Brak płynności na rynku nieruchomości. Mieszkańcy czekają miesiącami na sprzedaż lokali

Żeby kupić dom lub mieszkanie muszą sprzedać dotychczasową nieruchomość. Gigantyczne zatory na rynku.

– Wciąż nie ma płynności na rynku nieruchomości i widzimy, że wiele osób ma problemy z realizacją planów zakupu bliźniaka, domu lub większego mieszkania jeżeli częścią kapitału na zakup jest kwota ze sprzedaży poprzedniego mieszkania. Takie zakupy „na zakładkę” nie wychodzą i okazuje się, że sprzedanie mieszkania zajmuje wiele miesięcy, co utrudnia nowe transakcje. To obecnie jeden z największych problemów rynku nieruchomości – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

„Mieszkania na rynku wtórnym obecnie potrafią sprzedawać się nawet powyżej 100 dni”

Zakupy mieszkań lub domów „na zakładkę” nie są nowym zjawiskiem na rynku nieruchomości. Właściciele małych mieszkań, kawalerek lub mieszkań po rodzicach w pewnym momencie stwierdzają, że czas na przeprowadzenie się do większego mieszkania, lokalu o wyższym standardzie lub do domu. Ich kapitałem jest kredyt oraz środki pozyskane ze sprzedaży dotychczasowej nieruchomości. Niestety w ostatnim roku wiele takich transakcji nie doszło do skutku.

– Definiuję tę sytuację jako jeden z największych problemów obecnej płynności na rynku nieruchomości, szczególnie gdy mówimy o zakupie mieszkań na rynku deweloperskim, bliźniaków albo budowy domu. Wiele rodzin ma w planach zakupy nowych mieszkań, ale muszą czekać na moment sprzedaży ich starej nieruchomości, a to wielki problem – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Takie sytuacje powodują poważne komplikacje. O ile uzyskanie kredytu nie jest wielkim problemem, bo mowa zwykle o relatywnie niskich kwotach, tak sprzedaż mieszkania może powodować zator w procesie pozyskania kapitału.

– Mieszkania na rynku wtórnym obecnie potrafią sprzedawać się nawet powyżej 100 dni. Tyle więc trzeba czekać, by pozyskać środki na to, by kupić swoją nową nieruchomość. Nie zawsze udaje się to zrobić płynnie. Zdarzają się sytuacje, że mieszkania nie są wyremontowane lub atrakcyjnie położone i ich sprzedaż nie jest łatwą sprawą. Osobiście obsługiwałem transakcje, gdzie właściciel mieszkania zgodził się na duży upust, by tylko je sprzedać, bo był już pod ścianą, chcąc opłacić zakup zarezerwowanego i opłaconego w połowie bliźniaka za miastem – mówi Mirosław Król.

Żeby kupić nowe mieszkanie wysoko się zadłużają, a kredyt nadpłacają, gdy stare mieszkanie wreszcie uda się sprzedać

W jakich sytuacjach najczęściej mają miejsce zatory na rynku nieruchomości, gdy kupujemy „na zakładkę”? Mirosław Król wskazuje kilka takich przypadków. Najczęstsze to właśnie brak możliwości szybkiej sprzedaży mieszkania, co generuje konieczność wstrzymania swoich planów lub np. zwiększenie finansowania bankowego, a następnie nadpłacenie kredytu, gdy mieszkanie wreszcie uda się sprzedać.

– Rozwiązań jest kilka. Najczęstsze to właśnie wyższy kredyt nadpłacony, gdy sprzedaż starego mieszkania wreszcie dojdzie do skutku. Zdarzają się też sytuacje, gdy na zakup nowego mieszkania kupujący zadłużają się np. u rodziców czy bliskich. Takie sytuacje nie są jednak komfortowe, bo presja sprzedaży starej nieruchomości rośnie – mówi Mirosław Król.

Czy takie sytuacje mogą się zmienić?

– Sprzedaż na rynku wtórnym jest większa niż na rynku pierwotnym, ale po kilku dniach dużego wzrostu sprzedaż mieszkań po obniżeniu stóp procentowych właściwie wróciła do poziomu sprzed ogłoszenia. Mamy więc zmiany, ale nie są to zmiany rewolucyjne. Rynek nieruchomości potrzebuje bodźca, a tego na horyzoncie nie widać. To więc dobry moment np. na negocjowanie cen, gdy chcemy zakupić mieszkanie – mówi Mirosław Król.

Złoty wiek IT się kończy? Fala zadłużenia, zwolnień i presji AI

Sektor IT, od lat uznawany za stabilny finansowo, w ostatnim czasie zatrząsł się w posadach. Firmy, które dotychczas kojarzyły się z innowacyjnością i ekspansją, masowo zaczęły zwalniać tysiące specjalistów. Ograniczały też budżety na rozwój. Dodatkowo niekorzystną już sytuację zdestabilizowała postępująca automatyzacja procesów i gwałtowny skok AI. W efekcie sektor IT znajduje się dziś w punkcie zwrotnym, a to nie pomaga mu wyjść z długów. Jak pokazują najnowsze dane KRD, branża IT ma do oddania przeszło 317 mln zł. To jednak nic w porównaniu do tego, ile sama musi odzyskać od klientów i kontrahentów.

Trudno byłoby znaleźć inny sektor gospodarki, który tak prężnie się rozwijał w ostatniej dekadzie. Wielu ekspertów było przekonanych, że fala wzrostu IT nigdy nie minie. Ostatnie lata jednak pokazały, że nie można być pewnym prosperity nawet w branży skazanej na rozwój. I choć nadal prognozy pokazują, że rynek cyfrowej gospodarki w Polsce do 2030 roku może osiągnąć 123 mld dolarów, stanowiąc 9 proc. PKB, to jednak, by do tego doszło, konieczne są inwestycje w cyfryzację, sztuczną inteligencję oraz cyberbezpieczeństwo. Nie jest to możliwe bez poniesienia znacznych nakładów na rozwój. A dziś sektor IT w Polsce boryka się z problemami finansowymi.

Jak pokazują najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów, branża IT musi oddać wierzycielom 317 mln zł. Co więcej, dług ten tylko rośnie, w ciągu roku zwiększył się niemal o 20 proc. Średnie zadłużenie przypadające na pojedynczą firmę IT wynosi już 44,7 tys. zł.

Kim są dłużnicy z branży IT

Firmy z sektora IT, które figurują w KRD jako nierzetelni płatnicy, działają w różnych segmentach nowoczesnych technologii. To zarówno producenci komputerów i urządzeń elektronicznych, jak również firmy zajmujące się ich serwisem, instalacją i konserwacją. Na liście dłużników widnieją także przedsiębiorstwa zajmujące się handlem – zarówno hurtowym, jak i detalicznym – sprzętem komputerowym, oprogramowaniem, akcesoriami elektronicznymi oraz urządzeniami teleinformatycznymi. Zaległości wobec kontrahentów mają też dostawcy usług IT: firmy tworzące oprogramowanie, świadczące doradztwo informatyczne, zarządzające infrastrukturą technologiczną i przetwarzające dane. W rejestrze są też podmioty oferujące hosting, prowadzące portale internetowe oraz zajmujące się naprawą komputerów wykorzystywanych w domach i biurach.

Aktualnie 7,3 tys. podmiotów działających w obszarze cyfrowej gospodarki ma niespłacone należności. To o ponad 5 proc. więcej niż rok temu – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. – Polski sektor IT jest mocno rozdrobniony. W ostatnich latach doszło do 130 fuzji i przejęć, a tempo to tylko przyspieszy. Większe podmioty działające na rynku wchłoną mniejszych graczy. Jednak patrząc na strukturę zadłużenia, można zauważyć, że problemy z płynnością finansową mają zarówno duże przedsiębiorstwa, jak i jednoosobowe działalności gospodarcze. 3,8 tys. spółek prawa handlowego ma do spłaty 195 mln zł. Z kolei w gronie JDG-ów 3,6 tys. podmiotów musi zwrócić wierzycielom 122 mln zł – dodaje Adam Łącki.

Największe zobowiązania sektor IT ma wobec wtórnych wierzycieli – to łącznie 140,8 mln zł. 49 mln zł musi oddać bankom i towarzystwom ubezpieczeniowym, a prawie drugie tyle – 45 mln zł – firmom leasingowym. Kolejne 19,5 mln zł to długi wobec operatorów komórkowych i dostawców Internetu, a ponad 10,1 mln – dostawców energii elektrycznej. 14,5 mln zł firmy IT są winne przedsiębiorcom z branży handlowej, a blisko 12 mln zł – innym producentom (głównie wyrobów metalowych).

Spłata długów… lekiem na długi

Z pewnością wyjście z zadłużenia byłoby prostsze, gdyby branża IT sama odzyskała swoje należności od nierzetelnych klientów i kontrahentów. Z danych KRD wynika, że zadłużenie wobec firm IT jest wyższe niż ich własne.

Zaległości branży IT wobec banków i firm leasingowych to dziś niemal 100 mln zł. Ale jeszcze większym obciążeniem są nieuregulowane należności od klientów. Wartość wierzytelności przekracza 463 mln zł – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG. – Najwięcej do odzyskania, bo 83 proc. tej kwoty, mają firmy zajmujące się tworzeniem oprogramowania.

Software house’y, twórcy aplikacji mobilnych, dostawcy oprogramowania i startupy technologiczne coraz częściej nie otrzymują zapłaty w terminie, a jednocześnie ponoszą stałe wydatki związane z utrzymaniem zespołów, licencji, infrastruktury i projektów. Odłożone w czasie płatności od kontrahentów powodują, że dostęp do gotówki staje się problemem.

Widzimy, że w 2025 roku liczba mikroprzedsiębiorców korzystających z faktoringu w NFG wzrosła o 70 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, a wartość finansowania o 30 proc. – wskazuje Emanuel Nowak. – Największy przyrost odnotowaliśmy w eGotówce, gdzie wartość finansowania wzrosła o 115 proc. rok do roku. W przypadku eFaktoringu i Fakturatki wzrost wyniósł 70 proc. Średnia kwota finansowania, z której korzystają mikrofirmy, to obecnie 11 200 zł.

Mniejsi przedsiębiorcy z branży IT często potrzebują środków na bieżące zobowiązania – m.in. wynagrodzenia dla pracowników, zakupy sprzętu, licencje czy usługi zewnętrzne. – eGotówka umożliwia szybkie uzyskanie finansowania bez konieczności przedstawiania faktur. Z tej formy korzystają głównie firmy, które nie mogą pozwolić sobie na opóźnienia w płatnościach i nie chcą przerywać realizowanych projektów – dodaje ekspert NFG.

Wśród aż 54 tys. podmiotów zalegających sektorowi IT dominują przedsiębiorstwa zajmujące się handlem hurtowym i detalicznym. Są zobowiązane do zwrotu 124 mln zł. Na drugim miejscu z długiem 67 mln zł znalazły się firmy budowlane. A nieco mniej, bo 61 mln zł zobowiązań wobec IT mają firmy z sektora transportu i gospodarki magazynowej.

Problemów IT ciąg dalszy…

Fala masowych zwolnień ostatnich lat, mimo że nieco opadła, to jednak nie minęła. Z szacunków Manpower Group wynika, że w II kwartale 2025 r. 13 proc. firm IT w Polsce przewiduje redukcje etatów. Tylko w pierwszym kwartale 2025 roku dziesięć firm z Krakowa zgłosiło zamiar zwolnienia łącznie aż 1877 pracowników, co niemal dorównuje bilansowi z całego 2024 roku. Co więcej, skala zwolnień może być większa, ponieważ w IT gros specjalistów pracuje na kontraktach B2B, nie w oparciu o umowę o pracę, co wymaga ujęcia w oficjalnych statystykach urzędów.

Problemy finansowe branży IT wynikają także z konieczności ponoszenia wysokich nakładów na inwestycje. Globalny rynek IT sprawia, że polskie firmy konkurują nie tylko z lokalnymi przedsiębiorstwami, ale też z regionalnymi oddziałami międzynarodowych graczy. Tymczasem wysoka inflacja w Polsce i rosnące koszty operacyjne zmuszają rodzime firmy do szukania oszczędności.

Na wzrost zadłużenia firm IT wpływa także rozwój technologiczny, wymuszając na nich nowe inwestycje. Firmy, by utrzymać swoją konkurencyjność, muszą zwiększyć nakłady na takie dziedziny, jak sztuczna inteligencja czy cyberbezpieczeństwo. Ich rozwój wymaga również inwestowania w kompetencje pracowników właśnie z tych dziedzin – z jednej strony specjaliści są zwalniani, a z drugiej będzie brakować ekspertów od AI i cyberbezpieczeństwa. Już dziś Polska jest krajem najczęściej atakowanym cybernetycznie na świecie. Ataki dotyczą zarówno administracji publicznej, jak również prywatnych firm. Ochrona przed cyberprzestępcami także niesie ze sobą kosztywyjaśnia Adam Łącki.

Juniorzy zastępowani przez AI

Coraz więcej pracowników z branży IT może sobie zadawać pytanie: „czy AI zabierze mi pracę”. Dylemat ten jest szczególnie istotny dla specjalistów z mniejszym doświadczeniem, a przede wszystkim rodzi obawy junior developerów. Autorzy raportu „The Transformational Opportunity of AI on ICT Jobs” podkreślają, że 37 proc. pracowników na poziomie podstawowym i 40 proc. specjalistów średniego szczebla jest narażonych na zmiany związane z postępem AI. Już teraz narzędzia sztucznej inteligencji, w tym rozwijany w skokowym tempie ChatGPT, potrafią wspomóc firmy w pisaniu kodu i szybkim rozwiązywaniu problemów. Zamiast pisać kod, wystarczy dobrze sprecyzowany prompt do ChatGPT.

Jak podaje firma technologiczna BairesDev, obecnie już trzech na czterech programistów korzysta z AI przy tworzeniu oprogramowania, a połowa z nich robi to codziennie, przede wszystkim właśnie do pisania kodu (81 proc.). Co więcej, powstają fabryki AI, które nazywane są motorem nowej rewolucji przemysłowej. Ich cel jest prosty – produkcja sztucznej inteligencji na ogromną skalę. Co ciekawe, w Poznaniu ruszy niebawem budowa jednej z nich. Menedżerowie z polskich przedsiębiorstw IT zwracają uwagę, że w ich firmach za kilka lat będą wirtualni developerzy. 20 operatorów AI wykona tę samą pracę, za którą dziś odpowiada 400 developerów.

Największe zadłużenie mają firmy IT z Mazowsza. Muszą oddać wierzycielom aż 116,3 mln zł. Na drugim miejscu znalazły się podmioty z Wielkopolski z długiem opiewającym na 36 mln zł, a na trzecim firmy ze Śląska z zadłużeniem 35 mln zł. Dalej mamy województwo małopolskie – 22,6 mln zł oraz Dolny Śląsk: 21,4 mln zł.

Największe centra technologiczne w Polsce to: Warszawa, Kraków, Poznań i Wrocław. Dlatego taki rozkład zadłużenia jest zrozumiały. To te miasta są siedzibą dla największych międzynarodowych korporacji, które zlecają projekty mniejszym lokalnym podmiotom. Podobnie sytuacja wygląda w Katowicach i w całym regionie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. To tutaj samorząd z powodzeniem inwestuje w przyciąganie międzynarodowych korporacji oraz w rozwój startupów. Dzięki temu region jest coraz chętniej wybierany przez centra usług biznesowych.

IT traci wiarygodność finansową

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy branża IT odnotowała spadek udziału firm o najwyższej wiarygodności płatniczej. Z Analizy wiarygodności płatniczej KRD dla tego sektora wynika, że w kategorii A – zarezerwowanej dla podmiotów najrzetelniej regulujących zobowiązania – nastąpił spadek o ponad 8 proc., a część z nich przesunęła się do grup o wyższym ryzyku transakcyjnym.

To niepokojący sygnał, szczególnie w kontekście wysokiej konkurencji i tempa, jakie cechuje sektor nowych technologii. Przedsiębiorstwa IT często działają na kontraktach o wysokiej wartości, a obniżenie scoringu może wpływać na ich zdolność do pozyskiwania finansowania czy nawet nawarstwianie się zatorów płatniczych – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Największy wzrost, o 105,2 proc., dotyczy firm zakwalifikowanych do grupy E – a więc będących na pograniczu średniej i niskiej wiarygodności płatniczej.

Branża IT, która przez lata cieszyła się opinią stabilnej finansowo, od pewnego czasu powoli traci już tę reputację. Powody mogą być różne – od spadku liczby zamówień krajowych, przez rosnące koszty operacyjne i pracownicze, aż po dłuższy cykl płatności w kontraktach. Warto, by firmy z tego sektora przyjrzały się swojej płynności finansowej i sprawdziły wiarygodność kontrahentów, zanim pojawią się zaległości – dodaje Adam Łącki.

W kontekście całej populacji firm, weryfikowane w KRD przedsiębiorstwa z branży IT nadal wypadają nieco lepiej, ale i tu widać wyraźny trend spadkowy. Wśród firm, które były sprawdzane w Krajowym Rejestrze Długów w ciągu ostatnich 12 miesięcy, udział kategorii A spadł o 11,5 proc., a udział kategorii E wzrósł o 63,8 proc.

Mieszkanie za świadczenia. 7 na 10 Polaków chce uregulowania rynku

Ponad 70% Polaków uważa, że państwo powinno stworzyć jak najszybciej specjalne przepisy, które chroniłyby osoby starsze przekazujące mieszkanie w zamian za świadczenia (rentę dożywotnią lub opiekę). W grupie wiekowej 50+ ten odsetek wzrasta do 77% – tak wynika z najnowszego badania opinii przeprowadzonego przez agencję badawczą SW Research.[1] Jak zauważa Związek Przedsiębiorstw Finansowych oraz największe fundusze hipoteczne w Polsce – gotowy projekt Ustawy o Dożywotnim Świadczeniu Pieniężnym, który mógłby to zapewnić, czeka na wdrożenie od ponad dekady.

Aż 70,7% Polaków chce, by przekazywanie przez seniorów nieruchomości w zamian za dożywotnie świadczenia – oparte dziś głównie na umowach o dożywocie – zostało wreszcie uregulowane przez dedykowaną ustawę – tak wynika z najświeżego badania opinii SW Research.[2] Przypomnijmy, że w zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości senior może otrzymywać świadczenia – najczęściej albo rentę wypłacaną dożywotnio albo (w przypadku umów zawieranych pomiędzy osobami prywatnymi) również opiekę. Dziś umowy o dożywocie regulują przepisy Kodeksu Cywilnego, ale tylko 16,4% badanych uważa, że są one wystarczające. Poparcie dla specjalnej, dedykowanej tej usłudze ustawy dominuje w każdej grupie społecznej: 72,4% kobiet i 68,7% mężczyzn popiera powstanie takich regulacji. Największe poparcie wyrażają osoby powyżej 50. roku życia – nawet 77%. Również w najmniejszych miejscowościach (do 20 tys. mieszkańców) 75% badanych uznaje, że taka ustawa jest potrzebna. W dużych miastach (200–500 tys. mieszkańców) to ponad 73%, a w metropoliach (powyżej 500 tys.) – ponad 68%. Co istotne, poparcie nie różni się znacząco ze względu na wiek, płeć ani miejsce zamieszkania – to dowód, że sprawa dotyczy całego społeczeństwa.

Liczba umów o dożywocie rośnie. Nie wszystkie kontrakty są bezpieczne

Jak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości, tylko w 2024 roku zawarto w Polsce 18 tysięcy umów o dożywocie, a w ostatniej dekadzie – ponad 130 tysięcy.[3] Aż 99% z nich to kontrakty zawarte między osobami fizycznymi, poza jakimkolwiek nadzorem państwowym, bez kontroli instytucji i bez zabezpieczenia interesu seniora. To właśnie na tym rynku dochodzi do największej liczby dramatów, czego przykładem może być głośna sprawa znanej kompozytorki Katarzyny Gärtner, który straciła dach nad głową, bo podpisała umowę o dożywocie z kimś ze swojej rodziny.[4]

Projekt ustawy jest gotowy

Projekt Ustawy o Dożywotnim Świadczeniu Pieniężnym, nad którym pracowało 10 lat temu Ministerstwo Gospodarki, przewidywał m.in.:

  • obowiązek prowadzenia działalności przez podmioty w formie spółki akcyjnej z kapitałem zakładowym min. 2 mln euro,
  • nadzór Komisji Nadzoru Finansowego,
  • obowiązkowe informowanie seniora o wszystkich szczegółach umowy,
  • zakaz oferowania powiązanych produktów (np. pożyczek, ubezpieczeń),
  • wymóg wypłacalności i funduszu rezerwowego na świadczenia.

Wszystkie te mechanizmy miały zwiększyć bezpieczeństwo i transparentność rynku. Projekt popierały instytucje takie jak UOKiK, Rzecznik Praw Obywatelskich i organizacje senioralne.

Związek Przedsiębiorstw Finansowych, wraz z największymi funduszami hipotecznymi w Polsce, od 15 lat apelują o wprowadzenie ram prawnych dedykowanych tej branży. Fundusze hipoteczne, które już dziś działają zgodnie z własnym kodeksem etycznym (Zasadami Dobrych Praktyk ZPF), chcą przekazać rządzącym wiedzę, doświadczenie i know-how, by stworzyć ustawę dedykowaną branży i objąć nią cały rynek.

– Razem ze Związkiem Przedsiębiorstw Finansowych apelujemy nie tylko o reformę obecnych przepisów, a przede wszystkim o to, by powstały w Polsce warunki do bezpiecznego oferowania profesjonalnej usługi przez podmioty nadzorowane, regulowane, mające odpowiednią wiedzę, doświadczenie i zaplecze finansowe. Nie chodzi nam o wyeliminowanie rynku prywatnego, ale o to, by senior mógł po prostu skorzystać z bezpiecznej usługi, a wiarygodni świadczeniodawcy mogli oferować swoje usługi w stabilnym otoczeniu. Nasze zdanie o potrzebie regulacji podzielał zarówno UOKiK (raport z roku 2013) oraz kolejni Rzecznicy Praw Obywatelskich, włącznie z Adamem Bodnarem – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Badanie opinii SW Research na zlecenie Funduszu Hipotecznego DOM przeprowadzone na reprezentatywnej grupie Polaków w dniach 12-15 maja. Metodologia: Omnibus. N=800.

[2] Tamże.

[3] Dane Ministerstwa Sprawiedliwości, akty notarialne w latach 1991-2024. Źródło:

https://isws.ms.gov.pl/pl/baza-statystyczna/opracowania-wieloletnie/download,2853,1.html

[4] Źródło: https://kultura.onet.pl/muzyka/wiadomosci/katarzyna-gartner-przekazala-majatek-w-zamian-za-opieke-nie-ma-gdzie-mieszkac/8exw4ve

Rosyjscy cyberszpiedzy nie zwalniają – kulisy ataków na kraje Europy Środkowo-Wschodniej

  • W ostatnich miesiącach analitycy ESET odnotowali nasilające się działania cyberszpiegów z rosyjskich grup APT.
  • Najczęściej atakowane były instytucje rządowe i obronne, a także firmy z sektora technologicznego i transport
  • Zdradzamy kulisy tych ataków, prezentując przykłady i schematy działań konkretnych ataków.

Cyfrowe oblicze wojny

Analitycy ESET podsumowali działania grup APT w ostatnim półroczu (październik ’24-marzec ’25)[1]. W odniesieniu do poprzedniej edycji raportu wciąż najbardziej aktywne pozostają grupy powiązane z Chinami (odpowiadają za 40,1% działań) oraz Rosją (25,7%). Zauważalna jest również aktywność grup powiązanych z Koreą Północną (14,4%) oraz Iranem (9,1%).

Grupy APT to zazwyczaj cyberprzestępcy z organizacji państwowych lub organizacji, które działają w imieniu państw. Koncentrują się na ukierunkowanych i wyrafinowanych operacjach cybernetycznych, aby przeniknąć do systemów celów wysokiego szczebla (organizacji rządowych, korporacji) i pozostać w nich niewykrytymi przez dłuższy czas. Robią to głównie w celu długoterminowego cyberszpiegostwa i kradzieży poufnych danych. Ugrupowania APT dysponują szeroką wiedzą, zaawansowanymi narzędziami i technikami oraz ogromnymi budżetami.

Jedną z najbardziej aktywnych grup powiązanych z Chinami, która nadal intensywnie atakuje europejskie organizacje jest Mustang Panda. Grupa wciąż koncentruje się na sektorze transportu morskiego i organizacjach rządowych, a jej celami były m.in. Polska, Wielka Brytania i Norwegia.

– Nasz raport pokazuje, że w całej Europie to podmioty rządowe pozostawały głównym celem działań szpiegowskich prowadzonych przez grupy APT, podczas gdy na pozostałych kontynentach kluczowym celem ataków jest sektor technologiczny. Ponadto sektor obronny znalazł się na 4. miejscu celów grup APT w Europie, a w przypadku pozostałych kontynentów w żadnym z nich nie znalazł się w TOP 5. Największą intensywność cyberataków odnotowano w Ukrainie – głównie w wyniku uporczywych kampanii grup powiązanych z Rosją, wymierzonych w krytyczną infrastrukturę i instytucje rządowe tego kraju. – mówi Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Mapa

Cyberszpiedzy z Rosji z długofalową kampanią

Jedną z najbardziej znaczących w ostatnim półroczu była operacja RoundPress. Przeprowadzona prawdopodobnie przez rosyjską grupę cyberszpiegowską Sednit kampania rozpoczęła się jeszcze w 2023 roku i była kontynuowana w 2024 roku, obejmując swoim zasięgiem instytucje rządowe i zbrojeniowe głównie w Europie Środkowo-Wschodniej. Szczególnie niepokojące jest ukierunkowanie ataków na podmioty zaangażowane w produkcję i dostawy uzbrojenia dla Ukrainy, co wskazuje na strategiczne cele działań hakerskich. Analitycy ESET wskazują na powiązania operacji RoundPress z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.

– Grupa Sednit, prawdopodobnie powiązana z wywiadem wojskowym GRU, działa co najmniej od 2004 roku. Jest to jedna z grup odpowiedzialnych za włamanie do systemów Partii Demokratycznej tuż przed wyborami prezydenckimi w USA w 2016 roku. Grupa ta jest również uznawana za sprawcę ataku na telewizję TV5Monde oraz wycieku e-maili Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Stopień zaawansowania działań grupy świadczy o wysokim poziomie organizacji i wsparcia państwowego. Wśród celów operacji RoundPress zidentyfikowano urzędy państwowe i firmy zbrojeniowe różnych krajów, co wskazuje na próby pozyskiwania informacji dotyczących pomocy militarnej dla Ukrainy oraz działań dyplomatycznych innych państw. – dodaje Kamil Sadkowski.

Zaczyna się od phishingu

Wiadomość e-mail na ogół wygląda na nieszkodliwą i zawiera tekst dotyczący bieżących wydarzeń. Przykładowo, we wrześniu 2024 roku grupa Sednit rozesłała wiadomość phishingową z adresu kyivinfo24@ukr[.]net, której temat brzmiał: „SBU zatrzymała bankiera, który pracował dla wrogiego wywiadu wojskowego w Charkowie”.

Treść phishingowej wiadomości w formie newslettera zawiera fragmenty (w języku ukraińskim) oraz odnośniki do artykułów z „Kyiv Post”, znanego ukraińskiego dziennika. Złośliwy kod JavaScript, znajdujący się wewnątrz kodu HTML treści wiadomości jest niewidoczny dla użytkownika. Jego wykonanie po otwarciu wiadomości pozwala uzyskać dostęp np. do maili ofiary.Fake news Ukraina

Inne, podobne działanie zostało skierowane przeciw bułgarskim użytkownikom sieci jeszcze w listopadzie.

– E-mail został wysłany z przejętego adresu, a jego temat sugerował, że prezydent USA, Donald Trump zaakceptował rosyjskie warunki w kwestii wojny. Treść imitowała wiadomości z linkami do artykułów z News.bg, czyli znanego bułgarskiego serwisu informacyjnego. – dodaje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.Fake news Bułgaria

Podobne działania opierające się o powyższy schemat mogą być wdrażane w różnych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, znajdujących się w bezpośrednim zainteresowaniu GRU.

Ponadto w końcówce 2024 roku analitycy ESET zidentyfikowali działania cyberszpiegów wykorzystujące podatności w przeglądarce Mozilla oraz systemie operacyjnym Microsoft Windows. Zostały one przeprowadzone przez grupę RomCom założoną w 2022 r. i znaną wcześniej z ataków na ukraińskie jednostki rządowe i z sektora bezpieczeństwa.

Cyberszpiedzy uzyskiwali wysokie uprawnienia w systemie Windows i instalowali złośliwe oprogramowanie bez jakiejkolwiek interakcji ze strony użytkownika. Według danych telemetrycznych ESET, ta technika została użyta w szeroko zakrojonej kampanii, wymierzonej nawet w 250 potencjalnych ofiar.

Gamaredon – największa rosyjska grupa nadal aktywna

Swoje działania wciąż kontynuuje Gamaredon, jedna z najbardziej aktywnych rosyjskich grup APT. Ich działania stały się bardziej zaawansowane i wykorzystują nowe techniki zaciemniania kodu, np. dodawanie w kodzie adresów fałszywych serwerów zdalnej kontroli, aby utrudnić analizę. W październiku 2024 roku zanotowano rekordową liczbę unikalnych próbek złośliwego oprogramowania tej grupy.

– Z kolei w listopadzie pojawiło się nowe narzędzie stworzone przez cyberszpiegów – PteroBox. To złośliwe oprogramowanie, które kradnie pliki (dokumenty Office, PDF-y, obrazy, bazy danych) i wysyła je na Dropboxa. Gamaredon nie tylko działa agresywnie, ale też stale udoskonala swoje metody. To przypomnienie, że ochrona danych i infrastruktury wymaga ciągłej czujności – szczególnie w newralgicznych sektorach – podsumowuje Kamil Sadkowski.

Mustang Panda nadal intensywnie atakuje europejskie organizacje i jest najbardziej aktywną grupą powiązaną z Chinami, jaką widzieliśmy działającą w Europie. Grupa wciąż koncentruje się na sektorze transportu morskiego

i organizacjach rządowych, a jej celami były m.in. Polska, Wielka Brytania i Norwegia.

[1] https://web-assets.esetstatic.com/wls/en/papers/threat-reports/eset-apt-activity-report-q4-2024-q1-2025.pdf

Partner, nie przełożony – jakiego lidera (nie) potrzebuje pokolenie Z

Partner, nie przełożony – jakiego lidera (nie) potrzebuje pokolenie Z. Co powinien robić szef by zetce chciało się chcieć?

Ponad 40 proc. przedstawicieli pokolenia Z oczekuje od przełożonego gotowości do pomocy w trudnych sytuacjach, a 18 proc. dbałości o komfortowe warunki pracy. Brak wsparcia i niejasne oczekiwania to dla nich z kolei największe demotywatory (łącznie 26 proc. wskazań). To wyniki badania Work War Z przeprowadzonego przez platformę Enpulse, która służy do badania i budowania zaangażowania pracowników.

W obliczu planowanego wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy i nacisku na efektywność, firmy stają przed wyzwaniem dostosowania stylu zarządzania do potrzeb pracowników, w tym tych najmłodszych, którzy dopiero rozpoczynają swoją karierę zawodową. Oznacza to, że managerowie muszą dziś nie tylko dbać o realizację strategii biznesowej, lecz także budować relacje i wspierać zespoły w sposób bardziej partnerski.

Na współczesnym rynku pracy nie ma już miejsca na zarządzanie twardą ręką. Choć mogłoby się wydawać, że czasy „szefów z piekła rodem” minęły – w końcu wiele firm deklaruje dziś rodzinną atmosferę – wciąż aktualne pozostaje powiedzenie: ludzie zatrudniają się w firmie, ale odchodzą od szefa. Dotyczy to również osób z pokolenia Z, które mimo stawiania pierwszych kroków na rynku pracy już podejmują świadome decyzje zawodowe – mówi Magda Pietkiewicz, ekspertka HR i twórczyni platformy Enpulse.

Przełożony, który wymaga? Thank you, next.

Młodzi chcą dziś pracować z liderami, którzy wspierają i są gotowi do pomocy w trudnych sytuacjach – taki model przywództwa wskazało 43 proc. respondentów badania Work War Z. Ważne są dla nich także precyzyjne komunikowanie zadań i oczekiwanie konkretnych efektów (16 proc.). Istotna jest również postawa szefa – po 10 proc. wskazało na lidera, który motywuje, buduje relacje lub daje dużą swobodę działania. Jedynie 6 proc. ankietowanych uznało, że idealny przełożony to taki, który przede wszystkim stawia wymagania.

Zetki nie chcą mieć szefa roszczeniowego – takiego, który wyznacza cel i oczekuje bezdyskusyjnej realizacji. Liczą na jasną komunikację, konkretne oczekiwania, ale też bezpośredniość, szczerość i empatię. Pragną autonomii, a kiedy to konieczne, konstruktywnej krytyki zamiast „wyciągania konsekwencji”. Dla nich szef ma być autorytetem i partnerem jednocześnie. Managerom rodem z warszawskiego Mordoru przełomu milenium, którzy za zamkniętymi drzwiami wyznaczają KPI i w formalnych mailach ganią pracowników nie nadążających z wykonywaniem normy – mówią głośno „nie” – komentuje Magda Pietkiewicz.

Jasne reguły i wsparcie – miód na zaangażowanie Zetek

Wśród działań, które może podjąć przełożony, by wzmocnić zaangażowanie pracowników zetki najczęściej wskazują określenie konkretnej ścieżki kariery i kryteriów awansu (18 proc.) oraz zapewnienie przyjaznego środowiska pracy (18 proc.). Wielu przedstawicieli pokolenia Z podkreśla dodatkowo, że ich motywacja w dużej mierze zależy od tego, czy ich przełożonych docenia ich wysiłek (23 proc.). Najczęściej wskazywanymi działaniami szefa, które obniżają zaangażowanie pracowników, jest stawianie niejasnych oczekiwań (16 proc.) oraz brak wsparcia (10 proc.).

W pogoni za efektywnością

Zapowiadane wprowadzanie czterodniowego tygodnia pracy sprawia, że jednym z priorytetów staje się dziś utrzymanie efektywności pracy. To wyzwanie, ponieważ na rynku pracy coraz większą rolę odgrywają zetki, z którymi pracodawcy dopiero uczą się współpracować – mówi Magda Pietkiewicz.Bez jasno określonych celów, przejrzystych reguł panujących w organizacji i wsparcia przełożonego zetkom trudno będzie zaangażować się w pracę. Właśnie dlatego firmy, które chcą utrzymać efektywność w nowym modelu pracy, muszą nauczyć się zarządzać nie przez presję, a przez klarowność celów, elastyczność i autentyczne wsparcie – dodaje.

Gazetki wracają do łask – prawie 543 tys. promocji w I kwartale 2025 roku

Analiza blisko 543 tys. promocji gazetkowych wykazała, że w I kw. br. sieci handlowe zaoferowały ich o 11,7% więcej niż rok wcześniej. W analogicznym okresie ub.r. przybyło rdr. tylko 1,5% takich ofert. Ostatnio najbardziej zwiększyły liczbę promocji sieci cash&carry – o 26,7% rdr.  W czołówce znalazły się też dyskonty i sklepy convenience ze wzrostami rdr. odpowiednio o 20,3% i 18,1%. Z kolei największe spadki zanotowały drogerie i apteki – o 13,3%, a także sklepy z RTV i AGD – o 11,8% rdr.

Jak wykazał cyklicznie publikowany raport Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH, w I kw. br. ogólnie w gazetkach sieci handlowych było o 11,7% więcej promocji niż rok wcześniej. W analogicznym okresie ub.r. zanotowano wzrost o 1,5% rdr. w porównaniu do I kw. 2023 roku. Dr Krzysztof Łuczak, współautor raportu z Grupy BLIX, uważa, że zdecydowanie większy wzrost w tym roku świadczy o wyraźnym ożywieniu działań promocyjnych sieci handlowych. Więcej promocji to sposób na zachęcenie konsumentów do częstszych i większych zakupów. Wpływa to też na postrzeganie sklepów jako bardziej atrakcyjnych cenowo, nawet jeśli nie każda oferta zostaje bezpośrednio zapamiętana.

– Z moich obserwacji wynika, że konsumenci zauważyli większą liczbę promocji – zarówno w aplikacjach, jak i fizycznie w sklepach czy skrzynkach. Częstsze rotacje ofert, większy wybór i silniejsza komunikacja promocyjna wpłynęły na ich codzienne decyzje zakupowe. Szczególnie widoczne jest to w przypadku produktów pierwszej potrzeby, gdzie konkurencja cenowa jest najbardziej odczuwalna – komentuje Karina Gręda, współautorka raportu z Hiper-Com Poland.

Największy wzrost zanotowały sieci cash&carry – o 26,7% rdr. – Wynika on z rosnącej aktywności klientów biznesowych (np. gastronomii), którzy wracają do regularnych zakupów. Walka o ich uwagę wymusza bardziej intensywne promocje. W ww. segmencie gazetki są ważnym narzędziem informacyjnym i sprzedażowym, często ukierunkowanym na sezonowe potrzeby – stwierdza dr Krzysztof Łuczak.

Na drugim miejscu w tym zestawieniu są dyskonty ze wzrostem o 20,3% rdr. – Są one postrzegane jako sklepy pierwszego wyboru w czasach, gdy konsumenci szukają oszczędności. Zwiększenie liczby promocji to sposób na podtrzymanie tej pozycji i dalsze przyciąganie klientów, szczególnie w obliczu rosnącej konkurencji cenowej. Choć dyskonty tradycyjnie promują stałe niskie ceny, wyraźnie intensyfikują komunikację okazji cenowych poprzez gazetki – dodaje ekspert z Grupy BLIX.

Na podium są jeszcze sklepy convenience, które zwiększyły liczbę promocji o 18,1% rdr. – Zyskują one na znaczeniu z powodu zmieniających się zwyczajów zakupowych. Szybkie zakupy blisko domu stają się coraz popularniejsze. Promocje w tym formacie zachęcają do częstszych wizyt i budują lojalność klientów, co tłumaczy zwiększoną obecność akcji promocyjnych w gazetkach – wyjaśnia dr Krzysztof Łuczak.

Z kolei największe spadki dotyczą drogerii i aptek, a także sklepów z RTV i AGD. Wynoszą odpowiednio 13,3% i 11,8% rdr. Współautor raportu zauważa, że w obu przypadkach widać zmianę formy komunikacji, a niekoniecznie zmniejszenie aktywności promocyjnej jako takiej. To raczej przesunięcie jej w kierunku nowoczesnych, bardziej elastycznych narzędzi promocji, dostosowanych do cyfrowych zachowań konsumentów. Taki model promocji okazuje się znacznie bardziej elastyczny i lepiej dopasowany do oczekiwań współczesnych konsumentów.

– W mojej opinii, ogólnie wyniki analizy pokazują, że dla wielu klientów różnych formatów – gazetki znów stały się podstawowym źródłem informacji o cenach. To oznacza, że ich rola – mimo postępu cyfryzacji – nadal pozostaje realna i silna. Kluczowym wyzwaniem jest teraz precyzyjne targetowanie i jakość ofert, a nie sama ich ilość – podsumowuje Karina Gręda z Hiper-Com Poland.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Eksperci z Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH, przeanalizowali ponad 3,8 tys. gazetek promocyjnych o łącznej ilości przeszło 84 tys. stron i powierzchni ponad 2,2 mln cm2, wydanych w I kwartale 2025 roku i analogicznym okresie 2024 roku. W ww. publikacjach odnotowano w sumie blisko 543 tys. promocji. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy z RTV i AGD.

Sprawy frankowe coraz szybciej rozstrzygane. Wzrost rdr. jest ponad 35-procentowy

W I kwartale br. liczba załatwionych spraw frankowych w sądach okręgowych wzrosła o ponad 35% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Jak przekonują eksperci, ten wzrost rdr. to efekt przede wszystkim ugruntowanego orzecznictwa. Ponadto doświadczeni sędziowie potrafią już szybciej rozwiązywać tego typu spory, unikając zbędnych przedłużeń. Ostatnio załatwiono więcej spraw frankowych, niż ich wpłynęło. Znawcy tematu mówią o przełamaniu wcześniejszego zatoru sądowego. I prognozują, że bieżący rok może przynieść dalsze skrócenie czasu oczekiwania na rozstrzygnięcia. Jednocześnie podkreślają, że niektóre sądy są wciąż przeciążone i jest jeszcze wiele do zrobienia, aby tempo orzekania było satysfakcjonujące.

Jak wynika z danych pozyskanych z 47 sądów okręgowych, w I kwartale 2025 roku załatwiono w nich 22,8 tys. spraw frankowych. To o 35,1% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano 16,9 tys. Jak przekonuje Mikołaj Majcher z kancelarii MBM Legal, ten wzrost to efekt ugruntowanego już orzecznictwa. Dziś tego typu sprawy są prowadzone znacznie sprawniej. Na tempo postępowań wpływa również presja społeczna na sądy, aby szybciej rozwiązywać tego rodzaju spory.

– Moim zdaniem, wzrost liczby załatwionych spraw frankowych aż o 35,1% rdr. świadczy o wyraźnej poprawie wydolności sądów w zakresie rozpatrywania tego typu sporów. Doświadczeni sędziowie potrafią szybciej je prowadzić, unikając zbędnych przedłużeń. Ponadto, coraz częstsze zawieranie ugód przez frankowiczów i banki zmniejsza liczbę spraw wymagających pełnego procesu – komentuje radca prawny Adrian Goska z kancelarii SubiGo.

Natomiast Mikołaj Majcher podkreśla, że załatwienie sprawy nie zawsze oznacza wydanie wyroku. Coraz częściej dochodzi do ugody między stronami, zwłaszcza przy wsparciu sądu. Takie rozwiązanie zmniejsza koszty, jakie bank musiałyby ponieść po zakończeniu tradycyjnego procesu. Z doświadczeń eksperta wynika, że chociaż liczba takich przypadków rośnie, to większość sporów frankowych wciąż finalnie kończy się wyrokiem. Sprawy frankowe załatwiane w inny sposób są w mniejszości. W niewielu z nich dochodzi np. do cofnięcia pozwu bez zawarcia ugody. Dzisiaj kredytobiorcy są świadomi swojej pozycji procesowej i rzadko wycofują się z walki.

– Odsetek ugód systematycznie wzrasta, zwłaszcza po wypracowaniu przez banki atrakcyjniejszych propozycji. Jednak przypadki zakończenia postępowania bez wyroku nadal stanowią mniejszość. Wielu frankowiczów preferuje bowiem pełne unieważnienie umowy kredytowej, co jest możliwe tylko w drodze postępowania sądowego. Większość spraw kończy się więc wydaniem wyroku, co dodatkowo stabilizuje orzecznictwo i zmniejsza niepewność prawną – dodaje ekspert z kancelarii SubiGo.

Liczba załatwionych spraw frankowych zwiększyła się rdr. w zdecydowanej większości sądów okręgowych. Były to dwucyfrowe wzrosty rdr. Przy tym największy z nich wyniósł blisko 98%. Natomiast w kilku przypadkach nastąpił spadek. Jednocześnie analizując dane z poszczególnych sądów okręgowych, widać, że w I kw. br. najwięcej spraw frankowych załatwiono w SO w Warszawie – 5,8 tys. (w I kw. ub.r. – 5,2 tys.). Dalej można zobaczyć w zestawieniu SO w Poznaniu – 1,7 tys. (poprzednio – 1 tys.), SO w Gdańsku – 1,7 tys. (0,9 tys.), SO Warszawa-Praga w Warszawie – 1,3 tys. (0,9 tys.) i SO w Krakowie – 1,2 tys. (0,7 tys.).

– Wzrost liczby załatwionych spraw frankowych w dużych miastach, zwłaszcza w Warszawie, nie powinien nikogo dziwić. Dla sądów to wyraźne obciążenie, ale także szybsze tempo rozstrzygania spraw. Dla frankowiczów może to oznaczać sprawne zakończenie postępowań, a dla banków – rosnącą presję na zawieranie ugód, aby uniknąć dalszego wzrostu liczby przegranych procesów – analizuje ekspert z kancelarii MBM Legal.

W I kwartale br. liczba załatwionych spraw frankowych była większa od ilości złożonych pozwów w tym zakresie (22,8 tys. – 14,3 tys.), a rok wcześniej – mniejsza (16,9 tys. – 23,8 tys.). Jak przekonuje Mikołaj Majcher, różnica w tegorocznych danych świadczy o większej efektywności sądów w rozpatrywaniu tego typu sporów. To może oznaczać szybsze ich zakończenie niż w ubiegłym roku. Jednak sądy mogą nadal borykać się z przeciążeniem.

– Fakt, że ostatnio więcej spraw załatwiono, niż wpłynęło, świadczy o przełamaniu wcześniejszego zatoru sądowego. Oznacza to, że sądy są w stanie nie tylko obsłużyć nowe sprawy, ale również przepracować zaległości. Teoretycznie powinno to przełożyć się na szybsze rozpatrywanie nie tylko spraw frankowych, ale też innych cywilnych. Jednak w praktyce wszystko zależy od dalszego utrzymania obecnego tempa i od tego, czy nie nastąpi nowa fala pozwów. Optymistycznie patrząc, 2025 rok może przynieść dalsze skrócenie czasu oczekiwania na rozstrzygnięcia – stwierdza radca prawny Adrian Goska.

Z kolei Mikołaj Majcher podkreśla, że w tym roku sprawy frankowe są załatwiane znacznie szybciej niż w ubiegłym. Jednak tempo rozstrzygania takich sporów zależy nie tylko od sędziego, ale także od organizacji danego sądu, doświadczenia w tym zakresie oraz gotowości stron do osiągnięcia ugody. Znaczenie ma również złożoność sprawy oraz treść propozycji ugodowych przedstawianych przez banki. Według eksperta z kancelarii MBM Legal, choć sytuacja się poprawia, wciąż jest wiele do zrobienia, aby tempo rozstrzygania spraw było w pełni satysfakcjonujące.

– Liczba spraw frankowych nadal jest spora, a niektóre sądy są przeciążone bardziej niż inne. Możemy oczekiwać dalszej poprawy tempa rozpatrywania sporów, szczególnie przy kontynuacji działań usprawniających. Jednak ryzyko kolejnych fal pozwów, np. związanych z nowymi interpretacjami prawa, powoduje, że ostrożność w prognozach jest wskazana – podsumowuje radca prawny z kancelarii SubiGo.

ASICS z mocnym otwarciem 2025 roku

ASICS EMEA ogłosił wyniki finansowe za I kwartał 2025 roku, notując wzrost przychodów o 18,7% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Firma odnotowała znaczący rozwój we wszystkich kanałach sprzedaży. Sprzedaż hurtowa wzrosła o 17,6% rok do roku, z największymi wzrostami w regionie Europy Północno-Zachodniej (28,7%), Europy Północno-Wschodniej (18,6%) oraz we Francji (15,5%).

ASICS EMEA zanotował rentowny wzrost we wszystkich kategoriach produktowych. Segmenty Performance Running, Tennis i Indoor utrzymały solidną dynamikę wzrostu, natomiast największe wzrosty odnotowano w kategoriach SportStyle (+47,7%) oraz odzieży sportowej (+34,5%).

Nasze wyniki w Europie są bardzo mocne – notujemy stabilny wzrost we wszystkich kategoriach oraz kanałach sprzedaży. Cieszy nas, że nieustannie otrzymujemy doskonałe opinie i rekomendacje od konsumentów, ekspertów oraz sportowców, co potwierdza, że nasza konsekwencja w realizowaniu misji i inwestycje w innowacyjne produkty przynoszą wymierne efekty. Marka ASICS rozwija się dynamicznie, a coraz więcej osób wybiera nas, by wspierać swoje dążenie do równowagi ciała i umysłu – powiedział Carsten Unbehaun, CEO ASICS EMEA.

W I kwartale 2025 roku ASICS utrzymał pozycję niekwestionowanego lidera w segmencie premium obuwia do biegania w Europie. Marka zanotowała także znaczący wzrost udziału w rynku w kluczowych sportach – tenis, sporty halowe oraz padel – a także w segmencie SportStyle, w porównaniu do danych z ostatnich 12 miesięcy.

MLP Group z rekordową retencją najemców i wzrostem EBITDA w I kwartale 2025

  • Przychody na poziomie 109,2 mln PLN (+13% r./r.), 26,1 mln EUR (+17% r./r.)
  • EBITDA bez przeszacowania na poziomie 53,9 mln PLN (+7% r./r..), 12,9 mln EUR (+11% r./r.),
  • Wartość godziwa nieruchomości inwestycyjnych 5 490,7 mln PLN (-1% vs. 31 grudnia 2024 r.), 1 312,3 mln EUR (+2% vs. 31 grudnia 2024 r.),
  • Wartość aktywów netto (NAV) na poziomie 2 694,2 mln PLN (-2% vs. 31 grudnia 2024 r.),
    644,0 mln EUR (0% vs. 31 grudnia 2024 r.),
  • NAV na akcję: 112,3 PLN (-2% vs. 31 grudnia 2024 roku), 26,8 EUR (0% vs. 31 grudnia 2024 r.)
  • Wynik netto: -42,7 mln PLN (vs. 16,2 mln PLN w 1Q2024 r.), -10,2 mln EUR (vs. 3,8 mln EUR w 1Q2024 r.),
  • Umowy najmu podpisane od początku br. na około 45 tys. mkw. powierzchni.

W pierwszym kwartale br. MLP Group odnotowało solidny wzrost przychodów oraz EBITDA. Grupa utrzymała wysoką stabilność operacyjną – 99% należnych czynszów było regulowanych terminowo, a profil płatności pozostał na korzystnym poziomie. MLP Group konsekwentnie rozwija swoją pozycję jako najszybciej rosnąca platforma logistyczna w Europie, łącząc dynamiczny rozwój z przemyślaną strategią doboru najemców i efektywnym zarządzaniem ryzykiem.

MLP Group w I kwartale br. uzyskało 109,2 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza 13% wzrost w ujęciu r./r. Grupa wypracowała jednocześnie 53,9 mln zł EBITDA (bez przeszacowania), poprawiając wynik z analogicznego okresu sprzed roku o 7%.

W MLP Group łączymy wzrost z umiarkowanym ryzykiem, koncentrując się przede wszystkim na projektach zlokalizowanych w obrębie kluczowych aglomeracji miejskich oraz pozyskiwaniu najemców najwyższej jakości. Obserwujemy rosnący napływ inwestycji z Azji do Europy, a popyt ze strony najemców utrzymuje się na wysokim poziomie, co przekłada się na dalszy wzrost stawek czynszowych. Od pierwszego kwartału 2025 r. widzimy istotny trend wzrostowy w pozycji EPRA earnings i FFO, co w sposób znaczący zwiększy możliwości rozwoju MLP Group w następnych okresach. Zachowaliśmy przy tym wysoki poziom stabilności operacyjnej – około 99% należnych czynszów było regulowanych terminowo, a profil płatności pozostał niezmiennie korzystny – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Ostrożne podejście do finansów zapewnia MLP Group silną pozycją płynnościową, umożliwiającą finansowanie celów rozwojowych, przy zachowaniu stałego kosztu długu i konserwatywnego profilu spłat. Wskaźnik długu netto do EBITDA na koniec pierwszego kwartału br. obniżył się do 11.0x z 13.6x w 4 kwartale 2024 roku, co oznacza spadek o 20%. Bardzo pozytywny trend wzrostu EBITDA powinien w najbliższych okresach przełożyć się na dalszy spadek wskaźnika długu netto do EBITDA oraz wskaźnika wyprzedzającego (dług netto do Run Rate EBITDA).

Na koniec marca 2025 roku wartość aktywów brutto wynosiła 5 490,7 mln zł i była o 1% niższa względem 31 grudnia 2024 r. Wartość kapitałów własnych (NAV) w pierwszym kwartale br. obniżyła się o 2% do poziomu 2 694,2 mln zł. Na zmianę wartości portfela wpływ miało umocnienie się złotego względem euro, co częściowo zostało skompensowane wyższymi wynikami operacyjnymi. W pierwszym kwartale br. stopy kapitalizacji dla portfela pozostały na niezmienionym poziomie. W 2025 roku spodziewane są dalsze obniżki stóp procentowych, których skutkiem będzie m.in. spadek stóp kapitalizacji, a w konsekwencji wyższe wyceny nieruchomości. Na koniec pierwszego kwartału powierzchnia w budowie wynosiła 224 tys. mkw.

Portfel nieruchomości MLP Group w pierwszym kwartale br. charakteryzował się stabilnym wskaźnikiem wynajęcia, na poziomie 92,15%. Lekki spadek miał charakter przejściowy, ponieważ zwyczajowo duża cześć nowo wybudowanych obiektów kończona jest w pierwszej części roku. Grupa stara się utrzymywać poziom pustostanów nie wyższy niż 5%.

– Od początku tego roku do dnia publikacji raportu zawarliśmy umowy obejmujące łącznie około 45 tys. mkw. powierzchni. Efektywne budowanie relacji z klientem pomaga nam rozwijać długoterminową współpracę, która w niektórych wypadkach trwa już ponad 20 lat, przy wskaźniku utrzymania najemców sięgającym niemal 99%. Średni ważony czas trwania umów najmu (WAULT) dla naszego portfela wzrósł do około 7,7 lat, względem 7,1 lat w ostatnim kwartale zeszłego roku.

Dysponujemy jednym z najnowocześniejszych portfeli na europejskim rynku logistycznym – 90% budynków powstało na przestrzeni ostatnich 10 lat, a ponad 60% w okresie ostatnich 5 lat dodał Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Trzaskowski i Nawrocki liczą szable, Australijczycy oraz Chińczycy obniżają stopy procentowe

Nie opada kurz po weekendowych wyborach. Zwycięzcy pierwszej tury ruszyli po głosy „osieroconych” wyborców. W tle przepychanka o debatę. Australijczycy oraz Chińczycy tną stopy procentowe. 

Walka o głosy

Niedzielne wybory całkiem porządnie zamieszały na rynkach. Wśród inwestorów wyraźnie widać niepewność co do wyników w drugiej turze. Z jednej strony pierwszą rundę wygrał Trzaskowski, z drugiej strony głosów do podniesienia po kandydatach, którzy już odpadli potencjalnie więcej ma Nawrocki. Zaskakująco dobre wyniki i Brauna, i Mentzena sugerują, że języczek u wagi przechyla się w kierunku kandydata wspieranego przez PiS. W ten scenariusz wierzą także bukmacherzy, którzy często trafnie odczytują nastroje wyborcze. By jednak jeszcze bardziej zamieszać w tym sosie niepewności, lider Nowej Nadziei wstrzymuje się z przekazaniem poparcia, przy okazji próbując zrobić dodatkowy show na swoim kanale w social mediach. Szable zbiera także Trzaskowski, który uzyskał już poparcie środowisk okołorządowych. Pewnym smaczkiem była także poranna przepychanka, co do potencjalnej debaty między oponentami. Przez chwilę wydawało się nawet, że może do niej nie dojść. Ostatecznie jednak udało się wypracować kompromis i bezpośrednie starcie będziemy mogli oglądać już w najbliższy piątek.

Stopy w dół

We wtorek na szerokim rynku uwagę przykuwają decyzje banków centralnych. Zgodnie z oczekiwaniami Chiny postanowiły ściąć koszt pieniądza o 10 punktów bazowych. Obecnie roczna stopa wynosi równo 3%, a jej pięcioletnia odpowiedniczka jest o pół punktu procentowego wyższa. Oczywiście w uzasadnieniu mogliśmy przeczytać, że jest to dostosowanie się do niepewnej przyszłości związanej z wojną handlową z USA. Po pewnej odwilży ostatnio znowu mieliśmy zaostrzenie retoryki w postaci wysokich ceł na polioksymetylen – tworzywo sztuczne wykorzystywane przy produkcji podzespołów samochodowych czy AGD.

Również Australijczycy zdecydowali się na ścięcie kosztu pieniądza. Główna stopa procentowa została obniżona o 25 punktów bazowych, przez co wynosi obecnie 3,85%. Co ciekawe na stole leżały zarówno opcja utrzymania stóp, jak i dwukrotnie większe cięcie. Analitycy spodziewali się dokładnie takiego posunięcia, jednak zostali zaskoczeni wypowiedzią pani gubernator, która zasugerowała, że przed nami w tym roku jeszcze obniżki łącznie o 75 punktów bazowych. I właśnie ta wzmianka została odebrana jako bardziej gołębia od oczekiwań i doprowadziła do osłabienia dolara australijskiego na szerokim rynku.

Eurodolar szuka konsolidacji

Wtorkowa sesja nie przynosi znaczących rozstrzygnięć na głównej parze walutowej. Od początku tygodnia znajdujemy się w dość szerokiej, ale jednak konsolidacji między 1,122 a 1,128$, przy czym obecnie schodzimy w okolice dolnego ograniczenia. Prawdopodobnie jest to efekt wystąpienia Bessenta, który – oprócz krytykowania agencji Moody’s za obcięcie ratingu USA – zasugerował, że administracja postara się zapanować nad budżetem i ograniczy deficyt. Nie do końca zostało jednak sprecyzowane, w jaki sposób ma tego dokonać, ale rynek docenił samą chęć działania. Co ciekawe po południu będziemy mogli wysłuchać kilku wystąpień osób decyzyjnych w Fed. Inwestorzy z pewnością najwięcej uwagi poświęcą słowom Raphaela Bostica z Atlanty. W ostatnim czasie obserwujemy próbę ostudzenia zapału wokół nadchodzących obniżek, z próbą przeniesienia ciężaru decyzyjnego na wrzesień.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Hard2beat rusza z przytupem – pierwsze 7,5 miliona dla trzech startupów

Fundusz Hard2beat VC, za którym stoją Maciej Zawadziński, Konrad Trzyna i Maciej Frankowicz, właśnie zamknął swoje pierwsze trzy transakcje. Do Neuromedical, Defguard i DefendEye popłynęło łącznie 7,5 mln zł, a fundusz nie zamierza zwalniać tempa – zapowiada, że jeszcze w tym roku wesprze co najmniej pięć kolejnych spółek.

Inwestycje ogłoszono podczas Hard2beat Connect – inauguracyjnego wydarzenia funduszu, które odbyło się 20 maja 2025 roku. Od pierwszych zapowiedzi utworzenia Hard2beat minęło wprawdzie półtora roku, lecz ten czas został w pełni wykorzystany przez jego zespół. Rezultatem są trzy pierwsze transakcje zrealizowane ze środków FENG w ramach PFR Starter. Dla rynku to długo wyczekiwany moment: po ostatnich latach wyraźnego niedoboru kapitału na etapie pre-seed i seed pojawia się wreszcie świeży strumień pieniędzy, który zapowiada ożywienie finansowania młodych, technologicznych firm.

Choć Neuromedical, Defguard i DefendEye działają odpowiednio w obszarach medtechu, cyber­bezpieczeństwa i technologii dual-use, łączy je to, co stanowi sedno strategii Hard2beat: każda z nich posiada trwałą, trudną do skopiowania przewagę technologiczną. „Inwestujemy w zespoły, które budują coś naprawdę unikalnego – rozwiązania, których nie da się w łatwy sposób skopiować. Taka przewaga jest kluczowa, aby znaleźć się w naszym portfelu” – podkreśla Konrad Trzyna.

Pozyskany kapitał ma wystarczyć na to, co najtrudniejsze na wczesnym etapie: uzyskanie certyfikacji, stworzenie pierwszych wersji MVP oraz realizację pilotażowych kontraktów z klientami. Jak dodaje Maciej Zawadziński: „Chcemy finansować projekty, które łączą ambitną naukę z praktycznym zastosowaniem i mają wyraźną ścieżkę do globalnego skalowania.”.

Czym zajmują się spółki, w które zainwestował Hard2beat?

Neuromedical to polsko-izraelski projekt med-tech. Spółka tworzy VGuard – niewielkie, urządzenie, które stymuluje nerw błędny impulsami elektrycznymi. Taka stymulacja pobudza obszary mózgu odpowiedzialne za pamięć i koncentrację, co w przeprowadzonym przez spółkę eksperymencie medycznym doprowadziło do znaczącej poprawy stanu pacjentów cierpiących na chorobę Alzheimera oraz demencję.  Pieniądze z Hard2beat pozwolą dokończyć badania kliniczne i zdobyć europejski znak CE oraz wesprą Neuromedical w staraniach o FDA w USA. Finansowanie ze strony Hard2beat jest częścią większej rundy finansowania zbieranej aktualnie przez spółkę.

Defguard to nowoczesna, open-source’owa platforma cyberbezpieczeństwa, która umożliwia organizacjom pełną kontrolę nad dostępem do infrastruktury IT. Łączy trzy kluczowe funkcje w jednym, otwartym i samodzielnie hostowanym rozwiązaniu: zdalny dostęp (VPN), zarządzanie tożsamością (IAM) i zarządzanie cyklem życia dostępu użytkowników (ALM). To pierwsze rozwiązanie, które wymusza uwierzytelnianie wieloskładnikowe bezpośrednio na poziomie protokołu WireGuard, eliminując istotną lukę bezpieczeństwa, która dotąd powstrzymywała wiele organizacji przed wdrożeniem tego nowoczesnego protokołu VPN.

DefendEye rozwija autonomiczne systemy UAV podwójnego zastosowania (dual-use) na rynek cywilny dla zespołów ratunkowych oraz wojskowy jako element wyposażenia ochronnego żołnierza na polu walki bądź zabezpieczenia przestrzeni granicznych. System składa się z drona, wyrzutni (launch-tube) oraz infrastruktury chmurowej. Taki zestaw umożliwia szybkie reagowanie w sytuacjach kryzysowych i identyfikację zagrożenia. Spółka pozyskała rundę na około 4,8 miliona złotych od Hard2beat, Sunfish Partners oraz aniołów biznesu, która przyspieszy testy poligonowe i pozwoli na uruchomienie pierwszej małej linii produkcyjnej.

Dalsze plany funduszu

Hard2beat nie zamierza zwalniać po majowym debiucie. „W tej chwili prowadzimy zaawansowane rozmowy z dwiema kolejnymi spółkami i przyglądamy się następnym projektom. Naszym celem jest, by do końca roku zamknąć co najmniej pięć nowych inwestycji” – zapowiada Maciej Frankowicz, partner funduszu. Zespół podkreśla też, że będzie aktywnie wspierał Neuromedical, Defguard i DefendEye w kolejnych rundach, dostarczając kapitału kontynuacyjnego.

Zarząd IMS S.A. rekomenduje dywidendę i skup akcji o charakterze dywidendowym

Skup akcji własnych po 8 zł przeprowadzony do końca lipca br. ma uzupełnić wypłaconą zaliczkę na dywidendę. Jeśli Walne Zgromadzenie przychyli się do wniosku Zarządu, do akcjonariuszy lidera polskiego rynku marketingu sensorycznego (GPW: IMS) trafi łącznie 10,6 mln zł bezpośrednich transferów środków z zysku roku 2024. To ponad 8% giełdowej kapitalizacji całej Grupy IMS z ostatnich dni.

– Naszym celem jest tworzenie rosnącej wartości dla inwestorów, w co wpisuje się również zdolność do rosnących wypłat dla akcjonariuszy. Wartość zaproponowanych przez Zarząd transferów środków z zysku roku 2024 jest najwyższa w naszej historii, o 12% wyższa niż przed rokiem – wskazuje Piotr Bielawski, Wiceprezes ds. Finansowych IMS S.A.

– Proponujemy przekierowanie części strumienia bezpośrednich wypłat do akcjonariuszy w stronę skupu akcji o charakterze dywidendowym. Uważamy akcje IMS-u za niedowartościowane – kurs na GPW nie odzwierciedla w naszej opinii obecnych fundamentów biznesu marketingu sensorycznego, ale przede wszystkim nie uwidacznia perspektyw rozwoju, w tym potencjału globalnego projektu Closer Music. Dlatego w naszej ocenie skup byłby korzystny dla akcjonariuszy zarówno krótko-, jak i długoterminowo – podkreśla Michał Kornacki, Prezes Zarządu IMS S.A.

Rekomendacja Zarządu co do podziału zysku za rok 2024 zakłada dywidendę w wysokości 5,6 mln zł (0,16 zł na akcję), co odpowiada wypłaconej w grudniu zaliczce na poczet dywidendy za rok 2024. Dodatkowo ma zostać przeprowadzony skup akcji własnych o charakterze dywidendowym, na który ma być przeznaczone 5 mln zł. Skup ma zostać przeprowadzony w formie zaproszenia do składania ofert sprzedaży, skierowanego do wszystkich akcjonariuszy i zapewniającego równe prawa wszystkich akcjonariuszy (proporcjonalna redukcja zapisów i jednolita cena 8 zł za akcję). Jeśli w skupie wzięliby udział wszyscy akcjonariusze (100% akcji), to otrzymaliby ekwiwalent ponad 0,14 zł dywidendy na akcję. Łącznie można byłoby mówić o stopie transferów do akcjonariuszy na poziomie ponad 8% względem kursu akcji. Jednocześnie skupione akcje własne miałyby zostać umorzone. Rekomendacja Zarządu zostanie przekazana do zaopiniowania przez Radę Nadzorczą, a o finalnym podziale zysku roku 2024 zadecydują akcjonariusze podczas najbliższego Walnego Zgromadzenia, które ma odbyć się w czerwcu br.

Rok 2024 był kolejnym okresem wzrostu wyników Grupy IMS. Pierwszy raz w historii osiągnięty został 8-cyfrowy zysk netto, a wyraźny wzrost rentowności miał miejsce dzięki zwiększeniu bazy abonamentowej w segmencie premium oraz konsekwentnej dyscyplinie kosztowej. Skonsolidowany zysk operacyjny z wyłączeniem startupowego projektu Closer Music wzrósł o 42% wobec rezultatu roku 2023, do 16,5 mln zł, a analogiczny zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej był wyższy aż o 64% rok do roku (12,3 mln zł). Wyraźnie wzrosły też poziomy rentowności, dzięki czemu marża EBITDA zbliżyła się do 34% (+6 pkt. proc.), a marża netto przekroczyła 19% (+7 pkt. proc.).

Polacy ciekawi, ale ostrożni wobec agentów AI w pracy. Nowe badanie Salesforce z polskiego rynku

Polacy ciekawi, ale ostrożni wobec agentów AI w pracy. Nowe badanie pokazuje, gdzie przebiegają granice zaufania wobec wirtualnych współpracowników.

Agenci AI coraz śmielej wkraczają do świata pracy – nie jako futurystyczna koncepcja, ale realne wsparcie dla pracowników i firm. Jak Polacy reagują na ten proces? Z badania przeprowadzonego na zlecenie Salesforce przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku wynika, że społeczeństwo jest jednocześnie zaciekawione, pełne nadziei, ale i miejscami zaniepokojone.

Ciekawość i niepokój – emocje wobec agentów AI

Na pytanie o emocje towarzyszące rozwojowi agentów AI w miejscu pracy, aż 51,2% respondentów wskazało ciekawość. Kolejne najczęściej wymieniane uczucia to: niepokój (30,2%), nadzieja (20,8%), ekscytacja (18,4%), ale również strach (13,6%) i obojętność (9,2%). Tylko 8,1% osób zadeklarowało brak zdania.

Czy agenci AI poprawią jakość pracy? Większość mówi „tak”

Zapytani o ocenę wpływu agentów AI na jakość pracy w przyszłości, 58% badanych wyraziło pozytywne nastawienie – w tym 15% „zdecydowanie tak”, a 43% „raczej tak”. Sceptycznie do tego zagadnienia podchodzi jedynie 15,6% (3,4% „zdecydowanie nie” i 12,2% „raczej nie”), natomiast 26,3% badanych nie miało zdania.

Zagrożenia? Przede wszystkim utrata pracy i niezrozumienie decyzji agentów AI

Respondenci widzą szereg ryzyk związanych z obecnością agentów AI w miejscu pracy. Największe obawy budzi możliwość utraty pracy (41,7%), a także brak zrozumienia decyzji podejmowanych przez agentów AI (32,7%) oraz spadek wartości ludzkich kwalifikacji (28,7%). Co czwarta osoba (27,6%) obawia się również utraty kontroli lub autonomii, a 16,7% wskazuje na trudności z adaptacją do nowych rozwiązań.

Zaufanie do decyzji agentów AI? Raczej warunkowe

Na pytanie o gotowość do zaufania decyzjom podejmowanym przez agenta AI, największa grupa respondentów – 41,3% – odpowiedziała: „to zależy od sytuacji”. Zdecydowaną gotowość wyraziło tylko 6%, a 18,8% „raczej tak”. Jednocześnie aż 26,2% zadeklarowało brak zaufania (9,5% „raczej nie”, 16,7% „zdecydowanie nie”). Co dwudziesty badany (7,8%) nie miał zdania.

Czy Polacy chcieliby pracować z agentem AI? Tak, ale pod pewnymi warunkami

Pomimo obaw, większość badanych nie odrzuca pomysłu pracy z agentem AI jako wirtualnym współpracownikiem. 69,6% respondentów deklaruje postawę pozytywną lub neutralną wobec takiego scenariusza: 30,2% ocenia taką współpracę „raczej pozytywnie”, a 10,9% „bardzo pozytywnie”. 28,5% podchodzi do tego neutralnie – wskazując, że wszystko zależy od sposobu wdrożenia. Negatywne stanowisko zajęło łącznie 20,4% respondentów.

Najlepsza rola dla agenta AI? Wirtualny asystent i analityk danych

Zapytani o najbardziej akceptowalne role dla agentów AI, Polacy najczęściej wskazywali na wirtualnego asystenta pomagającego w powtarzalnych zadaniach (36,8%) oraz analityka danych wspierającego decyzje (30,8%). Mniej entuzjazmu budziły funkcje zespołowego czatbota (28,8%) oraz kreatywnego asystenta (25,3%). Co dziesiąty badany (10,2%) nie zaakceptowałby żadnego zastosowania agentów AI jako współpracownika.

– Rośnie świadomość i otwartość na wykorzystanie agentów AI w pracy, ale towarzyszy jej wyraźna potrzeba kontroli i zrozumienia działania tych rozwiązań. Pracownicy nie chcą być zastępowani – chcą być wspierani – komentuje Krzysztof Augustynowicz, Regional Vice President w Salesforce.

Metodologia:

Badanie zostało przeprowadzone przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku w dniach 8–13 maja 2025 roku techniką CAWI (Computer Assisted Web Interview) na ogólnopolskiej próbie 1006 dorosłych respondentów (18+). Badanie miało charakter ilościowy i zostało zrealizowane w formule OmnIBUS.

Czy każda firma potrzebuje działań Public Relations?

W dzisiejszym dynamicznie zmieniającym się świecie biznesu, pytanie o rolę Public Relations (PR) w funkcjonowaniu przedsiębiorstw staje się coraz bardziej palące. Czy każda firma, niezależnie od wielkości czy branży, powinna inwestować w PR? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ale z pewnością warto przyjrzeć się temu zagadnieniu z różnych perspektyw.

Czym jest Public Relations i dlaczego jest ważne?

Public Relations to szeroki zakres działań komunikacyjnych, których celem jest budowanie i utrzymywanie pozytywnego wizerunku firmy w oczach różnych grup odbiorców: klientów, partnerów biznesowych, mediów czy społeczności lokalnej. PR to nie tylko reklama, ale przede wszystkim dialog i budowanie relacji opartych na zaufaniu. W dobie mediów społecznościowych i natychmiastowego dostępu do informacji, umiejętne zarządzanie komunikacją staje się kluczowe.

Małe firmy a PR – czy to się opłaca?

Wiele małych przedsiębiorstw zastanawia się, czy warto angażować się w działania PR, które często kojarzą się z dużymi budżetami i skomplikowanymi kampaniami. Tymczasem nawet najmniejsza firma może skorzystać na przemyślanej strategii PR. Budowanie pozytywnego wizerunku, lokalna obecność w mediach czy aktywność w społecznościach branżowych mogą znacząco wpłynąć na rozwój biznesu. Warto pamiętać, że PR nie musi oznaczać wielkich wydatków – liczy się przede wszystkim konsekwencja i autentyczność.

Duże przedsiębiorstwa i PR – konieczność czy standard?

W przypadku dużych firm działania PR są często nieodzownym elementem strategii biznesowej. Zarządzanie reputacją na szeroką skalę, komunikacja kryzysowa, relacje z inwestorami czy kampanie wizerunkowe wymagają profesjonalnego podejścia i specjalistycznej wiedzy. Jednak nawet tu nie chodzi tylko o „bycie widocznym”, lecz o budowanie trwałych relacji, które przekładają się na lojalność klientów i stabilność rynkową.

PR a kryzys – jak ważne jest przygotowanie?

Nie sposób przecenić roli PR w sytuacjach kryzysowych. Każda firma, niezależnie od wielkości, może stanąć w obliczu nieprzewidzianych wyzwań – od błędów produktowych po negatywne opinie w mediach społecznościowych. Profesjonalne działania PR pozwalają szybko i skutecznie reagować, minimalizując szkody dla reputacji. Warto więc mieć opracowany plan komunikacji kryzysowej, który zabezpieczy firmę przed niekontrolowanymi konsekwencjami.

Kiedy warto rozważyć współpracę z agencją PR?

Choć podstawowe działania PR można prowadzić samodzielnie, profesjonalna agencja wnosi do firmy świeże spojrzenie, doświadczenie i dostęp do szerokich kanałów komunikacji. Agencje potrafią skutecznie wypracować strategię dostosowaną do specyfiki firmy i rynku, a także zarządzać komunikacją w trudnych momentach. Jeśli więc zależy nam na kompleksowym podejściu i efektywnych rezultatach, warto rozważyć wsparcie specjalistów – na przykład z agencji goodonepr.pl, która oferuje nowoczesne i elastyczne rozwiązania PR.

Podsumowanie – czy każda firma potrzebuje PR?

Podsumowując, działania Public Relations nie są luksusem zarezerwowanym dla wielkich korporacji. Każda firma, która chce budować trwałe relacje z otoczeniem, zwiększać swoją wiarygodność i skutecznie komunikować się z rynkiem, powinna rozważyć inwestycję w PR. Oczywiście, zakres i forma tych działań będą się różnić w zależności od wielkości i specyfiki przedsiębiorstwa. Najważniejsze jest jednak, aby nie lekceważyć roli komunikacji i świadomie zarządzać swoim wizerunkiem.

Jeśli zastanawiasz się, jak zacząć lub rozwinąć działania PR w swojej firmie, warto poszukać wsparcia u specjalistów, którzy pomogą dobrać odpowiednie narzędzia i strategie. W dzisiejszym świecie, gdzie informacja rozchodzi się błyskawicznie, dobrze prowadzony PR może być kluczem do sukcesu.

Doradztwo e-commerce w strategii firmy – kiedy warto je uwzględnić

Wiele firm rozwijających sprzedaż online koncentruje się na działaniach operacyjnych: kampaniach, optymalizacji strony, wdrażaniu nowych funkcji. To naturalne, ale w pewnym momencie przestaje wystarczać. Skalowanie e-commerce wymaga nie tylko narzędzi i specjalistów, ale także przemyślanej strategii.

Doradztwo e-commerce coraz częściej staje się jej integralną częścią — nie jako doraźna pomoc w sytuacjach kryzysowych, lecz jako wsparcie decyzyjne w momentach wzrostu, zmian i inwestycji. Właśnie wtedy wnosi największą wartość.

Czym jest doradztwo e-commerce w ujęciu strategicznym?

Doradztwo e-commerce często bywa mylone z usługą operacyjną. Tymczasem jego głównym celem nie jest wykonanie konkretnego zadania, lecz wsparcie w podejmowaniu trafnych decyzji dotyczących rozwoju sprzedaży online. Dobry doradca nie pyta, „jaki baner zrobić”, ale „czy warto inwestować w ten kanał, z tym budżetem i w tym momencie rozwoju firmy”.

Na poziomie strategicznym doradztwo dotyczy takich obszarów jak: wybór modelu sprzedaży, kierunki ekspansji, struktura kanałów marketingowych, zależności między SEO, reklamą i treściami, a także analiza rentowności działań. To także uporządkowanie priorytetów, które często zacierają się w natłoku bieżących projektów.

Dzięki zewnętrznej perspektywie możliwe jest spojrzenie na działania firmy w szerszym kontekście: nie tylko tego, co dzieje się w sklepie, ale też jak działa rynek, konkurencja, jak zmienia się zachowanie klientów i co ma sens z punktu widzenia dalszego rozwoju.

Kiedy warto uwzględnić doradztwo w strategii firmy

Doradztwo e-commerce ma największą wartość wtedy, gdy towarzyszy kluczowym momentom decyzyjnym. Nie chodzi o bieżące wsparcie operacyjne, ale o sytuacje, w których firma stoi przed zmianą kierunku, potrzebuje uporządkowania procesów lub planuje inwestycje, które muszą się zwrócić.

Przed wejściem na nowy rynek

Ekspansja — czy to na nowe rynki zagraniczne, czy poprzez uruchomienie sprzedaży na marketplace’ach — wymaga analizy modelu operacyjnego, zasobów, przewagi konkurencyjnej i ograniczeń technicznych. Doradztwo pozwala ocenić ryzyko i wskazać najbardziej racjonalną ścieżkę wdrożenia.

Po okresie szybkiego wzrostu

Sklepy, które dynamicznie urosły, często działają na niezsynchronizowanych narzędziach i procesach. Brakuje im jednolitej strategii, a decyzje są podejmowane reaktywnie. Doradztwo pomaga spojrzeć na cały ekosystem sprzedażowy, zidentyfikować luki i zbudować strukturę wspierającą dalszy rozwój.

Gdy działania marketingowe są rozproszone

Prowadzone są kampanie reklamowe, optymalizuje się SEO, wysyła newslettery — ale brak spójnej koncepcji sprawia, że nie widać efektów. Doradztwo pozwala połączyć te działania w jeden system i dostosować je do rzeczywistej ścieżki klienta.

Gdy zespół jest przeciążony lub potrzebuje kierunku

Nawet doświadczony zespół wewnętrzny może potrzebować zewnętrznego spojrzenia. Doradca pomaga odciążyć osoby decyzyjne, ułożyć priorytety i wesprzeć planowanie z perspektywy biznesowej, a nie tylko marketingowej.

Dlaczego warto skorzystać z takiego doradztwa?

Doradztwo nie zastępuje zespołu operacyjnego, ale wspiera go w podejmowaniu decyzji, które mają długofalowe znaczenie. Pomaga uporządkować działania, wskazać priorytety i lepiej dopasować wysiłki marketingowe do realnych celów biznesowych. Przede wszystkim pozwala zobaczyć, które obszary wymagają zmiany — zanim zacznie się inwestować w niepotrzebne rozwiązania.

Dobrze poprowadzony proces doradczy umożliwia m.in.:

  • ustalenie, które działania przynoszą realną wartość, a które tylko zajmują czas i budżet,
  • dopasowanie strategii do zasobów i etapu rozwoju firmy,
  • weryfikację dotychczasowych założeń na podstawie danych,
  • połączenie pracy marketingu z celami właścicieli lub zarządu.

Efektem nie są kolejne raporty czy rekomendacje oderwane od rzeczywistości, ale konkretna decyzja: co dalej, z czym, kiedy i po co. To właśnie pozwala uporządkować działania, zwiększyć ich skuteczność i wrócić do strategicznego myślenia o e-commerce jako całości, a nie zbiorze niepowiązanych projektów.

Podejmowanie trafnych decyzji

Strategiczne doradztwo w e-commerce to nie luksus dla największych graczy, ale narzędzie, które coraz częściej decyduje o skuteczności działań i tempie rozwoju firmy. W momencie, gdy kanały się mnożą, dane przytłaczają, a rynek wymaga szybkich i trafnych decyzji — zewnętrzna perspektywa staje się realnym wsparciem, a nie tylko „opcją do rozważenia”.

W Webmetric pracujemy z firmami, które nie chcą już działać na wyczucie. Łączymy kompetencje z obszaru strategii, SEO, UX i analityki, by pomóc podejmować decyzje, które mają sens — nie tylko w kontekście kampanii, ale całego modelu sprzedaży online. Doradztwo to dla nas nie raporty, tylko konkretna wartość, która ma przełożyć się na wynik.

Stabilizacja po latach wzrostów – rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce w I kwartale 2025 r.

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce w I kwartale 2025 roku. Po dziesięciu latach dynamicznych wzrostów sektor wchodzi w etap bardziej stabilnego rozwoju. Wyniki za okres styczeń – marzec pokazują spowolnienie aktywności najemców oraz powiązanej z nią aktywności deweloperskiej. Na koniec marca w budowie znajdowało się ok. 1,4 mln mkw. powierzchni magazynowej, co oznacza najniższy poziom od września 2017 roku i ponad trzykrotny spadek w porównaniu do rekordowego wolumenu odnotowanego w marcu 2022 roku.

EKONOMIA: wskaźnik PMI nareszcie powyżej 50 pkt.

Według zaktualizowanego szacunku GUS, wzrost gospodarczy Polski w 2024 roku wyniósł 2,9%. W tym roku oczekiwane jest przyspieszenie dynamiki PKB powyżej 3%, wspierane przez odbicie inwestycji infrastrukturalnych oraz napływ środków unijnych. Produkcja przemysłowa, która w 2024 roku wzrosła jedynie o 0,3%, przyspieszyła w I kwartale 2025 r. do 0,9% r/r, a w marcu – do 3,8% r/r (po odsezonowaniu).

Wskaźnik PMI, obrazujący kondycję sektora przemysłowego, w lutym tego roku, po raz pierwszy od ponad dwóch lat, przekroczył próg ekspansji, osiągając 50,6 pkt, a w marcu wzrósł do 50,7 pkt. Tym samym zakończył się najdłuższy okres spadków w historii badania, co sygnalizuje wyraźną poprawę nastrojów w przemyśle. Równolegle poprawia się sytuacja za naszą zachodnią granicą – w marcu 2025 roku niemiecka produkcja wzrosła o 3,0% m/m, osiągając najlepszy wynik od czterech lat. Szczególnie silny wzrost odnotowano w sektorze motoryzacyjnym i produkcji maszyn, które zanotowały wzrost o odpowiednio 8,1% i 4,4%, co może świadczyć o początku cyklicznego ożywienia, tłumaczy Anita Mikusek, Senior Research Consultant, Cushman & Wakefield.

POPYT: mniej nowych umów i rekordowy udział renegocjacji

W pierwszym kwartale tego roku popyt na powierzchnie magazynowe osiągnął 1,1 mln mkw., co oznacza wzrost o ponad 16% r/r, ale jednocześnie spadek o 11%, jeśli porównamy poziom aktywności najemców ze średnią dla tego okresu z lat 2020-2024, która wynosiła 1,25 mln mkw. Warto przy tym podkreślić zmianę w strukturze podpisanych umów, wśród których udział renegocjacji wzrósł do rekordowego poziomu 56% wolumenu transakcji najmu. Oznacza to kontynuację trendów widocznych w latach 2023-2024, gdy wskaźnik odnowień przekroczył poziom 40% rosnąc o 10 pp. w porównaniu do średniej z lat 2020-2022, komentuje Adrian Semaan, Senior Research Consultant, Cushman & Wakefield.

Wolumen nowych umów i ekspansji wyniósł prawie 490 000 mkw. notując spadek o 20% r/r. Może to być jednak związane z dość dużymi krótkookresowymi wahaniami popytu oraz kumulacją finalizowanych umów najmu pod koniec ubiegłego roku, kiedy to aktywność najemców objęła aż 1,06 mln mkw.

Aktualnie z jednej strony obserwujemy mniejszą gotowość najemców do podejmowania szybkich decyzji o ekspansji i relokacji, na co wpływa skomplikowana sytuacja geopolityczna, z drugiej – wzrost liczby zapytań o powierzchnie produkcyjne oraz te, służące obsłudze kanału internetowego. Nie wiadomo jednak, czy odbywa się to w ramach tzw. benchmarku pod preferowane renegocjacje, czy też przełoży się na wzrost popytu netto oraz rozwój nowych inwestycji. Efekt w dużej mierze uzależniony będzie od rozwoju sytuacji na rynkach zagranicznych. Fundamenty rynku w Polsce są jednak silne. W dłuższej perspektywie sektor wspierać będą takie czynniki, jak wciąż wysoka konkurencyjność kosztowa polskiej gospodarki, czy dalszy wzrost branży e-commerce oraz trendy związane ze skracaniem i dywersyfikacją globalnych łańcuchów dostaw, tłumaczy Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics/E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

PODAŻ: aktywność deweloperów najniższa od ośmiu lat

W I kwartale 2025 roku deweloperzy ukończyli prawie 680 000 mkw. powierzchni, dzięki czemu całkowite zasoby rynku magazynowego w Polsce osiągnęły poziom blisko 35,3 mln mkw.

Na koniec marca całkowity wolumen projektów w budowie wyniósł ok 1,4 mln mkw., co oznacza spadek o 41% w ujęciu rocznym i najniższy jego poziom od ponad siedmiu lat. W samym pierwszym kwartale deweloperzy rozpoczęli realizację 309 000 mkw. powierzchni przemysłowej, z czego aż 92% stanowiły inwestycje w województwach mazowieckim i łódzkim. Możliwa stabilizacja globalnej polityki w zakresie handlu i bezpieczeństwa, w połączeniu z odbudową popytu i stopniową absorpcją dostępnej na rynku powierzchni magazynowej, mogą doprowadzić do ponownego pobudzenia aktywności deweloperskiej w perspektywie kolejnych 12 miesięcy, dodaje Adrian Semaan.

Udział inwestycji spekulacyjnych w budowie obniżył się do 41%, co przekłada się na ok. 570 000 mkw. powierzchni dostępnej do wynajęcia. Ostatni raz tak niski wolumen inwestycji spekulacyjnych odnotowano w drugiej połowie 2020 roku, a więc w początkowej fazie pandemii koronawirusa, czyli okresie bardzo wysokiej niepewności, kiedy wiele inwestycji zostało wstrzymanych.

W aktualnych warunkach rynkowych instytucje finansowe oraz deweloperzy również bardzo rozważnie podchodzą do nowych budów, uzależniając ich rozpoczęcie od zwiększenia poziomu wynajętej powierzchni w istniejących projektach z dostępną powierzchnią lub zawarcia umów typu pre-lease. Projekty uruchamiane w pełni spekulacyjnie należą do rzadkości i dotyczą tylko wybranych subrynków typu „core”, charakteryzujących się niskim wskaźnikiem pustostanów, czego przykładem są południowo-zachodnie okolice aglomeracji warszawskiej. To właśnie na Mazowszu powstaje najwięcej nowej powierzchni magazynowej – 27% krajowego wolumenu inwestycji. Wśród najbardziej aktywnych rynków są również województwa śląskie oraz łódzkie, odpowiadające za 20% i 18% powierzchni w budowie, dodaje Damian Kołata.

CZYNSZE: stawki efektywne pod presją

Miesięczne czynsze bazowe utrzymały się na stabilnym poziomie 3,60–5,75 EUR/mkw. dla magazynów typu big-box i 4,00–8,25 EUR/mkw. dla projektów SBU/City Logistics. Większość bieżącej oferty dotyczy nowych, maksymalnie kilkuletnich budynków i inwestycji w trakcie realizacji ze stawkami czynszów powyżej poziomu 4,20 EUR/mkw.

Nadpodaż widoczna jest w szczególności na rynkach zachodniej i centralnej Polski, co powoduje nieznaczny wzrost elastyczności deweloperów w negocjacjach czynszów najmu. Dzięki zachętom finansowym, stawki efektywne czynszów mogą być niższe od bazowych o ok. 15-25%, komentuje Adrian Semaan.

PUSTOSTANY: chwilowy wzrost wskaźnika powierzchni niewynajętej

Na koniec I kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów osiągnął 8,5% (wzrost o 1,0 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 0,3 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2024 roku). Najwyższą wartość wskaźnika odnotowano w województwie lubuskim (22,9%), świętokrzyskim (17,2%) oraz dolnośląskim (11,6%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwach podlaskim (0%), warmińsko-mazurskim (0%) i opolskim (2,4%).

Pomiędzy styczniem a marcem poziom pustostanów wzrósł do rekordowego poziomu 2,99 mln mkw. Zmiana w ujęciu kwartalnym była znacząca i wyniosła 416 000 mkw. za co w głównej mierze odpowiadała nowa podaż spekulacyjna w I kwartale, w ramach której 348 000 mkw. pozostało dostępne do wynajęcia. Za wzrost pustostanów odpowiadały także zwalniane powierzchnie, przede wszystkim w ramach dwóch dużych projektów zlokalizowanych w Rzepinie i Sulęcinie. Coraz niższa liczba inwestycji realizowanych spekulacyjnie powinna zapobiegać dalszemu wzrostowi pustostanów, podsumowuje Adrian Semaan.

Prawie milion kont IKE, a średnia wypłata to 89 zł miesięcznie. System nadal niszowy i mało efektywny

Biorąc pod uwagę obecną średnią długość dalszego trwania życia, zgodnie z obowiązującymi tablicami GUS, która dla 60-latka wynosi obecnie około 264 miesiące, możemy oszacować, że zgromadzone na IKE kwoty przekładają się na średnią miesięczną wypłatę w wysokości 89 zł dla wszystkich kont oraz 151 zł dla kont aktywnych. W związku z tym, po 20 latach funkcjonowania systemu IKE, trudno mówić o istotnym wpływie tego rozwiązania na poziom emerytur w Polsce. Niestety, zgromadzony kapitał jest zbyt niski, by zapewnić znaczący wzrost świadczeń emerytalnych.

Na koniec 2023 roku funkcjonowało w Polsce prawie 860 tysięcy IKE, a na koniec 2024 roku liczba ta zwiększyła się do prawie 965 tysięcy kont. Delta zmiany jest konsekwencją otwartych w ciągu 2024 roku ponad 169 tysięcy nowych kont IKE oraz zamknięcia z różnych powodów (zwroty, wypłaty, wypłaty transferowe) kilkudziesięciu tysięcy istniejących kont. Netto w ciągu roku liczba kont IKE zwiększyła się więc o 104 tysiące, a więc o ponad 12%.

Na koniec 2023 roku wartość aktywów zgromadzonych w ramach kont IKE wynosiła kwotę 18 220 mln złotych, natomiast na koniec 2024 roku wartość ta zwiększyła się do kwoty prawie 22 805 mln złotych. Jest to zwiększenie o kwotę 4 585 mln zł, co stanowi zwiększenie wartości aktywów w ramach IKE o ponad 25%. Na powyższy wzrost składają się nowe wpłaty, jak też zwiększenie wartości już zgromadzonych aktywów (np. wartości jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych czy akcji).

IKE nie stały się rozwiązaniem powszechnym, nie weszły w szersze kręgi społeczne i nie stały się popularnym elementem polskiego systemu zabezpieczenia emerytalnego. Faktyczna liczba osób korzystających z IKE, blisko milion, w porównaniu do liczby kilkunastu milionów przyszłych emerytów w Polsce, to jedynie kropla w morzu potrzeb. Choć warto docenić fakt, że taki produkt jak IKE istnieje, to wciąż jest to rozwiązanie głównie skierowane do osób lepiej sytuowanych i dość elitarne. Niestety, kolejne rządy nie potrafiły przełamać barier w popularyzacji IKE, stosując te same nieefektywne rozwiązania. Zwiększenie limitów wpłat na IKE, gdy obecnie nie są one w pełni wykorzystywane, nie przyniesie spodziewanej ekspansji zainteresowania tym produktem. Kluczowe jest zaangażowanie państwa w prawdziwą edukację ekonomiczną i emerytalną obywateli oraz szerzenie wiedzy na temat produktów takich jak IKE. Działając na tym polu, możliwe będzie stworzenie realnych zachęt i ścieżek do większej aktywności obywateli w gromadzeniu oszczędności na przyszłość – komentuje dr Marcin Wojewódka, radca prawny w Kancelarii w Wojewódka i Wspólnicy, Forum Ekspertów Ad Rem.IKE nadal zbyt mało popularne w Polsce

Sytuacja w 2024 roku, gdzie ponad 40% kont IKE pozostało bez jakiejkolwiek wpłaty, jest niepokojąca. Fakt, że znaczna część osób, które założyły IKE, nie korzysta z tego rozwiązania, pokazuje, że rozwiązanie to wciąż nie zdobyło pełnej popularności. Taki stan rzeczy generuje dodatkowe koszty utrzymania infrastruktury przez usługodawców oferujących IKE, a jednocześnie nie przyczynia się do realnego rozwoju tego systemu oszczędzania, który wciąż opiera się głównie na wzroście wartości

– Rok 2024 nie przyniósł istotnego przełomu – zainteresowanie IKE pozostaje ograniczone i wciąż ma charakter niszowy względem skali wyzwań, przed którymi stoi system emerytalny. Choć tak wyraźny wzrost wartości aktywów IKE zasługuje na odnotowanie, to jego główne źródło – poprawa wyceny istniejących już inwestycji – wskazuje na brak istotnego ożywienia po stronie nowych uczestników. Również w tym zakresie rok 2024 przyniósł raczej stabilizację niż realne przyspieszenie rozwoju. Fakt, że aż 66 podmiotów oferowało w 2024 roku produkty IKE, świadczy o dużej dostępności i różnorodności tej formy oszczędzania. Warto zaznaczyć, że niektóre finansowe grupy kapitałowe udostępniały IKE w kilku wariantach jednocześnie –w dwóch (np. Santander, Alior, BNP Paribas, PZU), trzech (np. Allianz, Generali, Nationale-Nederlanden, BPS), a nawet we wszystkich pięciu formach, jak miało to miejsce w przypadku PKO BP. – dodaje dr Marcin Wojewódka, radca prawny w Kancelarii w Wojewódka i Wspólnicy, Forum Ekspertów Ad Rem.

IKE nadal zbyt mało popularne w PolsceZgodnie z obowiązującymi przepisami prawo do wpłat na IKE przysługuje osobie, która ukończyła 16 lat. Osoba małoletnia może dokonywać wpłat na IKE tylko w roku kalendarzowym, w którym uzyskuje dochody z pracy wykonywanej na podstawie umowy o pracę i w wysokości nieprzekraczającej tych dochodów. Na IKE może gromadzić oszczędności wyłącznie jeden oszczędzający. Oznacza to, iż ustawa nie pr zewiduje prowadzenia wspólnego konta IKE np. dla małżonków. IKE można założyć bez względu na to, czy posiada się już IKZE i czy jest się uczestnikiem pracowniczego programu emerytalnego. Produkty IKE są licencjonowane to jest mogą je oferować jedynie określone w przepisach kategorie podmiotów, a są nimi fundusze inwestycyjne, dobrowolne fundusze emerytalne, domy maklerskie, zakłady ubezpieczeń na życie oraz banki. Celem gromadzenia środków w ramach IKE jest ich wypłata, która możliwa jest po osiągnięciu przez oszczędzającego wieku lat 60.

ORLEN ma nowe złoże ropy na Morzu Norweskim

0

ORLEN Upstream Norway wraz z partnerami koncesyjnymi ogłosił odkrycie nowych zasobów węglowodorów w obszarze Skarv na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Zasoby złoża E-prospect szacowane są na 3–7 mln baryłek ropy naftowej. W trakcie prac wiertniczych zidentyfikowano również mniejsze złoże, zawierające dodatkowo do 2 mln baryłek ropy.

Jak podkreśla ORLEN, E-prospect znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie złoża Skarv – jednego z głównych hubów produkcyjnych spółki na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Odległość do istniejącej infrastruktury produkcyjnej wynosi mniej niż 8 kilometrów. Dzięki temu nowe odkrycie może być stosunkowo szybko zagospodarowane przy wykorzystaniu istniejących rozwiązań technicznych, co zwiększa efektywność inwestycji i ogranicza emisje.

  • Odkrycie E-prospect potwierdza potencjał obszaru Skarv i wpisuje się w naszą długofalową strategię budowania wartości Grupy ORLEN w segmencie upstream – komentuje Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN S.A. ds. Upstream.

Dobrze rozwinięty hub Skarv

Złoże E-prospect jest zlokalizowane na koncesji PL212, przylegającej do głównego obszaru produkcyjnego Skarv. Poza złożem Skarv, hub Grupy ORLEN obejmuje również eksploatowane złoża Ærfugl Nord i Gråsel oraz będące w fazie zagospodarowania: Alve Nord, Idun Nord i Ørn. Zasoby pierwotne całego obszaru Skarv przekraczają 700 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej.Złoże E-prospect

Produkcja w rejonie odbywa się za pomocą pływającej jednostki produkcyjno–magazynowo–przeładunkowej (FPSO) Skarv. Surowce są transportowane na jednostkę z pomocą podmorskich rurociągów. Jednostka jest wyposażona w wieżę obrotową, która pozwala utrzymać stabilną pozycję na morzu i jednocześnie dostosowywać się do zmiennych warunków atmosferycznych.

ORLEN wzmacnia pozycję na szelfie norweskim

ORLEN Upstream Norway jest obecny na Norweskim Szelfie Kontynentalnym od 2007 roku. Aktualnie eksploatuje 20 złóż, a na kolejnych ośmiu prowadzi prace przygotowawcze. W 2024 roku spółka wyprodukowała ponad 40 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, w tym ponad 4,5 mld m³ gazu ziemnego. Surowiec ten przesyłany jest gazociągiem Baltic Pipe do Polski, wspierając transformację energetyczną kraju.

Udziałowcami złoża Skarv są:

  • Equinor Energy – 36,2%
  • Harbour Energy Norge – 28,1%
  • Aker BP (operator) – 23,8%
  • ORLEN Upstream – 11,9%

Odkrycie E-prospect wpisuje się w strategię ORLEN, której celem jest zwiększanie własnych zasobów węglowodorów oraz zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski poprzez dywersyfikację dostaw surowców.

Nadchodzi kres SEO w tradycyjnej odsłonie

TikTok commerce, dark social i zmierzch SEO: badanie SALESmanago ujawnia, co spędza sen z powiek marketerom z sektora detalicznego.

Badanie przeprowadzone wśród europejskich marek e-commerce wskazuje na wyzwania technologiczne wynikające z ewolucji oczekiwań i zachowań konsumentów.

Nadchodzi kres SEO w tradycyjnej odsłonie – tak wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez SALESmanago, czołową europejską platformę zarządzania zaangażowaniem klientów. Aż 73% marketerów w sektorze e-commerce i handlu detalicznego uważa, że klasyczne SEO odejdzie w niepamięć jeszcze w tym roku, co wyraźnie świadczy, że zasady działania w przestrzeni cyfrowej ulegają zmianie.

W ankiecie wzięło udział 150 marketerów z Polski, Wielkiej Brytanii i Włoch. Wynika z niej, że liderzy e-commerce w Europie z coraz większym trudem nadążają za ewolucją zachowań konsumentów, rosnącą fragmentacją kanałów i postępującą rewolucją technologiczną.

Oto najważniejsze wnioski z raportu SALESmanago 2025, na które zwracają uwagę specjaliści od e-commerce:

  • Kres SEO: 73% marketerów przewiduje zmierzch tradycyjnego SEO do końca 2025 roku;
  • TikTok generuje sprzedaż: 44% ankietowanych zauważa wzrost zapotrzebowania na social commerce, a 35% w odpowiedzi na ten trend korzysta ze sztucznej inteligencji;
  • Dylemat dark social: 63% badanych przyznaje, że komunikatory takie jak WhatsApp czy wiadomości prywatne na Instagramie utrudniają mierzenie ruchu na stronie;
  • Trendy ekologiczne: 41% uczestników ankiety dostosowuje swoje strategie pod wpływem rosnącej ekologicznej świadomości klientów;
  • Presja personalizacji: 51% marketerów mierzy się z rosnącym zapotrzebowaniem na indywidualne doświadczenia zakupowe.

– Marki w całej Europie szybko dostrzegają, że ścieżki zakupowe klientów przestały być liniowe, a fakt, że tylu marketerów podważa wartość SEO, mówi sam za siebie – podkreśla Brian Plackis-Cheng, dyrektor generalny SALESmanago. – Konsumenci przenoszą się do prywatnych serwisów i dokonują zakupów wieloma kanałami w mniej przewidywalny sposób. Dlatego marki potrzebują nie tylko słów kluczowych, ale też na bieżąco informacji – stawiają nie tyle na produkt, co na personalizację.

Marketerzy deklarują, że aby nadążyć za zmianami, koncentrują inwestycje na platformach danych o klientach (CDP i CEP) (47%), inteligentnych narzędziach (35%), integracji z social commerce (38%) oraz automatyzacji marketingu omnichannel (34%).

Od marketerów wymaga się wykazywania zwrotu z inwestycji, mimo że w danych pojawia się coraz więcej luk, jak choćby dark social – dodaje Plackis-Cheng. – Zwyciężą ci, którzy będą integrować dane, wdrażać sztuczną inteligencję z jasną strategią segmentacji, stosować spersonalizowaną komunikację za pośrednictwem kanałów takich jak SMS i WhatsApp oraz oferować indywidualne doświadczenia na szeroką skalę.

Źródło: SALESmanago / All 4 Comms

Tylko 5 proc. firm handlowych prognozuje wzrost przychodów, a 23 proc. obawia się ich spadku

Polski sektor handlowy nadal zmaga się z trudnościami, a optymistycznych perspektyw w najbliższym czasie wciąż brak – wynika z najnowszej edycji Barometru EFL na II kwartał 2025 roku. Subindeks dla firm handlowych spadł do poziomu 47,9 pkt., czyli o 1,2 pkt. mniej niż kwartał wcześniej, utrzymując się poniżej progu ograniczonego rozwoju (50 pkt.) już od początku 2022 roku. Żadna inna z sześciu analizowanych branż nie znajduje się tak długo poniżej tej granicy.

Utrzymujący się pesymizm

Wynik subindeksu poniżej 50 pkt. oznacza, że przedsiębiorcy nie dostrzegają warunków sprzyjających rozwojowi. Od grudnia 2021 roku handel ani razu nie przekroczył tego poziomu. Jak zauważa Robert Dudziński, dyrektor sprzedaży w Carefleet, źródłem problemów są zarówno czynniki krajowe, jak i międzynarodowe: – „Zła passa rozpoczęła się wraz z pandemią COVID-19, a kolejne wydarzenia geopolityczne – wojna w Ukrainie, osłabienie gospodarki Niemiec, napięcia na linii USA–Chiny–UE – skutecznie uniemożliwiają odbudowę handlu. Obecnie nawet konsumpcja wewnętrzna, dotąd motor napędowy, ulega wyraźnemu spowolnieniu”.

Spadające oczekiwania co do sprzedaży

W II kwartale 2025 roku tylko 5% firm handlowych prognozuje wzrost sprzedaży, natomiast 23% spodziewa się jej spadku. Dla porównania – w poprzednim kwartale pozytywne prognozy zgłaszało 9% przedsiębiorców, a negatywne 20%. Zdecydowana większość (71%) nie oczekuje istotnych zmian w poziomie obrotów.

Inwestycje i płynność – nastroje zachowawcze

Zaledwie 8% firm planuje zwiększyć inwestycje, podczas gdy 20% rozważa ich ograniczenie. Dla przeważającej większości (72%) poziom inwestycji ma pozostać bez zmian. Równie pesymistyczne są prognozy dotyczące płynności finansowej – tylko 7% przedsiębiorstw oczekuje poprawy sytuacji finansowej, a aż 23% przewiduje jej pogorszenie. To najniższy wynik spośród wszystkich analizowanych sektorów.

Rosnące zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne

W obszarze finansowania zewnętrznego odnotowano jedyny pozytywny sygnał – 26% przedsiębiorców spodziewa się wzrostu zapotrzebowania na tego typu środki, w porównaniu do 4% oczekujących jego spadku. Eksperci podkreślają jednak, że środki z kredytów i leasingu są obecnie przeznaczane nie na rozwój, lecz na utrzymanie bieżącej działalności: opłacanie rachunków, wypłat czy zamówień towarowych.

Sytuacja w handlu na tle innych branż

Handel pozostaje branżą o najniższym wyniku w całym Barometrze EFL. Dla porównania, wartość głównego indeksu Barometru EFL dla wszystkich sektorów wyniosła w II kwartale 2025 roku 50,6 pkt., co oznacza tylko nieznaczny spadek (o 0,1 pkt.) względem I kwartału. Pokazuje to, że choć cała gospodarka zmaga się z trudnościami, handel pozostaje szczególnie wrażliwy na zmiany w otoczeniu gospodarczym i społecznym.

Polskie firmy obawiają się skutków wojny handlowej. Ponad połowa przewiduje spadek eksportu

Badanie globalnego handlu : fragmentacja i friendshoring – eksporterzy starają się dostosować do wojny handlowej. Polskie firmy są świadome ryzyka i pełne obaw, ale też aktywne w walce o utrzymanie swojej rentowności.

Ekskluzywne nowe badanie Allianz Trade, które wzięło pod uwagę szczyt wojny handlowej w USA (przed i po „Dniu Wyzwolenia” 2 kwietnia), ujawnia żniwo wojny handlowej i mechanizmy radzenia sobie z nią przez 4500 eksporterów w dziewięciu kluczowych krajach, które odpowiadają za blisko 60% światowego PKB .

Nieprzewidywalność amerykańskiej polityki taryfowej zwiększyła niepewność wśród globalnych przedsiębiorstw, zgodnie z wynikami opublikowanego dzisiaj globalnego badania Allianz Trade 2025. Obejmujące 4500 firm w Chinach, Francji, Niemczech, Włoszech, Polsce, Singapurze, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, przeprowadzone w dwóch rundach – przed i po ogłoszeniu ceł w Dniu Wyzwolenia 2 kwietnia – wyniki ujawniają wyraźną zmianę oczekiwań dotyczących wzrostu, postrzegania ryzyka, zwłaszcza w odniesieniu do opóźnień w płatnościach, oraz różnych strategii łagodzenia skutków wojny handlowej. Nawet wraz z pojawieniem się dwustronnych umów handlowych w ostatnich tygodniach, mgła niepewności nie ustępuje. Niektóre ulgi mogą okazać się tymczasowe.

Badanie Allianz Trade Global Survey ujawnia, że blisko 60% firm spodziewa się negatywnego wpływu wojny handlowej, a 45% oczekuje spadku obrotów eksportowych. Wpływ ten wykracza poza wolumeny handlowe: więcej niż jedna na cztery firmy rozważa tymczasowe wstrzymanie produkcji ze względu na połączenie ceł i zmienności walut, szczególnie w sektorach zależnych od importowanych towarów pośrednich. Polski biznes nie tylko nie jest wolny od tych obaw, ale okazuje się, iż pomimo stosunkowo niskiego udziału bezpośredniej wymiany handlowej z USA w porównaniu z innymi krajami (bezpośrednio jest to nasz 8 rynek eksportowy) nie przekłada się wcale na spokój polskich eksporterów. Poziom obaw w Polsce jest najwyższy w porównaniu z innymi gospodarkami europejskimi, które znalazły się w naszym badaniu! Aż 58% badanych polskich firm spodziewa się negatywnych skutków wojny handlowej, w porównaniu do odpowiednio 47% wyrażających takie obawy w innych krajach europejskich z naszego badania. W efekcie 51% ankietowanych polskich firm spodziewa się negatywnego wpływu tych wydarzeń na poziom ich obrotów eksportowych w porównaniu do 41% firm wyrażających takie obawy w badanych krajach zachodnioeuropejskich.

„W przeciwieństwie do optymizmu obserwowanego przed falą ceł z 2 kwietnia, tegoroczne globalne badanie potwierdza to, co obserwujemy na rynkach: niepewność i fragmentacja stają się strukturalne. „Dzień Wyzwolenia” ujawnił słabości firm o wysoce skoncentrowanych łańcuchach dostaw i rynkach eksportowych. Liczby mówią same za siebie: globalne pozytywne oczekiwania eksportowe spadły z 80% do 40%, a 42% firm spodziewa się obecnie spadku obrotów eksportowych od -2% do -10%, w porównaniu do zaledwie 5% przed działaniami z 2 kwietnia. Pomimo niedawnych umów dwustronnych z Wielką Brytanią i Chinami, szacujemy, że globalne straty w eksporcie osiągną 305 mld USD w 2025 roku. Firmy nie stoją w miejscu. Po pokonaniu kolejnych wstrząsów od 2020 r., po raz kolejny dostosowują się, dywersyfikują partnerów, rekonfigurują logistykę i wprowadzają podział ryzyka w całym łańcuchu wartości. W dzisiejszym środowisku handlowym sukces w coraz większym stopniu zależy od zdolności adaptacyjnych” – mówi Aylin Somersan Coqui, dyrektor generalna Allianz Trade

Polskie firmy – wysoce świadome ryzyka związanego z wojną handlową

Wspomniany powyżej wysoki poziom obaw (w porównaniu z innymi badanymi krajami) wśród polskich przedsiębiorstw wynika z połączenia różnych czynników, takich jak świadomość ich udziału w (a tym samym zależności od) złożonych łańcuchów dostaw. Chociaż bezpośredni eksport do Stanów Zjednoczonych nie był znaczący (3-4% wartości polskiego eksportu), to po uwzględnieniu reeksportu polskich produktów przez rynki trzecie, odsetek ten wzrasta do 8,2% (źródło – Narodowy Bank Polski). Ponadto w eksporcie Polski do Stanów Zjednoczonych ważną rolę odgrywają usługi, które nie są często uwzględniane w statystykach handlowych dotyczących handlu towarami.

Jak wskazuje Sławomir Bąk, członek Zarządu Allianz Trade w Polsce odpowiedzialny za ocenę ryzyka: „Kolejnym ważnym czynnikiem są niewątpliwie obawy o słabość własnej pozycji negocjacyjnej – wynikające m.in. ze sprzedawania elementów, komponentów, towarów nieoznaczonych a nie wysokomarżowych produktów pod własną, znaną marką – a więc łatwiejszych do zastąpienia niż te drugie. Świadomość końca dotychczasowych atutów w postaci stosunkowo niskich kosztów produkcji, co jest istotne w dobie szukania przez wszystkich oszczędności na poczet nowych, wyższych ceł, jest kolejną istotną przyczyną ostrożności. Większa niż się może wydawać ekspozycja polskich firm na handel z USA w połączeniu ze świadomością braków w pozycji negocjacyjnej polskich firm (w porównaniu z firmami z wysokorozwiniętych krajów) tłumaczy obawy polskich firm – ich ostrożne a nie wyolbrzymione podejście do skutków wojny celnej”.

Firmy nadal pozostają w tyle, polegając na mechanizmach radzenia sobie, takich jak przenoszenie wyższych kosztów, dywersyfikacja i poszukiwanie alternatywnych szlaków żeglugowych.

Tymczasowa ulga prawdopodobnie zachęci firmy do kontynuowania frontloadingu do czasu wygaśnięcia 90-dniowej przerwy (12 sierpnia dla Chin i 8 lipca dla reszty świata), tak jak miało to miejsce na początku roku – 86% amerykańskich firm stwierdziło, że dokonało frontloadingu dostaw z Chin i UE przed wprowadzeniem ceł.

Niewiele firm zamierza zaabsorbować zwiększone koszty lub obniżyć ceny eksportowe, aby utrzymać udział w rynku, zwłaszcza w USA, gdzie ponad połowa firm planuje podnieść ceny (54%). Ze względu na dużą niepewność, zaopatrzenie z nowych rynków prawdopodobnie będzie kontynuowane, będąc drugą najbardziej preferowaną opcją wśród sposobów łagodzenia wpływu ceł, zwłaszcza w Polsce i Hiszpanii.  Polscy eksporterzy starają się na ile to możliwe uniknąć wpływu wojny handlowej na ceny swoich produktów (zwiększenie cen uwzględnia w swoich oczekiwaniach 25% badanych polskich firm, tj. o średnio około 7% mniej niż przedsiębiorcy z innych badanych krajów europejskich), a 64% z nich deklaruje utrzymanie dotychczasowych cen! Zamiast podwyższania cen, bez kompromisów zamierzają poszukiwać nowych, tańszych źródeł dostaw (45% ankietowanych z Polski – przy średniej 31% dla wszystkich krajów) oraz nowych, bardziej perspektywicznych rynków (30% ankietowanych polskich firm przy średniej z badania wynoszącej 24%).Dywersyfikacja łańcuchów dostaw i baz klientów jest trwałą strategią ograniczania ryzyka – nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że 54% respondentów uważa ryzyko geopolityczne i polityczne oraz niepokoje społeczne za jedne z trzech największych zagrożeń dla ich łańcuchów dostaw. Ponad jedna trzecia ankietowanych firm znalazła już nowe rynki eksportowe, a prawie dwie trzecie planuje to zrobić.

Aby utrzymać koszty związane z cłami pod kontrolą, większość firm poszukuje alternatywnych szlaków żeglugowych, w tym 62% firm amerykańskich (co ułatwia spadek kosztów transportu o prawie -50% od początku 2025 r. i niższe ceny ropy naftowej – oczekujemy, że będą się on wahać do końca roku pomiędzy 65 USD a 70 USD za baryłkę).

Badanie ujawnia również, że w odniesieniu do warunków handlowych, firmy coraz częściej nakładają na swoich dostawców odpowiedzialność za zarządzanie logistyką i kosztami (w tym cłami) aż do lokalizacji nabywców. Interesujący wyjątek stanowią Stany Zjednoczone, gdzie „koszt, ubezpieczenie i fracht” (CIF) pozostaje królem. Firmy chcą również dzielić się kosztami zmienności kursów walut, a wprowadzenie klauzul cenowych w umowach w celu podziału ryzyka walutowego z klientami i dostawcami jest preferowaną opcją dla 59% z nichW zarządzaniu kosztami ryzyka walutowego polskie firmy nie odbiegają znacząco od innych krajów ogółem, na tle partnerów europejskich – trochę częściej (o 2-3%) wskazują na narzędzia takie jak klauzule dzielące ryzyko z klientem bądź dostawcą (57% odpowiedzi polskich firm wobec 53% takich wskazań w innych krajach UE). Z drugiej strony – mimo iż polskie firmy renegocjują kontrakty z dostawcami i przewoźnikami, gdyż czyni tak 68% badanych polskich firm, to jest to wyraźnie niższy odsetek niż średnia z badań 79% (a umowy z nimi renegocjuje np. aż 90% ankietowanych firm francuskich czy 84% firm niemieckich), stąd aż 32% polskich firm deklaruje brak podejmowania przez siebie działań renegocjacyjnych…Więcej, bo 38% takich odpowiedzi pada tylko w Chinach – czyżby to potwierdzenie obaw o słabość pozycji negocjacyjnej polskich firm?

Oddzielenie USA od Chin, zbliżenie Europy i Azji oraz Ameryka Łacińska jako cichy zwycięzca wojny handlowej

W perspektywie średnioterminowej, pomimo 90-dniowej przerwy w taryfach celnych, prawdopodobnie utrzyma się rozłączenie między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Zamiar eksportu amerykańskich firm do Chin i Azji Wschodniej spadł o połowę do 10% po “Dniu Wyzwolenia”, podczas gdy oczekiwania chińskich firm dotyczące eksportu do Ameryki Północnej spadły z 15% do 3%. Amerykańskie firmy prowadzące produkcję w Chinach coraz częściej szukają alternatyw poza Azją: jedna czwarta z nich rozważa Europę Zachodnią, a kolejna jedna czwarta Amerykę Łacińską.  Specyficzne dla polskich firm jest wskazywanie jednocześnie sąsiednich krajów, z których prym wiedzie Białoruś z 5% wskazań (wobec 3% odpowiednio na Ukrainę czy Czechy, w grupie zainteresowania polskich firm były tez kraje nadbałtyckie, Słowacja, ale też np. Chorwacja) – nie są to może wysoko skoncentrowane wyniki, ale wskazują na dostrzeganie perspektyw krajów całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej, chociaż wskazywane są przez nich rzadziej niż rynki Chin, Niemiec, Francji czy USA.

„Mimo że nowa umowa handlowa obniża średnią stawkę cła importowego USA na Chiny do 39%, z oszałamiających 103%, pozostaje ona znacznie wyższa niż stawka 13% stosowana przed drugą administracją Trumpa. W tym kontekście friendshoring prawdopodobnie będzie nadal zyskiwał na popularności: Europa i Ameryka Łacińska stają się atrakcyjnymi alternatywami dla chińskich firm, a europejskie firmy są również coraz bardziej zainteresowane eksportem do Chin i Azji: między oboma badaniami zamiary eksportu wzrosły do 36%, a zainteresowanie rynkiem Azji Południowej i Południowo-Wschodniej podwoiło się do 14%. Tymczasem Ameryka Łacińska staje się zwycięzcą strategii przekierowywania i obchodzenia handlu, a zarówno chińskie, jak i europejskie firmy szukają w tym regionie dostępu do USA po niższych kosztach” – stwierdza Françoise Huang, starszy ekonomista ds. Azji i Pacyfiku oraz handlu w Allianz Trade.

Około połowa eksporterów przewiduje dłuższe terminy płatności i zwiększone ryzyko braku płatności

Wojna handlowa wpłynęła na oczekiwania dotyczące warunków płatności: po Dniu Wolności 25% eksporterów przewiduje, że terminy płatności będą dłuższe o ponad 7 dni, co stanowi wzrost o +13 punktów procentowych.  Prawie połowa eksporterów (48%) spodziewa się zwiększonego ryzyka braku płatności – szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Włoszech i Wielkiej Brytanii – odzwierciedlając szersze pogorszenie warunków handlu światowego.

Tylko 11% firm eksportowych nadal otrzymuje płatności w ciągu 30 dni, ale liczba ta jest znacznie niższa wśród największych eksporterów, takich jak USA, Chiny i Niemcy. Około 70% firm otrzymuje płatności w terminie od 30 do 70 dni – liczba ta jest nieco wyższa w Wielkiej Brytanii (75%), Francji (73%), Włoszech (73%) i USA (73%) i różni się w zależności od sektora i wielkości firmy. Szybkość obiegu należności polskich eksporterów poprawiła się w stosunku do poprzednich badań – największa część, bo aż 43% badanych polskich firm (najwięcej pośród innych badanych krajów) deklaruje otrzymywanie należności w terminie pomiędzy 30 a 50 dni, gdy tymczasem w jeszcze w roku ubiegłym 32% ankietowanych polskich firm deklarowało otrzymywanie należności eksportowe po 70 dniach i więcej (a obecnie jest to jedynie 16% – podobnie jak w innych krajach)! To potwierdza większa świadomość ryzyka polskich firm i w efekcie – lepszy i skuteczniejszy monitoring płatności a przede wszystkim – zarządzanie sprzedażą, jej warunkami.

„Większe firmy częsciej mają do czynienia z przedłużającymi się opóźnieniami w płatnościach, przy czym 26% ankietowanych firm o obrotach powyżej 5 mld EUR boryka się z terminami płatności przekraczającymi 70 dni, w porównaniu do 18% dla ogólnej średniej próby. Sugeruje to, że duże firmy w coraz większym stopniu przejmują rolę niewidzialnego banku dla mniejszych przedsiębiorstw. Ponieważ eksporterzy borykają się z dłuższymi cyklami płatności i rosnącym ryzykiem niewypłacalności, są pod presją, aby przenosić koszty, pozyskiwać z nowych rynków, a nawet ponownie rozważyć cały swój międzynarodowy zasięg” – kończy Ana Boata, dyrektor ds. badań ekonomicznych w Allianz Trade.

Jak przygotować HR na AI? Zacznij od automatyzacji procesów i uporządkowania danych

Zanim sztuczna inteligencja zagości na dobre w HR, trzeba zadbać o podstawy: uporządkowane dane, spójne procesy i automatyzację. Jak to zrobić w praktyce – opowie ekspert SyKOF HR podczas konferencji HR Solutions Trends ONLINE już 28 maja 2025 roku.

AI bez fundamentów? To się nie uda

Chatboty rekrutacyjne, algorytmy analizujące kompetencje czy predykcja rotacji pracowników – AI coraz śmielej wkracza do świata HR. Dla wielu firm to naturalny krok w rozwoju, ale żeby technologia przyniosła realną wartość, najpierw trzeba uporządkować podstawowe procesy i odejść od ręcznych rozwiązań.

Firmy są coraz bardziej otwarte na innowacje, ale często okazuje się, że brakuje im cyfrowych fundamentów – mówi ekspert SyKOF HR. – Bez automatyzacji i sprawnego obiegu danych nie da się skutecznie wdrożyć AI.

Brak cyfrowej ewidencji czasu pracy, ręczne naliczanie wynagrodzeń, nieefektywny obieg dokumentów – to wszystko spowalnia rozwój i blokuje transformację działów HR. Tymczasem AI wymaga uporządkowanego środowiska – tylko na bazie spójnych, wiarygodnych danych może generować trafne rekomendacje i wspierać decyzje personalne.

Pierwszy krok – automatyzacja i porządek

Zanim pomyślisz o AI – usprawnij procesy. System SyKOF HR wspiera firmy w digitalizacji i automatyzacji kluczowych obszarów kadrowo-płacowych. To nie tylko mniej pracy ręcznej, ale też solidna baza pod nowoczesną analitykę i predykcję.

Dzięki SyKOF HR organizacje mogą:

  • zwiększyć przejrzystość i zgodność z przepisami,
  • zminimalizować ryzyko błędów,
  • pozyskać rzetelne dane gotowe do analizy, raportowania i podejmowania trafnych decyzji personalnych.

Dane to paliwo dla AI

Wielu liderów HR z entuzjazmem mówi dziś o AI, ale nie wszyscy pamiętają, że bez jakościowych danych nie da się wyciągać wartościowych wniosków.

AI nie zrobi niczego sensownego bez dobrych danych – jeśli masz dane pełne błędów, dostaniesz błędne rekomendacje – podkreśla ekspert systemu SyKOF HR. Podczas konferencji HR Solutions Trends ONLINE ekspert pokaże, jak firmy wykorzystujące SyKOF HR dzięki automatyzacji procesów kadrowo-płacowych zbierają rzetelne i uporządkowane dane, a tym samym przygotowały się na wdrożenie narzędzi AI.

SyKOF HR – droga do rozwoju i innowacji w Twojej firmie

Automatyzacja w HR to nie tylko wygoda – to klucz do rozwoju, skalowania firmy i wykorzystywania AI. System SyKOF HR pozwala:

  • wdrożyć samoobsługę pracowników i przełożonych,
  • zintegrować kadry z finansami i projektami,
  • otworzyć dział HR na analitykę predykcyjną, chatboty i inne innowacje.

SyKOFHR

Dowiedz się więcej o SyKOF HR

Weź udział w konferencji online

Dołącz do uczestników konferencji i dowiedz się, jak firmy automatyzują procesy kadrowo-płacowe i budują fundamenty pod cyfrową transformację działu HR.

AI w HR SyKOFHR

Data: 28 maja 2025
Konferencja: HR Solutions Trends ONLINE
Organizator: ITDB Sp. z o.o.
Tytuł prelekcji eksperta SyKOF HR: Od samoobsługi pracowniczej do pełnej automatyzacji – nowoczesny HR w praktyce

Weź udział w wydarzeniu

Złoty traci, GPW na czerwono – rynkowa reakcja na wybory

Reakcja polskich aktywów na pierwszą turę głosowania w kraju jest stonowana, lecz szczególnie po spadkach na rynku akcji widać, że inwestorzy nie spodziewali się tak silnego wyniku prawicowych kandydatów (w tym sceptycznych wobec UE). W ciągu kolejnych dwóch tygodni i w szczególności po ogłoszeniu wyników II tury wyborów złoty oprócz czynników zewnętrznych może reagować na krajowe nagłówki o ich wynikach.

Kluczowe punkty:

  • PLN charakteryzuje słabość, jest podatny na bodźce zewnętrzne.
  • Optymizm dot. porozumienia handlowego między USA i Chinami na krótko wzmocnił USD.
  • Gospodarka USA pozostaje dotąd odporna na niepewność celną.
  • Brytyjska gospodarka ożywiła się w I kwartale.

W Rumunii z kolei II tura wyborów prezydenckich uspokoiła inwestorów. Euforia związana z wyborem proeuropejskiego kandydata przetacza się przez tamtejsze rynki.

Ubiegłotygodniowe wieści o znacznym złagodzeniu ceł Trumpa wobec Chin wsparły dolara. Efekt ten był jednak dość krótkotrwały. Obecnie dolar znowu jest na deskach po piątkowej informacji Moody’s o obniżeniu ratingu kredytowego USA. Aktywa ryzykowne zyskały na wieściach handlowych oraz wyraźnie ograniczonym jak dotąd wpływie obaw celnych na realną sytuację gospodarczą. Giełdy kontynuowały wzrosty z ubiegłego miesiąca.

Uwaga może się teraz przenieść z wojny handlowej z powrotem na dane makroekonomiczne i politykę banków. Kalendarz na ten tydzień nie obfituje w publikacje. Najistotniejsze będą wstępne majowe odczyty wskaźników PMI dla głównych gospodarek (czwartek 22.05). Biorąc pod uwagę rozdźwięk między danymi dotyczącymi sentymentu i twardymi danymi, PMI mogą zostać potraktowane z rezerwą. Tydzień dopełnią raport inflacyjny za kwiecień z Wielkiej Brytanii (środa 21.05) oraz szereg drugorzędowych danych z USA po „dniu wyzwolenia”.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł zwrot losów złotego, który radził sobie gorzej niż inne waluty rynków wschodzących. Nie sprzyjała mu m.in. słabość pary EUR/USD. Ostatnie dane makroekonomiczne z Polski były mieszane. Dane o PKB w I kwartale pokazały nieznaczny spadek aktywności gospodarczej. Kwietniowa inflacja została zrewidowana nieznacznie w górę, jej bazowa miara (3,4%) napawa jednak optymizmem. Po raz pierwszy od połowy 2021 r. spadła bowiem do przedziału celu Narodowego Banku Polski (2,5% ± 1 pp.), wspierając tezę, że dezinflacja trwa.

Największą uwagę przykuwa jednak prawdopodobnie wynik przeprowadzonej w niedzielę I tury wyborów prezydenckich. Dobre wyniki kandydatów prawicowych, w tym reprezentujących skrajnie prawicowe partie sceptyczne wobec UE, wzbudziły obawy – w wyniku tego polskie aktywa, szczególnie akcje, doświadczyły na początku tygodnia wyprzedaży. Wygląda na to, że walka, którą miał stosunkowo łatwo wygrać liberalny Rafał Trzaskowski, będzie bardzo wyrównana, a będący jego przeciwnikiem Karol Nawrocki ma realne szanse na prezydenturę. Jeśli wywodzącego się z Prawa i Sprawiedliwości Andrzeja Dudę zastąpi Nawrocki, który jest przez tę partię wspierany, rządząca koalicja może mieć trudności z wprowadzaniem zmian politycznych, co może utorować drogę dla prawicowego rządu w 2027 r., być może ze skrajnie prawicowym komponentem.

W ciągu kolejnych dwóch tygodni i w szczególności po ogłoszeniu wyników II tury wyborów złoty może reagować zarówno na krajowe nagłówki dotyczące wyborów, jak i na czynniki zewnętrzne – wydaje się, że poniedziałkowy wzrost kursu EUR/USD ochronił polską walutę przed silniejszą deprecjacją.

EUR

Euro stabilizuje się na nowych poziomach względem dolara. Odporność na problemy celne widoczna w danych gospodarczych z USA i częściowe wycofanie się Trumpa z ceł ograniczają potencjał wzrostowy pary EUR/USD, aczkolwiek na początku tygodnia otrzymała ona wsparcie z tytułu obniżenia przez Moody’s ratingu dla Stanów.

W czwartek (23.05) poza wstępnymi wskaźnikami PMI dla majowej aktywności biznesowej w strefie euro poznamy również minutki z ostatniego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego. W najbliższych dniach będziemy również śledzić przemówienia członków Rady Prezesów, m.in. Piera Cipollone, Philipa Lane’a i Isabel Schnabel. Rynkowe zakłady za obniżkami stóp procentowych w strefie euro zmniejszyły się po informacji o porozumieniu handlowym między USA i Chinami – interesujące jest, czy spadek obaw zostanie odzwierciedlony w nieco mniej gołębich komentarzach EBC.

USD

Kwietniowa sprzedaż detaliczna w USA nie była imponująca, ale nie zmienia obrazu gospodarki, która okazała się dość odporna na szok wywołany cłami. Uwagę należy zwrócić na cotygodniowe deklaracje bezrobotnych, których liczba pozostaje bliska historycznych minimów, co wskazuje, że nie doszło do masowych zwolnień, a gospodarka USA pozostaje bardzo blisko pełnego zatrudnienia.

Uwagę rynków może jednak przyciągać ogromny deficyt fiskalny, historycznie bezprecedensowy w okresie pełnego zatrudnienia, który prawdopodobnie jeszcze wzrośnie przez nadchodzące cięcia podatkowe Republikanów. Amerykański rząd będzie musiał znaleźć nabywców na nowo wyemitowany znaczący dług w czasie, gdy globalny apetyt na tego typu aktywa wydaje się znikomy. Obniżenie ratingu kredytowego przez Moody’s może sprawić, że nierównowaga ta znajdzie się w centrum uwagi.

GBP

Odporna brytyjska gospodarka w dalszym ciągu wspiera funta. Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane dotyczące zatrudnienia i PKB w I kwartale były dobre – potwierdziły, że gospodarka rośnie w stałym tempie, a wspierają ją inwestycje biznesowe i silny rynek pracy z solidnym realnym wzrostem płac. Choć spadek aktywności w II kwartale, szczególnie przez niepewność celną i rosnące koszty przedsiębiorców, wydaje się bardzo prawdopodobny, wciąż uważamy, że rynkowe prognozy dotyczące brytyjskiej gospodarki w 2025 r. są nadmiernie pesymistyczne.

Jastrzębiość Banku Anglii i ulegające poprawie stosunki handlowe z Unią Europejską stanowią kolejne powody do optymizmu. W poniedziałek poznamy szczegóły dotyczące wypracowanego podczas rozmów resetu relacji UK–UE – oczekuje się, że Wielka Brytania zdecyduje się na ustępstwa, które umożliwią bardziej korzystne warunki handlu. Choć wielu Brytyjczyków prawdopodobnie słusznie uzna porozumienie za zdradę po głosowaniu w sprawie brexitu, uczestnicy rynku raczej nie będą się tym przejmować i przyjmą pozytywnie oznaki bliższych więzi między Wielką Brytanią i UE, utrzymując popyt na funta.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

TSUE po stronie wierzycieli: odsetki i rekompensaty za opóźnienie nawet przy dłuższym terminie

Przedsiębiorcy mogą skutecznie żądać odsetek po upływie 60 dni, nawet jeśli w umowie zaakceptowali dłuższy termin płatności. Kluczowe znaczenie ma to, czy dłuższy termin został uzgodniony przez obie strony, czy jednostronnie narzucony przez zamawiającego – orzekł 6 lutego TSUE. Dla firm oznacza to zarówno szansę na dochodzenie dodatkowych należności, jak i ryzyko nieprzewidzianych kosztów.

Narzucanie dłuższych terminów płatności przez jedną ze stron

Konsekwencją wyroku TSUE jest konieczność dostosowania praktyk biznesowych przedsiębiorców działających na polskim rynku do wynikającej z niego interpretacji przepisów dotyczących terminów płatności (zob. porady prawne dla firm). TSUE jednoznacznie wskazał, że nawet formalna akceptacja przez wykonawcę dłuższego niż 60-dniowy termin płatności nie chroni zamawiającego przed odpowiedzialnością za odsetki liczone od 61 dnia, jeśli warunek ten został narzucony jednostronnie. Dla firm oznacza to konieczność skrupulatnego dokumentowania obopólnej zgody na wydłużone terminy płatności oraz zwiększone ryzyko dodatkowych kosztów w postaci odsetek i rekompensat za koszty odzyskiwania należności, nawet przy minimalnych opóźnieniach w regulowaniu zobowiązań.

Co mówi prawo

Przepisy unijne nie dopuszczają, aby termin płatności dłuższy niż 60 dni kalendarzowych został ukształtowany w umowie jednostronnie przez zobowiązanego do zapłaty. Jest to możliwe, ale musiałby on wykazać, że przy uwzględnieniu dokumentacji umowy, obie jej strony wyraziły na to zgodę. Tak 6 lutego 2025 r. orzekł TSUE.

  • Krajowe i unijne przepisy dopuszczają 60-dniowy termin zapłaty w transakcjach między przedsiębiorcami
  • Dłuższy termin może zostać dopuszczony, ale pod warunkiem, że wyraźnie zgodzi się na niego druga strona kontraktu
  • W przeciwnym razie dłużnik zobowiązany do zapłaty naraża się na odsetki liczone od 61 dnia oraz na ciężar rekompensaty za „za koszty odzyskiwania należności”

Na wolnym rynku przedsiębiorcy dysponują dużą swobodą w kształtowaniu kontraktów. Czasem narzucają kontrahentom mniej korzystne warunki, na co ci godzą się nie chcąc stracić klienta. Przedsiębiorcy prowadząc działalność nie powinni jednak zapominać o regulacjach – krajowych i unijnych, które pomimo obowiązującej w Polsce swobody umów, mogą sankcjonować pewne „niepożądane” działania. Tak było w przypadku firmy, która narzuciła w kontrakcie 120-dniowy zamiast 60-dniowego maksymalnego terminu płatności.

60-dniowy termin płatności i odsetki za opóźnienie

Artykuł 3 ust. 1 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/7/UE z dnia 16 lutego 2011 r. w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych stanowi, że państwa członkowskie UE, a więc również Polska, muszą zapewnić, aby w transakcjach handlowych między przedsiębiorstwami wierzyciel był uprawniony do odsetek za opóźnienia w płatnościach bez konieczności przypominania dłużnikowi. By móc wystąpić z żądaniem odsetek wystarczy, że wierzyciel spełni swoje zobowiązania i nie otrzyma należności w odpowiednim czasie, chyba że dłużnikowi nie można przypisać odpowiedzialności za opóźnienie.

Zgodnie z art. 3 ust. 5, państwa członkowskie UE zobowiązane są zapewnić, aby w transakcjach tych termin płatności ustalony w umowie nie przekraczał 60 dni kalendarzowych, chyba że w umowie wyraźnie ustalono inaczej, i pod warunkiem, że nie jest to rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela.

Odpowiednie, tożsame regulacje przewiduje w art. 7 polska ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych. Wyłączenie dopuszczające dłuższy termin płatności z uwagi na wyraźną obopólną zgodę stron nie ma zastosowania do umów, w których zobowiązanym do zapłaty jest duży przedsiębiorca, a wierzycielem mikro, mały, lub średni przedsiębiorca.

Kontrakt ze 120-dniowym termin zapłaty

Dwie krajowe spółki nawiązały współpracę w zakresie dostaw części do maszyn górniczych. Umów było kilka. Część zawarto w ramach aukcji prowadzonej na stronie www zamawiającego, gdzie opublikowane były warunki zamówienia. Część umów podpisano w postępowaniach przetargowych. W obu przypadkach zlecający w warunkach zamówienia zawarł, że termin płatności za dostawę części wynosi 120 dni, liczonych od dnia przekazania zamawiającemu faktury.

Dostawca zrealizował zamówienia. Odbiorca 354 faktury opłacił w terminie 120-122 dni od dnia ich otrzymania. Wykonawca po uzyskaniu płatności wystawił spółce zmawiającej zbiorczą notę księgową, w której, oprócz odsetek za opóźnienie, liczonych od 61 dnia od doręczenia faktur, zażądał zapłaty zryczałtowanej rekompensaty za koszty odzyskiwania należności.

18 000 zł rekompensaty

Zgodnie bowiem z art. 10 ust. 1 polskiej ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych, wierzycielowi, od dnia nabycia prawa do odsetek, przysługuje od dłużnika, bez wezwania, rekompensata za koszty odzyskiwania należności, stanowiąca równowartość kwoty 40 euro gdy wartość świadczenia pieniężnego nie przekracza 5 000 zł. Przy świadczeniach o wyższej wartości (powyżej 5 000 zł do 49 999,99 zł) – 70 euro, a o wartości równej lub wyższej 50 000 zł – 100 euro. W sumie, spółka, która wykonała zlecenie zażądała ponad 18 000 zł odsetek i ww. rekompensaty.

Termin narzucony przez zamawiającego

Spółka podniosła przed sądem, że 120-dniowy termin płatności został ustalony jednostronnie przez zlecającego w załączniku do warunków aukcji. Termin ten nie podlegał żadnej negocjacji. Został narzucony przez zamawiającego, który wykorzystał swoją pozycję dominującą. Podobnie było przy przetargach. By móc do nich skutecznie przystąpić trzeba było spełnić warunki określone przez zamawiającego. Spółka zadeklarowała, że zmuszona była do zawarcia przedmiotowych umów w narzuconym kształcie ze względu na swoją sytuację ekonomiczną, i nie było szans na skrócenie terminu płatności do 60 dni.

Sąd rejonowy uwzględnił w całości żądanie spółki. Zamawiający wniósł sprzeciw, nie zgadzając się co do swojego zobowiązania do odsetek liczonych do 120 dnia od odebrania faktury. Uznał swoje zobowiązanie tylko w zakresie zaległości powstałych od 121 dnia. Twierdził, że na taki termin zgodził się wykonawca zamówienia. Miał on czas na zapoznanie się i akceptację tego warunku, który nie można uznać za niekorzystny dla niego, skoro otwierał mu drzwi do zbytu swoich usług i dzięki temu do zapewnienia sobie przychodu.

Ustalenie dłuższego terminu musi być potwierdzone zgodną wolą stron

W wyroku z 6 lutego Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że zawarte w art. 3 ust. 5 dyrektywy 2011/7 wyrażenie „chyba że w umowie wyraźnie ustalono inaczej”, dopuszczające możliwość ustanowienia dłuższego niż 60-dniowy termin płatności, należy rozumieć w ten sposób, że ustalenie to nie może zostać ukształtowane jednostronnie przez dłużnika. Można dopuścić skuteczne wprowadzenie dłuższego terminu, jednak tylko wtedy, gdy możliwe byłoby wykazanie, przy uwzględnieniu wszystkich dokumentów umownych i zawartych w nich warunków, że wszystkie strony umowy wyraziły zgodną wolę związania się właśnie takim warunkiem.

Podsumowanie

Między innymi w motywie 28 dyrektywy 2011/7 postanowiono, że dyrektywa powinna zakazać nadużywania swobody zawierania umów na niekorzyść wierzyciela. Zgodnie z art. 7 ust. 1 lit. c) dyrektyw, oceniając, czy warunek umowy jest rażąco nieuczciwy wobec wierzyciela, należy wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, w tym czy dłużnik ma jakikolwiek obiektywny powód odstępstwa od 60-dniowych terminów płatności.

Przedsiębiorcy, zarówno dostawcy jak i zmawiający, powinni pamiętać i mieć na uwadze przy zawieraniu kontraktów, że ustalenie dłuższego niż 60-dmniowy termin płatność jest możliwe. Zamawiający dla własnego bezpieczeństwa finansowego i prawnego powinni jednak zadbać o odpowiednie udokumentowanie tego ustalenia, by w razie sporu z wykonawcą móc wykazać, że wyraził on na nie zgodną, dobrowolną wolę. Bo przykład omawianej sprawy pokazuje, że wykonawca zamówienia może dochodzić skutecznie przed sądem roszczenia o zapłatę odsetek rekompensaty nawet wtedy, gdy zaakceptował dłuższe terminy płatności, ale wykaże, że terminy te zostały narzucone jednostronną czynnością zlecającego zamówienie. Ja wskazują przepisy, przy ocenie odstępstw bierze się pod uwagę „wszystkie okoliczności sprawy” (zob. reprezentacja przed sądem).

Prowadząc firmę trzeba mieć się na baczności, i nie chodzi tylko o znajomość krajowego i unijnego prawa w zakresie kształtowania umów. Warto pamiętać o pilnowaniu terminów płatności, bo jeszcze do niedawna polskie sądy miały w praktyce oddalać powództwa o zapłatę minimalnej rekompensaty za koszty odzyskiwania należności, z tego powodu, że opóźnienie dłużnika jest niewielkie lub dlatego, że kwota długu jest mała. Po wyroku TSUE z 11 lipca 2024 r. (sprawa C-279/23), w przypadku chociażby jednego dnia opóźnienia z zapłatą rachunku czy faktury, firmy, na których ciążył obowiązek zapłaty, narażą się, oprócz odsetek, na konieczność uregulowania dodatkowych rekompensat za „koszty odzyskiwania należności poniesione przez wierzyciela”. Sądy mogą więc karać przedsiębiorców nawet za minimalne opóźnienia w zapłacie, opiewające na minimalne kwoty, nawet 1 zł.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców, reprezentująca klientów w sporach przed sądami i organami wszystkich instancji

Nieoczekiwane wyniki i rynkowe reakcje po wyborach

Za nami wyjątkowo intensywny weekend. W Polsce odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich, w Rumunii druga, w Portugalii z kolei mieliśmy przedterminowe wybory parlamentarne. W szerszej perspektywie wybrzmiewają echa piątkowej decyzji agencji Moody’s w sprawie wiarygodności Amerykanów. 

Będzie gorąco

Pierwsza tura wyborów prezydenckich tylko na pierwszy rzut oka wpisała się w rynkowe oczekiwania. Zgodnie z założeniami do drugiej tury przeszli związany z obozem rządzącym Rafał Trzaskowski oraz wspierany przez główną opozycję Karol Nawrocki, przy czym najwyższy wynik uzyskał ten pierwszy. I na tym zgodność z rynkowymi predykcjami się kończy. Media zwracają uwagę na bardzo dobre wyniki kolejnych prawicowych kandydatów, czyli Sławomira Mentzena oraz Grzegorza Brauna. Zdobyli oni więcej głosów niż pozostali kandydaci łączeni z obozem rządzącym, co ma się przekładać na większe szanse w drugiej rundzie dla Karola Nawrockiego. Ten scenariusz oznaczałby przeciągnięcie obecnej kohabitacji. Rynki zdecydowanie wolą sytuację, gdy premier i prezydent reprezentują wspólny obóz polityczny. Z tego powodu reakcja na wyniki wczorajszych wyborów jest zdecydowanie negatywna. Najlepiej to widać po zachowaniu rodzimej giełdy, która tydzień rozpoczyna soczyście czerwono. Złoty po pierwszym szoku powoli pozwala się porwać globalnemu sentymentowi, przez co odrobił większość strat. Obecnie kursy głównych walut względem PLN znajdują się w okolicach piątkowego zamknięcia.

Rumunia up, Portugalia down

Dużo lepszy sentyment powyborczy panuje w Rumunii. W ostatnim czasie rynek zdecydowanie obawiał się zwycięstwa mocno prawicowego George’a Simiona, który wygrał pierwszą turę i bardzo długo prowadził w sondażach. Ostatecznie zwycięstwo przypadło znacznie bardziej proeuropejskiemu burmistrzowi Bukaresztu. Według najnowszych doniesień Nicușor Dan zdobył prawie 54% głosów, co pozwala sądzić, że faktycznie zostanie nowym prezydentem. Dla rynków jest to dobra wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze, jest on kojarzony z rządzącym obozem. Po drugie, zagraniczny kapitał mocno zwraca uwagę na proeuropejskość podczas wyborów w naszym regionie. Rumuński lej pozostaje dziś jedną z najmocniejszych walut, bardzo dobry start zaliczyła również lokalna giełda.
Zupełnie inne nastroje panują za to w Portugalii. Tamtejszy rząd nie potrafił się dogadać do tego stopnia, że rozpisano przedterminowe wybory. Niestety, zgodnie ze wszystkimi wyliczeniami, weekendowy plebiscyt wcale nie poprawił sytuacji. Utworzenie stabilnej większości nadal wydaje się nierealne, przez co najbardziej zachodni kraj Europy czeka okres politycznego impasu. Jest to o tyle ważne, że w ostatnim czasie Portugalia radziła sobie względnie dobrze, pozbywając się „świńskiej” łatki przypiętej po kryzysie z 2008 roku.

Moody’s igra z ogniem

Oprócz kolejnych wyborów warto również zwrócić uwagę na woltę jednej z głównych agencji ratingowych. Na sam koniec poprzedniego tygodnia Moody’s obniżył ocenę kredytową USA z najwyższego poziomu Aaa do Aa1. Dodatkowo ustalając perspektywę na negatywną, co sugeruje, że w przyszłości mogą mieć miejsce kolejne cięcia. Jest to oczywiście efekt fatalnego stanu finansów publicznych w Waszyngtonie. Deficyt w budżecie już teraz wynosi blisko 6,5%, a według szacunków w ciągu dziesięciu lat ma wzrosnąć do pułapu 9%. Piątkowa decyzja oznacza, że po raz pierwszy od ponad stu lat żadna główna agencja ratingowa nie wystawia Amerykanom najwyższej możliwej oceny. Fitch podobny ruch wykonał dwa lata temu, a S&P jeszcze w 2011 roku. Reakcja rynków była umiarkowana, ale widoczna. Dolar się osłabił, a rentowności długu wzrosły i choć nie były to tak spektakularne ruchy, jak półtorej dekady temu, to jednak zdecydowanie zostały odnotowane. A to może źle wróżyć… samej agencji Moody’s. Obecna administracja nie słynie z potulnego przyjmowania krytyki, zresztą przez cały weekend można było obserwować medialną ofensywę ludzi powiązanych z obecnym prezydentem USA. Z rynkowego punktu widzenia tak naprawdę nie ma jednak wielkiej różnicy między najwyższą a druga najwyższą oceną kredytową. Zmiana ta nie niesie ze sobą potrzeby dostosowywania się bilansów kluczowych instytucji finansowych. Co innego, gdyby ktoś postanowił pójść o krok dalej i kolejny raz obniżyć rating USA. Wtedy… na rynkach mogłaby się polać „krew”.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Cena złota spada po szczytach: Przystanek przed kolejnym rajdem czy zmiana trendu?

Po rekordowych wzrostach w kwietniu, cena złota uległa korekcie, spadając o ponad 100 dolarów w ciągu doby. Inwestorzy śledzą napięcia geopolityczne, politykę Fed i nowe sygnały z Chin i USA. Czy to tylko chwilowy przystanek przed kolejną falą wzrostów?

Rynek złota w maju nie daje wytchnienia inwestorom. Po historycznym szczycie z połowy kwietnia (blisko 3500 dolarów za uncję) nastąpiła gwałtowna korekta. W ciągu jednego dnia notowania spadły o ponad 100 dolarów, aby następnie częściowo odrobić straty. Obecnie cena złota ustabilizowała się na poziomie około 3220-3240 dolarów za uncję.

Inwestorzy realizują zyski, a USA i Chiny zawierają “rozejm”

Na zmienność cen złota w ostatnim czasie wpłynęło kilka istotnych wydarzeń na arenie międzynarodowej. Przede wszystkim doszło do długo oczekiwanego spotkania między przedstawicielami Stanów Zjednoczonych i Chin. Sekretarz skarbu USA spotkał się ze swoim chińskim odpowiednikiem w Genewie, gdzie zdecydowano o 90-dniowym zawieszeniu wojny handlowej, podczas którego strony obniżą wzajemne cła do około 10%.

Zapowiedź rozmów handlowych pomiędzy USA a Chinami spowodowała, że rynki poczuły optymizm. A po serii rekordowych notowań część inwestorów wycofała swoje środki z rynku złota, realizując zyski i szukając gdzie indziej okazji do wyższych zarobków. Jednak w obliczu trwających napięć geopolitycznych i nieprzewidywalności polityki handlowej, inwestorzy nadal trzymają rękę na pulsie.

Niepewność na rynkach potęgują bowiem próby wznowienia rozmów pokojowych pomiędzy Rosją a Ukrainą. Spotkanie w Stambule, choć zapowiedziane z pompą, nie przyniosło przełomu – zabrakło prezydentów Trumpa, Putina i Zełenskiego. Jednocześnie USA kontynuują rozmowy na Bliskim Wschodzie, m.in. z Iranem. Te napięcia pozostają jednym z głównych motorów popytu na złoto.

Fed przyjrzy się polityce pieniężnej

Istotnym czynnikiem wpływającym na rynek złota pozostają także decyzje amerykańskiego banku centralnego. Fed, pod przewodnictwem Jerome’a Powella, zapowiedział przegląd polityki pieniężnej wobec zmieniającej się sytuacji na świecie.

Powell przyznał, że częstsze występowanie nagłych szoków podażowych wymaga nowego podejścia do polityki monetarnej. Fed jako jedyny bank centralny na świecie, który ma w swoim mandacie zarówno dbanie o stabilność waluty, jak i o stabilne zatrudnienie, stoi zatem przed trudnym wyzwaniem.

Przepychanki między prezydentem Trumpem a przewodniczącym Powellem dotyczące potencjalnej obniżki stóp procentowych dodatkowo wpływają na zmienność cen złota. Mimo nacisków, Fed na razie nie obniżył stóp. Rynki jednak wyceniają możliwość ich redukcji jeszcze w 2025 roku, co potencjalnie może ponownie wzmocnić złoto.

Złoto po 6000 USD za uncję?

Analitycy JP Morgan przewidują, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy cena złota może osiągnąć 4000 dolarów za uncję. Co więcej, według ich prognoz, jeśli zagraniczni inwestorzy, posiadający aktywa w Stanach Zjednoczonych, zdecydowaliby się na przesunięcie choćby 0,5% swoich środków w kierunku złota, cena kruszcu mogłaby wzrosnąć nawet do 6000 dolarów za uncję do roku 2029.

Byłby to bezprecedensowy wzrost, oznaczający podwojenie obecnej wartości złota w perspektywie kilku lat. Taki scenariusz – choć ambitny – wpisuje się w aktualny trend, w którym złoto pełni rolę geopolitycznego i inflacyjnego zabezpieczenia.

Spełnił się sen alchemików

Warto również odnotować interesujące osiągnięcie naukowców pracujących przy Wielkim Zderzaczu Hadronów w Szwajcarii, który po raz pierwszy w historii zsyntetyzował złoto z ołowiu – spełniając tym samym odwieczne marzenie alchemików. Jednak proces ten jest niezwykle nieefektywny – wytworzenie jednej uncji złota (31,1 g) wymagałoby aż 33,9 miliarda lat pracy urządzenia.

Chociaż sama alchemia zakończyła się porażką w kontekście przemiany metali w złoto, to jednak przyczyniła się do istotnego rozwoju nauki. To dzięki eksperymentom alchemicznym powstały podwaliny nowoczesnej farmakologii, a niemiecki badacz Henning Brand, próbując uzyskać złoto z moczu, odkrył fosfor.

Srebro w cieniu, ale tylko do czasu

Według najnowszego raportu World Silver Survey za rok 2024, podaż srebra nieznacznie wzrosła w porównaniu z rokiem poprzednim, głównie za sprawą zwiększonego wydobycia złota, któremu srebro często towarzyszy jako produkt uboczny. Ponad 70% srebra wydobywa się jako produkt uboczny w czasie wydobywania ołowiu, cynku lub miedzi.

Odnotowano jednak znaczący spadek w popycie, zakupach i produkcji srebrnych monet i sztabek inwestycyjnych, co częściowo wynika ze zmian podatkowych w Europie, szczególnie w Niemczech, które stanowiły dotychczas duży rynek zbytu dla srebrnych produktów inwestycyjnych.

Philip Newman, dyrektor zarządzający Metal Focus, organizacji analitycznej przeprowadzającej większość raportów dotyczących metali szlachetnych, wskazuje, że pięcioletni deficyt podaży na rynku srebra może prowadzić do znacznego wzrostu cen tego metalu w przyszłości.

Eksperci przewidują, że w którymś momencie zapotrzebowanie na srebro fizyczne znacząco wzrośnie, co powinno spowodować tzw. “silver squeeze”, na który rynek wyczekuje od dłuższego czasu.

Stabilizacja czy wstęp do kolejnego rajdu?

Dla inwestorów zainteresowanych metalami szlachetnymi najbliższe miesiące mogą zatem przynieść zwiększoną zmienność cen, zarówno złota, jak i srebra. Królewski metal pozostaje jednym z najważniejszych aktywów strategicznych – nie tylko dla inwestorów indywidualnych, ale i dla banków centralnych. I wszystko wskazuje na to, że jego rola w najbliższych latach będzie jeszcze rosła.

Korekta cen złota nie oznacza zatem końca trendu wzrostowego. Wręcz przeciwnie – wielu inwestorów traktuje ją jako okazję zakupową. Niepewność geopolityczna, przegląd polityki pieniężnej przez Fed i aktywność Chin mogą ponownie popchnąć ceny kruszcu w górę.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Saule Technologies na krawędzi upadku – Columbus Energy podejmuje działania naprawcze

W obliczu ryzyka niewypłacalności, braku wypłaty wynagrodzeń i niskiego morale w zespole Saule i Saule Technologies, Columbus Energy – jeden z głównych akcjonariuszy Spółek, podjął działania mające na celu ochronę miejsc pracy i naprawę sytuacji finansowej Spółek w nadziei na uratowanie technologii perowskitów. Działania obejmują zmiany w Zarządach Saule i Saule Technologies, a także plan zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, podczas którego jedną z propozycji będzie podniesienie kapitał Spółki w celu zapewnienia środków finansowych do dalszego rozwoju.

Columbus Energy wspiera Saule Technologies już od 5 lat, wierząc, że technologia ogniw perowskitowych może zrewolucjonizować zieloną energetykę w Polsce i na całym świecie. Jako inwestor, Columbus dostarczył Spółce prawie 60 mln zł kapitału oraz wsparcie konieczne do rozwoju i komercjalizacji technologii. Fundusz DC24 pożyczył Saule kolejne 60 mln zł. Sumaryczna kwota środków pozyskanych od inwestorów oraz programów publicznych wyniosła blisko 250 mln zł. Mimo tak ogromnego kapitału, Saule stoi obecnie na progu niewypłacalności. Brakuje pieniędzy na wypłaty wynagrodzeń dla pracowników, nie mówiąc już o kilkuset milionach złotych potrzebnych, by zbudować fabrykę ogniw perowskitowych. Do obecnej sytuacji Spółkę doprowadziły, niestety, działania zarządcze, prowadzone przez Olgę Malinkiewicz.

Rozpoczęta niedawno przez Panią Olgę Malinkiewicz nagonka medialna na inwestorów, w tym na przedstawicieli Columbus Energy, miała odwrócić uwagę od kłopotów Spółki, braku realizacji strategii i niegospodarności Zarządu. Mimo bezpardonowych ataków, Columbus Energy wierzy w ludzi i rozwiązania tworzone przez Saule. Dlatego firma zdecydowała się ratować Spółkę, tak by błędy w zarządzaniu nie doprowadziły do jej upadku i tym samym rozbicia zespołu badawczego oraz potencjalnej utraty technologii. W tym celu Rada Nadzorcza Saule oraz Saule Technologies, w której zasiadają przedstawiciele Columbus Energy, postanowiła odwołać Olgę Malinkiewicz z Zarządu tych dwóch Spółek i powołać w Saule Technologies na jej miejsce Michała Gondka, dotychczasowego członka Rad Nadzorczych wspomnianych Spółek. Będzie on pełnił swoją funkcję tymczasowo, na czas wyboru najlepszej strategii dla Saule i Saule Technologies. Jednocześnie planowane jest zwołanie Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, podczas którego nowy Zarząd zgłosi wniosek o podwyższenie kapitału zakładowego Saule Technologies, tak by zgromadzić dodatkowe środki na dalszy rozwój projektów oraz regularną wypłatę wynagrodzeń. Wszyscy dotychczasowi akcjonariusze będą mogli wziąć udział w operacji podwyższeniu kapitału, o ile zgłoszą się w ramach budowania księgi popytu.

Do podjęcia takich kroków zmusiły nas działania Pani Olgi Malinkiewicz, która praktycznie zerwała z nami relacje biznesowe. Wierzymy, że nowy Zarząd znajdzie rozwiązania, które pozwolą na szybki i zrównoważony rozwój spółki i tym samym ocalenia tej unikalnej technologii. Jesteśmy przekonani, że Saule, dzięki produkcji ogniw perowskitowych, może stać się liderem europejskiej transformacji energetycznej oraz symbolem polskiej innowacyjności. Dlatego apelujemy do środowiska biznesowego i naukowego o podjęcie dialogu, mającego na celu wsparcie dalszego rozwoju tej technologii. Wierzymy, że zespół badawczy Saule, jeśli tylko będzie miał zapewnione komfortowe warunki pracy, będzie w stanie stworzyć produkt, który może zmienić cały rynek energetyczny. Ze swojej strony deklarujemy pełną otwartość i chęć współpracy z innymi podmiotami, którym na sercu leży przyszłość technologii ogniw perowskitowychmówi Zarząd Columbus Energy.

Kim jest współczesny CEO? Polska na tle świata

Przywództwo w dobie zmieniającego się świata. Sylwetka współczesnego Prezesa w Polsce i na świecie na podstawie danych „Route To The Top 2025” firmy Heidrick&Struggles.

W ostatnich latach ścieżka kariery na stanowisko CEO przeszła znaczącą transformację. Zmieniły się zarówno wymagania kompetencyjne, jak i sama filozofia przywództwa na najwyższym szczeblu. Kim jest więc obecnie statystyczny CEO? Według najnowszego badania „Route to the Top 2025”*[1] firmy Heidrick & Struggles, typowy profil polskiego CEO to 50-letni menedżer, który przeszedł wewnętrzną ścieżkę awansu, budując swoją pozycję dzięki konsekwencji, dogłębnej znajomości rynku oraz wysokim zdolnościom adaptacyjnym, co pozwala mu skutecznie odpowiadać na dynamicznie zmieniające się wymagania rynku. Co więcej, dane[2] pokazują, że 57% prezesów i członków zarządów wyraża stosunkowo niskie zaufanie, że proces planowania sukcesji dobrze przygotuje ich organizację na przyszłość. Jednocześnie wśród rad nadzorczych, szczególnie w spółkach giełdowych, obserwujemy rosnący trend zwiększania inwestycji w planowanie sukcesji. Rady coraz częściej poszukują liderów, którzy wykazują się m.in. chęcią ciągłego uczenia się, pokorą oraz umiejętnością prowadzenia ludzi ponad podziałami.

Działająca od ponad 70 lat firma Heidrick & Struggles, wiodący globalny dostawca doradztwa i usług w obszarze rozwoju przywództwa oraz rekrutacji kadry zarządzającej opublikowała badanie Route to the Top 2025 analizujące trendy wśród nowych prezesów firm notowanych na giełdzie na największych światowych rynkach – uwzględniając ich wcześniejsze doświadczenia funkcjonalne, wiek, długość kadencji, rasę lub pochodzenie etniczne, płeć, wykształcenie, sposób nominacji (awans wewnętrzny czy zatrudnienie z zewnątrz) i inne czynniki.

Polski model przywództwa: silny wewnątrz, umiarkowany globalnie

Profil polskiego prezesa firmy notowanej na giełdzie odzwierciedla specyfikę rodzimego rynku pracy oraz dominujące podejście do rozwoju przywództwa. W odróżnieniu od innych krajów, w Polsce wyraźnie dominuje model sukcesji wewnętrznej (55%) – czyli przekazania zarządzania w ręce członków rodziny lub osób już należących do firmy. Ta praktyka plasuje nasz kraj na trzecim miejscu na świecie pod względem przekazywania władzy. Średnia wieku nowomianowanego na to stanowiska kandydata oscyluje wokół 50 lat.

Udział kobiet na najwyższych stanowiskach zarządczych nadal pozostaje niski. Polska
z wynikiem 9% minimalnie wyprzedza globalną średnią, która wynosi 8%. Ten symboliczny sygnał może wskazywać na powolne zmiany w kierunku większej różnorodności w strukturach zarządczych.

Cechą charakterystyczną polskich liderów jest stosunkowo rzadkie posiadanie dyplomu MBA – tylko 23% prezesów może się nim pochwalić, podczas gdy średnia globalna wynosi 33%.
W Polsce wciąż większe znaczenie przypisuje się praktyce, lojalności wobec firmy oraz konsekwentnie zdobywanemu doświadczeniu zawodowemu. Taki model promuje liderów, którzy dobrze znają kulturę organizacyjną, mechanizmy działania firmy oraz potrzeby zespołu. Polski CEO to menedżer, który awansował wewnętrznie, budował swoją pozycję latami i osiągnął sukces zawodowy dzięki konsekwencji, i znajomości rynku.

 – W Polsce wciąż dominuje model kariery oparty na długoterminowym rozwoju wewnątrz jednej organizacji, co odróżnia nas od krajów anglosaskich, gdzie częstsze są zmiany firm
i szybka rotacja kadr. Polscy prezesi są mocno osadzeni w realiach firm i branż, którymi zarządzają – ale choć wielu z nich zdobywa międzynarodowe doświadczenie, rzadziej mają oni za sobą edukację czy karierę w kilku różnych środowiskach biznesowych. Budowa nowoczesnego modelu przywództwa w Polsce może więc opierać się na połączeniu silnych lokalnych kompetencji z większym otwarciem na różnorodne doświadczenia zdobywane także poza krajem
mówi Łukasz Kiniewicz, partner zarządzający, Heidrick & Struggles Polska.

Jaka ścieżka prowadzi na szczyt w Polsce? Jak wygląda w innych krajach?

Drogi prowadzące na szczyt hierarchii korporacyjnej wyraźnie różnią się w zależności
od regionu. Polski model przywództwa, mniej niż inne regiony świata, premiuje wcześniejsze doświadczenie na wysokich stanowiskach – posiada je 59% CEO, co jest wynikiem niższym w porównaniu z wieloma innymi krajami. Również pod względem poziomu wykształcenia polscy liderzy sytuują się pośrodku stawki – 68% z nich może pochwalić się dyplomem uczelni wyższej. To mniej niż w Belgii czy Finlandii, gdzie wskaźnik ten sięga niemal 100%, ale więcej niż w krajach takich jak Portugalia czy Hiszpania.

Na tle globalnym Polska prezentuje odmienny profil kariery lidera. W Ameryce Północnej
na pierwszy plan wysuwają się długoletni staż i doświadczenie operacyjne, w Europie Zachodniej – elastyczność i różnorodność międzynarodowych doświadczeń, a w krajach Azji i Pacyfiku – silniejsza obecność kobiet na najwyższych stanowiskach. Te różnice dobrze oddają zróżnicowanie kultur korporacyjnych, wartości społecznych oraz dynamiki rozwoju środowisk biznesowych w poszczególnych regionach świata.

Kluczowe cechy współczesnego CEO

Na podstawie analizy danych z 27 rynków, wyróżniamy trzy kluczowe cechy definiujące profil CEO w XXI wieku:

  1. Przywództwo ponad granicami i podziałami– zdolność do budowania synergii między działami, kulturami i rynkami. Przykładem jest Satya Nadella z Microsoftu, którego empatyczne, inkluzywne podejście przyniosło wzrost wartości firmy o niemal 1000%. W Polsce, gdzie 55% prezesów awansuje przez sukcesję wewnętrzną, konieczne jest pogłębienie doświadczeń międzynarodowych i międzysektorowych.
  2. Ciągłe uczenie się i pokora intelektualna– gotowość do kwestionowania status quo i zdobywania nowych umiejętności, co udowodnił Keith Barr w IHG Hotels & Resorts, ucząc się od podstaw cyfrowej transformacji. Choć w Polsce tylko 23% CEO posiada tytuł MBA (wobec 33% globalnie), firmy stawiają na rozwój praktycznych umiejętności i zdolność szybkiej adaptacji.
  3. Autentyczność i silny charakter– transparentność, konsekwentna realizacja jasno określonych wartości oraz motywowanie zespołu do osiągnięcia wspólnego celu. Przykładami takiego przywództwa są Vicki Hollub (Occidental) czy Bill Thomas (EOG). W Polsce wysoki wskaźnik sukcesji wewnętrznej daje przyszłym liderom czas
    na zbudowanie reputacji i relacji z kluczowymi interesariuszami[3].

Jak zostać CEO? Kroki milowe

Analiza karier prezesów z Polski i świata pozwala wyróżnić kilka kluczowych etapów zwiększających szanse na osiągnięcie roli CEO:

  1. Budowanie solidnej bazy kompetencji funkcjonalnych– globalnie 77% CEO ma doświadczenie w kierowaniu kluczowymi obszarami firmy, podczas gdy w Polsce odsetek ten wynosi 59%.
  2. Rozwój umiejętności przywódczych i strategicznych– rady nadzorcze cenią liderów otwartych na ciągłe uczenie się, a wysoka sukcesja wewnętrzna (55%
    w Polsce) wskazuje na wartość długofalowego zaangażowania.
  3. Budowanie sieci wsparcia i widoczności– transparentność procesów sukcesji wymaga aktywnej współpracy z kluczowymi interesariuszami, mentoringu oraz udziału w branżowych inicjatywach.
  4. Zdobycie doświadczenia w zarządzaniu transformacją– umiejętność prowadzenia zmian i zarządzania kryzysowego jest kluczowa, szczególnie na względnie młodym, polskim rynku kapitałowym.
  5. Międzynarodowe i międzysektorowe doświadczenie– Europa przoduje w tego typu awansach, dlatego polscy kandydaci powinni poszukiwać ról zagranicznych
    i międzybranżowych.
  6. Formalne wykształcenie i ciągły rozwój– globalnie 33% CEO ma zaawansowany stopień naukowy, podczas gdy w Polsce tylko 23% posiada tytuł MBA.

Sukcesja w organizacjach i rola młodych liderów

Tylko 2/3 dużych firm posiada formalne plany sukcesji CEO. Dla młodych liderów kluczowymi wyzwaniami są: przyspieszony rozwój kompetencji, zarządzanie złożonością i równoważenie innowacji z tradycją organizacyjną. Ich atuty to zrozumienie transformacji cyfrowej, adaptacyjność oraz często wyższy poziom formalnej edukacji.

Efektywne planowanie sukcesji opiera się na:

  • ciągłości procesu i rozwijaniu talentów na wszystkich szczeblach,
  • przejrzystości kryteriów i zaangażowaniu interesariuszy,
  • powiązaniu z długoterminową strategią,
  • stałym rozwoju poprzez różnorodne doświadczenia i mentoring[4].

Współczesna ścieżka przywództwa biznesowego przechodzi metamorfozę. Skuteczny CEO XXI wieku to nie tylko efektywny zarządca operacyjny, ale przede wszystkim integrator zdolny do przełamywania organizacyjnych silosów, promotor kultury ciągłego doskonalenia oraz autentyczny lider demonstrujący spójność między deklarowanymi wartościami
a podejmowanymi decyzjami. Polski ekosystem biznesowy charakteryzuje się wyjątkowo silną tendencją do sukcesji wewnętrznej, co kreuje specyficzne uwarunkowania rozwojowe. Jednocześnie polscy kandydaci na stanowiska prezesów muszą strategicznie inwestować
w międzynarodową ekspozycję zawodową oraz zaawansowaną edukację formalną,
aby zniwelować dystans wobec globalnych benchmarków
podkreśla Łukasz Kiniewicz, partner zarządzający, Heidrick & Struggles Polska.

Z obserwacji wynika, że wielu dzisiejszych prezesów nie planowało od początku swojej kariery zdobycia najwyższego stanowiska w firmie – kierowała nimi przede wszystkim pasja do pracy i chęć tworzenia wartości. Widać wyraźną zmianę w podejściu do przywództwa: zamiast być indywidualnym „bohaterem”, liderzy coraz częściej pełnią rolę „dyrygentów”, którzy wydobywają potencjał z całych zespołów. To jedna z najważniejszych konkluzji a i wskazówka, w jakim kierunku powinni rozwijać się przyszli liderzy.

* Raport Route to the Top 2025 oparty jest na analizie 1232 prezesów największych firm w 27 krajach. Dane odzwierciedlają dyrektorów generalnych na dzień 1 lutego 2025 r. Badanie Heidrick & Struggles wskazuje, że 57% prezesów i członków zarządów wyraża niskie zaufanie do procesów planowania sukcesji na stanowisku CEO, uznając je za niewystarczająco przygotowujące organizacje na przyszłość. Warto jednak zauważyć, że wiele rad nadzorczych, zwłaszcza w spółkach notowanych na giełdzie, zwiększa inwestycje w ten proces, czyniąc go bardziej ciągłym, przejrzystym i powiązanym z długoterminową strategią. Rady coraz częściej poszukują liderów, którzy charakteryzują się ciągłym uczeniem się, pokorą oraz umiejętnością zarządzania zespołami ponad podziałami. Raport analizuje także doświadczenie prezesów, uwzględniając takie aspekty jak wiek, długość kadencji, wykształcenie oraz sposób nominacji.

[1] “Route to the Top 2025”, April 23, 2025. https://www.heidrick.com/en/insights/chief-executive-officer/route-to-the-top-2025-interactive-dashboard#Cite1

[2] CEO and board confiance monitor, January 17, 2024. https://www.heidrick.com/en/insights/board-of-directors/ceo-and-board-confidence-monitor-a-worried-start-to-2024

[3]https://www.heidrick.com/en/insights/chief-executive-officer/todays-ceo-the-growing-importance-of-character-learning-and-leading-in-a-contested-world.

[4]https://www.heidrick.com/en/insights/chief-executive-officer/todays-ceo-the-growing-importance-of-character-learning-and-leading-in-a-contested-world.

Rozejm USA-Chiny: tymczasowa ulga dla rynków, ale nie koniec wojny handlowej

Osiągnięte porozumienie jest czasowe – jak na razie gospodarka amerykańska odczuła ulgę, firmy amerykańskie na wszelki wypadek ponownie gromadzą zapasy, a Chiny szukają sposobów obniżenia efektywnej stawki celnej (nadal 3-krotnie wyższej niż przed prezydenturą Trumpa) przez przekierowywanie towarów przez inne kraje oraz znalezienie dla części z nich nowych rynków zbytu – w tym Europę. Spór handlowy między UE a USA nie wykazuje żadnych oznak bycia bliżej rozwiązania.

  • Według obowiązującego przez 90 dni porozumienia (do 12 sierpnia), Stany Zjednoczone obniżyły efektywną stawkę cła importowego na Chiny ze 103% do 39% – ale nadal jest to stawka wyższa niż 13% obowiązujące przed drugą kadencją prezydenta Trumpa i jednocześnie najwyższa stawka stosowana przez USA wobec jakiegokolwiek partnera handlowego. Globalna średnia stawka celna spada obecnie w efekcie porozumienia z 21% do 12%.
  • W odpowiedzi Chiny obniżyły cła na towary amerykańskie z prawie 140% do 24%. Porozumienie sugeruje dalsze negocjacje w celu zdefiniowania przyszłych stosunków handlowych.
  • Jednak w trakcie i po przerwie pojawia się groźba powrotu do minionych lub podwyżek obecnego poziomu ceł, a wg. jednego ze scenariuszy Allianz Trade amerykańskie efektywne cła na Chiny mogą wzrosnąć do 52%, jeśli nie zostaną osiągnięte dalsze porozumienia.
  • Rozejm znacząco łagodzi presję dla gospodarki amerykańskiej, walczącej z rosnącymi oczekiwaniami inflacyjnymi gospodarstw domowych, gwałtownym spadkiem zaufania konsumentów i zahamowaniem inwestycji korporacyjnych; inflacja ma wg. aktualnych szacunków osiągnąć szczyt na poziomie 3,5%, w porównaniu z poprzednią prognozą 4,3%.
  • Oczekujemy, że wzrost PKB w USA zostanie skorygowany w górę z 0,8% do 1,3% – 1,5% w 2025 roku.
  • Chiny stoją obecnie w obliczu strat eksportowych sięgających 108 mld USD, choć prawdopodobnie zrekompensują je poprzez przekierowanie 75% z nich przez porty azjatyckie i przekierowanie 25% na inne rynki, przy czym oczekuje się, że Europa wchłonie z tego dodatkowe 12 mld USD.
  • • Tym niemniej, niepewność związana z polityką Stanów Zjednoczonych raczej w najbliższym czasie nie zniknie, a ostatnie umowy handlowe wciąż są tymczasowe, podczas gdy spór handlowy między UE a USA nie wykazuje żadnych oznak rozwiązania.

Amerykańsko-chińska przerwa w wojnie handlowej nadeszła szybciej i na lepszych warunkach, niż można było oczekiwać. Ogłoszone we wspólnym oświadczeniu w dniu 12 maja, po spotkaniach w Genewie wicepremiera Chin He Lifenga, sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta i przedstawiciela ds. handlu Jamiesona Greera, porozumienie między USA a Chinami obniża efektywną stawkę cła importowego USA na Chiny ze 103% do 39% (w porównaniu z naszymi wcześniejszymi oczekiwaniami na poziomie 73% do IV kwartału 2025 r.). Obniża to globalną stawkę celną USA z 21% do 12% (zob. wykres 1), choć nadal jest to powyżej naszego scenariusza bazowego zakładającego osiągnięcie 10% do IV kwartału 2025r.

Efektywna stawka celna Chin na import z USA również została obniżona z prawie 140% do 24%. Poziomy te będą obowiązywać przez 90 dni, od 14 maja do 12 sierpnia 2025 r., po czym taryfy celne na towary docelowe mogą wzrosnąć o +24 punkty procentowe, jeśli nie zostanie uzgodniona dalsza przerwa lub porozumienie. We wspólnym oświadczeniu stwierdzono również, że oba kraje „ustanowią mechanizm kontynuowania dyskusji na temat stosunków gospodarczych i handlowych”, co sugeruje, że dalsze rozmowy powinny odbyć się w nadchodzących miesiącach. Deeskalacja jest bardzo potrzebna w czasie, gdy amerykańska gospodarka stoi w obliczu wyzwań wymagających pilnych działań, od rosnących wśród gospodarstw domowych oczekiwań inflacyjnych oraz gwałtownego spadku zaufania do firm co opóźnia uruchomienie planów inwestycyjnych.

Wykres 1: Globalna efektywna stawka celna USA (średnia ważona, %)

Globalna efektywna stawka celna USA

Źródła: WTO, US ITC, ITC, Allianz Research

Dodatkowo Stany Zjednoczone przyjmą mniej agresywną korektę zasady dotyczącej przesyłek o niskiej wartości pochodzących z Chin, zwaną również zwolnieniem de minimis, co powinno przynieść umiarkowaną ulgę amerykańskim gospodarstwom domowym. Taryfa stosowana do paczek o wartości mniejszej niż 800 USD zostanie obniżona o ponad połowę, ze 120% do 54% lub 30%, w zależności od tego, czy są one wysyłane za pośrednictwem amerykańskiej poczty, czy prywatnej firmy przewozowej, podczas gdy opłata ryczałtowa zostanie obniżona z 200 USD do 100 USD.

Około dwie trzecie amerykańskiego importu de-minimis pochodzi z Chin i Hongkongu, co odpowiada 900 mln paczek w ubiegłym roku, o łącznej wartości szacowanej na ponad 40 mld USD. Przy średniej cenie za paczkę obliczonej na 48 USD i progu rentowności szacowanym na około 70 USD, powyżej którego korzystniejsze byłoby zastosowanie stawki 30/54% niż opłaty ryczałtowej, szacujemy, że całkowity rachunek będzie oscylował wokół 90-100 mld USD. Dla amerykańskich konsumentów oznacza to dodatkowy koszt do 70 USD za dostawę, ponieważ platformy handlu elektronicznego i sprzedawcy detaliczni skłaniają się raczej do przenoszenia kosztów taryfowych na odbiorców niż do absorbowania tego uderzenia w swoich marżach.

Rysunek 2: Symulacja dodatkowych kosztów dla USA wynikających ze zniesienia wyłączenia de minimis z Chinami

 

Cena wysyłki

Koszty nowej taryfy*

(w USD)

100%

poniżej 70 USD

 

90% /10%

powyżej 70 USD

80%/20%

powyżej 70 USD

25 100  

90 mld USD

 

81 mld USD

 

72 mld USD

50 100
~70 100
150 154  

 

 

 

0 mld USD

 

 

 

 

21 mld USD

 

 

 

 

43 mld USD

200 200
200 308
300 462
400 616
500 770
600 924
700 1078
800 1232
Łącznie 90 mld USD 102 mld USD 115 mld USD

Stosujemy średnią stawkę celną w wysokości 42%, ponieważ przypisujemy równą wagę handlowi de minimis kierowanemu przez usługi pocztowe i prywatnych przewoźników. Źródło: Allianz Research

Oczekujemy, że cła między USA a Chinami pozostaną na obecnym poziomie nawet po wygaśnięciu 90-dniowego moratorium. Ryzyko ich ponownego wzrostu jest nadal jednak znaczne. Nasz scenariusz bazowy zakłada osiągnięcie w tym roku kolejnego, prawdopodobnie bardziej kompleksowego porozumienia, które utrzyma cła na obecnym poziomie.

W wywiadzie udzielonym w ubiegłym tygodniu Bessent wspomniał, że widzi dwa sposoby rozwiązania nierównowagi handlowej między USA a Chinami: 1/ poprzez zmniejszenie ilości chińskich towarów na rynku amerykańskim i 2/ poprzez zwiększenie ilości amerykańskich towarów na rynku chińskim. Chiny mogłyby zaproponować wysiłki w tym drugim kierunku, oferując zwiększenie importu z USA i dalsze otwarcie swojego rynku krajowego dla amerykańskich firm. Bessent wyjaśnił również, że obecne poziomy taryf są prawdopodobnie „dolną granicą”. Z tego punktu widzenia alternatywnym scenariuszem mogłoby być porozumienie, w którym efektywny poziom ceł USA na Chiny wzrósłby do 52% (tj. biorąc pod uwagę początkowy wzrost o 34 punkty procentowe w „Dniu Wyzwolenia”), przy symetrycznym wzroście chińskiej stawki celnej na import z USA. Spirali działań odwetowych można by uniknąć dzięki pewnym ustępstwom ze strony Chin, aczkolwiek na mniejszą skalę niż w scenariuszu bazowym. Najgorszy scenariusz zakłada, że podwyżki ceł powrócą do sprzed porozumienia i zostaną zastosowane do całego handlu (usuwając wyłączenia sektorowe), co spowodowałoby, że amerykańskie cła importowe na Chiny wyniosłyby realnie 158%.

Rysunek 3: Efektywna stawka celna USA na import z Chin (średnia ważona, %)

Efektywna stawka celna USA na import z Chin

* Początkowa podwyżka taryf z okazji „Dnia Wyzwolenia” wyniosła +34 punkty procentowe (tj. +24 punkty procentowe ponad uniwersalne minimum +10 punktów procentowych), po czym nastąpiła eskalacja działań odwetowych w dniach 8 i 9 kwietnia, w wyniku których łączna podwyżka taryf wynikająca z zarządzenia z okazji „Dnia Wyzwolenia” wyniosła +125 punktów procentowych.

Źródła: WTO, US ITC, ITC, Allianz Research

Ostatecznie amerykańska stawka celna stosowana wobec Chin pozostanie znacznie wyższa niż przed drugą kadencją prezydenta Trumpa (patrz wyżej wykres 3) i nie ma pełnej gwarancji, co stanie się podczas 90-dniowej przerwy lub później. Za pierwszej prezydentury Trumpa w kwietniu 2017 r. zaplanowano kompleksowy dialog gospodarczy USA-Chiny, który został odwołany jeszcze w tym samym roku (co doprowadziło do kolejnych podwyżek ceł).

Oczekiwać można, że trwająca wojna handlowa doprowadzi do strat eksportowych Chin sięgających 108 mld USD w tym roku, ale wprowadzają one jednocześnie strategie łagodzące ich skutki. Szacujemy, że 75% tych strat (82 mld USD) można przekierować przez inne porty azjatyckie, a 25% (26 mld USD) można pokryć poprzez zwiększenie udziałów w innych rynkach, głównie w Europie. Poziom ceł stosowanych przez USA wobec Chin, wynoszący 39%, pozostaje znacznie wyższy od poziomu stosowanego wobec innych partnerów handlowych. Szacujemy, że wszystkie działania taryfowe w tym roku mogą doprowadzić do strat w eksporcie o wartości do 108 mld USD. Jest to znacznie niższa kwota niż szacowana przed zawarciem umowy (sięgająca 234 mld USD), ale nadal jest to dużo, odpowiadając prawie jednej czwartej chińskiego eksportu do USA i 0,5% chińskiego PKB. Patrząc na sektory, które ucierpią najbardziej, wskazać można: maszyny i urządzenia, sprzęt gospodarstwa domowego, tekstylia oraz komputery i sprzet telekomunikacyjny (patrz wykres 4).

Wykres 4: Maksymalne straty eksportowe Chin spowodowane wyższymi cłami USA, według sektorów (mld USD)

Maksymalne straty eksportowe Chin spowodowane wyższymi cłami USA, według sektorów

Źródła: COMTRADE, Allianz Research

Ich eksporterzy skupią się więc na strategiach łagodzenia skutków nowych taryf. Po pierwsze, informacje z samych przedsiębiorstw sugerują, że niektóre chińskie firmy będą w stanie znieść nowe, niższe poziomy taryf po zawarciu umowy bez uciekania z rynku amerykańskiego lub przenoszenia całości kosztów na klientów. Po drugie, niedawny wzrost konkurencyjności renmibi RMB (-5% od początku , patrz wykres 5) może pomóc chińskim firmom złagodzić skutki wojny handlowej poprzez przekierowanie eksportu na inne rynki. Doświadczenia z pierwszej wojny handlowej sugerują, że dywersyfikacja eksportu jest prawdopodobna, a chiński eksport do UE, Wielkiej Brytanii, Wietnamu, Tajwanu, Malezji, Indonezji, Meksyku, Singapuru, Arabii Saudyjskiej i Nigerii zapewne wzrośnie. W oparciu o historyczną strukturę chińskiego eksportu na te rynki i potencjalne straty sektorowe eksportu z Chin do USA, szacujemy, że do 26 mld USD chińskiego eksportu, który nie będzie już alokowany w USA, może zostać przekierowany na te właśnie rynki. Pokryłoby to prawie jedną czwartą z 108 mld USD maksymalnych strat w chińskim eksporcie spowodowanych wojną handlową z USA.

Pozostałe trzy czwarte można by pokryć poprzez przekierowanie ich transportu poprzez inne porty azjatyckie. W dziesięciu największych azjatyckich krajach eksportujących z wyłączeniem Chin tygodniowe zawinięcia do portów osiągnęły w poprzednim tygodniu 46 536, czyli o 4% poniżej szczytowego poziomu z połowy 2022 r., wynoszącego 48 600. Pokrycie potencjalnych chińskich strat eksportowych spowodowanych wojną handlową z USA, które nie zostały przekierowane na inne rynki, poprzez przekierowanie ich do alternatywnych portów prawdopodobnie zwiększyłoby liczbę zawinięć do nich w skali tygodnia o 510. Spowodowałoby to, że zatłoczenie portów w Azji z wyłączeniem Chin zbliżyłoby się do poziomów obserwowanych w 2022 r., ale nadal byłoby o 3% niższe od szczytowego poziomu. Porty te mogłyby zatem teoretycznie pomóc w absorpcji przekierowania dotychczasowego eksportu z Chin do USA. Warto jednak założyć, iż Stany Zjednoczone mogą zaangażować się we współpracę z innymi krajami azjatyckimi, aby przeciwdziałać takiemu przekierowaniu chińskich towarów.

Z perspektywy geopolitycznej prawdopodobieństwo, że kraje te zdecydują się sprzymierzyć z USA zamiast z Chinami jest niejasne, co oznacza, że strategia przekierowywania eksportu chińskich firm do USA przez inne porty nie musi być strategią 100%-pewną. Warto jednak wziąć pod uwagę, że kraje azjatyckie dzieli średnio 0,4 punktu odległości geoekonomicznej od Chin i 0,6 od USA. Oznacza to, że kraje azjatyckie mają silniejsze powiązania geopolityczne, handlowe i inwestycyjne z Chinami, co pozycjonuje je bliżej Chin niż USA pod względem dostosowania geoekonomicznego .

Wykres 5: Chińska waluta (indeks ważony handlem CFETS RMB i kurs USDCNY – Chiny kontynentalne)

Chińska waluta
Źródła: źródła krajowe, Bloomberg, Allianz Research

Tymczasem rozejm przynosi tak pożądaną ulgę amerykańskiej gospodarce. Szybsze i większe niż oczekiwano złagodzenie napięć handlowych znacznie zmniejszyło ryzyko na horyzoncie przed amerykańską gospodarką. Zakładamy, że inflacja CPI w USA osiągnie do końca lata szczyt na poziomie około +3,5%, wobec +4,3% prognozowanych wcześniej. Gospodarka amerykańska ma teraz większe szanse na uniknięcie recesji w drugiej połowie 2025 r., chociaż wzrost efektywnej stawki celnej USA jest nadal znaczny. Prognozujemy obecnie, że PKB USA wzrośnie w tym roku o +1,3-1,5% wobec +0,8% przyjętych w naszym scenariuszu z początku kwietnia. Implikacje ostatnich zmian dla polityki pieniężnej są trudniejsze do oszacowania. Z jednej strony inflacja w najbliższym okresie wzrośnie w mniejszym stopniu.

Z drugiej strony gospodarka nie będzie tak słaba, jak jeszcze niedawno można było oczekiwać. Stąd ogólnie rzecz biorąc, nadal zakładamy, że Fed rozpocznie ostrożny cykl łagodzenia polityki pieniężnej w październiku, a stopa funduszy federalnych (stopa procentowa Rezerwy Federalnej) powinna osiągnąć 4% do grudnia (z 4,5% obecnie). W przypadku Chin utrzymujemy naszą prognozę wzrostu ich PKB w 2025 r. na poziomie +4,5%, ponieważ władze prawdopodobnie zmniejszą w wyniku porozumienia handlowego skalę planowanych bodźców pobudzających gospodarkę. Dodatkowy impuls fiskalny wymagany do przeciwdziałania wpływowi wojny handlowej powinien zmniejszyć się z 1,9 punktu procentowego do 0,9 punktu procentowego.

Biorąc pod uwagę działania o skali odpowiadającej 1,7 pkt. proc. jakie ogłoszone już w marcu br., da to łącznie działania pobudzające odpowiadające 2,6 pkt. proc. zamiast 3,6 pkt. proc. PKB oczekiwanych wcześniej i w porównaniu do 3,3 pkt. proc. Jakie uruchomiono w 2020 r. Po stronie monetarnej, w 2025 r. początkowo w Allianz Trade spodziewaliśmy się cięć stóp procentowych o 50 pb, ale obecnie przewidujemy ich skalę na tylko 30 pb (biorąc pod uwagę cięcie o 10 pb ogłoszone już tydzień przed porozumieniem).

Pozytywne informacje o umowie między USA a Chinami, wraz z umowami z Wielką Brytanią i Bliskim Wschodem, doprowadziły do odwrócenia na światowym rynku części trendu „odejścia od handlu ze Stanami Zjednoczonymi” co obserwować można było w kwietniu, co zwiększało ryzyko dla prognoz Allianz Trade dotyczących rozwoju sytuacji na rynkach kapitałowych. Indeks S&P 500 zyskał od razu w miniony poniedziałek +3,3% w odpowiedzi na ogłoszoną umowę handlową między Chinami a USA. Dzięki temu amerykański indeks referencyjny z nawiązką odrobił 12-procentowy spadek po Dniu Wyzwolenia 2 kwietnia, a w ujęciu rocznym powrócił nawet na dodatnie terytorium.

Podobna dynamika wystąpiła w innych klasach aktywów, choć w mniejszym stopniu: dolar amerykański umocnił się, złoto spadło, a spready kredytowe zacieśniły się. Rentowności obligacji skarbowych wzrosły po obu stronach Atlantyku, w przeciwieństwie do kwietnia, kiedy to rentowności w USA wzrosły, a w Europie spadły, ponieważ inwestorzy pozbywali się amerykańskich aktywów. Te ruchy rynkowe są zasadniczo zgodne z ostatnimi kwartalnymi prognozami gospodarczymi Allianz Trade, które przewidywały ulgę we wzroście wyceny ryzyka aktywów – w szczególności akcji, kredytów korporacyjnych i spreadów obligacji skarbowych strefy euro.

Po stronie stóp procentowych istnieje jednak obecnie ryzyko wzrostu naszej prognozy rentowności 10-letnich obligacji skarbowych: 4,0% dla USA i 2,1% dla Niemiec, w porównaniu z obecnymi poziomami wynoszącymi odpowiednio 4,5% i 2,7% (które miały spaść w zdecydowanie większym stopni w wyniku akcji banków centralnych). Ponieważ ryzyko globalnej recesji spadło, banki centralne mogą obniżać stopy procentowe w mniejszym stopniu niż wcześniej oczekiwano po obu stronach Atlantyku, co ostatecznie spowoduje wzrost rentowności obligacji. Niemniej jednak, niepewność związana z polityką Stanów Zjednoczonych raczej nie zniknie w najbliższym czasie, a ostatnie umowy handlowe pozostają tymczasowe, podczas gdy spór handlowy między UE a USA nie wykazuje żadnych oznak rozwiązania. W związku z tym na tym etapie jest zbyt wcześnie, aby z dużym przekonaniem korygować prognozy Allianz Trade.

Odczyty inflacji CPI w strefie Euro zgodne z prognozami

Inflacja CPI wyniosła kwietniu 2,2 proc. w ujęciu rocznym, 0,6 proc. w ujęciu miesięcznym i obydwa te odczyty są na tym samym poziomie co w ubiegłym miesiącu, natomiast bazowa inflacja CPI wyniosła z kolei 2,7 proc. w ujęciu rocznym (zgodnie z prognozą, ale o 30 pb. więcej niż w poprzednim miesiącu) i 1,00 proc. w ujęciu miesięcznym (zgodnie z prognozą, tyle samo co w ubiegłym miesiącu).

Bardzo ciekawe jaką decyzję podejmie EBC na kolejnym posiedzeniu w sprawie stóp procentowych. Dzisiaj bazując na wycenach kontraktów FRA rynek spodziewa się, że stopy zostaną na nim ponownie obniżone o 25 pb. do 2,00 proc., ale oznaczałoby to wejście w świat ujemnych realnych stóp procentowych (niższe stopy procentowe niż inflacja), co nie wydaje się intuicyjne przy inflacji pozostającej powyżej celu i wyższej inflacji bazowej niż w ubiegłym miesiącu.

Autor: Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Coraz więcej obcokrajowców kupuje mieszkania w Polsce – trend rosnący w dużych miastach

Zainteresowanie nieruchomościami w Polsce wśród obcokrajowców systematycznie rośnie – w niektórych inwestycjach udział klientów spoza Polski sięga już ponad 30%. Największą grupę stanowią obywatele Ukrainy i Białorusi, ale wśród klientów pojawiają się również osoby z krajów Unii Europejskiej, Azji i Bliskiego Wschodu. Więcej na temat inwestowania cudzoziemców w Polsce przeczytasz w poniższej sondzie przygotowanej przez portal RynekPierwotny.pl 

Zachariasz Nercz, Członek Zarządu, Dyrektor Działu Marketingu i Sprzedaży Novisa Development

W ciągu ostatnich 12 miesięcy obcokrajowcy stanowili łącznie 36% nabywców mieszkań w inwestycjach Novisa Development. Najliczniejszą grupę stanowią obywatele Ukrainy (20%), następnie Białorusi (10%) oraz przedstawiciele innych narodowości (6%), głównie z krajów azjatyckich i Europy Środkowo-Wschodniej.

Widzimy wyraźny trend wzrostowy w zakresie zainteresowania mieszkaniami ze strony klientów spoza Polski, szczególnie wśród osób, które planują długoterminowe osiedlenie się – z rodziną, pracą i edukacją dzieci w Polsce. Dla wielu z nich zakup nieruchomości jest nie tylko decyzją życiową, ale również inwestycyjną – zwłaszcza że polski rynek mieszkaniowy postrzegany jest jako stabilny i perspektywiczny.

Obecność klientów zagranicznych wpływa także na naszą strategię – obserwujemy m.in. większe zainteresowanie lokalami o większym metrażu oraz segmentem domów jednorodzinnych, które zapewniają przestrzeń i prywatność, cenione szczególnie przez rodziny z dziećmi. Z punktu widzenia dewelopera, ta zmiana w strukturze klientów stanowi ważny sygnał do dostosowywania oferty produktowej i komunikacyjnej, w tym zapewnienia obsługi w językach obcych czy elastyczności formalnej.

W naszej ocenie udział obcokrajowców w rynku będzie się utrzymywał na stabilnym poziomie lub wręcz rósł, szczególnie w aglomeracjach z dobrą infrastrukturą i rozwiniętym rynkiem pracy.

Agnieszka Gajdzik-Wilgos, Manager ds. Sprzedaży RONSON Development

W projektach realizowanych przez RONSON Development zauważalny jest wyraźny wzrost zainteresowania ze strony nabywców zagranicznych. W szczególności dotyczy to warszawskich inwestycji, takich jak Ursus Centralny, Miasto Moje czy Zielono Mi, gdzie udział klientów spoza Polski w ogólnej liczbie zawartych transakcji w ciągu ostatnich trzech lat wynosi od 10,5 do 19,2%.

Analizując poszczególne inwestycje należy zwrócić uwagę na Miasto Moje, gdzie w 2023 roku obcokrajowcy stanowili 10,3% nabywców, a w 2025 roku ich udział wzrósł do 30%. Podobny trend występuje w inwestycji Ursus Centralny, gdzie udział ten zwiększył się z 9% w 2023 roku do 26% w 2024 roku, utrzymując się na poziomie 23% w 2025. W inwestycji Zielono Mi, dostępnej w sprzedaży od 2024 roku, odnotowaliśmy wzrost udziału nabywców zagranicznych z 9% w 2024 roku do 15% w 2025 roku.

Poza Warszawą, największe zainteresowanie naszych zagranicznych klientów obserwujemy we Wrocławiu, gdzie w 2023 roku na 101 transakcji – 23 było finalizowanych przez obcokrajowców, a obecnie na 7 zakupionych mieszkań w 2025 roku 5 zostało kupionych przez osoby o obywatelstwach innych niż polskie.

Wśród nabywców z zagranicy dominują obywatele Ukrainy i Białorusi, co pokrywa się z aktualnymi trendami migracyjnymi oraz zapotrzebowaniem na stabilne, dobrze skomunikowane mieszkania w dużych polskich miastach. Pojawiają się również pojedynczy klienci z Wietnamu, Turcji i Izraela.

Michał Witkowski, Dyrektor ds. Sprzedaży Lokum Deweloper

Obecnie obcokrajowcy stanowią mniej niż 20% naszych klientów. Wśród nich dominują obywatele Ukrainy. Kolejną grupą są obywatele krajów Unii Europejskiej. W gronie zagranicznych kupujących zauważalny jest istotny udział małżeństw mieszanych – zwykle są to pary, w których głównym lub jedynym nabywcą jest Polka.

Cudzoziemcy najczęściej wybierają rodzinne lokale – 3 i 4-pokojowe, z myślą o stałym zamieszkaniu lub długoterminowym pobycie w Polsce. Postrzegają je nie tylko jako nieruchomości o podwyższonym standardzie, usytuowane w atrakcyjnych lokalizacjach, ale także jako bezpieczne i komfortowe miejsce do życia dla siebie i swoich bliskich.

Dorota Kos, Sales & Marketing Director w RealCo Property Investment and Development

Główny Urząd Statystyczny podał niedawno dane dotyczące liczby cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce na koniec listopada 2024 r. Ta wynosiła niespełna 1 mln 64,5 tys. osób. Według informacji GUS, najliczniejszą grupą cudzoziemców na rynku pracy w Polsce stanowili obywatele Ukrainy – 717,8 tys. osób. Raport ten wskazuje również, że największą liczbę cudzoziemców przyciąga region warszawski. Aż 19,6 proc., osób zza granicy mieszka właśnie tam, co świadczy o dużym zapotrzebowaniu na pracowników w aglomeracji warszawskiej i okolicznych powiatach.

Odzwierciedlenie tych statystyk widzimy w odniesieniu do naszych inwestycji mieszkaniowych. We Wrocławiu udział cudzoziemców wśród nabywców jest marginalny i ogranicza się do pojedynczych przypadków. Natomiast zupełnie inna sytuacja występuje w Michałowicach pod Warszawą, gdzie realizujemy kameralne osiedla domów. Tam aż 20% naszych klientów to obcokrajowcy, najczęściej związani zawodowo z Warszawą lub jej okolicami. Zauważamy, że atutem tej lokalizacji jest bliskość stolicy przy jednoczesnym zachowaniu poczucia przestrzeni i prywatności.

Tego typu oferta cieszy się szczególnym zainteresowaniem wśród cudzoziemców szukających domu w spokojnym, zielonym otoczeniu z dostępem do przedszkoli, szkół i rozwiniętej infrastruktury gminnej. Trend ten utrzymuje się od lat na podobnym poziomie, ponieważ zgodnie z raportami, duże miasta w Polsce oferują więcej miejsc pracy.

Piotr Ludwiński, Dyrektor Sprzedaży w Archicom

Wśród nabywców nieruchomości z portfolio Archicom dominują Polacy, a obcokrajowcy odpowiadają za około 10% wszystkich transakcji. Najliczniejszą grupę zagranicznych klientów stanowią obywatele Ukrainy, a poza nimi odnotowujemy również zainteresowanie ze strony obywateli Izraela. Coraz częściej mieszkania z naszej oferty wybierają także pary pochodzące z różnych krajów, zwłaszcza z południa Europy.

Tomasz Kaleta, Dyrektor Zarządzający ds. Sprzedaży i Marketingu w Develii

Wśród naszych klientów odsetek obcokrajowców wynosi około 6%. W tej grupie dominują obywatele Ukrainy, którzy stanowią mniej więcej połowę wszystkich zagranicznych nabywców. Na drugim miejscu znajdują się Białorusini, których udział wynosi około 25%. Pozostałą część stanowią przedstawiciele innych narodowości.

Zainteresowanie obcokrajowców mieszkaniami w Polsce rośnie, co wynika z coraz większej liczby cudzoziemców osiedlających się w naszym kraju. W ciągu ostatniej dekady liczba obcokrajowców legalnie pracujących w Polsce wzrosła ponad dziesięciokrotnie. W ubiegłym roku zakupili oni ponad 17,3 tys. lokali w porównaniu do nieco ponad 14 tys. rok wcześniej.

Z naszej obserwacji wynika, że większość zakupów realizowana jest w celach mieszkaniowych, choć zdarzają się także transakcje w celach inwestycyjnych, co wynika m.in. z faktu, że Polska nadal oferuje bardziej przystępne ceny nieruchomości w porównaniu z Europą Zachodnią, a zapotrzebowanie na lokale utrzymuje się na wysokim poziomie.

Grzegorz Woźniak, Prezes Spółki Q3D Locum

Aktywność zagranicznych nabywców na polskim rynku mieszkaniowym utrzymuje się na wysokim poziomie i wciąż rośnie, co można zauważyć zwłaszcza w dużych miastach, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Gdańsk. Trend ten jest napędzany przez kilka czynników: rosnącą atrakcyjność Polski jako miejsca do życia i pracy, stabilność gospodarczą w porównaniu do niektórych krajów sąsiednich, a także relatywnie niższe ceny nieruchomości w porównaniu do Europy Zachodniej. Wpływ mają również kwestie geopolityczne – np. migracje spowodowane konfliktami zbrojnymi, takimi jak wojna w Ukrainie, czy też coraz większe zainteresowanie Polską jako krajem tranzytowym lub docelowym dla osób z Bliskiego Wschodu i Afryki. W przypadku naszych inwestycji udział klientów zagranicznych pozostaje niewielki – wynosi poniżej 5%. Oznacza to, że dominującą grupą klientów nadal są obywatele Polski, choć obecność nabywców z zagranicy stanowi już zauważalny element struktury zakupów. Wśród zagranicznych klientów najczęściej pojawiają się obywatele Ukrainy, co nie dziwi, biorąc pod uwagę zarówno bliskość geograficzną, jak i silne więzi społeczne i ekonomiczne między Ukrainą a Polską. W ostatnich latach mieliśmy również przyjemność współpracować m.in. z obywatelami Turcji, Białorusi, Francji, Brazylii oraz Republiki Południowej Afryki.

Regionalny rynek biurowy – podsumowanie I kw. 2025 r.

W I kw. 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na rynkach regionalnych w Polsce wyniosły około 6,77 mln mkw. W tym okresie nowa podaż była znikoma, gdyż ukończono tylko jeden projekt biurowy – Dymka 188 w Poznaniu, oferujący 2 400 mkw. powierzchni.

Podaż powierzchni biurowej w budowie pozostaje ograniczona, a do końca roku planowane jest oddanie do użytku około 80 000 mkw. powierzchni biurowej. Kraków i Poznań pozostają liderami wśród miast regionalnych pod względem aktywności deweloperskiej.

Popyt i pustostany

Całkowity popyt na powierzchnię biurową w I kw. 2025 r. wyniósł około 177 000 mkw. Kraków i Wrocław odpowiadały za 60% tego wyniku, co podkreśla ich znaczenie jako kluczowych ośrodków regionalnych. Na rynku dominowały renegocjacje umów najmu, które stanowiły prawie połowę wynajętej powierzchni (48%), podczas gdy nowe transakcje stanowiły 40% rynku.1 Sektor biurowy w miastach regionalnych

Ogólny wskaźnik pustostanów na regionalnych rynkach biurowych wyniósł 17,5%, co oznacza niewielki spadek o 0,3 punktu procentowego zarówno kwartał do kwartału, jak i rok do roku. Nadal istnieje znaczna ilość niewynajętej powierzchni – około 1,18 mln mkw – przy czym najwyższy wskaźnik pustostanów odnotowano w Łodzi (22,3%) i Katowicach (21,1%).

Pod względem popytu branżowego, sektor „Produkty i usługi IT” odpowiadał za 18% wynajętej powierzchni w I kw. 2025 r., a następnie „Usługi dla biznesu” (16%)  i „Produkcja” (14%).2 Sektor biurowy w miastach regionalnych

W podziale na miasta, największym zainteresowaniem cieszył się Kraków, który odpowiadał za 32% całego popytu, następnie Wrocław (25%), Trójmiasto (15%) i Katowice (10%).3 Sektor biurowy w miastach regionalnych

Stawki czynszu

Stawki czynszu w najlepszych budynkach biurowych różniły się w zależności od lokalizacji. Najwyższe były w Krakowie i Wrocławiu, gdzie stawki wahały się odpowiednio od 13,00 do 18,00 euro i od 14,00 do 18,00 euro / mkw. / miesiąc. W Trójmieście czynsze wynosiły od 14,00 do 16,50 euro, a w Katowicach od 12,50 do 16,00 euro.4 Sektor biurowy w miastach regionalnych

Co dalej

Analizując przyszłe scenariusze, spodziewamy się, że ograniczona podaż nowej powierzchni biurowej może przyczynić się do spadku wskaźnika pustostanów na rynkach regionalnych.

„Podczas gdy podaż pozostaje ograniczona, wyższe wskaźniki pustostanów w istniejących budynkach – w porównaniu do rynku warszawskiego – oferują najemcom większą elastyczność w negocjacjach najmu. Pomimo potencjalnej luki podażowej, obecne otoczenie rynkowe nadal sprzyja najemcom, co sprawia, że obserwowany niedobór powierzchni biurowej wywiera mniejszy wpływ niż w Warszawie. Natomiast znalezienie większej, nowej powierzchni jest nadal wyzwaniem. Jeśli chodzi o strukturę popytu, spodziewamy się, że renegocjacje umów najmu nadal będą dominować w miastach regionalnych.” – komentuje Maksymilian Sobczak, Director, Office Agency

Sztuczna inteligencja zmienia rynek pracy w Polsce. Coraz więcej firm wdraża agentów AI

Zgodnie z najnowszym raportem Microsoft Work Trend Index, aż 84% liderów biznesowych w Polsce planuje wdrożyć agentów sztucznej inteligencji w ciągu najbliższych 12–18 miesięcy. Technologia ta ma odciążyć zespoły, poprawić efektywność i zrewolucjonizować organizację pracy. Jednocześnie rośnie potrzeba rozwijania kompetencji w zakresie AI, co uwidacznia lukę edukacyjną między kadrą zarządzającą a pracownikami.

Firmy-pionierzy i nowy model współpracy z AI

Raport Microsoft wyróżnia tzw. firmy-pionierów (Frontier Firms), które jako pierwsze wprowadzają hybrydowe zespoły złożone z ludzi i agentów AI. Takie podejście odchodzi od tradycyjnej hierarchii, stawiając na elastyczność i koncentrację na wynikach. Już 33% polskich liderów przyznaje, że w ich organizacjach agenci AI są wykorzystywani do automatyzacji pracy zespołów i procesów, a dla 30% pracowników stanowią oni realne wsparcie w podejmowaniu decyzji.

– „Aby w pełni wykorzystać możliwości sztucznej inteligencji, kluczowe jest zrozumienie, jak efektywnie z niej korzystać” – podkreśla Łukasz Foks, dyrektor ds. inicjatywy AI Skills w Microsoft. – „Dlatego w Microsoft nie tylko tworzymy technologię, ale także inwestujemy w rozwój wiedzy i umiejętności.”

Agenci AI jako członkowie zespołu

Agenci AI wyróżniają się zdolnością do działania kontekstowego, uczenia się na bieżąco i interakcji w czasie rzeczywistym. Pracownicy mogą im zlecać zadania i nadzorować ich wykonanie – podobnie jak w przypadku współpracy z kolegą z zespołu. 44% respondentów w Polsce deklaruje, że częściej wybiera AI niż człowieka do współpracy, ceniąc jej dostępność, szybkość oraz kreatywność.

Ponad połowa (55%) pracowników firm wykorzystujących AI zauważa, że dzięki tej technologii mogą podejmować się większej liczby zadań i koncentrować się na pracy o realnym znaczeniu. Dla wielu organizacji staje się to szansą na zwiększenie konkurencyjności i przyspieszenie transformacji cyfrowej.

Luka kompetencyjna wyzwaniem na przyszłość

Pomimo dynamicznego rozwoju AI, badanie ujawnia wyraźną lukę kompetencyjną. Podczas gdy 59% liderów twierdzi, że dobrze rozumie funkcje i potencjał agentów AI, tylko 30% pracowników podziela tę opinię.

Rosnące znaczenie AI skłania liderów do przemyślenia podstawowych strategii działania. Aż 73% z nich uważa, że bieżący rok będzie kluczowy dla redefinicji procesów organizacyjnych w oparciu o możliwości sztucznej inteligencji.

Wnioski z raportu wskazują jednoznacznie: przyszłość pracy w Polsce kształtowana będzie przez współpracę ludzi i sztucznej inteligencji. Aby ten proces przebiegał efektywnie, niezbędne jest nie tylko wdrażanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych, ale przede wszystkim inwestowanie w rozwój kompetencji cyfrowych.

Rynek magazynowy w Polsce przekroczył 35 mln mkw. – raport Newmark Polska Q1 2025

0

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, w pierwszym kwartale 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce przekroczyły 35 mln mkw. Dolny Śląsk – z ponad 5,25 mln mkw. magazynów – wyprzedził Polskę Centralną, zajmując trzecie miejsce w gronie największych rynków regionalnych. Istniejące magazyny oferują już prawie 3 mln mkw. – to najwyższy wolumen powierzchni dostępnej do wynajęcia w historii polskiego rynku. Współczynnik pustostanów odnotował tylko nieznaczny wzrost w ujęciu rocznym – o 0,3 p.p.

Na koniec pierwszego kwartału 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce przekroczyły 35 mln mkw., notując przyrost w ujęciu rocznym o niecałe 8%.

– Nowa podaż w okresie od początku stycznia do końca marca br. wyniosła ok. 679 700 mkw., co stanowi wzrost o 34% w porównaniu z poprzednim kwartałem, ale spadek o ponad 20% w stosunku do pierwszego kwartału 2024 r. Prawie połowa tego wolumenu przypadła na Dolny Śląsk, który wyprzedził Polskę Centralną pod względem wielkości zasobów powierzchni magazynowo-przemysłowej, awansując na trzecie miejsce wśród największych regionalnych rynków w Polsce – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Aktywność deweloperów systematycznie spowalnia z kwartału na kwartał. Na koniec marca 2025 r. w budowie pozostawało niecałe 1,4 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej, tj. o 21,8% mniej niż w czwartym kwartale 2024 r. i prawie 41% mniej niż w analogicznym okresie w 2024 r. Jest to najniższy kwartalny wolumen powierzchni będącej w budowie od trzeciego kwartału 2019 r. Tylko w trzech województwach (mazowieckim, śląskim i łódzkim) powstawało ponad 250 000 mkw. w każdym, natomiast w pozostałych – niecałe 100 000 mkw. W okresie od stycznia do końca marca deweloperzy rozpoczęli budowę prawie 310 000 mkw. powierzchni magazynowej, z czego 70% stanowiły inwestycje rozpoczęte na Mazowszu. Łącznie prawie 80% realizowanych inwestycji magazynowych w Polsce przypada na sześć największych regionów naszego kraju (Warszawę i okolice, Górny Śląsk, Dolny Śląsk, Polskę Centralną, Wielkopolskę i Trójmiasto).

– Całkowity wolumen powierzchni wynajętej w pierwszym kwartale 2025 r. wyniósł prawie 1,11 mln mkw., co oznacza wzrost o ponad 16% rok do roku, ale spadek o 45,1% kwartał do kwartału. Średni poziom aktywności najemców w pierwszym kwartale w ostatnich pięciu latach nie przekraczał 1,3 mln mkw. Wielkość popytu odnotowanego w pierwszym kwartale 2025 roku pozwala przypuszczać, że zainteresowanie najemców wynajmem powierzchni magazynowej utrzyma się na stabilnym poziomie w całym 2025 r., w którym wolumen podpisanych umów prawdopodobnie przekroczy 5 mln mkw. – dodaje Jakub Kurek.

W strukturze transakcji zawartych w pierwszym kwartale 2025 r. dominowały renegocjacje (57%). Nowe umowy stanowiły 36% całkowitego popytu, a pozostałe 7% przypadło na ekspansje.

Warto również dodać, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 56 650 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku). Znaczący udział renegocjacji odnotowano m.in. w województwie mazowieckim (76,6% całkowitego popytu), zachodniopomorskim (72,2%), śląskim (69,1%) i łódzkim (67,0%).

Wśród największych transakcji sfinalizowanych w okresie od stycznia do końca marca 2025 r. znalazły się m.in. wynajem 67 800 mkw. w kompleksie 7R Park Gdańsk III przez poufnego najemcę z sektora 3PL, renegocjacja umowy najmu 55 900 mkw. w Prologis Park Chorzów oraz renegocjacja umowy przez OBI w obiekcie BTS o powierzchni 50 600 mkw. w P3 Łódź.

Na koniec marca bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach wyniósł 8,5%, co oznacza wzrost o 1,0 p.p. kwartał do kwartału i o 0,3 p.p. w ujęciu rocznym. Dostępność powierzchni magazynowo-przemysłowej w istniejących budynkach systematycznie rośnie i na koniec pierwszego kwartału wyniosła prawie 3 mln mkw. – to najwyższy poziom pustostanów w historii polskiego rynku. Dla porównania inwestycje będące w trakcie realizacji oferują do wynajęcia 565 500 mkw., co stanowi nieco ponad 41% całkowitego wolumenu powierzchni w budowie.

– Czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i przemysłowe na głównych rynkach pozostają na względnie stabilnym poziomie. Na koniec marca 2025 r. najwyższe stawki odnotowano w Warszawie (strefa I), a także w województwie śląskim, pomorskim i małopolskim. Dużym zainteresowaniem najemców nadal cieszą się magazyny zrównoważone oraz obiekty umożliwiające firmom optymalizację zarówno kosztów, jak i wynajmowanej powierzchni. Czynsze wywoławcze w tego typu magazynach utrzymują się na wyższym poziomie, przy jednocześnie stosunkowo ograniczonych pakietach zachęt oferowanych najemcom – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Rentowności obligacji USA w górę po cięciu ratingu przez Moody’s

Decyzja agencji Moody’s o obniżeniu ratingu kredytowego Stanów Zjednoczonych z najwyższego poziomu Aaa do Aa1 wywołała silne poruszenie na rynkach finansowych. Głównym powodem tej decyzji jest narastający deficyt budżetowy oraz brak zdecydowanych działań polityków zmierzających do jego ograniczenia. Moody’s prognozuje, że deficyt federalny może sięgnąć 9% PKB do 2035 roku, głównie za sprawą rosnących kosztów obsługi długu, wydatków socjalnych i niskich wpływów podatkowych.

Na rynkach natychmiast pojawiła się reakcja – rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA wzrosła do poziomu 4.52%, natomiast w przypadku 30-letnich papierów osiągnęła 5.00%, co jest wartością zbliżoną do maksimów notowanych w 2023 roku. Kontrakty terminowe na indeks S&P 500 spadły o ponad 1.00%, a Nasdaq 100 zanotował jeszcze głębszy spadek. Dolar amerykański uległ osłabieniu – indeks Bloomberga zbliżył się do minimów z kwietnia, a nastroje inwestorów opcyjnych wobec USD są najgorsze od pięciu lat.

Komentarze analityków wskazują na rosnące ryzyko dalszego wzrostu rentowności oraz odpływu inwestorów z rynku amerykańskich obligacji. Franklin Templeton ostrzega przed możliwością wejścia w spiralę wzrostu rentowności, natomiast Societe Generale zwraca uwagę, że dalszy wzrost kosztów obsługi długu może osłabić atrakcyjność dolara jako bezpiecznej przystani. Nieco bardziej uspokajająco wypowiada się Barclays, przypominając, że podobna obniżka ratingu przez S&P w 2011 roku nie miała długofalowych konsekwencji politycznych ani rynkowych.

Ze strony polityków pojawiły się pierwsze reakcje – sekretarz skarbu USA Scott Bessent nazwał decyzję Moody’s „opóźnioną reakcją”, bagatelizując jej znaczenie. Prezydent Donald Trump zapowiedział natomiast rozmowę z prezydentem Rosji na temat zakończenia wojny na Ukrainie, co może nieco złagodzić napięcie na rynkach.

Zdaniem analityków HSBC kluczowe pytanie dotyczy tego, czy i kiedy rentowności amerykańskich obligacji zaczną spadać. Obecnie nie widać wyraźnych sygnałów powrotu do niższych poziomów, co może podtrzymywać presję na amerykańskiej walucie oraz na rynku akcji w najbliższej przyszłości.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Skuteczność terapii osteopatycznej w redukcji zaburzeń depresyjnych i lękowych u dzieci i młodzieży

Epidemiologiczne analizy dotyczące częstości występowania zaburzeń psychicznych wśród dzieci i młodzieży w Polsce wskazują na ich wyraźny i niepokojący wzrost. Zgodnie z raportem UNICEF opublikowanym w 2021 roku, objawy zaburzeń psychicznych odnotowano u 10,8% populacji w wieku 10–17 lat. Kolejne badania potwierdzają rosnącą skalę problemu – częstość występowania depresji wśród młodzieży wzrosła z 1,4% w 2014 roku do 3,3% w roku 2021. Według danych opublikowanych przez PALA w 2024 roku, depresja dotyczyła 2,7% dzieci w wieku 8–15 lat oraz aż 7,5% młodzieży w przedziale wiekowym 13–18 lat. Coraz więcej publikacji naukowych potwierdza skuteczność terapii osteopatycznej w redukcji objawów depresyjnych i lękowych.

Zaburzenia lękowe u młodzieży są fizjologiczną odpowiedzią organizmu na odczuwane zagrożenie, aktywującą mechanizmy adaptacyjne i obronne. Jednak ich długotrwałe utrzymywanie się może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych, w tym do rozwoju zaburzeń depresyjnych. Wyniki badań naukowych, takich jak praca Schleider z 2014 roku, potwierdzają istotny związek pomiędzy wczesnym występowaniem objawów lękowych a podwyższonym ryzykiem pojawienia się depresji w okresie dojrzewania.

W celu oceny skuteczności terapii osteopatycznej u młodzieży z rozpoznanymi zaburzeniami lękowymi zastosowano standaryzowane kwestionariusze – State Anxiety Inventory (SAI) oraz Trait Anxiety Inventory (TAI) – a także analizę biochemiczną poziomu alfa-amylazy i kortyzolu w próbkach śliny pobranych przed oraz po interwencji terapeutycznej.

Osteopatyczne leczenie manipulacyjne (OMT) to usystematyzowana metoda leczenia dysfunkcji somatycznych, wykorzystująca techniki bezpośrednie, polegające na pokonaniu oporu tkanek, oraz techniki pośrednie o łagodniejszym charakterze. Szczególną uwagę zwrócono na skuteczność osteopatycznej harmonizacji współczulnej (OSH), mającej na celu przywrócenie równowagi w autonomicznym układzie nerwowym poprzez obniżenie nadmiernej aktywności współczulnej.

Podczas badań zastosowano techniki bezpośrednie, w tym uwolnienie napięć w obszarze splotu trzewnego (słonecznego) oraz technikę uniesienia żeber (rib raising) na poziomach Th5-Th12 oraz Th1-Th4.

W obu grupach – eksperymentalnej oraz kontrolnej – stwierdzono zbliżony spadek poziomu lęku ocenianego kwestionariuszem SAI. Autorzy badań wskazują na znaczenie terapeutycznego dotyku jako czynnika korzystnie wpływającego na regulację autonomiczną, sugerując potrzebę dalszych badań z uwzględnieniem grupy kontrolnej bez interwencji terapeutycznej.

Poziom alfa-amylazy w ślinie obniżył się u osób poddanych terapii OSH, wskazując na zmniejszenie aktywności układu współczulnego. W grupie placebo zanotowano wzrost tego enzymu. Natomiast poziom kortyzolu obniżył się w grupie placebo, a zwiększył się w grupie terapeutycznej. Zdaniem naukowców, lepszym wskaźnikiem stanu układu nerwowego jest proporcja stężeń alfa-amylazy do kortyzolu, a nie ich pojedyncze wartości.

Znaczącą rolę terapeutyczną odgrywa również technika kompresji czwartej komory mózgowej (CV4), wykazująca działanie zwiększające aktywność przywspółczulną oraz przeciwzapalne.

Chociaż bezpośredniego wpływu terapii na wyniki kwestionariusza dotyczącego depresji nie potwierdzono, zaobserwowano korzystny wpływ na funkcjonowanie autonomicznego układu nerwowego. Wyniki te są zgodne z wcześniejszymi badaniami dotyczącymi osi podwzgórze–przysadka–nadnercza (oś HPA). Osteopatyczne leczenie depresji powinno koncentrować się na normalizacji działania układu neurowegetatywnego, wpływając pośrednio na funkcjonowanie osi HPA.

Podsumowując, osteopatyczne leczenie manipulacyjne może skutecznie regulować autonomiczny układ nerwowy, wykorzystując techniki manipulacji stawowych, powięziowych oraz terapii czaszkowo-krzyżowej (Rechberger, 2019). Normalizacja aktywności układu współczulnego oraz osi HPA sprzyja uruchomieniu naturalnych mechanizmów autoregulacyjnych organizmu.

Źródła:

  1. UNICEF (2021). Raport UNICEF na temat zdrowia psychicznego dzieci w Polsce. UNICEF Polska.
  2. Schleider, J. L., & Weisz, J. R. (2014). Reducing risk for anxiety and depression in adolescents: Effects of a single-session intervention teaching that personality can change. Journal of Consulting and Clinical Psychology, 82(4), 622–632.
  3. Rechberger, V. (2019). Osteopathic manipulative treatment in autonomic nervous system disorders. Osteopathic Medicine Journal, 119(11), 701–713.

Wybory prezydenckie 2025 a rynki: możliwy wpływ na kurs złotego, obligacje i GPW

Polska stoi u progu kluczowych wyborów prezydenckich, których pierwsza tura odbędzie się 18 maja 2025 roku. Wybory te mają istotne znaczenie nie tylko polityczne, ale i gospodarcze. Dotychczas złoty pozostawał odporny na polityczną retorykę kampanii, reagując głównie na zmiany oczekiwań dotyczących stóp procentowych. Jednak pierwsza tura wyborów może przynieść ważne rezultaty, które mogą zadecydować o przyszłości polityki w Polsce, co może mieć kluczowe znaczenie dla zagranicznych inwestorów.

Scenariusze wyborcze a reakcja złotego

Bazowy scenariusz zakłada, że zgodnie z sondażami, faworyt wyborów prezydenckich – prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski (koalicja rządząca) – nie uzyska ponad 50% głosów i zmierzy się w drugiej turze z kandydatem prawicy Karolem Nawrockim (Prawo i Sprawiedliwość). Zwycięstwo Trzaskowskiego może być postrzegane pozytywnie przez rynek, gdyż pozwoliłoby rządowi Donalda Tuska na realizację reform i odblokowanie funduszy unijnych, co mogłoby przynieść umiarkowane umocnienie złotego.

Z kolei niespodzianka – słabszy wynik Trzaskowskiego lub wygrana Nawrockiego – mogłaby wywołać presję na złotego, zwiększyć premię za ryzyko polityczne i wywołać reakcję ze strony rynku stóp procentowych. W takim scenariuszu możliwe jest osłabienie waluty i wzrost rentowności obligacji.

Warto podkreślić, że ostateczny wpływ wyborów będzie zależał także od tego, jak elektoraty przegranych kandydatów zagłosują w drugiej turze. Jeśli różnica pomiędzy blokiem koalicji rządzącej a opozycją utrzyma się na poziomie ok. 6 punktów procentowych (44% do 38% według sondaży), złoty powinien zachować względną stabilność względem euro.

Jak złoty reagował w przeszłości?

Zachowanie złotego w dłuższym terminie jest oczywiście zależne od takich czynników jak polityka monetarna, działania rządu, czy przede wszystkim globalne nastroje. Badając jednak wpływ zachowania złotego po większości wyborów w Polsce w ostatnich 30 latach, nie możemy zaobserwować żadnej dużej zależności. Złoty raczej traci niż umacniał się po wyborach, ale było to związane przede wszystkim z globalnymi czynnikami.

Zachowanie złotego 10 dni przed wyborami oraz 25 dni po pierwszej turze Zachowanie złotego 10 dni przed wyborami oraz 25 dni po pierwszej turze. Warto pamiętać, że po 10 sesji po pierwszej turze mamy wyniki drugiej tury. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTBW większości przypadków złoty tracił

Jeśli pierwszy wykres wydawał się być skomplikowany, warto zwrócić uwagę na wykres pokazujący zmiany w 1 dniu po wyborach, tydzień po wyborach oraz 1 miesiąc po wyborach. W większości przypadków złoty tracił. W przypadku 2020 roku warto zauważyć, że ożywienie złotego było związane z mocną przeceną z pierwszej fazy pandemii. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTB

Jak polska giełda może reagować na wyniki wyborów?

Polska giełda, a zwłaszcza indeks WIG20, notuje w 2025 roku jedne z najlepszych wyników na świecie (jest to zwrot na poziomie niemal 30% w tym roku). Głównym motorem są oczekiwania na cięcia stóp procentowych przez NBP, silny popyt wewnętrzny oraz napływ zagranicznego kapitału – udział inwestorów zagranicznych w obrotach GPW sięga 65%, najwięcej od czterech lat.

WIG20 jest jednak wrażliwy na polityczne turbulencje. Spółki Skarbu Państwa, które dominują w indeksie, są szczególnie narażone na zmiany zarządów i strategii w przypadku zmiany układu sił politycznych. Historycznie, wybory prezydenckie wywołują krótkoterminową podwyższoną zmienność – badania wskazują na tendencję do spadków indeksu w ciągu pięciu dni po głosowaniu, zwłaszcza przy niepewnym wyniku. Warto zwrócić uwagę na wygraną Andrzeja Dudy w pierwszej turze w 2020 roku. Wtedy WIG20 odrabiał straty po pierwszym uderzeniu pandemii oraz wygrana Dudy była postrzegana jako kontynuację władzy partii rządzącej, czyli Prawa i Sprawiedliwości.

Jeśli Trzaskowski utrzyma przewagę, a scenariusz polityczny pozostanie przewidywalny, WIG20 wciąż stanowić okazję dla zagranicznych inwestorów, biorąc pod uwagę wciąż zachęcające wyceny. Warto jednak podkreślić, że w dużej mierze na giełdę działają czynniki globalne, takie jak niepewność celna czy niepewność dotycząca wojny. Jeśli te czynniki zostaną rozwiązane pozytywnie, WIG20 ma w sobie sporo dalszego potencjału wzrostowego. Z drugiej strony, eskalacja wojny handlowej lub wojny na Ukrainie może wpłynąć negatywnie na indeks, biorąc pod uwagę bardzo mocne wzrosty od początku tego roku.

Ewentualna wygrana opozycji lub zaskakujący wynik mogą potencjalnie wywołać korektę na giełdzie i odpływ części zagranicznego kapitału.

Czynniki makroekonomiczne i polityczne

  • Polityka pieniężna: NBP jest na ścieżce łagodzenia polityki (prognozowane cięcie stóp o 25 pb w lipcu, możliwe dalsze cięcia do 50-75 pb do końca roku), co sprzyja giełdzie, ale przy niespodziewanych turbulencjach politycznych może osłabić złotego.
  • Finanse publiczne: Wysoki deficyt i rosnący dług zwiększają wrażliwość na odpływ kapitału w razie wzrostu niepewności politycznej. Sam NBP wskazuje w swoich wypowiedziach, że polityka fiskalna również pozostaje niepewna, co powoduje na razie wstrzymanie się z deklaracją dalszych obniżek stóp procentowych.
  • Geopolityka: Polska pozostaje kluczowym krajem NATO i UE, a wybory odbywają się w cieniu wojny na Ukrainie i ryzyka ingerencji Rosji. Każda eskalacja może wpływać na kurs złotego i nastroje na GPW.

Jak WIG20 reagował w przeszłości?

Jak widać w większości przypadków w pierwszych dniach indeks WIG20 tracił na wartości w pierwszych 5-10 dniach, choć sam pierwszy dzień był zazwyczaj pozytywny. Jeśli indeks tracił w początkowej fazie, to po drugiej turze zazwyczaj odrabiał straty lub się stabilizował.

Zachowanie indeksu WIG20 10 dni przed I turą wyborów i 25 dni po pierwszej turze wyborówZachowanie indeksu WIG20 10 dni przed I turą wyborów i 25 dni po pierwszej turze wyborów. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTB

Pierwsza sesja po wyborach zwykle przynosiła wzrosty, natomiast pierwszy tydzień zazwyczaj nie należał do najlepszych

Pierwsza sesja po wyborach zwykle przynosiła wzrosty, natomiast pierwszy tydzień zazwyczaj nie należał do najlepszych. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTB

Podsumowanie

Wybory prezydenckie w 2025 roku mogą być katalizatorem dla złotego i indeksu WIG20, aczkolwiek dopiero w dłuższym terminie okaże się, czy wynik wyborów był pozytywny czy negatywny dla polskich aktywów. Jednocześnie jednak trzeba pamiętać o krajowych i globalnych innych czynnikach, które są kluczowe.

Scenariusz zgodny z sondażami i przewidywalność polityczna – sprzyja umiarkowanemu umocnieniu złotego i dalszym wzrostom na GPW. Niespodziewany wynik, wzrost napięć politycznych lub geopolitycznych może natomiast wywołać odpływ kapitału, osłabienie waluty i korektę na WIG20. Kluczowe sektory to spółki Skarbu Państwa, banki i firmy konsumenckie, najbardziej wrażliwe na zmiany polityczne i napływ środków unijnych.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

BYD otworzy nową europejską siedzibę i centrum badawczo-rozwojowe w Budapeszcie

Chiński producent pojazdów elektrycznych i hybrydowych BYD (Build Your Dreams) ogłosił plan ulokowania europejskiej siedziby głównej oraz centrum badawczo-rozwojowego w stolicy Węgier – Budapeszcie. Inwestycja ta stanowi kolejny krok w realizacji strategii lokalizacji działalności firmy na Starym Kontynencie i ma na celu pogłębienie integracji z rynkami europejskimi.Uroczyste podpisanie umowy

Nowa siedziba i tysiące miejsc pracy

Nowa siedziba BYD, która powstanie w XI dzielnicy Budapesztu, będzie piątą lokalizacją firmy na Węgrzech. Dotychczasowe zakłady produkcyjne zlokalizowane są w Komárom (fabryka autobusów), Fót, Páty oraz Szeged, gdzie budowana jest fabryka samochodów osobowych.Europejska siedziba główna BYD w Budapeszcie

Władze BYD zapowiedziały, że nowa centrala stworzy tysiące miejsc pracy dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Firma planuje również współpracę z co najmniej trzema węgierskimi uczelniami, wspierając edukację i rozwój kompetencji przyszłych pracowników.

Nowe centrum badawczo-rozwojowe

W ramach inwestycji powstanie również centrum badawczo-rozwojowe, które zainicjuje działalność od dwóch strategicznych projektów. Pierwszy z nich będzie koncentrował się na inteligentnych technologiach dla nowoczesnej mobilności, a drugi na opracowaniu zaawansowanych rozwiązań w dziedzinie elektryfikacji nowej generacji.

BYD deklaruje, że centrum będzie miejscem tworzenia własności intelektualnej, w tym patentów powstających w oparciu o lokalne prace badawcze. Co najmniej 90 proc. zatrudnionej kadry stanowić będą osoby z wyższym wykształceniem. Firma zamierza również zacieśniać współpracę z węgierskimi startupami i dostawcami.

Strategiczna lokalizacja w Europie

Występując podczas uroczystego podpisania umowy, przewodniczący BYD Wang Chuanfu podkreślił, że wybór Węgier na europejską siedzibę nie jest przypadkowy. – „Nowa centrala będzie pełnić kluczowe funkcje operacyjne w zakresie sprzedaży, obsługi posprzedażowej, testów homologacyjnych oraz rozwoju produktów dostosowanych do potrzeb europejskich konsumentów” – powiedział.Wang Chuanfu, Przewodniczący BYD, prezentuje premierowi Węgier Viktorowi Orbánowi model BYD SEALION 7

Premier Węgier Viktor Orbán wskazał, że inwestycja BYD wpisuje się w długofalową strategię kraju polegającą na przyciąganiu inwestorów nie tylko produkcyjnych, ale również rozwojowych i badawczych. – „Dziś otwieramy nowy etap – BYD przenosi na Węgry nie tylko produkcję, ale i badania” – zaznaczył.

Globalna ekspansja BYD

Inwestycja w Budapeszcie jest częścią szerszej strategii globalnej ekspansji BYD. Firma działa już w ponad 100 krajach i regionach na sześciu kontynentach. Specjalizuje się w pojazdach zeroemisyjnych, technologiach bateryjnych oraz inteligentnych systemach zarządzania energią. W 2022 roku BYD jako pierwszy na świecie zaprzestał produkcji pojazdów spalinowych, całkowicie koncentrując się na samochodach elektrycznych i hybrydowych typu plug-in.

Europejskim centrum operacyjnym BYD do tej pory była siedziba w Holandii, skąd koordynowane są działania logistyczne, sprzedażowe i serwisowe na terenie UE. Nowa inwestycja w Budapeszcie znacząco wzmocni obecność firmy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Popyt na biura rośnie, nowa podaż pozostaje ograniczona

Na wszystkich rynkach biurowych w Polsce nowa oferta biurowa pozostaje mocno ograniczona. Apetyt na nowoczesne powierzchnie natomiast sukcesywnie wzrasta.

W I kwartale br. firmy zakontraktowały na największych rynkach biurowych w Polsce łącznie o jedną czwartą powierzchni więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku.

W minionym kwartale popyt na biura w Warszawie przekroczył 160 tys. mkw., w strukturze najmu przeważały nowe umowy. Na głównych rynkach regionalnych zapotrzebowanie okazało się jeszcze większe. Wynajęte zostało prawie 180 tys. mkw. powierzchni, z czego ponad połowę stanowiły umowy renegocjacji.

– Standardowo już najemcy najchętniej wybierają nowe budynki, ceniąc sobie wysoki standard oraz dobrą lokalizację. W Warszawie większość zakontraktowanych w minionym kwartale biur mieści się w nowoczesnych budynkach zlokalizowanych w centralnym obszarze miasta. O wyborze powierzchni decydują warunki finansowe, położenie obiektu i wygodny dostęp do komunikacji – informuje Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Tenant Representation w Walter Herz. – Na ogólnopolskim rynku biurowym obserwować możemy wyhamowanie aktywności inwestycyjnej i śladowy przyrost nowej oferty w porównaniu do okresu boomu rynkowego. Szacujemy, że w Warszawie zasoby zwiększą się w tym roku tylko o około 135 tys. mkw. powierzchni. Nowa podaż dodatkowo równoważona jest przez wycofywanie z rynku przestarzałych i nieefektywnych obiektów. Szansę na większy przyrost nowej powierzchni biurowej niosą obniżki stóp procentowych i łatwiejsze finansowanie nowych projektów. Poza tym, impulsem do zwiększenia aktywności inwestycyjnej może być zainteresowanie wysokiej klasy aktywami ze strony inwestorów, którzy realizują na polskim rynku największe w Europie transakcje w sektorze – dodaje Mateusz Strzelecki.

Nowe biurowce głównie w Warszawie

Pod względem ilości oddanych biur pierwszy kwartał br. był najsłabszy od dwóch dekad. Stołeczne zasoby, liczące aktualnie 6,39 mln mkw. powierzchni, powiększyły się w tym czasie zaledwie o jeden projekt biurowy (5,6 tys. mkw.). Ofertę regionalną wzbogacił natomiast budynek biurowy, który został oddany w Poznaniu.

Jak szacuje Walter Herz, w Warszawie w budowie jest około 210 tys. mkw. powierzchni. W tym roku mają zostać ukończone dwa duże biurowce – The Bridge (51,4 tys. mkw.) i Office House (31,1 tys. mkw.). W trakcie realizacji pozostaje też m.in. Upper One (35,9 tys. mkw.), Studio II faza (26,6 tys. mkw.), Vena (15,4 tys. mkw.), Skyliner II (22 tys. mkw.), a największym projektem w modernizacji jest V Tower (26,2 tys. mkw.).

Największą dynamiką w regionach wykazuje się rynek krakowski i wrocławski. W Krakowie, który jest drugim co do wielkości w Polsce ośrodkiem biurowym, z całkowitą podażą wynoszącą 1,81 mln mkw. powierzchni, w budowie jest około 86 tys. mkw. nowych biur. Popyt na krakowskim rynku w pierwszych trzech miesiącach br. ukształtował się z kolei na poziomie około 57 tys. mkw. powierzchni.

We Wrocławiu, który jest trzecim rykiem biurowym w kraju, oferującym 1,42 mln mkw. powierzchni, w pierwszym kwartale 2025 wynajęte zostało około 44 tys. mkw. biur. W budowie znajduje się natomiast 27 tys. mkw. powierzchni.

Czynsze i odsetek wolnych biur stabilny

Na wszystkich rynkach biurowych w kraju stawki czynszowe oraz wysokość opłat eksploatacyjnych utrzymuje się na stabilnym poziomie od końca 2024 roku. W centrum Warszawy czynsze mieszczą się w przedziale od 18 do 27 EUR/mkw./msc, a w obszarach poza centralnych od 10 do 17 EUR/mkw./msc. W regionach czynsze kształtują się na poziomie od 9 do 19,5 EUR/mkw. miesięcznie.

W największych miastach poza Warszawą wskaźnik powierzchni niewynajętej przekracza średnio 17 proc. Tendencja spadkowa widoczna jest w Krakowie i Katowicach, a we Wrocławiu i Poznaniu przybywa wolnych biur. W Warszawie wskaźnik wolnej powierzchni spada i wynosi obecnie przeciętnie nieco ponad 10 proc. Przy czym, pogłębia się różnica pomiędzy centralnym obszarem, gdzie jest zaledwie 7 proc. niewynajętych biur, a rejonami odleglejszymi od centrum miasta, m.in. strefą biurową na Służewcu, gdzie odsetek pustostanów przekracza 20 proc.

Dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek dołącza do Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Wczoraj, 15 maja w Warszawie odbyło się Walne Zebranie Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Zgodnie z porządkiem obrad przyjęto Sprawozdanie z działalności Towarzystwa w 2024 r. oraz Sprawozdanie Finansowe 2024. Rada (czyli zarząd) Towarzystwa przedstawiła Plan Finansowy na 2025 r. oraz Plan działalności na 2025 r.

Ponadto, w związku z jednym wakatem odbyły się wybory uzupełniające do Rady. Walne Zebranie TEP jednogłośnie wybrało na członka Rady dr Małgorzatę Starczewską-Krzysztoszek, całe zawodowe życie związaną z Wydziałem Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, do 2018 r. główną ekonomistkę Konfederacji Lewiatan oraz członkinię Rady Dialogu Społecznego Dr Starczewska w ramach BusinessEurope uczestniczy w pracach ECOFIN Committee oraz Entrepreneurship and SME Committee. W latach 2010–2015 członkini Rady Gospodarczej przy Premierze RP, a w latach 2011–2014 – High Level Group on Administrative Burdens przy Komisji Europejskiej.

Rada TEP pracuje od roku w składzie: dr Jarosław Janecki (przewodniczący), dr Ewa Balcerowicz i Damian Olko (wiceprzewodniczący), Andrzej Pawłowski (sekretarz generalny), dr Jarosław Bełdowski i dr Rafał Trzeciakowski (członkowie Rady).

Założone 30 lat temu Towarzystwo Ekonomistów Polskich krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.