TFI Capital Partners zyskuje na istniejącym rok funduszu CP FIZ. Nie myśli też na razie o dezinwestycjach z czterokrotnie starszego CP I FIZ

Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych Capital Partners ma w nowym funduszu CP FIZ około 60 mln zł po roku działalności. W istniejącym od czterech lat Capital Partners Investment I FIZ natomiast 100 mln zł. W sumie fundusz planuje pozyskać w portfelach 250 mln zł. Według przedstawicieli TFI CP większe aktywa mogłyby utrudnić efektywne zarządzanie.

Zamknęliśmy we wrześniu pierwsze 12 miesięcy działalności funduszu CP FIZ. Stopa zwrotu w jednym subfunduszu – Private Equity – wyniosła prawie 29 proc., w drugim, Absolute Return – 21 proc., więc są bardzo wysokie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Chełchowski, prezes zarządu TFI Capital Partners. – Udało nam się osiągnąć to dzięki temu, że mamy kilka strategii, które stosujemy jednocześnie – dodaje.

Jak podaje Capital Partners, aktywa CP FIZ mają obecnie wartość przekraczającą 65 mln zł. Fundusz z jednej strony skupia się na strategii inwestowania private equity, poprzez którą kupuje większościowe pakiety przedsiębiorstw na rynku niepublicznym, a z drugiej strony realizuje, głównie na giełdzie, strategię absolutnej stopy zwrotu, czyli inwestowania w różnorodne aktywa w celu uzyskania wzrostu wartości jednostek funduszu bez względu na koniunkturę na rynku.

Mamy strategię absolute return – typowo giełdową, gdzie staramy się znaleźć spółki, które mają wewnętrzne przewagi konkurencyjne i dostarczą wzrostu wartości bez względu na to, co się dzieje na rynku – twierdzi Adam Chełchowski. – Było to bardzo dobrze widoczne w ostatnim kwartale, kiedy na rynkach światowych były istotne zniżki. Używamy też kontraktów na indeksy, żeby zabezpieczyć pozycje i starać się w trudnych kwartałach, takich jak właśnie ten, nie stracić – dodaje.

W trzecim kwartale 2015 roku oba subfundusze nawet minimalnie zyskały – 1,1 i 1,2 proc. W tym czasie indeks szerokiego rynku WIG stracił ponad 6,5 proc., a WIG20 niemal 11 proc.

Nasze oba subfundusze zrobiły, choć był to niewielki plus, procent z hakiem, ale ciągle plus. Szczególnie istotne jest, żeby w takich momentach nie tracić. Udało nam się to bardzo dobrze przy WIG-u, który w ciągu tego kwartału miał kilka procent na minusie – wylicza Adam Chełchowski. – Jest to ważniejsze od tego, czy się dużo więcej niż WIG zarobi, kiedy jest dobrze – dodaje.

TFI Capital Partners planuje głównie pozostać na polskim rynku. Jego prezes jest przekonany, że ze względu na korzystną sytuację gospodarczą w kraju, wciąż wiele spółek ma ogromny potencjał, by się rozwijać.

 Na razie polska gospodarka daje jednak miejsce na rozwój spółkom i wydaje się, że jest na tyle dużo atrakcyjnych projektów związanych z polskim rynkiem, że dzisiaj nie ma uzasadnienia do tego, by szukać okazji za granicą – twierdzi Adam Chełchowski. – Mamy tutaj bardzo duże, wieloletnie doświadczenie i to zarówno w inwestycjach private equity, jak i w inwestycjach giełdowych. Mieliśmy w ciągu tego roku jedną istotną inwestycję zagraniczną. Udało nam się znaleźć spółkę z sektora, który jest bardzo wzrostowy, ale to jest raczej sporadyczny przypadek – dodaje.

Do zarządzania w nowym funduszu funkcjonującym od roku pozyskano już 60 mln zł. W starszym Capital Partners Investment I FIZ znajduje się obecnie około 100 mln zł.

Stary fundusz to czyste private equity, tam było kilka projektów, starannie wyselekcjonowanych, w których byliśmy skupieni nad pracą wśród nich – Gekoplast, Onico, Duon. Tam jest portfel spółek dojrzałych, największą pracę nad nimi już wykonaliśmy – twierdzi Adam Chełchowski. – Natomiast one są w na tyle dobrej sytuacji i mają na tyle dobre perspektywy wzrostu, że wszystkie te spółki chcielibyśmy jeszcze raczej potrzymać niż je sprzedawać – dodaje.

Globtrex: Dojście PiS do władzy powinno pomóc notowaniom KGHM-u. Stracić mogą spółki z sektora finansowego

CEO Magazyn Polska

Dojście do władzy PiS-u może pomóc notowaniom KGHM-u. Inwestorzy liczą na to, że nowy rząd zajmie się m.in. zmniejszeniem obciążeń z tytułu podatku od kopalń. Kurs akcji zanotował w ostatnich 2 miesiącach solidne odbicie i już znajduje się ponad 30 proc. wyżej niż jeszcze w sierpniu. Mniej korzystnie wygląda natomiast sytuacja banków. Tutaj istnieje realne ryzyko, że instytucje bankowe zostaną obciążone podatkiem od transakcji finansowych. Ciągle otwarta jest także kwestia przewalutowania kredytów frankowych.

– Ze spółek na naszej giełdzie dosyć ciekawie wygląda KGHM, który wcześniej mocno zniżkował, a potem doszło do sporego odbicia. I tutaj, jeśli chodzi o tę spółkę, to być może inwestorzy będą liczyli na to, że nowy rząd, który niedługo powoła PiS, będzie w stanie np. zmniejszyć obciążenia podatkowe dla tej spółki – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sławomir Dębowski, główny analityk Globtrex.com.

Od połowy maja 2015 roku kurs akcji KGHM-u znajdował się w silnym trendzie spadkowym. Po utracie ponad 45 proc. wartości i osiągnięciu minimów w końcu sierpnia zanotowały jednak dość mocne odbicie. Obecnie inwestorzy płacą za jedną akcję miedziowej spółki ponad 95 złotych. Jest to ponad 30 proc. więcej niż 2 miesiące temu.

– KGHM jest to spółka, która wcześniej, w ciągu kilku ostatnich miesięcy, bardzo dużo straciła, więc tutaj widziałbym jakiś potencjał wzrostowy na tej spółce – ocenia Sławomir Dębowski.

Analityk Globtrex.com inaczej postrzega szanse na zysk z inwestycji w PZU. Według niego akcje ubezpieczyciela w chwili obecnej nie stwarzają dobrych perspektyw do zakupu. Powodem jest przede wszystkim odcięcie prawa do dywidendy, które miało miejsce we wrześniu oraz także ryzyko polityczne. Inwestorzy mogą obawiać się obecności we władzach spółki przedstawicieli nowej władzy.

– W związku z tym w tej chwili nie ma jakichś poważniejszych przesłanek do tego, żeby grać na wzrosty i to widać właśnie po kursie, który jest na dosyć niskich poziomach – zaznacza.

Akcje największego polskiego ubezpieczyciela od końca stycznia straciły ponad 25 proc. i są najtańsze od trzech lat.

W ostatnich miesiącach słabo radzi sobie również sektor bankowy. Indeks WIG-banki w ciągu pół roku stracił ponad 20 procent i jest najniżej od maja 2013 r. Tłumaczy się to obawami inwestorów przed wprowadzeniem przez nowy rząd podatku od transakcji bankowych. Notowań nie wspiera również ryzyko związane z obarczeniem banków kosztami przewalutowania kredytów frankowych.

– Musimy poczekać na pierwsze plany nowego rządu odnośnie do wprowadzenia tego podatku. Być może on już jest dosyć mocno zdyskontowany przez obecne wyceny spółek i może się potem okazać, że wcale nie będzie dla nich dużym obciążeniem, wtedy można byłoby liczyć na jakieś odbicie – podsumowuje Dębowski.

System płatności mobilnych BLIK ma już milion użytkowników. W ciągu dwóch–trzech lat liczba ma się zwielokrotnić

Ponad milion zarejestrowanych użytkowników oraz blisko 10 tys. transakcji dziennie obsługuje już uruchomiony w lutym br. przez spółkę Polski Standard Płatności system płatności mobilnych BLIK. Oprócz banków mogą dołączać do niego także placówki handlowe. Założyciele systemu liczą na masowy udział w nim uczestników rynku nie tylko finansowego.

Przekroczyliśmy pierwszy milion użytkowników zarejestrowanych w bazach danych systemu płatności mobilnych BLIK – informuje agencję Newseria Inwestor Grzegorz Długosz, prezes zarządu spółki Polski Standard Płatności. – Chwalimy się tym, bo po pół roku od uruchomienia systemu mamy już ponad milion transakcji i zbliżamy się do około 10 tys. dziennie. Każdego miesiąca banki dokładają nam prawie sto tysięcy nowych użytkowników. Ale liczymy, że rozwój poparty akcjami promocyjnymi dopiero następuje w takiej skali, jakiej byśmy sobie życzyli.

System płatności mobilnych BLIK wystartował na początku lutego br. Dwa lata wcześniej Alior Bank, Millennium, Bank Zachodni WBK, ING Bank Śląski, mBank i PKO Bank Polski podpisały porozumienie w sprawie strategicznej współpracy – utworzenia wspólnego standardu płatności mobilnych. Uzgodniono, że jego podstawą będzie system IKO PKO Banku Polskiego, który funkcjonuje na rynku od marca 2013 roku, rozbudowany o elementy umożliwiające dołączenie do niego innych partnerów. W połowie października 2013 roku w projekt włączyła się Krajowa Izba Rozliczeniowa, która obecnie zapewnia infrastrukturę teleinformatyczną oraz odpowiada za realizację rozrachunku w systemie ELIXIR na rzecz uczestników systemu BLIK.

Oczywiście interesują nas miliony użytkowników – zapewnia Grzegorz Długosz. – Obecnie nasi założyciele mają około czterech milionów klientów w swojej bankowości mobilnej. Liczymy, że większość z nich, jeśli nie wszyscy, w ciągu roku, dwóch lat, zaczną korzystać z systemu BLIK. Mamy nadzieję na kilka milionów użytkowników do końca 2017–2018 roku.

BLIK, jak przekonuje Grzegorz Długosz, jest otwartym systemem płatności mobilnych. W maju br. dołączyła do niego pierwsza instytucja finansowa niebędąca właścicielem Polskie Płatności Mobilne – Getin Bank. Jeszcze w br., jak przypuszcza Grzegorz Długosz, jego klienci powinni uzyskać dostęp do BLIK.

Zapraszamy wszystkie banki i instytucje płatnicze w Polsce, obecnie prowadzimy rozmowy z dziesięcioma uczestnikami tego rynku – mówi Grzegorz Długosz. – Ale widzimy chęć pozycjonowania nas jako nie tylko rozwiązania dla banków, lecz także właśnie dla handlu. Nie mamy problemu z akceptacją BLIK-a w sklepach internetowych, stacjonarnych czy sieciach bankomatowych. Wszyscy są chętni, więc można powiedzieć, że mamy kolejkę. Długi okres wdrożenia jeszcze przed nami.

Obecnie w systemie funkcjonuje ponad 130 tys. terminali POS (z ang. Point of Sale, czyli punkty sprzedaży) w stacjonarnych placówkach handlowych, ponad 25 tys. w sklepach internetowych i przeszło 15 tys. bankomatów.

BLIK jest systemem kompleksowym, czyli może być używany w bankomatach, od których zazwyczaj użytkownicy telefonów komórkowych zaczynają przygodę z BLIK-iem, przez internet, sklepy stacjonarne i przelewy P2P [między poszczególnymi osobami – red.] – tłumaczy Grzegorz Długosz ze spółki Polski Standard Płatności. – Uważamy, że tylko kompleksowość i uniwersalność może spowodować, że BLIK będzie lepszym rozwiązaniem niż inne płatności bezgotówkowe. Nie stawiamy tylko na jeden segment, na przykład internet, chociaż daje on w tej chwili świetne wskaźniki wzrostu. Chcemy, by w każdym z czterech segmentów użytkownicy znaleźli coś dla siebie. Po pewnym czasie okaże się, który jest najbardziej popularny.

Pod koniec października projekt „Od IKO do BLIK-a” został nagrodzony wyróżnieniem za najlepszą innowację dotyczącą płatności na świecie w trzeciej edycji prestiżowego konkursu „Distribution & Marketing Innovation in Retail Financial Services” organizowanego przez Efma, organizację skupiającą ponad 3,3 tys. instytucji finansowych z ponad 130 krajów oraz firmę Accenture świadczącą usługi doradcze w zakresie nowoczesnych technologii i outsourcingu. System płatności mobilnych opracowany i wdrożony przez sześć banków z Polski pokonał w tej kategorii 52 zgłoszone do konkursu pozostałe innowacje.

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

ZUS wysyła za granicę 42 tys. emerytur. Emeryci muszą co roku poświadczać prawo do świadczeń, część może to już robić elektronicznie

CEO Magazyn Polska

Co roku ZUS wysyła za granicę ok. 42 tys. emerytur. Emeryci muszą co roku przesłać do urzędu poświadczenie o istnieniu dalszego prawa do świadczeń, czyli druk, który zaświadcza, że dany świadczeniobiorca żyje. Aby emeryci mogli uniknąć uciążliwej procedury, jaką jest wizyta w lokalnym urzędzie, ZUS stara się zdobywać takie poświadczenia w zagranicznych instytucjach. Podpisane już zostało porozumienie z Niemcami, dzięki któremu udało się zmniejszyć liczbę wysyłanych poświadczeń o 7 tys. i zapobiec wypłacie 1,3 mln zł na rachunki zmarłych już emerytów.

Raz do roku ZUS wysyła ubezpieczonym, którzy przebywają za granicą, do wypełnienia formularz poświadczenia dalszego prawa do pobierania świadczeń. ZUS zabezpiecza się w ten sposób przed sytuacją, w której wypłacałby świadczenia osobom, które już prawa do uzyskania takich świadczeń nie mają, bo albo nie żyją, albo utraciły uprawnienia określone ustawą – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Czerwińska, radca prawny w kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Poświadczenie zazwyczaj wysyłane jest po raz pierwszy zwykłym listem, a emeryt powinien go odesłać w odpowiednim terminie. W formularzu znajdują się dane, które pozwalają zidentyfikować ubezpieczonego. Jeśli nie zostanie on odesłany do ZUS-u, następny list jest przesyłany za potwierdzeniem odbioru. Jeśli i wówczas przesyłka nie trafi we wskazanym terminie do urzędu, uznaje się, że dana osoba nie żyje.

Jeżeli z jakichś względów ubezpieczony nie mógł formularza odesłać, ale żyje iw dalszym ciągu ma uprawnienia do pobierania świadczeń, to może ten formularz odesłać później. Będzie to skutkowało tym, że ZUS prawdopodobnie przywróci prawo do pobierania świadczenia, ale ubezpieczony musi liczyć z tym, że jeżeli tego obowiązku nie dochowa, to co najmniej przez jakiś okres nie będzie otrzymywać tych pieniędzy – zaznacza Małgorzata Czerwińska.

Aby ZUS miał pewność, że emeryt, do którego wysyłane jest poświadczenie, żyje, na formularzu musi znaleźć się własnoręczny podpis ubezpieczonego. W wyjątkowych sytuacjach, kiedy np. emeryt jest obłożnie chory, może to zrobić jego faktyczny opiekun. Zazwyczaj jednak na druku musi się podpisać ubezpieczony, a własnoręczność podpisu powinna zostać poświadczona przez urząd danego kraju, który zajmuje się ubezpieczeniami społecznymi, czy upoważnioną osobę w polskiej placówce dyplomatycznej lub konsularnej. Wówczas takie poświadczenie będzie wystarczającą przesłanką, by ZUS nadal wypłacał należne świadczenie.

Udaje nam się porozumieć z niektórymi państwami czy ich instytucjami ubezpieczeniowymi, aby dokonywać sprawdzenia pozostawania przy życiu emerytów i rencistów bez konieczności angażowania w to klientów, poprzez elektroniczną wymianę informacji. Mamy wówczas odpowiednie listy emerytów i rencistów, które sprawdzane są pod kątem pozostawania ich przy życiu przez instytucję zagraniczną drugiego państwa. Klient zaś jest wówczas zwolniony z obowiązku dostarczania nam formularza poświadczenia życia – tłumaczy Andrzej Szybie, wicedyrektor Departamentu Rent Zagranicznych w Centrali ZUS.

ZUS co roku wysyła ok. 42 tys. emerytur poza granice Polski. Z upływem czasu ich liczba będzie rosła, z racji na coraz większą emigrację.

Jak podkreśla Szybkie, kontakt z urzędami pozwoli na szybszą reakcję, jeśli okaże się, że dany ubezpieczony nie żyje. Dotychczas uzyskanie takiej informacji było czasochłonne, na konta zmarłych trafiały świadczenia, które później trudno było odzyskać.

Od grudnia 2014 roku takie rozwiązanie weszło w życie w Niemczech, dzięki wymianie danych między ZUS a jego niemieckim odpowiednikiem. Numer identyfikacyjny stosowany przez Deutsche Post umożliwia sprawdzenie, czy dana osoba wciąż żyje.

Z 15 tys. emerytów, którzy mieszkają obecnie za naszą zachodnią granicą, o 7 tys. ZUS dostaje informacje drogą elektroniczną.

Oznacza to korzyści z punktu widzenia finansów publicznych. Udało nam się zidentyfikować dotychczas 231 zgonów i zapobiegliśmy powstaniu nadpłaty na 1,3 mln zł, czyli pieniędzy, które wpłynęłyby na zagraniczne rachunki bankowe po śmierci klienta. Potem byłby bardzo duży problem z ich odzyskaniem – podkreśla ekspert ZUS.

ZUS uruchamia wymianę informacji z Chorwacją i Australią. Trwają też prace, by w ten sposób uzyskiwać informacje o ubezpieczonych mieszkających w Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

Płace mogą rosnąć jeszcze szybciej. Dziś największe wzrosty notowane są w IT i energetyce

CEO Magazyn Polska

Stopa bezrobocia w Polsce już jest jednocyfrowa, a perspektywy na kolejne miesiące też są dobre. W niektórych branżach takich jak IT czy energetyka zapotrzebowanie na pracowników jest większe niż podaż. To w tych sektorach  wynagrodzenia rosną najszybciej. Dynamika płac na rynku pracy pod koniec roku powinna utrzymywać się na poziomie 3–4 proc., a w dłuższej perspektywie przyspieszy jeszcze bardziej.

Cały czas bezrobocie się zmniejsza, inwestycje rosną, w związku z tym idziemy w kierunku rynku pracy pracownika, a nie pracodawcy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Marek Jurkiewicz, dyrektor generalny serwisu InfoPraca.pl.

Z danych GUS wynika, że we wrześniu bezrobocie spadło do 9,7 proc. z 9,9 proc. w sierpniu. Niektóre branże mają wręcz problem ze znalezieniem pracowników.

Cały czas bardzo dobrze rozwijają się takie branże, jak IT, energetyka i nowe technologie – tu brakuje specjalistów. Mówimy nie tylko o branżach wysokorozwiniętych, lecz także podstawowych, np. produkcji. Brakuje w Polsce pracowników specjalistycznych, chociażby technicznych – ślusarzy, szlifierzy – wymienia Jurkiewicz.

Już w ubiegłym roku, zgodnie z raportem ManpowerGroup, 36 proc. pracodawców miało problem ze znalezieniem kadry. Na pierwszym miejscu znaleźli się właśnie wykwalifikowani pracownicy fizyczni, m.in. spawacze, tokarze, szwaczki, operatorzy wózków widłowych czy mechanicy.

Jednym z sektorów, które bardzo mocno poszukują pracowników, są centra usług wspólnych. Staliśmy się już europejską potęgą pod tym względem i praktycznie większość dużych globalnych korporacji ma swoje centra usług wspólnych w Polsce – podkreśla dyrektor InfoPraca.pl. – Poszukują one młodych ludzi ze znajomością minimum dwóch języków obcych. To obszar, który bardzo dynamicznie rośnie, głównie w Trójmieście, Łodzi i na południu Polski: we Wrocławiu, Katowicach i Krakowie.

W branżach, gdzie popyt na pracowników jest największy, płace rosną najszybciej. We wrześniu przeciętne wynagrodzenie brutto wyniosło 4 059 zł i było o 4,1 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Płace rosną. Ten wzrost płac nie jest jeszcze dynamiczny, ale one będą musiały rosnąć ze względu na mniejszą podaż pracowników. Pracodawcy będą musieli zwrócić na to uwagę jako na jeden z elementów zachęcania pracowników do tego, żeby pracowali u nich w firmach – mówi Marek Jurkiewicz.

Ocenia, że dynamika płac do końca roku powinna pozostać na podobnym poziomie. W dłuższej perspektywie powinna być jednak wyższa.

Płace nadal najszybciej rosną w obszarze IT i nowych technologii. Stosunkowo szybko rosną w energetyce. Produkcja też zwiększa swoje wynagrodzenia ze względu właśnie na brak pracowników produkcyjnych – mówi Jurkiewicz.

Poprawa na rynku pracy przekłada się na lepsze nastroje konsumentów, to z kolei wpływa na lepszą kondycję firm. Świadczą o tym choćby dane o upadłościach. Jak podaje KUKE na podstawie danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego, we wrześniu opublikowano 45 orzeczeń o upadłości firm. To prawie 30 proc. mniej niż w sierpniu i ponad 36 proc. mniej niż we wrześniu 2014 roku.

Jak podkreśla Jurkiewicz, polski rynek pracy prezentuje się dobrze na tle innych rynków regionu i całej Europy. Zgodnie z metodologią Eurostatu w Polsce bezrobocie wyniosło we wrześniu 7,1 proc., a w całej UE – 9,3 proc.

Dzięki sieciom aptek spadają ceny leków. Apteki indywidualne nauczyły się wspólnie walczyć o klienta i rabaty w hurtowniach

CEO Magazyn Polska

Sieci apteczne stanowią jedną trzecią polskiego rynku. Statystycznie to placówki sieciowe mają niższe ceny leków, co przekłada się na większą liczbę klientów i wyższe przychody. Jednak indywidualne apteki coraz lepiej radzą sobie z konkurencją z sieciami – w ramach porozumień operacyjnych lub grup zakupowych potrafią skutecznie negocjować z dostawcami niższe ceny.

Tak naprawdę apteki się podzieliły na apteki nowego modelu, czyli te, które potrafią sprostać coraz bardziej wyśrubowanym wymaganiom klientów i pacjentów przy coraz trudniejszych warunkach prowadzenia tego biznesu, oraz na apteki starego modelu, które nie bardzo potrafią się w tej rzeczywistości odnaleźć i moim zdaniem ten trend będzie dalej postępował – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET.

Jak wynika z raportu Konfederacji Lewiatan i Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET „Sieci apteczne w Polsce”, przygotowanego wspólnie z firmą PharmaExpert, w Polsce działa 330 sieci aptecznych zrzeszających po pięć i więcej aptek. Stanowią one 34 proc. rynku liczącego łącznie 14,5 tys. aptek. W większości są to małe i średnie przedsiębiorstwa z polskim kapitałem. Z 330 sieci tylko 11 posiada więcej niż 50 aptek. Największa z sieci ma ponad 4 proc. udział w  rynku, dwie mają po 2 proc., a pozostałe mniej niż 1 proc. udziału w rynku.

Jak wyjaśnia Piskorski, sieci apteczne były pierwszą strukturą, która wytworzyła presję cenową na hurtownie i producentów, co w konsekwencji przełożyło się na obniżki cen leków nierefundowanych dla pacjentów.

Apteki indywidualne dosyć szybko się zorientowały, że mogą robić to samo i poza sieciami, czyli organizacjami powiązanymi w sposób kapitałowy, należącymi do jednego właściciela, mamy też szereg sieci wirtualnych i grup zakupowych – mówi Marcin Piskorski.

Na taki krok decyduje się większość z aptek indywidualnych, które stanowią 66 proc. rynku. Największe grupy zakupowe liczą po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset aptek, dzięki czemu uzyskują porównywalne warunki handlowe i cenowe jak sieci. Z zestawienia 30 najlepiej sprzedających się leków OTC wynika jednak, że sieci apteczne mają lepsze ceny leków niż apteki indywidualne,

Naszym zdaniem wynika to z większej otwartości na dzielenie się marżą z pacjentami i klientami. Apteki indywidualne często mają możliwość osiągnięcia podobnych, a nawet lepszych warunków handlowych, natomiast sieci przez to, że działają w większej grupie, mogą sobie pozwolić na obniżenie zyskowności na jednej aptece, ponieważ działają w kilku, dlatego mają większą skłonność do dzielenia się tą obniżką z pacjentami – podkreśla prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET.

Jak podkreśla, wciąż istniejące różnice w cenach przekładają się na większą liczbę klientów i wyższe obroty w aptekach sieciowych. Według danych PharmaExpert w 2014 roku do takiej placówki przychodziło miesięcznie średnio ok. 4,5 tys. pacjentów, podczas gdy aptekę indywidualną odwiedzało 3,2 tys. pacjentów. Dominacja sieci staje się jednak coraz mniej wyraźna.

Apteki indywidualne nauczyły się tego nowoczesnego sposobu prowadzenia i zaczynają stosować te same techniki, co apteki sieciowe, dlatego ta różnica się zmniejsza, można powiedzieć, że widać to nawet w comiesięcznych badaniach – podkreśla Marcin Piskorski.

Pacjentów i klientów przyciąga do aptek nie forma ich własności, ale przede wszystkim lokalizacja, dostępność leków, poziom cen i obsługi.

Aplikacje 3.0 stają się coraz popularniejsze. Pozwalają zaoszczędzić czas i ułatwiają życie

CEO Magazyn Polska

Z badania zleconego przez firmę Libentis wynika, że prawie połowa Polaków ma wyłącznie dla siebie tylko dwie godziny dziennie. Dlatego poszukiwane i doceniane są wszelkie narzędzia, które pozwalają zaoszczędzić kilka dodatkowych minut. Temu służyć mają mobilne aplikacje 3.0, które wykorzystując lokalizację i zachowania użytkownika, analizują dane i dostarczają mu spersonalizowane informacje. Dzięki temu oszczędza ona czas, a czasem także pieniądze.

Internet 3.0 to kolejny punkt zwrotny w technologii. Jest odpowiedzią na potrzeby ludzi zapracowanych i żyjących w zbyt szybkim tempie.

Jesteśmy w przededniu internetu 3.0. Zakłada on, że dane zebrane w internecie będą semantyczne (oparte na znaczeniach). Dla użytkownika końcowego oznacza to, że komputery będą oszczędzać nasz czas – mówi agencji informacyjnej Newseria Mateusz Mikulski, manager ds. mobile w serwisie ZnanyLekarz.pl.

Dane zaczerpnięte z sieci w określonym kontekście nabierają nowego znaczenia. Analizując dane o zachowaniu użytkownika i jego położenie, aplikacje 3.0 mogą więc dostarczać mu spersonalizowanych informacji, przydatnych w danym momencie. Mogą też „podpowiadać” szyte na miarę usługi czy produkty.

Już dziś wiele popularnych aplikacji, z których korzystamy na co dzień, wpisuje się w trend 3.0, choć użytkownicy nie zdają sobie z tego sprawy.

To m.in. Siri albo JakDojade.pl. Te aplikacje, które idą w stronę Web 3.0, pomagają użytkownikowi szybciej dotrzeć do jakichś informacji albo zdobywają te informacje za niego. Dlatego też są bardzo popularne – tłumaczy Mateusz Mikulski. – Flagowym przykładem aplikacji Web 3.0 jest Google Now, asystent, który działa proaktywnie. Zakłada, że w danym momencie powinniśmy wiedzieć o tym, że mamy spotkanie lub musimy wyjść teraz do domu, bo inaczej na przykład nie zdążymy zrobić obiadu.

Google Now wskazuje więc informacje, które uznaje za przydatne użytkownikowi – robi to w oparciu o lokalizacje GPS, hasła wyszukiwane w Google i wiadomości Gmail).

Założeniem aplikacji mobilnych jest ułatwianie użytkownikowi życia. Ci, którzy dbają o dietę i chcą utrzymać szczupłą sylwetkę, w aplikacji mogą liczyć kalorie, poprzez kody kreskowe sprawdzać wartość energetyczną produktów i komponować własne przepisy.

Innym sposobem na oszczędność czasu jest rezerwacja online wizyt u lekarza zamiast oczekiwania na infolinii czy w rejestracji. W ubiegłym roku za pośrednictwem portalu ZnanyLekarz.pl zarezerwowano ponad 800 tys. wizyty lekarskich.

W różny sposób różne aplikacje mogą ludziom ułatwić życie. Istnieją już aplikacje do umawiania wizyt lekarskich, wyznaczania tras czy wskazujące, gdzie zostawiliśmy samochód – dodaje Mateusz Mikulski.

Dużą popularnością cieszą się również wirtualne biblioteki z tysiącem książek do przeglądania na telefonie lub tablecie. Mają one wiele dodatkowych funkcji, jak chociażby liczenie stron czy czasu spędzonego na lekturze.

W Warszawie otwarto nową galerię handlową. W nowoczesną powierzchnię przekształcono zabytkowe hale dawnej fabryki

0

CEO Magazyn Polska

Nowa galeria handlowa Ferio Wawer ma 12 tys. mkw. oraz blisko 50 sklepów i punktów usługowych. To pierwsza tego typu inwestycja w tej dzielnicy. Inwestor, austriacki deweloper, chce by było to nie tylko miejsce zakupów, lecz także miejsce spotkań i rozrywki. Klientów przyciągać ma również architektura. Ferio Wawer mieści się w odnowionych wnętrzach zabytkowej fabryki.

Ferio Wawer to piąte centrum handlowo-usługowe Ferio. Bardzo mocno akcentujemy, że nie chcemy być tylko centrum handlowym, lecz raczej centrum usługowo-handlowym. Chcemy ofertę rozszerzać o część rozrywkową, fitness, plac zabaw dla dzieci, kawiarnie, żeby ludzie nie tylko przychodzili na codzienne zakupy, lecz także spędzali tu wolny czas i spotykali się – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Krenek, członek zarządu RE Project Development, inwestora Ferio Wawer.

Nowa galeria jest zlokalizowana u zbiegu ulic Szpotańskiego i Żegańskiej w Wawrze, w sąsiedztwie Urzędu Dzielnicy i stacji kolejowej Międzylesie. To obszar o powierzchni 12 tys. mkw. W centrum będzie ok. 50 różnych sklepów, punktów usługowych i gastronomicznych.

Mamy zarówno sieci ogólnopolskie, jak i lokalne pomysły z dzielnicy Wawer. Jest to bardzo ważny element, ponieważ nie tylko logo jest ważne, lecz także to, co za nim stoi, a więc przedsiębiorca, który dokładnie wie, czego społeczeństwo lokalne naprawdę oczekuje – mówi Krenek.

Dziś wynajęte jest 88 proc. powierzchni. Do końca tego roku inwestor zakłada, że będzie to 95 proc.

– De facto oznacza to, że jesteśmy w pełni skomercjalizowani i mam nadzieję, że lokalna społeczność będzie chciała odwiedzać to centrum – mówi Krenek. – Według nas potencjał tej dzielnicy jest bardzo duży. Dziś brakuje tu nowoczesnej powierzchni handlowej.

Klientów przyciągać mają nie tylko duże firmy wynajmujące w Ferio powierzchnię, lecz także wnętrza. Galeria powstała bowiem w zabytkowych halach dawnej Fabryki Aparatów Elektrycznych K. Szpotańskiego. Projekt architektoniczny, który łączy hale z nowoczesnymi rozwiązaniami budowlanymi przygotowała pracownia Kuryłowicz & Associates.

Historia tego miejsca była dla nas inspiracją. Chcieliśmy przywrócić społeczeństwu bardzo wartościową i piękną zabudowę. Podstawowym założeniem było jak najbardziej pieczołowite odtworzenie każdego fragmentu fabryki – mówi architekt Piotr Kuczyński, wiceprezes zarządu Kuryłowicz & Associates. – W naszej opinii taka szkoła konserwowania zabytków, która pozwoli nadawać zabytkowym miejscom funkcję komercyjne i socjologiczne, jest jak najbardziej wskazana.

W galerii utrzymano więc klasyczny układ hal poprzemysłowych: oryginalne słupy konstrukcyjne, trakty i lampy.

Ferio Wawer jest piątym centrum zbudowanym przez RE project development w ciągu ostatnich 10 lat. Pozostałe zlokalizowane są we Wrocławiu, w Puławach, Legnicy i Koninie. Wśród najemców powierzchni w warszawskim obiekcie są Alma, Apteka dr Zdrowie, Calypso Fitness, Carry, CCC, Egurrola Dance Studio, H&M, Play, Restauracja Stacja Wawer, Rossmann, RTV Euro AGD.

Statystyczny Polak zjada średnio 7 kg bananów rocznie. To mniej niż średnia europejska

CEO Magazyn Polska

Konsumpcja bananów w Polsce sięga średnio 7 kg rocznie na osobę, ale importerzy tych owoców oceniają, że mogłaby być nawet trzy razy większa. Dla przykładu w Skandynawii wynosi ona 18 kg na osobę. Sprzedaż detaliczna rośnie, bo banany wpisują się w zdrowy tryb życia. Owoce te trafiają do Polski głównie z Ekwadoru i Kolumbii. Import w 2014 roku wyniósł 326,5 tys. ton o łącznej wartości ponad 907 mln zł (liczony wraz z bananami suszonymi).

W Polsce konsumpcja bananów jest nadal na stosunkowo niskim poziomie, mówimy o około 7 kg bananów rocznie na głowę, a przykładowo na rynku skandynawskim, który jest pod tym względem rekordowy, ten wynik wynosi około 18 kg. Mamy jeszcze co robić – możemy zwiększyć poziom sprzedaży praktycznie trzy razy, aby osiągnąć chociażby poziom skandynawski – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartosz Szatkowski, dyrektor zarządzający firmy Quiza, jednego z największych polskich importerów bananów.

Średnia dla UE to ok. 10 kg. Wielkość sprzedaży bananów w Polsce zależy w dużej mierze od sezonowości i dostępności innych owoców krajowej produkcji. Banany są drugim po jabłkach najpopularniejszym owocem, choć ze względu na promocję spożycia jabłek ze względu na rosyjskie embargo dystans między nimi się zwiększył.

Również moda na zdrowy i aktywny tryb życia ma duży wpływ na poziom sprzedaży. Banany są bardzo ważnym elementem codziennej diety, ponieważ zawierają bardzo dużo witamin i minerałów, które wpływają na dobre samopoczucie i w znaczący sposób poprawiają naszą aktywność – wyjaśnia Szatkowski.

Jak podkreśla, przy zakupie polski konsument zwraca uwagę przede wszystkim na ceny owoców. Jednak bardzo istotna jest także ich jakość.

Jeżeli rozmawiamy o jakości bananów, mówimy przede wszystkim o ich czystości, czyli braku ewentualnych uszkodzeń i oznak chorobowych. Owoce mają być czyste, atrakcyjne pod względem wyglądu, na to patrzą przede wszystkim Polacy, ale to cena determinuje sprzedaż – mówi Bartosz Szatkowski.

Banany są jednym z dominujących produktów importowanych do Polski z krajów regionu Ameryki Środkowej i Południowej. W okresie od stycznia do sierpnia br. import z tego regionu wzrósł o 18,4 proc. – z 2,06 mld euro do 2,44 mld euro. Udział tych krajów w imporcie wynosi nieco ponad 2 proc. Z kolei eksport polskich produktów do tych państw wyniósł blisko 1,75 mld euro (wzrost o 40,8 proc. w skali roku).

Polska prowadzi współpracę handlową ze wszystkimi 33 krajami Ameryki Południowej, w szczególności mówimy o Ameryce Łacińskiej i krajach obszaru Pacyfiku. Poziom importu rokrocznie wzrasta, może odnotować stabilny wzrost. Produkty, które eksportujemy do krajów Ameryki Południowej, to przede wszystkim produkty technologiczne, czyli maszyny, urządzenia przemysłowe, również samochody. Produkty importowane to przede wszystkim produkty spożywcze: owoce świeże i przetworzone, owoce morza i ryby, ale także wysokie technologie – wyjaśnia Szatkowski.

Jak wynika z danych Eurostatu, na rynki Unii Europejskiej trafiło w ubiegłym roku ponad 5 mln ton bananów (z rynków pozaeuropejskich). Głównym dostawcą są Ekwador i Kolumbia (odpowiednio 1,47 mln i 1,08 mln ton).

Na poziom sprzedaży bananów mają wpływ również inne owoce, które są dostępne na polskim rynku. Owoce lokalne rodzimej produkcji są znaczącym konkurentem dla bananów. W tym roku wynikało to z embarga Rosji na import owoców pochodzących z krajów UE i tu przykładem są nasze polskie jabłka – mówi Quiza.

Wobec zamknięcia dostępu do rosyjskiego rynku większy odsetek jabłek trafił na rynek krajowy.

Firma Quiza zajmuje się importem bananów i ich dystrybucją na europejskie rynki. Z dostawcami z Ameryki Południowej współpracuje od ponad 20 lat.

Mamy dwa kanały dystrybucji. Jeden kanał to sprzedaż bananów zielonych, które bezpośrednio z portu wyładunku w Europie trafiają do klientów zagranicznych na wszystkich rynkach Unii Europejskiej, począwszy od Wielkiej Brytanii po Szwecję – wyjaśnia dyrektor zarządzający firmy Quiza.

Drugi kanał dystrybucji to sprzedaż bananów żółtych, które po zakończonym procesie dojrzewania w centrum dystrybucyjnym spółki w Gdyni trafiają do sieci handlowych w Polsce i krajach ościennych, głównie na Litwie i Łotwie.

Plany na przyszłość to przede wszystkim utrzymanie pozycji rynkowej i próba rozwoju na silnie skoncentrowanym rynku detalicznym. Rynek ten w Polsce w ostatnich latach zmienił się diametralnie, przede wszystkim mówimy o ekspansji międzynarodowych sieci handlowych, które wprowadziły dystrybucję produktów spożywczych poprzez sklepy w ramach jednej sieci handlowej – mówi Szatkowski.

Rewolucja w reklamie internetowej

Cztery kanały komunikacji internetowej – display, social, search i mobile w jednym miejscu, prosty w obsłudze interfejs, a co najważniejsze optymalizacja wydatków na reklamę w sieci – to wszystko oferuje adblast. Innowacyjna platforma debiutuje na polskim rynku od października tego roku.

adblast jest projektem warszawskiego domu mediowego Infinity Media. Idea interaktywnej platformy do koordynacji działań reklamowych w sieci, powstała dwa lata temu. „Firma Infinity Media, chcąc rywalizować z konkurencją na szybko rozwijającym się rynku reklamy w Polsce, ale także poza granicami kraju, poszerza swoją ofertę oraz szuka nowych rozwiązań. Wspólnie z partnerami, podjęliśmy decyzję o opracowaniu i wdrożeniu platformy B2B, do prowadzenia zintegrowanych kampanii marketingowych.” – tłumaczy Magdalena Kaczor, Interactive Media Director w Infinity Media.

Koncepcja adblast’a opiera się na integracji czterech kanałów komunikacji internetowej: display, search, mobile oraz social. Dzięki powiązaniu różnych systemów informatycznych służących do zakupu i realizacji kampanii we wszystkich kanałach Internetowych, powstał jeden, prosty w obsłudze i intuicyjny interfejs. „Niekwestionowaną zaletą adblast’a jest funkcjonalność. Użytkownik zarządza kampaniami w czterech kanałach jednocześnie, w czasie rzeczywistym. Tym samym oszczędza czas potrzebny na start oraz prowadzenie kampanii w poszczególnych kanałach, a także znacząco optymalizuje wydatki na reklamę w Internecie” – dodaje Magdalena Kaczor.

Za skuteczność i powodzenie adblast’a przemawiają nie tylko nowoczesne i autorskie technologie, Catvertiser, AdCarousel czy adform, ale też eksperci, którzy pracują dla partnerów Infinity Media. Zespół adblast to profesjonaliści, związani od kilkunastu lat z rynkiem medialnym w Polsce. Eksperci adblast’a to m. in. Paweł Karaś z Mint Media, Bartosz Drozdowski z Mobile Rockets, Adrian Radomski z Result Media oraz Magdalena Kaczor z Infinity Media.

1 grudnia 2015 Dniem Darmowej Dostawy

Ogólnopolski Dzień Darmowej Dostawy odbędzie się 1 grudnia. Kolejne sklepy internetowe przyłączają się do akcji, podczas której będą oferować klientom produkty bez doliczania kosztów dostawy. Na bieżąco aktualizowana lista e-sklepów znajduje się na oficjalnej stronie akcji www.dziendarmowejdostawy.pl

 Zakupy przez Internet cieszą się coraz większą popularnością. Jak wynika z danych firmy badawczej PMR w Polsce działa już ponad 13 tysięcy e-sklepów, a wartość ich sprzedaży w 2015 roku wyniosła 15,7 mld zł. W Polsce 5% sprzedaży detalicznej stanowi sprzedaż przez Internet.

Dzień Darmowej Dostawy to organizowane po raz szósty ogólnopolskie święto internetowych zakupów. Cieszy się ono coraz większą popularnością zarówno wśród klientów, jak i sklepów internetowych. – Podczas pierwszej edycji darmową dostawę zaoferowało około 1000 sklepów, w zeszłym roku było ich już 2550. Zainteresowanie akcją jest coraz większe. Wiemy także, że konsumenci czekają na ten dzień, bo doceniają, że w jednym miejscu znajdą szeroką ofertę produktów i w dodatku bez kosztów dostawy. To dobra okazja by zaoszczędzić zarówno pieniądze, jak i czas – mówi Krzysztof Bartnik, inicjator i pomysłodawca Dnia Darmowej Dostawy.

Targowisko e-sklepów

We wtorek 1 grudnia 2015 w godzinach od 00:01 do 23:59 klienci będą mogli zrobić zakupy online  w sklepach internetowych, których lista będzie dostępna na stronie www.dziendarmowejdostawy.pl. Koszt dostawy dla zamówień złożonych tego dnia wyniesie 0 zł niezależnie od metody płatności i rodzaju dostawy. Akcja obejmuje swym zasięgiem wyłącznie zamówienia z dostawą na terytorium Polski. Do końca listopada, czyli do zakończenia zapisów, strona będzie codziennie aktualizowana o kolejne sklepy, które przyłączyły się do akcji. Zakwalifikowane sklepy są weryfikowane przez serwis eKomercyjnie.pl oraz zobowiązane do przestrzegania regulaminu Dnia Darmowej Dostawy.

Celem Dnia Darmowej Dostawy jest popularyzacja zakupów internetowych w Polsce, a także przekonanie klientów, że jest to wygodne i bezpieczne. Dla sklepów Dzień Darmowej Dostawy to przede wszystkim szansa na pozyskanie nowych klientów oraz zachęcenie dotychczasowych do ponownych zakupów.

Dzień Darmowej Dostawy 2015 wspierają firmy świadczące usługi dla branży e-commerce. Partnerami premium Dnia Darmowej Dostawy są firmy: FurgonetkaDziś.pl, Spinacz.pl, Przelewy24.pl,  Ceneo.pl oraz RAJAPACK. Partnerem akcji jest również firma badawcza PMR.

Rynki walutowe i Rezerwa Federalna oczekują raportu o sytuacji na amerykańskim rynku pracy

Inwestorzy obserwujący amerykańską walutę w tym tygodniu dokładanie będą analizować piątkowy raport o stanie rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Jego wyniki będą najważniejszym czynnikiem wpływającym na krótkoterminową pozycję dolara względem pozostałych walut.

Decydujące dane

Październikowe posiedzenie Rezerwy Federalnej zakończyło się decyzją o pozostawieniu głównej stopy procentowej na niezmienionym poziomie, jednak „ostrzejsze” niż się tego spodziewały rynki komentarze FED – u jednoznacznie zasugerowały możliwość podwyżki stóp procentowych w grudniu tego roku.

Potencjalna interwencja w politykę pieniężną będzie jednak zależna od publikowanego w piątek raportu o sytuacji na rynku pracy oraz jego kolejnej publikacji w pierwszym tygodniu grudnia.

Wrześniowe wyniki

Ostanie dane okazały się wyraźnie gorsze od oczekiwań analityków. Liczba nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym we wrześniu wyniosła niecałe 143 tysiące, poniżej oczekiwań inwestorów którzy spodziewali się wzrostu o ponad 200 tysięcy. Korekcie na niekorzyść uległy także lipcowe i sierpniowe wyniki.

Średnia roczna nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym w USA (2010 – 2015)

Wykres_ Średnia roczna nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym w USA (2010 – 2015)

Rozczarowujące dane z rynku pracy w największym stopniu przyczyniły się do decyzji Rezerwy Federalnej o braku podwyżki głównej stopy procentowej w październiku. Poziom bezrobocia nie uległ zmianie i obecnie wynosi 5.1%, natomiast płace nie odnotowały tendencji wzrostowej.

Piątek dniem sporych ruchów na dolarze

Na fali powyższych informacji, amerykańska waluta uległa ponad jednoprocentowej deprecjacji wobec pozostałych głównych walut. Tym samym, spodziewamy się sporych ruchów na USD przed ogłoszeniem najnowszych wyników o 14.30 w piątek.

Jeśli liczba nowych miejsc pracy spadnie poniżej 180 tysięcy, przewidujemy znaczącą wyprzedaży dolara i kolejne opóźnienie w podwyżce stóp w USA. W przypadku gdy najnowsze wyniki okażą się optymistyczne, możemy spodziewać się podwyżki stóp procentowych jeszcze w grudniu tego roku, a dolar umocni swoją pozycję na rynku walutowym.

Nowa usługa dla biznesu – przesyłkę opłacisz bez wychodzenia z biura

Już nie musisz stać w kolejce na poczcie, żeby zaadresować i opłacić paczkę. Teraz zrobisz to z własnego komputera – wystarczy skorzystać z platformy internetowej.

Po sukcesie cyfrowego znaczka pocztowego, który umożliwia opłacenie dostarczania listów za pośrednictwem internetu, przyszedł czas na nową usługę, czyli płacenie za nadanie paczki pocztowej online. „Na platformie Envelo wskazujemy adresata paczki, a także określamy wagę i gabaryt przesyłki oraz czas dostawy, możemy też dodać własne logo i wybrać usługi dodatkowe. Następnie wskazujemy placówkę, w której chcemy nadać paczkę, robimy przelew i drukujemy nalepkę adresową. Potem pozostaje nam jedynie udać się do placówki pocztowej i pozostawić paczkę w okienku” – wyjaśnia w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Renata Zając, dyrektor Biura Klienta Indywidualnego i Kanałów Online w firmie Envelo – Grupa Poczty Polskiej.

Potwierdzenie przyjęcia paczki otrzymujemy drogą SMS-ową, z kolei za pośrednictwem strony internetowej możemy śledzić status przesyłki. „Nasza usługa jest odpowiedzią głównie na potrzeby firm handlujących w sieci. Pozwala szybciej i łatwiej przygotowywać swoje przesyłki do nadania i tym samym zaoszczędzić czas na rzeczy naprawdę ważne w biznesie” – podkreśla ekspertka. Jest także możliwość umieszczenia na nalepce adresowej logo, czyli elementu personalizacji, co wspiera promocję przedsiębiorstwa.

Korzystanie z platformy jest bezpłatne. Co więcej, dodatkowe opłaty wynikające np. z większej wagi przesyłki niż szacowana przez klienta albo zmiany adresata mogą być naliczane z dołu, co jeszcze bardziej usprawnia obsługę wysyłki paczek.

Polsko-ukraiński alians outsourcingowy

Roczna wartość rynku outsourcingu IT na Ukrainie to ponad 1 miliard USD, a zatrudnienie w branży przekracza 75 000 osób. Czynniki geopolityczne sprawiły, że w ostatnich dwóch latach coraz więcej ukraińskich firm lokuje swoje oddziały w Polsce. Partnerska współpraca to nowe miejsca pracy i wzmocnienie rozwoju branży w obu krajach, które wyrastają na europejskich liderów outsourcingu.

Lwowski_Klaster_IT Naturalnym następstwem dynamicznego rozwoju branży outsourcingu IT na Ukrainie jest chęć ekspansji na Wschodnią i Centralną Europę.  Obecna sytuacja polityczna spowodowała przyspieszenie tego procesu. Poszukując bezpieczeństwa operacyjnego ukraińskie firmy outsourcingowe otwierają swoje oddziały w Bułgarii, Rumunii, Czechach, na Słowacji, a nawet w Niemczech. Najchętniej jednak lokują się nad Wisłą. Ukraińskie centra operacyjne są już obecne w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Rzeszowie i Lublinie. W tym ostatnim swoje biuro uruchomił również Lwowski Klaster IT. Warto podkreślić, ze w samym Lwowie wartość rynku outsourcingu IT to około 300 milionów USD.

 Polska jest atrakcyjna dla ukraińskiego biznesu przede wszystkim z powodu bliskiej lokalizacji i członkowstwa w Unii Europejskiej. Polska znajduje się w czołówce światowego outsourcingu. Posiadamy doświadczenie i wykwalifikowane kadry. Nie bez znaczenia jest również podobieństwo kulturowe pomiędzy naszymi krajami – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Ukraińskie inwestycje w Polsce to przede wszystkim nowe miejsca pracy. Wschodni inwestorzy podkreślają, że ich celem jest rozwój na szerokim międzynarodowym rynku w oparciu o lokalne zasoby kadrowe. I co ważne, nie są zainteresowani przenoszeniem własnych obywateli poza granice kraju. Ukraiński outsourcing opiera się głównie na usługach z zakresu IT, dlatego też  na znalezienie intratnej pracy będą mieli szansę przede wszystkim polscy programiści. Szacuje się, że ukraińskie firmy w Polsce do końca 2016 roku mogą utworzyć tysiące nowych etatów.

Ukraińskie firmy zajmujące się outsourcingiem IT poszukują nie tylko możliwości otwarcia własnych biur, ale także nawiązania współpracy z polskimi partnerami biznesowymi.  Kooperacja pomiędzy polskimi i ukraińskimi firmami outsourcingowymi polegająca na wymianie kompetencji, a nie na przejmowaniu kontraktów to rozwiązanie korzystne dla obu stron. Pozyskaniu partnerów dla  ukraińskiego biznesu sprzyjają  międzynarodowe  konferencje organizowane w obu krajach. Najbliższa z nich to listopadowe Polsko-Ukraińskie Forum Shared Services i Outsourcingu w Rzeszowie. Lwowski Klaster IT będzie  również partnerem najważniejszego wydarzenia polskiej branży outsourcingu – styczniowej Gali Outsourcing Stars 2015.

Wyzwaniem dla dynamicznie rozwijającej się polsko–ukraińskiej współpracy są utrudnienia formalno- administracyjne. Wschodni inwestorzy skarżą się na słabą dostępność do informacji dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Głównym problemem jaki napotykają na etapie otwierania biur są jednak wymogi wizowe. Obecnie na wizę do Polski obywatel Ukrainy musi czekać 2-3 miesiące. Zdaniem Stepana Vesolovskiyego, Prezesa Lwowskiego Klastra IT rozwiązaniem byłoby uruchomienie specjalnego programu wizowego dla pracowników IT, który umożliwiłby szybsze załatwianie formalności. Taki system świetnie sprawdza się w Stanach Zjednoczonych.

Rozwodnicy częściej bankrutują?

Od początku roku do końca września ponad 1300 osób ogłosiło upadłość konsumencką. Wśród składających wnioski dominują osoby tuż po rozwodzie lub w trakcie rozwodu oraz bezrobotni i emeryci.

– Najczęściej osoba już po rozwodzie lub jeszcze w jego trakcie widzi, że nie ma szansy spłacać zobowiązania, które były prawdopodobnie zaciągnięte wspólnie. To powoduje, że strona podchodzi racjonalnie i stara się umorzyć dług, którego nie jest wstanie spłacić – mówi newsrm.tv Mariusz Hildebrand, wiceprezes zarządu, BIG InforMonitor.

Dane Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują, że utrzymuje się zainteresowanie Polaków upadłością konsumencką. W ciągu 9 miesięcy działania nowego, zliberalizowanego prawa dotyczącego upadłości konsumenckiej do sądów wpłynęły 3 892 wnioski. Sądy ogłosiły upadłość w 1 334 przypadkach.

Z badań wynika, że najwięcej wniosków składają osoby tuż po rozwodzie lub w trakcie rozwodu oraz bezrobotni i emeryci. Jeśli chodzi o profesje, to przekrój jest spory, można wymienić m.in. księgowe, urzędników, brygadzistę z kopalni, lekarzy, pielęgniarki, pracowników banków, inżynierów, zatrudnionych na umowy zlecenie.

Z analiz Biura Informacji Kredytowej i Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor wynika, że przeciętny dług osób bankrutujących, które mają zobowiązania wobec banków, przekracza 160 tys. zł. Podobnie jak we wcześniejszych okresach, wśród ogłaszających upadłość, kobiety wciąż przeważają nad mężczyznami. Ich udział wynosi blisko 57 procent.

Na 1 334 upadłości ogłoszone od stycznia do września tego roku, przypadły 353 wnioski oddalone, 56 umorzonych, 546 zwróconych oraz 25 odrzuconych z przyczyn formalnych.

Najczęstszą przyczyną powodującą oddalenie przez sąd wniosków o ogłoszenie upadłości konsumenckiej jest umyślne doprowadzenie dłużnika do swojej niewypłacalności lub świadome istotne zwiększenie jej stopnia, np. poprzez lekkomyślne zaciąganie kolejnych zobowiązań finansowych. Do oddalenia wniosku doprowadza także rażące niedbalstwo dłużnika. Najczęstszą przyczyną zwrotu wniosków jest natomiast złożenie niekompletnego wniosku oraz nieuzupełnienie jego braków we wskazanym przez sąd terminie. Z kolei, gdy zainteresowany upadłością w trakcie postępowania ukrywa przed wierzycielami i sądem majątek, dochodzi do umorzenia postępowania. Zgodnie z prawem ogłoszenie upadłości możliwe jest wyłącznie raz na 10 lat. Również tyle trzeba czekać, by złożyć kolejny wniosek w tej sprawie, jeśli poprzedni zostanie oddalony albo umorzony.

Rekordowe wyniki finansowe Toyota Motor Corporation

Toyota Motor Corporation umocniła swoją pozycję lidera rynku motoryzacyjnego, osiągając bardzo dobre wyniki finansowe za pierwsze półrocze roku fiskalnego.

Toyota Motor Corporation ogłosiła wyniki finansowe za okres od 1 kwietnia do 30 września 2015 roku. Przychód netto wyniósł 14,09 bln jenów, o 8,9% więcej niż rok wcześniej. Dochód operacyjny wzrósł z 1,35 bln jenów do 1,58 bln jenów, natomiast dochód przed opodatkowaniem wyniósł 1,675 bln jenów. Dochód netto wzrósł z 1,127 bln jenów do 1,258 bln jenów. Całkowita sprzedaż wyniosła 4 278 007 samochodów, o 198 515 mniej niż w tym samym okresie 2014 roku.

Dochód operacyjny wzrósł o 231,4 mld jenów. Głównymi czynnikami wzrostu dochodowości koncernu okazały się redukcja kosztów o 140 mld jenów i wahania kursu jena, które przyniosły 305 mld jenów.

„Pomimo ograniczenia sprzedaży samochodów oraz zwiększonych wydatków na badania nad najnowocześniejszymi technologiami i na promocję Toyota New Global Architecture, firma zanotowała wzrost dochodu operacyjnego. Przyczyniły się do tego wyraźne postępy w redukcji kosztów, zwiększenie zysków z innych gałęzi działalności oraz korzystny kurs jena” – powiedział Tetsuya Otake, Managing Officer Toyota Motor Corporation.

Toyota przewiduje, że w roku fiskalnym kończącym się 31 marca 2016 roku całkowity przychód netto wyniesie 27,5 bln jenów, dochód operacyjny zamknie się kwotą 2,8 bln jenów, dochód przed opodatkowaniem wyniesie 2,98 bln jenów, zaś dochód netto osiągnie 2,25 bln jenów.

Toyota jest największą firmą motoryzacyjną na świecie, zarówno pod względem liczby sprzedawanych pojazdów, jak i pod względem wartości rynkowej przedsiębiorstwa. Wartość rynkowa firmy wyceniana jest na 238,9 mld dolarów na dzień 31 marca 2015 roku, co zapewnia japońskiemu koncernowi 15. miejsce na świecie.

 

Fabryka WINIARY w Kaliszu ma nowego dyrektora

Od października funkcję dyrektora fabryki WINIARY w Kaliszu objął Tomasz Lazarowicz. Przez ostatnie 4 lata zarządzał fabryką lodów Nestlé Schöller w Namysłowie.

 tomasz_lazarowiczTomasz Lazarowicz związany jest z Nestlé od 1996 lat. Dyrektorem fabryki w Namysłowie był od 2011 roku. Wcześniej pełnił funkcje: kierownika produkcji w fabryce kulinarnej w Rosji i pracował w centrum technologicznym w Niemczech jak specjalista ds. produkcyjnych. Swoją karierę zaczynał w 1996 właśnie w Winiarach, gdzie pracował 7 lat.

Kaliska fabryka WINIARY świętuje w tym roku 20-lecie połączenia z Grupą Nestlé. W tym czasie firma Nestlé zmechanizowała, zinformatyzowała i zautomatyzowała cały zakład produkcyjny, a wartość inwestycji wyniosła blisko 400 mln zł. Dziś WINIARY to nowoczesna fabryka i przyjazne miejsce pracy, a Nestlé to znany i szanowany w Kaliszu pracodawca. Obecnie w fabryce Nestlé w Kaliszu produkuje się łącznie ponad 650 wyrobów takich jak m.in.: sosy i majonezy, na czele z Majonezem Dekoracyjnym – numerem jeden na rynku majonezów w Polsce, zupy instant, buliony, dania gotowe, sosy, „Pomysły na …”, przyprawy w płynie i inne. W 2014 roku w fabryce w Kaliszu wyprodukowano blisko 70 tys. ton produktów, które trafiły na polski rynek i kolejne kilka tysięcy ton na eksport.

Nowy dyrektor handlowy ID Logistics Polska

ID Logistics Polska, czołowy międzynarodowy dostawca usług logistycznych, wzmacnia dział sprzedaży. W październiku na jego czele stanęła Marzena Wal, nowy dyrektor handlowy firmy.

Marzena WalJako dyrektor handlowy ID Logistics Marzena Wal odpowiada za efektywny rozwój biznesu, pozyskiwanie nowych klientów oraz realizację przyjętej strategii sprzedaży i marketingu firmy.

Marzena Wal z branżą TSL związana jest od ponad 20 lat.  Doświadczenie zawodowe zdobywała pełniąc funkcje menadżerskie w działach sprzedaży i operacji, zarówno po stronie klienta jak i dostawców usług logistycznych. Tworzyła struktury sprzedaży, odpowiadała za budowanie i utrzymywanie relacji z klientami oraz zarządzanie procesami logistycznymi i transportowymi. „Dotychczasowe doświadczenie nauczyło mnie patrzenia na zagadnienia logistyczne z różnych punktów widzenia. Dzięki temu lepiej wiem, czego oczekuje klient i jak na te oczekiwania może odpowiedzieć operator logistyczny, który z nim współpracuje“ powiedziała Marzena Wal.

Marzena Wal ma duże doświadczenie w realizacji projektów logistycznych dedykowanych branży retail. Jako Ambient Supply Chain Manager jednej z największych sieci handlowych odpowiadała m.in. za organizację dostaw oraz wdrażanie procesów logistycznych gwarantujących ich jakość i terminowość. Z kolei do jej zadań jako dyrektora logistyki dużej firmy handlowej, dostawcy armatury i ceramiki  sanitarnej, należało kompleksowe zarządzanie siecią dystrybucji towarów do sklepów detalicznych i sieci handlowych.

ID Logistics jest firmą, która stawiając na innowacyjność, dynamikę i wysoką jakość usług, konsekwentnie buduje swoją pozycję lidera dedykowanej logistyki kontraktowej. Cieszę się, że dołączyłam do tak doświadczonego i świetnego zespołu. W najbliższym czasie planuję wdrożenie dedykowanych rozwiązań z zakresu e-commerce, będę też pracować nad umacnianiem pozycji firmy na rynku usług logistycznych skierowanych do sieci handlowych i branży FMCG“  zapowiada Marzena Wal.

10 sposobów na aktywny wypoczynek w Chorwacji

Chorwacja jest idealnym miejscem dla każdego miłośnika przygód, sportu
i natury we wszystkich przejawach. Piękna i niesamowicie różnorodna przyroda, krystalicznie czyste rzeki, wysokie góry oraz zielone tereny sprawiają, że Chorwacja to coś więcej niż tylko dobre miejsce na letni urlop. Chorwacja oferuje wiele interesujących form wypoczynku przez cały rok, poniżej prezentujemy kilka z nich.

#01 Lot balonem: Lot balonem to doskonała okazja do podziwiania jednego z najpiękniejszych krajobrazów na świecie. W zależności od wiatru można wybrać się w lot nad Zagrzebiem lub z lotu ptaka podziwiać piękne wzgórza Zagorje. Lot w godzinach porannych to okazja do podziwiania wschodu słońca, a wieczorem do oglądania ziemi skąpanej w złocistym świetle.

#02 Spływ kajakowy: Spływ kajakowy po rzece Mreznica to doskonały sposób na połączenie aktywności fizycznej z podziwianiem piękna przyrody. Dzięki czystym, szmaragdowym wodom i środowisku, nienaruszonemu przez działalność człowieka, Mreznica jest jedną z najbardziej urokliwych rzek Chorwacji. Liczne wodospady trawertynowe, przeplatające się ze spokojnymi odcinkami rzeki sprawiają, że jest to idealne miejsce na kajakowe wyprawy. Region ten charakteryzuje się również wyjątkową fauną i florą.

#03 Paralotniarstwo w Biokovo: Osoby, które poszukują prawdziwego dreszczyka emocji powinny się wybrać na przelot paralotnią w pięknym parku Biokovo połozonym na północy Chorwacji. Widoku, który roztacza się z góry nie da się porównać do niczego innego – to nie tylko rozkwitająca naura, ale również zapierający dech w piersi linia brzegowa z malowniczymi wioskami. Przelot sprawi, że każdy poczuje się wolny jak ptak.

#04 Konne zwiedzanie Slawonii: Stadniny umiejscowione są we wszystkich regionach Chorwacji, ale nigdzie nie są tak popularne jak na północnym zachodzie. W Slawonii jest wiele klubów i stowarzyszeń jeździeckich, które uczą jazdy konnej. Dodatkową zachętą będą wspaniałe krajobrazy tego regionu.

_05 Cycle along the Plitvice Lakes#05 Wycieczka rowerowa wzdłuż Jezior Plitwickich: Park Narodowy Jezior Plitwickich ma najbardziej malownicze ścieżki rowerowe w Europie i jest w całości dostępny dla rowerzystów. Daje to zapalonym rowerzystom okazję do podziwiania całej feerii barw. A wspaniałe wodospady i jeziora potrafią zafascynować dosłownie każdego. Osoby, które nie są w najlepszej formie, nie powinny się zniechęcać, ponieważ większość ścieżek rowerowych nie jest zbyt trudna.

_06 Climb up the mountains #06 Spacer po górach: Park Narodowy Welebitu Północnego to kolejny przepiękny zakątek, który warto odwiedzić. Ponieważ jest to teren górzysty, można go zwiedzać jedynie pieszo. W parku znajdują się szlaki i ścieżki zarówno dla turystów, jak i doświadczonych alpinistów, prowadzące do najwyższych szczytów tego masywu górskiego. Nic dziwnego, że Komisja Europejska uznała ten park narodowy za jeden z Modelowych Ośrodków Turystycznych Europy (EDEN). Dodatkowo łączy on w sobie dwa krajobrazy — góry oraz wybrzeże. Na zboczach gór żyje też wiele dzikich zwierząt takich jak żbiki, niedźwiedzie i wilki, natomiast głębokie leje krasowe i jaskinie sprawiają, że krajobraz jest bardzo zróżnicowany i malowniczy.

#07 Źródła termalne (toplice): W północnej Chorwacji, 20 minut od Varazdinu, znajdują się źródła Varazdinske Toplice. Podobnie jak wiele innych chorwackich źródeł termalnych, Varazdinske Toplice były odwiedzane już przez Rzymian. Turyści odwiedzający tę małą, urokliwą miejscowość mogą zanurzyć się w kulturze czasów starożytnych: tuż za rogiem współczesnego spa znajdują się ruiny starych łaźni rzymskich Aquae lasae, używanych głównie w III wieku. Są one obecnie tylko zabytkiem, ale aby się ogrzać, wystarczy udać się do źródeł termalnych w obecnym spa, których temperatura dochodzi nawet do 58°C.

08 Observe the diversity of birds (Kopacki rit)#08 Bogactwo ptaków: Kopacki rit to teren o ogromnym bogactwie naturalnym, oferujący niesamowite wrażenia miłośnikom dzikiej przyrody. Region ten, z wieloma starorzeczami i niewielkimi jeziorami, jest jednym z najważniejszych, największych i najatrakcyjniejszych naturalnych terenów bagiennych w Europie. Dzięki temu w parku żyje około 260 gatunków ptaków, co sprawia, że jest to doskonałe miejsce na podglądanie ptaków zarówno dla początkujących, jak i ekspertów. Chociaż to urocze miejsce kojarzy się raczej z samotnymi wypadami, osoby początkujące mogą wybrać się tam w towarzystwie bardziej doświadczonego przewodnika, potrafiącego bezbłędnie rozróżniać poszczególne gatunki.

_09 Modrič cave#09 Wycieczka z przewodnikiem po jaskini Modrič w miejscowości Rovanjska – zapierająca dech w piersiach przygoda. Turyści, wyposażeni w peleryny, kaski i pojemniki wypełnione karbidem, poznają jaskinię z formacjami osadów wapniowych. Pod doświadczonym okiem przewodnika można się wybrać na wycieczkę po podziemnych szybach, aby w końcu ujrzeć fascynujące, niezliczone formacje osadów wapniowych. Jaskinia sama w sobie jest wyjątkowa, ponieważ zachowała się w prawie nienaruszonym stanie: nie ma w niej świateł ani barierek i nie została zniszczona przez człowieka. Turyści odwiedzający region Zadaru koniecznie powinni ją zobaczyć.

#10 Zjazd na linie w Omišu: zjazdu na stalowej linie rozciągniętej nad kanionem rzeki Cetina to doskonała propozycja dla wszystkich miłośników sportów ekstremalnych, którzy nie cierpią na lęk wysokości. Turyści, zabezpieczeni uprzężą, mogą zjeżdżać po ośmiu linach o łącznej długości 2 100 metrów. Ta wspaniała przygoda to nawet trzy godziny niezapomnianej zabawy pośród zielonych gór i turkusowych, krystalicznie czystych jezior.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 05.11.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Polacy nie boją się kredytów

Obok transakcji gotówkowych, coraz więcej klientów decyduje się na kupno lokum przy współpracy z bankiem.

Według Biura Informacji Kredytowej w ostatnich miesiącach Polacy zaciągają coraz więcej kredytów hipotecznych. W III kwartale br. wartość wnioskowanych kredytów mieszkaniowych wzrosła o 7,7 proc., a ich liczba – o 1,7 proc. w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. Jak twierdzą przedstawiciele Lion’s Banku, trudno się temu dziwić, skoro oprocentowanie takiego długu jest niskie, a zdolność kredytowa przeciętnej rodziny rośnie. – Skala zawieranych transakcji wskazuje na to, że na rynku mieszkaniowym padną w 2015 roku kolejne historyczne rekordy sprzedaży mieszkań – prognozuje Wioletta Kleniewska, dyrektor sprzedaży i marketingu w Polnord S.A.

Mocny impuls

Dobrą passę potwierdzają ostatnie wyniki sprzedaży deweloperów, którzy od lipca do września bieżącego roku w największych polskich aglomeracjach czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu oraz Łodzi zakontraktowali prawie 13,2 tys. lokali. Według REAS w pierwszych trzech kwartałach 2015 r. na rynku pierwotnym zawarto w sumie ponad 37 tys. transakcji. Jak zaznaczają eksperci, wystarczy sprzedaż niespełna 6 tys. lokali w czwartym kwartale 2015 r., by pobić dotychczasowy rekordowy wynik z 2014 r. – Po raz kolejny okazało się, że boom w pierwotnym segmencie krajowej mieszkaniówki nie tylko ma się bardzo dobrze, ale wciąż jeszcze nabiera rozpędu – zauważa Jarosław Jędrzyński, analityk portalu RynekPierwotny.pl.

Wzrost liczby transakcji kredytowych jest również pewnym impulsem dla kolejnych przedsięwzięć deweloperskich, do tej pory nakręcanych w znacznej mierze popytem ze strony klientów gotówkowych. Przedstawiciele Lion’s Banku zwracają uwagę, że możliwości kredytowe modelowej rodziny rosną nieprzerwanie od czwartego kwartału 2012 r. We wrześniu 2012 r. przeciętna trzyosobowa rodzina „Kowalskich” mogła pożyczyć na mieszkanie średnio 357 tys. zł, a dziś – 456,2 tys. zł, czyli o 99,2 tys. zł więcej. – W dużej mierze wynika to z faktu, że w trzecim kwartale 2012 r. podstawowa stopa procentowa była na poziomie 4,75 proc. a dziś wynosi jedynie 1,5 proc. – zaznacza Bartosz Turek, analityk Lion’s Bank.

Ponadto, choć marże banków komercyjnych wyraźnie rosły w latach 2011-2014, według najnowszych danych Tax Care nie tylko ustabilizowały się, lecz także zaczęły spadać. Obecnie oscylują na średnim poziomie 1,78 proc. – to o 0,05 pkt. proc. mniej niż przed rokiem. – Na razie kredytobiorcy mogą cieszyć się z wysokiej zdolności kredytowej i niskich rat. Obecnie, zaciągając kredyt na 300 tys. zł i 30 lat, trzeba się liczyć z ratą miesięczną na poziomie 1347 zł. Rok temu rata kredytu o identycznej wartości wynosiła 1492 zł, czyli była o 145 zł wyższa – wylicza Bartosz Turek.

 Rozważne decyzje

W parze z dobrymi wynikami sprzedaży idzie niewielki ale systematyczny wzrost cen mieszkań. Zdaniem przedstawicieli REAS wpływa na to uzupełnianie przez deweloperów oferty o podwyższonym standardzie, cieszącej się sporym zainteresowaniem. Podniesienie w III kwartale br. limitów programu Mieszkanie dla Młodych w niektórych miastach również zaowocowało drobnymi podwyżkami lokali z najtańszej półki. – Wreszcie część deweloperów nieco podwyższyła ceny w kolejnych fazach swoich wieloetapowych inwestycji, reagując na dobrą sprzedaż w ostatnich kwartałach – zaznaczają analitycy REAS.

Chętnie kupowane są zarówno niewielkie kawalerki pod wynajem, jak i lokale 2-3 pokojowe o większych metrażach. – Nasi klienci często pytają o dwa pokoje o powierzchniach od 40 do 55 mkw., na których można zaaranżować dodatkowe pomieszczenie. Sporym powodzeniem cieszą się również „trójki” liczące 50-70 metrów. Co więcej, dobra koniunktura na rynku sprawia, że coraz więcej osób może pozwolić sobie na większe lokale cztero- i pięciopokojowe– opowiada Wioletta Kleniewska dyrektor sprzedaży i marketingu Polnord S.A. Zaznacza, że odpowiednia lokalizacja, atrakcyjna cena czy właściwy „rozmiar” mieszkania to nie jedyne kryteria, jakimi kierują się nabywcy. Klienci zwracają uwagę również na standard wykończenia lokali i powierzchni wspólnych, infrastrukturę osiedla, a także renomę i doświadczenie dewelopera.

Dużym powodzeniem cieszy się m.in. City Park w Łodzi, 2 Potoki i Dwa Tarasy w Trójmieście, a także jedna z najnowszych inwestycji Polnordu – Brzozowy Zakątek. Osiedle powstaje w warszawskim Wilanowie. – W pierwszym etapie na klientów czeka duży wybór lokali, od 28-metrowych kawalerek po ciekawe pięciopokojowe aranżacje na powierzchni 133 mkw. Ceny zaczynają się już od 6575 zł za metr kwadratowy, przy czym większość lokali trzy- i czteropokojowych można kupić w ramach MdM – informuje Wioletta Kleniewska. Pierwsze budynki osiedla będą gotowe w 2017 r.

Tłumaczenia litewski

Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.plBiur Tłumaczeń 123Tłumacz.pl zajmuje się tłumaczeniami zwykłymi, tłumaczeniami specjalistycznymi oraz tłumaczeniami uwierzytelnionymi (przysięgłymi) z języka polskiego na język litewski i z języka litewskiego na język polski. Naszym Klientom gwarantujemy pełen profesjonalizm, rzetelność oraz precyzyjność i dokładność przekładów wykonywanych przez specjalistów wykształconych w danym kierunku. Liczymy się z indywidualnymi potrzebami naszych Klientów i dostosowujemy się do specyfiki powierzanych nam zamówień.

Tłumaczenia dla firmZatrudniamy tylko najlepszych tłumaczy języka litewskiego, a ich pracę systematycznie kontrolujemy i weryfikujemy. Mamy pewność, że otrzymywane przez Państwa tłumaczenia są najwyższej jakości. Zdarza się również, że tekst powinien być skonsultowany z niezależnym ekspertem w danej dziedzinie – tak właśnie robimy w 123Tłumacz.pl

Działamy na rynku translatorskim od wielu lat, a naszą renomę poświadczyć mogą setki zadowolonych Klientów i pisemne referencje, które udostępniamy na Państwa życzenie. Głównym celem naszej pracy jest Państwa zadowolenie. Dlatego oferujemy krótkie terminy i rabaty przy zleceniach o większej objętości, dostosowujemy naszą ofertę do poszczególnych osób. W wycenach uwzględniamy indywidualne możliwości i oczekiwania, wychodząc tym samym naprzeciw naszym Klientom.

Kontaktując się z nami telefonicznie lub mailowo, mogą Państwo liczyć na rzetelne i wyczerpujące odpowiedzi na każde pytanie czy wątpliwość. Nasi konsultanci z chęcią zapoznają Państwa z naszymi propozycjami ofertowymi.

BZ WBK umożliwia konsultacje w zakresie produktów dla handlu zagranicznego

Każdy eksporter i importer współpracujący z Bankiem Zachodnim WBK, oprócz konkretnych produktów finansowania handlu, w razie potrzeby może teraz skorzystać z dodatkowych konsultacji w tym obszarze. Specjalny zespół w strukturach Banku udzieli wskazówek co do konstrukcji wybranych rozwiązań, tak, aby w jak najlepszy sposób zabezpieczały one interes firmy i były zgodne ze wszystkimi standardami obrotu międzynarodowego.

Konsultacje produktowe dla firm zajmujących się handlem zagranicznym są uzupełnieniem nowoczesnego modułu trade finance działającego w ramach platformy bankowości elektronicznej iBiznes24. Moduł ten umożliwia zarządzanie transakcjami z kontrahentami zagranicznymi oraz operacjami zabezpieczającymi obrót, jak również m.in. negocjowanie draftów dokumentów czy generowanie raportów. – iBiznes24 jest jedną z najlepszych na rynku platform bankowości elektronicznej, doskonale dopasowaną do potrzeb firm zajmujących się handlem międzynarodowym. Moduł trade finance pozwala kompleksowo obsługiwać produkty dla handlu zagranicznego, dodatkowo platforma daje bezpośredni dostęp do portalu SantanderTrade.com oraz modułu eFX służącego do wymiany walut. W tym roku do iBiznes24 wdrożyliśmy duży pakiet udoskonaleń i pracujemy nad kolejnymi. Równolegle zapewniamy pełne wsparcie klientom wtedy, gdy potrzebują pogłębionych informacji merytorycznych z zakresu produktów – podkreśla Andrzej Fürstenberg, dyrektor departamentu rozwoju produktów i wsparcia operacyjnego Pionu Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej BZ WBK.

Konsultacje produktowe dla eksporterów i importerów są prowadzone poprzez specjalną infolinię a wsparcia udziela zespół ekspertów, którzy mogą doradzić lub zasugerować jakie zapisy powinny znaleźć się np. w umowach gwarancji czy akredytyw. – Rozwiązania dla handlu zagranicznego są skomplikowane pod względem prawnym i jest wiele punktów czy zakresów, gdzie nietrudno o błąd i niedopatrzenie, które mogą słono kosztować firmę. Przykładowo, kontrahent może próbować wprowadzić do akredytywy niekorzystne zapisy, np. zbyt rozbudowane opisy przedmiotu dostaw lub niespójne czy zbyt krótkie terminy prezentacji dokumentów. Jesteśmy po to, żeby widząc warunki kontraktu handlowego, doradzić lub zasugerować najlepsze warunki produktu zabezpieczającego – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu w Pionie Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej Banku Zachodniego WBK.

Jak podkreślają eksperci Banku Zachodniego WBK, polskie firmy, które decydują się na ekspansję zagraniczną coraz częściej wybierają nie Unię Europejską czy szerzej pojmowaną Europę, ale dalekie, czasem wręcz egzotyczne kierunki. A im bardziej odległy kraj, tym większe ryzyko, szczególnie przy pierwszych kontraktach. To właśnie powoduje, że coraz więcej firm, szuka rozwiązań zabezpieczających obrót czy eliminujących ryzyko kursowe. – Gwarancje, akredytywy, faktoring międzynarodowy czy narzędzia minimalizowania ryzyka kursowego, takie jak forwardy czy opcje, są znane dużym firmom bardzo dobrze, ale trzeba pamiętać, że biznes z dalekimi krajami, choćby Ameryką Południową, Afryką czy Bliskim lub Dalekim Wschodem wymaga często innych lub dodatkowych zapisów umów niż w przypadku Europy Zachodniej – dodaje Piotr Dylak

Nowy Lexus GS dla Agnieszki Radwańskiej

Zwyciężczyni turnieju WTA Finals, Agnieszka Radwańska dostała kluczyki do nowego Lexusa GS 450h. Najlepsza w historii polska tenisistka spotkała się z dziennikarzami w siedzibie Toyota Motor Poland w Warszawie. Jak powiedziała, jest dobrym kierowcą, a ze względu na współpracę z krajowym przedstawicielstwem japońskiego koncernu, miała okazję jeździć wszystkimi modelami Lexusa. Najbardziej spośród nich ceni sobie Lexusy NX i GS.

lexus– „Zastanawialiśmy się, co mogłoby być najlepszym podarunkiem dla Agnieszki, by nagrodzić ją za to, co robi dla Polski” – powiedział prezydent Toyota Motor Poland, Jacek Pawlak, wręczając kluczyki do najnowszego, hybrydowego Lexusa GS 450h – „Marka Lexus powstała w tym samym roku, w którym urodziła się nasza gwiazda. Lexusa i Agnieszkę łączą szczególne cechy. I Lexus, i Agnieszka ciężko pracowali, by dojść do mistrzostwa”.

Agnieszka Radwańska stała się już legendą polskiego sportu. Odniosła największy sukces w karierze, po serii fantastycznych zwycięstw wygrała cały turniej WTA Finals. W niezwykle widowiskowym finale Polka zwyciężyła piątą rakietę świata, Petrę Kvitovą, byłą dwukrotną mistrzynię Wimbledonu. Takiej gwiazdy tenisa nie mieliśmy od czasów Wojciecha Fibaka.

Sponsorem „Isi” jest Lexus, co oznacza, że korzysta na co dzień z tych samochodów i po zwycięskim meczu usiadła za kierownicą jednego z nich. Teraz będzie na co dzień jeździć nowym, hybrydowym Lexusem GS.

– „Nie tamuję ruchu drogowego, dlatego w moim garażu musi stać mocne auto” – żartowała na konferencji Agnieszka.

Lexus GS to luksusowy sedan wyróżniający się awangardową elegancją. Najnowsza generacja modelu GS dostępna jest w wersji GS 200t z dynamicznym i oszczędnym turbodoładowanym silnikiem benzynowym oraz w wersjach GS 300h i GS 450h o napędzie hybrydowym, łączących ogromną moc z wyjątkowo niskim zużyciem paliwa i minimalną emisją niepożądanych substancji. Doskonałym osiągom i własnościom jezdnym towarzyszą unikalne rozwiązania podwyższające komfort, takie jak generator nawilżających cząstek nanoe, a także zwiększające bierne i czynne bezpieczeństwo jazdy, w tym zaawansowany pakiet bezpieczeństwa Lexus Safety System +.

Należąca do koncernu Toyota marka Lexus jest obecna na światowym rynku samochodów luksusowych od ponad 25 lat, wyznaczając nowe standardy komfortu, bezpieczeństwa i radości jazdy. Produkowane przez Lexusa samochody wykorzystują najbardziej innowacyjne rozwiązania techniczne i wyróżniają się funkcjonalnością, perfekcyjną jakością wykonania i wyjątkową niezawodnością. Szeroka gama modeli obejmuje luksusowe samochody o różnej wielkości i charakterystyce, od kompaktowych IS i CT, przez średniej wielkości GS, coupe RC, crossovery NX i RX, po ekskluzywne limuzyny LS i superkomfortowe terenowe LX, a także wyczynowe wersje modeli podstawowych, tworzące serię F.

Polska może uniknąć „pułapki średniego poziomu rozwoju”, jeśli Polacy będą więcej oszczędzać

Skumulowany wzrost gospodarczy Polski w latach 1990-2014 wyniósł 238 proc. i był największy spośród zarówno wszystkich krajów postkomunistycznych, jak i dużych gospodarek unijnych. Pod względem poziomu rozwoju gospodarczego, Polska znajduje się na poziomie 55 proc. Niemiec i około 70 proc. Hiszpanii. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów raportu „Czy oszczędności krajowe będą w stanie finansować długoterminowy wzrost gospodarczy w Polsce?” Polska w 2040 roku jest w stanie osiągnąć poziom dochodów per capita 75-85 proc. PKB Niemiec, ale przy spełnieniu określonych warunków, przede wszystkim znacznego zwiększenia stopy oszczędności krajowych.

Rok 2014 symbolicznie zamyka okres 25 lat transformacji ustrojowej i gospodarczej Polski. Skutki całego tego okresu należy oceniać poprzez porównanie wyników naszego kraju z innymi państwami. Z tej perspektywy „szokowa terapia” okazała się korzystniejsza niż stopniowe reformy, co zaowocowało tym, że skumulowany wzrost gospodarczy Polski wyniósł w latach 1990-2014 aż 238 proc.

Zdaniem ekspertów Deloitte punktem odniesienia dla rozwoju gospodarczego Polski w długim okresie czasu uznać należy Niemcy, które są najważniejszym partnerem handlowym naszego kraju i jedną z najbardziej konkurencyjnych gospodarek świata. Plany rozwoju polskiej gospodarki w zależności od czynników produkcji wskazują na ambitne, ale możliwe scenariusze wobec niemieckiego PKB: osiągnięcie 75 proc. lub 85 proc. według parytetu siły nabywczej w roku 2040.

 „Krajem, któremu bardzo dokładnie powinien się przyjrzeć nowy polski rząd jest Hiszpania. Przykład tego państwa pokazuje, że możliwe było osiągnięcie 90-proc. konwergencji PKB per capita z Niemcami w latach 2002-2009, ale równie realnym scenariuszem okazało się wpadnięcie w pułapkę średniego poziomu rozwoju i powrót do poziomu 75 proc. w 2014 roku. Ważne, by wyciągnąć z przypadku Hiszpanii odpowiednie wnioski i nie popełniać tych samych błędów” – wyjaśnia Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte Consulting.

Termin „pułapka średniego poziomu rozwoju” został użyty po raz pierwszy w raporcie Banku Światowego w 2007 r. Szczegółowa analiza epizodów dynamicznego wzrostu i spowolnienia przeprowadzona została dopiero w latach 2012-2013. Okazało się, że wśród 160 krajów (wyłączając państwa – eksporterów surowców) istnieje statystycznie wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia nie jednej, ale dwóch pułapek średniego poziomu rozwoju – na poziomie dochodu per capita 10 000-11 000 dolarów oraz 15 000-16 000 dolarów. Jednak kwestia faktycznych poziomów rozwoju, przy których następowało załamywanie się wzrostu jest dość złożona. W zależności od stosowanych testów statystycznych i doboru punktów odniesienia próg dochodu może się zmieniać na 17 900 dolarów, a nawet ponad 20 000 dolarów. Wśród krajów, które wpadały w dwustopniową pułapkę średniego poziomu rozwoju znalazło się kilka państw europejskich: Austria (1960 i 1974), Węgry (1977 i 2003), Grecja (lata 70-te i 2003), Norwegia (1976 i 1997-8), Portugalia (1973-4 i 1990- 2) oraz Hiszpania (połowa lat 70-tych i 2001). „Polska prawdopodobnie w ciągu najbliższych piętnastu lat zrówna się z poziomem rozwoju Hiszpanii i zbliży się do poziomu około 75 proc. PKB Niemiec, a tym samym stanie przed groźbą pułapki średniego poziomu rozwoju” – mówi Rafał Antczak.

Jak tego uniknąć? Analiza czynników wpływających na długoterminowe spowolnienie dynamiki PKB wykazuje kilka wspólnych cech dla różnych gospodarek na średnim poziomie rozwoju. Przede wszystkim spowolnienie rozwoju gospodarczego odbywa się stopniowo. Dodatkowo wyróżnić można szeroką gamę czynników ekonomicznych, społecznych i politycznych, które mają istotny wpływ na wzrost prawdopodobieństwa wpadnięcia w pułapkę średniego poziomu rozwoju. Długoterminowe spowolnienie dynamiki PKB związane jest z wyraźnym spadkiem produktywności czynników produkcji (ilość i produktywność pracy i kapitału, ang. Total Factor Productivity), a różne analizy wskazują, że jej wkład we wzrost gospodarczy Polski jest coraz mniejszy.

Zasoby pracy w Polsce są ograniczone, choć można je jeszcze nieco powiększyć. „Bardzo szybko pogarszająca się sytuacja demograficzna kraju wynikająca z niskiej dzietności i niżu demograficznego w grupie osób w wieku rozrodczym powoduje zmniejszenie możliwości tworzenia oszczędności w dłuższym horyzoncie” – wskazuje Krzysztof Stroiński, Partner, Lider Usług Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte. Konieczne stają się więc większe inwestycje w środki trwałe, które trzeba sfinansować. „Stopa łącznych oszczędności sektora prywatnego i sektora publicznego w Polsce jest dosyć stabilna i wynosi około 18 proc., podczas gdy stopa inwestycji wymagana dla konwergencji na poziomie 75-85 proc. gospodarki Niemiec wynosi 25-32 proc. W rezultacie luka inwestycji i oszczędności wyniesie 5-14 proc. PKB” – wyjaśnia Rafał Antczak.

Poziom luki inwestycji i oszczędności wynoszący 5-14 proc. PKB jest zbyt wysoki, aby mógł być sfinansowany w całości zagranicznymi oszczędnościami przy zachowaniu równowagi makroekonomicznej. Polska od początku transformacji hojnie korzystała z zagranicznych oszczędności, finansując inwestycje i wzrost gospodarczy. To spowodowało, że ujemna międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto Polski pogorszyła się z -31 proc. w roku 2000 aż do -67 proc. PKB na koniec 2014 r., podczas gdy za poziom bezpieczny uznaje się -35 proc. PKB. Zatem deficyt oszczędności krajowych będzie kluczowym czynnikiem dla osiągnięcia długoterminowej konwergencji z Niemcami.

W krajach Unii Europejskiej 45 proc. aktywów finansowych gospodarstw domowych utrzymywanych jest w funduszach emerytalnych, a 34 proc. w gotówce i depozytach bankowych. W Polsce proporcje te wynoszą odpowiednio 17 i aż 54 proc. W 2014 roku tylko 5,2 proc. aktywnych zawodowo Polaków posiadało konta IKE (Indywidulane Konto Emerytalne), z czego jedynie 32 proc. dokonało jakichkolwiek wpłat. Jeżeli chodzi o IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego), to w tym samym czasie 16 proc. kont było aktywnych. Należy także dodać, że 2,4 proc. pracujących osób należy do Pracowniczych Programów Emerytalnych. Na koniec 2014 roku w IKE zgromadzono około 5 mld zł, a w IKZE 295 mln zł. „Perspektywa niskich przyszłych emerytur oraz wydłużania się życia Polaków silnie wskazuje na potrzebę dodatkowego oszczędzania na starość. W Polsce potrzebny jest popularny system dobrowolnych oszczędności emerytalnych. W chwili obecnej świadomość Polaków dotycząca możliwości dodatkowego oszczędzania na emeryturę w III filarze jest niska. Choć produkty III filarowe są dobre w swojej konstrukcji, a przede wszystkim korzystne dla uczestników w porównaniu do innych opcji długoterminowego oszczędzania, to niezbędna jest promocja istniejących rozwiązań” – mówi Renata Onisk, Aktuariusz, Partner w Dziale Usług Aktuarialnych Deloitte.

Dlatego zdaniem ekspertów Deloitte bez zmiany polityki państwa w celu mobilizowania długoterminowych oszczędności prywatnych, a przede wszystkim oszczędności emerytalnych, scenariusz konwergencji gospodarki polskiej do niemieckiej jest mało prawdopodobny. Rośnie za to ryzyko wpadnięcia przez Polskę w pułapkę średniego poziomu rozwoju, tak jak miało to miejsce w przypadku Hiszpanii.

Trybunał broni budżetu

Zgodnie z przewidywaniami analityków Trybunał Konstytucyjny wziął podczas ogłaszania wyroku pod uwagę interes skarbu państwa. W Chinach trwa hossa, rośnie bańka spekulacyjna. Słabsze dane z Europy i lepsze z krajów anglosaskich przesuwają uwagę inwestorów z euro na dolara.

Poznaliśmy wyrok w sprawie OFE. Przepisy zaskarżone przez Bronisława Komorowskiego i Rzecznika Praw Obywatelskich są jednak zgodne z konstytucją i nie muszą zostać zmienione. Nie dotyczy to co prawda zakazu reklamy, który jest niezgodny z zasadą wolności i wyrażania poglądów. W uzasadnieniu pada spodziewany argument. Zabranie pieniędzy było nie w porządku, ale cofnięcie decyzji byłoby szkodliwe. Nie dodano zwrotu “dla budżetu”. Jak widać prawo prawem, ale Trybunał Konstytucyjny jak zawsze interpretuje przepisy prawa w zgodzie z interesem budżetu państwa. Co więcej, taki wyrok daje właściwie możliwość dalszego skoku na pieniądze obywateli w OFE, gdyby zaszła taka potrzeba. Czytając obietnice wyborcze zwycięskiej partii łatwo nam taką potrzebę sobie wyobrazić.

Odbicie na parkiecie w Chinach trwa. Pomimo wyjaśnienia się sytuacji wczorajszej plotki, dzisiaj znów mamy wzrosty. Inwestorzy patrzą optymistycznie na indeks, gdyż zgodnie z niektórymi definicjami mamy znów hossę – indeks wzrósł o ponad 20% od ostatniego dołka. Problem polega na tym, że wzrost ten jest silnie napędzany kredytami i stymulowaniem centralnym. Problemem jest w tym przypadku jakość podstaw chińskiej giełdy. Relacja cena/zysk wskazuje, że obecne poziomy są nieracjonalne, a ewentualne odbicie nie ma żadnych podstaw. Ewentualne załamanie w Chinach najprawdopodobniej przełoży się na rynki surowcowe, a co za tym idzie najmocniej odczuje to prawdopodobnie rubel.

Wczoraj poznawaliśmy odczyty indeksów PMI dla usług. Lepiej od oczekiwań wypadły Hiszpania i Francja, gorzej Włochy i Niemcy. W rezultacie łączny indeks dla strefy euro delikatnie spadł. Lepsze dane nadeszły z Wielkiej Brytanii. Indeks znalazł się 0,4 pkt powyżej, i tak optymistycznych, oczekiwań. W rezultacie dobrych danych nadchodzących z Wysp zobaczyliśmy wyraźne przebicie psychologicznej bariery funta za 6 zł. Ruch ten wspierany  jest dodatkowo dobrymi danymi z USA, które w połączeniu ze słabszymi danymi ze strefy euro powodują spadki na eurodolarze. Spadki na głównej parze walutowej zwyczajowo umacniają dolara i funta. Dzisiaj co prawda od rana ruch ten jest korygowany.

Wspomniane lepsze dane z USA to raport na temat zatrudnienia, który wykazuje, że wzrosło ono o 2 tysiące powyżej oczekiwań. Jest też mniejszy od oczekiwań deficyt bilansu handlowego oraz lepszy od oczekiwań raport ISM dla usług.

Warto zwrócić uwagę na następujące dane:

13:00 – Wielka Brytania – raport na temat inflacji,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 05.08.2015 do 05.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 05.08.2015 do 05.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2600, kurs kontynuuje wzrosty. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2200 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 05.08.2015 do 05.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 05.08.2015 do 05.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9500 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8900.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 05.08.2015 do 05.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 05.08.2015 do 05.11.2015

Kurs USD/PLN wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9350. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8750.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 05.08.2015 do 05.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 05.08.2015 do 05.11.2015

Kurs GBP/PLN podążał jeszcze na początku miesiąca w trendzie spadkowym. Przed wyborami doszło do silnego wybicia, które jest kontynuowane i najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są obecnie maksima lokalne na 6,0150. W przypadku spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Breloczki, zegarki, naklejki… Zamiast karty płatniczej?

Płacenie zbliżeniowe przestało być zarezerwowane tylko dla kart płatniczych. Na rynku pojawia się coraz więcej gadżetów, które ułatwiają takie transakcje. Są to np. naklejki i breloki, ale też specjalne zegarki. Okazuje się też, że Polacy coraz chętniej korzystają właśnie z takiego sposobu płacenia za rachunek.

– Jeżeli chodzi o płatności kartami zbliżeniowymi to staje się to coraz bardziej popularne. Najczęściej w taki sposób płacą osoby młode, między 20 a 30 rokiem życia – mówi newsrm.tv Karolina Leśnik, dietetyk. Co ciekawe taki sposób regulowania rachunku nie dotyczy tylko transakcji do 50 złotych. Do tej formy przekonują się także osoby starsze. – Coraz częściej osoby starsze w naszej kawiarni płacą poprzez zbliżenie karty – dodaje Dawid Oczkowski, pracownik kawiarni.

Płacenie zbliżeniowe przestało być już tylko zarezerwowane dla kart płatniczych, pojawiają się np. breloczki, którymi też można uregulować rachunek. – Ostatnio zaskoczyła nas klientka, która przyszła z córką. Jej córka chciała nam zapłacić breloczkiem, małą żyrafką – mówi  Anna Stępniak-Chmielewska, kierownik sklepu.

I na tym nie koniec nowości jeżeli chodzi o trakcje zbliżeniowe. Podobnie działają też naklejki z funkcją zbliżeniową. Wystarczy zbliżyć naklejkę do czytnika w sklepie, restauracji, u fryzjera czy na stacji benzynowej, aby szybko zapłacić za zakupy do kwoty 50 zł bez podawania kodu PIN. W przypadku większych kwot wymagane jest podanie kodu. Płatności naklejką są realizowane z dostępnych środków na rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym i rozliczane tak samo jak transakcje wykonywane kartą debetową.

– Rosnąca popularność gadżetów zbliżeniowych, które dotąd oferowaliśmy głównie posiadaczom Konta dla Młodych oraz płatności zbliżeniowych kartami skłoniły nas do poszerzenia oferty na wszystkie grupy klientów – mówi Paweł Placzke, dyrektor Departamentu Produktów Klienta Indywidulanego PKO Banku Polskiego. – Płatności zbliżeniowe są już standardem na polskim rynku. Klienci są coraz bardziej mobilni a celem Banku jest maksymalne ułatwienie im życia poprzez oferowanie wygodnych narzędzi płatniczych. Takimi są naklejki, które  upraszczają  płatności w punktach handlowych i usługowych.  Jesteśmy przekonani, że spotkają się z dobrym przyjęciem naszych obecnych i nowych klientów – dodaje Paweł Placzke.

W ofercie banku są również gadżety zbliżeniowe. Oprócz studentów, którzy mogli wykorzystać do płatności zbliżeniowych ze swego konta nie tylko naklejki i breloki, ale też specjalne zegarki.

Gothaer ubezpiecza więcej rolników w szerszym zakresie ochrony

Rośnie liczba ubezpieczonych rolników i coraz częściej decydują się oni na kompleksowe rozwiązania – wynika z danych Gothaer TU S.A. W okresie od stycznia do września 2015 roku Gothaer sprzedał o 20 proc. polis więcej w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, z czego 70 proc. stanowiły ubezpieczenia dodatkowe. Między innymi, co piąty Ubezpieczony zdecydował się na polisę od następstw nieszczęśliwych wypadków. Eksperci Gothaer wskazują, że rolnicy coraz częściej traktują ubezpieczenia nie jako koszt, ale jako inwestycję, dzięki której w sytuacji wystąpienia szkody unikną wysokich własnych nakładów finansowych i długotrwałych trudności w prowadzeniu działalności.

– Moment przystąpienia Polski do Unii Europejskiej zapoczątkował stały wzrost modernizacji gospodarstw rolnych. W ciągu ostatnich dziesięciu lat istotnie zwiększył się dochód polskiego rolnika, a roczne wydatki na inwestycje wzrosły dwukrotnie. Dlatego rolnicy stali się bardziej skłonni do całościowego ubezpieczania swoich działalności. Zwłaszcza, że prowadzenie gospodarstwa rolnego jest często mocniej, niż w przypadku innych rodzajów działalności gospodarczej, uzależnione od zdarzeń losowych – mówi Beata Raszkiewicz, Menedżer Produktu w Biurze Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU S.A. – W związku z tym, że obowiązkowe ubezpieczenie rolne obejmuje tylko niewielką część majątku z wąskim zakresem ochrony przed zdarzeniami losowymi, a OC rolników nie obejmuje szkód w związku z życiem prywatnym rolnika, coraz popularniejsze są kompleksowe polisy, które chronią całe mienie w znacznie szerszym zakresie od zdarzeń losowych przy stosunkowo niewielkim wzroście kosztu ubezpieczenia – dodaje Beata Raszkiewicz.

Budynki, ruchomości, narzędzia i urządzenia oraz zwierzęta pod ochroną

Huragany, burze czy nawałnice co roku powodują zniszczenia w polskich gospodarstwach rolnych. Na tego typu zdarzenia rolnicy nie mają żadnego wpływu, jednak mogą się na nie odpowiednio przygotować, m.in. decydując się na dodatkową polisę. By znaleźć tę najlepszą, warto zwrócić uwagę na kilka podstawowych elementów. Przede wszystkim ubezpieczenie rolne powinno oferować ochronę gospodarstwa na wypadek szerokiego spektrum zdarzeń losowych, nie tylko w przypadku deszczu nawalnego czy pożaru. Wybierając ubezpieczenie warto uwzględnić takie szczegóły jak rodzaj ubezpieczanego mienia np. budynki rolnicze czy dobytek oraz sposób w jaki zdefiniowane są zdarzenia losowe chroniące nasze mienie np. prędkość wiatru. Warto również zwrócić uwagę na rodzaj zdarzeń losowych, od których chroni umowa, takich jak uderzenie pojazdu czy dym i sadza. W Gothaer w ramach polisy „GoAgro” rolnikom oferuje się ochronę przed silnym wiatrem już od prędkości 16 m/s (57,6 km/h) oraz dodatkową ochronę przed naporem śniegu bez określania limitu ciężaru jego pokrywy, a także upadku obiektów np. drzew, masztów czy kominów.

Wybierając ofertę trzeba zapoznać się szczegółowo z zakresem ubezpieczenia budynków i mienia. Obowiązkowa polisa rolna chroni co prawda budynki wchodzące w skład gospodarstwa rolnego, ale tylko od określonej ich powierzchni i bez uwzględnienia tego, co się w nich znajduje. Jak się jednak okazuje, rolnicy chcą chronić drogie maszyny i urządzenia, z których korzystają na co dzień. Pozwala na to ubezpieczenie dobrowolne, które zabezpiecza budynki bez względu na ich powierzchnię, ale również chroni mienie np. ruchomości domowe, narzędzia czy urządzenia wykorzystywane do prowadzenia gospodarstwa, ziemiopłody, maszyny rolnicze lub zwierzęta, które również są narażone na działanie czynników atmosferycznych i zdarzenia losowe. Dodatkowo, ubezpieczenie można rozszerzyć o ryzyko stłuczenia lub pęknięcia szyb, przepięć (szkód elektrycznych), dewastacji oraz kradzieży ruchomości domowych, urządzeń i narzędzi oraz stałych elementów budynków.

Rolnik pod ochroną

Praca wykonywana w gospodarstwie i używanie maszyn rol­niczych należą do niebezpiecznych zajęć, w czasie których może dojść do groź­nych wypadków. Ich ofiarami mogą być zarówno sami rolnicy, jak i osoby pracujące w gospodarstwie. Dlatego oprócz ubezpieczenia własnego mienia, warto również pomyśleć o dodatkowym ubezpieczeniu życia i zdrowia. W Gothaer, oprócz obowiązkowego ubezpieczenia OC rolnika, które jest potrzebne w momencie wyrządzenia szkody osobom trze­cim w związku posiadaniem gospodarstwa rolnego, co piąty rolnik decyduje się na ubezpieczenie na­stępstw nieszczęśliwych wypadków. Dzięki polisie NNW, osoby pracujące w gospodarstwie rolnym, które są narażone na wszelkiego rodzaju wypadki, dostają rekompensatę finansową m.in. w momencie wypadku przy używaniu maszyny. Co ważne, NNW chroni Ubezpieczonego nie tylko w Polsce, ale na terenie całej Europy 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Dodatkowo, istnieje możliwość podwojenia wysokości sumy ubezpieczenia w przypadku śmierci. Innym rozwiązaniem, z którego rolnicy korzystają jest rozszerzenie ubezpieczenia OC w życiu prywatnym. Pozwala ono nie przejmować się kosztami, gdy gospodarz lub ktoś z jego domowników wyrządzi komuś szkodę.

– Prawie wszyscy zgłaszający się do nas rolnicy są zainteresowani dodatkową ochroną swojego mienia. To, co możemy powiedzieć obserwując rodzaje ubezpieczeń rolnych w Gothaer, to, że wśród właścicieli gospodarstw rośnie świadomość i zainteresowanie kompleksowymi rozwiązaniami. Wzrost zainteresowania obserwujemy zwłaszcza na przełomie roku. Liczymy, że i w tym roku większość naszych Klientów zdecyduje się na dodatkowe zabezpieczenie, zwłaszcza, że średni koszt roczny takiej kompleksowej ochrony wynosi około 438 zł czyli 1,20 zł dziennie – podsumowuje Beata Raszkiewicz z Gothaer TU S.A.

Grexit bez większego wpływu na polską gospodarkę. Dużo poważniejsze w skutkach byłoby opuszczenie wspólnoty przez Wielką Brytanię

Grecja prawdopodobnie nigdy nie powinna się znaleźć w strefie euro – uważa Stanisław Kluza, wykładowca SGH. Były minister jest jednak zdania, że ewentualny grexit nie powinien stanowić dla Polski większego zagrożenia. Powodem jest brak silnych powiązań gospodarczych. Dużo poważniejsze w skutkach byłoby natomiast opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Referendum w tej sprawie ma się odbyć w 2017 roku.

– Grecja to przykład kraju, który nie powinien się znaleźć zapewne nigdy w strefie euro. Kraj ten sprawił wiele problemów i sobie, i innym uczestnikom strefy euro, a także podważył jej reputację i w ogóle zaufanie do projektu, jakim jest Unia Europejska – mówi agencji informacyjnej Newseria Stanisław Kluza ,wykładowca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Jednak ewentualny grexit nie powinien mieć dla Polski większego znaczenia. Oba kraje są bowiem od siebie bardzo odległe gospodarczo i nie łączą ich szczególnie silne relacje gospodarcze. W pierwszej połowie 2015 roku obroty handlowe Warszawy z Atenami wyniosły 417 mln euro, co stanowiło zaledwie niespełna ćwierć proc. całkowitej wymiany handlowej prowadzonej przez Polskę w tym czasie (171,5 mld euro).

Dużo większe znaczenie może mieć opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię.

– Przypadek wyjścia w ogóle albo oddalenia się Wielkiej Brytanii od Unii Europejskiej to już temat dużo większy. Będzie on otwierał pytanie o zupełnie nowy kształt Unii Europejskiej z oddzieloną albo zdystansowaną Wielką Brytanią – tłumaczy Kluza.

Brytyjska gospodarka jest drugą największą po niemieckiej we wspólnocie, a jej ubiegłoroczne PKB przekroczyło 2,2 bln euro. To niemal 5,5 razy tyle, co w Polsce.

– Wielka Brytania zadaje sobie pytanie, czy i w jakim stopniu powinna partycypować w kosztach cudzych bankructw. Jest to kwestia nieprzerzucania kosztów na własnych podatników w przypadku, jeżeli nie jest się winnym jakichś problemów – tłumaczy Stanisław Kluza.

Problem ewentualnego opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię jest jednak nie tylko kwestią ekonomiczną, lecz także prestiżową. Zdaniem Stanisława Kluzy osłabienie grupy krajów należących do Unii Europejskiej, a niebędących w strefie euro spowodowałoby dalszą marginalizację roli tych krajów na arenie wspólnotowej.

– Z drugiej strony Wielka Brytania, która nie jest w strefie euro, dostrzega, że kraje, które są poza strefą euro, bardzo często mają mniejszą, nawet taką lekko marginalizowaną, pozycję w debacie europejskiej, a więc jest to bardziej pytanie o pewne równouprawnienie w obrębie Unii Europejskiej – zauważa ekspert.

Erne Ventures zapowiada nowe inwestycje, głównie w spółki komercjalizujące badania naukowe. Strategia zakłada zysk na poziomie co najmniej 25 proc.

Arkadiusz Kuich, Prezes Zarządu Spółki ERNE VENTURES

Spółka Erne Ventures zapowiada nowe inwestycje. Najbardziej interesujące są dla niej produkujące gry firmy technologiczne, zajmujące się transferem wiedzy ze świata nauki do przemysłu oraz komercjalizujące badania. Strategia zakłada osiągnięcie co najmniej 25 proc. zysku w momencie wyjścia z inwestycji. Ostatnie zakupy jednak były korzystniejsze.

Staramy się wyszukiwać projekty na etapie seed, czyli zalążkowym – informuje agencję Newseria Inwestor Arkadiusz Kuich, prezes prowadzącej inwestycje typu private equity oraz venture capital spółki Erne Ventures. – Takim podmiotom pomagamy stworzyć całą koncepcję rozwoju, przede wszystkim z tym, czym się zajmujemy, czyli finansowaniem. Interesują nas także projekty na etapie start-up, czyli spółki, które często jeszcze nie sprzedają swojego produktu, ale są już tego bliskie.

Flagową inwestycją Erne Ventures, jak podkreśla Arkadiusz Kuich jest Arrinera przygotowująca się do produkcji polskiego supersamochodu Hussarya. Jego prototyp został zaprezentowany akcjonariuszom i inwestorom w czerwcu 2011 roku, niecały miesiąc wcześniej odbyła się pierwsza jazda próbna. Samochód, który nadal jest w fazie projektowania, ma być wytwarzany w Gliwicach. Poza tym Erne jest zaangażowany w produkujące gry elektroniczne na smartfony i tablety spółki QubicGames oraz Huckleberry Studio. Od kilku lat jest także inwestorem i akcjonariuszem The Farm 51, firmie obecnej na giełdowym parkiecie NewConnect.

Sami także, już od siedmiu lat, jesteśmy tam notowani i w ten sposób, między innymi, pozyskujemy finansowanie – tłumaczy Arkadiusz Kuich. – Bardzo dobre wyniki, które wykazujemy od początku tego roku, czyli zarabianie na naszych wcześniejszych inwestycjach to drugie źródło. Trzecim jest współpraca z grupą inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych, którzy przez nas są zapraszani i wspólnie z nami finansują wybrane projekty.

Minimalna wielkość inwestycji spółki, jak twierdzi Arkadiusz Kuich, wynosi kilkaset tysięcy złotych. Ale zdarzają się projekty, gdzie zaangażowanie firmy liczone jest w milionach złotych.

To też często zależy od tego, kto jest naszym partnerem, na jakim etapie udaje nam się zaprosić go do współpracy itp. – precyzuje Arkadiusz Kuich. – Przed wszystkim projekt, w który inwestujemy, musi nam się z różnych powodów spodobać. Na podstawie prognoz finansowych ustalamy kolejne transze inwestowania w miesiącach i latach. Konkretne kwoty zależą od potrzeb inwestycyjnych projektu. Staramy się nie przeinwestowywać, tylko zasilać środkami w takiej wysokości, która pozwoli dotrwać do kolejnego etapu ustalanego zazwyczaj wspólnie podczas podpisywania umowy inwestycyjnej.

Strategia spółki precyzuje, że zakładana stopa zwrotu z inwestycji nie może być niższa niż 25 proc. Ale w wielu przypadkach, jak zapewnia Arkadiusz Kuich, wartość taką udaje się znacznie przekroczyć.

Akcjonariusze są bardzo zadowoleni, rynek również to docenia, ponieważ wartość spółki od początku roku wzrosła o 400 proc. – zauważa Arkadiusz Kuich.

W tym roku Erne Ventures sprzedał udziały w The Farm 51 i opuścił grono głównych inwestorów. Zaraz potem jednak objął akcje nowej emisji.

Na tej inwestycji udało nam się naprawdę bardzo dobrze zarobić – wskazuje Arkadiusz Kuich. – Natomiast wciąż prowadzimy rozmowy z inwestorami dotyczące kolejnych projektów, które dorastają, są coraz bardziej dojrzałe. Szukamy podmiotów skłonnych do inwestycji i takich, które chciałyby odkupić od nas pakiety, który już posiadamy.

W portfolio firmy, jak zapowiada Arkadiusz Kuich, jeszcze w tym kwartale powinny się pojawić nowe spółki technologiczne. Firma zamierza skupić się na inwestycjach w podmioty, których działalność jest wspomagana przez świat nauki, na przykład komercjalizujące badania.

Chcielibyśmy dalej wyszukiwać ciekawe projekty, znajdować dla nich dofinansowanie, stworzyć kilka nowych spółek, które sprzedadzą swoje produkty i wyjść z dużym zyskiem z wybranych projektów – prognozuje Arkadiusz Kuich z Erne Ventures. – Niedługo, w połowie listopada, będziemy publikować wyniki za trzeci kwartał. Ten rok wydaje się, że będzie bardzo dobrym, jeśli nie jednym z najlepszych w całej historii spółki. Zatem z optymizmem wchodzimy w następne dwanaście miesięcy, co wydaje się doceniają również nasi inwestorzy i akcjonariusze.

W pierwszym półroczu br. jednostkowe przychody Erne Ventures wyniosły 112,75 tys. zł. Spółka zarobiła netto 3,35 mln zł.

Producent i dystrybutor win spółka Jantoń planuje rozbudowę centrum logistycznego oraz uruchomienie nowej linii rozlewniczej. Koszt inwestycji to kilka milionów złotych

CEO Magazyn Polska

Po tym, jak w marcu 2015 roku spółka Jantoń wybudowała kosztem 5 mln złotych nowe centrum logistyczne, w realizacji znajdują się już kolejne inwestycje. Producent i dystrybutor napojów alkoholowych planuje budowę linii rozlewniczej oraz dalszą rozbudowę zaplecza logistycznego. Inwestycje pochłoną kilka milionów złotych i będą finansowane w sporej części z własnego kapitału.

– Na przełomie tego i przyszłego roku uruchomimy nową linię rozlewniczą. Planujemy także dalszą rozbudowę naszego centrum logistycznego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jacek Jantoń, prezes zarządu spółki Jantoń.

Nowa linia rozlewnicza powstanie w zakładzie produkcyjnym w województwie łódzkim, w Dobroniu. Ma to pozwolić na znaczące zwiększenie możliwości produkcyjnych spółki Jantoń. Według szacunków zarządu łączny koszt inwestycji wyniesie kilka milionów złotych.

– Częściowo jest to finansowane z bieżącej działalności, częściowo z kredytów bankowych, a niektóre maszyny i urządzenia są leasingowane – mówi Jacek Jantoń o źródłach finansowania nowych inwestycji.

Rozbudowa centrum logistycznego jest natomiast kontynuacją projektu, którego pierwszy etap zakończył się w marcu tego roku. Kosztem 5 mln złotych oddano wówczas do użytku nowoczesne centrum wyposażone w system gęstego składowania Automag.

System pozwala zaoszczędzić zarówno czas, jak i przestrzeń magazynową, zapewnia także dużą optymalizację składowania. To z kolei zwiększa nasze możliwości dalszego zwiększania sprzedaży i umacniania się na pozycji rynkowego lidera tłumaczy prezes Jantoń.

Szef spółki dystrybucyjnej zauważa, że choć w dalszym ciągu dominującymi trunkami na polskim rynku są piwa i wódki, to coraz większą popularność zaczynają zdobywać także wina gronowe. Z raportu KPMG „Rynek napojów alkoholowych w Polsce w 2014 roku” wynika, że 10 proc. wydatków Polaków na alkohol przeznaczane jest na wino. Statystyczny Polak przez rok wypija ok. 7 litrów wina, z czego połowa to wino gronowe. Choć to wciąż niewiele w porównaniu z tradycyjnymi winiarskimi krajami, to w ciągu 10 lat spożycie tego trunku wzrosło o ponad połowę.

 Znacząco zwiększyliśmy udział sprzedaży win gronowych, gdzie kolejny raz rozwijamy się dużo szybciej niż rynek, co potwierdza atrakcyjność naszych produktów takich jak Kadarka Prestige czy Bulgarius  podkreśla.

Uznanie konsumentów zaczynają budzić także mniej popularne alkohole, takie jak wina grzane oraz cydr. W pierwszym z wymienionych segmentów firma Jantoń, dzięki winu Zbójnickie Grzane, znajduje się na pozycji rynkowego lidera. Z kolei jeśli chodzi o sprzedaż cydru plasuje się na drugim miejscu.

Bardzo ważna jest dla nas pozytywna dynamika sprzedaży Cydru Dobrońskiego, która jest większa od wzrostu rynku, co pozwala nam na umocnienie się Dobrońskiego jako marki nr 2 na rynku i znacznie nas przybliża do walki o fotel lidera w tej kategorii – podkreśla Jacek Jantoń.

Od przyszłego roku lekarze będą mogli wystawiać e-zwolnienia lekarskie. To ułatwienia dla pracowników i pracodawców

CEO Magazyn Polska

Od stycznia 2016 roku możliwe będzie wystawianie zwolnień lekarskich w formie elektronicznej (e-ZLA). Te automatycznie będą wysyłane do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, skąd trafią na profil płatnika na Platformie Usług Elektronicznych. To oznacza, że pacjenci nie będą musieli dostarczyć pracodawcy tradycyjnego druku. Do końca tego roku pracodawcy zatrudniający powyżej pięciu ubezpieczonych muszą utworzyć taki profil na platformie ZUS.

Od 1 stycznia 2016 r. lekarze będą mogli wystawiać zwolnienia lekarskie w formie elektronicznej. Wprowadzenie elektronicznego obiegu zaświadczeń lekarskich oznacza dla pacjentów mniej obowiązków, dla lekarzy ułatwienia, a dla przedsiębiorców korzyści – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Juśko z Departamentu Obsługi Klientów w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. – Zwolnienie lekarskie wystawione przez lekarza w formie elektronicznej będzie automatycznie wysyłane do ZUS.

Z kolei ZUS najpóźniej następnego dnia zamieści e-ZLA na profilu płatnika na Platformie Usług Elektronicznych. Z tego powodu pacjenci nie będą już mieli obowiązku dostarczania pracodawcy zwolnień w formie papierowej w ciągu 7 dni od wystawienia.

Do końca grudnia 2015 r. płatnicy odprowadzający składki za więcej niż pięć osób muszą założyć profil na Platformie Usług Elektronicznych, który ułatwia kontakt z ZUS-em i daje stały dostęp do wszystkich informacji związanych z ubezpieczeniami społecznymi. Z profilu mogą korzystać wszyscy płatnicy po wcześniejszej rejestracji i uwierzytelnieniu tożsamości w jednej z placówek.

Osoby, które mają profil zaufany e-PUAP lub certyfikat kwalifikowany, nie muszą uwierzytelniać swojej tożsamości, ponieważ potwierdzają ją na etapie rejestracji profilu – wyjaśnia Marta Juśko. – Następnie profil zostaje aktywowany i możemy korzystać z dostępnych usług.

Ci, którzy rozliczają składki za nie więcej niż 5 osób, do końca 2015 r. nie będą mieli takiego obowiązku. Mają jednak obowiązek poinformowania swoich ubezpieczonych na piśmie o obowiązku dostarczania zwolnienia w formie papierowej w sytuacji, gdy zwolnienie to zostało wystawione przez lekarza w formie elektronicznej. ZUS jednak zachęca również tych przedsiębiorców, by utworzyli profil w PUE. Jak twierdzi, może to w znaczny sposób ułatwić współpracę z ZUS-em.

Korzyści dla przedsiębiorców to przede wszystkim natychmiastowa informacja o tym, że ubezpieczony ma zwolnienie lekarskie – twierdzi Juśko. – Kolejna korzyść to brak konieczności sprawdzania tego, czy ubezpieczony dostarczył zwolnienie w ciągu 7 dni. Następna korzyść to możliwość szybkiej kontroli. To jest szczególnie ważne przy zwolnieniach krótkoterminowych. Kolejny plus to stały dostęp do zwolnień lekarskich udzielonych pracownikom.

Na profilu płatnicy będą mieli możliwość korzystania z takich usług, jak dostęp do informacji o saldach składek, możliwość wysyłania elektronicznych wniosków, otrzymywania na nie odpowiedzi online, rezerwacja wizyt w dowolnej placówce, a także możliwość korzystania z aplikacji ePłatnik, pozwalającej małym i średnim firmom zatrudniającym do 100 ubezpieczonych m.in. na zgłaszanie pracowników, wyrejestrowywanie ich, a także rozliczanie składek.

Do końca 2017 r. będą funkcjonowały równolegle dwie formy zwolnień: papierowa i elektroniczna. Jeżeli lekarz wystawi nam zwolnienie w formie papierowej, to będzie miał obowiązek poinformowania nas o konieczności dostarczenia tego zwolnienia do pracodawcy, jeśli jesteśmy pracownikami, bądź do ZUS-u, jeśli jesteśmy przedsiębiorcami – wyjaśnia Marta Juśko. – Wyeliminowanie zwolnień lekarskich w formie papierowej nastąpi 1 stycznia 2018 roku.

Wtedy lekarz będzie miał obowiązek wydrukowania zwolnienia jedynie w dwóch sytuacjach – jeśli płatnik pacjenta nie będzie miał profilu informacyjnego bądź na życzenie pacjenta.

Ten oraz inne tematy ważne dla osób prowadzących działalność gospodarczą oraz zamierzających założyć własną firmę zostaną zaprezentowane podczas „Tygodnia Przedsiębiorcy”. W dniach 23–27 listopada we wszystkich placówkach ZUS czekać będą eksperci, którzy pod hasłem „ZUS dla Biznesu” odpowiadać będą na wszystkie pytania zainteresowanych.

Nakłady polskich firm przemysłowych na innowacje wynoszą prawie 25 mld zł. Prawie połowa przedsięwzięć realizowana jest przez branżę farmaceutyczną

CEO Magazyn Polska

Polskie przedsiębiorstwa przemysłowe na działalność innowacyjną wydały w zeszłym roku 24,6 mld zł. Najbardziej innowacyjnym obszarem pozostaje branża farmaceutyczna, która realizuje ok. 45 proc. wszystkich przedsięwzięć. Firmy coraz częściej inwestują w badania i rozwój, tworzą własną infrastrukturę w tym zakresie i pozyskują kapitał zewnętrzny. W kolejnych latach dzięki nadaniu priorytetu innowacyjnym projektom w Unii Europejskiej będzie widoczne dalsze ożywienie.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w ubiegłym roku łączne nakłady polskich przedsiębiorstw przemysłowych na działalność innowacyjną wyniosły 24,6 mld zł. W 2014 roku miał przy tym miejsce rekordowy wzrost nakładów polskich przedsiębiorstw na działalność badawczą i rozwojową (B+R). Ich wydatki na B+R wzrosły o blisko 20 proc. i wyniosły 7,5 mld zł. Wartość nakładów ogółem na działalność badawczo-rozwojową w Polsce przekroczyła 16 mld zł, a udział prac B+R w PKB wzrósł z 0,87 proc. w 2013 roku do 0,94 proc. w 2014 roku.

Przemysł farmaceutyczny opiera się o innowacje, bo to jest źródło i narzędzie uzyskiwania przewag konkurencyjnych na rynkach, na jakich działamy. Żeby aktywnie odpowiadać na zmiany, które wciąż następują, musimy kreować innowacje. One są podstawą rozwoju każdego biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Monika Lamparska-Przybysz, kierownik ds. pozyskiwania funduszy w Polpharmie.

Branża farmaceutyczna pozostaje najbardziej innowacyjnym sektorem gospodarki. Według danych GUS niemal co drugie aktywne innowacyjnie przedsiębiorstwo prowadzi działalność w obszarze produkcji leków i wyrobów farmaceutycznych.

Nakłady na innowacyjność rosną. Polska pnie się w górę w rankingu innowacyjnych państw Europy. Te nakłady są coraz większe, przedsiębiorcy coraz chętniej inwestują w badania i rozwój, coraz częściej tworzą własne laboratoria i pozyskują kapitał zewnętrzny do tego, by rozwijać innowacyjne technologie i produkty – zauważa Lamparska-Przybysz.

Z danych GUS wynika, że nakłady na działalność innowacyjną w dużej mierze pochodzą ze środków własnych (69,2 proc.), jednak w branży farmaceutycznej koszty prac badawczo-rozwojowych są znacznie wyższe niż w innych sektorach przemysłu. Szacuje się, że realizacja projektu od idei do wdrożenia nowego leku na rynek to wydatek rzędu 1 mld dolarów.

Jak podkreśla Lamparska-Przybysz, unijne środki, którymi Polska dysponuje w ramach nowej perspektywy budżetowej, jeszcze bardziej zdynamizują działalność badawczo-rozwojową. Dzięki nakładom na B+R firmy mogą poprawić swoją pozycję rynkową i zyskać możliwości wejścia w nowe obszary działalności.

To wszystko sprowadza się do przewagi konkurencyjnej, do generowania zysków, które można potem inwestować w rozwój kolejnych technologii, ale także inwestować w zasoby ludzkie, w rozwój kadr i budowanie nowych kompetencji – wymienia przedstawicielka Polpharmy.

Innowacyjne projekty polskich firm już dziś są mocno wspierane ze środków publicznych, m.in. w ramach konkursów organizowanych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Przykładem jest program Demonstrator realizowany ze środków programu Inteligentny Rozwój. NCBR przeznaczyło ostatnio ponad 280 mln zł na wsparcie projektów B+R, których celem jest transfer wyników prac badawczo-rozwojowych do gospodarki, a w efekcie wprowadzenie na rynek nowatorskich produktów i rozwiązań.

Jednym z beneficjentów programu jest Polpharma, która uzyskała dofinansowanie na opracowanie innowacyjnej technologii wytwarzania przeciwciała monoklonalnego stosowanego w terapii stwardnienia rozsianego. Przeciwciała monoklonalne to leki wytwarzane z wykorzystaniem żywych organizmów przy użyciu zaawansowanych narzędzi biotechnologii.

 Jesteśmy już po etapie demonstracji, a więc przetestowaliśmy naszą technologię w skali laboratoryjnej. W ramach tego projektu chcemy opracować technologię, którą będziemy mogli wdrożyć do działalności przemysłowej – wyjaśnia Monika Lamparska-Przybysz.

Chodzi o opracowanie produktu biopodobnego – odpowiednika innowacyjnego leku referencyjnego dostępnego obecnie na rynku. Projekt Polpharmy zakłada, że pojawienie się konkurencyjnego produktu sprawi, że lek będzie dostępny dla większej liczby pacjentów.

UE

Rośnie rola portów morskich w wymianie handlowej. Konieczne jednak inwestycje w infrastrukturę

CEO Magazyn Polska

Krajowe porty morskie pełnią istotną funkcję w handlu zagranicznym. Aby wzmocnić ich pozycję, konieczna jest jednak dalsza rozbudowa infrastruktury drogowej i kolejowej, a także poprawa dostępu do nich od strony morza. To wszystko będzie miało wpływ na rozwój transportu intermodalnego, który w Polsce ma coraz większy udział w przewozach.

– Porty morskie odgrywają kluczową rolę jako istotny integrujący element logistycznego łańcucha dostaw w Polsce – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Tarczyński, przewodniczący Rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki (PISiL). – W tym miejscu spotyka się transport lądowy z morskim, istnieje możliwość przepakowania towaru, dokonania odpraw celnych. Krótko mówiąc, w krajowym handlu zagraniczny porty odgrywają kluczową rolę.

Jak podkreśla, w wymianie z największym partnerem, czyli Unią Europejską, niewielka część ładunków transportowana jest drogą morską. Znacznie większe znaczenie ma ona dla handlu zamorskiego.

Gros towarów masowych, półmasowych i drobnicy konwencjonalnej obsługiwanych jest przez polskie porty i około 60–70 proc. obrotu kontenerowego – wyjaśnia Tarczyński.

Pozycja portów morskich będzie rosła pod warunkiem dalszych inwestycji w infrastrukturę dostępową. Chodzi przede wszystkim o drogi i kolej.

Mam na myśli sieć drogową, szczególnie w układzie południkowym. Mamy już postępy w tej dziedzinie, ale nie jest to jeszcze sieć kompletna. To samo dotyczy rozbudowy sieci kolejowej, jej modernizacji oraz poprawy dostępu do portów od strony morza, m.in. dzięki budowie obrotnicy w Gdyni i pogłębieniu toru wodnego. To są podstawowe inwestycje infrastrukturalne, które poprawią konkurencyjność naszych portów – wymienia Marek Tarczyński.

Eksperci podkreślają jednocześnie, że krajowe porty są dziś znacznie bardziej konkurencyjne niż jeszcze kilka lat temu i mogą rywalizować z innymi europejskimi portami. Do umocnienia ich pozycji przyczyniły się m.in. zmiany procedur, które skracają czas odprawy ładunków, zachęty dla inwestorów czy inwestycje zrealizowane przez zarządy portów w latach 2007–2013.

W kolejnych pięciu latach również będą się rozwijać przy wsparciu środków z UE. Na poprawę infrastruktury kolejowej z programu Infrastruktura i Środowisko trafi do Polski 5 mld euro. Z kolei na rozwój sieci drogowej TEN-T (transeuropejskiej sieci transportowej) i transportu multimodalnego, czyli wykorzystującego różne środki transportu, przeznaczono ponad 9,5 mld euro. Z tego część trafi na transport intermodalny, morski i śródlądowy.

Transport intermodalny dynamicznie rozwijał się już w ostatnich latach – zauważa Marek Tarczyński. – Dziś ok. 30–35 proc. kontenerów przewożonych jest w ten sposób, a to istotny udział. To dziedzina, która znacznie się rozwinęła, razem z transportem samochodowym jest podstawowym filarem, na którym stoi dowóz i odwóz kontenerów z portów.

Terminale kontenerowe znajdują się w okolicach Warszawy, Łodzi, w Poznaniu oraz na Dolnym i Górnym Śląsku. Porty są więc dobrze skomunikowanie z największymi centrami produkcyjno-handlowymi.

Statystyczny Polak spędza w sieci ponad 70 godzin miesięcznie. Nie każdy potrafi w pełni wykorzystać cyfrowe możliwości

CEO Magazyn Polska

Życia bez internetu nie wyobraża sobie prawie 1/3 osób w wieku 18–24 lat. Przeciętny polski internauta spędza w sieci 73 godziny miesięcznie. Jak podkreśla Ewa Krupa z Fundacji Orange, dziś wyzwaniem jest już nie tyle zapewnienie dostępu do sieci, ile edukacja na temat odpowiedzialnego używania cyfrowych narzędzi.

Zmiany, które zaszły w obszarze korzystania z technologii w ciągu ostatnich lat, są wręcz rewolucyjne. Jeszcze 10 lat temu z internetu korzystało zaledwie 30 proc. Polaków, dziś ponad 2/3. Czas statystycznie spędzany przez internautów w sieci wynosił 20 godzin miesięcznie, a obecnie to już ponad 70 godzin – mówi agencji informacyjnej Newseria Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Według badania sondażowego zrealizowanego przez IBRIS dla Fundacji Orange w ostatnich 10 latach internet miał największy wpływ na zdobywanie wiedzy i informacji (53 proc. badanych), załatwianie spraw finansowych (44 proc.) oraz komunikację ze znajomymi i rodziną (42 proc.).

Zmiany technologiczne w szczególnym stopniu wpłynęły na młode pokolenie Polaków. Dziś odsetek internautów w grupie wiekowej 14–18 lat wynosi niemal 100 procent. Z drugiej strony 12 proc. społeczeństwa nie czuje potrzeby rozwijania swoich umiejętności cyfrowych, a 5 proc. deklaruje, że jest to dla nich niezrozumiały świat.

Dziś pytanie o wykluczenie cyfrowe, to pytanie o nasze kompetencje cyfrowe, kompetencje związane ze wykorzystywaniem internetu i technologii z pożytkiem dla siebie. A szczególnie mocno to wyzwanie dotyczy paradoksalnie najmłodszego pokolenia – zauważa Ewa Krupa.

W ocenie prezes Fundacji Orange młodzi użytkownicy nowych mediów choć wydaje się, że mają biegłość w jego obsłudze pod względem technicznym, to jednak w wielu przypadkach brakuje im odpowiednich postaw i nawyków w obyciu z technologiami. Treści oferowane nie tylko przez internet, lecz także m.in. przez gry komputerowe przyjmowane są zazwyczaj bezrefleksyjnie.

10 lat działania Fundacji Orange to okres rozwoju naszych programów. Dekadę temu kluczowym problemem było zapewnienie dostępu do internetu, dlatego naszą misję rozpoczęliśmy od wyposażenia 10 tys. szkół w taki dostęp na bardzo preferencyjnych warunkach – wyjaśnia Krupa. – Ale od początku wiedzieliśmy, że to za mało, że musimy towarzyszyć użytkownikom w przygodzie z technologią i pokazywać im, jak korzystać z niej, żeby się rozwijać, także jako społeczeństwo.

Do tej pory na inicjatywy społeczne Fundacja Orange przeznaczyła ponad 150 mln zł. Dzięki jej działaniom dostęp do sieci zyskało 3,5 tys. bibliotek w Polsce. W 77 małych miastach i wsiach powstały także multimedialne Pracownie Orange wyposażone w sprzęty i darmowy internet, które pomaga ona prowadzić tak, aby służyły wszystkim mieszkańcom.

Internet i technologia mogą pobudzić lokalną aktywność, mogą skłonić do działania, umożliwić rozwój danej miejscowości oraz wykreować nowe miejsca pracy – podkreśla Krupa.

Działania Fundacji Orange przynoszą realne zmiany – większość uczestników jej projektów przyznaje, że dzięki nim zdobyło nową wiedzę i cyfrowe umiejętności. Organizacje z nią współpracujące przy jej wsparciu wdrożyły nowe sposoby działania i otworzyły się na nowe obszary działalności, a społeczności małych miejscowości wykazują się większym zaufaniem społecznym, są bardziej aktywne i częściej uczestniczą w działaniach obywatelskich.

Ważnym zadaniem jest także wzmacnianie wiedzy na temat bezpieczeństwa w sieci i przygotowanie najmłodszych do bycia odpowiedzialnym internautą.

Do tej pory przeszkoliliśmy 30 tys. dzieci z zasad bezpiecznego korzystania z internetu, a blisko 300 tys. osób wzięło udział w różnego rodzaju kursach e-learningowych. Rokrocznie około 3 tys. wolontariuszy angażuje się w nasze działania – mówi prezes Fundacji Orange.

W ramach cyfrowej edukacji Fundacja we wrześniu br. uruchomiła program MegaMisja skierowany do świetlic szkolnych.

Zabieramy najmłodszych użytkowników internetu, dzieci w wieku od 6 do 10 lat, w cyfrową przygodę w ramach fabularyzowanej gry. W cyfrowym laboratorium dzieciaki będą wspólnie pod okiem wychowawcy świetlicy uczyć się kluczowych kompetencji, które w przyszłości będą im pomagać w takim świadomym korzystaniu z internetu – wyjaśnia prezes fundacji.

To o tyle istotne, że – według szacunków Unii Europejskiej – prawie 60 proc. dzieci, które rozpoczynają edukację, będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją, ale można się spodziewać, że będą wymagały używania e-narzędzi.

– Z całą pewnością także ważny obszar naszego myślenia będzie dotyczył wyzwalania takiej kreatywnej, aktywnej postawy wobec technologii, by młodzi nie byli jej biernymi konsumentami, by potrafili wziąć sprawy w swoje ręce – podsumowuje prezes Fundacji Orange.

W ramach jubileuszowej kampanii Fundacji Świat HASHw10lat powstała strona www.w10lat.pl, na której zebrane są ciekawostki i dane pokazujące tempo rozwoju wybranych aspektów cyfryzacji. Internauci mogą wziąć także udział w konkursie połączonym z charytatywną akcją na rzecz dzieci z małych miast i wsi.

Play chce przyciągnąć klientów darmową muzyką. Operator wychodzi z nową ofertą streamingu muzycznego

CEO Magazyn Polska

Co trzeci klient Play słucha muzyki na swoich urządzeniach mobilnych. Połowa z nich wcześniej zgrała utwory z komputera. Część używa do tego serwisu YouTube, a ok. 40 proc. klientów ściąga muzykę bezpośrednio na telefon. Operator wychodzi więc z nową ofertą streamingu muzycznego. Klienci Play będą mogli przez dwa lata korzystać za darmo z serwisu Tidal, oferującego dostęp do bazy 36 mln utworów.

Według przeprowadzonego ostatnio badania prawie 1/3 klientów Play, a myślę, że również wszystkich klientów na rynku, słucha muzyki, która jest zgromadzona w ich telefonie. Mniej więcej to się rozkłada w ten sposób, że połowa z nich wcześniej zgrała tę muzykę z komputera, a połowa używa do tego YouTube&HASH39;a. Ok. 40 proc. mówi, że ściąga utwory bezpośrednio na telefon – mówi agencji Newseria Bartosz Dobrzyński, szef marketingu i członek zarządu Play.

Ze względu na te statystyki Play zamierza rozszerzać ofertę streamingu muzycznego. Nowa oferta umożliwia klientom korzystanie przez dwa lata za darmo z bazy serwisu Tidal. Aplikacja ta daje dostęp do ponad 30 mln utworów na komputerze, tablecie i telefonie. Na każdym urządzeniu będą dostępne te same ustawienia i preferencje, określone przez użytkownika. Odsłuchiwanie utworów online będzie rozliczane w ramach posiadanych pakietów internetowych, ale będzie można również korzystać z trybu offline.

Korzystanie z tej aplikacji jest banalnie proste, wystarczy tylko wejść, a system rozpozna, że jesteśmy z Play i zaproponuje nam udział w tej promocji. Później – jak w większości tego typu serwisów – można już korzystać z poszczególnych płyt, w tym z wielu najnowszych, można korzystać z playlist, czyli zestawów muzycznych dopasowanych do nastroju czy czynności, np. pod bieganie lub kolację – mówi Dobrzyński.

Brak dodatkowych opłat może zachęcić do korzystania z Tidala tych, którzy do tej pory nielegalnie ściągali utwory z internetu. Jak podkreśla Dobrzyński, jest to także dużo wygodniejsze rozwiązanie niż kopiowanie muzyki z komputera na telefon.

Te utwory są lepszej jakości, pliki są lepiej przygotowane, lepiej skompresowane, w dodatku świetnie uporządkowane, czyli nie ma problemu z nazewnictwem i dostępem do naszych ulubionych. Jest to dużo wygodniejsze, a przede wszystkim za darmo – mówi Bartosz Dobrzyński.

Usługa będzie dostępna również dla klientów, którzy nie mają abonamentu. Za dzień użytkowania serwisu będą oni płacić 1 zł.

To może być przydatne wtedy, kiedy potrzebujemy muzyki na imprezę lub na podróż. Możemy wtedy wykupić za złotówkę na jeden dzień pełny dostęp do Tidala. Kiedy będziemy chcieli odświeżyć tę subskrypcję za jakiś czas, to aplikacja będzie pamiętała nasze ustawienia i naszą ulubioną muzykę, więc proces użytkowania będzie bardzo przyjazny – wyjaśnia członek zarządu Play.

Tidal jest amerykańskim serwisem, ale działa w nim również polski zespół, więc w bazie utworów znajduje się również wiele polskich hitów. Nowa oferta będzie dostępna dla klientów Play, Play Mix, Play Internet i Red Bull Mobile.

Internauci skarżą się na grypę i przeziębienia. W szczytowych okresach publikują nawet 2 tys. wpisów dziennie

CEO Magazyn Polska

Polacy często dzielą się informacją o swoim złym samopoczuciu na Facebooku czy Twitterze. Od stycznia do października opublikowano ok. 200 tys. wzmianek na ten temat, ale ich natężenie rośnie w miesiącach jesienno-zimowych. Dziennie może pojawić się nawet 2 tys. wpisów. Internauci najczęściej skarżą się na ból głowy, katar i ból gardła.

Zmonitorowaliśmy w internecie i w mediach społecznościowych wypowiedzi Polaków, w których skarżyli się oni na to, że źle się czują z powodu grypy, przeziębienia i innych sezonowych dolegliwości. O początku roku pojawiło się ponad 200 tys. tego typu skarg. W szczytowych okresach wzmożonych chorób i przeziębień pojawiało się nawet 2 tys. wzmianek dziennie – mówi agencji informacyjnej Newseria Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów w Instytucie Monitorowania Mediów.

Liczba deklaracji o złym samopoczuciu rośnie proporcjonalnie do liczby zachorowań na grypę odnotowywanych przez Państwowy Zakład Higieny. W 2015 roku stwierdzono jak dotąd ponad 3 miliony zachorowań lub podejrzeń zachorowań na grypę. Najwięcej było ich w lutym, marcu i we wrześniu.

W okresach, kiedy w przychodniach lekarze notowali wzmożone okresy zachorowań, kiedy przypadków grypy i podejrzeń grypy było najwięcej, w mediach społecznościowych Polacy częściej niż zwykle dzielili się tym, że źle się czują, że są chorzy, mają katar, kaszel i boli ich głowa – mówi Jadaś.

Od początku roku najwięcej skarg tego typu pojawiło się na Twitterze i Facebooku, z ponaddwukrotną przewagą tego pierwszego. Inne popularne miejsca dyskusji o chorobach to Kafeteria.pl, NetKobiety, FajnaMama.pl oraz internetowe forum portalu Gazeta.pl.

Te skargi wskazują na to, że Polacy są coraz bardziej otwarci w mediach społecznościowych i nie boją się dyskutować o takich, wydawałoby się, drażliwych kwestiach jak własne zdrowie – wyjaśnia Łukasz Jadaś.

Twitter i inne serwisy społecznościowe stają się także swego rodzaju poradnią internetową i miejscem pierwszego kontaktu. Często internauci piszą o swoich dolegliwościach, zanim pójdą do lekarza czy apteki.

Stwarza to również okazję firmom, lekarzom i wszystkim specjalistom z dziedziny ochrony zdrowia, żeby wejść w dyskusję, zaangażować się i być może pomóc potencjalnemu pacjentowi albo klientowi – mówi Łukasz Jadaś.

Dobra i profesjonalna odpowiedź na pytanie internauty może wzbudzić zaufanie pacjentów do marki, a czasami zachęci do wizyty i zrobienia zakupów w np. wybranej aptece.

Często dyskusjom o zdrowiu towarzyszą rozmowy na temat zwolnienia lekarskiego i nieobecności w pracy. Jak wynika z raportu EY, choroby okresu jesienno-zimowego znacznie zwiększają koszty funkcjonowania przedsiębiorstw.

W szczytowym okresie zachorowań na grypę firmy i przedsiębiorstwa mogą ponieść straty rzędu nawet ponad 4 mld zł – mówi Łukasz Jadaś.