Wczoraj Ludowy Bank Chin obniżył stopy procentowe, uspokajając trochę sytuację na rynkach. Giełda w Szanghaju nie leci już na łeb na szyję, ale surowce dalej znajdują się na bardzo niskich poziomach. Nie dziwi w tym kontekście Rubel, znajdujący się niemal 20% niżej niż miesiąc temu. Wczorajsze dane makroekonomiczne nie powstrzymały korekty na głównej parze walutowej. Dolar odrobił część strat do euro.
Zgodnie z tym co pisałem wczoraj, analitycy doczekali się obniżki stóp procentowych w Chinach. Ruch nie był duży, gdyż redukcja wyniosła ćwierć punktu procentowego do poziomu 4,6%. Daje to natomiast bardzo ważny sygnał dla rynków. Ludowy Bank Chin wraca do gry i zamierza opanować sytuację. Spora część paniki wywołana była niepewnością co do przyszłych działań LBC. Giełdy zareagowały prawdziwą huśtawką. Główny indeks w Szanghaju w ciągu jednej sesji notował zarówno 3-procentowe spadki, jak i 3-procentowe wzrosty. Obniżka stóp o 0,25% wcale nie rozwiązuje problemów, a wielu analityków czeka obecnie na dalszą dewaluację juana. Dzisiaj osłabiono go o zaledwie 0,09%, jednakże tak mały ruch nie oddaje zmiany wartości waluty w obliczu obniżki stóp procentowych.
Uspokojenie sytuacji na giełdzie w Szanghaju spowodowało również zatrzymanie spadków na surowcach. Nie zmienia to faktu, że obecna sytuacja uderzyła bardzo mocno w kraje zależne od cen surowców. Dobrym przykładem jest rosyjski rubel, który w ciągu miesiąca spadł o 1,25 grosza. Brzmi to niegroźnie, ale to spadek z 6,5 grosza na 5,25 grosza.
Wczoraj poznaliśmy dane z Polski. Bezrobocie zgodnie z oczekiwaniami spadło do 10,1%. Wbrew marzeniom polityków nie jest jeszcze jednocyfrowe, jednakże nie dużo już brakuje by ten poziom osiągnąć. Ostatnie bardzo silne spadki są oczywiście efektem prac sezonowych, jednakże jeżeli odnieść obecny rezultat do tego z przed roku czy dwóch widać wyraźną poprawę na polskim rynku pracy. O tej samej godzinie poznaliśmy indeks instytutu IFO w Niemczech. Są to ważniejsze dane ze znacznie ważniejszego kraju i to one zdominowały w tym momencie rynki. Indeks, zamiast w zgodzie z oczekiwaniami spaść o 0,3%, wzrósł o tą samą wartość. W efekcie mieliśmy do czynienia z umacnianiem się euro względem głównych walut. Ruch ten został potem skorygowany, gdyż cały dzień trwała korekta ostatniego wybicia na głównej parze walutowej.
Znacznie lepiej od oczekiwań wypadł indeks zaufania konsumentów. Przy oczekiwaniach na 93,4 pkt osiągnął 101,5 pkt. Reakcja na te dane była bardziej ostrożna, gdyż chwilę wcześniej poznaliśmy gorsze dane z rynku nieruchomości w USA oraz słabszy wstępny odczyt indeksu PMI dla usług. Nie zmieniło to faktu, że publikacja ta pogłębiła całodzienną tendencję do umacniania dolara.
12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg CBI,
14:30 – USA – zamówienia na dobra.
EUR/PLN
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 26.05.2015 do 26.08.2015
Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1650. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.
CHF/PLN
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 26.05.2015 do 26.08.2015
Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, z którego doszło w piątek do wybicia. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 3,8350. Po powrocie kursu ponad wspomniany poziom 3,9000 kolejnym ważnym oporem są maksima na 3,9350.
USD/PLN
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 26.05.2015 do 26.08.2015
Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7400 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.
GBP/PLN
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 26.05.2015 do 26.08.2015
Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8900. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7600.
Nowa Kompania Węglowa, która ma powstać, jak deklaruje resort skarbu, do końca sierpnia, nie przyniesie przełomu w kryzysie dotykającym polskie górnictwo węgla kamiennego – ocenia Marcin Gątarz z Pekao Banking. Przekształcona spółka dziedziczy bowiem największe problemy starej Kompanii Węglowej, czyli silne i roszczeniowe związki zawodowe oraz zbyt duże wydobycie. Przy niskich cenach węgla na świecie może to oznaczać, że firma nadal generować będzie straty.
Z większym optymizmem patrzą w przyszłość twórcy reformy. Biznesplan Kompanii Węglowej zakłada, że za dwa lata spółka stanie się rentowna i będzie miała 2 mld zł zysku EBITDA. Zapowiadana jest m.in. redukcja zatrudnienia oraz przekazanie czterech najgorszych kopalń do spółki restrukturyzacyjnej. Na trudnym rynku, gdzie ceny węgla systematycznie spadają, takie posunięcia mogą się okazać niewystarczające.
– To, czego dziś mi brakuje w tym projekcie, to zmniejszenie mocy produkcyjnych, czyli tak naprawdę zamknięcie w krótkim czy ewentualnie w nieco dłuższym terminie kopalni, które mogą być w długim terminie nierentowne– podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Gątarz, analityk Pekao Investment Banking. – Natomiast Nowa Kompania Węglowa nie do końca daje nam to poczucie, że nastąpi racjonalizacja strony podażowej. Bardzo możliwe, że to raczej będzie się odbywało wciąż w ten sposób, że słabe kopalnie będą dotowane chociażby dzięki zastrzykom finansowym ze strony innych spółek, w których udziałowcem jest Skarb Państwa.
To oznacza, że dla Nowej Kompanii Węglowej rząd musi znaleźć pieniądze. W praktyce np. skłonić bogatsze spółki należące do skarbu państwa, by wsparły górnictwo, ograniczając własne zyski i nie przekazując ich do budżetu państwa.
–Brak tego finansowania spowodowałby, że prawdopodobnie Nowej Kompanii Węglowej czy Kompanii Węglowej po prostu zabrakłoby w którymś momencie gotówki, bardzo możliwe, że już w najbliższych miesiącach– zwraca uwagę Marcin Gątarz. –Wydaje się, że to z kolei rodziłoby na tyle duże problemy społeczne, że rozwiązanie w ten czy inny sposób musi się znaleźć. Myślę, że przede wszystkim koniec końców inne spółki Skarbu Państwa będą zmuszone w pewien sposób kontrybuować w tym projekcie.
Jak ocenia analityk Pekao Investment Banking, Nowa Kompania Węglowa to projekt, który mógłby być uzasadniony, jeśli prowadziłby do racjonalizacji wydobycia. Gdy ceny są niskie, węgla powinno wydobywać się mniej, a gdy rosną zyski, powinny być inwestowane, a nie wydawane na podwyżki.
– Jeśli nie zostanie w jakiś sposób rozwiązana kwestia dużego wpływu związków zawodowych na działalność tej spółki, a na to na razie się nie zanosi, to myślę, że to będzie taki argument, który będzie przemawiał do każdego inwestora finansowego czy zagranicznego, żeby nie wchodzić do takiej spółki. Drugi element jest taki, że niełatwo sobie wyobrazić, szczególnie w okresie kolejnych 2-3 lat, jakieś istotne odbicie na rynku węgla energetycznego w Polsce i to wciąż będzie się przekładało na niechęć inwestorów do wchodzenia w tego typu przedsięwzięcia.
Na początku sierpnia cena węgla ARA, czyli kupowanego w portach Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia, spadła do najniższego poziom w tym roku. Tona kosztuje już mniej niż 57 dolarów, gdy jeszcze w grudniu płacono za niego ponad 70 dolarów. Zdaniem analityków nie ma szans na powrót do cen z 2011 roku, gdy za węgiel płacono dwa razy więcej niż dziś. Z czasem można jednak oczekiwać poprawy sytuacji.
–Jeśli nastąpi pewna poprawa wyników w Nowej Kompanii Węglowej dzięki działaniom restrukturyzacyjnym, to niestety nie można wykluczyć, że w tym lepszym środowisku pod względem wyników finansowych powrócą bardziej agresywne żądania pracownicze– ubolewa Marcin Gątarz z Pekao Investment Banking. –Niełatwo jest też powiedzieć, czy to będzie trwały efekt restrukturyzacji w tej spółce, zważywszy na kwestie pracownicze, które zawsze ciążyły na wynikach.
Aż 3,5 mld euro dodatkowych obrotów w handlu między Unią Europejską a Turcją może dać liberalizacja w transporcie lądowym. W efekcie powstać ma 39.000 nowych miejsc pracy, a konsumentom w UE pozwoli to zaoszczędzić około 145 milionów euro – wynika z badania przeprowadzonego przez Komisję Europejską. Czy na likwidacji prawnych obostrzeń mogą skorzystać również polskie firmy transportowe?
To nie jest łatwy rok dla polskich przedsiębiorców. Wciąż nierozstrzygnięta kwestia niemieckiej płacy minimalnej MiLoG, mniej lub bardziej skuteczne wprowadzanie podobnych rozwiązań przez inne kraje – Francję, Szwecję czy Norwegię – dają się we znaki polskiemu sektorowi transportowemu. Dlatego każda szansa na poprawienie koniunktury cieszy i spotyka się z aprobatą przedsiębiorców, którzy jak kania dżdżu wyczekują dobrych wiadomości z rynku.
Jak podaje jeden z największych anglojęzycznych tureckich dzienników Hurriyet Daily News, za pełną liberalizacją w handlu dwustronnym między europejską wspólnotą a Turcją opowiada się Stowarzyszenie Tureckich Przewoźników (Uluslararası Nakliyeciler Derneği). – Raport przygotowany przez Komisję Europejską ma duże znaczenie dla Stowarzyszenia, gdyż wskazuje zasadność jego roszczeń – twierdzi prezes UND Çetin Nuhoglu. Nuhoglu szacuje, że pełna liberalizacja w sektorze transportu drogowego może przynieść nawet większe zyski. Według badań, które Stowarzyszenie przeprowadziło wspólnie z Uniwersytetem Sabanci, eksport Turcji do UE może wzrosnąć nawet o 5 mld euro, a handel dwustronny o 10 mld euro. Dla Turcji ma to o tyle znaczenie, że w przyszłym roku kraj rządzony twardą ręką przez prezydenta Recepa Erdogana będzie renegocjował z Unią umowę celną. Obecnie tureccy przedsiębiorcy wykonują rocznie 300 tys. transportów do wspólnoty, a udział eksportu do krajów Unii wynosi 43 proc.
Ewentualna liberalizacja może stanowić pozytywny bodziec dla polskiej branży transportowej. – Jeśli dojdzie do liberalizacji zasad transportu drogowego między państwami Unii a Turcją będzie to doskonałą wiadomością dla polskiego sektora TSL. Turcja to ogromny rynek z dużym potencjałem eksportowym. Na liberalizacji skorzystają nie tylko firmy transportowe – uważa Bartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Potencjalni i obecni już na tureckim rynku polscy przedsiębiorcy powinni być zatem żywo zainteresowani renegocjacją umowy. – Poprawie koniunktury będzie sprzyjać fakt, że tureckie prawo transportowe jest raczej przyjazne polskim firmom. W przypadku standardowych ładunków służby kontrolne nie wymagają wielu dodatkowych dokumentów poza podstawowymi, takimi jak prawo jazdy, dowody rejestracyjne i ubezpieczenia oraz CMR (międzynarodowy list przewozowy). Oprócz powyższych dokumentów w niektórych przypadkach od kierowcy wymagane jest zezwolenie, które wydaje Biuro ds. Transportu Międzynarodowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego – dodaje Bartosz Najman.
Według danych Ministerstwa Gospodarki RP, w ubiegłym roku obroty handlowe między Polską a Turcją wyniosły ponad 5,8 mld dolarów. To o 7 proc. więcej w porównaniu z analogicznym okresem 2013 roku. Z Polski wyeksportowano towary za łączną kwotę ponad 3,1 mld dolarów. Dominowały wyroby przemysłu maszynowego, pojazdy samochodowe i części do nich, wyroby elektromaszynowe, miedź i wyroby z miedzi, preparaty perfumeryjne, tworzywa sztuczne i wyroby z kauczuku oraz papier.
Nie zawsze istnieje możliwość wybrania urlopu wtedy, kiedy całkowicie nam to odpowiada, niekiedy także nawał obowiązków służbowych lub trudna sytuacja firmy nie pozwalają na wykorzystanie należnego urlop w terminie, jaki nakazuje Kodeks pracy. Warto mieć jednak świadomość, że niewykorzystany urlop nie przepada, i że możemy, a nawet powinniśmy, wykorzystać go jak najszybciej.
Urlop wypoczynkowy – podstawowe informacje
Udzielenie urlopu jest obowiązkiem każdego pracodawcy wobec pracownika, pracownik z kolei nie może się go zrzec. Ponadto jest:
coroczny – każdego roku pracownik nabywa prawo do urlopu wypoczynkowego,
nieprzerwany – pracownik może wystąpić z wnioskiem by przysługujący mu urlop wypoczynkowy podzielić na części, jednak wówczas jedna część urlopu nie może być krótsza niż 14 dni kolejnych dni kalendarzowych,
płatny – za dni, w których pracownik przebywa na urlopie wypoczynkowym, otrzymuje wynagrodzenie jak za normalny dzień pracy.
Urlop przysługuje pracownikowi, który nabył do niego prawo. Zgodnie z Kodeksem pracy pracownik, który po raz pierwszy podejmuje pracę, w roku kalendarzowym, w którym podjął pracę, uzyskuje prawo do urlopu z upływem każdego miesiąca pracy, w wymiarze 1/12 wymiaru urlopu przysługującego mu po przepracowaniu roku. Prawo do kolejnych urlopów pracownik nabywa w każdym następnym roku kalendarzowym – zgodnie z art. 154 kodeksu pracy, wymiar urlopu wynosi 20 dni (dla pracownika zatrudnionego krócej niż 10 lat) lub 26 dni (dla pracownika zatrudnionego co najmniej 10 lat).
Na nabycie urlopu ma także wpływ wykształcenie pracownika – w zależności od tego, jakiego rodzaju szkołę średnią lub uczelnię ukończył, wykształcenie zaliczane jest jako staż pracy (na przykład ukończenie szkoły wyższej liczone jest jako 8 lat pracy).
Zaległy urlop
Jak zostało już wspomniane, nie zawsze uda się wykorzystać urlop w roku kalendarzowym, na który przypadał. Co wówczas? Taka sytuacja została szczegółowo uregulowana w Kodeksie pracy, stanowi także przedmiot orzecznictwa wielu polskich sądów.
Zaległy urlop w Kodeksie pracy
Według artykułu 171 Kodeksu pracy pracodawca ma obowiązek wypłaty ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, jednak jest to możliwe tylko w przypadku rozwiązania lub wygaśnięcia umowy o pracę. Nie dopuszczalne jest wypłacenie ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy w trakcie trwania stosunku pracy.
Co do zasady pracodawca powinien dołożyć wszelkich starań by pracownik wykorzystał przysługujący mu urlop, gdyż obowiązek udzielenia wolnych dni wynika z przepisów i ma charakter bezwzględnie obowiązujący.
Pracownik powinien wykorzystać zaległy urlop zwłaszcza wtedy, gdy stosunek pracy został rozwiązany i biegnie okres wypowiedzenia, a pracodawca udzieli pracownikowi takiego urlopu. Czas udzielonego wolnego, z wyłączeniem zaległego urlopu, nie powinien być jednak dłuższy niż wymiar określony w artykule 155 (1) Kodeksu pracy, czyli urlop powinien zostać naliczony proporcjonalnie do okresu zatrudnienia.
Kodeks pracy wyznacza termin, do którego zaległy urlop wypoczynkowy powinien zostać wykorzystany – to właśnie 30 września.
Zaległy urlop w orzecznictwie
Sądy pracy z reguły nakazują pracownikom zaakceptowanie terminu wykorzystania zaległego urlopu w terminie, który wskaże pracodawca – niezastosowanie się do takiego polecenia traktowane jest jako naruszenie ustalonej organizacji pracy i zagrożone jest karą porządkową. Orzeczenie o takiej treści wydał między innymi Sąd Najwyższy – wyroku z dnia z dnia 24 stycznia 2006 r. (sygn. akt I PK 124/05, M.P.Pr. 2006/3/119) orzekł, że pracodawca może wysłać pracownika na zaległy urlop, nawet jeśli nie wyraża on na to zgody.
Zaległy urlop a odpowiedzialność karna
Kodeks karny reguluje, choć nie wprost, kwestię nieudzielenia urlopu, w części poświęconej przestępstwom przeciwko prawom osób wykonujących pracę zarobkową. W art. 218. § 1a ustawodawca wskazał, że:
Art. 218. (…) § 1a. Kto, wykonując czynności w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy lub ubezpieczenia społecznego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Z pewnością uporczywe nieudzielanie urlopu, także zaległego, możemy zakwalifikować do naruszenia praw pracownika, wynikających ze stosunku pracy.
Działająca na rynku medycznym technologiczna spółka Medicalgorithmics zapowiada wprowadzenie nowych rozwiązań do linii produktów związanych z diagnostyką kardiologiczną PocketECG. Są one nastawione między innymi na generowanie oszczędności w służbie zdrowia, a to powoduje, że instytucje regulujące rynki są bardziej przychylnie nastawione do oferowanych przez spółkę funkcjonalności.
– W tej chwili pracujemy nad komercjalizacją rozwiązania do telerehabilitacji kardiologicznej, które skierujemy początkowo głównie do Stanów Zjednoczonych i Australii – informuje agencję Newseria Inwestor Piotr Żółkiewicz, członek rady nadzorczej spółki Medicalgorithmics. – To rozwiązanie, które jest gotowe do certyfikacji, obecnie znajduje się w fazie beta testów. Mam nadzieję, że już za rok od dzisiaj będziemy mogli zobaczyć pierwsze, pilotażowe przychody z tego zupełnie nowego produktu. Będzie on drugą nogą biznesową naszej firmy.
PocketECG, w skład którego wchodzą nowe rozwiązania, obejmuje całą rodzinę produktów związanych z diagnostyką kardiologiczną. Prace nad nimi trwały prawie dwa lata i były prowadzone w ramach działań badawczo-rozwojowych (R&D). Medicalgorithmics, jak podkreśla Piotr Żółkiewicz, jest spółką technologiczną, która w zasadzie nieustannie wykonuje tego rodzaju badania. Większość pracowników była i jest zatrudniona w zespołach R&D.
W Gdańsku funkcjonuje struktura do spraw hardware’u (sprzętu), gdzie projektowane są urządzenia, w Warszawie prowadzi prace grupa koncepcyjna, która analizuje rynek i poszukuje nowych rozwiązań, które wnoszą wartość dodaną dla pacjenta i lekarza, do ogólnej diagnostyki i dają się stosunkowo łatwo skomercjalizować.
– Jesteśmy jednak spółką giełdową, musimy więc przede wszystkim dbać o naszych akcjonariuszy – tłumaczy Żółkiewicz. – A poza tym zysk jest absolutnie niezbędnym warunkiem rozwoju. Jeśli go mamy, to możemy pomagać większej liczbie ludzi i wchodzić na nowe rynki.
Rozwiązania spółki mają na celu dostarczanie funkcjonalności powodujących m.in. obniżkę kosztów. Służba zdrowia cierpi obecnie na ogromne niedobory finansowe. Społeczeństwa się bowiem starzeją, a największe koszty związane z opieką medyczną dotyczą ostatniego etapu życia człowieka.
– W przyszłości na pewno będziemy mieli do czynienia ze wzmacnianiem się obecnych trendów – uważa Piotr Żółkiewicz. – Technologie takie jak nasza pozwalają zaoszczędzić na inwazyjnych procedurach operacyjnych, bo pozwalają wykryć zaburzenia np. pracy serca na znacznie wcześniejszym etapie. Widzimy, że instytucje regulujące rynki, czyli odpowiedniki Narodowego Funduszu Zdrowia, zaczęły już to dostrzegać i pomagają telediagnostyce w rozwoju. To coś, czego jeszcze pięć lat temu nie było. Obawialiśmy się, czy łatwo nam będzie wchodzić z naszymi rozwiązaniami na nowe rynki zagraniczne. Obecnie otoczenie regulacyjne wyraźnie nam sprzyja.
Medicalgorithmics notuje wysoką dynamikę wzrostu zarówno obrotów, jak i zysku. Ubiegłoroczne przychody ze sprzedaży spółki wyniosły przeszło 29,7 mln zł wobec 15,7 mln zł rok wcześniej. W zeszłym roku firma zarobiła netto ponad 14,5 mln zł, o ponad 30 proc. więcej niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy.
Polisy Excess of Loss oraz Top Up to nowe produkty specjalizującej się w zabezpieczaniu transakcji handlowych firmy ubezpieczeniowej Trade Credit. Pierwsza ma ograniczyć koszty klienta, druga objąć ubezpieczeniem ryzyko ponoszone w związku transakcją. Jak mówi prezes firmy Eckhard Horst, z nowych produktów najchętniej korzystają największe firmy.
– Różnica między Excess of Loss i tradycyjnym ubezpieczeniem kredytu kupieckiego, krótko mówiąc, polega na tym, że w naszym produkcie klient robi wszystko sam: ocenia ryzyko, windykuje, a my tylko ubezpieczamy takie transakcje – mówi agencji Newseria Inwestor Eckhard Horst, prezes zarządu firmy ubezpieczeniowej Trade Credit. – Na Zachodzie to jest bardzo ważne, bo jeżeli klient wszystko robi sam, to znaczy, że ma dużo mniej kosztów związanych z ubezpieczeniem i nie musi płacić wysokiej składki. I na tym polega duża zaleta tego produktu.
Ubezpieczenie transakcji handlowych metodą Excess of Loss jest specjalizacją Trade Credit. Formuła oparta została na regułach reasekuracji zastrzeżonych niegdyś tylko dla ubezpieczycieli. Daje to klientom działającym w sektorze B2B (business to business, czyli w segmencie przedsiębiorstw) możliwość ubezpieczenia należności przy zachowaniu niezależnej kontroli nad ryzykiem kredytowym i zarządzaniem należnościami.
W wariancie Excess of Loss ubezpieczający ma możliwość swobodnego wyboru parametrów polisy. Charakteryzuje się ona trzema głównymi wartościami: maksymalną sumą ubezpieczenia (odpowiedzialność ubezpieczyciela), franszyzą (wysokość strat, które ubezpieczający ponosi na własny rachunek) oraz składką. Dwa pierwsze określane są przez ubezpieczającego, trzeci precyzuje ubezpieczyciel. Dzięki temu nabywca polisy chroni się przed ryzykiem utraty należności bez potrzeby przestrzegania wielkości limitów kredytowych narzuconych przez ubezpieczyciela lub konieczności akceptowania jego ingerencji w relacje handlowe z nierzetelnym kontrahentem podczas windykacji.
– W tej chwili oferujemy już ten produkt, bo niektóre firmy pracują tak, że mają partnerów windykujących dla nich oraz kontakty z wywiadowniami – wskazuje Eckhard Horst. – Mamy już kilku klientów, ale ten główny potok dopiero przyjdzie do nas za kilka lat.
Jak zauważa, po wprowadzeniu nowych produktów na rynek najchętniej korzystają z nich najwięksi odbiorcy.
– Obecnie sprzedajemy polisy firmom, które mają obroty w wysokości miliarda, choć mamy też podmioty osiągające 100 mln zł – zauważa Eckhard Horst. – Chcemy jednak ubezpieczać każdego. Fakty są jednak takie, że na razie nie wszyscy wiedzą o możliwości wykupienia ubezpieczenia w takim wariancie.
Drugim wprowadzanym na polski rynek produktem Trade Credit jest ubezpieczenie Top Up. Pozwala ono na pokrycie należności ponad granicę określoną przez ubezpieczyciela kredytu tradycyjnego. Polisa obejmuje dodatkowe ryzyko, wynikające na przykład ze zwiększonego obrotu, które nie może być objęte istniejącą już sumą ubezpieczenia.
– Produkt ten polega na tym, że klient ma dalej ubezpieczenie z innym towarzystwem, a my dajemy tylko drugi limit – wyjaśnia Eckhard Horst. – To bardzo korzystne rozwiązanie dla klientów, którzy dzięki niemu mają gwarancję, że ewentualne straty zostaną pokryte w całości.
Obecnie na rynku, jak przekonuje prezes Trade Credit, dominują polisy, które nie dają 100 proc. gwarancji całkowitego pokrycia ryzyka.
– Niektórzy nie są zabezpieczeni na 100 proc. i wtedy my dajemy im drugi limit – precyzuje Eckhard Horst. – Jeżeli ktoś ma wskaźnik pokrycia limitu ryzyka w wysokości do 80 proc., to my oferujemy mu brakujące 20 proc. Oczywiście, ta jedna piąta zazwyczaj jest bardziej ryzykowna. Dzięki Top-up klient może być jednak pewien, że całość ryzyka transakcji zostanie pokryta.
W Sosnowcu w jednej z placówek Poczty Polskiej otwarto w tym tygodniu pierwsze Centrum Aktywności Cyfrowej, mające ułatwić dostęp do usług administracji elektronicznej. W ten sposób Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce zachęcić Polaków do załatwiania spraw urzędowych online. Na miejscu będzie można skorzystać z ponad stu usług, w tym otworzyć działalność gospodarczą bądź złożyć wniosek o wydanie dowodu osobistego w przypadku jego zagubienia.
– Dzięki Centrum Aktywności Cyfrowej mamy możliwość dostępu do wszystkich usług administracji rządowej i możliwość korzystania z nich w przyjaznym środowisku z pomocą specjalistów – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji. – Bo tak naprawdę chodzi tylko o to, żeby zapoznać się z tymi narzędziami, do których wystarczy komputer. Aby jednak wejść w ten cyfrowy świat, potrzebny jest ktoś, kto nas będzie w niego wprowadzał – dodaje.
W nowo otwartych punktach będzie można korzystać z wszystkich usług oferowanych przez platformę o nazwie ePUAP. W połowie 2016 roku, przy uwzględnieniu pozyskania finansowania, takich punktów ma być nawet 500. W większości w mniejszych miejscowościach, gdzie nie ma urzędów. Projekt ma ułatwić życie mniejszym społecznościom w załatwianiu spraw administracyjnych. Umiejscowienie punktów w lokalach Poczty Polskiej ma natomiast zapewnić petentom asystę ze strony specjalistów z organizacji pozarządowych.
W Centrach Aktywności Cyfrowej będzie można skorzystać z ponad stu usług. Część z nich ułatwi załatwianie formalności przez przedsiębiorców, m.in. otwieranie działalności gospodarczej w systemie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Oprócz tego możliwe będzie zakładanie i potwierdzanie profilu zaufanego, który jest potrzebny do tego, by korzystać z platformy ePUAP.
– Tę pierwszą placówkę otworzyliśmy tutaj, w Sosnowcu, po to, by z daleka wysyłać wnioski i prośby o wydanie dokumentów, uzyskać dowód osobisty, kartę ubezpieczenia zdrowotnego, potwierdzić stan ubezpieczenia społecznego, wysokość emerytury, płatności do urzędu skarbowego czy zaświadczenia z różnych urzędów – wymienia minister administracji i cyfryzacji. – Dostępnych jest około 140 usług, a będziemy pracować dalej nad rozszerzeniem tego katalogu – dodaje.
Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji oraz Poczta Polska podpisały porozumienie ws. współpracy w zakresie budowy usług e-administracji. Współpraca Poczty i MAC to część programu Polska Cyfrowa, który ma przyczynić się do upowszechnienia dostępu do szybkiego internetu i e-administracji oraz przyśpieszyć rozwój usług cyfrowych.
– Nasze plany oczywiście są dużo szersze, bo jedna placówka wiosny nie czyni. To jest pierwsze, ale nie ostatnie otwarcie – podkreśla Ireneusz Piecuch, wiceprezes Poczty Polskiej. – Oczywiście wszystkie punkty nie będą wyglądać tak samo, bo będą dopasowane do danych placówek, będzie to również uzależnione od finansowania i środków pomocowych. Mamy jednak nadzieję, że uda nam się ten proces zakończyć do połowy przyszłego roku.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie dba o kierowców przy planowaniu remontów – ustaliła NIK. Zarzuty dotyczą wprawdzie tylko oddziału łódzkiego, ale pokazują, że urzędnicy nie zdają sobie sprawy z tego, ile traci gospodarka. Korki na drogach to straty dla wzrostu gospodarczego. Powodują je nie tylko źle planowane remonty, lecz także odraczanie wprowadzania elektronicznego systemu poboru opłat, który ułatwiłby utrzymanie sieci dróg.
– W Polsce nie patrzy się na to, że korek to nie tylko utrudnienie dla kierowców, lecz także konkretne straty dla gospodarki. Korki kosztują nas około 2 proc. PKB rocznie, więc co, jak co, ale na pewno administracja państwowa nie powinna się przyczyniać do tego, że tych korków będzie więcej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adrian Furgalski, członek zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
NIK skrytykowała GDDKiA m.in. za to, że remonty są planowane bez względu na prognozy ruchu i skutki dla kierowców. Furgalski zastrzega jednak, że Izba wskazała na większe nieprawidłowości jedynie w jednym z sześciu skontrolowanych oddziałów Dyrekcji (łódzkim). Podkreśla, że nie wszystkie remonty można przeprowadzić w porze mniejszego ruchu z uwagi na wymagania pogodowe.
Furgalski zauważa, że GDDKiA jest bardzo dużą instytucją, która zarządza niemal 20 tys. km dróg w Polsce. To powoduje, że w drobnych aspektach jej działalności trudno ją kontrolować.
Do tego Dyrekcja jest uzależniona od ustawy budżetowej, a dostępność finansów wpływa na harmonogram ogłaszania przetargów. Dlatego GDDKiA nie ma nad całym procesem inwestycyjnym pełnej kontroli. Furgalski zastrzega, by nie traktować tego jak usprawiedliwienia, ale podkreśla, że największym problemem jest zła organizacja całego systemu zarządzania polskimi drogami.
– Jeżeli na najbliższe 10 lat mamy mieć, a mam nadzieję, że rząd te kwoty zaakceptuje, prawie 50 mld zł na remonty i utrzymanie dróg, to nawet jeden procent źle wydatkowany z tych pieniędzy wiąże się z dużymi stratami finansowymi – przekonuje Furgalski. – Problemem naszego kraju jest to, że pieniądz publiczny uznaje się za pieniądz niczyj. Bardzo często wspominam słowa byłej premier Wielkiej Brytanii, która mówiła, że nie ma pieniądza publicznego, to jest pieniądz, który przecież pochodzi od obywateli, w związku z tym sposób jego wydawania powinien być dokładnie kontrolowany.
Przykładem błędu systemowego jest opóźnienie we wprowadzaniu elektronicznego systemu poboru na polskich autostradach dla samochodów osobowych. Choć obiecywała to przed odejściem do Brukseli minister Elżbieta Bieńkowska, to Maria Wasiak, jej następczyni, zawiesiła realizację tego pomysłu. Tłumaczy, że do listopada 2018 r. jest to niemożliwe, bo obowiązuje umowa na system ViaTOLL z firmą Kapsch.
Furgalski zwraca uwagę na to, że niektórych kierowców może to cieszyć, bo oznacza to, że część autostrad pozostaje darmowa. Taka radość jest jednak nieuzasadniona, bo mniejsze wpływy z opłat za drogi przekładają się na niższe środki na remonty.
– To wiąże się z brakiem wpływów, które szacujemy corocznie na 800 mln zł, czyli sporo jednak udałoby się za te pieniądze wybudować czy wyremontować dróg krajowych i wybudować obwodnic na drogach krajowych. Dlatego jest to zła decyzja, ale ona tutaj jest nie do przeskoczenia. Do jesieni musimy poczekać na rozstrzygnięcie wyborów parlamentarnych. Mam nadzieję, bo jest taka możliwość, tu nas żadne prawo europejskie nie blokuje, że jednak wrócimy do tego, co obiecała Elżbieta Bieńkowska – mówi Furgalski.
Ekspert dodaje, że problemy ujawnione przez NIK oraz związane z opóźnieniem e-myta są wynikiem również złej struktury organizacyjnej. Po połączeniu dwóch ministerstw resort infrastruktury i rozwoju jest tak duży, że nie jest w stanie skutecznie nadzorować m.in. GDDKiA i PKP PLK. W efekcie te dwie spółki mają dużą niezależność i same realizują politykę inwestycyjną, a to MIR powinien ją wyznaczać.
– Resort infrastruktury powinien pilnować tego, w jaki sposób działają te urzędy, a nie interesować się nimi tylko w momencie albo prognozowania i przyjmowania dla nich budżetu, albo potem rozliczania z budżetu i wykonanych inwestycji – twierdzi Furgalski.
Ekspert zwraca uwagę na to, że problem utrzymania dróg to nie tylko polska bolączka. Z tym samym wyzwaniem zmagają się także Niemcy, gdzie wiele starszych autostrad jest w fatalnym stanie. Pomysł wprowadzenia opłat za drogi tylko dla obcokrajowców budzi jednak zastrzeżenia Komisji Europejskiej. Podobnie jest w Hiszpanii, gdzie zbudowano zbyt wiele tras, i choć są one płatne, to dotknięci kryzysem mieszkańcy tego kraju wybierają te darmowe.
O 10 proc. wzrosła liczba prowadzonych rachunków osobistych w Banku Pocztowym i sięgnęła 873 tys. Ogólna liczba klientów banku wzrosła do niemal 1,5 mln, a o 30 proc. wzrosła ogólna kwota środków wpłaconych przez klientów na rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe. Bank skupia się przede wszystkim na rozwoju w małych i średnich miastach.
– Osiągnęliśmy wynik 22,5 mln zł netto, o 2 procent lepszy niż w I półroczu ubiegłego roku, jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Na tle rynku wypadamy bardzo dobrze– podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Szymon Midera, prezes zarządu Banku Pocztowego. – To jest nasz cel strategiczny, aby zwrot z kapitału był powyżej średniej rynkowej. Dane po I półroczu pokazują, że jest to możliwe. Mamy bardzo wysoką marżę odsetkową – 3,6 po tych sześciu miesiącach, czyli zdecydowanie powyżej rynku.
Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji, także ocenia te wyniki jako bardzo dobre. Jak podkreśla, widać to szczególnie na tle wyników całego polskiego sektora finansowego, który ostatnio nie jest w łatwej sytuacji. Gdy wynik netto Banku Pocztowego wzrósł o 2,1 proc., cały sektor odnotował w Polsce spadek o 8,2 proc.
– Rozwój Pocztowego i osiągane przez niego zyski na tle innych banków są bardzo dobrą prognozą. Ten bank ma rzeczywiście inną strukturę klientów, inną filozofię działania i dociera do tych miejsc, gdzie konkurencja jest ograniczona. A to dzięki współpracy z Pocztą Polską i byciu częścią jej grupy. Wszystko to jest dobrą podstawę w dążeniu do debiutu giełdowego – podkreśla Andrzej Halicki.
Siłą Banku Pocztowego jest nie tylko ogromna sieć placówek oferujących jego produkty, lecz także ich lokalizacja pozwalająca dotrzeć do klientów znacznie trudniej dostępnych dla innych instytucji finansowych.
– Dalej konsekwentnie będziemy się zajmować mieszkańcami małych miejscowości– mówi prezes zarządu Banku Pocztowego. – Bank obsługuje dzisiaj blisko 1,5 mln klientów, niemal połowa z nich mieszka w miejscowościach do 5 tys., a 70 proc. do 50 tys. I to właśnie na takich miejscowościach chcemy się koncentrować. Wiele osób z tych miejscowości, blisko 30 proc., to ludzie bez historii bankowej i bez doświadczeń z sektorem bankowym.
W ciągu ostatnich kilku lat Bank Pocztowy stworzył sieć blisko 300 mikrooddziałów, czyli placówek bankowych funkcjonujących w placówkach pocztowych, czym udowodnił swoje możliwości i umiejętności w tym zakresie.
Bank Pocztowy w planach do 2018 r. ma budowę ok. 200 placówek bankowo-pocztowych, w których połączona zostanie standardowa obsługa pocztowa z akwizycją produktów finansowych, oraz stworzenie sieci ok. 60 placówek agencyjnych w centrach handlowych, w wybranych miastach do 200 tys. mieszkańców.
– Sieć w ramach grupy Poczty Polskiej liczy już blisko tysiąc placówek z ludźmi, którzy zajmują się wyłącznie produktami bankowymi i ubezpieczeniowymi– informuje prezes Szymon Midera. –Natomiast oferta Banku Pocztowego, możliwość sprzedaży i obsługi klientów banku to ponad 4,6 tys. placówek. Planujemy dalszy rozwój. Na dzisiaj mamy także dwie pilotażowe placówki agencyjne w galeriach handlowych w małych miejscowościach ze strefą samoobsługową poczty. Ten model się sprawdził, jesteśmy zadowoleni z wyników i chcielibyśmy około 60 takich lokalizacji w uruchomić.
Dobre wyniki finansowe Banku Pocztowego związane są z jego sukcesami marketingowymi. Jego oferta okazała się atrakcyjna i pozwoliła zdobyć sporą grupę nowych klientów.
– To był świetny okres dla Banku Pocztowego. Pozyskaliśmy brutto ponad 100 tys. klientów i otworzyliśmy blisko 120 tys. rachunków. W naszej kluczowej obecnie linii biznesowej mamy rekordowe wyniki – blisko 0,5 mld sprzedaży kredytów gotówkowych– ocenia Szymon Midera. –Cieszy nas bardzo, że ta sprzedaż w coraz większym stopniu jest sprzedażą do bazy własnych klientów. Ponadto od stycznia tego roku zaproponowaliśmy naszym klientom ofertę funduszy inwestycyjnych, osiągając ponad 100 mln zł sprzedaży w pół roku – podsumowuje.
Krajowy rynek materiałów budowlanych prężnie się rozwija i staje się coraz bardziej nowoczesny. Pod tym względem jest porównywany do dojrzałego rynku zachodnich sąsiadów. Niektóre segmenty są mniejsze niż kilkanaście lat temu, ale przyczynia się do tego rozwój technologii i nowe metody budowania.
– Polski rynek materiałów budowlanych jest bardzo konkurencyjny, bo działa na nim ogromna liczba producentów – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Michalak, wiceprezes ds. rozwoju w firmie Atlas. – To jest rynek bardzo podobny do rynku niemieckiego, który jest uważany za najbardziej rozwinięty, o najwyższym poziomie rozwoju technicznego. My w naturalny sposób, będąc sąsiadami Niemców i będąc w tej samej strefie klimatycznej, podążamy za nimi i to jest bardzo dobre.
Jego zdaniem rynek jest już bardzo dojrzały. Świadczyć o tym może m.in. to, że niektóre z segmentów, np. zapraw klejących do płytek ceramicznych, są mniejsze niż jeszcze kilka lat temu.
– W pierwszej chwili może się wydawać dziwne to, że uważam to za pozytywne zjawisko – zastrzega Jacek Michalak. – Ale to oznacza, że współczesny wykonawca jest znacznie lepiej wyedukowany i firma w prawidłowy sposób korzystająca z materiałów. Grubość sklejenia jest zdecydowanie mniejsza niż kilka lat temu. Dzisiaj wykonawcy najpierw wyrównują ścianę właściwą zaprawą, a potem dopiero przyklejają płytkę ceramiczną na klej w technice cienkowarstwowej.
Z drugiej strony jest wiele nowych okładzin ceramicznych, które są montowane mechanicznie.
– Klejów do płytek ceramicznych jest ciągle dużo, są bardzo różne w zależności od przeznaczenia – zauważa Jacek Michalak. – Ale ogólny wolumen się zmniejszył, gdyż znacznie spadła konsumpcja płytek ceramicznych.
Jak podkreśla, wykonawcy przy wyborze materiałów nie kierują się już wyłącznie ceną, mimo to wciąż są próby psucia rynku przez zaniżanie cen.
Jak wynika z ostatniego zestawienia firmy Polskie Składy Budowlane (PSB), w lipcu br. wzrosły ceny w pięciu kategoriach produktów. Najbardziej zdrożały silikaty (o 3,2 proc.), a izolacje termiczne, pokrycia i folie dachowe, rynny, drewno i materiały drewnopochodne oraz do suchej zabudowy o mniej niż 1 proc.
Według PSB w czterech grupach produktów ceny spadły, a inflacja najbardziej dotknęła izolacje wodochronne (o 1 proc. ). Mniej niż o 1 proc. potaniały gazobetony, materiały ścienne ceramiczne i produkty chemii budowlanej.
Z perspektywy spółki Atlas, jak zauważa jej wiceprezes, zarówno wielkie sieci, wielkopowierzchniowe miejsca sprzedaży, jak i małe sklepy są tak samo istotne.
– Z perspektywy firmy zarówno wielkie sieci, wielkopowierzchniowe miejsca sprzedaży, jak i małe sklepy są tak samo ważne. Nie możemy dopuścić do sytuacji, kiedy będziemy mieli tylko wielkie sieci, gdyż w małych miejscowościach nie ma takich obiektów. Oba kanały się rozwijają i są potrzebne – mówi Jacek Michalak.
Według ostatnich danych GUS widać ożywienie w budownictwie. Dynamika produkcji budowlano-montażowej w lipcu wyniosła -0,1 proc., ale jeszcze w czerwcu była na poziomie -2,5 proc. w ujęciu rocznym. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym produkcja budowlano-montażowa zwiększyła się w ujęciu miesięcznym o 2,2 proc. wobec spadku o 4,2 proc. w czerwcu. Liczba rozpoczętych budów mieszkań zwiększyła się o blisko 15 proc. w porównaniu z 2014 rokiem.
Według danych Instytutu CIMA liczba specjalistów zajmujących się rachunkowością zarządczą w Polce w ciągu ostatnich czterech lat zwiększyła się trzykrotnie. Dynamika wzrostu w najbliższych latach powinna się utrzymać się na podobnym poziomie. Przedsiębiorcy coraz częściej doceniają ekspertów zajmujących się analizą danych finansowych i pozafinansowych dotyczących spółki oraz jej otoczenia i wykorzystują ich wiedzę do rozwoju biznesu. Wyspecjalizowana kadra wpływa na wzrost wartości firmy w długim okresie i sprawdza się szczególnie w czasie kryzysu.
– Zmiany w zakresie standardów rachunkowości zarządczej w Polsce idą w dobrym kierunku, ale jest jeszcze dużo pracy przed nami – ocenia Jakub Bejnarowicz, szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.
Potrzeba podniesienia standardów rachunkowości zarządczej w Polsce już została dostrzeżona przez pracodawców. Mowa tu zarówno o międzynarodowych firmach działających na Wisłą, jak i krajowych przedsiębiorcach. Wyższe standardy pozwalają w długim okresie na zwiększenie wartości prowadzonego biznesu.
– Kadra specjalistów ds. rachunkowości zarządczej w Polsce przez ostatnie cztery lata – według naszych danych – wzrosła trzykrotnie i dynamika wzrostu jest wciąż bardzo duża – informuje ekspert.
Polscy specjaliści są bardzo dobrze oceniani przez międzynarodowe firmy działające w Polsce i za granicą. Przedsiębiorcy widzą, że inwestycja w rachunkowość zarządczą jest opłacalna, a zatrudnienie kompetentnego personelu przekłada się na realne korzyści biznesowe.
– Pomagają oni analizować dane finansowe i pozafinansowe w szybkim czasie. Wykorzystują narzędzia, które są niezbędne w czasie kryzysu czy spowolnienia gospodarczego, do tego, by ciągnąć biznes do przodu – wyjaśnia szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej. – Analiza takie jak benchmarking, cost-benefit analysis czy analiza wartości kapitału w długim okresie to jest to, z czego korzystają eksperci ds. rachunkowości zarządczej – wylicza.
Równocześnie widoczny jest trend polegający na współpracy ekspertów z zakresu rachunkowości zarządczej ze specjalistami IT. Efektem jest wdrożenie nowych narzędzi analitycznych, których użycie istotnie wspiera podejmowanie decyzji biznesowych zarówno w krótkim, jak i długim okresie.
Bejnarowicz podkreśla, że coraz większa liczba firm korzysta z pomocy wykwalifikowanych ekspertów ds. rachunkowości zarządczej. Wśród nich są m.in. firmy z branży FMCG, sektora outsourcingowego czy konsultingowego.
– Instytut CIMA wraz z amerykańskim instytutem AICPA opracował globalne zasady rachunkowości zarządczej, które były konsultowane na całym świecie, w tym również w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Bejnarowicz.
Inicjatywa Instytutu zyskała w Polsce wsparcie miedzy innymi ze strony Giełdy Papierów Wartościowych czy przedstawicieli Krajowej Izby Biegłych Rewidentów. W swoje działania specjalistów ds. rachunkowości zarządczej włączają m.in. koncern PKN Orlen oraz sieć spożywcza Piotr i Paweł.
CIMA to międzynarodowy instytut zrzeszający obecnie 227 tys. członków i studentów w ponad 179 krajach świata. W Polsce aktywnie działa w niej przeszło 3 tys. osób. Instytut, przyznając rozpoznawane na całym świecie kwalifikacje, koncentruje się głównie na doskonaleniu umiejętności specjalistów ds. rachunkowości zarządczej, a także na informowaniu o roli informacji zarządczej w procesie kierowania przedsiębiorstwem.
Przedsiębiorcy chcą, by organizacja podróży służbowych była coraz prostsza. Na rynku jest dostępnych coraz więcej narzędzi do samodzielnej rezerwacji oraz aplikacji mobilnych. Rozwiązania na smartfony i tablety pozwalają m.in. wprowadzać zmiany również podczas trwania podróży i szybko znaleźć poszukiwane miejsce czy sklep.
– Innowacje w planowaniu podróży służbowych będą szły głównie w kierunku online. Wzbogacanie oferty turystycznej, która jest dostępna za pośrednictwem narzędzi do samodzielnej rezerwacji albo jest dostępna dla agenta, który w tradycyjny sposób będzie nam te rezerwacje robił, jest bardzo ważne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska.
W ocenie Reka, coraz więcej podróżnych będzie też korzystać z aplikacji mobilnych. Taki trend jest już wyraźnie widoczny na rynku chińskim.
– Duża część podróży rezerwowana jest z wykorzystaniem rozwiązań mobilnych. Przez to, że chińscy podróżni mają bardzo łatwy dostęp do tanich smartfonów, aplikacje mobilne stały się bardzo popularne i zyskują popularność również w Europie. Chcemy być cały czas online, chcemy mieć na bieżąco informacje, chcemy wiedzieć, gdzie na lotnisku znaleźć przejście czy sklep, który nas interesuje – mówi Rek.
Wciąż przybywa aplikacji, które ułatwiają nie tylko planowanie, lecz także sam wypoczynek bądź wyjazd służbowy. Na rynku coraz więcej jest programów mobilnych, które pomagają najtaniej zarezerwować bilet lotniczy i hotel, sprawdzić recenzje pensjonatów lub wyszukać darmowe Wi-Fi.
Przemieszczając się, chcemy coraz częściej czuć się jak u siebie. Stąd wzrost popularności aplikacji informujących o komunikacji publicznej, ruchu w mieście, oraz o najlepszych i najtańszych restauracjach. Według specjalistów dzięki aplikacjom jeżdżenie do nowych miejsc nie będzie wiązać się już z podejmowaniem ryzyka i niepewnością.
– To będzie coraz bardziej popularne. Ich wykorzystanie przyspiesza bardzo szybko – mówi Paweł Rek.
To odpowiada na zapotrzebowanie podróżujących. Z badania Amadeusa wynika, że wśród nich duża grupa to osoby nastawione na wykonanie zadania.
– Dla nich istotne będzie to, żeby w sprawny sposób przedostać się z jednego miejsca na drugie, załatwić sprawę i wrócić. To oczywiście niekoniecznie muszą być osoby podróżujące służbowo, ale to mogą być ludzie, którzy jadą na jakieś rodzinne spotkanie albo wyjeżdżają w jakimś innym celu – wyjaśnia Paweł Rek.
Z badań Amadeusa wynika, że większość przedsiębiorców (75 proc.) oczekuje zmian w sposobie zarządzania podróżami służbowymi. Wielu z nich podkreśla, że powinno to być prostsze, szybsze i bardziej przejrzyste w procesie organizacji i wyceny. Chcieliby również, żeby nie było to obciążone formalnościami.
30 proc. firm i instytucji chciałoby korzystać z rozwiązań IT do zarządzania podróżami służbowymi, które pomagałby w ich organizacji od momentu wystawienia wniosku delegacyjnego, poprzez rezerwację podróży, aż po jej rozliczenie.
Tomasz Bogus może objąć funkcję prezesa Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, zadecydowała jednogłośnie Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) podczas posiedzenia 25 sierpnia 2015 r. Rada Nadzorcza Banku BGŻ BNP Paribas powołała Tomasza Bogusa na stanowisko prezesa 30 kwietnia 2015 roku, po tym jak rezygnację z tej funkcji złożył obecny prezes, Józef Wancer.
„Misja Józefa Wancera na stanowisku prezesa Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas dobiega końca. W trakcie swojej kadencji skutecznie przeprowadził m.in. projekt połączenia Banku BGŻ i BNP Paribas Banku Polska, tworząc nową, silną instytucję. Rozpoczął także przygotowania do połączenia z Sygma Bankiem. Józef Wancer potwierdził tym samym, że dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu potrafi skutecznie realizować najtrudniejsze zadania” – Jean-Paul Sabet, przewodniczący Rady Nadzorczej Banku BGŻ BNP Paribas.
Dodał, że od września stanowisko prezesa Banku BGŻ BNP Paribas przejmie Tomasz Bogus – doświadczony bankowiec z ugruntowaną pozycją na polskim rynku finansowym.
Tomasz Bogus może objąć funkcję prezesa Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas
Tomasz Bogus jest związany z bankowością od 1991 r. W latach 2009-2014 był prezesem Banku Pocztowego. Pracował również między innymi w mBanku, gdzie odpowiadał za obszar bankowości korporacyjnej i projekt detaliczny MultiBanku. Z wykształcenia jest prawnikiem, ukończył Uniwersytet Łódzki, a także kursy z zakresu zarządzania, między innymi na Harvard Business School w Bostonie w Stanach Zjednoczonych.
Atrakcyjne, gotowe mieszkania można jeszcze znaleźć w inwestycji Na Romera oraz Słodowiec Park w Warszawie. Budowa tych projektów została juz zakończona. Nabywcy lokali w pierwszym etapie osiedla Kolska od Nowa także będą mogli odebrać klucze jeszcze w tym roku. Powoli zbliżamy się również do ukończenia naszych warszawskich inwestycji przy ul. Księżycowej i Staffa.
Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord
Obecnie w ofercie Polnord znajduje się szeroka gama lokali gotowych do zamieszkania. Możemy je zaproponować przede wszystkim w inwestycjach Śródmieście Wilanów w Warszawie, 2 Potoki w Gdańsku, Brama Sopocka w Gdyni, Ku Słońcu w Szczecinie, a niebawem dołączy do nich także szósty budynek osiedla Tęczowy Las w Olsztynie.
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp
Z uwagi na dużą dynamikę sprzedaży, gotowe mieszkania stanowią około 5 proc. naszej oferty. Większość lokali sprzedaje się jeszcze przed oddaniem budynków do użytkowania. Wielu klientów decyduje się na zakup tzw. dziury w ziemi. To właśnie wtedy jest największy wybór lokali, a raty na początku spłaty kredytu są dużo niższe, co pozwala spokojnie czekać na odbiór mieszkania. Bardzo ograniczona ilość gotowych mieszkań dostępna jest w inwestycjach Osiedle Graniczna III i Osiedle Stabłowicka 77 we Wrocławiu oraz w Osiedlu Słoneczne Miasteczko w Krakowie.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service
Wybierając mieszkanie w krakowskich inwestycjach: Wężyka, Energooszczędnej Borkowskiej, czy w ekskluzywnych Apartamentach Sowiniec, po dopełnieniu wszystkich formalności, do zakupionego mieszkania można się od razu wprowadzić.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Dobrze rozplanowane mieszkania, do których można wprowadzić się zaraz po zakupie mamy w osiedlach Zielona Dolina w Warszawie, Villa Campina w Kaputach k/Warszawy i Rezydencja Redłowo w Gdyni. Swoje mieszkanie mogą od razu urządzać również klienci zainteresowani inwestycją Oaza Piątkowo w Poznaniu. Na ostatnie mieszkania w ramach drugiego etapu budowy osiedla Bliska Wola w Warszawie trzeba będzie zaczekać do przełomu I i II kwartału 2016 roku.
Andrzej Przybek, dyrektor sprzedaży Grupy Kapitałowej Euro Styl
Gotowe mieszkania w cenie od 7800 zł/m kw. posiadamy w inwestycji Oliwa Park w Gdańsku, której atutem są m.in. atrakcyjne tereny zielone z piękną roślinnością. Ukończone mieszkania oferujemy również w sąsiadujących ze sobą inwestycjach Nowy Horyzont i Osiedle Cytrusowe, zlokalizowanych na obrzeżach Gdańska. Już w październiku gotowe do odbioru będą dwa budynki Osiedla Cytrusowego, a w listopadzie zakończy się budowa mieszkań z budynku nr 5 inwestycji Nowy Horyzont. Ceny w tych projektach rozpoczynają się od 4125 zł/ m kw., a wszystkie oferowane mieszkania kwalifikują się do programu MdM.
Również w Gdyni Euro Styl oferuje mieszkania, które jeszcze w tym roku zostaną oddane do użytku. W Osiedlu Nawigator, inwestycji z w pełni rozwinięta infrastrukturą, położoną w dzielnicy Obłuże, przekazany zostanie do użytkowania ostatni budynek. Mieszkania w tym osiedlu można kupić w cenie od 4687 zł/ m kw.
Pod koniec listopada zakończy się też budowa otoczonego zielenią i oferującego piękne widoki osiedla Apartamenty Conrada w gdyńskiej dzielnicy Mały Kack, w którym ceny rozpoczynają się od 5500 zł/ m kw. Inwestycja jest objęta letnią promocją. Klienci, którzy zdecydują się na podpisanie umowy do końca sierpnia, mogą kupić mieszkanie w kwocie nawet o 500 zł za m kw. niższej.
Klienci, którzy nie chcą czekać nawet miesiąca na odbiór lokum, mogą skorzystać z oferty mieszkań Osiedla Morskiego, które mieści się na gdyńskim Pogórzu. Lokale zostały przekazane do odbioru przyszłym mieszkańcom na początku sierpnia br. W ofercie jednak pozostało jeszcze kilka ostatnich mieszkań w cenie od 4829 zł za metr.
Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa
Wspólnie z naszym partnerem – firmą Dantex, jeszcze w tym roku dostarczymy na rynek 112 mieszkań w ramach pierwszego etapu projektu Miasto Wola w Warszawie. Jego budowa rozpoczęła się w ubiegłoroczne wakacje, a zakończenie realizacji planujemy na IV kw. br. Obecnie w ofercie pozostało zaledwie 5 lokali. Sukcesywnie rozwijamy ten projekt, czego przykładem będzie wprowadzenie do sprzedaży mieszkań w trzecim etapie inwestycji, zaplanowane na IV kwartał br. Kolejne mieszkania trafią na rynek zdecydowanie wcześniej niż planowaliśmy w momencie uruchamiania projektu.
Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom
Tuż po wakacjach oddajemy klucze w dwóch warszawskich inwestycjach: Ogrody Targówek i Viva Garden. W osiedlu Viva Garden w sprzedaży zostały 2 ostatnie mieszkania o metrażu 43 m kw. w cenie 5800-5900 zł / m kw. z terminem odbioru w październiku br. Inwestycja Ogrody Targówek została w całości sprzedana.
Wanda Dzikowska, menedżer sprzedaży i marketingu w Atlas Estates
Mieszkania gotowe do odbioru posiadamy w każdym z naszych warszawskich projektów: ConceptHouse Mokotów w pobliżu Galerii Mokotów, Capital Art Apartments niedaleko Ronda Daszyńskiego na Woli i w Apartamentach przy Krasińskiego na zielonym Żoliborzu. Większość oferty w tych lokalizacjach została wyprzedana przed zakończeniem budowy. Dostępne są w nich jeszcze ostatnie, większe mieszkania 3- i 4-pokojowe. Na Żoliborzu mamy jeszcze w sprzedaży kawalerkę i lokal 2-pokojowy. Największy wybór mieszkań oferujemy w budynku ConceptHouse Mokotów, gdzie obecnie proponujemy atrakcyjne, promocyjne stawki za metr kwadratowy. W każdej ze wspomnianych lokalizacji oferujemy także lokale użytkowe.
Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży w firmie Dolcan
Przed końcem bieżącego roku klienci będą mogli odebrać klucze do mieszkań w pierwszym etapie warszawskiej inwestycji Miasteczko Rubikon. To osiedle składające się wyłącznie z MiniApartamentów, w którym w sprzedaży pozostały lokale o metrażach od 22 do 49 m kw. Na początku 2016 roku oddamy klucze w inwestycji Ogrody Ochota II.
Mieszkania gotowe do zamieszkania konsumenci znajdą w naszych osiedlach bezczynszowych. W jednym z nich – Kamyk Zielony – zlokalizowanym przy ul. Kamykowej na warszawskiej Białołęce trwa obecnie promocja. Przy zakupie mieszkania można otrzymać aż 80 m kw. dodatkowej przestrzeni. W osiedlu Czerwona Jarzębina II na Targówku pozostało 6 gotowych do odbioru mieszkań o metrażu powyżej 80 m kw. W samym centrum Warszawy oferujemy ukończone mieszkania w dwóch osiedlach: Ogrody Ochota I i Skierniewicka City na Woli.
Katarzyna Żarska z firmy Marvipol
Mieszkania, w których można zamieszkać od razu po zakupie mamy w warszawskich inwestycjach Rezydencja ArtEco na Żoliborzu, Zielona Italia we Włochach i w osiedlu Hill Park Apartments na Bielanach, w którym oferujemy dwupoziomowe apartamenty. W inwestycjach Bielany Residence i Apartamenty Mokotów Park nad Jeziorkiem Czerniakowskim mamy jeszcze kilka gotowych apartamentów objętych specjalną ofertą cenową.
W pierwszych dwóch budynkach z 441 mieszkaniami w naszej flagowej warszawskiej inwestycji – Central Park Ursynów – będzie można zamieszkać w IV kwartale tego roku. Kolejne trzy budynki w tym osiedlu z 416 lokalami mieszkalnymi zostaną oddane w III kwartale 2016 roku.
Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa
Budowa drugiego etapu osiedla Tarasy Dionizosa zlokalizowanego w Warszawie przy ulicy Winorośli dobiega właśnie końca. W sprzedaży są jeszcze lokale dwupokojowe o powierzchni od 36 m kw. w cenie od ok. 200 tys. zł. Największe mieszkania, jakie możemy zaoferować to lokale czteropokojowe o metrażu 74 m kw. w cenie ponad 433 tys. zł. Przy zakupie mieszkań w tej inwestycji można skorzystać z dopłat do kredytu w programie Mieszkanie dla młodych.
Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic
Gotowe do odbioru mieszkania mamy w trzech inwestycjach. W osiedlu Apartamenty TRIO w Warszawie w ofercie zostały apartamenty o powierzchni od 98 do 152 m kw., a w inwestycji Hubertus na warszawskim Służewcu dostępne są lokale o metrażu od 40 do 178 m kw. w cenach od 6 750 / m kw. W Gdańsku w projekcie Wolne Miasto można nabyć gotowe mieszkania o powierzchni od 37 do 97 m kw. w cenie od 4 600 / m kw.
Polskie firmy coraz chętniej zatrudniają obcokrajowców. Jak wynika z danych wojewódzkich urzędów pracy w pierwszej połowie 2015 roku przedsiębiorcy byli gotowi przyjąć do pracy na zasadach uproszczonych 408 tys. mieszkańców Ukrainy, Rosji, Mołdawii, Gruzji, Białorusi i Armenii.
Rosnące zainteresowanie siłą roboczą spoza granic naszego kraju jak nigdy wcześniej rodzi zapotrzebowanie na wiedzę dotyczącą procedur a także praw i obowiązków wynikających z zatrudnienia imigrantów.
Organizatorzy społecznej inicjatywy „Bezpieczna Praca w Polsce: Migranci na rynku pracy” – Fundacja Wspierania Migrantów na Rynku Pracy EWL we współpracy z Ośrodkiem Badań Handlu Ludźmi Uniwersytetu Warszawskiego już po raz drugi w tym roku wyszli naprzeciw pojawiającym się na rynku pracy zawiłościom prawnym, wydając bezpłatny „Poradnik dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców”.
O tym jak ważna rolę pełni znajomość przepisów prawnych mówi Jarosław Cichoń z Głównego Inspektoratu Pracy. Przedstawiciel Departamentu Legalności Zatrudnienia zwraca uwagę na wyniki badania uproszczonej procedury powierzania pracy cudzoziemcom na podstawie oświadczeń, przeprowadzonego przez PIP w 2014 roku. Procedura ta jest szczególnie narażona na nadużycia ze strony pracodawców. Do najczęstszych nadużyć zaliczyć można podejmowanie pracy u pracodawcy innego niż ten, który zarejestrował oświadczenie. W 2014 roku stwierdzono 266 takich przypadków, co stanowi kilkakrotny wzrost z porównaniu z rokiem poprzednim (45 przypadków w 2013 roku). Inne przypadki wymienione przez Jarosława Cichonia obejmują rejestrację oświadczenia bez fizycznej możliwości powierzenia wykonywania pracy przez danego pracodawcę, co wiąże się w dużym stopniu z problemem handlu oświadczeniami, a także wykorzystywanie procedury oświadczeń w celu delegowania pracowników z Ukrainy do Polski. Oświadczenia są ponadto wykorzystywane do działalności tak zwanych „mrówek”, przewożących nielegalnie towary przez polską granicę. Niepokojące są również dane z kontroli prawie 18 tysięcy cudzoziemców, z których wizę otrzymało i przekroczyło polską granicę 69 procent, zaś pracę w podmiotach rejestrujących oświadczenia podjęło zaledwie 28 procent cudzoziemców objętych kontrolą.
Aby uniknąć błędów związanych z niedopełnieniem obowiązków po stronie pracodawcy, publikacja „Poradnik dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców” przedstawia rozwiązania, które mają na celu usprawnić znajomość przepisów prawnych po stronie pracodawcy w procesie zatrudnienia.
Poradnik w prosty i przejrzysty sposób wyjaśnia kwestie związane z procedurą przyjęcia obcokrajowca do pracy i procesem zatrudnienia. Jego autorzy przedstawiają odpowiedzi na pytania związane z legalizacją pobytu i pracy, począwszy od wymaganych dokumentów, form zatrudnienia, przysługujących pracodawcy praw a także ciążących na nich obowiązków – ubezpieczenia, rozliczenia podatkowe – na kontroli legalności i weryfikacji dokumentów kończąc.
Autorzy publikacji duży nacisk kładą również na problem dyskryminacji obcokrajowców w miejscu pracy, informując o prawach jakie przysługują cudzoziemcowi zatrudnionemu w naszym kraju.
Całość dopełniają informacje dotyczące społecznej odpowiedzialności biznesu. Zasady CSR nabierają szczególnego znaczenia w przypadku zatrudnienia obcokrajowców, gdy rola pracodawcy wobec osób niezaznajomionych ze specyfiką polskiego rynku pracy i praw oraz zasad na ich obowiązujących staje się szczególnie odpowiedzialna.
– „Rekordowa skala rejestrowanych w pierwszym półroczu oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy pokazuje, jak bardzo zmienia się podejście polskich pracodawców do zatrudniania obywateli państw trzecich na naszym rynku pracy” – mówi Zbigniew Wafflard, pomysłodawca projektu „Bezpieczna praca w Polsce”. – „Jest to jednocześnie sygnał dla organów administracji publicznej i organizacji pozarządowych, wymuszający podjęcie zdecydowanych kroków w celu ukrócenia procederu handlu oświadczeniami i nieuczciwego pośrednictwa, które wpływają negatywnie nie tylko na atrakcyjność polskiego rynku pracy, ale również na kondycję polskiej gospodarki. Ograniczenie przypadków wykorzystywania procedury oświadczeń do nielegalnego zatrudnienia pozwoli poprawić sytuację w przeciążonych polskich placówkach konsularnych na Ukrainie i pomoże polskim pracodawcom efektywniej regulować obecne braki kadrowe.”
Podobnie jak w przypadku pierwszej publikacji, wydanej przez agencję EWL w maju bieżącego roku, poradnik został udostępniony w wersji elektronicznej, dostępnej do bezpłatnego pobrania na stronie internetowej projektu „Bezpieczna praca w Polsce” pod adresem http://bezpiecznapraca.info.pl/pl/poradnik-dla-pracodawcow
Kampania jest współfinansowana z Europejskiego Funduszu na Rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich w ramach projektu „Bezpieczna praca w Polsce„. Wyłączna odpowiedzialność za zawartość powyższej treści spoczywa na jej autorach. Komisja Europejska oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej nie ponoszą odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji. Dodatkowe informacje na temat projektu znaleźć można na stronie www.bezpiecznapraca.info.pl.
Skala ataków hakerskich, ujawniających w sieci coraz bardziej szczegółowe dane klientów instytucji finansowych w połączeniu z dynamicznym rozwojem bankowości elektronicznej powoduje, że przedsiębiorstwa finansowe stają w obliczu utraty reputacji, a w ślad za tym – także pogorszenia wskaźników sprzedaży. O tym wyzwaniu będą dyskutować uczestnicy Kongresu Antyfraudowego, który organizuje Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych. Podczas wydarzenia zaprezentowane zostaną wyniki raportu „Badanie nadużyć w sektorze finansowym i telekomunikacyjnym”, zrealizowanego wspólnie przez KPF i firmę doradczą EY – Partnera Merytorycznego Kongresu. Partnerem Głównym wydarzenia jest Biuro Informacji Kredytowej.
KTO WYGRA STARCIE Z HAKERAMI?
Jak wynika z badania firmy doradczej EY pt. „Megatrendy”, nasilające się cyberataki są obecnie największym zagrożeniem technologicznym. 5 z 10 największych wycieków danych w historii miało miejsce w 2013 i 2014 roku. Amerykańskie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych szacuje, że kradzież danych oraz praw autorskich to koszt pomiędzy 375 a 575 miliardów USD rocznie.
W przypadku banków, coraz większe znaczenie mają ataki phishingowe, czyli podszywanie się przez internetowych oszustów pod instytucje finansowe i wyłudzanie prywatnych danych klientów. To sprawia, że osoby zajmujące się przeciwdziałaniem nadużyciom, w tym cyberprzestępstwom, muszą szukać coraz bardziej innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Nieszczelność systemów informatycznych, którą ujawniają pomysłowi hakerzy kradnący dane, zmusza do ciągłej aktualizacji strategii zarządzania ryzykiem reputacyjnym. Podczas szóstej edycji Kongresu Antyfraudowego przedstawione zostaną najbardziej spektakularne przypadki wyłudzeń online. Eksperci powiedzą także, jak i kiedy ostrzegać przed zagrożeniem cyberatakami, nie tracąc przy tym wiarygodności w oczach obecnych i potencjalnych klientów.
Im wyższa skłonność Polaków do przeprowadzania transakcji na rachunku bankowym za pośrednictwem Internetu, tym szybszy rozwój cyberprzestępczości.
Mimo, że nadal z tradycyjnych oddziałów banków korzysta co trzeci Polak (32,8%), to według realizowanego przez KPF i Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej badania rynku consumer finance, już 38,5% respondentów zadeklarowało korzystanie z e-rachunków. W dużo mniejszym zakresie klienci dokonują transakcji bankowych mobilnie – przy użyciu smartfonu lub tabletu. Ale także ten kanał ma przed sobą obiecujące perspektywy.
NADUŻYCIA KLIENCKIE
Kradzież tożsamości i dokonywanie wyłudzeń na podstawie sfałszowanych danych osobowych należą do najpowszechniej stosowanych nadużyć z udziałem klientów. Uczestnicy Kongresu Antyfraudowego będą dyskutować o możliwościach skutecznej weryfikacji potencjalnych oszustów, np. starając się o kredyt, bez uszczerbku dla procesu sprzedażowego. W kontekście zapobiegania nadużyciom pojawia się też pytanie, jak powinna przebiegać współpraca międzysektorowa, np. między bankami i firmami telekomunikacyjnymi. Celem Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych jest stworzenie platformy wymiany doświadczeń pomiędzy poszczególnymi branżami, nie tylko z rynku finansowego. Dyskusja o nowych zjawiskach fraudowych, odnoszących się do szczególnie wrażliwego na nadużycia sektora finansowego, pozwala też na ostrzeganie przed ewentualnymi nadużyciami.
– Zarówno cyberprzestępczość jak i nadużycia klienckie należą do najistotniejszych problemów z jakimi borykają się ostatnio instytucje finansowe w obszarze nadużyć. Nowym i bardzo interesującym tematem na tegorocznym Kongresie będzie współpraca międzysektorowa, zwłaszcza, że przestępcy w swoich działaniach nie zawężają się wyłącznie do jednej branży. Coraz częściej mamy do czynienia z takimi zjawiskami jak, np. okradanie kont bankowych przy użyciu wyłudzonego duplikatu karty SIM, lub też wykorzystanie tej samej, skradzionej tożsamości do wyłudzenia różnych świadczeń. Paradoksalnie, usługi branży finansowej i operatorów telekomunikacyjnych, czyli dostęp do systemu bankowego i łączność telefoniczna, to także kluczowe zasoby wykorzystywane przez przestępców w ich działalności -mówi Mariusz Witalis, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY.
– Dlatego istotnym celem Kongresu Antyfraudowego jest pokazanie jak duże znaczenie ma współpraca firm z pozornie nie mających ze sobą wiele wspólnego sektorów gospodarki. Ważne jest stosowanie zasady dzielić się wiedzą, a nie ukrywać wypadki wyłudzeń -dodaje dr Mirosław Bieszki, Doradca Ekonomiczny KPF.
Szósty Kongres Antyfraudowy jest adresowany przede wszystkim do przedstawicieli rynku usług finansowych, w tym sektora bankowego, branży leasingowej, pożyczkowej, SKOK-ów, ubezpieczycieli, a także przedstawicieli telekomów. Wartością dodaną i wyróżnikiem Kongresu jest pokazanie praktyki biznesowej, zaczynając od zdefiniowania, czym są nadużycia, a kończąc na rekomendacji efektywnych sposobów przeciwdziałania temu zjawisku.
Zakres cyklicznego raportu, przygotowywanego przy współpracy KPF i firmy doradczej EY w ramach projektu badawczego „Badanie nadużyć w sektorze finansowym i telekomunikacyjnym” został w tym roku poszerzony o operatorów telefonii. Wyniki obrazują skalę wyłudzeń na rynku kredytów detalicznych w I półroczu 2015 roku. Raport zostanie udostępniony wszystkim uczestnikom Kongresu Antyfraudowego.
Na Kongres można się rejestrować za pośrednictwem witryny internetowej www.kpf.pl. Wydarzenie odbędzie się 15 października 2015 roku w warszawskim Hotelu Marriott.
Mimo lansowanej w mediach idei work-life balance, praca w nadgodzinach nadal jest dość powszechnym zjawiskiem. Jak wynika z sondy przeprowadzonej przez portal rynekpracy.pl, blisko 60% badanych przyznaje się do pracy po godzinach przynajmniej dwa razy w tygodniu. Co więcej, ponad 30% respondentów twierdzi, że codziennie spędza w pracy więcej czasu niż przewiduje to ich umowa o pracę.
Częściej niż dwa razy w tygodniu pracuje w godzinach nadliczbowych około 32% Polaków. Z kolei tylko niecałe 10% przyznało, że ich czas pracy nigdy nie wykracza poza ustawowo określony limit.
Jak często zostajesz w pracy po godzinach?
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie sondy przeprowadzonej w 2015 roku
Niedawno wiodące media poinformowały o niepokojącym wzroście wartości niespłacanych kredytów we franku. Te doniesienia opierały się na kwartalnym raporcie, w którym Komisja Nadzoru Finansowego podsumowała sytuację banków. Po dokładniejszym przeczytaniu analizy opublikowanej przez KNF okazuje się, że alarmujący ton wielu komunikatów prasowych, był po prostu nieuzasadniony. Kolejnym argumentem są dane Biura Informacji Kredytowej z marca 2015 r. Sugerują one, że mniej niż 1,50% rodzin posiadających „frankowy” kredyt, nie spłaciło przynajmniej trzech rat.
W marcu spłacalność „hipotek” była taka jak rok wcześniej
Informacje z niedawnego raportu KNF o sytuacji banków mogą wydawać się bardzo niepokojące dla czytelnika, który tylko pobieżnie je przeanalizował. Według najnowszych danych Komisji Nadzoru Finansowego, w I kw. 2015 r. wartość zagrożonych kredytów mieszkaniowych wzrosła o 1,40 miliarda złotych – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Ta kwota robi o wiele mniejsze wrażenie, gdy porównamy ją z całkowitym zadłużeniem mieszkaniowym Polaków (ok. 370 mld zł pod koniec I kw. 2015 r.). Łączna suma zagrożonych kredytów we franku od stycznia do marca b.r. zwiększyła się o 1,00 miliard złotych. Na wzrost wartości zagrożonych kredytów „frankowych” znacząco wpłynął fakt, że jeden z dużych banków pod naciskiem KNF-u musiał dokonać poważnych korekt w księgowości. Kluczowe było też osłabienie złotówki w stosunku do franka. Po tej zmianie kursowej kredyty, które już wcześniej były zagrożone, dodatkowo zwiększyły swoją wartość bilansową.
Według danych KNF-u z marca 2015 r. około 3,3% wszystkich „hipotek” miało opóźnienie w spłacie powyżej 30 dni (patrz poniższa tabela). W stosunku do końca 2014 r. odsetek kredytów mieszkaniowych z ponad miesięcznym opóźnieniem, wzrósł o 0,20 punktu procentowego (z 3,1% do 3,3%). Pod koniec I kw. 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego odnotowała jednak taki sam udział „hipotek” z opóźnieniem przekraczającym 30 dni (3,3%). Można zatem powiedzieć, że w marcu b.r. poziom ogólnej spłacalności kredytów mieszkaniowych był podobny, jak 12 miesięcy wcześniej.
Aż 98 na 100 „frankowców” nie ma większychopóźnień
Nadzór finansowy nie podaje odsetka kredytów mieszkaniowych, które są rozliczane we franku szwajcarskim i mają opóźnienie powyżej 30 dni. Odpowiednie informacje na ten temat znajdziemy jednak w najnowszym raporcie BIK-u (zobacz: Raport Kredyt Trendy z czerwca 2015 r.). Warto zwrócić uwagę, że Biuro Informacji Kredytowej posiada dane z innego źródła niż nadzór finansowy – zauważa ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Komisja Nadzoru Finansowego opiera się na statystykach przekazywanych przez banki. Biuro Informacji Kredytowej bazuje na danych z własnego systemu komputerowego.
„Biuro Informacji Kredytowej S.A. gromadzi i udostępnia dane o historii kredytowej klientów banków i SKOK-ów, tj. z całego rynku kredytowego w Polsce. BIK jako największy w kraju zbiór danych o klientach indywidualnych i przedsiębiorcach, posiada w swojej bazie informacje o prawie 130 mln. rachunków należących do 23 mln. klientów indywidualnych. Poprzez realizowanie wymiany informacji kredytowej, BIK wspiera bezpieczeństwo sektora finansowego i jego klientów. Biuro wykorzystuje najwyższe standardy gromadzenia i przetwarzania danych oraz działa na podstawie restrykcyjnych przepisów – Ustawy Prawo bankowe oraz Ustawy o ochronie danych osobowych. ”
Najnowsze statystyki BIK-u wskazują, że od stycznia do marca b.r. odsetek „frankowych” kredytów z dużym opóźnieniem w spłacie (> 90 dni), wzrósł z 1,29% do 1,34%. W swojej analizie Biuro Informacji Kredytowej uwzględniało tylko umowy podpisane po 2004 r. (patrz poniższy wykres). Wcześniejsze kredyty rozliczane we franku, generują mniejsze problemy dla banków i klientów.
Źródło: dane Biura Informacji Kredytowej (Raport Kredyt Trendy z czerwca 2015 r.)
W I kw. 2015 r. niewielkie zmiany dotyczyły także udziału „frankowych” kredytów z opóźnieniem przekraczającym 30 dni (patrz powyższy wykres). Wspomniana wartość wzrosła z 2,19% do 2,27%. Bazując na tej informacji podanej przez BIK, można wyciągnąć dwa ważne wnioski:
pod koniec marca 2015 r. około 98 na 100 kredytów rozliczanych we franku szwajcarskim, spłacano bez większych opóźnień (mowa o kredytach zaciągniętych po 2004 r.)
kredyty rozliczane w CHF, których banki udzieliły po 2004 r. nadal cechują się lepszą spłacalnością niż pozostałe „hipoteki”
Najnowsze dane na temat spłacalności „frankowych” kredytów zostały zebrane ponad dwa miesiące po styczniowym wzroście notowań CHF. Można jednak przypuszczać, że sytuacja nie pogorszyła się znacząco w kolejnych miesiącach bieżącego roku. Spora obniżka stopy LIBOR – CHF dobrze skompensowała wpływ droższego franka na poziom rat. Część banków na początku drugiego kwartału uwzględniła znacznie niższą stopę referencyjną. To oznacza, że niektórzy „frankowcy” dopiero w kwietniu b.r. zaczęli spłacać raty z obniżonym oprocentowaniem.
Sytuacja osób posiadających zadłużenie we franku, musi być na bieżąco monitorowana przez KNF oraz BIK. Jednak nic nie wskazuje na to, że wysoki odsetek niespłacanych kredytów będzie dodatkowym argumentem za przewalutowaniem po początkowym kursie CHF/PLN i umorzeniem nawet 40% – 50% zadłużenia. Na podobne rozwiązanie nie zdecydowały się nawet władze Węgier. Kredyty hipoteczne węgierskich rodzin zostały przeliczone po kursie EUR i CHF zbliżonym do stawki rynkowej z III i IV kw. 2014 roku, a odszkodowania od banków obniżyły zobowiązanie przeciętnego klienta o 20%. Trzeba pamiętać, że rząd Viktora Orbana rozpoczął masową konwersję zadłużenia, gdy odsetek niespłacanych kredytów walutowych zbliżył się do 25%.
Autor: Andrzej Prajsnar, analityk portalu RynekPierwotny.pl
Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.
W dniach 25 – 26 listopada 2015 r. w Hotelu Westin w Warszawie odbędzie się kolejna edycja Konferencji Energetycznej.W wydarzeniu wezmą udział firmy świadczące usługi dla sektora energetycznego, kluczowi przedstawiciele rynku, regulator oraz administracja centralna i samorządowa. Organizatorem konferencji jest firma MM Conferences S.A. a nasz portal z nieukrywaną przyjemnością objął patronat medialny nad tym wydarzeniem.
Spotkanie dotyczy najistotniejszych zmian zachodzących na rynku energii, analizy nowych trendów oraz wspólnego poszukiwania modeli biznesowych, pozwalających najefektywniej realizować przyjęte strategie, dostosowane się do nowych regulacji prawnych.
Zakres tematyczny Konferencji współtworzony jest przez Radę Programową pod przewodnictwem dr Leszka Juchniewicza, w skład której wchodzą m.in.:
Mariusz Zawisza, Prezes Zarządu, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo
Krzysztof Zamasz, Prezes Zarządu, ENEA
Andrzej Czerwiński, Minister Skarbu Państwa
Adam Szejnfeld, Poseł do Parlamentu Europejskiego
Piotr Łuba, Partner Zarządzający w Dziale Doradztwa Biznesowego PwC oraz Lider Grupy Energetycznej, PwC w Polsce
Decyzją Rady Programowej kolejna edycja zostanie utrzymana w triadzie społeczeństwo, energetyka i gospodarka, co daje możliwość wieloaspektowego oglądu funkcjonowania polskiej gospodarki. Dyskusji poddane zostaną kwestie poruszane aktualnie przez liderów energetyki na całym świecie: koncepcja unii energetycznej w Unii Europejskiej, wzrost efektywności energetycznej, dekarbonizacja polskiej gospodarki oraz koncepcja regulatora polskiego.
Wydarzenie kierowane jest w szczególności do przedstawicieli takich sektorów jak:
Po wczorajszych spadkach, gdzie minęliśmy ważną barierę 3500 pkt na giełdzie w Szanghaju wydawało się, że poziom 3000 pkt jest nieprzekraczalny. Jednak był. Padł dzisiaj. Ze względu na słabsze dane z Chin inwestorzy ucinają ryzykowne pozycje na innych rynkach, powodując i tam spadki. Spadkom na giełdach towarzyszą spadki na surowcach.
Na giełdzie w Chinach dalej spadki. Główny indeks Shanghai Composite, który jeszcze w czerwcu przekroczył 5000 pkt dzisiaj walczy o utrzymanie się powyżej 3000 pkt. W każdym kraju spadki na giełdzie przekraczające 40% od maksimów muszą budzić niepokoje. Tym bardziej w Chinach, gdzie bardzo duży udział w inwestycjach mają inwestorzy indywidualni, nierzadko inwestujący pożyczone pieniądze. Straty dla inwestorów zagranicznych są tym większe, że w ostatnich tygodniach doszło również do dewaluacji juana. Ludowy Bank Chin na razie nie interweniuje, widząc porażkę swoich poprzednich działań. I to właśnie ta nieskuteczność jest obecnie jedną z głównych przyczyn paniki na rynkach. Dotychczas wierzono w to, że Chiny, mając olbrzymie rezerwy i specyficzny ustrój, mogą ręcznie sterować gospodarką. Jak widać nie mogą. Analitycy oczekują w najbliższych dniach nadzwyczajnej obniżki stóp procentowych. Główna stopa w Chinach w dalszym ciągu znajduje się niemal 5% poziomie, co daje bankowi sporo miejsca na obniżkę.
Problemy rozlały się oczywiście również na inne rynki. Większość dużych giełd europejskich traciła wczoraj około 4%. Wczoraj WIG zanurkował o ok. 6%. Jest to głównie wynik ostrożności inwestorów, wolących przyjąć małe straty, ale poczekać na rozwój sytuacji. Na rynkach surowcowych już czuć zmniejszone prognozy popytu ze względu na problemy w Państwie Środka, będącym bardzo dużym importerem większości głównych surowców. Ropa naftowa Crude spadła poniżej 40 USD, a Brent znajduje się poniżej 45 USD.
Warto również zwrócić uwagę na sytuację na EUR/USD. Para ta gwałtownie rośnie. Jeszcze wczoraj osiągnęła 1,17000, po czym powróciła do przedziału 1,15000-1,16000. Oznacza to, że w ciągu niecałego tygodnia euro podrożało względem dolara o około 5 centów. Co było powodem tak silnego ruchu? Wielu inwestorów korzystało z bardzo niskich stóp procentowych w eurolandzie, pożyczając tam środki pod inwestycje/spekulacje w surowce. Ceny surowców notowane są w USD. W rezultacie po spadkach na surowcach inwestorzy, ucinając pozycję, by nie dopuszczać do strat otrzymują dolary, które natychmiast przewalutowują, by spłacić kredyt.
Poranne dane na temat wzrostu PKB w Niemczech nie zaskoczyły analityków. Wyniósł on zgodnie z przewidywaniami 1,6%. Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:
10:00 – Polska – stopa bezrobocia,
10:00 – Niemcy – indeks instytutu IFO,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.
EUR/PLN
Komentarz walutowy 25.08.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 25.05.2015 do 25.08.2015
Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1650. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.
CHF/PLN
Komentarz walutowy 25.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 25.05.2015 do 25.08.2015
Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, z którego doszło w piątek do wybicia. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 3,8350. Po powrocie kursu ponad wspomniany poziom 3,9000 kolejnym ważnym oporem są maksima na 3,9350.
USD/PLN
Komentarz walutowy 25.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 25.05.2015 do 25.08.2015
Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7400 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.
GBP/PLN
Komentarz walutowy 25.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 25.05.2015 do 25.08.2015
Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8900. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7600.
Czy w zakładzie pracy, gdzie obowiązuje 40-godzinny tygodniowy czas pracy, równocześnie istnieje konieczność przebywania 8h dziennie w miejscu zatrudnienia? Czy wystarczającym jest, aby w okresie tygodnia czas przebywania w pracy bilansował się i wynosił 40h, spełniając wymóg 11h przerwy między zakończeniem jednej dniówki i rozpoczęciem następnej?
Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Odpowiada Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Zgodnie z art. 129 k.p. czas pracy nie może przekraczać 8 godzin na dobę i 40 godzin w przeciętnie pięciodniowym tygodniu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym. Jednak kodeks pracy przewiduje możliwość wydłużenia czasu pracy w określonych sytuacjach o których mowa w: art. 135 k.p. (szczególny rodzaj pracy), art. 138 k.p. (praca w ruchu ciągłym), art. 143 k.p. (system skróconego czasu pracy), art. 144 k.p. (weekendowy czas pracy). Podkreślenia wymaga, że nie jest dopuszczalne bilansowanie dni pracy z godzinami pracy, np. ustalenie w jednym tygodniu sześciu dni pracy w pełnym obciążeniu po osiem godzin na dobę, a w innym tygodniu pięciu dni pracy z odpowiednim skróceniem dobowego wymiaru pracy, aby po zbilansowaniu okazało się, że w okresie rozliczeniowym tygodniowa norma nie przekroczyła przeciętnie czterdziestu godzin. Musi być więc zachowana pięciodniowa norma tygodniowa w okresie rozliczeniowym (po zbilansowaniu dni pracy). Bilansowaniu muszą podlegać zarówno godziny, jak i dni pracy. Norma tygodniowa to jednocześnie (równolegle) godziny (przeciętnie 40 godzin tygodniowo w okresie rozliczeniowym) i dni (przeciętnie pięć dni tygodniowo w okresie rozliczeniowym).
Trzeba mieć jednak na uwadze, że zwiększenie liczby dni pracy ponad 5 w pewnych tygodniach nie będzie traktowane nadliczbowo. Co do zasady, tydzień (na co wskazuje wykładnia przepisu art. 129 k.p., który używa zwrotu „przeciętnie”) może być wydłużany, ale ważne jest, aby jednocześnie został odpowiednio zbilansowany. Jeżeli zatem w 4‑tygodniowym okresie rozliczeniowym pracownik będzie pracował przez pierwsze dwa tygodnie po 6 dni, a następne dwa tygodnie po 4 dni to czas zostanie zbilansowany bez konieczności naliczania czasu nadliczbowego. Trzeba przy tym pamiętać o minimalnym 35-godzinnym czasie nieprzerwanego wypoczynku w czasie wykonywania pracy.
Podsumowując, nie można swobodnie bilansować godzin pracy, nie mniej są pewne odstępstwa od tej zasady wynikające z kodeksu pracy. Można natomiast w danym okresie rozliczeniowym bilansować dni pracy pamiętając przy tym o prawie do 35-godzinnego nieprzerwanego wypoczynku.
Magazyn Fortune przygotował nowy ranking globalnych przedsiębiorstw – zestawienie, które idzie z duchem czasu. Na liście „Fortune’s Change the World” znalazło się 50 firm, które robią interesy na zmienianiu świata na lepsze. Nie chodzi tu o programy odpowiedzialności społecznej czy o dobroczynność, ale o taki model biznesowy, który przyczynia się do rozwiązywania światowych problemów.
W dzisiejszych czasach kapitalizm nie ma dobrej prasy. Obwinia się go o generowanie biedy, rosnące nierówności społeczne, wywołanie światowego kryzysu, nadmierną eksploatację zasobów oraz degradację środowiska naturalnego. Po 2008 roku zarzuty takie nie są już traktowane jak bajania alterglobalistów, lecz padają z ust czołowych ekonomistów, naukowców i polityków. Z ich wypowiedzi wynika, że stary dobry kapitalizm wymaga reformy, jeśli ma się ostać wobec rosnącego niezadowolenia i piętrzących się problemów.
Redakcja Fortune we współpracy z naukowcami i ośrodkami badawczymi opracowała nowy ranking w tym właśnie duchu. Wybrała w nim 50 światowych koncernów, które znalazły sposób na to, by rozwiązywanie największych bolączek współczesności postawić w centrum swojej strategii biznesowej.
Dobrym przykładem jest najwyżej oceniona w rankingu firma motoryzacyjna, Toyota Motor Corporation. Toyota zajęła trzecie miejsce, zaraz za Vodafone i Google. Jurorzy zwrócili uwagę na dwa kluczowe dla firmy rozwiązania technologiczne, które uczyniły z Toyoty wzór dla całej branży: napęd hybrydowy i napęd na wodorowe ogniwa paliwowe.
Toyota Prius
Wyglądała mało okazale i wywołała masę pełnej niedowierzania krytyki ze strony ekspertów i prasy. Nie zmienia to jednak faktu, że jest jednym z najbardziej przełomowych samochodów w historii. Prius, pierwszy seryjnie produkowany model hybrydowy, zapoczątkował długi proces rozwiązywania problemu ogromnego zużycia paliwa i emisji spalin przez samochody. 18 lat później model pozostaje najbardziej ekonomicznym autem hybrydowym na świecie, a lada moment poznamy czwartą generację. Toyota rozszerzyła swoją ofertę samochodów hybrydowych do 30 modeli, a w jej ślady poszli inni producenci. Dziś w Japonii hybrydy stanowią 30% sprzedaży nowych samochodów. W Stanach Zjednoczonych jest to 3%, a w Polsce 1%.
Toyota Mirai
Kiedy Prius wchodził na rynek, Toyota prowadziła już prace nad następną rewolucją. Efektem dwudziestoletnich przygotowań jest Toyota Mirai, pierwszy seryjny samochód na wodorowe ogniwa paliwowe. Auto, które zadebiutowało w Japonii w grudniu ubiegłego roku, to rozwiązanie bez kompromisów. Napędzane jest wyłącznie wodorem i emituje czystą wodę. Może całkowicie obywać się bez paliw kopalnych, gdyż wodór można produkować z wody lub odpadów przy użyciu energii odnawialnej. Ci, którzy już ją przetestowali, są zachwyceni jej ogromnym potencjałem. Do tego grona należą Arnold Schwarzenegger, Shinzō Abe, premier Japonii, oraz Albert II, książę Monako.
Obok Toyoty w rankingu znalazły się jeszcze dwa koncerny motoryzacyjne – chiński producent autobusów elektrycznych BYD (15. miejsce) oraz Ford (42. miejsce).
Spółka Cinkciarz.pl, lider internetowego rynku wymiany walut i jednocześnie jedna z najszybciej rozwijających się firm w Europie Środkowo-Wschodniej, otwiera biuro reprezentacyjne w Chicago, w prestiżowej dzielnicy Michigan Avenue.
Cinkciarz.pl sukcesywnie rozszerza działalność na zagranicznych rynkach, konsekwentnie rozbudowując sieć biur reprezentacyjnych.
Na lokalizację swojego biura Cinkciarz.pl wybrał 401 North Michigan Avenue nad brzegiem rzeki w renomowanej części Chicago. Jest to zabytkowa, a równocześnie prężnie rozwijająca się dzielnica biznesowa. Budynek mieści się w sercu kampusu University of Chicago. Z jego okien można podziwiać zachwycający widok na rzekę Chicago i jezioro Michigan.
– Planujemy dotrzeć z usługami do wszystkich mieszkańców Stanów Zjednoczonych, którzy wymieniają waluty oraz mają dostęp do rachunków online. Potrzeby klientów w tym zakresie są uniwersalne. Jesteśmy przekonani, że chcieliby oni realizować transakcje szybko, wygodnie i bezpiecznie. Ważne są także konkurencyjne kursy. Taką możliwość zamierzamy im przedstawić. Zależy nam również na wzmacnianiu relacji biznesowych z naszymi partnerami w USA. Przygotowujemy się również do zintensyfikowania działań promocyjnych za oceanem – mówi Kamil Sahaj, dyrektor działu marketingu Cinkciarz.pl.
Debiutowi na amerykańskim rynku będzie towarzyszyć wprowadzenie poszerzonej oferty. Wkrótce marka wejdzie na rynek kolejnych usług finansowych. W kwietniu b.r. spółka z grupy kapitałowej, do której należy Cinkciarz.pl, otrzymała Licencję Instytucji Płatniczej. Serwis wymiany walut na mocy umowy agencyjnej będzie mógł z tej licencji korzystać. To oznacza, że za pośrednictwem portalu będzie można nie tylko wymieniać waluty, ale także zlecać przekazy pieniężne i płatności.
Uruchomienie usług dla obywateli USA planowane jest na 2016 r. Ich realizacja będzie możliwa po uzyskaniu odpowiednich licencji w poszczególnych stanach.
Ponieważ ich pozyskanie jest procesem czasochłonnym i skomplikowanym, spółka rozpoczęła już współpracę z najlepszymi kancelariami prawniczymi w Stanach Zjednoczonych. Kryterium wyboru kancelarii była ich skuteczność w procesowaniu podobnych wniosków licencyjnych przed lokalnymi regulatorami.
W chicagowskim biurze spółki pracę znajdą m.in. specjaliści ds. rozwoju biznesu oraz osoby odpowiedzialne za prowadzenie działań z zakresu marketingu i PR.
Według szacunkowych danych, poza terytorium kraju mieszka nawet 21 mln Polaków i osób pochodzenia polskiego. Największa grupa żyje w USA. Liczy ok. 10 mln osób. O przewadze Chicago jako pierwszej lokalizacji spółki Cinkciarz.pl w USA, zdecydowała pozycja trzeciego (po Nowym Jorku i Los Angeles) pod względem wielkości i zaludnienia miasta w Stanach Zjednoczonych. To jednocześnie największe skupisko Polonii. W okręgu konsularnym Chicago żyje ponad 3.2 mln osób polskiego pochodzenia.
Biuro w Chicago to kolejna po londyńskim City znakomita lokalizacja spółki. W październiku 2013 r. Cinkciarz.pl został pierwszą polską firmą finansową, która otworzyła międzynarodowe biuro w Londynie. Tym samym znalazł się w towarzystwie największych banków inwestycyjnych i instytucji finansowych.
Nie ma sensu zabiegać o kapitał spekulacyjny, który jest wycofany z ogarniętej kryzysem Grecji – uważa Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit. Według niego tego typu inwestorzy równie szybko wydają pieniądze, jak je później wycofują, zwiększając w ten sposób poziom niepewności w gospodarce. Na szczęście Polska nie jest już atrakcyjnym miejscem do tego typu działań.
– Nie sądzę, żebyśmy byli, jako kraj, odbiorcą istotnej części tego kapitału – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit. – W ciągu ostatnich 20 lat wydarzyło się już kilka kryzysów i w każdym z tych przypadków wyraźnie było widać, że kapitał jednak wędruje do innych krajów, nie do nas. Polska nie znajduje się na głównym szlaku przepływu kapitałów, co ma swoje wady, ale również i zalety. Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że jeżeli kapitał jest wycofywany, to powoduje to bardzo istotne tąpnięcie na lokalnym rynku finansowym, kapitał jest chimeryczny, może równie szybko przyjść i wyjść, powodując bardzo duże zaburzenia
Prezes firmy doradczej BTFG podkreśla, że Polska potrzebuje innego typu kapitału, inwestycji bezpośrednich, wzmacniających krajową gospodarkę, tworzących miejsca pracy i sprzyjających rozwojowi technologicznemu. I taki właśnie kapitał systematycznie napływa.
– Polska na pewno jest w kręgu zainteresowania wielu istotnych krajów z punktu widzenia finansowego, bo to gospodarka bardzo stabilna – uważa Adam Ruciński. – Może nie widać gwałtownego napływu kapitału, ale dzięki temu nasza gospodarka rośnie stabilnie, nie jest narażona na gwałtowne szoki, co oznacza, że w długim terminie na pewno inwestorzy ją doceniają. Świadczy o tym chyba najlepiej solidna i mocna pozycja polskiej waluty, która jest walutą stabilną i budzącą zaufanie wśród inwestorów. Jeżeli nawet spojrzymy na to, co działo się w Grecji i zmienność złotego, to okazuje się, że ta zmienność jest stosunkowo niewielka.
Stabilność Polska zyskała dopiero w ostatnich latach. Jej zawdzięcza m.in. rekordowo niskie stopy procentowe oraz spadające ostatnio ceny. Od ponad roku zamiast inflacji, z którą przez lata borykała się krajowa gospodarka, można obserwować nieznane wcześniej zjawisko deflacji.
– Polska historycznie jest krajem, który dopiero dojrzewa, ale jest coraz częściej postrzegana jako stabilna gospodarka– zwraca uwagę Adam Ruciński. –Wcześniej byliśmy jednak gospodarką wysokiego ryzyka. To znaczy taką, która musiała zaoferować wysokie stopy zwrotu, by w ogóle kapitał się pojawił. Z jednej strony byliśmy krajem ryzykownym, z drugiej strony nie byliśmy krajem, który dawał tak wysoki potencjalny zysk, dlatego były inne kraje, np. azjatyckie, które bardziej przyciągały inwestorów.
Jak podaje w ostatnim raporcie Narodowy Bank Polski, w 2013 roku napłynęło do Polski 2,2 mld euro inwestycji bezpośrednich, a na koniec tego roku całkowita wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych przekroczyła 160 mld euro.
– Teraz jesteśmy gospodarką bardziej dojrzałą, dlatego charakter inwestycji w Polsce się zmienia– podkreśla Adam Ruciński z firmy doradczej BTFG Audit. – Jesteśmy krajem, który daje dużą stabilizację, a to w świecie finansów ma znaczenie. Owszem, tracimy kapitał, który chce szybko wejść i szybko zarobić, ale ten kapitał nie jest aż tak interesujący z punktu widzenia stabilizacji polskiej gospodarki.
Polskie firmy transportowe dały sobie radę z kryzysowym spadkiem eksportu na Wschód. Dowodzą tego coraz lepsze wyniki sprzedaży producentów samochodów ciężarowych. Branża podkreśla, że inwestycje transportowców w nowy tabor pozwalają oczekiwać jeszcze lepszych wyników całej gospodarki.
Z badań Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów wynika, że w lipcu zarejestrowano nad Wisłą ponad 1,8 tys. nowych pojazdów ciężarowych, czyli o 43,7 proc. więcej niż przed rokiem. Z tego zdecydowaną większość stanowiły ciągniki samochodowe, których w miesiąc przybyło przeszło 1,2 tys. Mimo że w lipcu zarejestrowano o 12,7 proc. mniej ciężarówek niż w czerwcu, to trzeba pamiętać o tym, że w okresie wakacyjnym tradycyjnie spada aktywność inwestycyjna firm.
– Wynikami po I półroczu można się tylko chwalić – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Stański, prezes zarządu MAN Truck & Bus Polska. – Biorąc pod uwagę to, że cały rynek europejski dość znacząco rośnie po pierwszych dwóch kwartałach, to jeśli chodzi o samochody ciężarowe w Europie ten rynek jest o około 14 proc. powyżej tego, co mieliśmy szansę oglądać w 2014 roku i dalsze prognozy są także dobre.
Na rynku dużych samochodów ciężarowych o tonażu przekraczającym 6 ton MAN ma obecnie 16,2 proc. udziału i drugą pozycję w rankingu producentów, co firma uznaje za dobry rezultat. Dobre wyniki firma i cała branży osiągnęła mimo niesprzyjającej sytuacji na arenie międzynarodowej.
– Sytuacja na naszej wschodniej granicy, czyli zarówno stosunki z Rosją, jak i z Ukrainą, zdecydowanie nam nie pomaga – podkreśla Piotr Stański. – Polscy odbiorcy samochodów ciężarowych to głównie firmy, które zajmują się transportem długodystansowym. Cała część Polski od linii Wisły na wschód w dużym stopniu bazowała na kooperacji właśnie z Rosją i Ukrainą. Dzisiaj te możliwości są znacznie ograniczone i w zasadzie trudno mówić o tym, żeby można było się w najbliższym czasie spodziewać jakiegoś powrotu do sytuacji, którą znamy sprzed wielu lat.
Od początku roku, jak podaje Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów, zarejestrowano w Polsce blisko 13 tys. pojazdów użytkowych o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony. Samych samochodów ciężarowych przybyło od początku roku niemal 12 tys., czyli o 24,8 proc więcej niż w tym samym czasie w 2014 roku. To oznacza, że polskie firmy transportowe mimo radykalnego ograniczenia kursów w kierunku wschodnim z optymizmem oceniają swe perspektywy.
– Wielu firmom udaje się znaleźć alternatywne rozwiązania, innych klientów, innych odbiorców czy inne miejsca – ocenia prezes MAN Truck & Bus Polska. – Dlatego patrząc, jak kształtuje się – choćby w Polsce – rynek samochodów ciężarowych, który jest w zasadzie takim barometrem tego, czego w ogóle gospodarczo należy się spodziewać i co można zaobserwować, można powiedzieć, że sytuacja jest zdecydowanie bardzo dobra.
Optymizm polskich transportowców udziela się również producentom ciężarówek. MAN, inwestując w prace badawczo-rozwojowe nad nowymi rozwiązaniami i modelami samochodów, zwraca uwagę na potrzeby klientów, także kierowców z Polski, dla których kabina ciężarówki często jest drugim domem.
– W tych pracach nad nowymi rozwiązaniami uczestniczą również nasi odbiorcy – deklaruje prezes Piotr Stański z MAN Truck & Bus Polska. – Powołaliśmy taki zespół, gdzie klienci, również klienci z Polski, spotykają się z naszymi konstruktorami, spotykają się z ludźmi, którzy są odpowiedzialni za design w naszym koncernie, po to, żeby móc wypracować najlepsze rozwiązania, począwszy od aerodynamiki, kształtu, poprzez ekonomikę jazdy, aż po zbadanie tego, która z leżanek sprawdza się lepiej w codziennym użytkowaniu.
Grupa Atlas kończy budowę trzeciego zakładu na Białorusi. Choć z powodu kryzysu na Ukrainie musiała odłożyć ekspansję w Kazachstanie, to w ciągu kilku miesięcy znane powinny być szczegóły ekspansji poza granice Europy. Wiceprezes ds. rozwoju spółki Jacek Michalak zapewnia, że będzie to miejsce o bardzo dużym potencjalne wzrostu sprzedaży. Pozytywne tendencje widoczne są również w Wielkiej Brytanii i Irlandii.
– Nasze plany inwestycyjne skupiają sięwokół Białorusi. W Polsce mamy na ten moment wystarczające zdolności produkcyjne, oczywiście ciągle przeprowadzamy jakieś remonty, modernizacje, ale te duże inwestycje są na Białorusi – mówi Jacek Michalak, wiceprezes ds. rozwoju spółki Atlas.
Plany Grupy Atlas dotyczące wschodnich sąsiadów Polski obejmują budowę zakładu wytwarzającego papę. Realizacja tego projektu jest już na ukończeniu. Na Białorusi inwestycje obejmą także produkcję materiałów do hydroizolacji. Spółka myśli także o innych krajach jako potencjalnych miejscach do otwarcia zakładów produkcyjnych.
– Myślimy o ekspansji poza te miejsca, w których jesteśmy. Byliśmy bardzo blisko ekspansji do Kazachstanu, ale sytuacja na Ukrainie to skomplikowała i ten projekt jest w pewien sposób odłożony później – informuje prezes Michalak
Grupa Atlas ma również poważane plany względem ekspansji poza granice Europy. Jak podaje wiceprezes ds. rozwoju łódzkiej spółki, więcej informacji na ten temat pojawi się za kilka miesięcy.
– Rozmawiamy o ekspansji na inny kontynent i być może w perspektywie kilku miesięcy będziemy mogli powiedzieć, że startujemy w zupełnie nowym miejscu, dość zaskakującym, na nowym kontynencie. Bez wątpienia szukamy możliwości rozwoju, gdyż ten fragment Europy, w którym się znajdujemy, jest już bardzo rozwinięty i siłą rzeczy duży producent musi poszukiwać nowych rynków zbytu – wyjaśnia Jacek Michalak.
Rozmówca zdradza, że strategia zagranicznej ekspansji spółki dotyczy rynków rozwiniętych mniej niż europejskie. Chodzi o miejsca z dużym potencjałem wzrostu sprzedaży chemii budowlanej.
– 2015 rok to jest dobry okres dla Atlasa, dobry z różnych względów. W sposób ciągły zwiększamy naszą ofertę produktową, więc siłą rzeczy pojawiają się nowe wyroby i te nowe wyroby w różny sposób adaptują się na rynku i znajdują swoje miejsce – tak ekspert ocenia tegoroczne perspektywy biznesowe spółki.
Grupa Atlas kładzie znaczny nacisk na edukację. Firma ponosi duże nakłady na szkolenia swoich wykonawców i uczy, jak prawidłowo wykorzystywać z materiałów budowlanych. Prowadzone działania przekładają się na wzrost aktywności spółki, zarówno w Polsce, jak i za granicą.
– Mimoże za wschodnią granicą, czyli na Ukrainie i w krajach byłego Związku Radzieckiego, jest trudna sytuacja, to te prognozy są optymistyczne – mówi prezes Michalak.
Na dobrą sytuację Grupy Atlas wypływają wzrostowe tendencje widoczne na krajowym rynku oraz otwarcie nowych kanałów zagranicznych. Jest to związane m.in. ze zwiększoną emigracją Polaków na Wyspy Brytyjskie czy do Irlandii.
– Obserwujemy coraz większą sprzedaż naszych materiałów budowlanych właśnie do tych dwóch krajów za sprawą Polaków, ich firm wykonawczych i ich aktywności. Dodatkowo Atlas jest głównym graczem na rynku białoruskim – komentuje rozmówca.
Spółka Atlas została założona w 1991 roku, a dziś jest krajowym liderem na rynku chemii budowlanej. Przychody grupy wynoszą ponad 1 miliard złotych rocznie. Firma zatrudnia około 2 tys. osób.
Wprowadzenie przepisów, które kosztem banków złagodzą zasady spłacania kredytów walutowych, może naruszyć konstytucję i podważyć zobowiązania międzynarodowe Polski – uważają prawnicy. To oznacza, że banki mogą zyskać prawo do odszkodowań – na bazie polskiego prawa i międzynarodowych umów – w razie wprowadzenia niekorzystnych dla nich ustaw.
Przyjęty przez Sejm projekt ustawy o zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych zakłada, że zadłużony będzie mógł w ciągu najbliższych pięciu lat wystąpić o przewalutowanie kredytu na złote po kursie z dnia sporządzenia umowy restrukturyzacyjnej. Będzie ono polegało na wyliczeniu różnicy między wartością kredytu po przewalutowaniu a kwotą zadłużenia danego kredytobiorcy, gdyby kredyt był w złotym, a nie we franku. 90 proc. różnicy ma ponosić bank. To może być niegodne z polskim prawem.
– Banki miały pełne prawo udzielać tych kredytów, sądząc i działając w zaufaniu do państwa, że reguły nie będą zmienione w trakcie gry, że po kilku latach nagle nie zostanie wprowadzony instrument ustawowy, który wywraca do góry nogami całą istotę kredytu denominowanego i cały rozkład ryzyka – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Bartosz Merczyński, szef działu procesowego kancelarii Allen & Overy. – W naszej ocenie narusza to art. 2 Konstytucji i może być podstawą do roszczeń.
W jego ocenie, jeżeli Trybunał Konstytucyjny orzeknie, że ta ustawa jest niezgodna z konstytucją, to banki będą mogły – w oparciu o przepisy kodeksu cywilnego – dochodzić roszczeń od Skarbu Państwa. Duże zagrożenie wynika również z tzw. BIT-ów, czyli międzynarodowych umów w sprawie popierania i wzajemnej ochrony inwestycji.
– Większość z tych banków, które mają portfel kredytów frankowych, to są banki zagraniczne i jeżeli ich akcjonariusze poniosą szkodę polegającą na tym, że w wyniku działań ustawodawcy wartość ich akcji spadnie znacząco, będą oni mogli dochodzić roszczeń odszkodowawczych przed międzynarodowym arbitrażem na podstawie tych umów – wyjaśnia Bartosz Merczyński.
Polska zawarła tego typu umowy m.in. z Hiszpanią, Portugalią, Niemcami, Holandią oraz ze Stanami Zjednoczonymi, czyli państwami, w których siedziby mają akcjonariusze znaczących banków, które są zaangażowane w proces kredytowania we frankach.
Zdaniem eksperta wprowadzenie ustawy będzie sygnałem ostrzegawczym dla inwestorów, którzy biorą Polskę pod uwagę jako siedzibę swoich fabryk czy siedzib.
– Inwestorzy zagraniczni, wybierając kraj, w którym inwestują, budują swoje fabryki, w którym zatrudniają pracowników, podejmują swoje decyzje m.in. w oparciu o profil ryzyka regulacyjnego, czy profil ryzyka politycznego danego państwa. Jeżeli są wprowadzane tak gwałtowne zmiany, to Polska może stać się krajem mniej atrakcyjnym – mówi szef działu procesowego kancelarii Allen & Overy.
To zaś może nieść za sobą znacznie gorsze skutki ekonomiczne niż koszty wypłacania odszkodowań z kasy państwa.
– Jeżeli w tym kierunku będzie szła polityka, jeżeli Polska będzie stawała się w oczach inwestorów zagranicznych krajem o podwyższonym profilu ryzyka politycznego i regulacyjnego, to takie niespodzianki jak niedawna decyzja koncernu Jaguar Land Rover o zlokalizowaniu inwestycji wartej 7 mld zł na Słowacji, a nie w Polsce będą niestety coraz częstsze – prognozuje Bartosz Merczyński.
Coraz lepsza sytuacja na rynku mieszkaniowym skłania deweloperów do zwiększenia skali inwestycji. Na rynku komercyjnym także mają o co walczyć. Szansą są przede wszystkim inwestycje związane z rozbudową nieruchomości dla firm outsourcingowych i usług dla biznesu, budujący muszą jednak większą wagę przywiązywać do otoczenie inwestycji.
– Na rynku mieszkaniowym sytuacja jest bardzo dobra. Deweloperzy budują na potęgę, myślę więc, że konkurencja będzie coraz większa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Robert Moritz, prezes zarządu Alty. – Od wielu lat zajmujemy się przygotowywaniem i tworzeniem przestrzeni dla deweloperów i jest to dla nas bardzo dobry okres.
Moritz podaje przykład działki, którą Alta miała w Katowicach, przy ul. Bażantów. W częściach kupował ją od spółki deweloper Murapol. Ostatni fragment działki Alta sprzedała pod koniec lipca za 5,2 mln zł. Cała transakcja z Murapolem była warta ponad 20 mln zł. Prezes zarządu Alty ocenia, że ciągłe zainteresowanie tej spółki gruntami w Katowicach świadczy o dobrej koniunkturze w budownictwie mieszkaniowym.
– Widzimy też bardzo duże zainteresowanie takimi samymi produktami w Siewierzu Jeziornie, które oczywiście mają zupełnie inną skalę, ale i dużo większą zyskowność – mówi Moritz.
Dla Alty sprzedaż nieruchomości to element strategii, która zakłada skoncentrowanie się na projekcie budowy pierwszego polskiego miasta zrównoważonego w Siewierzu Jeziornej. Wcześniej Alta sprzedała nieruchomości handlowe w Zabrzu, Ostrzeszowie i Sycowie.
Siewierz Jeziorna to powstające od podstaw miasto, które – zgodnie z teorią miasta zrównoważonego – ma łączyć funkcje mieszkalne, komercyjne i rekreacyjne w najlepszy dla mieszkańców sposób i być całkowicie samowystarczalne. Projekt ma powierzchnię 120 hektarów i powstaje przy północnej granicy aglomeracji śląskiej.
Moritz podkreśla, że przy projektowaniu Siewierza Jeziornej Alta wzięła pod uwagę trendy na rynku nieruchomości komercyjnych.
– W wielkich miastach rynek nieruchomości komercyjnych jest bardzo nasycony. Uważam jednak, że deweloperzy mają o co walczyć, muszą jednak przywiązywać wagę nie tylko do jakości nowych biurowców, które są bardzo potrzebne, bo powstają coraz to nowe centra obsługi danych czy outsourcingowe, lecz także do tego, co jest dookoła. W Siewierzu Jeziornie przeznaczyliśmy prawie 14 hektarów na tego typu działalność. Spodziewamy się, że sąsiedztwo zrównoważonego miasta, czyli dobrego miejsca do mieszkania, będzie olbrzymim atutem – ocenia Moritz.
W pierwszym półroczu rynek samochodów hybrydowych w Polsce wzrósł o ponad połowę. Nie oznacza to jednak boomu w branży, bo wciąż takich aut jest u nas ok. 10 tys. Jak przekonują eksperci, związane jest to przede wszystkim z brakiem zachęt i przywilejów dla ich właścicieli. Większość polskich samorządów wciąż nie zdaje sobie sprawy z konieczności promowania proekologicznych samochodów, co w niedalekiej przyszłości może zakończyć się surowymi karami nałożonymi przez UE.
– Przyszłość aut hybrydowych jest dość problematyczna, bo jako jeden z niewielu krajów europejskich Polska nie wprowadziła żadnych przywilejów, które dodawałyby tym samochodom atrakcyjności – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Okulicz, ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Poszczególne rządy dosyć mocno broniły się przed wprowadzaniem ustaw, które by premiowały właścicieli takich samochodów tak, jak to ma miejsce na świecie.
Jak wynika z danych Instytutu Samar, w I połowie roku rynek samochodów hybrydowych wzrósł o 51 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w 2014 roku. Od stycznia do czerwca 2015 roku zarejestrowano 2458 hybryd, a w tym samym półroczu rok wcześniej było ich tylko 1624.
Według Jana Okulicza mimo dobrych statystyk w Polsce wciąż takich samochodów jest niewiele.
– Suma 10 tys. hybryd nie jest przesadzona, bo rocznie sprzedaje się maksymalnie 3-4 tys. takich samochodów – wylicza ekspert. – Właściwie wszystkie marki mają w swojej ofercie samochody hybrydowe lub elektryczne.
Jak podkreśla ekspert, plusem jest to, że rośnie świadomość kierowców. Przy zakupie auta Polacy coraz większą wagę przywiązują do jakości i spalania, zwracają także uwagę na poziom emisji.
– Powoli odchodzimy od silników dieslowskich, chociaż olej napędowy jest ciągle tańszy od benzyny. Ludzie pod wpływem informacji prasowych i różnych europejskich i amerykańskich trendów uwierzyli w to, że samochody na paliwa alternatywne mają wartości, które dodają im atrakcyjności. Są ciche, niewiele palą, a w niektórych krajach są jeszcze uprzywilejowane – mówi ekspert.
Na przykład w Norwegii zakup samochodów elektrycznych zwolniony jest z VAT-u, podatku od zakupu czy podatków drogowych i opłat parkingowych. W Rumunii natomiast zakup aut ekologicznych wiąże się z dopłatami rządowymi w wysokości w przeliczeniu na złotówki nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. W Polsce takich zachęt brakuje.
Problemem jest również brak uprzywilejowania właścicieli takich aut w miastach. Dotąd 16 miast wprowadziło różnego typu udogodnienia, ale w ocenie eksperta ich skala wciąż jest niewielka.
– Warszawa jest na niechlubnym końcu rankingu miast, które mają jakieś ułatwienia, bo to tylko możliwość wjazdu na Oś Stanisławowską, czyli Nowy Świat, i Krakowskie Przedmieście. Kraków potrafił jednak stworzyć uchwałę radnych, która pozwala samochodom niskoemisyjnym, czyli przede wszystkim hybrydowym, wjechać tam, gdzie inne nie mogą, czyli na Starówkę, i zaparkować wszędzie za dość nieduże pieniądze – wyjaśnia Okulicz. – Do miast, które się pozytywnie wyróżniają, należy także Szczecin. Opiera się Poznań. Bydgoszcz, Lublin i cała ściana wschodnia jeszcze się jakoś nie mogą z tym problemem uporać, ale myślę, że to tylko kwestia czasu.
Ekspert podkreśla, że polskie miasta nie są gotowe pod względem infrastrukturalnym na szybki wzrost liczby aut elektrycznych. UE stawia jednak pewne wymagania w tym zakresie.
– Dyrektywy, które nakładają obowiązek wybudowania określonej liczby stacji ładowania czy stworzenia infrastruktury, traktowane są jako straszak czy zła bajka – ostrzega Jan Okulicz. – Niedługo unijne przepisy, które mówią, że do 2020 roku trzeba będzie wprowadzić taką infrastrukturę, skończą się ściąganiem kar, które Polska będzie musiała zapłacić. To będzie dla nas przykra niespodzianka – dodaje.
Przyszłością bezgotówkowych transakcji mogą być mPOS-y, czyli kieszonkowe terminale, które umożliwiają transakcję za pomocą smartfona lub tabletu. Ich dzierżawa jest tańsza niż klasycznych terminali, dlatego to rozwiązanie korzystne jest przede wszystkim dla najmniejszych przedsiębiorców. Akceptacja płatności bezgotówkowych jest już rynkowym standardem, jednak w Polsce wciąż oferuje ją zaledwie 5 proc. małych firm.
– Wprowadzamy na rynek nową kategorię terminali, czyli mPOS-y, które komunikują się ze smartfonami i tabletami, a za ich pośrednictwem pozwalają zrealizować płatność. Przed nami jeszcze długa droga – ten rodzaj terminali dobrze przyjął się we Włoszech, gdzie w półtora roku sprzedaliśmy 60 tys. urządzeń, ale w Polsce także powoli zdobywają popularność – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Waś, country manager Ingenico, odpowiedzialny za Polskę i kraje bałtyckie.
W Europie Zachodniej i USA mobilne terminale cieszą się dużym zainteresowaniem. We Włoszech tylko w ciągu pół roku od ich wprowadzenia na zakup zdecydowało się 45 tys. przedsiębiorców. W tym czasie przeprowadzono ok. 1 mln transakcji. Raport Smart Insight prognozuje, że w 2018 roku będzie działać już 52 mln tych urządzeń, a łączna wartość transakcji przekroczy 5,4 mld dolarów. Również przedsiębiorcy w Polsce otwierają się na mPOS-y, do lipca mogli wziąć udział w programie Warto Kartą i bezpłatnie testować mobilny czytnik kart płatniczych Ingenico iCMP.
– Świat widzi w takich urządzeniach przyszłość. Znakomicie sprawdzają się na rynku amerykańskim i azjatyckim, dlatego nie ma powodu, by nie sprawdziły się w Europie – przekonuje Waś. – Dołączają kolejne kraje, oprócz Polski realizujemy projekt na Węgrzech, w Gruzji i Rosji. To ciekawy segment.
Urządzenia typu mPOS łączą się za pomocą bluetooth z urządzeniem mobilnym i w ten sposób umożliwiają przyjmowanie płatności dokonywanych za pomocą kart płatniczych.
– Z drugiej strony mówimy o terminalach klasycznych, które komunikują się z siecią np. za pomocą karty GSM i stają się coraz bardziej popularne. Mniej więcej 50 proc. naszej sprzedaży to właśnie takie terminale, używane zresztą w wielu biznesach – zaznacza ekspert Ingenico.
Terminale mPOS są korzystne przede wszystkim dla małych przedsiębiorstw czy osób prowadzących jedno- lub kilkoosobową działalność. Są znacznie tańsze w dzierżawie niż klasyczne terminalne, a ze względu na wymiary sprawdzają się np. w taksówkach czy u osób prowadzących niewielką działalność usługową.
– Rynek mobilny będzie bardzo szybko rósł, w tym również mPOS-y. Coraz więcej małych firm używa też terminali klasycznych, przenośnych, zasilanych bateriami umożliwiającymi łączność przez Wi-Fi czy sieci operatorów komórkowych – analizuje Waś.
Jak wynika z badania firmy Polasik Research, zaledwie ok. 5 proc. małych firm akceptuje płatności kartą. Pozostali dużo na tym tracą – według badań Visa Europe nawet co czwartego klienta. Terminale pozwalają również zwiększyć obroty firmy, bo klienci nieograniczani posiadaną przy sobie gotówką są w stanie wydać znacznie więcej.
– W tej chwili rynek rozwijający się w oparciu o małe przedsiębiorstwa będzie rósł znacznie szybciej niż ten klasyczny rynek dużych detalistów, który został już zaadresowany, a na którym populacja terminali właściwie jest w pełni dostępna – podkreśla ekspert.
W wielu krajach stosowane są terminale biometryczne, które umożliwiają przyjęcie płatności np. poprzez odcisk palca. Dobrze przyjęły się natomiast w Afryce i Azji. Do Indii firma Ingenico dostarczyła 31 tys. bezprzewodowych terminali z czytnikami linii papilarnych.
– Jeśli kraje europejskie pójdą w stronę biometrii, będą chciały o to oprzeć identyfikacje klientów, to jesteśmy do tego gotowi. Jak na razie nie widzę jednak dużego zainteresowania takimi projektami w Europie – ocenia Piotr Waś.
Zanieczyszczenia powietrza, pochodzące głównie z niskiej jakości pieców do ogrzewania domów, są zabójcze dla człowieka. Z tego powodu przedwcześnie umiera około 45 tys. osób, a około 10 proc. populacji choruje na astmę. W Krakowie odsetek dzieci chorujących na astmę oskrzelową jest prawie trzykrotnie większy niż w innych regionach kraju. Sześć z dziesięciu najbardziej zanieczyszczonych europejskich miast znajduje się w Polsce.
– Niska emisja, czyli zanieczyszczenia komunikacyjne, zanieczyszczenia pyłem zawieszonym, wielopierścieniowymi węglowodorami aromatycznymi i cały szereg substancji, którymi oddychają Polacy, mają wiele konsekwencji zdrowotnych – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Guła, ekspert inicjatywy obywatelskiej Polski Alarm Smogowy (PAS).
To przede wszystkim choroby układu górnych dróg oddechowych, czyli takie schorzenia jak astma. Jak wynika z danych Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP w Polsce 10 proc. populacji choruje na astmę, a 5 proc. – na POChP (przewlekłą obstrukcyjną chorobę płuc – red.). To w sumie blisko sześć milionów osób.
W Krakowie, gdzie skala problemu czystości powietrza jest największa, odsetek dzieci zapadających na astmę oskrzelową jest trzykrotnie większy niż na obszarach dużo mniej zanieczyszczonych. W stolicy Małopolski wynosi 16 proc., w całym kraju – około 6 proc.
Ale niska emisja, jak ostrzega Andrzej Guła, powoduje także poważniejsze schorzenia. To nowotwory wywołane przez wdychanie takich rakotwórczych związków jak benzoalfapiren. Jak szacuje Komisja Europejska, w wyniku poważnego zanieczyszczenia powietrza w Polsce przedwcześnie umiera około 45 tys. osób.
– To cena, którą płacimy za nierozwiązany, a bardzo poważny problem szkodliwych związków znajdujących się w powietrzu – wskazuje Andrzej Guła. – Skala zanieczyszczenia jest u nas wciąż bezprecedensowa, dużo wyższa niż to, z czym mają do czynienia mieszkańcy innych europejskich krajów.
Według ostatniego rankingu Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska wśród pierwszych dziesięciu europejskich miast o najgorszej jakości powietrza sześć leży w Polsce (Kraków, Nowy Sącz, Gliwice, Zabrze, Sosnowiec i Katowice), cztery pozostałe to miasta bułgarskie.
– Poprawa jakości powietrza była do tej pory chyba najbardziej zaniedbanym obszarem polityki ekologicznej państwa – uważa Andrzej Guła. – Jeśli chcemy skutecznie walczyć z zanieczyszczeniami, to musimy działać kilkutorowo.
Zdaniem eksperta PAS przedsięwzięcia powinny dotyczyć zarówno ograniczenia tzw. niskiej emisji, czyli tego, co wydobywa się z domowych kotłów, jak i zanieczyszczeń samochodowych oraz tych pochodzących z przemysłu. W przypadku takich związków jak wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (np. rakotwórczy mutagen benzoalfapiren) niska emisja jest głównym źródłem zanieczyszczeń, odpowiada za 90 proc. Na drugim miejscu jest transport, a w dalszej kolejności przemysł.
– Statystyczny mieszkaniec Krakowa rocznie przyjmuje tyle rakotwórczego benzoalfapirenu, oddychając krakowskim powietrzem, jak gdyby wypalił 2,5 tys. papierosów – podkreśla Andrzej Guła. – W Londynie, który w latach 50. także miał problem z niską emisją, dziś byłoby to 25 papierosów. To pokazuje, jaka przepaść dzieli nas od innych krajów europejskich, które już dawno poradziły sobie z tym problemem poprzez m.in. wprowadzanie regulacji dotyczących emisyjności kotłów i dopuszczenie określonej jakości paliwa na rynek.
Takie narzędzia daje polskim samorządom nowelizacja ustawy Prawo ochrony środowiska. Prace nad nią kończy parlament.
Obecna od początku sierpnia na rynku NewConnect spółka Jujubee wiąże duże nadzieje ze sprzedażą gier na komputery i konsole przez platformę internetową Steam. Producent nie wyklucza współpracy z dystrybutorami i sprzedaży pudełkowej dużych produkcji, np. gry „Kursk”, ale sam zamierza się nadal koncentrować na kanałach online.
– W tej chwili największy potencjał ma dla nas Steam, czyli sklep cyfrowy, który umożliwia dystrybucję gier na PC i MAC, a także na nowy dla nas rynek, ale także bardzo atrakcyjny i obiecujący, czyli konsole – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Stępień, prezes zarządu firmy Jujubee.
Jujubee ma ambicję dołączyć do czołowych polskich producentów gier komputerowych. Do tej pory katowicka firma była znana przede wszystkim z gier na urządzenia mobilne, a największym hitem były dwie części gry wyścigowej „Flashout”. Obecnie w produkcji jest „Kursk” – gra na komputery i konsole, której fabuła nawiązuje do zatonięcia rosyjskiego okrętu podwodnego o tej nazwie.
Firma planuje wypuścić „Kursk” na rynek pod koniec 2016 r. (w wersji na konsole nieco później). Spółka liczy na to, że będzie to pierwsza w historii firma gra, którą będzie można kupić na fizycznym nośniku w tradycyjnym sklepie. Docelowo Jujubee liczy na do 200 tys. klientów (po połowie na komputery stacjonarne i konsole).
– Aktualnie wszystkie gry dystrybuujemy cyfrowo. Z jednej strony to ogranicza koszty, z drugiej strony mamy pełną kontrolę nad produktem. Planujemy jednak wejść także w sprzedaż pudełkową, na pewno na ten temat będziemy rozmawiać ze światowymi wydawcami w sprawie „Kurska”, już teraz się z nami kontaktują. Rozmawialiśmy z nimi na targach w Kolonii, mam nadzieję, że wyniknie z tego coś interesującego – mówi Stępień.
Gry na urządzenia mobilne – do tej pory główny produkt Jujubee – są dystrybuowane przez firmowe sklepy z aplikacjami, czyli Play Store dla systemu Android i AppStore dla iOS. To właśnie platforma Apple&HASH39;a, czyli urządzenia takie jak iPhone&HASH39;y i iPady, stanowią dla firmy obecnie główny rynek.
Jak podkreśla Stępień, produkcja gier nie jest prostym biznesem, ale stała się polską specjalnością. Ważne są wyróżniające się produkty, a do ich stworzenie potrzebni są z kolei dobrzy pracownicy.
– W naszym przypadki nie ma z tym dużego problemu, ponieważ jesteśmy ulokowani na Śląsku, gdzie jest kilka uczelni kształcących programistów, grafików czy osoby, które chcą pracować w branży gier. Oczywiście konkurujemy o pracownika, ale jak na razie z sukcesami, cały czas nasz team się rozwija i do końca tego roku planujemy zatrudniać jeszcze 20 osób – zapowiada Stępień.
Dodaje, że choć nie jest to najłatwiejszy rynek, to Jujubee radzi sobie na nim bardzo dobrze. Spółka przez dwa ostatnie lata generowała zysk (366 tys. zł w 2013 r. i 451 tys. zł), a w tym roku oczekuje zarobków na rekordowym poziomie. W pierwszym półroczu zarobiła na czysto 112 tys. zł, a druga połowa roku jest zwykle lepsza. Jak wyjaśnia Stępień, dobre wyniki finansowe to podstawa do tego, by w ślad choćby za produkującym „Wiedźmina” CD Projektem Jujubee zaczęło konkurować na światowych rynkach.
– Jesteśmy w stanie konkurować z firmami z zagranicy. Sądzimy, że nasze gry, zwłaszcza te, które ukażą się w najbliższym czasie, będą prezentować na tyle wysoką jakość, że spodobają się nawet bardzo wymagającym – twierdzi Stępień.
Oto kolejny przełomowy moment w historii marki Mercedes-AMG – najnowsza Klasa C 63 Coupé reprezentuje następny etap technologicznej i wizualnej odrębności. Daleko idące modyfikacje widoczne są tu już na pierwszy rzut oka: poszerzone nadkola, szerszy rozstaw kół i większe koła nadają Coupé muskularną prezencję, a jednocześnie zapewniają warunki dla osiągania wysokich przyspieszeń poprzecznych i wzdłużnych. C 63 Coupé napędza 4-litrowy silnik V8 biturbo o mocy 350 kW (476 KM) lub 375 kW (510 KM), skonstruowany przez inżynierów Mercedes-AMG. W Affalterbach zaprojektowano również wyrafinowane zawieszenie AMG RIDE CONTROL z elektronicznie sterowanymi amortyzatorami, specjalnie zestrojony system wyboru profilu jazdy AMG DYNAMIC SELECT, tylny dyferencjał o ograniczonym poślizgu oraz aktywne poduszki silnika.
Mercedes-AMG C 63 S Coupé (C 205) 2015; Exterieur: designo diamantweiß bright, Night Paket
exterior: designo diamond white bright, night package
Mercedes-AMG C 63 S Coupé (C 205) 2015; Exterieur: designo diamantweiß bright, Night Paket
exterior: designo diamond white bright, night package
Mercedes-AMG C 63 S Coupé (C 205) 2015; Exterieur: designo diamantweiß bright, Night Paket
exterior: designo diamond white bright, night package
Mercedes-AMG C 63 S Coupé (C 205) 2015; 4,0-Liter-V8-Biturbomotor: Das Leistungsspektrum reicht von 350 kW (476 PS) im C 63 bis zu 375 kW (510 PS) im C 63 S
The 4.0-litre V8 biturbo engine develops an output of 350 kW (476 hp) in the C 63 and 375 kW (510 hp) in the C 63 S
Jako najczęściej wybierany model Mercedes-AMG, Klasa C stanowi podstawę sukcesu sportowej marki Mercedes-Benz. Udział wersji Coupé systematycznie rósł od chwili jej premiery w 2011 roku – a kulminacyjnym momentem tej kariery był debiut wariantu C 63 AMG Coupé Black Series.
„Nowa Klasa C 63 Coupé ucieleśnia naszą koncepcję rozwoju: oferuje imponującą dynamikę jazdy i łączy ją z większą efektywnością paliwową” – mówi Tobias Moers, Prezes Zarządu Mercedes-AMG GmbH. „Zmiany te podkreśla muskularny design Coupé. Nasi klienci mogą więc doświadczyć postępu każdym ze swoich zmysłów: widzieć go, słyszeć, czuć, no i oczywiście poprowadzić!”.
Światowa premiera Mercedesa-AMG C 63 Coupé odbędzie się 15 września, w dniu inauguracji targów motoryzacyjnych we Frankfurcie. Pierwsze egzemplarze wyjadą na drogi w marcu 2016 roku.
Dane techniczne modelu w skrócie:
Mercedes-AMG C 63 S Coupé
Mercedes-AMG C 63 Coupé
Pojemność
3982 ccm
3982 ccm
Moc maks.
375 kW (510 KM)
przy 5500-6250 obr./min
350 kW (476 KM)
przy 5500-6250 obr./min
Maks. moment
700 Nm
przy 1750-4500 obr./min
650 Nm
przy 1750-4500 obr./min
Średnie zużycie paliwa (NEDC)
8,6-8,9 l/100 km
8,6-8,9 l/100 km
Emisja CO2
200-209 g/km
200-209 g/km
Klasa efektywności
E
E
Masa własna (DIN/EC)
1725 kg* / 1800 kg**
1710 kg* / 1785 kg**
Przyspieszenie
0-100 km/h
3,9 s
4,0 s
Prędkość maks.
250 km/h***
250 km/h***
* Pojazd gotowy do jazdy (zbiornik paliwa pełen w 90%, bez kierowcy i bagażu); ** Pojazd gotowy do jazdy (zbiornik paliwa pełen w 90% full, z kierowcą – 68 kg i bagażem – 7 kg); *** Ograniczona elektronicznie; 290 km/h z pakietem Kierowcy AMG
Fascynujący design wizualizuje niezrównane osiągi
Mercedes-AMG C 63 Coupé fascynuje od pierwszego spojrzenia. Ma imponujące proporcje, a wyrazisty design zdecydowanie odróżnia go od modelu Mercedes-Benz – oba samochody dzielą jedynie te same drzwi, dach i pokrywę bagażnika. Mocarny, 8-cylindrowy silnik w połączeniu z szerszym rozstawem przednich i tylnych kół wymagały znacznego przeprojektowania przedniego pasa oraz poszerzenia nadkoli. Coupé w wydaniu AMG jest więc o 64 mm szersze z przodu i o 66 mm z tyłu – wszystko w imię lepszego trzymania się drogi.
Większe nadkola mieszczą szersze ogumienie (do 255 mm na przedniej osi i do 285 mm na tylnej), przyczyniające się do poprawy dynamiki poprzecznej, zapewnienia lepszej trakcji oraz większej zwinności. Równocześnie, aby skutecznie przenieść i skompensować ekstremalne siły generowane w układzie napędowym i jezdnym, w kluczowych miejscach wzmocniono strukturę nadwozia. Model otrzymał też specjalną ramę tylnej osi.
Dłuższą o 60 mm aluminiową pokrywę silnika zdobią dwa charakterystyczne wybrzuszenia, podkreślające muskularne oblicze nowego Coupé. Ekstremalnie szeroki przedni pas wyróżnia się także imponującymi wlotami powietrza i prowadnicami powietrza, które zapewniają odpowiedni „oddech” elementom układu chłodzenia. Nisko poprowadzona, przedzielona „podwójnym ostrzem” osłona chłodnicy w kształcie strzały optycznie obniża środek ciężkości samochodu. Typowy dla maszyn AMG przedni spojler w kształcie litery „A” pełni też funkcję deflektora powietrza dla trzech wlotów powietrza w zderzaku, a splitter pomaga w ograniczeniu zjawiska unoszenia przedniej osi.
Także z profilu Coupé prezentuje się w unikalny sposób – ma duże koła z charakterystycznymi obręczami i specjalnie wyprofilowane progi. Zastosowanie całkiem nowych elementów karoserii zamiast dokładania spojlerów sprawia, że nie ma tu żadnych estetycznych kompromisów – każde połączenie i każdy kontur tworzą harmonijną całość. Widziany z tyłu, C 63 Coupé zwraca uwagę płynnie opadającą linią dachu oraz głębokim przetłoczeniem tylnego błotnika, którego rzeźbę podkreślają zmienne warunki oświetlenia. Nie zabrakło też istotnych detali: typowo dla aut sportowych, boczne lusterka zamontowano nie w rogach przednich szyb, ale na drzwiach.
Tylny pas inspiracje czerpie z Klasy S Coupé, uzupełnia je jednak o elementy charakterystyczne dla świata wyścigów – masywny dyfuzor oraz pionowe otwory w zderzaku, poprawiające przepływ powietrza i aerodynamikę karoserii. Z dyfuzorem zintegrowano dwie podwójne, chromowane końcówki sportowego układu wydechowego AMG, a na klapie bagażnika pojawił subtelny spojler, który nie tylko wygląda elegancko, ale i znacznie zwiększa siłę docisku tylnej osi.
Sportowe akcenty w parze z najwyższą jakością
Starannie dobrane, wysokiej klasy materiały o przyjemnej w dotyku fakturze i precyzyjny montaż sprawiają, że w zakresie postrzegalnej jakości kabina C 63 Coupé reprezentuje standardy niespotykane nawet w pojazdach wyższych klas. Szereg typowych dla AMG elementów podkreśla jej sportowe dziedzictwo. Alternatywą dla standardowych, sportowych foteli obitych mieszanką skóry ARTICO i mikrofibry DINAMICA są siedzenia Performance – zamocowane niżej i z mocniejszym podparciem bocznym.
Topowa wydajność
C 63 Coupé zajmuje szczególną pozycję także pod względem silnika – to jedyny w klasie model zasilany widlastą „ósemką” biturbo. Mercedes-AMG spełnia w ten sposób życzenia tych, którzy oczekują połączenia emocjonującego, niepowtarzalnego dźwięku jednostki napędowej i niesłabnącej siły ciągu.
Model zapewnia niezrównane osiągi: C 63 S Coupé przyspiesza od 0 do 100 km/h w 3,9 s, a C 63 Coupé – w 4,0 s. Coupé jest tym samym ułamek szybsze od limuzyny – dzięki szerszym oponom i skróconym przełożeniom tylnej osi. Maksymalna prędkość została elektronicznie ograniczona do 250 km/h (z dodatkowym pakietem – do 290 km/h).
Silnik V8 biturbo blisko spokrewniony z sercem Mercedesa-AMG GT
4-litrowa jednostka V8 biturbo jest już stosowana w limuzynie i kombi C 63. W wersji z suchą miską olejową służy także do napędu modelu GT. Jej elementem charakterystycznym są turbosprężarki umieszczone między głowicami. Takie rozwiązanie ma szereg zalet, m.in. pozwala zachować kompaktowe wymiary konstrukcji, zapewnia optymalną reakcję na obciążenie i sprzyja obniżeniu zużycia paliwa.
Układ wydechowy z aktywnymi klapami – zmienne brzmienie silnika
Typowe, basowe brzmienie V-ósemki było jednym z głównych kryteriów rozwoju nowej jednostki. Dopasowano je specjalnie do charakteru Coupé. Model standardowo otrzymał specjalny układ wydechowy z automatycznie sterowanymi klapami – ich pozycja zależy od wybranego trybu AMG DYNAMIC SELECT, położenia pedału gazu i prędkości obrotowej silnika. Dźwięk silnika zmienia się od dyskretnego pomruku, dopasowanego do jazdy na długich dystansach, aż do głębokiego, agresywnego ryku. Z opcjonalnym wydechem Performance brzmienie można zmieniać także za naciśnięciem przycisku. Niezależnie od wybranego programu i warunków, układ spełnia wszystkie obowiązujące w Europie normy hałasu.
Szybsza zmiana biegów: 7-stopnowa sportowa przekładnia AMG SPEEDSHIFT MCT
Zamontowana w C 63 Coupé 7-stopniowa przekładnia AMG SPEEDSHIFT MCT imponuje sprawnością i zmiennym charakterem. Niezależnie od tego, czy pracuje w trybie automatycznym, czy też kierowca sam wybiera poszczególne biegi za pomocą manetek przy kierownicy, zmiany przełożeń w górę i w dół następują zauważalnie szybciej niż w poprzedniku. To zasługa jeszcze bardziej sportowego zestrojenia układu napędowego.
Specjalnie opracowane zawieszenie – maksymalna dynamika jazdy
Fascynującą zwinność i wysokie prędkości w zakrętach zapewnia C 63 Coupé również całkowicie przeprojektowane zawieszenie. Z przodu zastosowano oś czterowahaczową wraz ze spotykanymi w wyścigach hamulcami radialnymi. Z myślą o zwiększeniu przyspieszeń poprzecznych model otrzymał specjalne zwrotnice oraz szerzej rozstawione koła. Także tylna oś została zaprojektowana na nowo – wielowahaczowa konstrukcja o większej sztywności imponuje precyzyjnym prowadzeniem kół. Specjalna, zarezerwowana dla wersji AMG rama umożliwiła poszerzenie ich rozstawu. W porównaniu z sedanem powierzchnie styku łożysk kół zostały przesunięte o 25 mm na zewnątrz. Ponadto, zawieszenie Coupé ma sztywniejsze nastawy, nowe piasty i wyróżnia się większym negatywem.
Seryjnie C 63 Coupé przemieszcza się na kołach z 10-ramiennymi obręczami w rozmiarze 9,0 x 18″ (przód) i 10,5 x 18″ (tył) oraz ogumieniem, odpowiednio, 255/40 R 18 (przód) i 285/35 R 18 (tył). W wersji C 63 S Coupé zastosowano 5-ramienne felgi 9,0 x 19″ (przód) i 10,5 x 19″ (tył) z oponami 255/35 R 19 (przód) i 285/30 R 19 (tył).
Zawieszenie AMG RIDE CONTROL z aktywnym tłumieniem pozwala kierowcy wybrać jeden z trzech trybów pracy – od sztywnego, torowego zestrojenia do komfortowego ustawienia na dalekie trasy.
Tylny dyferencjał o ograniczonym poślizgu: optymalna trakcja na torze
By jeszcze bardziej wyśrubować poziom przyczepności i dynamiki jazdy, model C 63 Coupé został zaopatrzony w tylny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu (tzw. szperę). W wersji „S” ma on dodatkowo elektroniczne sterowanie. Oba dyferencjały ograniczają w zakręcie poślizg wewnętrznego koła bez interwencji układu hamulcowego. To pozwala kierowcy na wcześniejsze przyspieszenie na wyjściu z łuku. Ponadto, samochód sprawniej rusza z miejsca i zachowuje się stabilniej podczas hamowania z wysokich prędkości. Kompletnie przeprojektowana tylna oś została specjalnie zaadaptowana na potrzeby wyższej dynamiki jazdy wersji Coupé.
Największą zaletą elektronicznie sterowanej szpery w C 63 S Coupé jest większa czułość i precyzyjniejsza, szybsza kontrola – a w konsekwencji jeszcze wyższa granica przyczepności. Układ ESP® ma trzy tryby działania: całkowicie aktywny, sportowy oraz nieaktywny i w pełni współpracuje z tylnym dyferencjałem w celu zapewnienia najwyższej dynamiki.
Wybór trybu jazdy AMG DYNAMIC SELECT
Kierowca ma bezpośredni wpływ na charakter C 63 Coupé – dzięki AMG DYNAMIC SELECT może wybrać jeden z czterech zróżnicowanych profili, od komfortowego i zorientowanego na ekonomiczną jazdę do wybitnie sportowego. Wystarczy sięgnąć ręką do sterownika po lewej stronie panelu dotykowego. Wariant C 63 S Coupé oferuje dodatkowo piąty, wyczynowy program Race. Tryb Individual pozwala na osobne ustawienia charakterystyki pracy poszczególnych układów.
C 63 S Coupé standardowo z aktywnymi poduszkami silnika
C 63 S Coupé – podobnie jak limuzyna i kombi – jako jedyny model w segmencie jest wyposażony w aktywne zawieszenie silnika. Rozwiązanie to w dalszym stopniu pomaga rozwiązać konflikt między komfortem a sportowymi osiągami. Dynamiczne poduszki na bieżąco dostosowują swoją sztywność do warunków jazdy i wymagań kierowcy. Ich łagodne zestrojenie poprawia komfort dzięki skuteczniejszej izolacji hałasów i wibracji, z kolei sztywniejsze nastawy zwiększają zwinność prowadzenia. Podczas dynamicznej jazdy poduszki same się usztywniają, gwarantując jeszcze precyzyjniejsze reakcje auta na polecenia kierowcy.
Bezpieczeństwo najwyższego kalibru
Coupé zapewnia najwyższy poziom bezpieczeństwa. Standardowe wyposażenie modelu obejmuje m.in.: asystenta monitorowania zmęczenia ATTENTION ASSIST oraz układ COLLISION PREVENTION ASSIST PLUS, który zapobiega kolizjom polegającym na uderzeniu w tył poprzedzającego pojazdu. Lista opcji obejmuje wiele innych systemów zwiększających zarówno komfort, jak i bezpieczeństwo podróżujących oraz pozostałych uczestników ruchu.
W ostatnich tygodniach pojawił się szereg informacji, których interpretacja ogranicza prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych w najbliższych miesiącach. Koszt kredytu jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na koniunkturę na rynku nieruchomości, dlatego też warto bacznie obserwować rozwój sytuacji.
Pierwszy sygnał świadczący o stopniowym wychodzeniu z polityki niskich stóp procentowych nadejść miał ze Stanów Zjednoczonych. Poprawiające się systematycznie dane makroekonomiczne (w tym z rynku pracy, nieruchomości) sprawiały, iż 50% ekonomistów ankietowanych przez Bloomberg wskazywało wrzesień 2015 r. jako miesiąc, w którym stopy procentowe zostaną podniesione. Tymczasem najnowsze komentarze po ostatnim posiedzeniu Fed (inflacja niższa od celu) wskazują na istotne podziały w kwestii zmiany poziomu stóp procentowych. Jeśli dołożymy do tego nagłą dewaluację juana w Chinach, która może pogłębić presję deflacyjną na świecie, to nie dziwi fakt, iż prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych we wrześniu 2015 r. zmalało według ankietowanych ekonomistów do 30%. W tym momencie częściej typuje się już grudzień 2015 r.
Wszystko wskazuje na to, iż również w naszym kraju wizja podniesienia stóp procentowych ulegnie przesunięciu w czasie. Przypomnijmy: w marcu 2015 r. RPP po raz ostatni zmieniła główną stopę procentową obniżając ją do rekordowo niskiego poziomu 1,50 proc. Równocześnie zadeklarowała, że decyzja ta kończy cykl łagodzenia polityki pieniężnej. Od tego czasu prowadzona była polityka stabilizacji stóp procentowych, co z nie zmienia faktu, iż z upływem kolejnych miesięcy coraz głośniej zaczęto zastanawiać się nad terminem pierwszej podwyżki. Do tej pory rynek oczekiwał takiego ruchu w II połowie 2016 r., natomiast po ostatnich danych coraz więcej komentatorów zaczyna widzieć ten moment dopiero w 2017 r. Utrzymaniu niskich stóp procentowych przez dłuższy czas sprzyja szereg czynników i napływających danych, m.in:
słabsze od oczekiwanych dane z polskiej gospodarki,
przedwyborcze obietnice w sprawie kredytów frankowych i podatku bankowego grożące destabilizacją systemu finansowego i w konsekwencji spowolnieniem gospodarczym,
zmiana składu RPP w pierwszych miesiącach 2016 r., do tego czasu najprawdopodobniej nie będą podejmowane decyzje o zmianie stóp procentowych, a w nowym składzie oczekiwanych jest więcej zwolenników luźniejszej polityki pieniężnej,
odroczone oczekiwania odnośnie podniesienia stóp w USA,
spowolnienie w Chinach i związana z tym dewaluacja juana pogłębiająca presje deflacyjną na świecie oraz wpływająca m.in. na koniunkturę w Niemczech,
przecena ropy naftowej.
Stopy procentowe utrzymujące się jeszcze przez kolejnych kilkanaście miesięcy na rekordowo niskim poziomie to bardzo dobra wiadomość dla deweloperów, którzy w ostatnich miesiącach rozpoczęli rekordową liczbę budów. Zyskany czas może się okazać wystarczający, by sprawnie upłynnić wypuszczony właśnie na rynek towar.
Drugi kwartał 2015 r. upłynął pod znakiem kredytów hipotecznych. Za pośrednictwem firm zrzeszonych w Związku Firm Doradztwa Finansowego udzielono ich na łączną kwotę 3,76 mld złotych, co oznacza 14,3% wzrost sprzedaży w stosunku do poprzednich trzech miesięcy. W okresie przedwakacyjnym Polacy chętniej korzystali z kredytów gotówkowych. Ich łączna wartość wyniosła ponad 521 mln zł.
Rekordowa wartość udzielonych kredytów hipotecznych
II kwartał 2015 r. okazał się pomyślny dla branży doradztwa finansowego, szczególnie w obszarze kredytów mieszkaniowych. Wszystkie firmy znajdujące się w zestawieniu odnotowały znaczący wzrost sprzedaży tych produktów. Ich łączny wolumen wyniósł 3,76 mld zł i był o ponad 14% większy niż w ubiegłym kwartale.
Andrzej Oślizło, prezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Expander Advisors: – Firmy członkowskie bardzo dobrze radzą sobie na rynku kredytów hipotecznych.II kwartał bieżącego roku zamknęliśmy rekordowym wynikiem na poziomie niemal 3,76 mld zł. To osiągnięcie tym większe, że okres przedwakacyjny nie był spokojny. Niepokój związany z sytuacją gospodarczą Grecji i jej konsekwencjami dla naszego kraju nie zachęcał do zaciągania długoterminowych zobowiązań. Podobny efekt mogła mieć kampania prezydencka i zmiana władzy, która zawsze zwiększa ostrożność kupujących. Utrzymywanie wysokiego wzrostu sprzedaży, nawet mimo wspomnianych trudności, pozwala na prognozowanie kontynuacji tej pozytywnej tendencji przez kolejne miesiące.
Tabela 1: Wartość kredytów hipotecznych sprzedanych przez członków ZFDF w I kwartale 2015 r. i II kwartale 2015 r.
Wartość wypłaconych KREDYTÓW HIPOTECZNYCH (w mln zł)
Lp.
Nazwa firmy
I kwartał 2015
II kwartał 2015
1
Open Finance
+ Home Broker
1 259,00
1 352,00
2
Expander
975,78
1 129,34
3
Aspiro
373,39
550,11
4
Notus Doradcy Finansowi
480,75
517,81
5
Gold Finance
175,15
183,05
6
Doradcy24
38,90
43,60
Razem
3 302,97
3 775,91
Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego
Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Open Finance: –Nadal widzimy duże zainteresowanie ofertą finansowania zakupu nieruchomości przy pomocy kredytu hipotecznego. Głównym czynnikiem napędowym są stopy procentowe utrzymujące się na rekordowo niskim poziomie. Przekłada się to na wyższą zdolność kredytową, dlatego na kupno mieszkania mogą pozwolić sobie również osoby, które wcześniej nie otrzymałyby kredytu. Przyczynia się do tego również stabilizacja cen przy utrzymującej się wysokiej podaży nowych lokali. Zakupy nieruchomości są dodatkowo wspomagane przez państwowe dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla Młodych”, dostępne teraz poza rynkiem pierwotnym, również na rynku wtórnym.
Rosnąca sprzedaż kredytów gotówkowych
Doradcy działający w strukturach ZFDF sprzedali kredyty gotówkowe o łącznej wartości ponad 521 mln zł. Według ekspertów, do zwiększenia zainteresowania tymi instrumentami finansowymi przyczyniły się niskie koszty oraz tradycyjny o tej porze roku, sezonowy wzrost popytu związany z wyjazdami wakacyjnymi.
Wartość wypłaconych KREDYTÓW GOTÓWKOWYCH (w mln zł)
Lp.
Nazwa firmy
I kwartał 2015
II kwartał 2015
1
Open Finance
+ Home Broker
232,00
262,00
2
Expander
86,67
103,47
3
Aspiro
102,41
99,54
4
Gold Finance
42,94
41,68
5
Notus Doradcy Finansowi
12,128
13,48
6
Doradcy24
2,4
1,3
Razem
478,55
521,47
Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego
Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Open Finance: –Od początku roku obserwujemy znaczny wzrost zainteresowania kredytami gotówkowymi. Ich popularności sprzyja dostępność i przystępna cena.
Polacy poszukują alternatywnych form inwestycji
Doradcy stale dywersyfikują portfel oferowanych usług, pośrednicząc także w udostępnianiu produktów inwestycyjnych. W II kw. niezwykle napięta sytuacja w Grecji spowodowała, że część Polaków wstrzymywała się z decyzją o zainwestowaniu swoich pieniędzy. W rezultacie wartość sprzedaży w tym sektorze rynku wyniosła 1,38 mld zł.
Andrzej Oślizło, prezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Expander Advisors: – Klienci zmienili swoje preferencje i rezygnują z mało opłacalnych, niskooprocentowanych produktów, takich jak lokaty. Według danych NBP, od lutego do czerwca br. wartość depozytów w złotych o okresie do 2 lat zmniejszyła się aż o 5,8 mld zł. Polacy szukają rozwiązań dających szanse na większe zyski. Coraz chętniej interesują się między innymi bardziej złożonymi, ale jednocześnie dość bezpiecznymi, produktami inwestycyjnymi, takimi jak np. produkty strukturyzowane oraz nieruchomościami kupowanymi w celu wynajmu, o czym może świadczyć rosnący udział zakupu mieszkań za gotówkę.
Wartość wypłaconych PRODUKTÓW INWESTYCYJNYCH (w mln zł)
Od mocnego uderzenia zaczął nam się ten tydzień. Główny indeks giełdy w Szanghaju zniżkuje aż o 8,49%, a skala tych spadków jest największa od 27 lutego 2007 r. Czerwień rozlała się na pozostałych giełdach światowych i niestety nie ominęła Polski. WIG20 na dzień dobry stracił 3%. Do depresji inwestorów mogą doprowadzić notowania miedziowego giganta, który traci dzisiaj ponad 13%.
Od spadków sesję rozpoczęły też wszystkie giełdy europejskie. Na otwarciu DAX i CAC40 straciły po 3,2%, a londyński FTSE100 spadł o 2,5%. Na otwarciu poniedziałkowej sesji WIG20 spadł o blisko 3%, osiągając najniższą wartość od lipca 2012 roku. 2107,89 punktów – to poniedziałkowe minimum WIG20 i nowy 3-letni dołek tego indeksu.
– Czarny poniedziałek zapoczątkowała silna przecena akcji na giełdzie w Szanghaju. Bezpośrednią przyczyną dzisiejszych spadków jest brak decyzji Ludowego Banku Chin o cięciu stopy rezerwy obowiązkowej, który to ruch jeszcze przed weekendem większość inwestorów uważała niemal za pewnik, w obliczu ubiegłotygodniowych spadków w Szanghaju – komentuje Michał Żuławiński, analityk Bankier.pl.
– Indeks PMI dla chińskiego sektora wytwórczego spadł w sierpniu do najniższego poziomu od 77 miesięcy. Te dane w połączeniu z informacjami o silnym spadku cen surowców oraz kosztów transportu morskiego sugerują wręcz załamanie aktywności gospodarczej w drugiej gospodarce świata – dodaje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.
Co to oznacza dla Polaków?
– Bardzo niskie stopy procentowe zniechęcały część Polaków do trzymania pieniędzy na lokatach. Niektórzy skierowali swój kapitał na giełdę licząc na większe stopy zwrotu. Niestety, kto w połowie lipca zainwestował 10 tys. zł w akcje KGHM-u dzisiaj jest biedniejszy o ok. 1,5 tys. zł. Taki sam efekt przyniosły inwestycje w papiery Tauronu. Blisko 5% straty przyniosłyby także inwestycje w PKO BP i PZU. Połowa kapitału na GPW pochodzi od zagranicznych inwestorów. Jeśli się wycofają, to notowania naszych spółek pójdą mocno w dół. Stracą na tym nie tylko posiadacze akcji, ale cała gospodarka, m.in. z powodu niższych wpływów z podatków, osłabienia kursu walutowego, etc. Sytuacja na giełdzie ma wpływ na koniunkturę. Jeżeli ta osłabnie, to możemy zapomnieć o 3,5% wzroście PKB, spadku bezrobocia i podwyżkach wynagrodzeń – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.