Od dziś wstępne badania lekarskie dla pracowników na nowych zasadach

 

1 kwietnia zmieniają się zasady wstępnych badań lekarskich. Pracodawcy nie będą musieli wysyłać na nie nowych pracowników, którzy dostarczą ważne orzeczenie lekarskie z poprzedniego miejsca pracy. Konieczne jest, by warunki pracy na obu stanowiskach były podobne oraz by między rozwiązaniem jednej umowy a podpisaniem następnej nie minęło więcej niż 30 dni.

Od 1 kwietnia przepisy wprowadzają kolejny wyjątek od obowiązku przeprowadzania wstępnych badań lekarskich. Pracownicy, którzy dostarczą nowemu pracodawcy ważne orzeczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do pracy na określonym stanowisku, a ten uzna, że warunki wskazane w orzeczeniu odpowiadają tym na nowym stanowisku, nie będą musieli podlegać wstępnym badaniom lekarskim – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Lasota, ekspert prawa pracy z kancelarii Wierzbowski Eversheds.

Przed 1 kwietnia, zgodnie z art. 229 kodeksu pracy, obowiązkowym wstępnym badaniem lekarskim musieli poddać się wszyscy pracownicy przyjmowani do pracy z wyjątkiem osób, które były zatrudniane przez tego samego pracodawcę na tym samym bądź podobnym stanowisku i o tych samych warunkach pracy, o ile między rozwiązaniem umowy poprzedniej a zawarciem kolejnej nie minęło więcej niż 30 dni.

Utrzymany zostaje warunek, że między rozwiązaniem i podpisaniem nowej umowy nie może minąć więcej niż 30 dni. Na zwolnienie z badań lekarskich nie mogą liczyć osoby przyjmowane do wykonywania prac szczególnie niebezpiecznych.

Ze wstępnych badań lekarskich zwolnione są także te osoby przyjmowane do pracy, które jednocześnie są zatrudnione u innego pracodawcy. Nie zmieniają się natomiast zasady, po jakim czasie pracownik musi przejść okresowe badania, czyli co 2, 3, 4 lub 5 lat, w zależności od warunków pracy.

Ekspert pozytywnie ocenia wprowadzone zmiany.

Z punktu widzenia pracodawcy wprowadzą one pewne uproszczenia. Na pewno zostaną ograniczone koszty związane z wysyłaniem pracowników na wstępne badania lekarskie, co ułatwi proces rekrutacji i przyjmowania do pracy. Będzie to też mniej uciążliwe dla pracowników – przekonuje Paweł Lasota.

Uproszczenia te są efektem zmian w ustawie o ułatwieniu wykonywania działalności gospodarczej w zakresie zmieniającym przepisy Kodeksu pracy dotyczące wstępnych badań lekarskich pracowników.

Autografy dobrą lokatą kapitału. Wartość światowego rynku to 5 mld dolarów

Inwestowanie w autografy w Polsce wciąż nie jest popularne. Tymczasem światowy rynek autografów wart jest ponad 5 mld dolarów. Aby na kolekcjonerskiej pasji zarobić, trzeba jednak mądrze inwestować. Eksperci radzą kupować autografów osób rozpoznawalnych na całym świecie i nieżyjących od dłuższego czasu. Warto także poszukiwać autografów jak najbardziej unikalnych, np. listów lub osobistych zapisków.

Autografy, podobnie jak inne przedmioty kolekcjonerskie, np. znaczki, monety czy butelki rzadkiej whisky, z powodzeniem mogą być wykorzystywane jako długoterminowa lokata kapitału. Inwestycja taka jest niezależna od rynków kapitałowych. Ponadto oprócz zysków finansowych daje tzw. dywidendę emocjonalną, a więc przyjemność obcowania z unikalnym przedmiotem związanym ze znaną osobą.

– Należy pamiętać o tym, że taka inwestycja jest długookresowa, minimum 5-6-letnia. Ekstremalnym przykładem zysku z inwestycji może być autograf Oscara Wilde’a, który został zakupiony w 2012 roku przez pewnego kolekcjonera z Wielkiej Brytanii za 8 tys. funtów. Rok później na aukcji Bonham sprzedał go za 12,5 tysiąca. Jest to przykład ekstremalny, tym bardziej że zysk został osiągnięty w bardzo krótkim okresie – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Suchodolski z Wealth Solutions.

W zmierzeniu potencjalnych zysków pomaga PFC40 Autograph Index, który monitoruje ceny autografów na rynku aukcyjnym. Od 2000 roku indeks ten rośnie w tempie ok. 13,2 proc. rocznie. W ciągu minionych 14 lat najlepszą inwestycją okazał się autograf George’a Harrisona, który zdrożał o 1700 proc.

Rozpoczynając inwestowanie w autografy, warto jednak pamiętać o kilku podstawowych zasadach. Przede wszystkim należy się skoncentrować na zakupie autografów osób rozpoznawalnych na całym świecie. Skupienie się na polskich gwiazdach i osobach publicznych oznacza, że kupcami będą niemal wyłącznie krajowi kolekcjonerzy. Tymczasem polski rynek jest jeszcze słabo rozwinięty, zwłaszcza w porównaniu do rynków w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy we Francji. Rynek autografów na całym świecie szacuje się na 5 miliardów dolarów w skali roku. Według ekspertów  brytyjskiej firmy inwestycyjnej Paul Fraser Collectibles autografy kolekcjonuje ok. 3 mln osób.

Eksperci podkreślają również, że cenniejsze są autografy osób, które już nie żyją.

 Kolejną ważną zasadą jest zasada 20, 30 czy 50 lat. Chodzi o lata, jakie upłynęły od śmierci autora autografu. Mody przemijają. Nigdy nie wiemy, jak osoba, która jeszcze żyje, zapisze się w historii. Przykładem takiej osoby może być Lance Armstrong. Do niedawna wydawało się, że to ideał sportowca, człowieka, który umie pokonać wszelkie przeciwieństwa losu. Teraz będziemy go raczej kojarzyć z ciemną stroną kolarstwa. Podobnym przykładem może być Oscar Pistorius. Dlatego lepiej inwestować w autografy osób, które już jakiś czas temu odeszły z tego świata – mówi Piotr Suchodolski.

Czynnikiem, który warto wziąć pod uwagę, jest unikalność autografu. Równie ważny jest stan, w jakim dany dokument się zachował oraz jego pochodzenie. Istotne znacznie ma także forma: znacznie większą wartość przedstawiają autografy wykonane na zdjęciach niż na zwykłej kartce papieru. Jeszcze cenniejsze są wszelkie osobiste zapiski, listy lub rękopisy. Występują one najczęściej w jednym egzemplarzu, podczas gdy podpisanych zdjęć może być wiele.

– Przykładem może być Charlie Chaplin. Cenniejsze będą autografy na zdjęciach, które przedstawiają go w stroju trampa, czyli wizerunku, który najbardziej kojarzymy. Jeśli na zdjęciu ubrany jest w zwykły garnitur, wartość podpisu spada – mówi Piotr Suchodolski.

Znaczenie ma również okres w życiu znanej osoby, z którego pochodzi dany autograf. W przypadku Marylin Monroe znacznie cenniejsze są autografy pochodzące z czasów, gdy nazywała się jeszcze Norma Jeane Mortenson. Miłośnicy historii najwięcej zapłacą za listy Winstona Churchilla z okresu II wojny światowej, a fani sportu za autografy Muhammada Alego sprzed zmiany nazwiska. Listy Johna F. Kennedy’ego dostępne są za ok. 13 tys. dolarów, podczas gdy ostatni autograf prezydenta, wykonany w dniu zamachu, został sprzedany za 39 tys. dolarów.

Popołudniowy komentarz walutowy z 31.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 31.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Ponad 90% stopy redukcji w transzy otwartej w ofercie Private Equity Managers

Oferta publiczna akcji Private Equity Managers S.A. okazała się ogromnym sukcesem. Dokonano przydziału wszystkich akcji oferowanych, a stopa redukcji w transzy otwartej wyniosła 90,23 proc.

– Ta oferta publiczna to dla nas ogromna satysfakcja, jej wynik przerósł nasze pierwotne oczekiwania. Subfundusz MCI.EuroVentures 1.0 wydzielony w MCI.PrivateVentures FIZ sprzedał wszystkie oferowane akcje po maksymalnej cenie, a popyt na nie zgłaszany przez inwestorów kilkukrotnie przekroczył wielkość oferty. To dowód, że PEManagers jest atrakcyjną spółką z punktu widzenia inwestorów o wciąż dużym potencjale wzrostu, co pozwala na dobre prognozy na przyszłość. Co więcej, z pewnością wartym podkreślenia jest fakt, że w ciągu ostatnich dwóch lat na głównym parkiecie GPW tylko w przypadku czterech spółek zanotowano sprzedaż akcji po cenie maksymalnej i żadna z tych spółek od czasu debiutu nie była notowana poniżej tej ceny.– powiedział Cezary Smorszczewski, prezes zarządu MCI Capital TFI S.A. oraz wiceprezes zarządu Private Equity Managers S.A. odpowiedzialny za upublicznienie spółki.

W trakcie subskrypcji, która trwała od 16 do 20 marca br. (transza otwarta oraz transza dużych inwestorów indywidualnych) oraz od 26 do 30 marca br. (transza inwestorów instytucjonalnych) inwestorzy instytucjonalni złożyli łącznie 56 zapisów na 305 473 akcji, w transzy otwartej złożono zapisy na 460 953 akcji. Stopa redukcji zapisów złożonych w transzy inwestorów indywidualnych wyniosła 90,23 proc. Ostatecznie inwestorom indywidualnym przydzielono 45 045 akcji a dużym inwestorom indywidualnym 61 345 akcji. W ramach przeprowadzonej oferty akcje sprzedawane trafiły do 1 769 inwestorów, w tym 1 713 inwestorów indywidualnych.

– Sukces oferty publicznej akcji PEManagers, a w konsekwencji obecność na warszawskiej giełdzie, z jednej strony zapewni nam jeszcze większą rozpoznawalność na świecie, a z drugiej rozszerzy nasze możliwości pozyskiwania kapitału poza grupą kapitałową MCI Management S.A. Jest to dla kolejny krok w kierunku zbudowania najpierw europejskiej a następnie globalnej firmy zarządzającej aktywami typu private equity.  dodał Cezary Smorszczewski.

Oferta publiczna akcji Spółki zakładała sprzedaż do 411.863 akcji stanowiących 12,35 proc. udziału w jej kapitale zakładowym. Sprzedającym akcje był subfundusz MCI.EuroVentures 1.0. wydzielony w MCI.PrivateVentures FIZ. Cena sprzedaży wyniosła 111 zł, co ustanowiło wartość całej oferty publicznej na poziomie 45,7 mln zł.

Zgodnie z harmonogramem, pełne rozliczenie transakcji ma nastąpić 1 kwietnia br., zaś przewidywany termin debiutu giełdowego Spółki to 9 kwietnia br.

Po co e-sklepom opinie?

Trzy czwarte sklepów internetowych gromadzących opinie konsumenckie traktuje je jako miernik satysfakcji klienta — wynika z danych serwisu Opineo. Jednocześnie tylko 40% e-sklepów dostrzega w opiniach szansę na dialog z klientami.

Ankieta, jaką serwis Opineo przeprowadził w lutym i marcu 2015 na próbie 200 sklepów internetowych, pokazuje, że większość e-sklepów doskonale wie, jak wykorzystać w praktyce opinie konsumenckie.

Od satysfakcji do promocji

Dla 75% sklepów internetowych opinie potransakcyjne są narzędziem służącym do mierzenia satysfakcji klienta. Wystawiając opinię, w skali od 1 do 10 klienci oceniają szybkość realizacji zamówienia, poziom obsługi klienta, jakość zapakowania przesyłki oraz deklarują, czy poleciliby sklep znajomym. Taka wiedza to dla sklepów internetowych cenna nauka, bo pozwala na bieżąco monitorować wskaźniki satysfakcji, zestawiając je dowolnie w czasie lub porównując z wynikami konkurencji. 60% ankietowanych sklepów przyznaje, że wyciąga wnioski z negatywnych ocen konsumenckich, a 40% wykorzystuje wskazówki od klientów do optymalizacji procesów sprzedażowych.

Nieco ponad połowa przepytanych przez serwis e-sklepów przyznaje, że gromadzi opinie od klientów głównie po to, by się nimi szczycić. Dzięki nim pozycjonuje swoją markę jako polecaną, godną zaufania i wysoko ocenianą przez klientów.

Pozytywne opinie pozwalają sklepom rosnąć

Sklepy mają świadomość tego, że wraz z poziomem rekomendacji rośnie też liczba klientów. Na pytanie: „Co powodują pozytywne opinie o sklepie internetowym?” badane sklepy wskazywały przede wszystkim na wzrost liczby klientów (69%) i wzrost konkurencyjności (59%). 9% respondentów zaznaczało odpowiedź „Inne”, dodając, że pozytywne opinie powodują wzrost zaufania do sklepu oraz wzrost wiarygodności. Ponadto, zdaniem niektórych ankietowanych, rekomendacje rozwiewają wątpliwości klienta, który nie jest pewien, czy ma skorzystać z usług internetowych danego sklepu.

Negatywne recenzje każą uczyć się na błędach

Na drugim biegunie znajdują się opinie negatywne. Te — zdaniem większości sklepów — przyczyniają się przede wszystkim do spadku liczby klientów (64%) i spadku sprzedaży (56%). 12% respondentów wskazywało odpowiedź „Inne”, argumentując, że negatywne opinie przyczyniają się do poprawy jakościowej rynku, zmuszają do weryfikacji własnych działań pod kątem ich doskonalenia i umożliwiają uczenie się na błędach. Część ankietowanych prezentuje pogląd, że pojedyncze złe opinie nie są w stanie zagrozić reputacji sklepu, a nawet uwiarygadniają go w oczach klienta. Niektóre sklepy przyznawały jednak, że negatywne opinie bywają niesprawiedliwe i mogą powodować spadek zaufania do sklepu.

Podsumowanie

Sklepy internetowe, które śledzą opinie konsumentów na swój temat, potrafią dostrzec pozytywy nie tylko w dobrych ocenach, ale też w negatywnych komentarzach. Zarówno jedne, jak i drugie pomagają im rozwijać biznes, doskonalić procesy sprzedażowe oraz monitorować poziom zadowolenia klientów.

Niestety to samo badanie wskazuje, że zaledwie 40% sklepów internetowych dostrzega w opiniach szansę na dialog z klientami. Jest więc wysoce prawdopodobne, że sklepy wolą monitorować i analizować wskaźniki ocen dla własnych celów biznesowych, aniżeli angażować się w dialog, który dla wielu z nich mógłby się okazać bardzo trudną konfrontacją.

Odpady – nowy surowiec Europy

Gospodarka, w której odpady praktycznie nie istnieją, żadne surowce się nie marnują, a każdy produkt wykorzystywany jest wielokrotnie – to koncepcja o zamkniętym obiegu jaką chce realizować Komisja Europejska. Choć ostatnie jej propozycje zmierzały w tym kierunku, na zmiany trzeba jeszcze poczekać.

Propozycje KE dot. dyrektyw odpadowych zakładały podniesienie do 2030 r. poziomu recyklingu odpadów opakowaniowych do 80 proc., komunalnych do 70 proc. oraz wyeliminowanie składowania odpadów, a do 2025 r. zakaz składowania tworzyw sztucznych nadających się do przetworzenia. Sugerowane zmiany nie spotkały się                  z akceptacją części państw członkowskich i w związku z brakiem porozumienia KE rozpoczęła prace nad nowym projektem, który ma przedstawić jeszcze w tym roku. W dotychczasowych propozycjach podkreślano, że wyższe docelowe poziomy recyklingu będą impulsem do zmiany sposobu funkcjonowania gospodarki unijnej – z linearnego na gospodarkę o obiegu zamkniętym, zwaną również ekonomią cyrkularną. Jak podaje KE „przejście do gospodarki o obiegu zamkniętym stanowi kluczowy filar programu efektywnego gospodarowania zasobami ustanowionego w ramach strategii „Europa 2020” na rzecz zatrudnienia i inteligentnego, trwałego wzrostu gospodarczego sprzyjającego włączeniu społecznemu.”

Ekonomia cyrkularna, to koncepcja zakładająca stworzenie gospodarki o zamkniętym obiegu w której surowiec, używany w produkcji wykorzystywany jest wielokrotnie. Nieskorzystanie z niego ponownie jest potencjalną stratą gospodarczą, skutkującą koniecznością dalszej eksploatacji zasobów naturalnych oraz wprowadzenia większej ilości zanieczyszczeń do środowiska przy wytwórstwie nowych produktów. Przetworzenie surowca w procesie odzysku jest tańsze, korzystniejsze dla środowiska i wymaga mniejszego zużycia energii.  Ekonomia cyrkularna zakłada stworzenie systemu, w którym produkt nie trafia na składowisko a poddawany jest recyklingowi i ponownie wykorzystany w tej samej lub innej formie. Takie odpady – surowce – jak papier, tworzywa sztuczne, szkło, metale żelazne i nieżelazne mogą być poddawane recyklingowi wielokrotnie. Papier może być przetwarzany 6-7 razy, tworzywa sztuczne do 10 razy i wykorzystywane np. w plastikowych paletach i koszach, ekranach dźwiękowych, doniczkach na kwiaty czy meblach ogrodowych.

– Temat gospodarki o zamkniętym obiegu zyskuje coraz większe zrozumienie, co było widać  przy okazji dyskusji jaką toczono nad zmianami w dyrektywach odpadowych. W założeniu ekonomia cyrkularna to system, w którym nie istnieją odpady, ponieważ surowce wtórne są zawracane i cały czas przetwarzane w procesie produkcji. Rozwiązanie to wymaga innowacyjnego podejścia do zarządzania odpadami i projektowania procesów produkcji od razu z myślą o ponownym wykorzystaniu wszystkich rodzajów odpadów. Istotnym elementem wdrożenia takiego systemu jest również dobór materiałów wykorzystywanych np. do produkcji opakowań, tak aby możliwe było zminimalizowanie nakładów w procesie ich odzysku – mówi Anna Nowakowska, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Stena Recycling.

Zwolennicy wprowadzenia gospodarki o zamkniętym obiegu podkreślają konieczność zapewnienia produktom dłuższego cyklu życia i ich wielokrotnego wykorzystania. Według danych Fundacji Ellen MacArthur, powołanej do promocji ekologii cyrkularnej, recykling produktów takich jak samochody, maszyny, meble, sprzęt elektroniczny mógłby przynieść, w zależności od scenariusza transformacji,  oszczędności na poziomie 340-630 mld dolarów w UE. Według KE wprowadzenie gospodarki obiegowej stworzyłoby również  580 tys. nowych miejsc pracy. Polska, która wyraziła sprzeciw wobec propozycji KE dot. dyrektyw odpadowych zwróciła uwagę, że są to jednak drogie rozwiązania, które wymagają odpowiedniej technologii i nie są możliwe do zrealizowania w tak krótkim czasie.

Według szacunkowych danych EUROSTAT w 2012 r. w UE powstało ponad 2 518 mln ton odpadów. W Polsce jak podają najnowsze dane GUS już za 2013 r. wytworzono ok. 142 mln ton odpadów, z czego prawie 131 mln ton to skutek m.in. działań przemysłowych, produkcyjnych, wydobycia i przeróbki rud. Poziom recyklingu odpadów przemysłowych w Polsce (tzn. wszystkich odpadów z wyłączeniem komunalnych) wyniósł 69,4 proc. Kolejne 28,6 proc. zostało unieszkodliwionych, a 2 proc. jest magazynowanych czasowo.

Chociaż koszty wprowadzenia gospodarki cyrkularnej mogą być wysokie, dostępne są również rozwiązania niskobudżetowe podnoszące poziom recyklingu, które nie wymagają znacznych inwestycji, są proste do wprowadzenia, a zarazem przynoszą konkretne korzyści przedsiębiorstwu. Zmiana wewnętrznej logistyki     w firmie, to jest systemu gromadzenia odpadów (układu pojemników i kontenerów) oraz działania edukacyjne wśród pracowników pozwalają na wysegregowanie wartościowych odpadów surowcowych. Mają też wpływ na liczbę odbiorów i optymalizują transport. – Minimalizacja tonażu odpadów kierowanych na składowiska pozwala ograniczyć koszty ponoszone przez przedsiębiorstwa oraz ich niekorzystny wpływ na środowisko. Wykorzystani w produkcji surowców wtórnych może obniżyć koszty produkcyjne, a na pewno pozwala ograniczyć wykorzystanie zasobów naturalnych i emisję zanieczyszczeń. Są to rozwiązania, które mogą być interesujące nie tylko dla zwolenników gospodarki obiegowej, ale i przedsiębiorców chcących podnieść efektywność ich firm – mówi Nowakowska.

Wycena obligacji nominowanych w EUR

0

Ministerstwo Finansów informuje, że w dniu 30 marca br. dokonano wyceny obligacji benchmarkowych nominowanych w euro o terminie wykupu 10 maja 2027 r. Wartość nominalna nowej emisji obligacji 12-letnich wyniosła 1 mld euro, przy zgłoszonych ofertach na poziomie 1,7 mld.

Obligacje wyceniono na 35 punktów bazowych powyżej średniej stopy swapowej. Uzyskana rentowność – 1,022%, jest najniższa w historii emisji polskich obligacji na rynku euro. Roczny kupon obligacji ustalono na poziomie 0,875%.

Struktura nabywców obligacji jest znacznie zdywersyfikowana zarówno pod względem geograficznym, jak i instytucjonalnym.

Nabywcami obligacji są przede wszystkim inwestorzy z Europy, w tym: Niemcy (21%), Polska (14%), Francja (11%), Wielka Brytania (8%), Włochy (6%), Skandynawia (5%), Szwajcaria (4%), Austria (4%) i pozostałe kraje europejskie (6%). Udział inwestorów z Azji wyniósł 18%, a z Bliskiego Wschodu 3%.

W strukturze podmiotowej dominują docelowi inwestorzy długoterminowi. Udział banków centralnych i funduszy zarządzających środkami publicznymi był na najwyższym poziomie dla obligacji długoterminowych i wyniósł 22%. Udział w emisji funduszy inwestycyjnych ukształtował się na poziomie 44%, funduszy emerytalnych i firm ubezpieczeniowych 21%, a banków 13%.

Emisję przeprowadzono na podstawie programu emisji obligacji średnioterminowych na rynku europejskim (EMTN).

Kierownikami konsorcjum emitującego obligacje są banki: Banco Santander S.A., Barclays Bank PLC, Citigroup Global oraz Société Générale

Nowe prawo o ruchu drogowym nie poprawi bezpieczeństwa

Kolejna nowelizacja prawa drogowego zmierza do tego, aby można było legalnie nakładać kary na osoby i przedsiębiorców, którzy nie naruszają przepisów, polegających na przekroczeniu prędkości w ruchu drogowym. Ich skutki odczują przedsiębiorcy – właściciele, zwłaszcza z branży leasingowej, wynajmu czy transportowej. Nowe prawo nie zwiększy bezpieczeństwa na drogach – przestrzegają Konfederacja Lewiatan i Związek Polskiego Leasingu.

W Sejmie pojawiła się kolejna nowelizacja ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Celem projektu jest zamiana postępowania mandatowego na postepowanie administracyjne, w przypadku nakładania kar za przekroczenie dozwolonej prędkości lub poruszanie się niezgodnie ze wskazaniami sygnalizacji świetlnej, ujawnionego przy użyciu urządzeń rejestrujących, potocznie nazywanych fotoradarami. Karę pieniężną w formie decyzji administracyjnej miałby nakładać Główny Inspektor Transportu Drogowego – odpowiedzialność ponosić by mieli właściciele pojazdów. Ma to doprowadzić do istotnej poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego.

– Zamiana dotychczasowej kwalifikacji z wykroczenia na delikt administracyjny oznacza, że sytuacja prawna osób „obwinionych” o naruszenia przepisów ustawy – Prawo o ruchu drogowym, znacząco się pogarsza. Uszczupla się bowiem ich prawa – w tym prawa procesowe -które obecnie wynikają z kodeksu wykroczeń i kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Zresztą, w ogóle odchodzi się od karania osób dopuszczających się czynu niedozwolonego na rzecz karania właścicieli pojazdów. W praktyce, proponowane przepisy będą więc miały ogromny wpływ na przedsiębiorców, a w szczególności tych z branży leasingowej, wynajmu czy transportowej – a zatem wszędzie tam, gdzie mamy właścicieli dużych flot samochodowych. Z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że karani będą właśnie przede wszystkim właściciele samochodów, jako podmioty łatwiejsze do ustalenia, od których znacznie łatwiej wyegzekwować karę – mówi Bartosz Wyżykowski, radca prawny w Konfederacji Lewiatan.

W praktyce na podstawie projektowanych przepisów, kary pieniężne za przekroczenie prędkości będą mogły być legalnie nakładane na osoby (podmioty), które nie są odpowiedzialne za naruszenia przepisów. Projekt spowoduje więc, że na osoby kierujące, dopuszczające się naruszeń przepisów, nie będą nakładane punkty karne, które mogłyby spowodować np. zatrzymanie prawa jazdy. Oznacza to, że wbrew intencjom ustawodawcy, nie zwiększy się bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Skutkiem zmian może być natomiast zwiększenie się wpływów budżetowych z nakładanych kar.

– Projektowane przepisy zmierzają do tego, aby można było legalnie nakładać kary na osoby i przedsiębiorców, którzy nie naruszają przepisów, polegających na przekroczeniu prędkości w ruchu drogowym. Według raportu NIK ponad 98 tys. sprawców ujawnionych przypadków niestosowania się do ograniczeń prędkości, tj. blisko 40% wszystkich dotychczas ukaranych, nie zostało ukaranych mandatem za to wykroczenie (tym samym nie dostało też punktów karnych), bo właściciele pojazdów odmawiali wskazania kierującego pojazdem. Generalny Inspektor Transportu Drogowego (GITD) w stosunku do tych właścicieli nałożył 98 642 mandaty na kwotę 32,7 mln zł. Natomiast do wykroczenia przyznało się znacznie więcej osób, czyli 161 109 właścicieli pojazdów i otrzymało z tego tytułu punkty karne. GITD nałożył na te osoby 151 193 mandaty na kwotę 33,9 mln zł. W ocenie NIK, tak duża skala odmów wskazuje, że obecne rozwiązania w tym zakresie nie funkcjonują prawidłowo – mówi Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu.

Po zmianie przepisów problem odmów co prawda zniknie, ale w konsekwencji proponowanych przepisów już nie 40%, a 100% sprawców nie otrzyma punktów karnych. Podobne zastrzeżenia pojawiły się w opinii Prokuratora Generalnego, który stwierdził, że projekt przewiduje wprowadzenie regulacji, które z pewnością nie przyczynią się do zwiększenia bezpieczeństwa na drogach. Również Sąd Najwyższy wskazując na to, że proponowane przepisy zrywają z wymogiem legislacyjnym nakazującym traktowanie wykroczeń ( w tym przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji) jako części prawa represyjnego uznał, że opiniowany projekt nie zasługuje na aprobatę.

Konfederacja Lewiatan

W przetargach publicznych umowy muszą być waloryzowane

Nadal w wielu specyfikacjach istotnych warunków zamówienia (SIWZ) zamawiający nie uwzględniają – choć powinni – obowiązku waloryzowania umów. Jest to sprzeczne z brzmieniem ustawy, istotnie pogarsza sytuację wykonawców, którzy zmuszeni są do zaskarżania zapytań przetargowych do Krajowej Izby Obrachunkowej. KIO podziela argumenty przedsiębiorstw, nakazując zamawiającym dokonanie zmian w treści specyfikacji zamówienia – zauważa Konfederacja Lewiatan.

W 2014 roku znowelizowano – niezwykle istotną dla funkcjonowania polskiego rynku pracy – ustawę Prawo zamówień publicznych. Bez wątpienia udało się tego dokonać dzięki wieloletnim, konsekwentnym i wspólnym działaniom związków zawodowych, pracodawców oraz strony rządowej. Uczestnicy rynku jednoznacznie opowiedzieli się za uzdrowieniem sytuacji w sektorze publicznym. Nowe regulacje mają umożliwić wykonawcom skuteczne realizowanie usług w przypadku zmian stawki VAT, wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz zasad podlegania ubezpieczeniom społecznym i zdrowotnym.

Wykonawcy kwestionują postanowienia ogłoszeń o zamówieniu oraz SIWZ – w wielu wypadkach uważają je za sprzeczne z przepisami zawartymi w znowelizowanej ustawie Prawo zamówień publicznych. Twierdzą, że choć zamawiający wpisuje do specyfikacji klauzule weryfikacyjne, to tak naprawdę większość z nich nie reguluje mechanizmów waloryzacji. Często bowiem klauzule te są ustalane na nieracjonalnym rynkowo poziomie.

– Zdarzają się sytuacje, w których zamawiający uwzględnia w SIWZ zapis, że waloryzacja nastąpi tylko wtedy, kiedy np. minimalna pensja wzrośnie o 5%. Dane historyczne pokazują, że ten przepis praktycznie nie ma szans realizacji, bo w ostatnich latach nie było takiego przypadku. Warto podkreślić, że klauzule waloryzacyjne – według art. 142 ust. 5 ustawy Prawo zamówień publicznych – powinny zostać zastosowane przy okazji każdego, nawet jedno- lub dwuprocentowego wzrostu obowiązkowych obciążeń. Postepowanie zgodnie z intencją ustawodawcy będzie miało ogromne znaczenie zwłaszcza od 1 stycznia 2016 roku, kiedy zacznie obowiązywać ustawa nakładająca stawkę ZUS we wszystkich umowach zleceniach. Ponadto trzeba pamiętać, że waloryzacja nie tylko pozwala wykonawcom na otrzymanie sprawiedliwego wynagrodzenia za usługę, ale także poprawia sytuację pracowników. To dzięki niej zatrudnieni nie muszą się obawiać, że zostaną zwolnieni na skutek nieprzewidzianego wzrostu obciążeń pracodawcy – komentuje Marek Kowalski, przewodniczący Rady Zamówień Publicznych Konfederacji Lewiatan.

W ostatnim czasie do KIO wpłynęło odwołanie firmy Impel Cleaning, która zarzuciła zamawiającemu – Uniwersyteckiemu Dziecięcemu Szpitalowi Klinicznemu w Białymstoku, że warunki przetargu na usługę utrzymania czystości zostały opracowane sprzecznie z literą prawa. W zapisach przetargowych nie włączono poprawnie tzw. klauzul waloryzacyjnych, co w praktyce oznacza, że wykonawca – w przypadku pojawienia się nieprzewidzianych zmian w obciążeniach publicznoprawnych – nie będzie mógł uwzględnić ich w ostatecznych rozliczeniach. W efekcie, nawet pozornie niewielka zmiana np. podatku VAT czy zmiana poziomu płacy minimalnej może skutkować znaczącym wzrostem kosztów wykonawcy, bez możliwości odzyskania ich równowartości od zamawiającego. Ma to szczególne znaczenie w zamówieniach, w których większość kosztów stanowią wynagrodzenia pracowników – zwłaszcza w branżach usługowych. Nie można bowiem dopuścić do sytuacji, gdy wzrost obciążeń fiskalnych obniży pensję, jaką pracownik otrzymuje do ręki. Zamawiający zawsze powinien wkalkulować w budżecie wynagrodzenia pracowników z uwzględnieniem podatków, składek na ubezpieczenia – także w tej części, którą obowiązkowo odprowadza pracownik.

KIO pozytywnie ustosunkowała się do zastrzeżeń i nakazała zamawiającemu dokonanie stosownych zmian treści specyfikacji istotnych warunków zamówienia podkreślając, że wysokość waloryzacji powinna być wprost zależna od wzrostu obciążeń publicznoprawnych wykonawcy.
Uwzględnianie w SWIZ klauzul waloryzacyjnych w postaci zgodnej z literalnym brzmieniem regulacji umożliwi przedsiębiorstwom funkcjonowanie w zdecydowanie bardziej przewidywalnym otoczeniu prawnym. Uszczegółowiony mechanizm waloryzacji – obejmujący zmiany stawki VAT, wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz zasad podlegania ubezpieczeniom społecznym i zdrowotnym – gwarantuje firmom pewność prowadzenia swojego biznesu w dłuższym okresie czasu. Tylko w takim przypadku wykonawca będzie świadomy, że jego usługi rozliczane są uczciwie, co istotnie wpłynie także na jakość usług świadczonych przez podmiot realizujący zamówienie oraz sytuację zatrudnionych pracowników. Każda zmiana obowiązkowych obciążeń fiskalnych w istotny sposób wpływa bowiem na bilansowanie kontraktów publicznych – przykładowo w usługach – obecna zyskowność oscyluje zaledwie na poziomie 5%.

– Zmiany w sporządzaniu SIWZ muszą nastąpić jak najszybciej. Zdajemy sobie z tego sprawę – Konfederacja Lewiatan aktywnie wspiera wszystkich uczestników rynku, zwłaszcza zamawiających. Specjalnie dla nich został opracowany m.in. katalog dobrych praktyk, który ma na celu ułatwienie opracowywania specyfikacji oraz pełną i zgodną z intencją ustawodawcy realizację nowych zapisów prawnych – dodaje Marek Kowalski.

Katalog jest krokiem milowym w kierunku dalszej profesjonalizacji systemu zamówień publicznych. Uwzględnia on tak istotne aspekty jak: wdrażanie w procedurach przetargowych jasnych kryteriów jakościowych i odejście od dominującej roli kryterium ceny, wymaganie zatrudnienia pracowników na umowy o pracę do realizacji konkretnych zamówień publicznych oraz pełną waloryzację umów.

Zdaniem zdecydowanej większości ekspertów rynku zamówień publicznych tylko pełna waloryzacja umów w toku może poprawić sytuację w sektorze publicznym. Zamawiający powinni dokonywać waloryzacji w oparciu o stawki brutto. Koszt wynagrodzenia obejmuje bowiem nie tylko kwotę wypłacaną pracownikowi, ale także odprowadzane podatki i składki na ubezpieczenia społeczne.

Premier spełniła połowę obietnic? Jest ich znacznie mniej

Dzisiaj Ewa Kopacz będzie chwalić tym, ile zrobiła przez pół roku, odkąd pełni urząd premiera. Wedle zapowiedzi, które wygłaszają podwładni pani premier, spełniła ona już połowę obietnic złożonych w swoim expose. Money.pl prowadzi jednak własną analizę poczynań rządu. Kopaczometr, czyli indeks, który obrazuje stan realizacji zapowiedzi szefowej gabinetu PO-PSL, wskazuje mniejszą wartość.

Wprawdzie szefowa rządu po kolejnym miesiącu może do wykonanych zadań dopisać sobie kolejne, ale według naszego wskaźnika spełniła dopiero 36 proc. obietnic. W porównaniu do poprzedniego odczytu z końca lutego, to wzrost o 3 punkty procentowe. Nowe punkty wynikają ze zwiększenia liczby rezydentur dla młodych lekarzy oraz debiutu systemu e-podatki, który jest częścią programu ułatwień dla podatników.

Tyle zrobił rząd przez 6 miesięcy

Kategoria Stan realizacji Do zdobycia
Finanse i bezpieczeństwo publiczne 4 proc. 20 proc.
Podatki i ułatwienia dla przedsiębiorców 5,5 proc. 20 proc.
Opieka zdrowotna 17,5 proc. 20 proc.
Edukacja 2 proc. 20 proc.
Infrastruktura i transport 7 proc. 20 proc.
Razem: 36 proc. 100 proc.

źródło: obliczenia Money.pl

 

Wspomniane wyżej projekty to tylko niewielka część celów, które Ewa Kopacz postawiła przed swoim gabinetem, wygłaszając w sejmie expose. Wiele z nich to zadania zaplanowane na nadchodzące lata, a ich realizacja na pewno nie nastąpi przed wyborami parlamentarnymi, które przeprowadzone zostaną jesienią. Jaką część koalicyjny gabinet spełni w tej kadencji, a ile zostanie jedynie pustą obietnicą – pokażą najbliższe miesiące.

Obietnice premier Kopacz z expose wygłoszonego przez nią 1 października Money.pl podzielił na pięć kategorii i wybrał najważniejsze z nich – z punktu widzenia działania państwa i życia obywateli. Za każdy z działów pani premier może otrzymać 20 proc. Tworząc Kopaczometr, autorzy założyli ponadto, że nie wszystkie ujęte w zestawieniu projekty rządu będą miały jednakową wagę procentową. I tak np. szykowane zwiększenie wydatków na obronność do 2 proc. PKB uznać można za jeden z ważniejszych i nie można go porównywać z rządowymi stypendiami zagranicznymi dla najzdolniejszych studentów.

Jeśli rząd Ewy Kopacz spełni wszystkie obietnice wyszczególnione w naszym zestawieniu, uzyska 100 proc. Punkty procentowe za realizację portal Money.pl przyznaje dopiero, gdy dana zapowiedź została przyjęta przez parlament i podpisana przez prezydenta lub przeszła procedurę legislacyjną, gwarantującą jej wdrożenie, albo – jak w przypadku np. inwestycji drogowych i zmian w służbie zdrowia – została faktycznie wykonana. Przedstawienie projektu albo zatwierdzenie go przez rząd i Sejm nie jest punktowane.

 

Finanse i bezpieczeństwo publiczne – 4 proc.

Zwiększenie wydatków na polską obronność do równowartości 2 proc. PKB 4 marca dwa projekty ustaw, które zaowocują większymi nakładami na obronność od 2016 roku miały pierwsze czytanie w komisjach sejmowych.
Zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego Polski Sejm pracuje nad rządowym projektem regulacji, które wprowadzają koncesję na sprzedaż w Polsce węgla z zagranicy (wydawał je będzie Urząd Regulacji Energetyki). Nowelizacja Prawa energetycznego po poprawkach Senatu trafiła do Nadzwyczajnej komisji ds. energetyki i surowców energetycznych.
Rewaloryzacja emerytur i rent 21 listopada 2014 roku prezydent podpisał nowelizację ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, za sprawą której w 2015 roku minimalny wzrost świadczenia emerytalnego i rentowego wyniesie 36 zł. Rozwiązanie obejmie tych emerytów i rencistów, których świadczenie jest niższe niż 3300 zł. Państwo przeznaczy na ten cel 3,8 mld zł w 2015 roku.
39 mln zł dla żołnierzy służących dłużej Na podstawie rozporządzenia szefa MON od stycznia 2015 roku oficerowie i podoficerowie dostają dodatki za dłuższą służbę.

Podatki i ułatwienia dla przedsiębiorców – 5,5 proc.

Zmiany w ordynacji podatkowej 17 marca minister finansów przedstawił rządowi założenia projektu nowej ordynacji podatkowej.
Zmiany w rozliczeniach ulg na dzieci Od roku podatkowego 2014 każda rodzina z dziećmi będzie mogła w 100 proc. wykorzystać ulgę na dzieci, niezależnie od dochodów. 24 listopada 2014 r. prezydent podpisał nowelizację ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, która podnosi wielkość ulg na trzecie i kolejne dziecko. Pierwsza z nich wzrasta do 2000 zł, druga – do 2700 zł.
Ułatwienia dla podatników Premier zapowiedziała wprowadzenie systemu e-podatki, dzięki któremu każdy będzie miał łatwy i bezpieczny dostęp do swojego konta podatnika (od II kwartału 2015 r.). Od połowy marca działa już pierwszy element systemu, dzięki któremu urzędy skarbowe wstępnie wypełniają PIT-y. Podatnik będzie mógł także załatwić swoje sprawy w dowolnym urzędzie (według planów rządu – od grudnia 2015 r.).
Zmiany w prawie o działalności gospodarczej Przyjęty przez Ministerstwo Gospodarki projekt założeń ustawy przeszedł uzgodnienia międzyresortowe i konsultacje społeczne i 26 marca został skierowany do Rady Ministrów.
Ustawa antykryzysowa Rząd przeznaczy do 500 mln zł z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na dopłaty do wynagrodzeń lub do szkoleń pracowników, bądź refundację składek na ZUS dla firm, które ucierpiały na rosyjskim embargu. Prezydent podpisał ustawę 28 stycznia, a obowiązuje ona od 1 lutego 2015 r.
Szybkie kredyty na inwestycje dla przedsiębiorców Bank Gospodarstwa Krajowego zwiększy środki do 25 miliardów zł na zasilenie polskiej przedsiębiorczości – ma to nastąpić w 2015 r.
Urlopy rodzicielskie dla wszystkich Od przyszłego roku z urlopów rodzicielskich mają też korzystać rodzice: bezrobotni, pracujący na umowy o dzieło, studenci i rolnicy. Otrzymają oni nowe świadczenia rodzicielskie w wysokości tysiąca zł miesięcznie, które będzie można pobierać przez rok po urodzeniu dziecka. 19 marca projekt ustawy wprowadzającej świadczenie rodzicielskie przyjął Komitet Stały Rady Ministrów.

Opieka zdrowotna – 17,5 proc.

Wdrożenie pakietu kolejkowego Od nowego roku zwiększyła się liczba badań, które będzie mógł zlecić lekarz rodzinny (m.in. gastroskopia, kolonoskopia, spirometria, PSA; USG – m.in. tarczycy, nerek, piersi). Działa też ogólnopolski informator o czasie oczekiwania na świadczenia medyczne, w którym co tydzień aktualizowana jest liczba osób w kolejce na dany zabieg lub wizytę w poszczególnych szpitalach, przychodniach oraz gabinetach specjalistycznych.
Wdrożenie pakietu onkologicznego Od stycznia 2015 roku pacjenci z nowotworami będą leczeni bez limitów i w krótkim terminie. Wprowadzony system ma umożliwić kompleksową opiekę nad pacjentem.
Praca dla młodych lekarzy-rezydentów Będzie finansowana z budżetu państwa od 2015 roku i obejmie wszystkich absolwentów uczelni medycznych z lat 2012-2015. Rząd wyliczył, że będzie to grupa około 3 tys. osób.
Budowa Centrum Weterana 21 grudnia 2014 roku otwarto Centrum Weterana, które ma w sposób kompleksowy pomagać żołnierzom powracającym z misji.

Edukacja – 2 proc.

Zwiększenie wydatków na budowę nowych żłobków i przedszkoli W 2015 roku rząd zamierza na ten cel wydać 100 milionów zł, które zostały zapisane w budżecie, podpisanym 23 stycznia przez prezydenta.
Budowa i organizowanie przyzakładowych żłobków i przedszkoli w latach 2015-2020 W ramach pieniędzy z Europejskiego Funduszu Społecznego i specjalnego systemu ulg w podatku CIT rząd będzie wspierał tworzenie przyzakładowych żłobków i przedszkoli – na ten cel państwo przeznaczy ponad 2 miliardy zł (w latach 2015-20). Uruchomienie finansowania z podatku CIT planowane jest od stycznia 2016 roku.
Monitoring w szkołach Aby zwiększyć bezpieczeństwo dzieci w szkołach, premier zapowiedziała od 2016 roku dofinansowanie kosztów zakupu monitoringu (państwo i samorządy mają pokrywać po 50 proc. kosztów).
Bezpłatne podręczniki szkolne dla uczniów wszystkich klas podstawówek i gimnazjów W tym roku darmowe podręczniki dostaną uczniowie: I, II i IV klas podstawówek oraz klasa I gimnazjum. W 2016 roku grono to powiększy się o dzieci z III i V klas szkoły podstawowej oraz II gimnazjum. W 2017 roku bezpłatne książki mają dostawać wszyscy uczniowie podstawówek i gimnazjów.
Staże dla studentów w urzędach 3 marca rząd zatwierdził zasady przeprowadzania praktyk studenckich w urzędach administracji publicznej i podległych jej jednostkach. Do końca marca ministrowie mieli przedstawić dane o liczbie miejsc dla stażystów w podlegającej im administracji.
Finansowanie studiów zagranicą dla najzdolniejszych Nad nowelizacją ustaw Prawo o szkolnictwie wyższym i o podatku dochodowym od osób fizycznych, które zawierają regulacje wprowadzające system stypendiów państwowych dla najlepszych studentów, pracuje Sejm. Program ma wystartować od przyszłego roku akademickiego. Stypendyści w zamian za finansowe wsparcie będą po skończeniu studiów zobowiązani do przepracowania 5 lat w Polsce.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 31.03.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

NIK o kontroli Krajowego Biura Wyborczego

Najwyższa Izba Kontroli skierowała dzisiaj do Krajowego Biura Wyborczego (KBW) wystąpienie pokontrolne dotyczące wykorzystania środków z budżetu państwa na obsługę informatyczną wyborów samorządowych w roku 2014. KBW ma teraz 21 dni na sformułowanie zastrzeżeń i przesłanie ich do NIK. Rozpatrzeniem zastrzeżeń zajmie się kolegium Izby. Dopiero wówczas ustalenia kontrolerów staną się prawomocne.

NIK kontrolowała wyłącznie Krajowe Biuro Wyborcze, czyli urząd zapewniający obsługę organów wyborczych oraz wykonujący zadania związane z organizacją wyborów w zakresie określonym w Kodeksie wyborczym i innych ustawach.

NIK w żaden sposób nie kontrolowała Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) ani poprawności samego procesu wyborów, w których uczestniczą uprawnieni obywatele, bowiem kontrolę w tym zakresie sprawują wyłącznie niezawisłe sądy.

KBW miało obowiązek zapewnić sprawnie funkcjonujące system informatyczny do obsługi wyborów. System ten miał w istotny sposób wspomagać organizację i przeprowadzenie wyborów. Od jego funkcjonowania zależało m.in. sprawne ustalenie i ogłoszenie wyników głosowania.

Najwyższa Izba Kontroli ustaliła, że:

  • W pracach KBW brakowało systematycznych i długofalowych działań w zakresie informatyzacji wyborów. Nie została opracowana wieloletnia, docelowa strategia zapewnienia wsparcia informatycznego dla różnego rodzaju wyborów, co było przyczyną ogłaszania odrębnych przetargów na opracowanie systemów informatycznych do obsługi każdych kolejnych wyborów. KBW podjęło co prawda pod koniec 2013 roku próbę zamówienia kompleksowej platformy wyborczej do obsługi różnego rodzaju wyborów, ale przetarg z winy KBW nie powiódł się i w styczniu 2014 roku został formalnie unieważniony z uwagi na brak możliwości usunięcia przez KBW wszystkich sprzeczności prawnych i proceduralnych.

Niepowodzenie tego przedsięwzięcia było jedną z ważniejszych przyczyn, dla których kolejne odrębne przetargi na moduły informatyczne wykorzystywane w trakcie wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz do wyborów samorządowych w 2014 r. realizowano pospiesznie i nierzetelnie.

KBW ogłosiło najpierw, w lutym 2014 roku przetarg na moduły informatyczne do wyborów do Parlamentu Europejskiego, a dopiero 11 lipca 2014 roku, a więc zaledwie na cztery miesiące przed wyborami samorządowymi, rozpisało kolejny przetarg na moduły do wyborów samorządowych. Przetarg ten rozstrzygnięto na początku sierpnia, umowę podpisano 19 sierpnia, a firma, która zwyciężyła w przetargu, dostarczyła wykonane moduły informatyczne 17 października 2014 roku, a więc niespełna miesiąc przed wyborami.

Badając przygotowania do wyborów samorządowych kontrolerzy NIK oraz powołani przez Izbę biegli z Politechniki Warszawskiej i odrębnie z Polskiego Towarzystwa Informatycznego stwierdzili, że:

  • Na etapie prowadzonego przetargu oraz w zawartej umowie KBW nie określiło precyzyjnie wymagań jakościowych dla informatycznego systemu do obsługi wyborów samorządowych w 2014 roku. KBW nie sformułowało też wymagań dotyczących metodyki zarządzania projektem wytwarzanego oprogramowania.
  • Przetarg był prowadzony przez KBW nierzetelnie. Niemal na każdym jego etapiedoszło do naruszeń przepisów Prawa zamówień publicznych, co ostatecznie miało wpływ na wynik niektórych rozstrzygnięć. Komisja przetargowa rozstrzygała w oparciu o oceny dokonywane przez pracowników KBW, którzy formułowali swoje uwagi nie dysponując precyzyjnymi i obiektywnymi kryteriami oceny ofert. Takie postępowanie zdaniem NIK stwarzało ryzyko wystąpienia korupcji.
  • KBW z opóźnieniem przekazywało do PKW projekty uchwał definiujące wygląd i treść dokumentów, które miały być generowane przez system informatyczny. System informatyczny, który musiał uwzględniać uchwalone wzory dokumentów, podlegał więc ciągłym modyfikacjom.
  • KBW przeprowadziło odbiór i zapłaciło za zamówione oprogramowanie do obsługi wyborów bez żadnego sprawdzenia dostarczonego produktu. W ten sposób wykonawcy zapłacono ponad 306 tys. złotych za oprogramowanie, które nie było zgodne z zamówieniem oraz z podpisaną umową. Odbierając zamówiony produkt bez uwag, KBW utrudniło sobie naliczanie kar umownych od wykonawcy.
  • W związku z nieprawidłowościami przy odbiorze i zapłacie za zamówiony przez KBW produkt NIK zawiadomiła prokuraturę o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
  • W KBW nie zostały zdefiniowane warunki i procedury dopuszczenia do użytkowania systemu informatycznego wykorzystywanego w trakcie wyborów. Zabrakło w szczególności precyzyjnego określenia brzegowych warunków, których spełnienie potwierdziłoby, że system działa sprawnie i jest gotowy do użycia w komisjach wyborczych wszystkich szczebli.
  • KBW dopuściło do użytkowania system informatyczny do obsługi wyborów, który posiadał istotne błędy dotyczące obsługi protokołów (ich generowania, opracowania i wydruku) terytorialnych komisji wyborczych. Analiza bezpieczeństwa kodu źródłowego systemu centralnego wykazała szereg nieprawidłowości, z których część miała charakter krytyczny. Wykryte błędy mogły prowadzić m.in. do uzyskania nieautoryzowanego dostępu do systemu i zasobów poprzez osoby nieposiadające konta w systemie. NIK nie znalazła w KBW dowodów świadczących o wykorzystaniu tej podatności, zawartej w systemie.

Najwyższa Izba Kontroli przesłała jednak informacje na temat stwierdzonych błędów w oprogramowaniu do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

  • KBW dopuściło do użytkowania program Kalkulator wyborczy, który nie został wystarczająco zabezpieczony. O tym fakcie NIK również poinformowała Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
  • KBW dopuściło do użytkowania w trakcie wyborów system informatyczny, w którym występował błąd krytyczny dotyczący ustalania wyników wyborów przy remisie wyborczym. Błąd ten został usunięty dopiero w czasie trwania wyborów.
  • KBW zdecydowało o dopuszczeniu do użytkowania w dniu wyborów wadliwego systemu, mimo dwóch nieudanych ogólnopolskich testów oraz zastrzeżeń zawartych w pierwszej części zamówionego przez KBW (zbyt późno, bo zaledwie na 13 dni przed wyborami) audytu bezpieczeństwa. Zaniechania KBW sprawiły, że w dniu wyborów nie była gotowa finalna wersja prawidłowo przetestowanego oprogramowania i w istocie przystąpiono do wyborów posługując się wersją obarczoną błędami. Druga część zamówionego przez KBW audytu bezpieczeństwa, opisująca istotne błędy zawarte w oprogramowaniu, napłynęła… już po zakończeniu II tury wyborów.
  • KBW nie zapewniło sprawdzonej infrastruktury serwerowej i systemowej. Biuro nie zapewniło też obsługi serwisowej na poziomie odpowiednim do rangi zadania.
  • W KBW nie zostały przygotowane i wdrożone – adekwatne do zagrożeń – planyawaryjne, pozwalające na szybką reakcję na wypadek niesprawności oprogramowania i infrastruktury obsługującej wybory.
  • Oprócz wskazanych nieprawidłowości NIK zwraca uwagę, że szkoleni użytkownicy systemu nie mieli okazji ćwiczyć na rzeczywistym oprogramowaniu. Szkolenia prowadzono w oparciu o zrzuty ekranowe. Brak praktycznych ćwiczeń mógł przyczynić się do części problemów w eksploatacji systemu podczas wyborów.

NIK sformułowała szereg wniosków pokontrolnych, które mają związek z ujawnionymi nieprawidłowościami i dotyczą przede wszystkim dwóch obszarów: jakości zarządzania projektami informatycznymi oraz sposobu prowadzenia przetargów.

Izba wniosła też do KBW o rozważenie przygotowywania treści instruktażowych spotów wyborczych, przeznaczonych do prezentacji w mediach, w porozumieniu ze specjalistami w zakresie prawa wyborczego, językoznawstwa i komunikacji społecznej oraz w połączeniu z badaniem rozumienia treści spotów przez docelowe grupy odbiorców.

W ocenie NIK, sformułowanej na podstawie opinii ekspertów, stan przygotowania przez KBW infrastruktury informatycznej do wyborów prezydenckich w 2015 r. jest niewystarczający. Dlatego też NIK rekomenduje przeprowadzenie wyborów prezydenckich w 2015 r. bez szczególnego wsparcia informatycznego.

W odniesieniu do wyborów parlamentarnych w 2015 roku NIK, na podstawie opinii powołanych biegłych, wskazuje, że czas potrzebny na stworzenie informatycznego systemu obsługi wyborów wynosi co najmniej sześć miesięcy. Dotychczasowy sposób zarządzania projektami informatycznymi oraz przygotowywania i przeprowadzania zamówień publicznych przez KBW rodzą jednak ryzyko niepowodzenia zarówno w zakresie zamówienia sprawnego systemu do obsługi wyborów, jak i w zakresie podejmowanych prób samodzielnego udoskonalenia lub wytworzenia oprogramowania.

NIK z satysfakcją odnotowuje jednak, że w czasie kontroli doszło w KBW do szeregu pozytywnych zmian, w tym m.in. do wzmocnienia kadrowego zespołu zajmującego się informatyką, co może sprzyjać sprawnemu usuwaniu wskazanych w wystąpieniu nieprawidłowości i realizacji sformułowanych przez NIK wniosków.

Torpol ma portfel zamówień wart 1,6 mld zł. Kluczowym rynkiem zagranicznym pozostaje Norwegia

0

CEO Magazyn Polska

Portfel zamówień specjalizującej się w inwestycjach kolejowych spółki Torpol wynosi obecnie 1,6 mld zł. Spółka realizuje jeszcze kontrakty w ramach poprzedniej perspektywy finansowej. Podczas kolejnej chciałaby przynajmniej utrzymać swoje udziały w rynku. Kluczowym obszarem zagranicznej działalności pozostaje Norwegia, skąd zamówienia eksportowe pozyskane w 2014 roku warte są ponad 100 mln zł. Spółka liczy w przyszłości także na rynek bałkański.

W tej chwili kończymy jeszcze stary budżet, a za chwilę pokażą się przetargi z nowej perspektywy unijnej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Sweklej, prezes zarządu Torpol SA. – W tej chwili weszliśmy już praktycznie w nową perspektywę 2014-2020, ale realizujemy jeszcze projekty z perspektywy 2007-2013, czyli luki nie widać.

Zgodnie z Umową Partnerstwa, dokumentem podpisanym przez rząd z Komisją Europejską, inwestycje kolejowe mają być jednym z priorytetów nowej perspektywy finansowej. Największa część unijnych środków (23,8 mld euro) ma wesprzeć zrównoważony transport i infrastrukturę. Na inwestycje liniowe, modernizację i wymianę taboru, remonty dworców, budowę obiektów inżynieryjnych, a także inwestycje dotyczące poprawy bezpieczeństwa kolej powinna otrzymać ogółem 4 mld euro.

W tej chwili trudno mówić o wzroście liczby zamówień, bo nie znamy jeszcze szczegółowego harmonogramu (wydawania środków unijnych – red.). – tłumaczy prezes Sweklej. – W każdym razie chcielibyśmy mieć co najmniej taki udział w rynku jak dotychczas. Natomiast, jeżeli będą szanse na wzrost, to oczywiście będziemy chcieli z nich skorzystać.

Obecnie portfel zamówień spółki wart jest około 1,6 mld zł.

W tym ponad sto milionów złotych to zamówienia eksportowe tylko z Norwegii – wskazuje Tomasz Sweklej. – Interesujemy się również innymi rynkami, ale obecnie kluczowa jest przede wszystkim Norwegia.

Kraj ten ma stosunkowo słabo rozbudowaną sieć kolejową. Jego powierzchnia jest nieco większa od Polski, a długość linii – niemal pięciokrotnie mniejsza. W planach jest jednak ich systematyczna rozbudowa. Przyjęty przez norweski rząd Krajowy Plan Transportowy na lata 2014-2023 zakłada istotny wzrost nakładów inwestycyjnych, które łącznie mają osiągnąć poziom 167,8 mld NOK (ponad 8 mld zł rocznie) w porównaniu do 9,2-11,3 mld NOK w latach 2010-2013 (ok. 4,7-5,8 mld zł). Jednocześnie liczba wykonawców infrastruktury kolejowej w Norwegii jest ograniczona.

Jesteśmy może w mało aktywny sposób na tę chwilę obecni również na Bałkanach, ale mamy przedstawicielstwo w Serbii i interesujemy się także tym rynkiem – zauważa Sweklej. – Potrzeby w zakresie infrastruktury na tym obszarze są również olbrzymie. To tylko kwestia czasu, kiedy tam także znajdą się środki na realizację takich projektów.

Ubiegłoroczne przychody ze sprzedaży spółki wyniosły 775,4 mln zł i były prawie dwa razy wyższe niż w 2013 roku. Przedsiębiorstwo zarobiło (netto) 25 mln zł, czyli ponad pięć razy więcej niż rok wcześniej.

Introl: Spółka notuje rekordowe wyniki. Od czasu zakupu zakład z Limanowej zwiększył sprzedaż dziesięciokrotnie

0

CEO Magazyn Polska

W ostatnim kwartale ubiegłego roku przychody ze sprzedaży holdingu Introl SA, dostarczającego rozwiązania dla przemysłu, wyniosły 130,9 mln zł, a zysk netto – 13,9 mln zł. Producent aparatury dla przemysłu korzysta m.in. z tego, że odlewnie, które niegdyś lokowane były w Portugalii i Hiszpanii, obecnie przenoszone są do krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Po kupieniu przez holding przedsiębiorstwa z Limanowej jego sprzedaż wzrosła dziesięciokrotnie.

Rok minął świetnie, sytuacja przedsiębiorstwa jest bardzo dobra, wyniki mamy rewelacyjne, rekordowe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wiesław Kapral, przewodniczący rady nadzorczej spółki Introl. – Wzrosty przychodów mamy dwucyfrowe. Jesteśmy również zadowoleni z zysku.

Holding prowadzi działalność w trzech segmentach: produkcji, dystrybucji oraz usługowym. Jak informuje Wiesław Kapral, wszystkie rozwijają się w miarę równomiernie. Z uwagi jednak na duże zapotrzebowanie szczególnie dobrze rozwija się ostatnio produkcja. Dlatego firma podjęła decyzję o inwestycji wartej ponad 20 mln zł.

Mówię o spółkach Limatherm SA oraz Limatherm Sensor, obydwu zlokalizowanych w Limanowej – precyzuje przewodniczący rady nadzorczej Introlu. – Wygląda to bardzo dobrze, ponieważ jest bardzo duże zapotrzebowanie. Tak się stało ostatnimi laty, że odlewnie, które kiedyś były ulokowane w Portugalii i Hiszpanii, chętnie są przenoszone w nasze rejony, z czego korzystamy. Dużo musieliśmy jednak pracować na to zaufanie. Bardzo dobrze się to jednak rozwija, przy przyzwoitych marżach.

Firmy produkują zaawansowane komponenty aparatury kontrolno-pomiarowej, takie jak głowice do przemysłowych czujników temperatury oraz obudowy dla wielu innych czujników, przetworników i urządzeń pomiarowych, a także same przemysłowe czujniki temperatury.

Kierownictwo grupy liczy też na wzrosty sprzedaży w segmencie produkcji, bo jak podkreśla Wiesław Kapral, dysponuje rozpoznawalnym produktem.

Natomiast w usługach obserwujemy pewien zastój, ponieważ nastawiliśmy się na usługi w energetyce, ochronie środowiska, a te dopiero się rozkręcają, bo korzystają w dużej mierze z dotacji Unii Europejskiej – tłumaczy Wiesław Kapral. – Przygotowujemy się, są projekty, które powinny ruszyć w przyszłym roku. Jeżeli jednak chodzi o zyskowność tego segmentu, to powinna być zadowalająca.

Strategia przedsiębiorstwa zakłada stabilny i zrównoważony rozwój. Stąd dywersyfikacja działalności i branż, z których wywodzą się kontrahenci.

Uważamy, że w najbliższych latach takim koniem pociągowym będzie ochrona środowiska i energetyka, gdzie będzie dużo projektów do realizacji – prognozuje Wiesław Kapral. – Ale oczywiście staramy się tak skonstruować firmy, żeby czynników ryzyka było mało, czyli np. równoważyć import z eksportem, by nie narażać się na zmianę kursów i bezpiecznie przejść przez ewentualne zawirowania.

Przedsiębiorstwo będzie zwiększało zatrudnienie szczególnie w produkcji, jak twierdzi Wiesław Kapral, gdzie została już osiągnięta taka wydajność, której nie da się zwiększyć bez inwestycji w kapitał ludzki.

Jesteśmy obecnie chyba największym pracodawcą w Limanowej, gdzie zatrudniamy w tej chwili kilkaset osób. Rozbudowa tego zakładu pociągnie za sobą konieczność zwiększenia liczby pracowników – przewiduje przewodniczący rady nadzorczej Introlu. – Kiedy kupowaliśmy Limanową, to pracowało tam około 260 osób. Aby tę firmę ruszyć, trzeba było najpierw około setkę zwolnić. Dzisiaj w trzech firmach, które się z tego rozwinęły, pracuje już ponad 700 ludzi i mamy dziesięć razy więcej sprzedaży niż wtedy.

Stop oszustom paliwowym!

Wsparcie uczciwej konkurencji oraz ochrona interesów Skarbu Państwa to główne założenia rozpoczętej dzisiaj akcji Kontroli Skarbowej skierowanej przeciwko oszustom paliwowym.

Kontrola Skarbowa przy wsparciu Straży Granicznej, Służby Celnej, ITD, Policji, po raz kolejny, rozpoczęła wzmożone działania na byłych przejściach granicznych na zachodzie kraju oraz na przejściu Budzisko- Kalwaria w okolicach Suwałk. Trwające od 31 marca 2015 roku czynności polegają na weryfikowaniu dokumentów przewozowych towarzyszących wwożonym do kraju paliwom. Celem podjętych działań jest ograniczenie zjawiska wyłudzeń podatku VAT na rynku paliw płynnych oraz wykrywanie i eliminowanie z obrotu gospodarczego organizatorów przestępczego procederu.

Pierwsze tego typu czynności kontrolne z zastosowaniem nowej formuły, Kontrola Skarbowa podjęła w czerwcu, a następnie we wrześniu i grudniu ubiegłego roku. Kontynuacja działań jest wynikiem uzyskanych we wcześniejszych akcjach znaczących rezultatów, a także prowadzonych na bieżąco analiz, wskazujących na szczególne ryzyko wystąpienia nadużyć w branży paliwowej.

W ubiegłorocznych działaniach, w ciągu zaledwie 20 dni, łącznie w trzech akcjach, ujawniono aż 224 podmioty zamieszane w proceder wprowadzania do Polski paliwa bez opłaconego podatku VAT, a w niektórychprzypadkach również bez opłaconego podatku akcyzowego. Wobec tych podmiotów wszczęto postępowania kontrolne. Na działalności oszustów podatkowych Skarb Państwa mógł stracić prawie 520 mln zł. Dzięki dynamicznym, skoordynowanym działaniom udało się zabezpieczyć na poczet zobowiązań podatkowych środki finansowe w kwocie blisko 90  mln zł. Wobec 54 podmiotów skierowano do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Quercus TFI: Spółki na warszawskiej giełdzie są tanie i będą drożeć. Niedocenione są zwłaszcza małe i średnie spółki

CEO Magazyn Polska

Ten rok powinien być znacznie lepszy dla warszawskiej giełdy od poprzedniego. Spółki są tanie, gospodarka ma się coraz lepiej i można oczekiwać dobrych tegorocznych wyników ogłaszanych przez spółki. Do tego alternatywne inwestycje znacznie straciły na atrakcyjności.

W 2015 roku swoje notowania powinny poprawić szczególnie firmy małe. Spółki te bardzo mocno ucierpiały w 2014 roku, a skupiający je indeks sWIG80 spadł o 15,6 proc. Do poziomu z końca 2013 roku wciąż brakuje jeszcze niemal siedmiu procent.

– Powodem był atak na Ukrainę oraz zmiana polityki inwestycyjnej OFE mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI. – To wszystko spowodowało, że przez prawie 18 miesięcy wszystkie małe i średnie spółki w Polsce systematycznie taniały. Ta sytuacja zaczęła się jednak odwracać w ostatnich miesiącach. Widzimy, że te średnie i mniejsze spółki zaczęły wreszcie zyskiwać na wartości. sWIG80 odrobił znaczną część strat z ubiegłego roku.

I właśnie na spółki z sWIG80 szef Quercus TFI radzi zwracać w tym roku szczególna uwagę. Z nimi bowiem można wiązać największe nadzieje na osiągnięcie dobrych wyników inwestycyjnych.

Ta klasa aktywów podoba nam się szczególnie ze względu na to, że po pierwsze potaniała w zeszłym roku, a tak na dobrą sprawę dlatego że jest bardzo tania w porównaniu z innymi klasami aktywów, które są dostępne na rynkach. Tutaj mam na myśli zarówno akcje na świecie, na przykład akcje amerykańskie czy akcje zachodnioeuropejskie, jak i inne klasy, nieakcyjne, na przykład obligacje skarbowe w strefie euro. To powoduje, że nasze zainteresowanie średnimi i małymi spółkami w tym roku jest zdecydowanie bardziej pozytywne.  

Quercus zakłada, że skoro w zeszłym roku sWIG80 spadł o 15,6 proc., to chociażby na zasadzie efektu jo-jo powinien teraz przynajmniej o 15 proc. wzrosnąć. Biorąc pod uwagę to, że od początku roku indeks ten już zyskał 10,5 proc., to nawet zakładając po drodze jakaś korektę, prognoza wydaje się bardzo realna.

Cały czas widzimy, że szczególnie segment średnich i mniejszych spółek jest atrakcyjnie wyceniany ocenia Sebastian Buczek. – Wskaźniki są niskie, wskaźnik cena/zysk dla wielu polskich firm to jest cały czas poziom między 10- a 13-krotnością spodziewanych wyników w tym roku. Dla przykładu koszt akcji amerykańskich to osiemnastokrotność spodziewanych w tym roku wyników, a więc dyskonto w wycenie polskich akcji jest ciągle znaczące i tutaj widzimy potencjał.

Znacznie ostrożniej należy jednak podchodzić do spółek większych. Część z nich zeszłym roku drożała i ich cena nie jest dziś atrakcyjna. Ponadto największe spółki na polskiej giełdzie to banki, które ze względu na warunki prowadzenia działalności raczej nie mogą liczyć na dobry rok. Niepokojące są też spółki, których akcjonariuszem jest skarb państwa. One bowiem często muszą realizować cele polityczne, a nie ekonomiczne. Zdaniem Sebastiana Buczka z ostrożnością warto też podejść do inwestycji w akcje zagraniczne.

Zakładaliśmy, że amerykańskie akcje podrożeją między 0 a 10 proc. podkreśla Sebastian Buczek z Quercus TFI. – Mniej więcej cały czas w tych widełkach jesteśmy, bardziej przy dolnych granicach ze względu na umocnienie amerykańskiego dolara. Jeżeli chodzi o akcje w Europie, tutaj byliśmy większymi optymistami niż w przypadku akcji amerykańskich, zakładaliśmy, że te wzrosty mogą sięgnąć nawet 20 proc. w tym roku i DAX jest na dzisiaj ponad dwadzieścia procent na plusie, tak więc po dwóch i pół miesiąca wykonał swoją całą roczną prognozę.

Główne amerykańskie indeksy są obecnie na poziomach z przełomu roku. Niemiecki DAX zwiększył w tym czasie swoją wartość o 20,8 proc.

Od jutra Zbigniew Derdziuk przestaje być prezesem ZUS. W ciągu ostatnich 5 lat w Zakładzie zaszły duże zmiany

 

Odchodzący prezes ZUS-u Zbigniew Derdziuk bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę przed swoim następcą – ocenia Sławomir Piechota, przewodniczący sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Eksperci oceniają, że ostatnie pięć lat było okresem dużych wyzwań i zmian w systemie emerytalnym, którym ZUS sprostał. Bardzo istotną zmianą na lepsze jest postępująca informatyzacja ZUS-u.

Ostatnie pięć lat dla ZUS-u były trudnym okresem, wymagającym ważnych i mądrych działań – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sławomir Piechota, poseł Platformy Obywatelskiej i przewodniczący sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. – Wdrożono całym pakiet zmieniający fundamenty polskiego systemu emerytalnego uchwalonego w końcu 2008 roku. Potem były zupełnie nowe wyzwania związane z podwyższaniem wieku emerytalnego. Wreszcie przyszedł czas przejęcia środków odkładanych w OFE do tego powszechnego systemu ubezpieczeń. Te wszystkie trudne zadania ZUS w pełni zrealizował.

Zbigniew Derdziuk po pięcioletniej pracy na czele ZUS-u odchodzi dziś ze stanowiska. Na razie nie wiadomo, kto go zastąpi. Derdziuk kierował ZUS-em od października 2009 r. Jak przypomina Piechota, w trakcie tych ponad pięciu lat polski system emerytalny przeszedł bardzo głębokie zmiany, porównywalne jedynie z reformą wprowadzającą trzy filary emerytalne w 1999 r.

Najważniejszą zmianą było przekazanie ponad 50 proc. środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych na indywidualne subkonta w ZUS-ie. Derdziuk musiał jednak także przeprowadzić urząd przez zmiany wynikające z podwyższenia wieku emerytalnego, a także z uchwalonego w 2008 r. systemu emerytur pomostowych.

Jednak poza zmianami regulacyjnymi ZUS przechodzi też duże zmiany wewnętrzne.

ZUS jest jedną z wyjątkowych instytucji administracji publicznej. W 100 procentach realizuje to, o czym swego czasu Michał Boni mówił, nazywając to programem zintegrowanej informatyzacji. Informatyka jest narzędziem modernizacji, a nie technologią samą dla siebie. ZUS jest prekursorem w zakresie tworzenia usług wygodnych, które zmniejszają pracochłonność ze strony podmiotów gospodarczych i ludzi – ocenia Borys Stokalski, prezes firmy informatycznej Infovide-Matrix.

Stokalski dodaje, że ZUS konsekwentnie poprzez informatyzację nie tylko zwiększał efektywność, lecz także obniżał koszty. Jeszcze kilka lat temu Zakład opierał się tylko o jeden system informatyczny, a nowym prywatnym przedsiębiorcom było niezwykle trudno nawiązać współpracę z ZUS-em. Obecnie o kontrakty z zakresu informatyzacji rywalizuje kilku dostawców, co przekłada się na lepsze wyniki.

– Zarząd pod przywództwem Zbigniewa Derdziuka i Dariusza Śpiewaka [wiceprezes odpowiedzialny za informatyzację do 2014 r. red.] był zespołem, który potrafił to wdrażać – podkreśla Stokalski.

Piechota przypomina, że zmiany w ZUS-ie nie zawsze odbywały się bez problemów. Szczególnie wynikająca m.in. z informatyzacji stopniowa redukcja zatrudnienia oraz reorganizacja firmy budziły protesty strony społecznej.

Te kwestie za każdym razem były w sposób jawny i otwarty dyskutowane na posiedzeniach Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Nawet posłowie, którzy występowali z takimi wnioskami i w uzasadnieniu wskazywali na swoje krytyczne stanowisko, po wyjaśnieniach, które na posiedzeniach komisji cierpliwie i szczegółowo przedstawiał prezes Zbigniew Derdziuk, przyznawali, że trudno się tego czepiać – podkreśla Piechota.

Poseł zwraca uwagę na to, że do osiągnięć Derdziuka należy zaliczyć to, że osobiście tłumaczył podejmowane przez siebie decyzje. Jak ocenia Piechota, odchodzący prezes ZUS-u miał odpowiednie kwalifikacje, co stawia duże wymagania przed jego następcami. Dodaje, że zastrzeżenia budziła obrana przez Derdziuka strategia specjalizacji oddziałów ZUS-u oraz często napięte relacje ze związkami zawodowymi. Choć pewne kwestie można było rozwiązać inaczej, w ogólnej ocenie Piechota wystawia Derdziukowi bardzo pozytywną ocenę. Wskazuje, że opiera ją na wskaźnikach efektywności Zakładu.

Z jednej strony ZUS miał bardzo wysoką ściągalność składek, z drugiej strony radził sobie ze wszystkim mimo rosnących zadań i zmniejszającej się liczbie pracowników – przekonuje poseł.

Ursus wprowadza nowe wersje najpopularniejszych ciągników w Polsce. Zainwestuje 24 mln zł w produkcję oraz badania i rozwój

0

CEO Magazyn Polska

Ursus zaprezentował nowe modele ciągników ze znanej już od lat 60. serii C. To efekt czterech lat inwestycji i prac badawczo-rozwojowych. W tym roku spółka zamierza skoncentrować się na uruchomieniu produkcji nowych modeli na szeroką skalę. Na ten cel pójdzie część z 24 mln zł przeznaczonych na tegoroczne inwestycje. Spółka liczy na ożywienie sprzedaży zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym.

Musieliśmy w ciągu czterech lat nadgonić 20 lat zaniedbań w rozwoju Ursusa. Na tę inwestycję przeznaczyliśmy potężne środki, zatrudniliśmy bardzo wielu ludzi – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Karol Zarajczyk, prezes zarządu Ursus SA. – Przez ostatnie cztery lata inwestowaliśmy w rozwój produktów, uzyskaliśmy homologacje i obecnie ciągniki są gotowe do sprzedaży. Teraz musimy zainwestować środki obrotowe w uruchomienie ich produkcji na dużą skalę.

Dzięki kilkuletnim inwestycjom (tylko w ubiegłym roku 17 mln zł) i stworzeniu największego w branży ośrodka badawczo-rozwojowego Ursus właśnie ogłosił rozpoczęcie produkcji nowych ciągników z serii C. Pierwsze pojazdy oznaczone literą C wyszły z fabryki Ursusa już w latach 60. ubiegłego wieku i cieszyły się bardzo dużą popularnością. Obecnie spółka wypuściła łącznie siedem modeli ciągników z serii C pracujących w zakresie mocy średnich. Najsłabszy model C350 ma 50 koni mechanicznych, a najmocniejszy C3102 – 102 konie mechaniczne.

Nowe modele zostały zaprezentowane w ubiegły piątek podczas targów AGROTECH w Kielcach. Odświeżenie serii C to kolejna innowacja w obszarze produkcji po wprowadzonych w poprzednich dwóch latach nowych modelach w zakresie mocy od 50 do 180 koni mechanicznych, przeznaczonych głównie na eksport. Ursus liczy na to, że polscy rolnicy pozostaną wierni marce i będą chętnie kupować nowe modele tego producenta. Obecnie niemal połowa spośród ok. 1,5 mln ciągników w Polsce pochodzi z zakładów Ursusa. Krajowy popyt może napędzać wsparcie ze strony Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

W ramach modernizacji gospodarstw rolnych na zakup sprzętu rolniczego jest premia w wysokości 200 tys. zł przy udziale własnym 50-proc., dla młodych rolników 40-proc. Jest również program dla małych gospodarstw – 60 tys. zł premii na rozwój, za te środki również będzie można kupować maszyny i urządzenia – tłumaczy Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Sawicki podkreśla, że choć wielu rolników już zmodernizowało swój sprzęt, są jeszcze gospodarstwa, w których wciąż wykorzystywane są ciągniki z lat 70. To głównie małe i średnie gospodarstwa i to właśnie do tej grupy skierowane jest wsparcie z ministerstwa.

Dla Ursusa równie ważny jak rynek krajowy jest eksport. W 2014 r. ponad połowa przychodów spółki (ponad 122 mln zł przy łącznych przychodach na poziomie 224 mln zł) pochodziła z zagranicy, Wynikało to z realizacji dużego kontraktu na dostawę 3 tys. ciągników do Etiopii. Ciągniki Ursusa pracują jednak także m.in. w Czechach, Belgii, Holandii i Pakistanie.

W tegorocznych założeniach stawiamy zdecydowanie na zwiększenie wolumenu produkcyjnego zarówno ciągników, jak i maszyn rolniczych. Wszystko zależy od szybkości finalizacji rozmów dotyczących planowanych kontraktów zagranicznych. Cały czas bierzemy udział w programie Go Africa, który jest wspierany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Gospodarki. Jednym z owoców tego programu jest podpisany przez nas w zeszłym roku i już w połowie zrealizowany kontrakt etiopski – tłumaczy Zarajczyk.

Choć Ursus kojarzy się przede wszystkim z ciągnikami, spółka zamierza rozwijać także produkcję innych pojazdów. Zarajczyk tłumaczy, że Ursus produkuje także przyczepy, rozrzutniki, prasy rolujące, ładowacze czołowe, ale dużą szansę na dalszy rozwój widzi również w taborze miejskim. W Lublinie już jeździ 25 trolejbusów wyprodukowanych przez tę spółkę, a plany są jeszcze bardziej ambitne.

Dawno temu Ursus produkował autobusy, więc doszliśmy do wniosku, że przy tak chwiejnym europejskim rynku maszyn rolniczych powinniśmy dywersyfikować swoją działalność i aktywować wprowadzenie do oferty w pierwszej kolejności trolejbusu, a następnie autobusu elektrycznego. W tym segmencie będziemy bardzo mocno się rozwijać – zapowiada Zarajczyk. – Na dniach odbieramy homologację w pełni elektrycznego autobusu.

W tej działalności bardzo duże znaczenie ma centrum badawczo-rozwojowe URSUS R&D oraz współpraca z Politechniką Lubelską i Wojskową Akademią Techniczną. To właśnie wespół z tą ostatnią uczelnią w ramach tajnego projektu Ursus opracował nowy układ przeniesienia napędu. Modernizacja i wyposażenie hali produkcyjnej w nowy sprzęt badawczo-rozwojowy pochłonie w latach 2014-2015 łącznie ok. 16 mln zł. Zarajczyk dodaje, że spółka otrzymała również 10 mln zł w ramach programu wsparcia Polski Wschodniej.

Nie przez przypadek nasze nowe produkty mają najdłuższą gwarancję na rynku. Nikt nie oferuje takich warunków, jeśli nie jest pewien jakości wytworzonych produktów. Laboratorium ma wspomagać dalszy rozwój właśnie pod kątem jakości naszych wyrobów – podkreśla Zarajczyk.

Automatyczne platformy parkingowe coraz częściej stosowane przez deweloperów. Nowy sposób na zwiększenie liczby mieszkań kosztem tradycyjnych przestrzeni parkingowych

 

Coraz częściej nabywcy nowych mieszkań spotykają się z piętrowymi parkingami w podziemnych garażach. Deweloperzy – zgodnie z oczekiwaniami klientów – chętnie budują małe mieszkania, a tego typu platformy pomagają im spełnić urzędowe wymogi co do liczby miejsc parkingowych. Mieszkańcy mogą dzięki temu zapłacić mniej za parking, ale to i tak duże utrudnienia, bo samochód z górnej platformy nie może wyjechać, dopóki pod nim zaparkowane jest inne auto.

W tej chwili firmy deweloperskie przede wszystkim skupiają się na mieszkaniach od 30 do 50 mkw., mieszkań powyżej 50 mkw. jest w całej inwestycji około 20 proc. Jeżeli chcemy umieścić w danej inwestycji dużo małych mieszkań, a nie chcemy ponosić dodatkowych kosztów w postaci budowy parkingu dwupoziomowego, to budujemy platformy, dzięki którym na jednym miejscu parkingowym można umieścić dwa samochody – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Skoczeń, ekspert Grupy Emmerson.

Małe mieszkania cieszą się największą popularnością wśród klientów, dlatego deweloperzy starają się stworzyć ich jak najwięcej. Każde nowe mieszkanie zwiększa jednak liczbę potrzebnych miejsc parkingowych, a ich limity są wyznaczane przez urzędy w ramach tworzenia planu zagospodarowania przestrzennego.

Z reguły jest to jedno miejsce postojowe na mieszkanie do 60 mkw. i proporcjonalnie zwiększamy ten współczynnik dla mieszkań większych – tłumaczy Tomasz Zemła, zastępca dyrektora warszawskiego Biura Architektury i Planowania Przestrzennego. – Nie ma u nas wytycznych, które by mówiły o tym, jaki jest maksymalny procent tworzenia miejsc postojowych na platformach. One są związane raczej z możliwościami projektowymi.

Zemła dodaje jednak, że największy wpływ na wytyczne dotyczące liczby miejsc parkingowych oraz ich formy mają urzędy poszczególnych dzielnic.

Nie konsultujemy tych rozwiązań w dzielnicach. Nie mamy wytycznych dla dzielnic, nie mamy też sugestii od nich – mówi Zemła.

Platformy parkingowe mogą być zależne lub niezależne. Deweloperzy częściej decydują się na instalację tych pierwszych, które są tańsze i nie wymagają istotnie wyższej hali garażowej. Po wjeździe pierwszego pojazdu na platformę unosi się ona do góry, a drugi samochód może wjechać pod nią.

Deweloperzy mogą w ten sposób istotnie zwiększyć pojemność garażu podziemnego bez budowania drugiego poziomu. Skoczeń podkreśla, że koszt budowania garaży w Warszawie to nawet do 20 proc. całego kosztu inwestycji. Deweloperzy rzadko jednak odzyskują te koszty, bo nabywcy lokali nie są skłonni zapłacić więcej niż maksymalnie 20-30 tys. zł za miejsce garażowe.

Platformy parkingowe przyszły do nas z Zachodu. Ich popularność w Polsce – w porównaniu do tego, co się dzieje w bardziej zurbanizowanych państwach – jest jeszcze mała, ale rzeczywiście rośnie i coraz więcej się ich pojawia. Platformy pozwalają na lepsze wykorzystanie powierzchni parkingu i na umieszczenie większej liczby samochodów – tłumaczy Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Dla nabywców lokali platformy parkingowe nie są jednak jednoznacznie dobrym rozwiązaniem. Z jednej strony dzięki takiemu rozwiązaniu mogą oni kupić miejsca taniej. Jak tłumaczy Skoczeń, deweloper może np. zaproponować rodzinie dwa miejsca na platformach za cenę równą 1,5 miejsca, a nie dwóch pełnych. Z drugiej strony to może być utrudnienie w codziennym korzystaniu z parkingu. Wymaga bowiem ustalenia harmonogramu wyjazdów i przyjazdów.

Jeżeli są miejsca pojedyncze, to możemy je sprzedać obcym ludziom. Natomiast jedno miejsce dla dwóch samochodów musi być sprzedane jednej rodzinie, która może się porozumieć w sprawie parkowania i wyjeżdżania. Taka zasada mniej więcej obowiązuje w domkach jednorodzinnych, gdzie mamy długi garaż i wjeżdża najpierw jeden samochód, później drugi – wyjaśnia Skoczeń.

Płochocki zauważa jednak, że platformy parkingowe muszą przejść odpowiednie badania techniczne. Ich instalacja jest również kosztem dla dewelopera, choć znacznie niższym niż budowa drugiego poziomu parkingu podziemnego.

W przypadku niektórych inwestycji platformy parkingowe mogą być jednak jedynym rozwiązaniem pozwalającym na zbudowanie odpowiedniej liczby miejsc parkingowych. Dotyczy to zwłaszcza modernizowanych starych budynków, a także nowych inwestycji na terenach, gdzie nie ma możliwości głębokiego wkopania się w ziemię.

Komentarz indeksowy Bossafx 31 marca 2015 r.

Komentarz indeksowy Bossafx 31 marca 2015 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Zarządca autostrady A4 Kraków-Katowice chce objęcia jej systemem viaTOLL. Elektroniczny system pomógłby rozładować korki

CEO Magazyn Polska

To nie prywatni koncesjonariusze stoją na przeszkodzie wprowadzeniu jednolitego systemu elektronicznego poboru opłat na wszystkich polskich autostradach. Zainteresowany jest tym m.in. zarządca autostrady A4 na odcinku Kraków-Katowice. W jego ocenie jest to możliwe bez zmiany prawa i z jednym urządzeniem pokładowym. Resort infrastruktury twierdzi jednak, że będzie to możliwe dopiero po 2018 roku.

Od dłuższego czasu padały słowa, że jest problem, bo są koncesjonariusze. Przynajmniej w wypadku mojej koncesji problemu nie ma, bo my jesteśmy żywotnie zainteresowani wprowadzeniem elektronicznego poboru opłat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Emil Wąsacz, prezes Stalexport Autostrady Małopolskiej, koncesjonariusza odcinka A4 Kraków-Katowice. – To ze strony GDDKiA i resortu infrastruktury nie ma woli i determinacji, żeby system wprowadzić.

Zgodnie z zapowiedzią minister Marii Wasiak, elektroniczny pobór opłat na autostradach dla samochodów osobowych mógłby się pojawić dopiero w 2018 r. Według resortu wynika to z tego, że do listopada 2017 r. obowiązuje umowa z operatorem systemu viaTOLL firmą Kapsch Telematic Services, której nie można zmienić.

Resort przekonuje, że obecna umowa nie pozwala na zgodne z prawem włączenie do niej nowego systemu. Wąsacz zauważa jednak, że jest to wykonalne.

Oceniam, że da się to zrobić bez zmiany prawa i z jednym urządzeniem pokładowym – przekonuje Wąsacz.

Elektroniczny system poboru opłat dla samochodów osobowych miałby wyeliminować kłopoty związane z małą przepustowością punktów manualnego poboru opłat. Obecnie na bramkach, zwłaszcza w okresie letnim oraz świątecznym, tworzą się często wielokilometrowe korki. Zniknęłyby one, gdyby została wyeliminowana potrzeba zatrzymywania się w celu uregulowania opłaty za przejazd.

Taki system działa już dla samochodów ciężarowych na autostradach, drogach ekspresowych i niektórych krajowych. Również kierowcy aut osobowych mogą płacić elektronicznie za płatne autostrady zarządzane przez GDDKiA. System ten jest jednak wciąż mało popularny wśród kierowców, a co więcej –nie obejmuje autostrad koncesyjnych. To właśnie na nich – m.in. na prowadzącej nad morze A1 oraz na A4 pomiędzy Krakowem i Katowicami – tworzą się największe korki.

Zwiększyliśmy place poboru o dwa pasy w każdym kierunku. Technicznie nie mamy już możliwości zwiększenia przepustowości – mówi Wąsacz.

Krytycznie ocenia też pomysł, by w okresie największego natężenia ruchu rezygnować z opłat. Państwo może to robić na zarządzanych przez GDDKiA autostradach, jednak prywatni koncesjonariusze oczekują przychodów z autostrad. Dlatego podniesienie szlabanów na bramkach jest możliwe jedynie wtedy, gdy resort zobowiąże się do kompensaty utraconych wpływów dla prywatnych operatorów dróg.

Wąsacz podkreśla, że nie ma przeszkód technicznych, by autostrady koncesyjne objąć tym samym systemem elektronicznym, co te zarządzane przez GDDKiA. Mogłoby to dotyczyć zarówno ciężarówek, jak i samochodów osobowych. Mimo to często w debacie publicznej pojawia się argument, że to koncesjonariusze są przeciwni temu rozwiązaniu.

Cały czas zwracaliśmy się do strony publicznej, żeby powiedziała, jakie są przeszkody, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Nie ma przeszkód – podkreśla Wąsacz.

W odpowiedzi na pismo Stalexportu resort stwierdził, że system można by wprowadzić, ale wymagałby instalacji dwóch różnych urządzeń pokładowych w samochodach płacących elektronicznie za przejazd. Wąsacz podkreśla, że takie rozwiązanie znacznie zmniejszyłoby popularność e-myta. Dodaje, że z analiz Stalexportu i informacji uzyskanych od Kapscha wynika, że dwa urządzenia wcale nie są potrzebne. Chociaż szczegóły techniczne wprowadzenia e-myta na autostradach koncesyjnych wymagają dalszych prac pomiędzy koncesjonariuszami, resortem infrastruktury i Kapschem, Wąsacz ocenia, że jest to do zrobienia w ciągu roku.

Podejmowaliśmy ten temat jesienią z myślą o wakacjach. W tej chwili w dalszym ciągu podtrzymuję, że przy wzmożonej pracy wszystkich stron potrzebny jest rok – ocenia Wąsacz. – To miałoby charakter tymczasowy na prawie cztery lata, czyli aż do momentu wprowadzenia viaTOLL na naszym odcinku. Ale w tej chwili zaczynam w to wątpić.

Od jutra bezpośrednia likwidacja szkód z OC w ofercie większości ubezpieczycieli

 

Od jutra rusza program pilotażowy systemu Bezpośredniej Likwidacji Szkody. Do opracowanego w ramach Polskiej Izby Ubezpieczeń systemu przyłączyło się ośmiu ubezpieczycieli, odpowiadających za dwie trzecie polskiego rynku OC. BLS umożliwi kierowcom likwidację szkody w firmie, w której są ubezpieczeni. Z takiej usługi, którą na polskim rynku oferuje już kilka towarzystw, korzysta coraz więcej osób.

Dzisiaj, jeżeli jesteśmy poszkodowanymi w wypadku samochodowym i chcemy uzyskać odszkodowanie, musimy się zgłosić do ubezpieczyciela sprawcy. Natomiast od 1 kwietnia będziemy zgłaszać się do swojego ubezpieczyciela, u którego kupiliśmy nasze OC – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Ubezpieczyciel poszkodowanego zajmie się ustaleniem wysokości szkody i wypłatą odszkodowania.

Cała procedura jest już prowadzona u naszego ubezpieczyciela. Zarówno określenie wysokości szkody, sposobu naprawy, sposobu rozliczenia ubezpieczyciela z nami, czy chcemy, żeby to było naprawiane w garażu i rozliczane na podstawie faktur, czy też chcemy, żeby to było na podstawie kosztorysu – wyjaśnia Prądzyński.

Później nastąpi rozliczenie z firmą, w której ubezpieczony był sprawca. Co ważne, odbędzie się to bez angażowania kierowców. Do BLS nie będą kwalifikować się np. szkody osobowe, szkody, które wystąpiły poza Polską, oraz szkody o wartości powyżej 30 tys. zł.

Prace w ramach PIU nad wprowadzeniem systemu BLS trwały kilka miesięcy. 30 marca ośmiu ubezpieczycieli podpisało umowę, na mocy której wdrożą tę usługę dla swoich klientów.

PIU podpisało umowę z towarzystwami, które stanowią 68 proc. rynku OC [mierzonego zbieraną składką – red.], natychmiast wdraża to 62 proc. Kilka zakładów przystąpi do systemu dwa miesiące później – wyjaśnia Prądzyński.

Firmy Concordia Ubezpieczenia, Ergo Hestia, PZU, UNIQA oraz Warta będą oferować BLS od jutra. Aviva oraz Liberty Ubezpieczenia przystąpią do systemu 1 lipca, a Gothaer – 15 października (wcześniej zaoferuje klientom własną wersję tej usługi).

Do systemu PIU przyłączyły się również towarzystwa, które już wcześniej, z własnej inicjatywy, wprowadziły BLS do swojej oferty. Jednym z pierwszych graczy, który się na to zdecydował, było PZU. W ciągu roku z tej usługi skorzystało ponad 33,5 tys. klientów tej spółki. Jak podkreśla ubezpieczyciel w komunikacie prasowym, aż 88 proc. spośród z nich było zadowolonych z wyboru tej ścieżki. Łącznie PZU wypłaciło w ten sposób 97,5 mln zł odszkodowań.

Badania poszczególnych firm wskazują, że klienci potrzebują nowej usługi. W badaniu Warty 70 proc. respondentów przyznało, że woleliby zgłosić stłuczkę do towarzystwa, w którym są ubezpieczeni. Z kolei badania firmy UNIQA wskazały, że klienci są w stanie zapłacić nawet 10 proc. więcej za polisę, która zawiera usługę bezpośredniej likwidacji szkód.

Bezpośrednia likwidacja szkody jest już standardem na rynkach zachodnich. Jak wyjaśnia Prądzyński, we Francji jest ona oferowana już od końca lat 60. ubiegłego wieku. Również w Belgii, Hiszpanii i we Włoszech została wprowadzona około 30 lat temu. Przedstawiciele PIU podkreślają, że wdrożenie systemu nie spowoduje zmian w cenach.

PKO BP finalizuje fuzję z Nordeą. Kończą się przygotowania do łączenia systemów

0

CEO Magazyn Polska

W drugiej połowie kwietnia ma się zakończyć proces łączenia PKO BP z Nordeą. Największy polski bank detaliczny zapowiada, że dobiegły końca przygotowania do fuzji operacyjnej, czyli połączenia systemów obu instytucji. Finansowe efekty połączenia mają być odczuwalne już w przyszłym roku.

– Jesteśmy na ostatniej prostej. Planujemy fuzję operacyjną w weekend przed 20 kwietnia mówi agencji informacyjnej Newseria Jarosław Orlikowski, dyrektor Pionu Wsparcia Biznesu w PKO BP, odpowiedzialny za integrację z Nordeą. – Najważniejsze dla nas jest zakończenie wszystkich testów tak, żeby wszystko odbyło się bezpiecznie i w sposób niewidoczny albo minimalnie widoczny dla naszych klientów.

Umowę zakupu polskich aktywów Nordei przez PKO BP oba banki podpisały niemal dwa lata temu, w listopadzie ub.r. doszło do prawnego połączenia obu firm.

Orlikowski podkreśla, że jest zadowolony z tempa łączenia obu banków. Przypomina, że trudny był i proces negocjacji ze sprzedającym, i przygotowania do fuzji prawnej. Także fuzja operacyjna oznacza mnóstwo przygotowań technicznych oraz testów, które zagwarantują, że wszystko przebiegnie bez żadnych problemów dla klientów.

– Ta fuzja cały czas się jeszcze dzieje. Ona jest zupełnie inna niż inne fuzje na rynku polskim, dlatego że zazwyczaj od momentu, kiedy następuje fuzja prawna, do momentu, kiedy następuje fuzja operacyjna, czyli do pełnej integracji systemów, mija około 24 miesięcy. W naszym wypadku przebiega to znacznie szybciej, dlatego że mamy ambicję, żeby to zrobić w perspektywie 6-7 miesięcy. W tym zakresie jest to ekspresowa fuzja na rynku polskim – mówi dyrektor Pionu Wsparcia Biznesu w PKO BP.

Dzięki dobiegającej końca fuzji obu instytucji polski rynek bankowy ma być bezpieczniejszy. Połączenie wzmacnia m.in. odporność PKO BP na zmiany stóp procentowych, a klienci Nordei zyskają większą stabilność finansową, ponieważ od czasu fuzji prawnej korzystają z bazy kapitałowej największego polskiego banku. Po fuzji operacyjnej mogą też liczyć na uporządkowanie wszystkich bankowych procesów.

Dzisiaj dane klientów Nordei są jednak w systemach innych niż klientów PKO, w związku z tym są pewne utrudnienia przyznaje Jarosław Orlikowski. – Po fuzji operacyjnej klienci dostaną dostęp do pełnej sieci bankowej PKO Banku Polskiego, czyli 1,2 tys. placówek, około 1 tys. agencji, a oprócz tego dostęp do jednej z najnowocześniejszych platform internetowych – naszego iPKO i IKO, platformy mobilnej.

Za polskie aktywa Nordei PKO BP zapłacił ponad 2,8 mld zł. Liczy jednak, że za 1-2 lata fuzja pozwoli mu zaoszczędzić 220 mln zł rocznie.

Przewidujemy, że efekty synergii będziemy w stanie zaprezentować inwestorom w 2016 roku zapowiada Jarosław Orlikowski. Wtedy zobaczymy w pełnym wymiarze to, czego się spodziewamy w zakresie redukcji kosztów i wzrostu przychodów.

Wydobycie ropy w Polsce opłacalne nawet przy niskich cenach surowca na rynkach. Firmy petrochemiczne powinny w nie inwestować

 

Spadające ceny ropy zmniejszają przychody firm petrochemicznych. Szczególnie jeśli wydobywają one surowiec w miejscach, gdzie jest to kosztowne. Wydobycie z polskich złóż wciąż jest opłacalne – ze względu na niskie koszty tego procesu, ale problemem może być rozwój eksploatacji. Mniejsze przychody firm mogą przyczynić się bowiem do ograniczenia inwestycji.

W Polsce wyzwanie związane z niskimi cenami nie jest tak poważne, ponieważ wydobycie jest opłacalne przy znacznie niższych cenach. Patrząc na dotychczasowe wydobycie, można powiedzieć, że w Polsce wydobycie baryłki ropy kosztuje około kilkunastu dolarów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

Jego zdaniem nie ma ryzyka, że ceny ropy naftowej spadną do takiego poziomu. Cena jednej baryłki ropy Brent spadła w ciągu ostatnich 12 miesięcy o niemal 50 proc., z ponad 110 dolarów do obecnych ok. 56 dolarów. Zarówno Orlen, jak i Lotos poszukują nowych złóż surowców w Polsce.

Gdański koncern prowadzi prace wydobywcze na Bałtyku. Jak podkreślono w komunikacie, w ostatnim kwartale 2014 roku wydobycie LOTOS Petrobaltic w Polsce, Norwegii i na Litwie wyniosło prawie 14 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie i było najwyższe w historii. Spółka podkreśla, że mimo niższych cen ropy udało jej się uplasować na rynku większy wolumen wydobytej ropy naftowej i gazu ziemnego.

Problemem jest to, czy Lotos stać na rozwój tych złóż w Polsce, ponieważ jest to dosyć kosztowne i wymaga dużych nakładów przed otrzymaniem pierwszej kropli ropy – mówi Szczęśniak.

Lotos w lutym br. poinformował, że niskie ceny ropy naftowej wpłynęły na modyfikację planów dotyczących modernizacji platformy Petrobaltic. Zapewnił jednak, że pozostałe działania związane z uruchomieniem wydobycia ze złoża B8 są realizowane zgodnie z harmonogramem. Testowa produkcja ma ruszyć jeszcze w tym roku, a docelowa – w połowie 2016 roku.

Jego zdaniem spółki petrochemiczne nieco zaniedbały wydobycie surowca w kraju.

Osiem lat koniunktury na rynku ropy, kiedy kosztowała ona sto kilkadziesiąt dolarów, podczas gdy wydobycie w Polsce to koszt kilkunastu dolarów, zostało straconych – mówi ekspert. – Polskie rafinerie położyły bardzo duży nacisk na wydobycie, wiążąc z tym plany dochodowe, ale według mnie spadek cen całkowicie je zaskoczył – ocenia.

Zdaniem eksperta na ryzyko narażone są m.in. kanadyjskie inwestycje PKN Orlen. Poszukiwaniem i wydobyciem ropy w kanadyjskiej prowincji Alberta zajmuje się spółka TriOil Resources należąca do Grupy od listopada 2013 r. W połowie ubiegłego roku płocki koncern przejął także spółkę Birchill Exploration. W tym roku Orlen prognozuje zwiększenie średniego wydobycia w Kanadzie do poziomu 8,9 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie. Ich realizacja ma być jednak uzależniona od zmian cen na rynku ropy naftowej.

Spółka szuka złóż w Polsce – i choć zastrzega, że niskie ceny surowca mogą wpłynąć na inwestycje – zamierza przeznaczyć ok. 200 mln zł na poszukiwania w kraju.

W Polsce nie ma praktycznie żadnych podatków od wydobycia ropy, czyli cały dochód trafia do danej spółki. Dzisiaj dochody będą dwa razy mniejsze, a koszty pozostaną takie same. Jeżeli zostaną wprowadzone wyższe podatki, ale to dopiero od 2020 roku, wtedy kalkulacja się całkowicie zmieni – mówi Andrzej Szczęśniak.

1 września śmieciowe jedzenie zniknie ze szkół. Ustawa dopuszcza jednak pewne niezdrowe przekąski

 

Od 1 września w szkołach nie wolno będzie sprzedawać produktów, których spożywanie może prowadzić do przewlekłych chorób dietozależnych. Ze szkolnych sklepików zniknąć mają chipsy, batony i słodkie napoje. Zdaniem ekspertów ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia mimo pewnych braków może zapoczątkować zmiany w nawykach żywieniowych dzieci, bo śmieciowe jedzenie mają zastąpić owoce, jogurty i kanapki. Dobrym pomysłem są również automaty ze zdrowymi przekąskami i ciepłymi napojami.

1 września 2015 roku wchodzi w życie ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Zakazuje ona sprzedaży i reklamowania śmieciowego jedzenia w szkołach i przedszkolach. Ustawa reguluje dokładnie, jakie wartości odżywcze powinny zawierać produkty dostępne w szkolnych sklepikach, a także dotyczące dopuszczalnej ilości barwników oraz cukru i soli na 100 g. Zabroniona została sprzedaż produktów posiadających takie ilości soli i cukrów, których spożywanie w nadmiarze może prowadzić do przewlekłych chorób dietozależnych. To są m.in. chipsy, słodkie i energetyzujące napoje, jedzenie instant i fast food oraz niektóre ciastka. Zdaniem ekspertów ustawa ma jednak pewne braki.

– Nie ma w niej ani słowa o zawartości tłuszczu w produktach. Niestety, absurdalnie dopuszcza ona sprzedaż np. gotowego solonego popcornu lub chrupek, co prawda kukurydzianych, ale smakowych, które nie są odpowiednią przekąską dla dzieci w szkole. Ustawa jest na pewno dobrym punktem wyjścia do tego, co możemy zrobić, aby zmienić asortyment w sklepikach. Jest niedoskonała, ale myślę, że można ją potraktować jako inspirację do dalszych zmian – mówi agencji informacyjnej Newseria Martyna Hnatyszyn, psycholog i psychodietetyk.

W sklepikach szkolnych mają pojawić się produkty mleczne, m.in. jogurty i kefiry. Zwiększy się także asortyment kanapek. Planowane jest także wprowadzenie automatów ze zdrowym jedzeniem, głównie jogurtami, sałatkami owocowymi, świeżymi sokami owocowymi i warzywnymi z krótkim terminem spożycia. W szkołach ma się także pojawić darmowa woda do picia. Zdaniem ekspertów dzieci, mając duży wybór zdrowych i smacznych przekąsek, szybko przyzwyczają się do nowego stylu odżywiania i zapomną o słodyczach.

Dzieciaki bardzo chętnie współpracują, sami podrzucają nam pomysły, co chcieliby, żeby znalazło się w tym asortymencie. Ostatnio pojawił się pomysł, by dostępne były ciepłe napoje, np. kakao, kawa zbożowa czy ciepłe mleko, a my staramy się im to zorganizować i odpowiadać na ich potrzeby. Firmy z nami współpracują, są otwarte na nasze propozycje – mówi Martyna Hnatyszyn.

Obecnie w sklepikach szkolnych dominuje niezdrowe, wysokokaloryczne jedzenie, jak: chipsy, batony czekoladowe, słodkie napoje gazowane. Dostępne są również kanapki, ale te kupowane są głównie przez nauczycieli. Od 1 września śmieciowe jedzenie ma całkowicie zniknąć ze szkół. Zgodnie z ustawą dyrektor placówki, w której działa sklepik bądź automat do sprzedaży jedzenia, będzie zobligowany do kontrolowania, czy sprzedawane są w nich wyłącznie produkty znajdujące się na liście produktów rekomendowanych przez ministra zdrowia. Za złamanie przepisów grożą kary pieniężne.

Zaledwie 30 proc. kobiet w wieku od 55 do 64 lat jest aktywnych zawodowo. Szansą dla nich jest dodatkowa edukacja i zdobywanie nowych umiejętności

CEO Magazyn Polska

Wśród kobiet w wieku od 55 do 64 lat zaledwie co trzecia jest aktywna zawodowo, a na rynku brakuje dla nich ofert pracy. Eksperci przekonują jednak, że kobiety po 50. roku życia nie muszą czuć się wykluczone z rynku pracy. Mogą rozwijać się, podnosić kwalifikacje i zdobywać nowe doświadczenia. Szansą dla nich są profilowane szkoły policealne i różnego rodzaju kursy, na przykład kosmetyczne.

–  W ten sposób kobiety są aktywizowane zawodowo. Na własny użytek uczą się makijażu, wizażu, stylizacji, zabiegów kosmetycznych na twarz, dłonie czy stopy. Dla nich bardzo ważny jest też kontakt z ludźmi. Część z tych kobiet nie ma pracy, więc pójście do szkoły w co drugi weekend jest dla nich bardzo korzystne. Czują się spełnione, realizują się w tym – mówi agencji informacyjnej Newseria Mirosława Nowinka kosmetolog, dyrektor policealnej szkoły kosmetycznej.

Panie po pięćdziesiątce mają odchowane dzieci i mniej domowych obowiązków, a przez to więcej czasu dla siebie. Udział w takich zajęciach to dla nich szansa, by nadrobić zaległości i poszerzyć swoją wiedzę.

One rozwijają się zarówno zawodowo, jak i intelektualnie, bo nauka nie polega tylko na zdobywaniu umiejętności manualnych, lecz także na nauce anatomii, fizjologii i kosmetologii. Po dwuletniej szkole kosmetycznej mogą wykorzystać tę wiedzę do własnych potrzeb, ale mogą się również realizować w pracy – tłumaczy Mirosława Nowinka.

Na rynku pracy niewiele jest ofert dla osób 50+. Często jedynym wyjściem jest przekwalifikowanie się bądź założenie własnej firmy. Dzięki dodatkowym kursom i szkoleniom można nie tylko podnieść kwalifikacje, lecz także zwiększyć poczucie swojej własnej wartości. Często jest tak, że w trakcie szkoły policealnej, kursu czy szkolenia panie połykają bakcyla, inwestują w sprzęt i zaczynają pracę w nowym zawodzie.

– Część z nich jest kosmetyczkami mobilnymi, czyli zaopatrują się w akcesoria, walizkę, w którą mogą spakować wszystkie kosmetyki, i w zależności od tego, jakie mają zdolności, czy to jest makijaż, czy to są zabiegi na twarz lub ciało, dojeżdżają do klientki i wykonują taki zabieg – tłumaczy Mirosława Nowinka.

Z czasem grono klientek się powiększa, kosmetyczka ma stałe źródło dochodu, a nauczyciel satysfakcję z tego, że dobrze przekazał swoją wiedzę.

– Kobieta już po pięćdziesiątce może realizować się w tym zawodzie, może być potrzebna. Ona wie, jakich kosmetyków używać do włosów, jakich do twarzy, jak się malować, jak wyszczuplać twarz, jak podkreślić oko, jak pewne rzeczy zakamuflować, a inne wyeksponować, jak się odpowiednio ubierać – dodaje Mirosława Nowinka.

Z badań Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że wśród kobiet w wieku od 55 do 64 lat zaledwie co trzecia jest aktywna zawodowo.

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Zasady udzielania ulgi inwestycyjnej w podatku rolnym

Ulga inwestycyjna określona w art. 13 ustawy z dnia 15 listopada 1984 r. o podatku rolnym (Dz. U. z 2013 r. poz. 1381 z późn. zm.) stanowi pomoc publiczną w rolnictwie.

Dotychczas wsparcie w postaci ulgi inwestycyjnej było kwalifikowane w oparciu o przepisy rozporządzenia Komisji (WE) nr 1857/2006 z dnia 15 grudnia 2006 r. w sprawie stosowania art. 87 i 88 Traktatu w odniesieniu do pomocy państwa dla małych i średnich przedsiębiorstw prowadzących działalność związaną z wytwarzaniem produktów rolnych oraz zmieniającego rozporządzenie (WE) nr 70/2001 (Dz. Urz. UE L 358 z 16.12.2006, str. 3) jako „Inwestycje w gospodarstwach rolnych”.

W związku z nową perspektywą finansową pomocy w rolnictwie uchwaloną na lata 2014-2020, oraz wejściem w życie rozporządzenia Komisji (UE) nr 702/2014 z dnia 25 czerwca 2014 r. uznającego niektóre kategorie pomocy w sektorach rolnym i leśnym oraz na obszarach wiejskich za zgodne z rynkiem wewnętrznym w zastosowaniu art. 107 i 108 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz. Urz. UE L 193 z 01.07.2014, str. 1), pomoc w formie ulgi inwestycyjnej udzielana będzie na zasadach określonych w art. 14 tego rozporządzenia, czyli jako pomoc na inwestycje w rzeczowe aktywa trwałe lub wartości niematerialne i prawne w gospodarstwach rolnych powiązane z produkcją podstawową produktów rolnych.

Udzielanie pomocy w oparciu o przepisy rozporządzenia 702/2014 w ramach zatwierdzonego programu pomocy dotyczy beneficjentów – podatników podatku rolnego, będących mikroprzedsiębiorcami, małymi i średnimi przedsiębiorcami (MŚP), w rozumieniu definicji zamieszczonej w załączniku I do rozporządzenia 702/2014.

Komisja Europejska zatwierdziła wymagane zestawienie informacji na temat programu pomocy w dniu 13.01.2015 r. i opublikowała program pod sygnaturą: SA.40223 (2014/XA).

Ulgi inwestycyjnej udziela się przy zachowaniu następujących zasad:

  1. pomoc w formie ulgi inwestycyjnej, stosownie do postanowień art. 4 ust. 1 lit. a rozporządzenia Komisji (UE) nr 702/2014 nie będzie mogła przekroczyć dla danego gospodarstwa rolnego progu ekwiwalentu dotacji brutto w wysokości 500 tys. euro na jedną inwestycję,
  2. inwestycje objęte ulgą służyć będą realizacji celów, o których mowa w art. 14 ust. 3 lit. a – c rozporządzenia 702/2014 i będą zgodne z przepisami wskazanymi w art. 14 ust. 5 tego rozporządzenia w zakresie ochrony środowiska,
  3. pomoc nie będzie przyznawana na realizacje zadań wskazanych w art. 14 ust. 9, jak również konieczne będzie spełnienie wymogów wynikających z art. 14 ust. 4 w odniesieniu do pomocy na zakup i zainstalowanie urządzeń do wykorzystywania na cele produkcyjne naturalnych źródeł energii oraz z art. 14 ust. 6 lit. f w odniesieniu do pomocy na zakup i zainstalowanie urządzeń melioracyjnych, przy czym nie będą objęte pomocą roboty odwadniające,
  4. pomoc nie będzie udzielana przedsiębiorstwom znajdującym się w trudnej sytuacji, zgodnie z postanowieniami rozporządzenia 702/2014, które wyklucza udzielanie pomocy takim przedsiębiorstwom,
  5. stosownie do postanowień art. 25 ustawy z dnia 30 kwietnia 2004 r. o postępowaniu w sprawach dotyczących pomocy publicznej (Dz. U. z 2007 r. Nr 59, poz. 404 z późn. zm.) pomoc nie będzie udzielana beneficjentom, na których ciąży obowiązek zwrotu wcześniej udzielonej pomocy.

W celu udzielania ulgi inwestycyjnej podatnikom podatku rolnego, którzy zaliczani są do dużych przedsiębiorstw w rozumieniu definicji zawartej w załączniku I do rozporządzenia Komisji (UE) nr 702/2014, niezbędna jest notyfikacja programu pomocy do KE.

Organem właściwym do przedstawienia wniosku notyfikacyjnego, po uzyskaniu uprzedniej zgody na notyfikację projektu programu pomocowego przez Radę Ministrów, stosownie do art. 16 ust. 1 ustawy o postępowaniu w sprawach dotyczących pomocy publicznej jest Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Od 1 stycznia 2015 r. do czasu zakończenia procedury notyfikacji pomocy (w przypadku dużych przedsiębiorstw) ulga inwestycyjna może być udzielana jako pomoc de minimis w rolnictwie w oparciu o przepisy rozporządzenia Komisji (UE) nr 1408/2013 z dnia 18 grudnia 2013 r. w sprawie stosowania art. 107 i 108 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej do pomocy de minimis w sektorze rolnym (Dz. Urz. UE L 352 z 24.12.2013, str. 9).

Emisja obligacji w EUR

Ministerstwo Finansów informuje, że banki Barclays, Citi, Société Générale i Santander otrzymały mandat na zorganizowanie emisji 12-letniej obligacji benchmarkowej nominowanej w euro. Transakcja zostanie przeprowadzona w najbliższym czasie.

Lewiatan podpowiada rządowi, jak efektywnie wydawać publiczne pieniądze

Wyraźny podział na świadczenia zdrowotne finansowane ze środków publicznych i podlegające dopłatom bądź pełnopłatne, współpracę w tej branży, sektora publicznego i prywatnego, zapewnienie cyberbezpieczeństwa państwa, wzmocnienie kompetencji cyfrowych społeczeństwa czy uchwalenie kodeksu urbanistyczno-budowlanego obejmującego cały proces inwestycyjny – rekomenduje rządowi Konfederacja Lewiatan.

Rekomendacje zostały przedstawione na konferencji „Polska 2015-2025. Jak efektywnie inwestować publiczne pieniądze?”, która odbyła się w warszawskim hotelu Sheraton, z udziałem blisko 400 przedsiębiorców, ekonomistów, polityków, liderów opinii. Jej organizatorem był Lewiatan, a partnerem strategicznym PZU SA.

W spotkaniu udział wzięła premier Ewa Kopacz, która powiedziała, że nikt tak dobrze nie wie jak mądrze i z głową inwestować publiczne pieniądze, jak sami przedsiębiorcy. Jej zdaniem administracja powinna przenosić wzorce do swojej działalności z prywatnego sektora. – Nie ma lepszej inwestycji niż inwestycje w nowoczesne i innowacyjne technologie. Niezwykle ważne są inwestycje w ludzi, bo to nie firmy są innowacyjne, a ludzie – dodała premier.

– Polska potrzebuje poważnej debaty o strategicznych celach. Powinniśmy budować porozumienie, jak ma wyglądać Polska za 20-30 lat. Potrzebna jest uczciwa współpraca rządu z pracodawcami i innymi grupami społecznymi – mówiła Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

0becny na konferencji Janusz Lewandowski, szef Rady Gospodarczej przy premierze podkreślił, że wszelkie wydatki publiczne biorą się z podatków, które wszyscy płacimy. Dlatego tak ważne jest, aby te pieniądze wydawane były efektywnie.

W specjalnej publikacji „Jak efektywnie inwestować publiczne pieniądze?” Konfederacja Lewiatan przedstawiła rekomendacje jak mądrze wydawać publiczne pieniądze na ochronę zdrowia, rozwój gospodarki cyfrowej i infrastruktury transportowej.

W ochronie zdrowia Lewiatan postuluje:
* wprowadzenie komplementarnej opieki – wyraźny podział na świadczenia zdrowotne finansowane ze środków publicznych i świadczenia zdrowotne podlegające dopłatom bądź pełnopłatne.
* podniesienie jakości usług medycznych
* wprowadzenie obiektywnych, ogólnopolskich miar jakości medycznej dla każdej specjalizacji,
* inwestowanie w tele-medycynę i informatyzację ochrony zdrowia

W gospodarce cyfrowej priorytetem powinno być:
* inwestowanie w infrastrukturę szerokopasmową
* zapewnienie cyberbezpieczeństwa państwa
* rozwijanie treści w internecie
* modernizacja administracji publicznej
* wzmocnienie kompetencji cyfrowych społeczeństwa
* stworzenie wspólnego planu szybkiej informatyzacji i rozwoju gospodarki cyfrowej

W infrastrukturze transportowej za najważniejsze Lewiatan uznaje:
* uchwalenie kodeksu urbanistyczno-budowlanego obejmującego cały proces inwestycyjny
* uchwalenie nowej ustawy o zamówieniach publicznych
* wybór inwestycji powiązany z ich efektywnością
* systematyczna rozbudowa infrastruktury
* opracowanie wzorców umów na roboty budowlane
* inwestycje lokalne w większym stopniu finansowane prze lokalne samorządy
* budowanie długoterminowych relacji między sektorem publicznym i prywatnym

W tym roku po raz pierwszy od 25 lat wydatki publiczne mają spaść poniżej 40 proc. PKB. Polska od lat konsekwentnie ogranicza je w relacji do PKB. Obecnie należymy do szóstki unijnych krajów, w których skala redystrybucji PKB przez budżet jest najniższa.
Spadek wydatków publicznych w stosunku do PKB to dobra wiadomość dla firm prywatnych, ponieważ zmniejsza ryzyko zwiększania obciążeń podatkowych i ogranicza wypieranie prywatnych inwestycji przez publiczne. Jednak poza samą wartością wydatków publicznych, ogromnie istotna jest ich struktura i udział wydatków inwestycyjnych w całej puli.

Ogromne publiczne pieniądze, które co roku przeznaczamy na różne cele, można i trzeba wydawać lepiej, mądrzej. Sztukę wydawania publicznych pieniędzy dobrze opanowali Niemcy, Austriacy, Holendrzy czy Finowie. Ich doświadczenia pokazują, że można dostarczać dużą ilość dóbr publicznych z korzyścią dla gospodarki, szczególnie jeśli społeczeństwo do różnych usług, np. zdrowotnych, edukacyjnych przywiązuje dużą wagę.

W rozmowach, które odbyły się w ramach debaty „Jak wydawać publiczne pieniądze z korzyścią dla gospodarki” uczestniczyli: Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia, Roman Dmowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji oraz Waldemar Sługocki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju. Rozmówcami ministrów byli przedsiębiorcy: Andrzej Klesyk, prezes PZU SA, Tomasz Klekowski, business GTM director EMEA Intel Corporation i Dariusz Blocher, prezes zarządu Budimeksu.

W konferencji uczestniczyli również Piotr Warczyński, wiceminister zdrowia, Rafał Grupiński, szef klubu PO, prof. Małgorzata Fuszara, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania i Małgorzata Kidawa – Błońska, rzecznik prasowy rządu.

Konfederacja Lewiatan

MCI.TechVentures inwestuje w Auctionata

Auctionata, Spółka prowadząca globalny dom aukcyjny online specjalizujący się w aukcjach dóbr kolekcjonerskich, mająca siedzibę w Berlinie – zrealizowała rundę C finansowania o wartości 42 milionów euro (45 milionów dolarów). Inwestorem prowadzącym był MCI.TechVentures 1.0, subfundusz zarządzany przez MCI Capital TFI (Grupa Kapitałowa Private Equity Managers S.A.). Poza MCI.TechVentures w rundzie uczestniczyli – jako nowi inwestorzy – Hearst Ventures (Nowy York), Kreos Capital (Londyn) i Yuan Capital (Hong Kong) oraz dotychczasowi akcjonariusze Spółkifundusze Earlybird, eVentures, Kite Ventures, Raffay Group, TA Ventures, Bright Capital, REN Invest i Holtzbrinck Ventures.

W 2015 r. Spółka będzie koncentrowała sie na rozwoju i wzroście rentowności prowadzonych operacji. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na dalszy rozwój kluczowych kategorii produktowych, m.in. zegarków, aut klasycznych, win, biżuterii, sztuki współczesnej, wzornictwa, antyków oraz sztuki Dalekiego Wschodu. Spółka planuje również wprowadzenie nowych kategorii takich jak instrumenty muzyczne i pamiątki, architektura i ogród, diamenty, luksusowe nieruchomości, oraz dalszy rozwój rozwiązania livestreaming auctions (aukcje online w czasie rzeczywistym) i powiększenie globalnej bazy nabywców i sprzedawców.auctionata.com

Od momentu rozpoczęcia cotygodniowych aukcji realizowanych online tj. od maja 2013 r., Auctionata sukcesywnie zwiększała skalę działania i zbudowała silną pozycję w grupie globalnych liderów internetowych aukcji dzieł sztuki, antyków i luksusowych dóbr kolekcjonerskich.


W najbliższej przyszłości skupimy się na dalszym rozwoju Spółki oraz ekspansji geograficznej
– powiedział Alexander Zacke, założyciel i CEO, Auctionata.

Auctionata jest dobrym przykładem projektów leżących w zakresie naszego zainteresowania – model biznesowy Spólki posiada duży potencjał wzrostu na rynku globalnym, a wysokiej jakości zespół zarządzający prowadzony jest przez lidera z olbrzymim doświadczeniem – dodał Sylwester Janik, Partner i Zarządzający funduszem MCI.TechVentures 1.0 w Private Equity Managers S.A.

Korzystne prognozy rozwoju polskiej gospodarki

Analitycy przewidują, że w ciągu najbliższych kilku lat tempo wzrostu gospodarczego w Polsce będzie wysokie. Przyczynia się do tego przede wszystkim stabilnie rosnąca konsumpcja, będąca wynikiem bardzo niskiej inflacji, przechodzącej momentami w deflację, i poprawy sytuacji na rynku pracy.

„Według naszej prognozy w najbliższym roku wzrost gospodarczy wyniesie 3,4%. Potem nastąpi niewielkie spowolnienie, głównie ze względu na przejście z jednej unijnej perspektywy finansowej na drugą, natomiast w 2017 r. odnotujemy kolejny wzrost, do 3,5%” – mówi serwisowi infoWire.pl Jacek Kotłowski z Narodowego Banku Polskiego.

Duży wpływ na rozwój polskiej gospodarki mają wzrost zatrudnienia oraz coraz niższe ceny, pozwalające na oszczędzanie zarobionych pieniędzy lub robienie większych zakupów. Przewiduje się, że deflacja utrzyma się do trzeciego kwartału bieżącego roku, a następnie będziemy mieli do czynienia z bardzo niską inflacją.

W porównaniu z innymi państwami Unii Europejskiej tempo wzrostu w naszym kraju jest wysokie. Oczywiście nie oznacza to, że polska gospodarka jest wolna od zagrożeń. Przede wszystkim pochodzą one z zewnątrz. „Cały czas istnieje obawa, że strefa euro będzie rozwijała się wolniej, niż prognozujemy […]. Ryzyko dla wzrostu gospodarczego stwarza też konflikt ukraińsko-rosyjski” – zauważa ekspert.

Podatniku, teraz to urzędnik wyliczy twój podatek

0

Do końca kwietnia podatnicy mogą powierzyć rozliczenie swojego PIT-u urzędowi skarbowemu. W tym celu trzeba zalogować się w Portalu Podatkowym.

W tym roku usługa dotyczy wyłącznie zeznania PIT-37 – formularza najczęściej wykorzystywanego przez podatników. Na Portalu Podatkowym wchodzimy w zakładkę o nazwie „Wstępnie wypełnione zeznanie podatkowe (PFR)”. System poprosi nas o podanie swoich danych indentyfikacyjnych, a następnie – sprawdzenie, czy w wygenerowanym zeznaniu podatkowym wyszczególnione zostały wszystkie uzyskane przez nas dochody. Jeżeli okaże się, że dane są niepełne, podatnik może zedytować dokument – dopisać pozostałe źródła przychodu.

Dzięki temu rozwiązaniu zyskujemy czas, ponieważ nie musimy samodzielnie głowić się nad tym, jak prawidłowo wypełnić dokument, co jest typowe podczas rozliczania się w formie papierowej i „zwykłej” elektronicznej.

„Ważne, aby pamiętać o wyborze sposobu opodatkowania (indywidualnie czy wspólnie z małżonkiem) oraz wykazaniu przysługujących nam odliczeń” – mówi serwisowi infoWire.pl Małgorzata Sator z Urzędu Skarbowego Warszawa-Wola. „Gdy wprowadzimy wszystkie niezbędne informacje, program sam obliczy nam podatek” – dodaje. Dalsza droga złożenia formularza jest taka sama, jak w przypadku „zwykłego” rozliczania się w wersji elektronicznej.

„Niewątpliwie jest to bardzo łatwa i dogodna forma rozliczenia podatkowego: system finansowy prezentuje nam zebrane informacje na temat naszych dochodów, a my musimy tylko zweryfikować ich kompletność” – podkreśla urzędniczka.

Program wstępnego wypełnienia formularza podatkowego docelowo ma obejmować wszystkie PIT-y. Doświadczenia zebrane po półtoramiesięcznym funkcjonowaniu systemu będą uwzględniane podczas jego udoskonalania w przyszłości. „Już teraz widać, że jest on przydatny dla podatników, ponieważ coraz więcej osób z niego korzysta” – mówi Małgorzata Sator.

NIK o legalizacji i kontroli dystrybutorów na stacjach paliw

Urzędy miar niezwykle rzadko – bo raz na kilka, kilkanaście lat – sprawdzają, czy dystrybutory na poszczególnych stacjach paliw w woj. łódzkim i świętokrzyskim działają prawidłowo. Prawie w ogóle nie badają dystrybutorów LPG, co oznacza, że rynek sprzedaży gazu jest praktycznie poza jakąkolwiek kontrolą. W dodatku urzędnicy mogą przeprowadzać na stacjach tylko zapowiedziane kontrole. Praktycznie nie mają więc szans obnażyć skali potencjalnych nieprawidłowości. Tymczasem z badań Inspekcji Handlowej wynika, że na 14 proc. stacji sprzedawane paliwo jest nieprawidłowo odmierzane – oczywiście na niekorzyść kierowców.

Ustawowy nadzór nad rynkiem sprzedaży paliw na stacjach pełnią Okręgowe i Obwodowe Urzędy Miar. Najwyższa Izba Kontroli zbadała jakie działania w ostatnich latach podjęły te urzędy w zakresie legalizacji i kontroli dystrybutorów w woj. łódzkim i świętokrzyskim. W latach 2012-2014 (I półrocze) urzędy miar zalegalizowały w tych województwach ponad 14 tys. dystrybutorów benzyny, oleju napędowego i gazu. Z ustaleń kontrolerów wynika, że o ile urzędy miar przeprowadzały legalizację dystrybutorów na stacjach paliw zgodnie z obowiązującymi przepisami i wymogami technicznymi, o tyle kontrola ilości sprzedawanego paliwa wykazała już szereg istotnych nieprawidłowości.

Urzędy miar niezwykle rzadko kontrolowały prawidłowość działania dystrybutorów na poszczególnych stacjach paliw (tzw. kontrole metrologiczne).

Pracownicy Obwodowych Urzędów Miar (OUM) w Łodzi i Łowiczu przeprowadzali kontrole poszczególnych stacji paliw średnio raz na pięć lat, a w Urzędach Miar w Zduńskiej Woli i Kielcach – odpowiednio raz na 7 i 9 lat. Rekordzistami byli urzędnicy z Piotrkowa Trybunalskiego, którzy badania poszczególnych stacji przeprowadzali raz na 14 lat. W dodatku w trakcie kontroli sprawdzano tylko wybrane dystrybutory, a nie wszystkie na danej stacji. Tymczasem zgodnie z wytycznymi Prezesa Głównego Urzędu Miar  przyrządy pomiarowe powinny podlegać prawnej kontroli metrologicznej przynajmniej raz między kolejnymi legalizacjami – czyli dystrybutory paliw ciekłych raz na dwa lata, a gazu – raz na rok. Skontrolowane urzędy miar tłumaczyły się brakami kadrowymi i wyposażenia.

Tylko dwa urzędy (z sześciu w sumie skontrolowanych) – Okręgowy i Obwodowy Urząd Miar w Łodzi –  podejmowały kontrole metrologiczne dystrybutorów gazu.Ponieważ dysponowały jednym urządzeniem do kontroli przepływu gazu  (pozostałe cztery urzędy miar w ogóle ich nie miały), nie były w stanie zapewnić odpowiedniej częstotliwości i zakresu kontroli na terenie dwóch województw. W latach 2012-2014 (I półrocze) urzędy miar skontrolowały pod względem metrologicznym tylko 71 dystrybutorów gazu z ponad 2600 zalegalizowanych urządzeń (czyli niespełna 3 proc.). Biorąc pod uwagę dotychczasowe tempo przeprowadzania kontroli można spodziewać się, że każdy  dystrybutor LPG będzie kontrolowany średnio raz na 94 lata. Innymi słowy: rynek sprzedaży gazu jest faktycznie poza jakąkolwiek kontrolą urzędów miar. 

Urzędy miar mogą przeprowadzać na stacjach benzynowych tylko zapowiedziane kontrole i to z co najmniej siedmiodniowym wyprzedzeniem, z wyjątkiem kontroli, które przeciwdziałają popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia, w tym skarbowego, czyli z reguły są to kontrole skargowe. Z ustaleń zapowiedzianych kontroli wynikało, że tylko trzy z 2100 skontrolowanych dystrybutorów benzyny i oleju napędowego, na trzech różnych stacjach (2,2 proc. ze 139 skontrolowanych stacji w 2014 r. – do 19 września)nieprawidłowo odmierzały ilość sprzedawanego paliwa (od 0,6 proc. do 5,6 proc.). W jednym przypadku dystrybutor zaniżał wskazania na niekorzyść sprzedającego (o 1,5 proc).

Tymczasem w porozumieniu z NIK kontrolę prawidłowości odmierzania paliw przeprowadził Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej w Łodzi. Niezapowiedziane przez Inspektorat kontrole pokazały prawdziwą skalę błędów w odmierzaniu paliwa: nieprawidłowości stwierdzono na czterech z 28 zbadanych stacji (14,3 proc.). Ponad 60 proc. wszystkich zbadanych dystrybutorów benzyny i oleju napędowego (48 urządzeń na czterech stacjach z 77 ogółem) zawyżało wskazania (od 4,3 proc. do 5,6 proc.) sprzedanego paliwa na niekorzyść kupującego. Oznacza to, że kierowca tankując 20 litrów paliwa w rzeczywistości miał go w baku o litr mniej. W trakcie niezapowiedzianych kontroli nie odnotowano ani jednego przypadku, w którym stacja nalewałaby paliwo na swoją niekorzyść.

Okręgowy Urząd Miar w Łodzi i nadzorowane przez niego obwodowe urzędy miar nie posiadały kompletnych danych o liczbie stacji paliw oraz liczbie i rodzaju dystrybutorów paliw i gazu działających na ich terenie. Według wykazów urzędów miar na terenie okręgu łódzkiego funkcjonowało 1250 stacji paliw i LPG (854 na terenie woj. łódzkiego i 396 na terenie świętokrzyskiego), natomiast zgodnie ze spisem stacji paliw prowadzonym przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów funkcjonowało 1429 stacji paliw (917 w łódzkim i 512 w świętokrzyskim). Oznacza to, że blisko 200 stacji paliw znajdowało się poza ewidencją administracji miar i nie mogło być objęte kontrolami w ramach sprawowanego nadzoru. NIK zwraca jednak uwagę, że  obowiązujące przepisy nie zapewniały urzędom miar dostarczania danych o stacjach paliw funkcjonujących na ich terenie.

NIK zwraca także uwagę, że urzędy miar nie mają uprawnień do prowadzenia kontroli metrologicznej nowych dystrybutorów na stacjach paliw. Na podstawie przepisów ustawy o systemie oceny zgodności nowy dystrybutor paliwa podlega bowiem kontroli dopiero po dwóch latach, a dystrybutory gazu po roku. W badanym okresie np. Wydział Nadzoru Okręgowego Urzędu Miar w Łodzi w trakcie przeprowadzonych kontroli ustalił, że 182 nowe dystrybutory posiadały ważne oceny zgodności. Z uwagi na obowiązujące przepisy nie mógł jednak sprawdzić czy działają prawidłowo.

Wnioski

Najwyższa Izba Kontroli powiadomiła o ustaleniach kontroli Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Główny Urząd Miar, a jednocześnie zwróciła się do Prezesa UOKiK o zintensyfikowanie kontroli w tym obszarze.

W związku z pracami nad projektem nowej ustawy – Prawo o miarach, a także mając na uwadze skalę stwierdzonych nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu metrologicznego w Polsce, NIK sformułowała wnioski de lege ferenda:

  • Urzędy miar powinny mieć możliwość kontrolowania stacji paliw bez uprzedniego zawiadomienia przedsiębiorców o planowej kontroli.
  • Organy administracji miar powinny być informowane przez przedsiębiorców o rozpoczęciu prowadzenia i zaprzestania działalności w zakresie obrotu paliwami, w tym o liczbie i rodzaju używanych dystrybutorów paliw. W  chwili obecnej urzędy miar nie posiadają kompletnych danych o liczbie działających na ich obszarze stacji oraz liczbie i rodzaju urządzeń do odmierzania paliw ciekłych i gazu.
  • Należy rozszerzyć uprawnienia organów administracji miar o prowadzenie kontroli również nowych dystrybutorów paliw, wprowadzonych do obrotu na podstawie ustawy o systemie oceny zgodności. Urzędy miar nie posiadają bowiem uprawnień do przeprowadzenia kontroli metrologicznej nowych dystrybutorów. Dotychczas nowy dystrybutor paliwa podlega kontroli dopiero po dwóch latach, a dystrybutory gazu po roku.

Outsourcing inżynierów IT sposobem na obniżenie kosztów

Z danych opublikowanego raportu KPMG „Zupełnie nowy świat outsourcingu usług IT” wynika, że Polska znalazła się na drugim miejscu pod względem atrakcyjności lokalizacji dla usług IT (8% respondentów). Na pierwszym miejscu w tej klasyfikacji znalazły się Indie (42% respondentów) zaś na trzecim Brazylia (6% respondentów).

W Polsce jest wiele firm, które decydują się na współpracę i powierzenie części zadań innej firmie. Coraz częściej organizacje decydują się na przekształcenie lokalnych i centralnych działów IT do modelu centrów usług wspólnych (CUW). Jednak decydując się na podjęcie współpracy z wybranym usługodawcą z zakresu IT należy bardzo starannie i dokładnie sprawdzić czy jest on w stanie zapewnić działania na najwyższym poziomie.

Co daje outsourcing?

Usługi outsourcingowe dają dostęp do wiedzy i doświadczenia liderów rynkowych oraz ogólnoświatowej bazy danych. Inżynier IT skierowany do współpracy z przedsiębiorstwem korzysta z całego zasobu wiedzy zgromadzonej w firmie doradczej, z firmowych baz danych, wskazówek innych ekspertów. Specjalista z zewnątrz pracuje tylko wówczas, gdy jest rzeczywiście potrzebny, niekoniecznie na pełnym etacie i wiąże się to z efektywnym wykorzystaniem czasu. W konsekwencji powoduje to nie tylko ograniczenie kosztów, ale
i ryzyka związanego z poszukiwaniem i zatrudnieniem własnych specjalistów. Dość często spotykanym zjawiskiem jest również team leasing, czyli outsourcing całego zespołu wraz z kierownikiem na czele. – Nasza firma od ponad 20 lat wykorzystując najnowsze technologie tworzy i dostarcza klientom stojące na najwyższym światowym poziomie rozwiązania informatyczne. W ramach outsourcingu bardzo często nasi eksperci są wydelegowani do działań i wdrożeń do firmy partnerskiej. Współpracowaliśmy m.in. z polskim Airbusem. Aktualnie tworzymy rozwiązania dla światowych czołowych liderów branży energetycznej – mówi Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies.

Korzyści outsourcingu

Największą zaletą płynącą z outsourcingu to redukcja kosztów. Według raportu KPGM 26% badanych respondentów wskazuje właśnie na tę zaletę. Coraz istotniejsze jednak zdają się być inne czynniki, takie jak: dążenie do realizacji usług na najwyższym poziomie (21%), specjalizacja pracy, koncentracja na funkcjach biznesowych, dostęp do specjalistycznej wiedzy (19%). – Outsourcing pozwala na koncentrację sił na głównych celach działalności, środków i procesów. Organizacja osiąga lepsze wyniki i rośnie jej wartość rynkowa poprzez zapewnienie najwyższej, jakości usług bazujących na doświadczeniu i kompetencji firmy z zewnątrz. Co więcej, firma zwiększa elastyczność swoich działań, a poprzez oszczędność czasu i zasobów ludzkich – również wydajność. Odciąża również od pracy różne działy firmy, np. zaopatrzenie, rekrutację – dodaje Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies.

Nowe trendy outsourcingu

Outsourcing stosowany jest wówczas, gdy zasoby zewnętrzne są tańsze od wewnętrznych. Obecnie technologie odgrywają coraz większą role w biznesie. Firmy IT korzystają z różnych usługodawców m.in. inżynierów, specjalistów oraz dostawców technologii chmury. Najnowsze trendy wskazują również, że przesuwa się wartość outsourcingu – z ograniczenia kosztów na najwyższą, jakość dostarczanych usług, innowację, a także bezpośrednim pozyskaniem korzyści dla firmy. Decydując się na współpracę opartą na outsourcingu należy wziąć pod uwagę wszystkie plusy i minusy. Wady mogą pojawić się na etapie zaufania, kiedy to pojawia się obawa przed powierzeniem części swoich zadań drugiej firmie. Kolejną wadą może być zbyt duża chęć minimalizowania kosztów, co niekiedy przekłada się na obniżenie, jakości wykonywanych usług.

W zależności od wiedzy, środków i priorytetów organizacje podejmują decyzje o tym, jakie potencjalne obszary i w jakiej formie mogą bazować na outsourcingu. Jednak mając na uwadze obecnie panujące trendy na rynku IT, powszechny dostęp do zasobów oraz stale rosnące wymagania i oczekiwania klientów, warto zastanowić się nad końcowym rachunku opłacalności działania w pojedynkę. Słusznie podjęta decyzja o współpracy może przyczynić się do wzmocnienia pozycji rynkowej jak również do powstania wieloletniej współpracy pomiędzy zleceniodawcą i zleceniobiorcą. W rezultacie stają się oni dla siebie kluczowymi kontrahentami. Z kolei, w przypadku błędnie podjętej decyzji o współpracy, może spowodować znaczny uszczerbek na wizerunku firmy.

IMM: najbardziej opiniotwórcze polskie media w lutym 2014.

0

W lutym media najczęściej powoływały się na Gazetę Wyborczą, Rzeczpospolitą oraz radio RMF FM – wynika z najnowszego raportu Instytutu Monitorowania Mediów. Więcej na http://bit.ly/1OP2J91.

Aplisens stopniowo zmienia kierunki eksportu. Spółka liczy na wzrost zamówień z UE oraz Azji, Afryki i Ameryki

CEO Magazyn Polska

Producent urządzeń kontrolno-pomiarowych spółka Aplisens w 2015 roku spodziewa się mniejszej sprzedaży na rynkach wschodnich oraz jej wzrostu na rynkach UE. W Polsce spółka generuje obroty głównie dzięki zamówieniom z branży energetycznej i ekologicznej, co dodatkowo mogą wesprzeć środki z nowej perspektywy finansowej UE i nowe inwestycje. Aplisens liczy na zdobycie nowych rynków zbytu w Ameryce Południowej, Azji i Afryce, gdzie już teraz notuje ponad 30-proc. dynamikę wzrostu przychodów.

 2014 rok nie był zły, bo mimo gorszej sytuacji na rynkach WNP sprzedaż wzrosła o ponad 11 proc. Na najbardziej newralgicznym rynku WNP te wzrosty były na poziomie 12 proc., co nas pozytywnie zaskoczyło, bo spodziewaliśmy się raczej spadków lub co najwyżej stabilizacji  mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Żurawski, prezes zarządu Aplisens, dostawcy przemysłowej aparatury kontrolno-pomiarowej.  Gorzej wygląda prognozy na kolejne kwartały, tutaj jednak obawiamy się tąpnięcia na poziomie zamówień. Ta obawa występowała w zasadzie od roku, natomiast spodziewamy się, że w końcu to może nastąpić.

Obroty na rynku ukraińskim skurczyły się o 45 proc. Jak zwraca uwagę Żurawski, wzrost na rynkach wschodnich wynika z wyższych obrotów na rynku rosyjskim i obsługującym go rynku białoruskim. Łącznie kraje WNP odpowiadały za około 40 proc. sprzedaży spółki, podobnie jak rynek polski. Na rynku krajowym popyt w stosunku do 2013 roku był wyższy o 8 proc, co zdaniem Żurawskiego jest wynikiem powyżej oczekiwań.

 W najbliższych kwartałach w Polsce spodziewamy się wzrostu zapotrzebowania na aparaturę kontrolno-przemysłową w branży energetycznej oraz związanej z ekologią, czyli m.in. w spalarniach czy podmiotach działających w ramach gospodarki wodno-ściekowej wymagającej opomiarowania różnych mediów  wyjaśnia Żurawski.

Jak dodaje, zbliżający się start realizacji środków z nowej perspektywy unijnej pomoże rynkowi poprzez nowej inwestycje.

 W 2014 roku mieliśmy spadki w przemyśle ciężkim, poza tym widzimy, jaka panuje sytuacja w górnictwie. Tu nie spodziewamy się wzrostów, raczej stabilizacji lub nawet spadków  przekonuje prezes Aplisens.

Rynek UE jest już dla grupy trzecim rynkiem (po WNP i Polsce) pod względem generowanych obrotów, z udziałem 14,42 proc. w całej sprzedaży.  Osiągnięty w 2014 roku 13-proc. wzrost przychodów z tego rynku jest dla Adama Żurawskiego pewnym rozczarowaniem, co wynika z wpływu sytuacji na Wschodzie na rynek europejski. Natomiast w 2015 prezes spółki Aplisens spodziewa się wyższego wzrostu.

 Wydaje nam się, że w tej chwili trzeba bardziej optymistycznie patrzeć na ten rynek, na którym wzrosty powinny być nieco większe niż w ubiegłym roku  mówi Żurawski.  Gospodarka Niemiec ożywiła się, odzwierciedla się to we wzrostach naszej sprzedaży na tym rynku.

Aplisens eksportuje swoje produkty także do bardziej egzotycznych krajów. Udział tej sprzedaży w ogólnych przychodach jest jeszcze niewielki, ale dzięki temu rośnie ona w szybkim tempie. W 2014 roku rynki poza WNP, Polską i UE wygenerowały 5,3 proc. sprzedaży. Wzrosły natomiast w tempie niemal 32 proc.

 Na pozostałych rynkach w regionach Ameryki Południowej, Azji i Afryki odnotowaliśmy największy przyrost na poziomie trzydziestu kilku procent tłumaczy Adam Żurawski.  Oczywiście nasz udział na tych rynkach jest bardzo mały, ale podejmujemy próby wejścia do poszczególnych krajów i tutaj widzimy największe szanse wzrostu w kolejnych latach.

Spółka oferuje urządzenia (m.in. przetworniki ciśnienia, sondy głębokości, czujniki temperatury) wykorzystywane m.in. w energetyce, przemyśle rafineryjnym, spożywczym, chemicznym i farmaceutycznym. Obecnie Aplisens posiada spółki zależne w Niemczech, Rosji, Czechach, Rumunii, na Białorusi i Ukrainie, które odpowiadają za niemal 2/3 przychodów firmy. W 2014 roku spółka odnotowała przychody na poziomie 89,3 mln zł (wzrost o 11,5 proc.), zysk EBIT w wysokości 17 mln zł (spadek o 6,6 proc.) oraz zysk netto rzędu 12,6 mln zł (spadek o 12,7 proc.).