Smart Security XXI wieku. Polski produkt zadebiutuje na Kickstarterze

Elephant, zwycięzca konkursu Business Mixer dla najlepszych startupów, już w listopadzie pojawi się na jednej z największych platform crowdfundingowych na świecie – Kickstarter.com. Polacy przygotowują się właśnie do podboju Doliny Krzemowej oraz do walki o fundusze na produkcję urządzenia Elephant Door™, które ma szansę zrewolucjonizować światowy rynek systemów zabezpieczeń.

smart securityW konkursie dla najlepszych innowacji, organizowanym przez AIP Business Link, Elephant pokonał 178 polskich startupów. Dzięki wygranej, twórcy nowoczesnego systemu alarmowego już w listopadzie wybiorą się na podbój słynnej Doliny Krzemowej w USA. Jednocześnie na Kickstarterze zawalczą o fundusze pozwalające na produkcję urządzenia, które – po okresie testów – jest już gotowe.

Elephant Door™ to odpowiedź na problem, który dotyczy każdego z nas – tylko w Polsce aż 15 mln mieszkań jest niezabezpieczonych przed ryzykiem włamania. – Produkty obecnie dostępne na rynku są drogie, a ich montaż nierzadko wiąże się z koniecznością instalacji centrali sterującej, co bywa problematyczne i czasochłonne. Mając na uwadze obecnie dostępne na rynku systemy alarmowe, postanowiliśmy stworzyć przyjazny produkt łączący innowacyjność z prostotą i funkcjonalnościąwyjaśnia Radosław Pallach, CEO firmy Elephant.

Nowe technologie w małym, kompaktowym urządzeniu

Elephant Door™ to owoc wielomiesięcznych prac prowadzonych przez osoby ze środowiska naukowego oraz biznesowego, m. in. agencję strategiczną K&Y, przedstawicieli Politechniki Poznańskiej, dewelopera Twoje M, a także niezależnych ekspertów z branży systemów bezpieczeństwa.

Dzięki efektywnej synergii zespołu projektowego, stworzono inteligentny system alarmowy, który jest odzwierciedleniem nowego sposobu myślenia o człowieku, jego potrzebach i obawach. Elephant Door™ łączy innowacyjną technologię stosowaną dotychczas w najbardziej zaawansowanych systemach zabezpieczeń, m. in. w bankach czy muzeach, z prostotą obsługi i przystępnością, a dzięki uniwersalnemu mocowaniu, montaż systemu alarmowego zajmuje zaledwie kilka minut.

Nasz produkt posiada czujniki pracujące w trzech różnych domenach. Sygnały są analizowane w czasie rzeczywistym, a dzięki zastosowaniu elementów inteligencji maszynowej, m. in. sztucznych sieci neuronowych, rozróżnia próby włamania od wtargnięcia wyjaśnia mgr inż. Bogdan Fabiański z Politechniki Poznańskiej, członek zespołu odpowiedzialnego za stworzenie Elephant Door™. – Stosunkowo złożony system sensorów w połączeniu z intuicyjnym interfejsem, pozwala na skuteczne zabezpieczenie domu, a jednocześnie sprawia, że urządzenie jest proste w obsłudze – dodaje.

Podczas włamania lub próby włamania, urządzenie wysyła użytkownikom powiadomienia na telefon oraz uruchamia syrenę alarmową. Połączenie Elephant Door™ i smartfona zapewnia dedykowana aplikacja mobilna, którą będzie można pobrać z App Store lub Google Play.

smart

Na podbój świata

Zakończyliśmy już proces tworzenia oraz testowania prototypu Elephant Door™. Ostatnim etapem jest produkcja urządzenia, którą chcielibyśmy jak najszybciej rozpocząć. Naszą pracę doceniło już jury prestiżowego konkursu Business Mixer, dzięki czemu w listopadzie będziemy mieli okazję zaprezentować nasz pomysł w Dolinie Krzemowej. Wierzymy w to, że odniesiemy sukces także na Kickstarterze, a tym samym już niebawem będziemy mogli szerzej udostępnić nasz produkt – mówi Radosław Pallach.

 Dotychczas, za pośrednictwem największej platformy crowdfundingowej na świecie, zebrano łącznie ponad 2 000 000 000 $. Dzięki wsparciu setek osób, wiele firm otrzymało szansę prezentacji innowacyjnych projektów na zagranicznych rynkach, odnosząc globalny sukces, jak np. twórcy smartwatcha Pebble Time czy systemu SmartThings, który pozwala zarządzać i monitorować nasze domy za pośrednictwem smartfonów.

Zespół Elephant już 10 listopada rozpocznie przygodę na Kickstarter.com, walcząc o uwagę fanów nowych technologii oraz specjalistów z branży, którzy wspierają nowatorskie projekty. Jeśli zbiórka funduszy zakończy się sukcesem, inteligentny system alarmowy stworzony przez Polaków, ma szansę zagościć w domach na całym świecie.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Nowa RPP, na której wybór PiS będzie miał znaczący wpływ, może obniżyć stopy procentowe. To osłabi złotego

CEO Magazyn Polska

Rynki ostrożnie zareagowały na wyborcze zwycięstwo PiS-u i nadchodzącą zmianę władzy w  Polsce. Akcje lekko taniały w ciągu dnia, by na fixingu wyjść na minimalny plus, a złoty słabł, jednak poniedziałkowe zmiany były symboliczne. Natomiast fakt, że wpływ rządzącej partii na skład nowej RPP będzie znaczący może skutkować jej gołębim nastawieniem i kolejną obniżką stóp. A to osłabi złotego.

Ja bym wskazywał na to, że jeżeli chodzi o zachowanie obligacji czy złotego może być coraz większy wpływ niekoniecznie finansów, tego jak mają wyglądać finanse publiczne, ale możliwej zmiany retoryki przyszłej Rady Polityki Pieniężnej mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Jeżeli będzie ona miała rzeczywiście łagodniejsze stanowisko, to potencjalne obniżki stóp z natury rzeczy lekko negatywnie wpływają na walutę.

Rynki są raczej zgodne, że PiS skorzysta z prawa do wymiany Rady Polityki Pieniężnej. Swoich kandydatów do niej proponują Sejm, Senat i prezydent. Nie wykluczone też, że zwycięzca niedzielnych wyborów wprowadzi zmiany do ustawy o Narodowym Banku Polskim, takie jak np. nakaz dbałości o wzrost gospodarczy. Zdaniem Łukasza Bugaja ten zapis nie jest niczym dziwnym, a podobny obowiązuje też amerykańską Rezerwę Federalną. Jednak spełnienie wyborczych obietnic PiS-u będzie jego zdaniem trudne.

Jest wiele obietnic, których jednoczesne uruchomienie byłoby ciężkie do udźwignięcia, jeżeli chodzi o budżet i o przestrzeganie tego limitu deficytu budżetu państwa w ramach 3 proc. PKB – podkreśla Łukasz Bugaj.  Dlatego spodziewamy się tego tak jak większość ekonomistów, że wszystkie te propozycje będą realizowane poprzez ewentualne przesuwanie wydatków w ramach budżetu. Wydaje mi się, że rynek też będzie powoli do tego dojrzewał.

Inna możliwość zwiększenia wydatków to zwiększenie dochodów budżetu. Tu kluczowe są pomysły podatkowe nowej władzy. PiS deklaruje, że od przyszłego roku ma pojawić się m.in. podatek bankowy i podatek od sklepów wielkopowierzchniowych.

– To i tak będą zbyt małe dochody i będą podejmowane starania, aby tę dziurę, która jest w podatku, lukę podatku VAT czy CIT w kolejnych latach jakoś stopniowo zmniejszać ocenia Łukasz Bugaj. Gdy będą się pojawiały te nowe dochody, to wówczas obiecane wydatki będą mogły również być stopniowo podnoszone. Wydaje się, że ta dbałość o finanse publiczne cały czas powinna obowiązywać, przynajmniej tak to wygląda na chwilę obecną.

Na razie inwestorzy reagują na zmianę władzy powściągliwie. W poniedziałek złoty, jak i indeks WIG20 lekko traciły (choć ten ostatni ostatecznie wyszedł na minimalny plus), jednak wobec spadków, jakie odnotowały od wyborów prezydenckich zmiany były symboliczne. Inwestorzy starają się znaleźć w programie gospodarczym PiS-u jakieś jaśniejsze punkty.

Paradoks całej sytuacji jest taki, że jeżeli rzeczywiście nowej partii rządzącej uda się wcielić w życie swój pomysł zwiększenia konsumpcji w kraju, to oznacza, że damy więcej pieniędzy obywatelom i to dla większości spółek jest pozytywna wiadomość ocenia analityk DM BOŚ. Pamiętajmy o tym, że szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa, które są uzależnione od popytu krajowego, na ten popyt krajowy właśnie czekają.

W tym tygodniu akcje Indos SA powinny zadebiutować na NewConnect. Firma zapowiada inwestycje w faktoring i liczy na wzrost obrotów

0

CEO Magazyn Polska

Spółka Indos liczy, że jej przychody z faktoringu będą przyrastały co roku w tempie kilkunasoprocentowym. Firma ocenia, że zainteresowanie tą formą zabezpieczania płatności w Polsce rośnie, ale na razie korzysta z niej kilkakrotnie mniej przedsiębiorstw niż na Zachodzie. Jeszcze w październiku akcje spółki mają zadebiutować na rynku NewConnect.  

Indos obsługuje przede wszystkim firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Spółka dostrzega, że ta część rynku faktoringowego cechuje się dużą dynamiką.

Wzrosty rok do roku sięgają kilkunastu procent podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Ireneusz Glensczyk, prezes zarządu i współzałożyciel spółki Indos SA. Nawet przy tak dużej dynamice trzeba zauważyć, że z faktoringu w ostatnim roku, mówię tutaj o roku 2014, skorzystało zaledwie 6 proc. podmiotów. Na rynkach rozwiniętych jest to kilkadziesiąt procent, na rynku brytyjskim to jest prawie 40 proc., więc możemy sobie wyobrazić, że skala i dynamika wzrostów będzie utrzymywana w najbliższym czasie.

Rozwojowy potencjał rynku faktoringowego jest tym większy, że tradycyjnymi klientami na tego typu usługi są branże, które obecnie są bardzo silne, a których rozwój napędza całą polską gospodarkę.

Większość firm jest z branży budowlanej, z branży transportowej, z branży handlu hurtowego mówi Ireneusz Glensczyk. Są też branże takie, które z faktoringu u nas nie korzystają i myślę, że w ogóle z faktoringu nie korzystają. To są chociażby branża energetyczna lub branża chemiczna. Ja przynajmniej nie słyszałem o tym, żeby one korzystały z faktoringu. Tam są duże transakcje albo bardzo dobrze zdyscyplinowany rynek płatności.

W I półroczu przychody Indosu przekraczały 6,8 mln zł i były o 14 proc. nizsze  niż w tym samym czasie w ubiegłym roku. Także zysk netto spółki spadł w tym czasie z 3 do 2 mln zł. Te słabsze wyniki spółka tłumaczy mniejszymi możliwościami fianasowymi, które zmusiły ją do ograniczenia działalności faktoringowej. Z przeprowadzonej w ostatnio emisji akcji Indos pozyskał jednak ponad 2,3 mln i zamierza te środki w dużej części zainwestować w faktoring.

Jeżeli chodzi o strukturę przychodów faktoring uważamy za jedną z najważniejszych grup produktowych i uważamy, że on powinien rosnąć również w tempie przynajmniej kilkunastoprocentowym rok do roku deklaruje prezes zarządu i współzałożyciel spółki Indos.

Jak dodaje, zwiększenie zainteresowania polskich firm usługami faktoringowymi będzie można osiągnąć, gdy będzie z nich można łatwo korzystać. W jego ocenie, by osiągnąć sukces na tym rynku trzeba uczynić faktoring dostępnym i  zrozumiałym.

 – Powinien spełniać oczekiwania tych podmiotów, które z faktoringu chcą korzystać. My to robimy przede wszystkim, upraszczając procedury i prezentując ostateczne koszty faktoringu jako jedną cenę. Nie staramy się kreować serii małych prowizji i małych procentów, które w sumie urosną na dosyć dużą kwotę. U nas kontrahenci dowiadują się od razu: faktoring kosztuje tyle i tyle – zapewnia Glensczyk.

Polacy chcą lokować pieniądze w nieruchomościach. Większość myśli o inwestowaniu w mieszkania na wynajem

CEO Magazyn Polska

Coraz częściej polscy inwestorzy rozważają ulokowanie swych kapitałów na rynku nieruchomości. Największym powodzeniem cieszą się mieszkania na wynajem, choć coraz więcej osób rozważa także kupno garażu czy lokalu komercyjnego.

– Atrakcyjność inwestowania w nieruchomości jest bardzo wysoka, bo ponad 90 proc. badanych przez nas respondentów odpowiedziało, że nieruchomości, a daleko potem dopiero złoto postrzegają jako najbardziej atrakcyjną formę inwestowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Artur Kaźmierczak, prezes zarządu Mzuri Investments.

Zainteresowanie nieruchomościami związane jest z coraz słabszymi zyskami pochodzącymi z bardziej tradycyjnych inwestycji. W związku z deflacją i niskimi stopami procentowymi oprocentowanie bankowych lokat oraz papierów skarbowych jest bardzo niskie. Także na warszawskiej giełdzie długo wyczekiwana hossa jeszcze nie nadeszła. Wobec tego, że w ciągu ostatniego roku WIG20 spadł o 13 proc, łatwiej tak stracić niż zarobić pieniądze. Na rynku nieruchomości sytuacja wygląda znacznie lepiej.

Inwestorzy mają bardzo racjonalne oczekiwania odnośnie do stopy zwrotu – mówi Artur Kaźmierczak. 60 proc. badanych przez nas osób wskazuje, że to jest między 6 a 10 proc. Inwestowanie w modelu grupowym jak najbardziej to umożliwia. W naszym modelu, zwany rentierskim, który mamy w spółce CFI 2, przewidujemy, że stopa zwrotu będzie około 6-7 proc. W modelu emerytalnym w spółce Alfa oczekujemy, że może przekroczyć 10 proc.

Mzuri Investments oferuje klientom udziały w funduszach posiadających aktywa rynku nieruchomości. 10 tys. zł wystarczy, żeby zainwestować tam w modelu grupowym, czyli kupić udział w mieszkaniu na wynajem. Po to, żeby samemu kupić małe mieszkanie do wynajęcia, jak szacuje Artur Kaźmierczak, trzeba mieć około 75 tys.

Żeby otrzymać taką stopę zwrotu, to najprościej mówiąc: trzeba kupić nieruchomości tanio, tanio je wyremontować, ale tak, żeby się potem nie psuły, tak, żeby były trwałe, i dobrze wynająć, oczywiście to wszystko trzeba robić, mając niskie koszty własne spółek, które zarządzają tymi inwestycjami. A tu właściwie nie różni się specjalnie inwestowanie grupowe od inwestowania indywidualnego.

Z badania, które przeprowadziło wśród potencjalnych inwestorów Mzuri Investments, wynika, że inwestorzy głównie myślą o mieszkaniach na wynajem, na drugim miejscu respondenci wskazali na garaże oraz lokale komercyjne.

– Mieszkań jest bardzo dużo, można stosunkowo łatwo takie mieszkanie znaleźć, jest też duży popyt, coraz więcej osób szuka mieszkania na wynajem mówi prezes zarządu Mzuri Investments.  Niebagatelne znaczenie ma też to, że każdy z nas mieszka w jakimś mieszkaniu czy domu, jest to taka inwestycja, którą dobrze czujemy. Nie wszyscy mieli w rodzinie lokal komercyjny czy garaż, który wynajmowali.

Z badania wynika jednak, że o ile Polacy są zainteresowani inwestycjami na rynku nieruchomości, o tyle nie planują tam umieszczać całego kapitału. Większość jest zainteresowana mieszkaniem na wynajem jako jednym z elementów zdywersyfikowanego portfela.

– Nasi respondenci dosyć równo rozłożyli swoje odpowiedzi pomiędzy kategorie, które im wskazaliśmy – mówi Artur Kaźmierczak z Mzuri Investments. Zarówno, jeśli chodzi o wartość planowanej inwestycji w nieruchomości, jak i procent portfela, który zamierzają ulokować w nieruchomościach.

Coraz więcej Polaków buduje swoją pozytywną historię płatniczą. Dzięki temu będą mogli negocjować lepsze warunki umów na różne usługi

0

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba informacji pozytywnych w Rejestrze Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej. Jest ich już blisko 1,4 mln – to prawie sześć razy więcej niż rok temu. Najwięcej pozytywnych wpisów mają osoby młode, w wieku 31–46 lat. Średnia wartość informacji pozytywnej znajdującej się w Rejestrze wynosi blisko 1,2 tys. zł. Obok danych dotyczących zadłużenia informacje pozytywne nabierają coraz większego znaczenia dla firm i instytucji stosujących kompleksowe podejście do oceny ryzyka lub zdolności kredytowej.

Informacja pozytywna jest gromadzona m.in. w Rejestrze Dłużników ERIF i udostępniona na rynku. To informacja o tym, że dana osoba wywiązuje się w terminie ze swoich płatności – mówi agencji Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej SA. – Zdecydowanie rośnie dynamika przyrostu spraw pozytywnych w naszej bazie. W ciągu ostatniego kwartału osiągnęliśmy 120-proc. przyrost spraw pozytywnych w porównaniu do II kwartału bieżącego roku – dodaje.

Pozytywną informację można zamieścić na wniosek danej osoby lub za jej zgodą. Jak podkreśla ekspertka, warto to zrobić.

To swego rodzaju inwestycja w przyszłość. Obecnie informacja pozytywna jest respektowana przez instytucje, również finansowe, dostawców usług i produktów. Można się spodziewać, że płacąc na czas, będziemy osiągać określone benefity teraz i w przyszłości. Będziemy uzyskiwać lepsze warunki korzystania z usług i różnego rodzaju produktów – tłumaczy Edyta Szymczak.

Rośnie świadomość finansowa Polaków. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę także z tego, że warto figurować w BIG jako posiadacz pozytywnej informacji. Dbanie o pozytywną historię płatniczną uczy terminowości i sumienności w opłacaniu zobowiązań finansowych, a to buduje wizerunek wiarygodnego płatnika.

Informacja pozytywna w przeważającej mierze dotyczy osób młodych. Może to wynikać z faktu, że osoby młode, przedsiębiorcze mają wysokie potrzeby i aspiracje konsumpcyjne. Korzystają w bardzo szerokim zakresie z usług w internecie, a tam właśnie znajduje się najwięcej informacji o korzyściach z pozytywnej historii płatniczej w biurze informacji gospodarczej i zasad udostępniania pozytywnych danych – wyjaśnia Edyta Szymczak.

Najwięcej wpisów pozytywnych mają osoby młode w wieku 31–46 lat. W tej grupie najwyższa jest też średnia wartość spraw pozytywnych, która wynosi blisko 1,2 tys. zł.

Najwięcej informacji pozytywnych dotyczy kobiet powyżej 30 roku życia – mówi Edyta Szymczak. – Poważniej traktują one sprawy finansowe, kontrolują i monitorują wydatki w gospodarstwach domowych. Kobiety przedsiębiorcze potrafią również znajdować oszczędności. Zapobiegliwość w finansach domowych przekłada się na postawę kobiet w tematach związanych z dotrzymywaniem warunków umów i proaktywnej postawie wobec problemów ewentualnego zadłużenia.

Z informacji gospodarczych korzystają zarówno firmy, jak i instytucje finansowe oraz usługowe. Szymczak podkreśla, że warto dbać o to, by pozytywne informacje znalazły się w rejestrze, zwłaszcza że coraz więcej instytucji sprawdza wiarygodność płatniczą klientów.

Na koniec III kwartału 2015 roku Rejestr Dłużników ERIF udostępnił 4,1 mln raportów z informacjami gospodarczymi (na koniec III kwartału 2014 – 3,3 mln). Firmy korzystają zarówno z informacji pozytywnych, jak i negatywnych, tak by móc zbudować pełen obraz sytuacji finansowej klienta.

Nasi klienci to pełne spektrum firm i instytucji, począwszy od banków poprzez firmy pożyczkowe, telekomunikacyjne, ubezpieczeniowe czy działające w sektorze multimediów. Wszystkie instytucje, które mają kontakt z klientem i w naturalny sposób muszą dokonać oceny ryzyka zawarcia z nim transakcji na warunkach płatności odłożonej w czasie, korzystają z takich informacji – przekonuje Edyta Szymczak.

Liczba spraw w Rejestrze Dłużników ERIF na koniec III kwartału wynosiła ponad 3,6 mln, a ich wartość – blisko 17 mld zł. Średnie zadłużenie w Polsce wynosi ok. 6 tys. zł. Wśród dłużników dominują mężczyźni. Z danych wynika, że spośród wszystkich konsumentów posiadających informacje na temat zadłużenia w Rejestrze Dłużników ERIF ponad 60 proc. stanowią mężczyźni. Najwięcej problemów ze spłatą należności mają ci między 31 a 46 rokiem życia.

Firmy z polskich klastrów liczą na wsparcie unijne dla innowacyjnej działalności. Do pozyskania jest nawet 10 mld euro

CEO Magazyn Polska

Ponad miliard złotych europejskiego wsparcia otrzymały w ubiegłych latach firmy zrzeszone w Związku Klastrów Polskich. W obecnej perspektywie, czyli w ramach unijnego budżetu na lata 2014–2020, liczą na znacznie więcej środków. Tylko z programu operacyjnego Innowacyjny Rozwój można pozyskać ponad 10 mld euro.

Klaster to grupa przedsiębiorców oraz ośrodków naukowych działających w tym samym regionie i prowadzących zbliżoną lub uzupełniającą się działalność. W Polsce ta forma organizacji przedsiębiorstw odgrywa coraz większą rolę w gospodarce, wzmacniając na ogół firmy z najbardziej prężnych branż.

Najsłynniejszym polskim klastrem jest niewątpliwie Dolina Lotnicza, która ma już ponad 10 lat, ale mamy też klastry lotnicze na Śląsku, w Wielkopolsce, na Mazowszu i Podkarpaciu. Pół Polski zajmuje się dzisiaj lotnictwem – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Krzysztof Krystowski, prezes Związku Klastrów Polskich. – Mamy też bardzo silną reprezentację klastrów informatycznych, a także klastry biotechnologiczne, biomedyczne oraz farmaceutyczne.

W gospodarce funkcjonują także klastry, które zrzeszają firmy prowadzące bardziej tradycyjną działalność, czyli budowlaną, turystyczną, tekstylną czy chemiczną. Działalność klastrów przyczynia się do rozwoju danego regionu – ze względu na to, że jest to oddolna inicjatywa przedsiębiorców i naukowców związanych z danym regionem, lepiej znają jego przewagi konkurencyjne.

My wiemy dlaczego na Pomorzu mamy bardzo silny przemysł stoczniowy, dlaczego mamy bardzo mocny przemysł jachtowy na Mazurach, dlaczego mamy bardzo silny przemysł lotniczy na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. To my, przedsiębiorcy i samorządowcy, wiemy to najlepiej, i my się organizujemy od czasu do czasu, licząc na przychylność administracji publicznej i pieniądze unijne – podkreśla Krystowski.

Wsparcie unijne, trafiające do firm zrzeszonych w klastrach, jest niebagatelne. W ostatnich latach przekroczyło 1 mld zł, a jak liczą przedsiębiorcy, w kolejnych sześciu latach będzie jeszcze większe. Z programu operacyjnego Innowacyjny Rozwój jest do dyspozycji ponad 10 mld euro.

– Biorąc pod uwagę to, jak ważne sektory gospodarki i jak bardzo innowacyjne przedsiębiorstwa, które są w ścisłym związku z jednostkami naukowymi, reprezentujemy, to jestem przekonany, że ten rekord ponad miliarda złotych jesteśmy w stanie pobić w dwójnasób – mówi prezes Związku Klastrów Polskich.

Związek Klastrów Polskich powstał trzy lata temu. Jest reprezentantem interesów większości polskich klastrów. Reprezentuje firmy oraz jednostki naukowe prowadzące prace na rzecz przemysłu w relacjach z polskim rządem, administracją samorządową, ale także w relacjach międzynarodowych. Za propagowanie współpracy w ramach klastrów i tworzenie dogodnych warunków dla rozwoju polskich firm Związek otrzymał od redakcji „Bloomberg” nagrodę Business Premium 2015.

Ta nagroda jest znakiem, że nasza działalność jest zauważana nie tylko przez członków związku, lecz także przez otoczenie społeczno-gospodarcze – podkreśla Krzysztof Krystowski. – To jest bardzo ważne dla nas, bo daje nam szansę mówienia o naszej działalności, która jest działalnością społeczną. My nie zarabiamy pieniędzy, my staramy się pomóc naszym członkom, głównie małym przedsiębiorstwom, żeby to oni zarabiali.

Niecałe 5 proc. pracowników wykonuje pracę z domu. Pracodawcy ostrożnie podchodzą do telepracy

CEO Magazyn Polska

Telepraca w Polsce nie cieszy się dużą popularnością. W ubiegłym roku w ten sposób pracowało 4,6 proc. ogółu zatrudnionych. Zaawansowana technologia sprawia, że telepraca może być przyszłością. Pracodawcy jednak ostrożnie podchodzą do tej formy zatrudnienia, przede wszystkim ze względu na szereg formalnych warunków do spełnienia.

W dzisiejszych czasach, gdy technologia jest bardzo zaawansowana, mamy smartfony, laptopy, wideokonferencje, Skype i wiele innych narzędzi do porozumiewania się na odległość, pracownik nie zawsze musi wykonywać pracę w biurze – mówi agencji Newseria Biznes Alicja Biernat, adwokat w Kancelarii EIR Legal.

Firmy coraz częściej proponują pracownikom pracę zdalną, jednak wciąż niewiele z nich decyduje się na telepracę, czyli powierzenie pracownikowi pracy poza biurem, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej i przekazywaniem wyników jego pracy za pomocą internetu. Z danych Eurostatu wynika, że na koniec 2014 roku odsetek osób pracujących w ten sposób wynosił 4,6 proc., co oznacza wzrost o 0,6 proc. względem 2013 roku. Średnia europejska jest minimalnie wyższa (4,7 proc.), jednak w części krajów telepracę wykonuje ponad 10 proc. zatrudnionych (np. w Finlandii czy Holandii). Zdaniem ekspert pracodawcy są ostrożni, bo telepraca oznacza szereg warunków do spełnienia.

Przede wszystkim pracodawca musi wprowadzić regulamin telepracy, w którym określi zasady i warunki jej wykonywania. Zasady te trzeba uzgodnić ze związkami zawodowymi. Jeśli u pracodawcy nie ma związków zawodowych, wówczas reguluje to regulamin, który pracodawca musi uzgodnić z przedstawicielami pracowników – tłumaczy mec. Biernat.

Określone warunki musi również spełnić umowa o telepracę. Powinny się w niej znaleźć zapisy o miejscu wykonywania pracy, czy praca ma odbywać się w określonych godzinach, czy też będzie obowiązywał zadaniowy tryb pracy. Warto też wskazać, w jaki sposób pracownik ma potwierdzać rozpoczęcie wykonywania obowiązków i ich koniec.

Dodatkowo w umowie należy zawrzeć elementy typowe dla telepracy, czyli fakt, że to pracodawca jest zobowiązany do dostarczenia pracownikowi sprzętu do wykonywania pracy w domu. Taki sprzęt powinien ubezpieczyć, a także pokryć koszty jego eksploatacji i serwisowania – podkreśla ekspert EIR Legal.

Pracownik odpowiada wówczas za powierzony sprzęt i ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą. Może również do pracy używać własnego sprzętu, ale wtedy pracodawca płaci ekwiwalent. Jak podkreśla Alicja Biernat, to jednak może być ryzykowne rozwiązanie, ponieważ prywatne komputery nie zawsze mają odpowiednie zabezpieczenia przed wirusami, w związku z czym rośnie ryzyko utraty wrażliwych danych firmy.

Przed rozpoczęciem telepracy pracownik powinien udostępnić pracodawcy swoje pomieszczenie, aby mógł on sprawdzić, czy jest odpowiednie – mówi Alicja Biernat. – W trakcie telepracy pracodawca ma prawo kontrolować telepracownika, ale ze względu na miejsce świadczenia pracy, czyli najczęściej prywatne mieszkanie, taka kontrola może się odbyć po wcześniejszym powiadomieniu pracownika i za jego zgodą. Kontrola powinna przebiegać tak, aby nie naruszała prywatności pracownika i innych domowników.

Jak jednak zaznacza ekspertka, popularność telepracy powinna rosnąć.

Telepraca jest bardzo dobrym rozwiązaniem na dzisiejsze czasy. Jest to bardzo dobry, elastyczny sposób zatrudnienia – podkreśla mec. Biernat.

Rynek transportu wewnętrznego jest wart 30 mln zł. W najbliższych latach może wzrosnąć nawet 7-krotnie

CEO Magazyn Polska

Automatyzacja przestrzeni magazynowych w Polsce następuje szybko. Rynek transportu wewnętrznego jest dziś wart około 30 mln zł rocznie. Jak jednak pokazują przykłady z państw Europy Zachodniej, w ciągu najbliższych kilku lat może wzrosnąć sześcio-, a nawet siedmiokrotnie. Firmy coraz częściej poszukują rozwiązań, które ograniczyłyby rolę człowieka w magazynach, oraz takich, które zmniejszyłyby powierzchnię składowania.

Według naszej oceny rynek transportu wewnętrznego obecnie jest wart około 30 mln zł, natomiast na przestrzeni 5-6 lat wzrośnie sześcio- czy siedmiokrotnie – informuje agencję Newseria Marcin Kozłowski, prezes oferującej automatyczne systemy magazynowe spółki Baumalog. – Wszystko jednak zależy od rozwoju gospodarki, zarówno krajowej, jak i europejskiej.

Rozwój gospodarczy oraz ekspansja rynku e-commerce napędzają popyt na nieruchomości magazynowo-przemysłowe. W I półroczu – jak wynika z danych JLL – podpisano umowy najmu na blisko 1,2 mln mkw. takiej powierzchni, z czego prawie 800 tys. to nowe kontrakty. Dlatego analitycy oceniają, że ten rok może być rekordowy dla rynku. W I połowie roku oddano do użytku 437 tys. mkw. nowej powierzchni, a w budowie jest kolejnych prawie 700 tys. mkw.

Jak zapewnia Kozłowski, automatyczne systemy pomagają lepiej wykorzystać zajmowaną lub wynajmowaną przestrzeń magazynowo-przemysłową. Roboty, wózki AGV (z ang. Automated Guided Vehicle), systemy AS/RS (z ang. Automated Storage and Retrieval Systems), przenośniki, systemy sortowania, oprogramowanie i usługi z nimi związane zyskują popularność, bo odciążają ludzi, poprawiają ich bezpieczeństwo, zmniejszają koszty pracy oraz przyspieszają produkcję.

Pod względem ograniczenia powierzchni składowania mogę podać przykład firmy w Warszawie, gdzie zastosowany przez nas system umożliwił oszczędności na poziomie ponad 80 proc. Ale ważne jest także połączenie urządzeń z maszynami ciągu technologicznego. Tu dobrym przykładem jest integracja naszych automatycznych regałów do składowania blach z wycinarkami laserowymi, co razem tworzy system pozwalający na znaczne skrócenie czasu przeładunku – zauważa Marcin Kozłowski.

W najbliższych latach – zdaniem Kozłowskiego – najszybciej będzie rosło zapotrzebowanie na automatyczne systemy magazynowe ze strony branży dystrybucji stali, przemysłu ciężkiego oraz firm z branży zbrojeniowej.

Niedawno wdrożyliśmy zaawansowany system kompletacji profili aluminiowych w firmie Aluprof, europejskiego dystrybutora tego rodzaju rozwiązań dla budownictwa – wskazuje prezes Baumalog. – W jednej z firm zbrojeniowych uruchomiliśmy automatyczny system profili stalowych, który pozwolił na znaczne wyeliminowanie powierzchni składowania.

Barierą w rozwoju rynku transportu wewnętrznego jest wciąż niska świadomość ewentualnych inwestorów dotycząca dostępności tego rodzaju systemów oraz możliwych do uzyskania korzyści.

Skala potencjalnych korzyści zależy od tego, w jakim procesie będzie brała udział maszyna – precyzuje Marcin Kozłowski. – Obecnie coraz częściej stosowane są na przykład wycinarki laserowe o dużej mocy, które umożliwiają w krótkim czasie produkcję wielu elementów. Natomiast wąskim gardem pozostaje załadunek i rozładunek blachy ze stołu. Nasze ostatnie wdrożenie, czyli automatyczny regał magazynowy obsługujący wycinarkę w trybie automatycznym, pozwala na znaczne skrócenie całej operacji. Wcześniej wymiana blachy zajmowała około 10 minut, obecnie trwa około minuty.

Według firmy doradczej Markets and Markets do 2020 roku wartość światowego rynku zautomatyzowanego transportu wewnętrznego w przemyśle rosnąć będzie średnio o 8 proc. rocznie, do ponad 30 mld dol.

Popyt napędzać będzie również rozwój technologii, m.in. wprowadzenie zasilania bezprzewodowego w wózkach. Hamować go natomiast mogą stosunkowo wysokie koszty inwestycji. Aktualnie głównym odbiorcą urządzeń jest Europa. Do 2020 roku jej udział w rynku, obecnie wynoszący 40 proc., będzie rósł średnio o 7 proc. rocznie.

Choroby nerek dotyczą ok. 2,5 mln Polaków. Rośnie zapotrzebowanie na ośrodki leczenia chorób nerek

CEO Magazyn Polska

Prawie 2,5 mln Polaków zmaga się z chorobami nerek, ale większość nie zdaje sobie z tego sprawy. Tymczasem niezdiagnozowana i nieleczona dolegliwość może prowadzić do przedwczesnej śmierci. Zapotrzebowanie na ośrodki nefrologiczne i stacje dializ cały czas rośnie. Rozbudową takich ośrodków w Polsce zajmuje się m.in. spółka Diaverum.

Cały czas się rozwijamy. W 2001 roku otworzyliśmy dwie pierwsze stacje dializ, w tej chwili mamy już 25 ośrodków nefrologicznych w całej Polsce i plany rozwojowe na przyszłość. Chcielibyśmy zarówno przyjmować coraz więcej pacjentów w istniejących jednostkach, jak i tworzyć nowe ośrodki nefrologiczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Karwowska, dyrektor finansowa firmy Diaverum Polska.

Jak podkreśla, firma oferuje opiekę nad pacjentami z chorobami nerek na każdym etapie – od profilaktyki, po opiekę nefrologiczną we wczesnych stadiach choroby, aż po wszystkie terapie nerkozastępcze.

Staramy się pacjenta informować w sposób właściwy o przebiegu jego choroby, o różnych możliwościach leczenia, ponieważ oferujemy w naszej firmie zabiegi hemodializy, hemofiltracji i dializy otrzewnowej. Mamy również poradnie nefrologiczne, oddziały nefrologiczne i oczywiście przygotowujemy pacjentów do transplantacji nerek – mówi dyrektor Karwowska.

W Polsce stale dializowanych jest ponad 20 tysięcy osób. W 2014 roku przeszczepiono 1064 nerki od dawcy zmarłego i 55 od dawcy żywego – wynika z danych Poltransplantu, instytucji koordynującej przeszczepianie narządów w kraju.

Za budowanie sieci nowoczesnych ośrodków nefrologicznych Diaverum Polska otrzymało nagrodę Business Premium od redakcji „Bloomberga”.

Ta nagroda została przyznana nam m.in. za unikalne podejście do naszych pacjentów, bo to właśnie oni są dla nas najważniejsi – mówi dyrektor finansowa Diaverum Polska. – Warto takie podejście propagować wśród wszystkich instytucji zajmujących się medycyną.

Jak podkreśla, firma stara się dostarczyć pacjentowi jak najpełniejszą informację o chorobie i możliwościach leczenia. Daje mu też możliwość współdecydowania o terapii.

Badania wykazują, że w pełni zaangażowani w proces leczenia pacjenci rzadziej zapadają na choroby towarzyszące, znacznie lepiej znoszą chorobę, ogólnie są zdrowsi i lepiej funkcjonują w społeczeństwie – wyjaśnia Anna Karwowska.

Szwedzka firma powstała 15 lat temu i dziś jest jednym z największych w Europie dostawców tego typu usług. Jak podaje, 8,5 tys. pracowników opiekuje się ponad 26 tys. pacjentów nie tylko na Starym Kontynencie, lecz także w Ameryce Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie i w Australii.

Nefrolodzy ostrzegają, że liczba pacjentów z przewlekłymi chorobami nerek będzie szybko rosnąć. Zapadalność co roku rośnie o ponad 10 proc. To tym groźniejsze, że objawy łatwo przeoczyć.

Rynek słodyczy rozwija się w niewielkim tempie, ale stabilnie. Są zapomniane segmenty, które mogą rosnąć szybciej

CEO Magazyn Polska

Wart około 13 mld zł rynek słodyczy będzie nadal rosnąć, bo spożycie tego rodzaju produktów w innych krajach Unii Europejskiej jest znacznie wyższe. Przedstawiciele branży oceniają, że wzrosty nie są dynamiczne, bo ok. 2 proc., ale stabilne. W niektórych segmentach dynamika może być wyższa – obiecująco wyglądają perspektywy rozwoju nieco zapomnianego segmentu landrynek.

Perspektywy dla całego rynku słodyczy są dobre, wszystko wskazuje na to, że będzie rósł – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jędrzej Szynkarczuk, prezes firmy Sympatic, wchodzącej na polski rynek z landrynkami Jardin Rich. – Dlatego zdecydowaliśmy się wejść z nowym pomysłem, bo widzimy szansę, szczególnie w kategorii landrynek. To taka polską kategorią, znana od dawna, ale ostatnio trochę zapomniana.

Jak wynika z raportu firmy doradczej KPMG, wartość krajowego rynku słodyczy do 2018 r. wzrośnie o ok. 9 proc. – do blisko 14 mld zł. Zdaniem analityków najmocniej będzie zwiększał się segment wyrobów czekoladowych. KPMG wskazuje, że w porównaniu z krajami Europy Zachodniej Polska ma wciąż wielki potencjał rozwoju. Konsumpcja wyrobów czekoladowo-cukierniczych nad Wisłą jest niemal trzy razy niższa niż w takich krajach, jak Wielka Brytania, Szwajcaria czy Belgia.

Landrynki są produktem mocno generycznym, tzn. nie mają w Polsce jeszcze określonej w świadomości konsumentów, bardzo znanej marki, która wprost kojarzyłaby się z tą kategorią – tłumaczy Jędrzej Szynkarczuk. – Chcąc rozwijać landrynki, będziemy starali się iść właśnie w tę stronę ze swoim produktem pod marką Jardin Rich. Wierzymy, że spowoduje to także rozwój kategorii, a w związku z tym przyrost całego segmentu.

Szef Sympatic precyzuje, że firma będzie starała się ulokować nowy produkt na najwyższej półce segmentu landrynek. W zamian za nieco wyższą cenę klient otrzyma np. produkt w wyróżniającym się opakowaniu oraz możliwość zbierania kolekcji magnesów, dołączanych do produktu podstawowego.

Takie podejście, czyli tchnięcie nowego ducha w kategorię, która jest nieco zapomniana pod kątem marketingowym, to będzie sukces, jeśli chodzi o rozwój tego segmentu – uważa Szynkarczuk.

Zgodnie z danymi KPMG Polska ma ponad 3-proc. udział w całkowitej sprzedaży detalicznej segmentu wyrobów cukierniczych w Unii Europejskiej. Krajowy rynek zajmuje przy tym dominującą pozycję wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej (52 proc. sprzedaży w regionie). Dobre perspektywy rozwoju mogą mieć szczególnie – zdaniem analityków – pastylki, gumy rozpuszczalne, landrynki oraz żelki.

Efektywność biznesu na pewno zależy w dużej mierze od odpowiedniego podejścia do grupy docelowej, konsumentów, którzy są odbiorcami tego rodzaju produktów – mówi prezes firmy Sympatic. – Odpowiednie działania marketingowe połączone z dobrym produktem, który mieści się w aktualnych trendach nowoczesnej konsumpcji, to podstawa sukcesu w tej kategorii.

Według KPMG 81 proc. Polaków lubi słodycze, a 91 proc. z nich przyznaje się do ich kupowania. Największą popularnością (90 proc.) tego rodzaju produkty cieszą się wśród konsumentów do 24 roku życia. W grupie respondentów mających więcej niż 65 lat udział osób, którym smakują słodycze, jest znacznie mniejszy i wynosi 78 proc. Z kolei dwie trzecie Polaków sięga po coś słodkiego co najmniej dwa razy w tygodniu, a dla jednej trzeciej słodycze są elementem codziennej diety, z czego aż 11 proc. spożywa je nawet kilka razy dzienne.

Popołudniowy komentarz walutowy z 26.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 26.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Studia początkiem kariery zawodowej

Jak wynika z danych Pracuj.pl, 8 na 10 studentów odbywa w trakcie studiów praktyki lub staże, a ponad połowa pracuje zawodowo. Dziś studia to nie tylko czas zdobywania wiedzy, ale i doświadczenia zawodowego. Co jednak napisać w rubryce „doświadczenie”, gdy szuka się pracy po raz pierwszy? Eksperci Pracuj.pl przekonują, że nawet bez zawodowej praktyki możemy przygotować dokument, który będzie naszą przepustką do kariery.

Dobrze przygotowane CV – pierwszy krok do sukcesu

Pierwszy krok to analiza ogłoszenia o pracę, które nas zainteresowało. Warto sprawdzić, jakich kompetencji i umiejętności oczekuje pracodawca i zastanowić się, czy w naszym życiu licealnym lub studenckim ich nie zdobyliśmy.

– Warto pamiętać, że w trakcie studiów, działając w kołach naukowych, organizacjach studenckich, czy jako wolontariusz w stowarzyszeniach pozarządowych, zdobywamy doświadczenie, które także ma znaczenie dla pracodawców. Dorywcza praca np. hostessy czy barmana również może być warta pokazania w CV. Opiszmy wtedy jak takie doświadczenie przełożyło się na rozwój naszych umiejętności cenionych przez pracodawców np. obsługa  klienta, umiejętność pracy pod presją czasu czy wielozadaniowość – doradza Agnieszka Bieniak, Dyrektor HR w Grupie Pracuj.

W przygotowaniu profesjonalnego CV pomocne są narzędzia takie jak Kreator CV dostępny bezpłatnie na portalu Pracuj.pl. Umożliwia on przygotowanie czytelnego CV, ale i „podpowiada” nam kolejne kroki i punkty, które powinniśmy zawrzeć w naszym profesjonalnym życiorysie. Przy korzystaniu z Kreatora CV na Pracuj.pl generowany jest automatycznie profil zawodowy, który możemy na bieżąco uzupełniać o nowe doświadczenia i – bez potrzeby tworzenia wszystkich dokumentów od nowa – generować zaktualizowane CV. Dodatkowo, włączając opcje polecania naszego profilu pracodawcy, zwiększamy swoje szanse w poszukiwaniu pracy. Dzięki technologii Pracuj Select profil może być polecany  pracodawcom, którzy poszukują kandydatów odpowiadającym naszym kwalifikacjom i doświadczeniu.

Aktywnie na rynku pracy

Kiedy mamy już profesjonalne  CV, czas na kolejny krok czyli złożenie aplikacji. Obecnie na portalu Pracuj.pl opublikowanych jest ponad 2 300 ofert pracy dedykowanych asystentom i stażystom. Najczęściej pracowników z krótkim stażem poszukuje się w administracji biurowej, sprzedaży, obsłudze klienta i finansach/ekonomii.

Co dodatkowo przydatne, po wysłaniu pierwszej aplikacji system rekomendacji Pracuj.pl będzie podpowiadał nam dopasowane dla nas oferty pracy, dzięki czemu wyłowienie odpowiednich ogłoszeń będzie jeszcze prostsze.

Po wiedzę na targi pracy

Aby skonfrontować swoje oczekiwania i wyobrażenia dotyczące rynku pracy z ekspertami i pracodawcami, można odwiedzić targi pracy. Na targach Absolvent Talent Days, których w tym roku partnerem strategicznym jest Pracuj.pl, w specjalnie przygotowanych przez Pracuj.pl Strefach Konsultacji CV studenci i absolwenci będą mogli skorzystać z porad ekspertów, porozmawiać o możliwościach rozwoju zawodowego czy wykonać profesjonalne zdjęcie do CV.  Pracuj.pl przygotowuje dla uczestników targów także wiele prelekcji i szkoleń dotyczących nie tylko poszukiwania pracy, ale i edukujących w obszarach związanych z przebiegiem rekrutacji np. tego jak powinna przebiegać rozmowa kwalifikacyjna, jakie pytania mogą na niej paść, a jakie paść nie powinny.

Przewodnik Pracodawcy

Szukając wiedzy na temat pracodawców warto także korzystać z kompendiów, w których zawarte są wizytówki kluczowych pracodawców, a także porady czy case study prezentujące rozwój zawodowy wybitnych menadżerów. Takie publikacje dostarczają zarówno konkretnej wiedzy, jak i inspiracji do rozwoju. Jedną z takich publikacji, jest przygotowywany co roku w październiku przewodnik „Pracodawcy”. Przewodnik, wydawany przez Pracuj.pl, dostępny jest na targach pracy, w  studenckich biurach karier, na uczelniach i w akademikach.

#Bazarek – wybory w Social Media

Cisza wyborcza wyzwoliła kreatywność internautów. W social media głośno komentowano ceny „produktów” na wyborczym bazarku. Na temat samego hashtagu #bazarek pojawiło się aż 4,5 tys. wzmianek – wynika z raportu „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

 Na bazarku nie brakowało polędwiczek, ciastek, muszek, zlewów, swetrów, jabłek czy chlebów razowych. Największą popularnością na Twitterze cieszyły się pistacje – użytkownicy portalu w trakcie weekendu wzmiankowali w nawiązaniu do orzechów aż 2,2 tys. razy. Często w tweetach pojawiały się także ciastka/ciasteczka – 2,1 tys. wpisów i komentarzy. Ponad tysiąc informacji odnotowały pomidory (1,8 tys.), kaczka/kaczki (1,5 tys.) i muszki (1,5 tys.). Rzadziej internautów interesowały ceny grzybów, razowego chleba i ślimaków.

Wykres 1.  Liczba wzmianek na temat produktów z bazarku na Twitterze – 24-25.10.2015 r.

Wykres 1.  Liczba wzmianek na temat produktów z bazarku na Twitterze – 24-25.10.2015 r.

– Internauci sprytnie obeszli ciszę wyborczą. Nazwy partii zastąpili nazwami produktów spożywczych i publikowali je na Twitterze wraz z cenami – w ten sposób podawali wyniki wyciekające z firm przeprowadzających sondaże exit poll. Bazarek nie jest czymś nowym, funkcjonował już podczas wyborów prezydenckich – tłumaczy Marcin Badurski, politolog.

Wykres 2. Najpopularniejsi użytkownicy wzmiankujący na Twitterze o #bazarek – 1-25.10.2015 r. do godz. 21.00

Wykres 2. Najpopularniejsi użytkownicy wzmiankujący na Twitterze o #bazarek – 1-25.10.2015 r. do godz. 21.00

Hashtag #bazarek najczęściej wywoływał użytkownik @1DEurovisionGag – 55 razy, a następnie @kamil_gie – 50 i @insanegirlx – 45.

Wykres 3.  Liczba wzmianek na temat partii politycznych w social media – 1-25.10.2015 r. do godz. 21.00

PiS z ogromną przewagą w social media

Partia Jarosława Kaczyńskiego uzyskała znaczącą przewagę w mediach społecznościowych – prawie 100 tys. wpisów. Tylko w październiku do momentu ogłoszenia wyników na temat ugrupowania pojawiło się 357 tys. wzmianek.  Drugie miejsce zajęła opozycja z wynikiem 259 tys. materiałów. Natomiast na trzeciej pozycji uplasował się KORWiN – internauci w nawiązaniu do partii napisali 137 tys. informacji w social media. Tuż za podium znalazły się Nowoczesna, Kukiz’15 i Zjednoczona Lewica.

Wykres 4.  Podział miejsc sejmowych na podstawie wzmianek w social media – 1-25.10.2015 r. do godz. 21.00

Wykres 4.  Podział miejsc sejmowych na podstawie wzmianek w social media – 1-25.10.2015 r. do godz. 21.00

#wybory2015 najpopularniejszym hashtagiem

Internauci w trakcie weekendu najczęściej używali hashtagów #wybory2015, #wybory, #czasdecyzji, #ciszawybrocza, #twittertypuje czy wspomniany wcześniej #bazarek. Zdecydowanie największa aktywność #wybory2015 przypadła na niedzielę na godziny 20.00-23.00, czyli dotyczyła zakończenia wyborów i ogłoszenia wyników. Pik odnotowano o godz. 21.00.  W drugiej połowie dnia wyborczego dużym zainteresowaniem cieszyły się także #bazarek i #czas decyzji

Wykres 5.  Zmiany w czasie ukazywania się wzmianek na temat najpopularniejszych hashtagów dotyczących wyborów parlamentarnych - 24-26.10.2015 r. do godz. 9.00

Wykres 5.  Zmiany w czasie ukazywania się wzmianek na temat najpopularniejszych hashtagów dotyczących wyborów parlamentarnych – 24-26.10.2015 r. do godz. 9.00

@tvp_info z największym dotarciem

Najaktywniejszymi internautami na Twitterze w nawiązaniu do #wybory2015 zostali @rafalku – 185 wpisów, @1DEurovisionGag – 130, @nagietka – 81 oraz @insanegirlx – 80, @Duke_Kristof – 80. Na dalszych miejscach znalazły się także Polskieradio.pl (@Wiadomosci_PR), TVP Info (@tvp_info), Radio Szczecin (@radio_szczecin), Wp.pl (wirtualnapolska) oraz Rzeczpospolita (@rzeczpospolita). Największe dotarcie dotyczyło redakcji TVP Info.

 Wykres 6.  TOP 30 najpopularniejszych użytkowników wzmiankujących o #wybory2015 i dotarcie - 24-26.10.2015 r. do godz. 9.00

Wykres 6.  TOP 30 najpopularniejszych użytkowników wzmiankujących o #wybory2015 i dotarcie – 24-26.10.2015 r. do godz. 9.00

COLUMBUS CAPITAL S.A. notuje wysoki zysk w 3 kw. 2015 r.

COLUMBUS CAPITAL S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zakończyła 3 kwartał 2015 r. skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości 526 tys. zł. Emitent pracuje obecnie nad procesem połączenia z Columbus Energy S.A., które pozwoli na rozwój działalności w segmencie Odnawialnych Źródeł Energii.

 Od początku tego roku Grupa Kapitałowa COLUMBUS CAPITAL S.A. wypracowała 472 tys. zł zysku netto. Jednostkowy zysk netto Spółki wyniósł w 3 kwartale br. 530 tys. zł, a w trakcie pierwszych 9-ciu miesięcy 2015 r. sięgnął on ponad 470 tys. zł. Przygotowywane aktualnie połączenie z Columbus Energy S.A., podmiotem z branży energetycznej, będzie istotnym krokiem w kierunku koncentracji działalności Emitenta na branży Odnawialnych Źródeł Energii oraz w segmencie inwestycyjnym. COLUMBUS CAPITAL S.A. prowadziła również w minionym kwartale aktywne działania nad pozyskiwaniem finansowania oraz rozbudową Grupy Kapitałowej o kolejne projekty inwestycyjne.

„Wypracowanie tak dobrych wyników finansowych w 3 kw. 2015 r. było możliwe dzięki podjęciu trafnych decyzji inwestycyjnych i dokonaniu transakcji, pozwalających nam osiągnąć wysokie stopy zwrotu. Teraz naszym najważniejszym celem będzie przeprowadzenie połączenia z Columbus Energy S.A., które może nam umożliwić zdobycie mocnej pozycji na rynku OZE, głównie w branży fotowoltaiki. Zamierzamy skutecznie wykorzystać efekty synergii wynikające z potencjału obu podmiotów, redukcji kosztów funkcjonowania oraz optymalizacji struktury organizacyjnej. W przyszłości będziemy również chcieli ubiegać się o zmianę rynku notowań naszych akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki COLUMBUS CAPITAL S.A.

W opublikowanej we wrześniu br. przez Spółkę zmodyfikowanej Strategii Rozwoju na lata 2015-2016, przedstawione zostały najważniejsze cele i planowane działania w kierunku ich osiągnięcia. Emitent będzie koncentrował swoją działalność na dwóch najważniejszych segmentach – Odnawialnych Źródłach Energii oraz działalności inwestycyjnej. COLUMBUS CAPITAL S.A. ma zamiar wykorzystać bardzo dobrą koniunkturę w branży fotowoltaiki, która jest efektem wejścia w życie nowej Ustawy o OZE, wprowadzającej taryfy gwarantowane oraz z uruchomienia Programu Prosument. Spółka przewiduje, że dzięki otwarciu nowych oddziałów, uda się jej zwiększyć terytorialny obszar działania z obecnych 30% do 80% powierzchni Polski na koniec 2 kw. 2016 r. Planowane jest również rozszerzenie oferty produktowej o usługi związane z „termomodernizacją domów jednorodzinnych”, co wynika z uruchomienia nowego programu wsparcia z NFOŚiGW o nazwie „RYŚ”.

COLUMBUS CAPITAL S.A. nie wyklucza także rozbudowy Grupy Kapitałowej o kolejne podmioty, które będą odpowiedzialne za poszczególne rodzaje działalności gospodarczej.  Emitent będzie dążył do zbudowania portfela spółek, w których będzie posiadał strategiczne pakiety akcji, wspierając zarazem ich zarządzanie oraz osiągając zyski wynikające ze wzrostu ich wartości.

„Nasza zmodyfikowana Strategia Rozwoju zakłada dalszy rozwój segmentu Odnawialnych Źródeł Energii oraz realizację nowych projektów inwestycyjnych. Z duży optymizmem spoglądamy na perspektywy dla rynku OZE i mamy zamiar aktywnie uczestniczyć w rozwoju tej branży w Polsce, osiągając dzięki temu coraz lepsze wyniki finansowe. Jestem przekonany, że realizacja założeń Strategii Rozwoju pozwoli nam w dalszym ciągu zwiększać wartość Spółki.” – podsumowuje Ciszewski.

COLUMBUS CAPITAL S.A. zakończyła 2014 r. skonsolidowanym zyskiem netto wynoszącym 936 tys. zł. Plany Emitenta zakładają poszukiwanie nowych projektów inwestycyjnych oraz rozwijanie segmentu Odnawialnych Źródeł Energii.

RSM Poland KZWS zmienia nazwę na „RSM” w związku z globalnym rebrandingiem sieci RSM International

RSM Poland KZWS zmienia nazwę na „RSM” w związku z globalnym rebrandingiem sieci RSM International

  • RSM Poland przyjmuje nowe logo oraz identyfikację wizualną
  • Wspólna marka wzmacnia ogólnoświatową pozycję sieci, a także ułatwia obsługę Klientów międzynarodowych
  • Nowa globalna kampania reklamowa oraz nowa publikacja z zakresu ekonomii zwiększa zaangażowanie we współpracę z przedsiębiorstwami zorientowanymi na rozwój na całym świecie

RSM Poland KZWS zmienia dziś nazwę na „RSM” oraz przyjmuje nową identyfikację wizualną w związku z globalnym rebrandingiem sieci RSM International. Siódma co do wielkości sieć audytorska, podatkowa i doradcza na świecie przyjmie nazwę „RSM” jako globalną nazwę marki dla wszystkich firm członkowskich z ponad 110 krajów.

Wspólna marka, ogłoszona w czerwcu tego roku, ma wzmocnić globalną pozycję sieci jako dostawcy usług z zakresu audytu, podatków i doradztwa dla przedsiębiorstw zorientowanych na rozwój.

Najnowsze badania dotyczące naszych Klientów potwierdzają, że główną siłą sieci jest „pełne pasji zaangażowanie we współpracę”, „głębokie zrozumienie najważniejszych potrzeb Klientów” oraz „dzielenie się wiedzą doświadczonych specjalistów”. Te wartości odzwierciedla przyjęte na całym świecie motto RSM: „The Power of Being Understood”.

Jean STEPHENS, CEO RSM International, powiedziała: „Zjednoczenie pod wspólną marką jest ważnym krokiem w naszej długookresowej strategii rozwoju. W coraz bardziej zglobalizowanej gospodarce, nasza nowa marka będzie wyróżniała naszą ofertę skierowaną do liderów rozwijających się przedsiębiorstw na całym świecie, pragnących współpracować z doradcami, którzy rzeczywiście poświęcają swój czas i siły, by zrozumieć i odpowiedzieć na potrzeby ich biznesu. Nowa wspólna marka umożliwia nam skuteczniejszą promocję naszej wiedzy i doświadczenia oraz oferowanie najwyższego standardu usług Klientom z całego świata.”

Dziś RSM rozpoczyna globalną kampanię reklamową nowej marki na całym świecie. Ponadto, RSM rozpoczęła wydawanie „The Global Real Economy”, publikacji, która będzie przygotowywana co dwa lata, by zapewnić dogłębną analizę szeregu zagadnień ekonomicznych o zasięgu międzynarodowym.

Rebranding pokrywa się z datą RSM World Day 2015, wydarzenia, które począwszy od 2012 obchodzone jest co roku jako okazja do świętowania wspólnych wartości sieci RSM, a także do włączenia pracowników i Klientów w aktywności integracyjne.

Bartosz Miłaszewski, Managing Partner RSM Poland, powiedział: „Jednolity brand to niesamowicie ważna i pozytywna decyzja dla nas i dla całej sieci. Z pewnością przyczyni się do wzrostu rozpoznawalności i prestiżu naszej marki w skali globalnej. Jednocześnie będzie dla naszych obecnych i potencjalnych Klientów, do grona których należą zarówno małe i średnie dynamicznie rozwijające się przedsiębiorstwa, jak i wiodące korporacje międzynarodowe, gwarancją, że na całym świecie usługi oferowane przez RSM będą świadczone na tym samym najwyższym poziomie a zrozumienie potrzeb i interes Klienta będą zawsze na pierwszym planie. Przed nami także RSM World Day 2015, którego już nie możemy się doczekać. Poza wymianą wiedzy i doświadczenia, będziemy budować wzajemne relacje, zaufanie oraz świętować nowy etap w dynamicznym rozwoju naszej firmy. Oczywiście nie zapomnimy także o najbardziej potrzebujących, dla których jak co roku pracownicy RSM Poland zorganizują akcję charytatywną.”

Wynajem urządzeń dźwigowych i projektowanie na miarę Nowa jakość w branży

Rozwój rynku dostarcza wiele możliwości w branży przemysłu ciężkiego. Firmy mogą pozwolić sobie na wynajem sprzętu lub zamówienie urządzeń zaprojektowanych na miarę. Wszystko zależy od potrzeb i możliwości inwestycyjnych.

Projektowanie dedykowanego sprzętu

Wynajem urządzeń dźwigowych Kluczem do sukcesu w przemyśle ciężkim jest nie tylko zapewnienie sobie odpowiedniej płynności wykonywanych zleceń, ale również park maszynowy, na którym można polegać w każdej sytuacji.  Nie każdy sprzęt dostępny na rynku może spełnić specyficzne oczekiwania. Wraz z postępującą specjalizacją rynku rozwijają się nowe możliwości, takie jak np. możliwość zakupu urządzeń dźwigowych projektowanych na miarę. Sprzęt produkowany seryjnie, nawet mimo wysokiego poziomu zaawansowania technologicznego, nie zawsze jest w stanie spełniać potrzeby klienta.

W Red Rooster Poland każdy projekt wykonywany jest przez odpowiednio przeszkolonych specjalistów z wieloletnim doświadczeniem na rynku, wykorzystujących najlepsze dostępne narzędzia pracy. Wśród nich wyróżnić można oprogramowanie Autodesk pozwalające na tworzenie trójwymiarowych, wirtualnych prototypów. – komentuje Sebastian Przygoda, Prezes Red Rooster Poland, firmy specjalizującej się w produkcji, a także wynajmie specjalistycznego sprzętu dźwigowego.

Projektowanie sprzętu pozwala dostosować wszystkie elementy konstrukcyjne do specyfiki pracy danego zakładu. Jest to możliwe dzięki dokładnej analizie potrzeb przeprowadzanej jeszcze przed rozpoczęciem procesu projektowania urządzeń. Wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań, materiałów i technologii jest kluczowe do zapewnienia wysokiej jakości działania oraz poprawy bezpieczeństwa w miejscu pracy poszczególnych maszyn.

Korzyści z wynajmu urządzeń

Innym sposobem na zaopatrzenie parku maszynowego w odpowiedni sprzęt jest wynajem urządzeń.

Jest to bardzo dobre rozwiązanie w wielu sytuacjach rynkowych, zarówno dla firm dopiero rozpoczynającym swoją działalność, jak i dla tych, które na rynku funkcjonują już długo.

Firmy rozwijające się i nieposiadające odpowiedniego zaplecza kapitałowego na zakup wszystkich niezbędnych urządzeń zwykle mają bardzo ograniczone możliwości kredytowania, dlatego wynajem urządzeń to dobry sposób na rozkręcenie działalności. Wynajem to również doskonały sposób na testowanie sprzętu, który przedsiębiorstwo planuje zakupić w przyszłości. Dzięki wypożyczeniu urządzeń operatorzy są w stanie sprawdzić sprzęt w warunkach codziennego użytkowania, a w wypadku pomyślnego przejścia wszystkich prób, zasygnalizować możliwość rozpoczęcia procedury zakupu. – komentuje Przygoda.

O wynajmie urządzeń mogą pomyśleć również firmy już rozwinięte, lecz posiadające ograniczone budżety na inwestycje. Wypożyczenie maszyn może być pomocne w sytuacji, w której firmy nie stać np. na stworzenie kolejnego stanowiska zwiększającego produkcję. Czasowe użytkowanie sprzętu to również doskonały sposób na rozszerzenie profilu działalności firmy o zlecenia specjalne, lub chwilowe zwiększenie produkcji na potrzeby konkretnego zadania. Zwłaszcza, gdy pojawia się klient z wymaganiami wykraczającymi poza możliwości maszynowe przedsiębiorstwa. Wynajem konkretnych urządzeń na krótki czas (odpowiadający przewidywanemu terminowi wykonania zlecenia), pozwala na wykonanie zleconej pracy bez potrzeby kosztownego rozbudowania parku maszynowego, czy też rezygnacji z dobrze zapowiadającej się współpracy.

Wynajem urządzeń ma bardzo dużo zalet. Dlatego warto wykorzystać ten sposób pozyskiwania sprzętu, zapewniając znacznie ciekawsze możliwości rozwoju i dostęp do sprawdzonych urządzeń dokładnie dopasowanych do profilu działalności.

Red Rooster Poland

Red Rooster Poland to firma z ponad 25-letnim doświadczeniem, specjalizująca się w projektowaniu, produkcji, sprzedaży, wynajmie i serwisie urządzeń dźwigowych. W ofercie znajdują się: wciągniki (pneumatyczne, elektryczne i ręczne), wagi przemysłowe (wagi tensometryczne, dynamometry), urządzenia pomiarowe, nawijarki lin, zestawy dźwigowe, wciągarki łańcuchowe, haki, zblocza, wózki jezdne i systemy sterowania. Oddziały Red Rooster ulokowane są w Szkocji i Anglii a od niedawna także w Polsce, obsługując niemal 3000 klientów z 36 krajów. Zakres działalności Red Rooster Poland obejmuje Europę Środkowo-Wschodnią.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 26.10.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Ograniczenia dla podmiotów gospodarczych w zbiórce niekompletnych elektroodpadów

Nowa ustawa o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym ogranicza ilość podmiotów, które mogą zbierać niekompletne elektrodpady. Wbrew założeniom zmiana ta może nie przełożyć się na ograniczenie nielegalnego demontażu, zwraca uwagę Anna Wójcik, kierownik ds. Ochrony Środowiska i ADR w Stena Recycling.

Nowa ustawa o ZSEiE, która zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2016 r., ma na celu uporządkowanie dotychczasowego systemu zbiórki ZSEiE oraz implementację unijnej Dyrektywy  Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/19/UE z 4 lipca 2012 r. do prawodawstwa krajowego. Wśród szeregu zmian jakie wprowadza, zakazuje m.in. zbiórki  niekompletnych odpadów elektrycznych i elektronicznych podmiotom innym niż wskazane w ustawie.

Artykuł 35 ustawy zezwala na zbiórkę niekompletnych odpadów elektrycznych i elektronicznych wyłącznie podmiotowi będącemu: dystrybutorem prowadzącym jednostkę handlu detalicznego o powierzchni sprzedaży wynoszącej co najmniej 400 mkw. poświęconej sprzedaży sprzętu przeznaczonego dla gospodarstw domowych, prowadzącym zakład przetwarzania oraz odbierającym odpady komunalne od właścicieli nieruchomości                 lub prowadzącym punkt selektywnego zbierania odpadów komunalnych. Celem tego zapisu jest ograniczenie sprzedaży nielegalnie zdemontowanych części ZSEiE do punktów skupu złomu, co stanowi niebezpieczeństwo dla zdrowia człowieka i środowiska.

Anna Wójcik, ocenia jednak, że pomimo tej regulacji nielegalny demontaż może być dalej kontynuowany.

Nieuczciwi przedsiębiorcy znajdą sposób ominięcia restrykcyjnych przepisów, choćby doprowadzając poprzez nielegalny demontaż zebrany ZSEiE do takiego stopnia, aby utracił wizualnie znamiona sprzętu – mówi ekspertka Stena Recycling. Jak wskazuje ograniczenie części podmiotów pod względem zbiórki niekompletnych elektrodpadów zmniejszy liczbę lokalizacji, w których taki sprzęt może być oddawany oraz ograniczy działalności firm zajmujących się jego zbiórką. Poza branżę zużytych urządzeń elektrycznych i elektronicznych mogą dalej trafiać niektóre cenne surowce. – Optymalnym rozwiązaniem byłaby rekompensata finansowa za zwrot kompletnego sprzętu. Wszelkie instrumenty finansowe winny być także wspierane poprzez edukację społeczeństwa o skutkach niekorzystnego oddziaływania na środowisko – dodaje Wójcik.

W ustawie o ZSEiE, poza zakazem zbiórki niekompletnych elektroodpadów, przewidziano wiele istotnych zmian, m.in. udogodnienia dla konsumentów, które pozwolą na łatwiejszy zwrot zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Sprzęt o wymiarach nie większych niż 25 cm będzie można oddać nieodpłatnie oraz bez konieczności kupienia nowego produktu w sklepie o powierzchni nie mniejszej niż 400 mkw. Nieodpłatny będzie  również zwrot zużytego sprzętu przy dostawie nowego produktu do domu pod warunkiem, że jest on tego samego rodzaju. Ustawa wprowadza również szereg innych zmian, m.in. niezapowiedziane kontrole podmiotów gospodarczych zajmujących się zbieraniem oraz przetwarzaniem zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, zwiększone poziomy zbierania oraz odzysku i recyklingu elektrodpadów, czy od 2018 r. podział sprzętu elektrycznego i elektronicznego na nowe grupy.

Wodór zalewa Europę. Pierwszy klient odebrał Toyotę Mirai w Danii

Ruszyła sprzedaż Toyoty Mirai w Danii. Pierwszy samochód został już odebrany przez swojego nowego właściciela, Jacoba Krogsgaarda, CEO firmy H2 Logic, która zajmuje się budową stacji tankowania wodoru.

 Jacob Krogsgaard przyjechał do salonu STS Biler w Herning z żoną Rikke i dwiema córkami. Cała rodzina była bardzo przejęta, gdy odbierała kluczyki do swojego samochodu. Wręczył im je Kristian Krapper, prezydent Toyota Denmark.

toyota mirariTo wyjątkowy dzień, nie tylko dla Toyoty, pana Krogsgaarda i jego rodziny, ale także dla Danii. To pierwszy krok w ekscytującej podróży naszego kraju do parku samochodów nieemitujących spalin – powiedział Kristian Krapper.

Pan Krogsgaard złożył zamówienie na pierwszy seryjny samochód na ogniwa paliwowe wiele miesięcy temu, gdy tylko dowiedział się, że Toyota wprowadzi Mirai również do Danii jako jednego z pierwszych państw na świecie. Od tamtej pory nie mógł się doczekać dnia, w którym wsiądzie do tego niecodziennego auta.

„Jestem bardzo dumny, że zostałem pierwszym właścicielem Toyoty Mirai w Danii. To z całą pewnością samochód przyszłości. Już nie mogę się doczekać pierwszej przejażdżki z moją rodziną naszym własnym autem, które emituje wyłącznie wodę” – powiedział Jacob Krogsgaard.

Wybór Danii na jeden z pierwszych krajów, w których debiutuje Toyota Mirai, nie jest przypadkowy. Jest to jedyne państwo na świecie dysponujące ogólnokrajową siecią stacji tankowania wodoru. Siedem stacji zbudowanych w strategicznych miejscach pozwala przejechać kraj wzdłuż i wszerz bez obaw, że w baku zabraknie wodoru do napędzania auta. Dodatkowo, samochody na ogniwa paliwowe są w Danii zwolnione z podatku rejestracyjnego do 2019 roku.

Toyota Mirai to pierwszy na świecie seryjny samochód napędzany ogniwami paliwowymi, efekt ponad dwudziestu lat badań Toyoty nad napędem wodorowym. W pracach badawczych Toyota stale korzystała ze swojego ogromnego doświadczenia w dziedzinie napędów hybrydowych. Ogniwa paliwowe produkują w reakcji wodoru i tlenu energię elektryczną, która zasila silnik elektryczny napędzający koła. Mirai nie emituje żadnych spalin, a jedynie wodę.

Wodór dostępny na stacjach tankowania jest w Danii produkowany w 100% przy użyciu energii z elektrowni wiatrowych. Toyota Mirai jest obecnie dostępna także w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Japonii. W przyszłym roku trafi na rynek belgijski

Na rynkach powyborcza niepewność

Wybory parlamentarne w Polsce wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Na ten moment formacja ta ma wystarczająco głosów by móc samodzielnie utworzyć rząd. Rynki obserwują sytuację, zastanawiają się, które deklaracje zostaną zrealizowane i jaki to będzie miało wpływ na gospodarkę.

Wiadomością dnia są wyniki wyborów parlamentarnych w Polsce. Wstępne wyniki z 90% okręgów potwierdzają, że tym razem nie było wyraźnych różnic względem sondaży. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory uzyskując na ten moment samodzielną większość w parlamencie. Należy jednak poczekać na wyniki ze 100% okręgów, gdyż dwie formacje są obecnie blisko progu wyborczego i gdyby jedna z nich weszła do sejmu mogłoby się okazać, że po przeliczeniu jednak zabraknie tych kilku głosów. Rynki przyjęły tą wiadomość zdecydowanie spokojniej niż wynikałoby to z napięć tuż przed wyborami. Jak widać strach przed zmianą jest silniejszy niż ewentualne zmiany.

Od rana złoty utrzymuje mniej więcej poziomy z piątkowego zamknięcia. Euro znajduje się w okolicach 4,26 zł, frank ku przerażeniu kredytobiorców dotarł w okolice 3,95 zł, dolar 3,85 zł a funt 5,91 zł. To czy te poziomy utrzymają się czy dojdzie do ruchu powrotnego zobaczymy w nadchodzących dniach. Na razie na rynku jest zbyt dużo niewiadomych a inwestorzy boją się wracać w nieznane.

Obecnie rynki czekają na wypowiedzi zwycięskiej partii w najważniejszych dla nich kwestiach. Dotyczy to m. in. losu już zredukowanego OFE. Gdyby doszło do pełnej likwidacji otwartych funduszy emerytalnych znowu mielibyśmy chwilową zapaść na giełdzie i na obligacjach w strachu przed wycofaniem się z tych rynków dużego gracza.

Piątkowe dane na temat indeksów PMI wypadły powyżej oczekiwań. Lepiej wypadła strefa euro jak również USA. Bank Chin poinformował o obniżeniu stóp procentowych. Stopa depozytowa wynosi obecnie 4,35% a pożyczkowa 1,50%. Obydwie spadły o 0,25%. Niższe stopy procentowe mają na celu pobudzić gospodarkę.

KNF podniósł zalecenia odnośnie dodatkowych buforów kapitałowych dla banków zaangażowanych w akcję kredytową we franku. Wynikają one z zabezpieczenia kredytów, których wartość przekracza wartość nieruchomości. Akcja ta spowoduje najprawdopodobniej w wielu bankach zmniejszenie dywidend, by utrzymać minimalne poziomy kapitałów.

Od rana poznaliśmy dobre dane z Niemiec. Indeks instytutu IFO spadł mniej niż oczekiwali analitycy. Dzisiaj warto zwrócić jeszcze uwagę na:

12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg CBI,

15:00 – USA – sprzedaż nowych domów.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 26.07.2015 do 26.10.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 26.07.2015 do 26.10.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2600, kurs kontynuuje wzrosty. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2900 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 26.07.2015 do 26.10.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 26.07.2015 do 26.10.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9500 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8650, a następnie ostatnie minimum, czyli 3,8090.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 26.07.2015 do 26.10.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 26.07.2015 do 26.10.2015

Kurs USD/PLN wybił się z trendu bocznego. Nowym oporem są trzymiesięczne maksima na 3,8750. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,6800.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 26.07.2015 do 26.10.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 26.07.2015 do 26.10.2015

Kurs GBP/PLN podążał jeszcze na początku miesiąca w trendzie spadkowym. Przed wyborami doszło do silnego wybicia i najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są obecnie maksima lokalne na 5,9300. W przypadku spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Gothaer: nagrobek też można ubezpieczyć

W majątku, który Polacy chcą obejmować ubezpieczeniem, są mieszkania, domy i ich wyposażenie. Zapominamy jednak, że cenne, są także rodzinne nagrobki, szczególnie z powodu wartości sentymentalnej. Każdego roku na polskich cmentarzach dochodzi do zniszczeń w wyniku aktów wandalizmu, kradzieży czy zjawisk atmosferycznych. Biorąc pod uwagę ceny grobowców oraz koszt usług kamieniarskich, takie sytuacje wiążą się ze sporymi stratami finansowymi sięgającymi nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Warto zawczasu przygotować się na tego typu zdarzenia i zadbać o bezpieczeństwo grobów swoich bliskich. Taką możliwość daje oferowane przez Gothaer TU S.A. ubezpieczenie nagrobków.

– Nagrobki naszych bliskich mają dla nas szczególną wartość, podobnie jak inne części naszego mienia. Jak się okazuje, pomimo tego, niewielu Polaków decyduje się objąć je ochroną ubezpieczeniową. To dziwi, szczególnie biorąc pod uwagę relację „cena polisy-wartość szkody”, która zawsze wypada na korzyść kupującego polisę. Z wyliczeń Gothaer wynika, że średnia wysokość rocznej składki za ubezpieczenie nagrobka wynosi ok. 80 złotych, podczas gdy wartość przeciętnego nagrobka to często kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych – ocenia Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU S.A.

Nagrobek pod ochroną, czyli zakres ubezpieczenia

Nagrobki można ubezpieczyć w ramach polisy obejmującej ochroną dom lub mieszkanie. Wystarczy przy zakupie włączyć w ochronę ubezpieczeniową nagrobek, aby zabezpieczyć się przed sytuacją, gdy część grobu uległa zniszczeniu w wyniku zdarzenia losowego. Obejmujemy wtedy szkody powstałe w efekcie dewastacji, działania warunków atmosferycznych, np. naporu śniegu czy silnego wiatru, a także upadku obiektów (np. drzew, masztów lub słupów), uderzenia pojazdu oraz wandalizmu. Ubezpieczony otrzyma także odszkodowanie w przypadku kradzieży części nagrobka lub jego elementów takich jak rzeźby lub wazony, o ile są one przymocowane na stałe do pomnika. W Gothaer w ramach oferty „Cztery Kąty” można ubezpieczyć nagrobek w formie płyty, pomnika albo budowli upamiętniającej zmarłego wraz z elementami jego otoczenia takimi jak ławeczka, klęcznik czy kostka brukowa. – Nie jest standardem rynkowym objęcie ochroną dodatkowych przedmiotów. W naszej firmie to część podstawowej oferty, gdyż wiele zgłaszanych szkód dotyczy właśnie uszkodzenia ławek czy kostki wokół pomnika – mówi Anna Materny.

Warto jednak wiedzieć, że w przypadku szkód, za które ponoszą odpowiedzialność zarząd cmentarza, kamieniarze czy firmy pogrzebowe możemy liczyć na odszkodowanie od nich samych. W tego typu sytuacjach, odszkodowania należy żądać bezpośrednio od nich lub zakładów ubezpieczeń, w których podmioty te wykupiły polisę OC.

Ochrona nagrobka w praktyce

Jeśli już do tego rodzaju zdarzenia dojdzie, w pierwszej kolejności właściciel nagrobka powinien o sytuacji powiadomić policję oraz w ciągu 3 dni zgłosić szkodę do ubezpieczyciela. Wysokość poniesionych strat ustala się w oparciu o koszty odbudowy lub naprawy pomnika, uwzględniając jego rodzaj, wymiary, konstrukcję i zastosowane materiały. Bardzo pomocne przy szacowaniu wartości szkody mogą okazać się wcześniej wykonane zdjęcie nagrobka, które były dołączone do umowy ubezpieczenia. – Wysokość odszkodowania powinna pokryć koszty naprawy, jednak nie może być wyższa niż suma ubezpieczenia, czyli wartość, na jaką został ubezpieczony nagrobek – podsumowuje Anna Materny z Gothaer TU S.A.

„Firma albo etat” tym razem na SGH

Kolejny raz przedstawiciele Nestlé i Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, tym razem w towarzystwie prezesa agencji social relations Konceptika, odpowiadać będą na pytania studentów oraz zaprezentują jak wygląda praca w korporacji, jak się tam dostać, a także na czym polega własna działalność gospodarcza i jak pozyskać fundusze na jej rozpoczęcie. Zapraszamy we wtorek, 27 października, o godz. 17:30 na SGH.

Jakie kompetencje pracodawcy uważają za najważniejsze? Co należy zawrzeć w CV, aby przekonać rekruterów? Jak zaplanować swoją karierę zawodową? Gdzie szukać pomysłów na biznes i skąd pozyskać pieniądze na własną firmę? To tylko niektóre z zagadnień, które grono ekspertów poruszy już 27 października (wtorek) o godzinie 17:30 na SGH.

Spotkanie odbędzie się dzięki współpracy Nestlé z Akademickimi Inkubatorami Przedsiębiorczości w ramach inicjatywy Nestlé Needs YOUth. Nestlé traktuje wsparcie ludzi młodych we wchodzeniu na rynek pracy jako swój obowiązek i priorytet. Od 16 lat organizuje płatne 3-miesięczne praktyki letnie, staże i warsztaty dla studentów i absolwentów, a w ciągu ostatnich dwóch lat w całej Polsce w Nestlé zatrudniono prawie 1000 osób do 30. roku życia. O rekrutacji do międzynarodowej korporacji opowie Katarzyna Grzegory – Starszy Specjalista ds. rekrutacji w Nestlé Polska S.A., od ponad 8 lat rekrutująca nowych pracowników, aktualnie zajmująca się rekrutacją na wszystkie stanowiska, w tym pozycje kluczowe w Nestlé Polska S.A. i wspierająca kadrę kierowniczą w podejmowaniu trafnych decyzji managerskich. Katarzyna prowadzi także szkolenia i warsztaty rekrutacyjne dla młodych managerów, dzieląc się z nimi najlepszymi praktykami rekrutacyjnymi.

O zaletach pracy w korporacji i szansach, jakie właśnie ta ścieżka kariery otwiera przed młodymi ludźmi, opowie Justyna Fijałkowska – Junior Product Manager w Nestlé. Justyna zajmuje się marketingiem znanej marki wafli – Princessa, a także Nesquik, Maxer i piankami JOJO Marshmallow.

Kolejny uczestnik spotkania na SGH, Mateusz Miernikowski, CEO agencji social relations Konceptika, to strateg i psycholog. Pracuje z takimi markami jak Cenega, Electronic Arts, PlayStation, North Fish, Grupa Żywiec. Podczas konferencji „Firma albo etat” opowie „Kiedy własny biznes daje radość, a kiedy nie?”

Michał Misztal jeszcze w trakcie studiów rozpoczął przygodę z biznesem akademickim, pełniąc funkcję dyrektora Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości przy SGGW oraz przy Uczelni Łazarskiego. Obecnie na co dzień zajmuje się wsparciem startupów oraz prowadzeniem szkoleń i coachingiem. W ciągu 8 lat pracy nad rozwojem przedsiębiorczości w Polsce opiekował się ponad 500 startupami z różnych branż. Pod jego opieką znajdują się wszystkie inkubatory w województwie mazowieckim, niemal 600 startupów oraz kadra regionu.

Spotkanie „Firma albo etat” to propozycja dla wszystkich studentów i absolwentów, którzyszukają swojego miejsca na rynku pracy i zastanawiają się, gdzie chcieliby pracować, jak napisać CV, jak przekonać rekruterów lub po prostu chcieliby dowiedzieć się, jak znaleźć dobrą pracę. – przekonuje Katarzyna Grzegory, Starszy Specjalista ds. rekrutacji, Nestlé Polska S.A.

Zapraszamy także osoby rozważające założenie własnej firmy, szukające pomysłu, inspiracji oraz doświadczenia. Wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą jak pokierować swoim życiem zawodowym, zapraszamy na wyjątkowe spotkanie dwóch światów – startupów i dużych firm –dodaje Michał Misztal z Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości.

Polskie OC najtańsze w Europie?

Większość kierowców zapytanych o składkę ubezpieczenia OC lub AC zapewne odpowiedziałaby, że ta kwota jest wysoka. Informacje statystyczne wskazują jednak, że pod względem kosztu ubezpieczeń komunikacyjnych, Polska plasuje się na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej. W 2013 r. wyższą składką polis OC i AC w przeliczeniu na mieszkańca, cechowały się nawet takie kraje, jak Słowacja oraz Chorwacja. Można jednak przypuszczać, że straty techniczne ubezpieczycieli i apele KNF-u przyczynią się do zmiany  sytuacji.

Udział składek w pensji Polaka o 41% niższy od europejskiej średniej

Przekrojowe dane na temat wysokości składek OC i AC w Europie, nie są łatwo dostępne. Jednym z nielicznych źródeł informacji jest Insurance Europe. „Ta organizacja zrzeszająca europejskich ubezpieczycieli, podaje łączną wartość przypisanej składki brutto oraz odszkodowań w wybranych krajach Starego Kontynentu” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.  

Nina Kuczyńska informuje, że najnowsze dane Insurance Europe pochodzą z 2013 r. Na ich podstawie można obliczyć wartość składki oraz odszkodowań z OC i AC w przeliczeniu na mieszkańca (patrz poniższa tabela). Po uwzględnieniu dodatkowych informacji Eurostatu (liczba mieszkańców) okazuje się, że w 2013 r. na jednego Polaka przypadało 86 euro przypisanej składki brutto z tytułu ubezpieczeń komunikacyjnych oraz 60 euro wypłaconych odszkodowań. Niższe wyniki odnotowano tylko w trzech z 25 analizowanych krajów (Węgry, Łotwa i Bułgaria). Porównywane wartości dla Czech i Słowacji wynoszą odpowiednio 123 euro oraz 96 euro. Te wyniki również są znacznie niższe od średniej dla wszystkich analizowanych państw (218 euro). „Składka OC i AC wyższa niż 300 euro przypada na jednego Austriaka, Belga, Duńczyka, Włocha i Szwajcara. Warto pamiętać, że różnica pomiędzy wynikami dotyczącymi Polski oraz krajów Europy Zachodniej, po części wynika z większej popularności polis Autocasco” – zaznacza Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Składkę ubezpieczeń komunikacyjnych na jednego mieszkańca, można porównać z przeciętną wysokością rocznej pensji brutto pracownika etatowego. Informacje dotyczące zarobków pochodzą z bazy danych OECD i zostały skorygowane o różnicę w cenach dóbr konsumpcyjnych (tzw. parytet siły nabywczej). Po wykonaniu obliczeń okazuje się, że dla Polski składka OC i AC przypadająca na osobę, w 2013 r. wynosiła jedynie 0,49% przeciętnej rocznej pensji brutto. Ten wynik był o 41% niższy od średniej z 25 analizowanych krajów. Nina Kuczyńska podkreśla, że w Czechach i na Słowacji składka ubezpieczeń komunikacyjnych przypadająca na mieszkańca, stanowiła odpowiednio 0,79% i 0,61% rocznej pensji brutto. Tylko jedno z porównywanych państw (Węgry) cechowało się wynikiem niższym od tego, który został odnotowany w Polsce. Ze względu na brak odpowiednich danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, nie można sprawdzić relatywnego poziomu składek OC i AC płaconych przez bułgarskich, chorwackich, cypryjskich oraz łotewskich kierowców.

Wybrane kraje Europy: porównanie wysokości składki przypisanej brutto oraz odszkodowań z ubezpieczeń komunikacyjnych (2013 r.)
Nazwa kraju

Składka przypisana brutto ubezpieczeń komunikacyjnych w przeliczeniu na mieszkańca (2013 r.) Wypłacone odszkodowania                 z ubezpieczeń komunikacyjnych           w przeliczeniu na mieszkańca (2013 r.) Składka przypisana brutto ubezpieczeń komunikacyjnych na mieszkańca/Średnia roczna płaca brutto pracownika etatowego (parytet siły nabywczej/dane z 2013 r.)
Austria 356 euro 253 euro 1,04%
Belgia 321 euro 213 euro 0,89%
Bułgaria 69 euro 42 euro brak danych
Chorwacja 112 euro 52 euro brak danych
Cypr 204 euro 118 euro brak danych
Czechy 123 euro 74 euro 0,79%
Dania 359 euro 168 euro 0,98%
Estonia 113 euro 76 euro 0,77%
Finlandia 285 euro 190 euro 0,93%
Francja 300 euro 249 euro 0,98%
Grecja 121 euro 68 euro 0,62%
Hiszpania 210 euro 162 euro 0,77%
Holandia 261 euro 194 euro 0,67%
Irlandia 242 euro 151 euro 0,61%
Łotwa 55 euro 35 euro brak danych
Niemcy 284 euro 265 euro 0,87%
Polska 86 euro 60 euro 0,49%
Portugalia 141 euro 112 euro 0,76%
Słowacja 96 euro 64 euro 0,61%
Słowenia 225 euro 155 euro 0,90%
Szwajcaria 585 euro 387 euro 1,38%
Szwecja 276 euro 206 euro 0,91%
Węgry 49 euro 34 euro 0,31%
Wielka Brytania 273 euro 252 euro 0,88%
Włochy 313 euro 236 euro 1,21%
Średnia dla 25 analizowanych krajów 218 euro 153 euro 0,83%

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Insurance Europe (wysokość składek i odszkodowań), Eurostatu (populacja) oraz OECD (średnia płaca)

Nie tylko straty ubezpieczycieli wymuszą wzrost kosztów OC i AC …

Nina Kuczyńska z porównywarki Ubea.pl zwraca uwagę, że organizacja Insurance Europe nie publikuje najnowszych danych na temat składek ubezpieczeń komunikacyjnych. Z informacji zebranych przez Polską Izbę Ubezpieczeń wynika jednak, że w 2014 r. średnia składka OC i AC w przeliczeniu na mieszkańca naszego kraju, spadła do poziomu 83 euro. Taka zmiana była efektem obniżenia całkowitej składki przypisanej brutto dla ubezpieczeń komunikacyjnych. Można jednak przypuszczać, że w kolejnych latach wartość polis OC oraz AC będzie rosnąć (również po przeliczeniu na mieszkańca Polski). Wyniki finansowe ubezpieczycieli są pierwszym argumentem, który przemawia za tą tezą. Warto przypomnieć, że w pierwszej połowie 2015 r. strata techniczna ze sprzedaży ubezpieczeń OC dla kierowców wyniosła 327 mln zł (dane PIU). Do polis Autocasco ubezpieczyciele musieli dopłacić kolejne 27 mln zł. W dłuższej perspektywie firmy ubezpieczeniowe nie zgodzą się na ponoszenie takich strat ze sprzedaży jednej grupy polis.

Wzrost składek polis komunikacyjnych jest już widoczny od kilku miesięcy. Ten proces może przyspieszyć po niedawnych działaniach KNF-u. Nadzór finansowy 29 września 2015 r. wysłał specjalny list do ubezpieczycieli. W tym dokumencie, prezes KNF-u zarekomendował ustalanie składek w polisach OC i AC na poziomie adekwatnym do ponoszonego ryzyka. Takie zalecenie jest jasnym sygnałem do zakończenia wojny cenowej. „Komisja Nadzoru Finansowego ostrzegła ubezpieczycieli, że brak zmian w ich polityce sprzedażowej może skutkować karami finansowymi lub zakazem sprzedaży polis komunikacyjnych. Ta druga sankcja byłaby precedensem na krajowym rynku ubezpieczeń” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Czy dolar będzie kosztował ponad 4 zł?

Na razie na rynku panuje spokój. Złoty tuż po wyborach jest względnie stabilny. Jak decyzje nowego rządu i Europejskiego Banku Centralnego wpłyną na kondycję krajowej waluty? Odpowiada Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Marcin_LipkaZłoty tuż po wyborach jest względnie stabilny. Euro kosztuje ok. 4.25 zł, a frank ok. 3.95 zł. Choć teoretycznie utworzenie samodzielnego rządu przez PiS było uważane przez ekspertów za negatywny czynnik dla krajowej waluty, to jednak zdecydowanie gorszym rozwiązaniem dla złotego byłaby niestabilna koalicja lub rząd mniejszościowy i zagrożenie przedterminowymi wyborami. Doświadczenia krajów rozwijających się dowodzą, że lepiej, gdy wiodąca siła polityczna sprawuje samodzielną władzę, niż gdy dzieli ją z niestabilnymi, mniejszymi partiami.

Stabilizacja polskiej waluty będzie również zależeć od tego, w jakim stopniu zostanie znowelizowany budżet na 2016 r., kto zostanie ministrem finansów oraz kto będzie powołany na członków RPP. Jeżeli deficyt finansów publicznych nie przekroczy 3 proc. PKB na przyszły rok, a nowy szef MF będzie sprzeciwiać się nadmiernemu zadłużaniu, wtedy presja na złotego powinna się obniżać. Dużym znakiem zapytania i pewnym zagrożeniem dla złotego w kolejnych miesiącach jest nominacja nowych członków Rady Polityki Pieniężnej. Kadencja ośmiu z 10 członków RPP kończy się na początku roku, a prezes pozostaje na stanowisku do połowy 2016 r. Prawdopodobnie nowe władze monetarne, powoływane przez parlament oraz prezydenta, będą skłonne do cięcia stóp procentowych nawet do 1 proc. Gdyby te oczekiwania zostały spełnione, a Europejski Bank Centralny zgodnie z prognozami zwiększył skup obligacji skarbowych krajów strefy euro i obniżył stopę depozytową w grudniu, wtedy w pierwszej połowie roku dolar mógłby kosztować ponad 4 zł (teraz 3.85 zł).

Liderzy Bankowości, Ubezpieczeń i Zarządzania Wierzytelnościami spotkali się po raz kolejny

21 i 22 października 2015 r. w Hotelu Westin w Warszawie odbyło się kolejne Spotkanie Liderów Bankowości i Ubezpieczeń. Wydarzenie to od początku cieszy się dużym powodzeniem i zainteresowaniem najważniejszych osobistości i wiodących spółek branży bankowości, ubezpieczeniowej i zarządzania wierzytelnościami. Spotykają się oni, aby dyskutować o najważniejszych wyzwaniach i oczekiwaniach względem sektora finansowego, a także wyznaczać trendy.

Tym razem na Spotkanie Liderów złożyły się trzy połączone ze sobą konferencje:

  • X Warsaw International Banking Summit – Banking Forum
  • VI Insurance Forum
  • III Forum Zarządzania Wierzytelnościami

Uroczystego otwarcia wydarzenia dokonał Adam Jasser, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Po tym wystąpieniu uczestnicy wysłuchali debat dotyczących dwóch bardzo ważnych dla wszystkich trzech sektorów tematów. Pierwszym z nich były tzw. Grexit i Brexit, czyli możliwość wyjścia Grecji z wspólnej unii monetarnej, a Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wśród panelistów znaleźli się m.in.: Zbigniew Jagiełło (PKO Bank Polski), Krzysztof Kalicki (Deutsche Bank Polska) oraz Jacek Rostowski. Drugi wspólny panel dyskusyjny dotyczył etycznych instytucji finansowych. Głos zabrali w nim m.in.: Wojciech Kwaśniak (KNF), Sławomir S. Skora (Citi Handlowy) oraz Artur Olech (Ubezpieczenia Pocztowe).

 

Ciąg dalszy oraz drugi dzień konferencji stanowiły trzy odrębne wydarzenia, podczas których dyskutowano m.in. na tematy: zmieniającej rynek technologii; wyzwań regulacyjnych; cyberbezpieczeństwa w sektorze bankowym i ubezpieczeniowym; poszukiwania nowych modeli przychodów; banków przyszłości; omnikanałowej obsługi klienta; regulacji prawnych w świecie windykacji; trendów w zarządzaniu wierzytelnościami, czy też psychologii dłużnika. Spośród 110 prelegentów wymienić można: Alexandra Konopkę (Gras Savoye Polska), Witola Jaworskiego (PZU), Mariusza Hildebranda (BIG InfoMonitor), Artura Waliszewskiego (Google), Roberta Bednarskiego (Facebook), Adriana Kurowskiego (Visa), Damiana Zapłatę (First Data), Marka Zefiriana (Starter24), Marata nevretdinova (TU Europa), Ryszarda Grzelaka (Europ Assistance), Piotra Badowskiego (Polski Związek Windykacji), Leszka Mellibrudę.

Spotkanie Liderów to najbardziej prestiżowe i największe wydarzenie poświęcone bankowości, ubezpieczeniom oraz sektorowi zarządzania wierzytelnościami. Patronat honorowy objęli m.in.: Narodowy Bank Polski, Komisja Nadzoru Finansowego, Związek Banków Polskich. Tematyka poszczególnych konferencji wchodzących w skład Spotkania Liderów współtworzona jest przez Rady Programowe, co zapewnia najwyższą aktualność oraz istotność poruszanych dyskusji.

J. Steinhoff: Utrzymanie liczby miejsc pracy w górnictwie jest niemożliwe. Rząd powinien dążyć do wypracowania realnego planu restrukturyzacji branży

CEO Magazyn Polska

W obecnej sytuacji gospodarczej utrzymanie wielkości zatrudnienia w górnictwie na dotychczasowym poziomie jest niemożliwe – ocenia były wicepremier Janusz Steinhoff. Zdaniem byłego wicepremiera rząd powinien podjąć negocjacje z partnerami społecznymi w celu wypracowania kompromisu. Dogłębna restrukturyzacja górnictwa węgla kamiennego przy wykorzystaniu pomocy publicznej jest konieczna do tego, by utrzymać bezpieczeństwo energetyczne kraju. W przeciwnym razie grozi nam paraliż sieci elektroenergetycznej.

– Nie jest możliwe utrzymanie obecnej liczby miejsc pracy w górnictwie, dlatego że część kopalń na Górnym Śląsku ze względu na warunki górniczo-geologiczne nie jest w stanie wyraźnie podnieść wydajności pracy czy znacząco obniżyć kosztów – tłumaczy Janusz Steinhoff, były minister gospodarki.

Ekspert w rozmowie z agencją informacyjną Newseria tłumaczy, że w większości kopalń na Górnym Śląsku występują bardzo trudne warunki górniczo-geologiczne, co wiąże się m.in. z zagrożeniem tąpnięciami czy wybuchem metanu.

– To wszystko z jednej strony generuje wyższe koszty, a z drugiej strony stwarza niebezpieczeństwo dla pracujących tam ludzi. Trzeba również pamiętać o tym, że kopalnie górnośląskie działają pod silnie zurbanizowanymi terenami i w związku z tym koszty szkód górniczych są wysokie – wyjaśnia.

W ocenie byłego wicepremiera rząd, który zostanie utworzony po ostatnich wyborach, powinien podjąć otwartą rozmowę w sprawie przyszłości branży. Celem ma być opracowanie realnego programu pomocy, który zyska aprobatę nie tylko górników, lecz także Komisji Europejskiej.

– Pomoc publiczna może być udzielana tylko po spełnieniu określonych warunków. Rząd nie ma żadnej możliwości dotowania produkcji. Również nie ma żadnych możliwości podejmowania działań w zakresie ochrony rynku, te kompetencje są w Brukseli – tłumaczy Steinhoff.

Polityk jest jednocześnie przekonany o tym, że polskie górnictwo węgla kamiennego da się uratować. Wymogiem jest jednak przeprowadzenie dogłębnej restrukturyzacji przy uwzględnieniu obecnych realiów ekonomicznych.

– Osobiście dobrze wspominam rozmowy z partnerami społecznymi w czasach rządów Jerzego Buzka. Udało się przekonać związkowców zarówno z Solidarności, jak i z OPZZ do podjęcia trudu restrukturyzacji – przekonuje Steinhoff.

Janusz Steinhoff w rozmowie z agencją informacyjną Newseria przypomina także o Górniczym Pakiecie Socjalnym. Pakiet, który stanowił część rządowego programu „Reforma górnictwa kamiennego w Polsce w latach 1998–2002”, przyczynił się do znacznego zmniejszenia liczby zatrudnionych w branży, a tym samym do uzyskania przez nią rentowności.

– Restrukturyzacja zatrudnienia musi się odbywać z udziałem budżetu państwa i myślę, że rząd takie decyzje podejmie. To byłaby dopuszczalna pomoc publiczna – ocenia.

Były wiceminister jest również przekonany o tym, że nie dojdzie do sytuacji, w której rząd doprowadzi do upadku polskiego górnictwa węgla kamiennego. Skutkowałoby to spadkiem bezpieczeństwa energetycznego kraju. Steinhoff przypomina, że ponad 20 tys. MW energii (ponad 51 proc. całkowitych mocy zainstalowanych PSE) jest wytwarzane przez elektrownie zasilane węglem kamiennym, a brak własnego surowca skutkowałby kryzysem energetycznym w kraju.

Victoria Dom w listopadzie rozpocznie sprzedaż mieszkań w inwestycji Viva Garden 2 na Białołęce. Spółka chce kupić działki w innych dzielnicach Warszawy

CEO Magazyn Polska

Spółka Victoria Dom, jeden z warszawskich deweloperów, zapowiada oddanie do użytku nowych mieszkań jeszcze w tym roku. Ma zakupione działki na Białołęce, Woli i Pradze i chce powiększyć bank ziemi o lokalizacje w pozostałych dzielnicach. Jej klientami są korzystający z programu Mieszkanie dla Młodych oraz inwestorzy.

Deweloper ma w tej chwili w ofercie sześć projektów.

– Część z naszych projektów oddawana będzie w 2016 roku, te są już w całości sprzedane – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Waldemar Wasiluk, wiceprezes zarządu Victoria Dom. – Pozostałe projekty będziemy oddawać w 2017 roku. Najbardziej popularne w naszej ofercie są dwa projekty: Osiedle Classic przy ul. Przaśnej oraz Osiedle przy Parku. W tej chwili, w listopadzie, wprowadzimy do sprzedaży kolejny etap osiedla Viva Garden, które planowane jest do oddania w przyszłym roku.

Jak informuje Główny Urząd Statystyczny, od stycznia do września wydano w Polsce ponad 138 tys. pozwoleń na budowę i odnotowano o 14,8 proc. zgłoszeń budów niż rok wcześniej. W tym samym czasie rozpoczęto budowę niemal 128 tys. mieszkań, to o 11,8 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2014 roku. Dobra koniunktura sprawia, że deweloperzy zapowiadają kolejne inwestycje.

– Spółka Victoria Dom ma w tej chwili w swoim banku ziemi projekty, które będą realizowane zarówno na Białołęce, jak i na Woli i Pradze deklaruje Waldemar Wasiluk. Planujemy w tej chwili zakup kolejnych gruntów w pozostałych częściach Warszawy, tak aby te projekty uzupełniały się i dawały możliwość zakupu mieszkań klientom na terenie całej aglomeracji warszawskiej.

Wiceprezes deweloperskiej spółki dostrzega w tej chwili na rynku mieszkaniowym dwie główne grupy klientów, do których skierowana jest oferta firmy.

– Nasza grupa docelowa przede wszystkim obejmuje ludzi młodych, którzy zakupują swoje pierwsze mieszkanie – mówi wiceprezes zarządu Victoria Dom. – Są to projekty sprzedawane przede wszystkim w programie Mieszkanie dla Młodych, ale widzimy również tendencję do zakupu mieszkań inwestycyjnych przez klientów, którzy chcą je później wynajmować.

Victoria Dom planuje w tym roku osiągnąć około 100 mln przychodów ze sprzedaży przy rentowności na poziomie kilkunastu milionów złotych. W kolejnych latach w związku z dużą liczbą projektów, które firma realizuje, ma nastąpić znacząca poprawa tych wyników. Spółka liczy na to, że zdoła sprzedawać od 700 do 1000 mieszkań rocznie, osiągając przychody na poziomie 200 mln zł.

– Planujemy wprowadzenie do sprzedaży w ciągu najbliższych kilku dni  mieszkań z inwestycji Viva Garden 2  zapowiada Waldemar Wasiluk, ze spółki Victoria Dom. – To jest kontynuacja bardzo udanego projektu, który obejmował w swoim pierwszym etapie prawie 150 mieszkań. Będą to zarówno mieszkania sprzedawane w ramach programu Mieszkanie dla Młodych, jak i mieszkania spoza programu, w trochę wyższym standardzie.

Firma konsultingowa Ecorys Polska przygotowuje się do działalności na rynku komercyjnym. Na razie świadczy usługi przede wszystkim organizacjom sektora publicznego

CEO Magazyn Polska

Międzynarodowa firma doradczo-badawcza już teraz przygotowuje się na stopniowe wysychanie unijnego źródła w postaci funduszy europejskich, dzięki którym pozyskuje większość projektów. Firma zarówno za granicą, jak i w Polsce będzie starać się o więcej zleceń na rynkach komercyjnych. Dziś lwią część klientów stanowią organizacje sektora publicznego, które potrzebują pomocy przy wykorzystywaniu środków z Brukseli i zarządzaniu nimi.

Ecorys już teraz przygotowuje się do zmian, jakie zajdą na rynku po wygaśnięciu unijnej perspektywy. Dlatego zaczyna intensyfikować działalność także na rynkach komercyjnych, świadcząc usługi dla międzynarodowych korporacji i firm z sektora MŚP.

 Kroplówka unijna się skończy i musimy już teraz myśleć o tym, jak usługi, które mamy w ofercie, przekształcić w biznes czysto komercyjny – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mateusz Halicki, prezes zarządu Ecorys Polska. – To będzie bardzo trudne, dlatego zaczynamy już teraz. Ze względu na to, że Ecorys żyje przede wszystkim z pieniędzy publicznych i to jest cecha nie tylko polskiego oddziału spółki, lecz także pozostałych 16 biur w Europie, dlatego traktujemy to jako pewnego rodzaju wyzwanie – dodaje.

Ecorys to międzynarodowa grupa, która założona została w 1929 roku. Ma 16 biur w jedenastu państwach, w tym w Polsce, gdzie działa od 18 lat.

– W kraju specjalizujemy się w usługach z kilku obszarów związanych z komunikacją. Przez wiele lat realizowaliśmy projekt dla Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – Inwestycja w Kadry, to była największa baza ofert szkoleniowych. Wszystkie projekty unijne musiały wpisywać wszystkie szkolenia w tę bazę – twierdzi Mateusz Halicki.

Biuro Ecorys w Polsce zajmuje się przede wszystkim specjalistycznymi analizami, sporządzaniem opinii, doradztwem, promocją, public relations, edukacją oraz zarządzaniem projektami Unii Europejskiej i grantami.

Każde województwo w Polsce zanim uzyskało możliwość wydawania środków unijnych musiało przeprowadzić ewaluację ex-ante i ex-post [oceną programu operacyjnego dokonywaną przed jego rozpoczęciem i po zakończeniu – red.] i my z szesnastu tego typu ewaluacji w Polsce zrealizowaliśmy dziewięć – wymienia  Halicki. – Byliśmy albo liderem, albo realizowaliśmy to w konsorcjum – dodaje.

Przychody Ecorys Polska rosły wraz z napływem środków unijnych do Polski. W 2005 roku było to ok. 2 mln zł. Pięć lat później już ponad czterokrotnie więcej.

Czujemy się bardzo silni w projektach z zakresu edukacji i tutaj współpracujemy na przykład z miastem stołecznym, jesteśmy obecni w większości szkół w Warszawie i staramy się je dofinansować poprzez środki unijne – mówi Halicki. – Sądzimy, że przez najbliższe siedem lat, czyli dopóki będzie trwać perspektywa unijna, rynek edukacyjny będzie również bardzo dużo ważył w naszym portfolio – dodaje.

W. Kosiniak-Kamysz: Starzenie się społeczeństwa i łączenie pokoleń na rynku pracy wyzwaniem resortu pracy na najbliższe lata

CEO Magazyn Polska

Zmiany demograficzne wymuszają konieczność budowy mostu międzypokoleniowego na rynku pracy oraz tworzenia warunków do godnego starzenia się. Zdaniem obecnego ministra pracy i polityki społecznej to będzie jedno z najważniejszych wyzwań resortu w najbliższych latach. Drugim będzie utrzymywanie niskiego bezrobocia i walka o wyższe wynagrodzenia. Władysław Kosiniak-Kamysz podkreśla, że ostatnie lata były dla ministerstwa oraz rynku pracy okresem ważnych i pozytywnych zmian.

To nowa polityka rodzinna, roczne urlopy macierzyńskie, rodzicielskie, zmiana filozofii w świadczeniach rodzinnych według zasady „złotówka za złotówkę”, czyli większa dostępność do świadczeń, stworzenie 2,5 tys. żłobków i klubów dziecięcych, wsparcie rodzin wielodzietnych, Karta Dużej Rodziny z jednej strony, z drugiej strony ulgi podatkowe, tworzenie polityki senioralnej, czyli miejsca opieki nad seniorami i ich aktywności – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej.

Jak podkreśla, plusem resortu jest również zwiększenie świadczeń dla rodziców dzieci niepełnosprawnych oraz aktywizowanie osób niepełnosprawnych na rynku pracy. Jednak w obu tych dziedzinach potrzebne są dalsze zmiany.

Z kolei rynek pracy powoli zmienia się w rynek pracownika.

Zmiany na rynku pracy to najniższe od 7 lat bezrobocie oraz dynamiczny wzrost ofert pracy. To są setki tysięcy miejsc pracy – w 2014 roku było ich 600 tys. To półrocze jest jeszcze lepsze od I połowy 2014 roku. To wszystko pokazuje, że zmiany na rynku pracy są możliwe – przekonuje Kosiniak-Kamysz.

We wrześniu bezrobocie wyniosło 9,7 proc. (dane GUS). W przyszłym roku w ocenie ekonomistów może spaść nawet poniżej 8 proc. Przez pierwsze dwa kwartały tego roku powstało 347,2 tys. nowych miejsc pracy, z czego ponad 93 proc. w sektorze prywatnym. Blisko połowa nowych miejsc pracy została utworzona w firmach, które zatrudniają do dziewięciu osób.

Istotną zmianą – jak podkreśla Kosiniak-Kamysz – są też zapisy, które mają na celu ograniczenie stosowania umów cywilno-prawnych. To m.in. oskładkowanie umów-zleceń oraz wprowadzenie ograniczeń w stosowaniu umów na czas określony.

Ważną rzeczą było powstanie Rady Dialogu Społecznego, czyli odnowienie dialogu w Polsce, nadanie jej nowych kompetencji, rozszerzenie działalności i zwiększenie prawa związków i pracodawców. Myślę, że niezwykle ważna była też partycypacja społeczna i rozstrzyganie różnych kwestii. Przedstawianie projektów stanie się jeszcze łatwiejsze i będzie w to szerzej zaangażowana strona społeczna – zaznacza minister.

Rada Dialogu Społecznego to zrzeszająca przedstawicieli rządu, pracodawców i pracowników platforma, która zastąpiła niefunkcjonującą od dwóch lat Komisję Trójstronną.

Zdaniem Kosiniaka-Kamysza po wyborach jednym z najważniejszych zadań nowego resortu pracy będzie dbanie o stabilność zatrudnienia oraz o wzrost wynagrodzeń.

Dziś nie brakuje ofert pracy, ale wciąż brakuje ofert pracy najwyższej jakości. To zadanie na najbliższy czas – dodaje minister.

Drugim istotnym zadaniem będzie budowanie komunikacji międzypokoleniowej. To jedno z ważniejszych wyzwań nie tylko w Polsce, lecz także w Europie, ze względu na zachodzące zmiany demograficzne. Z danych Eurostatu wynika, że w 2020 r. osoby po 60 roku życia będą stanowić blisko 25 proc. ludności polskiego społeczeństwa. Szacuje się, że w 2030 r. odsetek osób w wieku 85 lat i więcej będzie wynosić 2,1 proc., a w 2035 roku – 3,1 proc. (obecnie 1,8 proc.).

Wyzwaniem na dekady będzie stworzenie odpowiednich warunków do godnej i zdrowej starości. To jedno z najważniejszych wyzwań, które stoją przed cywilizacją – podkreśla Kosiniak-Kamysz. – Dla mnie bardzo ważnym tematem było budowanie solidarności międzypokoleniowej, żeby nie zamykać się w jednym pokoleniu, i rozwój społeczeństwa obywatelskiego.

Do tego potrzebna jest jednak większy udział organizacji pozarządowych, ruchów miejskich i wiejskich oraz obywateli w życiu publicznym. Jak wskazuje minister, przykładem mógłby być Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny.

Działa tam grupa związkowców, pracodawców, jest samorząd terytorialny i grupa związana z trzecim sektorem. Taka platforma w Polsce mogłaby również działać. Mamy Radę Dialogu Społecznego, gdyby powstała Rada Dialogu Obywatelskiego, to razem z Komisją Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego tworzyłyby taką przestrzeń do rozmowy. To mogłoby być ciało zapisane również w konstytucji – podkreśla Kosiniak-Kamysz.

Gorsze nastroje w mikro- i małych przedsiębiorstwach. Przeszkadzają im słabsza sprzedaż, większa konkurencja i presja na spadek cen

CEO Magazyn Polska

Pierwsza połowa roku dla mikro- i małych przedsiębiorców okazała się trudniejsza, niż wskazywały na to przewidywania z końca 2014 r. Z badania Firmy.net wynika, że negatywną zmianę sygnalizuje co trzeci przedsiębiorca. Pesymistycznie oceniają też przyszłą kondycję finansową. Pozytywne jest jednak to, że pozycja konkurencyjna mikro- i małych firm będzie się polepszać.

W I połowie roku w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej poziom sprzedaży, ceny czy sytuacja finansowa mikro- i małych przedsiębiorstw charakteryzowały się tendencją spadkową – mówi agencji Newseria Biznes Alicja Zbytniewska, ekspertka Firmy.net. – Więcej firm odczuwa pogorszenie sytuacji w stosunku do grupy raportujących polepszenie sytuacji finansowej, ożywienie rynku i wzrost liczby klientów.

Według wyników piątej edycji badania nastrojów gospodarczych Firmy.net ogólna sytuacja przedsiębiorstw w I półroczu była raczej stabilna. Ponad 42 proc. firm nie odczuło w tym czasie żadnej zasadniczej zmiany, ani na lepsze, ani gorsze. W pozostałej grupie częściej wskazywano jednak na pogorszenie sytuacji gospodarczej niż na jej poprawę. Negatywną tendencję sygnalizował co trzeci przedsiębiorca (32,3 proc.), podczas gdy 25,2 proc. zauważyło poprawę.

Jak wskazują autorzy badania, grupa pesymistycznie oceniających sytuację swoich przedsiębiorstw przeważyła liczebnie nad optymistami.

– W odczuciu mikroprzedsiębiorców bardzo trudno prowadzi się obecnie firmę – komentuje Alicja Zbytniewska. – Barierą są wciąż wysokie podatki, składki ZUS czasami nieadekwatne do poziomu przychodów oraz zmieniające się regulacje prawne. W dodatku silna konkurencja i walka o niską ceną powodują, że sytuacja finansowa przedsiębiorstw staje się trudna.

Przyczyną gorszych nastrojów jest przede wszystkim zbyt duża konkurencja cenowa (27,5 proc.), wzrost kosztów prowadzenia firmy (21,3 proc.), spadek popytu (20,7 proc.), zmiany w prawie (15,4 proc.), utrata klientów (8,4 proc.) i zatory płatnicze (4 proc.).

Pesymistycznie jest też oceniana przyszła kondycja finansowa. Szybkiej poprawy przedsiębiorcy raczej się nie spodziewają – zauważa Alicja Zbytniewska. – Pozytywne jest to, że pozycja konkurencyjna powinna się polepszać. Małe firmy wciąż muszą walczyć o klienta, ale tym razem chcą to robić nie niską ceną, jak w poprzednich półroczach, lecz lepszą oferty i reklamą.

Zdaniem Zbytniewskiej przedsiębiorcy oczekują od rządu obniżenia podatków oraz składek ZUS, ponieważ koszty prowadzenia działalności gospodarczej są zbyt wysokie, w tym koszty pracy. Można jednak oczekiwać, że firmy będą zatrudniać, bo według ich deklaracji we wzroście zatrudnienia widzą szansę na poprawę swojej konkurencyjności.

Już od dłuższego czasu mamy stabilizację w poziomie zatrudnienia z delikatną tendencją wzrostową – podsumowuje Alicja Zbytniewska. – Można prognozować, że w sektorze mikro- i małych firm będzie rósł popyt na pracę. Przedsiębiorcy potrzebują nowych pracowników, głównie specjalistów.

Najliczniejsza grupa przedsiębiorców, bo aż 74,8 proc., nie planuje zmian w polityce kadrowej i deklaruje utrzymanie poziomu zatrudnienia. Wśród pozostałych częściej sygnalizowane jest zwiększenie liczby pracujących (16,1 proc.) niż redukcja etatów (9,2 proc.).

Sklepy przygotowują się do świątecznej sprzedaży. Skupiają się na odpowiedniej ekspozycji towaru

CEO Magazyn Polska

W okresie Bożego Narodzenia sprzedaż w polskich sklepach wzrasta nawet o 80 proc. Konsumenci są w tym czasie bardziej skłonni do wydawania pieniędzy, także na produkty z wyższej półki. Sklepy, aby przyciągnąć jak największą liczbę klientów, stawiają nie tylko na dobrą ofertę handlową, lecz także na odpowiednie wyeksponowanie produktów oraz liczne promocje.

Okres przed świętami Bożego Narodzenia to czas, w którym sklepy notują najwyższy w skali roku wzrost obrotów. Według badań Cushman & Wakefield w galeriach handlowych w dużych miastach wzrost ten może wynosić nawet 80 proc. Dla wielu sklepów sezon świąteczny zaczyna się już w połowie października – do sprzedaży trafiają wtedy bożonarodzeniowe ozdoby, prezenty i choinki. Placówki handlowe przyciągają klientów nie tylko świątecznymi dekoracjami, lecz także promocjami i łączonymi ofertami sprzedaży. Zdaniem ekspertów podstawowym elementem powinna być jednak oferta handlowa i sposób jej przedstawienia.

Potrzebna jest właściwie skalkulowana oferta sieci handlowych i odpowiednia oferta produktowa dla klientów, a także szereg zabiegów i narzędzi operacyjnych, które sprawią, że ten produkt będzie widoczny, odpowiednio wyeksponowany, dzięki czemu trafi do koszyka indywidualnych konsumentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Stańczak, prezes zarządu ASM GROUP, firmy specjalizującej się we wsparciu sprzedaży.

Merchandising, a więc sposób ekspozycji i prezentacji towaru, ma duże znaczenie. Według ekspertów prawidłowe wyeksponowanie produktu może zwiększyć jego sprzedaż nawet o 30 proc. Towar musi być więc dobrze widoczny na półce – najlepiej na wysokości oczu potencjalnego klienta, czyli ok. 160 cm i na środku półki. Należy dbać, by na każdej półce rozkładać towar w dużej ilości, ale nie w nadmiarze. Dobrze widoczna powinna być także cena produktu.

To są podstawowe elementy, o których należy pamiętać, chcąc skutecznie sprzedawać swój produkt. O merchandisingu zaczynamy mówić i myśleć już od momentu wejścia do sklepu, gdzie komunikujemy się poprzez rozmaite materiały promocyjne, nośniki POS czy akcje promocyjne, a wszystko po to, aby klient w zależności od osobistych preferencji dokonywał określonych zakupów – mówi Adam Stańczak.

W merchandisingu istotne jest również wykorzystywanie konkretnych stref sklepu. Największą popularnością wśród klientów cieszą się produkty wystawione przy kasach oraz na skrzyżowaniach przejść. Zdecydowanie mniej uwagi klienci poświęcają towarom umieszczonym przy wejściu do sklepu oraz w jego rogach. Eksperci doradzają ponadto umieszczanie w placówkach handlowych plakatów i wywieszek promocyjnych. Równie ważna jest odpowiednio dobrana muzyka w sklepie – amerykańscy naukowcy wykazali, że klienci spędzają więcej czasu w sklepie, w którym puszczana jest spokojna i cicha muzyka. W okresie przedświątecznym dobrym rozwiązaniem są też kolędy, które wprowadzają klienta w bożonarodzeniowy nastrój.

Merchandising jest jednym z narzędzi, które stosujemy do tego, żeby efektywnie zarządzać produktem naszych klientów. W zależności od strategii, w zależności od wyboru i potrzeb dobieramy odpowiednie narzędzia, które są ściśle sparametryzowane do określonych celów biznesowych, które przed nami stawia klient – mówi Adam Stańczak.

Merchandising opiera się na zasadzie AIDA, z ang. attention interest desire action. Jego celem jest przykucie uwagi klienta, nawet takiego, który nie zamierzał dokonywać zakupu, wzbudzenie w nim potrzeby posiadania danego produktu oraz nakłonienie do jego zakupu.

Rynek pozabankowych pożyczek szacowany jest na około 6 mld zł. Popyt rośnie szczególnie na pożyczki internetowe

CEO Magazyn Polska

Popyt na pożyczki udzielane poza sektorem bankowym będzie rosnąć. Dziś rynek wyceniany jest na ok. 6 mld zł. W ciągu najbliższych kilku lat może zwiększyć się do 10 mld zł. Coraz więcej pożyczek udzielanych jest przez internet, choć wciąż stanowią one mniej niż połowę rynku. Klienci częściej zaczną też pożyczać przez urządzenia mobilne.

Popyt na pożyczki w internecie jest rosnący – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Adam Dąbrowski, dyrektor zarządzający w firmie Creamfinance Poland, specjalizującej się w mikropożyczkach udzielanych przez internet i urządzenia mobilne. – Klienci, którzy do tej pory korzystali z bardziej tradycyjnych źródeł pozyskiwania drobnych kredytów konsumenckich, czy to w oddziałach, czy poprzez agentów, stopniowo przyzwyczajają się do ścieżki internetowej.

Pożyczki udzielne przez internet nie stanowią nawet połowy rynku, ale to będzie się stopniowo zmieniać. Jak podkreśla Dąbrowski, potencjał jest bardzo duży. Według szacunków Creamfinance Poland rynek pozabankowego consumer finance jest wart ok. 6 mld zł.

Firmy pożyczkowe przy odpowiednim poziomie ryzyka są w stanie konkurować o klientów bankowych segmentów subprime – to już zaczyna się dziać. Dlatego będziemy szli również w tę stronę – podkreśla Adam Dąbrowski. – Jestem przekonany, że ten rynek może urosnąć w perspektywie 2-3 lat nawet do 10 mld zł.

Wyjaśnia, że klienci wybierają ofertę firm pożyczkowych, bo jest tańsza, łatwiej dostępna i prostsza w spłacaniu. Jej atrakcyjność wzmacnia również fakt, że staje się powszechnie dostępna online. Dąbrowski zaznacza, że wraz z rozbudową infrastruktury sieciowej oraz rosnącą popularnością e-commerce coraz więcej pożyczkobiorców będzie przenosić się do internetu. Dodatkowo coraz większy udział będą zdobywać transakcje przez urządzenia mobilne.

Polski rynek w porównaniu z rynkami wysokorozwiniętymi w dalszym ciągu ma rezerwę wzrostu w sektorze e-commerce. Liczba transakcji zakupów produktów i usług drogą internetową nie jest tak wysoka jak na Zachodzie. Z drugiej strony mamy bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturę płatności, bankowości internetowej, również finanse konsumenckie płyną na tej fali – podkreśla prezes Creamfinance Poland.

W ciągu najbliższych dwunastu miesięcy popyt gospodarstw domowych na kredyty konsumpcyjne powinien bowiem nadal rosnąć. Jak wynika z badania Consumer Finance, w II kwartale br. wartość wskaźnika mierzącego to zapotrzebowanie wzrosła z 49 do 54 punktów. Był to największy progres od 2013 roku. Obecna dynamika popytu wynosi 4,6 proc. rocznie.

Zgodnie z prognozami Creamfinance Poland w tym roku spółka udzieli pożyczek na kwotę nieco ponad 104 mln zł. W 2017 roku kwota ta ma być ponaddwukrotnie większa – blisko 250 mln zł.

Inteligentne miasta atrakcyjne dla inwestorów. Kluczowe jest przychylne podejście władz do takich projektów

CEO Magazyn Polska

Rozwiązania smart city pomagają samorządom przyciągnąć inwestorów. Jedną z najważniejszych przewag inwestycyjnych danego miasta jest – obok infrastruktury – inteligentne podejście władz do inwestorów – podkreśla szef Immofinanz Services Poland, firmy działającej na rynku nieruchomości komercyjnych. Mimo że przyciągnięcie do regionu kolejnych firm to szansa na setki nowych miejsc pracy, wciąż są w Polsce miasta, gdzie takie inwestycje są trudne do zrealizowania.

Idea smart city według mnie to jest odpowiednie podejście miasta do inwestora. Nie odbieram LED-owych lamp na ulicy jako przewagi inwestycyjnej jakiegoś miasta. Chodzi raczej o podejście jego władz, które np. nie żądają od inwestora zbyt wielkich nakładów na różne elementy, które powinny być po stronie samorządu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Wesołowski, country manager w firmie Immofinanz Services Poland.

O idei inteligentnych miast mówi się w Polsce coraz więcej, a samorządy decydują się na kolejne inwestycje, które mają ułatwić życie mieszkańcom, podnieść jego poziom i bezpieczeństwo. To m.in. rozwiązania, które usprawniają ruch w mieście i dystrybucję informacji czy wspierają służby miejskie w wypełnianiu ich obowiązków w zakresie oczyszczania, dystrybucji i kontroli zużycia wody oraz odprowadzania ścieków.

Budowanie inteligentnego miasta oznacza także konieczność przyciągnięcia inwestorów. Eksperci dyskutujący na ten temat podczas Property Forum 2015 podkreślali, że chodzi m.in. o nowoczesną infrastrukturę, która umożliwi mieszkańcom przemieszczanie się z i do danego miejsca i wokół której powstaną tereny inwestycyjne. Pomaga także przychylne nastawienie władz.

My tworzymy wiele miejsc pracy. W naszym ostatnim obiekcie pracuje pewnie około tysiąca osób, a taka liczba to jest potężny zakład pracy. Spodziewamy się, że miasta będą się profesjonalizowały i będzie łatwiej rozmawiać z ich władzami – podkreśla Jacek Wesołowski.

Zdaniem Wesołowskiego trudno jednoznacznie wskazać, które regiony odrobiły już lekcję w tym zakresie.

Uważało się kiedyś, że zachód Polski jest przyjazny inwestorom. Ja mam wrażenie, że na wschodzie jest większe oczekiwanie na inwestycje we wszelkiego typu obiekty, również handlowe, ale nie tylko – dodaje Jacek Wesołowski.

Nie ma też zasady, że smart mogą być tylko duże aglomeracje. Eksperci zaznaczają, że to często mniejsze miasta mogą być bardziej elastyczne wobec inwestorów. Jak jednak podkreśla Wesołowski, w niektórych miastach przygotowywanie i realizacja inwestycji przebiega z dużym trudem.

Czasami władze nie czują się na tyle mocne, żeby pracować nad miejscowymi planami zagospodarowania. Czasami jakieś prywatne koneksje uniemożliwiają otwartość w rozmowie z inwestorami. Powody są różne, dlatego nie chciałbym niczego generalizować, bo to się zdarza w różnych miastach incydentalnie – przekonuje Wesołowski.

Idea inteligentnego miasta wpływa jeszcze w inny sposób na deweloperów i zarządców nieruchomości. Zarówno nowo powstające, jak i już funkcjonujące obiekty handlowe muszą uwzględniać nowe potrzeby klientów.

Specjalnością Immofinanz Group są głównie obiekty komercyjne, m.in. handlowe, oraz mieszkania. Grupa odpowiada za część deweloperską i zarządzanie nieruchomościami. Polska jest jednym z najważniejszych rynków dla spółki.

Sieć kawiarni Green Caffè Nero chce otwierać co roku 10–12 nowych lokali. Szybszą ekspansję wstrzymują kwestie logistyczne oraz niedobór wykwalifikowanego personelu

0

CEO Magazyn Polska

Założona w 2012 roku sieć Green Caffè Nero ma już ponad 30 kawiarni, wszystkie na terenie Warszawy i w okolicy. Plany zakładają otwieranie ok. 10 lokali rocznie. Problemem jest jednak, zwłaszcza w innych miastach, dostarczanie świeżo wypiekanych produktów oraz niedobór wykwalifikowanego personelu. Aby je rozwiązać, firma stworzyła specjalne centrum szkoleniowe, w którym kształcą się przyszli pracownicy kawiarni. 

Kawiarnie Green Caffè Nero mają w ofercie wyłącznie świeże produkty. Nie używa się tu chemii, nie ma też mrożonych ciast. Taka strategia wymusza potrzebę posiadania własnej piekarnio-cukierni lub współpracy z lokalnymi dostawcami. To z kolei powoduje, że ekspansja poza Warszawę jest utrudniona. Aby przyjęty schemat funkcjonowania był ekonomicznie opłacalny, niezbędne byłoby otwarcie w nowym mieście dużej liczby nowych lokali w krótkim czasie. Kolejną kwestią są kadry.

– Kawiarnia to miejsce, gdzie jest zatrudnionych 10-12 osób, a kierownik kawiarni jest małym przedsiębiorcą, który dba o wyniki, odpowiada za zysk, za koszty, za serwis. To, co nas blokuje, to kształcenie ludzi na tych kierowników – mówi agencji Newseria Biznes Adam Ringer, prezes sieci Green Caffè Nero.

Podstawą funkcjonowania sieci jest pion zarządzający. W jego skład wchodzą szefowie zmian oraz kierownicy poszczególnych kawiarni. Oprócz tego w strukturach spółki działa także pion maestro odpowiedzialny za jakość.

W tej chwili stworzyliśmy centrum szkoleniowe i bez przerwy szkolimy ludzi. Proces szkolenia może trwać nawet dwa lata – wyjaśnia Adam Ringer. – Kształcimy ludzi na przyszłych kierowników przyszłych kawiarni – będą oni kierownikami kawiarni, których jeszcze nie mamy.

Jak podkreśla Adam Ringer, często jest tak, że są zabezpieczone odpowiednie środki i możliwości lokalowe, które mogą posłużyć do dalszego rozwoju sieci, ale problemem jest znalezienie odpowiednich ludzi.

Zebrania kierownictwa wyglądają tak, że jedni przychodzą i mówią: jest taka opcja, mamy możliwość otworzenia tu lokalu, marketing mówi: świetnie, finanse mówią: OK, a dział operacyjny mówi: chwila, nie mamy ludzi. Obecnie jest to największy hamulec wzrostu – tłumaczy Ringer.

Na rynku walutowym nerwowo przed wyborami – komentarz makro-walutowy

 

W mijającym tygodniu mieliśmy do czynienia z kontynuacją osłabiania złotówki, jednak dużo dynamiczniejszym niż w ubiegłym tygodniu. W tym czasie poznaliśmy wartość polskiej produkcji przemysłowej we wrześniu, która wzrosła o 4,1% r/r, co było wynikiem o 0,15 p.p. lepszym od oczekiwań rynku. Natomiast sprzedaż detaliczna urosła tylko o 0,1%, czyli aż o 1.3 p.p. gorzej niż oczekiwano.

Bezrobocie w Polsce spadło do 9.7% (na najniższy poziom od ponad 6 lat!).

W mijającym tygodniu dolar osiągał nowy tygodniowy szczyt każdego dnia. W poniedziałek amerykańską walutę najtaniej można było kupić za 3.7198 zł, w piątek (w najwyższym punkcie) dolar kosztował już aż 3.8413 zł. Choć USD umacnia się ostatnio wobec wszystkich walut krajów rozwijających się, to właśnie polski złoty traci najmocniej, na co z pewnością wpływ ma niepewność związana z niedzielnymi wyborami parlamentarnymi. Silny dolar został także wsparty czwartkowymi danymi ze Stanów Zjednoczonych. W obecnym tygodniu w USA złożono tylko 259 tys. wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (wobec oczekiwanych 265 tys.). Spowodowało to największy w tym tygodniu jednorazowy skok kursu USD – PLN.

Sprzedaż domów na rynku wtórnym również okazała się lepsza od oczekiwań. We wrześniu aż 55.585 mln domów z rynku wtórnego zmieniło właściciela.

W przypadku wspólnej waluty trend wzrostowy na EUR – PLN trwał tylko do czwartku, kiedy to został zatrzymany przez Mario Draghiego. W poniedziałek najniższy kurs EUR – PLN wynosił 4.2313, w czwartek najwyższy kurs osiągnął poziom 4.2955, jednak jeszcze tego samego dnia spadł o prawie 5 groszy po konferencji prasowej, która odbyła się po posiedzeniu EBC. Na konferencji Mario Draghi potwierdził, że rozważa przedłużenie programu luzowania ilościowego. Dowiedzieliśmy się również, że rozważana jest obniżka stopy depozytowej. W piątek EUR – PLN notowane jest w granicach 4.24 – 4.26 zł. Towarzyszą temu pozytywne odczyty indeksów PMI dla usług i przemysłu dla Niemiec, Francji i strefy euro.

W przyszłym tygodniu rynek wyczekiwać będzie środowego posiedzenia FEDu, na którym zapadnie decyzja nt. stóp procentowych w USA. Dodatkowo złotówka będzie próbowała przystosować się do nowej sytuacji na polskiej scenie politycznej.

Michał Borzuchowski, analityk instytucji płatniczej AKCENTA

Banki przejmą lokaty najbogatszych? Nadchodzi bail-in

Komisja Europejska wniosła przeciwko Polsce sprawę do Trybunału Sprawiedliwości. Powód? Do tej pory polski rząd nie dostosował prawa bankowego do nowych dyrektyw unijnych. Nowe przepisy umożliwią przejmowanie oszczędności zgromadzonych na kontach bankowych, jeśli bank będzie potrzebował ratunku przed bankructwem – pisze portal money.pl.

Polska jest jednym z sześciu państw – obok Czech, Luksemburga, Holandii, Rumunii i Szwecji – które mimo ponagleń nie dostosowały przepisów do wymogów unijnych. Komisja Europejska żąda od nas wprowadzenia zapisów, dzięki którym banki będą mogły przejąć część pieniędzy zgromadzonych na kontach. Zagrożone są osoby, które mają w jednym banku ponad 100 tys. euro, czyli równowartość koło 430 tys. zł. Takich osób, jak wynika z wyliczeń ekspertów i money.pl, może być w Polsce nawet 380 tysięcy.

Przejęcie pieniędzy z lokat będzie możliwe wtedy, gdy bank będzie zagrożony bankructwem. – O ewentualnej potrzebie zastosowania takiego instrumentu nie może decydować sam bank – przekonuje Ministerstwo Finansów w oświadczeniu przesłanym money.pl. Takie uprawnienia będzie mieć specjalnie powołany do tego organ nadzorczy.

Przepisy forsowane przez Komisję Europejską mają odciążyć rządy poszczególnych krajów, które do tej pory pieniędzmi wszystkich podatników, a nie tylko tych najbogatszych, musiały zasypywać dziury finansach banków. Dyrektywa bankowa ma zapewnić, że w pierwszej kolejności koszty upadającego banku wezmą na siebie akcjonariusze i wierzyciele (to, co bank jest im winien, zostanie zamienione na udziały). A depozyty do 100 tys. euro nie będą uwzględniane przy ratowaniu banków. Te powyżej – jak to określił Obserwator Finansowy – mogą już zostać „wywłaszczone”.

– Nowe przepisy nie będą furtką do skoku na kasę, jaki dwa lata temu miał miejsce na Cyprze – uspokaja w rozmowie z money.pl Mariusz Zygierewicz, dyrektor zespołu ekonomiczno-regulacyjnego ZBP. – Dyrektywa mówi wyraźnie, że do kwoty 100 tys. euro depozytów w żaden sposób nie można ruszyć i są one objęte gwarancją. Dyrektywa ma uchronić właśnie przed takimi zakusami.

Taki scenariusz oznacza, że nowe przepisy dotkną – w przypadku kłopotów banku – relatywnie niewielkiej grupy ludzi. Oszczędności powyżej 100 tys. euro można znaleźć na nie więcej niż 1 proc. kont. Według danych NBP, we wrześniu tego roku na około 38 mln kont bankowych leżało łącznie 951 mld zł. Potencjalnie w całym systemie bankowym do przejęcia może być więc do 10 mld zł.

– Lepiej dołożyć się do ratowania banku, niż zostać z niczym – komentuje nowe przepisy dr Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI. W skrajnej sytuacji nadwyżki ponad 100 tys. euro, które znajdą się na koncie, zasilą kapitały własne banku, dzięki czemu będzie miał szansę wyjść na prostą. – Takie odbieranie pieniędzy źle wygląda, ale w ten sposób daje się możliwość ratunku dla banku i w konsekwencji odzyskania być może większej ilości pieniędzy dla drobnych klientów.

Ministerstwo Finansów zaznacza, że w zakresie kwoty powyżej limitu 100 tys. euro deponenci nie będą mogli ponieść wyższych strat niż ponieśliby w ramach procedury upadłości banku. – Dyrektywa, jak i projekt ustawy BFG implementującej tę dyrektywę, nie powoduje dodatkowego obciążenia ryzykiem innym, niż już obecnie występujące – zapewnia resort w oświadczeniu przesłanym money.pl.

Dr Bursa dodaje, że gdyby w Polsce upadł jeden z dwudziestu największych banków, Bankowy Fundusz Gwarancyjny miałby ogromne trudności ze zwrotem wszystkich oszczędności zgromadzonych na kontach. Europejska dyrektywa ma wspomóc banki, by nie było konieczności sięgania po środki BFG. To na razie czarny scenariusz, bo system bankowy w Polsce jest – w porównaniu z Europą – w miarę bezpieczny.

Twój pracownik: cel i narzędzie cyberprzestępcy

Kwestia bezpieczeństwa IT firmy to coraz częściej powracający temat. Sytuacje takie jak ta, która przydarzyła się liniom lotniczym Ryanair (cyberprzestępcy przejęli ich przelew o wartości pięciu milionów dolarów) pokazują, że każde drobne uchybienie w tym względzie może sporo kosztować. Annual Security Report CISCO 2015 dostarcza w powyższej materii wielu nowych informacji i cennych wskazówek. Zainteresują one nie tylko pracowników działu IT, ale również managerów czy właścicieli firm. Innymi słowy: wszystkich, dla których finanse i wizerunek firmy to kwestie priorytetowe.

Jak dowiadujemy się z raportu, około 3/4 dyrektorów ds. bezpieczeństwa IT uważa, że narzędzia, którymi zapewnia bezpieczeństwo IT w swojej organizacji są „wysoce skuteczne”. Zaledwie 1/4 uważa je za efektywne „jedynie w pewnym zakresie”. Czy istnieją realne podstawy dla takiego zadowolenia? Więcej, czy doskonale przygotowane oprogramowanie to pewny sposób na pełną ochronę zasobów firmy? Spam atakujący skrzynki pocztowe w ciągu zaledwie jedenastu miesięcy (pomiędzy styczniem a listopadem 2014 r.) wzrósł o 250%. Większość wiadomości to nieszkodliwe, a jedynie – irytujące, reklamy, ale nie brakuje i takich, które nakłaniają odbiorcę np. do pobrania zainfekowanego załącznika. Warto zauważyć, że nie każda niechciana wiadomość od razu trafia do folderu „SPAM”. Nieuczciwi nadawcy coraz częściej dzielą swoje przesyłki na mniejsze porcje i wysyłają je korzystając z dużej bazy adresów IP. W ten sposób udaje im się uniknąć wykrycia przez programy antyspamowe. Kiedy już podejrzany e-mail znajdzie się wśród zwyczajnej, służbowej korespondencji, najważniejsze jest rozsądne i ostrożne zachowanie odbiorcy. Pozostaje więc pytanie – jak sami „szeregowi pracownicy” postrzegają kwestie bezpieczeństwa?

Z raportu dowiadujemy się, że jedynie 26 proc. badanych zna i respektuje zasady polityki bezpieczeństwa swojej organizacji, kolejne 38 proc. słyszało coś o jej istnieniu, ale nie miało okazji zapoznać się z nią bardziej szczegółowo. Szczególną uwagę powinna zwrócić 32 proc. grupa badanych, która uważa, że polityka bezpieczeństwa przyjęta w organizacji ogranicza lub spowalnia ich w wykonywaniu codziennych obowiązków. Co to oznacza? Że omijają jej zasady, kiedy tylko w ich odczuciu jest to uzasadnione. Liczba ta nie uwzględnia oczywiście osób, które w swoim mniemaniu przestrzegają zasad i skrupulatnie wykonują polecenia specjalistów IT, na przykład te dotyczące regularnej zmiany haseł. Żeby jednak uporać się ze wszystkimi nieprzyjemnymi obowiązkami, ułatwiają sobie życie. Na przykład, poproszeni o comiesięczną zmianę hasła, będą wykonywać to polecenie w najprostszy sposób – chociażby według wzoru nazwafirmykwiecien2015, nazwafirmymaj2015…

Co robi użytkownik systemu, kiedy już uda mu się ominąć niewygodne ograniczenia, narzucone przez zwierzchników? Aż 83 proc. przebadanych pracowników przyznaje się do korzystania z firmowej sieci w celach prywatnych, w tym 43 proc. deklaruje korzystanie z prywatnej poczty oraz portali społecznościowych. Zakładając nawet, że oprogramowanie antywirusowe w naszej firmie jest najwyższej jakości, użytkownicy systemu jeszcze przed dopiciem pierwszej porannej kawy zdążyli dobrowolnie (choć nieświadomie) zwiększyć ryzyko ataku na zasoby firmy. W międzyczasie mogą jeszcze zainstalować przydatne rozszerzenie do przeglądarki – w założeniu, że dostarczają je przecież znane i zaufane firmy. Niestety, zainfekowane rozszerzenia do przeglądarek to jeden z popularniejszych sposobów działania cyberprzestępców.

Autorzy raportu wielokrotnie podkreślają, że bezpieczeństwo IT powinno być postrzegane przede wszystkim jako zagadnienie związane z działalnością człowieka. Podejście technocentryczne okazuje się niewystarczające. Technologia powinna być jedynie narzędziem w rękach ludzi, którzy wiedzą w jaki sposób i w jakim celu można z niej korzystać. Gdzie mogą się tego nauczyć? W Polsce powoli rośnie rynek szkoleń z zakresu bezpieczeństwa IT (spotkać można się też z terminem „security awareness”), stworzonych z myślą właśnie o szeregowych użytkownikach systemu. Tego typu usługę oferuje między innymi Niebezpiecznik (szkolenie stacjonarne Bezpieczny Pracownik IT), można też zakupić dostęp do platform e-learningowych przygotowanych przez LogicalTrust (SecurityInside.pl) czy Clico.pl (Security Awareness). Jak wybrać dobre szkolenie? Warto poprosić dostawcę usługi o zaprezentowanie lekcji próbnej i samemu ocenić, czy zaprezentowane informacje przedstawione są w sposób atrakcyjny i zrozumiały, nawet dla laika. Jeśli decydujemy się na naukę on-line, warto dopytać również o możliwość monitorowania postępów uczniów.

Nie mniej ważną kwestią od samej edukacji jest systematyczny dialog pomiędzy użytkownikami systemu informatycznego a działem IT. Potrzebę tę zilustrowano w raporcie przykładem zablokowania podejrzanej strony. W większości przypadków pracownik działu IT zadowala się wstawieniem na witrynę komunikatu „brak dostępu”. Pracownicy nie poznają prawdziwej przyczyny tej decyzji (Czy to mój błąd? A może jakaś kara?) i prawdopodobnie stracą czas, starając się obejść zaporę. Po nieudanych próbach upewnią się jedynie w przekonaniu, że głównym obowiązkiem działu IT jest (niewątpliwie motywowane czystą złośliwością) utrudnianie życia uczciwie pracującym ludziom. Dużo lepszym wyjściem byłby komunikat: „Strona w ciągu ostatnich 48 godzin udostępniała złośliwe oprogramowanie. Ze względów bezpieczeństwa dostęp tymczasowo zablokowany.” Koszty zmiany komunikatu na bardziej czytelny – zerowe, budowanie świadomości zespołu – gratis. Im więcej użytkownik dowie się o działaniu systemu, tym łatwiej będzie mu odróżnić sytuację normalną od podejrzanej. Dzięki nawiązanemu wcześniej dialogowi nie będzie obawiał się zgłosić swoich wątpliwości czy przyznać do błędu, a to z kolei może mieć kluczowe znaczenie gdy incydent bezpieczeństwa już zaistnieje, a walka toczyć się będzie o zminimalizowanie jego szkód.

Jak podsumowują twórcy raportu – pytanie nie dotyczy już dłużej tego, czy zasoby Twojej firmy są zagrożone. To, że są (lub: że wkrótce będą), to pewne. Prawdziwe pytanie, które powinniśmy sobie teraz wszyscy postawić, brzmi: jak w sytuacji zagrożenia systemu powinni zachować się jego użytkownicy? I zadbać o to, żeby oni również jak najszybciej poznali prawidłową odpowiedź.

Autor. Małgorzata Wasiak, ekspert ds. bezpieczeństwa IT w LogicalTrust

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl