W I półroczu 2015 roku spółka PKP Cargo mimo nieco niższych przychodów odnotowała wyraźny wzrost zysków. Wszystko dzięki korzystnej akwizycji AWT, drugiego co do wielkości przewoźnika towarowego w Czechach. Rozwój na rynkach Europy Środkowej pozwolił załatać dziurę po stagnacji na rynku krajowym. Zastój związany był z sytuacją w branży materiałów budowlanych i kruszyw oraz z ograniczeniami wymiany handlowej ze Wschodem.
– Jesteśmy inną firmą niż przed akwizycją AWT – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Adam Purwin, prezes PKP Cargo. – Dziś mamy realnie aktywa produkcyjne na terenach Czech, Słowacji i Węgier. Z klientami rozmawiamy o zupełnie innym produkcie niż tylko przewozy na rynku polskim.
Transakcja sfinalizowana została pod koniec maja i warta była ponad 427 mln zł. Według spółki AWT zakupione zostało poniżej wartości rynkowej, co już na wstępie pozwoliło zarobić około 140 mln zł.
– Na dzień dobry na tej transakcji zarobiliśmy 140 mln zł i to również zostało odnotowane w wyniku z II kwartału – przyznaje Adam Purwin.
Spółka w I półroczu zarobiła 156 mln zł, czyli o ponad jedną piątą więcej niż w analogicznym okresie 2014 roku. Przychody wyniosły 2,1 mld złotych, czyli o 2 proc. mniej niż rok wcześniej.
– Ten wynik odzwierciedla kilka elementów. Po pierwsze, potencjał rozwoju PKP Cargo, po drugie, działania optymalizacyjne, które podjęliśmy w I i II kw. Przypomnę, że w ramach tych projektów prawie 4 tys. osób skorzystało z programu dobrowolnych odejść, co istotnie pozwoliło nam obniżyć koszty funkcjonowania i prawidłowo zareagować na zmiany na rynku – wymienia prezes PKP Cargo. – Ten wynik uwzględnia również 70 mln kosztów związanych z drugą edycją tego programu – dodaje.
Jak poinformowała spółka, programy dobrowolnych odjeść przyniosą oszczędności na poziomie minimum 120 mln złotych rocznie. Obecnie PKP Cargo skupia się na rozwoju na rynkach międzynarodowych. W tym celu powołano spółkę PS Trade Trans, której prezesem został Duńczyk Twan Steenweg.
– Pozyskaliśmy międzynarodowego menadżera z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem w branży transportowej, to jest nasza odpowiedź na zapotrzebowanie rynku międzynarodowego na lepsze komunikowanie się z nami. Dzięki niemu zbudujemy przemyślaną strategię budowy oferty dla klientów międzynarodowych – twierdzi Adam Purwin.
Spółka stawia także na rozwój transportu w kierunku Azji. W lipcu uruchomiono pierwsze połączenia do Chin. Obsługę trakcyjną zapewniło PKP Cargo, a logistyczną spółka Hatrans. PKP Cargo chce zacieśnić współpracę z Chińczykami i w tym celu planuje powołać do życia spółkę joint venture wraz z tamtejszym przewoźnikiem International Zhengzhou Hub. W ramach współpracy mają powstać nie tylko setki połączeń rocznie, lecz także nowoczesne centra logistyczne.
– Wymiana towarowa ze Wschodem została istotnie ograniczona w ostatnim czasie i pojawił się temat „nowego jedwabnego szlaku” – wyjaśnia Adam Purwin. –Okazało się, że nasze aktywa, czyli nasz terminal w Małaszewiczach, są na najbardziej efektywnym połączeniu, czyli punkcie styku szerokiego i normalnego toru na granicy z Białorusią. Z partnerami chińskimi zawarliśmy już dzisiaj porozumienie o budowie centrum logistycznego, z którego pociągi będą mogły rozwieźć towary z Chin po całej Europie – wyjaśnia.
Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafia coraz więcej zgłoszeń o wadliwych produktach. W ubiegłym roku było ich 116, o 1/3 więcej niż rok wcześniej. Najwięcej wad odkrywanych jest w samochodach, produktach dla dzieci oraz wyrobach elektronicznych.
– Jeżeli przedsiębiorca, który wprowadza dany produkt na rynek, stwierdzi lub uzyska informację, że ten produkt jest niebezpieczny, to powinien natychmiast o tym powiadomić prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a ponadto podjąć odpowiednie działania naprawcze – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ernest Makowski z biura prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Za niedopełnienie obowiązku powiadamiania prezesa Urzędu o produkcie niebezpiecznym grozi kara w wysokości do 100 tys. zł– ostrzega.
Powiadomienie powinno zawierać m.in. opis zagrożeń dla bezpieczeństwa użytkowników oraz informację o działaniach naprawczych, jakie zostały podjęte, by zminimalizować szkody, jakie ponieśli nabywcy (np. wycofanie ze sprzedaży i umożliwienie dokonania zwrotu produktu, akcja serwisowa). Działania naprawcze są monitorowanie przez Urząd, który w razie potrzeby może nakazać przedsiębiorcy podjęcie dodatkowych środków zapobiegawczych.
– Przykładem takiego działania naprawczego jest umożliwienie konsumentowi zwrotu produktu albo podjęcie akcji serwisowej. Tak się dzieje najczęściej w przypadku producentów samochodów – mówi Ernest Makowski. – Chodzi o to, żeby wyeliminować zagrożenie. W przypadku, kiedy produkt jest niebezpieczny, jedną z form takiego działania naprawczego może być wycofanie produktu, czyli umożliwienie konsumentom ich zwrotu i zwrócenie im pieniędzy, które zapłacili.
Wprowadzenie obowiązku powiadamiania o produktach niebezpiecznych wynika ze zobowiązań, które Polska ma jako członek Unii Europejskiej.
– W ubiegłym roku do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynęło 116 powiadomień o produktach niebezpiecznych, większość dotyczyła pojazdów mechanicznych– informuje Ernest Makowski z UOKiK.
95 informacji dotyczyło pojazdów mechanicznych. 116 powiadomień oznacza, że było ich o 30 proc. więcej niż rok wcześniej. W pierwszej połowie obecnego roku zgłoszeń było 68.
Spadek aktywności inwestorów oraz mniejsza liczba nowych emisji na warszawskiej giełdzie negatywnie wpływają na kondycję branży maklerskiej. Stopy zwrotu z polskiego rynku również nie są satysfakcjonujące. Od początku roku więcej można było zarobić, inwestując w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych. Domy maklerskie źródeł przychodów szukać mogą w doradztwie inwestycyjnym oraz w tzw. success fee – opłacie z tytułu osiągniętych zysków. Będzie ona zyskiwać na znaczeniu kosztem standardowych prowizji.
Od początku roku na głównym rynku GPW zadebiutowało łącznie 13 spółek, z czego 6 debiutów było jedynie przejściem z rynku NewConnect. Rok temu na warszawski parkiet weszło w sumie 28 przedsiębiorstw (do sierpnia 2014 debiut miało 17 spółek).
– Jest coraz mniej nowych spółek, które pojawiają się na giełdzie, dlatego nawet oczy inwestorów instytucjonalnych coraz częściej patrzą na rynki zagraniczne, pomijając polski rynek kapitałowy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit.
Tym, co zwiększa zainteresowanie inwestorów rozwiniętymi rynkami zagranicznymi, są wysokie stopy zwrotu osiągane w ostatnim czasie. W ciągu ostatnich czterech lat, nawet z uwzględnieniem sierpniowych spadków, S&P 500 dał zarobić 71,5 proc., a niemiecki DAX 87,6 proc. Dla porównania indeks polskiej giełdy WIG20 stracił w trym czasie prawie 13 proc.
– Świat polityki niewątpliwie w ostatnich latach nie sprzyja polskiej giełdzie, politycy nie są zainteresowani rozwojem polskiego rynku kapitałowego. Owszem, od czasu do czasu coś o nim wspomną, ale raczej przy okazji – mówi na temat instytucjonalnych rozwiązań prezes Ruciński.
Z racji braku wsparcia dla instytucji maklerskich ze strony rządu, te muszą dostosować się do nowych realiów rynkowych. Zdaniem prezesa BTFG Audit polska giełda jest już zupełnie innym rynkiem niż 7-8 lat temu, gdy była postrzegana jako lider środkowoeuropejskiego rynku i lider wzrostów.
– Teraz można powiedzieć, że ta rola jest coraz mniejsza, coraz mniej przedsiębiorców postrzega polski rynek kapitałowy jako dobre miejsce do pozyskania istotnych pieniędzy. Tu mam na myśli kwoty rzędu 100-200 mln zł – wyjaśnia Ruciński.
Emitenci w dalszym ciągu są w stanie uplasować emisje o wartości od 10 do 50 mln zł, jednak w opinii Adama Rucińskiego nie prowadzi to do wzrostu znaczenia polskiego rynku kapitałowego w skali międzynarodowej. Problemem dla domów maklerskich jest także spadek zainteresowania ze strony inwestorów indywidualnych.
Główne źródło przychodów domów maklerskich stanowiły dotąd prowizje od zrealizowanych transakcji obok obsługi emitentów (przygotowanie prospektu, obsługa transakcji, tzw.success fee). Wobec mniejszej aktywności na polskiej giełdzie zmuszone są jednak do poszukiwania alternatywnych źródeł przychodów.
– Na pewno dojdzie do redukcji zatrudnienia, którą już obserwujemy, do szukania nowych nisz rynkowych. Natomiast dopóki nie zobaczymy ożywienia na giełdzie jako takiej, dopóty trudno oczekiwać, by sytuacja domów maklerskich istotnie się polepszyła – ocenia kondycję branży prezes zarządu BTFG Audit.
Rozmówca zwraca uwagę na fakt, że motorem napędowym polskiego rynku kapitałowego były głównie prywatyzacje ze strony Skarbu Państwa. Duże emisje takich spółek, jak PZU, PKO BP, Tauron czy PGE powodowały znaczne zwiększenie zainteresowania rynkiem ze strony inwestorów. Wobec braku podobnych ofert domy maklerskie muszą szukać klientów w inny sposób.
– Klienci oczekują przede wszystkim poprowadzenia za rękę, pokazania nowych możliwości inwestycyjnych. Zatem otwiera się obszar doradztwa inwestycyjnego. Przy czym trzeba podkreślić jedno: to jest zupełnie inne źródło pieniędzy, o wiele uboższe – wyjaśnia ekspert.
Adam Ruciński ocenia, że coraz istotniejszym źródłem przychodów firm maklerskich będzie tzw. success fee, czyli opłata ze strony inwestorów w przypadku osiągnięcia zysków.
– Czyli, jeśli ktoś zarobi dużo, to się tymi pieniędzmi podzieli, natomiast będzie na pewno spadała skłonność do płacenia opłat stałych i prowizji – tłumaczy.
Jego zdaniem podobny trend będzie dotyczył również towarzystw funduszy inwestycyjnych.
Przybywa firm oferujących rozwiązania z zakresu wirtualnej rzeczywistości. Trójwymiarowe aplikacje, które obrazują rzeczywistość, zamawiają firmy deweloperskie, przedsiębiorstwa telekomunikacyjne, a nawet urzędy. Polska znajduje się w czołówce krajów tworzących takie rozwiązania.
– Trwa rewolucja technologiczna. Na rynku pojawiają się coraz to nowe urządzenia, które przekształcają telefony komórkowe w wyświetlacze wirtualnej rzeczywistości – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Baczyński, prezes zarządu spółki Immersion VR.
Jednym z pierwszych takich produktów był Gear VR (skrót od virtual reality, czyli wirtualna rzeczywistość). To swego rodzaju gogle przystosowane do niektórych modeli smartfonów Samsunga. Dzięki wyższej rozdzielczości i dużej liczbie pikseli aparat ten może wyświetlać obraz w zakresie 360 st. Na polskim rynku urządzenie zadebiutowało pod koniec ubiegłego roku, a dziś pojawia się w ofercie operatorów sieci komórkowych.
Prócz koreańskiego producenta podobne rozwiązania wdraża wiele innych firm. Niektóre są już sprzedawane, inne znajdują się na etapie komercjalizacji. Sporo rozwiązań jest w fazie start-upu i poszukuje finansowania m.in. poprzez crowdfunding lub sprzedaje pierwsze urządzenia na serwisach aukcyjnych.
– Zainteresowanie ze strony konsumentów jest bardzo duże – zapewnia Piotr Baczyński. – Takie frazy jak „Oculus Rift” [podobna do Gear VR platforma, należąca obecnie do Facebooka – red.) czy „wirtualna rzeczywistość” są jednymi z najczęściej wpisywanych do wyszukiwarek.
Jego zdaniem krajowe firmy działające w sektorze VR nie ustępują niczym pomiotom z innych krajów.
– Nie mamy się czego wstydzić, krajowy rynek, jeżeli chodzi o firmy tworzące rozwiązania VR, jest bardzo rozwinięty – chwali Piotr Baczyński. – Stale porównujemy to, co dzieje się w Polsce. Nie mówię tylko o naszej firmie, lecz także o różnych start-upach funkcjonujących w Warszawie, na terenie aglomeracji śląskiej czy w Trójmieście. To rzeczy wykonywane na najwyższym poziomie.
Odbiorcami takich rozwiązań są na razie raczej duże firmy i korporacje.
– Większość naszych klientów to zagraniczne koncerny działające w Polsce – mówi Piotr Baczyński. – Gdy rozmawiamy z ich przedstawicielami, którzy mają odpowiednią suwerenność decyzyjną i zielone światło na to, by wchodzić w nowe technologie, wtedy jest dużo łatwiej. Niestety, firmy często muszą wracać do centrali. Przy tak innowacyjnej technologii przepchnięcie tego rodzaju projektów może być dla nich trudne, niemniej zainteresowanie tymi rozwiązaniami rośnie.
Immersion VR jest spółką oferującą oprogramowanie współpracujące z takimi platformami. Firma zaczynała od produkcji zaawansowanych technologicznie, trójwymiarowych wizualizacji nas zlecenie firm deweloperskich i działających na rynku nieruchomości. Obecnie, jak wskazuje Piotr Baczyński, podobne prezentacje wykonuje także na rzecz przedsiębiorstw telekomunikacyjnych, wytwórni filmowych, spółek medycznych i współpracuje z różnego rodzaju urzędami.
– Dla m.st. Warszawy stworzyliśmy film, który promuje stolicę na Expo w Mediolanie. Zainteresowanie naszą działalnością nieustannie rośnie – zapewnia Baczyński.
Firma mocno wchodzi na zagraniczne rynki. Po biurach w Turcji oraz Izraelu przyszedł czas na Stany Zjednoczone oraz Londyn. Szczególnie duże nadzieje zarząd spółki wiąże z amerykańskim przedstawicielstwem w Saint Louis. Zdaniem Piotra Baczyńskiego w dłuższej perspektywie rynek amerykański wydaje się być najbardziej perspektywiczny.
Sierpień i wrzesień to szczyt zainteresowania akademickim wynajmem mieszkania. W lipcu na rynku panował nastrój wyczekiwania i ceny w zasadzie się nie zmieniły, ale ogólnie są one nieco wyższe niż w poprzednim roku. Studenci najczęściej poszukują mieszkań kilkupokojowych do wspólnego wynajmu, najchętniej w centrum miasta, w okolicach uczelni lub dobrze z nią skomunikowanych.
– Pierwsza fala zainteresowania na rynku najmu akademickiego to lipiec, w momencie kiedy studenci wiedzą już, że zakwalifikowali się na studia. Największy popyt w tym segmencie rynku ma jednak miejsce w sierpniu i we wrześniu – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Robert Kuliga, wiceprezes, członek zarządu Stowarzyszenia Mieszkanicznik.
Eksperci przekonują, że z rynku już zniknęły najtańsze i najbardziej atrakcyjne oferty, mimo że, jak wynika z danych serwisu Otodom.pl, na krajowym rynku wynajmu w lipcu br. dominował nastrój wyczekiwania na akademickiego najemcę. W stosunku do poprzedniego miesiąca najwyższa podwyżka, jaka została odnotowana w analizowanych miastach, wyniosła zaledwie 3 proc. W grupie średniej wielkości lokali dwu- i trzypokojowych (o powierzchni od 38 do 60 mkw.) czynsze wzrosły m.in. w Gdańsku i Katowicach (20 zł/m-c) oraz we Wrocławiu (19 zł/m-c). W pozostałych miastach w zasadzie się nie zmieniły.
– Studenci najczęściej interesują się mieszkaniami trzy- i czteropokojowymi, oczywiście ze względów ekonomicznych. Taki lokal można wspólnie taniej wynająć. Aczkolwiek to zależy od tego, o jakim sektorze rynku mówimy – przekonuje Robert Kuliga.
Zauważa też, że osoby przebywające w Polsce w ramach między innymi programu wymiany studentów zwracają większą uwagę na lokalizację. Cena dla nich nie gra aż tak dużej roli, jak dla osób przyjeżdżających do dużych ośrodków z prowincji.
Z danych serwisu Domiporta.pl wynika, że najpopularniejsze wśród studentów są lokale o metrażu 30-50 mkw. w cenie nieprzekraczającej 1600 zł miesięcznie. Tego poszukuje blisko 40 proc. użytkowników w przedziale wiekowym 19-25 lat. W tej cenie mieszczą się jednak raczej mieszkania od 18 do 30 mkw. powierzchni.
– W tym roku obserwujemy wzrost kosztów najmu w granicach 100-150 zł – zauważa Robert Kuliga. – Podobnie wygląda to we wszystkich miastach, zarówno w Warszawie, jak i w innych ośrodkach akademickich, takich jak Kraków czy Łódź. Wszędzie tam obserwowana jest podobna tendencja.
Najdroższe są mieszkania w Warszawie – tu średnia cena za kawalerkę jest o 40 proc. wyższa niż w Krakowie i Wrocławiu i o 72 proc. wyższa niż w Łodzi.
Tańszą opcją niż mieszkanie jest wynajem pokoi i stancji. Domiporta.pl wskazuje, że w całej Polsce jest prawie 15 tys. takich miejsc do wynajęcia (17 proc. całej oferty najmu).
Studenci to znacząca grupa na rynku wynajmu. Wciąż jednak część właścicieli mieszkań obawia się udostępniać im swoje mieszkanie. Stowarzyszenie Mieszkanicznik obu stronom rynku zaleca zawarcie umowy zabezpieczającej prawa i obowiązki, zarówno właścicieli, jak i najemców,
– Umowy najmu pozwalają dużo łatwiej rozstrzygać ewentualne spory – wskazuje Robert Kuliga. – Ważna jest także selekcja, zarówno najemców, jak i wynajmujących, bo nie zawsze wszyscy działają etycznie. Dlatego osoby poszukujące lokalu zachęcamy do tego, aby zwracały uwagę na to, czy właściciel jest członkiem naszego stowarzyszenia. Dla nas obie strony są równie istotne, bo nie mogą bez siebie funkcjonować. Zależy nam na tym, by istniała równowaga i strony takiej transakcji mogły się ze sobą dogadać.
Od początku roku szkolnego wejdą w życie nowe przepisy dotyczące żywności sprzedawanej w szkolnych sklepikach. Ministerstwo Zdrowia przygotowało szczegółową listę zakazanych produktów, na której znalazły się te zawierające duże ilości cukru, tłuszczu, soli oraz niestanowiące tak zwanej podstawy żywieniowej.
Zgodnie z decyzją Ministerstwa Zdrowia od września z półek sklepików szkolnych ma zniknąć niezdrowe jedzenie. Nie będą więc w nich dostępne chipsy, batony, napoje gazowane i słodzone. Zastąpić je mają kanapki, sałatki, warzywa, owoce i produkty mleczne. To odpowiedź na coraz bardziej alarmujące dane o problemach najmłodszych z nadwagą. Instytut Żywności i Żywienia wskazuje, że ma ją ponad 22 proc. uczniów.
Niektórzy producenci już zrezygnowali z tego kanału dystrybucji.
– PepsiCo od 2009 roku nie sprzedaje napojów gazowanych oraz napoju Lipton Ice Tea do szkół podstawowych i gimnazjów. To była decyzja firmy. Zgodnie z założeniami, z naszymi zobowiązaniami europejskimi, nie sprzedajemy w tym kanale dystrybucyjnym – mówi Małgorzata Skonieczna, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej na Europę Centralną PepsiCo. – Od września tego roku będzie to obejmowało wszystkie firmy i wszystkie produkty o wyższej zawartości soli, cukru i tłuszczów.
Przeciwnicy zmian podkreślają, że samo wycofanie tuczących produktów ze szkół nie wystarczy, bo potrzebna jest całościowa zmiana nawyków żywieniowych. Według ekspertów Konfederacji Lewiatan w wielu sklepikach chipsy i gazowane napoje już zostały zastąpione przez chrupki kukurydziane, płatki, soki, wodę i kanapki. Producenci słodyczy zadbali o to, aby sztuczne barwniki zastąpiły naturalne, a porcje proponowane dzieciom do sprzedaży były mniejsze.
Małgorzata Skonieczna podkreśla, że problemem w Polsce nie są niezdrowe produkty, lecz niezdrowa dieta.
– Każdy produkt spożywczy, który jest dopuszczony do obrotu, czyli do sprzedaży na rynku polskim, musi spełniać bardzo ostre kryteria, dotyczące zarówno bezpieczeństwa żywności, jak i jakości. Nie ma więc niezdrowych produktów. Za to są niewłaściwe diety i w tym tkwi cały problem. W każdej diecie znajdzie się miejsce dla słonej przekąski czy napoju gazowanego – mówi dyrektor w PepsiCo.
Jej zdaniem z roku na rok rośnie jednak świadomość Polaków na temat tego, jak powinna wyglądać zbilansowana dieta i jak ważna jest towarzysząca temu aktywność fizyczna. Zmiany zachodzące w podejściu konsumentów wymuszają również zmiany u producentów żywności.
– W naszej ofercie mamy produkty, które spełniają wszystkie oczekiwania klientów, czyli mamy napoje gazowane, ale i wodę Krystaliczne Źródło – zarówno gazowaną, jak i niegazowaną , również soki Toma i napoje izotoniczne Gatorade dla aktywnych – mówi Małgorzata Skonieczna.
Od ponad 20 lat funkcjonuję w życiu publicznym. Zawsze postępowałem uczciwie. Wiem jak bardzo ważna jest uczciwość, bezstronność, rzetelność i prawość. To są wartości, którym jestem każdego dnia wierny.
Katowicka prokuratura od dwóch lat wyjaśnia sprawę niektórych konkursów na stanowiska dyrektorów departamentów i delegatur. Żaden z pracowników NIK nie ma przedstawionych zarzutów. Nikt z kontrolerów nie jest o nic podejrzany. Izba zawsze w pełni wspierała i będzie wspierać wszystkie działania prokuratur zmierzające do wyjaśnienia każdej sprawy.
Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nowi dyrektorzy i wicedyrektorzy delegatur i departamentów NIK zwyciężyli w konkursach przeprowadzonych zgodnie z ustawą i wewnętrzną procedurą. Wybrani zostali najlepsi kandydaci dla poszczególnych jednostek.
W trakcie trwania konkursów pojawiały się różne trudności. Czasem wręcz, w nielicznych przypadkach, musieliśmy – oczywiście w zgodzie z przepisami prawa – konkurs unieważniać. Np. wtedy gdy zgłaszał się jeden kandydat nie prezentujący się szczególnie dobrze przed komisją, albo gdy wśród kandydatów nie było osoby, zdolnej do udźwignięcia problemów wewnętrznych w danej delegaturze czy departamencie i wyraźnie rysowała się potrzeba, aby taką jednostką pokierował doświadczony kontroler, ale wywodzący się z innej delegatury czy departamentu. Tak stało się np. w Łodzi czy Lublinie, gdzie potrzeba sięgnięcia po kontrolera z innej jednostki wystąpiła jeszcze podczas kadencji poprzedniego Prezesa NIK. Nowi dyrektorzy w tych miejscowościach – wieloletni pracownicy NIK, wybrani zgodnie z prawem, spełniający wszystkie wymogi formalne – okazali się być świetnymi menedżerami, którzy uporządkowali sytuację w podległych im jednostkach.
Przez ostatnie 20 lat kadra kierownicza w NIK praktycznie się nie zmieniała w inny sposób jak przez odejście na emeryturę. To nie była dobra sytuacja. Ustawodawca wprowadził więc konkursy. Zaczął je przeprowadzać mój poprzednik. Przyszło mi kontynuować ten proces, który w stosunku do blisko 1/3 dyrektorów przeprowadził wcześniej poprzedni Prezes wybierając dyrektorów w delegaturach np. w Krakowie albo Rzeszowie czy też w niektórych departamentach i to tak kluczowych jak bezpieczeństwa wewnętrznego czy zdrowia.
NIK ma obecnie we wszystkich jednostkach organizacyjnych nowych dyrektorów. Kadra kierownicza to w zdecydowanej większości osoby z długoletnim stażem kontrolerskim w Izbie.
Trzeba pamiętać, że ustawa o NIK pozwala stanąć do konkursu na stanowisko dyrektora osobie z co najmniej 5-letnim stażem pracy w NIK. W rzeczywistość zdecydowana większość dyrektorów ma staż w Izbie dłuższy niż 10 lat. Korzystamy z ich doświadczenia. Średnia wieku nowej kadry dyrektorskiej obniżyła się z 57 lat przed rozpoczęciem konkursów do 49 lat po ich zakończeniu.
Wzrosła liczba kobiet – dyrektorów z 15 do 25 proc. Ponad 1/5 nowych szefów jednostek kontrolnych posiada tytuł doktora.
Podobne tendencje odnotowaliśmy przy wyborze wicedyrektorów, którzy są swoistymi asystentami dyrektorów w procesie zarządzania. Większość z nich ma również wieloletni staż w NIK. Np. wicedyrektor z Rzeszowa Paweł Adamski, przyjęty do pracy w okresie Prezesury Janusza Wojciechowskiego, pracuje nieprzerwanie w NIK już od ponad 13 lat.
Zdaję sobie sprawę, że reformując NIK, dynamizując jego działalność, prowadząc konkursy, wymagając od kontrolerów bezkompromisowej pracy mogłem spowodować czyjeś niezadowolenie, naruszyć jakieś interesy i zostać pomówionym.
Gospodarzem śledztwa, w którym wyjaśniane są pomówienia dotyczące konkursów w NIK jest katowicka prokuratora i tylko ona może wypowiadać się o tej sprawie.
Od początku mojej kadencji przebudowuję Najwyższą Izbę Kontroli. Systematycznie, ewolucyjnie, szanując jej dobre tradycje, szanując pracę moich poprzedników. Wprowadziłem system zarządzania jakością kontroli. Pilnuję, aby kontrole Izby były na najwyższym poziomie, bezstronne, rzetelnie oddające obraz kontrolowanej rzeczywistości. Nasze raporty o informatyzacji ZUS, o spółce Elewarr, transferze środków z OFE, o sześciolatkach, o czystości powietrza, o fermach zwierząt, o ochronie zwierząt, o gazie łupkowym, kontraktach gazowych, budowie gazoportu, jakości dróg, służbach specjalnych, billingach, bezpieczeństwie na drogach, Lasach Państwowych, bezpieczeństwie na kolei, o elektrowniach wiatrowych, o stoczni Gdańsk, o kolejkach do lekarzy czy choćby o Krajowym Biurze Wyborczym były przyjmowane przez opinię publiczną, posłów, dziennikarzy oraz ekspertów branżowych z zainteresowaniem, uznaniem i przekonaniem, że są obiektywne, bezstronne i przede wszystkim rzetelne.
Opinia publiczna to dostrzega i docenia. To dla mnie bardzo ważne, że od września 2013 roku, czyli od momentu rozpoczęcia przeze mnie pracy w NIK do chwili obecnej liczba Polaków dobrze i bardzo dobrze oceniająca pracę NIK wzrosła już o 16 procent. To jest rzeczywisty miernik podejmowanych wysiłków.
Warto pamiętać, że kierując NIK muszę rozmawiać z różnymi osobami, z szefami klubów parlamentarnych oraz członkami komisji sejmowych, w tym zwłaszcza Sejmowej Komisji do Spraw Kontroli Państwowej. NIK jest wszak organem Sejmowi podległym i działającym na rzecz Sejmu. Ale między rozmową a złamaniem prawa jest zasadnicza różnica. Nie odpowiadam za nadinterpretacje moich spotkań i rozmów, odpowiadam wyłącznie za swoje zachowanie. A ono było zgodne z prawem. Trzeba pamiętać, że zadaniem Prezesa NIK jest również przekonywanie posłów ze wszystkich ugrupowań do podjęcia prac nad wnioskami pokontrolnymi. W tym sensie każdy Prezes Izby musi zabiegać o poparcie parlamentu. Każda z moich rozmów z parlamentarzystami dotyczyła interesów Najwyższej Izby Kontroli, a nie moich spraw osobistych. Mimo zainicjowania sprawy w okresie wyborczym, ufam w dobre intencje prokuratury i wierzę, że sprawa zostanie rzetelnie wyjaśniona. Jestem spokojny o jej finał, bo nigdy nie złamałem prawa, zawsze w swoim życiu postępując uczciwie. Dowodem na to jest moja dotychczasowa służba publiczna.
Pragnę szybkiego wyjaśnienia sprawy. Dlatego jeśli Prokurator Generalny skieruje wniosek w tej sprawie do Marszałek Sejmu, wówczas sam wystąpię z prośbą o uchylenie mi. Szanując Najwyższą Izbę Kontroli, kierując się nadrzędnym interesem dobra publicznego, przekazałem nadzór nad wszystkimi kontrolami moim zastępcom. Postanowiłem też wyłączyć się z wszelkiej aktywności zewnętrznej, w tym także z uczestniczenia w posiedzeniach komisji sejmowych oraz z prac w Kolegium NIK, po to aby wyjaśniana przez prokuraturę sprawa i towarzysząca jej dyskusja nie rzutowały na codzienną pracę Najwyższej Izby Kontroli.
Spółka Wind Mobile podpisała z Polkomtel Sp. z o.o. List Intencyjny na dostarczenie innowacyjnej platformy Poczty Głosowej oraz Nowych Usług Głosowych dla sieci Plus.
W ramach współpracy Wind Mobile dostarczy Polkomtelowi platformę poczty głosowej nowej generacji, która umożliwi realizację usług głosowych optymalizujących i podnoszących jakość obsługi klienta, zarówno abonentów indywidualnych, jak i biznesowych. Nowa platforma pozwoli klientom sieci Plus na uruchomienie usług stanowiących ciekawą alternatywę dla osób chcących być w stałym kontakcie. Mowa tu między innymi o takich usługach jak dostęp do Poczty Głosowej z poziomu aplikacji mobilnej, wysyłanie nagrań głosowych w formie wiadomości MMS czy możliwość wysłania automatycznego powiadomienia SMS, którego treść można wybrać w trakcie połączenia z pocztą głosową niedostępnego odbiorcy.
Współpraca w powyższym zakresie będzie realizowana w modelu Revenue Share, który angażuje obie strony zarówno w ścisłą współpracę w zakresie rozwoju produktu, jak i zarządzanie poszczególnymi usługami.
Plus chce dostarczać swym klientom najatrakcyjniejsze produkty telekomunikacyjne, a takimi są nowe usługi głosowe, które wdrażamy we współpracy z Wind Mobile. Nowoczesna oraz intuicyjna i przyjazna forma czynią je atrakcyjnymi dla użytkowników naszej sieci. Mają one również otwarty charakter pozwalający na rozbudowę w przyszłości o kolejne usługi, co czyni je bardzo atrakcyjnymi dla nas jako operatora i pozwoli pracować nad kolejnymi produktami, które mogą mieć w nich zastosowanie. – mówi Robert Dudzik, Dyrektor Departamentu Rozwoju Produktów i Usług Polkomtel sp. z o.o.
Wind Mobile współpracuje z Polkomtelem od wielu lat. Wdrożenie poczty głosowej, będzie kolejnym dużym projektem obok usługi Czasoumilacz czy Ad Servera, który realizujemy dla sieci Plus. Cieszymy się, że nasza platforma poczty głosowej znalazła uznanie u kolejnego operatora, gdyż pozwala nam to poważnie myśleć o sprzedaży tego produktu poza granicami naszego kraju. Ponadto realizujemy ten projekt w modelu revenue share, co jest strategicznym kierunkiem dla nas i poszerza portfolio naszych platform, ukierunkowanych na długofalowe generowanie powtarzalnych przychodów – mówi Tomasz Kiser, Wiceprezes Zarządu i Dyrektor Business Unit Telco Grupy Wind Mobile.
W trakcie dwóch kwartałów 2015 roku Grupa Infovide-Matrix wypracowała ponad 108,8 mln zł przychodów ze sprzedaży (99,9 mln zł w I półroczu 2014 r.), co stanowi 9 proc. wzrost r/r. Największy udział w przychodach mają sektory energetyki oraz bankowości. Backlog na 2015 rok wynosił na koniec czerwca 128 mln zł.
Pomimo wzrostu przychodów po sześciu miesiącach Grupa Infovide-Matrix odnotowała stratę
w wysokości 12 mln zł, w związku z zawiązaniem rezerwy wynikającej z realizacji projektu wdrożenia systemów billingowych i CRM w grupie kapitałowej Energa.
Borys Stokalski, Prezes Zarządu Infovide-Matrix S.A.
„Sześć miesięcy 2015 roku, okazały się bardzo pomyślne, jeżeli chodzi o stronę przychodową. Z sukcesem udało nam się pozyskać i realizować kilka ważnych i dużych projektów. Wynik jest spowodowany przewidywanym kilkunastoprocentowym wzrostem kosztów realizacji projektu budowy i wdrożenia systemu obsługi sprzedaży dla grupy Energa. W trakcie trwania wdrożenia pojawiły się istotne zmiany wynikające z dopracowania wymagań przez Klienta, zmiana priorytetów a w szczególności pojawiające się nowe wymagania regulujące funkcjonowanie rynku energii w Polsce i UE. Pomimo, że pierwotne założenia były konserwatywne, zmiany te okazały się większe niż przewidziane dla projektu rezerwy na ryzyko. Zawiązane rezerwy nie mają negatywnego wpływu na realizację projektu – wręcz odwrotnie, wiążą się z determinacją spółki do realizacji jego celów zgodnie z planem i oczekiwaniami klienta . Projekt aktualnie finansowany jest z kredytów bankowych oraz zysków generowanych w innych obszarach działalności Spółki”. – powiedział Borys Stokalski, Prezes Zarządu Infovide-Matrix S.A.
Skonsolidowane dane finansowe Grupy Kapitałowej Infovide-Matrix za 1 półrocze 2015:
I półrocze 2015 r.
(w tys. zł)
I półrocze 2014 r.
(w tys. zł)
Przychody ze sprzedaży
108 859
99 930
Zysk z działalności kontynuowanej
-13 391
-2 708
Zysk brutto
-14 557
-3 249
Zysk netto jednostki dominującej
-11 960
-3 660
Po dwóch kwartałach 2015 roku Grupa osiągnęła w energetyce i przemyśle przychody ze sprzedaży w wysokości 22,2 mln zł (21 mln zł po II kw. 2014 r.) w efekcie czego udział tego segmentu w przychodach ogółem wzrósł 21,6 proc. W sektorach bankowości i ubezpieczeń GK Infovide-Matrix wypracowała przychody na poziomie 27 mln zł. (22,3 mln zł po II kw. 2014 r.). Spółka skutecznie realizuje również strategię umacniania pozycji w sektorze administracji publicznej, która po sześciu miesiącach 2015 roku, przyniosła wpływy w wysokości 12,7 mln zł. Tradycyjnie Grupa Kapitałowa utrzymuje silną pozycję w sektorze telekomunikacji, gdzie osiągnęła przychody w wysokości 11,5 mln zł.
Wartość portfela zamówień Infovide-Matrix na 2015 roku wynosi na koniec czerwca niemal 128 mln zł., będąc 1% wyższy w stosunku do backlogu, jaki Grupa Kapitałowa notowała w porównywalnym okresie 2014 roku. Największy udział w backlogu kontraktów usługowych mają umowy z podmiotami z sektorów bankowego (42,2 mln zł), energetycznego (20,6 mln zł), telekomunikacyjnego (20,3 mln zł) i administracji publicznej (18,8 mln zł).
Prezydent RP zadeklarował udział w pracach Forum dla Wolności i Rozwoju Law4Growth, największej inicjatywie biznesowo-prawnej w Europie Środkowo-Południowej, której punktem kulminacyjnym będzie Kongres w Katowicach w dniach 28-30 października. Wydarzenie ma na celu połączenie wysiłków krajów leżących pomiędzy morzami Bałtyckim, Czarnym i Adriatyckim w tworzeniu dobrych warunków dla wzrostu gospodarczego. Forum skupia przedstawicieli świata biznesu, prawa oraz wielu instytucji reprezentujących różne środowiska i opcje polityczne. Rezultatem badań poprzedzających Kongres i trwających podczas niego prac warsztatowych będzie wyłonienie najlepszych rozwiązań w państwach regionu oraz przygotowanie gotowych propozycji zmian ustaw i rozwiązań instytucjonalnych. Prezydent wysłucha ich w drugim dniu Kongresu.
Prezydent Andrzej Duda spotka się z przedsiębiorcami, prawnikami, ekonomistami, przedstawicielami organizacji społeczeństwa obywatelskiego, administracji rządowej i samorządowej oraz mediów, by wspólnie, na podstawie najlepszych doświadczeń krajów regionu, poszukać możliwości wspierania rozwoju gospodarczego. Celem Forum jest przygotowanie propozycji zmian w kluczowych dla ekonomii obszarach, takich jak m.in. swoboda działalności gospodarczej, podatki, kreowanie rynku pracy, innowacyjność czy energetyka. Inicjatywa jednoczy ludzi z różnych krajów, środowisk i opcji politycznych.
Wydarzenie ma wymiar integrujący kraje Europy Środkowo-Południowej. Wizją Forum jest wypracowanie propozycji zmian prawa w krajach, które mają podobne doświadczenia historyczne, porównywalne aspiracje wolnościowe i które dążą do rozwoju opartego na solidnych podstawach. Polskie środowiska biznesowe i naukowe, będące inicjatorem Forum, pozycjonują w ten sposób Polskę jako lidera integracji regionu, zaczynając od budowy zdrowych fundamentów prawnych. Sukces w tym obszarze powinien zainicjować podjęcie prób współpracy w innych dziedzinach i docelowo zmienić geopolityczne znaczenie obszaru pomiędzy morzami Bałtyckim, Czarnym i Adriatyckim. Idea ta wpisuje się w wizję prezydenta, której wyrazem był wyjazd do Estonii w ramach pierwszej wizyty zagranicznej.
Inicjatorami wydarzenia są przedstawiciele polskich przedsiębiorstw m.in. Atlas i FAKRO oraz eksperci z obszaru prawa, biznesu, nauki i polityki. Podczas współorganizowanego przez Miasto Katowice Kongresu odbędzie się blisko 20 warsztatów tematycznych. Wszystkie dyskusje będą toczyć się na forum publicznym, a w każdej z nich wezmą udział prawnicy i ekonomiści, którzy na bieżąco będą oceniać możliwości wdrożenia w życie konkretnych postulatów zgłaszanych przez przedstawicieli biznesu. Wśród gości specjalnych znajdą się m.in. Tibor Navracsics – Komisarz Europejski ds. Edukacji, Kultury, Młodzieży i Sportu, Henri Malosse – Przewodniczący Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, Ryszard Florek – Prezes Zarządu spółki FAKRO, Mateusz Morawiecki – Prezes Zarządu Banku Zachodniego WBK, Wojciech Dziomdziora – Radca Prawny w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, Maciej Gawroński – Partner Zarządzający polskiego biura Bird&Bird, Kazimierz Ujazdowski – były Wicemarszałek Sejmu i Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Poseł do Parlamentu Europejskiego, Paul Varul – wybitny prawnik, Partner w międzynarodowej kancelarii VARUL, były Minister Sprawiedliwości Estonii, Jadwiga Glumińska-Pawlic – Przewodnicząca Krajowej Rady Doradców Podatkowych, a także wielu innych ekspertów.
Organizatorami Forum są: Krajowa Izba Gospodarcza, Miasto Katowice, Instytut Wolności, Prawo dla Rozwoju.
Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.
Spotkanie Liderów Bankowości i Ubezpieczeń to prowadzone już od kilku lat cykliczne wydarzenie, które od początku cieszy się dużym zainteresowaniem kluczowych dla sektora finansowego osób. Jest to jedyne tak duże przedsięwzięcie, skupiające wszystkie najważniejsze osobistości i wiodące spółki. Wydarzenie to stanowi neutralną platformę do dyskusji, sprzyja wymianie myśli i poglądów osób zaangażowanych w sektor kreujący dużą część PKB.
Podczas najbliższej, jesiennej edycji, która odbędzie się w dniach 21-22 października 2015 r. w Hotelu Westin w Warszawie, na Spotkanie Liderów złożą się 3 połączone ze sobą konferencje:
X Warsaw International Banking Summit – Banking Forum
VI Insurance Forum
III Forum Zarządzania Wierzytelnościami
Dzięki symultaniczności tych wydarzeń, poruszone zostaną najważniejsze problemy, z jakimi boryka się sektor finansowy. Spotkania mają formę panelu dyskusyjnych oraz prezentacji studiów przypadku, które dzięki doborowi odpowiednich tematów, zapoczątkowują wymianę doświadczeń związanych z bankowością, ubezpieczeniami oraz zarządzaniem wierzytelnościami i tworzą rekomendacje.
Gwarancją najlepszego doboru tematów są współtworzące je Rady Programowe, w skład których wchodzą m.in.: Jan Vincent-Rostowski – były Wicepremier i Minister Finansów, Zbigniew Jagiełło – Prezes Zarządu PKO Banku Polskiego, Andrzej Jakubiak – Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, która objęła honorowy patronat nad Spotkaniem Liderów Bankowości i Ubezpieczeń, Mariusz Grendowicz (Przewodniczący Rady Banking Forum), Artur Olech (Przewodniczący Insurance Rady Forum) oraz Norbert Wojnarowski (Przewodniczący Rady Forum Zarządzania Wierzytelnościami).
Tegoroczna, dwudniowa konferencja poruszy najistotniejsze dla sektora finansowego tematy. Będą to m.in.:
Etyczne instytucje finansowe – mit, czy konieczna rzeczywistość?
Grexit, Brexit – koniec strefy Euro i UE?
Bankowość 25 lat temu, dziś i za 25 lat. Banki przyszłości – marki parasolowe, czy producenci produktów?
Bezpieczeństwo w sektorze finansowym jako wyznacznik budowania sukcesu. Rosnące zagrożenia ze strony cyberprzestępców:
Digitalizacja procesów sprzedaży i obsługi w kontekście Omnichannel
Nowe metody dystrybucji – jak technologia zmienia rynek?
W poszukiwaniu wzrostu i rentowności – źródła oszczędności i nowych przychodów
Przyszłość branży windykacyjnej z perspektywy planowanych uregulowań prawnych. Trendy w zarządzaniu wierzytelnościami, Psychologia dłużnika.
Wszystkie te tematy dotyczyć będą nie tylko przeszłej i obecnej sytuacji na rynku finansowym, ale również stworzą obraz przyszłości owych sektorów, oraz umożliwią ustalenie wspólnej strategii działania w omawianych kwestiach.
Kolejny przykład udanego połączenia nauki z biznesem. Quantum Lab Poland z Polski jako jedna z trzech polskich firm zakwalifikowała się do pierwszej rundy finansowania w bieżącej edycji Instrumentu dla MŚP (Horyzont 2020). Stworzony przez nich program Xpress Engine potrafi rozpoznawać i analizować emocje na podstawie mimiki. Program Polaków usprawni badania marketingowe, a w przyszłości ułatwi leczenie osób sparaliżowanych oraz przyspieszy rozwój robotyki społecznej.
W ramach Instrumentu dla MŚP (Horyzont 2020), Quantum Lab Poland otrzyma 50 000 euro na przeprowadzenie analizy wykonalności technologii rozpoznawania emocji na podstawie analizy mimicznej – Xpress Engine.
„Cieszymy się, że Komisja doceniła nasz projekt. Udowodniliśmy, że niewielka firma z Polski może konkurować z najlepszymi w Europie.” – mówi Konrad Bocian, Chief Science Officer z Quantum Lab Poland.
Xpress Engine to program stworzony do rozpoznawania emocji. Powstał dzięki wiedzy z obszarów informatyki afektywnej, która łączy osiągnięcia informatyki, psychologii oraz nauki zajmującej się analizą działania mózgu i umysłu (kognitywistki).
„Pięć podstawowych emocji: radość, złość, obrzydzenie, smutek, zaskoczenie jest wyrażanych w ten sam sposób przez większości ludzi na świecie. Xpress Engine potrafi je rozpoznawać z dokładnością do 91%.” – mówi Konrad Bocian. Quantum Lab Poland jest jedną z trzech firm na świecie, którym udało się zaprojektować i skomercjalizować tego typu technologię. Silnik Xpress Engine powstał dzięki współpracy inżynierów Krzysztofa Cywińskiego i Dariusz Kamowskiego oraz naukowca Konrada Bociana z Uniwersytetu SWPS.
„Pracowaliśmy nad silnikiem XE przez ponad 2 lata, w czasie których przeanalizowaliśmy dziesiątki prac badawczych i stworzyliśmy model, który potrafi dopasować się do niewidzianych wcześniej twarzy. – dodaje Bocian. – „Zaczeliśmy od „nauczenia” systemu, rozpoznawania uśmiechu. XE musiał przeanalizować ponad 1 000 zdjęc twarzy, aby było to możliwe. Dotychczas silnik przeanalizował ponad 5 milionów zdjęć ekspresji mimicznych.”
Do działania Xpress Engine potrzebna jest podstawowa kamera w laptopie lub smartfonie i dostęp do internetu. Aktualnie silnik XE stosowany jest w platformie ELLEN, która wspiera badanie emocji w marketingu i reklamie. Firma planuje rozwój użyteczności programu w kierunku kolejnych dziedzin np. medycyny (pomoc osobom sparaliżowanym), psychoterapii (wspomaganie analizy emocji) czy robotyki społecznej.
Dotychczas firma Quantum Lab Poland stworzyła aplikację do monitorowania nastroju “How Are You App”, która została zarekomendowana pacjentom i czytelnikom przez Polish Healthcare Journal oraz platformę badawczą ELLEN dedykowaną badaniom rynku i opinii. Strategicznymi inwestorami firmy są fundusze inwestycyjne Black Pearls VC, Business Angel Seedfund oraz Profound Ventures. Pomoc w przygotowaniu wniosku zapewniła Ateknea Solutions.
Według danych z najnowszego raportu UNCTAD – World Investment Report 2015 wartość inwestycji bezpośrednich w Polsce wyniosła 13,9 mld dolarów i uplasowała Polskę wśród 20 największych odbiorców inwestycji zagranicznych w 2014 roku. Biorąc pod uwagę prognozy makroekonomiczne, jak również takie czynniki jak np. polepszające się otoczenie dla biznesu w Polsce, poprawiający się stan infrastruktury transportowej czy strategiczne położenie Polski, w 2015 roku oczekiwany jest dalszy wzrost wartości inwestycji bezpośrednich w Polsce. Co ciekawe, wśród inwestorów, którzy lokują najwięcej inwestycji w Polsce pojawiają się nowi gracze, jak np. firmy chińskie, które zaczynają traktować Polskę, jako swoją bazę do dalszej ekspansji na rynki Unii Europejskiej.
Spotkanie Executive Club pod hasłem ,,Innowacyjne zarządzanie. Nowe technologie siłą biznesu” poprowadzi prof. dr hab. Piotr Płoszajski – Kierownik Katedry Teorii Zarządzania w Szkole Głównej Handlowej. Do dyskusji zaproszeni zostali przedstawiciele spółek: Google Polska, PayU, Cisco Systems Poland, Grupa Azoty ZAK S.A., Xerox Polska. Tradycyjnie po części merytorycznej spotkania odbędzie się networking, a atrakcją wieczoru klubowego będzie prezentacja dotycząca rynku sztuki przygotowana przez DESA Unicum.
Spotkanie otworzy prezentacja firmy Google „Cyfrowa Rewolucja – czyli co dalej z moją firmą?”, którą przedstawi Magdalena Dziewguć – Head of Google for Work CEE. W debacie pod przewodnictwem prof.dr hab. Piotra Płoszajskiego wezmą udział: Sylwia Bilska – Członek Zarządu, Dyrektor Handlowy na Polskę i Europę Centralną, PayU, Dariusz Fabiszewski – Dyrektor Generalny Cisco Systems Poland, Agnieszka Hryniewicz-Bieniek – Country Director Google Polska, Adam Leszkiewicz – Prezes Zarządu Grupy Azoty ZAK S.A., Maciej Nuckowski – Dyrektor Działu Usług Global Document Outsourcing w Xerox Polska.
W debacie eksperci będą rozmawiać między innymi o trendach i technologiach, które odmienią losy przedsiębiorstw w 2016 roku oraz wpływie zastosowania innowacji na wyniki biznesowe.
Zgodnie z tradycją spotkań klubowych organizowanych przez Executive Club po części merytorycznej spotkania nastąpi część networkingowa. Tym razem organizatorzy proponują dyskusję na temat rynku sztuki połączoną z prezentacją DESA Unicum oraz atrakcje muzyczne.
Konsorcjum w składzie Mostostal Warszawa SA i Acciona Infrastruktura SA zawarło kontrakt z Miejskim Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji, na budowę efektywnego energetycznie biurowca przy ulicy Czerniakowskiej w Warszawie. Szacowana wartość inwestycji wynosi blisko 40 milionów złotych. To kolejna po modernizacji Filtrów Warszawskich inwestycja zrealizowana dla MPWiK.
Umowa obejmuje budowę trzy- kondygnacyjnego budynku wraz z infrastrukturą towarzyszącą na terenie Stacji Pomp Rzecznych przy ulicy Czerniakowskiej w Warszawie. Mostostal Warszawa wybuduje obiekt o powierzchni całkowitej wynoszącej 8 300 metrów kwadratowych i kubaturze równej 35 000 metrów sześciennych. W ramach kontraktu warszawska spółka zaprojektuje i wykona rozwiązania służące zmniejszeniu energochłonności budynku wraz z zastosowaniem odnawialnych źródeł energii. Obiekt będzie również dostosowany do potrzeb i obsługi osób niepełnosprawnych.
„Od 70 lat spółka Mostostal Warszawa kreuje krajobraz architektoniczny Warszawy, dlatego cieszymy się, że po raz kolejny będziemy mieli szansę stworzenia nowego biurowca w stolicy. W każdym realizowanym przez nas projekcie poszukujemy innowacyjnych rozwiązań – w przypadku siedziby Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji stawiamy na wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Zastosowanie nowoczesnych rozwiązań energetycznych zwłaszcza z wykorzystaniem energii odnawialnej, jest efektywnym kosztowo sposobem wzmacniania bezpieczeństwa dostaw energii. Warto też podkreślić, że w latach 2007-2010 na terenie Zakładu Wodociągu Centralnego Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, Mostostal Warszawa zrealizował stację ozonowania pośredniego i filtracji na węglu aktywnym. Wówczas mieliśmy do czynienia z obiektem objętym ochroną konserwatora zabytków, a zrealizowany przez nas budynek swoją formą i wykończeniem nawiązuje do zabytkowej architektury warszawskich Filtrów”. – powiedział Artur Soczewica, Dyrektor Oddziału Centralnego Mostostal Warszawa.
Budowa siedziby Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie będzie realizowana w ramach Projektu „Zaopatrzenie w wodę i oczyszczanie ścieków w Warszawie – Faza V”, który ma szasnę uzyskać dofinansowanie z unijnego Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko 2014-2020”.
Termin wykonania inwestycji planowany jest na IV kwartał 2016 roku.
Biuro Projektowe: Prochem
Inwestor: Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji m.st. Warszawy.
Generalny wykonawca: Mostostal Warszawa
Data podpisania kontraktu: 25.08.2015 r.
Data zakończenia projektu: IV kwartał 2016 roku
Szacowana wartość kontraktu: 38 491 078,31 zł brutto
P.R.E.S.C.O. GROUP – działająca na rynku obrotu wierzytelnościami detalicznymi w Polsce – w pierwszym półroczu 2015 r. wypracowała 17,7 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, co stanowiło o 9,4 mln zł mniej niż w analogicznym okresie roku 2014. W tym samym czasie, na skutek optymalizacji modelu operacyjnego, koszt własny sprzedaży grupy obniżył się o 33,3 proc. w ujęciu rok do roku, tj. z 20,8 mln zł w pierwszym półroczu 2014 r. do 13,9 mln zł po sześciu miesiącach 2015 r.
Grupa wypracowała 3,8 mln zł zysku brutto ze sprzedaży za pierwsze półrocze br. wobec 6,3 mln zł na koniec czerwca 2014 r. Skonsolidowany zysk netto wyniósł natomiast 0,8 mln zł i był o 0,9 mln zł mniejszy niż po pierwszym półroczu roku 2014. Wypracowane w pierwszej połowie roku wyniki są spodziewanym przez grupę efektem związanym z przejściem z trybu windykacji sądowej na polubowną. Obecnie stanowi ona podstawę działań operacyjnych P.R.E.S.C.O. już nie tylko w Polsce, ale i za granicą.
W pierwszym półroczu 2015 r. grupa powiększyła portfel posiadanych wierzytelności o dwa pakiety nabyte od instytucji finansowych w Polsce i Rosji za łączną kwotę 4,2 mln zł, przy czym sama wartość nominalna portfela kupionego w kraju była o prawie 60 proc. niższa niż inwestycje dokonane w Polsce w pierwszej połowie 2014 r. Odstąpienie od przyjętej w ostatnich latach rozważnej polityki w zakresie zakupów portfeli wierzytelności ma nastąpić po potwierdzeniu przez P.R.E.S.C.O. sprawności operacyjnej nowego modelu, pozwalającej na wypracowywanie satysfakcjonujących zwrotów na inwestycjach.
– Na odnotowany w pierwszym półroczu tego roku spadek przychodów miał bez wątpienia wpływ niewielki poziom inwestycji realizowany przez nas w ostatnim okresie. Powoduje on, że baza przychodowa jest zasilania niewielką liczbą nowych spraw. Dodatkowo, zaobserwowana po pierwszych sześciu miesiącach 2015 r. dynamika wyników grupy to efekt, którego należało się spodziewać w związku ze znaczącym ograniczeniem liczby spraw kierowanych na drogę sądowo-egzekucyjną i przejściem na ugodowe dochodzenie należności w oparciu o wpłaty ratalne od osób zadłużonych – mówi Wojciech Andrzejewski, wiceprezes P.R.E.S.C.O.
Po wprowadzeniu polityki porozumień ratalnych z osobami zadłużonymi, kwoty, które wcześniej grupa odzyskiwała jednorazowo poprzez sąd i komornika, są regulowane w ratach, według harmonogramów ustalanych z osobami dokonującymi spłat. Dzięki zastosowaniu ugód ratalnych P.R.E.S.C.O. może liczyć na wyższe łączne odzyski z windykacji, choć rozłożone w czasie.
– Dzięki inwestycjom dokonanym w poprzednich latach dysponujemy portfelem wierzytelności o wysokim potencjale odzysków, wycenianym na koniec czerwca br. na 2,72 mld zł. I choć wyniki pierwszego półrocza pozostają pod wyraźnym wpływem zmiany modelu operacyjnego, najważniejszym parametrem, świadczącym o prawidłowym kierunku optymalizacji, jest rosnący rok do roku poziom wpłat gotówkowych zrealizowanych z działań polubownych. Na koniec pierwszego półrocza jego udział w całości wpłat wyniósł 32,5 proc. – wyjaśnia Andrzejewski.
W pierwszym półroczu 2015 r. zmiany wynikające z wprowadzenia zoptymalizowanego modelu operacyjnego przez grupę wciąż nie osiągnęły pełnej skali. Przechodzenie z modelu bazującego na windykacji sądowo-egzekucyjnej na oparty o działania restrukturyzacyjne (porozumienia z osobami zadłużonymi, rozkładanie płatności na raty), zakłada stopniowe zawieranie ugód dotyczących spraw z portfeli wierzytelności pozostających w posiadaniu P.R.E.S.C.O. Procesem tym obejmowana jest systematycznie coraz większa liczba postępowań oraz wszystkie sprawy z nabywanych na bieżąco portfeli. Działania polubowne prowadzone przez grupę wspierane są windykacją sądowo-egzekucyjną. Ich skala jest jednak niewspółmiernie mniejsza niż w poprzednich latach, gdy P.R.E.S.C.O. finalizowało ponad 70 proc. spraw w postepowaniach sądowo-egzekucyjnych. Optymalizacja modelu operacyjnego przełożyła się na znaczące obniżenie kosztu własnego sprzedaży w pierwszym półroczu 2015 r. W porównaniu do analogicznego okresu roku 2014 był on niższy o 6,9 mln zł. Nakłady poniesione na postępowania sądowo-egzekucyjne od stycznia do czerwca br. wyniosły 2,3 mln zł i były o 80 proc. niższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku.
– Nie osiągnęliśmy jeszcze docelowej skuteczności działań windykacyjnych, która pozwoliłaby na większą aktywność inwestycyjną, ale dzięki dotychczasowym zakupom portfeli i sądowemu zabezpieczeniu wierzytelności we wcześniejszych latach, P.R.E.S.C.O. ma solidną bazę przychodową na kolejne okresy. Niezmiennie cieszymy się też jednym z najniższych w branży wskaźników zadłużenia i dobrą sytuacją finansową pozwalającą na realizację wszystkich zobowiązań i bieżących celów inwestycyjnych – mówi wiceprezes P.R.E.S.C.O.
W sierpniu 2015 r. P.R.E.S.C.O. dokonało wykupu obligacji serii D o łącznej wartości nominalnej 10 mln zł.
W obrocie na Catalyst pozostaje ostatnia z wyemitowanych dotąd w ramach Programu Emisji Obligacji Niezabezpieczonych serii obligacji spółki. Do czerwca 2016 r. P.R.E.S.C.O. może nadal pozyskać do 45 mln zł
w ramach finansowania dłużnego.
Wczorajsze dane makroekonomiczne tylko potwierdziły trend umacniania się dolara względem euro. W rezultacie po wybiciu spowodowanym problemami w Chinach ślad pozostaje coraz mniejszy na tej parze. Dzisiaj odbywa się ważna konferencja w Jackson Hole. To na niej najprawdopodobniej poznamy wskazówki co do dalszych działań rezerwy federalnej, a tym samym ważny drogowskaz dla rynków walutowych.
Wczoraj w południe poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii według CBI. Wskaźnik ten wbrew oczekiwaniom wzrósł co spowodowało krótkotrwałe umocnienie funta wobec głównych walut. Ważniejsze dane publikowane były jednak popołudniu. O godzinie 14:30 poznaliśmy wyniki zamówień na dobra. Największą niespodzianką były dobra trwałego użytku, które zamiast symbolicznie spaść, jak prognozowali analitycy, wzrosły o 2%. W wyniku tej publikacji dolar umacniał się do innych walut w tym do euro. Na głównej parze walutowej mieliśmy co prawda jeszcze korektę po publikacji zmiany zapasów cen ropy, ale wyraźnie widać trwający od kilku dni trend spadkowy. W ramach tego ruchu dolar umocnił się z okolic 1,17 za euro do 1,1350.
Dzisiaj przypada konferencja FED-u w Jackson Hole. Dotychczas nie wiązano z nią wielkich oczekiwań, gdyż podwyżki stóp wydawały się przesądzone. Opinia ta była aktualna jeszcze kilka tygodni temu. Najpierw słabsze dane z USA, potem dewaluacja chińskiej waluty, następnie spadki na tamtejszej giełdzie, które rozlały się błyskawicznie na pozostałe giełdy oraz wszystkie główne surowce. W rezultacie najdłuższy w historii okres bardzo niskich stóp procentowych będzie trwał nadal. I to najprawdopodobniej nie jest kwestia kilku pojedynczych miesięcy. Podniesienie stóp procentowych spowoduje, że wiele firm będzie bardziej skłonne odbudować zapasy gotówki na lokatach niż je od razu inwestować. Wpłynie to negatywnie na główne parametry gospodarki. Co ciekawe w mediach obecnie pojawił się temat QE4. O ile można zrozumieć odsunięcie podwyżki stóp, o tyle kolejny pakiet stymulacyjny budzi jeszcze większe wątpliwości. Przynajmniej z punktu widzenia całej gospodarki. Co innego instytucje finansowe i FED, które chętnie przyjmą kolejne miliardy pod szczytnymi hasłami. W zależności od tego jakie komunikaty usłyszymy dzisiaj z FED tak będą reagować rynki. Dolara względem euro umacnia, a tym samym osłabia złotego, realna perspektywa podniesienia stóp procentowych oraz twarde zaprzeczenie QE4. W odwrotną stronę zadziałać powinno luzowanie ilościowe oraz dalekie odsunięcie perspektywy podwyżki stóp. Warto przypomnieć, że konferencja w Jackson Hole kojarzy się bardzo mocno z programami luzowania ilościowego. To tutaj informowano zarówno o drugiej jak i trzeciej turze tego programu.
Dzisiaj zbiera się senacka komisja finansów. Zajmie się ona najważniejszym obecnie projektem dla kredytobiorców frankowych. Wedle deklaracji komisja ma przywrócić poprawki, które w toku prac pojawiły się w izbie niższej.
14:30 – USA – produkt krajowy brutto, dane zrewidowane,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.
EUR/PLN
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 27.05.2015 do 27.08.2015
Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1750. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.
CHF/PLN
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 27.05.2015 do 27.08.2015
Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, który po osiągnięciu minimów na 3,8350 przeszedł w boczny. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest wspomniane minimum na 3,8350. Dla ruchu w górę ważnym oporem są maksima na 3,9350.
USD/PLN
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 27.05.2015 do 27.08.2015
Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7300 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.
GBP/PLN
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 27.05.2015 do 27.08.2015
Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8600. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7600.
Asseco, największa polska spółka informatyczna, liczy na napływ środków w ramach nowej perspektywy unijnej. Poprawa wyników powinna być widoczna już w 2016 roku. Tymczasem producent gier CD Project notuje rekordową sprzedaż „Wiedźmina 3”. Gra w sześć tygodni znalazła 6 milionów nabywców. Spółka planuje już kolejną produkcję. Osadzony w futurystycznym świecie„Cyberpunk 2077”ma być jednak gotowy nie wcześniej niż w 2017 lub 2018 roku.
– W przypadku Asseco mamy teraz taki rok przejścia z jednej perspektywy unijnej do drugiej i przez to wyniki Asseco w spółce matce w tym sektorze będą pewnie gorsze rok do roku – mówi Łukasz Kosiarski, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.
Zdaniem eksperta wejście nowej perspektywy unijnej i pojawienie się nowych przetargów związanych z cyfryzacją urzędów publicznych może istotnie wpłynąć na wyniki osiągane przez Asseco. Poprawa będzie widoczna prawdopodobnie już od 2016 roku.
W nieco odwrotnej sytuacji jest producent gier spółka CD Projekt. To w bieżącym roku skorzysta na rekordowej sprzedaży „Wiedźmina 3”, potem natomiast czekają ją dwa lata wydatków na kolejny projekt. Ma jednak na to pieniądze.
– „Wiedźmin” odniósł gigantyczny sukces na świecie, na wielu rynkach jest to najlepiej sprzedająca się gra w tym roku. To sukces marketingowy, wizerunkowy i jakościowy – analityk komentuje sytuację spółki CD Projekt.
Gra „Wiedźmin 3” tylko w ciągu dwóch tygodni od swojej premiery w maju została sprzedana w 4 mln egzemplarzy, a w ciągu sześciu tygodni w 6 mln. Według czerwcowej rekomendacji DM BZ WBK do końca roku grono nabywców powinno wzrosnąć do ok. 7,5 mln, ale nie brakuje też na rynku prognoz sięgających 9-10 mln. W I półroczu CD Projekt zarobił dzięki temu ponad 230 mln zł.
– I teraz kolejne wyzwania przed spółką, kolejna gra, tu już będzie dużo trudniej, bo to jest nowa franczyza, to nie jest sequel już sprawdzonej gry, ale też większe szanse, bo bardziej mainstreamowy produkt – Łukasz Kosiarki mówi o perspektywach biznesowych warszawskiego producenta gier.
Według zapowiedzi CD Projekt kolejną realizacją ma być gra o roboczym tytule „Cyberpunk 2077”. Premiera osadzonej w futurystycznym świecie produkcji oczekiwana jest jednak najwcześniej w 2017 roku, a prawdopodobnie w 2018 roku.
– W spółce pracuje ponad 300 deweloperów, a im trzeba płacić. Studio rozrosło się mocno przez ostatnie lata, kiedyś pracowało tu kilkudziesięciu pracowników, teraz ponad 300 – analityk tłumaczy, jakimi kosztami obarczona będzie spółka.
Jak jednak zapewnia, CD Projekt jest w dobrej sytuacji gotówkowej i może sobie pozwolić w razie potrzeby na dalsze zwiększenie zatrudnienia.
– Rynek się zmienia w ten sposób, że przez wzrost znaczenia cyfrowej dystrybucji pojawiła się szansa na zaistnienie takim mniejszym, niezależnym producentom, których kilku właśnie jest notowanych na polskim rynku – tłumaczy przedstawiciel DM BZ WBK pytany o aktualnie tendencje panujące na ryku gier wideo.
Łukasz Kosiarski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor wyjaśnia, że w przypadku dystrybucji cyfrowej dużo łatwiej o osiągnięcie przychodów pozwalających na stworzenie kolejnej gry. Niższe są za to koszty związane ze sprzedażą.
– Przejrzyste zasady komunikacji ze Steamem i przejrzysty sposób rozliczeń pozwalają z dużym prawdopodobieństwem szacować sobie jakieś tam wyniki finansowe – ekspert mówi o jednej z najpopularniejszych na świecie platform do dystrybucji cyfrowej.
Choć ostatnie dane o niemieckiej produkcji przemysłowej za czerwiec były rozczarowujące, to już w sierpniu wskaźnik PMI świadczący o nastrojach w przemyśle był na poziomie wyższym od oczekiwanego. Według Michała Dybuły z banku BGŻ BNP Paribas w następnych miesiącach i kwartałach tamtejsza gospodarka powinna wrócić na ścieżkę szybszego wzrostu. To dobra wiadomość dla polskich firm, bo Niemcy są największym zagranicznym rynkiem zbytu krajowych towarów i usług.
– Naszym zdaniem osłabienie danych, które widzimy w teraz w Niemczech, jest tylko chwilowe – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Dybuła, główny ekonomista banku BGŻ BNP Paribas. – Wynika w dużej mierze z osłabienia popytu zagranicznego, na co po części miał wpływ kryzys w Grecji i niepewność, która była z nim związana.
Z danych niemieckiego biura statystycznego, które spowodowały niemałe zawirowania na europejskich giełdach w pierwszej połowie sierpnia, wynika, że produkcja przemysłowa za Odrą spadła w czerwcu o 1,4 proc. w stosunku do maja, podczas gdy w poprzednim miesiącu wzrosła o 0,2 proc. Analitycy tymczasem spodziewali się, że czerwcowy odczyt będzie wskazywał wzrost o co najmniej 0,3 proc.
W ujęciu rocznym przemysł niemiecki odnotował progres o 0,6 proc. Analitycy oczekiwali wzrostu o 2,2 proc. Zdaniem Michała Dybuły w następnych miesiącach i kwartałach niemiecka gospodarka powinna jednak wrócić na ścieżkę wzrostu. Zwłaszcza że wyprzedzający wskaźnik PMI, świadczący o nastrojach wśród menedżerów logistyki, był w sierpniu na poziomie 53,2 pkt, czyli wyższym i od prognoz, i od poprzedniego odczytu. Podobnie jak wskaźnik Ifo, budowany na podstawie ankiety wśród przedsiębiorców z sektorów przemysłu przetwórczego, budownictwa, handlu hurtowego i detalicznego.
– Spodziewamy się przyspieszenia również za sprawą trochę lepszego popytu krajowego – tłumaczy Michał Dybuła. – Widać, że gospodarka krajowa w Niemczech się rozkręca, co z kolei powinno być dobrym znakiem przynajmniej na najbliższe miesiące i kwartały dla Polski, która jest silnie związana z niemiecką ekonomią przede wszystkim przez kanał handlowy.
BGŻ BNP Paribas, jak wskazuje główny ekonomista tego banku, spodziewa się ożywienia w krótkim terminie, czyli w ciągu najbliższego pół roku przede wszystkim w sektorach związanych z popytem krajowym, takich jak budownictwo czy handel detaliczny.
– W przyszłym roku, po chwilowej zadyszce, spodziewamy się wzrostu w produkcji sektorów skierowanych na eksport, chociażby w motoryzacji – precyzuje Michał Dybuła.
Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym Polski. Od 1995 roku obroty między krajami wzrosły ponadsześciokrotnie. Według Ministerstwa Gospodarki tylko w ubiegłym roku ich wartość wyniosła blisko 80 mld euro i była o około 8 proc. wyższa niż w 2013 roku. Polskie firmy sprzedały do Niemiec o prawie 10 proc. więcej niż w ciągu poprzednich dwunastu miesięcy. Były to głównie samochody i części do ich produkcji (wzrost o 14,2 proc.), maszyny oraz meble. Bardzo szybko rośnie także eksport do Niemiec produktów rolnych i spożywczych. Nasi zachodni sąsiedzi kupują rocznie na przykład 16 tys. ton polskich gęsi, to ponad pięć razy więcej niż wynosi ich własna roczna produkcja.
– Spodziewamy się dość dobrych perspektyw dla polskiego eksportu, za sprawą nie tylko Niemiec, lecz także innych krajów strefy euro oraz ogólnie gospodarki światowej – zauważa Michał Dybuła. – Widzimy ekspansję naszych przedsiębiorców na rynki, które do tej pory nie były w kręgu ich zainteresowań. Spodziewamy się więc, że tempo wzrostu sprzedaży zagranicznej będzie się utrzymywało znacznie powyżej 5 proc. w cenach stałych. A to z kolei, przynajmniej w średniej perspektywie, dobrze wróży inwestycjom korporacyjnym i w ogóle wzrostowi gospodarczemu.
Chiński rząd oraz bank centralny mają coraz mniejsze możliwości, by sztucznie podtrzymywać słabnącą koniunkturę. Potwierdza to decyzja o dewaluacji juana, przez co inwestorzy na najważniejszych giełdach zaczęli masowo wyprzedawać akcje. Chcąc ratować sytuację, Chiński Bank Ludowy obniżył stopy procentowe, co z kolei w sposób rynkowy obniżyło wartość chińskiej waluty. Rynek zastanawia się, czy w reakcji na pogłębiające się spowolnienie w Chinach dojdzie do przewidywanej podwyżki stóp procentowych w USA już nie tylko we wrześniu, lecz także w ogóle w tym roku.
– Dalszej dewaluacji sterowanej bym się nie spodziewał, raczej siły rynkowe zdecydują o tym, że juan będzie słabszy. Jeśli faktycznie inwestorzy będą wyprzedawać chińską walutę, bank centralny będzie ustalał kurs dolar/juan na wyższym poziomie, ale będzie to jedynie dostosowanie do tych sił rynkowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Damian Rosiński z Domu Maklerskiego AFS.
Głębokie spadki na najważniejszych giełdach świata z początku tygodnia pokazują wyraźnie, że inwestorzy obawiają się konsekwencji spowolnienia w drugiej największej gospodarce globu. Amerykański indeks S&P 500 jest najniżej od kwietnia 2014 r., choć jeszcze w lipcu bieżącego roku poprawiał rekordy wszech czasów. Przełamanie psychologicznej bariery 2000 pkt na wykresie notowań może zwiastować odwrócenie wieloletniego trendu wzrostowego, zwłaszcza gdyby Rezerwa Federalna już we wrześniu rozpoczęła cykl podwyżek stóp procentowych.
Do nerwowej wyprzedaży na rynkach akcji oraz surowców mógł skłonić także sam fakt wcześniejszej dewaluacji juana, ponieważ taka decyzja władz potwierdza sygnały, jakie rynki odczytują w danych makroekonomicznych oraz ankietach. Sierpień był kolejnym miesiącem, w którym chiński przemysł coraz gorzej oceniał perspektywy rozwoju – indeks PMI spadł do poziomu 47,1 pkt z 47,8 pkt przed miesiącem. Analitycy spodziewali się mniejszego spadku (do 47,7 pkt), co i tak jest wartością znacznie poniżej 50 pkt, który to poziom wskazuje na neutralne nastroje. Osłabienie juana przez bank centralny ma służyć w pierwszej kolejności ograniczeniu skali spowolnienia.
– Chiny starają się o włączenie juana do koszyka walut, na podstawie których są ustalane specjalne prawa ciągnienia w MFW. Juan ma być bardziej rynkowy, czyli tak naprawdę popyt i podaż mają odgrywać większą rolę w ustalaniu kursu. Trzeci czynnik związany jest z tym, co będzie się działo z amerykańską polityką pieniężną – osłabienie juana jest czynnikiem zdecydowanie dezinflacyjnym, który może odsunąć podwyżki stóp w USA na późniejszy termin – uważa Rosiński.
Z notowań kontraktów na stopę procentową wynika, że jeszcze przed poniedziałkowym tąpnięciem w Chinach prawdopodobieństwo zacieśnienia polityki monetarnej we wrześniu wynosiło 50 proc. – dodaje analityk Domu Maklerskiego AFS. Część inwestorów obstawia scenariusz, że Fed pod kierownictwem Janet Yellen utrzyma swoje bardzo łagodne podejście i nie będzie podwyżki kosztu pieniądza, ponieważ inflacja pozostaje bardzo niska. Słabnąca chińska waluta dodatkowo ograniczy wzrost cen, ponieważ importowane stamtąd towary będą dla amerykańskich konsumentów coraz tańsze. Po ostatnich spadkach na chińskiej giełdzie i na światowych giełdach scenariusz odsunięcia w czasie podwyżki stóp w USA staje się bardziej prawdopodobny.
– Obserwowane w ostatnich dniach zawirowania nie przekształcą się po globalną bessę na giełdach. Wzrost zmienność utrzyma się zapewne jeszcze przez kilka tygodni, jednak IV kw. upłynie pod znakiem poprawy nastrojów i wzrostu apetytu na ryzyko. Wsparcie dodatkowo przyjdzie ze strony Rezerwy Federalnej, która we wrześniu najpewniej po raz kolejny odsunie decyzję o podwyżce kosztu pieniądza na grudzień, a być może w ogóle nie podniesie stóp w 2015 r. – uważają analitycy DM AFS.
Z drugiej strony, hamująca gospodarka Państwa Środka nie wywiera jednoznacznie negatywnego wpływu na światowy wzrost gospodarczy (w tym gospodarki USA), ponieważ obniża koszt importu paliw kopalnych oraz metali. To oznacza realne oszczędności w budżetach gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, które mogą zwiększyć wydatki na inne dobra. W przypadku Fedu cel w postaci pełnego zatrudnienia (a więc de facto wspierania wzrostu PKB) jest równie istotny, co utrzymanie niskiej inflacji. Poza tym nastawieni jastrzębio członkowie FOMC (Federalnego Komitetu Otwartego Rynku) od dłuższego czasu podkreślają, że zbyt długie utrzymywanie luźnej polityki monetarnej będzie szkodliwe dla gospodarki.
Zmiany w pakiecie onkologicznym nie rozwiążą wszystkich problemów, są jednak krokiem w dobrym kierunku – ocenia Naczelna Rada Lekarska. Projekty trzech rozporządzeń w tej sprawie, nad którymi pracuje Ministerstwo Zdrowia, rozszerzają listę świadczeń szpitalnych realizowanych bez limitu, zmieniają system diagnozy na kliniczny, tworzą też możliwość finansowania części badań poza stawką ryczałtową. Uelastycznienie składu konsylium powinno zaś ułatwić leczenie osób z nowotworami krwi. Resort pracuje też nad reformą opieki stomatologicznej.
– Minister zdrowia planuje wprowadzenie pewnych ułatwień dla pacjentów poprzez zmiany rozporządzeń wynikających z ustawy dotyczącej pakietu onkologicznego. Nie planuje zmiany ustawy, a tylko to tak naprawdę rozwiązałoby większość problemów. Ale rozporządzeniami już dzisiaj można sporo poprawić, w szczególności w zakresie zielonej karty, czyli Karty Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO) – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Ze wstępnych zapowiedzi wynika, że zielona karta, która umożliwia badania i wizytę u specjalisty bez kolejki, ma zostać zintegrowana z Krajowym Rejestrem Nowotworów. Ponadto będzie mógł ją wystawić lekarz po klinicznym rozpoznaniu raka, bez konieczności potwierdzenia badaniem histopatologicznym. Do sierpnia tego roku wydano ponad 155 tys. kart.
Uelastyczniony ma też zostać sposób działania konsyliów lekarskich, które podejmują decyzję o sposobie leczenia. Powinni na tym skorzystać przede wszystkim pacjenci z nowotworami krwi i ośrodkowego układu nerwowego.
– Dla szeregu procedur, których dzisiaj nie sposób pokryć finansowo, znajdzie się odrębne finansowanie, jak dla tzw. PET-u, czyli pozytonowej emisyjnej tomografii, torakochirurgii, laparotomii zwiadowczej i badań genetycznych w niektórych szczególnych zagrożeniach chorób nowotworowych. To dobre zapowiedzi, czekamy teraz na projekty tych rozporządzeń, wówczas będziemy mogli je opiniować – mówi Hamankiewicz.
Obecnie trwa analiza uwag zgłoszonych do trzech projektów w ramach konsultacji i uzgodnień publicznych.
Ministerstwo Zdrowia zapowiada też reformę systemu opieki stomatologicznej. Obecnie na jedną osobę rocznie przypada 45 zł w tym zakresie. To zdecydowanie za mało – z danych resortu wynika, że 80 proc. dzieci w Polsce ma próchnicę, wśród 7-latków wskaźnik ten jest jeszcze wyższy i wynosi 90 proc.
– Minister chce poprawić stan zdrowotności stomatologicznej wśród Polaków poprzez nadzór stomatologów nad wprowadzonymi do szkół higienistkami i asystentkami stomatologicznymi, które mogłyby prowadzić działalność profilaktyczną. To uczenie szczotkowania, drobnych zabiegów, które mogą przeciwdziałać masowej próchnicy, jaka dzisiaj dotknęła Polskę – zaznacza prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Z powodu zapowiadanego podniesienia kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł ucierpią samorządy. Wpływy do ich budżetu mogą spaść nawet o blisko 9 mld zł, wzrośnie wówczas liczba gmin i powiatów z deficytem. Budżet państwa dzięki wpływom z podatków obrotowych efekty odczuje w mniejszym stopniu. Łącznie wpływy z podatków mogą spaść nawet o 20 mld zł, dlatego aby zrekompensować część strat, konieczne może być wprowadzenie dodatkowych obciążeń.
– Często zapominamy, że istotna część wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych trafia nie do budżetu centralnego, lecz do samorządów. Istotne zwiększenie kwoty wolnej od podatku oznacza, że tych wpływów w części zostanie pozbawiony Skarb Państwa, a w części samorządy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Puncewicz, doradca podatkowy Crido Taxand.
Zwiększenie kwoty wolnej od podatku z nieco powyżej 3 do 8 tys. zł oznacza, że wpływy do budżetu państwa spadną o ok. 17 mld zł. Część pieniędzy może jednak wrócić do budżetu dzięki zwiększonej konsumpcji, głównie w postaci akcyzy i podatku VAT. Inaczej wygląda sytuacja samorządów. Ministerstwo Finansów ocenia, że w całej Polsce straty mogłyby wynieść blisko 9 mld zł.
– Warszawa jest największym miastem i ma największe wpływy z PIT. Tegoroczne wpływy planowane są na poziomie przekraczającym 4 mld zł. Można szacować, że w przypadku samej stolicy ubytek wpływów wyniesie kilkaset milionów złotych – ocenia ekspert.
W tym przypadku może chodzić nawet o kwotę przekraczającą 800 mln zł. W Krakowie dochody spadną o ponad 200 mln, w Szczecinie o 80 mln, a Toruniu o 50 mln zł.
W ocenie resortu finansów gminy mogą stracić 6,6 mld zł. Łączny dochód z podatków w tym roku gminy oszacowały na 28 mld zł. Wyższa kwota zwolniona z podatku oznacza 20 proc. mniej środków. Powiaty stracą 1,8 mld, a województwa – 0,3 mld zł. Już w 2009 roku po obniżce stawek podatkowych dochody w gminach spadły o ok. 8 mld zł, wzrosło natomiast zadłużenie jednostek samorządowych.
– Trwa też dyskusja, czy Polskę stać na tak daleko posuniętą zmianę – zaznacza Puncewicz. – W skali budżetu, czyli około 300 mld zł, kwota kilkunastu miliardów jest rzeczywiście duża, więc należy gdzie indziej szukać wpływów. Są plany wprowadzenia dodatkowych obciążeń na niektóre branże. Nie sądzę jednak, żeby były one w stanie w pełni zrekompensować ubytki związane z obniżeniem PIT-u – ocenia ekspert Crido Taxand.
Rozwiązywanie sporów między właścicielem mieszkania a wynajmującym ma być możliwe bez udziału sądów i adwokatów. Pomoże w tym powołany przez stowarzyszenie „Mieszkanicznik” sąd arbitrażowy. Toczące się przed nim postępowania mają być znacznie krótsze niż przed sądem powszechnym, mniej sformalizowane i tańsze. Koszty z nimi związane to obecnie od 300 do 1300 zł.
– Spory mieszkaniowe są delikatną sprawą, więc stowarzyszenie wpadło na pomysł, aby powołać sąd arbitrażowy, który jest pierwszą tego typu inicjatywą w Polsce – informuje agencję Newseria Biznes Robert Kuliga, wiceprezes i członek zarządu Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości Na Wynajem „Mieszkanicznik”.
Rozwiązywanie sporów dotyczących lokali między ich właścicielami a wynajmującymi, podobnie jak inne sprawy sądowe, trwa nierzadko latami. Stowarzyszenie ma nadzieję, że przed sądem arbitrażowym będzie się udawało je rozstrzygać w ciągu maksymalnie pół roku, a najczęściej od 30 dni do trzech miesięcy.
– Ten sąd jest związany stricte ze sporami mieszkaniowymi, co, mamy nadzieję, w znacznym stopniu przyspieszy rozwiązywanie wielu nieporozumień, głównie między najemcami a wynajmującymi, ale nie tylko – twierdzi Robert Kuliga. – Będzie tam także możliwość rozstrzygania wszystkich sporów związanych z nieruchomościami.
Aby skorzystać z takiej ścieżki rozstrzygania sporu, nie trzeba być członkiem stowarzyszenia „Mieszkanicznik”. Wystarczy zawarcie w umowie między właścicielem lokalu a wynajmującym postanowienia, że ewentualne nieporozumienia będą tam właśnie rozstrzygane.
Koszty postępowania przed sądem arbitrażowym stowarzyszenia to od 300 do 1300 zł.
– Jest to początek funkcjonowania sądu arbitrażowego, więc spodziewamy się, że w przyszłości będziemy mogli tę kwotę obniżyć w zależności od tego, jakiego rodzaju spory będą się pojawiać – precyzuje Robert Kuliga. – Główną zaleta korzystania z tej instytucji jest szybkość rozstrzygania nieporozumień, ale również niższa cena w stosunku do sądów powszechnych.
Procedury są mniej sformalizowane, więc strony sporu nie muszą wynajmować prawnika, co zwłaszcza w przypadku sporów o mniejszej wartości może mieć duże znaczenie.
Rozstrzygnięcia sądu arbitrażowego mogą mieć charakter quasi-polubowny. Wyrok może być podstawą egzekucji komorniczej. Trzeba tylko uzyskać dla niego klauzulę wykonalności w sądzie powszechnym, co trwa zazwyczaj nie dłużej niż trzy miesiące.
Celem działającego od 2012 roku Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości na Wynajem „Mieszkanicznik” jest „ucywilizowanie polskiego rynku najmu, doprowadzenie do sytuacji, w której relacje pomiędzy wynajmującymi a najemcami będą się opierały na jasnych zasadach”. Obecnie organizacja zrzesza ponad 1000 członków, regularnie spotykających się w szesnastu miastach w Polsce i dwóch oddziałach europejskich.
Polscy nabywcy mieszkań zaczynają doceniać sąsiedztwo pól golfowych. Inwestorzy nie traktują ich już tylko jako atrakcyjnych terenów rekreacyjnych, lecz także dostrzegają w nich potencjał budowlany. Pierwsza taka inwestycja na Mazowszu powstaje w Sobieniach Królewskich.
– Golf niesamowicie się rozwija, mamy najlepsze statystyki pod względem rozwoju na całym świecie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Szymański, dyrektor klubu golfowego Sobienie Królewskie. – Sport ten w Polsce na razie ma jeszcze dosyć mały zasięg, ale golfistów z roku na rok przybywa, widzimy to u nas, widzimy to też na innych polach. Pojawiają się młodzi ludzie, których ciągnie do golfa, to jest bardzo dobra informacja dla nas.
Golf jest nie tylko ciekawą formą spędzania wolnego czasu. Wielkie i dobrze utrzymane pola stają się też atrakcyjnymi terenami z dużym potencjałem deweloperskim. Przy polach golfowych na całym świecie powstają inwestycje mieszkaniowe. W Polsce tego typu przedsięwzięcia są nowością. Na Mazowszu budowany jest właśnie apartamentowiec w Sobieniach Królewskich.
– Mówimy tu o apartamentach, domach i hotelach– tłumaczy Piotr Szymański. –Nasz obiekt oferuje wszystkie te projekty. Obecnie realizujemy III etap budowy apartamentów, do dyspozycji klientów będzie 10 lokali o powierzchni od 50 do 76 metrów. Termin realizacji przewidujemy na III kwartał 2016 roku, budowa w tym momencie jest na etapie zalewania stropów parteru. Budynek jest dwupiętrowy, więc jest to szybka, prosta budowa. Sprzedaliśmy już 40 proc. inwestycji, a klientów jest coraz więcej i u nas, i na innych tego typu obiektach w Polsce.
W Sobieniach Królewskich, pierwszej tego typu inwestycji na Mazowszu, przyszli mieszkańcy będą mogli korzystać nie tylko z pola golfowego, lecz także z lotniska, szkoły awiacji i czterogwiazdkowego hotelu w zabytkowym kompleksie pałacowym. To w ocenie dyrektora klubu golfowego Sobienie Królewskie atuty, które mogą zostać wykorzystane także przy późniejszej sprzedaży czy najmie tego typu lokali.
– Wśród kupujących dominują oczywiście golfiści, są również piloci – wszystko za sprawą lotniska wraz z zapleczem serwisowym i hangarowym. Kupując mieszkanie, mieszkańcy w pakiecie otrzymują możliwość darmowego hangarowania samolotów oraz korzystania z całego lotniska przez trzy lata. Dla golfistów największym atutem jest to, że dostają do nieruchomości dożywotnie członkostwo w klubie, co wiąże się z niższymi stawkami za grę na polu oraz wieloma przywilejami w domu klubowym, możliwością korzystania z kortów tenisowych, basenu i preferencyjnych stawek w hotelu.
Jak podaje „Magazyn Golfowy”, w kraju jest obecnie kilkanaście mistrzowskich pól golfowych, ale inwestycje deweloperskie realizuje w tej chwili tylko kilka z nich, m.in. we Wrocławiu, Krakowie, Wejherowie czy Olsztynie. Perspektywy dla tego typu przedsięwzięć są jednak obiecujące, bo zainteresowanie zarówno tym sportem, jak i inwestycjami w pobliżu pól golfowych rośnie.
– Zanotowaliśmy olbrzymie wzrosty zainteresowania w ostatnich dwóch latach, co przekłada się na zwiększenie tempa sprzedaży i budowy– zwraca uwagę dyrektor Piotr Szymański z klubu golfowego Sobienie Królewskie. – Dzięki temu zainteresowaniu uruchomiliśmy kolejny projekt – sprzedaż działek, gdzie ludzie sami będą mogli budować własne domy. Jest to świetna alternatywa dla domów letniskowych w okolicach Warszawy ze względu na całą infrastrukturę obecną na terenie. Dojazd do działek jest, są media, a obiekty są strzeżone, a to olbrzymi plus dla potencjalnych klientów, którzy są zainteresowani domkami letniskowymi na wypady weekendowe.
Wartość rynku usług i produktów związanych z bezpieczeństwem IT w Polsce wzrosła w ubiegłym roku o 8 proc. i przekroczyła 300 mln dolarów – wynika z analizy IDC. W kolejnych pięciu latach wzrost powinien się utrzymywać na podobnym poziomie. Firmy coraz większą wagę przykładają do zabezpieczeń systemów informatycznych i zwiększają swoje wydatki. W niektórych przedsiębiorstwach stanowią one 30 proc. wszystkich nakładów na IT.
– IDC mierzy cały rynek bezpieczeństwa IT w Polsce: usługi, oprogramowanie i urządzenia zabezpieczające. W 2014 roku wartość tego rynku przekroczyła 300 mln dol., wzrastając w stosunku do roku poprzedniego o prawie 8 proc. Przewidujemy, że do 2019 roku rynek będzie wzrastał w tempie średniorocznym około 7 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Kosowska, analityk rynku oprogramowania z IDC.
Jak przekonuje, w segmencie oprogramowania najpopularniejsze są rozwiązania do zabezpieczenia komputerów, czyli antywirusy, antyspam czy programy antyszpiegowskie.
– Wynika to głównie ze struktury przedsiębiorstw w Polsce – ponad 90 proc. to małe i średnie firmy. Właśnie one najczęściej kupują tę podstawową ochronę – wyjaśnia Edyta Kosowska. – W przypadku urządzeń zabezpieczających najbardziej popularne są tzw. UTM-y, które spełniają szereg funkcji, m.in. firewalla czy antywirusa. Ich popularność wynika głównie z tego, że ich instalacja i zarządzanie nimi są stosunkowo łatwe, nie wymagają skomplikowanej instalacji i integracji.
Ubiegłoroczne badanie PwC wskazuje, że liczba ataków rośnie, w porównaniu z 2013 rokiem było ich o 48 proc. więcej.
Kosowska podkreśla, że firmy, nawet te małe, są coraz bardziej świadome tego, że w bezpieczeństwo IT trzeba inwestować. Ataki cyberprzestępców dotyczą już nie tylko wielkich międzynarodowych firm i instytucji rządowych, lecz także mniejszych podmiotów oraz władz samorządowych.
Z badań IDC wynika, że wysokość wydatków na cyberbezpieczeństwo zależy od branży, rodzaju prowadzonej działalności i wielkości firmy. Zupełnie inne potrzeby ma duży bank, a inne firma budowlana czy sklep internetowy.
– Według naszych badań wielkość tych wydatków waha się od 5 do nawet 30 proc. całkowitego budżetu na rozwiązania informatyczne w firmach – wyjaśnia Edyta Kosowska. – Jeśli będziemy mieć do czynienia z małą firmą działającą tylko w internecie, może to być jakaś platforma aukcyjna czy kantor internetowy, to tu wydatki będą zdecydowanie większe niż na przykład w dużym sklepie.
Jak wynika z badania PwC, wydatki polskich firm na cyberbezpieczeństwo wzrosły w ubiegłym roku niemal dwukrotnie w porównaniu z 2013 rokiem i wyniosły średnio 5,5 proc. budżetu przeznaczonego na IT. Kwotowo w badanych firmach nakłady wahały się od 721 tys. do 4,2 mln zł.
IDC prognozuje, że w kolejnych latach wydatki będą rosnąć przede wszystkim w sektorze publicznym oraz w dużych firmach z branży energetycznej.
– W dalszym ciągu rośnie też popyt w instytucjach finansowych, które muszą spełniać szereg wymogów regulacyjnych i ciągle inwestować w bezpieczeństwo – twierdzi Edyta Kosowska.
W skali świata firmy średnie tracą przez cyberataki średnio 3 mln dol. Straty firm dużych to średnio ponad 10 mln dol. – wskazuje PwC.
Ponad 90 proc. e-sklepów stara się lepiej poznać swoich klientów, śledząc ich zachowanie podczas zakupów. Dostępne narzędzia analityczne pozwalają im w ten sposób pozyskać dane, które wykorzystują do zmiany wyglądu strony i jej funkcjonalności. Najczęściej są to jednak kosmetyczne poprawki. 41 proc. decyduje się na poważną zmianę wyglądu strony rzadziej niż raz na rok.
W ciągu ostatnich 10 lat liczba e-sklepów Polsce szybko urosła z 3 tys. do ponad 20 tys, a wartość handlu w 2014 roku przekroczyła 30 mld zł. Duża konkurencja sprawiła, że przedsiębiorcy zaczęli szukać nowych sposobów na dotarcie do klienta i skłonienie go do ponownych zakupów.
– Ponad 90 proc. sklepów internetowych bada zachowania swoich użytkowników na stronie. Większość z nich korzysta z Google Analytics i właściwie ogranicza się to tylko do sprawdzania sesji, jak dużo było użytkowników na stronie oraz ile czasu na niej spędzili. Mniej firm wie, w co ci ludzie klikają i którą część strony oglądają – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Jakub Puczyłowski, jeden ze współzałożycieli Analyzeo, firmy zajmującej się analityką internetową.
Jak wynika z raportu Analyzeo „Analityka internetowa – przyszłość rynku e-commerce”, zdecydowana większość przedsiębiorców uważa, że wiedza na temat zachowania klientów na stronie może przełożyć się na wyniki sprzedażowe. Dlatego 92 proc. firm stara się poznać swoich użytkowników. Najczęściej analizują liczbę wizyt na stronie (87,8 proc.), średni czas na niej spędzony (73,8 proc.) i zakładki, w które najchętniej wchodzą klienci (63,5 proc.).
Ze specjalistycznych narzędzi korzysta 87 proc. firm. Najczęściej są to bezpłatne programy, bo brak kosztów rodzimi przedsiębiorcy cenią najbardziej. Ponad 36 proc. z nich deklaruje, że na optymalizację swojego e-sklepu nie chce przeznaczyć ani złotówki, blisko połowa jest w stanie na ten cel wydać nie więcej niż 500 zł. Tymczasem optymalizacja może poprawić obroty sklepu i zwiększyć liczbę powracających klientów. W Polsce tylko ponad 17 proc. osób decyduje się robić zakupy w tym samym miejscu więcej niż jeden raz.
– Od czasu do czasu dobrze jest zmienić layout strony, porównać, jak zachowywała się strona przed i po zmianie, co się podobało wcześniej, a co teraz. Poprzez badania można eliminować wszystkie rzeczy, które się nie podobają, a zostawiać te dobre. W ten sposób można dojść do miejsca, w którym sklep zaczyna dobrze funkcjonować – tłumaczy Puczyłowski.
Polscy przedsiębiorcy rzadko decydują się na zmiany. Blisko połowa wprowadza tylko kosmetyczne poprawki, a 41 proc. decyduje się na poważną zmianę layoutu rzadziej niż raz na rok. Negatywne komentarze były impulsem do zmian tylko dla 12 proc. badanych sklepów. Więcej osób wśród powodów wymieniało zmianę trendów wizualnych (48,6 proc.), analizę zachowań użytkowników (36,4 proc.) oraz niezadowalające statystyki (29,9 proc.).
– Niestety, w połowie firm to właściciel projektuje stronę internetową. Nie jest to dobre rozwiązanie, ponieważ często wychodzi z tego kogel-mogel. Zdecydowanie lepiej powierzyć wykonanie tego zadania specjalistom, ponieważ strona to narzędzie, na którym będziemy zarabiać pieniądze i ona musi działać dobrze. Nie może być tak, że klient zgubi się po drodze – przekonuje ekspert Analyzeo.
Równie ważne jest dopasowanie strony do urządzeń mobilnych. Zwłaszcza że od kwietnia Google wprowadził zmiany w swojej wyszukiwarce, a zyskują na nich te firmy, których strony są przystosowane do smartfonów czy tabletów.
– Prawie 90 proc. firm deklaruje, że dba o to, aby strona ich e-sklepu była responsywna, czyli dostosowywała się do różnych urządzeń mobilnych – mówi Puczyłowski. – Myślę, że w przeciągu kilku lat nie będzie sklepów do tego nieprzystosowanych. Użytkowników mobilnych jest coraz więcej. Co prawda wciąż mówi się, że mobile generują ruch, a desktopy zysk, ale to się zmienia.
Z najnowszego raportu „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” wynika, że media są zdecydowanie przychylniejsze prawicy. Prawo i Sprawiedliwość zostało nowym liderem zestawienia „Scena Polityczna”, natomiast najbardziej krytykowano Ewę Kopacz.
Afera meblowa, dopalacze, krzyż zasługi dla dyrektora Biedronki czy wizyta we Wrocławiu, podczas której premier została wygwizdana – to tylko część zdarzeń, za które dzienniki ogólnopolskie* oceniały niepochlebnie premier rządu. Aż 35 proc. przekazu na jej temat miało wydźwięk negatywny. Tym samym Ewa Kopacz została najbardziej krytykowanym liderem partii politycznych. Premier nie oszczędzały zwłaszcza takie tytuły jak „Gazeta Polska Codziennie”, „Nasz Dziennik” i „Super Express”.
Bardzo wysoki udział nieprzychylnych tekstów dotyczył po raz kolejny Janusza Palikota (32 proc). Natomiast materiały o pozytywnym wydźwięku dziennikarze pisali głównie w nawiązaniu do Jarosława Kaczyńskiego (8 proc.).
Najwięcej ponownie o Kopacz
Najbardziej medialna była Ewa Kopacz (2,2 tys. publikacji), która prowadzi nieustannie od wielu miesięcy. Drugie miejsce należało do Jarosława Kaczyńskiego (1,1 tys.). O Leszku Millerze ukazało się w tym czasie 0,4 tys. publikacji, natomiast na temat Janusza Palikota – 0,3 tys. Dalsze lokaty uzyskali Janusz Piechociński i Zbigniew Ziobro.
Zbigniew Ziobro popularny w social media
W obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych widać rosnące znaczenie social media. Liderzy partii politycznych zwiększają aktywność w serwisach społecznościowych. Największy przyrost wpisów i komentarzy odnotował Zbigniew Ziobro (40 proc.), a następnie Ewa Kopacz (23 proc.) oraz Janusz Piechociński (21 proc.).
Natomiast pod względem liczby wzmianek liderem została ponownie Ewa Kopacz. W lipcu w nawiązaniu do niej pojawiło się 25,5 tys. informacji. Drugie miejsce, z ponad dwukrotnie gorszym wynikiem zajął Jarosław Kaczyński (11 tys.).
PiS nowym liderem
Raport „Scena Polityczna” wykazał, że najbardziej medialną partią w prasie zostało w lipcu Prawo i Sprawiedliwość (4,5 tys. materiałów), które jednocześnie odnotowało przyrost na poziomie zaledwie 2 proc. Jednak znacznie mniej (spadek o 17 proc.) dziennikarze pisali o poprzednim liderze zestawienia – Platformie Obywatelskiej, która tym razem zajęła dopiero drugie miejsce. Na podium znalazł się też PSL (1,3 tys.).
PO przegrał z PiS także pod względem ekwiwalentu reklamowego. AVE materiałów dla prawicy wyniosło 102,6 mln złotych. Z kolei dla PO – 88,5 mln złotych.
W roku 2011 w żadnej z polskich instytucji nie prowadzono bloga firmowego dłużej niż 4 lata. W 2012 ów próg czasowy przekroczyło już 16% przedsiębiorstw, w 2014 natomiast 29%. Jak wynika z badań polskiej blogosfery firmowej 2014[1], coraz więcej biznesów uważa firmowego bloga za skuteczne narzędzie komunikacji z potencjalnymi i rzeczywistymi klientami.
Przez lata styl porozumiewania się na linii przedsiębiorstwo – klient ulegał zmianom. Począwszy od utrzymanych w oficjalnym tonie zdawkowych reklam i komunikatów, przez próby spoufalenia, a nawet zaprzyjaźnienia się z klientem, po chęć dostarczania mu wartościowych informacji, w języku marketingu zwanych contentem. Ten ostatni trend prężnie rozwinął się w roku 2014 i nic nie zapowiada jego schyłku. Stosowanie content marketingu stawia obydwie strony łańcucha komunikacji w sytuacji win-win: klient otrzymuje odpowiedzi na nurtujące go pytania wprost od eksperta, firma natomiast dzięki dostarczaniu informacji pracuje na swój wizerunek, a przy okazji w nienachalny sposób prezentuje produkty i usługi oraz wzmacnia świadomość marki u odbiorcy.
Znaczenie bloga w komunikacji z klientem
Według badań polskiej blogosfery firmowej 2009 – 2011, blogi pierwotnie miały służyć przedsiębiorstwom głównie do mniej formalnej komunikacji z klientami. Przez kilka lat tendencja uległa zmianie – od 2012 roku stanowią one narzędzie budowania przez firmę pozycji eksperta. W 2014 23% spośród analizowanych blogów firmowych powstało właśnie z tego powodu. Na drugim miejscu (22%) prowadzący bądź założyciele blogów wskazywali (nie tak do końca) altruistyczną chęć edukowania i pomocy klientom, 18% blogów powstało, by komunikować się z nimi w sposób mniej formalny, 17% – by móc prezentować ofertę firmy w dodatkowym miejscu, 12% natomiast w celu prezentowania treści wychodzących poza tematykę firmową.
– Przedsiębiorcy wykorzystują blogi firmowe jako dodatkowy, efektywny kanał komunikacji. Poprzez tłumaczenie wpisów, przykładowo na język angielski, mogą zapoznać ze swoim asortymentem szeroką grupę odbiorców, a dzięki dzisiejszej terytorialnej nieograniczoności, przekonać ich do swoich produktów lub usług – mówi ekspert z Biura Tłumaczeń 123tłumacz.pl
Przedsiębiorstwa przypisują blogom duże znaczenie
W 2014 r. 61,8% z nich określiło bloga w komunikacji firmy mianem „ważnego”, 7,4% „najważniejszego”. Co ciekawe, 10,3% nie potrafiło temu sposobowi komunikacji przypisać odpowiedniej roli – do wyboru była jeszcze „mało ważna” (19,1% badanych) oraz „zupełnie nieważna” (1,5%). W pewnym stopniu dane te pokrywają się z odpowiedzią na pytanie „Czy cele stawiane przed blogiem są realizowane?”. „Raczej tak” – odpowiedziało 63% założycieli blogów firmowych. „Zdecydowanie tak” – 22%. Dokładnie ¾ spośród badanych blogów ma na celu podbudować pozycję firmy jako eksperta, a 65%: budować przewagę konkurencyjną. Być może zakładanie kolejnych blogów odbywa się na zasadzie „oni mają, to my też”?
Regularnie aktualizowany, dostarczający wysokiej jakości treści blog wzmacnia wiarygodność przedsiębiorstwa, budzi zaufanie co do marki, a dzięki możliwości bieżącego komentowania, ułatwia komunikację. W interesie firmy leży jak najszybsza reakcja na wypowiedź klienta, dlatego 7% przedsiębiorstw odpowiada na nie „od ręki”, 29% w ciągu godziny, 1/10 do trzech godzin, a 28% tego samego dnia. Komentarze na blogach firmowych rzadko mają wydźwięk negatywny – w wielu przypadkach stanowią przykład znanego w sieci „trollingu”.
Klasyfikacja polskiej blogosfery firmowej
Co kryje się pod pojęciem „wartościowego contentu”? Biorąc pod uwagę treść blogów firmowych, Dominik Kaznowski w publikacji „Blogi firmowe”[2] wyróżnia 4 podstawowe typy:
Blogi newsowe – w świecie „szumu informacyjnego” starannie wyselekcjonowane informacje na dany temat dla zainteresowanego odbiorcy mają wysoką wartość. Blogi informacyjne aktualizowane są nawet kilka razy w ciągu dnia, przekazują nowinki związane z branżą, w której działa firma.
Blogi opinii – prowadzone zazwyczaj przez osoby charyzmatyczne, które w interesujący sposób potrafią wyrazić swoje zdanie na konkretny temat. Publikowanie bardzo stronniczych wpisów może być dla firmy ryzykowne, z drugiej strony jednak wywołuje dyskusję i zwiększa świadomość charakteru marki.
Blogi zasobowe – kolekcjonują dla czytelników treść określonego typu. Regularnie publikują np. zdjęcia, cytaty, projekty mieszkań, propozycje aranżacji wnętrz, stylizacji, krojów czcionki, bukietów etc. Wartość tkwi w bogactwie i trafności zbioru.
Blogi edukacyjne – publikują głównie wpisy poradnikowe, wypowiedzi ekspertów, odpowiedzi na najczęściej zadawane przez klientów pytania i wszelkie informacje użytkowe. W tej kategorii blogów pojawia się coraz więcej.
W praktyce przedsiębiorstwa łączą kilka rodzajów w jeden, tworząc w ten sposób swoiste zbiorowiska mniej lub bardziej powiązanych z branżą różności. Pisaniem blogów firmowych zajmują się przede wszystkim pracownicy (osoby z działu marketingu, PR, jak również kadra zarządzająca) bądź osoby „z zewnątrz” – wynajęci do tego celu copywriterzy ze znajomością tematu.
Z obserwacji polskiej blogosfery firmowej wynika, iż z tego wciąż rozwijającego się narzędzia komunikacji korzystają firmy o różnorodnych profilach działalności. Ogólnej kategoryzacji w tej dziedzinie dokonał cytowany przez Kaznowskiego Robert W. Bly[3].
Firmy bazujące przede wszystkim na kapitale intelektualnym (prawnicy, architekci, programiści, fotografowie czy nawet pielęgniarki) dzielą się z klientami cenną wiedzą i doświadczeniem, proponując rozwiązanie ich problemów. Instytucje wytwarzające produkty i oferujące usługi, do których łatwo emocjonalnie się przywiązać, tworzą wokół nich historię, opowiadają o funkcjonalności i wskazują płynące z nich korzyści (biura podróży kierują content do miłośników podróżowania, producenci kawy do kawoszy). Według badań, 34% polskich blogów firmowych prowadzą firmy działające w segmencie stylu życia. Przedsiębiorstwa o wiedzy specjalistycznej w wąskiej dziedzinie (np. terrarystyka, tatuatorstwo) dostarczają informacji grupie zainteresowanych, natomiast te, które działają w branży dynamicznej lub kontrowersyjnej (jak windykacja, ekologia, detektywistyka, erotyka) zawiadamiają o nowinkach i wszelkich zmianach prawnych w danej dziedzinie.
Z blogów często korzystają również osoby samozatrudnione, pracujące na własny rachunek. Dzięki regularnym wpisom dają się poznać odbiorcy, mogą zaprezentować swoje usługi w nie mniej profesjonalny sposób niż przez stronę korporacyjną, a przy tym budować na rynku pozycję ekspertów. Prowadzące blogi firmowe jednostki to często copywriterzy, fotografowie, dekoratorzy, architekci bądź osoby publiczne. Bly jako ostatnie wyróżnia firmy, które świadczą usługi technologiczne i/lub dla biznesu. Przedsiębiorstwa tego typu publikują artykuły dla osób dobrze wykształconych, chcących być na bieżąco z nowymi technologiami i prowadzących własny interes. Pragnąc dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców, często tworzą content po angielsku.
Blog firmy polskiej w języku obcym
Jak mówi ekspert z Biura Tłumaczeń 123tłumacz.pl: Powstaje coraz więcej firm, które świadczą usługi dla klientów indywidualnych bądź firm wyłącznie w Internecie. Dzięki temu, że cały proces odbywa się w sieci, polskie firmy pragną dotrzeć do odbiorców z całego świata, w czym pomaga im tłumaczenie i lokalizacja stron internetowych, oraz oczywiście blogów. Należy pamiętać, że aby czerpać odpowiednie korzyści z bloga w języku obcym, musimy mieć całkowitą pewność co do jakości i poprawności publikowanych tekstów.
Prowadzenie bloga po angielsku wymaga stosowania charakterystycznej dla tego języka retoryki, wypracowania „międzynarodowego podejścia”, a przede wszystkim stuprocentowej poprawności – blog firmowy to jedna z ważniejszych wizytówek firmy w Internecie. Obcojęzyczne wpisy warto konsultować ze specjalistami, którzy wychwycą wszelkie niedociągnięcia oraz dostosują treść do warunków kulturowych, nie umniejszając przy tym wysokiej jakości contentu.
Prawdziwym menadżerem nie uczyni nazwa stanowiska, a właściwa postawa i świadomość odpowiedzialności związanej z pełnioną rolą. Brzmi łatwo, jednak w praktyce zdecydowanie takie nie jest.
Misją każdej funkcji liderskiej powinno być nie tylko realizowanie celów ogólnofirmowych, ale również indywidualne dbanie o rozwój swoich podwładnych. Największym wyzwaniem każdego menadżera jest bowiem efektywne zarządzanie potencjałem nie tylko biznesowym ale głównie ludzkim. Lider to przede wszystkim ten, który nigdy nie zapomina o podwładnych, pamiętając że to ludzie budują i małe firmy i największe na świecie korporacje. Z tą świadomością idzie w parze umiejętność wydobycia zdolności swoich podwładnych. Ich dalszego rozwoju oraz właściwego nimi zarządzania. W dobie narastającego niedoboru talentów, kiedy poszukiwani pracownicy stają się coraz cenniejszą wartością do pozyskania i zatrzymania w firmie, ta część kompetencji menadżerskich zyskuje na znaczeniu.
– Na naszym rynku wciąż pokutuje stereotyp menadżera, który lubi trzymać wszystko silną ręką i jest za mało otwarty na partnerską rozmowę, – komentuje Agnieszka Jędrejek, ekspert agencji zatrudnienia ManpowerGroup. Profil ten jest obecny głównie wśród wielu polskich firm. Zaciera się natomiast w większych przedsiębiorstwach, w których ramy zachowania i budowania relacji często są ukształtowane odgórnie przez kulturę z której dana organizacja się wywodzi. Styl zarządzania w dużej mierze zależy od tego jaka kultura organizacyjna stoi za liderem, zatem w przypadku firm międzynarodowych kontrasty mogą być znaczące. Dla przykładu struktura azjatycka jest mocno hierarchiczna, co przekłada się na sposób zarządzania i kontaktu na linii szef-podwładni. Z kolei skandynawska kultura organizacyjna, opiera się na partnerskich relacjach i otwartym dialogu, niezależnie od pełnionej roli czy poziomu stanowiska. To zwykle trend w dobrym kierunku, bo bardziej nastawionym na dialog z pracownikiem i rozwój jego potencjału. Taką postawę podtrzymujemy też w ManpowerGroup, widząc jakie efekty w zarządzaniu ona przynosi. Bez wątpienia jednak na obecnym rynku pracy typowy polski szef to taki który po prostu stara się sobie radzić z tym co ma i przejawia dużą kreatywność w poszukiwaniu rozwiązań, – dodaje przedstawiciel ManpowerGroup.
Ważną kompetencją poszukiwaną u kandydatów na menadżerów jest innowacyjność.
Umiejętność ta coraz bardziej zyskuje na znaczeniu, niezależenie od sektora, w który działa dana firma czy konkretnego szczebla menadżerskiego. Jej wykorzystanie zależy nie tylko od chęci danej osoby, ale i skali organizacji w której działa, a także rangi decyzyjności w obrębie danej roli kierowniczej. W przypadku menadżerów zatrudnionych w dużych, dobrze rozwiniętych strukturach korporacyjnych, może przełożyć się na zwiększenie konkurencyjności i optymalizację procesów a tym samym bezpośrednio przyczynić do zwiększenia obrotów przedsiębiorstwa. Z kolei w przypadku mniejszych organizacji menadżerowie pozbawieni są wsparcia w postaci transferów wiedzy ze struktur globalnych, gdzie dobre praktyki i standardy działania miały okazje rozwijać się przez lata. Twarde realia rynkowe stawiają przed nimi wyzwania związane z koniecznością samodzielnego generowania wysokich wyników przy bardzo ograniczonych zasobach, zarówno ludzkich jak i narzędziowych. Tu również innowacyjność staje się koniecznością i główną skuteczną metodą działania na co dzień.
Wyzwaniem na stanowiskach menadżerskich jest również umiejętne połączeniu miękkich i twardych kompetencji, wysoka presja psychiczna, odpowiedzialność za wynik firmy z jednej, a konieczność sprawowania opieki nad podległymi ludźmi z drugiej strony, których oczekiwaniom również należy sprostać. Znaczący wpływ na kształt firmy, niezależnie od jej wielkości wraz z koniecznością sprostania tak wielu oczekiwaniom, przekłada się na otrzymywane na stanowiskach kierowniczych zarobki.
– Wynagrodzenia menadżerów mogą kształtować się bardzo różnie w zależności od szeregu czynników, jak np. zróżnicowanie obowiązków, odpowiedzialność na poziomie operacyjnym, posiadane kwalifikacje, wielkość i złożoność zarządzanego zespołu, ale i sektor działania firmy, – wyjaśnia Agnieszka Jędrejek. – Średni szczebel menadżerski w międzynarodowych korporacjach to z reguły wynagrodzenia w granicach od 10 000 do 15 000 zł brutto. W przypadku wyższych stanowisk dyrektorskich wypłacane kwoty są wyższe, a ich wielkość zależy głównie od poziomu decyzyjności w organizacji i jej branży. Inna stawka wyliczona jest dla dyrektora działu a inna dla dyrektora całego departamentu, z którego funkcją wiąże się znacznie większa odpowiedzialność. Istotnym elementem wynagrodzeń menadżerskich są również systemy premiowe, które mogą być rozliczane w systemie procentowym lub stanowić nawet kilkakrotność rocznego wynagrodzenia, – wyjaśnia ekspert ManpowerGroup.
Efektywne kierownictwo to często klucz do sukcesu, jednak coraz bardziej przewartościowuje się definicja słowa „efektywność”. W dzisiejszych czasach nie chodzi już o to, by w sprawny sposób wyrabiać tzw. „normę”, ale aby wyprzedzać trendy i być kilka kroków do przodu. Świadomość tego trendu doprowadziła do nadejścia „Ery człowieka” gdzie największą i najbardziej poszukiwaną wartością są ludzie, ich możliwości i potencjał.
Dynamiczne spadki, jakie w ostatnich dniach przetoczyły się przez światowe giełdy, nie ominęły także warszawskiego parkietu. Panika nie ominęła żadnego z segmentów naszego rynku i w niemal identycznej skali ścięła wartość wszystkich indeksów.
Taka „demokratyczna” przecena z pewnością nie jest sprawiedliwa ani dla poszczególnych spółek, ani dla ich grup. Wyraźnie zadziałała tu więc zasada, że fala unosi wszystkie łodzie, choć należałoby powiedzieć, że tym razem wszystkie zatopiła.
Od pierwszych dni sierpnia do „czarnego poniedziałku” po około 9 proc. w dół poszedł zarówno WIG20, jak i wskaźniki małych i średnich firm. Wśród tych ostatnich, akcje niektórych spółek potaniały po kilkanaście procent, w tym także tych, co do których fundamentów nie można mieć zastrzeżeń i których notowania jeszcze kilka dni wcześniej mocno zwyżkowały, w nadziei na dalszą ich poprawę.
Nastroje na rynku uległy dramatycznemu pogorszeniu, ale jednocześnie mocno spadły wyceny spółek. To oczywiście szansa dla tych, którzy nie ulegają nastrojom, lecz dokonują chłodnych kalkulacji. „Uśredniona” wartość wskaźnika ceny do zysku na akcję w przypadku walorów wchodzących w skład mWIG40 obniżyła się tylko od połowy maja z ponad 20 do prawie 18, osiągając poziom najniższy od półtora roku.
Choć oczywiście, jak to bywa w przypadku silnych korekt, niebezpieczeństwo pogłębienia przeceny zawsze istnieje, a sytuacja na globalnych rynkach przestrzega przed możliwością bardziej trwałego pogorszenia giełdowej koniunktury, trudno nie dostrzegać pojawiających się okazji.
Jeśli zwrócić uwagę na dynamiczny wzrost obrotów, zarówno w trakcie poniedziałkowej mocnej przeceny, jak i wtorkowej sesji, na której po początkowym pogłębieniu wyprzedaży, miała miejsce zmiana kierunku ruchu indeksu średnich firm, widać, że chętnych do korzystania z tej okazji nie brakowało.
Wolumen akcji w tych dniach skoczył do poziomy najwyższego od prawie roku, a konkretnie od połowy września ubiegłego roku, czyli od momentu, gdy mWIG40 ustanawiał lokalny szczyt po imponującym kilkutygodniowym rajdzie. Choć następując po nim spadkowa korekta trwała niemal cztery miesiące, to „kosztowała” utratę jedynie 8 proc. wartości indeksu, a epizod ten był pierwszym sygnałem silnego i zyskownego trendu, trwającego od stycznia do maja tego roku. Mniej więcej taki sam koszt poniósłby inwestor, który zdecydował się kupić akcje średnich spółek w pierwszych dniach tygodnia, gdyby założyć, że indeks zejdzie do poziomu dołków ze stycznia, marca i sierpnia ubiegłego roku, wyznaczających dolne ograniczenie trwającego od sierpnia 2013 r. do sierpnia 2014 r. trendu bocznego, z którego mWIG40 rok temu ruszył do wyznaczenia wzrostowej fali o zasięgu przekraczającym 20 proc.
————
Michał Stanek
Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej AgioFunds TFI S.A.
Amerykańscy klienci ocenili, że Lexus oferuje najwyższą jakość produktów i usług ze wszystkich marek obecnych w Stanach Zjednoczonych. Japońska luksusowa marka pobiła Mercedesa, dotychczasowego lidera, w prestiżowym rankingu American Customer Satisfaction Index Automobiles Report. Świetnym wynikom Lexusa wtóruje bardzo dobry wynik wszystkich japońskich marek, które zostały w tym roku ocenione wyżej niż marki europejskie i amerykańskie.
Na drugim miejscu uplasowały się ex aequo należąca do Hondy Acura, produkowany przez Forda Lincoln oraz tegoroczny wielki przegrany, Mercedes-Benz, zaś trzecią pozycję zajęły Toyota, Subaru i BMW. Największy spadek zanotował Chrysler, który zajął przedostatnie miejsce. Na ostatniej pozycji znalazł się Fiat. Jest to jednak dla niego awans, gdyż włoska marka pojawiła się w rankingu ASCI po raz pierwszy.
American Customer Satisfaction Index Automobiles Report to prestiżowe badanie poziomu zadowolenia klientów branży motoryzacyjnej przeprowadzane od dwóch dekad. Tegoroczne wydanie, obejmujące 27 marek najważniejszych producentów na rynku, opracowano na podstawie wypowiedzi 4294 klientów, ankietowanych przez ponad miesiąc.
Wyniki badania przeprowadzonego przez firmę analityczno-doradczą Gartner pokazują, że priorytety dyrektorów finansowych (CFO) uległy przesunięciu z zarządzania kosztami (-15 procent rok do roku), na korzyść inwestycji w technologie (+9 procent rok do roku). Ta zmiana może pozwolić dyrektorom ds. IT (CIO) na zwiększenie budżetu IT.
W gronie 400 respondentów przeprowadzonego pod koniec 2014 roku globalnego badania “Gartner CEO and Senior Business Executive Survey”, reprezentujących wyższą kadrę zarządczą, znalazło się 65 CFO. Roczne przychody większości organizacji, które wzięły udział w badaniu, wyniosły 1 mld dolarów lub więcej.
„W przeszłości, w następstwie kryzysu finansowego z 2008 roku, CFO w zbyt dużym stopniu byli zaabsorbowani zarządzaniem kosztami i w efekcie ignorowali inwestycje w nowoczesne technologie, które wpłynęłyby na poprawę wyników biznesowych”, powiedział Sanil Solanki, Research Director, Gartner.
Zmiana priorytetów CFO obrazuje zwrot w podejściu menedżerów najwyższego szczebla (C-level) do oceny stabilności rynku i wzrost wiary w nowe możliwości biznesowe. Według Analityka Gartner „nadchodzi odpowiedni czas dla CIO, aby przedstawić nową strategię oraz plan finansowy dla IT, opracowane przy współpracy z biznesem, oraz aby skupić się na tym, jak najnowsze osiągnięcia technologiczne (biznes cyfrowy oraz „Nexus of Forces”[1]) mogą być wykorzystane w celu zwiększenia udziału w rynku, wsparcia wzrostu na nowych rynkach i poprawy jakości obsługi klienta”.
Równolegle, CIO powinni również kłaść nacisk na budowanie kompetencji przywódczych oraz wiedzy biznesowej, a nie koncentrować się wyłącznie na umiejętnościach technicznych. Wyniki badań wykazały, że tylko 16 procent CFO uważa CIO za jednego z trzech najważniejszych osób, z którymi pracowaliby nad planowaniem długofalowej strategii biznesowej. „Tego braku współpracy nie można tłumaczyć wyłącznie niedostatecznymi umiejętnościami”, powiedział Sanil Solanki.
CIO powinni pozycjonować się jako strategiczni partnerzy dla biznesu oraz skupić się na trzech kwestiach:
Zmiana języka komunikacji – Zamiast skupienia na kwestiach technologicznych, CIO muszą być ekspertami w obszarze strategii przedsiębiorstwa. Powinni wiedzieć, w jaki sposób mierzona jest wydajność w firmie oraz który typ wydajności (operacyjna lub finansowa) jest ważniejszy.
Pokazanie stosunku uzyskiwanej wartości do ceny – CIO musi wykazać, że organizacja płaci konkurencyjną cenę za efektywność dostarczaną przez IT. Niezastosowanie się do tego dowodzi, że CIO nie potrafi skutecznie zarządzać IT, nie mówiąc już o innych dziedzinach. CIO musi rozstrzygnąć spór na własną korzyść, co pozwoli realizować kolejne cele. Niemniej jednak usuwa to tylko jedną z przeszkód.
Zademonstrowanie, że inicjatywy IT są skorelowane ze strategicznymi celami przedsiębiorstwa.
„Fundamentalną kwestią dla CIO w erze cyfrowej jest pozycjonowanie siebie jako lidera komitetu wykonawczego oraz tego, który wprowadza organizację w cyfrowy świat, poprzez kreowanie wewnątrz organizacji IT silnych liderów rozumiejących biznes, potrafiących kształtować strategie we wszystkich obszarach biznesowych”, powiedział Sanil Solanki.
[1] Termin stworzony przez Gartnera, określający konwergencję oraz wzajemne wzmacnianie wpływu mediów społecznościowych, mobilności, chmury obliczeniowej oraz informacji, kreujących nowe możliwości biznesowe.
Mostostal Warszawa podpisał kontrakt z Echo Investment S.A. na budowę
III etapu osiedla mieszkaniowego „Nowy Mokotów” przy ul. Konstruktorskiej
w Warszawie. W ramach projektu powstanie 239 mieszkań i apartamentów
na powierzchni całkowitej ponad 34 tysięcy metrów kwadratowych. Szacowana wartość inwestycji wynosi blisko 64 miliony złotych, a termin jej wykonania planowany jest na III kwartał 2017 roku.
Osiedle „Nowy Mokotów” powstaje przy ulicy Konstruktorskiej, w sąsiedztwie biurowego zagłębia na warszawskim Służewcu Przemysłowym. Trzeci, czyli przedostatni etap inwestycji, zakłada budowę ośmiu sześciokondygnacyjnych budynków, w których powstanie 239 mieszkań i apartamentów. W projekcie przeważają mieszkania 2 i 3 pokojowe, ale na ostatnich piętrach znajdą się również przestronne apartamenty z dużymi tarasami i zielonymi dachami. Wszystkie mieszkania usytuowane na parterze będą miały własne ogródki, a pozostałe loggie i balkony. Mostostal Warszawa wybuduje również podziemny parking, w którym znajdą się komórki lokatorskie i pomieszczenia na rowery. Wszystkie budynki będą w pełni dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych.
„Budowa III etapu osiedla „Nowy Mokotów” to, po podpisanym niedawno kontrakcie
na budowę apartamentów w Krakowie, kolejna inwestycja mieszkaniowa w portfolio Mostostalu Warszawa” – powiedział podczas podpisywania umowy Jacek Szymanek, Członek Zarządu Mostostal Warszawa.
„Dzięki funkcjonalnemu projektowi, osiedle położone w samym środku biurowej dzielnicy Warszawy, ma szansę stać się oazą spokoju dla powracających do niego mieszkańców. Dlatego przy realizacji kontraktu stawiamy na najwyższą jakość wykonania, stworzenie funkcjonalnych przestrzeni mieszkalnych oraz odpowiedniej infrastruktury, które ułatwią życie i poprawią komfort jego przyszłych mieszkańców.” – powiedział Artur Soczewica, Dyrektor Oddziału Centralnego Mostostal Warszawa.
Osiedle Nowy Mokotów zaplanowano jako autonomiczną jednostkę urbanistyczną
z wewnętrznym układem komunikacyjnym, własną przestrzenią sprzyjającą integracji społecznej, zielenią i lokalami usługowymi. Całość stanowi zamknięty obiekt
z wewnętrznymi ogrodzonymi dziedzińcami.