Kraków, Bielsko-Biała, Kościerzyna, Wrocław, Tczew, Zabrze i Puławy to miasta, które zostały laureatami tegorocznej, już trzeciej edycji konkursu ECO-MIASTO 2015. Kraków zwyciężył w kategorii mobilność zrównoważona, Bielsko-Biała i Kościerzyna w kategorii efektywność energetyczna, Wrocław i Tczew zostały nagrodzone w gospodarce odpadami, a Zabrze i Puławy w gospodarce wodnej.
Projekt ECO-MIASTO organizuje Ambasada Francji w Polsce, we współpracy z Renault Polska, SAUR Polska, Grupą EDF reprezentowaną przez EDF Polska, DK Energy oraz TIRU, Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz firmami Saint-Gobain, Schneider Electric i Krajową Agencją Poszanowania Energii.
ECO MIASTO 2015 – Kraków, Bielsko-Biała, Wrocław wśród laureatów trzeciej edycji konkursu
Popołudniowy komentarz walutowy z 28.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Popołudniowy komentarz walutowy z 28.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Wielkie transfery w kancelariach
Od początku 2015 roku największe międzynarodowe kancelarie przebudowują swoje polskie oddziały. Przetasowania widać najwyraźniej na szczeblu parterów, którzy do nowych firm zabierają całe zespoły pracowników, a także dotychczasowych klientów. Największe transfery w kancelariach komentuje Marta Sybilska, szefowa praktyki prawnej w agencji rekrutacyjnej TARA HRC.

Okres transferów na rynku prawnym otworzyła firma PwC, która z początkiem bieżącego roku zdecydowała się na wzmocnienie swojej praktyki prawnej w obszarze nieruchomości. Decyzja ta zaowocowała pozyskaniem Jeana Rossi oraz Joanny Kalecińskiej-Rossi. Odeszli oni z Kancelarii White & Case wraz z zespołem doświadczonych prawników specjalizujących się w obsłudze transakcji na rynku nieruchomości.
W połowie lutego jako partner lokalny do kancelarii Gide Loyrette Nouel dołączył Mateusz Chmielewski a wraz z nim Dorota Jenerowicz jako starszy prawnik. Oboje pracowali wcześniej w kancelarii Greenberg Traurig. Dzięki ich pozyskaniu kancelaria ogłosiła, że praktyka rynków kapitałowych rozpoczyna funkcjonowanie jako samodzielny departament.
Na rozwój praktyki rynków kapitałowych postawiło także warszawskie biuro CMS Cameron McKenna. W okresie wakacyjnym z kancelarii DLA Piper przeszło trzech prawników – Rafał Woźniak, który objął stanowisko of counsel, Magdalena Trzepizur oraz dr Michał Pawłowski, który od 1 września jako partner kieruje wzmocnionym zespołem.
Największe transfer AD 2015
Póki co jednym z największych tegorocznych transferów na polskim rynku usług prawniczych było wzmocnienie zespołu nieruchomościowego w Greenberg Traurig, który obecnie liczy 30 osób. Jednocześnie zmiana ta poważnie osłabiła zespoły nieruchomościowe w kancelariach Allen & Overy oraz Norton Rose Fullbright. Do zespołu nieruchomości w Greenberg Traurig przeszedł szef praktyki nieruchomościowej Allen & Overy, Radomił Charzyński wraz z zespołem oraz Agnieszka Stankiewicz, szefowa praktyki z Norton Rose, również zabierając ze sobą część zespołu.
Na wzmocnienie kluczowych praktyk postawiła również kancelaria K & L Gates. Z początkiem czerwca do praktyki nieruchomościowej, jako of counsel, dołączył Zdzisław Patryk Galicki, który uprzednio kierował praktyką korporacyjną, fuzji i przejęć oraz nieruchomości w kancelarii Bird & Bird. Następnie jako partner w praktyce budowlanej do K & L Gates dołączyła wraz z zespołem dr Joanna Łagowska. Wcześniej kierowała zespołem prawników specjalizujących się w sporach sądowych w dziedzinie infrastruktury i budownictwa w kancelarii Dentons.
Mimo to Dentons pozostaje największą kancelaria w Polsce, i trudno sobie wyobrazić transfer, który mógłby zachwiać pozycją lidera. Już teraz zatrudnia najwięcej prawników, a dodatkowo dalej pozyskuje do swoich szeregów nowych ekspertów na różne stanowiska, nie tylko partnerskie. W połowie czerwca kancelaria pozyskała trójkę prawników z K&L Gates do praktyki postępowań sądowych i arbitrażowych. Dwoje z nich, Piotr Wąsowicz i Agnieszka Wojciechowska, awansowało na stanowisko counsela.
Choć rok 2015 jeszcze się nie skończył, to już teraz jest pewne, że zapisze się w pamięci kancelarii prawnych i obsługiwanych przez nich klientów, jako okres wielkich zmian kadrowych. Transfery dotyczyły najwyższych stanowisk, a za partnerami szli ich pracownicy. Dzięki zmianom kancelarie pozyskały nowych pracowników i nowych klientów, a prawnicy otworzyli nowe drzwi w swoim zawodowym życiu.
Wszystko wskazuje na to, że główni rozgrywający nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i bardzo prawdopodobne, że w najbliższych miesiącach możemy być świadkami kolejnych znaczących transferów. Warto pamiętać, że za zwiększającym się nakładem pracy i rozbudową praktyk przez kancelarie, w następnej kolejności idzie potrzeba zatrudniania osób z mniejszym doświadczeniem. Dla nich właśnie teraz może być najlepszy moment na rozpoczęcie kariery w jednej z topowych kancelarii prawnych w Polsce.
Sukcesem zakończyła się fuzja Meritum Banku z Alior Bankiem
26 października br., w niespełna cztery miesiące od fuzji prawnej i osiem miesięcy od sfinalizowania transakcji nabycia akcji Meritum Banku, zakończyło się połączenie operacyjne Meritum Banku i Alior Banku. Jest to najszybciej i najsprawniej przeprowadzona fuzja w polskim sektorze bankowym,
co potwierdza gotowość Alior Banku do integracji z kolejnymi podmiotami.
Rekordowe tempo połączenia obu banków przy jednoczesnym wzroście wyników biznesowych stanowi dla nas powód do dumy i satysfakcji. Naszą ambicją było, aby ta fuzja stała się wzorem i punktem odniesienia dla całej branży – mówi Wojciech Sobieraj, prezes Zarządu Alior Banku. Dowiedliśmy, że jako organizacja posiadamy menedżerów z wyjątkowymi kompetencjami i doświadczeniem oraz odpowiednie zaplecze technologiczne, aby aktywnie uczestniczyć w dalszej konsolidacji sektora bankowego – mówi Wojciech Sobieraj.
Po połączeniu z Meritum Bankiem, Alior Bank wzmocnił swoją pozycję rynkową oraz stworzył solidne podstawy do dynamicznego rozwoju i realizacji ambitnych celów biznesowych. W trakcie procesu połączenia zapewniliśmy sprawne funkcjonowanie banku oraz wykorzystaliśmy potencjał obu instytucji już od momentu fuzji prawnej. Z korzyścią dla klientów i partnerów wzbogaciliśmy ofertę produktową w oparciu o najlepsze rozwiązania Meritum Banku i Alior Banku. W tym samym czasie wdrożyliśmy również inne, kluczowe projekty, takie jak nowy model dystrybucji, CRM oraz innowacje produktowe i technologiczne, które zwiększą konkurencyjność połączonego banku. Blisko 3 milionom klientów zaoferujemy najnowocześniejsze produkty i najwyższy standard świadczonych usług – mówi Krzysztof Czuba, wiceprezes Alior Banku odpowiedzialny za Pion Biznesu.
Kluczowymi wyzwaniami związanymi z połączeniem banków było ścisłe przestrzeganie wyznaczonego harmonogramu oraz osiągnięcie założonego budżetu fuzji. Oba te cele zostały spełnione w 100 procentach. – mówi Celina Waleśkiewicz, dyrektor Departamentu Przejęć i Połączeń.
W związku z połączeniem, zmianie uległa również struktura organizacyjna Alior Banku. W Gdańsku powstało trzecie – po Warszawie i Krakowie – centrum banku. Będę w nim rozwijane kompetencje w zakresie relacji z klientami, Consumer Finance, w tym pożyczki i kredyty oraz w zakresie współpracy z partnerami i pośrednikami. W ścisłej współpracy z gdańskim centrum IT będą rozwijane i wdrażane nowe rozwiązania i produkty dla całego banku, w tym system bankowości internetowej i mobilnej. W Gdańsku działają duże zespoły back office i operacji bankowych.
W efekcie połączenia i wprowadzenia nowego modelu sieci dystrybucji Alior Bank posiada obecnie 311 oddziałów, 12 centrów biznesowych i ok. 530 placówek partnerskich. Partnerzy współpracujący do tej pory z Meritum Bankiem uzyskali m.in. dostęp do bazy kapitałowej umożliwiającej dynamiczny wzrost sprzedaży, do nowoczesnych systemów IT, szerokiej oferty produktowej oraz atrakcyjnych warunków współpracy. To pierwsza na polskim rynku tak duża i sprawna fuzja sieci partnerskich. W ciągu zaledwie sześciu miesięcy przeprowadziliśmy optymalizację lokalizacji placówek, ujednoliciliśmy systemy franczyzowe, a także podpisaliśmy umowy z agentami i dokonaliśmy pełnego rebrandingu sieci partnerskiej – mówi Mariusz Bielaszewski, dyrektor Departamentu Sprzedaży Alternatywnej.
Elementem wyróżniającym proces połączenia była sprawna i szybka integracja pracowników przeprowadzona w oparciu o jednakowe kryteria dla zespołów obu banków. Potwierdza to fakt, że blisko 1/5 stanowisk raportujących do Zarządu połączonego banku oraz 15% funkcji menedżerskich jest sprawowana przez pracowników wywodzących się z Meritum Banku, pomimo jego dziewięciokrotnie mniejszej skali zatrudnienia. Byli pracownicy Meritum Banku uzyskali dostęp do atrakcyjnego pakietu świadczeń pracowniczych oraz bogatego programu rozwoju kadr Alior Banku już od momentu fuzji prawnej. Bank zapewnił także pakiety relokacyjne dla osób, w przypadku których nowe stanowisko wiązało się z koniecznością zmiany miejsca zamieszkania. Integracji towarzyszył intensywny proces szkoleniowy, który objął ponad 4 600 pracowników połączonego banku. Dzięki dbałości o dialog i porozumienie od początku procesu połączenia, zbudowaliśmy jeszcze silniejszą organizację w oparciu o kompetencje najlepszych pracowników wywodzących się z obu banków. Alior Bank to wyjątkowe miejsce pracy, oferujące możliwość szybkiej kariery, tworzenia i realizacji własnych, unikalnych projektów. Cieszymy się, że dzięki stworzonym przez nas możliwościom i perspektywom rozwoju zdecydowana większość najlepszych specjalistów z Meritum Banku zdecydowała się związać swoją przyszłość z Alior Bankiem – mówi Małgorzata Bartler, wiceprezes Alior Banku odpowiedzialna za Pion HR.
W procesie połączenia infrastruktury technologicznej banków uczestniczył blisko stuosobowy zespół IT złożony ze specjalistów z obu organizacji. Od strony technologicznej fuzja obejmowała nie tylko typową migrację danych blisko 340 tys. klientów Meritum Banku, ale również stworzenie zupełnie nowych rozwiązań, w tym nowych aplikacji dla procesu kredytowego oraz automatyzację procesów back-office. Połączony bank działa w oparciu o jeden system centralny i jedną hurtownię danych. Spodziewamy się uzyskania założonych synergii, m.in. dzięki wyeliminowaniu powielania tych samych funkcji w infrastrukturze technologicznej – mówi Henryk Baniowski, CIO w Alior Banku.
W rezultacie operacyjnego połączenia banków nastąpiło ujednolicenie standardów obsługi klientów, a z rynku zniknęła marka Meritum Bank. Oznacza to, że dotychczasowi klienci Meritum Banku mogą już korzystać z systemów bankowości internetowej i mobilnej Alior Banku. Uzyskali również dostęp do szerokiej oferty usług połączonego banku, w tym m.in. systemu płatności BLIK, Biura Maklerskiego, czy Kantoru Walutowego Online. Wszyscy klienci Alior Banku mają też możliwość wygodnej obsługi w połączonej sieci oddziałów i placówek partnerskich zlokalizowanych zarówno w dużych miastach, jak i mniejszych miejscowościach.
Synergie kosztowe i przychodowe wynikające z integracji Alior Banku z Meritum Bankiem wyniosą w tym roku 35 mln zł, przy łącznych kosztach fuzji na poziome 50 mln zł. W latach 2015-2017 synergie szacowane są na 198 mln zł.
Alior Bank jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się banków w Polsce. Aktywa banku wynoszą 36,5 mld zł, co plasuje go obecnie na 13. miejscu wśród największych banków w Polsce pod względem sumy bilansowej. Udziały rynkowe Alior Banku wynoszą ponad 3 proc. Sprawną obsługę blisko 3 mln klientów zapewnia ponad 6000 pracowników oraz czwarta co do wielkości bankowa sieć dystrybucji, która obejmuje ponad 850 placówek. Ponadto wybrane produkty i usługi Alior Banku oferowane są w blisko 640 punktach T-Mobile, w ramach strategicznego partnerstwa obu firm. Od 2014 r. akcje Alior Banku wchodzą w skład indeksu WIG20 skupiającego największe i najbardziej płynne spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.
Polskie firmy technologicznie innowacyjne nadal mocne w Europie Środkowej
W 16. edycji rankingu Deloitte najszybciej rozwijających się firm technologicznie innowacyjnych w Europie Środkowej znalazło się 19 spółek z Polski. Na pozycji lidera zestawienia głównego „Technology Fast 50” znalazła się czeska firma Simplity, tuż za nią uplasowała się polska spółka Sky Cash Poland. Trzecia pozycja przypadła zeszłorocznemu zwycięzcy, węgierskiej spółce Szallas.hu. Kategorię „Wschodzące Gwiazdy” zdominowały polskie firmy rozwijające innowacyjne technologie oparte o Big Data i aplikacje na urządzenia mobilne.
W zestawieniu uplasowało się 19 firm z Polski. Aż 12 z nich znalazło się w głównej kategorii „Technology Fast 50”, a 7 w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”. Na drugim miejscu pod względem liczby spółek w kategorii głównej znalazła się Rumunia z dziesięcioma firmami. Trzecie miejsce pod tym względem przypadło Chorwacji z ośmioma podmiotami. Poza tym w kategorii głównej swe miejsce znalazły także przedsiębiorstwa ze Słowacji (5), Czech (5), Węgier (4), Litwy (2) i Serbii (2) i Bułgarii (2).
W tym roku zdecydowano się zmodyfikować kryteria, które musi spełnić firma, aby znaleźć się w rankingu. Najważniejszym z nich jest skrócenie (w kategorii głównej oraz Wielka Piątka) o rok okresu, w którym brane są pod uwagę przychody firm. Wcześniej było to pięć, a obecnie cztery lata. W tym roku badanie dotyczyło więc wyników finansowych osiąganych w latach 2011 – 2014.
Zwycięzcą Deloitte Technology Fast 50 została zajmująca się oprogramowaniem czeska spółka Simplity, która jeszcze w ubiegłym roku zajmowała szóste miejsce w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”. Na drugim miejscu uplasował się także debiutant – polska spółka Sky Cash Poland z Warszawy, zajmująca się płatnościami mobilnymi. Trzecie miejsce należy do zwycięzcy zeszłorocznej edycji Szallas.hu. „To niezwykłe, że tegorocznemu rankingowi przewodzi firma, która jeszcze rok temu była zbyt młoda, by znaleźć się w głównym rankingu. To pokazuje, co mogą osiągnąć w krótkim czasie spółki, których usługi doskonale wpiszą się w potrzeby rynku i ducha czasu. Ważne jest jednak także to, by uczestnicy zestawienia utrzymali na tyle dynamiczne tempo wzrostu, które wkrótce pozwoli im znaleźć się w kategorii Wielka Piątka” – mówi Adam Chróścielewski, Partner Deloitte, Lider programu w Europie Środkowej. W pierwszej dziesiątce uplasowały się jeszcze dwie polskie firmy: Netguru (5) oraz Traffic Trends (10).
W głównym rankingu Deloitte Technology Fast 50 znalazło się aż 38 nowych firm, 3 awansowały, 8 spadło, a jedna utrzymała pozycję sprzed roku.
Średni wzrost przychodów laureatów kategorii głównej wyniósł 560 proc. (przychody 2011 versus 2014 rok). Był to wynik niższy od osiągniętego rok wcześniej (698 proc.). „Firmom technologicznie innowacyjnym daleko do rezultatów osiąganych kilka lat wcześniej, gdy średnie wzrosty przychodów laureatów sięgały ponad tysiąc procent. Wystarczy przypomnieć, że w edycji z 2012 roku było to 1026 proc. Jednocześnie mimo tego spadku osiągnięty wzrost nadal jest znacznie i nieporównywalnie szybszy niż firm działających w innych specjalizacjach. Widać z tego, że warto inwestować w technologię, a myślenie innowacyjne jest drogą do szybkiego wzrostu” – mówi Magdalena Burnat Mikosz, Partner Zarządzająca zespołami Innovation Consulting i R&D and Government Incentives, Deloitte. Średni wzrost przychodów polskich firm, które znalazły się w głównej kategorii programu wyniósł prawie 540 proc.
Przedstawiciele polskiego biznesu obecni w zestawieniu pochodzą z całego kraju. Najwięcej swoich reprezentantów (9) ma stolica, czterech Poznań i po jednym: Gliwice, Gdańsk, Kraków, Wrocław, Piaseczno i Grodzisk Wielkopolski.
W tym roku zmieniono możliwe obszary, w których może prowadzić działalność aplikująca firma. Nowe przyporządkowanie lepiej oddaje specyfikę rynku firm technologicznie innowacyjnych i poszerza krąg spółek. Nowe segmenty to: oprogramowanie, sprzęt komputerowy, komunikacja, media, czyste technologie oraz life sciences, w których zawiera się, m.in. biotechnologia, branża farmaceutyczna czy technologia medyczna. Podobnie jak w ubiegłym roku tegoroczny główny ranking „Technology Fast 50„ zdominowały firmy zajmujące się oprogramowaniem. Stanowią one ponad połowę całego rankingu (rok wcześniej 52 proc.).
Kategorię „Wschodzące Gwiazdy” można nazwać polską: na 12 miejsc rankingowych z naszego kraju jest ich aż 7. Liderem jest Code Wise, polska firma istniejąca od 2011 roku, która osiągnęła wzrost przychodów w wysokości 4555 proc. To blisko dwukrotnie więcej niż ubiegłoroczny zwycięzca tej kategorii. „Najnowsze zestawienie Wschodzących Gwiazd pokazuje, że najszybciej rosną obecnie firmy wdrażające innowacje w dziedzinie oprogramowania wykorzystującego analizę Big Data oraz możliwości urządzeń mobilnych. Rozwijanie innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących nowe technologie może być receptą na dynamiczny wzrost” – podsumowuje Magdalena Burnat-Mikosz.
Szczegółowe wyniki rankingu
Ranking Deloitte Technology Fast 50 skupia najszybciej rozwijające się środkowoeuropejskie przedsiębiorstwa technologicznie innowacyjne na podstawie wzrostu przychodów operacyjnych. W jego skład wchodzą trzy kategorie: główna „Technology Fast 50” oraz dwie podkategorie „Wschodzące Gwiazdy” i „Wielka Piątka”. Firmy same zgłaszają chęć udziału w rankingu, a audytorzy Deloitte weryfikują podane przez nich dane finansowe. „Technology Fast 50” jest częścią raportu „Global Technology Fast 100” przygotowywanego przez Deloitte, który zostanie zaprezentowany w połowie listopada br.
Kryteria ogólne dla wszystkich kategorii:
- spółka opracowuje lub wytwarza autorskie i/lub ponosi istotne nakłady na prace badawczo-rozwojowe,
- posiada strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych,
- posiada siedzibę w jednym z krajów uczestniczących w programie,
- profil działalności : oprogramowanie, sprzęt komputerowy, komunikacja, media, czyste technologie, life sciences.
Kryteria szczegółowe:
Polscy laureaci w kategorii głównej „Technology Fast 50”
VIP Biznesu prosto z Legnicy
Za nami III edycja gali „Magazynu VIP”, która wyłoniła ludzi sukcesu roku 2015. Miano VIP-a otrzymali najlepsi z najlepszych przedstawicieli świata kultury, biznesu, nauki i innych dziedzin życia publicznego. Wśród wyróżnionych tym znaczący tytułem znalazł się Kamil Muskus – Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money – który został nagrodzony statuetką VIP Biznesu.

Tegoroczna Gala VIP odbyła się 17. października w warszawskim hotelu Sheraton. Redaktorzy „Magazynu VIP” jednogłośnie przyznali imienny tytuł VIP Biznesu Kamilowi Muskusowi, Dyrektorowi Badań i Rozwoju firmy Compass Money. Nagroda powędrowała w ręce człowieka, który czuwa nad zachowaniem najwyższych standardów jakości usług całego przedsiębiorstwa. Uwagę redaktorów zdobył podczas gali Firmy Przyjaznej Klientowi, podczas której firma Compass Money została wyróżniona cennym mianem firmy, której ufają wszyscy klienci. Działalność firmy Compass Money skupia się na dostarczaniu usług finansowych dla klientów indywidualnych oraz biznesowych. Oferta obejmuje najpopularniejsze na rynku rozwiązania, takie jak kredyty, pożyczki oraz leasing. Minimum formalności oraz opieka osobistego doradcy pozwalają zapewnić klientom wygodną obsługę i profesjonalną, kompleksową pomoc. Za współpracę na wysokim poziomie Compass Money zostało wyróżnione nagrodą Firma Przyjazna Klientowi. Jest to istotne wyróżnienie, ponieważ jest ono przyznawane przez zadowolonych klientów. By uzyskać tytuł, należało poddać się szczegółowej ocenie użytkowników. Ekspertyzie podlegała ocena współpracy z firmą, łatwość kontaktu, prawdopodobieństwo rekomendacji, obsługa w placówkach, obsługa doradców finansowych oraz ogólne zadowolenie. Wyróżnienie przyznane przez klientów świadczy o zaufaniu, jakim darzą oni firmę oraz o profesjonalizmie pracowników i wysokiej jakości oferowanych usług. Odpowiednie zarządzanie firmą, która działa w świecie finansów, jest kluczem do sukcesu wewnętrznego oraz zewnętrznego przedsiębiorstwa. Z tego tytułu Kamil Muskus otrzymał nagrodę VIP Biznesu 2015.
Laureat tegorocznej nagrody urodził się w Legnicy – to tam stawiał pierwsze kroki w branży finansowej. Przywiązanie do miejsca urodzenia sprawiło, że Kamil Muskus postanowił rozwinąć ten sektor na lokalnym rynku. VIP Biznesu posiada wykształcenie z zakresu administracji oraz prawa Unii Europejskiej. Specjalizuje się w bankowości detalicznej, inwestycyjnej, a także w obszarach zarządzania i analizą ryzyka. Odnosi sukcesy w prowadzeniu placówek instytucji finansowych – od lipca 2014 roku pełni funkcję Dyrektora ds. Badań i Rozwoju w Departamencie Wdrożeń i Kontroli firmy Compass Money. Prywatnie jest pasjonatem psychologii i dobrej literatury.
Rynek Pracy Inżynierów w III kwartale 2015 r.
Jak wynika z danych Pracuj.pl w pierwszych trzech kwartałach 2015 r. do inżynierów skierowano 31 523 ofert pracy, w analogicznym okresie roku ubiegłego było ich 28 072. Z kolei w samym trzecim kwartale 2015 r. pracodawcy skierowali do inżynierów o 13,6% ogłoszeń więcej, niż w trzecim kwartale 2014 r. Poszukiwano głównie monterów/serwisantów, elektroników/elektryków oraz specjalistów konstrukcji i technologii. Analizy danych Pracuj.pl pokazują, że popyt na inżynierów nie maleje, co oznacza, że nie tylko doświadczeni specjaliści, ale także absolwenci uczelni technicznych mają duże szanse na znalezienie pracy w zawodzie zaraz po studiach.
Polski rynek pracy potrzebuje i będzie potrzebował inżynierów-specjalistów – odzwierciedleniem tego są dane portalu Pracuj.pl z których wynika, że co 10 ogłoszenie w III kwartale 2015 r. było skierowane do pracowników tej specjalności.
Jakie branże zatrudniały inżynierów w III kwartale 2015 r?
Największe zapotrzebowanie na inżynierów zgłosił przemysł ciężki, z tej branży pochodziło 30% wszystkich ogłoszeń skierowanych do inżynierów w III kwartale 2015 r. Druga pod względem liczby skierowanych do inżynierów ogłoszeń była branża budownictwo i nieruchomości (16% udziału w ogólnej liczbie ogłoszeń skierowanych do inżynierów), a na trzecim miejscu uplasował handel i sprzedaż (12% udziału). Inżynierów poszukiwano także w telekomunikacji i zaawansowanych technologiach oraz w przemyśle lekkim.
Największy wzrost zapotrzebowania na specjalistów – inżynierów odnotowano w budownictwie i nieruchomościach i wyniósł on 17,2%, w porównaniu rok do roku. W pozostałych branżach zainteresowanie pracodawców inżynierami utrzymuje się na wyrównanym poziomie.
W przemyśle ciężkim niemal co trzecie ogłoszenie skierowane było do mechaników, poszukiwano także specjalistów ds. konstrukcji/technologii, monterów/serwisantów oraz osób specjalizujących się w elektronice i/lub elektryce. Największy wzrost zapotrzebowania zanotowano na specjalistów ds. energetyki konwencjonalnej i odnawialnej – wyniósł on 34,3% rok do roku.
Pracodawcy z branży budownictwo i nieruchomości w III kwartale 2015 r. najbardziej zwiększyli zapotrzebowanie na monterów/serwisantów (o 33,2% wzrostu rok do roku,) specjalistów elektroniki/elektryki (o 28,4% więcej ofert niż w III kwartale 2014 r.) oraz mechaników (16,3% wzrostu rok do roku).
Inżynierów jakich specjalności poszukiwano w III kwartale 2015 r?
W III kwartale 2015 r. co trzecie ogłoszenie skierowane było do monterów/serwisantów, lub elektroników/elektryków. Wiele ogłoszeń skierowano także do inżynierów specjalizujących się w konstrukcji i/lub technologii. O niemal 20% wzrosło zapotrzebowanie na mechaników, znaczące wzrosty zanotowano także dla specjalistów ds. automatyki oraz inżynierów energetyki konwencjonalnej i odnawialnej.
Inżynier na rynku pracy a oczekiwania pracodawców
Jak wynika z danych MNiSW uczelnie techniczne są najchętniej wybierane przez kandydatów na studia, w 2014 r. było to średnio 3,5 kandydata na miejsce. Dane Pracuj.pl potwierdzają, że uczelnia techniczna to stale dobry wybór.
Analiza ogłoszeń opublikowanych na portalu wskazuje, że np. w przypadku monterów/serwisantów pracodawcy oczekują wyższego wykształcenia technicznego – na kierunkach: elektryka, automatyka, mechanika i budowa maszyn, elektronika lub elektrotechnika. Liczy się także znajomość specjalistycznych programów (CAD, AutoCad) oraz umiejętność czytania dokumentacji technicznej. Mile widziane jest posiadanie uprawnień energetycznych. Oczekiwana jest także znajomość języka angielskiego na poziomie co najmniej B2. Ponadto, wymaga się gotowości do częstych wyjazdów służbowych, pracy w systemie zmianowym oraz prawa jazdy kategorii B. Te dwa ostatnie wymagania są charakterystyczne dla większości ogłoszeń adresowanych do inżynierów. Z kolei od inżynierów specjalności elektronika/elektryka wymaga się specjalistycznego wykształcenia technicznego – na kierunkach: mechanika, mechatronika, elektryka, elektromechanika. Ponadto, kandydatom stawia się wymóg znajomości specjalistycznych technik i narzędzi pracy, znajomości oprogramowania (CAD). Ważne są także umiejętności manualne i analitycznego podejścia do rozwiązywania problemów. Przydatne okazuje się doświadczenie na podobnym stanowisku.
Praca dla 100 osób w wielkopolskiej siedzibie Lisner
Agencja zatrudnienia Manpower rozpoczęła właśnie rekrutację dla firmy Lisner, lidera wśród firm produkujących przetwory rybne oraz sałatki, pasty i dania gotowe. To przykład zmiany na rynku pracy w kierunku sytuacji coraz bardziej przyjaznej kandydatom. Prócz stabilnej pracy, na zainteresowanych czeka atrakcyjne wynagrodzenie, premie, bezpłatny transport do miejsca zatrudnienia, darmowe posiłki, a także bony podarunkowe przyznawane pracownikom, którzy zdecydują się związać z pracodawcą na dłużej.

– Rekrutacja, którą prowadzimy już trwa i chętnie spotkamy się z każdym, kto szuka pracy, – komentuje Artur Wawrzyniak, kierownik regionalny z agencji zatrudnienia Manpower. – Zależy nam na kandydatach angażujących się w swoje zadania, dlatego u poszukiwanych osób stawiamy głównie na motywację do działania. Zatrudnienie obejmuje nie tylko przypadający na zimę czas prac sezonowych, ale również późniejsze okresy. Oferta dotyczy pracy tymczasowej, ale ze zrekrutowanymi osobami chcemy związać się na dłużej, dlatego tym bardziej warto aplikować na naszą ofertę. Dodatkowo każdy pracownik po dwóch pierwszych tygodniach pracy dostanie bony Sodexo o wartości 200 zł, natomiast ci którzy zdecydują się zostać z nami do Świąt otrzymają kolejne bony o wartości 300 zł, – dodaje przedstawiciel Manpower.
Na zainteresowanych czeka zatem stabilność zatrudnienia, ale też praca w przyjaznej atmosferze i możliwość zdobycia doświadczenia zawodowego w znanej firmie. Zadania będą wykonywane w systemie trzy-zmianowym. To pozwoli zatrudnionym na elastyczny czas pracy i pogodzenie jej z innymi obowiązkami. Jest też wygodne dla tych, którzy szukają dodatkowego źródła finansów, jak np. uczniów lub studentów.
Oferta Manpower skierowana jest do wszystkich, którzy poszukują pracy, a zależy im na krótkim procesie rekrutacji. Zatrudnione za pośrednictwem Manpower osoby będą wykonywały pracę na stanowiskach pracowników produkcji. Do ich obowiązków należeć będzie m.in. ważenie i pakowanie produktów do opakowań jednostkowych a następnie kartonów zbiorczych. Ze szczegółowym opisem zadań każdy zainteresowany zostanie zaznajomiony w biurze Manpower.
home.pl rozpoczął współpracę z PayU
home.pl, lider rynku domen i hostingu w Polsce, rozpoczął współpracę z globalnym dostawcą płatności elektronicznych – PayU. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą w łatwy sposób wdrożyć płatności online w swoim e-sklepie i przyjmować ekspresowe przelewy oraz płatności kartami na preferencyjnych warunkach.
– Posiadamy ponad 350 tys. klientów z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, którzy są coraz bardziej aktywni w przestrzeni internetowej. Tam pozyskują klientów oraz ich obsługą. Teraz będą mogli również przyjmować płatności – mówi Dariusz Kowalski, lider zespołu produktowego home.pl. – Współpraca z PayU pozwala nam na zaoferowanie bezpiecznych i szybkich płatności elektronicznych, dzięki nim nasi klienci będą mogli poprawić swoją płynność finansową oraz rozszerzyć zakres działalności.
– Szybkość realizacji płatności to jeden z czynników decydujących o pomyślnym zakończeniu zakupów. Aby kupujący nie porzucił koszyka przed złożeniem zamówienia trzeba dać mu możliwość wygodnego zapłacenia i wybór najlepszej dla niego metody płatności. Dla wszystkich klientów home.pl przygotowaliśmy w związku z tym specjalną ofertę cenową na obsługę najpopularniejszych kanałów płatności, czyli błyskawicznych e-przelewów, tzw. pay-by-linków, oraz kart płatniczych. Jesteśmy pewni, że wpłynie to pozytywnie na rozwój płatności bezgotówkowych w e-commerce, a także zwiększy konwersję sprzedaży w e-sklepach współpracujących z naszym partnerem – home.pl – mówi Sylwia Bilska, Członek Zarządu PayU SA.
Klienci home.pl mogą zaimplementować płatności online PayU w swoim serwisie www i przyjmować wpłaty od klientów poprzez trzy niezależne kanały, co gwarantuje, że każdy e-konsument znajdzie metodę płatności najlepszą dla siebie: błyskawiczny przelew elektroniczny (tzw. pay-by-link) z ponad 20 banków, karty płatnicze (debetowe i kredytowe) oraz przelew tradycyjny.
Z danych PayU wynika, że płatność przelewem pay-by-link wybierana jest w przypadku 80% transakcji opłacanych online. Klient klika na bank, w którym posiada rachunek, a następnie przenoszony jest do serwisu transakcyjnego banku, gdzie, po zalogowaniu, czeka na niego wypełniony formularz e-przelewu, który wystarczy zatwierdzić. Płatność jest natychmiast realizowana a sklep automatycznie otrzymuje informację o dokonaniu wpłaty przez kupującego, dzięki czemu może od razu wysłać zamówiony towar lub zrealizować usługę.. Drugim pod względem częstotliwości korzystania przez kupujących kanałem płatności są karty płatnicze Visa, Visa Electron, MasterCard i Maestro.
– Płatności kartowe zyskują na popularności i mają coraz większy udział w rynku. Oznacza to, że internauci lubią wygodnie płacić w Internecie, a dodatkowo mają coraz większą świadomość jak bardzo bezpieczny jest ten instrument płatniczy – oferowane jest w tym przypadku dodatkowe zabezpieczenie w postaci reklamacji chargeback – mówi Sylwia Bilska.
W ramach wspólnej oferty home.pl i PayU proponują firmom z sektora MŚP wyjątkowo korzystne warunki prowizyjne – zaledwie 1,7% od wartości transakcji – a także kompleksowe wsparcie przy wdrożeniu oraz transfer wiedzy i pomoc posprzedażową. Dodatkowo planowane są wspólne akcje edukacyjne i promocje. Już w listopadzie rozpocznie się pierwsza z nich.
Rozwiązania proponowane przez home.pl i PayU nie ograniczają się jedynie do sklepów internetowych. Oferta skierowana jest do znacznie szerszego grona odbiorców. Z powodzeniem skorzystać z niej mogą urzędy, szkoły oraz firmy usługowe, które chcą rozliczać się ze swoimi klientami przez Internet w szybki i bezpieczny sposób.
Sytuacja Polek na rynku pracy w opinii uczestniczek VII Kongresu Kobiet
Badanie TNS Polska na zlecenie Henkel Polska przeprowadzone podczas
VII Kongresu Kobiet pokazało, że sytuacja kobiet na rynku pracy jest niezadowalająca. Ponad 90 procent respondentek badania uważa, że kobiety mają trudniej niż mężczyźni, a trzy czwarte przyznaje, że spotkało się z sytuacjami nierównego traktowania kobiet w miejscu pracy. Jednocześnie respondentki dostrzegły, że są w Polsce grupy, którym jest jeszcze trudniej na rynku pracy niż kobietom. Są to między innymi osoby 50+ i ludzie młodzi.
Firma Henkel, która podczas VII Kongresu Kobiet, odbywającego się w dniach 11-12 września, dzieliła się z uczestniczkami przykładami praktyk służącymi wspieraniu karier kobiet, chciała także poznać opinie kobiet o ich sytuacji na rynku pracy. Na udział w ankiecie przeprowadzonej przez pracowników firmy badawczej TNS Polska zdecydowało się 507 uczestniczek wydarzenia. Były to osoby z różnych części Polski, w różnym wieku i o przeróżnych doświadczeniach.
Trudniej być kobietą
Jednym z najważniejszych wniosków płynących z badania jest to, że kobiety mają poczucie, że znajdują się w trudniejszej sytuacji na rynku pracy niż mężczyźni. Tak odpowiedziało dziewięć na dziesięć zapytanych (93%). Tylko 7% ankietowanych ocenia, że kobiety i mężczyźni mają porównywalną sytuację na rynku pracy, jeśli chodzi o wysokość wynagrodzenia, możliwość awansu itp. Jednocześnie połowa pań (52%) uważa, że w naszym kraju, ogólnie rzecz biorąc, lepiej jest być mężczyzną niż kobietą. Co więcej, częściej przekonane są o tym kobiety z wykształceniem wyższym.
Jak ocenia Pani sytuację kobiet na rynku pracy w porównaniu do mężczyzn, jeśli chodzi o wysokość wynagrodzenia, możliwości awansu itp.?
Tak negatywny ogląd rzeczywistości może mieć ścisły związek z osobistymi doświadczenia respondentek. Na pytanie „Czy spotkała się Pani z sytuacją nierównego traktowania kobiet w pracy?”, aż trzy czwarte ankietowanych (77%) odpowiedziało twierdząco. Przy czym częściej były to deklaracje oparte na własnych doświadczeniach (43%) niż na historiach usłyszanych od rodziny czy znajomych (34%) .
Mimo negatywnego oglądu rzeczywistości polskiego rynku pracy kobiety pozostają w dużej mierze optymistkami. Zdecydowana większość ankietowanych, choć widzi nierówności na rynku pracy, jeśli chodzi o sytuację kobiet i mężczyzn, to częściej jest przekonana o tym, że sytuacja kobiet w ciągu ostatniej dekady uległa poprawie (55%) i że będzie się dalej poprawiać w perspektywie 10-15 lat (64%).
Najtrudniej być 50+ lub młodym
Uczestniczki Kongresu Kobiet dostrzegają także problemy innych grup społecznych. Na pytanie, które grupy mają najtrudniej na rynku pracy, najwięcej wskazań (47%) dotyczyło osób w wieku 50+. Na drugim miejscu znaleźli się ludzie młodzi, będący na początku kariery zawodowej (40% wskazań), na kolejnym młode matki (29%), a dopiero na czwartym miejscu znalazły się ogólnie kobiety (25%).
Zadania dla pracodawców
W opinii kobiet najważniejszym krokiem dla pracodawców, którzy chcą stwarzać równe szanse realizacji zawodowej wszystkim swoim pracownikom, jest wyrównywanie szans kobiet i mężczyzn, jeśli chodzi o wynagrodzenia i ścieżkę zawodową (72%). W drugiej kolejności ważne jest, by firma zapewniała wszystkim pracownikom możliwość ciągłego rozwoju (40%) oraz by uwzględniała indywidualne możliwości osób w różnym wieku i z różnym stażem pracy (37%).
– Wyniki badania pokazują, że przedsiębiorstwa w Polsce mają nad czym pracować w kwestii wyrównywania szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy – komentuje Dorota Strosznajder, pełnomocnik ds. odpowiedzialności społecznej w Henkel Polska. – Cieszymy się, że Henkel dokłada swoją cegiełkę do tego procesu, aktywnie wdrażając politykę różnorodności pod względem płci, wieku i narodowości, realizując programy wspierania karier kobiet i młodych pracowników.
Realizacja polityki różnorodności w Henklu
Firma Henkel jest jednym z liderów zrównoważonego rozwoju. Przejawia się to między innymi odpowiedzialnymi i zrównoważonymi praktykami z dziedziny zarządzania organizacją i personelem. Firma stawia na prowadzenie przemyślanej polityki personalnej, której kluczowym elementem jest zarządzanie różnorodnością.
W zarządzaniu kwestiami różnorodności jednym z podstawowych wyzwań jest stworzenie równych szans rozwoju zawodowego kobiet. Inicjatywami mającymi na celu wspieranie karier kobiet w Henklu, są m.in. międzynarodowy program Women In Leadership czy program mentoringu koleżeńskiego realizowany w grupie kobiet menadżerek. Celem tego typu działań jest stałe zwiększanie udziału kobiet w kadrze zarządzającej.
Aby utrzymać w firmie najzdolniejszych młodych pracowników i przygotować ich do kolejnych zawodowych wyzwań, Henkel rozpoczął w połowie roku realizację programu You Grow. Kierowany jest on do grupy młodych pracowników, którzy otrzymali najwyższe noty w dorocznym procesie oceny wyników i potencjału. W specjalnym wielomiesięcznym programie edukacyjnym mają szansę nabyć nową wiedzę i rozwinąć zupełnie nowe umiejętności.
Firma dba o tworzenie środowiska pracy, które pozwala pracownikom lepiej zatroszczyć się o równowagę w życiu zawodowym i osobistym. Służą temu między innymi rozwiązania organizacyjne, takie jak elastyczny czas pracy, możliwość pracy z domu, praca w niepełnym wymiarze godzin czy tzw. job sharing. Rozwiązania te są promowane wśród kadry menadżerskiej w specjalnej kampanii o nazwie Work Life Flexibility Campaign. Firma wspiera także zaangażowanie społeczne i pasje sportowe pracowników, czym podkreśla swój szacunek dla ich zainteresowań, innych niż zawodowe.
Chiński okręt zmienia kurs

Chiny stabilniej, ale zmieniają kurs
Pomimo że odczyt chińskiego PKB za III kwartał 2015 r. wyniósł 6,9% (czyli najmniej od 6 lat), można powiedzieć, że sytuacja w Chinach nieco się ustabilizowała. Na takie postrzeganie wpływa m.in. pozytywna zmiana w dynamice sprzedaży detalicznej w Chinach. Warto zauważyć, że przełożyła się ona na poprawę sentymentu m.in. na niemieckiej giełdzie. Powód jest prosty – Niemcy produkują i eksportują do Chin bardzo dużo wysoko przetworzonych towarów. Korzystnej reakcji nie obserwowaliśmy natomiast w krajach, których głównym towarem eksportowym są surowce.
Głównym powodem jest fakt, że w chińskiej gospodarce następuje przełom. Kraj dąży do tego, żeby wzrost w dużo mniejszym stopniu opierał się na inwestycjach, a w większym – na konsumpcji. To sprawia, że Państwo Środka nie generuje już tak dużego jak w minionych latach popytu na surowce. Tę transformację potwierdzają także ostatnie, słabsze od oczekiwań, odczyty produkcji przemysłowej oraz inwestycji w rzeczowe aktywa trwałe.
Dobre nastroje na rynkach wschodzących podtrzymane
Coraz więcej wskazuje na to, że podwyżka stóp procentowych w USA odsunie się w czasie. W wyniku konsensusu „przesunięto” termin podwyżek z grudnia tego roku na I kwartał przyszłego. Ta informacja podtrzymała dobre nastroje ogólnie na emerging markets. W dłuższej perspektywie warto jednak do rynków wschodzących podejść selektywnie i skupić się na tych, które mają silne fundamenty i nie opierają się w dużym stopniu na eksporcie surowców. Do tej grupy zaliczają się m.in. Turcja, Indie i Meksyk. Na przeciwnym biegunie znajdują się kraje takie jak Rosja czy Brazylia. Im w dłuższym terminie ta informacja nie pomoże – muszą najpierw uporać się ze swoimi wewnętrznymi problemami.
Grupa Jaguar S.A. zatwierdziła emisję akcji z prawem poboru
Grupa Jaguar S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem nieruchomościami gruntowymi, budową domów oraz rewitalizacją kamienic, przeprowadzi emisję akcji z zachowaniem prawa poboru dla Akcjonariuszy. Emitent rozwija także nową działalność w zakresie pośrednictwa w obrocie nieruchomościami na rynku wtórnym.
Podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Grupy Jaguar S.A., które odbyło się w dniu 27.10.2015 r., podjęta została Uchwała w zakresie podwyższenia kapitału zakładowego Spółki w drodze emisji akcji serii D z zachowaniem prawa poboru dla jej dotychczasowych Akcjonariuszy. Kapitał zakładowy zostanie podniesiony z obecnej kwoty 121.382,30 zł do wysokości nie większej niż 728.293,80 zł poprzez emisję nie więcej niż 6.069.115 akcji serii D. Emisja akcji nowej serii odbędzie się z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych Akcjonariuszy Spółki w stosunku 1:5, a ich cena emisyjna wyniesie 0,10 zł za szt. Dzień ustalenia prawa poboru został wyznaczony na 23.11.2015 r.
„Podstawowym powodem emisji akcji jest chęć poprawy płynności obrotu. Zachowanie prawa poboru oraz cena emisyjna równa cenie nominalnej to ukłon w stronę naszych Akcjonariuszy. Przewidywane wpływy z emisji, jak łatwo policzyć, nie będą zbyt wielkie, bowiem wyniosą ok. 600 tys. zł, ale też nie to jest teraz jej celem. Warto nadmienić, że jest to pierwsza emisja akcji od czasów naszego debiutu na rynku NewConnect ponad 4 lata temu.” – komentuje Jacek Wieczorkowski, Członek Zarządu Spółki Grupa Jaguar S.A.
Spółka rozwija również nowy segment działalności, jakim jest pośrednictwo w obrocie nieruchomościami na rynku wtórnym, realizowane przez podmiot zależny – Jaguar Inwestycje Sp. z o.o. Emitent zbudował mocny zespół doświadczonych w branży nieruchomości pracowników i wykorzystuje zdobyty know-how oraz posiadane kontakty biznesowe. Dzięki rozszerzeniu działalności o obrót nieruchomościami na rynku wtórnym, Grupa Jaguar S.A. oferuje swoim klientom kompletną obsługę. Spółka ma zamiar konsolidować wyniki finansowe Jaguar Inwestycje Sp. z o.o., ponieważ przychody tego podmiotu są coraz wyższe.
„Ten nowy segment naszej działalności, tak do końca nie jest nowy. Od zawsze zwracali się do nas klienci po konsultacje i pomoc w sprzedaży swoich nieruchomości, a my to teraz po prostu sformalizowaliśmy. Chcemy rozwijać pośrednictwo w sprzedaży na rynku wtórnym i prawdopodobnie od przyszłego roku konsolidować przychody w Grupie Kapitałowej.” – dodaje Wieczorkowski.
Grupa Jaguar S.A. zakończyła 2014 r. zyskiem netto na poziomie 753 tys. zł przy przychodach sięgających 1.155 tys. zł. W pierwszej połowie br. Spółka przeprowadziła dwie emisje obligacji serii D oraz E, z których pozyskała łącznie ponad 2,2 mln zł.
Czy Trybunał Konstytucyjny obniży podatki?
Dzisiaj wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie kwoty wolnej od podatku. Zapowiadają się zmiany w ministerstwach. Gorsze dane z Wielkiej Brytanii i USA. W Rosji sięgają do rezerw na czarną godzinę.
Na rynki trafiła informacja o możliwym scenariuszu likwidacji Ministerstwa Skarbu. Miałoby ono zostać scalone z resortem gospodarki. Powodem takiego scenariusza jest chęć wstrzymania prywatyzacji oraz wydzielenia Ministerstwa Energetyki. Gdyby doszło do tych dwóch działań ilość obowiązków Ministerstwa Skarbu faktycznie by spadła. Z punktu widzenia rynków ważniejszy jest sygnał o wstrzymaniu dużych prywatyzacji.
O godzinie 10:30 powinniśmy poznać wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wysokości kwoty wolnej od podatku. Gdyby zgodnie ze skargą Rzecznika Praw Obywatelskich okazała się ona za niska, należałoby się spodziewać, że będzie ona musiała wzrosnąć. Oznaczać to będzie spadek wpływów z PIT. Nie jest to kwota, która zabije budżet, ale gdyby doszło do realizacji obietnic wyborczych jest to kolejna suma powiększająca deficyt budżetowy. Powiększający się deficyt powinien zniechęcać inwestorów zagranicznych, a tym samym osłabiać złotego.
Wczoraj o godzinie 10:30 poznaliśmy gorsze od oczekiwań dane na temat wzrostu gospodarczego w Wielkiej Brytanii. PKB w ujęciu rocznym rośnie o 2,3% czyli 0,1% mniej niż oczekiwali analitycy. Dane te spowodowały krótkotrwały impuls spadkowy dla funta. O godzinie 13:30 poznaliśmy zamówienia na dobra w USA. Wskaźnik bez środków trwałego użytku spełnił oczekiwania analityków, ale wersja bez środków transportu okazało się gorsza niż sądzono. Dużo gorzej wypadł również indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Był on niższy o 5,4 pkt od oczekiwań. Po tych danych widzieliśmy wstrzymanie ruchu na głównej parze walutowej i ponowne umacnianie się euro wobec dolara.
W Rosji z powodu przedłużających się problemów gospodarczych rozważane jest uruchomienie jednego z rezerwowych funduszy odkładanych na czarną godzinę. Powodem jest fakt, że obecny kryzys jest najgorszy od 1998 roku. W funduszu znajduje się obecnie około 75 mld dolarów. Powodem problemów finansowych są niskie ceny surowców energetycznych i konieczność łatania powiększającej się dziury budżetowej.
W nocy poznaliśmy słabsze od oczekiwań dane z Japonii na temat sprzedaży detalicznej. Inflacja w Australii spada. Poznaliśmy wskaźnik cen importu w Niemczech. W skali roku spadek wynosi 4% i jest o 0,5% wyższy od oczekiwań. Dzisiaj warto zwrócić uwagę na konferencje FED o godzinie 19:00.
EUR/PLN
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 28.07.2015 do 28.10.2015
Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2600, kurs kontynuuje wzrosty. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2900 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.
CHF/PLN

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9500 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8650, a następnie ostatnie minimum, czyli 3,8090.
USD/PLN

Kurs USD/PLN wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są trzymiesięczne maksima na 3,8850. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,6800.
GBP/PLN

Kurs GBP/PLN podążał jeszcze na początku miesiąca w trendzie spadkowym. Przed wyborami doszło do silnego wybicia i najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są obecnie maksima lokalne na 5,9300. W przypadku spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.
Będą płacić za zakup drukarek 3D
Norwegowie pracują nad rowerem składającym się w całości z drukowanych samodzielnie modułów. Student z Ameryki chce drukować buty na wysokim obcasie. Belgowie właśnie zaprezentowali prototyp biodegradowalnego zegarka wyprodukowanego dzięki technologii 3D. A Polacy? My wpadliśmy na pomysł, by pasjonatom druku 3D płacić za… zakup trójwymiarowej drukarki. O co w tym chodzi?
Możliwości, jakie dają drukarki 3D są praktycznie nieograniczone. Nie bez powodu co chwila słychać o nowych, innowacyjnych pomysłach wykorzystania tej technologii przy tworzeniu nie tylko kreatywnych, ale i użytecznych przedmiotów. Czasy, gdy trójwymiarowa drukarka, także ta do użytku w domu czy małym biurze, służyła co najwyżej do wyprodukowania prostych zabawek, akcesoriów kuchennych czy innych drobiazgów, minęły bezpowrotnie.
W trójwymiarowej rzeczywistości jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia, no i zasób portfela, bo zabawa z drukiem 3D nie należy do najtańszych. Chyba, że znajdziemy producenta, który będzie chciał płacić za zakup swojej drukarki 3D. Brzmi irracjonalnie? To z pozoru. Pomysłodawcy z firmy DEXER już zbierają pierwsze zamówienia na drukarki 3D, właśnie w takim modelu współpracy.
Zakup zwróci się po 2 latach
Im większa popularność drukarek 3D, tym większy popyt nie tylko na materiały wykorzystywane w tej technologii, ale także części niezbędne do wyprodukowania trójwymiarowego sprzętu. Jak się bowiem okazuje, drukarka 3D w aż 30 proc. składa się z części, które drukowane są właśnie na… drukarkach 3D! Właśnie z chęci sprawnego zaspokojenia tej potrzeby zrodził się pomysł producenta marki DEXER. Dzięki niemu zakup modelu DEXER 3D mini, drukarki o cenie rynkowej 3900 zł brutto, ma zwrócić się w ciągu 2 lat od zakupu. Wszystko to dzięki stałym zleceniom od producenta obejmującym drukowanie elementów łączeniowych, następnie wykorzystywanych do produkcji sprzętu 3D tej marki.
– To prosty model współpracy. Klient kupuje model DEXER 3D mini za 3900 zł, uzyskując od nas gwarancję składania zamówień na wydruk części o wartości 162,50 zł na miesiąc. Otrzymuje od nas kwotę w tej wysokości, a także wszelkie niezbędne materiały eksploatacyjne. Dzięki temu zakup drukarki DEXER 3d mini zwraca się po upływie 2 lat od zakupu – uzasadnia pomysł Piotr Trawa, dyrektor generalny marki DEXER.
Czy taki projekt na szansę powodzenia? Czy zwiększy zainteresowanie drukiem 3D także osób, dla których zakup trójwymiarowej drukarki dotąd był poza zasięgiem finansowym? Niewykluczone, bo pomysł zaproponowany przez DEXER przynosi obopólne korzyści. Dzięki niemu producent otrzymuje części niezbędne do produkcji drukarek 3D, z kolei jego klient budżet miesięczny stopniowo zmniejszający koszty zakupu oraz filament sprawiający, że oprócz marginalnych kosztów prądu, nie traci praktycznie nic. – W ciągu ostatnich kilku tygodni sprzedaliśmy 21 drukarek DEXER 3D mini, których nabywcy zdecydowali się na podjęcie współpracy w tym modelu. To naprawę dobry wynik, pozytywnie wróżący na przyszłość – podsumowuje Piotr Trawa.
Do jakiej drukarki dopłacają?
Dodajmy, że w ofercie DEXER są cztery modele drukarek 3D, w tym model DEXER mamuuth o największym polu roboczym (52x52x52 cm). Proponowany model współpracy dotyczy jednak tylko modelu mini. To drukarka typu plug&print o polu roboczym 16x16x16 cm oraz bezpiecznej, kompozytowej obudowie osłaniającej głowicę i pole robocze. Sprzęt pozwala na elastyczną zmianę najważniejszych parametrów podczas pracy, w tym prędkości druku i wentylatora, temperatury stołu i głowicy oraz rodzaju filamentu. Jego cena rynkowa wynosi 3900 zł.
Wraz ze wzrostem dostępności drukarek 3D, rośnie liczba interesujących projektów, które można samodzielnie wydrukować. W praktyce wystarczy trójwymiarowy szablon (stworzony samodzielnie lub pobrany z internetu), by architekt wydrukował model 3D prezentowanego wnętrza, osoba często podróżująca – uchwyt do smartfona, miłośnik modelarstwa – replikę zabytkowego samolotu, a zakochany małżonek – figurkę z podobizną żony. A jaki jest twój pomysł?
Napięcia w pracy przy urządzeniach elektroenergetycznych
Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana. Do wniosku, który jako pierwszy wysnuł Heraklit z Efezu, można także dojść, analizując całkowicie nam współczesne regulacje prawne dotyczące bezpieczeństwa pracy w energetyce. Ustawa Prawo energetyczne nowelizowana jest właściwie co roku. W ostatniej dekadzie dwukrotnie zmieniały się też przepisy regulujące kwestie konieczności okresowego odnawiania uzyskanych kwalifikacji energetycznych, a to nie wszystko.

Rozporządzenie Ministra Gospodarki z dnia 28 marca 2013 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy przy urządzeniach energetycznych również wprowadziło wiele zmian. Nic dziwnego, że prowadzący eksploatację urządzeń energetycznych czują się zdezorientowani.
Wykaz upoważnionych i uprawnionych to podstawa
W rozporządzeniu z 2013 r., w przeciwieństwie do wcześniej obowiązującego, znacznie ograniczono zapisy określające wymagania bezpieczeństwa dla poszczególnych rodzajów prac przy urządzeniach i instalacjach energetycznych. Jest w nim jednak nakaz, by prace eksploatacyjne prowadzić zgodnie z instrukcjami eksploatacji. Aktualizację tych instrukcji jest obowiązany zapewnić prowadzący eksploatację, czyli zajmujący się eksploatacją własnych lub powierzonych urządzeń energetycznych.
– Słyszymy wiele pytań na temat osób uprawnionych i upoważnionych, a w szczególności tego, czy i w jakich okolicznościach potrzebują polecenia wykonania prac – opowiada Grzegorz Brylonek, trener z Akademii EcoMS, która prowadzi otwarte szkolenia m.in. z zakresu aktualnych wymagań prawnych dotyczących prac przy urządzeniach elektroenergetycznych.
Rozporządzenie mówi bowiem, że „bez polecenia jest dozwolone prowadzenie przez osoby uprawnione i upoważnione prac eksploatacyjnych zawartych w instrukcjach eksploatacji” (§ 30 pkt 3). Firmy zgłaszające się do Akademii EcoMS często pytają, czy pracownik posiadający uprawnienia SEP nie potrzebuje już pisemnego pozwolenia wykonania prac, a także o to, kim jest osoba uprawniona i upoważniona.
– Prace eksploatacyjne muszą być prowadzone zgodnie z opracowaną instrukcją, wyłącznie przez osoby uprawnione, czyli posiadające kwalifikacje energetyczne i upoważnione, a więc wyznaczone przez prowadzącego eksploatację do wykonywania określonych czynności lub prac eksploatacyjnych. Jeżeli prowadzący eksploatację wyposaży uprawnionego pracownika w aktualne instrukcje eksploatacji i upoważni go do wykonywania określonych czynności lub prac eksploatacyjnych, to polecenie pracy jest już zbędne – wyjaśnia Grzegorz Brylonek. – Prowadzący eksploatację musi jednak pamiętać o konieczności prowadzenia wykazu osób upoważnionych – dodaje.
Informatyk jak elektryk?
Rozważając kwalifikacje, niemal automatycznie na myśl przychodzi osoba posiadająca wykształcenie elektryczne, która – by je otrzymać – zdała egzamin przed stosowną komisją kwalifikacyjną. Trudno wyobrazić sobie sytuację, by ktokolwiek inny miał nie tylko potrzebę, ale i wymóg zdobycia owych kwalifikacji. A jednak.
Sytuacje, gdy pracownicy działu IT wykonują prace w zakresie obsługi, konserwacji czy montażu urządzeń lub instalacji o napięciu nie wyższym niż 1 kV, nie są wcale rzadkie. A to oznacza, że powinni posiadać uprawnienia w grupie 1.: urządzenia, instalacje i sieci elektroenergetyczne wytwarzające, przetwarzające, przesyłające i zużywające energię elektryczną.
Z relacji uczestników szkoleń organizowanych przez Akademię EcoMS wynika, że ta kwestia budzi wiele – nomen omen – napięć, gdyż przekonanie do niej kierujących komórkami IT nie jest proste. Szefowie tych działów dość często uważają, że skoro nie zatrudniają elektryków, to temat kwalifikacji ich nie dotyczy.
Energia jest wszędzie
Sporo trudności nastręcza także pozornie prosty termin „urządzenie energetyczne”. Wiele osób mylnie wiąże go tylko z produkcją energii. Tymczasem w świetle rozporządzenia w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy przy urządzeniach energetycznych, urządzenia energetyczne to „urządzenia, instalacje i sieci, w rozumieniu przepisów prawa energetycznego, stosowane w technicznych procesach wytwarzania, przetwarzania, przesyłania, dystrybucji, magazynowania oraz użytkowania paliw lub energii”. A mowa o energii przetworzonej w dowolnej postaci. Nie ma zatem znaczenia, czy chodzi o transformator, linię kablową, rozdzielnię, maszynę, piec, sprężarkę, linię produkcyjną itd. Każde z tych urządzeń odbiera, przetwarza i zużywa energię: elektryczną, ciśnienie hydrauliczne, sprężone powietrze, gazy, wodę, parę wodną, płyny, chemię, podciśnienie itp.
– Połączenie problematyki technicznej z terminologią prawną sprawia, że mamy do czynienia z bardzo skomplikowanym tematem. Trenerzy Akademii EcoMS w trakcie zajęć przedstawiają aktualny stan prawny i rozwiewają mnóstwo wątpliwości, wskazując przykłady przydatne w codziennej pracy – deklaruje Grzegorz Brylonek.
Komentarz walutowy z 28.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Komentarz walutowy z 28.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
PKP szuka inwestorów, z którymi może zagospodarować swoje nieruchomości. Na razie prowadzi inwestycje handlowe, ale w przyszłości dominować ma mieszkaniówka
PKP poprzez swoją spółkę Xcity Investment szuka partnerów do inwestycji w nieruchomości. Zawiera z nimi spółki joint venture i zarabia na tym nawet trzykrotność wartości swojego wkładu. Na razie są to głównie centra handlowe, jednak w perspektywie kilkunastu lat większą rolę odgrywać będą biurowce i budynki mieszkalne.
Do PKP należy ponad 100 tys. nieruchomości w całym kraju. Są to zarówno małe działki czy budynki na dalekiej prowincji, jak i ogromne place czy obiekty w centrach największych polskich miast. Na razie należąca do kolei spółka Xcity Investment jest trakcie realizacji siedmiu projektów, m.in w Warszawie, Gdyni oraz Krakowie. W planach ma jednak kolejne kilkanaście.
– Udaje nam się uzyskać w tych projektach do trzykrotności wartości nieruchomości, którą wnosimy do tego typu projektów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Król, prezes zarządu Xcity Investment. – Natomiast model biznesowy jest następujący: my – tak jak teraz, gdy planujemy 15 nowych projektów – zapraszamy inwestorów do składania ofert i zachęcamy ich do tego, by przystąpili do postępowania. W ślad za tym wyłaniamy spośród oferentów podmioty, które oferują najlepsze warunki i podpisujemy umowę.
Xcity Investment zawiera spółki w formule joint venture, która – jak mówi Maciej Król – zapewnia PKP możliwość wykorzystania potencjału wnoszonych nieruchomości. Dodaje, że jego spółka współpracuje z bardzo różnymi inwestorami z bardzo różnym profilem i celem do osiągnięcia.
– Jest duża grupa inwestorów, która jest zainteresowana nabywaniem już funkcjonujących budynków, wybudowanych. Ale w tej chwili mamy do czynienia na polskim rynku z bardzo dużą grupą inwestorów i deweloperów, którzy są zorientowani na realizację praktycznie każdego formatu inwestycji. Na dzień dzisiejszy realizując zarówno małe obiekty handlowe w tych mniejszych miastach jak i duże projekty handlowe, biurowe czy mieszkaniowe.
Nieruchomości należące do PKP cieszą sie sporym zainteresowaniem dużej grupy potencjalnych inwestorów. Xcity Investment ocenia, że praktycznie każdy segment oferowanych nieruchomości jest dla kogoś atrakcyjny.
– Mamy do czynienia zarówno z inwestorami, którzy wywodzą się stricte z polskiego rynku, jak i z inwestorami, którzy wywodzą się z rynku zagranicznego rozmiar – informuje prezes zarządu Xcity Investment. – Jakkolwiek oczywiście te duże inwestycje, kapitałochłonne przeważnie powodują, że zdecydowanie większa aktywność jest po stronie inwestorów zagranicznych, którzy już dysponują dużymi portfelami nieruchomości, którzy są gotowi podejmować ryzyka.
Wiele kolejowych nieruchomości w naturalny sposób nadaje się do budowy centrów handlowych. Położone w centrach miast, połączone z dworcami, stacjami przesiadkowymi komunikacji miejskiej, pełne pasażerów, w naturalny sposób przyciągają klientów, o ktorych zabiegają wszelkiego typu handlowcy. Stąd wiele obecnie prowadzonych inwestycji ma charakter handlowy. Jednak potencjał działek i budynków posiadanych przez koleje jest znacznie większy.
– Pierwsze nasze projekty są to projekty stricte handlowe – zwraca uwagę prezes Maciej Król z Xcity Investment. – Przewiduję, że w najbliższym czasie coraz większą część naszych inwestycji będą stanowiły inwestycje biurowe oraz mieszkaniowe, prawdopodobnie największą w perspektywie kilku, kilkunastu lat. Nie wykluczam również, że w najbliższym czasie będziemy przygotowywać również projekty, które będą dotyczyły branży logistycznej, magazynowej.
Gekoplast inwestuje w produkcję. Firma chce zwiększyć skalę działania organicznie, ale nie wyklucza przejęcia innego producenta wyrobów z plastiku
Gekoplast finalizuje zakup nowej linii produkcyjnej dla swych zakładów i już myśli o kolejnych, które pozwolą mu zainwestować w nowe produkty. Producent płyt komórkowych i opakowań z nich zamierza rosnąć organicznie, ale w perspektywie kilku lat nie wyklucza też przejęcia spółki z branży.
– Jesteśmy teraz w trakcie zakupu kolejnej linii, będziemy analizować rynek w przyszłym roku i być może decydować o inwestycji w kolejne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Chełchowski prezes zarządu TFI Capital Partners, którego fundusz jest właścicielem ponad 77 proc. Gekoplastu. – Zamierzamy jeszcze zainwestować w kilka nowych produktów, w których na razie konkurencja czuje się dobrze, ale na skutek naszych inwestycji pewnie będzie im trochę trudniej.
Jak zaznacza, Gekoplast jest w pierwszej piątce europejskich graczy, jeśli chodzi o sektor płyt komórkowych i opakowań z tych płyt. W I półroczu jej przychody netto ze sprzedaży przekraczały 41 mln zł i były o ponad 3,5 mln wyższe niż w ubiegłym roku. Zysk netto Gekoplastu wzrósł w tym czasie o 13,7 proc. przekraczając 2,4 mln zł. Jak podkreśla Chełchowski, firma finansuje zakupy nowych linii produkcyjnych ze środków własnych.
– Biznes na tyle dobrze się rozwija i generuje wysokie nadwyżki gotówkowe, że możemy z wewnętrznych źródeł sfinansować program inwestycyjny i kupić kolejne linie – zapewnia.
Właściciele Gekoplastu, choć stawiają na wzrost organiczny, nie wykluczają także akwizycji, choć dopiero w perspektywie kilku lat.
– Planujemy raczej rozbudowę mocy produkcyjnych, osiąganie wyższej rentowności dzięki dźwigni, efektowi skali – mówi Chełchowski. – Musimy zwiększać skalę działalności i chyba nam się to będzie udawało, bo mamy duży zakład, możemy dostawiać kolejne linie bez konieczności budowy nowych hal.
Przewagą Gekoplastu w porównaniu z konkurentami z zagranicy są korzystne położenie – na Śląsku, niższe koszty pracy i większa elastyczność w dostosowaniu do indywidualnych potrzeb klienta.
– Od kilku lat obserwujemy przesuwanie działalności produkcyjnej z dojrzałej Europy południowej lub zachodniej do Europy Środkowej – mówi prezes TFI Capital Partners. – Z tego wynika, że klienci są bliżej, jest łatwiej zareagować, mamy dużo krótszych dostaw, gdzie z daleka nie dałoby się tak elastycznie współpracować.
Właściciele Gekoplastu zdają sobie jednak sprawę, że przewagi, jaką zapewniają polskim firmom relatywnie niskie płace na dłuższą metę utrzymać się nie da. Liczą więc na skutki czynionych inwestycji oraz na inne atuty jakie ma Polska w Europie.
– W Polsce jest jednak bardzo duża kultura techniczna, są wykształcone kadry i ta przewaga zdecydowanie działa – ocenia prezes Adam Chełchowski z TFI Capital Partners. – Wiem, że ona będzie na przestrzeni lat na pewno maleć, bo też musimy rok w rok podwyższać wynagrodzenia. Ale nie mamy też proporcjonalnego wzrostu zatrudnienia do wzrostu skali, jest jeszcze miejsce na dalsze optymalizacje.
Creamfinance Poland chce mieć 0,5 mln klientów na koniec 2016 roku. Pożyczkodawca szykuje się do wprowadzenia nowych produktów
Baza pożyczkobiorców spółki Creamfinance Poland wynosi obecnie około 200 tys. osób. Do końca przyszłego roku planowane jest powiększenie jej do pół miliona klientów. Ma to być możliwe dzięki wprowadzeniu do oferty nowych produktów. Zdaniem szefa firmy przyszłość rynku to wyższe kwoty pożyczek oraz dłuższy okres finansowania, co pozwoli konkurować z ofertą banków detalicznych. Wykorzystanie nowoczesnych systemów scoringowych ma skutkować lepszą oceną możliwości klientów.
– W tym momencie nasza baza klientów to około 200 tys. osób, co plasuje nas na końcu pierwszej piątki rynku internetowych pożyczek w Polsce. Celujemy w podwojenie obrotów, co będzie oznaczało zwiększenie liczby klientów do około 0,5 mln osób pod koniec roku 2016 – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Dąbrowski, dyrektor zarządzający Creamfinance Poland.
Spółka w ostatnich dwóch latach poniosła znaczne nakłady inwestycyjne, głownie na budowę systemu CRM. Aplikacja łączy w sobie cechy strony internetowej oraz programu do weryfikacji i oceny zdolności kredytowej klientów. W oparciu o silnik scoringowy prowadzone są także wewnętrzne operacje realizowane przez firmę Creamfinance Poland.
– Największe nakłady, zarówno jeśli chodzi o kwestie doskonalenia jakości portfela, jak i o technologię, ponosimy na doskonalenie silnika scoringowego. Przyszłością finansów konsumenckich są właśnie silniki scoringowe oparte na analizie big data, którą my również prowadzimy we własnym dziale analityki i IT – wyjaśnia Dąbrowski.
Creamfinance Poland pracuje także nad poszerzeniem swojej oferty produktowej. W opinii rozmówcy rynek w przyszłości będzie oczekiwał wyższych kwot pożyczek oraz dłuższego okresu finansowania. Środki pożyczane na okres 12 czy nawet 24 miesięcy wkrótce mają się stać realną alternatywą dla usług oferowanych przez banki detaliczne.
– Jestem przekonany, że firmy pożyczkowe operujące w internecie są w stanie zaproponować produkty konkurencyjne dla banków działających w sektorze subprime. To się już dzieje i to się będzie działo – podsumowuje dyrektor.
Grupa Creamfinance to międzynarodowy podmiot świadczący usługi w zakresie pożyczek internetowych. Spółka zatrudnia łącznie ponad 200 osób, z czego największe jest polskie przedstawicielstwo. Oprócz Polski grupa ma biura także w Austrii, Czechach, Gruzji oraz na Łotwie i Słowacji.
Biznes coraz bardziej zainteresowany Afryką. W Warszawie ruszyły pierwsze w Europie Środkowej biznesowe studia afrykanistyczne
W Warszawie uruchomiono pierwsze w Europie Środkowej studia podyplomowe przygotowujące do prowadzenia biznesu w Afryce. Ich program jest skonstruowany tak, by ułatwić przedsiębiorcom i menadżerom skuteczną realizację projektów biznesowych na tym kontynencie. Nowy kierunek to przygotowana we współpracy z Piotrem Voelkelem i Uniwersytetem SWPS inicjatywa Jana Kulczyka, który w Afryce widział ogromny potencjał i szansę dla Europy.
Nowy kierunek studiów podyplomowych „Africa: business and beyond” to pierwsza tego typu inicjatywa w Europie Środkowo-Wschodniej. Powstała dzięki zaangażowaniu Jana Kulczyka, ambasadora potencjału gospodarczego Afryki i największego polskiego inwestora prywatnego na tym kontynencie.
O tym, dlaczego Jan Kulczyk postanowił stworzyć studia o rynku afrykańskim, mówiła podczas inauguracji na Uniwersytecie SWPS jego córka, Dominika Kulczyk:
– Wierzył w Afrykę. Miał głębokie przekonanie, że przyszłość tego kontynentu będzie mieć ogromny wpływ na przyszłość Europy i reszty świata. Jeśli założymy, że ta teza może się zrealizować, to niezbędne jest stworzenie mostu pomiędzy Afryką a Europą, zrozumienie i wspólne działania. Do tego musimy jednak Afrykę poznać. Żeby poznać, trzeba się jej uczyć, trzeba dowiedzieć się wielu rzeczy, których nie wiemy – mówi agencji Newseria Dominika Kulczyk.
Unikatowy program nowego kierunku studiów podyplomowych tworzą politycy, przedsiębiorcy, ekonomiści i światowi liderzy oraz najlepsza kadra akademicka politologów, socjologów, psychologów i afrykanistów.
Uroczystą inaugurację studiów uświetnił wykład Horsta Köhlera, byłego prezydenta Niemiec i szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który jest także jednym z wykładowców studiów „Africa: business and beyond”. Mówił o potencjale współpracy gospodarczej z Afryką, a także o potrzebie edukacji również po stronie afrykańskiej. Jego zdaniem młodzi Afrykanie chcą się uczyć i przejmować inicjatywę, ale wiąże się z tym poważne wyzwanie.
– Chodzi o to, by młodzi z Afryki zrozumieli, że mają równe szanse, by się kształcić i pracować. Jeśli tak się stanie, region ten może być nowym motorem wzrostu i dobrym partnerem dla Europy. W ten sposób możemy zapewnić dobrą koniunkturę na obu kontynentach. Musimy jednak poświęcić młodym ludziom dużo uwagi i pomóc im rozwijać talenty – mówi Horst Köhler.
Afryka ma szanse stać się motorem wzrostu światowej gospodarki i jednym z kluczowych partnerów biznesowych dla Europy.
– Afryka jest drugim na świecie najszybciej urbanizującym się kontynentem, notującym nieprzerwanie wysoką dynamikę wzrostu. Ogromny potencjał gospodarczy, demograficzny i jeszcze lepsze prognozy rozwoju przyciągają inwestorów z całego świata. Kluczem do dobrej, obopólnie korzystnej współpracy jest zrozumienie uwarunkowań biznesowych, kulturowych i politycznych tego kontynentu. Studia „Africa: business and beyond” to projekt o wymiarze międzynarodowym, oferujący dostęp do unikalnej wiedzy popartej doświadczeniami wykładowców o najwyższej renomie – podkreśla Sebastian Kulczyk, prezes Kulczyk Investments i przewodniczący Rady Inwestorów w Afryce.
Na zacieśnieniu wzajemnych stosunków zyskać mogą obie strony. W tym celu konieczne jest jednak zrozumienie dzielących je różnic kulturowych oraz dokonanie inwestycji w rozwój potencjału, który drzemie w młodym społeczeństwie afrykańskim.
– Afryka to zaniedbany teren. On kiedyś, w PRL, był nam bliższy, szczególnie Afryka Północna, ale potem priorytety się zmieniły. Zaczęliśmy się zajmować bezpieczeństwem, NATO, USA, UE i trochę straciliśmy Afrykę z pola widzenia, myślę, że ze stratą dla nas samych. Dziś pierwszą barierą jest brak wiedzy polskich przedsiębiorców na temat tego, co tam się dzieje, jaki tam jest potencjał, jakie pieniądze tam można zarobić. Drugą jest obawa przed niestabilnością. Po trzecie, to rzeczywiście nie jest łatwy rynek, tam trzeba trochę popracować – ocenia Aleksander Kwaśniewski, który również należy do kadry wykładowców nowego kierunku.
Na osiągnięcie sukcesu w Afryce szanse mają przedstawiciele wielu polskich branż. W afrykańskim biznesie odnaleźć się mogą firmy zarówno z tradycyjnych sektorów, jak infrastruktura, energetyka czy produkcja nawozów sztucznych, jak i z nowoczesnych technologii, przede wszystkim telekomunikacyjnych.
– Afryka to niezwykle młode społeczeństwo, które lubi wszelkie nowe gadżety i się nimi posługuje. To nie tylko nowoczesny sprzęt, lecz także programy, czyli hardware i software. Myślę, że jest tam dużo miejsca dla wielu pomysłów z nowoczesnej technologii – podsumowuje Kwaśniewski.
Trwające dwa semestry studia podyplomowe będą przygotowywać przedsiębiorców i menadżerów do skutecznej realizacji projektów biznesowych w Afryce. Program studiów będzie dotyczyć głównie regionu Afryki Subsaharyjskiej, ale będzie rozszerzany zgodnie z potrzebami studiujących osób. Podejmowane będą m.in. tematy finansowania, oceny ryzyka, prawodawstwa czy uwarunkowań politycznych i kulturowych, których zrozumienie jest niezbędne do ekspansji na rynki afrykańskie. Studia skierowane są przede wszystkim do osób mających już doświadczenie biznesowe lub menadżerskie.
– Jesteśmy zainteresowani ludźmi, którzy mają doświadczenie biznesowe w Polsce i w innych regionach świata i zamierzają podjąć kontakty z Afryką. Są to ludzie wykształceni, doświadczeni, mający już sukcesy biznesowe, ale w innych częściach świata. Chcemy im przybliżyć Afrykę. Muszą oni zetknąć się z wiedzą interdyscyplinarną. Nie wystarczy tylko poznanie kwestii biznesowych, oni muszą się nauczyć np. psychologii różnic kulturowych – mówi prof. Andrzej Eliasz, rektor Uniwersytetu SWPS.
Uroczysta inauguracja studiów „Africa: business and beyond” odbyła się 24 października w siedzibie Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Merytorycznym partnerem studiów jest Uniwersytet Stellenbosch, ośrodek akademicki z RPA oraz Rada Inwestorów w Afryce, powołana w 2014 roku z inicjatywy Jana Kulczyka i zrzeszająca największe polskie firmy inwestujące na tym kontynencie.
PKP dysponuje 100 tys. nieruchomości. Lokalizacje przy węzłach komunikacyjnych w dużych i mniejszych miastach atrakcyjne dla inwestorów
Grunty i nieruchomości zlokalizowane w pobliżu dworców kolejowych i innych węzłów komunikacyjnych cieszą się dużym zainteresowaniem inwestorów. Tym bardziej że zwykle są to bardzo atrakcyjne lokalizacje w centrach miast. Coraz częściej inwestorzy łączą funkcję biurowe lub handlowe z komunikacyjnymi, dlatego posiadane przez PKP tereny cieszą się zainteresowaniem deweloperów. Spółka Xcity Investment, która zajmuje się projektami deweloperskimi PKP, chce ich zrealizować ponad 40 do 2018 roku.
– Z mojej perspektywy dla większości inwestycji jest jeden klucz, zresztą parafrazując angielskie sformułowanie, czyli lokalizacją. Ona jest najważniejsza dla projektu i my ją zapewniamy – mówi agencji Newseria Maciej Król, prezes zarządu Xcity Investment.
PKP SA jest właściciele, 100 tys. nieruchomości w Polsce. Wśród nich są nie tylko dworce i tereny przy liniach kolejowych, lecz także atrakcyjne lokalizacje w centrach miast. Xcity Investment, która z ramienia PKP odpowiada za projekty deweloperskie i współpracę z inwestorami, chce wykorzystać potencjał tych terenów.
– Są to bardzo różne miejsca, różne miasta, zarówno mniejsze, jak i większe. Kluczową kwestią jest wykorzystanie potencjału wynikającego m.in. z lokalizacji w pobliżu stacji kolejowych – mówi Król.
Potencjał ten starają się wykorzystywać deweloperzy z wszystkich segmentów rynku nieruchomości. Takich terenów w centrach miast poszukują deweloperzy na powierzchnie biurowe i handlowe. Jak podkreślają przedstawiciele Polskiej Rady Centrów Handlowych, dworce kolejowe, autobusowe czy stacje metra stanowią skupiska dużej grupy potencjalnych klientów, dlatego coraz częściej centra handlowe będą powstawać w pobliżu takich węzłów komunikacyjnych. Przykłady takich inwestycji są m.in. w Katowicach, Krakowie czy Warszawie.
Jak podkreśla Maciej Król, lokalizacja decyduje o zainteresowaniu inwestorów, nawet jeśli dany rynek jest już nasycony.
– To bardzo konkurencyjny, trudny rynek, w szczególności przy obecnej koniunkturze, jakkolwiek równocześnie posiadający bardzo duży potencjał. Na rynku biurowym mamy przesyt projektów biurowych i nadpodaż powierzchni. Z drugiej strony jest ta tendencja z całą pewnością w dłuższej perspektywie się odwróci. Mamy też do czynienia z sytuacją, w której w wielu miastach, w szczególności większych, jest już pewne nasycenie powierzchniami handlowymi – mówi Król.
Xcity Investment – powołana na początku 2015 roku – realizuje dziś siedem projektów, a kolejne są na etapie rokowań. Inwestycje, nad którymi pracuje – o łącznej powierzchni ponad 400 ha, będą prowadzone zarówno w dużych miastach, jak Warszawa i Katowice, jak i w mniejszych – Elbląg, Kłodzko, Koło, Koszalin, Bielsko-Białą czy Skarżysko-Kamienna. Spółka analizuje ponad 100 kolejnych potencjalnych lokalizacji.
– Nie mamy sytuacji, w której możemy zastosować jeden konkretny model zabudowy nieruchomości, kopiować go z miasta do miasta, każdorazowo wymaga to szczegółowej analizy – tłumaczy Maciej Król.
Sposób realizacji danego projektu zależy w głównej mierze od inwestora. Jak podkreśla Król, rolą spółki Xcity Investment jest stworzenie odpowiednich możliwości, które uczynią konkretne przedsięwzięcie wykonalnym.
– I to, co jest też bardzo istotne w całym schemacie, to współpraca z władzami lokalnymi, które w dużym stopniu determinują sposób wykorzystania danej nieruchomości – dodaje Król.
Codziennie jest zgłaszanych 0,5 mln informacji o naruszeniu bezpieczeństwa w sieci. Rosnąca liczba urządzeń zachętą dla przestępców
Zespół CERT Polska co dziennie otrzymuje średnio 500 tys. alertów o naruszeniu bezpieczeństwa w sieci. Aktywność cyberprzestępców rośnie, bo i potencjalnych ofiar w sieci dynamicznie przybywa. Działania przestępców dotyczą nie tylko osób indywidualnych, ale także firm. W tym przypadku odpowiednio zaplanowany atak może powodować wielomilionowe straty i skutkować całkowitym zatrzymaniem pracy w firmie.
Zajmujący się m.in. badaniem zagrożeniami i cyberatakami zespół CERT Polska, odnotowuje dziennie średnio około 500 tys. alertów, czyli informacji o naruszeniu warunków bezpieczeństwa w polskiej sieci. Liczba ostrzeżeń stale się zwiększa.
– Ona rośnie tak jak rośnie liczba użytkowników czy liczba urządzeń podłączonych do sieci. Czym więcej korzystamy z internetu, czym więcej rzeczy robimy w internecie, tym na więcej zagrożeń jesteśmy narażeni – mówi agencji Newseria Przemysław Jaroszewski, specjalista ds. bezpieczeństwa w CERT Polska/NASK.
Ekspert zwraca uwagę na najgroźniejszy rodzaj ataków określanych mianem APT – są to działania cyberprzestępców, którzy koncentrują się na określonej ofierze. Poświęcają najpierw czas, by przyjrzeć się jej nawykom, dowiedzieć się o niej jak najwięcej i za pomocą tych informacji przeprowadzić atak. Zwykle przeprowadzają go w bardzo precyzyjny sposób, tak aby wyrządzić ofierze jak największe szkody.
– Natomiast najpopularniejsze są ataki na przeciętnego użytkownika, czyli tzw. ślepe ataki. Np. rozsyłane są załączniki w spamie tylko po to, żeby zarazić komputer i zobaczyć, co się stanie dalej – czy uda się wykraść hasła do bankowości elektronicznej czy „tylko” do serwisów społecznościowych – wyjaśnia Jaroszewski.
Coraz większym problemem stają się ataki na urządzenia mobilne. Do tej pory ten rodzaj zagrożenia traktowano jedynie jako teoretyczny problem, dlatego też ich użytkownicy nie przykładali uwagi do kwestii cyberbezpieczeństwa. Jednak wraz z rozwojem kolejnych funkcjonalności i aplikacji na smartfony i tablety, zainteresowanie przestępców skierowało się w stronę mobile.
– Może to nie są miliony incydentów, jednak kwestia ta zaczyna być przez nas postrzegana jako poważny problem. Nawet, jeśli liczymy te ataki w dziesiątkach, to i tak jest to istotna kwestia – podkreśla ekspert CERT Polska.
W zależności od tego, w kogo uderzają cyberprzestępcy, różna jest skala ewentualnych strat.
– W przypadku przeciętnych użytkowników domowych straty, jeżeli w ogóle są, to albo się przejawiają w zupełnie minimalnych kwotach, np. wzrost rachunku za prąd, bo ktoś używa naszego komputera bez naszej wiedzy, albo to są straty na poziomie kilku tysięcy, bo ktoś wykradł hasła do bankowości – wyjaśnia Jaroszewski.
Na znacznie większe ryzyko narażone są firmy. Zagrożenie dotyczy m.in. utraty wrażliwych danych, co może oznaczać straty wizerunkowe. Umiejętnie przeprowadzony atak może spowodować utratę pieniędzy, lecz także paraliż przedsiębiorstwa, np. wstrzymanie produkcji czy sprzedaży. Choć tego typu incydenty nie zdarzają się bardzo często, to jednak ich skutki mogą być bardzo dotkliwe i kosztować wiele milionów złotych.
– Innym przykładem ataków, które powodują milionowe straty, są ataki połączone z socjotechniką – kiedy ktoś nakłania kogoś do przelania pieniędzy na podstawione konto. Taki atak również wykorzystuje złośliwe oprogramowanie. Cyberprzestępca musiał wcześniej zapoznać się z tym, kto jest kontrahentami danej firmy, jakie umowy są zawierane, jak wyglądają faktury – podkreśla Jaroszewski..
Zespół CERT Polska funkcjonuje w ramach w struktury Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej(NASK). Do jego najważniejszych zadań należy rejestrowanie i obsługa zdarzeń naruszających bezpieczeństwo sieci, a także aktywne działanie w przypadku pojawienia się bezpośredniego zagrożenia dla użytkowników internetu.
W Polsce marnuje się około 9 mln ton jedzenia rocznie, z tego 2 mln w gospodarstwach domowych
Około 9 mln ton żywności każdego roku trafia na wysypiska śmieci. Ponad 6 mln ton marnuje się w procesie produkcji, a za wyrzucanie 2 mln ton odpowiadają konsumenci. Przyznaje się do tego 60 proc. społeczeństwa. Eksperci podkreślają, że dużo żywności wyrzucana jest przez dzieci w szkołach – robi to trzech na czterech uczniów. Skala marnotrawstwa może być ograniczona przez mądre planowanie zakupów, odpowiednie przechowywanie produktów i przygotowywanie posiłków.
– Jeżeli mówimy o szkole i dzieciach, to podstawową kwestią jest zarówno sposób przygotowania kanapek, jak i sposób podania – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Borowski, prezes zarządu Federacji Polskich Banków Żywności (FPBŻ). – Warto pomyśleć o pudełku do pakowania śniadania. Jeżeli kanapka jest wrzucona w woreczku między książki, to gdy dziecko wyjmuje ją po trzech lekcjach, to często nadaje się ona już tylko do wyrzucenia.
Inna kwestia to wielkość porcji podawanych dzieciom na stołówkach.
– Osoba, która wydaje posiłki powinna każdego dziecka się zapytać, czy chce dużą, czy też małą porcję. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia – wskazuje Marek Borowski.
Jak wynika z badania Millward Brown SMG/KRC na zlecenie FPBŻ do wyrzucania jedzenia przyznaje się w Polsce 60 proc. społeczeństwa. W Polsce na wysypiska śmieci trafia ogółem 9 mln ton żywności rocznie. Przedsiębiorstwa i sektor produkcji odpowiadają za blisko 6,6 mln ton, a gospodarstwa domowe – za ponad 2 mln ton (0,35 mln pochodzi z innych źródeł). Sytuuje to Polskę na piątej pozycji – za Wielką Brytanią, Niemcami, Francją i Holandią, wśród państw marnujących jedzenie w Unii Europejskiej.
– Jako osoby dorosłe możemy podjąć szereg działań, które ograniczą skalę marnowania żywności – twierdzi Marek Borowski. – Podstawą wszystkiego jest planowanie i liczenie. Jeżeli wybieramy się na zakupy, sprawdźmy, co mamy z poszczególnych produktów, zastanówmy się, jakie posiłki chcemy przygotowywać i czego potrzebujemy.
Nie powinniśmy też chodzić na zakupy głodni, bo zwykle w takiej sytuacji kupujemy więcej, niż potrzebujemy.
Bardzo istotny jest także sposób przechowywania produktów w domu. Niektóre rzeczy mogą leżeć w szafce, inne nadają się jedynie do lodówki. Trzeba zwracać więc uwagę na etykiety, które zawierają informację o tym, jakie są optymalne temperatury przechowywania.
– To wszystko jest wiedza, wydawać by się mogło, banalna – przyznaje Marek Borowski. – Jednak z naszych badań często wynika, że Polacy, którzy robią zakupy czy prowadzą gospodarstwa domowe nie do końca zdają sobie sprawę jak lodówka jest skonstruowana. Okazuje się, że zdecydowana większość nie wie, na której półce powinny leżeć poszczególne kategorie. A wydawałoby się, że jest to bardzo proste.
Konsumenci powinni zwracać także uwagę na wielkość porcji, które przygotowują. Np. jeżeli jest to posiłek składający się z dwóch dań, porcje powinny być mniejsze.
– Jest wiele racjonalnych zasad, których powinniśmy przestrzegać, żeby nie marnować żywności, tak naprawdę wystarczy trochę logicznie się nad tym zastanowić – podkreśla prezes FPBŻ. – Zebraliśmy je stronach banków żywności Niemarnuje.pl.
16 października co roku obchodzony jest Światowy Dzień Żywności ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Jego zadaniem jest pogłębienie wiedzy o globalnych problemach żywnościowych i wzmocnienie poczucia solidarności w walce z głodem, niedożywieniem i ubóstwem w różnych regionach Ziemi. Zmniejszenie do 2030 roku o połowę marnotrawstwa żywności w ramach zrównoważonej produkcji i konsumpcji jest jednym z celów rozwojowych ONZ. W tym roku Federacja skupiła się na problemie marnowania jedzenia przez dzieci w szkołach.
Kandydaci zaczynają rządzić na rynku pracy. Wynagrodzenia mogą rosnąć o 7–8 proc. rocznie
Co trzecia firma w Polsce ma problem z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników. To więcej niż średnia UE. Wchodzące na rynek pracy nowe pokolenie ma przy tym znacznie wyższe aspiracje i wymagania, inaczej podchodzi do motywacji i zaangażowania. Zmiany na rynku pracy mogą się przyczynić do wzrostu dynamiki płac o nawet 7–8 proc. rocznie. Będzie to możliwe, o ile rozwój gospodarczy utrzyma się choćby na dotychczasowym poziomie.
– Zaczynamy wchodzić w rynek kandydata zasadniczo w każdym możliwym obszarze kompetencyjnym – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Wierzbicki, dyrektor w firmie doradztwa personalnego Michael Page. – Dotyczy to zarówno finansów, HR, sprzedaży i marketingu, a od dawna już IT. Dziś procesy te nabierają tempa.
W latach 2005–2006, gdy firma Michael Page rozpoczynała działalność w Polsce, krajowy rynek pracy także należał do kandydatów. Firmy rekrutacyjne poszukiwały zmotywowanych pracowników, gotowych do zmiany miejsca zatrudnienia. W kolejnych kryzysowych latach role się odwróciły. Headhunterzy dzwonili do klientów, żeby polecać swoje usługi, a kandydaci musieli wykazać się dużą dozą pokory i mieli problemy ze znalezieniem odpowiedniej pracy. W latach 2011–2014 na rynku pracy utrzymywała się równowaga, a dziś powoli rynek przejmują kandydaci.
– 32 proc. polskich przedsiębiorstw ma problemy z pozyskiwaniem utalentowanych pracowników, to dużo więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu, gdy byliśmy mniej więcej na poziomie 20–25 proc., czyli takim jak średnia europejska – podkreśla Wierzbicki. – To znaczy, że emigracja dzisiaj, gdy gospodarka nabiera tempa, zaczyna rzeczywiście doskwierać przedsiębiorstwom.
Jak wynika z globalnej ankiety firmy Michael Page „Barometr rynku HR”, w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy 48 proc. osób zajmujących się sprawami pracowniczymi spodziewa się wzrostu zatrudnienia, a blisko co trzecia organizacja (27 proc.) zwiększyła budżet przeznaczony na rekrutację.
– Brak wykwalifikowanych pracowników będzie wyzwaniem nie tylko dla firm rekrutacyjnych i przedsiębiorstw, lecz także dla całego społeczeństwa i rządu – uważa Paweł Wierzbicki. – Obecne bezrobocie jest w okolicach 10 proc. i braki kadrowe oznaczają, że nie ma równości między tym, czego oczekują przedsiębiorstwa, a tym, co oferuje rynek pracy. W najbliższych miesiącach oczekujemy intensyfikacji tego zjawiska.
Będzie ono wyzwaniem o tyle trudnym, że młode wchodzące obecnie na rynek pracy pokolenie ma nieco inne oczekiwania niż poprzednie generacje.
– To pokolenie w odmienny sposób podchodzi do zaangażowania i motywacji. Jeśli do tego dojdzie przekonanie, że na rynku pracy rządzi kandydat, to przyznam szczerze, będzie sporo wyzwań dla wszystkich, żeby tym skutecznie zarządzać – wskazuje Paweł Wierzbicki.
Jak podkreśla, sytuacja na rynku pracy może spowodować, że w kolejnych latach wynagrodzenia będą rosły znacznie szybciej niż dzisiaj.
– Wcale bym się nie zdziwił, gdyby pensje rosły w tempie 7–8 proc. rocznie, co przy takim rynku pracy jest bardzo możliwe – przekonuje Paweł Wierzbicki. – W zasadzie wszystkie przedsiębiorstwa i wszędzie, łącznie z produkcją, zgłaszają popyt na pracowników. Taka skala podwyżek jest jednak możliwa, pod warunkiem że gospodarka utrzyma tempo rozwoju.
Kupujesz mieszkanie? Poznaj swoje prawa!
Już tylko dwa miesiące zostały na zakup mieszkania przy niższym, 10-procentowym wkładzie własnym. Tymczasem tylko we wrześniu budżet rządowego programu Mieszkanie dla Młodych zmniejszył się o blisko 94 mln zł. Pośpiech może się nie opłacić, dlatego dowiedz się, jak prześwietlić dewelopera i bezpiecznie kupić mieszkanie.

W obronie twoich interesów
Zakup mieszkania to jedna z najpoważniejszych decyzji w życiu, dlatego pośpiech może się nie opłacić. Dobrą wiadomością jest obecność ustawy deweloperskiej, która chroni interesy kupujących. Na czym polega?
Dawniej umowy przedstawiane klientowi przez różnych deweloperów mogły się znacznie różnić. Można było odnieść nieprzyjemne wrażenie, że to firma budowlana dyktuje warunki i nie pozostaje nic innego, jak tylko się dostosować.
– Wprowadzenie ustawy deweloperskiej spowodowało ujednolicenie rynku, a w rezultacie także solidną ochronę praw klienta – mówi Tomasz Wilczek, dyrektor generalny RED Real Estate Development. – Deweloper jest zobowiązany do dostarczenia wyczerpującej informacji o prowadzonej inwestycji, co powinno rozwiać zakupowe wątpliwości. Z kolei klient otrzymuje pewność, że inwestycja zostanie zrealizowana lub otrzyma zwrot pieniędzy.
Zmiany na dobre
Ustawa deweloperska sprawiła, że zakup mieszkania stał się bezpieczniejszy. Oto cztery najważniejsze zmiany:
- Deweloper zakłada odrębne rachunki powiernicze dla każdej inwestycji. Rachunki znajdują się pod kontrolą banków, a pieniądze trafiają do dewelopera dopiero wtedy, gdy zakończone zostały kolejne etapy budowy.
- Przygotowuje dla klienta prospekt z załącznikami dotyczącymi firmy oraz inwestycji. Klient dowiaduje się m.in., jakie inwestycje deweloper zrealizował do tej pory i jaki jest stan przygotowań do aktualnej (czy firma posiada pozwolenie na budowę, kiedy ją zacznie i zakończy).
- Określa sposób finansowania inwestycji: jaki jest wkład własny, jaką część stanowi kredyt banku. To ważne, bo może powiedzieć dużo o zaufaniu do dewelopera. Jeśli buduje w całości za swoje, to znaczy, że jest pewny realizacji. Jeśli z kredytu, ryzyka też nie ma, ponieważ bank prześwietla firmę wzdłuż i wszerz i jeśli przyznaje finansowanie, to uznaje firmę za solidną (taki deweloper jeszcze nigdy nie upadł).
- Deweloper ma też obowiązek informować o perspektywach rozwoju okolicy. Klient dowie się więc, czy coś powstanie w jego okolicy.
Klarowne zasady sprawiły, że klienci są spokojniejsi podczas zakupu mieszkania. Jego oczekiwania muszą być zapisane w umowie i zostać dotrzymane. Zdaniem Teresy Witkowskiej dyrektora sprzedaży Alpha Park, zmiany działają w obie strony. – Sam fakt pójścia do notariusza powoduje wzmocnienie poczucia, że nasza decyzja jest dobra. To także pozytywnie wpływa na relacje pomiędzy deweloperem a klientem – mówi.
Sprawdź dewelopera
Kupujący muszą pamiętać, że ustawa chroni interesy klienta w przypadku inwestycji, które rozpoczęły się po 29 kwietnia 2012 r. Inwestycje zaczęte wcześniej jej nie podlegają, więc deweloperowi wolno więcej. Dlatego warto na własną rękę sprawdzić dewelopera. Jak to zrobić?
- Warto zapytać w Polskim Związku Firm Deweloperskich o jego reputację.
- Sprawdzić do tej pory zrealizowane inwestycje, np. na stronie internetowej firmy. Im będzie ich więcej, tym lepiej.
- Porozmawiać z mieszkańcami dotychczas zrealizowanych inwestycji lub wcześniejszych etapów tej aktualnej: zapytać o jakość i terminowość prac.
- Przyjrzeć się inwestycji, jej architekturze budynków, przestrzeni wspólnej, zieleni, placom zabaw itp.
- Upewnić się, czy ma prawa do gruntu, na którym buduje. Znając numer księgi wieczystej można to zrobić przez stronę internetową http://ekw.ms.gov.pl.
- Sprawdzić w Biurze Informacji Gospodarczej InfoMonitor, czy firma nie jest zadłużona.
Co ciekawe, klienci indywidualni bardzo rzadko sprawdzają wiarygodność finansową dewelopera. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że osoby prywatne tylko kilkanaście razy złożyły zapytania o rzetelność firmy budowlanej. Tymczasem w sumie takich zapytań są tysiące, tyle że składają je partnerzy deweloperów.
– Klienci powinni korzystać z wszelkich możliwych narzędzi prześwietlania wiarygodności dewelopera. Dzięki temu pozbędą się wątpliwości, a przy okazji mogą zyskać pewność, że kupują solidne mieszkanie na lata – mówi Roma Peczyńska, marketing manager Red Park.
Nasza świadomość rośnie
Ostatnie dane z rynku nieruchomości pokazują, że optymizm zakupowy Polaków przybiera na sile. Pierwsze półrocze 2015 było rekordowe od czasów sprzed kryzysu. Deweloperzy rozpoczęli w tym czasie budowę 34 tys. mieszkań, tj. o 4 tys. więcej niż w analogicznym okresie 2008 roku. Klienci mają zatem największy od kilku lat wybór. Czy zdają sobie przy tym sprawę z przysługujących im praw i zmian, jakie przyniosła ustawa deweloperska?
– Z własnego doświadczenia wiemy, że klienci są bardziej świadomi i wymagający niż zaledwie kilka lat temu. A nawet jeśli nie wykazują zainteresowania gruntownym prześwietleniem dewelopera, to ustawa chroni ich niezależnie. Za jej sprawą, a także przez rosnącą konkurencję, firmy deweloperskie przygotowują najlepszą możliwą ofertę i zabiegają o klienta. W ich interesie jest, aby klient był zadowolony i otrzymał to, o czym przez całe życie marzy – mówi Ewa Piechota, marketing manager Nowej Papierni.
Który gadżet w aucie jest najważniejszy?
Z badania przeprowadzonego wśród polskich kierowców flotowych przez LeasePlan wynika, że najpotrzebniejszym i najchętniej widzianym gadżetem na pokładzie samochodu jest… radio. Kierowcy nie potrafią też jednoznacznie wskazać – co jest dla nich ważniejsze -samochód czy telefon komórkowy.
Nie lubimy jeździć w ciszy, taki wniosek płynie z badania kierowców. Prawie co czwarty przebadany przez TNS kierowca za najbardziej potrzebny gadżet w aucie uznał radio (23%)! Trochę mniej wskazało porty połączeniowe USB lub bluetooth (15%), które przede wszystkim służą możliwości ładowania urządzeń mobilnych, ale także pozwalają na odtwarzanie muzyki (podcastów, audiobooków itp.) w czasie jazdy!
Na kolejnych miejscach zestawienia znalazły się nawigacja (14%) i systemy wspomagania parkowania (12%). Tempomat czy podgrzewane siedzenia najwyraźniej nie robią już wrażenia na kierowcach, a na pewno nie są postrzegane jako niezbędne w aucie gadżety.
W ramach przeprowadzonego badania zapytano też kierowców o to, czy ważniejszy jest dla nich samochód czy telefon komórkowy? Zaledwie 3% badanych wskazało, że ważniejszy jest telefon. Samochód wybrało 45% ankietowanych. Ale największa była grupa niezdecydowanych. Na to niezwykle trudne pytanie – auto czy komórka? – „nie wiem” odpowiedziało aż 46% kierowców.
Praca dla miłośników słodyczy!
Czy praca może być słodka? Na to pytanie odpowiadamy: TAK. Właśnie taką oferuje agencja zatrudnienia Manpower, która prowadzi rekrutację pracowników dla firmy Mondelēz International, światowego lidera w branży przekąsek. Na chętnych czeka 300 miejsc pracy w 5 zakładach produkcyjnych, w całym kraju.
Warszawa, 27 października 2015 r. – Zatrudnione za pośrednictwem Manpower osoby będą wykonywały pracę na stanowiskach pracowników produkcji u jednego z największych pracodawców w branży spożywczej. Mondelēz International to światowy lider w produkcji czekolady, ciastek, gum do żucia, cukierków oraz napojów. Za nazwą firmy kryje się wiele znanych i lubianych przez Polaków i Europejczyków marek, takich jak np. Milka, Prince Polo czy Oreo i belVita. Do obowiązków zatrudnionych należeć będzie pomoc przy produkcji i pakowaniu słodyczy przeznaczonych do sprzedaży.
– Na zainteresowanych naszą ofertą czeka praca w przyjaznej atmosferze i możliwość zdobycia doświadczenia zawodowego u znanego producenta słodyczy, – komentuje Przemysław Markiewicz, Menedżer z agencji zatrudnienia Manpower. – Elastyczny czas pracy pozwala na pogodzenie jej z innymi obowiązkami. Jest też wygodny dla tych, którzy szukają dodatkowego źródła finansów, jak np. uczniów lub studentów. Do udziału w procesie rekrutacyjnym zapraszamy nie tylko osoby, które mają już doświadczenie w pracy na produkcji, ale chętnie spotkamy się również z tymi, którzy chcą zdobyć wiedzę i umiejętności potrzebne w tym sektorze. Praca dla jednego z liderów branży, ma znaczenie dla wielu kandydatów, poszukujących sprawdzonego i prestiżowego pracodawcy, którego mogą obdarzyć zaufaniem, – dodaje przedstawiciel Manpower.
Osoby starające się o pracę powinny być dyspozycyjne i posiadać książeczkę ważnych badań sanitarno-epidemiologicznych. Ważne jest również zaangażowanie w wykonywane obowiązki. Praca przebiega w systemie trzyzmianowym, z dwiema półgodzinnymi przerwami w trakcie trwania każdej zmiany. Formą zatrudnienia będzie umowa o pracę tymczasową zawarta z agencją Manpower. Co ważne, osoby, które przepracują w firmie 3-miesiące jako Pracownik Tymczasowy oraz otrzymają pozytywną rekomendację ze strony przełożonego, mają szansę zostać zatrudnionym przez Mondelēz International.
– W Polsce mamy siedem zakładów produkcyjnych o łącznej powierzchni 250.000 m2, w których zatrudniamy 2700 osób, – komentuje Waldemar Sławiński, Kierownik Personalny w Mondelēz International. – Wraz ze wzrostem konsumpcji przekąsek, wciąż poszukujemy nowych pracowników. Osoby pracujące w naszych fabrykach mają dużo możliwości rozwoju. Każdy zatrudniony dostaje od nas pakiet wprowadzający i szkoleniowy, niezbędny do wykonywania powierzonych obowiązków. Zgrany zespół sprawia natomiast, że praca jest nie tylko ambitna, ale i przyjemna. To głównie dzięki temu, że potrafimy łączyć zalety pracy w dużej firmie z przyjazną atmosferą, która jest ważna dla pracowników. Prócz rozwoju i atmosfery jest też możliwość spróbowania naszych przekąsek czekoladowych, a nawet można zostać ich testerem, – dodaje Sławiński.
Prowadzony przez Manpower proces rekrutacji dla Mondelēz International dotyczy zatrudnienia pracowników w zakładach znajdujących się w Jankowicach koło Poznania, Bielanach Wrocławskich, Cieszynie i Skarbimierzu. Oferta kierowana jest zarówno do mieszkańców miejscowości, w których mieszczą się fabryki, jak i miast leżących w ich bliższych oraz nieco dalszych okolicach. Do zakładów można dojechać komunikacją podmiejską, a do lokalizacji, do których ciężko dojechać firma zapewnia transport. Każdy zainteresowany pracą może wziąć udział w rekrutacji, aplikując przez stronę www.manpower.pl/mondelez, na której znajdują się też numery telefonów kontaktowych, pod którymi można uzyskać więcej informacji o zatrudnieniu. Szukając pracy warto korzystać z ofert doświadczonych agencji zatrudnienia, takich jak Manpower. Współpracując z pracodawcami z różnych branż, agencja zatrudnienia Manpower udziela dostępu do wielu ofert pracy, tym samym ułatwiając zainteresowanym jej szybsze znalezienie.
Główne zagrożenia bezpieczeństwa IT dla firm
Eksperci Flowmon Networks zwracają uwagę na technologie oraz trendy, które mają i będą miały w najbliższym czasie znaczący wpływ na bezpieczeństwo firm.
1) Internet Rzeczy (Internet of Things – IoT) – wzrost popularności urządzeń w ramach Internetu Rzeczy zwiększa możliwości cyberprzestępców. W najbliższym czasie coraz więcej urządzeń nas otaczających będzie miało swój dostęp do firmowej czy domowej sieci i baz danych. To będzie wymagało nowego podejścia do kwestii zarządzania bezpieczeństwem, które powinno uwzględnić dodatkowe samodzielne urządzenia, w tym na przykład nowoczesne samochody floty firmowej, które będą pojawiały się w infrastrukturze organizacji. Szczególnie, że wielu producentó1)w wprowadzających do powszechnego użytku ideę i gotowe rozwiązania IoT nie zapewnia wystarczających zabezpieczeń, co może doprowadzić do powstania nowego zjawiska „Botnetu rzeczy“. Efektem tego mogą być nowe ataki DDoS wykorzystujące nie tylko komputery, ale właśnie dotychczas niespotykane urządzenia, jak lodówki, domowe centra rozrywki czy nawet samochody.
„Internet Rzeczy to trend, który będzie się cały czas rozwijał, niestety jak to często z nowościami bywa, technologia wyprzedza zabezpieczenia. Ponieważ na początku nowe produkty są teoretycznie bardziej podatne na ataki, dlatego ważny jest monitoring ruchu sieciowego oraz behawioralna analiza sieci. Dzięki nim administratorzy wykryją atak sieciowy, anomalie i inne zagrożenia, które mogą umknąć tradycyjnym zabezpieczeniom.” – mówi Dariusz Jarecki, Country Manager Poland, Flowmon Networks.
„IoT wymaga zmiany podejścia do zarządzania hostami i identyfikacją użytkowników. Stale rośnie liczba urządzeń podłączonych do sieci, które mogą stać się obiektem ataków ukierunkowanych na „rzeczy“, a nie na ludzi. To powoduje wzrost znaczenia systemów do monitoringu i analizy behawioralnej ruchu sieciowego w podejściu do bezpieczeństwa IT. Wszelkie anomalie w zachowaniu urządzeń powinny być jak najszybciej wychwycone.“ – dodaje Klaudyna Busza, Senior Presales Engineer, Flowmon Networks.
2) BYOD (Bring Your Own Deviece) – jednym z głównych zagrożeń mobilnych
Dla administratorów sieci i specjalistów bezpieczeństwa jednym z największych wyzwań jest trend BYOD. Mobilne urządzenia wykorzystywane do pracy często są najsłabszym ogniwem systemów bezpieczeństwa IT i łatwym wejściem do danych firmowych chętnie wykorzystywanym przez cyberprzestępców. Ostatnie doniesienie medialne wskazują na słaby stan bezpieczeństwa urządzeń z systemem Android. Według badania przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu w Cambridge, 87 proc. urządzeń z Androidem jest podatnych na ataki. Przy liczbie blisko 19 milionów smartfonów używanych przez Polaków, z czego 65 % wyposażonych w ten właśnie system i prawie 7 milionów tabletów (wg Raportu Polska jest Mobi 2015) daje to wyobrażenie o skali zagrożenia, która może zaniepokoić niejednego administratora sieci czy specjalistę bezpieczeństwa IT.
To są powody, dla których warto wdrażać odpowiednie polityki bezpieczeństwa w firmie i wybierać rozwiązania umożliwiające zarządzanie urządzeniami mobilnymi w sieci. „W tym przypadku pomocny może być właśnie odpowiedni monitoring ruchu sieciowego z dodatkowymi funkcjami, które pozwalają na automatyczne alerty wskazujące na anomalie lub dziwne zachowania użytkowników i umożliwiają szybką reakcję, na przykład zablokowanie danego urządzenia czy użytkownika w sieci. – dodaje Klaudyna Busza.
3) Zagrożeni coraz mniejsi – konieczność ponoszenia coraz większych inwestycji w bezpieczeństwo IT także przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Duże firmy dotychczas częściej były celem ataków, ale to zaczyna się zmieniać. Rośnie ilość i jakość zabezpieczeń systemów IT i mimo że cyberprzestępcy stosują coraz bardziej wyrafinowane metody to także systemy zabezpieczeń rozwijają się odpowiadając na nowe zagrożenia. Często okazuje się, że łatwiejszym „łupem” mogą być mniejsze firmy, które mają słabsze i często przestarzałe zabezpieczenia.
Cyberprzestępcy rozwijają swoje techniki, stosują socjotechnikę, kradzieże tożsamości, rozbudowane ataki APT czy lawinowe DDoS-y. Im mniejszy w firmie budżet na ochronę IT, tym może ona łatwiej paść ofiarą cyberataku.„Dobrym wsparciem dla tradycyjnego systemu bezpieczeństwa IT jest bieżący monitoring ruchu sieciowego, który już w najprostszej swojej formie pozwala administratorom sieci wyłapać anomalie i skuteczniej przeciwdziałać prawdziwym zagrożeniom.” – dodaje Darek Jarecki.
4) Ataki DDoS – stale zagrożeniem dla firm
Ataki DDoS (Distributed Denial of Service – odmowa dostępu do usługi) są znane od ponad dekady, a mimo to większość organizacji nie jest przygotowana do walki z nimi. Ze względu na ich destrukcyjny charakter i względną łatwość wpływania na sieć, ataki DDoS stały się szczególnie niepokojącym narzędziem cyberprzestępców. W wyniku takich ataków, przedsiębiorstwa, firmy telekomunikacyjne i administracja centralna zmagają się ze stratami finansowymi, utratą reputacji oraz zagrożeniem bezpieczeństwa IT.
„Wiele raportów wskazuje na stały wzrost liczby ataków DDoS. Ponadto, nie tylko częstotliwość, ale także skala tych ataków rośnie szybciej, niż możliwości organizacji do ich przyjęcia. Obecnie można „kupić” atak DDoS już za kilka dolarów i w konsekwencji sparaliżować dane przedsiębiorstwo na jakiś czas. W najbliższej przyszłości będzie rosło znaczenie skutecznego wykrywania i łagodzenia ataków DDoS szczególnie dla biznesów opartych na aplikacjach. Należy podkreślić, że jesteśmy dopiero na początku tego typu „cyberwojen”. Dostawcy usług internetowych i operatorzy odegrają w nich kluczową rolę. Ochrona własnej sieci i skuteczne oczyszczanie z ataków DDoS są jednymi z głównych wyzwań dla nich, gdyż jest to najefektywniejszy sposób na zachowanie bezpieczeństwa ich klientów. Dlatego spodziewam się, że w najbliższych latach będą bardziej skoncentrowani na skutecznej walce z atakami DDoS.” –podkreśla Klaudyna Busza.
5) Defensywne podejście nie wystarczy. Proaktywność wyznacza nową erę bezpieczeństwa cybernetycznego.
W ostatnim raporcie Gartnera o trendach technologicznych w 2016 r. stwierdzono, że „złożoność cyfrowego biznesu i algorytmicznej gospodarki, w połączeniu z rozwijającym się „przemysłem hackerskim” znacznie zwiększa zakres zagrożenia dla organizacji. Poleganie na ochronie styku sieci firmowej z internetem i polityce bezpieczeństwa jest niewystarczające. Odpowiedzialni za bezpieczeństwo IT muszą skupić się na wykrywaniu i reagowaniu na zagrożenia, tak samo jak na bardziej tradycyjnych blokadach i innych środkach w celu zapobiegania atakom”. Innymi słowy podejście reaktywne musi być zastąpione przez aktywną obronę środowiska IT. Nieznane zagrożenia, ataki DDoS czy typu zero-day są dla specjalistów IT ich codzienną rzeczywistością. Do walki ze współczesnymi zagrożeniami cybernetycznymi, analitycy firmy Gartner zalecają firmom wdrażanie analiz zachowania sieci, rozwiązania zapewniające jej administratorom szczegółową wiedzę o ruchu sieci. Wszystko po to, aby aktywnie identyfikować niebezpieczne zdarzenia i zachowania, które są niewykrywalne za pomocą innych technik.
„Zespoły bezpieczeństwa IT muszą szybko dowiedzieć się, jak wzmocnić swoje środowisko i jak aktywnie walczyć ze współczesnymi zagrożeniami. Jedną z najbardziej skutecznych odpowiedzi na to wyzwanie jest wdrożenie zaawansowanych rozwiązań do monitorowania sieci wyposażonych w technologię NBA. Kiedy wiesz dokładnie w każdym momencie co, jak, kiedy i dlaczego dzieje się w Twojej sieci oraz wiesz co jest normalne, a co nie; to możesz aktywnie zarządzać bezpieczeństwem swojego środowiska IT i wykrywać anomalia oraz inne niepożądane działania. Systemy NBA wykorzystują zaawansowane algorytmy sztucznej inteligencji do analizy przepływu danych w poszukiwaniu nieprawidłowości i identyfikowania nieznanych lub specyficznych zagrożeń, które są niewykrywalne przez inne narzędzia. Rozwiązania NBA są już stosowane w dużych przedsiębiorstwach. Spodziewam się ich dalszego rozprzestrzeniania w sektorze MŚP, ponieważ stają się niemalże niezbędne, a także ich obecna cena jest bardziej przystępna dla mniejszych podmiotów ” –mówi Darek Jarecki.
Kto zarobi na Wszystkich Świętych w 2015?
95% Polaków odwiedzi w tym roku groby bliskich w okresie Wszystkich Świętych – wynika z badania PAYBACK Opinion Poll (POP). 3/4 pytanych na udekorowanie grobów przeznaczy kwotę do 100 zł. W 2015 34% respondentów deklaruje, że ograniczy wydatki ze względu na częste zjawisko kradzieży na cmentarzach. To o 18% więcej niż w 2014. Wciąż dużym zainteresowaniem w Polsce cieszy się Halloween.
Jak wynika z tegorocznego badania PAYBACK Opinion Poll (POP), podobnie jak poprzednich latach większość (95%) Polaków planuje wybrać się na cmentarz w okresie Wszystkich Świętych. 74% osób biorących udział w ankiecie deklaruje, że groby bliskich odwiedzi 1 listopada. Pozostali zrobią to tuż przed (3%) lub zaraz po (18%) Dniu Wszystkich Świętych.
Gdzie po znicze, gdzie po kwiaty?
Odwiedzanie grobów to również ich dekorowanie. W tym roku ¾ zapytanych Polaków kupi znicze wydając na nie kwotę do 100 zł. Co dziesiąty wyda więcej. Oprócz tradycyjnych lampionów, 65% planuje także zakup kwiatów, wydając – podobnie jak na znicze – 100 zł. Dla 82% respondentów będą to wydatki takiego samego rzędu jak rok temu, a dla co dziesiątego mniejsze niż 12 miesięcy temu. Pieniądze na znicze i kwiaty pochodzić będą głównie z bieżącego budżetu domowego (94%), 5% ma na ten cel odłożone oszczędności.
79% pytanych największe zakupy planuje zrobić przed 1 listopada. Z wyprzedzeniem kupowane są przede wszystkim znicze (65%). Ankietowani najczęściej kupią je w hiper- lub supermarketach (64%), rzadziej w na przycmentarnych stoiskach (18%). Odwrotna tendencja jest w przypadku kwiatów. Te częściej nabywane są na straganach obok cmentarzy (39%) niż hiper- lub supermarketach (26%). Co czwarty badany po kwiaty uda się do kwiaciarni.
Na cmentarz autem lub autobusem
By odwiedzić groby bliskich, 62% respondentów wyjedzie w okresie Wszystkich Świętych poza miejsce zamieszkania. Najczęściej w podróż wybiorą się samochodem (72%). Co piąty pytany, by dotrzeć na cmentarz skorzysta z komunikacji zbiorowej – autobusu, tramwaju bądź pociągu
Plaga cmentarnych kradzieży
Z badania PAYBACK Opinion Poll wynika, że ze zjawiskiem kradzieży na cmentarzu zetknął się co drugi Polak. Przykre doświadczenia mają wpływ na decyzje o wydatkach. W 2015 ponad 34% pytanych deklaruje, że ze względu na częste zjawisko kradzieży na cmentarzach, wyda mniej na zakup zniczy i kwiatów niż w 2014. To o 18% więcej, w stosunku do ubiegłorocznej ankiety POP.
Halloween 2015 – z dziećmi lub przyjaciółmi
W tym roku 75% pytanych przez PAYBACK Polaków planuje obchodzić Halloween. 63% badanych przyznaje, że ich udział w zabawie ogranicza się do asystowania dzieciom – pilnowania ich lub pomocy w przygotowaniu przebrania. To o 33% więcej niż 12 miesięcy temu. W 2015 co dziesiąty pytany planuje spędzić halloweenową zabawę w gronie rodzinnym, w 2014 było to 37%. W tym roku spadło również zainteresowanie spotkaniami w towarzystwie przyjaciół i znajomych – 25% w 2015, wobec 31% rok temu.
Na tegoroczne Halloween 70% respondentów deklaruje, że samodzielnie przygotuje kostiumy. W 2014 własnoręcznie zrobione przebranie planował nałożyć co drugi ankietowany. W tym roku halloweenowe zabawy najczęściej organizowane będą w domu (60%). Rok temu, chęć udziału w prywatce deklarowało 44% badanych. Takim samym zainteresowaniem jak w ubiegłe Halloween cieszą się imprezy zorganizowane. Udział w nich deklaruje 1/5 zapytanych przez PAYBACK Polaków.
Jest praca dla młodych! 40 studentów i absolwentów zatrudniono na stałe po letnich praktykach w Nestlé
Pracę po zakończeniu 3-miesięcznej letniej płatnej praktyki w Nestlé zaproponowano w centrali firmy w Warszawie aż 22 osobom. Młodzież wesprze m.in. działy sprzedaży, marketingu, Customer Service, księgowości, kontrolingu czy HR. Oferty pracy otrzymali także praktykanci w oddziałach firmy w Kaliszu, Nowej Wsi Wrocławskiej, Namysłowie, Kargowej i Rzeszowie. Łącznie w całym kraju po praktykach zatrudniono aż 40 z 74 studentów i absolwentów.
Kalisz, Rzeszów, Namysłów, Kargowa, Nałęczów, Warszawa, Nowa Wieś Wrocławska – w tych lokalizacjach przez trzy letnie miesiące studenci i absolwenci zdobywali doświadczenie zawodowe, poznawali warunki pracy w międzynarodowej korporacji oraz sprawdzali czy taka ścieżka kariery to droga właśnie dla nich. Spośród ponad 4000 aplikacji, po rozmowach rekrutacyjnych, w których wzięło udział ponad 400 kandydatów, ostatecznie na praktyki przyjęto74 osoby w całym kraju. Aż 40 z nich otrzymało po praktykach stałe oferty pracy.
Praktyki Nestlé w Polsce obywają się w ramach dwóch programów: BIP – Business Internship Program, czyli praktyki w biurach oraz TEDP – Technology Engineering Development Program, czyli praktyki techniczne w fabrykach firmy w całej Polsce. BIP oferuje szansę zdobycia doświadczenia przede wszystkim w centrali firmy w Warszawie, a także w biurach w Kaliszu i Nowej Wsi Wrocławskiej, w dziedzinach takich jak np. marketing, sprzedaż, HR czy IT. W tym roku program objął 39 praktykantów. TEDP natomiast to program dla inżynierów. W tym roku skorzystało z niego 35 osób – najwięcej w fabryce Winiar w Kaliszu, fabryce karmy dla zwierząt w Nowej Wsi Wrocławskiej oraz w fabryce lodów w Namysłowie. Praktykanci szkolili się w dziedzinach takich jak technologia i produkcja, zapewnienie jakości, inżynieria przemysłowa, wdrożenie i rozwój nowych produktów. Jak wyglądały tegoroczne praktyki, opowiada 22-letni Maks.

Pieczywo Schulstad wypiekane będzie w nowej piekarni
Lantmannen Unibake, jeden z największych producentów pieczywa, wybuduje główną piekarnię w Nowej Soli. Działy Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych oraz Doradztwa Budowlanego firmy CBRE zostały zaangażowane w proces poszukiwania i zakupu terenu na potrzeby inwestycji oraz proces projektowania, uzyskiwania decyzji administracyjnych dla planowanej inwestycji oraz nadzoru realizacji obiektu.
Lantmannen Unibake w Polsce jest znany z pieczywa produkowanego pod marką Schulstad i jest obecny na krajowym rynku od początku lat 90. Obecnie produkcja odbywa się w dwóch piekarniach – w Poznaniu oraz Nieporęcie, gdzie działa łącznie 7 linii produkcyjnych. Powstająca w Nowej Soli piekarnia będzie głównym obiektem dostarczającym wyroby na potrzeby rynku polskiego oraz części państw Europy Zachodniej, Zatrudnienie w nowo powstającej inwestycji znajdzie około 100 osób, zdolności produkcyjne to około 200 ton pieczywa dziennie.
Michał Żelazek, Starszy Negocjator, Dział Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych, CBRE komentuje:
„Przeprowadzenie projektu budowy piekarni wymaga dużego doświadczenia oraz zapewnienia wsparcia merytorycznego oraz technicznego na każdym etapie projektu, a także zrozumienia wymagań. W procesie wsparcia Lantmannen kluczowe było spełnienie takich warunków jak: stopień przygotowania terenu inwestycyjnego, proaktywne podejście władz lokalnych mające na celu przyciągnięcie inwestycji do regionu oraz możliwość uzyskania pozwolenia na budowę piekarni w jak najkrótszym czasie. Gratulujemy Prezydentowi Nowej Soli – p. Wadimowi Tyszkiewiczowi – zwycięskiej rywalizacji z pozostałymi lokalizacjami. Dziękujemy jednocześnie za udaną współpracę wszystkim stronom zaangażowanym w proces ulokowania inwestycji w Nowej Soli, w tym Urzędowi Miejskiemu w Nowej Soli, Centrum Obsługi Inwestorów i Eksporterów działającym w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubuskiego, Starostwu Powiatowemu w Nowej Soli. Decyzja o wybudowaniu piekarni w Nowej Soli to potwierdzenie rosnącego potencjału województwa lubuskiego, inwestycja będzie również miała wpływ na wzrost zatrudnienia w regionie.”
Jonathan Steer, Starszy Dyrektor Działu Doradztwa Technicznego. CBRE, dodaje:
„Główną ideą firmy Lantmannen jest „From field to fork” czyli szczególna dbałość o jakość na każdym etapie produkcji, tak by produkt końcowy spełniał wszystkie wymagania klientów. Ta idea zgodna jest z działalnością firmy CBRE, dla której dostarczanie korzyści na każdym etapie współpracy jest podstawą budowania relacji z klientami. W przypadku współpracy z firmą Lantmannen byliśmy zaangażowani na każdym etapie projektu – od poszukiwania idealnej lokalizacji, doradztwa w wyborze gruntu po przez proces projektowania po opiekę techniczną projektu. Współpraca ta zaowocowała nie tylko nowym projektem dla klienta ale projektem który w skali regionu przyczynia się do jego rozwoju.”
Zarabiają przez Internet i świetnie sobie radzą!
Życie w ciepłych krajach bez szefa nad głową? Dlaczego nie! Setki Polaków zdecydowały się na zastąpienie kiepsko płatnego etatu małym biznesem internetowym. I świetnie na tym wychodzą.

– Koszty otwarcia sklepu były marginalne. W końcu dziś zarówno za zrobienie sklepu w sieci, jak i jego promocję płaci się abonamentem, a nie jednorazowo. Największym problemem wydawało się być zatowarowanie, dlatego na początek postawiliśmy wyłącznie na ubrania, które u konkurencji sprzedawały się najlepiej i pozwalały na osiągnięcie największej marży. Z kilkunastu tysięcy złotych pożyczonych od rodziców kupiliśmy pierwsze ubrania, sami zrobiliśmy zdjęcia (z Moniką jako modelką) i zaczęliśmy sprzedaż – wspomina Paweł. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jeszcze przed pierwszym Bożym Narodzeniem – w szczycie sezonu – mieli tyle zamówień, że konieczne było zatrudnienie pomocy na dodatkowy etat, a i tak każda wysłana paczka oznaczała od kilkudziesięciu do nawet ponad 200 złotych zysku. Było to więcej niż wcześniej zarabiali wspólnie przez cały dzień.
Dotarli do odbiorców, których ignorowali ich szefowie
– Historie, takie jak Moniki i Pawła, słyszę każdego tygodnia – mówi Marcin Kosedowski, autor kursu Profit Sites Academy, który pokazuje jak krok po kroku założyć i wypromować własny, internetowy biznes. – Setki firm przegapiają szansę, jaką jest sprzedaż internetowa. To normalne, że pracownicy widzący skostniałe podejście szefa, biorą sprawy w swoje ręce, zaczynają działać samodzielnie i – co najważniejsze – doskonale na tym wychodzą – dodaje. Z perspektywy fotela prezesa nie widać bowiem niuansów, które codziennie zauważa pracownik mający kontakt z klientami czy dostawcami. Tymczasem nierzadko wystarczy drobna zmiana, np. możliwość złożenia zamówienia e-mailem czy zmniejszenie kwoty minimalnego zamówienia, aby dotrzeć do zupełnie nowej grupy odbiorców.
Właśnie kwota minimalnego zamówienia stała za pomysłem Piotra. Piotr całymi miesiącami musiał odmawiać przyjęcia zamówień od potencjalnych klientów firmy sprzedającej materiały dentystyczne, w której pracował. Problemem była minimalna wielkość zamówienia. – Większość dentystów nie potrzebowała tak dużych opakowań, jakie oferowaliśmy lub wyrzucała znaczną część przeterminowanych materiałów. Wystarczyło otworzyć pudełka i sprzedawać materiały w mniejszych porcjach, jednak szef z niezrozumiałych dla mnie powodów nie chciał tego zrobić – mówi Piotr. – Po kilkunastu próbach dałem sobie spokój z przekonywaniem go do tego pomysłu. Sam, po godzinach, otworzyłem sklep z nową ofertą i – za zgodą szefa – skontaktowałem się z mniejszymi klientami. Zyskali na tym wszyscy. Klienci w końcu mogli złożyć zamówienie zgodne z potrzebami, firma zyskała nowy rynek, a Piotr – sowite premie miesięczne za powiększenie sprzedaży.
Ciepłe kraje zamiast nudnego biura? „Teraz nikt mi nie zabroni!”
– Mimo oczywistych skojarzeń, zarabianie przez Internet nie musi wiązać się z handlem. Istnieje wiele prawie darmowych sposobów na wykorzystanie sieci do wypromowania nawet niszowych usług, na które nie dałoby się pozyskać klientów w żaden inny sposób. Często wystarczy wiedza co zrobić, by prostą stronę WWW z ofertą zmienić w prywatnego przedstawiciela handlowego e-biznesmenów, dzielnie pracującego na trzy zmiany – tłumaczy Marcin Kosedowski.
Pamiętajmy, że z Internetu korzysta około 20 milionów Polaków. Przy takiej liczbie internautów, zyskujemy szanse na znalezienie klienta nawet na najbardziej niszową usługę. Jeśli dodatkowo postanowimy wyjść na rynek zagraniczny, dostajemy niewyobrażalną liczbę ponad dwóch miliardów osób, które mogą chcieć skorzystać z naszych usług, często płacąc za to zachodnie stawki.
– Przez 10 lat pracowałem jako administrator baz danych i mimo zarobków kilkukrotnie wyższych od średniej krajowej, byłem już pewien, że to nie to. Monotonna, męcząca praca, zarząd podejmujący absurdalne decyzje, ciągłe życie pod telefonem i – co najbardziej irytujące – konieczność pojawiania się w firmie, chociaż to samo mógłbym robić z domu. Teraz nikt mi nie zabroni pracować z miejsca, w którym mam ochotę przebywać! – 34-letni Adam jednym tchem wymienia powody, dla których zrezygnował z pracy etatowej i zajął się prowadzeniem konsultacji przez Internet.
Pierwszy krok jest łatwiejszy niż się wydaje
– Zaczynałem powoli, udzielając po pracy płatnych porad przez Skype. Następnie przygotowałem stronę www z ofertą, korzystając z darmowego narzędzia i rozesłałem adres do znajomych z branży. Większość z nich po kilku tygodniach lub miesiącach natknęła się w swojej pracy na problem, którego nie potrafili rozwiązać. Skorzystanie z moich porad okazało się dla ich firm wybawieniem, więc chętnie płacili tyle, ile wcześniej zarabiałem przez tydzień – mówi Adam. Później poszło szybko – klienci zaczęli wracać do Adama i polecać go znajomym. Po roku mógł wreszcie rzucić pracę, mając takie zapotrzebowanie na konsultacje, że jego zarobki przekroczyły wynagrodzenie z etatu. – I najważniejsze: w końcu mogłem przenieść się do Tajlandii na czas jesieni i zimy – kwituje Adam.
Samodzielny rząd większościowy
Odpowiedzialność za gospodarkę i Polskę pierwszy raz w historii bierze jedna partia. Na rynkach widać niepokój, ale daleko jeszcze do paniki. Powodem do zaniepokojenia jest to, że nawet najdziwniejsze pomysły nie muszą być z nikim konsultowane, gdyż prezydent wywodzi się ze zwycięskiego obozu.
Znamy ostateczne wyniki wyborów. Zgodnie z pierwszymi wynikami do sejmu nie weszła żadna z partii lewicowych. Progu wyborczego nie złamał również KORWiN. W efekcie PiS jako pierwsza partia w Polsce po 1989 roku ma dość głosów, by utworzyć samodzielnie rząd większościowy. Rynki przewidywały taki scenariusz, gdyż po pierwszych wynikach był on bardzo prawdopodobny, w rezultacie nie reagowały już na dane finalne.
Rozpoczyna się wysłuchiwanie kandydatów na najważniejsze funkcje w państwie co mają do powiedzenia na gospodarcze tematy. Jedną z najważniejszych wypowiedzi z wczoraj było stwierdzenie Piotra Glińskiego, którego wielu analityków typuje na wicepremiera. Stwierdził on, że nie można za bardzo obciążać banków przewalutowaniem kredytów walutowych gdyż będą one i tak obłożone podatkiem bankowym. Jest to z pewnością dobra wiadomość dla banków z dużym portfelem hipotek walutowych, gdyż niektóre projekty przewalutowań stawiały je w bardzo nieciekawej sytuacji.
Na rynkach zaczęło się spekulowania na temat możliwej obniżki stóp procentowych w Polsce. Nowa władza obsadzi w końcu większość miejsc w Radzie i może chcieć wykorzystać ją do bieżącej działalności gospodarczej a niższe stopy pobudzą gospodarkę. Z jednej strony stopy procentowe w Polsce są wciąż znacznie wyższe niż na zachodzie czy w innych państwach regionu, ale już raz, przez brak napompowanych baniek spekulacyjnych, wyszliśmy z problemów gospodarczych obronną ręką. Pytanie co by się działo gdyby w gospodarce były miliardy pochopnie zainwestowanych złotych z niespłacanych kredytów.
Wczoraj poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. wskaźnik zamówień wg ankiet CBI wyniósł -18, podczas gdy analitycy spodziewali się zaledwie -8. Co ciekawe rynki zareagowały umocnieniem się funta. Dane na temat sprzedaży nowych domów w USA okazały się znacznie słabsze od oczekiwań. Wielu analityków wiąże to ze słabszymi danymi z rynku pracy, a co za tym idzie odłożeniu tego typu konsumpcji w czasie. Reakcja rynków na te informacje była zauważalna. Inwestorzy wycofywali się z USA, a dolar tracił względem pozostałych walut.
Od rana poznaliśmy dobre dane z Niemiec. Indeks instytutu IFO spadł mniej niż oczekiwali analitycy. Dzisiaj warto zwrócić jeszcze uwagę na:
10:30 – Wielka Brytania – PKB,
13:30 – USA – zamówienia na dobra,
15:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.
EUR/PLN

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2600, kurs kontynuuje wzrosty. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2900 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.
CHF/PLN

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9500 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8650, a następnie ostatnie minimum, czyli 3,8090.
USD/PLN

Kurs USD/PLN wybił się z trendu bocznego. Nowym oporem są trzymiesięczne maksima na 3,8750. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,6800.
GBP/PLN

Kurs GBP/PLN podążał jeszcze na początku miesiąca w trendzie spadkowym. Przed wyborami doszło do silnego wybicia i najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są obecnie maksima lokalne na 5,9300. W przypadku spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.
Komentarz walutowy z 27.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Komentarz walutowy z 27.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Ile potrwa boom w mieszkaniówce?
Jak długo utrzyma się dobra koniunktura na rynku mieszkaniowym? Czy w najbliższym czasie popyt zmaleje? Co może ostudzić zapał kupujących? Portal nieruchomości Dompress.pl prezentuje opinie firm deweloperskich na temat przyszłości rynku.
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp
Zmiana trendu na rynku może mieć miejsce w przypadku wzrostu stóp procentowych, jak również ograniczenia dostępności kredytów hipotecznych. W segmencie popularnym średnio 80-90 proc. mieszkań nabywanych jest przy wsparciu kredytowym.
Nie bez znaczenia będzie również wzrost kosztów kredytu, czy samej inwestycji, co przełoży się na ewentualną podwyżkę cen. Chodzi głównie o większe koszty związane z zakupem działek, budową, czy prowadzeniem zamkniętego rachunku powierniczego.
W Polsce wciąż brakuje około 1 mln mieszkań, co potwierdzają raporty, ekspertyzy i opinie. Popyt będzie się utrzymywał przez dłuży czas, tym bardziej że obecnie nabywcami mieszkań w dużej mierze są osoby z wyżu demograficznego z lat 80.
Obecny, wysoki poziom sprzedaży na rynku mieszkaniowym wynika przede wszystkim z dostępności kredytów hipotecznych, połączonej ze zwiększoną zdolnością nabywczą kupujących. Bardzo aktywni są także klienci inwestycyjni, szukający alternatywy dla niskooprocentowanych lokat. Na taki stan rzeczy mają wpływ rekordowo niskie stopy procentowe oraz program MdM. Warto zaznaczyć również, że ceny mieszkań są na stabilnym, niezmiennym poziomie od blisko 3 lat.

Wszystko wskazuje na to, że trwający aktualnie boom na rynku mieszkaniowym będzie miał kontynuację. Głównym czynnikiem napędzającym zainteresowanie ofertą deweloperską są niskie stopy procentowe. Z jednej strony, wpływają na niski koszt kredytów hipotecznych, a z drugiej powodują, że osobom posiadającym oszczędności bardziej opłaca się kupić mieszkanie pod wynajem, niż założyć lokatę. Jeśli zainteresowanie najemców pozostanie wysokie, popyt na mieszkania ze strony klientów inwestycyjnych utrzyma się.
Eksperci przewidują, że stopy procentowe pozostaną niezmienione również po wyborze nowego składu Rady Polityki Pieniężnej, który zmieni się na początku przyszłego roku. Ekonomiści spodziewają się też, że polska gospodarka będzie się nadal dynamicznie rozwijać, co powinno sprzyjać optymizmowi klientów i zachęcać do zaciągania kredytów. Czynnikiem ryzyka pozostaje sytuacja polityczna, w tym decyzje nowego rządu. Mimo to wierzę, że dobra koniunktura na rynku mieszkaniowym utrzyma się co najmniej do połowy 2016 roku.
Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska
Rynek jest w tej chwili stabilny, a jego wzrost podyktowany jest realnymi potrzebami. Obecna sytuacja w znacznej mierze jest skutkiem dobrego dopasowania oferty mieszkaniowej dostarczanej na rynek do możliwości i oczekiwań klientów.
Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord
Utrzymanie dobrej sytuacji na rynku nieruchomości zależeć będzie od popytu zgłaszanego ze strony nabywców. Przed nami ostatni kwartał roku, który z reguły odznacza się wzrostem zainteresowania mieszkaniami. Rynek wspierają dodatkowo wprowadzone niedawno zmiany w programie dopłat do kredytów, które spowodowały poszerzenie jego zasięgu. Klienci mają też świadomość, że od stycznia zaciągając kredyt na mieszkanie będą musieli wnieść 15 proc. wkład własny, co może przyspieszyć ich decyzje zakupowe.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Ostatni kwartał roku na rynku nieruchomości mieszkaniowych odznacza się zwykle dużym wzrostem popytu. Tym razem klienci nie tylko korzystają z ostatniej okazji na wzięcie kredytu z 10 proc. wkładem własnym, ale też mogą cieszyć się zmianami w rządowym programie MdM, czy niskimi stopami procentowymi. Grono nabywców zwiększa się również dzięki chęci lokowania oszczędności w nieruchomościach, co nadal według Polaków jest jedną z bezpieczniejszych form lokaty kapitału. Dlatego przewidujemy, że przynajmniej w ciągu dwóch kolejnych kwartałów utrzyma się popyt na mieszkania. Z jednej strony wspierany przez program dopłat, z drugiej przez ofertę deweloperów dostosowaną do potrzeb klientów.

Jest wiele czynników wpływających na dobrą sytuację na rynku deweloperskim. Głównymi elementami kształtującymi poziom zainteresowania zakupem mieszkań jest dostęp do kredytów hipotecznych, wprowadzane przepisy, poziom zarobków nabywców i sama oferta deweloperska. Wydaje się, że najbliższa przyszłość nie przyniesie gwałtownych zmian w segmencie mieszkaniowym.
Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic
Rynek mieszkaniowy opiera się głównie na kredytach i jest mocno związany z sytuacją gospodarczą. Jeżeli osoby zainteresowane zakupem mieszkań mają stabilne zatrudnienie i sytuacja gospodarcza jest dobra, szybciej zdecydują się na zakup. Zagrożenie może stanowić ewentualna podwyżka stóp procentowych, czy powtórka z kryzysu światowego. Inne czynniki zdają się nie mieć większego znaczenia. Duży wzrost oferty rynkowej, z jakim mamy do czynienia nie jest jeszcze w stanie zaspokoić potrzeb mieszkaniowych Polaków. Na uwagę zasługuje również fakt, że stabilny polski rynek przyciąga inwestorów z Rosji, Ukrainy i Azji.
Marcin Zaremba-Śmietański, Główny Analityk – Członek Zarządu Operacyjnego w Grupie Deweloperskiej GEO
Szczyt boomu mamy już za sobą. Obecnie rynek jest ustabilizowany, wyciszenie popytu powinno więc następować powoli. Można tu mówić nawet o kilkuletniej perspektywie. Za nieznacznym spadkiem popytu, który powinniśmy zauważyć w najbliższym czasie, przemawia struktura demograficzna. Można domniemywać, iż znaczna część osób z wyżu demograficznego już zakupiła mieszkanie lub zrobi to w najbliższym czasie. Systematycznie będzie się zmniejszać liczba osób mogących sobie pozwolić na taki zakup, zatem to realne możliwości klientów będą kształtować rynek.
Jednym z kluczowych czynników mających wpływ na wysokie zainteresowanie kupnem mieszkań są ich ceny, które mimo rosnącego popytu, pozostają na stabilnym poziomie. Deweloperzy na rosnący popyt reagują raczej zwiększaniem podaży, a nie podnoszeniem cen.
Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest
Obecnie mieszkania znajdują nabywców, bo stać ich na kredyty, które chętnie udzielane są przez banki. Mam nadzieję, że taka sytuacja potrwa jeszcze długo. Rynek nieruchomości jest obecnie już dość stabilny, co oznacza, że nie grozi nam, ani nagły wzrost, ani spadek cen. Wystarczy spojrzeć na stawki podawane jako limity w programie Mieszkanie dla Młodych, które z kwartału na kwartał są wyższe, ale progres to zaledwie kilka procent.
Marta Jagłowska, marketing manager w firmie Marvipol
Zainteresowanie mieszkaniami stale rośnie. Obecnie mamy bardzo dobry czas na zakup mieszkań ze względu na atrakcyjne ceny. Rynkowy boom i jego kontynuacja wiąże się z pewnością m.in. z tym, że mieszkania z rynku pierwotnego są dla kupujących ciekawszą propozycją niż lokale z rynku wtórnego. Budowane przez deweloperów osiedla z zielenią, własnymi jeziorami oraz terenami rekreacyjnymi wzbogacają istniejącą tkankę miejską.
Żaneta Bratkowska, reprezentująca Vastbouw Polska
Od początku 2016 roku zamiast 10 proc. wkładu do kredytu banki będą oczekiwać od klientów 15 proc. udziału własnego. Większe wymagania dotyczące wkładu spowodują wzrost zainteresowania programem MdM, w którym pokrywa go dopłata do kredytu. Jednak liczba ofert mieszkaniowych spełniających kryteria rządowego programu jest mocno ograniczona. Utrudnienie w dostępie do kredytów poprzez wprowadzenie wyższego wkładu własnego, ograniczona oferta lokali kwalifikujących się do dopłat i rosnące ceny mogą spowodować spowolnienie sprzedaży mieszkań.
Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa
Dostępność kredytów hipotecznych, konkurencyjna oferta oraz stabilne, niskie stopy procentowe wpływają na rozwój rynku. W najbliższych miesiącach sytuacja nie powinna się zmienić. W obliczu dużej, rynkowej konkurencji kluczowe pozostaje odpowiednie przygotowanie inwestycji mieszkaniowych i dopasowanie projektów do oczekiwań klientów. Mieszkania spełniające kryteria jakości i funkcjonalności, poparte atrakcyjną lokalizacją, zawsze znajdą swoich nabywców. Wraz ze wzrostem podaży zaostrza się jednak konkurencja na rynku i sprzedaż może nieznacznie wyhamować. Dlatego jest niezwykle istotne, by realizować inwestycje adekwatne do sytuacji rynkowej.
Komunikacja jest najważniejsza
Zarządzanie czy administrowanie nieruchomościami często kojarzy się z troską o budynek i jego otoczenie, dbanie o odgarnięty śnieg zimą czy nawodnione rośliny latem. Obecnie to jednak zdecydowanie za mało. Rosnące potrzeby i świadomość mieszkańców nakładają na zarządców i administratorów nowe obowiązki. Najważniejsza jest jednak odpowiednia komunikacja na linii wspólnota – zarządca.

Newslettery
To stosunkowo nowa forma komunikacji, która jednak wciąż zyskuje na popularności. Newslettery przygotowywane przez zarządców i administratorów dla wspólnot mieszkaniowych zawierają zazwyczaj najważniejsze informacje dotyczące danej wspólnoty – przeprowadzone czy planowane remonty, działania podjęte przez administrację czy informacje dotyczące spotkań mieszkańców. – Ich częstotliwość może być różna, ale dobrym rozwiązaniem jest przygotowywanie newsletterów w okresach miesięcznych – podkreśla Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus. – Dzięki temu mieszkańcy wspólnoty na bieżąco mogą obserwować, co dzieje się na ich osiedlu – dodaje.
Poczta mailowa czy tradycyjna?
Coraz częściej poczta mailowa zastępuje tę tradycyjną. Przede wszystkim jest zdecydowania szybsza. Dlatego też warto korzystać z tej formy komunikacji z mieszkańcami.
Najpopularniejszym rozwiązaniem jest stworzenie dedykowanych skrzynek i adresów mailowych, które obsługują zarządcy i administratorzy danej wspólnoty. Mieszkańcy często właśnie tą drogą zgłaszają usterki czy problemy, dlatego ważne jest, aby poczta była na bieżąco obsługiwana.
Warto również przekazywać mieszkańcom zgłaszającym problem informację zwrotną – czy to o terminie planowanej naprawy, czy po prostu o przyjęciu zgłoszenia do realizacji. Dzięki temu mamy pewność, że mieszkaniec otrzymał informację o podjętych w sprawie działaniach.
Strona www
To już chyba nieodłączny element każdej firmy, nie tylko zarządzającej. Dobra strona internetowa to w dzisiejszych czasach podstawa. Nie tylko jest wizytówką firmy, która często jest pierwszym krokiem przy podejmowaniu decyzji o nawiązaniu kontaktu, ale także świetną platformą komunikacji z mieszkańcami. To tu, w zakładce aktualności zarządca może zamieszczać wszelkie informacje istotne dla mieszkańców.
Forum mieszkańców
To tu mieszkańcy poszczególnych inwestycji wymieniają się uwagami i opiniami. To idealne miejsce do dyskusji o osiedlu. Tu także administrator czy zarządca może zamieszczać informacje o przeprowadzonych naprawach, podjętych działaniach czy też reagować na problemy zgłaszane przez mieszkańców.
Dyżur telefoniczny i osobisty
W przypadku większości wspólnot mieszkaniowych standardem obsługi jest osobisty dyżur administratora na osiedlu. Oczywiście częstotliwość i czas trwania takiego dyżuru jest ustalany indywidualnie z każdą wspólnotą. – W wielu przypadkach kilkugodzinna obecność administratora czy zarządcy jest w zupełności wystarczająca i, co jest równie ważne dla wspólnot, nie generuje tak dużych kosztów, jak np. obecność każdego dnia – zaznacza Mariusz Łubiński. Dobrym uzupełnieniem osobistych spotkań z mieszkańcami jest dyżur telefoniczny – całodobowy lub w wybranych godzinach.
Wspomniane sposoby komunikacji to wciąż duże pole do ich rozbudowy. Wraz z rozwojem technologii pojawiają się nowe możliwości również w branży zarządzania i administrowania nieruchomościami. Już teraz, aby sprostać oczekiwaniom wspólnot konieczne są ciągłe szkolenia i rozwój zawodowy. Nie należy jednak narzekać, bo nadążanie za potrzebami mieszkańców, nie tylko tych korzystających z tradycyjnych rozwiązań, ale również tych młodych, dla których postęp techniczny nie ma żadnych tajemnic, to klucz do sukcesu na rynku.
Komentarz walutowy DM BZ WBK – 27.10.2015
Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.


















