Zarobki w ZUS: przeciętnie niemal 20 tys. PLN dla członków Zarządu

Jak wynika z danych Najwyższej Izby Kontroli, przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w 2014 roku wyniosło 3 785 PLN brutto (co oznacza spadek o 0,3% w porównaniu do 2013 roku). Jak się okazuje, w poszczególnych jednostkach organizacyjnych ZUS wynagrodzenia są bardzo zróżnicowane.

Najniższe zarobki otrzymują pracownicy oddziałów – średnio 3 641 PLN miesięcznie. Natomiast w centrali ZUS (pomijając zarząd) przeciętne pensje wyniosły 6 174 PLN (czyli o 2 506 PLN więcej).

Osobną kategorią stanowią zarobki orzecznictwa ZUS i Zarządu. W pierwszym wypadku przeciętne pensje w 2014 roku wyniosły 8 270 PLN, a w drugim 19 310 PLN.

Wykres 1. Średnie miesięczne wynagrodzenie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w latach 2013-2014 (w PLN, brutto)

Wykres 1. Średnie miesięczne wynagrodzenie  w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w latach 2013-2014 (w PLN, brutto)
Wykres 1. Średnie miesięczne wynagrodzenie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w latach 2013-2014 (w PLN, brutto)

Marta Kowalówka
Sedlak & Sedlak

 

WB Electronics będzie zatrudniać specjalistów. Obecnie w grupie pracuje 450 inżynierów ze wszystkich dziedzin związanych z przemysłem wojskowym

0

Piotr Wojciechowski

WB Electronics inwestuje w nowoczesne technologie i planuje zwiększenie zatrudnienia. Obecnie jedna piąta przychodów przeznaczana jest na nowe projekty, a w całej grupie, którą tworzy pięć spółek, pracuje ponad 800 osób, w tym 450 inżynierów specjalizujących się w konstrukcjach mechanicznych, elektronicznych i oprogramowaniu. Grupa wydaje do 20 proc. swoich rocznych przychodów na opracowanie nowych rozwiązań.

Spółka WB Electronics wspólnie z grupą o tej samej nazwie jest w tej chwili najbardziej przygotowanym podmiotem do produkcji systemów bezzałogowych w kraju – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Wojciechowski, prezes spółki WB Electronics. – Zatrudniamy około stu osób, które w tej chwili na bieżąco produkują systemy bezzałogowe. Wytwarzamy je od kilkunastu lat, to nasze własne konstrukcje, polskie technologie. Eksportujemy je do kilku krajów w różnych regionach świata. Zatem potencjał w kraju mamy zbudowany.

Produkty spółki, jak zapewnia prezes Piotr Wojciechowski, są w całości wykonywane w kraju. Cechuje je także duża konkurencyjność w stosunku do rozwiązań zagranicznych. Spółka niejednokrotnie wygrywała zagraniczne przetargi, w których biorą udział także wytwarzane poza Polską produkty konkurencyjne oferowane obecnie w Polsce.

Zakres oferty WB Electronics obejmuje przede wszystkim bezzałogowce, poczynając od mikro (program Ważka), poprzez samoloty klasy mini ważące około 11 kg (Wizjer), aż po program o nazwie Orlik, czyli samolot o wadze około 150 kg, znacznych możliwościach przebywania w powietrzu i stosunkowo dużym zasięgu lotu.

We współpracy z firmą Thales firma realizuje także program Gryf, czyli budowę polskiego bezzałogowego statku powietrznego klasy taktycznej średniego zasięgu. Zgodnie z zawartym w lipcu br. porozumieniem technologie krytyczne (np. data link, komputer misyjny, oprogramowanie, niektóre głowice obserwacyjne, elementy kryptograficzne, integracja z niektórymi systemami) będą opracowane przez polskich inżynierów.

Od kilkunastu lat bardzo dużo inwestujemy w ten obszar technologii, rozwijając bardzo dobry i stabilny zespół – podkreśla Piotr Wojciechowski. – Budowa takiej grupy specjalistów jest procesem kilkuletnim. Nie ma możliwości wejścia z marszu w tego rodzaju produkcję. Mamy nadzieję, że inwestycja w tej chwili zacznie się zwracać, przynosząc duże przychody.

Jak twierdzi Piotr Wojciechowski, wydatki przedsiębiorstwa na badania i rozwój trzeba podzielić na dwie części. Pierwszą stanowią dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, których grupa WB Electronics jest znaczącym beneficjentem. W ciągu ostatnich kilku lat otrzymała z tego źródła kilkadziesiąt milionów zł. Druga część to wkład własny.

Można powiedzieć, że wydatki na badania i rozwój są znaczące i mocno wspierane przez państwo – tłumaczy prezes Wojciechowski. – Z drugiej strony mamy nakłady własne. Można powiedzieć, że ich poziom jest porównywalny. W ciągu roku około kilkunastu procent, nawet prawie 20 proc. naszego obrotu przeznaczyliśmy na nowe opracowania. W wyniku tego jesteśmy właścicielem kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu patentów, w tym również światowych. Pracuje dla nas bardzo duży, liczący około 450 osób, zespół inżynierów, który obejmuje w zasadzie wszystkie dziedziny związane z produkcją wojskową.

W sumie w pięciu spółkach grupy jest zatrudnionych około 800 osób. W najbliższych miesiącach spółka planuje jednak dalsze zwiększenie liczby etatów.

Z tym idzie wzrost obrotów, czyli wydajność na zatrudnionego nie maleje, a zwiększamy liczbę osób pracujących, zachowując mniej więcej stabilny poziom wzrostu wydajności na jednego zatrudnionego – mówi prezes Wojciechowski. – Jeżeli spojrzymy np. na program systemów bezzałogowych, to jest to nie tylko kwestia rozwoju firmy, lecz także oddziaływania na cały obszar przemysłowy kraju. Technologie systemów bezzałogowych są przekrojowe, dotyczą konstrukcji mechanicznych i elektronicznych, jest w tym cała masa software’u. Tu, łącznie z nami, na pewno znalazło by zatrudnienie kilkaset, a może i powyżej tysiąca osób, licząc kooperantów.

Z tego powodu program ten został doceniany m.in. przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, z którego inicjatywy powstał Narodowy Program Systemów Bezzałogowych. Jednym z jego celów jest ożywienie polskiej nauki i przemysłu poprzez wprowadzanie do nich nowych technologii.

Program ten został doceniony również przez ekspertów rządowych poprzez ustanowienie programu sektorowego systemów bezzałogowych, czyli uznanie sektora za kluczowy dla rozwoju polskiej gospodarki – dodaje Piotr Wojciechowski. – Połączenie trzech programów, czyli programu Ministerstwa Obrony Narodowej, narodowego programu bezzałogowego oraz programu sektorowego ma niezwykle istotne znaczenie, żeby środki rzeczywiście trafiły do polskiego przemyśle i krajowych naukowców. Oferty zagraniczne, które się pojawiały, nie gwarantują tego. Namawiam zatem decydentów, żeby być konsekwentnym, aby środki pozostały jednak w Polsce.

Zgodnie z programem technicznej modernizacji sił zbrojnych w latach 2013-2020 na uzbrojenie ma zostać wydane łącznie 137 mld zł. W ramach tej kwoty 70 proc. (96 mld zł) pochłoną zakupy uzbrojenia w ramach realizacji priorytetowych programów operacyjnych. Pozostałe 30 proc. (41 mld zł) ma być przeznaczone m.in. na wyposażenie żołnierzy, sprzęt inżynieryjny, obronę przed bronią masowego rażenia i pojazdy transportowe.

Gekoplast zakontraktował kolejną linię produkcyjną, która zacznie działać od 2016 roku. Popyt na wyroby z tworzyw sztucznych jest ogromny i nadal rośnie

Piotr Górowski, prezes Gekoplast SA

Produkcja tworzyw sztucznych w Polsce rośnie w tempie dwucyfrowym. W ostatnich 12 miesiącach jej dynamika wyniosła ponad 20 proc. To skłania Gekoplast, lidera w segmencie płyt komórkowych, do szybkiej zamiany NewConnect na główny parkiet warszawskiej giełdy. Wejściu na główny rynek pod koniec 2015 r. może towarzyszyć emisja akcji, z której środki będą przeznaczone na inwestycje w nowe moce produkcyjne lub surowce i materiały.

– Linia produkcyjna, którą uruchomiliśmy w pierwszym kwartale, jest już praktycznie w całości obłożona. Nadal jest ogromne zapotrzebowanie na nasze wyroby, stąd podjęliśmy decyzję o zakupie kolejnej linii produkcyjnej, która jest już zakontraktowana, jej dostawa nastąpi jeszcze w tym roku, a od początku 2016 roku będzie w pełni eksploatowana – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Górowski, prezes Gekoplast SA.

Dynamiczny wzrost produkcji tworzyw sztucznych pokazują dane GUS za czerwiec br. – przyrost w ujęciu rocznym wyniósł 21,7 proc. Jeszcze szybciej rosła produkcja polipropylenu, bo aż o 32,3 proc. w skali roku. Dzięki prowadzonym inwestycjom i modernizacji aktywów wytwórczych Gekoplast osiągnął w I kwartale 2015 r. wzrost produkcji płyt pełnych o 36 proc.

Spółka z NewConnect należy do liderów w Europie Środkowo-Wschodniej w segmencie płyt komórkowych z udziałem przekraczającym 30 proc. rynku – wynika z materiałów dostępnych na stronach spółki. Na całym kontynencie europejskim Gekoplast plasuje się na 5. miejscu pod względem produkcji. Dzięki nowej linii produkcyjnej sprzedaż spółki będzie mogła rosnąć w tempie dwucyfrowym, bo na razie nie ma barier po stronie popytu.

– To będzie kolejne zwiększenie mocy produkcyjnych o blisko 15 proc. w skali spółki i o ponad 20 proc. w zakresie płyt komórkowych. Jestem przekonany, że pozwoli to nam lepiej zaspakajać potrzeby naszych klientów, którzy oczekują, żeby terminy realizacji były zdecydowanie krótsze niż te, które dzisiaj oferujemy. To z kolei pozwoli nam na generowanie większych przychodów, a tym samym większych zysków – tłumaczy Górowski.

Choć spółka zadebiutowała na rynku NewConnect stosunkowo niedawno (w lutym 2015 r.), to planuje jeszcze w tym roku przejść na rynek główny GPW. Zarząd nie wykluczał, że przeniesieniu będzie towarzyszyć emisja akcji w celu sfinansowania nowych inwestycji lub przejęć.

– Myślę, że nie jest to wykluczone, jednak nie chciałbym na razie niczego przesądzać. Zważywszy jednak na to, że jedna linia, która dopiero co zaczęła funkcjonować, jest już obłożona, druga linia też, mam nadzieję, zostanie bardzo szybko zapełniona, to kolejne inwestycje w dalszy rozwój mocy produkcyjnych są jak najbardziej prawdopodobne – uważa prezes Gekoplastu.

Obok emisji akcji spółka rozważa także finansowanie następnych inwestycji ze środków własnych lub linii kredytowej, którą niedawno uruchomiła. Kolejnym źródłem pieniędzy na dalszy rozwój produkcji ma być sfinalizowana w październiku br. sprzedaż nieruchomości w Tarnowskich Górach. Jest to siedziba przejętej spółki Geko-Kart wraz z halą produkcyjną, której roczne utrzymanie kosztowało około 200 tys. zł.

– Dokonaliśmy podpisania umowy przedwstępnej sprzedaży nieruchomości, której od dwóch lat nie wykorzystywaliśmy. Na tej transakcji, jeżeli ona dojdzie do skutku, a ta planowana jest na koniec października, zanotujemy księgową stratę w wysokości miliona złotych, więc prognoza siłą rzeczy może być  o tę kwotę mniejsza – wskazuje Piotr Górowski.

PKO Bank Hipoteczny przygotowuje się do pierwszej emisji listów zastawnych. Nowe przepisy zaczną obowiązywać 1 stycznia

Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP

Nowelizacja ustawy o listach zastawnych, która wejdzie w życie 1 stycznia 2016 roku, umożliwi bankom finansowanie działalności kredytowej poprzez emisję tych papierów opartych o stałą stopę procentową. Dzięki temu stałe stopy procentowe będą też przekładane na ofertę dla klientów. PKO Bank Hipoteczny przygotowuje się do pierwszej emisji listów.

Rynek kredytów hipotecznych po 20 latach rozwoju i popełnianych błędów wymaga poprawek, aby na rynku było jak najmniej zmienności. Stąd współpraca PKO Banku Polskiego z Ministerstwem Finansów i Komisją Nadzoru Finansowego nad nowelizacją ustawy o listach zastawnych – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP.

Nowa ustawa wejdzie w życie w styczniu 2016 roku i może poprawi sytuację sektora bankowego. Nowelizacja umożliwi szersze wykorzystanie przez banki refinansowania kredytów listami zastawnymi. Dotychczas odpowiadały one za finansowanie 0,7 proc. długoterminowych kredytów mieszkaniowych. Większa będzie też ochrona nabywców listów, w efekcie niższe staną się koszty finansowania w bankach.

Banki hipoteczne będą mogły emitować obligacje zabezpieczone, czyli listy zastawne o stałej stopie, co następnie będzie przekładane na kredyty hipoteczne dla klientów. Oznacza to, że będziemy wiedzieli, jakie odsetki płacimy co miesiąc przez najbliższe pięć, a może i więcej lat – to będzie zależne od dostępu tego typu instrumentów na rynku polskim i międzynarodowym – mówi Jagiełło.

PKO Bank Hipoteczny rozpoczął działalność operacyjną 1 kwietnia 2015 roku. Jak poinformowano w sprawozdaniu zarządu PKO BP za I półrocze, trwają prace związane z przygotowaniem emisji listów zastawnych oraz obligacji własnych.

Z danych prezentowanych przez Związek Banków Polskich wynika, że po I półroczu PKO BP – z udziałem na poziomie 25 proc. – zajmował pierwsze miejsce w sprzedaży kredytów mieszkaniowych. W pierwszym kwartale największy polski bank udzielił kredytów hipotecznych na kwotę 2,1 mld złotych, a w kolejnych trzech miesiącach roku na kwotę 2,5 mld zł.

Dobry wzrost gospodarczy w Polsce we wszystkich w zasadzie segmentach gospodarki odzwierciedla się również w tym, że banki, w tym PKO Bank Polski, rozwijają się dobrze w każdym z segmentów, zarówno kredytów dla dużych korporacji, małych i średnich przedsiębiorstwa, jak i kredytów hipotecznych dla klientów indywidualnych oraz kredytów konsumpcyjnych – zaznacza prezes PKO BP.

W sektorze kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw wynik 1,3 mld zł oznacza 16,4-proc. wzrost względem I kwartału, zaś w bankowości detalicznej i prywatnej PKO BP zanotował blisko 11-proc. wzrost nowej sprzedaży kredytów (3,1 mld zł).

Kredytobiorcom sprzyjają stopy procentowe, które utrzymują się na bardzo niskim poziomie. Stopa referencyjna wynosi 1,5 proc., stopa lombardowa 2,5 proc., a stopa depozytowa 0,5 proc.

Zakładam stabilizację sytuacji makroekonomicznej w strefie euro i Polska również będzie naśladowała ten trend. Dlatego uważam, że stopy procentowe w 2016 roku będą utrzymywać się na tym samym poziomie – analizuje prezes PKO BP.

Na sytuację banków mogą negatywnie wpłynąć przygotowywane regulacje. Po zwiększeniu obowiązkowej składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny i obniżce prowizji za płatności kartą kolejnym obciążeniem może być zapowiadany podatek bankowy naliczany od aktywów instytucji finansowych. Innym ryzykiem jest uchwalona przez Sejm ustawa, która umożliwi przewalutowanie kredytów mieszkaniowych zaciągniętych w obcej walucie, w tym również we frankach szwajcarskich. Nowymi przepisami na początku września zajmie się Senat.

Zmienność regulacyjna jest już stałą cechą sektora finansowego i bankowego od czasów kryzysu – ocenia Jagiełło. – Nowe regulacje wpływają na wycenę banków, natomiast wciąż nie odbiły się negatywnie na bieżących przychodach. Żyjemy w dobrym otoczeniu makroekonomicznym i trzeba zawsze brać pod uwagę, czy regulacje, które chcemy wprowadzić, będą dobre dla gospodarki, a nie dla banków czy klientów – podkreśla.

Inwestycje szansą dla kolei. Roboty na torach są uciążliwe dla przewoźników, ale po ich zakończeniu znacznie skróci się czas przewozu towarów

Wojciech Derda

Trwające w Polsce inwestycje w linie kolejowe to zarówno największa bariera dla tego transportu w tej chwili, jak i największa szansa dla jego rozwoju w przyszłości. Poprawa prędkości pociągów i zwiększenie przepustowości infrastruktury mają doprowadzić do wzrostu znaczenia kolei w transporcie. Inwestycje w linie kolejowe, szczególnie w europejskie korytarze transportowe, integracja z innymi gałęziami transportu i logistyki oraz wykorzystanie unikalnego położenia Polski na mapie logistycznej Europy będą tematami październikowego Europejskiego Kongresu Logistycznego OneCargo, którego inicjatorem jest PKP CARGO, a organizatorem PTWP.

Olbrzymi program inwestycyjny w obszarze infrastruktury kolejowej daje szansę na rozwój kolei. Dzięki niemu coraz więcej ładunków będzie można przewozić koleją w coraz krótszym czasie, bo z większą prędkością – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Wojciech Derda, członek zarządu ds. operacyjnych PKP Cargo. – Ale na dziś główną barierą jest właśnie ta szansa.

Derda wyjaśnia, że prowadzone w tej chwili prace na polskich torach są bardzo dużym utrudnieniem dla przewoźników. Powodują spadek przepustowości i prędkości na modernizowanych szlakach. Po ich zakończeniu kolej powinna jednak zyskać na atrakcyjności i zwiększyć udział w przewozach towarów. W 2013 r. tylko 12,6 proc. ładunków w Polsce było transportowanych koleją.

Nie tylko trwające inwestycje są jednak wyzwaniem dla branży kolejowej. Sektor ten szans rozwoju upatruje także w zmieniającym się otoczeniu, szczególnie w związku z rosnącym znaczeniem Chin i przewoźników z tego kraju, a także z planami Pekinu dotyczącymi budowy transkontynentalnej linii.

Bardzo dużo istotnych zmian dla głównych tras dla towarów jest związanych z sytuacją na Wschodzie, z aktywnością poszczególnych istotnych graczy, np. Chin. W Polsce mamy głównego, drugiego co do wielkości operatora kolejowego w Europie, czyli PKP Cargo, mamy też coraz lepszą infrastrukturę i warto to wykorzystać – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes grupy PTWP.

O wyzwaniach czekających kolej oraz perspektywach rozwojowych będą w październiku rozmawiać przedstawiciele firm, politycy i eksperci z branży podczas pierwszego Europejskiego Kongresu Logistycznego OneCargo, który zostanie zorganizowany w Katowicach przez PTWP z  inicjatywy PKP Cargo.

Jak podkreśla Derda, PKP Cargo jako drugi w Europie przewoźnik towarowy (po DB Schenker) czuje się wyjątkowo odpowiedzialny za dyskusję o rynku. Tematyka kongresu nie będzie obejmować jedynie kolei, dyskusje będą dotyczyły całego sektora logistyki. Derda zwraca uwagę na to, że kongres będzie osadzony w międzynarodowym kontekście, m.in. w związku z przejęciem czeskiego przewoźnika AWT przez PKP Cargo.

Chcemy uruchomić platformę do wymiany myśli, doświadczeń, a także do budowania dialogu z regulatorami w branży logistycznej. Stąd pomysł na kongres – mówi Derda. – Chcemy podzielić debaty na cztery bloki tematyczne: ogólny dotyczący logistyki, drugi blok dotyczący kolei, trzeci o korytarzach transportowych i czwarty dotyczący otoczeniu branży logistycznej. Tam chcemy rozmawiać o ekologii, regulacjach i inwestycjach.

Organizatorzy spodziewają się, że w kongresie weźmie udział prawie tysiąc osób. Wśród nich znajdą się eksperci, którzy nie tylko przedstawią diagnozy dotyczące obecnej sytuacji, lecz także spróbują przewidzieć trendy na kolejne lata.

Kuśpik podkreśla, że tematyka powinna zainteresować wszystkich graczy z branży logistycznej.

Będzie poruszany zarówno temat kolei, infrastruktury kolejowej, jak i portów morskich, transportu intermodalnego, transportu drogowego, portów lotniczych i wszystkiego tego, co jest związane z usprawnianiem procesu logistycznego. Sprawna i konkurencyjna logistyka jest niesamowicie ważna dla przedsiębiorców. To obniża koszty i poprawia ich konkurencyjność – wyjaśnia Kuśpik.

Projekt ustawy dotyczącej nieuczciwych praktyk w handlu może uderzyć w drobnych sprzedawców

Joanna Affre

Sejmowa Komisja Gospodarki pracuje nad projektem przepisów dotyczących nieuczciwych praktyk rynkowych. Celem ustawy ma być wzmocnienie pozycji dostawców w relacjach z dużymi sieciami sklepów. Niestety, zdaniem kancelarii Affre i Wspólnicy prawo w zaproponowanym przez PSL kształcie uderzy także w małe sklepy i drobnych handlowców.

Projekt de facto doprowadzi do stworzenia regulacji, które powielą już istniejące – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Affre, adwokat, partner w Kancelarii Affre i Wspólnicy. – Trzeba pamiętać o tym, że w naszym porządku prawnym istnieje już ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, która zajmuje się tym tematem.

Mowa tu o przygotowanym przez Polskie Stronnictwo Ludowe projekcie ustawy o zwalczaniu nieuczciwych praktyk rynkowych, który wprowadza szerokie definicje tego rodzaju działań. Ma ona zakazywać m.in. narzucania dostawcom tzw. opłat półkowych za przyjęcie produktu spożywczego lub rolnego do sprzedaży.

Opłaty półkowe już teraz są zakazane – przypomina Joanna Affre. – Mamy bogate orzecznictwo, zarówno sądów apelacyjnych, jak i Sądu Najwyższego, które regulują te kwestie i określają jakiego rodzaju należności są zakazane. Wiemy także, że są obszary, które nie mogą być oceniane jednoznacznie.

To na przykład rabaty retroaktywne, udzielane sklepom przez dostawców po uzyskaniu określonego poziomu obrotów. Zgodnie z propozycją PSL takie rabaty nie będą dozwolone.

Projekt zakazuje również narzucania dostawcom czy zachęcania ich do tego, by partycypowali w promocjach, które sieci handlowe, duże lub małe, będą proponować konsumentom. Gdyby tego typu rabaty pojawiały się w umowach, byłyby oceniane jako nieuczciwe praktyki rynkowe i byłyby zakazane – wyjaśnia Affre. – Co prawda projekt posługuje się pojęciem narzucania, natomiast kwestie tego, czy dana opłata jest narzucona czy wynegocjowana bardzo trudno byłoby rozstrzygnąć.

W opinii ekspertki innym przepisem ingerującym w relacje pomiędzy dostawcami a nabywcami jest całkowity zakaz dokonywania potrąceń (obniżenia ceny) oraz zobowiązanie właścicieli placówek do publikowania ogólnych zasad współpracy z dostawcami.

Gdyby ustawa została uchwalona w takim kształcie, to mielibyśmy całkowity dostęp do dokumentów, które stanowią część relacji handlowych między samodzielnymi przedsiębiorcami – tłumaczy Joanna Affre. – W pewnym sensie byłaby to regulacja z poprzedniego systemu gospodarczego.

Celem ustawy jest zagwarantowanie dostawcom równorzędnej pozycji w relacji z sieciami handlowymi. Według Kancelarii Affre i Wspólnicy twórcy projektu bardzo mocno koncentrowali się na tym, aby te przepisy były skierowane przeciwko sklepom wielkopowierzchniowym, zapominając o tym, że obejmą one wszystkich sprzedawców, co odczują szczególnie małe sklepy. Kary za złamanie ustawy są dotkliwe, nie niższe niż 100 tys. zł i nie większe niż 10 proc. obrotu z roku poprzedzającego nałożenie kary. Według projektu to prezes UOKiK będzie decydować o tym, czy działania podejmowane przez sieci handlowe są zgodne z prawem.

Uzasadnienie tego projektu jest bardziej niż lakoniczne. Brak w nim jasnych wskazówek co do tego, jak należy rozumieć określone zapisy albo z czego one wynikają – uważa Joanna Affre. – Dla przykładu, pojawia się zakaz sprzedaży więcej niż 30 proc. towarów pod marką własną sieci i właściwie brak jest uzasadnienia dlaczego. Przecież sprzedaż takich produktów niesie za sobą pewne korzyści dla konsumentów, bo są to produkty najtańsze. Trudno zrozumieć takie ograniczenie.

Projekt na początku lipca trafił do sejmowej Komisji Gospodarki. PSL chce, by nowe przepisy zostały przyjęte jeszcze w tej kadencji.

70 proc. domów jest ogrzewanych kotłami węglowymi. Większość z nich nie spełnia standardów emisyjnych

Andrzej Guła

Z 5,5 mln domów jednorodzinnych 70 proc. jest ogrzewanych za pomocą kotłów węglowych. Zwykle są to proste urządzenia, które nie spełniają standardów emisyjnych. To wpływa na złą jakość powietrza – Polska jest europejskim liderem w tym niechlubnym rankingu. Statystyki te mają się  jednak zmienić dzięki ustawie antysmogowej.

Ta ustawa wyposaży samorządy w instrumenty, które będą skuteczniejszym narzędziem w walce o poprawę jakości powietrza w Polsce – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Guła, ekspert inicjatywy obywatelskiej Polski Alarm Smogowy (PAS). – Niezmiernie ważne jest to, żeby samorządy miały bardziej elastyczny wachlarz możliwości przeciwdziałania niskiej emisji, która jest głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Polsce.

Chodzi o nowelizację ustawy Prawo ochrony środowiska, którą na ostatnim przed wakacjami posiedzeniu zajmowali się senatorowie. Przewiduje ona, że sejmik województwa będzie mógł wprowadzić ograniczenia (lub zakazy) w zakresie eksploatacji nieefektywnych urządzeń grzewczych. Uchwała będzie mogła ustalić czas obowiązywania ograniczeń w ciągu roku oraz rodzaje podmiotów lub instalacji, których ograniczenia nie będą dotyczyć.

Do tej pory jednostki samorządu nie miały narzędzi do walki o czyste powietrze. Nie mogły określać dopuszczalnych standardów emisyjnych kotłów domowych instalacji, nie mogły definiować parametrów węgla czy jakości paliw, które można spalać w domowych instalacjach. Jedynym dopuszczalnym – jak w 2013 roku w Krakowie – był całkowity zakaz stosowania węgla do opalania pieców czy paliw stałych.

Wprowadzenie takich rozwiązań niejednokrotnie nie jest konieczne, np. na obszarach, które są lepiej wentylowane niż Kraków, nie są położone w niecce. Co więcej, czasami jest to rozwiązanie niewykonalne ze względu na brak infrastruktury gazowej czy infrastruktury ciepłowniczej. To dotyczy w szczególności gmin wiejskich – wyjaśnia Guła.

Dlatego paliwo, które najczęściej jest tam wykorzystywane do ogrzewania domów, to węgiel, biomasa i drewno.

Jeżeli chcemy poprawić jakość powietrza, to musimy doprowadzić do tego, że w Polsce normy jakości uznane za bezpieczne dla zdrowia nie będą przekraczane, by tak się jednak stało, samorządy muszą mieć do dyspozycji właśnie takie narzędzie, jakie zakłada ustawa – uważa Andrzej Guła.

Jak wyjaśnia, w Czechach, gdzie jakiś czas temu wprowadzono podobne regulacje, na terenie całego kraju od 2022 roku będą obowiązywać minimalne standardy emisyjne. To duży impuls do przeprowadzenia programów wymiany i likwidacji niskosprawnych domowych kotłów węglowych. Według Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce jest 5,5 mln domów jednorodzinnych, z czego 70 proc. ogrzewa się za pomocą kotłów o niskim standardzie.

W przeważającej mierze są to urządzenia, które nie spełniają żadnych, nawet minimalnych, standardów emisyjnych, potocznie nazywane są kopciuchami czy śmieciuchami, prymitywne kotły, w których ląduje byle jakiej jakości paliwo, a niejednokrotnie odpady – wskazuje Andrzej Guła. – Różnica polega na tym, że nowsze urządzenia spełniają określone standardy emisyjne i są bardziej sprawne, czyli znacznie lepiej wytwarzają energię. Do ogrzania domu trzeba zużywać mniejszą ilość paliwa, w tym głównie węgla.

Zdaniem PAS Polska ma najgorsze powietrze w Unii Europejskiej. Jak wynika z danych Inspekcji Ochrony Środowiska średnioroczne stężenie beznzo[a]pirenu w naszym kraju ponadpięciokrotnie przekracza unijne normy i wynosi około 5,5 mg/metr sześcienny.

Najgorzej jest na południu kraju. Jak twierdzi Andrzej Guła wynika to m.in. z dużej gęstości zaludnienia, co sprawia, że liczba źródeł niskiej emisji siłą rzeczy jest dużo większa. Wiele miejscowości leży w kotlinach czy nieckach, ma trudne warunki topograficzne, co utrudnia naturalne przewietrzanie i wentylację.

Taka sama sytuacja występuje w kotlinach górskich, również w miejscach takich jak pulmonologiczne uzdrowisko Rabka, które boryka się z problemem zanieczyszczenia powietrza, zwłaszcza w sezonie grzewczym – zauważa Andrzej Guła. – Ale to nie znaczy, że jakość powietrza jest dobra na pozostałych obszarach. Niska emisja to również kłopot centralnej Polski, a występuje nawet w miejscowościach północnych.

Koniec monopolu Warszawy na luksusowe nieruchomości w Polsce. Echo Investment zapowiada większą aktywność w sektorze apartamentów

Jakub Tamborowski

Działająca na rynku deweloperskim od 1998 roku spółka Echo Investment, która poza sektorem projektów komercyjnych działa również na rynku mieszkaniowym, realizuje obecnie 18 inwestycji apartamentowych, wśród których znajdują się projekty o charakterze luksusowym. Obecnie wartość całego rynku pierwotnego luksusowych nieruchomości mieszkaniowych w Polsce wynosi około 500 mln zł. Projekty mieszkaniowe klasy premium były do tej pory kojarzone głównie z Warszawą. Echo Investment stawia jednak również na rynki regionalne, czego przykładem jest realizowany w Krakowie kompleks Park Avenue Apartments.

W najbliższej przyszłości będziemy zwiększali aktywność w sektorze luksusowych inwestycji apartamentowych – zapowiada Jakub Tamborowski, kierownik krakowskiego biura sprzedaży projektów mieszkaniowych Echo Investment. – W Warszawie będzie to kompleks apartamentowy w rejonie ulic Puławskiej i Boryszewskiej, przygotowujemy również kolejny projekt nad Wisłą w Krakowie.

Jak dodaje, obecnie na krakowskich Dębnikach powstaje inwestycja Park Avenue Apartments. To zespół apartamentów położony blisko centrum miasta, ale też blisko Parku Dębnickiego.

Realizowane przez nas luksusowe inwestycje w Krakowie odzwierciedlają aktualną sytuację na rynku apartamentowym – twierdzi Jakub Tamborowski. – Do niedawna rynek ten ograniczał się głównie do Warszawy, jednak w ostatnim czasie sektor ten rozwija się z powodzeniem także w innych miastach.

Z raportu KPMG i REAS wynika, że obecna wartość rynku pierwotnego luksusowych nieruchomości mieszkaniowych w Polsce wynosi około 500 mln zł, z czego 90 proc. stanowi sprzedaż apartamentów.

Pomiędzy 2009 a 2014 rokiem w pięciu największych aglomeracjach w Polsce oddano do użytku około tysiąca apartamentów. Lwia część przypadła na Warszawę. Liczba apartamentów, które powstaną do końca 2015 r. w Krakowie, Wrocławiu oraz Trójmieście jest jednak kilkukrotnie wyższa niż łączna podaż odnotowywana w tych miastach w latach 2012-2014. Możemy tu więc mówić o końcu monopolu rynku warszawskiego – tłumaczy Jakub Tamborowski.

W ciągu najbliższych kilku lat liczba sprzedanych apartamentów wartych ponad 17 tys. złotych za metr kwadratowych powinna przekroczyć 250 sztuk rocznie.

Klient rozważający zakup nieruchomości luksusowej to przede wszystkim klient świadomy. Często mówimy, że zakup mieszkania to jedna z najważniejszych decyzji podejmowanych w życiu – twierdzi Jakub Tamborowski. – Natomiast w przypadku tych klientów mamy do czynienia z osobami, które często posiadają już kilka mieszkań lub kilka apartamentów i zakup kolejnego traktują jako lokatę kapitału – dodaje.

Stowarzyszenie PASE: dobre wyniki egzaminów maturalnych z języka angielskiego nie mają przełożenia na faktyczny stan wiedzy uczniów

Jacek Członkowski

97 proc. maturzystów bez problemu poradziło sobie z tegorocznym egzaminem dojrzałości z języka angielskiego. Zdaniem prezesa Stowarzyszenia PASE wysoka zdawalność wynika przede wszystkim z tego, że test na poziomie podstawowym był banalnie prosty. W rzeczywistości maturzyści nie znają języka w wystarczającym stopniu, ale bez najmniejszego problemu dostają przepustkę na studia. Jacek Członkowski podkreśla, że jest to działanie na szkodę uczniów. Przy zaledwie 30 proc. progu nie mają oni żadnej motywacji do nauki.

W tym roku język angielski wybrało na maturze blisko 90 proc. abiturientów.

Wyniki matur z języka angielskiego pokazują jedną rzecz bardzo wyraźnie – matura była zdecydowanie zbyt łatwa, skonstruowana tak, żeby praktycznie wszyscy zdali. Na poziomie podstawowym zdało ją 97 proc. maturzystów, a to absolutnie nie świadczy o tym, że oni znają ten język obcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Członkowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE.

W tym roku wielu uczniów skończyło pisać egzamin przed czasem. Maturzyści przyznawali, że nie mieli większego problemu z odpowiedzią na pytania, co więcej – byli i tacy, którzy decydowali się na kompletny przypadek i metodę na chybił trafił.

Żeby zdobyć 30 proc., tak naprawdę nie trzeba było za wiele umieć, ponieważ bardzo dużo pytań było zamkniętych, z trzema opcjami do wyboru, albo pytania prawda/ fałsz. Dlatego nawet jeśli maturzysta wziął ze sobą długopis i wypełnił odpowiedzi losowo, to i tak praktycznie powinien zdać egzamin – tłumaczy Jacek Członkowski.

Eksperci PASE podkreślają, że dotyczy to nie tylko matur, lecz także egzaminu dla szóstoklasistów czy gimnazjalnego. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku innych języków.

Niski próg egzaminu powoduje, że uczniowie nie mają motywacji, żeby uczyć się języków obcych. Wiedzą, że egzamin tak czy inaczej zdadzą. Przecież matura powinna być potwierdzeniem wiedzy i konkretnej znajomości języka obcego. Niestety, matura w naszym wydaniu tego nie potwierdza, a co gorsze jest przepustką do dalszego etapu edukacji, czyli studiów – mówi Jacek Członkowski.

Członkowski tłumaczy, że zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku matury na poziomie rozszerzonym.

Matura rozszerzona była dobrze skonstruowana, było więcej pytań otwartych, tak żeby maturzysta wykazał się wiedzą. Niestety, wyniki już nie są takie dobre, nie mamy też progu zdawalności, po prostu do tej matury trzeba przystąpić. Ale gdybyśmy policzyli, ilu maturzystów zdało ten egzamin, to okazałoby się, że tylko 20 proc. dobrze zna język obcy na oczekiwanym poziomie – dodaje Jacek Członkowski.

PASE apeluje do Ministerstwa Edukacji Narodowej o zmianę sposobu egzaminowania uczniów i podniesienie rangi nauczania języków w szkołach. Z analizy stowarzyszenia wynika, że gdyby przyjęto międzynarodowe standardy w ocenianiu uczniów i 60-proc. próg zdawalności, to egzaminu z języka obcego nie zdałoby dwie trzecie gimnazjalistów. W przypadku, gdyby zmiany takie wprowadzono na maturze rozszerzonej, nie zdałoby jej 80 proc. maturzystów.

 

Grupa Bauer Media kupuje Grupę eBroker

0

Helix Ventures Partners FIZ (HVP), fundusz zarządzany przez Grupę Private Equity Managers (PEManagers), wsparty środkami publicznymi administrowanymi przez Krajowy Fundusz Kapitałowy S.A., sprzedaje wszystkie udziały w Grupie eBroker (Grupa), liderze segmentu lead generation w modelu marketingu efektywnościowego dla instytucji finansowych. Udziały sprzedaje też inny fundusz zarządzany przez PEManagers, MCI.TechVentures (MCI.TV), oraz Jacek Paciorek, jeden z założycieli spółki. Ebroker, podobnie jak kupiony kilka dni temu Rankomat.pl, dołączy do Grupy Interia.pl.

Dotychczasowi właściciele podpisali umowę sprzedaży udziałów w Mediasoft Polska Sp. z o. o., spółce działającej pod nazwą Grupa eBroker. Fundusze zarządzane przez PEManagers zbyły wszystkie posiadane udziały, stanowiące większość w kapitale zakładowym spółki. Swój pakiet sprzedał też jej założyciel, Jacek Paciorek. Nabywającym jest Grupa Bauer Media, globalna grupa medialna bardzo aktywna w segmencie internetowym (właściciel Grupy INTERIA.pl). Stopa zwrotu IRR zrealizowana na tej transakcji wyniosła dla funduszy zarządzanych przez PEManagers ponad 60 proc.

– Jako fundusz aktywnie angażujący się w budowanie wartości spółek portfelowych wspieraliśmy Grupę eBroker w realizowaniu strategii umacniania się na pozycji lidera rynku online lead generation. W czasie naszej inwestycji wspólnie z założycielem wdrożyliśmy rozwiązania, które uczyniły z Grupy eBroker nie tylko lidera sprzedaży produktów i usług finansowych, ale również rozwiniętą technologicznie platformę, na bazie której można zbudować biznes na większą skalę – powiedział Łukasz Wierdak, Investment Director w Private Equity Managers S.A.

– Przejęcie eBrokera przez Grupę Bauer Media oraz możliwość współpracy z Interią i Rankomat.pl otwiera przed nami zupełnie nowe perspektywy i daje nam szansę na dalszy dynamiczny wzrost i rozwój oferty produktowej. Dzięki współpracy z funduszem Grupa nie tylko wdrożyła szereg rozwiązań, które pozwoliły zdynamizować jej rozwój i przełożyły się na bardziej efektywną monetyzację treści, ale również zdobyła doświadczonego inwestora branżowego, z którym dalej dynamicznie będzie się rozwijać –powiedział Jacek Paciorek, założyciel i Prezes Grupy eBroker. 

– Wzrost bezpieczeństwa i zaufania do Internetu sprawił, że coraz więcej sfer życia przenosimy do świata wirtualnego, w tym także zarządzanie swoimi finansami. Dostrzegamy te tendencje stąd decyzja o zakupie Grupy eBroker, a wcześniej Rankomat.pl, dzięki którym stajemy się potężnym graczem na rynku podmiotów ubezpieczeniowych i finansowych. – powiedział Artur Potocki, Prezes Zarządu Grupy Interia.pl.

Grupa eBroker to lider rynku online lead generation w modelu marketingu efektywnościowego. Jest cennym źródłem wiedzy na temat produktów finansowych: oprócz tworzenia i prowadzenia blisko 200 własnych kampanii internetowych, poprzez które spółka pozyskuje zainteresowanych klientów dla czołowych instytucji finansowych, publikuje też najświeższe informacje finansowe, fachowe rankingi, artykuły i felietony opracowywane przez ekspertów branży. Duży nacisk kładziony jest na rzetelność, obiektywność i wiarygodność prezentowanych informacji. Dzięki temu użytkownik może wybrać ofertę, która jest dla niego najkorzystniejsza. Fundusz HVP zainwestował w Grupę eBroker w 2010 i od tego czasu przyspieszyła swój rozwój. Grupa ma obecnie dużą bazę mailingową zweryfikowanych i zainteresowanych produktami finansowymi potencjalnych klientów oraz oferuje możliwość wyboru spośród ponad 70 produktów finansowych na serwisie eBroker.pl.

Grupa eBroker to przykład doskonałego wykorzystania możliwości, jakie daje współpraca z funduszem typu private equity/ venture capital. Otrzymany w okresie inwestycji kapitał i wsparcie naszych ekspertów pozwoliły jej usprawnić procesy biznesowe, zacieśnić współpracę z wiodącymi podmiotami finansowymi w kraju oraz istotnie poprawić model biznesowy. W efekcie wartość Grupy wzrosła dynamicznie, a nasze fundusze osiągnęły ponad 60 – proc. stopę zwrotu IRR na tej inwestycji mówi Fabian Bohdziul, zarządzający funduszu Helix Ventures Partners FIZ.

Uzyskanie na inwestycji wysokiej stopy zwrotu to nie tylko sukces funduszu HVP, ale również jedna z najlepiej zrealizowanych inwestycji przy wsparciu Krajowego Funduszu Kapitałowego, który razem z Grupą MCI jest uczestnikiem funduszu.

– Naszą misją jest wspieranie innowacyjnych przedsięwzięć poprzez inwestowanie w najlepsze fundusze venture capital. Cieszymy się, że kapitał powierzony funduszowi Helix Ventures Partners FIZ przyczynił się do tak dynamicznego rozwoju Grupy eBroker i pozwolił jej pozyskać wartościowego inwestora. Liczymy na kolejne równie udane projekty – powiedział Jerzy Bartosiewicz, Krajowy Fundusz Kapitałowy.

Przypominamy, że na początku sierpnia Grupa Bauer Media kupiła 100 proc. akcji spółki Rankomat.pl SA – właściciela największej w Polsce porównywarki ubezpieczeniowej.

– Zakup Rankomat.pl to kolejny krok w realizacji strategii rozwoju Interii oraz całej Grupy Bauer Media. Pozyskanie lidera na tak perspektywicznym rynku jest fundamentalnym krokiem w budowaniu przez nas najlepszej oferty produktów ubezpieczeniowych i finansowych na polskim rynku – powiedział Artur Potocki, prezes Grupy Interia.pl.

Serinus Energy po II kwartale 2015 r.

Produkcja Serinus Energy w drugim kwartale, przy czasowym wstrzymaniu pracy na polu Sabria w Tunezji oraz ograniczeniach na Ukrainie, osiągnęła poziom 3.993 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie. Na wynik złożyło się wydobycie gazu na Ukrainie i ropy naftowej w Tunezji. Obecnie Spółka ogranicza koszty bieżące i przygotowuje się do prac, których celem ma być uruchomienie produkcji na skalę komercyjną w Rumunii.

Serinus Energy4Całkowita średnia produkcja Serinus Energy w drugim kwartale osiągnęła poziom 3.993 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie. Spadek o 9% w porównaniu do poprzedniego kwartału wynikał z chwilowego zawieszenia wydobycia z pola Sabria. Obecnie, produkcja na tym polu zbliża się do wartości sprzed zamknięcia – 700 boe/d netto dla Serinus.

Przychody brutto za II kw. 2015 r. wyniosły 22,3 mln USD, z czego na akcjonariuszy SEN przypadło 17,7 mln USD. Wartość retroaktywna netto (netback) dla Ukrainy utrzymała się na poziomie 11,50 USD/boe, a dla Tunezji obniżyła się do 24,32 USD/boe, w ślad za światowymi notowaniami ropy naftowej.

Środki z działalności operacyjnej w II kw. wzrosły o 11 proc., do 4,3 mln USD, w porównaniu do I kw. 2015 r. Niższa produkcja oraz netback zostały z nawiązką zrównoważone przez zysk z różnic kursowych, wynikający ze wzmocnienia kursu ukraińskiej hrywny względem dolara amerykańskiego.

Nakłady inwestycyjne za II kw. 2015 r. wyniosły 3,7 mln USD.

Na koniec czerwca 2015 r. Spółka dysponowała gotówką i innymi aktywami pieniężnymi na poziomie 12,5 mln USD. Serinus Energy otrzymał od rumuńskiej administracji państwowej przedłużenie koncesji Satu Mare o trzy lata. Dodatkowo, zwiększył swój udział operacyjny w polu do 100 proc. Przedłużenie koncesji obejmuje zobowiązania do wykonania dwóch odwiertów oraz – do wyboru przez Spółkę – przeprowadzenia nowych badań sejsmicznych 3D dla 120 km² lub wykonanie trzeciego odwiertu. Spółka podjęła pierwsze kroki w kierunku rozpoczęcia wydobycia na skalę komercyjną.
Produkcja i ceny

Na Ukrainie Serinus wydobywał średnio 2.787 boe/d. Na wynik złożyła się produkcja: gazu ziemnego – 462,7 tys. m sześc. oraz 64 baryłki kondensatu dziennie. Poziom wydobycia utrzymywany jest znacznie poniżej zdolności wydobywczych w wyniku regulacji rządowych, rezerwujących dużą część rynku dla państwowego przedsiębiorstwa Naftohaz. Kierownictwo szacuje, że ogólna wielkość sprzedaży na Ukrainie była o ok. 56 tys. m sześc. dziennie poniżej mocy produkcyjnych. Za tysiąc stóp sześciennych gazu płacono w drugim kwartale 7,14 USD, a za baryłkę kondensatu 43,59 USD.

Całkowita produkcja w Tunezji wyniosła 1.206 boe/d, w tym: wydobycie ropy 951 bbl/d, a gazu 42,5 tys. m sześc. gazu. Wszystkie odwierty na polu Sabria w Tunezji wznowiły wydobycie. Za baryłkę ropy płacono średnio 63,48 USD, a za tysiąc stóp sześciennych gazu 9,50 USD.

„Przygotowujemy się do dalszych prac w Rumunii. Najbliższe wiercenie odbędzie się najwcześniej na przełomie roku. Poszukujemy partnera do prac – dalsze decyzje zostaną podjęte zapewne po wakacjach. Naszym podstawowym warunkiem, podczas ewentualnych negocjacji będzie utrzymanie statusu operatora na tych koncesjach. Uważnie obserwujemy również nowy projekt zmian w opodatkowaniu wydobycia ropy i gazu na Ukrainie. Jednocześnie na bieżąco dostosowujemy całkowite wydatki do obecnej sytuacji i analizujemy plany na przyszłość.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Perspektywy

Spółka rozważa przeprowadzenie stymulacji hydraulicznej dla odwiertów O-11, O-15 oraz M-22 na Ukrainie. W przypadku podjęcia działań, projekt ten będzie realizowany jesienią.

Zainstalowano i uruchomiono sprężarki na polu Olgowskoje. Poziom produkcji nadal ograniczany jest przez sytuację na rynku, ale gdy popyt się odbuduje, nowy sprzęt, według szacunków kierownictwa podniesie wydobycie o ok. 56 tys. m sześc. brutto przepustowości.

Trwa opracowywanie programu wierceń eksploatacyjnych i projektowanie niezbędnej infrastruktury naziemnej do zagospodarowania odkrycia gazu Moftinu-1001. Spółka przewiduje, że wiercenia i prace konstrukcyjne mogłyby się rozpocząć w połowie roku 2016, a komercyjna produkcja – na początku 2017 r. Zagospodarowanie tego odkrycia obejmować będzie wykonanie do trzech dodatkowych odwiertów oraz instalacji naziemnych, a kosztować będzie ok. 16 mln USD.

Komentarz walutowy z 14.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Komentarz walutowy z 14.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

O jakiej przyszłości marzą millenialsi?

Millenialsi zgodnie przyznają, że niski poziom edukacji jest jednym z największych problemów dzisiejszego świata, który rodzi obawę o przyszłość. Aż 53% przedstawicieli pokolenia Y na świecie przyznało, że widzi coraz bardziej pogłębiającą się przepaść pomiędzy edukacją a zatrudnieniem, wynika z raportu „YouthSpeak 2015” przygotowanego przez organizację AIESEC i firmę doradczą PwC. Badanie potwierdza także, że millenialsi bardziej od wysokich zarobków cenią sobie zdobycie międzynarodowego doświadczenia i pracę w modelu work-life style.

W badaniu YouthSpeak wzięło udział ponad 42 tys. młodych ludzi (większość urodzona w latach 1990-97) z całego świata, w tym ponad 1600 osób z Polski. YouthSpeak to inicjatywa, która daje młodym ludziom szansę zabrania głosu w sprawie problemów, z jakimi boryka się dzisiejszy świat. AIESEC i PwC chcą poznać zdanie młodego pokolenia na tematy związane z gospodarką, edukacją i biznesem, aby pomagać im w drodze od nauki do rozwoju kariery biznesowej.

Wyniki tegorocznego raportu wskazują, że takie wsparcie jest niezbędne – jego brak potwierdza 54% respondentów – a edukacja nie idzie w parze z oczekiwaniami studentów i potrzebami rynku pracy. Choć pokolenie Y uważa, że edukacja jest bardzo istotna dla dalszego rozwoju kariery (75%), to istnieje znaczący rozdźwięk między potrzebami młodych ludzi i rynku pracy, a ofertą edukacyjną uczelni. Respondenci dali edukacji bardzo niski ogólny NPS (Net Promoter Score), oceniając swoje zadowolenie z doświadczenia uniwersyteckiego na poziomie -42.

Młodzi ludzie, którzy wciąż studiują, ale równocześnie wchodzą na rynek pracy mają własne podejście do edukacji. Według nich idealny model zdobywania wiedzy to tzw. 70-20-10” – mówi Piotr Herstowski, prezydent organizacji AIESEC Polska. – 70% wiedzy powinno pochodzić z zajęć praktycznych, 20% to nauka poprzez spotkania z mentorami, menedżerami i innymi inspirującymi ludźmi, a ostatnie 10% to tradycyjne zajęcia teoretyczne. Millenialsi podkreślają, że standardowe egzaminy przestały być dobrym sprawdzianem wiedzy, a uczelnie powinny wypracować nowe miary akademickiego sukcesu. Zaznaczają także, że studia powinny być czasem eksperymentowania, sprawdzania swoich pomysłów i uczenia się na własnych błędach. Wspólnym celem AIESEC i PwC jest wprowadzanie tych zmian w życie, wiemy jednak, że będą one możliwe tylko dzięki współpracy środowiska akademickiego, pracodawców i ustawodawców – dodaje.

Świadomi swojej wartości i gotowi do nieustannej nauki mają także określone aspiracje – aż 61% millenialsów na świecie planuje zostać przedsiębiorcą, a 64% ma ambicje bycia decydentem lub objęcia stanowiska w zarządzie. Również przedstawiciele polskiego pokolenia Y potwierdzają te dane – 23% z nich ma plany związane z założeniem własnej firmy w ciągu najbliższych 5 lat, a aż 37% myśli o tym w perspektywie 10 lat.

Przedstawiciele młodego pokolenia szukają globalnych doświadczeń jako metody uczenia się. Ważne jest dla nich przebywanie w środowisku, w którym mogą stale odkrywać nowe możliwości i zdobywać kompetencje. Celem samym w sobie nie jest podjęcie pracy od 8 do 16 czy wysokie wynagrodzenie (jedynie 4% respondentów badania na świecie wskazało wynagrodzenie jako kluczowy element ich kariery w pierwszych 5 latach pracy), jak to było w przypadku poprzednich pokoleń. Życie prywatne i zawodowe coraz bardziej przeplatają się i wzajemnie uzupełniają, dlatego mamy obecnie do czynienia z przechodzenie z modelu work-life balance do modelu work-life style.

Jak odpowiedzieć na potrzeby millenialsów

Badanie YouthSpeak potwierdza tendencje, które obserwujemy od kilku lat. Pojawiający się na rynku pracy młodzi ludzie oczekują od swoich pracodawców możliwości nieustannego uczenia się zarówno od innych, jak i na podstawie własnych doświadczeń. Millenialsi to pokolenie, które chce mieć jasny cel działania, podyktowany nie tylko zyskiem firmy; młodzi ludzie chcą wiedzieć, że ich praca ma głębszy sens – mówi Tomasz Miłosz, dyrektor działu kapitału ludzkiego w PwC na Europę Środkowo-Wschodnią. ­ Dojrzałe organizacje od lat dbają o zaangażowanie pracowników w realizację celów i szukają proaktywnych osób, które pomogą im rozwiązywać codzienne problemy w niecodzienny sposób. Bardzo ważne jest zrozumienie, że pokolenie Y jest partnerem, jedną z aktywnych stron w dyskusji, która ma własne zdanie i własne pomysły na zmianę obecnej sytuacji. Kluczem do obopólnego sukcesu jest zrozumienie, że potrzebna jest współpraca i wspólne wprowadzanie zmian w kulturach organizacyjnych firm oraz programach nauczania na uczelniach – podkreśla Tomasz Miłosz.

Pokolenie Y oczekuje możliwości realizowania pasji, stałego uczenia się i zdobywania międzynarodowego doświadczenia. Ważne są także kultura organizacyjna i środowisko pracy – młodzi chcą rozwijać się w atmosferze wzajemnego zaufania, poszanowania indywidualności i mieć możliwość wyrażania swojego zdania. Dla pokolenia wchodzącego na rynek pracy ważny jest cel. Tylko organizacja, która dba o swój wizerunek, o swoich ludzi i o otoczenie oraz potrafi jasno komunikować swoje cele może zostać uznana za atrakcyjnego pracodawcę. Bycie szczerym i transparentnym w działaniach pozwala przyciągać największe talenty oraz zwiększa szansę na ich zaangażowanie w pracę.

Królowe polskiej polityki

Ewa Kopacz i Beata Szydło

Polską scenę polityczną po raz pierwszy zdominowały kobiety – Ewa Kopacz i Beata Szydło. Obie stały się faworytkami mediów. Na ich temat od początku lipca opublikowano w prasie, internecie i RTV 44 tys. materiałów, a w social media 298 tys. wzmianek – wynika z raportu „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Przez ostatnie lata media nakręcał konflikt Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim. Panowie odeszli jednak w cień, a prym zaczęły wieść dwie kobiety – Ewa Kopacz i Beata Szydło. Wynik pojedynku pomiędzy nimi zaważy na losach polskiej polityki na lata.

Ewa Kopacz od dłuższego czasu jest liderem mediów, choćby ze względu na pełnioną funkcję. Tymczasem Beata Szydło wyłoniła się dopiero podczas wyborów prezydenckich i praktycznie z dnia na dzień stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w Polsce i bohaterką pierwszych stron gazet.

Ewa Kopacz i Beata Szydło faworytkami mediówPorównanie liczby materiałów z prasy, internetu i RTV opublikowanych na temat obu liderek politycznych w dniach 1 lipca – 9 sierpnia wskazuje na blisko trzykrotnie większe zainteresowanie medialne premier RP – 31,9 tys. do 12,3 tys. Największy udział w przekazie na temat Ewy Kopacz miały internet (63 proc.), a następnie telewizja (17 proc.). Prasa i radio informowały o działaniach polityka w równym stopniu – po 10 proc. Informacje na temat premier osiągnęły dużo wyższy ekwiwalent reklamowy – AVE na poziomie 284 mln złotych. Zdecydowana większość przekazu na temat Kopacz należała do mediów ogólnopolskich – 74 proc.

Rozkład doniesień medialnych podobnie wygląda w przypadku Beaty Szydło. Najchętniej pisali o niej redaktorzy portali internetowych (58 proc.), a następnie telewizyjni (22 proc.). 11 proc. przekazu należało do prasy, a 9 proc. do radia. Ekwiwalent reklamowy publikacji oszacowano na blisko 145 mln złotych. O reprezentantce PiS również zdecydowanie częściej informowano w mediach ogólnopolskich – 78 proc.

Na Facebooku popularniejsza Ewa Kopacz

W trakcie analizowanego okresu internauci zdecydowanie częściej pisali na Facebooku o premier RP. Średnio dziennie liczba wpisów i komentarzy na jej temat wyniosła 4,7 tys., a łącznie odnotowano aż 181,8 tys. materiałów! Największa aktywność przypadła na 29 lipca i dotyczyła afery meblowej. Z kolei o Beacie Szydło pisano średnio dziennie ok. 1,6 tys. wzmianek. Pik na jej temat odnotowano 5 sierpnia i wyniósł on 5 tys. publikacji – tylko tego dnia użytkownicy portalu Marka Zuckerberga częściej pisali o przedstawicielce Prawa i Sprawiedliwości niż o Ewie Kopacz.

Dynamicznie na Twitterze

Znacznie większe skoki aktywności dotyczyły Twittera. W przypadku Ewy Kopacz różnica w dziennej liczbie publikacji waha się nawet o 1400 wzmianek. Największy pik tak jak w przypadku Facebooka odnosił się do afery meblowej. Z kolei na temat Beaty Szydło ukazało się o połowę mniej twittów – 16 tys. Tylko na początku lipca zaobserwowano dużą aktywność względem polityka, w połowie miesiąca nastąpiła stagnacja.

Oszczędności są bezpieczne nawet w bankach i SKOK-ach z zarządem komisarycznym

0

Media donoszą o kolejkach osób wypłacających pieniądze z SK Banku. To wynik wprowadzenia w nim zarządu komisarycznego przez KNF. Expander zwraca jednak uwagę, że nie ma powodów do panicznego podejmowania oszczędności. Pieniądze ulokowane w bankach, bankach spółdzielczych i SKOK-ach są objęte ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Nawet w razie upadłości klienci odzyskują wszystkie swoje środki i to wraz z odsetkami. Warunkiem jest jedynie to, że kwota nie może przekraczać ok. 418 000 zł.

W ostatnich miesiącach mamy do czynienia z licznymi przypadkami wprowadzania zarządu komisarycznego w SKOK-ach. Ostatnio ta procedura dotknęła SKOK Jowisz oraz dodatkowo jednego z banków spółdzielczych – SK Banku. Nie jest to oczywiście dobra informacja dla klientów tych instytucji. Z drugiej jednak strony nie stanowi to powodu do zrywania posiadanych lokat i panicznego wypłacania środków. Trzeba bowiem pamiętać, że depozyty zgromadzone w bankach, bankach spółdzielczych i SKOK-ach są objęte ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG).

BFG zwraca pieniądze wraz z odsetkami

Wprowadzenie zarządu komisarycznego wcale nie musi oznaczać, że bank upadnie. Ta procedura jest stosowana, aby temu zapobiec. Jednak nawet gdyby doszło do takiej sytuacji, to BFG zwróci nam wszystkie pieniądze pod warunkiem, że suma nie przekraczała ok. 418 000 zł (równowartość 100 000 euro). Co ważne, odda nam nie tylko to, co wpłaciliśmy, ale również należne odsetki, które narosły do dnia wypłaty przez BFG. Jeśli natomiast w panice zerwiemy posiadane lokaty, wówczas możemy otrzymać jedynie kwotę depozytu, ale bez odsetek.

Nie trzeba też obawiać się, że na pieniądze z BFG będziemy musieli długo czekać lub że będzie to kłopotliwe. Środki są bowiem zwracane maksymalnie w ciągu 20 dni roboczych od dnia zawieszenia działalności banku i wystąpienia z wnioskiem o ogłoszenie jego upadłości. Fundusz dba również o to, aby formalności nie były uciążliwe. Dla przykładu, gdy pod koniec ubiegłego roku upadł SKOK Wołomin, dyspozycje wypłaty można było składać w oddziałach PKO BP. Klienci mogli odebrać pieniądze w gotówce lub zlecić przelanie ich na dowolny rachunek.

Powody do obaw mogą mieć jednak osoby, które ulokowały w tym banku czy SKOK-u więcej niż równowartość 100 000 euro. W przypadku ewentualnej upadłości będą mogły dochodzić swoich roszczeń na ogólnych zasadach prawa upadłościowego i naprawczego. W praktyce istnieje więc pewne ryzyko, że nie odzyskają wszystkich ulokowanych pieniędzy. Warto jednak dodać, że jeśli np. środki są ulokowane na rachunku wspólnym, to limit ochrony BGF jest wyższy. Każdemu współposiadaczowi przysługuje oddzielny limit 100 000 euro. W sytuacji, gdy jest ich dwóch, wówczas mogą łącznie odzyskać od BFG nawet równowartość 200 000 euro.
Expander

Źródło: Expander

Znaki towarowe – jak amortyzować?

0

Definicję znaku towarowego możemy znaleźć w ustawie z dnia 30 czerwca 2000 r. – Prawo własności przemysłowej. Według niej znak towarowy to każdy symbol, który można przedstawić w sposób graficzny, który nadaje się do oznaczania towarów lub usług danego przedsiębiorstwa. To dość szeroki zakres: mieszczą się w nim wyrazy, litery, liczby, kolory, forma przestrzenna, ornamenty, a także połączenia tych elementów. Co ciekawe, znakiem towarowym może być także melodia, sygnał dźwiękowy, a nawet zapach.

Znak towarowy stanowi część majątku firmy i według art. 22b ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych pod pewnymi warunkami może podlegać amortyzacji.

Sam znak towarowy w myśl przepisów podatkowych co do zasady nie podlega amortyzacji, gdyż sam w sobie nie jest uznawany za wartość niematerialną i prawną. Amortyzowane jest samo prawo ochronne na znak towarowy, które powinno posiadać kilka cech, a mianowicie:

  • stanowić prawo określone w ustawie Prawo własności przemysłowej,
  • zostać nabyte przez podatnika,
  • nadawać się do gospodarczego wykorzystania w dniu przyjęcia do używania,
  • być wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą albo oddane przez niego do używania na podstawie umowy licencyjnej (sublicencji), umowy najmu, dzierżawy lub umowy leasingu;

lub sam znak towarowy jako utwór (jeżeli nie zostało mu nadane prawo ochronne, a znak spełnia definicje utworu zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Ważny jest w tym kontekście także przewidywany okres jego używania – powinien być on dłuższy niż rok.

Wszystkie wymienione warunki muszą być spełnione łącznie, co ogranicza w pewien sposób możliwości przedsiębiorcy w zakresie amortyzowania znaku. Także jeśli został on nabyty w sposób pierwotny (czyli wytworzony we własnym zakresie) lub zarejestrowany w Urzędzie Patentowym, nie może ulegać amortyzacji – urząd skarbowy uważa, że z chwilą rejestracji znak towarowy staje się wartością wytworzoną, a nie nabytą. Oznacza to, że wydatki, które przedsiębiorca poniósł przy wytwarzaniu prawa do znaku (czyli rejestracji), można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów w dacie ich poniesienia. W takim przypadku można dokonać odpisu amortyzacyjnego od prawa do znaku towarowego tylko wtedy, gdy dochodzi do nabycia wtórnego, czyli na dzień jego nabycia podatnik posiada na mocy prawomocnej decyzji Urzędu Patentowego szczególną ochronę prawną.

Prawa autorskie a amortyzacja znaku towarowego

Przedsiębiorca może amortyzować niezarejestrowany znak towarowy, o ile można zakwalifikować go jako utwór w rozumieniu przepisów o prawach autorskich. Amortyzacji podlegają wówczas autorskie prawa majątkowe do znaku towarowego.

Utworem, czyli przedmiotem praw autorskich, jest według art. 1 ust. 1 oraz 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Ochronie podlega zwłaszcza utwór wyrażony słowem, symbolami matematycznymi oraz znakami graficznymi. Z analizy definicji ustawowej wynika, że znak towarowy, którego nie zarejestrowano, może być przedmiotem praw autorskich. One z kolei należą do katalogu wartości niematerialnych i prawnych, ujętych w art. 22b u. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Choć w niektórych kręgach zaliczenie niezarejestrowanego znaku towarowego do utworów może budzić sprzeciw, takie stanowisko zostało potwierdzone w kilku interpretacjach indywidualnych i orzeczeniach sądów.

Należą do nich interpretacja indywidualna dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 26 lipca 2013 r. (sygn. IPPB1/415-623/13-2-EC) oraz interpretacja dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 22 października 2012 r. ( sygn. IPPB3/423-518/12-2/PK1). Jednak najistotniejszy jest wyrok poznańskiego WSA z 28 czerwca 2011 r. (sygn. akt I SA/Po 210/11), potwierdzony następnie przez NSA w wyroku z 8 października 2013 r. (sygn. akt II FSK 2812/11). Znaleźć w nim można wyczerpujące wyjaśnienie: (…) o ile znak towarowy jako twór podlega ochronie zgodnie z przepisami ustawy o prawie autorskim, o tyle taki sam znak słowno-graficzny zgłoszony do rejestracji o udzielenie praw ochronnych na znak towarowy traci niejako przymiot utworu, bowiem w momencie zgłoszenia do rejestracji przez właściwy organ patentowy rozpoczyna się niejako jego ochrona na podstawie przepisów ustawy – Prawo własności przemysłowej.

Należy więc zachować ostrożność przy wybieraniu między prawnoautorską ochroną znaku towarowego lub prawami ochronnymi do niego, a także nie zapominać, że wspomniane wcześniej interpretacje i wyrok odnoszą się do indywidualnego przypadku i choć możemy się w niektórych sytuacjach na nie powoływać, nie stanowią ogólnej wykładni prawa.

Znak towarowy jako wartość niematerialna i prawna

Jak już wspominano, znak towarowy (jeżeli nie jest wytworzony przez podatnika) zalicza się do wartości niematerialnych i prawnych. W ich przypadku, zwłaszcza jeśli zostały nabyte w drodze kupna, za wartość początkową uznaje się cenę nabycia, powiększoną o koszty związane z zakupem naliczone do dnia przekazania wartości niematerialnej i prawnej do używania, a w szczególności o koszty opłat notarialnych, skarbowych i innych, odsetek, prowizji.

Kwotę tę pomniejsza się także o podatek od towarów i usług. Wyjątkiem od tej zasady są przypadki, w których zgodnie z odrębnymi przepisami podatek od towarów i usług nie stanowi podatku naliczonego, podatnikowi nie przysługuje wówczas obniżenie kwoty podatku należnego o podatek naliczony albo zwrot różnicy podatku w rozumieniu ustawy o podatku od towarów i usług.

Cenę koryguje się także o różnice kursowe, naliczane aż do dnia oddania do użytku wartości niematerialnej i prawnej. Inaczej oblicza się wartość początkową choćby w przypadku nabycia składników majątku w drodze spadku, darowizny lub wkładu niepieniężnego – w takim przypadku wartością początkową jest wartość rynkowa a z dnia nabycia, chyba że umowa, na podstawie której je nabyto, określa ją w niższej wysokości.

Odpisów amortyzacyjnych nie trzeba dokonywać, jeżeli wartość niematerialna i prawna jest wyceniona na mniej niż 3.500 zł (netto w przypadku czynnych podatników VAT, brutto w przypadku podmiotów zwolnionych z VAT). Wydatki, które przedsiębiorca poniósł na ich nabycie, kwalifikuje się wówczas jako koszty uzyskania przychodów w miesiącu oddania ich do używania. Może także dokonać jednorazowo odpisów amortyzacyjnych od wartości początkowej w miesiącu oddania ich do używania lub w miesiącu następnym.

Odpisów amortyzacyjnych od wartości początkowej wartości niematerialnych i prawnych dokonuje się od pierwszego miesiąca następującego po miesiącu, w którym wartości te wprowadzono do ewidencji wartości niematerialnych i prawnych lub do końca tego miesiąca, w którym następuje zrównanie sumy odpisów amortyzacyjnych z ich wartością początkową lub w którym postawiono je w stan likwidacji, zbyto lub stwierdzono ich niedobór.

Okres amortyzacji przedmiotu praw autorskich i prawa ochronnego na znak towarowy nie może być krótszy niż 60 miesięcy, zaś maksymalna stawka amortyzacyjna powinna wynosić 20%.

Przykład 1.

Firma XYZ nabyła od Firmy ABC znak towary wraz z prawami autorskimi za kwotę 3.000 zł. Jak rozliczyć tego typu zakup?

Istnieją trzy rozwiązania:

  1. wykazanie zakupu bezpośrednio w kosztach uzyskania przychodów – odpowiednią do tego kolumną będzie kol. 13 KPiR – pozostałe wydatki
  2. jednorazowa amortyzacja w związku z niskocenną wartością niematerialną i prawną; wówczas całą kwotę 3.000 zł podatnik wykazuje w kol. 13 KPiR – pozostałe wydatki w miesiącu, w którym wartość niematerialna i prawna została przyjęta do użytkowania;
  3. amortyzacja liniowa, która musi trwać min. 60 miesięcy (5 lat) wówczas max. stawka amortyzacji wynosi 20%:
    • roczny odpis amortyzacyjny dla znaku towarowego: 3.000 zł x 20% = 600 zł
    • miesięczny odpis amortyzacyjny dla znaku towarowego: 600 zł : 12 m-cy = 50 zł

odpisy amortyzacyjne ujmuje się w kosztach, począwszy od miesiąca następującego po miesiącu przyjęcia wartości niematerialnej i prawnej do użytkowania.

Decyzję co do rozliczenia niskocennego znaku towarowego przedsiębiorca powinien podjąć w taki sposób by była dla niego najkorzystniejsza pod względem podatkowym.

Przykład 2.

Firma ABG nabyła znak towarowy z prawami autorskimi od Firmy AHL. Wartość początkowa znaku towarowego wynosi 15.000 zł. Jak będą kształtowały się odpisy amortyzacyjne przy założeniu, że

  1. będzie amortyzowany przez minimalny wymagany okres 5 lat (60 m-cy)
  2. będzie amortyzowany przez 10 lat (120 m-cy)
  3. zastosuje stawkę amortyzacyjną 12%

ad.1. W przypadku amortyzacji przez okres 5 lat max. stawka amortyzacyjna jaką można zastosować to 20%.

  • roczny odpis amortyzacyjny: 15.000 zł x 20% = 3.000 zł
  • miesięczny odpis amortyzacyjny: 3.000 zł : 12 m-cy = 250 zł

ad.2. W przypadku amortyzacji trwającej 10 lat stawką amortyzacyjną, którą należy zastosować wynosi 10%.

  • roczny odpis amortyzacyjny: 15.000 zł x 10% = 1.500 zł
  • miesięczny odpis amortyzacyjny: 1.500 zł : 12 m-cy = 125 zł

ad.3. W przypadku gdy stawka amortyzacyjna będzie wynosiła 12%, okres amortyzacji będzie trwał 8 lat i 4 miesiące:

  • roczny odpis amortyzacyjny: 15.000 zł x 12% = 1.800 zł
  • miesięczny odpis amortyzacyjny: 1.800 zł : 12 m-cy = 150 zł

Tak jak w przykładzie pierwszym podatnik nabywający znak towarowy powinien wybrać taki wariant, który w jego indywidualnej sytuacji będzie optymalny pod względem podatkowym. Jeżeli planowane przychody nie będą zbyt wysokie, wówczas można sobie pozwolić na dłuższy okres amortyzacji znaku towarowego. Natomiast gdy w firmie planuje się wzrost przychodów wówczas najlepszym rozwiązaniem będzie zastosowanie wysokiej stawki amortyzacji z możliwie najkrótszym okresem amortyzowania, na jaki pozwalają obowiązujące przepisy.

Andrzej Lazarowicz, prezes wfirma.pl

Europa zwalnia – dane z Francji i Niemiec nie zachwycają

Poznaliśmy dane o wzroście PKB największych gospodarek. Dane z Francji i Niemiec nie zachwycają. Dobrze wypadł za to wczorajszy odczyt zmian cen w Polsce. Dzisiaj zobaczymy czy dobrą passę podtrzyma wzrost rodzimego PKB. W Grecji przyjęto wymagany pakiet reform.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Rano poznaliśmy dane o wzroście PKB w głównych gospodarkach Unii Europejskiej. Francji ledwo udało się uciec przed recesją, nie udało się jednak osiągnąć wzrostu. W przypadku Niemiec wzrost PKB wyniósł zaledwie 0,4% w ujęciu kwartalnym. W skali roku to nadal 1,6%, ale to wynik lepszego początku tego okresu. Naszych zachodnich sąsiadów uratowało słabsze euro, które przyczyniło się do poprawy eksportu. Warto zwrócić uwagę, że jeżeli przy słabej walucie, niemal zerowych stopach procentowych i bardzo niskich cenach ropy naftowej gospodarka ma tak mizerne wyniki nie wróży to dobrze na przyszłość. Analitycy widząc taką dyspozycję patrzą przychylniejszym okiem na głównego konkurenta po drugiej stronie oceanu, który nie ma tych problemów. Nie może zatem dziwić, że dane te zatrzymały kolejną próbę odbicia na parze EUR/USD.

Wczoraj poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane na temat zmian cen w Polsce. Nie ma co prawda jeszcze inflacji, ale deflacja jest niższa niż oczekiwano. Jest to oczywiście jednym z efektów spadających cen ropy, co przekłada się na niższe koszty transportu. Po tych danych trwał ruch umacniający złotówkę. Zyskała ona wobec euro przeszło grosz w ciągu następnej godziny a zmiana ta utrzymała się do końca dnia.

Grecy przyjęli pakiet reform. Był to warunek konieczny najbliższego porozumienia z wierzycielami. Reformy dotyczą przede wszystkim prywatyzacji, systemu emerytalnego, podatkowego oraz deregulacji energetyki. Nie obyło się oczywiście bez rozłamu w koalicji rządzącej, a nawet wewnątrz głównej partii. Na szczęście opozycja była znacznie bardziej przychylna temu projektowi co uratowało głosowanie.

Po trzech dniach sytuacja z juanem się uspokoiła. Nawet doszło do delikatnego wzrostu wartości chińskiej waluty. Trzeba przyznać, że to częściowe uwolnienie wartości chińskiej waluty odbyło się w mocno niefortunnym momencie. Gdyby doszło do tego nie podczas publikacji ważnych i co istotne, niekorzystnych danych, nie było z tym prawdopodobnie aż takiego zamieszania. Dlaczego zmieniano metodę ustalania kursu? Ambicją Chin jest stworzenie z juana jednej z walut światowych. Tak długo jak jego kurs będzie ręcznie ustalany względem dolara ciężko sobie wyobrazić realizację takiego scenariusza.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:
10:00 – Polska – PKB,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 14.08.2015
Komentarz walutowy 14.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 14.05.2015 do 14.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza się w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerokiej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiegało jeszcze wczoraj w okolicach 4,1800, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1250 – 4,1300, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 14.08.2015
Komentarz walutowy 14.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 14.05.2015 do 14.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000, kolejnym poziomem jest testowane obecnie 3,8350.

USD/PLN

Komentarz walutowy 14.08.2015
Komentarz walutowy 14.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 14.05.2015 do 14.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem dolne ograniczenie trendu na 3,7400.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 14.08.2015
Komentarz walutowy 14.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 14.05.2015 do 14.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8300.

Zarobki w branży IT – gdzie płacą najwięcej?

60 procent z nas do zmiany pracy najsilniej motywują pieniądze. Branża IT, która jest uważana za jedną z lepiej opłacanych, oferuje pracownikom stawki znacznie wykraczające poza średnią krajową, wynoszącą niewiele ponad 4 000 PLN. Wśród popularnych języków programowania najlepiej zarabiają programiści aplikacji mobilnych – 7 200 PLN miesięcznie oraz programiści JAVA – o 200 PLN mniej. Gdzie warto pracować, w jakiej firmie i specjalizacji, aby zarobić najwięcej?

Rynek pracy IT cały czas wymyka się schematom. Z jednej strony zapotrzebowanie na specjalistów w różnych obszarach informatycznych wciąż rośnie, działy HR alarmują, że brak na rynku specjalistów z danych dziedzin; z drugiej zaś mówi się o dużej rotacji pracowników, którzy – skuszeni wyższą pensją – są skłonni stosunkowo często zmieniać chlebodawcę.

Sedlak & Sedlak, firma zajmująca się doradztwem HR, pod koniec 2014 roku opublikowała raport „Problemy HR w firmach IT”, badający najistotniejsze przeszkody, z jakimi mierzą się rekruterzy poszukujący specjalistów IT. Najtrudniejszą do pokonania barierą jest niedobór kandydatów o odpowiednich kwalifikacjach, z którym boryka się aż 88 procent firm. Idąc za tropem „informatycznego rynku pracownika” warto też zwrócić uwagę na mało konkurencyjne wynagrodzenie, które jako problem postrzega 47 proc. ankietowanych przedsiębiorstw. Gdzie wiec pracować, aby pensja była satysfakcjonująca?

Gdzie w Polsce najwięcej zarobi programista JAVA
Gdzie w Polsce najwięcej zarobi programista JAVA

Mniejszym firmom trudno konkurować z dużymi, zwłaszcza międzynarodowymi korporacjami informatycznymi. Oprócz zarobków na często światowym poziomie oferują one szereg świadczeń pozapłacowych, których sfinansowanie dla niewielkich podmiotów może być trudne – mówi Sylwia Wieteska, HR Specialist z Hicron, integratora systemów IT. – Zauważamy jednocześnie rosnący trend pracownika świadomego swoich praw i możliwych profitów poza standardowym wynagrodzeniem. Firmy rozszerzają pakiety socjalne, oferując już nie tylko prywatną opiekę medyczną czy karty sportowe, lecz także bony zakupowe, wszelkiego rodzaju dofinansowanie wakacji lub kursów językowych, czy też darmowe owoce lub inne smakołyki na każdy dzień pracy. Duży nacisk kładzie się także na rozwój zainteresowań i pasji zespołu, np. poprzez materialne wsparcie nieformalnych grup sportowych lub innych kół zainteresowań tworzonych przez pracowników. To, oprócz podstawowego wynagrodzenia, może przyciągać kandydatów – dodaje.

Znajomość języków programowania jest w cenie

Aby w pełni wykorzystać potencjał finansowy rynku IT, należałoby dobrze zaplanować swoją karierę pod kątem kilku czynników wpływających na wysokość wynagrodzenia. Najważniejszym z nich jest specjalizacja informatyka. Najbardziej dochodowe dla firmy obszary to jednocześnie najwyższe pensje. Warto zwrócić szczególną uwagę na zarobki programistów: to tutaj często brakuje specjalistów wysokiej klasy, zaś stawki daleko w tyle pozostawiają średnią krajową.

Ranking najlepiej opłacanych języków programowania otwierają rzadkie technologie (np: COBOL, RUBY). Generalnie im rzadsza technologia, tym wyższe wynagrodzenie. Mamy tu często do czynienia z sytuacją, w której to pracownicy dyktują warunki – firmy są w stanie zapłacić takim programistom kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, a czasami nawet więcej. Jeśli chodzi o bardziej popularne technologie, najlepiej opłacanym obszarem są aplikacje mobilne, gdzie mediana wynagrodzeń miesięcznych brutto doświadczonych programistów wynosi 7 200 PLN. To około dwa razy więcej niż średnie wynagrodzenie według GUS. Natomiast jedna czwarta specjalistów od aplikacji mobilnych zarabia ponad 8 833 PLN brutto miesięcznie – mówi Damian Pokrywka, Specjalista ds. analiz wynagrodzeń z Sedlak & Sedlak.

Na kolejnych miejscach najlepiej opłacanych specjalizacji programistycznych uplasowały się języki: Java z płacą na poziomie 7 000 PLN, C/C++ – 6 867 PLN oraz programista baz danych zarabiający 6 539 PLN miesięcznie, czy .NET z wynagrodzeniem  6 142 PLN.

Więcej w metryce, więcej na koncie

Co oczywiste, wynagrodzenia rosną wraz ze zdobywanym doświadczeniem. W porównaniu do początkującego programisty aplikacji mobilnych (z zarobkami rzędu 4 095 PLN) doświadczony pracownik zarobi już 7 200 PLN, zaś tzw. „senior” może liczyć na comiesięczny wpływ na konto ponad dwukrotnie wyższy niż u „juniora”. Na podobnym poziomie kształtują się różnice dla programistów .NET, gdzie młodszy specjalista zarobi niespełna 4 000 PLN, a starszy – ponad 9 tysięcy złotych brutto miesięcznie.

Różnice w wynagrodzeniu na zbliżonych stanowiskach mogą kształtować się także w zależności od wybranej formy współpracy. Większość firm, także w sektorze IT, elastycznie podchodzi do tej kwestii, umożliwiając zatrudnionemu wybór takiej umowy, jaka będzie dla niego najbardziej satysfakcjonująca. Pracownicy mogą np. prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą, podpisać umowę o pracę, bądź kontrakt. Z danych Sedlak & Sedlak wynika, że ten ostatni jest korzystniejszy dla pracownika, ponieważ wiąże się z wyższymi stawkami. I tak w przypadku doświadczonego specjalisty różnica ta wynosi zaledwie 624 PLN w miesiącu, lecz dyrektor pionu może już liczyć na zwyżkę w wysokości 5 115 PLN. W ciągu roku różnica w dochodach starszego specjalisty zatrudnionego na kontrakcie wyniesie około 12 192 PLN. Dla zobrazowania kwoty: to wystarczy, aby kupić nieco ponad 2 m2 mieszkania we Wrocławiu.

Dochodowy biznes to większe pensje

Różnice w wynagrodzeniach są widoczne także gdy przyjrzymy się rocznej kondycji finansowej firm, które je wypłacają. Im większy dochód przedsiębiorstwa, na tym wyższe pensje mogę liczyć jego pracownicy. Starszy specjalista IT zarobi 8 103 PLN w firmie osiągającej dochody do 25 milionów złotych, jeśli zaś zatrudni się w przedsiębiorstwie przekraczającym pułap 200 milionów – ma szansę na pensję w wysokości 9 850 PLN.

Obok największych graczy, polski rynek firm IT rozwija się bardzo intensywnie i na arenę zaczynają wkraczać mniejsze przedsiębiorstwa, zatrudniające 200 – 300 pracowników, które oferują równie atrakcyjne wynagrodzenia. Firmy te wygrywają często nie tylko ofertami finansowymi, lecz także mniej sformalizowaną strukturą, większą samodzielnością pracowników i niestandardowych możliwościach rozwoju poza utartymi schematami – mówi Sylwia Wieteska z Hicron.

Biuro z widokiem

Nie bez znaczenia pozostaje także lokalizacja firmy. W województwach o dużym nasyceniu podobnymi przedsiębiorstwami walka o pracownika się zaostrza, co owocuje wyższymi zarobkami. Programista Java w województwach mazowieckim i dolnośląskim zarobi 7 000 PLN, w śląskim – 5 600 PLN, podczas gdy w lubelskim już tylko 4 100 PLN – niewiele więcej, niż wynosi średnia krajowa. Inaczej kształtują się też dolne i górne kwartyle. Dla porównania: w dolnośląskim jedna czwarta programistów Java zarabia poniżej 4 700 PLN, podczas gdy na terenie lubelskiego wskaźnik ten wynosi 3 000 PLN (dane za 2014 rok).

Pracownika zatrudnię od zaraz

Popyt na specjalistów IT od kilku lat nie tylko nie słabnie, lecz wręcz nabiera rozpędu. Braki kadrowe odczuwają zwłaszcza firmy o intensywnym tempie rozwoju, które prowadzą rekrutacje niemal w trybie ciągłym, poszukując pracowników do nowo tworzonych zespołów.

Rekrutacja w trybie ciągłym to coraz częstsze zjawisko w firmach IT, także w Hicron. W tej chwili poszukujemy między innymi programistów Java i .NET. Aby zaspokoić nasze potrzeby personalne w tych zespołach chcemy zatrudnić około 20 osób. Zapotrzebowanie na specjalistów w tym obszarze jest ogromne i ciągle rośnie, zwłaszcza w miastach takich jak Wrocław czy Warszawa, gdzie swoje siedziby lokuje coraz więcej firm z tego sektora. Czy rynek pracy dla programistów się wysyci? Myślę, że nieprędko to nastąpi – podsumowuje Szymon Włochowicz,  Architekt Rozwiązań i Lider Zespołu Enterprise Mobility w Hicron.

W dobie ogromnego zapotrzebowania na pracowników sektora ICT warto ułożyć swoja ścieżkę kariery zarówno pod kątem interesujących i pełnych wyzwań projektów, jak i potencjalnych profitów finansowych. Forma zatrudnienia, wielkość firmy, jej lokalizacja, a także nasza specjalizacja zawodowa –  to jedne z ważniejszych czynników wartych uwagi w procesie osiągnięcia zawodowej satysfakcji na informatycznym rynku pracy.

Artykuł powstał w oparciu o dane Sedlak & Sedlak zawarte w raportach: Wynagrodzenia na stanowiskach IT w 2013 roku oraz Raport płacowy Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015.

Opti TFI: Z wyjątkiem PZU brakuje chętnych na zakup banków. Podatek bankowy nie powinien więc spowodować ucieczki z polskiego rynku

Tomasz Bursa

Polski rynek nie jest już atrakcyjny dla zagranicznych banków. Niskie stopy procentowe, ustawa frankowa i zapowiedziany podatek bankowy powstrzymują banki przed akwizycjami. Dlatego trudno o sprzedaż już działających instytucji, choć kilka z nich otwarcie deklaruje sprzedaż swoich polskich filii. Zdaniem wiceprezesa Opti TFI Tomasza Bursy wśród kupujących natomiast aktywna jest właściwie tylko Grupa PZU. Jego zdaniem po wprowadzeniu podatku bankowego wejście banków na drogę prawną jest mało prawdopodobne. Realny jest raczej scenariusz węgierski, czyli dostosowanie do nowych reguł rynkowych.

– Zawsze musi być kupujący. I dzisiaj tak naprawdę wydaje mi się, że kilka banków chciałoby wyjść z Polski, ale za bardzo nie ma kto ich kupić, bo jak się zastanowimy, to właściwie jedynym kupującym jest PZU mówi Tomasz Bursa wiceprezes Opti TFI SA.

Pod koniec maja bieżącego roku Grupa PZU kupiła pakiet ponad 25 proc. akcji Alior Banku. Wartość transakcji przekroczyła 1,6 mld złotych. Ubezpieczyciel planuje przejąć jeszcze 2-3 inne banki, a łączna kwota akwizycji może wynieść 5-6 mld zł..

– Banki zagraniczne raczej patrzą już bardziej podejrzliwie na nasz rynek, bo jednak tu obniża się rentowność kapitału własnego. Mamy pewne zamieszanie regulacyjne, które nie sprzyja inwestycjom w sektorze bankowym – ocenia ekspert.

Prezes Bursa zwraca uwagę na brak innych podmiotów krajowych, które mogą pomóc w konsolidacji polskiego sektora bankowego. Ograniczone jest również zainteresowanie ze strony podmiotów zagranicznych. Te wolą inwestować w gospodarki, których potencjał wzrostu jest większy niż w Polsce.

– Mówi się, że PKO BP może być konsolidatorem sektora, ale PKO BP ma dzisiaj problem z frankami, za chwilę będzie miał problem z podatkiem bankowym, a po trzecie nie ma też aż tak wysokich kapitałów własnych, żeby co chwilę przejmować nowe banki – tłumaczy Tomasz Bursa.

Największa polska instytucja bankowa za przejęcie aktywów Nordea Banku Polska zapłaciła w zeszłym roku 2,81 mld zł.

Jak twierdzi Tomasz Bursa, banki nie mają realnych szans na odwołanie od nakładanych przez państwo podatków.

– Nie sądzę, żeby banki odniosły sukces w pewnych kwestiach sądowych – ocenia Tomasz Bursa pytany o ewentualnie kroki prawne banków przeciwko ostatnim rządowym regulacjom.

Barierę stanowią głównie trudności natury prawnej. Nawet w przypadku korzystnej decyzji sądu cofnięcie rządowych ustaw można stanowić zbyt duże wyzwanie merytoryczne, a przede wszystkim być bardzo uciążliwe dla klientów.

– Dlatego nie spodziewam się jakichś aktywnych działań banków po stronie sądowej. Trudno mi jest sobie wyobrazić, że banki będą sądzić się z państwem polskim za to, że wprowadzono pewne rozwiązania regulacyjne – przewiduje wiceprezes Opti TFI SA.

Według niego w obecnej sytuacji najbardziej prawdopodobny jest scenariusz węgierski. Tamtejsze instytucje przyjęły narzucone im rozwiązania, obecnie prowadzą swoją działalność zgodnie z nowymi regułami prawnymi.

Ronson Development zamierza w tym roku przeznaczyć jeszcze 30 mln zł na kupno gruntów pod nowe inwestycje. Plan sprzedaży 800 mieszkań w całym roku niezagrożony

Tomasz Łapiński

Mimo gorszych wyników finansowych w pierwszym kwartale całe półrocze br. spółka Ronson Development zakończył na plusie. W tym roku deweloper planuje łącznie sprzedać 800 lokali, z czego ponad połowę udało się zrealizować w pierwszym półroczu. Jeszcze 30 mln zł mają pochłonąć w tym roku wydatki związane z kupnem gruntów pod nowe inwestycje.

Wydaje mi się, że wyniki z pierwszego półrocza są zgodne z oczekiwaniami inwestorów – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy, członek zarządu spółki Ronson. – W drugim kwartale oddaliśmy trzeci etap projektu Sakury, przekazywaliśmy lokale w zyskownym trzecim etapie projektu Verdis, który miał wysoką marżę wynoszącą więcej niż 27 proc. Wyniki pierwszego kwartału były trochę słabsze, drugiego – lepsze. Więc całe półrocze zamknęliśmy na plusie.

Podczas pierwszych sześciu miesięcy br. przychody spółki Ronson wyniosły 94,2 mln zł i były prawie o 20 mln zł niższe niż w tym samym okresie 2014 roku, przy czym niemal 45 przychodów przypadło na inwestycję Verdis III. Spółka zarobiła netto 2,44 mln zł (zysk przypadający na akcjonariuszy podmiotu dominującego), czyli niemal dwa razy mniej niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku (4,2 mln zł).

Według Tomasza Łapińskiego drugie półrocze zapowiada się lepiej niż pierwsze, ponieważ więcej lokali zostanie przekazanych klientom. Natomiast plany sprzedaży przewidują, że w całym roku Ronson znajdzie nabywców na 800 mieszkań (w pierwszym półroczu było ich 410).

W pierwszym półroczu przekazaliśmy klientom klucze do 270 lokali, co wpływa na nasze wyniki finansowe – wyjaśnia prezes Tomasz Łapiński. – Zakładamy, że w drugim będzie ich znacznie więcej, można liczyć nawet na ponad 400. Natomiast sprzedaż powinna być podobna bądź nawet trochę lepsza niż w pierwszym półroczu. Sądzę zatem, że plan zrealizujemy bez najmniejszych kłopotów. Nie mamy żadnych opóźnień na prowadzonych inwestycjach, sprzyja nam również tempo sprzedaży.

Największą popularnością, jak mówi Tomasz Łapiński, cieszą się obecnie projekty Moko na warszawskim Wierzbnie oraz Kamienica Jeżyce w Poznaniu. Będą one jednak trafiały do rachunku zysków i strat przedsiębiorstwa dopiero w przyszłym roku. Z tegorocznych natomiast klienci najchętniej wybierają mieszkania na osiedlu Verdis na warszawskiej Woli oraz apartamenty w projekcie Tamka 29.

Mamy bardzo satysfakcjonujące wyniki sprzedażowe w tych projektach, które były realizowane w poprzednim roku, tzn. na wczesnym etapie budowy i sprzedaży – zapewnia Tomasz Łapiński.

W wyniku uchwalenia przez Sejm pod koniec czerwca nowelizacji ustawy o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania znacznie zliberalizowane zostały kryteria kwalifikacji do rządowego program Mieszkanie dla Młodych. Mimo tego, jak twierdzi Tomasz Łapiński, lokale oferowane przez spółkę Ronson, nie obejmują reguły udziału w programie. Korzystając z dopłat w ramach MdM klienci mogą bowiem kupić mieszanie jedynie nie droższe niż wyznaczany dla każdego województwa wskaźnik cenowy.

Inwestycjami, które kwalifikują się do udziału w MdM, są inwestycje, które prowadzimy w Poznaniu, mowa tu o Kamienicy Jeżyce oraz Młody Grunwald – zauważa Tomasz Łapiński. – Natomiast nie jest to znacząca liczba mieszkań w stosunku do całości naszej oferty. Więc zmiany w MdM bezpośrednio nie mają na nas raczej przełożenia.

Ronson poszukuje nowych terenów na następne inwestycje w Warszawie oraz Poznaniu.

W ostatnich miesiącach bank ziemi w Poznaniu w zasadzie nam się wyczerpał – tłumaczy Tomasz Łapiński. – Oprócz tego, że w br. sfinalizowaliśmy jedną transakcję za 21 mln zł na zakup gruntu na warszawskiej Woli, to jeszcze co najmniej kolejnych 30 mln zł przeznaczymy na tego rodzaju inwestycje.

DMK: Rubel do końca roku będzie taniał. Pośrednio osłabia to także złotego

Andrzej Stefaniak

Rosyjski rubel po przecenie w końcówce ubiegłego roku i pewnym odbiciu na wiosnę od połowy maja znów stracił na wartości i to przeszło 30 proc. Obecnie za jednego dolara inwestorzy muszą zapłacić ponad 64 ruble. Słabe dane z rosyjskiej gospodarki oraz trwające od trzech miesięcy gwałtowne spadki na rynku ropy naftowej mogą wywołać dalszą deprecjację rubla. Dealer walutowy DMK Andrzej Stefaniak ocenia, że przed końcem roku możemy zobaczyć poziomy zbliżone do tych z zimy. Wówczas za dolara płacono niemal 80 rubli.

– Rubel jest bardzo silną walutą surowcową, mocno powiązaną z tym, co się dzieje na rynku ropy naftowej. A obecnie od miesiąca mamy kolejną falę przeceny ropy naftowej, co od razu przełożyło się na to, że rosyjska waluta zaczęła tracić na wartości – mówi Andrzej Stefaniak, główny dealer walutowy DMK.

Analityk uważa, że końcówka roku prawdopodobnie przyniesie dalsze osłabienie rosyjskiej waluty. Negatywny sentyment wokół rubla powoduje odejście inwestorów również od innych walut rynków wschodzących, w tym polskiego złotego.

– Na razie nie zapowiada się nic, co mogłoby odwrócić tę tendencję, a bank centralny dodatkowo obniża stopy procentowe. Ta tendencja powinna być kontynuowana, dlatego przecena rubla jest spodziewanym scenariuszem bazowym na kolejne miesiące i do końca roku – komentuje Stefaniak.

Pod koniec lipca Centralny Bank Rosji po raz kolejny obniżył stopy procentowe. Po ostatnich cięciach obecny poziom wynosi 11 proc. Jeszcze w grudniu było to 17 procent.

Zdaniem przedstawiciela DMK skala kolejnych spadków może być bardzo głęboka i sprowadzić rubla w okolice poziomów notowanych w grudniu ubiegłego roku i styczniu bieżącego roku. Wówczas za jednego dolara amerykańskiego płacono powyżej 70 rubli.

– Nasila się presja recesyjna, to widać w gospodarce i po wynikach, które są bardzo rozczarowujące – tłumaczy ekspert.

Według danych Federalnej Służby Statystycznej w II kwartale rosyjska gospodarka skurczyła się o 4,6 procent. Jest to najgorszy wynik od 2009 roku. Poziom recesji pogłębiają m.in. sankcje gospodarcze nałożone na Rosję. Najnowsza analiza MFW zakłada, ze międzynarodowe restrykcje mogą w najbliższych latach kosztować Moskwę aż 9 proc. PKB.

– Kwestia Ukrainy jest jak najbardziej tematem, który będzie miał wpływ. Widać, że na froncie ukraińskim jest uspokojenie, zatem jeżeli doczekają tylko do okresu zimowego, to prawdopodobnie kolejne miesiące nie przyniosą nam eskalacji tego konfliktu – tłumaczy dealer walutowy DMK. Dlatego jeżeli chodzi o waluty, to główny wpływ na to, co się będzie działo na rosyjskiej walucie, będzie miało to, co się będzie działo na rynku ropy naftowej.

Cena baryłki ropy naftowej typu Crude w ciągu ostatnich dwóch miesięcy spadła o blisko 30 proc., osiągając chwilowo poziom poniżej 43 dolarów. Tak niskich cen na rynku surowca nie było od przełomu 2008 i 2009 roku.

Usługi e-administracji będą dostępne w placówkach Poczty Polskiej. Powstanie 500 Centrów Aktywności Cyfrowych

0

Andrzej Halicki

W najbliższych latach w placówkach Poczty Polskiej będzie można skorzystać z usług administracji elektronicznej. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce w ten sposób zachęcać Polaków do załatwiania spraw urzędowych online. Pierwsze Centrum Aktywności Cyfrowych zostanie uruchomione 24 sierpnia w Sosnowcu. W 2016 roku będzie ich już około 500.

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji oraz Poczta Polska podpisały porozumienie ws. współpracy w zakresie budowy usług e-administracji.

W tej chwili Poczta Polska ma około 7,5 tys. placówek pocztowych, a 4,5 tys. jest już zinformatyzowanych i oferuje możliwość bezpłatnego dostępu Wi-Fi. Od teraz w placówkach pocztowych w ciągu najbliższych lat będą powstawać specjalne miejsca do obsługi obywatela, który chce dokonać usług e-administracyjnych – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji. – De facto będzie to dużo bliżej obywatela niż w sytuacji, gdyby te usługi realizowały wszystkie urzędy gminne, których jest 2,5 tys.

Resort administracji i cyfryzacji chce w ten sposób upowszechniać usługi e-administracji. To istotne zwłaszcza dla mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie nie ma urzędów. Dostępność e-usług w placówkach Poczty Polskiej ma wesprzeć także osoby, które nie czują się na tyle pewnie, by zrobić to samodzielnie.

To będzie pomoc, rodzaj helpdesku dla osób, które muszą się tego nauczyć. W związku z tym w ramach obsługi e-administracyjnej około 500 placówek Poczty Polskiej będzie miało centra aktywności cyfrowej, a więc miejsce, w którym można usiąść i albo samemu dokonywać pewnych czynności e-administracyjnych albo poprosić o pomoc pracownika poczty – podkreśla Halicki.

Na platformie ePUAP dostępnych jest ponad 100 usług. Niektóre z nich ograniczają formalności dla przedsiębiorców – pozwalają m.in. otworzyć działalność gospodarczą w systemie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Są wśród nich także udogodnienia dla osób indywidualnych, jak np. możliwość złożenia online wniosku o wydanie dowodu osobistego w przypadku jego zagubienia lub też samego zgłoszenia jego utraty, a także możliwość weryfikacji dowodu rejestracyjnego i prawa jazdy.

Jest też możliwość uzyskania Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego, to szczególnie przydatne w okresie wakacyjnych wyjazdów do państw UE. Trzeba jednak mieć profil zaufany. Wówczas, wypełniając wniosek, w dowolne miejsce otrzymamy ten właśnie dokument, czyli naszą legitymację ubezpieczeniową – mówi minister.

W placówkach Poczty Polskiej będzie można również taki profil zaufany założyć. Dzięki temu korzystanie z e-usług będzie możliwe bez podpisu elektronicznego.

24 sierpnia ruszy pierwsza strefa Centrum Aktywności Cyfrowej w Sosnowcu, a następne w Bydgoszczy – wyjaśnia Andrzej Halicki.

Zakres dostępnych usług ma być w przyszłości rozszerzany. Współpraca Poczty i MAC to część programu Polska Cyfrowa, który ma na celu powszechny dostęp do szybkiego internetu i e-administracji oraz rozwój cyfrowych kompetencji społeczeństwa.

A. Jakubiak (KNF): Banki spółdzielcze w dobrej sytuacji finansowej

Andrzej Jakubiak

Z powodu niskich stóp procentowych maleją dochody banków spółdzielczych, ale jak zapewnia przewodniczący KNF, są one w dobrej sytuacji finansowej. Większość z tych instytucji działa w rejonach wiejskich, więc ma niewielką skalę działalności, a do tego duży portfel kredytów dla rolników. Między innymi dzięki wskazówkom KNF-u na temat polityki dywidendowej nie potrzebują one dokapitalizowania.

– Banki spółdzielcze są w dobrej sytuacji finansowej, mają wysokie współczynniki wypłacalności – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. – To oznacza, że ich sytuacja kapitałowa jest zadowalająca.

Zgodnie z raportem KNF-u z maja tego roku w 2014 r. w Polsce działało 565 banków spółdzielczych – 204 z nich zrzeszone były w SGB-Banku, a 360 w BPS. Tylko Krakowski Bank Spółdzielczy nie był zrzeszony. Aktywa większości z tych banków wynosiły od 50 do 500 mln zł, a fundusze własne od 1,5 do 4 mln euro.

Ich wyniki rok temu poprawiły się o 4 proc. do łącznie 774,8 mln zł zysku netto dla całego sektora. Przeciętny współczynnik wypłacalności wynosił na koniec 2014 r. 15,8 proc., to o 2,6 pkt. proc. więcej niż rok wcześniej. Poprawa ta wynikała głównie z szybkiego przyrostu funduszy własnych.

Jakubiak dodaje, że banki spółdzielcze odpowiedzialnie traktują wytyczne KNF-u dotyczące wypłacania dywidendy.

Nasze dotychczasowe działania zmierzające do modelowania dywidendy i jej wypłaty sprzyjają budowaniu wzmocnionej pozycji kapitałowej banków. Z satysfakcją mogę powiedzieć, że praktycznie wszystkie banki poddają się tym zaleceniom komisji, które dotyczą polityki dywidendowej – mówi Jakubiak.

Dobra sytuacja finansowa tych banków nie oznacza jednak, że nie mają one żadnych problemów. Jakubiak tłumaczy, że forma i miejsce działania większości z nich niosą ze sobą zagrożenia.

Banki spółdzielcze są małymi jednostkami w większości położonymi w regionach raczej rolniczych, co też ma wpływ zarówno na skalę ich działalności, jak i osiągane wyniki, zwłaszcza jeżeli patrzymy na środowisko niskich stóp procentowych. Jeżeli to są banki, które działają w środowisku rolnym, to tam szczególne znaczenie mają kredyty z dopłatami, a wiemy dobrze, że przy niskich stopach procentowych dochody z tego tytułu są niższe – wyjaśnia Jakubiak.

W środę KNF wprowadziła zarząd komisaryczny do Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank), chcąc ratować instytucję przed upadłością. Zarząd ma przygotować i opracować proces restrukturyzacji banku.

Na razie banki spółdzielcze wciąż stosunkowo dużo zarabiają na swoich produktach. W 2014 r. ich wynik odsetkowy poprawił się o 6,8 proc. Przychody odsetkowe stanowiły w zeszłym roku 4,9 proc. aktywów banków spółdzielczych, a przychody z marży 3,4 proc. Dla banków komercyjnych wskaźniki te wyniosły odpowiednio 4 i 2,5 proc.

KNF ostrzega jednak w swoim raporcie, że jeśli banki spółdzielcze nie zwiększą efektywności i nie obniżą kosztów kredytów, to ryzykują stałą i bardzo kosztowną nadwyżką depozytów nad kredytami.

Dodatkowe moce interwencyjne rozwiązałyby na stałe problem ograniczeń w dostawach prądu. To jednak kosztowna inwestycja

Konrad Świrski

Polskie Sieci Elektroenergetyczne przywróciły 11. stopień zasilania, co oznacza to, że zakłady przemysłowe mogły znów prowadzić normalną produkcję. Ograniczenia w dostawach trwały tylko trzy dni, ale to nie oznacza, że polski system energetyczny jest przygotowany na taki splot okoliczności jak w ostatnich dniach.

Właściwie po dwóch dniach operator systemu przesyłowego uporządkował sytuację. Może ta pierwsza reakcja, czyli wprowadzenie najwyższego, 20. stopnia zasilania, była dramatyczna, przynajmniej dla przemysłu, ale po dwóch dniach ograniczenia prawie zostały zniesione – mówi profesor Konrad Świrski ekspert ds. energetyki i prezes zarządu spółki Transition Technologies

20. stopień oznacza, że odbiorca może pobierać jedynie moc do wysokości minimum pozwalającego na zachowanie bezpieczeństwa ludzi i zapobiegnięcie uszkodzenia obiektów technologicznych. PSE wprowadziły takie restrykcje w poniedziałek. We wtorek ogłoszono 19. stopień zasilania, a w środę – 11. stopień.

Problem, z jakim mamy do czynienia, to zbyt małe moce wytwórcze w stosunku do zapotrzebowania związanego z wysoką temperaturą i naszymi klimatyzatorami – tłumaczy prof. Świrski.

W komunikacie wydanym przez PSE czytamy, że zapotrzebowanie na energię elektryczną w ciągu najbliższych dni może wynieść około 22,0–22,2 GW przy mocy osiągalnej jednostek wytwórczych centralnie dysponowanych (JWCD) na poziomie 25,1 GW.

Dobrych rozwiązań nie ma żadnych. Z inżynierskiego puntu widzenia rozwiązanie wydaje się proste – należy dostawić tzw. moc interwencyjną, czyli elektrownie, które szybko mogą zacząć generować energię elektryczną i wspomagać w razie problemów z zapotrzebowaniem na energię szczytową. Ale z drugiej strony jest to problem, który dotyczy kilku procent godzin w skali całego roku, więc nikt nie chce w to inwestować, bo to wydaje się dosyć drogie – wyjaśnia ekspert.

Profesor Konrad Świrski mówi, że obecna sytuacja energetyczna w Polsce wynika ze splotu niekorzystnych czynników. Z jednej strony mieliśmy brak wiatru to wytworzenia energii w elektrowniach wiatrowych, a z drugiej brak lub zbyt ciepłą wodę chłodzącą. Efektywność sieci elektroenergetycznej dodatkowo obniżyła awaria dużego bloku w elektrowni Bełchatów.

Faktem jest, że zmienia nam się klimat. Prawdopodobnie efekt, jaki widzimy w Polsce, jest kombinacją wszystkich czynników, nie tylko emisji CO2, ale również wzrostu liczby ludności. Sami emitujemy różne gazy, które też wpływają na ewentualny efekt cieplarniany – komentuje prof. Świrski.

Jak podkreśla, człowiek i jego działalność w coraz większym stopniu oddziałują na środowisko naturalne. Jego zdaniem przyczynia się do tego nie tylko rozwinięty świat, czyli np. kraje Europy, lecz również kraje aspirujące do osiągniecia wysokiego poziomu życia. Ceną jest tu większe zużycie energii i wzrost poziomu zanieczyszczeń.

Niestety, dzieje się coraz gorzej i dopóki nie ma naprawdę katastrofalnego sygnału zwrotnego od przyrody, czyli jeszcze większych huraganów, drastycznego zwiększenia poziomów oceanów czy innych zjawisk pogodowych, dopóty będzie to traktowane jak do tej pory, czyli że jest to do zniesienia – ocenia rozmówca.

Wobec trudnej sytuacji energetycznej w kraju rząd przyjął w 11 sierpnia rozporządzenie w myśl którego do końca miesiąca wprowadzone zostaną ograniczenia w dostawie prądu dla dużych odbiorców o mocy powyżej 300 kW.

Polskie start-upy technologiczne wyróżniają się na tle europejskich. 90 proc. nie dożywa jednak okresu dojrzałości

Katarzyna Kazior

Krajowe firmy technologiczne w początkowej fazie rozwoju, tzw. start-upy, wyróżniają się spośród europejskich funkcjonalnością i rozwiązaniami dobrze odpowiadającymi na potrzeby rynku. Ich problemem jest jednak niewielka skala działania, niestety, skupiają się głównie na rynku krajowym. 90 proc. rozwiązań dotyczących oprogramowania nie dożywa stanu dojrzałości. 

Polski rynek jest postrzegany jako bardzo atrakcyjny ze względu na to, że w Europie należy do najszybciej rosnących, szczególnie e-commerce – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Kazior, dyrektor w polskim oddziale berlińskiego inkubatora start-upów (przedsiębiorstw w początkowej fazie rozwoju) Rocket Internet. – Jest to także rynek relatywnie duży, bo mamy blisko 40 mln mieszkańców. Siłą rzeczy napędza to duży wolumen.

Zaznacza jednak, że kiedy inwestorzy przyglądają się poszczególnym przedsiębiorstwom, to często się okazuje, że są to za małe podmioty, żeby nawet przeanalizować potencjalne zaangażowanie.

Jesteśmy bardzo mocni w modelach biznesowych, które dają rzeczywistą, namacalną wartość klientowi – wskazuje Katarzyna Kazior. – Na pewno warto przyglądać się spółkom, które są otwarte na zagranicę. Takim przykładem są trójwymiarowe drukarki 3D czy drony.

W irlandzkim Dublinie cyklicznie organizowany jest Startup Weekend, wydarzenie zrzeszające projektantów, deweloperów, przedsiębiorców i ekspertów ze wszystkich dziedzin gospodarki. Podczas tej trwającej ponad 50 godzin imprezy każdy może zaprezentować swój pomysł i uzyskać jego ocenę. Na miejscu powstają modele biznesowe, projekty, odbywa się testowanie rynku.

Uczestniczyłam niedawno w takiej konferencji i przyglądałam się start-upom z różnych krajów. Polskie wyróżniają się tym, że są bardzo pragmatyczne. Zawsze jest konkretna, widoczna wartość, bardzo często finansowa, dla użytkownika modelu. To na pewno jest naszą siłą i wartością. Myślę, że teraz najważniejsze jest to, aby zwrócić uwagę na skalę i wyjść poza Polskę – mówi dyrektor Rocket Internet Polska.

Wśród krajowych start-upów najbardziej dynamicznie rozwijają się pomysły oparte o nowe technologie, internet i e-commerce. Jest ich także relatywnie dużo, bo są najłatwiejsze do uruchomienia (niskie koszty wejścia na rynek). Około 90 proc. z nich, jak precyzuje Kazior, nie dożywa jednak etapu dojrzałości.

Z drugiej strony mamy bardziej hardware’owe inwestycje [dotyczące sprzętu, w odróżnieniu od software&HASH39;u, czyli oprogramowania – red.], takie jak drony czy drukarki 3D – mówi Kazior. – To biznesy, które wymagają większych nakładów finansowych, ale też pozwalają na czerpanie zysków w dłuższym okresie. Mamy też kilka start-upów, które wyszły za granicę, mimo że nie opierają się na żadnej technologii. Takim przykładem może być np. DocPlanner, platforma ZnanyLekarz czy Brainly. To start-upy, które opierają się na modelu biznesowym bardzo sprawnej egzekucji.

W przypadku wielu krajowych przedsięwzięć, szczególnie technologicznych, istnieje bardzo duże ryzyko, że nie utrzymają się one na rynku.

– Wiele z nich jest oparte o e-commerce czy FinTech [technologie finansowe – red.], czyli pomagają w wymianie handlowej, ale trzeba podchodzić do nich z dużą rezerwą – przekonuje dyrektor polskiego oddziału Rocket Internet. – Z drugiej strony mamy pomysły oparte o sprawdzone technologie, czego przykładem są np. bitcoiny. Trzecia rzecz to bardzo sprawnie poprowadzone modele biznesowe. One także są dużą siłą Polaków.

Od soboty będzie można rejestrować auta z kierownicą po prawej stronie. Konieczne będzie dostosowanie innych elementów pojazdu

Bartłomiej Morzycki

15 sierpnia wchodzi w życie rozporządzenie dopuszczające do rejestracji samochody z kierownicą fabrycznie zamontowaną po prawej stronie. Wcześniej jednak na stacji diagnostycznej trzeba będzie uzyskać poświadczenie, że prędkościomierz, światła i lusterka zostały dostosowane do polskich warunków. Eksperci ostrzegają, że więcej problemów będzie sprawiało użytkowanie takich aut.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Infrastruktury i Rozwoju z 2 lipca br. osoba, która będzie chciała zarejestrować taki samochód, nie będzie musiała zmieniać położenia kierownicy. Nie znaczy to jednak, że na właścicielu anglika nie będą ciążyć inne obowiązki. Aby uzyskać rejestrację, będzie musiał dostosować światła drogowe do ruchu prawostronnego, przebudować lub wymienić prędkościomierz, który powinien wskazywać wartości w kilometrach, a nie w milach, oraz skorygować ustawienie lusterek.

Jednym z warunków zarejestrowania samochodu pochodzącego z kraju o ruchu lewostronnym jest przejście pozytywnego badania, podczas którego diagnosta będzie sprawdzał, czy wszystkie te elementy zostały dostosowane – zastrzega Bartłomiej Morzycki, prezes organizacji Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego (PBD). – To jeden aspekt sprawy, z którym nie powinno być problemów. Więcej problemów, moim zdaniem, wynika z użytkowania takiego samochodu, m.in. związanych z bezpieczeństwem.

Przed uchwaleniem rozporządzenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego zwracało uwagę na to, że krajowe drogi w większości nie są dostosowane do ruchu takich samochodów. Aby na ulicy jednopasmowej wykonać manewr wyprzedzania, kierowca, siedząc po prawej stronie, będzie miał kłopot z właściwą oceną sytuacji.

Poza tym niemal cała infrastruktura (bramki na autostradach, wjazdy na parkingi, obsługa w restauracjach typu drive thru itp.) jest w Polsce przystosowana do obsługi kierowców siedzących po lewej stronie.

Właściciele anglików będą musieli jakoś sobie z tym radzić – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartłomiej Morzycki. – W wielu przypadkach są to może drobne uciążliwości, ale intensywne użytkowanie samochodu z kierownicą po prawej stronie raczej na pewno będzie niekomfortowe.

Kłopotliwe może być także, przynajmniej tuż po wejściu w życie rozporządzenia, dokonywanie przeglądów i diagnostyka takiego pojazdu.

Jest jeszcze sporo nieścisłości, ponieważ nie wszystkie przepisy są ze sobą spójne – zauważa Bartłomiej Morzycki. – Diagności alarmują, że niektóre przepisy, na podstawie których operują, nie są kompatybilne z nowym rozporządzeniem. Myślę też, że pewne sprawy mogą wyjść już w trakcie rejestracji.

Branża fitness dynamicznie rośnie. Prawie 3 mln Polaków ma karnety członkowskie

0

Dominik Śliwowski

Niemal 3 miliony Polaków regularnie odwiedza kluby fitness i ma wykupione karnety członkowskie. Szacunkowe obroty tego rodzaju placówek wynoszą 800-860 mln euro rocznie. Klientów przybywa zarówno w klubach nisko kosztowych, jak i w tych dla najbardziej wymagających klientów. Branża intensywnie wdraża innowacje technologiczne.

Branża fitness bardzo dynamicznie rozwija się od kilku lat – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dominik Śliwowski, członek zarządu spółki ITP dostarczającej innowacyjne rozwiązania medyczne i wellness.

Polska jest jednym z europejskich krajów, w których branża fitness rozwija się najszybciej. Według ostatniego raportu firmy doradczej Deloitte w zeszłym roku w ok. 2,5 tys. klubów fitness zapisanych było 2,73 mln członków. Placówki wygenerowały przychód na poziomie 860 mln euro (w większości pochodził ze sprzedaży karnetów oraz produktów oferowanych na terenie klubów).

Widoczna jest coraz większa segmentacja rynku. O polskich klientów walczą zarówno kluby nisko kosztowe, middle market (dla osób średnio zamożnych), jak i placówki z segmentu premium oraz studia treningu personalnego. Jest również dużo obiektów o charakterze mieszanym.

Polska się bardzo zmienia, upodabniamy więc ofertę do krajów zachodnich, czerpiąc wzory przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych, które są największym rynkiem tego rodzaju usług na świecie – zauważa Dominik Śliwowski. – Ważna jest technologia. Dzisiaj użytkownicy klubów fitness nie tylko na miejscu znajdują takie rozwiązania, lecz także mają je przy sobie.

Zarówno w środowisku iOS (Apple), Windows, jak i Android dostępnych jest obecnie blisko 100 tys. aplikacji rejestrujących parametry zdrowotne, monitorujących organizm, stan zdrowia, wysiłek fizyczny, sen oraz rezultaty treningu. Pracują nie tylko na tabletach, smartfonach i PC, lecz także urządzeniach będących częścią garderoby lub biżuterii (tzw. wearables).

Według prognoz zajmującej się analizą rynku IT firmy International Data Corporation (IDC) w tym roku na światowy rynek trafi blisko 46 mln wearables, a w 2019 r. – 126 mln. Za pięć lat, jak prognozują analitycy IDC, w użyciu może się znajdować w sumie 578 mln tego rodzaju produktów.

Polska wydaje się być dobrze przygotowana do tej kolejnej, technologicznej rewolucji. Według raportu domu mediowego Universal McCann ponad 27 proc. krajowych konsumentów twierdzi, że wearables to dobra i pożyteczna technologia. Na świecie podobną opinię wyraża nieco więcej niż co trzeci.

Największym powodzeniem cieszą się inteligentne zegarki (smartwatch), interaktywne okulary (smartglasses) oraz opaski śledzące aktywność fizyczną. Chęć posiadania tych pierwszych deklaruje prawie dwie trzecie potencjalnych użytkowników na świecie. Szacuje się, że w 2016 roku konsumenci wydadzą na inteligentne akcesoria 1,4 mld dol. Wartość całego rynku wzrośnie z obecnych 7 mld do 12,6 mld dol. w 2018 roku. Tylko segment urządzeń monitorujących pracę serca, jednych z najpopularniejszych inteligentnych gadżetów, w przyszłym roku osiągnie wartość 867 mln dol.

Rynek ten będzie się bardzo dynamicznie rozwijał – prognozuje Dominik Śliwowski. – W Polsce może tego tak jeszcze nie widać, natomiast najbliższe lata to będzie duża rewolucja technologiczna także w krajowych klubach fitness.

Według globalnych danych 78 proc. osób dorosłych ćwiczy lub chce to robić w najbliższej przyszłości. Dane zebrane przez CBOS pokazują, że aktywność fizyczną podejmuje obecnie 66 proc. Polaków, w tym prawie dwie trzecie czyni to regularnie. Powodem jest przede wszystkim zdrowie (70 proc.), przyjemność (61 proc.), chęć odreagowania (47 proc.), spędzanie czasu z innymi (34 proc.) i dbałość o atrakcyjny wygląd fizyczny (24 proc.).

MCI Management po I półroczu 2015 r.: 103 mln zł zysku netto

0

 

  • Aktywa netto (NAV) na akcję wyniosły 18,10 zł względem 15,69 zł przed rokiem (wzrost o 15% r/r). Plan roczny zakłada NAV/akcję na poziomie 19,75 zł na 31.12.2015
  • 103 mln zł zysku netto
  • Aktywa netto w wysokości 1 mld 136 mln zł względem 979,7 mln zł przed rokiem (wzrost o 15,9% r/r)
  • Wartość certyfikatów inwestycyjnych funduszy posiadanych przez MCI wyniosła na 30.06.2015 r. 1 mld 470 mln zł względem 1 mld 292 mln zł rok wcześniej (wzrost o 13,8% r/r)

MCI Management S.A. zaliczyła bardzo udane półrocze, istotnie poprawiając swoje wyniki finansowe. Wskaźnik aktywów netto na akcję, najlepiej charakteryzujący kondycję funduszy typu private equity, wyniósł na koniec I półrocza 2015 r. 18,10 zł, co oznacza wzrost o 15% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. W I półroczu br. MCI wypracowała 103 mln zł zysk netto. Największy udział w wyniku miał wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszy MCI.TechVentures (o 52,2 mln zł) i MCI.EuroVentures (o 41,7 mln zł) oraz wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszu MCI.CreditVentures 2.0 (o 4 mln zł). Wartość certyfikatów inwestycyjnych funduszy, których właścicielem jest MCI Management wyniosła na koniec czerwca 2015 r. 1 mld 470 mln zł, czyli o 13,8% więcej względem stanu na koniec I półrocza 2014 r., kiedy wynosiła ona 1 mld 292 mln zł. Aktywa netto wzrosły w ciągu roku o 15,9% do poziomu 1 mld 136 mln zł. Od początku br. do momentu publikacji sprawozdania za I półrocze, fundusze inwestycyjne, których certyfikaty posiada MCI, zrealizowały 5 wyjść z inwestycji na łączną kwotę ponad 400 mln zł, trzy z nich (Private Equity Managers, windeln.de i Wirtualna Polska) w drodze IPO.

Tomasz Czechowicz– Naszym priorytetem jest stały i systematyczny wzrost wartości aktywów netto na akcję i obniżanie dyskonta wartości rynkowej MCI do NAV. Najnowsze wyniki pokazują, że nasz plan realizujemy skutecznie. NAV na akcję wzrósł w ciągu roku o 15%. W tym samym czasie akcje MCI podrożały o 27% – powiedział Tomasz Czechowicz, Prezes Zarządu MCI Management S.A.

MCI prognozuje, że wartość aktywów netto na akcję na koniec 2015 r. ukształtuje się na poziomie 19,75 zł wobec 16,46 zł na koniec 2014 r. Osiągnięty na koniec II kwartału NAV na akcję na poziomie 18,10 zł oznacza, że MCI zrealizował swój roczny plan w 50%.

Wskaźnik P/BV wyniósł na dzień 30.06.2015 r. 0,66 zł, co oznacza, że MCI wyceniana jest nadal z istotnym dyskontem wobec wartości księgowej spółki.

Fundusze inwestycyjne, których certyfikaty posiada MCI, planują zwiększyć skalę inwestycji w tym roku. Na ten cel zamierzają przeznaczyć około 400 mln zł do końca roku biznesowego.

Zmiany w zarządzie

16 czerwca br. prezesem zarządu spółki został Tomasz Czechowicz. Zastąpił na tym stanowisku, który stanął na czele zarządu Private Equity Managers S.A. W zmienionym składzie zarządu MCI Management znaleźli się również Ewa Ogryczak (dotychczasowy członek zarządu) oraz dwie nowe osoby: Wojciech Marcińczyk oraz Tomasz Masiarz. Zmiany w zarządach obu spółek mają na celu uporządkowanie struktury oraz zwiększenie przejrzystości obu grup kapitałowych.

ADMIRAL BOATS po dwóch kwartałach 2015

ADMIRAL BOATS S.A., spółka z polskiego sektora przemysłu jachtowego i stoczniowego, wypracowała w I połowie 2015 r. przychody netto ze sprzedaży ogółem w wysokości ponad 14,8 mln zł, sprzedając i dystrybuując swoje łodzie w 13 krajach. W tym okresie Spółka wygenerowała zysk netto w wysokości 51,1 tys. zł. Przy czym, zysk netto wypracowany w II kwartale 2015 r. osiągnął poziom 1,2 mln zł.

Wpływ na wypracowane w I półroczu wyniki miała zmiana organizacji produkcji. Po latach współpracy z podwykonawcami ADMIRAL BOATS poszerzyła własną działalność o produkcję m.in. mebli tapicerowanych oraz innych części potrzebnych do wykończenia łodzi. Dotychczas Spółka sprzedawała wskazane materiały podwykonawcom i odkupywała od nich gotowe półfrabrykanty.

Obecna sytuacja pozwala na lepsze zarządzanie procesem produkcji. Koszty sprzedanych produktów, towarów i materiałów ukształtowały się̨ w I połowie 2015 r. na poziomie 8 754,8 tys. zł, co oznacza, że spadły o 46,2%. Jednocześnie zmiana ta wpłynęła bezpośrednio na wartość́ przychodów ze sprzedaży towarów i materiałów. W I półroczu 2015 r. wyniosły one 2 320,5 tys. zł wobec 11 711,4 tys. zł w analogicznym okresie 2014 r. Natomiast przychody ze sprzedaży produktów wyniosły 12 458,3 tys. zł w porównaniu z 12 538,1 tys. w pierwszych sześciu miesiącach poprzedniego roku.

– 97% naszej produkcji idzie na eksport, przede wszystkim do europejskich krajów. Potrzeby klientów zmieniają się w sposób dynamiczny, a my staramy się elastycznie do nich dopasowywać. Jeśli nie sprostamy wymogom kupców, zwrócą się do innego producenta. Stąd zmiany w procesie produkcji oraz lifting naszych łodzi – komentuje Andrzej Bartoszewicz, Prezes Zarządu ADMIRAL BOATS.

Spółka uważnie analizując rynki zbytu oraz dopasowując swoją ofertę do oczekiwań odbiorców zdecydowała się na produkcję bogatszych modeli łodzi, które są jednocześnie produktami pracochłonnymi i czasochłonnymi, ale wysokomarżowymi. W I połowie 2015 r. Spółka poprawiła r/r wskaźniki rentowności. Marża brutto na sprzedaży wzrosła do poziomu 40,76%. Do jej wzrostu przyczyniła się właśnie sprzedaż lepiej wyposażonych modeli łodzi. Nastąpiła także znaczna poprawa marży EBITDA, która wyniosła 22,9%, wobec 10,75 w analogicznym okresie rok wcześniej.
– Planujemy zdecydowane wyjście na nowe rynki. Obserwujemy rosnący popyt i aktywnie uczestniczymy w negocjacjach ze sprzedawcami nie tylko z Europy, ale również innych krajów pozaeuropejskich – dodaje Andrzej Bartoszewicz.

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Panek i 99rent nowymi członkami PZWLP

Do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów w sierpniu przystąpiły kolejne wiodące na polskim rynku firmy Rent a Car. Nowi członkowie PZWLP to dwie polskie sieciowe wypożyczalnie samochodów, firmy 99rent oraz Panek, które dołączyły do utworzonej w maju w ramach Związku odrębnej struktury organizacyjnej – Grupy Firm Rent a Car. Do PZWLP należy już obecnie 21 firm, a liczba członków organizacji powiększyła się tylko od początku 2015 roku o 5 firm – wypożyczalni samochodów. Dynamiczny rozwój PZWLP jest związany z realizacją jednego z priorytetowych celów Związku tj. zbudowania w strukturach organizacji silnej i skutecznej reprezentacji branży Rent a Car w Polsce.

Radosław Lesiak, Członek Zarządu PZWLP, Wiceprezes i Country Manager Avis Polska
Radosław Lesiak, Członek Zarządu PZWLP, Wiceprezes i Country Manager Avis Polska

W utworzonej w maju bieżącego roku w PZWLP odrębnej strukturze organizacyjnej – Grupie Firm Rent a Car – skupionych jest już aktualnie 7 najważniejszych i najbardziej znanych na krajowym rynku wypożyczalni samochodów. Znajdują się wśród nich zarówno rozpoznawani na całym świecie międzynarodowi liderzy branży Rent a Car, czyli polskie oddziały firm Avis, Budget, Hertz i Sixt, jak i duże polskie sieciowe wypożyczalnie aut Express, Panek i 99rent.

Należące do PZWLP firmy Rent a Car łącznie po drugim kwartale 2015r. dysponowały flotą blisko 10,5 tys. samochodów oraz zakupiły razem w pierwszym półroczu ponad 4 tys. nowych aut osobowych.

Dynamiczny przyrost liczby firm należących do PZWLP jest wynikiem realizacji długofalowej strategii rozwoju organizacji, polegającej na zbudowaniu w ramach Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów silnej reprezentacji branży wynajmu krótko- i średnioterminowego samochodów (Rent a Car). Na początku bieżącego roku, w lutym, do PZWLP dołączyło trzech rozpoznawanych na całym świecie międzynarodowych liderów branży Rent a Car, a więc firmy Budget, Hertz i Sixt.

Dołączenie trzech międzynarodowych wypożyczalni samochodów do już należących do PZWLP dwóch firm wynajmu krótko- i średnioterminowego, pozwoliło na utworzenie w maju autonomicznej i odrębnej struktury w ramach organizacji – Grupy Firm Rent a Car – mówi Radosław Lesiak, Członek Zarządu PZWLP, Wiceprezes i Country Manager Avis Polska. – Powołanie wewnątrz PZWLP Grupy Firm Rent a Car było odpowiedzią na rosnącą w środowisku wypożyczalni samochodów w Polsce potrzebę wspólnego i efektywnego reprezentowania interesów branży. Głównym obszarem funkcjonowania oraz know how PZWLP był dotychczas wynajem długoterminowy samochodów. Dlatego też utworzona

w maju Grupa Firm Rent a Car zyskała w ramach organizacji bardzo dużą samodzielność działania oraz całkowicie odrębny system pracy. Obecne przystąpienie do PZWLP kolejnych dużych na polskim rynku sieciowych wypożyczalni samochodów, a więc firm Panek i 99rent powoduje, że w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów skupionych jest już większość najważniejszych firm Rent a Car w Polsce.

Firmy Panek i 99rent formalnie przystąpiły do organizacji 3 sierpnia 2015r. Panek to ogólnopolska sieć wypożyczalni samochodów osobowych i dostawczych, istniejąca od 2000r. Firma jest obecnie jedną z największych polskich wypożyczalni samochodów. Oferuje swoje usługi w 28 polskich miastach oraz 12 portach lotniczych w kraju. Łącznie dysponuje 40 punktami wynajmu aut.

Do grona największych i najważniejszych polskich wypożyczalni samochodów należy również oficjalny partner reprezentacji Polski w piłce nożnej, czyli 99rent, druga z firm, które dołączyły w sierpniu do PZWLP. 99rent istnieje od 2008r. i oferuje wynajem krótko- oraz średnioterminowy aut osobowych i dostawczych na terenie całego kraju, specjalizując się w obsłudze wynajmów korporacyjnych. Firma posiada aktualnie punkty wynajmu zlokalizowane w centrach 12 największych polskich miast. Już wkrótce, bo we wrześniu, liczba placówek 99rent powiększy się do 16 punktów.

Po dołączeniu do organizacji kolejnych wypożyczalni samochodów, do PZWLP należy już obecnie 21 firm. Tylko w bieżącym roku liczba członków organizacji urosła aż o 5 firm. W 2015 roku Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów obchodzi jubileusz 10 lat swojego istnienia. Od momentu powołania do życia organizacji liczba należących do niej firm powiększyła się już ponad 2-krotnie (z 10 firm). PZWLP poprzez swoich członków odgrywa coraz większą rolę dla kondycji całego sektora motoryzacyjnego w kraju. Do organizacji należą obecnie najważniejsze i największe w Polsce firmy wynajmu długoterminowego samochodów (CFM) oraz wypożyczalnie aut (Rent a Car). W II kwartale 2015r. firmy skupione w PZWLP, na potrzeby wszystkich oferowanych usług, a więc wynajmu krótko-, średnio- i długoterminowego, a także zwykłego leasingu finansowego, zakupiły razem ponad 20 tys. nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że więcej niż co trzecie (35%) nowe auto osobowe sprzedane w polskich salonach w tym okresie do klienta komercyjnego (do firm), zostało zakupione przez firmy należące do PZWLP.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 13.08.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Możliwości dofinansowania wyprawki szkolnej z ZFŚS

Wyprawka szkolna to spory wydatek. Jak wyliczył CBOS rodzice wydają na nią ponad 1,2 tys. zł. Podręczniki dla najmłodszych zapewni szkoła, jednak co z pozostałymi wydatkami? Wsparcie można znaleźć u pracodawcy. Część firm, szczególnie tych posiadających Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych (ZFŚS), przyznaje taką pomoc swoim pracownikom.

Często od swojej firmy możemy dostać dofinansowanie do wczasów, remontu mieszkania czy wstępu na siłownię. Zdarza się również, że pracodawca finansuje wyprawkę szkolną dla dziecka pracownika. Kiedy jest to możliwe i czym jest Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych (ZFŚS)?

Źródła dofinansowania

Zakładowy fundusz socjalny to nic innego jak pula pieniędzy, którą zarządza pracodawca, zgromadzona w celu finansowania działalności socjalnej. Jego wysokość rokrocznie ustalana jest na podstawie przeciętnego wynagrodzenia, w formie tzw. odpisów (stawki tegorocznych odpisów w tabeli poniżej).

– Nie wszyscy przedsiębiorcy mają obowiązek utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Obligatoryjnie powinny go założyć firmy, które zatrudniają w ramach umowy o pracę minimum 20 pracowników oraz przedsiębiorstwa z tzw. budżetówki, niezależnie od liczby zatrudnionych osób. Środki w nim zgromadzone mogą być przekazane na pomoc finansową i rzeczową, dofinansowanie „wczasów pod gruszą” oraz wypoczynku dla dzieci pracowników, a także ich wyprawek szkolnych. Takie świadczenia nie podlegają opodatkowaniu oraz zwolnione są ze składek ZUS, a niewykorzystane w danym roku środki przechodzą na kolejny – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Dlatego już teraz warto ustalić, czy przypadkiem nie możemy otrzymać dofinansowania wyprawki szkolnej naszego dziecka właśnie z ZFŚS. Jednak uwaga. Pieniądze nie są dzielone na zasadzie „każdemu po równo”. Wysokość świadczeń uzależniona są od sytuacji życiowej, materialnej i rodzinnej pracownika.

– Jeśli firma, w której pracujesz nie ma ZFŚS, nie znaczy to, że nie możesz liczyć na wsparcie.  Pracodawcy mogą również dofinansować przybory i podręczniki szkolne dziecku pracownika ze środków obrotowych. Jednak w tym przypadku trzeba od tego odprowadzić podatek – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Inne dodatki do pensji

W kadrach czy bezpośrednio u przełożonego możemy dopytać o regulamin ZFŚS, a także ustalić, jakie inne dodatkowe świadczenia możemy uzyskać. Pracownicy często nie są świadomi, że mogą w miejscu pracy otrzymać np. niskooprocentowaną pożyczkę na cele mieszkaniowe czy dofinansowanie do urlopu. Od niedawna, pracodawcy mogą też śmielej udzielać pracownikom świadczeń niepieniężnych. Imprezy integracyjne, zajęcia na siłowni czy basenie na rzecz zatrudnionych nie generują już przychodu po stronie pracowników. Takie jest aktualne podejście fiskusa, nawiązujące ściśle do niedawnej decyzji Trybunału Konstytucyjnego.  A jakie świadczenia niepieniężne, przekazywane przez pracodawców pracownikom, mogą taki przychód generować?

– By mówić o powstaniu przychodu, świadczenia niepieniężne powinny spełniać trzy warunki. Po pierwsze pracownik musi skorzystać z nich w pełni dobrowolnie. Po drugie powinny nieść mu korzyść w postaci powiększenia aktywów lub uniknięcia wydatku, który musiałby sam ponieść. Po trzecie osiągnięta korzyść powinna być wymierna i przypisana do konkretnego pracownika. Z racji, iż problemy rodzi już samo ewidencjonowanie pracowników, którzy korzystają np. z opłaconej ryczałtowo pływalni, spełnienie powyższych warunków wydaje się trudne – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

TABELA: Stawki odpisów na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych (ZFŚS) w 2015 r.

ODPIS OBLIGATORYJNY
Na jednego zatrudnionego w tzw. normalnych warunkach pracy 37,5%

przeciętnego wynagrodzenia*

1.093,93 zł
Na jednego pracownika wykonującego prace w szczególnych warunkach lub prace o szczególnym charakterze –
w rozumieniu przepisów o emeryturach pomostowych
50%

przeciętnego wynagrodzenia*

1.458,57 zł
Na jednego pracownika młodocianego:

– I rok nauki

5%

przeciętnego wynagrodzenia*

145,86 zł
– II rok nauki 6%

przeciętnego wynagrodzenia*

175,03 zł
– III rok nauki 7%

przeciętnego wynagrodzenia*

204,20 zł
ZWIĘKSZENIA FAKULTATYWNE (UZNANIOWE)
Na każdą osobę zatrudnioną, w stosunku do której orzeczono znaczny lub umiarkowany stopień niepełnosprawności 6,25%

przeciętnego wynagrodzenia*

182,32 zł
Na każdego emeryta i rencistę, nad którym zakład sprawuje opiekę 6,25%

przeciętnego wynagrodzenia*

182,32 zł
Na każdą osobę zatrudnioną, pod warunkiem przeznaczenia całości na prowadzenie żłobka lub klubu dziecięcego
Dotyczy to pracodawców, którzy utworzyli zakładowy żłobek lub klub dziecięcy oraz przeznaczą na ten cel z odpisu podstawowego kwotę odpowiadającą 7,5 punktu procentowego tego odpisu.
7,5%

przeciętnego wynagrodzenia*

218,79 zł

* Kwota przeciętnego wynagrodzenia w 2015 roku wynosi 2.917,14 zł.

Milion złotych od KPD Investment na rozwój Sher.ly

Krakowski start-up technologiczny Sher.ly poinformował o pozyskaniu 1 miliona złotych na dalszy rozwój firmy od funduszu KPD Investment. Środki zostaną przeznaczone na stworzenie sieci dystrybucji w Europie i Stanach Zjednoczonych oraz integrację aplikacji Sher.ly z urządzeniami NAS jednego z wiodących producentów. Oprócz KPD w spółkę zainwestowały dotychczas Satus, Innovation Nest oraz Fundusz Zalążkowy Krakowskiego Parku Technologicznego.

Sherlybox Twórcy start-upu obecnie przygotowują się również do wysyłki pierwszych, znacznie dopracowanych względem prototypów urządzeń Sherlybox, których produkcję w czerwcu ubiegłego roku sfinansowała społeczność serwisu Kickstarter.com. Zebrano wówczas 154 106 dolarów, a zakładany pierwotny cel został zrealizowany w 223%. Od czasu zakończenia kampanii Sherlybox zyskał jeszcze zgrabniejszą obudowę, praktycznie od nowa zaprojektowano także kieszeń wewnętrznego dysku. Dopracowano również aplikację, która w wersji 1.5 zaoferuje użytkownikom szereg usprawnień pod wspólnym mianownikiem intuicyjności.

Z entuzjazmem patrzymy na przyszłość globalnego rynku wymiany danych. Mamy plan jak go zmienić i gotowy, dopracowany produkt. Ostatnio zostaliśmy nominowani przez magazyn CIO Review do grupy 20 najbardziej obiecujących światowych dostawców rozwiązań opartych o przetwarzanie w chmurze. Każdy kolejny krok w rozwoju spółki potwierdza słuszność objętego kierunku i jednocześnie motywuje do coraz większego wysiłku. Nie ma nic bardziej budującego od spotykania na swojej drodze ludzi doceniających nasz pomysł i wierzących w jego międzynarodowy sukces. Witamy KPD Investment w gronie naszych inwestorów, dziękując za wsparcie i zaufanie – mówi Błażej Marciniak, CEO Sher.ly.

W KPD szukamy pomysłów innowacyjnych o bardzo wysokim potencjale wzrostu. Inwestujemy w projekty posiadające przewagę produktową i rynkową lub technologiczną z zaangażowanym oraz zmotywowanym zespołem gotowym poświęcić się przedsięwzięciu. Sher.ly doskonale wpisuje się w te założenia. Cieszymy się, że dołączają do naszego portfela – mówi Dariusz Grądek, prezes zarządu KPD Investment.

Aplikacja Sher.ly stanowi alternatywę dla usług przetwarzania danych w chmurze publicznej. Dropbox, Box, czy OneDrive wymagają, by pliki zostały w pierwszej kolejności przesłane na serwer lub na nim stworzone. Wysyłanie większych plików może trwać długo, a dodatkowa przestrzeń jest płatna. W czasie przesyłania poufnych danych na zewnątrz mogą także dostać się w niepowołane ręce.

Sherlybox Sher.ly działa natomiast w zamkniętym środowisku. W odróżnieniu od chmury publicznej żaden plik nie jest wysyłany na zewnętrzne serwery. Za pośrednictwem technologii Gateless VPN dane trafiają bezpośrednio do upoważnionych odbiorców. Udostępnione pliki dzięki autorskiej technologii Metasync niezależnie od ich rozmiaru już po paru sekundach są widoczne dla wybranych wcześniej członków danej grupy i już wtedy mogą być pobierane.

Aplikacja Sher.ly pozwala dodatkowo zarządzać wszystkimi usługami w chmurze publicznej (Dropbox, Box, OneDrive, Google Drive) bezpośrednio z samej aplikacji, co sprawia, że użytkownik ma lepszą widoczność i kontrolę nad wszelkimi udostępnianymi danymi.

Sherlybox to rozwiązanie przeznaczone dla użytkowników aplikacji Sher.ly wymagających stałej dostępności dzielonych z innymi plików. Urządzenie działa niczym sieciowy dysk NAS, jednak można go skonfigurować dosłownie używając jednego palca i umożliwia intuicyjne zarządzanie przestrzenią dyskową z poziomu aplikacji na komputerze. Dzięki Sherlybox udostępniane dane są dostępne 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Użytkownik nie musi włączać swojego komputera. Wystarczy, że Sherlybox jest podpięty do zasilania i Internetu.

Sherlybox działa pod kontrolą otwartego systemu Linux na platformie Banana Pi. Z zewnątrz urządzenie wyposażono w wejście USB, port HDMI oraz wyjście audio. Dzięki otwartej platformie użytkownicy mogą wzbogacać funkcjonalności dodając własne aplikacje, jak systemy typu media center Plex.tv czy Kodi, dzięki czemu z Sherlyboxa możemy oglądać filmy bezpośrednio na dużym ekranie telewizora lub monitora.

Twórcami Sher.ly i Sherlyboxa są Marek Cieśla oraz Błażej Marciniak. Marek to współtwórca popularnego odtwarzacza mediów ALLPlayer oraz pierwszego polskiego benchmarku Catzilla, a także ojciec kilku polskich start-upów. Błażej Marciniak posiada duże doświadczenie w zakresie rozwiązań bezpiecznej komunikacji w sieci. Jest również pomysłodawcą technologii GatelessVPN. Spółka we wcześniejszych rundach finansowych pozyskała wsparcie funduszy Satus, Innovation Nest oraz Krakowskiego Parku Technologicznego.

Wyniki Banku BPH w II kwartale 2015 r.

W II kwartale 2015 r. Bank BPH osiągnął skonsolidowany zysk netto w wysokości 5 mln zł, a skonsolidowany zysk netto po 6 miesiącach wyniósł 18 mln zł.

Aktywa banku na koniec I półrocza osiągnęły wartość 33,4 mld zł, co oznacza wzrost o 6 proc. wobec I półrocza 2014 r. Potwierdzeniem stabilnej sytuacji banku jest też wskaźnik adekwatności kapitałowej, który na koniec czerwca tego roku osiągnął poziom 16,8 proc. W tym czasie wynik na działalności bankowej, po uwzględnieniu odpisów na utratę wartości, wyniósł 278 mln zł.

Richard Gaskin, Prezes Zarządu Banku BPH
Richard Gaskin, Prezes Zarządu Banku BPH

– W II kwartale, tak jak w całym półroczu, rozwijaliśmy sprzedaż kluczowych produktów, co przyniosło zakładane rezultaty, w tym wzrost aktywów. Jednak na nasze przychody w znacznym stopniu wpłynęła kolejna obniżka stóp procentowych, działania związane z pomocą dla klientów posiadających kredyty we frankach szwajcarskich, czy wzrost obciążeń regulacyjnych. Znajduje to odzwierciedlenie w wyniku netto – komentuje Richard Gaskin, Prezes Zarządu Banku BPH.

Bardzo dobre wyniki sprzedaży w bankowości detalicznej

W II kwartale tego roku Bank BPH udzielił klientom detalicznym kredytów o łącznej wartości 997 mln zł, czyli o 53 proc. więcej niż w I kwartale 2015 r. W całym I półroczu sprzedaż tych kredytów wyniosła 1,6 mld zł, o 45 proc. więcej niż przed rokiem.

Wartość kredytów gotówkowych udzielonych w II kw. osiągnęła rekordowy poziom 888 mln zł, czyli o 78 proc. więcej niż rok wcześniej i o 50 proc. więcej niż w I kw. tego roku. W całym I półroczu 2015 r. sprzedaż kredytów gotówkowych wyniosła blisko 1,5 mld zł, co oznacza przyrost o 52 proc. wobec ubiegłego roku. Dobre wyniki sprzedaży Bank BPH zawdzięcza między innymi działaniom marketingowym: kampanii „Bez napinki” oraz „Przytul odsetki”.

Bank konsekwentnie rozwija sprzedaż kredytów hipotecznych. W II kwartale br. jej wartość wyniosła 101 mln zł, co oznacza wzrost o 109 proc. w porównaniu z II kw. 2014 r. i 89 proc. wobec I kw. tego roku. W I półroczu bank udzielił 155 mln zł kredytów hipotecznych, co stanowi ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z I półroczem 2014 r. Wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych jest efektem zmian w ofercie, a także zwiększenia liczby wyspecjalizowanych doradców.

Wzrosła liczba rachunków osobistych. W II kw. Bank BPH otworzył 36 tys. kont; łącznie 62 tys. w I i II kwartale. W rezultacie na koniec I półrocza br. Bank BPH prowadził 454 tys. rachunków osobistych dla klientów indywidualnych, o 6 proc. więcej niż przed rokiem. Na ten wynik wpłynęła między innymi wspierana kampanią telewizyjną promocja Lubię to! Konto ze zwrotem 3 proc. wartości płatności dokonanych kartą. W II kw. Bank BPH rozwijał też współpracę z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych proponując emerytom i rencistom Kapitalne Konto wraz w usługami dodatkowymi.

Wzrost w bankowości dla firm

W II kwartale br. Bank BPH udzielił 1,3 mld zł limitów kredytowych, czyli o 42 proc. więcej niż w poprzednim kwartale i o 5 proc. więcej niż na koniec II kw. 2014 r. W całym I półroczu wartość limitów kredytowych udzielonych firmom wyniosła 2,3 mld zł i była o 12 proc. wyższa niż rok wcześniej. Korzystny wpływ na sprzedaż ma współpraca z Bankiem Gospodarstwa Krajowego w zakresie gwarancji de minimis i Portfelowej Linii Poręczeniowej. Na koniec I półrocza 2015 r. suma limitów udzielonych w ramach tej współpracy wyniosła 738 mln zł, co oznacza wzrost o 82 proc. wobec I półrocza ubiegłego roku.

Bank BPH rozwija faktoring. Dzięki pozyskaniu nowych klientów oraz aktywnej współpracy z dotychczasowymi, w II kw. 2015 r. obrót faktoringowy zamknął się kwotą 531 mln zł, o 68 proc. więcej niż rok wcześniej i o 21 proc. więcej niż w I kw. tego roku. Suma wierzytelności faktoringowych nabytych w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2015 r. wyniosła 969 mln zł, czyli o 55 proc. więcej niż przed rokiem, a liczba obsłużonych faktur wyniosła 68 tys., wzrost o 45 proc. wobec stanu na koniec I półrocza 2014.

W kwietniu, w ramach współpracy z dwoma partnerami, Bank BPH wprowadził do oferty leasing obejmujący wynajem długoterminowy oraz programy car fleet management. Klienci zainteresowani tą formą finansowania mogą skorzystać z leasingu samochodów i innych środków transportu, a także maszyn, urządzeń i sprzętu IT.

Klientom z sektora MŚP w II kw. bank udostępnił akceptowanie płatności zbliżeniowych przy użyciu terminali mobilnych mPOS. Rozwiązanie to, obecnie jako jedyne na polskim rynku, daje możliwość przyjmowania płatności bezstykowo za pośrednictwem połączenia Bluetooth ze smartfonem lub tabletem.

Juan się uspokaja

Ze względu na zwiększony wpływ rynku w wycenie juana został on ponownie zdewaluowany tym razem o 1,1%. Łączna skala spadków wynosi zatem aż 4,6%. Każdego dnia jednak skala jest mniejsza, zatem można spodziewać się wygasania tendencji.

Sytuacja w Chinach po zmianie metody wyznaczania kursu referencyjnego okazuje się poważniejsza niż sądzono. Ludowy Bank Chin ponownie osłabił juana. Po dwóch obniżkach o 1,9% i 1,6% teraz przeszedł czas na 1,1%. Tendencja jest gasnąca, ale sumaryczna skala osłabienia waluty już o 4,6% niepokoi. Pewnym wyjaśnieniem dla tego co się dzieje są wczorajsze dane makroekonomiczne. Produkcja przemysłowa rosła “zaledwie” o 6% czyli 0,8% mniej niż w poprzednim okresie. Warto zwrócić uwagę, że bank nie mógł tej operacji przeprowadzić jednym ruchem, gdyż ogranicza go 2% przedział wahań. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że przy ustalaniu kursu referencyjnego brany jest obecnie kurs ostatni kurs zamknięcia. Inwestorzy uciekający od juana sami go osłabiali, zatem kolejnego dnia LBC po raz kolejny zmieniał kurs referencyjny.

Na dzisiejszej konferencji prasowej przedstawiciele banku zaprzeczyli informacji jako docelowy poziom dewaluacji miał wynieść 10%. Plotka ta jest uzasadniana lipcowymi danymi na temat eksportu. Rośnie on o zaledwie 8,3%. Wiele krajów chciałoby mieć tak “alarmujące” dane. Większy wpływ sił rynkowych na notowania juana (za którym stoją największe na świecie rezerwy walutowe pozwalające utrzymywać go na poziomach nierynkowych) został dobrze przyjęty na rynkach walutowych. Na surowcach w dalszym ciągu widzimy spadki, ale są one bardziej spowodowane problemami gospodarczymi Chin niż przeceną juana.

Wczorajsze dane z brytyjskiego rynku pracy spowodowały tylko krótkotrwałe reakcje rynków. Tuż po publikacji funt osłabił się o 2,5 grosza by już pół godziny później odrobić niemal cały ten ruch. Co spowodowało taką reakcję rynków? Stopa bezrobocia zgodnie z oczekiwaniami pozostała na przyzwoitym poziomie 5,6%. Spadła natomiast liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Najwyraźniej jacyś duzi inwestorzy oczekiwali wyraźniejszej poprawy sytuacji, gdyż przeważnie po dobrych danych makroekonomicznych dochodzi do umocnienia się waluty.

Gorsze dane poznaliśmy natomiast ze strefy euro. Produkcja przemysłowa w ujęciu miesięcznym spadła i to o aż 0,4%. W skali roku rośnie ona o zaledwie 1,2% wobec oczekiwanych 1,7%. Obyło się bez wyraźnej reakcji na parze EUR/PLN. Publikacja ta trafiła natomiast na silny ruch umacniający euro wobec dolara. Tuż po tych danych ruch ten się zatrzymał i przez niemal godzinę kurs poruszał się w trendzie bocznym.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:
13:30 – Strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,
14:00 – Polska – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

EUR/PLNKomentarz walutowy 13.08.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 13.05.2015 do 13.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza się w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerokiej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega obecnie w okolicach 4,1800, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1250 – 4,1300, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji.

CHF/PLNKomentarz walutowy 13.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 13.05.2015 do 13.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000, kolejnym ważnym poziomem jest testowane obecnie 3,8400.

USD/PLNKomentarz walutowy 13.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 13.05.2015 do 13.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem dolne ograniczenie trendu na 3,7400.

GBP/PLNKomentarz walutowy 13.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 13.05.2015 do 13.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8300.

Citi Handlowy wyniki po I półroczu 2015

W I półroczu Bank wypracował zysk netto w wysokości 367 mln zł, co oznacza spadek w stosunku do roku poprzedniego o 29% r./r. (513 mln zł w I półroczu 2014 r.).

Bank, pomimo spadku wywołanego presją wymagającego otoczenia rynkowego, uzyskał zwroty powyżej sektora bankowego, wskaźnik ROE – 12,4% i ROA – 1,6% oraz odnotował wzrost w strategicznych obszarach. Bank obronił też swoją pozycję lidera bezpieczeństwa i efektywności. To kolejne półrocze dobrej sytuacji jeśli chodzi o jakość portfela kredytowego (NPL 4,7 proc.) i koszty ryzyka, które utrzymują się na niskim poziomie (-0,09 %). Dobra pozycja płynnościowa Citi Handlowy (kredyty/depozyty na poziomie 74%) pozwala na kontynuację realizacji celu wzrostu biznesu i zwiększenia dynamiki wzrostu wolumenów.

Rozwój bankowości detalicznej

W obszarze bankowości detalicznej Bank, w I półroczu 2015 r., wzmocnił pozycję nowoczesnego i globalnego Banku. W ramach rozwoju Bankowego Ekosystemu Smart otwarto 4 kolejne placówki Smart: w Katowicach, Poznaniu i Krakowie. Tym samym I półrocze Bank zamknął z siecią 16 placówek Smart.

Wprowadzono też innowacyjną aplikację sprzedaży karty kredytowej online, która pozwala zrealizować proces sprzedaży produktu w 100 proc. bez użycia papieru. Zaawansowane technologicznie narzędzie gwarantuje klientom możliwość uzyskania wstępnej decyzji kredytowej w 60 sekund. Aplikacja ta to jeden z podstawowych wyróżników mobilnych doradców Citi Handlowy, którzy działają w 6 największych miastach w Polsce, w najpopularniejszych lokalizacjach (galerie handlowe, kina, lotniska etc.).

W I półroczu 2015 r. Bank kontynuował wzrosty w strategicznych obszarach: liczba klientów Citigold wzrosła o 5% r./r., a o 35 proc. r./r. wzrosła też sprzedaż produktów inwestycyjnych. Na koniec I półrocza 2015 roku saldo kredytów hipotecznych powiększyło się z kolei o 12% r./r.

Bank wzmocnił pozycję lidera na rynku kart kredytowych uzyskując wysoki współczynnik aktywacji kart. 80% nowych kart klienci aktywują w czasie krótszym niż 3 miesiące. Karty aktywne w całym portfelu utrzymują się na poziomie 70 proc. Wprowadzona w maju Karta Kredytowa Citi Simplicity cieszy się dużym zainteresowaniem nowych klientów i stanowi już ponad połowę realizowanej akwizycji.

Lider bankowości korporacyjnej

W pierwszym półroczu w bankowości korporacyjnej bank kontynuował wzrosty w kluczowych obszarach. Kredyty dla klientów instytucjonalnych wzrosły o 3 proc. r./r. Rosły też wolumeny depozytowe tworząc stabilną bazę dla dalszego finansowania gospodarczych inicjatyw. Bank zwiększył swoje zaangażowanie w segmencie bankowości przedsiębiorstw pozyskując 186 nowych klientów, w tym 23 duże przedsiębiorstwa, 156 małych i średnich oraz 7 podmiotów z sektora publicznego. O 25 nowych relacji wzrósł z kolei portfel klientów globalnych.

Pierwsze dwa kwartały tego roku to kolejne miesiące rozwoju Programu Emerging Market Champions, w ramach którego Bank wspiera realizację ekspansji zagranicznej klientów biznesowych. Wśród flagowych projektów zrealizowanych w I półroczu znalazły się m.in. finansowanie bieżącego funkcjonowania oraz potrzeb inwestycyjnych kanadyjskiej spółki z Grupy ORLEN – ORLEN Upstream Canada. Citi Handlowy wsparł także dynamiczny rozwój Grupy Kapitałowej Inter Cars i stworzenie Europejskiego Centrum Logistycznego ILS.

Bank uczestniczył również w jednej historycznych transakcji, jaką w I półroczu było finansowanie przejęcia aktywów Agros Nova przez Grupę Maspex, w wyniku czego powstała największa polska grupa spożywcza. Wraz z wystawionym z kolei przez Citi Handlowy kompletem gwarancji bankowych dla firmy Budimex powstanie kolejny odcinek drogi ekspresowej S7.

W I półroczu Bank zaoferował też klientom możliwość realizacji przelewów w ponad 130 walutach na całym świecie, realizując tym samym misję wspierania rozwoju przedsiębiorstw na zagranicznych rynkach. Usługa odbywa się bez konieczności otwierania rachunków walutowych i utrzymywania rachunków lokalnych za granicą, tworząc unikalne rozwiązanie na polskim rynku.

Z. Jagiełło (PKO BP): Ustabilizowaliśmy wynik odsetkowy. W kolejnych kwartałach powinien on tylko rosnąć

0

CEO Magazyn Polska

Zysk netto banku PKO BP w II kwartale wyniósł 702,9 mln złotych. To o ponad 8,5 proc. więcej niż w I kwartale. Osiągnięty wynik jest jednak słabszy niż w tym samym kwartale 2014 roku, co jest rezultatem niższych wpływów odsetkowych. Jak ocenia prezes Zbigniew Jagiełło, bank zdołał już jednak ustabilizować wynik odsetkowy i ten – tak jak i przychody z tego tytułu  powinien w kolejnych kwartałach rosnąć.

– Ustabilizowaliśmy wynik odsetkowy po serii obniżek stóp procentowych w Polsce. Według naszych przewidywań w następnych kwartałach ten wynik odsetkowy będzie tylko rósł – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Zbigniew Jagiełło, prezes banku PKO BP. – PKO Bank Polski osiągnął w drugim kwartale 2015 roku bardzo dobre wyniki finansowe. Nasz zysk netto za drugi kwartał wyniósł 703 miliony złotych i jest znacząco lepszy od wyniku finansowego za I kwartał

Dynamika zysku netto mierzona kwartał do kwartału wyniosła 8,6 proc, W pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku bank zarobił 647,2 mln zł. Uzyskany w II kwartale wynik jest jednak wyraźnie słabszy niż w tym samym okresie rok wcześniej. Głównym czynnikiem, który wpłynął na obniżenie rentowności banku, jest spadek stóp procentowych w Polsce. Obniżki pociągnęły za sobą zmniejszenie przychodów z tytułu odsetek. Przychody odsetkowe w stosunku do I kwartału nieznacznie spadły i wyniosły 2,36 mld złotych (wobec 2,77 mld zł w I kw.).

Jak informuje prezes PKO BP działania banku skłaniające klientów do częstszego korzystania z kart kredytowych również przyniosły efekty. Zarówno całkowity wolumen, jak i łączna liczba przeprowadzonych transakcji wzrosły o od 20 do 40 proc. liczone rok do roku.

– W związku z tym poprawiła się również linia przychodów odsetkowych i w związku z tym, że jest ona oparta nie na efektach jednorazowych, a na współpracy z klientami, to będzie kontynuowana również w następnych kwartałach – tłumaczy prezes.

Przychody z tytułu prowizji i opłat osiągnięte w II kwartale wyniosły 0,94 mld złotych i również były wyższy niż w czasie pierwszych trzech miesięcy roku, choć niższe niż rok wcześniej.

Sfinalizowana wiosną tego roku fuzja z polskim oddziałem Nordei w opinii rozmówcy pozwoli na stopniowe obniżenie kosztów operacyjnych połączonych banków. Z punktu widzenia przyszłych wyników finansowych istotna jest także systematyczna redukcja kosztów ryzyka ponoszonych przez bank.

– Te wszystkie elementy razem dają właśnie dobre wyniki bieżące i perspektywę na to, że wyniki w II i IV kwartale będą również lepsze – prognozuje prezes banku PKO BP.

Prezes największego działającego w Polsce banku przekonuje, że od jednorazowych promocji klienci bardziej cenią sobie kompleksową obsługę na wysokim poziomie.

– Zawsze stawiam w relacjach z klientami na jakość obsługi. To jest w długim terminie najważniejsza rzecz, czyli dobre relacje z klientem – mówi Zbigniew Jagiełło, pytany o sposoby banku na przyciągnięcie nowych klientów.

Jak deklaruje, bank zamierza rozwijać więc usługi, których klienci od niego oczekują, a to oznacza w dużym stopniu rozwój bankowości mobilnej.

– Trudno jest być prorokiem w tak szybko zmieniającym się otoczeniu, ale my stawiamy już od dłuższego czasu na to, że telefon będzie najważniejszym urządzeniem z punktu widzenia komunikacji z klientem – mówi Jagiełło.

Zdaniem rozmówcy w dłuższej perspektywie na znaczeniu niemal zupełnie stracą tradycyjne placówki bankowe. Cała komunikacja będzie odbywać się za pomocą mobilnych środków łączności z wykorzystaniem wideoczatu, SMS-ów czy aplikacji mobilnych.

– To jest trend, który jest niezależny od tego, czego byśmy chcieli, my musimy się po prostu dostosować do klientów. Ta zdolność adaptacji banków do relacji z klientami jest najważniejszym wyznacznikiem konkurencyjności w tym sektorze – przekonuje prezes.