RPP zostawia stopy procentowe bez zmian. Cztery powody, dla których to logiczna decyzja

Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków, RPP postanowiła pozostawić stopy procentowe bez zmian.

To decyzja, którą uzasadnia wiele względów:

Po pierwsze, RPP dokonała znacznej ilości obniżek stóp w roku poprzednim – włącznie  z obniżkami w listopadzie i grudniu – i rozsądnie jest poczekać i poobserwować skutki tych działań.

Po drugie, początek roku jest „newralgiczny” z punktu widzenia inflacji o tyle, że zmienia się koszyk CPI obliczanego przez GUS, i dobrze jest poznać nowe wagi i inflację przeliczoną zgodnie z tymi wagami. Dodatkową informacją będzie skala ew. podwyżek różnorakich cen detalicznych „od nowego roku”, które zobaczymy we wskaźniku CPI za pierwszy kwartał.

Po trzecie, Rada może chcieć poczekać do czasu publikacji marcowej projekcji inflacji, uwzględniającej nowe czynniki (m.in. wyraźnie niższy bieżący poziom inflacji, niż to zakładała poprzednia iteracja Projekcji), przed podjęciem kolejnych decyzji.

Wreszcie warto zwrócić uwagę na kontekst międzynarodowy, ogólny wzrost napięcia geopolitycznego, szczególnie w odniesieniu do sytuacji w Iranie w ostatnich dniach. Obniżka stóp w takim otoczeniu międzynarodowym byłaby działaniem ryzykownym.

Prawdopodobnie poziom stóp procentowych pozostanie niezmieniony do marca – kiedy to Rada może dokonać kolejnej obniżki, jeśli znajdzie uzasadnienie w poziomie inflacji do tego czasu – a przede wszystkim w publikowanej wówczas Projekcji Inflacji.

The Farm 51 w ramach emisji akcji serii L planuje pozyskać do 10,4 mln zł

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy The Farm 51 Group S.A. podjęło uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego w drodze emisji akcji zwykłych na okaziciela serii L w trybie subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. W ramach emisji studio planuje pozyskać maksymalnie około 10,4 mln zł, emitując nie więcej niż 2 307 826 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł każda, przy cenie emisyjnej ustalonej na poziomie 4,50 zł za akcję. Dzień prawa poboru został wyznaczony na 2 lutego 2026 r.

Pozyskane środki zostaną przeznaczone przede wszystkim na realizację kompleksowej, międzynarodowej kampanii marketingowej gry Chernobylite 2 – największego projektu w historii studia The Farm 51. Celem działań promocyjnych jest istotne zwiększenie rozpoznawalności tytułu na kluczowych rynkach, dotarcie do szerokiego grona odbiorców oraz maksymalne wykorzystanie potencjału sprzedażowego gry zarówno w okresie premiery, jak i w kolejnych miesiącach po jej debiucie.

Emisja akcji serii L stanowi kluczowy krok umożliwiający realizację naszych największych projektów i pełne wykorzystanie potencjału Chernobylite 2. Z perspektywy produkcyjnej gra jest projektem gotowym i dopracowanym – zarówno pod względem jakości, jak i skali zawartości. O jej końcowym sukcesie komercyjnym zdecyduje jednak skuteczność działań marketingowych. Dlatego tak istotne jest dla nas zabezpieczenie odpowiedniego budżetu promocyjnego, który pozwoli przeprowadzić szeroką kampanię i w pełni wykorzystać potencjał marki na rynku globalnym – mówi Wojciech Pazdur, prezes zarządu The Farm 51 Group S.A.

Chernobylite 2 rozwijane jest jako produkcja o wyraźnie większej skali niż pierwsza część serii, zarówno pod względem świata gry, liczby mechanik, jak i zawartości fabularnej. Sukces pierwszego Chernobylite, które zbudowało rozpoznawalną markę i lojalną społeczność graczy, stanowi solidną podstawę do dalszej komercjalizacji serii. Spółka zakłada, że odpowiednio zaplanowana i przeprowadzona kampania marketingowa przełoży się na istotne zwiększenie sprzedaży nowej odsłony.

Równolegle The Farm 51 rozwija drugi strategiczny filar działalności obejmujący technologie dronowe oraz systemy symulacyjne wspierane sztuczną inteligencją. Spółka podpisała list intencyjny z Prodron Sp. z o.o. dotyczący wdrożenia zaawansowanego środowiska symulacyjnego dronów bojowych w warunkach walki radioelektronicznej, opartego na silniku Unreal Engine 5. Projekt ten – podobnie jak wcześniejsza intencja współpracy z BEST DRIVER w obszarze skalowalnych systemów szkoleniowo-badawczych dla bezzałogowych pojazdów lądowych – stanowi istotny element długoterminowej strategii dywersyfikacji działalności spółki.

– Pozyskanie środków w ramach emisji akcji serii L ma kluczowe znaczenie zarówno dla sukcesu komercyjnego Chernobylite 2, jak i dla dalszego rozwoju działalności The Farm 51. Odpowiednia skala działań marketingowych pozwoli w pełni wykorzystać potencjał tej produkcji na rynkach międzynarodowych, a jednocześnie zapewni spółce finansową elastyczność niezbędną do rozwoju perspektywicznych projektów symulacyjnych dla dronów. Kompetencje budowane w tym obszarze mogą w kolejnych latach stać się istotnym źródłem przychodów oraz ważnym uzupełnieniem działalności growej, wspierając długoterminowe budowanie wartości spółki – podkreśla Robert Siejka, wiceprezes zarządu The Farm 51 Group S.A.

Stopy procentowe bez zmian: dlaczego RPP zatrzymała cykl i kiedy wróci do obniżek?

Po tym jak w 2025 roku byliśmy świadkami agresywnego cyklu obniżania stóp procentowych przez RPP, w styczniu zdecydowano o utrzymaniu ich na dotychczasowym poziomie. Jakie były ku temu przesłanki? Kiedy będą kolejne obniżki? Czy istnieje ryzyko, że inflacja odbije? Na te pytania w swoim komentarzu odpowiada Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.

Rada Polityki Pieniężnej (RPP), zgodnie z konsensusem rynkowym, podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Decyzja ta następuje po bardzo mocnym okresie cięć w 2025 roku, w którym polski bank centralny zredukował główną stopę procentową o łącznie 175 punktów bazowych, sprowadzając ją do poziomu 4,00%.

Inflacja poniżej celu, ale z ryzykiem sezonowym

Bezpośrednim tłem dla dzisiejszej decyzji są dane o grudniowej inflacji, która według wstępnych szacunków wyhamowała do poziomu 2,4%. Oznacza to, że dynamika cen znalazła się nieznacznie poniżej celu inflacyjnego NBP (2,5%). Choć wynik ten jest sukcesem polityki pieniężnej, RPP zachowuje ostrożność. Ważne będą również jutrzejsze ostateczne dane, które pokażą, czy inflacja faktycznie kształtuje się poniżej celui rzucą światło na trwałość procesów dezinflacyjnych.

Rada wskazywała na prawdopodobny przystanek potrzebą dogłębnej analizy wpływu ubiegłorocznych cięć na realną gospodarkę. Początek roku tradycyjnie wiąże się z tzw. „efektem stycznia”, czyli aktualizacją cenników firm oraz zmianami cen administrowanych, co zazwyczaj generuje sezonowe podbicie wskaźnika CPI.

Mimo to, fundamenty dla dalszego spadku inflacji pozostają solidne. Utrzymujące się niskie ceny paliw oraz gazu ziemnego na rynkach światowych działają deflacyjnie. Wyraźne schłodzenie napięć na rynku pracy ogranicza presję popytową i płacową. Dobra kondycja polskiej waluty wspiera walkę z inflacją i buduje przestrzeń do ewentualnego luzowania polityki w kolejnych kwartałach.

Marzec pierwszym realnym terminem na obniżkę

Prezes NBP, prof. Adam Glapiński, podkreślił, że obecny poziom stóp (4%) jest optymalny dla zachowania stabilności makroekonomicznej. W scenariuszu bazowym rynek zakłada jeszcze jedną lub dwie obniżki w 2026 roku i w zasadzie do końca cyklu. Jeżeli jednak trend spadkowy inflacji utrzyma się powyżej oczekiwań, realny staje się scenariusz zejścia stóp nawet do poziomu 3%, co i tak przy inflacji przy celu zachowałoby pozytywny poziom realnych stóp procentowych.

Wobec tego oczy inwestorów zwrócone są teraz na marcowy raport o inflacji. To właśnie nowa projekcja banku centralnego ma stać się decydującym argumentem za wznowieniem cyklu obniżek, co czyni marzec najbardziej prawdopodobnym terminem kolejnego ruchu ze strony Rady. 

Złoty pozostaje bardzo mocny, choć dzisiejsze zmiany są niewielkie. Za euro płacimy nieco powyżej 4,21 zł, natomiast za dolara powyżej 3,61 zł.

Zmiany w zarządach Polskich ePłatności i Przelewy24. Maciej Nowosielski Prezesem obydwu spółek

  • Grupa Nexi wdraża zmiany w składach zarządów spółek Polskie ePłatności (PeP) i PayPro (Przelewy24)
  • Zmiany to kolejny krok w budowaniu silniejszej pozycji obu spółek na rynku w oparciu o synergię pomiędzy wiodącymi podmiotami sektora fintech w Polsce
  • Integracja kompetencji Polskich ePłatności i Przelewy24 podkreśla znaczenie konsolidacji usług płatniczych i odpowiada na potrzeby rynku.

Grupa Nexi wdraża strategiczne zmiany w składach zarządów spółek Polskie ePłatności Sp. z o.o. (PeP) oraz PayPro S.A. (Przelewy24). Od stycznia 2026 r. do tych gremiów dołączają doświadczeni liderzy biznesowi, co wzmocni synergię pomiędzy wiodącymi podmiotami sektora płatności bezgotówkowych w Polsce. Decyzje podkreślają znaczenie konsolidacji usług płatniczych, integrując kompetencje Polskich ePłatności (wiodącego dostawcy rozwiązań offline) z Przelewy24 (wiodącym dostawcą rozwiązań transakcyjnych on-line).

W spółce PayPro S.A., zarządzającej platformą Przelewy24, funkcję Prezesa Zarządu obejmuje Maciej Nowosielski, obecnie Prezes Zarządu PeP i dotychczas Przewodniczący Rady Nadzorczej PayPro. Nowym Członkiem Zarządu zostaje Zuzanna Hotiuk, pełniąca dotychczas funkcję CFO w PeP. Zmiany mają także miejsce w Polskie ePłatności Sp. z o.o., gdzie do zarządu dołącza Michał Hull w roli nowego CFO (dotychczasowy Prezes PayPro – Przelewy24).

Grupa Nexi, łącząc doświadczenia i kompetencje obu spółek, wzmacnia swoją pozycję lidera w sektorze płatności bezgotówkowych w Polsce i oferuje przedsiębiorcom niezależność, bezpieczeństwo oraz innowacyjne rozwiązania.

– Objęcie stanowiska Prezesa Zarządu PayPro stanowi dla mnie wyjątkowe wyróżnienie oraz powód do dalszej i jeszcze intensywniejszej pracy również z zespołem Przelewy24 – mówi Maciej Nowosielski. – Rynek zmienia się bardzo dynamicznie. Nie jest żadną tajemnicą, że wykorzystanie potencjału, jaki stoi za obiema spółkami, daje nam jeszcze większe możliwości rozwoju biznesu naszych klientów i nas samych. Grupa Polskie ePłatności, w skład której wchodzą Polskie ePłatności Sp. z o.o., Centrum Rozliczeń Elektronicznych Polskie ePłatności S.A. oraz Billbird S.A., są, pod względem generowanych przychodów największym operatorem płatności na rynku detalicznym w kraju. Z kolei Przelewy24 są największym operatorem płatności na rynku e-commerce obsługującym ponad 60 tys. kont merchantów, co jednoznacznie potwierdza wiodącą pozycję podmiotów Grupy Nexi w Polsce.

Maciej Nowosielski, Prezes Zarządu PayPro S.A., to doświadczony lider z ponad 25-letnim stażem w zarządzaniu strategicznym i operacyjnym. Związany z Polskimi ePłatnościami od maja 2017 r., gdzie początkowo pełnił rolę Dyrektora Handlowego, następnie Wiceprezesa Zarządu od stycznia 2020 r., a od lutego 2022 r. Prezesa Zarządu. Pod jego kierownictwem spółka osiągnęła pozycję lidera w dziedzinie płatności bezgotówkowych, rozszerzając portfolio produktów oraz sieć terminali do ponad 270 tysięcy urządzeń.

W 2025 roku PeP i Przelewy24, jako część Grupy Nexi, dzięki ciągłemu i dynamicznemu rozwojowi potwierdzają pozycję lidera na polskim rynku. Polskie ePłatności dołączyły do Grupy Nexi (wówczas Nets) w 2020 roku, a Przelewy24 w 2019 roku. Po fuzji Nets z Nexi w 2021 roku obie spółki stały się polskimi filarami grupy działającej w 25 krajach Europy, wspierając rozwój usług omnichannel oraz ekspansję międzynarodową grupy.

Rynek IT pod presją zmian: firmy inwestują w AI, specjaliści odczuwają niepewność

W 2026 r. polski rynek pracy IT wejdzie w fazę kolejnych zmian. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla rynku IT Contracting, aż 82 proc. firm z branży planuje rekrutacje, natomiast do kandydatów będą podchodziły bardziej selektywnie. Przedsiębiorstwa będą się koncentrowały przede wszystkim na doświadczeniu, bogatej wiedzy technicznej oraz kompetencjach związanych z AI i uczeniem maszynowym. Chociaż inne potrzeby firm oznaczają dla specjalistów nowe możliwości rozwoju, to zmiany zachodzące na rynku budzą ich obawy o zawodową przyszłość.

  • Firmy z sektora technologicznego planują rekrutować w 2026. Jednocześnie dostrzegają sprzeczne sygnały płynące z rynku pracy – 66 proc. dostrzega, że o pracę ubiega się więcej kandydatów, natomiast 25 proc. wciąż uważa, że na rynku występuje niedobór specjalistów.
  • Presja rynkowa oraz rewolucja AI sprawiają jednak, że zmieniają się ich potrzeby rekrutacyjne. Na najwięcej ofert mogą liczyć inżynierowie AI/ ML, specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa oraz data science. Zapotrzebowanie na takich profesjonalistów zdecydowanie przewyższa ich dostępność na rynku i winduje stawki.
  • Zaledwie 47 proc. specjalistów IT pozytywnie ocenia swoje perspektywy zawodowe na 2026. To o 10 pkt proc. mniej niż przed rokiem, co wynika ze zmian zachodzących na rynku pracy. Profesjonaliści zauważają ograniczoną liczbę ofert, rosnące oczekiwania pracodawców oraz rozwój sztucznej inteligencji, który rewolucjonizuje metody pracy w sektorze technologicznym.

Polska branża IT wykazuje stabilność w obliczu wciąż zmieniających się uwarunkowań biznesowych. Z jednej strony rok 2025 przyniósł wzrost gospodarczy i dynamiczne odbicie inwestycji, które pozwalają z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przyszłość. Pozytywną przesłanką jest również dalszy przepływ kadr oraz elastyczność firm i specjalistów, którzy starają się dotrzymać kroku dynamicznie rozwijającym się technologiom – w szczególności AI. Z drugiej strony na rynku IT utrzymuje się poczucie niepewności, które wpływa na postawy i decyzje zawodowe kandydatów. – twierdzi Arkadiusz Wargin, CEE Executive Director – IT & Engineering Contracting w Hays.

Rok 2025, podobnie jak lata poprzednie, upłynął w sektorze IT w atmosferze niepewności wynikającej z uwarunkowań geopolitycznych oraz makroekonomicznych. Firmy zachowywały ostrożność w decyzjach o uruchomieniu nowych inwestycji i rekrutacji, zawsze opierając je na wnikliwej analizie swoich potrzeb i możliwości. Podaż ofert na rynku pozostała umiarkowana, co poskutkowało większą elastycznością ze strony pracowników i kontraktorów, którzy aktywnie poszukiwali nowych możliwości zawodowych.

Specjaliści IT odczuwają niepewność

Raport płacowy Hays 2026 – IT Contracting jednoznacznie pokazuje, że selektywność rekrutacyjna po stronie firm oraz ograniczona liczba ofert pracy budzi wśród specjalistów IT obawy. Ponad 50 proc. z nich ocenia swoje perspektywy zawodowe na ten rok jako niepewne lub negatywne. Dla porównania, ten odsetek był niższy o 10 pkt proc. w 2025 i aż o 21 pkt proc. w 2024.Hays Poland wykres 1

Jak uważa Arkadiusz Wargin, wynika to nie tylko z obecnej sytuacji na rynku pracy, która dla specjalistów IT jest mniej sprzyjająca niż kilka lat wcześniej, ale również z obaw związanych z rozwojem sztucznej inteligencji.

Specjaliści dostrzegają, że AI może zastąpić człowieka w coraz większej liczbie zadań, również tych realizowanych na stanowiskach IT. Budzi to ich obawy o swoją przyszłość, ale równocześnie skłania do inwestycji w posiadane kompetencje – komentuje ekspert Hays.

Świadczą o tym deklaracje specjalistów IT, dotyczące wykorzystania sztucznej inteligencji w celach zawodowych. Z AI w pracy korzysta już 71 proc. profesjonalistów IT, co stanowi wynik o 10 pkt proc. wyższy niż przed rokiem. Jednocześnie zaledwie 24 proc. z nich uważa, że dzięki sztucznej inteligencji na rynku pracy pojawi się więcej dostępnych dla nich możliwości zawodowych.

Firmy poszukują ekspertów w określonych dziedzinach

Organizacje z sektora technologicznego nie wstrzymują rekrutacji. Co więcej, spośród tych deklarujących plany rekrutacyjne, 53 proc. spodziewa się wzrostu swojej aktywności pod względem pozyskiwania pracowników etatowych, a 60 proc. – pozyskiwania kontraktorów.

Eksperci Hays podkreślają jednak, że firmy bardzo analitycznie podchodzą do kwestii uruchomienia rekrutacji, a ich oczekiwania wobec talentów IT stale rosną. Oznacza to wyraźnie mniej ofert niż w złotym okresie dla branży IT przy równoczesnym wzroście zapotrzebowania na określone kompetencje.

W planowanych rekrutacjach firmy technologiczne będą się koncentrować przede wszystkim na pozyskiwaniu kompetencji z zakresu AI i uczenia maszynowego (75 proc.), infrastruktury i wsparcia IT (63 proc.), analizy danych i data science (56 proc.) oraz cyberbezpieczeństwa (44 proc.).Hays Poland wykres 2

Ponadto, podobnie jak w minionym roku, w 2026 firmy zdecydowanie częściej będą stawiały na doświadczonych kandydatów, wykazujących się eksperckimi umiejętnościami. Równocześnie stale rośnie zapotrzebowanie na kompetencje miękkie, takie jak zdolność dopasowania się do zmian, komunikacja, umiejętność podejmowania decyzji czy inteligencja emocjonalna.

 

Na dzisiejszym rynku IT sama wiedza techniczna coraz częściej nie wystarcza. Kompetencje miękkie przestały być miłym dodatkiem do imponującego portfolio projektów. O negatywnym wyniku rekrutacji bardzo często decyduje nie brak umiejętności technicznych, lecz niedopasowanie do zespołu. Gdy poziom kompetencji technicznych dwóch kandydatów jest do siebie zbliżony, o ostatecznym wyborze zazwyczaj decydują umiejętności miękkie – zauważa Paulina Szczotka, Senior Recruitment Partner w Hays.

Dynamika wzrostu płac hamuje, lecz są pewne wyjątki

Rok 2026 otwiera się w branży IT pod znakiem wyraźnych zmian zarówno w strukturze rekrutacji, jak i w poziomach wynagrodzeń. Specjaliści w dziedzinie technologii wciąż są jednymi z najbardziej cenionych na rynku pracy. Jednak rozwój sztucznej inteligencji oraz ewolucja priorytetów biznesowych zmieniają oczekiwania firm wobec doświadczenia i zestawu kompetencji.

Ponad 90 proc. firm IT zakłada, że ewentualne podwyżki w 2026 roku będą miały charakter kilkuprocentowy lub nie wystąpią wcale. Bardziej imponujące wzrosty stawek będą przyznawane głównie osobom posiadającym kompetencje, na które popyt rynkowy wyraźnie przekracza podaż.Hays Poland wykres 3

Jak wynika z Raportu płacowego Hays IT Contracting 2026, największą dynamikę wzrostu stawek kontraktorów B2B odnotowano m.in. w obszarze analizy danych i AI (w szczególności specjaliści ds. data science oraz inżynierowie AI/ ML), bezpieczeństwa IT (analitycy SOC, inżynierowie ds. cyberbezpieczeństwa), a także zarządzania projektami (PMO Manager, Senior IT Project Manager).

Trendy płacowe wskazują, że w 2026 należy oczekiwać dalszego wzrostu znaczenia ról związanych z analizą danych, sztuczną inteligencją, cyberbezpieczeństwem oraz zarządzaniem projektami. Rosnąca liczba inwestycji technologicznych i coraz bardziej złożone wyzwania biznesowe będą sprzyjać kontynuacji podwyżek w kluczowych obszarach – szczególnie tam, gdzie innowacje i bezpieczeństwo odgrywają ważną rolę – podkreśla Łukasz Nowakowski, Recruitment Manager w Hays.

O Raporcie

Raport płacowy Hays IT Contracting jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na ponad 100 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami z badania przeprowadzonego wśród firm i specjalistów IT oraz komentarzami ekspertów rynku pracy. Raport bazuje na oczekiwaniach ponad 15 tys. kontraktorów IT. Zestawienie zostało opracowane na podstawie danych uzyskanych w ramach projektów rekrutacyjnych w ramach projektów rekrutacyjnych realizowanych przez Hays Poland w 2025 r.

Rzecznik MŚP ostrzega przed nadregulacją staży. Kontrowersje wokół widełek wynagrodzeń

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców przekazała Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej swoje stanowisko do rządowego projektu ustawy o stażach (UD 307). Istotna część zgłoszonych uwag dotyczy określonych w projektowanej ustawie zasad ustalania należnego stażyście wynagrodzenia. Zastrzeżenia Minister Majewskiej budzi po pierwsze przepis określający, że należne stażyście wynagrodzenie nie może być niższe niż 35% przeciętnego wynagrodzenia. Ten ostatni wskaźnik jest bowiem obliczany na podstawie zróżnicowanych danych, przez co nie stanowi optymalnej wartości referencyjnej.

Co więcej, 35% przeciętnego wynagrodzenia może okazać się wymogiem nadmiernym, nieproporcjonalnie wysokim wobec możliwości finansowych najmniejszych przedsiębiorców, zwłaszcza funkcjonujących w słabszych ekonomicznie regionach. Dlatego Agnieszka Majewska postuluje w tym miejscu rozwiązanie mówiące o tym, że wartość świadczenia pieniężnego nie może być niższa niż 28% minimalnego wynagrodzenia. Staże mają często bardzo zróżnicowaną specyfikę, a część z nich może cechować się relatywnie niewielką intensywnością pracy lub dużymi nakładami organizacyjnymi, edukacyjnymi lub szkoleniowymi ze strony pracodawcy, co uzasadnia rozważenie nadania projektowanym przepisom większej elastyczności poprzez umożliwienie ustalania wysokości omawianego świadczenia pieniężnego na niższym poziomie.

Projekt ustawy przewiduje określenie nie tylko minimalnej, ale także maksymalnej dopuszczalnej wysokości świadczenia pieniężnego należnego stażyście. Zdaniem Rzecznika MŚP uzasadnienie omawianej propozycji wymaga istotnego rozwinięcia. To rozwiązanie może stanowić przejaw zbędnej nadregulacji o potencjalnie negatywnym wpływie na funkcjonowanie niektórych gałęzi gospodarki cechujących się relatywnie wysokim poziomem wynagrodzeń.

Minister Agnieszka Majewska wskazała ponadto na potrzebę doprecyzowania projektowanych przepisów dotyczących zakazu wymagania posiadania wcześniejszego doświadczenia przez stażystę oraz zasad prowadzenia stażu u przedsiębiorców prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze.

2026 będzie rokiem zmienności na rynku walut. Kurs dolara w defensywie, euro z potencjałem

Nie spodziewamy się spokojnego nowego roku, widzimy za to szereg czynników, które mogą wpłynąć na zmienność na rynku walutowym. Z jednej strony to perspektywy wzrostu kluczowych gospodarek – USA, strefy euro, Wielkiej Brytanii czy Chin. Z drugiej – decyzje banków centralnych, a nawet zmiany personalne w Rezerwie Federalnej. Przyjrzyjmy się 8 aspektom kluczowym dla kolejnych 12 miesięcy. 

W 2026 r. weszliśmy z szeregiem niepewności, które wciąż wiszą nad rynkami. Choć krucjata prezydenta Trumpa na płaszczyźnie polityki handlowej już w dużej mierze za nami, wciąż nie ujrzeliśmy pełnego wpływu większych restrykcji handlowych na globalną gospodarkę. Minie trochę czasu, nim ten rozlewający się po gospodarce (i potencjalnie opóźniony) wpływ ceł importowych będzie w pełni widoczny. Może być to nawet parę lat lub dłużej. Przedsiębiorstwa początkowo przyjęły na siebie część rosnących kosztów, zaś firmy i konsumenci uchronili się częściowo od brzemienia protekcjonistycznej polityki Trumpa przez wcześniejsze zakupy (front-loading).

Odpowiedź poszczególnych gospodarek na cła będzie kluczowa dla ścieżek polityki monetarnej w 2026 r. Spodziewamy się, że wzrost gospodarczy będzie w tym roku odporny, po części dzięki normalizacji kosztów życia i efektom dokonanego już rozluźnienia polityki. Dodatkowo wspierać powinny go inwestycje w AI, szczególnie w USA. Inflacja może być uporczywa ze względu na wprowadzone w ubiegłym roku cła oraz zmiany demograficzne na rynku pracy. Natomiast cele banków centralnych będą, naszym zdaniem, w zasięgu, a wielu decydentów będzie rozważać, czy nie jest to odpowiedni czas na podwyżki stóp procentowych. W USA sytuacja zamglona będzie przez zmianę składu Komitetu ds. Otwartego Rynku (FOMC), szczególnie że w maju swoją kadencję na stanowisku prezesa Fedu zakończy Jerome Powell.

Poniżej opisujemy, na czym naszym zdaniem skupią się w tym roku inwestorzy. Przedstawiamy także czynniki, które mogą napędzać zmienność na rynku walutowym.

Globalny wzrost powinien być odporny w obliczu boomu AI

Globalny wzrost był w 2025 r. zaskakująco odporny – większość gospodarek dobrze radziła sobie w obliczu burzy celnej, czemu sprzyjały solidne rynki pracy, ogólny spadek inflacji oraz bardziej akomodacyjne polityki monetarne i fiskalne. Oczekujemy, że wzrost pozostanie odporny także i w 2026 r. Niepewność powinna w dalszym ciągu ciążyć handlowi, natomiast najczarniejsze scenariusze zakładające istotne spowolnienie globalnej aktywności uznajemy za nierealistyczne w obliczu zniesienia najbardziej drakońskich restrykcji handlowych. Niższe stopy procentowe banków centralnych powinny być kluczowe dla osiągnięcia solidnej dynamiki wzrostu, szczególnie biorąc pod uwagę opóźniony wpływ cięć na gospodarkę.

Kluczowe jest to, jak na globalną gospodarkę wpłynie AI. Osoby liczące na natychmiastową eksplozję wzrostu dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji będą musiały trochę zaczekać, istotna poprawa produktywności może bowiem zająć lata. Same inwestycje w AI mogą jednak podbić wzrost PKB, zaś wczesne oznaki usprawnień operacyjnych (np. eliminacja rutynowych zadań i lepsze zarządzanie zasobami) mogą prowadzić do niewielkiej poprawy efektywności. Powinno to wesprzeć raczej rynki rozwinięte, a nie rozwijające się, przy czym najwięcej zyskają na tym w tym roku zapewne USA i Chiny – światowi liderzy w wydatkach na AI.

Jako że rynki pracy w tym roku zapewne się ochłodzą (amerykański i brytyjski wydają się szczególnie kruche), wydatki fiskalne powinny działać jako bufor dla wzrostu. Będą się one jednak różniły między krajami, czego świetnym przykładem jest Europa. Państwa z niskim poziomem zadłużenia (np. Niemcy i kraje skandynawskie) będą w odpowiedniej pozycji, by wydawać dużo, pole do manewru tych bardziej zadłużonych (Włochy, Francja itd.) będzie zaś dużo mniejsze. Sytuację pogarsza wyraźna niezdolność władz we wspólnym bloku do uchwalenia reform emerytalnych. Obecnie system mocno obciąża osoby w wieku produkcyjnym, by finansować świadczenia rosnącemu odsetkowi osób je pobierających – przy czym problem ten nie dotyczy tylko strefy euro.

Główne banki centralne staną się jastrzębie

Jak to zwykle bywa, ścieżka polityki monetarnej największych banków centralnych będzie w tym roku kluczowa dla rynków finansowych. W gospodarkach G10 większość rozluźniania jest już za nami. Wydaje się, że EBC już zakończył cykl obniżek, Fedowi i Bankowi Anglii niewiele brakuje (co najwyżej 1 do 2 cięć), zaś w przypadku garści innych (w tym Banku Rezerwy Australii, Banku Rezerwy Nowej Zelandii i Banku Kanady) oczekuje się w 2026 r. odwrócenia kursu. Sądzimy, że przed końcem roku stopy procentowe nie tylko osiągną minima, ale też że warunki gospodarcze mogą w niektórych przypadkach uzasadniać umiarkowane zacieśnianie.

Wiele gospodarek rozwiniętych wciąż może mierzyć się z podwyższoną inflacją. Do spadku głównej miary inflacji w tych gospodarkach mógłby prowadzić potencjalny spadek cen energii, który zostałby wsparty w razie zawieszenia broni między Rosją i Ukrainą. Inflacja bazowa pozostanie prawdopodobnie uporczywa, szczególnie w sektorze usługowym. Ponadto za sprawą stosunkowo ciasnych rynków pracy utrzymać może się inflacja płacowa. Kolejne argumenty za jastrzębiością banków stanowią amerykańskie cła i spadek niezależności Fedu.

Wykres 1: Rynkowe wyceny zmian stóp procentowych w gospodarkach G10 w 2026 r., miara w punktach bazowych (na dzień 06.01)Wyjątkowo bacznie będziemy się przyglądać wpływowi ewentualnego jastrzębiego zwrotu na globalne rentowności obligacji. Rynki finansowe oczywiście wyglądają naprzód, więc nawet lekka zmiana w jastrzębią stronę może spowodować wzrost rentowności na krótkim końcu krzywej (a potencjalnie również na długim, jeśli oczekiwania inflacyjne zostaną odkotwiczone). Stopniowy i kontrolowany wzrost rentowności powiązany z oczekiwaniami silnego wzrostu lub niewielkich podwyżek stóp procentowych nie byłby niczym dziwnym, gwałtowny ruch byłby jednak sygnałem ostrzegawczym, biorąc pod uwagę wpływ rentowności na wycenę akcji, koszty zadłużenia i ryzyko recesji. Bankierzy centralni powinni działać ostrożnie.

Wykres 2: Rentowności 30-letnich obligacji skarbowych w gospodarkach G3 (2025 r.)Dla rentowności istotne ryzyko stanowi także kwestia dynamiki zadłużenia – rządy wielu rozwiniętych gospodarek mierzą się z ogromnym deficytem fiskalnym i wysokim stosunkiem długu do PKB. Rosnąca potrzeba zadłużania się w związku ze starzejącą się populacją, malejącą siłą roboczą i zwrotem ku politykom antyimigracyjnym powinna prowadzić do dalszej emisji długu i dodatkowej presji wzrostowej na rentowności, szczególnie że rządy mają trudności z przeforsowaniem nawet niewielkich cięć wydatków socjalnych. Istotny wzrost rentowności obligacji długoterminowych stanowi prawdopodobnie największe ryzyko dla naszych prognoz dla globalnej gospodarki w 2026 r.

Dolar w dalszym ciągu będzie słaby?

Pomimo znacznej deprecjacji dolara w 2025 r. wciąż pozostajemy względem niego negatywnie nastawieni. Niepewność handlowa spadła, nie zniknęła jednak całkowicie. Sądzimy, że cła podtrzymają premię za ryzyko na dolarze, nawet jeśli będzie ona niewielka. Prawdopodobne jest również, że amerykański rynek pracy będzie się dalej ochładzać, szczególnie jeśli gospodarka będzie się dostosowywać do niższej imigracji, boomu w branży AI i zmian demograficznych, głównie starzejącej się siły roboczej. Jak dotąd dane wskazują, że gospodarka jest w stanie „no hire, no fire”. Choć nie spodziewamy się bardzo znaczącego pogorszenia sytuacji, warto zaznaczyć, że zamrożenie zatrudnienia często poprzedza wzrost zwolnień.

Wykres 3: Zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA (2023 – 2025)

Wspomniane już wyżej obawy dotyczące wywołanego cłami skoku inflacji okazują się na razie nieuzasadnione, szczególnie biorąc pod uwagę jej znacznie silniejszy od oczekiwanego spadek w listopadzie (rozminięcie się danych z oczekiwaniami było jednym z największych w ostatnich latach). Uważamy, że Fed nie będzie jednak wyciągał pochopnych wniosków, biorąc pod uwagę, że zaburzenia związane z zamknięciem rządu prawdopodobnie sztucznie zaniżyły odczyt. Powinien jednak kontynuować cięcia stóp procentowych, inflacja bowiem spada, a rynek pracy doświadcza ochłodzenia. Spodziewamy się co najmniej dwóch obniżek w tym roku, czyli tempa szybszego niż przedstawione w grudniowym dot plocie. Oczekujemy, że wesprze to presję spadkową na dolarze.

Starcie Kevinów: nowa twarz FOMC

Niepewność dotycząca składu FOMC będzie dla rynków w tym roku kluczowa, wpłynie to bowiem nie tylko na ścieżkę stóp procentowych w USA, lecz także na to, w jakim stopniu Fed będzie mógł utrzymać niezależność. Co zrozumiałe, uwaga skupi się na tym, kto zastąpi prezesa Jerome’a Powella po zakończeniu jego kadencji w maju. Według wycen na portalu Polymarket wciąż prowadzi gołębi sprzymierzeniec Trumpa, Kevin Hassett (40%), tuż za nim jest zaś Kevin Warsh (37%). Objęcie stołka przez Hassetta nie wydaje się już takie pewne, jak do niedawna, szczególnie biorąc pod uwagę pogłoski, że wysoko postawieni urzędnicy w administracji Trumpa sprzeciwiali się perspektywie jego mianowania.

Nie sądzimy, że FOMC pod przywództwem Hassetta (ani Warsha zresztą) istotnie zmieni trajektorię stóp procentowych, mimo jego wyraźnych gołębich skłonności i wcześniejszej przychylności luźniejszej polityce monetarnej. Jakby nie patrzeć, nowy prezes będzie tylko jednym z głosujących członków i może mu być trudno przeciągnąć innych na swoją stronę, zaś obawy o wiarygodność banku powinny ograniczyć wszelki motywowany politycznie wpływ na politykę monetarną. Odbywająca się w tym miesiącu coroczna rotacja głosujących członków również powinna być czynnikiem równoważącym, ponieważ spośród czwórki nowych głosujących trzy osoby (Beth Hammack, Lorie Logan i Neel Kashkari) są postrzegane jako jastrzębie.

Zarówno wizja FOMC kierowanego przez sojusznika Trumpa, jak i obawy dotyczące niezależności Fedu wspierają nasz pogląd o słabości dolara. Co warte odnotowania, rentowności amerykańskich długoterminowych obligacji skarbowych dalej rosną, mimo ostatniej gołębiości Fedu. Jak dotąd oczekiwania inflacyjne w USA pozostawały ograniczone, może to jednak ulec zmianie, jeśli oddziaływanie Trumpa na politykę monetarną Fedu stanie się bardziej widoczne. Pod tym względem kluczowa będzie decyzja Sądu Najwyższego w sprawie prezeski regionalnego oddziału Fedu, Lisy Cook, którą poznamy zapewne w II kwartale roku.

Niemiecka stymulacja rozpocznie ożywienie w strefie euro

Mamy umiarkowanie optymistyczny pogląd na gospodarkę strefy euro w 2026 r. Ostatnie wskaźniki aktywności sugerują, że radzi sobie ona stosunkowo dobrze, a wzrost gospodarczy przekracza wcześniejsze projekcje EBC. Wydaje się, że solidny popyt wewnętrzny równoważy cios zadany przez wyższe amerykańskie cła – biorąc pod uwagę ograniczoną presję inflacyjną, w szczególności spadek cen energii, i niższe koszty obsługi zadłużenia, spodziewamy się kontynuacji tego trendu. Dostrzegamy również oznaki tego, że gospodarka wspólnego bloku szybko dostosowała się do ceł, ograniczając straty w eksporcie poprzez większą dywersyfikację, w szczególności wzmocnienie połączeń handlowych z rynkami azjatyckimi.

Aktywność powinna być silnie wspierana przez opiewającą na 500 mld EUR stymulację fiskalną w Niemczech. Została ona ogłoszona w ubiegłym roku i czekamy jeszcze na pełnię jej efektów (mnożnik dla takiej stymulacji jest zwykle wysoki, ale ujawnia się powoli). Oczekujemy, że działania te znajdą w 2026 r. odzwierciedlenie we wzroście zatrudnienia, inwestycji oraz lokalnej konsumpcji, co powinno przełożyć się na silniejszy wzrost gospodarczy w strefie euro (gdzie waga Niemiec to 25–30%). Połączenie poprawy infrastruktury, solidnego rynku pracy, luźniejszej polityki monetarnej i większych inwestycji w AI może naszym zdaniem doprowadzić do umiarkowanego zaskoczenia w górę odczytem dynamiki wzrostu w tym roku – szczególnie jeśli negatywny efekt ceł wygaśnie szybciej, niż jest oczekiwane.

Brytyjska gospodarka zostanie w tyle przez rosnące problemy fiskalne

Wydaje się, że po dobrym początku 2025 r. aktywność w Wielkiej Brytanii uległa zatrzymaniu. Gospodarka odnotowała w III kwartale ledwie zauważalny wzrost o 0,1%, Bank Anglii oczekuje zaś obecnie, że w końcówce roku dynamika się wypłaszczyła. Wzrost zbiorczego wskaźnika PMI w ostatnim czasie sugeruje, że sytuacja nie jest dramatyczna, niemniej sufitem dla IV kwartału jest stagnacja. Zaskakujący spadek PKB w październiku (-0,1%) wskazuje, że niepewność dotycząca jesiennego budżetu ciążyła gospodarce, jeszcze zanim kanclerz Rachel Reeves stanęła za mównicą.

Komitet Polityki Pieniężnej powiedział w grudniu, że budżet będzie miał „nieznacznie pozytywny” wpływ na brytyjski wzrost w 2026 r. Nie podzielamy jego optymizmu i możemy tylko przypuszczać, że ich ocena opiera się na przekonaniu, że budżet powinien być deflacyjny, co z kolei mogłoby wesprzeć aktywność. Dostrzegamy w budżecie niewiele rzeczy, które można jednoznacznie uznać za wspierające wzrost. Przy największym w czasach pokoju obciążeniu podatkowym wyżej oceniamy ryzyko wypierania prywatnych inwestycji. Nie jesteśmy przekonani, czy zwiększone wydatki socjalne zapewnią netto wsparcie wzrostowi, szczególnie biorąc pod uwagę ogólnie niski mnożnik (przełożenie na PKB) dla wydatków na zabezpieczenia społeczne w Wielkiej Brytanii.

Podwyżki podatków będą w dużej mierze odsunięte w czasie, co oznacza, że wzrost obciążenia nimi obywateli będzie w nadchodzącym roku finansowym niewielki. Przedsiębiorstwa i konsumenci nie reagują jednak tylko na obecne warunki gospodarcze, a raczej podejmują decyzje dotyczące wydatków i inwestycji na podstawie oczekiwań dotyczących przyszłości. Zaobserwowaliśmy już gwałtowne ochłodzenie się rynku pracy (od budżetu z 2024 r. ubyło 187 tys. wakatów) i spodziewamy się, że również w tym roku warunki będą trudne, co może skutkować słabszą konsumpcją gospodarstw domowych i powolnym wzrostem gospodarczym.

Wykres 4: Zmiana zatrudnienia w Wlk. Brytanii wg HMRC (2022 – 2025)

Perspektywy na 2026 r. nie są jednak całkowicie pozbawione optymizmu. Inflacja w Wielkiej Brytanii ma szczyt za sobą i powinna w tym roku dalej spadać do celu Banku Anglii – w listopadzie po raz pierwszy od sześciu miesięcy jej odczyt był bliższy 3% niż 4%. Powinno to pomóc zmniejszyć presję na realne dochody i siłę nabywczą gospodarstw domowych, szczególnie że nominalny wzrost płac najpewniej pozostanie stosunkowo wysoki. Szereg czynników ryzyka dla perspektyw sprawił jednak, że w ostatnim czasie zrewidowaliśmy w dół nasze prognozy dla funta.

Chiny: gospodarka Schrödingera

Rynkowe obawy dotyczące perspektyw wzrostu gospodarczego Chin wzrosły po wygranej Trumpa w wyborach prezydenckich, a szczyt osiągnęły po „dniu wyzwolenia” w kwietniu. Od tamtego czasu chiński eksport wykazuje się niezwykłą odpornością – pomagają mu większa dywersyfikacja na rynkach poza USA, eksport poprzez kraje trzecie i konkurencyjne ceny. Dodatkowo stał się on w ostatnich latach bardziej kompleksowy, co zwiększyło integrację Chin w globalnych łańcuchach dostaw.

Dobre wynik eksportu i późniejsze zaskoczenia w górę odczytami PKB oznaczają, że w 2025 r. prawdopodobnie osiągnięto wynoszący „ok. 5%” cel wzrostu. Mimo to krajowy popyt pozostaje słaby, kryzys na rynku nieruchomości trwa, osłabiając zaufanie, a bezrobocie wśród młodych jest wciąż podwyższone. Utrzymuje się także presja deflacyjna, jednak w pewnym zakresie jej spadek wspiera krajowa kampania anty-inwolucyjna, czyli mająca na celu ograniczenie konkurencji cenowej.

Wykres 5: Dynamika eksportu w Chinach (2022 – 2025)W kontekście Chin ważne są dla nas dwa pytania:

  • Władze położą większy nacisk na wspieranie krajowego popytu czy model oparty na eksporcie będzie wyraźnie dominować?
  • Jak będzie przebiegać rywalizacja gospodarcza między USA a Chinami?

Perspektywy w krótkim terminie sugerują ciągłość i tylko stopniowe spowolnienie wzrostu. Działania mające wspierać krajowy popyt, w tym przedłużenie odnoszącego sukcesu programu trade-in na 2026 r., są korzystne, ale nadal wydają się mieć ograniczony zakres. Nie można wykluczyć bardziej zdecydowanej stymulacji, jako że obawy dotyczące krajowego popytu wydają się nabierać coraz większego znaczenia. Napięcia z USA zelżały po podpisaniu rozejmu handlowego pod koniec października i po sugestiach, że odbędą się kolejne spotkania Trumpa i Xi. Szereg istotnych problemów zostaje jednak nierozwiązany.

Juan był w 2025 r. stosunkowo słaby, a kursowi USD/CNY pozwolono na ograniczony spadek. Patrząc na fundamenty, dostrzegamy dalszy potencjał wzrostowy dla juana, który może odnotować w tym roku kolejne zyski względem dolara. Biorąc jednak pod uwagę, że większość pozostałych walut powinna umocnić się względem amerykańskiej waluty, a presja cenowa w Chinach jest ograniczona, realny efektywny kurs wymiany będzie prawdopodobnie wspierać konkurencyjność chińskiego eksportu.

Korzystne perspektywy wesprą waluty emerging markets

Uważamy, że większość walut rynków wschodzących powinna kontynuować dobrą passę z 2025 r. Słabszy dolar, szczególnie znajdujący się pod presją ze względu na dodatkowe obniżki stóp procentowych Fedu, powinien zapewniać im wsparcie. Duża część walut emerging markets powinna pozostawać atrakcyjna w ujęciu carry trade – wiele z nich (szczególnie w Ameryce Łacińskiej) oferuje wysokie realne stopy zwrotu. Wzrost gospodarczy na rynkach wschodzących powinien utrzymać się na dobrych poziomach, zwłaszcza biorąc pod uwagę ubiegłoroczne rozluźnienie polityki monetarnej oraz istotne spadki inflacji, która w wielu państwach znajduje się obecnie pod kontrolą. Zwłaszcza ów spadek presji cenowej powinien wspierać atrakcyjność inwestycji na rynkach rozwijających się.

Znaczna różnorodność rynków wschodzących oznacza oczywiście istotną rozbieżność między wynikami walut emerging markets. Jesteśmy bardzo ciekawi, czy szybki rozrost sektora AI przełoży się na wzrost owych różnic – wydaje się, że część azjatyckich gospodarek (głównie Chiny, Indie, Singapur, Malezja i Korea Południowa) jest w dobrym miejscu, by skorzystać na wsparciu wzrostu związanym z AI. Wadzić im mogą jednak rosnące ryzyka geopolityczne, w szczególności wzrost napięcia handlowego między USA a Chinami i zaostrzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie (ostatnie wiadomości z Wenezueli stanowią wyraźne ostrzeżenie, że inwestorzy powinni pozostać uważni).

Spodziewajcie się kolejnego roku pełnego istotnych zmian, który nie będzie charakteryzować się tak upragnionymi przez uczestników rynku spokojem i stabilizacją.

OZE tylko dla największych? UC84 faworyzuje spółki z dostępem do wielkiego kapitału

Projekt UC84 może wymusić natychmiastowe zaangażowanie nawet 13 mld zł i wyeliminować niezależnych inwestorów z rynku.

Projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo energetyczne oraz niektórych innych ustaw (nr UC84) wprowadza bezprecedensowe zmiany w zasadach przyłączania odnawialnych źródeł energii do sieci elektroenergetycznej. Zdaniem branży OZE nowe regulacje nie tylko ignorują realia finansowania projektów, ale mogą skutecznie zablokować rozwój nowych inwestycji, eliminując z rynku przeważającą większość polskich prywatnych inwestorów.

Drastyczny wzrost opłat i nowe zabezpieczenia finansowe

Najdalej idące zmiany dotyczą opłat wnoszonych przez inwestorów ubiegających się o przyłączenie na rzecz operatorów sieci. Projekt zakłada podniesienie zaliczki na poczet opłaty przyłączeniowej do 60 zł za każdy kilowat mocy. Dodatkowo wprowadzono obowiązek wniesienia zabezpieczenia finansowego w wysokości 30 zł/kW dla pierwszych 100 MW oraz aż 60 zł/kW dla mocy powyżej tego progu. Najbardziej kontrowersyjny jest jednak pomysł bezzwrotnej opłaty za rozpatrzenie wniosku o określenie warunków przyłączenia, w wysokości 1 zł za każdy kilowat mocy przyłączeniowej wskazanej we wniosku o określenie warunków przyłączenia, jednak nie więcej niż 100 000 zł. Projektodawcy nie wykazali konkretnie w jaki sposób ta swoista „opłata manipulacyjna” miałaby wpłynąć na poprawę sprawności rozpatrywania wniosków przez przedsiębiorstwa energetyczne.

Propozycje zawarte w Projekcie prowadzą zatem do drastycznego podniesienia „progu wejścia” na rynek i jednocześnie przerzucenia całego ciężaru finansowego procesu planowania i rezerwacji mocy na inwestorów.

Skala tych zmian oznacza konieczność natychmiastowego zaangażowania kapitału w wysokości od 8,9 do 13,3 mld zł. To kwoty, których branża nigdy dotąd nie musiała wykładać na tak wczesnym etapie rozwoju projektów — szczególnie że do tej pory inwestorzy zainwestowali już ok. 3–4 mld zł w formie zaliczek. W praktyce wymogom tym będą mogły sprostać jedynie podmioty z łatwym dostępem do dużego finansowania – spółki państwowe oraz wielkie zagraniczne korporacje – tłumaczy Ewa Magiera prezeska Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki i Magazynowania Energii.

145 GW projektów pod znakiem zapytania

Z danych operatora systemu przesyłowego wynika, że po odjęciu projektów wiatrowych offshore oraz przy założeniu, że ok. 70 proc. obowiązujących warunków przyłączenia znajduje się w rękach prywatnych inwestorów OZE sektor ten obejmuje projekty o łącznej mocy przekraczającej 145 GW. Pozostała część przypada głównie na państwowe koncerny energetyczne.

Nowe przepisy oznaczałyby, że prywatni inwestorzy zostaną zmuszeni do jednorazowego, natychmiastowego zamrożenia miliardów złotych kapitału, bez jakiejkolwiek perspektywy sukcesu. Tymczasem model rozwoju projektów OZE opiera się na finansowaniu rozłożonym w czasie — poprzez stopniowe podnoszenie kapitału i finansowanie dłużne — a nie na jednorazowych wpłatach porównywalnych z budżetami największych spółek Skarbu Państwa.

Regulacja oderwana od realiów rynku

Inwestycje w odnawialne źródła energii mają charakter wieloletni  i przebiegają etapowo: od analiz, przez projektowanie, aż po realizację, która następuje dopiero po uzyskaniu pozwoleń, potwierdzeniu warunków rynkowych i zawarciu kontraktów sprzedaży energii.

W tym modelu nikt w Europie nie rezerwuje miliardów złotych „na wszelki wypadek” już na początku procesu. Jest to nie tylko ekonomicznie nieuzasadnione, ale także technicznie niemożliwe. Projekt UC84 całkowicie pomija te realia, narzucając branży scenariusz, którego nie da się spełnić – dodaje Ewa Magiera.

Selekcyjny filtr zamiast racjonalnej regulacji

W praktyce proponowane rozwiązania działają jak ekstremalny i nieproporcjonalny filtr ekonomiczny. Nie wynikają ani z realnego ryzyka generowanego przez inwestorów, ani z rzeczywistych potrzeb systemu elektroenergetycznego. Ich efektem będzie tylko eliminacja z rynku podmiotów, które nie dysponują ogromną, natychmiastową płynnością finansową.

W konsekwencji jedynymi beneficjentami zmian mogą okazać się największe grupy energetyczne oraz wielkie zagraniczne korporacje. Tymczasem ich udział w rozwoju nowych projektów OZE jest ograniczony i nierównomierny, co rodzi pytania o tempo transformacji energetycznej w Polsce.

Ryzyko koncentracji rynku i sporów prawnych

Obowiązek zamrożenia tak dużych środków finansowych sprawi, że większość prywatnych firm nie będzie w stanie utrzymać swoich portfeli projektowych — mimo że są to projekty realne, rozwijane od lat. Problemem nie jest brak kompetencji czy zdolności realizacyjnych, lecz narzucenie wymogów kapitałowych całkowicie nieadekwatnych do etapu inwestycji.

Efektem może być masowa utrata praw do warunków przyłączenia, przejęcie wartościowych portfeli projektów oraz gwałtowne zawężenie i monopolizacja rynku. Taka ingerencja, połączona z elementami działania prawa wstecz i tworzeniem barier konkurencyjnych, niesie ze sobą także ryzyko pozwów wobec Skarbu Państwa.

Pytanie o kierunek transformacji

Projekt UC84, zamiast porządkować rynek i zwiększać efektywność systemu elektroenergetycznego, może stać się zatem jednym z największych hamulców rozwoju OZE w Polsce. Doświadczenia geopolityczne ostatnich lat pokazują rosnąca rolę OZE w zapewnieniu stabilności i odporności systemu energetycznego. W obliczu rosnących potrzeb inwestycyjnych w tym obszarze rodzi się zatem zasadnicze pytanie: czy proponowane zmiany wspierają transformację energetyczną, czy też prowadzą do jej faktycznego zamrożenia? – ocenia projekt rządowy Ewa Magiera.

Kto zyska na Mercosur? Przemysł i logistyka mogą wygrać, rolnictwo może przegrać zatrudnieniem

W najbliższy poniedziałek, 17 stycznia, w Paragwaju zostanie podpisana umowa handlowa pomiędzy Unią Europejską a blokiem Mercosur. Podjęta przez kraje członkowskie decyzja nie jest wolna od kontrowersji i gorących dyskusji, szczególnie pod kątem wpływu porozumienia na europejską i polską gospodarkę. Choć debata publiczna skupia się głównie na konsekwencjach dla handlu i konkurencyjności polskiego rolnictwa, w tle pojawia się wątek rzadziej poruszany, ale równie istotny – wpływ umowy na rynek pracy. Eksperci ostrzegają, że konsekwencje nowych regulacji mogą wpłynąć bezpośrednio na sytuację tysięcy pracowników, zwłaszcza na obszarach wiejskich.

Umowa handlowa między Unią Europejską a państwami bloku Mercosur (Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem) to jedno z największych porozumień o wolnym handlu na świecie. Jej celem jest stopniowe znoszenie ceł i barier handlowych, co ma ułatwić przepływ towarów między Europą i Ameryką Południową. Dla UE oznacza to dostęp do rynku liczącego ok. 270 mln konsumentów, dla krajów Mercosur – otwarcie drzwi do bogatego rynku europejskiego, szczególnie w obszarze eksportu produktów rolno-spożywczych.

Choć polityczne porozumienie ogłoszono już w 2019 r., dopiero na początku tego roku państwa UE wyraziły zgodę na podpisanie umowy. Polska była wśród krajów sceptycznych, wskazując na zagrożenia dla rodzimego rolnictwa. Umowa przewiduje preferencyjne kontyngenty m.in. na wołowinę, drób, cukier czy surowce paszowe z Ameryki Południowej. Produkty te będą trafiać do UE po znacznie niższych kosztach, co zwiększy presję cenową na europejskich producentów. Kraje Mercosur dysponują ogromnymi areałami, tańszą siłą roboczą i mniej restrykcyjnymi normami środowiskowymi, dzięki czemu są w stanie produkować żywność taniej niż rolnicy w UE. Dla Polski – jednego z największych producentów drobiu, wołowiny i cukru w Unii – oznacza to realne ryzyko spadku opłacalności produkcji, a w konsekwencji ograniczenia zatrudnienia w gospodarstwach rolnych i zakładach przetwórstwa.

W debacie o Mercosur bardzo często mówi się o bilansie handlowym, konkurencyjności cenowej czy wpływie na PKB, a zdecydowanie zbyt rzadko o ludziach. Umowa z Mercosur to nie tylko kwestia handlu, ale także realny wpływ na rynek pracy, szczególnie na obszarach wiejskich – wskazuje Izabela Samulska-Ugorska, Business Development Manager w Smart Solutions HR. – W polskim rolnictwie i sektorach powiązanych, takich jak przetwórstwo, transport czy usługi, zatrudnione są setki tysięcy osób. Napływ tańszych produktów rolnych z krajów Mercosur może obniżyć opłacalność produkcji w Polsce, co w praktyce oznacza ograniczenie inwestycji w lokalne zakłady przetwórcze oraz presję na redukcję zatrudnienia w mniejszych i średnich gospodarstwach.

Czy polski rynek pracy może być zagrożony?

Konsekwencje umowy UE–Mercosur dla rynku pracy w Polsce będą długofalowe, ale mogą okazać się trwałe i strukturalne. Jak wskazuje ekspertka, najsilniej odczują je regiony o dużym udziale rolnictwa i przetwórstwa rolno-spożywczego w lokalnym zatrudnieniu.

Rolnictwo w Polsce pełni funkcję znacznie szerszą niż tylko produkcyjną – jest ważnym stabilizatorem rynku pracy na obszarach wiejskich i w małych miejscowościach. Ubytek miejsc pracy w gospodarstwach i zakładach przetwórczych oznacza mniejsze zapotrzebowanie na pracowników sezonowych i stałych, spadek popytu na usługi transportowe, magazynowe i serwisowe, a także osłabienie lokalnych rynków pracy, które już dziś charakteryzują się ograniczoną liczbą alternatywnych ofert zatrudnienia. W praktyce może to przełożyć się na przyspieszenie migracji zarobkowej – zarówno do dużych miast, jak i za granicę – oraz dalsze wyludnianie się wsi – mówi Izabela Samulska-Ugorska.

Potencjalne konsekwencje mogą mieć także wymiar społeczny i dotknąć bezpośrednio pracowników – ucierpieć mogą setki tysięcy osób utrzymujących się z produkcji wołowiny, drobiu, trzody, upraw zbóż czy buraków. Dla nich oznacza to utratę źródła dochodu, konieczność przekwalifikowania się lub emigracji za pracą, co nie dla każdego będzie możliwe. Szczególnie narażone mogą być osoby o niższych kwalifikacjach, pracujące fizycznie w rolnictwie i przetwórstwie, dla których możliwości szybkiego przekwalifikowania są ograniczone. W przeciwieństwie do sektorów przemysłowych czy logistycznych, potencjalnie korzystających z liberalizacji handlu, rynek pracy na wsi cechuje się mniejszą elastycznością i słabszym dostępem do programów rozwojowych.

Z drugiej strony, długoterminowo część utraconych miejsc w rolnictwie może zostać zrekompensowana nowymi miejscami pracy w sektorach korzystających z umowy.  Skala tych potencjalnych korzyści dla rynku pracy jest niepewna i z pewnością nie zrównoważy w 100% strat w rolnictwie, ale może łagodzić obawy związane z negatywnymi konsekwencjami. Liberalizacja handlu może wzmocnić branże, które już dziś są konkurencyjne eksportowo i mniej wrażliwe na presję cenową ze strony krajów Ameryki Południowej – mówi ekspertka.

Z perspektywy Polski potencjalnymi beneficjentami są przede wszystkim przemysł przetwórczy, sektor maszynowy, chemiczny, motoryzacyjny oraz logistyka i transport. Otwarcie rynków Mercosur stwarza nowe możliwości eksportowe dla producentów maszyn, urządzeń przemysłowych, komponentów, środków ochrony roślin czy nawozów. Wzrost wymiany handlowej oznacza również większe zapotrzebowanie na usługi transportowe, spedycyjne, portowe i magazynowe, co może przełożyć się na nowe miejsca pracy – głównie w dużych ośrodkach logistycznych i przemysłowych.

Światło w tunelu? Tak, ale warunkiem koniecznym jest wsparcie

Kluczowe znaczenie w złagodzeniu potencjalnie negatywnych skutków umowy UE-Mercosur dla polskiej gospodarki i rynku pracy będzie miało wykorzystanie okresów przejściowych przewidzianych w umowie. To czas, który powinien zostać przeznaczony na wsparcie restrukturyzacji rolnictwa, inwestycje w przetwórstwo o wyższej wartości dodanej oraz realne programy przekwalifikowania pracowników odchodzących z sektora rolnego. Niezbędna będzie także aktywna polityka rynku pracy – szczególnie w regionach o dużym udziale zatrudnienia w rolnictwie – obejmująca szkolenia, zachęty inwestycyjne i tworzenie alternatywnych miejsc pracy poza rolnictwem.

W krótkim okresie można spodziewać się napięć na lokalnych rynkach pracy oraz wzrostu presji migracyjnej ze wsi do miast. W dłuższej perspektywie umowa UE–Mercosur może przyspieszyć transformację strukturalną polskiej gospodarki – pytanie jednak, czy odbędzie się ona w sposób kontrolowany i społecznie zrównoważony. Bez odpowiednich działań państwa i wykorzystania unijnych mechanizmów wsparcia ryzyko jest jasne: korzyści z liberalizacji handlu odczują wybrane sektory, natomiast koszty poniosą przede wszystkim pracownicy najbardziej wrażliwi na zmiany rynkowe – podsumowuje Izabela Samulska-Ugorska.

Premiumizacja: gdy luksus przestaje być ceną, a staje się doświadczeniem

Premiumizacja to dziś jeden z najsilniejszych i najszybciej rosnących trendów konsumenckich w Polsce. Napędza ją rosnąca zamożność Polaków, ale także głęboka zmiana oczekiwań wobec marek. Coraz częściej nie wystarcza już wysoka jakość produktu – liczą się również emocje, autentyczność, unikalne doświadczenia oraz zgodność z wartościami, takimi jak ekologia czy odpowiedzialność społeczna. W efekcie definicja luksusu ewoluuje: z materialnej i prestiżowej w bardziej sensowną, emocjonalną i osobistą.

Trend ten widać w wielu segmentach rynku – od branży beauty, przez luksusowe hotele i nowoczesne technologie obsługi klienta, po świat restauracji i trunków premium. Potwierdza to Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman w Europie Środkowo-Wschodniej, odpowiedzialnej za takie marki jak Woodford Reserve: Premiumizacja jest jednym z kluczowych trendów widocznych w ostatnim czasie na polskim rynku. Jak zaznacza – nie chodzi wyłącznie o wyższe ceny, lecz o oferowanie konsumentom ekskluzywnych doświadczeń, takich jak degustacje, warsztaty czy zamknięte wydarzenia, które przyciągają najbardziej wymagających odbiorców.

Potwierdzają to również dane rynkowe. Raporty KPMG wskazują, że polski rynek dóbr luksusowych systematycznie rośnie i ma przed sobą dalsze perspektywy rozwoju, mimo globalnych spowolnień. Eksperci zwracają uwagę, że Polacy coraz rzadziej oszczędzają na produktach i usługach, które poprawiają ich samopoczucie. Widoczne jest to m.in. w branży beauty, gdzie konsumenci coraz chętniej sięgają po wyższe półki cenowe i jakościowe.

W centrum premiumizacji znajduje się dziś koncepcja „doświadczenie + smak + sens”. Luksus to już nie tylko cena, ale przede wszystkim jakość, unikalność, personalizacja, storytelling i emocje. Polscy konsumenci coraz częściej poszukują marek z „duszą”, które oferują autentyczność, transparentność i realne wartości – w tym dbałość o środowisko. Szczególnie wyraźnie widać to w segmencie alkoholi premium.

Kluczowym elementem strategii marek premium stają się inwestycje w doświadczenia poznawcze i konsumpcyjne. Degustacje, warsztaty, spotkania z ekspertami czy dostęp do zamkniętych wydarzeń nie są już dodatkiem, lecz integralną częścią strategii marketingowej. Dzięki nim firmy budują lojalność klientów, a konsumenci zyskują poczucie wyjątkowości. Eksperci wskazują, że kluczowe jest tworzenie doświadczeń produktowych, które pozwalają lepiej poznać produkt, jego historię i proces tworzenia.

Premiumizacja oznacza również zmianę hierarchii wartości. To już nie przedmioty, lecz doświadczenia stają się tym, za co konsumenci są gotowi zapłacić więcej. Wyższa cena jest akceptowana wtedy, gdy idzie w parze z jakością, emocjami, wartościami i spójną opowieścią marki. W ocenie Filipa Popławskiego, dyrektora zarządzającego Brown-Forman w Europie Środkowo-Wschodniej, koncentracja na segmentach premium i super premium to właściwa strategia rozwoju, pozwalająca na długoterminowe i stabilne tworzenie wartości – zarówno dla firm, jak i ich partnerów biznesowych – oraz na realne zaspokajanie oczekiwań konsumentów.

Istotną rolę w redefinicji luksusu odgrywają młodsze pokolenia. Milenialsi i generacja Z coraz częściej stawiają doświadczenia ponad prestiż, wybierając autentyczność, ekologię i unikalne przeżycia. Widać to w hotelarstwie, segmencie spa czy w technologiach – od personalizacji online po multisensoryczne butiki. Zmiany na rynku luksusu nie kończą się więc na wyższych cenach i ekskluzywnych produktach. Rosnące znaczenie pokolenia Z stawia przed markami nowe wyzwania w obszarze komunikacji i oferty.

Jak zauważa Tomasz Wiśniewski, partner w Dziale Deal Advisory KPMG w Polsce: „Zmiana pokoleniowa wśród konsumentów, a zwłaszcza wzrost znaczenia preferencji zakupowych pokolenia Z, przynosi nowe wyzwania w zakresie inkluzywności, personalizacji oraz zrównoważonego rozwoju”. Odpowiedzią marek są coraz bardziej zaawansowane strategie premiumizacji, które nie polegają na prostym podnoszeniu cen, lecz na dodawaniu realnej wartości poprzez jakość, innowacje, doskonałą obsługę i budowanie emocjonalnej więzi z klientem.

Wszystko wskazuje na to, że premiumizacja nie jest chwilową modą, lecz trwałą zmianą konsumencką. Polacy coraz częściej poszukują produktów i usług o wyższej wartości dodanej – nie tylko materialnej, ale przede wszystkim emocjonalnej i sensorycznej. To właśnie ten trend napędza dziś rozwój rynku dóbr luksusowych w Polsce i redefiniuje pojęcie luksusu na kolejne lata.

Nagroda Mariusza Waltera: ogłoszono nominacje za 2025 rok

Kapituła Nagrody Mariusza Waltera ogłosiła listę nominowanych za rok 2025.

Przyznawana już po raz trzeci Nagroda Mariusza Waltera to wyraz docenienia tych, których działania i osiągnięcia zostawiają mądry i cenny ślad na rynku medialnym, tych    których warto słuchać, tych którzy inspirują i zaciekawiają. Została stworzona i ufundowana przez Fundację im. Bożeny i Mariusza Walterów pod koniec 2023 roku.

W kategorii Sport w mediach nominowani zostali – Juliusz Ćwieluch (TYGODNIK POLITYKA), Jacek Kurowski (TVP SPORT) oraz Włodzimierz Szaranowicz (TVP SPORT).

Nominowani w kategorii Nowy głos w mediach to: zespół FRONTSTORY.PL, Kuba Klawiter (autor serii TECH WEEK na You Tube) oraz Jakub Wiech (ENERGETYKA24.COM).

W kategorii Wydarzenie roku w mediach nominacje otrzymali – Sylwia Czubkowska autorka książki „Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem”, Magda Łucyan i Katarzyna Górniak (TVN i TVN24) autorki książki „Taka twoja uroda” i Jacek Harłukowicz (onet.pl) autor książki „Chłopcy z ferajny. Największa afera w polskiej polityce”.

Nominacje do Nagrody Głównej za Osobowość medialną roku otrzymali – Michał Przedlacki (Superwizjer TVN), Konrad Piasecki (TVN24) oraz Arleta Zalewska (Fakty TVN, TVN24).

O nominacjach zadecydowała Kapituła w składzie: Andrzej Andrysiak, Edwin Bendyk, Magdalena Bigaj, Andrzej Bobiński – przewodniczący, Kamil Dziubka, Jerzy Jurecki, Grzegorz Kalinowski, Michał Kołodziejczyk, Adam Małysz, Andrzej Morozowski, Adam Pieczyński, Hanna Rydlewska, Joanna Solska, Agata Szczęśniak, Bożena Walter, Dominika Wielowieyska, Maja Włoszczowska. Kandydatury zgłaszane są przez członków Kapituły, a podczas obrad spośród zgłoszeń wybierane są 3 nominacje w każdej kategorii.

Jak co roku obradom jury towarzyszyły spore emocje. To chyba taki czas – zmiany, nowych twarzy, głosów i technologii – w którym trzeba docenić tuzów świata mediów tradycyjnych, ale też zauważyć nowe formaty czy osobowości. I taka to ciężka dola kapituły, która przez kilka godzin spierała się starając się wyważyć racje i dostrzec nowe gwiazdy nie zapominając o dawnych mistrzach mówi Andrzej Bobiński, prezes Polityki Insight, tegoroczny przewodniczący Kapituły.

Laureatki i laureaci nagród zostaną ogłoszeni podczas uroczystej Gali, która odbędzie się w piątek 27 lutego 2026 w Muzeum POLIN.

Jest pierwsza decyzja sądu: sanacja zamiast upadłości w grupie HREIT

Jest pierwsza decyzja. Sanacja zamiast upadłości. Sąd zatwierdził pierwszy wniosek o sanację spółki z grupy HREIT.

  • Chodzi o nowodworską spółkę Warszawska 1, jedną z kluczowych spółek projektowych BDC wchodzącej w skład grupy HREIT.
  • Sanacja zamiast upadłości chroni kluczową dla HREIT inwestycję w Nowym Dworze Mazowieckim i pozwala na uporządkowaną restrukturyzację pod nadzorem sądu.
  • Takie rozwiązanie jest przewidziane dla podmiotów z realną perspektywą uzdrowienia.
  • To ważny sygnał, że inne projekty grupy HREIT mogą zostać dokończone.

Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie zdecydował o otwarciu postępowania sanacyjnego wobec spółki Warszawska 1 sp. z o.o. To jedna z kluczowych spółek projektowych BDC czyli spółki deweloperskiej z grupy kapitałowej HREIT S.A.

O decyzji poinformowano w Krajowym Rejestrze Zadłużonych 7 stycznia 2026 r., publikując obwieszczenie Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie (XVIII Wydział Gospodarczy) w sprawie WA1M/GR/80/2025.  

Oznacza to, że sąd uznał sanację za właściwszą drogę niż upadłość, widząc realne szanse na dalsze funkcjonowanie spółki oraz skuteczną restrukturyzację realizowanego projektu. W praktyce jest to rozwiązanie przewidziane wyłącznie dla podmiotów, wobec których istnieje realna szansa na uzdrowienie i dalsze funkcjonowanie. Gdyby takich perspektyw nie było, jedyną możliwą decyzją byłaby upadłość.

Warszawska 1 to zarejestrowana w 2020 roku spółka celowa z siedzibą w Nowym Dworze Mazowieckim, realizująca projekt deweloperski Warszawska Sky. Inwestycja została podzielona na cztery etapy, z czego obecnie realizowane są dwa – obejmujące odpowiednio 276 oraz 356 mieszkań.

Decyzja sądu o otwarciu postępowania sanacyjnego wobec spółki Warszawska 1 potwierdza, że projekt może zostać zakończony. To ważny sygnał, że zamiast likwidacji wybrano drogę ochrony wartości inwestycji – zarówno dla nabywców mieszkań, jak i wierzycieli oraz partnerów biznesowych. Sanacja lepiej zaspokoi roszczenia wierzycieli –mówi mecenas Paweł Jabłoński, pełnomocnik HREIT w sprawie przed sądami gospodarczymi.

Dla BDC Development S.A., jako podmiotu odpowiedzialnego za przygotowanie i realizację projektów deweloperskich w grupie HREIT, jest to rozstrzygnięcie o kluczowym znaczeniu. Potwierdza ono, że projekty nie są traktowane jako stracone, lecz jako przedsięwzięcia, które mogą zostać dokończone przy właściwym uporządkowaniu struktury finansowej.

Sanacja daje nam ramy prawne do uporządkowania sytuacji finansowej spółki w sposób kontrolowany i transparentny, pod nadzorem sądu i niezależnego zarządcy. Decyzja sądu stoi w sprzeczności z rozpowszechnianą narracją jakoby projekty realizowane przez BDC i HREIT nie miały szans na realizację – dodaje przedstawiciel spółki.

Postępowanie sanacyjne zapewnia spółce Warszawska 1 sp. z o.o. ochronę przed niekontrolowaną egzekucją i umożliwia dalsze prowadzenie projektu pod nadzorem niezależnego zarządcy. Pozwala to na racjonalne zarządzanie inwestycją, negocjacje z wierzycielami oraz zabezpieczenie interesów nabywców lokali, zamiast niekorzystnej z perspektywy zaspokojenia wierzycieli likwidacji aktywów.

Podobnie dzieje się w przypadku innej inwestycji – Złota 1. Tam  nabywcy lokali – działając we własnym interesie i oceniając realne perspektywy powodzenia restrukturyzacji – także złożyli wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego wobec kolejnej spółki celowej BDC, Złota 1 sp. z o.o. z grupy HREIT. Pokazuje to, że sanacja jest postrzegana jako skuteczne narzędzie ochrony wartości projektów, a nie ich likwidacji.

Otwarcie sanacji wobec Warszawska 1 to pierwszy realny krok w kierunku uporządkowania sytuacji projektów realizowanych przez BDC i ważny sygnał stabilizacji dla całej grupy deweloperskiej.

O BDC Development S.A. i HREIT

BDC Development S.A. jest polską spółką deweloperską z 20-letnim doświadczeniem, specjalizującą się w realizacji projektów mieszkaniowych poprzez sieć spółek celowych tworzonych dla poszczególnych inwestycji. Spółka odpowiada za przygotowanie, koordynację i realizację projektów deweloperskich – od etapu koncepcji i pozyskania gruntów, przez proces budowlany, aż po sprzedaż lokali i rozliczenie inwestycji.

BDC Development działa w ramach struktury kapitałowej powiązanej z HREIT S.A., spółką inwestycyjną należącą do grupy HRE Investments, która finansuje projekty deweloperskie poprzez pozyskiwanie kapitału od inwestorów i jego alokację w poszczególne przedsięwzięcia.

Srebro przebiło 90 USD, złoto bije rekordy. Metale wchodzą w 2026 na pełnym gazie

Rynek metali szlachetnych i przemysłowych wszedł w 2026 rok w wyjątkowo dynamicznej formie, notując historyczne rekordy cenowe. Złoto, srebro, miedź osiągnęły nowe maksima, co potwierdza skalę globalnego zainteresowania tym segmentem rynku. Szczególnie uwagę przyciągnęło srebro, którego cena wzrosła o 4%, po raz pierwszy w historii przekraczając poziom 90 USD za uncję. Złoto również ustanowiło nowy rekord, kontynuując silny trend zapoczątkowany w 2025 roku, kiedy to jego wartość wzrosła aż o 65%.

Za wzrostami cen stoi splot kilku kluczowych czynników makroekonomicznych i geopolitycznych. Inwestorzy coraz silniej dyskontują dalsze obniżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, co sprzyja zarówno metalom szlachetnym, jak i przemysłowym. Dodatkowym impulsem jest słabszy dolar, który zwiększa atrakcyjność surowców wycenianych w amerykańskiej walucie. Coraz większą rolę odgrywa także odpływ kapitału z obligacji i walut w obawie przed narastającym zadłużeniem publicznym i kierowanie środków w stronę aktywów materialnych, w szczególności złota i srebra.

Popyt wspierają również czynniki zewnętrzne. Poprawa nastrojów gospodarczych w Chinach, widoczna we wzroście eksportu i aktywności przemysłowej, pobudziła popyt spekulacyjny na metale bazowe. Jednocześnie nasilające się napięcia geopolityczne, związane m.in. z działaniami USA wobec Wenezueli i Grenlandii oraz sytuacją na Bliskim Wschodzie, zwiększają zainteresowanie złotem jako klasycznym bezpiecznym aktywem.

Od strony podażowej rynek zmaga się z istotnymi ograniczeniami. Problemy operacyjne w kopalniach miedzi oraz hutach aluminium dodatkowo zaostrzają sytuację. Rynek uwzględnia również ryzyko wprowadzenia przez USA ceł na srebro i miedź, co sprzyja gromadzeniu zapasów w Stanach Zjednoczonych i ogranicza dostępność metali na rynkach globalnych.

Aktywność inwestorów pozostaje bardzo wysoka, o czym świadczą silne napływy kapitału na rynki kontraktów terminowych w Szanghaju i Nowym Jorku. Na giełdzie SHFE odnotowano rekordowe poziomy otwartych pozycji na metalach bazowych, co potwierdza spekulacyjny charakter części wzrostów.

Jednocześnie coraz częściej pojawiają się głosy ostrzegawcze. Citigroup oraz Goldman Sachs wskazują na ryzyko korekty cen miedzi, argumentując to relatywnie słabym popytem fizycznym w Chinach. Z drugiej strony Citigroup zdecydował się na istotne podniesienie prognoz cenowych, zakładając wzrost ceny złota do 5 000 USD za uncję w perspektywie trzech miesięcy oraz srebra do 100 USD za uncję.

Całościowo rynek metali znajduje się w fazie bardzo dynamicznych wzrostów, napędzanych przez luzowanie monetarne, napięcia geopolityczne oraz silny popyt inwestycyjny. Jednocześnie rośnie ryzyko korekty, zwłaszcza w przypadku metali przemysłowych, gdzie fundamenty popytowe nie zawsze nadążają za skalą spekulacyjnych wzrostów cen.

Fajerwerki pod lupą Sejmu: branża chce kompromisu zamiast zakazu. Decyzja 20 stycznia

Sejmowa Komisja Nadzwyczajna ds. ochrony zwierząt na najbliższym posiedzeniu w dniu 20 stycznia ma zdecydować o przyszłości branży pirotechnicznej w Polsce. Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki przedstawia kompromisowe propozycje legislacyjne i apeluje o zachowanie prawa do świętowania oraz o utrzymanie miejsc pracy.

Kompromisowe rozwiązania legislacyjne

W odpowiedzi na postulaty ze strony posłanek i posłów oraz przedstawicieli organizacji prozwierzęcych, które padały w trakcie poprzednich posiedzeń Komisji, Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki opracowało nową, kompromisową propozycję legislacyjną, która łączy oczekiwania polityków, społeczeństwa i branży. Zakłada ona wprowadzenie ograniczeń czasowych dotyczących używania fajerwerków w dniach poprzedzających Sylwestra (21–30 grudnia), czyli przed okresem, gdy pirotechnika często towarzyszy świętowaniu. To właśnie ten czas jest wskazywany jako najbardziej uciążliwy – podczas gdy 31 grudnia i w Nowy Rok odgłosy fajerwerków są powszechnie akceptowane i nie budzą większych kontrowersji. Takie rozwiązanie pozwoliłoby również opiekunom zwierząt lepiej przygotować się do opieki nad nimi.

Propozycja wprowadzenia ograniczeń czasowych ma charakter kompromisowy: chroni porządek publiczny i bezpieczeństwo, a jednocześnie nie prowadzi do całkowitego zakazu używania pirotechniki, co stanowiłoby nadmierną ingerencję w wolność działalności gospodarczej i tradycje kulturowe. Proponowane ograniczenie czasowe jest dowodem na to, że sektor potrafi reagować na nastroje społeczne, postulaty decydentów i szuka rozwiązań, które nie stoją w kolizji z konstytucyjną swobodą działalności gospodarczej. Nasze propozycje przedstawiliśmy Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt.

– Stoimy dziś przed momentem przełomowym – decyzje polityczne zadecydują o przyszłości tysięcy firm i miejsc pracy. Jako branża nie uciekamy od odpowiedzialności. Nie jesteśmy przeciwni zmianom, ale chcemy, by miały one charakter rozsądny i proporcjonalny. Nasze propozycje są wyważone, oparte na oczekiwaniach społecznych i gotowe do wdrożenia. Chcemy pokazać, że można pogodzić tradycję, bezpieczeństwo i ochronę zwierząt – mówi Marta Smolińska, Prezes Stowarzyszenia Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki.

Polacy chcą fajerwerków

W związku z pracami Komisji, Stowarzyszenie zleciło profesjonalne badania opinii publicznej Ogólnopolskiemu Panelowi Badawczemu Ariadna. Wyniki są jednoznaczne – zdecydowana większość Polaków nie wyobraża sobie całkowitego zakazu używania fajerwerków. Wyniki nie pozostawiają wątpliwości. Jedynie 33% ankietowanych popiera całkowity zakaz fajerwerków, 17% uważa, że dodatkowe ograniczenia są zbędne, natomiast aż 50% respondentów jest za częściowymi ograniczeniami – w określonym czasie i miejscu. Te dane pokazują, że Polacy nie chcą całkowitej rezygnacji z wieloletniej tradycji sylwestrowych pokazów, ale oczekują odpowiedzialnych i wyważonych regulacji. Fajerwerki to nie tylko rozrywka, ale również tradycja, której historia sięga setek lat. Społeczeństwo oczekuje zatem rozwiązań kompromisowych – ograniczeń tam, gdzie są one naprawdę potrzebne, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości świętowania.

Proponowane przez posłów Lewicy i Koalicji Obywatelskiej projekty ustaw szczególnie mocno uderzają w mikroprzedsiębiorstwa. W Polsce działa około 25 tysięcy firm związanych pośrednio lub bezpośrednio z pirotechniką, a kilkadziesiąt tysięcy osób utrzymuje się z tej działalności. Branża pirotechniczna każdego roku wypracowuje obroty na poziomie około 700 milionów złotych, co przekłada się na znaczące wpływy podatkowe. Sama sprzedaż fajerwerków generuje około 94 miliony złotych VAT, a dodatkowe podatki – takie jak CIT oraz PIT – wynikają z działalności firm i zatrudniania pracowników. Szacowany całkowity – bezpośredni, pośredni oraz indukowany wpływ działalności podmiotów rynku fajerwerków na polską gospodarkę w 2023 roku, to około 279 milionów złotych wartości dodanej brutto oraz około 76 milionów złotych wypłaconych wynagrodzeń.

Zakaz sprzedaży fajerwerków oznacza, że państwo straci nie tylko wpływy z podatków dochodowych, ale także z ceł na import pirotechniki. W ciągu ostatnich 10 lat import materiałów pirotechnicznych do Polski wzrósł o ponad 50%, co wskazuje na dynamiczny rozwój tego rynku i jego znaczenie w strukturze gospodarki. Ponadto, transport, spedycja oraz magazynowanie tych produktów to kolejne branże, które generują podatki pośrednie i bezpośrednie – ich ograniczenie dodatkowo wpłynie na zmniejszenie wpływów do budżetu państwa.

Stawiamy na edukację i bezpieczeństwo

Branża pirotechniczna odpowiedziała także na postulaty parlamentarzystów oraz na potrzebę społeczną i zainicjowała przed minionym Sylwesterem kampanię edukacyjną. Jej głównym celem jest pokazanie, że fajerwerki mogą być używane odpowiedzialnie – z poszanowaniem zarówno bezpieczeństwa ludzi, jak i dobrostanu zwierząt. Edukacja ta skupia się nie tylko na zwiększeniu komfortu zwierząt, ale również wzmacnia odpowiedzialność po stronie opiekunów, nie przerzucając całości ciężaru regulacyjnego wyłącznie na branżę i użytkowników fajerwerków.

Nie da się zbudować skutecznego systemu wyłącznie poprzez zakazy i sankcje, bez równoczesnego wdrożenia szeroko zakrojonych działań informacyjnych i edukacyjnych, które obejmą wszystkie zainteresowane grupy społeczne – zarówno użytkowników fajerwerków, jak i właścicieli zwierząt, osoby wrażliwe na hałas oraz lokalne społeczności. To właśnie edukacja jest kluczem do tego, by świętować w sposób, który nie dzieli, a łączy – podkreśla Magdalena Rytel-Kuc, Prezes Fundacji Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej.

Rzetelna edukacja oparta na faktach naukowych, praktycznych wskazówkach i uczciwej komunikacji z obywatelami może obniżyć poziom społecznych napięć i zredukować potrzebę drastycznych, całkowitych zakazów. Konflikt pomiędzy użytkownikami fajerwerków a ich przeciwnikami nie wynika z natury pirotechniki, lecz z braku wiedzy, świadomości i zaufania. Odpowiedzialna edukacja jest więc kluczowym narzędziem odbudowy wspólnotowego podejścia do obchodzenia świąt i celebracji – w sposób, który nie wyklucza, ale integruje. W ramach kampanii rozpowszechniliśmy w mediach broszurę edukacyjno-informacyjną z poradami dla właścicieli zwierząt oraz spoty edukacyjne pokazujące, jak bezpiecznie obchodzić się z fajerwerkami i jak chronić psy przed sylwestrowym stresem.

Już w lutym TSUE zbada WIBOR. Prawnicy spodziewają się fali pozwów przeciwko bankom

Już wkrótce TSUE zajmie się kwestią WIBOR-u. Według prawników, wyrok może spowodować skokowy wzrost liczby pozwów składanych w sądach. Do tego samych umów opartych o ten wskaźnik jest więcej niż tych walutowych, więc kłopot może być większy niż w przypadku tzw. frankowiczów. Jednak nie brakuje też opinii, że to zupełnie różne sprawy i nie ma systemowego problemu. Część ekspertów przekonuje jednak, że działania ustawodawcy w tym zakresie nie są potrzebne, a banki będą proponować w tej kwestii ugody. Jednocześnie pojawiają się prognozy o rosnącej presji na państwo ze strony kredytobiorców. Choć w tej kwestii eksperci nie spodziewają się niczego konkretnego.

Oczy na Trybunał

12 lutego odbędzie się rozprawa TSUE w sprawie WIBOR-u. – Spodziewam się wyroku spójnego z opinią rzeczniczki generalnej, czyli potwierdzenia przez Trybunał, że banki mają obowiązek odpowiednio informować na temat WIBOR-u oraz jego wpływu na oprocentowanie i wysokość rat. TSUE może wskazać także, czy wadliwe działania banku prowadzą do unieważnienia umowy, usunięcia całego oprocentowania czy jedynie w zakresie WIBOR-u i pozostawienia stałej marży – przewiduje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Jak stwierdza Adam Zakrzewski z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, wyrok może być pierwszym tzw. momentem skokowym w liczbie składanych pozwów z tego zakresu. I tutaj ekspert zwraca uwagę na ostatnią opinię Rzecznika Generalnego TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych polskiego sądu. Ona w żaden sposób nie przesądziła zasadności czy też niezasadności ewentualnych roszczeń kredytobiorców. Natomiast wyraźnie wskazała, że jeśli TSUE podąży za jej wnioskami, co często ma w zwyczaju, zostanie otwarta dość szeroka furtka do faktycznej próby podważania tych umów.

– To będzie jeden z kluczowych tematów medialnych i sądowych w najbliższym czasie. Rzesza osób będzie namawiać klientów banków do zakładania spraw w tym temacie i domagania się unieważnienia kredytu z tego powodu. Każdy ma prawo uważać, że jego umowa jest wadliwa. Już dziś bowiem można przeczytać liczne głosy odnoszące się do porównywania WIBOR-u do kredytów frankowych. Tymczasem są to zupełnie inne sprawy. Kredyt frankowy i złotowy są do siebie podobne głównie z powodu słowa „kredyt”, a poza tym to inne umowy, stanowiące wzajemne zobowiązanie dwóch stron – komentuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK z Instytutu Ekonomii i Finansów tej uczelni.

Z kolei adwokat Jakub Bartosiak stwierdza, że sprawy związane z WIBOR-em będą równie lub wręcz bardziej popularne niż kredyty walutowe. Po pierwsze, kredytów hipotecznych, opartych na ww. wskaźniku, jest więcej niż kredytów walutowych. Po drugie, WIBOR był stosowany także w umowach leasingowych czy pożyczkach gotówkowych. One były powszechne i udzielane przez bardzo długi okres, a nie tylko przez kilka lat – jak w przypadku rozwiązań walutowych. Ekspert spodziewa się, że liczba pozwów będzie systematycznie rosnąć, zwłaszcza po głośnych, korzystnych wyrokach TSUE, sądów powszechnych czy Sądu Najwyższego. Podobnie było w sprawach frankowych.

– Ilość umów kredytowych, które w teorii będą mogły być podważane, jest nieporównywalnie większa do tzw. umów frankowych. A te przecież nie tylko spowodowały potężne tąpnięcie na rynku bankowym, ale przede wszystkim zatkały sądy cywilne właściwie w całej Polsce. Jako pełnomocnik procesowy jestem nieco przerażony tym, jak mogą potencjalnie wyglądać sądy po ewentualnym rozpoczęciu prawdziwej fali pozwów WIBOR-owych. Powiedzenie, że gorzej być nie może, na pewno nie ma tu zastosowania – dodaje Adam Zakrzewski.

Jak prognozuje dr hab. Krzysztof Piech, prof. Uczelni Łazarskiego, wzrośnie liczba spraw składanych do sądów, co pogorszy problemy z polskim sądownictwem. Jednak skala tego będzie bardzo ograniczona. Ekspert spodziewa się niewielkiej liczby pozwów, ponieważ nie mamy tutaj systemowego problemu jak w przypadku kredytów frankowych. Jednocześnie coraz więcej konsumentów weryfikuje swoje umowy.

– Oczywiście istnieje możliwość, że któraś z umów ze stawką referencyjną WIBOR zawiera niedozwolone postanowienia umowne. Jednak o tym – zgodnie z istotnym poglądem Rzecznika Finansowego – indywidualnie i w konkretnych okolicznościach prawnych będzie decydować sąd. Umowa kredytu, jak każda inna umowa, może zawierać niedozwolone zapisy – stwierdza dr hab. Damian Walczak, prof. UMK.

Rola ustawodawcy

Rodzi się też pytanie o to, czy państwo podejmie jakieś kroki, aby ograniczyć ww. problem. Adwokat Jakub Bartosiak zaznacza, że działania ustawodawcy są zwykle spóźnione. Obecnie procedowana jest ustawa dotycząca kredytów frankowych, która powinna być uchwalona 6 czy nawet 8 lat temu, ale niekoniecznie w proponowanym kształcie. W 2015 roku z hasłem uregulowania tego tematu szedł do wyborów przecież Andrzej Duda.

– Ponad 10 lat temu brałem udział w pracach nad kolejnymi projektami ustawy, które miały uregulować problem kredytów denominowanych i waloryzowanych. Wszystkie poszły do kosza, więc w tym przypadku również nie liczyłbym na ustawodawcę. Oczywiście, podjęcie takich działań byłoby dużo lepsze z punktu widzenia obywateli. Jednak przypuszczam, że tego typu inicjatywy zostaną storpedowane, tak jak zrobiono z kompromisowymi rozwiązaniami dla tzw. kredytów frankowych – mówi prof. dr hab. Witold Modzelewski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Ekspert z MBM Legal podkreśla, że ustawodawca ma wpływ nie tylko na techniczne aspekty rozpoznawania spraw, a więc m.in. na poprawienie warunków administracyjnych w sądach, zwiększenie liczby personelu pomocniczego czy uproszczenie przepisów, również na kwestie stricte merytoryczne. Może odgórnie narzucić określone rozwiązania, np. przekształcając obecne umowy w umowy o stałym oprocentowaniu, ograniczając oprocentowanie kredytów do marży banku albo ustalając je w określonej wysokości.

– Sama stawka referencyjna WIBOR nie stanowi podstawy do jakiegokolwiek kwestionowania zapisów umowy. Z tego też powodu działania państwa nie są potrzebne. Zapisy ustawowe i nadzór były bowiem właściwe. Kredyty musiały mieć jakąś stawkę odniesienia, którą był powszechnie akceptowany i uznawany WIBOR. Kredytobiorcy to akceptowali, zdając sobie sprawę z tzw. ceny pieniądza. Znajduje to odniesienie w konstytucji, gdzie wskazano, że podstawę ustroju gospodarczego RP stanowi społeczna gospodarka rynkowa. W moim przekonaniu, jej podstawą jest tzw. cena pieniądza, której miernikiem pozostaje WIBOR – analizuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK.

Do tego w opinii dr. hab. Krzysztofa Piecha, prof. UŁa, banki zmodyfikują swoje szablony umów, dopracują procesy informacyjne, po wcześniejszym przeprowadzeniu analiz ich ekspozycji na ryzyko w poszczególnych latach. Zapewne będą też oferowały propozycje ugód. Natomiast przykład kredytów frankowych pokazał, że w większości przypadków są one mniej korzystne dla klientów niż pełna ścieżka prawna. Do tego adwokat Jakub Bartosiak twierdzi, że zmodyfikowane (aneksowane) mogą być również starsze umowy. W każdym wypadku wymaga to zgody banku i kredytobiorcy.

– Będzie presja na ustawodawcę ze strony klientów banków w sprawie WIBOR-u. Natomiast wpływy sektora finansowego na kształt legislacji jest przemożny, czego przykładem było odrzucenie tzw. projektów frankowych. Szantażowano opinię publiczną jakimiś masowymi stratami finansowymi. A okazało się, że banki w okresie największego nasilenia przegrywanych spraw mają też rekordowe zyski – podsumowuje prof. dr hab. Witold Modzelewski.

UOKiK stawia zarzuty Samsung Electronics Polska. Chodzi o wiarygodność opinii w sklepie internetowym

0

Z badań społecznych przeprowadzonych na zlecenie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wynika, że aż 93 proc. konsumentów robiących zakupy online kieruje się opiniami o produktach zamieszczanymi w internecie. To sprawia, że rzetelność i przejrzystość recenzji mają kluczowe znaczenie dla podejmowania decyzji zakupowych. W ocenie UOKiK zasady publikowania oraz sposób prezentacji opinii stosowane przez Samsung Electronics Polska mogą jednak wprowadzać konsumentów w błąd, dlatego prezes urzędu postawił spółce formalne zarzuty.

Weryfikacja „na słowo”

Jak wskazuje UOKiK, przedsiębiorcy mają obowiązek jasno informować, czy i w jaki sposób weryfikują opinie prezentowane w swoich serwisach. Dzięki temu konsumenci mogą świadomie ocenić ich wiarygodność. W przypadku serwisu Samsung część komentarzy została oznaczona hasłem „Potwierdzony zakup/Produkt użytkowany przez klienta”, co sugeruje, że pochodzą one od osób, które faktycznie kupiły i używały danego produktu.

Urząd sprawdził jednak mechanizm tej weryfikacji. Okazało się, że aby uzyskać takie oznaczenie, wystarczy zaznaczyć checkbox z oświadczeniem, że opinia wynika z używania lub zakupu produktu. Spółka nie wymaga podania numeru zamówienia, dowodu zakupu ani innego potwierdzenia. Zdaniem UOKiK taki sposób działania nie daje realnej gwarancji, że opinia pochodzi od rzeczywistego użytkownika.

– Mając świadomość, czy opinie są weryfikowane, czy nie, konsumenci mogą zachować odpowiednią ostrożność przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Przedsiębiorca, który uwiarygadnia prezentowane komentarze, musi dołożyć starań, aby je faktycznie sprawdzić – podkreśla Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

„Autentyczna recenzja”, ale bez jasnych kryteriów

Dodatkowym elementem wzmacniającym zaufanie konsumentów są w serwisie Samsung oznaczenia „Autentyczna recenzja™ bazaarvoice”. UOKiK zwraca jednak uwagę, że brak jest informacji, jakie kryteria decydują o nadaniu takiego statusu. Co więcej, choć część opinii może być odrzucana, nie są one weryfikowane pod kątem faktycznego zakupu lub używania produktu.

W ocenie prezesa UOKiK stosowane przez spółkę mechanizmy – oświadczenia checkbox oraz selekcja komentarzy – mogą nie stanowić uzasadnionych i proporcjonalnych działań służących potwierdzeniu pochodzenia opinii.

Gwiazdki bez wyjaśnienia

Urząd zastrzega także sposób prezentowania ocen liczbowych. Przy wielu opiniach brak informacji, czy zostały one w jakikolwiek sposób zweryfikowane, mimo że są one wliczane do ogólnej punktacji produktu oraz ocen cząstkowych, takich jak funkcjonalność czy wydajność. To właśnie liczba gwiazdek jest najczęściej pierwszym elementem, na który zwracają uwagę klienci.

Zdaniem UOKiK konsumenci powinni od razu otrzymać jasną informację, czy komentarze uwzględniane w statystykach są weryfikowane oraz jak dokładnie wyliczane są prezentowane oceny. W serwisie Samsung takie wyjaśnienia nie pojawiają się na żadnym etapie procesu zakupowego, co może prowadzić do podejmowania decyzji w oparciu o mylące dane.

Możliwe konsekwencje

Jeśli zarzuty prezesa UOKiK zostaną potwierdzone, Samsung Electronics Polska może zostać ukarany grzywną sięgającą nawet 10 proc. obrotu. Postępowanie ma na celu ochronę konsumentów oraz zapewnienie, by informacje wykorzystywane przy zakupach online były rzetelne, przejrzyste i zgodne z obowiązującymi przepisami.

Brother Polska wzmacnia struktury sprzedaży na 2026. Cztery awanse w zespole

Firma Brother Polska w ostatnim kwartale 2025 roku dokonała zmian organizacyjnych wewnątrz zespołu, celem utrzymania i wzmocnienia pozycji lidera polskiego rynku druku w 2026 roku. Dotychczasowi Team Leaderzy awansowali na stanowiska kierownicze, wzmacniając trzy główne filary strategii sprzedażowej firmy.

Piotr Gołębczyk awansował na stanowisko  Head of SMB Business i będzie odpowiedzialny za całą grupę  produktów dedykowanych małym i średnim przedsiębiorstwom, jak również rynkowi Enterprise. Posiadając prawie dwudziestoletnie  doświadczenie w branży IT – z czego piętnaście lat w firmie Brother – Piotr do tej pory zajmował się rozwojem kanału partnerskiego m.in. w północnej części Polski. Jako specjalista w zakresie sprzedaży biznesowych urządzeń drukujących oraz usług zarządzania drukiem, skupi się na rozwoju sprzedaży w sektorze SMB, włączając w to usługi MPS. W zakresie obowiązków lidera znajdzie się również koordynowanie pracy zespołów dedykowanych obsłudze Biznesowego Kanału Partnerskiego oraz Klienta Końcowego (Major Accounts).

Na stanowisko Head of SOHO Business awansował Robert Kowalski – Manager z piętnastoletnim stażem w firmie Brother. Robert do tej pory pełnił rolę Team Leadera i odpowiadał za rozwój kanału Dealer & Retail.  W nowej roli realizował będzie zadania związane z obsługą i rozwojem całego kanału oraz produktów SOHO, który dziś stanowi największą wartość w całej ofercie  Brother na polskim rynku.

Tomasz Boroński, dotychczasowy ES Solution & Labelling Team Leader w polskim oddziale  Brother, odpowiada, wraz ze swoim zespołem, za cały sektor Etykietowania, jako Head of Labeling Solutions. W tym zadaniu pomoże mu kilkuletnia specjalizacja w rynku Auto ID oraz doświadczenie związane z mobilnymi, nabiurkowymi i przemysłowymi drukarkami etykiet oraz wspierającymi je rozwiązaniami. Świeżo upieczony menedżer jest ekspertem w dziedzinie, którą ma zarządzać – na poprzednim stanowisku zajmował się m.in. rozwijaniem kanału partnerskiego.

Łukasz Kurbiel awansował na stanowisko Team Leader – MPS & Copier Dealer Channel w Brother Polska. Od 2016 roku rozwijał usługi outsourcingu druku, a teraz będzie kierował zespołem odpowiedzialnym m.in. za rozwój kontraktów w sektorze SMB. Dzięki 18-letniemu doświadczeniu w branży druku i dogłębnej znajomości rynku, Łukasz wniesie do nowej roli wiedzę i energię, które pomogą realizować ambitne cele firmy.

Choć na nowo mianowanych Szefów kategorii czeka rok pełen wyzwań, to bogate, wieloletnie doświadczenie każdego z nich z pewnością okaże się nieocenione dla rozwoju firmy Brother w Polsce. Jestem przekonany, że zmiany, których jestem inicjatorem przełożą się nie tylko na jeszcze lepsze wyniki sprzedażowe firmy, ale również na dalszy rozwój naszego zespołu  i całego polskiego rynku drukukomentuje Krzysztof Mertowski, Country Manager Poland & Ukraine.

Zmiany kadrowe w Brother Polska są elementem długofalowej strategii HR, opartej na rozwoju wewnętrznych talentów i budowaniu klarownych ścieżek kariery. Firma konsekwentnie stawia na awanse wewnętrzne, wzmacniając kompetencje managerskie i zaangażowanie zespołów w odpowiedzi na zmieniające się potrzeby rynku.

Murapol podsumowuje 2025: 3,1 tys. sprzedaży, 2,6 tys. przekazań, 4,2 tys. w ofercie

Grupa Murapol w 2025 r. łącznie sprzedała ponad 3,1 tys. lokali do klientów detalicznych (+2% r/r). W konkurencyjnej i dopasowanej do potrzeb rynku ofercie posiadała blisko 4,2 tys. lokali na koniec ub.r.

  • 2856 umów deweloperskich i przedwstępnych podpisanych z klientami detalicznymi w 2025 r. oraz 284 opłacone umowy rezerwacyjne po wyeliminowaniu rezygnacji na dzień 31.12.2025 r.
  • Szeroka i atrakcyjna oferta blisko 4,2 tys. lokali w 16 miastach, dla klientów detalicznych na dzień 31.12.2025 r.
  • 2649 lokali w 15 miastach przekazanych klientom detalicznym w 2025 r., dodatkowo 249 lokali przekazanych w segmencie PRS.
  • Duży, zdywersyfikowany i regularnie odnawiany bank ziemi pod budowę blisko 19,6 tys. lokali na dzień 31.12.2025 r.
  • Rozbudowany portfel projektów w realizacji obejmujący ponad 6,5 tys. lokali na dzień 31.12.2025 r. 

SPRZEDAŻ

Łączna sprzedaż do klientów detalicznych w 2025 roku, z uwzględnieniem opłaconych umów rezerwacyjnych i po wyeliminowaniu rezygnacji, wyniosła 3140. W tym, Spółka zawarła 2856 umów deweloperskich i przedwstępnych z klientami detalicznymi oraz posiadała 284 opłacone umowy rezerwacyjne po wyeliminowaniu rezygnacji (na dzień 31.12.2025 r.). W samym tylko czwartym kwartale 2025 podpisanych zostało 767 umów deweloperskich i przedwstępnych.

PRZEKAZANIA

Klientom detalicznym przekazano w 2025 r. klucze do 2649 lokali. W samym czwartym kwartale przekazanych zostało 1286 lokali. Dodatkowo, w segmencie PRS przekazano 249 lokali.

WPROWADZENIA DO OFERTY

W 2025 r. GK Murapol wprowadziła do oferty 2405 lokali w 11 inwestycjach w 8 miastach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Łodzi i Lublinie. Nowa oferta obejmuje lokale zaprojektowane zarówno w nowych przedsięwzięciach deweloperskich, jak i w kolejnych etapach realizowanych już inwestycji.

Na dzień 31 grudnia 2025 r. oferta GK Murapol obejmowała 4174 lokale w 16 miastach. 

LICZBA LOKALI W BUDOWIE

Na dzień 31 grudnia 2025 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6524 lokale powstające w 87 budynkach realizowanych w ramach 22 projektów, w tym w segmencie detalicznym 5132 lokale, a w segmencie PRS – 1392 lokali.

BANK ZIEMI

GK Murapol systematycznie odnawia i rozbudowuje aktywny bank ziemi. Na koniec 2025 r. dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę blisko 19,6 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej netto przekraczającej 832 tys. mkw. w 17 miastach.

– Rok 2025 był dla Grupy Murapol czasem stabilizacji i konsekwentnej realizacji strategii. Utrzymaliśmy silną pozycję w segmencie popularnym, rozwijając ofertę w największych aglomeracjach i wzmacniając bank ziemi. Jako jedyny duży deweloper pozostaliśmy przy standardowych harmonogramach płatności, nie wdrażając systemów typu „płać później”, które zwiększają ryzyko finansowe i obniżają płynność. Co ważne – mimo tego konserwatywnego podejścia nasza sprzedaż była na tyle wysoka, że zapewniła nam miejsce w czołówce rynku, potwierdzając konkurencyjność i dopasowanie naszej oferty do potrzeb klientów. Wchodząc w 2026 rok, widzimy pozytywne perspektywy dzięki obniżkom stóp procentowych, rosnącym wynagrodzeniom i dynamicznemu rozwojowi polskiej gospodarki, które zwiększają dostępność mieszkań i wspierają popyt. Naszym priorytetem pozostaje utrzymanie wysokiej pozycji na rynku Grupy Murapol, dalsze wzmacnianie banku ziemi i stabilny rozwój w największych polskich aglomeracjach, a także na wybranych rynkach regionalnych – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

W ciągu blisko 25 lat działalności (do 31 grudnia 2025) GK Murapol zrealizowała
102 wieloetapowe inwestycje, w ramach których powstało 485 budynków obejmujących łącznie ponad 34,8 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,5 mln mkw.

Rekrutacje pod lupą: większość firm nie dostosowała języka ofert do wymogów prawa

Tylko 38 proc. ogłoszeń o pracę publikowanych obecnie na polskim rynku jest neutralnych płciowo, mimo że w grudniu weszły w życie przepisy zobowiązujące pracodawców do stosowania równego i niedyskryminującego języka w procesach rekrutacyjnych. Z analizy Grupy Progres wynika, że większość firm nadal nie dostosowała treści ofert do nowych wymogów, narażając się tym samym na ryzyko prawne i wizerunkowe.

Brak dostosowania nazw stanowisk widoczny jest zarówno w sektorze prywatnym, jak i w administracji publicznej. Nadal pojawiają się ogłoszenia urzędów czy sądów, w których stosowane są wyłącznie tradycyjne, niezmodyfikowane nazwy stanowisk, mimo że to właśnie od podmiotów publicznych w pierwszej kolejności należałoby oczekiwać pełnego dostosowania do obowiązujących przepisów prawa.

– Język ogłoszeń ma realny wpływ na dostępność ofert dla kandydatów i kandydatek, a neutralność płciowa nie jest dziś tylko dobrą praktyką, lecz obowiązkiem wynikającym z przepisów prawa. Pracodawcy realizują go na kilka sposobów: stosując formy neutralne, zapis z oznaczeniem k/m, wpisując podwójne końcówki lub podając obie nazwy stanowiska – mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. – Brak dostosowania się do obowiązujących regulacji może skutkować zarzutami naruszenia zasady równego traktowania w zatrudnieniu, skargami do Państwowej Inspekcji Pracy, postępowaniami sądowymi oraz karami finansowymi – dodaje.

Dodatkowo pracodawcy muszą liczyć się z konsekwencjami wizerunkowymi, które w coraz bardziej konkurencyjnym rynku pracy mają istotny wpływ na zdolność pozyskiwania kandydatów.

Męskie formy tracą, neutralność w rekrutacji zyskuje na znaczeniu

Analizy Grupy Progres potwierdzają, że na rynku pracy coraz wyraźniej widoczny jest trend zmian. Już co trzecia oferta (38 proc.) pokazuje, że firmy faktycznie podejmują działania neutralizujące nazwy stanowisk i przenoszą je bezpośrednio na treść ogłoszeń rekrutacyjnych. Pracodawcy zaczęli unikać wyłącznie męskich określeń.

W ofertach pracy nie brakuje dziś zapisów takich jak operator / operatorka, architekt / architektka, elektromonter / elektromonterka, kontroler / kontrolerka, mistrz / mistrzyni, kierownik / kierowniczka projektu, specjalista / specjalistka ds. kadr, koordynator / koordynatorka zespołu, analityk / analityczka danych, menedżer / menedżerka sprzedaży, doradca / doradczyni klienta, asystent / asystentka administracyjna, inspektor / inspektorka jakości czy technik / techniczka IT.

Choć tempo zmian jest zróżnicowane, w zależności od branży i sektora, kierunek jest wyraźny – neutralny i inkluzywny język coraz częściej staje się standardem w rekrutacji.

Prawo pracy w 2026 roku – fala równoległych zmian

Zdaniem Magdy Dąbrowskiej, prezeski Grupy Progres, problem z neutralnością płciową ogłoszeń jest jedynie zapowiedzią znacznie szerszych zmian, z jakimi pracodawcy będą musieli zmierzyć się w tym roku. Prawo pracy wchodzi w fazę intensywnych modyfikacji, a skala nowych regulacji przypomina lawinę, która obejmie nie tylko rekrutację, ale cały obszar zarządzania personelem.

Wśród kluczowych zmian jest dalsze wzmocnienie przepisów antydyskryminacyjnych, nowe obowiązki związane z transparentnością wynagrodzeń, zmiany w zasadach zatrudniania cudzoziemców, rozszerzenie obowiązków informacyjnych wobec pracowników, a także konieczność dostosowania polityk HR do wymogów ESG i raportowania niefinansowego.

Wdrożenie nowych regulacji trudne dla firm

W tym roku rynek stoi przed bezprecedensowym wyzwaniem – równoczesne wdrażanie licznych zmian w prawie pracy wymaga od przedsiębiorców nie tylko szybkiego reagowania, ale też koordynacji wielu obszarów funkcjonowania firmy.

Rok 2026 jest wyjątkowy, ponieważ jeszcze nigdy wcześniej przedsiębiorcy nie musieli w tak krótkim czasie wdrażać tak wielu zmian i to jednocześnie. Nowe regulacje obejmują równolegle rekrutację, polityki HR, systemy wynagrodzeń, obowiązki informacyjne oraz kwestie równego traktowania, co dla wielu firm oznacza konieczność przebudowy całych procesów. Brakuje czasu, zasobów i często specjalistycznej wiedzy, aby wszystko wdrożyć równolegle i bez ryzyka błędów, szczególnie w mniejszych organizacjach. Dodatkowo zmiany wymagają ścisłej współpracy między działami HR, prawnym i finansowym, a także aktualizacji procedur wewnętrznych i szkoleń pracowników, a to dodatkowo komplikuje cały proces. – podkreśla Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. – Co więcej, na horyzoncie widać kolejne zmiany, nad którymi pracuje rząd – jeśli firmy nie wdrożą obecnych regulacji szybko, wkrótce mogą zderzyć się z kolejną falą przepisów, której skala może przytłoczyć zasoby i możliwości przedsiębiorstw – zaznacza.

Firmy, które już teraz nie podejmą działań dostosowawczych, mogą w krótkim czasie stanąć przed poważnymi problemami prawnymi i organizacyjnymi. Audyt treści ogłoszeń o pracę, procedur HR oraz wewnętrznych regulaminów staje się koniecznością, a nie wyborem, jeśli pracodawcy chcą bezpiecznie funkcjonować w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu prawnym.

***

Analizy Grupy Progres przeprowadzano w pierwszym tygodniu stycznia 2026 roku, obejmowały zbiór ponad 8300 ofert o pracę publikowanych w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.

PKO Faktoring ogłosiło strategię do 2027 roku

  • PKO Faktoring, spółka wchodząca w skład Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego, ogłosiła swoją strategię do 2027 roku, której celem jest trwałe wzmocnienie pozycji rynkowej i bycie kluczowym partnerem dla polskich przedsiębiorców.
  • Spółka planuje rozwijać się dwa razy szybciej niż rynek faktoringu pod względem wartości sfinansowanych faktur oraz zwiększyć wynik na działalności biznesowej o 66 proc.
  • PKO Faktoring stawia na cyfryzację i nowoczesne technologie, w tym sztuczną inteligencję, integrację z systemami ERP oraz obecność w e-commerce, konsekwentnie wspierając strategię PKO Banku Polskiego.
  • Już co piąty przedsiębiorca posiadający faktoring w Polsce korzysta z usług PKO Faktoring, dlatego priorytetem spółki są doświadczenia klientów – firma chce osiągnąć wskaźnik NPS na poziomie 60 proc.

Jeszcze bliżej potrzeb przedsiębiorców, dynamiczny rozwój w oparciu o nowoczesną technologię i konsekwentne budowanie pozytywnych doświadczeń klientów – tak wygląda nowa strategia PKO Faktoring do 2027 r. Cele są ambitne.

Chcemy zostać liderem wzrostu w branży faktoringowej i kluczowym partnerem dla polskiego biznesu. Zamierzamy być dla przedsiębiorców wsparciem, a nie tylko dostawcą usługi, dlatego budujemy doświadczenia, które dają przewidywalność i realne wsparcie w rozwoju. „Droga do #1.” to nie obietnica, tylko podejście, które będziemy konsekwentnie wdrażać: od prostych decyzji i szybkich procesów, po codzienną dostępność ludzi, którzy rozumieją biznes. Naszą ambicją jest faktoring, który nie tylko finansuje faktury, ale też dodaje firmom pewności w działaniu i odwagi w planowaniu kolejnych kroków – mówi Bartłomiej Świeca, Prezes Zarządu PKO Faktoring.

Rynek faktoringu w Polsce rozwija się w stabilnym tempie. Coraz więcej przedsiębiorców dostrzega korzyści, które daje to narzędzie finansowe. Z usług firm faktoringowych korzysta obecnie ponad 31 tys. przedsiębiorstw.

Tam, gdzie biznes

PKO Faktoring pod względem wartości finansowanych faktur planuje rozwijać się w tempie dwa razy wyższym niż rynek. Celem jest też zwiększenie wyniku na działalności biznesowej o 66 proc.

Spółka konsekwentnie wspiera realizację strategii PKO Banku Polskiego. Obejmuje ona m.in. dalsze umacnianie pozycji lidera, transformację cyfrową oraz budowanie statusu instytucji pierwszego wyboru – dla klientów, pracowników i inwestorów.

PKO Faktoring odgrywa strategiczną rolę w Grupie Kapitałowej PKO Banku Polskiego, wzmacniając naszą zdolność do kompleksowego rozwoju przedsiębiorstw. Faktoring jest dziś kluczowym narzędziem finansowania kapitału obrotowego – poprawia płynność firm, zwiększa ich odporność i naturalnie uzupełnia finansowanie inwestycyjnie. Jestem przekonana, że konsekwentna realizacja nowej strategii spółki pozwoli nam jeszcze skuteczniej wspierać klientów w realizacji ich planów rozwojowych – mówi Ludmiła Falak-Cyniak, Wiceprezeska Zarządu PKO Banku Polskiego nadzorująca Obszar Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej.

PKO Faktoring zamierza wykorzystać nowoczesne narzędzia, w tym sztuczną inteligencję, aby rozwijać cyfrową obsługę i oferować klientom szybkie, wygodne rozwiązania dostępne online. Jednocześnie spółka chce:

  • być obecna wszędzie tam, gdzie klienci prowadzą biznes, w tym w obszarze e-commerce,
  • budować narzędzia do integracji z systemami ERP.

Takie podejście ma wspierać szersze wykorzystanie usług faktoringowych oraz wzmacniać konkurencyjność oferty PKO Faktoring.

Najważniejszy jest klient

Pod koniec trzeciego kwartału 2025 r. firma obsługiwała ponad 5 tys. klientów. To dało jej drugą pod tym względem pozycję w rankingu branżowym. W najbliższych latach planuje uprościć, zautomatyzować i przyspieszyć procesy dla jeszcze większego komfortu przedsiębiorców.

PKO Faktoring koncentruje się na podnoszeniu jakości doświadczeń swoich klientów na każdym etapie współpracy – od pierwszego kontaktu po bieżącą obsługę. Ważnym kierunkiem pozostaje zwiększanie dostępności i wygody korzystania z oferty.

Celem spółki jest osiągnięcie wskaźnika NPS na poziomie 60 proc.

„Droga do #1.”

Co piąty przedsiębiorca w Polsce, który posiada faktoring, korzysta z usług spółki. Firma ma blisko 20-procentowy udział w rynku pod względem liczby klientów i prawie 10-procentowy pod względem wartości finansowanych faktur.

Nowa Strategia PKO Faktoring wyznacza jasny plan działania oparty na 5 filarach:

  • aktywizacji sprzedaży,
  • doświadczeniach klienta,
  • innowacyjnych i efektywnych rozwiązaniach,
  • inwestowaniu w ludzi.

„Droga do #1.” ma prowadzić do trwałego wzmocnienia pozycji spółki na rynku i budowania długofalowych relacji z przedsiębiorcami.

Przemysł wchodzi w etap skalowania. AI ma obniżać koszty i zwiększać produktywność

Według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej, PKB Polski ma pozostać w strefie umiarkowanego wzrostu w 2026 r. – najczęściej wskazuje się 3-3,5%, w zależności od źródła. To scenariusz stabilny, ale pozbawiony euforii. I właśnie w takim otoczeniu polski przemysł podejmuje decyzje inwestycyjne – ostrożnie, ale zdecydowanie, co potwierdzają dane rynkowe zebrane przez firmę Polcom. W efekcie, technologia przestaje być polem do testów, ma dowozić wyniki.

Przemysł w fazie „egzekucji technologii”

Z raportu Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026” wynika wyraźnie, że rok 2026 nie będzie czasem pilotaży, proof of concept i eksperymentów technologicznych. Dla firm przemysłowych to moment przejścia do fazy egzekucji – skalowania rozwiązań, które realnie wpływają na koszty, wydajność i jakość.

Widzimy zmianę narracji po stronie zarządów firm przemysłowych. Pytanie nie brzmi już „czy i jak wdrażać AI”, ale „gdzie i kiedy zobaczymy efekt w P&L”. 2026 r. będzie pierwszym rokiem, w którym technologia na masową skalę zostanie rozliczona z realnych wyników biznesowych, a nie z innowacyjności samej w sobie – mówi Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom.

Najsilniejszym trendem inwestycyjnym w polskim przemyśle pozostają AI i automatyzacja, coraz wyraźniej traktowane nie jako innowacja, lecz jako narzędzie codziennego zarządzania operacyjnego. Do 2026 r. 76% firm przemysłowych planuje wdrożenie lub rozszerzenie wykorzystania sztucznej inteligencji, 55% zamierza rozwijać robotyzację procesów (RPA), a 49% deklaruje intensywne inwestycje w rozwiązania z obszaru Przemysłu 4.0 i 5.0. Uzupełnieniem tych działań pozostaje edge computing, którego dalszy rozwój wskazuje 22% przedsiębiorstw, głównie w kontekście przetwarzania danych blisko linii produkcyjnych i skracania czasu reakcji systemów.

AI w przemyśle: mniej wizji, więcej arkuszy kalkulacyjnych

W 2026 r. sztuczna inteligencja w przemyśle nie ma pozostać draftem, okraszonym atrakcyjną prezentacją. Ma bronić się w excelu w postaci liczb i analiz. Firmy coraz częściej wdrażają AI tam, gdzie efekt można policzyć: w planowaniu produkcji, predykcyjnym utrzymaniu ruchu, kontroli jakości czy optymalizacji zużycia energii.

AI w przemyśle przestaje być „projektem IT”. Staje się elementem zarządzania operacyjnego – takim samym jak logistyka czy planowanie produkcji. Największe zainteresowanie budzą dziś wdrożenia, które można szybko skalować i które dają mierzalny efekt: mniej przestojów, mniej błędów, lepsze wykorzystanie zasobów – dodaje Adam Matyaszek.

Nie chodzi więc o autonomiczne fabryki rodem z futurystycznych wizji, lecz o konkretne usprawnienia punktowe, które znajdą zastosowanie w wybranych obszarach lub procesach organizacji.

Dojrzewanie zamiast rewolucji

Blisko połowa firm przemysłowych deklaruje intensywne inwestycje w Przemysł 4.0 i 5.0, ale narracja wokół tych koncepcji również się zmienia. Coraz rzadziej mówi się o „rewolucji”, częściej o integracji danych, systemów i ludzi.

Przemysł 5.0 to w praktyce próba odpowiedzi na zmęczenie ciągłą zmianą. Firmy chcą technologii, która wzmacnia odporność organizacji, a nie tylko podnosi wskaźniki automatyzacji. Dlatego coraz większy nacisk kładzie się na stabilność systemów, bezpieczeństwo danych i realne wsparcie pracowników w procesach produkcji – zauważa Adam Matyaszek z Polcom.

Warto zaznaczyć, że jednym z najbardziej jednoznacznych wniosków wynikających z tegorocznej edycji raportu Polcom jest podejście przemysłu do infrastruktury IT. 89% firm deklaruje, że nie zrezygnuje z własnej infrastruktury, niemniej 65% firm przemysłowych korzysta z chmury obliczeniowej, która pełni rolę elastycznego rozszerzenia potencjału IT.

Twarde oczekiwania na 2026 r.

Najważniejsze jest jednak to, czego przemysł oczekuje w zamian za inwestycje technologiczne – i tu nie ma miejsca na niejasne obietnice ani długofalowe wizje bez pokrycia w liczbach. 84% firm przemysłowych wskazuje na obniżenie kosztów operacyjnych jako kluczowy efekt wdrożeń, 70% oczekuje wzrostu produktywności, a 68% liczy na poprawę jakości oraz ograniczenie liczby błędów w procesach. Równolegle 72% przedsiębiorstw zakłada, że automatyzacja i AI przełożą się na lepszą obsługę klientów B2B, skracając czas realizacji zamówień i zwiększając przewidywalność dostaw.

– To zestaw oczekiwań typowy dla dojrzałej transformacji cyfrowej. Technologia nie ma już inspirować – ma dowozić wynik. Firmy przemysłowe wiedzą, że w warunkach umiarkowanego wzrostu PKB jedyną trwałą przewagą jest efektywność – wskazuje Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom. – Polski przemysł wchodzi w 2026 r. z jasno postawioną tezą: inwestujemy, ale oczekujemy zwrotu. AI, automatyzacja i Przemysł 4.0 mają działać tu i teraz – na hali produkcyjnej, w planowaniu i w relacjach B2B. Rok 2026 zapowiada się więc nie jako moment technologicznych rewolucji, lecz czas mierzenia twardych efektów biznesowych – dodaje.

Sztuczna inteligencja zmienia centra danych. 5 trendów, które kształtują nową infrastrukturę

Vertiv prognozuje, że procesy projektowania i eksploatacji centrów danych będą kształtowane przez infrastrukturę zasilającą środowiska sztucznej inteligencji, wykorzystanie cyfrowych bliźniaków oraz rozwiązań adaptacyjnego chłodzenia cieczą.

Do zaistnienia zmian przyczynią się takie czynniki jak ekstremalne zagęszczenie mocy, skalowanie do poziomu gigawatów oraz postrzeganie centrów danych jako jednostek obliczeniowych.

Firma Vertiv opublikowała raport Vertiv Frontiers, którego autorzy zauważają, że innowacje w centrach danych są coraz silniej determinowane przez czynniki makroekonomiczne oraz trendy związane ze sztuczną inteligencją. Dokument, opracowany na podstawie wiedzy eksperckiej zespołów z całej firmy, identyfikuje kluczowe kierunki rozwoju technologii, które będą napędzać obecne i przyszłe innowacje – od dostosowania systemów zasilania do potrzeb AI, przez wykorzystanie cyfrowych bliźniaków, po adaptacyjne chłodzenie cieczą.

Branża centrów danych bardzo szybko zmienia sposób, w jaki projektuje, buduje, eksploatuje i serwisuje infrastrukturę, odpowiadając na rosnące wymagania dotyczące gęstości mocy oraz tempa wdrażania tzw. fabryk sztucznej inteligencji – powiedział Scott Armul, Chief Product and Technology Officer w Vertiv. – Obserwujemy nakładające się na siebie siły techniczne, w tym ekstremalne zagęszczenie mocy, które napędzają przełomowe trendy, takie jak popularyzacja architektury zasilania prądem stałym o wyższym napięciu oraz zaawansowanych systemów chłodzenia cieczą. Są one kluczowe dla osiągnięcia skalowania na poziomie gigawatów, niezbędnego dla zapewniania dalszych innowacji w obszarze AI. Wytwarzanie energii w siedzibie klienta oraz wykorzystywanie mechanizmów cyfrowych bliźniaków również odegrają istotną rolę w zwiększaniu skali i tempa popularyzacji sztucznej inteligencji.

Raport Vertiv Frontiers stanowi rozwinięcie publikowanych wcześniej przez Vertiv, corocznych prognoz Data Center Trends. Wskazuje on główne czynniki wpływające na innowacje w centrach danych: ekstremalne zagęszczenie mocy (przyspieszane przez sztuczną inteligencję i obliczenia wysokiej wydajności), szybkie skalowanie do poziomu gigawatów (budowa centrów danych osiąga obecnie bezprecedensowe tempo i skalę), postrzeganie centrów danych jako pojedynczych jednostek obliczeniowych (era AI wymaga projektowania i eksploatacji obiektów jako zintegrowanych systemów) a także dywersyfikację układów krzemowych, która wymusza dostosowanie infrastruktury do coraz szerszego wachlarza procesorów i architektur obliczeniowych.

W raporcie szczegółowo opisano, w jaki sposób czynniki te przełożyły się na pięć kluczowych trendów wpływających na poszczególne obszary funkcjonowania centrów danych.

  1. Zasilanie dostosowane do potrzeb sztucznej inteligencji

Większość funkcjonujących obecnie centrów danych nadal bazuje na hybrydowej dystrybucji zasilania prądem przemiennym i stałym (od sieci elektroenergetycznej do szaf IT), obejmującej trzy lub cztery etapy konwersji energii, co wiąże się z określonymi stratami. Podejście to jest coraz bardziej krytykowane wraz z obserwowanym wzrostem gęstości mocy, w dużej mierze napędzanym przez środowiska sztucznej inteligencji. Przejście na architekturę prądu stałego o wyższym napięciu umożliwia istotne ograniczenie natężenia prądu, przekrojów przewodów oraz liczby etapów konwersji, a jednocześnie pozwala na centralizację przetwarzania energii na poziomie pomieszczenia. Hybrydowe systemy AC/DC wciąż są obecnie powszechne, jednak wraz z dojrzewaniem standardów i urządzeń dla w pełni stałoprądowych instalacji, wyższy poziom napięcia prądu stałego będzie zyskiwać na znaczeniu wraz ze wzrostem gęstości szaf. Rozwój lokalnego wytwarzania energii oraz mikrosieci również będzie sprzyjał popularyzacji architektury wysokiego napięcia prądu stałego.

  1. Rozproszona sztuczna inteligencja

Dotychczasowe, liczone w miliardach dolarów inwestycje w centra danych, obsługujące duże modele językowe (LLM) sztucznej inteligencji, miały na celu umożliwienie powszechnego wykorzystania narzędzi AI przez konsumentów i przedsiębiorstwa. Vertiv zakłada, że sztuczna inteligencja staje się elementem krytycznym dla działalności firm, jednak sposób i miejsce realizacji usług wnioskowania będą zależne od specyficznych potrzeb i uwarunkowań danego przedsiębiorstwa. Chociaż trend ten dotyczy wszystkich branż, te najbardziej regulowane (np. finanse, obronność czy ochrona zdrowia) mogą być zmuszone do utrzymywania prywatnych lub hybrydowych środowisk sztucznej inteligencji w lokalnych centrach danych, ze względu na wymogi dotyczące rezydencji danych, bezpieczeństwa lub opóźnień. Elastyczne i skalowalne systemy zasilania o wysokiej gęstości mocy oraz chłodzenia cieczą mogą umożliwić zwiększanie mocy obliczeniowej zarówno poprzez nowe inwestycje, jak i modernizację istniejących obiektów.

  1. Przyspieszenie autonomii energetycznej

    Podstawę odporności większości niezależnych centrów danych od dziesięcioleci stanowią źródła wytwarzanej w siedzibie przedsiębiorstw energii, wystarczającej na krótki czas. Jednak obecne, powszechne wyzwania związane z dostępnością mocy z sieci elektroenergetycznej sprzyjają wdrażaniu rozwiązań rozszerzonej autonomii energetycznej, szczególnie w przypadku centrów danych obsługujących środowiska sztucznej inteligencji. Odpowiedzią na ograniczenia w dostępie do mocy przyłączeniowej są niosące ze sobą szereg korzyści inwestycje w lokalne wytwarzanie energii, m.in. z wykorzystaniem turbin gazu ziemnego oraz innych technologii. Strategie takie jak Bring Your Own Power (and Cooling), czyli zapewnianie energii oraz chłodzenia we własnym zakresie, najprawdopodobniej staną się trwałym elementem planów rozwoju autonomii energetycznej.

  2. Projektowanie i eksploatacja bazujące na koncepcji cyfrowych bliźniaków

Rosnąca gęstość obciążeń związanych ze sztuczną inteligencją oraz coraz wydajniejsze procesory GPU zwiększają presję na szybkie uruchamianie złożonych fabryk AI. Dzięki narzędziom również wykorzystującym sztuczną inteligencję centra danych mogą być odwzorowywane i projektowane w środowisku wirtualnym z wykorzystaniem koncepcji cyfrowych bliźniaków. Umożliwia to integrację środowisk IT oraz krytycznej infrastruktury cyfrowej, często w postaci prefabrykowanych, modułowych rozwiązań, a następnie wdrażanie ich jako spójnych jednostek obliczeniowych. Takie podejście pozwala skrócić nawet o 50% czas „time-to-token” (okres od projektu do uruchomienia obliczeń), co będzie to kluczowe dla efektywnego osiągania gigawatowej skali, niezbędnej dla dalszego rozwoju sztucznej inteligencji.

  1. Adaptacyjne, wysoce odporne chłodzenie cieczą

Rozwój obciążeń AI oraz obsługującej je infrastruktury znacząco wpłynął na przyspieszenie popularyzacji rozwiązań chłodzenia cieczą. Jednocześnie sama sztuczna inteligencja może być wykorzystywana do dalszego doskonalenia i optymalizacji tych systemów. Dla rosnącej liczby operatorów chłodzenie cieczą stało się elementem krytycznym, a zastosowanie AI może dodatkowo zwiększyć jego efektywność oraz niezawodność. W połączeniu z zaawansowanymi systemami monitorowania i sterowania, sztuczna inteligencja może umożliwić przewidywanie potencjalnych awarii oraz bardziej precyzyjne zarządzanie przepływem cieczy i komponentami systemu. Trend ten powinien przełożyć się na wyższą dostępność i niezawodność kosztownych zasobów sprzętowych oraz obsługiwanych przez nie danych i obciążeń.

ORLEN dostarczył w 2025 r. ponad 245 tys. ton małego LNG. Rekordowa skala dostaw

0

W 2025 roku ORLEN umocnił pozycję w dostawach małego LNG, dostarczając do klientów ponad 245 tysięcy ton skroplonego gazu ziemnego. To ilość, która pozwoliłaby zasilić wszystkie gospodarstwa domowe miast wielkości Rzeszowa lub Olsztyna, przez okres prawie pięciu lat. LNG pochodzi głównie z terminalu w Świnoujściu, a także stacji przeładunkowej w Kłajpedzie i produkcji własnej. Skroplony gaz przewożony cysternami trafia m.in. do klientów indywidualnych i przedsiębiorców na terenach z ograniczonym dostępem do sieci ogólnopolskiej.

LNG sprzedawane przez ORLEN pochodzi głównie z ładunków importowanych drogą morską do terminala w Świnoujściu oraz stacji przeładunkowej w Kłajpedzie, z których w ubiegłym roku do klientów wyruszyło łącznie niemal 13 tysięcy cystern. Uzupełnieniem jest produkcja własna w zakładach w Odolanowie i Grodzisku Wielkopolskim. Łącznie w 2025 roku  koncern wprowadził na rynek ponad 245 tys. ton LNG:  z gazoportu w Świnoujściu – 192 tys. ton, z Kłajpedy –  ponad 33 tys. ton,  z zakładów w Odolanowie i Grodzisku Wielkopolskim – ponad 20 tys. ton.

– Skala dostaw LNG potwierdza silną pozycję Grupy ORLEN na rynku krajowym i rosnący potencjał w krajach bałtyckich. Skroplony gaz jest niezbędny dla zapewnienia ciągłości dostaw energii, szczególnie w miejscach o ograniczonym dostępie do infrastruktury sieciowej. To również istotny element transformacji energetycznej w polskim przemyśle i transporcie. Dzięki kontraktom na import LNG oraz rezerwacji infrastruktury odbiorczej i przeładunkowej w Polsce i na Litwie, jesteśmy w stanie skutecznie odpowiadać na zapotrzebowanie na gaz ziemny naszych klientów – podkreśla Grzegorz Bujnowski, Dyrektor Wykonawczy ds. Handlu Gazem w ORLEN.

W ubiegłym roku ORLEN w pełni wykorzystał możliwości przeładunkowe terminala  w Świnoujściu, z którego wyjechało prawie 11 tysięcy cystern, dostarczając klientom 192 tysięcy ton gazu. Od początku jego uruchomienia w 2016 roku, odebrano stamtąd łącznie prawie 51 tysięcy cystern, co odpowiada niemal jednemu miliardowi ton LNG.

Stacja przeładunkowa w Kłajpedzie odnotowała z kolei w 2025 roku 32 proc. wzrost wolumenów  w porównaniu z rokiem poprzednim –  w efekcie do klientów trafiło stamtąd ponad 8 tys. ton LNG więcej. Od momentu rozpoczęcia jej wykorzystania w 2020 roku do końca ubiegłego roku do klientów dostarczono łącznie blisko 102 tys. ton LNG.

Wśród głównych odbiorców skroplonego LNG są klienci przemysłowi różnych branż, ale także odbiorcy indywidualni przyłączeni do wyspowych systemów gazowych. Systemy te nie mają połączenia z siecią ogólnopolską, dlatego gaz jest dostarczany tam w formie LNG, a następnie regazyfikowany w lokalnych stacjach regazyfikacyjnych. LNG wykorzystuje się również na terenach, które wprawdzie mają dostęp do ogólnopolskiej sieci dystrybucyjnej, ale popyt na gaz jest większy od możliwości dostaw istniejącymi gazociągami. W takim przypadku stacje regazyfikacji LNG uzupełniają podaż gazu w sieci, co umożliwia pełne zaspokojenie potrzeb odbiorców.

Dzień pod znakiem danych z USA i decyzji RPP

RPP w centrum uwagi, Fed w tarapatach, a metale szlachetne szaleją – tak w skrócie można podsumować start środowej sesji na rynkach finansowych. Łagodniejsza od oczekiwań amerykańska inflacja bazowa daje pretekst do dalszych cięć stóp, co stawia Jerome’a Powella w trudnej sytuacji wobec presji Białego Domu. Tymczasem złoto i srebro biją kolejne historyczne rekordy, a polska waluta czeka na sygnały z Rady Polityki Pieniężnej.

Rada szuka nożyczek

Dziś po południu poznamy pierwszą w tym roku decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. W normalnych okolicznościach byłaby ona formalnością – rynek w przeważającej mierze zakłada utrzymanie stopy referencyjnej na poziomie 4,00%. Okoliczności jednak nie są normalne, a przedstawicielom Rady ostatnio trudno w jasny sposób zaprezentować swoje poglądy. Po sześciu obniżkach w 2025 roku, które łącznie ścięły koszt pieniądza o 175 punktów bazowych, pauza wydaje się racjonalnym wyborem, pozwalającym ocenić efekty dotychczasowych ruchów. Grudniowa inflacja na poziomie 2,4% – poniżej celu NBP – teoretycznie daje jednak przestrzeń, jeśli nie do dalszego luzowania to przynajmniej do spekulacji na ten temat. Analitycy jednak przypominają retorykę Adama Glapińskiego po ostatniej decyzji, gdzie wspominał o tym, jak doskonały jest poziom 4,00%, co studzi oczekiwania. Członkowie Rady sygnalizowali w ostatnich wypowiedziach, że widzą miejsce na dalsze obniżki, choć raczej w perspektywie marcowej lub późniejszej.

Dla złotego kluczowa będzie jednak nie sama decyzja, a komunikat i czwartkowa konferencja prezesa Glapińskiego. Jeśli szef NBP otworzy drzwi do marcowego cięcia lub zasugeru­je, że inflacja może przez cały 2026 rok utrzymać się poniżej celu, złoty może zyskać impuls do osłabienia. Z kolei jastrzębi ton i perspektywa dłuższej przerwy mogą pchnąć lokalną walutę w drugą stronę. Rynek już się pozycjonuje – wczorajsza stabilizacja złotego w okolicach 4,21 zł wobec euro to efekt wyczekiwania na to, co powie Rada.

Inflacja daje pretekst

Wczorajsze dane o inflacji ze Stanów Zjednoczonych przyniosły rynkom miły prezent, choć szefa FED postawiły w trudnym położeniu. Grudniowy CPI wyniósł 2,7% rok do roku, zgodnie z oczekiwaniami, ale prawdziwa niespodzianka tkwiła w inflacji bazowej – 2,6% wobec prognozowanych 2,7%. To trzeci miesiąc z rzędu, gdy bazowy wskaźnik cen pozostaje na tym samym poziomie, co sugeruje stabilizację presji inflacyjnej w amerykańskiej gospodarce. Dla rynków walutowych oznacza to jedno: rosną szanse na kolejne cięcia stóp procentowych przez Fed w pierwszej połowie roku. Rynek terminowy praktycznie dyskontuje już dwie obniżki po 25 punktów bazowych. I właśnie w tym może tkwić problem Jerome Powella. Konflikt szefa Rezerwy z prezydentem USA wszedł w kolejną jeszcze ostrzejszą fazę i można było się spodziewać usztywnienia stanowiska FED w celu podbudowania (iluzji?) niezależności.

Złote góry

Środowa sesja przynosi kontynuację trendów na metalach szlachetnych i kolejne szczyty. Złoto kolejny dzień z rzędu ustanawia nowe historyczne maksima, podchodząc dziś momentami nawet pod 4640 $ za uncję. Wydaje się, że jeszcze lepiej sobie radzi srebro, które dziś praktycznie bez żadnych problemów uporało się z pułapem 90 $, podchodząc blisko dwa dolary wyżej. Dopiero tam nastąpiła reakcja podaży, ale nie wydaje się, by mogła ona zmienić szerszy obraz na rynku.

Dzisiaj oprócz kluczowej dla nas decyzji RPP mamy kilka ciekawych odczytów. Na pewno warto zerkać za ocean. W Stanach poznamy wyniki sprzedaży detalicznej, gdzie analitycy spodziewają się odbicia w górę. Opublikowany zostanie także raport o inflacji producenckiej, ale to już będzie ledwie echo wczorajszych odczytów. Warto odnotować również wystąpienia decydentów zarówno z FED – Anna Paulson, jak i ECB – Luis de Guindos.

Cięcia kosztów przyspieszają: 29% firm planuje redukcje, rosną inwestycje w AI

0

Rosnące koszty operacyjne to najważniejsze wyzwanie dla dyrektorów finansowych w Polsce na 2026 rok – wskazało je 52% CFO badanych przez KPMG i ACCA. Już 29% firm planuje redukcję kosztów operacyjnych, co oznacza wzrost o 21 p.p. rok do roku, a jednocześnie niemal co trzecia organizacja (31%) inwestuje w rozwój sztucznej inteligencji w funkcji finansowej. Z badania „Perspektywy i wyzwania CFO na 2026 rok” przeprowadzonego wśród ponad 200 dużych i średnich firm w Polsce wynika, że firmy łączą rosnącą dyscyplinę kosztową z aktywnymi działaniami w obszarze finansowania, technologii i rozwoju biznesu. 

Koszty operacyjne w centrum decyzji finansowych

Presja kosztowa wyraźnie dominuje w agendach dyrektorów finansowych. Ponad połowa respondentów (52%) wskazuje rosnące koszty energii, wynagrodzeń i surowców jako jedno z trzech kluczowych wyzwań na 2026 rok. Wysoko w hierarchii ryzyk znalazły się również koszty finansowania zobowiązań tj. kredytów, obligacji, leasingu (43%) oraz presja na płynność i zarządzanie cash flow (34%).

W efekcie coraz więcej firm sięga po działania restrukturyzacyjne. Blisko jedna trzecia organizacji (29%) zaplanowała redukcję kosztów operacyjnych, podczas gdy odsetek firm zwiększających wydatki spadł niemal dwukrotnie – z 25% do 13%. Wśród firm redukujących koszty prawie trzy czwarte (72%) jest średniej wielkości.

Co druga firma planująca redukcję jako największe trudności wskazywała presję na płynność finansową (51% firm z tej grupy) i wzrost kosztów finansowania zobowiązań (49%), tym samym identyfikując je jako bardziej palące niż rosnące ceny energii czy wynagrodzeń (41%). Oznacza to, że rosnące oprocentowanie zobowiązań jest częstszą przyczyną szukania oszczędności budżetowych niż rosnące koszty operacyjne – zwłaszcza wśród średnich firm, które stanowią zdecydowaną większość firm redukujących koszty. Biorąc jednak pod uwagę systematyczne obniżanie stóp procentowych przez NBP w ostatnich miesiącach, można spodziewać się, że presja kosztowa wynikająca z obsługi zadłużenia będzie stopniowo słabnąć – komentuje Jarosław Konopka, Partner Associate, Advisory, Lider Zespołu CFO Advisory w KPMG w Polsce.

Rok 2026 zapowiada się jako kolejny etap dynamicznych zmian w otoczeniu biznesowym, w którym dyrektorzy finansowi odgrywają coraz bardziej strategiczną rolę. Z perspektywy ACCA obserwujemy, że CFO funkcjonują obecnie w warunkach podwyższonej niepewności makroekonomicznej, narastającej presji regulacyjnej oraz szybko postępującej transformacji technologicznej. Jednocześnie ich rola wyraźnie ewoluuje – od tradycyjnego strażnika finansów w kierunku strategicznego partnera zarządu, współodpowiedzialnego za długoterminową odporność i konkurencyjność organizacji. Równolegle rosną inwestycje w technologie – w szczególności sztuczną inteligencję i zaawansowaną analitykę, które stają się fundamentem decyzji biznesowych. To wszystko sprawia, że funkcja finansowa staje się jednym z kluczowych filarów budowania wartości i stabilności organizacji w długim horyzoncie – mówi Agnieszka Jarosz, Dyrektor zarządzająca ACCA w Europie Wschodniej i Północnej.

Ryzyka zewnętrzne nadal słabo osadzane w budżetach

CFO najczęściej identyfikują wzrost cen oraz ograniczoną dostępność surowców i energii jako kluczowe ryzyko zewnętrzne na 2026 rok (30%). Na kolejnych miejscach znajdują się konflikty zbrojne i napięcia geopolityczne (20%) oraz spowolnienie gospodarcze w Unii Europejskiej (19%).

Choć niemal dwie trzecie dyrektorów finansowych dostrzega co najmniej umiarkowany wpływ ryzyk geopolitycznych na sytuację finansową firm, tylko 15% organizacji systematycznie uwzględnia je w scenariuszach budżetowych. Dla połowy badanych przedsiębiorstw oznacza to funkcjonowanie w trybie bieżącego monitoringu ryzyk na koszty importu, eksportu i łańcuchów dostaw.

Aktywna optymalizacja struktury finansowania

Niepewne otoczenie rynkowe skłania wiele firm do przeglądu strategii finansowania. Najczęściej wskazywanym kierunkiem na 2026 rok jest pozyskiwanie finansowania pod konkretne projekty – planuje je 41% organizacji. Co trzecia firma deklaruje dywersyfikację źródeł kapitału, a 26% zamierza skoncentrować się na redukcji zadłużenia i poprawie wskaźników finansowych.

Jednocześnie refinansowanie zobowiązań i pozyskiwanie kapitału własnego pozostaje domeną firm zwiększających skalę działalności, co pokazuje zróżnicowanie strategii finansowych w zależności od fazy rozwoju przedsiębiorstwa.

Firmy coraz bardziej świadomie podchodzą do struktury finansowania, traktując ją jako narzędzie wspierające realizację strategii spółki. Widoczny zwrot w stronę finansowania projektowego oraz dywersyfikacji istniejących źródeł finansowania wskazuje na rosnącą potrzebę elastyczności i odporności bilansów w warunkach niepewności rynkowej. Wpływ mają tu m.in. utrzymujące się relatywnie wysokie koszty kapitału, spowolnienie wzrostu gospodarczego w Europie Zachodniej oraz ryzyka geopolityczne. Z perspektywy finansowań i restrukturyzacji istotne jest także to, że ograniczenie zadłużenia i poprawa wskaźników finansowych stają się elementem długofalowego zarządzania ryzykiem. W 2026 roku kluczowe będzie łączenie odpowiednio dobranych instrumentów finansowych z działaniami optymalizacyjnymi w obszarze operacyjnym, co wymaga ścisłej współpracy zarządów z doradcami finansowymi – mówi Adam Popłonkowski, Partner, Deal Advisory, Zespół Finansowania i Restrukturyzacji w KPMG w Polsce.

Planowane zmiany regulacyjne z perspektywy CFO

Zmiany regulacyjne pozostają istotnym wyzwaniem dla funkcji finansowej w 2026 roku. Najczęściej wskazywanym obszarem są przepisy dotyczące cen transferowych, w tym rozszerzona dokumentacja i raportowanie Country-by-Country, które za kluczowe uznaje 32% CFO. Na kolejnych miejscach znalazły się zmiany w CIT, obejmujące m.in. podatek minimalny i nowe ulgi (31%), a także nowe struktury i rozszerzony zakres JPK (28%). Wyniki badania pokazują, że skala i złożoność obowiązków regulacyjnych – szczególnie w firmach prowadzących działalność międzynarodową – wymusza dalsze dostosowania procesów raportowych oraz inwestycje w narzędzia wspierające compliance.

CFO wskazują, że ceny transferowe stają się coraz bardziej złożonym obszarem ze względu na rozszerzone obowiązki dokumentacyjne, szczegółowe raportowanie Country-by-Country oraz rosnące ryzyka sankcyjne, co wymaga spójności danych finansowych, podatkowych i operacyjnych oraz standaryzacji polityk w grupach kapitałowych. Zmiany w CIT, w tym podatek minimalny i nowe ulgi, są postrzegane jednocześnie jako źródło ryzyka i szansa na efektywniejsze zarządzanie obciążeniami podatkowymi – szczególnie w firmach o niskich marżach – przy czym ich wykorzystanie wymaga zaawansowanej dokumentacji i ścisłej współpracy finansów, controllingu i podatków. Najbardziej operacyjny wymiar zmian dotyczy JPK CIT, gdzie nowe struktury i rozszerzony zakres raportowania znacząco zbliżają ewidencję księgową do kontroli podatkowej. Z perspektywy całej funkcji finansowej 2026 rok będzie więc testem dojrzałości organizacji w zarządzaniu danymi i regulacjami. Wskazane przez CFO zmiany nie funkcjonują w oderwaniu od siebie – razem tworzą spójny ekosystem wymagań – mówi Paweł Barański, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego i Prawnego w KPMG w Polsce. 

Technologia i analityka jako fundament funkcji finansowej

Wśród priorytetów inwestycyjnych na 2026 rok dominują technologie wspierające podejmowanie decyzji. Rozwój zdolności w zakresie sztucznej inteligencji w funkcji finansowej wskazuje 31% CFO, a niemal równie często pojawiają się inwestycje w narzędzia do zarządzania płynnością, cash flow forecasting oraz business intelligence i zaawansowaną analitykę finansową (po 29%).

Firmy o przychodach przekraczających 100 mln zł szczególnie wyraźnie akcentują znaczenie BI i analityki danych, traktując je jako kluczowe wsparcie w zarządzaniu złożonymi strukturami operacyjnymi i finansowymi.

Ostrożne budżety, ale wyraźne ambicje rozwojowe

Pomimo presji kosztowej i niepewności makroekonomicznej, plany rozwojowe firm na 2026 rok pozostają ambitne. Najczęściej wskazywanym kierunkiem jest rozwój organiczny, który planuje 40% organizacji. Ekspansję zagraniczną deklaruje 29% firm, a 26% rozważa działania w obszarze fuzji i przejęć.

Niewielki odsetek przedsiębiorstw planuje restrukturyzację lub dezinwestycje, a jedynie 8% firm zamierza skoncentrować się wyłącznie na utrzymaniu obecnej pozycji rynkowej. Wyniki te pokazują, że firmy – mimo ostrożniejszego podejścia do kosztów – nadal poszukują możliwości wzrostu i dywersyfikacji działalności.

O raporcie:

Raport KPMG „Perspektywy i wyzwania CFO na 2026 rok” to pierwsza publikacja z serii „CFO Pulse”, prezentującej punkt widzenia osób zarządzających finansami w firmach działających w Polsce. Został opracowany przez KPMG w Polsce na podstawie badania CATI przeprowadzonego w listopadzie 2025 roku wśród 213 respondentów z średnich i dużych przedsiębiorstw. W grupie dużych firm wszyscy uczestnicy badania pełnili funkcję dyrektora finansowego, natomiast wśród firm średniej wielkości respondentami byli dyrektorzy finansowi oraz główni księgowi.

Rekord cyberataków na polski rząd: niemal 3200 prób w tydzień

Tak źle jeszcze nie było. Polskie instytucje rządowe zanotowały najwyższą liczbę cyberataków od kilku lat. W ciągu zaledwie tygodnia cyberprzestępcy dokonali blisko 3200 prób ataków – wynika z najnowszego raportu firmy Check Point Research, która na bieżąco analizuje zagrożenia państw na całym świecie. To dwukrotnie więcej niż liczba ataków na polskie instytucje finansowe (1688) czy sektor energetyczny i użyteczności publicznej (1449). Średnia liczba ataków na polskie instytucje w ostatnich tygodniach wyniosła ponad blisko 2.000 tygodniowo.

Jeszcze w październiku 2025 roku wydawało się, że 2500 ataków na sektor rządowy to sytuacja niebezpieczna. Tymczasem teraz mamy nowy rekord zagrożenia – polskie instytucje rządowe odpierają blisko 3188 ataków tygodniowo – więcej niż rząd Czech (2222), Austrii (1942) czy Niemiec – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.Ataki Polska

Jak wynika z obserwacji Check Point Research, Polska – ze względu na znaczenie geopolityczne oraz czynny udział we realizacji europejskiej polityki wsparcia Ukrainy – staje się jednym z kluczowych celów wrogich operacji cybernetycznych i dezinformacyjnych. Szczególnie narażone są instytucje rządowe, które muszą być przygotowane na coraz bardziej zaawansowane i skoordynowane ataki oraz próby destabilizacji życia publicznego. – W obecnej sytuacji geopolitycznej ataki cybernetyczne nie mogą być postrzegane jako problem techniczny, lecz niebezpieczny element szerszej strategii destabilizacji państwa i osłabiania jego odporności. Dlatego powinniśmy być przygotowani – dodaje przedstawiciel firmy Check Point w Polsce.

Wg Check Pointa, średnia liczba ataków na sektor rządowy na świecie wynosi 2713, czyli niemal 15 proc. mniej niż obecna liczba ataków na Polski rząd – wynika z raportu. Polska znajduje się w czołówce państw naszego regionu geograficznego, pod względem ogólnej liczby ataków na gospodarkę. Statystycznie (średnia dla całego rynku) najbardziej zagrożone są instytucje Czech (2200), Słowacji (2097), Polski (1900), Węgier (1900). Dla porównania Niemcy odpierają tygodniowo 1369 ataków.

O tym jak realne zagrożenie stoi przed naszym rządem świadczyć mogą informacje z ostatnich kilku tygodni. 15 grudnia ub. roku Minister Cyfryzacji, Krzysztof Gwakowski informował o zidentyfikowanym ataku hakerskim na Urząd Zamówień Publicznych, podczas którego cyberprzestępcy uzyskali dostęp do skrzynek poczty elektronicznej pracowników. – Mamy w cyberprzestrzeni skoordynowane ataki terrorystyczne na państwo. Ich zadaniem jest wyłączenie wody, gazu, prądu czy kanalizacji i sparaliżowanie w ten sposób codziennego życia obywateli – informował 15.12.2025 wicepremier Gawkowski.     

W odpowiedzi na rosnącą skalę cyberzagrożeń, polski rząd rozpoczął program realizacji ogólnokrajowej strategii wzmacniania odporności instytucji publicznych na zakłócenia, awarie, cyberataki. W ramach programu wzmacniana jest m.in. infrastruktura krytyczna (energetyka) oraz sektor zdrowia. W ramach programu „Cyberbezpieczny Rząd”, finansowanego z KPO, Min.Zdrowia otrzymało budżet na inwestycje w modernizację procedur, podniesienie kompetencji pracowników oraz zakup specjalistycznych systemów bezpieczeństwa.         

W światowej klasyfikacji branż najbardziej narażonych na cyberataki niezmiennie dominują edukacja i badania – 4172 ataków tygodniowo na organizację, instytucje rządowe – 2.683, telekomunikacja – 2575. Na szczególną uwagę zasługuje sektor hospitality, gdzie liczba incydentów wzrosła aż o 40% r/r, co wskazuje na przenoszenie się cyberprzestępczości w kierunku usług turystycznych i hotelarskich.

Lokatorzy nie płacą, a właściciel nie może odzyskać mieszkania. Miasto ma zapłacić 70 000 zł odszkodowania

Odszkodowania dla właścicieli mieszkań za brak możliwości eksmisji najemców bywają wysokie. Ostatnio padł prawdopodobnie toruński rekord. Miasto ma zapłacić 70 000 zł.

Sytuacja na rynku najmu mieszkań jest z pewnością daleka od normalności. Problemy eksmisyjne mają charakter systemowy o czym niedawno przypomniał Rzecznik Praw Obywatelskich. Zgłaszają się do niego właściciele mieszkań mający spore problemy z pozbyciem się uciążliwych lokatorów. Okazuje się, że obecna sytuacja wywiera negatywny wpływ również na gminne finanse. Niedawno lokalne media zwróciły uwagę na wysoką kwotę, którą właściciel jednego z toruńskich mieszkań otrzymał za długotrwałe niezapewnienie przez gminę lokum dla zadłużonych lokatorów. Mowa o sytuacji, w której lokatorzy nie płacą czynszu już od … około 15 lat.  

Artykuł w dużym skrócie:

  • Niedawno zapadł wyrok sądu, zgodnie z którym miasto Toruń będzie musiało zapłacić właścicielowi mieszkania prawie 70 000 zł i odsetki. Powód to wieloletnie opóźnienie w dostarczeniu mieszkania socjalnego dla zadłużonych lokatorów, którzy od lat nie płacą czynszu.
  • Podobne odszkodowania nie stanowią rzadkości, choć wysokość odszkodowania orzeczona w niedawnym wyroku zwraca dużą uwagę. Roszczenia właścicieli mieszkań są uzasadnione, gdyż bazują na artykule 18 ustawy o ochronie praw lokatorów.
  • Co roku gminy za brak możliwości eksmisji płacą odszkodowania liczone w milionach złotych. NBP podaje, że w 2022 r. miasta wojewódzkie zapłaciły ponad 21,3 mln zł odszkodowań, a rok wcześniej – ok. 22,1 mln zł w związku z niezapewnieniem lokali uprawnionym gospodarstwom domowym zagrożonym eksmisją.

Poniżej prezentujemy więcej informacji o problemie, który jak dotąd nie doczekał się dużej medialnej uwagi.

Rekord odszkodowania w Toruniu – co wiemy?

Okoliczności sprawy z Torunia znamy dzięki doniesieniom lokalnego medium, a konkretniej „Nowości Dziennika Toruńskiego”. Bazując na tych doniesieniach można ustalić, iż chodzi o Wyrok Sądu Rejonowego w Toruniu z dnia 14 października 2025 r. (sygnatura akt: X C 769/23 upr). To orzeczenie mówi, że cała sprawa jest spowodowana brakiem płatności czynszu przez rodzinę, wobec której sąd już w 2012 r. wydał wyrok eksmisyjny. Wykonanie wyroku zostało jednak wstrzymane do czasu dostarczenia przez gminę lokalu socjalnego (zgodnie z art. 14 ust. 6 ustawy o ochronie praw lokatorów). Wspomniany przepis mówi, że: „Orzekając o uprawnieniu do zawarcia umowy najmu socjalnego lokalu, sąd nakazuje wstrzymanie wykonania opróżnienia lokalu do czasu złożenia przez gminę oferty zawarcia umowy najmu socjalnego lokalu” – cytuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Na podstawie uzasadnienia wyroku możemy wywnioskować, że gmina miejska Toruń lokalu socjalnego nie dostarczała przez lata i zdecydowała się na ugodę z ówczesnym właścicielem wynajmowanego mieszkania. Ugoda zakładała wypłatę odszkodowania za niedostarczenie lokalu socjalnego w łącznej kwocie 12 000 zł (za okres od lipca 2014 r. do sierpnia 2017 r.). Kolejny właściciel mieszkania po pewnym czasie uznał, że kwota przyznawana co miesiąc przez miasto na mocy następnej ugody (577 zł) jest zbyt niska. Miasto Toruń nie było zainteresowane wypłatą znacznie wyższej sumy (1500 zł) niż dotychczas. „Sprawa trafiła więc na wokandę sądową i stała się przedmiotem analizy biegłego” – relacjonuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Biegły stwierdził, że mieszkanie można by wynająć co najmniej za 1700 zł – 1800 zł miesięcznie. Było to argumentem dla sądu, który uznał, iż powództwo właściciela mieszkania (powoda) podlega uwzględnieniu w całości. Na rzecz powoda zasądzono kwotę 67 146 zł wraz z odsetkami ustawowymi od dnia 2 października 2025 r. do dnia zapłaty. Dodatkowo gmina miejska Toruń w ramach zwrotu kosztów procesu została zobowiązana do zapłaty 6651,34 zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się wyroku do dnia zapłaty. „Samorząd ma ponieść wszystkie koszty procesu, gdyż przegrał spór w całości” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Jaka jest podstawa prawna roszczeń właścicieli?

Wydaje się, że po krótkim zaprezentowaniu okoliczności sporu sądowego z Torunia, warto przypomnieć podstawę ubiegania się właścicieli mieszkań o odszkodowanie w związku z opóźnioną eksmisją. Zgodnie z tym, co mówi artykuł 18 ustęp 5 ustawy o ochronie praw lokatorów: „Jeżeli osobie uprawnionej do zawarcia umowy najmu socjalnego lokalu na mocy wyroku gmina nie dostarczyła lokalu, właścicielowi przysługuje roszczenie odszkodowawcze do gminy, na podstawie art. 417 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny”.

Warto pamiętać, że przepisy nie zwalniają dłużnika z obowiązku płacenia za mieszkanie. Osoby zajmujące lokal bez tytułu prawnego (np. po wypowiedzeniu umowy najmu), powinny uiszczać odszkodowanie w wysokości czynszu rynkowego. Lokatorzy czekający na najem mieszkania socjalnego (już po wyroku eksmisyjnym), płacą natomiast właścicielowi zajmowanego mieszkania taki niski czynsz, jaki opłacaliby w lokalu socjalnym. Różnicę pomiędzy czynszem socjalnym i rynkowym powinna wyrównać gmina. „Tyle mówi teoria. W praktyce gminy bywają czasem niechętne do wypłacania odszkodowań o godziwej wysokości, co skutkuje sporami sądowymi” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Gminy płacą miliony i prędko się to nie zmieni?

Niektóre gminy sprawniej radzą sobie z zapewnianiem lokali eksmisyjnych, a niektóre nie radzą sobie wcale. Jak podaje NBP, w 2022 r. miasta wojewódzkie zapłaciły ponad 21,3 mln zł odszkodowań w związku z niezapewnieniem lokali uprawnionym gospodarstwom domowym zagrożonym eksmisją. Rok wcześniej kwota odszkodowań była podobna (22,1 mln zł). Nowsze dane GUS w tej materii niestety budzą wątpliwości. Można jednak przypuszczać, że sytuacja nie jest wiele lepsza. „Kolejka osób czekających na lokum w związku z eksmisją wprawdzie się nieco skraca, ale jednocześnie rynkowe czynsze, które chcą odzyskać właściciele mieszkań są wyższe niż 4 – 5 lat temu” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Zamówienia publiczne po nowemu. Co czeka zamawiających w 2026 roku?

0

Rok 2026 przyniesie zamawiającym kolejne istotne zmiany w przepisach o zamówieniach publicznych, ale także wyraźne przesunięcie akcentów w praktyce ich stosowania. Nowe regulacje mają zwiększyć elastyczność procedur, wzmocnić konkurencyjność rynku i usprawnić rozstrzyganie sporów. Eksperci kancelarii LEGALLY.SMART wskazują pięć trendów, które w nadchodzącym roku będą miały kluczowe znaczenie dla wszystkich zamawiających — w tym jednostek samorządu terytorialnego — oraz wykonawców realizujących inwestycje publiczne.

  1. Większa elastyczność dla mniejszych zakupów

Podwyższenie progu stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych z 130 tys. zł do 170 tys. zł oznacza dla zamawiających większą swobodę przy realizacji drobniejszych zakupów. W praktyce może to przyspieszyć procesy zakupowe i ograniczyć formalności, szczególnie w codziennym funkcjonowaniu jednostek publicznych.

— Zmiana progu to realne ułatwienie organizacyjne, ale jednocześnie większa odpowiedzialność po stronie zamawiających. Kluczowe będzie zachowanie transparentności i racjonalności wydatkowania środków publicznych, także poza reżimem PZP — wskazuje mec. Michał Liżewski, specjalista ds. zamówień publicznych, partner w kancelarii LEGALLY.SMART.

  1. Analiza potrzeb i konkurencyjności rynku w centrum uwagi

Nowe przepisy wprowadzają obowiązek rozszerzonej analizy potrzeb i warunków zamówienia, sporządzanej jeszcze przed wszczęciem postępowania. Zamawiający będą musieli m.in. ocenić wpływ planowanego zamówienia na konkurencyjność rynku oraz wskazać, w jaki sposób przyjęte założenia sprzyjają efektywnej rywalizacji wykonawców.

— To wyraźny sygnał, że punkt ciężkości coraz bardziej przesuwa się na etap planowania. Dobrze przygotowana analiza nie tylko ogranicza ryzyko sporów na etapie przeprowadzenia postępowania, ale też zwiększa szanse na realne podniesienie jego konkurencyjności — podkreśla mec. Jakub Kot, Head of Projects & Infrastructure w LEGALLY.SMART.

  1. Nowe zasady postępowań przed KIO – sprawniej i bardziej cyfrowo

Możliwość prowadzenia zdalnych posiedzeń i rozpraw przed Krajową Izbą Odwoławczą, a także nowe reguły dotyczące składania dowodów i obowiązku odpowiedzi na odwołania, mają usprawnić rozstrzyganie sporów.

— Umożliwienie zdalnych posiedzeń i rozpraw wpisuje się w trend cyfryzacji wymiaru sprawiedliwości oraz odpowiada realiom rynku zamówień publicznych, w którym czas i efektywność mają kluczowe znaczenie zarówno dla zamawiających, jak i wykonawców— zauważa mec. Jakub Kot.

  1. Bezpieczeństwo i odporność infrastruktury jako istotny obszar zamówień publicznych

Zmieniająca się sytuacja geopolityczna w Europie sprawia, że samorządy coraz częściej uwzględniają w swoich planach inwestycyjnych projekty związane z bezpieczeństwem mieszkańców i ciągłością funkcjonowania usług publicznych. W 2026 roku zamówienia dotyczące m.in. infrastruktury ochronnej, miejsc doraźnego schronienia czy obiektów o znaczeniu krytycznym będą wymagały szczególnej staranności planistycznej, technicznej i prawnej. Dotyczy to również systemów cyfrowych oraz bezpieczeństwa danych, które coraz częściej stanowią element infrastruktury krytycznej.

— Zamówienia w obszarze bezpieczeństwa cywilnego należą do wymagających, ponieważ łączą presję czasu, wysoką odpowiedzialność oraz konieczność precyzyjnego określenia zakresu i podziału ryzyk. W takich projektach kluczowe znaczenie ma dobre przygotowanie postępowania i współpraca zamawiających z rynkiem oraz specjalistami w swoich dziedzinach — ocenia mec. Michał Liżewski, partner w LEGALLY.SMART.

  1. Cena nadal ważna, ale coraz częściej równoważona jakością

Choć cena pozostaje istotnym kryterium, coraz więcej zamawiających świadomie sięga po kryteria pozacenowe. W praktyce oznacza to większą stabilność realizacji kontraktów i mniejsze ryzyko opóźnień czy sporów w trakcie inwestycji.

— Zamawiający coraz lepiej rozumieją, że racjonalny wybór oferty to taki, który zapewnia ciągłość realizacji. W dłuższej perspektywie to rozwiązanie korzystne także dla wykonawców i partnerów rynku — podsumowuje mec. Michał Liżewski.

Rok 2026 zapowiada się jako czas dalszej profesjonalizacji rynku zamówień publicznych. Dla zamawiających będzie to okazja do lepszego planowania inwestycji — zarówno infrastrukturalnych, jak i związanych z bezpieczeństwem — a dla wykonawców do funkcjonowania w bardziej przewidywalnym i konkurencyjnym otoczeniu. Kluczem do sukcesu pozostają dialog z rynkiem, odpowiedzialne planowanie i świadome korzystanie z dostępnych narzędzi prawnych.

Rynek budownictwa modułowego w Polsce: chwilowe spowolnienie i długoterminowy potencjał

Rok 2024 przyniósł chwilowe wyhamowanie rynku budownictwa modułowego w Polsce. Jego wartość spadła o 1,3% – do 4,4 mld zł. Głównie z powodu osłabienia eksportu oraz spowolnienia w budownictwie mieszkaniowym i niemieszkaniowym. Eksperci PMR Market Experts by Hume’s w najnowszym raporcie prognozują jednak odbicie w kolejnych latach. W 2025 r. rynek ma wzrosnąć do 4,6 mld zł, a do 2030 r. osiągnąć wartość 7,2 mld zł. Dynamikę wzrostu będą wspierać m.in. poprawiająca się dostępność finansowania kredytowego, rosnące zainteresowanie szybkimi i ekologicznymi metodami budowy oraz postępująca suburbanizacja. 

Prefabrykacja wraca w nowej odsłonie

Budownictwo modułowe staje się coraz atrakcyjniejszą alternatywą wobec tradycyjnych metod. Dzięki skróceniu czasu realizacji inwestycji, wyższej jakości prefabrykatów oraz coraz większej różnorodności rozwiązań, moduły zyskują uznanie zarówno w segmencie jednorodzinnym, jak i wielorodzinnym. Rośnie także świadomość inwestorów, a obserwacja zagranicznych trendów, zwłaszcza tych skandynawskich, skraca proces decyzyjny. Coraz więcej klientów indywidualnych decyduje się na modułowe domy, a popyt zagraniczny, zwłaszcza z ten z rynku niemieckiego, wciąż napędza eksport.

Produkcja w Polsce osiągnęła już znaczną skalę, jednak większość produkcji jest eksportowana na rynki rozwinięte, gdzie technologia modułowa jest bardziej doceniana.

Budownictwo modułowe z prognozą 7,2 mld zł do 2030 r.

Po kilku latach dwucyfrowych wzrostów, w 2024 r. rynek budownictwa modułowego nieco wyhamował. Wartość segmentu wyniosła 4,4 mld zł, co oznacza spadek o 1,3% r/r. Przyczyny należy upatrywać m.in. w spowolnieniu sprzedaży eksportowej i ograniczonej dynamice rynku mieszkaniowego.

Według naszych prognoz w 2025 r. wartość rynku wzrośnie do 4,6 mld zł, co oznacza 4,5% wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Przyszłość zapowiada się jeszcze bardziej optymistycznie. W latach 2026–2027 przewidujemy wzrost na poziomie 8–10% rocznie, a według naszych danych do 2030 r. rynek osiągnie wartość 7,2 mld zł – mówi Kamila Kabat, Construction Market Analyst w PMR Market Experts/Hume’s Institute. Jak dodaje: Pozytywna dynamika będzie silnie skorelowana z odbudową rynku mieszkaniowego i niemieszkaniowego, a także z końcówką realizacji projektów w ramach KPO. Aktualne portfele zamówień producentów modułów wskazują na wyższy poziom zakontraktowanych projektów w kolejnych latach, co znajduje odzwierciedlenie w odbiciu rynku.

Struktura rynku budownictwa modułowego

Największy udział w rynku mają domy jednorodzinne, których wartość w 2024 r. wyniosła niemal 2,24 mld zł. Dominują drewniane moduły 2D, które są najtańszą alternatywą wobec tradycyjnych technologii. Warto zauważyć, że w ujęciu wartościowym technologie drewniane odpowiadają za największy udział w rynku i stanowią aż 55,6% całego segmentu. Stal odpowiada za 26,6%, natomiast beton i keramzytobeton 17,8%. Ze względu na niższy koszt inwestycji dla inwestorów indywidualnych najbardziej atrakcyjne pozostaje drewno. Beton jest częściej wybierany przez deweloperów i inwestorów realizujących wyższe obiekty wielorodzinne, powyżej czterech kondygnacji.

Budownictwo mieszkaniowe z ograniczonym, ale stabilnym potencjałem

Rynek modułowy jest ściśle powiązany z budownictwem mieszkaniowym, więc dynamika popytu inwestycyjnego oraz decyzji deweloperskich bezpośrednio wpływa na skalę wykorzystania technologii modułowych. W 2024 r. oddano do użytku około 91,1 tys. domów jednorodzinnych, co oznacza spadek o 11,8% w porównaniu z rokiem poprzednim. Jednocześnie liczba nowych pozwoleń i zgłoszeń wzrosła do 101,2 tys., co daje wzrost o 11,7% r/r. Rekordowe ceny materiałów budowlanych oraz niepewność rynkowa ograniczają potencjał wzrostu, jednak czynniki takie jak obniżki stóp procentowych sprzyjają inwestycjom w prefabrykowane domy jednorodzinne.

Jak wskazuje Kamila Kabat: Utrzymująca się luka mieszkaniowa oraz wysoki odsetek przeludnionych gospodarstw domowych (w  2024 r. utrzymał się on wciąż na poziomie 34%, czyli ponad dwukrotnie więcej niż średnia europejska) stwarzają naturalny potencjał dla szybkich i elastycznych rozwiązań, takich jak budownictwo modułowe.

Trendy – szybko, ekologicznie, elastycznie

Eksperci PMR Market Experts by Hume’s podkreślają, że budownictwo modułowe rozwija się w kierunku odpowiadającym oczekiwaniom inwestorów i globalnym trendom. Krótszy czas realizacji przy zachowaniu wysokiej jakości staje się kluczowym czynnikiem konkurencyjnym. Coraz większą rolę odgrywa ekologia i zrównoważony rozwój, a w szczególności ograniczenie odpadów budowlanych, wykorzystywanie drewna i materiałów odnawialnych oraz budowa obiektów niskoenergetycznych i zeroemisyjnych.

Trendy te są wspierane przez suburbanizację. Saldo migracji z miast na przedmieścia pozostaje w Polsce ujemne od 25 lat, wynosząc od 40 do 55 tys. osób rocznie. Niedobór pracowników w budownictwie oraz presja na krótszy czas realizacji inwestycji zwiększają atrakcyjność budownictwa modułowego, co potwierdzają obserwowane zmiany w zachowaniach inwestorów indywidualnych – podkreśla Kamila Kabat.


Unihouse S.A., należąca do Grupy Unibep, to jeden z wiodących polskich producentów budynków modułowych. W swojej fabryce w Bielsku Podlaskim spółka dysponuje zdolnościami produkcyjnymi rzędu 2 000 modułów rocznie, a dzięki nowoczesnym liniom produkcyjnym realizuje obiekty sięgające nawet ośmiu kondygnacji. Gotowe moduły dostarczane są na place budów w Polsce, Norwegii, Niemczech, Szwecji, Danii i na Islandii. Skala tych operacji plasuje Unihouse wśród największych firm europejskiego sektora budownictwa modułowego i stanowi konkretny przykład tego, jak polskie możliwości produkcyjne w tej branży przekładają się na obecność na wymagających rynkach zagranicznych.

Ropa rośnie po miesiącach spadków. Inwestorzy boją się eskalacji w Zatoce Perskiej

0

Ceny ropy rosną i osiągnęły najwyższy poziom od listopada, po tym jak Donald Trump zapowiedział nałożenie 25-proc. ceł na kraje prowadzące handel z Iranem. Brent zbliżył się do ok. 65 dolarów za baryłkę, a notowania ropy WTI przekroczyły 60 dolarów, przy wzrostach w ciągu ostatniego tygodnia o prawie 8 proc. W nadchodzących dniach to właśnie sytuacja w Iranie i rejonie Zatoki Perskiej może silniej wpływać na rynek niż wcześniejsze wydarzenia w Wenezueli. Podobnie jak w przeszłości, napięcia w tym regionie znacznie mocniej odbijają się na cenach ropy, wywołując szybkie i często gwałtowne reakcje inwestorów. Warto być przygotowanym na zwiększoną zmienność na tym rynku.

Po miesiącach spadków ceny ropy znowu rosną. Impulsem była decyzja Donalda Trumpa, który zapowiedział nałożenie 25 proc. ceł na kraje i firmy handlujące z Iranem. Choć szczegóły wciąż pozostają nieznane, rynek odebrał ten ruch jako odpowiedź na narastające napięcia w Iranie, gdzie trwają demonstracje i starcia. To kolejna w tym roku decyzja prezydenta USA, która podnosi nerwowość inwestorów i wzmacnia geopolityczny komponent wycen. Tło ostatnich wzrostów jest jednak szersze, bo poza cały czas narastającym napięciem w rejonie Zatoki Perskiej istotne były także wydarzenia w Wenezueli.

Iran odgrywa dziś szczególną rolę na rynku ropy. Nie tylko jako producent, ale przede wszystkim jako kraj, którego działania mają wpływ na globalne łańcuchy dostaw. Teheran aktywnie wspiera bojówki Huti w Jemenie, które atakują statki handlowe na Morzu Czerwonym. Celem jest destabilizacja szlaków morskich, a to przekłada się na wzrost ryzyka geopolitycznego i tym samym wyższe ceny surowców. Największym zmartwieniem rynku pozostaje jednak Cieśnina Ormuz, kluczowy punkt transportu, przez który przepływa około 20 proc. światowej ropy. Iran regularnie grozi jej zablokowaniem. I choć fizyczne dostawy nie zostały jeszcze zakłócone, sama retoryka wystarcza, by wywoływać wzrosty cen.

Z drugiej strony mamy Wenezuelę, kraj, w którym doszło do dramatycznych zmian. Aresztowanie przez USA Nicolása Maduro oraz powrót amerykańskich wpływów w tym kraju wpłynęły na chwilowe zamrożenie sporu terytorialnego z Gujaną o region Esequibo – bogaty w ropę teren u wybrzeży Ameryki Południowej. To dobra wiadomość dla koncernów takich jak ExxonMobil, które zyskały silne wsparcie polityczne i militarne USA. Krótkoterminowo ryzyko zakłóceń w tym regionie spadło, ale długoterminowo konflikt wciąż wisi w powietrzu. Rozejm ma charakter tymczasowy i nie rozwiązuje głęboko zakorzenionych, historycznych roszczeń. I choć Wenezuela posiada duże zasoby ropy, to obecna sytuacja w tym kraju prawdopodobnie wpływa na rynek znacznie mniej niż kluczowa dla ropy sytuacja w Zatoce Perskiej. Kraje z tego regionu odpowiadają bowiem za jedna trzecią światowej produkcji ropy, podczas gdy Wenezuela za mniej niż 1 proc.

Reasumując, ceny ropy rosną w wyniku napięć wokół Iranu. Sytuacja w tym kraju pozostaje krucha. Zarówno upadek reżimu w Iranie, który mógłby skutkować okresem politycznej niepewności, jak i scenariusz przeciwny, w którym reżim się wzmacnia i odpowiada na amerykańskie cła przez blokadę lub ograniczenie przepływu ropy przez Cieśninę Ormuz, mogą wywołać dużą zmienność na rynku. Wpływ tych wydarzeń może być w najbliższym czasie znacznie istotniejszy niż wcześniejsze wydarzenia związane z Wenezuelą. Nie ma wątpliwości, że mamy szczególnie napięty i bogaty w wydarzenia początek 2026 roku, w dużym stopniu kształtowany przez politykę Donalda Trumpa. A w rezerwie pozostają jeszcze kolejne źródła globalnych napięć – narastający spór o Grenlandię, bliska nam wojna w Ukrainie, a także pozostająca w cieniu wydarzeń, ale jakże istotna, rywalizacja USA – Chiny.

Wizz Air testuje komfort bliski klasie biznes

Czy w tanich liniach lotniczych można podróżować wygodnie, niemal jak w klasie biznes? Wizz Air sprawdza to w praktyce, wprowadzając nową usługę WIZZ Class. Dzięki niej pasażer otrzymuje swój fotel oraz wolne miejsce obok, więcej przestrzeni na nogi, napój i przekąskę. To propozycja dla osób, które chcą komfortu klasy biznes, ale nie chcą płacić wysokich cen tradycyjnych przewoźników.

Jak działa WIZZ Class

Pasażer zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie samolotu, które oferuje więcej miejsca na nogi. Jedno z sąsiadujących środkowych miejsc (1B lub 1E) zostaje wyłączone ze sprzedaży, co zapewnia większy komfort i prywatność. Wizz Air zaznacza, że rozwiązanie nie wymaga zmian w układzie kabiny i pozwala zachować jednoklasowy charakter lotów.

Jak skorzystać i ile to kosztuje

Usługa dostępna jest jako dodatek przy rezerwacji biletu, przy wyborze miejsc w pakietach Smart lub Plus. Obejmują one m.in. pierwszeństwo wejścia na pokład oraz bagaż podręczny do 10 kg. Dodatkowo pasażer otrzymuje bezpłatny napój i przekąskę.

Cena WIZZ Class jest dynamiczna – zależy od popytu, dostępności miejsc, trasy i terminu rezerwacji. Zaczyna się od około 50 euro, ale może być wyższa przy dużym zainteresowaniu.

Na jakich trasach dostępna jest usługa?

Na razie WIZZ Class dostępna jest tylko na wybranych trasach: Budapeszt, Bukareszt-Otopeni, Warszawa, Londyn-Luton, Londyn-Gatwick i Rzym-Fiumicino. Wizz Air zaznacza, że to pilotażowy program, prowadzony na najbardziej obciążonych lotniskach.

Dlaczego Wizz Air wprowadza WIZZ Class

Linia tłumaczy, że nowa usługa odpowiada na rosnące zainteresowanie podróżami służbowymi. Coraz więcej pasażerów oczekuje więcej przestrzeni i szybszej obsługi, ale nie chce płacić cen klasy biznes u tradycyjnych przewoźników.

WIZZ Class – kompromis między tanim lotem a komfortem biznesu

Ekspert ds. praw pasażerów z AirCashBack podkreśla, że WIZZ Class to przykład rosnącego trendu w branży, gdzie tanie linie oferują rozwiązania pośrednie między standardowym miejscem a klasą biznes.

Wolny fotel obok i więcej miejsca na nogi naprawdę zmienia komfort podróży, zwłaszcza na dłuższych trasach. Pasażerowie mają więcej miejsca do pracy, odpoczynku lub po prostu swobody ruchu. Dla osób podróżujących służbowo lub często na długie trasy, to duże udogodnienie – mówi ekspert.

Dodaje, że warto pamiętać o zasadach tanich linii – WIZZ Class nie zmienia ograniczeń dotyczących bagażu, odprawy ani praw pasażerów przy opóźnieniach i odwołaniach lotów. Usługa pozwala połączyć przyzwoity komfort z korzystną ceną – podkreśla specjalista.

Upomnienie od Prezesa UODO dla prezesa i dyrektora sądu. Powodem błędy przy udostępnianiu informacji publicznej

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych stwierdził poważne nieprawidłowości w zakresie ochrony danych osobowych w Sąd Rejonowy Lublin-Zachód. Sprawa miała swój początek w incydencie naruszenia ochrony danych, do którego doszło podczas realizacji wniosku o dostęp do informacji publicznej. W jego następstwie ujawniono systemowe braki w obszarze zarządzania bezpieczeństwem danych, w tym brak prawidłowej analizy ryzyka oraz niewdrożenie kompleksowej polityki ochrony danych zgodnej z RODO.

Nadmiarowe udostępnienie danych osobowych

Do naruszenia doszło w związku z udostępnieniem informacji publicznej dotyczącej sędziów oraz lekarzy i psychologów dopuszczających ich do wykonywania zawodu. Sąd przekazał wnioskodawcy plik arkusza kalkulacyjnego, który – oprócz danych objętych wnioskiem – zawierał dodatkowe arkusze z informacjami wykraczającymi poza jego zakres. W efekcie ujawniono m.in. oznaczenia wydziałów, numery PESEL, adresy zamieszkania lub pobytu sędziów, daty urodzenia oraz daty powołania.

Prezes i dyrektor sądu zgłosili naruszenie do Prezesa UODO, co stało się impulsem do przeprowadzenia kontroli w jednostce.

Kontrola UODO i stwierdzone nieprawidłowości

Na polecenie Mirosław Wróblewski w sądzie przeprowadzono kontrolę, a następnie wszczęto postępowanie administracyjne. Ustalono, że przez długi czas nie prowadzono regularnego testowania, mierzenia ani oceniania środków technicznych i organizacyjnych służących bezpieczeństwu przetwarzania danych. Brak tych działań skutkował niewdrożeniem polityki ochrony danych odpowiadającej wymogom RODO.

Choć w sądzie funkcjonowały procedury dotyczące rachunkowości i kadr, nie obejmowały one całości operacji przetwarzania danych, w szczególności w obszarze udostępniania informacji publicznej i anonimizacji danych. Kompleksowa polityka ochrony danych została wdrożona dopiero krótko przed wydaniem ostatecznej decyzji Prezesa UODO.

Brak i wadliwość analizy ryzyka

Kontrola wykazała również, że w sądzie przez długi czas w ogóle nie przeprowadzano analizy ryzyka związanego z przetwarzaniem danych osobowych. Gdy analiza została w końcu wykonana, nie spełniała wymogów rozporządzenia ogólnego o ochronie danych. Oznaczało to, że administrator nie posiadał rzetelnej oceny zagrożeń i adekwatnych środków minimalizujących ryzyko naruszeń.

Decyzja Prezesa UODO

W wydanej decyzji Prezes UODO nakazał prezesowi i dyrektorowi sądu dostosowanie operacji przetwarzania danych do przepisów RODO. Obowiązki te obejmują m.in. regularne testowanie, mierzenie i ocenianie stosowanych zabezpieczeń oraz przeprowadzenie prawidłowej, zgodnej z przepisami analizy ryzyka.

Jednocześnie organ nadzorczy uznał, że ze względu na podjęte przez kierownictwo sądu działania naprawcze – w tym wdrożenie polityki ochrony danych i rozpoczęcie prac nad analizą ryzyka – wystarczającą sankcją będzie udzielenie prezesowi sądu oraz dyrektorowi sądu upomnień.

Znaczenie sprawy

Decyzja Prezesa UODO pokazuje, że nawet w instytucjach publicznych o szczególnym statusie brak systemowego podejścia do ochrony danych osobowych może prowadzić do poważnych naruszeń. Sprawa podkreśla również, jak istotne jest regularne testowanie zabezpieczeń, właściwa anonimizacja danych przy udostępnianiu informacji publicznej oraz rzetelna analiza ryzyka jako fundament zgodności z RODO.

Prokuratura Europejska zyska dostęp do danych o oszustwach VAT

Komisja Europejska chce wprowadzić na poziomie wspólnotowym zautomatyzowaną wymianę informacji dotyczących VAT, a także zapewnić dostęp do tych informacji OLAF oraz Prokuraturze Europejskiej. Ta pozornie prosta zmiana o charakterze technicznym może mieć jednak znaczące implikacje dla wszystkich podatników działających w UE. Również firm z Polski.

Dla polskich przedsiębiorców oznacza to konieczność uwzględniania w analizie ryzyk nie tylko polskich organów ścigania, ale także unijnego oskarżyciela, który dysponuje dostępem do danych i narzędzi analitycznych z całej UE.

Nowe uprawnienia dostępu do danych

Komisja Europejska zaproponowała zmianę rozporządzenia Rady (UE) nr 904/2010 – niepozornego aktu prawnego, który reguluje procedury i zasady wymiany informacji dotyczących VAT pomiędzy państwami członkowskimi. Dotychczas wymiana tego rodzaju odbywała się przede wszystkim na wniosek administracji państwa członkowskiego.

Procedury przewidywały także wymianę o charakterze zautomatyzowanym,  niemniej organy zajmujące się zwalczaniem przestępczości VATowskiej na poziomie UE – takie jak Prokuratura Europejska czy OLAF – nie miały do nich łatwego dostępu. Informacje uzyskiwały głównie bezpośrednio od Państw członkowskich, składając do nich stosowne wnioski. To wymagało oczywiście czasu.

W efekcie walka z wyłudzeniami VAT na poziomie organów unijnych była dalece nieefektywna. Często zanim OLAF czy Prokuratura Europejska zebrały odpowiednie informacje, przestępcy zmieniali sposób działania, a ich identyfikacja stawał się w zasadzie niemożliwa. Konsekwencje są oczywiste – duże ubytki budżetowe. Jak szacuje Komisja Europejska, same oszustwa na transakcjach wewnątrzwspólnotowych, w których pojawiał się tzw. „znikający podatnik”, mogły skutkować stratami na poziomie do nawet 33 mld EUR.

Zmiany w rozporządzeniu mają wspomóc organy unii w walce z wyłudzeniami przez zapewnienie platformy do zautomatyzowanej wymiany informacji w zakresie VAT, z której korzystać będą także OLAF i Prokuratura Europejska, jako podmioty zajmujące się zwalczniem przestępczości VATowskiej. Dostęp obejmie szerokie dane w zakresie m.in. transakcji wewnątrzwspólnotowych i nr VAT podatników (system VIES), informacji na temat przywozu zwolnionego z VAT (system SURVEILLANCE) czy informacji dotyczących płatności (system CESOP).

Wzmocniono także Eurofisc – specjalną sieć opartą o łączników z Państw członkowskich, która została powołana do walki z wyłudzeniami VAT. Zmiany mają zapewnić przekazywanie przez odpowiednie osoby z Eurofisc (tzw. koordynatorów dziedzin roboczych) do OLAF i Prokuratury Europejskiej wszelkich analiz i informacji, które związane będą z podejrzeniem popełnienia przestępstwa na gruncie VAT.

Wydaje się, że odpowiednie przygotowanie bazy danych złożonej z wymienianych informacji może być też pierwszym krokiem przed zautomatyzowaniem prowadzonych analiz i wykrywaniem oszustw z wykorzystaniem odpowiedniego oprogramowania czy AI.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wspomniane zmiany to przede wszystkim uderzenie w nieuczciwe firmy i zorganizowane grupy przestępcze zajmujące się wyłudzaniem VAT na terenie całej Unii.

Patrząc jednak na całkoształt zmian i ich potencjalne implikacje nie sposób nie dostrzec jednak, że mogą one mieć duże znaczenie również dla uczcicwych podatników. Sczególnie tych, którzy nieświadomie zostaną uwikłani w łańcuchy wyłudzeń VAT.

Analizy wykonywane na poziomie Eurofisc, a także OLAF czy Prokuratury Europejskiej z dużą dozą prawdopodobieństwa będą bowiem trafiały do akt spraw prowadzonych również przez polskie organy podatkowe czy polską prokuraturę. A dlaczego to ważne?

Przede wszystkim dlatego, że procedowany jest obecnie projekt ustawy z 4 sierpnia 2025 roku o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw, nr wykazu UD196. W jego ramach zakłada się m.in. zmiany w Kodeksie karnym skarbowym, które potencjalnie mogłyby skutkować tym, że Państwo mogłoby dochodzić na drodze karnoskarbowej zapłaty podatku, który już się przedawnił.

Wszczęcie postępowania, które zainicjuje przykładowo zawiadomienie OLAF, zawierające wspomniane analizy, może nastąpić np. 7 lat po transakcji. Sprawa od strony podatkowej będzie już zatem przedawniona, a przedsiębiorca nie będzie nawet dysponował dokumentami, które jej dotyczą. Pojawia się zatem pytanie jak będzie mógł się wówczas bronić, czy będzie w stanie weryfikować przekazywane polskim organom analizy i informacje przy braku dokumentów (i po takim upływie czasu), a ostatecznie, czy podatnik będzie w stanie wykazywać ich wadliwość. A zatem krótko – czy będzie w stanie efektywnie bronić się w przypadku, gdy dane organów unijnych wskażą na jego zaangażowanie w łańcuch, który przestępcy wykorzystywali do wyłudzania VAT.

Nie sposób też nie wspomnieć, że, jak pokazuje doświadczenie, w ramach wymiany informacji pomiędzy organami podatkowymi różnych krajów niejednokrotnie pojawiają się błędy czy niedopatrzenia. Te finalnie mogą więc przenikać również do analiz, którymi z krajowymi organami dzielić się będzie np. OLAF. Takie błędy mogą również rzutować na sytuację procesową podatnika, a ich wykazanie – przy braku dokumentów – będzie niewątpliwie trudne.

Jeżeli więc planowane zmiany w KKS faktycznie wejdą w życie, pozostaje mieć nadzieję, że polski ustawodawca zaimplementuje w związku odpowiednie mechanizmy gwarancyjne, które pozwoliłyby podatnikowi bronić się w takich przypadkach. Czasu jest jednak na to niewiele – większość zapisów projektowanego rozporządzenia docelowo miałaby zacząć obowiązywać od 1 września 2026 r.

Mandat i organizacja EPPO

EPPO została ustanowiona rozporządzeniem Rady (UE) 2017/1939 na podstawie art. 86 TFUE, jako wyspecjalizowana prokuratura właściwa do ścigania przestępstw naruszających interesy finansowe UE, w tym najpoważniejszych oszustw VAT o charakterze transgranicznym. Właściwość Prokuratury Europejskiej obejmuje m.in. poważne przestępstwa VAT przekraczające próg 10 mln euro, o ile wiążą się z obrotem wewnątrzwspólnotowym między co najmniej dwoma państwami członkowskimi. Próg nie jest określony szczególnie wysoko uwzględniając skalę oszustw VAT wykrywanych w Polsce.

Strukturalnie EPPO działa w modelu dwupoziomowym: na szczeblu centralnym funkcjonuje Kolegium z prokuratorami europejskimi z każdego państwa uczestniczącego, a na szczeblu krajowym – prokuratorzy europejscy delegowani, prowadzący śledztwa w imieniu EPPO na terytorium danego państwa. Taki model ma zapewnić jednocześnie jednolitość praktyki w całej UE oraz możliwość korzystania z lokalnej wiedzy i infrastruktury organów krajowych.

Na poziomie krajowym funkcjonują lub są tworzone biura prokuratorów europejskich delegowanych, przede wszystkim w głównych ośrodkach gospodarczych – w tym w Warszawie i na Górnym Śląsku. To właśnie te jednostki w Polsce będą prowadzić najważniejsze postępowania dotyczące karuzel VAT, przesłuchiwać podejrzanych, podejmować decyzje o zabezpieczeniach majątkowych i wnosić akty oskarżenia do polskich sądów, działając w imieniu EPPO.

Jak EPPO prowadzi śledztwa VAT

W praktyce EPPO koncentruje się na sprawach, w których klasyczne narzędzia organów krajowych okazują się niewystarczające – typowo chodzi o wielopoziomowe karuzele VAT z udziałem dziesiątek spółek w kilku państwach, fikcyjne łańcuchy dostaw i masowe wykorzystywanie pustych faktur. Znane śledztwa, wpisują się w znany schemat: centralny podmiot w jednym państwie, szereg „buforów” w innych, szybki obrót elektroniką, oprogramowaniem czy innymi łatwo zbywalnymi towarami, a na końcu lub w ramach łańcucha znikający podatnik, który nie rozlicza VAT.

Podstawy procesowe – model hybrydowy

Rozporządzenie 2017/1939 kreuje model hybrydowy: EPPO stosuje w pierwszej kolejności własne przepisy proceduralne (np. zasady wszczynania postępowania, podział kompetencji między szczeblem centralnym a delegowanym, zasady współdziałania z Eurojust i OLAF), natomiast w zakresie nieuregulowanym odsyła do prawa krajowego. W Polsce oznacza to stosowanie Kodeksu postępowania karnego w odniesieniu do środków przymusu, terminów, formy czynności procesowych czy środków zaskarżenia, o ile rozporządzenie nie stanowi inaczej.

Istotne z perspektywy obrony są przepisy dotyczące dowodów (art. 37–39 rozporządzenia 2017/1939) oraz gwarancji procesowych podejrzanego – w szczególności prawa do obrońcy, tłumacza, informacji o zarzutach i dostępu do akt. Dopuszczalność dowodu w postępowaniu przed sądem krajowym ocenia się w oparciu o standardy państwa członkowskiego, przy czym rozporządzenie dąży do zapewnienia, aby dowody zebrane w jednym państwie mogły być wykorzystane w innym bez dodatkowych formalności.

Konsekwencje dla polskich podatników

Dla podatników – w szczególności tych działających w obrocie wewnątrzwspólnotowym – rośnie znaczenie ryzyka karuzeli VAT, nawet przy braku własnej intencji przestępczej. Działania EPPO na podstawie uzyskanych danych mogą przyspieszyć identyfikację potencjalnych nadużyć podatkowych.

W efekcie, powstanie sytuacja, w której przedsiębiorca będzie musiał bronić się wobec ustaleń analitycznych organów unijnych, często bez pełnej dokumentacji źródłowej. Może to utrudnić weryfikację poprawności danych i rekonstrukcję rzeczywistego przebiegu zdarzeń, co z kolei może negatywnie wpływać na efektywność obrony i wymusza większy nacisk na bieżące procedury compliance.

Dlatego warto mieć świadomość istnienia EPPO i gwarancji procesowych wynikających z rozporządzeń UE i krajowych przepisów karnych. Ich właściwe wykorzystanie może mieć kluczowe znaczenie w postępowaniu karnym również prowadzonym przez prokuratorów Prokuratury Europejskiej wyposażonych w szersze uprawnienia.

Artykuł Komisji Podatkowej BCC
autorzy: Michał Borowski, Wojciech Pławiak oraz Grzegorz Panek

Barbara Rudziks nową Dyrektor Operacyjną Grupy Dom Development

Grupa Dom Development, lider polskiego rynku deweloperskiego, ma za sobą kolejny rekordowy rok. Intensywny rozwój w ostatnim czasie oraz ambitne plany na przyszłość skłoniły dewelopera do przeglądu funkcjonowania organizacji w celu udoskonalenia procesów oraz wzrostu efektywności i skuteczności działalności operacyjnej. Tym obszarem zajmie się Barbara Rudziks, menadżerka z wieloletnim doświadczeniem, która objęła nową funkcję Dyrektor Operacyjnej Grupy Dom Development.

To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę dołączyć do zespołu Dom Development w randze Dyrektor Operacyjnej. Grupa Dom Development to największy polski deweloper mieszkaniowy, którego wyróżnia nie tylko wysoka jakość obsługi i produktu. W DNA organizacji zaszyte jest nieustanne poszukiwanie sposobów na rozwój, modernizację i jak najlepsze wykorzystanie przewag konkurencyjnych. Tego typu postawa jest mi bardzo bliska, dlatego jestem przekonana, że przed nami świetne perspektywy dalszego dynamicznego wzrostu opartego na zdrowych fundamentach – podkreśla Barbara Rudziks, Dyrektor Operacyjna Grupy Dom Development.

Barbara Rudziks jest ekspertką w zarządzaniu spółkami z branży finansowej, specjalizującą się w transformacji organizacji i doskonaleniu procesów. W latach 2020-2025 zasiadała w Zarządzie Kredyt Inkaso S.A., początkowo w randze Wiceprezeski, a od 2022 roku na stanowisku Prezeski, gdzie przeprowadziła kompleksową przebudowę operacyjną i kulturową, znacząco zwiększając efektywność organizacji, wyniki finansowe oraz wartość spółki. Wcześniej, przez blisko dekadę pełniła funkcję Członkini Zarządu BEST S.A. i odpowiadała za transformację operacyjną spółki, zarządzanie operacjami i rozwój strategiczny. Karierę menadżerską rozpoczęła w GE Money Bank S.A. gdzie przez 11 lat zajmowała się m.in. tworzeniem, rozwojem i zarządzaniem innowacyjnymi kanałami sprzedaży produktów bankowych, a także doskonaleniem procesów operacyjnych. Ukończyła studia na Uniwersytecie Morskim w Gdyni na kierunku Zarządzanie Przedsiębiorstwem.

Bardzo się cieszę na dołączenie Barbary Rudziks do naszego zespołu. Jej angaż potwierdza atrakcyjność Grupy Dom Development dla menadżerów z najwyższej półki. Jestem przekonany, że jej ogromne doświadczenie w obszarze transformacji organizacji pozwoli nam na zwiększenie efektywności naszych działań, przygotuje nas na nowe wyzwania oraz zapewni przemyślany rozwój w kolejnych latach – mówi Mikołaj Konopka, prezes zarządu Dom Development.

Rynek kupującego w segmencie mieszkań luksusowych. Ceny hamują, decyzje się wydłużają

W 2025 r. segment mieszkań premium funkcjonował w warunkach wyraźnie większej ostrożności po stronie popytu. Klienci potrzebują dziś więcej czasu na podjęcie decyzji zakupowej niż jeszcze kilka lat temu – proces, który wcześniej trwał około 1–3 miesięcy, obecnie wydłużył się do 3–6 miesięcy, a w przypadku domów nawet do 6–12 miesięcy. Umacnia się pozycja kupujących. Ceny wciąż rosną, ale w znacznie wolniejszym tempie niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Zwiększa się różnica pomiędzy kwotami ofertowymi, a transakcyjnymi. Wybór mieszkań luksusowych jest duży, ale deweloperzy ostrożniej podchodzą do nowych inwestycji i częściej szukają kupujących wśród osób z zagranicy.

Zakupy stały się mniej emocjonalne i bardziej analityczne, a nabywcy coraz częściej porównują nieruchomości z innymi formami lokowania kapitału. Wpływ na to mają zarówno doświadczenia po pandemicznym, skokowym wzroście cen, jak i czynniki geopolityczne, które skłaniają część klientów do dywersyfikacji kapitału poprzez inwestycje zagraniczne lub bardziej płynne instrumenty finansowe.

Rynek kupującego

Rynek wyraźnie przesunął się w stronę rynku kupującego. Widoczna jest znacząca różnica między cenami ofertowymi a transakcyjnymi. Według danych NBP sięga ona nawet 15 proc., co dotyczy nie tylko segmentu premium, ale całego rynku mieszkaniowego. Wzrost cen mieszkań luksusowych wyhamował. Kwoty nadal rosną, jednak w stabilnym i umiarkowanym tempie, na poziomie około 4–5 proc. rocznie, w przeciwieństwie do dwucyfrowych wzrostów obserwowanych w okresie pandemii. Podobne zjawisko dotyczy rynku najmu, gdzie po okresie bardzo silnego popytu, z którym mieliśmy do czynienia zwłaszcza po wybuchu wojny w Ukrainie, właściciele musieli dokonać korekt oczekiwań cenowych, a proces wynajmu wydłużył się. Widać także spadek liczby nowych wniosków i pozwoleń na budowę, wynikający z ograniczonej dostępności gruntów w dużych miastach i wysokich cen działek. Deweloperzy realizują obecnie mniejszą liczbę projektów jednocześnie i ostrożniej podchodzą do kolejnych inwestycji.

Klienci poszukujący mieszkań premium największy wybór mają w Warszawie, gdzie znajduje się 19 projektów z mieszkaniami o cenach przekraczających 35 tys. zł/mkw. Na drugim miejscu znajduje się Trójmiasto, z 9 takimi inwestycjami, następny jest Kraków (7) i Wrocław (3).

Nowa definicja luksusu

Po stronie podaży widoczny jest rozwój projektów stricte premium, które redefiniują pojęcie luksusu. Deweloperzy coraz częściej koncentrują się nie tylko na architekturze i lokalizacji, ale także na komforcie życia, zdrowiu i usługach towarzyszących. Pojawiają się rozbudowane strefy wellness i spa, fitness, baseny, sale do jogi, konsultacje z fizjoterapeutami, usługi concierge czy rozwiązania wpisujące się w koncepcję „miasta 15-minutowego”. Standardem stają się aplikacje dla mieszkańców, a oferta coraz częściej uwzględnia także potrzeby właścicieli zwierząt. Sam atrakcyjny projekt architektoniczny przestaje być wystarczającym wyróżnikiem.

Rozwój rynku w 2026 roku

W ujęciu makro rynek mieszkaniowy w Polsce nadal pozostaje w fazie wzrostowej, wspierany przez napływ firm międzynarodowych oraz pracowników z zagranicy, co szczególnie dotyczy dużych miast. Wyzwaniem pozostaje bardzo niska dzietność, dlatego deweloperzy coraz częściej kierują ofertę również do klientów zagranicznych, przygotowując komunikację w różnych językach. Polska pozostaje „zieloną wyspą” pod względem możliwości inwestycyjnych dla dużych międzynarodowych firm. Coraz więcej
z nich ma tu swoje siedziby i ściąga pracowników z innych krajów, zainteresowanych nieruchomościami premium.

W perspektywie kolejnych miesięcy oczekiwany jest dalszy stabilny, kilkuprocentowy wzrost cen. Obniżki stóp procentowych już przekładają się na wzrost liczby zapytań kredytowych, co może stopniowo zwiększać popyt. Jednocześnie na rynku wtórnym może pojawić się więcej ofert, m.in. ze względu na spadającą rentowność najmu i starzenie się zasobu mieszkaniowego. Liczba ofert sprzedaży jest obecnie bardzo wysoka, a proces sprzedaży wydłużony, co wymusza większą elastyczność cenową. Równolegle rośnie znaczenie sektora PRS i inwestorów instytucjonalnych, którzy kupują całe budynki z przeznaczeniem pod wynajem, odpowiadając na potrzeby klientów, dla których najem pozostaje pierwszym wyborem.

Promocje u deweloperów wymuszają obniżki na rynku wtórnym

Jeszcze nigdy sprzedający mieszkania z drugiej ręki nie rywalizowali tak ostro z deweloperami o uwagę kupujących. Według ekspertów portalu GetHome.pl w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu częściej wybierali oni rynek pierwotny, co przełożyło się na spadek cen na rynku wtórnym.

Zwykle, gdy oferta mieszkań maleje, średnia cena metra kwadratowego rośnie. Rok 2025 był pod tym względem nietypowy. W Warszawie, Krakowie i Wrocławiu mieszkania z drugiej ręki potaniały, mimo kurczącej się oferty – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że grudzień był kolejnym miesiącem spadku liczby unikalnych ofert sprzedaży mieszkań z rynku wtórnego w siedmiu największych metropoliach. Jedynym wyjątkiem były Katowice, gdzie liczba ofert była o 10% większa niż rok wcześniej. W pozostałych miastach rynek wtórny wyraźnie się skurczył. Największy ubytek mieszkań odnotowano we Wrocławiu – o 20%, w Krakowie – o 16%, a w Warszawie – o 12%. W Trójmieście i Poznaniu oferta używanych mieszkań zmniejszyła się o 11 procent, a w Łodzi – o 6 procent.Rynek wtórny-grudzień 2025-oferta-miasta

Równocześnie wzrosła podaż mieszkań na rynku pierwotnym. W Warszawie w grudniu w ofercie firm deweloperskich było o 11% więcej mieszkań niż rok wcześniej. W Łodzi oferta zwiększyła się o 26%, a w Katowicach – o 25% Kraków i Trójmiasto zanotowały wzrost o 21%, Wrocław – o 13%, a Poznań – o 6%.

Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, zwraca uwagę, że jeszcze rok temu w Warszawie i Wrocławiu oferta deweloperów była znacznie skromniejsza niż na rynku wtórnym, a w Krakowie – porównywalna. W ciągu dwunastu miesięcy role się odwróciły. Obecnie znacznie większy wybór lokali kupujący znajdą na rynku pierwotnym, podobnie jak w pozostałych metropoliach.Rynek wtórny-grudzień 2025-oferta-wtórny i pierwotny

Mało tego, w ubiegłym roku na rynku pierwotnym wzrosła podaż lokali dedykowanych klientom kredytowym – zwykle tańszych. Wprawdzie w statystykach nie widać spadków cen ofertowych, ale to nie znaczy, że przecen nie było.

Na rynku deweloperskim panują obecnie warunki do wojny cenowej, która jest przeciwieństwem otoczenia z lat 2023-2024. Nowe projekty są wprowadzane po nierzadko po niższych cenach niż otaczającej je konkurencji, a niesprzedane mieszkania w trakcie „życia” budowy doznają korekt cenowych, a nie podwyżek. Do tego dochodzą wszechobecne rabaty i promocje – wyjaśnia Jan Dziekoński, Head of Market Insights w portalu RynekPierwotny.pl

W tej sytuacji sprzedający na rynku wtórnym nie mogli sobie pozwolić na podwyższanie cen. Wręcz przeciwnie, wielu zaczęło je obniżać już na etapie ofertowym.

Rynek pierwotny i wtórny są jak naczynia połączone. Większa oferta nowych mieszkań hamowała ceny używanych, a obniżki na wtórnym studziły zapędy deweloperów – dodaje Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl,

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w grudniu w trzech metropoliach średnia cena metra kwadratowego mieszkań z rynku wtórnego była niższa niż przed rokiem: w Krakowie – o 4%, we Wrocławiu – o 2% i w Warszawie – o 1%. Liderem wzrostów było Trójmiasto, gdzie średnia cena metra kwadratowego była w grudniu o 5% wyższa niż rok temu. Wzrosty odnotowano także w Łodzi – o 3%, która wciąż jest najtańszą metropolią oraz w Poznaniu – o 2% i Katowicach – o 1%.Rynek wtórny-grudzień 2025-cena m kw

Ekspert portalu GetHome.pl podkreśla, że w większości metropolii podwyżki średniej ceny metra kwadratowego mieszkań na rynku pierwotnym były dużo wyższe niż na rynku wtórnym, na przykład w Trójmieście odpowiednio 10 procent i 5 procent, a w Poznaniu 5 procent i 2 procent. Wyjątkami były Łódź i Katowice. W obu miastach średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów utrzymała poziom sprzed roku. Wzrost cen używanych mieszkań Marek Wielgo tłumaczy tym, że w ofercie rośnie odsetek nowych lokali, których w ostatnich latach powstawało tam bardzo dużo. Specyfiką Łodzi i Katowic jest wysoki udział mieszkań w blokach z czasów PRL i starych kamienicach. Dlatego średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki jest tam wyraźnie niższa niż nowych. Jednak ta różnica topnieje.Rynek wtórny-grudzień 2025-cena m kw-pierwotny i wtórny

25% ceł za „interesy z Iranem”: geopolityka podbija ropę, rynki liczą ryzyko

Japończycy cieszą się z formy swojej giełdy i równocześnie coraz bardziej martwią o jena, a w tle polityka i impuls fiskalny. Biały Dom nie pozwala na nudę, atak na Fed zarówno osłabia USD, jak i nie pozwala na rozwinięcie tego ruchu. PLN pewny decyzji RPP czeka na wiatr z szerokiego rynku.

O jeny!

Japończycy powrócili z przytupem do długim weekendzie. Wczoraj świętowali tradycyjny Dzień Dorosłych, czyli osiągnięcia dojrzałości, a nowy poziom dojrzałości we wtorek osiągnęła też tokijska giełda. Główny indeks Nikkei po zwyżce o ponad 3% ustanowił nowy historyczny rekord. Aktualna fala umocnienia jest łączona ze spekulacjami o jeszcze większym impulsie fiskalnym ze strony japońskiego rządu. Co więcej, te obietnice mają być głównym motorem kampanii wyborczej premierki Sanae Takaichi. Media spekulują, że chce ona rozpisać wcześniejsze wybory, aby umocnić swoją pozycję w parlamencie. Za przykładem Tokio podążyły Seul i Taipei, których główne indeksy także ustanowiły nowe maksima, a chiński CSI300 INDEX wszedł na 4-letnie szczyty. W odwrotnym kierunku do notowań giełdowych kieruje się JPY. Inwestorzy traktują coraz mocniejsze interwencje słowne ze strony japońskich oficjeli jako kolejny pretekst do spekulacji na jenie. JPY osiągnął historyczną słabość wobec EUR i CHF, a para USD/JPY zbliża się do poziomu 159 JPY. W ten sposób kurs USD/JPY pokazuje nie tylko najsłabszego jena od półtora roku, ale wchodzi w strefę obrony, przed którą rynek ostrzegał japońskie bank centralny i rząd. W najbliższym czasie warto dokładniej przyglądać się wydarzeniom wokół Kraju Kwitnącej Wiśni.

USD w kleszczach, gdzie ucieknie?

Donald Trump nie zwalnia tempa w nowym roku. Po rozpoczęciu dochodzenia przeciw szefowi Fed ogłosił, że ograniczy oprocentowanie kart kredytowych w USA do 10%. Nowe zasady miałyby wejść w życie już 20 stycznia (1 rocznica inauguracji drugiej kadencji prezydenta). Automatycznie pod presją znalazły się banki i wystawcy kart. Dodatkowo Trump zapowiedział nałożenie nowy ceł w wysokości 25% na wszystkie państwa „robiące interesy” z Iranem. W Iranie od wielu dni trwają protesty, które reżim ajatollahów krwawo tłumi. Blokada informacyjna nie pozwala na przekonującą analizę sytuacji w Islamskiej Republice, ale ta niepewność podbija notowania ropy (za baryłkę Brent trzeba płacić powyżej 65 USD, czyli najwyżej od listopada). Skoro przy niepewności jesteśmy, to wróćmy do dolara. Coraz więcej frontów wszelkiego typu, które otwiera Biały Dom, powinno osłabiać „zielonego”. Jednak równocześnie postępująca walka ze wszystkim i wszędzie (Sąd Najwyższy zapewne poczeka z wyrokiem nad cłami, ale za to odbędzie się kolejna rozprawa dotycząca próby usunięcia z Fed gubernatorki Lisy Cook), a już szczególnie z Rezerwą Federalną może odsuwać w czasie obniżki stóp procentowych, co łagodzi straty dolara na forex (kwietniowe cięcie jest już pod dużym znakiem zapytania). Kolejny impuls dla USD może nadejść dziś wraz z amerykańską inflacją za grudzień. CPI w ujęciu rocznym na wynieść 2,7%, ale ekonomiści wskazują na problemy z wiarygodnością tych danych (jako efektem zamknięcia rządu jesienią). Analitycy wskazują, że dopiero odczyt za kwiecień powinien być oczyszczony z tego negatywnego wpływu. Nie mniej dzisiejsza publikacja może stanowić doskonały pretekst do rynkowej rozgrywki. Przed godz. 10 kurs EUR/USD jest przy 1,166 USD, blisko istotnych technicznie poziomów wsparcia.

PLN nie czeka na RPP

Niepewność wokół geopolityki, gospodarki USA i pozycji samego USD w dalszym ciągu doskonale działa na metale szlachetne. Zarówno złoto (4600 USD), jak i srebro (86 USD) są blisko historycznych szczytów. Giełdy w Europie niekoniecznie chcą brać przykład z azjatyckiej sesji, najmocniej rośnie Amsterdam (+0,5%). W Warszawie indeksy lekko pod kreską, WIG20 traci 0,15%. Rynek walutowy oprócz zamieszania wokół JPY zaczyna wtorek raczej na spokojnie, dobrze radzą sobie skandynawskie korony (chociaż akurat nie wobec PLN). Złoty zgodnie z większością forex wyczekuje impulsu. Kurs euro balansuje na 4,21 PLN, kurs dolara jest blisko 3,61 PLN, kurs franka znajduje się poniżej 4,53 PLN, a kurs funta przekracza 4,86 PLN. Jutrzejsza decyzja RPP (przy spodziewanym utrzymaniu stopy referencyjnej na tym samym poziomie 4%) nie powinna mieć większego wpływu na polskie aktywa.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja CPI.

Prawie 20 proc. wzrost przychodów szacuje Mex Polska w 2025 r.

Grupa Mex Polska S.A., notowany na GPW holding gastronomiczny, przedstawia szacunki skonsolidowanych przychodów za 2025 rok, które wskazują na dalszy dynamiczny rozwój Grupy. Wstępnie przychody mają osiągnąć poziom 127,29 mln zł, co oznacza ponad 19 proc. wzrost w porównaniu do roku poprzedniego. Grupa obecnie posiada i zarządza siecią ponad 60 lokali gastronomicznych, w tym również jednostkami rozwijanymi w nowoczesnym formacie dark kitchen. Koncept ten realizowany jest w ramach marki Spoko Taco, która funkcjonuje w modelu dostawczym w kluczowych aglomeracjach miejskich – we Wrocławiu, Poznaniu oraz Warszawie – stanowiąc istotny element dywersyfikacji kanałów sprzedaży i dalszego skalowania działalności operacyjnej grupy.

Dla porównania, w 2023 roku Grupa Mex Polska osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 95,4 mln zł, a w 2024 roku 106,9 mln zł. Prognozowany wzrost przychodów w 2025 roku potwierdza skuteczność realizowanej strategii rozwoju, obejmującej konsekwentną ekspansję sieci gastronomicznej, optymalizację oferty produktowej oraz dalszą poprawę efektywności operacyjnej.

Konsekwentny utrzymywany dwucyfrowy wzrost przychodów, widoczny w spodziewanych przychodach za rok 2025 jest dowodem stabilności i atrakcyjności modelu biznesowego grupy Mex Polska. Skupiamy się na dalszym rozwoju naszych marek, zwiększaniu wartości dla akcjonariuszy oraz umacnianiu naszej pozycji na rynku gastronomicznym. – Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska SA.

Pod koniec 2025 roku Mex Polska SA poinformowała o porozumieniu ze znaczącym akcjonariuszem spółki – Familiar S.A. SICAV-SIF, na mocy którego ustalono warunki sprzedaży przez Akcjonariusza wszystkich posiadanych przez niego akcji Spółki. Akcje te zostaną nabyte po cenie wyższej od aktualnej ceny rynkowej, ustalonej na poziomie 4,50 zł za jedną akcję. Zgodnie z porozumieniem, Familiar sprzeda Andrzejowi Domżałowi i Pawłowi Kowalewskiemu po 381.650 akcji każdemu, tj. łącznie 763.300 akcji. Transakcja przyczyni się do zwiększenia dostępności akcji Spółki oraz poprawy ich płynności, w szczególności wśród mniejszych i średnich akcjonariuszy.

Ostatni okres w historii działalności grupy był bardzo intensywny: rozszerzono zasięg sieci, odnotowano sukcesywny wzrost przychodów oraz powrót w dalszej części roku do rentowności. Ponadto w listopadzie 2025 r. Zarząd Mex Polska S.A. uchwalił politykę dywidendową, przewidującą wypłatę co najmniej 30% zysku netto za dany rok obrotowy, począwszy od wyniku za 2025 r. Spółka planuje jednocześnie utrzymywać tempo co najmniej sześciu nowych otwarć rocznie, zgodnie z przyjętą strategią rozwoju.

Obecnie sieć grupy kapitałowej Mex Polska S.A. obejmuje ponad 60 lokali gastronomicznych funkcjonujących w ramach ośmiu rozwijanych konsekwentnie konceptów: Pijalnia Drink Bar & Bistro (wcześniej Pijalnia Wódki i Piwa – marka znajdująca się obecnie w procesie modernizacji i repozycjonowania, ukierunkowanym na klientów z Generacji Z), The Mexican, Prosty Temat, Chicas&Gorillas, Pankejk, Spoko Taco, PIZZANOVA oraz Barrio Latino. Dodatkowo w 2025 roku Grupa uruchomiła trzy lokale w formacie dark kitchen pod marką Spoko Taco, dostępne w Warszawie, Wrocławiu oraz Poznaniu.

Wstępne wyniki Żabki za 2025: tempo wzrostu zgodne ze strategią, mocny finisz roku

Wstępne wyniki sprzedażowe i operacyjne Grupy Żabka za 2025 rok – przyspieszenie tempa wzrostu zgodne ze zaktualizowanymi założeniami strategicznymi.  

Zróżnicowana oferta produktowa oraz format precyzyjnie dopasowany do potrzeb klientów umożliwiły osiągnięcie ponadprzeciętnego wzrostu.

Zrównoważona dynamika sprzedaży porównywalnej w poszczególnych kwartałach, pomimo znacznie mniej korzystnych warunków pogodowych – wraz z przyspieszeniem rozwoju sieci – pozwoliły Grupie Żabka osiągnąć bardzo dobrą dynamikę wzrostu. Według wstępnych danych, Grupa w 2025 r. zwiększyła skonsolidowaną sprzedaż do klienta końcowego o 14,2% rok do roku, osiągając poziom 31,1 mld zł. Dynamika LfL w Polsce w 2025 roku wyniosła 5,3%, co pozostaje zgodne z celem Grupy zakładającym średni jednocyfrowy wzrost.  W 2025 r. Grupa zrealizowała ambitny cel otwarcia ponad 1 300 nowych sklepów w Polsce i Rumunii.

W czwartym kwartale 2025 r. sprzedaż do klienta końcowego wzrosła o 14,3% w porównaniu z tym samym okresem 2024 r., osiągając poziom 7,9 mld zł. Sprzedaż LfL w Polsce wyniosła 4,8%  wobec 4,5% w  3Q 2025 r.

Na koniec 2025 r. sieć sprzedaży Grupy Żabka obejmowała 12 339 sklepów, w tym 173 placówki zlokalizowane w Rumunii.

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:

Zgodnie z zapowiedziami, w 2025 roku Grupa Żabka zrealizowała ambitny plan ekspansji, przyspieszając rozwój i otwierając 1 394 nowe placówki w Polsce i Rumunii. Na koniec 2025 roku sieć Grupy obejmowała już 12 339 sklepów, co umocniło jej silną pozycję jako największego ekosystemu modern convenience w Europie.

Pomimo wyzwań związanych ze znacznie chłodniejszą pogodą – w porównaniu do 2024 roku – Grupa utrzymała tempo wzrostu zgodne z założeniami, co potwierdza, że stworzony przez nas format skutecznie odpowiada na codzienne potrzeby klientów, sprawdza się w zmiennych warunkach i stanowi solidną podstawę do dalszego wzrostu.”

Wzrost w czwartym kwartale i całym 2025 r.

W 2025 r. skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego zwiększyła się o 14,2% rok do roku, osiągając 31,1 mld zł. Wzrost był efektem zarówno dalszej rozbudowy sieci sklepów, jak i wzrostu sprzedaży porównywalnej (LfL). W całym 2025 roku dynamika LfL wyniosła 5,3%, co pozostaje zgodne z celem Grupy zakładającym średni jednocyfrowy wzrost.

Silną dynamikę like-for-like w tym okresie wspierały zróżnicowany asortyment produktów oraz format sklepów precyzyjnie dopasowany do potrzeb klientów. Pomimo wyzwań związanych ze znacznie chłodniejszą pogodą w porównaniu do 2024 roku, elastyczność i koncentracja na kliencie pozwoliły Grupie Żabka osiągnąć znaczący wzrost w kluczowych kategoriach convenience, potwierdzający odporność jej modelu biznesowego.

W samym czwartym kwartale 2025 roku sprzedaż do klienta końcowego w segmencie Ekosystemu Convenience (sklepy Żabka Polska) odnotowała najwyższe kwartalne tempo wzrostu w całym roku, osiągając 13,6% i potwierdzając wyjątkową dynamikę całej sieci. Wzrost ten był przede wszystkim napędzany dalszą rozbudową sieci sklepów, dodatkowo wzmocnioną solidnym wzrostem LfL w sklepach Żabka, który osiągnął poziom 4,8%, czyli był o 0,3 punktu procentowego wyższy od osiągniętego w trzecim kwartale 2025 roku.

Ekspansja sieci w Polsce i Rumunii

W 2025 r., realizując zaktualizowany cel strategiczny otwarcia ponad 1 300 sklepów rocznie, Grupa Żabka uruchomiła 1 394 placówki, w tym 118 w Rumunii, zwiększając liczbę punktów sprzedaży do 12 339 na koniec roku. W samym czwartym kwartale otwarto 267 nowych sklepów.

Spodziewana poprawa marży zgodna z zapowiedziami

Grupa Żabka spodziewa się, że skonsolidowana skorygowana marża EBITDA za cały 2025 r. będzie zgodna z wcześniej komunikowanymi oczekiwaniami. Tym samym Spółka podtrzymuje wcześniejsze cele i przewiduje nieznaczną poprawę marży rok do roku, w kierunku górnej granicy docelowego przedziału 12–13%.Podsumowanie wstępnych wyników za 4Q2025 i 2025 rok

Podsumowanie wstępnych wyników za 4Q2025 i 2025 rok
2025 2024 4Q 2025 4Q 2024
Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego, w mld PLN (1) (dane niebadane), w tym:

Ekosystem Convenience

Nowe Silniki Rozwoju


31,14

29,60
1,54

 

27,28

 

26,17

1,11


7,87

7,46
0,41

 

6,89

 

6,56

0,33

Wzrost sprzedaży porównywalnej (LfL) 5,3% 8,3% 4,8% 7,1%
Nowo uruchomione sklepy 1 394 1 166 267 169
Liczba sklepów na koniec okresu

w tym Rumunia

12 339
173
11 069

60

Sprzedaż do klienta końcowego jest definiowana jako łączna sprzedaż realizowana przez obydwa segmenty sprawozdawcze, czyli Ekosystem Convenience (obejmuje działalność wszystkich sklepów Żabka Polska i działalność w zakresie nieruchomości bezpośrednio związaną z działalnością sklepów) i Nowe Silniki Rozwoju (obejmuje biznesy cyfrowe oraz działalność w Rumunii). Sprzedaż do klienta końcowego nie jest tożsama ze skonsolidowanymi przychodami ze sprzedaży, natomiast stanowi kluczowy wskaźnik wyników, odzwierciedlający siłę komercyjną modelu biznesowego Grupy. Wskaźnik ten jest powszechnie stosowany przez inwestorów i analityków do oceny wyników spółek działających w sektorze sprzedaży detalicznej artykułów spożywczych.

Zaprezentowane w niniejszej informacji prasowej dane mają charakter wstępny i opierają się na bieżących oczekiwaniach co do przyszłych wydarzeń. Rzeczywiste wyniki mogą różnić się od wyników wyrażonych lub sugerowanych w powyższych stwierdzeniach. Ponadto część prezentowanych danych może podlegać weryfikacji przez biegłego rewidenta. O ile nie będą tego wymagać obowiązujące przepisy prawa, Grupa Żabka nie przyjmuje obowiązku aktualizowania informacji zawartych w niniejszej informacji prasowej.

Nowa ofensywa celna Trumpa

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił nałożenie 25-procentowych ceł na towary pochodzące z krajów utrzymujących relacje handlowe z Iranem. Decyzja weszła w życie natychmiast i może poważnie wpłynąć na stosunki gospodarcze USA z takimi państwami jak Indie, Turcja czy Chiny. Działanie to ma na celu zwiększenie presji na władze w Teheranie, które zmagają się z nasilającą się falą protestów społecznych.

Choć Trump nie ujawnił szczegółów dotyczących zakresu nowych ceł, sugerowane objęcie nimi również produktów z Chin może podważyć wcześniejsze porozumienie handlowe zawarte z prezydentem Xi Jinpingiem. W przypadku Indii, mimo że ich obecny handel z Iranem nie jest znaczący, punktem zapalnym może okazać się port Chabahar, wykorzystywany przez New Delhi jako alternatywna trasa transportowa omijająca Pakistan.

W kontekście zaostrzającej się sytuacji wewnętrznej w Iranie, Trump zapowiedział możliwość podjęcia działań militarnych w przypadku dalszego tłumienia protestów przez reżim. W nieoficjalnych kręgach rozważane są różne scenariusze ewentualnego ataku, także na cele niemilitarne. Prezydent przekazał, że Iran wyraził chęć rozmów, jednak nie podano żadnych szczegółów dotyczących kontaktu.

Na tle narastających napięć w Zatoce Perskiej oczekiwane jest orzeczenie amerykańskiego Sądu Najwyższego w sprawie zgodności globalnych ceł Trumpa z prawem. Decyzja sądu może znacząco ograniczyć możliwość dalszego stosowania podobnych środków w przyszłości, a jej skutki mogą mieć wpływ nie tylko na politykę handlową, ale również na relacje geopolityczne w regionie. Tymczasem ropa Brent od wczorajszego poranka wzrosła o ponad 2% i testuje 64.60 USD za baryłkę, co czyni ją najdroższą od listopada ubiegłego roku.