Poczta głosowa nowej generacji dla abonentów Orange Polska

Spółka Wind Mobile podpisała umowę na wdrożenie poczty głosowej nowej generacji w Orange Polska. Zastosowanie najnowszych technologii względem tych wykorzystywanych w tradycyjnej formie poczty głosowej, pozwala na znaczące zwiększanie ruchu komunikacyjnego, co u operatora przekłada się na zwiększenie przychodów. Jest to  również szansa na redukcję kosztów za sprawą przeniesienia systemu do modelu cloud computing. „Ożywianie” poczt głosowych jest zauważalnym trendem wśród operatorów na całym świecie, w który idealnie wpisuje się Wind Mobile.

Współpraca krakowskiej firmy z Orange Polska – jednym z największych na polskim rynku operatorem telekomunikacyjnym – obejmuje zarówno wdrażanie systemów teleinformatycznych, takich jak węzeł MRF (Media Resource Function) sieci IMS, a także stałą obsługę technologiczną i marketingowo-zarządczą usługi Halo Granie, czyli popularnych halodzwonków. Na podstawie podpisanej umowy, do wdrożonych systemów dołączy poczta głosowa nowej generacji – VoiceMail.

To kolejny po operatorze Play kontrakt na wdrożenie tego systemu, który umacnia pozycję firmy jako zaufanego i skutecznego dostawcę usług telekomunikacyjnych oraz potwierdza skutecznie realizowaną strategię spółki.

Wdrażanie wydajnych i dochodowych systemów jest rosnącym trendem wśród operatorów telekomunikacyjnych. W przypadku Orange Polska nowa poczta głosowa będzie pierwszą usługą głosową uruchomioną wirtualnie w chmurze Orange. Dla operatora to milowy krok w kierunku unowocześnienia infrastruktury telekomunikacyjnej, który pozwoli na znaczną redukcję kosztów. Dzięki instalacji nasz produkt może trafić nawet do 4,5 miliona abonentów telefonii stacjonarnej w Polsce. Wdrożenie jest potwierdzeniem naszej strategii sprzedaży produktów powtarzalnych, które umożliwiają generowanie przychodów zarówno dla nas, jak i operatorów. Patrzymy w przyszłość z nadzieją, że wdrożenie w części stacjonarnej Orange Polska umocni nas jako dostawcę rozwiązania poczty głosowej dla  abonentów komórkowych – mówi Tomasz Kiser, Wiceprezes Zarządu Grupy Wind Mobile.

Poczta głosowa nowej generacji to innowacyjna platforma, będąca odpowiedzią na trendy na globalnym rynku telekomunikacji. Jest to system pozwalający operatorowi skonfigurować w intuicyjny i nieskomplikowany sposób wiele systemów głosowo-tekstowych, a w przyszłości również wideo. Oznacza to możliwość ingerencji w kształt i „wygląd” systemu pocztowego przy jednoczesnym polepszeniu jakości usługi i zwiększania ruchu. Dotychczas wprowadzanie zmian w poczcie głosowej po stronie operatora, ze względu na przestarzałą technologię, oznaczała szereg długotrwałych i pracochłonnych czynności. Dzięki nowoczesnej poczcie operatorzy sami mogą zmieniać oferowane usługi i dokonać tego w czasie rzeczywistym.

Abonenci z poziomu aplikacji mobilnej Visual VoiceMail mają dostęp do nagranych wiadomości oraz ustawień poczty. Jest to przyjazna i intuicyjna obsługa, która w przeciwieństwie do tradycyjnej formy dzwonienia do systemu pocztowego, znacząco wpływa na łatwość użytkowania. Niezwykle użyteczną funkcją nowoczesnej poczty jest również otrzymywanie wiadomości MMS z nagranym komunikatem, dzięki czemu użytkownicy tylko jednym kliknięciem odsłuchują i kasują wiadomości głosowe.

Co trzeci polski przedsiębiorca nie słyszał o polityce bezpieczeństwa informacji

Z raportu „Bezpieczeństwo Informacji w Polsce 2015” opracowanego przez HSM Polska wynika, że blisko 60 proc. przedsiębiorców deklaruje, iż dokumentacja jest niszczona wewnątrz firmy. Ponad 90 proc. jest świadomych, że wyciek wrażliwych informacji może doprowadzić do poważnych strat, a jednak w dalszym ciągu co trzeci nie ma pojęcia o podstawowych normach bezpieczeństwa informacji. Według ekspertów w ostatnich 9 latach liczba wycieków poufnych danych, czyli tzw. leaków wzrosła już blisko 6-krotnie[1]. Tylko w ostatnim roku odnotowano aż o 22 proc. wycieków poufnych danych więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej[2]. Do ponad 75 proc. przypadków wszystkich wycieków danych na świecie dochodzi w firmach z sektora MŚP, a- co istotne, blisko 92 proc. z nich zawiera dane osobowe[3].

Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska
Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska

Od lat obserwujemy systematycznie rosnącą liczbę wycieków poufnych danych. Pomimo tego, że polscy przedsiębiorcy powoli zaczęli zdawać sobie sprawę z zagrożeń jakie niosą za sobą tzw. leaki, to w dalszym ciągu w mało której firmie wdrożona została polityka bezpieczeństwa informacji. Z raportu – Bezpieczeństwo Informacji w Polsce 2015 –  wynika, że w blisko co drugim przedsiębiorstwie nie ma profesjonalnego urządzenia do niszczenia nośników danych. Podmioty z sektora MŚP są jednym z najważniejszych motorów napędowych polskiej gospodarki. Niestety to właśnie one są dużo bardziej narażone na wycieki poufnych danych niż duże korporacje ze względów dość prozaicznych – mniejsze nakłady finansowe na szkolenia dla pracowników oraz brak podstawowych norm i standardów bezpieczeństwa informacji skutkuje niską świadomością problemu wśród załogi i kierownictwa firm” – komentuje Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska.

Z raportu „Bezpieczeństwo Informacji w Polsce 2015” wynika, że w 40 proc. przypadków niszczarka do utylizacji nośników poufnych danych znajduje się w ogólnodostępnym pomieszczeniu. Jedynie 20 proc. przedsiębiorców deklaruje, że w firmie jest tzw. zamknięty copyroom dedykowany do tego procesu.

„W polityce bezpieczeństwa informacji nadrzędna sprawą jest to, aby w proces przechowywania oraz utylizacji dokumentów zaangażowanych było jak najmniej osób. Najważniejszy jest to, aby proces w całości przeprowadzany był wewnątrz organizacji. Pozwala to znacznie zredukować możliwość wycieku danych na zewnątrz. Outsourcing usług w tym przypadku tylko zwiększa ryzyko wycieku poufnych danych. Z mediów co jakiś czas dowiadujemy się o dokumentach zawierających dane osobowe, które znalazły się na śmietniku. Aby uniknąć tego typu sytuacji najlepiej jeżeli w danym przedsiębiorstwie znajdzie się dopasowane do potrzeb firmy centralne urządzenie do niszczenia dokumentów zgodne z normą DIN 66399 służące utylizacji zbędnej dokumentacji firmowej lub osobiste niszczarki przyporządkowane do każdego stanowiska pracy. Istnieje kilka rozwiązań – można zainstalować małą, specjalistyczną niszczarkę przy każdym stanowisku pracy lub po prostu duże i wydajne urządzenie do utylizacji cyfrowych i papierowych nośników danych w pomieszczeniu do tego dedykowanych, czyli tzw. copyroomie. Drugie rozwiązanie sprawdza się zwłaszcza w archiwach, gdzie dokumentacji jest bardzo dużo. Z raportu – Bezpieczeństwo Informacji w Polsce 2015 – wynika, że jedynie 60 proc. firm likwiduje dokumentacje wewnątrz swojej organizacji. Co dzieję się zatem z pozostałymi 40 proc. i czy poufne dane są w tym przypadku bezpieczne?” – dodaje Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska.

Raport „Bezpieczeństwo Informacji w Polsce 2015” przeprowadzony przez HSM Polska kompleksowo przedstawia proces utylizacji papierowych i cyfrowych nośników poufnych danych oraz poziom zastosowania norm bezpieczeństwa informacji przez polskich przedsiębiorców i urzędników. Wyniki badania pozwalają przedstawić nie tylko aktualną sytuację w tym temacie, ale także wysnuć prognozy na przyszłość. Niniejszy raport to przede wszystkim wielowymiarowe przedstawienie zgromadzonych liczb, danych i staty­styk, obrazujących budowanie świadomości o tym jakie ryzyko niesie za sobą nieprzestrzeganie podstawowych założeń polityki bezpieczeństwa informacji. Jednym z głównym obiektów naszych badań stał się proces utylizacji nośników zawierających poufne dane.

[1] InfoWatch
[2] InfoWatch
[3] InfoWatch

Komentarz walutowy z 18.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Komentarz walutowy z 18.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Największe połączenie firm na polskim rynku nawozów i nasion

Grupa Kazgod i Dalgety Agra Polska zdecydowały o połączeniu w jedną silną i bardziej konkurencyjną organizację. Tym samym Dalgety, jako firma kupująca, przejmuje odpowiedzialność za Agro Bakałarzewo, Kazgod i Agro-Plus – od dziś firm partnerskich Dalgety. Transakcja warta 92,5 miliona złotych czyni z Dalgety wicelidera na rynku agrochemicznym i siewnym.

Dalgety Agra Polska jest pionierem konsolidacji w Polsce, gdzie rynek agrochemiczny zintegrowany jest w 10%. Połączenie sił Kazgodu i Dalgety wyprzedza trendy znane choćby z rynku brytyjskiego czy niemieckiego, gdzie konsolidacja wynosi 25-30%. Dalgety po transakcji z powodzeniem będzie mogła odpowiedzieć na wyzwania rynku w następnych latach i przygotować się do kolejnych przejęć.

Nie ma dwóch takich podmiotów na polskim rynku, które pasują do siebie równie dobrze jak Grupa Kazgod i Dalgety. Nasze firmy prawie nigdzie ze sobą nie konkurowały, 95% naszych klientów nie pokrywa się. Połączenie żadnych innych firm w branży na polskim rynku nie dawałoby tak silnej pozycji i tak dobrych perspektyw na przyszłość, powiedział Rafał Prendke, dyrektor zarządzający Dalgety Agra Polska.

Po połączeniu biznes zostanie uporządkowany w ramach dwóch kluczowych dywizji. Dalgety i Agro Bakałarzewo zajmą się sprzedażą do gospodarstw a Kazgod zaopatrzeniem sklepów. Firma będzie mogła poszczycić się większą siłę zakupową, szerszą gamę produktów, największą ofertę na wyłączność i lepszym dotarciem do klientów.

Połączenie Grupy Kazgod z Dalgety przełoży się na kilka ważnych, biznesowych przewag:

  • największa w branży sieć sprzedaży, działająca na terenie całej Polski oraz największy w Polsce, profesjonalny zespół agronomów,
  • największa oferta agrochemicznych produktów na wyłączność oraz szeroka oferta nasion, nawozów i nowoczesnych rozwiązań niepestycydowych, w tym rynkowe bestsellery: nasiona Dalgety i nawozy dolistne FoliQ,
  • największy gracz wśród dystrybutorów zboża, który będzie skupował ponad 1 milion (1,2 mln) ton zboża rocznie.
  • 5 razy większy zasięg na rynku ogrodniczym, jednym z najbardziej obiecujących segmentów (urósł o 40% w ostatnich kilku latach).
  • dwa razy więcej centrów logistycznych niż dotychczas (8 lokalizacji),
  • podwojenie liczby sklepów partnerskich

Po połączeniu staniemy się wiceliderem rynku z doskonałą pozycją do negocjowania lepszych cen i kreowania marży, sprzedawania nowych produktów i produktów na wyłączność oraz rozbudowy sieci sprzedaży, powiedział Rafał Prendke, dyrektor zarządzający Dalgety Agra Polska.

Dalgety po transakcji trafi na listę 100 największych przedsiębiorstw w Polsce. Same wpływy Kazgodu w 2014 roku wyniosły 837 milionów złotych, z czego 4,5 miliona złotych stanowił zysk brutto. Przychody Dalgety w 2014 roku to 958 milionów złotych i 23,2 miliony złotych zysku brutto. Kolejne 3-5 lat mają przynieść dynamiczny rozwój firmie w nowej strukturze. Dalgety zamierza zainwestować w następnych 3 latach ponad 20 mln zł w rozwój produkcji nawozów dolistnych i rozwój infrastruktury do produkcji nasion.

Zgodnie z polskim prawem transakcja zakupu ma charakter warunkowy. Zgodę na połączenie firm musi wydać UOKiK, który na decyzję ma 90 dni. Przy niskiej, 10% konsolidacji polskiego rynku agrochemicznego i siewnego, ryzyko odmowy ze strony regulatora przez ekspertów branży uznawane jest za marginalne.

 

135% wzrost liczby płatności kartami Visa w ciągu dwóch tygodni od wprowadzenia ograniczeń wypłat gotówki w Grecji

W przywiązanej do gotówki Grecji kryzys, w tym zamknięcie banków i wprowadzenie dziennego limitu wypłat w bankomatach w wysokości 60 euro, spowodował ogromną zmianę zwyczajów płatniczych, co ilustruje ponad stuprocentowy wzrost płatności kartami Visa. Ekstremalny przykład Grecji pokazuje, że przejścia od płatności gotówkowych do elektronicznych, które w normalnych warunkach zajmuje poszczególnym krajom wiele lat, można dokonać na przestrzeni 10 tygodni. Obrót bezgotówkowy niesie za sobą ogromne korzyści dla konsumentów i gospodarki, a jak wykazało badanie wykonane na zlecenie Visa Europe, rozwój płatności elektronicznych może o 10% zmniejszyć szarą strefę w całej Europie, zwiększając wpływy do budżetów państw i wyrównując warunki konkurencji pomiędzy firmami odprowadzającymi podatki a tymi, które tego nie robią.

W Grecji od zawsze dominującą formą płatności była gotówka. W 2014 r. kartami Visa opłacane było w tym kraju jedynie 1 na każde 37 euro wydawane na konsumpcję, przy średniej w całej Europie wynoszącej 1 na 6 euro. Jednak w okresie dwóch tygodni od ograniczenia w Grecji wypłat gotówki, Visa Europe odnotowała wzrost liczby płatności kartami o 135% w porównaniu z dwutygodniowym okresem przed wprowadzenia tego limitu. Dodatkowo, ważną zmianą w zachowaniach Greków było to, że zaczęli używać kart – zamiast gotówki – do zakupu artykułów pierwszej potrzeby: artykułów spożywczych, lekarstw czy paliwa. Zgodnie z danymi organizacji Visa Europe, która przetwarza dane prawie 60% dokonywanych w Grecji płatności bezgotówkowych, największe wzrosty odnotowano w liczbie płatności za artykuły spożywcze (206%), lekarstwa i ochronę zdrowia (206%) oraz paliwo (193%).

„W normalnych warunkach przejście od płatności gotówkowych do elektronicznych zajmuje całe lata. Tymczasem Grecja pokazała, że taka transformacja jest możliwa w naprawdę krótkim czasie” – komentuje Jakub Kiwior, dyrektor ds. rozwoju biznesu i marketingu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, Visa Europe. „Dzięki płatnościom elektronicznym konsument może kupić to, czego potrzebuje, w chwili, którą uzna za stosowną, zaś firmy i banki mogą zwiększyć obroty przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Z kolei korzyści dla państwa to mniejszy zakres unikania podatków, wyższe wpływy do budżetu oraz ograniczenie szarej strefy” – dodaje Jakub Kiwior.

Tak ogromny wzrost liczby płatności kartami w Grecji jest wynikiem zarówno zwiększenia skali płatności przez posiadaczy już wydanych kart, jak i rozpoczęcia używania kart przez osoby, które do tej pory ich nie posiadały. Liczba aktywnych kart debetowych Visa w tym kraju podwoiła się w lipcu br. w porównaniu ze średnią za poprzednie trzy miesiące.

Według danych zebranych w bankach i zacytowanych przez dziennik Kathimerini1, tylko w ciągu lipca br. wydano w Grecji ponad 1,1 mln kart płatniczych, a doniesienia z poszczególnych banków mówią o dużym wzroście liczby wniosków o wydanie karty m.in. ze strony emerytów, którzy tradycyjnie odbierali pieniądze w gotówce w oddziale banku.
Na zmianę zachowań płatniczych konsumentów w Grecji i dynamiczny rozwój obrotu bezgotówkowego reagują również detaliści, którzy planują instalowanie terminali obsługujących płatności bezgotówkowe. Deklarują to m.in. sieci restauracji fast food czy korporacje taksówkowe, które do tej pory nie przyjmowały takich płatności.

Zainteresowanie rośnie także ze strony sektora ubezpieczeń, w którym m.in. zawarto umowę na wyposażenie 500 agentów w mobilne terminale płatnicze (mPOS).
„Wraz ze zwrotem konsumentów w kierunku kart płatniczych, odpowiednie działania podejmują również detaliści oraz banki, co w rezultacie daje „efekt kuli śniegowej”. Jesteśmy świadkami upadku mitu o tym, że gotówka jest niezbędna konsumentom, biznesowi i społeczeństwu” – podsumowuje Jakub Kiwior, Visa Europe.

Znaczące korzyści z rozwoju płatności bezgotówkowych kartami odniosą nie tylko konsumenci i przedsiębiorcy, ale także cała gospodarka i państwo greckie. Upowszechnienie kart płatniczych wspomoże walkę z szarą strefą i z oszustwami podatkowymi. Według obliczeń globalnej firmy doradczej A.T. Kearney i prof. Friedricha Schneidera, światowego eksperta w zakresie szarej strefy, jej skala przekracza w Grecji wartość 43 mld euro, co stanowi 24% PKB kraju2. Z szacunków przytaczanych przez greckie media wynika, że płatności kartami mogłyby zwiększyć wpływy skarbu państwa o kwotę 5 mld euro.

Visa Europe od lat wspiera analizy i badania podejmujące tematykę szarej strefy, zmniejszającej wpływy do budżetów państw, i sposobów jej ograniczania. Ich wyniki dowodzą, że ważnym środkiem walki z tym zjawiskiem jest wspieranie rozwoju płatności elektronicznych – istnieje bowiem ścisły związek pomiędzy rozmiarem szarej strefy a liczbą dokonywanych płatności bezgotówkowych. W krajach o szerokim zakresie płatności elektronicznych, jak np. w Wielkiej Brytanii, ukryty obieg gospodarczy jest kilkukrotnie mniejszy niż w krajach takich jak Bułgaria, gdzie płatności elektroniczne nie są jeszcze rozpowszechnione.

Badania pokazują również, że na świecie z powodzeniem stosowane są różne metody promowania płatności elektronicznych. Dla przykładu Kolumbia i Argentyna wprowadziły ulgi w podatku od sprzedaży w stosunku do płatności detalicznych dokonywanych przy użyciu kart płatniczych. W kilku krajach, np. w Wielkiej Brytanii i Singapurze, instytucje państwowe same zaczęły dokonywać płatności elektronicznych i przyjmować je, np. w stosunku do wynagrodzeń pracowników, płatności podatkowych czy też kar i grzywien. W Korei Południowej, która przeprowadziła wiele działań zachęcających do płatności bezgotówkowych, udział płatności kartami w konsumpcji indywidualnej zwiększył się z niecałych 5% na początku lat 90-tych do ponad 50% w 2009 r.

W 2011 r. we Włoszech wprowadzono obowiązek dokonywania płatności o wartości powyżej 1 tys. euro drogą elektroniczną. Wprowadzono również ulgi podatkowe dla płatności bezgotówkowych w punktach handlowo-usługowych, połączone z karami dla detalistów, którym udowodniono trzykrotne niewydanie klientom potwierdzenia zakupu w okresie pięciu lat. Badania wykazały, że dodatkowe wpływy podatkowe z tego tytułu wyniosły 9,1 mld euro.

  1. Źródło: grecki dziennik Kathimerini, artykuł Plastic money everywhere, from cafeteria to Rio-Antirrio bridge, 8 sierpnia, 2015.
  2. The Shadow Economy in Europe, 2013. Badanie firmy doradczej A.T. Kearney, prof. Friedricha Schneidera z Uniwersytetu im. Jana Keplera w Linzu oraz Visa Europe.

Giełdy w Szanghaju i Shenzhen zniżkują po ponad 5 proc

Kurs juana na razie przestał straszyć, jednak niepokój wraca na giełdy w Szanghaju i Shenzen, gdzie indeksy zniżkują po ponad 5 proc. Shanghai Composite runął w dół po 10 proc. zwyżce, wypracowanej od początku sierpnia. Poziom 4000 punktów okazał się dla wskaźnika nie do przejścia. To właśnie w jego okolicach nastąpiło pamiętne 8,5 proc. tąpnięcie pod koniec lipca. Obawy związane z chińską gospodarką mocno odczuwa indeks giełdy niemieckiej, który od pierwszych dni sierpnia stracił 6 proc.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Nadal fatalnie wygląda sytuacja na rynku ropy naftowej, a zapowiedzi utrzymania obecnych poziomów wydobycia przez kraje zrzeszone w OPEC wskazują, że spadkowa tendencja notowań surowca może się pogłębiać. Wśród walut najmocniej tracących na wartości znajdują się rubel, norweska korona i dolar kanadyjski. Dziś warto obserwować reakcje brytyjskiego funta na dane o inflacji, których publikacja może ożywić dyskusję na temat kierunku polityki pieniężnej Banku Anglii.

Czwarty dzień z rzędu na wartości zyskuje dolar, mimo że po ostatnich danych makroekonomicznych oraz wydarzeniach w Chinach maleje przekonanie o tym, że Fed podniesie stopy procentowe już we wrześniu. Na razie spadek kursu euro w kierunku 1,1 dolara można uznać za korektę wcześniejszego ruchu i testowania poziomu 1,12 dolara.

Polskie „growing pains”, czyli co hamuje rozwój firm?

0

Okazuje się, że wcale nie koniunktura czy otoczenie rynkowe hamują rozwój polskich firm. Najnowszy raport PARP „Bariery wzrostu” z pierwszej połowy 2015 roku pokazuje, że to głównie wewnętrze problemy, związane z kulturą organizacyjną i zarządzaniem takie jak brak odpowiednio przygotowanej kadry menadżerskiej (27%) czy marnowanie czasu na „gaszenie pożarów” (15,7%).

Badania „Bariery wzrost” realizowano w pierwszej połowie tego roku. Objęły 685 firm (od mikro do dużych), z różnych branż. Wniosek? Raport pokazuje, że pozycja konkurencyjna przedsiębiorstwa w większym stopniu zależy od jej wewnętrznej organizacji i modelu zarządzania niż od sytuacji na rynku.

Świetnie widać to na przykładzie deficytu innowacyjności w polskich firmach. Brak produktów innowacyjnych jest jednym ze skutków kultury organizacyjnej otoczonej barierami wzrostu.

„Przy bardzo silnej konkurencji prowadzi to do presji cenowej i rywalizacji na rynku kosztem spadających marż. Ewidentnym efektem tej sytuacji jest bardzo silnie odczuwane zjawisko spadających zysków przy równoczesnym wzroście przychodów” – pisze w komentarzu prof. Teresa Taranko ze Szkoły Głównej Handlowej.

Jak poważny jest to problem? Aż co piąta firma ujęta w badaniu zgłosiła, że rosną jej przychody, ale nie jej zyski.

Gaszą pożary, marnują czas i energię

Jakie jeszcze bariery wzrostu odnotowuje raport? Blisko 27% firm wskazuje na brak odpowiednio przygotowanej kadry menadżerskiej.

Mogę powiedzieć, że często oczekuje się od ludzi niemożliwego. Wytycza im się cele, których oni nie mogą spełnić, a w konsekwencji  dążą do ich spełnienia jakimś kosztem, np. obniżenie jakości, nadgodzinami itp. To rzutuje to na ogólną kondycję firmy, pracownicy są zdemotywowani, jest duża rotacja, pogarsza się jakość obsługi klientów. Kluczem jest wykształcenie „liderów partnerstwa”, wspierających  swoich pracowników, zamiast „liderów przemocy” – mówi Aneta Lech ze Staufen Polska, firmy specjalizującej się  w innowacjach organizacyjnych i procesowych.

Co czwarta badana firma wskazała problemy związane z pracą zespołową. Raport przedstawia to dobitnie: wśród pracowników panuje pogląd, że „jeśli chcesz, żeby praca była wykonana dobrze, zrób ją sam”. Dodatkowe problemy są tu związane z tym, że pracownicy nie są zorientowani w tym, co robią inni, brakuje im czasu na wykonanie zadań, nie znają też strategicznych celów firmy, a część z nich zaczyna się czuć niepewnie.

– Jeżeli pracownik pracuje źle, to w 95% przypadków przyczyna jego złej pracy leży po stronie firmy: złych narzędzi, wadliwych surowców, niewłaściwej organizacji i atmosfery w pracy – dodaje Aneta Lech.

Poza tym firmy wskazywały jako istotne bariery wzrostu również niewłaściwe zarządzanie czasem pracy (16%), zbyt dużo czasu marnowanego na tzw. „gaszenie pożarów” (15,7%), jak również na firmowych spotkaniach (10,2%).

Czym wyróżniają się liderzy?

Z raportu wynika, że blisko 12% firm nie posiada większych barier rozwoju, prawie 42% powinno podjąć działania naprawcze lub napotyka poważne problemy w funkcjonowaniu, a 9,5% to „firmy w kłopotach” (co druga z nich to firma mikro).

Ważnym elementem budowania przewagi konkurencyjnej jest wdrażanie efektywnych systemów zarządzania. Ale nie chodzi tylko o kwestie techniczne, same narzędzia czy metody. Najważniejsze jest ich zakorzenienie ich w kulturze organizacji. Warto pamiętać, że tego rodzaju zmiany wymagają budowy nowych nawyków organizacyjnych. Jak wskazują doświadczenia polskich i międzynarodowych przedsiębiorstw, przebudowa kultury organizacyjnej jest najtrudniejszą częścią zmian. Mediana sukcesu takich projektów jest na poziomie 20 procent – mówi dr Jarosław Rubin, współzałożyciel Szkoły Zarządzania Zmianą.

Czym wyróżniają się firmy-liderzy raportu? Nastawieniem na klienta, rozwojem produktów (posiadają i rozwijają to, co je wyróżnia na rynku), efektywnością i otwartością na zmiany,
a także włączają pracowników w działanie firmy i proces zmian.

– Firma, w której pracownicy są odpowiednio dobrani do stanowisk, wyposażeni w dobre i odpowiednie narzędzia pracy, czują się w pracy dobrze, mają wpływ na to, co dzieje się w firmie i zaspokajają potrzebę rozwoju osobistego, chcą pracować jak najlepiej. Taka organizacja ma szanse stworzyć dobry innowacyjny produkt lub usługę, rozwijać nowoczesne technologie, dobry marketing, profesjonalną sprzedaż, ale przede wszystkim eliminuje systematycznie bariery wzrostu, o których mowa w raporcie – mówi ekspertka Staufen Polska.

Co ciekawe, polskie firmy mają raczej dobre zdanie na temat własnej kultury organizacyjnej (3,71 w skali 1-5). „Praktyka w zachowaniach polskich przedsiębiorstw wobec klientów, pracowników czy kontrahentów nie wskazuje na tak pozytywny obraz kultury organizacyjnej polskich przedsiębiorstw, jaki został odnotowany w omawianych badaniach” – zaznacza jednak w swoim komentarzu prof. Teresa Taranko.

Różne badania pokazują, że bariery wzrostu („growing pains”) statystycznie są skorelowane ze słabymi wynikami finansowymi. Co ciekawe, wszystkie firmy, zarówno liderzy, jak i firmy w kłopotach, podobnie oceniały siłę konkurencji i jej wpływ na działalność. To tylko potwierdza, że w kulturze organizacyjnej polskich firm tkwi duży potencjał.

Więcej o innowacjach procesowych: www.staufen.pl

Walka z bezrobociem kosztuje nas tyle, co wartość 400 km autostrad

16 mld zł – tyle w ciągu roku Polska wydaje na ratowanie i stymulowanie rynku pracy. Jednak, jak pisze portal Money.pl, na tle innych rozwiniętych gospodarek walczących z bezrobociem wypadamy blado, a europejski rekordzista – Hiszpania – przeznacza na ten cel dziesięć razy tyle. Jednak skutki tych działań nadal są trudne do zauważenia.

Wczoraj minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że w sierpniu stopa bezrobocia może spaść nawet poniżej 10 proc. (około 7-8 proc. według metod mierzenia bezrobocia BAEL, stosowanych w Unii). Mimo to bezrobocie pozostaje plagą krajów rozwiniętych – alarmuje lipcowy raport OECD. Mimo że w ciągu ostatniego roku sytuacja delikatnie się poprawiła (pracę znalazło trzy miliony dotychczas niezatrudnionych), to nadal jest znacznie gorzej niż było przed wybuchem kryzysu ekonomicznego. Bez pracy pozostaje o 10 milionów osób więcej niż w 2007 roku.

Najgorzej jest na południu Europy – w Hiszpanii stopa bezrobocia na koniec 2016 r. ma sięgnąć 22 proc. Wskaźnik ten nie zejdzie też poniżej poziomu 20 proc. w pogrążonej w kryzysie Grecji. W jej przypadku ekonomiści OECD nie chcą nawet szacować konkretnej wartości, bo to dziś jak wróżenie z fusów. Zwłaszcza że nie mają nawet danych o tym, ile pieniędzy idzie tam na stymulowanie rynku pracy.

Twardymi liczbami chwali się za to rząd Hiszpanii, który pod względem nakładów na walkę z bezrobociem jest w Europie rekordzistą, a wśród innych krajów rozwiniętych wyprzedzają go tylko Amerykanie.

Jaki procent PKB wydają na politykę rynku pracy
źródło: OECD/Money.pl, brak danych dla Islandii, Turcji i Grecji

Jak na tym tle wypada Polska?

Dajemy około 16 mld zł, czyli odpowiednik 0,8 rocznego PKB. To ponad dwa razy mniej niż nasze wydatki na armię, ale i tak wystarczająca, by zbudować 400 kilometrów autostrad (przy założeniu, że jeden kilometr kosztuje 40 mln zł).

Bezrobocie w naszym kraju faktycznie spada, ale komentatorzy nie są przekonani, na ile jest to zasługa działań rządu. A minister pracy Włodzimierz Kosiniak-Kamysz chwali się między innymi ograniczeniem umów czasowych i pomocą finansową dla firm, które ucierpiały wskutek rosyjskiego embarga.

– O obiektywną ocenę działań resortu jest bardzo trudno – mówił w rozmowie z portalem Money.pl były wiceminister finansów Stanisław Gomułka w kwietniu tego roku. – Nie można zapominać, że statystyki poprawiają nam między innymi ci Polacy, którzy wyjeżdżają do pracy za granicę.

W Unii jesteśmy na samym końcu, jeśli chodzi o liczbę nieobsadzonych etatów. Do wzięcia jest tylko 0,5 proc. wszystkich dostępnych w naszym kraju miejsc pracy – wynika z danych Eurostatu za pierwszy kwartał tego roku. Tak samo źle jest tylko na Łotwie, lepiej jest nawet w kryzysowych Hiszpanii, Portugalii i Grecji.

Wskaźnik wolnych miejsc pracy
źródło: Money.pl/Eurostat, dane za I kwartał 2015 roku

Najwięcej wolnych miejsc pracy jest w gospodarkach tradycyjnie uznawanych za najlepiej poukładane – w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Tylko nieco gorzej wygląda sytuacja w Belgii, Szwecji i Finlandii – we wszystkich tych krajach wolnych jest co najmniej 2 proc. ogółu miejsc pracy.

Niemcy, Wielka Brytania i Skandynawia to wciąż najbardziej popularne kierunki emigracji zarobkowej Polaków. – Co piąty rodak rozważa poszukiwanie pracy za granicą. Przewiduje się, że do końca tego roku z kraju może wyjechać ponad milion obywateli – mówił kilka dni temu w rozmowie z Money.pl Artur Skiba z agencji pracy Antal, powołując się na badanie „Migracje zarobkowe Polaków” Work Service.

MŚP w Polsce i Europie: różnice w podejściu do pracy, produktywności i technologii

0

Ponad 40 proc. pracowników polskich firm z sektora małych i średnich firm deklaruje, że spędza w pracy od 40 do 50 godzin tygodniowo. Podobny odsetek ich kolegów z innych krajów europejskich przyznaje, że pracy poświęca o 10 godzin mniej. Wyniki można interpretować wyższym stopniem zaangażowania rodzimych pracowników, ale również niższym poziomem produktywności wynikającym z mniejszego wykorzystania technologii informatycznych, które pomagają podnosić wydajność pracy.

Polska vs. Europa – najważniejsze wnioski z badania:

  • Polacy są zbyt „przywiązani” do tradycyjnego miejsca pracy: konieczność wykonywania obowiązków z biura deklaruje 76 proc. rodzimych firm. W Europie odsetek ten jest niższy o 15 punktów procentowych.
  • Europejskie MŚP na wyższym poziomie cyfryzacji procesów: niemal w 1/3 polskich firm dominuje obieg papierowy, podczas gdy w europejskich firmach wynik ten kształtuje się na poziomie 23 proc. Dla przykładu, w Holandii deklarowana skala cyfryzacji firm jest ponad dwukrotnie wyższa niż w Polsce (42% w porównaniu do 20%).
  • Europejczycy za najskuteczniejszą formę komunikacji uważają email (67 proc. deklaracji), podczas gdy Polacy jako najbardziej efektywne wskazują spotkania bezpośrednie.

Badanie „Nowoczesne IT w MŚP 2015” przeprowadzone wśród polskich firm z sektora małych i średnich firm pokazuje wyraźnie, że poziom wykorzystania nowych technologii dla poprawy wydajności organizacji wciąż jest niewystarczający. Co ciekawe, polscy pracownicy deklarują, że pracują dłużej niż wynosi średnia dla Europy. Wciąż jednak ich praca ma charakter mocno „analogowy”. Nawet jeśli dysponują mobilnymi urządzeniami to albo nie wykorzystują ich do pracy, albo nie mają dostępu do kluczowych zasobów firmy. Dostrzegają wprawdzie potrzebę sprawniejszej i szybszej obsługi klienta, którą wskazują jako kluczowy priorytet (38 proc.), ale nie mają narzędzi, które umożliwiałyby im jego wykonanie. Czas to zmienić. Takie rozwiązania, jak zdalny dostęp do dokumentów i kluczowych aplikacji w chmurze, korespondencja elektroniczna z urządzeń mobilnych czy zdalna komunikacja wideo znacząco przyspieszają proces obsługi klientów, dostępu do ofert, specyfikacji i innych kluczowych zasobów informacyjnych, czyli po prostu realizacji zadań” – mówi Przemysław Szuder, dyrektor działu Small & Medium Business Solutions and Partners w polskim oddziale Microsoft.

Mocno przywiązani do biurek

Badania przeprowadzone przez Ipsos MORI w marcu 2015 roku na zlecenie Microsoft wyraźnie pokazują, że 76 proc. rodzimych respondentów podkreśla konieczność wykonywania swoich obowiązków z biura. Średni europejski wynik to 61 proc. Jako jedną z głównych przyczyn takiej sytuacji Polacy wskazują problemem z realizacją pracy w sposób zdalny (45 proc. respondentów). Okazuje się również, że skala wykorzystania narzędzi mobilnych, takich jak smartfon i tablet jest w firmach wciąż niska, ale wyniki dla Polski i Europy są w tym przypadku zbliżone (w Polsce odpowiednio 40 i 15 proc., natomiast w Europie 44 proc. używa smartfonów, a 22 proc. tabletów). Pokazuje to, że przyczyna niższej wydajności pracy leży gdzie indziej, nie tyle w braku dostępu do mobilnych urządzeń, ale raczej sposobie ich wykorzystania. Kluczem do szybkiej i sprawnej obsługi klienta i efektywniejszej realizacji zadań jest bowiem dostęp do zasobów firmy i możliwość ich wykonania z poziomu urządzenia przenośnego, a nie samo jego posiadanie.

Ciężka praca, ale mniej efektywna

Polscy przedstawiciele SMB pracują dłużej od swoich europejskich kolegów. Jednocześnie są bardziej skłonni do odbierania telefonów poza tradycyjnymi godzinami pracy. W przypadku polskich pracowników przyznało tak 94 proc. osób, natomiast wśród europejskich pracowników było to 83 proc. Respondenci przyznają, że technologie mogłyby im pomóc w zyskaniu dodatkowego czasu i poprawie produktywności. Niemal 2/3 uczestników badania twierdzi, że rozwiązania mobilne pomagają zaoszczędzić czas. Dodatkowo połowa respondentów przyznaje, że zapewniają one większą produktywność poza biurem.

Wciąż niska adaptacja inteligentnych technologii

Badanie pokazuje sporą różnicę w stopniu zastosowania usług i rozwiązań mobilnych w firmach polskich i europejskich. W przypadku 31 proc. polskich przedsiębiorstw z sektora MŚP wciąż dominuje praca oparta na dokumentach papierowych. W Europie odsetek ten jest mniejszy, aż o 8 punktów procentowych. Aktualnie 36 proc. polskich firm uczestniczących w badaniu deklaruje przejście na tryb online. Średnia europejska jest wyższa, bo sięga 40 proc. Dla przykładu, w Wielkiej Brytanii jedynie 19% firm opiera swoją działalność na obiegu papierowym, zaś 36% przyznaje się do pełnej cyfryzacji procesów. W Holandii wyniki te są jeszcze wyższe, bo „cyfrowych” organizacji jest aż 42%.

Chmura sprzyja produktywności

Różnice są dostrzegalne również w sposobie dostępu do danych przez pracowników polskich przedsiębiorstw i ich europejskich kolegów. Polacy wskazują, że najczęściej korzystają z zasobów informacyjnych poza biurem transferując je przez e-mail (47 proc. wskazań) oraz poprzez zdalny desktop (33 proc.). Z dostępu do zasobów i danych firmowych za pośrednictwem usług w chmurze – najpopularniejszej formy zdalnego dostępu wśród respondentów europejskich (40 proc.), w Polsce korzysta 33 proc. respondentów a z chmurowego transferu danych 18 proc.

W Europie e-mail, w Polsce wciąż bezpośrednie rozmowy

Polscy respondenci zupełnie inaczej postrzegają skuteczność różnych form komunikacji. Polacy zdecydowanie eksponują znaczenie bezpośrednich spotkań (66 proc. deklaracji) oraz rozmów telefonicznych (60 proc. wskazań). Niższy procent wskazań uzyskał e-mail, który w przypadku respondentów z innych krajów jest traktowany jako najefektywniejsza forma komunikacji. Przyznało tak 67 proc. respondentów z wszystkich badanych krajów europejskich, którzy najniżej ocenili skuteczność bezpośrednich spotkań.

Rekord branży lotniczej: w 2014 roku zamówiono 2888 nowych samolotów

Przychody przemysłu lotniczego i zbrojeniowego w ujęciu globalnym wyniosły w 2014 roku 682,2 mld dolarów i były o prawie 2 proc. wyższe niż rok wcześniej. Sektor wzrost ten zawdzięcza rozwojowi lotnictwa cywilnego, w którym przychody wzrosły o ok. 8 proc. Jak wynika z corocznego raportu „Global Aerospace & Defense sector financial performance study”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, maleje za to udział sektora wojskowego, którego przychody uszczupliły się o ok. 2 proc. W ubiegłym roku przemysł lotniczy zanotował rekord zamówionych samolotów, który wyniósł 2888 maszyn. Biorąc pod uwagę duże zainteresowanie linii lotniczych, portfel zamówień sięga już ponad 12 tys. samolotów.

Najwieksi producenci z sektora lotniczego i zbrojeniowego na świecie
Najwieksi producenci z sektora lotniczego i zbrojeniowego na świecie

Raport Deloitte powstał na podstawie analizy wyników stu największych firm z branży lotniczej i obronnej z USA i Europy. W 2014 roku globalnie sektor aerospace & defense odnotował wzrost przychodów o 12,7 mld dolarów, czyli 1,9 proc. Warto jednak zaznaczyć, że w 2013 roku wzrost ten sięgał 3,2 proc., a rok wcześniej 5,8 proc. „Wyhamowanie tej dynamiki nastąpiło głównie za sprawą przemysłu obronnego, który w 2014 roku zanotował spadek przychodów o 2,2 proc. Do takiego stanu rzeczy przyczyniło się przede wszystkim ograniczenie budżetu na wojsko w USA. Tylko sześć firm spośród dwudziestu największych producentów sprzętu wojskowego w Stanach Zjednoczonych odnotowało wzrost przychodów w 2014 roku. Według szacunków w tym roku wzrost przychodów branży lotniczej i wojskowej wyniesie 1,5 proc.” – wyjaśnia Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte, ekspert ds. przemysłu obronnego, Deloitte.

Nie dziwi więc fakt, że wzrost przychodów całego sektora lotniczego i obronnego to zasługa producentów cywilnych samolotów i sprzętu lotniczego. W 2014 roku branża ta zwiększyła swoje przychody o ok 8 proc. do sumy 314,9 mld dolarów. Na ten dobry wynik wpłynęły przede wszystkim rosnący popyt na lotniczy transport pasażerski, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, Indiach oraz Chinach, a także konieczność wymiany przestarzałych maszyn na nowe, zużywające mniej paliwa.

W ubiegłym roku w sektorze lotnictwa cywilnego ustanowiono nowy rekord zamówień sięgający 2888 samolotów (w 2013 roku – 2858). Producenci w tym czasie dostarczyli swoim klientom 1352 maszyn (wzrost ilości dostarczonych maszyn o 6,1 proc. wobec 2013 roku). Niemniej portfel zamówień wzrósł o 14,4 proc. W związku z tym sukcesywnie z roku na rok rośnie liczba zamówień czekających w kolejce do realizacji – na koniec 2014 roku skumulowana liczba zamówionych samolotów wyniosła 12175. Oznacza to, że utrzymując obecne tempo produkcji, portfel zamówień sięga dziewięciu lat. W tym roku ma zostać wyprodukowanych 1393 samolotów, a w 2016 roku 1422.

W ubiegłym roku zysk operacyjny całej światowej branży lotniczej wyniósł 66,7 mld dolarów. Zatrudnienie w całym analizowanym sektorze sięga około 2 mln osób, a wydajność pracowników wzrosła o 4,5 proc. do 33,3 tys. dolarów zysku operacyjnego na osobę.

„Jeszcze kilka lat temu przychody branży obronnej stanowiły dwie trzecie całego sektora. W tej chwili jest to 54 proc. Przy obecnej stopie wzrostu w ciągu dwóch lat proporcje pomiędzy sektorem sprzętu wojskowego, a samolotów cywilnych powinny się wyrównać” – mówi Piotr Świętochowski.

Z analizy Deloitte wynika, że w ujęciu regionalnym w roku 2014 firmy produkujące sprzęt dla lotnictwa cywilnego i przemysłu wojskowego z siedzibą w USA wygenerowały 408,5 mld dolarów przychodów, zaś firmy europejskie – 222,8 mld dolarów.

W ubiegłym roku nie zmienił się znacząco układ sił wśród producentów samolotów i sprzętu wojskowego. Nadal palma pierwszeństwa należy do koncernu The Boeing Company (90,8 mld dolarów w 2014 roku, wzrost o 4,8 proc.). Na podium pod względem wielkości przychodów znalazły się także Airbus Group (80,7 mld dolarów, wzrost o 2,5 proc.) oraz Lockheed Martin (45,6 mld dolarów, wzrost o 0,5 proc.). Boeing i Airbus odpowiadają za połowę wzrostu całego sektora, który w ub. roku wyniósł 12,7 mld dolarów. Z kolei największy wzrost przychodów należał w ub. roku do firmy Wesco Aircraft i sięgnął 50,4 proc. Spośród 100 analizowanych firm 36 zanotowało spadek przychodów. Większość z nich to producenci sprzętu wojskowego.

Czy to powrót recesji w USA?

Wczoraj poznaliśmy znacznie gorsze od oczekiwań dane z USA. Indeks NY Empire State nie jest najważniejszym parametrem, ale zapala ostrzegawczą lampkę w sprawie potencjalnej podwyżki stóp we wrześniu. W Polsce trwają spekulacje na temat ustawy pomagającej kredytobiorcom frankowym.

Z wczorajszych danych najważniejszy okazał się indeks NY Empire State. Jest to jeden z indeksów powstających na bazie ankiet do menadżerów. Tego typu badania pozwalają trafniej przewidywać przyszłe trendy w gospodarce. To zarządzający wiedzą lepiej jaka jest kondycja ich przedsiębiorstw i jakie dane będą publikować w przyszłości. Rynki spodziewały się wzrostu z niecałych 4 pkt na 5 pkt. Odczyt okazał się znacznie słabszy i osiągnął niemalże -15 pkt. Świadczy to o gorszych perspektywach największych amerykańskich przedsiębiorstw. To czy te oczekiwania przełożą się na całą gospodarkę zobaczymy w przyszłości. Reakcją rynków na publikację, jak nietrudno się domyślić, było osłabianie się dolara wobec głównych walut. Jak to często bywa, gdy dolar słabnie wobec euro, umacniał się złoty. Najsilniej oczywiście wobec dolara, ale również wobec innych głównych walut.

Trwa ofensywa bankowa w sprawie uchwalonej ustawy mającej pomóc kredytobiorcom frankowym. Powodem jest przerzucenie niemal całego ciężaru kosztów na banki. Ustawa nie przeszła jeszcze poprawek senackich, a stanie się to dopiero na przełomie sierpnia i września. Nie zmienia to faktu, że już teraz wyliczenia KNF budzą poważne wątpliwości co do przyjętych parametrów. Powodem jest oczekiwany koszt. Nadzór oczekuje, że może to być nawet 22 mld zł. W celu oddania skali tego problemu najlepiej skonfrontować tę liczbę z rocznym zyskiem sektora bankowego. Wynosi on w przybliżeniu 16 mld zł. Jak nie trudno się domyślić rozłożenie zysków jest różne od rozłożenia kredytów. W efekcie niektóre banki pożegnają się ze znacznie mniejszą częścią zysków niż inne.

Jaki wpływ będzie mieć ta sytuacja na rynki?

Po pierwsze dojdzie do redukcji popytu na CHF w Polsce, to akurat nikogo nie martwi. Z drugiej strony słabszy system bankowy, a takim będzie polski po obłożeniu go takim kosztem, powinien osłabić złotego. Przed oceną finalnych efektów ustawy należy poczekać na poprawki senackie. Nie tylko procent dopłat może się zmienić, również klasyfikacja mieszkań mogących skorzystać z umorzeń. W obecnym projekcie są to mieszkania do 100 metrów i domy do 150 metrów. Są to parametry wyraźnie powyżej średniej, zatem jeżeli ktoś się pochyli tylko nad “najbardziej potrzebującymi” to można się spodziewać zaostrzenia tych kryteriów.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:
10:30 – Wielka Brytania – inflacja konsumencka,
14:00 – Polska – przeciętne wynagrodzenie i zatrudnienie,
14:30 – liczba pozwoleń na budowę domów w USA.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 18.08.2015
Komentarz walutowy 18.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 18.05.2015 do 18.08.2015

Kurs EUR/PLN do wczoraj poruszał się w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiegało jeszcze wczoraj w okolicach 4,1800, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1250 – 4,1300, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji. Dla ruchu w górę oporem jest ostatnie maksimum na 4,2400.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 18.08.2015
Komentarz walutowy 18.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 18.05.2015 do 18.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000, kolejnym poziomem jest testowane obecnie 3,8350. Oporem dal ruchu w górę jest górne ograniczenie formacji spadkowej na 3,8800.

USD/PLN

Komentarz walutowy 18.08.2015
Komentarz walutowy 18.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 18.05.2015 do 18.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem dolne ograniczenie trendu na 3,7450.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 18.08.2015
Komentarz walutowy 18.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 18.05.2015 do 18.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8300.

Inwestycje w badania i rozwój polskich firm IT to konieczność

0

W Polsce stopniowo wzrasta konieczność inwestycji w prace badawczo-rozwojowe. Takie dane płyną z raportu „Opłacalność inwestowania w badania i rozwój” firmy PwC i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Większe zaangażowanie firm w badania i rozwój to środek na tworzenie innowacyjnej gospodarki – twierdzą eksperci.

prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki oraz prezes zarządu Transition Technologies
prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki oraz prezes zarządu Transition Technologies

Według danych zawartych w raporcie, największy odsetek przychodów z wyników prac B+R w przychodach operacyjnych widoczny jest w sektorach: chemicznym i farmaceutycznym (47,33%), produkcji pojazdów i maszyn (45,66%) oraz IT (25,24%). Obecnie, aby gospodarka danego kraju mogła być konkurencyjna na tle pozostałych państw oraz bezpieczna przed cyberatakami szczególny nacisk powinien zostać położony właśnie na rozwój innowacji w sektorze IT – mówi Prof. Konrad Świrski, Prezes Zarządu Transition Technologies – polskiej Spółki IT, która posiada status Centrum Badawczo – Rozwojowego. W 2014 roku udział przychodów wygenerowanych w wyniku działań badawczo-rozwojowych wyniósł średnio 16,62%. W porównaniu z rokiem 2008 jest to wzrost o 7 punktów procentowych, co świadczy o wzroście inwestycji w tym obszarze, aczkolwiek bardzo powolnym.

B+R w Polsce

Polska pod względem inwestycji w badania i rozwój w porównaniu z innymi państwami nie jest liderem. W rankingu Bloomberg’a z 2014 roku „Most innovative in the World: Countries” Polska znalazła się na 24 miejscu na 50 krajów zbadanych pod względem innowacyjności. Niemniej w ostatnim czasie pojawił się jednak wyraźny trend zainteresowania biznesu działaniami badawczo-rozwojowymi o czym świadczy wzrost inwestycji w tym obszarze. Według danych pochodzących z raportu „Opłacalność inwestowania w badania i rozwój” w 2014 roku, wzrost ten osiągnął poziom 41%. – Dla polskich przedsiębiorców prace badawczo -rozwojowe stają się podłożem do zainicjowania prac nad nowym produktem. Jednakże z drugiej strony nadal wiele przedsiębiorstw nie rozwija tego obszaru aktywności. Za główną przyczynę możemy uznać koszty, jakie wiążą się z tego typu działaniami – mówiąc wprost nie każdą firmę na to stać. Pojawiają się również problemy natury prawnej. Należy jednak wspomnieć, że w 2013 roku wydatki firm na działalność badawczo-rozwojową wzrosły o 17,8% w porównaniu z rokiem 2012. Z drugiej strony, jeżeli polskie firmy chcą się rozwijać, muszą inwestować w badania. Nasza firma od 5 lat posiada status Centrum Badawczo-Rozwojowego. Prowadzimy badania w obszarze m.in. przemysłu, energetyki, czy biomedycyny. Tworzymy innowacyjne rozwiązania w zakresie diagnostyki chorych na nowotwory, osób niewidomych i słabowidzących oraz zaawansowane technologie usprawniające przemysł wytwórczy. Tworzymy technologie jutra. – mówi prof. Konrad Świrski z firmy Transition Technologies. Co więcej, z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu PwC i NCBR, wynika, że najwięcej na badania i rozwój wydają przedsiębiorstwa działające od 10-15 lat. Ich wydatki stanowiły 47% wydatków poniesionych w 2014 roku.

Korzyści dla gospodarki

– Wspomniany wzrost inwestycji wśród firm z obszaru IT wiąże się ze wzrostem świadomości wśród właścicieli firm oraz potrzebie konkurencyjności na rynku. Wiemy o tym, gdyż nasza firma w 2014 według rankingu TOP 200 Computerworld wydała najwięcej na badania i rozwój z pośród polskich firm IT. Aktualnie, innowacyjność rozwiązań i produktów jest elementem wyróżniającym i znakiem rozpoznawczym wielu firm – dodaje prof. Świrski. Ponadto, pomiędzy rokiem 2011 a 2013 łączne wydatki wewnętrzne przedsiębiorców z sektora przetwórstwa przemysłowego na B+R wzrosły aż o 68%. Ma to swoje realne odzwierciedlenie również w zatrudnieniu, co korzystanie wpływa na koniunkturę gospodarczą, przyczyniając się tym samym do obniżenia poziomu bezrobocia i wzrostu atrakcyjności krajowej gospodarki dla przyszłych inwestorów. O powyższych trendach świadczy fakt, że coraz więcej młodych ludzi z południa Europy (Włochy, Hiszpania) podejmuje w Polsce stałą pracę. Ponadto, wzrost inwestycji w B+R wiąże się z pracą nad nowymi produktami i rozwiązaniami, a następnie ich komercjalizacją. Oprócz wzrostu inwestycji w prace badawczo-rozwojowe istotne jest także zdobywanie doświadczenia oraz wypracowanie skutecznych metod i sposobów urynkowienia efektów swoich działań.

Bodźce do działania

W celu skutecznego pobudzenia inwestycji w badania i rozwój konieczne jest podjęcie szeregu działań zarówno systemowych z zakresu prawa krajowego jak również odpowiedniej edukacji przedsiębiorców w zakresie korzyści, jakie można osiągnąć dzięki inwestowaniu w działalność badawczo-rozwojową. Według raportu „Opłacalność inwestowania w badania i rozwój” do czynników motywujących przedsiębiorstwa do podjęcia działań w zakresie B+R można zaliczyć: korzystniejsze przepisy prawne, szczególnie posiadanie ulg podatkowych z tytułu prowadzenia prac B+R, zwiększenie możliwości pozyskania bezzwrotnych dotacji na projekty badawczo-rozwojowe. Kolejną zachętą do prac w zakresie B+R jest większa elastyczność i dynamika w działaniu jednostek naukowych i badawczych oraz możliwość współpracy z odpowiednio wykwalifikowaną kadrą ekspertów i specjalistów. Istotnym motywatorem może być także szybki zwrot zainwestowanych środków.

Przy aktualnym światowym tempie wzrostu gospodarczego oraz podwyższonym ryzyku ataków cybernetycznych, inwestycje w badania i rozwój firm z zakresu IT są koniecznością. Większe zainteresowanie przedsiębiorstw pracami B+R przyczynia się do wzrostu konkurencyjności na rynku wewnętrznym oraz zagranicznym. Ponadto, ma swoje korzystne przełożenie na poziom zatrudnienia. Ograniczenia w postaci przepisów prawa rachunkowego i podatkowego (ulgi podatkowych) oraz brak dotacji powinny w sposób szybki i sprawny zostać rozwiązane przez rząd.

Czym kierują się turyści przy wyborze noclegu na wakacje?

Wybierając miejsce noclegowe na czas wyjazdu, Polacy zwracają uwagę przede wszystkim na lokalizację (72%). I choć cena także odgrywa ważną rolę (49%), to z kempingu korzysta zaledwie 20% z nas. Zwykle stawiamy na podwyższony standard noclegu.

Lubimy zatrzymywać się w hotelach (51%) lub pensjonatach (47%). „Atrakcyjną opcją jest również wynajęcie prywatnego domu. Chętnie decydują się na to rodzice z małymi dziećmi oraz większe grupy znajomych. Odpowiada im możliwość zindywidualizowania oferty” – mówi serwisowi infoWire.pl Paulina Sikorska z Interhome.pl.

Osoby wyjeżdżające z pociechami, szukając noclegu, kierują się bliskością do morza lub jeziora. Liczy się też dla nich dostęp do rozbudowanej infrastruktury sportowo-rekreacyjnej wokół miejsca zakwaterowania. Baseny, boiska, korty tenisowe czy sale z grami (takimi jak np. piłkarzyki) dostarczają najmłodszym rozrywki.

Dla zamożnych Polaków ważny jest luksus. Zapewniają go między innymi prywatny basen i piękny ogród. Z kolei fani zwiedzania chcą poczuć autentyczną atmosferę miejsca, w którym wypoczywają, dlatego stawiają na domowy klimat. Wielu z nich wynajmuje prywatne domy w malowniczych okolicach i z ciekawymi widokami, np. na pola lawendy czy winnice. Apartamenty dla większej liczby gości cieszą się sporą popularnością w długie weekendy i święta.

Pamiętajmy, by podczas wyboru oferty czytać uważnie ogłoszenia, zwracać uwagę na koszty dodatkowe i wyjaśniać wszystkie niejasności. Warto sugerować się zdjęciami. Jeśli opublikowano ich zbyt mało, możemy poprosić o przesłanie kolejnych.

Małe centra handlowe typu convenience to obiekty pierwszego wyboru poza dużymi miastami. Dekada Reality planuje więc kolejne inwestycje

Aleksander Walczak, prezes spółki Dekada SA

Dekada, właściciel sieci małych centrów handlowych w miastach średniej wielkości, szykuje nowe obiekty. Powstaną w Ciechanowie, Koninie, Mińsku Mazowieckim i Nysie. Pierwszy powinien rozpocząć działalność za rok, w 2016 r. ruszy budowa pozostałych. Galerie spółki w mniejszych miejscowościach odwiedzane są przez około 150 tys. konsumentów miesięcznie. Dla większości to sklep pierwszego wyboru.

W tej chwili mamy dziewięć obiektów, dziesiąty, galeria handlowa w Malborku, jest w trakcie realizacji, której zakończenie przewidujemy na koniec br. – mówi agencję informacyjnej Newseria Inwestor Aleksander Walczak, prezes spółki Dekada SA.

W trakcie przygotowania są kolejne inwestycje, m.in. centrum handlowo-komunikacyjne w Ciechanowie, którego budowa ma się rozpocząć po wakacjach.

Następne obiekty przygotowujemy w Koninie, Mińsku Mazowieckim i Nysie – zapowiada Aleksander Walczak. – Ich budowa powinna rozpocząć się już w przyszłym roku.

Dekada specjalizuje się w budowie małych centrów handlowych z tzw. segmentu convenience shopping center. To miejsca przede wszystkim popularnych, codziennych, szybkich i wygodnych zakupów.

W ubiegłym roku spółka uruchomiła obiekty w Nowym Targu i Brodnicy, oba połączone są z dworcami autobusowymi. Budowa zintegrowanych centrów komunikacyjno-handlowych w mniejszych miejscowościach to kierunek, który będzie przez spółkę kontynuowany. Przeciętne koszty związane z budową takiego obiektu wynoszą od 20 do 50 mln zł.

Wydaje się, że tego rodzaju centra handlowe dobrze wpisują się w krajobraz polskiego handlu i usług, dlatego że są uzupełnieniem dużych, wielkomiejskich galerii handlowych – zauważa prezes Aleksander Walczak. – To miejsca, w których ludzie robią codzienne, może cotygodniowe zakupy, dlatego mają też dobre wyniki.

Spółka zakłada, że z takiej placówki powinno korzystać około 100 tys. mieszkańców. Wówczas jest to centrum handlowe pierwszego wyboru, do którego konsumenci jeżdżą na zakupy najczęściej. Rzadziej, raz na jakiś czas, odwiedzają wielkie centra handlowe w najbliższym, ale oddalonym od kilkadziesiąt kilometrów, dużym mieście, takim jak Łódź, Kraków czy Warszawa.

Próbujemy również tak optymalizować koszty, żeby nasza działalność była opłacalna także dla najemców – zapewnia Aleksander Walczak. – Centra spółki wyróżniają się tym, że możemy proponować niezbyt wysokie czynsze. Dzięki temu najemcy mogą sprzedawać towar, być bliżej klienta, a jednocześnie funkcjonują na powierzchni, która nie jest ani droga w budowie, ani w utrzymaniu.

Centra handlowe Dekada, jak przypomina prezes tej spółki, są także rozbudowywane. Taka modernizacja ostatnio miała miejsce w Skierniewicach. Pierwszy obiekt w tej miejscowości miał około 4 tys. mkw. i wynajmowany był przez kilkunastu najemców. Obecnie jego powierzchnia zwiększana jest do 10 tys. mkw., czyli ponaddwukrotnie.

Jeśli placówka dobrze funkcjonuje, a potencjał danego miasta powoduje, że mogą powstać w nim kolejne sklepy, to wówczas taka modernizacja ma sens – przekonuje prezes Walczak. – Na pewno kilka naszych obiektów w najbliższej przyszłości będzie w ten sposób rozbudowywanych.

Obiekty spółki odwiedzane są przeciętnie przez 150 tys. mieszkańców miesięcznie, czyli między 1,5 a 2 mln konsumentów rocznie.

A więc są to obiekty popularne – zapewnia Aleksander Walczak. – W związku z tym wydaje nam się, że perspektywy rozwoju firmy są bardzo dobre. Nie  konkurujemy z dużymi obiektami, dlatego że jesteśmy bliżej klienta mieszkającego w mniejszej miejscowości.

Strategia spółki przewiduje posiadanie w portfelu 20 tego rodzaju obiektów. Na razie firma inwestuje dzięki środkom pozyskanym od założycieli. Z czasem nie wyklucza wejścia na giełdę, ale nie nastąpi to wcześniej niż za trzy lata.

Outsourcingowa oferta dla pokolenia Y

Wejście generacji Y na rynek pracy to ogromne wyzwanie dla przedsiębiorców i managerów. Przedstawiciele nowego pokolenia postrzegani są jako utalentowani, ale wymagający pracownicy, których niełatwo pozyskać, a jeszcze trudniej utrzymać. Co „igrekom” może zoferować branża outsourcingu? Czym sektor BPO/SSC chce przyciągać „młodych, zdolnych – niepokornych”?

Branża szybkiego wzrostu

Sektor BPO/SSC notuje kilkunastoprocentowy wzrost zatrudnienia rok do roku. Szacuje się, że pod koniec dekady w centrach usług wspólnych będzie pracowało nawet 250 tysięcy osób. Według ostatnich badań przeprowadzonych przez Fundację Pro Progressio podaż kadry jest kluczowym czynnikiem przy wyborze lokalizacji biznesowej dla 92% inwestorów. Przed firmami konkurującymi o najlepszych pracowników stoi niemałe wyzwanie sprostania oczekiwaniom nowego pokolenia, wchodzącego właśnie na rynek pracy.

Zrozumieć „millenialsa

Generacja Y to osoby urodzone w przedziale lat 1980 – 1994. Otoczenie i czasy, w jakich dorastali, sprawiły, że „millenialsi” są ambitni i pewni swojej wartości na rynku pracy. Kluczową rolę w kształtowaniu ich umiejętności i wymagań odegrała technologia, co wykształciło w nich zdolności dynamicznego działania i szybkiej adaptacji. Przedstawiciele pokolenia Y szybko się nudzą i potrzebują wciąż nowych wyzwań by rozwijać się nie tylko zawodowo, ale także osobiście. Są znacznie bardziej otwarci na zmiany niż ich rodzice czy dziadkowie, co sprawia, że bywają postrzegani jako pracownicy niestali w swoich zawodowych wyborach.

Uwieść „igerka”

„Milennialsi” potrafią być lojalni pod warunkiem, że są odpowiednio zmotywowani. Oczekują oni przede wszystkim możliwości uczestniczenia w różnych, innych od siebie projektach. Praca w firmie outsourcingowej świadczącej usługi dla wielu podmiotów umożliwia przemieszczanie się w strukturze organizacji zarówno pionowo, jak i poziomo – pomiędzy działami obsługującymi różnych klientów. Umiejętność szybkiej adaptacji i chęć podejmowania nowych wyzwań, charakteryzujące pokolenie Y, są tutaj niezwykle pożądane – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Większość z firm BPO/SSC, to podmioty z zagranicznym kapitałem zatrudniające Polaków i obcokrajowców, co daje szansę współpracy z osobami różnych narodowości i kultur. W branży tej awansuje się zarówno wewnątrz jednego podmiotu, w grupie firm lub między organizacjami. W wielu przypadkach firmy umożliwiają podjęcie pracy w swoich międzynarodowych oddziałach, co stanowi dobre rozwiązanie dla młodych ludzi, którzy chcą rozwijać się zawodowo nie rezygnując przy tym z podróży, poznawania nowych kultur i gromadzenia życiowych doświadczeń. Przedstawiciele pokolenia Y urodzili się i wychowali w „globalnej wiosce” – nie chcą, aby wieloletnia praca w jednej organizacji ograniczała ich horyzonty.

Ze względu ma różnorodność procesów, jakie są obsługiwane przez branżę BPO/SSC, pracę mogą w niej znaleźć zarówno osoby po kierunkach filologicznych, finansowych, bankowych, zarządzania, jak również informatycznych, prawnych czy humanistycznych. Sektor BPO/SSC dzieli się na wiele mniejszych branż mocno specjalizujących się w konkretnych procesach. I tak np. prawnicy mogą znaleźć pracę w obszarze LPO – Legal Proces Outsourcing, informatycy, w obszarze ITO – IT Outsourcing, a osoby zajmujące się rekrutacją lub wsparciem procesów HR w takich branżach jak HRO – Human Resources Outsourcing lub RPO – Recruitment Process Outsourcing. Obszar sektora BPO/SSC jest znacznie szerszy i cały czas się rozwija.

Szansa dla najaktywniejszych

Myślę, że wielu młodych ludzi może nie zdawać sobie sprawy z mnogości narzędzi jakie są oferowane przez sektor nowoczesnych usług dla biznesu. Zdobywanie doświadczenia w tej branży sprzyja szybkiemu nabywaniu wielu umiejętności, które mogą być przydatne również w innych miejscach pracy. Osoby aktywne, dobrze zorganizowane i chętnie uczące się mają szansę na naprawdę szybką karierę, a „millenialsi” tacy właśnie są. Stale podnoszą swoje kwalifikacje poprzez udział w szkoleniach, stażach czy wolontariatach. Specjalny program ambasadorski Fundacji Pro Progressio dedykowany osobom zainteresowanym przyszłą pracą w outsourcingu cieszy się coraz większą popularnością. Świadczy to o perspektywicznym i proaktywnym nastawieniu młodych ludzi – mówi Wiktor Doktór.

E-handel kluczowym czynnikiem rozwoju rynku sektora magazynowego i handlowego w Polsce

E-handel, jeden z najszybciej rozwijających się sektorów rynku, w coraz większym stopniu wpływa na dynamikę i kierunki rozwoju krajowego rynku magazynowego i handlowego. Rodzimy Kowalski przeprowadza rocznie dwie transakcje w sieci, prawie 10 razy mniej niz statystyczny Smith, ale jak przewidują analitycy z BNP Paribas Real Estate Poland w raporcie E-handel a rynek magazynowy w Polsce, trend wzrostowy utrzyma się w kolejnych latach i znacząco wpłynie na sektor powierzchni handlowych jak i magazynowych.

Polska ma ogromny potencjał rozwoju rynku w e-handlu plasując się w europejskiej czołówce pod względem dynamiki wzrostu wartości rynku sprzedaży internetowej, która w latach 2009–2014 wzrastała między 15 a 30% rocznie. O potencjale świadczy także dystans do nadrobienia w odniesieniu do innych krajów. W zależności od źródła informacji obroty handlu elektronicznego w Polsce szacowane są na 2,5-4% procent całkowitej sprzedaży. To nadal daleko za krajami takimi jak np. Wielka Brytania – 13,2%, Niemcy – 10% czy Norwegia – 9,1%. Ministerstwo Gospodarki szacuje, że do 2018 udział ten wzrośnie w Polsce do 9,0%.

Z danych Ecommerce Europe wynika, że średni koszyk zakupów internetowych w Polsce równa się €539, co stanowi jedynie 43% średniej unijnej, która wynosi €1 243. Ta różnica także wskazuje na szansę wzrostu sektora, gdyż zwiększa się dostęp do szerokopasmowego internetu, ilość użytkowników rośnie oraz polepsza się sytuacja ekonomiczna społeczeństwa.

Dynamiczny rozwój e-handlu stanowi jednocześnie szansę, ale i wyzwanie dla sektora powierzchni magazynowych i logistycznych. W związku z rozwojem e-handlu zmieniają się modele dystrybucji, skraca się czas dotarcia jak również rozszerza się paleta usług dodatkowych. Według szacunków, e-handel generuje łącznie 10-15% całkowitego popytu na nowoczesne powierzchnie magazynowe rocznie. BNP Paribas Real Estate Poland przewiduje, iż w średnioterminowej perspektywie udział tego sektora wzrośnie do 20%.

Anna Staniszewska Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland
Anna Staniszewska Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland

„E-handel, oprócz zaawansowanych technologicznie usług, wymaga też odpowiedniej lokalizacji, umożliwiającej szybkie dotarcie do klienta, jak i specyfikacji technicznej magazynu. Optymalnym rozwiązaniem do obsługi sklepów internetowych są magazyny typu „cross-dock”, które bardziej niż funkcję składową pełnią funkcję przeładunkową. W magazynie tego rodzaju duże dostawy obsługiwane są przez doki dostosowane do TIR-ów, a wysyłka towarów odbywa się przez mniejsze doki dla małych samochodów dostawczych.” – mówi Anna Staniszewska Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland.

W odróżnieniu od tradycyjnych sklepów, których popyt na powierzchnie magazynowe jest dość przewidywalny, branża e-handlu wymaga dużo większej elastyczności. Asortyment, liczba klientów oraz miejsce dostaw sklepu internetowego są różnorodne, dlatego też istotne jest aby powierzchnie magazynowe były dostosowane do zmiennego popytu, a właściciele magazynów umożliwiali zwiększenie zajmowanej powierzchni w szczytowych okresach sprzedaży, jak np. w okresie przedświątecznym.

„Mając na uwadze powyższe uwarunkowania w imię zasady „dostosuj się albo zgiń” chcąc zdobywać klientów, właściciele magazynów, jak również firmy logistyczne i kurierskie muszą dostosowywać i poszerzać swoją ofertę do specyficznych wymagań sklepów internetowych.” – komentuje Anna Staniszewska.

Istotnym czynnikiem kierunków rozwoju e-handlu są koszty związane z wynajmem oraz standard oferowanych usług. Dlatego też wiele sklepów internetowych decyduje się na współpracę z wyspecjalizowanymi firmami logistycznymi i kurierskimi. Praktycznie każdy ze znaczących graczy oferuje szereg usług dla branży e-handlu począwszy od przygotowania przesyłek, magazynowania, obsługi zwrotów i wymiany produktów, poprzez zarządzanie płatnościami, obsługę klientów, czy obsługę oprogramowania. W przypadku zlecenia tego typu usług „na zewnątrz” koszty mogą być niższe, niż w przypadku prowadzenia całego łańcucha dostaw samodzielnie, gdyż dzięki temu sklep internetowy może skupić się na działalności podstawowej, czyli sprzedaży towarów i usług.

E-handel już na stałe wszedł w nasze życie, zmieniając rynek łańcucha dostaw jak i rynek powierzchni magazynowych. Chcąc maksymalnie wykorzystać potencjał sektora, firmy z nim związane powinny go dobrze poznać i dostostować się do zachodzących w nim zmian, także w zakresie logistyki i magazynów.

Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland

„E-handel, będąc jednocześnie jedną z głównych sił napędowych dla rozwoju rynku powierzchni magazynowych w Polsce, jest nadal trudny do usystematyzowania i przenalizowania. Jedynie znajomość specyfiki lokalnych rynków oraz trendów globalnych pozwala na pełne zrozumienie nadchodzących zmian i spojrzenie z szerszej perspektywy. Biorąc pod uwagę uwarunkowania polskiego rynku, który z jednej strony przyciąga największych międzynarodowych inwestorów, ale także pozwala na umacnianie się lokalnych graczy, sektor e-handlu stanowi jeden z najbardziej interesujących obszarów rynku logistycznego.” – podsumowuje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

ERG chce do końca przyszłego roku wejść na rynki Europy Zachodniej. W tym czasie zwiększy też moce produkcyjne o 22 proc.

0

Robert Groborz, prezes zajmującej się przetwórstwem tworzyw sztucznych spółki ERG

Strategia spółki ERG na lata 2015-2017 zakłada wzrost poziomu mocy produkcyjnych o ponad 20 proc. oraz rozbudowę działu R&D. Plany mówią również o wzroście przychodów z eksportu oraz podbiciu nowych rynków, głównie francuskiego i niemieckiego. Do końca roku powinien zostać wdrożony nowy system informatyczny klasy ERP. Zarząd zamierza także istotnie poprawić wskaźniki rentowności, zarówno na poziomie EBITDA, jak i netto. To wszystko przy stopniowej automatyzacji produkcji.

W najbliższym czasie, w II połowie 2015 roku oraz w 2016 roku, chcemy skoncentrować się na zbudowaniu służb handlowych i zdobyciu pierwszych klientów w Europie Zachodniej, głównie dwa rynki: niemiecki i francuski – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Robert Groborz, prezes zajmującej się przetwórstwem tworzyw sztucznych spółki ERG.

Do końca przyszłego roku moce produkcyjne, którymi dysponuje spółka, mają zwiększyć się o 22 proc. Wzrost możliwości parku maszynowego pozwoli na realizację nowych zamówień, które firma planuje zdobyć m.in. za granicą. Plany zarządu ERG mówią o większej koncentracji na eksporcie. Udział zagranicznej sprzedaży w strukturze przychodów spółki w perspektywie najbliższych dwóch lat ma się podwoić i osiągnąć poziom co najmniej 20 proc.

W tej chwili największą sprzedaż prowadzimy na rynkach wschodnich, w Rosji i na Ukrainie. Stanowi to około 10 proc. naszej całej sprzedaży rocznej – mówi Groborz.

Niezależnie od inwestycji w park maszynowy i działań w kierunku wzrostu eksportu spółka ERG planuje dalszy rozwój własnego działu badań i rozwoju (R&D).

Koszt rozwoju nowych produktów w skali roku szacujemy na poziomie kilkuset tysięcy złotych. Chcielibyśmy skorzystać z funduszy unijnych, w tym momencie czekamy na ogłoszenie szczegółów dotyczących programów unijnych – tłumaczy prezes.

Według Robert Groborz właśnie silny dział badań i rozwoju to główne źródło przewag konkurencyjnych kierowanej przez siebie firmy.

Rezultaty pracy tego działu, które spowodowały, że technologia, którą dzisiaj dysponujemy, jest absolutnie porównywalna do technologii, którą oferują w dziś nasi konkurenci z Europy Zachodniej – zauważa.

W ramach nowej strategii planowane jest również wdrożenie narzędzi informatycznych wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwem. Uruchomienie nowego systemu ERP ma nastąpić jeszcze przed końcem bieżącego roku.

Średnie zużycie w kilogramach na osobę jest około 20 proc. mniejsze niż średnia dla Unii Europejskiej, dlatego jest to rynek bardzo perspektywiczny – wyjaśnia przedstawiciel śląskiej spółki pytany o potencjał polskiego rynku tworzyw sztucznych.

Spółka ERG w najbliższym czasie zamierza skoncentrować się głównie na branżach spożywczej i budowlanej. Marże, które można uzyskać w tych sektorach, należą bowiem do najwyższych na rynku.

Ekspert zwraca uwagę na bardzo niestabilną sytuację na rynku surowców produkcyjnych. Historyczne minima, do których spadły ceny na wiosnę, sprzyjały producentom. Już w II kwartale ceny jednak gwałtownie wzrosły, by następnie znów przejść w trend spadkowy.

Jeżeli można w tych bardzo nietypowych czasach prognozować, to uważamy, że do końca roku ceny surowców powinny systematycznie spadać – mówi przedstawiciel śląskiego producenta.

Spółka nie zamierza w najbliższym czasie zwiększać zatrudnienia, stawia za to na stopniowy wzrost poziomu automatyzacji pracy. Nie planuje także akwizycji.

ERG w I kwartale osiągnął zysk na poziomie 453 tysięcy złotych i jest to najlepszy wynik od ośmiu kwartałów. Strategia firmy na lata 2015-2017 zakłada poprawę rentowności zysku EBITDA do poziomu 10-11 proc., a na poziomie netto ma to być od 4 do 5 proc.

A. Stefaniak (DMK): Mało prawdopodobne, aby frank szwajcarski w tym roku na trwałe przekroczył granicę 4 zł

Andrzej Stefaniak, dealer walutowy firmy DMK

Mimo decyzji banku centralnego Szwajcarii o wstrzymaniu obrony kursu tamtejszej waluty wobec euro frankowi bardzo trudno będzie trwale przebić poziom czterech zł. Zdaniem Andrzeja Stefaniaka z firmy DMK nawet jeśli w tym roku zostanie on przekroczony, taka sytuacja nie powinna potrwać długo. Umocnieniu euro do szwajcarskiej waluty sprzyjać będzie uspokojenie nastrojów związanych z Grecją.

Obserwujemy obecnie tendencję wzrostową na parze euro/ frank szwajcarski, co prawdopodobnie sprawi, że frankowi będzie bardzo trudno przebić poziom 4,00 zł – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Stefaniak, dealer walutowy firmy DMK. – Nasz scenariusz bazowy zakłada, że do końca bieżącego roku ta granica nie zostanie przekroczona.

W połowie stycznia br. szwajcarski bank centralny (SNB) ogłosił, że przestaje bronić swojej waluty i uwolnił jej notowania. Wcześniej utrzymywano tzw. sztywny kurs wymiany, który sprawiał, że euro nie mogło kosztować mniej niż 1,2 franka. Decyzja SNB wywołała panikę na rynkach, a notowania franka do polskiej waluty na moment przekroczyły poziom pięciu zł.

– Obecnie już się sugeruje, że Szwajcarski Bank Narodowy jest obecny na rynku i dokonuje cichych interwencji w celu osłabienia szwajcarskiej waluty – informuje Andrzej Stefaniak. – Myślę, że dla dalszych notowań ważne jest uspokojenie nastrojów związanych z Grecją. Jeżeli tak się stanie, a już wiadomo, że zawarto porozumienie w sprawie trzeciego pakietu pomocowego, to jest prawdopodobne, że euro w stosunku do franka szwajcarskiego będzie pod presją, żeby się umocnić.

Nawet jeśli poziom 4 zł za franka zostanie w tym roku przekroczony, to zdaniem Andrzeja Stefaniaka taka sytuacja nie powinna trwać długo.

Jest bardziej prawdopodobne, że utrzymamy się do końca roku pod tym poziomem – uważa dealer walutowy firmy DMK. – Natomiast nie jest wykluczone, że na chwilę bądź przez krótki okres przebijemy ten poziom. W dłuższym terminie jest jednak raczej mało prawdopodobne, żebyśmy na trwałe pokonali granicę 4 zł za franka do końca roku.

Szerokopasmowy internet do listopada pokryje całą Małopolskę. Gotowe jest prawie 800 km światłowodów

Piotr Majchrzak, prezes spółki Hyperion

Blisko 650 km światłowodów wybudowano i odebrano, w trakcie odbioru jest kolejnych 150 km – Małopolska Sieć Szerokopasmowa w sumie będzie obejmować ponad 1250 km. Projekt ma się zakończyć w listopadzie, co oznacza, że za kilka miesięcy cała Małopolska będzie w zasięgu szerokopasmowego internetu. Zmiany na lepsze odczują wszyscy, zarówno mieszkańcy i przedsiębiorcy, jak i urzędy.

Odebraliśmy już 650 km sieci budowanej własnymi siłami, a 150 km jest w trakcie odbiorów dokumentacyjnych, bo techniczne już zostały wykonane. Mamy za sobą ok. 64 proc. projektu, a 200 km jest w trakcie budowy. Do końca września powinniśmy zdążyć ze wszystkim – mówi Piotr Majchrzak, prezes spółki Hyperion, odpowiedzialnej za projekt Małopolskiej Sieci Szerokopasmowej.

W sumie dzięki wybudowanym i pozyskanym sieciom światłowodowym Małopolska Sieć Szerokopasmowa ma obejmować ok. 3 tys. km tras (dodatkowo 19 węzłów sieci szkieletowej oraz 250 węzłów dostępu do sieci). Na obecnym etapie udało się wykonać 85 proc. prac projektowych i 74 proc. prac budowlanych – to ponad 2,5 tys. km sieci, które zostały wybudowane i wydzierżawione.

W poniedziałek przedstawiciele spółki spotkali się z ministrem administracji i cyfryzacji Andrzejem Halickim. Jak podkreśla Majchrzak, resort pozytywnie ocenił stan realizacji projektu. Zapewnia, że udało się już nadrobić opóźnienie, więc termin zamknięcia projektu nie jest zagrożony.

Projekt MSS ma się zakończyć w listopadzie 2015 roku. Dla beneficjentów projekt zostanie udostępniony w grudniu i wtedy też podłączymy pierwszych klientów. Myślę, że w pierwszej kolejności będą to urzędy. Siecią szerokopasmowego internetu pokryta będzie cała Małopolska – mówi Piotr Majchrzak.

Z internetu dzięki MSS korzystać będzie ok. 645 tys. gospodarstw domowych oraz 2,5 tys. podmiotów administracji publicznej. Koszt całkowity Małopolskiej Sieci Szerokopasmowej to ponad 190 mln zł, z czego dofinansowanie unijne to blisko 64 mln zł.

Naszą ambicją jest podłączenie wszystkich instytucji samorządowych i centralnych. To m.in. szkoły, szpitale i placówki kulturalne. Szkoły będą miały dostęp do internetu o dużej przepustowości, podobnie szpitale. To ważne, bo mówi się o przesyłaniu danych czy analizie dokumentacji pacjentów niekoniecznie w miejscu badania. To oznacza transmisję gigantycznych plików, których bez podłączenia szpitali do światłowodu nie da się zrealizować – wyjaśnia Majchrzak.

Jak podkreśla, to inwestycja strategiczna dla regionu. Dostęp do szybkiego internetu otwiera nowe możliwości przed małopolskimi przedsiębiorcami, szczególnie tymi z małych miejscowości, i pomoże im w konkurowaniu na rynku krajowym i unijnym. Przyspieszy i usprawni również prace urzędów, co też odczują firmy i mieszkańcy.

Po zakończeniu tego projektu w zakresie sieci szkieletowych i dostępowych, czyli doprowadzenia do najmniejszych miejscowości w Małopolsce, będziemy na poziomie najbardziej zaawansowanych krajów rozwiniętych. Pozostanie nam ostatnia mila – tu spróbujemy w ciągu następnej perspektywy unijnej dogonić świat albo go nawet przegonić w wielu wypadkach – mówi Piotr Majchrzak. – Na tle Polski nasz region będzie jednym z liderów.

Dokończenie tego projektu jest szczególnie ważne z punktu widzenia celów Europejskiej Agendy Cyfrowej, która zakłada, że do 2020 roku wszyscy obywatele UE powinni mieć dostęp do internetu o prędkości co najmniej 30 Mbps.

Dzięki tej inwestycji możliwy będzie m.in. rozwój projektu Małopolskiej Chmury Edukacyjnej, partnerskiej inicjatywy środowisk edukacyjnych, akademickich i samorządowych województwa. Zakłada on przede wszystkim wyposażenie szkół i uczelni wyższych w sprzęt służący do komunikacji poprzez sieć internetową oraz realizacje zajęć edukacyjnych w technikach i liceach z wykorzystaniem potencjału szkół wyższych. Ma to zwiększyć poziom nauczania i zainteresować nauką uczniów szkół ponadgimnazjalnych.

Polska jest dużym placem budowy cyfrowych autostrad. Swoje projekty zakończyły już m.in. Wielkopolska i Dolny Śląsk. Na ukończeniu jest także realizacja w Polsce Wschodniej.

Cyfryzacja jest jednym z motorów napędowych rozwoju kraju. Wiadomo, że duża część gospodarki przenosi się do sfery cyfrowej. Bez światłowodów i szybkiego internetu stanęlibyśmy w miejscu i nie byłoby mowy o rozwoju usług turystycznych czy informatycznych – mówi prezes spółki Hyperion. – Nie można sobie wyobrazić gospodarki nowoczesnej i cyfrowej bez światłowodów.

Od przyszłego roku ograniczona zostanie możliwość składowania odpadów ściekowych

Oczyszczalnie ścieków od przyszłego roku nie będą już składować osadów ściekowych. Wszystko z powodu wejścia w życie dyrektywy unijnej i rozporządzenia ministra gospodarki. Nowe przepisy, które zaczną obowiązywać 1 stycznia 2016, są szansą dla firm zajmujących się zagospodarowywaniem osadów ściekowych odbieranych od oczyszczalni.

Według nowych przepisów osady ściekowe, których ciepło spalania jest większe niż 6 MJ/kg suchej masy, będą musiały zostać poddane recyklingowi.

W tej chwili w ten sposób zagospodarowywane jest ok. 30 proc. wytwarzanego osadu ściekowego, więc teraz jego strumień się zwiększy. Może nie będzie więcej przetargów, ale przetargi będą na większe ilości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Weremczuk, prezes zarządu Geotrans.

Z jednej strony składowanie osadów ściekowych jest niezwykle szkodliwe dla środowiska. Z drugiej strony to surowiec, który z potencjałem może być wykorzystany ponownie, na przykład jako źródło energii.

Jak wynika z analizy firmy Eneris, 19 proc. wytwarzanych osadów podlega składowaniu. Wprowadzenie nowych przepisów będzie więc wyzwaniem dla branży. W Polsce funkcjonuje dziewięć spalarni osadów ściekowych, które pokrywają zapotrzebowanie na zagospodarowanie osadów w 16 proc., jednak nie wszystkie osady muszą być spalane – inne sposoby ich zagospodarowania to m.in. wykorzystanie w biogazowniach, współspalanie w instalacjach przemysłowych czy innowacyjnych instalacjach przetwarzania odpadów.

Analiza wskazuje, że zakaz składowania odpadów o właściwościach energetycznych oznacza wzrost kosztów funkcjonowania oczyszczalni ścieków, a w konsekwencji zwiększenie opłat ponoszonych przez gospodarstwa domowe.

W zakresie zagospodarowywania komunalnych osadów ściekowych jesteśmy jedną z największych firm w Polsce. Dla nas te zmiany są bardzo korzystne.Mamy decyzje na przetwarzanie ponad 400 tys. ton osadu ściekowego rocznie – twierdzi Przemysław Weremczuk. – Jesteśmy w stanie przyjąć każdą ilość na rynkach, gdzie działamy, czyli w województwie śląskim i małopolskim, gdzie z sukcesami dążymy do zdobycia pozycji lidera w kwestii odbioru i zagospodarowania ustabilizowanych komunalnych osadów ściekowych. Ze swoimi działami docieramy także do czterech innych województw: dolnośląskiego, opolskiego, lubuskiego, wielkopolskiego.

Za nieprzestrzeganie nowych unijnych przepisów grożą kary w wysokości nawet 4 mln euro dziennie. Rocznie w Polsce wytwarzanych jest około 12 mld metrów sześciennych ścieków, z czego powstaje około 700 tys. ton osadów ściekowych. Według prognoz Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie za kilka lat może ich być nawet 1 mln ton rocznie.

Dostęp do finansowania innowacji w Polsce jest coraz większy. Rynek jest w początkowej fazie wzrostu

Maciej Wieloch, prezes zarządu funduszu Infini

W Polsce zarabianie na innowacyjnych projektach badawczo-naukowych i wprowadzanie ich na rynek wciąż wiąże się z pokonywaniem licznych trudności. Problemem jest niechęć do podejmowania ryzyka. Eksperci przekonują jednak, że to się powoli zmienia, bo nie tylko łatwiej jest pozyskać finansowanie dla takich projektów, lecz także są już pierwsze spółki, którym udało się odnieść sukces na tym polu.

Rynek innowacji jest bardzo ważny dla gospodarki. Jest kilka elementów, które wpływają na zmiany, które na nim zachodzą – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Wieloch, prezes zarządu funduszu Infini. – Przede wszystkim pojawiły się takie fundusze jak nasz, które mają komercjalizować wyniki prac badawczo-naukowych.

Do tej pory wdrażanie efektów badań do gospodarki było utrudnione ze względu na niewielkie możliwości finansowania. To ma się stopniowo zmieniać

Mamy za zadanie wyłowić innowacyjne pomysły powstające w sferze nauki, przenieść je na grunt biznesu i stworzyć z nich działające przedsiębiorstwa, które docelowo mają na tym zarabiać – mówi Wieloch.

Większe możliwości finansowania, jak podkreśla Wieloch, pomogą poradzić sobie z innymi barierami w rozwoju innowacji, m.in. obawą przed podejmowaniem ryzyka.

Problem z powstawaniem innowacyjnych firm to kwestia pewnej awersji do ryzyka. Wynika to też z braku doświadczenia biznesowego – twierdzi Wieloch. – Myślę jednak, że to wszystko szybko się zmieni. Kilka dobrych przykładów spółek, które rzeczywiście osiągną sukces biznesowy, będzie najlepszym motywatorem dla osób zajmujących się ciekawymi pomysłami czy naukowców, którzy pracują nad ciekawymi rozwiązaniami, żeby je skomercjalizować.

Zdaniem prezesa Infini polski rynek innowacji znajduje się w fazie wczesnego wzrostu. Prognozuje, że w następnych kilkunastu latach dynamika rynku będzie znacznie większa.

– Statystyka jest trudna do określenia, bo przedsiębiorstwa nie deklarują inwestycji w innowacje. To wynika bardziej z przepisów księgowych niż rzeczywistego braku takich nakładów. Uważam, że statystyki są w tym zakresie niedoszacowane. Być może nie jesteśmy innowacyjni w tym znaczeniu, że wielkie koncerny inwestują miliardy złotych w nowoczesne rozwiązania, ale małe firmy próbują wdrażać nowe rzeczy, oczywiście małymi krokami. Moim zdaniem dwucyfrowe wzrosty nakładów na szeroko rozumiane innowacje na pewno wystąpią – podkreśla Wieloch.

Fundusz Infini to jeden z kilku działających w Polsce funduszy kapitału zalążkowego, których działalność ma na celu komercjalizację projektów badawczych. Jego środki pochodzą w 80 proc. z programu inwestycyjnego BRIdge Alfa prowadzonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a w 20 proc. od prywatnych inwestorów.

Infini jest zaangażowany w finansowanie dwóch projektów. Pierwszym z nich jest spółka FlyTech UAV, która powstała dzięki inicjatywie absolwentów Politechniki Rzeszowskiej. Będzie ona produkować bezzałogowe samoloty służące do robienia zdjęć z powietrza w wysokiej rozdzielczości. Drugim projektem jest Bioacoustic, spółka, która opracowuje systemu wykrywania przyczyn i leczenia szumów usznych, dolegliwości dotykającej ok. 20 proc. społeczeństwa.

Do 2018 roku Infini chce zainwestować ok. 12 mln zł w technologiczne projekty pochodzące z polskich uczelni technicznych. Fundusz koncentruje się na inicjatywach o globalnym potencjale, we wczesnej fazie rozwoju. Główne obszary zainteresowania to m.in. inżynieria chemiczna, biomedyczna, biotechnologia i farmacja, lotnictwo bezzałogowe oraz energetyka odnawialna.

Polski rynek ciężarówek urósł o 22 proc. w pierwszym półroczu

Piotr Stański, prezes zarządu MAN Truck & Bus Polska

Polski rynek samochodów użytkowych rozwija się bardzo szybko – tylko w pierwszej połowie roku zwiększył się o 22 proc. Takiego tempa nie uda się zapewne utrzymać przez cały rok, ale branża oczekuje wzrostów. Liderem rynku jest MAN – niemal co piąty samochód użytkowy sprzedawany w Polsce pochodzi od tego producenta.

Do końca II kwartału rynek wzrósł o 22 proc., co jest bardzo dużym skokiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Stański, prezes zarządu MAN Truck & Bus Polska. – Wierzymy w to, że rynek w dalszym ciągu będzie utrzymywał bardzo dobre tempo, choć być może te 22 proc. to nie jest poziom, którego możemy się spodziewać przez cały rok. Trzeba się liczyć z tym, że potrzeby rynku będą większe niż w roku 2014.

W pierwszym półroczu zarejestrowano 10 189 samochodów powyżej 3,5 tony. Różnica w skali roku wyniosła 1 836 sztuk.

Niemiecki MAN ma na tym rosnącym rynku pozycję lidera z ok. 18-proc. udziałem. Dla koncernu Polska to ważny rynek, czwarty co do wielkości pod względem sprzedaży. Więcej aut tej firmy jeździ jedynie w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji, ważna jest jeszcze Austria.

Pozycję Polski wzmacnia nasze dogodne położenie względem rynków Europy Zachodniej i coraz większe podobieństwo do nich. Niemiecki koncern skupia się przede wszystkim na tym kontynencie, choć stara się również wykorzystywać szanse poza Europą, bo na tych rynkach często możliwy jest bardzo szybki rozwój.

Polska jest coraz bliżej tego rejonu Europy Zachodniej, w związku z tym jest obszarem, na którym MAN bardzo mocno kieruje swoją uwagę – podkreśla Stański.

Dodaje, że na rozwój polskiego rynku wpływa przede wszystkim stabilność gospodarcza. Stański zwraca uwagę na to, że inwestycja w nowe samochody użytkowe nie jest tania, dlatego przedsiębiorcy muszą mieć pewność, że będą nadal ich potrzebowali za kilka lat. Jeśli perspektywy dla całej gospodarki są dobre, a tak jest w Polsce, to firmy zarówno zastępują starsze samochody nowymi, jak i decydują się na zwiększenie flot.

Zdecydowanie widać to w ostatnich kilku latach – każdy moment, kiedy sytuacja gospodarcza była mniej stabilna, powodował natychmiast to, że nasi klienci decydowali się na korzystanie z samochodów już posiadanych albo ograniczali swoje zakupy. Natomiast wszystkie informacje i prognozy świadczące o tym, że gospodarczo stajemy mocniej na nogach, powodują, że rynek samochodów ciężarowych natychmiast zyskuje – tłumaczy Stański.

Podkreśla, że rynek samochodów ciężarowych może być oceniany jako wskaźnik stanu gospodarki. Jeśli w innych gałęziach pojawia się spowolnienie, przekłada się ono na spadek przewozów zarówno towarów, jak i pasażerów. To z kolei szybko znajduje odzwierciedlenie w dekoniunkturze na rynku samochodów użytkowych.

MAN jest od trzech lat firmą nie do pokonania. Produkty, które mamy, są bezawaryjne, co zostało udowodnione poprzez certyfikaty TÜV SÜD, firmy badającej to, na ile pojazdy używane są bezawaryjne, na ile można na nich polegać – mówi Stański.

Mają tez niskie zużycie paliwa. Obydwa te czynniki obniżają koszty, a to powoduje, że przedsiębiorcom łatwiej zarobić, nawet jeśli rynek spowolni.

Dobrze zaprojektowany open space wpływa na współpracę między pracownikami

Nigel Wade, prezes zarządu firmy Commerson

Coraz więcej firm decyduje się na pracę w open space. Otwarta przestrzeń to nie tylko sposób na ograniczenie kosztów, lecz także na zwiększenie efektywności pracy osób zatrudnionych. Jeśli open space jest dobrze zaprojektowany, to pracownikom nie przeszkadza hałas i szum, chętnie dzielą się doświadczeniami i budują relacje z innymi. Ten rodzaj powierzchni sprawdza się przy dynamicznych zespołach.

W biurze z otwartą przestrzenią mieści się znacznie więcej osób niż w klasycznym biurze – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Nigel Wade, prezes zarządu firmy Commerson, specjalizującej się w obsłudze rynku nieruchomości komercyjnych, oraz członek zarządu RICS Polska. – Różne kraje mają różne wskaźniki powierzchni na jedną osobę. W Szwecji jest on najwyższy – ponad 20 mkw. na osobę, w innych krajach schodzi do 6-8 mkw. Ale to i tak mniej niż w klasycznym biurze.

Od początku lat 90., czyli od momentu, w którym na polskim rynku pojawiły się międzynarodowe korporacje, rośnie popularność open space’ów. Dla pracodawców oznacza to znaczne oszczędności (według badań Skanska nawet o połowę), zarówno przy wynajmie powierzchni biurowej, jak i urządzeniu biura.

Poza tym to sprzyja integracji i bliższej współpracy, w ten sposób buduje się drużynę – mówi Nigel Wade.

Jak podkreśla Wade, pomaga to budować relacje między pracownikami, wspomaga wymianę myśli i doświadczeń. Dlatego jest to tak często wybierana forma pracy przy dynamicznych zespołach, gdzie liczy się praca zbiorowa.

Istotne jednak jest dopasowanie charakteru wykonywanej pracy i sytuacji panującą w zespole do stworzenia odpowiedniej atmosfery pracy. To, co sprawdza się w młodych zespołach, niekoniecznie będzie dobrze funkcjonować w kancelarii prawnej, gdzie każdy pracownik potrzebuje ciszy i spokoju. Jak podkreśla ekspert, inwestycja w odpowiednie biuro i miejsca do pracy jest konieczna, bo ma to wpływ na efektywność pracowników.

Hałas nie tylko nas demotywuje i męczy, przez niego stajemy się mniej świadomi i mniej twórczy. Dlatego tak ważne stało się właściwe zaprojektowanie miejsca, w którym funkcjonować będzie firma, a w szczególności jej pracownicy – mówi Wade.

Bardzo istotne znaczenie mają nie tylko takie czynniki, jak temperatura czy oświetlenie, lecz także aranżacja biura i jego wyposażenie. Dodatkowo nowoczesne biuro powinno łączyć w sobie różne funkcje – poza podstawową powinno umożliwiać pracownikom również np. relaks.

Kluczem do osiągnięcia produktywności i zadowolenia pracowników jest stworzenie przestrzeni dopasowanej do różnych potrzeb i działań. W pracy ponad połowę swojego czasu spędzamy w głębokiej koncentracji, w jednej czwartej poświęcamy go na współpracę z innymi, resztę zaś dzielimy między naukę a towarzyskie kontakty – mówi Wade.

Open space, zdaniem eksperta, sprawdza się przede wszystkim w firmach informatycznych, telekomunikacyjnych i firmach usługowych.

W biurach typu call center na jedną osobę potrzebnych jest ok. 6 mkw. Konieczny jest telefon, komputer i nic więcej. Mniej powierzchni wystarcza też w firmach związanych z księgowością i outsourcingiem – podkreśla Wade.

Open space jest bardzo popularny w korporacjach amerykańskich. Dziś w otwartych biurach pracuje blisko 70 procent Amerykanów. Przykładem jest niedawno otwarta siedziba Facebook Campus w Dolinie Krzemowej, gdzie na 40 tys. mkw. pracuje 2,8 tys. osób.

Zazwyczaj jednak nie ma problemów z otwartą przestrzenią, pracownicy mogą siedzieć w jednym miejscu. Niestety, budynki w Polsce są stare, dlatego potrzebne są zmiany na rynku – analizuje ekspert.

Zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Polsce w ciągu ostatnich dziesięciu lat zwiększyły się ponaddwukrotnie – z 2,7 mln do 7,14 mln mkw. – wynika z raportu Knight Frank. Zwiększyła się liczba otwieranych biur, przede wszystkim w Warszawie. Od początku tego roku rynek biurowy wzbogacił się o prawie 147 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. W budowie jest 725 tys. mkw., kolejnych 28 tys. jest w trakcie modernizacji. Duża podaż sprawia, że czynsze nie rosną, dzięki czemu więcej firm będzie mogło przenieść siedziby do nowoczesnych biurowców.

Pizza i pierogi to najczęściej zamawiane przez Polaków dania na wynos

Katarzyna Żychowicz-Żabowska

Polacy, Niemcy i Szwedzi najchętniej wybierają pizzę, Czesi – sałatki, Brytyjczycy – przysmaki kuchni indyjskiej, a Turcy i Grecy – potrawy regionalne. Tak wynika z zestawienia, które pokazuje, jakie potrawy najczęściej zamawiają na wynos mieszkańcy siedmiu wybranych państw europejskich. Niezależnie od szerokości geograficznej królują typowe włoskie potrawy.

W Polsce w zamówieniach króluje pizza, ale jesteśmy także wierni tradycji, ponieważ na drugim miejscu są pierogi. Z kolei na piątym miejscu, zaraz za kuchnią włoską, znalazły się przysmaki kuchni meksykańskiej, takie jak burrito czy quesadillas. Kuchnia, która wydawałaby się mało popularna, o której rzadko o niej słyszymy, w naszych zamówieniach zajęła miejsce tuż za podium – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Żychowicz-Żabowska z PizzaPortal.pl.

Każda społeczność wykształciła swoją własną kulturę, obyczaje oraz specyficzną kuchnię, która często podbija serca smakoszy na całym świecie. Tak jest właśnie w przypadku pizzy, która znajduje się w pierwszej trójce zamówień każdego z siedmiu krajów.

Szwecja wcale nie zamawia łososia. Na ich talerzach również króluje pizza, ale zaraz za nią są zdrowe, świeże sałatki, a dopiero później burgery. Niemcy także preferują pizzę i kuchnię włoską. Dalej w zestawieniu znajdują się potrawy kuchni azjatyckiej, w tym sushi – wylicza Katarzyna Żychowicz-Żabowska.

Szwedzi i Niemcy często sięgają do menu z zagranicy, a z kolei mieszkańcy krajów śródziemnomorskich są wierni regionalnym przysmakom.

– Turcy i Grecy gustują w swoich potrawach. W Grecji na pierwszym miejscu znajdują się souvlaki, natomiast w Turcji króluje kebab – mówi Katarzyna Żychowicz-Żabowska.

Charakterystyczne regionalne przysmaki stanowią inspiracje dla szefów kuchni z różnych restauracji, dzięki czemu można cieszyć się smakiem dań kuchni z całego świata, nie ruszając się z własnego domu.

Interesująca w naszym zestawieniu jest Wielka Brytania, ponieważ na talerzach Brytyjczyków królują przysmaki kuchni indyjskiej. To właśnie te przyprawy i smaki przypadły im do gustu. Natomiast ich klasyk, taki jak „fish and chips” znajduje się daleko, dopiero na dziewiątym miejscu – tłumaczy Katarzyna Żychowicz-Żabowska.

Na tle innych zdecydowanie wyróżniają się Czesi. W oderwaniu od swojej tradycyjnej, dość ciężkiej kuchni preferują lekkie i zdrowe sałatki, które znalazły się na czele rankingu. Na drugim miejscu uplasowała się pizza, a pierwszą trójkę zamykają makarony.

Katarzyna Żychowicz-Żabowska podkreśla, że ciekawe są również preferencje kulinarne mieszkańców dalekich zakątków świata, takich jak Chiny czy Korea.

W zamówieniach w Korei królują pieczone głowy królików, natomiast w Chinach kurze łapki, które kojarzymy w Polsce jako dodawane do rosołu i które w tej chwili właściwie odchodzą w niepamięć – mówi Katarzyna Żychowicz-Żabowska.

4 nowe inwestycje Internet Ventures o łącznej wartości ponad 15 mln zł

0

Internet Ventures, fundusz zarządzany przez Grupę Private Equity Managers, którego współudziałowcami są Krajowy Fundusz Kapitałowy i MCI Management zrealizował inwestycje o łącznej wartości ponad 15 mln zł. Kapitał trafił do czterech szybko rosnących spółek: StarBroker.pl (branża nieruchomości), SiDLY.pl i ZdroweGeny.pl (medycyna) oraz mfind.pl (porównywarka ubezpieczeń).

Tomasz Danis, zarządzający funduszem Internet Ventures FIZ
Tomasz Danis, zarządzający funduszem Internet Ventures FIZ

Ostatnie miesiące to bardzo intensywny czas dla naszego funduszu. Cztery najnowsze projekty inwestycyjne to innowacyjne, błyskawicznie rozwijające się spółki, które podobnie jak w przypadku poprzednich inwestycji Internet Ventures, mają szansę w krótkim okresie czasu zostać liderami rynku w Polsce i rozpocząć ekspansję w regonie CEE. – powiedział Tomasz Danis, zarządzający funduszem Internet Ventures FIZ.

StarBroker to nowoczesna platforma handlowo-komunikacyjna, ułatwiająca właścicielom nieruchomości nawiązanie współpracy z wybranymi przez siebie agentami nieruchomości, określenie warunków komercyjnych, a następnie pozwalająca ocenić współpracę przy transakcji. Starbroker usprawnia zarządzanie portfelem nieruchomości przez agentów, a właścicielom bieżące śledzenie postępów wynajmu/sprzedaży. Wszystko bez dodatkowych opłat i również w wersji mobilnej. Starbroker to rewolucja w serwisach ogłoszeniowych – zamiast pasywnego serwisu „słupa ogłoszeniowego” mamy dynamiczną współpracę właściciel-agent. Założycielami serwisu są – powiązani m.in. ze spółką Excelead S.A. oraz agencją reklamową Bueller & Frye – David Rice oraz Michał Nowakowski, posiadający bogate doświadczenie w branży nieruchomości. Inwestycja docelowo ma objąć dofinansowanie spółki kwotą do 3 mln zł.

Drugą inwestycją jest innowacyjne SiDLY. Telemedycyna to jedna z bardziej perspektywicznych gałęzi wyrosłych z nowoczesnych technologii IT, dlatego właśnie Internet Ventures zdecydował się zostać w czerwcu 2015 r. udziałowcem SiDLY, które jest pionierem innowacyjności w swojej branży. Kwota inwestycji może sięgnąć 4 mln zł. SiDLY zajmuje się konstruowaniem innowacyjnych urządzeń przeznaczenia telemedycznego, skierowanych do osób będących pod stałą opieką medyczną, zarówno pacjentów instytucjonalnych, jak indywidualnych. SiDLY Care jest urządzeniem umożliwiającym stały pomiar parametrów medycznych. Funkcjonalność SiDLY Care umożliwia zdalną opiekę medyczną, usprawnia działanie nowoczesnych placówek służby zdrowia, oraz zapewnia wsparcie dla użytkownika w codziennych czynnościach – produkt SiDLY w istocie może zrewolucjonizować polskie placówki medyczne.

Trzecim projektem, który otrzymał finansowanie Internet Ventures w wysokości kilku milionów zł, jest zdrowegeny.pl, platforma spółki Platforma Badań Genetycznych, która jest rozwijana w kierunku marketplace dla zamówień badań genetycznych dla odbiorców indywidualnych. Dostawcami badań są laboratoria, wyspecjalizowane w kierunku badań związanych z płodnością, rozwojem ciąży, nietolerancjami pokarmowymi, skłonnościami kardiologicznymi i onkologicznymi, czy chorobami wieku podeszłego. Będzie to pierwsza tak kompleksowa oferta w Polsce. Platforma ma za zadanie upowszechniać badania DNA, jako sposób na poznanie organizmu w kontekście m.in. stanu płodu, chorób nowotworowych czy niebezpieczeństw związanych z farmakologią.

Czwartą inwestycją Internet Ventures jest mfind.pl – porównywarka ubezpieczeń, wprowadzająca rewolucyjne zmiany na rynku ubezpieczeń online w Polsce. Jest to proste, szybkie i użyteczne narzędzie, którego celem jest optymalizacja budżetu ubezpieczeniowego klientów. Mfind uzyska od funduszu do 6 mln złotych, co pozwoli na przyspieszenie rozwoju spółki. Rynek ubezpieczeń online jest w Polsce na wczesnym etapie rozwoju – przez porównywarki przechodzi obecnie zaledwie 1% całej sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych. Dla porównania w Wielkiej Brytanii czy na Węgrzech to ponad 60%. Nie ma też drugiego kraju w Europie, gdzie przez porównywarki byłoby sprzedawanych mniej niż 5% całego rynku ubezpieczeń. Wszystko to wskazuje na duże perspektywy branży ubezpieczeń online i przewidywany szybki wzrost w następnych latach.

Wszystkie inwestycje zostały zrealizowane wspólnie z Krajowym Funduszem Kapitałowym, który w roli współudziałowca funduszy inwestycyjnych typu venture capital, wspiera inwestowanie w młode polskie firmy w fazie rozwojowej.

6 mln zł na rozwój porównywarki ubezpieczeń mfind.pl

Internet Ventures FIZ, fundusz zarządzany przez Grupę Private Equity Managers, którego współudziałowcami są Krajowy Fundusz Kapitałowy i MCI Management, został udziałowcem mniejszościowym spółki mfind. Porównywarka ubezpieczeń mfind.pl otrzyma na rozwój do 6 mln zł.

Założyciele mfind
Założyciele mfind.pl

Ogromny potencjał rynku porównywarek ubezpieczeniowych

– Rynek się zmienia. Polacy zauważyli, że prawdziwą oszczędność zapewni im oferta nie 2-3 ubezpieczycieli jak dotychczas, ale kilkunastu. Widzą, że pozostając przy tej samej firmie, przez lata mogą tracić realne pieniądze. Obserwując te trendy, zmiany po stronie ubezpieczycieli oraz wiarę przedsiębiorców i inwestorów w sukces, można być pewnym, że rynek jest w przeddzień rewolucji. – przekonuje Bartłomiej Roszkowski, współzałożyciel i członek zarządu mfind.

Rynek ubezpieczeń samochodowych w Polsce to ponad 13 mld zł. Przez krajowe porównywarki przechodzi obecnie mniej niż 1% całej sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych. Dla porównania w Wielkiej Brytanii czy na Węgrzech to ponad 60%. Nie ma też kraju w Europie, gdzie sprzedawanych przez porównywarki ubezpieczeń byłoby mniej niż 5% całego rynku. Wszystko to powoduje, że polski rynek będzie rósł w następnych latach niezwykle dynamicznie. Wielomilionowa inwestycja MCI Management SA w mfind.pl potwierdza powyższe trendy.

Porównywarka ubezpieczeń – sposób na oszczędzanie

Dlaczego warto korzystać z porównywarki ubezpieczeniowej OC/AC? – Polaków nie stać na przepłacanie za obowiązkowe ubezpieczenie OC swojego samochodu. Z raportu porównywarki mfind opublikowanego w tym roku, wynika że klient który porównywał oferty mógł oszczędzić nawet 517 zł. 517 zł to ogromna kwota dla przeciętnego Polaka, którą można przeznaczyć na cokolwiek innego niż “podatek od samochodu” jakim jest OC. – odpowiada Bartosz Salwiński, współzałożyciel i członek zarządu mfind.

Twórcy mfind podkreślają, że ich celem jest dokładność porównania ofert. W porównywarce mfind każdą polisę można kupić online, a pokazana cena nie różni się od tej w towarzystwie ubezpieczeniowym. Klient unika zatem przykrych niespodzianek i dopłat.

mfind ma również w planach kilka ciekawych i bardzo innowacyjnych rozwiązań, które spowodują, że zakup ubezpieczenia online przez porównywarkę będzie nie tylko zwykłą oszczędnością, ale również przyjemnością

Komputronik podsumował wyniki finansowe po pierwszym kwartale nowego roku obrachunkowego

Komputronik S.A. w pierwszym kwartale roku obrotowego 2015/2016 odnotował wzrost przychodów ze sprzedaży na poziomie 21% w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Wartość skonsolidowanych przychodów osiągnęła tym samym blisko 577 mln złotych.

Komputronik w rozpoczętym w kwietniu br. pierwszym kwartale nowego roku obrachunkowego 2015/2016 utrzymywał tendencję wzrostową. Łączna sprzedaż we wszystkich kanałach, tj. w salonach i w sklepie internetowym, a także inicjowana w Internecie, wzrosła w ostatnich 4 kwartałach do 22,4% względem poprzednich czterech kwartałów. Jednocześnie odnotowano wzrost skonsolidowanego zysku ze sprzedaży brutto o 7,3 mln PLN (o 21,5%), co jest kontynuacją tendencji widocznej już od kilku lat.

Najbardziej dynamiczny wzrost widoczny był w kanale eksportowym (22%), ale również w sektorze B2B (17%). Stabilnie rozwijała się również sprzedaż do klientów indywidualnych (11%).

Wojciech Buczkowski
Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Wyniki w pierwszym kwartale to efekt naszej silnej pozycji na rynku. Konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju poprzez powiększanie powierzchni salonów i ekspozycje kolejnych kategorii produktowych – mówi Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Wskaźnik udziału kosztów działalności w przychodach osiągnął wartość ok. 6%. Zwiększone koszty związane są z inwestycjami w nowy magazyn oraz wzrostem zatrudnienia i inwestycji w spółki technologiczne z Grupy Komputronik, które znacząco zwiększają swoją skalę działania.

Wyniki sprzedaży obligacji oszczędnościowych w lipcu 2015 r.

Oszczędzający zakupili w lipcu obligacje skarbowe o wartości nominalnej 213,8 mln zł. To najwyższa miesięczna wartość sprzedaży w tym roku i najwyższa – nie uwzględniając emisji niestandardowych – od stycznia 2014 roku.

W lipcu bieżącego roku Ministerstwo Finansów zaoferowało nabywcom indywidualnym cztery rodzaje obligacji oszczędnościowych: 2-letnie obligacje o stałym oprocentowaniu (DOS0717) oraz obligacje o oprocentowaniu zmiennym: 3-letnie (TOZ0718), 4-letnie (COI0719) i 10-letnie (EDO0725).

Najbardziej popularnymi papierami pozostają obligacje 2-letnie. Wartość ich sprzedaży wyniosła w lipcu 161 mln zł i jest to najwyższa miesięczna sprzedaż od stycznia zeszłego roku. Udział obligacji 2-letnich w strukturze sprzedaży wyniósł 75,4%. Drugimi najpopularniejszymi papierami dłużnymi były 4-latki (10,8% udział), na kolejnych pozycjach uplasowały się 3-latki (8,1%) oraz 10-latki (5,7%).

W lipcu sprzedaliśmy obligacje skarbowe o wartości 213,8 mln zł. To najwyższa miesięczna wartość sprzedaży w tym roku i najwyższa – nie uwzględniając emisji niestandardowych – od stycznia 2014 roku. Wysoki poziom sprzedaży obligacji utrzymuje się od maja br., a sprzedaż w tegoroczne wakacje może być najwyższa od 2009 r. Podobnie jak w poprzednich miesiącach najchętniej wybierane były obligacje 2-letnie (udział w sprzedaży 75,4%), choć wzrosła sprzedaż również wszystkich pozostałych obligacji oszczędnościowych.

W sierpniu utrzymaliśmy oprocentowanie obligacji oszczędnościowych na niezmienionym poziomie. Oszczędzającym oferujemy obligacje 2-letnie z oprocentowaniem 2,00% co w dalszym ciągu jest wartością preferencyjną w stosunku do obligacji handlowanych na rynku hurtowym, których rentowność wynosi obecnie około 1,8%. Pozostałe obligacje w pierwszym okresie odsetkowym oprocentowane są odpowiednio: 2,10% dla 3-latek, 2,30% dla 4-latek oraz 2,50% dla 10-latek.komentuje Piotr Marczak, Dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.

Dwuletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe o oprocentowaniu stałym DOS0717

W lipcu 2015 roku sprzedano obligacje DOS0717 o wartości nominalnej 161,1 mln zł w tym 202,3 tys. zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji ustalono na poziomie 2,00%. W drodze zamiany zakupiono obligacje dwuletnie o wartości nominalnej 58,5 mln zł, co stanowiło 36,3% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Trzyletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe o zmiennej stopie procentowej TOZ0718

W lipcu 2015 roku sprzedano obligacje TOZ0718 o wartości nominalnej 17,4 mln zł, w tym 22,6 tys. zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym okresie odsetkowym (6 miesięcy) ustalono na poziomie 2,10% w skali roku. W drodze zamiany zakupiono obligacje trzyletnie o wartości nominalnej 3,0 mln zł, co stanowiło 17,4% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Czteroletnie indeksowane oszczędnościowe obligacje skarbowe COI0719

W lipcu 2015 roku sprzedano obligacje COI0719 o wartości nominalnej 23,2 mln zł, w tym 77,1 tys. zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym rocznym okresie odsetkowym ustalono na poziomie 2,30%. W drodze zamiany zakupiono obligacje czteroletnie o wartości nominalnej 10,0 mln zł, co stanowiło 43,1% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Emerytalne dziesięcioletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe EDO0725

W lipcu 2015 roku sprzedano obligacje EDO0725 o wartości nominalnej 12,1 mln zł, w tym 2,7 mln zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym rocznym okresie odsetkowym ustalono na poziomie 2,50%. W drodze zamiany zakupiono obligacje dziesięcioletnie o wartości nominalnej 1,6 mln zł, co stanowiło 13,5% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Obligacje oferowane w sprzedaży detalicznej w sierpniu 2015 roku

Typ obligacji  

Szczegóły oferty

Cena emisyjna

(w zł)

DOS0817

2-letnie

Obligacje dwuletnie są obligacjami o oprocentowaniu stałym wynoszącym 2,00% rocznie. W pierwszym roku oprocentowanie jest naliczane od wartości 100 zł, a w drugim roku od wartości powiększonej o odsetki za pierwszy rok (tzw. kapitalizacja odsetek). Odsetki są wypłacane po zakończeniu oszczędzania. 100,00;

99,90 przy zamianie

TOZ0818

3-letnie

Obligacje trzyletnie są obligacjami o zmiennym oprocentowaniu. W pierwszych sześciu miesiącach oprocentowanie wynosi 2,10%. W kolejnych okresach równe jest oprocentowaniu po jakim banki pożyczają sobie pieniądze (tzw. stawka WIBOR 6M1). Odsetki są wypłacane co sześć miesięcy. 100,00;

99,90 przy zamianie

COI0819

4-letnie

Obligacje czteroletnie są obligacjami, których oprocentowanie oparte jest o inflację2. Oprocentowanie w pierwszym roku oszczędzania wynosi 2,30%. W kolejnych latach oprocentowanie jest równe inflacji i stałej marży wynoszącej 1,25% (gwarantującej zysk powyżej inflacji). Odsetki są wypłacane po każdym roku oszczędzania. 100,00;

99,90 przy zamianie

EDO0825

10-letnie

Obligacje dziesięcioletnie są obligacjami, których oprocentowanie oparte jest o inflację2. Oprocentowanie w pierwszym roku oszczędzania wynosi 2,50%. W kolejnych latach oprocentowanie jest równe inflacji i stałej marży wynoszącej 1,50% (gwarantującej zysk powyżej inflacji). W pierwszym roku oprocentowanie jest naliczane od wartości 100 zł, a w kolejnych latach od wartości powiększonej o odsetki naliczone za poprzedni rok (tzw. kapitalizacja odsetek). Odsetki są wypłacane po zakończeniu oszczędzania. 100,00;

99,90 przy zamianie

1 – półroczna stopa procentowa pożyczek oferowanych na warszawskim rynku międzybankowym.

2 – stopa wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych, przyjmowana dla 12 miesięcy i ogłaszana przez Prezesa GUS w miesiącu poprzedzającym pierwszy miesiąc danego okresu odsetkowego.
Ministerstwo Finansów

Social media niedoceniane w polskich firmach

Jak wynika z danych Digital Agenda for Europe, polskie przedsiębiorstwa w dalszym ciągu w niewielkim stopniu używają mediów społecznościowych w celach biznesowych. Odsetek firm, które wykorzystują tego typu narzędzia jest mniejszy tylko w dwóch innych państwach Unii Europejskiej.

Odsetek polskich firm, które korzystają z social media wyniósł w 2014 roku 21,7%. W Rumunii było to o jeden punkt procentowy mniej. Najniższy odsetek dotyczył Łotwy (18,8%).

Firmy wykorzystujące media społecznościowe najczęściej można natomiast spotkać w Irlandii, na Islandii oraz Malcie (w państwach tych odsetek przekracza 60%).

Odsetek przedsiębiorstw które wykorzystywały media społecznościowe w celach biznesowych w 2014 roku (jako % ogółu firm)

Odsetek przedsiębiorstw które wykorzystywały media społecznościowe w celach biznesowych w 2014 roku
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Digital Agenda for Europe

Marta Kowalówka
Sedlak & Sedlak

VIII edycja Warsaw International Media Summit

W dniach 18-19 listopada 2015 roku w Hotelu Westin w Warszawie odbędzie się kolejna edycja kongresu Warsaw International Media Summit. Wydarzenie skupia się wokół najnowszych strategii i trendów, które obowiązują na rynku telekomunikacyjnym i mediów. Organizatorem konferencji jest firma MM Conferences S.A.

Nad poziomem merytorycznym wydarzenia czuwa Rada Programowa, której przewodniczącym jest Przemysław Kurczewski, Prezes Zarządu EmiTel. Rada wyznacza tematy dyskusji podejmowanych podczas kongresu. Jej skład tworzą prezesi najważniejszych firm sektora telekomunikacyjnego i medialnego, a także kluczowi przedstawiciele administracji centralnej oraz instytucji związanych z branżą.

Kongres skierowany jest przede wszystkim do przedstawicieli kadry menedżerskiej, ściśle związanych ze zdobywaniem wiedzy w zakresie rozwoju rynku telekomunikacji w Polsce. Wybitne grono gości gwarantuje wysoki poziom merytoryczny konferencji, a podjęte debaty przynoszą realne rozwiązania gotowe do zastosowania w branży.

W poprzedniej edycji udział wzięli m.in. Lidia Kozłowska, Wiceprezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, Jan Dworak, Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Bruno Duthoit, Prezes Orange Polska i Jorgen Bang-Jensen, Chief Executive Officer, P4.

Kontynuacja cyklu ma na celu stworzenie unikalnej możliwości poznania najnowszych strategii
i obowiązujących trendów na rynku telekomunikacyjnym i mediów. Umożliwi to również skonfrontowanie ich z nowymi regulacjami prawnymi.

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z fotorelacją z pierwszej edycji wydarzenia.

Więcej informacji znajduje się na stronie: http://telekomunikacjaimedia.pl/

W Warszawie przybywa biur z najwyższej półki

Warszawski rynek przyciąga międzynarodowych najemców, poszukujących wysokiej klasy biur.

The View WarszawaRynek biurowy w Polsce rośnie tak szybko, jak nigdy dotąd. Warszawa, która według raportu Global Outlook 2015 zajmuje, po Brukseli i Dublinie, trzecie miejsce w Europie pod względem atrakcyjności lokalizacyjnej biur, jest absolutnym liderem w kraju. Według analiz firmy doradczej Walter Herz, powstaje w niej ok. 650 tys. m kw. powierzchni biurowej, z której połowa przypada na kilka imponującej wielkości obiektów, zlokalizowanych w centralnej części miasta.

Warszawskie budynki biurowe o ustalonej renomie cieszą się zaś powodzeniem wśród globalnych inwestorów. Potwierdzają to ubiegłoroczne, spektakularne transakcje, związane ze sprzedażą prestiżowych obiektów biurowych – Rondo I i Metropolitan. Wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej uwaga firm inwestujących w biura skupiona jest na Polsce, a komercyjnych powierzchni handlowych inwestorzy poszukują głównie w Czechach i w naszym kraju. Polski rynek jest atrakcyjny przede wszystkim ze względu na stabilny wzrost gospodarczy. Wskaźniki ekonomiczne potwierdzają, że nasza gospodarka rozwija się najdynamiczniej w regionie CEE.

Rekordowy popyt na biura

Warszawski rynek biurowy rozwija się niezwykle dynamicznie. Jednocześnie w stolicy notowane jest rekordowo duże zapotrzebowanie na powierzchnię biurową. Analitycy Walter Herz zauważają, że tylko w pierwszej połowie tego roku wynajęte zostało niespełna 400 tys. m kw. biur., podczas gdy średni roczny popyt na powierzchnię biurową w Warszawie w ostatnich latach oscyluje w okolicy 600 tys. m kw.

Rosnące zapotrzebowanie na biura zachęca firmy do rozpoczynania budowy obiektów zaprojektowanych z dużym rozmachem. Międzynarodowi najemcy poszukują bowiem wyjątkowych inwestycji, nie tylko pod względem jakości oferowanej powierzchni, ale także aranżacji. Nowe, stołeczne projekty są coraz bardziej zaawansowane, zarówno jeśli chodzi o rozwiązania techniczne, jak i architektoniczne.

Specjaliści Walter Herz zwracają uwagę, że szczególnym powodzeniem wśród najemców cieszą się inwestycje oferujące dobry serwis i dostępność wielu usług. Największe warszawskie obiekty zapewniają liczne wygody w ramach samego kompleksu.  Mocną stroną najbardziej spektakularnych inwestycji biurowych są dodatkowe funkcjonalności i udogodnienia, dzięki którym m.in. odnoszą tak duże sukcesy w procesie komercjalizacji.

Największe obiekty cieszą się dużym powodzeniem wśród najemców

Inwestorom obiektów, takich jak Warsaw Spire, Gdański Business Center, czy Eurocentrum Office Complex pozwala to na sprawne realizowanie kolejnych etapy projektów. Ghelamco planuje już budowę kolejnego, imponującej wielkości obiektu biurowego – Sienna Towers – z funkcjami handlowymi o łącznej pow. ponad 100 tys. m kw., który stanie niedaleko Warsaw Spire.

Z powstających w centrum miasta, najbardziej zaawansowanych technologicznie budynków należy wymienić również takie projekty jak Q22, Astoria Premium Office, Prime Corporate Center, Królewska, czy budowany w ekskluzywnym sąsiedztwie Placu Zamkowego – Plac Zamkowy-Business with Heritag i Hotel Europejski, w którym zaprojektowana została też część biurowa. To obiekty, które oferują biura z najwyższej półki w najlepszych punktach Warszawy. W opinii analityków Walter Herz, poza wysoką jakością powierzchni biurowej, ich przewagą konkurencyjną jest usytuowanie, które daje bezpośredni dostęp do rozbudowanego zaplecza usługowego, handlowego i komunikacyjnego.

Dla najemców poszukujących w Warszawie najwyższej klasy powierzchni biurowych, poza lokalizacją, liczy się także oryginalny projekt, dzięki któremu biurowce wyróżniają się na rynku. Koncepcją aranżacyjną szczególnie wybijają się rewitalizowane obiekty zabytkowe. Sztandarowymi przykładami warszawskich inwestycji biurowych realizowanych z wykorzystaniem tkanki historycznych budynków jest powstający już projekt Hala Koszyki, czy oczekujący na start budowy ArtNorblin, usytuowany na terenie położonej w sercu miasta dawnej fabryki.

Luksusowa powierzchnia w zabytkach

Luksusowa powierzchnia biurowa oferowana jest też w odrestaurowanych, zabytkowych kamienicach, w których stawki, w przypadku tych zlokalizowanych w ścisłym centrum miasta, kształtują się w górnej granicy najwyższego przedziału czynszowego, obowiązującego w Warszawie. W tym niszowym segmencie stołecznego rynku biurowego brylują m.in. rewitalizowana przy rondzie Charles’a de Gaulle’a – kamienica rodziny Branickich – Smolna 40, odnowiona kamienica Le Palais przy Próżnej, czy kamienica Hrabiego Raczyńskiego przy placu Małachowskiego. Jak zauważają przedstawiciele Walter Herz, oferta w tych budynkach skierowana jest do najemców, którzy potrzebują reprezentacyjnych siedzib, wygodnie usytuowanych i zaaranżowanych do częstych spotkań z klientami.

Obok spektakularnych budynków biurowych, skyline Warszawy kształtują także widowiskowe obiekty mieszkalne. Apartamenty w luksusowych wieżach Cosmopolitan i Złota 44, podobnie jak na przykład mieszkania w zabytkowych kamienicach przy Foksal, dedykowane są do najzamożniejszych nabywców. Dla tej grupy klientów powstają również ekskluzywne show room’y i centra oferujące dobra luksusowe, jak np. dom mody Vitkac. Według raportu KPMG na dobra i usługi luksusowe w 2014 roku Polacy wydali 12,6 mld zł, a do 2017 roku wartość tego segmentu rynku ma wzrosnąć do 14 mld. Jak podają analizy tej firmy, w minionym roku w Polsce było 47 tys. osób posiadających aktywa płynne o wartości co najmniej 1 mln USD.

Autor: Walter Herz

Nie wszystkie chwyty dozwolone – podkupienie pracownika lub kontrahenta jako czyn nieuczciwej konkurencji

Rynek pracy w dzisiejszych czasach jest bardzo dynamiczny co objawia się m.in. w postaci częstej rotacji kadry i stałego przepływu pracowników pomiędzy pracodawcami. Pracownicy, decydując się na zmianę pracodawcy, niejednokrotnie podejmują zatrudnienie w przedsiębiorstwie konkurencyjnym. Zmiana pracy, przy jednoczesnym pozostaniu w dotychczasowej branży rodzi wiele pytań i wątpliwości natury etycznej, ale przede wszystkim prawnej. Do najczęściej zadawanych, należą pytania o to czy pracownik ma być lojalny względem byłego pracodawcy i jakie to ma przełożenie m.in. na sposób kontaktu z dotychczasowymi współpracownikami i kontrahentami oraz możliwość złożenia im oferty współpracy w ramach obowiązków u nowego pracodawcy. Innymi słowy, gdzie są granice tej lojalności oraz jakie mogą być konsekwencje prawne jej braku.

Dzisiejsza praktyka biznesowa wykształciła pojęcia employee poaching/employee raiding,
tj. zachowania pracodawców polegające na „podkradaniu” pracowników, przeważnie bezpośredniego konkurenta (w szczególności tych posiadających unikalną lub rzadką wiedzę o swoim dotychczasowym pracodawcy). Wobec coraz powszechniejszego występowania tego typu zjawisk temat ten od kilku lat staje się coraz gorętszym przedmiotem dyskusji, choć na razie głównie poza Polską. Rozważamy tu sytuację, w której pracownika z dotychczasowym pracodawcą nie łączy umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy/współpracy. Na ile przepisy prawa chronią tajemnicę/interesy przedsiębiorstwa byłego pracodawcy przed odchodzącym pracownikiem, który nie miał takiej umowy.

Temat jest tylko z pozoru łatwy i nie wymagający zbyt obszernego komentarza. Zastosowanie znajdą tu m.in. przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z dnia 16 kwietnia 1993 r. (Dz. U. 2003 nr 153 poz. 1503 z późn. zm.) (dalej jako uznk), które wskazują kiedy określona sytuacja i towarzyszące jej okoliczności może zostać uznana za czyn nieuczciwej konkurencji. Zakwalifikowanie danego zachowania jako w/w czynu może rodzić poważne konsekwencje prawne zarówno dla pracownika jak i dla pracodawcy, opisane m.in. w art. 18 ust. 1 uznk, np. w postaci żądania zaniechania określonego działania, domagania się odszkodowania czy też złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie (najczęściej przeprosin np. w dzienniku o zasięgu ogólnokrajowym).

W opinii autorów, czyn nieuczciwej konkurencji polegający na nakłanianiu do niewykonywania lub rozwiązania umowy przez pracownika lub kontrahenta danego przedsiębiorcy (art. 12 uznk), częstokroć ściśle wiąże się z naruszeniem tajemnicy jego przedsiębiorstwa (art. 11 uznk). Dlatego też w pierwszej kolejności, pokrótce zostanie scharakteryzowane zachowanie polegające na naruszeniu tajemnicy przedsiębiorstwa jako czynie nieuczciwej konkurencji, by w dalszej części rozważań skoncentrować się w głównej mierze na analizie employee poaching i konsekwencjach prawnych takiego zachowania.

Podkreślić należy, iż istnieje zasadnicza różnica pomiędzy wiadomościami odpowiadającymi treści pojęcia „tajemnica przedsiębiorstwa” a informacjami wchodzącymi w skład powszechnej, aczkolwiek specjalistycznej wiedzy zdobytej przez pracownika w wyniku własnej aktywności zawodowej podczas zatrudnienia u danego przedsiębiorcy. Doświadczenie, wiedza i umiejętności zdobyte przez pracownika podczas zatrudnienia, stanowią element jego dobra osobistego i jako takie dobro zasługują na ochronę prawną, a zatem mogą być przez pracownika wykorzystywane dla własnej korzyści a tym samym nie korzystają z ustawowej ochrony na rzecz przedsiębiorstwa (za wyrokiem SN z dnia 3 października 2000 r., I CKN 304/2000, OSNC 2001, nr 4, poz. 59). Zatem, pod pojęciem doświadczenia, wiedzy i umiejętności rozumieć należy przede wszystkim zbiór tych cech i przymiotów jakie pracownik posiadł w toku całej pracy zawodowej, m.in. poprzez obserwację, zbieranie doświadczeń, nabywanie umiejętności potrzebnych do prawidłowego wykonywania powierzonych mu obowiązków, uczestnictwo w różnego rodzaju szkoleniach (np. umiejętności menadżerskie, kupieckie, negocjacyjne; wiedza powszechnie dostępna na temat oferty produktowej, specyfiki branży, w której pracuje; znajomość języka obcego; znajomość obsługi programów komputerowych; umiejętność obsługi maszyn specjalistycznych; etc.). Natomiast, zgodnie z art. 11 ust. 1 uznk, czynem nieuczciwej konkurencji jest przekazanie, ujawnienie lub wykorzystanie cudzych informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa, jeżeli działanie zagraża lub narusza interes przedsiębiorcy. Pod pojęciem tajemnicy przedsiębiorstwa ustawodawca rozumie nieujawnione do wiadomości publicznej informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności. Dlatego też, naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa dopuściłby się ten pracownik, który w ramach nowego stosunku pracy wraz ze swym doświadczeniem i umiejętnościami zaoferowałby i przekazał nowemu pracodawcy, np. wewnętrzną bazę kluczowych klientów dotychczasowego pracodawcy, zasady wewnętrznej polityki handlowej, plany sprzedażowe, plany dotyczące przyszłych strategii marketingowych czy też receptury produktów. Warto też podkreślić, że dla stwierdzenia stanu tajemnicy przedsiębiorstwa istotne jest podjęcie przez byłego pracodawcę działań w celu zachowania poufności. Czyli jeżeli te informacje byłyby ogólnie dostępne dla wszystkich pracowników byłego pracodawcy (w ekstremalnym przypadku np. wywieszone na tablicy w sekretariacie) trudno uznać, że są objęte tajemnicą przedsiębiorstwa. To bardzo istotny aspekt, o którym częstokroć przedsiębiorcy nie pamiętają.

Ujawnienie informacji stanowiących tajemnicę firmy mogłoby osłabić pozycję rynkową i spowodować znaczące straty dla przedsiębiorcy, którego tajemnica została naruszona. Pamiętać również należy o tym, że zakończenie stosunku pracy nie zwalnia pracownika z obowiązku dochowania poufności informacji przekazanych mu przez byłego pracodawcę a stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa przez okres trzech lat od dnia jego ustania, chyba że umowa stanowi inaczej albo ustał stan tajemnicy. Pracownik nie dochowujący poufności może zostać pociągnięty do odpowiedzialności cywilnej i karnej przez byłego pracodawcę. W praktyce, śledząc orzecznictwo, jest to niestety bardzo ciężkie do wykazania i udowodnienia.

Przejmowanie pracowników czy też kontrahentów konkurenta jest normalnym elementem gry rynkowej między przedsiębiorstwami i zazwyczaj nie prowadzi do naruszenia prawa. Samo oferowanie lepszych warunków pracy na konkurencyjnym rynku nie jest więc z istoty ani nieuczciwe ani nieetyczne. Jednak okoliczności, w których dochodzi do takich działań, mogą uzasadniać ich odmienną ocenę. Zdarza się bowiem tak, że działania te mogą stanowić czyn nieuczciwej konkurencji w rozumieniu art. 12 uznk. Rozróżniane są dwa rodzaje zachowań:

  • nakłanianie osoby świadczącej na rzecz przedsiębiorcy pracę, na podstawie stosunku pracy lub innego stosunku prawnego, do niewykonania lub nienależytego wykonania obowiązków pracowniczych albo innych obowiązków umownych, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy.
  • nakłanianie klientów przedsiębiorcy lub innych osób do rozwiązania z nim umowy albo niewykonania lub nienależytego wykonania umowy, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy.

Kluczowe jest to, że dla zakwalifikowania określonego działania jako w/w czynu nieuczciwej konkurencji, nie jest konieczne wystąpienie skutku ani w postaci nakłonienia kogoś do niewykonania umowy, ani zaniechanie jej wykonania. Nie jest też wymagane wystąpienie szkody po stronie przedsiębiorcy. Całkowicie wystarczającą okolicznością jest zagrożenie interesu przedsiębiorcy czyli już samo „nakłanianie”, jeżeli polega na namawianiu, agitowaniu, przekonywaniu, wpływaniu na sferę psychiki osoby namawianej w celu podjęcia przez nią określonej decyzji. Tym samym czynność „nakłaniania” spełniona zostanie w chwili podjęcia próby wpłynięcia na czyjeś zachowanie i w konsekwencji narażenie interesu przedsiębiorcy. Jak widać granica jest tu bardzo nieostra. Nie należy utożsamiać nakłaniania ze składaniem pracownikom danego przedsiębiorcy konkurencyjnych ofert. Stanowisko to znajduje poparcie w wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 15.11.2012r., sygn. akt I ACa 1024/12, który stwierdził, że „(…) Deliktem nie są bowiem zachowania będące wynikiem suwerennej decyzji pracownika lub innej osoby świadczącej pracę na rzecz przedsiębiorcy. Dlatego dla ustalenia, iż w danej sytuacji doszło do czynu nieuczciwej konkurencji, istotne są okoliczności, w których dochodzi do takich działań, to jest czy rozwiązanie umowy (o pracę lub innego stosunku prawnego, którego treścią jest świadczenie pracy na rzecz określonego podmiotu – przedsiębiorcy) jest wynikiem nakłaniania przez osobę trzecią czy autonomicznej decyzji.” Wniosek zatem jest taki, że chodzi o intencje i to w zależności od niej możemy stwierdzić czy mamy do czynienia z nakłanianiem czy składaniem konkurencyjnych ofert. Przyjąć należy, że sytuacja taka będzie miała przede wszystkim miejsce, gdy motywem przejęcia pracownika będą nie tyle jego unikatowe na rynku umiejętności, co chęć zaszkodzenia konkurencji oraz wyciągnięcia strzeżonych przez nią tajemnic. Zatem pojęcie employee poaching pojawia się wtedy, gdy przedsiębiorca „podkrada” pracowników nie tylko dlatego, że uważa ich za cennych i chce, aby swoje talenty wykorzystywali na jego rachunek, lecz po to, żeby osłabić pozycję konkurenta na rynku, lub wręcz sparaliżować jego działalność. Krótko mówiąc, employee poaching to takie przejmowanie pracowników, w tym również masowe przejmowanie, które godzi w dobre obyczaje i narusza interesy innego przedsiębiorcy lub ma na celu ich naruszenie[i].

Jako przykład powyższego posłużyć może spór toczący się pomiędzy dwoma towarzystwami ubezpieczeniowymi, działającymi na rynku polskim. Signal Iduna oskarżyła Axa o podkupienie ponad połowy składu działu odpowiedzialnego za sprzedaż polis turystycznych. Przejęci przez Axa pracownicy rzekomo mieli przynieść ze sobą dotychczasowych klientów Signal Iduny. Sama Axa miała dodatkowo rozgłaszać na rynku informacje o złej sytuacji finansowej konkurenta i jego rychłym wycofaniu się z polis turystycznych. Działania te rzekomo spowodowały, że Axa już w ciągu roku stała się trzecim co do wielkości graczem i zdobyła ok. 15 proc. udziałów w rynku. Signal Iduna twierdzi, że taki efekt był możliwy dzięki podkupieniu jej kadry i przejęciu klientów wraz z informacjami aktuarialnymi. W konsekwencji Signal Iduna skierowała sprawę do sądu, oskarżając Axę o czyn nieuczciwej konkurencji i żądając odszkodowania. Wraz z pozwem został złożony wniosek o zabezpieczenie roszczeń. Warunki żądanego zabezpieczenia były bardzo rygorystyczne i nad wyraz precyzyjne: pracownicy przejęci od Signal Iduny nie mogliby pracować dla Axy, nie mogliby kontaktować się z klientami Signal Iduny ani rozgłaszać informacji o złej kondycji finansowej tej firmy, zajęty miał zostać również rachunek bankowy Axa na ponad 300.000 zł. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił wniosek Signal Iduna w całości. Wskutek zażalenia złożonego przez Axa, Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił w całości w/w postanowienie sądu I instancji. Ostateczne rozstrzygnięcie toczącego się postępowania jeszcze nie nastąpiło. Nie zmienia to jednak faktu, że w/w postępowanie, ze względu na swój precedensowy charakter może wyznaczyć kierunki postępowania w sprawach tego typu w przyszłości.

W praktyce takie zachowanie jest trudne do udowodnienia, albowiem w tym zakresie istotne jest wykazanie stanu świadomości sprawcy, jego zamiarów. Nie jest to jednak niemożliwe, na co wskazuje wyrok Sądu Okręgowego w Toruniu z dnia 20.06.2007 r., sygn. akt VI GC 16/07. Stan faktyczny był następujący: jeden z długoletnich pracowników agencji celnej, piastujący stanowisko dyrektora, wypowiedział umowę o pracę a następnie założył własną działalność gospodarczą. Zakres jego działalności obejmował usługi agencji celnej. W tym samym czasie przejął pracowników oraz obsługę klientów (w tym również klienta strategicznego) byłego pracodawcy. W następstwie tych działań miesięczne obroty jednej z placówek byłego pracodawcy spadły o ok. 93%, ostatecznie została ona zamknięta W przytoczonym wyroku sąd uznał, że pomimo braku jednoznacznych dowodów wskazujących, iż miało miejsce wymuszenie rozwiązania umów z powodem przez pracowników oraz głównych klientów placówek, to jednak inne okoliczności pozwoliły na uznanie tych działań za czyn nieuczciwej konkurencji i zasądził na rzecz powoda od pozwanego kwotę 202.800,00 złotych.

Szczególnie wrażliwe na employee poaching są branże wysoko specjalistyczne, np. branża IT.

I tak z inicjatywy m. in. Steve’a Jobsa giganci branży IT jak Apple, Google, Intel i Adobe postanowili przeciwdziałać temu procederowi zawierając tzw. umowę anty-poachingową. Umowa miała na celu zobowiązanie się jej sygnatariuszy do niestosowania tego typu praktyk względem siebie co ograniczyło przepływ talentów i doprowadziło do częściowego zablokowania wzrostu wynagrodzeń pracowniczych. Departament Sprawiedliwości, mając to na uwadze, uznał takie zachowanie za bezprawne i godzące zarówno w rynek jak i sferę uprawnień pracowniczych. Działania podjęte przez przedsiębiorców w celu zapobieżenia praktyce employee poaching doprowadziły do powstania niekorzystnych skutków dla pracowników. W związku z tym w roku 2011 ruszył proces, w którym owi giganci zostali pozwani o odszkodowanie dla zatrudnionych tam osób. Mimo braku ostatecznego rozstrzygnięcia tej sprawy na dzień dzisiejszy w toku procesu ustalone zostało, że zawarcie umowy anty-poachingowej jest działaniem bezprawnym. W chwili obecnej czynności procesowe zmierzają do zawarcia ugody. Aktualnie sprawa dotyczy już tylko ustalenia wysokości odszkodowania. Przedstawiciele pracowników żądają łącznie 3 mld USD, natomiast pracodawcy proponują im kwotę 415 mln USD. Reasumując pracodawcy chcąc ograniczyć bezprawną praktykę doprowadzili do powstania innej – też niezgodnej z prawem. Potwierdza to tezę o braku wyraźnych granic między zachowaniem bezprawnym a zgodnym z prawem.

Również w systemie prawa polskiego takie zachowanie może przewidywać sankcje dla pracodawców. Dlatego należy bardzo ostrożnie podchodzić do samodzielnego „uszczelniania” obowiązującego w tym zakresie prawa powszechnego.

Abstrahując od wyżej wskazanych trudności dowodowych, przedsiębiorcy któremu „skradziono” pracowników mogą przysługiwać wszystkie środki wymienione w art. 18 ust. 1 uznk. W praktyce najważniejszymi są: żądanie zaniechania naruszenia, roszczenie odszkodowawcze i roszczenie o złożenie oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie.

Tak jak oferowanie lepszych warunków zatrudnienia z samej swej natury nie jest bezprawne, tak również oferowanie korzystniejszych warunków współpracy, w tym lepszych ofert cenowych czy warunków umownych, powiązane z tym działania marketingowe i reklamowe zachęcające do nawiązania współpracy, nie są z mocy prawa nieuczciwe, bowiem dopiero indywidualne okoliczności towarzyszące takim działaniom będą przesądzały o ewentualnej bezprawności postępowania. Dlatego też zdobywanie klientów kosztem innego uczestnika rynku powinno następować na drodze uczciwej rywalizacji, za którą w szczególności uważa się konkurencję jakościową, cenową oraz innymi pożądanymi przez nabywców cechami produktów lub usług, a więc poprzez poziom oferty, nie zaś przez zniechęcanie kontrahentów do konkurenta. Innymi słowy, uczciwe przejęcie klientów powinno być wynikiem atrakcyjności oferty własnej na tle konkurencji. Za niedopuszczalną metodę działania należy uznać wszelkiego rodzaju naciski powiązane z proponowaniem korzyści majątkowych osobom zatrudnionym u potencjalnego pracodawcy, zniechęcanie kontrahenta do poprzedniego dostawcy, np. poprzez rozpowszechnianie wiadomości oczerniających, dotyczących jego niekorzystnej sytuacji faktycznej, prawnej i finansowej, niskiej jakości produktów czy usług, jak również zobowiązanie się np. do zapłacenia kar umownych za kontrahenta, który rozwiąże określoną umowę z konkurentem.

W wyniku popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji przedsiębiorca który poniósł szkodę, może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych, co wynika wprost z art. 18 ust. 1 pkt. 4 uznk. Warto jednak dodać, że chcąc skutecznie dochodzić odszkodowania, przedsiębiorca będzie musiał udowodnić przed sądem związek przyczynowy pomiędzy działaniem sprawcy czynu nieuczciwej konkurencji a zdarzeniem, które w wyniku tego działania nastąpiło i wywołało po stronie przedsiębiorcy określoną szkodę. Trudne będzie również precyzyjne określenie wartości poniesionej szkody, co jest wymagane w tego typu procesach, ale jak już zostało dowiedzione powyżej nie jest to niemożliwe.

Reasumując, stwierdzić należy, że ustawodawca nie sprecyzował jednoznacznie znamion, które w każdych okolicznościach będą przesądzać o tym, że doszło do popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji. Trzeba stwierdzić, że wytyczenie jakichś uniwersalnych reguł, bez indywidualnej analizy danego przypadku, nie jest sprawą najłatwiejszą. Co za tym idzie zawsze istotne będą konkretne okoliczności towarzyszące danej sprawie, podyktowane przede wszystkim stanem świadomości sprawcy. Powoduje to niestety, że dochodzenie odszkodowania za działania polegające na nieuczciwym przejmowaniu pracowników czy kontrahentów jest możliwe, jednakże w praktyce trudne ze względów dowodowych. Nie zmienia to jednak faktu, że przedsiębiorca oskarżony o „podkupywanie” pracowników lub klientów swego konkurenta musi się liczyć, poza stratami finansowymi, również z uszczerbkiem na swoim wizerunku i utratą zaufania. Dlatego też chcąc uniknąć w/w ryzyka, podtrzymać wizerunek oraz prestiż przedsiębiorstwa, należy postępować etycznie, uczciwie i zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa – należy być COMPLIANCE. Niech tu za motto postępowania posłużą słowa: Jak nie wiesz jak postępować – postępuj przyzwoicie.

Autorzy: Justyna Czechowicz – Specjalista ds. Compliance w Baumit Sp. z o.o., Michał Sokalla – Ekspert Compliance

[i] [i] http://www.korporacyjnie.pl/gdy-konkurenci-kradna-nam-pracownikow-czyli-kilka-slow-o-employee-poaching/

Wzrost gospodarczy w Polsce “tylko” 3,3%

Dane o wzroście PKB dla Polski okazały się niższe od oczekiwań. Nie zmienia to faktu, że 3,3% to poziom, którego może nam pozazdrościć niemal cały Zachód. Dobre dane nadeszły również z USA. O słabszych wynikach poinformowała dla równowagi Japonia.

W piątek poznaliśmy pakiet ważnych danych z Polski – wzrost PKB w skali roku wyniósł 3,3%. Jest to bardzo dobry wynik jak na tą część świata, jednakże analitycy spodziewali się odczytu na poziomie 3,6%. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na wskaźnik inflacji bazowej. Parametr ten powoli rośnie, co sugeruje, że zbliża się koniec zaskakująco długiej deflacji w Polsce. Dane o PKB spowodowały osłabienie się złotego do głównych walut o około 1 grosz.

Wieczorem polskiego czasu w piątek poznaliśmy dane o inflacji producenckiej oraz produkcji przemysłowej w USA. Oba odczyty były lepsze od oczekiwań. Produkcja przemysłowa w ujęciu miesięcznym rośnie o 0,6%, co jest wynikiem o aż 0,3% lepszym od oczekiwań. W reakcji na te dane dolar umacniał się względem euro. W rezultacie euro dolar zawrócił z poziomu przeszło miesięcznych maksimów.

Poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w Japonii. Określenie to jest mało precyzyjne, gdyż gospodarka w kraju kwitnącej wiśni skurczyła się w obecnym kwartale o 0,4%. eksperci spodziewali się spadku większego o 0,1%. Głównym czynnikiem powodującym spadek jest konsumpcja – jeszcze nie wróciła do poziomu sprzed podniesienia podatku od sprzedaży. Nie bez znaczenia jest też sytuacja w Chinach. Eksport w tym kierunku spadł o ponad 10%, a patrząc na obecne wydarzenia oraz dewaluacje juana sytuacja nie polepszy się.

Obecnie tematem numer jeden w japońskiej gospodarce jest pytanie, czy słabsze dane z gospodarki spowodują poszerzenie i tak dużego programu zwiększania podaży pieniądza. Inflacja nie wymyka się spod kontroli, ale to kolejna bańka spekulacyjna w jednej z największych gospodarek na świecie. To właśnie najprawdopodobniej nadzieja na zwiększenie dodruku pieniędzy utrzymuje wartość zarówno jena jak i tokijskiego parkietu.

Grecy wypełnili swoją część w ramach negocjacji nowego programu pomocowego. Teraz porozumienie czeka na ratyfikację przez parlamenty narodowe tych krajów, w których jest to konieczne. Analitycy jako jedyny istotny podają w tym kontekście Bundestag, jednak umowę uważa się już za zawartą.
Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:
11:00 – Strefa euro – bilans handlu zagranicznego,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

EUR/PLN
Komentarz walutowy 17.08.2015 Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 17.05.2015 do 17.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza się w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiegało jeszcze wczoraj w okolicach 4,1800, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1250 – 4,1300, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji. Dla ruchu w górę oporem jest ostatnie maksimum na 4,2400.

CHF/PLNKomentarz walutowy 17.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 17.05.2015 do 17.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000 kolejnym poziomem jest testowane obecnie 3,8350. Oporem dla ruchu w górę jest górne ograniczenie formacji spadkowej na 3,8800.

USD/PLNKomentarz walutowy 17.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 17.05.2015 do 17.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem dolne ograniczenie trendu na 3,7450.

GBP/PLNKomentarz walutowy 17.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 17.05.2015 do 17.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8300.

Egzotyka i codzienność, czyli co nietypowego importuje Polska

0

Pragnienie posiadania egzotycznych i unikalnych produktów powoduje, że import płynie do Polski z najdalszych zakątków świata. W zeszłym roku Polacy nie odmówili sobie sprowadzenia gadów z Tanzanii, kolekcjonerskich monet z Wysp Cooka a nawet… papieru toaletowego z Australii i Meksyku.

– Klienci, dla których realizujemy płatności za towary sprowadzane do Polski, należą głównie do sektora małych i średnich. To są firmy, które często dużo umiejętniej niż największe firmy wyszukują nisze. Widzę, że często rosną koncentrując się na wąskiej specjalizacji. Dla przykładu: współpracujemy z firmami, które sprowadzają trumny, śmieci do recyclingu czy trzmiele – mówi Radosław Jarema, szef instytucji płatniczej AKCENTA, która zapewnia usługi walutowe dla importerów i eksporterów, w tym zabezpieczenia kursów.

Węże w kieszeniach

Do częstych i bardzo specyficznych hitów importowych należą np. egzotyczne gady, takie jak żółwie i węże. Do polskich terrariów w 2014 r. trafiły z sześciu bardzo odległych kierunków. Najwięcej zimnokrwistych pupili przybyło z… Tanzanii. Zaimportowaliśmy z tego kraju prawie 878 osobników za kwotę prawie 80 tys. zł. Pozostałe kierunki polskiego importu gadów to np. Uzbekistan, Hongkong czy Togo. W 2014 r. łączna wartość wszystkich sprowadzonych do Polski osobników (było ich blisko 2,5 tys. sztuk) wyniosła ponad 130 tys. zł.

Egzotyczny owoc na talerzu

Dużą grupą importowanych do Polski towarów są oczywiście egzotyczne owoce, wśród nich banany, do których jesteśmy już bardzo przyzwyczajeni, choć naturalnie występują w strefie międzyzwrotnikowej. Około połowa bananów w Polsce (pod względem wartości) została sprowadzona z Ekwadoru (472,6 mln zł). Importując banany utrzymujemy kontakty handlowe z tak egzotycznymi krajami jak Gwatemala, Wybrzeże Kości Słoniowej, Surinam czy Kamerun.

Dzik jest dziki, ale nie zawsze

Niepozorne szczotki i pędzle produkuje się w Polsce m.in. dzięki użyciu importowanej szczeciny lub sierści np. dzików, świń i borsuków. Owłosienie tych zwierząt do Polski sprowadzane jest głównie z Chin, ale także z Holandii, Hiszpanii, Niemiec a nawet Sri Lanki! Import dla tej niezwykłej kategorii GUS był wart w zeszłym roku prawie 16,2 mln zł.

Importerzy „nie rozmieniają się na drobne”

Szczególnym przypadkiem importu jest handel, w którym prawdziwymi pieniędzmi płaci się za pieniądze, które nie mają już siły nabywczej. Co więcej, można powiedzieć, że polscy importerzy „przyjęli za dobrą monetę” handel bilonem (poza złotymi monetami) niebędącym prawnym środkiem płatniczym – import był w tej kategorii był w zeszłym roku wart prawie 5,1 mln zł. Najwięcej monet sprowadzono do Polski z Niemczech (1 087 054 g za blisko 3,2 mln zł). Do którejś z polskich kolekcji trafiły też monety sprowadzone z tak niezwykłych i odległych krajów jak Wyspy Cooka czy Brunei.

Import codziennego użytku

Import z odległych kierunków nie dziwi w przypadku produktów egzotycznych, ale nie zdajemy sobie sprawy, że także wiele najzwyklejszych produktów pochodzi spoza Polski. Takim przypadkiem jest… papier toaletowy. Polacy importują go prawie 30,5 mln kg za 171,5 mln zł (dane z 2014 r.). Zaskoczeniem może być wysoki import papieru z Izraela (355,8 tys. kg) czy import z tak odległych kierunków jak Australia czy Meksyk. Ewidentnie importowane towary mogą zaskoczyć nas dosłownie wszędzie.

Import „wisi w powietrzu”

Dane GUS kryją jeszcze jedną ciekawostkę: importować można nawet coś, co na co dzień mamy za darmo. Brzmi bezsensownie? Jednak nie, bo import tlenu odbywa się np. na potrzeby szpitali. Czysty tlen importujemy głównie z krajów Europy Zachodniej i od naszych czeskich sąsiadów. Co ciekawe w zeszłym roku 7 809 m3 tlenu przybyło do nas aż zza oceanu a konkretnie z Kanady. Łącznie import niezbędnego ludziom składniku powietrza wart był w zeszłym roku 2,9 mln zł.

Rynek produktów dla dzieci w Polsce wart 9 mld złotych w 2014 roku

0

Zgodnie z wynikami analizy PMR, zawartej w raporcie „Rynek produktów dla dzieci w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2015-2020” rynek produktów dla dzieci w Polsce osiągnął wartość 9 mld zł w 2014 roku, co stanowiło wzrost tylko o 3,2% w porównaniu z rokiem poprzednim. Prognozy dalszego rozwoju rynku są pozytywne i skorelowane z prognozą kondycji dla całej gospodarki.

Pod dwóch latach niższych dynamik, w 2014 roku rynek artykułów dziecięcych wzrósł o 3,2% a w kolejnych latach powinien rosnąć w tempie 4-5% rocznie. Na sytuację rynkową w Polsce będzie pozytywnie wpływać ożywienie gospodarcze i wzrost wydatków konsumenckich. Z jednej strony klient nadal będzie chciał kupować mądrze, z drugiej nie będzie oszczędzał na swoich dzieciach jeśli zagwarantuje mu to wysoką jakość, wygodę i bezpieczeństwo użytkowania. Z roku na rok rośnie bowiem świadomość rodziców, którzy wybierają dla swoich dzieci produkty wysokiej jakości, a unikają produktów niesprawdzonych.

Mniejszy wpływ, nie mniej jednak pozytywny, mogą mieć ewentualne zmiany w polityce prorodzinnej – na razie tylko zapowiadane przez partie polityczne (m.in. świadczenie w wysokości 500 zł na każde/drugie i kolejne dziecko).

Z drugiej jednak strony rozwój rynku będzie hamowany niską liczbą urodzeń dzieci, których – według prognoz GUS – będzie przybywać coraz mniej.

wartość i dynamika rynku produktów dla dzieci w Polsce 2011-2015

 

Coraz większego znaczenia nabiera handel internetowy, który obecnie notuje wzrosty na poziomie kilkunastu procent. W 2014 roku stanowił ona najbardziej dynamiczny kanał dystrybucji produktów dla dzieci. Nasze prognozy pokazują, że sklepy internetowe utrzymają ten trend i stopniowo będą zwiększały udział w rynku, pozytywnie wpływając na kondycję całej branży. Również sieci handlujące asortymentem dziecięcym oraz sklepy wielkopowierzchniowe będą zwiększały swój udział w rynku artykułów dziecięcych kosztem sklepów niezależnych, których udział w 2020 roku stopnieje do ok. 15%  z 20% w roku ubiegłym.

Zgodnie z metodologią PMR (2015), rynek produktów dla dzieci obejmuje łącznie pięć segmentów: odzież dla dzieci, obuwie dla dzieci, zabawki, kosmetyki dla dzieci, żywność dla dzieci. Największym segmentem rynku produktów dla dzieci jest obecnie odzież dziecięca, która w 2014 roku odpowiadała za ponad jedną trzecią sprzedaży całego rynku. Łącznie z obuwiem dla dzieci segmenty te szacujemy na prawie połowę sprzedaży produktów dla dzieci w Polsce. Oba segmenty, według naszych prognoz, będą również rozwijać się najbardziej dynamicznie w nadchodzących latach.

Najmniej dynamicznie rosnąć będzie segment żywności – to dlatego, że jego wyniki są ściśle uzależnione od przyrostu naturalnego, który maleje. Dodatkowo, segment ten napotyka na konkurencję ze strony karmienia piersią oraz obiadków przygotowywanych w domu.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek produktów dla dzieci w Polsce 2015.

Autor raportu: Paulina Walewska

Nowy Mercedes-Benz Klasy C Coupé

Mercedes-Benz uzupełnia rodzinę Klasy C o wersję Coupé. Atletyczny, zmysłowy design nowego Coupé stanowi ucieleśnienie nowoczesnego luksusu, a jego kabina elegancję i szyk interpretuje w sportowej formie. Dynamicznie zestrojone podwozie, opcjonalnie z zawieszeniem pneumatycznym, łączy wysoki poziom komfortu oraz niski poziom szumów i wibracji z doskonałym prowadzeniem. Przyczyniają się do tego również lekka konstrukcja, wyśmienita aerodynamika i mocne, a jednocześnie wydajne silniki. Zaawansowane systemy wspomagające zapewniają bezpieczeństwo najwyższego kalibru. Nowa Klasa C Coupé pojawi się na rynku w grudniu 2015 r.

Mercedes-Benz C-Klasse Coupé (C 205) 2015Mercedes-Benz C-Class
Mercedes-Benz C-Class Coupé C 250 d 4MATIC, hyacinth red, leather porcellain/black

„Nowa Klasa C Coupé kontynuuje tradycje naszych wysmakowanych coupé. Ale jej porywający, sportowy design to dopiero zapowiedź przyjemności z jazdy, jaka czeka kierowcę” – zaznacza prof. Thomas Weber, Członek Zarządu Daimler AG odpowiedzialny za badania i rozwój.

Jako najbardziej sportowy wariant Klasy C, Coupé wyraża swój charakter w emocjonującym, odrębnym stylu. Dynamicznie zaprojektowany przedni pas z diamentową osłoną chłodnicy i długą maską – nowe Coupé ma o 60 mm dłuższy odcinek dzielący przednią oś od ściany grodziowej – płynnie przechodzi w profil z niskimi szybami i muskularny tył. Pozbawione ram okna w drzwiach oraz zamocowane na nich lusterka tylko podkreślają sportowy charakter modelu.

Wyraziste linie i zmysłowa rzeźba karoserii sprzyjają efektownej grze światła i cienia. Charakterystyczną cechą coupé jest długie, opadające boczne przetłoczenie, które w przeciwieństwie do limuzyny ciągnie się aż za tylne nadkole. Atletyczną prezencję uzupełnia zawieszenie obniżone względem 4-drzwiowej wersji o 15 mm oraz większe obręcze – standardowo 17-calowe.

Wnętrze: sportowe wyrafinowanie

Również kabina Klasy C Coupé w pełni odzwierciedla filozofię zmysłowego designu Mercedes-Benz – i chociaż ma młodzieńczy urok, zachowuje pełną dojrzałość ekskluzywnego samochodu sportowego. Konsolę środkową i panele drzwi wyróżniają płynne formy, a indywidualny charakter nowego coupé podkreślają dedykowane tej wersji elementy, jak na przykład specjalne, zintegrowane fotele czy automatyczne podajniki pasów. Kompozycja materiałów i ich wykończenie przywodzą na myśl ręcznie wykonane produkty z wysokiej półki i prezentują nowe spojrzenie na nowoczesny luksus – sportowy charakter nie wymaga tu kompromisów w zakresie komfortu czy stylu.

Nowa Klasa C Coupé ma o 80 mm dłuższy rozstaw osi od poprzedniczki, jest przy tym o 95 mm dłuższa i o 40 mm szersza. Wzrost wymiarów przede wszystkim przekłada się na większą przestronność w pierwszym rzędzie foteli. Więcej miejsca na wysokości ramion, bioder i nad głowami wygospodarowano zarówno z przodu, jak i z tyłu.

Jako unikalna propozycja w gamie Klasy C, wersja Coupé oferuje do wyboru specjalne kombinacje odcieni tapicerki: brązowy i porcelanowy oraz – w odmianie Edition 1 – orzechowo-czarny z turkusowymi przeszyciami.

Cechy szczególne

Coupé dysponuje bogatym wyposażeniem standardowym, a jego dynamizm dodatkowo podkreśla linia AMG, wyróżniająca się specjalnymi zderzakami i listwami progowymi zaprojektowanymi przez AMG, diamentową osłoną chłodnicy z chromowanym wykończeniem oraz 18-calowymi obręczami AMG.

W kabinie linia AMG ma dodatkowe sportowe akcenty: ozdobioną czerwonymi przeszyciami tapicerkę ze sztucznej skóry ARTICO i mikrofibry DINAMICA w kolorze czarnym, wielofunkcyjną sportową kierownicę ze spłaszczonym u dołu wieńcem oraz nakładki na pedały AMG. Korespondują z nimi okładziny z czarnego jesionu o otwartych porach oraz aluminiowe elementy kokpitu i drzwi.

Na życzenie oferowany jest również pakiet wnętrza Chrom, obejmujący m.in. eleganckie, chromowane wykończenie panelu wskaźników, otworów wentylacyjnych i klamek.

Zawieszenie – sportowa zwinność i komfort

Zawieszenie nowej Klasy C Coupé zapewnia zwinne prowadzenie, wysoką przyczepność i dużą stabilność boczną przy zachowaniu wysokiego komfortu jazdy oraz niskiego poziomu szumów i wibracji. Przyczyniają się do tego nowa, czterowahaczowa przednia oś z zawieszeniem koła odizolowanym od kolumny oraz pięciowahaczowa oś tylna.

Standardowo Coupé jest oferowane z zawieszeniem stalowym z aktywnym systemem tłumienia. Do wyboru są tu dwie wersje, obie obniżone względem limuzyny o 15 mm:

  • komfortowe zawieszenie AGILITY CONTROL o sportowym charakterze;
  • sportowe zawieszenie z twardszymi sprężynami i amortyzatorami oraz układem kierowniczym Sports Direct-Steer – zestaw ten sprawia, że Klasa C jeszcze bardziej żywiołowo reaguje na polecenia kierowcy.

Zawieszenie pneumatyczne

Opcjonalnie Coupé jest dostępne z zawieszeniem pneumatycznym AIRMATC z funkcją samopoziomowania. Elektronicznie sterowana, płynna regulacja siły tłumienia zapewnia optymalny komfort resorowania niezależnie od sytuacji, a jednocześnie pozwala wybrać jeden z kilku trybów pracy: sportowy, komfortowy lub zorientowany na obniżenie zużycia paliwa. W tym celu kierowca musi tylko sięgnąć do przełącznika wyboru profilu jazdy DYNAMIC SELECT i wybrać jedną z pozycji: ECO, Comfort, Sport, Sport+ lub Individual. Ostatni program służy do personalizacji ustawień pojazdu.

Wydajne silniki

Mocne i wydajne 4-cylindrowe jednostki napędowe z funkcją ECO start/stop zapewniają sportowe osiągi przy niewielkim zużyciu paliwa – w porównaniu z poprzednikiem to ostatnie spadło nawet o 27%. Każda z nich spełnia normę emisji spalin Euro 6.

Początkowo dostępne będą cztery wersje benzynowe i dwie wysokoprężna. Bazowa odmiana C 180 z jednostką o pojemności 1,6 litra rozwija moc 115 kW (156 KM), a mocniejsze – zasilane silnikiem 2-litrowym – odpowiednio: 135 kW/184 KM (C 200), 155 kW/211 KM (C 250) oraz 180 kW/245 KM (C 300). Słabszy z diesli generuje moc 125 kW/170 KM, a mocniejszy – 150 kW/204 KM. Oba korzystają z udoskonalanego silnika o pojemności 2,1 litra z przyjazną środowisku technologią oczyszczania spalin SCR.

Lżejsza, sztywniejsza i bardziej wytrzymała

Inteligentna lekka konstrukcja z wysokim udziałem aluminium sprawia, że nowe Coupé jest lżejsze od poprzednika. Z lekkich stopów wykonano przednie błotniki, maskę i pokrywę bagażnika. Równocześnie, dzięki zastosowaniu wysokowytrzymałych materiałów, nadwozie nowego modelu ma wyższą sztywność. Pozytywnie wpływa to nie tylko na dynamikę jazdę oraz poziom hałasu, ale i na poziom bezpieczeństwa biernego. Pod tym względem Coupé kontynuuje tradycje Mercedes-Benz – spełnia zarówno wszystkie wymogi lokalne i międzynarodowe, jak również surowe wymagania w zakresie bezpieczeństwa obowiązujące wewnątrz koncernu, bazujące na rzeczywistych scenariuszach wypadków.

Wyrzeźbiona przez wiatr

Mercedes-Benz wyznacza tempo osiągnięć z dziedziny aerodynamiki i wytwarza najbardziej opływowe samochody (o najniższym współczynniku oporu powietrza Cd) w niemal wszystkich klasach pojazdów. W przypadku nowej Klasy C Coupé współczynnik Cd wynosi 0,26. Tak niska wartość przynosi korzyści zwłaszcza podczas jazdy pozamiejskiej, z prędkościami przekraczającymi 70 km/h.

Półautonomiczna jazda ogranicza stres

Nabywcy Klasy C Coupé mogą korzystać z szeregu systemów wspomagających z rodziny Mercedes-Benz Intelligent Drive. Asystent monitorowania zmęczenia ATTENTION ASSIST o regulowanej czułości należy do wyposażenia standardowego, podobnie jak układ antykolizyjny COLLISION PREVENTION ASSIST PLUS, który ostrzega przed ryzykiem zderzenia przy prędkości przekraczającej 7 km/h i współpracuje z funkcją autonomicznego hamowania Adaptive Brake Assist, pomagającą uniknąć kolizji poprzez zwiększenie ciśnienia w układzie hamulcowym. Jeśli kierowca nie odpowiada na ostrzeżenia pokładowej elektroniki, system może samodzielnie zainicjować autonomiczne hamowanie przy prędkości do 200 km/h, ograniczając w ten sposób skutki zderzenia z pojazdami, które poruszają się wolniej lub stoją w miejscu. W pewnych sytuacjach wypadku można całkowicie uniknąć. Do 50 km/h system uruchamia hamulce po wykryciu obiektów stacjonarnych, a do 40 km/h chroni przed kolizjami polegającymi na najechaniu na tył poprzedzającego auta.

Za dopłatą oferowane są nowe systemy wspomagające korzystające z informacji zbieranych przez czujniki radarowe oraz kamerę stereo. Stanowią one część koncepcji Mercedes-Benz Intelligent Drive i zwiększają zarówno bezpieczeństwo, jak i komfort jazdy:

  • aktywny tempomat DISTRONIC PLUS z asystentem jazdy w korku Steering Assist oraz Stop&Go Pilot, który poza automatyczną regulacją prędkości samochodu w zakresie 0-200 km/h i odległości od innych aut może śledzić poprzedzający pojazd, np. w korku na autostradzie, i samemu wykonywać ruchy kierownicą (funkcja działa do 130 km/h);
  • system antykolizyjny BAS PLUS Brake Assist reaguje na ruch poprzeczny i zwiększa ciśnienie w układzie hamulcowym, jeśli kierowca nie przyłoży do pedału wystarczającej siły; poza stojącymi, hamujący i jadącymi wolniej pojazdami PRE-SAFE® Brake wykrywa pieszych i hamuje autonomicznie, chroniąc przed wypadkiem do prędkości 50 km/h i pomagając złagodzić skutki kolizji do 72 km/h.
  • aktywny system utrzymania ruchu – Active Lane Keeping Assist – zabezpiecza Klasę C przed nieumyślnym opuszczeniem swojego pasa poprzez przyhamowanie kół po lewej lub prawej stronie po najechaniu na poziome oznakowanie jezdni albo przy wystąpieniu zagrożenia kolizją, np. po wykryciu samochodu wyprzedzającego z wysoką prędkością, ruchu równoległego lub nawet auta nadjeżdżającego z przeciwka;
  • PRE-SAFE® PLUS rozszerza funkcjonalności Intelligent Drive i uwzględnia zagrożenie uderzeniem w tył pojazdu. Ostrzega innych uczestników ruchu poprzez włączenie świateł awaryjnych o zwiększonej częstotliwości migania i inicjuje zapobiegawcze działania chroniące podróżujących PRE SAFE®, takie jak odwracalne uruchomienie napinaczy pasów bezpośrednio przed zderzeniem. Jeśli pojazd jest nieruchomy, hamulce zostają zablokowane w celu złagodzenia sił wstrząsu działających na podróżujących oraz ryzyka powtórnej kolizji.

Oferta systemów wspomagających obejmuje również:

  • aktywne wspomaganie parkowanie Active Parking Assist – umożliwia półautomatyczne parkowanie z aktywną interwencją układu kierowniczego i hamulców na miejscach prostopadłych oraz równoległych;
  • kamera 360° prezentuje pojazd i jego otoczenie z lotu ptaka, ułatwiając manewrowanie;
  • układ rozpoznawania znaków Traffic Sign Assist z funkcją ostrzegania przed zakazami wjazdu korzysta z kamery oraz danych nawigacji i informuje kierowcę o bieżących ograniczeniach prędkości, zakazach wyprzedzania (i znakach je znoszących) oraz ostrzega (optycznie i akustycznie) przed zakazami wjazdu;
  • asystent świateł drogowych Adaptive Highbeam Assist Plus pozwala bez przerwy używać świateł drogowych bez oślepiania innych uczestników ruchu – są oni maskowani w stożku światła.

Komplet poduszek powietrznych

Poza trzypunktowymi pasami bezpieczeństwa z pirotechnicznymi napinaczami i ogranicznikami siły napięcia dla kierowcy, pasażera z przodu i podróżujących z tyłu wyposażenie Klasy C Coupé obejmuje adaptacyjne poduszki powietrzne czołowe, dodatkową poduszkę kolanową dla kierowcy, poduszki boczne z przodu, przednie i tylne kurtyny powietrzne oraz, opcjonalnie, tylne poduszki boczne.

Klimatyzacja połączona z nawigacją

System klimatyzacji w nowej Klasie C Coupé działa wydajnie i dba o wysoką jakość powietrza. Tak jak w limuzynie, wykorzystuje on dane nawigacji i uwzględnia przejazdy przez tunele – uruchamia wtedy obieg zamknięty i wyłącza go po wyjechaniu na otwartą przestrzeń.

Połączona ze światem – nawet w bazowej wersji

Nowa generacja multimediów łączy intuicyjnej sterowanie z atrakcyjnym, wzbogaconym o licznie animacje interfejsem oraz wysoką jakością dźwięku. System Frontbass zapewnia doznania akustyczne niemal na równi z halą koncertową – zwłaszcza w opcjonalnej specyfikacji z nagłośnieniem firmy Burmester®. Wykorzystuje on przestrzeń między poprzecznym a bocznym wzmocnieniem nadwozia jako komorę rezonansową dla głośników niskotonowych.

System nawigacji dostarcza kierowcy precyzyjne, bieżące informacje na temat ruchu drogowego (Live Traffic Information) w interaktywny sposób – wykorzystuje w tym celu animowany kompas, aplikację Google Maps oraz „Drive Show”, czyli informację dla podróżujących podobną do tej pokazywanej na ekranach w samolotach pasażerskich.

Aby podstawowa wersja Klasy C Coupé z systemem Audio 20 mogła łączyć się z internetem, potrzeba tylko telefonu komórkowego z Bluetooth® i opcją transmisji danych. Podczas postoju system zapewnia nieograniczony dostęp do sieci. W trakcie jazdy można korzystać z licznych aplikacji Mercedes-Benz oraz odtwarzać pliki audio i wideo pochodzące z różnych źródeł.

System COMAND Online ma nie tylko większy wyświetlacz o rozdzielczości 960×540 pikseli, ale pozwala też cyfrowo odbierać radio i TV, dysponuje nawigacją z szybkim dyskiem twardym, a także hotspotem WLAN oraz układem sterowania głosowego LINGUATRONIC.

Wszystkie oferowane systemy multimedialne – Audio 20, Audio 20 CD oraz COMAND Online – są seryjnie wyposażone w integrację telefonu poprzez interfejs Bluetooth®.

Mercedes connect me: połączona z kierowcą

Podobnie jak inne modele, nowa Klasa C Coupé oferuje szeroki zakres bezpłatnych usług mobilnych i internetowych z grupy Mercedes connect me. To m.in. automatyczne wzywanie pomocy (eCall), pomoc w razie wypadku lub awarii oraz obsługa posprzedażna. Zdalne usługi internetowe (standard w pojazdach z COMAND Online, przez pierwsze trzy lata bez opłat) umożliwiają dostęp do informacji na temat pojazdu przez całą dobę. Przez internet można sprawdzić np., czy szyby zostały zamknięte, jaki jest stan licznika i ciśnienie w ogumieniu, można też zlokalizować auto, zdalnie otworzyć lub zamknąć drzwi oraz uruchomić albo wyłączyć ogrzewanie postojowe.

Rejestrujesz angielskie auto? Sprawdź cen polis ubezpieczeniowych OC

Od soboty, 15 sierpnia 2015 roku, pojazdy przystosowana do ruchu lewostronnego mogą przejść badanie w stacji kontroli pojazdów, a potem uzyskać dowód rejestracyjny  Ostatnim warunkiem dopuszczenia do ruchu jest obowiązkowe ubezpieczenie OC. Z zestawienia przeprowadzonego przez multiagencję CUK Ubezpieczenia, wynika iż zdecydowana większość towarzystw w Polsce oferuje możliwość wykupienia polisy OC na „angliki”.[i]

Przed 21 kwietnia br., zanim pojawiło się rozporządzenie Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, wszystkie towarzystwa  ubezpieczeniowe na rynku nie chciały nawet słyszeć o ubezpieczaniu aut sprowadzanych z Wielkiej Brytanii i Irlandii tłumaczy Grzegorz Wróblewski, ekspert CUK Ubezpieczenia. W tym momencie  każde towarzystwo wprowadziło indywidualną politykę cenową. W porównaniu do pojazdów z kierownicą po lewej stronie, stawki są wyższe nawet o 300 proc., ale są  towarzystwa, które nie przewidują zwyżek.

Vauxhall Insignia HatchbackEksperci CUK zebrali szczegółowe informacje od towarzystw wprowadzających obecnie ubezpieczenia dla „anglików”.  Ubezpieczając pojazd Vauxhall Insignia Hatchback z 2008r, z silnikiem 1.8, brytyjskiego odpowiednika Opla – w opcji z kierownicą z lewej i z prawej strony, polscy kierowcy muszą liczyć się zarówno ze zwyżkami jak i kalkulacjami bazującymi na indywidualnej ocenie towarzystwa. Aby lepiej zobrazować różnice w cenach polis, multiagencja CUK porównała oferty 4 ubezpieczycieli prezentujących różne podejście do ubezpieczenia pojazdów z kierownicą po prawej stronie. 

Uniqa ubezpiecza takie auto tylko gdy posiada ważne polskie badanie techniczne. W ubezpieczeniu rocznym użytkowanie określane jest jako pojazd wykorzystywany do celów specjalnych, co wiąże się ze zwyżką składki sięgającą nawet do 300 proc. Przykładowo za ubezpieczenie Insginii kierowcy zapłacą w Gdańsku, aż 2369 zł.

40 latek, bezszkodowość 10 lat Kierownica lewa strona (EU) Kierownica prawa strona(UK)
Gdańsk 790 2369
Wrocław 701 2104
Warszawa 661 1983
Kielce 522 1566

 

Gothaer posiada w swojej ofercie całoroczne ubezpieczenie dla „anglika”, a za polisę Insignii z kierownicą po prawej stronie kierowcy zapłacą w Warszawie, aż 2036 zł, czyli 200 proc. więcej.

40 latek, bezszkodowość 10 lat Kierownica lewa strona (EU) Kierownica prawa strona(UK)
Gdańsk 629 2036
Wrocław 629 1887
Warszawa 629 1887
Kielce 586 1759

 

Compensa zwraca uwagę na dane pojazdu. Na cenę polisy wpływa fakt, że pojazd został sprowadzony i z której strony jest kierownica. Ubezpieczenie zawierane jest na 12 miesięcy. Właściciel Vauxhall’a Insigni zapłaci tu składkę o 99 proc. wyższą.

40 latek, bezszkodowość 10 lat Kierownica lewa strona (EU) Kierownica prawa strona(UK)
Wrocław 848 1685
Gdańsk 797 1583
Warszawa 772 1535
Kielce 486 962

 

W Warcie natomiast „angliki” traktowane są tak samo jak samochody produkowane na ruch prawostronny – bez zwyżki, więc kierowcy w obu przypadkach zapłacą tyle samo.

40 latek, bezszkodowość 10 lat Kierownica lewa strona (EU) Kierownica prawa strona(UK)
Warszawa 654 654
Gdańsk 608 608
Wrocław 539 539
Kielce 443 443

 

W AXA Direct ubezpieczenie obowiązkowe zarejestrowanych w Polsce „anglików” jest kalkulowane z dużą zwyżką. Składki wyliczane są indywidualnie i odstają ceną od konkurencji. Proama wystawia polisy na „angliki” tylko po kalkulacji poddanej indywidualnej ocenie. Natomiast w Hestii polisy na samochody z kierownicą po prawej stronie są automatycznie trzykrotnie droższe. PZU SA nie ma żadnych szczególnych wytycznych. W ramach swojej oferty stosuje zwyżkę składki w wysokości 50% (zwyżka dotyczy wszystkich ryzyk – nie tylko OC). Aviva i Allianz podobnie jak Warta, nie stosują zwyżek na OC dla pojazdów z kierownicą po prawej stronie – wszystkie samochody zarejestrowane w Polsce są traktowane przez te towarzystwa jednakowo.

Bez wątpienia czynnikami wpływającymi na decyzje cenowe ubezpieczycieli są potencjalnie wyższe koszty napraw, niższa wartość rynkowa pojazdu oraz większe prawdopodobieństwo wystąpienia szkody – dodaje Wróblewski. Obecnie nie ma szansy na obniżenie cen składek. Gdy statystyka wykaże rzeczywistą szkodowość „anglików”, dopiero wtedy ubezpieczyciele będą mieli uzasadnienie do ponownego rozpatrzenia polityki cenowej.


[i] Zestawienie zostało wyknonane na podstawie kalkulacji przeprowadzonej w czerwcu na podstawie informacji uzyskanych  od takich Towarzystw Ubezpieczniowych jak: Aviva, AXA, Compensa, Concordia, Ergo Hestia, Gothaer, HDI, Interrisk, Link4, Proama, PZU SA, TUZ, Allianz, Uniqua, Warta

Raport o Specjalnych Strefach Ekonomicznych. Szkodliwe raje podatkowe czy siła napędowa gospodarki?

Jest ich czternaście. Zatrudniają 296 tys. pracowników i przyciągnęły inwestycje warte blisko 102 mld zł – wylicza portal Money.pl. Mimo tych liczb debata, czy przedłużyć ich działalność do 2026 roku, wywołała wojnę polsko-polską. Eksperci nie mogą dojść do porozumienia, czy specjalne strefy ekonomiczne to szkodliwe raje podatkowe, czy siła napędowa gospodarki.

– Zamiast tworzyć nowe, powinniśmy całą Polskę uczynić jedną wielką strefą ekonomiczną, atrakcyjną i przyjazną dla przedsiębiorców, chcących inwestować pieniądze w nasz kraj na równych zasadach dla wszystkich – przekonuje w rozmowie z Money.pl Jeremi Mordasewicz z konfederacji Lewiatan. Jego zdaniem idea tworzenia SSE w rozwijającej się Polsce była korzystna, ale działanie stref w obecnym kształcie i w nowej rzeczywistości gospodarczej uległo wypaleniu. – Dziś są formą nieuczciwej konkurencji, bo pozycja działających w nich firm jest lepsza niż tych, które funkcjonują poza strefami. To wewnętrzne raje podatkowe demolujące nasz rynek.

Zwolnienia podatkowe przedsiębiorców i spółek zarządzających strefami

Rok Łączna wartość zwolnienia podatkowego
(w tys. zł)
Wartość zwolnienia od podatku dochodowego od osób fizycznych
(w tys. zł)
Wartość zwolnienia od podatku dochodowego od osób prawnych
(w tys. zł)
Źródło: Money.pl na podstawie raportu Ministerstwa Gospodarki z maja 2015 roku
1998 30 560 3 433 27 127
1999 123 469 12 309 111 160
2000 241 526 26 403 215 123
2001 407 912 21 552 386 360
2002 496 954 27 384 469 570
2003 611 424 37 181 574 243
2004 600 185 53 452 546 733
2005 587 816 50 957 536 859
2006 868 164 51 043 817 121
2007 1 084 333 81 711 1 002 622
2008 1 089 439 89 381 1 000 058
2009 1 221 559 49 657 1 171 902
2010 1 517 971 70 195 1 447 776
2011 1 829 753 46 942 1 782 811
2012 1 633 383 36 915 1 596 468
2013 2 289 140 38 846 2 250 294
Razem 14 633 588 697 361 13 936 227

 

Skrajnie przeciwnego zdania jest Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. – Specjalne Strefy Ekonomiczne to narzędzie, które pozwala przyciągnąć do nas inwestorów. To ważny i skuteczny instrument negocjacyjny i napędzający gospodarkę – przekonuje w rozmowie z Money.pl. Miliardy złotych, tysiące miejsc pracy, kapitał polski oraz zagraniczny, to – jego zdaniem – wiele mówiący bilans dwóch dekad funkcjonowania specjalnych stref ekonomicznych w Polsce.

Średni przyrost inwestycji w Specjalnych Strefach Ekonomicznych wynosi 215 zł na 1 sekundę – wynika z zamieszczonego na stronie Ministerstwa Gospodarki licznika. Przyrost ich wielkości oszacowano w oparciu o dane począwszy od końca 2011 roku. Wskazania licznika są korygowane co kwartał.

Specjalne obszary, w których przedsiębiorcy mogą prowadzić swój biznes na preferencyjnych zasadach i korzystać ze zwolnień z podatku dochodowego wygenerowanego z działalności w strefie zajmują w sumie powierzchnię 18 134 hektarów. Pierwsze powstawały w latach 90. i miały na celu przyciągnąć do Polski inwestorów, zwiększyć liczbę miejsc pracy i zreindustrializować nierentowne obszary, które nie przetrwały zmian ustrojowych. Pierwsza była strefa mielecka, którą założono w 1995 roku. W sumie do końca lat 90. działalność rozpoczęło 15 stref, obecnie działa ich 14.

Według danych Ministerstwa Finansów dochody firm i spółek zarządzających strefami zwolnione od podatku na przestrzeni 15 lat funkcjonowania stref przekroczyły 14,6 mld złotych. Łączna pomoc publiczna udzielona przedsiębiorcom działającym w strefach wyniosła kolejne 14,4 mld złotych. To między innymi dzięki niej udało się ściągnąć do Polski kapitał z Niemiec, USA, Holandii, Japonii czy Włoch.

Zwolnienia podatkowe przedsiebiorców i spółek zarządzających strefami SSE
Źródło: Money.pl na podstawie danych Ministerstwa Gospodarki

Mechanizm stref skrytykowała zapytana przez Polską Agencję Prasową szefowa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, prof. Elżbieta Mączyńska. – Jeżeli w specjalnej strefie ekonomicznej udziela się producentowi zagranicznemu ulgi, pod wpływem czego niknie produkcja krajowa, to nie wiem, czy prowadzimy w ogóle rachunek kompleksowy i długookresowy. W konsekwencji padają małe biznesy, ludzie idą po zasiłek, stają się bezrobotnymi, wymagają pomocy i w końcu wszyscy podatnicy za to płacą. Czyli nie ma pełnego rachunku, uwzględniającego koszty i efekty zewnętrzne. Po 26 latach transformacji Polskę stać na „mniejszą czołobitność” i większe wymagania w stosunku do inwestorów zagranicznych – mówiła.

Struktura geograficzna kapitału zainwestowanego w specjalnych strefach ekonomicznych
Kraj pochodzenia kapitału wartość kapitału
(w mln zł)
Udział w łącznym kapitale
(w proc.)
Źródło: Money.pl na podstawie raportu Ministerstwa Gospodarki, Maj 2015
Polska 19 405,00 19,03
Niemcy 18 043,90 17,7
USA 12 545,60 12,31
Holandia 11 742,40 11,52
Japonia 7 024,70 6,89
Włochy 6 963,90 6,83
Korea Płd. 4 335,90 4,25
Francja 3 470,60 3,4
Szwajcaria 3 419,90 3,35
Szwecja 2 672,50 2,62
Belgia 2 324,50 2,28
Cypr 1 866,70 1,83
Wielka Brytania 1 808,70 1,77
Austria 1 064,70 1,04
Dania 914,60 0,9
Finlandia 895,00 0,88
Hiszpania 886,60 0,87
Luksemburg 569,80 0,56
Węgry 403,00 0,4
Pozostałe 1 595,50 1,57
Razem 101 953,30 100

 

To do jej słów odniósł się szef PAIiIZ, który w rozmowie z Money.pl ocenił jako populistyczne i wybiórcze spojrzenie na działalność stref ekonomicznych. – Mitem jest, że pomoc publiczna trafia jedynie do zagranicznych inwestorów. Udział polskiego kapitału w SSE jest największy. To przede wszystkim krajowe firmy rozwijają swoją działalność i tworzą nowe miejsca pracy w regionach, które dotąd borykały się z bardzo poważnymi problemami ekonomicznymi i gospodarczymi – argumentuje Majman.

To właśnie dane wskazujące na liczbę powstałych dzięki istnieniu SSE miejsc pracy wykorzystuje się jako podstawowy oręż w walce z przeciwnikami stref ekonomicznych. Jak wynika z raportu Ministerstwa Gospodarki, inwestorzy działający na terenie stref na koniec 2014 roku zatrudniali blisko 296 tys. osób, z czego ponad 72 proc. stanowiły nowe miejsca pracy, czyli te utworzone przez przedsiębiorców w wyniku realizacji nowych inwestycji po dniu uzyskania zezwolenia.

Inaczej widzi to ekspert konfederacji Lewiatan. Jego zdaniem w przeciwieństwie do lat 90., dziś w Polsce nie liczba miejsc pracy jest największym problemem, ale ich atrakcyjność. – Młodzi Polacy emigrują nie dlatego, że nie mogą znaleźć pracy w kraju, ale dlatego, że oferowane im warunki są niesatysfakcjonujące – mówi. To dlatego jest przeciwny funkcjonowaniu stref na obecnych warunkach. Jego zdaniem nie powinniśmy zgadzać się na tworzenie miejsc pracy o niskiej jakości i traktowaniu Polaków jako wykwalifikowanej, ale wciąż taniej siły roboczej.

Rozwój aplikacji do tworzenia trójwymiarowych filmów priorytetem spółki Immersion. Jej zarząd liczy na swoje zagraniczne przedstawicielstwa

0

Piotr Baczyński, prezes zarządu firmy Immersion

Spółka Immersion, producent zaawansowanych prezentacji multimedialnych, w ostatnim czasie otworzyła trzy zagraniczne biura, w tym jedno w Stanach Zjednoczonych. Obecnie firma skupia się przede wszystkim na rozwoju produktów służących do tworzenia filmów w trójwymiarowej technologii. Zdaniem prezesa Piotra Baczyńskiego wirtualna rzeczywistość stanowi przyszłość światowego segmentu wideo.

– W ciągu ostatnich 6 miesięcy otworzyliśmy przedstawicielstwo w Londynie, w Saint Louis w Stanach Zjednoczonych, w Turcji, a także podpisaliśmy umowę o współpracy z firmą w Kuwejcie, która teraz sprzedaje nasze usługi na terenie Bliskiego Wschodu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Baczyński, prezes zarządu firmy Immersion.

Dalsze plany warszawskiej spółki zakładają przede wszystkim poszerzenie oferty o aplikacje umożliwiające kręcenie filmów w trybie 360 stopni. Wzrost popularności tego typu urządzeń to w ocenie prezesa Baczyńskiego największa zmiana zachodząca obecnie na rynku. Producent trójwymiarowych aplikacji ma już za sobą pierwsze realizacje wykonane przy użyciu trójwymiarowej technologii.

– Tego rodzaju film stworzyliśmy m.in. dla m.st. Warszawy, promuje on stolicę na Expo w Mediolanie. Wiele firm wchodzi w tę technologię od strony hardware’u, takie kamery przygotowują teraz takie firmy, jak Google, GoPro, a nawet Nokia – informuje przedstawiciel spółki Immersion.

Choć firma funkcjonuje dopiero od zeszłego roku, to już teraz bardzo mocno wchodzi na zagraniczne rynki. Po biurach w Turcji oraz Izraelu przyszedł czas na Stany Zjednoczone oraz Londyn. Szczególnie duże nadzieje zarząd spółki wiąże z amerykańskim przedstawicielstwem w Saint Louis. Zdaniem Piotra Baczyńskiego w dłuższej perspektywie rynek amerykański wydaje się być najbardziej perspektywiczny.

– Natomiast najbardziej obiecująca na tym etapie jest Wielka Brytania, gdzie mamy już pierwszy projekt, bardzo dużą inwestycję nieruchomościową w Londynie, oraz Bliski Wschód, gdzie mamy wyłączność na kilka obszarów rynku – dodaje Baczyński.

Rozmówca ma nadzieję na dynamiczny wzrost spółki Immersion. Obecnie firma jest na etapie analizy rynku i poszukiwania najbardziej perspektywicznych obszarów.

– Naszą zasadą, którą staramy się wcielać w życie, jest to, żeby po realizacji każdego projektu zespół był mądrzejszy niż przed jego realizacją – mówi.

Zgodnie z tą ideą zespół tworzący Immersion skupia się na pozyskiwaniu zleceń z różnych rynków, dzięki czemu łatwiej o zdobycie cennego doświadczenia. Jak mówi prezes Baczyński, w trójwymiarowej technologii ogólna świadomość rynku i doświadczenie są absolutnie kluczowe.

Immersion jest producentem zaawansowanych prezentacji multimedialnych kompatybilnych z urządzeniem Oculus Rift. Z usług spółki skorzystały między innymi takie firmy, jak Samsung, Radisson czy Ghelamco.