Szpitale potrzebują zmian: PFSz przedstawia plan redukcji kosztów i zwiększenia odporności systemu

Polska Federacja Szpitali (PFSz) proponuje konkretne, techniczne rozwiązania, oparte na zmianach legislacyjnych i najlepszych praktykach, by zredukować koszty funkcjonowania szpitali i zwiększyć ich odporność. Po pierwsze, pilne jest uruchomienie reform w obszarze utylizacji odpadów klinicznych. Obecne przepisy, oparte na regionalizacji, generują niepotrzebne koszty – opłaty za odbiór i utylizację mogą wzrosnąć nawet o 800%, sięgając 10 zł za kg. PFSz apeluje do Ministerstwa Zdrowia o zniesienie regionalizacji i dopuszczenie alternatywnych metod unieszkodliwiania odpadów medycznych – co mogłoby obniżyć wydatki szpitali o 20-30%. Raport UOKiK wskazuje, że takie zmiany systemowe, w tym zaangażowanie samorządów w infrastrukturę, są niezbędne do redukcji kosztów i zwiększenia efektywności. Wprowadzenie nowej ustawy o odpadach klinicznych na 2025 r. pozwoliłoby na zrównoważone zarządzanie, minimalizując marnotrawstwo i obciążenie środowiska.

Po drugie, kluczowe jest wdrożenie Value Based Procurement (VBP) – modelu zakupów opartych na wartości, nie tylko na najniższej cenie. W polskim systemie opieki zdrowotnej VBP może zmniejszyć marnotrawstwo nawet o 15-20%, skupiając się na całkowitym koszcie opieki i rezultatach dla pacjentów. PFSz wydała GREENBOOK – przewodnik dla dyrektorów szpitali, ułatwiający implementację VBP, co spełnia wymogi zrównoważonego rozwoju. Legislacyjnie PFSz proponuje nowelizację ustawy o zamówieniach publicznych, by VBP stało się standardem w ochronie zdrowia – promując innowacyjne kontrakty i redukcję nieefektywnych wydatków.

Wreszcie, jako obszar podnoszący bezpieczeństwo, należy skupić się na cyberochronie szpitali – by obniżyć koszty i przestojów spowodowanych naruszeniami. W 2025 r. wykryto już niemal 1000 incydentów cyberataków na placówki medyczne, o 300 więcej niż rok wcześniej, z średnim kosztem naruszenia sięgającym 10 mln USD. Ataki paraliżują szpitale, powodując utratę danych i zakłócenia pracy, co zwiększa wydatki operacyjne. PFSz rekomenduje zmiany legislacyjne w ustawie o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, w tym obowiązkowe audyty i szkolenia dla personelu medycznego. Inwestycje w narzędzia jak firewall i szyfrowanie danych mogą obniżyć ryzyko o 50%, minimalizując przestojów i koszty prawne.

Propozycje oparte na analizach PFSz i współpracy z ekspertami mogą realnie wesprzeć system, redukując koszty o miliardy złotych rocznie. Zapraszam dyrektorów szpitali, decydentów i partnerów do dialogu. Wspólnie zbudujemy zrównoważony i bezpieczny system opieki zdrowotnej w Polsce – powiedział Michał Dybowski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Jako Dyrektor Departamentu Zrównoważonego Rozwoju i Bezpieczeństwa Polskiej Federacji Szpitali (PFSz), organizacji zrzeszającej łącznie ponad 500 placówek medycznych w Polsce, z zaniepokojeniem odnoszę się do artykułu w „Rzeczpospolitej” na temat deficytu Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Sytuacja finansowa systemu ochrony zdrowia, z prognozowanym brakiem nawet 20 mld zł w 2025 r., wymaga pilnych, technicznych i legislacyjnych interwencji, by uniknąć dalszego pogorszenia funkcjonowania szpitali. Artykuł słusznie podkreśla skalę problemu: oficjalne szacunki wskazują na deficyt NFZ w wysokości 14 mld zł w 2025 r. i aż 23 mld zł w 2026 r., mimo zwiększonej dotacji budżetowej do 27,3 mld zł. To chroniczne niedofinansowanie wynika z rosnących kosztów operacyjnych, inflacji medycznej oraz niższych wpływów ze składek zdrowotnych. W PFSz obserwujemy, że deficyt kumulacyjny na lata 2025-2027 może przekroczyć 150 mld zł, co bezpośrednio obciąża szpitale długami sięgającymi już 8,8 mld zł. Konsekwencje tego deficytu są alarmujące dla zrównoważonego rozwoju i bezpieczeństwa pacjentów. Szpitale zmagają się z dłuższymi kolejkami (najdłuższymi od 12 lat), wstrzymywaniem przyjęć i rosnącymi zobowiązaniami, co zagraża ciągłości świadczeń. W naszym departamencie analizujemy, jak te braki wpływają na bezpieczeństwo – od opóźnień w procedurach po zwiększone ryzyko błędów operacyjnych. Bez zmian systemowych, placówki mogą być zmuszone do cięć w inwestycjach, co pogorszy efektywność i jakość opieki – powiedział Michał Dybowski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

RPP zaskakuje obniżką stóp, złoty stabilny – co dalej z polityką NBP?

Kredytobiorcy w Polsce się cieszą, stopy w dół o 25 pkt bazowych, a w centrum uwagi jest dziś konferencja prasowa prezesa Glapińskiego. Tymczasem w USA rośnie frustracja w związku z shutdownem i trwa szukanie winnych. Kto odpowiada za ten kryzys, Republikanie czy Demokraci?

Niespodzianka od RPP?

Rada Polityki Pieniężnej na wczorajszym posiedzeniu zdecydowała o obniżeniu stóp procentowych o 25 pkt bazowych. Czy było to zaskakujące? Można powiedzieć – i tak, i nie. Z jednej strony komunikacja Rady po wrześniowym posiedzeniu brzmiała tak, że kolejnego ruchu należało się spodziewać po listopadowych projekcjach. Na tej podstawie większość analityków oczekiwała więc pauzy na październikowym posiedzeniu. Jednak, patrząc z drugiej strony, zaskoczenia nie ma, bo nie ma też argumentów za tym, by utrzymywać tak wysoki koszt pieniądza. Inflacja za poprzedni miesiąc utrzymała się na poziomie 2,9%, a dodatkowo doszła kwestia zamrożenia cen prądu do końca roku, co sprzyja uwypukleniu się czynników dezinflacyjnych. Do tego można jeszcze dołożyć niższe ceny ropy naftowej czy gazu, a także silną krajową walutę.

Złoty trzyma się mocno

I właśnie brak reakcji na PLN mógł nieco zaskakiwać, bo jednak przeważały na rynku opinie, że koszt pieniądza pozostanie bez zmian w październiku. Czy oznacza to więc, że był to tytułowy „ostatni taniec” RPP w tym roku, a na kolejną ulgę kredytobiorcy poczekają do kolejnego roku? Kluczowa sprawa to nowe projekcje makroekonomiczne NBP, które ujrzą światło dzienne podczas listopadowego posiedzenia. Łagodna ścieżka inflacji może otworzyć dalszą przestrzeń do luzowania monetarnego i tym samym zobaczymy jeszcze jeden ruch o 25 pkt bazowych. Dzisiaj konferencja prasowa prezesa Glapińskiego (15.00), która również może rozjaśnić nam wątpliwości odnośnie dalszych posunięć Rady. W tym roku stopy procentowe w Polsce spadły już o 125 pkt bazowych, ale RPP ciągle unika stwierdzenia „cykl” i ciągle twierdzi, że mamy do czynienia z „dostosowaniem” do dynamiki inflacji. Martwić, zarówno prezesa jak i pozostałych decydentów, będzie z pewnością nadmierny deficyt naszego kraju, jak i ciągle wysoka dynamika płac.

Szukanie winnego

Wskutek ciągle trwającego shutdownu w USA (kolejne głosowanie w Senacie zakończyło się fiaskiem) brakuje wielu publikacji z tamtejszej gospodarki. Poznaliśmy jednak „minutki”, czyli zapiski z ostatniego posiedzenia Fed. Nie było większego zaskoczenia, a decydenci zza oceanu ciągle prezentują ostrożnościowy tryb, wskazując na dobre perspektywy gospodarcze, ale z drugiej strony martwią się nieco gorszą kondycją rynku pracy. Jak teraz wygląda sytuacja, nadal nie wiemy. Część analityków twierdzi, że trwający paraliż instytucji rządowych skończy się przed 15 października. A to dlatego, że żołnierze właśnie wtedy otrzymują swoje wynagrodzenia. Ich brak mógłby znacznie pogorszyć morale w armii, co przy takim napięciu w geopolityce byłoby ryzykownym krokiem. Są jednak i takie głosy, że shutdown potrwa znacznie dłużej, a to dlatego, że ani Republikanie, ani Demokraci nie są skłonni do ustępstw. Kością niezgody jest przede wszystkim dalsze finansowanie Obamacare, którego oczekuje opozycja. Ani wspomniane zapiski z ostatniego posiedzenia, ani też kolejny dzień trwania zamknięcia instytucji rządowych nie wpłynęły na notowania USD, który w relacji do EUR oscyluje w pobliżu poziomu 1,16.

Rynek nieruchomości komercyjnych wchodzi w fazę selektywnego wzrostu – wnioski z EXPO REAL 2025

0

Tegoroczne targi EXPO REAL w Monachium przyniosły wyraźną zmianę tonu w rozmowach branżowych. Po okresie niepewności i wstrzymanych decyzji inwestycyjnych rynek nieruchomości komercyjnych wchodzi w etap, który można nazwać realistycznym optymizmem. Kapitał wraca do rozmów, ale z dużo większą dyscypliną i świadomością ryzyka. 

Polski rynek kusi atrakcyjnymi stopami kapitalizacji i inwestorzy w poszukiwaniu wyższych zwrotów coraz częściej podchodzą do transakcji, ale coraz częściej nie tylko to się liczy. Inwestorzy pytają także o fundamenty projektu tj. plan modernizacji, ścieżkę redukcji emisji i precyzyjnie skalkulowany CAPEX. Ostatnie dwa lata nauczyły rynek, że tylko aktywa z jasną strategią i zarządzalnym profilem ryzyka będą miały dostęp do finansowania.

Silnie zaznaczył się wątek ESG i dekarbonizacji istniejących portfeli. W tym roku nie dominowały już ogólne deklaracje, lecz konkretne pytania o dane, pomiar efektów i realne ścieżki finansowania zielonych inwestycji. Widać, że strategia ESG stała się elementem analizy i oceny projektu, a nie dodatkiem wizerunkowym.

W segmencie biurowym zaczyna się selektywne ożywienie. Popyt koncentruje się na obiektach prime, natomiast starsze budynki wymagają repozycjonowania poprzez modernizacje, zmianę funkcji lub integrację z innymi formatami. Logistyka nadal utrzymuje stabilną pozycję, z kolei handel przechodzi transformację w kierunku placemakingu i łączenia funkcji.

Zauważalnym trendem było przesunięcie akcentu z „PropTech” jako modnego hasła na konkretne zastosowania technologii. Rozwiązania oparte na danych i AI coraz częściej wspierają decyzje inwestycyjne, analizę portfeli czy zarządzanie energią. Technologia wchodzi do codziennego zarządzania aktywami nie jako gadżet, lecz jako narzędzie poprawiające efektywność i przejrzystość.

EXPO REAL 2025 potwierdziło, że rynek nie wraca do starego modelu działania. Tworzy się nowy porządek selektywny, oparty na jakości, danych i odpowiedzialnym podejściu do ryzyka. Dla uczestników rynku kluczowe będzie teraz tempo adaptacji do tych zmian, zarówno po stronie inwestorów, jak i deweloperów czy instytucji finansujących.

W trakcie wydarzenia miałam przyjemność prowadzić panel dyskusyjny „Łódź Region – Powering Poland’s Future Growth”, w którym zaprezentowaliśmy, jak Centralna Polska może wykorzystać globalne megatrendy w praktyce. Paneliści zgodzili się, że region łódzki staje się miejscem, w którym zielona energia, infrastruktura i kompetencje cyfrowe zaczynają tworzyć wspólny ekosystem inwestycyjny. Transformacja Bełchatowa może nie tylko zrównoważyć energetykę konwencjonalną, ale również otworzyć drogę dla projektów Data Centre, wymagających stabilnych i niskoemisyjnych źródeł zasilania.

Jednocześnie rozwój Centralnego Portu Komunikacyjnego to nie tylko projekt infrastrukturalny, lecz również szansa na zbudowanie nowej platformy logistycznej i przemysłowej, z potencjałem przyciągnięcia kolejnych inwestycji. W połączeniu z silnym zapleczem akademickim, region łódzki wyrasta na strategiczny hub gospodarczy Polski.

Autor: Renata Osiecka, właścicielka i partner zarządzająca, AXI IMMO

SAVICKI celuje w 100 mln zł przychodu, prezes Tomasz Osman przejmuje stery marki

Tomasz Osman, prezes zarządu i kluczowy architekt transformacji marki SAVICKI, zwiększył swój pakiet udziałów w spółce, nabywając kolejne 11,4%, co uczyniło go największym udziałowcem wśród wszystkich wspólników. Wraz ze Sławomirem Sawickim, założycielem marki i przewodniczącym rady nadzorczej, tworzą teraz większościowy pakiet udziałów, dający im pełną decyzyjność strategiczną nad przyszłością SAVICKI 1976 Sp. z o.o.

Transakcja, która objęła 156 udziałów należących wcześniej do jednego z mniejszościowych wspólników, została sfinalizowana we wrześniu 2025 roku. Dla Tomasza Osmana to nie tylko formalny ruch, to świadome porządkowanie struktury firmy przed kolejnym etapem jej rozwoju. „Zwiększam swój udział, bo wierzę w kierunek, w jakim zmierzamy i chcę jeszcze mocniej osadzić nasze decyzje w spójnej, długofalowej strategii. Na tym etapie najważniejsze jest tempo, klarowność i konsekwencja, a to zaczyna się od struktury udziałowej”, mówi Tomasz Osman.

Po latach dynamicznych zmian operacyjnych, produktowych i zespołowych, SAVICKI wchodzi w fazę stabilnego, zrównoważonego wzrostu. Rok 2024 spółka zamknęła z EBITDA blisko 9 mln zł, a do 2026 roku planowane jest przekroczenie 100 mln zł przychodu. Marka rozwija jednocześnie e-commerce, obecny już na siedmiu rynkach zagranicznych oraz sieć salonów stacjonarnych w Polsce, która obejmuje dwanaście lokalizacji. SAVICKI stało się jedną z najszybciej rosnących firm jubilerskich w kraju, konsekwentnie inwestując w ekspozycję, wzornictwo i wyjątkowe doświadczenie klienta.

Dzięki tej zmianie struktury udziałowej w spółce utrwalił się przejrzysty układ decyzyjny: Tomasz Osman i Sławomir Sawicki wspólnie posiadają większość udziałów i sprawują pełną decyzyjność strategiczną nad kierunkiem rozwoju firmy, co daje firmie jasny i silny fundament do dalszego rozwoju i ekspansji.

Nowa struktura udziałowców SAVICKI 1976 Sp. z o.o., obowiązująca od września 2025 r., przedstawia się następująco: Tomasz Osman (osobiście + przez TMMK) – 429 udziałów (31,4%), Sławomir Sawicki – 411 udziałów (30,0%), Radosław Gołębski – 156 udziałów (11,4%), EVG Invest Sp. z o.o. – 195 udziałów (14,3%), DFL Invest Sp. z o.o. – 177 udziałów (12,9%), co w sumie daje 1368 udziałów (100%).

To strategiczne wzmocnienie udziałów Tomasza Osmana jest nie tylko wyrazem jego osobistej wiary w markę, ale przede wszystkim krokiem, który pozwala firmie działać szybciej, podejmować klarowne decyzje i kontynuować dynamiczny rozwój zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym, umacniając swoją pozycję w czołówce marek jubilerskich w Polsce.

MILOO-ELECTRONICS dołącza do klastra ORBITEO tworzonego przez JRH ASI S.A.

Notowana na GPW firma inwestycyjna JRH ASI S.A., która zainicjowała i buduje klaster ORBITEO zaprosiła do niego spółkę MILOO-ELECTRONICS. Spółki podpisały list intencyjny dotyczący dołączenia MILOO do ORBITEO. Podpisany list intencyjny otwiera proces wejścia MILOO-ELECTRONICS do ORBITEO. JRH posiada udziały MILOO w wysokości 18,75% jej kapitału.

ORBITEO to powstający holding i zarazem klaster technologiczny tworzony przez JRH wokół sektorów space, AI, defence, deeptech, telekomunikacji, energetyki oraz systemów bezzałogowych i autonomicznych. Włączenie producenta elektroniki o ugruntowanej pozycji wzmacnia filar wytwórczy ORBITEO, uzupełniając łańcuch wartości o kompetencje budowy układów elektronicznych od koncepcji i R&D po certyfikowaną produkcję seryjną w całości w Polsce.

Cieszymy się z udziału MILOO w ORBITEO. Jestem przekonany, że nasze długoletnie doświadczenie w projektowaniu i produkcji zaawansowanej elektroniki idealnie wpisuje się w cele oraz organizację klastra – od prototypu, przez walidację, aż po seryjną produkcję układów dla wymagających zastosowań. Możemy produkować, w dużych wolumenach, układy elektroniczne mające zastosowanie w szerokiej gamie urządzeń, od całkowicie cywilnych, po systemy bezzałogowe, autonomiczne oraz satelity – deklaruje Miłosz Włodarczyk, Prezes MILOO-ELECTRONICS.

MILOO to firma z ponad 30-letnim doświadczeniem w projektowaniu, produkcji i testowaniu zaawansowanej elektroniki. Dzięki posiadanym kompetencjom w projektowaniu i produkcji sterowników, płyt głównych, czy modułów rozszerzeń wykorzystywanych w złożonych układach sterowania i automatyki oraz projektowania software MILOO będzie istotnym elementem powstającego klastra ORBITEO. MILOO posiada własne laboratoria oraz w pełni zautomatyzowane linie SMT, umożliwiające produkcję dziesiątek tysięcy układów elektronicznych miesięcznie. Dołączenie MILOO do ORBITEO zwiększy elastyczność wytwarzania od krótkich serii prototypowych po duże wolumeny, zapewniając kontrolę jakości, poufność i bezpieczeństwo łańcucha dostaw w kraju.

MILOO doskonale uzupełni kompetencje zgromadzone w ORBITEO. Spółka może wytwarzać układy dla wszelkiego rodzaju produktów opracowanych w naszym holdingu – od systemów bezzałogowych i telekomunikacyjnych po rozwiązania space i dual-use. To ważny krok w budowie krajowego, suwerennego łańcucha projektowo-produkcyjnego, którego liderem i organizatorem jest JRH – podkreśla January Ciszewski, główny akcjonariusz i prezes JRH.

Dzięki połączeniu kompetencji zgromadzonych w ORBITEO z zapleczem inżynierskim, technologicznym i produkcyjnym MILOO, holding uzyskuje przewagę krótkiego procesu wdrożenia nowego produktu do produkcji oraz kontroli jakości całego procesu technologicznego nad rozwiązaniami opartymi na rozproszonych dostawcach zagranicznych. Zabezpieczenie procesu w Polsce, interoperacyjność z branżami AI i telekomunikacji oraz możliwość szybkiego iterowania konstrukcji pod potrzeby zamawiających w sektorach obronności i kosmicznym wzmacniają atrakcyjność ORBITEO dla partnerów instytucjonalnych i inwestorów.

Wejście MILOO zwiększa potencjał ORBITEO w obszarach defence i space/dual-use, skraca czas wdrożeń i podnosi bezpieczeństwo łańcucha dostaw, tworząc trwałą przewagę konkurencyjną klastra. – podsumowuje January Ciszewski.

Google Cloud wprowadza Gemini Enterprise

Google Cloud wprowadza Gemini Enterprise, platformę która ma pomóc organizacjom w wykorzystaniu agentów AI, by zwiększać produktywność, zaangażowanie klientów i innowacyjność.

Od dziś firmy na całym świecie mogą korzystać z Gemini Enterprise – platformy, która oferuje intuicyjny czat Gemini jako główny punkt dostępu do AI w środowisku pracy. Rozwiązanie łączy sześć kluczowych elementów:

  • Platforma wykorzystuje najnowocześniejsze modele Gemini, które stanowią fundament systemu i zapewniają wsparcie AI we wszystkich obszarach działania.
  • Dzięki środowisku typu no-code każdy użytkownik – od zespołów marketingowych po zespoły finansowe – może pracować z danymi i wykorzystywać agentów AI do automatyzacji procesów w firmie.
  • Już od pierwszego dnia wdrożenia Gemini Enterprise zapewnia korzyści dzięki agentom AI stworzonym przez Google do realizacji wymagających zadań – od analizy danych po złożone badania. Firmy mogą łatwo rozszerzać ich funkcje, dodając własnych agentów lub korzystając z rozwiązań partnerów Google Cloud.
  • Skuteczność agenta zależy od jakości informacji, do których ma dostęp, dlatego Gemini Enterprise bezpiecznie łączy się z danymi firmy niezależnie od tego, gdzie się znajdują – od Google Workspace i Microsoft 365 po systemy takie jak Salesforce czy SAP.
  • Dzięki centralnemu systemowi zarządzania organizacje mogą monitorować, zabezpieczać i przeprowadzać audyty wszystkich agentów AI z jednego miejsca.
  • Rozwiązanie zostało zbudowane w oparciu o zasadę otwartości i globalny ekosystem ponad 100 000 partnerów. Zapewnia to klientom wybór i sprzyja innowacyjności.

Łącząc wszystkie te elementy w jednym interfejsie, Gemini Enterprise zmienia sposób pracy zespołów. Wykracza poza proste zadania, automatyzując procesy i pomagając osiągać lepsze wyniki biznesowe, a wszystko to w bezpiecznej infrastrukturze Google Cloud.

„Wiele firm oferuje modele i narzędzia AI, ale w praktyce przekazuje tylko pojedyncze elementy układanki, a nie kompletną platformę. W efekcie to zespoły muszą wszystko łączyć samodzielnie, zamiast skupić się na tym, co naprawdę ważne, czyli na tworzeniu wartości z AI. Dlatego powstało Gemini Enterprise, czyli pełna, zintegrowana platforma AI, obejmująca wszystko: od zaawansowanych procesorów Tensor Processing Units, przez modele Gemini najnowszej generacji, po agentów AI, którzy automatyzują codzienne procesy i wspierają pracowników w realizacji zadań. W ten sposób rozumiemy prawdziwą transformację cyfrową – spójną, inteligentną i gotową do działania od pierwszego dnia” – powiedział Thomas Kurian, dyrektor generalny Google Cloud.

Nowa definicja produktywności dzięki Workspace

Gemini Enterprise sprawia, że AI staje się częścią codziennej pracy zespołowej.

Nowe funkcje Workspace, zintegrowane z Gemini Enterprise, otwierają zupełnie nowy poziom kreatywności i produktywności oraz przyspieszają codzienną pracę całej organizacji.

  • Wideo: Dzięki Google Vids organizacje mogą teraz przekształcać istniejące materiały, na przykład prezentację, w zupełnie inny format: angażujące wideo, wzbogacone o scenariusz i narrację lektorską wygenerowane przez AI. 2,5 miliona osób korzysta z Vids każdego miesiąca.
  • Głos: Klienci biznesowi mogą korzystać z tłumaczenia symultanicznego w Google Meet. Technologia ta wykracza poza dosłowne tłumaczenie słów, oddaje naturalny ton i emocje rozmówców, dzięki czemu rozmowy przebiegają płynnie, niezależnie od języka.

„Nie chodzi jedynie o ułatwienie realizacji pojedynczego zadania” – podkreślił Thomas Kurian. „Chodzi o to, by całe procesy biznesowe stały się inteligentniejsze, dzięki lepszemu wykorzystaniu danych z dokumentów, aplikacji, poczty i czatów firmowych oraz automatyzacji pracy z pomocą agentów AI.”

Od danych do decyzji – szybciej niż kiedykolwiek

Skuteczność agenta AI zależy od jakości danych i kontekstu, w jakim działa. Dzięki integracji z zasobami organizacji, bez względu na ich lokalizację, Gemini Enterprise zapewnia pełny kontekst działania oraz dokładne, wiarygodne i relewantne rezultaty.

Google Cloud wprowadza nowego agenta Data Science Agent – rozwiązanie, które automatyzuje procesy pozyskiwania i porządkowania danych, przyspiesza identyfikację wzorców i usprawnia rozwój modeli analitycznych. Z nowego agenta korzystają już m.in. Morrisons, Vodafone oraz Walmart, którzy dzięki niemu przyspieszają przetwarzanie danych i udoskonalają obsługę klientów.

Nowe podejście do obsługi klienta

Zaangażowanie klientów to jeden z najważniejszych obszarów wykorzystania sztucznej inteligencji. Google Cloud prezentuje nowe funkcje w ramach Customer Engagement Suite – konwersacyjnego rozwiązania AI, które wspiera obsługę klientów w kanałach internetowych, mobilnych, call center oraz w punktach sprzedaży. To narzędzie pomaga doradcom w odpowiadaniu na pytania konsumentów i w realizacji zadań.

Wśród nowych funkcji Customer Engagement Suite można znaleźć:

  • Tworzenie agentów: Nowy, prosty w obsłudze wizualny kreator typu low-code, który pozwala stworzyć agenta do obsługi klienta i skonfigurować go dla różnych kanałów – call center, internetu, aplikacji mobilnych, e-maila i czatu – w nawet 40 językach.
  • AI jako źródło inteligencji systemu: Agenci nowej generacji, bazują na modelach Gemini o najwyższej na rynku dokładności i szybkości działania.
  • Szybsze efekty z AI: Nowe usługi wspierające rozwój agentów AI oraz zestaw gotowych agentów do konkretnych zadań, które umożliwiają szybsze niż kiedykolwiek wcześniej tworzenie, testowanie, wdrażanie i monitorowanie rozwiązań.
  • Integracja z Gemini Enterprise: Bezpośrednia integracja z Gemini Enterprise zapewnia większą personalizację interakcji z klientami i centralne zarządzanie wszystkimi agentami.

Wszystkie powyższe, nowe funkcje, które dają klientom możliwość tworzenia i wdrażania prawdziwych agentów konwersacyjnych nowej generacji, są od dziś dostępne w wersji testowej i w najbliższych miesiącach zostaną zintegrowane z Gemini Enterprise.

Efekty, jakie klienci osiągają dzięki pakietowi Customer Engagement Suite, są wymierne. Chatbot „Bene”, stworzony przez Commerzbank, samodzielnie obsłużył i rozwiązał 70% z ponad dwóch milionów zapytań klientów. Mercari prognozuje zwrot z inwestycji w rozwiązania AI na poziomie 500%, dzięki ograniczeniu liczby zadań konsultantów o 20%. Banco BV automatyzuje procesy analityczne, dostarczając doradcom klienta lepsze rekomendacje oparte na danych, a Harvey dzięki rozwiązaniom zbudowanym na modelu Gemini, pomaga zespołom prawnym oszczędzać czas, automatyzując analizy i zadania związane z obszaru compliance.

Wspieranie programistów i partnerów

Google Cloud konsekwentnie buduje otwarty ekosystem AI, wspierany przez ponad 100 000 partnerów na całym świecie – od infrastruktury i narzędzi, po oprogramowanie oraz usługi. Teraz firma wzmacnia ten ekosystem w czterech kluczowych obszarach:

  1. Integracje międzyplatformowe – dzięki współpracy z partnerami takimi jak Box, OpenText, ServiceNow i Workday, organizacje mogą od razu korzystać z ulepszonych procesów i automatyzacji między różnymi systemami.
  2. Globalna skala wdrożeń – dzięki współpracy z partnerami strategicznymi, m.in. BCG, Capgemini, HCLTech, Infosys, McKinsey, TCS i Wipro, którzy wspierają organizacje w planowaniu, wdrażaniu i tworzeniu dedykowanych agentów AI, co przyspiesza wdrożenie i wykorzystanie platformy Gemini Enterprise. Firmy takie jak Accenture, Deloitte, KPMG, Cognizant, Capgemini, Infosys, TCS i Wipro już korzystają z Gemini Enterprise wewnętrznie i rozszerzają zakres swoich usług wokół tej platformy.
  3. Zaufana wyszukiwarka AI Agent Finder – umożliwia wybór spośród tysięcy agentów zweryfikowanych pod kątem bezpieczeństwa i interoperacyjności.
  4. Nowe możliwości monetyzacji – partnerzy mogą wprowadzać swoje rozwiązania na rynek i docierać z nimi do milionów klientów dzięki nowym ścieżkom partnerskim w ekosystemie Google Cloud.

By pomóc firmom szybciej wdrażać sztuczną inteligencję, Google Cloud wprowadza nowe programy edukacyjne, które wspierają rozwój kompetencji i efektywne wykorzystanie AI w organizacjach.

  • Google Skills, nowa, bezpłatna platforma szkoleniowa, która w jednym miejscu gromadzi ponad 3 000 kursów z całego ekosystemu Google – od Gemini Enterprise i Google DeepMind, po Grow with Google i Google for Education.
  • Program Gemini Enterprise Agent Ready (GEAR), nowy program edukacyjny, którego celem jest przeszkolenie miliona deweloperów w zakresie tworzenia agentów AI gotowych do zastosowania w środowisku biznesowym.
  • Gemini Agent Foundry, globalna inicjatywa łącząca hackathon z platformą wymiany wiedzy, która buduje społeczność twórców agentów klasy enterprise i umożliwia dzielenie się gotowymi rozwiązaniami.
  • Nowy zespół ekspertów Google Cloud – Delta – który wspiera organizacje w rozwiązywaniu najbardziej złożonych wyzwań technologicznych, współpracując bezpośrednio z ich zespołami.

„Gemini Enterprise zmienia sposób, w jaki organizacje korzystają ze sztucznej inteligencji w codziennej pracy. Naszym głównym celem jest zapewnienie, by wszyscy pracownicy mogli w pełni wykorzystać potencjał, jaki oferuje Google AI. Będziemy aktywnie wspierać ich na każdym etapie tej drogi” – podsumował Thomas Kurian, dyrektor generalny Google Cloud.

Grupa Tarczyński zawarła umowę plasowania akcji z Santander

0

Grupa Tarczyński zawarła z Santander Bank Polska – Santander Biuro Maklerskie umowę plasowania nie więcej niż 2 mln akcji zwykłych serii G. W przypadku decyzji spółki o rozpoczęciu oferty publicznej, bank obejmie rolę wyłącznego globalnego koordynatora oraz wyłącznego prowadzącego księgę popytu. Środki z ewentualnej emisji mają zostać przeznaczone na rozbudowę przestrzeni i mocy produkcyjnych kluczowych produktów celem sprostania rosnącemu popytowi na produkty spółki oraz projekty innowacyjne w obszarze zwiększenia efektywności gospodarki surowcowej. Podpisana umowa nie oznacza rozpoczęcia oferty publicznej akcji.

Akcjonariusze firmy zdecydowali o emisji akcji serii G podczas walnego zgromadzenia zwołanego 12 czerwca 2025 r. Emisja akcji może zostać przeprowadzona w trybie subskrypcji prywatnej, bez obowiązku sporządzania, zatwierdzania ani udostępniania prospektu lub innego dokumentu informacyjnego. Ustalenie ceny emisyjnej nastąpi w procesie budowy księgi popytu.

Tarczyński jest dziś dominującym podmiotem na krajowym rynku kabanosów z udziałem na poziomie 70 proc. (dane Nielsena). Firma dynamicznie zdobywa rynek parówek, przekraczając dziś 25 proc. ogólnego udziału w tym rynku, co czyni ją liderem również w tej kategorii (dane Nielsena).

Grupa Tarczyński po I półroczu 2025 r. wypracowała 1,063 mld zł przychodów ze sprzedaży, o ponad 8,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk EBITDA wyniósł 133,5 mln zł wobec 151,9 mln zł rok wcześniej. Zysk netto sięgnął 67,4 mln zł w porównaniu z 75,3 mln zł rok wcześniej. Sprzedaż eksportowa w analizowanym okresie wyniosła 350,2 mln zł, co oznacza niemal 20 proc. wzrost r/r.

Zdrowie psychiczne w pracy to nie przywilej. To fundament nowoczesnego przywództwa

Uznanie zdrowia psychicznego za ważne w pracy, nie jest dziś gestem dobrej woli. To jeden z kluczowych wymiarów przywództwa. Firma, która naprawdę wspiera w tym obszarze, oprócz inwestycji w narzędzia takie jak np. benefity budujące dobrostan, dba także o kulturę organizacyjną, stawiając na uważność i zaufanie. To również codzienne relacje, język i postawy decydują o tym, czy pracownik czuje się bezpiecznie – czy ma przestrzeń, by być sobą. Także w trudniejszych momentach.

Niepokojące sygnały rzadko pojawiają się nagle. Częściej to coś delikatnego: ktoś, kto dotąd chętnie rozmawiał, zaczyna milczeć. Przestaje wpadać na kawę, nie angażuje się w sprawy zespołowe, traci swój naturalny rytm. Albo przeciwnie – utrzymuje pozory, ale wewnętrznie się sypie. Tak zwany „uśmiechnięty kryzys” jest szczególnie trudny do wychwycenia. Wymaga relacji opartej na zaufaniu i gotowości do dostrzegania niuansów.

Lider nie musi być specjalistą od zdrowia psychicznego, ale jego rola nie kończy się na wynikach biznesowych i tabelach. Warto, by potrafił powiedzieć: „Widzę, że coś się zmieniło. Jestem tu, gdybyś mnie potrzebował”. To nie wymaga wielkich kompetencji terapeutycznych – to wymaga obecności.

Są jednak granice, których nie wolno przekraczać. Zdrowie psychiczne to obszar prywatny. Nie pytamy o diagnozy, terapię, leki. Nawet jeśli pracownik sam się tym podzieli, nie ciągniemy rozmowy dalej – nie pytamy, „czy był już u specjalisty” ani „czy coś się poprawiło”. Naszą rolą nie jest kontrola, ale otwartość. Zamiast: „Jak mogę ci pomóc?”, lepiej powiedzieć: „Chcę być twoim zasobem”, „Jestem tutaj, jeśli mnie potrzebujesz”.

Wsparcie psychiczne to również narzędzia, które organizacja może, a wręcz powinna, oferować. Zarówno w formie stałego dostępu do specjalistów, jak i szybkiej reakcji w sytuacjach kryzysowych, a także w formie podnoszenia kompetencji miękkich – takich jak umiejętność radzenia sobie ze stresem, przeciwdziałania wypaleniu.  W Multi.Life pracujemy nad tym, by takie wsparcie było dostępne, bezpieczne i zintegrowane z codziennym funkcjonowaniem organizacji. Nie po to, by „naprawiać ludzi”, ale by towarzyszyć im w procesie, dając profesjonalne i empatyczne wsparcie.

Równie ważne są zasady, które obowiązują w organizacji. Kultura, w której nie żartujemy z cierpienia, nie wyśmiewamy emocji, nie ignorujemy trudności, jest bardziej odporna na kryzysy. Warto wprowadzić prostą regułę: nie śmiejemy się z rzeczy, które mogą kogoś wykluczać, także w sferze zdrowia psychicznego.

I jeszcze jedna rzecz, o której liderzy często zapominają: nie pomożesz innym, jeśli sam jesteś na granicy wyczerpania. Trzeba zadbać o siebie: o swoje zasoby, emocje i granice. Pomoc, która odbywa się kosztem własnego zdrowia, nie działa długo. Jak w samolocie, najpierw maska tlenowa dla siebie, potem dla innych.

Dbanie o zdrowie psychiczne w pracy to nie projekt specjalny. To proces wymagający czasu, relacji i odwagi. Ale kiedy jest obecny, zmienia wszystko: zespoły lepiej współpracują, ludzie czują się bezpieczniej, a organizacja staje się miejscem, w którym chce się być, a nie tylko pracować.

Złoty bez większych wahań po decyzji RPP. Euro wciąż pod presją polityki Francji

Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o obniżkach stóp procentowych. Rynek spodziewał się, że zapadnie ona na kolejnym posiedzeniu, nie widać jednak silnych reakcji. Sytuacja we Francji dalej ciąży euro, a Rumunia ma poważny problem z inflacją.

RPP zaskoczyła rynki

Większość analityków zakładała, że nie dojdzie wczoraj do obniżek stóp procentowych. Był to oczywiście pewien scenariusz „B”, ale nie tak popularny. W rezultacie, gdy po 15:00 zobaczyliśmy cięcia, rynek zareagował przeceną złotego. Szybko jednak inwestorzy doszli do wniosku, że jest to raczej przyspieszenie czegoś, do czego ich zdaniem i tak powinno jeszcze dojść w tym roku. Wróciliśmy blisko poziomów, z których zaczynał się ruch. Najwyraźniej uznano, że decydująca będzie dzisiejsza konferencja prasowa. Z jednej strony znamy bowiem prognozy inflacyjne NBP i zapowiadany wzrost w dalszej części roku. Z drugiej pojawiło się dalsze mrożenie cen energii, a dotychczasowe odczyty inflacji znajdują się delikatnie poniżej prognoz. Gdyby zapowiadano kolejne obniżki, można oczekiwać osłabienia się złotego względem głównych walut.

Euro szuka dna

We wczorajszym utrzymaniu wartości złotego względem euro pomogły też problemy tej waluty. We Francji trwa spektakl wyboru kandydatów na premiera, w którego sukces nie wierzy już chyba nikt. Prezydent niby udaje, ale patrząc na sondaże poparcia, odbija się to mocną czkawką. Oficjalnie w ciągu 48 godzin mamy poznać kolejnego kandydata na premiera. Realnie jest to przeciągnięcie czasu do końca tygodnia. Patrząc na obecną sytuację, kraj ten musi się zmierzyć z przedterminowymi wyborami – przynajmniej parlamentarnymi. Słychać wiele głosów, że również prezydenckimi, ale prezydent ma możliwość utrzymania się na razie na stanowisku. Nie widać za to szans na utworzenie rządu. Wszystko to powoduje, że euro drugi już dzień z rzędu atakuje poziom 1,16 USD.

Rumunia nie zmienia stóp procentowych

W ostatnich miesiącach jest tak, że przeważnie sprawdzamy, czy w danym państwie bank centralny obniża, czy utrzymuje stopy procentowe. W Rumunii jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli. Kraj ten pomimo wartości 6,5% tego wskaźnika, ma istotny problem z inflacją. W lipcu uwolniono ceny energii i rachunki poszły w górę o ponad 60%. W rezultacie również inflacja zaczęła gwałtownie wzrastać. W czerwcu było to 5,66%, w lipcu 7,8%, a w sierpniu mamy już 9,9%. Obecnie ten kraj jest w sytuacji, gdzie nie tylko musi na jakiś czas zapomnieć o obniżkach, ale być może musi zaakceptować wzrost stóp procentowych. Już teraz jednak bardzo drogi kredyt dławi tamtejszą gospodarkę. Można oczywiście dalej mrozić ceny energii, ale jeżeli już teraz różnica wynosiła 60%, to późniejsze odmrożenie będzie jeszcze bardziej brutalne.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych najważniejsza wydaje się konferencja prasowa prezesa NBP. Teoretycznie powinniśmy poznać dane z USA z rynku pracy, ale do tego prawdopodobnie nie dojdzie przez zamknięcie rządu z powodu konfliktu wokół budżetu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Uważność i współczucie obniżają poziom stresu, lęku i objawów depresji – nowe badania

Osoby, które praktykują współczucie dla samych siebie i uważność, są mniej podatne na objawy depresji i lęku. Dlaczego tak się dzieje? Wzajemne zależności między samowspółczuciem, czyli życzliwym traktowaniem siebie, uważnością a objawami lęku i depresji badali naukowcy m.in. z Uniwersytetu SWPS. Wyniki opublikowano w magazynie „Archives of Psychiatry and Psychotherapy”.

W ostatnich latach coraz więcej uwagi naukowcy poświęcają badaniom nad współczuciem dla samego siebie (ang. self-compassion), czyli życzliwym traktowaniem swojej osoby, i jego przełożeniu na dobrostan i zdrowie psychiczne, w tym łagodzenie objawów depresji czy lęku1. Podobnie wzrosło zainteresowanie badaczy praktykami uważności (ang. mindfulness), które – jak dowiedziono – mają korzystny wpływ na samopoczucie2. Niewiele wiadomo jednak na temat tego, jak uważność w powiązaniu ze współczuciem dla siebie wpływają na dobrostan osób zdrowych i osób doświadczających zaburzeń psychicznych, np. zmagających się z depresją.

Z badań wynika, że zarówno współczucie dla samego siebie, jak i uważność zmniejszają prawdopodobieństwo występowania depresji i lęku, a także pozytywnie wpływają na dobrostan. Ale w jaki sposób oba te mechanizmy powiązane są ze zdrowiem psychicznym? Jedna z teorii mówi, że gdy ludzie są bardziej uważni i świadomi swoich problemów psychicznych, stają się bardziej współczujący dla siebie. Może być też tak, że kiedy ludzie praktykują współczucie dla siebie, bardziej skupiają się na danej chwili i nawet trudne doświadczenia przyjmują z otwartością wynikającą z przeświadczenia o tym, że poradzą sobie z przeciwnościami losu. Badania wskazują, że istotnym czynnikiem w tych mechanizmach jest też martwienie się, którego wpływ na zdrowie psychiczne może zostać złagodzony przez samowspółczucie.

Uważność, współczucie, depresja – jak to się wiąże?

Naukowcy – Patryk Roczon (OdNova Terapia), dr hab. n. med. Paweł Holas, prof. UW (Uniwersytet Warszawski), dr Marzena Rusanowska (Polska Akademia Nauk), dr hab. Izabela Krejtz, prof. USWPS (Uniwersytet SWPS) i dr hab. John B. Nezlek, prof. USWPS (Uniwersytet SWPS) – postanowili sprawdzić, jaki związek ma uważność, współczucie dla samego siebie i martwienie się z depresją i lękiem.

Depresja jest problemem globalnym i najczęściej diagnozowanym zaburzeniem psychicznym na świecie. Choć dysponujemy różnymi metodami terapii, nadal nie rozumiemy w pełni, jakie są zależności między współczuciem dla samego siebie, uważnością (mindfulness), martwieniem się (negatywne myślenie) oraz objawami depresji i lęku. Ma to zdaniem autorów artykułu potencjalnie istotne implikacje dla procesu leczenia.

W badaniu wzięło udział 344 uczestników, w tym 146 ze zdiagnozowaną depresją. Pozostałe 198 zdrowych osób stanowiło grupę kontrolną. Uczestnicy wypełniali kwestionariusze online na temat współczucia dla samych siebie, uważności, martwienia się, a także objawów lęku i depresji.

Naukowcy postawili kilka hipotez, m.in., że osoby z depresją wykazują niższy poziom współczucia dla samych siebie i uważności, a także bardziej się martwią i mają więcej objawów depresyjnych i lękowych niż osoby zdrowe oraz że współczucie dla samego siebie jest pozytywnie skorelowane z uważnością, a negatywnie z martwieniem się, depresją i lękiem.

Dynamiczne i wzajemne zależności

Zgodnie z oczekiwaniami wykazano, że zarówno współczucie dla siebie, jak i uważność mają przełożenie na stan zdrowia psychicznego. Praktykowanie uważności często wiązało się z życzliwym traktowaniem siebie i podobnie jak w wynikach poprzednich badań oba te mechanizmy zmniejszały prawdopodobieństwo występowania objawów depresji i lęku czy martwienia się, co może stanowić ważne implikacje dla psychoterapii. Ponadto, podobnie jak w wynikach wcześniejszych badań, stwierdzono, że praktykowanie samowspółczucia i uważności rzadziej dotyczyło uczestników z depresją niż osób zdrowych.

Wyniki stanowią uzupełnienie dotychczasowych badań i świadczą o tym, że praktykowanie uważności i samowspółczucia może zmniejszyć podatność na stres emocjonalny. W szczególności przed depresją i lękiem chroni wyższy poziom współczucia dla siebie. W przyszłości należałoby skupić się na przyczynowości i dynamicznym charakterze relacji między tymi dwoma mechanizmami. – psycholożka dr hab. Izabela Krejtz, prof. USWPS z Wydziału Psychologii w Warszawie Uniwersytetu SWPS, współautorka badań

Artykuł na temat badania “The interplay between self-compassion and mindfulness in the explanation of depression and anxiety in depressed individuals” ukazał się w magazynie „Archives of Psychiatry and Psychotherapy”.

1Neff, K., & Germer, C. (2017). Self-compassion and psychological well-being. Oxford Handbooks Online. https://doi.org/10.1093/oxfordhb/9780190464684.013.27.

2Goldberg, S. B., Tucker, R. P., Greene, P. A., Davidson, R. J., Wampold, B. E., Kearney, D. J., & Simpson, T. L. (2018). Mindfulness-based interventions for psychiatric disorders: A systematic review and meta-analysis. Clinical Psychology Review, 59, 52-60. https://doi.org/10.1016/j.cpr.2017.10.011.

Nowe ubezpieczenie zdrowia psychicznego od Nationale-Nederlanden

Nationale-Nederlanden wprowadza na rynek umowę dodatkową zdrowie psychiczne – rozwiązanie odpowiadające na rosnące wyzwania związane z kondycją psychiczną Polaków. Obejmuje szybki dostęp do psychologa i psychiatry, finansowanie psychoterapii oraz świadczenie pieniężne w razie hospitalizacji psychiatrycznej. Produkt dostępny dla osób w wieku od 3 do 71 lat łączy profilaktykę, interwencję kryzysową i bezpieczeństwo finansowe, oferując kompleksowe wsparcie zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci i młodzieży.

Zdrowie psychiczne to dziś jeden z kluczowych tematów społecznych, a jednocześnie obszar, w którym wiele osób wciąż nie otrzymuje wystarczającego wsparcia. Dzięki nowej umowie dodatkowej nasi klienci zyskują dostęp do specjalistów w krótkim czasie, finansowanie psychoterapii oraz realną pomoc w kryzysie. To nie jest tylko polisa – to kompleksowy pakiet rozwiązań, które dają poczucie bezpieczeństwa – mówi Joanna Walczuk, dyrektorka ds. produktów w Nationale-Nederlanden.

Diagnoza sytuacji – co mówi badanie Nationale-Nederlanden[1]?

Codzienna troska o zdrowie psychiczne to nie luksus, ale konieczność. W szybkim tempie życia zarówno dorośli, jak i dzieci coraz częściej zmagają się z napięciem, stresem czy kryzysami emocjonalnymi, a dostęp do profesjonalnej pomocy bywa ograniczony przez czas oczekiwania i koszty. Dlatego tak ważne jest, aby wsparcie obejmowało nie tylko sytuacje nagłe, ale także codzienną profilaktykę i budowanie odporności psychicznej.

W tym kontekście szczególnej uwagi wymaga kondycja najmłodszych – to oni, obok dorosłych, najbardziej odczuwają brak systemowych rozwiązań i potrzebują szybkiej, adekwatnej pomocy. Wyniki badania „Kondycja psychiczna dzieci i młodzieży” zrealizowanego dla Nationale-Nederlanden pokazują, że skala problemu jest poważna. 59% rodziców zauważyło spadek formy psychicznej swojego dziecka, ale tylko co trzecia rodzina skorzystała z pomocy specjalisty. Co więcej, 42% rodziców przyznaje, że nie wie, jak reagować na problemy emocjonalne dzieci, a jedynie 15% pozytywnie ocenia systemowe wsparcie psychologiczne.

Znaczącą barierą pozostają koszty prywatnych konsultacji – psychiatra dziecięcy to średnio ok. 500 zł za wizytę, a sesja terapeutyczna 150-250 zł. Badania pokazują też, że w dużych miastach rodzice częściej korzystają z pomocy profilaktycznie, czyli zanim problem emocjonalny dziecka przerodzi się w kryzys wymagający natychmiastowej interwencji (39% vs. 23% na wsi). Dodatkowo rodziny z terenów wiejskich częściej deklarują brak wystarczających środków finansowych na prywatnego psychiatrę dziecięcego (45% na wsi vs. 36% w miastach). Natomiast dziewczynki częściej niż chłopcy korzystają ze wsparcia specjalisty w przypadku problemów z rówieśnikami (38% vs. 22%).

Warto podkreślić, że 23% dzieci w wieku 10-14 lat doświadczyło hejtu w internecie lub w szkole, a ponad 40% rodziców i 36% dzieci miało już kontakt z psychologiem lub psychiatrą. To pokazuje, że z jednej strony rośnie akceptacja dla terapii, z drugiej – skala potrzeb jest ogromna i stale się pogłębia.

Rodzice i opiekunowie często czują się bezradni wobec problemów emocjonalnych dzieci. Brakuje im wiedzy, narzędzi i szybkiego dostępu do pomocy. Potrzebne nam są rozwiązania odpowiadające na te potrzeby – łączenie dostępności, finansowania i profilaktyki, dającej poczucie, że w trudnych momentach nie jest się samym. Dotyczy to tak samo osób młodych i rodzin, jak każdego, kto w danym okresie życia mierzy się z trudnościami mogącymi wymagać specjalistycznego wsparcia – mówi prof. Marcin Wojnar, Kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, ekspert ds. zdrowia psychicznego współpracujący z Nationale-Nederlanden.

Wsparcie od profilaktyki po kryzys

Produkt został zaprojektowany tak, aby odpowiadać na potrzeby w trzech kluczowych obszarach: szybkiego dostępu do pomocy, wsparcia terapeutycznego i bezpieczeństwa finansowego w sytuacjach kryzysowych. Ubezpieczeni mają zagwarantowaną telekonsultację w ciągu 5 dni roboczych i wizytę stacjonarną do 10 dni, a w ramach ochrony mogą skorzystać z 15 konsultacji z psychologiem i 5 z psychiatrą na jedno zdarzenie ubezpieczeniowe, czyli pojawienie się jednej z chorób związanych z zaburzeniami psychicznymi. Dodatkowo, jeśli zaleci to lekarz psychiatra, dostępne są także wizyty u internisty/pediatry lub specjalistów z 24 innych dziedzin medycyny (do 5 na jedno zdarzenie), a także badania diagnostyczne (również do 5 zleceń). Psychoterapia – indywidualna, rodzinna lub dla par – jest finansowana do kwoty 10 000 zł, a kolejne sesje dofinansowywane są w wysokości 50 procent kosztu, do 150 zł każda, co pozwala rodzinom kontynuować leczenie bez barier finansowych.

W nagłych sytuacjach klient ma do dyspozycji pięć interwencji kryzysowych rocznie — szybkie konsultacje specjalistyczne, które można wykorzystać przy załamaniu emocjonalnym lub w trudnych przypadkach, gdy osoba ubezpieczona potrzebuje pilnie uzyskać poradę specjalisty – psychologa lub psychiatry. Dodatkowo, w razie hospitalizacji psychiatrycznej trwającej co najmniej 11 dni, ubezpieczony otrzymuje świadczenie finansowe w wysokości 10 000 zł – środki, które można przeznaczyć na dowolny cel w trudnym okresie. Integralną częścią umowy jest także Trening Odporności Psychicznej online – sześciotygodniowy program składający się z 42 krótkich filmów i ćwiczeń. W wersji dla dorosłych wspiera koncentrację, skuteczność i opanowanie, a w wersji dla dzieci i rodziców uczy, jak budować odporność psychiczną od najmłodszych lat.

Chcemy, aby nasi klienci czuli, że mają w ręku konkretne narzędzie do działania. Umowa dodatkowa zdrowie psychiczne to połączenie empatii i praktycznych rozwiązań – od treningu odporności, przez szybki dostęp do psychologa i psychiatry, aż po finansowe wsparcie w razie hospitalizacji. Wierzymy, że to rozwiązanie, które realnie zmieni komfort życia wielu rodzin – powiedziała Joanna Walczuk.

Realne narzędzie do wsparcia zdrowia psychicznego

Produkt został zaprojektowany z myślą o codziennych wyzwaniach – od pierwszych symptomów, przez wsparcie w kryzysie, po długoterminową terapię. Dzięki jasnej strukturze świadczeń i szybkim terminom ubezpieczeni otrzymują klarowną ścieżkę działania. Umowa dodatkowa zdrowie psychiczne jest dostępna dla osób w wieku 3-71 lat i może być zawarta jako rozszerzenie do wybranych ubezpieczeń na życie Nationale-Nederlanden.

[1] Badanie „Kondycja psychiczna dzieci i młodzieży” zrealizowane przez Smartscope na zlecenie Nationale-Nederlanden, sierpień 2025 r., na reprezentatywnej próbie ogólnopolskiej rodziców dzieci w wieku 10–17 lat (N=1000) oraz dzieci w wieku 10–17 lat (N=500).

Polska dogoni średni poziom rejestracji aut elektrycznych w UE za mniej niż 4 lata

Mniej niż 4 lata dzielą Polskę od osiągnięcia poziomu rejestracji samochodów całkowicie elektrycznych odnotowywanego obecnie średnio w Unii Europejskiej – wynika z najnowszej edycji cyklicznego raportu PSNM oraz F5A „Polish EV Outlook”. Punktem krytycznym dla polskiego rynku będzie rok 2026 – ostatni okres obowiązywania dofinansowania ze środków publicznych. Jak elektromobilność w Polsce będzie się rozwijać w kolejnych latach?Polish_EV_Outlook_2025_Wyd_II_Komunikat_Grafika_02

„Polish EV Outlook” to najbardziej kompleksowa analiza rynku zeroemisyjnego transportu w Polsce. Report przedstawia pełen obraz sektora osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów elektrycznych oraz prognozy jego rozwoju do 2040 r.

Polska elektromobilność znajduje się obecnie na fali wznoszącej, zwłaszcza z porównaniem do roku poprzedniego. Liczba rejestracji osobowych BEV w pierwszych trzech kwartałach wzrosła ponad dwukrotnie, ich udział rynkowy w ostatnich miesiącach sięga 8%. To jednak nadal znacznie mniej niż obecna średnia unijna. Kiedy polski rynek naprawdę się rozpędzi?

Odpowiedzi na to pytanie udzielamy w najnowszym wydaniu „Polish EV Outlook” w dwóch wariantowych scenariuszach. Bardziej optymistyczna prognoza, przewidująca m.in. szeroką optymalizację prawa, zakłada, że do 2030 r. liczba rejestracji osobowych i dostawczych BEV może wzrosnąć do ok. 197 tys., a po polskich drogach będzie jeździć ponad 700 tys. takich pojazdów. To niemal 7 razy więcej niż obecnie. Udział BEV na rynku pojazdów osobowych zbliży się do średniej odnotowanej obecnie w UE już za mniej niż 4 lata. W 2029 r. pod względem udziału zbliżymy się do wyników obserwowanych dziś w Niemczech lub Francji. Europejskich liderów, w szczególności Danii, nie „dogonimy” jednak aż do 2035 r. – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

A krótkoterminowo? Aktualnie kluczowy czynnik prowadzący do wzrostu popularności samochodów elektrycznych na polskim rynku stanowią dopłaty z programu „NaszeEauto”. Ich zakończenie w czerwcu 2026 r. doprowadzi do przejściowego spadku rejestracji BEV.Polish_EV_Outlook_2025_Wyd_II_Komunikat_Grafika_03

– Ten spadek jest naturalnym zjawiskiem, które obserwowaliśmy wcześniej nie tylko w Polsce, ale również na wielu innych, europejskich rynkach. Po obniżeniu  popytu w II połowie 2026 r., w 2027 r. segment BEV ponownie wróci na ścieżkę wzrostu. Będzie to m.in. konsekwencja konieczności realizacji obowiązku redukcji emisji wynikającego z unijnego rozporządzenia 2019/631. Koncerny, które w latach 2025-2026 nie wypełniły minimalnych limitów sprzedaży pojazdów zeroemisyjnych, będą musiały to nadrobić w roku 2027. Równie ważną przyczyną prognozowanego wzrostu jest rozbudowa infrastruktury ładowania i postępujące wyrównywanie kosztów nabywania ICE i BEV – dodaje Jan Wiśniewski.

Potwierdzają to liczby. W I połowie 2025 r. średnia cena ważona osobowych „elektryków” sprzedawanych na polskim rynku była o ok. 20% wyższa niż pojazdów spalinowych. Rok wcześniej różnica wynosiła aż 39%.

– Powodem zmniejszenia tej różnicy jest m.in. wzrost cen samochodów spalinowych oraz zwiększone zainteresowanie Polaków mniejszymi (i tańszymi) „elektrykami”. Istotne  znaczenie ma jednak również realny spadek cen BEV. Dla przykładu średnia ważona cena samochodów elektrycznych segmentu C w ciągu roku zmniejszyła się ze 176 849 zł do niecałych 174 748 zł. Różnica może nie jest znacząca, ale obrazuje trend, który w kolejnych miesiącach będzie miał coraz bardziej pozytywny wpływ na rozwój elektromobilności w Polsce – mówi Albert Kania, dyrektor operacyjny F5A New Mobility Research and Consulting.

Co jeszcze wynika z najnowszego wydania „Polish EV Outlook”?

Polacy najchętniej kupują „elektryki”, którym rozmiarami daleko od samochodów miejskich. Najpopularniejsze na polskim rynku są pojazdy segmentu D, który w 2025 r. odpowiada za 28% wszystkich rejestracji. Ten trend zaczyna się jednak odwracać – biorąc pod uwagę popularne segmenty, w 2025 r. największy wzrost sprzedaży zarejestrowano wśród SUVów segmentu B. Samochody elektryczne w Polsce są rejestrowane przede wszystkim na firmy. W 2025 r. udział przedsiębiorców na rynku BEV wynosi ok. 82%. To nieznaczny spadek względem ubiegłego roku, wynikający w znacznej mierze z zasad programu „NaszEauto”.

Największa flota „elektryków” jeździ w Warszawie – w stolicy zarejestrowano 23% polskiego parku samochodów całkowicie elektrycznych. Łączny udział miast liczących od 300 tys. do 1 mln mieszkańców (Bydgoszcz, Lublin, Szczecin, Gdańsk, Poznań, Łódź, Wrocław, Kraków) wynosi 26%. Biorąc pod uwagę województwa, zdecydowanie liderem jest mazowieckie, gdzie kumulatywnie zarejestrowano prawie 33 tys. To więcej niż łącznie (!) w kolejnych trzech województwach w stawce (czyli wielopolskim, śląskim oraz małopolskim). Dół rankingu niezmiennie okupują województwa warmińsko-mazurskie (łącznie zaledwie 1370 zarejestrowanych BEV), opolskie oraz lubuskie – mówi Albert Kania.

„Polish EV Outlook” zawiera również m.in. prognozę zapotrzebowania energetycznego floty elektrycznych samochodów osobowych i dostawczych w Polsce do 2040 r. Wbrew wielu mitom, rozwój elektromobilności nie doprowadzi do drastycznego wzrostu zużycia energii. Flota BEV, która w roku 2035 może liczyć nawet 2,24 mln szt. wpłynie na zwiększenie popyt na energię o niecałe 2,6% względem zapotrzebowania z 2024 r. (169 TWh wg danych PSE).  Oprócz tego treść raportu PSNM  i F5A obejmuje bogaty zbiór informacji na temat infrastruktury ładowania w Polsce, wraz z prognozami rozwoju tego sektora do 2040. Wiele miejsca poświęcono porównaniu udziału rynkowego, stopnia rozbudowy, lokalizacji i mocy sieci poszczególnych operatorów. Ponadto, w szczegółowy sposób przeanalizowano ofertę modelową w segmencie e-mobility, wraz ze zmianami trendów cenowych na rynku BEV. Opracowanie zawiera również kompleksowe dane dotyczące rynku zeroemisyjnego transportu ciężkiego.

„Polish EV Outlook” jest dostępny w cyfrowej formie, opartej na chmurze i narzędziach Power Bi. W rezultacie raport zapewnia niedostępne wcześniej możliwości analizy danych, wizualizacji trendów oraz porównywania prognoz. Dzięki interaktywnym dashboardom użytkownicy mogą w intuicyjny sposób eksplorować dane, generować własne zestawienia i pozyskiwać informacje wspierające prowadzenie biznesu.

Więcej informacji o „Polish EV Outlook 2025”, jak również możliwość zamówienia raportu, dostępne jest na stronie: polishevoutlook.pl

Nowelizacja prawa geodezyjnego: koniec opłat za rejestr cen nieruchomości

Pod koniec września Sejm jednogłośnie przyjął nowelizację Prawa geodezyjnego i kartograficznego, która znosi opłaty za udostępnianie danych z rejestru cen nieruchomości. Chociaż ustawa czeka jeszcze na zatwierdzenie przez Senat i Prezydenta, już dziś widać, że jej wejście w życie może oznaczać fundamentalną zmianę w funkcjonowaniu rynku mieszkaniowego.

Dotychczas dane transakcyjne były dostępne, ale trzeba było za nie płacić znaczne kwoty. Sam proces ich zamawiania był określany jako kłopotliwy i czasochłonny. Nowelizacja ustawy usuwa co prawda barierę kosztową, ale nie oznacza jeszcze powstania jednolitego systemu, gdzie dane będą łatwo dostępne do przeglądania. Nadal obowiązywać będą proceduralne ograniczenia, które mogą utrudniać korzystanie z rejestru.

Środowisko geodezyjne i rząd sygnalizują, że docelowo dane mają być udostępniane w ramach usługi sieciowej. – Takie rozwiązanie wiąże się jednak z określonymi kosztami. Według szacunków utrata przychodów starostw powiatowych z tytułu odpłatnego udostępniania danych wyniesie około 8,4 mln zł rocznie, a stworzenie ogólnokrajowego systemu sieciowego to dodatkowy wydatek rzędu 19 mln zł – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego SonarHome.

Dlaczego to ważne dla Kowalskiego?

Zniesienie opłat to bardzo ważna zmiana dla przeciętnego Kowalskiego, ale pod warunkiem, że dane nie tylko staną się darmowe, lecz także będą dostępne w przystępnej formie. – Obecnie obowiązuje wysoka bariera proceduralna, przez którą tylko najwytrwalsi – ci, którym bardzo zależy – są w stanie przejść. Sam proces zapytania, otrzymania i odczytania danych bywa dla przeciętnego konsumenta niemal nieosiągalny. Jeżeli jednak poza zniesieniem opłat dane będą udostępniane w prostszy sposób, to wpływ dla konsumentów będzie ogromny. Transparentność i ograniczenie asymetrii informacji przełożą się na realne zmiany w codziennych transakcjach – uważa Anton Bubiel.

Obecnie kupujący w analizie rynku najczęściej posługują się cenami ofertowymi, czyli kwotami, których oczekują sprzedający. Dzięki rejestrowi cen transakcyjnych będzie można skonfrontować je z rzeczywistymi wartościami. Sprzedający i kupujący dowiedzą się, ile naprawdę warte są mieszkania w konkretnych lokalizacjach i o zbliżonych parametrach. Negocjacje staną się krótsze, a skrajne odchylenia – zarówno zawyżone ogłoszenia, jak i zaniżone oferty – zostaną ograniczone.

Zdaniem eksperta SonarHome kupujący zyskają też możliwość łatwiejszego odsiewania rzekomych okazji od lokali przeszacowanych jedynie marketingiem. Sprzedający natomiast będą mogli konfrontować swoje oferty z rzeczywistymi transakcjami i lepiej dostosować ceny do realiów rynkowych.

Nowe możliwości dla rynku i instytucji

Zniesienie opłat wpłynie również na funkcjonowanie rzeczoznawców, firm proptechowych i branży bankowej. Ułatwi i obniży koszty pozyskiwania danych porównawczych, co umożliwi tworzenie bardziej rzetelnych i systemowych wycen nieruchomości.

Mechanizmy automatycznej wyceny istnieją już dziś. Łatwy, tani i terminowy dostęp do danych pozwoli modelom bazującym na AI dostarczać bardzo rzetelne odpowiedzi. Dzięki temu branża bankowa i rynek proptech zyskają solidne podstawy do budowania narzędzi do wyceny.

Jak podkreśla Anton Bubiel, nowelizacja zmieni także układ sił na rynku. – Mniejsza będzie, jak to ujęto, sekretna przewaga usługodawców, pośredników i podmiotów, którzy dotąd bazowali na dostępie do danych niejawnych, niedostępnych dla konsumentów. W nowym otoczeniu wygrają ci, którzy będą w stanie dostarczać ogólnodostępne dane w przystępnych zestawieniach, a ich siłą stanie się dodatkowa wartość – wyjaśnianie, opowiadanie i tłumaczenie danych, a nie sam fakt posiadania do nich dostępu – podkreśla ekspert SonarHome.

Jakość i kompletność danych

Zniesienie opłat nie rozwiązuje problemów jakościowych. Proces wprowadzania danych do rejestru różni się między starostwami. W jednych akty wprowadzane są szybko, w innych wolniej, w zależności od ludzkich możliwości. Zdarzało się, że zamawiając w tym samym czasie dane z kilku powiatów, otrzymywano informacje obejmujące różne okresy. Dlatego nierzadko trzeba było potem wnioskować o uzupełnienie części danych.

Opóźnienia w dostępie do danych są normą. Nie można kupić informacji o akcie notarialnym z dnia poprzedniego. Realnie opóźnienia wynoszą od 3 do 6 miesięcy, a w czasach większego natężenia transakcji w niektórych lokalizacjach, jak w Warszawie, sięgały nawet 9 miesięcy. Dane bywają też trudne do porównania. Część transakcji uwzględnia VAT, inne nie. Bywa także, że cena uwzględnia miejsce garażowe lub wyposażenie mieszkania. Największym problemem pozostaje jednak brak informacji o standardzie mieszkań. W praktyce zdarza się, że w tym samym budynku mieszkania o podobnym metrażu różnią się ceną o kilka tysięcy złotych za metr kwadratowy i nie wiadomo, czy powodem jest wyjątkowa okazja, czy różnice w standardzie wykończenia.

Wprowadzenie darmowego dostępu do danych transakcyjnych to kolejna zmiana prokonsumencka. Razem z obowiązkiem publikowania cen ofertowych przez deweloperów tworzy spójny kierunek, którego celem jest transparentność, lepszy obieg informacji i adresowanie asymetrii, na których część podmiotów budowała swoją przewagę. Teraz zaistniała szansa, że tych nierówności będzie znacznie mniej – podsumowuje Anton Bubiel.

AI Chamber apeluje o utworzenie jednej regionalnej Gigafabryki AI

AI Chamber (Izba AI) – instytucja zrzeszająca startupy, firmy i organizacje pozarządowe zajmujące się sztuczną inteligencją (AI) w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (CEE), w imieniu reprezentowanych podmiotów wystosowała list otwarty do rządów państw CEE, wzywając premierów, ministrów i wysokich urzędników do porzucenia konkurencyjnych, pojedynczych krajowych wniosków o finansowanie z Unii Europejskiej na rzecz zjednoczenia się wokół jednej, przełomowej propozycji: Europejskiej Gigafabryki AI w regionie CEE.

List otwarty, przygotowany przez AI Chamber i poparty dodatkowo przez kluczowe organizacje z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, ostrzega, że rozdrobnione podejście – zarówno w formie indywidualnych krajowych wniosków, jak i mniejszych zgłoszeń klastrowych – grozi pozbawieniem całego regionu krytycznej infrastruktury niezbędnej do rozwoju kolejnej generacji sztucznej inteligencji.

„Środki z UE są ograniczone i realistycznie rzecz biorąc, wesprą tylko jeden duży ośrodek infrastruktury AI w regionie CEE” – stwierdzono w liście. „Konkurencja pięciu odrębnych wniosków niemal gwarantuje porażkę co najmniej czterech z nich – a być może nawet wszystkich pięciu. Jedna wspólna propozycja, poparta przez 11 państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej, lub przynajmniej ich większość, staje się najsilniejszym kandydatem w Europie i ma gwarancję uzyskania finansowania.

Oświadczenie Izby AI skierowane do rządów krajów CEE podkreśla, że stoją one obecnie przed decydującym momentem. Kilka krajów popiera indywidualne propozycje dotyczące gigafabryk AI lub złożyło wnioski w małych klastrach, licząc na zabezpieczenie flagowego regionalnego centrum obliczeniowego i przechowywania danych. AI Chamber ostrzega, że ​​to fragmentaryczne podejście jest strategicznie błędne i niebezpieczne ekonomicznie. W liście podkreślono, że tylko jednolita propozycja zapewni regionowi potrzebny wpływ w Brukseli. „Tu nie chodzi tylko o infrastrukturę” – akcentuje list. „Chodzi o to, czy Europa Środkowo-Wschodnia będzie w znaczący sposób uczestniczyć w gospodarce opartej na AI, czy też pozostanie rynkiem peryferyjnym, zależnym od zachodnich i pozaeuropejskich dostawców”.

W obecnej sytuacji, ewaluatorzy z UE będą postrzegać liczne oferty z Europy Środkowo-Wschodniej jako dowód słabej koordynacji regionalnej, a oddzielne propozycje będą się wzajemnie dublować, zamiast tworzyć rzeczywistą przewagę regionalną. Poszczególne kraje same w sobie nie mają również wystarczającej siły negocjacyjnej, aby konkurować z uznanymi konsorcjami z Europy Zachodniej, które już teraz przewyższają Europę Środkowo-Wschodnią pod względem infrastruktury i wpływów politycznych.

W tym kontekście kluczowe jest pełne wykorzystanie kolektywnej siły regionu. AI Chamber podkreśla trzy kluczowe argumenty przemawiające za regionalną jednością:

  1. Znaczenie ekonomiczne: Przy ponad 100-milionowej populacji rynek Europy Środkowo-Wschodniej ma wystarczającą skalę, aby przedstawić przekonujący argument biznesowy za finansowaniem z UE.
  2. Pozycjonowanie strategiczne: Siła polityczna 11 państw narodowych wzmacnia pozycję negocjacyjną regionu.
  3. Potencjał innowacyjny: Połączenie talentów inżynierskich w całym regionie zapewniłoby wdrożenie na światowym poziomie, skuteczniejsze rozpowszechnianie wiedzy i najlepszych praktyk oraz wyższe długoterminowe zyski.

Zapewnienie jednej światowej klasy Gigafabryki AI dla Europy Środkowo-Wschodniej jest o wiele cenniejsze niż obserwowanie upadku wielu krajowych wnioskówpodkreśla Tomasz Snażyk, prezes AI Chamber. I dodaje:Wspólny projekt na taką skalę nie tylko zapewni infrastrukturę, której nasz region pilnie potrzebuje, ale także połączy nasze rozdrobnione krajowe ekosystemy AI. Korzyści – ekonomiczne, technologiczne i strategiczne – będą ogromne i długotrwałe, wykraczając daleko poza samą infrastrukturę i zasoby obliczeniowe. Budując superklaster AI, który integruje krajowe superkomputery w ujednoliconą sieć obliczeniową o wysokiej wydajności, możemy przyspieszyć wdrażanie AI w różnych sektorach oraz zapewnić małym i średnim przedsiębiorstwom (MŚP) moc obliczeniową niezbędną do skalowania i konkurowania na rynku globalnym.

List otwarty stanowi kontynuację CEE AI Action Plan, opublikowanego przez AI Chamber i stowarzyszenia partnerskie w czerwcu 2025 r., który zawiera propozycję wspólnego wniosku o Gigafabrykę AI i traktuje ją jako najwyższy priorytet regionu. AI Action Plan, oparty na pięciu strategicznych filarach, ma na celu zwiększenie innowacyjności opartej na AI, wsparcie wdrażania AI w MŚP, zniwelowanie luk w transformacji cyfrowej oraz umocnienie pozycji Europy Środkowo-Wschodniej jako kolejnego centrum sztucznej inteligencji w Europie. Jak wskazuje Plan, nawet niewielkie postępy we wdrażaniu AI mogłyby wygenerować do 100 miliardów euro dodatkowego PKB rocznie (5%), a MŚP – filary gospodarek regionu CEE – stanowią w takim przypadku wyjątkową szansę „mnożnika siły” dla wzrostu regionalnego. Plan podkreśla konieczność wdrożenia skoordynowanych działań jak: rozwój infrastruktury, programy retencji talentów, piaskownice regulacyjne oraz dedykowane finansowanie badań i rozwoju w dziedzinie AI, aby zapewnić Europie Środkowo-Wschodniej globalną konkurencyjność.

AI w służbie nauki: AstraZeneca przyspiesza rozwój leków dzięki sztucznej inteligencji

W ostatnich latach nauki life science przechodzą gwałtowną transformację, związaną między innymi z rozwojem technologii omicznych, w tym genomiki, oraz cyfryzacją procesów badawczo-rozwojowych. Ilość danych biologicznych, chemicznych i klinicznych – od sekwencji genomowych po obrazy mikroskopowe i wyniki badań pacjentów – stanowi coraz większe wyzwanie dla efektywnego prowadzenia badań klinicznych. AstraZeneca, jako pionier sektora life science, w celu przetwarzania i optymalnego wykorzystywania niespotykanej wcześniej ilości danych medycznych, zdecydowała się na zaadoptowanie narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji. Dzięki temu pacjenci mają szanse na szybszy dostęp do przełomowych leków.

– Dostęp do wysokiej jakości danych ma kluczowe znaczenie dla rozwoju nauki w dzisiejszym świecie. Jednak zbiory danych są użyteczne tylko wtedy, gdy można je właściwie analizować, interpretować i stosować w praktyce. Bez odpowiednich narzędzi istnieje ryzyko utraty potencjalnie kluczowych informacji w szumie, z którym każdego dnia mierzą się nasi naukowcy. Dzięki narzędziom sztucznej inteligencji ułatwiamy dostęp do zsyntezowanych, gotowych do analizy danych, co podnosi szanse na dokonywanie nowych, trafnych spostrzeżeń, a to z kolei przekłada się na proces odkrywania, opracowywania i dostarczania pacjentom nowych leków – powiedział Piotr Maślak, Head of Emerging Technologies w AstraZeneca​.

Nowe narzędzia oparte na AI przyspieszają rozwój firmy i przybliżają ją do osiągnięcia celów strategicznych do 2030 roku1– są to: zwiększenie rocznych globalnych przychodów firmy do 80 mld dolarów, wprowadzenie na rynek 20 nowych leków, a także osiągnięcie ujemnego bilansu emisji dwutlenku węgla.

Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji są wykorzystywane przede wszystkim w obszarze badań i rozwoju firmy i służą optymalizacji procesów opracowania i dostarczania pacjentom nowych możliwości terapeutycznych. Ich główne zalety to:

  • lepsze zrozumienie chorób, na które firma szuka terapii,
  • skrócenie czasu podejmowania decyzji badawczych,
  • poprawa trafności w identyfikowaniu cząsteczek o potencjale terapeutycznym,
  • poprawa skuteczności klinicznej (ograniczenie wycofywania się pacjentów z trwających badań klinicznych).

– Dzięki wprowadzeniu zaawansowanych narzędzi sztucznej inteligencji AstraZeneca w znacznym stopniu zdemokratyzowała dostęp do danych dla pracowników, a jednocześnie ustanowiła nową kulturę pracy z danymi, w której AI jest wsparciem dla naukowców na każdym etapie rozwoju leków. Warto zaznaczyć, że niezmiernie ważnym elementem tego procesu było równoległe wdrożenie rygorystycznych zasad mających na celu etyczny, bezpieczny i odpowiedzialny rozwój oraz wdrażanie rozwiązań AI, a także uczenia maszynowego – podkreślił Piotr Maślak.

5 przykładów rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, wdrażanych globalnie w firmie AstraZeneca:

  1. Platforma Databricks jako silnik wiedzy i AI dla R&D 6

Wyzwanie:
Tradycyjny proces odkrywania i komercjalizacji nowych leków trwa zwykle 10 –15 lat i może kosztować ponad 5 miliardów dolarów9. Jednocześnie mniej niż 5% projektów jest ostatecznie komercjalizowana (lek trafia na rynek). W ostatnim czasie – wobec ogromnego przeciążenia, spowodowanego przyrastającymi lawinowo danymi z setek rozproszonych źródeł – pojawiło się realne zagrożenie, że procesy decyzyjne naukowców AstraZeneca będą zakłócone i opóźnione, a same badania jeszcze bardziej się wydłużą.

Cel:
Stworzenie przejrzystej i uniwersalnej infrastruktury danych, która umożliwiłaby budowę silnika z rekomendacjami dla naukowców – wspierającego identyfikację nowych celów terapeutycznych i podejmowanie decyzji szybciej, taniej i skuteczniej. W skrócie: opracowanie elastycznej, wydajnej i łatwej w zarządzaniu platformy, która pozwoli na przekształcenie danych w realne decyzje badawcze.

Rozwiązanie:
AstraZeneca wdrożyła Databricks Data Intelligence Platform jako centralną platformę do przetwarzania, analizy i modelowania danych w całym dziale R&D. Kluczowym jej elementem jest stworzenie grafu wiedzy biologicznej (knowledge graph), który łączy fakty
i zależności z milionów źródeł danych (m.in. artykułów naukowych, baz danych, wyników eksperymentów). Na bazie grafu działa system rekomendacji AI – umożliwiający każdemu naukowcowi generowanie nowych hipotez terapeutycznych dla dowolnej choroby.

Efekty:

    • Skrócenie czasu uzyskiwania nowych spostrzeżeń badawczych (insightów) – naukowcy mogą szybciej tworzyć trafne hipotezy i podejmować decyzje, co skraca czas opracowania nowego leku
    • Zwiększona efektywność operacyjna – automatyczne zarządzanie klastrami, skalowalność, uproszczona obsługa zasobów analitycznych
    • Większa produktywność zespołów data science – wspólne środowisko pracy dla analityków czy bioinformatyków
    • Lepsze wykorzystanie danych – przełamanie barier skalowania umożliwiło przetwarzanie i analizę milionów danych z tysięcy źródeł
    • Lepsza trafność predykcji – silnik rekomendacji wykorzystujący uczenie maszynowe (machine learning, ML) umożliwia rankingowanie celów terapeutycznych i podejmowanie decyzji z większym prawdopodobieństwem sukcesu klinicznego
  1. Radiomika do wykrywania lokalizacji 3D na skanach tomografii komputerowej 1

Wyzwanie:
Tradycyjna analiza skanów tomografii komputerowej (CT) wymaga ręcznego oznaczania obszarów zainteresowania przez radiologów, co jest czasochłonne, kosztowne i narażone na subiektywność. Przy dużej liczbie badań i rosnącej skali danych obrazowych brakuje wydajnego sposobu na szybkie i spójne przetwarzanie tych danych.

Cel:
Automatyzacja oznaczania zmian na obrazach CT w celu przyspieszenia analiz i odciążenia ekspertów w ich pracy.

Rozwiązanie:
AstraZeneca wdrożyła platformę radiomiki zasilaną przez AI, która automatycznie analizuje trójwymiarowe obrazy CT i rozpoznaje struktury anatomiczne oraz zmiany patologiczne. System oparty na uczeniu maszynowym został przeszkolony na dużej liczbie uprzednio oznaczonych obrazów, co pozwala mu dokładnie odwzorowywać pracę radiologów.

Efekty:
Zmniejszono potrzebę ręcznego oznaczania obrazów, co przełożyło się na oszczędność czasu ekspertów i skrócenie cyklu analizy danych obrazowych. Dzięki temu zespoły badawcze mogą szybciej podejmować decyzje i przesuwać kandydatów na leki do kolejnych faz rozwoju.

  1. Wsparcie AI w tworzeniu protokołów badań klinicznych 7

Wyzwanie:
Protokół badania klinicznego to dokument określający cele, zasady i przebieg każdego badania, które muszą być ściśle przestrzegane przez wszystkich uczestników procesu. Jego główne cele to zapewnienie bezpieczeństwa pacjentów, spójności zbierania danych oraz wiarygodności uzyskanych wyników. Dlatego poprawność protokołu i jego zrozumiałość dla pacjentów są kluczowe – tylko wtedy możliwe jest świadome wyrażenie zgody i rzetelna realizacja badania klinicznego. Z punktu widzenia firmy farmaceutycznej tworzenie protokołów to złożony i czasochłonny proces. Wymaga przeszukiwania wcześniejszych dokumentów, dostosowania treści do obowiązujących regulacji i zapewnienia logicznej spójności i przejrzystości. Autorzy protokołów często muszą pisać je „od zera”, co powoduje powtarzalność pracy i ryzyko błędów.

Cel:
Wsparcie autorów w szybkim tworzeniu roboczych wersji protokołów badań klinicznych.

Rozwiązanie:
Narzędzie AI, oparte na dużym modelu językowym, umożliwia tworzenie szkiców protokołów na podstawie firmowego repozytorium dokumentów (formularze świadomej zgody, wcześniejsze protokoły, standardowe zapisy). AI rozumie strukturę protokołu i może uzupełniać poszczególne sekcje tekstem dopasowanym do kontekstu danego badania.

Efekty:
Narzędzie znacznie przyspieszyło proces pisania, odciążając autorów od powtarzalnych czynności i umożliwiając skupienie się na treści merytorycznej. W testach czterech z pięciu autorów uznało narzędzie za przydatne przy tworzeniu streszczenia. Trwa jego rozbudowa na kolejne sekcje i inne obszary terapeutyczne. Ostatecznie narzędzie skraca czas wejścia badania do fazy realizacji.

  1. Asystent rozwoju zasilany AI (Development Assistant) 8

  • Wyzwanie:
    Zespoły pracujące nad rozwojem leków korzystają jednocześnie z wielu różnych systemów danych, które nie zawsze są kompatybilne. Dostęp do informacji klinicznych i jakościowych bywa czasochłonny i skomplikowany, co utrudnia szybkie reagowanie i efektywną współpracę między działami.
  • Cel:
    Ułatwienie analizy danych oraz dostępu do informacji w czasie rzeczywistym dla zespołów projektowych i klinicznych.
  • Rozwiązanie:
    AstraZeneca zbudowała wewnętrzne narzędzie AI, które działa jak wirtualny asystent
    – umożliwia zadawanie pytań językiem naturalnym i generuje odpowiedzi na podstawie danych wewnętrznych. Narzędzie osadzono na produktach danych z różnych systemów,
    z warstwą modeli językowych dużej skali (large learning models, LLM) umożliwiającą kontekstowe rozumienie zapytań i automatyzację analiz. Jego funkcje to między innymi: porównywanie danych klinicznych i jakościowych, generowanie wykresów i analiz a także wyszukiwanie i ekstrakcja danych z różnych źródeł.
  • Efekty:
    Asystent zwiększył szybkość i wygodę analiz, eliminując potrzebę ręcznego przeszukiwania dużych ilości danych. Dzięki niemu zespoły R&D mogą sprawniej identyfikować problemy, porównywać wyniki badań i podejmować decyzje oparte na danych. Narzędzie wspiera też lepszą współpracę między działami, przełamując wcześniejsze silosy informacyjne.
  1. Bayesian Neural Network do predykcji toksyczności wątrobowej (DILI)5

Wyzwanie:
Przewidywanie toksyczności leków na etapie przedklinicznym polega na ocenie, czy nowa substancja, zanim zostanie podana ludziom, może wywoływać działania szkodliwe dla organizmu. Poza testami laboratoryjnymi (in vitro) coraz częściej wykorzystuje się do tego celu modele komputerowe (in silico), które analizują strukturę chemiczną leku i jego możliwy wpływ na różne układy biologiczne (często – wątrobę). Celem jest identyfikacja potencjalnych zagrożeń i odrzucenie związków o nieakceptowalnym profilu bezpieczeństwa jeszcze przed rozpoczęciem badań klinicznych. Jednak przewidywanie toksyczności leków (np. uszkodzeń wątroby) na etapie przedklinicznym jest często nieprecyzyjne – dane są ograniczone, a tradycyjne modele (np. regresja logistyczna) często nie są wystarczające do predykcji oraz nie uwzględniają niepewności. Z kolei klasyczne sieci neuronowe (Deep Neural Network, DNN), będące popularnym narzędziem predykcyjnym, ze względu na tendencję do nadmiernego dopasowania do danych treningowych, nie są zalecane przy małych zbiorach danych. Ponadto nie dostarczają informacji o niepewności prognoz.

Cel:
opracowanie modelu umożliwiającego przewidywanie stopnia toksyczności wątrobowej (DILI – drug-induced liver injury) na podstawie danych biologicznych i chemicznych. Kluczowym elementem rozwiązania jest nie tylko generowanie samego wyniku predykcji, lecz także dostarczanie informacji o poziomie pewności prognozy, co pozwala ocenić,
na ile dany wynik jest wiarygodny. Dzięki temu narzędzie może wspierać podejmowanie decyzji w procesie odkrywania i wstępnej oceny bezpieczeństwa nowych cząsteczek terapeutycznych.

Rozwiązanie:
Model oparty na Bayesian Neural Network (BNN) – specjalnym typie sieci neuronowej, gdzie każda waga sieci (parametr) ma wartość rozłożoną probabilistycznie, a nie jedno ustalone „najlepsze” ustawienie. Pozwala to modelowi „uczyć się” rozkładów możliwych parametrów i przekazywać nie tylko prognozę, ale też poziom niepewności.

Efekty:

Dzięki opracowaniu modelu opartego na bayesowskiej sieci neuronowej, naukowcy zyskali narzędzie umożliwiające trafniejsze prognozowanie toksyczności wątrobowej (DILI) nowych związków chemicznych na etapie przedklinicznym. Model nie tylko przewiduje poziom ryzyka, ale także wskazuje, z jaką pewnością można ufać danemu wynikowi. To znacząco zwiększa wiarygodność ocen bezpieczeństwa i pozwala lepiej odróżnić związki o podobnej strukturze chemicznej, ale różnej toksyczności. Rozwiązanie może wspierać specjalistów ds. bezpieczeństwa leków w podejmowaniu decyzji o kontynuacji lub odrzuceniu projektów na wczesnym etapie rozwoju.

Źródła:

  1. BORFITZ, Deborah. AstraZeneca scaling up use of generative AI to help reach 2030 ambitions. Clinical Research News Online [online]. 4 marca 2025 [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://www.clinicalresearchnewsonline.com/news/2025/03/04/astrazeneca-scaling-up-use-of-generative-ai-to-help-reach-2030-ambitions
  2. Artificial Intelligence at AstraZeneca. Emerj [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://emerj.com/artificial-intelligence-at-astrazeneca
  3. Investing in the future through clinical trials. AstraZeneca [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://www.astrazeneca.com/what-science-can-do/topics/clinical-innovation/investing-in-clinical-trials.html
  4. Data Science & Artificial Intelligence: Unlocking new science insights. AstraZeneca [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://www.astrazeneca.com/r-d/data-science-and-ai.html
  5. AstraZeneca Case Study. JuliaHub [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://juliahub.com/industries/case-studies/astra-zeneca
  6. How AI is changing drug discovery – AstraZeneca. Databricks [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://www.databricks.com/customers/astrazeneca
  7. How AstraZeneca is leveraging AI. Clinical Edge Magazine, issue 4 [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://clinicaledge.xtalks.com/magazine/issue4/how-astrazeneca-is-leveraging-ai
  8. Highlights from the 2025 AWS Life Sciences Symposium’s clinical trials track. AWS Industries Blog [online]. 2025 [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://aws.amazon.com/blogs/industries/highlights-from-the-2025-aws-life-sciences-symposiums-clinical-trials-track/
  9. Drug development. Wikipedia, The Free Encyclopedia [online]. [dostęp: lipiec 2025]. Dostępny w Internecie: https://en.wikipedia.org/wiki/Drug_development

Prezes UODO apeluje do MSWiA o nowelizację przepisów dotyczących inspektorów ochrony danych w służbach mundurowych

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski po raz kolejny zwrócił się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) o podjęcie prac legislacyjnych nad zmianą przepisów regulujących funkcjonowanie inspektorów ochrony danych (IOD) w służbach odpowiedzialnych za zapobieganie i zwalczanie przestępczości.

Chodzi o ustawę z dnia 14 grudnia 2018 r. o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości, która – zdaniem Prezesa UODO – wciąż nie spełnia wymagań unijnej dyrektywy policyjnej (UE 2016/680), określającej standardy ochrony danych w organach ścigania.

Drugi apel UODO w tej sprawie

Poprzednie wystąpienie Prezesa UODO dotyczące nowelizacji tych przepisów miało miejsce w 2022 roku. Wówczas organ nadzorczy otrzymał zapewnienie, że odpowiednie zmiany zostaną wprowadzone przy okazji szerszej nowelizacji ustawy.

– Do dziś jednak do takich zmian nie doszło – wskazuje Mirosław Wróblewski w piśmie skierowanym do szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego.

W efekcie polskie regulacje wciąż nie zapewniają pełnej zgodności z prawem unijnym, zwłaszcza w zakresie niezależności i kompetencji inspektorów ochrony danych w służbach takich jak policja, straż graniczna, straż miejska czy służba więzienna.

Błędne przypisanie obowiązków inspektorom ochrony danych

W ocenie Prezesa UODO, obecne przepisy zawierają poważne błędy konstrukcyjne, ponieważ przewidują możliwość powierzania inspektorom ochrony danych (IOD) zadań, które zgodnie z prawem powinien wykonywać administrator danych.

Chodzi m.in. o:

  • przeprowadzenie oceny skutków dla ochrony danych,
  • złożenie wniosku o uprzednie konsultacje do Prezesa UODO.

Tymczasem – jak podkreśla Wróblewski – to są czynności należące wyłącznie do administratora danych, a IOD powinien jedynie doradzać, rekomendować rozwiązania i monitorować ich wdrażanie.

– Rola inspektora ochrony danych polega na wspieraniu administratora, a nie wyręczaniu go w realizacji jego ustawowych zadań. Obecne przepisy mogą prowadzić do konfliktu interesów po stronie IOD – zaznacza prezes UODO.

Brak spójnych procedur i obowiązków informacyjnych

W swoim wystąpieniu Wróblewski zwrócił również uwagę na nieprecyzyjne przepisy dotyczące komunikacji między administratorem danych a Prezesem UODO.

Według obecnej ustawy nie jest jasno określony zakres danych, jakie administrator powinien przekazywać do UODO przy dokonywaniu zgłoszeń dotyczących:

  • wyznaczenia,
  • odwołania,
  • lub zmiany danych inspektora ochrony danych.

Brakuje też przepisów, które zobowiązywałyby administratora do informowania Prezesa UODO o każdej zmianie danych dotyczących samego administratora. Zdaniem Prezesa Urzędu to luka prawna, która utrudnia skuteczny nadzór nad systemem ochrony danych osobowych w sektorze publicznym i służbach mundurowych.

Polska nadal bez pełnej zgodności z unijną dyrektywą

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/680, tzw. dyrektywa policyjna, nakłada na państwa członkowskie obowiązek zapewnienia, by przetwarzanie danych osobowych przez organy ścigania odbywało się z poszanowaniem zasad ochrony prywatności i niezależności nadzoru.

Zgodnie z jej przepisami, inspektor ochrony danych powinien działać w sposób niezależny, bez ryzyka wpływu ze strony administratora lub przełożonych, a jego rola powinna ograniczać się do doradzania, monitorowania i raportowania nieprawidłowości.

W obecnym stanie prawnym w Polsce nie wszystkie te warunki są spełnione, co naraża państwo na zarzuty niepełnej implementacji prawa unijnego i może skutkować interwencją ze strony Komisji Europejskiej.

UODO apeluje o pilne zmiany legislacyjne

W liście do MSWiA Prezes UODO podkreśla, że konieczne jest:

  • doprecyzowanie zadań i odpowiedzialności inspektora ochrony danych,
  • usunięcie zapisów prowadzących do konfliktu interesów,
  • uregulowanie zasad przekazywania informacji między administratorem a UODO,
  • oraz pełne dostosowanie ustawy do przepisów unijnych.

– W obecnym stanie prawnym inspektorzy w służbach mogą być zmuszani do działań sprzecznych z ideą ich funkcji, co podważa niezależność nadzoru nad przetwarzaniem danych w instytucjach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa – ostrzega Wróblewski.

Praca i wynagrodzenia w Polsce: Kraków liderem płac, Warszawa liderem ofert

Najwięcej ogłoszeń o pracy w trybach stacjonarnym i hybrydowym dotyczy zatrudnienia w Warszawie, ale to Kraków i Opole oferują najwyższe pensje, jak wynika z nowej analizy No Fluff Jobs. Mediana górnych widełek w tych miastach to nawet 30,2 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B. Początkujący kandydaci i kandydatki najwięcej mogą zarobić w Łodzi, a osoby ze średnim doświadczeniem – w Katowicach. W analizowanych miastach w 3. kwartale 2025 r. opublikowano o 40 proc. więcej ofert pracy hybrydowej niż stacjonarnej.

Chociaż najwięcej ofert pracy w trybie hybrydowym lub stacjonarnym jest dostępnych w Warszawie, to wcale nie w stolicy kandydaci i kandydatki mogą liczyć na największe zarobki. Najwyższą medianę górnych widełek wynagrodzenia, sięgającą 30,2 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B, można obecnie znaleźć w ogłoszeniach kierowanych do najbardziej doświadczonych pracowników w  Krakowie i w Opolu. To dane z najnowszej analizy ofert pracy w dużych polskich miastach od No Fluff Jobs, polskiego portalu z ogłoszeniami, który od 11 lat ułatwia kandydatom i kandydatkom znalezienie pracy dopasowanej do ich oczekiwań finansowych.

Gdzie w Polsce zarabia się najwięcej?

Osoby początkujące na rynku pracy na najwyższe wynagrodzenia mogą liczyć w Łodzi (mediana górnych widełek to 10 tys. zł netto + VAT na kontrakcie B2B), a kandydaci i kandydatki o średnim poziomie doświadczenia – w Katowicach (mediana górnych widełek to 27 tys. zł netto + VAT na kontrakcie B2B). W przypadku zatrudnienia na podstawie umowy o pracę zarobki są niższe i mniej zróżnicowane pomiędzy poszczególnymi miastami. W Warszawie osoby początkujące na rynku pracy mogą liczyć na najwyższe w Polsce wynagrodzenia na etacie (mediana górnych widełek to 8 tys. zł brutto). Najwięcej zarobią też osoby na najwyższym poziomie doświadczenia (mediana górnych widełek – 24 tys. zł brutto). Natomiast w przypadku specjalistów i specjalistek o średnim poziomie doświadczenia pod tym względem przoduje Kraków – mediana górnych widełek wynosi 16 tys. zł brutto. 

Analizując oferowane zarobki w największych polskich miastach, wyraźnie widzimy, że atrakcyjne stawki to już nie jest tylko domena Krakowa i Warszawy. W zależności od kategorii, poziomu doświadczenia czy trybu pracy, wysoko w rankingach pojawiają się także np. Katowice, Łódź czy Opole  – mówi Paulina Król, Chief People and Operations Officer w No Fluff Jobs.Interesujące jest też, że to nie tryb pracy determinuje wysokość wynagrodzenia. Co prawda stawki w ofertach pracy zdalnej są często w topie, ale są porównywalne z wynagrodzeniami proponowanymi w pracy stacjonarnej czy hybrydowej w konkretnych lokalizacjach. O różnicach w oferowanych pensjach decydować mogą niuanse np. polityka wynagrodzeniowa firmy, branża, w jakiej ta działa, typy proponowanych umów.

Niezależnie od lokalizacji nie widać istotnej różnicy w wysokości wynagrodzeń między trybem stacjonarnym i hybrydowym. Na kontrakcie B2B najwyższa mediana górnych widełek zarobków wynosi 30,2 tys. zł netto (+ VAT) w przypadku pracy stacjonarnej (Kraków) i 30,7 tys. zł netto (+ VAT) w przypadku pracy hybrydowej (również w Krakowie). Z kolei na etacie najwyższe mediany górnych widełek proponowanych pensji wynoszą 25 tys. zł brutto w przypadku pracy stacjonarnej (Kraków) i 24 tys. zł brutto w przypadku pracy hybrydowej (Warszawa). 

Praca zdalna? Mniej ofert i niższe wynagrodzenia

Możliwość pracy całkowicie zdalnej w poddanych analizie miastach pojawiała się w 3. kwartale 2025 roku w ogłoszeniach niemal dwukrotnie rzadziej niż tryby hybrydowy i zdalny. Niższe są też oferowane w tym trybie wynagrodzenia – mediana górnych widełek to 27 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B oraz do 22,5 tys. zł brutto na umowie o pracę. 

W analizowanych miastach w 3. kwartale tego roku opublikowano o ok. 40 proc. więcej ofert pracy hybrydowej niż stacjonarnej. Łódź jest jedynym miastem, w którym liczba ogłoszeń wymagających pracy wyłącznie z biura jest wyższa niż tych z dostępnością trybu mieszanego.

45% Polaków doświadcza wypalenia – wellbeing staje się strategią, nie benefitem

Blisko połowa zatrudnionych w Polsce – aż 45% – wykazuje objawy wypalenia zawodowego, a 78% ocenia swój dobrostan psychiczny jako niski lub umiarkowany. W obliczu tych wyników Gi Group Holding podkreśla, że wsparcie zdrowia psychicznego i fizycznego nie może być traktowane jako dodatkowy benefit, lecz jako element strategii zarządzania organizacją. Analizy pokazują, że przyszłość wellbeingu to inicjatywy dostosowane do realnych potrzeb pracowników – zarówno członków zarządu, jak i osób zatrudnionych w zakładach produkcyjnych.

Kondycja psychiczna pracowników w Polsce pozostaje na niskim poziomie

Z badania przeprowadzonego w 2023 roku przez firmę Mindgram wynika, że aż 78% polskich pracowników deklaruje niski lub umiarkowany poziom dobrostanu psychicznego, a 45% doświadcza objawów wypalenia zawodowego. To oznacza, że tylko co piąta osoba zatrudniona w Polsce czuje się psychicznie dobrze. Objawy takie jak chroniczne zmęczenie, brak zaangażowania, spadek motywacji i dystans emocjonalny wobec pracy stają się coraz powszechniejsze.

Skutki tych zjawisk są odczuwalne w codziennym funkcjonowaniu organizacji – rośnie liczba absencji chorobowych, pogarsza się atmosfera w zespołach, spada zaangażowanie. W 2024 r. zaburzenia psychiczne i behawioralne odpowiadały za 12,6% wszystkich dni, w które pracownicy zadeklarowali niezdolność do pracy, co przełożyło się na 30,3 mln dni absencji – wynika z danych ZUS. Dodatkowo, raport UCE Research i ePsycholodzy.pl pokazuje, że absencja związana z epizodami depresyjnymi kosztowała polską gospodarkę około 2,8 mld zł w 2023 roku. Z kolei badanie Poradni Harmonia (Grupa Lux Med) wykazało, że aż 63% pracowników deklaruje obniżony nastrój, a 65% odczuwa niepokój.

Potwierdzają to także dane z ankiety Gi Group Holding – głównymi czynnikami wywołującymi stres w pracy są: nadmiar obowiązków (30%), presja czasu i wyników (28%) oraz brak jasnych oczekiwań ze strony przełożonych (28%). Konflikty w zespole, choć mniej powszechne, wskazało jako stresogenne aż 14% respondentów. Wyniki te jednoznacznie pokazują, że stres w środowisku zawodowym nie ma jednej przyczyny – wynika zarówno z obciążenia zadaniowego, jak i z deficytów w zakresie organizacji pracy, komunikacji oraz relacji międzyludzkich.

Stres w pracy Ankieta Gi Group Holding

– Wdrożenie skutecznych działań wellbeingowych nie może polegać wyłącznie na dodaniu konsultacji z psychologiem do pakietu benefitów. Potrzebne są kompleksowe strategie zbudowane w oparciu o dane i dostosowane do realnych potrzeb zatrudnionych. Organizacje, które to rozumieją, nie tylko poprawiają kondycję swoich zespołów, ale również budują silniejszą i bardziej odporną strukturę – mówi Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Odmienne wyzwania pracowników na różnych szczeblach

Potrzeby związane ze zdrowiem psychicznym i fizycznym różnią się w zależności od miejsca w strukturze organizacji i charakteru pracy. Kadra zarządzająca zmaga się z presją decyzyjną i trudnościami w zachowaniu równowagi między obowiązkami a życiem prywatnym. Menedżerowie średniego szczebla często doświadczają przeciążenia odpowiedzialnością i wypalenia. Pracownicy biurowi narażeni są na nadmiar informacji i brak aktywności fizycznej, a osoby zatrudnione w produkcji lub pracujące w trybie zmianowym wskazują na brak elastyczności i ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej. Tak duże zróżnicowanie pokazuje, że skuteczna strategia wellbeingowa nie może być jednolita. Musi łączyć wsparcie psychiczne i fizyczne, uwzględniając specyfikę stanowiska oraz formę zatrudnienia.

– Pracownicy biurowi, produkcyjni i menedżerowie mają inne źródła stresu i inne możliwości radzenia sobie z nim. W biurach dominuje przeciążenie informacyjne, w produkcji – zmęczenie fizyczne i brak elastyczności, a w przypadku kadry menedżerskiej – presja odpowiedzialności i decyzji. Dlatego programy wellbeingowe powinny być tworzone z myślą o tej różnorodności, tak aby realnie wspierały kondycję fizyczną i psychiczną każdej grupy – dodaje Tomasz Tarabuła, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Równość dostępu jako fundament

Jednym z kluczowych wyzwań rynku pracy pozostaje zapewnienie wszystkim zatrudnionym równego dostępu do wsparcia zdrowotnego i psychologicznego. Raport „Zdrowie i wellbeing pracowników 2024” przygotowany przez Medonet pokazuje wyraźną różnicę w poziomie osiąganego dobrostanu pomiędzy osobami pracującymi na etatach lub w ramach samozatrudnienia, a tymi zatrudnionymi na umowach cywilnoprawnych. Indeks Zdrowia w pierwszej grupie wynosi średnio 65,5%, podczas gdy w drugiej spada do 61,8%. Brak stabilności zatrudnienia i ograniczony dostęp do świadczeń medycznych bezpośrednio odbijają się na kondycji psychofizycznej pracowników.

– Równość dostępu do wsparcia wellbeingowego to warunek skutecznej polityki HR. Jeżeli działania są skierowane wyłącznie do części zespołu, a inni pozostają poza systemem, rodzi to poczucie nierówności i obniża zaangażowanie. Dlatego pracodawcy powinni zadbać o to, by każdy zatrudniony miał możliwość skorzystania z opieki medycznej czy programów profilaktycznych. Dopiero wtedy wellbeing staje się rzeczywistym filarem kultury organizacyjnej – podkreśla Joanna Wanatowicz, Dyrektor Zarządzająca Grafton Recruitment.

Wellbeing jako inwestycja, a nie koszt

Wdrażanie programów wellbeingowych coraz częściej postrzegane jest jako długofalowa inwestycja w kapitał ludzki, a nie wydatek obciążający budżet. Dane rynkowe jasno pokazują, że troska o zdrowie psychiczne i fizyczne pracowników przekłada się na wymierne korzyści biznesowe. Mniejsza liczba zwolnień lekarskich oznacza ograniczenie kosztów absencji, a niższa rotacja kadr – stabilniejsze zespoły i niższe wydatki rekrutacyjne. Ponadto dobrze zaprojektowane programy poprawiają poziom zaangażowania i atmosferę w pracy, co zwiększa produktywność i ogranicza zjawisko prezenteizmu, czyli obecności w pracy przy jednoczesnym braku efektywności.

Współczesne zarządzanie wymaga odejścia od traktowania wellbeingu jako dodatku do strategii biznesowej. To integralny element zarządzania kapitałem ludzkim i budowania przewagi konkurencyjnej. Skuteczny lider powinien nie tylko reagować na spadek kondycji zespołów, ale przede wszystkim tworzyć środowisko pracy, które wspiera odporność psychiczną, rozwój i poczucie sensu w codziennych obowiązkach. Firmy, które to zrozumieją, zyskują lojalnych, zaangażowanych i bardziej efektywnych pracowników – podkreśla Karolina Popiel, Associate Partner w Wyser Executive Search.

Inwestycje w wellbeing mają także znaczenie wizerunkowe. Organizacje, które konsekwentnie dbają o zdrowie swoich pracowników, budują reputację odpowiedzialnego pracodawcy. W czasach, gdy oczekiwania wobec miejsca pracy wykraczają poza wysokość wynagrodzenia, a kandydaci coraz częściej zwracają uwagę na ofertę benefitów i kulturę organizacyjną, posiadanie kompleksowej strategii wellbeingowej staje się kluczowym elementem employer brandingu.

Warto podkreślić, że zwrot z takich działań nie ogranicza się do wymiernych wskaźników finansowych. Firmy, które inwestują w wellbeing, tworzą środowisko pracy sprzyjające innowacyjności, lojalności i lepszej współpracy, co w dłuższej perspektywie wzmacnia ich odporność na kryzysy i umożliwia stabilny rozwój.

NBP zaskakuje obniżką stóp. Krótkie osłabienie złotego, dolar pod presją

Na rynku walutowym, w obliczu braku nowych danych ze Stanów Zjednoczonych, inwestorzy skupili się głównie na wydarzeniach politycznych we Francji i Japonii oraz na zaskakujących decyzjach o obniżkach stóp procentowych w Nowej Zelandii i Polsce. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na nastroje jest upadłość amerykańskiej spółki First Brands, jednak ogólny klimat rynkowy pozostaje pozytywny. Coraz częściej mówi się też o tym, że inwestorzy mogą zacząć przenosić finansowanie swoich transakcji z dolara na jena – co oznaczałoby zmianę w strukturze transakcji carry trades.

Po kilku mocnych dniach wzrostów, aprecjacja dolara zaczyna tracić impet. Co ciekawe, mimo że media mocno podkreślały jastrzębie elementy w opublikowanych protokołach z posiedzenia Fed, nie przełożyło się to ani na wzrost kursu dolara, ani na ruchy rentowności krótkoterminowych obligacji USA. Z lektury dokumentu wynika, że Fed pozostaje raczej optymistyczny w ocenie perspektyw gospodarki USA, ale jednocześnie nie chce podejmować niepotrzebnego ryzyka związanego ze wzrostem bezrobocia. Więcej informacji o kondycji rynku pracy w USA poznamy jednak dopiero po zakończeniu trwającego obecnie rządowego „shutdownu”.

W szerszym kontekście, mimo geopolitycznych napięć, globalne rynki akcji utrzymują się w dobrym nastroju. Po tygodniowej przerwie ponownie otworzyły się giełdy w Chinach, a pozytywne wyniki sprzedaży tajwańskiego producenta chipów TSMC utrzymują trend wzrostowy napędzany sztuczną inteligencją.

Niepokój na rynku wzbudza natomiast wrześniowe bankructwo amerykańskiej firmy motoryzacyjnej First Brands, które może sygnalizować pogorszenie standardów kredytowych i wzrost ryzyka w systemie finansowym USA. W tym kontekście zwraca uwagę fakt, że akcje Jefferies Financial Group spadły o 22 proc. od połowy września, gdy w mediach zaczęto analizować jej ekspozycję na First Brands. Na razie inwestorzy traktują tę sytuację jako izolowany przypadek.

Na dziś nie widać istotnych impulsów, które mogłyby silnie wpłynąć na dolara, natomiast pewna stabilizacja euro może osłabić ostatni wzrost indeksu USD.

NBP wczoraj niespodziewanie obniżył główną stopę procentową o 25 punktów bazowych, co choć mieściło się w granicach oczekiwań rynku, stanowi ważny sygnał dla przyszłej polityki pieniężnej. Rynek był przygotowany na obniżkę, ale nieco większa niepewność dotyczyła momentu jej realizacji – czy będzie to już w październiku, czy dopiero w listopadzie. Właśnie dlatego dzisiejsza konferencja prezesa Adama Glapińskiego ma kluczowe znaczenie i może rzucić dodatkowe światło na to jak mogą wyglądać kolejne decyzje.

Interesujące jest jednak to, że decyzja NBP o obniżce mogła zostać przyspieszona w reakcji na zaskakująco niskie odczyty inflacji w Czechach i na Węgrzech. Oba te kraje odnotowały wyraźne spowolnienie dynamiki cen, co stanowiło pozytywne zaskoczenie po wielu miesiącach presji inflacyjnej w regionie. W Czechach inflacja spadła miesiąc do miesiąca (po uwzględnieniu czynników sezonowych), a na Węgrzech zarówno inflacja ogółem, jak i inflacja bazowa (oczyszczona z podatków) znalazły się w pobliżu celu inflacyjnego 3%. To oznacza, że po raz pierwszy od wielu kwartałów można mówić o możliwym powrocie procesu dezinflacji w regionie Europy Środkowej.

Przypomnijmy również, że wrześniowy odczyt inflacji w Polsce zaskoczył pozytywnie niższą od oczekiwań wartością a dodatkowo prezydent podpisał ustawę gwarantującą, że ceny energii nie wzrosną do końca tego roku.

Z punktu widzenia złotego, rynek walutowy Europy Środkowo-Wschodniej reaguje obecnie bardziej na globalne nastroje i sytuację euro niż na lokalne czynniki. Wczoraj po decyzji złoty stracił, ale w szybkim dość tempie ta aprecjacja została skorygowana. Dziś natomiast widoczny jest ruch w stronę 4,26 co może wynikać ze spadków eurodolara w okolice 1,1613.

Nowe prawo po rozwodzie. Na zmianę nazwiska będzie więcej czasu

Od 8 października 2025 r. osoby rozwiedzione będą miały więcej czasu na powrót do nazwiska sprzed ślubu. To efekt nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego podpisanej przez Prezydenta.

Jaki termin na zmianę nazwiska?

Dotychczas, zgodnie z art. 59 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, osoba rozwiedziona miała tylko 3 miesiące na złożenie oświadczenia o powrocie do poprzedniego nazwiska. Termin ten był liczony od chwili uprawomocnienia się wyroku rozwodowego. Nowelizacja uchwalona 24 czerwca 2025 r. wydłuża ten okres do 12 miesięcy. Zmiana wchodzi w życie 8 października 2025 r. i obejmie także osoby, którym 3-miesięczny termin jeszcze nie upłynął w tym dniu — ich czas automatycznie zostanie przedłużony do roku.

Zmianę tę należy ocenić jako pozytywną, która usuwa zbędną barierę formalną – w praktyce bowiem wiele osób zwyczajnie przegapiło ten termin z braku wiedzy lub z powodu natłoku codziennych spraw. Wydłużenie terminu ma ułatwić życie osobom rozwiedzionym – trzy miesiące to niewiele, zwłaszcza gdy emocje towarzyszące rozstaniu nie sprzyjają załatwianiu spraw urzędowych.

Co z trybem postępowania?

Wydłużeniu ulega wyłącznie termin. Sam tryb złożenia oświadczenia nie zmienia się – wciąż należy to zrobić osobiście przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego lub konsulem, jeśli przebywa się za granicą. Należy pamiętać, że zmiana nazwiska dotyczy tylko osoby rozwiedzionej i nie obejmuje automatycznie dzieci.

Skutki przekroczenia terminu

W razie przekroczenia rocznego terminu powrót do dawnego nazwiska będzie nadal możliwy, ale już w trybie administracyjnym, na podstawie ustawy o zmianie imienia i nazwiska, co wiąże się z dodatkowymi formalnościami. Aby kierownik urzędu stanu cywilnego wyraził zgodę na zmianę nazwiska, muszą zostać spełnione konkretne wymienione w tej ustawie przesłanki.

Podsumowanie

Wydłużenie terminu na zmianę nazwiska po rozwodzie z 3 miesięcy do roku to zmiana potrzebna i długo oczekiwana. Trzymiesięczny termin był w wielu przypadkach zbyt krótki i sztucznie ograniczał prawo do swobodnego kształtowania swojej tożsamości po rozwodzie. Roczny okres daje większą swobodę i czas na przemyślenie decyzji. To przykład racjonalnej korekty przepisów, która wychodzi naprzeciw realnym potrzebom społecznym bez komplikowania systemu prawa.

Polscy inwestorzy giełdowi stawiają na amerykańskie technologie i sektor ochrony zdrowia

Top Stocks 2025 w III kwartale: polscy inwestorzy „kupują dołek” w słabym sektorze ochrony zdrowia i nadal stawiają na amerykańskie technologie.

  • UnitedHealth został liderem wzrostów w Polsce w III kwartale – liczba inwestorów posiadających akcje spółki wzrosła o 43 proc.
  • Oracle i Novo Nordisk awansują do pierwszej trójki, potwierdzając utrzymujące się zainteresowanie sektorem ochrony zdrowia i amerykańskimi technologiami
  • Baidu i Riot Platforms wśród największych spadkowiczów – polscy inwestorzy redukują pozycje w akcjach o wysokiej zmienności

Polscy inwestorzy kupują dołek na rynku akcji spółek z sektora ochrony zdrowia, takich jak UnitedHealth i Novo Nordisk, jednocześnie kontynuując inwestycje w amerykańskie firmy technologiczne, w tym Oracle i Palantir – wynika z najnowszych kwartalnych danych platformy inwestycyjnej eToro.

Polscy inwestorzy stawiają w III kwartale na ochronę zdrowia, technologie i sektory strategiczne

W III kwartale 2025 roku polscy inwestorzy wyraźnie preferowali akcje spółek farmaceutycznych, co potwierdza utrzymujące się zaufanie do sektora ochrony zdrowia. Trzy firmy z tej branży znalazły się wśród dziesięciu najczęściej posiadanych akcji. Na czele zestawienia uplasował się UnitedHealth, którego liczba posiadaczy wzrosła o 43 proc., następnie Novo Nordisk z wynikiem +35 proc., a Eli Lilly odnotował solidny wzrost o 11 proc. Trend ten potwierdza konsekwentne stosowanie strategii „buy the dip” – inwestorzy wykorzystują przejściowe spadki cen do zajmowania pozycji z myślą o przyszłych wzrostach.

Sektor technologiczny – szczególnie spółki związane ze sztuczną inteligencją i chmurą obliczeniową – wciąż cieszył się dużym zainteresowaniem. Oracle awansował na drugie miejsce dzięki wzrostowi liczby posiadaczy o 40 proc., Snowflake wszedł do pierwszej dziesiątki z wynikiem +13 proc., a Broadcom zyskał 12 proc. Dane te pokazują, że inwestorzy koncentrują się na długoterminowych możliwościach wzrostu w obszarach analityki danych, infrastruktury chmurowej i technologii półprzewodników.

Na styku sztucznej inteligencji i obronności znajduje się amerykańska spółka Palantir, której liczba inwestorów wzrosła w III kwartale o 24 proc. W tym samym okresie firma podpisała kontrakty o wartości 750 mln funtów z Wielką Brytanią oraz 10 mld dolarów ze Stanami Zjednoczonymi na dostawy technologii wojskowej. Tradycyjne firmy obronne również cieszyły się zainteresowaniem inwestorów – liczba posiadaczy akcji Rheinmetalla wzrosła o 9 proc., a producenta silników lotniczych Rolls-Royce’a o 12 proc.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro, komentuje:  Polscy inwestorzy zwracali szczególną uwagę na spółki, których kursy charakteryzowały się wyjątkowo dużymi wahaniami. W sektorze ochrony zdrowia wielu z nich wykorzystało fakt, że akcje UnitedHealth spadły od początku roku o 31 proc., stosując popularną strategię „buy the dip”. Z drugiej strony, inwestorzy wspierają spółki z potencjałem wzrostu, zwłaszcza te, które opierają się na długoterminowych partnerstwach publicznych. Przykładowo Oracle odgrywa ważną rolę w amerykańskim programie AI Action Plan, a Palantir pozyskuje lukratywne kontrakty rządowe w USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Połączenie tych dwóch podejść pokazuje, że polscy inwestorzy stawiają na dywersyfikację – równoważą potencjał wzrostu w technologiach z „bezpiecznymi” sektorami defensywnymi.

Spadek popularności: Baidu, Tesla i spółki kryptowalutowe tracą inwestorów w Polsce

Na czele listy spółek o malejącej popularności znalazł się chiński gigant technologiczny Baidu, którego liczba posiadaczy spadła o 17 proc. Niewiele mniejsze spadki – po 16 proc. – odnotowały spółki związane z technologiami kryptowalutowymi: Riot Platforms i Marathon Digital Holdings, a także firma działająca w obszarze chmury obliczeniowej Rigetti Computing.

Akcje Tesli zanotowały spadek liczby posiadaczy o 11 proc. w ujęciu kwartalnym, co przełożyło się na spadek w rankingu najczęściej posiadanych akcji w Polsce – z drugiego na czwarte miejsce.

Paweł Majtkowski dodaje: Największy spadek popularności zanotowała chińska spółka Baidu, która mimo inwestycji w sztuczną inteligencję zmaga się z problemami chińskiej gospodarki i malejącymi przychodami z reklam. To skłoniło wielu inwestorów do ograniczenia ekspozycji na ten rynek. Rigetti Computing również stracił zainteresowanie – entuzjazm wokół komputerów kwantowych okazał się przedwczesny, przychody firmy gwałtownie spadły, a perspektywy komercyjnego wykorzystania technologii przesunęły się w niepewną przyszłość. Spółki Riot Platforms i Marathon Digital, zajmujące się wydobywaniem kryptowalut, tracą atrakcyjność z powodu wysokiej zmienności cen oraz rosnących kosztów energii, co czyni je symbolem podwyższonego ryzyka. Z kolei Unity Software, producent popularnego silnika do gier, boryka się ze stratami i silną presją konkurencyjną. Wszystko to sprawiło, że część polskich inwestorów wycofała się z tych spółek.

Tabela 1: Przedstawia spółki, które odnotowały największy proporcjonalny wzrost i spadek liczby posiadaczy akcji na platformie eToro w Polsce, w ujęciu kwartalnym (Q3 vs Q2)

Największe wzrosty wśród użytkowników eToro w Polsce Największe spadki wśród użytkowników eToro w Polsce
Miejsce Spółka Wzrost liczby posiadaczy kwartał do kwartału Spółka Spadek liczby posiadaczy kwartał do kwartału
1 UnitedHealth 43% Baidu, Inc. -17%
2 Oracle Corporation 40% Riot Platforms Inc -16%
3 Novo Nordisk 35% Rigetti Computing Inc -16%
4 Palantir Technologies Inc. 24% Marathon Digital Holdings Inc. -16%
5 BYD Co Ltd 16% Unity Software Inc. -15%
6 Snowflake Inc. 13% Johnson & Johnson -15%
7 Broadcom Inc 12% Itau Unibanco Holding -13%
8 Rolls-Royce 12% Samsung Electronics Co Ltd -12%
9 Eli Lilly & Co 11% Warner Bros Discovery Inc -12%
10 Rheinmetall AG 9% Tesla Motors, Inc. -11%

Tabela 2: Przedstawia akcje najczęściej posiadane przez użytkowników eToro w Polsce oraz ich pozycję w poprzednim kwartale.

Spółka Ranking na koniec Q3 Ranking na koniec Q2
NVIDIA Corporation 1 1
Amazon.com Inc 2 3
Microsoft 3 5
Tesla Motors, Inc. 4 2
Apple 5 4
Alphabet 6 6
Meta Platforms Inc 7 7
Advanced Micro Devices Inc 8 8
Intel 9 9
Alibaba 10 10

Ponad 2,6 tys. zgłoszeń mobbingu i dyskryminacji w 2024 roku. PIP apeluje o wzmocnienie narzędzi kontroli

W 2024 roku do Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) wpłynęło ponad 2,6 tys. skarg dotyczących mobbingu i dyskryminacji, z czego aż 1,9 tys. dotyczyło mobbingu – wynika z najnowszego raportu instytucji. Choć inspektorzy mają prawo kontrolować przestrzeganie przepisów prawa pracy, ich możliwości w zakresie wykrywania i zwalczania mobbingu są ograniczone. Tymczasem badania pokazują, że z tym zjawiskiem zetknęło się już ok. 15 proc. pracowników w Polsce.

Coraz więcej porad prawnych i skarg pracowniczych

Jak wynika ze sprawozdania PIP, w 2023 roku prawnicy z Centrum Poradnictwa Inspekcji udzielili 829 porad prawnych związanych z mobbingiem, a rok później liczba ta wzrosła do blisko 1,4 tys.. W tym samym czasie do Inspekcji wpłynęło ponad 54 tys. skarg od pracowników, z czego 2,6 tys. dotyczyło mobbingu i dyskryminacji.

– Postępowanie inspektora pracy dotyczące badania skargi musi być jawne. Aby inspektor mógł podjąć czynności kontrolne, pracownik musi wyrazić zgodę na ujawnienie, że kontrola dotyczy jego skargi. Dobrze też, gdy wskaże ewentualnych świadków mobbingu – wyjaśnia Paweł Ciemny, Okręgowy Inspektor Pracy w Poznaniu, w rozmowie z agencją Newseria.

Dlaczego trudno wykryć mobbing?

Z raportu PIP wynika, że stwierdzenie mobbingu podczas kontroli u pracodawcy jest niezwykle trudne. Wynika to z kilku przyczyn:

  • Skargi są często ogólnikowe – nie zawierają konkretnych opisów zachowań ani nazwisk.
  • Brakuje dowodów – strony sporu przedstawiają sprzeczne oświadczenia, których wiarygodności inspektor nie może ocenić.
  • Skarżący chcą zachować anonimowość, co ogranicza możliwość przeprowadzenia pełnego postępowania kontrolnego.

W efekcie inspektorzy mogą badać wyłącznie obiektywne naruszenia przepisów prawa pracy, takie jak brak polityki antymobbingowej, nieprawidłowości proceduralne czy brak reakcji pracodawcy na zgłoszenie.

Zakwalifikowanie konkretnych zachowań jako mobbingu należy do sądu pracy, który może przeprowadzić postępowanie dowodowe i wydać rozstrzygnięcie. – Inspekcja nie może rozstrzygać spornych kwestii. Może jedynie sprawdzić, czy pracodawca posiada procedury antymobbingowe i jak reaguje na zgłoszenia – zaznacza Ciemny.

Obowiązki pracodawców: prewencja i reagowanie

Zgodnie z Kodeksem pracy, pracodawca ma obowiązek przeciwdziałać mobbingowi – nie tylko poprzez reagowanie na jego przypadki, ale również poprzez działania profilaktyczne. PIP kontroluje, czy te obowiązki są realizowane.

Z raportu wynika, że:

  • 55 proc. pracodawców opracowało politykę przeciwdziałania mobbingowi,
  • 53,4 proc. posiada procedurę postępowania na wypadek wystąpienia zjawiska,
  • 24,8 proc. prowadzi szkolenia dla pracowników,
  • 22 proc. wyznaczyło pełnomocnika ds. przeciwdziałania mobbingowi.

Mimo to eksperci podkreślają, że wiele firm traktuje te działania formalnie, a nie jako realny element kultury organizacyjnej.

Inspektorzy z „miękkimi” narzędziami

Obecne instrumenty, jakimi dysponuje PIP, mają charakter miękki. Inspektor może wydać wystąpienie pokontrolne, w którym zaleca pracodawcy wyeliminowanie nieprawidłowości – w tym zachowań noszących znamiona mobbingu.

– Pracodawca ma jedynie obowiązek poinformowania inspektora o sposobie wykonania zaleceń. Nawet jeśli działania są niepełne lub symboliczne, inspekcja nie może zastosować sankcji – tłumaczy Ciemny.

Jeśli jednak podczas kontroli inspektor nabierze uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa, jest zobowiązany powiadomić organy ścigania.

Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki wielokrotnie apelował o wzmocnienie roli PIP – m.in. poprzez obowiązek przygotowywania przez pracodawców procedur antymobbingowych, sankcje za ich brak oraz rozszerzenie kompetencji inspektorów w zakresie oceny zagrożeń psychospołecznych w miejscu pracy.

Prewencja i edukacja: klucz do zmian

Państwowa Inspekcja Pracy zapowiada intensyfikację działań edukacyjnych. W 2025 roku zaplanowano około 60 sesji popularnonaukowych poświęconych prawom pracowniczym, w tym przeciwdziałaniu mobbingowi.

Zjawisko to jest uznawane za jedno z najpoważniejszych zagrożeń psychospołecznych, wpływające nie tylko na zdrowie psychiczne i fizyczne pracowników, ale również na efektywność organizacji i atmosferę w zespołach.

Mobbing w liczbach: co siódmy pracownik ofiarą

Według danych Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy, co siódmy pracownik w Polsce (ok. 15 proc.) deklaruje, że doświadczył mobbingu w swojej karierze. Kobiety wskazują na to częściej niż mężczyźni (16 proc. vs. 13 proc.).

Dodatkowo:

  • 19 proc. ankietowanych było świadkami mobbingu,
  • 39 proc. nie wie, czy w ich miejscu pracy obowiązuje procedura antymobbingowa,
  • 2/3 pracowników deklaruje, że wiedziałoby, jak zareagować w sytuacji wystąpienia mobbingu.

Wnioski: potrzebne mocniejsze narzędzia i większa świadomość

Eksperci podkreślają, że walka z mobbingiem wymaga nie tylko sankcji, ale przede wszystkim zmiany kultury organizacyjnej i zwiększenia świadomości pracowników. Obecne uprawnienia PIP są niewystarczające, aby skutecznie reagować na wszystkie przypadki, a ofiary wciąż zbyt często boją się zgłaszać naruszenia.

Jak zauważa Paweł Ciemny, skuteczna prewencja wymaga otwartości, transparentności i wsparcia ze strony kadry zarządzającej. Dopiero wówczas działania antymobbingowe przestają być formalnością, a stają się realnym elementem bezpiecznego środowiska pracy.

Murapol po III kwartale: 2,1 tys. umów, 4 tys. lokali w ofercie i rekordowy bank ziemi

GK Murapol po 3Q2025 r. – mocne i stabilne wyniki sprzedaży, oferta produktowa w najszerszym segmencie rynku oraz zasobny bank ziemi, zabezpieczający wyniki operacyjne Grupy Murapol na kolejne lata.

  • 2 112 umów deweloperskich i przedwstępnych podpisanych z klientami detalicznymi w 1-3Q2025 r. wobec 2 084 w analogicznym okresie 2024 r.
  • Szeroka i atrakcyjna oferta dla klientów detalicznych obejmująca blisko 4,1 tys. lokali w 16 miastach (w ofercie na dzień 30.09.2025 r.)
  • 1 364 lokale w 14 miastach przekazane klientom detalicznym w 1-3Q2025 r. wobec 1 720 rok wcześniej
  • Duży, zdywersyfikowany i regularnie odnawiany bank ziemi pod budowę ponad
    20,2 tys. lokali (na dzień 30.09.2025 r.)
  • Portfel projektów w realizacji obejmujący ponad 8 tys. lokali w 15 miastach
    (na dzień 30.09.2025 r.)

SPRZEDAŻ

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. Spółka zawarła 2 112 umów deweloperskich i przedwstępnych z klientami detalicznymi dotyczących inwestycji w 17 miastach wobec 2 084 w analogicznym okresie 2024 r. W trzecim kwartale 2025 były to 734 umowy deweloperskie i przedwstępne wobec 692 rok wcześniej. Dodatkowo na dzień 30.09.2025 r. Spółka posiadała 125 opłaconych umów rezerwacyjnych po wyeliminowaniu rezygnacji (na koniec 3Q2024 r. – 150).

Podsumowując wyniki sprzedaży GK Murapol, łączna sprzedaż do klientów detalicznych, z uwzględnieniem opłaconych umów rezerwacyjnych i po wyeliminowaniu rezygnacji wyniosła 2 237 lokali, wobec 2 234 w 1-3Q2024 r.

PRZEKAZANIA

W okresie styczeń-wrzesień 2025 klientom detalicznym przekazano klucze do 1 364 lokali w 14 miastach wobec 1 720 wydanych rok wcześniej.

WPROWADZENIA DO OFERTY

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2025 r. GK Murapol wprowadziła do oferty 1 416 lokali w 7 inwestycjach w 5 miastach (wobec 3 194 lokali rok wcześniej.) tj. w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Toruniu i Siewierzu. Nowa oferta obejmuje lokale zaprojektowane zarówno w nowych przedsięwzięciach deweloperskich, jak i w kolejnych etapach realizowanych już inwestycji.

Na dzień 30 września 2025 r. oferta GK Murapol obejmowała 4 081 lokali w 16 miastach. 

LICZBA LOKALI W BUDOWIE

Na dzień 30 września 2025 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 8 014 lokali powstających w 101 budynkach realizowanych w ramach 28 projektów na terenie 15 miast, w tym w segmencie detalicznym 6 373 lokali, a w segmencie PRS – 1 641 lokali.

BANK ZIEMI

GK Murapol systematycznie odnawia i rozbudowuje aktywny bank ziemi. Na dzień 30 września 2025 r. dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę ponad 20,2 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej netto przekraczającej 859 tys. mkw. w 18 miastach.

Kolejny kwartał odnotowujemy stabilne i konsekwentne wyniki sprzedaży, co potwierdza solidne fundamenty naszej działalności. Nieustannie pracujemy nad tym, aby nasza oferta wyróżniała się na rynku, łącząc odpowiedni standard z atrakcyjną dostępnością cenową w jak najszerszym segmencie klientów. W ramach tych działań mieszkańcom naszych inwestycji oferujemy w standardzie nie tylko pakiet antysmogowy i Home Management System, ale także tworzymy na wybranych osiedlach profesjonalne, plenerowe siłownie – Murapol Gym. Naszym celem jest dotarcie do osób poszukujących miejsc przyjaznych do życia, przy zachowaniu szerokiej dywersyfikacji geograficznej, co odzwierciedla oferta ponad 4 tysięcy lokali w 16 miastach. Aktualny, aktywny bank ziemi, który gwarantuje podstawy naszej działalności na kolejne lata, obejmuje ponad 20 tysięcy lokali w 18 miastach. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

W ciągu ponad 24 lat działalności (do 30 września 2025 r.) GK Murapol zrealizowała 95 wieloetapowych inwestycji, w ramach których powstało 469 budynków obejmujących łącznie blisko 33 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,45 mln mkw.

NanoGroup przyspiesza komercjalizację systemu NanOX – emisja akcji na 24,5 mln zł

NanoGroup S.A., notowana na GPW spółka rozwijająca innowacyjne technologie medyczne, uzyskała zgodę Akcjonariuszy na emisję akcji serii N o wartości 24,5 mln zł. Spółka pozyskała już inwestorów zainteresowanych pokryciem większości emisji.  W sierpniu podpisała bowiem umowy inwestorskie z 14 inwestorami, którzy zadeklarowali objęcie akcji o wartości 17 mln zł. Środki zostaną przeznaczone m. in. na dalszy rozwój oraz komercjalizację flagowych projektów badawczo-rozwojowych, w tym przede wszystkim systemu NanOX do zastosowania w transplantologii, a także na realizację planów związanych z rozbudową grupy.

Zgodnie z uchwałą podjętą przez NWZ NanoGroup S.A., które odbyło się 8 października br. Spółka uzyskała prawo do emisji do 9,8 mln nowych akcji serii N o wartości nominalnej 1 zł każda. Cena emisyjna akcji została ustalona na 2,5 zł.

Zgoda naszych Akcjonariuszy na emisję akcji pozwoli nam zrealizować kolejne milestone’y na drodze do sukcesu naszej grupy. W pierwszej kolejności zamierzamy się skupić na systemie NanOX, w skład którego wchodzą płyn perfuzyjny NanOX 4 Kidney oraz urządzenie NanOX Recovery Box, które znajduje się na szczególnie zaawansowanym etapie rozwoju. Do końca roku zostaną zakończone badania w akredytowanej jednostce i kompletowanie dokumentacji technicznej, co pozwoli nam jeszcze przed końcem stycznia 2026 rozpocząć proces certyfikacji CE urządzenia. Jest to niezbędny krok do rozpoczęcia komercjalizacji Recovery Box, który mamy nadzieję nastąpi jeszcze w przyszłym roku. – mówi Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup S.A. – Ponadto, w ostatnich miesiącach zainwestowaliśmy w spółkę Doto Medical i platformę aptamerową oraz podpisaliśmy kilka listów intencyjnych z podmiotami, których projekty wzbudziły nasze zainteresowanie. Nie wykluczamy, że część z pozyskanych środków zostanie przeznaczona na dalszą rozbudowę naszej grupy – dodaje.

Środki zostaną przeznaczone m.in. na certyfikację urządzenia NanOX Recovery Box, innowacyjnego urządzenia do pozaustrojowej perfuzji nerek, umożliwiającego ich długotrwałe przechowywanie, regenerację i ciągłe monitorowanie. Urządzenie jest rozwijane jako część szerszego systemu – NanOX, którego celem jest zwiększenie liczby organów dostępnych do przeszczepienia. System obejmuje również syntetyczny płyn perfuzyjny NanOX 4 Kidney. Choć samo urządzenie może być sprzedawane samodzielnie, jego pełny potencjał ujawnia się w połączeniu z autorskim perfuzatem.

Certyfikacja oraz komercjalizacja Systemu NanOX jest dla nas obecnie projektem priorytetowym, na który zamierzamy przeznaczyć dużą część środków z nadchodzącej emisji. Będzie to kolejny duży zastrzyk środków w tym roku. W sierpniu pozyskaliśmy prawie 23 mln zł od PARP w ramach programu FENG, z przeznaczeniem na rozwój naszego autorskiego płynu do perfuzji nerek – NanOX 4 Kidney. To pokazuje, że potencjał naszych projektów jest dostrzegany i doceniany przez ekspertów – mówi Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup S.A.

O potencjale systemu NanOX świadczą m.in. duże transakcje M&A dokonywane ostatnio na rynku. przykładem jest przejęcie brytyjskiej spółki OrganOx przez japońską Terumo Corporation za 1,5 mld USD, co odpowiada ponad 20-krotności jej rocznych przychodów. Na tym tle rozwiązania NanoGroup wyróżniają się nie tylko posiadaniem urządzenia do perfuzji ale również innowacyjnym perfuzatem, charakteryzującym się wyższym poziomem bezpieczeństwa oraz uproszczoną logistyką, co czyni je atrakcyjnymi zarówno dla systemów ochrony zdrowia, jak i potencjalnych partnerów biznesowych zainteresowanych globalnym wdrożeniem technologii. Całość jest zabezpieczona zgłoszeniami patentowymi.

Dezinformacja o wywiadzie Angeli Merkel. Jak rosyjskie portale rozpowszechniły fałszywy przekaz o „obwinianiu Polski”

Wywiad Angeli Merkel dla węgierskiego kanału Partizán stał się w ciągu kilkudziesięciu godzin przykładem, jak skutecznie prorosyjska dezinformacja potrafi zdominować europejski obieg medialny. Jak ustalił Instytut Monitorowania Mediów (IMM), sensacyjny przekaz o tym, że była kanclerz Niemiec „obwinia Polskę” za wojnę w Ukrainie, nie pojawił się najpierw w niemieckim Bildzie, jak informowały niektóre polskie media, lecz został po raz pierwszy opublikowany przez portale powiązane z rosyjską propagandą.

Wypowiedź Merkel wyrwana z kontekstu

Była kanclerz Niemiec udzieliła obszernego wywiadu węgierskiemu kanałowi YouTube Partizán, w którym mówiła m.in. o relacjach z Viktorem Orbánem, stosunku do Rosji oraz wydarzeniach poprzedzających wybuch wojny w Ukrainie. W sieci szybko pojawiły się przekazy sugerujące, że Merkel „obwinia Polskę i państwa bałtyckie” za wojnę Putina.

Jak wyjaśniają serwisy fact-checkingowe Konkret24 i Demagog, wypowiedź Merkel została wyrwana z kontekstu. Była kanclerz wspomniała jedynie, że Polska i państwa bałtyckie sprzeciwiały się tworzeniu nowego formatu rozmów z Rosją przed 2022 rokiem, co było wyrazem odmiennej oceny sytuacji, a nie przypisaniem im winy.

Źródło fałszywego przekazu

Z analizy IMM wynika, że narracja o „obwinianiu Polski” nie pojawiła się najpierw w Niemczech.

Pierwszym portalem, który nadał wypowiedzi Merkel sensacyjny ton, był deutsch.news-pravda.com – 4 października 2025 r. o godz. 19:58 opublikował materiał o tytule:

„Merkel powiedziała, że Polska i kraje bałtyckie uniemożliwiły jej nawiązanie nowego formatu komunikacji z Rosją przed wybuchem wojny na Ukrainie”.

Według raportu francuskiej agencji rządowej Viginum, portal ten należy do sieci stron internetowych określonej jako „Portal Kombat”, wykorzystywanej przez Rosję do prowadzenia skoordynowanych kampanii dezinformacyjnych w Europie Zachodniej i w Ukrainie.

Dzień później, 5 października o godz. 12:16, temat przejęła rt.com – należąca do rosyjskiej państwowej sieci RT (dawniej Russia Today). W ciągu kolejnych godzin treść została powielona przez ponad 40 portali-satelitów, m.in. SanJoseSun.com, GermanyNews.net i NorthernIrelandNews.net.

Dopiero wieczorem, o godz. 18:19, niemiecki Bild opublikował artykuł pt.

„Merkel gibt Polen Mitschuld an Putins Krieg” (Merkel przypisuje Polsce współwinę za wojnę Putina),
co uruchomiło szeroką falę reakcji w Polsce i innych krajach Europy.

Kaskada informacyjna w europejskich mediach

Analiza IMM pokazuje, że w dniach 3–7 października 2025 r. narracja o „obwinianiu Polski” przez Merkel pojawiła się w 436 publikacjach zagranicznych, w tym 359 w mediach niezwiązanych bezpośrednio z rosyjskimi źródłami.

Przykłady nagłówków:

  • Szwajcaria (blick.ch): Merkel gibt Polen Mitschuld an Putins Krieg
  • Litwa (15min.lt): Merkel apkaltino Lenkiją ir Baltijos valstybes dėl Putino karo
  • Serbia (mondo.rs): Poljska je kriva za Putinovu invaziju
  • Estonia (ohtuleht.ee): Angela Merkel süüdistas Balti riike ja Poolat Ukraina sõja puhkemises
  • Włochy (ilfattoquotidiano.it): Merkel: Polonia e Baltici responsabili della guerra
  • Turcja (ensonhaber.com): Merkel: Ukrayna savaşının sorumluluğu Polonya ve Baltık ülkelerinde

Zidentyfikowano klasyczny efekt „kaskady informacyjnej” – gdy błędna, emocjonalna wiadomość zostaje powielona przez kolejne redakcje w różnych krajach bez weryfikacji źródeł.

„Szybkie publikowanie sensacyjnych treści to sprzymierzeniec dezinformacji. Rosja wykorzystuje tę dynamikę, by skutecznie wpływać na opinię publiczną w Europie” – komentuje Tomasz Lubieniecki, kierownik Działu Raportów Medialnych IMM.

Skala i emocjonalny kontekst

Z analizy IMM:

  • 47% publikacji zawierało w tytule bezpośrednie przypisanie winy Polsce i krajom bałtyckim,
  • 53% sugerowało winę pośrednią (np. „blokowanie rozmów z Putinem”).
    Najwięcej publikacji z takim przekazem odnotowano w Rumunii, Rosji i Niemczech.

Eksperci podkreślają, że fałszywe informacje o charakterze narodowym zyskują większy zasięg, bo wzmacniają lokalne emocje i uprzedzenia.

„W Polsce narracja o rzekomych oskarżeniach Merkel trafia w wrażliwy obszar relacji z Niemcami i tematu suwerenności. W Serbii wzmacnia antyzachodnie nastroje. Dlatego transnarodowy monitoring mediów jest dziś kluczowy dla zrozumienia, jak działa współczesna dezinformacja” – podsumowuje ekspert IMM.

Metodologia

Analiza została przeprowadzona przez Instytut Monitorowania Mediów na podstawie treści zagranicznych portali internetowych opublikowanych w dniach 3–7 października 2025 r. Uwzględniono źródła w językach niemieckim, angielskim, włoskim, litewskim, estońskim, serbskim i tureckim.

Akces NCBR i Scanway tworzą ekosystem wsparcia dla innowacyjnych startupów z branży kosmicznej

Akces NCBR oraz Scanway S.A. zawarły porozumienie o współpracy w obszarze wspierania rozwoju innowacyjnych startupów działających w sektorze kosmicznym. Wspólne działania koncentrować się będą na synergii kompetencji, zasobów i doświadczeń obu podmiotów – ze szczególnym uwzględnieniem programów akceleracyjnych Akces NCBR, takich jak SpaceTech.

Zakres współpracy obejmuje m.in.: wspólne działania na rzecz rozwoju ekosystemu wspierającego komercjalizację innowacyjnych technologii kosmicznych, w tym realizowanych przez Akces NCBR programach akceleracyjnych. Celem współpracy jest ułatwianie kontaktów startupom z międzynarodowymi partnerami i instytucjami branżowymi oraz wspólne działania promujące znaczenie sektora kosmicznego i innowacyjnych rozwiązań technologicznych
w gospodarce.

Współpraca ta rozpocznie się już w trakcie Programu Akceleracyjnego Space Tech do którego aktualnie Akces NCBR prowadzi nabór (do 12.10.2025 r. do godz. 23:59) dedykowanego branży technologii kosmicznych, realizowanego we współpracy z Agencją Rozwoju Przemysłu S.A. (ARP) – operatorem programu inkubacyjnego ESA BIC Poland, oraz Polską Agencją Kosmiczną (POLSA). Program oferuje wsparcie dla startupów posiadających innowacyjne rozwiązania z zakresu technologii kosmicznych w postaci mentoringu biznesowego oraz bezzwrotnego grantu w wysokości 300.000 zł.  

Zawiązane porozumienie ma charakter długofalowy – obie strony deklarują otwartość na wspólne działania podczas kolejnych edycji programów oraz rozszerzanie zakresu współpracy o nowe inicjatywy i partnerów. Porozumienie przewiduje optymalne wykorzystanie potencjału współpracy pomiędzy Akces NCBR a Scanway w celu zapewnienia startupom wsparcia na każdym etapie rozwoju – od inkubacji przez akcelerację, po wdrożenia rynkowe.

Scanway S.A. to firma o globalnym zasięgu i przedstawiciel silnego nurtu New Space (firma jest czołowym eksporterem technologii kosmicznych w Polsce). Kilka dni temu Spółka ogłosiła nową strategię na lata 2026–2028, która wyznacza kierunki jej dalszego rozwoju. Celem długoterminowym jest dołączenie do grona największych komercyjnych integratorów ładunków optycznych na świecie. Już pod koniec 2028 roku Spółka planuje znaleźć się wśród największych integratorów (prime contractor) ładunków optycznych w Europie.

Współpraca pomiędzy Akces NCBR a Scanway S.A. to połączenie doświadczenia w obszarze technologii kosmicznych z know-how w akceleracji młodych, innowacyjnych startupów. Zarządy obu organizacji podkreślają, jak istotne znaczenie ma wspólne działanie na rzecz rozwoju sektora kosmicznego w Polsce.

Sektor kosmiczny w Polsce rośnie w siłę, a w związku z tym pojawiają się nowe wyzwania i potrzeby rozwojowe startupów. Dzięki współpracy z firmą Scanway S.A. zyskujemy nie tylko partnera o ugruntowanej pozycji technologicznej, ale też źródło praktycznej wiedzy, które pomoże nam jeszcze lepiej wspierać młode firmy z tej branży w komercjalizacji tych ich rozwiązań – podkreśliła Arleta Malasińska, Prezes Akces NCBR.

Cieszę się, że możemy pomóc w budowie młodego ekosystemu innowacji kosmicznych w Polsce. Doskonale rozumiem, jak ogromne znaczenie ma mądre wsparcie merytoryczne na wczesnym etapie rozwoju biznesu – my sami je otrzymaliśmy i dziś czujemy, że powinniśmy dzielić się naszą wiedzą, wspierać młodych i inspirować. Tak widzę naszą rolę mówi Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A. Wierzę, że połączenie doświadczenia Scanway w komercjalizacji technologii kosmicznych z potencjałem programów akceleracyjnych Akces NCBR pozwoli stworzyć realne warunki do rozwoju młodych firm z sektora New Space – podsumowuje.

Nowe technologie tworzą i zabierają miejsca pracy

Rozwój biznesu pozostaje głównym motorem tworzenia nowych miejsc pracy w Polsce – wskazuje na niego 45% pracodawców. Z kolei co trzecia firma deklaruje, że redukcje zatrudnienia wynikają głównie ze zmian rynkowych, które ograniczają zapotrzebowanie na niektóre zawody. 41% organizacji utrzymuje obecne zespoły bez zmian, uznając, że dotychczasowy personel w pełni odpowiada na potrzeby biznesowe. Takie wnioski płyną z analizy ManpowerGroup.

Aż 45% polskich przedsiębiorstw deklaruje, że nowe stanowiska powstaną w związku z rozwojem organizacji. Kolejne 28% planuje zatrudnienia w ramach ekspansji na nowe rynki i regiony. Dążenie do większej różnorodności kadrowej wskazało 25% firm, natomiast postęp technologiczny i związana z nim potrzeba nowych kompetencji – 23% przedsiębiorstw. Co piąta organizacja (20%) planuje zwiększyć zatrudnienie, by zrealizować projekty lub tymczasowe inicjatywy. Rekrutacje mają również wspierać budowanie przewagi konkurencyjnej i wnoszenie do zespołów świeżych perspektyw, co deklaruje 19% pracodawców. Z kolei 16% firm chce uzupełnić wakaty po odejściach sprzed ostatniego kwartału, a tyle samo planuje zastąpić osoby, które rozstały się z organizacją w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Nowe role tworzy również 13% pracodawców, reagując na zmieniające się wymagania rynkowe.

– Mimo globalnych zawirowań i rosnących kosztów prowadzenia działalności, wiele polskich firm konsekwentnie inwestuje w rozwój i aktywnie poszukuje nowych talentów, szczególnie z doświadczeniem w sprzedaży, ekspansji na nowe rynki, a także specjalistów w obszarze rozwoju produktów czy usług. Równocześnie rośnie zapotrzebowanie na kompetencje związane z nowymi technologiami, takimi jak automatyzacja, sztuczna inteligencja, które pozwalają firmom zwiększać efektywność. Coraz większą rolę odgrywa także analiza danych oraz optymalizacja procesów. Warto podkreślić też rosnące zapotrzebowanie na elastyczne formy zatrudnienia, w tym umowy projektowe i krótkoterminowe współprace, które pozwalają firmom szybko reagować na zmieniające się potrzeby biznesowe, optymalizować koszty i korzystać z wyspecjalizowanych kompetencji w określonym czasie, bez konieczności tworzenia stałych etatów – mówi Anna Tietianiec, ekspert rynku pracy, lider specjalizacji w Manpower.

Zmiany rynkowe i wyzwania ekonomiczne wymuszają redukcje etatów

Redukcje zatrudnienia w polskich firmach najczęściej wynikają ze zmian rynkowych, które ograniczyły zapotrzebowanie na niektóre zawody (32%). Wyzwania ekonomiczne wskazuje 22% organizacji, a 21% zmniejszony popyt na produkty lub usługi. Co piąta firma (20%) planuje zwolnienia w związku z zakończeniem projektów, automatyzacją lub optymalizacją procesów. W dalszej kolejności wymieniana jest reorganizacja i restrukturyzacja (17%) oraz decyzja o nieuzupełnianiu wakatów po odejściu pracowników (15%). Zmiana wymaganych kompetencji stanowi główny powód redukcji dla 13% firm.

– Firmy dokonują restrukturyzacji i reorganizacji, które mają na celu nie tylko reagowanie na bieżące trudności. Coraz częściej są one sygnałem trwałych zmian na rynku pracy, które wymuszają dostosowanie się do nowych realiów gospodarczych i technologicznych. Automatyzacja i optymalizacja procesów oraz zmieniające się wymagania kompetencyjne kształtują na nowo realia rynku pracy. Wśród zawodów, które tracą na znaczeniu, można wymienić te, które są najbardziej narażone na automatyzację. Z kolei na znaczeniu rosną zawody związane z rozwojem technologii, ochroną zdrowia, medycyną, biotechnologią, a także zrównoważonym rozwojem. Jednocześnie coraz większą role odgrywają umiejętności miękkie, których nie sposób zautomatyzować, takie jak elastyczność, zdolność do uczenia się, krytyczne myślenie, umiejętność rozwiązywania złożonych problemów oraz inteligencja emocjonalna – dodaje ekspertka Manpower.

Dlaczego firmy decydują się utrzymać obecne zespoły bez zmian?

W 41% organizacji obecny personel w pełni wystarcza do realizacji celów biznesowych. Dla 26% przedsiębiorstw rynek wydaje się stabilny, dlatego nie przewidują one istotnych zmian kadrowych, a 23% firm świadomie koncentruje się na utrzymaniu istniejących już zespołów. Na brak potrzeby zmian wpływa również większa efektywność operacyjna (17%) oraz tymczasowe wstrzymanie obsadzania wakatów (16%). 14% organizacji czeka na zmiany w gospodarce przed podjęciem decyzji rekrutacyjnych, a taki sam odsetek nie planuje w najbliższym czasie dużych projektów ani ekspansji (14%). Z kolei 13% organizacji nie zmienia poziomu zatrudnienia z powodu ograniczeń finansowych.

Zdaniem Anny Tietianiec, decyzja firm o utrzymaniu obecnego poziomu zatrudnienia może być zarówno wyrazem ostrożności, jak i świadomą strategią biznesową. – Z jednej strony stabilność zespołów często wynika z przekonania, że obecny personel jest wystarczający do realizacji celów biznesowych a rynek jest stabilny. Z drugiej strony, wstrzymanie zmian kadrowych bywa również formą ostrożności wynikającą z niepewności ekonomicznej lub ograniczeń finansowych, które zmuszają przedsiębiorstwa do zamrożenia rekrutacji, szczególnie na stanowiska związane z dużymi nakładami na badania i rozwój, ale także na stanowiska administracyjne czy juniorskie, które często podlegają automatyzacji. Dynamika rynku pracy jest zróżnicowana i zależy nie tylko od lokalnych uwarunkowań, ale także od czynników zewnętrznych. Wpływ na te decyzje mogą mieć między innymi niestabilna sytuacja geopolityczna, wojna w Ukrainie, napięcia handlowe związane z polityką celną, czy zmiany w polityce migracyjnej. Te czynniki mogą wpływać zarówno na koszty działalności firm, jak i na decyzje inwestycyjne. Decyzja o zachowaniu dotychczasowego poziomu zatrudnienia niesie ze sobą zarówno korzyści, jak i ryzyka. Do zalet należy stabilizacja zespołu i brak kosztów związanych z rekrutacją i wdrożeniem nowych pracowników. Wstrzymanie zmian kadrowych może jednak wiązać się z ryzykiem utraty dynamiki i innowacyjności. Firmy mogą mieć trudności z adaptacją do szybko zmieniającego się otoczenia, jeśli nie będą inwestować w rozwój pracowników lub nie będą otwarte na pozyskanie nowych talentów – podsumowuje ekspertka Manpower.

Raport Capgemini: Technologia On-Demand rośnie, ale firmy tracą kontrolę nad kosztami

W erze dynamicznej transformacji cyfrowej organizacje coraz chętniej sięgają po technologie dostępne na żądanie – takie jak chmura publiczna, SaaS czy generatywna sztuczna inteligencja (Gen AI). Ich celem jest zwiększenie zwinności, innowacyjności i konkurencyjności firm. Jednak, jak pokazuje nowe globalne badanie Capgemini Research Institute „The On-Demand Tech Paradox: Balancing Speed and Spend”, rosnące koszty, złożoność procesów i braki w zarządzaniu mogą podważać oczekiwany zwrot z inwestycji.

Firmy coraz częściej rezygnują z kapitałochłonnych projektów IT na rzecz elastycznych modeli opartych na kontroli zużycia i technologii dostępnych na żądanie. Według najnowszego raportu Capgemini Research Institute „The On-Demand Tech Paradox: Balancing Speed and Spend” wydatki na IT będą rosły, a udział rozwiązań On-Demand w budżetach IT ma w ciągu roku zwiększyć się z 29% do 41%.

Aż 77% kadry menedżerskiej wskazuje skalowalność i wydajność chmury jako klucz do rozwoju i wyróżnienia się na rynku – to one pozwalają szybciej wprowadzać innowacje, skracać czas wdrażania produktów i utrzymywać przewagę konkurencyjną. Jednocześnie wiele organizacji zmaga się z wyzwaniem, jak korzystać z potencjału technologii On-Demand, nie tracąc kontroli nad kosztami.

– Organizacje wyraźnie zmieniają podejście do wydatków technologicznych. W ciągu najbliższego roku udział rozwiązań On-Demand w budżetach IT ma wzrosnąć, głównie za sprawą wdrażania technologii opartych na sztucznej inteligencji oraz postępującej digitalizacji. Jednocześnie prognozuje się, że całkowite inwestycje w IT wzrosną do niemal 6% wartości przychodów. Coraz więcej firm planuje dalszy rozwój strategii hybrid i multi-cloud, z rosnącym udziałem chmury publicznej względem środowisk prywatnych. To element świadomej polityki, która pozwala zachować równowagę między optymalizacją kosztów a zgodnością z regulacjami i bezpieczeństwem danych – komentuje Artur Kmiecik, Head of Cloud and Infrastructure Delivery z Capgemini Polska.

Technologie On-Demand napędzają wydatki na IT, ale nie bez wyzwań

Podczas gdy zaawansowani użytkownicy technologii On-Demand już korzystają z ich potencjału – obniżając koszty, przyspieszając rozwój produktów i podnosząc jakość obsługi oraz efektywność operacyjną – mniej doświadczone firmy szybko przekonują się, że przed nimi stoi wiele wyzwań. Najważniejsze z nich to:

  • Gwałtowny wzrost kosztów i złożoności procesów. 82% kadry menedżerskiej zgłasza znaczący wzrost kosztów chmury, SaaS i Gen AI. Kluczowymi przyczynami tego stanu rzeczy są: inflacja, adopcja AI i rosnące zapotrzebowanie na infrastrukturę cyfrową.
  • Przekroczenia budżetów. 76% organizacji przekroczyło zakładane budżety na chmurę publiczną (średnio o 10%). 68% wydało więcej niż zakładało na Gen AI, a 52% na SaaS. Głównymi przyczynami są niewykorzystane zasoby i zdecentralizowane schematy zakupu.
  • Shadow IT i zagrożenia bezpieczeństwa. Właściciele biznesowi napędzają obecnie 59% wydatków na Gen AI i 48% na SaaS, a w przypadku SaaS 12% wszystkich kosztów pozostaje poza odpowiednią kontrolą. Niemal wszyscy menedżerowie (98%) przyznają, że omijają działy IT przy zakupach technologicznych, co prowadzi do nieefektywnego wykorzystania zasobów i narzędzi oraz luk w bezpieczeństwie.
  • Ograniczony zwrot z inwestycji. Mimo wysokich nakładów tylko 29% organizacji osiągnęło oczekiwane oszczędności dzięki SaaS, 33% uzyskało pożądaną jakość usług chmurowych, a 38% przyspieszyło innowacje dzięki Gen AI.

– Organizacje nie funkcjonują w oderwaniu od otoczenia. Napięcia geopolityczne, zmieniające się regulacje i obawy o kontrolę nad danymi związane z ekspansją nowych i szeroko dostępnych technologii, sprawiły, że niemal połowa firm uwzględnia suwerenność chmury w swoich strategiach rozwoju. Choć takie podejście zwiększa koszty operacyjne, uznawane jest za kluczowe dla skutecznego zarządzania ryzykiem regulacyjnym i budowania długoterminowej odporności – dodaje Artur Kmiecik, Head of Cloud and Infrastructure Delivery z Capgemini Polska.

FinOps – klucz do sukcesu On-Demand

Analizując wyniki badania Capgemini Research Institute warto zwrócić uwagę na jeden ciekawy aspekt – 60% organizacji korzysta z narzędzi do zarządzania kosztami chmury, ale tylko 37% ocenia ich skuteczność lub podejmuje działania na podstawie uzyskanych informacji. Co więcej, chociaż trzy czwarte badanych organizacji (76%) posiada lub planuje utworzyć zespoły FinOps do zarządzania finansami i technologią, większość z nich nadal koncentruje się na wąskim zakresie zadań i ma charakter wyłącznie operacyjny. Raport z badania pokazuje też, że tylko 2% organizacji posiadających dedykowaną funkcję FinOps, zajmuje się kompleksowo zarządzaniem chmurą, oprogramowaniem SaaS i sztuczną inteligencją, a w przypadku zaledwie 42% ich działania mają wpływ na decyzje biznesowe.

Ponad połowa organizacji (53%) przyznaje, że nieefektywne wykorzystanie technologii na żądanie prowadzi do nadmiernego zużycia energii i wzrostu emisji CO₂. Mimo to jedynie 36% firm posiada strategię łączącą działania proekologiczne z praktykami FinOps. Tymczasem wdrażanie dobrych praktyk – takich jak projektowanie energooszczędnych architektur, optymalizacja obliczeń i pamięci masowej, wyłączanie nieaktywnych zasobów czy planowanie obciążeń roboczych – pozwala ograniczyć nie tylko koszty, ale również ślad węglowy.

Private debt w Europie Środkowej podwoi wartość do 2030 roku – liderem Polska

Wartość transakcji na rynku długu prywatnego (private debt) w Europie Środkowej podwoi się w ciągu najbliższych pięciu lat, uważają eksperci kancelarii Baker McKenzie. Spodziewane ożywienie na rynku fuzji i przejęć oraz utrzymanie tempa wzrostu gospodarczego będzie sprzyjać dalszemu rozwojowi rynku. Polska odpowiada za 85 proc. transakcji typu private debt w regionie.

W latach 2020-2024 rynek długu prywatnego w Europie Środkowej rósł średnio o 18 proc. rocznie. Od początku 2020 roku do I kwartału 2025 zawarto 235 transakcji typu private debt o wartości około 1,5-2 mld euro, z czego zdecydowana większość (200) przypadło na Polskę, wynika z danych Deloitte. Większość transakcji przeprowadzili lokalni gracze. Na globalne fundusze przypadło 19 transakcji. Zdaniem ekspertów Baker McKenzie rynek private debt jest na fali wznoszącej i w najbliższych latach utrzyma dotychczasowe tempo wzrostu.

– W rozmowach z naszymi klientami zwracamy uwagę na Polskę jako ważny, przyszłościowy rynek – mówi Ben Bierwirth, Partner Baker McKenzie w Londynie.Z dużym zainteresowaniem obserwujemy ostatnią falę transakcji. Zakładamy, że wraz z ożywieniem w obszarze fuzji i przejęć pojawią się kolejne transakcje typu private debt.

Polski rynek długu prywatnego ugruntował swoją pozycję jako alternatywa dla finansowania bankowego. Mimo wyższego kosztu długu, firmy coraz częściej decydują się na tę formę finansowania ze względu na bardziej elastyczne, dostosowane do specyfiki ich biznesu warunki zabezpieczeń i spłaty. Na transakcje w Polsce wpływają również trendy obserwowane na globalnych rynkach, w tym rosnąca współpraca między bankami a funduszami private debt. Coraz częściej zamiast konkurować, tworzą one wspólne, złożone konsorcja oferujące kompleksowe produkty i struktury finansowania dla firm.

Banki i dostawcy długu prywatnego coraz częściej współpracują w ramach złożonych, hybrydowych struktur – mówi Jakub Czerka, Senior Associate w zespole Banking & Finance w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Ich wspólnym celem jest identyfikacja nisz rynkowych i oferowanie uzupełniających się rozwiązań dla kredytobiorców.

Większość transakcji realizowanych przez lokalne fundusze mieści się w przedziale 2-5 mln euro, podczas gdy fundusze międzynarodowe zawierają umowy od co najmniej 10 mln euro – większość transakcji przekracza 50 mln euro. Coraz częściej jednak pojawiają się transakcje o jeszcze większej skali – w przedziale 100-200 mln euro.

Równolegle ze wzrostem rynku długu prywatnego w Polsce, dynamicznie rozwija się również rynek obligacji korporacyjnych – wskazują eksperci. Przykładem jest emisja obligacji senioralnych o wartości 850 mln euro przeprowadzona przez firmę logistyczną InPost.

W transakcji InPost zostały przewidziane rozwiązania w zakresie elastyczności i mechanizmów zabezpieczeń, które dotychczas obserwowaliśmy w zasadzie wyłącznie na bardziej rozwiniętych rynkach Europy Zachodniej – mówi Katarzyna Grodziewicz, Counsel w zespole Capital Markets w Baker McKenzie w Warszawie.Tego typu transakcje pokazują ewolucję i coraz większą dojrzałość polskiego rynku.

Zdaniem Baker McKenzie, rynek długu prywatnego jest pozytywnie skorelowany ze wzrostem gospodarczym, a spodziewane ożywienie w segmencie fuzji i przejęć dodatkowo wzmocni ten trend w kolejnych latach.

– Ożywienie na rynku M&A i rosnące potrzeby kapitałowe spółek staną się głównym czynnikiem wzrostu na rynku private debt w nadchodzących latach – podkreśla Ben Bierwirth. – Ostatnie lata były stosunkowo spokojne, ale istnieje duża pula kapitału, która czeka na zainwestowanie.

Rynek wtórny mieszkań we wrześniu 2025: stabilne ceny w większości miast

We wrześniu oczy kupujących mieszkania były zwrócone gównie na rynek pierwotny, bo deweloperzy wtedy właśnie odkryli ceny wszystkich oferowanych mieszkań. Na rynku wtórnym ceny nie budzą takich emocji, a wrzesień był kolejnym miesiącem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego w większości metropolii – wynika z danych portalu GetHome.pl.

Najpewniej wielu potencjalnych nabywców mieszkań ma obecnie dylemat: kupić nowe czy z drugiej ręki? Z jednej strony, niektórzy deweloperzy obniżają ceny albo dają spore rabaty. Z drugiej, rynek wtórny wciąż wygrywa z pierwotnym pod względem dostępności mieszkań na przeciętną kieszeń – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Ceny na rynku wtórnym-wrzesień 2025-ceny-wtórny i pierwotny

I dodaje, że na rynku mieszkaniowym rozkręca się walka o klienta, bo sprzedający używane mieszkania również wykazują się elastycznością w negocjacjach z potencjalnymi nabywcami. Nie są też rzadkością obniżki cen na etapie ofertowym. W efekcie wrzesień był kolejnym miesiącem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego. Z danych portalu GetHome.pl wynika, że jej poziom z sierpnia utrzymał się w Krakowie (ok. 16,6 tys. zł/m kw.), Wrocławiu (14,2 tys. zł/m kw.), Trójmieście (ok. 15,9 tys. zł/m kw.), Łodzi (ok. 9 tys. zł/m kw.) i Poznaniu (ok. 11,7 tys. zł/m kw.). O 1% średnia cena metra kwadratowego spadła w Katowicach (do ok. 11,6 tys. zł/m kw.) i o tyle samo wzrosła w Warszawie (do nieco ponad 17,9 tys. zł/m kw.).Ceny na rynku wtórnym-wrzesień 2025-cena m kw-R

Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, zwraca uwagę, że w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Łodzi średnia cena metra kwadratowego mieszkań dostępnych na rynku wtórnym była niższa niż przed rokiem. Liderem podwyżek jest na razie Łódź. Według portalu GetHome.pl, we wrześniu ceny używanych mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy kosztowały tam średnio o 4% więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Wzrost średniej o 3% portal odnotował w Katowicach i o 1% – w Trójmieście.  Natomiast w pozostałych metropoliach jest taniej niż przed rokiem. W Krakowie obniżka sięgała we wrześniu -5%, w Poznaniu – 3%, a w Warszawie i Wrocławiu – 1%.

Warto nadmienić, że Łódź wciąż jest najtańszą metropolią. Wynika to najpewniej z tego, że w ofercie wciąż wysoki udział mają mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Duży wzrost średniej ceny metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki może więc być efektem wyrównywania różnicy, m.in. wskutek rosnącego odsetka nowych lokali, których w ostatnich latach powstawało tam bardzo dużo.Ceny na rynku wtórnym-wrzesień 2025-oferta

Co ważne, po trzech miesiącach spadku liczby mieszkań dostępnych na rynku wtórnym w Warszawie, a po pięciu – w Łodzi i Poznaniu, wrzesień przyniósł tam wzrost oferty. Jak podaje przeszukiwarka portali nieruchomości Adradar, liczba unikalnych ofert zwiększyła się o 3% w stolicy (do 17,9 tys. lokali) i Poznaniu (do 4 tys.) oraz o 2% w Łodzi (do 5,4). Wybór mieszkań nie zmienił się w Katowicach (ok. 2,4 tys. lokali), Trójmieście (8,4 tys.) i Krakowie (8,9 tys.). Natomiast we Wrocławiu wrzesień był szóstym z rzędu miesiącem, w którym liczba mieszkań skurczyła się. Tym razem o 3% (do 9,4 tys. mieszkań).Ceny na rynku wtórnym-wrzesień 2025-cena m kw-M

–  O ile na rynku pierwotnym wrzesień przyniósł wzrost popytu na mieszkania, to na rynku wtórnym wciąż nie widać wyraźnego ożywienia – przyznaje Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. Według niego mogą na to wskazywać dane Adradar – we wrześniu z rynku zniknęło 31,5 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań, czyli o 2% mniej niż w urlopowym sierpniu i aż o 14% mniej niż rok temu.  Równocześnie we wrześniu pojawiło się 32,5 tys. nowych ofert. W efekcie w całym kraju do kupienia było 151 tys. używanych mieszkań, czyli o 1% więcej niż w sierpniu.Ceny na rynku wtórnym-wrzesień 2025-oferta-kraj

Po trzech tegorocznych obniżkach stóp procentowych sprzedający mieszkania raczej nie mają co liczyć na skokowy wzrost popytu na nie. Po prostu dostępność kredytów wciąż jest za niska dla wielu potencjalnych nabywców. Z drugiej strony, kupujących mieszkania prawdopodobnie przybędzie. Na rynek wracają bowiem ci, którzy mają odpowiednią zdolność kredytową, ale odkładali decyzję w oczekiwaniu na dopłatę do kredytu lub kolejne obniżki stóp procentowych. Dalsze wstrzymywanie się przestało mieć jednak sens, bo dopłat nie będzie, a kolejne cięcia stóp prawdopodobnie szybko nie nastąpią. W dodatku rząd zapowiedział obłożenie banków wyższym podatkiem CIT od 2026 r., co te mogą zrekompensować sobie podwyższeniem marż kredytowych – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Rynek ubezpieczeń w Polsce: rośnie rola technologii, spada optymizm. Wskaźnik sentymentu najniższy od lat

0

Cyfrowa transformacja i sztuczna inteligencja pozostają głównym motorem rozwoju rynku ubezpieczeń w Polsce – wskazuje 64 proc. ekspertów biorących udział w badaniu firmy doradczej Deloitte i EKF Research. Ich zdaniem technologie te umożliwią nie tylko optymalizację kosztów, lecz także rozwój nowych produktów i lepsze dopasowanie ofert do potrzeb klientów.

Branża jednocześnie staje przed coraz większą presją regulacyjną oraz wyzwaniami geopolitycznymi i klimatycznymi, które mogą hamować jej rozwój.

Analiza została opracowana w oparciu o dwuetapowe badanie eksperckie przeprowadzone wśród przedstawicieli rynku ubezpieczeniowego. W pierwszym etapie zidentyfikowano kluczowe szanse i zagrożenia dla rozwoju sektora w perspektywie do 2028 roku, natomiast w drugim – eksperci dokonali oceny ich prawdopodobieństwa wystąpienia oraz znaczenia dla rynku. Na tej podstawie wyliczono syntetyczny wskaźnik sentymentu branży ubezpieczeniowej, który w tegorocznej edycji wyniósł -117,4, wobec -92,5 rok wcześniej, co wskazuje na pogorszenie nastrojów w sektorze. Wyniki badania zostały uzupełnione o prognozy makroekonomiczne oraz ocenę wpływu regulacji ESG i nowych technologii na stabilność i dalszy rozwój branży. Jak wynika z przeprowadzonej analizy, przyszłość sektora w perspektywie trzyletniej będzie zależeć od zrównoważenia inwestycji w technologię z rosnącymi wyzwaniami zewnętrznymi.

Czynniki sprzyjające zmianom w branży

Wyniki pierwszego etapu badania pozwoliły wyodrębnić dziesięć najważniejszych szans rozwojowych dla rynku ubezpieczeń w Polsce. Wśród nich znalazły się zarówno czynniki technologiczne, jak i gospodarcze oraz społeczne, które w nadchodzących latach mogą znacząco wpływać na dynamikę zmian w branży.

Zdaniem ekspertów, w najbliższych latach to cyfryzacja i innowacje technologiczne będą napędzać rozwój polskiego rynku ubezpieczeń. Szczególne znaczenie mają tu rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, które w istotny sposób zwiększają efektywność procesów biznesowych. Aż 96 proc. respondentów podkreśla ich znaczenie, wskazując na możliwość obniżenia kosztów działalności firm ubezpieczeniowych, precyzyjniejszej oceny ryzyka oraz tworzenia produktów lepiej dopasowanych do potrzeb klientów. Co ważne, ten kierunek uznano za najbardziej realny impuls zmian – 64 proc. ekspertów uważa, że to właśnie on najbardziej wpłynie na rynek.

Sprzyjające warunki dla dalszej transformacji tworzy również otoczenie makroekonomiczne. Prognozy zakładają, że w latach 2025-2028 polska gospodarka będzie rozwijać się w tempie około 3 proc. rocznie – nieco poniżej oczekiwanych 3,5 proc. w samym 2025 roku. Stabilny wzrost gospodarczy uznany został przez ekspertów za jeden z najważniejszych czynników wspierających rozwój analizowanego rynku.

Kolejnym istotnym czynnikiem jest rosnące zainteresowanie prywatnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi. Ich dynamika wzrostu sięga obecnie 12 proc. rocznie, a kluczowymi czynnikami napędzającymi ten trend są starzenie się społeczeństwa i ograniczona wydolność publicznej służby zdrowia. W 2024 roku wartość składek z tego tytułu przekroczyła 12 mld zł, a do 2028 roku może osiągnąć nawet 20 mld zł, co czyni ten segment jednym z najbardziej perspektywicznych obszarów całego rynku.

Regulacje i geopolityka spowalniają transformację

Choć przed rynkiem ubezpieczeń w Polsce otwiera się wiele perspektyw, przedstawiciele branży ostrzegają, że nie brakuje też zagrożeń, które mogą zahamować jego rozwój. Największym z nich pozostaje presja regulacyjna, ściśle powiązana z postępującą cyfryzacją sektora. Podobnie jak w ubiegłym roku, eksperci wskazali kwestie regulacyjne jako jedno z najpoważniejszych ryzyk dla sektora. Nadmierne obciążenia legislacyjne i niepewność regulacyjna ocenione zostały na 14,2 pkt. przy 64 proc. prawdopodobieństwie materializacji.

„Technologia i powiązane z nią regulacje to zarówno szansa na zmianę ekonomiki prowadzenia biznesu, jak i wyzwania zapewnienia zgodności. Rozporządzenie DORA podniosło poprzeczkę odporności operacyjnej oraz nadzoru nad krytycznymi dostawcami ICT, a AI Act wprowadza wymogi dla systemów wysokiego ryzyka i konieczność zbudowania spójnego podejścia dla modeli, danych i łańcuchów dostaw. Jednocześnie tempo przyrostu i złożoność tych regulacji sprawiają, że mimo ich pozytywnego wpływu na bezpieczeństwo i przejrzystość rynku, stanowią one coraz większe obciążenie finansowe i organizacyjne dla instytucji, ograniczając ich elastyczność i możliwości inwestycyjne” – ocenia Marcin Warszewski, partner, lider usług dla sektora ubezpieczeń, Deloitte.

Drugim rodzajem zagrożeń wskazanym w analizie pozostaje niepewność geopolityczna. Eksperci przypisali jej najwyższą wagę (16,9 pkt.), przy prawdopodobieństwie realizacji sięgającym 45 proc. Wśród głównych źródeł ryzyka wskazano wojnę w Ukrainie, nasilającą się rywalizację gospodarczą pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz polityczną niestabilność w USA. Zjawiska te prowadzą do wzrostu kosztów reasekuracji, niepewności co do wartości szkód oraz ograniczają możliwości dywersyfikacji ryzyk. W efekcie rośnie znaczenie polis kredytu kupieckiego, tych chroniących przed zagrożeniem politycznym czy produktów morskich, które coraz częściej odpowiadają na potrzeby klientów w warunkach globalnych napięć.

ESG i klimat – niski poziom dojrzałości, wysoki potencjał

Na rosnącą złożoność otoczenia dla ubezpieczycieli nakłada się również presja związana z transformacją klimatyczną i wymogami zrównoważonego rozwoju. ESG staje się jednym z istotniejszych tematów dla polskiego rynku, łącząc wyzwania klimatyczne z coraz bardziej wymagającymi regulacjami unijnymi. 65 proc. badanych wskazuje, że materializacja ryzyk pogodowych stanowi zagrożenie dla stabilności sektora.

Mimo rosnącej świadomości, poziom dojrzałości regulacyjnej branży pozostaje niski – średnia ocena ekspertów to zaledwie 2,6 w pięciostopniowej skali. Największą barierą są wysokie koszty wdrożeń, które wymienia aż 70 proc. respondentów. Potwierdza to, że realizacja polityk zrównoważonego rozwoju, w tym zasad ESG, wymaga dużych nakładów inwestycyjnych. Dodatkowym utrudnieniem jest ograniczone zainteresowanie ze strony interesariuszy (50 proc.) oraz brak odpowiednich zasobów i kompetencji w tym zakresie (40 proc.). W efekcie wprowadzanie zmian w duchu ESG postępuje wolno, a potencjał sektora w zakresie wspierania transformacji klimatycznej wciąż nie jest w pełni wykorzystywany.

„Zmiana klimatu i rosnące znaczenie wyzwań transformacyjnych wyznaczają dziś nową dynamikę dla sektora ubezpieczeniowego. ESG przestaje być jedynie regulacyjnym obowiązkiem, a staje się impulsem do przebudowy modeli biznesowych i tworzenia rozwiązań, które wspierają transformację – od ochrony inwestycji w zieloną energię, po projekty ograniczające skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. Choć wciąż widoczne są bariery związane z kosztami i brakiem kompetencji, kierunek zmian jest jednoznaczny, a branża może odegrać istotną rolę w budowaniu odpornej i wciąż rosnącej gospodarki” – podkreśla Julia Patorska, partnerka, liderka portfolio Sustainabilty & Climate w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

Europejski Trybunał Obrachunkowy: w wydatkach UE wciąż występują błędy, a zadłużenie Unii rośnie

Poziom błędu w wydatkach z budżetu UE spadł do 3,6%, ale Trybunał po raz szósty z rzędu wydał opinię negatywną o wydatkach Unii. W najnowszym sprawozdaniu rocznym kontrolerzy ostrzegają także przed narastającym ryzykiem wynikającym z rosnącego zadłużenia UE, które może przekroczyć 900 mld euro do 2027 roku.

Według Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (ETO) sprawozdanie finansowe UE za 2024 rok przedstawia rzetelny obraz sytuacji, jednak w części wydatków wciąż występują nieprawidłowości. Szacowany poziom błędu w wydatkach wyniósł 3,6%, wobec 5,6% w 2023 roku, co oznacza poprawę, ale nadal przekracza próg istotności wynoszący 2%.

– Choć spadek poziomu błędu stanowi krok naprzód, w unijnych wydatkach wciąż występuje zbyt wiele nieprawidłowości – powiedział Tony Murphy, prezes Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. – Utrzymują się uchybienia w strukturach nadzoru i rozliczalności. W miarę jak kształtowany jest budżet UE po 2027 roku, należy zadbać o stabilność i przejrzystość przyszłych finansów Wspólnoty.

Błędy i nieprawidłowości w wydatkach UE

ETO po raz szósty z rzędu wydał opinię negatywną o wydatkach Unii, uznając, że poziom błędu jest „rozległy i przekracza próg istotności”. Największy odsetek błędów dotyczy wydatków w ramach polityki spójności, gdzie poziom błędu sięgnął 5,7% (wobec 9,3% rok wcześniej).

Do najczęstszych nieprawidłowości należą:

  • finansowanie niekwalifikowalnych projektów i kosztów,
  • naruszenia przepisów dotyczących zamówień publicznych,
  • błędy w projektach finansowanych poza UE.

Mechanizm Odbudowy po pandemii pod lupą

Kontrolerzy wydali opinię z zastrzeżeniem w odniesieniu do Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF) – głównego filaru unijnego pakietu Next Generation EU.

W 2024 roku państwom członkowskim wypłacono 59,9 mld euro z RRF, z czego sześć płatności nie spełniało wymogów formalnych. W jednym przypadku Trybunał nie był w stanie potwierdzić spełnienia tzw. kamieni milowych dotyczących reform sądownictwa, ponieważ postępowanie w tej sprawie toczy się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

ETO zwrócił też uwagę na problemy z wiarygodnością danych przekazywanych przez państwa członkowskie, a także na niedoskonałości w projektowaniu i ocenie celów RRF.

Rosnące ryzyko dla przyszłych budżetów UE

Trybunał ostrzega, że zadłużenie Unii wynikające z finansowania programu odbudowy może przekroczyć 900 mld euro do 2027 roku – prawie dziesięciokrotnie więcej niż w 2020 r.

Koszty obsługi długu również rosną:

  • w obecnym okresie budżetowym odsetki mogą wynieść ponad 30 mld euro (ponad dwukrotnie więcej niż pierwotnie planowano),
  • w latach 2028–2034 mogą sięgnąć nawet 74 mld euro.

ETO apeluje o ostrożność przy planowaniu nowego budżetu po 2027 roku, podkreślając konieczność wzmocnienia kontroli, pomiaru efektów i przejrzystości w wykorzystaniu środków unijnych.

Czym jest poziom błędu

Szacowany poziom błędu nie oznacza nadużyć finansowych, lecz procent środków wydanych niezgodnie z przepisami unijnymi lub krajowymi. W 2024 roku kontrolerzy zgłosili 19 przypadków podejrzenia nadużyć finansowych do odpowiednich organów UE.

RPP ponownie obniża stopy procentowe – decyzja zaskoczyła rynek

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną NBP do poziomu 4,5 proc. To kolejna z rzędu decyzja o luzowaniu polityki monetarnej, która – zdaniem ekonomistów – nie była oczywista wobec wciąż niepewnego otoczenia gospodarczego.

Komentarz Mariusza Zielonki, głównego ekonomisty Konfederacji Lewiatan

Otoczenie gospodarcze nie zmieniło się na tyle, żeby dokonać obniżki stóp procentowych kolejny miesiąc z rzędu. Tak przynajmniej się wydawało. Tymczasem Rada Polityki Pieniężnej dokonała skromnej, ale jednak redukcji stóp, o 25 punktów bazowych, do poziomu 4,5 proc. – komentuje Mariusz Zielonka.

Ekonomista wskazuje, że gospodarka wciąż utrzymuje względnie stabilne tempo wzrostu, wspierane głównie przez konsumpcję prywatną. – Nie widać też wielkich perturbacji w przemyśle. Jedyne sygnały spowolnienia pojawiają się na rynku pracy, ale nie są one na tyle silne, aby mogły przesądzić o potrzebie szybszej obniżki stóp w kierunku 4 proc. – dodaje.

Inflacja w centrum uwagi Rady

Kluczowym argumentem za decyzją RPP pozostaje inflacja, która we wrześniu 2025 r. wyniosła 2,9 proc. rok do roku. Choć wskaźnik ten mieści się już w paśmie celu inflacyjnego NBP, presja cenowa – jak zauważa Zielonka – nie zniknęła całkowicie.

To sygnał, że presja cenowa słabnie, ale nadal pozostaje istotna. Inflacja bazowa, po wyłączeniu cen żywności i energii, utrzymuje się w okolicach 3,1–3,2 proc. r/r, co pokazuje, że w gospodarce wciąż mamy do czynienia z umiarkowaną presją kosztową i popytową – ocenia ekspert.

Zielonka podkreśla, że ta presja będzie stopniowo wygasać w miarę spowolnienia wzrostu wynagrodzeń, które w ostatnich miesiącach traci na dynamice.

Perspektywy polityki pieniężnej

Ekonomiści wskazują, że decyzja Rady może być sygnałem ostrożnego kontynuowania cyklu obniżek w kolejnych miesiącach, jeśli inflacja utrzyma się w pobliżu celu, a tempo wzrostu gospodarczego nie ulegnie gwałtownemu przyspieszeniu.

Z punktu widzenia rynku finansowego, obniżka o 25 punktów bazowych jest sygnałem łagodzenia, ale jednocześnie potwierdza, że RPP nie zamierza działać pochopnie.

To decyzja bardziej symboliczna niż fundamentalna, pokazująca, że Rada wciąż widzi przestrzeń do luzowania, ale nie chce ryzykować ponownego wzrostu inflacji – podsumowuje Mariusz Zielonka.

Elektroniczna komunikacja w ubezpieczeniach – projekt ustawy przyjęty przez rząd

8 października 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy wprowadzający zmiany w kilku kluczowych aktach prawnych, w tym w Kodeksie cywilnym oraz ustawach dotyczących ubezpieczeń obowiązkowych, Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG), Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK) i działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej.

Nowelizacja ma charakter deregulacyjny i porządkujący. Jej głównym celem jest usunięcie wątpliwości interpretacyjnych dotyczących dopuszczalności wykorzystywania korespondencji elektronicznej w relacjach między zakładami ubezpieczeń, UFG a klientami.

Korespondencja elektroniczna zamiast papierowej

Po wejściu w życie nowych przepisów ubezpieczyciele oraz UFG będą mogli – za zgodą i na życzenie klienta – prowadzić korespondencję w postaci elektronicznej, m.in. za pomocą poczty e-mail. Zmiana ta pozwoli na uproszczenie i przyspieszenie komunikacji, eliminując konieczność przesyłania dokumentów w tradycyjnej formie papierowej.

Według uzasadnienia projektu, dotychczasowe przepisy nakładające obowiązek prowadzenia korespondencji „na piśmie” były często interpretowane w sposób wykluczający możliwość stosowania form elektronicznych. Dla przedsiębiorców z branży ubezpieczeniowej stanowiło to barierę administracyjną i utrudniało procesy obsługi klienta.

Jasne zasady komunikacji

Nowelizacja doprecyzowuje sposób komunikacji między zakładami ubezpieczeń i UFG a klientami, wprowadzając jednoznaczne regulacje umożliwiające stosowanie nowoczesnych form wymiany informacji. Rząd wskazuje, że zmiana ta jest częścią szerszych działań deregulacyjnych mających na celu dostosowanie przepisów do realiów cyfrowych i potrzeb rynku.

Dzięki nowym rozwiązaniom klienci zyskają większą elastyczność w wyborze sposobu kontaktu z ubezpieczycielem, a instytucje – możliwość bardziej efektywnego i szybszego świadczenia usług.

Nowe regulacje mają wejść w życie po 30 dniach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

RPP tnie stopy w otoczeniu taniejącej energii – ropa i gaz ciągną inflację w dół

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała dziś o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Podstawowa stopa wynosi obecnie 4,5 proc. Decyzja jest częściowo niespodzianką, bo analitycy byli podzieleni w prognozach dotyczących prawdopodobieństwa obniżki. Zapadła w momencie, gdy dane o inflacji za wrzesień nie dały jednoznacznej odpowiedzi, w jakim kierunku zmierza polska gospodarka. Inflacja we wrześniu pozostała bez zmian wobec sierpnia i wyniosła 2,9 proc. Wbrew prognozom nie wzrosła powyżej 3 proc., ale też nie spadła. Rada wzięła pod uwagę fakt, że taniejąca ropa i gaz mogą pomagać obniżać inflację w kolejnych miesiącach.

Z jednej strony projekcje banku centralnego wskazują, że inflacja może ponownie przyspieszyć w ostatnich miesiącach roku. Z drugiej, podpisana przez prezydenta ustawa o zamrożeniu cen energii do końca roku ograniczy presję cenową. W efekcie RPP zdecydowała się na ostrożny krok w stronę łagodniejszej polityki i kolejną po wrześniowej obniżkę o 0,25 pkt proc.

Wrześniowe dane GUS potwierdziły stabilizację cen. Inflacja CPI utrzymała się na poziomie 2,9 proc. rok do roku, podczas gdy ekonomiści spodziewali się lekkiego odbicia do 3,0-3,1 proc. W ujęciu miesięcznym ceny nie wzrosły wcale, wskaźnik wyniósł dokładnie 0,0 proc., wobec oczekiwanego wzrostu o 0,2 proc. To sygnał, że presja cenowa w krótkim terminie wyraźnie osłabła. Niespodzianką, która wpłynęła na wrześniowe dane o inflacji i prawdopodobnie na decyzję RPP, były niższe ceny żywności, które zanotowały spadek o 0,5 pkt proc. w porównaniu z sierpniem, oraz ograniczony wzrost kosztów energii.

Rada Polityki Pieniężnej prawdopodobnie wzięła pod uwagę fakt, że ryzyka inflacyjne związane z rynkami surowców energetycznych w ostatnich tygodniach wyraźnie osłabły. Rosnące ceny ropy i gazu mogłyby teoretycznie podbić inflację, jednak obecnie taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Ceny ropy spadły niedawno w reakcji na obawy o spowolnienie popytu, napięcia handlowe między USA a Chinami oraz postępy w rozmowach nuklearnych z Iranem, które mogą zwiększyć podaż irańskiej ropy na rynku. W efekcie globalna równowaga przesuwa się w stronę nadwyżki, co sprzyja utrzymaniu niższych cen. Podobnie wygląda sytuacja na rynku gazu. Mimo niższego niż w poprzednich latach poziomu zapełnienia magazynów w Europie, Polska ma je wypełnione w 100 proc., a ceny utrzymują się w przedziale 31-33 euro za megawatogodzinę. Dodatkowo prognozy IMGW wskazują, że tegoroczna zima będzie łagodna, co może ograniczyć zapotrzebowanie na ogrzewanie i utrzymać ceny energii pod kontrolą.

Najważniejszym argumentem przeciwko dalszemu cięciu stóp procentowych pozostaje fakt, że rząd prowadzi wciąż bardzo luźną politykę fiskalną. W projekcie budżetu na 2026 rok zaplanowano wysoki deficyt, wynoszący aż 6,5 proc. PKB. Oznacza to, że impuls fiskalny będzie nadal wspierał wzrost gospodarczy, a tym samym może utrudniać dalsze obniżanie inflacji.

Dzisiejsza decyzja RPP sygnalizuje, że większość członków Rady uznała stabilizację cen za wystarczający argument, by poluzować politykę pieniężną. Jednak kolejne obniżki nie są jeszcze przesądzone, a wiele będzie zależeć od kolejnych odczytów inflacji.

RPP wydaje się działać w zgodzie z nastrojami polskich inwestorów, którzy również oceniają, że ryzyko inflacyjne wyraźnie się zmniejsza. Z najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego wynika, że inflacja, po wielu miesiącach dominacji, spadła na drugie miejsce wśród największych obaw inwestorów. Na pierwszym miejscu znalazło się ryzyko konfliktu międzynarodowego, które wskazało 25 proc. ankietowanych. Inflacji obawia się 22 proc. respondentów, a recesji w Polsce i na świecie po 12 proc.

Obniżka stóp procentowych cieszy posiadaczy kredytów hipotecznych, ponieważ oznacza dla nich ratę niższą o około 12 do 18 zł w przeliczeniu na każde 100 tysięcy zł kredytu. Warto jednak pamiętać, że nie dotyczy to osób, które wybrały kredyty ze stałą stopą procentową. W ich przypadku zmiana oprocentowania nastąpi dopiero po zakończeniu okresu obowiązywania stałej stopy, najczęściej po pięciu latach. Spadek oprocentowania obejmie także inne produkty kredytowe o zmiennej stopie, na przykład kredyty gotówkowe czy zadłużenie na kartach kredytowych. Z drugiej strony oznacza to również, że posiadacze lokat i depozytów bankowych będą musieli liczyć się z niższymi odsetkami.

RPP tnie stopy procentowe po raz czwarty w tym roku – stopa referencyjna spada do 4,5%

Rada Polityki pieniężnej zdecydowała się na obniżenie stóp procentowych o 25 punktów bazowych, co jest kolejnym zaskoczeniem ze strony decydentów monetarnych w tym roku. Obecnie stopa procentowa wynosi już 4,5% i dzisiejsza obniżka jest 4 w tym roku, choć należy wskazać, że pierwsza majowa wyniosła 50 punktów bazowych. Wobec tego cała skala obniżek stóp procentowych wyniosła już 125 punktów bazowych w 2025 roku.

Możliwe również, że w listopadzie oraz w grudniu również będziemy świadkami kolejnych obniżek, co znacząco przybliży nas do terminowej stopy procentowej, która teoretycznie ma wynosić 3,5%. Konsensus dla dzisiejszej decyzji wskazywał na utrzymanie stóp procentowych, ale analitycy i ekonomiści byli wyraźnie podzieleni, z niewielką przewagą głosów za utrzymaniem stóp procentowych.

Dzisiejsza obniżka była możliwa dzięki niższej inflacji od oczekiwań za wrzesień, która utrzymała się na poziomie 2,9%, czyli poniżej prognozowanych 3%, pozostając wewnątrz zakresu celu inflacyjnego. Perspektywy związane z zamrożeniem cen energii powodują, że projekcje inflacyjne, które poznamy w listopadzie, powinny pokazać szybsze schodzenie inflacji do celu. Dodatkowo warto również zwrócić uwagę na spadek dynamiki płac, która wyniosła 7,1% r/r za sierpień i była najniższa od 2021 roku. Choć członkowie Rady Polityki Pieniężnej wciąż wskazują na wysokie tempo wzrostu płac i uważają to jako jeden z czynników ryzyka dla możliwego odbicia inflacji, to jednak należy zwrócić uwagę, że jeszcze kilka miesięcy temu mieliśmy dwucyfrową dynamikę.

Najprawdopodobniej najnowsze projekcje inflacyjne, które poznamy w listopadzie powinny pokazać dalszy spadek inflacji w kierunku punktowego celu 2,5%, nawet w przyszłym roku. Co więcej, obecne projekcje wskazują, że inflacja może spadać nawet dalej w kolejnych latach, co również będzie wskazywało, że obniżki nie mogą być kontynuowane w nieskończoność. Prof. Glapiński wielokrotnie wskazywał na to, że docelowy poziom stóp procentowych może znajdować się w okolicach 3,5%. Warto również wspomnieć, że obniżka stóp procentowych doprowadzi do tego, że rata średniego kredytu w Polsce spadnie o kolejne kilkadziesiąt złotych, natomiast biorąc pod uwagę skalę całego luzowania w tym roku, w zależności od wielkości kredytu, oszczędności kredytobiorcy liczone są już w setkach złotych na jednej racie. Złoty nieco traci do euro po samej decyzji, ale jednocześnie pozostaje stabilny w dłuższym horyzoncie czasowym, znajdując się nieznacznie powyżej poziomu 4,25. Złoty w stosunku do dolara traci jednak mocniej w ostatnim czasie, co jest związane z dosyć wyraźną wyprzedażą euro na szerokim rynku wobec zwiększającej się niepewności dotyczącej europejskiej gospodarki. Niemniej początkowe osłabienie złotego po opublikowaniu decyzji zostało również zmniejszone po kilku minutach.

RPP zaskakuje rynek – czwarta obniżka stóp procentowych w 2025 roku o 25 pb

0

RPP zaskoczyła rynek i obniżyła stopy procentowe o 25 pb. Konsensus zakładał zachowanie stóp procentowych bez zmian.

Chociaż RPP jeszcze nie tak dawno temu zapowiadała, że nie rozpoczyna cyklu obniżek stóp procentowych – była to czwarta obniżka stóp procentowych w tym roku. A być może cykl właśnie się rozpoczął, a kolejne obniżki są na horyzoncie?

Inflacja poniżej 3 proc. i w zakresie odchyleń od celu, zamrożenie cen energii do końca tego roku, wzrost płac niższy niż konsensus rynkowy w dwóch odczytach z rzędu – to tylko niektóre czynniki, które z pewnością przemawiały za tą decyzją.

W listopadzie kolejne posiedzenie RPP, a już pojawiają się głosy, że być może to nie koniec tegorocznych obniżek.

Więcej dowiemy się z komunikatu, który Rada opublikuje po 16:00. Wydaje się jednak, że – nawet broniąc się rękami i nogami – trudno nie mówić o rozpoczętym i konsekwentnie kontynuowanym cyklu obniżek.

Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Reakcja złotego po decyzji RPP nad wyraz skromna

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej zadecydowała dziś o obniżce stóp procentowych o 25 pb. Ruch nie był oczywisty i podzielił ekonomistów na dwa obozy – zwolenników cięcia oraz tych opowiadających się za pauzą. Argumentem za wstrzymaniem się od obniżki był z pewnością brak nowych prognoz makroekonomicznych NBP, które publikowane będą dopiero w listopadzie. Istotny czynnik ryzyka stanowiła – i stanowić będzie podczas każdego z nadchodzących posiedzeń – luźna polityka fiskalna.

W naszej opinii ostatnie rozluźnienie na rynku pracy oraz większa pewność decydentów ws. cen energii – co wiążemy z podpisaniem przez prezydenta Nawrockiego ustawy dot. bonu ciepłowniczego i mrożenia cen energii do końca roku – stanowiły odpowiednią motywację do działania. Zaznaczamy także przesunięcie się bilansu ryzyk dla ścieżki inflacji w korzystną stronę, co także sprzyjało decyzji o cięciu. Inflacja bazowa pozostaje podwyższona, jej momentum uznajemy jednak za względnie obiecujące.

Reakcja złotego była nad wyraz skromna. W parze z euro pozostaje on blisko środka przedziału, w którym spędził cały okres wakacyjny (4,23 – 4,29), oscylując także w pobliżu naszej długoterminowej prognozy (4,25). Większej zmienności nie obserwowaliśmy również na polskiej giełdzie.

Być może bardziej istotna od samej decyzji okaże się dla rynku konferencja prezesa Glapińskiego. Może on pomóc inwestorom zarysować dalszą ścieżkę stóp oraz wyjaśnić motywację stojącą za dokonaniem obniżki już w październiku, nie zaś w listopadzie, co stanowiło dla wielu scenariusz bazowy.

Ubywa powierzchni biurowej w Warszawie. Nowe projekty zapełniają się bardzo szybko

0

Dostępność biur w stolicy jest coraz niższa, szczególnie w centrum. Powierzchnia w oddanych niedawno projektach jest już zapełniona w 76 proc., a na pozostałą prowadzone są negocjacje – wskazują dane CBRE. Na koniec III kwartału br. łączna podaż biur w Warszawie skurczyła się, a odsetek przestrzeni dostępnej na wynajem był najniższy od 2021 r. Eksperci CBRE wskazują, że konkurencja pomiędzy najemcami zaczyna rosnąć, podobnie jak wartość czynszów.

Niedobór powierzchni biurowej w stolicy jest coraz bardziej odczuwalny. Od początku tego roku z zasobów biurowych wycofanych zostało ponad 141 tys. mkw., głównie z powodu planowanej zmiany funkcji lub modernizacji budynków. W III kwartale br. do użytku oddany został tylko jeden projekt – nowa siedziba Stoen Operator (3,5 tys. mkw.). Łączna nowa podaż w 2025 r. ma wynieść 120 tys. mkw., czyli najwięcej od 2022 r. Nie zrekompensuje to powierzchni biurowej, która została wyłączona z rynku, jednak przyczynia się do ciągłej poprawy jakości tej przestrzeni. To będzie zatem drugi rok w historii, kiedy podaż biurowa Warszawy się skurczy. Ponadto nowa podaż jest niemal w pełni wynajęta – trwają negocjacje na wynajem ostatnich wolnych pięter.

Warszawa się zapełnia

Popyt na powierzchnię biurową w stolicy jest znacznie wyższy niż dostępność nowych inwestycji. W III kwartale br. sięgnął 185 tys. mkw. i był prawie równo rozdysponowany pomiędzy centrum stolicy (48 proc.) oraz obszary poza centrum (52 proc. popytu). Około 51 tys. mkw. wynajęto w City Centre West, a więc obszarze biznesowym na Woli w okolicy Ronda Daszyńskiego. Sporą popularnością cieszył się także Służewiec, gdzie podpisano umowy na 33 tys. mkw.

Najbardziej aktywną branżą był sektor publiczny, który odpowiadał za 17,4 proc. spośród całego popytu na warszawskim rynku biurowym. Na kolejnych miejscach znalazły się produkcja (16,8 proc.) oraz usługi dla biznesu (16,7 proc.).

Wskaźnik pustostanów znacznie spadł i jest teraz na poziomie najniższym od 2021 roku. W całej Warszawie sięga 9,7 proc., a centrum nawet 6,9 proc. Mocno ograniczona dostępność powierzchni w centralnych lokalizacjach przekłada się na zauważalny wzrost stawek czynszu, ale też na znacznie wcześniejsze rozpoczynanie przez firmy procesów najmu. Zarówno w COB, czyli Centralnym Obszarze Biznesu, jak i w rejonie Ronda Daszyńskiego, od pięciu lat nie było tak niskiej dostępności powierzchni na wynajem. Będzie to powodować dalszą presję na warunki najmu, ale też może kierować uwagę najemców w stronę tzw. second-best locations, na czym już teraz zyskują Mokotów czy Aleje Jerozolimskie – mówi Katarzyna Gajewska, dyrektorka działu badań i analiz rynku w CBRE.

Poziom dostępnej powierzchni biurowej w City Centre West spadł do 5,8 proc., a na Służewcu do 18,8 proc. Czynsze w najlepszych lokalizacjach sięgają 27,5 EUR/mkw. za miesiąc.

Cena złota przekracza 4 000 USD, a inwestorzy kwestionują dotychczasowy porządek

  • Nieustanny rajd złota wkroczył na nieznane terytorium po tym, jak w Azji cena spot po raz pierwszy przekroczyła poziom 4 000 USD za uncję.
  • Przekroczenie poziomu 4 000 USD nie jest jedynie wynikiem oczekiwań dotyczących stóp procentowych lub osłabienia dolara. Odzwierciedla ono raczej głębszą zmianę w psychologii inwestorów i globalnych przepływach kapitałowych.
  • Od początku roku zyski wynoszą obecnie blisko 52%, podczas gdy srebro i platyna odnotowały wzrost odpowiednio o 64% i 86%. Pallad, choć mniej popularny, zyskał prawie 50%.

Nieustanny rajd złota wkroczył na niezbadane terytorium. Zaledwie w ciągu jednej nocy cena spot po raz pierwszy przekroczyła poziom 4 000 USD za uncję, osiągając 4 039 USD, po czym ustabilizowała się – wbrew umacniającemu się dolarowi i ponownej ostrożności Rezerwy Federalnej w kwestii tempa przyszłych obniżek stóp procentowych. Ten kamień milowy wieńczy trwający od roku wzrost, który zmienił rozumienie rynku dotyczące czynników wpływających na ceny kruszcu – a być może także tego, co inwestorzy obecnie uważają za „bezpieczne”.

Rajd urodzony z nieufności

Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank w swej analizie wskazuje, że przekroczenie poziomu 4 000 USD nie wynika wyłącznie z oczekiwań dotyczących stóp procentowych lub osłabienia dolara. Odzwierciedla ono raczej głębszą zmianę w psychologii inwestorów i globalnych przepływach kapitałowych. W coraz bardziej podzielonym świecie wykorzystywanie przez Zachód rynków, systemów płatniczych i aktywów rezerwowych jako broni podkopało zaufanie do tradycyjnych bezpiecznych aktywów, takich jak dolar amerykański i obligacje skarbowe. Sankcje, konfiskaty aktywów i obawy o stabilność finansów publicznych skłoniły inwestorów – zarówno instytucjonalnych, jak i państwowych – do poszukiwania aktywów materialnych poza systemem finansowym.

Ten spadek zaufania jest widoczny od 2022 r., kiedy zachodnie sankcje zamroziły rezerwy rosyjskiego banku centralnego, a Chiny zaczęły po cichu zwiększać swoje zasoby złota. Od tego czasu banki centralne dodają do swoich rezerw ponad 1 000 ton złota rocznie, co jest najszybszym tempem w historii, a zamożni inwestorzy i inwestorzy instytucjonalni podążają za nimi, ponownie inwestując w fizyczne złoto i fundusze ETF oparte na kruszcu.

W rezultacie rynek nie jest już zdominowany przez krótkoterminowy kapitał spekulacyjny reagujący na zmiany realnych stóp procentowych, ale przez utrzymujący się strukturalny popyt na bezpieczeństwo. Korelacja, która niegdyś definiowała odwrotną zależność złota od realnych rentowności USA, uległa znacznemu osłabieniu, co podkreśla stopień, jak wielki wpływ mają inne czynniki – polityczne, fiskalne i strategiczne.

Złamanie starych zasad

Przez dziesięciolecia złoto było traktowane jako lustrzane odbicie realnych stóp procentowych w USA. Kiedy rentowności skorygowane o inflację rosły, złoto traciło na wartości; kiedy spadały, złoto zyskiwało. Logika była prosta: metal nie oferuje rentowności, dlatego nie może konkurować z aktywami oprocentowanymi. Schemat ten zaczął się załamywać w 2022 r., kiedy silne zacieśnienie polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną nie zdołało złamać odporności złota.

W tym czasie stopa funduszy federalnych wzrosła o 525 punktów bazowych w ciągu zaledwie 17 miesięcy, ale złoto nie poddało się. Zakupy banków centralnych i popyt ze strony Chin zrównoważyły tradycyjną sprzedaż spowodowaną zmianami stóp procentowych. Pod koniec 2022 r. wielokrotne próby obniżenia cen poniżej 1 615 USD zakończyły się niepowodzeniem, torując drogę do odbicia, które osiągnęło punkt kulminacyjny w marcu 2024 r., kiedy to cena przekroczyła 2 075 USD – poziom, który przez trzy lata stanowił górną granicę cen. Po przekroczeniu tego pułapu nastąpiło przyspieszenie, wzmocnione przez napływ nowych środków zarówno od inwestorów instytucjonalnych, jak i detalicznych.

Od tego czasu złoto nie straciło na wartości. Od początku roku zyski wynoszą obecnie blisko 52%, podczas gdy srebro i platyna odnotowały wzrost odpowiednio o 64% i 86%. Pallad, choć mniej popularny, zyskał prawie 50%. Ten ruch na rynku wskazuje na coś większego niż tylko wzrost ceny jednego surowca. Oznacza to zmianę trendu, w którym inwestorzy zaczynają preferować namacalne aktywa, takie jak metale szlachetne, jako sposób przechowywania wartości. To oznacza szeroką rotację inwestycji w różne metale szlachetne, a nie tylko w złoto.

metale szlachetne

Efekt Chin: jednokierunkowy przepływ

Rola Chin była kluczowa. Wraz ze spadkiem cen nieruchomości, po raz pierwszy od pokoleń chińskie gospodarstwa domowe zaczęły poszukiwać alternatywnych aktywów. Złoto stało się preferowanym instrumentem, wzmocnionym kampaniami w mediach państwowych promującymi jego rolę jako bezpiecznej inwestycji. Dynamikę tę wzmacnia struktura chińskiego rynku złota: po imporcie złota nie można go ponownie wyeksportować. Skutkiem tego jest przepływ w jedną stronę – absorpcja globalnej podaży, która powoduje zacieśnienie rynków międzynarodowych i ogranicza presję spadkową.

Jutrzejsze ponowne otwarcie giełdy kontraktów terminowych w Szanghaju po świętach Złotego Tygodnia będzie kolejnym testem nastrojów. Kontrakty terminowe mają zostać otwarte z około sześcioprocentowym wzrostem, co może nadać nowy impuls globalnemu handlowi. Stopień, w jakim chińscy inwestorzy będą podążać za wzrostem cen, pomoże określić, czy obecna hossa utrzyma tempo, czy też nastąpi krótkotrwała przerwa.

Niezależność Fed i niepewność fiskalna

Oprócz przepływów kapitałowych, polityka stała się kluczowym czynnikiem wspierającym. Obawy o niezależność Rezerwy Federalnej przed wyborami uzupełniającymi w USA w 2026 r., w połączeniu z przedłużającym się paraliżem rządowym i rosnącym deficytem fiskalnym, sprawiły, że inwestorzy zaczęli wątpić w zdolność Waszyngtonu do zarządzania swoim bilansem. Stany Zjednoczone wydają obecnie więcej na spłatę odsetek niż na obronę – statystyka ta potwierdza atrakcyjność posiadania aktywów, które nie wiążą się z ryzykiem kontrahenta.

Rajd złota stał się zatem odzwierciedleniem słabnącego zaufania do starego porządku finansowego. Przez dekady inwestorzy traktowali amerykańskie obligacje skarbowe jako globalną referencję wolną od ryzyka. Dzisiaj przesłanie rynku jest bardziej subtelne: „wolny od ryzyka” i „wolny od zaufania” nie są już synonimami.

Niedostatecznie reprezentowane w portfelach

Z technicznego punktu widzenia złoto jest nadmiernie wycenione. Miesięczny wskaźnik względnej siły (RSI) po raz pierwszy od lat 80. przekroczył poziom 90, co sugeruje krótkoterminowe przegrzanie. Oczekuje się oporu w przedziale 4 100–4 150 USD, gdzie może dojść do realizacji części zysków. Jednak pod względem strukturalnym złoto pozostaje niedostatecznie reprezentowane w portfelach. W głównych portfelach instytucjonalnych alokacje w złoto wciąż znajdują się blisko wieloletnich minimów w porównaniu z akcjami i obligacjami.

Ta nierównowaga pozostawia pole do dalszego napływu kapitału, zwłaszcza jeśli banki centralne lub duzi zarządcy aktywów uznają ostatnią zmienność obligacji i walut za oznakę systemowej niestabilności. W tym sensie taktyczna korekta o 200–300 USD byłaby zdrowa i stanowiłaby szansę na napływ nowego kapitału, a nie sygnał końca hossy.

Srebro, platyna i handel nadrabiający zaległości

Podczas gdy złoto zajmuje nagłówki pierwszych strony gazet, inne metale szlachetne po cichu nabierają rozpędu. Srebro, często opisywane jako złoto na sterydach, pozostaje nieco w tyle, ale od początku roku odnotowało wzrost o 64%. Inwestorzy uważają obecnie rekord z 2011 r. wynoszący prawie 50 USD za uncję za kolejny ważny cel. Wzrost wartości platyny o 86% w tym roku odzwierciedla zarówno zmniejszenie podaży, jak i jej atrakcyjność jako tańszej alternatywy dla złota. Stosunek wartości złota do platyny spadł gwałtownie z 3,5 w kwietniu do średniej z ostatnich 10 lat wynoszącej około 2,7, sugerując większe pole do normalizacji, jeśli dalsza rotacja inwestorów będzie postępować.

Pallad, który przez lata pozostawał w tyle po nadmiernych inwestycjach w katalizatory samochodowe, wykazuje oznaki stabilizacji. Jego 7,8-procentowy wzrost w ubiegłym tygodniu był najsilniejszy w całym kompleksie, choć nadal pozostaje znacznie poniżej szczytów z 2021 r.

Perspektywy: dynamika spotyka się ze zmianą paradygmatu

Przyszłość prawdopodobnie będzie połączeniem taktycznej zmienności i strukturalnej siły. Faza konsolidacji w pobliżu poziomu 3 800–3 900 USD złagodziłaby warunki wykupienia bez zmiany długoterminowego trendu wzrostowego. Kluczem do utrzymania dynamiki będą dalsze zakupy banków centralnych, stabilność chińskiego importu i stały napływ środków do funduszy ETF.

Poza krótkoterminowymi zmianami cen, bardziej istotnym pytaniem jest to, czy wzrost wartości złota oznacza trwałą zmianę układu sił na rynku finansowym. Jeśli inwestorzy będą coraz częściej postrzegać systemy polityczne i finansowe jako powiązane ze sobą – i potencjalnie podatne na zagrożenia – argumenty przemawiające za posiadaniem nieobciążonych aktywów rzeczowych staną się mocniejsze.

Wzrost ceny złota powyżej 4 000 USD może zatem symbolizować coś więcej niż tylko kolejną cykliczną hossę. Może on oznaczać zbiorową rewizję pojęć zaufania, suwerenności i tego, co naprawdę oznacza „bezpieczeństwo”. W tym sensie rynek nie tylko kwestionuje stary porządek – być może już wycenia nowy.

– W obliczu głębokich zmian w globalnym systemie finansowym, doświadczeni inwestorzy, zamiast polegać wyłącznie na jednym rodzaju aktywów, poszukują szerokiej gamy bezpiecznych zasobów – od złota, przez platynę, po srebro i pallad. Te zmiany pokazują, że obecne „bezpieczne” aktywa to już nie tylko te, które tradycyjnie były uznawane za stabilne, ale także te, które odpowiadają na nowe zagrożenia i zmieniające się układy geopolityczne. Dążenie do dywersyfikacji to teraz kluczowy sposób na zarządzanie ryzykiem w coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie finansów – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

wykres 3 wykres 2 wykres 1