Coraz częściej będzie dochodziło do niedoborów energii. Przedsiębiorstwa będą musiały stosować narzędzia informatyczne do zarządzania energią

Mirosław Tworek

Wprowadzenie ograniczeń w dostawach prądu najbardziej odbiło się na przedsiębiorcach. Z powodu limitów zmuszeni byli do zmniejszenia lub nawet całkowitego wstrzymania produkcji na kilka dni. Coraz więcej firm korzysta jednak z narzędzi informatycznych, które pozwalają im skutecznie zarządzać energią. W sytuacjach kryzysowych mogą dzięki nim uniknąć dodatkowych kosztów.

– Blackout energetyczny nie jest to dla mnie żadnym zadziwiającym zjawiskiem, bo tak naprawdę od kilkudziesięciu lat popełniamy ciągle ten sam grzech zaniechania. Od dawna wiadomo, że zapotrzebowanie na energię rośnie, a produkuje się jej coraz mniej – mówi Mirosław Tworek, prezes zarządu FreeEn, spółki oferującej narzędzia informatyczne do zarządzania energią w firmie.

Zdaniem rozmówcy ostatnie problemy polskiej sieci elektroenergetycznej wynikają przede wszystkim ze zbyt małej podaży energii elektrycznej. Wzrostowi zapotrzebowania nie towarzyszy bowiem wzrost mocy wytwórczych. W przypadku braku koniecznych inwestycji w sektorze sytuacja z biegiem lat będzie ulegać dalszemu pogorszeniu.

– Energii jest mało i niestety twierdzi się, że będzie jej coraz mniej, stąd zjawisko blackoutu – zwraca uwagę Tworek.

Ograniczenia w dostawach prądu, do jakich doszło w sierpniu, były skutkiem splotu kilku negatywnych czynników. Najważniejszym były długotrwałe upały i susza, co spowodowało wzrost temperatury i zmniejszenie zasobów wodnych, a to uniemożliwiło produkcję energii elektrycznej w stopniu pozwalającym na pokrycie zapotrzebowania.

Jak podkreśla ekspert, ograniczenia w dostawach prądu dotknęły przede wszystkim przedsiębiorców. Wymusiły one na nich zmniejszenie lub nawet całkowite wstrzymanie produkcji na kilka dni. Konsekwencją były znaczne straty finansowe.

– Dzisiaj nie produkuje się na magazyn, bo to są ogromne koszty, w związku z tym każdy przestój, nawet godzina, ma swoje określone konsekwencje finansowe – mówi Tworek. – Najbardziej odczuły to sektory produkcyjne i usługowe, czyli przemysł metalowy, motoryzacyjny, drzewny, przetwórczy czy wydobywczy.

W przypadku 80 firm, z którymi współpracuje FreeEn, udało się uniknąć całkowitego zatrzymania produkcji. W drugim tygodniu sierpnia, w najgorętszym okresie, kiedy ogłoszony został 20. i 19. stopień zasilania, partnerzy spółki funkcjonowali na poziomie 50-60 proc. możliwości produkcyjnych. Inni przedsiębiorcy zmuszeni byli do otwarcia nocnej zmiany w swoich zakładach lub całkowitego wstrzymania produkcji. Wszystkie te działania wiązały się ze znacznymi kosztami finansowymi.

Ryzykiem w takiej sytuacji kryzysowej są kary finansowe. Za przekroczenie limitu mocy na firmę może być nałożony mandat, nawet w wysokości 15 proc. osiąganych przychodów.

 Kontrola mocy zamówionej to podstawa przy wychodzeniu z problemu blackoutu energetycznego – wyjaśnia Mirosław Tworek. – Istota sprawy polega na tym, żeby zmniejszyć moc zamówioną do określonego poziomu, który odbiorca ma w swojej umowie. Problem w tym, skąd wiedzieć, ile należy wyłączyć odbiorników energii, żeby uzyskać akurat taki poziom mocy zamówionej, który jest niezbędny do funkcjonowania, a który przy okazji nie spowoduje płacenia ogromnych mandatów. W takiej sytuacji wszelkie narzędzia informatyczne, które zdalnie kontrują tego typu zjawisk, są niezbędne.

Systemy kontrolujące ilość pobieranej mocy są szczególnie istotne właśnie w kryzysowych sytuacjach. Automatyczny monitoring pozwala na wyłączenie określonej liczby odbiorników energii, tak aby uzyskać poziom mocy poniżej maksymalnego poziomu. Wpływa to na efektywność funkcjonowania przedsiębiorstwa, a do tego pozwala unikną ustawowych kar.

– Zasada działania jest dość prosta. Trzeba podłączyć się do odbiornika energii, czasami wystarczy do licznika głównego w przedsiębiorstwie, ale wskazane jest również podłączenie się do paru obiektów wewnątrz, do linii produkcyjnej lub do pojedynczego budynku – tłumaczy ekspert. – System powinien kontrolować zdalnie przez 24 godziny na dobę, żeby wiedzieć, zanim się coś wydarzy, albo przynajmniej informować o problemie na tyle szybko, by móc temu przeciwdziałać.

Jak podkreśla, takie rozwiązania informatyczne są dostępne na rynku i coraz więcej firm z nich korzysta.

Z rehabilitacji prowadzonej przez ZUS skorzystało ponad milion osób. Ponad połowa odzyskała zdolność do pracy

Elżbieta Szupień

Coraz więcej osób korzysta z programów rehabilitacji leczniczej realizowanych przez ZUS. W 2014 roku na taką formę pomocy mogło liczyć 77 tys. osób, w tym roku może być to 86 tys. Łącznie, przez 20 lat, z rehabilitacji skorzystało ponad 1,1 mln osób. Mogą wziąć w niej udział wszyscy ubezpieczeni, którzy rokują szansę na powrót do pracy. ZUS systematycznie rozszerza program o kolejne schorzenia. Rehabilitacja jest bezpłatna, może być prowadzona w systemie stacjonarnym lub ambulatoryjnym.

Na rehabilitację leczniczą w ramach prewencji rentowej ZUS może wyjechać każda osoba ubezpieczona w ZUS, która jest zagrożona częściową lub całkowitą niezdolnością do pracy i rokuje odzyskanie zdolności do pracy po przeprowadzeniu rehabilitacji. Może to być osoba pobierająca zasiłek chorobowy, świadczenie rehabilitacyjne lub uprawniona do renty z tytułu niezdolności do pracy, ale musi to być renta okresowa, a nie stała – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Elżbieta Szupień z Departamentu Prewencji i Rehabilitacji ZUS.

W ciągu 20 lat z programów realizowanych przez ZUS skorzystało ponad milion osób. Co roku rośnie liczba osób, które mogą liczyć na taką pomoc. W 1999 roku rehabilitację ukończyło 21 tys. osób, w 2014 już 77 tys., a w tym roku może być to nawet 86 tys. osób.

Aby skorzystać z pomocy, wystarczy złożyć w placówce ZUS wniosek wypełniony przez lekarza. Oprócz danych pacjenta powinno się tam znaleźć również rozpoznanie choroby pacjenta i chorób współistniejących. Lekarz powinien również wskazać, czy dana osoba rokuje szansę na odzyskanie zdolności do pracy.

Po złożeniu wniosku lekarz orzecznik wydaje orzeczenie o potrzebie rehabilitacji. Rehabilitacja prowadzona przez ZUS jest bezpłatna, turnusy trwają 24 dni. ZUS pokrywa całkowity koszt rehabilitacji, opieki lekarskiej, pielęgniarskiej, koszt zakwaterowania, całodobowego wyżywienia oraz koszty przejazdu najtańszym środkiem komunikacji publicznej z miejsca zamieszkania do ośrodka i z powrotem – podkreśla Szupień.

Obecnie ZUS ma podpisanych blisko 120 umów na prowadzenie rehabilitacji leczniczej z ośrodkami rehabilitacyjnymi. Z programów może skorzystać coraz więcej osób, bo Zakład sukcesywnie rozszerza listę schorzeń, przede wszystkim w oparciu o informacje, które schorzenia i w jakim stopniu odpowiadają za powstanie niezdolności do pracy. Rehabilitacja może być prowadzona stacjonarnie lub ambulatoryjnie.

Na rehabilitację możemy kierować osoby ze schorzeniami narządu ruchu, układu krążenia, układu oddechowego, narządu głosu, schorzeniami psychosomatycznymi oraz osoby po operacji nowotworu gruczołu piersiowego z dysfunkcjami w związku z przebytą operacją. W trybie ambulatoryjnym mamy rehabilitację narządu ruchu i układu krążenia z możliwością monitorowania telemedycznego – wymienia ekspertka.

Choroby układu krążenia stanowią najczęstszą przyczynę niezdolności do pracy. Dlatego w 2009 roku ZUS wprowadził możliwość ambulatoryjnej rehabilitacji prowadzonej w połączeniu z domową. Dotychczas skorzystało z niej 1,2 tys. osób, w tym roku w ośrodkach w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i we Wrocławiu może dołączyć do tej grupy kolejnych 500 osób. Inną formą rehabilitacji wprowadzoną w 2009 roku jest rehabilitacja kobiet z nowotworem gruczołu piersiowego. Obecnie prowadzi ją siedem ośrodków, skorzystało z niej 4,5 tys. osób, na ten roku zakontraktowanych jest 1,5 tys. miejsc.

Rehabilitacja jest prowadzona w większych miastach Polski. Warto z niej skorzystać, ponieważ pomaga poprawić stan zdrowia, sprawność organizmu i przede wszystkim odzyskać zdolności do pracy. ZUS monitoruje efektywność rehabilitacji, czyli to, ile osób po ukończeniu rehabilitacji nie pobierało świadczeń z ubezpieczenia społecznego. W 2012 roku było to 53 proc. osób, dlatego można powiedzieć, że rehabilitacja jest efektywna – ocenia Elżbieta Szupień.

Ustawa frankowa może kosztować banki ponad 20 mld zł. To nie musi jednak oznaczać obniżki ich ratingów

Fitch Ratings Polska

Wejście w życie ustawy pozwalającej Polakom przewalutować kredyty mieszkaniowe może oznaczać nawet 22 mld zł strat dla banków. Mimo to decyzja ta nie musi się przełożyć na obniżki ratingów instytucji finansowych podkreśla Artur Szeski z Fitch Ratings Polska. Ewentualne skutki będzie można oceniać jednak dopiero wtedy, gdy ustawa przejdzie proces legislacyjny.

Senatorowie zajmą się projektem ustawy, która umożliwi przewalutowanie kredytów mieszkaniowych zaciągniętych w walutach obcych. Koszt tej zmiany obciąży obie strony umowy, zarówno bank, jak i klientów. Zgodnie z popieraną przez rząd wersją ustawy koszty te miały być dzielone po połowie. W Sejmie jednak przeszła poprawka SLD obciążająca banki 90 proc. strat wynikających z przewalutowania. KNF szacuje, że będzie to kosztować banki 22 mld zł. Teraz do Senatu należy decyzja, które rozwiązanie stanie się prawem. Trudno więc dziś oszacować skalę strat, jakie czekają polskie banki.

Sam wyższy koszt czy straty banków niekoniecznie muszą natychmiast przekładać się na zmianę ich ratingu. Po pierwsze, nie wszystkich banków będzie to dotyczyło w takim samym stopniu. Po drugie, część banków ma wystarczająco dużą poduszkę kapitałową i bieżącą rentowność, żeby te straty w miarę bez wpływu na rating zaabsorbować – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Artur Szeski, analityk Fitch Ratings Polska.

Ratingi działających w Polsce banków mieszczą się w przedziale od pojedynczego A z minusem dla najlepszego banku do potrójnego B, co wciąż oznacza dobry inwestycyjny rating. Nie w każdym banku straty na przewalutowaniu kredytów wpłyną na ich ocenę, jednak pogorszenia ratingów nie można wykluczać.

Trudno mi w tej chwili spekulować – zaznacza Artur Szeski. – To, co mamy w tej chwili na stole, to są dwie propozycje: rządowa i zmodyfikowana propozycja parlamentarna. Presja polityczna na to, żeby w jakiś sposób, przynajmniej częściowo ten problem rozwiązać, jest i na pewno będzie miała wpływ na wyniki banków, co do tego nie ma wątpliwości.

Na razie agencje ratingowe obserwują sytuację. Ewentualne decyzje będą podejmować, gdy prawo zostanie ostatecznie zmienione.

Na bieżąco przyglądamy się sytuacji – mówi ekspert. – Trudno podejmować decyzje w oparciu o coś, co nie jest skonkretyzowane i sformalizowane. Zobaczymy, jaki będzie los tej ustawy w Senacie i czy Senat odrzuci, czy zakwestionuje poprawki sejmowe, czy nie. Wtedy będziemy się zastanawiać. Z ostatecznymi decyzjami poczekamy aż ustawę ewentualnie podpisze prezydent.

Zysk netto polskiego sektora bankowego w zeszłym roku przekraczał 16 mld zł i był o 6,95 proc. wyższy niż w roku 2013 – podaje Komisja Nadzoru Finansowego.

Sklepy w centrach handlowych potrzebują coraz więcej powierzchni. Deweloperzy budują coraz większe obiekty

Aleksander Walczak

Sklepy w centrach handlowych stają się coraz większe – nie tylko w dużych galeriach, lecz także w mniejszych obiektach. Średnia powierzchnia lokalu, która kiedyś wynosiła ok. 100 mkw., teraz jest kilkukrotnie większa. Wymusza to na deweloperach budowę nieco większych centrów, aby nadal utrzymać zróżnicowany portfel najemców. Przestały też spadać czynsze.

Poszczególne sklepy będą coraz większe. Jest mniej mniejszych lokali. Kiedyś średni lokal handlowy to było 100 mkw., w tej chwili jest bardzo niewiele sklepów, które chciałyby operować na takiej powierzchni, więc średni lokal ma grubo powyżej 200 mkw. Obecnie 300-400 mkw. to są średniej wielkości sklepy. Z tą tendencją musimy się zmierzyć, więc budujemy większe obiekty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Walczak, prezes zarządu Dekady, dewelopera centrów handlowych.

Walczak zwraca uwagę na to, że powierzchnię zwiększają główne sieci handlowe. Sieciowe sklepy odzieżowe, obuwnicze czy drogerie chcą mieć lokale co najmniej 500-metrowe, a często nawet przekraczające 1000 mkw. To korzystne dla klientów, gdyż zyskują większy wybór towaru. Z kolei najemcy, decydując się na zwiększenie powierzchni, mogą liczyć na niższy czynsz jednostkowy.

Presja na wzrost powierzchni sklepów wymusza jednak inne inwestycje ze strony deweloperów. Jak podkreśla Walczak, w centrach handlowych, także tych mniejszych i poza głównymi miastami (takie buduje Dekada), ważny jest zróżnicowany portfel najemców. Deweloperzy chcą nadal mieć co najmniej kilkunastu różnych najemców, a ponieważ każdy z nich chce mieć większy sklep, to same centra również muszą rosnąć.

Pierwsze nasze centra handlowe miały ok. 3-4 tys. mkw., a w tej chwili minimum to ok. 5 tys. mkw. – mówi Walczak.

Takie mniejsze centra handlowe są dla najemców coraz atrakcyjniejsze. Jak podkreśla Walczak, to naturalne, że rozwój polskiego handlu rozpoczął się od wielkich galerii w dużych miastach, ale wraz z nasyceniem tego rynku przyszła kolej na mniejsze centra poza głównymi aglomeracjami.

Walczak zwraca uwagę także na to, że mniejsze centra nie muszą oznaczać mniejszych obrotów. Klienci doceniają wygodę takich galerii, a obroty najlepszych sklepów w nich zlokalizowanych nie odbiegają od przychodów lokali w największych galeriach, a czasem nawet je przewyższają.

Nie dotyczy to tych największych sklepów w Warszawie czy innych dużych aglomeracjach, ale na pewno sklepy, które są u nas, nie odbiegają od średnich obrotów na rynku. Mamy informacje, że niektóre z nich są u poszczególnych najemców w pierwszej dziesiątce w skali kraju, więc można powiedzieć, że osiągają u nas sukces – wyjaśnia Walczak.

Dodaje, że po dynamicznym rozwoju teraz również w segmencie mniejszych galerii handlowych nasycenie jest coraz większe. Poza Dekadą jest jeszcze kilka firm, które specjalizują się w takiej działalności, więc konkurencja jest duża, a atrakcyjnych lokalizacji na rynku coraz mniej. Walczak przewiduje, że małych galerii będzie przybywać jeszcze przez 2-3 lata, a potem tempo rozwoju znacznie spowolni, choć nie powinno się całkowicie zatrzymać.

Najemcy nie powinni już jednak liczyć na obniżki czynszów w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców. Jak podkreśla Walczak, w ciągu ostatnich lat były one coraz niższe, ale obecny poziom jest już tym minimalnym, który wynajmujący są w stanie zaoferować.

Nie da się w nieskończoność obniżać czynszu wynajmu ze względu na koszty budowy czy koszty ziemi. Marże deweloperskie wynikające z zysku, którego spodziewa się inwestor czy deweloper, w tej chwili są na minimalnym poziomie. Już dalej się nie da zejść, bo wtedy ta działalność byłaby nieopłacalna – podkreśla prezes zarządu Dekady.

Walczak zwraca jednak uwagę, że obecny poziom czynszów jest akceptowalny dla najemców.

W mediach społecznościowych toczy się emocjonalna debata na temat JOW-ów. Internauci odważnie wypowiadają swoje poglądy

Monika Tomsia

Na portalach społecznościowych toczą się gorące dyskusje na temat zbliżającego się referendum w sprawie JOW-ów, czyli jednomandatowych okręgów wyborczych. Duża część zabarwionych emocjonalnie opinii internautów ma wydźwięk pozytywny, natomiast krytycznie wypowiadają się o roli mass mediów w debacie na temat zasadności wprowadzania JOW-ów w Polsce.

Z analiz Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że zaplanowane na 6 września referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych wzbudziło duże poruszenie społeczeństwa, co miało spore odzwierciedlenie w mediach.

Zaledwie w ciągu jednego miesiąca, między 25 lipca a 26 sierpnia, pojawiło się aż 32 tys. publikacji na temat JOW-ów, z czego najwięcej w najbardziej demokratycznym medium, czyli na portalach społecznościowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Monika Tomsia, specjalista ds. PR Instytutu Monitorowania Mediów. – Tam pojawiło się aż 28 tys. wzmianek.

Te wzmianki stanowią 88 proc. wszystkich badanych treści. 10 proc. to publikacje na portalach internetowych, a 2 proc. w prasie.

W treściach social mediowych idea wprowadzenia w Polsce nowego systemu wyborczego cieszy się dużym poparciem. Zdecydowana większość wpisów z tych zabarwionych emocjonalnie ma wydźwięk pozytywny. Uczestnicy internetowych debat odważnie wypowiadają swoje poglądy.

Dyskusje, które toczą się przede wszystkim na Facebooku i Twitterze, świadczą o dużym zaangażowaniu internautów w debaty polityczne na temat zasadności wprowadzenia JOW-ów w Polsce – mówi Monika Tomsia. – Tak jak przed wyborami zazwyczaj zdania są podzielone. Natomiast możemy powiedzieć, że media są bardziej za niż przeciw, ponieważ z 32 tys. wszystkich publikacji 4,7 tys. było zabarwionych emocjonalnie, a w tym 3,7 tys. pozytywnie, a tylko 1 tys. negatywnie.

W prasie najwięcej publikacji poświęconych JOW-om ukazało się w tytułach regionalnych. Tam zamieszczono aż 70 proc. wszystkich tekstów na ten temat. IMM przeanalizował publikacje z prasy ogólnopolskiej z dwóch tygodni między 10 a 24 sierpnia. Okazało się, że w tak krótkim okresie pojawiło się 96 publikacji na temat JOW-ów, z czego 26 proc. zabarwionych emocjonalne.

Co ciekawe, zestawienie to wypada trochę inaczej niż w internecie i mediach społecznościowych, ponieważ w prasie jest przewaga materiałów negatywnie zabarwionych, natomiast rozkładają się one pomiędzy różne typy prasy – zwraca uwagę ekspertka IMM. – Mam tutaj na myśli podział na zorientowanie polityczne poszczególnych tytułów, te, które bliskie są poglądom prawicowym, lewicowym oraz centrowym. We wszystkich tych tytułach pojawiały się zarówno wzmianki pozytywne, jak i negatywne, ale większość to artykuły neutralne.

Opinia internautów obiektywizmu mediów w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych jest niemal jednogłośna.

Razem z opiniami na temat JOW-ów internauci chętnie wypowiadają się także na temat roli mass mediów w informowaniu o nich – mówi Tomsia. – Ich opinia jest niemal jednogłośna. Uważają, że mass media nie do końca wykazują się profesjonalizmem w informowaniu na ten temat, nie przekazują do końca rzetelnych informacji. Razem z nadejściem referendum 6 września prawdopodobnie wszelkie spory i niejasności zostaną rozwiązane, natomiast internetowa dyskusja prawdopodobnie będzie się toczyła dalej.

Na rynku wydawniczym wciąż zbyt mało materiałów edukacyjnych dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną

CEO Magazyn Polska

Szacuje się, że 20 proc. wszystkich uczniów w Polsce to dzieci i młodzież ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. W tej grupie 2,5 proc. stanowią osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Potrzebują one specjalnie opracowanych pod kątem ich potrzeb podręczników i materiałów edukacyjnych. Zdaniem pedagogów na rynku wydawniczym wciąż brakuje zróżnicowanej oferty przygotowanej z myślą o nich.

Do uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi prawo oświatowe zalicza m.in. osoby zagrożone niedostosowaniem społecznym, zdolne dzieci z zaburzeniami komunikacji oraz dzieci z zaniedbanych środowisk. Wśród nich są również uczniowie z różnego rodzaju niepełnosprawnościami, czyli ze spektrum autyzmu, z niepełnosprawnością intelektualną, osoby niedowidzące, słabosłyszące czy niesłyszące – mówi agencji informacyjnej Newseria Lidia Klaro-Celej, doradca metodyczny m.st. Warszawy w zakresie kształcenia specjalnego.

Uczniowie z niepełnosprawnością intelektualną wymagają szczególnych warunków nauczania. Chodzi tu zarówno o odpowiednie przygotowanie metodyczne nauczycieli, jak i o zapewnienie odpowiednich materiałów edukacyjnych.

Dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną tworzy się indywidualny program edukacyjno-terapeutyczny. W pracy z uczniem należy stosować specjalne metody i techniki. Powinni z nim pracować nauczyciele z odpowiednim przygotowaniem, pedagodzy specjalni. Dla tych uczniów przygotowuje się specjalne pomoce dydaktyczne i stosuje się zróżnicowane metody pracy, które umożliwiają im naukę – tłumaczy Lidia Klaro-Celej.

Materiały edukacyjne powinny być dostosowane do indywidualnych możliwości uczniów. Zdaniem pedagogów wiele publikacji nie spełnia jednak swojej funkcji. Często zawierają treści zbyt infantylne i niedostosowane do wieku i stopnia rozwoju dziecka.

– Nie mamy zbyt dużej oferty podręczników, jest stosunkowo mało materiałów i zaledwie kilka wydawnictw, które zdecydowały się na ich opracowanie. Osoby z niepełnosprawnością intelektualną to szczególna grupa uczniów, która wymaga innych pomocy edukacyjnych. Tekst musi być w języku łatwym do czytania, to muszą być bardzo krótkie zdania, proste, które umożliwią dziecku zrozumienie otaczającego je świata – wyjaśnia Lidia Klaro-Celej.

Jak podkreśla, oferta takich publikacji stale się powiększa, ale wciąż jest niedostatecznie zróżnicowana pod kątem różnych niepełnosprawności.

Jednym z wydawnictw, które zajmuje się tego typu publikacjami, jest PWN.

– Pakiety edukacyjne PWN dla osób z niepełnosprawnością intelektualną to właściwie pierwsza publikacja dająca szansę rozwijania kompetencji społecznych, które w przypadku uczniów z niepełnosprawnością intelektualną są naprawdę niezbędne. Jest to oferta skierowana do uczniów trochę starszych – ostatnie lata szkoły podstawowej i gimnazjum. Zawiera zeszyty ćwiczeń, historyjki obrazkowe, piramidę żywienia i multibook – podkreśla Lidia Klaro-Celej.

Rodzice dzieci, które wymagają specjalnego nauczania, mogą się ubiegać o dofinansowanie zakupu podręczników w ramach rządowego programu „Wyprawka szkolna”. Dopłata może wynieść nawet 770 zł. MEN zaplanował 51 mln zł na realizację tego programu w roku szkolnym 2015/2016 dla ponad 213 tys. uczniów, w tym ok. 92 tys. mających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.

Dyrektorzy placówek, w których uczą się dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, mają także możliwość otrzymania dotacji celowej na zakup podręczników, materiałów edukacyjnych oraz materiałów ćwiczeniowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Czy kupujemy większe mieszkania?

Czy klienci deweloperów chętniej wybierają teraz większe mieszkania? Czy zwiększyła się liczba nabywców decydujących się na zakup dużych lokali ze względu na możliwość otrzymania wyższych dopłat do kredytu w programie Mieszkanie dla młodych? Sondę na ten temat przeprowadził portal nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Kolejne decyzje Rady Polityki Pieniężnej o obniżkach stóp procentowych, jak również ostatnie obniżki marż w części banków, spowodowały wzrost zdolności kredytowej nabywców mieszkań. To główny czynnik zmiany preferencji nabywców, a program MdM niewątpliwie go wzmacnia. W konsekwencji, w ostatnim czasie widoczne jest zainteresowanie większymi lokalami, zwłaszcza mieszkaniami trzy pokojowymi. Staramy się dopasować do tych zmian poprzez stosowne modyfikacje struktury projektowanych i budowanych mieszkań. Większy udział dużych mieszkań mamy w inwestycjach Mała Praga w Warszawie, Osiedle Graniczna i Dolina Piastów we Wrocławiu, czy Słoneczne Miasteczko, Centralna Park w Krakowie. Jednocześnie wciąż dużym zainteresowaniem cieszą się mieszkania jedno i dwu pokojowe, zwłaszcza w inwestycjach bliżej centrum takich jak Osiedle Krzemowe w Warszawie i 5 Dzielnica, Osiedle Grzegórzecka w Krakowie. Na mniejsze lokale decydują się klienci inwestycyjni, ponieważ dochód z najmu jest średnio 3 krotnie wyższy niż z lokat. W portfelu inwestycji LC Corp znajdują się projekty z udziałem takich transakcji, sięgającym 50 proc. wszystkich umów.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Klienci wybierają coraz większe mieszkania, szczególnie jeżeli są to rodziny w modelu 3+. Poprzez liberalizację polityki mieszkaniowej, wprowadzenie modyfikacji do programu MdM dla rodzin wielodzietnych i zniesienie wielu dotychczasowych ograniczeń, stał się on bardziej dostępny. Przy zmianie dotychczasowego mieszkania na większe klienci poza MdM korzystają z naszego autorskiego programu „Zamień stare na nowe”.Sprzedajemy dotychczasowe mieszkanie klienta, pomagamy w uzyskaniu kredytu hipotecznego, a także oferujemy wykończenie mieszkania przez zaufane i współpracujące z nami firmy oraz organizujemy przeprowadzkę do nowego mieszkania. Najważniejsze jest jednak to, że wszystkie formalności można załatwić u nas bezgotówkowo.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Nabywcy poszukują najczęściej mieszkań dwu i trzypokojowych o powierzchni 50-60 m kw. Coraz częściej rozważają jednak zakup lokali większych i oczekują niestandardowych propozycji, takich jak mieszkania z antresolą, które oferujemy m.in. w inwestycji Polnordu Brama Sopocka w Gdyni. Program MdM jest dla nabywców mieszkań niewątpliwym wsparciem, dzięki niemu klienci mogą pozwolić sobie na zakup większego lokum, które bez rządowej dopłaty przekraczałoby ich możliwości finansowe.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Z obserwacji wynika, że poprawia się jakość życia Polaków, a to sprawia, że częściej sięgają po nowe mieszkania lub zamieniają je na dom. Możliwość większych dopłat w MdM, szczególnie przez rodziny wielodzietne, także ma wpływ na wybór większego mieszkania lub domu. Mając na uwadze te grupę klientów stworzyliśmy ofertę domów jednorodzinnych objętych programem MdM, zlokalizowanych tuż pod Warszawą. Osiedle domów stanowi idealną alternatywę dla mieszkań w Warszawie. Dom o powierzchni 100 lub 110  mkw. w podwarszawskich Kaputach można nabyć w cenie od 463 tys. zł.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Zmiany wprowadzone w programie dopłat nie rzutują na sprzedaż w zauważalny sposób. Większe zainteresowanie dużymi mieszkaniami obserwujemy już od 2 lat i ma na to wpływ przede wszystkim dobra sytuacja gospodarcza oraz niskie oprocentowanie kredytów, a tym samym większe możliwości nabywcze klientów. Do wzrostu popularności większych mieszkań przyczyniają się również zmieniające się potrzeby mieszkaniowe osób, które zakładają i powiększają rodziny.

Ewa Nowicka, regionalny kierownik sprzedaży Grupy Kapitałowej Euro Styl

Z ogólnej liczby kredytów realizowanych przez dział Kredytów Hipotecznych firmy Euro Styl bardzo wysoki odsetek stanowią kredyty z dopłatą rządową MdM. Pierwszym czynnikiem, który biorą pod uwagę klienci przy wyborze mieszkania jest możliwość uzyskania dopłaty. Jednakże  głównym determinantem będącym najczęściej wyznacznikiem ostatecznej decyzji jest wysokość raty kredytu.

Wysokość dopłaty nie ma w chwili obecnej przełożenia na zmianę preferencji klientów i podejmowanych przez nich decyzji co do wielkości metrażu nabywanego mieszkania. Być może sytuacja ulegnie zmianie, kiedy ze względu na wielodzietność będzie można pozyskać większe dopłaty, a zniesienie wymogu nieposiadania wcześniej nieruchomości na własność umożliwi nabywanie większych lokali znacznie szerszej grupie klientów.

Największe mieszkania liczące ponad 80 mkw., które kwalifikują się do programu MdM mamy w Osiedlu Nawigator zlokalizowanym na gdyńskim Obłużu, blisko centrum Gdyni. Ponadto lokale do 70 m kw. można nabyć w inwestycji Apartamenty Conrada, która mieści się w spokojnej i malowniczej gdyńskiej dzielnicy Mały Kack. Osiedle objęte jest letnia promocją, klienci mają szansę zakupić mieszkanie w cenie niższej nawet o 500 zł za m kw. Są to mieszkania o powierzchniach od 46 do 70 mkw., które zostaną oddane do użytkowania w IV kw. tego roku.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

Single najczęściej poszukują mieszkań o powierzchni od 35 do 40 m kw. Salon plus sypialnia. Pary lub małżeństwa myślące o dziecku rozglądają się za metrażem od 40 do 60 m kw. Optymalne dla nich są tzw. mieszkania kompaktowe, czyli mieszczące się na małej powierzchni, nawet trzypokojowe. Klienci wybierają na ogół mieszkania, w których na relatywnie niewielkiej powierzchni znajduje się możliwie duża liczba pomieszczeń. Tego typu lokale, które dodatkowo spełniają wymóg cenowy programu MdM mamy w warszawskich osiedlach  Central Park Ursynów, Zielona Italia we Włochach i rezydencja Arteco na Żoliborzu.

Piotr Kijanka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Grupie Deweloperskiej GEO

Prym nadal wiodą lokale dwu i trzypokojowe, choć większe mieszkania zyskują swoich zwolenników. Cieszą się sporym zainteresowaniem klientów poszukujących docelowego lokum, które daje bogate możliwości w zakresie aranżacji przestrzeni. Zmiany w programie MdM mogą nieco zmienić na rynku. Klienci skorzystają z wyższych dopłat i będą mieli możliwość kupna większego lokalu. Fakt, iż rodziny wielodzietne mogą liczyć na większe wsparcie może mieć znaczenie, choć należy pamiętać, że dla klientów ważny jest nie tylko metraż, ale także liczba pomieszczeń.

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa

W ostatnim czasie sprzedaż większych mieszkań widocznie wzrosła. W warszawskim osiedlu Tarasy Dionizosa, w którym cała oferta objęta jest programem dopłat, w ramach znowelizowanego MdM-u sprzedaje się w ostatnich tygodniach więcej większych mieszkań trzypokojowych.  Wybór lokali o dużej powierzchni związany jest najczęściej z potrzebą zwiększenia powierzchni życiowej z uwagi na wzrost liczebności rodziny.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży w firmie Dolcan

Zauważamy, że klienci nabywają większe mieszkania częściej, niż np. dwa lata temu. Duże mieszkania mają określony rodzaj nabywców. Są to zazwyczaj rodziny z dziećmi, poszukujące dobrze skomunikowanych nieruchomości z własnym ogródkiem. Największe mieszkania spośród tych, które oferujemy są dostępne w inwestycjach bezczynszowych. Na warszawskiej Białołęce w inwestycji Kamyk Zielony można kupić 160-metrowe mieszkanie z ogródkiem i poddaszem już za 460 tys. zł. Blisko centrum Warszawy w inwestycji Ogrody Ochota I można oferujemy mieszkanie 104-metrowe z rabatem 80 tys. zł od ceny katalogowej.

Duże metraże, ok. 218 m kw., mamy również w luksusowym osiedlu domów jednorodzinnych Wellhome Zacisze. W Rembertowie w Osiedlu Magenta oferujemy segmenty o powierzchni 170 m kw. Ostatnie segmenty są również dostępne w warszawskim Zaciszu w inwestycji Czerwona Jarzębina II.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Mimo iż, obecnie nie oferujemy lokali objętych dopłatami w ramach programu MdM, w naszych warszawskich inwestycjach Miasto Wola i Stacja Kazimierz zauważamy wzrost zainteresowania klientów zakupem większych mieszkań. Ten trend widoczny jest szczególnie wśród rodzin z dziećmi, ale co interesujące, także wśród osób młodych, które wcześniej kojarzone były głównie z mieszkaniami o niewielkich metrażach. Sytuacja ta znajduje również odzwierciedlenie w ofercie kolejnych etapów naszych projektów, w których uwzględniamy więcej tego typu mieszkań.

 

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 1.09.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Konferencja ICCA sukcesem EXPO XXI, Warszawy i Polski

Konferencja ICCA (International Congress and Convention Association) Central European Chapter Summer Meeting pod hasłem “Money makes a world go round” już za nami. Spotkanie prestiżowego stowarzyszenia organizatorów kongresów i konferencji na świecie, odbyło się w dniach 26-28 sierpnia br. w Warszawie. Część oficjalna miała miejsce w EXPO XXI Warszawa, obiekcie przynależącym do ICCA. Wydarzenie odwiedziło ponad 60 najważniejszych osób z branży spotkań – zarówno członków ICCA, jak i firm oraz organizacji spoza stowarzyszenia. Uczestnicy wzięli udział w ciekawych panelach dyskusyjnych i wystąpieniach kluczowych gości, m.in. Martina Sirka, Dyrektora Zarządzającego ICCA, Davida Beniteza, założyciela firmy Content Cocktails czy Prof. Dr Doroty Chwieduk z Europejskiego Stowarzyszenia Energetyki Słonecznej.

Zespół EXPO XXI Warszawa podczas konferencji ICCA Central European Chapter Summer Meeting
Zdjęcie zespołu EXPO XXI Warszawa z konferencji ICCA Central European Chapter Summer Meeting (od lewej: Sylwia Korczak – Sales Manager, Agnieszka Chachiel – Senior Project Manager Service Center, Michał Bernatek – International Sales Director, Anna Adamovic – Sales Director, Stéphane Michaud – Commercial Director – Head of Sales).

Konferencja ICCA to przede wszystkim spotkanie edukacyjne, dlatego też organizatorzy zadbali o bogaty program merytoryczny, oparty na wnioskach i uwagach członków stowarzyszenia z poprzednich wydarzeń.

Sesje edukacyjne były bardzo ciekawe, przede wszystkim dlatego, że mogliśmy usłyszeć o doświadczeniach wszystkich obecnych członków ICCA i skorzystać z ich bogatej wiedzy. Warszawa zachwyciła nas i jej obraz pozostanie na długo w naszej pamięci – powiedział Edward Zammit, Operations Advisor w Malta Tourism Authority.

Pierwszy panel edukacyjny, moderowany przez Davida Beniteza z Content Cokctails poświęcony był strategiom firm w pozyskiwaniu nowego biznesu i koncentrował się na modelu Human to Human. Podczas niego wystąpił przedstawiciel CVB i firmy konsultingowej – Milos Milovanovic z The Gaining Edge, Prof.

Dr Dorota Chwieduk z Europejskiego Stowarzyszenia Energetyki Słonecznej oraz Edgar Hirt z Congress Center Hamburg, jak również Mike Van der Vijver z CoCoA, za pośrednictwem połączenia wideo.

W drugiej części spotkania Martin Sirk, Dyrektor Zarządzający ICCA zaprezentował główne założenia nowej strategii stowarzyszenia, która ma zostać wdrożona na najbliższym kongresie ICCA w listopadzie.

Podczas ostatniego panelu dyskusyjnego, moderator, Krzysztof Celuch z Poland Convention Bureau, podjął próbę odpowiedzi na pytanie czy obniżki cen są skutecznym narzędziem pozyskiwania biznesu. W jego ramach swoimi doświadczeniami podzielili się: Wojciech Liszka z Z Factor, Claudia Delius-Fisher z Messe Frankfurt, Krzysztof Bronk z ACCOR, Andrzej Hulewicz z DMC Mazurkas Travel oraz Anna Jędrocha z PCO Symposium Cracoviense.
Rangę konferencji wzmocniło wystąpienie Michała Olszewskiego, wiceprezydenta Miasta Stołecznego Warszawa, który opowiedział o innowacyjnym i efektywnym kosztowo projekcie Virtualna Warszawa.

Spotkanie było również znakomitą okazją do zacieśnienia kontaktów biznesowych, którym sprzyjały atrakcje towarzyszące konferencji takie, jak rejs łódkami po Wiśle, grill na wyspie, Gala Dinner w Restauracji Belvedere czy spacer po Łazienkach Królewskich zakończony Festiwalem Świateł w Ogrodzie Chińskim.

Tegoroczna edycja letniego spotkania oddziału Europy Centralnej ICCA okazała się wyjątkowym wydarzeniem i znakomitym osiągnięciem. Dynamiczny oraz interaktywny sposób prowadzenia sesji edukacyjnych spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem członków stowarzyszenia. Organizacji spotkania sprzyjała również piękna pogoda, a doskonała lokalizacja potwierdziła, że Warszawa jest atrakcyjną i profesjonalną destynacją dla liczących się wydarzeń międzynarodowych. Bardzo dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w przygotowanie konferencji ICCA – skomentowała wydarzenie Anna Górska z EXPO XXI Warszawa, Przewodnicząca Oddziału Europy Centralnej ICCA.

Letnie spotkania Oddziału Europy Centralnej ICCA odbywają się cyklicznie. Co roku wiele europejskich miast stara się o przyznanie praw do organizacji wydarzenia. Na konferencji w Warszawie ogłoszono oficjalnie, że kolejne edycje odbędą się w 2016 roku w Moskwie i w 2017 roku we Lwowie. Od czterech lat przewodniczącą Oddziału Europy Centralnej jest po raz pierwszy w historii ICCA Polka, Anna Górska, a tegoroczna konferencja odbyła się w Warszawie dzięki jej staraniom.

Nowy smart fortwo cabrio

Podczas wrześniowego salonu samochodowego we Frankfurcie (15-27 września 2015 r.) swoją światową premierę będzie świętować nowy smart fortwo cabrio. Zamówienia na kolejną generację modelu ruszą w połowie listopada, a pierwsze jego egzemplarze pojawią się u dealerów w lutym przyszłego roku.

Trzy samochody w jednym: za naciśnięciem przycisku nowy smart fortwo cabrio zmienia się z zamkniętego samochodu dwumiejscowego w auto z dużym, odsuwanym płóciennym szyberdachem albo – gdy poszycie zostanie całkowicie opuszczone – w pełnoprawny kabriolet. W rezultacie przyjemność z jazdy pod gołym niebem można dostosować do warunków pogodowych lub nastroju kierowcy i pasażera. Swoją elastyczność smart zawdzięcza składanemu dachowi „tritop” oraz modułowej konstrukcji słupków dachowych, które można zdemontować – to rozwiązanie niespotykane nie tylko wśród najmniejszych aut. Nowy fortwo cabrio jest zresztą jedynym prawdziwym kabrioletem w swojej klasie.

„Nasz nowy smart fortwo cabrio naprawdę emanuje radością życia w mieście – a to istota naszej marki” – mówi dr Annette Winkler, szefowa smarta. „Jestem pewna, że zadowolimy aktualnych użytkowników smarta cabrio – grono liczące 220 tysięcy osób, a przy okazji nasza lajfstajlowa ikona zdobędzie wielu nowych fanów”.

Nowy fortwo cabrio (długość/szerokość/wysokość: 2,69/1,66/1,55 m) natychmiast daje się poznać jako członek rodziny nowych smartów. Trzeci model w gamie reprezentuje filozofię projektowania „FUN.ctional design”, odwołującą się do dwóch biegunów: umysłu i serca. Jego wyrazista stylizacja łączy charakterystyczną sylwetkę z ultrakrótkimi zwisami i klatką bezpieczeństwa – tridionem – oraz typową dla smarta twarz z wlotem powietrza o strukturze plastra miodu i romboidalnymi reflektorami. Słupek B jest węższy niż w coupé, a tridion ma jeszcze bardziej dynamiczny kształt.

Potencjalni klienci mają do wyboru trzy odcienie płóciennego dachu: dżinsowy, czerwony lub czarny. W każdym przypadku podsufitka ma kolor szary. Zdejmowane słupki dachowe (kolorystycznie spójne z tridionem) można przechowywać w schowku zintegrowanym z pokrywą bagażnika.

Dach otwierany w 12 s

Gdy słońce wygląda zza chmur, kierowca smarta może reagować błyskawicznie – miękki, automatycznie sterowany dach odsuwa się całkowicie w ciągu 12 s, nawet podczas jazdy z maksymalną prędkością. Dzięki kluczykowi z trzema przyciskami można go otwierać także zdalnie, będąc poza samochodem.

Zdejmowane słupki dachowe pozwalają w pełni cieszyć się przyjemnością z jazdy kabrioletem. Przewidziano na nie specjalny schowek w tylnej klapie. Zmieści on również inne drobne przedmioty, na przykład kamizelkę odblaskową, apteczkę czy trójkąt ostrzegawczy.

Miękki dach „tritop” ma powierzchnię 1,8 m kw. – o 4% większą niż w poprzedniku. Zewnętrzne poszycie wykonano z wyjątkowo odpornego na światło poliakrylu, a spód – z mieszanki poliestru i bawełny. Pomiędzy tymi dwiema warstwami znajduje się warstwa gumy. Dach ma grubość 20 mm. Z tyłu znajduje się podgrzewane szklane okno.

Bezpieczeństwo: ochrona podróżujących potwierdzona w teście dachowania

Nowy fortwo cabrio to najsztywniejszy kabriolet w historii smarta. W porównaniu z poprzednikiem jego sztywność skrętna wzrosła o około 15%. W konstrukcji nadwozia zastosowano połączenie dużego udziału ultrawytrzymałej, tłoczonej na gorąco stali ze stalami wielofazowymi o maksymalnej wytrzymałości. Dodatkowo, kabriolet został względem coupé wzmocniony w specyficznych miejscach. Modyfikacje obejmują zastosowanie pod samochodem dużej stalowej belki oraz dwóch skrętnych przegród (z przodu i z tyłu), a także wewnętrznych rur w słupkach A. Te ostatnie wykonano z ultrawytrzymałej stali tłoczonej na gorąco.

Koncepcja bezpieczeństwa nowego smarta fortwo opiera się na wydajnym pochłanianiu energii zderzenia przez klatkę bezpieczeństwa (tridion). Model ma nie tylko sprostać normom obowiązującym w międzynarodowych testach zderzeniowych, ale i w wewnętrznych próbach Mercedes-Benz, w których częstokroć obowiązują jeszcze bardziej rygorystyczne wymogi. Należy do nich dachowanie, a właściwie „upadek” na dach. Zawieszone pod niewielkim kątem nadwozie spada tu z wysokości 50 cm w ten sposób, że uderza o posadzkę słupkami A.

W dziedzinie aktywnego bezpieczeństwa smart oferuje systemy wspomagające do niedawna zarezerwowane dla pojazdów droższych klas. Poza najnowszą generacją ESP® z asystentem bocznego wiatru Crosswind Assist i wspomaganiem ruszania na wzniesieniu (standard) ich lista obejmuje układ ostrzegania przed kolizją oraz monitorowania pasa ruchu Lane Keeping Assist (opcja).

Dwa silniki, dwie przekładnie, trzy linie wyposażenia

Nowy kabriolet będzie początkowo dostępny z dwoma nowoczesnymi, 3-cylindrowymi silnikami benzynowymi o mocy 52 kW/71 KM oraz 66 kW/90 KM. Oba można połączyć z 5-biegowymi skrzyniami manualnymi lub całkowicie zautomatyzowanymi przekładniami dwusprzęgłowymi. Nie trzeba dodawać, że smart fortwo cabriolet wyróżnia się typową dla marki, niezrównaną zwinnością – jego średnica zawracania wynosi 6,95 m między krawężnikami i 7,30 m między ścianami.

Poza trzema liniami wyposażenia – passion, prime oraz proxy – klienci mają do wyboru szeroki zakres wyposażenia z zakresu komfortu i bezpieczeństwa, w tym nowości dodane przy okazji ostatniego liftingu, takie jak integracja smartfona z MirrorLink® (standard w autach z zestawem multimedialnym smart) czy pakiet Urban Style (obejmuje czarne nadkola i obniżone zawieszenie). Wysokiej jakości kokpit zaprojektowano ze smakiem, podobnie jak w wersji coupé. Jego znakiem rozpoznawczym jest motyw „dynamicznej pętli”, czyli emocjonalne linie widoczne w kształcie deski rozdzielczej i paneli drzwi. Standardowe wyposażenie wnętrza obejmuje dwie osłony przeciwsłoneczne, centralną konsolę ze szufladą i haczyki na ubrania na tylnej belce. Za dopłatą oferowany jest deflektor wiatru.

Dane techniczne nowego smarta fortwo cabrio w skrócie:

smart fortwo cabrio 52 kW 66 kW
Układ i liczba cylindrów 3/R 3/R
Pojemność skok. (ccm) 999 898
Moc maks. (kW/KM) 52/71 66/90
przy obr./min 6000 5500 (6200)
Maks. moment obr. (Nm) 91 135
przy obr./min 2850 2500
Średnie zużycie paliwa
(l/100 km)
4,3 (4,3) 4,3 (4,2)
Średnia emisja CO2 (g/km) 99 (99) 99 (97)
Klasa efektywności C (B) B (B)
Przyspieszenie 0-100 km/h (s) 14,9 (15,5) 10,8 (11,7)
Prędkość maksymalna (km/h) 151 (151) 155 (155)

Dane w nawiasach dotyczą wersji z przekładnią twinamic.

Testy wytrzymałościowe: szeroko zakrojone badania w laboratorium i na drodze

Kabriolety wytwarzane przez oddział Mercedes-Benz Cars przechodzą szeroko zakrojony program testów – jednakowy dla wszystkich modeli. Nowy smart fortwo cabrio został więc przetestowany wedle tych samych rygorystycznych norm, co np. nowy Mercedes-Benz Klasy S Cabriolet. Przykładowo, obejmują one otwieranie i zamykanie dachu przez cały cykl życia pojazdu (20 tys. powtórzeń), jak również próby wytrzymałości mechanizmu w komorze klimatycznej, w temperaturach od -15 do +80 stopni Celsjusza. Ponadto, przeprowadza się dodatkowy test przy -40 stopniach, przy kompletnie zamarzniętym dachu, aby sprawdzić, czy działa zabezpieczenie napędu dachu przed przeciążeniem.

Test myjni pozwala sprawdzić, czy do wnętrza nie przedostaje się woda. Liczba 500 myć odpowiada standardom, które spełnia wersja coupé. Poza fazą testową wszystkie elementy smarta fortwo cabrio są dodatkowo sprawdzane pod kątem szczelności podczas produkcji modelu w Hambach. Po opuszczeniu linii montażowej każdy egzemplarz przechodzi 7-minutową „kąpiel”.

Projektanci sprawdzili też poziom szumów wiatru w kabinie smarta – samochód przeszedł testy w tunelu aeroakustycznym Mercedes-Benz, a do badań posłużył manekin imieniem Tanja. Na jego, a właściwie jej, szyi i ramionach zainstalowano 16 czujników pozwalających mierzyć prędkość przepływu wiatru w kabinie.

Program ten uzupełniły wszechstronne testy modelu na torach testowych i różnej jakości drogach na całym świecie.

Kultowy smart cabrio ma 15 lat

Podczas salonu samochodowego we Frankfurcie w 1999 roku smart zaskoczył publiczność, prezentując szereg modeli studyjnych. Pokazana wówczas wersja cabrio, bazująca na modelu city-coupé, otworzyła zupełnie nowy wymiar radości z jazdy dla „zamkniętej” dotychczas społeczności miejskich aut. Wiosną 2000 roku na drogi wyjechały pierwsze egzemplarze najmniejszego seryjnego kabrioletu na świecie. Wraz ze zmianą generacyjną, w 2006 roku, wprowadzono całkowicie automatycznie sterowany dach. W trzeciej generacji, w 2010 roku, pojawiły się nowe odcienie miękkiego poszycia: czerwony i niebieski.

Ale to nie jedyny model w historii smarta oferujący przyjemność z jazdy pod gołym niebem. W 2002 roku zadebiutował specjalny, otwarty wariant crossblade – pozbawiony drzwi, dachu i przedniej szyby. Do ograniczania zawirowań powietrza służyła tu jedynie niewielka, przyciemniana owiewka zamontowana wzdłuż kokpitu. Taka konstrukcja zapewniała niezrównane wrażenia z jazdy. Rok później producent zadecydował o wypuszczeniu na rynek niewielkiej serii tego modelu.

Eurotel rośnie dzięki Play i Apple, solidne podstawy do poprawy wyniku rocznego

Grupa Eurotel, obsługująca sieć ponad 250 salonów sprzedaży operatorów T-Mobile, Play i nc+, zaprezentowała swoje wyniki finansowe za I półrocze 2015 roku. Przychody skonsolidowane Grupy Eurotel za ten okres wyniosły ponad 144 mln zł, wobec 65 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego. Skonsolidowany zysk netto wyniósł w I półroczu br. 4,2 mln zł, wobec 1,2 mln zł rok wcześniej.

Wyniki Eurotel SA również wykazały istotny wzrost w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Przychody spółki wyniosły w I półroczu br. 111,767 mln zł wobec 35,477 mln zł w I półroczu ubiegłego roku. Zysk netto Eurotel SA wyniósł w I półroczu br. 4,708 mln  zł wobec 3,247 mln zł w I półroczu 2014 roku. Największy wpływ na tę zmianę miał rozwój projektu iDream i zwiększenie sprzedaży produktów Apple w wielu kanałach (salony, biznes, internet).

Tomasz Basiński, Wiceprezes Zarządu Eurotel SA
Tomasz Basiński, Wiceprezes Zarządu Eurotel SA

Na tak dobre rezultaty Eurotela złożyło się kilka czynników, a przede wszystkim stabilna sprzedaż praktycznie we wszystkich segmentach, przez co osiągnięty wynik II kwartału jest prawie powtórzeniem wyniku z I kwartału – mówi Tomasz Basiński, Wiceprezes Zarządu Eurotel SA – Największe znaczenie miała sprzedaż w ramach projektu iDream związana z produktami Apple.

Przychody skonsolidowane Grupy Eurotel za I półrocze 2015 r. wzrosły ponaddwukrotnie – wyniosły 144,606 mln zł, wobec 65,081 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego. Skonsolidowany zysk netto wyniósł zaś 4,226 mln zł, w porównaniu z  1,255 mln zł w I półroczu 2014 r.

Wyniki spółki zależnej współpracującej z operatorem PLAY znacząco przyczyniły się do wzrostu całościowego wyniku Grupy za I półrocze. Poprawa wyniku wynikała ze wzrostów sprzedaży jakie wykazuje ten operator oraz z realizacji nałożonych celów, dzięki czemu uzyskano dodatkowe bonusy.

– Biorąc pod uwagę osiągnięte rezultaty, które w niektórych kategoriach są w I półroczu lepsze niż za cały ubiegły rok, daje to solidne podstawy do założenia, że wyniki uzyskane  w 2014 roku zostaną w tym roku znacznie poprawione. Należy tu również pamiętać o tradycyjnie zwiększonej sprzedaży w drugiej połowie roku oraz o nowych produktach wprowadzanych przez Apple tradycyjnie pod koniec roku, co zawsze jest impulsem do wzmożonej sprzedaży – dodaje Tomasz Basiński.

Salony iDream to salony o statusie Apple Premium Reseller (APR) – lokalizowane są zwykle w prestiżowych centrach handlowych lub w najbardziej atrakcyjnych miejscach miast. Ich powierzchnia – ponad 100 m2 – pozwala na pełną ekspozycję produktów Apple, swobodne poruszanie się wewnątrz i dostęp do pełnej oferty towarowej, jak również możliwość bezpośredniego testowania działania każdego z produktów. Salony APR zapewniają również dostęp do najświeższych produktów – premier produktowych, nocnych sprzedaży etc. Pierwszy salon iDream powstał w ub.r. w Bydgoszczy. Po uruchomieniu kolejnych salonów oraz po przejęciu konkurencyjnej sieci iTerra i jej rebrandingu, sieć iDream liczy sobie już osiem salonów, umiejscowionych w: Białymstoku, Bydgoszczy, Częstochowie, Gdańsku, Kilecach, Olsztynie, Szczecinie i Toruniu.

Grupa telekomunikacyjna Eurotel SA jest od 9 lat notowana na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych. Posiada znaczącą pozycję na rynku telekomunikacyjnym obsługując łącznie 320 punktów sprzedaży, w tym T-Mobile (160 punktów) i PLAY (110 punktów) oraz sieć Telewizji „n” z 50 punktami. Sieć sprzedaży tworzona jest w oparciu o własne placówki jak i partnerów handlowych na podstawie podpisywanych z nimi umów dealerskich. Eurotel SA buduje również sieć punktów franczyzowych w oparciu o współpracę bezpośrednio z operatorami. Jest również jednym z dystrybutorów produktów pre-paid takich jak ” T-Mobile na kartę” oraz „Heyah”. Kilka lat temu znalazła się w gronie firm wprowadzających markę „Heyah” na rynek, współuczestnicząc w jej spektakularnym sukcesie. Eurotel był  jedną z pierwszych firm wprowadzających technologię GSM w Polsce, rozpoczynając 16 września 1996 roku nowy etap w telekomunikacji. Do obsługi rynku biznesowego posiada łącznie ponad 40 Autoryzowanych Doradców Biznesowych, potrafiących znaleźć rozwiązanie w oparciu o technologię mobilną praktycznie dla każdego klienta. Spółka jest autoryzowanym przedstawicielem ITI Neovision, operatora telewizji “n”, dystrybuując usługi tej platformy telewizji satelitarnej w sieci punktów sprzedaży, która jest niezależna od innych operatorów telekomunikacyjnych.

Od 2013 Spółka jest partnerem firmy Apple i buduje sieć sprzedaży salonów tej marki na terenie Polski, pod własnym brandem – iDream.

W skład Grupy Eurotel wchodzi także Viamind – spółka odpowiedzialna za obsługę sieci sprzedaży w ramach operatora PLAY.

Eurotel posiada również swój sklep internetowy pod własną marką iDream.pl.

Górnictwo i Energetyka – kontrolowany upadek czy niekontrolowana katastrofa?

Karolina Baca- Pogorzelska, dziennikarka, inżynier górnictwa trzeciego stopnia, autorka bloga Górnictwo 2_0
Karolina Baca- Pogorzelska, dziennikarka, inżynier górnictwa trzeciego stopnia, autorka bloga Górnictwo 2_0
prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki oraz prezes zarządu Transition Technologies
prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki oraz prezes zarządu Transition Technologies

Górnictwo (KBP) – stan bardzo ciężki, szanse na wyzdrowienie pacjenta maleją. „Jesteś lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok” – w styczniu słowa piosenki Krystyny Prońko wydawały się pasować do rzeczywistości po decyzji o tym, że Kompania Węglowa będzie nareszcie (wtedy jeszcze „lepiej późno niż wcale”) gruntownie reformowana. Rząd przedstawił plan zakładający zamknięcie jej najbardziej nierentownych kopalń, przejścia górników na specjalne urlopy, ograniczenia wydobycia węgla energetycznego, którego mamy w Polsce za dużo i przez chwilę wydawało się, że może jednak uda się uratować górnictwo przed stanem agonalnym. Tylko z pierwotnych planów niewiele zostało. Po ośmiu miesiącach wiemy już, że realizacja tych założeń jest niemożliwa, bo energetyka powiedziała ratowaniu górnictwa stanowcze „NIE”, a bez jej pieniędzy innych „ochotników” (nawet przymusowych) brak – tylko przed wyborami nie ma chętnego ani w koalicji, ani w opozycji, który to głośno powie. A pamiętajmy, że choroba Kompanii Węglowej jest zakaźna i zarażone są też inne spółki. Katowicki Holding Węglowy ledwo wiąże koniec z końcem, Jastrzębska Spółka Węglowa zdaniem analityków w 2016 r. może stracić płynność finansową… Udało się nawet zarazić prywatną Bogdankę, która ogranicza tegoroczną produkcję do 8,5 mln ton choć jej zdolności produkcyjne wynoszą ponad 11 mln ton. Dodam tylko, że rządowy plan dla górnictwa wciąż czeka na notyfikację Komisji Europejskiej. A jak wiemy węgiel nie jest jednak ulubionym paliwem Brukseli.

Energetyka (KŚ) – stan tylko przedzawałowy, aczkolwiek dalsze rokowania są niedobre. O ile dzisiejsza sytuacja wydaje się komfortowa – w końcu pomimo drobnych trudności, prąd w gniazdu jest zawsze dostępny, a koncerny energetyczne są nie tylko jednymi z filarów polskiej gospodarki, ale także wielkimi spółkami giełdowymi, to wszystko co się zdarzy w przyszłości ma niekorzystny wpływ na sektor. Górnictwo i konieczność zaangażowania się energetyki w jego reanimację – to problem na dziś, a właściwe na wczoraj. Ale za moment będą coraz większe obciążenia wynikające z nowych inwestycji – te w toku duże bloki na węgiel, ale i konieczność budowy nowych elektrowni (bo sierpniowa sytuacja może się powtórzyć każdej zimy i lata), ale też i kleszcze europejskiej polityki klimatycznej i nowe cele emisyjne CO2 w dekadzie 2020-2030 wspomagane przez system MSR (Market Stability Reserve), wzrastającą cenę pozwoleń emisyjnych i coraz większe obciążenia dla energetyki węglowej. Brak do końca pomysłu jak ma wyglądać przyszły energy – mix, gdyż z jednej strony byłoby miło dalej mieć dominujący udział krajowego węgla, ale z drugiej strony ten węgiel musi znikać gdzieś do poziomu 55-60% w wytwarzaniu. Wystarczy popatrzeć na kraje zachodnie – wielkie koncerny energetyczne są w defensywie, a ich wyniki finansowe coraz gorsze – kapitalizacja największych spółek spadła o połowę, a współczynniki CAPEX/depreciacion (czyli stosunek nowych inwestycji do amortyzacji) jest już poniżej jedności – czyli tak naprawdę biznes jest zmniejszany. U nas zauważamy już pierwsze symptomy w ostatnich wynikach przecen majątku PGE. Właściwie może być tylko źle lub … jeszcze gorzej.

Rokowania

Górnictwo (KBP)   –  Złe. Praca górnika jest ciężka. I z tym w ogóle nie należy polemizować. Tylko przez lata wszyscy rządzący lekarze powtarzali górnikom, że są jedną z najważniejszych grup społecznych, a ci z tego korzystali. Związkowcy z postulatami podwyżek „no przynajmniej o wysokość inflacji” (tak, jakby inflacja nie dotyczyła nikogo innego…), blokowanie rozmów o likwidacji choć części archaicznych przywilejów jak np. deputat węglowy (o węglu emeryckim nie wspomnę), piórnikowe (dofinansowanie wyprawki szkolnej dla dzieci), deputat mlekowy czy 14 pensji w 12-miesięcznym roku. Jak tylko jakiś lekarz próbował nieśmiało wypisać receptę, to chory nabierał sił i go bił. Dosłownie. Gigantyczne protesty górnicze na Śląsku czy w Warszawie zawsze studziły zapał każdego kolejnego rządu. I choć katar nieleczony trwa 7 dni, a leczony tydzień – to w przypadku górnictwa okazało się, że polskie „jakoś to będzie” wreszcie przestanie się sprawdzać. I choć można było stosunkowo łagodnie przeprowadzić nieuniknioną operację, gdyby się zaczęło jeszcze w roku 2009, to być może byłyby większe szanse na uratowanie pacjenta. Obawiam się jednak, że będzie jak w mało zabawnym dowcipie: „operacja się udała, pacjent zmarł”. I żeby było jasne – to nie jest tylko kwestia wewnętrznych problemów węglowych w naszym kraju. Na to nakłada się coraz niższa światowa cena węgla, która niebawem spadnie poniżej 50 USD za tonę, wypieranie węgla przez inne źródła energii (nie tylko odnawialne, ale także np. gaz), a także np. unijne decyzje o pozbywaniu się z terenu UE przemysłu energochłonnego i ogromnym ograniczaniu emisji CO2 (a węgiel brunatny i kamienny to najbardziej emisyjne paliwa).

Energetyka (KŚ) –  Niepomyślne. Wszystkie warunki rynkowe będą działały tylko na niekorzyść energetyki i trudno znaleźć coś nawet tylko neutralnego. Nawet światowy zniżkowy trend cen surowców, który zwykle jest witany z otwartymi rękoma przez koncerny energetyczne z uwagi na niższe ceny paliw i niższe koszty – tu stawiam nawet na 40 $/t za węgiel w 2016, na naszym podwórku oznacza konieczność ratowania górnictwa kamiennego i poświęcania albo gotówki, albo akcji albo jednego i drugiego jak i przyjmowania kopalni do własnej grupy. Jedynym światełkiem w tunelu dla energetyki jest sytuacja w której „ to ostatni gasi światło”. Energia elektryczna jest towarem pierwszej potrzeby, a w epoce smartfonów czy innych snapchatów pewnie nawet cenniejszym niż chleb, bo ostatecznie można się przecież przegłodzić przez kilka godzin, natomiast brak możliwości korzystania z urządzeń elektrycznych, szczególnie dla młodego pokolenia, to taki mały koniec świata. Energetyka ma więc zawsze możliwość przerzucania swoich problemów na rachunki odbiorców. Im bardziej koniunktura będzie słabła, im więcej pieniędzy pochłonie ratowanie górnictwa,  im więcej trzeba będzie wydać na inwestycje odtworzeniowe i w energetykę odnawialną i wreszcie im drożej będzie kosztowało nas CO2 to wcześniej i później, tym bardziej wzrośnie cena kWh na rachunku. Oczywiście jak zawsze wystąpią efekty uboczne, wyższe ceny dla odbiorców indywidualnych to coraz większy odsetek osób „wykluczonych energetycznie”, których nie stać na płacenie rachunków. W warunkach polskich to także niestety wzrost kosztów energii dla przemysłu (tylko Niemcy mogą sobie pozwolić na finansowanie swojej ‘Energiewende” z rachunków obywateli), a wzrost obciążeń przemysłu to także  i pogorszenie się jego konkurencyjności, bo raczej nasz przemysł jest bardziej energochłonny, a nieco mniej zaawansowany technologicznie.

Przebieg i objawy

Górnictwo (KBP) – coraz gwałtowniejszy, bardzo widoczne i nieodwracalne. Fundowanie górnictwu kolejnych doraźnych kroplówek działających tylko chwilowo przestało mieć sens, bo przestało przynosić efekty. Powiedzmy sobie szczerze – mamy o 10 mln ton za dużo węgla energetycznego. Sprytni powiedzą – skasujmy import, skoro plus minus tyle węgla rocznie kupujemy za granicą. Owszem, tylko jest on a) tańszy niż nasz b) nie tylko energetyczny c) tak rząd może mówić kontrolowanej przez siebie energetyce (PGE, Energa, Enea, Tauron), a przypomnę jednak, że działają u nas również prywatne firmy energetyczne – GdF Suez, EDF, Dalkia… a na rynku nie ma miejsca na sentymenty. Bo także w dużej mierze przez nie mamy w sektorze węglowym dzisiaj taką, a nie inną sytuację. Przecież to dlatego rząd próbował ubrać energetykę w buty górnictwa (wciąż nieskutecznie jak widać) tłumacząc, że to świetny efekt synergii. No ja jednak nie wiem, czy uszczęśliwienie Tauronu najbardziej nierentowną kopalnią Kompanii Węglowej (KWK Brzeszcze) da jakikolwiek pozytywny efekt, ale ja się nie znam. Tylko licznik bije, a leczenie z dnia na dzień będzie coraz droższe, gdy przyjdzie do zwrotu pomocy publicznej… (UE dopuszcza dotowanie wyłącznie zamykania kopalń węglowych; przypomnę, że gdy dopuszczała jeszcze publiczne pieniądze na inwestycje początkowe w górnictwie, to w Polsce kasa na to w budżecie znalazła się tylko raz – było to ok. 400 mln zł). Ktoś musi wreszcie przyznać, że bez zamknięcia najbardziej nierentownych kopalń nie ma szans na to, by te lepsze wciąż funkcjonowały. A z planu zamknięcia kilku zakładów Kompanii zostały… no dobrze. Nie będę cytować „klasyka”.

Energetyka (KŚ) –  Burzliwy. W pierwszym kroku, nie da się uniknąć zaangażowania energetyki w górnictwo. Zresztą stan górnictwa jest tak krytyczny, że nie ma innej możliwości, nawet jeśli upadnie to i tak energetyka nie uniknie mniejszego lub większego zaangażowania. Zresztą jedynym, sensownym rozwiązaniem wydaje się, selektywne wsparcie sektora górniczego poprzez przejmowanie kopalń,  najbardziej pasujących do danego profilu wytwórczego korporacji. Ale też i konieczność dość twardych restrukturyzacji. Niestety taki racjonalny scenariusz nie jest możliwy, ponieważ na dzień dzisiejszy chodzi o desperackie wypełnienie niemożliwej do realizacji strategii restrukturalizacji sektora ze stycznia – a   najbardziej prawdopodobne jest angażowanie się energetyki w próby budowy Nowych Kampanii lub podobnych tworów, za pomocą wirtualnych udziałów lub piramid inwestycyjnych, które tylko zaangażują środki i wcześniej czy później doprowadzą do punktu wyjścia (i jeszcze boleśniejszej kuracji). Nie można zapomnieć o uwarunkowaniach politycznych i „przekleństwie” roku wyborczego, co powoduje, że wszelkie decyzje będą o co najmniej 12 miesięcy spóźnione, wszelkie strategie i programy nieaktualne i pisane od początku, a obietnice dla pracowników – zbyt wysokie i nierealistyczne. Im dalej tym może być jeszcze gorzej, bo będzie brakowało środków inwestycyjnych, a koszty zewnętrzne będą coraz wyższe. Nacisk jest z jednej strony, aby dostawy energii były nieprzerwane (co jest trudne wobec braku inwestycji), z drugiej, żeby energia była bardziej zielona (bo  przecież cele klimatyczne) i miała mniej CO2 (też z uwagi na cele klimatyczne), ale i jeszcze ograniczenie, żeby nie podnosić cen energii dla odbiorców jest nie do pogodzenia. Energetyka będzie się wiec odbijała od jednej strony strategii do drugiej, przy okazji jeszcze dość dynamicznie zmieniając kadrę zarządzającą.

Finalna prognoza

Górnictwo (KBP) – może być jeszcze gorzej. Jeśli ktoś myślał, że 2014 r. był najgorszym dla polskiego górnictwa węgla kamiennego, to był w błędzie. Ten będzie dużo gorszy, gdy spojrzymy na możliwe nawet 3 mld zł straty netto (w 2014 r. było to ok. 1,5 mld zł). Brak utworzenia Nowej Kompanii Węglowej przez brak pozyskania finansowania dla niej spowoduje, że górnictwo będzie po raz kolejny rozgrywane w jesiennej kampanii wyborczej. Niestety prawie wszystkie opcje polityczne wciąż powtarzają jak mantrę, że Polska węglem stoi i jest on gwarancją bezpieczeństwa energetycznego (bo to w sumie jest prawda), ale zapominają dodać, że nie jesteśmy zieloną wyspą (bez skojarzeń proszę), a na razie z UE nie wychodzimy. A nasza pozycja jest po prostu zbyt słaba, by przekonać Brukselę do tego, że potrafimy wydobywać tani węgiel i wykorzystywać go w czysty sposób. Niestety plany rozwoju czystych technologii węglowych i nakłady na badania w tym zakresie zawsze kulały, górnictwem wszyscy przerzucali się jak gorącym kartoflem, ale teraz przyjdzie czas na przełknięcie tej gorzkiej pigułki – czy się to politykom podoba, czy nie. Bo na razie poza diagnozą, że jest źle, żadna z opcji politycznych nie pokazała konkretnego planu działania dla śląskiego górnictwa. I obawiam się, że nie pokaże, bo go po prostu NIE MA. I nawet jeśli obecnej ekipie rządzącej uda się stworzyć Nową Kompanię Węglową, to nie wykluczone, że w roku 2016 ona po prostu padnie. Nie chcę nawet myśleć co się stanie, gdy także banki zażądają od kopalń zwrotu swoich pieniędzy. A pamiętajmy, że górnictwo nie jest sobie samo sterem, żaglem i okrętem. Jego upadek oznacza konsekwencje społeczne nie tylko dla górników i ich rodzin (branża zatrudnia w sumie ok. 100 tys. ludzi!), ale także dla energetyki, firm okołogórniczych, przemysłu ciężkiego… To konsekwencje dla całej gospodarki i warto, by ci, którzy nami rządzą czy będą rządzić mieli to na uwadze. Jednak im przydałby się też laryngolog – bo słuchać nie bardzo potrafią… Dlatego stawiam jednak bardziej na niekontrolowaną katastrofę niż kontrolowany upadek. Ale naprawdę wolałabym się tym razem pomylić.

Energetyka (KŚ)  – Wielki problem jest nieunikniony. W górnictwie, obawiam się, że raczej możemy przekroczyć nawet 4 mld realnych strat, co w pewien sposób zaraz zostanie włożone do kieszeni energetyki. Jednak nie będzie spektakularnych, energetycznych bankructw lub upadłości, bo zawsze można przerzucić koszty na odbiorców (tu raczej problemy widzę w innych sektorach przemysłowych). Za to spokojnie można prognozować  postępującą degradację wartości spółek, trudności z kapitałem i możliwościami nowych inwestycji, a finalnie szukanie oszczędności w firmach i restrukturyzacja, czyli coś co dobrze znamy – protesty społeczne. Możliwe  jest też przejście w kierunku strategii „przecież zawsze jakoś będzie” i dalsza wiara w to, że da się utrzymać i dawny mix z węglem na czele i wszystkie stanowiska pracy i dawną organizację i jeszcze na dodatek z taką samą ceną energii i bez problemów z Brukselą. O tym, że nie będzie tak jak dawniej świadczy już modyfikowana strategia PGE po ostatnich odpisach aktualizacyjnych, ale może znowu o tym zapomnimy do zimy. Wcześniej czy później, jakiekolwiek decyzje i działania – będą bolesne – im wcześniej tym lepiej, że taka informacja zostanie realnie pokazana wszystkim obywatelom (rachunki za energię) i wszystkim pracownikom sektora (problemy ich przedsiębiorstw).

Górnictwo i Energetyka – kontrolowany upadek czy niekontrolowana katastrofa – Oczywiście światli ludzie zawsze wolą kontrolowany upadek niż niekontrolowany spadek z dużej wysokości. W tym drugim przypadku już nic nie można zrobić poza zbieraniem szczątków ofiar. Ale żeby upaść w sposób kontrolowany, trzeba z góry podejmować decyzje i umieć elastycznie dostosowywać się do sytuacji, tu też ważna jest odwaga i chęć podejmowania decyzji. Zwykle umiejętnie spadają koty oraz wysokiej klasy akrobaci. Zdarza się to też niektórym, nielicznym politykom w czym można upatrywać jedynej szansy na przyszłość…

Encyklopedia pojęć ekonomicznych

0

Encyklopedia w przystępny sposób prezentuje podstawowe pojęcia z zakresu ekonomii i finansów, może stanowić istotną pomoc dydaktyczną w nauce i studiowaniu zagadnień z mikro- i makroekonomii.

21.10.2015 Warszawa – 5 Forum Employer Branding

Komunikacja wewnętrzna a budowanie marki pracodawcy

21.10.2015 roku w Warszawie odbędzie się 5. Forum Employer BrandinguPod takim hasłem już 21.10.2015 roku w Warszawie odbędzie się 5. Forum Employer Brandingcałodniowe spotkanie poświęcone kwestiom budowania marki pracodawcy. Inicjatorem i organizatorem Forum jest KALITERO, firma doradcza zajmująca się budowaniem marek. Program całodniowego spotkania wypełnią prezentacje przygotowane przez przedstawicieli wiodących organizacji takich jak: AMBRA, DB Schenker Logistics, Future Processing, K2, Kongsberg Automative, SAS Institute, które przedstawią najlepsze praktyki związane z obszarem komunikacji wewnętrznej. W drugiej części spotkania odbędzie się debata oksfordzka z udziałem zaproszonych gości.

 

Coraz więcej organizacji inicjuje działania employer brandingowe, których celem jest zbudowanie silnych marek pracodawców. W praktyce okazuje się, że podstawowym zadaniem dla pracodawców jest stworzenie systemu komunikacji wewnętrznej, który pozwoli na przekazywanie informacji w obie strony, między zarządem a pracowniami. Tylko szybko i sprawnie działający system komunikacji wewnętrznej, oparty na głównych wartościach firmowych wspiera rozwój organizacji, a tym samym przyczynia się do wzrostu zaangażowania pracowników, którzy lepiej identyfikują się ze swoim pracodawcą. Nie jest to zadanie łatwe, wiele zależy od postawy kluczowych osób kierujących firmą.

Zaproszenie prelegenci podzielą się swoimi doświadczeniami, opowiedzą jak budują system komunikacji we własnych organizacjach.

Robert Ogór – prezes firmy AMBRA SA podzieli się refleksją czemu służy komunikacja w firmie. Dagmara Głowacka – globalny dyrektor logistyki, odpowiadająca za koordynację produkcji części samochodowych w 7 oddziałach firmy Kongsberg Automative na świecie opowie o autorskim programie budowania efektywnej komunikacji z podwładnymi opartym na coachingu i mentoringu.

Reprezentujące firmę nowych technologii Future Processing – Ewa Kieszka i Marta Zwolińska – opowiedzą o tym jak wspierać rozwój firmy poprzez komunikację wewnętrzną. O tym jak komunikacja wewnętrzna wspiera wewnętrzne działania CSR-owe firmy opowie Monika Pachniak- Radzińska – dyrektor rozwoju biznesu w DB Schenker Logistics. Joanna Pietrusińska – senior HR manager w SAS Institute skupi się na komunikacji menedżerów oraz na tym, jak ona wpływa na kształtowanie energii zespołów. Izabella Mikołajczyk – dyrektor HR w firmie K2, najszybciej rozwijającej się firmie na rynku mediów i reklamy, opowie o tym jak zadbać o spójność komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej. Ponadto Julita Dąbrowska z Kalitero i Marcin Łączyński z MTResearch zaprezentują wyniki badania na temat czego oczekują pracownicy w zakresie komunikacji wewnętrznej.

W drugiej części spotkania odbędzie się debata oksfordzka moderowana przez doświadczoną dziennikarkę Patrycję Michońską-Dynek. W debacie wezmą udział: Magdalena Warzybok – przedstawicielka firmy badawczej AON Hewitt oraz przedstawiciel świata nauki.

Sierpniowy krach i ocalenie

Rzadko zdarza się, by cały wakacyjny okres był na rynkach finansowych równie ekscytujący, jak w tym roku. Można śmiało powiedzieć, że zaczęło się od czerwcowego „greckiego” trzęsienia ziemi, a potem napięcie już tylko rosło, osiągając apogeum w sierpniu. Pomijając nawet pamiętny „czarny poniedziałek”, trudno znaleźć rynek, na którym w minionym miesiącu nie zanotowano strat.

Listę największych spadkowiczów otwierają giełdy azjatyckie, z chińskim głównym winowajcą całego zamieszania na czele, jak na winowajcę przystało. Najpierw seria mniej lub bardziej trafionych administracyjnych ingerencji w układ rynkowych sił, doprowadził do rzadko spotykanego rozchwiania notowań. Później szok wywołała nieoczekiwana decyzja o „rynkowym” kształtowaniu kursu juana, skutkująca jego kilkuprocentową utratą wartości. Wreszcie decyzje chińskich władz monetarnych o obniżce stóp procentowych i zasileniu rynku zastrzykiem płynności gotówkowej, wspierane kolejnymi interwencjami, mającymi uspokoić sytuację. Wszystko wskazuje na to, że z wystąpieniem takiej kombinacji czynników, powinniśmy się liczyć także w przyszłości. Podwyższona zmienność na rynkach finansowych jest więc niemal pewna. Co do pozostałych elementów rynkowych wydarzeń, a w szczególności kierunku ruchu notowań, żadnej pewności mieć nie można.

Niepewność wiąże się nie tylko z nieprzewidywalnością rozwoju sytuacji w Chinach i działań tamtejszych władz, ale także z posunięciami Europejskiego Banku Centralnego, którego przedstawiciele sugerowali możliwość rozszerzenia zakresu lub skali programu skupu obligacji, jak i przede wszystkim amerykańskiej rezerwy federalnej, zastanawiającej się nad terminem podjęcia decyzji o podwyżce stóp procentowych. To wszystko czeka inwestorów najbliższych tygodniach.

Silne, choć o połowę mniejsze niż w Chinach spadki, przetoczyły się na równi i przez główne parkiety europejskie, jaki przez te bardziej ryzykowne. Sięgające 8-9 proc. zanotowały indeksy w Paryżu i Frankfurcie oraz Madrycie i Lizbonie. Na tym tle indeksy w Warszawie wypadły stosunkowo dobrze. Co prawda poniedziałkowy krach z 24 sierpnia odczuły równie mocno, jak główne światowe indeksy, tracąc po około 6 proc. , jednak w skali całego miesiąca WIG20 spadł zaledwie o niecałe 3 proc., co biorąc pod uwagę jego zachowanie w poprzednich trzech miesiącach, już wielkiego wrażenia nie robi. Lipiec był równie słaby, a czerwiec dużo gorszy. W sumie jednak, cała spadkowa tendencja sprowadziła indeks największych spółek w dół od kwietniowego szczytu o ponad 400 punktów, czyli o niemal 16 proc. Z umownego formalnego punktu widzenia o rozpoczęciu bessy jeszcze więc mówić nie można. Są sygnały, że uda się uniknąć najgorszego scenariusza, choć na powrót do wzrostów raczej trzeba będzie jeszcze poczekać, a w międzyczasie nie jest wykluczone ponowne testowanie niedawnego lokalnego minimum. Wypada on w okolicach 2000 punktów i pokrywa się z grubsza z dołkami z września 2011 r. i maja 2012 r. Łącznie te trzy punkty wyznaczają dolne ograniczenie trwającego od czterech lat trendu bocznego. To oznacza, że rynek naszych największych spółek znajduje się w bardzo ważnym momencie. Z punktu widzenia jego dalszych losów, przydałaby się obrona wspomnianego trendu, szczególnie że im bliżej wyborów parlamentarnych, tym nerwowość działać może bardziej na niekorzyść byków.

Za dobrą, choć wciąż niezbyt mocną i pewną monetę, można przyjąć nieco lepsze zachowanie się notowań banków, najmocniej przecenionych i narażonych na polityczne zawirowania. WIG Banki stracił w sierpniu jedynie ułamek procenta, a silne odreagowanie w ostatnich dniach miesiąca daje nadzieję na co najmniej powstrzymanie niekorzystnej tendencji. Wysoka zmienność notowań i nastrojów utrudnia jednak wyciąganie wniosków i powoduje, że każdy scenariusz jest równie prawdopodobny. Najlepszą tego ilustracją było zachowanie akcji Bogdanki i KGHM. Niemal 30 proc. tąpnięcie notowań pierwszej z tych spółek w trakcie tylko jednej sesji, wydawało się zbyt emocjonalne, nawet jak na wagę informacji, która ten ruch spowodowała. Potwierdziły to silne zwyżki, mające miejsce kilka dni później. Niemal identyczna sytuacja miała miejsce w przypadku papierów KGHM. Jedyna różnica dotyczyła jedynie skali zmian, sięgających 9-12 proc. na sesjach o największym natężeniu emocji.

Wciąż zdecydowanie lepiej prezentuje się sytuacja zarówno indeksu szerokiego rynku, jak i wskaźników małych i średnich spółek. To daje szanse inwestorom i wskazuje obszary w których mogą szukać okazji oraz metodę, jak je wykorzystać. Mowa tu rzecz jasna o odpowiednim doborze walorów. WIG nadal znajduje się powyżej dolnego ograniczenia dwuletniego trendu bocznego, podobnie jak mWIG40. Jedynym mankamentem segmentu małych i średnich firm jest niewielka płynność, będąca źródłem sporej zmienności. O ile w przypadku blue chips oraz na szerokim rynku widoczny był w sierpniu wzrost wolumenu obrotów, to aktywność na rynku średniaków nie uległa zwiększeniu.

————

Michał Stanek
Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej AgioFunds TFI S.A.

Bank Pocztowy planuje wejście na GPW w drugim półroczu 2015 r.

Bank Pocztowy Spółka Akcyjna, ogłasza, że zamierza przeprowadzić́ pierwszą publiczną ofertę̨ akcji banku oraz ubiegać́ się̨ o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Strategicznym, większościowym akcjonariuszem Banku jest Poczta Polska, posiadająca pakiet akcji stanowiący 75% kapitału zakładowego Banku minus 10 akcji. Podmiotem dominującym względem Poczty Polskiej jest Skarb Państwa. Drugim akcjonariuszem Banku Pocztowego jest Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski (dalej PKO BP), który obecnie posiada pakiet akcji stanowiący 25% kapitału zakładowego Banku Pocztowego plus 10 akcji.

Oferta

Planowana Oferta będzie obejmować emisję nowych akcji (nowe akcje). Dodatkowo jeden z dotychczasowych akcjonariuszy – PKO BP, rozważa sprzedaż części z posiadanych akcji (akcje sprzedawane). Ostateczną liczbę akcji sprzedawanych oferowanych w ofercie akcjonariusz sprzedający określi odrębnie.

Oferta publiczna będzie przeprowadzona wyłącznie na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej oraz skierowana do inwestorów indywidualnych oraz polskich i wybranych zagranicznych inwestorów instytucjonalnych (poza Stanami Zjednoczonymi Ameryki). Oferta dla inwestorów indywidualnych zostanie przeprowadzona w ramach programu Akcjonariatu Obywatelskiego.

Bank zamierza przeznaczyć środki pozyskane w drodze emisji nowych akcji na realizację celów ujętych w Strategii rozwoju Banku na lata 2015-2018, stając się wiodącym bankiem detalicznym w Polsce regionalnej. Jej fundamentem jest znaczące zwiększenie liczby klientów oraz skali działalności kredytowej, w szczególności w obszarze kredytów konsumpcyjnych. W celu dywersyfikacji portfela kredytowego, Bank planuje również przeznaczyć część pozyskanych środków na finansowanie wolumenu kredytów dla klientów instytucjonalnych oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Bank zamierza także dalej rozbudowywać swoją sieć dystrybucji, systematycznie zwiększając skalę swojej działalności.

Przeprowadzenie Oferty planowane jest w drugim półroczu 2015 r., przy czym będzie ono uzależnione od warunków rynkowych. Przeprowadzenie Oferty oraz dopuszczenie i wprowadzenie papierów wartościowych Banku do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW są również uzależnione od uzyskania wszystkich niezbędnych decyzji i zezwoleń, w tym stosownych decyzji Komisji Nadzoru Finansowego, rejestracji papierów wartościowych Banku w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych S.A., dopuszczenia i wprowadzenia papierów wartościowych Banku do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW oraz rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego przez właściwy sąd rejestrowy.

Globalnymi koordynatorami oraz współzarządzającymi księgą popytu są Pekao Investment Banking S.A. (który pełni również funkcję Współoferującego) i UniCredit Bank AG, Oddział w Londynie, współzarządzającym księgą popytu oraz współoferującym jest Dom Maklerski PKO Banku Polskiego, a współzarządzającymi księgą popytu są Ipopema Securities S.A. oraz Société Générale Corporate & Investment Banking.

Kluczowe informacje o Banku Pocztowym

Bank Pocztowy jest dynamicznie rozwijającym się bankiem detalicznym. Tylko w ostatnim roku fiskalnym – 2014 Bank wypracował rekordowy zysk netto na poziomie 43,6 mln zł. W okresie 2009-2014 Bank niemal potroił liczbę swoich klientów. Na koniec czerwca 2015 r. z jego usług korzystało już ponad 1,464 mln klientów detalicznych (indywidualnych i mikroprzedsiębiorstw). W ciągu minionych 5 lat Bank odnotował również trzykrotny wzrost udzielonych kredytów. Co więcej, model biznesowy Banku charakteryzuje strategiczne partnerstwo z Pocztą Polską, zapewniając wyłączny (na zasadach określonych w Umowie o Współpracy i innych umowach) dostęp do jej sieci dystrybucji oraz szerokiego grona klientów, co pozytywnie wpływa na efektywność jego dalszego rozwoju.

Podstawowym segmentem, do którego Bank kieruje swoją ofertę, jest segment klientów detalicznych, w szczególności osób zamieszkałych w Polsce regionalnej, tj. w miejscowościach do 50 tys. mieszkańców, która charakteryzuje się mniejszym poziomem ubankowienia mieszkańców oraz dużym potencjałem rynku. Wachlarz dostępnych w Banku produktów jest stale modyfikowany i poszerzany, tak aby sprostać ich oczekiwaniom. Prosta i przystępna oferta Banku dla klientów indywidualnych oraz mikroprzedsiębiorców obejmuje obecnie m.in. rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe i oszczędnościowe, lokaty terminowe, kredyty konsumpcyjne, kredyty hipoteczne, karty płatnicze i kredytowe, produkty ubezpieczeniowe oraz jednostki funduszy inwestycyjnych. Bank prowadzi również działalność w segmencie klientów instytucjonalnych, ukierunkowując się na obsługę podmiotów gospodarczych oraz jednostek budżetowych szczebla centralnego i samorządowego. Obecnie Bank oferuje klientom z tego sektora m.in. rachunki bieżące i inne produkty depozytowe, produkty kredytowe oraz usługi rozliczeniowe. Bank prowadzi także działalność w segmencie rozliczeniowym i skarbowym.

Rozbudowana sieć dystrybucji pozwala Bankowi na dotarcie ze swoją ofertą do bardzo szerokiego grona klientów na terenie całego kraju, w tym na obszarach o niskiej penetracji przez inne banki. Według danych na koniec czerwca 2015 r. obejmowała ona m.in. około 4,6 tys. placówek pocztowych, w tym 549 Pocztowych Stref Finansowych (stanowiska w ramach sieci placówek Poczty Polskiej, przeznaczone do sprzedaży wyłącznie produktów bankowych i usług Banku) oraz 283 placówki Banku, w tym 260 Mikrooddziałów zlokalizowanych na terenie placówek pocztowych. Dodatkowo sieć dystrybucji obejmuje również kanały bankowości internetowej (Pocztowy24) oraz bankowości telefonicznej (Contact Center oraz PocztowySMS). To jedna z największych sieci dystrybucji na polskim rynku bankowym.

Bank Pocztowy jest zarządzany przez Zarząd oraz kadrę menadżerską posiadającą wieloletnie doświadczenie w zakresie tworzenia i kierowania instytucjami finansowymi, z prezesem Szymonem Miderą na czele. Konsekwentnie realizowana strategia zakłada wzmocnienie pozycji Banku Pocztowego na polskim rynku finansowym oraz osiągnięcie statusu wiodącego banku detalicznego dla klientów z Polski regionalnej. Najważniejszymi celami strategicznymi Banku w perspektywie do końca 2018 r. są stała i dynamiczna akwizycja nowych klientów oraz dywersyfikacja portfela kredytowego przy znaczącym wzroście salda kredytów konsumpcyjnych. Zakłada ona również dywersyfikację portfela kredytowego poprzez powrót do aktywnej sprzedaży kredytów hipotecznych, co pozwoli na pozyskanie klientów charakteryzujących się docelowym wysokim uproduktowieniem, a także rozszerzenie sprzedaży kredytów dla wybranych segmentów obszaru instytucjonalnego. Realizując założenia strategiczne Bank skutecznie rozbudowuje sieć dystrybucji przy jednoczesnym zwiększaniu efektywności jej wykorzystania.

W pierwszej połowie 2015 r. liczba klientów detalicznych Banku Pocztowego wzrosła o 4% r/r, osiągając poziom 1,464 mln, z kolei liczba rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych klientów indywidualnych wzrosła o 10%, do poziomu 873 tys. Na koniec czerwca 2015 r. klienci indywidualni mieli ulokowane na rachunkach i depozytach w Banku środki o wartości 4.383,2 mln zł. Natomiast, kredyty i pożyczki im udzielone wynosiły 4.558,0 mln zł. Z usług Banku korzystało również 15,3 tys. klientów bankowości instytucjonalnej. Zobowiązania Banku wobec klientów instytucjonalnych wynosiły 1.098,1 mln zł, natomiast kredyty i pożyczki im udzielone wynosiły 586,6 mln zł.

W roku finansowym zakończonym 31 grudnia 2014 r. Bank osiągnął skonsolidowany wynik finansowy netto w wysokości 43.639 tys. zł, wskaźnik rentowności kapitału własnego (ROE netto) był na poziomie 10,5%, zaś wskaźnik rentowności aktywów (ROA netto) na poziomie 0,6%. W pierwszej połowie 2015 r. Bank osiągnął skonsolidowany wynik finansowy netto w wysokości 22.541 tys. zł, natomiast wskaźnik rentowności kapitału własnego (ROE netto – zannualizowany) był na poziomie 10,2%, zaś wskaźnik rentowności aktywów (ROA netto – zannualizowany) na poziomie 0,6%.

Millenialsi uciekają z korporacji i przechodzą do małych spółek

Coraz więcej młodych z pokolenia Y ucieka z piekła korporacji i wybiera przeciwny biegun kariery, jakim są małe firmy lub startupy. Na wyścig korpo-szczurów patrzą z ulgą, ponieważ dla nich to już przeszłość. Przestali używać korpomowy: zrzucili z siebie „badże”, w niepamięć puścili „czelendże”, „konfkole”, „asapy”, „kipojnty”, „prodżekt majlstołny” i „kilowanie pomysłów”. Skończyli z życiem korpoludka. Wybrali inną ścieżkę kariery: postawili na równowagę między pracą a życiem, czyli pracę w małych firmach. To właśnie sektor małych firm i startupów jest dziś największym beneficjentem wielkiej ucieczki białych kołnierzyków od życia, w którym człowiek jest wyłącznie trybikiem w maszynie. To małe firmy rekrutują dziś na potęgę.

Czy życie poza korporacją istnieje?

Za polskie zagłębie korporacyjne powszechnie uznaje się ulicę Domaniewską w Warszawie, zwaną pieszczotliwie polskim „Mordorem”. Stoi tu około stu biurowców, których łączna powierzchnia użytkowa sięga blisko miliona km2. Dziennie pielgrzymuje w te tereny nawet 100 tysięcy ludzi, którzy regularnie przed godziną dziewiątą oraz po godzinie siedemnastej formują się w kwadraty, piki i szeregi szturmujące komunikację miejską. W porównaniu z drogą do- i z- korporacji pracowników warszawskiego Mordoru droga tolkienowskiego Frodo to kaszka z mleczkiem. Komunikacyjny paraliż wywoływany przez workersów wracających z korporacyjnych molochów stał się już obiektem drwin i absurdalnych fanpage’y, jak np. https://pl-pl.facebook.com/MordorNaDomaniewskiej, czy strona www.czydomaniewskastoi.pl, która „bada” bieżące natężenie ruchu na Domaniewskiej. Oczywiście Domaniewska stoi zawsze.

Według badania „Lemingi, Korposzczury i Orkowie”, przeprowadzonego przez TNS Polska na zlecenie Tiger, warszawski Mordor zasilają dziś głównie osoby z pokolenia Y, czyli „millenialsów”. Blisko 9 na 10 osób pracujących w korporacjach na Domaniewskiej i okolicach to młodzi ludzie, z reguły do 30 lat. Jak zapewnia niemal co drugi z pracowników tamtejszych korporacji praca w tym miejscu jest dla niego „spełnieniem marzeń”. Jednocześnie aż 40 proc. ankietowanych przyznaje się do wypalenia zawodowego, a 15 proc. mówi o stresie przed pracą, jeszcze zanim podbije badża i postawi swojego ferststepa w korpo.

Burnout, czyli wypalone pokolenie

Syndrom wypalenia zawodowego dotyka pracowników w coraz młodszym wieku. Przede wszystkim poważnie przetrzebia szeregi pokolenia Y. Millenialsi w starciu z bezosobową machiną korporacji często nie są w stanie sprostać psychicznie wyzwaniom, jakie stawia przed nimi „polityka firmy”. To wówczas pojawia się „burnout”, jak powiedziałby korpoludek.

Pierwsze oznaki wypalenia zawodowego są stosunkowo łatwe do zdiagnozowania. Poczucie bezsensowności wykonywanej pracy zaczyna się nasilać. Nadmiar obowiązków miesza się z jałowością otrzymywanych zadań. Wkracza marazm: każdy kolejny dzień cechuje „takosamość”. Sztywny gorset obowiązków zaczyna krępować, brakuje miejsca na kreatywność. Satysfakcja z pracy ustępuje miejsca frustracji. Złagodzeniu tego stanu rzeczy nie sprzyja fakt, że każdego dnia poprzeczka zawieszana jest coraz wyżej. Nawet jeśli pracownik ją przeskakuje i liczy na awans, to i tak napotyka na przeszkodę w postaci szklany sufit. Jego kandydatura pomijana jest przy awansach. Pojawiają się pretensje do siebie i otoczenia. Nakręca się wyścig szczurów („inni są lepsi ode mnie – ja muszę być lepszy od nich”), skutkujący zostawaniem pracowników po godzinach. Do tego dochodzi sztucznie pompowana presja i powracająca jak bumerang w poleceniach przełożonych bezosobowa „polityka firmy”, którą uzasadnia się każde roszczenie wobec pracownika i każdą odmowę itd. Błędne koło korporacji zamyka się, a uwięzieni w nim pracownicy często nie widzą innych perspektyw, jak tylko zostać w tym kole. Z nadzieją, że kiedyś zmieni się je na inne. Bardziej komfortowe. Choć nadal w ramach korporacji.

W pewnym momencie ta sytuacja staje się nie do zniesienia. Bańka korporacji pęka. Uciekający horyzont sukcesu okazuje się mrzonką. Pojawia się pustka, a raczej rozwidlenie zawodowych dróg: zostać czy uciekać? Być może litera Y w nazwie tego pokolenia bierze się właśnie stąd – w pewnym momencie staje ono bowiem na zawodowym rozdrożu: korporacja czy mały biznes?

Dlatego nie powinno dziwić, że coraz więcej młodych i sfrustrowanych z pokolenia Y ucieka z korporacji. Ci, którzy nie mogli już dłużej znieść życia naszpikowanego „fakapami” i „dedlajnami” – zaryzykowali. Spakowali swoje biurka i uciekli z ołpenspejsa, szukając zawodowego szczęścia poza korpo. I odnaleźli je – w małych, dynamicznych spółkach. Ich prywatna ucieczka do wolności okazała się sukcesem.

Z pamiętnika (byłego) korpoludka

Weronika przepracowała w korporacji dwa lata. Praca w dziale obsługi klienta w jednym z głównych telekomów dała jej się jednak mocno we znaki. Co kwartał kolejne, nierealne cele biznesowe, od których realizacji uzależniona była jej premia – i co kwartał złudzenie jej i jej współpracowników, że te cele uda się urzeczywistnić.

– Zapewniano mnie i mój dział, że będziemy ekspertami, a traktowano nas jak małe robaczki. Czułam się jak chomik w kołowrotku. Wydawało mi się, że prę do przodu, a w gruncie rzeczy cały mój wysiłek pozostawał niezauważany. Dość wspomnieć, że w innych departamentach nikt nie miał pojęcia o istnieniu naszego działu. Moje inicjatywy nie znajdowały zainteresowania u przełożonych, więc została tylko praca odtwórcza. Z drugiej strony każde moje najdrobniejsze potknięcie było skrupulatnie wypunktowywane. Szybko pojawiły się pretensje do samej siebie, że może daję z siebie za mało, więc zaczęłam zostawać po godzinach. Jednak nie przyniosło to rezultatu: w oczach pracodawcy nadal byłam szarą myszką, której odejście z firmy nic by w niej nie zmieniło. Przejrzałam na oczy: korporacja okazała się pomyłką – mówi Weronika.

Klamka zapadła. Weronika zaczęła rozsyłać CV. Mocno zawęziła swoje poszukiwania: byle nie korporacja. Wbrew pozorom pracę znalazła bardzo szybko: po niespełna dwóch tygodniach zaproszono ją na rozmowę do małej warszawskiej spółki IT zajmującej się internetową analityką danych. Jej życie zawodowe i prywatne zmieniło się o 180 stopni.

Praca w małej firmie to przede wszystkim praca z ludźmi, a nie z przełożonymi. To, co różni ją od pracy w korporacji, to większe zaufanie pracodawcy do pracownika oraz pomiędzy samymi pracownikami. Od razu zauważyłam, jak mocno korporacja odbiła się na mojej psychice. Na początku nowej pracy z podejrzliwością patrzyłam na życzliwość ludzi. Upatrywałam w niej drugiego dna. Myślałam, że wcale nie chcą mi pomóc, tylko zaszkodzić. Prędko okazało się, że to tylko zły bagaż doświadczeń, które wyniosłam z pracy z ludźmi w korporacji. Przekonałam się, że w małej firmie naprawdę liczy się zespół. Dano mi swobodę w wykonywaniu działań, których nie musiałam już przeprowadzać kropka w kropkę zgodnie z jakimiś odgórnymi przepisami firmy – tłumaczy Weronika, która teraz pracuje w jednej z polskich, małych i młodych spółek IT.

To tylko jedna z wielu historii udanego transferu ludzi z Pokolenia Y z korporacji do małej firmy.

Mały biznes – wielkie możliwości

Jak szacuje European Information Technology Observatory, polski sektor ICT, wliczając w to młode startupy, wart jest dziś od 16 do 20 mld USD. Według danych GUS w polskiej gospodarce działa blisko 1,8 mln przedsiębiorstw. Aż 99,8 proc spośród nich stanowią firmy z sektora MŚP, przede wszystkim zaś – małe firmy. Te statystyki obrazują, jak wielka siła drzemie w mikro- i małych przedsiębiorstwach. To one są motorem napędowym polskiej gospodarki. Według szacunków GUS generują obecnie blisko co drugą złotówkę polskiego PKB.

Młode polskie firmy, zwłaszcza w sektorze IT, wyrastają dziś na technologicznych liderów i innowatorów, które wnoszą powiew świeżości na rynku. To właśnie młode startupy IT wyciągnęły polską gospodarkę z technologicznego i innowacyjnego zaścianka, dzięki czemu to właśnie Polskę uznaje się dziś za jedno najbardziej obiecujących zagłębi IT Starego Kontynentu. Oczywiście na tle amerykańskiej Silicon Valley i izraelskiej Silicon Wadi nasza scena startupowa wypada wprawdzie gorzej, ale z pewnością powodów do wstydu nie mamy. Sherlybox, Woolet, Estimote, IVONA, Neuro:ON, DocPlanner – te startupy odniosły sukcesy na rynku międzynarodowym. Młode spółki IT wyrastają na kuźnie kreatywnych pomysłów, dzięki którym – mimo swoich rozmiarów – w coraz większym stopniu przeistaczają się w biznesy o zasięgu globalnym. O ile korporacje to z reguły nieruchawe molochy, których kreatywność nie jest mocną stroną, o tyle o obliczu polskiej klasy kreatywnej decydują właśnie małe biznesy.

Oczywiście potencjalnych pracowników tego sektora niespecjalnie interesują wskaźniki makroekonomiczne. Kluczowe są dla nich nowa atmosfera i kultura pracy, radykalnie różne od tych, do których przyzwyczaiła ich korporacja. Pokolenie Y poszukuje firmy bez krawata i bez szklanego sufitu. Miejsca, w którym znów poczuje się potrzebne i docenione. Środowiska, w którym będzie mogło w pełni poczuć, że jego głos jest słyszalny.

Dlatego to właśnie małe firmy okazują się ziemią obiecaną dla millenialsów, którzy zdecydowali się opuścić szklane mury korpo. Wyrwani z kołowrotków molochów, w małych biznesach odnaleźli na nowo swoją pomysłowość, pasję i satysfakcję z pracy. A mini- i małe przedsiębiorstwa, chcą skorzystać z fali ucieczek z korporacji, otworzyły na oścież swoje drzwi dla uciekinierów, pokazując im, że życie poza korporacją jest możliwe.

Gdzie szukać szczęścia?

W Polsce trwa boom na startupy. Małe polskie firmy założone kilka lat temu rosną dziś jak na drożdżach. I rekrutują na potęgę, pozwalając na pracę w komfortowych (czytaj: bezstresowych) warunkach.

Cloud Technologies to warszawska spółka, która ewoluowała z garażowego startupu IT w największą platformę do analityki wielkich zbiorów danych (Big Data) w tej części świata i najszybciej rosnącą spółkę na NewConnect w zeszłym roku. Teraz firma Piotra Prajsnara walczy o nowych pracowników. Eksplozja danych w Sieci oraz rozszerzenie profilu jej działalności o nowe obszary (m.in. gry mobilne oraz Internet Rzeczy) sprawiły, że Cloud Technologies zamierza znacząco zwiększyć liczebność swoich szeregów. Z otwartymi rękami przyjmuje dziś Unity Developerów, Java Developerów, Front-end Developerów, PHP-owców i badaczy danych („data miners”). Szuka Technical Account Managera oraz Business Development Managera, producenta gier mobilnych (Project Manager) i asystenta biura. Potencjalni kandydaci nie muszą oczywiście legitymować się w CV pracą w korpo. Najważniejsze, żeby mieli otwarty umysł i czuli miętę do analityki internetowej, a analizując dane widzieli coś więcej niż ciąg cyfr do wpisania w Excela.

Innym przykładem jest spółka easyCALL.pl, jeden z pierwszych polskich operatorów telefonii internetowej. Spółka przymierza się obecnie do stworzenia nowego działu handlowego. Pilotażowym projektem ma być dział funkcjonujący w województwie mazowieckim. Docelowo firma chce zrobić miejsce dla kilkunastu wykwalifikowanych handlowców.

W odróżnieniu od dużych korporacji małe firmy zazwyczaj nie wymagają, aby ich pracownicy zabierali ze sobą pracę do domu. Polska spółka ZenBox, zajmująca się hostingiem, poszła o krok dalej – i w ogóle zwolniła swoich pracowników… z obowiązku chodzenia do pracy. Wszyscy w ZenBox pracują zdalnie, z różnych miast, rozsianych po całej Polsce. Zamiast naćkanych biurek w „ołpen spejsie” i krawatów – kanapa i klapki na stopach. Zamiast korków w drodze z- i do- pracy – domowe zacisze.

To tylko wierzchołek góry lodowej ogłoszeń rekrutacyjnych z małych firm, który ma zobrazować, że do wzięcia jest w nich nie tyle jedno krzesło, co kilka stanowisk. Tysiące podobnych ogłoszeń wiszą na portalach typu pracuj.pl. Wklejenie ich wszystkich powiększyłoby objętość tego tekstu zapewne kilkaset razy.

Nie mord(or)uj się

W całej Unii Europejskiej małe przedsiębiorstwa zatrudniają dziś blisko 2/3 pracowników w sektorze prywatnym. Kuszą ich nie tylko przyjazną atmosferą w pracy czy jasno sprecyzowaną ścieżkę kariery. Przede wszystkim oferują młodym realny wpływ na sytuację w firmie oraz różnorodność wyzwań, które wymagają od nich nieszablonowego podejścia do tematu i „myślenia poza skrzynką”. Nie ma tu rozgałęzionej struktury, w której – gdy potrzebujemy coś załatwić – jeden szczebel zrzuca odpowiedzialność na drugi, niczym doprowadzając pracownika do obłędu. „Prezes” jest na wyciągnięcie ręki.

Oczywiście nie ma modeli idealnych. Praca w małej firmie może okazać się bardziej wymagająca i stresująca niż w dużej korporacji – i odwrotnie: zdarzają się korporacje, w których praca to niemalże bezstresowa sielanka. Rzecz tkwi w rozłożeniu akcentów oraz… zdrowym rozsądku. A ten podpowiada, że korporacje cechuje niestety wbudowana, naturalna tendencja do przeobrażania się w tyranie, co w przypadku małych spółek należy jednak do rzadkości.

Dlatego trudno dziwić się pokoleniu Y, które nie chce być już „pokoleniem korporacji”. Millenialsi, zachłysnąwszy się początkowo „prestiżem pracy w korpo”, zamiast się mord(or)ować coraz częściej decydują, że pokierują swoim życiem inaczej. Korporacja to dla nich etap, stadium przejściowe. Stan umysłu, w którym jedni czują się w nim komfortowo, ale inni wiedzą, że można myśleć, żyć i pracować inaczej.

A to już ferststep millenialsów na drodze do nowej kariery.

Autor: Adam Mitura  – inPlus Media

Chiny znów opublikowały słabsze dane

Kolejne indeksy koniunktury z Chin potwierdzają obecne obserwacje. Gospodarka Państwa Środka zwalnia. Oczywiście nie ma mowy o recesji, ale poziom 7% wzrostu PKB jest wyraźnie zagrożony. Po uspokojeniu się giełdy w Szanghaju surowce odrabiają część spadków. Państwo Islamskie pokazało swoją walutę. Słabe dane z Polski.

Dzisiejsze poranne dane makroekonomiczne z Chin znów okazują się słabsze od oczekiwań. Poznaliśmy dzisiaj serie wskaźników PMI dla tamtejszej gospodarki i zarówno te bardziej niezależne, jak i te rządowe odczyty wszystkie okazały się słabsze od oczekiwań. Chińska gospodarka wyraźnie zwalnia i zanosi się na to by najmniej ambitny plan wzrostu od początku stulecia – 7% – miał zostać niezrealizowany. Efektem tych danych są kolejne wzrosty na głównej parze walutowej. Dolar osłabił się od rana o pół centa. Główna para walutowa ma obecnie okres podwyższonej zmienności. Złoty przyjął te dane w miarę neutralnie.

Ropa zaliczyła właśnie trzecią z rzędu rosnącą sesję, odbijając się od dna, na którym się znalazła wyniku spadków na chińskiej giełdzie. Od czwartku ropa zyskała na wartości ponad 25%. Są to najszybsze wzrosty od ćwierć wieku. Powód jest jednak jasny. Zbyt silny był spadek wobec tego co się realnie na rynkach działo i teraz, gdy emocje opadły następuje równie silna korekta. Za ropą idą oczywiście inne surowce oraz najsilniej z surowcami powiązane waluty. Rosyjski rubel wzrósł względem złotówki o 15% w ciągu pięciu dni. Nie zmienia to oczywiście faktu, że pomimo tych imponujących odbić zarówno dla ropy naftowej jak i rubla sierpień był najgorszym miesiącem od dawna.

Na rynkach walutowych nigdy nie jest nudno. Wczoraj Państwo Islamskie pokazało swoją walutę na propagandowym filmie. Nie jest znana ani jej wartość, ani sposób w jaki na okupowanych terenach ma zastąpić dotychczas używane waluty. Wiadomo jedynie, że niskie nominały bite są z miedzi i srebra. Jeden dinar, gdyż tak nazywa się ten środek płatniczy, jest bity ze złota. Nieznane jest również miejsce bicia nowej waluty oraz czy już wykonano wystarczającą liczbę monet by wprowadzić je do obiegu. Wiadomo jedynie, że pieniądz ten ma zagrozić finansom USA. Nie jest to jednak najbardziej wiarygodna informacja na tym wideo.

Dzisiaj od rana poznajemy publikacje indeksów PMI dla głównych europejskich gospodarek. Dużym szokiem dla analityków były dane z Polski. Analitycy spodziewali się spadku do 54,1 pkt, podczas gdy odczyt wyniósł zaledwie 51,1 pkt. Pokazuje to, że ostatnia korekta polskiego tempa wzrostu gospodarczego z 3,6% na 3,3% nie była przypadkiem. Złoty oczywiście zareagował spadkami.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 01.09.2015
Komentarz walutowy 01.09.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 01.06.2015 do 01.09.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1900. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.

CHF/PLNKomentarz walutowy 01.09.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 01.06.2015 do 01.09.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, który po osiągnięciu minimów na 3,8350 przeszedł w boczny. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9000, a następnie wspomniane minimum na 3,8350. Dla ruchu w górę ważnym oporem są maksima na 3,9250.

USD/PLNKomentarz walutowy 01.09.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 01.06.2015 do 01.09.2015

Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7300 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.

GBP/PLNKomentarz walutowy 01.09.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 01.06.2015 do 01.09.2015

Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8600. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7600.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Konferencja FIWE EXPERTS

Pierwsza połowa września będzie obfitowała w wydarzenia, które zainteresują nie tylko miłośników fitness, ale także przedsiębiorców rozwijających biznes w branży fitness & wellness. FIWE EXPERTS, Konferencja towarzysząca Międzynarodowym Targom Branży Fitness & Wellness FIWE 2015, to dwa dni wykładów i prezentacji dedykowanych przedsiębiorcom, managerom i kadrze instruktorskiej.

2015-08-25 KONFERENCJE FIWE_v5W dniach 12 i 13 września w EXPO XXI Warszawa odbędzie się Konferencja FIWE EXPERTS. Dwudniowa platforma biznesowa towarzysząca targom FIWE 2015 będzie okazją do pogłębienia wiedzy m.in. z zakresu finansowania inwestycji, technik sprzedaży czy znaczenia umiejętności miękkich w sukcesie biznesowym.

Eksperci z Polskiego Związku Pracodawców Fitness, doradcy finansowi i biznesowi, trenerzy personalni oraz przedstawiciele klubów sportowych, omówią zagadnienia związane z szeroko pojętą działalnością w branży fitness & wellness, przedstawiając poparte konkretnymi przykładami prezentacje.

Twarde i miękkie umiejętności a sukces biznesowy

Pierwszego dnia goście FIWE EXPERTS będą mieli szansę wybiec myślą w przyszłość. W prezentacji „Podróż do przyszłości – rynek fitness w Polsce za 10 lat” prognozy dla branży przedstawi pracujący na co dzień z managerami oraz osobami odpowiedzialnymi za sprzedaż konsultant Wojciech Herra. Tematy z zakresu rozwoju branży i jej rokowań na najbliższe lata zostaną przybliżone przez Jakuba Wińkowskiego – reprezentanta Mecenasa Targów, firmy ITP S.A.

O technikach skutecznej sprzedaży opowie związany z branżą fitness od roku 1997  Sebastian Goszcz. Dyrektor Zarządzający w Klubach RYTM oraz Atmosfera Fitness & Wellness w Łodzi, autor publikacji dotyczących zarządzania, sprzedaży, obsługi, budowania relacji i lojalności klienta i przywództwa w klubach fitness, doradca i szkoleniowiec, dla gości FIWE EXPERTS wygłosi wykład „Praktyczna lekcja skutecznej sprzedaży produktów i usług w klubie fitness”.

Coach i mówca motywacyjny Waldemar Warchoł opowie o tym, jaką rolę pełnią umiejętności miękkie w odniesieniu sukcesu biznesowego w branży fitness & wellness.

Pierwszego dnia FIWE EXPERTS odbędą się także w wykłady dedykowane osobom zaangażowanym w fitness od strony praktycznej. „Trener Personalny – przez pasję do biznesu” oraz „Nowe technologie w Twoim klubie fitness” to tematy adresowane do właścicieli klubów lub osób myślących dopiero o rozpoczęciu działalności w tej branży, a także do trenerów personalnych.

Kilka słów o sposobach finansowania inwestycji

Drugiego dnia konferencji słuchacze dostaną garść konkretnych porad, dotyczących sposobów finansowania inwestycji. Bartłomiej Król i Piotr Maślak z zajmującej się doradztwem inwestycyjnym i finansowym firmy Salwix, opowiedzą m.in. o kredytach, obligacjach, funduszach unijnych, leasingu i innych sposobach finansowania inwestycji w omawianej branży.

Praktyczną stronę prowadzenia klubu fitness przedstawi Robert Kamiński z Polskiego Związku Pracodawców Fitness w prezentacji „Czego pragną klienci? Jak zaspokoić potrzeby klientów, żeby chcieli więcej?”. O innowacyjnym systemie treningowym, jako elemencie budującym przewagę konkurencyjną, opowiedzą przedstawiciele firmy będącej Srebrnym Sponsorem Targów – Health Med Sport.

Dla przedsiębiorców prowadzących biznes w branży fitness & wellness, a także osób, które dopiero planują rozpocząć tego typu działalność, konferencja FIWE EXPERTS będzie dawką praktycznej, użytecznej wiedzy, która pozwoli im rozwinąć biznesowe skrzydła.

FIWE 2015 12-13.08.2015, EXPO XXI, Warszawa

Hossa nie może trwać w nieskończoność

Gwałtowna korekta, która niedawno nawiedziła chińską giełdę, wywołała paniczną reakcję inwestorów na całym świecie. Te wydarzenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że inwestorzy zapomnieli o fundamentalnych regułach rządzących rynkami finansowymi – cykliczności i zmienności.

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Po tak długim okresie dynamicznych wzrostów cen akcji korekta jest czymś naturalnym, wręcz pożądanym. Zauważmy, że na giełdzie amerykańskiej nie odnotowaliśmy głębszej (ponad 10-procentowej) przeceny od 2011 r. Od wielu miesięcy rosła także bańka na giełdzie w Szanghaju. W rezultacie ceny akcji stały się nieracjonalnie wysokie. Taka sytuacja nie miała prawa trwać w nieskończoność, niezakłócona choćby jedną większą korektą. Ostatnia reakcja dowodzi jedynie, że inwestorzy zanadto przyzwyczaili się do nieprzerwanych wzrostów.

Chińskiej gospodarce nie grozi zawalenie

Koniec końców rynek nieco się oczyścił. Wciąż jednak nasuwa się pytanie, czy najgorsze już za nami, czy też istnieje zagrożenie ze strony chińskiej gospodarki. Po rozmowie z naszymi kolegami z BEA Union Investment z Hongkongu uważamy, że na sygnały stabilizacji w chińskiej gospodarce trzeba jeszcze poczekać. Natomiast, wbrew głosom czarnowidzów, nie grozi jej zawalenie. Wielu inwestorów podaje w wątpliwość oficjalne prognozy wzrostu PKB (do poziomu 7% – według chińskich władz) i obawia się, że hamująca gospodarka Państwa Środka spowolni dużo bardziej. Mimo to nie widzę przesłanek, by wieścić drastyczny spadek chińskiego PKB do wskazywanego przez niektórych poziomu 2–3%, czy wręcz wejście Chin w recesję. Obstawiam raczej, że rzeczywisty wzrost gospodarczy może się ukształtować w pobliżu 6,5%, czyli znacznie bliżej oficjalnych szacunków. Oczywiście negatywny sentyment na światowych rynkach będzie utrzymywał się dotąd, aż z chińskiej gospodarki nie przyjdzie potwierdzenie stabilizacji, np. w postaci lepszych odczytów wskaźników wyprzedzających.

Wrześniowa podwyżka stóp w USA pod znakiem zapytania

Wiele wskazuje na to, że chińska zawierucha może wpłynąć na moment rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych w USA. Szczególnie że w Stanach Zjednoczonych obserwujemy czynniki dezinflacyjne w postaci z jednej strony mocnego dolara, a z drugiej – spadku cen surowców. Dlatego pomimo naszych wcześniejszych oczekiwań jest wielce prawdopodobne, że pierwsza podwyżka stóp procentowych w USA nastąpi nie we wrześniu, lecz w grudniu (a może nawet na początku 2016 r.). Warto przy tym dodać, że decyzja Fedu o podwyżce (wsparta odpowiednim uspokajającym komunikatem) już na najbliższym posiedzeniu mogłaby paradoksalnie zostać odczytana przez rynek pozytywnie – jako sygnał, że amerykańska gospodarka jest na fali wznoszącej. Co zresztą potwierdza ostatni odczyt PKB w USA za II kwartał.

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Prof. K. Świrski (Politechnika Warszawska): Z ekonomicznego punktu widzenia połowa krajowych kopalń powinna zostać zamknięta

Konrad Świrski

Polskie górnictwo zamknęło pierwsze półrocze br. stratą netto w wysokości 1,445 mld zł. Jeżeli cena węgla spadnie do 40 dol. za tonę, w całym roku mogą wynieść nawet 4 mld zł. Prof. Konrad Świrski z Politechniki Warszawskiej uważa, że z ekonomicznego punktu widzenia połowa krajowych kopalń nadaje się do likwidacji. Ale jest jeszcze aspekt społeczny.

Niezależnie od przetasowań politycznych problem jest taki sam: górnictwo staje wobec bardzo poważnego, globalnego problemu – alarmuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki i IT na Politechnice Warszawskiej, prezes zarządu spółki Transition Technologies.

Jak wynika z danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) polskie górnictwo węgla kamiennego zamknęło pierwsze półrocze br. stratą netto w wysokości 1,445 mld zł. Rok wcześniej w tym samym okresie wyniosła ona 772,3 mln zł, a w całym ub. roku – 2,203 mld zł. Średni koszt wydobycia węgla energetycznego, jak twierdzi prof. Konrad Świrski, wynosi obecnie 300 zł za tonę. Na każdej tonie krajowe górnictwo traci 30-40 zł.

Z ekonomicznego punktu widzenia trzeba zamknąć połowę tego biznesu i ocalić tylko kopalnie rentowne czy zrobić taką bardzo głęboką restrukturyzację – wskazuje prof. Świrski. – Oznacza to, że w ciągu dekady połowa pracowników górnictwa musiałaby stracić pracę i być przeniesiona do innych sektorów gospodarki. Tymczasem żadna z sił politycznych nie jest w stanie w tym roku wykazać się taką determinacją.

Zgodnie z rządowym, przyjętym na początku br. planem, cztery z czternastu kopalń Kompanii Węglowej (Bobrek-Centrum, Sośnica-Makoszowy, Brzeszcze i Pokój ) miało trafić do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK) w celu likwidacji. W połowie lipca resort skarbu poinformował, że Nowa Kompania Węglowa przejmie niektóre zakłady starej KW i zapewni ich dalsze funkcjonowanie.

W tej chwili tak naprawdę włącza się część górnictwa do energetyki po to, aby ukryć straty, albo, żeby ktoś z tymi stratami dał sobie radę, natomiast nie rozwiąże problemu w tym długim horyzoncie – przekonuje prof. Konrad Świrski. – Wcześniej czy później górnictwo musi przejść dramatyczną fazę. Jeśli mamy realizować politykę unijną, a wygląda, że musimy, jeżeli będzie ona taka jak dotychczas, a wygląda, że się nie zmieni, to znaczy, że węgiel stopniowo będzie znikał z naszego miksu energetycznego. W przyszłości będzie mniej węgla, potrzeba zatem mniej kopalni, a w dodatku ceny na rynkach światowych będą spadać.

Cena węgla na giełdzie ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) waha się od niespełna 53 do niecałych 55 dolarów za tonę. Jeszcze pół roku temu kosztowała prawie 64 dol.

W tej chwili nie ma najmniejszych szans na to, żeby ceny węgla powróciły do wysokich poziomów – uważa prof. Konrad Świrski. – Generalny trend cen surowców na rynkach światowych jest malejący: zapasy węgla są olbrzymie, wiele firm zwiększyło wydobycie, na światowym rynku jest nadmiar węgla. W dodatku popyt maleje. Chiny, jeden z głównych importerów, zwalniają i potrzebują mniej węgla.

Zdaniem prof. Konrada Świrskiego ceny mogą niedługo osiągnąć wartość nawet 40 dol. za tonę, co sprawi, że skala strat krajowego górnictwa będzie jeszcze większa. Spadek do tego poziomu spowodowałby, że w tym roku jego straty wyniosłyby około 4 mld zł.

Mówi się w prognozach, że podobna tendencja na rynku węgla utrzyma się w latach 2016-2017 – zauważa prof. Konrad Świarski. – Do tego trzeba się przygotować, bardziej patrzeć na ceny na poziomie 40 dol., zapomnieć o powrocie do wartości dających polskim kopalniom rentowność przy aktualnych kosztach.

Ewentualna restrukturyzacja sektora, zdaniem prof. Świrskiego, ma dwa aspekty: realnej ekonomii oraz problemów społecznych.

– Z punktu widzenia czystej ekonomii problem jest prosty: pewnie połowę górnictwa należy przygotować do zamknięcia, a drugą restrukturyzować – twierdzi prof. Świrski. – Holdingi z największymi stratami trzeba postawić w stan likwidacji i bardzo zdecydowanie powiedzieć wszystkim pracownikom, że świat wymaga zmian.

Jak jednak zauważa, jest jeszcze problem społeczny: ciężko pracujących ludzi, przyzwyczajonych do pracy w jednym zakładzie przez całe życie.

– Górnicy działają w takim archaicznym stylu: przychodzą do pracy i chcą mieć zatrudnienie przez całe dorosłe życie w jednym zakładzie – tłumaczy prof. Konrad Świrski. – Dzisiaj natomiast [taki model] już nie istnieje, kopalnie są otwierane i zamykane. Na razie jednak nie jesteśmy przygotowani, żeby zmierzyć się z realiami ekonomicznymi. Wobec tego będziemy przesuwać to bolesne rozwiązanie w przyszłość.

Jubileusz Executive Club już 20 listopada w Hotelu Sheraton

Executive Club jest znany z organizacji międzynarodowego kongresu poświęconego przywództwu – European Executive Forum, który co roku w Warszawie skupia światowych liderów biznesu, nauki i polityki oraz dedykowanych różnym gałęziom gospodarki konferencji branżowych. W czasie Gali ,,10 th Executive Club Anniversary”, którą organizator zapowiada jako niezwykle uroczystą i pełną atrakcji, poznamy także wyniki konkursu ,,Responsible Business Awards”.

European Executive Forum 2015Executive Club został założony w 2005 roku w odpowiedzi na zapotrzebowanie na elitarną organizację, która zrzesza wyłącznie reprezentantów top managementu. Klub jest platformą służącą wymianie poglądów, inspiracji i praktyk najlepszego przywództwa oraz wzajemnemu wspieraniu elit biznesowych. Tematami spotkań klubowych i konferencji organizowanych przez Executive Club są zagadnienia kluczowe dla liderów zarządzających wielkimi organizacjami. Wśród członków Klubu są przedstawiciele firm jak między innymi jak: PKN Orlen, Microsoft, BASF, Auchan, BZ WBK, Budimex, Ciech, Elavon, Google, Grupa Azoty, Grupa ITI, Nowy Styl, PayU, Pfizer, PZU, Qumak, Synthos.

Na konferencjach organizowanych przez Executive Club gościły wybitne międzynarodowe autorytety z obszarów polityki, nauki, biznesu, wśród których znaleźli się na przykład: były Premier Włoch – Giuliano Amato, były Premier Hiszpanii – José María Aznar, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego V kadencji – Pat Cox, były Wicekanclerz i Minister Spraw Zagranicznych Niemiec w latach 1998-2005 – Joschka Fischer, były Kanclerz Austrii Alfred Gusenbauer, Prezydent Niemiec w latach 2004-2010 – Horst Köhler, były Wicepremier Słowacji – Ivan Mikloš, były Premier Rzeczypospolitej Polskiej – Jan Krzysztof Bielecki, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1995 – 2005 – Aleksander Kwaśniewski, Przewodniczącego Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów– Janusz Lewandowski, Minister Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1995-1997 – prof. Dariusz Rosati, irlandzki teoretyk zarządzania – prof. Charles Handy, profesorowie IESE Business School – Santiago de la Cierva i Mike Rosenberg, czy Tomáš Sedláček z Uniwersytetu Karola w Pradze.

Prezes Zarządu Executive Club – Beata Radomska
Beata Radomska

,,Uroczystość dziesięciolecia Executive Club będzie stanowić podsumowanie działalności Klubu i formę podziękowania dla naszych Klubowiczów za wspólnie spędzony czas i wspieranie naszych inicjatyw. Wręczymy po raz pierwszy nagrody ,,Responsible Business Awards”, którymi uhonorujemy podmioty wyróżniające się wybitnym poziomem realizowania strategii CSR w swoich działaniach. Konkurs ma na celu podkreślenie ogromnego zaangażowania biznesu w działania pro społeczne. Uważamy, że w dobie narastających nierówności dochodowych promowanie idei społecznej odpowiedzialności biznesu jest szczególnie ważne dla budowania dobrobytu całego społeczeństwa”– mówi Pomysłodawczyni i Prezes Zarządu Executive Club – Beata Radomska.

W czasie uroczystości wręczone zostaną nagrody ,,Responsible Business Awards”, którymi uhonorowane zostaną podmioty wyróżniające się wybitnym poziomem realizowania strategii CSR w swoich działaniach. Ideą konkursu jest podkreślenie ogromnego zaangażowania biznesu w działania pro społeczne i pokazanie jaki wpływ ma to na budowanie dobrobytu całego społeczeństwa.

Polnord po I półroczu 2015 roku

W I półroczu 2015 r. Grupa Polnord S.A. wypracowała przychody na poziomie 96,7 mln zł w porównaniu do 62,2 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku, co oznacza wzrost o 55,5 proc. Zysk netto sięgnął w tym okresie 3,6 mln zł i był wyższy rok do roku o 11,2 proc. Dynamicznie wzrosła sprzedaż mieszkań, obejmując w omawianym okresie 834 lokale w porównaniu do 625 lokali w I półroczu 2014 r.

Wyniki finansowe

Dane w mln zł I półrocze 2015 r. I półrocze 2014 r. Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 96,67 62,17 55,49%
Zysk brutto ze sprzedaży 23,58 13,62 73,08%
Zysk netto  3,56  3,20 11,21%

W I półroczu 2015 r. marża zysku brutto ze sprzedaży wzrosła do 24,4 proc. z 21,9 proc. w analogicznym okresie w 2014 roku. Rentowność prowadzonej działalności jest również wyższa od wypracowanej w całym ubiegłym roku (21,7 proc.).

Wyniki Grupy w pierwszym półroczu 2015 roku zbliżają nas do osiągnięcia celu sprzedaży 1500 mieszkań, jaki założyliśmy sobie na ten rok. Coraz większa sprzedaż lokali pokazuje, że z powodzeniem trafiamy w gusta naszych klientów. Wraz z rosnącą rentownością działalności oraz korzystną sytuacją na rynku są zdecydowanie dobrymi prognostykami na drugą połowę roku – mówi Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord S.A.

Sprzedaż mieszkań

Do osiągnięcia dobrych wyników przyczyniły się szczególnie przekazania lokali wybudowanych w ramach projektów zlokalizowanych w Warszawie, Trójmieście, Olsztynie i Szczecinie. W I półroczu 2015 r. Grupa przekazała klientom 428 lokali, z czego najwięcej w inwestycjach w Trójmieście i Szczecinie. Sprzedaż mieszkań sięgnęła aż 834 lokali w porównaniu do 625 mieszkań sprzedanych w I półroczu 2014 roku, co oznacza wzrost o 33,4 proc. rdr.

Od stycznia do czerwca 2015 r. Grupa uruchomiła realizację siedmiu projektów, stanowiących głównie kolejne etapy już realizowanych projektów, w ramach których wybudowane zostaną 924 mieszkania w Warszawie, Trójmieście, Łodzi i Szczecinie, o łącznej powierzchni 49.810 mkw.

Do końca 2015 r. planujemy uruchomić jeszcze 12 inwestycji mieszkaniowych – 10 w ramach kolejnych etapów już realizowanych projektów oraz 2 nowe inwestycje. Projekty te stwarzają potencjał do rozszerzenia oferty o 1176 lokali o łącznej powierzchni PUM wynoszącej 69.659 mkw. Będą realizowane w atrakcyjnych lokalizacjach w Warszawie, Trójmieście, Olsztynie i Wrocławiu – dodaje Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord S.A.

Qumak: Zapowiada się rekordowy rok dla spółki

0

Marek Tiahnybok

Qumak w I półroczu zarobił 6,3 mln złotych. To wynik o 43 proc. wyższy niż rok wcześniej. Jak zapowiadają władze spółki, liczba i wartość zamówień powinny zapewnić rekordowy wynik na koniec roku.

– Wyniki tego półrocza są rekordowe w historii firmy, zarówno pod względem przychodów, jak i wyniku netto – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Tiahnybok, dyrektor finansowy firmy Qumak. – Wygląda na to, że cały rok będzie w ogóle historycznie najlepszy. Będziemy mieć największe przychody i prawdopodobnie największy zysk w całej historii firmy – dodaje.

W pierwszym półroczu Qumak odnotował 6,3 mln zysku netto. Rok wcześniej było to 4,41 mln zł. Natomiast skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 370,2 mln zł w porównaniu z 296,12 mln zł w po pierwszym półroczu 2014 roku. Tylko w drugim kwartale obroty oscylowały wokół 270 mln zł, czyli o 65 proc. więcej niż przed rokiem.

Jak podaje dyrektor finansowy firmy Qumak, obecnie portfel jej zamówień wart jest ponad 500 mln zł. Większość z nich realizowana będzie jeszcze w 2015 roku.

– Największym elementem backlogu jest sektor lotniczy – twierdzi Marek Tiahnybok. – Mniej niż dotychczas jest zaś zleceń z zakresu systemów IT dla sektora publicznego – dodaje.

Rynek publiczny to także obszar, który będzie się dynamicznie rozwijał w związku z nową perspektywą 2014-2020.

– Nie możemy też zapominać o tym, że infrastruktura lotnicza po części jest finansowana ze środków publicznych. Nie dostrzegamy większego zagrożenia z powodu zakończenia perspektywy unijnej na lata 2007-2013 – przekonuje Marek Tiahnybok. – Raczej postrzegamy to jako szansę, że w momencie, kiedy pojawi się nowa perspektywa 2014-2020 i pierwsze przetargi, to spowoduje, że przyszły rok prawdopodobnie uda się również zakończyć z dobrymi przychodami i wynikiem.

Tylko w sierpniu firma pozyskała zamówienia na modernizację systemu dróg patrolowych na warszawskim lotnisku Chopina wart prawie 9 mln zł oraz na modernizację systemu bezpieczeństwa na pięciu warszawskich dworcach kolejowych wart 16 mln złotych. Qumak realizuje zamówień dla 12 z 15 największych polskich lotnisk, w tym na przykład na poznańskiej Ławicy czy na krakowskim lotnisku w Balicach.

Firma pracuje obecnie nad zwiększeniem rentowności i optymalizacją operacyjną.

– Posługując się nową definicją kosztów i rentowności sprzedaży, za I półrocze osiągnęliśmy marżę brutto na poziomie ponad 6 proc. i planujemy utrzymanie tego poziomu do końca roku. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się tę rentowność zwiększyć – twierdzi Marek Tiahnybok. – Pracujemy dość intensywnie nad produktami. Jednym z nich będzie symulator lokomotywy. Pozostałe produkty są w wyższym stopniu oparte na rozwiązaniach IT, natomiast nie chciałbym w chwili obecnej jeszcze zdradzać ich szczegółów. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będziemy w stanie je zaprezentować.

A. Ruciński (BTFG Audit): Ustawa frankowa zahamuje aktywność sektora bankowego, ale wymusi także bardziej racjonalne podejście do klientów

Adam Ruciński

W przypadku wejścia w życie ustawy frankowej banki mogą stracić nawet 22 mld zł. Może to w istotny sposób zahamować aktywność sektora. Ograniczenie akcji kredytowej mogą odczuć nie tylko klienci indywidualni, lecz także przedsiębiorcy. Prezes BTFG Audit Adam Ruciński widzi jednak w tej sytuacji także dobre strony. Ustawa wymusi na bankach bardziej racjonalne podejście do klientów oraz urealni wartość zabezpieczeń hipotecznych.

– Cały proces związany z ułatwieniem życia kredytobiorcom jest tematem bardzo złożonym. Z jednej strony faktycznie możemy powiedzieć o tym, że część potencjalnych kredytobiorców będzie miała większą zdolność kredytową – mówi Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit

Analiza przygotowana przez KNF mówi, że w przypadku wejścia w życie ustawy o pomocy frankowiczom banki mogą stracić prawie 22 mld zł. Jest to kwota znacznie przekraczająca zysk netto całego sektora. Przyjęcie ustawy w brzmieniu przeforsowanym przez Sejm w znacznym stopniu ograniczy akcję kredytową prowadzoną przez banki. Nawet w przypadku przyjęcia przez Senat wersji rekomendowanej przez komisje senackie, w której banki i kredytobiorcy po połowie dzieliliby się kosztami przewalutowania kredytu, straty i tak wyniosłyby kilkanaście miliardów złotych.

– Czyli z jednej strony zobaczymy, że potencjalnie są osoby, które są gotowe wziąć kredyt kolejny, ale banki mówią: będziemy mieć mniej środków i ta akcja kredytowa będzie bardziej uboższa – wyjaśnia prezes zarządu BTFG Audit. – Ale podkreślmy jedno – część tych kredytobiorców jest w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ wycena ich nieruchomości jest znacznie niższa niż wartość kredytu. Nadal będzie to jednak bardzo wysokie zadłużenie.

Dlatego według niego krąg osób, którym przewalutowanie zwiększy zdolność kredytową może być mniejszy, niż mogłoby się wydawać. Ponadto nawet jeśli wzrośnie popyt na kredyt, niekoniecznie spotka się z dostateczną podażą.

– Banki jako takie w istotny sposób stracą część swoich środków, które mogłyby wydać na akcję kredytową – zauważa Adam Ruciński.

Zdaniem eksperta w wyniku restrukturyzacji zadłużenia we frankach sytuacja rynkowa ulegnie normalizacji. Bieżąca wartość rynkowa nieruchomości będzie w przybliżeniu odpowiadała wartości kredytu hipotecznego po przewalutowaniu. Prezes zarządu BTFG Audit wskazuje też na dwa negatywne zjawiska w stosunku do klientów, jakie zaistniały na polskim rynku. Uregulowanie sytuacji frankowiczów może – według niego – zapobiec podobnym zjawiskom w przyszłości i być dla banków przestrogą.

– Pierwszym zjawiskiem było udzielanie kredytów we franku szwajcarskim osobom, które nie miały zdolności kredytowej w złotym polskim, co już było pewnym nadużyciem z punktu widzenia finansistów – wyjaśnia.

Drugie to było masowe oferowanie tzw. polisolokat. Z racji skomplikowanych i tendencyjnych zapisów spora część klientów została pozbawiona części swoich środków lub na dłuższy czas straciła możliwość dysponowania posiadanym kapitałem.

– Jeżeli szukać dobrych stron wejścia tej ustawy, to może będzie właśnie ten element, który w przyszłości będzie niejako nakazywał instytucjom finansowym bardziej rozsądne podejście do klientów – ocenia prezes Ruciński.

Wejście w życie ustawy frankowej nie powinno natomiast  jego zdaniem – w drastyczny sposób wpłynąć na perspektywy polskiego PKB. Nawet suma szacowanych strat w wysokości 22 mld zł stanowi niespełna 1,4 proc. łącznej wartości gospodarki.

– Trzeba też uczciwie stwierdzić, że znaczna część tych pieniędzy często była wypłacana w formie dywidend, wiec i tak nie służyła akcji kredytowej – zwraca uwagę Adam Ruciński.

APS Energia odnosi sukcesy w Rosji i wchodzi na kolejne rynki. Firma buduje nową siedzibę i zwiększa zatrudnienie

Piotr Szewczyk

APS Energia nie narzeka na kryzys na Wschodzie. Mimo wojny na Ukrainie i napiętych stosunków politycznych z Rosją, która należy do najważniejszych rynków eksportowych tego producenta urządzeń elektrycznych, spółka osiągnęła tam w ostatnim okresie rekordowe wzrosty sprzedaży. Zamierza też ruszyć na podbój USA i Iranu, dlatego inwestuje w nową siedzibę, zwiększa moce produkcyjne i planuje potroić zatrudnienie.

Nowa siedziba zwiększy moce produkcyjne firmy o około 150 proc. Prezes spółki szacuje, że może tam pracować około 400 osób, podczas gdy w obecnej siedzibie w Zielonce pracuje około 190 osób.

– Te plany związane z rozwojem spółki dotyczą rozwoju w wielu obszarach podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Szewczyk, prezes APS Energia SA. – Przede wszystkim dywersyfikacji geograficznej. Jak wszyscy wiedzą, sytuacja polityczna na rynkach wschodnich jest dosyć skomplikowana, ale my sobie tam doskonale radzimy i jak na ironię losu 2014 rok i obecny będą rekordowe.

Spółka ma w Rosji 5-proc. udział w rynku i chce go zwiększyć czterokrotnie. Nie zaniedbuje jednak innych kierunków eksportowych. Działa w Czechach, na Ukrainie, w Azerbejdżanie, Kazachstanie i Turcji, gdzie chce jeszcze w tym roku otworzyć własną spółkę handlową.

Spółka zaznacza, że niemal połowa jej przychodów pochodzi z kontraktów zagranicznych, głównie z państw WNP. Tam bowiem mimo kryzysu nakłady na modernizację i rozbudowę infrastruktury naftowo-gazowej oraz energetycznej pozostają wysokie. Przy tego typu inwestycjach przydatne są urządzenia oferowane przez APS Energia. Rosyjska spółka firmy ma się więc doskonale.

– Rynek rosyjski to będzie znów – mimo zawirowań politycznych – najlepszy rynek dla spółki rosyjskiej w historii – informuje Piotr Szewczyk.

Dodaje jednak, że trwają poszukiwania nowych kierunków sprzedaży. W najbliższym czasie spółka zamierza rozpocząć działalność w USA. Przygotowuje się też do działań na rynku irańskim.

Bardzo żałuję, że nie weszliśmy na rynek amerykański wcześniej, ale postaramy się nadrobić stracony czas, bo moim zdaniem to jest największy rynek, na którym możemy oferować urządzenia energoelektroniczne.

APS Energia jest w trakcie emisji akcji serii E. Dziś kończą się zapisy na akcje w transzy inwestorów indywidualnych, jutro – instytucjonalnych. Spółka szacuje, że z emisji pozyska około 7 mln zł. Po jej przeprowadzeniu chce się przenieść na parkiet główny warszawskiej giełdy.

– Rozwijamy też nowe produkty, zwiększamy inwestycje w dziedzinie R&D, m.in. w związku z tym budowana jest nowa siedziba spółki w Stanisławowie Pierwszym pod Warszawą, na którą chcemy przeznaczyć środki z emisji serii E.

Spółka informuje, że rozpoczęła produkcję urządzeń zasilania gwarantowanego dla energetyki atomowej, trakcji i transportu oraz wojska. Jej zespół R&D ulepsza i modyfikuje konstrukcje w dziedzinie zasilania przemysłowego i pracuje nad nowymi konstrukcjami dla trakcji jezdnej, czyli dla odbiorcy kolejowego, metra, trolejbusów i autobusów hybrydowych.

Na pewno będziemy zwiększać sprzedaż w dziedzinie trakcji jezdnej mówi prezes Szewczyk. W tej chwili w ciągu ostatnich lat struktura sprzedaży oscylowała wokół 40 proc. dla energetyki, 40 proc. dla nafty i gazu, a 20 proc. to były pozostałe dziedziny, takie jak duża chemia, energetyka odnawialna czy usługi. Natomiast chcemy sukcesywnie zwiększać w kierunku 30 proc. nasz udział w trakcji jezdnej.

W I półroczu APS Energia miała ponad 36 mln zł skonsolidowanego przychodu ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 22 proc. Zysk EBITDA wzrósł o 28 proc. i wyniósł 1,4 mln zł. Wartość portfela zamówień na koniec II kwartału wynosiła 36 mln zł i była wyższa o 6 proc. w stosunku do 2014 roku. W samym II kwartale przychody wyniosły niemal 23 mln zł i były wyższe o 33 proc niż rok wcześniej. Zysk EBITDA wzrósł o 64 proc., sięgając 2,2 mln zł, a zysk netto wyniósł 1,1 mln zł wobec 0,6 mln w 2014 roku. W całym półroczu APS Energia odnotowała skonsolidowaną stratę w wysokości 58 tys. zł, niemal dziewięciokrotnie niższą niż rok wcześniej.

Według prognoz, które sami wykonujemy oraz tych, które ostatnio zostały wykonane przez Dom Maklerski Trigon, firma będzie spółką dywidendową deklaruje Piotr Szewczyk z APS Energia SA.  Wychodząc na rynek NewConnect, obiecaliśmy dywidendę na poziomie 10 do 30 proc. zysku netto skonsolidowanego. Ze względu na okres dużych inwestycji trzymamy się, jeśli chodzi o wypłaty dywidendy, na poziomie nieco większym niż 10 proc. zysku skonsolidowanego, w ubiegłym roku płaciliśmy 3 grosze za akcję dywidendy, w tym roku 4 grosze i absolutnie będziemy podtrzymywać te obietnice.

W grudniu na tory wjadą nowe Flirty wyprodukowane przez konsorcjum Stadler–NEWAG. PKP Intercity chce odzyskać pasażerów dzięki inwestycjom w nowoczesny tabor

Jacek Leonkiewicz

6 mld zł ma kosztować modernizacja taboru należącego do PKP. Na polskie tory wjedzie ponad 100 nowych składów, w tym 20 nowych pociągów Flirt, którymi pasażerowie pojadą w grudniu. Inwestycje w tabor już przynoszą efekty – w I półroczu PKP Intercity zanotował pierwszy od czterech lat wzrost liczby pasażerów.

Jeżeli mówimy poważnie o nowej roli kolei, o odnalezieniu się kolei w nowych okolicznościach, kiedy zmieniają się preferencje pasażerów i ich oczekiwania co do jakości podróży, to tabor jest absolutnym priorytetem – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maria Wasiak, minister infrastruktury i rozwoju.

Do końca października PKP Intercity ma otrzymać od producenta, czyli konsorcjum Stadler-NEWAG, 20 nowoczesnych zespołów trakcyjnych typu Flirt. Mają one zapewnić pasażerom wysoki komfort podróży. Zostaną wyposażone w klimatyzację i ergonomiczne fotele, a każdy pasażer będzie miał do dyspozycji gniazdko elektryczne oraz indywidualne oświetlenie.

Jak podkreśla minister Maria Wasiak, zapewnienie pasażerom komfortu podróżowania, to najlepszy sposobu na odzyskanie klientów.

– Pasażerowie już dzisiaj odczuwają zmianę, bo część tego taboru już dzisiaj jeździ po polskich torach. My to widzimy przede wszystkim po liczbach – mówi Jacek Leonkiewicz, prezes PKP Intercity.

Przez ostatnie lata kolej traciła rynek na rzecz tanich linii lotniczych oraz transportu autobusowego. Rosnąca sieć nowoczesnych dróg zwiększyła też zainteresowanie transportem indywidualnym.

W I półroczu spółka PKP Intercity zanotował pierwszy od czterech lat wzrost liczby pasażerów. W czerwcu br. sięgnął on 26 proc. Największe wzrosty frekwencji zanotowano na liniach Warszawa – Trójmiasto ( 174 proc.), Kraków – Trójmiasto ( 146 proc.) oraz Warszawa – Wrocław ( 101 proc.).

Wszędzie tam, gdzie wprowadziliśmy nowy tabor, jest bardzo duża zmiana odbioru przez pasażerów – podkreśla Maria Wasiak. – Pasażerowie oczekują standardu przejazdu zdecydowanie innego niż ten, który oferował stary tabor. To jest kwestia głośności, możliwości rozmowy, klimatyzacji. Takie rzeczy stanowią o takiej czy innej uciążliwości podróży.

Ruszają unijne programy wspierające innowacje w polskich firmach. Duże zainteresowanie przedsiębiorców

0

Bogusława Mazurek

Polskie firmy ponownie mogą się ubiegać o unijne dofinansowanie prac nad innowacyjnymi produktami. 31 sierpnia i 1 września ruszyło pięć różnych konkursów w ramach programów UE. Na wsparcie szanse mają zarówno duże, jak i małe firmy, pod warunkiem że mają innowacyjny projekt o dużym potencjale wdrożeniowym. 

To, co istotne i na co muszą zwrócić uwagę przedsiębiorcy, to innowacyjność danego rozwiązania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bogusława Mazurek, senior manager Crido Taxand. – To jest najważniejsze i charakterystyczne dla wszystkich konkursów, które ruszają 31 sierpnia i 1 września.

31 sierpnia rozpoczął się nabór wniosków w działaniach „Badania na rynek” oraz poddziałaniach „Wdrażanie innowacji przez małe i średnie przedsiębiorstwa” oraz „Bony na innowacje”. Od 1 września można ubiegać się o dofinansowanie na tworzenie lub rozwój centrów badawczo-rozwojowych w firmach oraz na projekty B+R dotyczące innowacji medycznych, tzw. program INNOMED.

Przedsiębiorcy mogą liczyć na wsparcie w formie dotacji, będą to inwestycje przede wszystkim np. w rozpoczęcie produkcji nowego rozwiązania, produktu, na który znajdzie się zapotrzebowanie, który ma oparcie w rynku i wśród odbiorców. Ważny jest poziom innowacyjności, żeby dane rozwiązanie było opłacalne i wdrażalne. Musimy po prostu wyprodukować to, co będziemy mogli sprzedać w przyszłości – mówi Mazurek.

Jak podkreśla, ze względu na ograniczony budżet konkursów na wsparcie będą mogły liczyć głównie rozwiązania unikalne w skali międzynarodowej. Poprzednie nabory wniosków organizowane w maju pokazały, że zainteresowanie tymi programami wśród przedsiębiorców jest bardzo duże.

Oczekiwana jest przełomowa innowacyjność – mówi Bogusława Mazurek. – Nie tylko myślimy o innowacyjności w skali kraju, lecz także wychodzimy dalej. Nie zawsze rozwiązania są aż tak innowacyjne, gdyż nie wszyscy przedsiębiorcy tego potrzebują. Zainteresowanie jednak jest tak duże, że z pewnością będą rozwiązania innowacyjne w skali światowej i dla nich właśnie będzie ten budżet.

Beneficjentami programów uruchomionych 31 sierpnia mogą być mikro-, małe i średnie firmy.

Na działanie 3.2.1 „Badania na rynek” (PO IR) przewidziany jest budżet 0,5 mld zł. Ze środków z tego działania beneficjenci będą mogli finansować wdrożenie wyników prac badawczo-rozwojowych, których rezultatem powinno być wprowadzenie na rynek nowych bądź znacząco ulepszonych produktów lub usług. Do tego programu aplikować można tylko przez najbliższy miesiąc.

Na „Wdrażanie innowacji przez MŚP” przeznaczono 80 mln zł. Poddziałanie w ramach programu operacyjnego Polska Wschodnia wspiera innowacyjne projekty, które realizowane są na terenie co najmniej jednego województwa makroregionu Polski Wschodniej i które prowadzą do stworzenia innowacyjnych produktów poprzez wdrożenie (własnych lub nabytych) wyników prac B+R. Nabór trwa do 30 października.

Z kolei o dofinansowanie w ramach poddziałania „Bony na innowacje dla MŚP” firmy mogą starać się do końca grudnia. Wspierane będą m.in. zakupy usług polegających na opracowaniu nowego lub znacząco ulepszonego wyrobu, usługi, technologii produkcji lub nowego projektu wzorniczego.

Najważniejsze jest dobre przygotowanie dokumentacji projektowej, przygotowanie pod kątem koncepcji projektu i pod kątem techniczny, a także oparcie swojego pomysłu na badaniach rynkowych i zapotrzebowaniu na nowe produkty czy usługi – zwraca uwagę senior manager Crido Taxand.

Ogłoszony 1 września konkurs ma na celu wsparcie budowy centrów badawczo-rozwojowych. Czas na złożenie wniosków to dwa miesiące.

Jest to wsparcie skierowane do dużych firm i nadal będzie to wsparcie w formie dotacji. Jest to jedna z nielicznych propozycji, gdzie duże firmy mogą ubiegać się o wsparcie, o pomoc publiczną jeszcze w formie dotacji – informuje Bogusława Mazurek.

W drugim konkursie w programie INNOMED na projekty badawczo-rozwojowe w innowacyjnej medycynie przewidziano dla firm 95 mln zł. Jest on skierowany do przedsiębiorców lub konsorcjów przedsiębiorstw. Ma na celu wsparcie badań naukowych i prac rozwojowych w zakresie poszukiwania innowacyjnych leków, nowoczesnych metod terapeutycznych oraz nowych technologii produkcji leków generycznych. Nabór wniosków potrwa do 1 października.

Od przyszłego roku zmienia się prawo upadłościowe. Zwiększy się odpowiedzialność prokurentów

0

CEO Magazyn Polska

Od nowego roku zwiększy się odpowiedzialność prokurentów za zobowiązania reprezentowanej przez nich spółki. Nowelizacja prawa upadłościowego wprowadzi nowe warunki, dzięki którym członkowie zarządu nie będą musieli odpowiadać za długi spółki całym swoim majątkiem.

Część członków zarządu spółek z ograniczoną odpowiedzialnością nie zdaje sobie sprawy z tego, że w niektórych przypadkach będzie odpowiadać własnym majątkiem za długi tej spółki – i to zarówno za długi cywilno-prawne, jak i za długi publiczno-prawne, czyli za zaległości podatkowe i ZUS – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Miłosz, partner w Kancelarii GALT.

Obecnie warunkiem zwolnienia z odpowiedzialności członka zarządu jest złożenie w odpowiednim czasie wniosku o ogłoszenie upadłości. Termin ten jest bardzo rygorystyczny, przy surowej, jednak w pełni dopuszczalnej i najczęściej stosownej przez sądy interpretacji stanu niewypłacalności dłużnik ma na złożenie wniosku jedynie 14 dni od drugiej niezapłaconej na czas faktury. Jak tłumaczy Adam Miłosz, wchodząca w życie z początkiem 2016 roku nowelizacja prawa łagodzi te kryteria.

Po pierwsze, nowe prawo przewiduje, że termin na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości będzie wynosił miesiąc od dnia zaistnienia stanu niewypłacalności, a nie 14 dni. Po drugie, zmieni się również definicja stanu niewypłacalności. W nowych przepisach zawarte będzie domniemanie, że stan niewypłacalności istnieje, jeżeli zaległości w płatnościach wynoszą trzy miesiące lub zobowiązania dłużnika przekraczają wartość jego majątku przez okres dwóch lat – tłumaczy Miłosz.

Drugą metodą na uniknięcie odpowiedzialności całym majątkiem będzie złożenie do sądu wniosku o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego. Ta droga wiąże się jednak z większym ryzykiem, gdyż jej powodzenie zależy od tempa postępowania sądu, który musi otworzyć postępowanie restrukturyzacyjne lub zatwierdzić układ w postępowaniu o zatwierdzeniu układu w odpowiednim terminie.

Jak przewiduje Miłosz, z uwagi na ryzyko związane z powolnym działaniem sądów przedsiębiorcy prawdopodobnie będą się decydować na wykorzystanie obydwu dróg równocześnie.

Część członków zarządu, chcąc być bardzo ostrożnym, będzie składała wniosek o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego, a na wszelki wypadek będzie też składała wniosek o ogłoszenie upadłości, równolegle wnosząc, żeby sąd najpierw zajął się wnioskiem o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego – uważa Miłosz.

Nowe prawo oznacza też duże zmiany dla prokurentów. To stanowisko do tej pory było uważane za bardzo bezpieczne, bo nie wiązało się z odpowiedzialnością własnym majątkiem. Od stycznia, jak wyjaśnia Miłosz, prokurenci również będą odpowiedzialni za długi spółki.

Wprawdzie w nowelizacji nie wymieniono stanowiska prokurenta, jednak odpowiedzialność została poszerzona na wszystkie osoby, które mają prawo do prowadzenia spraw spółki i reprezentowania jej. Ta definicja obejmuje członków zarządu i prokurentów. Dlatego ci drudzy będą musieli dokładniej niż do tej pory śledzić sytuację finansową spółki. Dotyczy to nie tylko spółek z ograniczoną odpowiedzialnością.

Jest jeszcze odpowiedzialność wynikająca z przepisów podatkowych, zusowskich i z samego prawa upadłościowego. To dotyczy wszystkich przedsiębiorców, również spółek osobowych i spółek akcyjnych. Prokurenci i osoby faktycznie zarządzające spółką po nowym roku będą musiały również być dużo ostrożniejsze – dodaje Miłosz.

Partner z Kancelarii GALT zwraca uwagę na to, że członkowie zarządu mogą się ubezpieczyć od tej odpowiedzialności. Na rynku jest coraz więcej polis D&O (Directors and Officers). Pomocne może być doradztwo analityków i konsultantów wyspecjalizowanych w prawie upadłościowym, ale podstawowym zabezpieczeniem pozostaje szczegółowa wiedza o finansach spółki. Tylko w ten sposób członkowie zarządu mogą mieć pewność, że nie przegapią odpowiedniego momentu na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości lub otwarcie restrukturyzacji.

Ostatnie dni na złożenie wniosku o dofinansowanie w programie „Wyprawka szkolna”. Rodzice niepełnosprawnych dzieci mogą liczyć nawet na 770 zł

Lidia Klaro-Celej

O wsparcie na zakup podręczników w ramach programu „Wyprawka szkolna” mogą starać się rodzice i opiekunowie dzieci z niepełnosprawnościami, w tym również uczniów z niepełnosprawnością intelektualną. W ich przypadku program nie zakłada progu dochodowego. Mogą oni liczyć nawet na 770 zł dofinansowania. Zakup takich pomocy przez szkoły jest też wspierany w ramach dotacji celowej.

To jest naprawdę duże wydarzenie, że uczniowie niepełnosprawni mogą otrzymać bezpłatnie podręczniki, materiały ćwiczeniowe czy materiały edukacyjne, korzystając z programu „Wyprawka szkolna” oraz środków z dotacji celowej na zakup pomocy edukacyjnych – mówi Lidia Klaro-Celej, doradca metodyczny m.st. Warszawy w zakresie kształcenia specjalnego.

Na realizację programu „Wyprawka szkolna” w roku szkolnym 2015/2016 zaplanowano łącznie 51 mln zł. Jedną z grup, które mogą z niego skorzystać, są rodzice i opiekunowie uczniów z niepełnosprawnościami.

Rodzice uczniów z niepełnosprawnościami mogą otrzymać dofinansowanie bez względu na wysokość dochodu – wyjaśnia Klaro-Celej.

W przypadku zakupu podręczników do kształcenia specjalnego wysokość wsparcia w ramach programu może wynieść do 770 zł.

Z programu „Wyprawka szkolna”  mogą skorzystać również rodziny innych uczniów, których dochód nie przekracza 574 zł na osobę – mówi ekspertka.

MEN zakłada, że w tym roku z programu skorzysta ponad 213 tys. uczniów, w tym ok. 92 tys. posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.

O dofinansowanie z  programu „Wyprawka szkolna”  muszą zabiegać rodzice. Problem tylko polega na tym, że już teraz jest czas na to, żeby błyskawicznie załatwiać sprawy związane z pozyskaniem środków finansowych – mówi Lidia Klaro-Celej.

Dyrektorzy szkół, w których uczą się dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, mają możliwość otrzymania dotacji celowej na zakup podręczników, materiałów edukacyjnych oraz materiałów ćwiczeniowych.

Szkoły otrzymują dotację na zakup podręczników dla uczniów klasach pierwszych i drugich, klas czwartych szkoły podstawowej i pierwszej klasy gimnazjum.

Dotacja dotyczy szkół. To one zgłaszają do samorządu zapotrzebowanie na podręczniki czy pomoce edukacyjne i korzystają z dotacji celowej – tłumaczy Lidia Klaro-Celej.

Termin złożenia wniosków jest krótki i w przypadku większości gmin upływa w pierwszych dniach września. Napięty grafik wynika ze zobowiązania Ministerstwa Edukacji Narodowej, które jeszcze przed końcem miesiąca musi opracować kompletne listy z zapotrzebowaniem na podręczniki.

Według danych na 21 sierpnia państwowa dotacja na zakup podręczników szkolnych została wykorzystana w 96 proc. MEN przekazał samorządom łącznie już 221 milionów złotych. Programem bezpłatnych podręczników w bieżącym roku szkolnym zostaną objęci uczniowie I, II i IV klasy szkoły podstawowej oraz dzieci uczące się w I klasy gimnazjum.

Przy obu dofinansowaniach ważne jest dotrzymanie terminów, które w tej chwili są nieprzekraczalne dla szkół i rodziców – zwraca uwagę Lidia Klaro-Celej.

Hossa w branży ociepleń budowlanych. Obok Turcji i Niemiec polski rynek należy do największych w Europie

0

Jacek Michalak

Producenci systemów ociepleń deklarują największy od czterech lat optymizm w ocenie kondycji swojej branży. I to mimo dużej konkurencji na rynku, na którym działają wszyscy znaczący gracze europejscy oraz sporo firm krajowych. Dziś jednym z największych problemów jest przekonanie klientów do wymiany ociepleń wykonanych jeszcze według standardów z lat 90.

Budowlana branża ociepleń ma się dobrze – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Michalak, prezes zarządu Stowarzyszenia na rzecz Systemów Ociepleń. – Polski rynek materiałów budowlanych i producentów systemów ociepleń jest unikalny, m.in. przez to, że konkurencja jest ogromna. W naszym kraju działają praktycznie wszyscy duzi gracze europejscy i jest też sporo firm polskich, ale przy tej wielkości rynku powiedziałbym, że dla wszystkich starczy miejsca.

Jak wyjaśnia Michalak, wielkość krajowego rynku szacowana jest na ok. 40 mln mkw. ocieplanych elewacji rocznie. Obok niemieckiego i tureckiego jest on najważniejszym europejskim rynkiem systemów ociepleń.

Jak wynika z ostatniej edycji badania prowadzonego od 2011 roku przez TNS Polska pod patronatem Stowarzyszenia na rzecz Systemów Ociepleń „Rynek ociepleń ścian zewnętrznych w Polsce”, producenci tego rodzaju systemów deklarują największy od czterech lat optymizm w ocenie kondycji swojej branży. Wskaźnik bieżącej koniunktury jest na poziomie +50 proc., podczas gdy jesienią ubiegłego roku wynosił -13 proc., a dwa i trzy lata temu nawet -100 proc. Utrzymują się również pozytywne opinie na temat ogólnego stanu budownictwa. Wartość wskaźnika koniunktury także w tym przypadku wynosi +50 proc.

Na pozytywne nastroje w branży wpływa ożywienie w budownictwie mieszkaniowym.

Każde kolejne pozwolenie na budowę to siłą rzeczy więcej materiałów, więc to oczywiście wpływa pozytywnie na branżę. Ocieplenia mają różnorodne zastosowania, bo mówimy z jednej strony o ociepleniach dużych budynków spółdzielni mieszkaniowej, z drugiej strony o ociepleniach małych domów, a każde pozwolenie to dodatkowa konieczność wykorzystania materiałów budowlanych i to jest pozytywny trend – mówi Jacek Michalak.

Do końca czerwca deweloperzy, spółdzielnie mieszkaniowe i osoby fizyczne rozpoczęły budowę o 11,2 proc. większej liczby mieszkań niż w tym samym okresie rok wcześniej. Rośnie także liczba wydawanych pozwoleń na inwestycje. Według analityków rynku, kolejne sześć miesięcy może być jeszcze lepsze.

Jak podkreśla Michalak, zlecenia dla producentów systemów ociepleń to nie tylko nowe budownictwo, lecz także modernizacja istniejących obiektów. W Polsce brakuje jednak rozwiniętych programów dla inwestorów indywidualnych w zakresie wsparcia termomodernizacji. Przedstawiciele branży podkreślają, że uzyskanie kredytu na ten cel też nie jest łatwe. Michalak zaznacza, że trudno też przekonać właścicieli budynków do nierzadko koniecznej wymiany ocieplenia.

W latach 90. często ocieplenia wykonywane były w jak najlepszej wierze, ale nie najlepiej pod względem technicznym, dlatego dzisiaj wiele z nich nie spełnia obowiązujących wymagań. Bardzo często właściciele nie są w stanie przyjąć do wiadomości tego, że najlepszym rozwiązaniem jest usunięcie starego ocieplenia i wykonanie nowego, zgodnie ze współczesnymi standardami. To jest częsty problem – podkreśla prezes stowarzyszenia.

Inne problemy występujące na rynku wynikają z tego, że wykonawcy łączą materiały pochodzące od różnych producentów, mimo że takie połączenie jest nieprawidłowe pod względem technicznym oraz niezgodne z prawem budowlanym. Wciąż niska jest świadomość zalet stosowania kompletnego systemu ociepleń jednej firmy, co może negatywnie wpływać na jakość i trwałość inwestycji.

Wszyscy producenci oferują kompletne systemy ociepleń. Często jednak nie mamy wpływu na decyzje inwestorów czy wykonawców, jeśli kupują klej do styropianu od jednej firmy, klej do zatopienia siatki z włókna szklanego od innej, a tynk od jeszcze kogoś innego – tłumaczy Jacek Michalak. – Ogromna jest tu rola nadzoru budowlanego, który jako jedyny jest uprawniony do kontroli na budowach.

Polacy znają się na samochodach mniej, niż im się wydaje. Najczęstszym błędem są zaniedbania w kwestii serwisowania

Anna Wilczewska

Ponad połowa właścicieli aut w Polsce nie zna historii napraw i serwisowania pojazdów, które użytkują, ale 71 proc. uważa, że ich samochód jest zadbany i sprawny – tak wynika z badań przeprowadzonych przez agencję badawczą PBS. Polacy określają siebie jako ekspertów motoryzacyjnych, tymczasem niewiele wiedzą na temat właściwej eksploatacji auta, ochrony silnika i właściwego doboru olejów czy płynów chłodzących.

Z badań przeprowadzonych na zlecenie firmy Castrol wśród właścicieli samochodów używanych oraz mechaników warsztatów nieautoryzowanych wynika, że Polacy nie mają zbyt dużej wiedzy na temat motoryzacji.

Mechanicy uważają, że co czwarty kierowca w ogóle nie zna się na samochodach, a ponad połowa ma bardzo niewielką wiedzę. Natomiast my sami lubimy się określać się jako eksperci motoryzacji. 3/4 kierowców wskazuje, że ma bardzo dobrą albo dobrą wiedzę – mówi agencji informacyjnej Newseria Anna Wilczewska, dyrektor ds. marketingu Castrol.

70 proc. ankietowanych twierdzi, że zna się na samochodach dobrze lub dostatecznie. 6 proc. określa siebie mianem motoryzacyjnych ekspertów, a zaledwie 4 proc. badanych przyznaje się do tego, że w ogóle nie zna się na autach. Dla porównania, o wysokim poziomie swojej wiedzy eksperckiej przekonanych jest zaledwie 1 proc. aktywnych zawodowo mechaników.

Anna Wilczewska przyznaje, że najczęstszym błędem popełnianym przez kierowców są zaniedbania w kwestii serwisowej. Wielu z nich bagatelizuje sprawę i nie dba o regularną wymianę części mechanicznych podlegających naturalnemu zużyciu.

Ponad połowa kierowców twierdzi, że nie zna historii serwisowania i napraw swojego samochodu, ale jednocześnie co piąty uważa, że ich samochód jest w stanie idealnym, a ponad połowa uważa, że jest w stanie dobrym. Jeszcze dużo czasu musi upłynąć, zanim kierowcy będą wiedzieli, w jaki sposób dbać o swój silnik i co jest najważniejsze, żeby ich samochód był w dobrym stanie przez jak najdłuższy czas – mówi Anna Wilczewska.

Eksperci z branży motoryzacyjnej podkreślają, że kierowcom wydaje się, że jazda miejska nie jest niczym forsownym dla silnika, tymczasem jest to najcięższy sposób eksploatacji pojazdu.

Kierowcy z jednej strony zdają sobie sprawę z tego, że silnik zużywa się najszybciej podczas rozruchu, wtedy, kiedy jest zimny, natomiast już nie wiedzą, jak długo taki silnik się rozgrzewa. Wydaje im się, że to trwa kilka minut, podczas gdy on osiąga swoją optymalną temperaturę dopiero po 15 minutach, kiedy kierowcy zazwyczaj docierają już do celu swojej podróży – tłumaczy ekspertka.

Z badań wynika, że o regularnej wymianie oleju pamięta 85 proc. kierowców, a filtru paliwa – 73 proc. Tymczasem najpopularniejszym sposobem pielęgnacji auta jest odkurzanie jego wnętrza – tak odpowiedziało 85 proc. ankietowanych.

Polacy starają się też dbać o auto w ten sposób, że mają zapasowe żarówki w samochodzie oraz regularnie wymieniają pióra wycieraczek – mówi Anna Wilczewska.

Komplet zapasowych żarówek ma przy sobie 60 proc. kierowców. 57 proc. wymienia pióra wycieraczek za każdym razem, gdy zaistnieje taka potrzeba. Tak samo jest w przypadku płynu do spryskiwaczy i płynu do chłodnicy. Są uzupełniane na bieżąco podczas samodzielnych, rutynowych kontroli. 26 proc. kierowców oddaje swoje auto częściej niż raz w roku na przegląd do serwisu.

Rekordowe przychody i dynamiczny rozwój na rynkach zagranicznych – Grupa Asseco po pierwszym półroczu 2015 r.

0

Grupa Asseco wypracowała 3,3 mld zł przychodów w pierwszych dwóch kwartałach 2015 r. Jest to 13% wzrost w stosunku do pierwszego półrocza 2014 r. Porównując do tego samego okresu ubiegłego roku, o 13% wzrósł zysk operacyjny, który wyniósł 334 mln zł. Przychody ze sprzedaży oprogramowania i usług własnych wzrosły o 16%, osiągając poziom 2,7 mld zł. Wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł na koniec czerwca 138 mln zł.

W dniu 27 sierpnia Grupa Asseco opublikowała wyniki finansowe za pierwszą połowę 2015 r. Jej przychody wyniosły 3,3 mld zł i wzrosły o 13% w porównaniu do analogicznego okresu w 2014 r. Rynki zagraniczne odpowiadały za większość sprzedaży Grupy – ich udział stanowi obecnie 77% przychodów. Grupa Asseco posiada także dużą dywersyfikację sektorową przychodów i rozkłada się ona odpowiednio: 44% na przedsiębiorstwa, 35% na bankowość i finanse oraz 21% na administrację publiczną. Asseco konsekwentnie realizuje strategię rozwoju opartą na sprzedaży własnych rozwiązań informatycznych, które w analizowanym okresie przyniosły 2,7 mld zł, co stanowi 82% przychodów ogółem.

W pierwszym półroczu Asseco kontynuowało współpracę z kluczowymi klientami oraz aktywnie działało na rzecz nowych projektów. W minionych 6 miesiącach Grupa podpisała 4 896 kontraktów i umów. W sierpniu 2015 r. portfel zamówień na ten rok wyniósł ponad 6 mld zł i był wyższy o 16% w porównaniu do sierpnia 2014 r.

Adam Goral CEO of Asserco
Warsaw 28.09.2012 Poland
Adam Goral CEO of Asserco
Photo: Adam Lach / Napo Images for Financial Times.
Source: asseco.com

Jesteśmy zadowoleni z rekordowych wyników naszej sprzedaży w pierwszym półroczu 2015 roku. Wynikają one w dużej mierze z naszych udanych inwestycji i działalności na rynkach zagranicznych. Kluczowa dla naszego dynamicznego rozwoju jest także dalsza integracja, nie tylko ta geograficzna, ale także sektorowa i kompetencyjna. Dlatego podjęliśmy kilka inicjatyw, mających na celu optymalizację struktury Grupy Asseco, czego wyrazem są zmiany właścicielskie w Insseco, a także powołanie Asseco Data Systems i Asseco Western Europe — powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland S.A.

W pierwszym półroczu Grupa dokonała dwóch kroków w celu optymalizacji struktury. Insseco, odpowiedzialne za polski rynek ubezpieczeń komercyjnych, zostało połączone z Sapiensem, spółką z Grupy, będącą czołowym światowym dostawcą rozwiązań dla sektora ubezpieczeniowego. Dzięki temu polski zespół otrzymał nowe perspektywy rozwoju, również w wymiarze międzynarodowym. Ponadto, na bazie 6 mniejszych firm w Polsce, należących do Asseco Poland, rozpoczęto budowę Asseco Data Systems (ADS). Tym samym powstaje jeden z większych graczy w polskiej branży IT. ADS będzie dostarczało produkty i usługi, bazujące na oprogramowaniu własnym oraz firm trzecich, jak również rozwiązania infrastruktury teleinformatycznej. Działalności spółki skoncentrowana zostanie na obsłudze przedsiębiorstw oraz instytucji administracji samorządowej na rynku lokalnym – w tym sensie będzie komplementarne do Asseco Poland, które koncentruje się na dużych projektach sektorowych o skali ogólnopolskiej.

Strategia rozwoju Asseco zakłada dalszą międzynarodową ekspansję, w szczególności w krajach Europy Wschodniej oraz w Afryce, a także budowanie przewagi konkurencyjnej Grupy w oparciu o umacnianie pozycji w poszczególnych sektorach. Obiecująca jest także nowa unijna perspektywa finansowa, która przełoży się na ożywienie w sektorze administracji publicznej. Jednocześnie Grupa koncentruje się na swoim głównym biznesie, jakim jest tworzenie innowacyjnego oprogramowania dla firm i instytucji.

Sygnity z nowym Wiceprezesem Zarządu ds. Finansowych

Rada Nadzorcza Sygnity na wniosek Prezesa Zarządu powołała na stanowisko Wiceprezesa Zarządu ds. Finansowych Jakuba Leśniewskiego. Nowy Członek Zarządu podejmie obowiązki od 1 października br.

Jakub Leśniewski to doświadczony menedżer z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem
w zarządzaniu finansami wiodących międzynarodowych firm. Do Sygnity przechodzi z polskiego oddziału Atos SE, globalnego lidera usług informatycznych, gdzie pełnił rolę Dyrektora ds. Finansowych. Karierę zawodową rozpoczął w 1993 roku w GlaxoSmithKline, od 1996 do 1999 roku kontynuował rozwój zawodowy w strukturach funduszu Eastbridge Group. W 1999 roku objął stanowisko CFO w Multikino & M-Investments. Sprawował je do 2003 roku, przez rok łącząc funkcję CFO z pozycją p.o. Dyrektora Generalnego. W latach 2003-2008 związany z Grupą LVMH w funkcji CFO dla Europy Centralnej Grupy Sephora.

Prezes Zarządu Sygnity SA Janusz R. Guy
Prezes Zarządu Sygnity SA Janusz R. Guy

Stanowisko Wiceprezesa Zarządu ds. Finansowych, co zawsze podkreślam, jest dla spółki giełdowej szczególnie istotne. Osoba CFO to umiejętność łączenia doświadczenia zarządzania finansami, planowania strategicznego, zarządzania dużymi organizacjami oraz rozumienia oczekiwań rynku kapitałowego. Co do branży – CFO powinien znać charakterystykę rynku i złożoność projektów IT. Ostatnie trzy lata skupialiśmy się na uporządkowaniu i usprawnieniu procesów wewnętrznych spółki oraz utrzymaniu pozytywnych rezultatów finansowych – dowodem na to jest rekordowe 11 kolejnych kwartałów rzędu z pozytywnym wynikiem. powiedział Janusz R. Guy, Prezes Zarządu Sygnity S.A. – Jesteśmy gotowi do realizacji nowej ambitnej strategii budowania wartości dla akcjonariuszy i umocnienia pozycji spółki w branży IT. Do tego zadania potrzebuję doświadczonych, wykwalifikowanych specjalistów i liderów, takich właśnie jak Jakub Leśniewski. – powiedział Janusz R. Guy, Prezes Zarządu Sygnity.

Jednocześnie Spółka informuje, że stanowisko Wiceprezesa Zarządu ds. Finansowych w Sygnity Jakub Leśniewski obejmie z dniem 1 października 2015 r.

Ile kosztuje wykształcenie Polaków?

Pierwszego września do szkół pójdzie około pół miliona pierwszoklasistów. Jeśli nasza pociecha połknie edukacyjnego bakcyla i – jak robi dziś ponad połowa młodych ludzi – po szkole średniej pójdzie na studia, jego edukacja będzie kosztowała około 360 tysięcy złotych.

To wyliczenia money.pl uzyskane na podstawie danych europejskiego urzędu statystycznego Eurostat. Tamtejsi statystycy podsumowali, ile lat uczą się średnio młodzi ludzie w poszczególnych krajach. Przy czym koniec nauki nie oznacza dla nich momentu otrzymania dyplomu, a po prostu chwilę, w której dana osoba decyduje się zakończyć edukację. Oczywiście często oznacza to datę ukończenia studiów, ale uwzględnia też sytuacje, w których studia zostają przerwane albo takie, gdy młoda osoba w ogóle nie decyduje się pójść do szkoły wyższej.

Dodatkowo Eurostat wyliczył, ile średnio kosztuje rok nauki. Kwoty uwzględniają bezpośrednie wydatki opiekunów na uczące się dzieci i nakłady na całą machinę edukacyjną – z utrzymaniem szkół i pensjami dla nauczycieli na czele. Choć te ostatnie to w teorii wydatek z budżetu państwa, to tak naprawdę zrzucamy się na niego wszyscy płacąc podatki.

Nasze 360 tysięcy złotych to w Europie jeden z najniższych kosztów wyedukowania młodego obywatela. Taniej jest już tylko na Litwie, Słowacji, w Chorwacji i Bułgarii – wylicza portal money.pl. Jeśli zaś chodzi o przeciwległy biegun, to rekordzistami są kraje północne. W Norwegii edukacja jest dwa i pół raz droższa niż w Polsce i wynosi aż 233 tysięcy euro. Tylko nieco taniej jest na Islandii i w Danii. Pod znakiem zapytania stoją kwoty w Turcji, Rumunii, Austrii, Luksemburgu i Grecji, bo dla nich Eurostat danych nie zebrał.

Ile kosztuje wykształcenie obywatela w Europie - dane w tysiącach euro
źródło: OECD/Money.pl

W większości europejskich krajów koszty edukacji drenują państwowe budżety na kwoty nie mniejsze niż równowartość 5 proc. PKB. To znacznie więcej niż kosztuje utrzymanie armii – na ubiegłorocznym szczycie NATO kraje członkowskie zobowiązały się, by wydawać na wojsko raptem 2 proc. PKB.

Najwięcej publicznych pieniędzy idzie na edukację w Skandynawii i w niewielkich krajach wyspiarskich: na Islandii, Malcie i Cyprze. W rekordowej pod tym względem Danii stanowią równowartość aż 8,8 proc. rocznego PKB. Z kolei najmniej hojne wobec szkolnictwa są rządy słabiej rozwiniętych krajów Unii Europejskiej – Rumunii, Bułgarii, Słowacji, Chorwacji, Czech i Węgier, które wydają od 3,1 do 4,7 proc. PKB). Co ciekawe, w tym towarzystwie znalazły się też gospodarczo rozwinięte Włochy (4,3 proc. PKB). Nawet Polska wypada na tym tle sporo lepiej. Rząd przeznacza na szkolnictwo prawie 5 proc. PKB, co plasuje nas w bliskim sąsiedztwie Niemiec, Szwajcarii i Hiszpanii.

Co do zasady im wyższy szczebel edukacji, tym więcej pieniędzy jest wydawanych na jednego ucznia. I tak w przypadku szkolnictwa podstawowego rok nauki każdego dziecka kosztuje w UE średnio około 5,5 tysiąca euro. Kiedy uczeń idzie do gimnazjum i szkoły średniej, kwota ta wzrasta do 6,6 tys. euro.

Jednak aż 89 proc. Polaków w wieku 24-64 lata skończyło przynajmniej szkołę średnią. Lepiej niż u nas jest tylko w Estonii, Słowacji, Japonii i… Rosji, która jest pod tym względem światowym liderem – wynika z danych OECD.

Procent ludzi z wykształceniem co najmniej średnim w Europie
źródło: OECD/Money.pl

Na rok nauki studenta trzeba w Polsce wydać równowartość 5,5 tys. euro. To bardzo niewiele, jeśli porówna się tę kwotę z krajami skandynawskimi (w Norwegii i Szwecji to odpowiednio około 15 tys. euro). I mimo że pod względem nakładów finansowych jesteśmy w ogonie Europy, to chwalimy sobie jakość nauczania na studiach – w badaniu CBOS z 2013 roku aż 73 proc. Polaków oceniało ją pozytywnie, 39 proc. twierdziło, że jest na podobnym poziomie, co w innych krajach UE, a 23 proc. – że jest wręcz wyższa.

Z drugiej jednak strony, jak przypomina money.pl, młodzi ludzie są świadomi, że studia to dziś nic elitarnego. O tym, że studiować może każdy, było przekonanych 78 proc. tego samego badania. Dodatkowo 57 proc. Polaków żyje w przekonaniu, że dyplom wyższej uczelni ma niską wartość na rynku pracy.

Czy pracodawcy powinni obawiać się tzw. odroczonego urlopu rodzicielskiego?

Wśród wielu zmian, którym w ostatnim czasie poddawany jest Kodeks pracy, jedną z istotniejszych jest nowelizacja z dnia 24 lipca 2015 r. wprowadzająca nowe rozwiązania w zakresie urlopów związanych z urodzeniem i wychowaniem dziecka. Z punktu widzenia pracodawcy na uwagę zasługuję zwłaszcza możliwość wykorzystania części urlopu rodzicielskiego (maksymalnie do 16 tygodni) w terminie do zakończenia roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 lat.  Co za tym idzie, zmianie ulegną aktualnie obowiązujące zasady, według których urlop ten musiał być wykorzystywany bezpośrednio po dodatkowym urlopie macierzyńskim.

Rafał Wyziński, kancelaria Rączkowski, Kwieciński Adwokaci
Rafał Wyziński, kancelaria Rączkowski, Kwieciński Adwokaci

Od 2 stycznia 2016 r. według nowo dodanego przepisu art. 182[1b] k.p. urlop rodzicielski będzie mógł być udzielony w dowolnym terminie do ukończenia przez dziecko 6 lat. W swoim założeniu rozwiązanie to ma zapewnić większą elastyczność pracownikom-rodzicom, aby część urlopu rodzicielskiego mogli wykorzystać w dogodnym dla siebie i dziecka momencie. Co jednak oznacza to dla pracodawców?

W praktyce takie uregulowanie sprawy przez ustawodawcę może powodować sytuacje szczególnie trudne dla pracodawców, zwłaszcza tych prowadzących małe i średnie firmy. To na nich bowiem spoczywa całkowita dbałość o zapewnienie prawidłowej organizacji pracy w zakładzie pracy.  Na takie działania pracodawca będzie miał od nowego roku 3 tygodnie – tyle wynosi bowiem minimalny czas, w jakim rodzic musi przedłożyć odpowiedni wniosek.

Trudności z prawidłową organizacją pracy

Zgodnie z dotychczasowymi przepisami, pracodawcy nie byli urlopami rodzicielskimi „zaskakiwani”. Pracownicy korzystali z nich bezpośrednio po wykorzystaniu dodatkowego urlopu macierzyńskiego. Zatrudniający mogli zatem przygotować się odpowiednio na dłuższą nieobecność  pracownika i jego powrót. Nowe rozwiązania, choć w swojej istocie słuszne i potrzebne, mogą znacząco komplikować prawidłowe planowanie i organizację pracy. Nietrudno bowiem sobie wyobrazić, iż pracodawca nie spodziewając się 4 miesięcznej nieobecności pracownika – rodzica np. 4 lub 5 letniego dziecka, nie będzie w stanie zorganizować właściwego zastępstwa i zapewnić prawidłowej organizacji pracy w ciągu 21 dni.

Dodatkowa ochrona przed zwolnieniem

Wydaje się, że nowe regulacje mogą też – mimowolnie – dawać pewnym pracownikom narzędzie do nadużyć, w razie obawy przed zwolnieniem. Zachowana bowiem zostanie zasada, iż ochrona przed rozwiązaniem stosunku pracy będzie przysługiwała od chwili złożenia stosownego wniosku. Jeśli zatem pracownik, świadomy ryzyka zwolnienia, złoży wniosek o wykorzystanie części urlopu rodzicielskiego, zablokuje tym samym pracodawcy możliwość zwolnienia go nawet przez 4 miesiące. Ryzyko powyższe jest realne, mając na uwadze jak często inne konstrukcje przewidziane przez prawo pracy i prawo ubezpieczeń społecznych, są nadużywane przez pracowników, starających się w sposób „sztuczny” przedłużyć trwanie swojego stosunku pracy.

Ochrona przy zwolnieniach grupowych

Obawa ta jest szczególnie uzasadniona w świetle innej zmiany  wprowadzanej omawianą ustawą, która jest pomijana w głównym nurcie dyskusji nad nowymi przepisami. Artykuł 13 ustawy z 24 lipca 2015 r. zmienia także ustawę o tzw. zwolnieniach grupowych (tj. ustawę o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników, dalej zwaną „ustawą o zwolnieniach grupowych”). Ustawodawca zdecydował się na zmianę m.in. art. 5 ust. 5 pkt 1 ww., który aktualnie stanowi, że w okresie objęcia szczególną ochroną przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem stosunku pracy pracodawca może jedynie wypowiedzieć dotychczasowe warunki pracy i płacy pracownikowi, o którym mowa w art. 177 Kodeksu pracy – tj. kobiecie w ciąży i korzystającej z urlopu macierzyńskiego. Tym samym nie może ww. osób zwolnić definitywnie z pracy.

Powyższa regulacja budziła do tej pory szereg wątpliwości. Odnosiła się bowiem bezpośrednio jedynie do kobiet w ciąży oraz korzystających z urlopu macierzyńskiego. Nie uwzględniała jednak pracowników korzystających z innych urlopów przysługujących rodzicom, m.in. urlopów rodzicielskich, ojcowskich czy wychowawczych. Tak ustanowione prawo budziło kontrowersje i wątpliwości w praktyce, które w części wyjaśniło orzecznictwo sądów – jednak na niekorzyść pracowników. Orzecznictwo (uchwała SN, II PZP 13/05) potwierdziło, że zgodnie z brzmieniem ustawy o zwolnieniach grupowych osoby przebywające na urlopach wychowawczych lub korzystające z dobrodziejstwa pracy w obniżonym wymiarze czasu pracy, nie podlegają ochronie zagwarantowanej w ustawie, w art. 5 ust. 2-5.  W konsekwencji pracodawcy mogli (przy spełnieniu określonych warunków) rozwiązywać umowy z pracownikami, przebywającymi na urlopach wychowawczych.

Podobne wątpliwości budziły urlopy zbliżone w swojej istocie do urlopu macierzyńskiego, ale nie będące ściśle urlopem macierzyńskim, a więc m.in.: dodatkowy urlop macierzyński, urlop ojcowski, urlop rodzicielski. Tymczasem nowelizacja zmieniła brzmienie art. 5 w ust. 5 pkt 1 , wprowadzając expressis verbis ochronę przed definitywnym zwolnieniem dla „pracownicy w ciąży, pracownika w okresie urlopu macierzyńskiego, urlopu na warunkach urlopu macierzyńskiego, urlopu rodzicielskiego oraz urlopu ojcowskiego”. Ustawodawca wyjaśnił więc bezsprzecznie wszelkie wątpliwości precyzując, że pracownikom korzystającym z ww. urlopów należy się szczególna ochrona przed rozwiązaniem umowy także w ramach zwolnień grupowych. Uszczelnił tym samym realną ochronę przed zwolnieniem dla ww. grup pracowników. Tak jak pracownikom w czasie urlopu macierzyńskiego, od nowego roku będzie można dokonać im jedynie wypowiedzenia zmieniającego warunki pracy. Należy także pamiętać, że ochrona ta analogicznie obowiązuje w przypadku zwolnień tzw. indywidualnych (na podstawie art. 10 ustawy o zwolnieniach grupowych), dokonywanych
z przyczyn wyłącznie niezależnych od pracownika.

Rozwiązanie to powinno zwiększyć gwarancje zatrudnienia dla osób korzystających z szeroko pojętych urlopów rodzicielskich. Niemniej jednak może stworzyć ryzyko nadużywania tych instytucji w sposób niezgodny z ich założeniem. Nawet bowiem realne i prawdziwe zmiany organizacyjne w zakładzie pracy nie pozwolą pracodawcy na rozstanie się z pracownikiem, jeśli ten np. dzień przed planowanym zwolnieniem, złoży stosowny wniosek w zakresie urlopu rodzicielskiego. Oczywiście, aby to zrobić pracownik musi wcześniej „oszczędzić” część urlopu rodzicielskiego. Mimo że początkowo skróci to jego okres przebywania z dzieckiem, to może okazać się atrakcyjnym sposobem na ochronę etatu.

Co ciekawe, nowe regulacje nie wprowadzają takiej ochrony dla pracowników korzystających
z urlopu wychowawczego. W tym zatem zakresie wydaje się, że dalej będzie możliwe rozstanie się z takimi pracownikami na podstawie ustawy o zwolnieniach grupowych.

W ilu częściach

Nowa ustawa zmienia też liczbę części, w jakich można wykorzystywać urlop rodzicielski. Aktualnie będzie go można podzielić maksymalnie na 4 (a nie jak dotychczas 3) części. Nowe przepisy nie wprowadzają ograniczeń w zakresie części urlopu, które mogą być wykorzystywane w późniejszym terminie. Ograniczają jedynie wymiar takiego urlopu – maksymalnie do 16 tygodni. W połączeniu z zasadą, że jedna część urlopu rodzicielskiego nie powinna być co do zasady krótsza niż 8 tygodni, oznacza to, że w późniejszym czasie będzie można wykorzystać urlop rodzicielski zasadniczo w 2 częściach. Trzeba przy tym pamiętać, że według nowych zasad liczba części udzielonego w taki sposób urlopu rodzicielskiego będzie pomniejszała liczbę części przysługującego urlopu wychowawczego. W praktyce oznacza to, że decydując się na wykorzystanie w późniejszym terminie, np. drugiej części urlopu rodzicielskiego udzielonego na dziecko, w przypadku korzystania w przyszłości również z urlopu wychowawczego na to samo dziecko będzie można wykorzystać go już nie w 5, a maksymalnie w 3 częściach.

Trendy na rynku zarządzania nieruchomościami

Nowe inwestycje, a tym samym rozwój rynku nieruchomości sprawił, że usługi związane z zarządzaniem i administrowaniem nieruchomościami zyskały na popularności. Zauważalnym trendem jest zmiana zarządów właścicielskich na zarząd powierzony. Jest to przede wszystkim bardziej praktyczne rozwiązanie dla wspólnot mieszkaniowych. Pozwala przenieść obowiązki, ale i odpowiedzialność na podmiot zewnętrzny, a wspólnocie zająć się funkcjami nadzorczymi, a nie operacyjnymi.

Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus
Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus

Niewątpliwie wpływ na zwiększenie popularności zawodu zarządcy miało również wejście w życie w styczniu 2014 roku przepisów o zmianie ustaw regulujących wykonywanie niektórych zawodów. Zawód zarządcy stał się zdecydowanie bardziej dostępny, a rosnące zainteresowanie usługami zarządzania sprawiło, że na rynku pojawiło się wiele nowych firm czy samodzielnych zarządców. – Rosnąca konkurencja spowodowała jednak nieznaczny spadek cen usług związanych z zarządzaniem i administrowaniem nieruchomościami – podkreśla Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus. Niestety wraz ze spadkiem cen można również w wielu przypadkach zaobserwować spadek jakości oferowanych usług. Jest to bezpośrednio związane z faktem, że administrator czy zarządca, aby w ogólnym rozrachunku nie ponosić strat, musi zwiększyć swoje obowiązki czy też liczbę obsługiwanych wspólnot. Nie wpływa to niestety korzystnie na bieżącą obsługę – dodaje.

Można jednak przypuszczać, że kolejne lata przyniosą poprawę na rynku zarządzania nieruchomościami, a tym samym wzrost cen usług związanych z zarządzaniem i administrowaniem. Już od pewnego czasu można także obserwować konsolidację rynku. Wiele firm powstałych po wprowadzeniu deregulacji zawodu zarządcy nie przetrwało próby czasu. Trzeba bowiem pamiętać, że zawód zarządcy wymaga dużego doświadczenia, pełnego zaangażowania, ale też szerokiej wiedzy czy to społecznej, czy prawnej. Stąd też część firm nie poradziła sobie z wymaganiami stawianymi przez wspólnoty mieszkaniowe. A wymagania te z roku na rok rosną, co jest w dużym stopniu efektem rosnącej świadomości mieszkańców. Zwiększa się także zakres potrzeb, jakie mają wspólnoty. Obecnie pomoc techniczna, prawna czy księgowa, a także opieka nad osiedlem to zbyt mało, aby sprostać oczekiwaniom zarządzanych podmiotów.

Rosnąca świadomość zarządzanych podmiotów ma zdecydowany wpływ na wybór firmy zarządzającej. Wspólnoty coraz częściej wybierają sprawdzonego zarządcę, nawet w przypadku, gdy oferty innych firm są bardziej konkurencyjne. – To bardzo ważne, aby wybierając firmę zarządzającą kierować się jej doświadczeniem czy renomą – zaznacza Mariusz Łubiński. Równie ważna jest właśnie polisa ubezpieczeniowa – w naszym przypadku jest to polisa OC na kwotę 11 mln zł, jaką posiada firma zarządzająca. Taka polisa to gwarancja bezpieczeństwa finansowego wspólnoty w przypadku jakichkolwiek problemów – dodaje.

Mówiąc o trendach w branży nie można zapomnieć o zmianie podejścia w komunikacji na linii zarządca – wspólnota. Do niedawna najpopularniejszą formą przekazywania informacji była tablica najczęściej znajdująca się w holu budynku. Dziś to tylko rozwiązanie jedno z wielu. Popularną formą kontaktów pomiędzy mieszkańcami, a administratorem czy zarządcą są fora internetowe. Inną, coraz bardziej docenianą formą komunikacji, są newslettery czyli krótkie, wysyłane mailowo biuletyny zawierające najważniejsze informacje z życia wspólnoty. Zresztą sama komunikacja mailowa zyskała na znaczeniu. Mieszkańcy coraz częściej wybierają tę formę kontaktu. Oczywiście wciąż dużą popularnością cieszą się dyżury telefoniczne administratora.

Warto także wspomnieć o atrakcjach dla mieszkańców, jakie coraz częściej oferują zarządcy. Mogą to być konkursy albo różnego rodzaju akcje aktywizujące mieszkańców. Działania takie sprawdzają się świetnie zwłaszcza na nowych osiedlach. Mieszkańcy zyskują możliwość bliższego poznania zarządcy czy administratora, ale także siebie nawzajem.

Innym trendem, który obserwujemy od pewnego czasu jest stawianie na rozwój i podnoszenie kwalifikacji pracowników. Coraz częściej można spotkać się z ofertami profesjonalnych szkoleń dla branży zarządzania nieruchomościami. Wbrew pozorom nie dotyczą one jedynie spraw merytorycznych, ale także umiejętności prowadzenia relacji ze wspólnotą czy podstawowy kwestii związanych z obsługą klienta.

Warto podkreślić, że w przypadku wielu wspólnot mieszkaniowych na znaczeniu zyskują takie kwestie jak estetyka części wspólnych czy bezpieczeństwo. Wynika to z faktu, że nieruchomość coraz częściej jest postrzegana jako inwestycja, która w przyszłości może przynosić zyski. Stąd też dobry zarządca powinien w taki sposób zarządzać nieruchomością, aby realizować cele, jakie stawia wspólnota.