AI, social media i ESG kształtują przyszłość e-commerce

0

Raport DHL eCommerce Trends 2025 – Business Edit przynosi kompleksowy obraz globalnych i lokalnych trendów w handlu internetowym. Z badania obejmującego 4050 firm z 19 rynków – w tym 300 z Polski – wyłania się obraz sektora, który dynamicznie dojrzewa technologicznie i organizacyjnie. E-commerce wchodzi w fazę, w której innowacje oparte na sztucznej inteligencji, sprzedaż w mediach społecznościowych oraz zrównoważony rozwój stają się nie tyle modą, co podstawą konkurencyjności. Jak zauważa Pablo Ciano, CEO DHL eCommerce, to nie tylko obserwacja trendów, ale realna transformacja modeli biznesowych: firmy skalują się szybciej, sprzedają mądrzej i coraz częściej włączają zasady odpowiedzialnego rozwoju do swojej strategii.

Polska – na tle badanych krajów – jawi się jako rynek dojrzały i elastyczny. Firmy coraz skuteczniej wykorzystują wielokanałowość: 32% sprzedaje na dwóch platformach, 27% na trzech, a aż 29% prowadzi działalność równolegle na czterech lub więcej marketplace’ach. To pokazuje, że przedsiębiorcy potrafią zarządzać ryzykiem, dywersyfikować źródła przychodu i umiejętnie dostosowywać się do zmian algorytmów i trendów konsumenckich. Jak podkreśla Agnieszka Świerszcz, CEO DHL eCommerce Polska, polskie firmy rozumieją cyfrowy świat, prowadzą aktywny dialog z klientami w social mediach i potrafią efektywnie wykorzystywać potencjał logistyki jako elementu budowy doświadczenia zakupowego.

Największy wpływ na tempo transformacji ma dziś sztuczna inteligencja. Globalnie korzysta z niej prawie połowa firm e-commerce, a w Polsce – 39%. AI pozwala automatyzować personalizację ofert, obsługę klienta i procesy logistyczne, a także optymalizować ceny w czasie rzeczywistym. W najbliższych latach adopcja tych rozwiązań będzie przyspieszać – wraz z upowszechnieniem platform no-code i integracją funkcji generatywnych w popularnych narzędziach SaaS. Coraz wyraźniej widać też przesunięcie przewagi konkurencyjnej z niskich kosztów reklamy na jakość danych i efektywność algorytmów, które uczą się zachowań klientów.

Drugim silnym trendem jest rozwój tzw. social commerce, czyli sprzedaży bezpośrednio w mediach społecznościowych. Aż 87% firm na świecie deklaruje aktywność w kanałach takich jak TikTok i Instagram – polskie przedsiębiorstwa wykazują podobny poziom zaangażowania. Współczesny klient nie szuka już produktów w wyszukiwarce, lecz w rekomendacjach influencerów, recenzjach i filmach wideo. Sklepy, które integrują funkcję zakupów bezpośrednich w treściach (np. poprzez linki w relacjach lub transmisje na żywo), skracają ścieżkę zakupową i zwiększają konwersję. To właśnie połączenie autentyczności i technologii decyduje dziś o skuteczności sprzedaży.

Raport podkreśla również rosnące znaczenie zrównoważonego rozwoju – 85% firm globalnie i 80% w Polsce uważa go za istotny element działalności. W praktyce oznacza to redukcję plastiku w opakowaniach, inwestycje w logistykę niskoemisyjną i rozwój modeli cyrkularnych, np. resellingu czy odsprzedaży produktów. Wymogi raportowania ESG i unijne regulacje środowiskowe przyspieszają ten proces, ale to właśnie konsumenci stają się jego główną siłą napędową. Zrównoważony rozwój zaczyna być postrzegany nie jako koszt, lecz jako narzędzie budowania lojalności i przewagi wizerunkowej.

Nie bez znaczenia pozostaje logistyka – kluczowy element doświadczenia zakupowego. 96% detalistów na świecie uznaje ofertę dostawy za decydujący czynnik przy finalizacji zakupu, a w Polsce ten odsetek jest jeszcze wyższy (97%). Bezpłatna dostawa i łatwe zwroty zwiększają sprzedaż i lojalność – 89% polskich sprzedawców potwierdza, że te rozwiązania pozytywnie wpływają na wyniki. Rosnącą popularnością cieszą się też modele subskrypcyjne: 52% firm globalnie i 41% w Polsce oferuje stałe zamówienia produktów, co pozwala stabilizować przychody i budować relacje długoterminowe. Nadal jednak niewiele firm (11% w Polsce) stosuje subskrypcje obejmujące dostawę lub zwroty – to potencjalny kierunek rozwoju w kolejnych latach.

Polski e-commerce coraz śmielej wychodzi poza granice kraju. 61% firm realizuje sprzedaż zagraniczną, co zbliża nas do światowej średniej (64%). Najważniejszymi kierunkami eksportu pozostają Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Czechy i USA. Handel międzynarodowy przestaje być domeną dużych korporacji – dzięki nowym technologiom logistycznym i uproszczonym płatnościom staje się dostępny również dla małych i średnich przedsiębiorstw. DHL wspiera ten proces, m.in. dzięki funkcji w aplikacji Mój DHL, umożliwiającej nadawanie przesyłek do 27 krajów europejskich bez drukowania etykiet. Takie rozwiązania obniżają barierę wejścia w eksport i przyspieszają integrację polskich sprzedawców z europejskim rynkiem.

Nie można też pominąć infrastruktury odbioru poza domem. 96% średnich i dużych sprzedawców internetowych uważa punkty i automaty paczkowe za kluczowe dla sprzedaży, a ponad połowa mikroprzedsiębiorców polega na nich w codziennej działalności. DHL systematycznie rozbudowuje sieć ponad 7000 automatów DHL BOX i 16 000 punktów POP, co znacząco poprawia dostępność usług. To rozwiązanie nie tylko zwiększa wygodę klientów, ale też redukuje emisje i koszty logistyczne.

Na koniec warto zwrócić uwagę na nową generację konsumentów. Millennialsi i pokolenie Z dominują w zakupach online, ale coraz silniej wpływ na decyzje zakupowe w gospodarstwach domowych zaczyna mieć Gen Alpha. Dla polskich firm oznacza to konieczność tworzenia ofert atrakcyjnych dla kilku generacji jednocześnie – z jednej strony szybkich i interaktywnych, z drugiej transparentnych i zaufanych. Sztuczna inteligencja, social commerce i logistyka stają się wspólnym mianownikiem, który pozwala te różne potrzeby skutecznie połączyć.

Raport DHL eCommerce Trends 2025 Business Edit pokazuje więc nie tylko kierunki zmian, ale i dowód, że polski e-commerce potrafi wykorzystać globalne momentum. Łącząc innowacje technologiczne, elastyczność sprzedażową i otwartość na rynki zagraniczne, firmy z Polski mogą w nadchodzących latach umacniać swoją pozycję w światowej czołówce handlu internetowego.

Źródło: DHL eCommerce Trends 2025 Business Edit, DHL eCommerce Group.

Mokyr, Aghion i Howitt laureatami Nobla w ekonomii 2025

Tegorocznymi laureatami Nagrody Banku Szwecji im. A. Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych za „wyjaśnienie wzrostu gospodarczego napędzanego innowacjami” otrzymali Joel Mokyr, Philippe Aghion oraz Peter Howitt.

Komentarze ekspertek i ekspertów centrum informacyjnego Tygodnia Noblowskiego Centrum Współpracy i Dialogu UW:

– To nagroda spodziewana i oczekiwana od dłuższego czasu, chociaż też trochę zaskakująca, bo składa się z dwóch części. Z jednej strony – mamy dwóch badaczy, teoretyków i empiryków wzrostu gospodarczego, tworzących modele matematyczne przyczyn wzrostu gospodarczego i tego, jak na niego wpływają polityki. Z drugiej strony – badacz, który zupełnie nie zajmuje się matematyką i teoriami matematycznymi, czyli historyk gospodarczy Joel Mokyr. Jego główne zainteresowanie to postęp technologiczny w przeszłości. Mokyr stwierdził, że przyczyniła się do niego kultura wzrostu – szeroko rozpowszechnione w społeczeństwie europejskim przekonanie, że neonauka jest ważna, ale równie istotne są praktyki naukowe oraz że kultura wzrostu przyczynia się do postępu technologicznego. Badacze, którzy zaczęli modelować wzrost gospodarczy jako zjawisko spowodowane innowacjami, pokazali, że to innowacje są przyczyną wzrostu. Badania tegorocznych noblistów tworzą teoretyczną podstawę tego dość oczywistego przekonania. Pierwszy model wzrostu, w którym wzrost gospodarczy był generowany przez wprowadzenie nowych produktów o lepszej jakości niż wcześniejsze, to główny wkład teoretyczny badaczy. Za tym idzie szereg innych badań pokazujących, jak różne polityki pobudzają wzrost gospodarczy napędzany przez innowacje – prof. dr hab. Michał Brzeziński – Katedra Ekonomii Politycznej, Wydział Nauk Ekonomicznych UW.

– To chyba najbardziej oczywista Nagroda Nobla z ostatnich lat. Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku pojawiła się grupa ludzi bardzo nieusatysfakcjonowanych tym, jak naukowcy rozumieją źródła rozwoju gospodarczego. Oczywiście byli wokół ludzie wskazujący na innowacje jako przyczynę, ale brakowało aparatu matematycznego, usystematyzowania i rygoru, które pozwoliłyby pokazać, jak te innowacje w gospodarce powstają i jak przekładają się na wzrost gospodarczy. Były to dwie tury badań. Pierwszy był Paul Romer, który mówił, że ludzie tworzą ciągle nowe rodzaje produktów. To ciekawy model, który jednak nie opisywał całej natury procesu innowacyjnego. Na to przyszli Aghion i Howitt z pomysłem, aby cofnąć się do początków XX wieku, do Josepha Schumpetera, który mówił, że gdy wymyślasz nową rzecz, to ta starszej generacji staje się mniej przydatna. Przykładowo – powstaje pióro kulkowe – mniej ludzi będzie zainteresowanych piórem na atrament. Innowacja sama w sobie może mieć większą wartość dla ludzi, którzy mogą więcej z niej wyprodukować, być może są w stanie więcej zapłacić, ale jednocześnie niszczy ona popyt na poprzedni produkt. To było ogólne myślenie Schumpetera. Aghion i Howitt zaprzęgli to rozumowanie do modelu teorii wzrostu. Wygenerowali mechanizm, w którym firmy w gospodarce tworzą innowacje, biorąc pod uwagę ryzyko, że ktoś wprowadzi coś nowego i lepszego, i wyceniając to ryzyko we właściwy sposób. W ten sposób określili optymalny poziom inwestowania w innowacje. Z ich perspektywy można zapytać, czy ten poziom jest tożsamy ze społecznie optymalnym, a stąd już możemy dyskutować o optymalnej polityce gospodarczej.  Krótko mówiąc, zbudowali cały aparat pojęciowy, który pozwala nam szukać właściwych polityk gospodarczych, rozwiązań po stronie biznesu i instytucji finansowych, by myśleć o procesie innowacji. Nie chodzi o to, że stwierdzili: „wzrost bierze się z innowacji” – do tego nie trzeba doktoratu z ekonomii – tylko zbudowali cały wielki aparat pojęciowy. Pozwala on ustrukturyzować myślenie o tym zjawisku. Dzięki temu można myśleć również o perspektywach rynku pracy, wpływie na inne obszary gospodarki, o optymalnej polityce gospodarczej w kwestiach z tym związanych. To dziś mainstreamowa koncepcja wyjaśniająca, jak w ekonomii rozumiemy proces innowacji – co on tworzy, ale też jakie ma negatywne konsekwencje. Studenci na drugim roku makroekonomii uczą się modelu Aghiona i Howitta prof. dr hab. Joanna Tyrowicz – Wydział Zarządzania UW. Daron Acemoğlu, zeszłoroczny noblista, rozwijał modele Aghiona i Howitta, dokładając do nich komponenty polityki gospodarczej, w tym polityki regulacyjnej, i do dziś się tym zajmuje. To jest tak fundamentalne, że poza zrewolucjonizowaniem teorii wzrostu stworzyło również mnóstwo nowych obszarów badań w innych dziedzinach. Aghion zajmuje się nierównościami i powiązaniem między innowacyjnością a nierównościami oraz ich implikacjami. Aghion badał też polską gospodarkę na początku transformacji, tworząc bardzo znany model optymalnego tempa transformacji. To także pokazuje jego sposób myślenia o różnych zjawiskach. Jest też wspaniałym człowiekiem i bardzo polecam posłuchać dowolnego jego wykładu, ponieważ jest znakomitym, czarującym mówcą – dodała ekspertka.

– Dla mnie ciekawe jest zestawienie tych dwóch aspektów, czyli elementu związanego z historią gospodarczą i długofalowym spojrzeniem na wzrost gospodarczy oraz badań, które wydają się bardzo aktualne. Wiązałbym ten pierwszy element z noblistą z ubiegłego roku, Daronem Acemoğlu, bo rola kultury i instytucji w pracach Joela Mokyra jest bardzo obecna. Bez wątpienia prace dotyczące innowacji i znaczenia innowacji dla procesu wzrostu są fundamentalne. Z jednej strony mamy innowacje i ich wpływ na proces wzrostu, a z drugiej to, o czym mówią nobliści – jak określone struktury rynkowe wpływają na ten proces i jak innowacyjność zmienia te struktury. To jest ta wspomniana w uzasadnieniu Komitetu Noblowskiego kreatywna destrukcja. W 2020 roku, kiedy przypadała rocznica opublikowania jednego z ważnych tekstów obu badaczy, zorganizowano konferencję w Paryżu, która z powodu pierwszej fazy pandemii odbyła się w dużej mierze online. To było niesamowite wydarzenie – cztery dni, sześciu noblistów, więc można było non stop rozmawiać o tym procesie, który został dziś doceniony. Wspomnijmy też, co powiedział Aghion, zapytany, jak zamierza wykorzystać środki z nagrody. Odpowiedział, że wesprze swoje laboratorium w Paryżu. Dla mnie to znakomity przykład, jak może wyglądać współpraca między nauką amerykańską a europejską. Ta dwójka badaczy to świetny przykład, jak to może się układać dr hab. Paweł Kaczmarczyk, prof. ucz. – Katedra Ekonomii Ludności i Demografii, Wydział Nauk Ekonomicznych UW.

Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii

W swoim testamencie Alfred Nobel nie wymienił nauk ekonomicznych jako dziedziny, w której miano nagradzać związane z nią osoby. Wyróżnienie powstało z inicjatywy Banku Szwecji i zbiegło się z trzechsetną rocznicą jego założenia. Od 1969 roku wyróżnienie przyznaje się rokrocznie. Pierwszymi zwycięzcami zostali Ragnar Frisch i Jan Tinbergen za „wkład w opracowanie modeli dynamicznych i ich zastosowanie do analizy gospodarczej”. Frisch jest uznawany za twórcę systemu rachunkowości narodowej, który odegrał znaczącą rolę w procesach planowania gospodarczego w Norwegii, natomiast Tinbergen to pionier w zakresie ekonometrii oraz stosowania metod statystycznych i matematyki w ekonomii.

Dolar silny mimo chaosu politycznego. Euro traci, złoty z umiarkowaną reakcją

Za dolarem najlepszy tydzień od miesięcy; obawy polityczne spętały euro. Niemniej rozgorzała na nowo wojna handlowa między USA i Chinami zaburzyła sytuację – plany „ogromnych podwyżek” ceł na Chiny przełożyły się na umiarkowaną wyprzedaż amerykańskiej waluty. Spowodowały również gwałtowną wyprzedaż aktywów ryzykownych w piątek.

Kluczowe punkty:

  • RPP kolejny raz obniża stopy procentowe.
  • USD jest zmienny, Trump grozi nowymi cłami dla Chin.
  • Kontrakty futures w USA zyskują po złagodzeniu retoryki Trumpa.
  • Zamknięcie rządu USA rozciąga się na trzeci tydzień.
  • Sytuacja polityczna we Francji ciąży EUR.

Amerykańskie akcje doświadczyły sporych spadków, a obligacje skarbowe zyskały po tym, jak prezydent Donald Trump zapowiedział na swoim koncie w Truth Social, że planuje „ogromne podwyżki” ceł dla Chin w związku z groźbami Pekinu, że zaostrzy on restrykcje eksportowe. Początkowo dolar doświadczył umiarkowanej wyprzedaży, a później się ustabilizował, waluty ryzykowne zaś odbiły, a kontrakty futures jak dotąd w poniedziałek zyskały po tym, jak Trump w czasie weekendu złagodził swoją retorykę. Oczywiście to nie pierwsza taka sytuacja i rynki będą wyrażały ciche przekonanie, że po raz kolejny groźby Trumpa będą poważniejsze niż rzeczywiste działania.

Zamknięcie rządu USA trwa i jego końca nie widać. W kalendarzu dla Europy znajdziemy niewiele poza raportem z brytyjskiego rynku pracy (wtorek 14.10). Uwaga powinna więc skupić się na zwiększonym napięciu między USA i Chinami oraz możliwości porozumienia, by wznowić pracę rządu.

PLN

Pod koniec tygodnia złoty nieznacznie się osłabił w parze z euro, odrobił już jednak większość tych strat. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami RPP obniżyła w ubiegłym tygodniu stopy procentowe, a decyzja ta niemal równo podzieliła ekonomistów. Aktualne pytania to czy listopad przyniesie kolejne cięcie i na jakim poziomie ostatecznie znajdą się stopy.

Uważamy, że obniżka w listopadzie jest dość prawdopodobna, nie wykluczył jej też prezes Adam Glapiński. W jego wypowiedziach można było dostrzec pewną ostrożność, szczególnie w kontekście polityki fiskalnej, nie zmieniają one jednak ogólnej sytuacji – podobnie jak rynki oczekujemy w nadchodzących miesiącach jeszcze kilku cięć stóp procentowych NBP, w wyniku których stopa referencyjna spadnie do 4% lub niżej.

W tym tygodniu uwaga skupi się przede wszystkim na informacjach spoza kraju. Lokalnie warte uwagi będą dane o handlu (wtorek 14.10) oraz inflacji (środa 15.10 i czwartek 16.10).

EUR

Polityczne zamieszanie we Francji bez wątpienia przyczyniło się do ubiegłotygodniowej aprecjacji dolara, ponieważ od czasu „dnia wyzwolenia” euro jest najczęściej wybieraną walutą alternatywną dla dolara jako środek utrzymania wartości i wymienny. Choć udało się dotąd uniknąć najgorszego scenariusza, czyli nowych wyborów i/lub rezygnacji prezydenta Emmanuela Macrona, trudno wyobrazić sobie, jak tak podzielony rząd uchwali ustawę budżetową na 2026 r.

Obawy dotyczące politycznego impasu we Francji raczej szybko nie przeminą, szczególnie jeśli widmo negatywnego wpływu tego zastoju na wzrost gospodarczy bloku w przyszłym roku stanie się wyraźniejsze. Problemy fiskalne stają się dla rynków coraz istotniejsze, może to więc być niekorzystne dla euro. Ten tydzień nie przyniesie wielu informacji, zwrócimy jednak uwagę na dane dotyczące produkcji przemysłowej w strefie euro (środa 15.10), opublikowane w ubiegłym tygodniu dane dla Niemiec pokazały bowiem niespodziewanie silny spadek. Jeśli nie wydarzy się nic szczególnego, najistotniejsza dla wspólnej waluty powinna pozostać francuska polityka.

USD

Brak publikacji ekonomicznych przez zamknięcie rządu znacznie utrudnia ocenę stanu gospodarki USA. Nie widać również na razie końca zawieszenia, a rynki rozważają realną możliwość, że może ono być dłuższe niż rekordowe dotąd zamknięcie w latach 2018–2019. Póki co rynki wydają się tym specjalnie nie przejmować, a dolar w zasadzie pozostaje safe haven pierwszego wyboru, co po części odzwierciedla mniej pozytywne poglądy rynku na jena po niedawnych wyborach w Japonii.

Wydaje się, że inwestorzy w znacznie większym stopniu zaniepokojeni są zaostrzeniem konfliktu handlowego między USA i Chinami. W odwecie za rozszerzenie przez Chiny restrykcji eksportu metali ziem rzadkich, których są dominującym dostawcą, Trump zapowiedział zwiększenie stawki celnej dla kraju o 100 pp. Nowe cła mają wejść w życie 1.11, złagodzenie retoryki Trumpa w czasie weekendu sugeruje jednak, że jest sporo czasu i przestrzeni na negocjacje. Początkową reakcją na te informacje była wyprzedaż dolara, co potwierdza, że inwestorzy nie postrzegają wojen handlowych jako pozytywnych dla amerykańskiej waluty.

GBP

Uczestnicy rynku w dalszym ciągu uważnie przyglądają się sytuacji fiskalnej w Wielkiej Brytanii. Minie jednak trochę czasu, nim poznamy konkretne informacje z tego frontu, jesienny budżet zostanie bowiem opublikowany dopiero 26.11. Piątkowa awersja rynków do ryzyka wsparła obligacje skarbowe, dzięki czemu spadły rządowe koszty obsługi zadłużenia – inwestorzy na całym świecie sprzedawali akcje i kupowali obligacje skarbowe.

Odczyty gospodarcze z Wielkiej Brytanii utrzymują się jak na razie na dość dobrym poziomie. Dane z rynku pracy (wtorek 14.10) będą kluczowe dla oceny stanu gospodarki. Szczególnie istotne będzie dla nas, czy ósmy miesiąc z rzędu dojdzie do spadku liczby zatrudnionych. Oczekuje się, że miesięczny PKB w sierpniu (czwartek 16.10) pokaże umiarkowany wzrost aktywności. Niemniej raport ten jest publikowany z pewnym opóźnieniem, przez co może być częściowo pominięty przez inwestorów. Obecnie spodziewamy się, że funt w dalszym ciągu będzie poruszał się w bardzo wąskim przedziale względem euro.

Rynek biurowy w Warszawie: mniej inwestycji, wyższe czynsze, pełne centrum

Według najnowszego raportu Savills Polska „Market in Minutes: Office Warsaw Q3 2025”, warszawski rynek biurowy wchodzi w fazę dojrzałości. Charakteryzuje go koncentracja nowej podaży w strefach centralnych oraz historycznie niski poziom pustostanów w centrum miasta. Od początku roku do końca trzeciego kwartału oddano do użytku 88 700 m kw. nowej powierzchni, przy jednoczesnym 50-procentowym spadku wolumenu projektów w budowie.

PODAŻ, CZYLI INWESTYCJE SKUPIONE W CENTRUM

Całkowity nowoczesny zasób biurowy Warszawy ustabilizował się na poziomie 6,24 mln m kw., z czego 46% przypada na strefy centralne. Najwięcej, bo aż 90% powierzchni oddano do użytkowania w strefach centralnych. Potwierdza to długoterminowy trend przenoszenia aktywności deweloperskiej w rejony śródmiejskie. Dla porównania w latach 2015-2019 udział ten wynosił poniżej 45%, żeby w latach 2020-2024 wzrosnąć do niemal 80%.

Obecnie w budowie znajduje się mniej niż 140 000 m kw. biur (spadek o 50% r/r), z czego 90% także powstaje w centralnych lokalizacjach. Wśród największych projektów realizowanych w stolicy znajdują się: Upper One (35 500 m kw.), V Tower (31 000 m kw.), Studio A (24 000 m kw.) oraz Skyliner II (23 000 m kw.).

Warszawski rynek biurowy wchodzi w fazę dojrzałości. Malejąca podaż nowych projektów i rosnąca rola centralnych lokalizacji sprawiają, że to właśnie centrum ponownie dominuje. Aktywność deweloperska spadła o połowę, a aż 90% nowej zabudowy powstało w lokalizacjach centralnych, gdzie poziom pustostanów wynosi jedynie 6,9%. Taka sytuacja wzmacnia pozycję właścicieli i powoduje presję na wzrost czynszów – mówi Daniel Czarnecki, Dyrektor Działu Reprezentacji Właścicieli, Savills.

Raport Savills wskazuje, że wraz ze spadkiem wolumenu nowej powierzchni w budowie rośnie liczba wyburzeń biurowców lub zmiany ich przeznaczenia. Zjawisko to mówi o ewolucji struktury rynku, w której coraz większe znaczenie ma ponowne wykorzystanie dobrze zlokalizowanych działek.

Wyburzenia czy zmiany funkcji biurowców dotyczą już nie tylko przestarzałych budynków położonych m.in. na Służewcu, ale coraz częściej także tych zlokalizowanych w samym centrum. Ich miejsce zajmują nowoczesne inwestycje. Niekiedy są to biurowce, a niekiedy inwestycje mieszkaniowe lub mieszane (mixed-use), łączące funkcje biurowe, mieszkaniowe, usługowe i rekreacyjne. Takie podejście zwiększa efektywność wykorzystania przestrzeni, ale również powoduje swego rodzaju rewitalizację sąsiedztwa, zwiększając jego atrakcyjność, także wizualną – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills.

POPYT I PUSTOSTANY: CENTRUM WCIĄŻ PRZYCIĄGA NAJEMCÓW

W okresie pomiędzy Q1 a Q3 aktywność najemców osiągnęła poziom niespełna 487 000 m kw., co jest wynikiem zbliżonym do średniej z ostatnich lat. Strefy centralne odpowiadały za 52% całkowitego wolumenu transakcji (262 800 m kw.), podczas gdy poza centrum wynajęto 223 800 m kw.

Wysoka aktywność najemców w centrum przełożyła się na spadek stopy pustostanów dla całej Warszawy do 9,7%, co jest najniższym poziomem od czwartego kwartału 2020 roku. W centrum odnotowano spadek o 200 pb r/r do 6,9%, podczas gdy poza centrum wskaźnik wolnej powierzchni pozostał stabilny – 12,1%.

Autorzy raportu podkreślają, że średnia wielkość nowo zawieranych umów w centrum wyniosła 760 m kw., wobec 590 m kw. poza centrum. Udział renegocjacji w całkowitym wolumenie popytu wyniósł 42%, a nowych umów – 47%.

Jarosław Pilch, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemców, Savills komentuje: – Rekordowo niski poziom pustostanów w centrum to jasny sygnał dla najemców, że o najlepsze powierzchnie trzeba konkurować. Kurcząca się podaż sprawia, że firmy muszą planować relokację z większym wyprzedzeniem. Analizując strukturę popytu, widzimy, że firmy nie szukają oszczędności kosztem lokalizacji. Wolą inwestować w wysokiej jakości, dobrze skomunikowane biura, które pomogą przyciągnąć i zatrzymać talenty. Potwierdza to fakt, że średnia powierzchnia transakcji w centrum jest większa od tych poza centrum. Jednocześnie widzimy, że renegocjacje umów pozostają kluczowym elementem rynku, stanowiąc 42% popytu, co świadczy o tym, że wiele firm stawia na pozostanie w sprawdzonych lokalizacjach.

PRESJA WZROSTOWA NA CZYNSZE W CENTRUM

Wraz z ograniczoną nową podażą i spadającą dostępnością powierzchni obserwowany jest wzrost stawek czynszowych. W centrum stawki wywoławcze mieszczą się w przedziale 22,50–27,00 euro/m kw./miesiąc, a w najlepszych projektach prime sięgają 28,00 euro. Poza centrum stawki dla budynków klasy A wynoszą 14,00–18,50 euro/m kw./miesiąc, co oznacza wzrost o 0,50 euro od czerwca.

PODSUMOWANIE

Rynek warszawski utrzymuje stabilny popyt przy ograniczonej nowej podaży. Savills wskazuje, że niskie pustostany w centrum, niska liczba inwestycji biurowych i rosnące czynsze to sygnały, że kluczową rolę odgrywa jakość, lokalizacja i efektywność zajmowanej przestrzeni.

PIP z prawem zmiany B2B na etat? Przedsiębiorcy mówią: nie

Projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, stał się przedmiotem ostrego sprzeciwu środowisk przedsiębiorców. Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców, kierowana przez Adama Abramowicza, wystąpiła do premiera Donalda Tuska z apelem o całkowite odrzucenie propozycji. W liście skierowanym do szefa rządu podkreślono, że zaproponowane przez minister Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk rozwiązania są odbierane przez przedsiębiorców jako zamach na zasadę wolności gospodarczej. Według Abramowicza ich wejście w życie mogłoby doprowadzić do upadku wielu firm oraz utraty konkurencyjności w kluczowych sektorach polskiej gospodarki.

Największe kontrowersje budzi zapis przyznający inspektorom PIP prawo do przekształcania umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B w stosunek pracy w drodze decyzji administracyjnej. Dziś takie rozstrzygnięcia należą wyłącznie do sądów pracy, które mają konstytucyjnie zagwarantowaną niezależność i kompetencję do orzekania w sprawach z zakresu prawa pracy. Przekazanie tej kompetencji organowi administracji publicznej oznaczałoby – jak wskazuje Abramowicz – faktyczne ograniczenie roli sądów i naruszenie zasady trójpodziału władzy. Rada Przedsiębiorców ostrzega, że decyzja administracyjna inspektora, mająca być natychmiast wykonalna, mogłaby wywoływać skutki nieodwracalne – zwłaszcza dla pracodawcy, który zostałby zobowiązany do dostosowania się do decyzji, zanim sąd rozpatrzyłby odwołanie.

Wątpliwości dotyczą również praktycznej wykonalności takich decyzji. Adam Abramowicz wskazuje, że nawet jeśli inspektor zmieniłby kontrakt B2B w umowę o pracę, pracownik mógłby ją wypowiedzieć tego samego dnia i ponownie podpisać umowę cywilnoprawną. Powstaje więc pytanie, jak urzędnik miałby faktycznie wymusić stosunek pracy, jeśli żadna ze stron nie byłaby nim zainteresowana. Taki mechanizm – w opinii przedsiębiorców – nie tylko nie zwiększy realnej ochrony pracowników, ale wprowadzi chaos i biurokrację, obciążając gospodarkę dodatkowymi kosztami.

Kolejnym elementem projektu, który wywołał sprzeciw, jest rozszerzenie kompetencji PIP w zakresie kontroli zdalnych oraz stałej wymiany danych z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych i Krajową Administracją Skarbową. Obecnie inspekcja ma prawo prowadzić punktowe kontrole w uzasadnionych przypadkach, natomiast nowelizacja zakłada możliwość prowadzenia ciągłego nadzoru, co – zdaniem Rady Przedsiębiorców – stanowi niebezpieczny krok w stronę systemowej inwigilacji podmiotów gospodarczych. Abramowicz ostrzega, że takie rozwiązanie może prowadzić do sytuacji, w której przedsiębiorca staje się obiektem permanentnej obserwacji i profilowania, a relacja między państwem a obywatelem ulega odwróceniu.

Projekt przewiduje także znaczne podwyższenie kar pieniężnych dla pracodawców za naruszenia prawa pracy. Według organizacji przedsiębiorców sankcje te mają charakter nadmiernie represyjny i nieproporcjonalny do stopnia winy. Nawet drobne uchybienia formalne mogłyby skutkować nałożeniem wysokich kar, prowadząc do destabilizacji finansowej, a w przypadku małych firm – do upadłości. Jak podkreślają autorzy listu do premiera, kary administracyjne powinny pełnić funkcję wychowawczą, a nie represyjną, tymczasem projekt posługuje się nimi w sposób nadmierny. W rezultacie zamiast budować zaufanie i zachęcać do przestrzegania prawa, wprowadza atmosferę strachu i nieufności wobec organów kontrolnych.

Pracodawcy zwracają również uwagę na brak konsultacji społecznych i dialogu przy opracowywaniu projektu. Ich zdaniem ministerstwo, które w innych obszarach deklaruje chęć uproszczenia przepisów i deregulacji gospodarki, tym razem forsuje rozwiązania stojące w sprzeczności z polityką rządu. Abramowicz zauważa, że gdy inne resorty podejmują wysiłki, by zmniejszyć biurokrację i poprawić warunki prowadzenia działalności gospodarczej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej działa w odwrotnym kierunku – wzmacniając kontrolę i ograniczając autonomię przedsiębiorców. Taki krok, jego zdaniem, osłabia konkurencyjność polskiej gospodarki i może zniechęcić inwestorów.

W liście do premiera przedsiębiorcy apelują, by rząd odrzucił projekt w całości i rozpoczął uczciwy dialog z przedstawicielami środowisk gospodarczych. Wskazują, że istnieje potrzeba walki z patologiami na rynku pracy, ale rozwiązania powinny być proporcjonalne i oparte na współpracy, a nie na konfrontacji. Ich zdaniem należy dążyć do uproszczenia procedur, usprawnienia egzekwowania prawa i lepszego wykorzystania istniejących instrumentów sądowych, zamiast tworzenia nowych narzędzi, które mogą zagrażać stabilności gospodarczej.

Warto zauważyć, że przedstawiciele Państwowej Inspekcji Pracy i resortu rodziny bronią projektu, argumentując, że jego celem jest usprawnienie ochrony praw pracowników i eliminacja patologicznych form zatrudnienia. Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki zapewnia, że nowe przepisy nie będą nadużywane, a decyzje administracyjne mają dotyczyć wyłącznie oczywistych przypadków nadużyć. Podkreśla, że zmiany mają charakter porządkujący i służą przyspieszeniu rozstrzygania sporów, które dziś ciągną się latami przed sądami. Z kolei ministerstwo tłumaczy, że projekt wynika z zobowiązań Polski w ramach Krajowego Planu Odbudowy, który zakłada wzmocnienie egzekucji prawa pracy i ograniczenie segmentacji rynku.

Trudno jednak nie dostrzec, że w obecnym kształcie projekt budzi uzasadnione obawy konstytucyjne i ekonomiczne. Przeniesienie części kompetencji z sądów do organu administracyjnego stanowi ryzyko naruszenia zasady niezależności sądów oraz prawa do sądu. W połączeniu z szerokim zakresem uprawnień kontrolnych i wysokimi sankcjami może to prowadzić do efektu mrożącego – zniechęcając przedsiębiorców do podejmowania ryzyka i ograniczając elastyczność rynku pracy. W praktyce skutkiem może być wzrost niepewności prawnej, zahamowanie inwestycji i spadek konkurencyjności polskich firm.

Rada Przedsiębiorców podkreśla, że reforma PIP w obecnej formie nie nadaje się do poprawy i powinna zostać odrzucona. Pracodawcy oczekują, że rząd powróci do rozmów z organizacjami gospodarczymi i wypracuje rozwiązania, które z jednej strony zapewnią skuteczną ochronę pracowników, a z drugiej – nie będą zagrażać swobodzie prowadzenia działalności gospodarczej. Tylko partnerski dialog między administracją a przedsiębiorcami może przynieść zmiany, które wzmocnią rynek pracy bez ryzyka jego destabilizacji.

Jeśli rząd zdecyduje się kontynuować prace nad ustawą w dotychczasowej formie, można spodziewać się poważnych sporów sądowych, kryzysu zaufania między biznesem a administracją oraz wzrostu kosztów prowadzenia działalności w Polsce. W efekcie reformy, które miały poprawić sytuację pracowników, mogą paradoksalnie doprowadzić do pogorszenia warunków zatrudnienia – poprzez ograniczenie liczby miejsc pracy i formalne wycofanie części działalności do szarej strefy. Dlatego apel przedsiębiorców do premiera ma nie tylko charakter interwencji gospodarczej, ale również ostrzeżenia przed konsekwencjami legislacyjnego pośpiechu i braku dialogu społecznego.

UE potrzebuje prawdziwego Jednolitego Rynku zamiast „nowego Planu Marshalla”

Europa traci impet rozwojowy nie dlatego, że brakuje jej publicznych pieniędzy, lecz dlatego, że nadal nie ma prawdziwie jednolitego, głębokiego rynku – zwłaszcza w usługach – i że nadregulacja oraz polityka sektorowych „misji” wypierają prywatną przedsiębiorczość i inwestycje. Zamiast centralizować kolejne programy i powiększać dług, UE powinna usunąć bariery wewnętrzne, wzmocnić egzekwowanie traktatowej swobody świadczenia usług, ograniczyć tempo tworzenia nowych regulacji, a ciężar rozwoju przenieść z biurokratycznych „impulsów fiskalnych” na mechanizmy rynkowe i ekonomię skali. Tylko tak da się utrzymać europejski model społeczny w warunkach niekorzystnej demografii, presji kosztów energii i globalnej konkurencji USA oraz Chin.

Gdzie naprawdę tkwi problem

Od ponad dwóch dekad Unia Europejska odpowiada na wyzwania rozwojowe eskalacją polityk przemysłowych, łącząc je z celami klimatycznymi i cyfryzacyjnymi. Najnowsza odsłona tej logiki – narracja „nowego Planu Marshalla” i rekomendacje Raportu Draghiego – sugeruje skokowy, wieloletni impuls fiskalny, finansowany w znacznej mierze długiem, by pobudzić inwestycje, innowacje oraz obronność. Diagnozy (spadek produktywności, luka innowacyjna, rozdrobnienie rynku) są trafne. Leczenie – już nie.

Europa nie jest gospodarką niedorozwiniętą po wojnie, którą można „wyciągnąć” grantami i centralnie sterowanymi projektami. Przeciwnie – to jeden z liderów rozwoju, który utknął na skutek:

  • fragmentacji rynku wewnętrznego (zwłaszcza usług),
  • nadmiaru i niespójności regulacji,
  • preferowania administracyjnie „wybranych” sektorów,
  • zbyt powolnej adaptacji modelu koordynowanego kapitalizmu do realiów gospodarki opartej na skali i szybkich, radykalnych innowacjach.

Dlaczego „nowy Plan Marshalla” to zły trop

Czego naprawdę uczy Plan Marshalla

Plan Marshalla (1948–1952) nie był cudowną kuracją „więcej długu = więcej wzrostu”. Jego rdzeniem było odblokowanie handlu i integracji rynku, odbudowa podstawowej infrastruktury i transfer know-how organizacyjnego. Był krótki, ograniczony, zewnętrznie finansowany i podporządkowany geopolitycznej misji – trwałemu związaniu Europy z ładem liberalnym. Największe korzyści przyniosło uruchomienie mechanizmów rynkowych i koordynowanych – ale rynkowo zorientowanych – instytucji.

Dlaczego dziś ekspansja fiskalna nie zadziała

Obecnie problemem UE nie jest niedobór kapitału prywatnego, lecz niedostateczna głębokość i jednorodność rynku, które utrudniają skalowanie firm, tłumią inwestycje B+R i obniżają zwroty z innowacji. Duże, centralne programy:

  • wypierają prywatne inwestycje,
  • ryzykują błędną alokacją (polityczne „wybieranie zwycięzców” na poziomie sektorów),
  • pogłębiają przeregulowanie i wzmacniają bodźce do lobbingu o przywileje krajowe,
  • zwiększają dług bez trwałego wzrostu produktywności.

Historia Ameryki Południowej (lata 60.–80.) czy Japonii po 1989 r. pokazuje, że fiskalne „pompowanie” bywa skuteczne tylko krótkotrwale, jeśli nie usuwa przyczyn słabego wzrostu – w Europie jest nią brak prawdziwego Jednolitego Rynku.

Europejskie słabości: fakty zamiast sloganów

Produktywność i rozjazd z USA

Mimo strumieni strategii i środków, dynamika produktywności w Europie od lat przegrywa z USA. Konwergencja w strefie euro osłabła lub zanikła. Sama polityka przemysłowa – zwłaszcza gdy obciążona dodatkowymi celami (np. klimatycznymi) – nie zdołała odwrócić trendu.

Fragmentacja rynku wewnętrznego

W praktyce Jednolity Rynek jest segmentowany:

  • w przemyśle koszty „wewnętrznego” handlu odpowiadają cłu rzędu ~44%, gdy między stanami USA to ~15%;
  • w usługach „koszt tarciowy” sięga nawet ~110%.
    Szacunki korzyści z realnego ujednolicenia są ogromne: +4% produktywności w przemyśle i +8,3% w usługach przy zredukowaniu barier do poziomu USA; inne badania wskazują wieloprocentowy wzrost PKB per capita dzięki dokończeniu integracji.

Nadregulacja i protekcjonizm w przebraniu

Regulacje unijne i krajowe często działają jak pozataryfowy merkantylizm – formalnie chronią konsumentów, faktycznie utrudniają wejście firmom z innych państw UE i konserwują rozdrobnienie rynku. Harmonizacja posuwa się wolno, bywa niespójna, a egzekwowanie przepisów jest nierówne – co karze zgodnych i nagradza obchodzących prawo.

Energia, zielona transformacja i efekty uboczne

Łączenie polityki przemysłowej z transformacją klimatyczną nie przyniosło oczekiwanych motorów wzrostu. Europejskie firmy w fotowoltaice czy turbinach wiatrowych tracą nawet rynek wewnętrzny na rzecz producentów z Azji, którzy szybciej i taniej skalują wytwarzanie. Jednocześnie wysokie i zmienne koszty energii podkopują konkurencyjność sektorów energochłonnych.

Demografia i rynek pracy

UE szybciej niż USA wkracza w fazę starzenia i niżu urodzeń, a polityka migracyjna nie rekompensuje deficytów kapitału ludzkiego. Równocześnie europejski model społeczny – cenny cywilizacyjnie – podnosi koszty pracy i ogranicza elastyczność dostosowań, co w warunkach słabych efektów skali obniża globalną pozycję firm.

Koordynowany vs. liberalny kapitalizm: zmienia się gra

Model koordynowanego kapitalizmu świetnie sprawdzał się w odbudowie powojennej i w warunkach nadrabiania dystansu: opierał się na stabilnych relacjach pracodawca–pracownik, powiązaniach kooperacyjnych i sterowanym napływie kapitału w „sprawdzone” technologie. Dziś przewagę daje zdolność do radykalnych innowacji, szybkiego przerzutu zasobów, finansowania wzrostu na rynkach kapitałowych i skalowania w ogromnych, jednolitych przestrzeniach popytu. Tego nie da się zadekretować polityką „misji” i dotacji; to efekt konkurencji w dużym wspólnym rynku.

Co robić? Agenda „więcej rynku, mniej interwencji”

Postawmy na ekonomię skali

W długim okresie tylko wzrost wydajności podnosi dobrobyt. A wydajność rośnie wraz z rozmiarem rynku:

  • większa skala → głębsza specjalizacja, inwestycje w zaawansowane środki produkcji, opłacalność automatyzacji i digitalizacji,
  • w usługach (dzięki rewolucji data/IT) narasta „industrializacja”: duzi dostawcy optymalizują procesy, standaryzują jakość, wchodzą w mniejsze rynki lokalne – dokładnie to, czego brakuje w rozdrobnionej UE.

Dokończmy Jednolity Rynek – przede wszystkim usług

  • Wprowadzić realny, sądowo egzekwowalny zakaz tworzenia barier w transgranicznym świadczeniu usług wewnątrz UE (logika „negative check”, analogiczna do amerykańskiej doktryny „dormant commerce clause”).
  • Zamienić deklaratywną swobodę z art. 56 TFUE w praktyczne narzędzie: przedsiębiorca powinien móc uchylić dyskryminującą regulację krajową przed sądem powszechnym, a nie latami czekać na harmonizację z Brukseli.
  • Zidentyfikować wąską listę uzasadnionych wyjątków (np. niektóre zawody zaufania publicznego) i domyślnie uznać wzajemne uznawanie standardów w pozostałych usługach.
  • Uruchomić monitoring barier pozataryfowych na rynku usług z publicznym rejestrem i ścieżką szybkiego zaskarżania.

Zatrzymać legislacyjny „szum tła”, wzmocnić egzekucję

  • Moratorium na nowe regulacje horyzontalne bez rzetelnego audytu skutków istniejących.
  • Priorytet: egzekwowanie prawa wobec wszystkich – także podmiotów z państw trzecich działających w UE w warunkach nierównej konkurencji (produktowe bezpieczeństwo, ROP, ochrona konsumentów).
  • Prostota zamiast hiper-złożoności: złożone regulacje de facto premiują największych i najsprytniejszych, marginalizują MŚP – czyli fundament europejskiej gospodarki.

Energia: bezpieczeństwo i przewidywalność kosztów

  • Neutralność technologiczna w polityce klimatycznej (w tym pełna akceptacja energii jądrowej) i stabilne reguły dla inwestorów.
  • Szybsze procedury dla magazynowania energii i infrastruktury sieciowej – to warunek skalowania OZE bez „podatku niestabilności”.

Kapitał prywatny ponad publiczny

  • Zamiast centralnych „superfunduszy” – głębszy rynek kapitałowy: jednolita podstawa podatkowa dla dochodów kapitałowych, ułatwienia IPO, transgraniczne fundusze i paszporty dla zarządzających.
  • Publiczne wsparcie – o ile w ogóle – katalityczne i tymczasowe (crowding-in), z jasnym horyzontem wygaszania.

Migracja kompetencji i mobilność wewnętrzna

  • Szybsze ścieżki uznawania kwalifikacji i transgraniczna mobilność pracowników (także w zawodach „średniego szczebla”), aby łagodzić braki podaży pracy w starzejących się gospodarkach.
  • Polityki integracyjne ukierunkowane na realną aktywizację i podnoszenie kwalifikacji, a nie tylko na transfery socjalne.

„Zwinna UE”: jak przejść od planów do działania

„Zwinność” w biznesie to krótka pętla decyzja–test–korekta, blisko rynku i klientów. W polityce europejskiej oznacza to:

  1. Decentralizację egzekwowania swobód traktatowych – większą rolę sądów powszechnych zamiast wyłącznie Komisji i długich procesów harmonizacji.
  2. Mniej celów na raz: priorytetem jest rynek, nie równoległe „mega-misje”.
  3. Równe reguły gry i twarde egzekwowanie wobec wszystkich uczestników, także spoza UE.
  4. Transparentność i mierzalność: każda nowa interwencja musi mieć miernik zamknięcia luki rynkowej, a nie listę wydanych miliardów.

Odpowiedź na Raport Draghiego: uznajmy diagnozę, odrzućmy terapię

Raport trafnie wskazuje na: luki inwestycyjne i innowacyjne, fragmentację rynku, chaos regulacyjny i nieefektywną koordynację. Ale proponuje kurację, która:

  • centralizuje ryzyko (dług + alokacja z Brukseli),
  • marginalizuje mechanizmy rynkowe (regulacyjnie „zachęca” kapitał prywatny, zamiast podnosić atrakcyjność inwestowania poprzez rynek),
  • cementuje sektorowe „misje”, choć to właśnie one – splecione z polityką klimatyczną – przyniosły dotąd ograniczone efekty.

Zgoda co do celów, odmienna droga: najpierw rynek i skala, potem – tam, gdzie rynkowa koordynacja obiektywnie zawodzi – wąskie, precyzyjne korekty polityką publiczną.

Co z europejskim modelem społecznym?

To nie jest „koszt”, który należy ściąć; to wartość, którą trzeba finansować produktywnością. Bez trwałego wzrostu wydajności nie utrzymamy wysokich standardów ochrony pracowników i usług publicznych. Najlepszą polisą na przyszłość modelu społecznego jest Jednolity Rynek, który podnosi produktywność całej gospodarki.

Dziesięć konkretnych kroków na 24 miesiące

  1. Ustawa ramowa implementująca do prawa UE negatywny zakaz tworzenia barier w usługach, egzekwowalny w sądach powszechnych państw członkowskich.
  2. Lista białych wyjątków (zamknięty katalog zawodów/obszarów) – wszystko inne objęte zasadą wzajemnego uznawania.
  3. Publiczny rejestr barier usługowych z szybkim trybem skargowym i kwartalnym raportowaniem postępów.
  4. Moratorium regulacyjne na akty horyzontalne w cyfryzacji/AI/ESG do czasu audytu wpływu istniejących przepisów oraz uproszczenia ich stosowania dla MŚP.
  5. Egzekwowanie symetryczne: intensywny nadzór nad platformami i importerami spoza UE (bezpieczny produkt, ROP, podatki).
  6. Pojedynczy paszport ofert publicznych (IPO) i funduszy w całej UE; ujednolicenie opodatkowania zysków kapitałowych.
  7. Szybka ścieżka dla projektów sieciowych i magazynowania energii; neutralność technologiczna w miksie.
  8. Transgraniczna mobilność: wzajemne uznawanie kwalifikacji w ramach „fast-track” (≤90 dni) w większości zawodów.
  9. Koniunkturalnie ograniczona rola wsparcia publicznego (match funding) – obowiązkowy plan wygaszania i test „crowding-in”.
  10. Roczny barometr Jednolitego Rynku: mierniki kosztów tarcia w handlu towarami/usługami, czasu wejścia na rynek w innym państwie, różnic w egzekwowaniu prawa.

Konkluzja: „Więcej Europy” znaczy dziś „więcej rynku”

Europa nie potrzebuje kolejnej fali dotacji i długu pod sztandarem „misji”. Potrzebuje prawdziwego, jednolitego rynku – szczególnie usług – oraz zwinnych mechanizmów egzekwowania swobód traktatowych. Tylko w takich warunkach prywatny kapitał i przedsiębiorczość uruchomią efekty skali, specjalizacji i innowacji, które sfinansują utrzymanie europejskiego modelu społecznego w trudnym demograficznie i geopolitycznie świecie.

„Nowy Plan Marshalla” w wydaniu unijnym kusi prostotą – wydajmy więcej, skoordynujmy mocniej. Ale to recepta na krótkie „podbicie” aktywności, po którym zostanie dług i rozczarowanie. Prawdziwym planem Europy powinno być dokończenie Jednolitego Rynku. Nie ma bardziej proeuropejskiej polityki niż taka, która oddaje ster rozwoju obywatelom i firmom – w ramach jasnych, prostych i równo egzekwowanych reguł.

Złoto bije rekordy, a inwestorzy zmieniają zasady gry. Portfel 60/40 odchodzi do lamusa

0

Złoto wspięło się na historyczny szczyt i kosztuje już ponad 4000 dolarów za uncję. Wraz z nim rośnie znaczenie metali szlachetnych w portfelach inwestorów. Analitycy banku inwestycyjnego Morgan Stanley wzywają do porzucenia klasycznego modelu 60/40 na rzecz 60/20/20, w którym złoto i srebro pełnią rolę aktywów „antykruchych” – zyskujących na wartości, gdy świat się chwieje.

Złoto nie przestaje zaskakiwać. Na początku października roku notowania królewskiego kruszcu przekroczyły barierę 4000 dolarów za uncję, bijąc kolejne rekordy. 8 października cena spot osiągnęła 4059 USD/oz, co stanowiło 44. ATH w tym roku, a w poniedziałek 13 X zanotowaliśmy kolejne all-time high, gdy kruszec pokonał granicę 4080 USD/oz.

Nie jest to przypadkowy rajd. Za wzrostem stoją zarówno czynniki bieżące – jak niepewność gospodarcza i polityczna w Stanach Zjednoczonych, jak i głębokie zmiany strukturalne w globalnym systemie finansowym. Warto też przypomnieć, że jeszcze w marcu tego roku notowania przebijały barierę 3000 USD, a zaledwie dwa lata temu – 2000 dolarów za uncję.

Złoto daje sygnał ostrzegawczy

Donald Trump zapowiada politykę gospodarczą o cechach „kapitalizmu państwowego”, a nie wolnorynkowego. Jego decyzje, wraz z przedłużającym się government shutdown (czyli zamknięciem rządu), zwiększają globalną niepewność i sprzyjają ucieczce inwestorów w aktywa bezpieczne – przede wszystkim w złoto.

Tempo wzrostu cen królewskiego kruszcu przypomina końcówkę lat 70., kiedy światem wstrząsał kryzys naftowy. Noblista Paul Krugman – mimo że sam nie jest entuzjastą złota – przyznał, że bieżąca polityka amerykańskiej administracji prowadzi do utraty zaufania do dolara i do przesunięcia środka ciężkości światowych finansów.

Jak zauważa Ross Norman, dyrektor generalny Metals Daily, obecny wzrost nie jest prostą reakcją na zmienne dane makroekonomiczne. To przecena zaufania do dolara amerykańskiego i do samych Stanów Zjednoczonych jako gwaranta stabilności finansowej. Jego zdaniem to „korekta globalnego zaufania”.

Z kolei na ostatnim Greenwich Economic Forum miliarder i założyciel Bridgewater Associates Ray Dalio stwierdził, że „złoto jest dziś bezpieczniejsze niż dolar”. W podobnym tonie wypowiedział się Ken Griffin, szef Citadel: „Złoto wysyła światu sygnał, że coś jest nie tak z systemem finansowym.”

NBP rozbił bank!

Na rekordowych cenach złota zyskują banki centralne na całym świecie – w tym NBP, który dzięki rozbudowie swoich rezerw może dziś mówić o wyjątkowo udanym posunięciu. Według szacunków, tylko w tym roku wzrost wartości złota przyniósł Polsce ponad 7 miliardów dolarów księgowego zysku. A to dopiero początek – plan zakłada dalsze zakupy, nawet do 250 ton metalu w najbliższych latach.

Strategia, która jeszcze kilka lat temu budziła sceptycyzm, dziś okazuje się wzorcowo trafna. Na korzyść złota działa również ostatnia decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która obniżyła stopy procentowe do 4,5%. W środowisku niskich realnych stóp i stabilnej inflacji, metale szlachetne naturalnie zyskują na znaczeniu jako zabezpieczenie wartości pieniądza i solidna kotwica portfela.

Banki centralne nie tylko kupują więcej złota – coraz częściej ściągają je do własnych skarbców. W 2020 roku jedynie 50% banków centralnych posiadało złoto w kraju. Trzy lata później to już 68%, a 74% planuje repatriację części rezerw do 2028 roku. To oznaka rosnącej potrzeby kontroli nad aktywami i spadku zaufania do zachodnich instytucji finansowych.

Złoto i srebro – „antykruche” aktywa w portfelach inwestorów

Zmieniające się realia gospodarcze zaczynają odciskać piętno również na strategiach największych instytucji finansowych. Morgan Stanley zaproponował nowy model budowy portfela inwestycyjnego, który może wyznaczyć kierunek na kolejne lata. Zamiast tradycyjnego układu 60/40 (akcje/obligacje), bank rekomenduje podejście 60/20/20 – z aż jedną piątą aktywów ulokowaną w złocie i srebrze.

Zdaniem analityków, dotychczasowy model nie przystaje już do realiów rynkowych – nie zapewnia wystarczającej ochrony w okresie podwyższonej inflacji i niestabilności makroekonomicznej. Jak podkreśla Mike Wilson, dyrektor ds. inwestycji Morgan Stanley, metale szlachetne to dziś aktywa „antykruche” – takie, które zyskują na wartości, gdy świat pogrąża się w chaosie.

To istotna zmiana w podejściu dużych graczy. Jeszcze dziesięć lat temu złoto stanowiło co najwyżej 2–5% portfela inwestycyjnego. Dziś coraz częściej mówi się o dwucyfrowych udziałach, co samo w sobie tworzy potężny impuls popytowy. Podobną filozofię od lat reprezentuje Ray Dalio, założyciel Bridgewater Associates, rekomendujący ok. 15% ekspozycji na złoto.

Podsumowując: złoto ponownie staje się barometrem globalnej niepewności – im większe wstrząsy w polityce i gospodarce, tym mocniej świeci jego blask. Rosnące zakupy banków centralnych, osłabienie dolara i repatriacja rezerw tworzą nową rzeczywistość finansową, w której złoto nie jest już tylko „bezpieczną przystanią”, lecz fundamentem strategii państw i inwestorów.

Chiny grożą surowcami, Trump cłami, rynki reagują nerwowo

Na chiński bilans handlowy można spojrzeć z różnych stron, ale Państwo Środka wciąż trzyma mocne karty w ręku. Postanowiło udowodnić to w ostatnich dniach, gdy w zawoalowany sposób grozi swoim partnerom odcięciem od kluczowych surowców. Na takie dictum w swoim stylu zareagował prezydent Donald Trump, który najpierw zagroził cłami, aby w kolejnych godzinach łagodzić retorykę. Giełdy reagują momentami emocjonalnie na te doniesienia, ale rynek walutowy jest spokojniejszy. Na forexie główny znak zapytania wisi nad dalszym zachowaniem dolara, a kurs EUR/USD może się znajdować w kluczowym punkcie.

Coraz mniejsza chińska nadwyżka

Kalendarz makro aktualnie nas nie rozpieszcza, ale akurat na poniższe dane zawsze warto zwrócić uwagę. Tym bardziej że dotyczą one nie tylko drugiej gospodarki świata, ale też jednego z dwóch głównych aktorów trwającej zimnej wojny handlowej, a wreszcie w pewnym stopniu pokazują stan globalnego handlu. Mowa konkretnie o bilansie handlowym Chin. Najpierw pozytywne zaskoczenia, ponieważ we wrześniu zarówno eksport (8,3% rdr), jak i import (7,4% rdr) wyraźnie przebiły poprzednie wskazania, ale też prognozy. Na pierwszy rzut oka wygląda to całkiem nieźle dla fabryki świata, ale już niekoniecznie tak wspaniale, kiedy zdrapać wierzchnią warstwę. Po pierwsze można zwrócić uwagę na względnie niską bazę sprzed roku, która ułatwiła podbicie akurat tych wyników. Po drugie (i co chyba fundamentalnie istotniejsze) potwierdza się trend spadkowy w nadwyżce handlowej Chin. Zarówno dane za poprzedni miesiąc, jak i dla całkowitego bilansu handlowego Państwa Środka są najniższe od roku. Czy to tylko słabszy akt w koncercie handlowym drugiej gospodarki globu, czy  może będzie ona musiała w większym stopniu liczyć na popyt zewnętrzny? Czas pokaże. Ten poniedziałek nie był łaskawy dla chińskich aktywów, jednak wspomniane publikacje w tym przypadku nie miały większego znaczenia. Na pierwszy plan wysuwa się subtelna taktyka negocjacyjna prezydenta USA. Giełda w Szanghaju (nazwijmy ją bardziej wewnętrzną) zamknęła się jeszcze skromną zniżką (-0,19%), ale już Hongkong (bardziej zewnętrzna) tąpnął o 1,5%. Kolejne celne zamieszanie uderza w juana, który osłabia się na szerokim rynku, a kurs USD/CNY przebił 7,14 ¥.

Zimna wojna coraz bardziej gorąca

Skoro wywołałem negocjatora z Białego Domu, to trzeba wspomnieć o kolejnym rozdziale w wojnie handlowej USA-Chiny. Tym razem to Chińczycy wyciągnęli broń z kabury i grożą drastycznym ograniczeniem eksportu metali ziem rzadkich (Państwo Środka w praktyce jest w tym przypadku monopolistą), które są niezbędne m.in. w kluczowej branży technologicznej. Prezydent Donald Trump odpowiedział w swoim stylu, najpierw grożąc podniesieniem ceł na Państwo Środka do 100%, a później kwestionując sens zbliżającego się spotkania z Xi Jinpingiem. Wall Street zareagowało alergicznie na te słowa i zaliczyło najgłębszą przecenę od kwietnia. Amerykański prezydent w swoim stylu (w Stanach nosi to nazwę TACO – Trump Always Chicken Out, czyli Trump zawsze się wycofuje pod wpływem rynku kapitałowego bądź rynku długu) w trakcie weekendu łagodził swój przekaz, co daje nadzieję na kontynuację trudnych negocjacji. Pewne złagodzenie napięcia widać też po giełdach, które jeszcze w Azji dyskontowały ryzyka (o Chinach już wspominałem, ale np. Tokio też spadło o 1%), ale już w Europie nastroje są zdecydowanie lepsze. Chociaż w przypadku Starego Kontynentu może to też być odreagowanie słabej piątkowej sesji. Niestety w podążaniu za rynkami bazowymi problem ma Warszawa, gdzie po godz. 11 WIG20 balansuje na poziomie piątkowego zamknięcia.

USD wyznaczy kierunek FX

Rynek walutowy reaguje o wiele spokojniej na kolejne handlowe napięcia, co nie znaczy, że nic się na nim nie dzieje. Ofensywę dolara trudno uznać za zakończoną, a kurs EUR/USD może znajdować się w kluczowym miejscu. Technicznie na wykresie eurodolara możemy zauważyć realizację lokalnej formacji podwójnego szczytu, która sprowadziła główną parę globu do moim zdaniem istotnego punktu. W rejonie 1,157 $ został wyznaczony szczyt kwietniowego ruchu zwyżkowego, który teraz naturalnie zmienia się we wsparcie. Dodatkowo w tym miejscu można wyznaczyć dolne ograniczenie (przełamane wyraźnie tylko raz) konsolidacji trwającej od czerwca. Jeżeli takie wsparcie zostanie przełamane, to na stół już realnie może trafić opcja trwalszej kontry ze strony USD. Fundamentalnie należy w takim razie przyjąć, że rynek zdsykontował już obie oczekiwane obniżki stóp w USA do końca roku. Co za tym idzie każda jastrzębia niespodzianka ze strony Fed ma szansę dodatkowo wzmocnić dolara. Szansą dla wspólnej waluty może się stać wyłonienie nowego francuskiego rządu. Jeśli uda się przyjąć budżet przez tamtejszy parlament, to przynajmniej nad Sekwaną ryzyko polityczne chociaż na chwilę się zmniejszy. Polski złoty, po zeszłotygodniowej gołębiej decyzji i takim samym przekazie ze strony RPP, zachowuje się naprawdę stabilnie. Po godz. 11 kurs EUR/PLN nie przekracza 4,26 zł, kurs USD/PLN to 3,67 zł, kurs CHF/PLN utrzymuje się poniżej 4,58 zł, a kurs GBP/PLN sięga 4,90 zł.

Niższe stopy procentowe napędzają popyt na mieszkania – kupujący wracają po kredyty

Spadki stóp procentowych wpłynęły pozytywnie na rynek wtórny obrotu nieruchomościami. III kw. br. był okresem ożywienia i rekordowo wysokiego zapotrzebowania na kredyty hipoteczne. Analizując sytuację w poszczególnych największych miastach nie widać jednak oznak tak oczekiwanej mocniejszej korekty cen.

Wstępne wyniki raportu Barometr Metrohouse i Credipass za III kw. 2025 r. wskazują na kontynuację trendów stabilizacyjnych. Pomimo wysokich oczekiwań sprzedających względem możliwej do osiągnięcia ceny za swoje mieszkanie, w dalszym ciągu istnieją duże rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami strony podażowej a nabywcami.

Aby sprzedać szybko swoje mieszkanie należy właściwie dostosować oczekiwania do realiów rynku. W innym przypadku zbywcę czeka długi okres ekspozycji oferty połączony z potrzebą stopniowego dostosowywania ceny do możliwości nabywczych klientów. Jest to jednak proces zarezerwowany wyłącznie dla klientów, którzy podchodzą do sprzedaży bez presji czasu, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse i współautor raportu Barometr Metrohouse i Credipass.

Ożywienie napędzane niższym kosztem kredytu i wysoką podażą mieszkań

W odróżnieniu od poprzednich kwartałów ostatni okres można określić jako czas większej aktywności popytowej. Jak można się było spodziewać, majowa, lipcowa, wrześniowa a także aktualna, październikowa obniżka stóp procentowych (łącznie o 1,25 pkt proc.) dały wielu klientom sygnał do bliższego zapoznania się z rynkiem nieruchomości i podjęcia decyzji o zakupie. Szczególnie że rynek oczekuje dalszych spadków stóp procentowych, a co za tym idzie niższych kosztów kredytu.

– Weszliśmy w cykl łagodzenia polityki monetarnej. Dla rynku kredytów hipotecznych oznacza to stopniowy spadek rat kredytów opartych na zmiennej stopie, co może przełożyć się na wzrost aktywności zakupowej w kolejnych miesiącach. Zmniejszenie kosztu finansowania zwiększa dostępność kredytu, a tym samym zachęca do ponownego wejścia na rynek osoby, które dotychczas wstrzymywały się z decyzją o zakupie, komentuje Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy Credipass i współautor raportu Barometr Metrohouse i Credipass.

W dalszym ciągu czynnikiem sprzyjającym jest wysoka podaż mieszkań, także na rynku pierwotnym, co daje przewagę klientom w indywidualnym ustalaniu warunków transakcji i negocjacjach cenowych. Dodatkowym elementem ułatwiającym poruszanie się po rynku ofert jest wejście w życie ustawy o jawności cen mieszkań, która umożliwia klientom lepsze porównanie produktów na rynku.

Nieznaczne zmiany w cenach transakcyjnych

W największych miastach spadki cen transakcyjnych odnotowaliśmy w Krakowie (2,9 proc.). Symboliczne zmiany w dół widoczne są też we Wrocławiu. Natomiast w Gdańsku średnie ceny w transakcjach nieznacznie wzrosły, o 1,2 proc. Najwyższe podwyżki widoczne były w Łodzi, gdzie nabywcy decydowali się na zakup mieszkań droższych średnio o 4,1 proc.

W ujęciu średniorocznym ceny mieszkań na rynku wtórnym spadły w każdym z analizowanych pięciu miast. Największe różnice dotyczą Krakowa, gdzie spadki wyniosły prawie 10 proc. Nieznacznie powyżej 5 proc. ceny spadły w Warszawie i Gdańsku.

Miasto Średnia cena transakcyjna w III kw. 2025 Różnica kw./kw. Różnica r/r Średnia cena nabywanego mieszkania
Wrocław 11563 -0,6% -2,8% 492 000 zł
Kraków 13349 -2,9% -9,7% 618 000 zł
Warszawa 15674 0,5% -5,4% 740 000 zł
Gdańsk 12224 1,2% -5,2% 520 000 zł
Łódź 7757 4,1% -3,0% 408 000 zł
Źródło: obliczenia własne Metrohouse na podstawie cen transakcyjnych.

 

Czy czeka nas gorący czwarty kwartał?

Dane transakcyjne z największych miast pokazują, że zmiany w cenach mają raczej charakter kosmetyczny niż przełomowy. Równocześnie poprawiająca się dostępność kredytów i wzrost aktywności kupujących sygnalizują, że rynek wchodzi w bardziej dynamiczną fazę.

Potwierdzają to dane z BIK. Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 42,2% rok do roku, a liczba osób wnioskujących sięgnęła niemal 39,9 tys. (+40,2% r/r). W sierpniu dynamika była jeszcze wyższa – wartość zapytań wzrosła o 52,5% r/r, a liczba klientów składających wnioski zwiększyła się o 33,8%. Dodatkowo, według BIK, wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych w sierpniu wzrosła o 40,4% rok do roku, do poziomu 8,88 mld zł.

To wszystko wskazuje, że rynek realnie reaguje na spadające stopy. Część klientów odzyskuje zdolność kredytową, a apetyt na zakup własnej nieruchomości wraca, podsumowuje Andrzej Łukaszewski z Credipass.

Ropa tanieje, mocny rynek pracy w Kanadzie i rosnące oczekiwania na obniżki stóp w USA

Na świecie dzieje się obecnie wiele rzeczy, które powodują, że na ropie mamy sporą przecenę, mimo tego, że surowiec już był relatywnie tani. Dobrze dane z rynku pracy wspierają dolara kanadyjskiego. W konkurencji kto bardziej osłabi swoją walutę, ostatnie dni idą dla USA przez nadchodzące obniżki stóp procentowych.

Załamanie cen ropy na koniec tygodnia

Piątek rozpoczął się od ceny baryłki ropy Brent powyżej 65 USD, a zakończył ledwo powyżej 62 USD. Co powodowało, że ten surowiec tak bardzo taniał? Prawie wszystko. Z jednej strony mamy znów napięcia handlowe między Chinami a USA, a to sugeruje, że popyt na paliwa może drastycznie spadać. Z drugiej strony mamy łagodzenie napięć na Bliskim Wschodzie, co zmniejsza premię za ryzyko zawartą w cenach. Jakby tego było mało, na rynku pojawiła się informacja, że państwa OPEC mogą zwiększać wydobycie. Na deser jeszcze Rosjanie przestali dopłacać rafineriom by nie eksportowały ropy, ale by sprzedawały ją na rynku lokalnym. Wiadomo, wydatki w kraju prowadzącym absurdalną wojnę są problemem. Więcej surowca na rynkach to jednak niższe ceny. Przez weekend inwestorzy trochę ochłonęli i mieliśmy pewną korektę, ale nadal jesteśmy na niższych poziomach cenowych, niż byliśmy przez ostatnie 4 miesiące.

Dobre dane z Kanady

Kanadyjski rynek pracy pokazał we wrześniu bardzo dobre dane. Zaczęło się od tego, że wbrew oczekiwaniom analityków nie doszło do wzrostu stopy bezrobocia. Wyjaśnieniem tego fenomenu była zmiana zatrudnienia. Rynki spodziewały się zmiany o zaledwie 5,5 tys. w górę, po dramatycznym sierpniu, kiedy mieliśmy spadek o 65 tys. Okazało się jednak, że wzrost wyniósł 60,4 tys. Jest to duża pozytywna niespodzianka. Jeszcze lepszą wiadomością jest, że w tym czasie dodatkowe ponad 45 tys. miejsc pracy na niepełną część etatu przeszło na pełny etat. Jak nietrudno się domyślić dobre dane z rynku pracy wpłynęły korzystnie na notowania dolara kanadyjskiego.

Rosną szanse na obniżki za oceanem

Po czwartkowych dołkach kursu euro względem dolara doszło do delikatnego odbicia. Nie świadczy to wcale o tym, że ryzyka polityczne we Francji się kończą. Kolejna próba powołania rządu w przez Sebastiena Lecornu jeszcze nie zakończyła się fiaskiem, ale mało kto wierzy, że będzie inaczej. Przedstawiciele obydwóch skrajnych sił zapowiadają głosowanie za votum zaufania. Dlaczego zatem euro odzyskuje wartość względem dolara? W Europie w sumie nic się nie zmienia, a wcześniejsze wybory są już w sporej części w cenach. Za to w USA rosną szanse na obniżki stóp procentowych. Obecnie nie tylko październikowa obniżka, ale również grudniowa wydają się pewne. Im niższe stopy procentowe, tym mniejsze zainteresowanie dolarem. Musimy pamiętać, że nadal mamy za Oceanem brak budżetu, który też może o sobie dać znać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. W Kanadzie i Japonii mamy dzisiaj dni wolne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ministerstwo Zdrowia chce zakazać sprzedaży alkoholu na stacjach paliw

Ministerstwo Zdrowia zaprezentowało projekt zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, który może znacząco zmienić zasady dystrybucji alkoholu w Polsce. Wśród propozycji znalazł się całkowity zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw, niezależnie od pory dnia. To jedna z najbardziej radykalnych zmian w ostatnich latach w zakresie polityki ograniczania dostępności trunków.

Projekt przewiduje również zakaz sprzedaży alkoholu w uzdrowiskach i placówkach medycznych, czyli wszędzie tam, gdzie świadczone są usługi zdrowotne. W przypadku sprzedaży internetowej alkohol miałby być dostępny wyłącznie przy odbiorze osobistym, po okazaniu dokumentu potwierdzającego pełnoletność klienta.

Surowsze kary i ograniczenia w promocji alkoholu

Zmiany dotyczą również zasad reklamy i promocji. Ministerstwo planuje zaostrzenie kar za nielegalną reklamę i promocję alkoholu, w tym wprowadzenie zakazu stosowania rabatów, pakietów promocyjnych czy programów lojalnościowych obejmujących piwo.
Minimalna grzywna ma wzrosnąć do 20 tys. zł, a maksymalna do 750 tys. zł. Projekt dopuszcza także możliwość wymierzenia kary ograniczenia wolności.

Nowe terminy i okres przejściowy dla branży

Zgodnie z założeniami projektu, większość przepisów miałaby wejść w życie 1 stycznia 2026 roku, natomiast regulacje dotyczące handlu alkoholem online – rok później, od 1 stycznia 2027 roku.

Dla stacji paliw, które posiadają już koncesje na sprzedaż alkoholu, przewidziano okres przejściowy – zezwolenia zachowają ważność przez maksymalnie pięć lat od momentu wejścia ustawy w życie.

Argumenty resortu zdrowia

Ministerstwo Zdrowia uzasadnia swoje działania koniecznością ograniczenia fizycznej dostępności alkoholu, szczególnie w miejscach działających całodobowo, takich jak stacje paliw. Zdaniem resortu, to właśnie tam dochodzi najczęściej do impulsywnych zakupów i spożycia alkoholu „po drodze”.

Projekt odwołuje się również do rekomendacji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), według której ograniczanie dostępności trunków jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi polityki zdrowotnej.

Branża paliwowa reaguje: ryzyko spadku rentowności

Pomysł resortu wywołał natychmiastową reakcję sektora paliwowego. Operatorzy stacji ostrzegają, że zakaz sprzedaży alkoholu może poważnie obniżyć rentowność punktów, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Jak podkreślają przedstawiciele branży, przychody z tzw. sprzedaży non-fuel – obejmującej m.in. napoje, przekąski czy alkohol – w wielu przypadkach stanowią kluczowy element utrzymania rentowności stacji.

Projekt ustawy został skierowany do konsultacji publicznych.

Decyzje zakupowe Polaków: cena wciąż najważniejsza, ale rośnie znaczenie jakości i wygody

0

Z raportu PwC Polska „Smak, cena, świadomość: Mapa wyborów konsumenckich Polaków – Voice of the Consumer” wynika, że w 2025 roku aż 59 proc. konsumentów w Polsce na pierwszym miejscu stawia cenę. To najważniejszy czynnik decydujący o wyborach zakupowych. Jednocześnie rośnie znaczenie jakości produktów, ich świeżości i wygody w zakupach, co pokazuje, że Polacy oczekują dziś więcej niż tylko niskiej ceny.

Światopogląd konsumencki zmienia się dynamicznie. W porównaniu z ubiegłym rokiem spadło znaczenie obaw związanych z inflacją i konfliktami geopolitycznymi, natomiast wzrosła niepewność dotycząca osobistej sytuacji finansowej. To właśnie ten czynnik najmocniej wpływa na decyzje zakupowe. Na drugim miejscu po cenie plasuje się smak, który staje się ważnym elementem budowania lojalności wobec marek i produktów.

Eksperci PwC wskazują, że konsumenci wciąż są bardzo wrażliwi cenowo, ale coraz bardziej wymagający. Oczekują nie tylko niskich kosztów, lecz także wysokiej jakości, dostępności i walorów zdrowotnych produktów. To duże wyzwanie dla producentów i detalistów, którzy muszą łączyć konkurencyjne ceny z ofertą dopasowaną do nowych oczekiwań.

Ponad jedna trzecia Polaków planuje zwiększyć wydatki na świeże produkty spożywcze, jednocześnie ograniczając spożycie alkoholu i przekąsek. Rosną obawy dotyczące żywności wysoko przetworzonej i stosowania pestycydów – deklaruje je ponad 60 proc. ankietowanych. Jednocześnie zaufanie do producentów żywności pozostaje umiarkowane – tylko połowa konsumentów wierzy, że oferowane produkty faktycznie wspierają zdrowe odżywianie.

W badaniu zauważono także spadek znaczenia kwestii klimatycznych. Mniejszy odsetek Polaków deklaruje obawy o klimat niż w poprzednich latach, a jedynie jedna trzecia respondentów jest gotowa zapłacić więcej za produkty ekologiczne. W praktyce oznacza to, że w pojedynku „ekologia kontra cena” wygrywa czynnik finansowy. Mimo to rośnie świadomość dotycząca lokalnego pochodzenia żywności i unikania szkodliwych substancji w uprawach.

Raport PwC zwraca uwagę na wzrost znaczenia marek własnych sieci handlowych, które coraz częściej postrzegane są jako produkty dobrej jakości. To efekt poprawy receptur, lepszego designu opakowań i skuteczniejszej komunikacji. Wielu konsumentów wybiera produkty marek własnych właśnie ze względu na ich świeżość i sezonowość. Dla producentów oznacza to konieczność odbudowy zaufania i podkreślania jakości w każdym elemencie strategii marketingowej.

Kolejnym zauważalnym trendem jest rozwój zakupów online. Choć w skali kraju sprzedaż spożywcza w internecie wciąż ma niewielki udział, w niektórych dzielnicach polskich miast przekracza już 10 proc. Eksperci PwC przewidują, że wkrótce może sięgnąć nawet 15 proc. Najczęściej wybieranymi kanałami sprzedaży pozostają jednak supermarkety, sklepy lokalne oraz dyskonty. Szczególnie te ostatnie cieszą się w Polsce większą popularnością niż w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, co potwierdza wrażliwość konsumentów na promocje.

Wygoda zakupów staje się dla Polaków równie istotna jak cena. Coraz więcej osób, zwłaszcza młodych i aktywnych zawodowo, wybiera zakupy online, dania gotowe oraz cateringi dietetyczne. Pokolenie Z coraz częściej rezygnuje z gotowania, korzystając z aplikacji opartych na sztucznej inteligencji, które pomagają planować zdrowe posiłki. Wygoda staje się więc nowym symbolem jakości życia i jednym z kluczowych kryteriów decyzji zakupowych.

Między oszczędnościami a dyscypliną. Samorządy balansują na cienkiej linie finansów publicznych

0

Rok 2026 może być jednym z najtrudniejszych budżetowo od dekady. Jednostki samorządu terytorialnego w całym kraju zmagają się z rosnącymi kosztami usług, inflacją oraz presją inwestycyjną, także w kontekście rekordowego deficytu. Coraz częściej pojawiają się pytania: gdzie kończą się dopuszczalne cięcia, a gdzie zaczyna ryzyko naruszenia dyscypliny finansów publicznych? Granice wyznacza precyzyjnie rządowy katalog naruszeń, a ich przekroczenie może skutkować poważnymi konsekwencjami dla włodarzy.

Trudne wybory samorządów pod presją budżetu

Samorządy w wielu przypadkach stają dziś przed koniecznością trudnych wyborów. Oczekiwania mieszkańców rosną, tymczasem dostępność środków kurczy się. W takich warunkach pojawia się pokusa szybkich decyzji – przesuwania wydatków, ograniczania zakresu usług lub inwestycji bez dokładnej analizy skutków prawnych. Problem w tym, że nawet działania podjęte w dobrej wierze mogą zostać uznane za naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

– W sytuacji presji budżetowej najważniejsza jest procedura: każda decyzja oszczędnościowa powinna przejść szybką weryfikację prawną i być właściwie udokumentowana. To chroni przed niezamierzonym naruszeniem prawa – podkreśla Bartłomiej Tkaczyk, radca prawny i partner w kancelarii LEGALLY.SMART.

Katalog naruszeń mówi wprost – nieznajomość prawa nie chroni

Zgodnie z obowiązującym katalogiem naruszeń dyscypliny finansów publicznych, odpowiedzialność mogą ponieść m.in. osoby, które wydatkują środki publiczne bez odpowiedniego upoważnienia, zaciągają zobowiązania bez pokrycia w planie finansowym, niewłaściwie pobierają należności lub udzielają zamówień publicznych z pominięciem ustawowych zasad. Praktyka pokazuje, że wiele z tych uchybień wynika nie z celowego działania, ale z braku odpowiedniego przygotowania, niejasności interpretacyjnych lub niedopatrzeń proceduralnych.

– Spotykamy się z sytuacjami, w których urzędnicy popełniają błąd nieświadomie – np. błędnie kwalifikują wydatek, przekraczają zakres pełnomocnictwa lub pomijają konsultację prawną. To wystarczy, by wszcząć postępowanie w sprawie naruszenia dyscypliny – mówi mec. Tkaczyk. – Dyscyplina finansów publicznych nie jest i nie powinna być „kijem” na samorządy i pracujące w nich osoby. To ważne narzędzie systemowe, które ma zabezpieczać środki publiczne, a nie karać za dobre intencje. Niestety, wciąż bywa tematem tabu, zamiast być elementem otwartej rozmowy o odpowiedzialności.

Co pewien czas w mediach lokalnych i ogólnopolskich pojawiają się doniesienia o naruszeniach dyscypliny przez samorządowców. W odpowiedzi na rosnącą potrzebę przejrzystości powstała baza rozstrzygnięć w sprawach o naruszenie dyscypliny finansów publicznych, prowadzona przez Ministerstwo Finansów. To ogólnodostępna, cyfrowa wyszukiwarka umożliwiająca filtrowanie i przeglądanie rozstrzygnięć wydanych od 1 stycznia 2020 roku. Choć baza ma charakter edukacyjny, stanowi realne wsparcie dla osób zarządzających środkami publicznymi i pozwala analizować praktyki orzecznicze różnych organów. Ministerstwo deklaruje, że celem publikacji jest nie tylko zwiększenie przejrzystości, ale również ograniczanie zachowań niezgodnych z prawem i wspieranie jednolitego stosowania przepisów.

Prewencja zamiast reakcji – jak JST mogą się zabezpieczyć?

W praktyce eksperci rekomendują samorządom wzmocnienie kontroli wewnętrznej, każdorazowe opiniowanie działań nietypowych lub oszczędnościowych, a także prowadzenie dokumentacji uzasadniającej podjęte decyzje. Nie mniej istotne są szkolenia – znajomość katalogu naruszeń oraz praktycznych przykładów z innych jednostek pozwala uniknąć wielu kosztownych błędów.

– Warto pamiętać, że odpowiedzialność w zakresie finansów publicznych ma nie tylko wymiar prawny, ale i wizerunkowy. Naruszenie przepisów, nawet nieumyślne, może oznaczać utratę zaufania, zarówno w oczach mieszkańców, jak i organów kontrolnych – dodaje mec. Bartłomiej Tkaczyk.

W czasach rosnących kosztów i ograniczonych budżetów, samorządy nie mogą pozwolić sobie na improwizację. Ostrożność, procedury i dostęp do eksperckiej wiedzy prawnej to dziś kluczowe elementy bezpiecznego zarządzania finansami publicznymi.

Dług technologiczny hamuje cyfryzację. 52% firm ma problem z migracją do chmury

0

Jak wynika z raportu PMR i Asseco Cloud, stare aplikacje hamują inwestycje w chmurę. Zdaniem 52% przedstawicieli polskiego biznesu dług technologiczny utrudnia osiągnięcie wyznaczonych celów w obszarze cloud computing. Migracji do chmury nie ułatwia również brak specjalistów. Ponad połowa przedsiębiorstw zmaga się z niedoborem ekspertów IT. Rozwiązaniem może być łączenie pracy własnego personelu i zespołów zewnętrznych zaufanych partnerów lokalnych.

Przestarzałe systemy wciąż funkcjonują w polskich przedsiębiorstwach i stanowią główną przeszkodę na drodze do implementacji chmury obliczeniowej. Ich wymiana na bardziej nowoczesne rozwiązania jest niekiedy bardzo trudna, gdyż wymaga wielu nakładów pracy. Eksperci Asseco podkreślają, że dług technologiczny nie musi oznaczać całkowitego braku możliwości migracji do chmury. Coraz częściej organizacje decydują się na model hybrydowy, gdzie część elementów złożonych systemów informatycznych działa w chmurze, a część on-premise. Stopniowe przejście do chmury pozwala rozłożyć projekty cyfryzacyjne w czasie i bardziej optymalnie zarządzać ich budżetem.

Cyfryzacja wymaga współpracy i rozwoju zespołów

Przestarzałe aplikacje nie są jedynym wyzwaniem, z jakim musi mierzyć się polski biznes na drodze do innowacji. Ponad połowa przedsiębiorstw zmaga się z trudnościami w obsadzaniu stanowisk IT. Brak specjalistów może negatywnie wpłynąć na szybkość wdrażania nowych technologii oraz realizację projektów cyfrowych. Łączenie pracy własnego personelu i zespołów zewnętrznych to coraz częstszy sposób na poradzenie sobie z tym wyzwaniem. Aż 61% firm przebadanych przez Asseco Cloud i PMR zleca część zadań IT firmom trzecim. Działania te idą w parze z rozwojem zespołów wewnętrznych. Aż 63% respondentów organizuje szkolenia dla pracowników, aby zwiększyć gotowość na wyzwania IT, w tym te związane z bezpieczeństwem IT.

„Rosnąca waga szkoleń świadczy o coraz większej dojrzałości polskiego biznesu. Jak wynika z naszego raportu, jest to drugie po wykonywaniu kopii zapasowych działanie mające podnieść cyberodporność firm. W obszarze bezpieczeństwa IT zwiększanie świadomości pracowników ma ogromne znaczenie, gdyż to człowiek pozostaje najsłabszym ogniwem systemów zabezpieczających, a cyberprzestępcy nie ustają w wysiłkach, aby stosując socjotechnikę nakłonić użytkowników do udostępnienia danych autoryzacyjnych czy poufnych informacji firmowych” – mówi Marcin Lebiecki, Wiceprezes Zarządu Asseco Cloud.

Znaczenie lokalnych dostawców

Rosnąca skala cyberzagrożeń, niepewna sytuacja geopolityczna oraz wyzwania rynkowe, sprawiają, że bliskość operacyjna partnera technologicznego ma obecnie szczególne znaczenie. Aż 67% respondentów badania Asseco Cloud i PMR jest skłonna zapłacić więcej za rozwiązanie krajowego dostawcy, jeżeli oferuje on lepsze wsparcie i potrafi dostosować się do potrzeb danej firmy. Z kolei 62% ankietowanych wskazało, że krajowi dostawcy lepiej rozumieją specyfikę polskiego rynku. Cena pozostaje istotnym kryterium, jednak dla wielu firm nie jest już czynnikiem decydującym. Jedynie 40% przedsiębiorstw wskazało, że wybór krajowego dostawcy byłby uzależniony wyłącznie od niższej ceny.

„Doskonała znajomość lokalnego rynku, w tym otoczenia regulacyjnego, stanowi obecnie przewagę konkurencyjną w branży IT. Potwierdzają to dane z naszego raportu, z których wynika, że lokalizacja dostawcy nadal ma znaczenie. Aż 40% firm preferuje partnerów prowadzących działalność w Polsce. To pokazuje, że fizyczna obecność i możliwość bezpośredniego wsparcia są wysoko cenione. Ponadto lokalni partnerzy są postrzegani jako równie rzetelni i bezpieczni, jak ich globalni konkurenci. To dobra wiadomość dla polskich dostawców rozwiązań i usług technologicznych” – wyjaśnia Marcin Lebiecki, Wiceprezes Zarządu Asseco Cloud.

Badanie przeprowadzone przez PMR i Asseco Cloud miało na celu sprawdzenie gotowości na wyzwania technologiczne dużych i średnich polskich firm, a także identyfikację barier i potrzeb w obszarze cyfryzacji. W badaniu uczestniczyło 115 przedstawicieli biznesu odpowiedzialnych za obszary zarządzania infrastrukturą IT w przedsiębiorstwie.

Nationale-Nederlanden OFE obejmuje 5,2% akcji MCI Capital

0

Nationale-Nederlanden Otwarty Fundusz Emerytalny (NN OFE), największy inwestor instytucjonalny na rynku akcji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, objął 5,2% akcji MCI Capital – wiodącego funduszu private equity specjalizującego się w inwestycjach w sektorach technologii i ochrony zdrowia. To już trzeci fundusz emerytalny, który dołącza do akcjonariatu MCI Capital, potwierdzając zaufanie rynku i atrakcyjność strategii inwestycyjnej spółki.

W ciągu ostatnich 10 lat MCI Capital wypracował silną pozycję wśród europejskich funduszy private equity, koncentrując się na tworzeniu długoterminowej wartości dla akcjonariuszy poprzez inwestycje w liderów cyfrowej transformacji oraz dynamicznie rozwijające się firmy z branż technologii i healthcare. Fundusz realizuje również politykę dywidendową, zakładającą dystrybucję zysków na poziomie 4% wartości aktywów netto rocznie, co wyróżnia go na tle europejskiego rynku private equity.

– Dołączenie NN OFE do grona naszych akcjonariuszy to wyraźny sygnał, że rynek instytucjonalny coraz mocniej dostrzega potencjał inwestycyjny sektora private equity w Polsce i regionie. Odbieramy tę inwestycję jako wyraz zaufania do naszej konsekwentnej strategii oraz potwierdzenie pozycji MCI jako jednego z liderów inwestycji w spółki technologiczne w Europie Środkowo-Wschodniej. Naszym celem pozostaje długoterminowy wzrost wartości dla akcjonariuszy w oparciu o efektywne inwestycje i odpowiedzialne zarządzanie kapitałem – powiedział Tomasz Czechowicz, założyciel i Partner Zarządzający MCI Capital.

Transakcja umacnia pozycję MCI Capital wśród najbardziej wiarygodnych i dojrzałych funduszy private equity w regionie, podkreślając konsekwentny wzrost wartości aktywów oraz zdolność funduszu do przyciągania długoterminowego kapitału.

– Na warszawskiej giełdzie jest relatywnie niewiele spółek z branż nowych technologii względem głównych światowych rynków. MCI tworzy możliwość inwestowania w zdywersyfikowany portfel szybko rosnących spółek i liczmy, że w akcjonariacie pojawi się więcej inwestorów i wzrośnie płynność akcji. Jednocześnie od lat wyzwaniem są inwestycje funduszy emerytalnych w sektorze private equity, które są jedną istotnych klas aktywów zakładów ubezpieczeń i funduszy emerytalnych na świecie. Inwestycja tak renomowanego funduszu jak Nationale Nederladen w MCI Capital to ważny moment w rozwoju funduszu, potwierdzający atrakcyjność naszej strategii i potencjał budowy wartości – podkreślił Paweł Borys, Partner Zarządzający MCI Capital.

MCI Capital jest największym w Europie Środkowo-Wschodniej notowanym na GPW w Warszawie funduszem private equity, koncentrującym się na transakcjach typu mid-market buyout w sektorze nowych technologii. Aktywa funduszu to ponad 2,7 mld zł. Strategia MCI bazuje na inwestycjach i budowaniu wartości europejskich liderów gospodarki cyfrowej.

23% wzrost cyberataków w Polsce. Najbardziej zagrożony sektor energetyczny i zdrowia

Polska, z 23 proc. wzrostem liczby ataków i średnia liczbą 1811 ataków tygodniowo – plasuje się wśród najbardziej narażonych państw Europy pod względem zagrożeń cybernetycznych. Podczas gdy średnia europejska wynosi ok. 1500 ataków tygodniowo (dane firmy Check Point Research) to nasz kraj, obok Czech (2180), Austrii (1700), Luksemburgu (1800) i Portugalii (2000), plasuje się w ścisłym gronie najbardziej zagrożonych członków UE.

Niepokojącym zjawiskiem, zaobserwowanym przez ekspertów Check Point Research, jest wzrost – o 46 proc. – ataków typu Ransomware (dla okupu) na świecie. We wrześniu 2025 roku na całym świecie zgłoszono 562 incydentów ransomware, a najbardziej dotkniętym regionem były Stany Zjednoczone, gdzie doszło do 52 proc. globalnych incydentów, wyprzedzając Europę 24 proc. Najbardziej ucierpiały przemysł wytwórczy, usługi biznesowe i budownictwo, ale coraz częściej atakowane są też szpitale i sektor edukacyjny.

Wzrost zainteresowania atakami Ransomware (dla okupu), wynika przede wszystkim z pobudek finansowych. – Lipcowe dane pokazują, że ransomware rozwija się w błyskawicznym tempie. Grupy takie jak Qilin rozszerzają działalność na cele o najwyższym potencjale zarobku... Te ataki dotykają każdej branży i każdego regionu. Jedyną skuteczną odpowiedzią są strategie prewencyjne oparte na sztucznej inteligencji – komentuje Lotem Finkelstein, dyrektor ds. wywiadu i badań nad zagrożeniami w Check Point Software Technologies.

Ataki na polskie firmy strategiczne i na sektor zdrowia

Podczas, gdy globalnie najczęściej atakowanym sektorem jest edukacja (4.000 ataków tygodniowo), to w Polsce najbardziej zagrożonym sektorem jest energetyka i użyteczność publiczna (ponad 2.300 ataków tygodniowo), sektor rządowy (2.222 ataków).

– Ze względu na czynny udział Polski w Europejskiej polityce wspierania Ukrainy, znajdujemy się w centrum zainteresowania różnego rodzaju organizacji cyberprzestępczych. Podobnie firmy z sektorów strategicznych (obronności, transportu, infrastruktury krytycznej) musza być przygotowane na wzrastającą falę ataków i aktywnie zabezpieczać infrastrukturę przed niebezpiecznymi próbami zakłócenia sprawnego funkcjonowania państwa – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point w Polsce.

Do newralgicznych należy również sektor służby zdrowia. W ostatnich latach ataki ransomware stały się jednym z największych zagrożeń dla ochrony zdrowia na całym świecie, również w Polsce. Placówki medyczne, szpitale oraz prywatne kliniki przechowują olbrzymie ilości wrażliwych danych pacjentów, które stanowią atrakcyjny cel dla cyberprzestępców. W marcu br. przekonał się o tym szpital MSWiA w Krakowie, w którym w ramach ataku ransomware zablokowano dostęp do wielu systemów IT.

Z danych statystycznych zebranych przez Centrum e-Zdrowia wynika, że w ciągu ostatniego roku liczba ataków na branżę medyczną w Polsce zwiększyła się ponad 2,5-krotnie. W 2023 r. odnotowano 405 incydentów, a w 2024 r. – już 1028. Co istotne, w 2024 r. było więcej cyberataków na placówki ochrony zdrowia niż łącznie w ciągu trzech poprzednich lat. Eksperci szacują, że w ciągu ostatniego roku cyfrowego incydentu doświadczyło ponad 80 proc. polskich podmiotów medycznych. W wielu z nich nie dochodziło do zaszyfrowania danych, ale do ich wycieku w wyniku odmowy ulegnięcia szantażowi i zapłaty okupu.

Ale nie tylko zagrożenia natury geopolitycznej mają znaczenie. Bardzo niepokojącym trendem, na który zwracają uwagę analitycy firmy Check Point Research, jest rosnące ryzyko związane z wykorzystywaniem Generatywnej Sztucznej Inteligencji (GenAI) w środowiskach korporacyjnych. Eksperci Check Point ujawnili, że co 54 zapytanie (prompt) generowane przez użytkowników zawiera wysokie ryzyko wycieku danych wrażliwych, takich jak dane klientów, fragmenty kodu źródłowego czy poufne informacje wewnętrzne. Dotyczy to aż 91% organizacji korzystających regularnie z narzędzi GenAI, a dodatkowe 15% promptów zawierało informacje potencjalnie wrażliwe. Wskazuje to na pilną potrzebę wdrażania zasad zarządzania AI i środków ochrony danych w kontekście nowych technologii.

– Ransomware pozostaje najgroźniejszą formą zagrożenia, a wycieki danych związane z GenAI to nowy wymiar ryzyka. Przestępcy będą coraz szybciej wykorzystywać nowe technologie, zanim użytkownicy zdążą się zaadaptować. Jedyną trwałą strategią obrony jest podejście oparte na prewencji i sztucznej inteligencji w czasie rzeczywistym – obejmujące sieć, chmurę, urządzenia końcowe i tożsamości. Tylko w ten sposób organizacje mogą wyprzedzić zagrożenia i chronić krytyczne operacje przed nieustannym atakiem – komentuje Omer Dembinsky, menedżer ds. analiz danych w Check Point Research.

Rynek pracy schładza rynek nieruchomości. Fala zwolnień odbija się na popycie mieszkaniowym

Obiektywne warunki makroekonomiczne powinny sprzyjać wzrostowi sprzedaży na rynku deweloperskim, jednak od początku roku rynek ten mierzy się ze stagnacją. Eksperci BIG DATA RynekPierwotny.pl uważają, że to w rynku pracy tkwi klucz do nowego boomu (lub jego braku) na rynku nieruchomości.

Warunki makroekonomiczne sugerują wzrost popytu na mieszkania, ale dane o ich sprzedaży wbrew oczekiwaniom nie pokazują istotnego wzrostu

Twarde dane ekonomiczne monitorowane przez BIG DATA RynekPierwotny.pl na pierwszy rzut oka mają pozytywny wydźwięk dla rynku nieruchomości. Od ponad roku dynamika realnego PKB Polski przekracza 3%, stawiając nasz kraj w czołówce UE. Inflacja wróciła do celu NBP, a stopy procentowe od początku maja spadły o jeden punkt procentowy, obniżając koszty kredytów – dostępność kredytowa mieszkań jest o prawie 20% wyższa niż przed rokiem. Ceny mieszkań pozostają od roku w stagnacji, a nawet ulegają korekcie na rynku wtórnym. Przy kilkuprocentowym wzroście nominalnych płac w skali roku realnie nieruchomości tanieją. Przy takim otoczeniu makroekonomicznym wydawałoby się, że sprzedaż mieszkań będzie zauważalnie rosła – zwłaszcza, że rząd zarzucił pomysły dopłat do kredytów, które wielu potencjalnych beneficjentów wstrzymywało od decyzji zakupowych.

Wielu uczestników rynku nieruchomości spodziewało się istotnego wzrostu popytu w 2025 roku. Jednak mimo pozornie dobrego otoczenia makroekonomicznego sprzedaż mieszkań pozostaje jednak niespecjalnie poruszona. Patrząc na dane BIG DATA RynekPierwotny.pl dla 7 największych rynków była ona w 2025 roku o ok. 13% wyższa niż w drugiej połowie 2024 roku. Jednak sprzedaż pozostaje istotnie poniżej wyników z tak dobrych lat jak 2019 czy 2021, a od początku roku nie odnotowała wyraźnego trendu wzrostu. Dodając do tego wyraźny napływ nowej oferty, tzw. czas wyprzedaży oferty uległ wydłużeniu do 6,5 kwartału na koniec sierpnia 2025 w porównaniu do sierpnia rok wcześniej.

Koniunktura na rynku pracy stoi na przeszkodzie dla nowego cyklu wzrostu sprzedaży mieszkań

Jedną z niewielu rys na poprawiających się na obiektywnych wskaźnikach makroekonomicznych jest kondycja rynku pracy, zarówno ta obiektywna, jak i subiektywna.

Subiektywne odczucia konsumentów mają często większe znaczenie dla ich decyzji ekonomicznych, niż twarde statystyki, co bada ekonomia behawioralna. Dość naturalnie różne obawy – o sytuację osobistą, o pracę, otoczenie gospodarcze, czy geopolityczne – mogą wstrzymywać tak doniosłe życiowo zakupy, jak nabycie nieruchomości, zwłaszcza na kredyt. – tłumaczy Jan Dziekoński, Head of Market Insights, RynekPierwotny.pl

Od początku 2024 roku badania GUS w zakresie nastrojów i oczekiwań Polaków pokazują pogorszone odczyty co do zmiany poziomu bezrobocia. Rok 2025 zatrzymał ten trend, ale utrzymuje się przewaga pesymizmu. Nie przypadkiem w tym samym okresie popyt na rynku nieruchomości osłabł, co zresztą pokazuje inny wskaźnik GUS – dokonywania ważnych zakupów w przyszłości – który nie poprawia się od początku 2025 roku.

To jeden z powodów anemicznego tempa sprzedaży na rynku deweloperskim. Nie ma jednak tego złego, co nie mogłoby wyjść na dobre. Ostrożność i obawy Polaków zderzają się obecnie z niską inflacją i dodatnim wzrostem płacy realnej. W efekcie nasi rodacy do ponad roku pozytywnie i coraz lepiej oceniają swoje możliwości oszczędzania. Środki te w pewnej mierze stanowią odłożony popyt, także dla rynku nieruchomości. Jeśli obawy o rynek pracy znikną, to oszczędności te mogą zasilić między innymi rynek nieruchomości – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.plWybrane wskaźniki koniunktury konsumenckiej (styczeń 2021 - wrzesień 2025)

Obiektywne bezrobocie pozostaje niskie, ale jednak rośnie, mogąc zasilać wstrzemięźliwość kupujących

Czy obawy o miejsca pracy są uzasadnione? Częściowo niestety tak. Oficjalne odczyty poziomu bezrobocia w Polsce pozostają rekordowo niskie na tle historii III RP, jak i innych krajów UE. Jednak porównując dane z ostatnimi 3 latami mamy zauważalne pogorszenie. Bezrobocie rejestrowe od kilku miesięcy rośnie i we wrześniu 2025 osiągnęło poziom 5,6%. Bardziej wiarygodna stopa bezrobocia wg Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności (tzw. BAEL) prowadzonych przez GUS w drugim kwartale 2025 osiągnęła poziom 2,8%. To nie jedyny miernik, jaki monitoruje BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Zdaniem Jana Dziekońskiego, Head of Market Insights w RynekPierwotny.pl: To nadal bardzo niski poziom bezrobocia, ale jest zauważalnie wyższy od poprzednich lat. Nie wziął się on z niczego. Inne wskaźniki rynku pracy pokazują przede wszystkim mniejszy popyt na pracę. Spada liczba nowych ogłoszeń o pracę, spada liczba zatrudnionych osób, utrzymuje się za to ciągła aktywność sektora prywatnego i publicznego w zakresie zwolnień grupowych, rośnie liczba długotrwale bezrobotnych, a także bezrobotnych poniżej 25 roku życia. Choć ekonomiści powiedzieliby, że obiektywnie jest nadal dobrze na tle historii, to nagłówki prasowe, media społecznościowe i prywatne rozmowy mogą wywoływać inne odczucia. A to często wystarczy do odwlekania decyzji zakupowych.Kwartalny poziom bezrobocia w Polsce (I kw. 2019 - III kw. 2025)

Czy bezrobocie może dalej narastać? To zależy od wielu czynników, jednak obecnie ścierają się ze sobą dwie główne siły. Z jednej strony mimo dobrej sytuacji ogólnogospodarczej są sektory gospodarki, które borykają się trudnościami – w szczególności przemysł eksportowy, czy budownictwo. Bardziej fundamentalne zmiany dotykają także sektora IT, czy usług profesjonalnych. To zmniejsza popyt na pracę. Z drugiej strony struktura wiekowa Polski jest nieuchronna. Co roku co najmniej sto tysięcy osób więcej odchodzi na emeryturę, niż zasila rynek pracy. Tu z trzeciej strony wchodzi migracja ekonomiczna. M.in. ten bilans demograficzny napędzał w latach ubiegłych migrację zarobkową. Odwrócenie pewnych trendów w zakresie migracji (in-plus czy in-minus) też może zmienić sytuację na rynku pracy.

Spowolnienie rynku pracy skutkuje niższą dynamiką płac – to problem, ale też potencjalna ulga dla nieruchomości

Wspomniane wcześniej obiektywne trendy powodują nie tylko zmiany w liczbie pracujących oraz ich nastrojach, ale przekładają się też na cenę pracy – czyli wynagrodzenia. W okresie malejącego popytu na pracę eksperci BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują też na spowalniającą dynamikę nominalnych wynagrodzeń. Od 2022 roku przeciętna płaca w Polsce rosła w dwucyfrowym tempie. Rok 2025 będzie pierwszym od dłuższego czasu rokiem, w którym dynamika płac spadnie do poziomu jednocyfrowego – od początku roku utrzymuje się on poniżej 10%, a w sierpniu wyniósł już „jedyne” 7%.

Jednym z ważnych czynników napędzających przeciętną płacę – obok kondycji rynku pracy i inflacji, która wpływa na oczekiwania płacowe – jest płaca minimalna. I tu mamy zapowiedź ważnej zmiany w 2026 roku. We wrześniu rząd podjął decyzję, że płaca minimalna w następnym roku wzrośnie o 140 złotych, do poziomu 4 806 złotych. To symboliczny wzrost, bo wyniesie jedyne 3%. Na tle ostatnich dwudziestu lat tak niska podwyżka miała miejsce ostatnio w 2005 roku. W ślad za tym oczekuje się niższej dynamiki przeciętnej płacy w Polsce w najbliższych latach – według lipcowych prognoz Narodowego Banku Polskiego, na poziomie 5-6%.Wzrost płacy minimalnej i średniej w Polsce (2003 -2026)

Niska dynamika nominalnych płac pewnie nie ucieszy pracowników, a tym bardziej potencjalnych kredytobiorców. Z perspektywy zdolności kredytowej wzrost płacy nominalnej należał do najważniejszych – obok kosztów kredytów – czynników zwiększających siłę nabywczą osób zaciągających hipoteki. Moim zdaniem jest jednak więcej pozytywów tej sytuacji. Niższy wzrost płac to niższa inflacja, zwłaszcza usług, a to może sprzyjać obniżaniu stóp procentowych i kosztów kredytów. Październikowa obniżka stóp procentowych przez RPP – trochę zaskakująca – mogła być częściowo motywowana słabością rynku pracy. To także niższa presja na koszty robocizny i materiałów budowlanych. GUSowski wskaźnik „inflacji” kosztu budowy budynków spadł już do niecałych 3%. Przy trwającej deflacji cen materiałów koszty budowy w najbliższym roku pozostaną niezmienione, a może nawet spadną. To wreszcie niższa presja popytowa, co możemy odczuć zwłaszcza na rynku najmu w postaci niskiej dynamiki czynszów. – podkreśla Jan Dziekoński, Head of Market Insights w RynekPierwotny.pl.

Thorium Space dołącza do inicjatywy ORBITEO budowanej przez JRH ASI S.A.

JRH ASI S.A. podpisała list intencyjny z Thorium Space S.A. dotyczący negocjacji w sprawie dołączenia Thorium do budowanego przez JRH holdingu i klastra technologicznego ORBITEO. Thorium, lider w dziedzinie komunikacji satelitarnej i partner Europejskiej Agencji Kosmicznej, wniesie do projektu unikalne kompetencje w zakresie technologii kosmicznych i telekomunikacyjnych. Inicjatorem i organizatorem ORBITEO jest JRH, które konsekwentnie rozwija platformę łączącą polskie spółki z branż space, AI, defence i deeptech.

Podpisanie listu intencyjnego między JRH ASI S.A. a Thorium Space S.A. to kolejny krok w budowie klastra i holdingu ORBITEO – strategicznej inicjatywy JRH, której celem jest stworzenie synergicznego ekosystemu firm technologicznych działających w sektorach space, AI, defence, telekomunikacji i energetyki. Wcześniej oficjalnie zainteresowanie dołączeniem do inicjatywy wyraziły: Sygnis S.A., SatRev S.A oraz Miloo-Electronics Sp. z o.o., firmy te w ORBITEO mają wspólnie tworzyć rozwiązania o potencjale globalnym.

Thorium Space to polska spółka high-tech rozwijająca nowoczesne systemy komunikacji satelitarnej, w tym w pełni cyfrowe payloady telekomunikacyjne i zaawansowane terminale satelitarne. Spółka pracuje nad rozwiązaniami działającymi zarówno w paśmie Ku i Ka bazującymi na płaskich antenach fazowanych umożliwiających sterowanie wiązką. Rozwiązanie to pozwala na kierowanie informacji w bardzo precyzyjny sposób, co znacząco utrudnia zakłócanie przekazu czy przechwycenie informacji. Technologia spółki umożliwia np. łączność pomiędzy  dronem a satelitą, rozwiązania Thorium mogą być zatem przydatne dla zastosowań o podwójnym przeznaczeniu. Spółka współpracuje z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), rozwija własne układy scalone i aktywne anteny AESA, a także przygotowuje się aktualnie do debiutu na NewConnect.

Włączenie Thorium do ORBITEO to następny etap w budowie silnego, polskiego ekosystemu technologicznego zdolnego do opracowywania i produkcji kompletnych rozwiązań w obszarze obronności i technologii dual-use. Dzięki unikalnemu doświadczeniu Thorium w sektorze kosmicznym, ORBITEO zyska dostęp do technologii, które umożliwiają rozwój nowoczesnych systemów komunikacji satelitarnej i zwiększają suwerenność w kluczowych obszarach infrastruktury strategicznej.

– Thorium to kolejna spółka z doświadczeniem, która uzupełni kompetencje zgromadzone przez nas w ORBITEO. Dzięki takiej różnorodności firm tworzymy synergię i uzyskamy w holdingu wartość dodaną zarówno dla wszystkich uczestniczących podmiotów, jak i dla inwestorów. Budowa klastra grupującego tak zaawansowane i przyszłościowe technologie to ogromne wyzwanie, ale także szansa na realne wsparcie niezależności i bezpieczeństwa Polski i regionu w trudnych czasach, które nastały  – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i prezes JRH.

Porozumienie przewiduje, że strony do 27 października 2025 roku ustalą szczegóły struktury i zasady współpracy w ramach ORBITEO.

Pokolenie Alfa na rynku pracy: Wyzwania i szanse dla firm

Pokolenie Alfa, czyli osoby urodzone po 2010 roku, powoli dorasta, a ich wejście na rynek pracy staje się coraz bardziej realne. Choć to jeszcze kwestia kilku lat, już teraz firmy zaczynają dostrzegać wyzwania, które pojawią się wraz z wejściem tej cyfrowej generacji do świata zawodowego. To pierwsze pokolenie, które całe swoje życie spędziło w erze wszechobecnej cyfryzacji, sztucznej inteligencji i mediów społecznościowych. Jakie wyzwania czekają na pracodawców, a jakie szanse niesie ze sobą nowa fala talentów?

Cyfrowe zdolności, które zmieniają rynek pracy

Pokolenie Alfa wyróżnia się niespotykaną biegłością w obsłudze nowych technologii. Przedstawiciele tego pokolenia dorastają w świecie, gdzie smartfony, tablety, internet szerokopasmowy i aplikacje mobilne to nie tylko narzędzia, ale środowisko ich codziennego życia. Dzięki temu, już na etapie edukacji, uczą się takich umiejętności jak programowanie, robotyka czy korzystanie z narzędzi sztucznej inteligencji. Co więcej, szkoły oferują im szeroką gamę cyfrowych rozwiązań do nauki i komunikacji, co sprawia, że świat fizyczny i wirtualny dla tej generacji są nierozerwalnie związane.

– „Dla pokolenia Alfa dostęp do informacji jest natychmiastowy i nieograniczony. W pracy będą oczekiwać tego samego tempa i elastyczności” – zauważa Dorota Pałysiewicz, dyrektor ds. HR w firmie Brown-Forman Polska.

Ekspertka zauważa, że kompetencje cyfrowe, w połączeniu z wysokim poziomem adaptacyjności, sprawią, że członkowie tego pokolenia świetnie odnajdują się w środowiskach pracy projektowej, a ich umiejętności techniczne będą cennym atutem w zawodach wymagających zaawansowanej wiedzy z zakresu IT, sztucznej inteligencji czy automatyzacji procesów.

Nowe oczekiwania wobec pracodawców

Pokolenie Alfa to także grupa, która redefiniuje oczekiwania wobec miejsca pracy. Dla nich autonomia, elastyczność i wpływ na rozwój ścieżki zawodowej to podstawowe wymagania.  Jednocześnie, młodsze pokolenia oczekują autentyczności – zarówno w komunikacji, jak i w działaniach firmy. To, co mówi pracodawca, musi być spójne z jego codziennymi działaniami. Pokolenie Alfa przykłada dużą wagę do wartości organizacji, jej etyki biznesowej oraz wpływu na środowisko. Będą poszukiwać firm, które angażują się w działania proekologiczne, społeczne i które dbają o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym.

„Sztywna hierarchia i kontrola mogą nie być naturalnym środowiskiem dla pokolenia Alfa, które raczej oczekuje partnerskiej współpracy, zaufania i otwartości” – dodaje Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska.

Wraz z rosnącą obecnością sztucznej inteligencji, automatyzacji i gospodarki cyfrowej, pojawiają się nowe zawody, które jeszcze kilka lat temu nie istniały. Do najnowszych ról zawodowych należą specjaliści ds. AI, eksperci z zakresu zrównoważonego rozwoju, projektanci wirtualnych środowisk pracy, a także menedżerowie do spraw etyki technologii.

– „Pracodawcy nie będą już tylko szukać twardych umiejętności technicznych, ale także kompetencji miękkich, takich jak kreatywność, innowacyjność, elastyczność oraz zdolność do pracy w interdyscyplinarnych zespołach” – podkreślają eksperci HR.

Pokolenie Alfa, choć obeznane z technologią, nie zapomina o znaczeniu kompetencji interpersonalnych, takich jak zdolność do szybkiego uczenia się, komunikacji czy pracy w zespole. To wyzwanie dla firm, które muszą nie tylko inwestować w technologie, ale także dbać o rozwój kompetencji miękkich w swoich zespołach.

Jaki ekspres Aroca najlepiej sprawdzi się w biurze zatrudniającym 10, 50 i 100+ pracowników? – Caffedelmondo

Jak ekspres wybrać do biura?

Dobór ekspresu do biura zależy od liczby osób i intensywności picia kawy. Aroca JL15 to idealne rozwiązanie dla małych zespołów, Aroca JL31A i JL31D sprawdzą się w biurach około 50 osób, a Aroca JL33A to model przeznaczony dla korporacji i miejsc, gdzie dziennie przygotowuje się nawet 200 kaw.

Co jest najważniejsze przy wyborze ekspresu do biura?

Najważniejsze są trzy czynniki: wydajność dobową, łatwość obsługi oraz bezawaryjność. Małe biuro potrzebuje kompaktu, który nie zajmie dużo miejsca i nie wymaga serwisowania na co dzień. Średnie firmy potrzebują urządzenia, które obsłuży wielu pracowników w krótkim czasie. W korporacjach z kolei liczy się maksymalna przepustowość i elastyczność w serwowaniu różnych mieszanek lub nawet produktu instant jak np. czekolada.

Wniosek: zawsze zaczynamy od pytania: ilu pracowników korzysta z ekspresu i ile kaw realnie piją każdego dnia.

Jaki ekspres wybrać dla biura zatrudniającego 10 osób?

Najlepszym wyborem dla małego biura będzie Aroca JL15 – kompaktowy ekspres o wydajności do 60 kaw dziennie, co w pełni wystarcza dla dziesięcioosobowego zespołu. Urządzenie wyposażono w 7-calowy ekran dotykowy, który zapewnia intuicyjną obsługę bez szkoleń, a dzięki automatycznym programom czyszczenia utrzymanie higieny nie wymaga wysiłku.

JL15 może pracować na zbiorniku 2 l lub 8 l, ale też podłączyć się bezpośrednio do sieci wodociągowej, co daje elastyczność w różnych warunkach biurowych. Pojemnik na fusy mieszczący do 20 porcji i taca ociekowa o pojemności 0,7 l z opcją drenażu zewnętrznego ułatwiają codzienną eksploatację, a solidna konstrukcja, precyzyjne mielenie ziaren, wydajny system spieniania mleka oraz profesjonalna jakość napojów sprawiają, że Aroca JL15 to niezawodny wybór dla biur, które szukają prostego i bezproblemowego rozwiązania.

Ekspres do kawy, który sprawdzi się w biurze 50-osobowym.

Dla średniej wielkości firm najlepszym wyborem są dwa modele: Aroca JL31A i Aroca JL31D. Oba przygotowują do 100 kaw dziennie, co w pełni odpowiada potrzebom biura liczącego około 50 osób. Dzięki zastosowaniu dwóch termobloków i dwóch pomp urządzenia mogą równocześnie parzyć kawę i spieniać mleko, co zapewnia płynną obsługę w godzinach szczytu i eliminuje kolejki.

Aroca JL31A to klasyczny model, ceniony przede wszystkim za prostą obsługę i niezawodność. Ma 7-calowy ekran dotykowy, duży pojemnik na ziarno (1200 g) i pojemnik na fusy mieszczący około 40 porcji, dzięki czemu nie wymaga częstego opróżniania ani uzupełniania. Ekspres działa intuicyjnie – wystarczy wybrać napój na ekranie, a resztą zajmuje się sam.

Aroca JL31D to wersja bardziej kompaktowa, z dużym 10-calowym ekranem, który jeszcze bardziej ułatwia samoobsługę. Dzięki temu świetnie sprawdza się w biurach, gdzie ekspres obsługuje wielu pracowników w krótkim czasie. JL31D przygotowuje nawet 90 kaw na godzinę, co pozwala uniknąć kolejek w newralgicznych momentach dnia.

Oba modele zostały wyposażone w automatyczne programy czyszczenia i płukania, które znacząco ułatwiają codzienną konserwację. Ekspres przypomina o potrzebie wykonania prostych czynności, takich jak opróżnienie pojemnika na fusy czy uzupełnienie wody, dzięki czemu utrzymanie urządzenia w czystości jest szybkie i nie wymaga specjalistycznej wiedzy. Dodatkowo oba modele oferują elastyczność w zakresie zasilania wodą – mogą korzystać ze zbiorników 2 l lub 8 l, a w razie potrzeby zostać podłączone bezpośrednio do sieci wodociągowej.

Wniosek: JL31A to wybór dla biur, które cenią funkcjonalność „wszystko w jednym” i potrzebują wody do herbaty, natomiast JL31D najlepiej sprawdzi się tam, gdzie ważna jest oszczędność miejsca i intuicyjna obsługa na dużym ekranie.

Jaki ekspres wybrać do biura, gdzie pracuje 100+ osób?

Dla dużych firm i korporacji najlepszym wyborem jest Aroca JL33A – ekspres o wydajności do 200 kaw dziennie, stworzony do pracy w intensywnych warunkach. Wyposażony w 10-calowy ekran dotykowy, pozwala szybko i intuicyjnie wybrać napój, nawet przy dużym obciążeniu.

Największym atutem JL33A są dwa młynki po 1000 g, które umożliwiają serwowanie dwóch różnych mieszanek kawy, np. espresso i ziaren do napojów mlecznych. Dzięki temu każdy pracownik znajdzie coś dla siebie, a jakość napojów pozostaje stabilna nawet w godzinach szczytu.

Obsługę ułatwiają automatyczne programy czyszczenia i płukania, choć codziennie należy opróżnić pojemnik na fusy i tackę ociekową. Ekspres można zasilać wodą ze zbiorników 2 l lub 8 l, albo podłączyć go bezpośrednio do sieci.

Wniosek: JL33A to rozwiązanie dla biur 100+ osób, które potrzebują ekspresu wydajnego, prostego w obsłudze i oferującego różne mieszanki kawy.

Dzierżawa czy zakup – co wybrać dla biura?

Dla wielu firm kluczowe jest pytanie, czy lepiej kupić ekspres, czy zdecydować się na dzierżawę. Zakup to jednorazowa inwestycja i konieczność samodzielnego dbania o serwis. Dzierżawa natomiast oznacza przewidywalną miesięczną opłatę, w której zawarte są: instalacja, szkolenie, dostawa kawy i pełny serwis.

Dlatego większość biur wybiera dzierżawę – to wygoda i brak niespodziewanych kosztów.

Dlaczego warto wybrać ekspresy Aroca w Caffedelmondo?

Wszystkie modele Aroca łączy nowoczesne podejście do potrzeb biur. Każdy ekspres został wyposażony w intuicyjny ekran dotykowy, automatyczne programy czyszczenia oraz elastyczne opcje podłączenia do wody, co sprawia, że codzienna obsługa jest szybka i bezproblemowa. Dodatkowo cała linia Aroca posiada system telemetrii (IoT), który umożliwia zdalne monitorowanie pracy urządzenia. Dzięki temu serwis Caffedelmondo może reagować natychmiast, minimalizując ryzyko przestojów i zapewniając ciągłość działania biura.

Co więcej, Caffedelmondo nie ogranicza się wyłącznie do dostarczania ekspresów i świeżej kawy. Firma pracuje nad innowacyjnym rozwiązaniem opartym na sztucznej inteligencji, które ma zrewolucjonizować obsługę kawową w biurach w całej Polsce.

 

FAQ – najczęstsze pytania klientów

  • Czy Aroca JL15 wystarczy w biurze 12–15 osób?
    JL15 przygotowuje do 60 kaw dziennie, więc spokojnie poradzi sobie nawet wtedy, gdy część zespołu pije po kilka filiżanek.
  • JL31A czy JL31D – który lepszy?
    JL31A to klasyczne, sprawdzone rozwiązanie z prostą obsługą. JL31D jest bardziej kompaktowy i ma duży 10-calowy ekran, który ułatwia samoobsługę wielu pracownikom jednocześnie.
  • Czy JL31D jest szybszy niż JL31A?
    Oba ekspresy mają podobną wydajność, ale JL31D potrafi przygotować do 90 kaw na godzinę, co skraca kolejki w porannym szczycie.
  • Kiedy wybrać JL33A?
    Ten model rekomendowany jest dla dużych biur i korporacji, gdzie pracuje ponad 100 osób. Sprawdza się w open space, recepcjach czy strefach wspólnych, gdzie ekspres musi obsłużyć wielu użytkowników w krótkim czasie.
  • Czy wszystkie modele są dostępne w dzierżawie?
    Każdy model – JL15, JL31A, JL31D i JL33A – jest dostępny w ofercie dzierżawy Caffedelmondo, wraz z instalacją, szkoleniem i pełnym serwisem.

Jaki ekspres Aroca wybrać do biura

Najlepszy ekspres Aroca dobieramy do wielkości biura: JL15 dla małych zespołów, JL31A lub JL31D dla średnich firm i JL33A dla dużych organizacji. Dzięki dzierżawie w Caffedelmondo otrzymujesz pełne wsparcie, serwis i gwarancję niezawodności.

Gdzie mogę kupić ekspres Aroca?

Szukasz ekspresu Aroca do biura? Skontaktuj się z Caffedelmondo – doradzimy, który model sprawdzi się najlepiej w Twojej firmie, zainstalujemy go, przeszkolimy pracowników i zapewnimy pełny serwis w ramach dzierżawy.

Dług publiczny w Polsce rośnie – czy to już powód do niepokoju?

Finansowanie gospodarek przez zadłużenie nie ma jednej uniwersalnej granicy – dużo zależy od siły i wiarygodności danego państwa oraz od stopy procentowej obligacji, które musi płacić. Przykłady są różne: Japonia od lat utrzymuje wysoki dług – ponad 250% PKB, a wiele czołowych gospodarek europejskich ma zadłużenie przekraczające 100% PKB i nadal funkcjonuje bez oznak natychmiastowego kryzysu. Wysokie zadłużenie jednak zwykle spowalnia wzrost – widać to m.in. we Włoszech, gdzie przy poziomie długu powyżej 140% PKB prognozy wzrostu są niskie. Inny scenariusz pokazała Grecja, której niska wiarygodność wymagała dużej pomocy międzynarodowej i długo utrzymywała ograniczenia w dostępie do rynków finansowych. Z punktu widzenia ryzyka – Europa w najbliższym czasie może być bardziej narażona na kryzysy energetyczne lub geopolityczne niż na jednoczesny, skoordynowany kryzys zadłużeniowy wszystkich dużych gospodarek. Dla Polski kluczowe będzie utrzymanie zaufania rynków przez odpowiedzialną politykę fiskalną, inwestowanie w produktywność oraz przygotowanie planów awaryjnych na wypadek zewnętrznych szoków – tylko to pozwoli zachować stabilność, nawet jeśli poziom długu będzie się zwiększał.

– Odpowiedź na pytanie czy grozi nam kryzys finansowy brzmi: to zależy – od kondycji gospodarki, jej wiarygodności oraz od polityki fiskalnej i monetarnej – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. – W przypadku Polski wskaźniki zadłużenia według metodologii europejskiej są nadal relatywnie umiarkowane w porównaniu z niektórymi krajami UE, ale mamy dodatkowe ograniczenia konstytucyjne. Konstytucja z 1997 r. przewiduje progi ostrożnościowe, których przekroczenie ogranicza pole manewru budżetowego – przy określonych poziomach długu wchodzą mechanizmy nakładające fiskalne restrykcje, co zmusza do zacieśniania polityki budżetowej. Według prognoz zbliżamy się do tych progów – to oznacza, że przestrzeń na dalsze masowe zadłużanie jest ograniczona i decyzje budżetowe będą musiały uwzględniać konieczność stabilizacji finansów publicznych. W praktyce oznacza to balansowanie: z jednej strony można się zadłużać, jeśli gospodarka jest silna i inwestycje przynoszą wzrost, z drugiej – zbyt wysoki dług osłabia wiarygodność i zwiększa koszty obsługi zadłużenia – prognozuje Mariusz Zielonka.

Czy byłemu pracownikowi opłaca się złamać zakaz konkurencji? Perspektywa pracodawcy

W przypadku umów, które ustanawiają zakaz podejmowania przez pracownika działalności konkurencyjnej po zakończeniu jego zatrudnienia, to, co najważniejsze, dzieje się gdy umowa o pracę zostanie już rozwiązana. Wtedy pracodawca oczekuje od byłego pracownika niepodejmowania określonych działań. W tym właśnie momencie pojawiają się po stronie pracownika różne możliwości, dylematy i pokusy, a wśród nich może pojawić się opcja naruszenia zakazu konkurencji pomimo zawartej umowy. Prawdopodobieństwo naruszenia zakazu konkurencji przez byłego pracownika będzie większe, jeśli uzna, że mu się to po prostu opłaca. Z tego powodu pracodawca dbający o swoje interesy – już na etapie sporządzania umowy – powinien zabezpieczyć się na wypadek naruszenia przez byłego pracownika zakazu konkurencji.

Specyfika relacji z byłym pracownikiem

Umowa o zakazie konkurencji po zakończeniu zatrudnienia powinna służyć ochronie interesów pracodawcy, które mogą ulec naruszeniu, gdyby dany były pracownik podjął działalność konkurencyjną. Trzeba mieć jednak pełną świadomość tego, że możliwości egzekwowania od byłego pracownika obowiązków wynikających z takiej umowy różnią się od możliwości egzekwowania zwykłych obowiązków pracowniczych w trakcie zatrudnienia. W szczególności nie ma możliwości stosowania odpowiedzialności porządkowej ani dyscyplinarnej. Były pracownik nie podlega służbowo pracodawcy, nie musi stosować się do jego poleceń ani też nie otrzymuje od niego wynagrodzenia za pracę. Nie ma już zależności pracownika od pracodawcy charakterystycznej dla stosunku pracy.

Zabezpieczenie interesów pracodawcy na podstawie powszechnie obowiązujących przepisów prawa

W związku z powyższym niezwykle istotne jest, aby do umowy o zakazie konkurencji po zakończeniu zatrudnienia wprowadzić narzędzia zapewniające realne oddziaływanie na byłego pracownika, które mogłyby go skutecznie zniechęcić do naruszania zakazu konkurencji. Takim narzędziem wynikającym wprost z przepisów prawa pracy jest pozbawienie byłego pracownika prawa do otrzymywania umówionego odszkodowania z tytułu zachowania zakazu konkurencji. Ponadto, jeżeli były pracodawca poniósł szkodę wskutek naruszenia zakazu konkurencji przez byłego pracownika, może on domagać się od niego naprawienia szkody. Należy jednak pamiętać, że domaganie się naprawienia szkody wymaga ze strony byłego pracodawcy udowodnienia zaistnienia takiej szkody, jej wysokości oraz adekwatnego związku przyczynowego pomiędzy naruszeniem zakazu konkurencji, a wyrządzoną byłemu pracodawcy szkodą. W praktyce jest to często zadanie niełatwe.

Ograniczenia mechanizmów wynikających z powszechnie obowiązujących przepisów prawa

Może się okazać, że rachunek ekonomiczny będzie wskazywał na opłacalność naruszenia zakazu konkurencji przez byłego pracownika nawet pomimo utraty przez niego prawa do otrzymania umówionego odszkodowania. Tym bardziej, że perspektywa uzyskania przez byłego pracodawcę orzeczenia sądowego stwierdzającego obowiązek naprawienia przez byłego pracownika szkody powstałej wskutek naruszenia zakazu konkurencji jest niepewna, jak i odroczona w czasie. Dlatego dla zabezpieczenia interesów pracodawcy wskazane jest, aby rozważyć umieszczenie w umowie o zakazie konkurencji po zakończeniu zatrudnienia dodatkowych mechanizmów mających na celu przeciwdziałanie potencjalnym naruszeniom. Takim mechanizmem może być w szczególności zastrzeżenie kary umownej na wypadek złamania przez byłego pracownika zakazu konkurencji.

Trudności związane z określaniem kary umownej

Sporządzanie klauzul dotyczących kar umownych nie jest, wbrew obiegowym opiniom, zadaniem łatwym. Zjawiskiem występującym relatywnie często jest kwestionowanie prawidłowości klauzul wprowadzających do kontraktów kary umowne nie tylko przez podmioty zobowiązane do ich zapłaty, ale również końcowo przez sądy wszystkich instancji. Jest to brane pod uwagę w relacjach pomiędzy przedsiębiorcami, lecz jeszcze większe znaczenie może mieć na gruncie spraw związanych z prawem pracy, gdzie istnieje wyższe prawdopodobieństwo, że wszelkie ewentualne wątpliwości dotyczące zapisów umownych będą interpretowane na korzyść (byłego) pracownika.

Podsumowanie

W przypadku braku wprowadzenia do umowy mechanizmów zabezpieczających interes byłego pracodawcy oraz starannego i przemyślanego ich sformułowania, zawarcie umowy o zakazie konkurencji po zakończeniu zatrudnienia może dawać pracodawcy tylko iluzję bezpieczeństwa. Niezależnie bowiem od aktualnych intencji i zamiarów stron, sporządzając umowy, należy być gotowym na najgorszy scenariusz. Profesjonalna i starannie przygotowana umowa o zakazie konkurencji po zakończeniu zatrudnienia jest najlepszą gwarancją ochrony interesów pracodawcy.

Koniec najdłuższej sanacji w Polsce – Sąd zatwierdził układ dla HAWE Telekom

Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. poinformowała, że 10 października 2025 r. Sąd Restrukturyzacyjny zatwierdził układ w postępowaniu sanacyjnym spółki HAWE Telekom. Decyzja ta kończy trwający blisko dekadę proces restrukturyzacyjny i otwiera nowy rozdział w historii przedsiębiorstwa, które wkrótce stanie się ważnym elementem struktury kapitałowej Grupy ARP.

Wysokie poparcie dla układu – 99% głosów „za” w ujęciu ilościowym oraz 87% w ujęciu kapitałowym jednoznacznie potwierdza zaufanie wierzycieli do przyjętej strategii naprawczej. Sukces ten był możliwy dzięki ścisłej współpracy pomiędzy Zarządcą masy sanacyjnej, Agencją Rozwoju Przemysłu S.A. oraz Zarządem Spółki.

Zatwierdzenie układu przez Sąd to moment przełomowy nie tylko dla HAWE Telekom, ale i dla całego sektora strategicznej infrastruktury telekomunikacyjnej w Polsce. To symboliczne zamknięcie trudnego rozdziału i równocześnie otwarcie nowej perspektywy rozwoju. Celem Agencji Rozwoju Przemysłu jest nie tylko stabilizacja spółki, lecz także uczynienie z HAWE Telekom filaru bezpieczeństwa komunikacyjnego państwa oraz lidera innowacyjnych rozwiązań dla gospodarki cyfrowej – podkreśla Prezes Zarządu ARP S.A. Bartłomiej Babuśka.

Po uprawomocnieniu się decyzji Sądu spółka zyska stabilne podstawy do długoterminowego rozwoju, a jej zasoby infrastrukturalne będą mogły zostać w pełni wykorzystane w ramach synergii z Grupą Kapitałową ARP. HAWE Telekom, jako operator posiadający istotną infrastrukturę przesyłową i kompetencje w obszarze krytycznych usług telekomunikacyjnych, zachowa swoją tożsamość operacyjną, jednocześnie zyskując zaplecze inwestycyjne i strategiczne wsparcie.

PFR TFI wspiera ekspansję Grupy Recykl – 6 mln euro na akwizycje w Europie

Grupa Recykl, działająca w branży recyklingu, zawarła z Funduszem Ekspansji Zagranicznej 2 FIZAN, zarządzanym przez PFR TFI, umowę dotyczącą finansowania dwóch projektów inwestycyjnych. Pozyskane finansowanie będzie przeznaczone na realizację strategicznych akwizycji na rynkach zagranicznych – zakupu udziałów niemieckiej spółki Harzer Reifenhandel und Verwertung Wernigerode GmbH („HRV”) oraz litewskiej UAB Antrinio Perdirbimo Grupė („APG”). Transakcje pozwolą Grupie Recykl na dalsze skalowanie biznesu, dotarcie do nowych klientów i zabezpieczenie dostaw surowca, prowadząc do umocnienia pozycji rynkowej w Europie.

 – PFR konsekwentnie inwestuje w projekty wspierające ekspansję zagraniczną polskich firm, traktując ją jako kluczowy kierunek rozwoju krajowego kapitału. Coraz więcej przedsiębiorstw wychodzi na rynki międzynarodowe, a my kierujemy kapitał tam, gdzie może on realnie wzmacniać ich pozycję. Obecne przetasowania gospodarcze otwierają wyjątkowe możliwości dla firm chcących rozwijać swoją obecność w Europie. Przykład Grupy Recykl pokazuje, jak takie ambicje można skutecznie realizować we współpracy z PFR – mówi Mikołaj Raczyński, wiceprezes i Chief Investment Officer w Polskim Funduszu Rozwoju.

Strategiczna współpraca z Funduszem Ekspansji Zagranicznej

Wartość finansowania wyniesie do 6 mln euro. Środki pochodzą z zarządzanego przez PFR TFI Funduszu Ekspansji Zagranicznej 2 FIZ AN („FEZ FIZ AN”, „FEZ”). Zostaną przeznaczone na częściowe sfinansowanie przejęcia w Niemczech oraz refinansowanie części pożyczki zaciągniętej na akwizycję spółki na Litwie, która została sfinalizowana na początku II kwartału 2025 r.

Podpisanie umowy pożyczki z Funduszem Ekspansji Zagranicznej to kolejny kluczowy etap realizacji naszych procesów M&A na rynkach zagranicznych. Bezpośrednie wejście na nowe rynki, bliskość potencjalnych klientów czy zabezpieczenie kluczowej w branży bazy surowcowej to wybrane determinanty budowy wartości naszej Grupy, zwiększające potencjał do dalszych działań konsolidujących rynek w perspektywie długoterminowej – mówi Maciej Jasiewicz, prezes Zarządu Grupy Recykl.

Przejęcia w Niemczech i na Litwie umacniają pozycję lidera recyklingu opon w regionie

Przejęcie niemieckiej spółki HRV, umożliwi Grupie Recykl bezpośrednie wejście na rynek niemiecki – największy w Europie rynek zagospodarowania zużytych opon – oraz łatwiejsze dotarcie do nowych klientów – zarówno tych w kraju, jak i na innych rynkach Europy Zachodniej, a także dalsze skalowanie działalności. HRV przetwarza rocznie około 25 tys. ton opon, a podobny model biznesowy obu firm, oparty na własnym systemie zbiórki, pozwoli na pełne wykorzystanie efektów synergii. Transakcja zwiększy także dostępność surowców do przetwarzania dla pozostałych zakładów Grupy Recykl.

Dostrzegamy znaczący potencjał rozwojowy dla tego projektu, który może przynieść wymierne korzyści biznesowe i społeczne. Uważamy, że inwestycja dobrze rokuje zarówno pod względem strategicznym, jak i operacyjnym, stanowiąc przykład efektywnej ekspansji polskich firm poza granice kraju. Co więcej, sektor recyklingu, ściśle związany z transformacją w kierunku gospodarki obiegu zamkniętego, pozostaje strategicznym obszarem działalności z punktu widzenia Grupy PFR. Wspieranie działań w tej branży nie tylko przyczynia się do zrównoważonego rozwoju, ale również wzmacnia konkurencyjność polskich przedsiębiorstw na arenie międzynarodowej. mówi Piotr Dmuchowski, prezes zarządu PFR TFI, które zarządza Funduszem Ekspansji Zagranicznej 2 FIZAN.

Na przełomie I i II kwartału 2025 r. Grupa Recykl sfinalizowała również przejęcie litewskiej spółki APG, lidera w recyklingu opon na Litwie, z udziałem rynkowym wynoszącym około 60%. APG przetwarza rocznie 20 tys. ton opon, a jej działalność obejmuje również Łotwę i Estonię. Dzięki temu Grupa Recykl nie tylko wzmacnia swoją pozycję w regionie CEE, ale również w dłuższej perspektywie rozważa budowę zakładu produkcyjnego na Litwie.

Sfinks Polska z przychodami 159 mln zł po trzech kwartałach 2025 roku

Łączne przychody restauracji działających w sieci Sfinks Polska w okresie od stycznia do końca września 2025 r. wyniosły 159,07 mln zł. To oznacza wzrost sprzedaży gastronomicznej grupy Sfinks Polska o 3,1% wobec analogicznego okresu poprzedniego roku. Na koniec III kwartału 2025 r. na przychody gastronomiczne Sfinksa pracowało 77 lokali, przede wszystkim marki SPHINX, podczas gdy rok wcześniej sieć ta liczyła 76 restauracji.

Sprzedaż w lokalach sieci zarządzanych przez Sfinks Polska (z wyłączeniem nieobjętych raportowaniem Piwiarni) w samym III kwartale 2025 r. wyniosła 56,47 mln zł wobec 54,80 mln zł w III kwartale 2024 r., co oznacza wzrost o 3% r/r.

Wzrost przychodów gastronomicznych odnotowano również w porównywalnej sieci lokali (L4L), czyli w restauracjach działających na koniec każdego z analizowanych miesięcy 2025 r. i 2024 r.  Sprzedaż L4L za dziewięć miesięcy roku 2025 r. wyniosła 148,92 i była wyższa o 2,2% r/r. W samym III kwartale 2025 r. zaś przychody  L4L wyniosły 53,91 mln zł, co oznacza wzrost w wysokości 3,6% r/r.

– Trzeci kwartał tradycyjnie przyniósł najlepsze wyniki sprzedażowe w roku, jesteśmy zadowoleni zwłaszcza z przychodów wypracowanych prze restauracje w lipcu i sierpniu. Również tym okresie restauracje naszych marek zanotowały większy niż w innych miesiącach wzrost średniego rachunku. We wrześniu została otwarta również popularna restauracja SPHINX w Centrum Handlowym Batory w Gdyni, która miała długą przerwę, ale znów działa po gruntownej metamorfozie i będzie dokładać się do obrotów sieci w dalszej części roku. Oprócz tego na obroty sieci pozytywnie wpływa program lojalnościowy i aplikacja Aperitif dająca naszym gościom dostęp do zniżek i ofert specjalnych. Liczba  osób, które zapisały się do Aperitif rośnie, z kwartału na kwartał i obecnie wynosi ok. 825 tysięcy – mówi  Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Raportowana sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale franczyzowe i własne w sieci Sfinks Polska. Sprzedaż gastronomiczna nie obejmuje przychodów sieci Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Gaia AI Factory: nowa Fabryka Sztucznej Inteligencji powstanie w Krakowie

Polska zyska drugą Fabrykę Sztucznej Inteligencji – projekt Gaia AI Factory, koordynowany przez Akademickie Centrum Komputerowe Cyfronet AGH w Krakowie, został oficjalnie ogłoszony 10 października przez wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. W wydarzeniu uczestniczyli również wiceministrowie Dariusz Standerski i Maria Mrówczyńska. Fabryka powstanie dzięki wspólnemu finansowaniu Polski i Komisji Europejskiej, a całkowita wartość inwestycji to 70 milionów euro – po połowie ze środków krajowych i unijnych.

Nowe centrum obliczeniowe w Krakowie stanie się częścią europejskiej sieci Fabryk AI, które tworzą wspólną przestrzeń rozwoju badań, innowacji i wdrożeń sztucznej inteligencji. Jak podkreślił minister Krzysztof Gawkowski, celem projektu jest nie tylko zwiększenie mocy obliczeniowej kraju, ale także budowa „cyfrowej suwerenności Polski”. Minister zaznaczył, że Gaia AI Factory wzmocni pozycję naszego kraju jako jednego z liderów rozwoju zaufanej, przejrzystej i odpowiedzialnej AI w Europie, ściśle powiązanej z wartościami demokratycznymi i zasadami etyki technologicznej.

Wiceminister nauki Maria Mrówczyńska podkreśliła znaczenie synergii nauki i biznesu w realizacji projektu. Gaia AI Factory – jak zauważyła – umożliwi szybszy transfer wyników badań naukowych do gospodarki, co jest jednym z kluczowych priorytetów Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Dzięki nowoczesnej infrastrukturze i współpracy między uczelniami, instytucjami badawczymi a sektorem prywatnym, Polska zyska realną szansę, by stać się centrum rozwoju technologii AI w Europie Środkowo-Wschodniej. Liderem konsorcjum jest Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, uznawana za jeden z najbardziej innowacyjnych ośrodków naukowych w regionie.

Projekt realizowany jest w ramach Europejskiego Wspólnego Przedsięwzięcia w zakresie Obliczeń Wielkiej Skali (EuroHPC JU). Obejmuje nie tylko budowę infrastruktury obliczeniowej nowej generacji, ale też stworzenie ekosystemu wspierającego rozwój zaawansowanych technologii opartych na sztucznej inteligencji. Gaia AI Factory ma stać się platformą współpracy dla naukowców, startupów, przedsiębiorstw i instytucji publicznych. Celem jest rozwój technologii zgodnych z europejskimi wartościami – transparentnych, zaufanych i odpowiedzialnych społecznie.

Jak zapowiedział wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, nowa infrastruktura będzie wyposażona w ponad tysiąc procesorów graficznych (GPU) zoptymalizowanych pod kątem trenowania dużych modeli językowych (LLM) i systemów generatywnych. Fabryka AI w Krakowie ma być kilkukrotnie szybsza od obecnego superkomputera Helios. Jej działalność obejmie trzy strategiczne obszary: ochronę zdrowia, sektor kosmiczny oraz rozwój dużych modeli językowych, które znajdują zastosowanie w automatyzacji, tłumaczeniach, analizie danych i komunikacji człowiek–maszyna.

Fabryka Gaia stanie się również częścią międzynarodowego systemu współpracy – wraz z PIAST AI Factory w Poznaniu oraz fińskim ośrodkiem LUMI AI Factory będzie tworzyć rozproszony ekosystem wspierający badania i innowacje w całej Europie. Współdziałanie tych centrów ma przyspieszyć wymianę danych, rozwój wspólnych projektów naukowych i zwiększyć dostęp do mocy obliczeniowej dla instytucji badawczych i startupów z regionu.

Projekt Gaia AI Factory wpisuje się również w szerszą unijną inicjatywę AI Gigafactories, w której uczestniczą Polska, Estonia, Litwa i Łotwa. Celem programu jest stworzenie infrastruktury obliczeniowej nowej generacji, zdolnej do obsługi modeli o bilionach parametrów. O ile Fabryki AI, takie jak Gaia i PIAST, wspierają badania i wdrożenia na poziomie krajowym, o tyle Gigafabryki AI mają stanowić trzon europejskiego systemu rozwoju najbardziej zaawansowanych modeli – w tym multimodalnych, symulacyjnych i językowych. Oba projekty są elementem budowy suwerennego europejskiego ekosystemu sztucznej inteligencji, który ma uniezależnić Europę od zewnętrznych dostawców technologii.

Powstanie Gaia AI Factory to nie tylko inwestycja infrastrukturalna, ale i ważny symbol rozwoju polskiej nauki i cyfrowej niezależności. Polska, która jeszcze dekadę temu pełniła głównie rolę użytkownika technologii importowanych z Zachodu, dziś współtworzy europejski system rozwoju AI. Dzięki temu zyskuje nie tylko nową pozycję na mapie technologicznej Europy, ale też możliwość kształtowania kierunku rozwoju sztucznej inteligencji zgodnie z własnymi priorytetami i wartościami.

Grzegorz Wrona nowym wiceministrem aktywów państwowych. Będzie nadzorował spółki górnicze i rolno-spożywcze

Grzegorz Wrona nowym wiceministrem aktywów państwowych. Będzie nadzorował spółki górnicze i rolno-spożywcze

Premier Donald Tusk z dniem 8 października 2025 roku powołał Grzegorza Wronę na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Nowy wiceminister będzie odpowiedzialny za nadzór nad spółkami z branży górniczej i rolno-spożywczej. Nominację wręczył mu minister aktywów państwowych Wojciech Balczun.

„Bardzo liczę na owocną i merytoryczną współpracę z Panem Ministrem Grzegorzem Wroną. Zadań mamy multum i raczej z kategorii poważnych menadżerskich wyzwań” – powiedział minister Balczun podczas uroczystości wręczenia nominacji.

W wydarzeniu uczestniczyli również wiceministrowie Konrad Gołota i Robert Kropiwnicki.

Doświadczony menedżer i strateg

Grzegorz Wrona ma ponad 30-letnie doświadczenie w zarządzaniu w sektorze publicznym i prywatnym. Uznawany jest za praktyka i stratega z bogatym dorobkiem w zakresie organizacji, planowania i wdrażania procesów zarządczych.

Nowy wiceminister jest absolwentem Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz Akademii Rolniczej w Krakowie. Ukończył również studia podyplomowe w kilku renomowanych uczelniach, m.in. w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie oraz Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.

Od czerwca 2024 roku pełnił funkcję zastępcy prezydenta Rzeszowa, gdzie odpowiadał m.in. za rozwój gospodarczy i współpracę z sektorem przedsiębiorstw komunalnych.

Nadzór nad kluczowymi sektorami

W ramach swoich obowiązków w Ministerstwie Aktywów Państwowych Grzegorz Wrona będzie nadzorował spółki z branży górniczej i rolno-spożywczej, które należą do strategicznych obszarów gospodarki nadzorowanych przez resort.

Objęcie stanowiska przez Wronę wpisuje się w szersze działania rządu zmierzające do restrukturyzacji sektora surowcowego oraz zwiększenia efektywności spółek rolnych i przetwórczych należących do Skarbu Państwa. Jego doświadczenie menedżerskie ma pomóc w poprawie zarządzania, usprawnieniu procesów inwestycyjnych i wzmocnieniu pozycji państwowych podmiotów na rynku.

Kierunek: profesjonalizacja nadzoru właścicielskiego

Nominacja Grzegorza Wrony jest częścią konsekwentnej polityki rządu Donalda Tuska, zmierzającej do profesjonalizacji kadr kierowniczych w spółkach Skarbu Państwa i zwiększenia transparentności zarządzania. W ostatnich miesiącach w Ministerstwie Aktywów Państwowych doszło do szeregu zmian personalnych, które mają zapewnić bardziej efektywny nadzór właścicielski nad strategicznymi sektorami gospodarki.

Minister Wojciech Balczun podkreślił, że przed resortem stoi wiele zadań związanych z modernizacją i transformacją polskiego przemysłu:

„Zadań mamy wiele – to poważne, menadżerskie wyzwania. Ale jestem przekonany, że wspólnie damy radę sprostać oczekiwaniom społecznym i gospodarczym, jakie stoją przed naszym resortem” – zaznaczył szef MAP.

CBA zatrzymało cztery osoby w śledztwie dotyczącym zmowy przetargowej w jednostkach wojskowych

7 października 2025 r. funkcjonariusze Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Krakowie zatrzymali cztery osoby w związku ze śledztwem dotyczącym zmowy przetargowej. Postępowanie nadzoruje Wydział do Spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Zatrzymania i zabezpieczenia

Wśród zatrzymanych znalazło się dwoje emerytowanych żołnierzy – obecnie pracowników cywilnych jednostki wojskowej – a także pracownik fizyczny zaangażowany w prace serwisowe w jednostkach wojskowych oraz prywatny przedsiębiorca prowadzący działalność w branży materiałów pędnych i smarów (MPS).

Czynności zostały przeprowadzone na polecenie prokuratury. Funkcjonariusze CBA zabezpieczyli telefony komórkowe, gotówkę oraz dokumentację urzędową, mogącą stanowić dowód w sprawie.

Mechanizm przestępczy

Śledztwo prowadzone przez krakowską Delegaturę CBA dotyczy bezprawnego wpływania na wyniki postępowań przetargowych organizowanych przez jednostki wojskowe na terenie całego kraju. Z ustaleń wynika, że przedstawiciele firm działających w branży MPS, działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, mieli przekazywać gratyfikacje osobom pełniącym funkcje publiczne.

Korzyści te trafiały m.in. do pracowników i żołnierzy jednostek wojskowych, inspektorów Wojskowych Dozorów Technicznych, Okręgowych Urzędów Miar oraz prywatnych przedsiębiorców. Proceder ten prowadził do niekorzystnego rozporządzania mieniem przez jednostki wojskowe, które odpowiadały za zabezpieczenie finansowe i logistyczne Sił Zbrojnych RP, działając tym samym na szkodę interesów ekonomicznych państwa.

Podstawą wszczęcia śledztwa były materiały przekazane przez Inspektorat Służby Kontrwywiadu Wojskowego w Krakowie w ramach zawartego porozumienia z CBA. Przestępstwa miały miejsce w okresie od stycznia 2023 r. do kwietnia 2024 r.

Zarzuty i środki zapobiegawcze

Zatrzymani zostali doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, gdzie usłyszeli zarzuty m.in. zakłócania przetargu publicznego, fałszerstwa intelektualnego, ujawnienia tajemnicy służbowej, sprzedajności urzędniczej oraz nadużycia funkcji publicznej.

Prokurator zastosował wobec nich środki zapobiegawcze w postaci dozoru Policji, zakazu kontaktowania się z określonymi osobami oraz zakazu ujawniania informacji z postępowania.

Śledztwo w toku

Jak poinformowało CBA, była to już czwarta realizacja w ramach prowadzonego postępowania przygotowawczego. Dotychczas zarzuty usłyszało łącznie 16 osób. Śledztwo ma charakter rozwojowy i nie są wykluczone kolejne zatrzymania.

OZZ i użytkownicy praw autorskich chcą reformy systemu wynagradzania pracy twórców

Jedno okienko dla użytkowników praw autorskich i większa przejrzystość systemu – to najważniejsze postulaty, jakie padły podczas debaty przedstawicieli organizacji zbiorowego zarządzania i użytkowników praw autorskich na 52. Międzynarodowej Konferencji PIKE – CONNECT w Łodzi. Obie strony zapowiedziały chęć współpracy nad reformą krajowego systemu i jego dostosowaniem do prawa unijnego oraz orzecznictwa TSUE, licząc na aktywne wsparcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Na 52. Międzynarodowej Konferencji Operatorów Komunikacji Elektronicznej PIKE – CONNECT w Łodzi dyskutowano o potrzebie wypracowania równowagi interesów między OZZ, operatorami i twórcami oraz o przyszłości polskiego rynku zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. W debacie uczestniczyli eksperci prawa autorskiego, przedstawiciele organizacji zbiorowego zarządzania, środowisk kreatywnych, nadawców i sektora cyfrowego. Rozmowy koncentrowały się na poszukiwaniu rozwiązań, które umożliwią modernizację systemu i lepsze dostosowanie go do potrzeb wszystkich stron. Wśród kluczowych tematów znalazły się opłaty za reemisję, wysokość stawek i kształt tabel opłat w kontekście zmieniających się przepisów oraz wprowadzenie koncepcji „one stop shop” w systemie zarządzania prawami autorskimi.

Jest wola współpracy, teraz pora na działania

Uczestnicy spotkania byli zgodni, że udało się nawiązać nić porozumienia i strony współtworzące rynek praw autorskich w Polsce są gotowe do wspólnej pracy nad rozwiązaniami, które pozwolą pogodzić interes twórców i użytkowników praw autorskich. – Deklarujemy pełną gotowość do dalszych rozmów z użytkownikami praw autorskich. Cieszymy się, że trwa dialog o mechanizmach, które mogłyby realnie ułatwić współpracę między OZZ a operatorami. Jesteśmy przekonani, że dla porozumienia kluczowa będzie postawa użytkowników praw. Rośnie świadomość potrzeby uporządkowania rynku i stworzenia ram dla stabilnej współpracy. Zachęcamy wszystkie zainteresowane podmioty do włączania się w te rozmowy – mówił Piotr Chaberski, Zastępca Dyrektora Stowarzyszenia Filmowców Polskich – Związku Autorów i Producentów Audiowizualnych SFP-ZAPA .

Eksperci podkreślali, że dialog powinien szybko przełożyć się na konkretne zmiany, bo tempo transformacji rynku nie pozwala na zwłokę. Zwracali uwagę, że tradycyjna działalność nadawcza traci na znaczeniu, a reemisja, streaming i klasyczne nadawanie stają się dla siebie konkurencyjne. Wskazywali na potrzebę ujednolicenia zasad dla różnych metod docierania do odbiorców z treściami chronionymi prawami autorskimi, ponieważ obecne przepisy nie nadążają za rozwojem technologii. W tym kontekście istotne staje się również dostosowanie stawek w tabelach opłat. Eksperci zgodnie zaznaczali, że kluczowe dla powodzenia reform jest stałe zaangażowanie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dalsze prace nad systemem.

Potrzeba jednego okienka i porządków w opłacie reprograficznej

W trakcie dyskusji wybrzmiało również stanowisko branży technologicznej wobec opłaty reprograficznej. – Branża nie jest przeciwko opłacie reprograficznej samej w sobie. Konsekwentnie od lat ją płaci. Chcemy jednak, aby spełniała swoją rolę. Musi w tym celu być powszechna. Wszyscy zobowiązani powinni zapłacić, aby rynek miał poczucie sprawiedliwości, a twórcy otrzymywali należną rekompensatę. Po drugie jednak wysokość opłaty reprograficznej musi być umocowana w ogólnopolskim badaniu kopiowalności, które pozwoli nam obliczyć stratę, jaką ponoszą artyści z tytułu legalnego kopiowania. Po trzecie konieczne jest dostosowanie krajowego rozporządzenia do przepisów UE. Wciąż do rozwiązania mamy m.in. kwestie rozróżnienia konsumenckich i biznesowych zakupów sprzętu objętego opłatą – mówił Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Przedstawiciel sektora cyfrowego odniósł się również do rozwiązania “one stop shop”, czyli jednego okienka, w którym użytkownicy praw autorskich mogliby rozliczać się z OZZ. – Niewątpliwie wdrożenie rozwiązania “one stop shop” na rynku zarządzania prawami autorskimi miałoby kolosalne znaczenie. Jedno okienko ograniczyłoby łączne koszty funkcjonowania całego systemu, radyklanie zmniejszyłoby koszt inkasa środków przez OZZ z korzyścią dla twórców. To rozwiązanie kluczowe z perspektywy transparentności systemu i przejrzystości przepływu środków – argumentował prezes Związku Cyfrowa Polska.

Scoring BIK a zdolność kredytowa – czego nie wiedzą Polacy o swojej ocenie w systemie kredytowym

Aż 77% Polaków przyznaje, że nie wie, czym jest scoring kredytowy – wynika z najnowszego badania konsumenckiego przeprowadzonego przez Biuro Informacji Kredytowej (BIK). Większość respondentów błędnie utożsamia go z oceną dochodów, które bank bierze pod uwagę przy udzielaniu kredytu. Tymczasem scoring BIK i zdolność kredytowa to dwa zupełnie różne pojęcia, które pełnią odmienne funkcje w procesie oceny ryzyka kredytowego.

Czym jest zdolność kredytowa i dlaczego nie należy jej mylić ze scoringiem

Zdolność kredytowa to podstawowy element każdej decyzji kredytowej. Instytucja finansowa – bank, SKOK lub firma pożyczkowa – analizuje, czy klient będzie w stanie spłacić swoje zobowiązanie w terminie, wraz z odsetkami. W tej ocenie uwzględnia się wysokość oraz stabilność dochodów, miesięczne wydatki, inne zobowiązania finansowe, a także ogólną sytuację życiową kredytobiorcy.

Banki pozyskują dane o dochodach z dokumentów przedstawionych przez klienta lub z analizy rachunku bankowego, natomiast informacje o innych kredytach i ich spłacie – z zewnętrznych baz danych, takich jak BIK. Zdolność kredytowa to więc ocena „siły finansowej” wnioskodawcy i jego możliwości regulowania zobowiązań w przyszłości.

Scoring BIK natomiast nie dotyczy poziomu dochodów. Jest to wskaźnik statystyczny, który określa prawdopodobieństwo terminowej spłaty kredytów na podstawie historii kredytowej klienta. W praktyce można powiedzieć, że scoring to „ocena reputacji kredytowej”, a zdolność – „ocena możliwości finansowych”.

Jak działa scoring BIK

Scoring BIK to punktowa ocena wiarygodności kredytowej konsumenta, opracowywana na podstawie danych zgromadzonych przez Biuro Informacji Kredytowej. Wartość scoringu może mieścić się w przedziale od 0 do 100 punktów – im wyższy wynik, tym większe prawdopodobieństwo, że klient będzie terminowo regulował swoje zobowiązania.

Na wynik scoringu wpływają cztery główne czynniki:

  1. Terminowość spłat kredytów – najważniejszy element, mający największy wpływ na ocenę punktową. Nawet jedno opóźnienie może znacząco obniżyć wynik.
  2. Korzystanie z produktów kredytowych – regularne i odpowiedzialne korzystanie z kredytów, kart kredytowych czy limitów w koncie buduje pozytywną historię.
  3. Poziom zadłużenia – im większe wykorzystanie dostępnych limitów, tym większe ryzyko nadmiernego obciążenia finansowego.
  4. Wnioskowanie o nowe kredyty – częste i gwałtowne składanie wniosków może być sygnałem, że klient desperacko szuka finansowania, co zwiększa ryzyko niespłacenia długu.

Każdy z tych czynników ma różną wagę. Terminowość i sposób korzystania z produktów finansowych są kluczowe, podczas gdy sama liczba wniosków o kredyt ma znaczenie mniejsze – o ile są składane w rozsądnych odstępach czasu.

Czy wnioski o kredyt obniżają scoring BIK? Nie zawsze

Jednym z najczęstszych mitów, jakie funkcjonują wśród konsumentów, jest przekonanie, że każde złożenie wniosku o kredyt obniża scoring BIK. Biuro Informacji Kredytowej podkreśla, że nie jest to prawda.

Zgodnie z obowiązującymi zasadami, jeśli klient w ciągu 14 dni składa kilka wniosków o ten sam rodzaj kredytu (np. hipoteczny lub gotówkowy) w różnych bankach lub SKOK-ach, są one traktowane jako jedno zapytanie. Oznacza to, że można porównywać oferty kilku instytucji bez ryzyka pogorszenia swojej oceny punktowej.

Statystyki BIK pokazują, że w niemal 99% przypadków kredyt zostaje wypłacony w ciągu 14 dni od pierwszego zapytania, co potwierdza praktyczne znaczenie tego okresu ochronnego. Takie rozwiązanie zachęca do świadomego wyboru najkorzystniejszej oferty kredytowej, bez obaw o negatywne skutki dla historii kredytowej.

Dlaczego warto znać swój scoring i dbać o niego

Wielu konsumentów w Polsce nie zdaje sobie sprawy, że scoring BIK można sprawdzić samodzielnie – i że regularne monitorowanie własnej historii kredytowej może zapobiec poważnym problemom finansowym.

Serwis bik.pl oferuje dostęp do Raportu BIK, w którym zawarte są wszystkie informacje o zaciągniętych kredytach, terminowości spłat oraz aktualna ocena punktowa. Dodatkowo dostępne narzędzie Analizator kredytowy BIK pozwala przeprowadzić symulację analizy zdolności kredytowej, podobną do tej, jaką wykonują banki przed udzieleniem kredytu.

Dzięki temu każdy może w prosty sposób ocenić, czy jego budżet udźwignie nowe zobowiązanie, zanim złoży wniosek w instytucji finansowej. To szczególnie istotne, ponieważ niekontrolowane zadłużanie się jest jednym z głównych powodów popadania w tzw. pętlę kredytową.

Rola BIK w ochronie konsumentów i stabilności systemu finansowego

Biuro Informacji Kredytowej działa od 1997 roku i jest wiodącym w Polsce rejestrem kredytowym. Gromadzi dane o zobowiązaniach kredytowych konsumentów i przedsiębiorców, które następnie udostępnia instytucjom finansowym. Dzięki temu banki mogą rzetelnie ocenić sytuację finansową swoich klientów, a konsumenci – lepiej zarządzać własnym budżetem.

BIK odgrywa również ważną rolę edukacyjną – prowadzi kampanie informacyjne dotyczące bezpieczeństwa finansowego, przeciwdziałania nadmiernemu zadłużaniu się i ochrony przed wyłudzeniami. Zgodnie z misją instytucji, głównym celem jest wspieranie odpowiedzialnego korzystania z kredytów i pożyczek, a nie utrudnianie ich dostępu.

Świadome zarządzanie finansami – korzyść dla każdego

Dobra historia kredytowa i wysoki scoring BIK to nie tylko większe szanse na uzyskanie kredytu, ale również możliwość negocjowania lepszych warunków finansowych. Banki często oferują niższe oprocentowanie lub wyższy limit kredytowy osobom, które mają pozytywny profil kredytowy.

Z drugiej strony, osoby z niskim scoringiem mogą spotkać się z odmową udzielenia kredytu, a nawet jeśli go otrzymają – koszt finansowania może być znacznie wyższy. Warto więc dbać o terminowość spłat, unikać nadmiernego zadłużania się i regularnie monitorować własny profil w BIK.

Czy firmy naprawdę wracają do biur? Praca zdalna, hybrydowa i nowe wyzwania dla rynku pracy

Formuła pracy zdalnej od czasów pandemii zyskała wielu zwolenników. Jednak na rynku pracy coraz wyraźniej widać, że opcja zdalna nie zawsze spełnia oczekiwania pracodawców, ale też samych pracowników. Ostatnio szerokim echem odbiła się w mediach informacja o decyzji jednego z potentatów rynku e-commerce o przywróceniu pracy stacjonarnej. Wbrew pozorom nie jest to zjawisko odosobnione. Dlaczego pracodawcy rozważają powrót do pracy stacjonarnej i czy to jeszcze możliwe? Opowiada Natalia Horbunova, przedstawicielka firmy Quercus, specjalizującej się we wdrożeniach nowoczesnych narzędzi w obszarze HR.

Rzeczywiście coraz częściej mówi się w mediach o odwrocie od pracy zdalnej i powrocie do biur. Nie sądzę jednak, aby możliwe było zupełne przestawienie się na model stacjonarny, zwłaszcza w tych branżach, które w ostatnich latach pracowały zdalnie. Przykładem jest branża IT, w której home office jest standardem. Taki model w naszym sektorze był popularny jeszcze przed okresem pandemii. A to pandemia zmusiła wiele firm, z różnych sektorów gospodarki, do pracy zdalnej. I w wielu przypadkach model ten okazał się na tyle efektywny, że firmy działają na tej zasadzie do dzisiaj.

Z punktu widzenia pracowników praca zdalna jest przede wszystkim wygodna, oznacza komfort pracy w przyjaznym środowisku, bez konieczności dojazdów, a więc również oszczędność czasu. Jest ponadto bardzo elastyczna, bo czas pracy można dostosowywać, oczywiście w uzgodnionym z pracodawcą zakresie, do życia prywatnego (odbieranie dzieci ze szkoły, wizyty lekarskie itp.). Problemem może okazać się utrzymanie motywacji i zaangażowania pracowników, a także zapewnienie płynnego przepływu informacji między członkami zespołu.

Oczywiście z tymi problemami powinni poradzić sobie menedżerowie posiadający odpowiednie kompetencje do zarządzania rozproszonym zespołem. Utrzymane jego motywacji i zaangażowania jest zadaniem niełatwym, ale nie niemożliwym – to kwestia wykorzystania odpowiednich narzędzi. Z punktu widzenia menedżerów istotna jest też zmiana podejścia do oceny efektywności pracy – w zespole rozproszonym sprawdza się system zadaniowy – weryfikacja stopnia realizacji poszczególnych etapów prac jest łatwiejsza, pozwala też utrzymać odpowiedni rytm działania.

Warto jednak pamiętać, że wiele firm, których zespoły pracują zdalnie, nadal utrzymuje swoje siedziby. A to, zwłaszcza w ostatnich latach, wiąże się ze sporymi kosztami. Nie dziwi więc fakt, że ci przedsiębiorcy chcą te koszty zoptymalizować, a więc wykorzystywać przestrzenie biurowe, nawet jeśli nie w pełnym zakresie. Dlatego wiele z nich zachęca pracowników do powrotu do biur. Powinni jednak podejmować takie kroki w sposób przemyślany, bo pracownicy, przyzwyczajeni do elastyczności i komfortu, jakie daje home office, mogą odczuwać dyskomfort w związku z koniecznością powrotu do biura.

Kluczowe jest zatem znalezienie balansu, czyli opracowanie takiej formuły współpracy, która jest korzystna zarówno z punktu widzenia pracodawcy, jak i pracowników. W przypadku branży IT formuła hybrydowa, np. 3/2, wydaje się być dobrym kompromisem (3 dni pracy w biurze, 2 zdalnie). Zanim jednak taki podział pracy zostanie wprowadzony na stałe, warto sprawdzić czy i na ile pracownicy zdalni zmienili swoje życie, pracując z domu, bo mogli na przykład wyprowadzić się na tyle daleko, że dojazd do pracy kilka razy w tygodniu byłby zbyt czasochłonny, albo nieefektywny ekonomicznie. To wcale nie są odosobnione przypadki. W takich sytuacjach pracodawca powinien rozważyć wdrożenie okresu przejściowego, pozwalającego pracownikom na przeorganizowanie życia prywatnego. W przeciwnym wypadku musi mieć na uwadze ryzyko utraty talentów.

Powrót do biur dla części pracowników może nie być łatwy, dla innych taka decyzja będzie korzystna, bo pozwala np. na lepszą integrację z zespołem i efektywniejszą pracę w grupie. Jeżeli zatem pracodawca chce, żeby pracownicy chętnie przyjeżdżali do biura, powinien stworzyć warunki pracy lepsze od tych, które ludzie mają w domach. Na przykład w Quercusie oferujemy m.in. bezpłatne posiłki, wprowadzamy też usprawnienia w biurze, np. ostatnio kupiliśmy do chilloutroomu bieżnię, dzięki której można jednocześnie pracować przy komputerze i „spacerować”.

Jakie jest największe ryzyko związane z odgórną decyzją o powrocie do biur, nawet w formule hybrydowej? Utrata sprawdzonych pracowników – jeśli zmiana wprowadzana jest odgórnie, bez wcześniejszych konsultacji czy fazy przejściowej, trzeba się liczyć z odejściem pracowników. Można to uznać za tzw. cichą redukcję zatrudnienia, ale trzeba mieć świadomość, że nawet jeśli taki jest cel pracodawcy, to nie ma on większego wpływu na to, kto po takiej rewolucji z nim zostanie.

Listopadowe cięcie stóp nadal w grze – Glapiński nie wyklucza dalszego luzowania

Konferencja prasowa prezesa RPP nie wykluczyła kontyuacji obniżek stóp procentowych w tym roku. Ustępujący premier Francji nadal wierzy, że rozwiązania Zgromadzenia Narodowego nie będzie. Zagadkowe nagłe umocnienie amerykańskiej waluty powoduje większą zmienność na wielu aktywach. 

Potencjał do dalszego luzowania polityki pieniężnej

Wczoraj swoje 5 minut miał prezes RPP, który wyjaśniał powody decyzji o obniżce stóp w Polsce o 25 pkt bazowych w tym tygodniu. Konferencja była o tyle ważna, że tym razem analitycy nie przewidzieli decyzji Rady, a większość spodziewała się utrzymania kosztu pieniądza bez zmian. Prezes zaczął oczywiście od epatowania sukcesami, począwszy od zakupów złota, poprzez cud gospodarczy w Polsce, a na „zwycięstwie” z inflacją kończąc. I rzeczywiście wszystko to się zgadza, choć oczywiście można dyskutować czy to zasługa decyzji RPP. Co najistotniejsze, szczególnie dla kredytobiorców złotowych, prof. Glapiński nie zamyka drogi do dalszego luzowania monetarnego w tym roku. Twierdzi że, jeśli projekcje makroekonomiczne w listopadzie nie zaskoczą in minus, to zapewne zobaczymy jeszcze jeden ruch w dół na stopach, zapewne o 25 pkt bazowych. Złoty wyszedł obronną ręką zarówno z samej, mimo wszystko zaskakującej środowej decyzji Rady, jak i wczorajszej konferencji, a EUR/PLN utrzymał się poniżej 4,25.

Kolejny na „stracenie”?

Ciąg dalszy zamieszania na scenie politycznej we Francji. Przypomnijmy, że w niedzielę do dymisji podał się desygnowany (raptem 27 dni temu) premier, który poległ na misji tworzenia nowego rządu. W ostatnich godzinach pojawiła się jednak wypowiedź Lecornu, czyli ustępującego premiera, że ciągle jest szansa na to, że rząd powstanie, a prezydent może ciągle powierzyć misję nowemu premierowi. Istotne dla rynków jest przede wszystkim to, że oddaliła się nieco opcja rozwiązania Zgromadzenia Narodowego, i tym samym rozpisania nowych wyborów, które dla wielu partii opozycyjnych mogłoby być ryzykownym krokiem. Francja jest w trudnym położeniu, szczególnie pod kątem nadmiernego deficytu budżetowego. Potrzebne są reformy, a mówiąc prościej redukcja wydatków, co jak wiemy jest trudne do zaakceptowania przez społeczeństwo. Główną kością niezgody pozostaje też reforma emerytalna i podniesienie wieku emerytalnego do 64 roku życia. Kto dostanie misję tworzenia rządu, czyli taką z cyklu impossible, dowiemy się zapewne w kolejnych godzinach.

Nudy nie było

Wczoraj na rynku sporo się działo, a mimo wszystko dość zagadkowo umocnił się USD, do EUR była to skala 0,5%. Mimo wszystko stanowiło to zaskoczenie, gdyż nie było wielu odczytów makro, szczególnie z USA, gdzie trwa shutdown i nie wpływają żadne niemal odczyty z instytucji rządowych. Część inwestorów ruch na EUR/USD na południe tłumaczy właśnie chaosem politycznym we Francji i ciągle możliwym czarnym scenariuszem w postaci przyspieszonych wyborów. Z drugiej strony mówi się o niepewności w związku z kolejnym przegranym głosowaniem w amerykańskim Senacie, który nie kończy paraliżu tamtejszej administracji państwowej. Na bezpiecznych przystaniach mamy więc zwiększony popyt, a tym samym na amerykańskiego dolara. Tym bardziej, że z puli FX jako safe haven odpada w związku z problemami we Francji CHF (bliskość geograficzna), a także JPY, gdzie nastąpiło trzęsienie ziemi również w polityce, a o krok od objęcia teki premiera jest pierwsza kobieta w historii Sanae Takaichi, zwolenniczka ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej (co działa negatywnie na walutę). W efekcie spory popyt wygenerował się na USD, który wywarł wpływ na niesamowite ruchy choćby na srebrze (od +4,5% do -0,5%), jak również na złocie, gdzie kurs spadł poniżej 4 tys. za uncję.

Wrześniowy „cud” na rynku mieszkaniowym. Jawność cen zmieniła statystyki sprzedaży nowych mieszkań

Wrzesień był miesiącem „cudu” w statystykach dotyczących sprzedaży nowych mieszkań. Upublicznienie ich cen spowodowało, że część firm deweloperskich zaktualizowało swoją ofertę i okazało się, że jest ona… mniejsza. Obraz rynku, który się wyłonił nie napawa optymizmem również dlatego, że w III kw. zmniejszyła się podaż nowych mieszkań. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jaki to miało wpływ na ich średnią cenę metra kwadratowego.

– Jawność cen wywołała efekty statystyczne, przez które dane o sprzedaży w trzecim kwartale mogą być zawyżone – przyznaje Jan Dziekoński, Head of Market Insights, RynekPierwotny.pl.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy znaleźli w trzecim kwartale chętnych na łącznie ok. 13,3 tys. mieszkań, czyli aż o 12% więcej niż w poprzednich trzech miesiącach tego roku.

Spodziewaliśmy się, że w trzecim kwartale popyt na mieszkania nieco się ożywi z uwagi na poprawę dostępności kredytów. Jednak nie była ona na tyle duża, żeby uzasadniało to wrześniowy „szturm” na biura sprzedaży firm deweloperskich – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jan Dziekoński wyjaśnia, że we wrześniu przede wszystkim w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, „ujawniła” się sprzedaż z poprzednich miesięcy, której niektórzy deweloperzy wcześniej nie raportowali. Dlaczego? Ponieważ nie mieli oni obowiązku publikowania kompletnej oferty, więc nie musieli się do tego zbytnio przykładać. Dopiero we wrześniu – po „odkryciu kart” – dane te zostały przez nich zaktualizowane.

Jednak może być też drugi powód „cudu” w statystykach sprzedażowych firm deweloperskich. Niektóre mogły po prostu chcieć zmniejszyć dostępną ofertę i w tym celu przed 11 września wycofały z niej część lokali lub oznaczyły je jako sprzedane.

Oceniamy, że oba te zjawiska mogły podnieść sprzedaż w trzecim kwartale łącznie o ok. 700-900 lokali w siedmiu największych metropoliach. Nie zmienia to faktu, że zgodnie z naszymi przewidywaniami, popyt na mieszkania ożywił się względem drugiego kwartału – podkreśla Jan Dziekoński.

Marek Wielgo zwraca jednak uwagę, że tylko śląscy deweloperzy nie zaliczą trzeciego kwartału do udanych. W miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii sprzedaż nowych mieszkań skurczyła się, i to aż o 11%. W pozostałych metropoliach wielu deweloperów, bo raczej nie wszyscy, mogło się cieszyć z powrotu kupujących na rynek. W trzecim kwartale liczba zawartych umów deweloperskich najbardziej wzrosła w Krakowie (+ 28%) i Wrocławiu (+21%). Z kolei w Warszawie, gdzie tradycyjnie sprzedaż była największa, wyniki deweloperów były lepsze niż w poprzednich trzech miesiącach o 14%, w Łodzi – o 13%, w Trójmieście – o 9%, a w Poznaniu – o 4%.

Jak już zaznaczyliśmy wcześniej, mogły być one nieco zawyżone z powodu wrześniowego efektu „odsłonięcie cen”. Z drugiej strony, cześć nabywców zrezygnowała z mieszkania rozwiązując umowę z deweloperem, więc kwartalny wynik sprzedażowy skorygowaliśmy o tego typu przypadki.Raport BIG DATA-III kw. 2025-sprzedaż

Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl, za niepokojący z punktu widzenia potencjalnych nabywców nowych mieszkań należy uznać spadek ich podaży. W siedmiu metropoliach deweloperzy wprowadzili do sprzedaży w trzecim kwartale łącznie ok. 10,1 tys. mieszkań, czyli aż o 26% mniej niż w drugim kwartale.

Jan Dziekoński zauważa, że po raz ostatni tak słaby kwartalny wynik podażowy miał miejsce w trzecim kwartale 2023 r. Wówczas deweloperzy nie obudzili się jeszcze z inwestycyjnego letargu, w który zapadli z powodu niskiej dostępności kredytów (poprawiły ją dopiero dopłaty w programie „Bezpieczny Kredyt 2%”) oraz obawy przed recesją, która mogła skutkować wzrostem bezrobocia. Jednak już w kolejnych kwartałach aktywność inwestycyjna firm deweloperskich rosła i dopiero trzeci kwartał tego roku prawdopodobnie przyniósł odwrócenie tego trendu. Warto jednak zwrócić uwagę na lokalne różnice. W Warszawie deweloperzy rzucili w trzecim kwartale na rynek blisko 3,7 tys. mieszkań, czyli o 10% więcej niż w poprzednich trzech miesiącach. Z kolei w Poznaniu wprowadzonych do sprzedaży mieszkań było więcej o 18%, w Łodzi – o 8%, a w Krakowie – o 5%.

Przy czym te wzrosty są efektem tego, że drugi kwartał był w tych metropoliach pod względem podażowym bardzo słaby. Trzeci przyniósł zaś jedynie lekkie odbicie. Np. łódzcy deweloperzy jeszcze w pierwszym kwartale wprowadzili do sprzedaży o ponad 68% więcej lokali – mówi Marek Wielgo.

I dodaje, że w pozostałych metropoliach widać już wyraźne hamowanie podaży. W porównaniu z drugim kwartałem najbardziej skurczyła się ona we Wrocławiu, bo aż o 71% (po dwóch kwartałach wzrostów), w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – o 64%, a w Trójmieście – o 56%.Raport BIG DATA-III kw. 2025-podaż

W efekcie po raz pierwszy od dwóch lat skurczyła się, choć symbolicznie, liczba mieszkań oferowanych przez deweloperów w siedmiu metropoliach. Pod koniec września było tam łącznie ok. 76,9 tys. lokali, czyli o 1% mniej niż w czerwcu. Przy czym, jak wynika z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, we Wrocławiu w ofercie firm deweloperskich było niespełna 10,3 tys. mieszkań (-8%), w Trójmieście – niespełna 8,2 tys. (-7%), w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – ok. 10,8 tys. (-2%), w Łodzi – 10,1 tys. (bez zmian), w Poznaniu – 8,5 tys. (+3%), w Krakowie – 11,6 tys. (+3%), a w Warszawie – 17,3 tys. (+2%).Raport BIG DATA-III kw. 2025-średnia cena m kw

Wzrost oferty nie zawsze wynikał z nadwyżki mieszkań wprowadzonych do sprzedaży nad sprzedanymi, czasem także z powodu rezygnacji kupujących. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w Warszawie, gdzie oferta powinna była zmaleć, a wzrosła. Marek Wielgo tłumaczy to tym, że obowiązek publikowania cen przez deweloperów spowodował, że w ich ofercie pojawiły się lokale, których wcześniej nie było w oficjalnym obiegu. Chodzi głównie o luksusowe apartamenty, które rzadko trafiały do portali ogłoszeniowych. A jeśli nawet, to deweloperzy trzymali ceny w tajemnicy. Rzecz jasna pojawienie się cen lokali w segmencie premium, nie tylko w Warszawie, ale także we Wrocławiu, podniosło średnią cenę metra kwadratowego wszystkich lokali dostępnych w ofercie firm deweloperskich.

W porównaniu z końcówką drugiego kwartału średnia wzrosła o 4% we Wrocławiu (do blisko 15,3 tys. zł/m kw.) i o 2% w Warszawie (do blisko 18,4 tys. zł/m kw.) i Trójmieście (do 17,2 tys. zł/m kw.). Jest też i dobra wiadomość dla potencjalnych nabywców. Deweloperzy nie zrezygnowali z prowadzania na rynek nowych projektów z mieszkaniami na kieszeń kredytobiorców. Według danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w Łodzi średnia cena metra kwadratowego mieszkań wprowadzonych we wrześniu do sprzedaży wynosiła niespełna 10,6 tys. zł za m kw., w Poznaniu – ok. 11,9 tys. zł za m kw., a w Krakowie – ok. 15,2 tys. zł za metr.  W efekcie średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich spadła w trzecim kwartale o 3% w Łodzi (do ok. 11,2 tys. zł/m kw.) i o 1% – w Krakowie (do ok. 16,6 tys. zł/m kw.) oraz w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (do ok. 11,2 tys. zł/m kw.). Z kolei w Poznaniu średnia cena mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy utrzymała poziom z czerwca (ok. 13,5 tys. zł/m kw.).

Na bilans zmian średniej ceny ofertowej miało też wpływ „odsłonięcie cen”. Wykazało ono bowiem pewien ruch w cennikach firm deweloperskich. Np. w Warszawie wrześniowe zmiany objęły niemal 14% oferowanych przez nie mieszkań. Co ciekawe, mniej więcej tyle samo podrożało i potaniało, a bilans tego był taki, że ceny spadły o niecałe… pół promila, czyli mniej niż pięć setnych procenta (0,05%). Jednak już w Łodzi zmiany objęły 26% mieszkań w ofercie deweloperów. Co ważniejsze przeważały obniżki cen. Tak więc tylko z tego powodu średnia cena metra kwadratowego w stosunku do sierpnia spadła w Łodzi o ok. 2%. Również w pozostałych metropoliach efektem zmian w cennikach był niewielki spadek średniej.Raport BIG DATA-III kw. 2025-oferta

Łódź jest pierwszą metropolią, w której średnia cena metra kwadratowego była we wrześniu niższa niż w analogicznym okresie przed rokiem (-3%).  O tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. walczą też Kraków i Poznań, gdzie zmiana średniej w okresie 12 miesięcy wynosiła we wrześniu już tylko 1%. Z kolei w Warszawie i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii było to 3%, we Wrocławiu – 4%, a w Trójmieście (a właściwie w Gdańsku) – aż o 11%. O tej metropolii od dawna piszemy, że jest specyficzna ze względu na bliskość morza. Powstaje tam dużo bardzo drogich mieszkań przy Zatoce Gdańskiej i w Śródmieściu, co spowodowało, że wieloletni wicelider w rankingu najdroższych metropolii w Polsce – Kraków został zepchnięty przez Trójmiasto na trzecie miejsce.Raport BIG DATA-III kw. 2025-średnia cena m kw-R

Czy stabilizacja cen może utrzymać się także w kolejnych miesiącach? Podpowiedzią może być wskaźnik średniego czasu wyprzedaży mieszkań w ofercie firm deweloperskich. W trzecim kwartale wzrósł on już tylko w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Tam, ale też jeszcze i w Łodzi ponad dwa lata trwałaby wyprzedaż mieszkań przy założeniu, że deweloperzy nie wprowadzaliby w tym czasie kolejnych. Dodajmy, że osiem kwartałów to granica, powyżej której mówimy o nadpodaży mieszkań, co oznacza presję na spadek cen.Raport BIG DATA-III kw. 2025-wskaźnik wyprzedaży

Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia wtedy, gdy wskaźnik wyprzedaży nie przekracza czterech kwartałów. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jeszcze rok temu w Trójmieście, Krakowie i Warszawie. Obecnie w tych trzech metropoliach, ale też we Wrocławiu i Poznaniu mamy okres równowagi rynkowej, co oznacza, że mieszkania w ofercie wyprzedałyby się w czasie od roku do dwóch. Jednak przy wyprzedaży powyżej półtora roku przekroczona zostaje strefa wysokiej podaży, co oznacza to, że konkurencja na rynku mocno się zaostrza. Z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia zwłaszcza w Poznaniu. Musimy jednak pamiętać o wspomnianym efekcie statystycznym „jawności cen”, który może ten wskaźnik zaniżać.

Jan Dziekoński prognozuje, że w kolejnych miesiącach popyt na nowe mieszkania będzie się rozkręcał, ale powoli. Mimo trzech obniżek stóp procentowych (w październiku doszła czwarta), oprocentowanie kredytów mieszkaniowych wciąż jest wysokie.

Konieczne są kolejne trzy, cztery obniżki, żeby kredyt stał się realnie dostępny dla szerokiego grona konsumentów – wyjaśnia Head of Market Insights, RynekPierwotny.pl.

Premier powołał Radę ds. Drewna i Mebli – krok w stronę odbudowy sektora

1 października 2025 r. na mocy zarządzenia Prezesa Rady Ministrów została powołana Rada do spraw Przemysłu Drzewnego i Meblarskiego – organ opiniodawczo-doradczy przy Prezesie Rady Ministrów. To m.in. efekt wielomiesięcznych starań Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli oraz Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna, które od dawna apelowały o stworzenie forum realnej współpracy między rządem, nauką i przedsiębiorcami.

Powołanie Rady to przełomowy moment dla sektora drzewno-meblarskiego, który zmaga się z poważnym kryzysem – ograniczonym dostępem do surowca, spadkiem rentowności i rosnącymi kosztami produkcji. Branża, która od lat stanowiła jeden z filarów polskiej gospodarki i eksportu, znalazła się dziś w trudnej sytuacji, a powołanie Rady jest postrzegane jako szansa na zahamowanie negatywnych trendów i odbudowę konkurencyjności całego sektora.

Nowo utworzony organ ma wspierać administrację rządową w działaniach na rzecz zwiększenia konkurencyjności przemysłu opartego na drewnie, w tym meblarstwa.

W skład Rady wejdą przedstawiciele kluczowych resortów, Dyrektor Generalny Lasów Państwowych, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, a także reprezentanci środowisk naukowych i organizacji branżowych, w tym Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Do najważniejszych zadań Rady należeć będzie:

  • rekomendowanie inicjatyw i instrumentów wspierających rozwój i konkurencyjność przemysłu opartego na drewnie,
  • analiza i opiniowanie przepisów prawnych, które wpływają na funkcjonowanie branży,
  • współpraca z Lasami Państwowymi w celu zapewnienia stabilnych zasad zaopatrzenia w surowiec drzewny,
  • identyfikacja i usuwanie barier rozwojowych, w tym w obszarze innowacyjności i transferu technologii,
  • tworzenie przestrzeni do wymiany wiedzy i doświadczeń pomiędzy administracją, biznesem i nauką.

– Powołanie Rady to bardzo potrzebny krok, który daję nadzieję na systemowe zmiany i odwrócenie negatywnych tendencji w naszej branży. Od miesięcy apelowaliśmy o konkretne działania, które pozwolą zatrzymać spiralę problemów dotykających przemysł drzewny i meblarski – mówi Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. – Liczymy na to, że w ramach Rady uda się wypracować rozwiązania, które ustabilizują sytuację przedsiębiorstw i przywrócą im możliwości rozwoju.

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli oraz Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna wyrażają przekonanie, że powołanie Rady stanowi początek rzeczywistego dialogu z rządem oraz szansę na uratowanie tysięcy miejsc pracy w sektorze drzewnym i meblarskim – branżach, które od dekad są wizytówką polskiej gospodarki i eksportu.

Wpływ październikowej obniżki stóp procentowych na rynek mieszkaniowy

Październikowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej o czwartej z rzędu obniżce stóp procentowych będzie kolejnym impulsem dla rynku mieszkaniowego. Oczekiwania na ożywienie są w pełni uzasadnione, ponieważ każda z dotychczasowych obniżek wywoływała wyraźną reakcję po stronie popytowej.

Już po pierwszej, majowej obniżce stóp procentowych, zapowiedzianej wcześniej przez Prezesa NBP, liczba zawieranych transakcji zaskoczyła analityków swoją skalą. Dwie kolejne decyzje RPP, w lipcu i we wrześniu, choć mniej spektakularne, w krótkim czasie znacząco poprawiły zdolność kredytową potencjalnych nabywców. W efekcie we wrześniu na siedmiu największych rynkach mieszkaniowych w Polsce firmy deweloperskie sprzedały największą od 22 miesięcy liczbę mieszkań. Wolumen sprzedaży wzrósł w ujęciu miesięcznym aż o 26% w stosunku do wstępnych wyników z sierpnia (o 36% względem wyników po korektach) i aż o 42% w porównaniu do września 2024 roku. Ten skokowy wzrost jest bezpośrednim odzwierciedleniem poprawy sytuacji na rynku kredytowym.

Skalę tej zmiany pokazują także wrześniowe statystyki kredytowe BIK, w których zarejestrowano niemal 40 tys. potencjalnych kredytobiorców, co w przeliczeniu na dni robocze daje średnią przekraczającą 1800 zapytań dziennie. Obecny popyt na kredyty hipoteczne jest ponad czterokrotnie wyższy niż we wrześniu 2022 roku, gdy dostępność finansowania była mocno ograniczona. Co więcej, rosnąca zdolność kredytowa sprawia, że kupujący coraz częściej wybierają droższe mieszkania, a średnia wartość wnioskowanego kredytu we wrześniu wzrosła o 6,3% r/r, do ponad 473 tys. zł.

Podjęta przez RPP na październikowym posiedzeniu decyzja o obniżce stóp procentowych powoduje, że kolejna grupa osób zainteresowanych zakupem mieszkania zyska możliwość uzyskania kredytu hipotecznego. Z kolei łatwiejszy dostęp do finansowania w połączeniu z szeroką ofertą deweloperską, przekraczającą 60 tys. w 7 największych polskich miastach, da kupującym większą swobodę wyboru, zarówno pod względem metrażu, jak i lokalizacji.

Co czeka rynek w najbliższych miesiącach? Bazując na obserwacjach skutków dotychczasowych obniżek stóp procentowych, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na końcówkę roku jest dalszy, łagodny wzrost sprzedaży mieszkań. W poszczególnych miastach takich jak Warszawa czy Trójmiasto, możliwe, że będziemy obserwować jeszcze silniejsze wzrosty sprzedaży. Katalizatorem może być obawa, iż ceny mieszkań zaczną ponownie rosnąć z powodu relatywnie niskiego poziomu oferty.

Akcjonariusze Bioceltix SA poparli emisję akcji. Spółka planuje pozyskać ok. 45 mln zł na budowę nowej wytwórni komórek macierzystych

  • Bioceltix, giełdowa spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym, uzyskała podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia poparcie akcjonariuszy dla przeprowadzenia emisji do 457 tys. akcji.
  • Spółka planuje pozyskać ok. 45 mln zł, które pozwolą na finalizację budowy wielkoskalowej wytwórni farmaceutycznej oraz zabezpieczą pozycję finansową spółki na kolejne miesiące.
  • Bioceltix przeciera szlaki biotechnologii, rozwijając innowacyjne leki dla zwierząt towarzyszących. Firma jest już na ścieżce rejestracyjnej Europejskiej Agencji Leków (EMA) w związku z procedowanymi wnioskami o dopuszczenie do obrotu BCX-EM na zapalenie stawów u koni, a także BCX-CM-J na osteoartrozę u psów – produkt ten ma szansę zostać pierwszym na świecie weterynaryjnym lekiem zawierającym psie komórki macierzyste.

Akcjonariusze przegłosowali uchwałę w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego spółki poprzez emisję nowych akcji zwykłych na okaziciela serii N z wyłączeniem w całości prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy.

Akcje Serii N zostaną zaoferowane do objęcia w trybie subskrypcji prywatnej, bez prospektu, skierowanej wyłącznie do Alternative Solution ASI i Kvarko Group ASI. Z tymi dwoma dużymi akcjonariuszami spółka we wrześniu zawarła umowę inwestycyjną, dzięki której zaoferują oni do sprzedaży w drodze oferty publicznej do 457 tys. posiadanych akcji dopuszczonych do obrotu na GPW. Umowa przewiduje również możliwość sprzedaży przez Alternative Solution ASI dodatkowo 120 tys. akcji w ramach ABB, bez zobowiązania do przekazania środków na podwyższenie kapitału w spółce, przy czym priorytetem jest pozyskanie środków na nową emisję. W umowie inwestycyjnej zawarto również intencję ustalenia ceny minimalnej na 95 zł. Oferta zostanie przeprowadzona za pośrednictwem mBank S.A. oraz Trigon Dom Maklerski, doradcą finansowym i IR Spółki jest ccgroup.

Bardzo mnie cieszy, że nasi akcjonariusze rozumieją i popierają realizowaną przez nas strategię. Dali temu wyraz podejmując uchwałę emisyjną. Dzięki temu nie będziemy musieli zwalniać tempa, zarówno jeśli chodzi o rejestrację naszych leków, jak i budowę wytwórni farmaceutycznej. Szczególnie jest to ważne w tym drugim przypadku. Jesteśmy coraz bliżej wprowadzenia na rynek produktu na osteoartrozę u psów, a nasza obecna wytwórnia będzie mogła zapewnić jedynie skromne moce produkcyjne na poziomie do 30 tys. dawek rocznie. Dlatego budowa nowego, wielkoskalowego zakładu jest priorytetem. Za chwilę powinniśmy się uporać ze wszystkimi brakującymi pozwoleniami, praca ruszy z kopyta, a koszty zaczną się kumulować. Pozyskany z emisji kapitał zapewni nam bezpieczeństwo na jeden z najważniejszych etapów rozwoju naszej spółki – mówi Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Globalny potencjał polskiej biotechnologii

Przedstawiciele wrocławskiego biotechu podkreślają, że światowy rynek zdrowia zwierząt jest obecnie w trendzie wzrostowym, napędzanym fundamentalną zmianą nastawienia ludzi do czworonożnych pupili, a także wzrostem ich liczby. Wśród czworonogów prognozuje się jednocześnie wzrost zachorowalności na choroby o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym, takie jak osteoartroza czy atopowe zapalenie skóry, które klasyfikowane są w świecie zwierząt jako choroby cywilizacyjne i wymagają nowoczesnych i bezpieczniejszych metod leczenia. Leki biologiczne Bioceltix bazujące na komórkach macierzystych obok działania objawowego wykazują również działanie przyczynowe, a więc uderzają w przyczyny choroby, dzięki czemu mogą stać się skuteczną alternatywą dla tradycyjnych, obecnie stosowanych terapii.

Sejm pracuje nad zmianami w planowaniu przestrzennym

W Sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Projekt zmian, opublikowany na stronie internetowej Sejmu, jest obecnie na etapie drugiego czytania, co oznacza, że może wkrótce zostać uchwalony.

Nowelizacja ma wprowadzić szereg istotnych zmian – w założeniu korekt i deregulacji – w zreformowanym systemie planowania przestrzennego, który w pełni wejdzie w życie w połowie 2026 roku, choć część przepisów obowiązuje już teraz.

12 września odbyło się posiedzenie połączonych Komisji: do Spraw Deregulacji oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. W obradach uczestniczyli przedstawiciele Business Centre Club: Marcin Nosiński – przewodniczący Komisji Budownictwa BCC, oraz Filip Szczepaniak – przedstawiciel firmy Everest Development.

Jak podkreśla Marcin Nosiński, zbliżający się termin wejścia w życie kompleksowej reformy systemu planowania przestrzennego rodzi liczne pytania i wątpliwości zarówno po stronie samorządów, jak i inwestorów.

– Zbliżający się termin wejścia w życie potężnej reformy systemu planowania przestrzennego powoduje, że pojawia się coraz więcej pytań, obaw, ale i pomysłów na korekty reformy. Posiedzenie komisji pokazało, że temat budzi ogromne zainteresowanie – zarówno wśród samorządowców, przedsiębiorców, jak i obywateli – mówi Marcin Nosiński.

Zgodnie z obowiązującymi już przepisami, do 30 czerwca 2026 roku każda gmina jest zobowiązana do uchwalenia planu ogólnego – dokumentu, który zastąpi dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Samorządy gremialnie zgłaszają jednak problemy z realizacją tego obowiązku i obawiają się, że nie zdążą na czas. Tymczasem sukces tego etapu jest jednym z kamieni milowych KPO.

W procedowanej obecnie w Sejmie nowelizacji przewidziano wiele korekt reformy planowania przestrzennego. Zmiany te mają na celu ułatwienie działania zarówno samorządom, jak i inwestorom – m.in. poprzez zawieszenie kar dla gmin za nieterminowe wydawanie decyzji o warunkach zabudowy (WZ) do końca 2026 roku. Wynika to z faktu, że gminy – oprócz konieczności uchwalenia po raz pierwszy planów ogólnych – mierzą się z ogromną falą nowych wniosków o wydanie decyzji WZ, składanych „za pięć dwunasta” przez obywateli i inwestorów instytucjonalnych. Dzieje się tak z obawy, że wkrótce dla wielu terenów nie będzie już możliwe uzyskanie takiej decyzji, a te, które będą wydane, staną się czasowe (ważne przez 5 lat) – obecnie są bezterminowe.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami gminy mają 21 dni na wydanie decyzji WZ dla budynków jednorodzinnych do 70 m² oraz 90 dni dla pozostałych inwestycji, pod rygorem kary 500 zł za każdy dzień opóźnienia. Nowelizacja zakłada również, że decyzje WZ będą nadal bezterminowe, jeśli wniosek o ich wydanie zostanie złożony przed dniem wejścia w życie ustawy.

Kolejną ważną zmianą jest możliwość „uratowania” całości planu ogólnego gminy w sytuacji, gdy jego fragment obarczony jest wadą prawną, ale pozostała część jest poprawna. Obecnie sądy administracyjne stwierdzały nieważność planów ogólnych w całości, nawet jeśli wada dotyczyła jedynie niewielkiego obszaru. Ponieważ plany ogólne są nowym typem dokumentu, ryzyko pomyłek jest stosunkowo wysokie, a proponowana zmiana umożliwiająca unieważnianie jedynie wadliwej części planu jest rozwiązaniem racjonalnym.

Nowe propozycje legislacyjne – zarówno rządowe, jak i poselskie – obejmują także inne korzystne rozwiązania, m.in. uelastycznienie procedur przyjmowania uchwał o lokalizacji inwestycji mieszkaniowych (tzw. lex deweloper) oraz uchwalania zintegrowanych planów inwestycyjnych, które zastąpią uchwały lex deweloper w drugiej połowie 2026 roku. Nowela przewiduje również większą swobodę w dostosowywaniu miejscowych planów do planu ogólnego – poprzez rezygnację z obowiązku zachowania zgodności w zakresie maksymalnego udziału powierzchni zabudowy. Ma to umożliwić bardziej elastyczne kształtowanie planów miejscowych bez konieczności dokonywania zmian w planie ogólnym gminy.

– Jako Business Centre Club od dawna apelujemy o przemyślaną i spójną nowelizację przepisów dotyczących planowania przestrzennego. Przedstawiamy konstruktywne propozycje rozwiązań i deklarujemy gotowość do ścisłej współpracy z uczestnikami procesu legislacyjnego. Jest jeszcze wiele elementów, które warto poprawić, aby działanie ustawodawcy miało charakter kompleksowy, ale mimo to pozytywnie oceniam tę inicjatywę. Należy jednak pamiętać, że omawiana nowelizacja nie jest jedynym projektem zmian w zakresie planowania przestrzennego procedowanym obecnie w parlamencie. Taka mnogość poprawek do jednej ustawy, rozpatrywanych niezależnie od siebie, z pewnością nie ułatwia stosowania prawa ani nie sprzyja jego stabilności – dodaje Marcin Nosiński.

BCC zwraca uwagę, że brak jednolitej interpretacji przepisów oraz trudności organizacyjne w wielu gminach mogą doprowadzić do paraliżu procesu inwestycyjnego. Problemem pozostaje również niedobór specjalistów w samorządach odpowiedzialnych za sporządzanie planów, co utrudnia realizację ustawowych obowiązków w wyznaczonych terminach.

Ostrożny optymizm i zwrot ku długofalowym strategiom – relacja z Expo Real 2025

Nastroje na Expo Real 2025 były wyraźnie lepsze niż przed rokiem, choć inwestorzy zachowują coraz większą ostrożność. Kapitału nie brakuje, jednak poszukiwanie okazji i szybkie, ryzykowne transakcje odchodzą do przeszłości. W centrum uwagi inwestorów jest dziś przede wszystkim jakość. Rynek wchodzi w fazę dojrzałej selekcji i długofalowych strategii.

– Obserwując postawę uczestników Expo Real 2025, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że czas nieskrępowanego optymizmu na europejskim rynku inwestycyjnym minął. Jego miejsce zajął dojrzały, rozważny i mocno selektywny popyt na nieruchomości. Spotkania i rozmowy, które odbyliśmy w Monachium, odsłoniły obraz rynku wchodzącego w nową, bardziej wymagającą fazę. Nastawienie inwestorów można określić jako wyjątkowo wyważone i przemyślane. Wybór aktywów przypomina proces analityczny. Sektor wraca do fundamentów i stawia na jakość. Inwestorzy odchodzą od spekulacyjnego poszukiwania okazji. Najważniejsza jest dziś długoterminowa wartość aktywów oraz bezpieczny, przewidywalny zysk – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz.

Przede wszystkim długoterminowa stabilność aktywów

– Skończyła się pogoń za okazjami, inwestorzy uciekają w jakość. Głównymi kryteriami wyboru staje się stabilność rynkowa i wysoki standard aktywów. Możemy mówić o swoistej ucieczce w jakość. Uwagę inwestorów przyciągają głównie najwyższej klasy aktywa, wysoko oceniane również pod względem ESG – informuje Bartłomiej Zagrodnik.

– Expo Real 2025 pokazało, że inwestorzy nie patrzą już na rynek nieruchomości jako całość, ale koncentrują się na najlepszych aktywach w poszczególnych sektorach. Analizie poddawane są wszystkie klasy nieruchomości, o ile oferują wysoki standard, rozsądną wycenę i lokalizację gwarantującą stabilność – mówi Emil Domeracki, Partner, Board Member Land Development Advisory w Walter Herz. – Pytania o polski rynek nie dotyczą już jego potencjału gospodarczego, ten jest dziś bezdyskusyjny. Polska, z jednym z najwyższych wskaźników wzrostu PKB w Europie, postrzegana jest jako bezpieczna przystań i motor rozwoju regionu. Kluczowe pytanie brzmi, jak zidentyfikować projekty, które będą liderami za dziesięć czy dwadzieścia lat. W tym obszarze widzimy też naszą strategiczną rolę jako doradców – dodaje Emil Domeracki.

– Obserwujemy wzrost płynności, ale rynek daleki jest od euforii. Inwestorzy bardzo dokładnie analizują każdy projekt pod kątem zdolności do generowania dochodu w dłuższej perspektywie. Uczestnicy rynku oczekują na decyzje banków centralnych w sprawie stóp procentowych, które są kluczowe dla odblokowania pełnego potencjału transakcyjnego w nadchodzących kwartałach. Jednocześnie, co jest niezwykle budujące, rośnie siła i aktywność polskiego kapitału, który odpowiada już za 15 proc. całkowitego wolumenu transakcji realizowanych w Polsce. Doskonale rozumie lokalną specyfikę i potrafi dostrzec korzyści tam, gdzie zagraniczne fundusze bywają wciąż jeszcze zbyt zachowawcze – zaznacza Emil Domeracki.

Logistyka liderem inwestycyjnym

Mimo wzrastającej aktywności inwestorów w regionie CEE, widocznej m.in. w liczbie transakcji realizowanych w Polsce, rynek charakteryzuje się wybiórczością inwestycji oraz relatywnie niskimi wolumenami transakcyjnymi. Nadal utrzymuje się luka w oczekiwaniach cenowych między sprzedającymi i nabywcami, co ogranicza liczbę finalizowanych transakcji, szczególnie w segmencie największych aktywów biurowych i handlowych. Nieruchomości logistyczne pozostają natomiast w pozycji inwestycyjnego lidera, przyciągając zainteresowanie największych graczy.

Sektor magazynowy i przemysłowy jest obecnie najbardziej pożądanym segmentem inwestycyjnym. Zainteresowanie tymi aktywami napędza m.in. nearshoring czyli przenoszenie produkcji bliżej europejskich rynków zbytu i nieustanny rozwój e-commerce. W efekcie Polska umacnia swoją pozycję strategicznego centrum logistycznego Europy. Popyt na obiekty magazynowe i produkcyjne jest tak duży, że kluczowym wyzwaniem dla rynku staje się zabezpieczenie odpowiednich gruntów pod kolejne, technologicznie zaawansowane projekty w tym segmencie.

– Polska jest obecnie synonimem europejskiej logistyki. W Monachium niemal każda dyskusja o łańcuchach dostaw kończyła się odniesieniem do naszego kraju. Zainteresowanie projektami logistycznymi, zarówno ze strony najemców, jak i inwestorów nie słabnie. Chodzi nie tylko o standardowe hale magazynowe, ale zaawansowane ekosystemy logistyczne spełniające najwyższe normy środowiskowe. Mimo dojrzałości tego rynku, jego potencjał wzrostu wciąż pozostaje znaczący – komentuje Bartłomiej Zagrodnik.

– Popyt na dobrze przygotowane grunty pod logistykę oraz projekty PRS i data centers jest bardzo wysoki. Obecnie Land Development to jednak znacznie więcej niż sam zakup ziemi. Priorytetem staje się przygotowanie terenu pod wymogi ESG od początku realizacji projektu. Wybór gruntu wiąże się z kompleksowym planowaniem inwestycji na przyszłość. Podczas rozmów w Monachium inwestorzy koncentrowali się, nie tylko na dostępności działek, ale przede wszystkim na due diligence gruntów w kontekście wytycznych ESG, zabezpieczeniu dostępu do zielonej energii oraz projektowaniu inwestycji pod certyfikację oraz preferencyjne finansowanie bankowe. Kluczową rolę odgrywa aktualnie prognozowanie regulacji i wymogów obowiązujących w perspektywie dekady. To wartość dodana, której poszukuje świadomy kapitał – podkreśla Emil Domeracki.

– Jednym z najgorętszych tematów kuluarowych rozmów na Expo Real 2025 był też sektor najmu instytucjonalnego (PRS), co potwierdza jego pozycję jako jednego z najbardziej perspektywicznych segmentów rynku w kontekście przyszłych wzrostów. Zmiany demograficzne i społeczne, rosnąca mobilność zawodowa oraz coraz większa akceptacja najmu jako stylu życia tworzą solidny fundament dla stabilnego popytu. Sektor, który jeszcze do niedawna pozostawał niszowy dziś staje się strategicznym elementem portfeli największych funduszy instytucjonalnych. Mieszkania na wynajem wchodzą do inwestycyjnej ekstraklasy – podsumowuje Bartłomiej Zagrodnik.

Komisja Gospodarki i Rozwoju apeluje o ratowanie polskiego hutnictwa i przemysłu stalowego

Komisja Gospodarki i Rozwoju Sejmu przyjęła jednomyślnie apel do Prezesa Rady Ministrów o pilne działania na rzecz ratowania polskiego hutnictwa i przemysłu stalowego. Jak wskazano, branża znalazła się w krytycznej sytuacji w wyniku bezcłowego importu stali z Ukrainy, który destabilizuje rynek.

Według danych przedstawionych podczas posiedzenia, blisko połowa importowanej z Ukrainy stali trafia na rynek polski. Skutki tego zjawiska dotykają 20 tys. pracowników hut oraz około 140 tys. osób zatrudnionych w firmach współpracujących z branżą – podkreślił Rafał Komarewicz z Polski 2050.

Polska 2050 wnioskuje o skorzystanie z prawa czasowego zawieszenia bezcłowego importu na okres 12 miesięcy, zgodnie z przepisami unijnymi.

To nie jest gest przeciwko Ukrainie, tylko to jest działanie na rzecz i w obronie polskich miejsc pracy, polskiego przemysłu hutniczego, naszego bezpieczeństwa polskiej produkcji – zaznaczyła posłanka Elżbieta Burkiewicz z Polski 2050.

Stal to nie tylko produkt przemysłowy, stal to fundament bezpieczeństwa Polski. Bez niej nie ma infrastruktury, nie ma dróg, nie ma kolei, nie ma przemysłu obronnego, nie zbudujemy elektrowni, mostów czy czołgów. jeśli tej stali nie będzie. Dlatego obrona polskiego hutnictwa to nie kwestia gospodarki, to kwestia naszej suwerenności – zaznaczyła posłanka Polski 2050, Ewa Szymanowska.

Wśród postulatów znalazły się także: przyspieszenie negocjacji z Komisją Europejską w sprawie warunków uzyskiwania uprawnień do emisji CO2 dla przemysłu energochłonnego oraz wprowadzenie kontraktów różnicowych zapewniających stałą cenę energii w zamian za inwestycje w OZE.

Medinice zyskało wsparcie funduszu TFI – 12 mln zł na projekty CoolCryo i PacePress

Spółka Medinice SA poinformowała o podpisaniu umowy inwestycyjnej z polskim funduszem zarządzanym przez jedno z największych TFI w Europie Środkowo-Wschodniej („Inwestor”). Przedmiotem umowy jest transakcja nabycia akcji Medinice SA za kwotę 12 mln zł i dostarczenie spółce długofalowego zaplecza finansowego.  

Nowy inwestor, będący jednym z największych i najbardziej rozpoznawalnych podmiotów instytucjonalnych na europejskim rynku kapitałowym, planuje nabyć akcje Medinice S.A. za kwotę 12 mln zł, wzmacniając bazę kapitałową spółki oraz zapewniając wsparcie dla dalszego rozwoju flagowych projektów i trwających procesów komercjalizacyjnych. Wejście do akcjonariatu spółki tak znaczącego podmiotu potwierdza wiarygodność i potencjał Medinice do ekspansji w skali międzynarodowej.

Pozyskanie tak istotnego inwestora instytucjonalnego to ważny krok dla Medinice w stronę globalnej ekspozycji rozwijanych projektów. Zapewnienie długoterminowego finansowania wzmacnia nasze możliwości w realizacji ambitnych celów rozwojowych i sprzedażowych. Jednocześnie Medinice pracuje intensywnie w zakresie komercjalizacji CoolCryo oraz PacePress – jesteśmy w trakcie rozmów z globalnymi podmiotami branżowymi zainteresowanymi potencjalnym zakupem naszych technologii. – mówi  Sanjeev Choudhary, prezes zarządu Medinice S.A.

Zaangażowanie nowego inwestora pozwala spółce skoncentrować wysiłki na rozwoju portfolio produktowego, między innymi flagowych projektów, jak CoolCryo® (innowacyjna technologia krioablacji serca), PacePress® (urządzenie ograniczające ryzyko krwiaka po zabiegach CIED), oraz AtriClamp® (klips do zamykania uszka lewego przedsionka). Rozwiązania znajdują się na zaawansowanym etapie prac badawczo-rozwojowych i wykazują ogromny potencjał rynkowy, pod względem skali zastosowania oraz korzyści ekonomicznych. Potwierdzeniem są ostatnie sukcesy komunikowane przez spółkę, jak zakończenie badania klinicznego dla PacePress® czy złożenie wniosku do FDA w ramach ścieżki 510(k) dla CoolCryo®.

Obecność znaczącego funduszu wśród akcjonariuszy nie tylko wzmacnia naszą długoterminową stabilność kapitałową, lecz także zwiększa elastyczność w realizacji strategii. Stanowi to solidną podstawę do dalszego wzrostu wartości spółki oraz przyspieszenia ekspansji na kluczowych rynkach poprzez komercjalizację naszych flagowych projektów. – dodaje Piotr Łoziński, Dyrektor ds. finansowych Medinice S.A.

Spółka niedawno podpisała także list intencyjny o współpracy z NovelBeam – globalnym podmiotem technologii medycznych – ukierunkowaną na rozwój dodatkowych zastosowań technologii CoolCryo w robotyce i kardiochirurgii małoinwazyjnej. Zarząd Spółki jest przekonany, że komercjalizacja obecnego zastosowania CoolCryo, a następnie jego rozszerzenie o nowe wykorzystania robotyczne przełoży się na dalszy wzrost innowacyjności projektu i wprowadzenie przełomowych technologii na rynek.

Strategia Medinice SA zakłada rozwój innowacyjnych rozwiązań w kardiochirurgii oraz kardiologii oraz ich komercjalizację na rynkach globalnych przy wykorzystaniu wiedzy i doświadczenia całego zespołu oraz wsparciu ze strony długoterminowych inwestorów, takich jak nowy inwestor instytucjonalny.