AI w pracy i życiu prywatnym – raport EY o trendach i barierach adopcji sztucznej inteligencji

Badanie EY – AI Sentiment Index – wskazało, że 74% osób czuje się komfortowo z obecnością AI w ich codziennym życiu. Wyniki wskazują jednak na występowanie tzw. „luki adopcyjnej” – w przypadku energetyki 83% badanych chciałoby używać AI, ale tylko 37% faktycznie to robi. Badanie ujawniło też, że największym zaufaniem netto – czyli różnicą pomiędzy zaufaniem lub jego brakiem do danego podmiotu – w kwestii wykorzystywania narzędzi AI cieszą się firmy technologiczne (26 p.p.), a najmniejszym (5 p.p.) administracja publiczna.

Wyniki badania EY – AI Sentiment Index – wykazują pozytywny odbiór AI wśród jej użytkowników. Przeważający odsetek osób (81%) uważa, że może pochwalić się „pewną” bądź „dobrą” znajomością AI, a 74% zaznaczyło też, że czuje się komfortowo z jej obecnością w swoim codziennym życiu. Ponad połowa (54%) uważa, że miała ona korzystny wpływ na ich życie, podczas gdy tylko 9% określa go jako negatywny.

– Badanie jasno pokazuje, że przeszliśmy już etap AI jako nowinki i obecnie jest to technologia z solidnym ugruntowaniem w świadomości społecznej. Ludzie coraz aktywniej korzystają z opartych na niej rozwiązań, zarówno w pracy jak i w życiu prywatnym. Dziś AI wykorzystywane jest nie tylko do tworzenia treści czy grafik. Sztuczną inteligencję znajdziemy wielu sferach: od wsparcia obsługi klienta, przez narzędzia do zarządzania maszynami w fabrykach, po zaawansowane programy do prognozowania popytu. Można ze znaczącym prawdopodobieństwem założyć, że wpływ tej technologii na nasze życie będzie w najbliższym czasie wyłącznie rósł – mówi Radosław Frańczak, Partner, Technology Consulting Leader w EY Polska.

Badani podzielili się też swoimi opiniami na temat szans i zagrożeń stwarzanych przez AI. 73% z nich zgadza się ze stwierdzeniem, że narzędzia AI wspierające tłumaczenia pomagają ludziom się efektywniej porozumiewać, a 67% że sztuczna inteligencja ułatwia czynności, które inaczej wymagałyby specjalistycznego szkolenia lub wiedzy na poziomie akademickim. Dodatkowo 63% zgadza się, że jest to świetne narzędzie do automatyzacji powtarzalnych zadań w miejscu pracy. Z drugiej strony 75% martwi się, że deepfake’i generowane przez AI będą odbierane jako prawdziwe informacje, a 67% obawia się, że bez ludzkiego nadzoru AI może wymknąć się spod kontroli.

Chcieć nie zawsze znaczy móc. Skąd wynika luka w korzystaniu ze sztucznej inteligencji?

Badanie wskazało, że we wszystkich obszarach, w których mamy styczność z AI, deklarowane chęci do korzystania z tych rozwiązań są większe, niż realny poziom ich użycia. Podczas gdy aż 84% użytkowników widziałoby zastosowanie AI w sferze finansów, tylko 43% korzystało z takich narzędzi w tym obszarze w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Wskazuje to na istnienie tzw. „luki adopcyjnej”, czyli różnicy pomiędzy potencjałem a rzeczywistym wykorzystaniem. W przypadku AI, oprócz sektora finansowego, największa różnica występuje w obszarze energetyki (83% do 37%), współpracy z administracją publiczną (82% do 45%) i zdrowia (81% do 56%).

– Największa luka adopcyjna widoczna jest w obszarach mocno regulowanych, jak finanse, energetyka, czy zdrowie, gdzie wdrożenie AI jest dużym wyzwaniem m.in. pod kątem prawnym. Tak jak w przypadku innych nowoczesnych rozwiązań, gdzie świetnym przykładem jest chociażby dowód osobisty w telefonie czy e-recepty, możemy spodziewać się stopniowego dostosowywania się do biznesowej rzeczywistości – mówi Bartosz Pacuszka, Partner, Lider Zespołu AI Technology.

Poszczególne obszary, nawet w ramach jednego sektora gospodarki, różnią się również od siebie w kwestii zaufania, jakim użytkownicy darzą AI w ramach konkretnych zastosowań. W przypadku ochrony zdrowia 57% respondentów odpowiedziało, że czuje się komfortowo ze sztuczną inteligencją przewidującą potencjalne problemy zdrowotne, zanim te staną się poważne – względem 18% odpowiedzi negatywnych. Jednak już w przypadku AI w roli praktykującego lekarza przy podstawowych konsultacjach zdrowotnych 38% osób nie czuło się z tym faktem dobrze, w porównaniu do 37% odpowiedzi pozytywnych.

Akceptacja odnośnie stosowania narzędzi AI jest różna także ze względu na podmiot nimi zarządzający. Największym zaufaniem netto (rozumianym jako przewaga osób, które ufają nad tymi, które nie ufają danemu podmiotowi) cieszą się firmy technologiczne (różnica 26 p.p.), przedsiębiorstwa z branży transportowej np. linie lotnicze (25 p.p.) i podmioty przemysłowe (22 p.p.). Najmniejszym cieszy się natomiast sektor finansowy (12 p.p.), media i branża rozrywkowa (6 p.p.) oraz administracja publiczna (5 p.p.).

– W przypadku sztucznej inteligencji, optymizm nie wyklucza sceptycyzmu. Część obszarów, jak administracja publiczna czy branża finansowa, będą miały zdecydowanie większe wyzwanie w domknięciu luki adopcyjnej. Dane pokazują, że w wielu miejscach szanse na dalszą popularyzację AI są znaczące, ale warunkiem tego jest przede wszystkim tworzenie rozwiązań, które faktycznie będą rozprawiać się z rzeczywistymi problemami oraz proaktywnie rozwiewać obawy użytkowników, dotyczące m.in. bezpieczeństwa danych czy tworzenia fałszywych treści – mówi Ewa Nowakowska, Partnerka, Liderka Zespołu AI Data Science & AI Lab.

O badaniu:
AI Sentiment Index przygotowany został w oparciu o badania EY przeprowadzone pomiędzy grudniem 2024 a styczniem 2025 na grupie 15 060 osób z 15 krajów. Wyniki zostały uzupełnione o pogłębione wywiady z 135 osobami.

W kwietniu 2025 roku wzrost kredytów gotówkowych i mieszkaniowych, spadek kredytów ratalnych i kart kredytowych

W kwietniu 2025 r., w porównaniu do kwietnia 2024 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej dwóch rodzajów kredytów: gotówkowych (+21,6%) oraz mieszkaniowych (+11,6%). Natomiast przyznały mniej kredytów ratalnych (-26,6%) oraz kart kredytowych (-5,5%). W ujęciu wartościowym wystąpił wzrost w kredytach gotówkowych (+25,1%), mieszkaniowych (+17,7%) i w kartach kredytowych (+0,9%). Ujemną dynamikę przyznanej wartości odnotowały kredyty ratalne (-8,8%).

W okresie styczeń-kwiecień 2025 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+25,1%). Pozostałe trzy produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, odpowiednio: kredyty ratalne (-28,6%), kredyty mieszkaniowe (-17,3%) oraz karty kredytowe (-6,2%). Większa wartość akcji kredytowej dotyczyła kredytów gotówkowych (+35,6%) oraz przyznanych limitów w kartach kredytowych (+3,8%). Spadki odnotowały kredyty mieszkaniowe (-14,9%) oraz kredyty ratalne (-11,5%).

Ostre hamowanie w kredytach ratalnych

W kwietniu 2025 r. udzielono o 26,6% mniej kredytów ratalnych w porównaniu do kwietnia 2024 r. Spadła również ich wartość o 8,8% r/r.

– Analizując najnowsze kwietniowe dane dotyczące kredytów ratalnych, możemy zaobserwować kontynuację trendu spadkowego z poprzednich miesięcy, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Jest to w dużej części efekt ograniczenia skali transakcji na niskie kwoty, pochodzących głównie z przekształcania niespłaconych zobowiązań z odroczonym terminem płatności (BNPL-i) przenoszonych w ramach cesji z sektora pozabankowego do bankowego. Obecnie proces ten ma ograniczoną skalę. Także w ujęciu wartościowym wystąpił spadek, choć niższy dzięki wysokokwotowym kredytom ratalnym związanym z finansowaniem droższych towarów i usług. Na poprawę sytuacji na rynku kredytów ratalnych może wpłynąć wzrost sprzedaży detalicznej, aby jednak do tego doszło konieczne jest zmniejszenie poziomu niepewności (politycznej i ekonomicznej), która skłoniłaby Polaków do większej konsumpcji – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Średnia kwota kredytu ratalnego udzielonego w kwietniu 2025 r. wyniosła 2 275 zł, co stanowi wzrost o 24,3% w porównaniu do kwietnia 2024 r.

Hossa w segmencie kredytów gotówkowych trwa w najlepsze

W kwietniu akcja kredytowa w kredytach gotówkowych w obu ujęciach – liczbowym i wartościowym, nadal rośnie. W ujęciu liczbowym wzrost r/r wyniósł 21,6%, a w wartościowym 25,1%.

– Klienci zaciągają kredyty gotówkowe na coraz wyższe kwoty, a głównym czynnikiem wzrostu sprzedaży w tym segmencie są, podobnie jak w ubiegłym roku, kredyty wysokokwotowe na ponad 50 tys. zł. Jest to efekt konsolidacji kredytów przez klientów, którzy łączą kilka zobowiązań finansowych w jeden kredyt, często w tym samym banku albo przenoszą swoje zobowiązania do nowego banku. Konsolidacjom często towarzyszy wzrost kwoty kredytu z uwagi na wydłużenie okresu kredytowania lub niższe oprocentowanie nowego kredytu, co zwiększa zdolność kredytową i robi „miejsce” na dodatkowe finansowanie. Cztery miesiące tego roku dla kredytów gotówkowych należy uznać za bardzo udane, szczególnie w aspekcie wartości udzielonych kredytów – 38,26 mld zł – podsumowuje prof. Rogowski.

Średnia kwota udzielonego w kwietniu br. kredytu gotówkowego wyniosła 26 864 zł, co oznacza wzrost o 2,9% w stosunku do kwietnia 2024 r.

Kredyty mieszkaniowe – ożywienie widać w dodatniej dynamice

W kwietniu 2025 r. banki udzieliły o 11,6% więcej kredytów mieszkaniowych w porównaniu do kwietnia 2024 r., i o 3,7% więcej w porównaniu do marca br. Wartościowo sytuacja jest jeszcze lepsza – wzrost o 17,7% r/r i o 5,7% w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

– Sprzedaż kredytów hipotecznych w kwietniu br. wyglądała bardzo dobrze. Bez żadnego programu wsparcia oraz przy nadal, pomimo obniżki, wysokim poziomie oprocentowania nowo udzielanych kredytów mieszkaniowych, wartość akcji kredytowej w kwietniu br. wyniosła 8,13 mld zł. Jest to wartość niewidziana od 2021 r., pomijając okres od października 2023 r. do marca 2024 r., czyli obowiązywania programu Bezpieczny Kredyt 2%.

Padł kolejny rekord średniej kwoty udzielonego kredytu – 436,87 tys. zł. Wzrost wartości wynika zarówno ze wzrostu zainteresowania kredytami mieszkaniowymi, które związane może być z jednej strony z oczekiwaniem na dalsze obniżki stóp procentowych (WIBOR 6M już wynosi 5%), jak i korzystnej dla kupujących sytuacji na rynku mieszkaniowym zarówno wtórnym, jak i pierwotnym. Drugim powodem dodatniej dynamiki wartości jest to, że sprzedaż z kwietnia br. odnosimy do sprzedaży z kwietnia 2024, gdzie zanikał już efekt kredytów z puli programu wsparcia, tj. z wniosków złożonych jeszcze w 2023 r. (0,311 mld) – tłumaczy prof. Rogowski.

W kwietniu br. średnia kwota kredytu mieszkaniowego wyniosła 436,87 tys. zł i była o 5,5% wyższa niż przed rokiem.

Dobra jakość spłat kredytów bankowych

Poprawiły się kwietniowe odczyty wszystkich czterech Indeksów jakości kredytów bankowych w ujęciu rok do roku oraz miesiąc do miesiąca.

– BIK Indeksy Jakości wszystkich czterech produktów kredytowych nadal są na niskim, bezpiecznym poziomie. Pozytywne jest również to, że ulegają one systematycznej poprawie zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym. Niezbędna jest jednak stała obserwacja wartości poszczególnych Indeksów Jakości, aby wcześniej zidentyfikować sygnały o potencjalnym pogorszeniu jakości portfela kredytowego. Na razie takiego zagrożenia nie widać na horyzoncie. Jakość powinna się nadal poprawiać w przypadku dalszych obniżek stóp procentowych. Obecnie większym zagrożeniem dla banków nie jest klasyczne ryzyko kredytowe, a ryzyko prawne związane zarówno z kredytami mieszkaniowymi, jak i konsumpcyjnymi – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK.

Branża cyfrowa i telekomunikacyjna proponuje reformę systemu zbiorowego zarządzania prawami autorskimi

Siedem organizacji reprezentujących kluczowe segmenty branży cyfrowej i telekomunikacyjnej w Polsce wspólnie opracowało projekt mapy drogowej dla reformy systemu zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Dokument zawiera zmiany w sześciu kluczowych obszarach i powstał jako odpowiedź na rosnące pytania i niejasności wynikające z działalności organizacji zbiorowego zarządu. Autorzy opracowania przedstawią swoje propozycje przedstawicielom OZZ-ów oraz urzędnikom resortu kultury.

Z opublikowanego w marcu br. raportu przygotowanego na zlecenie branży cyfrowej i telekomunikacyjnej wynika, że w latach 2019–2023 organizacje zbiorowego zarządu zwiększyły swoje łączne wpływy o około 35 proc., osiągając poziom ponad 4 miliardów złotych. Dla porównania, w tym samym czasie przychody sektora mediów i rozrywki zmniejszyły się o 4 proc. – Obecny system nie działa w sposób zrównoważony ani uczciwy. To niepokojące, gdy w organizacjach pobierających opłaty w imieniu twórców, w tym od firm, które reprezentujemy, rosną przychody i jednocześnie wzrastają sumy niewypłaconych środków przeznaczonych dla uprawnionych oraz koszty operacyjne. Liczne nieprawidłowości w funkcjonowaniu OZZ-ów, które wykazaliśmy na podstawie analizy sprawozdań finansowych tych organizacji, wywołują liczne pytania o sposób zarządzania finansami – mówi Bogdan Łaga, Prezes Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej (PIKE).

Dlatego, zdaniem branżowych ekspertów, potrzebne są pilne konkretne zmiany w tym systemie. By wesprzeć resort kultury w procesie naprawy, branża cyfrowa i telekomunikacyjna przygotowała swoje propozycje na reformę. Zawarła je w mapie drogowej, opracowanej wspólnie przez ekspertów siedmiu organizacji, w której znalazło się sześć głównych postulatów, mających uczynić cały system zarządzania prawami autorskimi bardziej przejrzystym. Ich wdrożenie miałoby też wzmocnić pozycję twórców. Co konkretnie proponują branżowi eksperci?

Czas na uczciwe i proporcjonalne naliczanie tantiem

Jednym z kluczowych postulatów jest reforma zasad naliczania wynagrodzeń. Przede wszystkim ich wysokość powinna być ustawowo ograniczona, by skończyć z niesprawiedliwą praktyką podwójnego naliczania za te same usługi, jak obecnie często ma to miejsce w przypadku płatnej telewizji – wskazuje branża. W ocenie autorów propozycji zmian, również obecny model polegający na ustalaniu opłat na podstawie całkowitych przychodów przedsiębiorstw, niezależnie od tego, czy związane są one z eksploatacją utworów, prowadzi do systemowego zawyżania wysokości opłat. Zamiast tego postulowane jest oparcie naliczeń wyłącznie na rzeczywistych przychodach wynikających z eksploatacji konkretnych utworów audiowizualnych. Co więcej, branża postuluje, by nowy model premiował inwestycje w rozwój rynku, takie jak produkcja treści w Polsce czy budowa infrastruktury technologicznej.

Propozycja zakłada też na nowo uregulowanie zasad ustalania wysokości opłat. Organizacje cyfrowe podkreślają, że zmiany stawek OZZ powinny odbywać się wyłącznie na jasnych, ustawowo określonych regułach i przy zachowaniu pełnej transparentności.  – Użytkownicy utworów muszą mieć realny wpływ na proces kształtowania tych stawek. Nie może być tak, że są one narzucane odgórnie przez same OZZ-y lub rosną one w oderwaniu od jakichkolwiek obiektywnych przesłanek. To szczególne zadanie dla Komisji Prawa Autorskiego – zauważa Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Wśród proponowanych przez branżę rozwiązań, które miałyby uzdrowić system zarządzania prawami autorskimi, znalazł się również model „One Stop Shop”, którego wdrożenie umożliwiłoby użytkownikom zawarcie jednej umowy z wybraną OZZ i dokonanie jednej zbiorczej płatności. Dziś przedsiębiorcy zmuszeni są do zawierania osobnych porozumień z wieloma organizacjami, co generuje niepotrzebne koszty administracyjne i zwiększa ryzyko błędów.

Pieniądze muszą trafiać do twórców

Mapę drogową” dopełnia apel o zagwarantowanie przejrzystości w zarządzaniu środkami. Zdaniem autorów propozycji reformy, użytkownicy powinni mieć dostęp do informacji, w jaki sposób dzielone są środki pobierane przez OZZ-y, komu są wypłacane i jaka część z nich faktycznie trafia do uprawnionych autorów. Niedopuszczalne jest, aby organizacja pobierała wynagrodzenie z tytułu korzystania z utworów z pełną świadomością, że nie zostanie ono przekazane ich autorom – podkreślają autorzy dokumentu. Eksperci wskazują również na terminy przedawnienia roszczeń. Te ich zdaniem powinny być w końcu ujednolicone (branża proponuje, by było to 3 lata od dnia zakończenia roku kalendarzowego).

Jednocześnie aby zagwarantować skuteczne działanie systemu po zmianach, niezbędne będzie zbudowanie sprawnego państwowego nadzoru nad działalnością organizacji zbiorowego zarządzania – uważa branża cyfrowa i telekomunikacyjna. Dodatkowo reforma ma skończyć z nagminnym nadużywaniem pozycji dominującej OZZ-ów. Obecna sytuacja powoduje, że użytkownicy utworów w sytuacji spornej często narażeni są na wysokie kary finansowe, nawet jeśli stawki nie były zatwierdzone przez Komisję Prawa Autorskiego. Postulowana zmiana zakłada, że w takich przypadkach nie powinny być naliczane dodatkowe opłaty do czasu wyjaśnienia takiego sporu.

Sygnatariusze dokumentu zgodnie podkreślają, że proponowana reforma nie jest wymierzona przeciwko twórcom – przeciwnie, ma na celu wzmocnienie ich pozycji w przejrzystym, uczciwym i przewidywalnym systemie. – Twórcy potrzebują realnego wsparcia, ale to nie może się odbywać kosztem przedsiębiorców, którzy inwestują, rozwijają polskie treści i tworzą przestrzeń dla kultury – wskazuje Teresa Wierzbowska, prezeska Związku Pracodawców Prywatnych Mediów Lewiatan.

Mapę drogową wspólnie opracowały: Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, Związek Pracodawców Mediów Elektronicznych i Telekomunikacji Mediakom, Polska Izba Komunikacji Elektronicznej, Krajowa Izba Komunikacji Ethernetowej, Związek Pracodawców Prywatnych Mediów oraz Związek Cyfrowa Polska. Organizacje przedstawią swoje propozycje osobiście przedstawicielom OZZ-ów. Rozmowa na ten temat odbędzie się w ramach Ogólnopolskiej Konferencji Operatorów Komunikacji Elektronicznej w Sopocie. – Liczymy, że w duchu konsensusu uda nam się wypracować propozycję ostatecznego kształtu reformy, która uzdrowi same OZZ-y  i będzie wychodziła naprzeciw oczekiwaniom biznesu, twórców i konsumentów – mówi Bogdan Łaga z PIKE, organizator konferencji w Sopocie.

Rynek nieruchomości magazynowych w Polsce: inwestycje rosną o niemal 50% w pierwszym kwartale 2025

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała aktywność inwestorów na rynku nieruchomości magazynowych w I kwartale tego roku. Wolumen inwestycyjny osiągnął w tym czasie wartość ponad 202 mln EUR, co stanowi prawie 50-procentowy wzrost rok do roku. Następne kwartały tego roku mogą przynieść powrót transakcji portfelowych, co dowodzi dużego zaufania funduszy w stosunku do polskiego sektora.

Zwiększona aktywność kapitałowa i powrót transakcji portfelowych

W pierwszym kwartale tego roku wolumen inwestycji w sektorze logistycznym w Polsce osiągnął ponad 202 mln EUR, co stanowi wzrost o 47% w porównaniu do tego samego okresu w zeszłym roku. Dowodzi to, że aktywność inwestorów w tym segmencie nadal przyspiesza, z około 2 mld EUR kapitału obecnie poszukującego możliwości inwestycyjnych. Na rynku widoczny jest znaczący powrót skali, co odzwierciedla ponowne zainteresowanie transakcjami portfelowymi. Chociaż w pierwszym kwartale 2025 roku nie sfinalizowano żadnej umowy przekraczającej 100 milionów euro, trwające procesy sugerują, że takie transakcje mogą się zmaterializować w kolejnych miesiącach tego roku, tłumaczy Robert Tomaszewski, Senior Investment Consultant, Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Strategie inwestycyjne nadal koncentrują się głównie na nowoczesnych aktywach z dużym potencjałem rewersyjnym. Jednak ten trend zaczyna się łagodzić z powodu słabszego rynku najmu i kurczącej się puli aktywów oferujących znaczący wzrost czynszów.

W odpowiedzi inwestorzy coraz częściej celują w nieruchomości z dłuższymi WAULT, gdzie obecne ceny nie odzwierciedlają jeszcze odpowiedniej premii za długość umowy najmu. Jednocześnie na popularności zyskują transakcje typu sale-and-leaseback, oferujące inwestorom prostszą drogę do osiągnięcia swoich celów zwrotu, dodaje Robert Tomaszewski.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości logistycznych w Polsce pozostają zasadniczo stabilne w porównaniu do 2024 roku, z benchmarkowymi stopami kapitalizacji na poziomie około 6,25%, a większość transakcji zamykana jest w przedziale od 6,50% do nieco poniżej 7,00%. Przewidywana poprawa warunków finansowania dłużnego w nadchodzących kwartałach może stworzyć przestrzeń do kompresji stóp kapitalizacji.

Stabilny apetyt banków na finansowanie logistyki

Największym zainteresowaniem wśród banków cieszą się nowe projekty realizowane w uznanych hubach logistycznych i wynajęte przez kilku czy też kilkunastu renomowanych najemców. Finansowanie dla budynków z jednym najemcą jest możliwe, natomiast instytucje finansowe w takim przypadku albo oczekują długoterminowej umowy albo bardzo atrakcyjnej lokalizacji i standardowych parametrów budynku, łatwo wynajmowanego dla firm z innych branż, komentuje Mira Kantor-Pikus, Partner, Equity, Debt & Alternative Investments, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Poziom finansowania bankowego odpowiada przeważnie 50-55% wartości rynkowej nieruchomości. Marża jest ściśle uzależniona od jakości budynku, wieku, lokalizacji i najmu, a także od reputacji kredytobiorcy. W przypadku akwizycji starszych budynków banki kładą duży nacisk na kryteria ESG i uzależniają swoją decyzję od strategii dekarbonizacyjnej nabywcy. Ponadto cele związane ze zrównoważonym rozwojem mocno wpływają na samą wycenę aktywów magazynowych.

W segmencie logistycznym sytuacja po stronie dochodów pozostaje stabilna, choć nadal obserwujemy presję na efektywne czynsze wynikającą z utrzymujących się zachęt dla najemców. Coraz większe znaczenie w procesie wyceny mają również czynniki ESG – nawet jeśli na wielu rynkach wciąż brakuje twardych danych pozwalających jednoznacznie określić wysokość tzw. „zielonych premii” czy „brązowych obniżek”. Wpływ ESG jest jednak widoczny pośrednio – poprzez koszty operacyjne budynków, poziom czynszów oraz rosnące oczekiwania inwestorów, banków i ubezpieczycieli względem aktywów spełniających najwyższe standardy zrównoważonego rozwoju, podsumowuje Marcin Malmon, Head of Valuations & Advisory, Cushman & Wakefield.

Cła odroczone – nowy etap starego konfliktu handlowego między USA a UE

Donald Trump zdecydował o opóźnieniu wprowadzenia 50-procentowych ceł na towary importowane z Unii Europejskiej do 9 lipca. Prezydent Stanów Zjednoczonych podjął tę decyzję po rozmowie telefonicznej z przewodniczącą Komisji Europejskiej, Ursulą von der Leyen, która zaapelowała o więcej czasu na osiągnięcie kompromisu w trwających negocjacjach handlowych.

Początkowo planowano objęcie unijnych towarów 20-procentowym cłem, zapowiedzianym w kwietniu bieżącego roku w ramach mechanizmu ceł wzajemnych. Tymczasowo stawka ta została jednak obniżona do 10%, obowiązująca do 9 lipca. Trump, zarzucając Unii Europejskiej opieszałość w rozmowach oraz dyskryminację amerykańskich przedsiębiorstw, zagroził podwyższeniem ceł do 50% już od 1 czerwca.

W odpowiedzi Unia Europejska przedstawiła nową propozycję porozumienia, obejmującą zarówno kwestie celne, jak i redukcję barier pozataryfowych oraz pogłębienie współpracy gospodarczej i inwestycyjnej. Według nieoficjalnych źródeł, projekt ten uwzględnia także wspólne zakupy strategiczne oraz koordynację działań w obliczu globalnych wyzwań.

Michael Faulkender z Departamentu Skarbu USA zwrócił uwagę na trudności wynikające z konieczności wypracowania wspólnego stanowiska nie tylko z Komisją Europejską, ale również z poszczególnymi państwami członkowskimi Unii, co znacznie komplikuje przebieg negocjacji.

Nałożenie 50-procentowych ceł mogłoby objąć europejskie towary o łącznej wartości około 321 miliardów dolarów. Eksperci z Bloomberg Economics ostrzegają, że konsekwencją takiej decyzji byłby spadek amerykańskiego PKB o około 0.6% oraz wzrost cen dla konsumentów o 0.3%.

Decyzja o odroczeniu wpisuje się w szerszą strategię przemysłową Trumpa, której celem jest zachęcanie firm do lokowania inwestycji i uruchamiania produkcji na terenie Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w sektorach zaawansowanych technologii, takich jak półprzewodniki, komputery czy sztuczna inteligencja. Mniej strategiczne branże, jak przemysł tekstylny, pozostają poza tymi priorytetami.

Informacja o opóźnieniu wprowadzenia ceł została dobrze przyjęta przez rynki, choć inwestorzy zdążyli się już częściowo przyzwyczaić do efektownych, lecz chwilowych deklaracji Trumpa, które z czasem są łagodzone. I może to właśnie dobrze.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS Brokers

ORLEN VC inwestuje w innowacyjną technologię recyklingu plastiku szkockiego start-upu ReVentas

0

Fundusz ORLEN VC zainwestował w nowoczesną technologię oczyszczania odpadów z tworzyw sztucznych, by umożliwić ich ponowne wykorzystanie m.in. w opakowaniach konsumenckich. To innowacyjne rozwiązanie, stworzone przez szkocki start-up ReVentas, przyczyni się do zredukowania śladu węglowego plastików i zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania rynku na wysokiej jakości surowiec z recyklingu. Inwestycja ORLEN VC podkreśla rolę dekarbonizacji i gospodarki obiegu zamkniętego w strategii ORLEN 2035.

– Stawiamy na rozwój napędzany innowacjami. Aktywnie poszukujemy nowatorskich, zaawansowanych technologicznie rozwiązań, które pozwolą nam budować trwałe przewagi konkurencyjne i osiągać strategiczne cele. Mamy ambicje, by w przyszłości przekształcić naszą działalność w neutralną dla klimatu. Dlatego skutecznie wdrażamy zasady gospodarki obiegu zamkniętego i inwestujemy w kolejną spółkę technologiczną specjalizującą się w recyklingu tworzyw sztucznych. To pozwoli nam osiągnąć realne korzyści biznesowe i środowiskowe oraz sprostać unijnym regulacjom – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Opatentowana technologia ReVentas przetwarza dwa najczęściej stosowane tworzywa sztuczne – polietylen i polipropylen, które stanowią prawie 50 proc. z 390 milionów ton plastiku produkowanego każdego roku na świecie.

Proces start-upu polega na rozpuszczeniu polimerów, a następnie wyeliminowaniu z powstałego roztworu zanieczyszczeń takich, jak wypełniacze, barwniki i zapachy. W efekcie możliwe jest ponowne uzyskanie jednorodnych polimerów, gotowych do bezpośredniego stosowania w produkcji m.in. opakowań, komponentów dla branży motoryzacyjnej i różnego typu produktów konsumenckich.

Technologia ta działa w niskich temperaturach i ciśnieniach, co przekłada się na niższą energochłonność oraz mniejszy ślad węglowy. Jej przemysłowe zastosowanie może znacząco zwiększyć dostępność na rynku wysokiej czystości plastiku pochodzącego z recyklingu. Na świecie, w obecnie dostępnych komercyjnie technologiach przetwarzanych jest tylko ok. 9 proc. polimerów ze względu na trudności w uzyskaniu odpowiedniej jakości recyklatu ze zmieszanych odpadów plastikowych.

– Unijne regulacje od 2030 roku nakładają obowiązek stosowania w opakowaniach 10 proc. materiałów pochodzących z recyklingu. Jednocześnie szacuje się w Europie wysokie niedobory odpowiedniej jakości surowców wtórnych pozwalających na ponowne zastosowanie w produkcji. Wypełnienie tego zobowiązania będzie więc wyzwaniem. My traktujemy je jako szansę biznesową, którą dzięki kolejnej inwestycji w nowoczesną technologię recyklingu chcemy dobrze wykorzystać – mówi Marek Garniewski, Prezes Zarządu ORLEN VC.

– Inwestycja ORLEN VC to nie tylko kapitał niezbędny do dalszego rozwoju naszej firmy, ale również możliwość współpracy w wielu obszarach. Widzimy duży potencjał dla naszej technologii w środkowej Europie. ORLEN jako lider w regionie jest świetnym partnerem, który może pomóc w szybszej komercjalizacji naszej technologii na tym rynku – mówi Tom Rose, CEO ReVentas.

Zgodnie ze strategią ORLEN do 2035 roku, w obszarze petrochemii systematycznie będzie rósł udział surowców odnawialnych i wtórnych w ramach gospodarki obiegu zamkniętego. Ich zabezpieczenie umożliwią m.in. strategiczne partnerstwa. Moce recyklingu Grupy ORLEN w ciągu dekady wzrosną z obecnych 40 tys. ton do 250 tys. ton. Wytworzone z surowców odnawialnych i wtórnych produkty będą miały w 2035 roku 10-proc. udział w sprzedaży wszystkich petrochemikaliów.

ORLEN VC w ciągu trzech lat swojej działalności zainwestował już blisko 250 mln zł, budując portfel składający się z 13 spółek technologicznych i dwóch funduszy inwestycyjnych. W ReVentas, oprócz ORLEN VC, zainwestowały także: Beiersdorf Venture Capital, fundusz inwestycyjny jednej z wiodących na świecie firm zajmujących się pielęgnacją skóry oraz Scottish Enterprise, szkocka, rządowa agencja wsparcia przedsiębiorczości.

Rynek biurowy w regionach: ponad 72% popytu przypada na Kraków, Wrocław i Trójmiasto

0

– Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w regionach”, pierwszy kwartał 2025 roku upłynął na regionalnych rynkach biurowych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) pod znakiem stabilnego popytu ze strony najemców, którzy decydowali się przeważnie na renegocjowanie dotychczasowych umów. Jednocześnie odnotowano wzrost udziału ekspansji, a dostępność powierzchni biurowej utrzymywała się na znaczącym poziomie. Niska aktywność deweloperska koncentruje się na trzech miastach: Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu, które odpowiadają za 68% powierzchni pozostającej w budowie.

Na koniec marca 2025 roku największe rynki regionalne poza Warszawą utrzymywały przewagę ok. pół miliona mkw. nad stolicą pod względem wielkości zasobów powierzchni biurowej – ponad 6,7 mln mkw. versus prawie 6,3 mln mkw.

W pierwszym kwartale oddano do użytku zaledwie 2400 mkw. nowej powierzchni w Poznaniu – to najsłabszy wynik od początku prowadzenia statystyk dla miast regionalnych. Aktywność deweloperów w miastach regionalnych pozostaje na niskim poziomie. Na koniec marca 2025 roku w budowie znajdowało się prawie 193 000 mkw. – to o niecałe 13% mniej niż w czwartym kwartale 2024 roku i aż o prawie 73% mniej w porównaniu ze średnią roczną z ostatnich 10 lat, wynoszącą ok. 711 000 mkw., 68% tego wolumenu przypada na trzy miasta: Kraków, Poznań i Wrocław.

– Według zapowiedzi deweloperów w całym 2025 roku nowa podaż w miastach regionalnych nie przekroczy 70 000 mkw., co będzie najniższym wolumenem nowej podaży od 2006 roku. Spowolnienie na polskim rynku biurowym pod względem realizacji nowych inwestycji prawdopodobnie utrzyma się także w kolejnych kwartałach – głównie z powodu wysokiego wskaźnika pustostanów w istniejących budynkach oraz tendencji najemców do pozostawania w dotychczasowych lokalizacjach – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Z kolei popyt na biura na głównych rynkach regionalnych utrzymuje się na stabilnym poziomie. W pierwszym kwartale 2025 roku najemcy podpisali umowy na blisko 176 900 mkw. – to wynik o prawie 20% niższy niż w poprzednim kwartale, ale o ponad 27% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W tym czasie żadna ze sfinalizowanych transakcji nie przekroczyła 10 000 mkw., a średnia wielkość podpisywanych umów wyniosła ok. 1000 mkw., co oznacza wzrost o blisko 10% względem pierwszego kwartału 2024 roku.

– Od początku stycznia do końca marca 2025 roku najwięcej powierzchni biurowej, bo aż 56 600 mkw., najemcy wynajęli w Krakowie. Na drugim miejscu uplasował się Wrocław z ponad 43 800 mkw. podpisanych umów. W Trójmieście aktywność najemców wyniosła prawie 26 400 mkw. Na te trzy miasta przypadło ponad 72% całkowitego popytu zarejestrowanego na rynkach regionalnych w pierwszym kwartale – dodaje Karol Wyka.

Od czwartego kwartału 2023 roku udział renegocjacji i odnowień umów najmu w całkowitym popycie na głównych rynkach regionalnych przekracza 45%. W pierwszych trzech miesiącach 2025 roku wyniósł on 47,6%. Na drugim miejscu znalazły się nowe umowy, które stanowiły 39,6% łącznego wolumenu. Natomiast pozostałe 12,8% przypadło na ekspansje (8,4%), umowy przednajmu (3,0%) oraz transakcje na potrzeby własne (1,4%).

– Pozytywnym sygnałem dla rynku biurowego jest wzrost ilości powierzchni wynajętej w pierwszym kwartale 2025 roku w ramach ekspansji do prawie 15 000 mkw., co stanowi niemal 70% wszystkich umów tego typu zawartych w całym 2024 roku (22 000 mkw.). Największy udział w popycie miały firmy z sektora IT i usług dla biznesu. Przypadło na nie odpowiednio 18% i 16% całkowitego wolumenu transakcji najmu. Na trzecim miejscu znalazła się branża produkcyjna z 14-procentowym udziałem – mówi Karol Wyka.

Pod koniec marca 2025 roku współczynnik pustostanów na głównych rynkach regionalnych ustabilizował się na stosunkowo wysokim poziomie – 17,5%. W kolejnych kwartałach może jednak stopniowo się obniżać z powodu ograniczonej aktywności deweloperów oraz stabilnego popytu ze strony najemców. W pierwszym kwartale 2025 roku odnotowano jego spadek o 0,3 p.p. w ujęciu zarówno kwartalnym, jak i rocznym. Wskaźnik pustostanów przekroczył 20% w trzech miastach: w Łodzi, Katowicach i Wrocławiu. Całkowity wolumen wolnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych osiągnął poziom 1,18 mln mkw.

– Czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe już od kilku kwartałów utrzymują się na stabilnym, stosunkowo wysokim poziomie (16,00-18,00 EUR/mkw./miesiąc). Dotyczy to w szczególności budynków, które uzyskały wysokie oceny w systemach certyfikacji środowiskowej lub znajdują się w najbardziej prestiżowych lokalizacjach. Na niższe stawki czynszu mogą liczyć najemcy w obiektach, które charakteryzują się niższym standardem lub wysokim wskaźnikiem pustostanów. Takie budynki są też niekiedy tymczasowo wycofywane z rynku w celu modernizacji lub ewentualnej zmiany funkcji, np. na mieszkaniową – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Pierwszy milion… długu. Kim są polscy dłużnicy-milionerzy?

Czy milion złotych zadłużenia to wciąż bariera nie do przekroczenia, czy już codzienność? Najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów pokazują, że 371 konsumentów w Polsce przekroczyło próg miliona złotych niespłaconych zobowiązań. W sumie milionerzy zalegają wierzycielom 790 mln zł. Najwięcej ich spotkamy w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdyni. Co czwarty z nich to senior. Zdaniem ekspertów, długi tej skali bywają efektem niepowodzeń biznesowych lub… świadomego unikania spłaty przez lata.

Obecnie w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej widnieje 371 konsumentów z niespłaconymi zobowiązaniami przekraczającymi milion złotych. Liczba dłużników-milionerów nieznacznie spadła na przestrzeni ostatnich 2 lat. W listopadzie 2022 roku było ich 373.

Odzyskiwanie milionowych należności od konsumentów to proces znacznie bardziej złożony niż w przypadku niższych kwot. Tacy dłużnicy są często dobrze zorientowani w mechanizmach finansowych i prawnych, a ich majątek, jeśli jeszcze istnieje, bywa rozproszony lub trudny do zidentyfikowania. Często mamy też do czynienia z osobami, które celowo unikały egzekucji przez lata, korzystając z luk prawnych lub przepisywania majątku na bliskich. W przypadku seniorów takie długi to nierzadko pozostałość po nietrafionych decyzjach biznesowych z przeszłości albo efekt poręczania cudzych kredytów. Ich sytuacja bywa szczególnie trudna, bo mają ograniczone dochody i są świadomi, że perspektywa uwolnienia się od długu jest bardzo odległa. Z kolei młodsze osoby z milionowym zadłużeniem to często byli przedsiębiorcy, których działalność nie przetrwała na rynku, ale nie zrezygnowali oni z dotychczasowego stylu życia. Windykacja takich dłużników wymaga dużej elastyczności, doświadczenia oraz działań analitycznych – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Regiony z największym zadłużeniem

Pod względem miejsca zamieszkania dłużnika, można powiedzieć, że liderem rankingu jest województwo mazowieckie. Tu 85 dłużników-milionerów musi uregulować blisko 150 mln zł. Na drugim miejscu znajduje się Pomorze, gdzie 43 osoby zalegają 147 mln zł. Trzecie miejsce zajmuje województwo śląskie – 36 dłużników ma do spłacenia prawie 70,5 mln zł.

Najwięcej dłużników można spotkać w dużych miastach na prawach powiatu: Warszawa – 50, Łódź – 19, Kraków – 12, Wrocław – 11, Poznań – 11, Gdynia – 10.

W przypadku powiatów, pod względem kwoty zadłużenia przypadającej na dłużnika, króluje powiat wejherowski w województwie pomorskim, tam 3 konsumentów ma do zwrotu blisko 78 mln zł, ale lwia część tej kwoty należy do mężczyzny w wieku 46-55 lat, który zalega 76 mln zł wobec sądu i funduszu sekurytyzacyjnego.

Najwięcej przeterminowanych płatności – 470 – przypada na województwo śląskie. Tam też najwięcej, bo 98 wierzycieli, czeka na swoje pieniądze od dłużników-milionerów. Tuż za Śląskiem plasuje się Mazowieckie – 387 niespłaconych zobowiązań finansowych. A na trzecim miejscu są konsumenci z Pomorza, z liczbą 243 nieuregulowanych rachunków.

Najniższy wskaźnik odnotowuje województwo świętokrzyskie: gdzie 3 dłużników ma „zaledwie” 11 niespłaconych zobowiązań finansowych o łącznej wartości 4,3 mln zł.

Pierwszy milion przychodzi z wiekiem

W spirali zadłużenia tkwią głównie 46-55-latkowie. Ta grupa wiekowa liczy w KRD 118 osób i odpowiada za 305 mln zł długu rozłożonego na 622 zobowiązania. Niewiele mniej, bo 100, jest seniorów, czyli osób powyżej 65. r.ż. Mają łącznie 189,3 mln zł długów. Na trzecim miejscu wśród milionerów są osoby w wieku 56-65 lat – to 95 dłużników z długiem 186,4 mln zł. Najmłodsza kategoria wiekowa dłużników (26-35 lat) liczy 13 osób i 47 zobowiązań o łącznej wartości 29 mln zł.

Na szczęście nie notujemy jeszcze w KRD „milionerów” w wieku 18-25 lat, choć przyrost dłużników w tej grupie wiekowej ogólnie z roku na rok jest coraz wyższy. Pierwszy milion zadłużenia nie przychodzi jednak tak łatwo i tak szybko. Częściej pojawia się wśród starszych. Seniorzy mierzą się zwykle z konsekwencjami decyzji finansowych sprzed lat – ich długi trafiły już pod zarządzanie funduszy sekurytyzacyjnych. Natomiast wśród wierzycieli młodszych dłużników dominują banki, sądy i towarzystwa ubezpieczeniowe. Widzimy natomiast, że młodzi dłużnicy mają drugie pod względem wysokości obciążenie per capita, co może oznaczać poważne konsekwencje społeczno-ekonomiczne w przyszłości – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Patrząc przez pryzmat płci, aż 68 proc. „milionerów” to mężczyźni – do nich należy 1351 zobowiązań, które składają się na 594 mln zł długu. W niechlubnej grupie milionerów znajduje się też 120 kobiet, do których należy 195 mln nieuregulowanej kwoty.

Główni wierzyciele

Najwięcej, bo 389,6 mln zł, dłużnicy muszą zwrócić funduszom sekurytyzacyjnym i firmom, które zarządzają należnościami. Drugim dużym wierzycielem „milionerów” są sądy, które czekają na spłatę 231,3 mln zł, a banki, SKOK-i, firmy pożyczkowe i ubezpieczeniowe czekają na zwrot – 109,7 mln zł.

Szkoły pod ostrzałem: ponad 3 300 cyberataków tygodniowo na placówki edukacyjne

Analitycy cyberbezpieczeństwa z firmy Check Point Research ujawnili skokowy wzrost liczby ataków na amerykańskie placówki edukacyjne — z 1 176 tygodniowo w styczniu 2024 r. do aż 3 323 w kwietniu 2025 r. W ciągu 1,5 roku liczba ataków niemal się potroiła, a sektor edukacji i badań stał się jednym z najbardziej atakowanych na świecie.

Przykładem działań cyberprzestępczych wycelowanych w sektor edukacyjny był tegoroczny atak na firmę PowerSchool, dostawcę oprogramowania dla sektora edukacyjnego. Doprowadził on do wycieku danych osobowych ponad 60 milionów uczniów oraz 10 milionów nauczycieli. Sprawcą okazał się 19-letni student z Massachusetts, Matthew Lane, który uzyskał nieautoryzowany dostęp do systemów PowerSchool, wykorzystując skradzione dane logowania pracownika kontraktowego firmy.  Haker zażądał od PowerSchool okupu w wysokości 2,85 miliona dolarów w bitcoinach, grożąc upublicznieniem skradzionych danych. Mimo że firma zdecydowała się zapłacić żądaną kwotę, haker kontynuował próby szantażu, kontaktując się bezpośrednio z poszczególnymi okręgami szkolnymi i żądając dodatkowych płatności.

– Szkoły, uczelnie i inne instytucje edukacyjne są szczególnie podatne na cyberataki z kilku powodów. Przede wszystkim charakteryzują się ogromną powierzchnią ataku – korzystają z rozległych sieci, tysięcy urządzeń (często niezarządzanych) i współpracują z wieloma podmiotami zewnętrznymi. Przechowują również ogromne ilości wrażliwych danych, takich jak dane osobowe (PII), informacje zdrowotne (PHI), dane finansowe studentów i pracowników, a także wyniki badań naukowych. Dodatkowo wiele z nich działa w oparciu o przestarzałą infrastrukturę i boryka się z ograniczonymi budżetami oraz niedoborami kadrowymi w zespołach IT – mówi Wojciech Głażewski, przedstawiciel firmy Check Point Software w Polsce.

Polskie uczelnie celem cyberataków

Zagrożenie obecne jest nie tylko za oceanem. W ostatnich latach cyberprzestępcy atakowali m.in. polskie uczelnie. W styczniu zeszłego roku zaatakowany został Uniwersytet Zielonogórski. W wyniku tego incydentu przestały działać m.in. poczta elektroniczna, systemy biblioteczne oraz system pobierania kluczy do sal wykładowych. Choć zajęcia odbywały się zgodnie z planem, uczelnia musiała przeprowadzić analizę zabezpieczeń i stopniowo przywracać działanie systemów. W tym samym okresie rosyjscy cyberprzestępcy mieli zaatakować Wyższą Szkołę Gospodarki w Bydgoszczy. WSG przekazało, że w wyniku ataku (…) część serwerów uczelnianych została zablokowana, jednak nie stwierdzono wycieku danych, a beneficjenci i interesariusze.

Rok wcześniej doszło z kolei do głośnego cyberataku na Akademię Sztuki Wojennej w Warszawie. Grupa hakerska CyberTriad, powiązana z Rosją i Chinami, przeprowadziła atak na komputery uczelni, wykorzystując oprogramowanie typu wiper, które usuwa dane z zainfekowanych urządzeń. W wyniku ataku uczelnia utraciła dostęp do części danych osobowych, w tym danych wrażliwych.

Kiedy i jak będą wyglądać kolejne ataki?

Analizy danych Check Pointa wskazują, że cyberataki na sektor edukacyjny mają charakter sezonowy. Największy skok odnotowano we wrześniu 2024 r. (3 243 ataki tygodniowo), a szczyt osiągnięto w marcu 2025 r. (3 492 ataki). Spadki widoczne są natomiast w okresie wakacyjnym i zimowej przerwy, co sugeruje, że ataki są celowo planowane na czas największego zaangażowania szkół.

Najczęstsze metody ataków na instytucje edukacyjne obejmują phishing i inżynierię społeczną, czyli wysyłanie oszukańczych e-maili, tworzenie fałszywych portali logowania oraz wykorzystywanie przynęt generowanych przez sztuczną inteligencję. Coraz większą popularność zyskuje także tzw. QR phishing (quishing), polegający na wykorzystywaniu złośliwych kodów QR podczas rejestracji obecności, wydarzeń czy ankiet, które przekierowują użytkowników na spreparowane strony.

Kolejnym powszechnym zagrożeniem jest ransomware, czyli oprogramowanie szyfrujące systemy edukacyjne i wymuszające okup za ich odblokowanie. Do ataków dochodzi również w wyniku nieautoryzowanego dostępu, często spowodowanego słabymi lub powtarzającymi się hasłami, niezałatanymi lukami w oprogramowaniu lub błędami konfiguracyjnymi w systemach i chmurze.

W dobie ogólnodostępnych narzędzi AI, gotowych zestawów ransomware i handlu skradzionymi danymi, każdy może stać się cybernapastnikiem. A to oznacza, że szkoły nie mogą już traktować cyberbezpieczeństwa jako dodatku – to podstawa funkcjonowania współczesnej edukacji. Eksperci zaznaczają, że cyberbezpieczeństwo to dziś nie wybór, a konieczność — warunek przyszłości nauki, ochrony uczniów i społecznego zaufania.

Spada aktywność deweloperów – mniej nowych pozwoleń i mieszkań w budowie

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w kwietniu oraz czterech pierwszych miesiącach bieżącego roku, potwierdziła słabnącą od początku roku kondycję segmentu inwestycyjnego pierwotnego rynku mieszkaniowego. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, to efekt dość wyraźnie postępującej ostrożności inwestycyjnej deweloperów i skomplikowanej sytuacji geopolitycznej.

Widoczne już od jesieni ub. roku osłabienie gusowskich statystyk budownictwa mieszkaniowego, zaznaczone szczególnie w danych mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń, znalazło swoje potwierdzenie w publikacji kwietniowej. Co więcej, taki stanWyk.1 - Statystyki GUS - inwestycje mieszkaniowe 2022-2025 rzeczy wynika przede wszystkim z hamowania aktywności inwestycyjnej deweloperów. Może to budzić obawy o stan koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań już w perspektywie najbliższych miesięcy.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl w sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową ponad 20 tys. mieszkań, co jest rezultatem o 5,5 proc. gorszym od uzyskanego w kwietniu ub. roku i o 8 proc. licząc miesiąc do miesiąca. Relatywnie słabo wypadli deweloperzy z wynikiem niespełna 12 tys. rozpoczętych lokali. To jeden z ich najsłabszych wyników, licząc od połowy 2023 r.

Z kolei w czterech pierwszych miesiącach br. w Polsce ruszyła budowa blisko 76 tys. mieszkań i domów, co oznacza 7-procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Sami deweloperzy uzyskali wynik 48 tys. lokali, czyli o 11 proc. gorszy w relacji rok do roku. Take rezultaty prezentują dość niepokojące hamowanie koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Tymczasem jeszcze słabiej prezentują się gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w kwietniu w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano 19 tys. decyzji administracyjnych, natomiast licząc od początku roku prawie 81 tys., co w obu przypadkach oznacza spadek w relacji rok do roku odpowiednio o 24 i 15 proc.

Z kolei wynik deweloperskich pozwoleń na poziomie niespełna 11 tys. w kwietniu i 51 tys. od początku roku komunikuje bardzo wyraźny regres rdr odpowiednio o 37 i 25 proc. Nawet licząc miesiąc do miesiąca, pojawił się już spadek rzędu 23 proc. Tego typu statystyki zaliczają się do historycznie najsłabszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych.

W dalszym ciągu statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego. W kwietniu było takich mieszkań w sumie nieco ponad 16 tys., czyli mniej więcej tyle samo licząc zarówno rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca. Z kolei wynik od początku roku rzędu 62 tys. lokali oddanych jest o zaledwie 3 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć dość pesymistyczną wymowę. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl szczególnie niepokojąco prezentują się statystyki nowych pozwoleń na budowę deweloperów, które uznaje się za wiarygodny wskaźnik optymizmu inwestycyjnego budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Wprawdzie znaczenie obecnych spadków omawianych statystyk nieco umniejsza fakt zgromadzenia pokaźnej ilości przedmiotowych decyzji administracyjnych w okresie ub. roku, ale i tak miesięczny wynik kwietniowy na poziomie nieco ponad 10 tys. jednostek wydaje się dość deprymujący.

W sumie widać dość wyraźnie postępującą ostrożność inwestycyjną deweloperów, spowodowaną najprawdopodobniej niepewnością co perspektyw rozwoju koniunktury gospodarczej w Polsce w obliczu szeregu zagrożeń determinowanych coraz bardziej skomplikowaną sytuacją geopolityczną. Na razie jednak wydaje się, że jest zdecydowanie za wcześnie, by całkowicie wykluczyć możliwość trwalszego ożywienia koniunktury krajowej mieszkaniówki jeszcze przed końcem bieżącego roku.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dla 70% tłumaczy nie ma już przyszłości – AGI zmienia zasady gry

Choć OpenAI oficjalnie nie podało jeszcze dokładnej daty premiery ChatGPT-5, wiele wskazuje, że nowy model pojawi się na rynku jeszcze w 2025. To najbardziej zaawansowany jak dotąd model przetwarzania języka naturalnego, zaliczany już nie tylko do klasy LLM (Large Language Model), lecz do pierwszych kroków w kierunku AGI (Artificial General Intelligence). ChatGPT-5 potrafi rozumieć kontekst, intencję, idiomy, niuanse stylistyczne i rejestrowe, a także posługuje się wieloma językami na poziomie bliskim native speakera. Szczególną cechą wersji 5.0 jest umiejętność „kontrolowanej” adaptacji stylu do odbiorcy, co znacznie zbliża jej efekty pracy do tłumaczeń wykonywanych przez człowieka. To właśnie ta cecha czyni ChatGPT-5 narzędziem, które diametralnie zmienia rynek tłumaczeń.

Czy tłumacz zostanie wyparty przez algorytm? A może jego rola ulegnie transformacji? Celem niniejszego artykułu jest analiza tego, jak rozwój ChatGPT-5 wpływa na zawód tłumacza w Polsce oraz jaką rolę może odegrać państwo w łagodzeniu skutków technologicznej rewolucji.

Analiza wpływu ChatGPT-5 na zawód tłumacza

Według prognoz branżowych nawet 70% obecnych tłumaczy może w najbliższych latach stracić pracę lub zostać zmuszonych do całkowitej zmiany specjalizacji.

Zadania podatne na automatyzację

Tłumacze wykonują szeroki wachlarz zadań, jednak nie wszystkie są jednakowo podatne na automatyzację. Poniższa tabela pokazuje, które czynności mogą zostać zautomatyzowane przez modele pokroju ChatGPT-5:

Zadanie Podatność na automatyzację Uwagi
Tłumaczenia ogólne (np. e-commerce) Wysoka Niewielkie ryzyko błędu, duża powtarzalność treści
Tłumaczenia techniczne Średnia/wysoka Wymagana terminologia, ale modele radzą sobie coraz lepiej
Tłumaczenia prawnicze Średnia Potrzeba wiedzy prawnej i odpowiedzialność za dokładność
Tłumaczenia medyczne Średnia Wysoka precyzja konieczna; potencjalnie wspomagane przez ekspertów
Tłumaczenia ustne Niska Wymagana obecność, reakcje na sytuację, intonacja, emocje
Tłumaczenia literackie Niska/Średnia Styl, metafory, kultura – trudne do odtworzenia przez AI

Wpływ na branże specjalistyczne

W branży technicznej ChatGPT-5 może przyspieszyć i potanić tłumaczenia dokumentacji, instrukcji obsługi czy kodu. W prawniczej – wspierać tłumaczy przysięgłych poprzez tworzenie wstępnych wersji dokumentów. W medycynie – może pomóc w tłumaczeniu dokumentów GCP, raportów z badań klinicznych, jednak zawsze wymagane będzie sprawdzenie przez specjalistę. W każdym przypadku rola tłumacza zmienia się z „twórcy” na „redaktora/recenzenta”.

Typologia tłumaczeń vs AI

  • Tłumaczenia pisemne: zagrożone automatyzacją.
  • Tłumaczenia ustne konsekutywne: ograniczone zastosowanie AI.
  • Tłumaczenia symultaniczne: technicznie możliwe, ale jakość nadal słabsza.
  • Tłumaczenia przysięgłe: prawnie wymagane źręczne wykonanie (choć możliwe wsparcie przez ChatGPT-5 w trybie „asystenta”).

Przyszłość firm tłumaczeniowych w Polsce

Ewolucja modeli biznesowych

W miarę jak ChatGPT-5 oraz inne systemy LLM stają się coraz bardziej dostępne i precyzyjne, firmy tłumaczeniowe będą musiały przejść transformację. Klasyczny model „człowiek+tłumaczenie od zera” będzie coraz częściej zastępowany przez model hybrydowy: AI tworzy pierwszą wersję tekstu, człowiek dokonuje korekty i walidacji. Z czasem pojawią się nowe usługi, takie jak: audyt tłumaczeń maszynowych, konsultacje terminologiczne, personalizacja modeli AI pod potrzeby klienta.

Kto zyska, kto straci?

Zyskają firmy, które szybko wdrożą narzędzia oparte na ChatGPT-5 i zaoferują klientom wartość dodaną: jakość, szybkość, doradztwo. Stracą natomiast mniejsze biura tłumaczeń, które nie będą miały środków na inwestycje technologiczne lub nie dostosują oferty do zmieniających się realiów.

Nowe nisze i specjalizacje

Rosnące znaczenie będą miały nisze: tłumaczenia w sektorze regulowanym, lokalizacja gier i aplikacji, tłumaczenia dla medycyny i farmacji, korekty tłumaczeń AI pod konkretne rynki. Ponadto pojawią się zawody pokrewne: trener modeli językowych, korektor AI, specjalista ds. jakości tłumaczeń automatycznych.

Rola państwa w edukacji i przekwalifikowaniu zawodowym

Konieczność działań systemowych

Transformacja zawodu tłumacza nie powinna odbywać się bez wsparcia państwa. W obliczu gwałtownego tempa zmian technologicznych, konieczne jest stworzenie ram edukacyjnych i instytucjonalnych umożliwiających tłumaczom dostosowanie się do nowych realiów. Dotyczy to zarówno osób młodych, jak i doświadczonych specjalistów, którzy potrzebują przekwalifikowania lub uzupełnienia kompetencji.

Propozycje programów edukacyjnych

Państwo może wspierać sektor tłumaczeniowy poprzez uruchamianie programów szkoleń i certyfikacji dla zawodów przyszłości, takich jak korektor AI, operator narzędzi CAT+AI, specjalista ds. lokalizacji. Współpraca uczelni wyższych, szkół językowych i instytucji publicznych może zaowocować stworzeniem zintegrowanego systemu kształcenia tłumaczy nowej generacji.

Wsparcie finansowe i społeczne

Warto rozważyć wprowadzenie grantów i stypendiów dla osób decydujących się na przekwalifikowanie. Wsparcie może mieć formę bonów szkoleniowych, ulg podatkowych lub dofinansowania dla firm szkoleniowych. Takie działania zwiększą szanse na zachowanie aktywności zawodowej tłumaczy, którzy nie mogą konkurować z AI w tradycyjnych obszarach.

Alternatywne ścieżki zawodowe

Tłumacze dysponują wyjątkowymi kompetencjami lingwistycznymi, kulturowymi i komunikacyjnymi. Dzięki temu mogą odnaleźć się w wielu innych zawodach: jako nauczyciele języków, redaktorzy treści AI, konsultanci ds. komunikacji międzykulturowej, a nawet twórcy treści edukacyjnych wspieranych przez sztuczną inteligencję.

Argumenty i perspektywy

Argumenty przemawiające za marginalizacją zawodu tłumacza

Zwolennicy tezy o stopniowym zaniku tradycyjnego zawodu tłumacza wskazują na gwałtowny rozwój AI oraz coraz szerszą dostępność wysokiej jakości narzędzi automatyzujących przekład. Ich zdaniem, przy rosnącej efektywności ChatGPT-5, wiele firm i klientów indywidualnych będzie wybierać tańsze, szybsze i łatwo dostępne rozwiązania, co znacznie ograniczy zapotrzebowanie na pracę ludzką. Dodatkowo, modele AI są w stanie uczyć się preferencji użytkowników i dostosowywać się do konkretnych stylów, co jeszcze bardziej zaciera granice między tłumaczem a algorytmem.

Argumenty przeciwko marginalizacji

Z drugiej strony, wielu ekspertów podkreśla, że język to nie tylko zestaw słów, lecz także kultura, intencje, kontekst i emocje. W przypadku tekstów literackich, umów prawnych czy komunikatów marketingowych, precyzja interpretacyjna i odpowiedzialność pozostają kluczowe. Tłumacz jako człowiek jest w stanie lepiej rozpoznać niuanse sytuacyjne i kulturowe oraz dostosować komunikat do odbiorcy. W dodatku, tłumaczenia przysięgłe nadal będą wymagać walidacji ludzkiej ze względu na regulacje prawne.

Głos środowiska tłumaczy

Tłumacze wyrażają mieszane uczucia. Z jednej strony obawiają się spadku liczby zleceń i obniżenia stawek, z drugiej widzą szansę na odejście od monotonnych, powtarzalnych zadań na rzecz pracy kreatywnej, konsultacyjnej i redakcyjnej. Pojawiają się postulaty o formalne uznanie roli korektora AI jako nowego zawodu oraz o integrację narzędzi AI z procesem kształcenia.

Perspektywa firm tłumaczeniowych i klientów

Firmy widzą w ChatGPT-5 szansę na zwiększenie wydajności i obniżenie kosztów operacyjnych. Z kolei klienci oczekują usług szybszych, tańszych, ale nie rezygnują z jakości – co otwiera pole do synergii: AI+człowiek. Istnieje potrzeba edukowania klientów w zakresie tego, czym różni się pełne tłumaczenie ludzkie, od wersji „machine-assisted” – co może dać przewagę firmom oferującym transparentność i wsparcie eksperckie.

Rola państwa i polityki publicznej

Rząd powinien wspierać nie tylko rozwój kompetencji cyfrowych, ale także prowadzić dialog z branżą tłumaczeniową w celu zachowania wartości społecznej języka, rzetelności przekładu i pluralizmu kulturowego. Warto rozważyć certyfikację tłumaczeń AI, a także finansowanie badań nad jakością i etyką tłumaczeń wspomaganych maszynowo.

Zakończenie

W obliczu rosnących możliwości sztucznej inteligencji zawód tłumacza w Polsce nie zniknie, ale ulegnie głębokiej przemianie. Będzie mniej pracy rutynowej, a więcej kreatywności, odpowiedzialności i współpracy z technologią. Kluczem do sukcesu będzie gotowość do adaptacji, otwartość na nowe kompetencje oraz współdziałanie sektora prywatnego i publicznego na rzecz bezpiecznej i sprawiedliwej transformacji rynku językowego.

Europa dryfuje wyborczo na prawo

Odmienne trendy gospodarcze w Rumunii, Polsce i Portugalii łączy wspólny mianownik: presja na finanse publiczne i wysokie koszty finansowania zewnętrznego. W zmniejszeniu problemów z finansowaniem pomóc może szybsze wykorzystywanie środków unijnych na odbudowę i rozwój (Next generation EU – w Polsce jako KPO) co powinno być priorytetem dla wszystkich trzech rządów.

  • Wybory w Rumunii, Polsce i Portugalii odzwierciedlają rozdrobnienie polityczne w całej Europie. W Rumunii prounijny Nicușor Dan wygrał wybory prezydenckie, stabilizując rentowność obligacji w oczekiwaniu na konsolidację fiskalną i rozwiązanie podwójnego deficytu na poziomie -9%. Jednocześnie silny wynik ultranacjonalisty George’a Simiona podkreśla powszechne niezadowolenie.
  • W Polsce centrysta Rafał Trzaskowski zmierzy się z konserwatystą Karolem Nawrockim, a wynik będzie kluczowy dla reform UE.
  • W Portugalii wzrost znaczenia skrajnie prawicowej partii Chega sygnalizuje niezadowolenie, choć kondycja fiskalna pozostaje solidna i dobrze odzwierciedlona w niedawnej podwyżce ratingu i niskiej premii za ryzyko.
  • Ogólnie rzecz biorąc, ryzyko związane z finansowaniem nasiliło się, a pilne przyspieszenie wydatków w ramach NGEU powinno być priorytetem dla wszystkich trzech rządów.

Wybory w Rumunii, Polsce i Portugalii w opinii Allianz Trade odzwierciedlają szerszy trend: rosnącą siłę prawicowego populizmu i nastrojów antyestablishmentowych w całej Europie. Podczas gdy europejscy przywódcy wyrazili ulgę z powodu zwycięstwa prounijnego centrysty Nicușora Dana w rumuńskim wyścigu prezydenckim (53,6% głosów przeciwko ultranacjonaliście George’owi Simionowi z 46,4%), wąski margines i silny wynik Simiona sygnalizują głębokie niezadowolenie. Partia AUR Simiona, założona zaledwie pięć lat temu, jest obecnie drugą co do wielkości w rumuńskim parlamencie i może zyskać dalsze poparcie w obliczu zbliżających się oszczędności mających na celu opanowanie rosnącego deficytu fiskalnego. Dan, choć obecnie niezależny, był kiedyś założycielem reformatorskiej partii USR i zyskał rozgłos jako burmistrz Bukaresztu. Jego zwycięstwo nastąpiło po tym, jak tradycyjne rumuńskie partie osiągnęły fatalne wyniki w pierwszej turze, uzyskując łącznie zaledwie 20% głosów – co było uderzającym znakiem odrzucenia przez wyborców politycznego establishmentu.

W międzyczasie w Portugalii skrajnie prawicowa partia Chega, która sześć lat temu ledwo zarejestrowała jakiekolwiek głosy, wzrosła w niedzielnych wyborach parlamentarnych i może zająć drugie miejsce po podliczeniu głosów zagranicznych 28 maja. Wzrost Chegi pchnął portugalskich socjalistów w kierunku najgorszego wyniku od 1987 r., podczas gdy partie prawicowo-centrowe posiadają obecnie dwie trzecie mandatów. Zarówno w Rumunii, jak i w Portugalii, rosnąca polaryzacja – i w mniejszym stopniu rosnąca fragmentacja polityczna – spowodowały wzrost naszego indeksu niestabilności politycznej (wykres 1).

Z kolei w Polsce w ostatnich latach odnotowano znaczny spadek niestabilności politycznej, w dużej mierze spowodowany zmniejszoną alienacją polityczną (zwiększonym zaangażowaniem). Jednak w obliczu zbliżającej się drugiej tury wyborów prezydenckich perspektywy pozostają niepewne. W Polsce centrysta Rafał Trzaskowski (31,4%) zmierzy się 1 czerwca z konserwatystą Karolem Nawrockim (29,5%) w rozdrobnionym polu politycznym, w którym prawicowi kandydaci zdobyli łącznie ponad połowę głosów (dodatkowo Sławomir Mentzen (14,8%) i Grzegorz Braun (6%)). Chociaż rozwidlenie dróg dla Polski nie jest tak wyraźne, jak w przypadku Rumunii z jej podwójnym deficytem, to jednak wynik w przyszłym miesiącu będzie miał ogromne znaczenie dla stanowiska Polski wobec UE. Jeśli Nawrocki wygra, może to zniweczyć prounijne reformy premiera Donalda Tuska. We wszystkich trzech krajach przesłanie jest jasne: podczas gdy centryści wciąż utrzymują pozycję, prawicowy populizm nabiera tempa – a wyborcy domagają się zmian.

Wykres 1: Wskaźnik niestabilności politycznej

Wskaźnik niestabilności politycznej

Źródła: sondaże krajowe, Wikipedia, EiQCC, Allianz Research. Uwaga: Indeks składa się z trzech elementów: fragmentacji (udział 2 największych tradycyjnych partii, liczba partii >10%), polaryzacji (udział partii skrajnie prawicowych, skrajnie lewicowych i populistycznych, na podstawie EiQCC z Uniwersytetu Cambridge) oraz alienacji (udział osób niegłosujących w ostatnich wyborach, możliwość i wpływ referendów).

Każdy z tych trzech krajów wykazuje odmienne trendy gospodarcze i polityczne, co ma różny wpływ na wzrost gospodarczy i inflację. Oczekiwać można, że wybór Nicușora Dana, prounijnego reformatora, który skupił się na konsolidacji fiskalnej, zwiększy stabilność rządu i zaufanie inwestorów w Rumunii. Nie zostało to jednak jeszcze udowodnione. PKB Rumunii wzrósł o+ 0,6% kw/kw w I kwartale 2025 r. (wykres 2, po lewej), odbijając się od zaledwie +0,1% w IV kwartale 2024 r. i sygnalizując stabilizację produkcji przemysłowej. Niemniej jednak trzeba być ostrożnym odnośnie perspektyw, a wzrost Rumunii za cały rok prognozujemy na poziomie +1,6% w 2025 r., w porównaniu z +0,8% w 2024 r. i +2,3% w 2026 r. Pomimo inwestycji finansowanych ze środków UE i odporności konsumpcji prywatnej to niepewność polityczna związana z utworzeniem nowej koalicji rządowej może opóźnić wdrożenie niezbędnych reform. Inflacja wciąż jest wyzwaniem do przezwyciężenia a ceny nadal rosły – o +4,9% w kwietniu 2025 r. (wykres 2, po prawej).

W Polsce wzrost PKB spowolnił do +0,7% w I kwartale 2025 r., z +1,4% w IV kwartale, ale wynik ten nadal przewyższał oczekiwania. Oczekujemy, że Polska wzrośnie o +2,8% w 2025 r. i o +2,9% w 2026 r., a wzrost ten napędzać będzie duży (i odporny) rynek krajowy oraz fundusze UE. Inflacja spadła w kwietniu do +4,3%, co oznacza spadek o -0,7 punktu procentowego w porównaniu z październikiem 2024 roku. Skłoniło to Narodowy Bank Polski do obniżenia w maju stopy procentowej o 50 pb, co było pierwszą taką obniżką od października 2023 r. Ryzyko polityczne utrzymuje się jednak, ponieważ zbliżające się wybory prezydenckie 1 czerwca mogą albo wesprzeć dalsze reformy, albo zdestabilizować rząd.

W Portugalii gospodarka skurczyła się o -0,5% kw/kw w I kwartale 2025 r., prawdopodobnie korygując silny wzrost o +1,4% w IV kwartale 2024 r., kiedy to konsumpcja prywatna wzrosła z powodu czynników przejściowych. Wzrost dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych był spowodowany zmianami w systemie podatku dochodowego od osób fizycznych (z mocą wsteczną od początku 2024 r.) oraz wyjątkowym dodatkiem do emerytury wypłaconym w październiku 2024 r. Pomimo tego tymczasowego załamania, produkcja pozostaje o 16% powyżej poziomów sprzed pandemii, a Portugalia nadal wyprzedza (w tym względzie) strefę euro. Odczyt za I kwartał stwarza jednak ryzyko pogorszenia prognozy wzrostu na 2025 r., która obecnie wynosi +1,9%. Niemniej jednak perspektywy pozostają korzystne. Chociaż dezinflacja w Portugalii jest zasadniczo na dobrej drodze, kryzys kosztów utrzymania zdominował bardzo krótką kampanię wyborczą. Ceny wzrosły w kwietniu o +2,1% r/r z siedmiomiesięcznego minimum +1,9% w marcu, a napędzały ją ceny usług. W Allianz Trade spodziewamy się jednak, że w tym ciągu całego roku inflacja wyniesie +1,9%.

Wykres 2: PKB (2019=100, po lewej) i inflacja zasadnicza (%, r/r, po prawej)

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Presja na finanse publiczne rośnie. Każdy z tych trzech krajów stoi przed innymi wyzwaniami fiskalnymi, kształtowanymi przez jego sytuację polityczną i warunki gospodarcze. Sytuacja w Rumunii jest najpoważniejsza, z prognozowanym deficytem budżetowym na poziomie -8,7% PKB w 2024 r. i długiem publicznym, który do 2027 r. ma przekroczyć próg 60% z Maastricht. Kraj ten ma duże podwójne deficyty, z saldami fiskalnymi i obrotów bieżących zbliżającymi się do -9% PKB, co sprawia, że jest on silnie uzależniony od napływu kapitału. Niedawne odchylenia fiskalne były spowodowane wydatkami związanymi z inflacją i niezadowalającymi wypłatami z funduszy UE. Zgodnie z unijną procedurą nadmiernego deficytu, Rumunia musi zmniejszyć swój deficyt do poziomu poniżej -3% do 2031 roku. Niepewność polityczna w najbliższej przyszłości i brak jasnego planu fiskalnego grożą dalszym poślizgiem, ale z drugiej strony zwycięstwo Dana otwiera drogę do stabilności i odnowienia dyscypliny fiskalnej.

Polska, choć znajduje się w lepszej sytuacji, również stoi w obliczu presji na konsolidację fiskalną. Deficyt budżetowy w 2024 r. ma wynieść -5,3% PKB, co jest mniej dotkliwe niż deficyt Rumunii, ale nadal znaczące. Oczekiwać można jednak poprawy i osiągnięcia dzięki konsolidacji fiskalnej poziomu -3% do 2028 r.. Jednak niepewność polityczna przed drugą turą wyborów prezydenckich zwiększa ryzyko, ponieważ urzędujący prezydent zablokował reformy sądownictwa, które mają kluczowe znaczenie dla odmrożenia funduszy UE. Zwycięstwo prounijnego kandydata Trzaskowskiego usunęłoby tę przeszkodę i utorowałoby drogę do wiarygodnej strategii fiskalnej, w szczególności poprzez zapewnienie pełnego dostępu do funduszy NGEU.

Z kolei Portugalia wyróżnia się odpornością fiskalną i niedawną poprawą. Pomimo rozdrobnienia politycznego, zwycięstwo centroprawicowej koalicji sygnalizuje ciągłość polityki. Kraj odnotował nadwyżkę budżetową w 2023 r., a wskaźnik zadłużenia do PKB spadł o ponad 40 punktów procentowych w stosunku do szczytowego poziomu z 2021 r. wynoszącego 95,6%, przy czym spodziewane są dalsze spadki. Jednak zwiększenie rządowych wydatków na obronę z obecnego poziomu 1,55% PKB do 2% docelowego poziomu NATO do 2029 r. spowolni trend spadku zadłużenia.

Ryzyko związane z zapewnieniem finansowania wyraźnie wzrosło, więc pilne przyspieszenie wydatków w ramach instrumentu Next Generation EU (Fundusz Odbudowy, w Polsce wdrażany poprzez Krajowy Plan Odbudowy) powinno być priorytetem dla wszystkich trzech rządów. Portugalia, Rumunia i Polska są głównymi beneficjentami unijnego instrumentu Next Generation EU (NGEU) i mają otrzymać środki odpowiadające około 10% ich PKB w okresie wypłaty (2021-2026). Wszystkie te kraje charakteryzują się jednak niskim tempem absorpcji w stosunku do PKB (wykres 3). Dostęp do funduszy NGEU ma kluczowe znaczenie dla Polski, aby wesprzeć jej długoterminowe plany inwestycyjne, w szczególności w zakresie infrastruktury i zielonej transformacji. Prounijny rząd zaangażowany w reformy sądownictwa i zarządzania mógłby wreszcie odblokować pełną wypłatę tych dotacji, z których znaczna część została zamrożona z powodu obaw o praworządność. Dalsze dostosowanie do priorytetów UE nie tylko wzmocniłoby zaufanie inwestorów, ale także pozwoliłoby Polsce w pełni wykorzystać potencjał transformacyjny funduszy NGEU (KPO). W Rumunii powolne postępy we wdrażaniu Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRP – Recovery and Resilience Plan) potęgują te wyzwania. Kraj ten wykorzystał jedynie 33% funduszy i osiągnął zaledwie 14% wymaganych kamieni milowych i celów, ponieważ utrzymujący się podział polityczny i długotrwałe procesy wyborcze utrudniały wysiłki reformatorskie.

Bez przyspieszenia reform, przyszłe wypłaty z UE są zagrożone, co zwiększa prawdopodobieństwo, że rząd będzie musiał samofinansować lub anulować kluczowe projekty. Utrudniłoby to średnioterminowy wzrost gospodarczy i zwiększyło podatność Rumunii na zagrożenia zewnętrzne, szczególnie biorąc pod uwagę znaczny deficyt na rachunku obrotów bieżących. Co więcej, niedawna decyzja Narodowego Banku Rumunii o utrzymaniu stopy procentowej na niezmienionym poziomie 6,5% przez piąte posiedzenie z rzędu, pomimo presji inflacyjnej i niepewności fiskalnej, ogranicza zdolność rządu do złagodzenia krajowych warunków finansowania. Wreszcie, rząd Portugalii podkreślił już wyzwania związane z dotrzymaniem terminów i osiągnięciem wymaganych kamieni milowych, co może spowodować, że kraj ten nie zmaksymalizuje korzyści płynących z otrzymania pełnej części przyznanych pożyczek (do tej pory Portugalia otrzymała 50% z przyznanych 5,9 mld EUR).

Rysunek 3: Środki przydzielone w ramach Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności(RRF – Recovery and Resilience Facility), % PKB w 2021 r. oraz % zaawansowania w realizacji celi pośrednich (kamieni milowych) i końcowychŚrodki przydzielone w ramach Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności

Źródła: Komisja Europejska, NGEU Tracker, Allianz Research

Rynki finansowe w związku z wyborami zareagowały ostrożnie. Po pierwszej turze wyborów prezydenckich w Rumunii rynki finansowe zareagowały gwałtownie, a rentowność 10-letnich obligacji wzrosła wtedy o 100 pb do 8,5%, podczas gdy lej wzrósł o 3% w stosunku do euro, osiągając rekordowo niski poziom 5,12/EUR. W obliczu odpływu kapitału i wyzwań związanych z finansowaniem zewnętrznym, bank centralny interweniował w celu wsparcia waluty. Chociaż rentowności obligacji zareagowała pozytywnie, spadkiem do 7,6% po prounijnym zwycięstwie Nicușora Dana, lej nadal rośnie o około 1,5% w stosunku do euro. Rynki oczekują dalszej stabilizacji, jeśli nowy rząd przywróci dyscyplinę fiskalną.

Z kolei polskie rynki finansowe są silne i należą do najlepiej radzących sobie w tym roku na tle rynków akcji krajów wschodzących, napędzane przez solidne wyniki gospodarcze, ograniczoną ekspozycję na globalne napięcia handlowe, stosunkowo wysokie wydatki na obronność i oczekiwany impuls ze strony niemieckiego pakietu fiskalnego. Około trzy czwarte handlu Polski odbywa się w ramach UE, co czyni ją atrakcyjną dla inwestorów zagranicznych. Jednak nastroje inwestorów zależą obecnie od wyników wyborów prezydenckich, które odbędą się 1 czerwca. Zwycięstwo Trzaskowskiego może umożliwić kontynuację reform, podczas gdy przegrana może grozić ponowną niestabilnością polityczną.

Inny obraz wyłania się w przypadku Portugalii: zaledwie dwa tygodnie przed upadkiem rządu w marcu 2025 r. agencja S&P podniosła rating kredytowy Portugalii do A z A-, powołując się na poprawę zewnętrznej sytuacji finansowej kraju i przyspieszoną redukcję długu publicznego. Od tego czasu reakcja rynku była stonowana, bez oznak znacznego ryzyka idiosynkratycznego, a premia za ryzyko portugalskiego rządu utrzymywała się poniżej francuskich spreadów (wykres 4).

Wykres 4: Spready 10-letnich obligacji skarbowych względem niemieckich Bundów10-letnich obligacji skarbowych względem niemieckich Bundów

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

OpenAI kupuje startup Jony’ego Ive’a za 6,5 mld USD. Czy legendarny projektant Apple odmieni świat sztucznej inteligencji?

Ryzykowna inwestycja OpenAI o wysokości 6,5 mld dolarów: czy Jony Ive może zrobić dla sztucznej inteligencji to samo, co zrobił dla iPhone’a?

  • Inwestycja OpenAI w urządzenia AI o wartości 6,5 miliarda USD z udziałem Jony’ego Ive’a może zrewolucjonizować sposób, w jaki konsumenci korzystają z technologii – jednak ryzyko związane z realizacją projektu pozostaje wysokie.
  • Potencjalnymi beneficjentami mogą być producenci półprzewodników i chipów edge-AI, podczas gdy tradycyjni producenci smartfonów i Apple stoją przed rosnącą presją konkurencyjną.
  • Inwestorzy powinni dywersyfikować portfele z rozwagą, zachowując realistyczne podejście do możliwych spadków marż sprzętowych i ryzyk związanych z wyceną.

Kiedy geniusz stojący za ChatGPT łączy siły z projektantem, który stworzył iPhone’a, Wall Street nie tylko zwraca uwagę – wstrzymuje oddech.

OpenAI, potęga technologiczna stojąca za ChatGPT, wstrząsnęła rynkami, przejmując io – startup Jony’ego Ive’a za 6,5 miliarda USD w ramach transakcji opartej wyłącznie na akcjach. Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo podkreśla, że to odważny krok: połączenie umysłu stojącego za przełomową sztuczną inteligencją z człowiekiem, którego projekty zmieniły nasze cyfrowe życie. Inwestorzy na całym świecie słusznie zastanawiają się, co to może oznaczać dla ich portfeli i przyszłości technologii.

Jednak gdy rynki finansowe ogarnia fala ekscytacji, inwestorzy muszą się zastanowić: czy to narodziny rewolucyjnej nowej kategorii produktów, czy też po prostu kolejne kosztowne marzenie?

Co dokładnie się stało?

OpenAI, gigant, który osiągnął wartości już 300 miliardów USD dzięki swoim przełomom w AI, właśnie kupił io, startup założony przez legendarnego projektanta Apple, Jony’ego Ive’a. Ive, twórcza siła stojąca za iPhonem, iPadem i Apple Watch, opuścił Apple w 2019 roku z wizją redefinicji następnej generacji technologii konsumenckiej.

Oto umowa w skrócie:

  • Cena przejęcia: 6,5 miliarda USD, w całości w akcjach.
  • Kluczowe talenty dołączające do OpenAI: Jony Ive i doświadczony zespół 55 inżynierów i projektantów.
  • Debiut produktu: Zaplanowany na koniec 2026 roku. To nie będzie smartfon ani inteligentne okulary, ale coś zupełnie nowego, być może urządzenie, które wsuniesz do kieszeni lub dyskretnie umieścisz na biurku, niepostrzeżenie zmieniające twoje cyfrowe życie.
  • Sam Ive będzie pełnił rolę konsultanta kreatywnego, kierując nie tylko jednym produktem, ale całym ekosystemem OpenAI.

Dlaczego inwestorzy muszą zwrócić uwagę?

To nie tylko kwestia gadżetów. Dla inwestorów już zafascynowanych boomem AI wejście OpenAI w urządzenia sygnalizuje zmianę w sposobie, w jaki sztuczna inteligencja może wpłynąć na nasze codzienne życie.

Obecnie handel związany ze sztuczną inteligencją koncentruje się na gigantach chmury obliczeniowej oraz producentach chipów, którzy ich zaopatrują, jak Nvidia i Google. Jednak integracja sprzętu to coś innego. To jak przejście od dostarczania silników do budowy całych samochodów: bardziej ryzykowne, droższe, ale i potencjalnie rewolucyjne.

Jony Ive i Sam Altman, CEO OpenAI nie próbują po prostu stworzyć kolejnego gadżetu. Ich celem jest zmiana fundamentalnego sposobu, w jaki wchodzimy w interakcję z technologią. Altman niedawno idealnie podsumował tę ambicję: „Mamy tutaj okazję całkowicie na nowo wyobrazić sobie, co oznacza korzystanie z komputera”.

Zwycięzcy, przegrani i ci pomiędzy

Każdy przełom technologiczny oznacza zwycięzców i przegranych. Śmiałe wejście OpenAI w urządzenia to nie tylko wizjonerski krok – to przetasowanie kart w branży AI i technologii. Inwestorzy potrzebują jasności co do tego, kto może wygrać, kto może stracić i którzy gracze pozostają niewiadomymi w tym scenariuszu.

Kto może zyskać?

  • Producenci półprzewodników i czujników: firmy takie jak, Qualcomm, Sony (czujniki obrazu) i TSMC mogą skorzystać z rosnącego popytu na specjalistyczne komponenty w miarę wprowadzania nowych urządzeń AI na rynek.
  • Firmy opanowujące technologię edge-AI: ci, którzy są liderami w dziedzinie niskoenergetycznych, wysokowydajnych chipów dla urządzeń osobistych, mogą znacznie zyskać.

Kto może stracić?

  • Firmy produkujące tradycyjne urządzenia: tradycyjni producenci smartfonów, którzy opierają się na stopniowych aktualizacjach i brakuje im głębokiej integracji z AI, ryzykują, że staną się przestarzali.
  • Apple (w krótkim terminie): inwestorzy Apple natychmiast okazali zaniepokojenie, redukując wartość firmy o około 45 miliardów dolarów w reakcji na tę transakcję.

Niewiadome?

  • Meta, Microsoft i Google: ci giganci technologiczni muszą szybko zareagować – albo wdrażając bardziej zaawansowane urządzenia, albo ryzykując utratę pozycji na potencjalnie przełomowym rynku.

Rzut oka w przyszłość: Życie poza ekranami?

Ive i Altman jasno stawiają sprawę: nie chcą stworzyć kolejnego smartfona czy tabletu, ale raczej nowego typu płynnie działające urządzenia oparte na sztucznej inteligencji –  być może coś, co tak łatwo zintegruje się z twoją codzienną rutyną, że prawie nie zauważysz jego obecności.

Rozważ, jak smartfony zmieniły życie w ciągu zaledwie dwóch dekad. Podobna zmiana może się powtórzyć, ale tym razem z AI jako niewidzialną siłą zapewniającą proaktywną, inteligentną pomoc i wykraczającą daleko poza to, co oferują dzisiaj Siri lub Alexa.

Jednak należy zachować ostrożność. Nie każda ekscytująca historia technologiczna kończy się szczęśliwie. Pamiętasz Ai Pin firmy Humane? Wizjonerski koncept, być może, ale absolutna klapa komercyjna. Sukces wymaga, aby OpenAI i Ive dostarczyli nie tylko genialną technologię, ale urządzenia, których konsumenci naprawdę pragną.

Kluczowe wnioski dla inwestorów

Entuzjazm inwestorów wymaga równowagi. Rozważ te praktyczne kroki:

  • Dywersyfikuj swoje portfolio AI: spójrz poza oczywiste nazwy, takie jak Nvidia. Zbadaj producentów komponentów edge-AI, którzy mogą prosperować wraz z rozwojem sprzętu konsumenckiego.
  • Uważaj na presję marży: Urządzenia często oznaczają mniejsze marże i większą zmienność. Bądź realistą – urządzenia zmieniające reguły gry wymagają doskonałego wykonania i mogą być drogie w produkcji.
  • Korzystaj ze zintegrowanych ekosystemów: Firmy tworzące kompletne rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji (od sprzętu po chmurę) prawdopodobnie przewyższą rozproszonych rywali.
  • Zwracaj uwagę na wyceny: unikaj pułapki szumu informacyjnego. Wizja OpenAI jest ekscytująca, ale dla inwestorów kluczowe jest bycie „przyziemnym” w kwestii wyceny i długoterminowych ryzyk.

Refleksje i perspektywy: Zrównoważone spojrzenie

Ta transakcja daje inwestorom cenną lekcję: nawet giganci tacy jak, OpenAI i legendarni projektanci, jak Ive muszą osiągnąć sukces dzięki bezbłędnemu wykonaniu, a nie oszałamiającym nagłówkom. Historia jest pełna obiecujących innowacji, które nie zdobyły popularności wśród konsumentów.

Rozważ tę metaforę: „Projektowanie rewolucyjnego produktu jest jak budowanie samolotu w trakcie lotu – wymaga błyskotliwości, równowagi i odwagi. Ale nawet genialni piloci czasami tracą kontrolę”.

Dla Ive’a, który powiedział: „Wszystko, czego nauczyłem się przez ostatnie 30 lat, doprowadziło mnie do tego momentu”, stawka nie może być wyższa. Dla inwestorów emocje są ogromne, ale lekcje ostrożności, dywersyfikacji i zdyscyplinowanego myślenia nigdy nie były bardziej istotne.

Ruch OpenAI o wartości 6,5 mld USD jest śmiały, wizjonerski – i bardzo ryzykowny. Dla inwestorów oznacza to, że okazja i ostrożność muszą iść ramię w ramię.

Dlaczego spółki z ograniczoną odpowiedzialnością najczęściej ogłaszają upadłość?

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszym kwartale 2025 roku 100 polskich firm ogłosiło upadłość – to tyle samo, ile w analogicznym okresie ubiegłego roku. Aż 78 procent z nich stanowiły spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Dlaczego właśnie one najczęściej decydują się na ogłoszenie bankructwa? Tłumaczy Konrad Latoch z Kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością to jedna z najchętniej wybieranych form prowadzenia biznesu w Polsce. Obecnie działa ich już około 600 tysięcy. Do założenia spółki z o.o. wystarczy kapitał zakładowy w wysokości 5000 zł, a proces jej rejestracji można przeprowadzić online. Popularność tego typu spółki wynika też z korzystnych rozwiązań podatkowych i ograniczonej odpowiedzialności wspólników.

Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością są wygodną formą prowadzenia działalności gospodarczej, ponieważ ich konstrukcja prawna daje wspólnikom większe bezpieczeństwo.tłumaczy Konrad Latoch z Kancelarii Lege Restrukturyzacje. – W praktyce oznacza to, że w przypadku niewypłacalności spółki, prywatny majątek właścicieli, co do zasady, nie jest zagrożony. – dodaje.

Ryzyko głównie po stronie zarządu

I choć wspólnicy spółki z o.o. cieszą się względnym spokojem, to ciężar odpowiedzialności w przypadku problemów finansowych często spada na członków zarządu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, jeżeli spółka staje się niewypłacalna, to właśnie oni mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności majątkowej. Istnieje jednak możliwość uwolnienia się od tej odpowiedzialności. Warunkiem jest złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości „we właściwym czasie”.

Kiedy powinni złożyć wniosek upadłościowy?

Zgodnie z art. 11 ust. 1 Prawa upadłościowego, spółka jest niewypłacalna, jeżeli nie jest w stanie regulować swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Przyjmuje się, że do utraty tej zdolności dochodzi, gdy opóźnienia w spłacie przekraczają trzy miesiące. W świetle orzecznictwa (np. wyrok SN z 11 lipca 2023 r., sygn. akt: II CSKP 754/22), zarząd ma 30 dni od momentu powstania stanu niewypłacalności na złożenie wniosku o upadłość.

Oznacza to, że członkowie zarządu często mają około czterech miesięcy od wystąpienia pierwszych problemów finansowych, by podjąć właściwe kroki. – podkreśla Konrad Latoch.Zwlekanie z decyzją do ostatniej chwili jest jednak ryzykowne, bo granice czasowe bywają trudne do jednoznacznego ustalenia. – dodaje.

Błędy formalne mogą słono kosztować

Ekspert podkreśla również, że sam fakt złożenia wniosku upadłościowego nie wystarczy. Musi on spełniać wszystkie wymogi formalne przewidziane przez prawo. Jeśli sąd zwróci wniosek z powodów formalnych i nie zostanie on skutecznie wniesiony, nie wywoła żadnych skutków prawnych. – W takiej sytuacji członkowie zarządu nadal ponoszą odpowiedzialność majątkową za długi spółki.ostrzega Konrad Latoch.

Kurs dolara w cieniu deficytu: strukturalne zagrożenia dla amerykańskiej waluty

Mimo że twarde dane z gospodarki USA nie wskazują jeszcze na wyraźne spowolnienie wynikające z nieprzewidywalnej polityki handlowej i fiskalnej nowej administracji, pojawiają się coraz wyraźniejsze sygnały ryzyka dla kursu dolara. Choć pierwszy kwartał przyniósł zaskakujący spadek PKB, co wzbudziło obawy recesyjne, to majowe odczyty indeksów PMI dla przemysłu i usług pokazały solidne odbicie i powrót w strefę ekspansji. Czy to oznacza, że ryzyko recesji zostało wyolbrzymione, a dolar może odetchnąć z ulgą?

Opinia na temat tego, że recesji w USA można uniknąć została wsparta przez solidne dane makro z ostatnich tygodni. Rzeczywiście publikacje złagodziły nastroje rynkowe. Jednak efekty taryf celnych (obecnie zawieszonych na 90 dni) mogą się dopiero ujawnić w drugiej połowie roku. Problem nie został więc rozwiązany, a jedynie odsunięty w czasie.

Co więcej, dolarowi zaczyna zagrażać inny czynnik o charakterze strukturalnym. Mowa tu o sytuacji fiskalnej w USA. Uchwalona przez Izbę Reprezentantów ustawa podatkowa prezydenta Trumpa, obecnie procedowana w Senacie, zakłada m.in. trwałe przedłużenie wcześniejszych ulg podatkowych. Brakuje jednak trwałego źródła finansowania tych zmian, co oznacza dalszy wzrost deficytu budżetowego, który już teraz jest mocno napięty.

Jeśli temat ten zyska większą uwagę opinii publicznej i inwestorów, może stać się istotnym obciążeniem dla kursu dolara. Rynki jak dotąd koncentrowały się na danych krótkoterminowych i polityce monetarnej, lecz pogarszające się fundamenty fiskalne USA mogą wkrótce skłonić uczestników rynku do rewizji swoich oczekiwań wobec amerykańskiej waluty. Pytanie nie brzmi więc „czy”, ale „kiedy” rynek uświadomi sobie wagę tego zagrożenia.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Rewolucja AI już trwa. Prof. Dragan: „Nie człowiek, a AI rozwiąże problemy przyszłości”

Najpierw modele AI były trenowane na danych z internetu, potem na danych dostarczanych przez ludzi. Wiele zmieniło się w ubiegłym roku, kiedy AI zaczęło uczyć się przez wzmocnienie. To znaczy, że modele potrafią „łączyć kropki”, dostrzec analogie z istniejącymi danymi i przygotować odpowiedź, rozwiązać logicznie problem, który nie był nigdzie opisany. Te granice, które wydawały się ludziom nie do przeskoczenia w kontekście rozwiązywania skomplikowanych problemów przez AI, szybko znikają – mówił podczas konferencji „ERP Made in Poland” prof. Andrzej Dragan, popularyzator nauki i autor książek. Wydarzenie zgromadziło w warszawskiej Fabryce Norblina ponad stu przedstawicieli dużych polskich firm zainteresowanych transformacją cyfrową w swoich organizacjach.

Technologia i jej wpływ na rozwój przedsiębiorstw stanowiły rdzeń dyskusji podczas konferencji organizowanej przez Comarch. Eksperci rozmawiali o trendach z dziedziny oprogramowania ERP, systemach automatyzacji, sztucznej inteligencji, oraz wdrożeniu Krajowego Systemu e-Faktur.

To ważne tematy dla polskiego biznesu, zwłaszcza gdy spojrzy się na dane. Nie są one zbyt optymistyczne: według badania firmy PMR Market Experts i Comarch „Made in Poland” rodzime firmy nadal mają problemy z cyfryzacją – blisko 40 proc. dużych i średnich podmiotów wciąż przesyła dokumenty w formie papierowej, a prawie 60 proc. wpisuje dane produkcyjne do systemów IT ręcznie. Polskie przedsiębiorstwa nie są też gotowe na Krajowy System e-Faktur (przypomnijmy: obowiązek jego integracji wejdzie w życie w przyszłym roku): prawie połowa firm nie umie określić, jakie działania podjęła w związku z wdrożeniem KSeF. Podobnie jest z AI: przedsiębiorstwa dostrzegają w niej szansę, ale 49 proc. nie jest w stanie wskazać, gdzie inteligentne algorytmy potrafiłyby przyspieszyć ich biznes.

W tym dostawca IT z Polski jest lepszy od zagranicznego

Konferencja „ERP Made in Poland” podjęła się wyzwania analizy tych wątków. 22 maja w Fabryce Norblina pojawiło się ponad sto osób, by posłuchać o cyfryzacji i historiach sukcesu w organizacjach.

Większość firm zdecydowanie popiera cyfrową transformację, głos aprobaty słychać we wszystkich branżach, ale szkopuł tkwi w szczegółach – mówił Paweł Olszynka, Head of Strategic Projects and Partnerships w PMR Market Expert. – Po pierwsze: firmy zachowują swoje dziedzictwo z zeszłych lat; są świadome korzyści z cyfryzacji, ale czas nie pozwala im na zatrzymanie się i dokonanie zmiany. Część z nich twierdzi, że nie ma dla nich rozwiązań odpowiednich do potrzeb. Aż prosi się, aby pojechać do tych przedsiębiorstw i przekonać się, jakie narzędzia będą dopasowane do ich specyfiki. Przy czym najważniejsze nie jest, by firmy budowały kompetencje techniczne wewnątrz firmy, istotne są znajomość procesu oraz odpowiedni wybór dostawcy oprogramowania. I tu ciekawa obserwacja: nasze badanie pokazało, że dostawca krajowy niczym nie różni się od zagranicznego, poza jednym – polski lepiej zna przepisy i często szybciej wprowadzi związane z nimi nowości do systemu IT. Wniosek? Cyfryzacja to synteza wiedzy o procesach i wyboru dostawcy – dodawał.

AI? Nie mamy innego wyjścia

Podczas konferencji uczestnicy usłyszeli m.in. o sposobach na efektywne zarządzanie informacją w firmie, digitalizacji dokumentów, aplikacjach Business Intelligence, AI w systemach ERP czy automatyzacji procesów księgowych w kontekście KSeF. Zbigniew Rymarczyk, wiceprezes Comarch i dyrektor sektora Enterprise Solutions, podkreślił wagę wdrażania sztucznej inteligencji w firmie.

Sztuczna inteligencja zyskuje dzisiaj możliwość interakcji ze światem zewnętrznym np. dzięki robotom. Dlaczego konieczne jest wdrażanie AI? Nie mamy innego wyjścia, bo rosną koszty pracy, jest nas coraz mniej ze względu na czynniki demograficzne, dlatego wzrost produktywności jest konieczny. W Comarch od lat inwestujemy w AI, a najbardziej ambitnym obecnie produktem, stale rozwijanym, jest ChatERP, inteligentny asystent, który umożliwia naturalną komunikację użytkownika z systemem ERP – powiedział wiceprezes Comarch.

Prof. Dragan: mamy rewolucję

Ze sceny wykład wygłosił również gość specjalny konferencji, prof. Andrzej Dragan, który przedstawił swój punkt widzenia na sztuczną inteligencję. Nazwał ją rewolucją, która zupełnie zmienia podejście do życia codziennego.

Aby udawać inteligencję, trzeba być… inteligentnym. Czy z AI tak jest? Jeśli to tempo rozwoju inteligentnych algorytmów zostanie utrzymane, to ludzkość nie rozwiąże żadnego problemu, jeśli AI sobie z tym wcześniej nie poradzi. Modele potrafią skutecznie rozwiązywać trudne łamigłówki logiczne, są w stanie rozumować na abstrakcyjnym poziomie czy programować w różnych językach. Dzisiaj te modele są lepsze w rozwiązywaniu zadań matematycznych niż złoci medaliści olimpiad naukowych – mówił naukowiec.

Prof. Dragan zwrócił też uwagę na dynamiczny rozwój modeli AI oraz na to, jak wpłynie to na biznes. – Najpierw te modele były trenowane na danych z internetu, potem na danych dostarczanych przez ludzi. Wiele zmieniło się w ubiegłym roku, kiedy AI zaczęło uczyć się przez wzmocnienie. To znaczy, że modele potrafią „łączyć kropki”, dostrzec analogie z istniejącymi danymi i przygotować odpowiedź, rozwiązać logicznie problem, który nie był nigdzie opisany. Te granice, które wydawały się ludziom nie do przeskoczenia w kontekście rozwiązywania skomplikowanych problemów przez AI, szybko znikają. AI będzie rewolucjonizować wiele branż w biznesie. Sztuczna inteligencja jest stworzona do optymalizacji, do dostrzegania rzeczy, które powinny zostać usprawnione. Ludzie nie będą tracić pracy na rzecz AI, ale na rzecz ludzi, którzy używają AI – powiedział.

Euvic i Rafał Sonik planują przejęcie udziałów w Komputroniku

To kolejna inwestycja Grupy Euvic w strategiczny dla niej obszar rozwoju. Wehikuł inwestycyjny Rafała Sonika i Euvic – spółka Euvic 2030 – właśnie podpisała list intencyjny, potwierdzający gotowość do odkupu i objęcia nowych akcji w Komputronik SA.

Infrastruktura i dystrybucja IT to dynamicznie rozwijający się segment, w którym Grupa Euvic dostrzega wiele szans i możliwości. Po zeszłorocznej inwestycji w Senetic, Grupa robi kolejny krok, wzmacniający jej pozycję w tym obszarze. Dzięki współpracy z Komputronik zbuduje pierwszą w Polsce grupę, która będzie miała zaadresowany pełen rynek – od konsumentów, przez small buisness aż po enterprise – ofertą sprzętową z komponentem usługowym w zakresie serwisu, wdrożeń i outsourcingu utrzymania. Euvic liczy też na efekt synergii zakupowych i technologicznych szczególnie w obszarze ecommerce.

„Niezmiennie mocno trzymamy się strategii wzrostu bazującej na akwizycjach. Jednocześnie, aby móc się dalej rozwijać, szukamy coraz większej skali, a tę zapewniają nam między innymi takie inwestycje. Z przychodami na poziomie 2,5 miliarda złotych z obszaru dostaw i obsługi sprzętu stajemy się istotnym partnerem dla producentów. Komputronik wpisuje się w obraz biznesu jaki chcemy rozwijać. Spółka przetrwała trudny dla siebie czas. Jest silna operacyjnie, skutecznie dostosowuje się do zmieniającego się rynku, inwestując w nowe technologie, udoskonalając swoje procesy i skutecznie zarządza kosztami. Dodatkowym atutem dla nas jest jej obecność na GPW, co stanowi potencjał dla przyszłej ewentualnej konsolidacji.” – mówi Wojciech Wolny, Prezes Zarządu Euvic S.A.

Komputronik S.A. jest obecny na rynku od 1996 roku. Jest jednym z największych dostawców sprzętu elektronicznego w Polsce. W swojej ofercie posiada ponad 100 tys. produktów m.in. w kategoriach smartfony, laptopy, akcesoria gamingowe, smartwatche i akcesoria, małe AGD, Smart Home i sezonowe. Oferuje również szeroki wachlarz usług dodatkowych, m.in. usługi finansowe (raty oraz leasing), serwisowe, około sprzedażowe i serwerowe. Spółka osiąga synergię działań i komplementarność usług, dzięki sprzedaży omnichannel, łącząc komfort zakupów on-line z zaletami tradycyjnej sieci sprzedaży.

W segmencie biznesowym Komputronik działa od lipca 2003 roku. Od początku 2014 roku Komputronik Biznes funkcjonuje jako spółka dedykowana do obsługi przedsiębiorstw i instytucji. Jako integrator rozwiązań IT opracowuje i realizuje plany kompleksowej informatyzacji, w tym modernizacji i integracji istniejących systemów informatycznych na terenie całego kraju. Oferuje doradztwo i kompleksową obsługę przedsiębiorstw i instytucji, bazując na wysokich kwalifikacjach oraz know-how w zakresie sprzętu, usług IT oraz oprogramowania. Współtworzy ją blisko trzystu doradców, inżynierów, programistów i serwisantów w całej Polsce.

Euvic 2030 to wehikuł inwestycyjny założony wspólnie przez Euvic S.A. oraz Gemini Holding Rafała Sonika. Jego dotychczasowe projekty, a także potencjał jaki generuje dla podmiotów, w które się angażuje, tworząc i zwiększając szanse ich rozwoju, zachęcają przedsiębiorców do dyskusji z Euvic 2030 o synergii, a Euvic 2030 do analizy i rozpatrywania kolejnych potencjalnych przedsięwzięć. Inwestycja w Komputronik S.A. będzie drugą, po Digitree Group S.A, inwestycją Euvic 2030 w spółkę giełdową.

Rafał Sonik, wspólnik Euvic 2030
Rafał Sonik, wspólnik Euvic 2030

„Do inwestycji w Komputronik podchodzę z ogromną ciekawością i przekonaniem o jej przyszłym sukcesie. Doskonale rozumiem handel stacjonarny i ecommerce – to naturalny dla mnie obszar zainteresowania. Dodatkowo mówimy o obecnym na rynku i rozpoznawalnym brandzie konsumenckim, w którego potencjał wierzę i któremu kibicuję. Synergia kompetencji Senetic z tymi, które dostarczy Komputronik zagwarantuje dalszy dynamiczny rozwój obydwu podmiotów” – mówi Rafał Sonik, wspólnik Euvic 2030.

Zgodnie z informacją dostępną w ostatnim sprawozdaniu finansowym, Komputronik notuje wzrost sprzedaży w segmencie konsumenckim, systematyczne zwiększa udział w rynku, jednocześnie widzi rosnące znaczenie i potrzebę dalszego doskonalenia oferty omnichannel. Jako jeden z liderów rynku, Komputronik skutecznie dostosowuje się do zmian rynkowych, inwestując w nowe technologie, poprawę doświadczeń zakupowych klientów oraz rozwój współpracy z dostawcami.

„Cieszę się, że przekonałem do swojej wizji i strategii biznesowej przedsiębiorców, którzy doskonale rozumieją specyfikę rynku i charakter naszej działalności. Mówimy tym samym językiem i biznesowo patrzymy w tym samym kierunku, co otwiera przed nami wiele wspólnych możliwości i szans. Wracamy na ścieżkę wzrostu i dynamicznego rozwoju. Rodzina zachowuje kontrolę nad firmą, jednocześnie zyskuje świetnych partnerów, którzy będą wspierać nas w drodze do sukcesu.” – mówi Wojciech Buczkowski, Prezes Komputronik S.A.

Inwestycja Euvic 2030 zapewni Komputronik S.A. dalsze możliwości wzrostu dzięki poręczeniom limitów handlowych, dostępowi do kilentów w Unii Europejskiej, a także potencjalnym synergiom kosztowym.

Jak skutecznie prowadzić negocjacje z deweloperem?

Zakup mieszkania na rynku pierwotnym to jedna z najważniejszych decyzji życiowych. Nabywca nieruchomości, który podpisuje umowę z deweloperem, często nie zdaje sobie sprawy z przysługujących mu praw i obowiązków drugiej strony. Niestety często przyszli właściciele lokali podpisują niekorzystne umowy, nie mając pełnej świadomości ich konsekwencji. Skuteczne negocjacje z deweloperem wymagają znajomości podstawowych mechanizmów ochrony konsumenta, znajomości ustawy deweloperskiej oraz aktualnej praktyki rynkowej. Dlatego też warto skorzystać z porady ekspertów, na przykład prawników.

Jakie są prawa nabywcy nieruchomości w umowie deweloperskiej?

Zgodnie z ustawą z dnia 20 maja 2021 r. o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym, każda umowa deweloperska musi zawierać określone informacje. Należą do nich m.in. dane o stanie prawnym nieruchomości, harmonogram realizacji inwestycji, cena brutto, powierzchnia lokalu oraz termin przeniesienia własności. Przed podpisaniem jakichkolwiek dokumentów warto skonsultować je z prawnikiem https://www.terlecki.net/.

Nabywca ma prawo do bezpłatnego wglądu w prospekt informacyjny i załączniki, a deweloper ma obowiązek ich udostępnienia przed podpisaniem umowy. Ponadto, każda zmiana umowy wymaga formy aneksu, co chroni konsumenta przed jednostronnymi modyfikacjami przez dewelopera.

Jak negocjować z deweloperem? Praktyczne podejście dla każdego

W praktyce negocjacyjnej nabywca może uzyskać realne ustępstwa, o ile zna swoje prawa i rozumie ryzyko. Jak już wspomnieliśmy, oczywiście każdą umowę deweloperską przed podpisaniem warto przeanalizować z prawnikiem. Nierzadko zawiera ona zapisy ograniczające odpowiedzialność dewelopera za opóźnienia czy niedotrzymanie parametrów technicznych lokalu.

Negocjacje mogą dotyczyć terminu odbioru, wysokości kar umownych za zwłokę, zasad rozliczenia wad i usterek oraz zakresu wykończenia. Dobrze przygotowany nabywca jest w stanie wpłynąć na treść umowy, nawet w relacji z dużym deweloperem. Ważna jest również dokumentacja z odbioru technicznego – wszelkie zastrzeżenia powinny zostać opisane protokolarnie.

Jakie błędy popełniają nabywcy lokali?

Do najczęstszych błędów należy podpisywanie umowy bez jej analizy przez profesjonalistę, zbyt szybkie wpłacenie zaliczki, czy brak zabezpieczenia terminów odbioru. Czasami nabywca nie sprawdza księgi wieczystej nieruchomości ani pozwolenia na budowę, co może mieć poważne skutki prawne. Współpraca z kancelarią prawną pozwala uniknąć tych ryzyk i skutecznie dochodzić roszczeń, jeśli deweloper nie wywiązuje się z umowy.

Zakup nieruchomości to decyzja na lata, dlatego warto podjąć ją świadomie i z należytą ostrożnością. Dobrze przeprowadzone negocjacje z deweloperem są pierwszym krokiem do bezpiecznej inwestycji.

Polacy liderami „rozsądnego optymizmu”? Tak wynika z europejskiego sondażu

0

Jak wynika z raportu UCE RESEARCH i Shopfully, 46,7% Polaków wierzy we wzrost rdr. swojej siły nabywczej, ale nadal zamierza oszczędzać. Wśród badanych Europejczyków tylko Austriacy częściej tak uważają – 46,9%. W Polsce ww. stanowisko zajmują głównie osoby zarabiające 5000-6999 zł netto miesięcznie. Natomiast 35,4% konsumentów w Polsce nie wierzy, że ich sytuacja się poprawi. W pozostałych krajach taka odpowiedź pojawia się częściej, a na I miejscu w zestawieniu są Francuzi – 71,1%. U nas ww. przekonanie mają przede wszystkim konsumenci z dochodami na poziomie 1000-2999 zł na rękę. Tylko 17,9% rodaków wierzy w zwiększenie swojej siły nabywczej i planuje podnieść wydatki. Pod tym względem jesteśmy na I pozycji w rankingu. Najbardziej optymistyczni są Polacy zarabiający ponad 9000 zł netto.

Z międzynarodowego raportu, opartego na specjalnym badaniu opinii konsumenckich, autorstwa UCE RESEARCH i Shopfully, wiadomo, czy konsumenci wierzą, że w porównaniu z ubiegłym rokiem w 2025 r. ich siła nabywcza ulegnie poprawie. 46,7% ankietowanych przewiduje to, ale nadal zamierza oszczędzać. Według autorów raportu, oznacza to, że sytuacja finansowa sporej części społeczeństwa trochę się poprawiła, ale nawyk oszczędzania pozostał z czasów wysokiej inflacji.

– Wyniki sondażu są zbieżne z tym, co ostatnio publikuje GUS. Ponadto różne inne badania rynkowe pokazują, że konsumenci nie bardzo wierzą w poprawę sytuacji ekonomicznej w kraju. Mimo że inflacja jest już mniejsza, Polacy nadal nie czują się do końca bezpiecznie. Głównym powodem jest to, że ceny w sklepach nie bardzo chcą spadać. Owszem ostatnio dynamika ich wzrostu lekko wyhamowała, ale to nie spowodowało, że na półkach jest taniej. W mojej ocenie, to jest główny powód tego, że postawy Polaków wciąż są zachowawcze – mówi Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego, a także współautor raportu z Shopfully.

Z kolei analitycy z UCE RESEARCH informują, że podobnie do nas myślą Austriacy – 46,9%. Dalej w zestawieniu znaleźli się Włosi – 39,9%, Rumuni – 37,3%, Bułgarzy – 36,3%, jak również Hiszpanie – 35,5%. Na kolejnych pozycjach są Niemcy – 33,5%, a także Węgrzy – 31,3%. Tabelę zamykają Francuzi – 25,2%. – Widać, że jesteśmy aż na II miejscu w rankingu, zaraz za Austriakami. Zatem trzeba przyznać, że nasz optymizm konsumencki jest naprawdę wysoki na tle Europy – dodaje Robert Biegaj.

Wśród Polaków, którzy wierzą w poprawę swojej siły nabywczej, ale nadal oszczędzają, są głównie osoby w wieku 18-24 lat (wśród nich 60,4%), z miesięcznym dochodem netto w wysokości 5000-6999 zł (51,5%). To przeważnie mieszkańcy miast liczących od 200 tys. do 499 tys. ludności (50,9%). Z kolei biorąc pod uwagę status zawodowy (podział na 8 grup), mówią o tym przede wszystkim studenci i uczniowie (wśród nich 69%).

– Moim zdaniem, młode osoby, zwłaszcza studiujące lub uczące się, mogą bardziej oszczędzać, bo z reguły mają ambitne plany na przyszłość. Chcą np. odłożyć pieniądze na mieszkanie, samochód bądź wakacje. Dochody na poziomie pomiędzy 5 a 7 tys. zł na rękę dają już taką przestrzeń, choć nie stwarzają zbytnio wielkiego komfortu – uważa współautor raportu.

Jak wynika z badania, 35,4% Polaków nie wierzy, że ich sytuacja się poprawi. – W mojej ocenie, głównym powodem prezentowania takiej opinii jest bieżący stan finansów danej osoby. Do tego dochodzi obserwacja, że ceny w sklepach miały spadać, ale wciąż rosną. Tutaj można dodać, że w innych krajach jest jeszcze więcej sceptycznych konsumentów niż w Polsce. Powyższą odpowiedź udzieliło 71,1% Francuzów, 64,3% Węgrów, 62,7% Niemców, 56,9% Hiszpanów, 55,9% Włochów, 55,1% Rumunów, 53,1% Bułgarów i 41,8% Austriaków – informuje ekspert z Shopfully.

Jeśli chodzi o Polaków, w poprawę swojej sytuacji finansowej nie wierzą przede wszystkim osoby w wieku 65-74 lat (wśród nich 56,2%), z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 1000-2999 zł (49,4%), a także mieszkańcy miejscowości liczących od 5 tys. do 19 tys. ludności (39,5%). Mówią o tym głównie emeryci (57,1%). – Ten fragment raportu pokazuje, że w najgorszej sytuacji są seniorzy, w tym emeryci i osoby najmniej zarabiające. W dodatku dotyczy to mieszkańców małych miejscowości. Oznacza to, że cała ta grupa społeczna uzyskuje bardzo niskie świadczenia, a ich waloryzacja jest słaba – zauważa Robert Biegaj.

Tylko 17,9% Polaków wierzy w zwiększenie swojej siły nabywczej w tym roku i planuje wydawać więcej pieniędzy. – W ostatnim roku sytuacja materialna prawie co piątego Polaka mogła się poprawić bądź pojawiły się sygnały, że stanie się to w najbliższym czasie. Na pewno na takie stanowisko miał też wpływ spadek inflacji. Patrząc na wyniki z innych krajów, jesteśmy pod tym względem na I miejscu w rankingu. Za nami są Austriacy – 11,4%. Dalej plasują się Bułgarzy – 10,6%, Hiszpanie – 7,6%, Rumuni – 7,5%, Węgrzy – 4,4%, Włosi – 4,3%, Niemcy – 3,9%, a także Francuzi – 3,6% – wylicza ekspert z Shopfully.

Wierzą w poprawę swojej sytuacji finansowej i planują więcej wydawać przede wszystkim Polacy w wieku 18-24 lat (wśród nich 30,8%), z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9000 zł (37,9%). Deklarują to głównie mieszkańcy miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności (23,5%). Dotyczy to zwłaszcza osób, które są na urlopie macierzyńskim, tacierzyńskim lub wychowawczym (wśród nich 33,3%).

– Młode osoby z reguły bardziej mogą sobie pozwolić na luzowanie wydatków, bo mają mniej zobowiązań finansowych, w tym kredytowych. Mogą nie mieć jeszcze rodziny na utrzymaniu. Szczególnie jeśli zarabiają powyżej średniej krajowej i zamieszkują duże miasta, to co do zasady posiadają większe możliwości zarobkowe niż ich rówieśnicy w małych miejscowościach. I to właśnie dobrze pokazuje nasz raport – podsumowuje Robert Biegaj z Shopfully.

Opis metody analitycznej/badawczej

Raport powstał na kanwie specjalnego badania opinii publicznej. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully na próbie 1032 Polaków w wieku 18-80 lat. Identyczny sondaż w tym samym czasie został również zrealizowany w Niemczech, Austrii, Hiszpani, Włoszech, Bułgarii, Rumuni, a także we Francji i na Węgrzech.

Osteopatia – czym jest i w czym może pomóc osteopata?

Osteopatia to holistyczna forma terapii manualnej, która koncentruje się na diagnozowaniu, leczeniu i zapobieganiu zaburzeniom funkcjonalnym w organizmie człowieka. Jej podstawowym założeniem jest ścisły związek pomiędzy strukturą ciała (kośćmi, mięśniami, stawami, tkankami) a jego funkcjonowaniem (ruchomością, krążeniem, układem nerwowym). W odróżnieniu od wielu klasycznych metod leczenia, osteopatia nie skupia się jedynie na objawach, ale dąży do znalezienia i usunięcia pierwotnej przyczyny problemu zdrowotnego.

Twórcą osteopatii był Andrew Taylor Still – amerykański lekarz, który pod koniec XIX wieku opracował nową koncepcję leczenia opartą na naturalnych mechanizmach samoregulacji organizmu. Still zauważył, że wiele schorzeń można skutecznie leczyć poprzez odpowiednie oddziaływanie na układ mięśniowo-szkieletowy, bez konieczności stosowania leków. W 1892 roku założył pierwszą szkołę osteopatii w Kirksville, w stanie Missouri.

Obecnie osteopatia jest uznaną dziedziną opieki zdrowotnej w wielu krajach na świecie. W Europie – w tym także w Polsce – zyskuje coraz większą popularność jako skuteczna metoda wspomagająca leczenie bólu i wielu dolegliwości przewlekłych.


Podstawowe zasady osteopatii

Osteopatia opiera się na czterech fundamentalnych zasadach, które stanowią filozoficzną i praktyczną podstawę tej metody leczenia:

  1. Ciało jest jednością – oznacza to, że organizm ludzki funkcjonuje jako spójny system, w którym poszczególne części są ze sobą ściśle powiązane. Zaburzenia w jednym obszarze mogą wpływać na funkcjonowanie całego organizmu.
  2. Struktura i funkcja są wzajemnie powiązane – odpowiednia biomechanika i ruchomość struktur anatomicznych mają kluczowe znaczenie dla ich prawidłowego działania. Zmiany w strukturze (np. napięcia, przeciążenia) mogą prowadzić do dysfunkcji narządowych i bólu.
  3. Ciało posiada zdolność do samoleczenia – organizm ludzki ma wrodzoną umiejętność przywracania równowagi i zdrowia, pod warunkiem że nie napotyka przeszkód (np. w postaci zaburzeń przepływu krwi lub nerwów). Rolą osteopaty jest wspomaganie tych naturalnych mechanizmów.
  4. Leczenie osteopatyczne opiera się na tych zasadach – terapia nie jest schematyczna, lecz dostosowana indywidualnie do potrzeb pacjenta, z uwzględnieniem całego organizmu.

Diagnostyka osteopatyczna

Wizyta u osteopaty zaczyna się od szczegółowego wywiadu, w którym specjalista pyta o objawy, historię chorób, przebyte urazy, styl życia, sposób odżywiania, poziom stresu i aktywność fizyczną. Następnie przeprowadza badanie manualne (palpacyjne) – niezwykle precyzyjne „czytanie” ciała za pomocą dotyku, pozwalające ocenić napięcia mięśni, ruchomość stawów, elastyczność tkanek i rytmy czaszkowo-krzyżowe.

Osteopata może także wykonać testy funkcjonalne, ocenić postawę, sposób chodu i reakcje neurologiczne. Jeśli zachodzi potrzeba, kieruje pacjenta na dodatkowe badania obrazowe lub konsultacje specjalistyczne (np. ortopedyczne lub neurologiczne). Kluczową cechą diagnostyki osteopatycznej jest jej kompleksowość i indywidualne podejście do pacjenta.


Metody leczenia osteopatycznego

Osteopaci stosują szeroki wachlarz technik manualnych, dobieranych w zależności od wieku pacjenta, rodzaju problemu oraz stanu zdrowia. Najczęściej stosowane techniki to:

Techniki manipulacyjne (HVLA)

Szybkie, precyzyjne ruchy mające na celu przywrócenie prawidłowej ruchomości stawów. Często towarzyszy im charakterystyczne „kliknięcie” (kawitacja). Stosowane są głównie w terapii kręgosłupa i stawów obwodowych.

Mobilizacje

Delikatniejsze niż manipulacje, polegają na rytmicznych ruchach wykonywanych w zakresie fizjologicznym stawu. Poprawiają ruchomość i zmniejszają ból.

Techniki mięśniowo-powięziowe

Służą do rozluźniania napiętych mięśni i tkanek łącznych. Działają głęboko i są często stosowane w przewlekłych napięciach mięśniowych i pourazowych.

Techniki wisceralne

Skierowane na narządy wewnętrzne, takie jak żołądek, jelita, wątroba. Celem jest poprawa ich ruchomości i funkcji, poprzez redukcję napięć w otaczających je strukturach.

Techniki czaszkowo-krzyżowe

Subtelne techniki oddziałujące na rytm czaszkowo-krzyżowy. Używane m.in. w terapii bólów głowy, migren, zaburzeń snu i problemów u dzieci.


Wskazania do osteopatii

Osteopatia znajduje zastosowanie w wielu dolegliwościach – zarówno ostrych, jak i przewlekłych. Wśród najczęstszych wskazań znajdują się:

  • Bóle kręgosłupa (lędźwiowe, piersiowe, szyjne).
  • Rwa kulszowa.
  • Bóle głowy i migreny.
  • Zawroty głowy i szumy uszne.
  • Zaburzenia postawy, skoliozy.
  • Problemy ze stawami (kolana, biodra, barki, łokcie).
  • Dolegliwości mięśniowo-powięziowe.
  • Zespół cieśni nadgarstka, łokieć tenisisty.
  • Problemy trawienne (zaparcia, refluks).
  • Dolegliwości związane z ciążą: bóle pleców, obrzęki, napięcia miednicy.
  • Problemy poporodowe: rozejście mięśni brzucha, blizny po cesarskim cięciu.
  • U niemowląt i dzieci: kolki, asymetrie, napięcia mięśniowe, problemy z karmieniem i snem.

Osteopatia a inne metody leczenia

Osteopatia często bywa porównywana z fizjoterapią czy chiropraktyką, jednak różni się od nich podejściem:

  • W fizjoterapii głównym celem jest przywrócenie funkcji ruchowych za pomocą ćwiczeń, masażu i terapii manualnej, często na konkretne struktury.
  • Chiropraktyka skupia się głównie na kręgosłupie i układzie nerwowym, z naciskiem na szybkie manipulacje.
  • Medycyna konwencjonalna zazwyczaj koncentruje się na leczeniu objawów za pomocą leków lub zabiegów chirurgicznych.

Osteopatia łączy elementy każdej z tych dziedzin, ale dodatkowo bierze pod uwagę całościową kondycję pacjenta – jego emocje, styl życia, dietę i historię medyczną. Dzięki temu może stanowić uzupełnienie tradycyjnych terapii lub samodzielną formę leczenia.


Bezpieczeństwo osteopatii

Leczenie osteopatyczne jest generalnie bezpieczne, jeśli wykonywane jest przez odpowiednio wykwalifikowanego specjalistę. Większość pacjentów odczuwa ulgę już po kilku sesjach. Możliwe są jednak krótkotrwałe skutki uboczne, takie jak:

  • ból mięśniowy,
  • uczucie zmęczenia,
  • zawroty głowy,
  • pogorszenie objawów przez 24–48 godzin (reakcja adaptacyjna).

Przeciwwskazaniami do niektórych technik mogą być: nowotwory, złamania, stany zapalne, choroby zakaźne, zakrzepica czy świeże urazy. Dlatego ważne jest, by osteopata przeprowadził dokładną diagnostykę i – jeśli to konieczne – współpracował z innymi specjalistami.


Jak znaleźć dobrego osteopatę?

Wybór odpowiedniego osteopaty ma kluczowe znaczenie dla skuteczności terapii. Warto zwrócić uwagę na:

  • Wykształcenie i certyfikaty – najlepiej, jeśli ukończył renomowaną szkołę osteopatii (np. Still Academy of Osteopathy).
  • Doświadczenie kliniczne – w pracy z dorosłymi, dziećmi, sportowcami, kobietami w ciąży itp.
  • Opinie pacjentów – dostępne w Internecie, mediach społecznościowych lub z polecenia.
  • Empatię i komunikatywność – dobry osteopata tłumaczy, co robi i dlaczego, oraz buduje relację opartą na zaufaniu.
  • Ciągłe kształcenie – regularne uczestnictwo w kursach i szkoleniach.

Podsumowanie

Osteopatia to skuteczna, bezpieczna i coraz bardziej popularna forma terapii manualnej, której celem jest nie tylko złagodzenie bólu, ale przywrócenie równowagi całemu organizmowi. Dzięki holistycznemu podejściu, uwzględniającemu zarówno ciało, jak i umysł pacjenta, osteopatia znajduje zastosowanie w leczeniu wielu dolegliwości – od bólu pleców, przez migreny, aż po problemy trawienne i zaburzenia snu.

W rękach doświadczonego specjalisty może stać się ważnym elementem profilaktyki zdrowotnej i drogą do lepszego samopoczucia, większej sprawności oraz harmonii ciała i ducha.

Ceny ropy stabilne mimo napięć wokół Iranu i możliwego ataku Izraela

0
  • Ceny ropy naftowej pozostają w wąskim przedziale wahań ograniczonym do 10 USD, mimo doniesień wywiadu USA, że Izrael przygotowuje się do ataku na Iran.
  • Pomimo powtarzających się epizodów podwyższonego napięcia w ostatnich latach, inwestorzy zazwyczaj dochodzili do wniosku, że realne ryzyko zakłóceń w dostawach jest ograniczone.
  • Od 2022 roku Iran – pomimo amerykańskich sankcji – zdołał zwiększyć wydobycie, podczas gdy OPEC ograniczał produkcję w celu zarządzania podażą i utrzymania stabilnych cen.
  • Potencjalny atak może przełożyć się na krótkotrwały wzrost cen, jednak znaczna ilość wolnych mocy produkcyjnych wśród pozostałych członków OPEC może zostać szybko uruchomiona, co ogranicza potencjał długotrwałych wzrostów cen.

Po gwałtownym spadku cen na początku kwietnia zarówno ropa West Texas Intermediate (WTI), jak i Brent ustabilizowały się w szerokich, lecz zmiennych przedziałach handlowych o rozpiętości 10 USD za baryłkę. WTI wahała się w przedziale od 55 do 65 USD, natomiast Brent była handlowana w zakresie od 58,50 do 68,50 USD. Nastroje rynkowe oscylują pomiędzy obawami o rosnącą globalną podaż a lękiem przed potencjalnymi skutkami gospodarczymi w wyniku trwających napięć handlowych na świecie.

Jak podkreśla Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowców w Saxo, w ostatnich dniach uwaga inwestorów coraz bardziej skupia się na sytuacji na Bliskim Wschodzie. Zmienność na rynkach ropy częściowo wynika ze spekulacji dotyczących negocjacji nuklearnych pomiędzy Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Pomyślne zakończenie rozmów mogłoby otworzyć Iranowi drogę do zwiększenia eksportu ropy na już dobrze zaopatrzony rynek globalny, co potencjalnie mogłoby wywrzeć dodatkową presję na spadek cen.

Jednak w ciągu ostatnich 24 godzin pesymistyczne nastroje uległy szybkiemu odwróceniu. Najpierw najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, odrzucił perspektywę negocjacji z USA, określając żądania Waszyngtonu, a w szczególności wymóg zaprzestania wzbogacania uranu przez Iran, jako „oburzające”. Następnie pojawił się raport CNN powołujący się na nowe informacje wywiadowcze USA, sugerujące, że Izrael przygotowuje się do potencjalnego ataku na irańskie instalacje nuklearne.

W reakcji na te doniesienia ceny ropy wzrosły o 1 USD za baryłkę w ciągu jednej nocy. Konfrontacja militarna z udziałem Iranu niemal na pewno zniweczyłaby negocjacje nuklearne oraz zwiększyłaby obawy dotyczące dostaw ropy z Zatoki Perskiej – regionu odpowiedzialnego za około jedną trzecią światowego eksportu ropy.

Mimo to, jak pokazuje ostatnia historia, premie za ryzyko geopolityczne rzadko utrzymują się na rynku przez dłuższy czas. Pomimo powtarzających się w ostatnich latach epizodów wzmożonych napięć, inwestorzy zazwyczaj dochodzili do wniosku, że realne zagrożenia dla podaży są ograniczone. Według Goldman Sachs, zakłócenie dostaw na poziomie miliona baryłek dziennie mogłoby początkowo podnieść ceny o ponad 5 USD za baryłkę. Jednakże wpływ ten może być krótkotrwały ze względu na znaczące wolne moce produkcyjne zgromadzone przez producentów z Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) – w szczególności Arabię Saudyjską – oraz ogólnie osłabiony globalny popyt na ropę.

Od września 2022 roku, kiedy całkowita produkcja OPEC osiągnęła niemal 30 milionów baryłek dziennie, kolejne cięcia produkcji – mające na celu aktywne zarządzanie podażą i zapewnienie stabilności cen – spowodowały spadek wydobycia w krajach OPEC o około 2,7 miliona baryłek dziennie. Przełożyło się to na utratę udziałów rynkowych na rzecz producentów spoza OPEC+, którzy skorzystali na wysokich i stabilnych cenach. W ramach OPEC Iran, który nie był objęty limitami produkcji ze względu na sankcje USA, zdołał jednak zwiększyć wydobycie o blisko 900 000 baryłek dziennie, podnosząc swój udział w rynku OPEC z 8,3% do ponad 12% w ubiegłym miesiącu.

Produkcja ropy naftowej Iranu oraz jej udział w łącznej produkcji OPEC
Produkcja ropy naftowej Iranu oraz jej udział w łącznej produkcji OPEC

W swoim najnowszym Miesięcznym Raporcie Rynkowym dotyczącym ropy naftowej Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) ostrzegła przed możliwością nadpodaży ropy zarówno w tym, jak i w przyszłym roku. Prognoza ta wynika ze znacznego wzrostu podaży, w tym już ogłoszonych zwiększeń produkcji przez ośmiu członków OPEC+ kierowanych przez Arabię Saudyjską, oraz słabszego niż oczekiwano wzrostu popytu. Ten drugi czynnik jest spowodowany częściowo przez spowolnienie globalnej aktywności gospodarczej, które zostało zaostrzone przez politykę celną prezydenta Donalda Trumpa, prowadzącą do napięć w relacjach handlowych z kluczowymi partnerami gospodarczymi i negatywnie wpływającą na perspektywy wzrostu gospodarczego.

W świetle tych uwarunkowań potencjał trwałego rajdu cenowego wydaje się ograniczony. Techniczne poziomy oporu w okolicach 65 USD dla WTI oraz 69 USD dla Brent mogą hamować krótkoterminowe wzrosty. Nawet w najgorszym scenariuszu, gdyby doszło do zakłóceń w dostawach irańskiej ropy, ewentualny skok cen prawdopodobnie spotka się z silnym zabezpieczaniem pozycji i sprzedażą ze strony producentów o wyższych kosztach, którzy będą dążyć do zabezpieczenia przyszłych przychodów. W związku z tym, mimo utrzymującej się wysokiej zmienności, czynniki fundamentalne i strukturalne sugerują, że trwała dynamika wzrostowa cen ropy może być ograniczona.

Poleganie na jednej klasie aktywów, szczególnie surowcach energetycznych, wrażliwych na napięcia geopolityczne, może prowadzić do nadmiernej ekspozycji na nieprzewidywalne wahania. Inwestorzy powinni rozważyć włączenie do portfela aktywów defensywnych, takich jak obligacje, złoto czy akcje spółek defensywnych z sektorów o niskiej korelacji z rynkiem energii. Zróżnicowany portfel pozwala łagodzić skutki krótkoterminowych szoków i budować bardziej stabilną strategię długoterminową mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Kontrakty terminowe na ropę Brent, najbliższy miesiąc - Źródło: SaxoTraderGO
Kontrakty terminowe na ropę Brent, najbliższy miesiąc – Źródło: SaxoTraderGO
Ropa Brent: pięcioletnie wykresy historyczne udostępnione w celach zgodnościowych - Źródło: SaxoTraderGO
Ropa Brent: pięcioletnie wykresy historyczne udostępnione w celach zgodnościowych – Źródło: SaxoTraderGO

Tony Fletcher nowym globalnym dyrektorem marketingu we FREENOW

  • Tony Fletcher został mianowany globalnym dyrektorem marketingu FREENOW.
  • Będzie kierował strategicznymi działaniami związanymi z marką i marketingiem FREENOW, koncentrując się na rozwoju kluczowych usług taxi oraz doświadczeń kierowców.

FREENOW powołała Tony’ego Fletchera na stanowisko globalnego dyrektora marketingu. Jego zadaniem będzie strategiczne zarządzanie centralnymi i lokalnymi zespołami marketingowymi oraz realizacja precyzyjnie dopasowanych kampanii, mających na celu budowanie relacji z użytkownikami FREENOW w 150 europejskich miastach.

Tony Fletcher wnosi międzynarodowe, ponad 20-letnie doświadczenie w zakresie marketingu konsumenckiego i zarządzania marką. Zgromadził je, pracując na 40 rynkach na całym świecie oraz w różnych sektorach, takich jak technologia, handel detaliczny, dobra konsumenckie i e-commerce.

Posiada doświadczenie w zarządzaniu strategią marketingową, reklamie, performance i growth marketingu dla największych globalnych firm, takich jak TJX, MediaCom, LEGO, P&G, Volkswagen, IKEA, Sky oraz innowacyjnych platform technologicznych, takich jak Too Good To Go, Klook i 21 Buttons – zarówno po stronie klienta, jak i agencji. Przed dołączeniem do FREENOW Tony Fletcher przez ponad trzy lata pełnił funkcję wiceprezesa ds. reklamy, mediów i marketingu cyfrowego w Too Good To Go.

We FREENOW Tony Fletcher jako globalny dyrektor marketingu będzie koncentrował się na rozwijaniu strategicznej wizji marketingowej oraz kierowaniu międzynarodowym zespołem, obejmującym centralne działy Brand, Digital, CRM oraz lokalne zespoły marketingu.

„FREENOW to firma o silnych wartościach i ze świetnym zespołem. Jestem niezwykle dumny, że mogę dołączyć do niej na kolejnym ekscytującym etapie rozwoju w Europie. Będę współpracować z zespołami marketingowymi z różnych krajów, aby wzmocnić naszą kluczową ofertę taksówek i budować relacje z klientami na wszystkich rynkach. FREENOW jest znane ze swojego zaangażowania we współpracę z miastami i branżą taksówkarską, aby wspierać ich rozwój. Dlatego moim priorytetem będzie intensyfikacja działań na rzecz setek tysięcy kierowców oraz wsparcie w dotarciu do jeszcze większej liczby pasażerów, tak, aby FREENOW było ich pierwszym wyborem. W ten sposób będziemy budować lojalność i oferować większą wartość dla klientów w całej Europie” – mówi Tony Fletcher, globalny dyrektor marketingu FREENOW.

Tony Fletcher obecnie mieszka w Barcelonie, gdzie znajduje się drugie co do wielkości biuro FREENOW oraz kluczowe centrum technologiczne firmy. Dołączył tam do zespołu ponad 150 specjalistów, głównie z obszaru produktu i technologii, a także liderów z różnych centralnych działów.

70% firm nie wykorzystuje w pełni technologii wspierających sprzedaż

Nowe badanie przeprowadzone przez Bain & Company wśród ponad 1 200 dyrektorów handlowych z 18 branż na całym świecie ujawnia, że 70% firm nie radzi sobie z efektywną integracją sprzedaży z narzędziami technologicznymi wspierającymi wzrost przychodów.  Dodatkowo w warunkach niskiej inflacji przedsiębiorstwa obawiają się o swoje marże. Największy optymizm dotyczący poprawy skuteczności sprzedaży w 2025 roku wykazują firmy z sektora technologii medycznych, przemysłu maszynowego, usług informacyjnych, logistyki i telekomunikacji.

Na potrzeby raportu Commercial Excellence and Revenue Growth Agenda 2025 firma Bain przeprowadziła badanie wśród ponad 1 200 wysokiej rangi menedżerów odpowiedzialnych za sprzedaż w dużych przedsiębiorstwach z 18 branż na całym świecie. Wyniki pokazują, że choć ponad 80% respondentów deklaruje prowadzenie uporządkowanych, powtarzalnych działań sprzedażowych i marketingowych, to 70% z nich nie integruje skutecznie swoich strategii sprzedażowych z wykorzystywanymi technologiami, a w efekcie jedynie około 20% osiągnęło pełną wartość wynikającą z tych działań. Wśród najczęściej wskazywanych barier dla rozwoju firm działających w modelu B2B w 2025 roku respondenci wymieniali wdrażanie technologii wspierających wejście na rynek (go-to-market technologies), zarządzanie presją cenową oraz poprawę efektywności zespołów sprzedażowych.

Większość ankietowanych przez nas dyrektorów firm działających w modelu B2B spodziewa się, że ich przychody w 2025 roku wzrosną r/r. Jednak pomiędzy ich strategiami sprzedaży a wykorzystaniem technologii wciąż istnieje spora luka – powiedział Patryk Rudnicki, Partner zarządzający warszawskim biurem Bain & Company.Wiele firm nie wykorzystuje w pełni dostępnych technologii, takich jak AI czy nowoczesne systemy klasy CRM służące do zarządzania relacjami z klientami. Ci, którzy połączą nowoczesne narzędzia ze swoją strategią sprzedaży, będą mieli największe szanse na szybki rozwój i lepsze wyniki.

AI coraz chętniej wykorzystywana w sprzedaży, ale wielu firmom wciąż brakuje kompetencji w tym zakresie

Eksperci Bain zauważyli, że prawie wszystkie badane firmy zaczęły już korzystać ze sztucznej inteligencji przy wprowadzaniu produktów na rynek, choć sposób jej użycia różni się w zależności od branży. Kiedy zapytano o konkretne przykłady zastosowania tej technologii, 30% respondentów stwierdziło, że rozszerzyło zastosowanie AI na jeden lub dwa obszary, a 62% z nich wprowadziło ją do więcej niż dwóch obszarów. Prawie wszyscy respondenci odpowiedzieli, że AI spełniła ich oczekiwania, a 57% stwierdziło, że AI przyniosła lepsze efekty, niż się spodziewali. Mimo tych sukcesów, ponad połowa firm handlowych wciąż ma problemy z podstawami – brakuje im dobrej jakości danych i odpowiednio działających systemów, przez co nie mogą w pełni wykorzystać możliwości AI.

Prawdziwy postęp wymaga systematycznego i mierzalnego podejścia do wdrażania sztucznej inteligencji – powiedział Patryk Rudnicki. – Najlepiej radzą sobie firmy, które inwestują więcej w technologie wspierające sprzedaż i marketing – i odnoszą z tego realne korzyści. Wykorzystywanie sztucznej inteligencji na dużą skalę stało się standardem dla firm działających w modelu B2B, które chcą zapewnić sobie sukces. Ich perspektywy wzrostu w dużej mierze zależą od wdrożenia tej technologii, aby działać efektywniej i lepiej odpowiadać na potrzeby klientów.

Niska inflacja przeszkodą w podnoszeniu cen i poprawie marż

Oprócz wdrażania nowych technologii, jedną z najczęściej wskazywanych przez respondentów barier dla rozwoju firm działających w modelu B2B pozostaje zarządzanie presją cenową. W porównaniu z rokiem 2024 więcej firm przewiduje, że w tym roku uda im się zrekompensować rosnące koszty poprzez podwyżki cen. Jednocześnie wiele organizacji wyraża obawy dotyczące możliwości dalszego, skutecznego wdrażania strategii cenowych zwiększających marże w sytuacji, gdy wysoka inflacja przestaje być domyślnym uzasadnieniem dla wzrostu cen. Największą barierą dla stosowania takich strategii – wskazywaną przez 67% respondentów – jest presja konkurencji, a w dalszej kolejności opór klientów. Wśród kolejnych istotnych przeszkód wymieniano brak odpowiednich danych lub narzędzi analitycznych wspierających decyzje cenowe oraz niedobory kompetencji zespołów w obszarze zarządzania polityką cenową.

Większość firm liczy na poprawę efektywności sprzedaży

Poprawa efektywności zespołów sprzedaży to kolejne wyzwanie, na które zwracają uwagę menedżerowie firm działających w modelu B2B. Ponad połowa z nich wierzy, że w 2025 roku uda się zwiększyć skuteczność sprzedaży, choć oczekiwania różnią się w zależności od branży.

Jak przewidują eksperci Bain, w 2025 roku, aby zwiększyć produktywność, firmy skupią się na trzech głównych priorytetach: zapewnieniu pracownikom szkoleń i coachingu w celu poprawy wyników sprzedaży, lepszej segmentacji klientów oraz optymalizacji wydatków marketingowych.

Kevin Weil, Chief Product Officer OpenAI, dołącza do Rady Dyrektorów Cisco

0

Kevin Weil, Chief Product Officer w OpenAI, dołączył do Rady Dyrektorów Cisco. Jego doświadczenie w obszarze sztucznej inteligencji, innowacji technologicznych i rozwoju produktów ma wnieść istotną wartość do strategicznych działań firmy.

„Kevin ma imponujące osiągnięcia w zakresie skalowania produktów, które przynoszą realną wartość biznesową klientom” – powiedział Chuck Robbins, CEO Cisco. „Cieszymy się, że będziemy mogli skorzystać z jego bogatego doświadczenia w obszarze sztucznej inteligencji i innowacji produktowych, by wesprzeć nasze strategiczne inicjatywy i przyspieszyć rozwój Cisco”.

Weil wnosi do Cisco szeroką wiedzę w zakresie zarządzania produktami i innowacji technologicznych, zdobytą na kluczowych stanowiskach w czołowych firmach branży technologicznej. Jako Chief Product Officer w OpenAI odpowiada za przekształcanie przełomowych osiągnięć badawczych w dziedzinie AI w praktyczne, skalowalne rozwiązania, z których korzysta ponad 500 milionów użytkowników na całym świecie. Wcześniej pełnił funkcję prezesa ds. produktu i biznesu w Planet Labs, był współzałożycielem kryptowaluty Libra, wiceprezesem ds. produktu w Instagramie oraz starszym wiceprezesem ds. produktu w Twitterze.

„Jestem zaszczycony możliwością dołączenia do Rady Dyrektorów Cisco – firmy, która tworzy infrastrukturę niezbędną do urzeczywistnienia potencjału AI” – powiedział Kevin Weil. „Z niecierpliwością czekam na współpracę z Chuckiem Robbinsem i zespołem Cisco nad tworzeniem rozwiązań o realnym wpływie na rzeczywistość i wykorzystaniem nadchodzących szans”.

Poza działalnością w Cisco, Kevin Weil zasiada również w Radzie Dyrektorów organizacji The Nature Conservancy. Ukończył studia magisterskie z fizyki na Uniwersytecie Stanforda oraz licencjat z fizyki i matematyki na Uniwersytecie Harvarda, który ukończył z wyróżnieniem summa cum laude.

Czy podatek Belki zostanie zniesiony? Eksperci FOR komentują projekt zmian

Czy tzw. “podatek Belki” zostanie zniesiony? Jak mówią ekonomiści FOR, ich ocena jest “ostrożnie pozytywna”. Mimo, że propozycja zespołu Brzoski może być krokiem w dobrą stronę, zdaniem ekspertów warto rozważyć także alternatywne rozwiązania. 

Poniżej przedstawiamy komentarz Marcina Zielińskiego, głównego ekonomisty i prezesa zarządu FOR oraz Mateusza Michnika, analityka ekonomicznego FOR, przedstawicieli inicjatywy pozarządowej “deregulacja.pl”:

Propozycje z najnowszego pakietu zespołu Rafała Brzoski dotyczące zwolnienia długoterminowych inwestycji finansowych z tzw. podatku Belki należy, co do zasady, ocenić pozytywnie – pozwoliłoby to ograniczyć bodźce zachęcające do inwestowania w nieruchomości kosztem rynku kapitałowego.

Trzeba jednak pamiętać, że takie rozwiązanie obniży wpływy budżetowe w bardzo trudnej, dla polskich finansów publicznych, sytuacji i w warunkach procedury nadmiernego deficytu.

Brakuje na razie informacji, czy zwolnieniem objęte miałyby być też inwestycje w aktywa zagraniczne. Ze względu na wielkość i upolitycznienie polskiego rynku kapitałowego racjonalna dla inwestorów jest dywersyfikacja międzynarodowa. Jednocześnie wiele pomysłów w Polsce jest nakierowanych na promocję wyłącznie krajowego rynku. Jeśli zwolnienie miałoby dotyczyć wyłącznie krajowych inwestycji, zniechęcałoby ono inwestorów do dywersyfikacji międzynarodowej.

Warto także rozważyć alternatywne rozwiązanie, jakim może być indeksowanie zainwestowanego kapitału o inflację. Uwzględnienie jej przy wyznaczaniu kwoty podatku również mogłoby zachęcić do inwestycji długoterminowych.

Należy też zauważyć, że zwolnienie inwestycji długoterminowych z tzw. podatku Belki zmniejszyłoby względną atrakcyjność IKE (które polega na zwolnieniu inwestycji emerytalnych z tego podatku), podczas gdy w pakiecie zespołu SprawdzaMY zaproponowano też podwyższenie limitów wpłat na tę formę oszczędzania na emeryturę.

Podsumowanie

Propozycje zmian podatku Belki są oceniane pozytywnie jako zachęta do długoterminowego inwestowania, ale wymagają dopracowania i analizy skutków ubocznych – zarówno fiskalnych, jak i inwestycyjnych. FOR sugeruje, że rozsądna reforma powinna być szeroka, spójna i neutralna wobec decyzji inwestycyjnych, a nie faworyzować wyłącznie rynek krajowy kosztem zagranicznej dywersyfikacji.

Firmy deweloperskie bez wiary w odbicie. Dane GUS pokazują wyraźne spowolnienie

Opublikowane przez GUS dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wskazują na wyraźny brak wiary wśród firm deweloperskich we wzrost sprzedaży w 2025 roku. We wszystkich kategoriach aktywności w budownictwie mieszkaniowym (mieszkania oddawane do użytku, budowy rozpoczynane i pozwolenia na budowę) pierwsze cztery miesiące roku przyniosły wyniki gorsze niż przed rokiem.  

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w kwietniu była w porównaniu do marca o 2,6% wyższa i niemal taka sama jak w kwietniu rok temu (wzrost o 1,2%). Wyniki z czterech miesięcy potwierdzają tendencję, która rysowała się do lutego. Od stycznia do kwietnia 2025 roku w całej Polsce do użytku oddanych zostało 62,2 tys. mieszkań i domów, co oznacza najsłabszy od siedmiu lat wynik. Ostatni raz GUS odnotował w pierwszych czterech miesiącach roku mniej niż 63 tys. lokali oddanych do użytkowania w 2018 roku.

W kwietniu wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 16,1 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę 10 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 6% w porównaniu do marca i 4-procentowy wzrost w porównaniu z kwietniem ubiegłego roku. Te kilkuprocentowe wzrosty są na tyle małe, że nie pozwalają na zmianę dotychczasowych prognoz, zgodnie z którymi pod względem liczby oddanych mieszkań, rok 2025 będzie najsłabszym w ostatnim pięcioleciu.

Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegoroczny danych GUS prezentujących liczby mieszkań oddawanych przez firmy deweloperskie, nie mając przed oczami liczby rozpoczynanych przez te podmioty budów w pierwszej połowie 2023 roku. Warto pamiętać, że zgromadzona – jako efekt nowych rozwiązań legislacyjnych – przez deweloperów w 2022 roku duża liczba pozwoleń w połączeniu ze sprzedażą słabnącą w następstwie skokowo rosnących kosztów kredytu hipotecznych zaowocowały w pierwszej połowie 2023 roku  spowolnieniem w budownictwie mieszkaniowym. Deweloperzy uzyskali w tym okresie niewiele pozwoleń i rozpoczęli rekordowo małe liczby nowych budów. Efektem był spadek liczby rozpoczynanych przez deweloperów budów z poziomu 12 tys. miesięcznie w latach 2021-2022 do 8 tys. w I połowie 2023 roku.

Konsekwencje tego wstrzymania sprzed dwóch lat będziemy zapewne obserwowali w niskiej liczbie oddawanych mieszkań w pierwszej połowie bieżącego roku. Wyniki z pierwszych miesięcy 2025 roku dobitnie to potwierdzają.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 62% wszystkich oddanych do użytku w kwietniu lokali mieszkalnych. Wyniki inwestorów indywidualnych są ze swej natury bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów, a ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce od kilku miesięcy utrzymuje się na poziomie 35-38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W kwietniu i pierwszych czterech miesiącach 2025 roku udział wyniósł 36%. W porównaniu do kwietnia 2024 roku gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 1,33% mniejszej liczby domów/mieszkań, a w porównaniu z poprzednim miesiącem ich wynik był niższy o mniej niż 1%.

Wzrost liczby lokali oddawanych do użytku przez firmy deweloperskie w ujęciu miesiąc do miesiąca, nie znajduje potwierdzenia w danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. W okresie styczeń–kwiecień firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 37,7 tys. mieszkań i domów, czyli o 3% mniej niż przed rokiem.

W tym samym czasie inwestorzy indywidualni zrealizowali 22,9 tys. lokali, czyli o 4,5% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Wiele wskazuje na to, że taką tendencję będziemy obserwować również w kolejnych miesiącach 2025 roku.

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w kwietniu przyniosły efekty wyraźnie gorsze niż w marcu. Także w porównaniu do wyników z 2024 roku uzyskanych pozwoleń jest o kilkadziesiąt procent mniej.

Z danych zagregowanych dla 12 i 36 miesięcy wiemy, że liczba pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych wciąż wyraźnie przekracza liczbę rozpoczynanych w analogicznych okresach budów. W efekcie w całej Polsce utrzymuje się wyraźna nadwyżka pozwoleń na budowę, która istotnie zwiększa możliwości wprowadzenia przez firmy deweloperskie na rynek nowej podaży (rozpoczęcia budowy nowych mieszkań). Słaby kwietniowy wynik w kategorii „pozwolenia” nie zmniejsza istotnie tej nadwyżki.

Łączna liczba pozwoleń wydanych w kwietniu nie przekroczyła nawet 19 tys., z czego 10,7 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 7,8 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych w kwietniu pozwoleń była o 14,5% niższa niż w marcu. A w porównaniu do kwietnia sprzed roku liczba pozwoleń na budowę spadła o 24%. Źródłem spadku w tej kategorii była wyraźnie niższa niż w kwietniu ubiegłego roku aktywność firm deweloperskich, które w ostatnich 5 latach w kwietniu uzyskały powyżej 14 tys. pozwoleń.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których wszystkie grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w pierwszych czterech miesiącach 2025 roku jest wyraźnie niższa niż rok temu. Jednak sytuacja w poszczególnych grupach inwestorów jest zróżnicowana. W analizowanym okresie bieżącego roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 41,1 tys. mieszkań i domów (o 25% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 26,1 tys. (o 4,7% więcej).

Statystyki GUS dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów po marcu wskazywały na wyraźne odbicie w stosunku do lutego, jednak już w kwietniu okazało się, że po wiosennym wzmożeniu nie ma śladu. Liczba rozpoczynanych przez wszystkie grupy inwestorów budów zmniejszyła się w ciągu roku o 4,5%. Słabsze wyniki odnotowano zarówno w wolnej od wahań rynkowych kategorii budownictwa indywidualnego (czyli domów budowanych przez gosp. domowe), jak również wśród firm deweloperskich (na sprzedaż lub wynajem). Dane GUS wskazują na spadki zarówno miesiąc do miesiąca jak i rok do roku. Warto także zaznaczyć, że początek ubiegłego roku charakteryzował się wyjątkowo wysokim wolumenem rozpoczynanych budów. Działo się tak głównie za sprawą firm deweloperskich, które pod wpływem wyjątkowo wysokiej sprzedaży wspieranej „Bezpiecznym kredytem 2%” przystąpiły do realizacji nowych inwestycji. Na tle ostatnich 5 lat początek 2024 roku w kategorii „budowy rozpoczynane” był wyjątkowy, więc analiza liczby rozpoczynanych w pierwszych miesiącach 2025 roku budów powinna uwzględniać ten fakt.

Wszystkie grupy inwestorów w kwietniu 2025 roku rozpoczęły budowy 20,1 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 8% mniej niż w marcu i o 5,5% mniej niż w kwietniu 2024 roku. Ten kilkuprocentowy spadek w kategorii „ogółem” to efekt ograniczenia zarówno działalności firm deweloperskich, jak i inwestorów indywidualnych. Choć kiedy analizujemy wyniki dla pierwszych czterech miesięcy 2025 roku wyraźnie spowolnienie w rozpoczynaniu budów widzimy przede wszystkim wśród firm deweloperskich, które zanotowały o 11% gorszy wynik niż rok temu.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów wynosi 5,1 tys., co oznacza, że 6% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach.

Warto odnotować że ponad ½  (2,6 tys.) tej nadwyżki powstała za sprawą pozwoleń na budowę mieszkań komunalnych i społecznych–czynszowych, co potwierdza zapowiedzi powstawania coraz większej liczby mieszkań na wynajem o umiarkowanym czynszu. Zastanawia jednak niskie tempo rozpoczynanych budów w tych kategoriach inwestorów.

Wyniki firm deweloperskich w kontekście nadwyżki pozwoleń nad rozpoczynanymi budowami należy oceniać nieco inaczej, jednak również w tej grupie inwestorów początek 2025 roku wygląda optymistycznie. W 2024 roku deweloperzy odłożyli 25% uzyskanych pozwoleń, podczas gdy w pierwszych miesiącach 2025 roku – zaledwie 5%. Porównanie wyników z kwietnia dotyczących liczby pozwoleń uzyskiwanych przez firmy deweloperskie z liczbą rozpoczynanych przez te firmy budów wskazuje, że możemy mieć do czynienia z delikatną zmianą dotychczasowej  tendencji, a w efekcie redukcją rekordowej nadwyżki pozwoleń zgromadzonych w latach 2022–2023.

Autor: Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku, Otodom

Sfinks Polska: 50,3 mln zł sprzedaży gastronomicznej, 2 mln zł straty netto w I kwartale

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami SPHINX, The Burgers by SPHINX czy Piwiarnia, odnotowała wzrost sprzedaż gastronomicznej realizowanej przez restauracje wszystkich swoich marek, w wyłączeniem sieci Piwiarnia, o 6% r/r., tj. do 50,3  mln zł w I kwartale 2025 r. Jednocześnie, w związku dokonanymi przekształceniami restauracji własnych na franczyzowe, w wynikach jednostkowych spółka ujawniła zmniejszenie przychodów ze sprzedaży do 12,8 mln zł w pierwszym kwartale br. wobec 20,9 mln zł rok wcześniej. Zysk ze sprzedaży został utrzymany na tym samym poziomie 0,5 mln zł, zaś zysk z działalności operacyjnej osiągnął wartość 0,1 mln zł po trzech miesiącach br. wobec 3,4 mln zł na koniec I kw. 2024 r. Po I kw. 2025 r. spółka odnotowała stratę netto na poziomie jednostkowym w kwocie -2 mln zł wobec 0,2 mln zł zysku netto przed rokiem.

– Pierwszy kwartał jest z powodów sezonowych zawsze słabszy sprzedażowo, co również pokazały dane tego roku. Operacyjnie, pierwsze trzy miesiące były bardzo podobne do tych przed rokiem, jednak wówczas do wyników dołożyły się zdarzenia jednorazowe, które zapracowały na dużo wyższy wynik na poziomie netto. W wynikach za pierwszy kwartał widoczne są też przekształcenia restauracji własnych na franczyzowe – tylko pod koniec roku takich przekształceń było 7, a w całym 2024 r aż 13. W rezultacie sprzedaż gastronomiczna tych restauracji przestała być ujmowana w naszych przychodach, a jest w nich wliczona tylko opłata franczyzowa, stąd prezentowany w księgach spadek przychodów. Dla ułatwienia porównania sprzedaży odrębnie co kwartał raportujemy sprzedaż gastronomiczną. W pierwszym kwartale  wzrosła ona o 6% – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Zaprezentowane wyniki jednostkowe są wynikami wstępnymi. Ostateczne wyniki jednostkowe i skonsolidowane za I kw. 2025 r. Sfinks opublikuje 30 maja br.

Fieldfisher otwiera biura w Warszawie i Krakowie. Polska częścią europejskiej strategii ekspansji kancelarii

W maju 2025 roku europejska kancelaria prawna Fieldfisher rozpoczęła działalność operacyjną w Polsce, otwierając dwa biura – w Warszawie i Krakowie. Do zespołu Fieldfisher Poland dołączyło łącznie 32 specjalistów, w tym prawnicy oraz eksperci ds. rozwoju i operacji. To odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na kompleksowe doradztwo prawne dla firm rozwijających działalność poza granicami kraju.

Ekspansja polskich firm i nowe potrzeby prawne

Polskie przedsiębiorstwa coraz śmielej inwestują za granicą, w tym w kraje Unii Europejskiej. Według analiz, niemal połowa firm z Polski planuje wejście na nowe rynki europejskie w ciągu najbliższego roku. Kluczowe obszary zainteresowania to fuzje i przejęcia, spory transgraniczne, inwestycje infrastrukturalne oraz sektor odnawialnych źródeł energii. Wzrost zapotrzebowania na finansowanie inwestycji sprawia, że firmy coraz częściej sięgają po emisje obligacji oraz kredyty konsorcjalne udzielane przez międzynarodowe instytucje finansowe.

Nowa struktura Fieldfisher Poland ma wspierać klientów zarówno lokalnie, jak i w projektach międzynarodowych, oferując doradztwo uwzględniające różnice regulacyjne i praktyki biznesowe różnych krajów.

Skład zespołu i obszary specjalizacji

Na czele polskiego oddziału Fieldfisher stanęli Rafał Stroiński i Piotr Szelenbaum jako Co-Managing Partnerzy. Do grona partnerów należą również Roman Iwański, Marcin Huczkowski i Krzysztof Marzyński. Zespół uzupełniają m.in. Senior Counsel Andrzej Zając oraz Dyrektor ds. Rozwoju i Operacji Adam Piwakowski. Łącznie kancelaria w Polsce zatrudnia pięciu partnerów, jednego senior counsela, sześciu counseli, trzynastu prawników i siedem osób w zespole wsparcia biznesowego.

Fieldfisher Poland oferuje wsparcie m.in. w obszarach M&A, rynków kapitałowych, prawa własności intelektualnej, podatków, nieruchomości, sporów sądowych, a także obsługi firm z sektorów technologicznego i energetycznego.

Polska jako część regionalnej strategii

Nowe biura w Polsce są elementem szerszej strategii rozwoju Fieldfisher w Europie. Po ekspansji do Austrii i Włoch kancelaria posiada już 25 biur w 13 krajach. Polska została wskazana jako jeden z kluczowych rynków regionu Europy Środkowo-Wschodniej, ze względu na rosnące znaczenie gospodarcze, duży rynek wewnętrzny oraz znaczący udział eksportu i inwestycji zagranicznych.

Robert Shooter, Managing Partner Fieldfisher, podkreślił, że obecność w Polsce umożliwi kancelarii lepsze wsparcie klientów działających w tej części Europy. Jego zdaniem zespół Fieldfisher Poland wnosi nie tylko lokalne doświadczenie, ale także kompetencje niezbędne do realizacji transgranicznych projektów prawnych.

Wady i zalety biura open space – czy to rozwiązanie dla Twojej firmy?

Planujesz wynajem biura lub jesteś na etapie otwierania siedziby firmy? Jeśli tak, koniecznie zastanów się nad układem przestrzeni. Czy open space będzie dla Ciebie dobrym rozwiązaniem? Dowiedz się, kiedy taka organizacja się sprawdzi.

Biuro typu open space, czyli jakie?

Open space to „otwarta przestrzeń”. Chodzi więc o duże pomieszczenie bez ścian działowych, w którym znajdują się stanowiska pracy dla wielu pracowników. Zamiast osobnych gabinetów jest tam wspólna przestrzeń z biurkami ustawionymi w różnych konfiguracjach.

Ta koncepcja wydaje się być bardzo nowoczesna, ale… wcale tak nie jest! – Pierwsze biura typu open space powstawały już na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Fakt, że po tylu dekadach nadal korzysta z tego rozwiązania, świadczy o tym, że „w tym szaleństwie jest metoda” – wyjaśnia Aleksandra Paradecka z agencji Platis, która specjalizuje się m.in. we wsparciu w wynajmie biur oraz innych obiektów komercyjnych w Łodzi. – Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to rozwiązanie w 100% uniwersalne. Są sytuacje, w których sama otwarta przestrzeń nie wystarcza – dodaje. 

Kiedy open space w biurze będzie strzałem w dziesiątkę?

Open space w biurze to dość popularne rozwiązanie. Kiedy jednak ta koncepcja będzie tą naprawdę idealną? Oto sytuacje, w których warto rozważyć tę opcję.

Gdy praca zespołowa to podstawa w Twojej firmie

Jeśli Twoja firma bazuje na częstej współpracy między członkami zespołu, open space może usprawnić ten proces. W takiej przestrzeni łatwiej o spontaniczne burze mózgów, szybkie konsultacje czy wymianę pomysłów. Pracownicy nie muszą rezerwować sal konferencyjnych ani przemieszczać się między pokojami – mogą po prostu obrócić krzesło i rozpocząć dyskusję.

biuro typu open space

W biurze typu open space znacznie łatwiej pracować nad projektami wymagającymi zaangażowania całego zespołu.

Jeżeli zależy Ci na lepszej integracji zespołu

Przestrzeń bez barier fizycznych sprzyja budowaniu relacji międzyludzkich. Pracownicy mają okazję lepiej się poznać, co przekłada się na atmosferę w firmie i efektywność wykonywania obowiązków. Codzienne interakcje w naturalny sposób rozwijają zaufanie i poczucie przynależności do zespołu.

Gdy chcesz usprawnić obieg dokumentów

W biurze open space obieg informacji i dokumentów staje się znacznie prostszy. Zamiast wysyłać wiadomości e-mail czy przekazywać dokumenty przez kilka pokoi, pracownicy mogą szybko skonsultować sprawy twarzą w twarz. To ogromna oszczędność czasu i zmniejszenie formalności.

Jeżeli myślisz o optymalizacji kosztów wynajmu

Biura typu open space są zazwyczaj bardziej ekonomiczne. Pozwalają na efektywniejsze wykorzystanie przestrzeni, a co za tym idzie – obniżenie kosztów najmu. Dodatkowo takie rozwiązanie może przynieść oszczędności w zakresie wyposażenia. Mniej ścian działowych oznacza np. większe możliwości wykorzystania mebli modułowych. Możesz się też liczyć z niższymi kosztami eksploatacji, choćby z uwagi na wspólne korzystanie z urządzeń biurowych.

Warto jednak pamiętać, że open space ma też swoje wyzwania – wyższy poziom hałasu czy ograniczoną prywatność. Dlatego może się nie sprawdzić przy wykonywaniu zadań wymagających maksymalnej koncentracji. Mimo to, nowoczesne rozwiązania, takie jak bariery akustyczne czy wydzielone strefy ciszy, pomagają minimalizować te niedogodności.

Jak widzisz, biuru open space warto w wielu sytuacjach powiedzieć „tak”. Czy to również Twoja odpowiedź? Jeżeli tak właśnie jest, podejmij współpracę z doświadczonymi ekspertami od nieruchomości, aby jak najszybciej i najwygodniej wynająć przestrzeń idealną.

Systemy magazynowe – niezbędne elementy każdego magazynu

Jednymi z najważniejszych elementów w każdym magazynie są regały i inne meble, które pozwalają na składowanie towaru. Dzięki nim można maksymalnie wykorzystać dostępną przestrzeń – nawet w wysokich budynkach. Jakie są podstawowe systemy magazynowe?

Systemy regałowe magazynowe

Współczesne systemy regałowe magazynowe pozwalają na bezpieczne składowanie towaru o dowolnych gabarytach, a także jego łatwe pobieranie podczas kompletacji zamówień. Najczęściej mają one formę:

  • regałów przyściennych – sprawdzają się świetnie zwłaszcza w mniejszych przestrzeniach, w których ważna jest wykorzystanie każdego metra kwadratowego;
  • regałów gondoli – to konstrukcje jednostronne lub dwustronne, często spotykane także w punktach sprzedaży i sklepach samoobsługowych;
  • regałów paletowych – są przeznaczone do składowania towarów na paletach;
  • regałów półkowych – są idealne do przechowywania lżejszych produktów pakowanych luzem, np. narzędzi czy części zamiennych;
  • regałów wjezdnych – umożliwiają wjazd wózka widłowego bezpośrednio między kolejne fragmenty konstrukcji. W takich systemach towar jest umieszczany w środku, co oszczędza miejsce.

Systemy magazynowe statyczne i dynamiczne

Statyczne systemy regałowe magazynowe

Systemy magazynowe dzieli się też na dynamiczne i statyczne. Pierwsze z nich pozwalają na przemieszczanie towarów w taki sposób, by zoptymalizować ich przepływ i wykorzystanie dostępnej przestrzeni. Są droższe, ale sprawdzają się świetnie w większych magazynach. Przykładami dynamicznych systemów magazynowych są roboty pobierające i odkładające ładunki czy regały przepływowe i wjezdne.

Statyczne konstrukcje są natomiast wykorzystywane w jednym miejscu – nie mają zdolności do poruszania się. W takich systemach ładunek pobiera pracownik, często z użyciem wózka widłowego. Cechują się one prostą budową i niską ceną. Są świetnym wyborem w przypadku małej lub średniej rotacji towaru. Do systemów statycznych zalicza się m.in. regały przyścienne i półkowe.

Wybór odpowiedniego systemu magazynowego zależy przede wszystkim od tego, jak dużo towaru składuje się w obiekcie. Jeśli firma realizuje setki zamówień każdego dnia, lepszym wyborem będą konstrukcje dynamiczne. W mniejszych magazynach wystarczą tańsze regały statyczne – tłumaczy specjalista z firmy Gizo oferującej m.in. systemy do magazynów oraz szafki BHP ubraniowe.

Automatyczne systemy magazynowe

W niektórych firmach stosuje się też automatyczne systemy magazynowe. To m.in. specjalne windy poruszające się w górę i w dół, karuzele poziome czy konstrukcje wykorzystujące autonomiczne wózki. Takie regały i urządzenia są zdecydowanie droższe od tych tradycyjnych, ale pozwalają na jeszcze lepsze wykorzystanie dostępnej przestrzeni i szybsze kompletowanie zamówień. Sprawdzają się przede wszystkim w dużych firmach o znacznym budżecie.

Inne meble wykorzystywane w magazynach

Systemy magazynowe to przede wszystkim regały. Nie są to jednak jedyne meble, w które wyposaża się tego typu obiekty. W magazynach stosuje się też różnego rodzaju szafki pracownicze BHP, które pozwalają na bezpieczne przechowywanie przedmiotów osobistych. Zazwyczaj powstają one z metalu odpornego na uszkodzenia mechaniczne i trudne warunki panujące w tego typu budynkach.

Podsumowując, wybór odpowiedniego systemu magazynowego jest istotną decyzją dla każdej firmy. Należy dokładnie przeanalizować potrzeby magazynu, wielkość składowanego towaru, rotację produktów oraz budżet, aby wybrać system, który będzie najbardziej efektywny i ekonomiczny. Zarówno systemy statyczne, jak i dynamiczne mają swoje zalety i wady, a ostateczny wybór powinien być podyktowany indywidualnymi potrzebami i specyfiką działalności.

Develia z mniejszym zyskiem i przychodami w I kwartale 2025

  • W I kwartale 2025 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 253,5 mln zł w porównaniu do 401,6 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku.
  • Zysk netto grupy wyniósł 65,2 mln zł wobec 84,4 mln zł zysku netto w I kwartale 2024 r.
  • W okresie styczeń-marzec 2025 r. deweloper sprzedał 951 lokali wobec 1038 w analogicznym okresie ubiegłego roku.
  • Develia przekazała 524 mieszkania, czyli 12% mniej r/r, co miało wpływ na spadek przychodów ze sprzedaży. Cel przekazań na 2025 r. to 2900-3100 lokali, a ich kumulacja spodziewana jest w IV kwartale br.
  • Na koniec marca 2025 r. Develia posiadała łącznie 682,5 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r.

– W I kwartale odnotowaliśmy solidny wynik sprzedaży i istotną poprawę wobec III i IV kwartału poprzedniego, rekordowego roku. To rezultat, który wzmacnia naszą pozycję w czołówce deweloperów mieszkaniowych i daje dobrą bazę do realizacji tegorocznych celów. Majowa obniżka stóp procentowych jest dla rynku pierwszym pozytywnym sygnałem. To spory skok w zdolności kredytowej nabywców, który, jak się spodziewamy, będzie wspierał popyt na mieszkania w kolejnych miesiącach – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Działalność deweloperska

W I kwartale br. Develia sprzedała 951 mieszkań (w tym cztery lokale w inwestycjach realizowanych wspólnie z Grupo Lar Polska). Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach Aleje Praskie i Bemowo Vita w Warszawie, Traugutta Vita i Orawska Vita we Wrocławiu, Przemyska Vita i Południe Vita w Gdańsku, Centralna Vita i City Vibe w Krakowie oraz Królowej Jadwigi w Poznaniu. W okresie styczeń-marzec Develia przekazała 524 mieszkania (w tym 156 lokali w inwestycjach realizowanych wspólnie z Grupo Lar Polska) w porównaniu do 598 lokali rok wcześniej. Cel zarządu to przekazanie 2900-3100 mieszkań w 2025 r., z czego kumulacja przekazań spodziewana jest pod koniec roku, co wynika z harmonogramu projektów.

Pod koniec kwietnia br. Develia podpisała przedwstępną umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera. Cena sprzedaży ustalona w umowie przedwstępnej to 66,5 mln euro (ok. 283,6 mln zł). Dzięki przejęciu Develia zwiększy liczbę mieszkań w realizacji oraz potencjał banku ziemi w Warszawie, Poznaniu i we Wrocławiu. Na koniec 2024 r. Bouygues Immobilier Polska posiadała około 1300 mieszkań w realizacji i przygotowaniu, z czego na 1098 podpisano już umowy deweloperskie. Ponadto spółka posiadała ok. 2800 lokali w gruntach zabezpieczonych umowami przedwstępnymi. Develia sfinansuje transakcję ze środków własnych z opcją refinansowania kredytem bankowym. Umowa powinna zostać sfinalizowana do 30 czerwca 2025 r. pod warunkiem uzyskania zgody Prezesa UOKiK na dokonanie koncentracji.

Działalność komercyjna

W I kwartale br. Develia kontynuowała działania mające na celu finalizację sprzedaży Arkad Wrocławskich planowaną do końca sierpnia br. Pod koniec lutego spółka otrzymała prawomocne pozwolenie i rozpoczęła rozbiórkę obiektu.

W ramach dywersyfikacji podstawowej działalności mieszkaniowej, Develia stopniowo buduje kompetencje w segmentach PRS i PBSA. W styczniu br. spółka kupiła grunt przy pl. Orląt Lwowskich we Wrocławiu za 40,6 mln zł. Deweloper planuje zrealizować na nim akademik z ok. 600 pokojami i dwoma lokalami usługowymi. Zgodnie ze wstępnym planem budowa akademika przy pl. Orląt Lwowskich we Wrocławiu rozpocznie się w 2026 r., a obiekt będzie gotowy dwa lata później.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1Q2025 1Q2024 Zmiana
Przychody 253 530 401 612 -36,87%
Zysk brutto ze sprzedaży 80 814 133 496 -39,46%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 79 205 132 978 -40,44%
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 32 -437 n/d
EBITDA 47 515 109 942 -56,78%
EBITDA skorygowana* 49.589 112 699 -56,00%
Udział w zyskach (stratach) jednostek ujmowanych metodą praw własności JV

 

13.271 -670 n/d
Zysk netto 65 176 84 400 -22,78%
Skorygowany zysk netto* 67.160 87 788 -23,50%
ROE 3,65% 5,16% -1,51 pp.
ROE skorygowane* 3,80% 5,4% -1,60 pp.

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto skorygowany o sumę przeszacowań netto z tytułu nieruchomości inwestycyjnych i zapasów – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji (odpowiednio ROE i EBITDA)

Przychody grupy za I kwartał 2025 r. wyniosły 253,5 mln zł i były o 37% niższe wobec 401,6  mln zł rok wcześniej. Spadek przychodów wynika z mniejszej liczby przekazanych mieszkań, w szczególności lokali zrealizowanych przez Develię (czyli bez joint-venture). Mieszkania realizowane w ramach współpracy z Grupo Lar Polska stanowiły 30% wszystkich przekazań w I kwartale br. Wyniki z joint-venture są prezentowane w pozycji „Udział w zyskach (stratach) jednostek ujmowanych metodą praw własności”, tym samym nie są uwzględnianie w przychodach ze sprzedaży, zysku brutto ze sprzedaży czy EBITDA. W I kwartale 2025 r. udział w zyskach jednostek ujmowanych metodą praw własności joint-venture wyniósł 13,3 mln zł w porównaniu do 0,7 mln zł straty w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Zysk netto grupy wyniósł 65,2 mln zł i był o 23% niższy od 84,4 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze trzy miesiące 2025 r. wyniósł 79,2 mln zł przy przychodach 251,9 mln zł.

– Wynik za I kwartał odzwierciedla niższą wobec analogicznego okresu ubiegłego roku liczbę przekazanych mieszkań, a także strukturę przekazań charakteryzującą się dużym udziałem lokali zrealizowanych w ramach joint-venture. Spodziewamy się kumulacji przekazań pod koniec roku, co jest zgodne z harmonogramem realizowanych przez nas projektów i będzie budowało nasz wynik finansowy w ostatnim kwartale br. Poziom gotówki, jaki posiadaliśmy na koniec marca potwierdza bardzo dobrą sytuację płynnościową spółki i gotowość do sfinansowania transakcji przejęcia Bouygues Immobilier Polska ze środków własnych. Tak jak zapowiadaliśmy, nie wykluczamy późniejszego refinansowania zakupu kredytem bankowymmówi Paweł Ruszczak, wiceprezes zarządu Develii. – Zgodnie z realizowaną polityką chcemy podzielić się ubiegłorocznym, rekordowym zyskiem z akcjonariuszami. W maju zarekomendowaliśmy walnemu zgromadzeniu wypłatę najwyższej w historii spółki dywidendy na poziomie 265,5 mln zł, czyli 0,58 zł na akcję – dodaje Paweł Ruszczak.

W lutym 2025 r. Develia wyemitowała obligacje o wartości 160 mln zł. Oprocentowanie 4-letnich obligacji zostało ustalone w oparciu o WIBOR 3M powiększony o marżę 2,4% w skali roku.

Na koniec marca 2025 r. Develia posiadała łącznie 682,5 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r. Na koniec I kwartału 2025 r. zobowiązania finansowe wyniosły 893,2 mln zł w porównaniu z 915,0 mln zł na koniec 2024 r.

„Odwrócony Robin Hood”? Ustawa Trumpa dzieli Amerykę i niepokoi inwestorów

Trwa legislacyjna batalia o wprowadzenie największych zmian podatkowych w USA od 2017 roku. Dziś ustawa została przepchnięta przez Izbę Reprezentantów. Rynkom zdecydowanie się to nie spodobało.

Jednym głosem

Już dawno nie pracowano w Kongresie nad ustawą, która tak mocno dzieliłaby jego przedstawicieli. Flagowy projekt Donalda Trumpa budzi kontrowersje nawet wśród Republikanów, dlatego do samego końca wynik głosowania pozostawał wielką niewiadomą. Ostatecznie udało się przepchnąć tę ustawę przez Izbę Reprezentantów jednym głosem przewagi. Wynik 215 do 214 idealnie pokazuje, jakie emocje temu towarzyszyły. Sama ustawa określana jest mianem największych zmian podatkowych od 2017 roku, kiedy wprowadzono Tax Cuts and Jobs Act. Swoją drogą część nowej ustawy to proste przedłużenie rozwiązań zawartych w TCJA. Dzisiejsze zwycięstwo administracji Trumpa nie oznacza jeszcze finalnego sukcesu. Teraz ustawa trafi do Senatu i tam również zebranie większości będzie co najmniej karkołomne. W idealnym scenariuszu spekuluje się, że prezydent chciałby podpisać gotowy akt podczas obchodów Święta Niepodległości 4 lipca.

Odwrócony Robin Hood

Ustawa jest krytykowana przede wszystkim za to, że oszczędności dla najbogatszych mają być finansowane przez tych biedniejszych. Jest to oczywiście pewne uproszczenie, jednak prawdą jest, że zakłada ona redukcję wydatków na Medicaid o około 800 miliardów dolarów. Medicaid to program federalno-stanowy, który zapewnia ubezpieczenie zdrowotne dla osób o niskich dochodach i ograniczonych zasobach. Z drugiej strony cięcia w podatkach są znacznie szersze i nie dotykają tylko najbogatszych. Ciekawym rozwiązaniem jest choćby zakładanie rachunków oszczędnościowych dzieciom urodzonym w nadchodzących trzech latach. Każdy taki rachunek zostanie dofinansowany przez państwo kwotą tysiąca dolarów. Ważną częścią planu są również zwiększone wydatki na obronność i armię – łącznie o blisko 300 mld $. Z podatku dochodowego mają zostać także zwolnione napiwki czy wypłaty za nadgodziny.

Wpływ na rynek

Największym problemem tej ustawy nie są jednak wybrane elementy, lecz całościowe niezbilansowanie wzrostu wydatków przez potencjalne oszczędności. Szacuje się, że wpływ tego aktu na deficyt finansowy może wynieść nawet 3,8 biliona dolarów w ciągu dekady. A nie da się ukryć, że i bez niego amerykański budżet był raczej w kiepskim stanie. Ostatnio mocno zwróciła na to uwagę agencja Moody’s, która postanowiła ściąć rating USA. Przepchnięcie ustawy zdecydowanie odbiło się na rentownościach amerykańskiego długu. Ostatnio oprocentowanie obligacji 20-letnich przebiło psychologiczną barierę 5%. Obecnie jest już blisko 20 punktów bazowych wyżej. Nerwowo reagują parkiety akcyjne w handlu przedsesyjnym. Co ciekawe, na kanwie pogorszenia sentymentu delikatnie umocnił się… sam dolar. A to z kolei negatywnie odbija się na złotym. Kurs EURPLN rośnie do 4,25 zł, a USDPLN do 3,76 zł.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Kwiecień 2025 najlepszym miesiącem w historii polskiej elektromobilności

  • W kwietniu udział samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) na rynku nowych pojazdów osobowych wyniósł rekordowe 5,4% – to najlepszy wynik w historii polskiej elektromobilności
  • Na koniec kwietnia 2025 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce, osobowych i użytkowych BEV wynosiła 90 720 szt.
  • Liczba ogólnodostępnych punktów ładowania w ubiegłym miesiącu wzrosła do 9 524, z czego 3 056 stanowiły punkty DC
  • W kwietniu 2025 r. udział ogłoszeń BEV w łącznej liczbie ofert pojazdów używanych na portalu OTOMOTO nadal wynosił 1,1%
  • Polish EV Outlook Index (PEVO Index) to comiesięczne zestawienie kluczowych danych i statystyk sektora e-mobility w Polsce

Samochody elektryczne

Na koniec kwietnia 2025 r. flota osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w Polsce liczyła 90 720 szt. Park osobowych BEV składał się z 81 927 szt. (+42% r/r), a liczba rejestracji nowych pojazdów tego typu wyniosła 2 556 szt. – wzrosła o 102% rok do roku. Na koniec kwietnia 2025 r. flota całkowicie elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych zwiększyła się do 8 793 szt. (+35% r/r). Park osobowych, wodorowych FCEV liczył 352 szt. (+64% r/r). Najpopularniejszymi, nowymi osobowymi modelami BEV w kwietniu 2025 r. były Citroën e-C3 (178 sprzedanych szt.), KIA EV 6 (171 szt.) oraz Leapmotor T03 (157 szt.). Na podium wśród marek znalazły się Kia, Tesla oraz BMW. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych w kwietniu 2025 r. wyniósł rekordowe 5,4%.

Infrastruktura ładowania

W Polsce na koniec kwietnia 2025 r. funkcjonowały 9 524 (+42% r/r) ogólnodostępne punkty ładowania, w tym 6 468 AC (+35% r/r) oraz 3 056 DC (+62% r/r). Wzdłuż sieci TEN-T były dostępne 949 punktów ładowania, czyli o 38% więcej niż w kwietniu 2024 r. „PEVO Index” zawiera ponadto informacje na temat miast o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze dla pojazdów zeroemisyjnych. Pierwsza jest Warszawa (779 punktów w kwietniu 2025 r.), a kolejne miejsca zajmują Gdańsk (344), Szczecin i Poznań (po 282) oraz Kraków (268).

Polska na celowniku rosyjskich grup hakerskich – stan podwyższonej gotowości służb

Polskie służby specjalne ogłosiły stan podwyższonej gotowości w związku z nasilającym się zagrożeniem ze strony rosyjskich cyberprzestępców. Na celowniku znalazły się firmy z sektora logistycznego, technologicznego, a także instytucje odpowiedzialne za infrastrukturę krytyczną. Polska znajduje się w ścisłym gronie państw, będących celem rosyjskich hakerów – potwierdza firma Check Point Software.

Alarmujące informacje o atakach na firmy zaangażowane w transport morski, kolejowy i lotniczy, zarządzanie ruchem powietrznym, obsługę centrów logistycznych, a także świadczące usługi informatyczne, przekazały Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Celem rosyjskich hakerów, powiązanych z wywiadem GRU jest zdobycie wrażliwych danych dotyczących m.in. tras i terminów dostaw sprzętu wojskowego oraz informacji o jego nadawcach i odbiorcach. Te dane mogą zostać wykorzystane operacyjnie przeciwko Ukrainie i jej sojusznikom.

Wszystkie tego typu zdarzenia mają jeden cel – mniejszy lub większy paraliż państwa, co w obecnej sytuacji geopolitycznej przekłada się na bezpieczeństwo strategiczne. Celem rosyjskich grup jest zaburzanie sprawnego działania funkcjonowania państwa, instytucji publicznych i wzmożenie niepokoju w Polsce jako aktywnym partnerze, wspierającym Ukrainę podczas wojny – komentuje wcześniejsze próby ataków Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce.

Firma bezpieczeństwa Check Point Software Technologies informowała na początku roku, że intensywne ataki na polską infrastrukturę krytyczną dokonywane są przez przestępców powiązanych z rosyjską jednostką wojskową GRU – 26165, znaną jako grupa APT28 lub „Fancy Bear”, grupami KillNet, NoName057, Cyber Army of Russia, APT44 czy Storm…. Od 2022 roku prowadzą one skoordynowaną kampanię cyberszpiegowską przeciwko krajom wspierającym Ukrainę.

Najbardziej aktywne prorosyjskie grupy w 2025 roku:

  1. APT CopyCop– grupa APT powiązana z Rosją, koncentrująca się na infiltracji mediów i rozprzestrzenianiu fałszywych treści.
  2. Storm-1679– specjalizuje się w rozpowszechnianiu fałszywych narracji, często bazujących na rzeczywistych wydarzeniach, ale celowo zniekształcanych.
  3. Storm-1516–prorosyjska grupa zidentyfikowana przez analityków bezpieczeństwa jako twórca ponad 100 stron internetowych podszywających się pod portale informacyjne. Publikowała one liczne dezinformacyjne artykuły na temat niemieckich polityków i polityki wewnętrznej Niemiec.
  4. APT44 (znana również jako Sandworm)– grupa o wysokim poziomie zaawansowania, prowadząca działania zarówno w przestrzeni cyberataków, jak i psychologicznej destabilizacji.
  5. KillNet, NoName057(16) oraz Cyber Army of Russia – znane z ataków na infrastrukturę krytyczną w krajach opowiadających się przeciwko Rosji. Grupy te przeprowadzały głównie ataki typu DDoS (Distributed Denial of Service) oraz inne formy manipulacji, zakłócając działalność instytucji rządowych i sektora prywatnego w Ukrainie oraz krajach wspierających Ukrainę (w Polsce).

Rosjanie wykorzystują m.in. cywilne urządzenia, takie jak prywatne kamery IP, bez wiedzy właścicieli” – podkreślają służby, dodając, że wykryto i zablokowano próby ingerencji w łańcuchy dostaw oprogramowania. Rosjanie atakują też w inne państwa… Oświadczenie dotyczące działań rosyjskich hakerów opublikowały także Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Czechy, Australia, Kanada, Dania, Estonia, Francja i Holandia.

Rosja stanowi największe zagrożenie cybernetyczne dla Polski

Eksperci firmy Embroker podkreślają, że Rosja jest krajem skąd pochodzi wiele rodzajów działalności cyberprzestępczej i wynika to z kilku powodów – rozbudowanej siatki zorganizowanej działalności przestępczej, zaangażowania rządu rosyjskiego w takie działania (GRU) oraz brak egzekwowania prawa.

Rząd Rosji postrzega zdolności cybernetyczne i informacyjne jako kluczowe elementy swoich operacji wojskowych i wywiadowczych – podkreśla Justin Sherman w analizie na łamach prestiżowego magazynu Atlantic Coucil (https://www.atlanticcouncil.org/content-series/russia-tomorrow/unpacking-russias-cyber-nesting-doll/).

Tymczasem Polska znajduje się w ścisłej czołówce państw Europy Środkowej pod względem liczby ataków na strategiczne sektory: użyteczności publicznej, transportu, rządowo-wojskowy. Sektory te atakowane są ponad 1850 razy w skali miesiąca – to poziom porównywalny z sąsiednimi Czechami i Węgrami, znacznie wyższy niż na Słowacji (1 400) czy w Niemczech (1 300) – wynika z analiz firmy Check Point.

Europa i świat stają w obliczu rosnącego zagrożenia cybernetycznego. Ekstremalny wzrost łączności – 5,5 miliarda użytkowników internetu, 15 miliardów urządzeń IoT podłączonych do sieci, powszechny mobilny dostęp do sieci i rozwój sztucznej inteligencji – niosą ze sobą zarówno nowe możliwości, jak i zagrożenia – podkreślają eksperci Check Point Software.

Eksperci Check Point zwracają również uwagę na nowe techniki i cele hakerów w tym roku – zhakowane routery, urządzenia VPN i im podobne urządzenia, które stały się kluczowymi punktami dostępu dla cyberprzestępców. W ubiegłym roku (2024) ponad 200 tys. urządzeń zostało przejętych przez zaawansowane botnety, takie jak Raptor Train. Problem stanowią również luki w zabezpieczeniach. Aż 96% ataków wykorzystało podatności ujawnione przed 2024 rokiem.

Ale rosyjscy hakerzy stosują też inne metody. W kwietniu br. eksperci firmy Check Point wskazywali na ataki rosyjskich cyberprzestępców, którzy podszywali się pod Ministerstwo Spraw Zagranicznych jednego z europejskich krajów, rozsyłając e-maile z zaproszeniami na rzekome ekskluzywne spotkania dyplomatyczne przy winie. Kliknięcie w link – idealnie dopasowany do nadawcy i strony internetowej – prowadziło jednak nie na degustację, a do instalacji złośliwego oprogramowania szpiegowskiego.

Drastyczny wzrost liczby ataków to wyzwanie nie tylko dla firm, ale również dla całego sektora bezpieczeństwa narodowego. Cyberprzestępcy nie tylko stają się coraz bardziej wyspecjalizowani i zuchwali, ale również coraz lepiej finansowani i zorganizowani. – Wraz z coraz większą liczbą cyberataków, rośnie potrzeba silnej strategii obronnej opartej na współpracy międzynarodowej, wymianie informacji oraz wprowadzaniu innowacyjnych technologii ochronnych. Czas pokaże, czy Polska wraz z sąsiednimi krajami zdoła skutecznie stawić czoła cyberzagrożeniom i wzmocni swoje systemy obrony w obliczu kolejnych ataków – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Wyniki Grupy ORLEN za I kwartał 2025: 4,3 mld zł zysku netto i 11,6 mld zł EBITDA

0

Zysk operacyjny EBITDA LIFO wzrósł o 40 proc., a zysk netto o ponad 50 proc. (r/r). Wyniosły one odpowiednio 11,6 mld zł i 4,3 mld zł. Za 80 proc. zysku operacyjnego odpowiadały obszary wydobycia i dystrybucji węglowodorów oraz energetyka, w których prowadzone są strategiczne projekty rozwojowe. To między innymi prace nad włączeniem do produkcji nowych złóż w Norwegii, budowa morskiej farmy wiatrowej Baltic Power, modernizacja sieci energetycznych i budowa dwóch elektrowni gazowych. W pierwszym kwartale koncern odnotował też wzrost liczby aktywnych użytkowników aplikacji VITAY o 200 tysięcy i około 20 tysięcy nowych odbiorców detalicznych gazu i energii elektrycznej. Koncern w pierwszym kwartale 2025 r. zainwestował 6,2 mld zł w strategiczne projekty rozwojowe, wspierające transformację energetyczną, a jednocześnie obniżył o ponad 8 mld zł (kw/kw) dług netto.  

– Dobre wyniki finansowe to wymierne efekty porządkowania sytuacji w Grupie i realizacji ambitnej Strategii 2035. Koncentrujemy się na strategicznych celach. To zapewnienie własnego i importowanego gazu niezbędnego do transformacji polskiej gospodarki, dekarbonizacja mocy wytwórczych, inwestycje w sieci dystrybucyjne energii i gazu, czy zwiększanie mocy odnawialnych. Odzwierciedleniem dobrego odbioru obranych kierunków rozwoju jest kurs akcji ORLEN, który od początku roku zanotował wzrost niemal o 50 proc. i jest najwyższy w historii zintegrowanej Grupy – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

W pierwszym kwartale 2025 r. Grupa ORLEN wypracowała:

  • Przychody na poziomie 73,5 mld zł
  • EBITDA LIFO w wysokości 11,6 mld zł
  • Przepływy z działalności operacyjnej na poziomie 15,7 mld zł

Wyższy o 2,7 mld zł (r/r) zysk EBITDA na poziomie 5,3 mld zł wypracował segment Upstream&Supply. Koncern osiągnął ten rezultat w efekcie wyższych notowań hurtowych gazu. Istotny dla wyniku był także brak odpisu na Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny. Produkcja węglowodorów wyniosła w tym czasie ok. 210 tys. boe/d, z czego 73 proc. stanowił gaz, wydobywany głównie z norweskich i polskich złóż, a 27 proc. stanowiła ropa i LNG.

Bardzo mocną pozycję potwierdził segment Energy, który wypracował zysk EBITDA na poziomie 4,3 mld zł, wyższy o 614 mln zł (r/r). Na wzrost złożyły się lepsze rezultaty  sieci dystrybucyjnych (Energia i Gaz) – 541 mln zł i ciepłownictwa – 145 mln zł. Łączna moc zainstalowana w Grupie ORLEN wyniosła 6,1 GWe. W tym czasie wyprodukowano 5,1 TWh energii elektrycznej. Obecnie blisko 65 proc. energii elektrycznej wytwarzanej przez koncern pochodzi z nisko- i zeroemisyjnych źródeł.

Utrzymujące się trudne otoczenie makroekonomiczne dla petrochemii, a jednocześnie normalizujący się poziom marży rafineryjnej miały kluczowe znaczenie dla wyniku EBITDA LIFO osiągniętego przez segment Downstream, który wyniósł ponad 1,2 mld zł. W pierwszym kwartale br. rafinerie należące do Grupy ORLEN przerobiły 9,2 mln ton ropy i był to poziom zbliżony do wypracowanego rok wcześniej.

EBITDA segmentu Consumers & Products wyniosła 1,2 mld zł i była wyższa o 963 mln (r/r). Zgodnie z nową strategią koncernu, segment ten integruje obecnie sprzedaż nośników energii: gazu, energii elektrycznej oraz paliw do odbiorców końcowych. Wynik został wypracowany m.in. dzięki wzmacnianiu doskonałości operacyjnej, a także wyższej sprzedaży gazu oraz utrzymaniu sprzedaży paliwowej i pozapaliwowej na stabilnym, porównywalnym (r/r) poziomie. Sieć ORLEN liczy już ponad 3,5 tys. stacji oraz przeszło 2,7 tys. punktów sprzedaży pozapaliwowej. W efekcie konsekwentnie realizowanych inwestycji koncern posiada też niemal 880 stacji alternatywnego tankowania na sześciu europejskich rynkach.

– To był bardzo dobry kwartał dla Grupy ORLEN i jej akcjonariuszy, zarówno pod względem operacyjnym, jak i finansowym. Osiągnęliśmy wyższy o 40 proc. zysk EBITDA LIFO. Warte podkreślenia są też wyższe przepływy z działalności operacyjnej, które wyniosły niespełna 16 mld zł. Wyniki tego kwartału to dowód, że Grupa ORLEN świetnie sobie radzi, pomimo utrzymującej się wysokiej zmienności na rynkach – mówi Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych.

W pierwszym kwartale br. Grupa ORLEN wygenerowała 15,7 mld zł przepływów z działalności operacyjnej, a wskaźnik długu netto do zysku operacyjnego EBITDA na koniec minionego kwartału był jednym z najniższych spośród spółek całego sektora. Potwierdza on stabilne fundamenty finansowe Grupy ORLEN i oddaje jednocześnie wysoki potencjał do realizacji inwestycji transformacyjnych. ORLEN utrzymał najwyższe w historii oceny ratingowe – A3 przyznaną przez Agencję Moody’s Investors Service i „BBB+” przyznaną przez Agencję Fitch Ratings.

Grupa ORLEN w pierwszym kwartale tego roku konsekwentnie budowała swoją wartość i przewagi konkurencyjne, jednocześnie inwestując miliardy złotych w bezpieczeństwo surowcowe Polski i całego regionu. Odkryte zostało nowe złoże gazu w Wielkopolsce, którego zasoby wynoszą niemal ćwierć miliarda metrów sześciennych.

ORLEN, zgodnie z zapowiedziami, nawiązuje perspektywiczne partnerstwa. Jednym z nich jest współpraca z ukraińską spółką Naftogaz, w ramach której koncern zawarł dotychczas trzy kontrakty na dostawę do Ukrainy łącznie 300 mln m3 gazu ziemnego pochodzącego ze Stanów Zjednoczonych. Udział skroplonego gazu ziemnego, dostarczanego drogą morską, w imporcie gazu ziemnego do Polski systematycznie rośnie, dlatego w pierwszym kwartale br. flota ORLEN powiększyła się o kolejne dwa gazowce, a docelowo będzie liczyć osiem jednostek.

W ramach budowy kompetencji w wykorzystaniu technologii CCS, ORLEN nawiązał także współpracę z norweską spółką Equinor m.in. w zakresie transportu i składowania dwutlenku węgla na obszarze polskiej części Morza Bałtyckiego.

Z kolei wspólnie z Politechniką Warszawską Filia w Płocku oraz Akademią Górniczo-Hutniczą im. Stanisława Staszica w Krakowie, ORLEN będzie pracował nad udoskonaleniem technologii wytwarzania paliw syntetycznych. Koncern rozpoczął również badanie rynku i dialog z potencjalnymi dostawcami niskoemisyjnego i odnawialnego amoniaku, który posłuży do produkcji nawozów, a jednocześnie pozwoli zredukować emisje w zakładzie Anwil we Włocławku. Spółka rozważa również możliwość zastosowania odnawialnego amoniaku jako źródła wodoru do produkcji lotniczych paliw syntetycznych.

W rozwój technologii wodorowej zaangażował się także korporacyjny fundusz ORLEN VC. Zainwestował on w norweską spółkę Hystar, której innowacyjne rozwiązania pozwolą już w 2027 r. produkować wysokosprawne elektrolizery membranowe o łącznej mocy 1,5 GW rocznie.

Zgodnie ze strategią ORLEN2035, realizowane były też kluczowe projekty energetyczne. Priorytetem jest budowa morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku, z której pierwsze megawatogodziny energii popłyną już w przyszłym roku. Obecnie trwają zaawansowane prace związane z przygotowaniem do  instalacji turbin i kabli morskich. Ponadto otwarta została baza serwisowa w Łebie, która wspiera realizację inwestycji i umożliwi jej efektywne serwisowanie w całym około 30-letnim cyklu życia.

ORLEN rozwija także drugi projekt Baltic East, o mocy 1 GW, sąsiadujący z koncesją Baltic Power. Procedura wydania decyzji środowiskowej dla tej inwestycji jest już na zaawansowanym etapie. Prowadzony jest także dialog z potencjalnymi dostawcami, co pozwoli maksymalnie wykorzystać local content przy tej inwestycji.

Jednocześnie realizowane są inwestycje w niskoemisyjne źródła energii. Projekty CCGT w Ostrołęce i CCGT w Grudziądzu zostały wykonane w 90 proc., a ich zakończenie jest planowane w pierwszym półroczu 2026 roku. ORLEN przygotowuje już kolejne projekty – CCGT Grudziądz II i CCGT Gdańsk – do uzupełniającej aukcji rynku mocy, która odbędzie się w sierpniu br., a także CCGT Siekierki do aukcji głównej, która zostanie zorganizowana w grudniu br.

Koncern prowadzi też na dużą skalę modernizację sieci energetycznych w północnej i środkowej Polsce. Na ten cel pozyskano preferencyjne finansowanie 7,5 mld zł z KPO.  Od początku roku przyłączone zostało 300 MW OZE, zrealizowano i zmodernizowano 400 km sieci energetycznych, a tylko w pierwszym kwartale br. na obszarze objętym przez Energa Operator przyłączonych zostało ponad 12 tys. nowych odbiorców.

Izrael grozi Iranowi, Rosja straszy Finlandię. Pensje Polaków rosną szybciej niż zakładano

Środowa sesja to przede wszystkim wzrost napięcia w geopolityce. Izrael znowu planuje atak na Iran, a Rosja przemieszcza wojska pod granicę z Finlandią. Inflacja nie odpuszcza na Wyspach, a z lokalnych wieści – Polacy zarabiają za dużo.

Izrael zaatakuje Iran?

Środę na rynkach zaczęliśmy od wystrzału na notowaniach ropy naftowej. Jest to konsekwencja medialnych doniesień o potencjalnym ataku Izraela na Iran. Według spekulacji celem mają być oczywiście instalacje nuklearne i zatrzymanie dążenia Teheranu do stworzenia broni atomowej. Doniesienia te są o tyle zaskakujące, że w ostatnim czasie administracja Trumpa poświęca dużo uwagi, by dogadać się z Iranem. Prezydent USA miał sugerować nawet, że porozumienie jest blisko. Trochę mniej entuzjastycznie do tego podchodzi druga strona. Nie zmienia to jednak faktu, że Amerykanie wydają się zaskoczeni planami Izraela. Potencjalny atak mógłby doprowadzić do rozlania się konfliktu na cały region. To z kolei zrujnowałoby wszystkie starania Trumpa, by sprowadzić cenę ropy w dół.

Wojska rosyjskie przy granicy z Finlandią

Znacznie mniej intensywnie Waszyngton zareagował na doniesienia o relokacji rosyjskiej armii w pobliżu granicy z Finlandią. Trump w swoim stylu stwierdził, że „wcale się tym nie martwi” oraz że oba kraje (jeszcze z Norwegią) pozostają „bardzo bezpieczne”. Rosyjskie manewry zbiegły się w czasie z porozumieniem europejskich państw w sprawie funduszy na zbrojenia. Program opiewający na 150 mld euro uzyskał aprobatę ambasadorów państw UE. Jest to szczególnie istotne z naszej perspektywy, gdyż szacuje się, że Polska może być jednym z największych beneficjentów tego programu. Mówi się, że ma do nas trafić nawet 20% z tej kwoty. Środki zostaną przekazane w formie pożyczki oprocentowanej na 3,3% i jest to zdecydowanie mniej, niż wynoszą obecnie rentowności polskiego długu.

Wolniej z tymi obniżkami

Pod względem makroekonomicznym kluczowym odczytem był dzisiaj ten dotyczący inflacji na Wyspach. Dynamika cen wyraźnie zaskoczyła analityków i wzrosła do poziomu 3,5% wobec ledwie 2,6% miesiąc temu. Rynek oczekiwał podbicia inflacji, ale nie aż takiego. Zmienia to trochę perspektywę ścieżki schodzenia w dół ze stopami procentowymi. Jeszcze wczoraj główny scenariusz zakładał obniżkę w sierpniu. Teraz pojawiają się sugestie, że BoE może poczekać nawet do listopada. Wydaje się jednak, że różnica między faktyczną inflacją a wcześniejszymi predykcjami nie uzasadnia aż takiej reakcji. Co nie zmienia faktu, że dzisiejszy odczyt zdecydowanie będzie wspierał funta w nadchodzących tygodniach.

Dynamika płac w Polsce

Podobne nastroje panują w Polsce, z tą różnicą, że to nie inflacja, a dynamika płac może opóźnić kolejne obniżki stóp. Dzisiejszy odczyt wskazał, że Polacy w średnich i dużych firmach zarabiają o 9,3% więcej niż przed rokiem. Przekłada się to na średnią pensję na poziomie 9045,11 zł brutto. Odczyt ten wyłamuje ostatni wyraźny trend spadkowy w dynamice wynagrodzeń. Był on jednym z ważniejszych czynników w debacie o rozpoczęciu luzowania monetarnego w kraju. Zanim jednak zacznie się wyciągać daleko idące wnioski, warto pamiętać o pewnym efekcie kalendarzowym. Mianowicie za dobrym kwietniowym wynikiem stoi zapewne Wielkanoc, która w zeszłym roku wypadała w marcu, a w obecnym – miesiąc później. Warto więc poczekać na odczyt za maj, by potwierdzić czy trend spadkowy faktycznie został zaburzony.

Silne euro szansą?

Złoty pozostaje dzisiaj raczej neutralny. Umacnia się względem słabego dolara, a jednocześnie osłabia wobec silnego euro. Wspólna waluta kosztuje 4,24 zł. Ten układ wyraźnie jest też widoczny na EURUSD, które przebiło poziom 1,13$, chwilami dochodząc nawet do 1,136$. Co ciekawe mocne euro wcale nie psuje nastrojów pani prezes EBC. Christine Lagarde miała stwierdzić, że silne euro to „szansa”. Nie do końca wiadomo jednak, na co. Możliwe, że po prostu na lepsze relacje z administracją Trumpa.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

mObywatel z informacją o środkach zgromadzonych w ZUS

Pomysł, aby udostępniać w aplikacji mObywatel informację na temat środków zgromadzonych w ZUS oraz ewentualnie informacji o prywatnych dobrowolnych programach emerytalnych jest lepszym rozwiązaniem niż to co oferował nam kilka lat temu rząd Premiera Morawieckiego w postaci rozbudowanej, niepotrzebnej tzw. Centralnej Informacji Emerytalnej. Będzie taniej, szybciej i prosto.

Z tym, że musimy sobie jasno powiedzieć, że taka informacja – aczkolwiek z pewnością przydatna dla przyszłych emerytów – sama z siebie nie spowoduje wzrostu aktywów długoterminowego oszczędzania. Od mieszania łyżeczką herbata nie staje się słodsza. Ale jeśli za tym działaniem rządu pójdą inne konkretne inicjatywy zachęcające do oszczędzania na cele emerytalne jak np. promocja IKE, IKZE, PPK czy PPE, jak i w ogóle promocja długoterminowego oszczędzania, to tę pierwszą jaskółkę z mObywatela należy tym bardziej ocenić pozytywnie.

Autor: dr Marcin Wojewódka, Instytut Emerytalny, Forum Ekspertów Ad Rem

Polacy inwestują w emocje i doświadczenia: rynek premium zmienia definicję

Świat dóbr luksusowych przechodzi istotną metamorfozę. To już nie drogocenne przedmioty, ale unikalne przeżycia i emocje stają się nowym wyznacznikiem prestiżu. Dla coraz większej liczby konsumentów – również w Polsce – ekskluzywność oznacza dziś coś więcej niż metka. Luksus to teraz indywidualne doświadczenia: fine dining, podróże w stylu boutique, personalizowane usługi i unikalne rytuały.

Zgodnie z danymi raportu Bain & Osservatorio Altagamma 2025, segment luksusu opartego na doświadczeniach zwiększył swoją wartość o 5% rok do roku. Według Claudii D’Arpizio i Federiki Levato, autorek raportu, nowoczesny klient „pragnie poczuć się wyjątkowo – a drogą do tego jest emocjonalne zaangażowanie i personalizacja”.

To już nie tylko ekskluzywne produkty są w centrum zainteresowania, lecz także sposób ich serwowania. Przykład? Ulubiony posiłek, zawsze przyrządzony dokładnie tak samo dla stałego klienta w renomowanej restauracji albo indywidualnie dobrany zestaw poduszek w luksusowym hotelu.

Polscy konsumenci coraz częściej kierują się właśnie ku takim przeżyciom – czego dowodem jest spektakularny rozwój m.in. rynku luksusowych alkoholi. To, że Polacy wykazują rosnące zainteresowanie trunkami z wysokiej półki, szczególnie whisky, zauważyli już na początku roku analitycy firmy KPMG. Z danych raportu „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” 20204 wynika, że sprzedaż alkoholi luksusowych Premium w Polsce osiągnęła w 2024 r. ponad 1,5 miliarda złotych (wzrost o 4,2%), a największy 89 proc. udział w tym segmencie miała whisky z 900 milionami sprzedaży.

W tym roku – według danych Statista Market Insight – właśnie na whisky możemy wydać już ponad 2,5 mld zł i sprzedaż nadal szybko rośnie w tempie 5 proc. rocznie. Całkowita wartość sprzedaży w 2025 ma wynieść blisko 45 mln Litrów, stawiając nasz kraj w czołówce rynków regionu Europy Centralnej.

Amerykańska whiskey nowym symbolem prestiżu

Wśród marek, które wyraźnie zyskały na popularności, szczególnie wyróżnia się amerykańska Woodford Reserve. Produkt, głęboko zakorzeniony w tradycji Kentucky, łączy prestiż z bogactwem doświadczeń. Jako oficjalny partner Kentucky Derby – jednej z najbardziej prestiżowych imprez sportowych w USA – marka konsekwentnie łączy się z ekskluzywnym stylem życia. W 2024 roku, z okazji 150. edycji Derby, Woodford wypuścił limitowaną edycję whiskey starzonej w beczkach i rozlanej do kryształowych karafek marki Baccarat. Cena jednej – 15 000 dolarów.

„Premiumizacja jest jednym z kluczowych trendów na polskim rynku napojów spirytusowych” – zauważa Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Europę Środkowo-Wschodnią. „Woodford Reserve jako symbol amerykańskiej whiskey wpisuje się w ten trend, oferując nie tylko wyjątkowy smak, ale także bogatą historię i powiązania z prestiżowymi wydarzeniami”.

Eksperci podkreślają, że ekskluzywność produktu nie wynika już wyłącznie z jego ceny. Kluczowe stają się dodatkowe wartości – możliwość uczestniczenia w zamkniętych degustacjach, dostęp do wydarzeń takich jak Kentucky Derby, czy poznanie historii i rzemiosła, które stoją za marką. „Tworzenie doświadczeń produktowych, które pozwolą konsumentom lepiej poznać produkt, jego historię i proces tworzenia, to dziś fundament skutecznej strategii marketingowej” – przekonuje Miziołowski.

Kultura, konie i koktajle

Kentucky Derby, znane jako „najważniejsze dwie minuty w sporcie”, to coś więcej niż wyścigi konne – to święto amerykańskiej elegancji i tradycji. Partnerstwo marki Woodford Reserve z tym wydarzeniem nie jest przypadkowe. Oficjalnym napojem Kentucky Derby jest Mint Julep, podawany w specjalnie zaprojektowanych kubkach, często ozdobionych kamieniami szlachetnymi i przeznaczonych na aukcje charytatywne. Wyścigi konne, takie jak Kentucky Derby czy Dubai World Cup, przyciągają elitę z całego świata. Klienci segmentu premium celebrują w ich trakcie nie tylko sportowe emocje, ale także styl życia, w którym liczy się prestiż i ekskluzywność.

Eksperci są zgodni – największym atutem marek premium staje się dziś zdolność do budowania unikalnych, emocjonalnych relacji z klientem. Potwierdza to Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman w regionie Europy Środkowo-Wschodniej: „Koncentracja na segmencie premium i super premium to strategia, która pozwala na budowanie trwałej wartości i odpowiadanie na rosnące oczekiwania klientów. Konsumenci są gotowi płacić więcej, jeśli za ceną idą jakość, emocje i autentyczność”.

Rosnące zainteresowanie luksusem opartym na doświadczeniach nie jest chwilową modą. To długofalowy trend, który zmienia sposób, w jaki myślimy o luksusie. Nie chodzi już o to, ile coś kosztuje, ale co potrafi zaoferować – i jakie emocje wywołuje. Dla Polaków luksus staje się częścią codzienności – bardziej świadomej, bardziej emocjonalnej i zdecydowanie bardziej osobistej. To właśnie przeżycia, rytuały i smak chwili budują dziś nową definicję ekskluzywności.

Źródło:

* https://centrumpr.pl/artykul/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku%2C178793.html

** https://zppps.pl/2024/10/30/polacy-pija-mniej-ale-wybieraja-lepsze-alkohole-wodka-w-odwrocie/

***https://kpmg.com/pl/pl/home/insights/2024/12/rynek-dobr-luksusowych-w-polsce-edycja-xv.html

****https://www.bain.com/insights/luxury-in-transition-securing-future-growth/

https://centrumpr.pl/artykul/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku%2C178793.html?utm_source=chatgpt.com

https://przeglad-gastronomiczny.pl/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku/

Matka i CEO: Czy można być skuteczną liderką i zaangażowaną mamą jednocześnie?

Łączenie roli matki i liderki w biznesie to jedno z największych wyzwań, z jakimi mierzą się dziś kobiety. Odpowiedzialność za firmę, zespół, wyniki – z jednej strony. Z drugiej – potrzeba obecności, czułości i uważności wobec dziecka. Czy te światy da się połączyć? Coraz więcej kobiet udowadnia, że tak – choć droga do tego nie zawsze jest prosta.

Dzień Matki to dobra okazja, by głośno powiedzieć: bycie mamą nie wyklucza ambicji. Może je wręcz wzmocnić – nadając nową perspektywę i głębię kobiecemu przywództwu.

Podwójna odpowiedzialność – jedna kobieta

Rola mamy nie kończy się po zamknięciu drzwi do dziecięcego pokoju, a odpowiedzialność liderki nie znika po wyjściu z biura. Macierzyństwo to pełnoetatowe, emocjonalne i fizyczne zaangażowanie. Rola CEO to nie tylko prestiżowy tytuł – to codzienne decyzje, strategiczne wybory i odpowiedzialność za ludzi, która nie kończy się wraz z wyjściem z pracy.

Etap, na którym znajduje się dziecko, znacząco wpływa na organizację życia zawodowego. Mama niemowlęcia działa w zupełnie innej rzeczywistości niż mama nastolatka. Inaczej wygląda codzienność, gdy pracujesz na etacie w korporacji, a inaczej – gdy jesteś założycielką firmy i prezeską zarządu. Elastyczność może być większa, ale tak samo większa bywa odpowiedzialność.

Między deadline’em a dobranocką: emocjonalne rozdarcie

Najczęściej wskazywane trudności? Trzy hasła powtarzają się jak mantra: brak czasu, stres i poczucie winy. Z jednej strony kobiety czują, że nie poświęcają dzieciom tyle czasu, ile by chciały. Z drugiej – towarzyszy im przekonanie, że ich nieobecność w firmie wpływa negatywnie na zespół i wyniki. Poczucie bycia „niewystarczającą” pojawia się zarówno przy kuchennym stole, jak i na sali konferencyjnej.

To emocjonalne rozdarcie wymaga nie tylko odporności psychicznej, ale i przedefiniowania własnych oczekiwań wobec siebie. Perfekcjonizm, choć często pomaga w biznesie, w macierzyństwie potrafi być bezlitosny.

Jak to pogodzić? Granice, wsparcie i priorytety

Choć nie istnieje jeden, uniwersalny przepis na pogodzenie tych dwóch ról, są elementy, które pomagają odzyskać balans:

  • Wsparcie otoczenia – partnera, rodziny, opiekunki. Samodzielne łączenie dwóch intensywnych ról prowadzi do szybkiego wypalenia.
  • Wyznaczanie granic – w kalendarzu powinno znaleźć się miejsce na nieprzerywalne momenty z dzieckiem: wspólne kolacje, weekendy offline, czas tylko dla rodziny.
  • Priorytetyzacja – zarówno w domu, jak i w biznesie. Codzienne decyzje warto opierać na pytaniu: „co dziś naprawdę ma znaczenie?”.

Zarządzanie rodziną ma wiele wspólnego z zarządzaniem organizacją – planowanie i ustalanie priorytetów, bieżący feedback, motywowanie i rozwijanie, codzienna obecność. Kluczowa różnica? Rodzinę ma się „na dobre i na złe”, a co za tym idzie nie można złożyć rezygnacji lub pójść na L4 – matką się jest zawsze.

Macierzyństwo rozwija kompetencje liderki

Doświadczenie bycia mamą rozwija kompetencje, które stają się bezcenne w zarządzaniu – takie jak empatia, uważność, umiejętność słuchania i dostrzegania indywidualnych potrzeb ludzi.

Bożena Roczniak, CEO OstendiHR, podkreśla: „Bycie mamą nauczyło mnie jeszcze większego szacunku do granic moich pracowników. Rozumiem, że życie prywatne to nie tylko dzieci – to po prostu przestrzeń, która każdemu z nas jest potrzebna, by być skutecznym i spełnionym, również zawodowo.” 

To spojrzenie zmienia kulturę organizacyjną firmy. Liderki, które doświadczyły macierzyństwa, często budują bardziej elastyczne i oparte na zaufaniu, środowiska pracy, zorientowane nie tylko na wyniki, ale też na dobrostan zespołu.

Dzień Matki: czas, by powiedzieć „to ma sens”

Dzień Matki to dobry moment, by docenić kobiety, które każdego dnia godzą te dwie rzeczywistości. Które potrafią negocjować umowy i budować z klocków, zarządzać zespołami i emocjami swoich dzieci.

Macierzyństwo nie zatrzymuje kariery – może ją przekształcić. Zmienia optykę, wartości, ale nie odbiera ambicji. Daje nowe narzędzia – czasem mniej mierzalne, ale niezwykle cenne.

EBC pozytywnie o mocnym euro. Kurs w trendzie wzrostowym

W ostatnich dniach kurs EUR/USD wzrósł w reakcji na doniesienia o potencjalnym izraelskim ataku na irańskie instalacje nuklearne. Po reakcji można wnioskować, że w obecnym klimacie geopolitycznym euro jest postrzegane jako „bezpieczna przystań”, co zwykle było zarezerwowane dla dolara amerykańskiego. Co ciekawe, Europejski Bank Centralny zareagował na aprecjację zaskakująco pozytywnie.

Z zasady Europejski Bank Centrlany nie komentuje kursu wymiany – nie jest to bowiem cel polityki monetarnej, a kwestie walutowe są formalnie pozostawione mechanizmom rynkowym. Do tego stosuje się większość tego typu instyucji na świecie. Co więcej, stanowisko G7 wyraźnie zabrania manipulowania kursami dla celów konkurencyjnych. W tym kontekście wypowiedź Lagarde, że „silne euro to szansa”, jest pewnego rodzaju odstępstwem od protokołu i może być interpretowana jako sygnał rynkowy.

Teoretycznie silna waluta dla banków centralny to z reguły niekorzystny scenariusz. Wpływa to na zmniejszenie konkurencyjności eksportu oraz powoduje, ze stosowana luźna polityka monetarna jest mniej efektywna. Tymczasem prezes EBC widzi pozytywy w aprecjacji euro i uważa, że 4 proc. umocnienie od lutowego dołka wciąż mieści się w granicach umiarkowanego ruchu. Niemniej jednak, taka wypowiedź może być odczytana przez rynki jako zaproszenie do kontynuacji tego ruchu.

Możemy jedynie spekulować, że tego typu podejście ma na celu złagodzenie napięć z USA, Być może jest jeszcze jakaś inna intencja, o której nie wiemy. Widać natomiast, że odbywa się tu pewnego rodzaju „dyplomacja kursowa”.

Z punktu widzenia polityki monetarnej silne euro niesie ryzyko: osłabia inflację importowaną, co może prowadzić do dalszego spadku presji cenowej, w sytuacji gdy inflacja i tak jest już niska. Przy obecnej strukturze gospodarki strefy euro oraz niskim tempie wzrostu, może to pogłębić wyzwania stojące przed EBC.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS