Przetarg CEZ na system Asystenta SI (VoiceBot) dla Centralnej e-Rejestracji jest przedsięwzięciem o strategicznym znaczeniu

Przetarg CEZ na system Asystenta SI (VoiceBot) dla Centralnej e-Rejestracji jest przedsięwzięciem o strategicznym znaczeniu. W jego założeniach widać spójność z kierunkiem transformacji cyfrowej państwa, a zastosowane wymogi – choć ambitne – mieszczą się w logice projektów wysokiego ryzyka technologicznego. Z doświadczenia Healthcare Poland wynika, że CEZ jest instytucją posiadającą silne zaplecze analityczne i inżynierskie, a także funkcjonuje pod ścisłym nadzorem szeregu organów oceny rzetelności i zgodności: Ministerstwa Zdrowia, Najwyższej Izby Kontroli, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Urzędu Zamówień Publicznych oraz Komisji Europejskiej (w kontekście KPO). Ten system nadzoru sprawia, że każdy projekt realizowany przez CEZ – w tym bieżący – jest szczegółowo weryfikowany pod kątem zasadności, zgodności z prawem i gospodarności.

– Z punktu widzenia systemowego warto podkreślić, że CEZ wie, co robi. Instytucja ta od lat prowadzi projekty o porównywalnej złożoności (e-Skierowanie, e-Recepta, P1) i dysponuje zarówno doświadczeniem, jak i zapleczem eksperckim, które minimalizuje ryzyka operacyjne. Bieżący przetarg nie jest więc „eksperymentem”, lecz kolejnym etapem w ewolucji centralnej infrastruktury e-zdrowia, realizowanej w ramach ścisłych procedur kontrolnych i audytowych. Jako Healthcare Poland Foundation – dziedzicząca doświadczenia Polskiej Federacji Szpitali – popieramy kierunek działań CEZ, przy jednoczesnym apelu o zachowanie standardów: transparentności, jakości i proporcjonalności wymagań rynkowych. Uważamy, że najlepszym rozwiązaniem będzie wzmocnienie dialogu technicznego z sektorem prywatnym, dopuszczenie do konsorcjów krajowych dostawców AI oraz publikacja metryk jakościowych i protokołów testowych przed odbiorem końcowym. Z mojego osobistego doświadczenia – jako osoby od lat uczestniczącej w projektach cyfrowych dla sektora szpitalnego – wiem, że pośpiech jest wrogiem jakości, a jakość jest fundamentem zaufania. W e-zdrowiu nie możemy sobie pozwolić na błędy, ale też nie powinniśmy karać ambicji. Jeśli ten projekt zostanie poprowadzony z tą samą starannością, z jaką CEZ realizował dotychczasowe zadania – może stać się wzorem dla całej administracji publicznej w zakresie zastosowania AI w usługach obywatelskich. W imieniu Healthcare Poland Foundation – kontynuatora misji Polskiej Federacji Szpitali – deklaruję gotowość do współpracy przy tworzeniu standardów jakości i audytu AI w ochronie zdrowia. Naszym wspólnym celem jest nowoczesny, odpowiedzialny i bezpieczny system, w którym technologia służy pacjentowi, a państwo inwestuje mądrze i z pełną rozliczalnością – mówi Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Nie można jednak pomijać realiów technicznych, które wyznaczają granice wykonalności. Analizy Departamentu Jakości, Audytu i Certyfikacji HCPL wskazują, że:

  • Jakość usług AI w e-zdrowiu musi być mierzona w sposób obiektywny i audytowalny. Dla systemów obsługujących pacjentów w języku naturalnym minimalny próg skuteczności (ASR/TTS/NLU) powinien wynosić 99,5–99,9%, a stabilność w obciążeniu – 1000 jednoczesnych połączeń – wymaga redundantnej architektury opartej na GPU klasy H200. CEZ, dysponując doświadczeniem z projektów P1 i e-Recepty, posiada odpowiednie zasoby, aby utrzymać ten poziom jakości, pod warunkiem wdrożenia etapowego i zewnętrznego monitoringu.
  • Wymagana dokumentacja techniczna i projektowa – zgodnie z SWZ – jest kompleksowa i przewiduje pełny opis architektury, harmonogramu, algorytmów i metryk jakościowych. Choć nie przewiduje obligatoryjnego przekazania pełnych kodów źródłowych, to gwarantuje CEZ operacyjną niezależność poprzez szczegółowe udokumentowanie interfejsów, logiki systemu i procesów audytu bezpieczeństwa. W tej konfiguracji ryzyko tzw. vendor lock-in można skutecznie ograniczyć mechanizmem depozytu kodów oraz otwartą strukturą dokumentacji.
  • Realność terminu 95 dni wymaga precyzyjnego planowania – nie jest to termin komfortowy, ale w projektach finansowanych z KPO stosowany bywa jako warunek wykorzystania środków w bieżącym okresie programowania. Dlatego kluczowe będzie, aby CEZ – jak już wielokrotnie robił w przeszłości – zarządził etapowanie wdrożenia i podział zakresu prac na fazy (analiza, integracja, testy, produkcja), utrzymując zgodność z reżimem trwałości projektu na pięć lat.

Sztuczna inteligencja? „Znam, ale jej nie używam” – deklaruje 41% Europejczyków

Aż 41% Europejczyków twierdzi, że rzadko lub wcale nie korzysta z AI. Pomimo niskiej postrzeganej częstotliwości użytkowania, zaufanie do tej technologii pozostaje wysokie.

Według najnowszych badań przeprowadzonych przez Equinix– Europejczycy korzystają z sztucznej inteligencji na co dzień, ale większość z nich nie zdaje sobie z tego sprawy.

Od codziennych zastosowań, takich jak wyszukiwanie w Google i monitorowanie stanu zdrowia, po mniej widoczne obszary, jak odkrywanie leków czy planowanie emerytalne –  sztuczna inteligencja jest już zintegrowana z codziennym życiem. Większość ludzi jest przekonana, że rozumie, jak działa AI (56%), ale tylko 33% zdaje sobie sprawę, że codziennie korzysta z opartych na niej usług lub aplikacji. 18% twierdzi natomiast, że nigdy z nich nie korzysta, co wskazuje na wyraźną lukę w zakresie publicznego zrozumienia tej rozwijającej się technologii.

„Sztuczna inteligencja jest już w Twojej kieszeni, na nadgarstku i w skrzynce mailowej, ale dane wskazują, że większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Jeśli chcemy wykorzystać prawdziwy potencjał AI, musimy lepiej zrozumieć, w jaki sposób już ją wykorzystujemy. Innowacje zaczynają się od edukacji” – podkreśla Bruce Owen, prezes Equinix w regionie EMEA.

Badanie przeprowadzone wśród 6000 respondentów z Finlandii, Niemiec, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, wykazało, że aż 77% mieszkańców regionu nie obawia się rosnącej roli sztucznej inteligencji w społeczeństwie. W rzeczywistości ponad połowa osób już teraz ufa AI, co w porównaniu z wczesnymi wskaźnikami zaufania do poprzednich innowacji, takich jak internet czy telefony komórkowe, sugeruje, że sztuczna inteligencja będzie najszybciej przyjmowaną nową technologią w historii współczesnej.

Do czego Polacy wykorzystują narzędzia AI? Najnowszy raport Gemius pokazuje, że aż 53% respondentów korzysta z asystentów AI podczas zakupów online[1]. Polscy pracownicy również bardzo chętnie korzystają z AI podczas wykonywania obowiązków zawodowych. Badanie przeprowadzone przez Hays wskazuje, że dotyczy to aż 46% pracowników[2].

W przeszłości każda wielka innowacja spotykała się z niepewnością i niezrozumieniem – od pojawienia się internetu po telefony, które dziś nosimy wszędzie ze sobą. Jednak każda z tych technologii stała się nieodzowną częścią naszego życia i pracy. Zapoczątkowały one ogromne innowacje i wpłynęły na kluczowe obszary życia społecznego, takie jak komunikacja, opieka zdrowotna, rozrywka i wiele innych.

„Dziś, dzięki sztucznej inteligencji, rozwija się wiele sektorów gospodarki, w tym te, które mają kluczowe znaczenie dla społeczeństwa, takie jak przemysł farmaceutyczny. Bogactwo danych medycznych, badań i analiz, które zasilają algorytmy sztucznej inteligencji, umożliwia opracowywanie nowych leków i przełomowych terapii. Istotne postępy, które kiedyś zajmowały wiele lat, obecnie są osiągane w ciągu zaledwie kilku miesięcy” – wyjaśnia Sylwia Pyśkiewicz, dyrektor zarządzająca Equinix w Polsce.

Wczesne zaufanie konsumentów do sztucznej inteligencji, które już wyprzedza i przełamuje historyczne trendy, sugeruje możliwość nadejścia nowej ery innowacji. Aby wykorzystać ten potencjał, konieczne jest jak najlepsze zrozumienie, czym jest sztuczna inteligencja, jak działa i co już dla nas robi.

„Centra danych są niezbędne do budowania łączności, która wspiera rozwój sztucznej inteligencji, jednak sama technologia nie wystarczy, aby w pełni wykorzystać jej potencjał. Aby dalej rozwijać społeczeństwo i gospodarkę, infrastruktura cyfrowa musi iść w parze z edukacją i zrozumieniem wyzwań społecznych. Większy nacisk na edukowanie w zakresie AI zapewni szybszą adaptację innowacji i ich skuteczne wykorzystanie” – dodaje Pyśkiewicz.

Inne kluczowe wnioski z badania Equinix pokazują, że:

  • Ponad połowa respondentów z regionu EMEA (56%) jest przekonana, że rozumie, jak działa sztuczna inteligencja.
  • Poziom zaufania różni się znacznie w zależności od grupy wiekowej – 72% osób poniżej 35 roku życia czuje się pewnie, w porównaniu z zaledwie 41% osób w wieku 55 lat i starszych.
  • Istnieje również zauważalna różnica między płciami – 62% mężczyzn deklaruje zaufanie do sztucznej inteligencji, podczas gdy wśród kobiet odsetek ten wynosi zaledwie 50%.
  • 4 na 5 (77%) konsumentów z regionu EMEA nie odczuwa obaw ani niepokoju w związku z rosnącą rolą sztucznej inteligencji w społeczeństwie.
  • Jedna trzecia (33%) konsumentów w regionie EMEA twierdzi, że codziennie korzysta z usług lub aplikacji opartych na sztucznej inteligencji, a jedna czwarta (25%) korzysta z AI kilka razy w tygodniu.

Nadeszła era inteligencji, w której AI odgrywa kluczową rolę. Jednak sztuczna inteligencja nie funkcjonuje w odosobnieniu. Rozproszona AI już teraz zmienia oblicze branż, przyspiesza odkrycia i stwarza nieograniczone możliwości. Jednak innowacje nie mogą się rozwijać bez rosnącej świadomości społecznej, która zapewni dostępność, akceptację i efektywne wykorzystanie tej technologii na dużą skalę.

O badaniu

W ramach niezależnego badania zleconego przez Equinix przebadano 6000 konsumentów w wieku powyżej 16 lat na sześciu rynkach: w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Finlandii, Hiszpanii, Szwecji i Szwajcarii. Badanie zostało przeprowadzone przez Censuswide, uznaną na całym świecie firmę zajmującą się badaniami rynku, a dane zebrano w okresie od 28 sierpnia do 3 września 2025 r. Censuswide jest członkiem Market Research Society i przestrzega kodeksu postępowania MRS oraz zasad ESOMAR.

[1] RAPORT E-COMMERCE 2025.pdf, str. 260

[2] Sztuczna inteligencja w miejscu pracy w 2025 r. – Polska na tle innych krajów | Hays, str. 4

Od stycznia nowe zasady L4. Praca u drugiego pracodawcy w czasie zwolnienia lekarskiego będzie możliwa

Od 1 stycznia mają wejść w życie zmiany w zasadach wystawiania zwolnień lekarskich. Nowelizacja umożliwi pracownikom wykonywanie pracy u jednego pracodawcy w czasie przebywania na L4 u innego – jeśli charakter obowiązków na to pozwala. Mikołaj Zając, prezes Conperio, polskiej firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowych podkreśla, że pomysł może brzmieć racjonalnie w teorii, ale w praktyce będzie niezwykle trudny do skontrolowania, generując miliardowe koszty.

– To zmiana, która może otworzyć jeszcze większą furtkę do nadużyć. Już dziś nadużywanie zwolnień chorobowych stanowi poważny problem społeczny. Zamiast uszczelniać system, ryzykujemy jego dalsze rozszczelnienie. Kto zdecyduje, że dana osoba może pracować u innego pracodawcy? Lekarz wystawiający L4, lekarz orzecznik ZUS, a może sam pracownik? Już dziś brakuje orzeczników, a system kontroli ledwo funkcjonuje – zwraca uwagę prezes Conperio.

Według danych Conperio, aż 34% zwolnień lekarskich w Polsce nosi znamiona nadużyć. W ubiegłym roku Polacy pobrali 27,4 mln zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy, co przełożyło się na 290 mln dni absencji – o 2,8 mln dni więcej niż rok wcześniej.

– Łatwość uzyskania L4, szczególnie dzięki teleporadom, budzi ogromne wątpliwości. Część lekarzy nadużywa przywileju wystawiania zwolnień bez badania pacjenta. Wprowadzenie kolejnego wyjątku, który pozwoli łączyć chorobowe z pracą, tylko pogłębi ten proceder – alarmuje Mikołaj Zając.

Przypomina również o zjawisku prezenteizmu, czyli obecności w pracy mimo choroby. Postawa taka może obniżać produktywność nawet o 50 proc., zwiększać liczbę błędów, wypadków i pogarszać atmosferę w zespołach. Te koszty są wielokrotnością kosztów absencji – podkreśla.

– Potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której przykładowo informatycy miesiącami pobierają zasiłek na L4 u jednego pracodawcy, pracując równocześnie dla drugiego. Tylko czy naprawdę o to chodzi? Dla kogo w rzeczywistości jest ta zmiana i jaki odsetek pracowników realnie będzie mógł z niej skorzystać? – pyta retorycznie Mikołaj Zając.

Salesforce i OpenAI ogłaszają rozszerzenie partnerstwa strategicznego

0

Salesforce i OpenAI ogłosiły 14 października rozszerzenie partnerstwa strategicznego, które wprowadza nowy poziom doświadczeń pracowniczych i konsumenckich napędzanych platformą Salesforce Agentforce360 oraz pionierskimi modelami OpenAI.

To bezprecedensowe partnerstwo pozwoli firmom uzyskać dostęp do platformy Agentforce360 w środowisku ChataGPT – umożliwiając użytkownikom zapytania o słupki sprzedaży, przegląd rozmów z klientami czy tworzenie wizualizacji w Tableau za pomocą użycia standardowego promptu w ChatGPT. Firmy będą mogły również korzystać z najnowszych modeli OpenAI, w tym GPT‑5, do tworzenia agentów AI i zapytań w ramach platformy Salesforce. Dodatkowo, nowe doświadczenie handlowe umożliwi współdzielonym klientom działania sprzedażowe względem setek milionów użytkowników usługi ChatGPT, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej kontroli nad procesami, danymi i relacjami z konsumentami.

Ekosystem SaaS się zmienia – dedykowane aplikacje typu „point‑and‑click” ustępują miejsca rozmowom prowadzonym przy użyciu agentów. Partnerstwo firm przyspiesza ten zwrot akcji, łącząc pionierskie modele od OpenAI z opartym na danych workflow od Salesforce w aplikacjach ChatGPT i Slack. Wspólnie funkcjonalności obsługują ponad 800 mln użytkowników i 5,2 mld wiadomości tygodniowo.

Dzięki temu, klienci Salesforce i OpenAI mogą w łatwy sposób korzystać z zaawansowanej sztucznej inteligencji – bezpośrednio w narzędziach i środowiskach, jakich używają w pracy.

Nasze partnerstwo z Salesforce polega na zintegrowaniu narzędzi, z których ludzie korzystają na co dzień, aby lepiej współdziałały, dzięki czemu praca staje się bardziej naturalna i spójna mówi Sam Altman, współzałożyciel i CEO OpenAI.

Jako konsumenci już teraz otrzymujemy rekomendacje i sugestie dzięki aplikacji ChatGPT  – dodaje Marc Benioff, CEO, Salesforce. — Teraz przedsiębiorstwa mogą korzystać z tego samego, natychmiastowego źródła wiedzy. Łącząc wiodącą sztuczną inteligencję  z najlepszym na świecie CRM opartym na AI, tworzymy zaufaną bazę, która przekształca firmy w przedsiębiorstwa napędzane zintegrowanymi możliwościami środowiska AI.

Dzisiejsze ogłoszenie przewiduje następujące integracje:

  • Aplikacje Agentforce360 w ChatGPT: aplikacje Salesforce będą dostępne poprzez program „Apps in ChatGPT”, wprowadzając informacje wewnętrzne firmy, dane CRM i wizualizacje Tableau bezpośrednio do rozmów w GPT.
  • Instant Checkout i Agentforce Commerce: Agentforce Commerce zostanie zintegrowany z Agentic Commerce Protocol (ACP) – standardem obsługującym funkcję Instant Checkout w ChatGPT, zaprojektowanym, by umożliwić sprzedawcom dotarcie do setek milionów potencjalnych klientów, przy pełnej kontroli nad zamówieniami, płatnościami, realizacją i relacjami z klientami.
  • ChatGPT w Slacku: aplikacja „ChatGPT dla Slack” wprowadza ChatGPT bezpośrednio do Slacka, umożliwiając zespołom generowanie wniosków, tworzenie treści i podsumowywanie rozmów w trakcie pracy. Integracja wzbogaca też wyszukiwanie w Slacku o dane wewnętrzne z narzędzi połączonych z ChatGPT.
  • Codex w Slacku: Codex, agent OpenAI piszący i edytujący kod na podstawie instrukcji w języku naturalnym, może być teraz oznaczany w kanale lub wątku Slacka – analizując kontekst rozmowy, wybierając właściwe środowisko i zwracając link do gotowego zadania w Codex Cloud.
  • OpenAI na platformie Agentforce360: Salesforce zamierza wprowadzić charakterystyczne dla OpenAI rozumowanie, sposób komunikacji oraz szeroki wachlarz kompetencji do platformy Agentforce 360, czyniąc kooperację z agentami AI jeszcze bardziej efektywną. OpenAI będzie również preferowanym modelem, dzięki czemu klienci Agentforce 360 będą mogli wybrać go jako domyślny LLM dla rozwiązań Atlas Reasoning Engine lub Prompt Builder. Aplikacje takie jak Agentforce Sales mogą teraz inkorporować pionierskie modele od OpenAI, zyskując bogatszy kontekst oraz bardziej dogłębną analizę.

Salesforce i OpenAI docierają do pracowników w ich naturalnym środowisku

To partnerstwo zasadniczo zmienia doświadczenie pracownika – inteligentna, oparta na danych praca odbywa się w obrębie rozmów, zapewniając bezpieczny, płynny dostęp do pełnego stacku korporacyjnego dokładnie tam, gdzie zespoły już współpracują. Zbudowano je również na istniejącym fundamencie partnerskim: OpenAI wybrało Slack jako pierwszą platformę dla przedsiębiorstw do wdrożenia aplikacji ChatGPT u „trzeciej strony”.

Rozpoczynając od Agentforce Sales, aplikacje Salesforce pozwolą upoważnionym pracownikom uzyskać natychmiastowy dostęp do danych CRM Salesforce i wizualizacji Tableau za pomocą języka naturalnego, korzystając jednocześnie z generatywnej sztucznej inteligencji modeli OpenAI – dla bogatszego kontekstu i szybszej analizy.

Integracja ChataGPT ze Slackiem daje zespołom możliwość podsumowania złożonych dyskusji lub szybkiego tworzenia wpisów i odpowiedzi bez konieczności wychodzenia ze środowiska pracy. Slack to miejsce, gdzie deweloperzy wymieniają pomysły, podejmują decyzje i zarządzają kluczowymi procesami. Używając Codex w Slacku zespoły mogą oznaczyć @Codex w kanale lub wątku, by przekazać zadania programistyczne, tak jakby współpracowali z żywym członkiem zespołu.

Dostępność i plany

  • Pionierskie modele OpenAI są już dostępne w Agentforce od wczoraj.
  • Więcej informacji na temat dostępności aplikacji Agentforce 360 oraz Agentforce Commerce w ChatGPT pojawi się na przestrzeni nadchodzących miesięcy.
  • ChatGPT & Codex są dostępne w Slacku już teraz.

Karsten Winther żegna się z Vertiv. Paul Ryan nowym prezesem regionu EMEA

0

Vertiv ogłosił dziś, że Karsten Winther, prezes firmy w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA), z dniem 31 grudnia 2025 roku przejdzie na emeryturę. Paul Ryan, obecny dyrektor ds. zaopatrzenia, został mianowany jego następcą i obejmie to stanowisko od 1 stycznia 2026 roku.

Karsten wniósł znaczący wkład w rozwój Vertiv podczas swojej kadencji, szczególnie wzmacniając naszą pozycję w regionie EMEA w czasie złożonej dynamiki rynkowej – powiedział Giordano Albertazzi, prezes zarządu Vertiv. – Jego silne przywództwo i zaangażowanie w rozwój naszego biznesu oraz  pracowników, w połączeniu z głęboką znajomością rynku i umiejętnością budowania trwałych relacji z klientami, miały kluczowe znaczenie dla naszego sukcesu.

Karsten Winther będzie pełnił obecną funkcję do końca 2025 r., wspierając proces przekazania obowiązków zarządzania regionem. W trakcie swojej pracy w Vertiv awansował od stanowiska kierującego regionalną sprzedażą do roli lidera wykonawczego, kształtując strategię biznesową, doskonaląc procesy operacyjne oraz rentowność w całym regionie EMEA.

Paul Ryan posiada ponad 20-letnie doświadczenie branżowe, w tym ponad osiem lat kierowania globalnym zaopatrzeniem i łańcuchem dostaw Vertiv jako dyrektor ds. zaopatrzenia oraz wiceprezes ds. globalnego zaopatrzenia i łańcucha dostaw. W tym czasie przeprowadził znaczącą transformację funkcji zaopatrzenia, wzmacniając odporność i ciągłość łańcucha dostaw, podnosząc poziom usług oraz budując kulturę ciągłego doskonalenia i innowacyjności. Przez ponad dziesięć lat pełnił funkcje kierownicze w Emerson Network Power (obecnie Vertiv) jako wiceprezes ds. operacyjnych w regionie EMEA, wiceprezes i dyrektor zarządzający w regionie Azji i Pacyfiku oraz wiceprezes ds. globalnych operacji i łańcucha dostaw w obszarze rozwiązań dla centrów danych.

Bogate doświadczenie Paula w naszej branży i technologiach, jego zmysł biznesowy, udokumentowane sukcesy w prowadzeniu inicjatyw regionalnych i globalnych oraz wiedza w zakresie rozwoju globalnych łańcuchów dostaw i zaopatrzenia czynią go idealnym liderem, który będzie kontynuował budowę silnych fundamentów w regionie EMEA – powiedział Albertazzi. – Wewnętrzny awans Paula na to stanowisko odzwierciedla jego imponujące osiągnięcia oraz dynamikę kultury wysokiej wydajności Vertiv. Jestem przekonany, że będzie on w stanie jeszcze bardziej przyspieszyć sukces regionu i napędzać dalszy wzrost.

Ryan ukończył studia licencjackie z zarządzania produkcją na Uniwersytecie w Limerick (Irlandia), a następnie uzyskał tytuł magistra nauk ścisłych na wydziale matematyki na tej samej uczelni. Ukończył również program rozwoju kadry menadżerskiej w Kellogg School of Management na Northwestern University (Stany Zjednoczone).

Z dniem ogłoszenia niniejszej zmiany, Patrick Grainey przejął obowiązki dyrektora ds. zaopatrzenia, podlegając bezpośrednio pod Giordano Albertazzi. Pozostanie on na tym stanowisku do momentu obsadzenia roli dyrektora ds. zaopatrzenia, na którą firma Vertiv właśnie rozpoczęła rekrutację.

dk Executive Search dołącza do globalnej sieci Amrop. Powstaje Amrop dk Polska

0

dk Executive Search, dołącza do globalnej sieci Amrop – jednej z największych organizacji executive search na świecie – stając się Amrop dk Polska. Integracja z międzynarodową strukturą oznacza dla polskiego rynku dostęp do globalnych zasobów, know-how i wspólnych standardów doradztwa przywódczego. Nowe partnerstwo wzmacnia pozycję warszawskiego biura jako kluczowego ośrodka Amrop w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

– Dołączenie do globalnej sieci Amrop to decyzja wynikająca z naturalnego rozwoju naszej firmy i rosnących oczekiwań klientów. Polscy przedsiębiorcy coraz częściej myślą globalnie, oczekując dostępu do kandydatów i wiedzy spoza lokalnego rynku. Dołączenie do Amrop pozwala nam zapewnić im ten międzynarodowy zasięg, przy jednoczesnym zachowaniu lokalnej niezależności i znajomości polskiego rynku – mówi Dorota Kołecka, Partnerka Zarządzająca Amrop dk Polska.

Globalna sieć, lokalna siła

Amrop to jedna z największych niezależnych sieci firm executive search i doradztwa w obszarze przywództwa  na świecie, na rynku obecna od ponad 45 lat. Działa w 70 biurach na 5 kontynentach, współpracując z firmami z sektorów technologii, przemysłu, finansów i usług profesjonalnych. Włączenie dk Executive Search do globalnej struktury Amrop oznacza połączenie lokalnej ekspertyzy z międzynarodową skalą działania i wspólnymi standardami doradztwa przywódczego.

Wchodzimy do międzynarodowej sieci o wspólnych standardach i narzędziach, pozostając niezależną firmą z własną strukturą w Polsce. Taki model partnerski pozwala nam działać pod globalną marką i jednocześnie samodzielnie rozwijać się na rynku – już jako Amrop dk Polska – wyjaśnia Dorota Kołecka.

Nasz nowy zespół w Polsce to kolejny strategiczny krok w realizacji wizji Amrop – bycia zaufanym doradcą liderów na kluczowych rynkach wzrostu na całym świecie – komentuje Oana Ciornei, Przewodnicząca Amrop CEE i Członkini Globalnego Zarządu. I dodaje – Dorota Kołecka i Marta Andrearczyk-Łakomy wnoszą ponad 25-letnie doświadczenie w doradztwie dla zarządów i rad nadzorczych, wzmacniając naszą pozycję w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Nowe możliwości dla klientów w Polsce

Integracja z Amrop otwiera przed polskim rynkiem executive search zupełnie nową skalę działania. Klienci zyskują dostęp do globalnej bazy kontaktów, międzynarodowych procesów i narzędzi, które wspierają rekrutacje w wielu krajach równolegle.

Polscy przedsiębiorcy coraz częściej działają na kilku rynkach jednocześnie i oczekują partnera, który rozumie lokalny kontekst, ale potrafi myśleć globalnie. Dzięki Amrop możemy realizować projekty w pełni zintegrowane z innymi biurami w Europie i na świecie – podkreśla Marta Andrearczyk-Łakomy, Partnerka Zarządzająca Amrop dk Polska.

Zespół w Polsce wnosi do sieci doświadczenie w pracy z klientami z sektorów technologicznego, przemysłowego i usług profesjonalnych, a także silne relacje z funduszami private equity.

Naszą ambicją jest, by w naszym regionie to właśnie Warszawa stała się centrum kompetencyjnym Amrop – dodaje Dorota Kołecka.

Rynek executive search w nowej erze: AI redefiniuje przywództwo

Dołączenie do globalnej sieci Amrop zbiega się z momentem głębokiej transformacji rynku executive search. Sztuczna inteligencja nie tylko zmienia sposób pracy organizacji, lecz także redefiniuje rolę liderów i oczekiwania wobec najwyższej kadry menedżerskiej.

Największym wyzwaniem jest dziś pozyskanie liderów, którzy potrafią zarządzać zmianą – czy to związaną z transformacją cyfrową, AI, czy zrównoważonym rozwojem – mówi Marta Andrearczyk-Łakomy.

Według raportu EY Polska 2024, 25% firm w kraju zakończyło już przynajmniej jedno wdrożenie AI, a kolejne 40% realizuje nowe projekty, co pokazuje, że kompetencje technologiczne stają się integralną częścią przywództwa.

Widzimy coraz więcej projektów, w których klienci poszukują liderów z doświadczeniem w integracji AI z biznesem. W Europie Zachodniej funkcja Chief AI Officer staje się już standardem – dodaje Dorota Kolecka.

Dane z raportu Power of AI III (BUZZcenter, 2025) pokazują, że aż 74,7% firm planuje zwiększyć inwestycje w AI w ciągu najbliższych trzech lat, a organizacje posiadające strategię AI osiągają średnio 23% wyższą produktywność i 17% lepsze wyniki finansowe niż konkurenci.

AI nie likwiduje przywództwa – redefiniuje je. Dla nas to sygnał, że rośnie zapotrzebowanie na liderów, którzy potrafią łączyć technologię, strategię i odpowiedzialność. Dzięki globalnemu zapleczu Amrop możemy jeszcze skuteczniej wspierać firmy w poszukiwaniu takich właśnie menedżerów – podsumowuje Dorota Kołecka.

Nowa marka, ta sama jakość

Zmieniona nazwa – Amrop dk Polska – łączy globalną markę z lokalną renomą.

To sygnał partnerstwa, a nie przejęcia. Z jednej strony dajemy klientom pewność współpracy z globalną siecią, z drugiej – kontynuujemy styl pracy, który od lat ceniony jest w Polsce – mówi Dorota Kołecka.

W najbliższych miesiącach firma skoncentruje się na integracji systemów i procesów, rozwoju współpracy w regionie CEE oraz rozszerzaniu oferty o elementy doradztwa w zakresie rozwoju przywództwa – diagnozy kompetencji liderów oraz Zarządów i Rad Nadzorczych.

To dla nas ważny moment – z jednej strony symbol kontynuacji tego, co zbudowałyśmy, a z drugiej – otwarcie nowego rozdziału z globalnym zapleczem. Chcemy, by klienci zobaczyli w tej zmianie stabilność, profesjonalizm i jeszcze większe możliwości rozwoju ich organizacjidzięki Amrop dk Polska – podsumowują Dorota Kołecka i Marta Andrearczyk-Łakomy.

Inflacja we wrześniu 2025 wyniosła 2,9%. Ceny stabilne trzeci miesiąc z rzędu

0

Finalny odczyt inflacji konsumenckiej za wrzesień wyniósł 2,9 proc. w ujęciu rocznym oraz 0,0 proc. w skali miesiąca, co było zgodne z wstępnym szacunkiem GUS.

Inflacja już trzeci miesiąc z rzędu utrzymuje się w paśmie dopuszczalnych odchyleń od celu NBP (2,5 proc. ± 1 p.p.). Jednocześnie oczekiwania rynkowe wskazują, że w najbliższych kwartałach inflacja pozostanie na zbliżonych poziomach.

Najwyższe wzrosty cen w ujęciu rocznym odnotowano w kategoriach: edukacja oraz napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe (+6,8 proc) i łączność oraz restauracje i hotele (+5,4 proc.). Z kolei największe spadki cen zanotowano w kategorii transport (-3,8 proc.).

W kontekście wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej można oczekiwać dalszego łagodzenia polityki pieniężnej, pomimo utrzymujących się czynników ryzyka dla ścieżki inflacji, takich jak ciągle podwyższona dynamika płac, potencjalne odmrożenie cen energii czy znaczny deficyt sektora finansów publicznych. Rynek zakłada dalsze obniżki stóp procentowych w kierunku 4,0 proc., a w scenariuszu silniejszej dezinflacji — nawet w okolice 3,5 proc. w 2026 roku.

Euro Styl z nowym prezesem. Filip Nawratil zastąpił Sebastiana Barandziaka

Euro Styl, lider trójmiejskiego rynku mieszkaniowego, spółka należąca do Grupy Dom Development, ma nowego prezesa. Funkcję tę pod koniec września objął Filip Nawratil, menedżer związany z Euro Stylem od 18 lat.

Objęcie funkcji prezesa Euro Stylu to dla mnie szczególny zaszczyt, biorąc pod uwagę długą drogę, jaką pokonałem w organizacji przez 18 lat pracy, praktycznie od początku jej istnienia. Moim celem jest kontynuacja dynamicznego rozwoju spółki w oparciu o jej DNA, opierając się na naszych przewagach: bezkompromisowej jakości, przemyślanym projektowaniu, terminowości i wysokim standardzie obsługi. Dzięki świetnemu zespołowi fachowców będziemy nadal dostarczać inwestycje, które wzbogacają tkankę miejską i tworzą znakomite miejsca do życia, wzmacniając jednocześnie naszą pozycję lidera rynku trójmiejskiego – podkreśla Filip Nawratil, prezes Euro Stylu.

Filip Nawratil jest związany z Euro Stylem od początku swojej kariery zawodowej, czyli od 2007 roku. Doświadczenie zdobywał w różnych obszarach działalności firmy. Pracował jako inżynier budowy, kierownik robót, zastępca dyrektora ds. technicznych, a w ostatnich latach jako kierownik projektów w dziale zakupu nieruchomości i dziale inwestycji. Współpracował także przy realizacji projektów przemysłowych.

To doświadczenie pozwala mu doskonale rozumieć i kompleksowo zarządzać procesem inwestycyjnym – od zakupu gruntu, przez projektowanie i nadzór nad budową, aż po przekazanie mieszkań klientom. Filip Nawratil jest magistrem inżynierem budownictwa lądowego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Filip Nawratil zna Euro Styl dosłownie od podszewki i doskonale rozumie specyfikę naszej działalności. Jego ogromne doświadczenie, zaangażowanie i znajomość każdego etapu procesu deweloperskiego są gwarancją stabilnego i przemyślanego rozwoju firmy w kolejnych latach – mówi Mikołaj Konopka, prezes zarządu Dom Development, współtwórca Euro Stylu.

Na stanowiskach wiceprezesów pozostają: Magdalena Reńska i Jarosław Górski.

Euro Styl działa na trójmiejskim rynku mieszkaniowym od 2007 roku, a od 2017 roku należy do Grupy Kapitałowej Dom Development, największego dewelopera w Polsce. Firma cieszy się pozycją lidera oraz uznaniem klientów dzięki wieloletniemu doświadczeniu, wysokiej jakości realizacji oraz innowacyjnemu podejściu do projektów mieszkaniowych.

Federacja Pacjentów i branża farmaceutyczna apelują do Ministerstwa Zdrowia: import równoległy może obniżyć ceny leków

Kilkudziesięciu sygnatariuszy, w tym organizacje pacjenckie i branża farmaceutyczna podpisały list otwarty do Ministerstwa Zdrowia, apelując o tańsze i bardziej dostępne leki dla pacjentów. Sygnatariusze wezwali resort zdrowia do wykorzystania zbliżającej się nowelizacji ustawy refundacyjnej jako szansy na odblokowanie potencjału importu równoległego. List otwarty podpisano 14 października br. w Warszawie podczas XIII Forum Importu Równoległego.

Sygnatariusze listu otwartego postulują m.in.: o uproszczenie i skrócenie procedur administracyjnych w ustawie refundacyjnej, likwidację zbędnych barier legislacyjnych, które w praktyce blokują rozwój importu równoległego oraz stworzenie jasnych i przewidywalnych zasad dla rozwoju importu równoległego w Polsce. Wdrożenie tego mechanizmu pozwoli na obniżenie kosztów terapii i ułatwi dostęp do leków nie tylko w aptekach, ale i w zakresie programów lekowych i leków w chemioterapii.  Pod apelem podpisali się m.in. Federacja Pacjentów Polskich, Stowarzyszenie Importerów Równoległych Produktów Leczniczych,  Federacja Konsumentów oraz Związek Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych.

Apel do Ministerstwa Zdrowia

Organizacje zwracają w liście uwagę, że dziś system ochrony zdrowia stoi przed poważnym wyzwaniem finansowym. Aż 38 procent pacjentów nie wykupuje leków na receptę z uwagi na ich ograniczoną dostępność lub zbyt wysoką cenę. Z kolei w budżecie NFZ w 2025 roku brakuje 14 mld zł, a w przyszłym roku ma zabraknąć 23 mld zł. Zdaniem autorów listu, szersze wykorzystanie importu równoległego może pomóc w zmniejszeniu tej luki finansowej. Dzięki tańszym oryginalnym preparatom możliwe byłoby zapewnienie dostępu do terapii większej liczbie chorych.

Podczas Forum przypomniano, że Ministra Zdrowia Pani Jolanta Sobierańska-Grenda doskonale zna potencjał importu równoległego. Kierując szpitalami na Pomorzu, korzystała z tego mechanizmu w przetargach, generując istotne oszczędności, które pozwalały na rozwój placówek i inwestycje w kadry medyczne. To najlepszy dowód, że import równoległy jest bezpiecznym i skutecznym narzędziem optymalizacji kosztów. Gdyby było inaczej, nie byłby stosowany w nadzorowanych przez nią placówkach.

– Ministerstwo Zdrowia stoi dziś przed ogromnymi wyzwaniami finansowymi. Zaufanie w ochronie zdrowia buduje się nie deklaracjami, lecz konkretnymi działaniami. Ministra Jolanta Sobierańska-Grenda pokazała to w praktyce, wdrażając import równoległy jeszcze jako menedżer szpitali. Dziś pacjenci potrzebują równie odważnych decyzji. Polskiego systemu ochrony zdrowia nie stać na rezygnację z narzędzia, które już teraz przynosi setki milionów złotych oszczędności rocznie – podkreślił Tomasz Dzitko, prezes Stowarzyszenia Importerów Równoległych Produktów Leczniczych.

Przedstawiciele organizacji wyraziły chęć spotkania z Ministrą Zdrowia Panią Jolantą Sobierańską-Grendą, by wyrazić swoje stanowisko i przedstawić wyniki raportu, tak by wesprzeć trwający proces legislacyjny.

3,6 mld zł oszczędności w latach 2019 – 2024

Wydarzenie było miejscem prezentacji najnowszych danych dotyczących importu równoległego, w tym raportu Stowarzyszenia Importerów Równoległych Produktów Leczniczych przygotowanego przez firmę badawczą IQVIA. Jak wynika z raportu SIRPL, dzięki importowi równoległemu system ochrony zdrowia w Polsce zaoszczędził w latach 2019 – 2024 blisko 3,6 mld zł, a tylko w 2024 roku – 723 mln zł. To kwoty, które mogłyby sfinansować m.in. terapie genowe dla dzieci z SMA czy roczny program in vitro.

– Każda złotówka zaoszczędzona na lekach to złotówka, którą można przeznaczyć na nowe terapie, karetki czy inwestycje w infrastrukturę szpitalną. Import równoległy to proste i sprawdzone narzędzie, które działa w całej Europie i przynosi korzyści pacjentom oraz całemu systemowi zdrowia – dodała Jana Nowak-Blahova, wiceprezes Stowarzyszenia Importerów Równoległych Produktów Leczniczych.

Z badań opinii publicznej przeprowadzonych przez panel badawczy Ariadna wynika, że 23% pacjentów w Polsce nie wykupuje leków z powodu zbyt wysokiej ceny, a 15% z powodu braku dostępności w aptekach. Jednocześnie aż 73% ankietowanych popiera uproszczenie procedur dla importu równoległego, które zwiększy dostępność i obniży ceny leków.

MAZOP Group podwaja sprzedaż w Skandynawii. Rośnie popyt w Niemczech i krajach DACH

MAZOP Group S.A., notowany na NewConnect producent opakowań dla e-commerce, przemysłu i branży motoryzacyjnej, utrzymuje wysoką dynamikę rozwoju na kluczowych rynkach zagranicznych. Po trzecim kwartale 2025 roku spółka odnotowuje znaczący wzrost liczby zamówień w Niemczech, ponad dwukrotny wzrost sprzedaży w krajach skandynawskich oraz skokowy wzrost zapotrzebowania na produkty ochronne (przemysłowe) w regionie DACH. Jednocześnie rośnie średnia wartość sprzedawanych produktów, co wynika ze zmiany struktury asortymentu w kierunku bardziej zaawansowanych i marżowych rozwiązań.

Niemcy pozostają, obok Polski, największym rynkiem zbytu dla MAZOP Group, dlatego utrzymanie korzystnej dynamiki sprzedaży w tym regionie stanowi jeden z kluczowych priorytetów spółki. Jednocześnie rośnie znaczenie Skandynawii, gdzie coraz większy udział w strukturze sprzedaży mają Dania i Szwecja. Dynamiczny wzrost widoczny jest również na Węgrzech, które zaczynają odgrywać coraz istotniejszą rolę w działalności eksportowej firmy.

Po trzecim kwartale 2025 roku notujemy ponad dwukrotny wzrost sprzedaży w krajach skandynawskich, a Dania i Szwecja mają wciąż duży potencjał dalszego rozwoju. Podobnie jest z Węgrami, a mam nadzieję, że wkrótce wzmocnimy sprzedaż w Rumunii. To potwierdza, że przyjęta strategia rozwoju na rynkach zagranicznych przynosi efekty, a nasza oferta trafia w potrzeby odbiorców. Jednym z głównych motorów naszego wzrostu jest rosnąca sprzedaż opakowań ochronnych i przemysłowych w regionie DACH, które mają wyższą wartość jednostkową i przekładają się na poprawę marżowości – mówi Krzysztof Rusin, prezes zarządu MAZOP Group S.A.

Wzrost sprzedaży na rynkach zagranicznych idzie w parze ze zmianą struktury produktowej oraz rosnącym udziałem opakowań o wyższej wartości dodanej. MAZOP realizuje strategię zwiększania marżowości poprzez rozwój produktów oraz pełną kontrolę nad sprzedażą na kluczowych rynkach.

Po trzech kwartałach średnia wartość wytworzonego produktu wzrosła o ok. 17%, przy utrzymanym wolumenie sprzedaży. Co istotne, w samym trzecim kwartale udało nam się zwiększyć nie tylko średnią cenę, ale również ilość sprzedanych sztuk. Utrzymujemy stałą i lojalną bazę odbiorców, którzy systematycznie zwiększają wartość swoich zamówień. Odpowiednio zarządzamy naszym mixem produktowym. Wprowadziliśmy m.in. Rollbox Pro, który jest droższą i ulepszoną wersją Rollbox ECO oraz zwiększyliśmy sprzedaż Fixboxów, kontenerów i pianek. – dodaje Krzysztof Rusin.

Ważnym narzędziem budowania sprzedaży pozostaje udział w międzynarodowych eventach branżowych. W dniach 23–25 września MAZOP zaprezentował swoją ofertę podczas targów Fachpack w Norymberdze – jednego z najważniejszych wydarzeń sektora opakowań w Europie. Podczas poprzedniej edycji firma pozyskała ponad 150 kontaktów biznesowych, co przełożyło się na zdecydowany wzrost aktywności eksportowej. Tegoroczna obecność spółki na targach ponownie zaowocowała licznymi rozmowami z potencjalnymi partnerami handlowymi, które mogą przełożyć się na dalszy wzrost liczby klientów na rynkach DACH i Skandynawii.

MAZOP Group konsekwentnie realizuje strategię rozwoju ukierunkowaną na ekspansję międzynarodową oraz wzmacnianie pozycji w segmencie opakowań ochronnych i przemysłowych. Utrzymanie rosnącej sprzedaży zagranicznej oraz dalsze umacnianie pozycji w regionie DACH i Skandynawii pozostają jednym z kluczowych celów strategicznych spółki na kolejne kwartały.

Farada Group dołącza do ORBITEO. JRH ASI przejmuje 58% udziałów

JRH ASI S.A., notowana na GPW, ogłasza podpisanie umów, które doprowadzą do przejęcia kontroli nad Farada Group, jednym z liderów polskiej i europejskiej branży bezzałogowych systemów powietrznych. Jednocześnie Farada Group podpisuje list intencyjny w sprawie przystąpienia do ORBITEO – grupy podmiotów współpracujących w branżach: space, AI, defence, deeptech, telekomunikacja, energetyka, systemy bezzałogowe i autonomiczne.

Farada Group specjalizuje się w platformach VTOL (pionowego startu i lądowania) średniego i dalekiego zasięgu i ma doświadczenie w regularnych lotach BVLOS (poza zasięgiem wzroku operatora), w tym w logistyce medycznej i ochronie infrastruktury krytycznej. W wyniku objętych umowami transakcji JRH nabędzie udziały w Farada Group Sp. z o.o. i Farada Sp. z o.o. Docelowo Farada Sp. z o.o. stanie się spółką zależną Farada Group, a JRH osiągnie 58% udziałów w Farada Group.

Wartość transakcji objętych umowami wyniesie ponad 20 mln zł, natomiast wraz z planowanymi dalszymi inwestycjami JRH ma przekroczyć 33 mln zł. Będzie to druga  największa jak dotąd akwizycja w historii JRH. Spółki zawarły dwie umowy notarialne przeniesienia udziałów spółek wchodzących w skład Grupy Farada. Umowy są warunkowe, a jedynymi warunkami ich realizacji są pozytywny wynik uproszczonego badania due diligence oraz zapłata ceny. Strony ustaliły termin finalizacji transakcji na koniec października 2025 r. JRH obejmie docelowo kontrolny pakiet 58% w Farada Group.

Jednocześnie Farada Group podpisała list intencyjny wyrażając wolę rozpoczęcia negocjacji w celu dołączenia do ORBITEO – projektu organizowanego przez JRH.

Przejmiemy kontrolę nad unikalną spółką, która posiada niezwykle rozwinięte technologie i udowodnione kompetencje operacyjne. Dzięki kapitałowi, relacjom i zapleczu JRH oraz współpracy w ramach ORBITEO Farada Group wzmocni wielokrotnie pozycję na rynku technologii dronowych – zarówno cywilnych, jak i o podwójnym przeznaczeniu. Ta przełomowa dla nas akwizycja idealnie wpisuje się w strategię JRH: inwestujemy w najbardziej perspektywiczne branże, a do takich z pewnością należą technologie wypracowane przez Farada Group – mówi January Ciszewski, główny akcjonariusz i prezes JRH.

Celem transakcji oraz wejścia Farada Group do ORBITEO jest akceleracja rozwoju jednego z najbardziej obiecujących ośrodków technologii dronowych w Polsce i UE. Farada Group to, powstały w 2021 r. polski producent i integrator systemów UAV z trzema rodzinami platform (VTOL, wielowirnikowe i fixed-wing) o zasięgu nawet do 1000 km i 8 godzin lotu, z udźwigiem od 2 do 25 kg – z przeznaczeniem do zadań rozpoznawczych, transportowych i uderzeniowych. Technologie Farada są rozwijane i wdrażane w formule podwójnego zastosowania (dual-use) i – jak pokazują doświadczenia rynkowe – sprawdzają się także w realiach współczesnych konfliktów.

Dołączenie do ekosystemu JRH i projektu ORBITEO przyspieszy i spotęguje nasz rozwój. Wierzymy, że wsparcie kapitałowe i biznesowe JRH pozwoli na zwiększenie aktywności na rynkach, na których Farada Group jest już obecna, w tym – Afryce Wschodniej, Stanach Zjednoczonych i Europie, wykorzystanie synergii z innymi spółkami wchodzącymi w skład inicjatywy, w tym stworzenie nowych rozwiązań w zakresie pozyskiwania i przetwarzania danych na potrzeby cywilne i obronne. Przewidujemy też uruchomienie nowych inicjatyw R&D wspólnie w grupie ORBITEO, które będą wiodące w skali EU i globalnej – deklaruje Joanna Rutkowska, COO Farada Group.

Farada Group dysponuje własną fabryką i pełnym łańcuchem kompetencji – od projektowania i kompozytów, przez elektronikę, montaż i testy, po integrację sensorów, oprogramowanie oraz szkolenia. Firma sprzedaje drony i systemy bezpośrednio partnerom biznesowym oraz świadczy usługi w modelu „drone-as-a-service” (DAAS). Grupa buduje łańcuch dostaw zgodny m.in. z wymaganiami podmiotów publicznych w USA i rozwija obecność międzynarodową: ma spółkę zależną w stanie Nevada (USA), współpracuje z partnerami technologicznymi na Tajwanie, w Kalifornii i Teksasie, prowadzi projekty w Europie oraz w Afryce (monitoring parków narodowych). Firma posiada doświadczenie w ochronie infrastruktury krytycznej (szczególnie w sektorze energetycznym) lotach dla branży q-commerce (ultraszybka dostawa), food delivery i przesyłek kurierskich.

Już w 2022 roku spółka Labair  wchodząca w skład Grupy Farada, jako pierwsza firma w Polsce, otrzymała zezwolenie na wykonywanie komercyjnych lotów medycznych poza zasięgiem wzroku na dystansach do 80 km, łącząc wybrane szpitale w województwie mazowieckim z centralnym laboratorium w Warszawie. Farada Group przekroczyła 133 tys. km nalotu w 16 miesięcy komercyjnych operacji medycznych w Polsce oraz zrealizowała również stały „most powietrzny” Gdańsk–Hel skracający czas dostaw z kilku godzin do około 20 minut. oraz We wrześniu b.r. przeprowadziła też pierwszy w Mołdawii komercyjny lot BVLOS i zakończyła tam testy wdrożeniowe na potrzeby dostaw leków.

Dzięki planowanej współpracy mamy szansę wykładniczo skalować naszą działalność produkcyjną globalne i lokalnie. Przykładowo nasza fabryka w Lubartowie może skokowo zwiększyć możliwości produkcyjne. Ponadto nasze drony są technologiami podwójnego zastosowania, których skuteczność została już udowodniona w toczących się konfliktach, dlatego na bazie posiadanego już doświadczenia zaoferujemy szkolenie operatorów dronów, w tym dla służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo – dodaje Szymon Kupaj, prezes Farada Group.

Wejście Farada Group do ekosystemu JRH, w tym do projektu ORBITEO oprócz zwiększenia mocy produkcyjnych wzmocni również potencjał prowadzonej działalności usługowej DAAS oraz rozwoju oprogramowania i sensorów. Farada Group zamierza wykorzystać synergie z innymi spółkami zaangażowanymi w ORBITEO także w obszarach pozyskiwania i przetwarzania danych oraz łączności i automatyzacji, przyspieszając prace B+R i komercjalizację rozwiązań. W kontekście napiętej sytuacji geopolitycznej ważne jest rosnące znaczenie technologii o podwójnym zastosowaniu, które mogą wzmacniać bezpieczeństwo i odporność infrastruktury, a jednocześnie wspierać gospodarkę w obszarach logistyki, ratownictwa i ochrony środowiska.

PRCH: obroty centrów handlowych w górę o 3,2%, odwiedzalność lekko spadła

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała dane dotyczące obrotów i odwiedzalności centrów handlowych za sierpień 2025 roku. W porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku obroty wzrosły o 3,2%, przy jednoczesnym spadku odwiedzalności o 1,4%.

Od kwietnia br. obroty w centrach handlowych nieprzerwanie rosną w ujęciu miesiąc do miesiąca roku poprzedniego. Sierpień przyniósł kontynuację tego trendu. Obroty w centrach handlowych były większe o 3,2%, przy spadku footfallu o 1,4%. Najwyższe wzrosty obrotów odnotowały następujące kategorie: usługi (+10,7%), gastronomia (+9,3%), moda i akcesoria (+5,7%) oraz zdrowie i uroda (+5,0%).

W podziale na wielkość obiektów handlowych najwyższe wzrosty obrotów osiągnęły bardzo duże centra (powyżej 60 tys. m²): +3,9% oraz duże obiekty (40–60 tys. m²): +3,8%. W średnich centrach (20–40 tys. m²) obroty wzrosły o 1,9%, a w najmniejszych obiektach (5–20 tys. m²) o 3,6%. Odwiedzalność pozostała stabilna jedynie w największych galeriach (+0,1%), podczas gdy w pozostałych kategoriach odnotowano spadki: w dużych obiektach o 2,5%, w średnich o 1,7%, a w najmniejszych o 3,1%.

W ujęciu regionalnym największe wzrosty obrotów odnotowano w aglomeracjach: Białystok, Warszawa i Poznań, a w skali makroregionalnej w regionach centralnym, północno-zachodnim i południowym.

PRCH Turnover Density Index – istnieje od 2008 r. i jest największym w Polsce wskaźnikiem obrotów w centrach handlowych. Ustalany jest w oparciu o dane z obiektów o łącznej powierzchni powyżej 5 mln mkw., co stanowi 37% rynku. Indeks ten obejmuje dane pochodzące bezpośrednio od najemców. Dane te są następnie przekazywane przez zarządców w formie zanonimizowanej do systemu, za który całościowo odpowiada GfK – An NIQ Company.

PRCH Footfall Density Index – od 2008 r. jest największym w Polsce wskaźnikiem odwiedzalności centrów handlowych. Dane oparte są na zliczeniach ruchu klientów w obiektach handlowych za pomocą kamer 3D. Informacje są zbierane w centrach o łącznej powierzchni powyżej 5 mln mkw., co stanowi 37% rynku.

KPMG: brak nowych przejęć na GPW w 2024 roku. Premia za kontrolę najwyższa od lat

W latach 2020-2024 średnia premia za kontrolę w wezwaniach dotyczących akcji spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wyniosła 17,1%. To najwyższy poziom odnotowany przez KPMG w ostatnich latach Jednocześnie rok 2024 okazał się wyjątkowy – po raz pierwszy od wielu lat nie odnotowano żadnego wezwania, którego celem byłoby przejęcie kontroli nad spółką.

Premia za kontrolę to dodatkowa kwota ponad wartość godziwą akcji, którą inwestorzy są skłonni zapłacić, by uzyskać możliwość decydowania o strategicznych kierunkach rozwoju spółki. Kontrolny pakiet akcji daje m.in. prawo powoływania i odwoływania członków zarządu, ustalania zasad ich wynagradzania, decydowania o wypłacie dywidendy, a także podejmowania decyzji o sprzedaży aktywów czy kierunkach inwestycji.

KPMG w Polsce cyklicznie dokonuje oszacowania poziomu premii związanej z przejęciem kontroli w oparciu o badanie rynku wezwań w Polsce w 5-letnim okresie czasowym. Podstawą analizy są udane wezwania dotyczące spółek notowanych na warszawskim parkiecie, które zakończyły się przejęciem ponad 50% akcji w spółce.

Analiza KPMG za lata 2020-2024 wskazuje, że średnia wartość udanego wezwania zakończonego przejęciem kontroli nad spółką sięgnęła 796 mln zł. Spośród 113 przeanalizowanych wezwań 103 zakończyło się sukcesem, w tym tylko 29 doprowadziło do uzyskania kontrolnego pakietu akcji. Premia za kontrolę została oszacowana na poziomie 17,1%. W stosunku do poprzedniej analizy obejmującej lata 2019-2023 premia za kontrolę wzrosła o 3,5 p.p., znajdując się tym samym na najwyższym poziomie w ostatnich latach, odnotowanym w Polsce.

Zaobserwowany wzrost wysokości premii za kontrolę w Polsce – i to pomimo braku w 2024 roku wezwań z zamiarem przejęcia – skłania do zastanowienia, na ile ta premia mogłaby być jeszcze większa, gdyby takie wezwania się jednak pojawiły. Rok 2025 jak na razie nie przynosi nowych wezwań, żeby potwierdzić tę hipotezę. Czas pokaże, co przyniosą kolejne miesiące – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner i Szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.

Rynek wezwań w 2024 roku

W 2024 roku na warszawskim parkiecie ogłoszono 7 wezwań, jednak wszystkie pochodziły od akcjonariuszy posiadających już pakiety większościowe. Ich celem było głównie zwiększenie udziału do 100% i wycofanie spółek z obrotu publicznego.

Wnioski z porównania międzynarodowego

W analizie KPMG uwzględniono również porównanie premii za oferty przejęcia na głównych rynkach kapitałowych, w tym w USA, Wielkiej Brytanii, UE i Azji, w podziale na gospodarki rozwinięte i wschodzące. Długoterminowa średnia dla Polski wynosi 20,6%, co plasuje nasz rynek powyżej średnich dla gospodarek wschodzących, a jednocześnie potwierdza atrakcyjność polskich spółek dla inwestorów strategicznych.

Premie za kontrolę są najwyższe w USA i Azji (odpowiednio 37% i 32%), a tuż za nimi plasują się Wielka Brytania i rozwinięte rynki UE (29% i 28%). W Polsce, premie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie były tylko nieznacznie wyższe niż na rynkach wschodzących, ale o prawie 10 punktów procentowych niższe niż w Europie Zachodniej. Chociaż GPW utraciła status rynku wschodzącego, nadal istnieje znaczny potencjał zwiększenia wartości dla akcjonariuszy mniejszościowych w scenariuszach przejęcia. Biorąc pod uwagę mnożniki wyceny, wielu inwestorów nadal postrzega polskie akcje jako atrakcyjnie wycenione – szczególnie w porównaniu z akcjami amerykańskimi i azjatyckimi. Jednak brak ofert przejęcia kontroli w 2024 r. może odzwierciedlać ograniczony apetyt inwestorów, na który wpływają dynamika cen akcji, warunki makroekonomiczne i czynniki geopolityczne – mówi Tomasz Regulski, Partner, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Polsce.

Rynek najmu mieszkań wrzesień 2025: rekord liczby ofert i popytu, ceny bez zmian

Rekordowa liczba ofert, drugi najwyższy poziom popytu od 2018 roku i… niemal zerowe zmiany cen. Wrzesień 2025 przyniósł zaskoczenie na rynku najmu. Jak wskazują dane Otodom, liczba aktywnych ofert była o 15% wyższa niż miesiąc wcześniej, odpowiedzi na nie wzrosły o 40% rok do roku, podczas gdy zmiana cen sięgnęła symbolicznie 1%. Ten wyjątkowy miesiąc pokazuje, że polski rynek najmu dojrzewa, a jego kształt coraz mocniej współtworzą nie tylko studenci, ale także młodzi z pokolenia Z.

Powakacyjny boom ofertowy

Wrzesień 2025 zapisał się jako jeden z najbardziej intensywnych miesięcy na polskim rynku najmu. Jak wynika z danych Otodom, liczba aktywnych ogłoszeń mieszkań na wynajem przekroczyła 26 tys., co oznacza wzrost o niemal 15% w porównaniu z końcem sierpnia. Tylko we wrześniu właściciele dodali ponad 22 tys. nowych ofert, czyli o 20% więcej niż miesiąc wcześniej.

Wyraźny wzrost podaży odnotowano zarówno w największych aglomeracjach, takich jak Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław, Poznań, Katowice i Łódź (średnio +15% m/m), jak i w mniejszych ośrodkach, gdzie latem obserwowano spadki. W Kielcach liczba dostępnych mieszkań zwiększyła się aż o 28%, w Lublinie o 23%, a w Opolu o 20%.

Co stoi za tym wzrostem? Jak tłumaczą eksperci, to efekt zmiany strategii właścicieli mieszkań, którzy po wakacyjnym sezonie rezygnują z najmu krótkoterminowego na rzecz stabilniejszego modelu długoterminowego.

– Wielu właścicieli mieszkań, którzy w sezonie wakacyjnym testowali wynajem krótkoterminowy, zdecydowało się jesienią na powrót do modelu długoterminowego. Przyczyną może być rozczarowanie wynikami w segmencie najmu turystycznego, które okazały się słabsze niż rok wcześniej. Zjawisko to było szczególnie widoczne w Trójmieście, gdzie liczba nowych ofert we wrześniu wzrosła niemal o jedną trzecią w porównaniu z sierpniem. Coraz więcej właścicieli wybiera dziś długoterminowy wynajem jako stabilniejsze i bardziej przewidywalne źródło dochodu – tłumaczy Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Pokolenie Z zmienia zasady gry?

Wrześniowa fala podaży trafiła na równie silną falę popytu. Liczba odpowiedzi na ogłoszenia najmu na portalu Otodom sięgnęła 604 tys., co oznacza wzrost o 12% w porównaniu z sierpniem i aż o 40% względem ubiegłorocznego szczytu na rynku najmu. Co więcej, to drugi najwyższy wynik od 2018 roku.

Za ten boom w dużej mierze odpowiadają młodzi najemcy. Jak pokazuje raport „Szczęśliwy dom. Sens(y) zmian mieszkaniowych”, jedną z kluczowych grup byli tzw. edukacyjni nomadzi, czyli osoby w wieku 18–25 lat, głównie studenci i uczniowie, rozpoczynający nowy rok akademicki w dużych ośrodkach miejskich. Ich preferencje i ograniczenia budżetowe miały realny wpływ na rynek – np. w Warszawie wzrosło zainteresowanie mieszkaniami z przedziału cenowego do 3 tys. zł.

Co jednak ważne, nie tylko studenci napędzali popyt.

Wrzesień 2025 to moment, w którym na rynku najmu silnie zaznaczył swoją obecność najliczniejszy rocznik pokolenia Z. Osoby urodzone na przełomie wieków, wchodzące właśnie w dorosłość zawodową, coraz częściej decydują się na samodzielne zamieszkanie. W odróżnieniu od wcześniejszych generacji, które priorytetowo traktowały zakup własnej nieruchomości, ta grupa postrzega wynajem jako trwały i świadomy element stylu życia. Potwierdza to wzrost zainteresowania kawalerkami na wynajem we wrześniu. Równocześnie rosnąca popularność mieszkań dwupokojowych pokazuje, że najem staje się naturalnym wyborem także dla par i młodych rodzin, nie tylko studentów – zaznacza Agata Stachowiak.

Nowy rozdział na rynku najmu

Z jakim wydatkiem musieli liczyć się potencjalni najemcy? We wrześniu najwyższe stawki najmu tradycyjnie obowiązywały w Warszawie, gdzie średnia cena ofertowa wyniosła ponad 4,9 tys. zł miesięcznie. Pozycję najdroższych rynków utrzymały także inne ośrodki akademickie: Kraków (3,3 tys. zł), Trójmiasto (3,2 tys. zł) i Wrocław (3,1 tys. zł). Nieco taniej, bo od 2,5 do 2,8 tys. zł trzeba było zapłacić w Rzeszowie, Lublinie, Poznaniu i Szczecinie. Z kolei najniższe ceny obowiązywały we wschodniej i południowo-wschodniej Polsce, gdzie najemcy mogli liczyć na stawki od 2 do 2,2 tys. zł.

Co istotne, średnie ceny ofertowe pozostały stabilne mimo wysokiego popytu. W ujęciu rocznym czynsze wzrosły symbolicznie jedynie o 1%, a przeciętne miesięczne tempo wzrostu wyniosło zaledwie 0,09%.

Stabilność cen najmu, mimo wysokiego popytu, pokazuje, że klasyczne mechanizmy rynkowe nie zawsze działają wprost proporcjonalnie. Właściciele mieszkań coraz częściej stawiają na długoterminową relację z najemcą, rezygnując z podwyżek, które mogłyby skutkować utratą lokatorów. Dodatkowo, silna konkurencja na rynku najmu działa jako naturalny hamulec wzrostu stawek. Istotną rolę odgrywają też sami najemcy. Wiele osób funkcjonuje dziś w jasno określonych ramach budżetowych, a ich przekroczenie po prostu eliminuje daną ofertę wynajmu z ich pola zainteresowania – podkreśla Agata Stachowiak.

Jednak stabilność cen w zestawieniu z wzrostami po stronie popytu i podaży wskazuje na coś jeszcze. Być może obserwujemy początek fundamentalnej przemiany polskiego modelu mieszkaniowego – od własności w kierunku modelu zachodnioeuropejskiego, gdzie wynajem jest powszechną formą zamieszkania.

– Polski rynek najmu zdaje się wchodzić w fazę stabilnej, profesjonalnej i przewidywalnej dojrzałości. To korzystna zmiana zarówno dla najemców, jak i właścicieli nieruchomości. Wymaga jednak wsparcia ze strony państwa w postaci klarownych ram prawnych i instytucjonalnych. Kluczowe będzie znalezienie punktu równowagi pomiędzy skuteczną ochroną praw lokatorów a stworzeniem warunków sprzyjających inwestowaniu w najem długoterminowy – podsumowuje Agata Stachowiak.

Polski sektor handlowy z rekordową podażą. Parki handlowe dominują. Boom w mniejszych miastach

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce. W odróżnieniu od rynku biurowego i magazynowego, aktywność deweloperów w sektorze handlowym jest bardzo wysoka. Co więcej, powierzchnia parków handlowych w budowie jest najwyższa w historii, a deweloperzy prowadzą intensywną ekspansję w mniejszych miejscowościach. Oznacza to, że rynek powoli wysyca się formatem parków. Ponadto miesiące letnie przyniosły dalsze wzrosty sprzedaży detalicznej. W tym czasie rosły też obroty najemców centrów handlowych.

PODAŻ: PARKI HANDLOWE LIDEREM NOWEJ PODAŻY

Wyniki za trzeci kwartał wskazują na dość stabilną sytuację po stronie nowej podaży rynku handlowego – w tym czasie wprowadzono bowiem ok. 90 tys. mkw. nowej powierzchni, co jest niemal identycznym wynikiem jak w drugim kwartale, a nowe otwarcia obejmowały głównie parki handlowe. Tym samym całkowita nowoczesna powierzchnia handlowa w Polsce sięga obecnie nieco ponad 17 mln mkw., komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Największym otwartym obiektem handlowym był S1 Włocławek dewelopera Saller o powierzchni 17 000 mkw., który powstał na terenie wyburzonego centrum z dawnym najemcą Tesco. Do obiektów powyżej 10 000 mkw. otwartych pomiędzy lipcem a wrześniem zaliczają się także M Park Ciechanów oraz Przystanek Karkonosze (zlokalizowany we wsi Miłków ok. 3 km od Karpacza). W sumie w trzecim kwartale rynek powiększył się o siedem nowych parków handlowych. Dodatkowo dwa istniejące obiekty w Iławie i Wrocławiu zostały rozbudowane. Ponadto klienci mogą już robić zakupy w dwóch nowo wybudowanych wolnostojących marketach budowlanych Leroy Merlin znajdujących się w Chojnicach i Dzierżoniowie. W trzecim kwartale nie odnotowano żadnego otwarcia ani zamknięcia centrum handlowego.

Wolumen realizowanych projektów stale rośnie, a z każdym kwartałem notowane są kolejne rekordy. Na koniec września w budowie znajdowało się aż 618 000 mkw. powierzchni handlowej i tym samym aktywność deweloperska była najwyższa od 2018 roku. Na rynku niezmiennie dominują parki handlowe – obecnie powstaje aż 480 000 mkw. tego typu powierzchni, najwięcej w historii. Około 50% z tej powierzchni znajduje się w miastach i miejscowościach o liczbie mieszkańców nieprzekraczającej 50 tys. osób, zlokalizowanych poza głównymi 30 aglomeracjami, co wskazuje na rosnącą rolę mniejszych rynków handlowych, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

POPYT: SIEDEM DEBIUTÓW NOWYCH MAREK HANDLOWYCH, W TYM TRZY W ZŁOTYCH TARASACH

Nowe sieci handlowe, do tej pory niedostępne na polskim rynku w formacie stacjonarnych sklepów, otwierają swoje pierwsze placówki i planują dalszą ekspansję. W trzecim kwartale odnotowano siedem debiutów: Carhartt WIP (amerykański brand modowy, pierwsza lokalizacja na Placu Zbawiciela w Warszawie), MiniSo (sklep z akcesoriami i zabawkami w Złotych Tarasach), DRM-LND (personalizowane dodatki i akcesoria w Złotych Tarasach), ZAG Bijoux (biżuteria, Złote Tarasy), dwie ukraińskie marki modowe Ocean (Marszałkowska w Warszawie) i One By One (Posnania) oraz zapachy Almarah Perfumes w Galerii Młociny.

SPRZEDAŻ DETALICZNA: KONSUMENCI KONCENTRUJĄ SIĘ NA ZAKUPIE DÓBR TRWAŁYCH, OGRANICZAJĄC WYDATKI PODSTAWOWE

Po bardzo mocnym drugim kwartale, trzeci kwartał przyniósł dalszy wzrost sprzedaży detalicznej, choć dynamika była niższa niż w szczytowym kwietniu.

W lipcu sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła o 4,8% r/r, a w sierpniu o 3,1% r/r. W sierpniu pozytywnie wyróżniły się kategorie szczególnie ważne dla centrów handlowych, takie jak „Tekstylia, odzież i obuwie” oraz „Meble, RTV, AGD”, które zanotowały wzrost o odpowiednio 18,9% r/r i 13,9% r/r. W segmencie mebli, RTV i AGD, po okresie spadków w latach 2023–2024, w ostatnich miesiącach również obserwujemy wyraźne odbicie sprzedaży detalicznej. Taka sytuacja może być rezultatem wyższego aniżeli w innych państwach Europy wskaźnika ufności konsumenckiej. Według badania Eurostat Polska wciąż pozostaje pod tym względem w czołówce na tle innych państw europejskich. Po tegorocznych przeskokach z czerwca (+2,8) oraz lipca (-2,5), we wrześniu wskaźnik ufności polskich konsumentów ustabilizował się wynosząc -1,0. Średnia w Unii Europejskiej wyniosła z kolei w tym czasie -14,3, komentuje Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

Spadki sprzedaży detalicznej w sierpniu dotyczyły trzech kategorii: „Pozostałe”, „Żywność, napoje i wyroby tytoniowe” oraz „Prasa, książki, sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach”. W grupie o najwyższym udziale w sprzedaży detalicznej „ogółem” – „Żywność, napoje i wyroby tytoniowe” zaobserwowano spadek sprzedaży o 3,4% r/r. Utrzymanie korzystnych warunków makroekonomicznych, w tym stabilnego zatrudnienia i wyhamowania inflacji, może sprzyjać dalszym wzrostom konsumpcji prywatnej w czwartym kwartale.

ODWIEDZALNOŚĆ I OBROTY: WZROST TYLKO WE WRZEŚNIU, OBROTY PONAD 3% W GÓRĘ

Średnia odwiedzalność centrów handlowych w trzecim kwartale sięgnęła ok. 425 tys. klientów w przeliczeniu na jeden obiekt. Najlepszym miesiącem pod względem liczby odwiedzających okazał się sierpień, kiedy centra odwiedziło średnio ok. 440 tys. per jeden obiekt. Natomiast rok do roku koniec wakacji odnotował spadek o 1,4%, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

W lipcu zarejestrowano wynik ok. 435 tys. klientów, co stanowi wielkość niemal identyczną jak w lipcu 2024 roku. Z kolei wrzesień był jedynym miesiącem ze wzrostem 3,3% r/r, ale liczba klientów była mniejsza niż w lipcu i sierpniu, gdyż wyniosła ok. 400 tys. odwiedzających.

Analizując wpływy finansowe najemców centrów handlowych w trzecim kwartale można zauważyć, że po uśrednieniu wzrosły one o nieco ponad 3%. W lipcu średnie obroty sięgnęły ok. 1130 zł netto na mkw., co wskazuje na wzrost o 3,4% r/r. W sierpniu zarejestrowano obroty na poziomie 1145 zł/ mkw. – wzrost o 3,2% r/r, tłumaczy Ewelina Staruch.

Analizując poszczególne kategorie najemców można zaobserwować, że obroty w miesiącach styczeń-sierpień 2025 roku najbardziej wzrosły w usługach (>8%) oraz gastronomii i rozrywce (>6%). Należy jednak zaznaczyć, że branża gastronomiczna boryka się z dużym wzrostem kosztów działalności i dobre wyniki obrotowe nie przekładają się bezpośrednio na ich zyski.

CZYNSZE: OBIEKTY TYPU PRIME Z DALSZYM POTENCJAŁEM DO WZROSTÓW

Średnie czynsze w najlepszych obiektach tzw. “prime” wzrosły rokrocznie we wszystkich trzech formatach, czyli centrach, parkach i na ulicach handlowych. Wzrosty przewyższają wartości corocznej indeksacji o wskaźnik inflacji, co oznacza, że popyt na flagowe lokale jest wysoki, a dostępność najbardziej atrakcyjnych powierzchni ograniczona. Obiekty pozycjonowane na rynku średnio lub nisko mają zdecydowanie słabszy potencjał wzrostu czynszu, a najemcy lepszą pozycję negocjacyjną, mówi Paulina Bauer, Head of Retail Asset Services Poland, Cushman & Wakefield.

Czynsze w parkach handlowych odnotowały najwyższy wzrost rok do roku (12,5%), a także dalszy wzrost w ujęciu kwartalnym. W centrach i przy ulicach handlowych dynamika roczna utrzymała się na poziomie ok. 7–10%, przy stabilnych stawkach względem poprzedniego kwartału.

Płace w przemyśle 2025 – gdzie zarobisz najwięcej?

Poziom i tempo wzrostu płac w przemyśle znacząco się różnią, przede wszystkim w zależności od branży i specyfiki stanowiska. Najbardziej atrakcyjne wynagrodzenia i podwyżki oferują centra dystrybucyjne, firmy sektora farmaceutycznego, chemicznego oraz FMCG, wolniejsze tempo wzrostu płac jest widoczne w budownictwie i centrach badawczo-rozwojowych, wynika z „Raportu wynagrodzeń w sektorze przemysłowym” Grafton Recruitment. Dla zatrudnionych coraz większe znaczenie, obok wysokości wynagrodzenia, mają stabilność zatrudnienia, możliwości rozwoju i atmosfera w miejscu pracy.

Duże różnice płacowe w przemyśle – logistyka zyskuje, badania i rozwój spowalniają

Wynagrodzenia w przemyśle pozostają silnie zróżnicowane i odzwierciedlają kondycję poszczególnych branż, dynamikę popytu, a także dostępność wybranych grup pracowników oraz charakter stanowiska. Widoczne są także wyraźne różnice wynikające z lokalizacji przedsiębiorstw.

–  Nie bez znaczenia dla kształtowania wynagrodzeń jest rentowność i dyscyplina finansowa. Wysokie koszty działalności i utrzymujący się ujemy wskaźnik koniunktury dla przemysłu wymuszają na firmach ostrożne planowanie płac oraz wprowadzanie elastycznych systemów motywacyjnych – komentuje Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Najszybsze tempo wzrostu wynagrodzeń w przemyśle zaobserwowano w centrach dystrybucyjnych – średnio o 10% rok do roku, co bezpośrednio wiąże się z popytem na pracowników fizycznych oraz specjalistów ds. logistyki i zarządzania łańcuchem dostaw. Wynagrodzenie dyrektora centrum dystrybucyjnego osiąga 30 000 zł brutto w województwie mazowieckim, 28 000 zł w śląskim i  wielkopolskim. Kierownicy logistyki zarabiają od 15 000 do 23 000 zł, przy czym najwyższe stawki odnotowano w województwie mazowieckim, niższe w dolnośląskim, a najniższe w łódzkim. Kierownicy ds. łańcucha dostaw zarabiają najlepiej – do 25 000 zł – w mazowieckim, śląskim oraz wielkopolskim. Niższe wynagrodzenie otrzymuje brygadzista, jego pensja wynosi do 10 000 zł (w województwie mazowieckim).

Znaczące wzrosty wynagrodzeń, na poziomie 9%, dotyczyły też branż farmaceutycznej, chemicznej oraz FMCG. Rosnące płace napędzają tam inwestycje w innowacje, automatyzację i produkty prozdrowotne. Atrakcyjne pensje notuje się w mazowieckim – tu kierownik działu produkcyjnego w branży chemicznej i farmaceutycznej może liczyć na pensję od 14 000 do 22 000 zł brutto, podczas gdy w województwie kujawsko-pomorskim to 10 000 – 15 000 zł. Różnice dotyczą też stanowisk takich jak kierownik utrzymania ruchu (w mazowieckim otrzymuje on 16 000 – 22 000 zł, a w łódzkim o 6 tys. mniej) czy kierownik laboratorium, którego pensja wynosi do 18 000 zł w województwie mazowieckim, a w kujawsko-pomorskim do 14 000 zł.

W branży FMCG różnice wynikające z umiejscowienia zakładu także mają wpływ na wysokość pensji. Dyrektor zakładu może liczyć na wynagrodzenie do 38 000 zł brutto w mazowieckim, mniej – do 29 000 zł w zachodniopomorskim. W przypadku wielu innych stanowisk województwo mazowieckie ustępuje miejsca innym regionom. Inżynierowie utrzymania ruchu otrzymują w mazowieckim do 12 000 zł, a do 13 000 zł w dolnośląskim i śląskim. Główny technolog najwięcej może zarobić w małopolskim od 11 500 do 19 000 zł, podczas gdy w województwie mazowieckim do 16 000 zł, a dolnośląskim, kujawsko-pomorskim czy wielkopolskim do 15 000 zł.

Sektor automotive i produkcji urządzeń odczuwa silną presję konkurencyjną oraz skutki globalnych zmian, w tym mocną pozycję Chin w obszarze elektromobilności. W efekcie część zakładów przenosi produkcję do krajów takich jak Turcja czy Rumunia, gdzie koszty są niższe. Mimo niestabilnej sytuacji pensje w motoryzacji zwiększyły się o 8% r./r. Dyrektor zakładu może liczyć na zarobki do 40 000 zł brutto w mazowieckim, do 38 000 zł w śląskim i wielkopolskim, a kierownik produkcji od 11 000 do 22 000 zł, przy czym maksymalne wynagrodzenie jest zbliżone we wszystkich województwach z wyjątkiem podkarpackiego. Uposażenia inżynierów utrzymania ruchu wahają się od 8 000 do 14 000 zł – najwyższe są w śląskim, a techników utrzymania ruchu 6 500 – 10 000 zł (najwyższe w pomorskim i mazowieckim). Specjaliści tacy jak spawacze czy elektrycy otrzymują do 10 000 zł – w województwie mazowieckim. Najniższe pensje otrzymują pracownicy niewykwalifikowani, zarabiający do 6 000 zł.

W obszarze Back Office odnotowano wzrosty wynagrodzeń na poziomie ok. 8%, co wynika z rosnącego znaczenia funkcji wspierających w strukturach firm oraz konieczności utrzymania doświadczonych specjalistów. Dyrektorzy finansowi otrzymują nawet 40 000 zł brutto w województwie śląskim, znacznie więcej niż w innych regionach. Kontrolerzy finansowi mogą liczyć na wynagrodzenie do 26 000 zł w śląskim. Zbliżone wynagrodzenia otrzymują główni księgowi, a specjaliści ds. controllingu od 7 500 do 15 000 zł. Pensje dyrektorów HR, Marketingu czy IT osiągają poziom 30 000 zł, w przypadku sprzedaży to wręcz 35 000 zł w województwie mazowieckim. Wynagrodzenia specjalistów ds. HR wynoszą do 10 000 zł, marketingu – do 12 000 zł, a programistów nawet do 23 000 zł.

Zdecydowanie niższa dynamika widoczna jest w budownictwie, gdzie płace zwiększyły się średnio o 4%. Najwyżej wyceniane są kompetencje menedżerskie i specjalistyczne w obszarze planowania. Dyrektorzy kontraktów zarabiają od 28 000 do 33 000 zł brutto, a kierownicy kontraktu lub projektu od 18 000 do 25 000 zł. Na wysokie uposażenia – do 20 000 zł mogą liczyć również kierownicy budowy oraz kierownicy robót elektrycznych. Wśród specjalistów atrakcyjne wynagrodzenia otrzymują koordynatorzy BIM, od 15 000 do 25 000 zł, a także planiści, których pensje mieszczą się w przedziale od 14 000 do 25 000 zł.

Mniejsze wzrosty wynagrodzeń odnotowano także w centrach badawczo-rozwojowych (R&D), gdzie płace zwiększyły się o 3%, co potwierdza stagnację tego segmentu, wynikającą ze zmniejszenia inwestycji w latach 2024–2025. Pensje dyrektorów R&D mieszczą się w szerokim przedziale 30 000 – 55 000 zł brutto. Inżynier mechanik zarabia od 12 000 do 18 000 zł, programista systemów wbudowanych C/C++ od 13 000 do 23 000 zł, a tester oprogramowania od 13 000 do 18 000 zł. Kierownicy działów projektowania zarabiają natomiast od 22 000 do 30 000 zł, team leaderzy w obszarze elektroniki od 18 000 do 25 000 zł, a liderzy działów testów 19 000–26 000 zł. Z kolei team leaderzy oprogramowania otrzymują 19 000–25 000 zł, a inżynierowie elektronicy 13 000 – 17 000 zł.

Wysokość wynagrodzeń odzwierciedla kondycję przedsiębiorstw mierzących się z niepewnością rynkową, zmiennością popytu oraz rosnącymi kosztami. Istotną rolę odgrywa również poziom specjalizacji pracowników, ich dostępność oraz bieżące zapotrzebowanie na kadry. Warto zwrócić uwagę na różnice między branżami tworzącymi szeroko pojęty przemysł – inaczej kształtują się wynagrodzenia i ich wzrosty w centrach dystrybucyjnych, a inaczej w branży motoryzacyjnej czy w obszarze badań i rozwoju – dodaje Monika Piądło, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Oczekiwania a rzeczywistość

Według danych z raportu Grafton Recruitment, aż 67% badanych liczy na wzrost wynagrodzenia o ponad 15%, a kolejne 33% oczekuje podwyżki w przedziale 11–15%. Żaden z respondentów nie wskazał, że satysfakcjonowałby go wzrost płac na poziomie 5–10%, co pokazuje, że pracownicy postrzegają takie zmiany jako niewystarczające.

Jakie zmiany wynagrodzeń odnotowali pracujący w przemyśle? Z raportu Grafton Recruitment wynika, że pensje 29% ankietowanych pracowników średniego szczebla nie zmieniły się, u 5% zmniejszyły, a u 66% wzrosły. W tej grupie 27% zatrudnionych otrzymało podwyżkę w wysokości do 5% obecnego wynagrodzenia. Bardziej znaczące wzrosty, od 6 do 10%, wskazało 14% badanych, a 25% respondentów potwierdziło wzrost płac powyżej 10%.Czy-Twoje-wynagrodzenie-sie-zmienilo

Z raportu wynika także, że większość firm z sektora przemysłowego utrzymała dotychczasowe poziomy płac lub zdecydowała się na podwyżki sięgające maksymalnie 5% r/r. biorąc pod uwagę wszystkie stanowiska. Takie działania wpisują się w strategię kontroli kosztów, która jest odpowiedzią przedsiębiorstw na trudne realia rynkowe. Nieco wyższe wzrosty, w granicach 6–10%, zadeklarowało 20% firm z kapitałem polskim oraz 30% podmiotów z kapitałem zagranicznym. Podwyżki powyżej 10% należą natomiast do wyjątków i zostały odnotowane tylko w 4% przedsiębiorstw krajowych oraz w 2% zagranicznych. Dane te wyraźnie pokazują, że niezależnie od struktury właścicielskiej pracodawcy zachowują ostrożność w zwiększaniu wynagrodzeń stawiając przede wszystkim na ich stabilizację.Czy-w-Pana-firmie-byly-lub-beda-podwyzki-wynagrodzen

 Rozbieżność między oczekiwaniami pracowników a praktyką płacową firm jest czymś naturalnym, różnice były i będą znaczące. W tym kontekście warto jednak pamiętać, że polityka wynagrodzeń wpływa na postrzeganie atrakcyjności miejsca pracy, zadowolenie zatrudnionych, a tym samym skłonność do zmian zawodowych. Nie sposób jednocześnie nie brać pod uwagę perspektywy firm – konieczności optymalizacji kosztów i utrzymania stabilności finansowej – tłumaczy Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Coraz więcej pracowników rozważa zmianę pracy

Analiza wyników ankiety przeprowadzonej przez Grafton Recruitment pokazuje, że pracownicy sektora przemysłowego są dziś znacznie bardziej aktywni na rynku pracy. W 2023 roku 38% respondentów deklarowało, że szuka nowego zatrudnienia, obecnie to już 48%, czyli prawie co druga osoba. Dla wielu jest to efekt chęci poprawy warunków pracy, ale rośnie również grupa osób, szukających pracy z konieczności – przede wszystkim wśród specjalistów i menedżerów.

W 2023 roku głównymi powodami zmiany pracy były kwestie finansowe, zła atmosfera czy brak możliwości awansu. Obecnie sytuacja jest bardziej złożona. Choć wynagrodzenie i perspektywa awansu pozostają najczęściej wskazywanymi motywacjami (odpowiednio 19% i 16%), coraz częściej pojawiają się inne czynniki. Wśród powodów poszukiwania nowego pracodawcy wskazywane są także obawy o stabilność zatrudnienia i ryzyko zwolnień (13%), brak pracy (12%) oraz wypalenie zawodowe (10%). To sygnał, że pracownicy sektora coraz częściej odczuwają wyczerpanie wynikające z napięcia i braku stabilności.

Najbardziej liczy się wynagrodzenie, ale czy tylko?

Raport Grafton Recruitment pokazuje, że najważniejszym czynnikiem wpływającym na satysfakcję pracowników pozostaje wynagrodzenie, na co wskazało 72% badanych. Coraz większe znaczenie mają jednak także inne aspekty. Dla niemal połowy pracujących w przemyśle kluczowa jest atmosfera w zespole i stabilność zatrudnienia (po 48%), a 44% respondentów podkreśla wagę możliwości rozwoju zawodowego. Co czwarty pracownik ceni interesujące zadania i projekty, a blisko co piąty sprawne i stabilne zarządzanie firmą. Mniejszą rolę odgrywają takie elementy jak możliwość pracy zdalnej (14%), styl zarządzania przełożonego (10%) czy pakiety benefitów (5%).Co-jest-dla-Ciebie-najwazniejsze-w-pracy

Pracownicy fizyczni czują się pewniej niż specjaliści i menedżerowie

Eksperci podkreślają, że w 2025 roku nastroje pracowników sektora przemysłowego są wyraźnie zróżnicowane i pokazują spadek optymizmu – odsetek obawiających się o swoją sytuację zawodową wzrósł z 19% w 2023 roku do 30% w 2025 roku.

Najbardziej stabilnie swoją sytuację postrzegają pracownicy fizyczni, aż 62% z nich deklaruje, że nie dostrzega zmian w swoim otoczeniu zawodowym, a kolejne 21% zauważa rozwój firmy. Jedynie 17% sygnalizuje brak stabilności i obawy o utratę pracy. Mniej optymistycznie sytuację oceniają menedżerowie i specjaliści. Wśród menedżerów 42% nie dostrzega zmian, 28% zauważa rozwój organizacji, a aż 30% obawia się zwolnienia. Podobne opinie mają specjaliści, stabilność deklaruje 41%, rozwój 23%, natomiast 36% odczuwa brak bezpieczeństwa zatrudnienia. Równocześnie znacząco zmalała liczba respondentów dostrzegających rozwój swojej firmy – obecnie to 24%, wobec niemal 41% w 2023 roku.

–  Poczucie stabilności zawodowej w sektorze przemysłowym rozkłada się nierównomiernie. Pracownicy fizyczni patrzą na swoją sytuację z większym spokojem niż specjaliści i menedżerowie. To zjawisko wskazuje, że ryzyko zawodowe coraz częściej koncentruje się w obszarach wymagających wyższych kompetencji technicznych i odpowiedzialności za procesy biznesowe. W praktyce oznacza to, że nie tylko niedobór kadr, ale także rosnąca presja wynikająca z globalnej konkurencji i cyfryzacji może w kolejnych latach wpływać na pogłębianie się różnic w nastrojach poszczególnych grup pracowników – podkreśla Agnieszka Żak, Dyrektor Regionalna w Gi Group.

Rosnące znaczenie stabilności zatrudnienia pokazuje, że pracownicy coraz uważniej oceniają ryzyko zawodowe. Oczekują od firm nie tylko atrakcyjnych warunków finansowych, ale też poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności. To sygnał, że strategie zatrudnienia muszą być dziś oparte na zaufaniu i długofalowym budowaniu relacji z zespołem.

Wynagrodzenia-w-przemysle_Centra-Badan-i-Rozwoju Wynagrodzenia-w-przemysle_Automotive Wynagrodzenia-w-przemysle.-FMCG Wynagrodzenia-w-przemysle.-Chemia-i-Farmacja Co-jest-dla-Ciebie-najwazniejsze-w-pracy.-Raport-Grafton

Informacje o raporcie: „Raport wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2025” to już ósma edycja cyklicznego opracowania przygotowanego przez ekspertów Grafton Recruitment we współpracy z Gi Group. Badanie zostało przeprowadzone w II kwartale 2025 roku i objęło analizę 8228 rekordów z bazy kandydatów oraz dane dotyczące budżetów wynagrodzeń 154 firm z sektora przemysłowego. Raport zawiera zestawienia wynagrodzeń dla ponad 200 stanowisk – od pracowników fizycznych, przez specjalistów, aż po kadrę menedżerską – w różnych obszarach przemysłu, takich jak farmacja i chemia, motoryzacja i produkcja urządzeń, FMCG, badania i rozwój, centra inżynieryjne i dystrybucyjne oraz budownictwo. Uwzględnia także nowe role, związane m.in. z automatyką, robotyzacją i ESG. Publikacja została wzbogacona komentarzami ekspertów oraz wynikami ankiet przeprowadzonych wśród pracowników i pracodawców, które pokazują aktualne wyzwania i perspektywy rozwoju sektora.

Polska energia jądrowa coraz bliżej. Rząd kończy przygotowania do budowy

Polska planuje budowę pierwszej elektrowni jądrowej na Pomorzu, w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino. Prace przygotowawcze, w tym wyrównanie terenu pod fundamenty, są już zaawansowane. Reaktory mają powstać do 2035 roku – a pierwszy z nich ma zacząć dostarczać energię już w 2036, z kolejnymi włączanymi corocznie. Obecnie trwa wybór lokalizacji kolejnej elektrowni, a informacje o partnerach są wstępnie znane – w tym amerykańskie firmy Westinghouse i Bechtel, które już są zaangażowane – oraz kanadyjskie. Budowa elektrowni wstępnie kosztować będzie 180–200 miliardów złotych, z czego 60 miliardów to wkład Polski, finansowany przez ustawę o wsparciu budowy, obowiązującą przez najbliższe 10 lat.

– Te środki są zagwarantowane i stanowią swoistą „zaporę”, która zapewni współfinansowanie z innych źródeł, również instytucji finansowych w kraju – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Wojciech Jakóbik, Ośrodek Bezpieczeństwa Energetycznego. – Wsparcie UE w formie pomocy publicznej jest na etapie negocjacji i – według deklaracji rządu – do końca roku ma otrzymać zielone światło. Ostateczna umowa z konsorcjum amerykańskim ma zostać podpisana do końca roku, choć negocjacje mogą się przedłużyć, a umowa może obejmować również alternatywną lokalizację – jeśli w przyszłym roku pojawią się nowe informacje o drugiej elektrowni. Podsumowując, Polska jest na finiszu przygotowań do realizacji projektu, choć sama budowa jeszcze się nie rozpoczęła – tłumaczy Wojciech Jakóbik.

Złoto i srebro biją rekordy. Deficyt podaży i napięcia geopolityczne windują ceny

Rynek metali szlachetnych przeżywa obecnie wyjątkowy okres, charakteryzujący się rekordowymi poziomami cen złota i srebra. Inwestorzy na całym świecie, zaniepokojeni sytuacją geopolityczną i kondycją gospodarki USA, intensyfikują swoje zaangażowanie w te tradycyjne aktywa ochronne. Cena spotowa złota osiągnęła rekordowy poziom 4 200 USD za uncję, notując wzrost o 1,5%. Za dynamicznym rajdem stoją przede wszystkim napięcia geopolityczne, zwłaszcza na linii USA–Chiny, gdzie pojawiają się groźby nowych taryf celnych oraz zakazu handlu niektórymi towarami, jak olej spożywczy. Do tego dochodzą rosnące oczekiwania co do dalszych cięć stóp procentowych przez Rezerwę Federalną – według prognoz możliwe są jeszcze dwa obniżenia w tym roku.

Spadająca rentowność obligacji USA, najniższa od 2022 roku, dodatkowo wzmacnia atrakcyjność złota jako aktywa niegenerującego odsetek, ale stabilnego w czasach niepewności. Na notowania wpływają również obawy o niezależność Fed, ryzyko przedłużającego się „shutdownu” w USA oraz pogłębiający się deficyt fiskalny, który zwiększa zainteresowanie strategią zabezpieczającą przed spadkiem wartości dolara. Popyt na złoto napędzają nie tylko inwestorzy indywidualni, ale także banki centralne, które kontynuują zakupy rezerw, oraz fundusze ETF, do których napływa coraz więcej kapitału.

Jeszcze silniejszy rajd cenowy obserwujemy na rynku srebra. Wczoraj cena przekroczyła poziom 53.62USD za uncję, co oznacza najwyższy wynik w historii. Od początku 2025 roku srebro podrożało o ponad 70%, podczas gdy złoto o około 55%. Szybszy wzrost wynika z głębokiego kryzysu podaży – zapasy w londyńskich magazynach spadły o jedną trzecią od 2021 roku, a globalna konsumpcja przewyższa wydobycie już czwarty rok z rzędu.

Spekulacyjny popyt dodatkowo wzmacniany jest obawami o potencjalne taryfy celne na srebro. Inwestorzy zwiększają zaangażowanie w fundusze ETF zabezpieczone fizycznym metalem, a popyt z Indii – związany z sezonem świątecznym Diwali – doprowadził do wzrostu importu i premii sięgających nawet 10% względem światowych cen referencyjnych. Srebro, mimo że jest dostępne w większych ilościach niż złoto, cechuje się mniejszą wartością rynkową i niższą płynnością. Dostawy fizycznych sztabek stają się coraz trudniejsze, a rosnące koszty transportu – często realizowanego drogą lotniczą – tylko pogłębiają problem. Niezwykła sytuacja rynkowa sprawiła, że ceny spot w Londynie przewyższają ceny kontraktów terminowych w Nowym Jorku – odwrotność tradycyjnego układu.

Oprócz funkcji inwestycyjnej, srebro odgrywa istotną rolę w przemyśle – od elektroniki, przez baterie i panele słoneczne, po medycynę i jubilerstwo. Tak gwałtowny wzrost cen może wpłynąć na rentowność firm z sektora odnawialnych źródeł energii i wymusić poszukiwanie alternatywnych materiałów. Najwięksi producenci srebra – Meksyk, Peru i Chiny – borykają się z coraz bardziej restrykcyjnymi regulacjami środowiskowymi, co utrudnia rozwój nowych projektów wydobywczych. Nowa podaż pozostaje ograniczona, a brak inwestycji w przyszłość może skutkować dalszym pogłębieniem strukturalnego deficytu. Choć krótkoterminowo możliwe jest przesunięcie zapasów z Nowego Jorku do Londynu, nie rozwiązuje to fundamentalnych problemów rynku.

Sytuacja na rynku metali szlachetnych odzwierciedla globalne napięcia i niepewność gospodarczą. Zarówno złoto, jak i srebro potwierdzają swoją rolę jako aktywa ochronne, ale rosnące ceny i ograniczenia podażowe rzucają cień na ich dostępność oraz potencjalne konsekwencje dla przemysłu.

Polacy coraz bogatsi: majątek przeciętnego dorosłego wzrósł siedmiokrotnie od 1989 roku

0

Statystycznie dorosły Polak posiada majątek o wartości 105 tys. dolarów – ponad siedem razy więcej niż w 1989 roku. Tym samym Polska znalazła się w gronie krajów, które w ciągu ostatnich trzech dekad osiągnęły wzrost zamożności, ustępując jedynie Chinom. Choć dystans do najbogatszych gospodarek Zachodu pozostaje znaczący, polskie gospodarstwa domowe przestały być ubogie w sensie majątkowym – Polacy zgromadzili realne aktywa, które stanowią ważne źródło odporności gospodarki na wstrząsy.

Po transformacji w 1989 roku przeciętny majątek dorosłego Polaka wzrósł z 15 tys. do ponad 105 tys. dolarów w 2024 r. To nadal znacznie mniej niż w krajach rozwiniętych – w Stanach Zjednoczonych przeciętny majątek wynosił ponad 550 tys. dolarów, czyli ponad pięciokrotnie więcej. Polska znajduje się jednak powyżej poziomu Ukrainy (ok. 21 tys. dolarów) i Rosji (ok. 61 tys. dolarów), i dodatkowo pod względem majątku prywatnego zbliża się już do średnich obserwowanych w niektórych krajach południowej Europy. Wzrost, jaki zanotowała Polska, należy do największych na świecie – wśród porównywanych krajów szybciej bogaciły się jedynie Chiny, gdzie majątek na osobę wzrósł z ok. 3,2 tys. do ponad 82 tys. dolarów.

Do bogatszej części Europy Polsce jeszcze brakuje

Osiągnięty poziom majątku prywatnego dorosłego Polaka nie jest jednak tak imponujący, jeśli spojrzeć na kraje europejskie. Mimo że wyprzedzamy większość państw regionu, w tym Węgry, Słowację, Rumunię i Bułgarię, a także zbliżamy się do poziomu Estonii (110 tys. USD) i Grecji (114 tys. USD). To jednak dzieli nas duży dystans do bogatszej części Europy. Majątek przeciętnego Niemca to ok. 358 tys. dolarów, a mieszkańca Luksemburga aż 683 tys. dolarów. Polska coraz wyraźniej przesuwa się z grupy krajów doganiających w stronę państw o ugruntowanej zamożności, ale należy wziąć po uwagę, że proces bogacenia może potrwać jeszcze kilka lat.

Polacy w tyle oszczędzających

W 2024 roku przeciętny Polak zgromadził w depozytach i inwestycjach finansowych średnio ok. 24 tys. dolarów. To daje nam przedostatnie miejsce w Europie, za nami znaleźli się jedynie Rumuni. Około 12,5 tys. dol. jest ulokowanych na depozytach i oszczędnościach walutowych. Korzystając z tych produktów, więcej od nas posiadają m.in. Chorwaci (15,6 tys. dol.) i Słowacy (12,6 tys. dol.). W porównaniu z państwami zachodniej Europy, różnice są ogromne – np. w Danii depozyty średnio wynoszą 41,6 tys. dol., a w Szwecji 32 tys. dol. na dorosłego mieszkańca.

W bardziej zdywersyfikowanych aktywach finansowych przeciętny Polak posiadał w 2024 roku ok. 11,4 tys. dol. To także plasuje nas na końcu stawki.  Wyraźnie wyższe poziomy obserwuje się w takich krajach jak Węgry (26,9 tys. dol.), Litwa (23 tys. dol.) czy Łotwa (17,7 tys. dol.). Najwięcej kapitału w inwestycjach finansowych zgromadzili mieszkańcy Danii (279 tys. dol.), Holandii (195 tys. dol.) i Szwecji (197 tys. dol.).

2,5 biliona zł w gotówce i funduszach

Z niemal 2,5 biliona złotych oszczędności finansowych, jakie zgromadzili Polacy, 1 348 miliardów znajduje się na lokatach i rachunkach bieżących. Do tego dochodzi jeszcze 399 miliardów złotych trzymanych w gotówce. Fundusze inwestycyjne detaliczne osiągnęły wartość 207 miliardów złotych, zaś obligacje detaliczne 149,1 miliardów zł.

Najszybciej rosły oszczędności zgromadzone w ramach PPK – program emerytalny w ciągu zaledwie kilku lat urósł o 39 procent i osiągnął wartość 30,3 miliardów złotych. OFE utrzymały wartość na poziomie 213 mld zł (+2,4%). Najmniejsze zmiany odnotowały UFK (38,7 mld zł), fundusze zagraniczne (7 mld zł) oraz akcje notowane (100 mld zł, -3,4%).

Jednak największy majątek Polaków kryje się w nieruchomościach. To w nich ulokowanych jest około 7 455 mld zł – to ponad 200% polskiego PKB.

Stabilny wzrost i wygasająca inflacja

W latach 2025 – 2026 gospodarka Polski pozostanie na ścieżce umiarkowanego, ale stabilnego wzrostu, którego tempo powinno oscylować w okolicach 3,5 proc. rok do roku. Po okresie spowolnienia inwestycji w pierwszej połowie 2025 r., głównym motorem ożywienia będzie konsumpcja prywatna, wspierana realnym wzrostem dochodów gospodarstw domowych, poprawą nastrojów konsumenckich oraz rosnącym popytem na dobra trwałego użytku i usługi. Wkład konsumpcji do dynamiki PKB ma wynieść ok. 2,2 pkt proc. w 2025 r. i 2 pkt proc. w 2026 r. Wzrost inwestycji, choć przesunięty w czasie, nabierze wyraźnego tempa w przyszłym roku. W 2026 roku inwestycje mogą dodać do wzrostu gospodarczego ok. 2 pkt proc., stając się równorzędnym filarem wzrostu obok konsumpcji.

Na tle stabilizującej się gospodarki inflacja CPI stopniowo zbliża się do celu inflacyjnego NBP i według prognoz wyniesie średnio 3,8 proc. w 2025 r. oraz 2,7 proc. w 2026 r. Kluczową rolę w procesie dezinflacji odgrywa hamowanie inflacji bazowej, która w 2026 r. ma spaść do ok. 2,6 proc. rok do roku. Wpływ będzie miał także umiarkowany wzrost kosztów pracy. Schłodzenie rynku pracy – przy stopniowo malejącej dynamice płac (z ok. 8-9 proc. w 2025 r. do 6-7 proc. w 2026 r.) – ograniczy presję kosztową w sektorze przedsiębiorstw. Utrzymanie zamrożonych cen energii do końca 2025 roku i korzystne notowania kontraktów na 2026 rok dodatkowo sprzyjają utrwaleniu niskiej inflacji. W rezultacie realne wynagrodzenia w gospodarce narodowej wzrosną o ok. 5-6 proc. w 2025 roku, co przełoży się na silne wsparcie dla popytu wewnętrznego.

NBP pozostanie ostrożny wobec zbyt szybkiego luzowania, mając na uwadze utrzymujący się wysoki deficyt fiskalny i ryzyka geopolityczne, ale spodziewamy się dalszych obniżek stóp procentowych osiągając poziom 3,5 proc. na koniec 2026 r.

Elektryczne BYD-y w polskiej flocie FREENOW – start w Warszawie

Europejska aplikacja taxi FREE NOW, należąca do koncernu Lyft, oraz BYD – producent pojazdów elektrycznych – ogłosili partnerstwo na polskim rynku. Od września 2025 roku do floty FREE NOW w Warszawie dołączyło już 50 elektrycznych samochodów marki BYD. W ciągu najbliższych sześciu miesięcy ich liczba ma wzrosnąć do kilkuset pojazdów, które będą obsługiwać klientów także w innych największych miastach Polski.

Do floty taksówek Freenow dołączają różne modele BYD z napędem super hybrydowym DM-i jak BYD Seal 5 czy BYD Seal U oraz w pełni elektrycznym jak BYD Seal. Samochody BYD będą dostępne w usługach Comfort, Premium oraz Green w aplikacji Freenow, co pozwoli na jeszcze lepsze dopasowanie oferty do potrzeb pasażerów.

Freenow odmładza i elektryfikuje flotę

Freenow by Lyft i BYD nawiązują strategiczne partnerstwo na polskim rynku taxiRynek pojazdów zelektryfikowanych w Polsce dynamicznie się rozwija, choć nadal mierzy się z wyzwaniami infrastrukturalnymi i kosztowymi.  Na tym tle Freenow wyróżnia się nowoczesnym podejściem – jak wynika z raportu Freenow “Sustainability Highlights 2024” w Warszawie już 66% kursów realizowanych przez platformę odbywa się hybrydowymi taksówkami. W 2024 roku udział hybryd we Freenow wynosił 53%, a dzięki nowemu partnerstwu liczba pojazdów niskoemisyjnych będzie systematycznie rosła. Modele BYD SEAL oferują nie tylko nowoczesny design i komfort, ale także realne oszczędności eksploatacyjne, co czyni je atrakcyjną alternatywą dla kierowców i pasażerów.

Dodatkowo, Freenow już dziś może pochwalić się flotą taksówek o średnim wieku poniżej 9 lat, podczas gdy średni wiek prywatnych aut w Polsce wynosi aż 16 lat. Dzięki współpracy z BYD, do floty dołączają fabrycznie nowe samochody z rocznika 2025, co pozwala jeszcze bardziej obniżyć średni wiek pojazdów wykorzystywanych w usługach przewozowych.

Freenow rozwija segment Comfort z BYD

Freenow stawia na rozwój segmentu Comfort, który jest najczęściej wybierany przez klientów Freenow for Business i podróżujących. Kursy lotniskowe, dworcowe oraz przejazdy biznesowe stanowią znaczną część zamówień – szczególnie w godzinach porannych i poza godzinami szczytu. Pasażerowie wybierający Comfort oczekują przejazdów w większych, bardziej wygodnych autach z przestrzenią na bagaż, a modele BYD idealnie wpisują się w te potrzeby.

Freenow zakłada, że dzięki tej współpracy samochody BYD będą stanowiły co najmniej 20% floty Comfort w Polsce w 2026 roku. To nie tylko krok w stronę ekologii, ale także odpowiedź na rosnące oczekiwania klientów względem jakości i wygody podróży.

Freenow poprzez partnerstwo z BYD nie tylko inwestuje w nowoczesną i bardziej ekologiczną flotę, ale także przyczynia się do urozmaicenia rynku taxi w Polsce, zdominowanego na przestrzeni ostatnich lat przez dwa-trzy modele popularnych producentów. Chcemy, by nasi kierowcy korzystali z najlepszych technologii, a pasażerowie podróżowali komfortowo i w sposób zrównoważony. Już teraz widzimy ogromne zainteresowanie zarówno ze strony kierowców, jak i zadowolenie pasażerów, co pokazuje, że jesteśmy na właściwej drodzemówi Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający Freenow by Lyft w Polsce.

Program poleceń dla kierowców taxi

Wspólnie z partnerami flotowymi Freenow i BYD przygotowały konkurencyjną ofertę wynajmu pojazdów dla kierowców. Nowe auta z rocznika 2025, bogato wyposażone i ekonomiczne, są dostępne w cenie porównywalnej do standardowych pojazdów wykorzystywanych na taxi ze starszych roczników. Dodatkowo uruchomiono unikalny program poleceń – kierowcy stają się ambasadorami marki BYD, dzieląc się wiedzą o modelach z pasażerami. W zamian otrzymują premie za skuteczne rekomendacje zakończone zakupem przez pasażerów, którzy to mogą skorzystać z atrakcyjnych ofert zakupu pojazdów.

Dolar w górę, złoty słabnie. Korona norweska pod presją taniejącej ropy

Jeszcze we wrześniu, gdzie kurs dolara spadał poniżej 3,60 zł, wielu analityków zastanawiało się, gdzie jest dno. Obecnie, gdy kurs odbił się ponad 10 groszy, ten scenariusz jest rzadziej rozważany. W tle problemy korony norweskiej i szczęśliwy niski wzrost inflacji w Rumunii.

Dolar najdroższy od początku sierpnia

Na rynku mamy obecnie dwa bardzo istotne procesy. Z jednej strony euro wyraźnie oddaje pole dolarowi, gdzie ponownie testujemy poziom 1,1550 USD za 1 EUR. Z drugiej strony mamy lekkie osłabienie złotego względem euro. W rezultacie, jeżeli PLN osłabia się względem EUR, które osłabia się do USD, to reakcja na kursie amerykańskiej waluty musi być silniejsza – i taka jest. Obserwujemy dzisiaj od rana pierwsze od początku sierpnia podejście pod kurs dolara do złotego wynoszący 3,70 zł. Rynki patrzą ostatnio ostrożniej na złotego. Powodem negatywnego podejścia jest m.in. potencjalnie wymykające się spod kontroli zadłużenie. Biorąc pod uwagę skomplikowaną konstrukcję koalicji rządowej, liczenie na cięcia jest bardzo odważne. Brak ograniczeń niektórych wydatków szybciej lub później jednak odbije nam się czkawką.

Problemy korony norweskiej

Waluta Norwegii miała ostatnio kilka kolejnych słabszych dni. Jest to chyba najsilniej powiązany z ropą pieniądz w Europie. Gdy tylko ropa naftowa spada (a taką sytuację mieliśmy, chociażby w piątek, czy dzisiaj rano), to korona norweska niemal natychmiast traci na wartości. Uwzględniając obecną sytuację na rynku tego surowca, nie jest to dobry prognostyk dla osób zarabiających w NOK. Kurs korony norweskiej może być jeszcze pod presją w związku z polityką monetarną. Bank Norwegii spotyka się co prawda dwa razy na kwartał, a nie jak w Polsce co miesiąc (z przerwą w wakacje), co powoduje, że w październiku nie ma posiedzenia. Biorąc pod uwagę, że główna stopa procentowa w Norwegii wynosi 4%, co jest wartością o 1,85% wyższą niż w Unii Europejskiej, można oczekiwać, że czeka nas jeszcze kilka obniżek w nadchodzących kwartałach. Cięcia te potencjalnie powinny oznaczać osłabianie się norweskiej korony.

Inflacja w Rumunii wciąż jednocyfrowa

W sierpniu ostateczne dane o inflacji pokazały w Rumunii bardzo niepokojącą wartość – 9,85%. Było to wynikiem m.in. odmrożenia cen prądu. Wpływ tego elementu na ceny był jednak znacznie wyższy niż w Polsce. Wczoraj poznaliśmy dane za wrzesień i udało się utrzymać wzrost cen poniżej 10%, ale 9,9% wcale nie cieszy portfeli tamtejszych mieszkańców. Narodowy Bank Rumunii nie zapowiada na razie podwyżek stóp procentowych. Zwraca uwagę na fakt, że tak wysoka inflacja jest powodem jednorazowych decyzji politycznych. W rezultacie jej zwiększony poziom powinien utrzymać się rok, a następnie powinniśmy obserwować powrót do wartości sprzed decyzji. Przeważnie jak inflacja osiąga niższe poziomy, niż oczekiwano, waluta się osłabia, gdyż rosną szanse na obniżki stóp procentowych. Tutaj takich szans nie ma. Wczoraj doszło do delikatnego umocnienia rumuńskiej lei. Powodem było raczej przekonanie inwestorów, że sytuacja zmierza w lepszą stronę niż dotychczas.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zbieżność kierunków działań Ministerstwa Zdrowia i Polskiej Federacji Szpitali

Od 2023 roku Polska Federacja Szpitali (PFSz) – pod przewodnictwem prof. Jarosława J. Fedorowskiego – wskazuje, że system wymaga odwrócenia logiki „zarządzania kryzysem” na rzecz zarządzania przewidywalnością. Federacja od lat promuje model finansowania oparty na wartości dla pacjenta (Value-Based Healthcare) oraz rozwój opieki koordynowanej. Wywiad Minister Zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy z „Rzeczpospolitej”[1] stanowi przełom w publicznej komunikacji resortu zdrowia. Po raz pierwszy od wielu lat, w sposób spójny i konkretny, zarysowano wizję rozwoju systemu, która odzwierciedla realne potrzeby szpitali i wieloletnie postulaty Polskiej Federacji Szpitali (PFSz). Minister wskazała na konieczność urealnienia finansowania ochrony zdrowia, przeglądu ustawy o minimalnych wynagrodzeniach, dobrowolnej konsolidacji szpitali oraz przygotowania systemu na wyzwania demograficzne. Są to dokładnie te same filary, które Federacja identyfikuje w swoich raportach, postulując ich wdrożenie w oparciu o fakty i analizę ekonomiczną.

Nie mniej istotny jest wątek dobrowolnej konsolidacji szpitali, który przez lata był jednym z filarów stanowiska PFSz. Federacja postrzega konsolidację nie jako proces administracyjny, lecz jako narzędzie współpracy między szpitalami, optymalizacji kosztów i poprawy jakości świadczeń, przy zachowaniu ich autonomii i lokalnego charakteru. Propozycja resortu, by wesprzeć takie procesy finansowo – m.in. z Funduszu Medycznego – stanowi realizację koncepcji opracowanych przez zespoły eksperckie PFSz i Healthcare Poland Foundation.

Podobnie w kwestii ustawy o minimalnych wynagrodzeniach – PFSz od dawna ostrzegała, że jej sztywna konstrukcja prowadzi do spirali kosztowej i erozji budżetów szpitalnych. W licznych komunikatach Federacja proponowała powiązanie dynamiki wzrostu płac z inflacją i kondycją finansową sektora, co dziś – w zapowiedziach ministerstwa – znajduje praktyczne odzwierciedlenie.

– Kierunek zaprezentowany w wywiadzie minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy dla „Rzeczpospolitej” to ważny moment dla polskiego systemu ochrony zdrowia – potwierdzenie, że głos środowiska szpitalnego, od lat artykułowany przez Polską Federację Szpitali, został realnie usłyszany. Od wielu miesięcy widzimy konsekwentne zbliżanie się strategii Ministerstwa Zdrowia i Polskiej Federacji Szpitali w kluczowych obszarach: finansowania, kadr, konsolidacji i odporności systemu. To sygnał dojrzewania polityki zdrowotnej państwa, opartej na faktach, nie emocjach. Jako Prezes Healthcare Poland Foundation i Dyrektor w Polskiej Federacji Szpitali widzę w tych zapowiedziach spójność z kierunkiem, który wspólnie z prof. Jarosławem J. Fedorowskim rozwijamy od wielu lat. To kierunek transformacji opartej na wiedzy, współpracy i systemowym planowaniu. Dziś nie potrzebujemy kolejnych rewolucji – potrzebujemy konsekwencji, koordynacji i odwagi, by wdrażać zmiany oparte na analizie i doświadczeniu praktyków. Healthcare Poland Foundation i PFSz będą w dalszym ciągu wspierać Ministerstwo Zdrowia w tworzeniu nowoczesnego, zrównoważonego systemu, w którym stabilność finansowa idzie w parze z odpornością organizacyjną, a troska o pacjenta z racjonalnym zarządzaniem – powiedział Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Równolegle, w obszarze zrównoważonego rozwoju, PFSz wraz z Healthcare Poland Foundation rozwijają projekty Green Hospitals, CyberC4HE i Centrum Akredytacji i Certyfikacji, które wyznaczają kierunek przyszłych regulacji i standardów. Zawarte w nich koncepcje ESG, efektywności energetycznej i bezpieczeństwa cyfrowego są bezpośrednim uzupełnieniem polityki zdrowotnej państwa, nadając jej wymiar praktyczny i operacyjny.

Dziś widać wyraźnie, że działania Ministerstwa Zdrowia i Federacji zaczynają tworzyć spójną oś współpracy, opartą na wspólnych celach: stabilności finansowej, przewidywalności, bezpieczeństwie pacjentów i efektywności zarządzania. To sygnał, że po latach rozproszenia Polska wchodzi w etap budowania zintegrowanego systemu ochrony zdrowia, w którym szpitale nie są petentami, lecz partnerami polityki publicznej.

Polska Federacja Szpitali reprezentuje dziś ponad 500 placówek publicznych i prywatnych – bezpośrednio i przez organizacje regionalne – co czyni ją największym partnerem instytucjonalnym sektora szpitalnictwa w kraju. Jej analizy, postulaty i raporty są wynikiem rozmów z dyrektorami, ekspertami i praktykami, którzy od lat apelują o racjonalne podejście do finansowania oraz reformy, które łączą interes pacjenta z ekonomiczną stabilnością.

————————————————————————————————————————

Źródła i opracowania:

  • Polska Federacja Szpitali – „Propozycje reform w polskim systemie ochrony zdrowia”, 27.11.2023
  • Polska Federacja Szpitali – „System finansowania ochrony zdrowia w Polsce – analiza PFSz”, 27.11.2023
  • Polska Federacja Szpitali – „Stanowisko ws. ustawy podwyżkowej”, 12.09.2025
  • Polska Federacja Szpitali – „Konsolidacja szpitali przez duże K”, 26.03.2025
  • Polska Federacja Szpitali – „Reforma szpitali 2025 – stanowisko”, 16.08.2025
  • Healthcare Poland Foundation – „Raport o luce finansowej systemu ochrony zdrowia”, 03.2024
  • Healthcare Poland Foundation – „Model wynagrodzeń w systemie ochrony zdrowia 2024–2030”, 06.2024
  • Polska Federacja Szpitali / Healthcare Poland Foundation – „GreenBook: ESG w praktyce szpitalnej”, 2024
  • Polska Federacja Szpitali / ZUS – „Raport końcowy CyberC4HE”, 28.11.2024

[1] https://www.rp.pl/ochrona-zdrowia/art43166451-nowa-minister-zdrowia-niemowienie-o-pieniadzach-w-ochronie-zdrowia-bylo-bledem

Na polskim rynku pracy wraca stabilizacja i ostrożność. Koniec dwucyfrowych podwyżek

Na polski rynek pracy wróciła stabilizacja, jednak wzrosła także ostrożność pracowników i przedsiębiorstw. Dwucyfrowe podwyżki przy zmianie pracodawcy stają się rzadkością, a wzrost wynagrodzeń zależy głównie od roli i sytuacji rynkowej. Z raportu Michael Page Talent Trends 2025 wynika, że aktywnie pracy szuka jedynie 34% specjalistów. W deficytowych specjalizacjach, takich jak finanse i IT, zwłaszcza w obszarach restrukturyzacji, optymalizacji procesów, cyberbezpieczeństwa i analityki big data, przewagę nadal mają kandydaci. W większości branż rynek wyraźnie sprzyja jednak pracodawcom.

Po okresie zmian i nieprzewidywalności polski rynek pracy wszedł w fazę swoistej stabilizacji. Firmy, działając w warunkach gospodarczej i geopolitycznej niepewności oraz niższej inflacji, ostrożniej kształtują politykę wynagrodzeń. Dlatego, zdaniem eskpertów Michael Page nie powinniśmy spodziewać się powrotu do dwucyfrowych podwyżek wynikających wyłącznie ze zmiany pracodawcy. Częstsze będą raczej korekty płac powiązane z daną rolą i realiami rynkowymi.  W deficytowych specjalizacjach nadal to kandydaci mają silniejszą pozycję, jednak w większości branż coraz częściej mamy do czynienia z rynkiem pracodawcy.

Zmiana ta wyraźnie widoczna jest w procesach rekrutacyjnych. Kandydaci, którzy w ostatnich latach przywykli do napędzanych inflacją podwyżek rzędu 20–30%, dziś rzadko zmieniają pracę tylko ze względu na niewielki, 5–10% wzrost wynagrodzenia. Podczas, gdy podwyżka na poziomie 30% nadal stanowi silną motywację. Ten trend potwierdzają także dane z raportu Michael Page Talent Trends 2025, według których jedynie 34% specjalistów aktywnie poszukuje nowej pracy. Z drugiej strony, procesy rekrutacyjne znacząco się wydłużyły, z około 50 dni do 80, a w niektórych przypadkach nawet 100 dni. Pracodawcy podejmują decyzje ostrożniej, wprowadzając dodatkowe etapy weryfikacji kandydatów.

Rynek wszedł obecnie w fazę, którą określam mianem „taktycznej cierpliwości”, ponieważ zarówno kandydaci, jak i pracodawcy są ostrożni. Obserwujemy pewien spadek dynamiki, który obajwia się wydłużeniem procesów rekrutacyjnych oraz ostrożniejszą polityką wynagrodzeń. W rolach deficytowych przewagę nadal mają kandydaci. Dotyczy to na przykład stanowisk związanych z cyberbezpieczeństwem, którego znaczenie zyskało na znaczeniu. W większości sektorów rynek coraz wyraźniej przesuwa się jednak w stronę pracodawcy. Jednocześnie, podejmując decyzję o zmianie miejsca zatrudnienia warto zwrócić też uwagę na perspektywy związane z nową rolą, które mogą napędzić naszą karierę w kolejnych latach – komentuje Radosław Szafrański, dyrektor zarządzający i członek zarządu Michael Page.

Najbardziej poszukiwani specjaliści – na jakie zarobki mogą liczyć?

Do najbardziej poszukiwanych specjalistów należą obecnie eksperci z obszaru finansów, zwłaszcza w dziedzinach związanych z restrukturyzacją, optymalizacją biznesu oraz digitalizacją procesów i sprzedaży. Księgowi mogą liczyć średnio na około 10 tys. zł brutto miesięcznie, a na stanowisku samodzielnego księgowego wynagrodzenie wzrasta do 11–14 tys. zł brutto. Dyrektor działu księgowości zarabia od 29 do 35 tys. zł brutto. W przypadku analityków finansowych najczęściej oferowane pensje mieszczą się w przedziale 11,5–14 tys. zł, a dyrektorzy finansowi mogą liczyć na około 35 tys. zł brutto.

Drugim sektorem oferującym znaczące możliwości jest IT, zwłaszcza w obszarach cyberbezpieczeństwa oraz analityki big data. Przy zatrudnieniu na umowie o pracę security analyst zarabia od 18 do 22 tys. zł brutto, IT security officer od 20 do 25 tys., a Chief Info Sec Officer (CISO) od 35 do 50 tys. zł brutto. W przypadku analityków big data, data analyst może liczyć na wynagrodzenie od 12 do 18 tys. zł brutto, a data architect od 20 do 30 tys. zł brutto.

Z drugiej strony branże takie jak automotive czy przemysł wysokoenergochłonny prowadzą rekrutacje bardziej ostrożnie. Ciekawy trend obserwujemy także w sektorze centrów usług wspólnych, w którym rośnie popyt na stanowiska o wyższej wartości biznesowej, takich jak: analitycy procesów, kontrolerzy finansowi oraz specjaliści ds. automatyzacji.

Obecnie największe zapotrzebowanie obserwujemy w sektorach finansów i IT, m.in. w obszarach cyberbezpieczeństwa, analityki big data czy restrukturyzacji procesów. Widać, że największą wartość dla biznesu generują specjaliści potrafiący usprawniać procesy i wprowadzać optymalizacje. Kluczową kompetencją przyszłości będą liderzy charakteryzujący się adaptacyjnością – zdolni szybko reagować na zmiany, elastycznie dostosowywać strategie i przewidywać trendy. To te cechy pozwalają utrzymać przewagę konkurencyjną w erze permanentnych zmian i rosnącego znaczenia sztucznej inteligencji – tłumaczy Szafrański.

Nowe oczekiwanie kandydatów i pracodawców

W dojrzałym i bardziej ostrożnym rynku pracy zmieniają się wzajemne oczekiwania pracodawców i kandydatów. Firmy coraz częściej poszukują osób, które mają mierzalny wpływ na wyniki organizacji, potrafią działać w złożonym otoczeniu i są odporne na zmiany. Kandydaci z kolei zwracają uwagę na transparentność wynagrodzeń, sensowny model pracy hybrydowej, możliwość rozwoju zawodowego oraz zaufanie w relacjach z przełożonymi. W tym kontekście, istotną zmianą jest wprowadzenie obowiązku publikowania widełek płacowych, który może wpłynąc na oczekiwania kandydatów. Z drugiej strony, będzie on także sprzyjać lepszemu dopasowaniu oraz ograniczyć ryzyko rozczarowań. Jak podkreśla ekspert Michael Page – Przewagę zyskają te firmy, które osiągną równowagę między strategią biznesową a ludzkim wymiarem pracy. W obliczu niżu demograficznego, w wyniku którego według danych danych Eurostatu rynek pracy opuszcza około 136 tysięcy osób, taki balans będzie w przyszłości kluczowy w konkurencji o najlepsze talenty.

EY: W 2028 r. auta elektryczne prześcigną spalinowe w Europie

  • W 2028 roku sprzedaż aut elektrycznych (EV) w Europie będzie większa niż z silnikami spalinowymi, a do 2032 roku osiągnie połowę sprzedaży wszystkich samochodów
  • Popularność hybryd plug-in w Chinach spowoduje wzrost udziału pojazdów napędzanych nowymi źródłami energii (NEV) do 50% w 2025 r.
  • Realizacja pierwotnych celów w USA opóźni się z powodu braku regulacji, wysokich kosztów i niewystarczającej infrastruktury ładowania

Najnowsza analiza EY Mobility Lens Forecaster wskazuje, że Chiny są liderem w przechodzeniu na pojazdy zeroemisyjne. Europa z kolei dostosowuje swoją strategię, a USA borykają się z trudnościami. Z prognozy wynika, że na tych trzech rynkach sprzedaż pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) ma przekroczyć 50% do 2034 roku. Natomiast auta hybrydowe i hybrydowe typu plug-in (PHEV) utrzymają udział w rynku na poziomie ponad 30% do 2036 roku.

Natomiast tempo zmian będzie zróżnicowane. EY zakłada, że do 2028 r. sprzedaż pojazdów elektrycznych w Europie przewyższy sprzedaż pojazdów benzynowych i diesla, a do 2032 r. przekroczy połowę. Wpływ na to będzie miało zaostrzenie przepisów dotyczących emisji. W Chinach natomiast jeszcze w tym roku udział pojazdów napędzanych nowymi źródłami energii (NEV) osiągnie 50%, zaś w USA udział EV osiągnie połowę do 2039 r., czyli 5 lat później niż wcześniej prognozowano.

Europa: odbicie sprzedaży po 2027 r.

Zgodnie z przewidywaniami EY presja gospodarcza w Europie, zmniejszenie zachęt i łagodniejsze kary za emisje spowolnią do 2027 r. wzrost popularności BEV. Ale rygorystyczne limity emisji CO₂ i przystępniejsze cenowo modele powinny przyczynić się do zmian na rynku. W efekcie udział BEV powinien przekroczyć 50% do 2032 roku. Wpływ na to będzie miał także europejski akt o surowcach krytycznych (CRMA). Pojazdy hybrydowe, w tym PHEV, nadal pozostaną opłacalną alternatywą i będą sprzedawać się lepiej niż BEV do 2030 r. utrzymując do tego czasu co najmniej 20% udział w rynku i osiągając szczyt w 2033 r. z 41% udziałem w sprzedaży nowych samochodów.

Przełomowe osiągnięcia w technologii akumulatorów, w tym półprzewodnikowych i sodowo-jonowych, postępy gospodarki obiegu zamkniętego oraz obniżenie całkowitego kosztu posiadania aut powinny przyczynić się do dominacji pojazdów BEV, których udział w europejskim rynku ma przekroczyć 95% do 2041 roku. EY przewiduje także, że import z Chin pojazdów hybrydowych i EREV (ang. extended-range electric vehicles) przyczyni się do wzrostu ich popularności.

Wg indeksu PEVO, przygotowywanego co miesiąc przez Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności[1], liczba zarejestrowanych BEV w Polsce przekroczyła w sierpniu 2025 r. 107 tys., a ich udział w rynku nowych aut osiągnął 7,8%. Indeks zwrócił też uwagę na rosnącą liczbę aut wodorowych (FCEV). Na koniec sierpnia były to 502 samochody, co stanowi wzrost o 110% r/r.

– „Do tej pory sprzedaż samochodów elektrycznych była w znaczącym zakresie napędzana przez system ulg podatkowych. Ta sytuacja dotyczyła nie tylko Polski, ale również krajów Europy Zachodniej czy USA. Ten okres ulega powoli zakończeniu. Należy się jednak spodziewać, że wraz z dalszym zaostrzaniem się regulacji ekologicznych oraz rozwojem technologicznym łączne koszty zakupu auta spalinowego oraz zeroemisyjnego będą stopniowo przechylać się na rzecz tej drugiej kategorii ” – mówi Michał Lesiuk, Partner EY Polska, Lider Działu Doradztwa dla Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

Chiny oraz USA

Zgodnie z przewidywaniami EY do 2033 r. pojazdy BEV będą stanowić ponad 50% sprzedaży aut w Chinach, dzięki niższym kosztom i sprzyjającej polityce. Oczekuje się, że już w tym roku udział pełnych elektryków i hybryd plug-in wyniesie połowę, a do 2034 r. przekroczy 90%.

Inaczej sytuacja wygląda w USA. Co prawda może jeszcze nastąpić wzrost sprzedaży, ale potem należy oczekiwać spowolnienia. Konsumenci chcieli bowiem skorzystać z ulg podatkowych, które przestały obowiązywać we wrześniu 2025 roku. Spowolnienie wywoła nie tylko cofnięcie ulg, ale także wprowadzenie nowych ceł i niepewność legislacyjna związana z „Wielką Piękną Ustawą”.

Prognoza EY zakłada, że eskalacja napięć handlowych i niedobór metali ziem rzadkich spowodują dalsze spowolnienie tempa adopcji pojazdów elektrycznych w Stanach Zjednoczonych. Ich udział spadnie z 7,3% w 2024 r. do poniżej 2% rocznie przez najbliższych 5 lat. EV będą więc stanowić jedynie 11% całej sprzedaży samochodów osobowych w USA do 2029 roku. W rezultacie przewiduje się, że osiągną 50% udziału pojazdów BEV do 2039 r., a samochody hybrydowe pozostaną kluczową opcją, osiągając 34% sprzedaży do 2034 roku.

O analizie
EY Mobility Lens Forecaster to oparty na sztucznej inteligencji model analizujący zmienne z ponad 30 źródeł, które mają wpływ na podaż i popyt w zakresie mobilności, czyli zachowania konsumentów, trendy regulacyjne, ewolucję technologii (pojazdów i ekosystemu) oraz strategie producentów. Model analizował cztery rodzaje układów napędowych: elektryczne z akumulatorem (BEV), hybrydowe typu plug-in (PHEV), silniki spalinowe (ICE) i hybrydowe.

Polski biznes patrzy na AI z nadzieją, ale pragmatycznie

Aż 75% badanych firm deklaruje pozytywne nastawienie do sztucznej inteligencji, choć jedynie 7% aktywnie z niej korzysta. Na rynku dominuje postawa wyczekiwania – 47% przedsiębiorstw wyłącznie obserwuje sytuację, co może wskazywać na potrzebę wsparcia w przejściu od deklaracji do praktyki. Takie dane prezentuje raport „(Nie)gotowi na AI – między hype’em a wdrożeniem, czyli co naprawdę robią polskie firmy” o stanie wdrożeń sztucznej inteligencji w polskich przedsiębiorstwach przeprowadzony przez OVHcloud, globalnego gracza na rynku chmury obliczeniowej i europejskiego lidera w tej dziedzinie. Wspólnie z firmą badawczą PMR by Hume’s przeanalizowano podejście średnich i dużych firm do AI, ujawniając wyraźną lukę między komunikowanym entuzjazmem a rzeczywistymi działaniami wdrożeniowymi.

AI na polskim rynku – między entuzjazmem a fazą „wait-and-see”

Według ostatniego raportu PMR by Hume’s, rynek sztucznej inteligencji w Polsce dynamicznie rośnie, jego wartość szacowana jest już na 1,8 mld zł, a roczna dynamika wynosi aż 40%[1]. To pokazuje, że AI przestaje być jedynie technologicznym trendem, a staje się realnym obszarem inwestycji i rozwoju dla biznesu.

Co ciekawe, postrzegane korzyści różnią się w zależności od rozmiaru przedsiębiorstwa.

Największe zbadane firmy (zatrudniające ponad 249 pracowników) najczęściej dostrzegają wartość sztucznej inteligencji tam, gdzie kluczową rolę odgrywają dane – w analizie danych i business intelligence (72%) – bowiem to właśnie one stają się fundamentem przewidywania trendów i podejmowania trafnych decyzji biznesowych. Segment największych dostrzega również wymierne korzyści w automatyzacji procesów biurowych (67%) oraz w obsłudze klienta z wykorzystaniem chatbotów (57%). Automatyzacja rutynowych zadań pozwala zwiększać efektywność i przesuwać zasoby na bardziej wymagające obszary, co przekłada się na realne oszczędności i lepsze wykorzystanie potencjału zespołów. Z kolei rosnące znaczenie chatbotów pokazuje, że relacje z klientami budowane są dziś na dostępności, szybkości reakcji i personalizacji doświadczeń, co czyni AI nie tylko narzędziem technologicznym, ale także strategicznym wsparciem
w budowaniu lojalności i przewagi konkurencyjnej. Sektor średnich graczy częściej dostrzega zastosowanie AI w logistyce i zarządzaniu łańcuchem dostaw (43%). Różnice te pokazują, że większe przedsiębiorstwa myślą o AI jako o wsparciu strategicznym, podczas gdy te średnie koncentrują się na poprawie efektywności operacyjnej.

Pragmatyczny stosunek polskiego biznesu wobec AI cechuje ostrożność, zwłaszcza
w kontekście bezpieczeństwa danych i czynnika ludzkiego. Świadczy to o dojrzałości polskiego rynku, ale też o punkcie krytycznym, w którym się znajdujemy, gdy komunikowany entuzjazm wyprzedza faktyczny poziom wdrożeń.To przypomina podejście wobec chmury, gdzie satysfakcja podobnie jak i optymalizacja procesów rosną
w efekcie udanego wdrożenia przeprowadzonego ze wsparciem doświadczonego partnera
– powiedział Tomasz Sobol, Deputy Marketing Director Central & Eastern Europe
w OVHcloud.

Lokalność jako gwarant bezpieczeństwa

Przy wyborze rozwiązań opartych o AI kluczowe znaczenie ma bezpieczeństwo danych – aż 67% firm uznaje je za najważniejsze kryterium, wyprzedzające elastyczność, integrację, a nawet koszty. W kontekście geopolitycznym i regulacyjnym raport OVHcloud wskazuje także na rosnące znaczenie suwerenności technologicznej. Aż 87% firm zadeklarowało, że w przypadku ograniczenia dostępu do technologii z USA rozważyłoby przejście do dostawcy z Polski lub innego kraju UE. Pochodzenie geograficzne dostawcy AI jest istotnym czynnikiem dla 42% firm, a wśród dużych organizacji odsetek ten wzrasta do 48%. Zaufanie do lokalnych oferentów, zgodność z europejskimi regulacjami oraz gwarancje przechowywania danych w kraju stają się kluczowymi przewagami konkurencyjnymi.

Ograniczone kompetencje i trudności integracyjne głównymi barierami wdrożeniowymi

Choć zainteresowanie AI rośnie, firmy wciąż napotykają konkretne bariery, które wyraźnie pokazują, z czym mierzy się polski biznes w obliczu transformacji technologicznej. Najczęściej wskazywane przeszkody to brak kompetencji w zespołach (43%), trudności
z integracją z istniejącymi systemami (42%) oraz ograniczenia budżetowe (42%). To sygnał, że wiele organizacji nie czuje się jeszcze gotowych ani operacyjnie, ani strategicznie na wdrożenie AI. Wskazywane bariery technologiczne (36%), problemy z jakością
i dostępnością danych (30%) oraz opór pracowników wobec zmian (28%) dodatkowo podkreślają, że sztuczna inteligencja postrzegana jest jako złożona zmiana systemowa,
a nie tylko narzędzie. Wnioski są jasne: firmy potrzebują nie tylko inwestycji
w infrastrukturę (61%) i cyberbezpieczeństwo (60%), ale przede wszystkim w rozwój kompetencji (59%) i zmianę kultury organizacyjnej.

W tym kontekście partnerzy technologiczni stają się strategicznym wsparciem – aż 57% firm korzysta z ich pomocy, co pozwala im szybciej i skuteczniej pokonywać bariery wdrożeniowe. Co istotne, 43% organizacji decyduje się na model „szyty na miarę”, współpracując z zewnętrznymi dostawcami, którzy nie tylko dostarczają rozwiązania, ale również wspierają proces transformacji organizacyjnej i edukacji zespołów. Dzięki temu firmy mogą lepiej integrować nowe technologie, minimalizować ryzyko wdrożeniowe
i zwiększać akceptację zmian wśród pracowników.

– Badanie „(Nie)gotowi na AI – między hype’em a wdrożeniem, czyli co naprawdę robią polskie firmy” pokazuje, jak polskie przedsiębiorstwa naprawdę podchodzą do sztucznej inteligencji. Czy rzeczywiście nie jesteśmy gotowi na AI, czy raczej wybieramy ostrożne, lecz skuteczne podejście? Ponad 85% przedsiębiorstw uznaje AI za istotną technologię, jednak tylko 12% znajduje się dziś w awangardzie zmian. Blisko połowa firm stosuje zasadę „poczekajmy, aż będzie bezpieczniej”. Można więc powiedzieć, że AI już pojawiło się
w biznesie, ale w wielu miejscach wciąż pozostaje „w poczekalni”–
podsumowuje Paweł Olszynka, Market Research Director PMR by Hume’s.

Sztuczna inteligencja przestaje być abstrakcyjną wizją przyszłości – staje się konkretnym narzędziem zmiany, które już dziś wpływa na strategie i decyzje biznesowe. Raport OVHcloud i PMR by Hume’s pokazuje, że polskie firmy nie ignorują AI, lecz podchodzą do niej z rozwagą, szukając równowagi między innowacją a bezpieczeństwem. W świecie,
w którym dane są walutą zaufania, a suwerenność technologiczna zyskuje na znaczeniu, wybór odpowiedniego partnera technologicznego staje się decyzją strategiczną. To nie tylko kwestia wdrożenia – to wybór kierunku, w którym podąży polski biznes. 

O badaniu

Raport powstał na podstawie badania ilościowego przeprowadzonego przez PMR by Hume’s na reprezentatywnej próbie 153 średnich (50–249 pracowników) i dużych (250+ pracowników) firm działających w Polsce. Badanie objęło cztery branże: produkcję przemysłową, logistykę i dystrybucję, handel detaliczny oraz usługi finansowe. Respondentami były osoby odpowiedzialne za cyfryzację i technologie w organizacjach — m.in. CTO, szefowie IT i członkowie zarządów. Wywiady zrealizowano metodą mieszaną (CATI i CAWI), a do analizy zakwalifikowano wyłącznie dane spełniające kryteria jakościowe. Badanie przeprowadzono w maju 2025 roku.

[1] https://pmrmarketexperts.com/my-w-mediach/czy-mamy-boom-na-ai-w-polsce/

CampusAI dołącza do ORBITEO – list intencyjny z JRH ASI

JRH ASI S.A. podpisała list intencyjny z CampusAI, inicjując rozmowy o przystąpieniu spółki do tworzonego przez JRH klastra i holdingu technologicznego ORBITEO. Współpraca ma na celu spotęgowanie potencjału ORBITEO przez zastosowanie innowacyjnych rozwiązań edukacyjnych, szkoleniowych i technologicznych opartych na sztucznej inteligencji, wspierających bezpieczeństwo cyfrowe oraz podnoszenie kompetencji cyfrowych.

JRH ASI S.A., spółka inwestycyjna notowana na rynku głównym GPW, kontynuuje rozwój holdingu ORBITEO — projektu integrującego polskie, suwerenne podmioty z branż sztucznej inteligencji, obronności, telekomunikacji, energetyki i technologii kosmicznych. Najnowszym krokiem w budowie klastra jest podpisanie listu intencyjnego z CampusAI. Jest to międzynarodowy projekt edukacyjny, wywodzący się z Polski i rozwijany globalnie w ramach amerykańskiego holdingu DistrictORG Inc. Platforma CampusAI uznawana jest za pierwszą na świecie szkołę „AI-native”, wykorzystującą technologie gier, wirtualnych światów 3D i generatywnej sztucznej inteligencji do tworzenia interaktywnych środowisk edukacyjno-treningowych.

W CampusAI od 2023 roku przeszkoliliśmy już dziesiątki tysięcy osób, przygotowując je na erę, w której sztuczna inteligencja potrafi generować nie tylko treści, ale i manipulację. Mamy całą sekcję szkoleń poświęconych rozpoznawaniu deepfake’ów, fact-checkingowi i walce z dezinformacją. Niestety, wkrótce pojawią się otwarte modele AI zdolne generować realistyczne wideo bez znaków wodnych. W połączeniu z agentowymi systemami AI mogą stać się jednym z najgroźniejszych narzędzi wykorzystywanych do siania chaosu informacyjnego – mówi Aureliusz Górski, założyciel i prezes CampusAI oraz DistrictORG Inc.

W ramach planowanej współpracy JRH i CampusAI przewidują wspólne działania w obszarach: edukacji obywatelskiej w zakresie wykrywania dezinformacji i deepfake’ów, budowy dedykowanych, zamkniętych platform szkoleniowych dla służb mundurowych, organizację intensywnych szkoleń technologicznych wspierających suwerenność w obszarze AI. Wspólne przedsięwzięcia w ramach ORBITEO będą zmierzać również do tworzenia agentowych systemów wspomagania decyzji i wykorzystujących realistyczne scenariusze ćwiczebne dla treningu operacyjnego i kryzysowego. Kompetencje CampusAI w zakresie interaktywnych środowisk edukacyjnych i symulacyjnych będą wspierać pozostałe spółki klastra ORBITEO, umożliwiając ich technologiom szybkie skalowanie i wdrożenia w praktyce szkoleniowej.

CampusAI w unikalny sposób może zwielokrotnić potencjał ORBITEO, wspierając opracowywane w nim technologie zaawansowanymi szkoleniami i symulacjami opartymi na sztucznej inteligencji, dzięki różnorodności firm biorących udział w projekcie ORBITEO budujemy synergię i uzyskujemy wartość dodaną dla wszystkich podmiotów oraz inwestorów – podkreśla January Ciszewski, główny akcjonariusz i prezes JRH.

Partnerzy rozważają powołanie dedykowanej spółki, ze 100% polskim kapitałem, w celu sformalizowania współpracy. CampusAI w ORBITEO oznacza w praktyce rozszerzenie kompetencji klastra o nowy, strategiczny filar – edukację i rozwój kapitału ludzkiego w modelu Human+AI. To obszar, który ma kluczowe znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa informacyjnego, jak i dla skutecznej transformacji technologicznej w sektorach publicznym i obronnym. JRH, jako inicjujący i organizujący, konsekwentnie wzmacnia kompetencje klastra, przyciągając do współpracy liderów z obszaru wielu branż.

Wierzymy, że poprzez podnoszenie świadomości i naukę odpowiedzialnego korzystania z technologii możemy przygotować społeczeństwo na te zagrożenia. Aby sprostać skali wyzwań, stworzyliśmy interaktywne środowiska 3D, które pozwalają trenować umiejętności w realistycznych sytuacjach animowanych przez AI. Dzięki temu możemy prowadzić masowe szkolenia i potwierdzać nabycie kompetencji bez konieczności organizowania fizycznych spotkań. Wierzymy, że ta technologia może stać się kluczowa w szybkim dostarczaniu spersonalizowanej wiedzy. W nadchodzących latach istotna stanie się suwerenność w wykorzystywaniu technologii AI – dlatego współpracujemy z lokalnymi dostawcami technologii, w kraju w którym działamy.  Współpraca z ORBITEO w Polsce to dla nas naturalny krok w kierunku budowy odpowiedzialnego i suwerennego ekosystemu technologicznego – podsumowuje Aureliusz Górski.

CampusAI to lider w globalnej edukacji AI i technologii symulacyjnych, nowoczesna organizacja technologiczno-edukacyjna, rozwijająca pionierską platformę szkoleniową opartą na sztucznej inteligencji. Tworzy interaktywne środowiska 3D, programy edukacyjne i certyfikacyjne dla administracji, przemysłu i sektora obronnego. W ramach metodyki Human+AI Collaboration. CampusAI łączy edukację, technologię i symulację, umożliwiając praktyczne wykorzystanie AI w pracy i szkoleniu. Projekt, który ma polskie korzenie jest obecnie rozwijany globalnie w ramach holdingu DistrictORG Inc., jest pierwszą na świecie szkołą AI-native, kształtującą kompetencje przyszłości.

Złoto blisko 500 zł za gram, srebro bije rekord z 1980 roku

0

Dziś rano srebro i złoto osiągnęły kolejne rekordy cen. Srebro przebiło historyczne maksimum sprzed 45 lat. Cena przekroczyła 53 dolary za uncję, co oznacza, że ustanowiony w 1980 roku rekord na poziomie 52,5 dolara został wreszcie pokonany. Złoto również wspięło się na nowe poziomy – w szczytowym momencie kosztowało 4190,90 dolara za uncję, co odpowiada niemal 497 zł za gram i zbliża się do symbolicznej granicy 500 zł. Po osiągnięciu rekordów notowania obu metali nieco się cofnęły, ale wciąż pozostają wyraźnie powyżej poziomów z poprzednich dni.

Wzrost cen srebra napędza wyjątkowa kombinacja czynników. Na rynku londyńskim doszło do historycznego short squeeze, bowiem inwestorzy grający na spadki zostali zmuszeni do gwałtownego odkupywania metalu, co przy kurczącej się płynności tylko przyspieszyło wzrost. Równocześnie utrzymuje się silny popyt fizyczny, zwłaszcza z Indii, które w ostatnich tygodniach zwiększyły import srebra. Wcześniejszy import dużych ilości metalu z Azji do Nowego Jorku, w obawie przed możliwymi amerykańskimi cłami, dodatkowo ograniczył dostępność surowca w Londynie. W efekcie pojawiły się wysokie premie za dostawę fizycznego metalu, a różnica cen między Londynem a Nowym Jorkiem osiągnęła najwyższy poziom od lat. Cześć firm zaczęła nawet transportować sztabki samolotami przez Atlantyk, co zwykle dotyczy wyłącznie złota. Taka sytuacja jest dowodem na rosnące napięcie i deficyt płynności na rynku srebra.

Niepewność zwiększa również śledztwo administracji USA prowadzone w ramach tzw. Section 232. Dotyczy ono importu srebra, platyny i palladu i ma ustalić, czy dostawy tych metali są kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego. Sama perspektywa ewentualnych restrykcji handlowych powoduje, że firmy ograniczają eksport, a inwestorzy gromadzą zapasy.

Także złoto bije dziś kolejny rekord ceny. Notowania nad ranem sięgnęły 4190,90 dolara za uncję, a kruszec zyskuje już ósmy tydzień z rzędu. Wzrost wspierają zakupy banków centralnych. Narodowy Bank Polski ma dziś ponad 520 ton złota, czyli więcej niż Europejski Bank Centralny, a w ciągu dekady polskie zapasy złota wzrosły pięciokrotnie.

Silne napływy do funduszy ETF, obniżki stóp procentowych przez Fed oraz rosnący popyt na bezpieczne aktywa w obliczu napięć geopolitycznych również utrzymują ceny na wysokim poziomie. Ostatnie tygodnie przyniosły ponowne zaostrzenie relacji USA-Chiny, po tym jak Pekin zapowiedział rozszerzenie kontroli eksportu metali ziem rzadkich, a prezydent Donald Trump zagroził 100-procentowymi cłami na chińskie towary. Po weekendzie obie strony próbują tonować nastroje, a inwestorzy z uwagą czekają na planowane spotkanie Trump-Xi w Korei Południowej pod koniec października. Dla rynku złota oznacza to jednak utrzymanie nerwowej atmosfery i utrwalenie popytu na aktywa uznawane za bezpieczne.

W efekcie zarówno złoto, jak i srebro pozostają beneficjentami globalnej niepewności – tej ekonomicznej, politycznej i finansowej. I choć po rekordach zawsze przychodzi chwilowe odreagowanie, metale szlachetne wciąż przypominają inwestorom, że w świecie pełnym ryzyk mają wyjątkową, trwałą wartość.

Ekonomiczny Nobel 2025: państwo ma wspierać kreatywną destrukcję, nie chronić słabszych

Państwo w polityce przemysłowej powinno dbać o silną konkurencję dokonującą kreatywnej destrukcji, a nie sztucznie chronić różnego typu championy narodowe, które w ten sposób tracą efektywność – oto jedna z myśli tegorocznych laureatów ekonomicznego Nobla.

Przyznanie tegorocznej Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii nie wzbudza wielkiej sensacji ani kontrowersji. Nagroda dla Francuza Philippe’a Aghiona, Amerykanina Petera Howitta i obywatela Izraela oraz USA Joela Mokyra była od dawna oczekiwana. Laureaci zostali nagrodzeni za bardzo poważne analizy bardzo doniosłych problemów teorii ekonomii i praktyki gospodarczej: pokazania roli postępu technicznego, twórczo–destruktywnej konkurencji (Schumpeterowskiej) i kultury w trwałym wzroście gospodarczym. Komitet Nagrody używał pojęcia trwały (sustainable) wzrost bardziej w znaczeniu ciągły niż ekologiczny, ale z wyraźnym akcentem na społeczny i kulturowy.

Ten ostatni aspekt wybrzmiał szczególnie w Nagrodzie dla Joela Mokyra, który jako wybitny i interdyscyplinarny historyk gospodarczy, pokazuje w swoich pracach, że ważniejszą rolę w rozwoju gospodarczym niż spór państwo – rynek odgrywa kultura gospodarstw domowych, najważniejszego fundamentu gospodarki. Pokazuje, że innowacje technologiczne kreujące rozwój mają bardziej charakter społeczny niż technologiczny: społeczności muszą dojrzeć do zmian technologicznych, a rewolucja przemysłowa XVIII i XIX wieku zaczęła się od przemian kulturowych i społecznych. Ale przemiany technologiczne dokonują kreatywnej destrukcji niezbędnej dla rozwoju.

W ekonomii nie jest to rewelacyjne odkrycie, szczególnie w świetle prac z teorii rozwoju Josepha Schumpetera. Co innego jednak barwna wykładnia tego wielkiego ekonomisty austriackiego, a co innego matematyczne ujęcie modelowe i jego weryfikacje empiryczne oraz pragmatyczne zalecenia dla polityki gospodarczej. Te ostatnie są wielkim osiągnięciem Aghiona i Howitta – autorów tzw. teorii wzrostu endogenicznego, za którą Nagrodę Nobla otrzymał już wcześniej Paul Romer. Teoria wzrostu endogenicznego tłumaczy rolę postępu technicznego nie jakimiś nieznanym czynnikami zewnętrznymi, często wręcz tajemnymi, jak to czyniły teorie wzrostu egzogenicznego, np. Roberta Solowa (też Noblisty) w postaci tzw. reszty Solowa, lecz czynnikami nakładów kapitałowych i nakładów na badania i rozwój, których muszą dokonywać pod wpływem silnej konkurencji przedsiębiorstwa  oraz państwa.

W powyższym modelu Noblistów istotnego znaczenia nabiera polityka przemysłowa, która jednakże nie przypomina polityki przemysłowej w jej powszechnym rozumieniu, a nawet jest w stosunku do niej zdecydowanie przeciwstawna. Na bardzo ciekawych przykładach empirycznych, które miałem przyjemność przytaczać w swoich książkach, oraz na podstawie ujęć modelowych, szczególnie Philippe Aghion pokazuje, że państwo w polityce przemysłowej powinno dbać o silną konkurencję dokonującą kreatywnej destrukcji, a nie sztucznie chronić np. różnego typu championy narodowe, które w ten sposób tracą efektywność (wchodzą w tzw. X-nieefektywność Leibensteina). Może osłaniać przegranych w konkurencji, ale nie utrzymywać ich sztucznie na rynku. Wewnętrzna konkurencja musi być też wzmacniana, silnie wystawiona na konkurencję globalną.

Aghion nawiązał do bieżących wielkich problemów geopolitycznych, w których próbuje się ograniczać handel światowy, deglobalizować gospodarki, osłabiać konkurencję jako mechanizm kreatywnej destrukcji i narażać trwały wzrost na sekularną stagnację.

Autor: Adam Noga
————————-
Autor jest profesorem ekonomii w Akademii Leona Koźmińskiego, członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Śniadecki S.A. z nową emisją akcji. Spółka zbiera kapitał na rozwój i przygotowania do debiutu giełdowego

14 października Śniadecki S.A., holding działający w sektorze nieruchomości mieszkaniowych, rozpoczął publiczną emisję akcji prowadzoną za pośrednictwem platformy Emiteo. Spółka zamierza pozyskać środki, które zostaną przeznaczone m.in. na rozwój banku ziemi oraz wsparcie realizowanych projektów deweloperskich. Kampania crowdfundingowa skierowana do inwestorów stanowi kolejny etap w realizacji długofalowej strategii rozwoju, zakładającej dynamiczną ekspansję w największych aglomeracjach w Polsce oraz przygotowanie spółki do debiutu na Głównym Rynku GPW do końca 2028 roku[i].

Emisja akcji to dla nas strategiczny krok, który umożliwi dalsze skalowanie działalności i wzmocnienie pozycji Grupy w segmencie deweloperskim. Pozyskane środki pozwolą nam nie tylko przyspieszyć realizację inwestycji, ale również zwiększyć elastyczność finansową i zdolność do pozyskiwania atrakcyjnych lokalizacji. Nasze bieżące potrzeby kapitałowe oscylują wokół 11 mln zł[ii].  Zainteresowanie, jakie obserwowaliśmy ze strony inwestorów na etapie prekampanii, potwierdza, że nasza wizja rozwoju spotyka się z zaufaniem rynku – mówi Sylwester Śniadecki, prezes zarządu Śniadecki S.A.

Spółki z grupy Śniadecki, jak i sam prezes Sylwester Śniadecki mają ponad dziesięcioletnie doświadczenie w branży nieruchomości i w tym czasie zrealizowały 12 projektów o łącznej wartości przekraczającej 57 mln zł, głównie w aglomeracji poznańskiej[iii]. Aktualnie grupa prowadzi budowę pierwszej inwestycji mieszkaniowej w ramach projektu Smart14 w Poznaniu, obejmującej 52 mieszkania w standardzie premium z przestrzeniami wspólnymi, strefą wellness i coworkingiem czy kinem letnim na dachu. W kolejnych kwartałach planowane jest rozpoczęcie następnych inwestycji, w tym projektów Zawangarda w Poznaniu oraz kompleksu mieszkaniowo-usługowego w Szczecinie. Spółka jest również  na etapie przygotowań do budowy dwóch nadmorskich hoteli, rozwijając tym samym skalę swojej działalności o nowy segment.

Model działalności Grupy oparty jest na synergii kompetencji – od zakupu gruntów i realizacji inwestycji, przez sprzedaż i obsługę klientów, aż po rozwój innowacyjnych rozwiązań budowlanych. Aktualny bank ziemi Śniadecki S.A. przekracza 400 mln zł potencjału sprzedażowego, a negocjacje nowych gruntów przekraczają 100 tys. PUM i PUU[iv] (powierzchnię użytkową mieszkalną oraz powierzchnię użytkową usługową).

Spółka posiada bogate doświadczenie w realizacji inwestycji w formule joint venture, współpracując z inwestorami prywatnymi i instytucjonalnymi przy finansowaniu projektów deweloperskich. Współpraca ta pozwoliła Grupie skutecznie skalować działalność przy zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa finansowego.

Naszym celem jest strategiczny rozwój całego holdingu. Już dziś posiadamy portfel projektów, który zapewnia kontynuację naszych planów. Jednocześnie przygotowujemy się do wejścia na Główny Rynek GPW, co stanowi naturalny krok w dalszego skalowania biznesu – dodaje Sylwester Śniadecki.

Zgodnie z przyjętą strategią, od 2027 roku spółka planuje wdrożenie polityki dywidendowej, zakładającej przeznaczenie minimum 25% zysku netto na wypłatę dywidendy. Według prognoz, przy zakładanym tempie wzrostu, stopa zwrotu z samej dywidendy może sięgnąć nawet 20% w perspektywie czteroletniej, bez uwzględniania wzrostu wartości akcji. Jednocześnie w najbliższych czterech latach planowany jest trzykrotny wzrost wartości Spółki[v].

[i] Spółka nie gwarantuje też wejścia na giełdę, a jeśli dojdzie do IPO, nie ma gwarancji, że inwestor będzie mógł sprzedać akcje lub że sprzedaż nastąpi po korzystnej cenie.

[ii] Dane własne spółki.

[iii] Wskazane projekty nie były realizowane przez spółkę Śniadecki S.A., a przez spółki, które wchodzą w skład grupy holdingowej Śniadecki S.A., jak i przez jednoosobową działalność gospodarczą Sylwestra Śniadeckiego.

[iv] Dane dotyczą inwestycji realizowanych przez spółki wchodzące w skład holdingu Śniadecki S.A. oraz przez jednoosobową działalność gospodarczą Sylwestra Śniadeckiego.

[v] Wskazane plany dotyczące wypłaty dywidendy na rzecz akcjonariuszy Spółki dotyczą sytuacji, w której Spółka osiągnie zysk. Spółka od 2027 roku planuje przeznaczać 25% wypracowanego zysku na dywidendę, co dla akcjonariusza oznacza wypłatę na poziomie ok. 5% wartości posiadanych akcji w skali roku. Powyższe założenia co do polityki dywidendy oraz zakładanego wzrostu wartości akcji Spółki mogą jednak ulec zmianie w przypadku zmiany okoliczności rynkowych, m.in. konieczności przeznaczenia większej ilości środków własnych na realizację projektu lub pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności Spółki. Spółka będzie dokładać starań, aby wyniki finansowe w kolejnych latach były na tyle wysokie, aby możliwa była wypłata dywidendy na rzecz akcjonariuszy, ale nie można wykluczyć ryzyka, że będzie to niemożliwe lub ograniczone, np. z uwagi na konieczność pokrycia straty z lat ubiegłych.

In-Pulse i Stagwell rewolucjonizują polski rynek insightów marketingowych

Polski sektor FMCG wchodzi w nową fazę rozwoju – napędzaną danymi, technologią i konsumenckimi emocjami. W odpowiedzi na dynamicznie zmieniające się potrzeby rynku, Stagwell – globalny lider marketingowo-technologiczny – we współpracy z siecią Żabka stworzył In-Pulse: pierwszy w Polsce, kompleksowy system analityczny, który umożliwia marketerom podejmowanie trafnych decyzji w czasie rzeczywistym.

To nie tylko nowe narzędzie. To strategiczna zmiana paradygmatu, która redefiniuje sposób, w jaki marki komunikują się z klientami, rozwijają produkty i mierzą efektywność działań.

– Polski rynek detaliczny wchodzi w nową erę, w której kluczem do sukcesu stają się insighty dostępne w czasie rzeczywistym – podkreśla Anna Pańczyk, stojąca na czele firmy In-Pulse oraz Strategic Partnership & Global Solutions w Stagwell. – Żabka i Stagwell pokazują, że przyszłość handlu to nie tylko sprzedaż, ale przede wszystkim umiejętność analitycznego podejścia do wiedzy o zachowaniach zakupowych klientów. W świecie, w którym przewagę zdobywa ten, kto szybciej rozumie konsumenta – In-Pulse staje się nowym językiem dialogu między marką a kupującym.

System In-Pulse bazuje na potężnych zasobach informacji: rzeczywistych transakcjach z ponad 11 600 sklepów Żabki, które każdego dnia generują około 4,1 mln zakupów. Te informacje, połączone z zaawansowaną analityką opartą na sztucznej inteligencji, tworzą zintegrowany system, który pozwala planować, testować i optymalizować działania marketingowe w czasie rzeczywistym – z niespotykaną dotąd precyzją.

Zamiast domysłów i modeli opartych na deklaracjach, marketerzy mają dostęp do rzeczywistych danych zakupowych i zachowań konsumenckich. To zmienia wszystko – od targetowania kampanii po wybór kanałów dystrybucji.

– In-Pulse pozwala marketerom i liderom marek widzieć i reagować szybciej niż konkurencja – dostarcza wiedzę, która przekłada się na decyzje biznesowe: od planowania kampanii po wybór właściwego kanału sprzedaży – czytamy w raporcie Rynek Insightów Marketingowych w Sektorze FMCG (BJP, wrzesień 2025).

Personalizacja komunikacji i analiza realnych zachowań shopperów – bliżej klienta niż kiedykolwiek

System In-Pulse odpowiada na rosnące znaczenie personalizacji. Marki potrzebują dziś mówić do kupujących w sposób dopasowany – komunikacją, która trafia w bardzo konkretne potrzeby i sytuacje zakupowe. Dzięki analizie realnych zachowań kupujących, In-Pulse pozwala zrozumieć, co faktycznie wpływa na wybór przy półce: czy shopper kieruje się ceną, zwraca uwagę na opakowanie, reaguje na komunikat promocyjny, czy może decyduje lokalizacja produktu. To wiedza, która daje realną przewagę w budowaniu oferty i komunikacji.

W tym kontekście In-Pulse może stać się nie tylko narzędziem przewagi konkurencyjnej dla firm FMCG, ale również nowym standardem działania na rynku. Możliwość prowadzenia testów kampanii w środowisku rzeczywistym, personalizacja komunikatów marketingowych oraz precyzyjna analiza zwrotu z inwestycji – to elementy, które redefiniują sposób myślenia o marketingu.

Jednym z najbardziej przełomowych zastosowań In-Pulse jest obszar New Product Development (NPD) i Innovation Management. To pierwsza platforma w Polsce (i jedna z nielicznych w Europie), za pomocą której marki mogą testować nowe pomysły, koncepty i opakowania bezpośrednio z prawdziwymi konsumentami – i to już na wczesnym etapie ich tworzenia. Dzięki wykorzystaniu danych z jednego, spójnego źródła (single-source) i natychmiastowemu feedbackowi od kupujących, proces NPD zyskuje nowy wymiar jakości — z poziomu intuicji przechodzi na poziom danych.

To pierwsza platforma umożliwiająca dialog z kupującymi w czasie rzeczywistym, prowadzony w modelu single-source – jednego, spójnego źródła danych. Dzięki temu marki mogą błyskawicznie weryfikować pomysły i dostosowywać je do realnych oczekiwań konsumentów, zanim zainwestują w pełne wdrożenie – mówi Paweł Bąbik, Business Partnership Partner In-Pulse.

James Townsend, CEO Stagwell EMEA
James Townsend, CEO Stagwell EMEA

Polska jest dla Stagwell jednym z kluczowych rynków w regionie CEE. – Tutaj ulokowaliśmy nasze centrum kompetencji digital commerce, a partnerstwo z Żabką zapewnia dostęp do danych i rzeczywistych zachowań zakupowych, które są bezcenne dla marketerów – podkreśla James Townsend, CEO Stagwell EMEA.

Dzięki dostępowi do społeczności niemal 10 milionów aktywnych konsumentów, marketerzy mogą zadać pytanie rano – i jeszcze tego samego dnia (nawet w ciągu 45 minut) otrzymać precyzyjny feedback od dokładnie tej grupy shopperów, na której najbardziej im zależy. To przyspiesza proces decyzyjny, obniża ryzyko rynkowe i zwiększa trafność nowych wdrożeń.

In-Pulse wpisuje się w szerszy trend transformacji cyfrowej, która obejmuje całą Europę. Globalny rynek narzędzi do automatyzacji i analityki marketingowej osiągnie wartość 1,89 miliarda USD już w 2025 roku, rosnąc w tempie 15,5% rocznie. Coraz więcej firm inwestuje w AI, big data i machine learning – ale to dostęp do danych transakcyjnych w czasie rzeczywistym staje się elementem decydującym o sukcesie.

Wyzwania, takie jak rosnąca wrażliwość cenowa, regulacje związane z RODO, czy niedobór specjalistów ds. analityki danych, powodują, że kompleksowe, skalowalne i zgodne z prawem narzędzia takie jak In-Pulse są dziś nie tylko przydatne – są konieczne.

– Dzięki In-Pulse marki po raz pierwszy mogą planować, testować i optymalizować działania marketingowe w jednym, zintegrowanym środowisku – podkreśla Anna Pańczyk.

Firmy z branży medycznej i farmaceutycznej zwiększają zatrudnienie. Nawet 30 tys. zł dla specjalistów

Okres październik-grudzień będzie niemal rekordowy w kontekście rekrutacji do branży usług medycznych, farmacji i biotechnologii. 29% firm z tego sektora chce w ostatnim kwartale zatrudniać nowych pracowników, 6% chce redukować etaty. To dobra informacja dla osób, które chcą pracować w takich organizacjach, z kolei dla firm to zapowiedź, że będą musiały bardziej rywalizować o nowe ręce do pracy. Nowe rekrutacje najczęściej powstają w związku z realizacją nowych projektów i tymczasowych inicjatyw, ze zwiększaniem różnorodności w zespołach oraz uzupełnianiem wakatów po odejściu pracowników. Kandydaci mogą liczyć na atrakcyjne wynagrodzenia, w zależności od doświadczenia i charakteru pracy mieszczą się w przedziale od 12 000 do 30 000 zł brutto.

Prognoza rekrutacyjna na czwarty kwartał roku dla sektora usług medycznych, farmacji i biotechnologii jest najwyższa od 1,5 roku i wynosi +22%. To rezultat wyższy o 4 punkty procentowe niż w trzecim kwartale 2025 oraz o 7 punktów procentowych w ujęciu rocznym.

Nowe projekty zwiększają zatrudnienie, zakończone powodują redukcje

Najczęściej firmy poszukują nowych pracowników do projektów i tymczasowych inicjatyw wymagających dodatkowych zespołów (56%). Tworzą nowe stanowiska ponieważ chcą większej różnorodności w organizacji (33%). Ponadto po 22% organizacji wymienia uzupełnianie wakatów po odejściu pracowników w ostatnim kwartale, rozwój firmy, a także zmieniające się wymagania rynkowe, które przyczyniają się do powstawania nowych ról. Jedynie 6% organizacji wskazuje możliwość zwolnień – jako przyczynę, po 50% pracodawców, wymienia zakończenie projektu oraz reorganizację lub restrukturyzację.

O tym, kto aktualnie jest potrzebny i jakie umiejętności są cenione na rynku opowiada Joanna Owsian-Bryl, starszy konsultant biznesowy ds. rekrutacji stałej w Manpower. Według ekspertki poszukiwani są specjaliści łączący zarówno umiejętności twarde, jak obsługa nowoczesnych systemów laboratoryjnych czy znajomość narzędzi bioinformatycznych, z kompetencjami miękkimi, obejmującymi pracę w międzynarodowych zespołach, skuteczną komunikację i zarządzanie projektami w działach R&D. – Warto zwrócić uwagę na rozwój cyfryzacji i automatyzację procesów w sektorze life sciences. Coraz więcej zespołów działa globalnie, dlatego cenieni są kandydaci, którzy potrafią współpracować z innymi działami oraz adaptować nowe procedury i rozwiązania, ujednolicając procesy zarówno w strukturach lokalnych, jak i globalnych. Wzrost zatrudnienia to też efekt zmian demograficznych, starzejące się społeczeństwo wpływa na zwiększenie inwestycji w badania, co bezpośrednio przekłada się na konieczność poszerzania zespołów, między innymi w obszarze Regulatory Affairs, a także o role menedżerów projektu, specjalistów R&D czy analityków danych – dodaje przedstawicielka Manpower.

Na jakie wynagrodzenia mogą liczyć kandydaci? – Wynagrodzenia w zależności od doświadczenia i charakteru pracy mieszczą się w przedziale od 12 000 do 30 000 zł brutto. Kolejną bardzo istotną kwestią są także wzrosty norm oraz standardów dotyczących badań oraz bezpieczeństwa pacjentów. Coraz bardziej restrykcyjne wymogi dotyczące badań klinicznych wpływają również na konieczność tworzenia nowych stanowisk w strukturach firm, szczególnie w obszarze compliance, audytu czy obszaru zarządzania ryzykiem, gdzie wynagrodzenia w zależności od doświadczenia i rodzaju pracy mieszczą się w przedziale od 12 000 do 24 000 zł brutto. Regulacyjne zmiany wpływają bezpośrednio na innowacje i rozwój nowych kompetencji w sektorze – mówi Joanna Owsian-Bryl.

6 na 10 firm stawia na stabilność zatrudnienia

Większość pracodawców z obszaru usług medycznych, farmacji i biotechnologii, bo aż 58%, nie planuje zmian kadrowych w ostatnim kwartale 2025 roku. Najczęściej wskazywane powody to odpowiednie dopasowanie zespołu do celów firmy (67%), strategia organizacyjna nastawiona na utrzymanie dotychczasowych pracowników (28%) oraz stabilna sytuacja rynkowa, która nie wymaga zmian w poziomie zatrudnienia (22%).

Zdaniem ekspertki, wysoki odsetek firm bez zmian kadrowych świadczy o ich dojrzałości operacyjnej oraz stabilizacji, wielu pracodawców inwestuje też w rozwój i szkolenia obecnych pracowników, co pozwala na podążanie za zmianami zarówno technologicznymi, jak i regulacyjnymi. – Obejmują one między innymi automatyzację procesów laboratoryjnych, aktualizację wiedzy w zakresie zmian prawnych, zarządzanie zespołami rozproszonymi, rozwój kompetencji liderskich i komunikacji międzydziałowej, a także niszowe obszary, takie jak cyberbezpieczeństwo danych pacjentów w laboratoriach. Pracodawcy dbają o rozwój i poszerzanie kompetencji pracowników, wiedząc jak wiele obszarów, na przykład zarządzanie danymi pacjentów, cyberbezpieczeństwo czy cyfryzacja danych, wymaga zaopiekowania w strukturach firm. Dotychczas sprawowane role mogą być także poszerzane o nowe zakresy odpowiedzialności, wynikające ze zmian zarówno prawnych, jak i naukowych w branży nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej. Przykładowo w dziale Regulatory Affairs może pojawić się obszar odpowiedzialności za bezpieczeństwo danych klinicznych i ich zgodność z RODO. Jednocześnie, wiele organizacji z sektora life sciences funkcjonuje w modelu globalnym, w związku z tym wiele rekrutacji prowadzonych jest międzynarodowo – podsumowuje Joanna Owsian-Bryl.

ManpowerGroup zapytał pracodawców o przyczyny rekrutacji nowych pracowników, redukcji etatów oraz braku zmian w liczbie zatrudnionych. Pracodawcy wskazując na powody zmian personalnych mogli wybrać maks. 3 odpowiedzi. Badanie zostało przeprowadzone globalnie, w terminie 1-31.07.2025. Na świecie wzięło w nim udział ponad 40 000 firm, z czego w Polsce było to 525.

CBRTP rozwija technologię 8-calowych wafli z azotku galu

Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu (CBRTP) prowadzi prace nad technologią wytwarzania 8-calowych wafli z azotku galu (freestanding GaN wafers) – ich rozmiar i jakość krystalograficzna mogą zrewolucjonizować elektronikę, produkcję samochodów elektrycznych, systemy energetyczne i komunikacyjne. To projekt o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa technologicznego Europy, dotychczas uzależnionej od amerykańskich i azjatyckich dostawców.

Produkcja dużych, 8-calowych wafli GaN to jedno z najtrudniejszych wyzwań technologicznych – dziś niemal całkowicie rynek ten jest zdominowany przez USA i Azję. Projekt CBRTP ma przełomowy charakter: po raz kolejny od czasów Ammono – polskiego producenta monokrystalicznych wafli GaN o rozmiarze 2 cali, który ponad 25 lat temu uruchomił produkcję (aktualnie technologia jest wykorzystywana przez Instytut Wysokich Ciśnień PAN) – w Polsce i w tej części Europy powstaje przełomowa technologia ich wytwarzania.

Naszym założeniem jest stworzenie w Polsce technologii na miarę europejskiego zapotrzebowania, która umożliwi produkcję nowoczesnych półprzewodników w oparciu o rodzimy potencjał badawczo-rozwojowy. To nie tylko innowacja technologiczna, ale i strategiczny krok w kierunku niezależności i zrównoważonego przemysłu – mówi Grzegorz Putynkowski, prezes zarządu CBRTP.

W laboratoriach Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu powstaje demonstracyjny reaktor badawczy, który pozwoli na testową produkcję i walidację procesów w warunkach przemysłowych. Celem jest uzyskanie materiału o bardzo niskiej gęstości defektów przy jednoczesnym zwiększeniu rozmiaru i obniżeniu kosztów produkcji.

Półprzewodniki to fundament współczesnej cywilizacji – od smartfonów i sieci 5G, po pojazdy elektryczne i systemy obronne. Azotek galu stanowi kolejną generację półprzewodników, oferując większą wydajność, szybkość i efektywność energetyczną niż tradycyjny krzem. Dzięki temu urządzenia mogą być mniejsze, szybsze i bardziej energooszczędne. W energetyce i elektromobilności GaN pozwala tworzyć wydajne ładowarki, przetwornice i inteligentne systemy zarządzania energią, a w elektronice konsumenckiej – bardziej trwałe i efektywne energetycznie urządzenia: od smartfonów po sprzęt AGD. Równocześnie rozwój własnej technologii wytwarzania wafli GaN stanowi krok w kierunku zwiększenia niezależności technologicznej Europy, ograniczając jej zależność od azjatyckich i amerykańskich dostawców surowców i komponentów strategicznych.

Planujemy zakończenie prac nad demonstratorem technologii oraz uruchomienie linii pilotażowej do testowej produkcji 8-calowych wafli GaN do połowy 2026 r. Europa potrzebuje własnych kompetencji w zakresie zaawansowanych półprzewodników, a prace takie jak nasze są fundamentem przyszłej niezależności technologicznej: od energetyki po mobilność i cyfryzację – podkreśla Grzegorz Putynkowski.

Obecnie CBRTP prowadzi rozmowy z międzynarodowymi partnerami przemysłowymi w celu przygotowań do przyszłej komercjalizacji. W kolejnych etapach projektu przewidziane jest również rozwijanie współpracy z podmiotami z całej Europy i Azji, co pozwoli na skuteczne wdrożenie technologii GaN do przemysłu.

Z danych Fortune Business Insights wynika, że wartość globalnego rynku półprzewodników szacowano na 681,05 mld USD w 2024 r., a prognozy wskazują na jego wzrost z 755,28 mld USD w 2025 r. do 2062,59 mld USD do 2032 r., przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) na poziomie 15,4% w okresie prognozy (2025-2032).

Trump blokuje budowę gigantycznej farmy słonecznej w Nevadzie. Panele wrócą do Chin

Decyzja administracji Donalda Trumpa o anulowaniu budowy farmy słonecznej o mocy 6,2 GW w Nevadzie zakończyła realizację projektu uznawanego za największą inwestycję fotowoltaiczną w Ameryce Północnej. Instalacja miała dostarczać energię elektryczną dla blisko dwóch milionów gospodarstw domowych.

Koniec projektu Esmeralda 7

Gigantyczna inwestycja, realizowana na terenach federalnych przez konsorcjum Esmeralda Solar Partners, została usunięta z listy projektów objętych przeglądem środowiskowym. Biuro Zarządzania Gruntami (BLM) w komunikacie stwierdziło, że „projekt nie spełnia wymogów proceduralnych i wymaga ponownej oceny wpływu na środowisko”. To oznacza faktyczne anulowanie przedsięwzięcia – dokumentacja przestaje obowiązywać, a proces uzyskania pozwoleń będzie musiał ruszyć od nowa.

Powrót do paliw kopalnych

Decyzja jest zgodna z linią nowej administracji, która w ostatnich miesiącach cofnęła lub zamroziła kilka dużych inwestycji w OZE. Trump w kampanii wyborczej wielokrotnie zapowiadał „koniec epoki zielonej propagandy” i przywrócenie „energetycznego realizmu” – czyli większego wsparcia dla ropy, gazu i węgla. Według źródeł Politico, w Białym Domu trwają prace nad projektem ustaw ograniczających ulgi podatkowe dla firm inwestujących w fotowoltaikę.

Oficjalne powody: środowisko i biurokracja

W oficjalnym komunikacie BLM pojawiły się argumenty o „potrzebie ochrony dzikiej przyrody” i „zbyt dużej ingerencji w krajobraz Nevady”. Projekt Esmeralda 7 miał zajmować obszar ponad 180 mil kwadratowych – część ekologów ostrzegała, że inwestycja może zniszczyć siedliska rzadkich gatunków pustynnych. Jednocześnie krytycy zwracają uwagę, że rząd używa argumentów ekologicznych do wstrzymywania… zielonych inwestycji.

Symboliczny cios dla branży OZE

Dla sektora energii odnawialnej to poważny cios. Projekt o mocy 6,2 GW stanowiłby około 8 proc. wszystkich nowych mocy fotowoltaicznych planowanych w USA w najbliższych latach. Jego anulowanie oznacza utratę tysięcy miejsc pracy i miliardowych kontraktów dla dostawców sprzętu, firm budowlanych i sieciowych. Według analityków PV Tech, decyzja ta może schłodzić nastroje inwestorów i spowolnić rozwój nowych farm w regionie.

Wątek chiński i napięcia handlowe

Nie bez znaczenia pozostaje też aspekt geopolityczny. Znaczna część paneli miała pochodzić z chińskich fabryk Longi i JA Solar. Po decyzji o wstrzymaniu inwestycji, deweloperzy zapowiedzieli, że „panele zostaną zwrócone dostawcom”, co w praktyce oznacza ich powrót do Chin. Dla Pekinu to symboliczna porażka amerykańskiej zielonej transformacji – i argument w dyskusji o skutkach polityki celnej USA.

Prezydent Madagaskaru ucieka z kraju

Madagaskar pogrąża się w największym kryzysie politycznym od kilkunastu lat. Według doniesień międzynarodowych agencji informacyjnych, prezydent Andry Rajoelina miał opuścić kraj na pokładzie samolotu francuskiej armii, po tym jak część sił zbrojnych przeszła na stronę protestujących.

Bunt, który wymknął się spod kontroli

Wszystko zaczęło się niewinnie. Od wielu miesięcy mieszkańcy Madagaskaru narzekali na rosnące ceny żywności, brak prądu i wody, a także na korupcję w administracji. Gdy 25 września 2025 roku rozpoczęły się masowe protesty w stolicy, początkowo miały charakter pokojowy. W ciągu kilku dni przerodziły się jednak w ogólnokrajowy bunt. Ludzie zaczęli domagać się dymisji rządu i ustąpienia prezydenta, który od miesięcy unikał publicznych wystąpień.

Przełom nastąpił, gdy elitarna jednostka wojskowa CAPSAT ogłosiła, że nie będzie wykonywać rozkazów władz i wezwała resztę armii do „stanięcia po stronie narodu”. Decyzja ta była punktem zwrotnym – w ciągu 48 godzin władza prezydenta praktycznie się załamała. Rajoelina stracił kontrolę nad stolicą i musiał uciekać z pałacu prezydenckiego w Antananarywie.

Ucieczka z kraju

Według doniesień dziennikarzy „The Guardian” i „France 24”, prezydent został przewieziony na lotnisko wojskowe Ivato, skąd odleciał na pokładzie francuskiego samolotu transportowego. Kierunek lotu nie został oficjalnie potwierdzony, ale niektóre źródła wskazują, że maszyna skierowała się na francuską wyspę Réunion, położoną 900 kilometrów na wschód od Madagaskaru.

Francuskie władze nie potwierdziły, że udzieliły schronienia Rajoelinie, ale w kuluarach mówi się o „działaniach humanitarnych w celu zapewnienia bezpieczeństwa obywatelowi Francji”. Warto przypomnieć, że Rajoelina posiada podwójne obywatelstwo – francuskie i malgaskie.

Koniec władzy, która narodziła się w chaosie

Ironią historii jest to, że Andry Rajoelina sam doszedł do władzy w wyniku przewrotu. W 2009 roku, mając zaledwie 34 lata, poprowadził falę protestów przeciwko prezydentowi Marcowi Ravalomananie, oskarżając go o korupcję i autorytaryzm. Wtedy to właśnie jednostki wojskowe poparły Rajoelinę – niemal dokładnie tak, jak dziś poparły jego przeciwników.

Jego rządy, mimo początkowego entuzjazmu, szybko zaczęły przypominać te, które wcześniej krytykował. Wzrost gospodarczy był nierówny, inwestycje zagraniczne malały, a programy infrastrukturalne kończyły się fiaskiem. Według Banku Światowego, ponad 70% mieszkańców Madagaskaru wciąż żyje poniżej granicy ubóstwa, a w 2024 roku inflacja żywnościowa przekroczyła 20%.

Francja znów w roli cichego rozgrywającego

Ucieczka prezydenta przy pomocy francuskiego samolotu wojskowego otworzyła dyskusję o rzeczywistej roli Paryża w Afryce. Francja oficjalnie zaprzecza, jakoby „udzieliła politycznego wsparcia” Rajoelinie, ale nie można nie zauważyć symboliki całej sytuacji.
Madagaskar był francuską kolonią do 1960 roku, a wpływy kulturowe i gospodarcze pozostały silne do dziś. Francja jest największym inwestorem zagranicznym na wyspie i kluczowym partnerem handlowym.

W ostatnich latach Paryż traci jednak wpływy w Afryce – z Mali, Nigru i Burkina Faso musiał wycofać wojska po seriach antyfrancuskich protestów. Madagaskar, dotąd stosunkowo stabilny, był jednym z ostatnich krajów regionu, w których Francja utrzymywała dobre relacje. Dzisiejsze wydarzenia mogą te relacje radykalnie przedefiniować.

Kto teraz przejmie władzę?

Po ucieczce prezydenta w kraju zapanowała konstytucyjna próżnia. Wiceprezydent oraz premier – według lokalnych mediów – „zniknęli” lub znajdują się pod ochroną armii.
Jednostki lojalne wobec protestujących zapowiedziały utworzenie „Komitetu Ocalenia Narodowego”, który ma tymczasowo przejąć obowiązki rządu i przygotować wybory w ciągu sześciu miesięcy.

Nie ma jednak gwarancji, że wojsko rzeczywiście dotrzyma tych obietnic.
Historia Madagaskaru zna już przypadki, gdy tymczasowe rządy wojskowe przedłużały swoje mandaty na lata.

Z punktu widzenia prawa konstytucyjnego, ewentualna rezygnacja lub ucieczka prezydenta wymaga uruchomienia art. 52 Konstytucji Republiki Madagaskaru, który przewiduje powierzenie obowiązków szefowi Senatu. W obecnej sytuacji jednak Senat jest sparaliżowany, a część jego członków zbiegła z kraju.

Co naprawdę hamuje kariery Polaków

Zasiedzenie się w jednej firmie to największa bariera dla rozwoju kariery. Ale dane z Polski pozytywnie zaskakują.

  • Globalnie jeden na pięciu pracowników (19 proc.) wymienia brak obiektywnej możliwości rozwoju jako główną barierę w awansie zawodowym.
  • Jednak pracownicy w Polsce jako główną barierę podają brak własnych chęci (15 proc.).
  • Jedna trzecia (34 proc.) pracowników, którzy mają trudności z awansowaniem w obecnej pracy, aktywnie poszukuje nowej lub bierze udział w rozmowach kwalifikacyjnych.

Obiektywny brak możliwości rozwoju w pracy to najczęstsza przyczyna zastoju w karierze, wynika ze światowego raportu ADP „People at Work 2025. A Global Workforce View”. Jeden na pięciu pracowników (19 proc.) twierdzi, że jego rozwój zawodowy jest blokowany przez fakt „utknięcia” w obecnym miejscu pracy. Inne istotne powody to: osobisty brak chęci zmiany (13 proc.) i brak czasu, jaki można poświęcić na rozwój (12 proc.). Rzadziej wymieniane przeszkody to: strach (5 proc.) i brak wykształcenia (5 proc.), co sugeruje, że motywacja i możliwości przeważają nad lukami w kompetencjach. Dane pochodzą z odpowiedzi ankietowych niemal 38 tys. pracowników z 34 krajów.

W Polsce 15 proc. badanych stwierdziło, że najważniejszą przeszkodą w ich dalszym awansie jest brak chęci i zadowolenie z obecnej sytuacji zawodowej. Ankietowani niemal równie często jako powód zastoju w ich karierze wskazywali brak czasu (14 proc.), a dopiero na trzecim miejscu znalazł się obiektywny brak możliwości rozwoju w obecnej pracy (12 proc.). Warto zauważyć, że tę przyczynę polscy pracownicy wskazywali najrzadziej wśród europejskich zatrudnionych. Był to też drugi najniższy wynik na świecie. Niemożność rozwoju w aktualnym miejscu pracy najbardziej doskwiera talentom pracującym na południu Europy – we Włoszech i Hiszpanii (po 23 proc.). We Francji i Szwecji jako główną przyczynę wskazało ją 20 proc. respondentów. Nieco lepiej jest u naszych sąsiadów – 17 proc. w Niemczech i 15 proc. w Czechach.

Polski rynek pracy jest bardziej mobilny w porównaniu z tym na południu Europy. Zatrudnieni w polskich firmach stosunkowo często zmieniają pracę, zwłaszcza jeśli nie są zadowoleni z wynagrodzenia czy warunków pracy. To może mieć decydujące znaczenie – polscy pracownicy są dość samodzielni i biorą sprawy w swoje ręce, więc nawet jeśli mają w swojej karierze doświadczenie blokady zawodowej, znajdują sposoby na jej pokonanie. Z kolei w krajach bardziej dojrzałego kapitalizmu choć oczekiwanie konkretnej ścieżki rozwoju oferowanej przez firmę jest powszechne, to jednak wyrwanie się z „utknięcia” wydaje się trudniejsze. Takie uczucie może wzmagać skostniała struktura zatrudnienia w danej firmie, charakterystyka miejscowego rynku pracy czy ogólna satysfakcja finansowa – wskazuje Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

Na świecie problem takiego „utknięcia w mało rozwojowej pracy” jako swój problem na ścieżce kariery najczęściej wskazywali pracownicy z Ameryki Południowej: Brazylii, Argentyny (26 proc.), Chile (25 proc.) i Peru (24 proc.). Najrzadziej ten problem dotyka pracowników w Singapurze (11 proc.).

Różnice pokoleniowe i demograficzne

Postrzeganie barier zawodowych różni się w zależności od wieku. Ponad 20 proc. pracowników w wieku co najmniej 40 lat wskazuje na brak możliwości rozwoju, w porównaniu z zaledwie 14 proc. osób w wieku do 26 lat. W najstarszej badanej grupie wiekowej (55-64 lata) to 22 proc. wskazań.

Podobnie się dzieje, jeśli spojrzymy na hierarchię firmową. Brak dalszej możliwości rozwoju wskazało 16 proc. kadry kierowniczej i menedżerów wyższego szczebla, 18 proc. menedżerów średniego i pierwszego szczebla oraz 20 proc. specjalistów.

Ze „szklanym sufitem” lub „lepką podłogą”najczęściej zderzają się osoby zatrudnione w najmniejszych firmach (do 9 pracowników) – 21 proc. Jednak w firmach każdej wielkości stanowią one stosunkowo wysoki odsetek, oscylujący w granicach 18-19 proc.

Stagnacja w rozwoju napędza ryzyko rotacji

Na całym świecie 15 proc. pracowników uważa, że zmiana pracodawcy jest niezbędna dla rozwoju ich kariery. W Polsce takiej odpowiedzi udzieliło 10 proc. badanych.

Zastój w rozwoju wydaje się być silnym bodźcem do poszukiwania nowej pracy. Wśród pracowników, którzy dostrzegają niewielkie możliwości rozwoju w aktualnym miejscu, 34 proc. aktywnie poszukuje nowej pracy lub chodzi na rozmowy kwalifikacyjne. Co więcej, osoby twierdzące, że tylko zmiana pracy umożliwi im rozwój, słabo postrzegają swoją produktywność. Aż 2,6 razy rzadziej uważają się za produktywnych pracowników w porównaniu z resztą badanych.

Co sprawia, że pracownicy są lojalni?

I odwrotnie – szansa na rozwój wspiera lojalność. Pracownicy, którzy z tego powodu chcą zostać w obecnej pracy, jako najważniejsze powody wskazują:

  • Prognozę awansu (45 proc.)
  • Szkolenia zawodowe i rozwój umiejętności (36 proc.)
  • Elastyczne godziny pracy (34 )

Dla Polaków głównymi argumentami za pozostaniem w dotychczasowym miejscu zatrudnienia są: motywujące wynagrodzenia (34 proc.), elastyczny czas pracy (33 proc.) i szanse na awans (29 proc.). Nieco mniejsze znaczenie miały szkolenia oraz oferowana przez pracodawcę prywatna opieka medyczna – zebrały po 20 proc. wskazań.

– Ograniczone możliwości rozwoju kariery skutkują nie tylko niższym zaangażowaniem pracowników – ale także utratą produktywności, zmniejszoną innowacyjnością i wyższą rotacją – mówi Nela Richardson, główna ekonomistka ADP. – Organizacje, które oferują jasne, sprawiedliwe ścieżki kariery, nie tylko zatrzymują talenty, przede wszystkim tworzą przestrzeń do uwolnienia pełnego potencjału produkcyjnego swoich pracowników.

Metodologia raportów „People at Work 2025”

Raport „People at Work” opiera się na kompleksowym badaniu Global Workforce Survey przeprowadzonym przez zespół ADP Research. Badanie, prowadzone corocznie od 2015 roku, zostało zaprojektowane przez zespół analityków ADP Research tak, by przedstawiało rynek pracy z perspektywy samych pracowników. W ten sposób dostarcza informacji, które pozwalają modyfikować świat pracy dzięki lepszemu zrozumieniu nastrojów i oczekiwań pracowników.

Bazując na danych ankietowych zebranych wśród niemal 38 tys. pracujących dorosłych na 34 rynkach z sześciu kontynentów, raport „People at Work 2025” przedstawia reprezentatywny obraz globalnej siły roboczej, umożliwiając porównywanie nastrojów pracowników panujących w różnych krajach i regionach. Respondenci pochodzą z różnych branż, mają różne wykształcenie, pracują stacjonarnie lub zdalnie oraz posiadają zróżnicowane kompetencje. Rekrutują się z organizacji każdej wielkości – od firm kilkuosobowych do korporacji, spośród pracowników wszystkich szczebli w firmowej hierarchii oraz indywidualnych przedsiębiorców.

Respondenci pochodzą z różnych branż, mają zróżnicowane wykształcenie, pracują stacjonarnie lub zdalnie oraz dysponują różnymi kompetencjami. Zajmują zarówno stanowiska kierownicze, jak i specjalistyczne w organizacjach o różnej wielkości zatrudnienia.

Badacze z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ tworzą EtnoLAB – laboratorium badań społecznych

Badacze z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Wydziału Historycznego UJ powołali do życia EtnoLAB. Jest to zespół, który realizuje bardzo szeroki zakres projektów etnologicznych na potrzeby otoczenia uczelni, wykorzystując do tego specjalistyczną wiedzę i wieloletnie doświadczenia badawcze.

Idea EtnoLAB-u wzięła się z naturalnej potrzeby transferowania wiedzy z murów uniwersytetu do jego otoczenia. Przez ostatnie lata prowadzenia ekspertyz, działań edukacyjnych i publikacyjnych, badacze postanowili stworzyć centrum kompetencyjne, które sprawnie i zarazem profesjonalnie odpowie na potrzeby otoczenia. A te są bardzo zróżnicowane – prowadzone na tym polu projekty służą różnym celom i każdorazowo wymagają indywidualnego ustalenia metod ich realizacji.

Od opieki zdrowotnej po turystykę…

Pomysłodawcy EtnoLAB-u, dr Małgorzata Roeske i dr Łukasz Sochacki z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, mówią, że w ich pracy nie zdarzają się takie same projekty. Przez kilkanaście lat pracowali między innymi dla różnych gmin, muzeów, organizatorów imprez kulturalnych, fundacji, a nawet hospicjum. Jak mówią, to charakter potrzeby społecznej warunkuje sposób ich pracy. Częścią wspólną badań jest poszukiwanie odpowiedzi na pytania, które bezpośrednio odnoszą się do ludzi i są dla nich ważne. Za każdym razem badana grupa jest inna i „żyje” odmiennymi problemami. Nierzadko specyfika tych problemów prowadzi do napięć, ukrytych lub jawnych konfliktów społecznych.

– Pracujemy z samorządami lokalnymi, sektorem NGO, instytucjami kultury i innymi podmiotami, które chcą przeprowadzić badania partycypacyjne, czyli oparte na analizowaniu doświadczeń, postaw i opinii określonych grup społecznych czy środowisk. Nasza praca polega na bezpośrednich obserwacjach, przeprowadzaniu wywiadów etnograficznych oraz doświadczaniu tego, czego doświadczają badane przez nas grupy, dla pełnego zrozumienia danego zjawiska. Gdy rozpoznajemy problematykę u źródła, dopiero wtedy możemy wypracować realne rozwiązania, propozycje zmian lub dać odpowiedź na temat danej sytuacji czy rzeczywistości. Po takich dogłębnych, kompleksowych badaniach rozwiązania te są osadzone bardzo mocno w danym kontekście i po prostu odpowiadają na oczekiwania społeczne – mówi dr Małgorzata Roeske z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, współzałożycielka EtnoLAB-u.

Więcej niż badania opinii

Na tle wielu różnych firm badawczych działających na rynku EtnoLAB wyróżnia warsztat naukowy, zaplecze akademickie i przede wszystkim bogate doświadczenia w prowadzeniu badań partycypacyjnych, w tym przeprowadzanych wśród grup wrażliwych, takich jak mniejszości etniczne, pacjenci, osoby wykluczone czy osoby z niepełnosprawnościami.

– Zazwyczaj realizujemy antropologię zaangażowaną. Badania prowadzimy w sposób kompleksowy, wykorzystując nie tylko obserwacje i wnioskowanie, ale przede wszystkim metody shadowingu, który polega na fizycznym zanurzeniu się, wejściu w realia grup. Oprócz tego oczywiście są wywiady etnograficzne i badanie dostępnych źródeł informacji. To kompleksowe podejście wykracza poza metody przyjmowane nawet przez wyspecjalizowane firmy badające opinię publiczną czy prowadzące grupy fokusowe, ale dzięki temu na końcu przedstawiamy pełen obraz, gdzie mamy niuansowanie zebranych informacji i naświetlone kwestie, które w rutynowych badaniach pozostają nieodkryte – wyjaśnia dr Łukasz Sochacki z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, współzałożyciel EtnoLAB-u.

Zrozumieć innych, przeciwdziałać kryzysom, rozwiązywać konflikty

Niewątpliwą wartością pogłębionych badań etnologicznych jest zrozumienie i wielowymiarowe, całościowe spojrzenie na sytuacje, w których kluczową rolę odgrywają ludzie. A tam gdzie ludzie, tam i emocje, motywacje, różne wartości, opinie i punkty widzenia. No i konflikty…

– Brzmi to patetycznie, ale zrozumienie drugiego człowieka umożliwia porozumienie z nim. I w zasadzie na tym polega nasza praca – by poprzez dostarczanie informacji, które pozwalają zrozumieć określone grupy ludzkie, ułatwić innym współpracę z tymi grupami, dialog, czy po prostu wskazać takie rozwiązania, które zostaną przez daną grupę zaakceptowane i dobrze przyjęte. Tego rodzaju wiedza jest przydatna wszędzie tam, gdzie współistnieją różne grupy ludzi i gdzie ktoś decyduje o sprawach mających wpływ na społeczności – dodaje dr Małgorzata Roeske.

Jak mówi naukowczyni, tak jak każdy projekt jest inny, tak i wyniki badań etnologicznych służą odmiennym celom i za każdym razem dają innego rodzaju informacje. W wyniku takich badań powstają zarówno raporty i ekspertyzy dla różnych organizacji, jak i zalecenia co do sposobu rozwiązania na przykład kwestii spornych między dwiema stronami. To są także wskazówki dotyczące sposobu prowadzenia komunikacji, dające podstawę do podjęcia lepszych decyzji, na przykład w zakresie przygotowania atrakcji festiwalowych, konkretnych wystaw w muzeach, scenariuszy gier terenowych, ścieżek edukacyjnych czy zaprojektowania udogodnień dla rozmaitych grup docelowych – od turystów, przez pacjentów, po mieszkańców danej dzielnicy, osiedla czy gminy.

Wyniki badań etnologicznych mogą też pomagać w rozwoju innowacji kulturowych.

– Zdarza nam się poprzez badania etnologiczne projektować obszar user experience, czyli ogół doświadczeń i wrażeń użytkowników z kontaktu z cyfrowymi usługami, grami, mapami interaktywnymi czy formatami multimedialnymi. Dla podmiotów, które odpowiadają za rozwój i tworzenie takich usług czy formatów, wiedza o tym, jak dana usługa będzie odbierana przez grupy docelowe jest bezcenna już na początku projektu – mówi dr Łukasz Sochacki.

Transfer wiedzy etnograficznej

Zespół EtnoLAB jest wspierany przez Centrum Transferu Technologii UJ, CITTRU, które odpowiada za budowanie i rozwój relacji z otoczeniem UJ.

– Utworzenie wyspecjalizowanego zespołu w ramach uniwersytetu to naturalny krok na drodze rozwoju badaczy, którzy w swojej codziennej pracy naukowej mają ciągłą styczność z podmiotami spoza uczelni i zarazem bogate doświadczenia w praktykowaniu nauki. Większość dotychczasowych projektów dotyczyła określonych społeczności i tym społecznościom służyła. Ponieważ jest duże zapotrzebowanie na różne formy wsparcia ze strony etnografów i etnologów, utworzenie centrum kompetencyjnego to rozwiązanie dobre i dla uczelni i dla podmiotów, które chcą z korzystać z tego rodzaju wsparcia. Z perspektywy uniwersytetu takie wyspecjalizowane zespoły pozwalają oddzielić prace projektowe prowadzone dla zewnętrznych podmiotów od pracy naukowej i dydaktycznej – tłumaczy dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka Centrum Transferu Technologii UJ, CITTRU, które wspiera EtnoLAB w budowaniu relacji z otoczeniem UJ.

Nastroje w budownictwie słabną

Subindeks Barometru EFL dla branży budowlanej w IV kwartale 2025 roku wyniósł 51,3 pkt, co oznacza spadek o 5,5 pkt kwartał do kwartału. To najniższy poziom od ponad dwóch lat – niższy wynik odnotowano ostatnio w III kwartale 2023 roku (48 pkt). Mimo że sektor wciąż utrzymuje się powyżej neutralnej granicy 50 pkt, wyraźnie widać ochłodzenie nastrojów wśród przedsiębiorców budowlanych.

– Odczyt subindeksu na poziomie 51,3 pkt pokazuje, że branża budowlana znalazła się w fazie wyhamowania po już dość słabym pierwszym półroczu, gdzie produkcja budowlana była niższa o 0,7 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Obecny spadek nastrojów jest dość wyraźny, co po części wynika z sezonowości oraz większej niepewności rynkowej. W związku ze zbliżającym się sezonem zimowym firmy ostrożniej podchodzą do nowych inwestycji i zleceń, a także sygnalizują słabszą płynność finansową. Wciąż jednak utrzymujemy się powyżej progu 50 pkt, co oznacza, że przedsiębiorcy nadal widzą potencjał do rozwoju – komentuje Piotr Warmuła, dyrektor departamentu sprzedaży rynku maszyn i urządzeń w EFL.


Mniej optymizmu w sprzedaży i płynności

W IV kwartale 2025 roku tylko 16 proc. firm budowlanych prognozuje wzrost sprzedaży, wobec 35 proc. w poprzednim kwartale. Zdecydowana większość (84 proc.) spodziewa się utrzymania obecnych poziomów przychodów.

Słabsze prognozy sprzedaży przekładają się na pogorszenie ocen płynności finansowej. Jedynie 12,5 proc. przedsiębiorców oczekuje jej poprawy (wobec 33 proc. w III kwartale), a pozostali przewidują stabilizację na obecnym poziomie.


Inwestycje wyraźnie w dół

Firmy budowlane coraz ostrożniej planują inwestycje. W IV kwartale br. tylko 5 proc. przedsiębiorstw planuje zwiększenie nakładów inwestycyjnych – niemal czterokrotnie mniej niż w poprzednim kwartale (19 proc.).

Co więcej, 29 proc. badanych spodziewa się spadku inwestycji, a większość (66 proc.) – utrzymania ich na obecnym poziomie. Dane te potwierdzają, że w końcówce roku przedsiębiorcy skupiają się raczej na utrzymaniu płynności i bieżącej działalności, niż na rozwoju nowych projektów.


Zwiększone zainteresowanie finansowaniem zewnętrznym

Na tle spadku nastrojów inwestycyjnych i sprzedażowych lekko wzrosło zainteresowanie finansowaniem zewnętrznym. 7,5 proc. firm deklaruje większe zapotrzebowanie na kredyt lub leasing, podczas gdy w poprzednim kwartale odsetek ten wynosił zaledwie 3 proc. Może to oznaczać, że część przedsiębiorstw sięga po zewnętrzne środki w celu utrzymania płynności finansowej w okresie sezonowego spowolnienia.


Barometr EFL: budownictwo w dół, gospodarka lekko w górę

Podczas gdy subindeks dla budownictwa spadł do 51,3 pkt, wartość głównego indeksu Barometru EFL – obejmującego wszystkie sektory – wyniosła 53,4 pkt, co oznacza wzrost o 1,9 pkt w ujęciu kwartalnym. Oznacza to, że ogólne nastroje przedsiębiorców w Polsce są stabilne, jednak branża budowlana wyraźnie odstaje od pozostałych sektorów gospodarki.


Kluczowe dane – Barometr EFL dla budownictwa (IV kwartał 2025)

Kategoria Wynik IV kw. 2025 Zmiana kw./kw.
Subindeks 51,3 pkt -5,5 pkt
Inwestycje 5% firm prognozuje wzrost (19% w III kw.)
Sprzedaż 16% firm prognozuje wzrost (35% w III kw.)
Płynność finansowa 12,5% oczekuje poprawy (33% w III kw.)
Finansowanie zewnętrzne 7,5% deklaruje większe zapotrzebowanie (3% w III kw.)

Wnioski

Branża budowlana kończy 2025 rok z wyraźnie słabszym optymizmem. Spadek subindeksu poniżej 52 pkt sugeruje, że firmy spodziewają się spowolnienia aktywności inwestycyjnej w najbliższych miesiącach. Jednocześnie utrzymanie wyniku powyżej granicy 50 pkt wskazuje, że sektor nadal pozostaje w umiarkowanej fazie rozwoju, a przedsiębiorcy – mimo sezonowych trudności – nie przewidują gwałtownego załamania.

Matexi Polska podsumowuje trzeci kwartał: rosnący popyt, stabilna oferta i nowe inwestycje

Deweloper Matexi Polska podsumował sprzedaż mieszkań zrealizowaną w trzecim kwartale br. W tym okresie zawartych zostało łącznie 110 umów deweloperskich. To o 10% więcej niż w drugim kwartale tego roku i aż o ponad 50% więcej względem pierwszych trzech miesięcy tego roku. Narastająco od początku roku spółka zakontraktowała już 280 mieszkań (+12 proc. w ujęciu r./r.).

W minionym okresie widoczny był rosnący popyt na mieszkania. Zainteresowanie klientów utrzymywało się na dobrym poziomie, czemu sprzyjają lepsze warunki kredytowe wynikające z obniżki stóp procentowych. W okresie wakacyjnym nie odnotowaliśmy typowego spowolnienia sezonowego, które w poprzednich latach było zauważalne. Matexi systematycznie poprawia swoje wyniki sprzedażowe, a klienci pozytywnie oceniają naszą ofertę, atrakcyjną pod względem lokalizacji, standardu oraz różnorodności dostępnych mieszkań. Spodziewamy się również dobrego czwartego kwartału. Obniżki stóp procentowych z pewnością działają na plus i wspierają dalszy wzrost popytu. Dodatkowo, w pierwszym kwartale 2026 roku planujemy rozpoczęcie sprzedaży dwóch nowych projektów w Warszawie oraz jednego w Krakowie – podkreślił Mirosław Bednarek, Regional Business Director, Prezes Zarządu Matexi Polska

Firma Matexi Polska w trzecim kwartale br. zawarła z klientami łącznie 110 umów deweloperskich, w tym 89 w Warszawie oraz 21 w Krakowie. Oznacza to wzrost o nieco ponad 10% względem drugiego kwartału br. (sprzedaż wyniosła wówczas 99 mieszkań) oraz o ponad 50% więcej niż w pierwszym kwartale br., kiedy zakontraktowano 71 lokali.  W porównaniu do analogicznego okresu minionego roku odnotowany został wzrost o ponad 40% (w trzecim kwartale 2024 r. sprzedanych zostało 78 mieszkań).

Narastająco przez pierwsze trzy kwartały br. Matexi Polska podpisało umowy deweloperskie na łącznie 280 mieszkań i był to wynik o 12% lepszy względem porównywalnego okresu poprzedniego roku (w tym okresie sprzedanych zostało 249 mieszkań).

W minionym kwartale firma zakończyła sprzedaż krakowskiej inwestycji Kameralny Prokocim 2. Na koniec września br. w ofercie dostępnych było 562 mieszkań, w ramach aktywnych 9 projektów deweloperskich (6 w Warszawie: Bukowińska Mokotów, Sady Żoliborz, Splot Wola, Żelazna 54, XYZ Place, Na Okrzei oraz 3 w Krakowie: Takt Lirników, Apartamenty Portowa, Do Wilgi).   

– Aktualnie w naszej ofercie znajduje się ponad pół tysiąca lokali, w tym 41 mieszkań gotowych do odbioru (17 w Warszawie, w projektach Na Okrzei i Sady Żoliborz, oraz 24 w krakowskiej inwestycji Do Wilgi). Do końca bieżącego roku planujemy również zakończenie budowy i przekazanie do użytkowania I etapu projektu XYZ Place na warszawskim Okęciu. Utrzymujemy stabilne tempo realizacji naszych inwestycji, a szeroka i zróżnicowana oferta pozwala nam odpowiadać na potrzeby zarówno klientów poszukujących gotowych mieszkań, jak i tych zainteresowanych zakupem na wcześniejszym etapie realizacji. Naszym celem pozostaje konsekwentne wzmacnianie obecności Matexi Polska w kluczowych lokalizacjach Warszawy i Krakowa – powiedziała Katarzyna Mirota, Członkini Zarządu, Matexi Polska.

W trzecim kwartale 2025 roku Matexi Polska przekazało właścicielom klucze do 102 mieszkań, a narastająco przez dziewięć miesięcy wydanych zostało 256 gotowych lokali.  Dla porównania, w pierwszych trzech kwartałach 2024 r. przekazano 225 gotowych lokali (w tym 101 w samym trzecim kwartale 2024 r.). W ostatnim czasie uzyskano pozwolenie na użytkowanie dla krakowskiej inwestycji Do Wilgi.  Przekazywanie  kluczy właścicielom rozpocznie się w czwartym kwartale br.

Od 20 października rusza nowa odsłona programu NaszEauto

Od 20 października 2025 r. program NaszEauto rusza w nowej odsłonie. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wprowadza szereg zmian, które znacząco rozszerzają grono beneficjentów oraz katalog pojazdów objętych dopłatami. W ramach nowej edycji o wsparcie będą mogły ubiegać się nie tylko osoby fizyczne i przedsiębiorcy, lecz także instytucje publiczne, organizacje pozarządowe oraz parki narodowe. Jednocześnie program obejmie nowe typy pojazdów – samochody dostawcze o masie do 3,5 tony (kategoria N1) oraz małe busy do przewozu osób (kategoria M2) o dopuszczalnej masie całkowitej do 5 ton.

Jak podkreślił wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta, zmiany mają na celu lepsze dostosowanie programu do realnych potrzeb rynku oraz zwiększenie jego efektu środowiskowego. – „Zmieniamy program NaszEauto, by był on jeszcze lepiej dopasowany do potrzeb beneficjentów. Otwieramy go na nowe grupy – organizacje pozarządowe, instytucje publiczne i parki narodowe – oraz nowe kategorie pojazdów. Dzięki temu wsparcie trafi tam, gdzie przyniesie największy efekt ekologiczny i społeczny” – zaznaczył wiceminister.

Nowelizacja programu wpisuje się w założenia Krajowego Planu Odbudowy (KPO) i ma przyspieszyć zieloną transformację transportu w Polsce. Oprócz indywidualnych użytkowników elektryków, wsparciem zostaną objęte także instytucje publiczne i organizacje prowadzące działalność społeczną – od placówek edukacyjnych i opiekuńczych, przez podmioty medyczne, po jednostki samorządu terytorialnego i parki narodowe. W praktyce oznacza to, że zeroemisyjne pojazdy trafią także do szkół, szpitali czy domów opieki, gdzie będą wykorzystywane do codziennych zadań transportowych, przyczyniając się do ograniczenia emisji i hałasu w przestrzeni publicznej.

W nowej edycji dopłaty obejmują trzy główne kategorie pojazdów. Dla samochodów osobowych M1 (elektrycznych aut prywatnych) maksymalne wsparcie wyniesie 30 tys. zł, a w przypadku skorzystania z premii za złomowanie – do 40 tys. zł. Z kolei pojazdy dostawcze N1 (do 3,5 t) będą mogły uzyskać do 70 tys. zł dotacji, natomiast małe busy M2 (do 5 t) nawet 600 tys. zł. Co istotne, osoby fizyczne nie będą już otrzymywać dodatkowej premii za niski dochód – mechanizm ten zastąpiono wyższą bazową kwotą wsparcia, co ma uprościć zasady i przyspieszyć proces przyznawania dotacji.

Dzięki rozszerzeniu listy beneficjentów oraz kategorii pojazdów, inicjatywa ma wspierać nie tylko rozwój transportu indywidualnego, lecz również instytucjonalnego i publicznego. Jak podkreśla resort klimatu, efektem programu będzie nie tylko czystsze powietrze w miastach, ale także poprawa stanu środowiska w parkach narodowych, które otrzymają dofinansowanie na elektryczne auta służbowe.

Według założeń ministerstwa, zmiany w programie zwiększą dostępność pojazdów elektrycznych w sektorach dotychczas pomijanych przez system wsparcia. Elektryczne busy i samochody dostawcze znajdą zastosowanie m.in. w transporcie lokalnym, logistyce miejskiej, a także w obsłudze instytucji publicznych. Dodatkowym efektem ma być pobudzenie rynku usług serwisowych i infrastruktury ładowania, która dynamicznie rozwija się w ślad za rosnącą liczbą pojazdów zeroemisyjnych.

Nabór wniosków o dofinansowanie potrwa do 30 kwietnia 2026 r. lub do wyczerpania puli środków. Wnioski można składać online, a szczegółowe informacje o zasadach i dokumentach dostępne są na stronie programu: www.naszeauto.gov.pl.

Warszawa centrum debaty o przyszłości cyfrowej Europy Środkowo-Wschodniej

Kluczem do uwolnienia potencjału cyfrowego Europy Środkowo-Wschodniej i wykorzystania pozostałych lat bieżącej dekady, określanej mianem cyfrowej, jest uproszczenie środowiska regulacyjnego UE i postawienie na stymulacje i konkurencyjność tutejszego rynku. Konieczny jest spójny front, skoordynowane działania na forum UE oraz ścisła współpraca państw Europy Środkowo-Wschodniej w tym obszarze – to wnioski z CEE Digital Summit w Warszawie, które zgromadziło krajowych i unijnych decydentów, ekspertów branży cyfrowej oraz badaczy z 11 państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Cyfrowy szczyt został zorganizowany przez CEE Digital Coalition, regionalną koalicję krajowych stowarzyszeń branży cyfrowej, która wspólnie pracują na rzecz umacniania konkurencyjności regionu, postępu transformacji cyfrowej oraz zacieśniania współpracy państw Europy Środkowo-Wschodnia w obszarze europejskiej polityki cyfrowej.

Cele na drugą połowę cyfrowej dekady

Tegoroczne spotkanie odbyło się pod hasłem “W połowie cyfrowej dekady”. Motywem przewodnim konferencji była dyskusja o postępie, który dokonał się w Europie Środkowo-Wschodniej w ostatnich latach, unijnych celach wyznaczonych na bieżącą dekadę oraz wyzwaniach, które czekają nasz region do 2030 r. Zgromadzeni w Warszawie eksperci wspólnie szukali rozwiązań obecnych wyzwań w obszarze cyfrowej transformacji, okazji do zacieśniania współpracy oraz wytyczali najważniejsze cele cyfrowe dla Europy Środkowo-Wschodniej na najbliższe 5 lat – do końca dekady określanej w UE mianem cyfrowej. – Nasz region, który dokonał prawdziwego skoku w ostatnich latach i ma szansę umocnić swoją pozycję w Europie i na świecie, stoi obecnie na rozdrożu. By w pełni wykorzystać nadchodzące pięć lat musimy zrealizować cele uproszczenia unijnego prawa i stymulacji tutejszego rynku. Podstawą dalszego rozwoju musi być też ściślejsza koordynacja i współpraca regionalna. Wreszcie, musimy zapewnić elastyczność i gotowość do wykorzystania przełomowych technologii. Jestem przekonany, że pozostając w gotowości do ścisłej współpracy w tych kwestiach i działając razem, możemy kontynuować nasz wyjątkową historię rozwoju Europy Środkowo-Wschodniej – mówił Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska i inicjator CEE Digital Coalition otwierając konferencję.

Regulacje, dane, kompetencje i rynek

W czasie wydarzenia wiele uwagi poświęcono unijnym regulacjom obszaru cyfrowego. Eksperci wskazywali, że w Unii Europejskiej coraz powszechniejsza jest opinia, że konieczne jest uproszczenie ekosystemu regulacyjnego. Ich zdaniem państwa członkowskie nie nadążają z implementacją licznych przepisów dotykających sektora cyfrowego, a fragmentacja prawna i skomplikowanie ekosystemu regulacyjnego przekłada się na opóźnienia w dostępie obywateli UE i tutejszych firm do najnowszych technologii, w tym zaawansowanych modeli sztucznej inteligencji.  – W obliczu tych zmian kraje Europy Środkowo-Wschodniej nie mogą sobie pozwolić na bezczynność ani na nieskoordynowane i rozdrobnione działania –  mówili goście pierwszej debaty podczas CEE Digital Summit Warsaw 2025.

W czasie cyfrowego szczytu rozmawiano także o dostępie do danych jako motoru innowacyjnej gospodarki cyfrowej oraz wyzwaniach natury etycznej związanych z postępem technologicznym. Dyskutowano również o włączaniu w pracę w sektorze ICT kobiet, rozwoju kompetencji cyfrowych w społeczeństwie i mechanizmów stymulacji rynku.