Pralniomaty Hi’Shine: 154 lokalizacje, 30.000 wypranych ubrań

94% użytkowników poleciłoby usługę znajomym lub rodzinie

Pralniomaty Hi’Shineprojekt realizowany wspólnie przez Aqmet (urządzenia), Integer.pl (know-how i technologia) oraz EBS (usługi pralnicze w sieci pralni 5asec) – sieć po roku działalności w Polsce ma już 154 urządzenia w Warszawie i Krakowie, zlokalizowane na osiedlach mieszkaniowych, w pobliżu centrów handlowych, biurowców i stacji benzynowych. Obecnie 37% klientów Pralniomatów Hi’Shine korzysta z nich regularnie, a ponad 94%[1] z nich poleciłoby usługę znajomym lub rodzinie. Planowane jest  wdrożenie nowych rozwiązań, m.in. dla biznesu.

Pralniomaty Hi’Shine to innowacyjne urządzenia służące do nadawania i odbierania prania, z realizacją usługi przez pralnie chemiczne 5aSec. Dzięki nim klienci oszczędzają pieniądze i czas. Pranie można nadawać i odbierać o dowolnej porze dnia czy nocy, w wybranej przez siebie lokalizacji – całodobowa dostępność jest czynnikiem decydującym o wyborze usługi dla 78% klientów, zaś 59% zleca pranie w Pralniomacie Hi’Shine ze względu na bliską odległość maszyny od miejsca zamieszkania lub pracy. Jak wynika ze statystyk, użytkownicy innowacyjnych urządzeń korzystają z nich najczęściej rano przed pracą (w godzinach 7-10) oraz wieczorem po pracy (18-20).

„Pralniomaty Hi’Shine to kolejny krok w automatyzacji usług i łączeniu tradycyjnej usługi pralniczej z nowoczesną infrastrukturą technologiczną oraz rozwiązaniami e-commerce. Całodobowa dostępność, sprawna logistyka, gwarancja profesjonalnej usługi pralniczej oraz user experience przyniosły spodziewane efekty Pralniomaty zdały trudny test, jaki stawiany jest przed każdą nową usługą, zwłaszcza tak innowacyjną. Wraz z ekspansją sieci Pralniomatów, rośnie popularność usługi – średnio kwartalnie obserwujemy ponad 200% wzrost liczby transakcji. Pralniomaty zmieniają także zwyczaje klientów. Najpopularniejszą usługą, z której korzystają nasi klienci jest pranie i prasowanie koszul (58% zleceń), podczas gdy w tradycyjnych pralniach chemicznych, asortyment ten odpowiada tylko za 20% obrotów. Polacy są ciekawi nowej usługi, a wysoki odsetek klientów powracających oraz pozytywne opinie osób, które skorzystały z Pralniomatów, utwierdzają nas w przekonaniu, że warto rozwijać ten produkt – mówi Rafał Staszkiewicz, CEO Pralniomatów.

Blisko 62% transakcji jest zlecanych bezpośrednio w Pralniomacie Hi’Shine, natomiast 38% operacji jest zlecanych za pomocą strony internetowej i finalizowanych w Pralniomacie. Jak pokazują preferencje klientów, najczęściej do prania oddawane są koszule (58%). Następne w kolejności są marynarki i żakiety (17%), a także spodnie i spódnice (odpowiednio po 16%).

preferencje klientów

 

 

 

 

 

„Pralniomaty – podobnie jak Paczkomaty® InPost to interaktywne urządzenia gotowe do obsługi w trybie 24/7. Nie bez powodu, aż 3/4 obecnych klientów Pralniomatów uznaje, że dostępność to wiodący argument, który zadecydował o skorzystaniu z nowej usługi. Zwłaszcza, że Pralniomaty są w wielu przypadkach zlokalizowane obok Paczkomatów®. Kolejny krok w rozwoju tego biznesu to dynamiczna komercjalizacja, zwiększanie efektywności i rentowości projektu. Liczymy, że Pralniomaty dołączą do niemal 5 tys. zagranicznych Paczkomatów® InPost, które stanowią obecnie największą na świecie sieć do samodzielnego nadawania i odbierania przesyłek 24 godziny na dobę” dodaje Rafał Brzoska, prezes zarządu Grupy Integer.pl.

Każde urządzenie umożliwia jednorazowe nadanie nawet do 32 kompletów prania, które już następnego dnia – czyste i wyprasowane – jest gotowe do odbioru. Usługę prania można zlecić bezpośrednio przy Pralniomacie Hi’Shine (ten sposób preferuje 62% klientów), definiując kategorię prania na dotykowym monitorze i autoryzując transakcję kodem otrzymanym SMS-em. Klienci mogą też skorzystać ze strony HiShine.pl i sfinalizować transakcję przy Pralniomacie Hi’Shine, korzystając z kodu QR otrzymanego SMS-em (taką ścieżkę wybiera 38% klientów). Zlecenie prania online to nie tylko krótszy czas nadania prania w urządzeniu, ale także możliwość skorzystania z usług dodatkowych, jak pranie Premium czy wyszycie monogramu na koszuli.

siec pralniomatow

 

 

 

Właścicielem i operatorem Pralniomatów Hi’Shine jest spółka Pralniomaty, której udziałowcami są trzej partnerzy: Aqmet – dostawca urządzeń, Integer.pl – dostawca know-how i technologii e-commerce oraz 5aSec – w zakresie usługi pralniczej.

Szybkość realizacji zamówienia za pomocą Pralniomatów Hi’Shine gwarantuje doskonała obsługa logistyczna oraz doświadczenie biznesowe partnerów. Po złożeniu zamówienia, worek z ubraniami przeznaczonymi do prania odbierany jest z Pralniomatu Hi’Shine przez kuriera HiShine. Kurier dostarcza odzież do pralni 5asec, gdzie następuje weryfikacja zamówienia, po czym do działania przystępuje zespół pralni. Po zrealizowaniu usługi prania, kurier odwozi czyste, wyprasowane i zafoliowane ubrania do Pralniomatu Hi’Shine, skąd klient może odebrać je w dogodnym dla siebie momencie.

[1] Źródło: Badanie opinii klientów Pralniomatów Hi’Shine zrealizowane w dniach 7 lipca – 7 sierpnia 2015 roku.

Polskie łodzie i statki wypłynęły na szerokie wody i płyną coraz dalej

W całym 2014 r. polski eksport jednostek pływających (statków, łodzi oraz konstrukcji pływających) osiągnął wartość 17,5 mld zł. Po I półroczu br. wart był prawie 10 mld zł. Sukces branży wynika m.in. z tego, że polskie statki i łodzie pływają po coraz bardziej egzotycznych wodach np. Kajmanów, Wysp Owczych, Vanuatu, Konga czy Dżibuti.

Wg danych GUS w 2014 r. Polska wyeksportowała statki, łodzie i konstrukcje pływające[1] warte mniej więcej tyle, ile wart był eksport do Słowacji, naszego 10. w tym okresie odbiorcy. – Liczby pokazujące ogromne wolumeny eksportu jachtów, łodzi, statków i innych pływających konstrukcji robią wrażenie, szczególnie jeśli zwrócimy uwagę, że w tej branży polscy eksporterzy są mistrzami dalekiej ekspansji. Udział krajów rozwijających się w polskim eksporcie jednostek pływających wynosi w obecnym  półroczu  4,2 mld zł i sięga blisko połowy wartości całego wywozu tych środków transportu – mówi Radosław Jarema, szef instytucji płatniczej AKCENTA w Polsce, rozliczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów. Poza Norwegią, która jest największym odbiorcą łodzi i statków z Polski (1,57 mld zł w I poł. 2015 r.), najwięcej kupiły Bahamy (1,38 mld zł), Turcja (0,77 mld zł), Rosja (0,7 mld zł) i Liberia (0,57 mld zł). Co ciekawe, to właśnie dzięki zakupom polskich statków i łodzi na pierwsze miejsce wśród naszych najważniejszych odbiorców eksportu w Ameryce Południowej wypłynęły w tym roku Bahamy, prześcigając Meksyk czy Brazylię.

Szkwał na nowe kierunki…

Polscy eksporterzy jednostek pływających patrzą bardzo daleko za horyzont. W tym roku dobili już targu z partnerami z tak egzotycznych krajów jak: Kajmany, Wyspy Owcze, Vanuatu, Kongo czy Dżibuti. – Lista kierunków naszego eksportu łodzi i statków jest bardzo długa. W pierwszym półroczu br. było na niej ponad 80 krajów i terytoriów, w minionym roku aż 100. Nasi eksporterzy dostarczają statki i łodzie zarówno do krajów położonych na równiku, jak i na Antarktydę – dodaje Jarema.

… i mała flauta

W tym roku w strukturze polskiego eksportu jednostek pływających mogą jednak zajść zmiany. Na wynikach może zaważyć sytuacja Norwegii, która jest największym odbiorcą zagranicznym polskich statków i łodzi z 26 proc. udziałem w całości tego wywozu (dane za 2014 r.) – Przypadek Norwegii bardzo dobrze pokazuje, jak bardzo handel zagraniczny i jego opłacalność są uzależnione od rynku walutowego. Na kursy korony norweskiej, podobnie zresztą jak innych walut regionu, silnie oddziałuje przecena ropy naftowej. Odczuli to, szczególnie w pierwszym kwartale br., polscy eksporterzy jednostek pływających, którzy rozliczają się w tej walucie i nie zabezpieczyli się np. transakcją forward – zauważa Radosław Jarema i wskazuje, że polski eksport jednostek pływających do Norwegii, który w zeszłym roku osiągnął wartość aż 4,6 mld zł, w pierwszym półroczu wynosi na razie 1,6 mld zł. Wg eksperta to oznacza, że na tym kierunku pod koniec roku możemy zaobserwować gorszy wynik niż w ubiegłym roku.

Eksport statków i eksport statkami

Produkcja łodzi w polskich dokach ma też drugi wymiar i może się przyczynić do wzrostu polskiej wymiany handlowej i spadku kosztów transportu polskich wyrobów za granicę. – Droga morska to w przypadku wielu krajów jeden z najtańszych sposobów przesyłania towarów i zawsze zachęcam polskich eksporterów, aby interesowali się tą opcją. Wg prognoz i zapowiedzi polskie porty czeka sporo inwestycji, co na pewno zwiększy moc przeładunkową i jeszcze mocniej uatrakcyjni ten środek transportu – wskazuje przedstawiciel AKCENTY.

[1] Liniowce pasażerskie, łodzie wycieczkowe, promy, statki towarowe, barki, statki rybacki i statki-przetwórnie, jachty, łodzie wypoczynkowe i sportowe, łodzie wioślarskie i kajaki, holowniki, pchacze, latarniowce, statki pożarnicze, dźwigi pływające itp. oraz okrętny wojenne i łodzie ratunkowe.

Mandat od elektronicznego policjanta będzie droższy

Jeszcze niedawno, brak aktualnego ubezpieczenia OC wykrywano tylko podczas kontroli drogowej. Obecnie sytuacja przedstawia się już zupełnie inaczej. Dzięki specjalnemu Systemowi Wykrywania Nieubezpieczonych Pojazdów (tzw. wirtualnemu policjantowi), można łatwo ukarać kierowcę, który na czas nie wykupił obowiązkowego ubezpieczenia. Wirtualny policjant zapewnia Ubezpieczeniowemu Funduszowi Gwarancyjnemu coraz wyższe przychody związane z brakiem OC. Warto pamiętać, że w przyszłym roku kierowca nieposiadający ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, zapłaci jeszcze większą kwotę.

Działania wirtualnego policjanta stają się coraz bardziej skuteczne …

Z roku na rok rośnie liczba nieubezpieczonych kierowców, których samodzielnie wykrył Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Narzędzie zwane wirtualnym policjantem, uruchomiono pod koniec 2011 r. Od stycznia 2012 r. do grudnia 2012 r. dzięki wirtualnemu policjantowi udało się zidentyfikować 4500 kierowców nieposiadających wymaganego ubezpieczenia. W 2014 roku analogiczny wynik przekroczył już 26 000. Jeżeli wzrostowy trend zostanie utrzymany, to w bieżącym roku wirtualny policjant wskaże ponad 30 000 osób bez obowiązkowego ubezpieczenia OC. „Od stycznia do grudnia 2014 r. aż 45% wszystkich przychodów z kar było wynikiem samodzielnych kontroli Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. To oznacza, że UFG w coraz mniejszym stopniu polega na działalności Policji” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska zaznacza, że System Wykrywania Nieubezpieczonych Pojazdów cechuje się o wiele większą skutecznością, niż tradycyjne kontrole drogowe. W swoim rocznym raporcie UFG podaje, że blisko 40% kierowców wytypowanych przez wirtualnego policjanta, faktycznie nie posiada aktualnego ubezpieczenia OC. Analogiczny wynik dla zawiadomień wysyłanych przez Policję oraz wydziały komunikacji, wynosi jedynie 7%. Ta różnica wynika z faktu, że większość kierowców nieposiadających OC, w trakcie kontroli drogowej po prostu zapomniała zabrać potrzebny dokument z domu. W takiej sytuacji, kierujący zapłaci jedynie mandat karny o wysokości 50 zł za każdy zapomniany dokument (maksymalnie 250 zł za wszystkie dokumenty).

Dzięki systematycznej rozbudowie bazy danych, System Wykrywania Nieubezpieczonych Pojazdów staje się coraz dokładniejszy. Jego algorytm wyszukuje przerwy w okresie ubezpieczenia zarejestrowanych pojazdów. Inna część systemu sprawdza bazy danych UFG i Centralnej Ewidencji Pojazdów, poszukując samochodów i motocykli, które nie zostały ubezpieczone w dniu pierwszej rejestracji. „Likwidacja szkody jest kolejną okazją do skontrolowania, czy wszyscy kierowcy uczestniczący w kolizji, posiadali aktualną polisę OC” – dodaje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

W 2016 r. kary dla posiadaczy samochodów osobowych wzrosną o 6%

Coraz lepsza skuteczność kontroli informatycznych to nie jedyna zła wiadomość dla kierowców bez polisy OC. Takie osoby muszą również pamiętać o corocznym wzroście kar za brak obowiązkowego ubezpieczenia. Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych wskazuje, że kary dla kierowców niewykupujących OC, stanowią wielokrotność lub pewną część minimalnego wynagrodzenia pracowników etatowych (300%, 200%, 33,34%). Od 11 września b.r. oficjalnie znamy już poziom „najniższej krajowej” w 2016 r. (1850 zł brutto). Na tej podstawie można obliczyć nowe kary dla kierowców nieposiadających obowiązkowego ubezpieczenia (patrz poniższa tabela). „W stosunku do 2015 r. karne stawki wzrosną w takim samym stopniu, jak minimalne wynagrodzenie. Roczna zmiana wyniesie około 6%” – zaznacza Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Porównanie kar dla kierowców nieposiadających obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego
* – Podano stawki z zaokrągleniem do pełnych dziesiątek złotych.

Źródło: opracowanie własne na podstawie ustawy z 22 maja 2003 r. (Dz.U. 2003 nr 124 poz. 1152) i rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 11 września 2015 r. w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2016 r.

Nina Kuczyńska wyjaśnia, że zgodnie z obowiązującymi przepisami, kierowcy samochodów osobowych za brak ubezpieczenia OC, w 2016 r. roku zapłacą 3700 zł. Ta stawka wzrośnie do 5550 zł, jeżeli ubezpieczeniu podlegał samochód ciężarowy, autobus lub ciągnik samochodowy. W przypadku innych pojazdów (np. motocykli i motorowerów), podstawowa stawka to 620 zł. Wszystkie podane kwoty podlegają znacznej obniżce jeśli przerwa w ciągłości ubezpieczenia nie przekroczyła 14 dni (patrz powyższa tabela). „Jeżeli pojazd był nieubezpieczony od 4 dni do 14 dni, to kierowca zapłaci połowę podstawowej kary (np. 1850 zł w przypadku samochodu osobowego). Bardzo krótka przerwa okresu ubezpieczenia (do 3 dni włącznie), skutkuje obniżeniem podstawowej stawki karnej o 80%” – podsumowuje  z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Jardin Rich buduje fabrykę landrynek w Suchedniowie. Chce produkować nawet 25 mln puszek słodyczy rocznie

CEO Magazyn Polska

Inwestycja warta 2 mln zł, zatrudnienie docelowo 50 pracowników i produkcja do 25 mln puszek landrynek rocznie – to zakłada strategia producenta słodyczy Jardin Rich. Jak zapewnia prezes spółki Sympatic, która będzie dystrybuować te słodycze, marka zamierza w swoim segmencie zdobyć pozycję lidera. Nie wyklucza też produkcji pod markami własnymi sieci handlowych.

Inwestycja w Suchedniowie wiązała się z zakupem całkowicie nowej i nowoczesnej linii produkcyjnej oraz z przystosowaniem tej linii do pracy w Polsce. Obecnie trwa rekrutacja pracowników, których docelowo ma być pięćdziesięciu.

Oczywiście nie będzie tak od razu, liczymy jednak, że w ciągu roku, może dwóch lat uda nam się osiągnąć taki poziom zatrudnienia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jędrzej Szynkarczuk, prezes firmy Sympatic.  W naszym zakładzie będzie się odbywać produkcja landrynek owocowych o różnych smakach w opakowaniu, które powinno zrewolucjonizować trochę nasz rynek w Polsce.

Landrynki z Suchedniowa będą trafiały do sprzedaży nie tylko w Polsce, lecz także za granicą. Z początku Sympatic zamierza powalczyć o kraje bliskie Polsce, czyli Czechy, Słowację, Węgry i Niemcy. Landrynki marki Jardin Rich mają być słodyczami klasy premium, dlatego będą pakowane w blaszane puszki.

 Nasz produkt i w związku z tym cała koncepcja biznesu jest skierowana do bardzo szerokiego odbiorcy, mianowicie prawie do każdej osoby informuje Jędrzej Szynkarczuk. – Będą to zarówno mężczyźni, jak i kobiety, zarówno dorośli, jak i dzieci. Oczywiście każdemu będziemy się starali na swój sposób przekazać to, co jest interesujące w naszym produkcie, mamy takie kierunki w swoim portfolio, które pozwolą nam do każdego trafić z odpowiednią propozycją.

Na polskim rynku słodyczy działa już większość międzynarodowych koncernów, są też silne polskie marki. Sympatic liczy jednak na to, że jeśli produkt od dawna obecny na rynku, jakim są właśnie landrynki, poda w zupełnie nowy sposób, to odniesie sukces.

Chcemy być jednym z liderów w segmencie landrynek mówi prezes Sympatic. – To jest segment, w który chcemy w tej chwili dosyć mocno wejść, na tym się skupić, nie wchodząc na razie w inne kategorie segmentu słodyczy. Nasz produkt jest przykładem na to, że można odkurzyć produkt, który jest od dawna na naszym rynku i zacząć podawać go w formacie zupełnie nowym i co za tym idzie – w nowoczesnym marketingowym podejściu.

Fabryka w Suchedniowie będzie miała moce produkcyjne na tyle duże, że w pierwszych latach działalności Sympatic nie będzie w stanie ich wykorzystać tylko dla swoich potrzeb. Liczy jednak na to, że mając linię produkującą słodycze w ekskluzywnych opakowaniach, będzie w tym czasie świadczyć usługi na rzecz odbiorców zainteresowanych tym, by ich produkt pod własną marką wyróżniał się na tle konkurentów.

Biorąc pod uwagę aspekt bardzo nowoczesnej linii, którą właśnie będziemy instalować w naszym zakładzie, na pewno bierzemy również pod uwagę możliwość produkcji usługowej dla sieci handlowych czy innych odbiorców, którym spodoba się nasz pomysł – deklaruje prezes Jędrzej Szynkarczuk z Sympatic. – Roczne moce produkcyjne możemy oszacować na poziomie 25 mln sztuk opakowań. 

W Halloween na warszawskiej giełdzie mogą przestać straszyć spadki. Jest sporo powodów, by akcje zaczęły drożeć

CEO Magazyn Polska

Początek listopada to dobry moment, by kupić akcje na warszawskiej giełdzie. Jak tłumaczą analitycy, można wtedy liczyć na efekt Halloween, czyli tradycyjny sezon wzrostów cen, które potrwać mogą do maja przyszłego roku. Inwestorom sprzyja też dobra koniunktura panująca w polskiej gospodarce oraz relatywnie niskie notowania giełdowych spółek, które tanieją już pół roku.

Od szczytu z maja WIG 20, główny indeks warszawskiej giełdy, stracił ponad 17 proc. Inwestorów niepokoiło zamieszanie na polskiej scenie politycznej rozpoczęte nieoczekiwanym wynikiem wyborów prezydenckich. Nastrojów nie łagodziły też pomysły polityków dotyczące podatków nakładanych na banki, duże sklepy oraz sektor wydobywczy. Obawy budziły też koncepcje finansowania górnictwa przez energetykę. Dziś jednak scena polityczna uspokoiła się, a spółki są tanie i ich ceny uwzględniają ewentualne straty związane z decyzjami nowych władz. Dodatkowo polaka gospodarka ma się nieźle, wzrost PKB w tym roku powinien zdecydowanie przekroczyć 3 proc., co przełoży się na wyniki wielu spółek.

Branża paliwowa pokazuje dobre wyniki, ale są to historyczne wyniki i tutaj pojawi się zapewne problem z utrzymaniem tak dobrych rezultatów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj analityk DM BOŚ.  Ale spójrzmy na spółki budowlane, wybrane spółki chemiczne czy wybrane spółki przemysłowe, handlowe. Gastronomia nieźle sobie radzi, spółki hotelarskie także. Mówimy też cały czas o spółkach uzależnionych od popytu wewnętrznego.

Jak dodaje Łukasz Bugaj, dobre wyniki osiągają szczególnie spółki z segmentu premium, co potwierdza, że  Polacy się bogacą, coraz więcej wydają na produkty z nieco wyższej półki. Dodatkowo, okazji lepiej szukać wśród małych i średnich firm. O ile w indeksie WIG 20 dużo jest banków, spółek surowcowych i energetycznych, a te sektory traciły, to w ciągu roku subindeks spółek spożywczych zyskał ponad 50 proc., paliwowych niemal 47 proc., a budowlanych prawie 44 proc.

To małe i średnie spółki, a kursy ich akcji zachowały się ostatnio lepiej. Wydaje się, że tam należałoby szukać również okazji inwestycyjnych na koniec tego roku i początek przyszłego, te perspektywy może nie są świetlane, ale wydają się całkiem niezłe – ocenia Bugaj.

Indeks dużych spółek, który wyraźnie zniżkował w ostatnich miesiącach, także ma obecnie potencjał do wzrostów. Jest szansa na poprawę atmosfery wokół banków (od 8 maja straciły ponad 19 proc.), także mariaż spółek energetycznych (-25 proc.) z kopalniami może się okazać mniej groźny, niż przewidywano.

Pamiętajmy o tym, że to już poprzednia ekipa rządząca zaczęła ten mariaż, który bardzo negatywnie wpłynął na kursy spółek energetycznych zwraca uwagę analityk DM BOŚ.  Tutaj mówi się o potencjalnych ulgach podatkowych dla kopalń, być może to też będzie się wiązało z pewną ulgą dla spółek energetycznych. Wydaje się, że możliwy jest jakiś bufor.

Za przemawiają też względy niezwiązane z fundamentami, a z kalendarzem i inwestorskimi zwyczajami.

Jest efekt Halloween  mówi Łukasz Bugaj analityk DM BOŚ. – Czyli należy powrócić po letniej przerwie na rynek kapitałowy z początkiem listopada i trzymać akcje do końca kwietnia, kiedy zgodnie z powiedzeniem „sell in May and go away”, czyli „sprzedaj w maju i wyjedź na wakacje”, te akcje należy sprzedać. W tym roku miesiące letnie nie były udane dla inwestorów, jest jednak nadzieja na to, że teraz sentyment ulegnie zmianie. 

Złoto i miedź z niewielką szansą na odbicie. Analiza techniczna nie wyklucza wzrostu cen, choć utrzymanie spadków jest bardziej prawdopodobne

CEO Magazyn Polska

Na surowcowym rynku ceny są niskie i niewiele przemawia za tym, by zaczęły rosnąć. Październikowa oprawa na chińskiej giełdzie może pozytywnie wpłynąć na ceny miedzi, niestety mocny dolar przeszkadza we wzroście cen złota.

 Na wykresie cen złota mieliśmy wzrosty do poziomu 1191 dolarów za uncję, potem doszło do spadków i zatrzymaliśmy się na bardzo ważnym poziomie około 1163 – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sławomir Dębowski, główny analityk Globtrex.com. – Z technicznego punktu widzenia jest to kluczowe wsparcie, gdyż jeśli doszłoby do jego trwałego przełamania, można byłoby spodziewać się spadków do poziomu gdzieś około 1140. Z kolei, gdyby to wsparcie zostało obronione, można byłoby oczekiwać wzrostów.

Analityk podkreśla jednak, że patrząc na to, co się dzieje ostatnio z dolarem, który się umacnia, bardziej prawdopodobny jest scenariusz pierwszy, czyli spadki. W ostatnich dwóch dniach scenariusz ten zdaje się realizować.

Miedź na międzynarodowych rynkach jest najtańsza od 2009 roku. Także w ciągu tego roku znacząco straciła na wartości. Podczas gdy po potężnych spadkach pod koniec stycznia kosztowała niemal 5,5 tys. dolarów za tonę, obecnie jej cena nieznacznie przekracza 5,2 tys. dolarów. Z punktu widzenia analizy technicznej to nie najlepiej wróży jej notowaniom w przyszłości.

Na wykresie cen miedzi sytuacja jest taka, że w dalszym ciągu utrzymujemy się poniżej dołka ze stycznia tego roku mówi główny analityk Globtrex.com.  Poprawa sytuacji technicznej nastąpiłaby dopiero, gdyby ten dołek został przebity. Trudno jednak w tej chwili powiedzieć, czy do tego dojdzie. Natomiast pewne oznaki poprawy sytuacji na giełdzie chińskiej wskazywałyby na to, że możliwy byłby atak na ten opór.

W ciągu ostatniego miesiąca chiński indeks Shanghai Composite zyskał 11,5 proc. Patrząc jednak w perspektywie pięciomiesięcznej, jest to wciąż o ponad 26 proc. niżej niż pod koniec maja.

Kondycja gospodarki Państwa Środka ma ogromny wpływ na rynek surowcowy. PKB Chin wzrosło w III kwartale zaledwie o 6,9 proc. i był to najgorszy wynik od 6 lat. Wprawdzie po obniżce stóp procentowych przez tamtejszy bank centralny koniunktura gospodarcza ostatnio zaczęła się poprawiać, a wskaźnik PMI wzrósł we wrześniu z 49,7 pkt. do 49,8 pkt. Inwestorów niepokoi jednak spadająca rentowność chińskich firm. Oznacza bowiem, że ich zakupy surowcowe, a Chiny są największym na świecie odbiorca miedzi, nie będą tak wielkie jak dotąd.

 Z technicznego punktu widzenia jeszcze jest za wcześnie, by mówić o tym, czy ten dołek ze stycznia zostanie przebity, czy też nie, bo przebicie tego dołka mogłoby skutkować tym, że czekałoby nas kilka miesięcy wzrostów na wykresie cen miedzi ocenia Sławomir Dębowski z Globtrex.com. Natomiast, jeśli ten opór nie zostanie przebity, to wtedy w dalszym ciągu będziemy w trendzie spadkowym na miedzi.

PZL-Świdnik zaprezentował we Włoszech wyprodukowany w kraju bezzałogowy śmigłowiec. Liczy, że zamówienia z MON trafią do świdnickiej fabryki

CEO Magazyn Polska

80 proc. śmigłowców zakupionych przez polską armię w ostatnich 10 latach zostało wyprodukowanych w PZL-Świdnik. Producent należący do włosko-brytyjskiej grupy AgustaWestland ma nadzieję, że kolejne zamówienia również trafią do świdnickiej fabryki. Na zorganizowanym we Włoszech seminarium poświęconym polsko-włoskiej współpracy w dziedzinie przemysłu obronnego zaprezentował śmigłowiec SW-4 Solo, czyli bezzałogową maszynę dla wojska, w pełni zaprojektowaną i wyprodukowaną w Świdniku. 

Mamy ogromną nadzieję, że nadal będziemy sprzedawali śmigłowce dla polskiej armii, że pewne decyzje, które do tej pory podjęto, zostaną zmienione i Polska znowu będzie kupowała śmigłowce w kraju, a nie za granicą, bo przecież PZL-Świdnik ma ogromny potencjał – mówi agencji informacyjnej Newseria Krzysztof Krystowski, dyrektor zarządzający PZL-Świdnik.

Wybrane w przetargu na dostawę wielozadaniowych śmigłowców dla polskiej armii maszyny Airbusa mają kosztować ponad 13 mld zł. Politycy Prawa i Sprawiedliwości kilkukrotnie sygnalizowali potrzebę wyjaśnienia wątpliwości co do przetargu na śmigłowce, a niektórzy z nich wzywali do unieważnienia postępowania.

Jak podkreśla Krystowski, o potencjale świdnickiego zakładu może świadczyć najnowsza maszyna – bezzałogowy (lub opcjonalnie pilotowany) śmigłowiec SW-4 Solo, który został w całości zaprojektowany i wyprodukowany przez Polaków.

Jest to jedyny w Polsce śmigłowiec tej klasy przystosowany do lotów bezzałogowych, najbardziej nowoczesny spośród naszych wyrobów – informuje dyrektor zarządzający PZL-Świdnik. – Jest to śmigłowiec całkowicie opracowany w Polsce, zaprojektowany przez polskich inżynierów, a jednocześnie rozbudowany do wersji bezzałogowej wspólnie z naszymi kolegami z Włoch.

Krystowski podkreśla, że bezzałogowym śmigłowcem interesują się armie Włoch i Wielkiej Brytanii.

Zaznacza, że 80 proc. śmigłowców zakupionych przez polską armię w ciągu ostatnich 10 lat to produkty pochodzące z PZL-Świdnik. To świadczy o roli, jaką świdnicki zakład odgrywa w polskim sektorze lotniczo-obronnym.

Producent jako jedna z trzech polskich firm reprezentował krajowy przemysł lotniczy na seminarium poświęconym współpracy przemysłu polskiego i włoskiego w Como.

 PZL-Świdnik jest największym w Polsce producentem śmigłowców – mówi Krzysztof Krystowski. – Oprócz nas w seminarium uczestniczyła Polska Grupa Zbrojeniowa oraz WB Electronics, a więc mieliśmy do czynienia z największym producentem śmigłowców w Polsce, z największą państwową firmą zbrojeniową i największą prywatną firmą w tym sektorze. Myślę, że ten dobór uczestników jest nieprzypadkowy i pokazuje prawdziwą pozycję PZL-Świdnik w Polsce.

Fundusze wieczyste jako żywe pomniki. Kapitał darczyńców wspiera ważne cele społeczne

CEO Magazyn Polska

W Polsce rośnie liczba funduszy wieczystych zarządzanych przez stowarzyszenia i fundacje. Wedle różnych szacunków jest ich nawet 200. Są one jedną ze współczesnych form filantropii indywidualnej – zapewniają długofalowe wsparcie celów społecznych ważnych dla fundatora, najczęściej są to programy stypendialne. Powołanie funduszu w ramach już istniejących organizacji pozarządowych pomaga darczyńcom ograniczyć koszty. Założenie ich niesie też wymierne korzyści, czyli możliwość odliczenia PIT i CIT.

Fundusz wieczysty to połączenie sumy środków, które możemy przeznaczyć długofalowo na finansowanie ważnego celu społecznego. Idealnym przykładem funduszu wieczystego jest Nagroda Nobla – co roku w jej ramach przyznawane są nagrody promujące ważne naukowe odkrycia, jakąś ideę, a środki pozostawione są w kapitale żelaznym – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Łukasiak, prezes Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce.

Fundusz wieczysty to swego rodzaju żywy pomnik dla darczyńcy, ponieważ wspiera cele społeczne bliskie fundatorowi. Realizację tej pomocy umożliwiają środki finansowe stanowiące nienaruszalny kapitał żelazny – pieniądze te są bezpiecznie inwestowane, a dochody z tego tytułu przeznaczane są na cele funduszu, w tym na zwiększenie jego wartości. Dzięki temu wartość funduszu jest systematycznie zwiększana.

Te środki inwestowane są w bezpieczne instrumenty, które tworzą portfel. Większość inwestycji jest prowadzona konserwatywnie, przynosząc przy tym dochód. Na rynku mamy wiele dostępnych portfeli, których głównym celem jest bezpieczeństwo. Ta sama filozofia towarzyszy przy zarządzaniu środkami funduszy wieczystych – przekonuje prezes Akademii Rozwoju Filantropii.

Zdecydowana większość funduszy powstaje w ramach już działających, doświadczonych organizacji pozarządowych. Przy nawiązaniu współpracy darczyńcy z organizacją powstaje regulamin, który określa zasady funkcjonowania funduszu, współpracy i wysokość kapitału żelaznego.

Fundusz wieczysty jest odpowiedzią na to, co jest przeszkodą dla spełnienia pasji – to często koszty administracyjne związane z założeniem fundacji, z jej rejestracją, utrzymaniem księgowości. Fundusz wieczysty jest bardzo popularny, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, pomaga optymalizować koszty – przekonuje Łukasiak.

W Polsce dominują fundusze tworzone na rzecz programów stypendialnych dla młodzieży czy studentów. To krok w dobrym kierunku, bo prywatne programy stypendialne w Polsce dopiero się rozwijają. W Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych przyciągają one największe talenty. Podobnie może być w naszym kraju, budowanie funduszy stypendialnych pozwoli zaś rozwijać kapitał intelektualny.

W Akademii mamy teraz dziewięć funduszy. W Polsce istnieje 150, może 200 funduszy wieczystych. To nie jest dużo, bo przed wojną w samej Warszawie rejestrowano ponad 300 funduszy wieczystych. Jest jeszcze zatem wiele do zrobienia – przekonuje Łukasiak.

Dla darczyńców założenie funduszu wiąże się również z przywilejami podobnymi do tych wynikających z działalności na rzecz innych organizacji charytatywnych. To przede wszystkim ulgi w podatku CIT i PIT (odpowiednio 10 i 6 proc. od podstawy opodatkowania).

Nawet środki zebrane z 1 proc., jeżeli wykorzystamy je w danym roku podatkowym, możemy przeznaczyć bezpośrednio na stypendia towarzyszące programowi funduszu wieczystego – przypomina ekspert.

Najważniejsza jednak dla darczyńców jest możliwość realizacji własnych marzeń i pomysłów na działalność społeczną, wsparcie ważnego celu społecznego, a często również odzwierciedlenie zainteresowań danej osoby.

Przy zakładaniu Funduszu im. Inki Brodzkiej-Wald kierowała mną chęć kontynuowania dzieła rozpoczętego przez Inkę, czyli moją kuzynkę prof. Aliną Brodzką-Wald. Była ona humanistką, historykiem literatury, a przez ostatnie lata życia najważniejsze dla niej było opiekowanie się młodymi ludźmi – wskazuje Anna Gutkowska, jedna z założycielek Funduszu im. Inki Brodzkiej-Wald. – Była opiekunką doktoratów, przewodów habilitacyjnych, profesorskich. Po jej śmierci uczniowie poczuli się osieroceni. I pomyśleliśmy w gronie osób jej bliskich, że trzeba zrobić coś, żeby tę postać zachować w pamięci, ale żeby jednocześnie coś dobrego się działo.

Fundusz im. Inki Brodzkiej-Wald przyznaje przede wszystkim nagrody za prace doktorskie, nie tylko z zakresu polonistyki, lecz także prace humanistyczne zgodne z zainteresowaniami patronki funduszu.

Dotychczas nagrodziliśmy dziewięć prac i przyznaliśmy nagrody na kwotę 24,5 tys. zł – podkreśla Gutkowska.

Świat przygotowuje się do konferencji klimatycznej w Paryżu. Europa przyjmuje pozycję lidera w redukcji dwutlenku węgla

CEO Magazyn Polska

Za miesiąc w Paryżu rozpocznie się konferencja klimatyczna COP21, podczas której uczestnicy mają wypracować porozumienie w sprawie globalnej redukcji emisji gazów cieplarnianych. W unijnym mandacie negocjacyjnym zawarto zobowiązanie do redukcji emisji dwutlenku węgla o 40 proc. w 2030 roku względem 1990 roku. Europa jest w tym zakresie liderem i zgodnie z przewidywaniami ekspertów inne kraje, przede wszystkim te rozwijające się, nie zgodzą się na wyższe cele. Choć postanowienia COP21 prawdopodobnie nie przyniosą rewolucji, czeka nas dalszy wzrost emisji.

Na konferencji klimatycznej w Paryżu na pewno zostanie wynegocjowany dokument, pewnego rodzaju porozumienie, w którym znajdzie się zapewnienie, że cały świat zwraca uwagę na problemy klimatyczne i bierze się za walkę z emisją dwutlenku węgla – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki i IT, prezes Transition Technologies. – Ale jak będziemy szukać szczegółowych zapisów, to napotkamy dużo problemów. Poza Europą żaden kraj, prawdopodobnie, nie zgodzi się na ostre zobowiązania, które będą wymagały pieniędzy. W dokumencie znajdą się raczej obłe zapisy, które nie uderzą za mocno w lokalne gospodarki.

Celem konferencji klimatycznej ONZ, która odbędzie się w grudniu br. w Paryżu, ma być uzgodnienie globalnego porozumienia w sprawie redukcji emisji gazów cieplarnianych. Poszczególne kraje mają zadeklarować zakres wysiłków w sprawie ochrony klimatu, które zostaną podjęte po 2020 roku.

Unia Europejska jest jastrzębiem w zakresie redukcji emisji dwutlenku węgla. We wspólnym mandacie negocjacyjnym UE z września zawarto zobowiązanie, że do 2030 roku będzie ona zredukowana o 40 proc. względem 1990 roku. Jak wynika ze sprawozdania Europejskiej Agencji Środowiska, emisje gazów cieplarnianych w Europie zmniejszyły się w latach 1990–2014 o 23 proc. i osiągnęły najniższy notowany poziom.

Europa chce jak najbardziej zmniejszać emisję po to, żeby przenosić swoje doświadczenie i swoje technologie na inny świat. Stany Zjednoczone przechodzą rewolucję łupkową, więc jest tam coraz więcej gazu. W związku z tym w naturalny sposób emisja dwutlenku węgla spada. Chiny mają wielki program budowy elektrowni jądrowych, a poza tym hamuje im dynamika rozwoju gospodarczego, więc nie potrzebują tak dużo energii. Indie i Afryka nadal będą zwiększać emisję i nie zgodzą się na globalne porozumienie. Zostanie to ukryte pod stwierdzeniem, że tym krajom dajemy jeszcze trochę czasu – podkreśla prof. Świrski.

I dodaje, że formalnie w Paryżu zostanie ogłoszony duży sukces w postaci nowego Protokołu z Kioto, ale nie będzie to rewolucja.

Kraje, które zdecydowały się na ratyfikację przyjętego w grudniu 1997 roku Protokołu z Kioto, zobowiązały się do redukcji emisji gazów cieplarnianych (głównie dwutlenku węgla, metanu i tlenku azotu) do 2012 roku o co najmniej 5 proc. względem poziomu z 1990 roku. W przypadku niedoboru bądź nadwyżki emisji zobowiązały się zaś do odsprzedaży lub odkupienia limitów.

Zdaniem prezesa Transition Technologies wzrostu emisji nie da się na razie zatrzymać.

Kraje rozwijające się będą ciągnęły tę emisję w górę. Cokolwiek zrobimy w krajach wysoko uprzemysłowionych i tak nie zatrzymamy globalnej emisji dwutlenku węgla. Przykładem jest Europa, która podejmuje tytaniczne wysiłki, a w rzeczywistości od wprowadzenia systemów ETS udział Europy w emisjach zmalały z 15 do 10 proc. Jeśli zredukujemy emisję o 80 proc., czyli pewnie 6-8 proc. emisji światowej, to szybko Afryka, Indie i Chiny wyemitują dwa razy więcej – podkreśla prof. Konrad Świrski.

E-głosowanie szansą na wyższą frekwencję w wyborach. Na system informatyczny potrzeba 30–50 mln zł

CEO Magazyn Polska

Możliwość oddawania głosu wyborczego przez internet mogłaby zwiększyć frekwencję. W ostatnich wyborach zagłosowała nieco ponad połowa uprawnionych, a e-głosowanie popiera trzech na czterech Polaków. Odpowiednie technologie już istnieją, większym problemem jest zmiana prawa, która umożliwi wprowadzenie takiego systemu. Szacowany koszt to 30–50 mln zł.

Systemy te pozwalają na przeprowadzenie bezpiecznego głosowania oraz zweryfikowania tego głosowania pod względem procesowym – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Strzelecki, dyrektor operacyjny TenderHut SA. – Czyli może przyspieszyć ten proces i – to czego w tej chwili nie możemy zrobić w metodzie papierowej – sprawdzić, że ktoś oddał jeden głos.

Możliwość głosowania przez internet wprowadziły Stany Zjednoczone, Szwajcaria i Estonia. Stworzenie takiego systemu w Polsce nie musi się wiązać z wysokimi kosztami – przekonuje ekspert. Byłyby one z pewnością mniejsze niż organizacja pojedynczego referendum: 30–50 mln zł versus 90 mln zł.

Najważniejszą korzyścią jest to, że po jednorazowym dużym wydatku zapominamy o takich dużych wydatkach jak przeprowadzenie całego głosowania. Kolejne głosowania już są wykonywane w drodze elektronicznej i nie angażują w to tak dużej liczby osób – mówi Strzelecki.

System umożliwiłby obywatelom również wypowiadanie się w ważnych kwestiach. Obniżyłoby to koszty referendum do kilku milionów złotych.

Samo e-głosowanie i sposób jego przeprowadzenia pozwala w znaczący sposób oszczędzić pieniądze – podkreśla dyrektor operacyjny TenderHut. – Dużo ważniejszą sprawą jest jednak kwestia czasu, od tego, kiedy zakańczamy głosowanie, do tego, kiedy poznajemy wyniki, Mamy też większą pewność tych wyników.

Jak podkreśla Robert Strzelecki, największą barierą we wdrożeniu systemu w Polsce są przepisy prawne. Kwestia związana ze zmianą ustaw i wprowadzeniem e-głosowania do prawnego obrotu może być dużo bardziej skomplikowana niż same rozwiązania informatyczne, które są już dziś osiągalne.

Wszystko w rękach polityków – mówi Robert Strzelecki. – Samo wdrożenie produktu to kwestia roku, może dwóch lat, więc to nie jest rzecz, która by blokowała tę zmianę.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu Rzecznika Praw Obywatelskich i CBOS, e-głosowanie popiera 76 proc. Polaków.

Polacy wypijają coraz więcej kawy poza domem. Najlepsze sieciowe kawiarnie notują 20-proc. wzrosty sprzedaży

0

CEO Magazyn Polska

W ciągu dekady spożycie kawy wzrosło o blisko 80 proc. Choć większość z nas po filiżankę czarnego napoju sięga w domu, to coraz więcej osób odwiedza kawiarnie. Sieciowe kawiarnie notują nawet 20-proc. wzrosty. W tym roku wydatki w lokalach mogą wynieść 490 mln zł. Kawiarnie stały się symbolem stylu życia – spędza się w nich wolny czas lub pracuje zdalnie. Dlatego sieci stawiają na coraz większe lokale tak, aby przyciągnąć jak najwięcej klientów.

Warszawski rynek jest dojrzały, ale na pewno nie jest nasycony. To jeden z najszybciej rosnących segmentów rynku detalicznego, zdefiniowany jako „odwiedziny w kawiarniach i spożywanie kawy poza domem”. Niektóre badania wskazują nawet, że wzrost wynosi nawet 20 proc. rocznie – mówi agencji Newseria Biznes Adam Ringer, prezes sieci kawiarni Green Caffè Nero.

Polacy coraz częściej sięgają po kawę. Dane resortu Skarbu Państwa wskazują, że w ciągu dekady spożycie wzrosło o ok. 80 proc. Według danych Euromonitora statystyczny Polak wypija rocznie 95 litrów kawy. Z badań CHI Polska wynika, że 53 proc. osób odwiedzających kawiarnie w Polsce robi to co najmniej raz w miesiącu. To o 3 proc. więcej niż w 2013 roku. Na 1 mln mieszkańców przypada 12-13 kawiarni sieciowych. Średnia europejska wynosi 25, a np. w Wielkiej Brytanii jest ich powyżej 80.

Istotną kwestią jest to, ile kawy pije się w domu, a ile poza nim – zaznacza Adam Ringer. – Jest duży wzrost popytu na kawę. Wyniki pokazują, że w ciągu roku mamy wzrosty sięgają ok. 20 proc. Co więcej, zauważamy, że zaczynają przychodzić nowe grupy klientów.

Badanie „Cafe monitor” przeprowadzone przez instytut ARC Rynek i Opinia wskazuje, że kawę najchętniej pijemy w domu (70 proc.). Już 57 proc. po napar sięga w sieciowych kawiarniach. Wśród klientów przeważają kobiety, jednak przybywa też mężczyzn. Do kawiarni przychodzą przede wszystkim osoby w wieku 25–35 lat, ale coraz częściej można zobaczyć w nich osoby w bardziej zaawansowanym wieku, co jak podkreśla Ringer, jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia.

Na rynku są dwaj najwięksi gracze na świecie, Costa i Starbucks. Po dwuletnim okresie, kiedy robili niewiele, teraz zaczynają ponownie otwierać nowe lokale. Dla osoby, która nie chodzi często do kawiarni, mogą się one wydawać takie same. Ale stali klienci je różnicują. My mamy nieco innych klientów niż Starbucks czy Costa – wyjaśnia prezes Green Caffè Nero.

Jak podkreśla, klienci Green Caffè Nero raczej piją kawę i spędzają czas w lokalach, rzadziej kupują na wynos.

Klienci spędzają u nas więcej czasu niż jeszcze kilka lat temu, często też pracują w kawiarni. Jest dużo ludzi, którzy prowadzą tryb życia nomadów, nie mają stałych miejsc pracy, a biurem są kawiarnie. Trzeba dać im tę przestrzeń, dlatego kiedy otwieramy nowe lokale, są one o 50-60 proc. większe niż jeszcze 5 lat temu – tłumaczy Adam Ringer.

Badanie „Coffee in Poland” przeprowadzone przez Euromonitor International wskazuje, że wydatki w lokalach, w których kawa ma największy udział w obrotach, mogą w tym roku wynieść 490 mln zł. To o blisko 5 proc. więcej niż rok wcześniej. W 2016 roku przychody kawiarni mogą sięgnąć 517 mln zł.

Polscy informatycy doceniani przez zagranicznych inwestorów. Odpowiednie zachęty mogłyby przekonać młodych do kariery w IT, a firmy do inwestycji w Polsce

CEO Magazyn Polska

Szacuje się, że do 2020 roku w Unii Europejskiej będzie brakować nawet miliona pracowników z sektora IT. Na niedobór specjalistów narzekają także polskie firmy. Eksperci podkreślają, że potrzebne są zachęty dla młodych ludzi, żeby podejmowali studia informatyczne. Takie istnieją np. w Rumunii, dzięki czemu kraj ten przyciąga kolejne zagraniczne inwestycje. Polscy specjaliści IT cieszą się za granicą dużym uznaniem, a dodatkowe zachęty i ulgi mogłyby jeszcze ożywić ten rynek zarówno po stronie popytu, jak i podaży.

Polska jest oceniana jako świetny rynek. Mamy tu bardzo mądrych, bardzo dobrze wykształconych młodych ludzi, którzy się rozwijają. Mają dobre umiejętności komunikacyjne, tzw. umiejętności miękkie, które w naszej branży są bardzo ważne, oraz wysoką produktywność. Słyszę od moich klientów i wewnątrz korporacji same superlatywy na temat Polaków i ich pracy. Mamy dobrą reputację na świecie, ale koszt jest pewnym problemem – mówi agencji informacyjnej Newseria Wojciech Mach, dyrektor zarządzający Luxoft Poland, globalnego dostawcy usług outsourcingu IT.

Jak podkreśla, Polska jest w regionie Europy Środkowo-Wschodniej liderem w zakresie nowych inwestycji. W kolejnych latach inwestorzy mogą jednak skłaniać się ku krajom, gdzie koszty pracy będą niższe.

Tu w porównaniu z regionem Polska nie wygląda wcale tak świetnie. W Bułgarii mamy już od lat płaski podatek na poziomie 10 proc. dla wszystkich. W Rumunii niedawno wprowadzono zmianę w opodatkowaniu, która pozwala bardzo szerokiej grupie absolwentów kierunków IT i pokrewnych mieć zerowe opodatkowanie, więc całe brutto to jest netto – wylicza Wojciech Mach. – W Polsce natomiast pracownicy branż IT są opodatkowani, tak jak wszyscy, podatkiem progresywnym, a są to osoby bardzo dobrze wynagradzane.

Według Ogólnopolskiego Badań Wynagrodzeń przeprowadzonego przez Sedlak & Sedlak w 2014 roku połowa pracowników z branży IT w Polsce zarabia ponad 6 tys. zł brutto, a 25 proc. ma miesięczną pensję na poziomie 9,2 tys. zł brutto.

Poziom płacy jest już niemal europejski i nie będę ukrywał, że ma to bardzo duże znaczenie dla inwestorów i ogólnych kosztów inwestycji. Wybierając między Rumunią a Polską, mówimy o 15–30 proc. oszczędności na inwestycji, jeśli zdecydujemy się na pierwszy kraj  – mówi Mach. – W Polsce nie ma ulg dla absolwentów kierunków IT czy pokrewnych i właśnie tym się bardzo różnimy od takich krajów jak Rumunia czy Bułgaria. To jest bardzo ważne, kiedy młody człowiek podejmuje decyzję o studiach.

Jak podkreśla dyrektor Luxoft Poland, płace na rynku rosną szybciej niż średnie wynagrodzenia – ponad 7 proc. rocznie.

Jest pewien limit płac, po przekroczeniu którego przestanie się to po prostu wszystkim opłacać i tu pojawia się duże ryzyko. Zwiększenie podaży pracowników, czyli zwiększenie liczby studiujących IT i pracujących w branży, pomogłoby utrzymać te płace wciąż na bardzo dobrym poziomie, ale bez tak szybkiego spadania tej relacji pracy do płacy – wyjaśnia Wojciech Mach.

Zwiększenie podaży będzie możliwe tylko przez zachęcanie młodych do tej ścieżki kariery. W Polsce są kadry, które potrafią świetnie uczyć. Zdaniem Macha wzmocnienie kształcenia w dziedzinie IT jest możliwe m.in. przez promowanie tego kierunku kariery zawodowej już wśród najmłodszych, czyli w szkołach podstawowych i średnich. Można też zachęcać kobiety do podejmowania pracy w tym sektorze – to grupa wciąż słabo reprezentowana wśród informatyków.

W Polsce brakuje nawet 50 tys. informatyków. Według danych Komisji Europejskiej w całej UE braki sięgają kilkuset tysięcy osób, a do 2020 roku wakatów może być nawet milion.

To jest luka, która będzie się powiększać. Pamiętajmy, że świat idzie ciągle w stronę nowych technologii – twierdzi Wojciech Mach. – Kolejne sektory rynku rozwijają się w taki sposób, że wymagają IT. Przykładem jest rynek motoryzacyjny. Słyszymy o mądrych samochodach, które same się prowadzą. W tej chwili w nowoczesnym samochodzie mamy kilka milionów więcej linii kodu niż w statku kosmicznym czy w boeingu. To są potężne kody, które ktoś musi napisać i przetestować – dodaje.

Firma Luxoft cały czas szuka kolejnych specjalistów w Polsce. Zatrudnia w kraju ok. 1,2 tys. pracowników.

Dolar po 4 zł to dobrze …i źle

Na wczorajszym posiedzeniu Fed, amerykański bank centralny, szeroko otworzył sobie drzwi do pierwszej od 10 lat podwyżki stóp procentowych w USA jeszcze w tym roku (w grudniu). I prawdopodobnie to zrobi. Zła wiadomość jest tak, że za dolara już wkrótce trzeba będzie zapłacić powyżej 4 zł. Dobra wiadomość jest natomiast taka, że …dolar będzie kosztował powyżej 4 zł!

Amerykański Fed wczoraj nie zmienił stóp procentowych, co było powszechnie oczekiwaną decyzją. Nie wszyscy jednak zakładali, że jednocześnie zostaną otwarte drzwi do ich podwyżki w grudniu br.

Perspektywa podwyżki stóp w USA wywindowała wczoraj cenę dolara do poziomu ponad 3,93 zł. To najwyższy kurs od marca. Tymczasem jeszcze w połowie miesiąca płacono za niego poniżej 3,68 zł. A będzie kosztował jeszcze więcej. Amerykańska waluta powinna dotrzeć do 4 zł i wyżej. To naturalna konsekwencja oczekiwanych podwyżek stóp w USA. Szczególnie, że jednocześnie rośnie prawdopodobieństwo cięcia stóp  w Polsce w przyszłym roku, za czym przemawia niższy od zakładanego wzrost gospodarczy, głębsza deflacja, różnica w stopach w Polsce i strefie euro, czy możliwa presja na ich obniżenie ze strony przyszłego rządu Beaty Szydło.

Jakie będą konsekwencje dolara po 4 zł i wyżej? Po pierwsze, droższe będą towary importowane do Polski. M.in. elektronik, ubrania, ropa. Są też i dobre strony. Skoro import okaże się mniej opłacalny to bardziej będzie się opłacać produkować w Polsce. Tańszy będzie też polski eksport. I wreszcie, pojawi się inflacja, co może wymusić na konsumentach przyspieszenie decyzji o zakupach, a więc zacznie nakręcać się koniunktura.

Polscy przedsiębiorcy chcą zmian przepisów – powstały konkretne propozycje

29 października w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda spotka się z przedsiębiorcami, ekonomistami, prawnikami oraz przedstawicielami instytucji publicznych i organizacji pozarządowych. Odbierze z rąk uczestników propozycje gotowych projektów zmian ustaw sprzyjających rozwojowi gospodarki.

 To najważniejsza część I edycji Forum dla Wolności i Rozwoju  – pionierskiego projektu obywatelskiego, którego celem jest poprawa warunków dla rozwoju firm w Polsce, podniesienie konkurencyjności gospodarki i zwiększenie jej efektywności. W dłuższej perspektywie Forum ma dążyć do wzmocnienia współpracy i wymiany idei pomiędzy krajami Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej. To pierwsza inicjatywa w regionie, której głównym założeniem jest stworzenie konkretnych propozycji zmian, zapisanych językiem prawa, wypracowanych ponad podziałami.

Forum zostało zainicjowane przez polskich przedsiębiorców reprezentujących takie firmy jak Atlas i FAKRO, a także wybitnych prawników, ekonomistów, wspieranych przez liczne instytucje: Krajową Izbę Gospodarczą, Miasto Katowice, organizacje NGO oraz media. Nadrzędnym celem inicjatywy jest przedstawienie decydentom w kraju propozycji zmian legislacyjnych w takich obszarach jak swoboda działalności gospodarczej, prawo zamówień publicznych, prawo podatkowe, prawo budowlane, kreowanie rynku pracy, energetyka, ochrona zdrowia czy Partnerstwo Publiczno-Prywatne. Punktem kulminacyjnym Forum jest Kongres, który trwa właśnie w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Postulaty zmian prawnych odbierze dziś wieczorem z rąk uczestników Forum Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda.

„Dzisiejsza pozycja Polski na świecie jest w dużej mierze wynikiem ciężkiej pracy polskich przedsiębiorców. Ich wkład i zaangażowanie w budowę naszej gospodarki widać między innymi w takich oddolnych inicjatywach jak Forum dla Wolności i Rozwoju. Polscy przedsiębiorcy potrzebują prawa, które wzmocni ich konkurencyjność i pomoże dalej się rozwijać. Dlatego konieczna jest m.in. reforma systemu podatkowego, który będzie motywował do inwestowania środków finansowych w Polsce i który będzie sprawiedliwie traktował wszystkie firmy: polskie i zagraniczne, te większe i te, które prowadzą działania w skali mikro”, powiedział Andrzej Duda, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej.

W poszukiwaniu dobrego prawa

Przez ostatnich kilka miesięcy eksperci Forum analizowali przepisy, które są największym hamulcem gospodarki, a także rozwiązania, które sprawdziły się w państwach regionu i które można wdrożyć również w Polsce. Najciekawsze z nich zostały przedyskutowane podczas blisko 20 specjalistycznych warsztatów z udziałem ponad 250 ekspertów i gości specjalnych z Polski i zagranicy.

„Reforma podatkowa, zamiana CIT na inną formę podatku – który obniżyłby uciążliwość dla przedsiębiorstw, ale też i dla Państwa – lub wdrożenie systemu mieszanego, ulgi inwestycyjne, wyrównanie szans pomiędzy dużymi i małymi podmiotami oraz firmami polskimi i zagranicznymi, wprowadzenie zasady rozstrzygania niejasności na korzyść podatnika – to przykłady postulatów wnoszonych przez przedsiębiorców w obszarze podatkowym”, podkreślał Henryk Siodmok, prezes zarządu grupy Atlas. „Polskie przedsiębiorstwa chcą płacić podatki, ale mają poczucie, że system jest nieefektywny i nie gwarantuje jednakowych szans rozwoju dla wszystkich”, przekonywał.

 Dla uczestników Forum szczególnie ważne jest tworzenie przejrzystych, jednolitych przepisów i upraszczanie całego systemu prawnego (jeden akt zamiast mnożenia ustaw i chaosu legislacyjnego). Jak wynika z najnowszych analiz Grant Thornton[1], we wrześniu powstało w skali miesiąca najwięcej stron przepisów w całej historii polskiego prawodawstwa. Obecnie statystyczny przedsiębiorca lub obywatel, chcąc zapoznać się z wszystkimi nowymi przepisami powinien na czytanie aktów prawnych poświęcić 3 godziny i 55 minut każdego dnia roboczego. Jedną z zasad tworzenia propozycji postulatów w ramach Forum jest ukazanie jak proponowana zmiana może uprościć system i jakie korzyści dla państwa, przedsiębiorcy i obywatela przyniesie.

Myślenie strategiczne i efektywne działanie

Forum zajmuje się też obszarami kluczowymi z punktu widzenia wieloletniego rozwoju państwa. Są to energetyka, kreowanie rynku pracy, ochrona zdrowia i rynek finansowy.

„Potrzebujemy strategicznego myślenia w perspektywie kilkunastu i kilkudziesięciu lat. Ale to nie wystarczy, musimy też w taki sposób realnie działać. Z realizacji celów długoterminowych powinien być rozliczany regularnie rząd, samorządy i wszystkie państwowe instytucje. Potrzebujemy również określenia branż strategicznych tak, aby wiadomo było, które obszary szczególnie mocno wspieramy i promujemy. Trzeba zwiększyć też realny transfer wiedzy i środków pomiędzy mniejszymi i większymi podmiotami na rynku, nauką i biznesem, sektorem prywatnym i publicznym. Organizm państwa powinien żyć. Tymczasem mamy wiele świetnych rozwiązań na papierze, a nie działających w praktyce”, skomentowała prof. nadzw. dr hab. Barbara Piontek, sekretarz generalna Forum dla Wolności i Rozwoju Law4Growth, czuwająca nad merytoryką warsztatów i nad przygotowaniem zbioru dobrych praktyk dla państwa i biznesu pt. Prawo dla Wolności i Rozwoju.

Postulaty zmian wypracowane na Forum dotyczą wielu bardzo konkretnych, szczegółowych obszarów. Przykładem może być postulat ujednolicenia prawa bankowego w formie nowego aktu prawnego – kodeksu, który regulowałby publiczne i prywatne prawo bankowe. To zwiększy przejrzystość rynku finansowego i stabilność prawa, a także lepsze jego rozumienie przez przedsiębiorców i konsumentów. Postulowana jest również możliwość inwestowania przez fundusze emerytalne w nieruchomości komercyjne, podobnie jak to robią na polskim rynku chociażby niemieckie podmioty tego typu. To ważne, bo inwestycje polskich funduszy, od kiedy nie mogą one inwestować w obligacje, są obarczone dużym ryzykiem. Z kolei proponowanym rozwiązaniem w zakresie swobody działalności gospodarczej jest powołanie Rady Przedsiębiorców – ciała reprezentującego przedstawicieli sektora prywatnego, które miałoby wpływ na tworzone ustawy. W obszarze innowacji postulowane jest zwiększenie poziomu komercjalizacji wiedzy poprzez m.in. stworzenie portalu innowacji, za pośrednictwem którego można zlecać badania, kupować licencje i patenty oraz pozyskiwać wiedzę o prowadzonych projektach badawczych. W obszarze energetyki sygnalizowana jest potrzeba stworzenia rynku mocy i zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego kraju poprzez wprowadzenie rynkowego mechanizmu wynagradzania mocy. W zakresie PPP rynek czeka m.in. na bardzo ważny podpis Prezydenta pod ustawą rewitalizacyjną, w której znajduje się zapis, który pozwoli na niezaliczanie przez samorządy kosztów partnerstwa do długu publicznego. W obszarze kreowania rynku pracy pojawia się propozycja wprowadzenia do kodeksu pracy tzw. „banków” lub „kont” czasu pracy, by pracodawca mógł mieć swobodę kształtowania zasad rozliczania czasu pracy w zależności od zmieniających się potrzeb. Innym postulatem z tego obszaru jest uregulowanie kwestii zatrudniania pracowników w wieku 50+ i przedemerytalnym poprzez wprowadzenie uregulowań mających zachęcić pracodawców do zatrudniania dojrzałych pracowników. To tylko przykłady propozycji zmian zgłaszanych przez uczestników Forum. Wszystkie postulaty zostaną złożone na ręce Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy pod koniec drugiego dnia konferencji.

Katowice w centrum polskiego biznesu

 Wybór Katowic na miejsce, w którym odbędzie się Kongres nie jest przypadkowe. Stolica Górnego Śląska jest symbolem miasta, które potrafi przekuć tradycje ciężkiej pracy w nowoczesne podejście do przedsiębiorczości i tworzenia atrakcyjnych warunków dla rozwoju gospodarczego. Według ostatniego raportu Global Metro Monitor (2015)[2], Katowice rozwijają się gospodarczo szybciej niż np. Warszawa, Helsinki, Berlin czy Rzym. W tegorocznym rankingu stolica Górnego Śląska zajęła 132 miejsce (na 300 analizowanych miast) wśród najszybciej rozwijających się na świecie metropolii m.in. pod względem rocznej stopy wzrostu zatrudnienia czy rocznej stopy wzrostu realnego PKB na mieszkańca. Lepsze noty spośród polskich ośrodków uzyskał tylko Kraków.

„Współorganizowanie takiego wydarzenia, jakim jest Forum Law4Growth jest dowodem na to, że Katowice są miastem, w którym rozwijają się nie tylko inwestorzy zagraniczni, ale także polski biznes. W Katowicach swoje siedziby mają takie przedsiębiorstwa, jak TAURON Polska Energia, PSE – Południe, czy Farmacol. To u nas działają firmy dostarczające innowacyjne produkty i rozwiązania technologiczne, takie jak Kopex, czy Famur. Angażując się w działania Forum, chcemy pokazać, że Katowice i Aglomeracja Górnośląska to niezwykły kapitał ludzki – aktywny i przedsiębiorczy. Staramy się jak najefektywniej wykorzystać energię ponad 2 mln mieszkających tu ludzi, jednocześnie pokazując innym, jak można mądrze się zmieniać i rozwijać”, powiedział Marcin Krupa, Prezydent Miasta Katowice.

 Na pierwszą edycję Forum dla Wolności i Rozwoju Law4Growth zarejestrowało się w sumie ok. 850 osób, co pokazuje jak duża jest potrzeba dokonywania zmian w Polsce.

„Tuż po Forum przygotujemy dostępny dla wszystkich zbiór dobrych praktyk dla państwa i biznesu pt. Prawo dla Wolności i Rozwoju. Potem zaczniemy pracę nad kolejną edycją Forum. Nasza inicjatywa jest z założenia wydarzeniem cyklicznym, integrującym coraz większą liczbę ekspertów i środowisk, którzy będą chcieli pracować nad propozycjami zmian w swoich dziedzinach. Chcemy również, by Forum w kolejnych latach miało coraz mocniej zarysowany kontekst międzynarodowy, spajający kraje Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej”, podsumował Michał Rybicki, szef projektu Forum dla Wolności i Rozwoju Law4Growth.

[1] Grant Thornton, Barometr stabilności otoczenia prawnego w Polsce, Październik 2015
[2] Ranking Global Metro Monitor, The World’s Most Economically Powerful Cities in 2015

Rynek wynajmu długoterminowego aut rośnie w najwyższym od ponad 3 lat tempie

Branża wynajmu długoterminowego samochodów (CFM) odnotowała po trzecim kwartale 2015r. najlepsze wyniki od ponad 3 lat. Zgodnie z danymi podanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, czyli organizację reprezentującą w Polsce branże CFM i Rent a Car, rynek wynajmu długoterminowego aut służbowych urósł po trzecim kwartale aż o 14% r/r. W ostatnim kwartale już więcej, niż co piąte (21,2%) nowe auto osobowe kupione przez firmy w polskich salonach, znalazło się w usługach wynajmu długoterminowego. Imponująco duży jest również wzrost liczby aut w usługach CFM. W pierwszych 9 miesiącach 2015r. wzrost liczby samochodów
w wynajmie długoterminowym w Polsce był aż o 71% większy, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.  

Zgodnie z danymi po III kwartale 2015r. branża wynajmu długoterminowego samochodów służbowych w Polsce, skupiona w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, czyli organizacji reprezentującej ok. 80% rynku, powiększyła się o 14% w ciągu roku (r/r). Oznacza to, że łączna liczba aut w wynajmie długoterminowym, finansowana i zarządzana przez firmy CFM należące do PZWLP, jest większa o ponad 17 tys. pojazdów (17.054) w porównaniu ze stanem z końca września 2014r. i wynosi obecnie już ponad 138,5 tys. aut (138.573).

Rok 2015 może być jednym z najlepszych w historii wynajmu długoterminowego aut w Polsce

W samym III kwartale, a więc w porównaniu do stanu z końca czerwca, rynek wynajmu długoterminowego w Polsce urósł o prawie 4 tys. (3.938) samochodów, czyli o  3%. Skumulowany wzrost rynku w trzech kwartałach 2015r. wynosi już dzięki temu 10% (wzrost o 12.697 samochodów), co jest wynikiem rzadko spotykanym nawet w rozwijającej się w Polsce od wielu lat dynamicznie branży wynajmu długoterminowego. Dla porównania, w analogicznym okresie roku ubiegłego, a więc od początku stycznia do końca września 2014r., rynek ten urósł o 7.420 aut. Oznacza to, że wzrost liczby samochodów w usługach wynajmu długoterminowego jest w pierwszych 9 miesiącach roku 2015 aż o 71% większy, niż rok wcześniej (12.697 wobec 7.420 aut).

Marek Malachowski Z  opublikowanych przez PZWLP danych po III kwartale 2015r. wynika, że rok 2015 może się okazać jednym z najlepszych w historii wynajmu długoterminowego aut w Polsce – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Pomimo, że łączna liczba samochodów firm CFM skupionych w PZWLP wynosi już ponad 138,5 tys. pojazdów, to rynek powiększa się w bardzo wysokim, niespotykanym od ponad 3 lat tempie 14% r/r. Osiągnięcie takiego rezultatu jest możliwe dzięki dynamicznemu wzrostowi liczby aut w wynajmie długoterminowym – w okresie od początku stycznia do końca września 2015 r. był on aż o 71% większy %, niż w porównywalnym czasie rok wcześniej. Na przykładzie najnowszych  danych rynkowych wyraźnie widać, że popularność wynajmu długoterminowego samochodów służbowych wśród przedsiębiorców w naszym kraju bardzo szybko rośnie. W efekcie, usługi te stają się  jedną z głównych form użytkowania aut przez firmy w naszym kraju. Obecnie decyduje się na nie już więcej niż co piąta firma w Polsce. Wynajem długoterminowy jest coraz chętniej wybierany przez przedsiębiorców zamiast zakupu pojazdów za gotówkę, na kredyt lub nabycie poprzez klasyczny leasing finansowy czy operacyjny, gwarantujący tylko zewnętrzne finansowanie aut, bez ich obsługi administracyjnej i serwisowej.

Zgodnie z danymi IBRM Samar w III kwartale 2015r. w Polsce do firm sprzedano łącznie ponad 55,5 tys. nowych aut osobowych. Według ekspertów PZWLP, w wynajmie długoterminowym w tym okresie znalazło się 11,8 tys. tych pojazdów (z czego firmy PZWLP zakupiły ponad 9,2 tys. aut), co stanowi 21,2% łącznej sprzedaży nowych samochodów osobowych do firm. Jednocześnie, warto podkreślić, że to właśnie firmy są obecnie głównym motorem napędowym sprzedaży nowych aut w Polsce. W trzecim kwartale nowe auta osobowe aż w 70% przypadków były w naszym kraju nabywane przez klientów korporacyjnych (firmy).

Full Service Leasing najchętniej wybierany spośród usług wynajmu długoterminowego

Niezmiennie najchętniej wybieraną przez przedsiębiorców w Polsce usługą w ramach wynajmu długoterminowego jest Full Service Leasing (FSL). Na koniec września w łącznej flocie ponad 138,5 tys. pojazdów firm CFM skupionych w PZWLP, w Full Service Leasingu (zwanym inaczej leasingiem operacyjnym z pełną obsługą) znajdowało się 74,4% aut (103.137). Usługa ta gwarantuje nie tylko zewnętrzne finansowanie floty, ale również kompleksowe zarządzanie autami firmowymi, obejmujące codzienną administrację (np. przeglądy, rejestracje), ubezpieczenie, likwidację szkód, assistance, wymianę opon i auta zastępcze oraz wszelkie konieczne w służbowych samochodach naprawy i czynności serwisowe. Największe oszczędności w łącznych kosztach finansowania i eksploatacji floty są osiągane właśnie w przypadku Full Service Leasingu, który zapewnia firmie duży komfort w użytkowaniu aut służbowych, nie angażując jej pracowników i wewnętrznych zasobów do czynności obsługowych związanych z parkiem pojazdów firmowych.

Drugą w kolejności najbardziej popularną usługą jest Wyłączne Zarządzanie (FM – Fleet Management), w której w łącznej flocie firm PZWLP na koniec III kwartału znajdowało się 13,9% pojazdów (19.233). W przypadku Wyłącznego Zarządzania przedsiębiorca powierza zewnętrznemu dostawcy (firmie CFM) zarządzanie parkiem aut służbowych, pojazdy finansując jednak we własnym zakresie, w dowolnej formie.

Zgodnie z danymi PZWLP po III kwartale najmniej, bo 11,7% samochodów (16.203) w wynajmie długoterminowym, znajduje się w  usłudze Leasingu z Serwisem (LS), która jest uproszczoną formą Full Service Leasingu. Usługa ta, podobnie jak Full Service Leasing, zapewnia zewnętrzne finansowanie floty, ale nie z pełną, a częściową obsługą administracyjną i serwisową aut służbowych (np. tylko ubezpieczenie, assistance oraz serwis mechaniczny).

Największymi firmami należącymi do PZWLP pod względem liczebności łącznej floty w usłudze Full Service Leasingu, będącej najbardziej rozwiniętą formą wynajmu długoterminowego, są po III kwartale 2015r. kolejno:  LeasePlan Fleet Management Polska (22.103 auta), Arval Polska (16.019 samochodów), Alphabet Polska Fleet Management (12.706 pojazdów), Carefleet (10.661 aut) oraz ALD Automotive Polska (9.999 samochodów).

Coraz więcej samochodów hybrydowych w wynajmie długoterminowym

W liczącej ponad 138,5 tys. samochodów łącznej flocie firm wynajmu długoterminowego, skupionych w PZWLP, niezmiennie od lat najchętniej wybieranym rodzajem napędu pozostaje silnik dieslowski, który występuje w 71,3% aut. Silniki benzynowe napędzają 28,5% pojazdów.

Auta ekologiczne, czyli wyposażone w silniki hybrydowe i elektryczne, mają natomiast udział marginalny – na poziomie 0,2%. Warto zwrócić jednak uwagę na fakt, że liczba samochodów napędzanych silnikami ekologicznymi systematycznie i dynamicznie rośnie. W ciągu ostatnich 6 miesięcy ich liczba zwiększyła się o połowę – ze 199 aut tego typu na koniec marca do 299 pojazdów po III kwartale 2015. Wzrost ten został wygenerowany wyłącznie dzięki zwiększającej się liczbie samochodów hybrydowych. Na koniec września w łącznej flocie firm PZWLP znajdowało się 291 (wobec 189 na koniec I kwartału 2015) aut z silnikami hybrydowymi oraz 8 samochodów elektrycznych.

Do najpopularniejszych aut użytkowanych w Polsce w wynajmie długoterminowym należą obecnie: Skoda Octavia, Ford Focus, Skoda Fabia, Toyota Yaris oraz Opel Astra.

Ponad 11 tys. aut wypożyczalni samochodów w PZWLP

W sierpniu do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów przystąpiły kolejne 2 wiodące na krajowym rynku firmy z branży Rent a Car – duże, sieciowe, polskie wypożyczalnie samochodów Panek oraz 99rent. Nowi członkowie dołączyli do utworzonej w PZWLP w maju Grupy Firm Rent a Car, czyli odrębnej struktury organizacyjnej, skupiającej i reprezentującej w Polsce wypożyczalnie samochodów. Dzięki temu do funkcjonującej wewnątrz PZWLP Grupy Firm Rent a Car należy już obecnie 7 firm, największych międzynarodowych i polskich wypożyczalni aut: Avis, Budget, Express, Hertz, Panek, Sixt i 99rent.

Skupione w PZWLP firmy Rent a Car reprezentują znaczącą część rynku wynajmu krótko-
i średnioterminowego samochodów w Polsce. Po III kwartale 2015r. łączna flota wypożyczalni należących do organizacji liczyła już ponad 11,2 tys. (11.243) samochodów. Firmy te zakupiły razem od początku lipca do końca września 2.340 nowych aut osobowych.

PZWLP w III kwartale 2015 – coraz silniejsza pozycja na  rynku flotowym i motoryzacyjnym

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów obchodzi w tym roku jubileusz 10 lat swojej działalności. Po dołączeniu do organizacji w sierpniu 2015 roku dwóch kolejnych wiodących firm Rent a Car, do PZWLP należy już obecnie 21 firm.  Wśród członków organizacji znajdują się najważniejsze w Polsce firmy CFM, reprezentujące ok. 80% rynku oraz najbardziej liczące się nie tylko na polskim, ale i światowym rynku, wypożyczalnie samochodów. PZWLP jest obecnie najważniejszą organizacją szeroko pojętego rynku flotowego, która ma znaczący wpływ na kształt i warunki funkcjonowania w Polsce branży wynajmu długoterminowego samochodów (CFM) oraz branży wynajmu krótko- i średnioterminowego (Rent a Car).

Biorąc pod uwagę wszystkie oferowane przez należące do organizacji firmy usługi, a więc wynajem krótko-, średnio- i długoterminowy samochodów oraz także klasyczny leasing finansowy lub operacyjny pojazdów (wyłącznie zewnętrzne finansowanie, bez obsługi floty), członkowie PZWLP zakupili w III kwartale łącznie prawie 18,5 tys. (18.424) nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że co trzecie (33%) nowe auto osobowe sprzedane w polskich salonach w tym okresie do klienta komercyjnego (do firm), zostało zakupione przez członków PZWLP.

SkyCash na pierwszym miejscu w Polsce oraz drugim w Europie w prestiżowym rankingu Deloitte Technology Fast 50

System płatności mobilnych SkyCash zajął 2. miejsce w rankingu najbardziej dynamicznych firm „Technology Fast 50 CE”, zajmując jednocześnie pozycję nr 1 spośród firm z Polski. Promujący innowacyjność program od 16 lat organizuje firma doradcza Deloitte.

Ranking „Deloitte Technology Fast 50 CE” wyłania najszybciej rozwijające się firmy technologiczne z Europy Środkowej. SkyCash został sklasyfikowany w nim po raz pierwszy, zajmując drugie miejsce. W rankingu uwzględniane są firmy z branży nowych technologii, które działają na rynku dłużej niż cztery lata. Zwycięzcy są typowani w oparciu o procentowy wzrost przychodów operacyjnych, a audytorzy Deloitte weryfikują podane przez nich dane finansowe.

Do tegorocznej edycji rankingu Fast 50 aplikowało rekordowa liczba 190 spółek z 13 krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Aplikujące spółki muszą wytwarzać autorskie technologie lub ponosić wydatki na badania/rozwój oraz nie mogą mieć większościowego inwestora z zagranicy. Ranking Fast 50 Central Europe jest częścią programu Fast 500 EMEA i wszyscy laureaci „najszybszej 50-tki” zostają automatycznie do niego zgłoszeni. Nowością jest, że firma Deloitte postanowiła stworzyć program Global Fast 100, w którym znajdą się najdynamiczniej rosnące firmy na świecie.

Debiut SkyCash w rankingu „Technology Fast 50 CE” potwierdza dynamiczny rozwój firmy, strategię rozwoju oraz pozycję zdecydowanego lidera w sektorze płatności mobilnych w Polsce. Aplikacja pojawiła się na rynku w połowie 2010 roku, umożliwiając początkowo dokonywanie szybkich przelewów między posiadaczami telefonów komórkowych. W SkyCash szybko zaczęły pojawiać się kolejne usługi, w tym najpopularniejsze obecnie płatności za parkowanie, bilety komunikacji miejskiej oraz kolejowej. Ostanie 12 miesięcy to okres gwałtownego, najszybszego w historii rozwoju SkyCash. Darmowa aplikacja została pobrana ponad 2 miliony razy, a jej użytkownicy dokonują obecnie ponad 500 tys. transakcji miesięcznie.

– Polacy coraz szybciej przekonują się do płatności mobilnych – mówi Tomasz Krajewski, prezes SkyCash. – Doskonale widać to na przykładzie Warszawy, gdzie sprzedajemy miesięcznie ok. 80 tys. biletów komunikacji miejskiej, a co siódmy parkujący płaci za postój przez naszą aplikację. Ciężka praca po 12 godzin dziennie z ludźmi, którym się naprawdę chce musi przynosić efekty – dodaje z satysfakcją Krajewski.

Professional Services w gronie 50 najszybciej rozwijających się firm Europy Środkowej według Deloitte

28 października 2015 r. ogłoszono wyniki XVI edycji rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe. W zestawieniu wyłoniono 50 najszybciej rosnących spółek techno­logicznych w Europie Środkowej. Professional Services, jako pierwsza firma doradcza, specjalizująca się w obszarze księgowość, kadr i płac oraz podatków i prawa, uplasowała się w najnowszym rankingu Deloitte. Tym samym firma dołączyła do ekskluzywnego grona wyróżnionych przez Deloitte, których rozwiązania uznane zostały za najbardziej innowacyjne dla biznesu.

Deloitte Technology Fast 50 Central Europe jest corocznym konkursem, organizowanym od piętnastu lat przez Deloitte. Ranking zbiera najbardziej innowacyjne firmy  spośród podmiotów o ugruntowanej pozycji na rynku, jak i tych, które niedawno rozpoczęły swoją działalność. Klasyfikacja nagrodzonych,  odbywa się na podstawie oceny innowacyjności oferowanych usług oraz wzrostu przychodów operacyjnych. Głównym celem projektu jest zwrócenie uwagi na najszybciej rozwijające się firmy technologicznie i innowacyjne w regionie Europy Środkowej oraz promocja młodych, niezależnych i dynamicznych spółek.

Professional Services  jest pierwszą firma doradczą, specjalizująca się w obszarze księgowości, kadr i płac oraz podatków i prawa, która uplasowana została na liście Deloitte Technology Fast 50.

 „Wyróżnienie dla Professional Services w Deloitte Technology Fast 50 potwierdza naszą rosnącą pozycję na bardzo konkurencyjnym rynku BPO. Widzimy w nim również  potwierdzenie innowacyjności naszej oferty. Filozofia Professional Services zakłada koncentrację działań na wartości dodanej dla klienta, którą realizujemy poprzez doradztwo, dające klientom wymierne korzyści biznesowe w postaci zwiększenia konkurencyjności i wartości biznesu. Siłą napędową tego procesu jest wysoka jakość usług świadczonych przez nasze zespoły w oparciu o najlepsze światowe praktyki zarządzania oraz bezpieczeństwo, jakie gwarantujemy dzięki korzystaniu z innowacyjnych, autorskich rozwiązań technologicznych. Trudno byłoby jednak osiągnąć tak wysoką pozycję, gdyby nie unikalna oferta, która jest jednym z najważniejszych elementów budujących sukces biznesowy naszej firmy – powiedział Mateusz Skonieczny, Prezes Zarządu Professional Services

Główna oferta Professional Services opiera się o doradztwo w zakresie kontrolingu oraz zarządzania strategicznego. Firma oferuje również usługi BPO (pl. outsourcing procesów biznesowych) w zakresie księgowości, kadr, doradztwa podatkowego i prawnego oraz finansowania działalności gospodarczej.  Oferta Professional Services każdorazowo dostosowywana jest do indywidualnych potrzeb klienta, specyfiki firmy oraz jej możliwości organizacyjnych. Przez cały okres trwania współpracy firma zapewnia również wsparcie stałego doradcy i możliwość skorzystania ze spersonalizowanego programu szkoleniowego, który tworzony jest na podstawie audytu działalności/procesów operacyjnych i strategicznych.

Małe firmy: „Euro? Raczej „nie” w obawie przed spadkiem popytu i wzrostem kosztów

53,7 proc. polskich małych i mikro przedsiębiorców jest przeciwnych zastąpieniu polskiego złotego przez euro. Taka postawa wynika z faktu, że firmy sektora MMŚP dostrzegają znacznie więcej wad niż zalet przyjęcia przez Polskę tej waluty. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wnioski z piątego badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Oprócz badania dot. opinii przedsiębiorców na temat wprowadzenie euro, zawiera on także m.in. ocenę minionego półrocza przez przedsiębiorców oraz prognozy na drugą połowę 2015 roku.

Zalety wprowadzenia euro w Polsce zdaniem przedsiębiorców

Za wprowadzeniem euro w Polsce opowiada się 32,3 proc. przebadanych firm. W tej grupie zaledwie 13,4 proc. badanych jest zdecydowanie przekonanych o słuszności swojego poglądu. Zdaniem respondentów największą korzyścią z wprowadzenia euro w Polsce byłaby eliminacja kosztów transakcyjnych i ryzyka walutowego, a także wzmocnienie pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Mali przedsiębiorcy w zasadzie nie widzą żadnych innych korzyści związanych z zastąpieniem złotego przez walutę europejską.

wykres_1_opinia_o_szansach_wynikajacych_w_wprowadzenie_euro_w_polsce

Przeważają argumenty przeciw euro

Przedsiębiorcy sektora MMŚP dostrzegają znacznie więcej wad niż zalet włączenia Polski do strefy euro. Ponad połowa sceptyków (50,5 proc.) ocenia, że skutkiem tego ruchu będzie wzrost cen i spadek krajowego poziomu popytu. Przedsiębiorcy obawiają się również – choć w zdecydowanie mniejszym stopniu – wzrostu kosztów prowadzenia działalności (19,3 proc.), a także braku swobody w podejmowaniu autonomicznych decyzji i destabilizacji polityki pieniężnej kraju (14 proc.).

wykres_2_opinia_o_zagrozeniach_wynikajacych_w_wprowadzenia_euro_w_polsce...

„Mikro- i małe firmy są w większości niechętne polityce pieniężnej Unii Europejskiej. Zaledwie co piąty przedsiębiorca korzystał z dofinansowania w latach 2007-2013, jak również podobna, nieliczna grupa deklaruje chęć aplikowania o wsparcie unijne w latach 2014-2020. W opinii przedsiębiorców środki pomocowe nie stanowią ważnego czynnika wspierającego rozwój lokalnych firm. Ma to również wpływ na ich sceptyczne podejście do włączenia Polski do strefy euro. Największe obawy dotyczą obniżenia konsumpcji po zmianie waluty, czego mały biznes może nie przetrwać. Mali przedsiębiorcy patrzą na to również z punktu widzenia ich jako konsumentów i boją się wzrostu cen. Zdanie polityków, ekonomistów czy bankowców się dla nich nie liczy z powodu nadszarpniętego przez lata zaufania” – komentuje Michał Kurczycki z portalu Firmy.net.

Informacje o badaniu

Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone po raz piąty w czerwcu 2015 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1419 przedstawicieli małych firm (50,3 proc. firm jednoosobowych, 43,2 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 6,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (68,1 proc.), 19,6 proc. – handlową, 6,8 proc. – budowlaną, 5 proc. – przemysłowo-produkcyjną, a około 0,5 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Ekokogeneracja S.A. prognozuje 1,95 mln zł zysku netto w 2015 r.

Ekokogeneracja S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2012 r., opublikowała jednostkowe oraz skonsolidowane prognozy finansowe na 2015 r. W tym roku Grupa Kapitałowa ma osiągnąć zysk netto w wysokości 1.946 tys. zł przy przychodach sięgających 5.222 tys. zł.

 Jednostkowa prognoza finansowa Emitenta zakłada wypracowanie przez niego 1.145 tys. zł zysku netto oraz 2.353 tys. zł przychodów ze sprzedaży w 2015 r. Opublikowane prognozy zostały oparte na wstępnych rzeczywistych danych finansowych Spółki oraz Grupy Kapitałowej, a także na prognozie kosztów operacyjnych i przychodów ze sprzedaży za 4 kw. 2015 r. Podmiot zależny Ekokogeneracja S.A. – spółka Ekokogeneracja Development Sp. z o.o., realizuje obecnie jeden duży  kontrakt dostawy oraz uruchomienia instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów, który w istotny sposób wpłynie na tegoroczne wyniki finansowe całej Grupy Kapitałowej.

 „Realizowany kontrakt o wartości 6,5 mln zł ujęty w przychodach w opublikowanej prognozie zostanie do końca roku rozliczony do kwoty 5,5 mln zł, a reszta kontraktu na kwotę 1 mln zł zostanie rozliczona w I kwartale 2016 r. Prognoza skonsolidowanego wyniku finansowego za rok 2015 podlegała przeglądowi przez audytora Spółki. Nasz podmiot stowarzyszony Ekotermika S.A. powołany w końcu zeszłego roku do inwestowania i bycia długoterminowym operatorem instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów pracuje nad przygotowywaniem co najmniej kilku lokalizacji inwestycji, dla których Ekokogeneracja Development Sp. z o.o. będzie dostawcą instalacji „pod klucz” – komentuje Wojciech Rychlicki, Prezes Zarządu Spółki Ekokogeneracja S.A.

 W październiku br. Ekokogeneracja Development Sp. z o.o. podpisała umowę dostawy „pod klucz” oraz uruchomienia instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów o mocy 1,2 MW. Całkowita wartość tego kontraktu sięga 6,5 mln zł netto, z czego kwota 5,5 mln zł zostanie rozliczona przez ten podmiot w 4 kw. 2015 r. po zrealizowaniu dostawy instalacji. Natomiast pozostała kwota 1 mln zł zostanie zapłacona na początku 1 kw. 2016 r. po dokonaniu odbioru końcowego dostarczonej instalacji. Zawarta przez Ekokogeneracja Development Sp. z o.o. umowa zastępuje rozwiązaną umowę dostawy instalacji zawartą w dniu 23.09.2015 r. o wartości 7 mln zł.

Spółka Ekokogeneracja S.A. zajmuje się prowadzeniem sprzedaży dla klientów zewnętrznych oraz podmiotów działających w ramach jej Grupy Kapitałowej instalacji i elementów instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów. Emitent oferuje potencjalnym klientom dwa rodzaje instalacji. Pierwszym są instalacje do produkcji energii cieplnej z odpadów o użytecznej mocy cieplnej od 1,2 do 2,4 MW w piecach ceramicznych WGE. Natomiast drugim rodzajem instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów są piece obrotowe o użytecznej mocy cieplnej od 3 MW do 10 MW

Zmiany na liście leków refundowanych

Dobra wiadomość dla pacjentów z cukrzycą, którzy bez przeszkód mogą kontynuować terapię, nie ponosząc dodatkowych obciążeń finansowych. – Ogłoszona właśnie lista leków refundowanych, przywraca cenę insuliny długodziałającej lantus do poziomu z przedostatniej listy leków refundowanych – mówi newsrm.tv dr Andrzej Paciorkowski, specjalista chorób wewnętrznych i diabetologii, koordynator ogólnopolskiego programu Szkoła Cukrzycy.

Od trzech lat na liście leków refundowanych znajduje się długo działający analog insuliny Lantus® refundowany w cukrzycy typu 1 oraz u części pacjentów w cukrzycy typu 2. Od 1 września 2015 r., po wejściu na listę refundacyjną – biosymilaru glargine, obniżył się limit refundacyjny. W związku z tym odpłatność dla pacjenta za preparat Lantus® automatycznie, istotnie wzrosła. Firma Sanofi obniżyła cenę preparatu do poziomu, który przywrócił odpłatność dla pacjenta sprzed dwóch miesięcy – 72,95 zł za opakowanie 5 wstrzykiwaczy – na obowiązującym od dnia 1 listopada br.  wykazie leków refundowanych, opublikowanym przez Ministerstwo Zdrowia, Dziennik Urzędowy Ministra Zdrowia 2015.66.

– Dzięki temu pacjenci będą mogli  kontynuować leczenie preparatem wybranym wspólnie przez chorego i lekarza. W przypadku cukrzyków, którzy nie stosowali wcześniej insuliny długodziałającej, oznacza to możliwość wyboru rodzaju insuliny bez konieczności rozważania cen poszczególnych leków – dodaje dr Andrzej Paciorkowski, Specjalista chorób wewnętrznych i diabetologii, Koordynator ogólnopolskiego programu Szkoła Cukrzycy.

Wskazania refundacyjne insuliny Lantus® pozostają bez zmian. Z terapii mogą korzystać pacjenci z cukrzycą typu 2, leczeni insuliną NPH od co najmniej pół roku z hemoglobiną glikowaną (HbA1c)  8% i więcej oraz ci, u których w tym okresie leczenia pojawiły się udokumentowane nawracające epizody ciężkiej lub nocnej hipoglikemii. W przypadku osób z cukrzycą typu 1. analog jest refundowany w całej populacji, do refundacji uprawnieni są także diabetycy z cukrzycą o znanej przyczynie (zgodnie z definicją wg WHO). Insulina glargine Lantus® jest refundowana zarówno w jednorazowym wstrzykiwaczu jak i we wkładach do wielorazowych wstrzykiwaczy.

Lekarz wyjaśnia, że stosowane zamiennie leki biopodobne, czyli biosymilarne, to preparaty o podobnej skuteczności i podobnym bezpieczeństwie do leków oryginalnych. Aplikowanie ich wiąże się jednak z koniecznością ponownej edukacji pacjenta w zakresie sposobu przyjmowania leku.

Zamiana leku u każdego pacjenta jest podyktowana różnymi względami. Jeżeli zamiana spowodowana jest względami ekonomicznymi, to jest to dodatkowe obciążenie i stres dla pacjenta, a dla lekarza dodatkowy wysiłek, jak również wymaganie odnośnie dostosowania, sprawdzenia czy skorygowania lekiem biopodobnym w stosunku do leku oryginalnego – podsumowuje dr Andrzej Paciorkowski.

Funt po 6 zł?

FED ponownie nie podniósł stóp procentowych. Zmienił za to treść komunikatu, co skłoniło inwestorów do zainteresowania się dolarem zamiast euro. Złotówka straciła gwałtownie zarówno wobec dolara, jak i funta brytyjskiego. Pierwsza część porozumienia budżetowego w USA została osiągnięta, teraz czekamy na Senat.

Na wczorajszym posiedzeniu FED nie doszło do podwyżki stóp procentowych. Co do tego, że nie dojdzie do tego na tym posiedzeniu, rynki były akurat dość zgodne. Obecnie znowu wraca temat hipotezy podwyżki w grudniu. Termin ten jest w dalszym ciągu podawany jako realny mimo tego, że wycena kontraktów sugeruje późniejszy termin. Dlaczego uważamy wyceny kontraktów za dobry prognostyk? Bo kontrakty to ankiety wśród inwestorów, gdzie nie głosują wedle tego jak im się wydaje, tylko wedle tego jak skłonni są inwestować swoje pieniądze. W komunikacie delikatnie zmieniono sformułowanie – o sprawdzeniu zmian w parametrach gospodarczych na następnym posiedzeniu. W rezultacie więcej inwestorów uwierzyło w grudniową podwyżkę stóp.

Po decyzji doszło do gwałtownego osłabienia się euro głównie wobec dolara. Efektem tego ruchu dla złotego było wybicie się w górę dolara i funta. Powodem tej relacji jest fakt silnego powiązania złotego z euro. Funt otarł się niemal o 6 zł a dolar ponownie jest tylko odrobinę tańszy od franka. Poprzednim razem, gdy dolar zbliżał się wartością do franka, był 15 stycznia 2015r., gdzie Bank Szwajcarii przestał bronić wartości waluty. W tej chwili kurs nie ma sztywnego poziomu obrony, więc nie powinna grozić nam powtórka z rozrywki. To co wtedy nie zadziałało to fakt, że wraz ze słabnięciem euro przez parytet wymiany sztucznie osłabiał się frank. W chwili obecnej kurs jest już uwolniony i w takie dni jak wczoraj mamy również silne zmiany na parze EUR/CHF, rozładowujące napięcia rynkowe.

USA dominowały wczoraj na rynku wydarzeń gospodarczych. Drugim ważnym tematem było przyjęcie dwuletniego budżetu przez izbę niższą. Wzrosły w nim co prawda wydatki federalne, w tym te na obronność, ale odbyło się to nie kosztem deficytu ani wzrostu podatków. Dokonano cięć w programach socjalnych i programie medycznym Medicare. Jeżeli Senat potwierdzi jutro te ustalenia, uda się uniknąć paraliżu budżetowego. Paraliżu znanego chociażby z 2013 roku, kiedy to z powodu braku środków wysłano wszystkich pracowników sfery budżetowej, nie odpowiadających bezpośrednio za bezpieczeństwo, na przymusowy urlop. Limit zadłużenia ma być podniesiony do wartości oczekiwanej na 2017 rok. Obecny limit kończy się w pierwszych dniach listopada zatem czasu jest niewiele.

Dzisiaj w nocy poznaliśmy zaskakująco dobre dane z Japonii. Wstępny miesięczny odczyt produkcji przemysłowej wyniósł +1%, podczas gdy analitycy oczekiwali spadku o 0,5%. Nie zmienia to faktu, że w ujęciu rocznym produkcja przemysłowa dalej spada. Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg. CBI,

13:30 – USA – PKB.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 29.07.2015 do 29.10.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 29.07.2015 do 29.10.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2600, kurs kontynuuje wzrosty. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2400 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 29.07.2015 do 29.10.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 29.07.2015 do 29.10.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9500 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9300.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 29.07.2015 do 29.10.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 29.07.2015 do 29.10.2015

Kurs USD/PLN wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9350. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9000.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 29.07.2015 do 29.10.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 29.07.2015 do 29.10.2015

Kurs GBP/PLN podążał jeszcze na początku miesiąca w trendzie spadkowym. Przed wyborami doszło do silnego wybicia, które jest kontynuowane i najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są obecnie maksima lokalne na 5,9950. W przypadku spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Columbus Energy S.A. osiąga wysoki zysk w 3 kw. 2015 r.

Columbus Energy S.A., Spółka działająca w branży Odnawialnych Źródeł Energii, osiągnęła ponad 2,7 mln zł zysku brutto w 3 kwartale 2015 r. Spółka podpisała także Plan Połączenia z notowaną na rynku NewConnect – COLUMBUS CAPITAL S.A.

 Columbus Energy S.A. rozpoczęła swoją właściwą działalność operacyjną, a więc realizację instalacji fotowoltaicznych, w lipcu tego roku, przekraczając już w pierwszym miesiącu próg rentowności. Spółka we wrześniu 2015 r. zanotowała przychody brutto na poziomie blisko 3,15 mln zł, a w całym 3 kwartale br. wartość sprzedaży sięgnęła 7,9 mln zł. Zysk brutto wypracowany przez Columbus Energy S.A. we wrześniu br. wyniósł prawie 0,75 mln zł.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z osiągniętych wyników finansowych w pierwszym kwartale właściwej działalności operacyjnej Spółki. Potencjał rozwoju naszej branży jest bardzo duży i zamierzamy to wykorzystać. Co prawda zrealizowany zysk brutto w 3 kwartale 2015 r. był nieco niższy od prognozowanego, ale wynikało to z wydłużonej procedury płatności z Programu PROSUMENT. Jestem przekonany, że kolejne miesiące będą dla Spółki bardzo udanym okresem.” – ocenia Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

 W sierpniu br. Spółka opublikowała prognozy finansowe zakładające osiągnięcie w tym roku prawie 4,7 mln zł zysku brutto oraz 20,6 mln zł przychodów brutto ze sprzedaży. Prognozowane przychody ze sprzedaży we wrześniu 2015 r. miały wynieść 4 mln zł brutto, a zysk brutto sięgnąć 1,1 mln zł. Z kolei w 2016 r. Spółka ma zamiar wypracować przychody brutto ze sprzedaży w kwocie 145 mln zł.

W dniu 26.10.2015 r. Spółka podpisała uzgodniony Plan Połączenia z COLUMBUS CAPITAL S.A. Połączenie nastąpi w drodze przejęcia przez Spółkę COLUMBUS CAPITAL S.A. Spółki Columbus Energy S.A. poprzez przeniesienie całego majątku Columbus Energy S.A. na COLUMBUS CAPITAL S.A. w zamian za nowo emitowane Akcje z Połączenia, które COLUMBUS CAPITAL S.A. wyda akcjonariuszom Columbus Energy S.A. W ramach transakcji Połączenia, COLUMBUS CAPITAL S.A. jako Spółka przejmująca wyemituje maksymalnie 253.163.457 akcji serii E dla Akcjonariuszy Columbus Energy S.A. jako Spółki przejmowanej, uwzględniając przyjęty parytet wymiany akcji ustalony na podstawie wycen obu spółek, który wynosi 11,6 akcji COLUMBUS CAPITAL S.A. za 1 akcję Columbus Energy S.A.

Celem planowanego Połączenia będzie dążenie do zdobycia mocnej pozycji konkurencyjnej na rynku Odnawialnych Źródeł Energii, głównie w branży fotowoltaiki, wykorzystując efekty synergii wynikające z potencjału obu podmiotów, redukcji kosztów funkcjonowania oraz optymalizacji struktury organizacyjnej.

„Podpisany przez Spółkę Plan Połączenia z COLUMBUS CAPITAL S.A. to kolejny krok w kierunku finalizacji transakcji połączenia obu podmiotów. Dzięki niej uda nam się zbudować przedsiębiorstwo, które będzie posiadało mocną pozycję rynkową w branży OZE, która ma przed sobą w Polsce bardzo dobrą przyszłość. W pierwszym półroczu 2016 r. planujemy utworzyć nowe oddziały, które pozwolą nam zwiększyć nasz zasięg terytorialny do ponad 80% powierzchni kraju. Chcemy też rozszerzyć nasze portfolio o sprzedaż nowego produktu związanego z termomodernizacją domów jednorodzinnych.” –  podsumowuje Górski.

Głównym Akcjonariuszem Columbus Energy S.A. jest obecnie JR HOLDING S.A., która wraz z podmiotami powiązanymi posiada łącznie 10.307.740 sztuk akcji Spółki, co stanowi 49,50% udziału w jej kapitale zakładowym oraz 46,91% w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy.

Pigu.lt drugą najszybciej rosnącą spółką technologiczną w Europie Środkowej

0

Pigu.lt, spółka z portfela MCI.Techventures, zajęła drugą pozycję w kategorii „Wielka Piątka najnowszego rankingu „Technology Fast 50” opracowanego przez Deloitte. W ciągu czterech lat (2011-2014) jej przychody operacyjne zwiększyły się o 235 procent.

W rankingu „Technology Fast 50” Deloitte ocenia przedsiębiorstwa innowacyjne technologicznie na podstawie wzrostu przychodów operacyjnych. W jego skład wchodzą trzy kategorie: główna „Technology Fast 50” i podkategorie „Wschodzące Gwiazdy” oraz „Wielka Piątka”. „Technology Fast 50” to część dużego programu „Global Technology Fast 100” przygotowywanego przez Deloitte, który z kolei ujrzy światło dzienne w listopadzie tego roku. Znajdą się w nim najdynamiczniej rosnące firmy na świecie.

Moda na energię słoneczną w sektorze MSP

Agencja konsultingowa IHS przekonuje, że średni koszt instalacji fotowoltaicznej zmalał w porównaniu do 2009 roku o 80%. Bloomberg New Energy Finance przekonuje z kolei w raporcie New Energy Outlook, że spadek cen energii pozyskiwanej z promieni słonecznych będzie w ciągu następnego ćwierćwiecza tak znaczący, że nośnik ten wyprzedzi pod kątem ekonomicznej opłacalności stosowanie paliw kopalnych, w tym przede wszystkim węgla. Do 2014 roku fotowoltaika ma stanowić 1/3 rynku całościowej produkcji energii.

panele słoneczne - fotowoltaikaPowyższe dane potwierdzają, że zakup i montaż instalacji fotowoltaicznej okazuje się ekonomicznie opłacalny. Mimo stosunkowo dużych kosztów początkowych, korzystanie z własnych modułów i kolektorów słonecznych pozwala zabezpieczyć firmy na przyszłość, przede wszystkim przed ryzykiem niezależnej od nich podwyżki cen sprzedaży i dystrybucji konwencjonalnej energii elektrycznej.

Rośnie liczba firm produkujących, dystrybuujących i instalujących moduły fotowoltaiczne

Zgodnie z raportem Euro-Centrum Parku Technologicznego w Polsce funkcjonuje przeszło 100 firm, których działalność ukierunkowana jest na sprzedaż modułów fotowoltaicznych. Ponad połowa z nich oficjalnie świadczy usługi montażowe oraz oferuje wsparcie przy projektowaniu całej instalacji, by jak najlepiej zaspokajała ona indywidualne potrzeby klienta – odnotowano w raporcie.

Skutkiem prężnego rozwoju polskiego rynku fotowoltaiki i wzrostu konkurencyjności jest szeroki wachlarz oferty asortymentu światowych producentów energii słonecznej. Sprzedawane w Polsce kolektory i panele fotowoltaiczne pochodzą głównie z Chin (28%), Niemiec (24%), Kanady (17%) i Japonii (9%).

W ostatnim czasie do grona naszych stałych klientów dołączyło kilka przedsiębiorstw zajmujących się produkcją, dystrybucją i instalacją systemów fotowoltaicznych. Nasi wykwalifikowani tłumacze uzupełniają pod kątem translatorskim prowadzone przez nie projekty, przede wszystkim w zakresie wprowadzenia na polski rynek paneli i kolektorów słonecznych. Tłumaczymy wszelkiego rodzaju dokumenty techniczne, w tym specyfikacje, certyfikaty i licencje niezbędne do prowadzenia działalności na terytorium naszego kraju – mówi przedstawiciel Biura Tłumaczeń 123tłumacz.pl

Źródło: Biuro Tłumaczeń 123tłumacz.pl

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 29.10.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Skandynawskie inwestycje bezpośrednie w Polsce to ponad 43,7 mld zł. To jeden z pięciu największych inwestorów w naszym kraju

CEO Magazyn Polska

Wartość skandynawskich inwestycji bezpośrednich w Polsce sięgnęła w 2014 roku 43,8 mld zł. Blisko połowa tej kwoty przypada na Szwecję. Stamtąd pochodzi także największy inwestor – spółka Ikea. Polscy inwestorzy upodobali sobie natomiast głównie rynek norweski, na którym ulokowali w sumie ponad 3,7 mld zł. Lotos i PGNiG mają tam swoje złoża ropy naftowej. Z kolei autobusy Solarisa jeżdżą i w Norwegii, i w Danii, i w Szwecji.

– Inwestorzy skandynawscy zainwestowali w Polsce w ciągu ostatniej dekady ponad 11 mld euro. Tych inwestycji było sporo, Oprócz Ikei w naszym kraju kapitał ulokowało także wiele innych firm – mówi Agnieszka Kowalcze dyrektor Polsko-Skandynawskiej Izby Gospodarczej.

W gronie skandynawskich inwestorów znajdują się między innymi szwedzki Electrolux, który zainwestował w fabrykę w Oławie oraz w Centrum Usług Wspólnych w Krakowie, a także norweski Kongsberg Automotive, który rozwija fabrykę części samochodowych w Pruszkowie pod Warszawą.

– Mamy też Autoliv, który zainwestował w strefie wałbrzyskiej. Z takich dużych inwestorów jest jeszcze firma Cargotec, która zainwestowała w Stargardzie Szczecińskim w 2010 roku. Była to w ocenie PAIiIZ jedna z największych inwestycji tego roku – wylicza Agnieszka Kowalcze.

Jeśli chodzi o najbliższe bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) realizowane przez firmy ze Skandynawii, to duże szanse realizacji ma budowa elektrociepłowni w Zabrzu. Inwestorem jest w tym przypadku fińska spółka Fortum. Koszt przedsięwzięcia szacowany jest na około 200 mln euro, a jego zakończenie powinno nastąpić w 2018 rok.

– Wiem też, że Atlas Copco planuje dosyć dużą inwestycję w strefie wałbrzyskiej – fabrykę, która będzie serwisowała sprzęt produkowany przez Atlas Copco, w planach jest też kilka innych inwestycji – informuje dyrektor Polsko-Skandynawskiej Izby Gospodarczej.

Największym inwestorem skandynawskim w Polsce pozostaje jednak Grupa Ikea. Spółka zainwestowała w naszym kraju łącznie w kilkanaście spółek. W tej grupie znajdują się zarówno zakłady produkcyjne, jak i sklepy. Szwedzi są ponadto właścicielami farmy wiatrowej. Strategia Grupy zakłada bowiem do 2020 roku pełne uniezależnienie się od zewnętrznych dostawców energii.

– Jeżeli chodzi o polskie firmy, to myślę, że mocno obecne na skandynawskim rynku, szczególnie w Norwegii, są Lotos, PGNiG i np. Solaris ze swoimi autobusami, które jeżdżą i w Szwecji, i w Norwegii – wyjaśnia Kowalcze.

Internetowe platformy wymiany walut korzystają na aktywności eksportowej polskich firm. Wymiana walut poza bankiem pozwala oszczędzić nawet połowę kosztów transakcji

CEO Magazyn Polska

Kupowanie walut poza bankami jest coraz popularniejsze wśród polskich firm. Korzystanie z tego typu platform może pozwolić nawet na 50 proc. oszczędności na kosztach wymiany walut w porównaniu z bankami, co przy transakcjach wartych nierzadko nawet milion euro przynosi wymierne korzyści.

Rynek rozwija się bardzo dynamicznie, obserwujemy rosnące zainteresowanie wymianą walut w alternatywnych kanałach zarówno ze strony osób indywidualnych, jak i firm – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Boniecki, prezes platformy Wspólny Rynek. – Plusem jest przede wszystkim niższy koszt, a także profesjonalna obsługa, dzięki której klient otrzymuje szczegółowe informacje na temat tego, co się dzieje na rynku, a to pozwala mu dobrze orientować się w bieżących trendach, w porę reagować i wykorzystywać nadarzające się okazje.

Wzrost popularności tego typu transakcji początkowo związany był przede wszystkim z sytuacją osób spłacających kredyty we frankach. Obecnie ten sposób kupna i sprzedaży walut staje się coraz powszechniejszy wśród średnich i dużych przedsiębiorstw skupiających się na eksporcie i imporcie, przede wszystkim ze względu na wymierne korzyści kosztowe, jakie zapewnia.

Nasza gospodarka odznacza się bardzo dużą dynamiką wzrostu eksportu. Ostatnie lata pokazały, że mamy na tym polu duże osiągnięcia. Ale widzimy zainteresowanie alternatywnymi wobec banków możliwościami wymiany walut zarówno ze strony eksporterów, jak i importerów – twierdzi Mirosław Boniecki. – Osobiście nas to cieszy, bowiem idea, w oparciu o którą budowaliśmy nasz serwis, polega na łączeniu komplementarnych potrzeb eksporterów z importerami, z korzyścią dla obydwu stron.

Na tych platformach, które działają na zasadzie modelu giełdowego, eksporterzy i importerzy dokonują wzajemnej wymiany walut online. Kupujący i sprzedający wymieniają waluty według własnego kursu bądź aktualnego kursu rynkowego.

W przeciwieństwie do międzybankowego rynku walutowego, korzystający z tego typu rozwiązań nie ponoszą kosztów spreadu walutowego. Również koszty infrastruktury, obsługi procesów oraz zatrudnienia kadry są dużo niższe, co wynika z istotnych różnic w modelu biznesowym, np. braku działalności spekulacyjnej, w którą zaangażowane są banki.

Rynek rozwija się dość szybko, transakcje są coraz większe, sięgają nierzadko miliona euro. Kwoty, które firmy wymieniają, są już poważne, ponieważ przedsiębiorstwa widzą w tym duże oszczędności. Przewagi są niebagatelne, mówimy często o oszczędnościach, które – jak mówią nasi klienci – sięgają nawet 50 proc. aktualnych kosztów wymiany walut w bankach – podkreśla Mirosław Boniecki. – W skali gospodarki to są bardzo duże oszczędności w budżetach firm – dodaje.

Jedną z platform zapewniających takie usługi jest Wspólny Rynek, umożliwiający wymianę online w dowolnym przez uczestnika momencie, po ustalonym przez niego kursie, na podstawie kursu rynkowego lub według kursu ustalonego na fixingu Narodowego Banku Polskiego. Wspólny Rynek współpracuje z animatorami, którzy zapewniają płynność rynku 24 godziny na dobę do kwoty 5 mln euro dla pojedynczej transakcji. Waluty dostarczane są ekspresowo do dowolnego banku w Polsce.

Mówimy o rynku transakcji z dostawą waluty, a nie o transakcjach spekulacyjnych. Wyróżnia się on tym, że zapewnia kompleksową obsługę w zakresie wymiany walut i obsługi handlu zagranicznego. Mówię głównie o tym segmencie, bo w nim działa nasza firma – precyzuje Mirosław Boniecki – Korzystając z takich rozwiązań, firmy mogą lepiej dostosowywać się do pewnych sytuacji, które występują w handlu zagranicznym, na rynkach globalnych, a to oznacza dla nich większe korzyści.

Branża chemiczna, farmaceutyczna oraz biotechnologiczna to najbardziej perspektywiczne obszary dla spółek zajmujących się inwestycjami przemysłowymi

CEO Magazyn Polska

Wraz z rosnącą liczbą projektów w branżach chemicznej i petrochemicznej rośnie zapotrzebowanie na usługi związane z zarządzaniem budowami, kompletacją zamówień i utrzymaniem ruchu. Tego typu rozwiązania dostarcza spółka Fluor Polska, będąca częścią międzynarodowej grupy Fluor. Jak zauważa prezes polskiej spółki, obok wydobycia i przetwórstwa ropy duży popyt na świadczone usługi zgłaszają sektory biotechnologiczny i farmaceutyczny. Z wymienionych obszarów pochodzi większość zleceń realizowanych przez gliwicką firmę.

– Baza klientów dla naszej firmy w Polsce to firmy rafineryjne i chemiczne, począwszy od PKN-u, przez Grupę Lotos, Grupę Azoty, Synthos, PCC Rokita, skończywszy na mniejszych spółkach. To wszystko to nasi klienci, od nich staramy się o zlecenia – mówi Grzegorz Czul, prezes zarządu Fluor Polska.

Na świecie Fluor obsługuje praktycznie wszystkie sektory przemysłu i realizuje projekty dla klientów z całego świata. Prezes Grzegorz Czul najlepsze perspektywy biznesowe widzi obecnie w szeroko pojętym przemyśle chemicznym.

– Począwszy od rafinerii, poprzez petrochemię, chemię, aż po biotechnologię i farmaceutyki – to tu pozyskujemy najwięcej zleceń i to te są dla nas najbardziej atrakcyjnie – tłumaczy.

Usługi związane z wydobyciem i przetwórstwem ropy charakteryzują się wysokim marżami i przyciągają w ostatnich latach liczne grono inwestorów. Fluor Polska, jako podmiot obsługujący tego typu przedsięwzięcia, stara się wykorzystać pozytywny trend i szuka partnerów biznesowych związanych sektorem rafineryjnym i petrochemicznym.

– Jeżeli mówimy natomiast o biotechnologii i przemyśle farmaceutycznym, to tam akurat sytuacja polega na tym, że przez ostatnie 10–15 lat nastąpiło mocne przegrupowanie firm i powstało całkiem sporo nowych podmiotów, które mają inną ideę inwestowania, co dla nas jest źródłem nowych zleceń – wyjaśnia ekspert.

Fluor Polska jest częścią międzynarodowej korporacji zajmującej się projektowaniem, zarządzaniem budowami i utrzymaniem ruchu w zakładach produkcyjnych. Spółka ma swoje oddziały w ponad 25 krajach i zatrudnia około 40 tys. pracowników. Akcje Fluor Corp. są notowane na nowojorskiej giełdzie i wchodzą w skład indeksu S&P 500. W II kw. br. Fluor Corp. miał 4,8 mld dolarów przychodów i zysk netto na poziomie 160 mln dolarów.

Polskie biuro w Gliwicach działa od 1945 roku, a od 1995 roku prowadzi działalność pod szyldem Fluor Corp.

Prawie 9 mld euro z programu operacyjnego Inteligentny Rozwój może pomóc Polsce stać się rekinem innowacyjności

CEO Magazyn Polska

Finansowanie innowacji za pomocą funduszy inwestycyjnych jest zdecydowanie bardziej efektywne niż dotychczasowe metody wsparcia realizowane za pomocą dotacji bezzwrotnych. Tego typu instrumenty przede wszystkim będą wykorzystywane w ramach programu operacyjnego Inteligentny Rozwój. Budżet programu to ponad 8,6 mld euro. Odpowiednie zainwestowanie tych środków może stać się prawdziwym kołem zamachowym dla polskiej gospodarki i przyczynić się do powstania rodzimych ultranowoczesnych technologii na światowym poziomie.

Nowe instrumenty z programu operacyjnego Inteligentny Rozwój dają Polsce szanse na to, żeby skorzystać z takiego samego rozwiązania, jakim był plan Marshalla dla Europy Zachodniej, a zwłaszcza dla Niemiec Zachodnich, tuż po II wojnie światowej. Chodzi o instrumenty finansowe, nie dotacje, które bardzo mocno zwiększają przedsiębiorczość – mówi agencji Newseria Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Wykorzystanie nowych instrumentów przełoży się na projakościowy wzrost liczby składanych projektów bazujących na wynikach badań naukowych i pracach rozwojowych. Jednym z głównych celów POIR jest bowiem rozwój technologiczny produktu wraz z jego komercjalizacją.

Dzięki temu polski podatnik i państwo będą mieli korzyści ekonomiczne z tego, że inwestują publiczne pieniądze w badania i rozwój – wyjaśnia Grabarczyk.

Można już dostrzec pierwsze efekty podejmowanych działań. Coraz więcej mikroprzedsiębiorstw zaczyna się zajmować rozwojem technologii, szczególnie w branżach związanych z IT, biotechnologią i materiałoznawstwem. NCiBR uruchomiło program BRIdge Alfa, który tworzy fundusze wysokiego ryzyka wspierające i inwestujące w start-upy technologiczne, pomagając im wejść na rynki międzynarodowe.

Pierwsze efekty programu pilotażowego to kilkadziesiąt przedsiębiorstw technologicznych, z których każde bazuje na badaniach i rozwoju. Krótko mówiąc, powodem inwestycji publicznej i jednocześnie celem tej inwestycji jest rozwój nowych technologii, który prowadzony jest właśnie przez takie małe, innowacyjne przedsiębiorstwa – wyjaśnia Leszek Grabarczyk. – Mamy do czynienia z kilkudziesięcioma takimi technologicznymi projektami i z jeszcze większą liczbą atrakcyjnych miejsc pracy dla młodych inżynierów, naukowców, którzy zdecydują się na karierę w świecie gospodarczym.

Jak zaznacza Leszek Grabarczyk, umocnienie pozycji Polski w nowych technologiach zależy od zaangażowania wszystkich zainteresowanych stron, czyli zarówno od administracji, jak i przedsiębiorców i naukowców.

Jeżeli państwo będzie rozsądnie inwestować pieniądze ze środków krajowych i unijnych, tak by osiągnąć zwrot z tych nakładów, to będziemy na dobrej drodze do tego, żeby wymieniano nas jako trzeci – po Izraelu i USA – przykład sukcesu innowacyjności i nowych technologii, które dają sukces gospodarczy – ocenia zastępca dyrektora NCiBR.

O potencjale polskiej innowacyjności dyskutowano podczas konferencji „Innowacyjna Europa” zorganizowanej przez Koalicję na rzecz Polskich Innowacji.

UE

PKP Cargo stawia na łączenie przewozów drogowych z kolejowymi. Do 2020 roku firma chce się stać wiodącym operatorem logistycznym w Europie

CEO Magazyn Polska

PKP Cargo będzie oferować nie tylko transport kolejowy towarów, lecz także przewozy drogowe bezpośrednio do odbiorcy. Spółka chce w ciągu czterech lat z drugiego największego przewoźnika stać się wiodącym operatorem logistycznym w Europie. W nowej strategii na lata 2016–2020 firma stawia na wymianę międzynarodową. Jak pokazują przykłady z Austrii czy Niemiec, w tym segmencie można oczekiwać dynamicznych wzrostów.

Dzisiaj PKP Cargo jest drugim największym przewoźnikiem kolejowym w Unii Europejskiej, ale do 2020 roku stanie się wiodącym europejskim operatorem logistycznym – deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo. – Spółka musi wyjść poza Polskę i musi być operatorem logistycznym, który jest w stanie zaoferować coś więcej niż tylko transport kolejowy.

Nowa strategia spółki wynika z prognozowanych zmian na rynku. Wprawdzie perspektywy dla przewozów podstawowych produktów, czyli węgla i rud metali, są stabilne, jednak na dynamiczne wzrosty nie ma co liczyć. Większej dynamiki można się spodziewać w transporcie intermodalnym (łączącym różne środki transportu) i w przewozie kruszywa potrzebnego do inwestycji infrastrukturalnych, które będą realizowane ze środków UE.

Będziemy budowali pełną ofertę logistyczną, począwszy od zrozumienia potrzeb klienta, poprzez skonstruowanie produktu w oparciu o wszystkie elementy łańcucha logistycznego. Chodzi o obsługę klienta na naszych terminalach, zaoferowanie im składowania, dekompozycji ładunków, przewiezienie tego pociągiem lub samochodem w formule ostatniej mili oraz obsługę celną – wymienia Adam Purwin.

Pełną obsługą logistyczną zajmie się spółka PKP Cargo Connect.

Zdaniem PKP Cargo potencjał rynku polskiego w podstawowych kategoriach przewozów stopniowo będzie się wyczerpywać. W scenariuszu bazowym spółka spodziewa się, że praca przewozowa w Polsce wzrośnie nieznacznie z 50 mld tkm (tonokilometrów) w 2014 roku do 54 mld tkm. Scenariusz pesymistyczny zakłada stabilizację wielkości rynku na aktualnym poziomie.

Dlatego spółka od dłuższego czasu stawia na rynki zagraniczne. PKP Cargo przejęło AWT, drugiego największego przewoźnika w Czechach, oraz jego spółki zależne na Słowacji i Węgrzech. Firma zawarła również porozumienie strategiczne z chorwackim HŽ Cargo oraz umowę joint venture z włoskim operatorem Trenitalia. Dzięki temu zaoferuje swoje usługi także na Półwyspie Apenińskim. To pozwala prowadzić działalność operacyjną w dużej części Europy.

Obecnie wymiana międzynarodowa realizowana koleją to zaledwie 8 proc. wszystkich polskich przewozów (z czego mniej niż połowę przewozi PKP Cargo), podczas gdy w Austrii czy w Niemczech ten wskaźnik sięga 40–45 proc.

Obsługa wymiany międzynarodowej w Polsce powinna być kilkukrotnie większa, to nie jest wzrost o 10–15 proc., ale trzy- lub czterokrotny – podkreśla Adam Purwin. – Poprawa efektywności i międzynarodowego podejścia do klienta spowodują, że przy zaopatrzeniu nas w dodatkowe aktywa produkcyjne poza granicami Polski będziemy mogli polski towar czy surowiec wwieźć bezpośrednio do klienta docelowego.

Kluczowe w obsłudze wymiany międzynarodowej jest także połączenie kolejowe z Chinami. Już dziś przez terminale w Małaszewiczach towary z Chin trafiają do Polski, Niemiec czy Holandii.

To jest brama, która otwiera przejście z szerokiego toru na wąski w oparciu o duży terminal kontenerowy. Już dzisiaj obsługujemy nawet kilkanaście pociągów tygodniowo. Na początku tego półrocza było to zaledwie 3–4 pociągi, a więc ten przyrost jest dwucyfrowy – mówi prezes PKP CARGO

Do 2020 roku praca przewozowa wykonana w ramach Grupy ma wzrosnąć o ok. 30 proc. – do poziomu 40 mld tkm, natomiast udział pracy wykonanej poza Polską z obecnych 2 proc. zwiększy się do poziomu ok. 22 proc.

Jak podkreśla Purwin, duże pole do optymalizacji mają zasoby taborowe w spółce.

Obecnie, przy trzy razy niższej średniej prędkości, jesteśmy zmuszeni utrzymywać dużo większy tabor, niż ten, który będzie potrzebny w latach 2016–2020. W porównaniu z konkurentami nasze zasoby taborowe są 2–3 razy większe, więc efektywność naszych lokomotyw i wagonów, a co za tym idzie –części personelu jest dużo niższa. Wraz z poprawą działalności operacyjnej i poprawą infrastruktury optymalizacja będzie dawała wymierne efekty – podkreśla Adam Purwin.

Studenci coraz ważniejszą grupą klientów dla instytucji finansowych. Banki liczą na dłuższą współpracę, dlatego oferują im tanie i wielofunkcyjne konta

CEO Magazyn Polska

Studenci zwykle nie mają dużo środków, więc oszczędzają, wybierając tanie oferty. Oczekują jednak wysokiej jakości, wygody i coraz to nowych funkcjonalności. Dlatego banki, by zdobyć tę grupę klientów, muszą inwestować w nowe technologie. Liczą jednak na to, że zadowolony klient student zostanie z nimi również po zakończeniu studiów i rozpoczęciu kariery zawodowej.

– Studenci przynoszą bankom dużo korzyści. Trzeba jednak pamiętać o tym, że te nie od razu są wymierne – banki traktują grupę młodych klientów jako inwestycję w przyszłość. Okres studiów kiedyś się skończy, taka osoba zacznie pracę, będzie uzyskiwała dochody, zmienią się jej potrzeby, również w zakresie produktów bankowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dorota Żak, dyrektor w departamencie klienta detalicznego Banku Pekao SA.

Nawiązanie współpracy na tym etapie daje więc perspektywę dłuższej relacji, znacznie bardziej rozbudowanej niż w czasie studiów. Studenci są dla banków coraz ważniejszą i coraz bardziej interesującą grupą klientów, mimo że ich oczekiwania są duże.

Studenci to bardzo wymagająca grupa klientów, zarówno w instytucjach finansowych, jak i w ogóle w życiu – przyznaje Dorota Żak. – To grupa, która zwykle nie uzyskuje stałych dochodów, ma raczej mało pieniędzy, zatem chce, by wszystko, co kupuje, było jak najtańsze i jak najlepsze.

To samo dotyczy usług i produktów bankowych. Studenci przede wszystkim zwracają uwagę na opłaty. Wprawdzie darmowe przelewy to już standard w większości banków, ale w niektórych za prowadzenie rachunku, wypłaty z bankomatów czy korzystanie z karty trzeba dodatkowo płacić.

Oczekiwania tej grupy klientów dotyczą nie tylko jak najniższych opłat, lecz także nowoczesnych form kontaktu z bankiem i zarządzania pieniędzmi. Oczekują, że będą mogli płacić zbliżeniowo i telefonem, że będą mieli ciągły dostęp do konta. Chcą także robić przelewy na numer telefonu lub konto na Facebooku. Jak podkreśla Dorota Żak, te wymagania zmuszają banki do wdrażania na bieżąco nowoczesnych technologii.

Studenci to w dużej mierze innowatorzy, bardzo chętnie korzystają z nowinek technologicznych – podkreśla dyrektor w Banku Pekao SA. – To grupa, która wpływa na rozwój usług bankowych, zarówno samego zakresu usług, jak i dostępu do nich.

Wśród cenionych przez studentów dodatkowych funkcjonalności są również programy rabatowe – różnego rodzaju promocje, które wiążą się z posiadaniem rachunku w danym banku czy korzystaniem z karty danej firmy.

Coraz więcej osób szuka również ofert, które obniżą koszty korzystania z bankowości podczas pracy lub studiów za granicą, czyli np. obniżenie opłat za przelewy międzynarodowe czy możliwość założenia konta walutowego. Na taką funkcjonalność postawił także Bank Pekao SA.

Studenci to obywatele świata – mówi Żak. – Dużo wyjeżdżają, czy to w czasie wakacji, czy na programy naukowe typu Erasmus, czy do pracy. Dla nich mamy ofertę konta walutowego, które może być bezpłatne, karty wielowalutowej, która rozlicza się bezpośrednio z konta walutowego, bez kursów pośredników i bez przewalutowań. 

Do konta dołączone jest także ubezpieczenie kosztów leczenia za granicą. Jak podkreśla Dorota Żak, w Eurokoncie Intro bezpłatne są przelewy internetowe oraz wypłaty gotówki z bankomatów. Bank nie pobierze opłaty miesięcznej w przypadku aktywnego korzystania z karty – wystarczą 4 transakcje bezgotówkowe w miesiącu na dowolną kwotę. Konto jest dostępne przez telefon, internet w usłudze Pekao24, aplikację mobilną PeoPay, która umożliwia także dokonywanie płatności telefonem, szybkie przelewy na numer telefonu innego użytkownika. Dodatkowe benefity daje możliwość korzystania z programu rabatowego Galeria Rabatów.

Dla wielu młodych okres studiów to pierwsze doświadczenia z bankowością, chociaż coraz więcej osób korzysta z kont dla nastolatków (13–18 lat). Oferty dla studentów ma większość banków w Polsce.

W Polsce na przewlekłe powikłania cukrzycy co roku umiera ponad 20 tys. osób. Dla leczenia kluczowa jest nieprzerwana terapia

CEO Magazyn Polska

2 mln osób w Polsce ma zdiagnozowaną cukrzycę. Na przewlekłe powikłania cukrzycy co roku umiera ponad 20 tys. osób. Choroba ta kosztuje budżet państwa ok. 7 mld zł rocznie, a większość to właśnie koszty powikłań. Żeby skutecznie leczyć cukrzycę, potrzebna jest ustabilizowana terapia. Na niekorzyść działają więc wszystkie ruchy cenowe, które mogą zmusić lekarzy i pacjentów do zmiany terapii, np. obniżenie limitu refundacyjnego w grupie analogów długodziałających insuliny. Od listopada pacjenci leczeni Lantusem znów będą płacić mniej, ale tylko dzięki decyzji producenta.

Nowa lista leków refundowanych przywróciła odpłatność za insulinę długodziałającą Lantus do poziomu cen sprzed poprzedniej zmiany, czyli przywróciła cenę, do której nasi pacjenci zdążyli się już przyzwyczaić. Pacjenci przywykli do tej terapii i ją doceniają. Przywrócenie poprzedniej ceny pozwoli im na kontynuowanie leczenia insuliną, którą już znają i która była ich wyborem i ich lekarzy – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Paciorkowski, lekarz diabetolog, koordynator ogólnopolskiego programu edukacyjnego Szkoła Cukrzycy.

Obecnie dominującą w Polsce koncepcją insulinoterapii jest leczenie przy użyciu mieszanek insulin oraz insulin ludzkich. Na świecie powszechnym modelem terapii cukrzycy jest insulinoterapia przy użyciu długodziałających analogów insuliny. Lantus jest refundowany w Polce od trzech lat dla ograniczonej grupy osób z cukrzycą typu 2 i korzysta z niego 5 proc. pacjentów. Do sierpnia odpłatność pacjenta za opakowanie leku Lantus wynosiła 72,79 zł. Wprowadzenie do grupy limitowej leku biopodobnego zawierającego insulinę glargine spowodowało obniżenie limitu i automatyczny wzrost odpłatności za Lantus do 116 zł.

Na nowym leku zyskuje budżet państwa, który do produktów w danej grupie limitowej dopłaca mniej. Pacjent w konsultacji z lekarzem ma natomiast wybór, czy stosować terapię przy wyższej odpłatności, czy ze względów ekonomicznych wybrać tańszą. Leki biopodobne są podobnie skuteczne i bezpieczne, co leki oryginalne, jednak zmiana terapii za każdym razem wymaga konsultacji z lekarzem.

Leki biopodobne wymagają odmiennego wstrzykiwacza (pena) do podawania. To powoduje, że pacjent, zmieniając lek, zmienia też wstrzykiwacz. Musi się nauczyć obsługi nowego pena, a lekarz lub pielęgniarka sprawdzić poprawność podawania insuliny. Zamiana leku oryginalnego na biopodobny może wymagać modyfikacji dawki insulinyWymaga to od pacjenta i od lekarza wzmożonej kontroli skuteczności terapii po zmianie leczenia – tłumaczy Paciorkowski.

Ani lekarze, ani pacjenci nie są zwolennikami zmiany terapii, jeśli nie ma ku temu przesłanek medycznych. Rozumiejąc to, producent Lantusa, firma Sanofi, obniżyła cenę preparatu do poziomu, co pozwoliło na powrót odpłatności dla pacjenta.

Osoba z cukrzycą to nie pacjent jednorazowy, który przychodzi z przeziębieniem. To pacjent, który jest leczony przez wiele lat. Pacjent i lekarz muszą zawsze mieć na uwadze to, czy dane leczenie jest dla pacjenta możliwe ze względów ekonomicznych. Cieszymy się, jeżeli pacjenci mogą leczyć się równie skutecznie, a taniej. W leczeniu ambulatoryjnym, zwłaszcza chorób przewlekłych, wiele decyzji leczniczych podejmujemy wspólnie z pacjentami na podstawie ich możliwości ekonomicznych – wskazuje Paciorkowski.

Odpowiednie leczenie jest w przypadku cukrzycy konieczne. W Polsce na tę chorobę cierpi ok. 3 mln osób, z czego milion nie ma świadomości choroby. Co roku 21 tys. osób umiera ze względu na powikłania cukrzycy. Dostępne dane wskazują, że choroba ta kosztuje państwo 7 mld zł rocznie, z czego 80 proc. tej kwoty to koszty leczenia powikłań. Skuteczne leczenie cukrzycy jest więc korzystne nie tylko dla samych pacjentów, lecz także dla budżetu państwa.

Jeżeli leczenie cukrzycy jest mniej skuteczne, to u chorych dochodzi do przewlekłych powikłań, zarówno mikroangiopatycznych, czyli związanych z retinopatią, nefropatią, neuropatią, jak i makroangiopatycznych, czyli związanych z zwiększoną częstotliwością zachorowania na zawał serca czy udar mózgu. Leczenie tych przewlekłych powikłań cukrzycy stanowi nawet 80 proc. wydatków budżetu państwa na leczenie osób z cukrzycą. Marzeniem wszystkich lekarzy diabetologów jest skuteczne leczenie pacjentów tak, żeby nigdy nie doszło u nich do rozwoju powikłań, bo to pozwoliłoby na bezpieczne życie z cukrzycą i na realne oszczędności w budżecie państwa – przekonuje Andrzej Paciorkowski.

Nowe technologie poszerzają granice w sztuce. Pomagają tworzyć nowe formy i docierać z nimi do szerokiego grona odbiorców

CEO Magazyn Polska

Nowe technologie są przyszłością nie tylko gospodarki, lecz także sztuki. Otwierają przed artystami nowe możliwości – pomagają im łączyć różne dziedziny sztuki i docierać ze swoim dziełem do szerokiego grona odbiorców. Digital art to kierunek, który zyskuje coraz większą popularność na świecie. Promowanie tej formy sztuki ma na celu konkurs UPC.

Ideą, jaka przyświecała projektowi UPC Digital Art, było przede wszystkim promowanie artystów, którzy tworzą sztukę digitalną, ale nie są w Polsce doceniania. Mają w sobie jednak ogromny potencjał, który aż prosi się o to, żeby go wypromować i pokazać światu – mówi agencji Newseria Biznes Ewa Sadowska, kierownik komunikacji projektów strategicznych w UPC Polska. – Sztuka cyfrowa dzielona jest z odbiorcami dzięki internetowi, a my jako jego dostawca chcemy promować w nim to, co jest wartościowe.

Jak podkreśla Ewa Sadowska, digital art to dziś dziedzina niedoceniana, potrzebna jest więc promocja tej formy sztuki. Dzięki nowym mediom można nią zainteresować nie tylko środowiska artystyczne, lecz także osoby postronne, dotąd niemające wiele do czynienia ze sztuką.

Zorganizowana wspólnie z magazynem „F5” pierwsza edycja UPC Digital Art skierowana była do artystów, którzy tworzą sztukę nowych mediów, m.in. ilustratorów, twórców animacji i muzyki. Zmagania pomiędzy uczestnikami trwały od czerwca br. Główną nagrodę w konkursie – 20 tys. zł – otrzymali Mateusz Marchwicki i Szymon Kabała, czyli Zespół Masz_in.

Świat nowych technologii nas inspiruje. Nie musimy się ograniczać tylko do płótna czy do ekranu telewizyjnego, możemy korzystać ze wszystkiego, co jest dostępne. To np. możliwość rejestrowania ruchu ludzkiego na różne sposoby. Możemy rejestrować i skanować człowieka, jego ruchy w przestrzeni trójwymiarowej 3D i przenosić tę przestrzeń. Dzisiejsze możliwości technologiczne umożliwiają łączenie różnych technik niestandardowymi metodami i tworzenie nowych form z różnych dziedzin, z różnych fragmentów – mówi Szymon Kabała, laureat konkursu UPC Digital Art.

Przewagą tej formy sztuki w środowisku cyfrowym jest brak granic, dzięki czemu możliwa jest nieograniczona wymiana idei i treści.

Jak podkreślają eksperci, digital art pełni bardzo ważną funkcję – oswaja technologię.

Chodzi o to, by na koniec ta technologia nie była sama dla siebie. Nie chcemy się nią zachłysnąć. W tym jest ogromna rola digital artu, żeby te prace opowiadały historię i żeby to były historie uniwersalne, a nie tylko pokaz samych możliwości technologicznych – dodaje Konrad Jerin, redaktor naczelny „F5”, juror UPC Digital Art. – Wiemy już, że technologia przerosła człowieczeństwo i teraz jest wielkie wyzwanie, żeby ona osiągnęła jednak poziom czegoś uniwersalnego.

Zadaniem uczestników UPC Digital Art było przygotowanie 30-sekundowej animacji, pokazującej wybrany proces. Artyści musieli wykorzystać do tego wiele różnych technik cyfrowych i analogowych, jak np. mapping 3D, druk 3D, kodowanie generatywne, papier.

Wśród mentorów konkursu UPC Digital Art byli m.in. kompozytor Radzimir Dębski, artysta, grafik Andrzej Pągowski i Malwina Konopacka, ilustratorka i projektantka.

Outsourcing procesów rekrutacji pozwala ograniczyć koszty i zaoszczędzić czas. Przekonują się do tego również małe firmy

CEO Magazyn Polska

Niemal co czwarta firma planująca rekrutację zleci jej przeprowadzenie na zewnątrz – wynika z ostatniego raportu „Barometr Rynku Pracy”. To o 9 punktów procentowych więcej niż w I kwartale br. Ogranicza to do minimum czas, jaki pracodawca musi poświęcić na znalezienie pracownika, oraz obniża koszty z tym związane. Na outsourcing procesu rekrutacji (RPO) coraz częściej decydują się również mniejsze firmy, które nie mają rozbudowanych działów HR.

Jednym z najważniejszych mitów jest to, że procesy outsourcingu rekrutacji przewidziane są tylko dla dużych instytucji. Bardzo często korzystają z tego właśnie mniejsze firmy, a to dlatego, że one albo nie mają rozbudowanych działów HR, albo w ogóle nie mają działów HR – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Polikowski, dyrektor ds. kluczowych klientów w LeasingTeam, firmie doradztwa personalnego.

W przypadku większości małych firm za proces rekrutacji odpowiadają menadżerowie. Niestety, wiąże się to z tym, że muszą oni bardzo dużo czasu poświęcić na przeprowadzenia selekcji. Zlecenie takiego procesu zewnętrznej firmie pozwala na skrócenie go o nawet 90 procent. Przekłada się to również na redukcję ogólnych kosztów rekrutacji.

Kolejny mit to właśnie stwierdzenie, że outsourcing procesów rekrutacyjnych jest zbyt drogi. Patrząc realnie, sprowadzają się one tak naprawdę do jednej opłaty, którą jest najczęściej success fee – wyjaśnia Polikowski.

W takim układzie pracodawca ponosi koszt dopiero w momencie zatrudnienia pracownika. Jak podkreśla Polikowski, RPO najczęściej sprawdza się przy rekrutacji na wyższe stanowiska: od specjalisty, poprzez stanowiska menadżerskie, aż po kadrę zarządzającą.

Bardzo często osoby czy dyrektorzy HR postrzegają to zjawisko jako zagrożenie dla swojego działu, które pociągnie za sobą falę zwolnień w organizacji. To kolejny mit – wyjaśnia ekspert.

Jak podkreśla, działy HR odpowiadają przede wszystkim za rozwój pracownika, podnoszenie jego kwalifikacji oraz za employer branding, czyli wizerunek pracodawcy na rynku pracy. Zresztą firmy zwykle nie przekazuje na zewnątrz wszystkich procesów rekrutacyjnych.

Przekazują tylko te trudne, które sprawiają wewnętrznym HR-om kłopot. Absolutnie nie powoduje to zwolnień ani redukcji etatów. Outsourcing procesów nigdy nie zastąpi wewnętrznego działu HR, jest tylko wsparciem. Powinien być traktowany jako instrument wsparcia i dotarcia do innych kandydatów – podkreśla Tomasz Polikowski.

RPO wcale nie musi oznaczać więc, że firma traci kontrolę nad procesem rekrutacji. Na początku współpracy między pracodawcą a firmą rekrutującą zostają ustalone wszystkie zasady, oczekiwania, cele i system raportowania w czasie procesu.

Kolejny mit dotyczy zwiększonej rotacji pracowników rekrutowanych przez firmy zewnętrzne.

Narzędzia stosowane przez firmy doradcze, czyli testy psychologiczne i testy kompetencyjne, powodują, że kandydat wybrany przez firmę rekrutacyjną jest idealnie dopasowany do organizacji, w której ubiega się o pracę. Poza tym ostateczna decyzja o zatrudnieniu zawsze należy do klienta. My przedstawiamy short listę 3–4 kandydatów do wyboru, ale to klient decyduje ostatecznie o tym, którego z nich zatrudni – podkreśla Polikowski

Wpływowe kobiety z polskiego sektora finansowego

 

Ewa Lipińska i Izabela Śliwowska, zasiadające w zarządach Grupy Ubezpieczeniowej Europa
fot. Lukasz Giza

Ewa Lipińska i Izabela Śliwowska, zasiadające w zarządach Grupy Ubezpieczeniowej Europa, znalazły się wśród najbardziej wpływowych kobiet polskiego sektora finansowego. Ogłoszona lista jest częścią raportu „Kobiety w finansach” opracowanego przez Instytut Innowacyjna Gospodarka na zlecenie Inicjatywy „Znane Ekspertki”.

Grupa Ubezpieczeniowa Europa może być przykładem dla innych instytucji finansowych pod względem reprezentacji płci w zarządzie. W czteroosobowym zespole połowę stanowią kobiety. Dla porównania, w Polsce jedynie 16,8 proc. stanowisk w zarządach firm i instytucji krajowego sektora finansowego zajmują kobiety. Takie dane płyną z badania przeprowadzonego przez Instytut Innowacyjna Gospodarka,

– Świat finansów coraz częściej dostrzega korzyści płynące z równowagi kobiet i mężczyzn tworzących firmy. Mamy inne podejście do wielu kwestii niż nasi koledzy, ale potrafimy być tak samo wytrwałe w dążeniu do celu i wyzwalaniu zaangażowania zespołów. W moim przekonaniu w finansach nie ma obszaru zarezerwowanego tylko dla mężczyzn. Naszym obowiązkiem jest zachęcać kobiety do rozwoju kariery. Ograniczenia często znajdują się tylko w ich głowach, a nie w organizacjach – mówi Ewa Lipińska, wiceprezes TU Europa S.A. i TU na Życie Europa S.A.

Raport „Kobiety w finansach” jest podsumowaniem badania obrazującego sytuację kobiet w sektorze finansowym. Ich zmieniająca się rola w społeczeństwie ma swoje odbicie także w obszarze rozwoju zawodowego. Projekt „Znane Ekspertki” ma na celu promowanie kobiet i dążenie do bardziej zrównoważonej obecności płci w życiu zawodowym i zwróceniem uwagi na obecną nierównowagę na szczeblu zarządów czy rad nadzorczych. Twórcy raportu wskazali dziesięć czołowych kobiet polskich finansów oraz zaprezentowali alfabetyczną listę 200 najbardziej wpływowych kobiet w polskich instytucjach finansowych.

– Coraz więcej kobiet pracujących w finansach odnosi obecnie sukcesy. Mają bardzo dobre kwalifikacje, doświadczenie, potrafią być skutecznymi menedżerami. Ostatnie lata przyniosły też zmiany społeczne i odejście od tradycyjnego modelu rodziny. Dzisiaj kobiety chcą się realizować zawodowo. W kolejnych latach można się spodziewać coraz liczniejszego ich uczestnictwa na wyższych stanowiskach w naszej branży – podsumowuje Izabela Śliwowska, wiceprezes TU Europa S.A. i TU na Życie Europa S.A.

Raport powstał pod osobistym patronatem wiceminister finansów i pełnomocnik rządu ds. informacji i edukacji finansowej Izabeli Leszczyny oraz pod patronatem Polskiej Izby Ubezpieczeń i Związku Banków Polskich.

Biogramy

Ewa Lipińska – wiceprezes TU Europa S.A. i TU na Życie Europa S.A. od 2011 r. oraz wiceprezes Open Life TU Życie S.A. od 2015 r. Z branżą finansową związana od ponad 20 lat. Zarządza obszarem inwestycji, aktuariatu, analiz i planowania, operacji, rachunkowości, informatyki i administracji. Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej oraz wielu specjalistycznych programów szkoleniowych z obszaru finansów i zarządzania ryzykiem. Wiceprzewodnicząca Rady Nadzorczej spółek Europa.ua.

Izabela Śliwowska – od czerwca 2015 r. wiceprezes TU Europa S.A. i TU na Życie S.A. Od 2011 r. pełni także funkcję wiceprezesa Open Life TU Życie S.A. Zarządza obszarem prawa i compliance. Od 13 lat aktywna w branży ubezpieczeniowej. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Comperia wyróżniona w rankingu „Technology Fast50”

Comperia.pl S.A., największa polska porównywarka finansowa i ubezpieczeniowa, zajęła 7. miejsce pośród polskich firm wyróżnionych w rankingu „Technology Fast50”, organizowanym przez Deloitte.

Deloitte opublikował wyniki 16. edycji rankingu „Technology Fast50”, czyli najszybciej rozwijających się firm technologicznie innowacyjnych w Europie Środkowej. Pomimo tego, że pierwsze miejsce przypadło czeskiej firmie Simplity s.r.o., polskie firmy również znalazły się w tym rankingu. Wśród wyróżnionych 50 przedsiębiorstw znalazło 12 polskich firm, których dynamiczny rozwój zwrócił uwagę twórców rankingu.

Comperia.pl zajęła 38. miejsce w rankingu ogólnym oraz 7. miejsce wśród polskich firm uwzględnionych w tym badaniu. Aż 10 firm z tego rankingu to przedstawiciele szeroko pojmowanych przez autorów mediów. W tej kategorii rankingu Comperia.pl zajęła 4. miejsce.

Kolejny rok z rzędu nasza firma znalazła się w zestawieniu najszybciej rozwijających się firm w Europie Środkowej wg Deloitte. Utrzymanie tak dobrego tempa rozwoju oraz nieustanna praca nad ofertą to zasługa naszego dobrze wykfalifikowanego zespołu, orientacji na potrzeby klientów oraz innowacyjności. Staramy się nieustannie inwestować w rozwój naszej firmy – powiedział Bartosz Michałek, prezes Comperia.pl S.A.

Wind Mobile zmienia nazwę na Ailleron SA

Obecna na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych spółka Wind Mobile, do której należy firma Software Mind, oferująca własne rozwiązania technologiczne w skali międzynarodowej rozpoczęła proces kompleksowego rebrandingu. Firma będzie od teraz funkcjonowała pod nazwą Ailleron, prezentowaną przez nowy logotyp – nawiązujący do strategii oraz języka programowania. Rebranding jest kolejnym punktem sukcesywnie realizowanego planu biznesowego spółki, którego historycznym momentem była akwizycja firmy Software Mind w 2014 roku. Ailleron jest czołowym producentem i dostawcą cyfrowych technologii dla międzynarodowych banków czy sieci hotelowych, a z jego usług teleinformatycznych korzystają wszyscy operatorzy w Polsce.

„Nowa nazwa firmy wywodzi się od słowa oznaczającego lotkę – element skrzydła umożliwiający wzniesienie się oraz pozwalający sterować lotem. Lotka przywołuje zatem skojarzenia ze wzrostem, kontrolą, odpowiedzialnością czy bezpieczeństwem. Wybór nowej nazwy nie jest przypadkowy – oferowane przez nas rozwiązania technologiczne wspierają rozwój naszych Klientów oraz Partnerów, i oparte są na bezpiecznych, sprawdzonych i innowacyjnych narzędziach. Proces rebrandingu jest kontynuacją konsekwentnie realizowanej strategii biznesowej, której kamieniem milowym było połączenie Wind Mobile z Software Mind w 2014 roku. Konsolidacja potencjału obu firm w nową markę o nazwie Ailleron to wynik naszego dynamicznego wzrostu, a także dowód na pozytywne zmiany zachodzące w firmie. To wydarzenie otwiera kolejny rozdział w historii naszej firmy” – mówi Rafał Styczeń, Prezes Zarządu Ailleron SA.

Sygnet logotypu Ailleron to element strzałki skierowany ku górze podkreślający takie cechy marki jak ukierunkowanie na rozwój firmy oraz wzrost biznesu Klientów. To również kształt klasycznego dachu wskazujący na partnerstwo i bezpieczeństwo. Nieprzypadkowe jest nawiązanie do jednego z języków programowania, gdzie „^” oznacza potęgę, a zatem dynamiczny wzrost wykładniczy. Logo występuje również w wersji z taglinem „Your Digital Wings”.

„Nasz nowy tagline – „Your Digital Wings” – to trzy proste słowa, które wyrażają sedno działalności naszej firmy: chcemy być zaufanym partnerem dla naszych Klientów (Your), wprowadzamy cyfrowe technologie (Digital), umożliwiamy rozwój i dodajemy biznesowych skrzydeł naszym Klientom i Partnerom (Wings). Nasze produkty nie tylko wypełniają niszę technologiczną w konkretnych branżach, ale przede wszystkim wyznaczają trendy na różnych rynkach – iLumio na hotelarskim, LiveBank na bankowym czy Ringback Tones na telekomunikacyjnym” – mówi Piotr Kiser, Dyrektor Marketingu Ailleron SA.

„Z naszych produktów korzystają największe marki adresowanych sektorów, wśród których można wymienić: Commerzbank, ING Bank Śląski, mBank, BZ WBK, SK Bank, Hilton, Best Western, Holiday Inn, Puro, T-Mobile, Orange, Plus, Play. Obecnie pracujemy nad nowymi wdrożeniami i umowami – jesteśmy na etapie finalizowania kontraktu z dużą siecią bankową z Singapuru, negocjujemy wdrożenia iLumio w Dubaju, a na krajowym gruncie wdrażamy kolejną bankowość cyfrową, podpisując umowę z Bankiem Pocztowym. Nowe kontrakty otwierają nam drzwi na kolejne perspektywiczne rynki, a wdrożenia w największych sieciach zwracają uwagę innych firm z danego sektora, co przyczynia się do wzrostu zainteresowania naszymi produktami” – dodaje Rafał Styczeń, Prezes Zarządu Ailleron SA.

Firma Ailleron swoją strategię rozwoju kieruje głównie na ekspansję zagraniczną, oferując najbardziej perspektywiczne i powtarzalne produkty, która obecnie stanowi 27% przychodów spółki. Innowacyjność polskiej bankowości czy telekomunikacji wyznacza kierunki rozwoju dla rynków zagranicznych, stąd też efekty ekspansji międzynarodowej nieustannie rosną. Świadczą o tym kontrakty pozyskiwane w Europie, na Bliskim Wschodzie czy na rynku amerykańskim. W sierpniu firma rozszerzyła swoją współprace z T-Mobile Polska, podpisując rekordowy kontrakt, szacowany na 100 mln złotych z notowaną na nowojorskiej giełdzie Wipro Ltd. Na mocy nowego porozumienia Ailleron będzie rozwijać i utrzymywać ponad 40 strategicznych systemów IT, należących do T-Mobile Polska. Umowa została podpisana na 5 lat.

Wyniki finansowe firmy za pierwsze półrocze 2015 prezentują się bardzo atrakcyjnie – wzrost przychodu z 18,4 mln do 32,4 (175%) oraz zysku z 2,5 mln do 4,9 mln (względem pierwszego półrocza 2014). Jeszcze bardziej istotna jest zmiana struktury sprzedaży – coraz większy udział w sprzedaży generują przychody produktowe, które ze względu na niski koszt krańcowy, są najbardziej rentownym obszarem firmy. Podobne korzystne tendencje firma obserwuje w strukturze geograficznej sprzedaży, gdzie rosnącym obszarem jest eksport. W dniu 25 września firma zadebiutowała na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.