„Mieszkanie dla młodych” potrzebuje zmian

Przez pierwsze 7 miesięcy działania programu „Mieszkanie dla młodych” z puli pieniędzy przeznaczonych na dopłaty wydano niecałe 30%. Ustawodawcy zauważyli, że nie cieszy się on popularnością i szykują zmiany. Czy będą one jednak wystarczające?

Nowelizacja ustawy „Mieszkanie dla młodych” wejdzie w życie prawdopodobnie w 2015 r. Zakłada ona między innymi ułatwienie zakupu mieszkania od spółdzielni oraz zwiększenie dopłat dla rodzin wielodzietnych. Obecnie rodziny z dwójką i trójką dzieci mogą liczyć na dopłatę z budżetu państwa równą 15% wartości odtworzeniowej zakupionego mieszkania. Zostanie ona zwiększona do 20% w przypadku rodzin dwudzietnych i 25% w przypadku trzydzietnych.

„Problem jest taki, że w gronie beneficjentów programu »Mieszkanie dla młodych« do tej pory rodzin z dwójką bądź trójką dzieci było tylko 3-4%, tak że skala tych zmian jest niezadawalająca” – mówi serwisowi infoWire.pl Bartosz Turek z Lion’s Bank.

Według eksperta wadliwość programu wynika z tego, że barier, które postawiono przed osobami chcącymi skorzystać z dopłat państwa, jest zbyt dużo i są zbyt wysokie. Chodzi tu głównie o limit wiekowy beneficjentów, maksymalną powierzchnię mieszkalną oraz cenę mieszkania czy też konieczność zakupu lokalu lub domu jednorodzinnego na rynku pierwotnym.

Nowelizacja ustawy może zatem okazać się niewystarczająca. „Zmiany są potrzebne, ale bardziej rewolucyjne niż ewolucyjne” – zauważa Bartosz Turek.

Zgoda UOKiK na budowę elektrowni atomowej

UOKiK dał zielone światło dla budowy elektrowni atomowej w Polsce. Urząd uznał, ze utworzenie wspólnego przedsiębiorcy przez PGE, KGHM, Tauron i Eneę nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji

Uruchomienie pierwszej elektrowni atomowej w Polsce planowane jest na 2025 r. W tym celu powstała spółka PGE EJ 1, która jest odpowiedzialna za przygotowanie procesu inwestycyjnego, przeprowadzenie badań lokalizacyjnych oraz budowę elektrowni. Została powołana przez Polską Grupę Energetyczną PGE. W wyniku koncentracji sprzeda ona po 10 proc. udziałów dwóm innym spółkom energetycznym: Tauron Polska Energia oraz Enea, a także KGHM Polska Miedź.

Przeprowadzone postępowanie wykazało, że koncentracja nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji. Udział energii pozyskiwanej z planowanej elektrowni ma według szacunków wynieść 7 proc., nie zwiększy więc znacząco pozycji PGE, Tauronu oraz Enei na rynku wytwarzania i wprowadzania do obrotu energii elektrycznej. W dalszym ciągu będą oni produkować energię z innych źródeł niezależnie od siebie.

Zgodnie z przepisami, transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

Jak poprawić organizację pracy?

Oceniając swoją pracę, obok niskich zarobków, statystycznie najczęściej narzekamy na zbyt dużą liczbę stojących przed nami obowiązków. W rzeczywistości jednak źródłem tego problemu są na ogół błędy w organizacji. Często bezproduktywnie tracimy bowiem czas na spotkaniach czy obniżamy swoją wydajność przełączając się co chwilę pomiędzy różnymi zadaniami. A rozwiązanie jest w tym wypadku proste – wystarczy wyrobić sobie kilka prostych nawyków.

Niezależnie od tego, czy mówimy o małej, rodzinnej firmie czy też może przedmiotem naszej analizy jest oddział dużej, międzynarodowej korporacji, problemy zgłaszane przez pracowników okazują się być zaskakująco podobne.

W obu przypadkach często bowiem brakuje ściśle określonych procedur (co dezorganizuje pracę, niosąc za sobą konieczność samodzielnego zbierania informacji) czy też wytycznych określających sposób realizacji danego zadania.

Niska efektywność nie bierze się z niczego

Innym z popularnych utrudnień jest często występująca zmiana priorytetów, wymagająca od pracujących każdorazowego przełączania się pomiędzy zadaniami, co powoduje znaczne obniżenie produktywności.

– W parze z tym najczęściej niestety idą także bardzo krótkie terminy realizacji danego działania czy pojawiające się przy tej okazji wymagane czynności dodatkowe, niemające w gruncie rzeczy realnego wpływu na efekt końcowy – wymienia Grzegorz Frątczak, ekspert zarządzania czasem i trener w dziedzinie zmiany złych nawyków.

A jeśli do tego dodamy jeszcze rozpraszające pytania podwładnych, brak czasu na refleksję i tworzenie długofalowych strategii pracy czy reagowanie wyłącznie na bieżąco w postaci „gaszenia pożarów”, szybko okazuje się, że w takich warunkach rzeczywiście trudno o efektywną pracę.

Delegowanie zadań i ustalanie priorytetów

Co zatem w takiej sytuacji zrobić? Przede wszystkim zacząć należy od prawidłowej diagnozy. Bez ustalenia przyczyny występowania problemu trudno będzie bowiem znaleźć skuteczne rozwiązanie.

– Punktem wyjścia w większości organizacji będzie poprawa w zakresie delegowania zadań. Rolą szefa jest upewnienie się, że jego podwładny dokładnie wie, czego się od niego oczekuje, jaka jest tego waga i jakie ograniczenia mogą przy tym wystąpić. Pracownik zaś powinien wymagać, by jego obowiązki były jasno określone i możliwie jak najbardziej sprecyzowane – dodaje Grzegorz Frątczak.

Drugim elementem, o który warto zadbać, jest systematyczne działanie bez częstej zmiany priorytetów. Przełączanie się pomiędzy różnymi czynnościami kosztuje bowiem mnóstwo czasu, energii i co za tym idzie pieniędzy, a dodatkowo stresuje zespół i obniża ogólną produktywność. Warto przy tym pamiętać, iż największą kreatywnością wykazujemy się, gdy jesteśmy wypoczęci i zrelaksowani.

Eliminowanie przeszkadzaczy

W niemal każdej firmie istnieje też wiele tzw. przeszkadzaczy, np. w postaci pracowników często zadających określone pytania. Taki stan rzeczy może być sygnałem, iż nasi podwładni nie zostali właściwie przeszkoleni. Zamiast jednak każdorazowo udzielać im pomocy, należy skłonić ich do większej samodzielności i próby rozwiązania danego problemu po swojemu.

Jednym z częściej występujących elementów rozpraszających mogą też być wiadomości e-mail. Dotyczy to rzecz jasna większych przedsiębiorstw, w których wysyłający w polu „Do wiadomości” każdorazowo dodają swojego przełożonego i kilku kolegów.

– W tym miejscu powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy aby na pewno wszyscy muszą wszystko wiedzieć? Może znacznie więcej osiągniemy, jeśli każdy będzie odpowiedzialny za swoją część danego działania, nie tracąc przy tym czasu na czytanie setek e-maili? – podpowiada specjalista zarządzania czasem.

Spotkania celowe i z zasadami

Ostatnim elementem, w którym warto wprowadzić kilka usprawnień, są firmowe spotkania. Trudno rzecz jasna przecenić ich rolę – wspólne dyskusje rodzą zwykle szereg nowych pomysłów, poszerzają horyzonty i mobilizują do działania.

– Problem w tym, iż łatwo w tym wypadku przesadzić, osiągając cel odwrotny do zamierzonego. Czas poświęcony na zebrania to jednocześnie minuty czy godziny podczas których podwładni nie wykonują swoich obowiązków, co może przekładać się także na straty finansowe – zauważa przedstawiciel CEO Solutions.

Przystępując do organizacji takiego spotkania należy zatem zadbać, by trwało ono możliwie jak najkrócej, a wszyscy odbiorcy już wcześniej poznali jego agendę i podstawowy cel. Oprócz tego trzeba też uważnie dobierać uczestników, ograniczając się wyłącznie do osób bezpośrednio zainteresowanych omawianym zagadnieniem.

Na koniec zaś powinniśmy przyswoić sobie dwie złote zasady z zakresu efektywnego projektowania swojego czasu: nigdy nie czekamy z rozpoczęciem na spóźniających się (gdyż niebawem stanie się to normą) i w żadnym wypadku nie przeciągamy zebrań ponad ustalone ramy czasowe (co niejako wymusi na wszystkich zwięzłe wyrażanie swoich poglądów).

 

RPP obnizyła stopy procentowe

Spodziewano się powszechnie, że Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy procentowe. Decyzja RPP była jednak nieco zaskakująca, choć niekontrowersyjna. Z analizy rynku OIS wynikało, że przeważały oczekiwania cięcia stopy referencyjnej o 25 pkt. bazowych – Rada obniżyła ją o 50 pkt. bazowych, do 2,00%. Poza tym Rada zawęziła korytarz stóp procentowych pozostawiając dolną jego granicę – stopę oprocentowania depozytów składanych przez banki w NBP  – na poziomie 1%, a obniżając górny jego pułap – stopę kredytu lombardowego, której czterokrotność wyznacza także wysokość tzw. odsetek maksymalnych  – aż o 1 pkt. proc. do 3,0%. Stopę redyskonta weksli obniżono tak jak stopę referencyjną – o 0,5 pkt. proc. do 2,25%. Do tego oprocentowanie środków rezerwy obowiązkowej, które dotąd stanowiło 0,9% stopy redyskontowej NBP, teraz będzie stanowić 0,9% stopy referencyjnej NBP – co oznacza zmniejszenie oprocentowania środków banków.

Powszechnie spodziewano się, że RPP rozpocznie w październiku cykl obniżek – dominowały prognozy o łącznej skali 75-100 pkt. bazowych. Obniżka o 50 pkt. mieści się w tym scenariuszu, a oczekiwanie stopniowych cięć po 25 pkt. wynikały raczej z obserwacji dotychczasowej ostrożności Rady. M. Belka wyjaśnił, że decyzja Rady o zmianie stopy referencyjnej o 50 pkt. bazowych nie była jednomyślna, a podejmujący ją członkowie RPP kierowali się tym, by skoncentrować dostosowanie stóp w czasie. Decyzja o zawężeniu korytarza stóp wynikała z czysto arytmetycznych przesłanek. Przy coraz niższym poziomie stóp procentowych, jednorodne ich obniżki powodowałyby coraz większą dysproporcję relacji pomiędzy nimi. W efekcie stopa depozytowa odpowiadałaby już ultraluźnej polityce pieniężnej, podczas gdy stopa lombardowa pozostawałaby ciągle spójna z dość restrykcyjną polityką pieniężną (zwłaszcza w ujęciu realnym). Obniżenie oprocentowania rezerwy obowiązkowej może być substytutem obniżenia stopy depozytowej NBP, przyczyni się także – podobnie jak obniżenie stopy referencyjnej – do poprawy wyniku finansowego banku centralnego, który ostatnio był zbliżony do zera.

Oczywiście jedna obniżka stóp NBP, nawet o 50 pkt. bazowych nie wpłynie znacząco i szybko na realną gospodarkę, zwłaszcza w warunkach wzmożonej niepewności. Badania NBP dotyczące klasycznych „kanałów transmisji” polityki pieniężnej wskazują, że efekty są tu widoczne najwcześniej po kilku kwartałach. Na październikowej obniżce najprawdopodobniej się jednak nie zakończy. W komunikacie czytamy; „Rada nie wyklucza dalszego dostosowania polityki pieniężnej jeśli napływające informacje, w tym listopadowa projekcja NBP, potwierdzą istotne ryzyko utrzymania się inflacji poniżej celu w średnim okresie”. W tej chwili takie istotne ryzyko „niedostrzelenia” celu inflacyjnego oczywiście występuje, więc w listopadzie można spodziewać się kolejnej obniżki – o 25, być może nawet 50 pkt. bazowych. Badania NBP pokazują, że luzowanie polityki pieniężnej RPP ma coraz bardziej istotny wpływ na gospodarkę poprzez oczekiwania przedsiębiorstw. Może bowiem wzmocnić ich przekonanie o kontynuacji dobrej koniunktury gospodarczej i tym samym sprzyjać podejmowaniu przez nie decyzji o wzroście zatrudnienia i inwestycjach.

Paweł Durjasz – Główny Ekonomista PZU

Raport o skutkach wprowadzenia koncesji na sprzedaż węgla

Projekt nowelizacji Prawa energetycznego wprowadzający koncesje na sprzedaż węgla i mający chronić ten sektor przed nieuczciwą konkurencją był wczoraj omawiany przez sejmową nadzwyczajną komisję do spraw energetyki i surowców energetycznych. To jeden z trzech projektów ustaw, które – jak pisze portal Money.pl – mają na celu uporządkowanie rynku handlu czarnym złotem w kraju. Projekt ma ograniczyć nieuczciwą konkurencję, szczególnie prowadzoną przez dostawców węgla z Rosji.

Pomimo znacznych zapasów wydobytego węgla i 40 mld ton zalegających pod ziemią, do Polski sprowadzany jest surowiec z zagranicy. W ubiegłym roku w sumie przywieziono do naszego kraju 10,8 mln ton węgla. O kilkaset tysięcy ton więcej niż w 2012 roku i aż o połowę więcej niż przed pięcioma laty. W tym roku prawdopodobnie padnie kolejny rekord.

Jak pisze Money.pl, zdecydowana większość – 6,7 mln ton węgla – przyjechało do nas w 2013 roku z Rosji. Na drugim miejscu są Czesi, którzy sprzedali nam ponad 1,6 mln ton. Nieco ponad milion ton węgla przyjechało z Australii, ponad pół miliona z USA, a około 330 tysięcy ton z Ukrainy. Warto zaznaczyć, że mniejsze ilości sprawdzamy nawet z Kolumbii czy z RPA.

Szczególnie rosyjski węgiel stał się hitem na rodzimy składach, ponieważ jest tańszy. Rosjanie dotują jego transport, nie bez znaczenia są też niższe koszty wydobycia. W przeciwieństwie do większości kopalń w Polsce, w Rosji, czy w Australii, wydobywa się go odkrywkowo. Do tego od lat spadają opłaty za transport morski.

W Polsce blisko połowa domów i mieszkań ogrzewana jest sieciowo, czyli przez miejscowe ciepłownie. Jednak w drugiej połowie – samodzielnie ogrzewającej swoje mieszkania – zdecydowanie króluje węgiel. Około 2,2 mln gospodarstw w Polsce spala rocznie około 16 mln ton. Kolejne – znacznie dalsze miejsca – zajmują: gaz ziemny, energia elektryczna, drewno opałowe, gaz płynny, czy olej opałowy.

Węgiel importowany do Polski najczęściej nie ma certyfikatów jakościowych i wykorzystywany jest przede wszystkim w małych gospodarstwach domowych. Teraz do prowadzenia handlu węglem wystarcza wpis do ewidencji działalności gospodarczej. Zdaniem autorów projektu zmian w ustawie powoduje to, że działalność mogą podejmować także nieuczciwi sprzedawcy, wykorzystujący m.in. niewiedzę klientów i oferujący im towar znacznie gorszy niż jest przez nich deklarowany. Dotyczy to głównie węgla z importu.

– Proponowana regulacja wyeliminuje nieuczciwą konkurencję – mówi Money.pl Tomasz Chmal, ekspert od energetyki z Instytutu Sobieskiego. – Chodzi szczególnie o firmy oszukujące na jakości, które często wymieszany drobny i gruby węgiel z Rosji sprzedają jako polski z dużym zyskiem – tłumaczy.

Koncesje będzie wydawał Urząd Regulacji Energetyki oraz będzie miał wgląd do sposobu prowadzenia tej działalności przez kontrole prowadzenia obrotu węglem zgodnie z warunkami koncesji. – To powinno uporządkować rynek handlu węglem – przekonuje Chmal.

– Za każdą koncesje trzeba będzie zapłacić, poza tym najprawdopodobniej trzeba będzie spełnić szereg wymogów formalnych, by ją uzyskać. To spowoduje, że część drobnych firm handlujących węglem zniknie z rynku – ostrzega jednak w Money.pl Adam Gorszanów, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla. Z jego szacunków – opartych na systemie koncesji dotyczących sprzedaży paliw płynnych – wynika, że opłaty te sięgną od kilkunastu tysięcy do nawet kilku milionów rocznie, zależnie od wielkości obrotu węglem przez dana firmę.

Dodatkowo, wczoraj do projektu posłowie zgłosili cały pakiet poprawek. Najważniejsze rozwiązanie to system zabezpieczeń majątkowych, jakie mają składać importerzy węgla, w zamyśle analogiczny do obowiązujących od niedawna kaucji przy imporcie paliw płynnych. Zaproponowano, by kaucja przy imporcie koksu wynosiła milion złotych, przy imporcie węgla wynosiła od 2 mln do 20 mln zł, zależnie od jego klasy. Poseł PiS Piotr Naimski zgłosił nawet propozycję jej podniesienia do… 50 mln zł.

Zdaniem Gorszanówa, to może wyeliminować z rynku około 10 tysięcy pośredników: To małe składy, które sprzedają opał głównie na wsiach i w małych miejscowościach. Zakładając ostrożnie, że każda z nich zatrudnia średnio 5 osób, to daje 50 tys. ludzi, którzy stracą pracę. Stracą też ci, którzy nie będą mogli kupić węgla w swojej miejscowości. Jeżeli nawet powstaną zapowiadane Państwowe Składy Węgla, to raczej klientowi pod dom węgla nie dowiozą. Jego zdaniem wprowadzenie koncesji oznacza wzrost cen węgla na składach.

Także Tomasz Chmal, choć jest zwolennikiem koncesji, przyznaje, że to wyeliminuje z rynku część pośredników i odbije się na cenach. Zdaniem przedstawicieli firm handlujących węglem trudno – przed ogłoszeniem ostatecznego kształtu nowelizacji Prawa Energetycznego – dokładnie określić skalę podwyżek, jednak wskazują, że może to być nawet wzrost o 30 złotych na tonie.

Oznacza to, że rodzina, która by ogrzać zimą dom lub mieszkanie kupuje około 4 ton węgla, będzie musiała wydać grubo o ponad 100 złotych więcej niż obecnie za sam węgiel – wylicza Money.pl. Do tego najprawdopodobniej wzrosną koszty jego transportu.

 

Przywództwo powinno być rozwijane na każdym poziomie organizacji

Rozwój przywództwa jest numerem jeden spośród wyzwań, jakim muszą stawić czoła firmy na całym świecie. Aż 86 proc. menedżerów uważa, że jest to kwestia ważna i pilna. Jednocześnie globalny raport firmy doradczej Deloitte „Trendy HR 2014 – jak przyciągnąć i utrzymać pracowników w XXI wieku ” udowadnia, że organizacje są do tego zadania bardzo słabo przygotowane i nie chodzi tu tylko o pieniądze. Model Kompetencji Przywódczych stworzony przez Deloitte w Polsce pokazuje, że jest to duży problem także dla rodzimych firm, w których najsłabszą stroną liderów jest zarządzanie ludźmi.

Globalne badanie Deloitte przeprowadzono wśród ponad 2,5 tys. liderów biznesu z 94 krajów świata, w tym również z Polski. Przywództwo zostało uznane za bardzo ważne dla pięciu z siedmiu badanych regionów świata. Są to: Europa Zachodnia, Europa Środkowa i Wschodnia, Ameryka Północna, Afryka Południowa oraz region Azji i Pacyfiku. Było ono także numerem jeden dla wszystkich badanych branż.

W badaniu Deloitte jedynie 13 proc. respondentów uważa, że ich firmy świetnie sobie radzą z rozwojem liderów na każdym poziomie organizacji. Dużym problemem jest przygotowanie do tej roli przedstawicieli pokolenia Millenialsów (osoby urodzone w drugiej połowie lat 80 i latach 90). Oczekują oni, że zostaną docenieni już na początku swojej drogi zawodowej, a ich kariery nabiorą szybkiego tempa. Aż 66 proc. firm uważa, że ich zdolność do rozwoju przywódców w młodym pokoleniu jest słaba, a tylko 5 proc. uważa, że jest ona doskonała.

„Rynek premiuje dziś szybkość, elastyczność i zdolność do demonstrowania zdolności przywódczych w każdej, nawet niepewnej sytuacji. Jednocześnie spłaszczanie struktury organizacji przyczyniło się do wzrostu zapotrzebowania na umiejętności przywódcze na każdym poziomie, tymczasem firmy na całym świecie wykazują w tym obszarze duży deficyt” – wyjaśnia Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale konsultingu Deloitte.

Raport Deloitte wskazuje, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na podstawowe oraz nowe umiejętności przywódcze takie jak: dogłębne zrozumienie biznesu; współpracę i zdolność do budowania zespołów angażujących różne funkcje; skuteczność w działaniu w globalnym kontekście kulturowym (zarządzanie różnorodnością i zapobieganie wykluczeniu); kreatywność; koncentrację na kliencie; wskazywanie pracownikom kierunku i wspieranie ich w dążeniu do celu oraz budowanie silnych zespołów i zarządzanie talentami.

Na nieco inne spojrzenie pozwala autorskie badanie Deloitte pt. Liderzy na dziś – Liderzy na jutro. Jakie kompetencje mają szefowie polskich firm , przeprowadzone wiosną w Polsce. Pozwoliło ono po raz pierwszy stworzyć nowy Model Kompetencji Przywódczych, który odpowiada teraźniejszym i przyszłym wyzwaniom, przed którymi stoją firmy. Dziesięć kompetencji przywódczych lidera to: przyjmowaniem szerokiej perspektywy, perspektywą finansową, tworzeniem i realizacją wizji, elastycznością w działaniu, przewodzeniem zmianom, nastawieniem na wzrost wartości firmy, budowaniem efektywnych relacji, rozwijaniem talentów, wywieraniem wpływu oraz budowaniem firmy opartej na wartościach.

Niemal dziewięciu na dziesięciu polskich menedżerów wskazuje, że w praktyce najważniejszymi kompetencjami dla członków zarządów jest przyjmowanie szerokiej perspektywy, przewodzenie zmianom i umiejętne patrzenie na firmę z perspektywy finansowej. Siłą kadry zarządzającej wysokiego szczebla są kompetencje przywódcze przekładające się bezpośrednio na wyniki finansowe, a słabością umiejętności związane z budowaniem kapitału społecznego firmy i angażowaniem pracowników. Aż 66 proc. menedżerów uważa, że rozwijanie talentów, tak ważne w kształceniu nowych liderów, w polskich zarządach jest na przeciętnym, niskim oraz bardzo niskim poziomie.

Nowy lider potrzebuje zwykle 18 miesięcy zanim poczuje się w pełni komfortowo w swojej roli. Dla menedżerów średniego szczebla okres ten może wydłużyć się nawet od 24 do 36 miesięcy.„Kadra zarządcza powinna stworzyć kulturę, która sprzyja rozwojowi postaw przywódczych. Oznacza to, że pracownicy, którzy mają predyspozycje do stania się liderami powinni być angażowani w zadania, które wykraczają poza ich aktualny zakres obowiązków i otrzymywać wsparcie, dzięki któremu będą mogli budować swoje kompetencje tak szybko, jak to możliwe. Badanie pt. „Liderzy na dziś – Liderzy na jutro”, które przeprowadziliśmy w Polsce, jasno pokazało ogromny potencjał kobiet w obszarze kompetencji przywódczych. Trend ten jest widoczny również w innych krajach. W książce pt. „Doktryna Ateny”* , autorzy zbadali cechy nowych liderów w 13 najszybciej rozwijających się gospodarkach na świecie. Współczesny lider, zdaniem badanych przez autorów książki, ma dzielić się emocjami i odczuciami w otwarty sposób. Powinien widzieć i kreować przyszłość wdrażając rozwiązania zapewniające przede wszystkim zrównoważony wzrost i wartości, a nie wyłącznie bieżące korzyści” – podkreśla Iwona Georgijew, Partner, Liderka Klubu SheXO w Deloitte.

Budowanie kolejnego pokolenia liderów wymaga czasu, inwestycji oraz uwagi. Aby dobrze przeprowadzić ten proces należy:

  • zaangażować kadrę zarządczą w proces rozwoju strategii przywództwa oraz aktywnie zarządzać rozwojem postaw przywódczych;
  • dostosować strategię przywództwa i rozwoju do zmieniających się celów biznesowych;
  • koncentrować się na trzech aspektach rozwoju liderów: rozwoju przywództwa na wszystkich poziomach organizacji, stawianiu na liderów lokalnych oraz myśleniu nastawionym na sukcesję; wychowanie lidera trwa wiele lat, dlatego ławka wychowanków – potencjalnych liderów powinna się stale wydłużać.
  • wdrażać skuteczne programy rozwoju przywództwa. Kadra zarządcza i liderzy HR powinni wziąć odpowiedzialność za ten proces i być przygotowani na inwestycje finansowe i czasowe.

* „Doktryna Ateny”, J. Gerzema, M. D’Antonio, Wydawnictwo Studio EMKA, 2014

Polskie firmy tracą na zbyt długim przygotowywaniu sprawozdań finansowych

Polskie firmy, które najlepiej radzą sobie z przygotowaniem informacji finansowej, już po czterech dniach roboczych od zakończenia miesiąca dysponują informacją, w jakiej kondycji znajduje się spółka. W przypadku sprawozdań rocznych liderzy potrzebują dwudziestu dni na jego przygotowanie. Z kolei firmy, które mają problem z szybkim raportowaniem, wydłużają ten czas nawet do trzech miesięcy. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte sprawniejsze prowadzenie księgowości pozwala przedsiębiorstwom lepiej funkcjonować w biznesowym otoczeniu, a zarządom szybciej reagować na zmieniającą się rzeczywistość. To najważniejsze wnioski z autorskiego badania „Fast Close” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.

Eksperci Deloitte przebadali 130 polskich firm. Sprawdzili ich podejście do przygotowywania informacji finansowych, które przedsiębiorcy są zobowiązani składać w organach skarbowych czy bankach, które kredytują ich inwestycje. Według polskiej ustawy o rachunkowości firmy mają pół roku, żeby zatwierdzić sprawozdanie roczne. W przypadku spółek giełdowych termin na publikację raportów rocznych skraca się nawet do 80 dni. Raporty kwartalne muszą być zaś przygotowane w przeciągu 45 dni od zakończenia kwartału. „Z naszych doświadczeń wynika, że polscy przedsiębiorcy często nie doceniają korzyści, jaką daje szybkie pozyskanie informacji o wynikach finansowych.  Sytuacja zmienia się, gdy takie dane zaczynają być od spółki wymagane przez banki lub gdy firma planuje debiut na giełdzie. Wtedy spółka musi być gotowa na drastyczne przyspieszenie terminów raportowania, a także istotny wzrost jakości pracy działów księgowych” – mówi Adam Czechanowski, Dyrektor w Dziale Audit Advisory Deloitte.

Spółkom giełdowym, które przekroczą terminy składania sprawozdań, grożą sankcje finansowe nakładane przez Komisję Nadzoru Finansowego. W przeszłości sięgały one nawet 100 tys. zł. Kary nakładane są także na podmioty, których sprawozdania zawierają błędy. Warto przypomnieć, że sankcje mogą również dotknąć pojedynczych członków zarządu.

Także banki mogą wymagać raportowana wyników firm np. w cyklach miesięcznych, kwartalnych lub rocznych w celu oceny kondycji finansowej spółki. Nieprzekazanie takiej informacji na czas grozi, m.in.: podniesieniem marży kredytowej, a w ostateczności utratą wiarygodności i wypowiedzeniem umowy kredytowej.

Z badania Deloitte wynika, że polskie firmy, mimo że zdają sobie sprawę z tego zagrożenia, nie zawsze przywiązują należytą uwagę do szybkiego raportowania. Spośród przebadanych firm 43 proc. było gotowych do prezentacji miesięcznej informacji finansowej przed upływem pięciu dni roboczych. Pod tym względem nie odbiegają od najlepszych na świecie praktyk. Jednak istotna grupa firm, bo aż 21 proc. przedsiębiorców potrzebowała na to więcej niż dziesięciu dni roboczych. „A to oznacza, że dopiero prawie w połowie miesiąca zarząd firmy dowiaduje się o tym, jak radziła sobie ona w poprzednim okresie. W dynamicznie zmieniającym się otoczeniu gospodarczym to może być  zdecydowanie za późno, by zareagować i wprowadzić zmiany w planie operacyjnym” – mówi Mikołaj Trzeciak, Starszy Menedżer w Dziale Audit Advisory Deloitte.

W przypadku sprawozdań rocznych najlepsze wśród przebadanych spółek były z nimi gotowe po dwudziestu dniach roboczych, podczas gdy na świecie czas ten jest jeszcze krótszy. Wciąż problemem jest skonsolidowane sprawozdanie finansowe, które przygotowywane jest przez grupy kapitałowe. Na jego sporządzenie większość spółek potrzebuje nawet ponad siedemdziesięciu dni roboczych, a to oznacza, że inwestorzy i właściciele otrzymują całościowy obraz grupy w okolicach marca.

Zdaniem ekspertów Deloitte takie podejście przeszkadza firmom w efektywnym prowadzeniu biznesu. W wielu przypadkach zarządy otrzymują od działów sprzedaży częstą i szybką informację o przychodach ze sprzedaży, gdyż jest to podstawa oceny czy spółka realizuje zakładany plan. Jednak dopiero informacja finansowa o kosztach daje podstawę do wnioskowania o wynikach i odpowiada na pytanie o realizowaną marżę. „Strategiczne decyzje biznesowe mają dalekosiężne konsekwencje. Nie znając ich skutków ryzykujemy, że zamiast zarabiać, tracimy. Zarządy zbyt małą wagę przywiązują  do jakości pracy działów księgowych i administracyjnych, skupiając się jedynie na pionach operacyjnych” – tłumaczy Mikołaj Trzeciak.

Aby przyspieszyć proces przygotowywania sprawozdań finansowych firmy muszą zmienić sposób swojego funkcjonowania. W tym celu należy, m.in.:

  • Wdrożyć kalendarz zamknięcia, który będzie obrazował cały harmonogram i podział zadań,
  • Wyodrębnić w grupach kapitałowych komórki ds. raportowania,
  • Zainwestować w odpowiednie narzędzia IT, w tym w automatyczną konsolidację,
  • Przygotowując informację finansową należy opierać się na szacunkach, a nie czekać na brakujące faktury,
  • Wdrożyć system motywacyjny dla pracowników działu finansowego, który będzie uzależniony od terminów i jakości zamknięcia,
  • Pozyskiwać dane na czas z działów niefinansowych (zakupy, sprzedaż, magazyn),
  • Komunikować się na bieżąco z audytorem,
  • Zadbać o procedurę wewnętrznego obiegu dokumentów zapewniającą szybkie ich dostarczenie do księgowości,
  • Przygotować listę możliwych błędów.

Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że przygotowywanie sprawozdań i informacji finansowych to proces, nie tylko księgowy, ale także biznesowy. Dostarcza on istotnej dla spółki wiedzy, m.in.: czy realizowany jest budżet, jak sprzedaje się dany produkt czy wreszcie jak ewentualny kryzys, np. na Ukrainie, z którą spółka ma relacje handlowe, ostatecznie wpłynął na jej wyniki. Bez tego elementu efektywne prowadzenie biznesu nie ma szans powodzenia” – podsumowuje Adam Czechanowski.

Po decyzji RPP maksymalne odsetki nie wyższe niż 12 proc.

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła dzisiaj podstawową (referencyjną) stopę procentową o 50 punktów bazowych, z 2,5 proc. do 2 proc., a stopę lombardową o 100 pb, z 4 do 3 proc.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Inflacja po 8. miesiącach 2014 r. (narastająco) kształtowała się na poziomie 0,3 proc. W lipcu i sierpniu mieliśmy ujemny wskaźnik zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych. Wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie we wrześniu. Zatem cały 2014 r. to inflacja na poziomie nie wyższym niż 0,3-0,4 proc. Prognozy na 2015 r. dotyczące inflacji, zawarte w projekcie budżetu na przyszły rok, to 1,2 proc. Ostatnie prognozy MFW mówią o inflacji w Polsce w przyszłym roku na poziomie 0,8 proc. Problemu z inflacją zatem nie mamy. Nie ma z nią problemu także gospodarka globalna. To efekt niższego globalnego wzrostu gospodarczego niż w poprzednich okresach wychodzenia z osłabienia gospodarczego, a tym samym np. niższego zapotrzebowania na surowce, a w gospodarstwach domowych – niższej skłonności do konsumpcji wspieranej kredytami. Jeżeli te zmiany mają charakter trwały, strukturalny, to może warto zastanowić się na redefiniowaniem celu inflacyjnego, jego obniżeniem z 2,5 proc. Łatwiej może wtedy byłoby NBP prowadzić politykę pieniężną.

Dzisiejsza decyzja RPP nie ma znaczenia z punktu widzenia „zarządzania” inflacją. Może mieć jednak znaczenie z punktu widzenia gospodarki. Dane NBP dotyczące wartości depozytów i należności przedsiębiorstw wobec banków wskazują bowiem, że rosną depozyty firm – w sierpniu 2014 r. wobec sierpnia 2013 r. o ponad 9 proc. (+17,5 mld zł). Rośnie także wartość zaciągniętych przez firmy kredytów – o 7,4 proc. (ponad 20 mld zł; sierpień 2014 do sierpnia 2013). Wartości te są zdecydowanie wyższe niż w 2013 r., ale ciągle zdecydowanie niższe niż w okresie dobrej koniunktury lat 2007/2006. Jest więc miejsce na wzrost zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Jeżeli obniżenie stopy podstawowej przełoży się na obniżenie oprocentowania kredytów na rynku przez banki komercyjne, może to podtrzymać zainteresowanie przedsiębiorstw inwestycjami. Bez wątpienia też wesprze eksporterów, bowiem przejściowo, ale jednak osłabi złotego.

Obniżenie stóp procentowych nie powinno negatywnie oddziaływać na skłonność do oszczędzania, bowiem już dzisiaj oprocentowanie depozytów, które oferują banki jest bardzo niskie. Jeśli natomiast wpłynie na wzrost popytu na pieniądz, banki potrzebując zasilenia depozytami, mogą oferować, mimo niższej stopy podstawowej, lepsze warunki (wyższe oprocentowanie) lokat dla depozytariuszy.

Ważna jest także zmiana „aż” o 100 pb stopy lombardowej, która określa maksymalny poziom oprocentowania na rynku. Tzw. ustawa antylichwiarska mówi bowiem (art. 1), że maksymalne odsetki nie mogą wynosić więcej w stosunku rocznym niż 4-krotność stopy kredytu lombardowego. Tą decyzją RPP chciała zatem wesprzeć także skłonność Polaków do konsumpcji wspieranej kredytem, aby spożycie indywidulane, główny komponent PKB, nieco zwiększyło się.

Mamy zatem decyzję RPP, która powinna pozytywnie wpłynąć na decyzje gospodarstw domowych (tańszy kredyt), przedsiębiorstw (tańszy kredyt), eksporterów (słabszy złoty), a może także wbrew pozorom tych, którzy nie pożyczają a deponują pieniądze w bankach.

Jednak ten pozytywny wpływ, jeżeli będzie, zobaczymy z pewnym opóźnieniem, jak to zwykle z efektami zmian stóp procentowych bywa.

 Konfederacja Lewiatan

Projekt budżetu na rok 2015 zaprezentowany posłom

Zachowanie stabilnego i jednego z najwyższych w Europie wzrostu gospodarczego, równowagę między potrzebami popytowymi gospodarki a jej konkurencyjnością oraz poprawę sytuacji na rynku pracy przewiduje rządowy projekt ustawy budżetowej na rok 2015. Jego pierwsze czytanie odbyło się w Sejmie 8 października br.

Na konieczność znalezienia bezpiecznej równowagi między uwarunkowaniami makroekonomicznymi, zachowaniem stabilności finansów publicznych a potrzebami i oczekiwaniami obywateli państwa zwracał posłom uwagę minister finansów Mateusz Szczurek, przedstawiając posłom projekt przyjęty przez rząd 24 września. – Ten trudny dylemat nie jest nowy, ale w tym roku po raz pierwszy wsparciem dla niego będzie stabilizująca reguła wydatkowa, tworząca ramy dla finansów publicznych w dwóch pierwszych wymiarach: sytuacji gospodarczej i stabilności finansów publicznych – powiedział minister oceniając budżet na rok 2015 jako racjonalny i oszczędny, ale nie pozbawiony wrażliwości.

Według szacunków Ministerstwa Finansów, jak również niezależnych analityków gospodarczych, wzrost PKB w Polsce w 2014 r. wyniesie 3,3%, czyli dwa razy więcej niż w ubiegłym roku (i cztery razy więcej niż przeciętnie w UE). W 2015 r. realne tempo wzrostu PKB utrzyma się na podobnym poziomie i wyniesie 3,4%, pozostając na jednym z najwyższych poziomów w UE. – W przyszłym roku PKB per capita w Polsce, po uwzględnieniu zmian siły nabywczej wyniesie 71% średniej w UE. To najwyższy wynik od pięciu wieków– wskazał Mateusz Szczurek i przypomniał, że przed przystąpieniem do UE, w 2003 r., było to 49%, a w 2013 r. 68%. – To ciągle nie zaspokaja naszych ambicji, ale jeszcze nigdy w historii Polska tak szybko nie „doganiała” reszty Europy, jak w ciągu ostatnich lat – dodał. Minister zwrócił uwagę, że ma na to wpływ również przedłużająca się stagnacja w krajach Unii, gdzie produkcja pozostaje poniżej poziomów z 2008 r., co stanowi duże wyzwanie dla polskich firm, gospodarstw domowych i budżetu państwa.

Podstawowym czynnikiem odpowiedzialnym za przyspieszenie tempa wzrostu PKB w roku bieżącym jest wzrost popytu krajowego z 0,0% w 2013 r. do 3,5% w 2014 r. Ma to związek z szybszym tempem wzrostu inwestycji prywatnych obserwowanym od pierwszej połowy tego roku oraz spożycia prywatnego, wynikającego z poprawy sytuacji dochodowej gospodarstw domowych. – Zakładamy, że w 2015 r. wzrost popytu krajowego przyspieszy do 3,8%, m. in. dzięki oczekiwanej poprawie na rynku pracy i zapowiedzianym działaniom związanym m. in. ze zwiększeniem waloryzacji emerytur i rent oraz kolejnym już zwiększeniem pomocy państwa dla rodzin z dziećmi w ramach ulgi podatkowej – wyjaśnił Mateusz Szczurek i poinformował, że wpływ tych działań na tempo wzrostu PKB szacuje się na ok. 0,2 pkt. proc.

Jednocześnie wraz z poprawą koniunktury gospodarczej spodziewany jest systematyczny spadek stopy bezrobocia rejestrowanego, które ma spaść do 12,5% na koniec 2014 r. i do 11,8% na koniec 2015 r., wzrost przeciętnego realnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej oraz niska inflacja (1,2% w przyszłym roku przy tegorocznej bliskiej zeru).

Minister przypomniał także, że szacowany deficyt budżetu państwa w 2014 r. będzie o ponad 13 miliardów niższy od planowanego i wyniesie ok. 34 miliardy złotych, co będzie zasługą zarówno wyższych dochodów (o ponad 8 miliardów) jak i oszczędnego gospodarowania publicznymi środkami (wydatki niższe o 5 mld). –Deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w tym roku 3,4% PKB. Tylko trzy razy w ciągu minionych 20 lat Polska miała niższy deficyt sektora finansów publicznych – zauważył Mateusz Szczurek. Natomiast projekt budżetu na rok 2015 zakłada dochody na poziomie 297 mld zł, wydatki – 343 mld zł, deficyt nie powinien przekroczyć 46,1 mld zł. – Po raz pierwszy planujemy tym samym spadek wydatków sektora finansów publicznych (bez wydatków finansowanych z UE) poniżej 40% PKB, zaś spadek deficytu finansów publicznych do 2,6-2,7% PKB – powiedział minister i dodał, że pozwoli to Polsce wyjść z procedury nadmiernego deficytu. – Nie jesteśmy rozrzutni, wydając pieniądze polskiego podatnika – ocenił Mateusz Szczurek. Minister zapewnił, że w budżecie na przyszły rok nie tylko zadbano o rozwój gospodarczy i stabilność finansów publicznych, ale także o wsparcie tych, którzy pomocy potrzebują.
Projekt zatwierdzony przez Radę Ministrów w dniu 24 września 2014 r. ustawy budżetowej na rok 2015przekazany do Sejmu RP

Eksperci alarmują – trwa gwałtowny spadek liczby studentów

Wraz z początkiem nowego roku akademickiego powraca dyskusja dotycząca pustoszejącychuczelni. Według danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego od ponad pięciu lat w Polsce stale zmniejsza się liczba nowych studentów – w minionym roku było ich ok. 1,67 mln. Prognozy mówią, że do 2025 roku liczba ta zmniejszy się jeszcze o około 400 tysięcy. Co ciekawe – jak wynika z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „Przyszłe kadry polskiej gospodarki”- aż 40 procent studiujących w trybie dziennym podejmuje jednocześnie pracę zarobkową. 

Mniejsza liczba studentów to pochodna między innymi niżu demograficznego oraz emigracji młodych Polaków.  Spadek wskaźnika skolaryzacji wynika również z przekonania młodych, że dyplom wyższej uczelni nie gwarantuje już zatrudnienia.  Zgodnie z danymi zawartymi w raporcie „Przyszłe kadry polskiej gospodarki” cały czas utrzymuje się wysoki odsetek pracujących studentów.

Studenci dostrzegają, że wcześniejsze rozpoczęcie aktywności zawodowej zwiększa ich szansena konkurencyjnym rynku pracy. Oczywiście pewną rolę odgrywa motywacja finansowa, ale młodzi mają świadomość, że sam dyplom już dawno niczego nie gwarantuje, zwłaszcza w branżach bazujących na innowacyjności  – wyjaśnia Kamil Brożek, manager  w portalu KodyRabatowe.pl. Platforma powstała w 2010 roku jako start-up, a jej założycielami byli polscy… studenci.

Większość, bo 52 procent studentów znajduje zatrudnienie w handlu i usługach. Wzrósł natomiast odsetek zatrudnionych w na stanowiskach technicznych i personelu średniego szczebla, który aktualnie wynosi 20 procent. Co ciekawe studenci, którzy dobierają dodatkową pracę pod kątem wykształcenia reprezentują głównie takie kierunki jak informatyka (32 proc.), prawo (28 proc.), architektura i budownictwo (24 proc.) oraz matematyka i statystyka (21 proc.).

W branżach gdzie liczą się specjalistyczne umiejętności studenci starają się możliwie szybko zdobyć doświadczenie. Po studiach może być już za późno, aby nadrobić zaległości. Zdarza się, że w studenci zakładają własne firmy, choć nadal jest to rzadkością – wyjaśnia Kamil Brożek z portalu KodyRabatowe.pl

W kontekście formy zatrudnienia na własną działalność decyduje się zaledwie około 1 proc. studentów. Nieco więcej bo 21 proc. jest zatrudnionych w oparciu umowy o pracę,  64 proc. – na podstawie umów cywilno-prawnych, pracę „na czarno” wykonuje niemal co czwarty student.

Konsultacje w sprawie rozporządzeń do nowej ustawy

0

18 stycznia 2015 r. wejdzie w życie  nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Urząd przygotował projekty rozporządzeń do nowych przepisów. Dotyczą one programu łagodzenia kar leniency oraz kontroli koncentracji. Dziś trafiły do uzgodnień międzyresortowych, opiniowania i konsultacji publicznych. Uwagi można zgłaszać do 17 października

Celem nowelizacji  prawa antymonopolowego jest zwiększenie ochrony konsumentów oraz skuteczniejsze wykrywanie praktyk ograniczających konkurencję. Zmiany w ustawie zostaną sprecyzowane rozporządzeniami wykonawczymi do nowych przepisów. Dotyczą one programu łagodzenia kar leniency, informacji i dokumentów, jakie należy podać w zgłoszeniu zamiaru koncentracji, a także sposobu obliczania obrotu przez podmioty planujące fuzje i przejęcia.

Pierwsze z rozporządzeń reguluje kwestie proceduralne związane z rozpatrywaniem przez UOKiK wniosków przedsiębiorców o odstąpienie od wymierzenia kary lub jej obniżenie w ramach leniency. Ustawa wprowadza odpowiedzialność finansową osób zarządzających, które są odpowiedzialne za naruszenia przepisów, dając im zarazem możliwość skorzystania z programu łagodzenia kar. W przypadku złożenia wniosku przez przedsiębiorcę obejmowane są nim również osoby fizyczne. Rozporządzenie m.in. precyzuje sposób postępowania w takim przypadku.

Kolejne rozporządzenie dotyczy zamiaru zgłaszania koncentracji. Jego istotną częścią  jest załącznik  zawierający wykaz informacji i dokumentów, które powinno zawierać zgłoszenie zamiaru koncentracji przedsiębiorców (tzw. formularz WID). Ustawa wraz z rozporządzeniem powinna przyczynić się do skrócenia czasu trwania postępowań z zakresu koncentracji, a tym samym ułatwienia dokonywania transakcji. Będzie to możliwe dzięki wprowadzeniu dwuetapowej procedury analizowania wniosków w sprawie fuzji i przejęć proste koncentracje rozpatrywane będą w ciągu miesiąca, natomiast bardziej złożone przez dodatkowe cztery.

Ostatni z projektów aktów prawnych to rozporządzenie w sprawie sposobu obliczania obrotu przedsiębiorców zgłaszających zamiar koncentracji. Zgodnie z ustawą transakcja podlega zgłoszeniu do Urzędu jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Projekty rozporządzeń zostały wstępnie skonsultowane z Radą Doradczą działającą przy Prezesie UOKiK oraz środowiskiem ekspertów z dziedziny prawa konkurencji. Projekt będzie teraz przedmiotem uzgodnień międzyresortowych, opiniowania i konsultacji publicznych. Uwagi zgłaszać można do 17 października, na adres [email protected]

 

 

Pomoc publiczna w 2013 roku: raport UOKiK

Ponad 21 mld zł to kwota pomocy publicznej udzielonej w 2013 roku – tak wynika z najnowszego raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Najwięcej udzielono pomocy regionalnej

Piotr Pełka Dyrektor Departamentu Monitorowania Pomocy Publicznej w UOKiK
Wypowiedź Piotra Pełki, Dyrektora Departamentu Monitorowania Pomocy Publicznej w UOKiK

Prezes UOKiK jest odpowiedzialny za monitorowanie pomocy publicznej oraz sporządzanie corocznego raportu. Zgodnie z najnowszym ogólna wartość pomocy w 2013 roku wyniosła 21,42 mld zł. To mniej w porównaniu z 2012 rokiem, kiedy udzielono pomocy w kwocie – 21,80 mld zł. Podana ogólna kwota pomocy uwzględnia pomoc udzieloną w sektorze transportu, która w 2013 r. wyniosła 4,9 mld zł – czyli o ponad 1 mld więcej niż rok wcześniej(ok. 65 proc. tej kwoty przyznano spółkom kolejowym). W raporcie i komunikacie prasowym analizę udzielonego wsparcia dokonano z wyłączeniem pomocy udzielonej w sektorze transportu.

Najczęściej stosowaną formą pomocy były, podobnie jak w latach poprzednich, ulgi podatkowe i dotacje (97,8 proc. wartości pomocy).

Wśród instytucji udzielających najwięcej pomocy w 2013 roku udzielił Prezes Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych –3,23 mld zł (w 2012 r. – 2,97 mld zł) – wsparcie to niemal w całości zostało przeznaczone na dofinansowani do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych. Następnie: Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – 2,72 mld zł (w 2012 r. – 2,27 mld zł) i marszałkowie województw – 2,48 mld zł (w 2012 r. – 2,52 mld zł). O 0,75 mld zł mniej pomocy udzielił Minister Gospodarki – 1,33 mld zł (w 2012 r. – 2,08 mld zł).

W ramach pomocy horyzontalnej rozdysponowano 4,99 mld zł– w 2012 r. było to 5,81 mld zł. Największe środki przeznaczono na zatrudnienie– 3,37 mld zł (w 2012 r. – 3,07  mld zł), prace badawczo-rozwojowe 0,93 mld zł (w 2012 r. – 1,27 mld zł), na szkolenia – 0,40 mld zł (w 2012 r. 0,44 mld zł). Najbardziej zmniejszyła się pomoc na ochronę środowiska – 0,04 mld zł (w 2012 r. – 0,28 mld zł).

W przypadku pomocy sektorowej nastąpił znowu spadek – do 1,71 mld zł z 3,09 mld zł w 2012 r. Najbardziej w tym okresie zmniejszyła się pomoc w sektorze energetyki z tytułu dobrowolnego rozwiązania umów długoterminowych sprzedaży mocy i energii elektrycznej o 0,92 mld zł. Pomoc udzielona podmiotom działającym w sektorze gazu wyniosła 0,47 mld zł – najwięcej pieniędzy zostało przeznaczonych na budowę terminalu regazyfikacyjnego dla spółki Polskie LNG (0,27 mld zł). Wsparcie w sektorze górnictwa wyniosło 0,39 mld zł – największym beneficjentem była Spółka Restrukturyzacji Kopalń (0,37 mld zł).

Wartość pomocy regionalnej wyniosła 9 mld zł (2012 – 8,25 mld zł) – wzrost wynika głównie z większej ilości środków udzielanych na wspieranie nowych inwestycji. Najwięcej pomocy o tym przeznaczeniu udzielili: Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – 2,60 mld zł, marszałkowie województw – 2,40 mld zł, organy skarbowe – 1,33 mld zł.

Wsparcie według województw

Największa średnia wartość pomocy w przeliczeniu na jednego zarejestrowanego przedsiębiorcę została udzielona w województwie podkarpackim – 8,8 tys. zł, następnie w województwie łódzkim – 6 tys. zł, śląskim – 5,5 tys. zł oraz lubuskim i warmińsko mazurskim – po 4,5 tys. zł. Najmniej pomocy w przeliczeniu na jednego przedsiębiorcę udzielono przedsiębiorcom z województwa opolskiego – 2,3 tys. zł, zachodniopomorskiego i małopolskie – po 2,9 tys. zł.

Wsparcie według beneficjentów

W 2013 roku duże przedsiębiorstwa otrzymały mniej pomocy (6,5 mld zł) – w 2012 trafiła do nich ponad połowa środków, rok później – 40 proc. ogólnej wartości pomocy. Natomiast, średnim przedsiębiorcom udzielono około 4,34 mld zł (26,2 proc. ogólnej wartości pomocy), małym 3,43 mld zł (20,7 proc.), mikro – 2,29 mld zł (13,8 proc.).

Największym beneficjentem pomocy (z uwzględnieniem pomocy w transporcie) były Przewozy Regionalne – 1,77 mld zł, PKP Intercity – 0,60 mld zł. Następnie: Spółka Restrukturyzacji Kopalń (0,37 mld zł), PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna (0,32 mld zł), Telewizja Polska (0,28 mld zł).

Sprawozdawczość

Zgodnie z prawem, podmioty udzielające pomocy są zobowiązane do sporządzania i przedstawiania Prezesowi UOKiK sprawozdań o udzielonej pomocy publicznej albo informacji o nieudzieleniu takiej pomocy w danym okresie sprawozdawczym. Należy to zrobić za pomocą aplikacji SHRIMP (System Harmonogramowania, Raportowania i Monitorowania Pomocy). SHRIMP umożliwia wprowadzanie danych o udzielonej pomocy bezpośrednio przez organ udzielający pomocy w systemie on-line. Dodatkowe informacje i wyjaśnienia związane z rejestracją i użytkowaniem systemu SHRIMP zamieszczone są na stronie UOKiK w zakładce: Pomoc Publiczna – Sprawozdawczość – Sporządzanie sprawozdań z wykorzystaniem aplikacji SHRIMP. Więcej informacji o zasadach przyznawania pomocy publicznej znajduje się w publikacji UOKiK.

 

Fed kończy druk pieniądza, ale wstrzymuje się z podwyżkami stóp. Zmiany zależeć będą od bieżących danych

0

CEO Magazyn Polska

Wygaszenie programu skupu aktywów przez Fed na najbliższym posiedzeniu pod koniec października jest niemal pewne. Większą niewiadomą jest jednak to, kiedy Rezerwa Federalna zacznie podwyższać stopy procentowe w USA. Zdaniem Jakuba Borowskiego pierwsza podwyżka nastąpi w połowie przyszłego roku, ale wcześniej należy się spodziewać zmian w komunikatach Fed, który zapowie w nich bardziej elastyczną politykę pieniężną. Ujawniony wczoraj wieczorem zapis z wrześniowego posiedzenia miał jeszcze „gołębi” wydźwięk.

– Fed jest bardzo blisko wygaszenia tego programu skupu aktywów i zrobi to najprawdopodobniej na najbliższym, październikowym posiedzeniu – mówi główny ekonomista Crédit Agricole. – Odpowiedź na pytanie o stopy procentowe jest trudniejsza, dlatego że ożywienie w amerykańskiej gospodarce jest wciąż nierówne.

Stąd też w ujawnionym w środę wieczorem zapisie z ostatniego posiedzenia Fed, które odbyło się 16 i 17 września, zaznaczono, że podwyżki stóp uzależnione będą od danych z gospodarki, a nie kalendarza, a łagodny ton komunikatu został utrzymany.

Optymistycznie nastrajają dane z rynku pracy. We wrześniu stopa bezrobocia spadła do 5,9 proc., poziomu nienotowanego od 2008 roku. A skoro główne zadania Fed to obrona miejsc pracy i utrzymanie stabilności cen – pierwszy warunek do podwyżek cen jest coraz pełniej zrealizowany. Ale są też informacje chłodzące nastroje.

– Dotarły do nas wyraźnie słabsze dane dotyczące koniunktury konsumenckiej, które dla Fed mają istotne znaczenie – przypomina Borowski. – W związku z tym spodziewam się, że zagości w polityce pieniężnej Fed takie interregnum, tzn. przez jakiś czas nie będzie skupu aktywów i nie będzie podwyżek stóp procentowych.

O tym, że stopy pozostaną w USA na niezmienionym poziomie przez dłuższy czas, zapewniała we wrześniu Janet Yellen. Z „minutek” wynika jednak, że część członków FOMC chciała rezygnacji z tego zapisu w komunikacie, by nie potraktowano go jako zobowiązania. Ostatecznie jednak sformułowanie pozostawiono, a zgodnie z przewidywaniami Borowskiego Fed wyraźnie powiedział, że podwyżki będą zależały od bieżących danych makroekonomicznych.

Myślę, że podwyżki nastąpią mniej więcej w połowie przyszłego roku, ale tylko przy założeniu, że te pozytywne tendencje, które zarysowały się w amerykańskiej gospodarce – przede wszystkim poprawa na rynku pracy – się utrzymają – mówi główny ekonomista Crédit Agricole.

Intermarché wdraża nową strategię – inna koncepcja sklepów i sprzedaż online

0

CEO Magazyn Polska

Sieć sklepów Intermarché w najbliższym czasie czeka gruntowna przebudowa związana z wdrażaniem zmian w koncepcji funkcjonowania wszystkich placówek. Zostały one podzielone ze względu na lokalizację. Każda z nich będzie dostosowana do lokalnych potrzeb klientów. Rusza też pilotaż sprzedaży internetowej z odbiorem w sklepie stacjonarnym.

– Podzieliliśmy sklepy na poszczególne segmenty uzależnione od lokalizacji: czy jest to lokalizacja w małym, czy w dużym mieście, czy lokalizacja jest osiedlowa, czy peryferyjna, czy na trasie praca-dom – mówi Krzysztof Waligórski, prezes Dyrekcji Handlowej Intermarché.

Podzielone w ten sposób sklepy zostaną dostosowane do potrzeb klientów w tych lokalizacjach. Te, które powstaną już po nowym roku, będą urządzane na nowych zasadach, zaś dotychczasowe placówki zostaną stopniowo przebudowane.

– Jest różnica, czy sklep jest zlokalizowany przy szkole, czy jest w pobliżu cmentarza. W zależności od tego inne elementy, inne referencje i inne produkty powinny być w tych konceptach bardziej rozbudowane, a inne zawężone – wyjaśnia Waligórski.

Intermarché wprowadza też od nowego roku nowy koncept – Intermarché Super Plus, o powierzchni od 2 tys. do 2,5 tys. metrów kwadratowych, czyli nieco mniejsze niż obecne Intermarché Super. Jest też gotowy nowy pomysł na placówki małe, do 600 metrów kwadratowych – zdradza prezes polskich sklepów sieci.

– W tych trzech grupach, mówię tu o wielkości sklepów, chcemy się rozwijać, naszych głównym elementem jest jednak sklep Super Plus – mówi rozmówca Newserii Inwestor.

Te zmiany to realizacja strategii spółki „Polska CAP 2020”, w myśl której do 2020 roku Intermarché ma mieć 500 placówek w całej Polsce. Koszt jej wdrażania to ok. 6 mld złotych, ale firma i jej kontrahenci liczą na to, że to się bardzo opłaci.

– Ponad 16 proc. udziału w segmencie supermarketów to jest sporo, ale to nie jest to, czego byśmy chcieli. Naszym celem jest awans do pierwszej czwórki największych dystrybutorów spożywczych w Polsce – mówi Waligórski.

Intermarché uruchamia też w Polsce pilotażowy projekt Le Drive, polegający na sprzedaży internetowej z odbiorem w sklepie. We Francji taką możliwość oferuje każdy sklep sieci, podobnie ma być w Polsce.

Ruszyły narodowe konsultacje w sprawie przyszłości SKOK. Polacy mają ocenić działania KNF wobec kas spółdzielczych

CEO Magazyn Polska

Rozpoczęła się akcja Narodowe Konsultacje, zainicjowana przez środowisko związane ze spółdzielczością finansową. W ramach Konsultacji Polacy mogą wypowiedzieć się, jak widzą przyszłość SKOK-ów. Komisja Nadzoru Finansowego, która zbadała kondycję finansową SKOK-ów, uważa, że wiele z nich jest źle prowadzonych, a przez to zagrożonych stratami. W ocenie przedstawicieli kas to nie jest właściwy punkt widzenia.

 To najbardziej demokratyczna forma, jaką można sobie wyobrazić – ocenia ideę spółdzielczości w rozmowie z Newseria Biznes Wojciech Ciechomski, ekonomista, przewodniczący Rady Nadzorczej SKOK Wołomin, jednego z partnerów Narodowych Konsultacji. – Tam nie rządzi pieniądz, lecz człowiek. Jeden wkład, jeden głos. To jest ważne, to ludzie sobie bardzo cenią i nie chcieliby, żeby była jakaś większa ingerencja, szczególnie państwa, ponieważ ma to charakter samorządowy, oddolny, to jest jedyny sposób zorganizowania się ludzi.

55 działających w Polsce SKOK-ów ma ponad 2,5 mln klientów i prowadzi 2 tys. placówek w całym kraju. KNF zarzuca większości z nich zbyt swobodną politykę kredytową. W praktyce oznacza to udzielanie pożyczek ludziom, którzy w tradycyjnych bankach nie mieliby na nie szans.

– Dokąd te 2,5 mln klientów ma pójść – pyta Wojciech Ciechomski. – Jeżeli nie będzie tych SKOK-ów, to oni przejdą w ręce lichwiarzy albo organizacji parabankowych. A my jesteśmy taką organizacją finansową, która waśnie tym ludziom pomaga, patrzymy indywidualnie na ich sprawy, ich bolączki, próbujemy je rozwiązać.

Komisja Nadzoru Finansowego przeprowadziła audyt w SKOK-ach. Wobec 44 kas wszczęto postępowania naprawcze. W 22 kasach wydano postanowienia administracyjne o ustanowienie zarządcy komisarycznego, a w 3 komisaryczny zarząd wprowadzono. We wszystkich 55 kasach zaledwie 9 prezesów otrzymało zgodę KNF na dalsze sprawowanie swej funkcji. Z drugiej strony, największe SKOK-i mogą się pochwalić dobrymi wynikami finansowymi i współczynnikiem wypłacalności powyżej minimum przewidzianego ustawą. Przedstawiciele kas podkreślają również, że przed podjęciem działań przez KNF problemy były skutecznie rozwiązywane przez same SKOK-i – żadna z kas nie upadła, a mniejsze i słabsze podmioty łączyły się z większymi kasami.

– Po to między innymi są te konsultacje, żeby dać możliwość wypowiedzenia się członkom na temat tego, co oni robią, do czego należą i żeby mieć tę możliwość decydowania – podkreśla ekspert. – By nie było sytuacji, że decydują za nich urzędy kontroli i urzędnicy, tak jak w ostatnim okresie.

Przedstawiciele SKOK-ów tłumaczą, że idea spółdzielczości opiera się na innych zasadach niż te propagowane przez urzędników. Nie powinno się więc mierzyć kas i banków jedna miarą. Banki i instytucje spółdzielcze uzupełniają się, dlatego mają perspektywy rozwoju i współistnienia na rynku finansowym.

– My działamy non profit – podkreśla Wojciech Ciechomski. – Te zyski, które wypracowujemy, jeżeli jesteśmy dobrzy, przeznaczamy na lepsze uwarunkowania, lepsze depozyty, większe oprocentowanie depozytów i lepsze warunki kredytowe. To wyróżnia nas spośród innych instytucji finansowych.

Rosyjskie embargo na mięso szkodzi producentom mięsa wieprzowego. Polacy coraz częściej sięgają po drób

Producenci mięsa wieprzowego mają problem ze znalezieniem nowych rynków zbytu, szczególnie na produkty, które dotąd najlepiej sprzedawały się w Azji, czyli np. nogi i głowy wieprzowe. Polskie zakłady do momentu wprowadzenia embarga na rynki azjatyckie korzystały na różnicach w gustach konsumpcyjnych, jakie występują między Azjatami a Europejczykami. Na polskich stołach wieprzowina pojawia się coraz rzadziej.

Utraciliśmy rynki sprzedaży mniej wartościowych produktów mięsnych i to jest nasza bolączka. Nie możemy tych produktów umiejscowić na naszym rynku, bo polski konsument nie będzie tego jeść – mówi agencji Newseria Biznes Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego (UPEMI).

Polska straciła najwięcej spośród krajów europejskich na wykryciu na wschodzie kraju afrykańskiego pomoru świń (ASF). W pierwszej połowie 2014 roku, jak wynika z danych resortu rolnictwa i FAMMU/FAPA, za granicę sprzedano o 23 proc. mniej wieprzowiny. Mięsa nie kupuje Rosja, Białoruś i Kazachstan, jednak bardziej bolesne jest zablokowanie sprzedaży do Chin, Japonii czy Korei Południowej. Rynki azjatyckie były bowiem największym konsumentem mniej wartościowych produktów mięsnych. To właśnie tam sprzedawano mięso, które w Polsce i Europie cieszyło się mniejszym zainteresowaniem. Chodzi przede wszystkim o elementy niższej jakości kulinarnej, np. nogi czy głowy wieprzowe.

Kultura konsumencka w Europie zmienia się na korzyść produktów mniej tłustych. Azja jest rynkiem zgoła odmiennych preferencji konsumentów. Tam kupuje się to, czego w Europie nie da się wchłonąć. Wielka szkoda, że przez ASF te rynki zostały ograniczone – ocenia.

Chiny i Rosja to najwięksi odbiorcy polskiego mięsa. W ubiegłym roku sprzedano tam ponad 150 tys. ton wieprzowiny. Utrata rynków wschodnich i azjatyckich oznacza, że perspektywy eksportu na najbliższe lata nie są najlepsze. Rosyjskie embargo wpłynęło też na mniejszą sprzedaż wołowiny, choć tu spadek jest niewielki (o 1 proc.).

Mam nadzieję, że w następnych latach zmieni się struktura handlu i będziemy mogli znowu powrócić na rynki, na których bardzo dobrze promujemy żywność – mówi Różański.

Rosyjskie embargo nie wpłynęło na eksport drobiu. Resort rolnictwa ocenia, że w I połowie 2014 roku sprzedaż białego mięsa wzrosła o 15 proc. Rośnie również spożycie drobiu w Polsce. Agencja Rynku Rolnego podaje, że w 2013 roku spożycie na jednego mieszkańca wyniosło 27 kg (dla porównania w 2005 roku było to 23 kg) i w najbliższych latach będzie jeszcze rosło. Konsumenci wybierają je ze względu na niską kaloryczność i małą zawartość tłuszczu. Dlatego ograniczenia związane z eksportem mięsa nie będą miały – zdaniem prezesa UPEMI – większego wpływu na preferencje polskiego konsumenta. W konsumpcji mięsa wciąż jeszcze na pierwszym miejscu utrzymuje się wieprzowina (55 proc.), jej spożycie jednak stopniowo spada.

Od kilku lat obserwujemy spadek konsumpcji mięsa wieprzowego. Dziś jej wielkość jest na poziomie około 36 kg na mieszkańca, a jeszcze kilka lat temu jedliśmy prawie 42 kg – ocenia Różański.

Na niskim poziomie utrzymuje się także spożycie wołowiny (2 proc.). Polacy wybierają ją rzadko ze względu na wysoką cenę. Jej obniżenie w związku z rosyjskim embargiem nie wpłynie jednak znacząco na jego sprzedaż.

Orange Polska rozwija segment smart city. W Środzie Wielkopolskiej realizuje system zarządzania siecią wodociągów

CEO Magazyn Polska

Orange Polska razem z inną spółką technologiczną realizuje w Środzie Wielkopolskiej projekt zarządzania siecią wodociągową w modelu Smart City. Nowoczesne technologie, jak przekonuje spółka, mogą ułatwić komunikację, dystrybucję informacji, kontrolę zużycia wody oraz odprowadzania ścieków.

Z jednej strony informacja staje się coraz bardziej dostępna, z drugiej ma swoją wartość – przekonuje Maciej Kocięcki, dyrektor rozwoju M2M [machine-to-machine] i partnerstw w Orange Polska. – Idea smart city polega na połączeniu tych elementów, czyli stworzeniu miasta inteligentnego, które próbuje być bardziej przyjazne dla mieszkańców.

Technologia, jak twierdzi Kocięcki, z jednej strony ułatwia życie dzięki nowoczesnym rozwiązaniom, z drugiej – dzięki oszczędnościom pozwala na finansowanie służące rozwiązywaniu tego rodzaju problemów. Konkretnych rozwiązań jest bardzo dużo.

Jest to na przykład inteligentne sterowanie światłami – wskazuje Maciej Kocięcki. – Podczas ustawiania sekwencji wyświetlanych kolorów może ono brać na bieżąco pod uwagę aktualny stan natężenia ruchu, a nie jak obecnie przewidywany.

W ramach smart city realizowane są także rozwiązania związane ze sposobem, w jaki służby miejskie odbierają śmieci na podlegających im terenach. Po pierwsze, jak wyjaśnia Kocięcki, kosze mogą kompresować zanieczyszczenia w środku, zwiększając pojemność pięcio- czy nawet dziesięciokrotnie. Z drugiej strony specjalne układy mogą poinformować zakład oczyszczania, że pojemnik jest pełny i trzeba po niego przyjechać.

W ten sposób można optymalizować sposoby komunikacji – tłumaczy Maciej Kocięcki. – Ma to niemały wpływ na zatłoczenie ulic i emitowane przez samochody zanieczyszczenia oraz daje szanse na to, że nie będziemy wrzucać śmieci do kosza, z którego wysypują się one na zewnątrz.

Ale smart city, jak przekonuje rozmówca agencji informacyjnej Newseria, może pomóc również w zarządzaniu innymi usługami miejskimi, takimi jak dystrybucja wody i odprowadzanie ścieków.

Woda jest w Polsce dobrem ważnym i powinna być w odpowiedni sposób traktowana – przypomina Kocięcki. – Nie możemy sobie pozwalać na to, żeby wsiąkała na przykład gdzieś w wyniku awarii. Nie powinniśmy również pozwalać na to, żeby była kradziona, co niestety często się zdarza. W tym przypadku kradzież oznacza, że jest używana w sposób nieoszczędny. Człowiek, który za coś płaci, zawsze dwa razy pomyśli jak tego użyć.

Wyposażenie sieci wodociągowej w urządzenia pomiarowe, zarówno przy licznikach, jak i innych miejscach sieci, pozwala zbilansować wodę na każdym odcinku, a następnie za pomocą rozwiązań technicznych zlokalizować ewentualną awarię.

To wszystko dzieje się dzięki temu, że możemy dzisiaj podłączać urządzenie zdalne mieszczące się w dowolnym miejscu z centralnym miejscem zbierania danych i przesyłania drogą radiową, najczęściej za pośrednictwem sieci komórkowej – mówi Maciej Kocięcki. – W ten sposób tworzymy sieć informacji, zbieramy dane w czasie rzeczywistym, potrafimy je przetworzyć, wywołać alarmy, jeśli to konieczne, i przygotować raporty, pozwalające ocenić, czy zużycie wody jest realne czy nierealne oraz stwierdzić, czy gdzieś nie dochodzi do kradzieży, bo coś się nie bilansuje.

Projekt sieci wodociągowej w modelu smart city realizowany jest obecnie przez Orange Polska we współpracy z firmą technologiczną w Środzie Wielkopolskiej.

To wspaniały sposób i można polecić go wszystkim, którzy chcą dbać o środowisko naturalne i zasoby, tak aby można było z nich oszczędnie korzystać – podsumowuje Maciej Kocięcki z Orange Polska.

Thales: dzięki współpracy z globalnymi koncernami polskie firmy przemysłu obronnego zwiększą możliwości eksportowe

CEO Magazyn Polska

Thales jest zainteresowany większością przetargów, które będą ogłaszane w ramach programu modernizacji polskiej armii. Firma zbrojeniowa zapowiada rozwijanie współpracy z polskimi przedsiębiorstwami z sektora obronnego oraz uczelniami cywilnymi i wojskowymi. Dla polskich firm możliwość produkcji sprzętu czy poszczególnych elementów do produkowanych przez międzynarodowe koncerny urządzeń to również szansa na zdobycie nowych rynków eksportowych.

Na czternaście głównych programów wchodzących w skład ogłoszonego przez Ministerstwo Obrony Narodowej Projektu Technicznej Modernizacji Sił Zbrojnych grupa Thales jest zaangażowana w dziesięć z nich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Zakrzewski, dyrektor Defence & Security w Thales Polska.

Jak podkreśla, najważniejsze z nich to budowa systemu obrony przeciwpowietrznej i antyrakietowej, dostawa bezzałogowców oraz wielozadaniowego pojazdu dla wojsk specjalnych, żandarmerii wojskowej i niektórych jednostek wojsk lądowych.

Od lat współpracujemy z polskim przemysłem, mamy zawarte porozumienia z wieloma firmami – przypomina Zakrzewski. – Oczywiście w zależności od tego, o jakim projekcie mówimy, kooperacja dotyczy różnych podmiotów, ale wszystkie reprezentują polski przemysł. Naszym głównym celem jest jego wsparcie, ponieważ zgodnie z ideą MON w wyniku programu polski przemysł musi podnosić swoje możliwości i kompetencje eksportowe. Jako zagraniczny podmiot jesteśmy w stanie pomóc polskim firmom. To jeden z głównych elementów naszych propozycji.

Działalność Thales na wielu rynkach daje polskim firmom z sektora obronnego możliwość zdobycia nowych rynków zbytu.

Nasza propozycja obejmuje nie tylko podniesienie możliwości eksportowej polskich firm, udostępnienie im naszych rynków na świecie, lecz także cały, bardzo szeroki zakres R&T, czyli Research and Technology – mówi Zakrzewski. – Współpracujemy w Polsce z uczelniami zarówno cywilnymi, jak i wojskowymi. Chcemy korzystać z wiedzy polskich inżynierów i wspólnie z nimi rozwijać krajową myśl techniczną.

Jednym z elementów współpracy jest ewentualna kooperacja w ramach projektu pozyskania przez polskie siły zbrojne wielozadaniowego pojazdu dla wojsk specjalnych, żandarmerii wojskowej i niektórych jednostek wojsk lądowych. Thales oferuje opancerzoną, produkowaną obecnie w Australii, maszynę pod nazwą Hawkei.

Chcemy produkować ten pojazd tutaj, ewentualnie składać go i implementować niektóre elementy z polskich firm na pokład – wskazuje Zakrzewski.

Już od początku prac nad tym pojazdem, jak tłumaczy Paul Harris, dyrektora strategii, sprzedaży i marketingu Thales Australia, był on projektowany z możliwością produkcji za granicą, co różni go od poprzednich, które przez Thales Australia były wytwarzane wcześniej.

W związku z tym możemy wysłać go w częściach do innego kraju, aby tam go składano – przekonuje Harris.

Budowa Hawkei w Polsce, jak zapewnia Harris, miałaby dla koncernu sens z ekonomicznego punktu widzenia. Podkreśla, że Hawkei posiada najważniejsze elementy i funkcje, których potrzebuje polska armia.

Pojazd pozwala transportować żołnierzy bezpiecznie, zapewniając im jak najlepszą ochronę – argumentuje Paul Harris. – Jest on także bardzo użyteczny pod względem liczby osób i ekwipunku, który może przewieźć. Pojazd ten może zabrać trzy tony materiałów i sprzętu.

Ważnym projektem dla koncernu są także bezzałogowce.

Proponujemy polskiej armii nie same bezzałogowce, ale cały system – przekonuje Tomasz Zakrzewski. – Watchkeeper produkowany jest przez Thales w Anglii. Jeśli mówimy o zasięgu taktycznym, to jedyny bezzałogowiec na świecie, który ma oficjalne pozwolenie na używanie przestrzeni powietrznej.

Spoty o prawach konsumenta – rozstrzygnięcie

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wybrał agencję, która wyprodukuje filmy reklamowe o nowych prawach konsumenckich. Spot zrealizuje firma S4 z Krakowa.

Do Urzędu wpłynęły 23 propozycje, spośród których do ścisłego finału wybrano 3 prace. Za najlepszą uznano kreację agencji reklamowej S4 z Krakowa.

25 grudnia 2014 roku wchodzi w życie ustawa o prawach konsumenta, która wprowadza istotne zmiany w dotychczasowych regulacjach związanych z ochroną słabszych uczestników rynku. Z tego względu Urząd planuje przeprowadzić zakrojoną na szeroką skalę kampanię edukacyjno-informacyjną. Jej istotnym elementem będą spoty reklamowe prezentujące uprawnienia konsumentów.

Od 23 lipca do 8 września 2014 roku zainteresowane firmy mogły składać oferty na produkcję 30-sekundowych, animowanych filmów reklamowych. Do Urzędu wpłynęły 23 propozycje, spośród których do ścisłego finału wybrano 3 prace. Za najlepszą uznano kreację agencji reklamowej S4 z Krakowa.

Przy wyborze zwycięskiego projektu wzięto pod uwagę przede wszystkim oryginalność oraz kompletność, czytelność i prostotę przekazu.

Spoty dostępne będą od 5 stycznia 2015 roku na stronie internetowej Urzędu.

Najdziwniejsze zagraniczne prawa

0

Wydaje Ci się, że polskie prawo jest niesprawiedliwe i żenujące, zabraniając na przykład palenia papierosów na przystankach komunikacji miejskiej? W takim razie czeka Cię nie lada zaskoczenie przy czytaniu listy zagranicznych praw i zakazów przygotowanej przez doradców podróży Sky4Fly.

Przepisy prawne w innych krajach są niekiedy tak absurdalne, że aż trudno w to uwierzyć. Na dodatek ich ilość jest porażająca. Wyjeżdżasz do obcego kraju i zachowujesz się tak, jak zwykle, a tu nagle okazuje się, że możesz nawet trafić do więzienia. Dobrze jest więc zainteresować się przepisami państwa, w którym planujesz wakacje, aby mieć świadomość, że to, co wydaje się niedorzeczne, gdzie indziej jest zapisane w ustawie. Sky4Fly przedstawia listę praw, których należy przestrzegać przebywając w poszczególnych krajach.

Amsterdam – palenie marihuany w coffee shopacch jest całkowicie legalne, jednak palenie zwykłych papierosów już nie.

Szwajcaria – po godz. 22 zabronione jest spuszczanie wody w toalecie mieszkania. Co ciekawe, zakaz ten nie dotyczy osób mieszkających w domach. Oprócz tego w niedzielę zabronione jest wykonywanie trzech czynności: suszenia prania, koszenia trawy oraz mycia samochodu.

Dubaj – mimo luksusu i nowoczesności, prawo w Dubaju jest dość surowe. Nielegalne jest całowanie się w miejscu publicznym, a jeśli zapomni się o tym drobnym „szczególe”, można nawet trafić do więzienia.

Alabama – w tym południowym stanie USA zabronione jest prowadzenie samochodu z zasłoniętymi oczami. Zakaz ten wynika zapewne z tego, że z racji rozległych i na ogół pustych dróg takie wyczyny nie były rzadkością. Inne absurdalne prawo obowiązujące w Alabamie dotyczy zakazu noszenia lodowych rożków w tylnej kieszeni spodni. Lepiej nosić je w przedniej?

Eraclea (Włochy) – można darować sobie rodzinny wypoczynek w tym malowniczym miasteczku, gdyż zabronione jest tam budowanie zamków z piasku.

Singapur – nielegalne jest żucie gumy. Nie jest ona dostępna w żadnym sklepie. Mimo, iż zakaz wydaje się niedorzeczny, ma swoje uzasadnienie – w Singapurze prawie nigdy temperatura nie spada poniżej 20 stopni Celsjusza, w związku z czym wypluta na ulicę guma od razu zamienia się w czarną, nieestetyczną plamę.

Capri – ta piękna wyspa to prawdziwy raj dla chcących wypocząć turystów. Obowiązuje tam jednak zakaz noszenia głośnego obuwia.

Rzym – nielegalne jest spożywanie posiłku na ulicy lub na schodach kościołów. Trzeba pamiętać o przestrzeganiu tego prawa, gdyż kary za jego złamanie są naprawdę wysokie.

Wielka Brytania – ciężarne kobiety mogą oddawać mocz, gdziekolwiek im się podoba, nawet na zatłoczonej ulicy.

Alaska – zakazane jest budzenie śpiącego niedźwiedzia w celu zrobienia mu zdjęcia. Prawo to jest tym bardziej absurdalne, że chyba niewielu śmiałków zdecydowałoby się na taki krok.

Szkocja – udogodnieniem dla turystów, choć jednocześnie bolączką dla mieszkańców jest prawo, które nakazuje przyjęcie do swojej prywatnej toalety każdego podróżnego będącego w potrzebie.

Liverpool – tu obowiązuje zakaz chodzenia topless. Jedynie sprzedawczynie w sklepach z tropikalnymi rybkami mają do tego prawo.

Londyn – każdy, kto na pocztówce naklei znaczek z królową Elżbietą II do góry nogami zostanie posądzony o zdradę stanu. Trzeba naprawdę uważać wysyłając listy. Istnieje jeszcze jedno niedorzeczne londyńskie prawo – taksówkarze mają zakaz przewożenia wściekłych psów oraz…zwłok.

Idaho – w Idaho można zostać ukaranym mandatem, a nawet więzieniem za to, że jest się smutnym. Smutnym ludziom zabronione jest chodzenie ulicami stanu. W związku z tym lepiej, aby uśmiech nie schodził nam z twarzy.

Ohio – surowe kary czyhają na osoby, które spróbują odurzyć ryby alkoholem.

Francja – zabronione jest nazywanie jakiejkolwiek świni imieniem Napoleon. Kara budzi tu chyba największe zdziwienie – za złamanie zakazu grozi śmierć.

Rosja – nie wolno myć zębów częściej niż dwa razy w ciągu 24 godzin. Tylko jak władze tego pilnują?

Vermont (USA) – mężatki, które chcą nosić sztuczną szczękę muszą uzyskać pisemną zgodę męża.

Kanada – absurdalne kanadyjskie prawo stanowi, że przy wypuszczaniu z więzienia można ofiarować (byłemu już) więźniowi strzelbę, amunicję oraz konia. W jakim celu? Wszystko to ma pomóc w wydostaniu się z miasta odsiadki.

Nowy Meksyk – osoby, które uważane są za idiotów nie mają prawa głosu.

Korea Południowa – koreańscy policjanci mają obowiązek zgłaszać wszelkie łapówki, jakie dostali od kierowców.

Szwecja – zabronione jest korzystanie z usług prostytutek. Ten zakaz nie dziwiłby może tak bardzo, gdyby nie to, że w Szwecji prostytucja jest legalna.

New Jersey – nielegalne jest noszenie kamizelki kuloodpornej, podczas gdy…popełnia się morderstwo.

Filipiny – obowiązuje tam dziwne prawo dotyczące zakazu poruszania się samochodów. W poniedziałki nie mogą jeździć pojazdy z rejestracją zaczynającą się od 1 lub 2, we wtorki – 3 lub 4, w środy – 5 lub 6, w czwartki – 7 lub 8, a od piątku do 24:00 w niedzielę – 9 lub 0.

Denver – pod groźbą więzienia nie wolno pożyczać sąsiadom odkurzacza.

Vigevano (Włochy) – wysokim mandatem możemy zostać ukarani, jeśli będziemy siedzieli w cieniu posągów.

Tanzania – nie można posiadać włosów, których długość wynosi więcej niż 36 cm. W Tanzanii również obowiązuje oryginalna przysięga małżeńska, którą musi złożyć pan młody: „niech się wykrwawię, niech mnie piorun roztrzaska, nich mnie zeżre krokodyl, niech ogłuchnę i oślepnę, niech stanę się żebrakiem, jeśli oszukam lub opuszczę żonę”.

Pekin – brzydka kobieta nie ma prawa wstępu do wielu barów czy kawiarni. Ciekawe tylko, jakie kryteria urody tam obowiązują i w związku z tym, jaką kobietą uznaje się za brzydką.

Sacco (Missouri, USA) – nie wolno kobietom nosić kapeluszy, które mogłyby przerazić dzieci, zwierzęta i osoby wrażliwe.

Ateny – zabronione jest prowadzenie samochodu w stroju kąpielowym.

Oregon (USA) – dziewczętom poniżej osiemnastego roku życia zakazane jest picie kawy w miejscach publicznych po godz. 19.

Begal (Indie) – w teatrze i kinie obowiązuje zakaz prezentowania scen pocałunku. Ministerstwo Oświaty orzekło, że sceny erotyczne powodują zmiękczenie mózgu.

Kalifornia – osobom bez uprawnień myśliwskich zabrania się stawiać pułapki na myszy.

Indonezja – masturbacja karana jest ścięciem głowy.

Rumunia – obowiązuje zakaz wjazdu na teren kraju brudnym samochodem.

Jak widać, lista zakazów i praw obowiązujących zagranicą jest naprawdę długa, a to i tak tylko niewielki ułamek wszystkich istniejących przepisów. „Jeśli więc wybierasz się na wakacje i chcesz uniknąć problemów z prawem, zapoznaj się z odpowiednim kodeksem karnym. Trafienie do więzienia np. za słuchanie w niedzielę radiowych audycji rozrywkowych (Maine, USA) czy za noszenie spódniczek mini (Tanzania) chyba nie będzie najlepszym zakończeniem urlopu. Pamiętajmy więc, że przezorny zawsze ubezpieczony, dlatego lepiej dmuchać na zimne i zachowywać się tak, jak należy w danym kraju. Nawet, jeśli wyda nam się to niedorzeczne i absurdalne” – ostrzega Jola z portali www.sky4fly.com.pl.

W Polsce przybywa niepłaconych długów. Rynek wierzytelności kwitnie

0

CEO Magazyn Polska

Rynek wierzytelności ma się coraz lepiej. W tym roku do końca sierpnia polskie banki musiały odpisać jako stratę 4,4 mld zł niepłaconych kredytów. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, to o 11 proc. więcej niż przed rokiem.

Długi wobec banków to jednak tylko wierzchołek lodowej góry polskich wierzytelności. W połowie roku zaległe zadłużenie Polaków przekraczało 40 mld zł – informuje BIG InfoMonitor. W praktyce ponad 2,3 mln ludzi zalegało z płatnościami. Nic dziwnego, że rosną też portfele długów, jakie trafiają do firm windykacyjnych.

– Wraz z upływem czasu wyraźnie widzimy, że rośnie nam średnia wartość wierzytelności w portfelu – podkreśla w rozmowie z Newseria Inwestor Krzysztof Borusowski, prezes Best SA. – To oczywiście podąża za rynkiem bankowym, bo wiemy, że banki na coraz większe kwoty udzielają nawet kredytów gotówkowych.

Grupa Best dotychczas inwestowała głównie w portfele detaliczne. Teraz jednak stara się szukać także innych kierunków inwestowania.

– Pojawiają się portfele hipoteczne, portfele MŚP, czyli małych i średnich przedsiębiorstw, oraz pojawiają się portfele mieszane. Również istotną częścią jest dług korporacyjny, który najczęściej jest zabezpieczany nieruchomościami i w związku z tym banki niechętnie się tego pozbywają – ocenia prezes Best SA.

Pod koniec zeszłego roku wartość wierzytelności zarządzanych przez firmy zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych, której BEST jest członkiem założycielem, zbliżyła się do poziomu 51 mld zł. Jak podaje KPF, w tym roku 10,6 proc. polskich gospodarstw domowych ma duże problemy z obsługą swoich zobowiązań. Oznacza to poprawę, bowiem przeciętnie w ostatnich siedmiu latach odsetek ten wynosił ponad 12 proc. Rośnie natomiast udział tych, którzy mają z obsługą swego zadłużenia problemy niewielkie. Ich udział wynosi obecnie 41,8 proc., przy przeciętnej z ostatnich lat na poziomie 36,6 proc .

W 2013 roku na sprzedaż wystawiono w Polsce długi konsumenckie o wartości 10 mld zł. Mimo to ceny długów systematycznie rosną. Tak jak dobre wyniki firm windykacyjnych.

Od lat powtarzam, że jesteśmy jedną z największych grup windykacyjnych na rynku. A teraz mogę z dumą dodać, że na pewno jesteśmy jedną z najefektywniejszych. Wszystkie parametry efektywnościowe przemawiają na naszą korzyść i wyniki osiągane w ostatnich latach dają nam bardzo dużo satysfakcji – mówi prezes Borusowski.

Jak ujawnia inna działająca na tym rynku firma Jatex Finanse, wzrost konkurencji pomiędzy firmami windykacyjnymi sprawia, że o ile do roku 2008 średnia cena za pakiet należności wynosiła od 8 do 13 proc. ich wartości, to w roku 2012 pojawiały się oferty zakupu wierzytelności za ponad 20 proc. Najatrakcyjniejsze dla windykatorów pakiety należności telekomunikacyjnych potrafią kosztować 30-40 proc. wartości nominalnej.

Diabetee – nowa mobilna aplikacja dla diabetyków

Codzienne sprawdzanie poziomu glukozy, dostarczanie organizmowi insuliny, dbanie o odpowiednią dietę, tak wygląda codzienność osób chorujących na cukrzycę. Aby pomóc pacjentom we właściwym kontrolowaniu choroby, powstała mobilna aplikacja Diabetee, której celem jest polepszenie codziennego życia diabetyków.

W Polsce na cukrzycę choruje obecnie ponad 3 miliony osób. Szacuje się, że na świecie średnio co 10 sekund diagnozuje się cukrzycę u kolejnej osoby. Leczenie odbywa się za pomocą insuliny, która podawana jest podskórnie wielokrotnie w ciągu doby. Pacjent powinien regularnie w ciągu dnia dokonywać pomiarów glikemii, czyli stężenia glukozy we krwi.  Pomocne mogą się tutaj okazać zdobycze nowych technologii. Jedną z nich jest aplikacja mobilna Diabetee, która swoją funkcjonalnością oraz zawartością merytoryczną ułatwia życie z cukrzycą.

Aplikacja Diabatee dostępna jest na urządzenia mobilne (np. tablety) oraz smartfony z systemem Android, oraz iOS i została przygotowana przez lekarzy, dietetyków oraz informatyków tak, aby ułatwić kontrolowanie wskazań glukonometru poprzez szereg innowacyjnych rozwiązań.

Dziennik diabetyka

Do podstawowych funkcji aplikacji należy prowadzenie dziennika choroby.  W dzienniku będziemy mogli utworzyć wpis, w którym zapiszemy poziom cukru, dawkę oraz typ insuliny, jak i skomponujemy posiłek odpowiedni dla danej kategorii. Koniec z mozolnym wypełnianiem zeszytów, teraz wszystko będziemy mieli dostępne w jednym miejscu za pomocą kilku kliknięć. Dziennik będzie przygotowywał również raporty dotyczące kluczowych parametrów dla diabetyka.

Menu diabetyka

Niezwykle istotne w leczeniu cukrzycy jest przestrzeganie zasad diety wymiennikowej. Chory może spożywać wszystkie produkty jednak pod warunkiem, że znana jest ich ilość oraz podana odpowiednia dawka insuliny. Aplikacja pomoże pacjentowi zebrać te wszystkie informacje i dobrać właściwą dietę oraz sprawdzić dostępność odpowiednich produktów.

Diabetee podpowie w ciągu dnia o konieczności podania insuliny oraz jej ilości. Dostępne będą także komunikaty dotyczące konieczności spożywania posiłku oraz ich zawartości. Natomiast opcja „Jedz z głową” dostarczy nam szczegółowych informacji na temat składu produktu, który kupiliśmy, jego wartości odżywczej oraz indeksu glikemicznego.

Apteki dla cukrzyków

W nagłych przypadkach pomocna może okazać się również funkcja lokalizacji najbliższych aptek oraz punktów pomocy medycznej. Aplikacja poda nam dokładne położenie najbliższej apteki wraz z numerem telefonu do placówki oraz umożliwi znalezienie najbliższej przychodni. Wykorzystanie tych narzędzi przez chorego powinno znacząco ułatwić kontrolę choroby, jak i w razie potrzeby kontakt z odpowiednim lekarzem.

Akcyza na papierosy. Wyższa stawka – niższe wpływy

Wyniki przeprowadzonej analizy oznaczają, iż podjęta już przez Ministerstwo Finansów decyzja o utrzymaniu w 2015 r. poziomu opodatkowania wyrobów tytoniowych z 2014 r. jest słuszna. Aby utrzymać zaplanowane wpływy do budżetu należy zachować w 2015 r. dotychczasowy sposób naliczania minimalnego podatku akcyzowego (MET).

W związku z brakiem podwyżki podatku akcyzowego, MET w 2015 r. powinien odpowiadać 100% od średniej ważonej detalicznej ceny sprzedaży papierosów z pierwszych dziesięciu miesięcy 2014 r. Decyzja dot. braku podwyżki podatku akcyzowego jest także w pełni uzasadniona z punktu widzenia obowiązku dostosowywania przepisów krajowych do wymogów UE, gdyż obecne stawki akcyzy osiągnęły już wymagane w regulacjach unijnych parametry (m. in dzięki istniejącemu mechanizmowi podatku minimalnego).

W ciągu ostatnich 10 lat akcyza na papierosy wzrosła o ok. 200%, podczas gdy dynamika wpływów do budżetu państwa stopniowo malała. Wraz z rosnącą stawką akcyzową wzrosła także szara strefa stanowiąca w 2013 r. już 25% wielkości rynku wyrobów tytoniowych w Polsce (konsumpcja nielegalnego tytoniu do palenia jak i papierosów przemycanych i podrabianych). Dalszy wzrost podatku akcyzowego oznaczać może przedłużenie trendu i stratę dla budżetu państwa w wysokości ok. 170-200 mln zł z wpływów podatkowych tylko w 2015 r.

Wpływy z akcyzy od wyrobów tytoniowych kształtują się obecnie na poziomie około 18 miliardów złotych rocznie, co stanowi ok. 8% całości wpływów budżetowych. Do roku 2009 r. podwyższenie stawki akcyzy przekładało się na wzrost przychodów budżetowych, podczas gdy następnie dynamika malała, osiągając w 2013 r. spadek (patrz wykres). Zmiany stawki akcyzy przełożyły się z jednej strony na zmniejszenie rzeczywistej konsumpcji papierosów, a z drugiej na bardzo dynamiczny wzrost szarej strefy, stanowiącej w 2013 r. już 13,9% wielkości rynku papierosowego w Polsce.

Powyższe dane pochodzą z analizy rynku tytoniowego pt. „Wyższa stawka – niższe wpływy”. Raport ten został przygotowany na zlecenie Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu (PZPT) przez firmę doradczą PwC.

Kluczowe dla zapewnienia efektywnej polityki podatkowej jest znalezienie optymalnej stawki opodatkowania, która z jednej strony zapewni odpowiednie dochody budżetowi państwa, a z drugiej nie będzie motywowała uczestników rynku do przechodzenia do szarej strefy.

Wyznaczenie „złotego środka” zapewniającego wysokie wpływy budżetowe z podatków i możliwości rozwoju dla przedsiębiorstw zawsze jest wyzwaniem. Po przekroczeniu pewnego poziomu stawek podatkowych dalsze ich podwyższanie może bowiem prowadzić do obniżenia dochodów podatkowych. Może się to stać zarówno przez rozwój szarej strefy jak i przez pogorszenie warunków funkcjonowania danej branży. W krańcowych przypadkach to obniżka stawki opodatkowania może prowadzić do wzrostu dochodów podatkowych.

„Jak wynika z przeprowadzonych analiz kluczowe dla określenia potencjalnych skutków zmiany stawek podatkowych jest ustalenie, w którym miejscu tzw. krzywej Laffera znajduje się dany rynek i jak w związku z tym zadziała zmiana akcyzy. Dane z ostatnich lat wskazują, iż obecnie znajdujemy się w takim punkcie, w którym dalsze podnoszenie stawki podatku akcyzowego od papierosów może być kontr produktywne” – mówi Mateusz Walewski, Ekonomista w PwC.

Zakładając utrzymanie się dotychczasowej dynamiki zmian relacji (elastyczności) pomiędzy zmianą minimalnej kwoty akcyzy, a zmianą wpływów z akcyzy z lat 2010 – 2013[2] można przypuszczać, że nawet przy nieznacznym (sięgającym około 4%) wzroście poziomu stawek akcyzy na papierosy nastąpi zmniejszenie wpływów do budżetu państwa o ok. 170 – 200 mln zł w 2015 r. oraz wzrost szarej strefy, przestępczości i innych negatywnych zjawisk społecznych.

Szara strefa jest zjawiskiem występującym w przypadku rynku tytoniowego we wszystkich krajach Unii Europejskiej[3], niemniej kształtuje się ona różnie w poszczególnych państwach, co wynika z np. położenia geograficznego czy poziomu cen papierosów.

W sytuacji gdy państwa leżące na zewnętrznych granicach UE nie realizują polityki akcyzowej podobnej do państw UE – skutkuje to drastycznie różnymi cenami wyrobów akcyzowych po obu stronach granicy, co może stanowić swoistą zachętę do działania w szarej strefie – zarówno na małą skalę (np. drobny przemyt przygraniczny na własne potrzeby, czy też nielegalny obrót suszem tytoniowym), jak i na skalę hurtową przez zorganizowane grupy przestępcze. Pamiętajmy, że obecnie podatki stanowią ok. 85% ceny paczki papierosów, co plasuje nas na czołowym miejscu w UE” – mówi Przemysław Noworyta, Dyrektor Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu. „Z zadowoleniem przyjmujemy, że ministerstwo, obok odstąpienia od podniesienia stawki akcyzy na wyroby tytoniowe w 2015 r., planuje dodatkowe zmiany w prawie mające ograniczyć szarą strefę przez opodatkowanie produkcji papierosów w tzw. maszynach do automatycznego napełniania gilz, a także zmianę sposobu opodatkowania cygar, w tym tzw. cygar imprezowych. W ocenie plantatorów, konieczne jest kompleksowe podejście do walki z szarą strefą rynku wyrobów tytoniowych a co za tym idzie – jednoczesne wprowadzenie tych regulacji” – dodaje.

 

NCBiR: Podpisujemy umowy na 45 mln zł. W budżecie wehikułów BRIdge Alfa pomysłodawcy mogą liczyć na wsparcie, jakiego nie otrzymają gdzie indziej

CEO Magazyn Polska

Ruszają wehikuły inwestycyjne w ramach inicjatywy BRIdge Alfa Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Pierwsze umowy zostały podpisane ze Startup Hub Poland, Xplorer Fund oraz Polskim Instytutem Badań i Rozwoju. Do 2015 roku NCBiR przeznaczy ponad 45 mln zł na wsparcie innowacyjnych pomysłów w sektorze badań i rozwoju (B+R).

Jak w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor podkreśla Grzegorz Majewski, koordynator projektu BRIdge Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, inwestycja ma przełamać stereotyp, że naukowcy nie są skłonni do poszukiwania prywatnych inwestorów, którzy mogą być zainteresowani finansowaniem innowacyjnych pomysłów.

Obserwując rynek, widzimy, że jest wiele inkubatorów, akceleratorów, funduszy venture capital, które są w stanie zainwestować w innowacyjne pomysły – wskazuje Grzegorz Majewski. – Natomiast moim zdaniem wciąż cierpimy na pewien deficyt pomysłów wywodzących się ze świata nauki. Żeby osiągnąć nasz cel, postanowiliśmy więc stworzyć dość nietypowy program, jakim jest właśnie inicjatywa Alfa.

Do współpracy przy tworzeniu wehikułów zaproszono zostały podmioty w oparciu o formułę crowdsourcingową, w ramach której instytucje publiczne przekazują część swoich zadań na zewnątrz.

– To, co warte jest podkreślenia, to formuła, według której wybieraliśmy podmioty zaproszone do współpracy – wyjaśnia Majewski. – Przedstawiliśmy warunki brzegowe, żeby inwestorzy pokazali, jakiego typu działania są potrzebne, żeby mogli realizować swoje cele. W ostatnich miesiącach na podstawie ośmiu koncepcji dostosowywaliśmy reguły inicjatywy Alfa z jednej strony do ich wymagań, z drugiej do obowiązujących przepisów. Po tygodniach negocjacji udało nam się osiągnąć cel i w tej chwili jesteśmy w stanie powołać pierwsze trzy wehikuły. Finalizujemy także umowy z pozostałymi podmiotami.

Pierwsze umowy zostały podpisane z Fundacją StartUp Hub Poland, która chce wypełnić niszę, poszukując polskich naukowców za granicą i ściągając ich z powrotem do Polski, podmiotem zainteresowanym inwestycjami w biotechnologię Xplorer Fund oraz Polskim Instytutem Badań i Rozwoju.

Mamy zatem bardzo ciekawy przekrój – zauważa Grzegorz Majewski. – Są to trzy podmioty, które tak naprawdę skupiają się na zupełnie różnych celach.

Atutem Fundacji StartUp Hub Poland, jak przekonuje Majewski, jest wypracowanie oferty, która może spowodować, że polski know-how nie będzie wypływał za granicę, a raczej wracał do kraju. Do drugiej inicjatywy udało się zaprosić spółkę Globe Forum Johana Góreckiego, który jest jednym z współtwórców Skype&HASH39;a i który założył fundusz Xplorer Fund. Biorące w nim udział podmioty chcą inwestować w biotechnologię, której bardzo potrzebuje polska gospodarka.

Zaletą PIBiR jest natomiast bardzo mocny zespół doświadczony w selekcji w połączeniu z solidnym doświadczeniem funduszy venture capital, jakim jest Giza Polish Ventures, który także uczestniczy w tym projekcie – precyzuje Majewski. – W tym przypadku również warto zwrócić uwagę na współpracę z  naukowcami, którzy mają duże doświadczenie na rynku międzynarodowym.

W tej chwili podpisywane są trzy umowy na łączną kwotę 45 mln zł, z czego 25 mln zł przeznaczone jest bezpośrednio na inwestycje w spółki. Jeden z podmiotów otrzyma wsparcie w wysokości 25 mln zł, dwa pozostałe – około 12 mln zł. Średni budżet wehikułu będzie wynosił, jak informuje Majewski, około 20 mln zł.

Już w budżecie operacyjnym wehikułów pomysłodawcy mogą liczyć na wsparcie, jakiego nie otrzymają w żadnym innym programie – przekonuje Majewski. – Występuje tutaj możliwość m.in. budowy prototypów bez konieczności zakładania spółki, co z punktu widzenia naukowców jest bardzo istotne.

Celem NCBiR, jak podkreśla koordynator projektu BRIdge, jest budowa całej sieci wehikułów inwestycyjnych i wymiana doświadczeń w zakresie wspierania najbardziej innowacyjnych przedsięwzięć.

Zależy nam na tym, żeby tworzyć działania sieciujące, organizować spotkania między przedstawicielami wehikułów, żeby mogli oni z jednej strony wymieniać się doświadczeniami, a oprócz tego przekazywać know-how do NCBiR, które wesprze kolejne działania i będzie w jeszcze bardziej efektywny sposób wspierać innowacje – tłumaczy Grzegorz Majewski.

Przedsięwzięcie pilotażowe BRIdge: Badanie Rozwój Innowacje ma na celu wsparcie komercjalizacji wyników prac badawczo-rozwojowych, poprzez rozwijanie, testowanie i wdrażanie w praktyce nowych instrumentów interwencyjnych. BRIdge adresowany jest do przedsiębiorców, uczelni, instytutów badawczych, instytutów naukowych PAN, osób fizycznych, czyli indywidualnych innowatorów. W przedsięwzięciu preferencyjnie traktowani są przedsiębiorcy mikro, mali i średni, w szczególności przedsiębiorstwa we wczesnym stadium rozwoju (start-upy), które powstały w celu komercjalizacji wyników prac badawczych i rozwojowych.

Kolejny kwartał rekordowej aktywności na rynku IPO w Europie i na świecie. Silny spadek pozycji Warszawy w rankingu giełd europejskich

  • Aktywność na rynku pierwszych ofert publicznych (Inital Public Offering – IPO) w Europie w trzecim kwartale jest tradycyjnie niższa niż w drugim z uwagi na sezon wakacyjny. Jednak w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku odnotowano ponaddwukrotny wzrost wartości IPO (z 3,0 mld euro do 6,6 mld euro). Większość ofert miała miejsce w lipcu.
  • Na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie sytuacja jest diametralnie odmienna – kolejny kwartał z rzędu utrzymuje się niska aktywność na rynku ofert pierwotnych, za sprawą reformy OFE, braku dużych prywatyzacacji oraz ogólnego odpływu kapitału z rynków wschodzących. W konsekwencji GPW zajęła dopiero siódme miejsce pod względem wartości ofert wśród giełd europejskich. Z kolei na piąte miejsce wysunęła się giełda w Bukareszcie dzięki ofercie prywatyzacyjnej spółki Electrica o wartości 444 mln euro.
  • Największą wartość IPO odnotowano jak zwykle w Londynie – 23 oferty o łącznej wartości 1,9 mld euro – tyle samo, co w trzecim kwartale 2013 roku.
  • Już po zakończeniu kwartału, w październiku bieżącego roku, miało miejsce kilka ofert o łącznej wartości 4,3 mld euro.
  • Należy oczekiwać, że łączna wartość ofert na rynku IPO w ostatnim kwartale 2014 roku przekroczy tę z ostatnich trzech miesięcy 2013 roku, tj. 15 mld euro.

Jak wynika z najnowszego kwartalnego raportu IPO Watch Europe przygotowanego przez firmę doradczą PwC, łączna wartość ofert pierwotnych w Europie w zazwyczaj spokojniejszym (ze względu na okres letni) trzecim kwartale bieżącego roku wyniosła 6,6 mld euro. Stanowi to ponaddwukrotny wzrost w porównaniu z trzecim kwartałem 2013 roku (3,0 mld euro), głównie za sprawą przeprowadzonych w lipcu trzech ofert – NN Group w Holandii (1,5 mld euro, sektor finansowy), FinecoBank we Włoszech (673 mln euro, sektor bankowy) oraz spółki Logista w Hiszpanii (606 mln euro, działalność logistyczna).

Łączna wartość wszystkich ofert w Europie od początku 2014 roku (40,3 mld euro) wzrosła blisko czterokrotnie w porównaniu do pierwszych trzech kwartałów 2013 roku (11,7 mld euro). W okresie tym nastąpił również wzrost liczby debiutów – 209 względem 173 w pierwszych dziewięciu miesiącach ubiegłego roku.

Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, w następujący sposób skomentował wyniki rynku pierwotnego w Europie:

„Pomimo ciągle niepewnej sytuacji geopolitycznej, w szczególności na Ukrainie i Bliskim Wschodzie, europejski rynek pierwszych ofert publicznych poradził sobie zdecydowanie lepiej niż w trzecim kwartale 2013 roku. Optymizmem napawa również początek bieżącego kwartału – jeżeli aktywność wśród spółek planujących debiut na giełdzie utrzyma się, to w ostatnim kwartale należy oczekiwać przekroczenia łącznej wartości IPO odnotowanej w analogicznym okresie 2013 roku, tj. 15 mld euro.”

Zdecydowana większość łącznej wartości ofert na rynkach europejskich (ponad 70%) w minionym kwartale przypadła na giełdy w Londynie, Amsterdamie oraz Mediolanie.

W ujęciu globalnym rynek IPO wykazuje najwyższą aktywność w historii publikacji raportu IPO Watch – w ciągu dziewięciu miesięcy bieżącego roku odnotowano łączną wartość ofert wynoszącą aż 137 mld euro. Najlepsze wyniki osiągnęły giełdy w Stanach Zjednoczonych, gdzie w minionym kwartale miały miejsce pierwsze oferty publiczne o łącznej wartości 28,7 mld euro, a w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy bieżącego roku – 52,4 mld euro. Największym IPO była oferta spółki Alibaba (22 mld euro).

Na giełdzie w Warszawie w minionym kwartale miało miejsce zaledwie 10 IPO (trzy na rynku głównym i siedem na rynku NewConnect) o łącznej wartości 161 mln euro. Tym samym pomimo świetnej koniunktury na rynkach światowych, na polskiej giełdzie wciąż utrzymuje się niska aktywność. Największym IPO w Warszawie była oferta spółki Alumetal (71 mln euro), na drugim miejscu uplasowało się IPO spółki Torpol (44 mln euro), a trzecie miejsce na podium przypadło spółce Altus TFI (42 mln euro). Na rynku alternatywnym NewConnect największą ofertą było IPO spółki Boruta-Zachem (2,6 mln euro), a na drugim miejscu uplasowała się oferta spółki Zakłady Mięsne Mysław (0,9 mln euro).

Filip Gorczyca, starszy menedżer w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, w następujący sposób skomentował wyniki i perspektywy rynku pierwotnego w Warszawie:

„Po wielu latach w czołówce rankingu najaktywniejszych giełd europejskich, warszawska GPW spadła na dalszą pozycję i nic nie zapowiada jej rychłego powrotu do grona liderów. Co symboliczne, zarówno w minionym kwartale, jak i w całym okresie pierwszych dziewięciu miesięcy bieżącego roku, w statystykach łącznej wartości ofert pierwotnych na naszym kontynencie uplasowała się za giełdą rumuńską. Stanowi to pierwszy przypadek w historii naszego raportu, gdy Warszawa nie dzierży palmy pierwszeństwa w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W sukcesie giełdy w Bukareszcie jest silny polski akcent, gdyż od ponad roku jej prezesem jest były szef giełdy warszawskiej Ludwik Sobolewski. Wprawdzie ten statystyczny sukces jest wyłącznie wynikiem jednej dużej oferty prywatyzacyjnej przeprowadzonej przez rząd rumuński, niemniej stanowi kolejny sygnał dla naszego rynku, iż bez podjęcia zdecydowanych działań marzenie o Warszawie jako centrum finansowym regionu może pozostać mrzonką. Po niekorzystnych dla rynku kapitałowego zmianach w OFE i w obliczu braku możliwości oparcia dalszego rozwoju naszej giełdy o duże oferty prywatyzacyjne, nowe władze GPW powinny postawić na daleko idące zmiany jakościowe. Zwłaszcza, że odnotowywane w ostatnim czasie liczne nieprawidłowości i przypadki niewypłacalności emitentów na rynku długu Catalyst dały kolejny dowód na to, że pod względem jakości i standardów panujących na naszym rynku jest bardzo wiele do zrobienia”.

 

Zgłoszenie zamiast pozwolenia na budowę

Jak podaje Raport Doing Business 2014  uzyskanie warunków technicznych przyłączy mediów – wody i ścieków, złożenie wniosku i uzyskanie pozwolenia na budowę domu jednorodzinnego oraz złożenie wniosku i otrzymanie pozwolenia na jego użytkowanie trwa w Polsce 161 dni. Rada Ministrów, która od kilku miesięcy pracuje nad uproszczeniem i przyspieszeniem procedur, przyjęła projekt ustawy o zmianie Prawa Budowlanego w tym zakresie. Czy proponowana nowelizacja przepisów faktycznie usprawni realizację inwestycji budowlanych i czy w przyszłym sezonie budowlanym obowiązywać będzie jedynie zgłoszenie zamiast dotychczasowego pozwolenia?

Inwestorzy, którzy myślą o budowie domu jednorodzinnego często stają przed dylematem, czy podejmować się  realizacji projektu ze względu na skomplikowane i długotrwałe procedury, uzyskiwanie odpowiednich zaświadczeń, a przez to także namnażające się koszty związane z uzyskaniem pozwolenia na budowę.  Z problemem tym od kilku lat zmagają się także odpowiednie jednostki administracyjne, które są odpowiedzialne za wydawanie stosownych dokumentów. Ustawowy okres, w którym gmina lub też starostwo powiatowe powinno wydać pozwolenie na budowę to 2 miesiące. Rzeczywisty czas oczekiwania jest niestety dłuższy.

Projekt nowelizacji Prawa Budowlanego przedstawiony przez Ministerstwo Infrastruktury zakłada przede wszystkim uproszczenie procedur i gromadzenia dokumentacji. Inwestor będzie bowiem zobowiązany do dostarczenia jedynie zgłoszenia budowy wraz z projektem architektonicznym. Zgodnie z tym założeniem nie są wymagane dokumenty o połączeniu działki budowlanej z drogą publiczną czy zaświadczenie o podłączeniu wody, prądu czy gazu. Spełnienie odpowiednich podłączeń do mediów będzie sprawdzane już na etapie rozpoczęcia robót budowlanych. Organ wydający pozwolenie w terminie do 30 dni może zatem wnieść ewentualny sprzeciw co do zgłoszenia inwestora. Jeśli w tym czasie nie zgłosi żadnych nieprawidłowości czy braków formalnych, zostanie wydana tzw. „milcząca zgoda” na realizację projektu. Wówczas będą mogły zostać również rozpoczęte pierwsze roboty budowlane. Nowe przepisy likwidują bowiem obowiązek zgłoszenia zamierzonego początku prac na placu budowy.

„Uzyskanie wszystkich pozwoleń na budowę domu jednorodzinnego trwa niemal pół roku. Nie dziwi zatem fakt, że te skomplikowane procedury zniechęcają właścicieli działek budowalnych do rozpoczęcia inwestycji. Proponowane zmiany z pewnością skrócą czas między podjęciem decyzji o budowie domu, a wbiciem pierwszej łopaty na placu budowy. Zmniejszenie biurokracji podczas całego procesu zdobycia pozwolenia może przyczynić się do większej ilości nowo budowanych domów jednorodzinnych. Sytuacja ta może mieć zatem wpływ na kondycję sektora budowlanego, ale także całej gospodarki narodowej. W proces budowlany zaangażowane są bowiem nie tylko ekipy wykonawcze, ale także architekci, projektanci oraz producenci materiałów budowlanych. Ożywienie w budownictwie może spowodować także obniżenie stopy bezrobocia. Warto zatem z uwagą śledzić postęp prac nad usprawnieniem procedur związanych z wydawaniem pozwoleń i realizacją inwestycji budowlanych.” – wyjaśnia Aleksandra Gilewska, Manager ds. Marketingu w firmie Baumit.

NIK pomoże gruzińskim kontrolerom

Komisja Europejska wybrała Polskę i Niemcy do realizacji projektu współpracy bliźniaczej (ang. twinning) z Gruzją. Celem jest instytucjonalne wzmocnienie Urzędu Kontroli Państwowej Gruzji. Eksperci z NIK podzielą się doświadczeniami m.in. z zakresu audytu finansowego i standardów kontroli obowiązujących w Unii Europejskiej. Nikoloz Nikolozishvili, ambasador Gruzji w Polsce, który spotkał się z Prezesem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim, z satysfakcją przyjął informacje o współpracy Izby z gruzińskim Urzędem Kontroli Państwowej.

Najwyższa Izba Kontroli rozpoczęła realizację projektu współpracy bliźniaczej „Wzmocnienie instytucjonalne Urzędu Kontroli Państwowej Gruzji”. Komisja Europejska (przedstawicielstwo w Tbilisi) podjęła decyzję,  że projekt będą wdrażać: ze strony polskiej NIK, a ze strony niemieckiej – Federalna Izba Obrachunkowa (BRH).

– Jest dla nas ogromnym zaszczytem, że Komisja Europejska zaufała  Najwyższej Izbie Kontroli, wierząc, że to polscy kontrolerzy najlepiej przekażą doświadczenia i standardy obowiązujące w Unii Europejskiej, żeby gruziński Urząd Kontroli Państwowej mógł stać się instytucją na wzór organów kontroli państw członkowskich Unii Europejskiej – skomentował decyzję Komisji Europejskiej prezes Krzysztof Kwiatkowski.

Gruzja podpisała niedawno umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską.  Aby mogła zostać jej pełnoprawnym członkiem, m.in. gruziński system kontroli państwowej musi spełniać unijne standardy.  Historia lubi zataczać koło: na początku polskiej drogi do Unii Europejskiej, w 2001 r., to do Polski przyjechali przedstawiciele Narodowego Urzędu Kontroli Wielkiej Brytanii, żeby pokazać NIK, jak najlepiej może funkcjonować w gronie urzędów państw Unii Europejskiej.

– Dzisiaj możemy powiedzieć, że Polska doskonale zdała ten egzamin – podkreśla prezes Krzysztof Kwiatkowski. – Kontrola państwowa to także kontrola wydatkowania środków z Unii Europejskiej, a Polska jest tym krajem, który wydatkował ponad 98 proc. przyznanych środków i wszystko wskazuje na to, że skutecznie. W Europie Środkowej są kraje, które nie wydały nawet połowy przyznanych środków. Dlatego Polska jest znakomitym partnerem, żeby pokazywać dobre standardy, dobre wzorce kontroli urzędowi z Gruzji.

– Współpraca z polskimi ekspertami będzie krokiem zbliżającym nas do Unii Europejskiej. To dla nas bardzo ważne- mówił Nikoloz Nikolozishvili, ambasador Gruzji w Polsce. Nie ukrywał, że Gruzini niezwykle cenią sobie doświadczenie Polski w drodze do członkostwa w Unii. – Mamy nadzieję, że Gruzja i Polska będą się dzielić swoimi praktykami, że będzie to jeszcze jeden przykład owocnej współpracy między dwoma państwami.

Rezydent projektu, Silke Steiert z Niemiec, która pod koniec września złożyła wizytę w centrali NIK, tłumaczyła: –  Nie chodzi o to, żebyśmy mówili innym, jakie rozwiązania są dla nich najlepsze, albo dawali im gotowe recepty na różne problemy. Dla nas ważne jest przyglądanie się pracy innych organów kontroli. Będziemy wspólnie pracować, starając się znaleźć konkretne rozwiązania dla gruzińskich kontrolerów. Sami też chętnie nauczymy się nowych rzeczy od naszych kolegów.

Silke Steiert podzieliła się też swoimi obawami: – Najwyższy organ kontroli Gruzji jest bardzo małą instytucją. Nie jestem pewna, czy będzie on dysponował odpowiednimi zasobami i czasem, aby móc prowadzić z nami kontrole. Mam nadzieję, że tak będzie, ale mam pewne wątpliwości, bo wiem, jak jest im trudno pogodzić codzienną pracę z dodatkowymi obowiązkami.

Aby projekt spełnił oczekiwania Komisji Europejskiej wymaga czasu.  Będzie realizowany w latach 2014-2016, sfinansowany zostanie z unijnych środków. Oprócz NIK i BRH w przedsięwzięciu weźmie też udział dwóch przedstawicieli polskiego Ministerstwa Finansów.

Dla Najwyższej Izby Kontroli możliwość dzielenia się wiedzą i doświadczeniami z gruzińskim organem kontroli jest wyjątkowym zadaniem. – Nikogo nie trzeba przekonywać o sympatii między polskim i gruzińskim narodem, o historycznych i personalnych związkach – dodaje prezes Krzysztof Kwiatkowski.

– Polacy są bardzo otwarci na Gruzinów – potwierdza Nikoloz Nikolozishvili, ambasador Gruzji w Polsce. – A w Gruzji kochamy Polaków i zawsze jesteśmy szczęśliwi, witając ich u siebie.

Urząd Kontroli Państwowej Gruzji powstał w 1992 r. (w obecnym kształcie działa od lipca 2012 r. – po zmianie ustawy), zatrudnia ok. 260 pracowników,  w tym 129 kontrolerów. Na czele Urzędu stoi Prezes, wybierany przez Parlament na 5-letnią kadencję (od lipca 2012 r. pan Lasha Tordia).

Będzie kolejny cios dla budżetu państwa?

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego kwotę wolną od podatku w pierwszym progu podatkowym od osób fizycznych. Bankier.pl szacuje, że podniesienie tej kwoty do poziomu proponowanego przez RPO doprowadziłoby do zmniejszenia budżetowych wpływów z PIT o około 30%.

 Podniesienie kwoty wolnej do podatku z obecnych 556,02 zł do 1170,72 zł (18% z progu ubóstwa na poziomie 6504 zł rocznie) oznaczałoby dla państwa „utratę” 614,70 zł na podatnika. Przy przeszło 25 milionach podatników PIT dochody państwa zmalałyby o 15,3 mld złotych, co stanowi ok. 30% wpływów z tego podatku – wylicza Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Obecna formuła naliczania podatku dochodowego może w skrajnym przypadku doprowadzić do „śmierci głodowej podatnika”. To przypadek, gdy miesięczny dochód nieznacznie przekracza minimum egzystencji (czyli najniższy standard życia, poniżej którego występuje biologiczne zagrożenie życia i rozwoju psychofizycznego człowieka – w 2013 roku to 514,91 zł na osobę), a konieczność zapłacenia podatku dochodowego spycha człowieka poniżej minimum egzystencji.

Kwota wolna od podatku dochodowego od dawna wywołuje kontrowersje. W Polsce jej wysokość nie była waloryzowana praktycznie od 11 lat. Dla porównania: w tym samym czasiew Wielkiej Brytanii uległa ona podwojeniu. Szanse na pozytywny dla podatników werdykt Trybunału Konstytucyjnego są jednak tym mniejsze, im większe może być uszczuplenie wpływów podatkowych.

Serinus Energy: W ciągu trzech lat możliwe jest podwojenie produkcji i samowystarczalność finansowa. Spółka powróciła do wierceń na Ukrainie

CEO Magazyn Polska

Serinus Energy, zajmująca się wydobyciem i produkcją surowców energetycznych spółka z portfolio Kulczyk Investment, w perspektywie trzech lat chce podwoić produkcję, zwiększyć rezerwy i osiągnąć samowystarczalność finansową. Firma planuje nowe odwierty i nie obawia się ewentualnego spadku cen gazu i ropy naftowej. Wróciła do wierceń na Ukrainie i do połowy 2015 roku zamierza wykonać przynajmniej pięć odwiertów.

Serinus Energy obecnie posiada aktywa rozwojowe na Ukrainie, w Tunezji i Rumunii.

W każdym z nich potencjał jest znaczny, ale ryzyko inne – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Korczak, wiceprezes ds. relacji inwestorskich i dyrektor operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Obecnie trwa pierwszy z zaplanowanych na ten rok dwóch odwiertów w Tunezji. Jednocześnie planowane są prace związane ze szczelinowaniem na polach wydobywczych na południu tego kraju.

Jeśli odwiert się powiedzie, da to nam szansę na dość istotne zwiększenie produkcji i powiększenie rezerw – zapewnia Korczak. – Samo intensyfikacja produkcji poprzez wykorzystanie drugiego horyzontu produkcyjnego może również o kilkadziesiąt procent zwiększyć produkcję. Na przestrzeni ostatnich czterech lat pokazaliśmy na Ukrainie, że jesteśmy w stanie zwiększyć potencjał i produkcję z pól, które już istnieją. Taki też mamy plan dla pól tunezyjskich. Rynek jest tam bardzo stabilny i bardzo optymistycznie wyglądają ceny ropy oraz gazu. W związku z tym są to aktywa o bardzo dużym potencjale.

Na Ukrainie Serinus powrócił do dokonywania odwiertów, przerwanych wcześniej z powodu działań wojennych.

Do końca roku będziemy w stanie wykonać co najmniej jeden odwiert – przekonuje Jakub Korczak. – Nasz ostatni odwiert M-17 w tej chwili stanowi jakieś 35 proc. całości produkcji firmy.

Ale nowe odwierty na Ukrainie są dla spółki istotne także z innego powodu. Państwo zwiększyło podatki w stosunku do istniejących odwiertów. Aby zachęcić do produkcji, utrzymało jednak niskie stawki na nowe odwierty.

Nasze nowe przedsięwzięcie jest już w ramach nowego reżimu fiskalnego – informuje Korczak. – Chcemy dodać kolejne odwierty po to, żeby ekonomika biznesu na Ukrainie nadal była tak mocna, jak do tej pory.

Na polach w Rumunii pierwszy odwiert planowany jest na początek listopada bieżącego roku.

To bardzo duża licencja i bardzo obiecująca – zapewnia Korczak. – Nasi poprzednicy na tym polu stwierdzili przepływ ponad 1 mln metrów sześciennych z jednego odwiertu. Chcemy potwierdzić tę akumulację i docelowo prowadzić tam produkcję. Jeśli nasze oczekiwania się spełnią, to aktywa rumuńskie pod względem skali spokojnie będą większe niż Ukraina w tej chwili.

Obecne ceny gazu, jak przekonuje Janusz Korczak, zapewniają rentowność wszystkich znajdujących się w portfolio spółki pól wydobywczych. W Tunezji, gdzie Serinus w 80 proc. sprzedaje ropę naftową, obowiązują ceny rynkowe (spotowe).

W chwili obecnej oczekujemy ceny w granicach 100 dolarów za baryłkę, bo kraje arabskie, żeby taką cenę utrzymać, będą starały się trochę ograniczać produkcję – mówi Korczak. – Natomiast rentowność tego biznesu w naszym przypadku jest bardzo duża. Ponad 60 proc. rentowności operacyjnej, marży EBITDA, oznacza, że mamy duży zapas w razie ewentualnego spadku. Nie obawiamy się więc tego.

Na Ukrainie w chwili obecnej ceny gazu, jak informuje wiceprezes Serinus Energy, utrzymują się na poziomie ponad 11 dol. za tysiąc stóp sześciennych.

To bardzo korzystne dla nas wartości, które zapewniają rentowność na poziomie 45-50 proc. jeśli chodzi o marżę operacyjną przy zmienionych już podatkach – przekonuje wiceprezes Korczak. – Jeśli Rosja z Ukrainą nie dogadają się co do rabatów, to będą to ceny, które się utrzymają.

Konflikt zbrojny w tym kraju, jak zapewnia Janusz Korczak, nie przeszkadza w prowadzeniu odwiertów i wydobyciu. Nowe przedsięwzięcie spółka będzie prowadziła na polu Makiejewskoje, oddalonym o ok. 240 km od Ługańska (przy granicy z obwodem charkowskim). Na innych koncesjach produkcja także trwa w sposób ciągły.

Nie mamy z tego powodu żadnych problemów z płatnościami, nasi kontrahenci są jeszcze bardziej chętni do odbioru gazu ze względu na wstrzymanie dostaw z Rosji – przekonuje Korczak. – W związku z tym tutaj są same pozytywy. Nasze działania produkcyjne i operacyjne nie są w żaden sposób zagrożone.

Na Ukrainie Serinus jest dużym pracodawcą, zatrudnia blisko 500 osób.

Kontrolowana przez Kulczyk Investments spółka Serinus Energy zajmuje się poszukiwaniem i eksploatacją złóż surowców energetycznych. W trzecim kwartale bieżącego roku wydobycie spółki na Ukrainie i Tunezji wyniosło średnio 5,8 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie. Był to najlepszy wynik w historii przedsiębiorstwa.

Na nowych przepisach stracą wierzyciele i budżet państwa

Przepisy zawarte w nowelizacji ustawy o komornikach sądowych i egzekucji będą miały negatywny wpływ na efektywność egzekucji komorniczej, stracą na nich wierzyciele i budżet państwa – przestrzega Konfederacja Lewiatan.

Na 9 października 2014 r. sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zaplanowała pierwsze czytanie nowelizacji ustawy o komornikach sądowych i egzekucji (druk sejmowy nr 2516), autorstwa grupy posłów Platformy Obywatelskiej. Konfederacja Lewiatan jednoznacznie negatywnie ocenia zaproponowane zmiany i apeluje do posłów o odrzucenie projektu.

Zdaniem ekspertów Konfederacji Lewiatan negatywny wpływ projektowanych zmian dotyczy szerokich i kluczowych aspektów egzekucji komorniczej, w tym ich negatywnego wpływu także na budżet państwa.

Jakiej zmiany chcą autorzy projektu?

Obecnie wierzycielom przysługuje wybór kancelarii komorniczych na terenie całego kraju (z wyjątkiem egzekucji z nieruchomości), co umożliwia im współpracę z najbardziej efektywnymi, najlepiej zorganizowanymi i zinformatyzowanymi komornikami.

Znacznie ułatwia to wierzycielom komunikację z komornikami (i ogranicza skalę ich korespondencji papierowej) a w konsekwencji umożliwia im składanie większej niż poprzednio ilości spraw do egzekucji.

Projekt pozbawia wierzycieli tego prawa uzależniając możliwość wyboru komornika spoza rewiru od spełnienia wskaźników skuteczności na tak wysokim poziomie, iż w praktyce eliminuje się w 100% możliwość wyboru komornika na terenie Polski. Jest to powrót do rejonizacji usług komorniczych.

Dlaczego przedsiębiorcy (wierzyciele) krytykują projekt?

Proponowane zmiany nie służą poprawie sytuacji wierzycieli.

Autorzy projektu ustawy próbują zmusić wierzyciela do współpracy z komornikami, w imię likwidacji „rozwarstwienia wielkości kancelarii komorniczych przez rozrośnięcie się niektórych z nich i pominięcia komorników sprawnych i skutecznych”. Uzasadnianie, iż projekt ten ma służyć zwiększaniu efektywności egzekucji jest, naszym zdaniem, nieprawdziwe, a założenie, że prywatni przedsiębiorcy nie potrafią w sposób racjonalny wybierać komorników i wydatkować własnych pieniędzy na egzekucję budzi zdumienie.

Jedynym beneficjentem tego projektu jest ta część komorników, którym zmiana zagwarantuje zwiększony wpływ spraw bez jakichkolwiek starań z ich strony, czy to w rozwój personelu, czy to w narzędzia informatyczne.

Autorzy projektu opierają swoje twierdzenia o niskiej skuteczności w niektórych kancelariach komorniczych nie uwzględniając w żaden sposób charakterystyki spraw obsługiwanych przez poszczególne kancelarie komornicze. Prowadzi to ich niestety do mylnych wniosków. Na przykład porównywanie skuteczności kancelarii, które prowadzą wyłącznie pierwszą egzekucję po wyroku sądowym z dużymi kancelariami, które prowadzą egzekucje, w dużej części, po wcześniejszych bezskutecznych egzekucjach – często więcej niż jednej, w których wskaźnik skuteczności z definicji musi być w danym roku niższy, w samej istocie jest porównaniem błędnym.

Bezsprzecznie prowadzenie takich kolejnych egzekucji przez kancelarie komornicze nie powinno obniżać wskaźnika skuteczności egzekucji. Wręcz przeciwnie, z punktu widzenia konkretnego wierzyciela, takie sprawy zwiększają efektywność postępowań egzekucyjnych. Projekt ustawy zaś w praktyce uniemożliwi dochodzenie takich należności i doprowadzi do pogorszenia efektywności współpracy wielu wierzycieli z komornikami, a w skrajnych przypadkach do rezygnacji z korzystania z wymiaru sprawiedliwości przy dochodzeniu swoich roszczeń.

Jaki będzie efekt przyjętych zmian?

Jeśli odbierze się wierzycielom możliwość wyboru komornika, to wyeliminuje się jednocześnie m.in. ponowną egzekucję spraw oraz egzekucję spraw trudnych, drobnych. Jeśli zatem projektodawcom chodzi o zwiększenie skuteczności poprzez wyeliminowanie kierowania do komorników spraw o niskiej skuteczności, to efekt ten zapewne uzyskają. Z rynku zniknie duża część spraw egzekucyjnych, a wierzyciele będą zmuszeni szukać alternatywnych sposobów radzenia sobie z długami.

Zmniejszenie wolności wyboru komorników wpłynie na spadek pozycji Polski w raporcie Doing Business, a zatem również na zmniejszenie atrakcyjności kraju, jako miejsca do inwestowania. W raportach Banku Światowego i jego rankingach brane są pod uwagę wyłącznie realne udogodnienia dla wierzycieli w danym kraju (dane są uzyskane m.in. na podstawie opinii i ankiet prowadzonych wśród przedsiębiorców, w tym wierzycieli). Każda negatywna zmiana prawa dla przedsiębiorców przełoży się na spadek Polski w rankingach Banku Światowego.

Wbrew założeniom autorów projektu wpływ projektowanych zmian na decyzje o zakładaniu nowych kancelarii i rozwój już istniejących będzie zdecydowanie negatywny. Po wejściu w życie proponowanych zmian praktycznie niemożliwe stanie się jakiekolwiek planowanie rozwoju kancelarii, zwłaszcza w kontekście zatrudniania nowych pracowników. Projekt ten z założenia eliminuje motywację ze strony komorników do inwestowania w rozwój i w wysoko wykwalifikowaną kadrę.

Ile starci budżet państwa?

Projekt będzie miał negatywny wpływ na budżet państwa. Ograniczenia ilościowe nakładane na poszczególne kancelarie spowodują, że setki tysięcy spraw kierowanych obecnie do egzekucji (w tym ponownej egzekucji) w ogóle nie trafią do kancelarii komorniczych. Będzie to dla wierzycieli nieopłacalne. Spowoduje to zwolnienie dziesiątek doświadczonych pracowników przez kancelarie, które będą musiały szukać ograniczenia kosztów własnych, w celu utrzymania jakiejkolwiek dochodowości.

Już w pierwszym roku funkcjonowania reguł nakładanych tą ustawą z rynku zniknie większość spraw masowych, a przedsiębiorcy przekażą je do obsługi polubownej firm windykacyjnych lub odpiszą te należności od razu w koszty uzyskania przychodów.

Zakładając bardzo ostrożnie, że z rynku zniknie wyłącznie ok. 1,5 mln spraw obsługiwanych w największych kancelariach (a redukcja może być większa), to wpływ ten na budżet Państwa wyniesie minimum ok. 45 mln. zł. rocznie strat dla budżetu (tylko z tytułu mniejszego wpływu z opłat sądowych – wierzyciele zrezygnują z dochodzenia tych należności na drodze sądowej). Dodając jednak odpisy w koszty uzyskania przychodów, o których mowa wyżej, a także inne opłaty ponoszone w związku z prowadzeniem postępowań sądowych np. opłaty skarbowe, opłaty za odpytanie ZUS, za odpytanie w Urzędach Skarbowych, podatki od wyegzekwowanych należności, opłaty ponoszone na rzecz operatorów pocztowych, koszty związane z redukcją zatrudnienia w kancelariach, należy zakładać straty dla budżetu nawet do 100 mln. zł. już w ciągu roku od wprowadzenia tych utrudnień i faktycznego pozbawienia wierzycieli możliwości wyboru komorników sądowych.

Konfederacja Lewiatan

Rządowa nowelizacja Ordynacji podatkowej sprzeczna z expose premier Ewy Kopacz

Zmiany w Ordynacji wprowadzają narzędzia, które posłużą do ścigania podatników oraz wpłyną na zwiększenie obciążeń podatkowych. To najgorsze przepisy ostatnich lat, bowiem z jednej strony wprowadzają bardzo groźną dla podatników klauzulę obejścia prawa oraz ograniczają prawo do uzyskiwania interpretacji indywidualnych, z drugiej natomiast charakteryzują się ogólnikowością, brakiem precyzji i wyjątkową restrykcyjnością. Zdaniem Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, mogą mieć one negatywny wpływ na finanse przedsiębiorstw i gospodarkę.

Klauzula Obejścia Prawa

Projektodawca zaproponował ponowne wprowadzenie do polskiego porządku prawnego klauzuli obejścia prawa podatkowego, tym razem w wersji rozbudowanej, choć niepozbawionej wielu wad legislacyjnych i jednocześnie nastawionej represyjnie wobec podatników.

Kluczową kwestią dla stosowania klauzuli ma być stwierdzenie, że doszło do sytuacji, zwanej „unikaniem opodatkowania”.

Zgodnie z projektem za unikanie opodatkowania uważa się:
1) zastosowanie w sposób zamierzony sztucznej konstrukcji prawnej
2) gdzie głównym celem tego działania jest uzyskanie znacznej korzyści majątkowej
3) a efekt uzyskania znacznej korzyści majątkowej nie był przewidziany w przepisach prawa podatkowego oraz jest on sprzeczny z celem i istotą tych przepisów.
W przypadku stwierdzenia, że doszło do unikania opodatkowania wtedy opodatkowanie ma zastosowanie nie do czynności zastosowanej przez podatnika, ale do „rzeczywistego zdarzenia gospodarczego i typowej konstrukcji prawnej”.

Niekonstytucyjność

Projektowana regulacja jest niekonstytucyjna. Po pierwsze, przy ocenie czy doszło do unikania opodatkowania należy się odwoływać „do celów i istoty przepisów”. Nie ważne jest, zatem że podatnik zastosuje prawidłowo przepis (stosując np. wykładnię literalną, – jako metodę dopuszczalną i mającą pierwszeństwo przed innym metodami interpretacji), ale musi poszukiwać ponadto „celów i istoty przepisów”. Tymczasem „cel i istota” przepisów nie są zawarte w ustawie podatkowej. Ustawa podatkowa zawiera, bowiem tylko przepisy. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdy obowiązek podatkowy (zobowiązanie podatkowe) jest konstruowane w oparciu o elementy pozaustawowe. Ponadto regulacja jest dotknięta wadami, na które już wskazywał Trybunał Konstytucyjny wyroku z dnia 11 maja 2004 r. (K 4/03).

Definicja sztucznej konstrukcji prawnej

W praktyce kluczowe dla ustalenia czy doszło do „unikania opodatkowania” będzie ustalenie w toku postępowania, czy miała miejsce „sztuczna konstrukcja prawna”. Na definicję „sztucznej konstrukcji prawnej” składają się dwa elementy: nadmierna zawiłość konstrukcji oraz brak treści ekonomicznej.

„Nadmierna zawiłość” nie została zdefiniowana w projekcie, co powoduje, że istnieje w tym zakresie duży obszar swobody interpretacyjnej, czym jest owa „zawiłość”. Projektodawca wymienia tu przykładowo niektóre postaci zawiłości jak np. „realizowanie konstrukcji przez podmioty pośredniczące”, niemniej jednak definicja ta nie jest zamknięta.
Brak treści ekonomicznej posiada natomiast zamkniętą definicję poprzez wskazanie trzech typów „braku treści ekonomicznej”. Jedną z postaci „braku treści ekonomicznej” jest „brak adekwatności konstrukcji lub jej zbędność dla realizacji zdarzenia gospodarczego”.
Zestawiając, zatem przesłankę niedookreślonej „nadmiernej zawiłości” oraz „braku adekwatności do zdarzenia gospodarczego” stawiamy podatnika w bardzo ryzykownej sytuacji, w której niemalże każda transakcja przeprowadzona zgodnie z prawem, jednakże niecharakteryzująca się oczywistą prostotą (np. „kupno-sprzedaż towaru z terminem zapłaty 14 dni), może być uznana za „sztuczną konstrukcję prawną”.

Definicja znacznej korzyści majątkowej

Wbrew zapowiedziom nie będzie to instrument, który ma mieć zastosowanie do dużych podatników dokonujących optymalizacji na wielką skalę. Zgodnie z definicją zawartą w projekcie: znaczna korzyść podatkowa to korzyść przekraczająca 50 tys., zł. za rok podatkowy lub inny okres rozliczeniowy. Oznacza to, że podmiotowy zakres klauzuli dotyczy nie tylko dużych, ale także średnich jak i małych przedsiębiorców. Ewentualnie poza zakresem klauzuli pozostanie część mikro przedsiębiorców.

Działanie prawa wstecz

Zgodnie z projektem wprowadzane przepisy stosuje się do zobowiązań podatkowych powstałych od dnia 1 stycznia 2016 r. Taki zapis jest niewystarczający. Przepis przejściowy powinien stanowić gwarancję, że nowowprowadzane sankcyjne przepisy nie będą mieć zastosowanie do czynności wykonywanych w okresie 5 lat wstecz.

Podatnik, bowiem mógł dokonać pewnej czynności, kilka lat wcześniej, której skutki podatkowe mogą się pojawić również po 1.01.2016. Dla przykładu dotyczyć to może:
1) odpisów amortyzacyjnych dokonywanych po 1 stycznia 2016 r. od środków trwałych i wartości niematerialnych i prawnych nabytych przed dniem 1 stycznia 2016 r.
2) kosztów uzyskania przychodów od wydatków na nabycie towarów i usług poniesionych przed 1 stycznia 2016 r., których zaliczenie w koszty uzyskania przychodu nastąpi zgodnie
z przepisami Ustawy PIT i Ustawy CIT po 1 stycznia 2016 r.
3) odliczenia podatku naliczonego związanego z dostawą towarów i świadczeniem usług dokonanymi na rzecz podatnika przed 1 stycznia 2016 r. w związku, z którymi odliczenie podatku naliczonego może nastąpić na podstawie przepisów Ustawy o VAT po 1 stycznia 2016 r.
4) 4) zaliczenia po dniu 1 stycznia 2016 r. do kosztów uzyskania przychodu wydatków po ich uregulowaniu w związku z korektą kosztów uzyskania przychodu dokonaną przed 1 stycznia 2016 r. na podstawie art. 24d Ustawy PIT i art. 15b Ustawy CIT.
Zapis obecny nie realizuje zasady ochrony praw nabytych oraz związanej z nią zasady dotrzymywania umów i zasady ochrony interesów w toku.

Zmiany dotyczące interpretacji

Interpretacje prawa podatkowego – indywidualne i ogólne – stanowią obecnie obok orzecznictwa sądów administracyjnych jeden z filarów wiedzy dla podatników o sposobie stosowania i interpretowania prawa podatkowego. Przy ciągłej złożoności i niewielkiej przyjazności systemu podatkowego w naszym kraju (zgodnie z rankingiem Paying Taxes 2014 jesteśmy dopiero na 113 miejscu w świecie) mechanizm interpretacji, zwłaszcza indywidualnych, jest obecnie jednym z chwalonych i dających poczucie ochrony i pewności prawa podatkowego.

Tymczasem procedowana nowelizacja ustawy – Ordynacja podatkowa zakłada bardzo głęboką ingerencję w dzisiejsze mechanizmy i może gruntownie zdemontować system interpretacji indywidulanych. Proponowane zmiany obejmą:
1. Odmowę wydawania interpretacji indywidualnych, których stan faktyczny odpowiada wydanej interpretacji ogólnej. Wprowadzenie tej regulacji spowoduje:
-  pozbawienie podatników możliwości skargi do sądu administracyjnego, tym samym faktyczne związanie jednostronną niezaskarżalną decyzją Ministra Finansów;
-  istotne zmniejszenie stałości otrzymanej interpretacji w razie zmiany zdania Ministra Finansów – zmiana interpretacji ogólnej spowoduje także utratę ochrony podatników, przy braku weryfikacji tych decyzji przez sądy administracyjne, podnosząc tym samym ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej w wybranym modelu biznesowym. Dziś zmiana interpretacji indywidulanej jest możliwa jedynie w drodze zmiany prawa lub decyzją Ministra, która jednak podlega merytorycznej weryfikacji przez niezawisły sąd;
-  wygaszenie orzecznictwa sądowego w sprawach interpretacyjnych – brak możliwości skarg na rozstrzygnięcia interpretacyjne (gdzie wydane zostaną interpretacje ogólne) spowoduje w sprawach systemowych likwidację tego źródła wiedzy podatkowej;
 – znaczące podniesienie ryzyka sporu merytorycznego z organami skarbowymi poprzez jego przeniesienie na etap postępowań podatkowych z potencjalnymi sankcjami odsetkowymi i karnoskarbowymi;
- możliwość faktycznego wprowadzenia „ministerialnego” systemu podatkowego – istotny brak orzecznictwa sądowego, przy nieuchronnej obawie podatników, aby działać inaczej niż w interpretacji ogólnej sprawi, iż sposób interpretacji przepisu przez Ministra Finansów (w drodze interpretacji ogólnej) będzie powszechnie obowiązującym prawem, a ochronę da jedynie przyjmowanie podejścia zgodnego z oczekiwaniem organu.
2. Wygaszanie interpretacji indywidualnych niezgodnych z interpretacją ogólną – rozwiązanie jest konsekwencją powyższego, a spowoduje:
- pozbawianie podatników jednostronnymi, merytorycznie niezaskarżalnymi sądowo decyzjami Ministra Finansów już nabytej ochrony prawnej;
- potencjalne nadanie decyzjom Ministra mocy faktycznego uchylania skutków prawomocnych wyroków sądów administracyjnych (w tym NSA), poprzez następcze wydanie interpretacji ogólnej i wygaszanie przegranych rozstrzygnięć;
- istotne zmniejszenie ochrony i pewności rozstrzygnięć wydawanych podatnikom – otrzymana, prawomocna interpretacja na bazie, której przedsiębiorcy konstruują i prowadzą biznes będzie nieodwracalnie uchylana z dnia na dzień (formalnie ochrona interpretacją wprawdzie będzie nadal trwała do końca okresu – w VAT/akcyzie do końca miesiąca, jednak na zmianę modelu prowadzenia działalności potrzeba znacznie więcej czasu), zaś dzisiejsza zmiana interpretacji podlega kontroli sądowej;

- dodatkowo – przepis przejściowy zezwala na wygaszanie interpretacji wydanych w obecnym stanie prawnym, co stanowi swoiste naruszenie praw nabytych, gdyż podatnicy dostali dziś zaskarżalne rozstrzygnięcia (nierzadko po wyrokach) wchodząc w procedurę dzisiejszej Ordynacji podatkowej, zaś nowelizacja wprowadza nowe restrykcyjne narzędzie do stosowania wobec już obowiązujących aktów. Minister będzie mógł nie tylko odebrać ochronę w sprawach, gdzie sądy nie podzielają jego stanowiska, ale także nie dopuścić do wydania kolejnych, niekorzystnych dla siebie orzeczeń wydając interpretację ogólną.

Wskazane wyżej zmiany motywowane są przez projektodawców:
1) koniecznością wzmocnienia jednolitości prawa, tymczasem nie pozbawiając podatników dzisiejszych rozwiązań można to osiągnąć w większym stopniu integrując/specjalizując ośrodki wydające interpretacje (co przecież jest planowane), a także zwiększając ilość interpretacji ogólnych;

2) zasadnością zmniejszenia obłożenia organów interpretacyjnych – to również jest możliwe do uzyskania poprzez szersze stosowanie instytucji interpretacji ogólnych przez Ministra Finansów, podatnicy widząc rozstrzygnięcie ogólne uwzględniające dorobek sądowy i niemające charakteru profiskalnego nie składaliby kolejnych wniosków indywidualnych; dodatkowo dynamika wzrostu ilości interpretacji wyraźnie się osłabiła; warto także zwrócić uwagę, iż wydawanie postanowień o odmowie wydania interpretacji i wygaszanie już wydanych będzie wymagało tożsamego nakładu czynności (analizy stanu faktycznego), jaki dziś jest wkładany w procedurę zmiany interpretacji indywidulanej, a tam, gdzie podatnicy po zażaleniu potwierdzą/wygrają w sądzie swoje różnice w stanie faktycznym i Minister będzie musiał wydać interpretację indywidualną – ten nakład wręcz się zwiększy;

3) poprzez wskazanie, że podatnicy wciąż będą mogli się zapoznać ze stanowiskiem Ministra otrzymując ochronę – sytuacja w której ponad połowa interpretacji indywidualnych jest uchylana przez sądy wyraźnie wskazuje na ich częstą niezgodność z prawem i profiskalność. Poleganie zatem przez przedsiębiorców na wyłącznych rozstrzygnięciach organu, przy jednoczesnym odcięciu wyroków sądowych, z dużą dozą prawdopodobieństwa pogorszy sytuację podatników.
Oczywiście dostrzegamy także pozytywne zmiany w systemie interpretacji (możliwość wystąpienia z wnioskiem dwóch lub więcej stron, zamieszczanie szerszych informacji w BIP, wprowadzenie możliwości zmiany interpretacji na etapie wezwania do usunięcia naruszenia prawa) – nie są one znaczące w obliczu tak istotnej próby demontażu systemu interpretacji indywidualnych.

Zdecydowanie zatem postulujemy zaniechanie tak niekorzystnej z punktu widzenia przedsiębiorców modyfikacji systemu i w tej części zachowanie jego dzisiejszej ochronnej i dającej pewność prawa funkcji, także w oparciu o gwarancję sądowej weryfikacji niezgodnych z prawem rozstrzygnięć.

Odsetki od zaległości podatkowych

Proponowana nowelizacja Ordynacji podatkowej wprowadza nowy system naliczania odsetek od zaległości podatkowych powstałych po dniu 1 stycznia 2015 r.:

1) Podatnicy, którzy skorygują, w sposób nieprzymuszony działaniami organów skarbowych (kontrolą lub czynnościami sprawdzającymi), deklarację podatkową w ciągu pierwszych 6 miesięcy od jej złożenia i wpłacą zaległości w ciągu 7 dni od korekty mają skorzystać z obniżonej stawki odsetek w wysokości połowy standardowej stawki (czyli 5% – połowę z obecnie obowiązującej stawki standardowej – 10% rocznie).

2) W przypadku danin pośrednich (VAT, akcyza, cła) ma obowiązywać stawka podwyższona – 20% rocznie (obliczona jako 200% standardowej stawki odsetek), jeżeli zaległość w tych podatkach zostanie:
 – stwierdzona przez organy w trakcie postępowania podatkowego,
 – gdy podatnik nigdy nie złożył odpowiedniej deklaracji ani nie wpłacił podatku, albo
  – gdy deklaracja została skorygowana przez podatnika w wyniku kontroli lub czynności sprawdzających organów skarbowych (w ostatnim przypadku jedynie gdy kwota zaniżenia przekraczała 25% kwoty należnej).
3) W pozostałych przypadkach będzie stosowana standardowa stawka odsetek (obecnie 10%).

W zamierzeniu Ministerstwa Finansów obniżone odsetki (5%) mają promować szybkie (w ciągu 6 miesięcy) korygowanie błędów przez podatników, zaś odsetki podwyższone (20%) mają stanowić dodatkowy bat na nieuczciwych podatników. W efekcie jednak podatnicy, którzy nie zdążą z korektą w ciągu 6 miesięcy zapłacą 10% odsetki, jeśli nie 20% w przypadku zaległości w VAT lub akcyzie.

Proponowane rozwiązanie dotyczące obniżonych odsetek jest ewidentnie niekorzystne dla uczciwych podatników w porównaniu do obecnego systemu. Propozycja stosowania obniżonych odsetek (50% stawki podstawowej) wyłącznie przez 6 miesięcy od daty deklaracji podlegającej samokorekcie przez podatnika odbiera dotychczasowe uprawnienie stosowania obniżonych odsetek (75% stawki podstawowej, czyli 7,5%) przez cały okres (tj. 5-6 lat) do przedawnienia zobowiązania podatkowego. Niewymuszone autokorekty deklaracji pozwalają administracji podatkowej na zmniejszenie kosztów związanych z prowadzeniem kontroli i sporów podatkowych oraz są przejawem woli podatników do rozliczania się zgodnie z przepisami.

Postulujemy zatem utrzymanie dotychczasowego uprawnienia podatników do obniżonych odsetek (75% stawki podstawowej) przez cały okres do przedawnienia zobowiązania podatkowego. Stawka 50% stawki podstawowej w pierwszych 6 miesiącach może stanowić uzupełnienie stanu dotychczasowego a nie jego zastąpienie.

Rozwiązanie dot. podwyższonej stawki (200% stawki podstawowej) powinno być znacząco ograniczone jako dodatkowa sankcja finansowa dla nieuczciwych podatników VAT i akcyzy. Obawiamy się jednak, że okaże się ono batem na uczciwych podatników, którzy popełnili błędy w rozliczeniach, często spowodowane zmieniającymi się interpretacjami prawa podatkowego. W praktyce to uczciwi podatnicy poniosą ciężar takich odsetek, gdyż takich odsetek nie będzie można wyegzekwować od przestępców podatkowych (działających często przez firmy-słupy).

W szczególności podwyższona stawka odsetek (200% stawki podstawowej) nie powinna być stosowana w przypadku autokorekt dotyczących pomyłek, co do rozpoznania we właściwym okresie rozliczeniowym (tj. gdzie podatnik zapłacił już wcześniej podatek, choć za błędny okres). Należy bowiem odróżnić takie przypadki, gdzie podatnik zapłacił podatek, od sytuacji nieuczciwych podmiotów, które w ogóle nie wykazały, ani nie zapłaciły należnego podatku.

Konfederacja Lewiatan

Nowa minister infrastruktury i rozwoju musi przygotować strategię na kolejnych 7 lat. Wśród priorytetów elektroniczny pobór opłat

CEO Magazyn Polska

Nowa minister infrastruktury i rozwoju obejmuje stanowisko w trudnym okresie przejściowym pomiędzy dwiema unijnymi perspektywami budżetowymi. Wśród najpilniejszych zadań jest rozliczenie wydatków z perspektywy 2007-2013 i strategia inwestycji na kolejnych 7 lat. Jedną z pierwszych powinno być przejście na elektroniczny system poboru opłat na autostradach.

 To jest bardzo krytyczny okres dla rozwoju całego systemu transportowego w Polsce. Po pierwsze, przełom kolejnych okresów budżetowych, więc ogromne wzywania. Po drugie, dostosowanie istniejących systemów do tego, jaki jest popyt, oraz do tego, w jaki sposób zarządzać popytem na transport, w jaki sposób robić to inteligentnie, nowocześnie i innowacyjnie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Dąbrowska, prezes Fundacji Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych.

Czas na rozliczenie projektów z lat 2007-2013 upływa z końcem 2015 r., z kolei kumulacja nowych przetargów wystąpi najprawdopodobniej w latach 2016-2017. Dąbrowska ocenia, że Maria Wasiak będzie kontynuowała politykę swojej poprzedniczki Elżbiety Bieńkowskiej, która odchodzi do Brukseli na stanowisko komisarz europejskiej ds. przedsiębiorczości i rynku wewnętrznego.

Wyzwaniem jest takie zaplanowanie inwestycji, by uniknąć problemów z poprzednich lat. Choć w Polsce budowało się najwięcej w historii, wielu wykonawców z sektora budowlanego miało poważne problemy. Wiele inwestycji przebiegało też z opóźnieniami, zarówno w drogownictwie, jak i kolejach.

‒ Ważnym elementem jest kwestia powiązania programu innowacji i ich wdrażania, również w transporcie, infrastrukturze, z programem inwestycyjnym – podkreśla Dąbrowska. ‒ Mamy jeszcze dużo do zrobienia – kolejne odcinki autostrad, linii kolejowych, inwestycje punktowe na kolei, które powinny usprawnić przepływ towarów, zwłaszcza z i do polskich portów morskich, więc wszystkie elementy związane z transportem kolejowym i intermodalnym.

W drogownictwie ważnym projektem, łączącym inwestycje infrastrukturalne z innowacją, jest odejście od manualnego systemu poboru opłat. Zaproponowała to poprzednia minister, a według Dąbrowskiej Wasiak nie powinna zmienić tych planów, zwłaszcza że elektroniczny pobór opłat został już przetestowany w przypadku samochodów ciężarowych i sprawdził się. Pilotażowe wprowadzenie elektronicznego systemu poboru opłat od samochodów osobowych możliwe jest już w 2015 r.

‒ Udrożnienie tych wąskich gardeł, jakimi są bramki na autostradach, będzie także bardzo istotnym elementem rozwoju gospodarczego. Zwiększenie liczby wjazdów na autostrady pozwoli przyłączyć do całego systemu transportowego gminy, samorządy, które mogą się rozwijać, stworzyć kolejne miejsca pracy, przyciągać inwestorów – uważa Dąbrowska.

Dodaje, że wprowadzenie elektronicznego systemu poboru opłat dla aut osobowych na autostradach to oszczędność nawet kilkunastu miliardów złotych dzięki zmniejszeniu korków, poprawie przepustowości oraz redukcji kosztów związanych z manualnym poborem opłat.

Na likwidacji bramek i szlabanów na autostradach skorzystają nie tylko turyści – choć letnie korki zwłaszcza na autostradzie A1 są mocno nagłaśniane – lecz przede wszystkim osoby na co dzień korzystające z sieci szybkich dróg.

‒ Problem zaczyna się pojawiać nie tylko w czasie wakacyjnym, lecz także w czasie codziennych biznesowych relacji i podróży, które są realizowane przez mieszkańców Śląska, Mazowsza czy Wielkopolski. To jest problem gospodarczy, który będzie narastał, bo z roku na rok nie maleje, tylko dynamicznie rośnie liczba pojazdów, które poruszają się po naszych drogach – zapowiada Dąbrowska.

Według niej wykorzystanie technologicznych innowacji i opracowanie dobrej strategii inwestycji na kolejne lata pozwoli lepiej wykorzystać unijne środki. Celem musi być przede wszystkim uniknięcie powtórki kryzysu w branży budowlanej, spowodowanej walką o jak najtańszą realizację kontraktów z poprzedniej perspektywy budżetowej.

ARiMR: Zmieniają się zasady przyznawania płatności bezpośrednich. Szacowana stawka wyniesie około 110 euro za hektar

W przyszłym roku zmieniają się niektóre zasady przyznawania płatności w ramach systemu dopłat bezpośrednich dla rolników. Producenci żywności będą mogli ubiegać się o nie do mniejszej niż w tym roku powierzchni. Właścicielom gospodarstw rolnych będzie przysługiwały także dopłaty do produkcji zwierzęcej, upraw niektórych roślin, za zazielenianie i produkcję tytoniu. Na wsparcie mogą liczyć także młodzi rolnicy.

W nowej perspektywie finansowej 2015-2020 na płatności bezpośrednie będzie przeznaczonych 20 mld 129 mln euro. Rolnicy będą mogli ubiegać się o jednolitą płatność obszarową (do ha kwalifikujących się gruntów ornych), na zazielenienie, płatność dodatkową (w przedziale od 3 do 30 ha), do sektorów produkcji zwierzęcej i upraw roślin.

O płatność dodatkowa będą mogli ubiegać się także młodzi rolnicy. Przewidywane jest również wdrożenie wsparcia krajowego w zakresie płatności dla plantatorów tytoniu, która ma być realizowana na zasadach mijającej perspektywy finansowej – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Renata Mantur, dyrektor Departamentu Płatności Bezpośrednich Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR),

Dodatkowo rolnicy będą mogli wstąpić do tzw. systemu małych gospodarstw.

Może do niego zgłosić akcesję każdy rolnik, z tym że kwota maksymalna, jaką będzie mógł otrzymać, wyniesie maksymalnie 1250 euro – mówi Mantur. – Osoby uczestniczące w systemie, będą zwolnione z obowiązku realizacji trzech praktyk dotyczących zazielenienia. Nie będą również objęte kontrolami w zakresie wzajemnej zgodności, a dane o kwotach, które otrzymali nie będą publikowane na stronach internetowych.

Zmieniają się jednak zasady przyznawania płatności oraz schematów pomocowych.

Tak jak w latach ubiegłych będzie realizowany uproszczony system płatności bezpośrednich, czyli jednolita płatność obszarowa – zapewnia dyrektor Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. – Będzie ona przysługiwała do kwalifikującego się hektara rolnikowi, który posiada co najmniej jeden hektar gruntów rolnych. Jednak osoby, które ubiegają się jednocześnie o wsparcie związane z produkcją, będą mogły starać się o płatności bezpośrednie do mniejszej powierzchni. Ale tylko wówczas zostanie ona przyznana, gdy minimalna kwota płatności bezpośrednich za dany rok będzie większa niż 200 euro.

Na jednolitą płatność bezpośrednią zostanie przeznaczone ponad 3 mld 300 mln euro, a szacowana stawka będzie wynosiła ok. 110 euro.

Następną dotacją, o którą będą mogli ubiegać się rolnicy, jest tzw. płatność na zazielenienie. Ona będzie przysługiwała do hektara zakwalifikowanego do jednolitej płatności obszarowej, ale tylko gdy rolnik spełni obowiązkowe praktyki zazielenienia.

Dotyczy to rolników, którzy posiadają powyżej 10 ha gruntów ornych i którzy mają trwałe użytki zielone – mówi Mantur. – Rolnicy, którzy posiadają więcej niż 10 ha, będą musieli mieć dwie uprawy, jeżeli powierzchnia gruntów ornych w gospodarstwie będzie większa niż 30 ha, będą musieli mieć trzy uprawy. Uprawa główna nie może przy tym zajmować więcej niż 75 proc. powierzchni gruntów ornych. To istotna informacja dla osób, które jesienią będą siać rośliny ozime. Zasiewy będą już miały znaczenie dla realizacji zazielenienia.

Kolejnym obowiązkiem w zakresie dywersyfikacji jest posiadanie trzech upraw (gdy rolnik ma powyżej 30 ha gruntów ornych).

Taka osoba musi prowadzić trzy uprawy, z tymże główna nie może zajmować więcej niż 75 proc. gruntów ornych, a dwie główne – nie więcej niż 95 proc. – precyzuje Mantur.

Istotną praktyką jest obowiązek posiadania tzw. obszarów proekologicznych.

To np. obszary zalesione, rowy do sześciu metrów, uprawy zagajników o krótkiej rotacji, strefy buforowe, miedze i szereg innych elementów – tłumaczy Renata Mantur.

Średnia szacowana stawka płatności na jeden hektar z tytułu realizacji praktyk za zazielenienie, jak informuje dyrektor ARiMR, wynosi około 74 euro. Rolnicy którzy będą ubiegać się o jednolita płatność obszarową, otrzymają 184 euro. Poza tym rolnikom będzie przysługiwała tzw. płatność dodatkowa do gruntów kwalifikujących się do jednolitej płatności obszarowej. Osoby posiadające gospodarstwo o powierzchni od 3 do 30 ha otrzymają około 41 euro.

Provident wprowadza darmowe ubezpieczenie medyczne do pożyczek, w tym wizytę lekarza w domu i zwrot za leki

CEO Magazyn Polska

Każdy nowy klient, który pożyczy w Providencie co najmniej 1 tys. zł, będzie mógł skorzystać z pakietu medycznego AXA. Oferta nie ma ograniczeń wiekowych. Pakiet zapewnia pomoc w razie wypadku lub nagłej choroby.

– Jest możliwość zamówienia lekarza do domu, lekarskiej wizyty domowej, także wizyty specjalisty, pielęgniarki, fizjoterapeuty oraz transportu medycznego. Najważniejsza jest chyba jednak możliwość refundacji leków do 200 złotych na podstawie recepty – wylicza w rozmowie z Newseria Biznes Tomasz Pietruszewski, kierownik ds. rozwoju produktu i rynku w Providencie. – Drugą częścią tego ubezpieczenia są świadczenia hospitalizacyjne. Klient, jeżeli trafi do szpitala, może dostać 50 zł za każdy dzień pobytu w szpitalu, licząc od trzeciego dnia. Jest to świadczenie maksymalnie do 9 tys. złotych.

Ubezpieczenie medyczne dla kredytobiorcy jest dodatkową korzyścią z zaciągnięcia pożyczki. Faktycznie obniża jej koszt, bo pozwala oszczędzać na wydatkach zdrowotnych.

– Pakiet medyczny traktujemy jako coś, co jest realną korzyścią dla klienta, a z naszej strony możliwością budowania długotrwałej relacji z klientem – zaznacza Tomasz Pietruszewski. – Pakiet medyczny trwa rok, bez względu na to, na ile została wzięta pożyczka. Liczymy, że to jest główny benefit od nas, a nie tylko narzędzie sprzedażowe.

Jak każdy produkt ubezpieczeniowy pakiet medyczny dla klientów Providenta obejmuje ochroną wiele przypadków, pewnych jednak nie obejmuje. Obie firmy starają się, by ubezpieczeni zdawali sobie z tego sprawę.

– Przygotowaliśmy materiały, w których pokazujemy, jaki jest zakres ubezpieczenia, kiedy mówimy o korzyściach ubezpieczenia. Ale mówimy też o tych elementach, które nie są objęte ochrona ubezpieczeniową – mówi Mariusz Wójcik, członek zarządu AXA Życie. Zależy nam na tym, by klient otrzymał pełną informację o tym, w jakim zakresie jest ubezpieczony, a w jakim nie jest ubezpieczony.

Bezpłatny pakiet medyczny ma być elementem promocji, która nie tylko przyciągnie do obu firm nowych klientów, lecz także zwiążę ich z nimi na dłużej.

– Ważne dla nas jest to, żebyśmy byli w stanie wspólnie zweryfikować proces sprzedaży ubezpieczenia – podkreśla Mariusz Wójcik. – Żebyśmy byli wspólnie z naszym partnerem pewni co do tego, że wszelkie informacje kluczowe są przekazywane klientowi. Oprócz sprzedaży bardzo ważne dla nas jest również utrzymanie tego klienta, czyli odpowiedni sposób obsługi.

Łączenie produktów ubezpieczeniowych z produktami innych firm to perspektywiczna część rynku. Pozwala zdobywać nowych klientów i rozszerzać działalność. Choć na razie to nisza rynkowa, z czasem może stać się ważną częścią sektora ubezpieczeniowego.

– Widzimy, że krok po kroku zaczynają pojawiać się na rynku nowe programy ubezpieczeniowe, które tworzone są wspólnie z rożnego rodzaju firmami – zauważa Mariusz Wójcik z AXA. – Chcemy wejść mocniej w ten segment, widzimy tutaj duży potencjał, dlatego chcielibyśmy bardziej rozwijać nowe produkty dla tego segmentu.

Polskie firmy szukają nowych rynków zbytu

Trudna sytuacja na Wschodzie powoduje, że eksporterzy szukają nowych rynków zbytu, również tak egzotycznych, jak Malediwy czy Belize. Prawie co piąta firma deklaruje, że w decyzji o podjęciu współpracy z zagranicznym partnerem mogłoby pomóc sprawdzenie jego wiarygodności i wypłacalności.

Polscy przedsiębiorcy próbują zrekompensować straty wynikające z sytuacji panującej na wschodzie Europy oraz trudności we współpracą z krajami Unii Europejskiej. Wszystko to powoduje, że coraz intensywniej szukają alternatywnych rynków zbytu. Widać to szczególnie po liczbie pytań, które otrzymuje nasza wywiadownia handlowa – mówi agencji Newseria Biznes Szymon Wiliński, dyrektor ds. rozwoju usług informacji i windykacji w Coface.

Dane Ministerstwa Gospodarki wskazują, że w związku z trudną sytuacją w regionie w I półroczu znacząco zmniejszył się eksport na rynki wschodnie. Sprzedaż towarów na Ukrainę spadła o ponad 26 proc., a do Rosji o blisko 11 proc. Dynamiczny wzrost odnotowano natomiast w eksporcie do krajów rozwijających się – dwukrotnie wzrósł eksport do Algierii, do Zjednoczonych Emiratów Arabskich o 64 proc., a do Arabii Saudyjskiej o ponad 45 proc. Przedsiębiorcy interesują się również krajami dalekowschodnimi, nie tylko Chinami i Indiami, lecz także Japonią.

Otrzymujemy pytania dotyczącego całego świata, w ostatnim czasie m.in. z Malediwów, Kataru, Belize, czyli rajów podatkowych – przyznaje Wiliński.

Jak wynika z badań przeprowadzonych wśród małych i średnich przedsiębiorstw przez Bibby Financial Services, 20 proc. badanych przyznaje, że pomoc w sprawdzeniu wiarygodności kontrahenta mogłaby ich skłonić do nawiązania współpracy handlowej. 15 proc. deklaruje, że do wejścia na inne rynki brakuje im większej wiedzy na ich temat. Przedsiębiorcy, którzy zwracają się do Coface z prośbą o stworzenie raportu handlowego, szukają informacji, na bazie których będą mogli podjąć decyzję odnośnie nawiązania bądź kontynuowania współpracy.

Informacje, które dostarczamy, zawierają w szczególności wszystkie dane dotyczące rejestracji danego podmiotu. Są to również informacje finansowe i te oparte na naszych doświadczeniach, jako ubezpieczyciela należności, firmy faktoringowej i windykacyjnej – podkreśla ekspert Coface.

Raporty handlowe wspomagają procesy decyzyjne oraz zwiększają bezpieczeństwo handlowe. Choć większość podanych informacji znajduje się w powszechnie dostępnych publikacjach sądowych i gospodarczych, to dotarcie do nich często wiąże się z dodatkowymi kosztami i jest czasochłonne.

W raportach są też informacje oparte na naszych doświadczeniach. Wskaźnikiem, który pokazuje poziom wiarygodności klienta, jest limit rekomendowany przez Coface – tłumaczy Wiliński.

Raport podaje też ocenę ryzyka nawiązania współpracy z danym podmiotem, a dzięki stosowanemu systemowi również prawdopodobieństwo niewypłacalności w ciągu najbliższego roku. Jak podkreśla Wiliński, Coface jest w stanie dostarczyć raporty o firmach zagranicznych z każdego zakątka świata.

Dla przedsiębiorców istotna jest  szybkość dostarczenia danych, dlatego oferujemy możliwość pobierania informacji online. W danym momencie można pobrać informację o firmie funkcjonującej np. we Francji czy w innych krajach, z którymi dany przedsiębiorca chce współpracować – mówi Szymon Wiliński.

Łatwiejsze inwestycje w specjalnych strefach ekonomicznych, ale z niższym wsparciem publicznym. Rząd przyjął nowe przepisy

CEO Magazyn Polska

Dzięki przyjętym wczoraj przez rząd zmianom w przepisach o specjalnych strefach ekonomicznych mają się poprawić warunki dla małych i nowych inwestorów. Choć z uwagi na wdrożenie unijnego prawa maksymalna wysokość pomocy publicznej będzie maleć, w ciągu najbliższych lat inwestorzy mogą liczyć na nawet 500 mln euro rocznie. SSE stają się coraz ważniejszym czynnikiem, bo maleje dostępność innych sposobów wsparcia.

W tym momencie specjalne strefy ekonomiczne nabierają zupełnie innej atrakcyjności. One w wielu przypadkach są jedyną możliwością przyciągnięcia inwestora, jedyną możliwością dania mu tej zachęty do inwestowania. Z tej perspektywy to bardzo duży motywator, a dla niektórych inwestorów nawet jedyny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Beata Tylman, dyrektor Zespołu Pomocy Publicznej PwC Polska.

Rada Ministrów na wczorajszym posiedzeniu przyjęła trzy nowe projekty związane z SSE. Nowelizacja ustawy o strefach ma ułatwić składanie wniosków o przyznanie pomocy publicznej. Pomoc publiczna dla inwestorów w SSE została w projekcie nowelizacji dokładnie sprecyzowana, pojawiły się także zasady dotyczące zwrotu wsparcia. Projekt resortu gospodarki ma też na celu ujednolicenie zasad zmiany zezwolenia na działalność w strefie, przede wszystkim w zakresie obniżenia warunku zatrudnienia.

Przyjęte rozporządzenia zmieniają kryteria dotyczące obejmowania nowych gruntów specjalną strefą ekonomiczną oraz wprowadzają unijne wymogi związane z obniżeniem maksymalnej wysokości wsparcia publicznego.

Przede wszystkim główna zmiana to wprowadzenie nowej mapy pomocy regionalnej, bo jednak Polska już jest trochę bogatszym krajem, niż była 7 lat temu. Właściwie bez zmian pozostaną tylko województwa wschodnie. Ta mapa pomocy regionalnej w tym kształcie będzie obowiązywała tylko do końca 2016 roku. A od początku 2017 roku będziemy mieli jeszcze mniejsze progi – tłumaczy Tylman.

Zgodnie z rozporządzeniem maksymalna wysokość wsparcia dla województw wschodnich wyniesie 50 proc. kosztów kwalifikowanych, 25 proc. w województwach dolnośląskim, wielkopolskim i śląskim, 20 proc. w regionie warszawskim zachodnim, 15 proc. w samej Warszawie i 35 proc. w pozostałych regionach kraju. Na maksymalną intensywność pomocy publicznej mogą liczyć jedynie mali przedsiębiorcy – dla średnich i dużych inwestorów progi są proporcjonalnie niższe.

Kolejna zmiana jest dosyć istotna dla tych, którzy szykują w tej chwili do rozszerzenie strefy o grunty. Zmiany wprowadzają kryteria wejścia. Dla niektórych województw te standardowe kryteria wejścia będą obniżone o 20 i o 30 proc., ale tylko do końca 2016 roku, a od 2017 roku będą one o wiele bardziej ostre – podkreśla Tylman.

Zgodnie z rozporządzeniem dla powiatów o niskiej stopie bezrobocia chcący rozszerzyć SSE inwestor musi zadeklarować stworzenie co najmniej 400 nowych miejsc pracy lub zainwestować co najmniej 280 mln zł, czyli o 20 proc. mniej niż obecnie. Jednak dla powiatów o stopie bezrobocia przekraczającej średnią krajową wymogi te zostały obniżone aż o 30 proc. i wynoszą odpowiednio od 140 do zaledwie 35 miejsc pracy (w zależności od stopy bezrobocia) lub od 97 do 12 mln zł.

Tylman dodaje, że choć po 2016 r. można spodziewać się zaostrzenia warunków pomocy publicznej w SSE, to instrument ten pozostanie atrakcyjny. Unijna perspektywa budżetowa na lata 2014-2020 zakłada niemal całkowitą rezygnację z pomocy publicznej dla dużych inwestorów poza SSE, trudniej o środki będzie też małym i średnim przedsiębiorcom. Dlatego SSE pozostaną jedynym tak dużym i dostępnym sposobem uzyskania wsparcia.

Ministerstwo Gospodarki przypomina, że średnia roczna wartość inwestycji w SSE, na które zezwolenia wydano w ciągu ostatnich trzech lat, wyniosła 6,5 mld zł. Resort szacuje, że w kolejnych latach średnioroczne koszty powinny wynieść ok. 6 mld zł, co przy założeniu średnio 35-proc. wsparcia publicznego przełoży się na ok. 500 mln euro (ponad 2 mld zł) dotacji rocznie.

Spada konsumpcja chleba w Polsce. Na rynku coraz więcej produktów chlebopodobnych

CEO Magazyn Polska

Polacy jedzą coraz mniej chleba. Przeciętny Polak kupuje rocznie ok. 50 kg pieczywa. To dwukrotnie mniej niż na początku przemian w naszym kraju. Na rynku przybywa też wypieków niższej jakości, które kwalifikuje się jako produkty chlebopodobne.

– Konsumpcja chleba spadła znacząco w porównaniu z latami 90. czy jeszcze wcześniejszym okresem – ocenia dr Robert Księżopolski, prezes Fundacji Chleb to Zdrowie. – Wiąże się to między innymi z bogaceniem się społeczeństwa, zastępowaniem produktów zbożowych przez inne produkty, które są bardziej przetworzone. Jeżeli chodzi o dane liczbowe, to tutaj możemy mówić o nawet takim dwukrotnym spadku spożycia chleba w porównaniu z początkiem lat 90.

Problemem rynku chleba w Polsce jest jego jakość. W sklepach można znaleźć zarówno wypieki najwyższej jakości, jak i wyroby chlebopodobne. Wiele osób kupując wypieki, które pięknie wyglądają na półce, ale smakują dużo gorzej, zraża się i ogranicza spożycie chleba. Dlatego promując pieczywo, trzeba dać konsumentowi gwarancję, że to, za co płaci i co będzie jadł, ma wysoką jakość.

– Chcielibyśmy mieć informacje o tym, w jaki sposób jest ono produkowane, z jakich składników, z jakiej mąki, z jakich ziaren – podkreśla dr Księżopolski. – Informacja ze strony producentów, jest niezbędna do tego, żeby uzyskać produkt najwyższej jakości, żeby konsument wiedział o tym, że to jest taki produkt, żeby tworzył się rodzaj kontraktu społecznego pomiędzy producentem a konsumentem, rodzaj zaufania opierającego się na obietnicy producentów dotyczącej dobrej jakości produktów.

O większą konsumpcję apelują też dietetycy i lekarze. Chleb występuje w większości rekomendacji dietetycznych, żywieniowych i medycznych jako niezbędny składnik codziennej diety. Instytut Żywności i Żywienia uznał chleb za podstawę piramidy żywieniowej.

– Chleb jest źródłem energii, witamin i soli mineralnych, dlatego powinniśmy go codziennie spożywać – powiedział agencji informacyjnej Newseria prezes Fundacji Chleb to Zdrowie.

Fundacja Chleb to Zdrowie powołana przez właścicieli kilku znanych piekarni oraz specjalistów od zdrowego żywienia ma za zadanie uświadomić Polakom, że chleb należy jeść kilka razy dziennie. Nie tylko dla smaku, lecz także dla zdrowia.

– Staram się zebrać jak największą grupę entuzjastów i pasjonatów pieczywa, którzy będą jednocześnie specjalistami branżowymi. To oznacza zarówno technologów, dietetyków, jak i przedstawicieli branży piekarskiej – mówi dr Robert Księżopolski.

Festiwale muzyczne napędzają sprzedaż biletów w internecie. Kwota jednej transakcji to średnio 350 zł

CEO Magazyn Polska

Średnio 350 zł wydaje jednorazowo na bilet na wydarzenie sportowe, kulturalne lub muzyczne użytkownik internetowej platformy eBilet.pl. Kupują je przede wszystkim kobiety w wieku 27-45 lat. W sezonie letnim największym zainteresowaniem cieszyły się festiwale, które coraz częściej poza muzyką oferują inne wydarzenia kulturalne.

Średnio każdy z naszych klientów wydał 350 zł, a to oznacza w sumie wydatki rzędu kilkudziesięciu milionów złotych – zdradza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marcin Matuszewski, prezes eBilet.pl. ‒ To wszystko zależy od eventu. Na przykład Super Mecz, w którym bilety zaczynały się od 200 zł, dawał oczywiście dużo większy koszyk niż w przypadku lekkoatletycznego memoriału Skolimowskiej.

Jak wynika z danych eBilet.pl za ubiegły kwartał, aż 70 proc. kupujących bilety to kobiety. Choć bilety są coraz droższe, zainteresowanie nimi nie maleje. Coraz więcej transakcji odbywa się też za pośrednictwem urządzeń mobilnych – wzrost rok do roku sięga 100 proc., a eBilet.pl wkrótce chce zaprezentować aplikację mobilną, która ma pozwolić na dalszy rozwój tego kanału sprzedaży.

W ubiegłych miesiącach spółka notowała dobrą sprzedaż m.in. w związku z przyciągającymi kilkudziesięciotysięczne widownie wydarzeniami sportowymi. Hitami były mecze piłkarskie Fiorentina-Real Madryt w Warszawie czy Borussia Dortmund-Śląsk we Wrocławiu oraz memoriał Kamili Skolimowskiej, w którym wystąpił rekordzista świata w sprincie Usain Bolt. Najważniejszym rynkiem internetowej sprzedaży biletów pozostają jednak festiwale.

Latem Polacy mają di wyboru wiele wydarzeń muzycznych, spośród których największy jest Open’er Festival w Gdyni. Przybywa jednak także festiwali organizowanych dla fanów poszczególnych gatunków muzyki. W Ostródzie odbywają się coraz popularniejsze festiwale muzyki disco polo oraz reggae, w Płocku – elektronicznej, a w Mrągowie – country.

Muzyka już nie wystarcza jako sam content. Wiele festiwali dodatkowo daje ofertę kulturalną i próbuje zatrzymać swoich klientów, czyli uczestników festiwalu, jak najdłużej, oferując im teatr, różnego rodzaju rozrywki organizowane w ramach tych wydarzeń, w tym modę – podkreśla Matuszewski.

Dużym zainteresowaniem wśród wydarzeń muzycznych cieszą się także pojedyncze koncerty. Hitem tego sezonu był sierpniowy koncert Justina Timberlake&HASH39;a w Gdańsku, na którym bawiło się ok. 42 tysięcy fanów.

Matuszewski przypomina, że eBilet.pl poza sprzedażą wejściówek zaangażował się także w promocję tego wydarzenia poprzez przygotowanie plakatów z wizerunkiem serca dla fanów. Spółka stara się również aktywnie reklamować również inne wydarzenia, na które sprzedaje bilety.

Event to nie jest tylko muzyka. To jest też samo poczucie i odbiór całości – i miejsca, i muzyki, i tego, w jaki sposób osoba przeżywa to wydarzenie. W tym kierunku idzie cała branża – podkreśla Matuszewski.

Na polskim rynku pracy brakuje specjalistów z branży IT. Przybywa za to cudzoziemców

CEO Magazyn Polska

Rynek pracy w sektorze IT w Polsce dynamicznie się rozwija. Zapotrzebowanie na informatyków jest coraz większe, zwłaszcza na wysoko wykwalifikowanych pracowników i doświadczonych programistów. Polscy informatycy są coraz bardziej doceniani w świecie, a polski rynek pracy w branży IT staje się coraz bardziej atrakcyjny dla specjalistów z innych krajów.

– Polskim informatykom powierza się coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Mamy nie tylko ludzi pracujących nad technologiami, programistów czy testerów, lecz także osoby zajmujące się wdrożeniem produktu u klienta – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Ciepluch, dyrektor Europejskiego Centrum Oprogramowania i Inżynierii Nokia.

Dobra znajomość języka angielskiego, z akcentem zrozumiałym dla innych, chęć współuczestnictwa i ambicja sprawiają, że polscy informatycy cieszą się dużym powodzeniem u pracodawców. Powoli rośnie też ich mobilność – dla atrakcyjnej pracy są gotowi na zmianę nie tylko miasta, lecz także państwa.

Branża IT jest jedną z najszybciej rozwijających się w Polsce. Jej wartość w 2013 roku Ministerstwo Gospodarki oceniło na 30 mld zł, obecnie działa blisko 9 tys. firm, które zatrudniają ponad 400 tys. osób. Szybki rozwój oznacza, że wzrasta też zapotrzebowanie na informatyków. Już dziś w Polsce brakuje ok. 50 tys. wykwalifikowanych pracowników (w Europie – ponad 270 tys.), przede wszystkim w dużych miastach, gdzie działają największe międzynarodowe firmy. Tam też działają centra badawczo-rozwojowe większości z nich.

Na rynku wrocławskim brakuje około 3 tys. informatyków programistów, deweloperów oraz testerów, którzy będą testowali oprogramowanie. Potrzebujemy osób z dużym doświadczeniem w programowaniu w języku C, C++ czy Java i znających telekomunikację – ocenia Ciepluch.

We wrocławskim centrum badawczo-rozwojowym Nokii trwa trzecia edycja projektu Nokia Academy, program skierowany jest do osób, które chcą pogłębiać wiedzę związaną z programowaniem. Jak podkreśla Bartosz Ciepluch, w ten sposób firma znajduje nowych pracowników – po miesięcznym szkoleniu części osób podczas poprzednich edycji zaproponowano zatrudnienie.

Branża IT należy do dobrze płatnych. Średnie wynagrodzenie zależy od doświadczenia i umiejętności, przeważnie jest jednak wyższe od średniej krajowej. Najlepsi zarabiają kilkanaście razy więcej. Dyrektor Europejskiego Centrum Oprogramowania i Inżynierii Nokia podkreśla, że również z tego powodu rynek pracy IT w Polsce staje się coraz bardziej atrakcyjny dla obcokrajowców.

Pracuje u nas dużo osób z Ukrainy, Włoch czy Hiszpanii. Płaca idzie w górę, co przyciąga inne nacje – podsumowuje Bartosz Ciepluch.