Oświadczenia o zamiarze powierzenia wykonywania pracy. Szansa czy zagrożenie dla polskiego rynku pracy?

W ciągu ostatnich kilku lat w Europie można zaobserwować wzmożony ruch migracyjny, wynikający nie tylko z sytuacji politycznej na Wschodzie, ale również kryzysu demograficznego. Czynniki te przekładają się na znaczący wzrost liczby obcokrajowców zatrudnianych w Polsce.

Jak wynika z danych przedstawionych przez  urzędy wojewódzkie, w pierwszym półroczu 2015 roku wydano 27193 zezwoleń na pracę, co stanowi rekordową liczbę w porównaniu z latami ubiegłymi. Przykładowo, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2014 roku zezwolenie na pracę otrzymało 21335 cudzoziemców. Niezmiennie największy odsetek imigrantów zatrudnionych w naszym kraju stanowią mieszkańcy Ukrainy (20092). Tuż za nimi plasują się obywatele Białorusi (800) i Uzbekistanu (799).

Rosnące zainteresowanie siłą roboczą spoza granic naszego kraju rodzi potrzebę uproszczenia procesów związanych z zatrudnieniem obcokrajowców. O tym jak istotną rolę odgrywają takie usprawnienia stanowi liczba wydanych oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy, na podstawie których obywatele Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy mogą wykonywać pracę na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w okresie do 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę.

Według danych MPiPS w pierwszym półroczu bieżącego roku liczba wydanych oświadczeń wyniosła 410808, co stanowi wzrost do analogicznego okresu w zeszłym roku o 115% (190997). Warto podkreślić, że ilość oświadczeń, którą w ciągu ostatnich sześciu miesięcy otrzymali obcokrajowcy, przekroczyła liczbę wszystkich oświadczeń wydanych w roku 2014 (387398). Podobnie jak w przypadku zezwoleń na pracę najliczniejszą grupą, która w tym roku skorzystała z możliwości zatrudnienia na zasadach uproszczonych byli mieszkańcy Ukrainy (402674). Ich udział wyniósł 98,01% i był największy od momentu wprowadzenia procedury uproszczonej w 2007r. Polscy pracownicy nie powinni czuć się jednak zagrożeni. Obywatele państw trzecich w głównej mierze zainteresowani są pracą sezonową w sektorach cieszących się niewielką popularnością wśród rodzimych pracobiorców.

W pierwszej połowie 2015 roku najwięcej oświadczeń – podobnie jak w roku ubiegłym – zarejestrowano w sektorze rolniczym (181411). Dużym powodzeniem cieszyła się także praca na rynku budowlanym (58226) oraz w przetwórstwie przemysłowym (41422). Dla porównania w pierwszym półroczu 2014 roku w wymienionych sektorach złożono odpowiednio 111177, 22769 oraz 16256 wniosków. Jednocześnie rośnie zainteresowanie polskich pracodawców zatrudnieniem obcokrajowców posiadających wysokie kwalifikacje. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy opierając się o uproszczoną procedurę zatrudnienia  zarejestrowano 1352 przedstawicieli władz publicznych, wyższych urzędników i przedstawicieli szczebla kierowniczego a także 5863 specjalistów. W 2013 roku wydano 333 zezwoleń na pracę w sektorze IT. Rok później ich liczba wzrosła do 469. Dla porównania tylko w pierwszym półroczu bieżącego roku wydano 640 zezwoleń. Ponadto możemy zaobserwować znaczący wzrost liczby oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy wydanych dla sektora informacji i komunikacji. Tylko w ciągu pierwszego półrocza br. ich liczba wyniosła 3471. Dla porównania w roku 2014 złożono 3227 wniosków. Rok wcześniej było ich zaledwie 686.

Ciemna strona oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy

Wzrost zainteresowania polskich pracodawców zatrudnianiem obcokrajowców na zasadach uproszczonych skutkuje zwiększoną liczbą występujących nieprawidłowości. O sposobach przeciwdziałania tym negatywnym zjawiskom dyskutowano podczas konferencji 'Bezpieczeństwo pracy a atrakcyjność polskiego rynku dla cudzoziemców”, zorganizowanej w czerwcu br. przez Agencję Pracy EWL we współpracy z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych oraz Fundacją „Nasz Wybór”.

Według jednego z prelegentów – Jarosława Cichonia z Departamentu Legalności Zatrudnienia Głównego Inspektoratu Pracy do najczęstszych nadużyć zaliczyć można podejmowanie pracy u pracodawcy innego niż ten, który zarejestrował oświadczenie. W 2014 roku stwierdzono 266 takich przypadków, co stanowi kilkakrotny wzrost z porównaniu z rokiem poprzednim (45 przypadków w 2013 roku).

„Tak zwana procedura oświadczeniowa jest coraz częściej wykorzystywana do negatywnych praktyk, obejmujących podejmowanie przez cudzoziemców pracy u pracodawców, którzy nie zarejestrowali oświadczenia o zamiarze powierzenia wykonywania pracy lub rejestrację oświadczeń przez nieuczciwych pośredników w celu innym niż powierzenie pracy cudzoziemcowi.” – twierdzi Magdalena Sweklej, zastępca dyrektora Departamentu Rynku Pracy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Na kwestie utrudnień wynikających z zatrudnienia obcokrajowców na podstawie oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy zwraca uwagę również Agata Marszałek z Agencji Pracy EWL, według której znacznym problemem dla pracodawców i migrantów jest brak możliwości wykonywania pracy przez cudzoziemca ubiegającego się o kartę pobytu, jeśli wcześniej był zatrudniony na podstawie oświadczenia o zamiarze powierzenia wykonywania pracy, po zakończeniu ważności danego oświadczenia.

Jak walczyć z nadużyciami?

W związku z rosnącą falą nieprawidłowości, Magdalena Sweklej zapowiada pogłębienie współpracy pomiędzy powiatowymi urzędami pracy i dokładniejszą weryfikację podmiotów rejestrujących oświadczenia w celu przeciwdziałania temu zjawisku. Pracownicy urzędów nie mają obecnie obowiązku przyjmowania oświadczeń rejestrowanych dla pozoru, lub gdy podmiot rejestrujący oświadczenie nie reprezentuje podmiotu podanego w oświadczeniu.

Duży nacisk należy także położyć na skuteczne informowanie obcokrajowców o ich prawach i obowiązkach wynikających z podjęcia pracy na terenie naszego kraju. Jedną z takich inicjatyw jest podjęta w 2012 roku przez Międzynarodową Organizację ds. Migracji akcja mająca na celu stworzenie prostego i przejrzystego mechanizmu umożliwiającego uzyskanie lub weryfikację informacji skierowanych do migrantów, czego efektem było otwarcie, w ramach projektu „Prawa migrantów w praktyce”, infolinii dla migrantów i portalu informacyjnego Migrant.info.pl.

– „Rekordowy wzrost zapotrzebowania na pracę cudzoziemców stanowi duże wyzwanie dla administracji publicznej. Należy pamiętać o tym, aby wprowadzać nowe rozwiązania systemowe, które obniżając liczbę nieprawidłowości pozwolą polskim pracodawcom dalej korzystać z jednej z najbardziej liberalnych procedur legalizacji zatrudnienia w Unii Europejskiej.” – podsumowuje Zbigniew Wafflard z Fundacji Wspierania Migrantów na Rynku Pracy „EWL”, organizator projektu „Bezpieczna praca w Polsce”.

Źródło: MPiPS, EWL

Casus Finanse SA częścią międzynarodowej Grupy Lindorff

Zarząd Casus Finanse SA poinformował o transakcji nabycia 100% akcji Casus Finanse SA przez Grupę Lindoff. Dzięki tej transakcji Casus Finanse dołączyła do międzynarodowej Grupy Lindorff, europejskiego lidera w zakresie zarządzania wierzytelnościami.

Transakcja została zawarta 18 sierpnia 2015 r. Dołączenie przez Casus Finanse do Grupy Lindorff jest świadomą  decyzją biznesową wynikającą ze strategii rozwoju Casus Finanse i realizacją najkorzystniejszej drogi rozwoju dla firmy. Skład personalny zarządu Casus Finanse SA pozostaje bez zmian, natomiast w związku ze zmianą składu rady nadzorczej Casus Finanse SA stanowiska w niej obejmą członkowie zarządu Grupy Lindorff.

Grupa Lindorff jest europejskim liderem branży zarządzania należnościami z wynikiem przychodów na poziomie 475 mln euro netto na koniec  2014 r. Zatrudnia 2800 pracowników w 12 europejskich krajach: Szwecji, Norwegii, Finlandii, Estonii, Litwie, Łotwie, Rosji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii oraz Danii i Holandii. Obszarem, w którym się specjalizuje, jest obsługa klientów z branży finansowej.

W obliczu sytuacji makroekonomicznej  szukaliśmy strategii, która Grupie Kapitałowej Casus Finanse zagwarantuje najbardziej korzystną biznesowo drogę rozwoju – powiedział Sławomir Szarek, prezes Casus Finanse SA –  Dołączenie do międzynarodowego lidera oznacza dla nas możliwość otwarcia się na nową skalę rozwoju. Grupa Lindorff doceniła nasze know-how i skuteczność strategii biznesowej, a międzynarodowe zaplecze Grupy umożliwi nam obecnie osiągnięcie pozycji w ścisłej czołówce rynku w Polsce.

Praca w domu czy dom w pracy?

Wzrost znaczenia mobilności w codziennym życiu wywiera znaczący wpływ na portret pracowników małych i średnich firm. Coraz szersze wykorzystanie smartfonów i tabletów, a także usług w chmurze, które dają bezpieczny dostęp do firmowych zasobów i danych, zaciera wyraźną dotychczas granicę pomiędzy czasem przeznaczonym na sprawy prywatne i obowiązki służbowe. Tradycyjnie utarty model pracy zza biurka między 9 a 17 odchodzi bezpowrotnie do lamusa. Coraz chętniej wybieramy elastyczne rozwiązania, które pozwalają nam swobodnie łączyć obowiązki służbowe z prywatnymi. W rezultacie zdalny styl pracy pomaga nam zwiększać produktywność, zapewniając dodatkowy czas na sprawy prywatne.

Główne wyniki badań:

  • 26 proc. osób biorących udział w badaniu przyznało, że ich najlepsze pomysły dotyczące kwestii zawodowych pojawiły się, kiedy przebywali w domu.
  • 49 proc. respondentów przyznaje się otwarcie do korzystania z bankowości on-line wczasie pracy, a 26 proc. osób robi w tym czasie zakupy przez Internet.
  • 63 proc. menedżerów aprobuje załatwianie prywatnych spraw w pracy, o ile nie koliduje to w żaden sposób z realizacją ich zadań służbowych.
  • 55 proc. otwarcie przyznaje, że technologie mobilne pozwalają nie tylko oszczędzać czas, ale także wpływają na ich produktywność.

Rewolucja w kalendarzu

Ponad jedna czwarta polskich pracowników z sektora MŚP (26 proc.) biorących udział w badaniu „Nowoczesne IT w MŚP 2015” przeprowadzonym przez Ipsos MORI na zlecenie Microsoft, przyznała, że na najlepsze pomysły dotyczące kwestii zawodowych wpadli, kiedy przebywali w domu. Tylko 14 proc. stwierdziło, że stało się to podczas obecności w biurze. Tyle samo doznało „olśnienia” w drodze do pracy. W przypadku 10 proc. respondentów najlepsze pomysły pojawiły się podczas snu.

Coraz wyższy poziom adopcji urządzeń przenośnych (urządzeń 2 w 1, tabletów czy smartfonów) a także wprowadzanie do firm polityki BYOD (Bring Your Own Device), zakładającej możliwość wykorzystania prywatnych urządzeń do realizacji zadań zawodowych, wprowadzają stopniowo istotne zmiany w podejściu do standardu dnia pracy. Czas przeznaczony na realizację obowiązków służbowych przeplata się z tym, który poświęcany jest na załatwianie spraw prywatnych.

W myśl zasady, że najlepsze pomysły przychodzą nam do głowy, kiedy jesteśmy zrelaksowani, pracownicy coraz chętniej wykorzystują wolne chwile na sprawy zawodowe. Jak wynika z badania, pracownicy zdecydowanie częściej deklarują chęć realizowania obowiązków służbowych poza biurem. 22 proc. respondentów przyznaje, że zajmuje się sprawami zawodowymi tuż przed snem, a 16% respondentów robi to z samego rana, jeszcze przed wyjściem do pracy. Co dziesiąty uczestnik badania oddaje się pracy podczas podróży środkami transportu publicznego.

„Prywata” w pracy… za zgodą przełożonych

Przyzwolenie na pracę poza godzinami ma jednak swoje drugie oblicze, bo analogicznie w godzinach pracy często oddajemy się sprawom prywatnym. Granica między tymi dwiema sferami ulega dalszemu zatarciu. Wspomniane wcześniej badanie pokazuje, że pracownicy z małych i średnich firm w wielu przypadkach wykonują niektóre zadania prywatne w trakcie godzin pracy. 49 proc. respondentów przyznaje się otwarcie do korzystania z bankowości elektronicznej w czasie pracy, 42 proc. odwiedza strony internetowe niezwiązane z ich obowiązkami. Dodatkowo, 26 proc. osób biorących udział w badaniu przyznaje się do robienia w tym czasie zakupów przez Internet. Wyniki te jasno pokazują zmianę podejścia do klasycznego dnia roboczego, która towarzyszy upowszechnieniu się technologii mobilnych i łatwości dostępu do naszych zasobów, nie tylko w komputerze, ale także z poziomu smartfona czy tabletu.

Co istotne, ankietowani przyznali, że 63 proc. ich menedżerów aprobuje taki model zachowania, o ile nie koliduje on w żaden sposób z realizacją ich zadań służbowych. Zaledwie 15 procent ankietowanych zadeklarowało, że w ich firmach takie zachowanie nie jest akceptowane. Co ciekawe, tylko jeden na dziesięciu (9 proc.) menedżerów nie zdaje sobie sprawy, że jego pracownicy załatwiają prywatne sprawy w godzinach pracy.

„Rozwój technologii opartych o chmurę obliczeniową powoduje, że pracownicy mają bezpieczny dostęp do służbowych plików w zasadzie z dowolnego miejsca i o dowolnym czasie. Dzięki temu mogą oni realizować powierzone zadania nie tylko w czasie fizycznej obecności w biurze. Wystarczy, że mają przy sobie urządzenie mobilne, na przykład Windows tablet z usługą Office 365 albo CRM Online i mogą w pełni wydajnie zrealizować swoje zadania służbowe, niezależnie od tego czy są właśnie w podróży pociągiem czy też wyszli z biura na wywiadówkę dziecka” – mówi Przemysław Szuder, dyrektor działu Small & Medium Business Solutions and Partners w Microsoft.

Technologiczna świadomość rośnie

Ankietowani przedstawiciele sektora średnich i małych przedsiębiorstw zgodnie przyznają, że rozwój technologii wyraźnie sprzyja ich pracy. 55 proc. otwarcie przyznaje, że technologie mobilne pozwalają nie tylko oszczędzać czas, ale także wpływają na ich produktywność. 22 proc. przyznaje także, że inwestycje firm w nowoczesne rozwiązania IT zwiększyłoby satysfakcję pracowników.

Posiadanie oraz wykorzystywanie urządzenia mobilnego nie tylko w celach prywatnych staje się codziennością. Firmy zapewniają swoim pracownikom odpowiednie oprogramowanie, dbając o kwestie bezpieczeństwa floty urządzeń, na których wyświetlane są służbowe dane. Jednym z takich przedsiębiorstw jest Grecos Holiday, które plasuje się w gronie najbardziej rozpoznawalnych marek w polskiej branży turystycznej. Firma musi szczególnie dbać o bezpieczeństwo zgromadzonych danych. Dzięki pracy w oparciu o chmurowe rozwiązanie Office 365, Grecos Holiday pozostaje właścicielem zgromadzonych danych, które są chronione przy użyciu najnowszych technologii i międzynarodowych norm, a ponadto nie są skanowane w celach reklamowych. Nie bez znaczenia pozostaje też zagwarantowana wysoka dostępność usługi na poziomie 99,9% i wykonywanie kopii zapasowych w trybie ciągłym.

„W przypadku pożaru lub innego nagłego zdarzenia losowego nie ma ryzyka przerwania ciągłości biznesowej. Dokonujemy zakupu nowych komputerów i otrzymujemy natychmiastowy dostęp do naszych danych, bez potrzeby czasochłonnych instalacji. Dla działalności usługowej, w której przewagę uzyskuje się często właśnie dzięki sprawnej i szybkiej komunikacji i obsłudze klienta ma to kluczowe znaczenie” – powiedział Wojciech Skoczyński, prezes Grecos Holiday.

Usługa Office 365 daje nie tylko możliwość w pełni efektywnej pracy zdalnej – dostępu do poczty elektronicznej, aplikacji Office, nawet na smartfonie, ale przede wszystkim gwarantuje bezpieczeństwo pracy. Office 365 uzyskało liczne certyfikaty zawiązane z bezpieczeństwem oraz ochroną prywatności np. ISO 27001 i ISO 27018, które potwierdzają spełnienie najbardziej wymagających standardów ochrony.

„Polskie MŚP odkrywają korzyści płynące z pracy zdalnej. Warto pamiętać, że urządzenia mobilne to zaledwie pierwszy krok, najważniejszy jest dostęp do istotnych z punktu widzenia biznesu danych, systemów, aplikacji, dzięki rozwiązaniom chmurowym. Usługa Office 365 jest odpowiedzią na tę potrzebę i sprawia, że użytkownik ma przy sobie na stałe przenośne biuro. Dzięki temu ma swobodny dostęp nie tylko do firmowej poczty, ale także wszystkich dokumentów, arkuszy czy prezentacji. Umożliwia mu to pracę z dowolnego miejsca, także wtedy, kiedy ma najlepsze pomysły, a niekoniecznie siedzi przy biurku” – mówi Przemysław Szuder z Microsoft.

Popołudniowy komentarz walutowy z 31.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 31.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Mobile, omnichannel i… jak będziemy płacić online?

0

Płatności mobilne, omnichannel, optymalizacja konwersji i współpraca z sieciami handlowymi. Te wyzwania stoją przed wiodącymi spółkami obsługującymi płatności online. Z czego wynikają takie kierunki rozwoju branży płatności online?

Branża e-Commerce nadal rozwija się wyjątkowo szybko, a ważnymi graczami narzucającymi kolejne przyjazne dla klientów zmiany są operatorzy płatności online. Jakich nowości możemy się spodziewać w najbliższych miesiącach?

Badania, badania i jeszcze raz badania

Niewidocznym na pierwszy rzut oka, ale niebywale istotnym trendem jest skupienie operatorów płatności na badaniach potrzeb klientów. Najważniejsi gracze poświęcają na to znaczne środki, stale reagując na bieżące zapotrzebowanie płynące z rynku. Wszystkie trendy, takie jak wprowadzenie płatności mobilnych czy rozwiązań wspierających omnichannel, są po prostu odpowiedzią na te potrzeby.

Jedno jest pewne – dla kupującego liczy się szybkość, wygoda i bezpieczeństwo. Natomiast dla sklepu ważne jest płynne przejście klienta przez proces zakupowy, tak aby nie napotkał po drodze żadnych przeszkód. To dlatego kładziemy tak duży nacisk na optymalizację ścieżki płatności, jednocześnie gwarantując kupującemu wysoki poziom bezpieczeństwa przy realizacji transakcji – mówi Bernadetta Madej, dyrektor działu handlowego Dotpay SA, najstarszego operatora płatności.

Większe zyski z płatności mobilnych

Słuszność tego kierunku potwierdzają badania. Np. klienci odpowiadający na pytanie, dlaczego wybierają płatność przez Dotpay, zwracają uwagę przede wszystkim na prostotę obsługi (78%) oraz szybkość i komfort (64%).

Jak udaje się poprawić wygodę zakupów? Standardem w ofercie stały się płatności mobilne. Z perspektywy platform e-Commerce, wdrożenie dodatkowego kanału przeznaczonego dla urządzeń mobilnych może podnieść zyski nawet z dnia na dzień. Według raportu interaktywnie.com „e-commerce” w 2015 r. ponad połowa Polaków (54%) będzie dokonywać płatności online, a 34% będzie płacić poprzez urządzenia mobilne. Coraz częściej konsumenci też stosują tzw. multichanneling, czyli zaczynają proces zakupowy na jednym urządzeniu mobilnym, np. smartfonie, a kończą na innym, np. tablecie lub komputerze stacjonarnym.

Jak podaje Gemius, już ponad 20% ruchu na polskich stronach jest generowanych ze smartfonów i tabletów. E-sklepy i e-serwisy powinny więc przede wszystkim dbać o obsługę klientów mobilnych. Odpowiednie rozwiązania wprowadzają też operatorzy płatności online. Przykład? Wysyłka e-maili z przypomnieniem o niedokończonej płatności wprowadzona przez Dotpay. Wielu klientów w ciągu dnia przegląda produkty i rozpoczyna zakupy na smartfonie, a kończy je dopiero wieczorem po odczytaniu przypominającego e-maila np. na tablecie.

Wyjść poza Internet?

Osiągając tak wiele ważne jest, aby nie osiąść na laurach. Co planują operatorzy na najbliższą przyszłość? Oprócz udogodnień usprawniających płatności mobilne, istotnym trendem jest wspieranie sklepów prowadzących sprzedaż w przestrzeni omnichannel (czyli tzw. sprzedaż wielokanałową).

Taki model sprzedaży już kilka lat temu zadomowił się w USA i na rynkach zachodnich, a polscy sprzedawcy powoli zaczynają się nim interesować. Jak to działa? Platformy i sieci handlowe wdrażają systemy, które integrują wiele kanałów sprzedaży, np. sklepy stacjonarne, aplikacje mobilne i strony internetowe. Umożliwia to nie tylko sprzedaż przez sklep internetowy czy aplikację mobilną w salonie, w asyście konsultanta, ale również sprawne zarządzanie zwrotami i monitorowanie transakcji ze wszystkich kanałów.

Duże znaczenie w tworzeniu prawdziwego omnichannel mają systemy płatności, szczególnie mobilne. – Rola operatorów płatności jest bardzo istotna w obszarze omnichannel. Dzięki temu, że umożliwiają integrację przez API, sklepy mogą otrzymywać informacje o transakcjach bezpośrednio do swojego systemu, skąd obsługują i monitorują sprzedaż wszystkimi kanałami. Stamtąd też mogą zlecać zwroty. Takie rozwiązanie to dla sklepu oszczędność zasobów i wsparcie w automatyzacji wewnętrznych procesów – wyjaśnia Bernadetta Madej.

Klienci sklepów prowadzących sprzedaż różnymi kanałami mogą przechodzić proces zakupowy w różnych wymiarach. Przedstawienie produktu w salonie, zakup przez aplikację mobilną, płatność telefonem i obsługa posprzedażowa przez Internet – to wszystko może być spójne i zintegrowane ze sobą. Płatności online i mobilne doskonale wpisują się w ten schemat.

Źródło: http://www.dotpay.pl

Ile zapłacisz za ubezpieczenie dla „anglika”?

Od 15 sierpnia bieżącego roku posiadacze samochodów z kierownicą po prawej stronie nie muszą już dokonywać kosztownych przeróbek. Do tej pory właściciele aut sprowadzonych z Wielkiej Brytanii lub Irlandii, wydawali nawet kilkanaście tysięcy złotych za przełożenie kierownicy oraz inne modyfikacje. Teraz potrzebne będą znacznie mniejsze zmiany (m.in. dotyczące reflektorów i lusterek). Nowelizacja polskich przepisów powinna zwiększyć popularność samochodów sprowadzonych z Wielkiej Brytanii oraz Irlandii. Osoby zastanawiające się nad zakupem takich aut, najpierw powinny sprawdzić koszt obowiązkowego ubezpieczenia OC. 

Tylko jedna z analizowanych firm przewiduje sporą podwyżkę 

Nina Kuczyńska z porównywarki Ubea.pl zwraca uwagę, że relację między kosztem ubezpieczenia auta kupionego w Polsce oraz tzw. „anglika” można przeanalizować na konkretnym przykładzie (patrz poniżej). Dotyczy on trzydziestopięcioletniego kierowcy, który ubezpiecza niedawno zakupionego Volkswagena Passata z 2008 r. Różnica pomiędzy dwoma wariantami analizy jest związana tylko z miejscem pierwszej rejestracji pojazdu (Wielka Brytania lub Polska). Samochód z Wysp Brytyjskich ma kierownicę po prawej stronie, ale został przystosowany do użytkowania w Polsce zgodnie z przepisami obowiązującymi od 15 sierpnia 2015 r. (patrz poniżej).

Wariant 1 (auto z kierownicą po lewej stronie): klient ubezpiecza czerwonego Volkswagena Passata B6 sedan Comfortline 1.6 8V (102 KM) z 2008 r. Auto zostało zakupione w polskim salonie VW. Data jego pierwszej rejestracji to 17 sierpień 2008 r. Samochód do tej pory nie miał uszkodzeń, a jego przebieg wynosi 90 000 km. Przykładowy VW Passat posiada sprawny i fabryczny immobilizer, sprawny fabryczny autoalarm oraz sprawny i fabryczny GPS.

Wariant 2 (auto z kierownicą po prawej stronie): klient ubezpiecza czerwonego Volkswagena Passata B6 sedan Comfortline 1.6 8V (102 KM) z 2008 r. Auto zostało zakupione w brytyjskim salonie VW i sprowadzone do Polski w lipcu 2015 r. Data jego pierwszej rejestracji w Wielkiej Brytanii to 17 sierpień 2008 r. Data pierwszej rejestracji w Polsce to 24 sierpień 2015 r. Samochód do tej pory nie miał uszkodzeń, a jego przebieg wynosi 90 000 km. Przykładowy VW Passat posiada sprawny i fabryczny immobilizer, sprawny fabryczny autoalarm oraz sprawny i fabryczny GPS. Samochód został przystosowany do użytkowania w Polsce poprzez modyfikację świateł zewnętrznych, prędkościomierza oraz lusterek wstecznych.

Kalkulacje przeprowadzone na podstawie danych porównywarki Ubea.pl z 18 sierpnia 2015 r. wskazują, że tylko w jednym towarzystwie ubezpieczenie samochodu sprowadzonego z Wielkiej Brytanii będzie znacznie droższe. Firma Uniqa dla kierowców takich aut, nalicza składkę wyższą o prawie 200% (patrz poniższe zestawienie). Minimalne różnice są widoczne po sprawdzeniu składek ustalanych przez Liberty Ubezpieczenia oraz Link4. „Właściciel przykładowego samochodu z kierownicą po prawej stronie nie zapłaci więcej za obowiązkową polisę w firmach Aviva Direct, Gothaer, Generali Direct oraz MTU” – informuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.   

Prezentacja dodatkowych kosztów ubezpieczenia samochodu posiadającego kierownicę po prawej stronie
Nazwa ubezpieczyciela Wariant 1: roczny koszt ubezpieczenia VW     Passata z kierownicą po                    lewej stronie Wariant 2: roczny koszt ubezpieczenia VW Passata z kierownicą po prawej stronie Różnica w wysokości rocznej składki (względem tańszego wariantu)

Kwotowa/Procentowa

Aviva Direct 575 zł 575 zł 0 zł/0,00%
Generali Direct 480 zł 480 zł 0 zł/0,00%
Gothaer 573 zł 573 zł 0 zł/0,00%
Liberty Ubezpieczenia 643 zł 650 zł 7 zł/1,09%
Link4 538 zł 544 zł 6 zł/1,12%
MTU (Ergo Hestia) 583 zł 583 zł 0 zł/0,00%
Uniqa 626 zł 1 877 zł 1 251 zł/199,84%
Średnia dla analizowanych towarzystw  574 zł  755 zł 181 zł/31,46%

*- Pozostałe założenia: trzydziestopięcioletni klient ubezpieczyciela otrzymał prawo jazdy 1 lutego 1999 r. Właściciel VW Passata pracuje w banku, jest żonaty i ma jedno dziecko (6 lat). Posiadacz auta mieszka w Warszawie (kod pocztowy: 01-001) i posiada garaż indywidualny. Przykładowy kierowca do tej pory użytkował trzy samochody, a najdłuższy okres użytkowania jednego auta wynosił 5 lat. Wcześniej przykładowy klient miał dziesięć rocznych ubezpieczeń OC. Zniżka z ostatniej polisy w Allianz to 40%. Kierowca spowodował jedną szkodę cztery lata wcześniej. Samochód nie będzie wykorzystywany na potrzeby działalności gospodarczej. Klient ubezpiecza go po raz pierwszy. Ochrona ubezpieczeniowa ma obowiązywać od 25 sierpnia 2015 r. Ubezpieczony zakupi polisę i opłaci składkę przez Internet. Posiadacz VW Passata akceptuje wszystkie domyślne warianty ochrony, jakie oferują mu ubezpieczyciele.                            

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych porównywarki Ubea.pl

Koszty ubezpieczenia aut z Anglii mogą niebawem wzrosnąć …

Nina Kuczyńska z porównywarki Ubea.pl podkreśla, że powyższe wyniki obliczono zaraz po wprowadzeniu możliwości rejestrowania aut z kierownicą po prawej stronie. Dlatego nie można wykluczyć, że już wkrótce właścicieli „lewostronnych” samochodów będzie czekała niemiła niespodzianka. W tym kontekście wiele zależy od polityki ubezpieczycieli. Część z nich tak jak Uniqa, może zastosować ogromne zwyżki, które zniechęcą posiadaczy „anglików”. Wydaje się jednak, że większość firm ubezpieczeniowych najpierw oceni faktyczne ryzyko. „Jeśli statystyki szkodowości wskażą, że osoby prowadzące auta z kierownicą po prawej stronie i polską rejestracją spowodowały więcej szkód, to składka dla takich klientów szybko wzrośnie. Odpowiednia reakcja ubezpieczyciela ochroni znacznie większą liczbę kierowców przed podwyżką kosztów polisy OC” – przewiduje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Perspektywa stopniowego podwyższenia składek za ubezpieczenie „anglików” wydaje się bardzo prawdopodobna. Wyniki badań z innych krajów wskazują bowiem, że osoby prowadzące auto z kierownicą po odwrotnej stronie, stanowią większe zagrożenie dla innych użytkowników dróg. „Według analizy Korporacji Ubezpieczeniowej z Kolumbii Brytyjskiej (2007 r.), samochody posiadające kierownicę po prawej stronie o 40% częściej uczestniczą w wypadkach drogowych. Warto pamiętać, że na bardzo dobrych, kanadyjskich drogach już od lat 20-tych ubiegłego wieku, obowiązuje ruch prawostronny” – mówi  Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Korzyści i wyzwania pracy zdalnej

Praca zdalna w swojej pełnowymiarowej formie jest rozpowszechniona głównie w ramach tzw. wolnych zawodów, w przypadku których najistotniejsze jest dostarczenie efektu końcowego na czas. Dotyczy to np. tłumaczenia tekstu, napisania oprogramowania, wykonania projektu domu czy też materiału marketingowego. Sama organizacja pracy, czy też poszczególne jej etapy nie są w tym wypadku tak istotne jak finalny wynik. Również w wielu aspektach funkcjonowania firmy, gdzie nie jest koniecznym tworzenie dodatkowego etatu a jedynie okresowego wsparcia, jak np. przy usługach księgowych, praca zdalna znajduje uzasadnienie w realnych potrzebach biznesowych. Wykonywanie pracy zdalnej może wiązać się z różnymi formami zatrudnienia, do których może należeć zarówno umowa zlecenie, umowa o dzieło jak i umowa o pracę zdalną, która poza faktem, iż praca nie musi być świadczona w siedzibie pracodawcy, ma wszelkie pozostałe znamiona umowy o pracę.

– To, czy praca zdalna będzie wiązać się z korzyściami w dużej mierze zależy od profilu stanowiska, gdyż nie w każdej branży taka forma zatrudnienia może znaleźć konstruktywne zastosowanie, – komentuje Agnieszka Jędrejek, ekspert firmy doradztwa personalnego ManpowerGroup. – Zdalna praca, bez fizycznej obecności przełożonego, to właściwie praca na dwóch stanowiskach, gdzie tzw. szef zarządzający efektywnością, motywacją, potencjałem i pracownik skupiony na realizacji postawionych celów to jedna i ta sama osoba. Jeśli jednak dobrze dopasujemy tę formę wykonywania obowiązków do danej profesji, korzyści z pracy zdalnej może być wiele. Po stronie pracodawcy na pewno na pierwszy plan wysuwa się redukcja kosztów związanych np. z utrzymaniem biura. Dodatkowo oferta pracy zdalnej, nie będąc związana z żadnym obszarem terytorialnym, może być skierowana do szerszego grona odbiorców i tym samym przyczynić się do większego sukcesu rekrutacji. Pracownik zatrudniony w domu w elastycznych godzinach pracy ma też większą możliwość dopasowania warunków pracy do własnych potrzeb, co może znacząco przyczynić się do jego efektywności, – dodaje przedstawiciel ManpowerGroup.

W częściowym wymiarze, czyli jako forma tzw. „home office”, bywa też wymieniana jako jeden z benefitów pozapłacowych, gdzie pracodawca obok opieki medycznej, czy karty multisport, oferuje możliwość pracy z domu w określonych dniach czy okresach pracy. Jak wynika z obserwacji rynku, to istotny czynnik motywujący.

Jak każde rozwiązanie tak i to ma swoje minusy. Jest nim min. mniejsza możliwość wglądu przez pracodawcę w działania podległego mu pracownika na poszczególnych etapach trwania projektu. Znacznie słabsza, czasem wręcz znikoma, jest również identyfikacja pracownika z firmą, co może przełożyć się na krótkotrwałość zatrudnienia. Trudniej jest tu bowiem budować lojalność pracownika wobec zatrudniającej go organizacji. Praca w pewnym odosobnieniu, z którym wiąże się często praca zdalna, ogranicza pracownikowi dostęp do wymiany doświadczeń oraz spontanicznego transferu wiedzy ze współpracownikami. To z kolei może wiązać się z mniejszym stopniem motywacji i kreatywności. Bardzo ważną więc kwestią jest odpowiednia organizacja pracy zdalnej, zarówno przez pracodawcę jak i podwładnego.

Regionalne zróżnicowanie bezrobocia w krajach OECD

Różnice w rozwoju poszczególnych regionów są w Polsce faktem. Według danych OECD za 2013 rok, stopa bezrobocia w województwach wahała się od 8,0% na Mazowszu do 13,4% na Podkarpaciu. Wydaje się, że to spora różnica. Są jednak państwa, w których dysproporcje regionalne są dużo większe niż w Polsce.

Zdecydowanie największy problem z różnicami w poziomie bezrobocia w ujęciu regionalnym mają Hiszpanie – w kraju Basków stopa wyniosła 14,2%, a w Ceucie aż 34,5%. Z dużymi dysproporcjami zmagają się również Włosi – w Kampanii stopa bezrobocia osiągnęła poziom 18,8%, a w Prowincji Bolzano już tylko 3,9%. Co ciekawe Belgia także należy do krajów, w których poziom bezrobocia nie jest wyrównany. We Flandrii wynosiło ono 4,6%, w Regionie Walońskim 10,3%, a w Regionie Stołecznym Brukseli 17,8%.

Najmniejsze dysproporcje w stopie bezrobocia widoczne były w krajach, takich jak Dania, Holandia czy Norwegia.

Zróżnicowanie poziomu stopy bezrobocia w ujęciu regionalnym w państwach OECD w 2013 roku

Zróżnicowanie poziomu stopy bezrobocia
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie OECD Regional Well-Being

Marta Kowalówka
Sedlak & Sedlak

 

Grupa TelForceOne po I półroczu 2015

0

Giełdowa spółka TelForceOne – największy w Polsce dystrybutor akcesoriów mobilnych i elektroniki konsumenckiej oraz producent telefonów i smartfonów myPhone, opublikował wyniki za I półrocze 2015 roku. Grupa wypracowała w tym okresie przychody na poziomie 116,1 mln zł oraz zysk netto w wysokości 1,23 mln zł. Zgodnie z zapowiedziami, przez ostatnie miesiące Grupa pracowała przede wszystkim nad poprawą marży brutto ze sprzedaży, która w 1H2015 wyniosła 24,8% – o 3 p.p. więcej niż w 1H2014. Dodatkowo, Grupa rozszerzyła swoje portfolio produktowe o segment elektronarzędzi po własną marką.

W pierwszym półroczu 2015 r. Grupa wygenerowała przychody ze sprzedaży w wysokości 116,1 mln zł, a zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 28,8 mln zł. Zgodnie z założeniami Zarządu na rok 2015, Grupa systematycznie poprawia marżę brutto ze sprzedaży – w 1H2015 wyniosła ona 24,8%. – Konsekwentnie realizujemy nasze założenia strategiczne. Wykorzystujemy pozycję rynkową zbudowaną w poprzednich kwartałach do zwiększania w strukturze sprzedaży akcesoriów marek własnych, które naturalnie są dla nas wyżej marżowe. Poprawę było widać już w 1Q2015, kiedy to odnotowaliśmy wzrost marży brutto na sprzedaży o 1,1 p.p. q/q. W 2Q2015 było to 6,4 p.p. q/q – mówi Wiesław Żywicki, Wiceprezes Zarządu TelForceOne.

Zysk operacyjny wypracowany przez Grupę wyniósł 3,9 mln zł, EBITDA 5,1 mln zł, a zysk netto 1,2 mln zł. Grupa wypracowała marżę EBITDA w wysokości 4,4%, marża EBIT wyniosła 3,4%, a marża netto 1,1%.

Niższy niż przed rokiem poziom zysku operacyjnego oraz zysku netto spowodowany był wzrostem kosztów sprzedaży oraz kosztów ogólnego zarządu. – Były to głównie koszty wygenerowane w związku wejściem w nowy segment działalności oraz koszty związane z rozbudową struktur organizacyjnych – wyjaśnia Wiesław Żywicki.

W połowie I półrocza br. jedna ze spółek z Grupy (Red Dog) wprowadziła do oferty nową kategorię produktową – narzędzia i elektronarzędzia pod własną marką Haka Tools. Równolegle spółka została dystrybutorem elektronarzędzi marki MaxPro na rynku polskim. Realizowane są obecnie pierwsze dostawy, których sprzedaż rozpocznie się jeszcze w tym kwartale.

Rozbudowa portfolio produktowego jest procesem kosztochłonnym, który poza promocją i marketingiem wymaga budowy odpowiedniego zaplecza handlowo-organizacyjnego. Z kolei rosnąca skala prowadzonej przez nas działalności wymagała dostosowania wewnętrznych struktur organizacyjnych zarówno pod kątem funkcjonalnym, jak również w zakresie wsparcia doradców zewnętrznych  – dodaje Wiesław Żywicki.  

Na wyniki Grupy w I półroczu br. wpływ miał również wzrost kursu dolara odnotowany w 1Q2015 oraz aktywny udział w głównych światowych  targach branżowych GSM  m.in. w Las Vegas, Monako i Barcelonie.

Z kolei w czerwcu spółka zdecydowała o wypłacie drugiej z rzędu dywidendy w wysokości 819,6 tys. zł, co stanowi 0,10 zł na jedną akcję.

Podstawowe pozycje skonsolidowanego rachunku wyników

[w tys. zł] 1H2014 1H2015 Zmiana
Przychody 126 902 116 127 -8,5%
Zysk brutto na sprzedaży 27 649 28 754 +4,0%
marża brutto na sprzedaży 21,8% 24,8% +3,0 p.p.
EBITDA 7 244 5 140 -29,0%
marża EBITDA 5,7% 4,4% -1,3 p.p
EBIT 6 071 3 904 -35,7%
marża EBIT 4,8% 3,4% -1,4 p.p.
Zysk netto 3 369 1 232 -63,4%
marża netto 2,7% 1,1% -1,6 p.p.

Wzrost niższy, ale będzie przyspieszał

W II kwartale 2015 roku wzrost gospodarczy w Polsce, zgodnie z tym o czym już wcześniej informował GUS, wyhamował do 3,3% w relacji rocznej z poziomu 3,6% w pierwszych trzech miesiącach roku.

Spadek dynamiki wzrostu to w głównej mierze wpływ słabszych inwestycji. Wzrosły one o 6,4% R/R wobec 11,4% w I kwartale br. i wobec prognozowanego wzrostu o 9,6%. Jednak pomimo słabszych inwestycji struktura polskiego PKB jest bardzo solidna, co z optymizmem każe spojrzeć w przyszłość i oczekiwać przyspieszenia wzrostu w kolejnych kwartałach. Dlatego też podtrzymujemy naszą prognozę, że w całym 2015 roku wzrost gospodarczy może sięgnąć 3,8%. Obecnie największym zagrożeniem dla tej prognozy pozostają obawy i niepewność związane z kondycją chińskiej gospodarki.

Opublikowane dane o PKB w żaden sposób nie wpływają na zmianę oczekiwań co do polityki monetarnej. Zadyszka obserwowana w II kwartale ma jedynie przejściowy charakter, dlatego nie ma podstaw, żeby RPP wróciła do obniżek stóp procentowych. Stąd też kolejną decyzją będzie ich podwyżka. Oczekujemy, że z uwagi na dłuższy okres deflacji, utrzymującą się niepewność związaną z Chinami oraz przyszłoroczną zmianę składu Rady, podwyżka ta będzie miała miejsce dopiero w 2017 roku. To później niż zakłada rynek, który prognozuje podwyżki jeszcze w III kwartale 2016 roku.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas

Admiral Markets AS Oddział w Polsce

Stopy procentowe w Polsce nie wzrosną szybko

Ostatnimi czasy na rynek trafiają dobre wiadomości dla posiadaczy kredytów. O ile tym posiadającym zobowiązania w złotych nikt nie chce ich korzystnie przewalutować, to dobre dane nadeszły z prognoz banków. Spodziewany termin podwyżki stóp oddala się na bliżej nieokreśloną przyszłość, a niektórzy analitycy mówią wręcz o obniżeniu stóp.

Wraz ze zbliżającymi się w Polsce wyborami, ekonomiści modyfikują pewne istotne prognozy gospodarcze. W tym kontekście na najwięcej uwagi zasługuje RPP, gdyż w 2016 roku w pierwszych miesiącach kończy się kadencja aż 8 członków tego gremium. Dwóch wskaże prezydent, po trzech sejm i senat. W rezultacie jeżeli spełnią się obecne prognozy co do wyniku wyborów PiS oraz prezydent kojarzony z tym ugrupowaniem będą mieć dominujący wpływ na kierunek działań Rady poprzez swoje decyzje personalne. Wsłuchując się w zapowiedzi gospodarcze tej formacji, można spodziewać się zwiększenia roli instytucji państwowych w gospodarce. W rezultacie wielu ekonomistów oddala swoje prognozy wzrostu stóp procentowych, a niektórzy nawet prognozują ich obniżkę.

Rosnące stopy procentowe przeciwdziałają wzrostowi inflacji oraz tworzeniu się baniek spekulacyjnych na rynku. Wzrost cen przy obecnych spadkach na rynkach surowcowych jest co najmniej wątpliwy. Oczywiście jest to słuszna operacja. To na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że obecne ceny ropy znajdują się znacznie poniżej wieloletnich średnich. Skoro ich spadek spowodował masową deflację należy wziąć pod uwagę, że ich wzrost powinien spowodować nagły wzrost inflacji. Jaki wpływ na walutę mają stopy procentowe? Wyższe stopy to droższe kredyty, ale i lepiej oprocentowane instrumenty pozbawione (o bardzo niskim stopniu) ryzyka. W rezultacie wyższe stopy zwiększają popyt na walutę co zwiększa jej wartość, gdyż można środki w danej walucie korzystniej zainwestować. Odwrotna sytuacja jest z niskimi stopami procentowymi. W takim scenariuszu popyt na walutę spada, co przekłada się na spadki jej wartości. W rezultacie oddalenie perspektyw podwyżki stóp w długim okresie powinno delikatnie osłabiać złotego względem głównych walut.

W Chinach wrócono do sprawdzonych metod. W jaki sposób poradzić sobie ze spekulantami rozsiewającymi niewygodne plotki o giełdzie? W krajach zachodnich jest to trudniejsze, w Chinach się ich po prostu aresztuje. 197 osób robi wrażenie, aczkolwiek na osobach znających tamtejsze realia liczba ta nie budzi zdziwienia. To co jest istotne dla rynków to fakt, że władza w dalszym ciągu walczy wszelkimi dostępnymi metodami o uspokojenie sytuacji. Jaki to ma w ogóle wpływ na złotego? Spadki w Chinach przyczyniają się do spadków na surowcach. Dolar jest znacznie silniej powiązany z juanem i surowcami niż euro. W rezultacie słabsze dane z Chin przenoszą zainteresowanie inwestorów na naszą stronę oceanu, na czym złoty zyskuje. Z drugiej strony nadmierny strach powoduje ucieczkę inwestorów z krajów rozwijających się.

EUR/PLNKomentarz walutowy 31.08.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 31.05.2015 do 31.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1900. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.

CHF/PLNKomentarz walutowy 31.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 31.05.2015 do 31.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, który po osiągnięciu minimów na 3,8350 przeszedł w boczny. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9000, a następnie wspomniane minimum na 3,8350. Dla ruchu w górę ważnym oporem są maksima na 3,9250.

USD/PLNKomentarz walutowy 31.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 31.05.2015 do 31.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7300 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.

GBP/PLNKomentarz walutowy 31.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 31.05.2015 do 31.08.2015

Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8600. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7600.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Ile mogą kosztować kłamstwa w CV?

Jak wynika z badań, blisko 50 proc. CV zawiera informacje niezgodne z rzeczywistością. Zanim zaprosimy kandydata na rozmowę kwalifikacyjną, warto zweryfikować informacje zawarte w jego dokumentach aplikacyjnych. Nieprawdziwe dane mogą skutkować dodatkowymi kosztami, jak np. konieczność rozpoczęcia ponownej rekrutacji.

Wiele osób poszukujących pracy mija się z prawdą w swoich dokumentach aplikacyjnych. Często są to „drobne korekty”, ale zdarzają się także poważniejsze kłamstwa, które mogą być kluczowe w pracy na danym stanowisku. Część informacji rekruterzy mogą zweryfikować już na samym początku procesu rekrutacyjnego. Eksperci z GoldeLine podpowiadają jak sprawdzić, czy kandydat nie kłamie w swoim CV.

Do you speak English?

Fałszowanie informacji w CV bardzo często dotyczy znajomości języków obcych. Język angielski, który jest najczęściej wymaganym językiem przez polskich pracodawców, kandydaci określają często jako komunikatywny. W praktyce oznacza to zazwyczaj brak znajomości tego języka. Jeśli stanowisko, na które szukamy pracownika wymaga sprawnego posługiwania się nim, można zadzwonić do kandydata i poprosić go o krótką konwersację w tym języku. Albo nie będzie to stanowiło problemu, albo kandydat od razu się wycofa.

Praca to tu, to tam

Częstą praktyką kandydatów z niewielkim doświadczeniem zawodowym, często zmieniających zatrudnienie, pracujących krótko i w wielu miejscach, jest zatajanie lub podawanie informacji niezgodnych ze stanem faktycznym. Dodają oni miejsca zatrudnienia lub wydłużają okresy pracy. Jeśli te kwestie budzą wątpliwości, takie informacje można zweryfikować w serwisach, w których kandydaci posiadają profile zawodowe oraz  wirtualne CV. Można też znaleźć tam opinie byłych współpracowników czy pracodawców, co także jest potwierdzeniem zatrudnienia w danym miejscu. Poświadczeniem pracy są również referencje uzyskane od pracodawców, o których przesłanie można od razu poprosić kandydata.

Alfa i Omega

Niezwykle często ubarwiana jest w życiorysie informacja o zajmowanych wcześniej stanowiskach oraz zakresie obowiązków wykonywanych przez kandydata w poprzednich miejscach zatrudnienia. Działania i zrealizowane projekty opisywane w dokumentach są niekiedy nieadekwatne do stanowisk pracy. Informacje na temat realizowanych przez kandydatów zadań i projektów także warto poszukać w internecie lub poprosić kandydata o jego portfolio jeszcze przed zaproszeniem na rozmowę.

Specjalista z wykształceniem

Jak sprawdzić, czy kandydat rzeczywiście ukończył uczelnię lub studia podyplomowe, które wypisał w życiorysie? W pierwszej kolejności możemy poszukać takich informacji na portalach rekrutacyjnych oraz serwisach społecznościowych, gdzie kandydaci zazwyczaj chwalą się takimi informacjami. Łatwo też sprawdzić, np. na uczelni, czy kandydat jest jeszcze w trakcie zdobywania wykształcenia. Niektóre osoby szukające zatrudniania działają wręcz odwrotnie – nie podają swojego pełnego wykształcenia. Robią tak np. osoby z doktoratem, które ubiegają się o pracę na stanowisku, na którym takie wykształcenie nie jest konieczne. Pracodawcy zazwyczaj nie chcą zatrudniać osób wykształconych lepiej od nich lub uznają, że taki kandydat może nie chcieć wykonywać niektórych obowiązków związanych ze stanowiskiem albo oczekiwać wyższego, niż przewidziane na to stanowisko, wynagrodzenia.

Ogólnie dostępne informacje umieszczane w sieci przez samych kandydatów są cennym źródłem wiedzy na temat nie tylko byłego czy obecnego zatrudnienia, ale także wykształcenia, charakteru osoby, jej aktywności czy stylu życia. Jeśli nie uda się nam zweryfikować wszystkich istotnych dla nas danych jeszcze przed zaproszeniem kandydata na rozmowę, poprośmy go o przyniesienie na spotkanie dokumentów potwierdzających informacje zawarte w życiorysie, jak np. dyplomy ukończenia studiów, świadectwa pracy, umowy współpracy, referencje jak również materiały, którymi chcieliby się dodatkowo pochwalić, a tym samym potwierdzić efekty swoich wcześniejszych działań. Jeśli na początku procesu rekrutacyjnego nie zostały zweryfikowane kluczowe dla rekrutera informacje o pracowniku, warto to zrobić przed podpisaniem z nim umowy o pracę. Jeśli po rozpoczęciu pracy okaże się jednak, że pracownik zataił istotne dla nas fakty albo podał nieprawdziwe informacje uniemożliwiające należyte wykonywanie przez niego obowiązków pracowniczych, może zostać nawet zwolniony dyscyplinarnie. Nie zmieni to jednak faktu, że okaże się to dopiero po pewnym czasie, w którym inni kandydaci najprawdopodobniej znajdą już zatrudnienie. Całą rekrutację będziemy musieli rozpocząć od nowa, co będzie wiązało się z poniesieniem ponownych jej kosztów.

Toyota opatentowała w 2014 roku najwięcej innowacji w dziedzinie napędów

85% patentów dotyczących układów napędowych to projekty udoskonalające napędy alternatywne. W tej grupie największy udział mają technologie hybrydowe.

Patenty związane z alternatywnymi napędami stanowiły w 2014 roku 85% wszystkich patentów dotyczących napędów samochodowych. Prace rozwojowe nad technologią hybrydową przyniosły największą liczbę zastrzeżonych wynalazków. Toyota jest największym innowatorem w dziedzinie technologii napędzania pojazdów.

Naukowcy z Center of Automotive Management (CAM) na Uniwersytecie Nauk Stosowanych (FHDW) w Niemczech ustalili, że badania nad konwencjonalnymi silnikami spalinowymi od lat są w stagnacji, podczas gdy wiodącą rolę pełnią prace rozwojowe nad napędami hybrydowymi i elektrycznymi. Badania przeprowadzone przez instytut ujawniły, że 85% wniosków patentowych ma związek z technologiami alternatywnych napędów, wśród których dominują technologie hybrydowe.

„Patenty są zapowiedzią kierunków rozwoju technologii i dają informację o długofalowych strategiach producentów samochodów” – powiedział profesor Stefan Bratzel, szef CAM.

18 największych koncernów motoryzacyjnych zarejestrowało w 2014 roku 57 tys. patentów, o 7% więcej niż rok wcześniej. Z tego najwięcej, bo 26% zostało zgłoszonych przez Toyotę.

W 2014 roku Toyota zarejestrowała o 11% więcej patentów niż rok wcześniej. 5680 z nich dotyczyło technologii ogniw paliwowych, które Toyota udostępniła do powszechnego wykorzystania innym producentom. Dotyczy to m.in. kluczowych rozwiązań zastosowanych we wprowadzanej właśnie na kolejne rynki Toyocie Mirai, pierwszym seryjnie produkowanym aucie na wodór. Celem Toyoty było zachęcenie pozostałych producentów do współpracy w dziedzinie rozwoju samochodów na wodorowe ogniwa paliwowe. Wspólna praca nad nową technologią ma przyczynić się popularyzacji pojazdów napędzanych wodorem, aby w przyszłości mogły stać się realną konkurencją dla samochodów spalinowych.

500 największych firm z Europy Środkowo-Wschodniej wg Coface

Coface już po raz dziesiąty przygotował zestawienie największych firm operujących na rynkach Europy Środkowo-Wschodnie. Miniony rok był okresem ożywienia dla większości przedsiębiorstw, które znalazły się w rankingu TOP 500 CEE.

zestawienie 500 największych firm z Europy Środkowo-WschodniejWyniki przedsiębiorstw, które znalazły się w tegorocznym, jubileuszowym – bo już dziesiątym zestawieniu największych firm z Europy Środkowo-Wschodniej – są odbiciem poprawy sytuacji regionu i rysują optymistyczny obraz środkowoeuropejskiego biznesu. Miniony rok był okresem ożywienia dla większości gigantów listy TOP 500 CEE. Poprawa sytuacji makroekonomicznej spowodowała wzrost gospodarczy w regionie z 1,3 proc. w 2013 r. do 2,5 proc. w 2014 r. Największe firmy w Europie Środkowo-Wschodniej wygenerowały w 2014 r. obroty w wysokości 572 mld EUR, co stanowiło ponad połowę łącznego nominalnego PKB gospodarek CEE. Tak dobre wyniki potwierdzają, jak silnym motorem napędowym regionu są przedsiębiorstwa z pięćsetki. Największym firmom udało się zwiększyć zarówno obroty, jak i siłę roboczą – powiedział Jarosław Jaworski, prezes Coface w Polsce.

500 wiodących graczy: ożywienie wzrostu, spadek stopy bezrobocia

Średni wzrost PKB wyniósł w 2014 r. 2,5 proc., czyli niemal dwa razy więcej niż w 2013 r. (1,3 proc.). Wzrost obrotów wśród 500 wiodących firm w regionie CEE (Central Eastern Europe) wykazał podobną tendencję. Niższe stopy bezrobocia, wzrost wynagrodzeń, wsparcie niskiej inflacji i spadek cen ropy miały pozytywne skutki i sprawiły, że konsumpcja gospodarstw domowych stała się głównym czynnikiem przyspieszającym wzrost u większości gospodarek regionu.

Spadek stóp bezrobocia widoczny jest także w pięćsetce topowych przedsiębiorstw CEE, które zwiększyły swój personel o 1,7 proc. Ogółem – firmy z listy TOP 500 CEE zatrudniają 4,2 proc. siły roboczej w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Tradycyjnie już w regionie CEE dominują duże firmy z sektora ropy naftowej i gazu. W 2014 r. musiały one stawić czoła bardzo trudnym warunkom gospodarczym. Ceny ropy gwałtownie spadły, co spowodowało zmniejszenie cen produktów rafineryjnych. Nie sposób nie wspomnieć także o znacznie mniejszej wymianie handlowej powodowanym rosyjskim embargiem. Mimo to, dzięki wyraźnym oznakom poprawy sytuacji w strefie euro pod koniec 2014 r. oraz poszukiwaniom alternatywnych rynków zbytu, przedsiębiorstwom z pięćsetki udało się zniwelować wpływ tych czynników wyjaśnia Katarzyna Kompowska, Prezes Coface na Europę Środkowo-Wschodnią.

Wiodąca pozycja Polski, najwyższa stopa wzrostu na Węgrzech i ożywienie w Czechach

Z trzech wiodących krajów pochodziło ponad 61 proc. firm, które znalazły się w rankingu.
Już kolejny rok z rzędu przewodzimy w zestawieniu TOP 500 CEE pod względem ilości firm. W 2014 r. na liście znalazło się 176 polskich przedsiębiorstw. Warto zwrócić uwagę na fakt, że polskie firmy znajdujące się na liście stanowią bardzo ważną grupę pracodawców w regionie – zatrudnienie w największych polskich przedsiębiorstwach wzrosło w 2014 r. stosunku do 2013 r. o 2,5 proc..

Na drugim miejscu uplasowały się Węgry, z 73 firmami w rankingu (+4,3 proc.). Firmom tym udało się zwiększyć przychody o +5,6 proc., czyli niemal trzy razy więcej od łącznej stopy wzrostu wśród 500 wiodących firm w regionie CEE (+2,1 proc.). Gospodarka węgierska w 2014 r. rozwinęła się o +3,6 proc. – była to najwyższa stopa wzrostu w całym regionie.

Ostatnie miejsce na podium zajęły Czechy, skąd pochodziło 65 graczy. Stanowi to imponujący wzrost o +10,2 proc. Gospodarka wreszcie uległa ożywieniu po recesji spowodowanej konsolidacją budżetową. Czeskie przedsiębiorstwa odnotowały wzrost obrotów o +7,8 proc. – najwyższy spośród wszystkich krajów.

Sektory: wzrost w budownictwie i motoryzacji, spadek w sektorze ropy naftowej i gazu

Dziewięć spośród 13 sektorów zwiększyło obroty w porównaniu z rokiem poprzednim. Sektor motoryzacyjny i transportowy kontynuował wzrost z 2013 r. i wykazał niezwykle dynamiczny rozwój w 2014 r. Światowa produkcja pojazdów wzrosła o 2,6 proc. i doprowadziła do zwiększonej produkcji w motoryzacji w regionie CEE. Przychody 86 największych firm wzrosły o +10,6 proc (101 mld EUR), a ich zyski w 2014. poszybowały w górę (+76,2 proc.). Z tego sektora pochodziło także najwięcej nowych firm w rankingu 500 wiodących przedsiębiorstw (15).

Choć miniony rok dał się szczególnie we znaki przedsiębiorstwom działającym w branży paliwowej, nadal stanowiły one jednak największą grupą firm w zestawieniu – należy do niej 105 firm i niemal 30 proc. całkowitych obrotów. W drugiej połowie 2014 r. obroty przedsiębiorstw paliwowych drastycznie spadły (-3,9 proc.), co szybko przełożyło się także na zwolnienia pracowników o -2,1 proc.

Lepsze perspektywy dla regionu CEE w 2015 roku

Rok 2015 przynosi kontynuację dobrych perspektyw dla firm regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Otoczenie makroekonomiczne, ze średnim wzrostem gospodarczym w regionie 2,8 proc. (według prognoz Coface) nadal będzie sprzyjać działalności biznesowej, zwłaszcza w przypadku największych firm. Jednak poprawa sytuacji wewnętrznej nie niweluje negatywnego wpływu zawirowań światowych rynków na gospodarki regionu. Z bieżących czynników ryzyka należy z pewnością uwzględnić spowolnienie w gospodarce Chin, które wpływa na globalne ceny surowców, ale także na sytuację w strefie euro. Tym samym już teraz możemy założyć, że zmieniające się warunki rynkowe w 2015 r. i skuteczna umiejętność dostosowania działalności biznesowej, będą skutkować wieloma przetasowaniami w przyszłorocznym rankingu – mówi główny ekonomista Coface w
Europie Środkowo-Wschodniej.

Ranking Coface TOP 500 CEE 2015

Coface, międzynarodowy ubezpieczyciel należności, już po raz dziesiąty przygotował badanie 500 największych firm w Europie Środkowej i Wschodniej. W rankingu uwzględniono wyniki przedsiębiorstw i grup kapitałowych, które zanotowały największe obroty. Analizie poddano także liczbę pracowników, strukturę firm, sektorów i rynków.

Dane na temat przedsiębiorstw pozyskują i weryfikują eksperci Coface bezpośrednio w 12 krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Prace koordynuje centrala Coface na ten region w Wiedniu, a ostatecznego scalenia listy dokonuje Coface w Polsce, jako prekursor tego projektu i najsilniejszy oddział w regionie.

W rankingu nie są uwzględniane banki i ubezpieczyciele oraz inne firmy z sektora finansowego ze względu na odmienny sposób raportowania wyników spółek, co utrudnia zestawienie ich na jednej liście z przedsiębiorstwami produkcyjnymi lub handlowymi. W przypadku grup kapitałowych prezentowane są skonsolidowane wyniki spółek z grupy, co umożliwia pokazanie rzeczywistego znaczenia i siły największych koncernów z tego regionu.

Grupa Kęty chce zwiększyć udział eksportu w przychodach do 50 proc. Liczy też na rynek krajowy, który może wzrosnąć dwucyfrowo

CEO Magazyn Polska

Strategia Grupy Kęty zakłada osiąganie połowy przychodów ze sprzedaży eksportowej. Już dziś stanowi ona 43 proc. Producent profili aluminiowych, opakowań do produktów wyciskanych liczy też na nawet 10-proc. wzrost rynku krajowego, który napędzany będzie przez nowe fundusze unijne.

– Mamy zamiar w przyszłości dojść do poziomu 50/50, czyli 50 proc. sprzedaży krajowej, 50 proc. eksportowej, z tym wiążemy duże nadzieje – mówi o planach Grupy Kęty jej prezes Dariusz Mańko.

Już dziś z zagranicy trafia do spółki 43 proc. przychodów. Dobra koniunktura w minionym półroczu dotyczyła wszystkich trzech segmentów rynku, w których działalność eksportową prowadzi spółka. Dotyczy to wyrobów wyciskanych, systemów aluminiowych oraz opakowań giętkich. Silny pozostał także rynek krajowy.

W II kwartale 2015 roku spółka Aluprof, wchodząca w skład GK Kęty, powołała w Belgii nową spółkę.

– Dla nas jest to element realizowania strategii dla segmentu systemów aluminiowych, żeby w każdym kraju, który jest dla nas interesujący, mieć swój punkt, swoje miejsce – informuje prezes Mańko.

Kapitał zakładowy nowej firmy wynosi 2,5 mln euro, a podmiot ma być odpowiedzialny głównie za rozwój sprzedaży systemów roletowych i aluminiowych w krajach Beneluksu. Strategię fizycznej obecności Grupa Kęty ma zamiar realizować również w przypadku innych rynków zagranicznych.

– Każdy z tych rynków ma pewną specyfikę. Systemy aluminiowe to systemy do okien, drzwi i rolet. Trafiają one na rynek Europy Zachodniej i każdy z tych rynków się w jakiś sposób broni – wyjaśnia ekspert.

W ubiegłym roku spółka przejęła kontrolę nad duńską firmą zajmującą się produkcją i montażem stolarki aluminiowej na terenie całej Skandynawii. Inwestycja ma stanowić zagraniczny przyczółek grupy i umożliwić wykorzystanie okazji biznesowych, które mogą pojawić się w przyszłości.

– W Wielkiej Brytanii otworzyliśmy spółkę ponad 10 lat temu, osiągnięcie tam jakichś sukcesów wymagało ogromnej cierpliwości i sumienności. Dzisiaj mamy już w Wielkiej Brytanii siedzibę, jesteśmy rozpoznawalni, marka Aluprof zaczyna coś znaczyć, to samo powinno wydarzyć się w Skandynawii – tłumaczy prezes giełdowej spółki.

Pytany o motory wzrostu spółki w najbliższych kwartałach Dariusz Mańko wskazuje przede wszystkim na segment systemów aluminiowych. Prezes GK Kęty swój optymizm uzasadnia głównie wydatkami ze środków unijnych w ramach nowej perspektywy finansowej. Liczy, że dynamika sprzedaży w tym segmencie na rynku krajowym przekroczy nawet 10 procent.

–Natomiast ciągle możemy liczyć na opakowania giętkie, bo przychody w tym segmencie systematycznie wzrastają. I oczywiście segment wyrobów wyciskanych, w którym kończymy inwestycję w nową prasę, bo to zwiększą się trochę moce produkcyjne – wyjaśnia.

Grupa Kęty działa na rynkach wymagających znacznych nakładów na badania i rozwój. Szczególne widoczne jest to w przypadku segmentu opakowań giętkich.

– Opakowania cały czas fluktuują, cały czas następuje zmiana trendu, cały czas jest nacisk na ekologię – mówi prezes Mańko.

Jak tłumaczy, z powodu presji ze strony dużych koncernów, brak nakładów na badania i rozwój uniemożliwiałby funkcjonowanie na tym rynku. Podobna sytuacja dotyczy także systemów profili aluminiowych oraz wyrobów wyciskanych.

– Wszystko idzie w kierunku ekologii, czyli, jeżeli nie wymyślimy nowego systemu okien, drzwi i fasad, które będą bezpieczne, ekologiczne i neutralne dla środowiska, to też nie ma szans bycia w biznesie – Dariusz Mańko informuje o tendencjach aktualnie występujących w branży.

Grupa Kapitałowa Kęty w I półroczu 2015 roku wypracowała 960,6 mln zł skonsolidowanych przychodów i 92,7 mln zł skonsolidowanego zysku netto. To odpowiednio o 12 i 11 proc. więcej niż rok wcześniej.

Vivid Games inwestuje w kolejne gry i nowe rozwiązania technologiczne. Firma chce, by klienci mieli łatwiejszy i szybszy dostęp do jej produktów

0

CEO Magazyn Polska

Vivid Games planuje intensywne inwestycje w rozwój technologiczny. Największa polska firma produkującą gry na urządzenia mobilne zamierza m.in. stworzyć system, który pozwoli jej dostosowywać przekaz reklamowy do oczekiwań graczy z konkretnych części świata. Chce też ułatwić grę klientom korzystającym z różnych technologicznie urządzeń. Po sukcesie gry „Real Boxing” szykuje jej nową wersję i zapowiada kolejne premiery.

Firma podkreśla, że już dziś jest w stanie prześledzić działania każdego gracza od początku jego wejścia i pobrania gry, każdy poszczególny etap.

Spółka realizuje od 2014 roku inwestycje związane z platformą dla rozgrywek międzyplatformowych, które mają na celu wiązanie ze sobą graczy na różnych platformach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Roy Huppert, członek zarządu i dyrektor finansowy Vivid Games. – To oznacza, że gracze na platformie Apple mogą współgrać z graczami na platformie Android, co przekłada się na większe zaangażowanie. Oprócz elementów związanych z PvP [player versus player], czyli tym, że mniej będzie sztucznej inteligencji, więcej będzie zaangażowania bezpośredniego z graczem.

Vivid Games podaje, że jej największym sukcesem jest gra „Real Boxing”, która trafiła do ponad 25 mln odbiorców. Spółka prowadzi też prace nad grą „Real Boxing 2”, która ma się ukazać jeszcze w tym roku, zaś premiery kolejnych tytułów „Metal Fist” oraz „Real Casino” planowane są na 2016 rok.

Oprócz tego tworzymy technologie na przesył danych w czasie rzeczywistym informuje Roy Huppert. To jest technologia, która dziś umożliwia nam przekazanie zmian treści w grze na bieżąco. W obecnej, żeby dokonać zmian w grze, musimy przystąpić do pewnego usztywnionego procesu w sieci sklepów. Na przykład Apple ma procedurę przyjmowania zmian do gry, ten proces trwa czasem 2-3 tygodnie. My w tym czasie tracimy korzyści. Mając naszą nową technologię przesyłu danych w czasie rzeczywistym, zaoszczędzimy czas i na bieżąco będziemy mogli dostosować gry.

Zysk netto Vivid Games wzrósł w pierwszym półroczu o 144 proc., przekraczając 2,1 mln zł. Przychody firmy z końcem czerwca wyniosły 8,05 mln zł, co oznacza wzrost o 45 proc. Jak tłumaczy spółka w komunikacie, dobre wyniki to efekt coraz lepszej sprzedaży gry „Real Boxing”, co dobrze wróży drugiej części, której premiera planowana jest na przełom III i IV kwartału bieżącego roku. Vivid Games podkreśla, że liczy na jeszcze lepsze wyniki, dzięki zaoferowaniu gry tak dopasowanej do graczy, że będą mogli optymalizować przychody. W przypadku bezpłatnych gier, jakie oferuje spółka, kluczowe jest skuteczne dotarcie do odbiorcy z przekazem reklamowym.

Dla przykładu, jeżeli dzisiaj możemy przesłać ulotkę o promocji, to ta ulotka musi być w języku angielskim tłumaczy Roy Huppert z Vivid Games.  W takiej formie trafia do całego świata. Natomiast w naszej nowej technologii będziemy mogli te ulotki doprecyzować i dostosować do rynków indywidualnych, np. będziemy mogli robić ulotkę w języku chińskim, w dialekcie mandaryńskim, która będzie dystrybuowana tylko w tym regionie, gdzie ten dialekt jest obecny. Znacznie lepiej będziemy w stanie trafić do tych użytkowników, którzy są zainteresowani grą i którzy są płatnymi użytkownikami. Te technologie w sposób automatyczny są związane z możliwościami monetyzacji naszych gier.

Vivid Games notowana jest na rynku alternatywnym NewConnect od sierpnia 2012 roku. Trzy lata po debiucie zapowiedziała przeniesienie na rynek główny GPW.

Medicalgorithmics szuka nowych rynków. Najbliższych kontraktów można się spodziewać w krajach Azji Środkowo-Wschodniej

0

Medicalgorithmics

Medicalgorithmics chce zwiększyć swoją obecność na rynkach Europy, Ameryki Południowej i Azji Środkowo-Wschodniej. To z tego ostatniego regionu można się spodziewać kolejnych kontraktów firmy, która podpisuje średnio kilka umów w ciągu roku. Głównym jej rynkiem są wciąż Stany Zjednoczone, coraz więcej przychodów pochodzi jednak z nowych rynków. W tym roku podpisano umowę w Brazylii, rozszerzamy też współpracę z Wipro Limited na terenie Azji.

Zdobywamy nowych partnerów, podpisaliśmy niedawno umowę w Meksyku, jesteśmy obecni w Kanadzie, więc już w całej Ameryce Północnej. Wciąż bardzo interesuje nas Azja Wschodnia i Środkowa, a także Europa. Co roku staramy się podpisywać przynajmniej trzy nowe umowy dystrybucyjne. Myślę, że to tempo uda nam się zachować – mówi agencji Newseria Inwestor Piotr Żółkiewicz, członek rady nadzorczej Medicalgorithmics.

Spółki działa w obszarze nieinwazyjnych urządzeń medycznych i a jej flagowym produktem jest system do analizy pracy serca PocketECG. Stany Zjednoczone pozostają dla Medicalgorithmics najważniejszym rynkiem, spółka chce jednak uzyskać znaczącą pozycję w innych krajach, przede wszystkim w Azji, Ameryce Południowej i Europie. W 2014 roku firma podpisała umowy dystrybucyjne z partnerami z Indii, Hiszpanii, Nowej Zelandii, Australii i Meksyku. Pierwsze dostawy ruszyły w lipcu, z wyjątkiem Meksyku, z którym kontrakt został podpisany w listopadzie. W Indiach spółka współpracuje z Wipro Limited, dużym koncernem notowanym na NASDAQ. W tym roku, po ponad 2 latach negocjacji, podpisała umowę na dystrybucję PocketECG III w Brazylii. To rynek atrakcyjny przede wszystkim ze względu na wspieranie przez rządzących telemedycyny.

W Ameryce Południowej jeszcze nie wszędzie jesteśmy. Podpisaliśmy kilka miesięcy temu umowę w Brazylii, to jest ogromny rynek. Liczymy na spore przychody z niego, ale dopiero za parę lat, ponieważ komercjalizacja produktu od zera w danym regionie wymaga czasu i wiele pracy – przyznaje Piotr Żółkiewicz.

W tym roku firma chce podpisać kolejne umowy dystrybucyjne, prawdopodobnie w krajach Azji Środkowo-Wschodniej. Na celowniku Medicalgorithmics jest również Japonia. Jak przekonuje Żółkiewicz, firma stara się dostosować model biznesowy do określonych rynków.

Każdy kraj jest zupełnie innym rynkiem, ponieważ służba zdrowia zorganizowana jest w inny sposób, więc musimy dopasować nie tylko ceny, lecz także modele biznesowe. Na jednym rynku sprzedajemy sprzęt, a na innym go leasingujemy czy wydzierżawiamy, na jeszcze innym staramy się świadczyć usługę –mówi członek rady nadzorczej Medicalgorithmics.

Obecność na nowych rynkach przełożyła się na wyniki spółki. W pierwszym kwartale Medicalgorithmics odnotowało 5,07 mln zł zysku netto wobec 3,77 mln zł zysku w analogicznym okresie ubiegłego roku. Zysk operacyjny wyniósł 4,67 mln zł wobec 3,77 mln zł zysku rok wcześniej, a przychody ze sprzedaży sięgnęły 10,93 mln zł (5,94 mln zł w 2014 roku).

W ostatnich latach udawało nam się prawie podwajać przychody. Dynamika, która pokazaliśmy w raporcie za pierwszy kwartał, sięga 80 proc. i mam nadzieję, że w najbliższych latach utrzymamy to tempo. Oczywiście, im jesteśmy więksi, im baza jest większa, tym trudniej o zachowanie procentowo takiej samej dynamiki, ale będziemy się starać – zaznacza Piotr Żółkiewicz.

Globtrex.com: Ropa po dojściu do tegorocznych minimów ma szansę na odbicie do ok. 60 dol. Miedź mimo chwilowej poprawy może dalej tanieć

CEO Magazyn Polska

Rynek ropy, gdzie spadki trwają przeszło rok, a ceny zbliżyły się do minimów sprzed lat, powinien się lekko odbić. W perspektywie kilku kwartałów cena może powrócić do poziomów z połowy roku, czyli ok. 60 dolarów. Natomiast miedź mimo chwilowej poprawy raczej pozostanie w trendzie spadkowym.

– Ceny ropy spadły już do poziomu około 37 dol.  podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Sławomir Dębowski, główny analityk globtrex.com. Jeśli popatrzymy na długoterminowy wykres, to na dnie kryzysu, który mieliśmy pod koniec 2008 roku, ceny ropy dotarły do poziomu około 33,5 dolara. Wydaje się, że w perspektywie najbliższych kilku tygodni może dojść do przesilenia na cenach ropy. Myślę, że poziom 33,5 nie zostanie na trwałe przebity i w efekcie potem można będzie szukać jakiejś okazji do tego, żeby rozpocząć grę na wzrosty na ropie.

Ropa WTI w ubiegłym tygodniu zyskała 5,5 dol. na baryłce, rosnąc z poziomu niespełna 38 dol. za baryłkę do przeszło 42 dol. Cena sprzed tygodnia była najniższa od przełomu 2008 i 2009 roku.

– Jeśli popatrzymy na wykres długoterminowy, to zobaczymy, że spadki trwają już od roku 2013, więc nawet gdybyśmy mieli mieć tylko korektę na wykresie cen ropy, to z powrotem możemy wrócić do poziomu nawet 60 dol., ale to jest perspektywa na najbliższe kilka kwartałów – mówi ekspert.

Ropa z krótkimi przerwami tanieje już od ponad dwóch lat. Spadki rozpoczęły się w połowie 2013 roku, jednak w tamtym czasie cena baryłki tego surowca utrzymywała się na poziomie ok. 100 dolarów. Dopiero gdy jesienią zeszłego roku w regionie ługańskim i regionie donieckim trwały najbardziej dramatyczne walki, baryłka ropy potaniała z ponad 90 dolarów do niespełna 50. Ponieważ Rosja swój program zbrojeniowy finansuje dzięki dochodom ze sprzedaży surowców, to Stany Zjednoczone, odcinając Kreml od źródła pieniędzy, na bezprecedensową skalę zwiększyły wydobycie i eksport ropy. Zażegnały też konflikt z Iranem, który zapowiada, że i jego ropa wkrótce trafi na rynek.

Inaczej sytuacja wygląda na rynku miedzi. Tu też pod koniec ubiegłego tygodnia nastąpiło umocnienie, jednak zdaniem analityków surowiec ten nie ma szans na zwyżkę w dłuższym terminie. Tutaj decydujące znaczenie mają informacje o stanie chińskiej gospodarki i popycie w Państwie Środka, a te są pesymistyczne już od kilku kwartałów.

To jest odpowiedź rynku surowcowego na to, co się dzieje w Chinach. Wydaje się, że po przełamaniu ważnych długoterminowych wsparć ceny miedzi będą dalej spadały przewiduje Sławomir Dębowski.  To jest oczywiście problem dla polskiej spółki, dla KGHM-u. Być może w perspektywie najbliższych kilku miesięcy, gdy sytuacja dalej się będzie pogarszała, a ceny miedzi będą na jeszcze niższych poziomach, zostanie np. cofnięty podatek od wydobycia kopalin dla tej spółki. To jest jednak bardzo duża spółka i jeden z większych pracodawców, jeśli chodzi o tamten region.

Spadną ceny gazu. Jutro wchodzą w życie nowe taryfy dla klientów indywidualnych i firm

CEO Magazyn Polska

Od 1 września gaz będzie tańszy. Spadające ceny surowców i niższe kursy na Towarowej Giełdzie Energii pozwoliły obniżyć taryfy spółki PGNiG Obrót Detaliczny dla klientów indywidualnych i biznesowych,] o 6,5 proc dla gazu ziemnego wysokometanowego oraz o 2,5 proc. dla gazu zaazotowanego.

– W związku z decyzją prezesa Urzędu Regulacji Energetyki nowa taryfa wejdzie w życie 1 września. Analiza portfela zakupu gazu i niskie ceny na Towarowej Giełdzie Energii pozwoliły nam na obniżenie taryf, zarówno dla klientów indywidualnych, jak i biznesowych podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria prezes Tomasz Bukowski z PGNiG Obrót Detaliczny. –  Zgodnie z decyzją prezesa Urzędu Regulacji Energetyki nowa taryfa będzie obowiązywała do końca roku.

Nowe stawki za gaz mają obowiązywać przez najbliższe 4 miesiące.

– Poziom obniżek cen gazu będzie wynosił około 6,5 proc. dla gospodarstw domowych oraz klientów biznesowych, natomiast sama zmiana na rachunkach to około 4 proc. w związku z tym, że pozostałe składniki nie ulegną zmianom informuje Tomasz Bukowski.

Pozostałe składniki to opłata abonamentowa oraz opłata za dostarczenie gazu. Uwzględniając zróżnicowanie cen i stawek opłat w różnych grupach taryfowych, spadek całkowitych płatności z tytułu dostarczenia paliwa gazowego (obejmującej cenę gazu, opłaty dystrybucyjne oraz abonament) widoczny na rachunkach wyniesie średnio 4,5 proc. dla gazu ziemnego wysokometanowego oraz 1,9 proc. dla gazu zaazotowanego.

Wrześniowa obniżka cen gazu ma nadzwyczajny charakter. PGNiG Obrót Detaliczny miał już taryfę na ten rok zatwierdzoną przez Urząd Regulacji Energetyki i miała ona obowiązywać do końca grudnia. Wobec systematycznych i – jak wiele wskazuje – trwałych spadków cen, w połowie roku rozpoczęły się przygotowania do wprowadzenia nowych stawek.

–  Nasze decyzje taryfowe podążają za zmieniającym się rynkiem – tłumaczy prezes zarządu PGNiG Obrót Detaliczny. – Od jakiegoś czasu obserwujemy spadek cen gazu na Towarowej Giełdzie Energii, dlatego aby zachować właściwą pozycję konkurencyjną i bronić rynku, nasza spółka stara się w taki sposób kształtować swoje taryfy, aby odpowiadały sytuacji rynkowej. Wydaje nam się, że obecna oferta, którą kierujemy do odbiorców, dodatkowo wzbogacana o programy rabatowe, które prowadzimy od I kwartału tego roku, pozwoli spółce utrzymać właściwą pozycję na rynku.

Ceny gazu na światowych rynkach powiązane są z cenami ropy naftowej, a ta od ponad roku systematycznie tanieje. Rok temu baryłka tego surowca kosztowała ponad 100 dolarów, a dziś ok. 44 dolary. To, ile się płaci za gaz, nie jest aż tak silnie powiązane z rynkiem. Ceny w taryfach wynikają na ogół z długoterminowych umów z dostawcami, ale i one wraz ze spadkiem notowań ropy są coraz niższe.

Projekt ustawy frankowej nie jest przejrzysty. O tym, kto będzie mógł przewalutować kredyt, będą decydowały sądy

CEO Magazyn Polska

Przyjęte przez Sejm propozycje zasad restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych mają sporo wad – przestrzegają prawnicy. Wątpliwości budzą m.in. kryteria mówiące o tym, kto będzie mógł skorzystać z nowej ustawy, kwestia wyceny nieruchomości czy interpretacji pewnych niejasnych pojęć. W rezultacie w wielu przypadkach będą musiało tym decydować sądy. Eksperci spodziewają się wysypu spraw.

Po umocnieniu kursu franka szwajcarskiego Polakom,  którzy wzięli kredyty w tej walucie, wzrosły odsetki oraz suma zadłużenia. Problem w tym, że na takie rozwiązanie sami się zgodzili, podpisując umowę kredytową. Jeżeli zaś po wejściu w życie nowych przepisów zdecydują się na skorzystanie z zapisów ustawy, podejmą kolejne ryzyko.

To są produkty 25-30-letnie, zatem nie ma pewności, jaki będzie kurs franka za 10, 15 czy 20 lat, a nawet za rok. Nie ma też pewności, jak się będzie zachowywała stopa procentowa na złotówkach czy na franku szwajcarskim – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Merczyński, szef działu procesowego w kancelarii Allen & Overy. – Pojawia się więc pytanie: jeżeli kredytobiorca podejmie złą decyzję, bo za kilka czy kilkanaście lat kurs franka się zupełnie odwróci, czy będziemy wprowadzali odwrotność, czyli ustawę, która da możliwość cofnięcia się kredytobiorcy do pierwotnego rozstrzygnięcia.

Jak podkreśla ekspert, w Polsce 99 proc. frankowiczów spłaca terminowo raty kredytu. Nie jest to więc taki problem społeczny jak na Węgrzech, gdzie co piąty zadłużony w tej walucie miał problem ze spłatami.

Autorzy ustawy twierdzą, że rozwiązuje ona istotny problem społeczny. Mam co do tego bardzo poważne wątpliwości. Ustawa nie wprowadza żadnego kryterium dochodowości, czyli każdy w zależności tylko od tego, jaka jest powierzchnia użytkowa jego lokalu, będzie mógł z niej skorzystać. Czyli np. osoba samotna z bardzo wysokimi dochodami z dużego miasta, która z powodzeniem spłaca swój kredyt i ma nadwyżki finansowe, również dostanie prezent w postaci umorzenia 90 proc. tego nawisu walutowego na kredycie – wyjaśnia Bartosz Merczyński.

Jego zdaniem w ustawie brakuje również wyjaśnienia, dlaczego zostały przyjęte takie, a nie inne kryteria, na podstawie których kredytobiorcy będą mogli skorzystać z tej ustawy.

Dlaczego istotne są kryterium wielkości mieszkania czy domu, kryterium liczby dzieci, a nie np. osób, które pozostają we wspólnym gospodarstwie domowym? Dlaczego osoba, która ma trójkę dzieci i mieszka w 500-metrowym pałacu, może skorzystać z ustawy, a dlaczego rodzina, która ma dwa mieszkania 40-metrowe i jedno z nich wynajmuje, żeby spłacić kredyt, już nie może z tej ustawy skorzystać – mówi szef działu procesowego w kancelarii Allen & Overy.

Problemy praktyczne wiążą się również z kwestią wyceny nieruchomości czy interpretacją niektórych nieostrych pojęć.

Jeżeli ta ustawa wejdzie w życie, to należy liczyć się z tym, że banki będą albo odmawiały, albo kierowały sprawę na drogę postępowań sądowych, żeby to sądy rozstrzygały wątpliwości związane z interpretacją tej ustawy. Dlatego nie będzie to tak kolorowe dla kredytobiorców. Wydaje mi się, że będą potrzebne procesy cywilne, na podstawie których sądy będą dopiero ustalały, czy dany przypadek kwalifikuje się do restrukturyzacji – ocenia Bartosz Merczyński.

Projektem przyjętym przez Sejm na początku września zajmie się Senat. Ustawa zakłada, że w ciągu pięciu lat część posiadaczy kredytów walutowych będzie mogła je zamienić na złotowe. 90 proc. kosztów tej transakcji poniosą banki.

UOKiK mocniej stawia na ochronę praw konsumentów. Nie oznacza to, że zaniecha tropienia zmów cenowych

0

CEO Magazyn Polska

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów chce mocniej postawić na ochronę konsumentów. W dalszym ciągu będzie też szukał śladów zmów cenowych i niedozwolonych porozumień handlowych. Przedsiębiorcy często nie wiedzą, że za zmowę jest uznawane również nawet nieformalne porozumienie, np. zawarte drogą mailową nawet kilkanaście lat wcześniej. 

W styczniu tego roku weszły w życie przepisy, które nakładają surowsze kary na przedsiębiorców zaangażowanych w zmowę. Teraz UOKiK chce mocniej zdefiniować kwestie konsumenckie. Sejm w sierpniu przyjął projekt ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, który zwiększa ochronę konsumentów.

– W tej chwili UOKiK bardzo mocno zdefiniował w zasadach swojej polityki kwestie konsumenckie. Jest to właściwie podkreślane na każdym spotkaniu – zaznacza w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Kozak, radca prawny w Kancelarii Affre i Wspólnicy. – Urząd wyraźnie będzie dążył do tego, żeby objąć swoją kognicją i w szerszym zakresie próbować ścigać zachowania, które godzą w szerokie interesy konsumentów. Nie oznacza to jednak, że nie będzie się teraz zajmował ochroną konkurencji, bo np. w ostatnim czasie poszukuje osób do prowadzenia przeszukań z umiejętnościami informatycznymi. Myślę, że UOKiK będzie nadal aktywny w tym zakresie.

Prawniczka podkreśla, że zmowa cenowa nie dotyczy wyłącznie porozumienia producentów danej branży co do poziomu cen oferowanych dystrybutorom, lecz także porozumień o tym charakterze zawartych w umowach handlowych, na przykład między producentem a dystrybutorem, które mogą być nielegalne.

Niezależnie od tego, czy porozumienie ma charakter horyzontalny (między przedsiębiorcami) czy wertykalny (producent z dystrybutorami), a dotyczy ustalania poziomu cen odsprzedaży, to w oczach prawa każde z nich jest zmową cenową. Co więcej, nie jest nawet istotne to, czy dana cena została faktycznie ustalona, ważne że był taki zamiar.

– Należy pamiętać o tym, że pojęcie zmowy nie dotyczy tylko umowy, lecz także każdej formy porozumienia, również tego, które ma charakter nieformalny. Czasami wystarczy wymienić e-maile: „sprzedajecie nasz produkt za tanio, prosimy, żeby ceny były na takim poziomie”. To również jest objęte zakresem karania przez prezesa UOKiK – przypomina ekspertka.

Trudno jest określić, jakiego typu zmowy zawierane są częściej. Łatwiej wykrywalne są te zawarte miedzy przedsiębiorcą a dystrybutorami jego produktów. Wystarczy wówczas wejść w posiadanie e-maila, także nieformalnego.

– Może to być umowa, która funkcjonuje kilkanaście lat i nie została zmieniona w tym zakresie. To wystarczający środek dowodowy, żeby wykazać, że do takiego porozumienia doszło – podkreśla Kozak.

W ubiegłych latach UOKiK mógł się pochwalić spektakularnymi wykryciem zmów cenowych. Jedna z nich dotyczyła zmowy największych cementowni w Polsce, które co najmniej od 1998 roku dzieliły rynek.

– Każdemu przedsiębiorcy przysługuje prawo wniesienia odwołania od decyzji prezesa UOKiK, sądem właściwym jest Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie – mówi ekspertka i przypomina, że następnie apelację rozpatruje sąd apelacyjny, a ostatecznie Sąd Najwyższy. – Zmiany decyzji dotyczą głównie kwestii proceduralnych, wysokości kary, natomiast co do meritum, to z reguły decyzje prezesa są podtrzymywane.

Urząd notuje różne przykłady naruszania przepisów, wszystko zależy od pomysłowości samych przedsiębiorców. Rocznie UOKiK prowadzi do dwustu spraw związanych ze zmowami cenowymi, często dochodzi również do uzgodnień związanych z przetargami, gdzie przedsiębiorcy ustalają między sobą jego warunki.

– To bardzo często są wysublimowane systemy, szyfry. Przykładem mogą być Stany Zjednoczone, gdzie właściciele stacji benzynowych porozumieli się i sygnalizowali, jakie mają być ceny galonu benzyny. Wywieszali je na słupach z cennikami, które stoją przed każdą stacją benzynową, i w ten sposób sygnalizowali, jakie ceny będą stosowane – tłumaczy Kozak.

Zmowa cenowa o charakterze horyzontalnym częściej występuje w branżach mało transparentnych, gdzie dużo szczegółów ustala się na nieformalnych spotkaniach. Producenci często jednak zapominają, że nielegalne jest również ustalanie w ramach jednej firmy ceny minimalnej, a w przypadku firm działających na unijnych rynkach – uzależnianie cen od rynku. Zmowy cenowe stanowią ponad 50 proc. nadużyć w Polsce w obszarze przetargów publicznych ( dane z raportu „Public Procurement: costs we pay for corruption” przygotowanego na zlecenie Komisji Europejskiej).

Udany sezon dla polskich hotelarzy. Ceny nad polskim morzem podobne do tych na południu Europy

0

Jacek Piasta

Ze względu na pogodę wielu Polaków tegoroczny urlop spędziło w kraju. Szczególną popularnością cieszyły się kurorty nadmorskie. W większości tamtejszych hoteli już na początku sierpnia brakowało wolnych pokoi. Zainteresowanie turystów przełożyło się na wzrost cen – za wakacje nad polskim morzem trzeba było często zapłacić więcej niż w krajach południowej Europy.

Z raportu firmy Mondial Assistance wynika, że 2/3 Polaków planowało w tym roku wakacje w kraju. Dane serwisu Booking.com pokazują, że już w połowie lipca średnie obłożenie hoteli wyniosło 76 proc. Największą popularnością cieszyły się kurorty nadmorskie, głównie Sopot, Władysławowo, Kołobrzeg, Świnoujście i Międzyzdroje. Tam już w połowie wakacji trudno było znaleźć miejsce na nocleg, zarówno w hotelach, jak i na kempingach. O udanym sezonie w dużej mierze zdecydowała wyjątkowo piękna pogoda oraz sytuacja polityczna na świecie.

Polacy w tym roku nie pojechali do Chorwacji tak gremialnie jak w latach ubiegłych, dlatego że do Chorwacji pojechali Niemcy, którzy z kolei nie polecieli do  Afryki Północnej z uwagi na niepokoje w Tunezji i do Europy Południowej. W efekcie dla Polaków tych miejsc zabrakło i stąd m.in. taka popularność polskich kurortów nadmorskich – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Piasta, ekspert Instytutu Hotelarstwa.

Zainteresowanie turystów przełożyło się na wzrost cen. Z raportu firmy Trivago wynika, że ceny wynajmu pokoju w hotelach wzrosły nawet o 30 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Za dobę hotelową w Kołobrzegu, Sopocie lub Międzyzdrojach trzeba było zapłacić średnio ponad 500 zł. Jest to kwota porównywalna z cenami pokoi hotelowych w kurortach na południu Europy. Największy wzrost cen w stosunku do poprzedniego sezonu nastąpił w Ustce (30 proc.) i Międzyzdrojach (20 proc.).

– Była pogoda, przyjechali goście, ceny z automatu zaczęły dramatycznie wzrastać. Gości jest mniej, pogoda się załamuje, ceny spadają. Hotelarstwo nie ma sztywnych cen, hotelarstwo jest bardzo wrażliwe na wszelkiego rodzaju zmiany w gospodarce i preferencjach klientów – mówi Jacek Piasta.

Zdaniem ekspertów, aby właściciele hoteli mogli mówić o rentowności, frekwencja powinna wynieść minimum 30 proc., choć nieco inaczej wygląda to w przypadku dużych hoteli, a inaczej w przypadku małych. Przyjmuje się jednak, że hotel 50-60-pokojowym przy 30 proc. obłożenia powinien już obsługiwać wszystkie swoje koszty operacyjne, czyli bieżące, wynikające z codziennej pracy hotelu. W tym roku komplet gości miały nie tylko duże hotele. Wolne miejsca szybko skończyły się także na kempingach, w motelach i apartamentach.

– W miejscowościach wypoczynkowych oraz w centrach administracyjnych oferta apartamentów i aparthoteli staje się coraz poważniejsza. Wielu klientów korzystając na nieco niższych cenach, decyduje się zrezygnować z recepcji, ze śniadania i wynająć apartament zamiast typowego pokoju. Hotelarze muszą się z tym liczyć, na pewno będą sobie z tym radzili – mówi Jacek Piasta.

Na wynajęcie apartamentu szczególnie chętnie decydują się rodziny z dziećmi. Wykupują one najczęściej apartamenty dwupokojowe. Cena wynajmu liczy się od rodzaju apartamentu, a nie od liczby gości w sezonie letnim za dwupokojowy apartament w kurorcie nadmorskim trzeba zapłacić od 200 do 400 zł.

Dziennie rejestrowanych jest ponad 3 tys. domen. Zainteresowanie od kilku miesięcy rośnie

Łukasz Gawior

Polska zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem przyrostu rejestracji nowych domen internetowych. Jeszcze w 2008 roku było to mniej niż 400 tys., w ubiegłym roku już ponad milion. Ten rok może zakończyć się jeszcze lepszym wynikiem, tylko w I półroczu zarejestrowano 600 tys. nowych domen. To efekt dobrej koniunktury gospodarczej i rosnącej świadomości przedsiębiorców. Jeszcze kilka lat temu co druga firma zatrudniająca powyżej 10 pracowników nie miała strony internetowej, na koniec 2014 roku już co trzecia.

W ubiegłym roku zarejestrowano ponad milion domen. Na koniec grudnia rynek liczył 2,5 mln domen polskich. Rejestracja odbywa się przede wszystkim poprzez rejestratorów domen. Liderami rynku jest Home.pl [udział w obsłudze domen .pl to 23,8 proc. – red], Nazwa.pl [21,12 proc.] i Consulting Service [9,77 proc.]. W większości to polskie firmy – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Gawior z firmy hostingowej Zenbox.pl.

Na koniec I półrocza 2015 roku stan rejestru domeny .pl wynosił blisko 2,6 mln aktywnych nazw utrzymywanych na rzecz ponad 976 tys. abonentów – wynika z raportu NASK.

Marzec był trzecim najlepszym miesiącem w historii – liczba rejestracji przekroczyła 105 tys. Lepsze wyniki zanotowano tylko w 2010 i 2012 roku. Od kwietnia średnio rejestruje się ok. 90 tys. domen. To wszystko sprawia, że Polska jest w czołówce pod względem przyrostu nowych rejestracji (3. miejsce) i choć pod względem liczby domen do światowych liderów jeszcze sporo nam brakuje, to rynek szybko się rozwija.

Największą liczbę nowych rejestracji zanotowały Niemcy, Wielka Brytania i Holandia. Polska zajmuje pod tym względem 8. miejsce w Europie i 12. na świecie (dane Centre Domain Wire).

Po pierwsze wynika to z lepszej koniunktury gospodarczej. Klienci chętniej wydają pieniądze na marketing, a to łączy się też z domenami. Drugim elementem jest większa świadomość rynku – klienci dostrzegają potrzebę reklamowania się poprzez domeny i tworzenie stron internetowych. Trzecim elementem jest agresywna polityka sprzedażowa podmiotów, które przez pierwszy rok rozdają domeny za darmo, a dopiero później klient płaci za jej utrzymanie normalne stawki – tłumaczy Gawior.

Lepsza koniunktura na rynku to więcej nowych firm zakładanych przez młodych ludzi. Dla nich strona internetowa jest rzeczą oczywistą. Na domeny coraz częściej decydują się też firmy, które na rynku działają już jakiś czas. Dane GUS-u wskazują, że na koniec 2014 roku strony internetowej nie miała co trzecia firma zatrudniająca powyżej 10 pracowników.

Statystyki z roku na rok są coraz lepsze. Jeszcze niedawno połowa firm w Polsce nie miała strony internetowej. Wyniki sprzedażowe pokazują, że świadomość jest coraz wyższa, więcej nowych firm tworzy strony internetowe i przywiązuje do tego większą wagę – ocenia Gawior.

Liderem rejestracji nowych domen są firmy, które w ten sposób chcą dotrzeć do jak najszerszej grupy klientów. Rośnie też grupa osób indywidualnych, które decydują się na zakup domeny. Co trzeci klient firm hostingowych to przeciętny Kowalski.

Osoby fizyczne rejestrują domeny w celu tworzenia blogów, forów, społeczności bądź promowania siebie – wskazuje ekspert Zenbox.pl.

Najpopularniejszą domeną wciąż jest ta z rozszerzeniem .pl, ale rosnący popyt sprawił, że wprowadzona została możliwość rejestracji z rozszerzeniem .hotel, .bar czy .fitness. Pozwala to właścicielom firm zwiększyć swoją pozycję w wyszukiwarkach. Eksperci oceniają, że nowa oferta i coraz większe zainteresowanie domenami sprawiają, że rynek powinien wciąż się rozwijać.

Wycena Home.pl., czyli lidera, wyniosła 640 mln zł, więc prawdopodobnie w Polsce wartość rynku przekracza już 1 mld zł. Na świecie zajmuje się tym tysiące firm, liczba rejestracji to kilkaset milionów, więc światowy rynek wart jest prawdopodobnie kilka miliardów dolarów – ocenia Łukasz Gawior.

Internet coraz częściej zastępuje Polakom lekarza. Tracą w ten sposób czas i pieniądze

Piotr Niedziałkowski

Zdecydowana większość Polaków kupuje leki oraz decyduje się na badania bez konsultacji ze specjalistą. W dużej mierze wynika to ze zbyt długiego czasu oczekiwania na wizytę u lekarza oraz z tego, że duża część społeczeństwa myśli, że medycyna jest prosta i przewidywalna. Samodzielne decydowanie o terapii i wykonywanych badaniach może być jednak niebezpieczne dla zdrowia, często jest też równoznaczne ze stratą czasu i pieniędzy.

Z danych GUS wynika, że 90 proc. polskich gospodarstw domowych kupuje leki z własnej inicjatywy, bez konsultacji z lekarzem. Raport GUS pokazuje również, że 1,5 mln polskich internautów właśnie w sieci szuka informacji o chorobach. Zdaniem ekspertów w dużej mierze wynika to ze zbyt długich kolejek do lekarzy specjalistów średni czas oczekiwania na wizytę wynosi trzy miesiące. Lekarze ostrzegają jednak, że niewłaściwe stosowanie leków może skutkować wystąpieniem poważnych problemów zdrowotnych. Wykupywanie badań na podstawie diagnozy internetowej oznacza natomiast najczęściej stratę czasu i pieniędzy.

– Proces leczenia w ciągu ostatnich lat został odwrócony. Wygląda on tak, że najpierw pacjenci zaczynają się badać, później idą do lekarza, lekarz zbiera wywiad, kieruje na kolejne badania, pacjent idzie znowu na badania, wraca do lekarza, lekarz zleca kolejne badania i kolejnych specjalistów, a pacjent wpada w medyczny matrix. Traci pieniądze, nie ma diagnostyki, nie ma leczenia lub dostaje jakieś tabletki, które leczą objawy – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr n. med. Piotr Niedziałkowski, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii.

Aby terapia była efektywna i nie przynosiła szkody, pacjent najpierw musi udać się do lekarza. Ten powinien zebrać wywiad z chorym, dokładnie zbadać stan organizmu i zlecić wykonanie badań. Następnym krokiem powinna być analiza wyników badań przez lekarza. Na ich podstawie lekarz może określić przebieg terapii i przepisać odpowiednie leki. Pacjenci zaburzają tę kolejność działań, np. w przypadku podejrzenia alergii. Najczęściej najpierw wykonują testy, a dopiero później idą do alergologa. W większości przypadków część testów wykonują niepotrzebnie. Testy powinny bowiem utwierdzać lekarza w uściśleniu rozpoznania.

Często na podstawie wywiadu już wiemy, na co pacjent jest uczulony, i badanie diagnostyczne jest tylko potwierdzeniem tego, co wykrył lekarz. Często wykonanie testów alergicznych może wykazać alergię na większość alergenów, co zupełnie nie przekłada się na nasze życie, czyli realia łączymy z wynikiem badania i dopiero analizujemy ten wynik – mówi dr n. med. Piotr Niedziałkowski.

Wizyta u lekarza nie musi wynikać z podejrzenia choroby, może, a nawet powinna być częścią profilaktyki zdrowotnej. Jest to istotne zwłaszcza wtedy, gdy w rodzinie występowały choroby przewlekłe lub nowotwory. Do wizyty takiej warto się przygotować, czyli zebrać wywiad rodzinny w zakresie występujących chorób, sprecyzować, czego się pacjent obawia i co chciałby zmienić w zakresie ochrony zdrowia, a przede wszystkim czego oczekuje od swojego lekarza. Powoli społeczeństwo dojrzewa do tego, żeby zapobiegać występowaniu chorób lub oddalać ich ujawnienie w czasie. Dlatego wzrasta liczba świadomych pacjentów, którzy korzystają z porad lekarskich w pełni zdrowia. Już dziś mogę Państwa zaprosić do korzystania z takich porad polegających na szczegółowej ocenie stanu zdrowia i działaniach profilaktycznych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

W II kwartale br. polska gospodarka doświadczyła lekkiej zadyszki

W II kwartale 2015 roku wzrost gospodarczy w Polsce, zgodnie z tym o czym już wcześniej informował GUS, wyhamował do 3,3% w relacji rocznej z poziomu 3,6% w pierwszych trzech miesiącach roku.

Spadek dynamiki wzrostu to w głównej mierze wpływ słabszych inwestycji. Wzrosły one o 6,4% R/R wobec 11,4% w I kwartale br. i wobec prognozowanego wzrostu o 9,6%. Jednak pomimo słabszych inwestycji struktura polskiego PKB jest bardzo solidna, co z optymizmem każe spojrzeć w przyszłość i oczekiwać przyspieszenia wzrostu w kolejnych kwartałach. Dlatego też podtrzymujemy naszą prognozę, że w całym 2015 roku wzrost gospodarczy może sięgnąć 3,8%. Obecnie największym zagrożeniem dla tej prognozy pozostają obawy i niepewność związane z kondycją chińskiej gospodarki.

Opublikowane dane o PKB w żaden sposób nie wpływają na zmianę oczekiwań co do polityki monetarnej. Zadyszka obserwowana w II kwartale ma jedynie przejściowy charakter, dlatego nie ma podstaw, żeby RPP wróciła do obniżek stóp procentowych. Stąd też kolejną decyzją będzie ich podwyżka. Oczekujemy, że z uwagi na dłuższy okres deflacji, utrzymującą się niepewność związaną z Chinami oraz przyszłoroczną zmianę składu Rady, podwyżka ta będzie miała miejsce dopiero w 2017 roku. To później niż zakłada rynek, który prognozuje podwyżki jeszcze w III kwartale 2016 roku.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas

Admiral Markets AS Oddział w Polsce

Koniec z wyłudzaniem VAT

Cena benzyny spadają. Kiedy zauważymy to na stacjach paliw?

Przez ostatnie trzy tygodnie hurtowa cena benzyny bezołowiowej spadła o ponad 40 gr za litr. Kiedy te zmiany przełożą się na ceny detaliczne popularnej bezołowiówki? Będzie to zależeć głównie od konkurencji między stacjami. Komentarz Marcina Lipki, analityka walutowego Cinkciarz.pl.

Ostatnie miesiące charakteryzują się wyjątkowym zamieszaniem na rynku ropy naftowej oraz jej produktów. Przyczyny spadku cen tego surowca wynikają przede wszystkim z walki o utrzymanie rynku pomiędzy krajami OPEC a innymi producentami. Wśród tych ostatnich są Stany Zjednoczone, które dzięki rewolucji łupkowej przez trzy lata zwiększyły wydobycie o 50 proc.

Mimo silnego spadku cen ropy Brent stosunkowo wolno obniża się koszt samej benzyny na świecie. Jest to przede wszystkim efekt wyższego od oczekiwań popytu na paliwa w USA. Dodatkowo przestoje w niektórych rafineriach były dłuższe niż planowano. W rezultacie stosunkowo wysoki popyt i ograniczona podaż spowodowały, że marże na paliwach były w minionych miesiącach nienaturalnie wysokie.

W przypadku krajowego rynku notowania zaburzają również zmiany na walutach. Osłabienie złotego powoduje, że dla polskiego odbiorcy paliwa są droższe, niż wynikałoby to z nominalnych zmian cen. Przez to w mniejszym stopniu korzystamy z obniżek na rynku światowym.

W tej analizie główny nacisk został jednak położony na zależność pomiędzy ceną paliw na europejskim rynku ARA 95 spot (Amsterdam/ Rotterdam/ Antwerpia, podstawowy wyznacznik ceny PB 95 w Europie) oraz kosztami PB 95 w hurcie krajowym wraz z akcyzą i opłatą paliwową. Dane są oparte na informacjach opublikowanych przez firmę Lotos. Polskie ceny detaliczne pochodzą z cotygodniowych raportów, przygotowywanych przez Komisję Europejską.

Wykres 1

Wykres 1 Cena benzyny znowu spadła. Kiedy zauważymy to na stacjach paliw?

Dużo łatwiej analizować jednak dane nie w poszczególnych jednostkach, ale znormalizowane do wartości 100. Pozwala to na łatwiejszą obserwację zmian procentowych. Wybieramy więc początek roku 2014, kiedy wszystkie elementy składowe były w miarę stabilne. Łatwiej zauważymy, jak zachowywały się ceny paliw w stosunku do zmian na rynku ropy Brent, paliw ARA oraz do krajowego hurtu.

Wykres 2

Wykres 2 Cena benzyny znowu spadła. Kiedy zauważymy to na stacjach paliw?

Cena ropy Brent w złotych spadła o 48.5 proc. od początku 2014 r. do 13 stycznia 2015 r. ARA 95, wyrażona także w polskiej walucie, obniżyła się już o 43 proc. To efekt wyższych wspomnianych wcześniej marż rafineryjnych.

Jeżeli spojrzymy również na krajowy rynek hurtowy i ARA, to zmiany tego pierwszego są znacznie łagodniejsze. Wynika to z faktu, że zwarte w cenie hurtowej podatki stanowią połowę jej wysokości. Jednak nawet to nie tłumaczy powolnego spadku wartości benzyny na przełomie grudnia 2014 r. i stycznia 2015 r. Ponad 15 proc. spadek ARA przełożył się jedynie na 3 proc spadek ceny w krajowym hurcie. Trzeba jednak przyznać, że późniejsze wzrosty także były mniej gwałtowne.

Warto również zauważyć, że firma Lotos praktycznie nie zareagowała na silny wzrost cen ARA 95 w lipcu. Nie przełożyło się to więc na rynek hurtowy, a kierowcy nie odczuli tej zmiany. Wynikało to jednak prawdopodobnie z krótkotrwałego zaburzenia podaży w Europie, gdyż w tym samym okresie ceny na świecie praktycznie się nie zmieniały.

Jednak kierowców najbardziej interesują ceny detaliczne. Pod koniec 2014 r. intuicja nie zawiodła konsumentów, kiedy uznawali koszt paliwa przy dystrybutorze za nienaturalnie wysoki. Od 10 października do 15 grudnia cena paliwa ARA 95 wyrażonego w zł spadła o 37 proc. Hurtowa cena PB 95 obniżyła się w tym samym okresie o 20 proc.
Według danych Komisji Europejskiej średnia cena paliwa spadła natomiast tylko o 7 proc. Biorąc jednak pod uwagę wcześniejsze zależności, powinna się obniżyć przynajmniej o 15 proc.

Późniejszy wzrost ceny detalicznej był z kolei znacznie wolniejszy niż ceny hurtowej. Wyraźnie widać to w okresie od połowy stycznia do połowy marca. Warto także zwrócić uwagę, że pod koniec pierwszego kwartału krajowy rynek hurtowy nie zareagował na wyraźne spadki ARA. Zdecydowanie bardziej sugerował się notowaniami ropy Brent, która była na stałym poziomie.

Bardzo dobre prognozy dla kierowców

27 sierpnia hurtowa cena benzyny 95 wynosiła 3.39 zł za litr. W tym zawiera się 1.54 zł akcyzy oraz 12.9 gr opłaty paliwowej. Jeżeli do ceny hurtowej dodamy standardową marżę detaliczną w wysokości 20 gr i podatek VAT, wyjdzie nam 4.42 zł. Jest to o ok. 40 gr więcej, niż wynosi obecnie średnia cena przy dystrybutorze popularnej bezołowiówki. Biorąc pod uwagę fakt, że cena Brent wyrażona w złotych jest poniżej minimów ze stycznia oraz fakt, że ARA jest także na minimach z początku roku, dodatkowe 10 gr spadku jest możliwe już w najbliższych dniach.

W rezutlacie docelowa obniżka może wynieść nawet 50 gr na litrze w porównaniu do obecnej średniej ceny detalicznej. Interesujące jest więc, jak szybko ta różnica przełoży się na koszty ponoszone przez kierowców. Prawdopodobnie w perspektywie tygodnia lub dwóch pozytywne zmiany odczują tankujący na stacjach przy supermarketach oraz w miejscach z silną konkurencją cenową. W wielu przypadkach jeszcze długo jednak będziemy płacić znacznie więcej. Oznacza to, że strata na tankowaniu 50 litrów może wynosić nawet 25 zł.

Utrzymywanie wysokich cen na niektórych stacjach nie jest tylko polskim problemem. Szeroka dyskusja na ten temat odbyła się na początku roku w Wielkiej Brytanii, gdy niższe ceny w hurcie nie przekładały się na koszty paliw. W rezultacie konieczna była interwencja premiera i sekretarza skarbu. Cytowany przez „The Telegraph” brytyjski premier David Cameron mówił, że ceny detaliczne paliw powinny spadać szybciej. Natomiast George Osborne, sekretarz skarbu zapowiedział, że w stosunku do firm paliwowych zostaną podjęte “pewne działania”.

Rynek długu oazą spokoju

Na tle potężnych zawirowań na światowych rynkach finansowych, widocznych nie tylko w ostatnich dniach, ale i tygodniach, sytuacja na polskim rynku długu jest wyjątkowo spokojna. Nie tylko w porównaniu do tego, co działo się na giełdach czy z kursami walut, ale także wobec silnych wahań rentowności obligacji w Europie i na świecie.

Trwająca od początku czerwca spadkowa tendencja rentowności niemieckich papierów skarbowych, została gwałtownie przerwana na początku mijającego tygodnia. W ciągu dwóch dni, wskutek mocnej wyprzedaży, rentowność obligacji dziesięcioletnich skoczyła z 0,56 do 0,73 proc., a więc o prawie jedną trzecią. Tak silny ruch można uznać za zaskakujący. W warunkach załamania na rynkach akcji i surowcowym, obligacje niemieckie wydawały się naturalnym kandydatem do roli bezpiecznej przystani dla inwestorów chcących ochronić swój kapitał przed rynkowym tsunami. Zaskakujące jest też utrzymywanie się rentowności na wysokim poziomie po deklaracjach przedstawicieli EBC, sugerujących możliwość zwiększenia skali bądź rozszerzenia programu skupu obligacji państw strefy euro. Sama zapowiedź tego typu działań powinna doprowadzić do wzrostu cen papierów, czyli spadku rentowności.

Spadały mocno ceny także obligacji amerykańskich, powodując wzrost ich rentowności z 2 proc. w miniony „czarny poniedziałek” na giełdach, do chwilami prawie 2,2 proc. w czwartek, choć wyraźne przesunięcie oczekiwań co do terminu podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, powinna wywoływać reakcję odwrotną.

Na naszym rynku bez wahań również się nie obyło, ale były one nieporównanie bardziej łagodne niż na świecie i nie spowodowały zachwiania głównej tendencji, panującej od prawie dwóch miesięcy. W tym czasie rentowność naszych dziesięciolatek poszła w dół z ponad 3,3 proc. do 2,7 proc. W okresie największego nasilenia zawirowań z ostatnich dni zanotowano przejściową zwyżkę ich rentowności do 3 proc., ale i szybki powrót do spadkowego trendu, gdy tylko panika osłabła. Te wahania nie miały żadnego wpływ na notowania depozytów na rynku międzybankowym, gdzie stawki WIBOR praktycznie nie uległy zmianie. W odróżnieniu od warszawskiej giełdy, polski rynek długu zachowuje się w sposób w pełni przewidywalny i adekwatny do kondycji i perspektyw gospodarki oraz kierunku polityki pieniężnej. W tym ostatnim aspekcie pojawiły się dodatkowe przesłanki, przemawiające za tym, że stopy procentowe pozostaną na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie jeszcze przez długi czas.

————

Marek Garniewski
Dyrektor Sprzedaży AgioFunds TFI S.A.

Amerykańska gospodarka gotowa na podwyżkę stóp

Czwartkowe dane o dynamice amerykańskiej gospodarki pokazały, że Fed ma mocne podstawy do realizacji swych „uporczywych” zapowiedzi i mógłby wreszcie stopy procentowe podwyższyć już we wrześniu.

Choć rynki przypisują takiemu scenariuszowi coraz mniejsze prawdopodobieństwo, wciąż nie można go wykluczyć. Uspokojenie sytuacji na rynkach finansowych oraz ewentualne kolejne optymistyczne informacje makroekonomiczne, mogą uczynić go na powrót całkiem realnym. Kluczowe mogą okazać się przyszłotygodniowe dane z rynku pracy. Istotne sygnały w tej kwestii mogą pojawić się jednak już lada moment, przy okazji trwającego już sympozjum w Jackson Hole. Jeśli nie dziś, to po weekendzie, inwestorzy dostaną solidną dawkę materiału do interpretacji.

Rynek walutowy czeka na razie spokojnie na sygnał, trzymając kurs euro w pobliżu 1,12 dolara. Giełdy kontynuują wzrostowe odreagowanie, choć piątkowy poranek przynosi lekkie wątpliwości co do jego trwałości. Po czwartkowym 10 proc. skoku notowań, emocje na rynku ropy naftowej wyraźnie przygasły. Zmiany rentowności obligacji sygnalizują niewielkie zmniejszenie niechęci inwestorów do ryzyka. Wszystko wskazuje jednak na to, że okres podwyższonej zmienności jeszcze się nie skończył, a trwalsze tendencje powinny zacząć rysować się w najbliższych dniach.

Izba wyższa przyjaźniejsza bankom

Senat ograniczył ustawę o kredytach walutowych bliżej jej pierwotnego kształtu. Chiny redukują swoje zaangażowanie w obligacjach amerykańskich. Wniosek Wenezueli o posiedzenie OPEC wywołał korektę na rynku ropy. Lepsze od oczekiwań dane napłynęły ze Szwajcarii.

Zgodnie z przewidywaniami izba wyższa polskiego parlamentu nie była tak łaskawa dla kredytobiorców frankowych jak niższa. Główna zmiana to przywrócenie podziału kosztów przewalutowania po połowie pomiędzy bank i kredytobiorcę. Taki podział powoduje, że opłacalność przewalutowania dla klientów nie jest wcale taka pewna. Z jednej strony żyjemy obecnie w naprawdę ciekawych czasach z punktu widzenia rynków walutowych przez co przewidywanie na lata w przód wartości walut to absolutne wróżenie z fusów. Jeżeli ktoś się tego podejmuje musiałby przyjąć olbrzymi margines błędu. Z drugiej strony przy niskiej zmianie wartości przewalutowanie się na walutę o wyższej stopie procentowej może być nieopłacalne.

Chiny, by poprawić swoje rezerwy nadszarpnięte przez próby walki z rynkiem redukują posiadane obligacje USA. Nie jest znana na razie skala tych działań, ale wedle szacunków Societe General można mówić o ponad 100 mld dolarów. Dla porównania skali to około 7% posiadanych przez Chiny papierów dłużnych (analitycy do posiadanych przez Chiny obligacji doliczają jeszcze pozycję Belgii, gdyż większość tamtejszych obligacji posiadanych jest przez chińską spółkę).

Na rynku ropy pojawiły się najwyższe od ponad 5 lat dzienne wzrosty. Ropa drożała o ponad 10%. W sumie należało by powiedzieć nie tyle drożała, co cena odbiła się, gdyż jest to korekta ostatnich spadków. Bezpośrednim powodem do tego ruchu był wniosek Wenezueli do zwołania posiedzenia OPEC. Organizacja ta nie ma już tak wielkiego wpływu na wydobycie ropy jak kiedyś. Niemniej analitycy boją się, że w obliczu cen ropy zbliżających się do opłacalności technologicznej niektórych producentów kartel podejmie zdecydowane działania. Potwierdza to chęć wzięcia udziału przez Rosję w posiedzeniu. Z drugiej strony państwa OPEC regularnie przekraczają ustanowione limity wydobycia, co czyni całe posiedzenia umiarkowanie wiarygodnymi. Bezpośrednim efektem zwyżek na rynku ropy jest oczywiście wahanie walut najsilniej z nią powiązanych. W naszej części świata jest to rubel. W ciągu kilku dni podrożał on z 5,3 grosza na 5,7grosza.

Poznaliśmy dane ze szwajcarskiej gospodarki. Tamtejsze PKB wbrew oczekiwaniom analityków wzrosło w drugim kwartale o symboliczne 0,2%. Jest to bardzo ważny wzrost, gdyż dwa kwartały z rzędu spadkowe uważa się za recesję, a w pierwszym kwartale był spadek.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:
10:30 – Wielka Brytania – produkt krajowy brutto, dane zrewidowane,
14:00 – Niemcy – wstępny odczyt inflacji konsumenckiej.

EUR/PLNKomentarz walutowy 28.08.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 28.05.2015 do 28.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1750. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.

CHF/PLNKomentarz walutowy 28.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 28.05.2015 do 28.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, który po osiągnięciu minimów na 3,8350 przeszedł w boczny. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest wspomniane minimum na 3,8350. Dla ruchu w górę ważnym oporem są maksima na 3,9350.

USD/PLNKomentarz walutowy 28.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 28.05.2015 do 28.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7300 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.

GBP/PLNKomentarz walutowy 28.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 28.05.2015 do 28.08.2015

Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8600. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7600.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Volvo Car Group zwiększyło zysk o 72%

Hakan Samuelsson, prezes Volvo Car Group
Hakan Samuelsson, prezes Volvo Car Group

Za nami jedne z najważniejszych miesięcy w historii firmy – powiedział Hakan Samuelsson na spotkaniu, na którym ogłosił wyniki finansowe Volvo Car Group. Prezes koncernu ma powody do dumy. Zysk operacyjny w pierwszym półroczu 2015 wyniósł 1,66 mld SEK, co oznacza 72% wzrost wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Wzrosły także przychody grupy osiągając poziom 75,21 mld, co oznacza 12,3% wzrost.

Volvo przeprowadza największą ofensywę modelową w swojej historii, która odbywa się przy zachowaniu zyskowności i przy stałym wzroście sprzedaży. W pierwszej połowie 2015 r. sprzedano 232,284 aut marki Volvo. Rok wcześniej liczba ta wynosiła 229,013 sztuk. Wzrost jest zasługą dobremu popytowi na samochody Volvo na rynkach europejskich.

To było bardzo dobre półrocze, podczas którego poprawiły się nasze wyniki finansowe – powiedział Hakan Samuelsson, prezes Volvo Car Group. Począwszy od 2010 r. konsekwentnie wprowadzamy plan transformacji Volvo Car Group, a ostatnie wyniki finansowe pokazują, że podążamy we właściwym kierunku. Na koniec roku spodziewamy się znaczącego wzrostu zyskowności. 

Inwestycje marki Volvo w globalną transformację są kluczową częścią długofalowej strategii marki, która chce wzmocnić swoją pozycję, jako globalny producent samochodów premium. Kompletna wymiana gamy modelowej, jaką rozpoczął najnowszy flagowy model Volvo XC90 to środek do celu, jakim jest osiągnięcie poziomu sprzedaży ok. 800,000 już za kilka lat. Pierwsze miesiące 2015 r. dla marki Volvo były jednymi z najważniejszych w historii firmy – rozpoczęła się produkcja pierwszego modelu na platformie technologicznej SPA, na której oparte będą także kolejne modele marki. Do tej pory klienci zamówili niemal 57,000 Volvo XC90 a zapotrzebowanie na auta jest tak duże, że w maju znajdująca się w Szwecji fabryka Torslanda, w której produkowane są samochody Volvo oficjalnie rozpoczęła pracę w trybie trzech zmian. Do pracy w tej najważniejszej dla marki fabryce zatrudniono niemal 1,500 nowych pracowników, nie licząc dodatkowych miejsc pracy, jakie powstaną u dostawców komponentów do nowego modelu. Obecnie Volvo Cars zatrudnia ok 17,300 osób w Szwecji, z których 13,500 pracuje w rejonie Goeteborga, a 4,800 w głównej fabryce Torslanda.

W pierwszej połowie roku, Volvo poinformowało także o rozpoczęcie budowy wartej 500 mln dolarów fabryki w Południowej Karolinie, USA. Nowa fabryka ma na celu dostosowanie możliwości produkcyjnych do potrzeb kluczowych rynków. Obiekt powstaje w amerykańskim Ridgeville w Karolinie Południowej. To piąty z kolei obiekt produkcyjny Volvo Car Group, jego ukończenie jest planowane na 2018 r.

 

Honda zaprezentuje odświeżoną gamę modeli podczas salonu Frankfurt Motor Show 2015

Podczas salonu Frankfurt Motor Show 2015 Honda zaprezentuje pełną gamę nowych i gruntownie odświeżonych modeli, które stanowią zwieńczenie ważnego roku dla japońskiej firmy. Ponadto, Honda pokaże koncepty i rozwiązania techniczne demonstrujące kreatywność inżynierów Hondy w kwestii spełniania obecnych i przyszłych potrzeb klientów z zakresu osobistej mobilności.

„Project 2&4” napędzany przez RC213V” – twórcze rzemiosło Hondy

Salon Frankfurt Motor Show 2015 będzie miejscem premiery projektu „Honda Project 2&4”. Projekt, który zwyciężył w zorganizowanym przez Hondę globalnym konkursie dla wewnętrznych zespołów designerskich, reprezentuje dążenie japońskiej firmy
do inspirowania i nagradzania kreatywnego myślenia.

„Project 2&4”, utożsamiający zasadę „twórczego rzemiosła” Hondy, został stworzony wspólnie przez centrum ds. designu motocykli Hondy na Alasce oraz centrum
ds. designu samochodów Hondy w Wako w Japonii. „Honda Project 2&4” wyraża nieustające dążenie Hondy do oferowania rozwiązań bardziej przyjaznych użytkownikowi. Projekt „Honda Project 2&4″ nie posiada kabiny przez co tworzy innowacyjne otoczenie, pozwalające doświadczyć wolności typowej dla jazdy na motocyklu oraz zwrotność typową dla samochodu osobowego

Gama nowych i odświeżonych modeli Hondy

Podczas salonu Frankfurt Motor Show 2015 Honda przedstawi nowe modele HR-V
i Jazz, które pojawią się w europejskich salonach sprzedaży we wrześniu tego roku. Oba auta oferują wyrafinowany design nadwozia, wysoki poziom bezpieczeństwa, najbardziej przestronne w klasie wnętrza oraz wszechstronne rozwiązania transportowe.

Honda CR-V, jeden z najlepiej sprzedających się SUV-ów na świecie, otrzymała w 2015 roku nowy silnik Diesla oraz dziewięciostopniową przekładnię automatyczną, jak również pierwsze na świecie systemy zwiększające bezpieczeństwo podróżujących.

Honda Civic i Civic Tourer wyróżnia się nową, sportową stylizacją nadwozia i wnętrza, uwypukloną w nowej wersji Civic Sport. Model ten otrzymał również zaawansowany system informacyjno-rozrywkowy Honda Connect działający w oparciu o system Android, oferujący takie funkcje, jak WiFi, Bluetooth i Mirror Link oraz wejścia USB i HDMI.

Nowa Honda Civic Type R, nazwana „autem wyścigowym do codziennego użytku”, reprezentuje sportowe DNA Hondy oraz dążenie japońskiego producenta
do zaoferowania klientom wiodących w klasie osiągów za sprawą nowatorskich rozwiązań inżynieryjnych. Sercem modelu budowanego w Wielkiej Brytanii jest nowy, turbodoładowany silnik benzynowy 2,0 VTEC TURBO. Bezkonkurencyjna w segmencie europejskich sportowych hatchbacków moc maksymalna 310 KM jest uzyskiwana przy
6 500 obr./min. Dzięki doskonałej aerodynamice prędkość maksymalna oscyluje w granicach 270 km/h, co czyni Civica Type R jednym z najbardziej ekstremalnych modeli z czerwonym logotypem „Type R” na masce.

Honda UNI-CUB β debiutuje w Niemczech

Podczas salonu Frankfurt Motor Show 2015 Honda zaprezentuje także urządzenie osobistej mobilności UNI-CUB β. Urządzenie zostało wyposażone w opracowany przez Hondę system kontroli równowagi oraz system wielokierunkowego koła napędowego. Rozwiązanie to stanowi podstawę badań nad humanoidalnymi robotami, włączając
w to robota ASIMO.

Konferencja prasowa Hondy odbędzie się we wtorek 15 września o godzinie 14:00 CET na stoisku Hondy nr B11 w hali 9.0H

Ile można zarobić w dziale obsługi klienta?

Połowa osób zatrudnionych w dziale obsługi klienta otrzymywała w 2014 wynagrodzenie niższe niż 3 100 PLN, co czwarta natomiast – 4 800 PLN lub więcej. Wynagrodzenia mężczyzn były wyższe przeciętnie o 18% od wynagrodzeń kobiet – wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzonego przez firmę Sedlak & Sedlak w 2014 roku.

Co druga pani zatrudniona w dziale obsługi klienta zarabiała do 2 967 PLN, z kolei mediana płac mężczyzn wynosiła 3 500 PLN brutto miesięcznie.

Wykres 1. Wynagrodzenia w dziale obsługi klienta w 2014 roku, brutto PLN

Wynagrodzenia w dziale obsługi klienta w 2014 roku, brutto PLN
Źródło: Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń przeprowadzone przez Sedlak & Sedlak w 2014 roku

Pensje dyrektorów pięć razy wyższe niż pracowników szeregowych

Najniższe wynagrodzenie otrzymywali pracownicy szeregowi. Połowa z nich zarabiała między 1 900 PLN a 3 150 PLN brutto miesięcznie. Co dziesiąty zajmujący stanowisko wykonawcze pracował za minimalną krajową, czyli 1 680 PLN (przypomnijmy, że Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń zostało przeprowadzone w 2014 roku). Nieco wyższe dochody osiągali specjaliści – mediana płac wynosiła 3 500 PLN brutto. Rozpiętość wynagrodzeń rosła wraz z zajmowanym stanowiskiem. Połowa kierowników zarabiała od 3 200 PLN do 7 200 PLN brutto, natomiast co dziesiąty otrzymywał pensję powyżej 11 000 PLN. Zarobki pracowników najwyższego szczebla wyraźnie odstawały od pozostałych. Aż trzech na czterech dyrektorów/członków zarządu otrzymywało powyżej 7 000 PLN brutto miesięcznie. Tak wysokie zarobki otrzymywało nieco ponad 25% kierowników (zob. wykres 2.). Mediana wynagrodzeń dyrektorów/członków zarządu wynosiła 12 000 PLN i była ponad pięciokrotnie wyższa, niż przeciętne płace pracowników szeregowych. Co dziesiąty dyrektor otrzymywał powyżej 31 000 PLN brutto miesięcznie.

Wykres 2. Wynagrodzenia w dziale obsługi klienta na różnych szczeblach zarządzania, brutto PLNWynagrodzenia w dziale obsługi klienta na różnych szczeblach zarządzania brutto PLN

Doświadczony kierownik w dziale obsługi klienta zarabiał przeciętnie 5 500 PLN

Jak wynika z wykresu 3., płace osób zajmujących stanowiska wykonawcze nie zmieniały się znacznie wraz ze wzrostem stażu pracy. Mediana wynagrodzeń pracowników szeregowych z ośmioletnim doświadczeniem wynosiła 2 500 PLN brutto miesięcznie i była wyższa zaledwie o 400 PLN niż przeciętna płaca pracownika niedoświadczonego.

Wykres 3. Mediany wynagrodzeń pracowników działu obsługi klienta z różnym stażem pracy, brutto PLNMediany wynagrodzeń pracowników działu obsługi klienta z różnym stażem pracy

W przypadku specjalistów bądź kierowników, można zaobserwować większe zróżnicowanie wynagrodzeń. Przykładowo, niedoświadczony specjalista otrzymywał 2 770 PLN brutto, podczas gdy przeciętna płaca pracownika z ośmioletnim stażem wynosiła 3 650 PLN. Z kolei kierownicy z 11 – 15 letnim doświadczeniem zarabiali przeciętnie 5 500 PLN, czyli o 67% więcej niż managerowie z dwuletnim stażem.

Co czwarty przedstawiciel handlowy zarabiał powyżej 5 300 PLN

Spośród czterech poniższych stanowisk, najwięcej zarabiali przedstawiciele handlowi. Są oni odpowiedzialni za generowanie zysku na określonym obszarze bądź grupie klientów. Połowa z nich otrzymywała od 2 870 do 5 300 PLN brutto miesięcznie. Co drugi specjalista ds. obsługi klienta zarabiał ponad 3 350 PLN, a co czwarty – ponad 4 500 PLN.

Wynagrodzenia w dziale obsługi klienta na różnych stanowiskach w 2014 roku

stanowisko próba 25% zarabia poniżej mediana 25% zarabia powyżej
specjalista ds. handlowych/przedstawiciel handlowy 277 2 870 3 800 5 300
specjalista ds. obsługi klienta 459 2 500 3 350 4 500
doradca klienta indywidualnego/detalicznego 450 2 400 3 100 4 100
sprzedawca/kasjer 753 1 778 2 000 2 500

Źródło: Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń przeprowadzone przez Sedlak & Sedlak w 2014 roku
Najniższe wynagrodzenie otrzymywali kasjerzy – mediana płac wynosiła jedynie 2 000 PLN brutto miesięcznie i stanowiła zaledwie 65% mediany zarobków całego działu obsługi klienta.

Zmieniona dyrektywa Transparency nakłada na spółki większe kary za nieprzestrzeganie obowiązków informacyjnych

Karol Szymański

Do 26 listopada br. Polska powinna wprowadzić do krajowego systemu prawnego regulacje wynikające ze zmienionej dyrektywy Transparency. Istotnemu podwyższeniu ulegną kary finansowe nakładane na emitentów za niedochowywanie przez nich wymagań dotyczących transparentności. Będzie można także ukarać członków rady nadzorczej za nieprzestrzeganie przez emitenta wspomnianych obowiązków. Nie wiadomo jeszcze, jaki będzie ostatecznie kształt regulacji europejskich w prawodawstwie krajowym, obecnie pracuje nad nimi parlament.

Do 26 listopada, czyli czasu pozostało już niewiele, Polska zobowiązana jest wdrożyć postanowienia wynikające ze zmian, które nastąpiły w dyrektywie Transparency – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Karol Szymański, ekspert kancelarii prawnej RKKW – Kwaśnicki, Wróbel & Partnerzy. – Najbardziej interesować emitentów może fakt, że podwyższone zostaną kary za nierealizowanie obowiązków informacyjnych.

Obecnie spółki notowane na rynku regulowanym mają obowiązek przekazywania do publicznej wiadomości informacji poufnych, bieżących, okresowych, związanych z opóźnieniami, notyfikacjami akcjonariuszy, transakcjami tzw. insiderów (osób mających dostęp do informacji poufnych) oraz walnymi zgromadzeniami. Wynika to częściowo z Dyrektywy 2004/109/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie harmonizacji wymogów dotyczących przejrzystości informacji o emitentach, których papiery wartościowe dopuszczane są do obrotu (tzw. dyrektywa Transparency).

Zgodnie z nowym brzmieniem dyrektywy Transparency karani za nienależyte wykonanie obowiązków informacyjnych przez emitentów mogą być również członkowie ich rad nadzorczych. Jak zaznacza Karol Szymański, to ustawodawca krajowy zadecyduje finalnie, jaka będzie wysokość kar finansowych za przewinienia spółek publicznych.

Zmiana musi teraz zostać wdrożona przez ustawodawcę krajowego, dlatego ostateczna wysokość sankcji, które finalnie będą przyjęte, nie jest jeszcze znana i zmieniała się w trakcie procesu legislacyjnego – precyzuje Karol Szymański. – Można jedynie wskazać, że będzie to mniej więcej 100 albo 50 tys. zł dla członków rad nadzorczych.

Dotychczas, jak zauważa Karol Szymański, w polskim systemie prawnym w ogóle nie było kar dla członków rad nadzorczych.

Możliwe, że Polska nie do końca zdąży z uchwaleniem odpowiedniej ustawy nowelizującej przed terminem granicznym – wskazuje Karol Szymański z kancelarii RKKW. – Spółki powinny jednak rozpocząć długi i żmudny proces przygotowywania się do nowej rzeczywistości. Widzimy, że emitenci coraz bardziej zastanawiają się nad tym, jak nowa rzeczywistość w kontekście wypełniania obowiązków informacyjnych będzie wyglądała w przyszłości., uczestniczą więc w wielu szkoleniach i spotkaniach poświęconych tej tematyce.

Zakres częstotliwości raportowania zależy jednak od ostatecznej decyzji ustawodawcy. Nie wiadomo na przykład, czy zostaną zachowane wśród raportów okresowych sprawozdania kwartalne.

Ale jeśli ustawodawca krajowy stwierdzi, że wykonywanie tych obowiązków nie naraża emitentów na zbyt daleko idące obciążenia i jest to instrument użyteczny dla inwestorów, raporty kwartalne zapewne pozostaną – prognozuje Karol Szymański. – Decydujący jest jednak termin. Ustawodawca zastanawia się, czy nie wydłużyć terminu publikacji raportów kwartalnych z 45 dni, które obowiązują obecnie, na przykład do 60.

Założeniem, jak tłumaczy Karol Szymański, jest harmonizacja rynków europejskich tak, aby były podobne i aby standardy w realizowaniu obowiązków informacyjnych jak najmniej zależały od ustawodawców poszczególnych krajów członkowskich. Zauważa on bowiem, że poza nowelizacją dyrektywy Transparency w niedalekiej perspektywie pełną skuteczność uzyska również rozporządzenie MAR oraz koniecznym będzie transponowanie do prawodawstwa wewnętrznego postanowień dyrektywy MAD. Z uwagi na liczbę nadchodzących zmian Karol Szymański wieści rewolucję w obowiązkach informacyjnych spółek publicznych.

Dla emitentów to na pewno będzie wielki skok i tutaj widzę ogromną rolę do odegrania przez autoryzowanych doradców – wskazuje Karol Szymański. – Powinni oni już na tym etapie rozpocząć prace z emitentami, pokazywać im, na czym będą musieli się skupiać, jeżeli chodzi o obserwowanie zdarzeń wynikających z wewnętrznych procedur spółki, i wspólnie opracować odpowiednie regulaminy. Emitent nie może być zaskoczony regulacjami. Musi już teraz przyzwyczajać się do nowej rzeczywistości.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Spowolnienie w chińskiej gospodarce na razie nie grozi globalną recesją. W przyszłości nie można jednak takiej możliwości wykluczyć

Łukasz Bugaj

Choć trwające od kilku kwartałów spowolnienie w chińskiej gospodarce może przerodzić się w recesję, to obecnie taki scenariusz wydaje się mocno przesadzony – twierdzi Łukasz Bugaj z DM BOŚ. Jak jednak uważa analityk, nie można bagatelizować sytuacji, bo ewentualna recesja w Chinach może się odbić nie tylko na innych gospodarkach azjatyckich, lecz także choćby na europejskim przemyśle motoryzacyjnym.

– Problem polega na tym, że do końca nie wiemy, jak wygląda sytuacja makroekonomiczna w Chinach. Możemy tylko szacować. Mamy pewne dane, takie jak ostatni wstępny wskaźnik przemysłowy PMI, który był najniższy od 6,5 roku, i to sugeruje w połączeniu z tym, co widzimy na globalnym rynku surowcowym, który jest bardzo uzależniony od sytuacji w Chinach, że kondycja nie jest najlepsza – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj z Domu Maklerskiego BOŚ. – Tym niemniej, jeżeli chodzi o te oficjalne dane, tutaj od dłuższego czasu można się zastanawiać, w jakim stopniu odzwierciedlają one rzeczywistość – dodaje.

Wpływ kłopotów gospodarki Państwa Środka jest dziś nieporównanie większy niż jeszcze 10 lat temu, gdy była ona warta 17 proc. amerykańskiego PKB. Obecnie to już 60 proc. największej gospodarki świata o wartości 10,4 bln dolarów.

– Jeszcze dziesięć lat temu spowolnienie w Chinach nie byłoby tak istotne. Dziś tamtejsza gospodarka to 14 proc. globalnego PKB – twierdzi Łukasz Bugaj. – Jest to istotny gracz na światowej arenie i nie można go bagatelizować, szczególnie na rynku surowców, gdzie Chiny są ogromnym konsumentem.

Natomiast sprzedaż samochodów w Chinach spada już drugi miesiąc z rzędu. W czerwcu sprzedano ich o 3,4 proc. mniej w ujęciu rocznym, a w lipcu – o 6,4 proc. Według prognoz Chińskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (CAAM) w całym 2015 roku Chińczycy mieli kupić o 8 proc. więcej aut niż w 2014 roku. Osłabienie gospodarki ostro zweryfikowało rzeczywistość i dziś wzrost sprzedaży aut w całym 2015 roku ma oscylować jedynie wokół 1,7 proc.

– Cała strategia europejskich producentów aut opierała się na dynamicznym rozwoju sprzedaży w Chinach. Jeżeli ta sprzedaż będzie dalej spowalniać, to tutaj pojawiają się pewne problemy – martwi się Łukasz Bugaj. – Mogą być one również widoczne w kraju, ponieważ w Polsce mamy gęstą sieć kooperantów i dystrybutorów dla istotnych gałęzi przemysłu w Niemczech, w tym dla przemysłu motoryzacyjnego – dodaje.

Analityk jednak uspokaja, że niektóre dane z gospodarki europejskiej na razie nie odzwierciedlają problemów chińskiej. Przykładowo, wskaźnik PMI dla niemieckiego sektora przemysłu w sierpniu wyniósł 53,2 pkt. Oznacza to wzrost wobec lipca, w którym wyniósł 51,8 pkt. Natomiast odczyt Ifo, czyli wskaźnika klimatu gospodarczego, w sierpniu w Niemczech wyniósł 108,3 pkt, w porównaniu z 108 pkt miesiąc wcześniej.

– Ostatnie dane z rynku niemieckiego, mówimy tutaj o wskaźniku PMI dla tamtego przemysłu i również istotnym wskaźniku Ifo, wskazują na pewien optymizm w tym znaczeniu, że spowolnienie w Chinach nie jest na tyle istotne, aby już w tym momencie zagrażać przemysłowi niemieckiemu – twierdzi Łukasz Bugaj. –Na razie te komentarze o globalnej recesji są wysoce przesadzone.

Złoty jesienią może osłabić się do głównych walut o 20 groszy. Wskazują na to spodziewany wynik wyborów i analiza techniczna

Sławomir Dębowski

Na walutowym rynku w Polsce inwestorzy szykują się do wyborów parlamentarnych. Z analiz ekonomistów wynika, że obawa przed rządami Prawa i Sprawiedliwości może znacząco osłabić polską walutę. Jesienią możemy płacić za dolara niemal 4 zł, a za euro nawet 4,4 zł. Przysłuży się temu także sytuacja międzynarodowa, a analiza techniczna potwierdza te poziomy.

Na złotego oczywiście oddziaływać będą takie wydarzenia, jak decyzje głównych banków światowych, przede wszystkim Rezerwy Federalnej mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sławomir Dębowski, główny analityk Globtrex.com. Natomiast co do polskiej rzeczywistości, to oczywiście znaczenie będą mieć wybory parlamentarne, które odbędą się na jesieni. Oczywiście PiS ma dużą przewagę nad Platformą Obywatelską i wygląda na to, że będziemy mieli na jesieni przejęcie władzy i tego się inwestorzy obawiają. Myślę, że poziom 4,40 na euro/złotym, czy poziom 3,97 na dolarze do złotego mogą być w ciągu tych kilku miesięcy do osiągnięcia.

Jak mówi, z analizy technicznej wynika, że w dłuższej perspektywie dolar może się znacząco wzmocnić w relacji do euro. Można oczekiwać nawet kursu około 1,0450, który był tegorocznym minimum. A to automatycznie będzie sprzyjało osłabianiu się polskiej waluty. Spadki mogą też dotknąć giełdy. Już wydarzenia po wyborach prezydenckich pokazały, że polski rynek jest wrażliwy na tego typu zmiany.

W kwestii korelacji pomiędzy polskim rynkiem a rynkami zagranicznymi, w tym np. DAX-em czy rynkami amerykańskimi, to widać wyraźnie, że sytuacja na krajowym rynku, głównie polityczna, spowodowała w ciągu ostatnich kilku miesięcy właśnie po wyborach prezydenckich bardzo duże spadki na polskim rynku zwraca uwagę Sławomir Dębowski z Globtrex.com. – Wydaje się, że jeżeli mielibyśmy do czynienia ze scenariuszem optymistycznym w Stanach, to jeszcze w 2016 roku indeksy wróciłyby na szczyt z tego roku, a na naszym rynku moglibyśmy zobaczyć jakieś odbicie. Natomiast obawiam się, że jeśli przyjdzie zmiana władzy na jesieni, to przeważą obawy o to, że coś się będzie działo w różnych sektorach gospodarki i to może spowodować spadki. Głównym sektorem, który może oberwać, jest sektor bankowy.

W skali globalnej dla inwestorów walutowych najważniejsze są dwie, częściowo powiązane ze sobą kwestie: przyszłość chińskiej gospodarki i chińskiej giełdy oraz termin decyzji Fed o podwyżce stóp procentowych.

– Sytuacja na rynku walutowym głównie jest postrzegana pod kątem tego, co się może wydarzyć we wrześniu odnośnie do podniesienia stóp procentowych przez Fed mówi Dębowski. – Jeszcze do niedawna szanse na jesienną podwyżkę stóp procentowych były dosyć duże, można powiedzieć 50/50. Natomiast obecnie rynek wycenia jej szanse tylko na około 20 proc. Pogorszenie sytuacji na rynku chińskim skutkuje tym, że Fed będzie bardzo ostrożny na najbliższym posiedzeniu i prawdopodobnie wyśle bardzo czytelny sygnał w stronę rynków, że stopy procentowe mogą zostać podniesione w grudniu, a może nawet dopiero w 2016 roku.

W praktyce oznacza to, że wzajemny kurs dwóch najważniejszych walut świata w dalszej perspektywie czekać mogą spore zmiany.

Euro/dolar dotarł ostatnio do bardzo wysokiego pułapu 1,17 przypomina Sławomir Dębowski. – Około 1,18 jest dosyć ładny, techniczny opór wynikający ze zniesienia silnej fali spadkowej ze szczytu z ubiegłego roku z poziomu 1,40. W dalszej perspektywie spodziewałbym się tego, że na euro/dolarze dojdzie do przesilenia i możemy mieć spadki, co oczywiście będzie miało bardzo duże przełożenie np. na kurs dolara do złotego.