienie dolara byłoby szczególnie widoczne w stosunku do euro z uwagi na działania Europejskiego Banku Centralnego (EBC), które w dalszym ciągu skierowane są na łagodzenie polityki pieniężnej.

  EUR/USD USD/PLN
 2015 1,05 4,00
1 kw. 2016 1,02 4,02
2 kw. 2016 0,99 4,04
3 kw. 2016 0,98 4,08
2016 0,97 4,12
2017 0,95 4,21

 

Euro (EUR)

W ciągu ostatniego miesiąca Europejski Bank Centralny (EBC) wyraźnie wysunął na pierwszy plan różnice w postawach przyjmowanych w sprawie polityki pieniężnej w strefie euro oraz Stanach Zjednoczonych. Na ostatnim posiedzeniu Europejski Bank Centralny rozszerzył program luzowania ilościowego o 360 miliardów euro.

Draghi zaskoczył

Ostatnie oświadczenia EBC w sprawie polityki pieniężnej, a także ogólne komentarze decydentów w ciągu ostatniego miesiąca, utrzymane były w bardzo łagodnym tonie. Prezes EBC Mario Draghi podkreślił znaczenie czynników ryzyka dla perspektyw wzrostu i inflacji przy stabilnym kursie euro, mającym wpływ na inflację bazową i prawdopodobnie będącym przyczyną utrzymywania się niskiej inflacji „w nieskończoność”.

Jednak 3 grudnia EBC zadecydował o obniżeniu stopy procentowej z poziomu -0.2% do -0.3%. Draghi ogłosił także przedłużenie programu skupu europejskich aktywów do marca 2017 roku. Mario Draghi zawiódł rynki, które oczekiwały bardziej agresywnych ruchów po stronie banku centralnego.

Niekorzystne dane gospodarcze

Kolejny etap luzowania ilościowego jest odpowiedzią Europejskiego Banku Centralnego na coraz bardziej rozczarowujące wynikami gospodarcze w strefie euro. Nie udało się podwyższyć inflacji, która w październiku utrzymywała się na tym samym poziomie, pomimo rozszerzonego programu skupu aktywów.

Także spowodowane sytuacją w Chinach spowolnienie wzrostu gospodarczego na rynkach wschodzących przyczynia się do osłabienia produkcji przemysłowej w strefie euro, w tym szczególnie niepokojącego spadku niemieckiej produkcji (wykres 3).

 produkcja przemysłowa w niemczechWykres 3: Produkcja przemysłowa w Niemczech (2014 – 2015)

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18.11.2015 r.

Ponadto poziom wzrost koniunktury pozostaje umiarkowany, a wzrost gospodarczy w trzecim kwartale br. osiągnął niższy od spodziewanego poziom 0,3%.

  EUR/USD EUR/PLN
 2015 1,05 4,20
1 kw. 2016 1,02 4,10
2 kw. 2016 0,99 4,00
3 kw. 2016 0,98 4,00
2016 0,97 4,00
2017 0,95 4,00

 

Funt brytyjski (GBP)

W wyniku zmiany tonu w komunikatach Banku Anglii na bardziej ‘gołębi’, funt uległ umiarkowanej deprecjacji w stosunku do dolara.

Przezorność Komitetu Polityki Monetarnej

Na ostatnim listopadowym posiedzeniu komitet polityki monetarnej brytyjskiego banku centralnego (MPC) zaskoczył wszystkich swoją bierną postawą. Wyniki głosowania w sprawie podwyższenia stóp procentowych nie uległy zmianie, uzyskano proporcję głosów 8:1. Załączone sprawozdanie i raport kwartalny na temat inflacji były jednak bardzo powściągliwe, a o dużym znaczeniu czynników ryzyka pochodzących z zagranicy wspomniano w sprawozdaniu co najmniej czterokrotnie.

Jest to istotne, ponieważ brytyjski bank centralny wydaje się aktualnie bardziej skupiać na czynnikach zewnętrznych niż na popycie krajowym i rynku pracy w Wielkiej Brytanii.

Obawy dotyczące inflacji

Pozycja funta została również wyodrębniona jako trwały czynnik w zmniejszaniu presji inflacyjnej, która – według aktualnych prognoz – do drugiej połowy przyszłego roku nie przekroczy progu 1%. Od lutego inflacja utrzymuje się na poziomie plus/minus 0,1% (wykres 4).

 

stopa inflacji w UKWykres 4: Stopa inflacji w Wielkiej Brytanii (2013 – 2015)

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18.11.2015 r.

Nie ulega wątpliwości, że decydenci obawiają się wpływu dalszego umacniania się pozycji funta na międzynarodową konkurencyjność brytyjskiej gospodarki, szczególnie w stosunku do strefy euro, która generuje ponad 40% całkowitego eksportu. Ponadto komitet pośrednio potwierdził prognozy rynkowe dotyczące podwyżek stóp procentowych w znacznie późniejszym terminie, sugerując, że nie spieszy się z decyzjami w sprawie rozpoczęcia zaostrzania polityki monetarnej.

Pozytywne czynniki gospodarcze

Pomimo łagodnego tonu sygnałów ze strony decydentów gospodarka Wielkiej Brytanii wciąż przejawia oznaki solidnej koniunktury. Najnowsze główne wskaźniki aktywności finansowej PMI przekroczyły oczekiwany poziom, szczególnie w produkcji, co dobrze rokuje dla wzrostu gospodarczego w ostatnim kwartale.

Rynek pracy także utrzymuje się na zadowalającym poziomie, gdyż stopa bezrobocia nieoczekiwanie zmniejszyła się w ciągu trzech miesięcy, osiągając we wrześniu najniższy od siedmiu lat poziom 5,3%. Wzrost poziomu zarobków z wyłączeniem premii spadł minimalnie do 2,5% (wykres 5), chociaż z łatwością utrzymuje się on na wyższym poziomie niż inflacja bazowa (1,1%).

wzrost płac w UKWykres 5: Wzrost płac w Wielkiej Brytanii (2012 – 2015)

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18.11.2015 r.

Prognoza dla funta

Ugodowa retoryka Banku Anglii doprowadziła jednak do zmiany naszych oczekiwań względem podwyższenia stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, przesuwając termin jego realizacji do trzeciego kwartału 2016 roku.

Oznacza to również, że obniżyliśmy nasze krótkoterminowe prognozy dotyczące wartości funta względem dolara, jednak wciąż oczekujemy długoterminowego umocnienia się funta w stosunku do euro.

  GBP/USD GBP/PLN
 2015 1,48 5,90
1 kw. 2016 1,46 5,85
2 kw. 2016 1,46 5,90
3 kw. 2016 1,46 5,95
2016 1,46 6,00
2017 1,46 6,15

 

 Jen japoński (JPY)

Na ostatnim listopadowym posiedzeniu w sprawie polityki pieniężnej Bank Japonii (BoJ) wstrzymał się od zwiększenia zakresu działań stymulujących gospodarkę, które już obecnie są zakrojone na szeroką skalę. Według analityków była to trudna decyzja. Wielu z nich (nie wyłączając nas) opowiedziało się za rozszerzeniem działań stymulacyjnych w obecnej sytuacji – malejącej inflacji i niskiego poziomu wzrostu gospodarczego.

Kontrowersje dotyczące stabilnej polityki

Rada Banku Japonii po raz kolejny, stosunkiem głosów 8:1, opowiedziała się za kontynuacją programu skupu aktywów na poziomie 80 miliardów jenów rocznie, a prezes Haruhiko Kuroda pozostaje optymistycznie nastawiony do obecnego programu stymulacyjnego, twierdząc, że przynosi on oczekiwane rezultaty.

Przedstawiciele władz ostatnio opowiedzieli się przeciwko podejmowaniu dodatkowych działań, a wielu z nich ostrzega, że ich skutkiem byłoby osłabienie japońskiego jena, co mogłoby zaszkodzić konsumentom. Jednak bank centralny Japonii podkreślił, że nie zawaha się wprowadzić zmian w polityce monetarnej w razie takiej potrzeby.

Niższe oczekiwania względem inflacji

Decydenci w znacznym stopniu obniżyli swoje oczekiwania dotyczące terminu, w którym stopa inflacji powróci do zamierzonego poziomu 2%. Prognozują oni, że stabilizacja inflacji na tym poziomie nastąpi w ciągu sześciu miesięcy do marca 2017 r., a nie – jak wcześniej przewidywano – do końca roku podatkowego 2016.

Inflacja w Japonii spadła jeszcze bardziej w wyniku utrzymania się bazowej stopy wzrostu cen na stałym poziomie we wrześniu, po raz pierwszy od dwu i pół roku. (wykres 6). Dane te stanowią kolejny argument na rzecz podjęcia działań przez BoJ.

 stopa inflacji w JaponiiWykres 6: Stopa inflacji w Japonii (2014 – 2015)

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18.11.2015 r.

Recesja techniczna

Sytuację pogarsza także fakt, że w trzecim kwartale br. w japońskiej gospodarce nastąpiła recesja techniczna. Doszło do niej już drugi raz w trakcie programu ożywienia gospodarczego „Abenomics” prowadzonego przez premiera Shinzo Abe.

Poziom gospodarki obniżył się o 0,8% w ujęciu rocznym, pomimo wysokiego poziomu wydatków konsumpcyjnych, które stanowią prawie dwie trzecie całkowitej produkcji.

Wpływ na pozycję jena

Biorąc pod uwagę słabe wyniki gospodarcze, nadal oczekujemy, że BoJ wkrótce rozszerzy swój program skupu aktywów.

Rozbieżności z polityką monetarną Rezerwy Federalnej powinny doprowadzić do dalszej deprecjacji jena w stosunku do dolara w 2016 roku, aż do roku 2017. Jednak nawet złagodzenie wymogów polityki pieniężnej stosowane przez EBC powinno umożliwić umiarkowany wzrost jena w stosunku do euro.

  USD/JPY EUR/JPY PLN/JPY
 2015 125 131 31,25
1 kw. 2016 128 131 31,85
2 kw. 2016 130 129 32,20
2016 132 128 32,00
2017 135 128 32,05

Frank znów straszy

Niemal przez pół roku frank szwajcarski znajdował się poniżej 4 zł. Wczoraj niestety znów przypomniał o sobie. Na szczęście większość miesięcznych terminów spłat rat kredytowych już za nami. Wiceszef Komisji Europejskiej ostrzega przed wzrostem deficytu.

Frank znów powyżej 4 zł. Czarny scenariusz polskich kredytobiorców spełnia się po raz kolejny. Na fali ponownego osłabiania się złotego względem euro, złoty osłabił się również do franka. Ta psychologiczna bariera ostatni raz była osiągnięta w połowie lipca tego roku. Dla kredytobiorców był to jeszcze o tyle lepszy okres, że ze względu na nadchodzące wybory politycy co chwilę przedstawiali pakiety pomocowe. Obecnie wygląda na to, że nie stać nas na przewalutowanie kredytów, a banki będą finansować inne obietnice rządu z dodatkowych podatków. Co spowodowało to osłabienie złotego? Nie było żadnych konkretnych wydarzeń osłabiających rodzimą walutę. Było to najprawdopodobniej odbicie umacniania się euro wobec dolara, przy czym inwestorzy, niepewni sytuacji w Polsce, nie kupowali równolegle naszej waluty, jak to często w tym scenariuszu bywa.

Wiceszef Komisji Europejskiej przestrzega Polskę przed wzrostem deficytu powyżej 3% PKB. Gdyby do tego doszło, musiałoby się to wiązać z powrotem procedury nadmiernego deficytu. To właśnie opuszczenie tej procedury, pomimo kryzysu było głównym celem budżetowym poprzedniej ekipy rządowej. Z jednej strony warto zwrócić uwagę na sukces tych działań, z drugiej do jego osiągnięcia wykorzystano i tak środki z OFE. Co dało Polsce opuszczenie tej procedury? Dzięki temu wzrosło zaufanie rynków i zaczęliśmy pożyczać taniej pieniądze na rynkach. W rezultacie złoty się umacniał, gdyż perspektywy rozwoju dzięki tańszej spłacie zadłużenia się poprawiały. Czy powrót do tej procedury musi wszystko popsuć? Niekoniecznie, do momentu pojawienia się sankcji przynajmniej. To co obecnie się liczy to rentowność 10-letnich obligacji. bo to wpływa na koszt pożyczania pieniędzy, a ta na razie wciąż utrzymuje się na przyzwoitym poziomie poniżej 3%.

Problemów na ropie ciąg dalszy. Bariera 40 dolarów jest raz po raz łamana. Niepewności dokłada przyszłość Wenezueli, gdzie konflikt między opozycją, a rządzącym prezydentem się zaostrza. Prezydent wydaje się stać na przegranej pozycji, sądząc po tym, ze opozycja dysponuje ponad ⅔ miejsc w parlamencie. Wielu analityków zastanawia się, jak długo może trwać ta przecena, biorąc pod uwagę koszty wydobycia ropy, które w wielu miejscach są wyższe, po uwzględnieniu kosztów odwiertu, niż obecne ceny. Głównym pokrzywdzonym w tej sytuacji jest oczywiście rubel.

Wczorajsze dane nie zaskoczyły rynków. Zarówno produkcja przemysłowa, jak i wzrost gospodarczy w strefie euro okazały się zgodne z oczekiwaniami analityków. Dzisiaj w kalendarzu brak ważnych danych, a rynki najprawdopodobniej czekają na czwartkowe odczyty z rynku pracy z USA.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 09.09.2015 do 09.12.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 09.09.2015 do 09.12.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po ostatnich wydarzeniach nowe maksimum znajduje się na 4,3450. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,3450 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2700

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 09.09.2015 do 09.12.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 09.09.2015 do 09.12.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 4,0200 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 09.09.2015 do 09.12.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 09.09.2015 do 09.12.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 4,0450. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9700.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 09.09.2015 do 09.12.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 09.09.2015 do 09.12.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0850. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Jedna piąta budżetów IT w polskich firmach przeznaczana jest na innowacje

Dla 55 proc. dyrektorów IT w Polsce najważniejszym priorytetem jest wzrost ich organizacji. Na świecie z kolei priorytetem numer jeden jest wydajność. Zapytani o to, jakie technologie będą miały największy wpływ na rozwój biznesu w ciągu najbliższych dwóch lat, CIO wskazali rozwiązania analityczne. Jak wynika z najnowszej edycji raportu firmy doradczej Deloitte „Globalne badanie CIO 2015. Kształtowanie dziedzictwa”, w Polsce połowa, a na świecie dwie trzecie budżetów IT firm jest wydawanych na bieżącą działalność. W polskich spółkach jedna piąta jest przeznaczana na rozwój innowacyjności.

W tegorocznej edycji badania uczestniczyło ponad 1200 liderów IT (CIO, dyrektorzy i menedżerowie IT) z 43 krajów Europy (w tym z Polski), obu Ameryk, Bliskiego Wschodu, Afryki, Azji i Australii.

CIO pytani byli między innymi o priorytety biznesowe. Menedżerowie odpowiedzialni za IT – na całym świecie – niemal jednomyślnie wskazali pięć głównych celów: wydajność (48 proc.), innowacje (45 proc.), koszty (45 proc.), klienci (45 proc.) oraz wzrost (44 proc.). Wyniki te wskazują, że liderzy biznesowi oczekują od CIO nie tylko wsparcia w realizacji podstawowych priorytetów biznesowych skoncentrowanych na osiąganiu zysków, ale również zapewnienia realizacji, a nawet wykreowania inicjatyw wspierających zwiększanie przychodów. Wielu ankietowanych wskazywało na konieczność ciągłego manewrowania pomiędzy koniecznością wspierania wzrostu, wydajnością biznesową, a redukcją kosztów. „W Polsce najbardziej istotnym priorytetem biznesowym jest wzrost, który wskazało aż 55 proc. badanych. Może się to wiązać z ekspansją organizacji, w których pracują, na nowych rynkach. Drugim najważniejszym priorytetem w Polsce są klienci, o których wspomniało 52 proc. ankietowanych, a trzecim – wydajność oraz innowacje, z 42 proc. wskazań” – mówi Stanisław Bochnak, Dyrektor Grupy Technology Integration, Dział Konsultingu Deloitte.

Spośród dwunastu umiejętności charakteryzujących przywództwo, ankietowani CIO zdecydowanie wyróżnili sześć cech, które powinni posiadać liderzy IT. Są to: umiejętność wpływania na interesariuszy wewnętrznych, umiejętności komunikacyjne, zrozumienie strategicznych priorytetów biznesowych, zarządzanie talentami, kształtowanie wizji i przywództwo oraz umiejętność przewodzenia w złożonym, szybko zmieniającym się środowisku. W tym obszarze nie ma znaczących różnic pomiędzy dyrektorami IT w Polsce a ich kolegami ze świata. Dotyczą one jedynie kolejności poszczególnych kompetencji. Podobnie jak w wynikach globalnych na pierwszych miejscach polskiej listy znajdują się: umiejętność wpływania na interesariuszy wewnętrznych (77 proc.), zdolności komunikacyjne i interpersonalne (74 proc.) oraz zrozumienie strategicznych priorytetów organizacji (71 proc.). Różnice w wynikach dotyczą umiejętności zarządzania talentami, która w badaniu globalnym znalazła się na czwartej pozycji na liście (52 proc.), podczas gdy polscy CIO umieścili ją dopiero na szóstym miejscu (39 proc. wskazań).

Dziewięciu na dziesięciu badanych przyznało, że brakuje im przynajmniej jednej z kluczowych kompetencji. Najczęściej wskazywali na braki w zakresie umiejętności wpływania na interesariuszy wewnętrznych, zarządzania talentami oraz umiejętności kształtowania wizji rozwoju technologii i przywództwa. Jedynie 55 proc. CIO z Polski uznało umiejętność utrzymywania relacji i wpływania na wewnętrznych interesariuszy za swoją mocną stronę. Ponadto w porównaniu z odpowiedziami CIO z całego świata, polscy menedżerowie niżej ocenili swoje kompetencje w obszarach umiejętności zarządzania talentami (jedynie 35 proc. CIO uznało ją za swoją mocną stronę), umiejętności współpracy z zewnętrznymi partnerami i dostawcami (29 proc.) oraz zdolności do realizacji złożonych programów i projektów technologicznych (23 proc.).

Polscy CIO za najbardziej istotne uznali dobre relacje z CEO, dyrektorem finansowym, dyrektorem ds. operacyjnych i liderami biznesowymi. Najlepiej menedżerowie odpowiedzialni za IT ocenili swoje relacje z CFO (ok. 77 proc. respondentów oceniło je jako doskonałą lub bardzo dobrą). Nieco mniej, bo 67 proc. dyrektorów ocenia bardzo dobrze swoje relacje z CEO, a 57 proc. z menedżerami ds. operacyjnych. Bardzo dobrze ocenili również swoją relację z globalnym lub regionalnym CIO (w przypadkach, gdy istnieje taka pozycja w organizacji).

Zapytani o to, jakie technologie będą miały największy wpływ na rozwój biznesu w ciągu najbliższych dwóch lat, CIO zgodnie z oczekiwaniami wskazali na rozwiązania analityczne (77 proc. na świecie i 73 proc. w Polsce), rozwiązania business intelligence oraz rozwiązania digital (75 proc. na świecie i 67 proc. w Polsce). W odróżnieniu jednak od CIO w innych krajach, na trzeciej pozycji listy polscy CIO umieścili rozwiązania z obszaru cyberbezpieczeństwa/ prywatności danych (67 proc. ankietowanych uznało te rozwiązania za istotne). Cyberbezpieczeństwo znalazło się na liście przed rozwiązaniami typu cloud, które zostały docenione przez 53 proc.

Jak co roku, CIO byli pytani, na co przeznaczane są środki na IT w ich firmach. Jak się okazuje dwie trzecie budżetu IT, a połowa w Polsce, jest wydawane na utrzymanie bieżącej działalności. Jednocześnie na CIO często wywierana jest presja zwiększenia wydatków inwestycyjnych związanych z wdrażaniem innowacji w biznesie. „Dlatego też tak bardzo ważna jest świadomość tego, że wydatki na innowacje dziś – będą wiązały się ze wzrostem wydatków operacyjnych w kolejnych latach.. Na całym świecie 16 proc. bieżących budżetów jest przeznaczanych na innowacje i rozwój biznesu. W Polsce wydatki na innowacje stanowią 19 proc. budżetu IT. W firmach mających siedzibę w naszym kraju wyższe są także nakłady IT na rozwój biznesu, które stanowią 32 proc. budżetu technologicznego” – wyjaśnia Andrzej Lachowski, Partner Deloitte i lider zespołu Technology Consulting w Europie Środkowej i Wschodniej.

Analizując wyniki tegorocznego badania odkryto trzy wyróżniające się wzorce działań, które określają sposób, w jaki CIO tworzą wartość swojej firmy oraz w jaki przygotowują się na zmiany. Są to:

  • Zaufani Wykonawcy (42 proc. badanych) – dostarczają usługi na wymaganym poziomie, skupiając się na kosztach, efektywności operacyjnej i zapewnieniu odpowiedniej wydajności.
  • Inicjatorzy Zmian (22 proc. badanych) – przewodzą inicjatywom ukierunkowanym na wdrożenie transformacji oraz innych zmian w biznesie. Dużo czasu poświęcają na wsparcie realizacji strategii biznesowej i wdrożenie nowych technologii.
  • Współtwórcy Biznesu (35 proc.) – spędzają większość swojego czasu na kształtowaniu strategii biznesowej i przygotowaniu organizacji do zmian, zapewniając efektywne wdrożenie strategii.

„Nie można powiedzieć, że jeden wzorzec zachowań CIO jest lepszy od innych. Istotne, by wybrać ten, który jest najlepiej dopasowany do potrzeb biznesowych danej firmy. A ponieważ potrzeby biznesowe i kompetencje osobowe zmieniają się, CIO mogą znaleźć się w sytuacji, w której powinni umieć przekształcić swój aktualny wzorzec zachowań. Kluczowa jest więc elastyczność” – podsumowuje Stanisław Bochnak.

Intersect by Lexus w Dubaju już otwarty

8 grudnia w Dubaju, stolicy Emiratów Arabskich, uroczyście otwarto pierwszy poza Japonią wyjątkowy lokal Intersect by Lexus – unikalną przestrzeń przesyconą duchem japońskiej marki luksusowych samochodów.

intersect_dubai_01Nowy Intersect by Lexus, położony w sercu prestiżowego centrum finansowego DIFC (Dubai International Financial Center), nie jest salonem sprzedaży samochodów – to kameralne miejsce łączące w sobie galerię sztuki, czytelnię, nastrojową kawiarnię i bistro, a także butik z firmowanymi przez Lexusa ekskluzywnymi przedmiotami codziennego użytku. Urządzona ze smakiem przestrzeń urzeka duchem stylu, kreatywności i technologii. Goście prestiżowej marki Toyoty mają również możliwość obcowania z prezentowanymi w osobnym pomieszczeniu koncepcyjnymi modelami Lexusa.

Pierwszy Intersect by Lexus otwarto w tokijskiej dzielnicy Minami Aoyama w sierpniu 2013 roku. Ideą jego twórców było zaproszenie gości do świata Lexusa i podzielenie się z nimi klimatem komfortu i doskonałości, które są nierozerwalnie związane z tą marką. Szef japońskiego koncernu Akio Toyoda opisuje Intersect jako „sekretną enklawę, w której można się cieszyć życiem”, miejsce zarówno niezobowiązujących spotkań, jak i wyjątkowych wydarzeń.

Wystrój wnętrz Intersect by Lexus, którego autorem jest renomowany designer Masamichi Katayama ze studia Wonderwall, łączy subtelną elegancję z akcentami nawiązującymi do techniki motoryzacyjnej. Za kulinarną stronę przedsięwzięcia odpowiada mistrz sztuki kucharskiej Tomas Reger, od lat działający w najbardziej wyrafinowanych restauracjach Bliskiego Wschodu. Niepowtarzalny klimat lokalu tworzą również starannie dobrana oprawa dźwiękowa oraz stworzone specjalnie dla Lexusa aromaty.

Japońska firma zapowiada również otwarcie Intersect by Lexus w Meatpacking District, jednej z najmodniejszych dzielnic Nowego Jorku.

Elastyczność w biznesie: moda czy szansa na zysk?

Aż 70 proc. firm, które 12 lat temu wpisano na prestiżową listę „Fortune 1000” zniknęło z rynku*. Wiele z nich nie umiało przystosować się do zmieniającej się rzeczywistości: nowych technologii, innowacji, ewoluujących potrzeb klientów. Elastyczność to dziś jedno z najmodniejszych słów w biznesie. Jakie są jej najważniejsze odsłony?

Elastyczność w biznesie: moda czy szansa na zysk?  Mówi się, że ten kto stoi w miejscu – przegrywa. Media społecznościowe, nowe technologie, innowacyjne rozwiązania oraz wszechobecny Internet zmieniają rzeczywistość. Klienci oczekują kontaktu z firmami „tu i teraz”, chcą mieć realny wpływ na tworzenie produktów i usług, postulują, by reklamacje rozpatrywane były natychmiast, a negatywna opinia o firmie rozprzestrzenia się szybciej niż wykupiona przez przedsiębiorcę reklama. Dziś firmy muszą być elastyczne nie tylko w stosunku do swoich klientów, ale także pracowników – tradycyjne „osiem godzin przy biurku” odchodzi do lamusa, bo coraz chętniej pracujemy z domu czy kawiarni.

 Elastyczne podejście do klienta

Z raportu TNS Global „Polska jest mobi 2015” wynika, że 58% Polaków powyżej 15. roku życia posiada przynajmniej jeden smartfon, korzystając z niego przeciętnie prawie trzy godziny dziennie. Smartfony towarzyszą nam przez całą dobę, co istotnie zmieniło w ostatnich latach sposób komunikowania się z otoczeniem. Także w kategoriach biznesowych. Największe zmiany zauważalne są w obsłudze klienta. Nowe kanały kontaktu z firmą, takie jak skype, chat, czy social media spowodowały, że oczekujemy, iż odpowiedź na zadane przez nas pytanie o produkt czy usługę pojawi się w czasie rzeczywistym. Zmieniła się także definicja słowa „reklamacja”. Nie jest to już pisemna skarga, o której wiedział jedynie klient i dział skarg. Teraz na wizerunku firmy zaważyć może najkrótszy nawet wpisu w portalu społecznościowym, którego przekaz podchwycą inni użytkownicy. Klienci mają dziś realny wpływ na kierunek rozwoju produktów i usług, a większość firm regularnie wypytuje nas, co sądzimy o poziomie świadczonych przez nie usług. 

Elastyczni pracownicy: dziś Polska, jutro Nowy Jork

W pierwszej połowie tego roku zarejestrowano w Polsce o 50 proc. więcej spółek z udziałem obcego kapitału niż w całym 2014 r. – wynika z danych Krajowego Rejestru Sądowego. Siedziba firmy lub całej grupy znajduje się więc poza granicami naszego kraju, a poszczególne jednostki biznesowe rozrzucone są najczęściej po całym świecie. Co to oznacza dla pracowników tych spółek? Większą liczbę podróży służbowych. Coraz więcej menadżerów pracuje już nie w jednym, lecz w kilku miejscach „jednocześnie”. – Przybywa ludzi, którzy w poniedziałek pracują na przykład w Warszawie, a we wtorek mają konferencję lub spotkanie w innym mieście lub kraju. W każdym z tych miejsc potrzebują elastycznej, świetnie wyposażonej, komfortowej przestrzeni biurowej. Nasze biuro serwisowane w budynku Rondo 1 w Warszawie spełnia te wymogi. Zdarza się, że w spotkaniu menedżerskim, które odbywa się w Warszawie – dzięki nowym technologiom – uczestniczą pracownicy z 3 kontynentów. Podobnie jest z elastycznym podejściem do „wynajmowania biurek”. Firmy, które korzystają z naszych usług mogą wynająć miejsce do pracy na jeden dzień, tydzień, miesiąc. – mówi Hadley Dean, CEO Compass Offices EMEA, który niedawno otworzył pierwsze biuro w Polsce i właśnie przygotowuje się do uruchomienia kolejnych.

Elastyczne biuro

Jak wygląda elastyczne biuro XXI wieku? Podobnie jak elastyczny przedsiębiorca, który pracuje tam, gdzie jest mu wygodnie: w biurze, hubie, kawiarni, domu. – Dziś przedsiębiorcy nie chcą podpisywać długoterminowych umów najmu biura. Potrzebują nie tylko elastycznego okresu najmu, ale też gotowej i świetnie wyposażonej powierzchni, z której mogą skorzystać „od ręki”. Nie chcą już, by wiązała ich kilkuletnia umowa spisana z góry na określoną powierzchnię, której wartość wyrażona jest w metrach. Ważnym czynnikiem nowoczesnego biura jest również networking, możliwość poznawania innych przedsiębiorców i podejmowania z nimi współpracy. Ten aspekt jest dziś dla nas szczególnie ważny. Doświadczenie z ponad 10 krajów, w których działamy podpowiada nam, że elastyczne rozwiązanie, jakie proponujemy naszym członkom sprzyjają budowaniu dynamicznej społeczności, która z kolei podnosi poziom kreatywności jej poszczególnych członków. A to często wprost przekłada się na wzrost zysków osiąganych przez firmy, które z nami współpracują. – dodaje Hadley Dean.

DM BOŚ: Złoto wciąż będzie tracić. Głównie przez słaby popyt w Azji i oczekiwanie na podwyżkę stóp w USA

CEO Magazyn Polska

Inwestorzy nie wierzą w złoto –  ocenia Dorota Sierakowska z Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska. Słaby popyt na ten kruszec w Azji i umacniający się dolar sprawiają, że złoto tanieje i jak wiele wskazuje, będzie nadal tracić na wartości.

Za uncję złota płaci się dziś o 10 proc. mniej niż rok temu. Jednocześnie cztery lata temu ceny tego kruszcu były niemal dwa razy wyższe niż obecnie i sięgały 1900 dolarów za uncję.

 Obecnie notowania złota oscylują w okolicach 1050 dol. za uncję i sądzę, że poziom 1000 dol. za uncję jest jak najbardziej osiągalny, zwłaszcza jeżeli zobaczymy właśnie sprzyjające temu wzrosty wartości amerykańskiego dolara  ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA. Czy notowania złota zejdą do poziomów trzycyfrowych, tego już nie jestem aż taka pewna, natomiast sądzę, że jeszcze ten kilkuprocentowy potencjał spadków jak najbardziej istnieje.

Trwający od 2011 roku spadek cen złota oznacza, że na tym rynku można mówić o długoterminowym trendzie spadkowym, a ostatnie miesiące to potwierdzają. Skutkiem jest ewidentna presja na spadek notowań złota, związana przede wszystkim z silnym amerykańskim dolarem.

 Wartość amerykańskiej waluty w bardzo silnym stopniu wpływa na notowania złota  tłumaczy Dorota Sierakowska. To, co się dalej będzie działo z notowaniami złota prawdopodobnie również będzie w znaczącej mierze zależało od tego, co zrobi amerykański dolar, a dokładniej, co zrobi amerykańska Rezerwa Federalna, która odpowiada za politykę podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i którą teraz uważnie śledzą wszyscy inwestorzy.

Istotny dla notowań złota będzie więc 17 grudnia, gdy zakończy obrady amerykański Komitet Otwartego Rynku (FOMC) i przedstawi swoje prognozy makroekonomiczne. Wielu inwestorów jest przekonanych, że zapadną tam decyzje dotyczące tempa wzrostu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, a wraz z nimi wzrośnie wartość dolara. Jak mówi analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska, spora część inwestorów oczekuje, że już w grudniu nastąpi podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i w pewnej mierze jest to już zdyskontowane w cenach złota.

 Jeżeli do tej podwyżki faktycznie dojdzie, to może to być ten dodatkowy impuls, który zepchnie notowania złota jeszcze niżej. Wszystko ze względu na to, że ogólnie nastroje na rynku złota wśród inwestorów są obecnie niezbyt dobre. Nadal oczekiwana jest dalsza zwyżka notowań amerykańskiego dolara, już nawet niezależnie od tego, co będzie miało miejsce na grudniowym posiedzeniu.

Tylko od początku roku dolar umocnił się do euro o 11 proc.

To jednak nie wszystkie czynniki osłabiające wartość złota na światowych rynkach.

Do tego dochodzą też czynniki fundamentalne  podkreśla Dorota Sierakowska z Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA. Na rynku złota mamy do czynienia z bardzo słabym popytem na złoto w IV kwartale, zwłaszcza w Azji, a IV kwartał na ogół w Azji był bardzo dobry, odpowiadał za znaczną część całorocznego popytu na złoto. Widzimy tutaj, że zarówno konsumenci, jak i inwestorzy na razie nie wierzą w ten kruszec.

Dobry czas na emisję obligacji korporacyjnych. Choć jest to droższe finansowanie niż kredyt, to wciąż tanieje

CEO Magazyn Polska

Panująca dziś w polskiej gospodarce dobra koniunktura sprzyja emisji obligacji przez poszukujące kapitału spółki. Mimo że takie pozyskiwanie środków na rozwój jest na ogół droższe od bankowego kredytu, to od kilku lat tanieje. Jest też dobrym uzupełnieniem finansowania pożyczką, bo bank nie na każde przedsięwzięcie chętnie wykłada pieniądze.

Kredyt bankowy najczęściej jest rozwiązaniem tańszym niż emisja obligacji, przede wszystkim dlatego, że marże oferowane przez banki z reguły są niższe niż marże możliwe do uzyskania przy emisji obligacji. Nie zawsze jednak takie finansowanie można pozyskać.

– Tak jest w przypadku spółek deweloperskich, które chcą nabyć sam grunt, na którym planują rozpocząć budowę w perspektywie kilku miesięcy, roku lub dwóch lat – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Gosz, menadżer transakcji i analityk Michael/ Ström. – Banki niezbyt chętnie finansują takie transakcje. Dlatego kredyt bankowy w przypadku spółek deweloperskich jest idealnym rozwiązaniem w przypadku budowy inwestycji, natomiast jeżeli chcemy nabyć grunt jako spółka deweloperska, to raczej powinniśmy wspomagać się emisją obligacji.

Jak mówi Paweł Gosz, koszt emisji od kilku lat spada. Emitentom obligacji sprzyja też dobra koniunktura w gospodarce, która wspiera wyniki spółek. Niskie stopy procentowe są korzystne dla emitentów, zwłaszcza że nie ma perspektywy ich podniesienia, a przeciwnie, coraz częściej mówi się o kolejnej obniżce, którą miałaby przeprowadzić nowa Rada Polityki Pieniężnej. A to dla inwestorów znaczy, że oprocentowanie nie wzrośnie. Stąd obecnie jest dobry moment na taką emisję.

– Na emisję obligacji spółki powinny się decydować w sytuacji dobrej koniunktury, tak jak ta, z którą mamy do czynienia teraz. Obecnie widoczna jest silna tendencja do tego, że spółki emitujące obligacje obniżają swoje marże i koszty finansowania. Rynek obligacji stał się bardziej płynny, jest coraz większe zainteresowanie obligacjami korporacyjnymi, a to ma przełożenie na spadek marż wśród plasowanych ostatnio emisji.

Skala emisji zależy od wielu czynników. Zdarzają się emisje nawet poniżej miliona złotych. Po takie środki sięgają zwykle małe, rozpoczynające dopiero działalność spółki. Ważniejsze jest to, by wiedzieć, na co wydać pozyskane w ten sposób pieniądze.

– Nie chodzi o to, żeby emitować obligacje dla samej emisji przestrzega menedżer transakcji, analityk Michael/Ström. Musi to służyć finansowaniu konkretnych przedsięwzięć. Więc jeżeli zamierzamy ruszyć z nowym projektem, zamierzamy przejąć spółkę konkurencyjną, może otworzyć jakiś inny rodzaj działalności i przejąć inny podmiot, to musimy oszacować, jakich nakładów finansowych potrzebujemy i do tego dopasować wielkość emisji.

Szykując się do emisji obligacji, na początku należy zrobić biznesplan, z którego będzie wynikało, jakich środków spółce potrzeba, jaki miałby być cel tej emisji. Następnie wybrać brokera, który taką emisję zorganizuje i pozyska środki od swoich klientów indywidualnych i instytucjonalnych. Wreszcie skonsultować strategię emitowania obligacji z brokerem, stworzyć harmonogram, zaplanować koszty i wielkość takiej emisji i zdecydować, czy pozyskać całą kwotę od razu, czy może w kilku krokach mniejszymi emisjami. Trzeba się też przygotować na taką ewentualność, kiedy w spółce nie ma środków na wykup obligacji.

– Zdarzają się sytuacje, kiedy biznesplan się nie sprawdzi, kiedy czynniki zewnętrzne oddziaływały niekorzystnie i okazuje się, że pieniędzy w określonym terminie na wykup nie ma – mówi Paweł Gosz z Michael/Ström. – W takiej sytuacji ostatnie, co spółka powinna zrobić, to przestać komunikować się z inwestorami. Powinien być ustalony program naprawczy, zaproponowana restrukturyzacja, zmniejszenie tego zadłużenia być może kosztem obligatariuszy, czyli wypłata środków nie w stu procentach, ale np. w 3/4 i to nie w terminie paru miesięcy, tylko za kilka lat. Ten program na pewno powinien być ustalony z obligatariuszami i to jak najszybciej.

Danwood bije rekordy. Producent gotowych domów podpisze w tym roku blisko 1,2 tys. umów

CEO Magazyn Polska

Przychody Danwoodu przewyższą 0,5 mld zł, a na czysto spółka zarobi w tym roku ponad 20 mln zł. W kolejnym roku zamierza wybudować o jedną piątą domów więcej. Większość na rynku niemieckim.

– Tylko w Niemczech podpiszemy w tym roku około tysiąca umów. W realizacjach przekroczymy pułap 830 zbudowanych i oddanych klientom domów. Na przyszły rok planujemy około tysiąca – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Jurak, prezes zarządu Danwood SA.

Producent ma też przedstawicielstwa w Wielkiej Brytanii i Austrii. Wybudowane przez niego domy stoją również w Polsce, Irlandii, Szwajcarii, Danii, Włoszech i Francji. Spółka nie narzeka na brak nowych zamówień.

– Przychody rosną nam od kilku lat w tempie kilkunastu procent, w tym roku przekroczą 500 mln zł. Rentowność również jest na bardzo dobrym poziomie. Zysk netto zdecydowanie przekroczy 20 mln zł w tym roku – podkreśla prezes zarządu.

Firma zaznacza, że sukcesu nie osiągnęłaby bez dobrej współpracy z partnerami biznesowymi. W jej ramach tworzony jest łańcuch dostaw, a wszystkie materiały i usługi spółka pozyskuje wyłącznie u swoich podwykonawców.

– Są to głównie firmy dostarczające nam materiały budowlane, ale też instalacje. Współtworzymy z naszymi podwykonawcami ofertę dla klienta, wykorzystując jak najlepszą wiedzę i doświadczenie – wyjaśnia prezes.

Jarosław Jurak pytany o zaangażowanie kolejnych inwestorów w spółkę, nie wykluczył takiej sytuacji. Zaznaczył jednak, że zdecyduje o tym właściciel, czyli fundusz Enterprise Investors.

– Mamy inwestora, który jest bardzo profesjonalny, z którym bardzo dobrze się pracuje i który jest zainteresowany rozwojem spółki. Takie możliwości firma ma i cały czas z właścicielem pracujemy nad tym, by jak najlepiej je wykorzystać – tłumaczy.

Enterprise Investors objął 100 proc. udziałów Danwoodu w listopadzie 2013 roku. Ponieważ takie inwestycje z reguły trwają 4–6 lat, na razie spółka nie powinna  być sprzedana.

Obecnie Danwood zatrudnia ponad 900 osób w Bielsku Podlaskim. Jest dziesiątą największą firmą w województwie podlaskim. Oferuje ponad 100 gotowych projektów domów, których budowa trwa do kilkunastu tygodni.

Otoczenie dla start-upów dynamicznie się rozwija. Polska ma szansę być liderem w Europie Środkowo-Wschodniej

CEO Magazyn Polska

Na polskim rynku pojawia się coraz więcej inkubatorów i akceleratorów przedsiębiorczości, powstają i wchodzą do Polski coraz to nowe fundusze kapitału zalążkowego czy venture capital. Dzięki temu start-upy, których dynamicznie przybywa, mają większe szansę na pozyskanie finansowania na swój rozwój. Zachowując to tempo wzrostu, Polska może stać się liderem w Europie Środkowo-Wschodniej. Żeby gonić takie start-upowe potęgi, jak Izrael czy USA, trzeba jednak przyciągać również przedsiębiorców z innych krajów.

Obserwujemy bardzo gwałtowny wzrost we wszystkich branżach start-upowych, czyli przez inkubatory, akceleratory, różnego rodzaju huby, fundusze seedowe, fundusze typu venture oraz samych głównych bohaterów naszej sceny, czyli technologów i inżynierów, którzy tworzą interesujące startupy – mówi agencji Newseria Maciej Sadowski, prezes Fundacji StartUp HUB Poland i Funduszu StartVenture@Poland. – Zachowując to tempo, mamy szansę być niedługo bardzo poważnym graczem na rynku Europy Środkowo-Wschodniej z silnym ekosystemem, dobrymi inwestycjami i ciekawymi technologiami.

Jak podkreśla, w wartościach bezwzględnych ciągle daleko nam do takich potęg jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Izrael. Jednak to powoli się zmienia. Kluczem do sukcesu – jego zdaniem – jest przyciąganie do Polski zagranicznych start-upowców. Fundacja StartUp HUB Poland szuka takich innowacyjnych i zaawansowanych technologicznie projektów na wschodzie Europy oraz w ośrodkach polskiej emigracji na Zachodzie i zachęca ich autorów, by to w Polsce rozkręcali swoją działalność.

Izrael zawdzięcza swój wielki sukces m.in. napłynięciu wielu tysięcy inżynierów z byłych krajów Związku Radzieckiego w latach 90. W Stanach Zjednoczonych 45 proc. start-upowców i inżynierów ma korzenie zagraniczne, programy wizowe i ułatwienia dla tych osób są znaczące – wyjaśnia Sadowski.

Na polskim rynku działa ponad 2,4 tys. start-upów, w Izraelu jest ich ponaddwukrotnie więcej. W ostatnich latach uruchomiono tam blisko 300 centrów badawczo-rozwojowych firm z całego świata. Kraj ten przyciąga naukowców, ekspertów z dziedziny zaawansowanych technologii, a co za tym idzie – także inwestorów. Izraelskie firmy z sektora hi-tech pozyskały w ubiegłym roku od inwestorów ponad 3,4 mld dolarów. Środki w zdecydowanej większości pochodziły z funduszy venture capital (VC) i corporate venture capital (CVC).

Mamy w Izraelu kilka rodzajów inwestycji. To m.in. inwestycje „aniołów biznesu”, funduszy venture capital i korporacyjnych funduszy venture capital, czyli inwestycji dużych firm. Są również projekty wspierane przez rząd i inwestorów instytucjonalnych. One są bardzo ważne dla rozwoju ekosystemu, ponieważ inwestorzy instytucjonalni, jak banki czy towarzystwa ubezpieczeniowe, mają ogromne pieniądze, których część – choćby niewielką – powinny zainwestować w branżę nowoczesnych technologii – mówi Karin Mayer Rubinstein, dyrektor generalny Israel Advanced Technology Industries, organizacji zrzeszającej firmy z sektora zaawansowanych technologii.

Według badania „Polskie startupy. Raport 2015” (autorstwa A. Skali, E. Kruczkowskiej i M. Olczak) 60 proc. polskich start-upów finansuje się z własnych oszczędności. Kolejne źródło kapitału to środki z UE w formie dotacji lub funduszu zalążkowego. Prawie 20 proc. badanych start-upów korzystało z polskich lub zagranicznych funduszy venture capital. Prawie tyle samo skorzystało z pomocy aniołów biznesu. Trzy czwarte badanych chce się rozwijać w oparciu o własne przychody ze sprzedaży, ponad połowa liczy na wsparcie inwestora, a tylko jedna czwarta chce korzystać z funduszy unijnych.

Nasz fundusz zalążkowy, który powstał w ramach programu BRIdge Alfa z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, dofinansowuje najlepsze projekty w dwóch fazach. Na początku, w fazie preinkubacji, kiedy badamy koncepty i założenia biznesowe projektu, a następnie w fazie dojrzałej, kiedy projekty wymagają wsparcia po to, żeby móc się rozkręcać w stronę wdrożenia rynkowego – wyjaśnia Maciej Sadowski.

W programie BRIdge Alfa dzięki współpracy NCBiR z doświadczonymi w inkubowaniu innowacyjnych pomysłów inwestorami powstał pierwszy w Polsce ekosystem wspierający inkubację spółek spin-off. Za pośrednictwem tzw. wehikułów inwestycyjnych selekcjonowane są pomysły o wysokim potencjale komercjalizacyjnym, które otrzymują wsparcie finansowe i pełną opiekę biznesową nad rozwojem firmy. Obecnie program realizowany jest z 10 partnerami, a jego budżet wynosi 180 mln zł.

Jak podkreśla Sadowski, program jest formą wsparcia korzystną nie tylko dla start-upów, lecz także dla inwestorów. Ogranicza bowiem ryzyko podejmowane przez fundusze VC, szczególnie przy inwestycjach w projekty w bardzo początkowej fazie, które nie potrafią udowodnić swojej wartości zainteresowaniem rynkowym.

Z drugiej strony BRIdge Alfa pomaga bardzo młodym start-upom, które na początku nie są w ogóle na radarze funduszy venture capital. Wydaje się więc, że to słowo „bridge” jest tutaj jak najbardziej na miejscu, bo pomaga połączyć dwie strony rzeki – mówi Maciej Sadowski.

BRIdge Alfa to tylko jeden z kilku nowatorskich programów rodziny BRIdge, do której należą również BRIdge VC, BRIdge Mentor oraz BRIdge Info. W ramach BRIdge VC powstał pierwszy polski instytucjonalny fundusz venture capital poświęcony biomedycynie JPIF, który jest efektem współpracy Adiuvo Management Sp. z o.o. i BRAN Investments. Z kolei w ramach Bridge Mentor następuje identyfikacja projektów o wysokim potencjale komercjalizacyjnym, udzielenie wsparcia doradczego oraz znalezienie inwestora na rzecz tych projektów.

Tym samym Narodowe Centrum Badań i Rozwoju stworzyło, wzorowany na izraelskim systemie Yozma, kompleksowy system publiczno-prywatnego wsparcia start-upów opartych na wysokich technologiach.

Drogą do innowacyjności jest sponsorowanie i dawanie zachęt dla kreatywności, ale także zachęcanie ludzi do podejmowania wysokiego ryzyka i hojne nagradzanie ich za to. Bardzo ważne jest przekazaniem im, że nie będą karani w razie porażki, więc mogą zaryzykować, sprawdzić się, a nawet mogą pozwolić sobie na niepowodzenie. Ponieważ trzeba wielu porażek, zanim w końcu odniesie się sukces – mówi Cindy Daniell z SRI International, organizacji zajmującej się badaniami i rozwojem oraz komercjalizacją ich efektów.

UE

Tradycyjne zwolnienie lekarskie stopniowo będzie zastępowane przez e-zwolnienie. Pracownicy nie będą musieli dostarczać dokumentu pracodawcy

CEO Magazyn Polska

Wystawianie przez lekarzy zaświadczeń lekarskich w formie elektronicznej będzie możliwe od stycznia 2016 roku. Zwolnienie natychmiast trafi do ZUS-u, a następnie do pracodawcy. Tym samym pracownicy nie będą musieli pamiętać o dostarczeniu druku ZLA pracodawcy w ciągu 7 dni od daty wystawienia.

Od 1 stycznia 2016 roku lekarze będą mogli wystawiać zaświadczeni lekarskie w formie dokumentu elektronicznego uwierzytelnionego z wykorzystaniem kwalifikowanego certyfikatu lub profilu zaufanego PUE za pośrednictwem systemu teleinformatycznego udostępnionego przez ZUS. Wzór zaświadczenia w formie dokumentu elektronicznego jest ustalony przez Zakład, a wystawienie zaświadczenia w formie dokumentu elektronicznego będzie trwało krócej niż wypisanie papierowego zwolnienia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Monika Surowiecka z Departamentu Zasiłków w ZUS.

Nowy system wystawiania zwolnień lekarskich będzie znacznie szybszy od tradycyjnego. Po wpisaniu w formularzu zwolnienia numeru PESEL pacjenta pozostałe dane, w tym dane pracodawcy, zostaną uzupełnione automatycznie. E-zwolnienie trafi drogą elektroniczną do ZUS i w ten sposób odciąży pracodawcę i lekarza od dodatkowych obowiązków.

Zakład zaś zamieści e-ZLA na profilu pracodawcy na Platformie Usług Elektronicznych. Dzięki temu zyskają pacjenci, którzy nie będą już mieli obowiązku dostarczania do pracodawcy zwolnień w formie papierowej w ciągu 7 dni od wystawienia. Ze zwolnieniem nie muszą także nic robić osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. Za pośrednictwem systemu zwolnienie trafi prosto do ZUS, a zainteresowany będzie mógł złożyć wniosek o zasiłek.

Jeżeli pracodawca nie ma profilu PUE, nie będzie możliwe przekazanie mu drogą elektroniczną zaświadczenia lekarskiego w formie dokumentu elektronicznego. Wówczas lekarz wystawi pacjentowi wydruk elektronicznego zaświadczenia lekarskiego, a ten będzie zobowiązany przekazać to zaświadczenie swojemu pracodawcy – wskazuje ekspertka ZUS.

Do końca grudnia tego roku profil na PUE muszą założyć ci płatnicy, którzy zatrudniają więcej niż 5 osób. Mniejsi przedsiębiorcy są zwolnieni z tego obowiązku, powinni jednak poinformować swoich pracowników na piśmie o obowiązku dostarczania zwolnienia w formie papierowej, jeśli zostało wystawione przez lekarza w formie elektronicznej. W przypadku wizyty domowej lub przy problemach z internetem, gdy wystawienie zwolnienia w formie elektronicznego dokumentu nie będzie możliwe, lekarz wystawi zaświadczenie na formularzu zaświadczenia lekarskiego wydrukowanym z systemu informatycznego.

Pracownik będzie zobowiązany przekazać je albo swojemu pracodawcy, albo ZUS-owi. Lekarz będzie musiał w ciągu trzech dni roboczych od wystawienia zaświadczenia lekarskiego  wprowadzić je do systemu i wysłać drogą elektroniczną do ZUS-u – zaznacza Monika Surowiecka.

Przedświąteczna atmosfera sprzyja zakupom. W grudniu sprzedaż detaliczna rośnie o 20 proc. w porównaniu z listopadem

W okresie przedświątecznym sprzedaż detaliczna jest o jedną piątą większa niż w listopadzie. Lepiej sprzedaje się żywność, napoje i kosmetyki. Sprzyjają temu banki, które oferują korzystne kredyty. Wzrost produkcji powoduje wyższą koniunkturę polskiej gospodarki – szacuje się, że w okresie świątecznym św. Mikołaj produkuje około 1 proc. PKB.

Dynamika sprzedaży detalicznej z roku na rok w Polsce rośnie średnio o 4 proc. W grudniu mamy specyficzną sytuację. W porównaniu z listopadem sprzedaż detaliczna rośnie o 20 proc. Wpływ na to ma przede wszystkim sprzedaż detaliczna w takich grupach produktowych jak żywność, napoje i wyroby tytoniowe oraz w grupie kosmetyków i farmaceutyków – mówi agencji Newseria Biznes dr Monika Wyrzykowska-Antkiewicz, dziekan Wydziału Finansów i Zarządzania w Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

GUS podał, że w grudniu sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,8 proc. w ujęciu rok do roku, ale względem listopada – o 19,6 proc. Takie wyniki notuje się od 2012 roku i podobnie ma być w tym roku. W całym 2015 roku wzrost może wynieść ok. 3 proc.

Wzrostowi sprzedaży detalicznej między grudniem a listopadem będą sprzyjać poczynania podmiotów finansowych, takich jak banki, które będą oferowały klientom promocyjne kredyty i karty kredytowe. Rosnącej konsumpcji sprzyjają też niskie stopy procentowe i deflacja – ocenia ekspertka.

Stopa referencyjna od marca 2015 roku wynosi 1,50 proc. Ostatnia obniżka miała miejsce w marcu, kiedy RPP obniżyła stopy o 50 punktów bazowych.

Roczna dynamika cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce pozostaje ujemna. Spadek cen wynika głównie z oddziaływania czynników zewnętrznych – spadku cen surowców na rynkach światowych i niskiej dynamiki cen w otoczeniu Polski. Z „Raportu o inflacji” NBP wynika, że roczna dynamika cen może wynieść ok. –0,9 proc.

Wzrost konsumpcji krajowej przyczynia się do wzrostu rocznej koniunktury polskiej gospodarki. Szacuje się, że w okresie świątecznym św. Mikołaj produkuje około 1 proc. PKB. W skali roku przełoży się to na wzrost polskiej gospodarki za cały rok na 3,6-proc. przyrost PKB. Będzie to miało wpływ na poziom produkcji przemysłowej, w grudniu według GUS-u ma wzrosnąć o ok. 0,7 proc. – wskazuje dr Wyrzykowska-Antkiewicz.

Wpływ na wzrost sprzedaży w grudniu mają handlowcy, którzy do przedświątecznego okresu starannie się przygotowują. Oferują promocje, łączą produkty w zestawy, tak by były kupowane jako prezenty świąteczne, dbają o nastrój świąteczny w sklepach, by zachęcić klientów do zakupów.

Zauważamy specyficzną sytuację w strukturze podmiotowej sprzedaży detalicznej. Spada sprzedaż w sklepach małych, natomiast rośnie w dyskontach i w sklepach wielkopowierzchniowych – mówi ekonomistka.

Badanie Deloitte wskazuje, że w tym roku Polacy zamierzają wydać na święta 1282 zł, czyli o 11 proc. więcej niż deklarowali w ubiegłym roku. Wpływa na to lepsza sytuacja finansowa polskich gospodarstw. W tym roku, dzięki systematycznie spadającemu bezrobociu, przychody sprzedawców mogą być rekordowe. Rosnąca liczba ofert dla pracowników sezonowych powinna spowodować dalszy spadek stopy bezrobocia.

Obecnie stopa bezrobocia kształtuje się na poziomie 9,6 proc., natomiast na koniec roku szacowany jest poziom 9,5 proc. To spadek spowodowany trendem sezonowym. W okresie świątecznym rośnie liczba ofert pracy tymczasowej przy pakowaniu zakupów świątecznych czy ofert pracy jako mikołaja – tłumaczy ekspertka.

Grudzień to dobry miesiąc w sprzedaży i produkcji krajowej, nie do końca sprzyja natomiast rynkowi giełdowemu.

Na koniec grudnia mamy do czynienia z efektem kalendarza. W okresie świątecznym inwestorzy często wyjeżdżają na urlopy, spędzają czas wolny z rodziną, w związku z tym spada zainteresowanie zakupem akcji na giełdzie i innych produktów inwestycyjnych. Po świętach natomiast inwestorzy korzystają z Rajdu Świętego Mikołaja i efektu stycznia – taki trend powinien wystąpić również w tym roku. Miejmy nadzieję, że mikołaj nie zawiedzie inwestorów, ponieważ teraz główne indeksy na polskim parkiecie notują tendencję spadkową – podkreśla dr Monika Wyrzykowska-Antkiewicz.

Rajd Świętego Mikołaja polega na zwyżce kursów na giełdzie w okresie pomiędzy zamknięciem sesji ostatniej przed świętami a początkiem nowego roku. Z kolei efekt stycznia to błyskawiczna krótkookresowa hossa na Giełdzie Papierów Wartościowych.

Efekt ten jest głównie wywołany nową realizacją strategii inwestycyjnych, zwłaszcza przez podmioty korporacyjne z udziałem kapitału zagranicznego. W tym okresie występuje również dość duży popyt na akcje, co powoduje znaczący wzrost wartości ich kursów – wyjaśnia dr Monika Wyrzykowska-Antkiewicz.