Europa wyprzedza świat technologicznie w jednej dziedzinie, i to kluczowej dla rozwoju sztucznej inteligencji. To maszyny litograficzne do druku miliardów tranzystorów w mikroprocesorach. Sukces firmy ASML da się powtórzyć, ale tylko wtedy, gdy biurokracja nie będzie hamowała innowacji.
Obserwujemy wysyp diagnoz i prognoz dotyczących pogarszającej się drastycznie pozycji Europy w technologicznej konkurencji na świecie, szczególnie w technologiach cyfrowych – na czele ze sztuczną inteligencją. Karłowatość europejskich przedsiębiorstw w starciu z dominacjami wirtualnymi amerykańskich i chińskich przedsiębiorstw powszechnie znanych pod akronimami GAFAM czy BATX dostrzegalna jest gołym okiem, chociaż bywa też ulubionym motywem „wyrafinowanych” analiz ekonomicznych. Setki miliardów dolarów wydawane przez te światowe giganty na rozwój nowoczesnych technologii, fascynują i przerażają zarazem, budzą być może większy strach przed cywilizacyjną kolonizacją Europy, niż przed alienacją sztucznej inteligencji, w którą USA, Chiny, Azja inwestują te monstrualne kwoty.
Trzy strategie
W tej sytuacji liderzy i społeczeństwa Europy miotają się między trzema potencjalnymi strategiami: dwiema emocjonalnymi – „szlachetnej defensywy” i „agresywnej imitacji” – oraz trzecią, racjonalną – rynkowej współproduktywności. Można już dzisiaj się spodziewać, że żadnej z nich nie uda się zrealizować, albo „uda się” jakaś ich mieszanka – bardziej udana lub pokraczna.
„Szlachetna defensywa”
W strategii „szlachetnej defensywy” Europa jakby z góry godzi się na przegraną w technologicznej konkurencji z USA, Azją, a w niej szczególnie z Chinami, ale uznaje za ważniejszą obronę swoich wartości, takich jak: demokracja, tolerancja sprzecznych interesów i fobii różnych narodów, wysoki udział wydatków socjalnych w PKB (30 proc.), dbanie o zrównoważony wzrost i walka z karbonizacją oraz ociepleniem klimatu, fragmentyzacja działalności gospodarczej (jako podstawa pożytecznej konkurencji), kontrolowanie zadłużenia państw itp. Odwołuje się też do psychologicznych zalet naturalnej inteligencji i naturalnego rozwoju, szczególnie młodych ludzi, w postaci takich trendów jak slow tech (zrównoważone korzystanie z technologii), a nawet grannycore (zwolnienie tempa postępu, powrót do tradycyjnych wartości i działań), chociaż niekoniecznie już w postaci drop out (rezygnacji z kontynuowania studiów wyższych).
W ramach tej strategii często zwraca się uwagę na beznadziejność „kopania się z koniem”. Gdy wydatki socjalne w Chinach nie przekraczają 10 proc PKB, konsumpcja wynosi tam tylko około 40 proc. PKB, dominują długie kolejki do horrendalnie drogich usług medycznych, a 2 proc. emerytów z najwyższymi emeryturami (około 6100 juanów, czyli 795 euro) otrzymuje taką samą część chińskiego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jak 62 proc. z najniższymi emeryturami (205 juanów, czyli 27 euro).
W strategii „szlachetnej defensywy” nie pragnie się też podążać za Stanami Zjednoczonymi, które – paradoksalnie w 250. rocznicę swoich narodzin – jakby postanowiły oddalać się od swojej demokratycznej i wolnościowej misji założycielskiej.
„Agresywna imitacja”
Najwięcej zwolenników wydaje się mieć jednak strategia „agresywnej imitacji” czyli historycznej – tym razem oczekiwanej – zmiany miejsc, w której to Europa teraz miałaby naśladować chińskie i amerykańskie innowacje oraz sprzyjające im rozwiązania instytucjonalne. Chodzi przede wszystkim o silną współpracę państwa i prywatnego biznesu. Jednakże sukces chińskiego „modelu”, tego połączenia dyktatorskiego planowania nowoczesnych kierunków produkcji (fotowoltaika, samochody elektryczne, baterie, układy scalone, sztuczna inteligencja, elektrownie atomowe itd.) ze skorygowanym darwinizmem konkurencji rynkowej, bardziej przeraża niż inspiruje (np. ze 100 firm produkujących samochody elektryczne, którym partia komunistyczna pomogła powstać za pomocą wysokich subwencji i wysokich ceł, 95 będzie musiało doświadczyć „neoliberalnych” brutalnych efektów bankructwa, aby pozostałych pięć mogło stać się silnymi graczami na rynkach globalnych).
Wspomniane ogromne społeczne poświęcenie narodu chińskiego dla realizacji tego „modelu” jest niemożliwe do imitowania w Europie. Imitować Chiny i USA „najłatwiej” wydaje się Europie poprzez ogromny wzrost długu publicznego, dzięki któremu można by finansować zasypywanie coraz większej luki technologicznej.
Znane z raportów Mario Draghiego i Enrico Letty 800 miliardów euro, które Europa powinna zmobilizować w najbliższych latach w tym celu, z punktu widzenia analizy ekonomicznej wywołuje wiele kontrowersji. Najmniej z nich wiąże się z łamaniem reguł Paktu Stabilizacji i Rozwoju w Unii Europejskiej, co pokazała już europejska mobilizacja środków na dozbrajanie. Największym ekonomicznym problemem jest paradoksalny niedorozwój mechanizmów rynkowych w Europie – przecież Unia Europejska powstała jako „wspólny rynek”. Tymczasem jest to wciąż słabej jakości rynek, który musi bać się koncentracji i nie może korzystać z możliwości rozwiniętego rynku kapitałowego, który powinien zastępować z reguły nieefektywne finansowanie publiczne. Tutaj doświadczenia amerykańskie mogłyby być rzeczywiście dobrym wzorem do skopiowania. Wystarczy bowiem przypomnieć, że co czwarty jednorożec powstały w Europie ucieka z niej na amerykańskie rynki finansowe, a te potrafią z niej wyciągnąć setki miliardów prywatnych oszczędności.
Rynkowa współproduktywność
Strategia współproduktywnosci rynkowej to wciąż więc niewykorzystana szansa instytucjonalna dla Europy w rywalizacji technologicznej z Chinami i USA. Warto przytoczyć tutaj najbardziej znamienny przykład. Europa technologicznie wyprzedza świat w jednej dziedzinie, i to w dziedzinie kluczowej dla rozwoju sztucznej inteligencji. To maszyny litograficzne EUV (Extreme Ultraviolet Lithography) używane do drukowania miliardów tranzystorów w mikroprocesorach. Ta najbardziej wyrafinowana dzisiaj technologia, wciąż skutecznie opierająca się chińskiemu i amerykańskiemu kopiowaniu, nie została wytworzona przez startup, technologicznego giganta czy państwowy konglomerat, ale dzięki rynkowej współproduktywności relatywnie niewielkich prywatnych firm: holenderskiej firmy ASML (implementującej w niej kluczową architekturę i najnowsze osiągnięcia naukowe fizyki), niemieckich firm Zeiss (optyka) i Trumpf (lasery) oraz belgijskiego instytutu naukowego IMEC. Hagen Zimer, dyrektor ds. laserów w firmie Trumpf zauważa: „Jestem przekonany, że sukces ASML da się powtórzyć, pod warunkiem, że biurokracja nie będzie hamować innowacji i że nadal będziemy musieli stawiać czoła międzynarodowej konkurencji, zwłaszcza ze strony Chin” („Le Monde”, 2.04.2026). Zamiast więc poszukiwać coraz bardziej wyrafinowanych analiz zawodności rynków, marzyć o tym, że tym razem centralne planowanie to jednak już się uda i że publicznych pieniędzy nigdy nie zabraknie, to może jednak laissez faire?
Autor: Prof. Adam Noga – jest wiceprzewodniczącym Towarzystwa Ekonomistów Polskich i wykładowcą Akademii Leona Koźmińskiego





