Nowe modele rozliczeń w parkach handlowych – czy Triple Net Lease wciąż dominuje?

W umowach najmu zawieranych dla parków handlowych coraz częściej pojawiają się rozwiązania odmienne od klasycznych modeli umów najmu dla zawieranych w formule Triple Net Lease, szczególnie w zakresie rozliczania kosztów eksploatacyjnych i podziału obowiązków stron. Najnowsze trendy w tym obszarze kształtują na nowo relacje stron, równoważąc interesy inwestorów i najemców, a jednocześnie odpowiadając na rosnące oczekiwania rynku. W poniższym artykule dzielimy się naszymi obserwacjami z praktyki zespołu CMS oraz wskazujemy konsekwencje tych zmian dla uczestników sektora retail.

W sektorze nieruchomości komercyjnych standardem jest stosowanie przez właścicieli obiektów umów najmu w modelu Triple Net Lease (NNN). W tym układzie najemca, oprócz czynszu podstawowego, ponosi pełne koszty eksploatacyjne związane z utrzymaniem nieruchomości – w tym m.in. podatek od nieruchomości, ubezpieczenie, opłaty za utrzymanie części wspólnych oraz media. Jednocześnie, najemca w takim modelu posiada pełną swobodę korzystania z nieruchomości (w zasadzie na podobnych regułach jak właściciel), bez konieczności angażowania istotnego kapitału na zakup nieruchomości, a także dając sobie większą elastyczność co do okresu korzystania z danej nieruchomości.

Model triple-net zakłada przeniesienie ryzyka kosztowego z właściciela na najemcę, co czyni go atrakcyjnym rozwiązaniem dla inwestorów i funduszy nieruchomościowych. Parki handlowe, jako jeden z rodzajów nieruchomości komercyjnych, również zazwyczaj funkcjonują w oparciu o ten model.

Jednakże, obserwując zmieniające się realia i praktykę rynkową, zwłaszcza w zakresie rozliczania kosztów eksploatacyjnych, warto zadać pytanie, czy obecnie stosowane rozwiązania w parkach handlowych rzeczywiście odpowiadają klasycznemu modelowi Triple Net Lease.

Service charge w parkach handlowych – struktura i modele rozliczeń

Nasze obserwacje wskazują na rosnącą liczbę odstępstw od klasycznego modelu rozliczania kosztów eksploatacyjnych w parkach handlowych. W standardowym Triple Net Lease najemcy pokrywają te koszty w całości, zazwyczaj poprzez miesięczne lub kwartalne zaliczki, które po zakończeniu okresu rozliczeniowego, najczęściej rocznego weryfikowane są względem rzeczywistych wydatków poniesionych przez właściciela. Wynajmujący ma również prawo do aktualizacji wysokości zaliczek na kolejny okres, dostosowując je do prognozowanych kosztów.

W praktyce coraz częściej spotykamy się jednak z alternatywnymi modelami rozliczeń, takimi jak:

  • Limit kosztowy (cap) – górna granica kosztów, jakie najemca może ponieść w danym okresie rozliczeniowym. Nawet jeśli rzeczywiste koszty wynajmującego okażą się wyższe, najemca zapłaci tylko do ustalonego limitu.
  • Indeksacja – opłata ustalana jako stały ryczałt, który może rosnąć wyłącznie o wskaźnik przyjęty w umowie (np. wskaźnik inflacji GUS albo HICP).
  • Ryczałt – stała, miesięczna opłata ustalana na podstawie prognoz, która nie podlega rozliczeniu według faktycznych kosztów po zakończeniu danego okresu rozliczeniowego. Czasami w umowach z góry wyłącza się możliwość podnoszenia tej opłaty w trakcie trwania najmu. Jest to jednak na ten moment najrzadziej spotykana opcja.

Z naszych analiz wynika, że powyższe modele stają się coraz bardziej powszechne w parkach handlowych, przestając być wyjątkiem zarezerwowanym dla największych najemców, jak ma to miejsce w dużych centrach handlowych.

Zakres obowiązków stron – utrzymanie powierzchni najmu

W kontekście powyższych rozważań warto zwrócić uwagę na specyfikę techniczną i kosztową parków handlowych w porównaniu do dużych centrów handlowych. Parki handlowe cechują się prostą strukturą techniczną oraz ograniczoną powierzchnią wspólną, najczęściej są to drogi dojazdowe i parkingi dla klientów. Ze względu na niezależny dostęp do lokali bezpośrednio z parkingu najemcy zazwyczaj sami odpowiadają za utrzymanie wynajmowanych powierzchni. Obowiązki wynajmującego ograniczają się do utrzymania struktury budynku oraz wspólnych części parku handlowego, które – jak wspomniano – mają ograniczony zakres.

Podsumowanie – czy triple-net w parkach handlowych nadal funkcjonuje?

Pomimo rosnącej liczby odstępstw od klasycznego modelu rozliczeń, umowy najmu w parkach handlowych wciąż zasadniczo wpisują się w koncepcję Triple Net Lease. Kluczowe znaczenie ma jednak precyzyjne określenie obowiązków stron w zakresie utrzymania powierzchni najmu i części wspólnych, z uwzględnieniem specyfiki danego obiektu. Odpowiednie uregulowanie tych kwestii w umowie najmu pozwala zachować taki model rozliczeń, który zabezpiecza wynajmującego przed stratami, a jednocześnie zwiększa atrakcyjność nieruchomości dla inwestorów.

Autorzy:

Dominik Rafałko, Partner (Real Estate) w CMS

Paweł Śliwka, Senior Associate (Real Estate) w CMS

Rzecznik MŚP apeluje o korekty w projekcie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy

Budzący szerokie poruszenie wśród przedsiębiorców projekt ustawy poszerzającej kompetencje inspektorów pracy stał się przedmiotem wystąpienia Rzecznika MŚP do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Jak zauważa Minister Majewska, istotna część projektowanych regulacji budzi poważne obawy i wątpliwości interpretacyjne wśród przedsiębiorców. Głosy krytyki ze strony sektora MŚP, który zatrudnia blisko 2/3 pracowników, są w tym przypadku szczególnie istotne.

Najpoważniejsze zastrzeżenie Rzecznika MŚP budzi przyznanie PIP kompetencji do stwierdzania istnienia stosunku pracy na drodze decyzji administracyjnej, a nie – jak dotąd – sądowej. Zdaniem Agnieszki Majewskiej jest to zbyt głęboka ingerencja w zasadę swobody umów, pewność zobowiązań cywilnoprawnych i stabilność obrotu gospodarczego. Rozwiązanie to narusza równocześnie wolę stron co do rodzaju zawartej umowy oraz niesie ryzyko arbitralności.

Wiele wątpliwości Minister Majewskiej budzi natychmiastowa wykonalność decyzji PIP. Rzecznik MŚP zwraca uwagę, że tego typu narzędzie prawne jest stosowane w sytuacjach wyjątkowych, gdy jest to konieczne w celu zabezpieczenia ważnych dóbr do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia spraw przez sąd. Szczególnie wątpliwy jest w tym kontekście obowiązek opłacania należności z tytułu podatków i ubezpieczeń społecznych przed prawomocnych rozstrzygnięciem sporu. Zaburza to równowagę praw i słusznych interesów pracodawców, pracowników i pozostałych uczestników systemu ubezpieczeń społecznych. Dlatego Minister Majewska wnosi o wykreślenie przepisów przewidujących natychmiastową wykonalność decyzji PIP i uzależnienie ich wejścia w życie od prawomocnego wyroku sądowego. Rozwiązaniem kompromisowym mogłoby być wprowadzenie mechanizmu natychmiastowej wykonalności w odniesieniu do spraw, w których stwierdzone przez Inspekcję naruszenie prawa ma charakter rażący.

Kolejne z zastrzeżeń dotyczy skutków regulacji przewidującej natychmiastową wykonalność w zakresie zobowiązań podatkowych i ubezpieczeniowych w związku z przekształceniem przez PIP umowy cywilnoprawnej w stosunek pracy. Projekt nie wyjaśnia, jaki będzie wpływ wydania przez Inspekcję decyzji stwierdzającej istnienie stosunku pracy na ocenę dokonanych przez pracodawcę przed wydaniem tej decyzji czynności związanych z realizacją obowiązków podatkowych, w tym obowiązków związanych z VAT. Pojawia się także wątpliwość czy należności uiszczone z tytułu umów cywilnoprawnych zostaną zaliczone w poczet należności z tytułu umowy o pracę. Nie wiadomo, czy strony umowy będą musiały występować do ZUS i organów podatkowych z odrębnymi wnioskami o zwrot uiszczonych należności, czy też zwroty takie będą realizowane z urzędu. Wątpliwości budzi kwestia wzajemnej relacji między decyzjami Inspekcji z wydawanymi przez ZUS rozstrzygnięciami dotyczącymi należności z tytułu ubezpieczeń społecznych. Jak pisze Agnieszka Majewska, „brak doprecyzowania omawianych przepisów skutkować może wieloma sporami interpretacyjnymi i trudnościami w praktyce ich stosowania”.

Warto zwrócić uwagę, iż skutki stwierdzenia stosunku pracy wpływać będą na możliwość korzystania z uprawnienia do równego rodzaju ulg i ułatwień, zwłaszcza przez mikroprzedsiębiorców. Chodzi na przykład o uprawnienie do korzystania z wakacji składkowych.

Zastrzeżenia Rzecznika MŚP dotyczą także zbyt ogólnego określenia elementów decyzji stwierdzającej istnienie stosunku pracy czy też przepisy regulujące postępowanie odwoławcze (w tym zwłaszcza ustalenie bardzo krótkiego, 7-dniowego terminu na odwołanie od decyzji Inspekcji). Brak w projekcie postanowień dotyczących reguł dowodowych związanych z wykazaniem istnienia lub nieistnienia stosunku pracy. Dla małych przedsiębiorców, nie dysponujących wyspecjalizowanymi działami kadr i wsparciem prawnym nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której to oni będą musieli zaskarżać sporne rozstrzygnięcia i to na nich przeniesiony zostanie ciężar dowodzenia błędności wydanej przez Inspekcję decyzji. Wątpliwości budzi zakaz korzystania z alternatywnych form rozwiązywania sporów, co kłóci się z promowanym dotychczas przez ustawodawcę pozytywnym podejście do polubownego rozstrzygania kwestii spornych. Minister Majewska kwestionuje wreszcie zasadność zwiększenia maksymalnego wymiaru kar za naruszenie przepisów prawa pracy.

Wskazując na wiele innych niedoskonałości projektu, Rzecznik MŚP apeluje o wprowadzenie głębokich korekt, które zapewniałyby równowagę między dążeniem do zwiększenia skuteczności działań PIP a poszanowaniem praw i słusznych interesów przedsiębiorców.

ORLEN VC inwestuje w brytyjski start-up OXCCU i technologię produkcji syntetycznego paliwa lotniczego e-SAF

0

Innowacyjna technologia wykorzystująca zeroemisyjny wodór i wychwycony dwutlenek węgla do produkcji syntetycznego zrównoważonego paliwa lotniczego (e-SAF) to najnowsza inwestycja funduszu ORLEN VC. Nowatorskie rozwiązanie opracowane przez brytyjski start-up OXCCU wpisuje się w strategię Grupy ORLEN, która zakłada zwiększenie udziału w dekarbonizacji transportu lotniczego od 2030 r., zgodnie z Rozporządzeniem ReFuelEU Aviation.

– Inwestujemy w technologie „jutra”, by skutecznie transformować nasz biznes. W tym roku wprowadziliśmy do oferty SAF, czyli paliwo lotnicze wytwarzane z surowców odnawialnych i odpadowych. Do 2035 roku, zgodnie z naszą strategią, chcemy być w Europie jednym z jego wiodących producentów. Realizację tego celu wspiera nowa inwestycja ORLEN VC w technologię spółki OXCCU, która umożliwia przetwarzanie zielonego wodoru i wychwyconego dwutlenku węgla w syntetyczne paliwo dla lotnictwa (e-SAF). Jej komercjalizacja wzmocni naszą konkurencyjność na rynku i wesprze dążenie do neutralności emisyjnej – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

SAF (Sustainable Aviation Fuel) to paliwo lotnicze wytwarzane z surowców odnawialnych i odpadowych, w tym z zielonego wodoru, odpadów leśnych i rolniczych, zużytego oleju spożywczego i wychwyconego dwutlenku węgla. W porównaniu z konwencjonalnym paliwem lotniczym SAF może zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych nawet o 94 proc. Obecnie z transportu  lotniczego pochodzi około 3 proc. globalnej emisji dwutlenku węgla, dlatego branża zobowiązała się do sukcesywnego zwiększania udziału zrównoważonego paliwa w całej sprzedaży. Zgodnie z Rozporządzeniem ReFuelEU Aviation, transport lotniczy do 2030 roku ma osiągnąć udział SAF w paliwach lotniczych na poziomie 6 proc., w tym 2 proc. ma stanowić e-SAF.

– Wyzwanie, przed którym stoi branża lotnicza, dla nas oznacza biznesową szansę. Chcemy zbudować mocną pozycję na rynku zrównoważonych paliw lotniczych, w tym e-SAF, oferując stabilne wolumeny tego ekologicznego paliwa w atrakcyjnej cenie. Technologia, w którą zainwestowaliśmy, ma duży potencjał, zapewniający przewagę konkurencyjną na nowym rynku paliw alternatywnych, dlatego będziemy wspierać jej dalszy rozwój – mówi Grzegorz Jóźwiak, Dyrektor Biura Rozwoju Technologii Wodorowych i Paliw Syntetycznych ORLEN.

Podstawą technologii OXCCU, stworzonej przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego, jest innowacyjny katalizator, który istotnie upraszcza proces produkcji e-SAF, tym samym znacznie obniżając cenę produktu końcowego. Technologia ta umożliwia również przetwarzanie mieszanek dwutlenku węgla, tlenku węgla i wodoru, co oznacza, że może być również wykorzystywana do produkcji niedrogiego, niskoemisyjnego paliwa lotniczego z odpadów biomasy, takich jak biogaz lub odpady drzewne.

– Środki w wysokości 28 milionów dolarów, pozyskane przez OXCCU od syndykatu inwestycyjnego w ramach rundy B, pozwolą przyspieszyć działania komercyjne, rozszerzyć działalność oraz zrealizować kolejną fazę skalowania technologii – mówi Andrew Symes, CEO OXCCU.

W OXCCU, oprócz ORLEN VC, zainwestowali m.in. United Airlines Ventures Sustainable Flight Fund, Aramco Ventures, Eni Next, Trafigura Power Ventures, International Airlines Group (właściciel m.in. British Airways), Safran Corporate Ventures oraz University of Oxford.

Od początku 2025 roku paliwo SAF jest szeroko wdrażane w całej Europie, stając się realną alternatywą dla tradycyjnych paliw lotniczych. Z SAF oferowanego obecnie przez ORLEN korzystają już lotniska w Warszawie, Krakowie i Katowicach oraz w czeskiej Pradze. Natomiast dzięki dostawom spółki ORLEN Lietuva od połowy września br. to zrównoważone paliwo lotnicze dostępne jest również na rynkach bałtyckich. SAF tankować mogą już samoloty startujące z Wilna, Rygi i Tallina.

Wprowadzając je do sprzedaży, ORLEN wypełnia wymogi unijnego rozporządzenia ReFuelEU Aviation, które zakłada udział zrównoważonego paliwa (SAF) w całej sprzedaży w 2025 roku na poziomie 2 proc. Rozporządzenie dotyczy lotnisk na terenie Unii Europejskiej, które w poprzednim roku przekroczyły liczbę 800 tys. obsłużonych pasażerów lub 100 tys. ton cargo.

O firmie OXCCU TECH LTD

OXCCU, spółka wydzielona z Uniwersytetu Oksfordzkiego, opracowuje nowatorskie katalizatory i projekty reaktorów służące do przekształcania odpadowego węgla w ciekłe węglowodory o wysokiej wydajności i selektywności, które mogą być wykorzystywane jako paliwa i substancje chemiczne. Siedziba firmy znajduje się w Wielkiej Brytanii, a jej działalność prowadzona jest w Begbroke Science Park w Oksfordzie oraz na lotnisku London Oxford Airport.

Nowa opłata za wizę H1B w USA wstrząśnie rynkiem pracy. Polska w gronie potencjalnych beneficjentów

Wprowadzenie obowiązkowej opłaty w wysokości 100 tys. dolarów za każdą nową wizę H1B to decyzja, która może zrewolucjonizować amerykański rynek pracy i globalny krajobraz gospodarczy. Dla amerykańskich firm oznacza to wzrost kosztów zatrudnienia i przyspieszenie trendów offshoringowych. Dla Europy, a w szczególności Polski, może to być okazja do przyciągnięcia nowych inwestycji i wzmocnienia pozycji w sektorze IT i usług biznesowych.

Program wizowy H1B od wielu lat stanowi kluczowy element amerykańskiego systemu imigracyjnego. Pozwala on firmom zatrudniać wysoko wykwalifikowanych specjalistów z zagranicy, zwłaszcza w dziedzinach takich jak informatyka, inżynieria, finanse czy medycyna. Dla wielu przedsiębiorstw, w szczególności w Dolinie Krzemowej, był to sposób na pozyskiwanie unikalnych kompetencji, których nie dało się znaleźć na lokalnym rynku. Dzięki temu programowi Stany Zjednoczone mogły przez dekady przyciągać talenty z całego świata i budować swoją przewagę technologiczną. Jednak decyzja administracji Donalda Trumpa o wprowadzeniu dodatkowej opłaty w wysokości 100 tys. dolarów dla pracodawców zatrudniających nowych pracowników na wizie H1B diametralnie zmienia ten krajobraz.

Nowe przepisy uderzają w sam fundament tego systemu. Opłata w wysokości 100 tys. dolarów rocznie za każdą nową wizę H1B jest kwotą ogromną, nawet dla największych korporacji. Oznacza to nie tylko zwiększenie kosztów zatrudnienia, lecz także konieczność strategicznej analizy, czy dana rekrutacja jest warta poniesienia dodatkowych obciążeń finansowych. W praktyce może to prowadzić do ograniczenia liczby nowych pracowników sprowadzanych z zagranicy, szczególnie w sektorach, gdzie łatwiej jest znaleźć alternatywę na lokalnym rynku. W tej sytuacji warto zastanowić się, jakie będą konsekwencje tej regulacji zarówno dla rynku amerykańskiego, jak i dla reszty świata, w tym Polski.

Szczegóły nowej dyrektywy

Podpisane memorandum zakłada, że każda firma zatrudniająca nowego pracownika na wizie H1B będzie musiała wnieść dodatkową opłatę w wysokości 100 tys. dolarów rocznie. Co ważne, przepisy te nie obejmują osób, które już posiadają wizę H1B ani tych, którzy przedłużają swoje dotychczasowe pozwolenia na pracę. Regulacja dotyczy wyłącznie nowych przypadków i ma na celu ograniczenie liczby świeżych rekrutacji. Według oficjalnych komunikatów administracji, decyzja ta ma poprawić sytuację amerykańskich pracowników poprzez zwiększenie ich szans na zatrudnienie w sektorach o dużym zapotrzebowaniu.

W praktyce jednak skutki mogą być zupełnie inne. Firmy, które dotychczas sprowadzały do USA specjalistów z zagranicy, będą musiały zastanowić się nad alternatywnymi rozwiązaniami. Dla wielu przedsiębiorstw dodatkowy koszt 100 tys. dolarów na pracownika może być zaporowy, zwłaszcza gdy mowa o zatrudnieniu setek lub tysięcy osób rocznie. To może doprowadzić do przenoszenia procesów biznesowych poza granice USA, w ramach tzw. offshoringu lub nearshoringu. W rezultacie praca, która mogłaby być wykonywana w Stanach Zjednoczonych, zostanie przesunięta do krajów takich jak Indie, Polska czy Filipiny.

Kontekst polityczny decyzji

Decyzja Donalda Trumpa wpisuje się w jego szerszą strategię polityczną „America First”. Od początku swojej kariery politycznej Trump podkreślał, że chce chronić amerykańskich pracowników przed konkurencją z zagranicy. Wprowadzenie wysokiej opłaty za wizę H1B ma być narzędziem, które zmusi firmy do zatrudniania większej liczby obywateli USA. W krótkiej perspektywie politycznej takie posunięcie może spotkać się z aprobatą części społeczeństwa, zwłaszcza w regionach, gdzie problem bezrobocia wśród klasy średniej jest szczególnie widoczny. Jednak w dłuższej perspektywie skutki dla gospodarki mogą być negatywne.

Warto pamiętać, że polityka imigracyjna była jednym z kluczowych tematów kampanii Trumpa zarówno w 2016, jak i w kolejnych latach. Jego administracja wielokrotnie próbowała ograniczać dostęp do wiz H1B, jednak działania te były blokowane przez sądy lub spotykały się z oporem środowisk biznesowych. Tym razem mamy do czynienia z bardziej bezpośrednią formą nacisku – nie zakazem, lecz drastycznym podniesieniem kosztów. To rozwiązanie trudniejsze do zakwestionowania, a jednocześnie skutecznie zniechęcające wiele firm do sprowadzania cudzoziemców.

Reakcje amerykańskiego biznesu

Pierwsze reakcje firm technologicznych i finansowych na wprowadzenie opłaty były przewidywalnie negatywne. Organizacje takie jak US Chamber of Commerce czy TechNet ostrzegły, że regulacja ta może uderzyć w innowacyjność amerykańskiej gospodarki. Wskazywano, że już teraz brakuje w USA specjalistów z obszarów sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa czy analizy danych, a dodatkowe bariery imigracyjne jedynie pogłębią ten problem. Przedstawiciele największych koncernów, takich jak Google, Microsoft czy Goldman Sachs, argumentowali, że H1B nie odbiera miejsc pracy Amerykanom, lecz pozwala firmom rosnąć, co w konsekwencji tworzy dodatkowe stanowiska dla lokalnych pracowników.

Niektórzy eksperci sugerują, że tak wysoka opłata może skutecznie zniechęcić mniejsze przedsiębiorstwa do ubiegania się o wizę H1B dla swoich pracowników. O ile globalne korporacje mogą wliczyć ten koszt w swoje wielomiliardowe budżety, o tyle startupy czy średnie firmy technologiczne mogą uznać, że ryzyko finansowe jest zbyt duże. To z kolei może doprowadzić do spadku konkurencyjności mniejszych podmiotów na tle gigantów, którzy nadal będą w stanie sprowadzać najlepszych ekspertów. W praktyce regulacja Trumpa może więc paradoksalnie wzmocnić dominację największych graczy w branży.

Potencjalne wyjątki i luka prawna

Warto podkreślić, że memorandum nie jest jeszcze w pełni ukształtowaną ustawą i dopiero w procesie legislacyjnym mogą pojawić się wyjątki. Najczęściej wskazywanym kierunkiem jest wyłączenie z opłaty specjalistów medycznych i naukowców. Argumentacja jest prosta – bez udziału zagranicznych lekarzy czy badaczy wiele amerykańskich instytucji zdrowotnych i uniwersytetów nie mogłoby funkcjonować na odpowiednim poziomie. W związku z tym istnieje prawdopodobieństwo, że część branż zostanie objęta ulgami lub zwolnieniami z opłaty, aby uniknąć kryzysu kadrowego.

Jednak już dziś widać, że firmy poszukują sposobów na obejście nowych przepisów. Jednym z nich może być korzystanie z programów wizowych alternatywnych, takich jak L1 (dla transferów wewnątrzkorporacyjnych). Inną opcją jest przyspieszanie procedur wizowych dla obecnych pracowników, zanim nowe regulacje wejdą w życie. Wreszcie, w dłuższej perspektywie, przedsiębiorstwa mogą zdecydować się na przenoszenie całych zespołów poza granice USA, aby uniknąć dodatkowych kosztów.

Porównania z wcześniejszymi restrykcjami

To nie pierwszy raz, gdy administracja amerykańska decyduje się na ograniczenie dostępu do rynku pracy dla cudzoziemców. W przeszłości wprowadzano już zmiany dotyczące limitów wiz H1B, podnoszono wymagania płacowe czy wydłużano procesy administracyjne. Jednak żadna z dotychczasowych regulacji nie była aż tak radykalna finansowo. Warto przypomnieć, że w latach 2008–2009, podczas kryzysu finansowego, pojawiały się pomysły na zamrożenie wydawania wiz H1B, ale ostatecznie nie wprowadzono ich w życie z obawy o negatywne skutki dla gospodarki.

Porównując obecną sytuację z przeszłością, widać, że decyzja Trumpa ma charakter bardziej symboliczny niż merytoryczny. Ma pokazać wyborcom, że administracja chroni interesy amerykańskich pracowników, nawet jeśli realny efekt gospodarczy może być odwrotny od zamierzonego. Historia uczy jednak, że długotrwałe bariery imigracyjne zazwyczaj osłabiały innowacyjność USA i zmuszały firmy do szukania alternatyw na rynkach zagranicznych.

Konsekwencje dla systemu edukacji

Szczególnym obszarem, który może ucierpieć na skutek nowych przepisów, jest amerykański system szkolnictwa wyższego. Od lat Stany Zjednoczone przyciągały studentów z całego świata, oferując im możliwość pracy po ukończeniu studiów, często właśnie na wizie H1B. Wprowadzenie tak wysokiej opłaty może sprawić, że firmy nie będą zainteresowane zatrudnianiem absolwentów zagranicznych uczelni. W efekcie część młodych talentów może zrezygnować z wyboru USA jako kierunku studiów i przenieść się do Europy, Kanady czy Australii, gdzie systemy imigracyjne są bardziej elastyczne.

Dla amerykańskich uniwersytetów, które czerpią ogromne zyski z czesnego opłacanego przez studentów zagranicznych, byłaby to poważna strata. Już dziś widać oznaki spadku liczby aplikacji z krajów azjatyckich, które tradycyjnie były największym źródłem studentów w USA. Jeśli ten trend się utrzyma, amerykańskie uczelnie mogą stracić na prestiżu, a globalny rynek edukacyjny ulegnie dalszej fragmentacji.

Wpływ na innowacyjność i badania naukowe

Nie można zapominać o tym, że wielu posiadaczy wiz H1B pracuje nie tylko w korporacjach, ale również w instytucjach badawczych i startupach technologicznych. To właśnie oni stoją za wieloma przełomowymi innowacjami w dziedzinach takich jak sztuczna inteligencja, biotechnologia czy inżynieria materiałowa. Wprowadzenie dodatkowych kosztów związanych z ich zatrudnieniem może spowodować spadek tempa rozwoju innowacji w USA. Firmy i uczelnie będą musiały wybierać, czy stać je na sprowadzanie najlepszych ekspertów, czy też muszą szukać rozwiązań lokalnych, często mniej efektywnych.

Eksperci ostrzegają, że taka polityka może ostatecznie doprowadzić do odpływu talentów do innych krajów. Kanada już od kilku lat promuje swój program wizowy Global Talent Stream, który pozwala szybko i tanio zatrudniać cudzoziemców. Podobne programy istnieją w Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Jeśli USA utrudni dostęp do swojego rynku, talenty z Indii, Chin czy Europy mogą po prostu wybrać inne kierunki, co w dłuższej perspektywie osłabi amerykańską pozycję na rynku globalnym.

Reakcje polityczne i opinia publiczna

W amerykańskiej debacie publicznej temat wiz H1B od lat budzi emocje. Część społeczeństwa uważa, że program ten odbiera miejsca pracy Amerykanom i prowadzi do stagnacji płac w sektorach wymagających wysokich kwalifikacji. Z kolei druga część podkreśla, że bez dostępu do globalnych talentów gospodarka USA nie byłaby w stanie się rozwijać. Wprowadzenie opłaty 100 tys. dolarów wywołało więc mieszane reakcje. Zwolennicy Trumpa chwalą decyzję jako krok w stronę ochrony lokalnego rynku pracy, natomiast krytycy widzą w niej zagrożenie dla innowacyjności i konkurencyjności kraju.

W Kongresie można spodziewać się ostrych debat na temat tej regulacji. Demokraci prawdopodobnie będą krytykować decyzję jako populistyczną i szkodliwą dla biznesu, podczas gdy Republikanie, zwłaszcza ci związani z ruchem „America First”, będą jej bronić. W zależności od tego, jak potoczą się prace legislacyjne, możliwe są korekty lub modyfikacje przepisu, ale nie zmienia to faktu, że administracja Trumpa jasno pokazała, w jakim kierunku zmierza jej polityka imigracyjna.

Wyzwania dla amerykańskich firm technologicznych

Najbardziej narażone na skutki nowych regulacji są amerykańskie firmy technologiczne, które od lat intensywnie korzystają z programu H1B. Dolina Krzemowa była symbolem globalnej mobilności talentów – tysiące inżynierów z Indii czy Chin zasilały zespoły Google, Apple, Meta czy Amazon. Wprowadzenie opłaty w wysokości 100 tys. dolarów rocznie oznacza, że każda nowa rekrutacja specjalisty spoza USA stanie się przedsięwzięciem kosztownym i wymagającym dokładnego uzasadnienia biznesowego. W efekcie firmy technologiczne mogą ograniczyć liczbę sprowadzanych ekspertów, a część procesów przenieść za granicę.

Trzeba pamiętać, że w branży technologicznej czas ma ogromne znaczenie. Opóźnienia w rekrutacji lub brak dostępu do kluczowych kompetencji mogą spowodować, że firma przegra wyścig z konkurencją. Dlatego część koncernów może zdecydować się na otwieranie nowych centrów badawczo-rozwojowych poza USA, gdzie łatwiej będzie zatrudniać zagranicznych specjalistów bez dodatkowych kosztów. Polska, Rumunia czy Indie to kraje, które już teraz przyciągają uwagę amerykańskich gigantów jako potencjalne lokalizacje nowych inwestycji.

Offshoring i nearshoring jako naturalna odpowiedź

Nowa opłata przyspiesza trend, który i tak był obecny od wielu lat – przenoszenie części procesów biznesowych poza granice Stanów Zjednoczonych. Offshoring do Indii czy Filipin był praktyką stosowaną przez firmy technologiczne, banki i centra usług wspólnych od przełomu lat 90. i 2000. Teraz jednak możemy spodziewać się przyspieszenia tego zjawiska. Koszty zatrudnienia specjalistów w USA wzrosną, więc bardziej opłacalne stanie się tworzenie centrów kompetencyjnych w krajach, gdzie dostęp do talentów jest łatwiejszy i tańszy.

Coraz większe znaczenie może mieć także nearshoring – czyli przenoszenie procesów bliżej siedziby głównej, ale wciąż poza granice kraju. Dla USA takim kierunkiem mogą być Kanada czy Meksyk. W Europie natomiast rośnie znaczenie Polski, Czech czy Węgier jako hubów technologicznych dla zachodnich korporacji.

Kujawy, Podkarpacie i Polska Wschodnia na magazynowej mapie liderów wzrostu

Na koniec II kwartału 2025 roku łączna powierzchnia magazynowa na rynkach wschodzących w Polsce wyniosła niemal 5,4 mln m kw., co stanowiło 15% całkowitych zasobów w kraju. Największą dynamikę rozwoju odnotowano w regionach takich jak Kujawy, Podkarpacie, Polska Wschodnia, a także w miastach regionalnych, m.in. w Kielcach, Zielonej Górze czy Legnicy. Popyt na powierzchnie magazynowe w tych lokalizacjach w pierwszej połowie 2025 roku wzrósł aż o 78% w porównaniu z rokiem poprzednim, a deweloperzy zwiększyli aktywność budowlaną do poziomu niemal 270 000 m kw.

„Rynki wschodzące zyskują na znaczeniu dzięki rosnącemu zainteresowaniu najemców alternatywnymi lokalizacjami, które oferują dobrą dostępność komunikacyjną i wykwalifikowaną kadrę. Jednocześnie w największych hubach logistycznych firmy coraz częściej zmagają się z niedoborem pracowników, co dodatkowo skłania je do poszukiwania nowych miejsc pod inwestycje,” – komentuje Przemysław Jankowski, dyrektor działu wynajmu powierzchni magazynowych w Knight Frank.

W pierwszej połowie 2025 roku na rynkach wschodzących oddano do użytku ponad 120 000 m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Choć wynik ten oznacza spadek o 32% względem analogicznego okresu 2024 roku, to aktywność deweloperska nie ustała. W budowie jest bowiem blisko 270 000 m kw., o 60% więcej niż kwartał wcześniej i o 64% więcej w porównaniu do roku poprzedniego. Największymi ukończonymi projektami były Fortress Logistic Park Bydgoszcz (10 600 m kw.), Panattoni BTS Valmet Automotive (8 800 m kw.) oraz P3 Bydgoszcz (8 000 m kw.).

Rosnąca liczba powierzchni w budowie jest odpowiedzią na wysoki popyt. W pierwszej połowie roku najemcy wynajęli łącznie 450 000 m kw. powierzchni magazynowej na rynkach wschodzących, co stanowi wzrost o 78% w ujęciu rok do roku. Jedną z największych transakcji była nowa umowa na 63 400 m kw. podpisana przez niemiecką firmę Schaeffler, która w Prologis Park Ujazd ulokuje swoje nowe wschodnioeuropejskie Regionalne Centrum Dystrybucji i Kompletacji.

Warto zaznaczyć, że 87% realizowanej powierzchni zostało już zabezpieczone umowami najmu, co dodatkowo potwierdza duże zainteresowanie najemców rynkami wschodzącymi oraz ograniczoną skłonność deweloperów do rozpoczynania inwestycji spekulacyjnych. Największym realizowanym obiektem jest hala Panattoni Park Rzeszów West (73 000 m kw.).

„Ożywienie popytu oraz wysoki poziom przednajmów wskazują, że rynki wschodzące stają się istotnym uzupełnieniem dla dojrzałych lokalizacji magazynowych. Dalszy rozwój infrastruktury, w tym budowa trasy Via Carpatia, jeszcze bardziej zwiększy ich atrakcyjność,” – dodaje Szymon Sobiecki, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Strukturę transakcji zdominowały nowe kontrakty, które odpowiadały za 52% wolumenu. Odnowienia stanowiły 47%, a ekspansje – 1%.

Wskaźnik pustostanów na rynkach wschodzących na koniec II kw. 2025 roku spadł do 10,6%, czyli o 2,5 pp. mniej niż rok wcześniej. Czynsze wywoławcze w regionie utrzymały się na stabilnym poziomie.

Jakub Bartoszek: Polska implementacja MiCA tworzy bariery zamiast ułatwień

Sejm uchwalił ustawę o rynku kryptoaktywów, implementującą unijne rozporządzenie MiCA. Za uchwaleniem ustawy zagłosowało 230 posłów, 196 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. Teraz ustawa trafi do Senatu. Nowe przepisy wprowadzają m.in. nadzór Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), określają obowiązki emitentów tokenów oraz przewidują odpowiedzialność karną.

Zdaniem branży to, co miało być uporządkowaniem rynku, w obecnym kształcie budzi poważne obawy o przyszłość polskich firm.

– Nie chodzi o to, aby państwo promowało kryptowaluty, ale żeby stworzyło uczciwe i proporcjonalne zasady gry. Tymczasem projekt przewiduje sankcje karne, wysokie koszty wejścia i rozwiązania, które realnie mogą wypchnąć część firm za granicę. Do tego dochodzi fakt, że polska implementacja MiCA jest jedną z najbardziej rozbudowanych w całej UE – zamiast ułatwiać, mnoży bariery. Pozostaje mieć nadzieję, że prezydent wsłucha się w głos rynku i zawetuje ustawę w obecnym kształcie – komentuje Jakub Bartoszek, prezes sieci kantorów kryptowalut Cashify.

Bartoszek podkreśla, że Polacy inwestują w krypto, a skala tego rynku stale rośnie, dlatego potrzebne są przewidywalne zasady, ale nie w kształcie, który zamiast chronić inwestorów, stworzy efekt mrożący i utrudni rozwój uczciwych firm. – W ostatnich 12 miesiącach nasze kantory obsłużyły kilka tysięcy klientów, generując obroty liczone w setkach milionów złotych. To realna gospodarka, konkretne pieniądze i decyzje klientów. Potrzebujemy regulacji, które będą wspierać uczciwe firmy i chronić użytkowników, a nie odstraszać przedsiębiorców surowymi karami – dodaje prezes Cashify.

Ekspert wskazuje, że największym wyzwaniem teraz będzie czas – termin uzyskania licencji mija 30 czerwca 2026 r. Przy obecnym tempie postępowań administracyjnych realne jest ryzyko, że wiele firm nie zdąży z uzyskaniem zezwoleń. W efekcie rynek mogą przejąć podmioty paszportujące licencje z zagranicy, a lokalni przedsiębiorcy zostaną zepchnięci na margines. – Potrzebujemy prawa, które będzie egzekwowalne w praktyce i nie pogrzebie konkurencyjności polskiego rynku – dodaje Bartoszek.

Unijne dofinansowanie dla nowych odcinków S6 i S19 – GDDKiA z kolejnymi umowami

0

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) podpisała umowy o dofinansowanie dwóch kolejnych inwestycji drogowych – budowy odcinka drogi ekspresowej S6 Koszalin – Słupsk oraz S19 Lublin – Lubartów Północ. Projekty te otrzymają wsparcie z Programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko (FEnIKS).

Łącznie GDDKiA posiada już 17 inwestycji z dofinansowaniem unijnym, których wartość sięga 22,7 mld zł, z czego 9,8 mld zł pochodzi z funduszy UE. Oznacza to wykorzystanie ponad połowy alokacji środków przyznanych Polsce w ramach programu FEnIKS.

S6 Koszalin – Słupsk

Całkowity koszt realizacji tego odcinka wynosi ponad 1,8 mld zł, z czego 966,3 mln zł pochodzi z dofinansowania unijnego.

Inwestycja obejmuje budowę 46 km drogi ekspresowej, ośmiu węzłów drogowych (m.in. Kawno, Malechowo, Karwice, Sławno Zachód i Sycewice), dwóch Miejsc Obsługi Podróżnych oraz Obwodu Utrzymania Drogowego. Powstaną także obiekty inżynierskie, takie jak mosty, wiadukty i przepusty, a także niezbędne drogi dojazdowe.

S19 Lublin – Lubartów Północ

Koszt budowy tego odcinka wynosi blisko 1,4 mld zł, z czego 612,1 mln zł to środki unijne.

W ramach projektu powstanie 23 km drogi ekspresowej z czterema węzłami: Lubartów Północ, Lubartów Zachód, Niemce Wschód i Niemce Południe. Podobnie jak w przypadku S6, zaplanowano budowę obiektów inżynierskich, w tym mostów, wiaduktów, tuneli oraz dróg dojazdowych.

Oba projekty są częścią transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T. Odcinek S6 Koszalin – Słupsk stanowi fragment drogi łączącej Trójmiasto ze Szczecinem, natomiast S19 Lublin – Lubartów Północ jest częścią korytarza Via Carpatia, który połączy północną i południową Europę.


FEnIKS na polskich drogach

Alokacja środków UE dla GDDKiA w ramach FEnIKS obejmuje wsparcie dla 30 projektów drogowych z Funduszu Spójności i Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Ich łączna wartość wynosi około 18 mld zł.

Zysk netto Bio Planet w I półroczu 2025 r. wzrósł o 162%

0

Pierwsze półrocze 2025 roku było dla Bio Planet okresem dalszych wzrostów i umacniania pozycji rynkowej. Lider rynku żywności ekologicznej odnotował przychody na poziomie 154,1 mln zł, co oznacza wzrost o 10% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku (140,2 mln zł). Na poprawę wyników wpłynęły m.in.: zwiększenie efektywności kosztowej magazynu, wprowadzenie do oferty nowych produktów od wieloletnich dostawców oraz rozwój marek własnych. Kluczowym celem na kolejne lata pozostaje dalsza poprawa rentowności i przygotowanie do wznowienia w III kwartale 2026 roku budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania.

Według Spółki, konsekwentna realizacja strategii dopasowanej do oczekiwań klientów przekłada się na stabilny wzrost sprzedaży. – „Pierwsze półrocze 2025 roku pokazuje, że nasza strategia działa – przychody rosną szybciej niż koszty, a restrukturyzacja funkcjonowania magazynów i optymalizacja procesów przełożyły się na spektakularne wyniki. Zysk ze sprzedaży poszybował w górę o 168%, EBITDA wzrosła o 77%, a zysk netto aż o 162%. To dowód, że potrafimy łączyć rozwój z dyscypliną kosztową i budować solidne fundamenty pod kolejne lata dynamicznego rozwoju.” mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

W pierwszym półroczu Spółka wprowadziła na rynek około 850 nowych produktów, głównie od stałych partnerów, takich jak Pharmovit, Wasąg czy Hollinger. Ofertę wzbogaciło też 60 pozycji pod markami własnymi oraz nowe rodzaje ekologicznych owoców i warzyw, które spotkały się z dużym zainteresowaniem klientów. Równocześnie wycofano podobną liczbę produktów o najmniejszej popularności.

– „Dobre wyniki pozwoliły nam w I półroczu przeznaczyć 15 % zysku wypracowanego w 2024 roku (300 tys. zł) na wypłatę dywidendy – 0,10 zł na akcję. W przyszłości zakładamy przeznaczanie na ten cel ok. 30 – 60 % rocznego zysku. Równocześnie zabezpieczamy środki na wznowienie w III kwartale 2026 roku budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania o powierzchni 5,7 tys. m². Inwestycja znacząco zwiększy nasze moce przerobowe i obniży jednostkowe koszty paczkowania. Zakończenie projektu planujemy na trzeci kwartał 2027 rok” – dodaje Prezes Zarządu.

W I półroczu 2025 r. przychody Spółki wzrosły o ok. 10 %, podczas gdy koszty operacyjne jedynie o ok. 8 %, co oznacza, że dynamika przychodów przewyższyła tempo wzrostu kosztów. Ważnym czynnikiem sprzyjającym wynikom był także niski kurs euro – istotny, ponieważ import Bio Planet przewyższa eksport i realizowany jest głównie w tej walucie. Obecny poziom kursu powinien nadal pozytywnie wpływać na rentowność Spółki.

Trump nakłada 100% cła na importowane leki, rynki czekają na PCE, a miedź przebija 10 tys. USD

Uwagę analityków przyciąga kolejny cios w szwajcarską gospodarkę i 100% cła na leki, czyli kolejny pomysł Donalda Trumpa. Kluczowe dziś pytanie brzmi jednak: czy bazowy indeks cen PCE powstrzyma ruch na południe na głównej parze walutowej świata? Warte odnotowanie także poważne tąpnięcie po stronie podażowej na rynku miedzi – wybicie ceny ponad 10 tys. USD za tonę. 

Kolejny cios dla Szwajcarii

Szwajcarska gospodarka już znalazła się na rozdrożu po nałożeniu ceł importowych przez USA w wysokości aż 39%. Rozmowy z administracją Trumpa trwają, jednak nadal nie wypracowano kompromisu, choć Helweci wstrzymali się z cłami odwetowymi. Kolejne prognozy sugerują, że wskaźnik PKB w Szwajcarii w 2026 roku ma być znacznie niższy właśnie za sprawą barier handlowych. Wczoraj wieczorem nadszedł kolejny cios ze strony Trumpa, a mianowicie nałożenie ceł w wysokości 100% na markowe leki eksportowane do USA. A to właśnie leki i produkty farmaceutyczne są „przywożone” do Stanów w głównej mierze (obok Irlandii i Niemiec) właśnie ze Szwajcarii. Ratunkiem jest oczywiście budowa fabryk w USA, czego domaga się prezydent USA, niemniej jednak taka inwestycja oznacza  duże koszty i utrudnienia logistyczne, z którymi będą się musiały zmierzyć szwajcarskie firmy. Kolejne utrudnienia w handlu to następny kamień do ogródka SNB. Obecnie scenariusz bazowy zakłada utrzymanie stóp na poziomie 0% przez dłuższy czas, ale opcja awaryjna w postaci zejścia do ujemnego kosztu pieniądza jest ciągle w grze, tym bardziej jeśli pojawi się widmo recesji.

PCE w centrum uwagi

Od połowy tygodnia widzimy kontrę USD na parze z EUR. Patrząc przez pryzmat analizy technicznej, możemy powiedzieć, że test oporu na 1,18 okazał się nieudany i doszło do odreagowania na poziomie ponad 150 pipsów. Dzisiaj w centrum uwagi inwestorów pozostanie publikacja głównej miary Fed w ocenie perspektyw w polityce monetarnej, czyli wskaźnika inflacji PCE. W lipcu obserwowaliśmy wzrost w relacji m/m o 0,3%, teraz w danych za sierpień presja cenowa ma być niższa i wynosić 0,2%. Wynik zgodny z oczekiwaniami bądź niższy może zahamować umocnienie USD. Wtedy inwestorzy znów zaczną dmuchać balon z hasłem „więcej obniżek stóp w tym roku”. Niższa dynamika cen daje oczywiście taki argument, ale trzeba pamiętać, że prezes Fed wielokrotnie w ostatnim czasie wspominał, że nie tylko ten argument zaważy, bo równie ważny jest rynek pracy w USA. Niemniej jednak w okolicach publikacji, czyli 14.30, należy oczekiwać dzisiaj większej zmienności, tym bardziej, że o tej godzinie poznamy też informację o sytuacji konsumenta w Stanach mierzonej wydatkami i dochodami.

Popyt w górę, podaż w dół

Rzadko piszemy o tym, co dzieje się na notowaniach miedzi, a to surowiec, który w dość jasny sposób pokazuje sytuację w światowej koniunkturze. Gdy mamy sygnały recesyjne, i produkcja przemysłowa jest ograniczana, widzimy spadki notowań miedzi – i odwrotnie. W ostatnim czasie równie ważne pozostają decyzje w kwestiach handlowych, które również mocno wpływają na cenę tego surowca. Warto przypomnieć co się stało, gdy Trump ogłosił na początku sierpnia cła na półprodukty miedziane – mieliśmy zapaść notowań, ceny miedzi w USA spadły o 20%. Wczoraj również doszło do sporej zmienności i zobaczyliśmy solidny 5% ruch na północ, pokonując tym samym barierę 10 tys. USD za tonę. Tym razem jest to reakcja na wydarzenia po stronie podażowej i katastrofę w drugiej największej kopalni na świecie. Grasberg odpowiada za 3% światowego wydobycia. Nie jest to dużo, niemniej jednak oznacza kolejne ograniczenie wydobycia w ostatnich dniach (po wcześniejszych protestach w Peru). A trzeba przyznać, że zapotrzebowanie wcale nie maleje – rozwój aut elektrycznych i nowych technologii rozkręcają popyt na miedź. Taki układ – silny popyt i ograniczona podaż – bywają często początkiem dużych wzrostów cen, co można było zobaczyć choćby na złocie czy srebrze.

Rzecznik MŚP apeluje o uproszczenia w związku z wdrażaniem unijnego rozporządzenia EUDR

Rosnące obawy przedsiębiorców z branży drzewnej wobec zbliżającego się terminu wejścia w życie unijnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1115 w sprawie przeciwdziałania wylesieniu i degradacji lasów (tzw. EUDR) stały się przedmiotem wystąpienia Rzecznika MŚP, Agnieszki Majewskiej, skierowanego do Minister Klimatu i Środowiska, Pauliny Hennig-Kloski.

Nowe obowiązki dla firm i państw członkowskich

Rozporządzenie EUDR nakłada szereg obowiązków związanych z gromadzeniem i oceną informacji dotyczących łańcuchów dostaw produktów drzewnych. Państwa członkowskie mają także obowiązek wyznaczenia organu odpowiedzialnego za wdrażanie i nadzorowanie przepisów. Jednocześnie wiele kwestii pozostawiono do indywidualnej regulacji na poziomie krajowym, co wymaga przygotowania stosownych ustaw.

W Polsce odpowiednie przepisy są obecnie procedowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Postulat proporcjonalności dla MŚP

Jak wynika z analiz, Polska należy do państw, w których nie istnieje realne zagrożenie wylesieniem. Mając to na uwadze, a także kierując się zasadą proporcjonalności, Rzecznik MŚP postuluje uproszczenie procedur sprawozdawczych dla mikro-, małych i średnich firm.

Agnieszka Majewska podkreśla, że wdrożenie przepisów unijnych oznacza dla przedsiębiorstw znaczne obciążenia organizacyjne i finansowe, a także konieczność poświęcenia czasu na dostosowanie procesów. – „Istotna zmiana warunków i zasad wykonywania działalności gospodarczej, szereg nowych obowiązków, do których dostosowanie wiązać się może z dużymi obciążeniami oraz przede wszystkim analiza nowych regulacji w kontekście funkcjonujących łańcuchów dostaw – stanowić będą poważne wyzwanie dla krajowych przedsiębiorców branży drzewnej z sektora MŚP” – wskazuje Majewska.

Rzecznik MŚP zwróciła się również z prośbą o przedstawienie informacji na temat zaawansowania prac nad ustawą wdrażającą Rozporządzenie 2023/1115 oraz zaapelowała o możliwie szybkie zakończenie procesu legislacyjnego.

Nowe przepisy mają wejść w życie w całej Unii Europejskiej, a polskie firmy z sektora drzewnego oczekują jasnych wytycznych i rozwiązań, które pozwolą im sprawnie wypełniać unijne wymogi bez nadmiernych kosztów i obciążeń administracyjnych.

ESA uruchamia inicjatywę „Pulse” – nowe ramy operacyjne dla misji kosmicznych

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) ogłosiła rozpoczęcie inicjatywy „Pulse”, stworzonej przez ESA Operations Directorate. Jej celem jest usprawnienie działań operacyjnych w szerokim portfolio misji – od lotów na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO) po wyprawy do najodleglejszych części Układu Słonecznego.

Odpowiedź na rosnącą złożoność misji

ESA podkreśla, że wraz ze wzrostem skali i różnorodności projektów kosmicznych rośnie potrzeba tworzenia systemów umożliwiających spójną współpracę i wymianę danych pomiędzy niezależnymi misjami, ośrodkami i partnerami. Dotychczasowe narzędzia, projektowane głównie pod kątem pojedynczych misji, działały w sposób rozproszony i ograniczały całościową koordynację.

„Pulse” ma rozwiązać ten problem, tworząc logiczne ramy zarządzania misją, niezależne od konkretnego projektu. System łączy dane operacyjne, zwiększa szybkość reakcji i redukuje fragmentację środowiska pracy.

Od budowy satelity po fazę operacyjną

Nowe ramy obejmą cały cykl życia projektu kosmicznego – od montażu, integracji i walidacji satelity, aż po operacje w przestrzeni kosmicznej. ESA zapewnia, że rozwiązanie będzie bezpłatne i dostępne w ramach Licencji Wspólnotowej, co umożliwi jego wdrażanie w całym europejskim sektorze kosmicznym.

Co istotne, „Pulse” nie jest pojedynczym oprogramowaniem, lecz strategicznymi ramami operacyjnymi, które bazują m.in. na technologii European Ground Segment – Common Core (EGS-CC). Usprawniają one telemetrię, zarządzanie zdarzeniami, wymianę informacji i procesy wykonawcze.

„Pulse to coś więcej niż oprogramowanie – to fundament nowej, zintegrowanej i elastycznej kultury operacyjnej w ESA. Daje zespołom możliwość szybszej koordynacji, wcześniejszego reagowania i szerszego spojrzenia” – podkreśla Katarzyna Cichecka, Head of the System and Applications Engineering Division.

Testy i walidacja

Projekt powstał w ścisłej współpracy między dywizjami ESA i przeszedł wieloetapową walidację. Kluczowym momentem był test akceptacyjny w European Space Operations Centre (ESOC) w Darmstadt, w którym udział wzięli operatorzy misji i zespoły inżynieryjne. Ich opinie potwierdziły, że „Pulse” znacząco usprawnia koordynację i zwiększa spójność operacyjną.

„Z perspektywy operatora misji, Pulse zmienia sposób, w jaki postrzegamy monitoring i kontrolę, poszerzając i upraszczając możliwości automatyzacji” – zaznacza Juan Pinero, Operations Lead Architect.

Symboliczna tożsamość i polski wkład

Emblemat inicjatywy przedstawia satelitę transmitującego kod binarny odczytywany jako „ESA” na orbicie wokół Ziemi, co symbolizuje ukierunkowanie projektu na dane. „ESA to organizm, który ma puls – i teraz możemy go wyczuwać w czasie rzeczywistym” – wskazują autorzy projektu.

Za wizualną stronę „Pulse” odpowiadała polska Space Agency, specjalizująca się w komunikacji sektora kosmicznego. Opracowała ona nazwę, logo oraz spójną identyfikację wizualną, która ma podkreślać strategiczne znaczenie inicjatywy i ułatwiać jej komunikację wewnątrz ESA oraz wobec partnerów zewnętrznych.

Pierwszym projektem, który przejdzie migrację do nowych ram, będzie misja SWARM w 2026 roku. ESA planuje, aby „Pulse” stał się domyślną warstwą synchronizacji i koordynacji dla kolejnych misji Agencji, stanowiąc podstawę nowoczesnej, zintegrowanej kultury operacyjnej w europejskim sektorze kosmicznym.

Polska 4. w Europie w eksporcie odzieży, 6. w obuwiu i 5. w nakryciach głowy

Przełom lata i jesieni to moment, w którym nasze szafy naturalnie zmieniają się z lekkich stylizacji na cieplejsze ubrania i solidniejsze obuwie. Widać wtedy wyraźnie, jak duże znaczenie konsumenci przykładają do jakości odzieży, butów i dodatków. Produkty z metką „made in Poland” cieszą się rosnącym uznaniem nie tylko nad Wisłą, ale też za granicą. Z analizy ekspertów Akcenty wynika, że w 2024 r. Polska znalazła się w ścisłej czołówce europejskich eksporterów – zajmując m.in. 4. miejsce w sprzedaży odzieży niedzianej, 5. w czapkach i innych nakryciach głowy oraz 6. w obuwiu i odzieży dzianej. Łącznie te kategorie przyniosły polskiej gospodarce 16,6 mld EUR. Największe zainteresowanie polskimi produktami płynie z Niemiec, Czech, Francji i Rumunii.

Polska odzież zyskuje coraz większą przewagę konkurencyjną dzięki umiejętnemu łączeniu tradycyjnego rzemiosła z nowoczesnymi technologiami. Krajowa branża korzysta z centralnej lokalizacji i rozbudowanej sieci magazynów oraz centrów dystrybucyjnych. Nasi producenci inwestują w automatyzację i segmentację produkcji, co sprawia, że potrafią oferować elastyczne serie odzieży, w tym tworzone z materiałów przyjaznych środowisku, co trafia w zmieniające się preferencje konsumentów. Wysokie wzrosty sprzedaży w Niemczech, Francji czy Rumunii pokazują, że „made in Poland” staje się marką samą w sobie – mówi Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału Akcenty. 

Odzież niedziana

Według danych International Trade Center (ITC) to właśnie artykuły i dodatki odzieżowe niedziane oraz nieszydełkowane są dziś najmocniejszym filarem polskiego eksportu w branży modowej. W 2024 r. ich sprzedaż za granicę sięgnęła 7,05 mld EUR (+18% rdr.). i zapewnia Polsce 3% udziału w globalnym rynku. Takie wyniki plasują nas na 8. miejscu na świecie i bardzo wysokiej, 4. pozycji w Europie. 

Najwięcej produktów trafia do Niemiec, które w 2024 roku kupiły je za 3,04 mld EUR (+16% rdr.). Silne wzrosty odnotowano we Francji, gdzie sprzedaż zwiększyła się aż o 63% rdr., osiągając poziom 402 mln EUR. Stabilnie rośnie handel z Holandią (401 mln EUR, +14%) i Czechami (257 mln EUR, +2%). Wysoką dynamiką wyróżnia się także Rumunia – sprzedaż sięgnęła tam 251 mln EUR, co oznacza wzrost o 41% rdr.

Odzież dziana i szydełkowana

Równie silną gałęzią polskiego eksportu pozostają artykuły odzieżowe i dodatki odzieżowe dziane oraz szydełkowane. W 2024 roku ich wartość wyniosła 5,62 mld EUR, co oznacza wzrost o 10% rdr. Polska odpowiada już za 2,17% globalnego handlu tymi produktami, zajmując 12. miejsce na świecie i 6. w Europie. 

Największym odbiorcą pozostają Niemcy, gdzie trafia niemal połowa sprzedawanych wyrobów dzianych (2,25 mld EUR, +7% rdr.). Dynamicznie rośnie również eksport do Rumunii, który osiągnął 333 mln EUR (+44% rdr.). Na kolejnych miejscach są Czechy z wynikiem 289 mln EUR (-7% rdr.) oraz Holandia (242 mln EUR, +17%) i Ukraina (235 mln EUR, +22%). 

Polska w czołówce eksporterów obuwia

Zmiana sezonu to także moment, w którym konsumenci wymieniają obuwie letnie na jesienne. W 2024 roku eksport tej części garderoby przyniósł polskiej gospodarce 3,66 mld EUR (+14% rdr.). Polska odpowiada za 2,20% globalnego eksportu obuwia, co daje nam 9. miejsce na świecie i 6. w Europie. 

Najwięcej par trafia do Niemiec, które w ubiegłym roku kupiły polskie buty za 1,22 mld EUR (+17% rdr.). Drugim najważniejszym rynkiem jest Rumunia (256 mln EUR, +27% rdr.), a trzecim Czechy (219 mln EUR, stabilny wynik względem roku poprzedniego). Bardzo dobre wyniki notujemy również w Szwajcarii (168 mln EUR, +22%) i we Włoszech (165 mln EUR, +13%). Co ważne, w pierwszej piątce partnerów handlowych nie odnotowano spadków, co potwierdza stabilną pozycję polskiego obuwia.

Czapki i inne nakrycia głowy

Na jesień zmieniamy także nakrycia głowy. Słomkowe kapelusze i lekkie czapki zastępują wełniane modele, które chronią przed zimnem. W 2024 roku eksport czapek i kapeluszy z Polski osiągnął 273 mln EUR, co daje nam niemal 2% udziału w globalnym rynku. Dzięki temu Polska zajmuje 10. miejsce na świecie i 5. w Europie. 

Najwięcej naszych produktów trafia do Niemiec, gdzie sprzedaż wyniosła 99 mln EUR (-2% rdr.). Kolejnym rynkiem są Czechy (17 mln EUR, -4%), a dalej Rumunia (11 mln EUR, +21%), Włochy (10 mln EUR, +29%) oraz Szwecja (10 mln EUR, -6%). Widać więc, że choć popyt na tę kategorię jest stabilny, poszczególne rynki różnią się dynamiką zamówień.

Trzeba jednak pamiętać, że przedsiębiorcy prowadzący handel międzynarodowy funkcjonują w otoczeniu dużej zmienności walutowej. Eksport i import w ramach Unii Europejskiej czy poza nią zawsze wiążą się z ryzykiem kursowym, które dodatkowo potęgują czynniki geopolityczne i zmiany w polityce celnej. W takich warunkach szczególnie ważne jest korzystanie z narzędzi ograniczających ryzyko walutowe, które pozwalają zapewnić firmom większą stabilność finansową i bezpieczeństwo transakcji – podsumowuje Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału Akcenty. 

Źródła danych: 

W powyższym materiale wszystkie dane pochodzą z International Trade Cener za lata 2023 i 2024 według kategorii: 

61 Articles of apparel and clothing accessories, knitted or crocheted.

62 Articles of apparel and clothing accessories, not knitted or crocheted.

64 Footwear, gaiters and the like; parts of such articles.

65 Headgear and parts thereof.

Dane z dn. 27.08.2025 r.

Creotech Instruments z rekordowymi wynikami w I półroczu 2025 – przychody wzrosły ponad trzykrotnie

Creotech Instruments, notowany na GPW polski producent satelitów, systemów i podzespołów satelitarnych, w I półroczu 2025 roku osiągnął rekordowe wyniki finansowe. Przychody ze sprzedaży w tym okresie wzrosły ponad trzykrotnie i wyniosły ok. 74,5 mln zł. W minionym kwartale Spółka podpisała kolejny przełomowy kontrakt o wartości blisko 52 mln EUR z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) na realizację projektu CAMILA oraz kontynuowała prace nad realizacją projektu Mikroglob.

W I półroczu 2025 roku przychody ze sprzedaży produktów i dotacji wyniosły ok. 74,5 mln zł wobec 17,1 mln zł w analogicznym okresie 2024 roku. Wzrost przychodów wynikał przede wszystkim z postępów realizacji kluczowego projektu Mikroglob. Największy procentowy udział w przychodach miały segment projektów kosmicznych (91,2%) oraz segment systemów kwantowych (6,43%). EBITDA w omawianym okresie wyniosła 10,9 mln zł, a zysk netto przekroczył 3,5 mln zł. Poziom środków pieniężnych na koniec czerwca 2025 roku wyniósł 142,8 mln zł.   Zmniejszył się również udział dotacji w przychodach z 31% do 9%.

Pierwsze półrocze 2025 roku to dla nas przełomowy okres – zarówno pod względem finansowym, jak i realizacji kluczowych projektów kosmicznych oraz podpisania kolejnego istotnego kontraktu: CAMILA. W segmencie kosmicznym możemy pochwalić się przychodami w wysokości 64,3 mln zł oraz EBITDA wynoszącą blisko 20,1 mln zł. Warto podkreślić, że na te wyniki nie wpłynął jeszcze podpisany w II kwartale br. kontrakt CAMILA. Segment kwantowy, który w niedalekiej przyszłości będzie samodzielną spółką, jest na nieco wcześniejszym etapie rozwoju, ale już osiągnął przychody rzędu 8,2 mln zł przy stracie EBITDA wynoszącej 3,5 mln zł. Osiągnięte przez Creotech Instruments wyniki finansowe pokazują, że nasza strategia rozwoju przynosi wymierne efekty. To dopiero początek – przed nami kolejne ambitne projekty, których celem jest dalsze umacnianie pozycji Creotech Instruments jako lidera sektora kosmicznego w Europie komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W kwietniu 2025 r. Spółka podpisała umowę i rozpoczęła realizację projektu CAMILA, którego celem jest budowa konstelacji co najmniej trzech satelitów obserwacyjnych bazujących na platformie satelitarnej HyperSat opracowanej przez Spółkę, wraz z segmentem naziemnym, wyniesieniem satelitów oraz zarządzaniem misją. Projekt realizowany jest pod nadzorem ESA na zlecenie Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Wartość kontraktu wynosi blisko 52 mln EUR, z czego ponad
25 mln EUR przypada bezpośrednio na Spółkę, która pełni w nim rolę lidera.

 

Równolegle Creotech Instruments kontynuował pracę przy realizacji projektu Mikroglob. W II kwartale 2025 roku Spółka zakończyła realizację faz B2 oraz C, za które otrzymała odpowiednio 20,5 mln zł netto oraz 20 mln zł netto. Obecnie skupia się na realizacji fazy D.

 

W grudniu 2024 roku Creotech Instruments podpisał ze Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia umowę na wytworzenie i dostawę Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi (SSOZ) „Mikroglob” obejmującą fazy B, C, D, E1. Wartość tego największego w historii polskiego sektora kosmicznego kontraktu wynosi
556,7 mln zł brutto (452 mln zł netto).

 

W minionym kwartale Spółka kontynuowała prace przy realizacji dwóch istotnych projektów, tj. PIAST oraz eCAUSIS (European, Certifiable, Affordable, User-oriented, Secure, Integration-able, Scalable quantum key distribution solutions). Celem pierwszego jest zaprojektowanie, skonstruowanie i rozmieszczenie na orbicie nanosatelitów obserwacyjnych do prowadzenia optoelektronicznego rozpoznania obrazowego. W 2025 roku Creotech Instruments planuje wyniesienie 3 kolejnych testowych satelitów w oparciu o autorską platformę HyperSat. Projekt koordynowany jest przez Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie.

W przypadku projektu eCAUSIS celem jest opracowanie i budowa zaawansowanego modułu dystrybucji kluczy kwantowych oraz oprogramowania do zarządzania kluczami kryptograficznymi. W II kwartale 2025 roku Spółka kontynuowała prace nad prototypem drugiego modułu o zmniejszonych rozmiarach i bardziej zintegrowanej elektronice. W maju br. w ramach spotkania sieci EuroQCI w Atenach rozwiązanie Creotech zostało zaprezentowane międzynarodowemu gronu specjalistów, spotykając się z dużym zainteresowaniem.

Ubiegły kwartał upłynął również pod znakiem przygotowań Spółki do jej podziału. W czerwcu br. spółki Creotech Quantum S.A. (segment kwantowy) oraz Creotech Geo P.S.A  (segment systemów aplikacji związanych z dronami i przetwarzaniem danych satelitarnych) zostały wpisane do KRS-u.

Po zakończeniu okresu sprawozdawczego za I półrocze 2025 roku, tj. 30 czerwca br., doszło do podpisania kilku istotnych umów.

W dniu 17 lipca br. Creotech Instruments zawarł aneks do kontraktu Mikroglob ze Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia, umożliwiający Spółce wykorzystanie zaliczek do finansowania zakupu wybranych komponentów, podzespołów i usług w projekcie, przy minimalnym zmniejszeniu łącznej wartości umowy o ok. 0,34%.

18 lipca br. Spółka otrzymała od Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) informację o zaakceptowaniu pierwszej części dokumentacji w ramach przeglądu projektu CAMILA, co zapewniło Spółce wynagrodzenie w wysokości ponad 3,1 mln EUR, przy czym ok. 30% wymienionego wynagrodzenia przysługuje bezpośrednio Creotech Instruments, a pozostała kwota obejmie wynagrodzenie dla podwykonawców w projekcie CAMILA.

W sierpniu br. Spółka podpisała umowę z włoską firmą Leonardo S.p.A. na montaż elektroniki dla projektu LISA MPE (wartość umowy ponad 3,6 mln EUR) oraz zrealizowała pierwszą komercyjną sprzedaż astronomicznej kamery sCMOS do Teplice Observatory and Planetarium (Czechy) o wartości 196 tys. EUR, otwierając nową linię biznesową dla segmentu kwantowego.

Ostatnim istotnym zdarzeniem po okresie sprawozdawczym było uzgodnienie i przyjęcie planu podziału spółki Creotech Instruments oraz przeniesienia segmentu systemów kwantowych do spółki Creotech Quantum S.A.

Leki produkowane poza USA obłożone 100-procentowym cłem

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zapowiedział wprowadzenie 100-procentowego cła na wszystkie markowe i opatentowane leki importowane do USA, które nie są produkowane na terenie kraju. Nowa polityka celna wejdzie w życie 1 października 2025 roku. Zwolnione z obowiązku zapłaty cła będą jedynie te firmy, które już posiadają zakłady produkcyjne w USA lub rozpoczęły ich budowę. Działanie to jest elementem szerszego planu rewizji polityki handlowej i rozszerzenia reżimu celnego administracji Trumpa, mającego na celu wzmocnienie krajowego przemysłu i ograniczenie zależności od zagranicznego importu w sektorach kluczowych dla bezpieczeństwa narodowego.

Oprócz leków, nowymi stawkami objęto także inne towary. Na ciężarówki mają zostać nałożone cła w wysokości 25%, na szafki kuchenne i łazienkowe – 50%, a na meble tapicerowane – 30%. W przypadku rynku farmaceutycznego nowe regulacje wywołały mieszane reakcje. Najwięksi gracze, tacy jak Merck, AstraZeneca czy Johnson & Johnson, już wcześniej zadeklarowali wielomiliardowe inwestycje w amerykańskie zakłady produkcyjne, odpowiadając na wcześniejsze sygnały płynące z Białego Domu. Jednak wiele popularnych leków nadal powstaje poza USA. Przykładowo, składnik aktywny preparatów Ozempic i Wegovy (Novo Nordisk) wytwarzany jest w Danii, pierwsza faza produkcji leku Mounjaro (Eli Lilly) odbywa się w Irlandii, a środki takie jak Stelara, Darzalex, Opdivo, Cosentyx czy Entresto produkowane są głównie w Szwajcarii, Irlandii i Danii.

Efekty wpływu nowych ceł mogą być „niejasne lub znikome”, ponieważ większość dużych koncernów farmaceutycznych już posiada amerykańskie zakłady produkcyjne. Analitycy Bloomberg Economics szacują, że wprowadzenie 100-procentowego cła na leki może podnieść średnią stawkę celną w USA o 3.3 punktu procentowego. Jednak wpływ ten może być ograniczony dzięki zwolnieniom dla firm inwestujących w krajową infrastrukturę. Najbardziej narażone na negatywne skutki tej decyzji są kraje takie jak Szwajcaria, Singapur, częściowo Wielka Brytania oraz Japonia. Indeksy giełdowe w Azji traciły w piątek rano. Szczególnie zauważalne były spadki firm farmaceutycznych.

Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Dolar zyskuje po mocnych danych z USA, Szwajcaria utrzymuje zerowe stopy procentowe

Pomimo obiektywnie dobrych danych z gospodarki amerykańskiej, rynek coraz bardziej zaczyna kalkulować długofalowe zmiany składu FED. W tle Szwajcaria, która utrzymuje zerowe stopy procentowe i zastanawia się jak jeszcze osłabić franka.

Pozytywna niespodzianka za oceanem

Czwartkowe dane okazały się bardzo korzystne dla amerykańskiej waluty. Na szczególną uwagę zasługuje oczywiście wzrost PKB – ten by ciężej było prowadzić analizę, podawany jest jako annualizowany. Oznacza to, że Amerykanie nie podają rocznego wskaźnika, tylko to jak zachowałby się wzrost PKB, gdyby cały rok był taki jak ostatni kwartał. Tak podawany wskaźnik wynosi 3,8% i znajduje się 0,5% powyżej oczekiwań. Na uwagę zasługują również wnioski o zasiłek dla bezrobotnych – 218 tysięcy to nie tylko dużo lepszy poziom od prognoz, ale również najniższy wynik od 8 tygodni. Zamówienia na dobra również okazały się lepsze, niż przewidywano. Przy takim zestawie łatwo się domyślić, że amerykańska waluta będzie zyskiwać. Pozostawało jeszcze pytanie ile. Informacje te przełożyły się na umocnienie dolara o około 1 centa względem euro. Cena dolara wyrażona w złotych wzrosła wczoraj po tych danych o imponujące 4 grosze.

Co ze stopami procentowymi?

Lepsze dane z USA stawiają pod znakiem zapytania mocniejsze cięcia stóp procentowych, aby przeciwdziałać spowolnieniu gospodarczemu. Prezentowane odczyty pokazują, że gospodarka wcale nie ma się tak źle, jak niektórzy sugerują. Wczorajsze wystąpienia członków FED wskazują na spore rozbieżności w samym gremium decyzyjnym. Szczególnie głośny jest nowy członek FED – Stephen Miran. Jego zdaniem stopy procentowe są o około 2% powyżej stopy neutralnej. Patrząc na to, co dzieje się z inflacją, jest to bardzo odważne stwierdzenie. Gdyby 2% niższy wskaźnik miał być neutralny, to przy obecnym poziomie powinien wyraźnie spadać. Tak jednak nie jest, a od kwietnia mamy wręcz wzrost. Pokazuje to jednak niebezpieczny trend, gdzie nowa nominacja jest dobrana pod kątem poglądów bardzo pasujących administracji prezydenckiej. Wiadomo jest to grono wieloosobowe, ale biorąc pod uwagę nominacje kolejnych osób, może się okazać z czasem, że uda się zmienić nastawienie całego gremium. Taki ruch docelowo będzie działał na osłabienie dolara w długim okresie.

Szwajcaria nie zmienia stóp procentowych

Szwajcarzy znów grają w innej lidze w polityce monetarnej. Ich obecna główna stopa procentowa wynosi obecnie równe 0, a inflacja zaledwie 0,2%. Brak obniżek stóp nie był zatem niespodzianką. Cały czas starają się utrzymywać wyjątkowo niskie stopy procentowe, aby zmniejszać zainteresowanie inwestorów frankiem szwajcarskim. Mocny frank jest bowiem dużym problemem dla tamtejszej gospodarki, której eksport jest coraz mniej konkurencyjny. Z drugiej strony kraj ten ma bardzo tanie kredyty. Mimo bardzo niskich stóp procentowych inwestorzy chętnie wybierają tę walutę. To właśnie dlatego od lat widzimy coraz niższe poziomy euro wobec franka.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

DHL Express podnosi ceny usług od stycznia 2026 r.

DHL Express zapowiedział korekty cen, które wejdą w życie 1 stycznia 2026 r. W Polsce średni wzrost stawek wyniesie 5,9%.

Jak podkreśla spółka, coroczna aktualizacja cennika ma na celu dostosowanie usług do zmieniających się warunków rynkowych i utrzymanie wysokiej jakości obsługi klientów. – Nieustannie wspieramy naszych klientów w poruszaniu się po złożonym, dynamicznie zmieniającym się krajobrazie globalnego handlu, który w ostatnim czasie został znacząco dotknięty przez zmiany geopolityczne. Coroczna korekta cen pozwala nam dalej wzmacniać odporność i elastyczność naszej sieci, zapewniając naszym klientom niezmienne wsparcie dla ich biznesów – niezależnie od czynników zewnętrznych – powiedział Tomasz Buraś, prezes zarządu DHL Express Polska.

DHL Express przypomina, że korekty cen wprowadzane są co roku. Uwzględniają one m.in. inflację, dynamikę walut oraz rosnące koszty administracyjne wynikające z regulacji krajowych i międzynarodowych oraz ze środków bezpieczeństwa. Zmiany te dotyczą wszystkich rynków, na których działa spółka – DHL Express obsługuje ponad 220 krajów i terytoriów na świecie.

UODO interweniuje w sprawie fundacji „Dzieci są z nami”. Chodzi o ochronę wizerunku najmłodszych

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), Mirosław Wróblewski, zwrócił uwagę na działalność fundacji „Dzieci są z nami”, wskazując, że jej cele statutowe mogą być sprzeczne z prawem i naruszać prawa dzieci, w tym prawo do ochrony prywatności i wizerunku.

Fundacja ta promuje publikowanie wizerunków najmłodszych w internecie i sprzeciwia się ograniczaniu tzw. sharentingu – czyli praktyki polegającej na udostępnianiu zdjęć i informacji o dzieciach przez rodziców w mediach społecznościowych.

Interwencja UODO i apel do ministerstwa

W związku z tym Prezes UODO wystosował pismo do minister rodziny, pracy i polityki społecznej, Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, z prośbą o rozważenie podjęcia czynności nadzorczych wobec fundacji. Jak podkreślił, do kompetencji ministerstwa należy sprawowanie nadzoru nad działalnością fundacji i egzekwowanie, aby nie naruszała ona praw dzieci do ochrony danych osobowych i prywatności.

Ryzyka związane z sharentingiem

Zjawisko sharentingu staje się coraz bardziej powszechne – dane pokazują, że aż 40 proc. rodziców publikuje wizerunki swoich małoletnich dzieci w internecie. Choć często dzieje się to w dobrej wierze, praktyka ta wiąże się z licznymi zagrożeniami. Zdjęcia mogą posłużyć do tworzenia deepfake’ów, fotomontaży, a także narazić dziecko na cyberprzemoc czy szykany ze strony rówieśników.

Prezes UODO w swoim piśmie przypomniał również, że prawo do ochrony prywatności jest zapisane w art. 47 Konstytucji RP. Zgodnie z nim każdemu – niezależnie od wieku – przysługuje ochrona prawna życia prywatnego i rodzinnego, czci, dobrego imienia oraz prawo do decydowania o własnym życiu osobistym.

ORLEN Paczka i Poczta Polska zbudują największą sieć odbioru przesyłek w kraju

ORLEN i Poczta Polska podpisały porozumienie wyznaczające ramy strategicznej współpracy w sektorze usług kurierskich. To szansa na wykorzystanie synergii pomiędzy spółkami i stworzenie na bazie ORLEN Paczki podmiotu, który będzie miał ponad 30 tys. punktów odbioru przesyłek. Połączenie firm i ich logistyki istotnie obniży koszty funkcjonowania biznesu i przyniesie korzyści klientom.

– Projekt z Pocztą Polską to naturalny krok w kierunku budowy silnego, krajowego operatora logistycznego. Poprzez rozwój organiczny stworzyliśmy podmiot, który już teraz zapewnia klientom nowoczesne, szeroko dostępne rozwiązania. Wspólnie z Pocztą Polską możliwe będzie skokowe zwiększenie skali działania. Docelowo będzie to ponad 30 tys. punktów odbioru budujących mocną przewagę konkurencyjną. Zgodnie z podpisanym porozumieniem, jeżeli uzgodnione zostaną ostateczne warunki umowy, Poczta Polska będzie mogła nabyć nasze udziały. Środki pozyskane z takiej transakcji zostaną przeznaczone na dalszy rozwój podstawowej działalności koncernu – powiedział Ireneusz Fąfara, Prezes ORLEN.

– Podpisane porozumienie jest najważniejszym punktem naszego Planu Transformacji i początkiem konsolidacji polskiego e-commerce. Razem z ORLEN zbudujemy dużego, krajowego gracza kurierskiego. Dzisiejsze porozumienie dla Poczty Polskiej oznacza początek realizacji kluczowego elementu przyjętej przez nas strategii. To zupełnie normalne, że dwie spółki z udziałami Skarbu Państwa współpracują. W praktyce oznacza to większą skalę, lepszą dostępność i realne korzyści zarówno dla klientów, jak i dla polskiej gospodarki – powiedział Sebastian Mikosz, Prezes Poczty Polskiej.

ORLEN Paczka to dziś ponad 14 tys. punktów odbioru paczek, w tym ok. 7 tys. automatów paczkowych.

Poczta Polska natomiast to ponad 20 tys. punktów odbioru paczek obejmujących: placówki pocztowe, automaty paczkowe, sklepy Żabka oraz punkty należące do Grupy Eurocash (ABC, Lewiatan, Delikatesy Centrum, Groszek, Duży Ben i inne).

ORLEN wnosi do współpracy doświadczenie w rozwoju nowoczesnych automatów paczkowych oraz silną markę detaliczną. Poczta Polska rozwiniętą infrastrukturę doręczeń i codzienną obecność w każdym zakątku kraju oraz ponad 466 lat doświadczenia i tradycji.

Precyzyjny scenariusz z korzyściami dla obu stron

Porozumienie opisuje scenariusz współpracy obu spółek. W dalszych krokach Poczta Polska obejmie mniejszościowy pakiet udziałów w ORLEN Paczce. W kolejnym do majątku spółki trafią automaty paczkowe należące do Poczty, co pozwoli w krótkim terminie osiągnąć wymierne synergie z połączonych biznesów kurierskich.

Wejście kapitałowe Poczty Polskiej do spółki gwarantuje realizację długoterminowej strategii rozwoju ORLEN Paczki. Obecne wyniki potwierdzają, że wybrany kierunek oparty na najwyższej jakości usług i skoncentrowany na kliencie jest właściwy. Zgodnie z porozumieniem, po zamknięciu transakcji, bazą do dalszego rozwoju będzie zatwierdzona strategia Spółki na lata 2025-2028.

Docelowo Poczta Polska będzie mogła nabyć wszystkie udziały ORLEN Paczki. Połączenie kompetencji obu spółek pozwoli wzmocnić krajowy potencjał i wpłynie na poprawę konkurencyjności podmiotu, który będzie dysponował ponad 30 tys. punktów odbioru.

Porozumienie wpisuje się również w Plan Transformacji Poczty Polskiej, zakładający dynamiczny rozwój obszaru kurierskiego. Wspólna oferta będzie w stanie skutecznie konkurować z innymi operatorami w kraju, nie tylko dzięki skali, ale także dzięki zaufaniu, jakie obie marki budują wśród Polaków od lat.

Czy odwiedziłeś już najdłuższy hotel w Europie? Ten jest w… Polsce!

Ma aż 330 metrów długości, 9 pięter i 447 pokoi – najdłuższy hotel w Europie jest w Polsce, a dokładniej w Szczyrku. Imponującej wielkości budynek znajduje się na wysokości 660 metrów nad poziomem morza, przy szlakach na Magurę i Klimczok. Goście mogą skorzystać z kilku barów i restauracji, strefy basenowej i SPA.

Co to za hotel?

Najdłuższy hotel na naszym kontynencie jest własnością prywatnego inwestora i należy do sieci Mercure. Hotele tej marki można znaleźć na całym świecie – od Europy, przez Azję, Środkowy Wschód i Afrykę, aż po Australię i Amerykę Południową. Lokalizacja w Beskidzie Śląskim została wybrana nieprzypadkowo. Hotel w Szczyrku powstał w wyniku przebudowy Centrum Kongresów i Rekreacji „Orle Gniazdo”, popularnego ośrodka wypoczynkowego Huty Katowice. Mercure Szczyrk Resort to hotel czterogwiazdkowy, więc goście mogą liczyć na wysoki standard i liczne atrakcje.

Jeden z najwyżej położonych hoteli w Polsce

Szczyrkowski obiekt jest nie tylko najdłuższym hotelem w Europie, ale również jednym z najwyżej położonych hoteli w Polsce. Hotel znajduje się około 2 kilometry od centrum miasta, tuż przy popularnym miejscu pielgrzymek – Sanktuarium na Górce z cudownym źródełkiem. Obok wytyczone są szlaki turystyczne, którymi można dojść na Klimczok i Magurę. Zaokrąglony budynek hotelu zwrócony jest w stronę Skrzycznego, czyli najwyższego szczytu Beskidu Śląskiego (1257 m n.p.m.). Takie usytuowanie sprawia, że wszystkie pokoje zapewniają widok na górską panoramę.

Luksusowy hotel z basenem

Czterogwiazdkowy hotel w górach oferuje swoim gościom doświadczenia na wysokim poziomie. Pokoje są nowoczesne i jednocześnie przytulne, a wystrój nawiązuje do lokalnych tradycji. Oprócz klasycznych „dwójek” do wyboru są pokoje z dodatkową sofą do spania. W wielu pokojach goście mają do dyspozycji również balkon, a niektóre jednostki mają wydzielony salon. Jak przystało na hotel tej klasy, w obiekcie znajduje się wiele udogodnień dla dzieci i dorosłych. Najdłuższy hotel w Europie oferuje między innymi:

  • restauracje (w tym bistro w strefie basenowej);
  • bary (w tym pool bar);
  • sale zabaw dla dzieci;
  • baseny (rekreacyjny, pływacki, brodzik dla dzieci);
  • jacuzzi i sauny różnego typu:
  • strefę SPA z 10 gabinetami.

Nowe miejsce na imprezy okolicznościowe

Wesele w najdłuższym hotelu w Europie? Tak, to możliwe – szczyrkowski hotel umożliwia zorganizowanie przyjęcia okolicznościowego w luksusowym anturażu i z górskim krajobrazem w tle. W obiekcie można zaplanować uroczystość rodzinną (chrzciny, wesele, przyjęcie komunijne) lub mniej formalną imprezę dla przyjaciół, np. wieczór panieński lub kawalerski. Obiekt oferuje przestronną salę balową i bogate zaplecze gastronomiczne. Goście mogą skorzystać również z baru z widokowym tarasem. Duży wybór pokoi ułatwi zakwaterowanie gości w przypadku uroczystości dwudniowych lub trwających do późnych godzin nocnych.

Centrum konferencyjne w górach

W dziewięciopiętrowym hotelu można również zorganizować wydarzenie o oficjalnym charakterze. Obiekt dysponuje 12 salami konferencyjnymi, przy czym największa może pomieścić 1200 osób. Nowoczesne wnętrza w górskim otoczeniu mogą stanowić tło dla kongresów, konferencji, gal, kolacji charytatywnych czy koncertów. Do sali można również wprowadzić duży obiekt, co umożliwia zorganizowanie premiery samochodu lub innego produktu o znacznych gabarytach. Ponadto w hotelu można zorganizować imprezę integracyjną lub inne wydarzenie firmowe.

Najdłuższy hotel w Europie w zielonym sercu Beskidu Śląskiego

Szczyrk to małe, ale tętniące życiem miasteczko w Beskidach. Turyści z całej Polski przyjeżdżają tutaj przez cały rok. Zimą każdy chce pojeździć na nartach, natomiast lato to czas dla piechurów i rowerzystów. W mieście znajduje się kilka ośrodków narciarskich, a liczne szlaki piesze i rowerowe zachęcają do podziwiania panoramy ze szczytu Klimczoka, Skrzycznego czy Malinowskiej Skały. Wolny czas można spędzić również na zwiedzaniu (w Szczyrku znajdują się m.in. skocznie narciarskie, galeria sztuki i zabytkowy kościół) lub na uczestnictwie w lokalnych wydarzeniach.

Gaming Factory: rekordowe półrocze i plany na JDM 2 w klasie AA

Gaming Factory, producent i wydawca gier na PC i konsole notowany na głównym rynku GPW, zaprezentował bardzo dobre wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2025 r. W raportowanym okresie spółka osiągnęła 9,4 mln zł przychodów jednostkowych wobec 1,7 mln zł rok wcześniej. EBITDA wyniosła 5,6 mln zł, a zysk netto sięgnął blisko 1,1 mln zł. Najważniejszym czynnikiem poprawy wyników była majowa premiera flagowej produkcji JDM: Japanese Drift Master, której sprzedaż obecnie przekroczyła 140 tys. egzemplarzy. Rozwój marki JDM oraz budowa powtarzalnych przychodów stanowią fundament zaktualizowanej strategii rozwoju Gaming Factory na lata 2025–2027.

– Wyniki finansowe pokazują, że konsekwentna praca nad JDM: Japanese Drift Master przyniosła oczekiwany efekt. Aktualna sytuacja pozwala nam planować dalszy rozwój spółki. Należy też podkreślić, że zaraportowany jednostkowy zysk netto byłby wyższy, gdyby nie jednorazowy odpis aktualizacyjny w wysokości 2,7 mln zł. Teraz naszym priorytetem jest utrzymanie wysokiego poziomu sprzedaży, dalsze zainteresowanie grą oraz skuteczne zarządzanie jej cyklem życia – komentuje Mateusz Adamkiewicz, prezes zarządu Gaming Factory S.A.

Dalszy rozwój JDM: Japanese Drift Master pozostaje centralnym punktem zaktualizowanej strategii Gaming Factory na lata 2025–2027. Gra będzie rozwijana w modelu longsellera – poprzez kolejne aktualizacje, dodatki DLC, a także wersje na konsole i planowany tryb multiplayer, który znacząco poszerzy możliwości rozgrywki i zaangażowanie graczy. Porty na PlayStation i Xbox nie będą wymagały wysokich nakładów produkcyjnych, a przy rosnącej rozpoznawalności marki mogą stać się kolejnym silnym źródłem przychodów. Tytuł ma już ponad 870 tys. zapisów na wishlistę, a aktywna społeczność  m.in. na Discordzie  odgrywa istotną rolę w procesie dalszego rozwoju.

– Zbudowaliśmy solidne fundamenty, dysponujemy silnym IP, doświadczonym zespołem i jasno określonymi celami na najbliższe lata. Zaktualizowana strategia, którą realizujemy, koncentruje się przede wszystkim na rozwoju  JDM: Japanese Drift Master i dalszym budowaniu kompetencji wokół gier motoryzacyjnych. Chcemy w sposób zrównoważony poszerzać nasze portfolio, przede wszystkim poprzez wzmacnianie istniejących marek. Zależy nam na skalowalnym i efektywnym modelu działania. JDM udowodnił, że potrafimy tworzyć tytuły o globalnym potencjale, teraz naszym celem jest przełożenie tego sukcesu na dalszy rozwój Gaming Factory – podkreśla Mateusz Adamkiewicz, prezes zarządu Gaming Factory S.A.

Strategia Gaming Factory na lata 2025–2027 koncentruje się na kluczowych obszarach: rozwoju marki JDM, efektywności operacyjnej oraz globalnych partnerstwach. W dalszej perspektywie planowana jest produkcja JDM 2, czyli projektu klasy AA, który będzie rozwijany z myślą o globalnej dystrybucji, możliwie we współpracy z międzynarodowym wydawcą. Równolegle rozwijana jest również gra Pizza Slice, której premiera planowana jest na początek 2026 roku.

Gaming Factory zamierza dalej optymalizować procesy produkcyjne, koncentrować się na wybranych projektach o największym potencjale i zwiększać powtarzalność przychodów dzięki dodatkom, aktualizacjom i premierom na nowe platformy. Spółka nie wyklucza także współpracy z zewnętrznymi wydawcami przy wybranych projektach.

WIG20 traci ponad 1,5%, złoty osłabia się wobec euro i dolara

Wczorajsza sesja na polskich aktywach wypadła kiepsko – w odwrocie znalazła się zarówno giełda, jak i krajowa waluta. EUR/PLN blisko 4,27, USD/PLN powyżej 3,63. Tymczasem SNB utrzymuje koszt pieniądza na poziomie 0 i martwi się „przewartościowanym” CHF. 

Przynajmniej kilka powodów

Środa nie była udanym dniem dla inwestorów giełdowych w Polsce, szczególnie w początkowej fazie sesji. Indeks WIG20 zapikował ponad 1,5%, schodząc poniżej poziomu 2800 pkt w na starcie notowań. Przyczyn takiej sytuacji jest przynajmniej kilka. Można oczywiście winę za tę słabość zrzucać na spadkową tendencję na głównej parze walutowej świata, która zwyczajowo powoduje odpływ kapitału z rynków wschodzących. Jednak również po stronie czynników wewnętrznych znajdziemy sporo negatywów. Choćby opublikowany na stronach rządowych projekt nowelizacji ustawy o CIT. Dlaczego jest on tak ważny? Bo zawiera informację o czasowym zwiększeniu podatku dochodowego dla sektora bankowego do poziomu 30%, i to już od przyszłego roku. W kolejnych latach ma być nieco lżej i CIT ma wynieść 23%, niemniej jednak rynek zareagował nerwowo na takie informacje. Nie można zapominać również o wzroście napięcia w geopolityce. Zaostrzenie retoryki wobec Rosji ma oczywiście sens, ale też niesie ze sobą ryzyko eskalacji konfliktu, w którym Polska jest krajem buforowym NATO. Mowa oczywiście o słowach Trumpa podczas posiedzenia ONZ, że w przypadku naruszenia przestrzeni powietrznej należy rozważyć podjęcie radykalnych czynności, czyli w domyśle zestrzelić wrogi samolot.

„Kotwica” w górę na EUR/PLN

Nie tylko giełda znalazła się wczoraj na minusie, w tym dniu odpływu kapitału z ryzykownych aktywów. Również na PLN zobaczyliśmy oznaki osłabienia, widoczne w relacji do niemal każdej z głównych walut. Szczególnie w ostatnim czasie para EUR/PLN stanowi pewien obraz sytuacji na krajowych aktywach. Odbicie od równowagi na poziomie 4,25 stanowi już prosty przekaz, że dzieje się coś złego. Ruch w górę o 2 grosze nie jest może czymś imponującym, nawet jak na rynek FX, niemniej jednak dla tej pary, która od kwietnia porusza się w wąskim 5-groszowym paśmie wahań, to już mocny ruch. Szereg ryzyk, które się aktualnie pojawiły – od tych regulacyjnych po geopolityczne – mogą stanowić element wzrostu awersji do ryzyka w przypadku krajowych aktywów, co potencjalnie skutkować będzie właśnie spadkami na giełdzie czy dalszym osłabieniem PLN.

Ujemne stopy opcją awaryjną

Dzisiaj swoje „5 minut” na rynkach miał Bank Narodowy Szwajcarii. Decyzja, która zapadła to utrzymanie stóp bez zmian, czyli na poziomie 0%. Kończy się tym samym seria 6 kolejnych obniżek rozpoczęta w marcu 2024. Część analityków nieco nieśmiało wskazywała na możliwość cięcia stóp o 25 pkt bazowych i zejście poniżej 0, w związku ze spadkiem inflacji CPI w sierpniu w relacji m/m w rewiry deflacyjne. SNB wstrzymuje się jednak z taką decyzją i wskazuje, że ujemne stopy to defekt źle wpływający na stabilność systemu finansowego. Sytuacja gospodarcza również wskazywała na możliwość ruchu na koszcie pieniądza, gdyż słabiej wypadł PKB za II kwartał, który wyniósł 1,2%, choć analitycy oczekiwali 1,4%. Jest to też pokłosie nałożenia ceł przez Trumpa w wysokości aż 39%. Wielu analityków kreśli czarny scenariusz i zapowiada, że spowoduje to wejście Szwajcarii nawet w klimaty recesyjne. A skoro mówimy o kraju żyjącym głównie z eksportu, to trzeba podejść poważnie do takich słów. Problemem jest też mocny CHF, o którym wspomina SNB na niemal każdym posiedzeniu. Ale, biorąc pod uwagę ostatnie napięcie w geopolityce czy perturbacje z francuskim rządem, to nie może dziwić, że inwestorzy chętnie wybierają bezpieczne przystanie. EUR/CHF po samej decyzji pnie się nieco w górę. Niemniej jednak, patrząc na wykres tej pary walutowej, zobaczymy nadal jedne z niższych poziomów w ostatnich dwóch latach, co tylko pokazuje, jak mocna jest szwajcarska waluta.

PKB USA rośnie o 3,8% – powyżej prognoz i oczekiwań rynkowych

PKB w USA w ujęciu kwartalnym zaskoczyło pozytywnie. Odczyt za 2 kwartał tego roku wyniósł 3,8 proc., czyli wyraźnie więcej od prognozy (3,3 proc.).

Takie pozytywne zaskoczenie wraz z innymi, lepszymi od oczekiwań odczytami rynkowymi dotyczącymi m. in. wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, bilansu handlowego czy zamówień, może być paliwem dla jastrzębiej części członków FED i może zredukować oczekiwania dotyczące dalszych obniżek stóp procentowych. W końcu nie ma co ryzykować ponownego skoku inflacji i dalszego osłabiania dolara, jeżeli gospodarka radzi sobie dobrze.

Autor: Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Hakerzy przygotowują się na Mundial. 4300 domen zarejestrowanych w dwa miesiące

Wkrótce Mistrzostwa Świata FIFA 2026. Podczas gdy organizator ogłosi sprzedaż biletów 29 września br. w cieniu trwają przygotowania cyberprzestępców do masowego ataku na kibiców i organizatorów. Jak wynika z najnowszego raportu „Playing Offside: How Threat Actors Are Warming Up for FIFA 2026” firmy Check Point Research hakerzy zbudowali już sieć fałszywych domen, systemy botnetów i sprzedaży podrobionych biletów. Cel – oszukać jak najwięcej osób i zmaksymalizować zysk finansowy. A Polscy kochają Mundial. W 2022 roku do Kataru pojechało ponad 4 tys Polaków, znacznie więcej oglądało mecze w telewizji i na platformach Online.

Zaledwie w ciągu 2 ostatnich miesięcy (od 1 sierpnia 2025) zarejestrowano już ponad 4300 nowych domen zawierających słowa „FIFA”, „World Cup” lub nazwy miast-gospodarzy. Eksperci ostrzegają – To efekt zautomatyzowanego i zaplanowanego hurtowego zakupu domen, którego celem jest stworzenie infrastruktury pod przyszłe kampanie oszustw hakerskich – mówi Amit Weigman, Security Evangelist z firmy Check Point Research. Rejestracje nie są przypadkowe – występują w zsynchronizowanych falach. Tylko między 8 a 12 sierpnia pojawiło się niemal 1500 nowych adresów, a kolejny skok aktywności miał miejsce na początku września.niemal 1500 nowych adresów

Skala zagrożenia jest ogromna i dotyczy wielu stron. Kibice są narażeni na utratę pieniędzy przez zakup fałszywych biletów, kradzież danych przez phishing oraz infekcje złośliwym oprogramowaniem. FIFA i sponsorzy ryzykują utratę wizerunku, rozmycie marki i odpływ dochodów z legalnej sprzedaży. Miasta gospodarze mogą paść ofiarą kampanii wykorzystujących lokalne usługi: transport, hotele, gastronomię. Wreszcie cały ekosystem internetowy — od rejestratorów domen, przez sieci reklamowe, aż po platformy społecznościowe — może stać się nieświadomym narzędziem w rękach przestępców. Należy się odpowiednio zabezpieczyć – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Przynętą do zwabienia kibiców jest tematyka tańszych (fałszywych), biletów nielegalnych transmisji oraz gadżetów piłkarskich (nie oryginalnych). Hakerzy dodatkowo posługują się wzorcami, wybierając podobne motywy domen: np. fifa2026ticketsmiami.com, ale zdarzają się też bardziej złożone konstrukcje, łączące kilka elementów, np. fifa2026tickets-streamlive.com. Takie wzorce wskazują na użycie generatorów phishingowych stron opartych na szablonach. Streamingowe oszustwa zawierają często hasła typu „HD”, „watch live” czy „gratis”, co sugeruje próbę przyciągnięcia ofiar fałszywą obietnicą darmowego dostępu do transmisji.

Przykłady sfałszowanych domen i stron: FIFA 2026

Przykłady sfałszowanych domen i stron

Rejestrowane domeny są celowo dopasowane do lokalizacji gospodarzy turnieju: USA, Meksyku i Kanady, a także konkretnych miast, takich jak Dallas, Miami, Toronto, Vancouver czy Mexico City. To celowy zabieg poprawiający pozycjonowanie w wyszukiwarkach i zwiększający wiarygodność w oczach zagranicznych kibiców. Dodatkowo przestępcy stosują segmentację językową — angielski dominuje w oszustwach związanych z transmisjami, hiszpański i portugalski pojawiają się w kampaniach sprzedaży fałszywych biletów i gadżetów, a francuski występuje w mniejszych kampaniach skierowanych do europejskich kibiców.

Co więcej, przestępcy wykazują się dalekowzrocznością — wiele zarejestrowanych domen dotyczy już nie tylko turnieju w 2026 roku, ale także tych planowanych na 2030 i 2034. Stosują przy tym taktykę tzw. „domain aging” — pozostawiają domeny nieaktywne przez lata, by zyskały w oczach wyszukiwarek i użytkowników „legitymację” przed ich wykorzystaniem.

Najczęściej wybieranymi rejestratorami są firmy takie jak GoDaddy, Namecheap, Gname, Dynadot i Porkbun — znane z niskich cen, prostych procedur i możliwości automatyzacji. Najpopularniejszym rozszerzeniem zaś jest .com, ale równie chętnie wykorzystywane są tanie domeny jak .online, .shop, .store czy .football, które pozwalają budować oszukańcze strony na szeroką skalę niewielkim kosztem.

Spodziewane ataki wielu grup przestępczych podczas FIFA 2026

Analiza infrastruktury DNS ujawnia jeszcze jeden niepokojący element — wiele domen korzysta z identycznych serwerów nazw, co wskazuje nie na dziesiątki niezależnych oszustów, ale na ograniczoną liczbę wyspecjalizowanych grup zarządzających dużymi portfelami domen. Skoordynowane rejestracje, podobna struktura nazw i powtarzająca się infrastruktura to typowe cechy kampanii prowadzonych przez półprofesjonalne grupy przestępcze.

Fałszywe domeny nie są częścią całego cyfrowego ekosystemu oszustw. Na Telegramie już teraz można znaleźć kanały oferujące „ekskluzywne bilety” i podrabiane koszulki. Fora dark webu służą jako centra handlu zarówno fałszywymi produktami, jak i narzędziami do przeprowadzania phishingu i oszustw finansowych pod znakiem FIFA. Fałszywe profile w mediach społecznościowych podszywają się pod oficjalne konta, a kampanie reklamowe w wyszukiwarkach mogą wypychać w górę linki do stron przestępców, wyprzedzając oficjalne kanały FIFA.

Hakerzy szykują licytacje oryginalnych biletów po zawyżonych cenach

Najpoważniejszym zagrożeniem pozostaje jednak system sprzedaży biletów. Raport wskazuje na aktywne przygotowania botnetów do masowego atakowania kolejek biletowych. Celem jest zdobycie dużych ilości biletów i odsprzedaż ich po zawyżonych cenach. Jednocześnie boty zakłócają algorytmy dynamicznego ustalania cen, przez co prawdziwi fani mogą zmagać się z wyższymi kosztami. W dark necie dostępne są już całe zestawy narzędzi: bot-kity, farmy proxy, a nawet instrukcje omijania zabezpieczeń stosowanych przez FIFA. Problem nie jest odosobniony — wrześniowy pozew Federalnej Komisji Handlu USA (FTC) przeciwko Live Nation/Ticketmaster pokazuje, że masowa automatyzacja niszczy rynek biletów także przy innych dużych wydarzeniach.

Raport zawiera konkretne rekomendacje, które powinny być natychmiast wdrożone. FIFA i jej partnerzy powinni stale monitorować kombinacje nazw „FIFA + rok + miasto” w wielu językach i współpracować z rejestratorami domen w celu szybkiego usuwania podejrzanych adresów. Kluczowi rejestratorzy — tacy jak GoDaddy czy Namecheap — powinni zaostrzyć procedury weryfikacji użytkowników i reagowania na nadużycia. Potrzebne jest również monitorowanie forów dark webu, Telegrama i platform reklamowych w celu identyfikacji punktów dystrybucji oszustw.

Systemy sprzedaży biletów powinny natychmiast wdrożyć zaawansowane mechanizmy wykrywania botów i analizy behawioralnej, szczególnie na etapie przedsprzedaży i losowań. Oficjalne kanały FIFA muszą być aktywnie promowane w wyszukiwarkach i mediach społecznościowych, by uprzedzać działania oszustów. Równie ważna jest edukacja samych kibiców i uświadamianie im, że jedynym bezpiecznym źródłem biletów są oficjalne strony organizatora.

Mistrzostwa Świata FIFA 2026 mają szansę przejść do historii jako wyjątkowe wydarzenie sportowe — ale równie łatwo mogą zostać zapamiętane jako cyfrowy chaos, w którym tysiące fanów straciły pieniądze, dane i zaufanie do organizatorów. Jak pokazuje raport, oszuści nie czekają na pierwszy gwizdek — ich kampania już trwa.

Digitree Group przyspiesza: planuje przejąć Euvic Digital oraz raportuje 1 mln zł EBITDA za Q2

  • Digitree Group, notowana na GPW grupa technologiczno-marketingowa, poinformowała właśnie o zawarciu porozumienia z Euvic Performance, dotyczącego przejęcia spółki Euvic Digital. 
  • Euvic Digital (agencja digital) osiągnęła w 2024 r. przychody na poziomie 12,3 mln zł oraz zysk netto w wysokości 1,1 mln zł. Jej klientami są m.in. Orange, mBank, Lenovo, Sony Europe, Kruk czy Fortum. Sama Digitree Group tylko w drugim kwartale 2025 r. wypracowała 16 mln zł przychodów.
  • Przejęcie Euvic Digital to ważny krok dla Grupy w realizacji strategii, której celem jest osiągnięcie 150 mln zł przychodów.

Digitree Group stawia kolejny krok w szybkiej transformacji – 24 września spółka podpisała z Euvic Performance porozumienie, otwierające drogę do przejęcia spółki Euvic Digital.

Euvic Digital to zdrowy, rentowny biznes: firma od ponad 10 lat buduje swoją pozycję na rynku agencji digital, dzięki unikalnemu miksowi kreatywności i technologii, dostarczając rynkowi kompleksowe kampanie cyfrowe. I co ważne – robi to skutecznie: w 2024 r., podobnie jak we wcześniejszych latach, spółka osiągnęła 12,3 mln zł przychodów i 1,1 mln zł zysku netto. Portfolio klientów Euvic Digital to m.in. Orange, mBank, Haier Group, TIM, Murapol, Hewlett-Packard Enterprise, Kruk czy Fortum. Spółka zarządza wyspecjalizowanymi markami: Euvic Buzz – odpowiadającą za raportowanie, social listening i ochronę reputacji online, oraz Euvic Organic Search – realizującą projekty SEO i GEO (SEO w AI).

Dla Digitree to potencjalnie bardzo ważna transakcja zyskujemy dostęp do doświadczonego zespołu i realne możliwości cross-sellingu, a jednocześnie wzmacniamy nasze struktury kreatywne stabilną spółką. Obie strony widzą tu wyraźne synergie i rynkowe szanse wynikające z działania w ramach jednej grupy – podkreśla Tobiasz Wybraniec, prezes zarządu Digitree Group.

Kolejne etapy przed sfinalizowaniem transakcji przejęcia obejmują m.in. zakończenie procesu due diligence, przygotowanie planu rozwoju Euvic Digital na lata 2026–2028 oraz uzyskanie wszystkich wymaganych zgód korporacyjnych i regulacyjnych. Jeśli warunki zostaną spełnione, transakcja zostanie domknięta w najbliższych miesiącach.

Najlepszą strategią jest wzrost przez akwizycje. Wraz z dojrzewającą gospodarką w naturalny sposób postępuje konsolidacja rynku, a spółka notowana na GPW to dobry kandydat, aby ją prowadzić. Nie mam więc obaw, przekazując Euvic Digital w ręce Digitree Group, szczególnie, że spółki współpracują od miesięcy, a zespoły wydają się do siebie pasować. Trzymam kciuki za kolejne transakcje — zaznacza Wojciech Wolny, członek Rady Nadzorczej Digitree Group oraz CEO Euvic SA.

Zysk netto w Q2 potwierdza skuteczność transformacji Digitree

W drugim kwartale 2025 r. Digitree Group wypracowała 16 mln zł przychodów (łącznie 31,9 mln zł w pierwszej połowie br.). W samym tylko Q2 2025 r. grupa zanotowała 1,03 mln zł EBITDA i 0,46 mln zł zysku netto. To przełomowy moment w procesie transformacji giełdowej spółki: po miesiącach porządków i kosztownych zmian operacyjnych Digitree świadomie ograniczyła przychody, tak aby skoncentrować się na dochodowych przedsięwzięciach. W długim terminie kluczowa dla spółki jest marża i EBITDA – Digitree jest więc na wyraźnym plusie, pokazując realne efekty nowego modelu biznesowego.

Nie robimy kosmetyki, tylko prawdziwą przebudowę. Zamknęliśmy to, co nie przynosiło wartości, a dziś pokazujemy, że nowe Digitree dowozi wyniki. EBITDA na plusie to początek – w kolejnych kwartałach chcemy rosnąć szybciej niż rynek i udowodnić, że transformacja połączona z mądrą konsolidacją, to nasze trwałe przewagi konkurencyjne – zaznacza Tobiasz Wybraniec.

Perspektywy na kolejne kwartały

Rynek reklamowy w Polsce nie zwalnia tempa – w pierwszym półroczu 2025 r. jego wartość przekroczyła 6,6 mld zł, rosnąc o 7,2 proc. rok do roku (dane: Publicis Groupe Polska). Najmocniej trzyma się właśnie digital, pozostający motorem całej branży. Digitree chce nie tylko nadążyć za tym trendem, ale rosnąć szybciej niż rynek – łącząc wzrost organiczny z kolejnymi, dobrze przemyślanymi akwizycjami.

Aktualnie prowadzimy różne rozmowy w zakresie akwizycji, natomiast nie są one na tak zaawansowanym etapie jak te, które mają miejsce z Euvic Performance. Nasze poszukiwania koncentrują się głównie na obszarach: influencer marketing, social-first/video oraz marketplace dodaje Przemysław Marcol, członek zarządu Digitree Group. 

Transparentność fundamentem wdrażania AI w procesach HR

Sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza w obszar zarządzania kapitałem ludzkim. Narzędzia oparte na algorytmach wspierają rekrutację, rozwój pracowników czy procesy zarządcze. Jednak aby technologia rzeczywiście wspierała ludzi i organizacje, niezbędna jest transparentność – zarówno w zakresie danych, które są analizowane, jak i sposobu, w jaki algorytmy podejmują decyzje.

AI w HR działa na wielu poziomach – od agentów wspierających pracowników w procesach onboardingu i rozwoju, przez generowanie materiałów szkoleniowych, aż po analizę trendów i korelacji między różnymi danymi HR-owymi. Kluczowym wyzwaniem jest jednak to, że organizacje często nie gromadzą danych w sposób spójny i użyteczny, co utrudnia budowanie wartościowych modeli analitycznych – wyjaśnia Bożena Roczniak, CEO OstendiHR.

Według Bożeny Roczniak, AI w HR nie polega na prostym wyliczeniu wskaźników, takich jak rotacja czy absencja, lecz na głębokiej analizie zależności w danych, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nieoczywiste. Jednak aby to było możliwe, dane muszą być kompletne i pochodzić z różnych obszarów, zarówno twardego HR (np. ewidencja czasu pracy), jak i miękkiego (np. oceny rozwojowe, wyniki szkoleń).

Transparentność jako fundament zaufania

Algorytmy mogą znacząco usprawniać procesy HR, pod warunkiem że działają w sposób przejrzysty. – Jeśli system rekomenduje pracownikowi kolejne szkolenie, ważne jest, aby wiedzieć, na podstawie jakich danych podjęto tę decyzję. Transparentność algorytmów pozwala nie tylko zrozumieć logikę działania systemu, ale też uniknąć ryzyka powielania uprzedzeń, jak w przypadku głośnego przykładu Amazona, gdzie algorytm faworyzował jedną grupę kandydatów – podkreśla Bożena Roczniak.

Zaufanie pracowników do narzędzi HR opartych na AI buduje się nie tylko dzięki technologii, ale przede wszystkim dzięki ludziom. – To człowiek, a nie algorytm, buduje zaufanie w organizacji. Algorytmy mogą wspierać decyzje i obiektywizować dane, ale ich skuteczność zależy od tego, jak HR zdefiniuje priorytety i jakie dane zdecyduje się analizować – dodaje Bożena Roczniak.

Jak HR może przygotować się na AI?

Eksperci OstendiHR wskazują trzy kluczowe kroki:

  • Zdefiniowanie danych krytycznych dla organizacji – określenie, które wskaźniki HR realnie wpływają na wyniki biznesowe.
  • Łączenie danych z różnych źródeł – integracja twardych i miękkich wskaźników HR w jednym systemie.
  • Transparentność procesów – jasne komunikowanie pracownikom, jakie dane są zbierane i w jakim celu, aby wzmacniać poczucie bezpieczeństwa i zaufania.

Wdrażanie AI w HR bez przejrzystości może prowadzić do chaosu i utraty wiarygodności. Natomiast firmy, które potrafią odpowiedzialnie wykorzystać dane i jasno komunikować działanie algorytmów, zyskują nie tylko sprawniejsze procesy, ale także większe zaufanie pracowników i stabilniejsze zespoły.

ZDS apeluje o zmiany w DORA: dealerskie firmy samochodowe obciążone nieproporcjonalnymi wymogami

Związek Dealerów Samochodów (ZDS) wystosował pismo do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Agnieszki Majewskiej, aby zwrócić uwagę na niezamierzony, lecz poważny problem wynikający z Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2554 w sprawie cyfrowej odporności operacyjnej sektora finansowego (DORA). Przepisy, choć mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa cyfrowego sektora finansowego, w obecnym kształcie nakładają nieuzasadnione i nieproporcjonalne obciążenia na polskie firmy dealerskie.

Rozporządzenie DORA obejmuje m.in. pośredników ubezpieczeniowych, co dotyka również dealerów samochodów. Choć DORA wyłącza z obowiązków mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), bardzo duża część firm dealerskich jest klasyfikowana jako duże przedsiębiorstwa ze względu na wysoki obrót generowany przez sprzedaż samochodów.

Jak podkreśla ZDS, problem leży w nieadekwatności klasyfikacji. W odniesieniu do pośrednictwa ubezpieczeniowego – działalności, do której DORA odnosi się bezpośrednio – obrót w firmach dealerskich jest marginalny i ma skalę analogiczną do MŚP. Zastosowanie do nich kompleksowych i kosztownych wymogów DORA (takich jak zarządzanie ryzykiem ICT, terminowe zgłaszanie poważnych incydentów i zaawansowane testy penetracyjne) jest niewspółmierne do skali ryzyka związanego z marginalną działalnością ubezpieczeniową.

Paweł Tuzinek, Prezes Związku Dealerów Samochodów, komentuje sytuację:

Traktowanie dealerów samochodowych jako dużych przedsiębiorców w kontekście Rozporządzenia DORA, podczas gdy pośrednictwo ubezpieczeniowe stanowi u nas jedynie działalność marginalną, której udział w obrocie wynosi średnio 0,5%, nakłada na nas nieproporcjonalne obciążenia. Wprowadzenie i utrzymanie systemów zgodnych z DORA wymagałoby znaczących inwestycji, które są po prostu nieuzasadnione w świetle bardzo małego obrotu generowanego z tego segmentu działalności. Apelujemy o wprowadzenie takich zmian legislacyjnych, które wyłączą z zakresu obowiązywania DORA te podmioty, dla których pośrednictwo finansowe jest działalnością pomocniczą i marginalną w stosunku do całości obrotów.

ZDS wierzy, że interwencja u Rzecznik MŚP przyczyni się do uregulowania tej kwestii w sposób sprawiedliwy i proporcjonalny, chroniąc dealerów przed nadmierną biurokracją i kosztami, które nie przekładają się na realne zwiększenie cyfrowej odporności operacyjnej w ich kluczowej działalności.

XTPL podsumowuje I półrocze 2025, weryfikuje szanse biznesowe w sektorze obronnym i przyjmuje Strategię na lata 2026-2028

XTPL wygenerował w I półroczu 2025 przychody ogółem na poziomie 6,0 mln zł, w tym 5,1 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług. Osiągnięty rezultat jest wynikiem m.in. dostarczenia w omawianym okresie 4 urządzeń Delta Printing System (DPS) do międzynarodowych klientów. Produkty Spółki wykorzysta m.in. prestiżowy Uniwersytet w Cambridge w Wielkiej Brytanii, amerykański klient przemysłowy z sektora obronnego oraz Uniwersytet Massachusetts w Lowell w USA, posiadający laboratorium finansowane przez firmę Raytheon, jedną z największych grup zbrojeniowych na świecie. Sprzedaż komercyjna uwzględnia również 3 moduły UPD dostarczone do globalnych odbiorców, w tym 2 szt. w ramach pierwszego historycznie wdrożenia przemysłowego technologii XTPL, gdzie klientem końcowym jest wiodący producent wyświetlaczy z Chin o rocznych przychodach przekraczających 20 mld USD. W oparciu o doświadczenia z trzyletniego okresu wdrażania Strategii 2023-2026, XTPL dokonał jej aktualizacji i przyjął Strategię na lata 2026-2028 uwzględniając nowy horyzont czasowy realizacji celu osiągnięcia 100 mln zł sprzedaży komercyjnej oraz aktualne możliwości i potrzeby finansowe.

– W pierwszym półroczu rozpoczęliśmy wdrażanie technologii XTPL na linie produkcyjne wiodącego producenta wyświetlaczy z Chin o rocznych przychodach przekraczających 20 mld USD. Do bezpośredniego partnera – producenta maszyn do masowej produkcji wyświetlaczy FPD – dostarczyliśmy na datę publikacji sprawozdania 4 szt. modułów UPD i przygotowujemy się do wysyłki kolejnych 2 szt. Po dostarczeniu wszystkich 6 szt. z początkowej partii spodziewamy się kolejnych zamówień, a w kilkuletnim cyklu wdrożenia wygenerowania zapotrzebowania na kilkadziesiąt modułów. Dostarczamy je zgodnie z harmonogramem stawiania maszyn przemysłowych przez końcowego klienta, który wykorzystuje integrowane w środku moduły do napraw defektów w wyświetlaczach FPD o ultrawysokiej rozdzielczości. Z dużą satysfakcją potwierdzam, że pierwsze maszyny z modułem XTPL pracują już na linii produkcyjnej, istotnie zmniejszając liczbę odrzuconych komponentów i minimalizując straty materiałowe. Potwierdza to wiarygodność i potencjał naszej technologii oraz informuje rynek, że XTPL przeszedł pozytywnie proces „from lab to fab” – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

– W naszej branży staliśmy się pierwszą firmą na świecie, która wdrożyła technologię na przemysłową skalę. To osiągnięcie pomogło nam już na wielu frontach, m.in. w rozpoczęciu rozmów z potencjalnym klientem z którym przez lata próbowaliśmy nawiązać relację biznesową. Wspiera to ponadto kolejne ewaluowane przez nas projekty w pipeline, gdzie spodziewamy się rosnącej liczby inicjatyw przechodzących do fazy budowania prototypowej maszyny z modułem UPD w środku celem odbycia finalnych testów poprzedzających kolejne decyzje o przemysłowych wdrożeniach. Drugim wartym podkreślenia osiągnięciem jest sprzedaż pierwszego urządzenia DPS do amerykańskiego klienta przemysłowego z sektora obronnego. Kilka tygodni temu byliśmy obecni z naszym produktem w USA na konferencji dedykowanej zastosowaniu technologii addytywnych w sektorze zbrojeniowym – na bazie toczących się rozmów biznesowych identyfikujemy istotny potencjał wykorzystania technologii XTPL w tym obszarze. Mogą być to np. zabezpieczenia elektromagnetyczne stosowane w dronach celem uodpornienia na zakłócenia sygnału czy komunikacja w wysokich częstotliwościach pozwalająca radarom wyłapywać mniejsze obiekty. Jednocześnie klienci z sektora obronnego sygnalizują nam potrzebę tworzenia zaplecza technologicznego umożliwiającego prowadzenie napraw zaawansowanych komponentów mikroelektronicznych w bezpośredniej bliskości pola działań bojowych. Aktywnie weryfikujemy te nowe szanse biznesowe i będziemy informować rynek o postępach – dodaje Filip Granek.

XTPL komercjalizuje trzy linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS, demonstrator technologii) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze zużywane przez UPD i DPS). W I półroczu 2025 XTPL wygenerował 6,0 mln zł przychodów ogółem, w tym 5,1 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług w porównaniu do odpowiednio 6,1 mln zł i 5,6 mln zł w tym samym okresie ubiegłego roku. Pozostałą wartość stanowią dotacje. EBITDA w I półroczu 2025 wyniosła -9,7 mln zł, a poziom środków pieniężnych na koniec 30.06.2025 roku zmniejszył się do 15,8 mln zł.

W oparciu o doświadczenia z trzyletniego okresu realizacji Strategii 2023-2026, XTPL dokonał jej aktualizacji i przyjął Strategię na lata 2026-2028. W ciągu ostatnich trzech lat Spółka zrealizowała większość założonych celów w ramach programu inwestycyjnego na kwotę ok. 60 mln zł, wzmacniając organizację w trzech kluczowych obszarach: sprzedaży, produkcji i B+R. W efekcie XTPL jest przygotowany do dalszego skalowania i obsługi zwiększonego wolumenu zamówień w obrębie wszystkich trzech linii biznesowych, rozpoczął pierwsze wdrożenie przemysłowe swojej technologii, otworzył zagraniczne centrum demonstracyjno-sprzedażowe w USA, które osiągnęło próg rentowności w ciągu pierwszych 12 miesięcy i prowadzi zaawansowane prace rozwojowe związane z uruchomieniem nowej linii biznesowej o roboczej nazwie DPS+..

– Tempo konwersji projektów w pipeline na kolejne wdrożenia i zamówienia produktów XTPL stało się powodem ponownej ewaluacji naszych celów finansowych określonych w Strategii, co skutkowało jej aktualizacją i przyjęciem Strategii na lata 2026-2028. Kluczowa zmiana dotyczy wydłużenia horyzontu czasowego osiągnięcia zakładanych 100 mln zł sprzedaży komercyjnej z końca 2026 roku do końca 2028 roku. Jest to efekt przyjęcia bardziej konserwatywnych szacunków w zakresie tempa dostarczania modułów w kolejnych spodziewanych wdrożeniach przemysłowych, na co wskazują doświadczenia z aktualnej współpracy z chińskim partnerem. Dodatkowym czynnikiem jest obserwowana przez nas rynkowa adopcja technologii XTPL przez globalnych producentów elektroniki nowej generacji, która wymaga więcej czasu względem naszych pierwotnych założeń. Niezmiennie identyfikujemy natomiast wysoki potencjał rynkowy w zakresie ilości możliwych do dostarczenia modułów UPD w ewaluowanych projektach oraz liczby urządzeń DPS, a wkrótce także DPS+ w ramach nowej linii biznesowej – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.

– Strategia na lata 2026-2028 identyfikuje lukę kapitałową w pierwszej połowie 2026 roku na poziomie ok. 15-20 mln zł, dlatego prowadzimy obecnie cztery równoległe procesy, których celem jest zabezpieczenie finansowania na rok 2026, w którym oczekujemy komercjalizacji nowej linii biznesowej DPS+ oraz kolejnych wdrożeń przemysłowych, co umożliwi dalsze samodzielne finansowanie rozwoju XTPL. Pierwsza badana możliwość to pozyskanie finansowania dłużnego od instytucji lub banków. Druga to środki dotacyjne, gdzie w ostatnich miesiącach złożyliśmy nowe wnioski na łączną sumę dofinansowania przekraczającą 7 mln zł, a kilka tygodni temu projekt Spółki przeszedł do kolejnej fazy oceny w naborze FENG. Trzecie źródło to możliwość pozyskania inwestora strategicznego, który objąłby mniejszościowy udział w Spółce. Ostatnią z rozpatrywanych opcji jest podwyższenie kapitału i emisja akcji skierowana do rynku. W IV kwartale spodziewamy się podjęcia decyzji co do wyboru możliwego i najlepszego dla Spółki narzędzia celem zabezpieczenia dalszego rozwoju XTPL, którego perspektywy wzrostu kształtują się dziś znacząco lepiej niż rok temu – dodaje Jacek Olszański.

3 stycznia 2025 roku XTPL rozpoczął pierwsze w historii wdrożenie przemysłowe autorskiej technologii UPD. Bezpośrednim partnerem, do którego na dzień sprawozdania dostarczono 4 szt. modułów UPD z początkowej partii 6 szt., jest wiodący chiński producent maszyn do masowej produkcji nowoczesnych wyświetlaczy FPD. Urządzenia przemysłowe z modułem XTPL w środku są już wykorzystywane na linii produkcyjnej klienta końcowego, jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Chin. Realizacja projektu może potrwać do kilku lat i obejmować łączny wolumen zamówień kilkudziesięciu modułów UPD Spółki, które wykorzystywane będą do napraw defektów w wyświetlaczach FPD o ultrawysokiej rozdzielczości, istotnie zmniejszając liczbę odrzutów na linii produkcyjnej.

Budowa S19 Babica–Jawornik: najwyższa estakada w Polsce i kluczowy odcinek Via Carpatia na finiszu

Budowa drogi ekspresowej S19 Babica-Jawornik, kluczowego odcinka międzynarodowego szlaku Via Carpatia, jest już zaawansowana w przeszło 58%. W trudnym, górzystym terenie Podkarpacia powstają innowacyjne obiekty inżynierskie, a największym wyzwaniem jest wznoszenie ośmiu estakad. Jedna z nich, o długości 1,15 km i podporach sięgających 80 metrów, ustanawia nowy rekord – to obecnie najwyższa budowana estakada w Polsce.

Budowa drogi ekspresowej S19 Babica-Jawornik
default

Realizowana przez Intercor inwestycja o wartości 1,2 mld złotych, której inwestorem jest GDDKiA, zakłada budowę 11,6 km dwujezdniowej drogi ekspresowej. Prowadzone prace są obecnie zaawansowane w 50 % w obszarze robót drogowych i blisko 60% na obiektach inżynieryjnych. Dotychczas w ramach realizacji prac wykonanych zostało ponad 3,5 mln m³ wykopów i 1,2 mln m³ nasypów. Przy budowie obiektów zużyto 205 tys. m³ betonu i 19 tys. ton stali zbrojeniowej. Na placu budowy pracuje blisko 700 pracowników różnych specjalności i 330 jednostek sprzętu.

Najbardziej spektakularnym elementem budowy jest konstrukcja ośmiu estakad. Wśród nich wyróżnia się estakada ES-26 między miejscowościami Żarnowa i Godowa. Ta kolosalna budowla, obecnie najwyższa w Polsce, o długości 1,15 km i filarach osiągających wraz z konstrukcją ustroju nośnego 80 metrów, jest nie tylko największym, ale i najbardziej wymagającym obiektem na trasie. Do budowy ustroju nośnego Intercor wykorzystuje zaawansowaną technologię dwustronnych wózków nawisowych.

Budowa drogi ekspresowej S19 Babica-Jawornik
default

„Budowa estakad w ciągu drogi S19 Babica-Jawornik to inżynieryjne wyzwanie, które wymaga od nas stosowania innowacyjnych technologii budowlanych. Obecnie realizujemy jednocześnie trzy obiekty mostowe w technologii nasuwania podłużnego oraz dwa obiekty mostowe w technologii nawisowej. W szczycie prowadzonych prac będziemy wykorzystywać szesnaście wózków nawisowych na dwóch największych estakadach ES24 i ES26. To jedna z największych liczb wózków obsługiwanych równocześnie w Polsce. Dodatkowo, ze względu na rozpiętość pomiędzy podporami wynoszącą około 188m, jest to największa rozpiętość pomiędzy podporami obiektu mostowego realizowanego w Polsce metodą betonowania nawisowego.” informuje Sebastian Dobrzański, Dyrektor Kontraktu w Intercor.

Prace na budowie drogi ekspresowej S19 Babica-Jawornik są prowadzone zgodnie z założeniami, a zakończenie robót jest planowane na drugą połowę 2026 roku. Wykonawca realizuje prace z najwyższym zaangażowaniem w celu terminowego ich ukończenia. Po oddaniu do użytku, droga ekspresowa S19 znacząco usprawni ruch na niezwykle istotnym szlaku komunikacyjnym, łączącym przez Polskę północ z południem Europy.

Defence.Hub i Rbeco łączą siły – wspólne projekty w Polsce i na Ukrainie

Defence.Hub S.A. (w trakcie zmiany z Klabater S.A.), Spółka notowana na NewConnect oraz Rbeco sp. z o.o. zawarły umowę inwestycyjną dotyczącą produkcji i sprzedaży półproduktów wykorzystywanych w branży przemysłowej, w tym w sektorze obronnym. Pierwsze transakcje w ramach współpracy planowane są już w czwartym kwartale 2025 roku. Współpraca będzie obejmowała również rynek ukraiński. W ramach umowy inwestycyjnej Defence.Hub udziela pożyczki dla Rbeco o wartości 430 tysięcy złotych.

Rbeco to spółka z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży papierniczej i recyklingu, specjalizująca się w pozyskiwaniu i przetwarzaniu surowców. Firma działa również na rynku ukraińskim, gdzie realizuje projekty we współpracy z lokalnymi partnerami.

Jednym z nowych obszarów działalności Defence.Hub ogłoszonym w kierunkach rozwoju jest zabezpieczenie materiałowe podmiotów działających w sektorze obronnym. Dotyczy ono dostaw półproduktów i nowych technologii znajdujących zastosowanie w produkcji materiałów specjalistycznych.

Połączenie kompetencji obu firm pozwoli stworzyć silną platformę do rozwoju innowacyjnych produktów dla sektora obronnego. Współpraca łączy zaplecze biznesowe Defence.Hub z doświadczeniem produktowym i  technologicznym Rbeco.  Ważnym elementem współpracy jest również projekt realizowany przez Rbeco na rynku ukraińskim, które będzie również odbiorcą produktów tworzonych w ramach partnerstwa firm.

Ponadto, w celu wsparcia realizacji Projektu oraz współfinansowania obszarów współpracy Defence.Hub udzielił Rbeco pożyczki w wysokości 430 tysięcy złotych oprocentowanej w skali roku na 15%. Termin spłaty pożyczki został ustalony na dzień 31 grudnia 2025 roku.

Partnerzy deklarują również otwartość na tworzenie spółek celowych i podejmowanie kolejnych wspólnych inwestycji w obszarze przetwórstwa surowców i rozwoju technologii dla sektora obronnego.

Złoto bije rekordy, srebro rośnie o 50% do najwyższego poziomu od 14 lat, a platyna zyskuje 67% w 2025 roku

  • Złoto, srebro i platyna kontynuują wzrost po ogłoszeniu w ubiegłym tygodniu długo oczekiwanego cięcia stóp procentowych przez FOMC, ale zakres i tempo wzrostu budzą wątpliwości co do jego trwałości w najbliższej przyszłości.
  • Złoto osiągnęło swój cel techniczny wynikający z przełamania, które miało miejsce 1 września, po trwającej miesiąc konsolidacji.
  • Platyna, często w cieniu swoich rywali, ponownie zyskała na znaczeniu i po krótkiej przerwie wystrzeliła w górę, notując wzrost o 67% od początku roku.
  • Srebro osiągnęło wyniki lepsze nawet od złota w ujęciu procentowym, zyskując od początku roku 50% i osiągając najwyższy poziom od 14 lat.
  • Pomimo sprzyjających warunków nie należy ignorować ryzyka krótkoterminowego. Wskaźniki techniczne, takie jak dzienne odczyty RSI, są nadmiernie rozciągnięte, co zwiększa ryzyko zdrowej korekty w ramach panującego trendu wzrostowego.

Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowców w Saxo wskazuje, że złoto, srebro i platyna kontynuują dynamiczny wzrost po ubiegłotygodniowej, szeroko oczekiwanej decyzji FOMC o obniżce stóp procentowych, która początkowo wywołała realizację zysków, lecz później przyczyniła się do wzrostu popytu. Zakres i tempo rajdu budzą pytania o jego krótkoterminową trwałość, jednak kilka czynników – wykraczających poza proste momentum czy efekt FOMO -pokazuje, dlaczego metale inwestycyjne cieszą się tak dużym popytem.

Złoto osiąga nowe rekordy

Cena złota osiągnęła nowy rekordowy poziom blisko 3800 USD, skutecznie realizując cel techniczny wyznaczony po przełamaniu z 1 września po trwającej miesiąc konsolidacji. Tempo tego ruchu podkreśla, jak płytkie były korekty w ostatnich tygodniach i miesiącach, ponieważ spadki nadal spotykają się z nowym zainteresowaniem kupujących, co wskazuje na szerokie wsparcie makroekonomiczne, a nie jedynie spekulacyjną bańkę.

Od początku roku złoto zyskało na wartości prawie 42%, co oznacza, że jest na najlepszej drodze do osiągnięcia najsilniejszego rocznego wzrostu od 1979 r., kiedy to globalny kryzys energetyczny wywołał wstrząsy inflacyjne, które odbiły się echem na rynkach finansowych. Historyczne porównanie podkreśla dzisiejszą niepewność co do stabilności finansów publicznych Stanów Zjednoczonych, utrzymującej się inflacji i potencjalnego osłabienia niezależności banku centralnego.

Srebro wyprzedza złoto

Srebro osiągnęło lepsze wyniki niż złoto w ujęciu procentowym, zyskując 50% w ujęciu całkowitej stopy zwrotu do poziomu 44,46 USD, czyli najwyższego od 14 lat. Jego podwójna rola jako metalu monetarnego i przemysłowego działa na jego korzyść. Z jednej strony srebro korzysta z wysokiej wrażliwości na zmiany cen złota, które pełni funkcję magazynu wartości. Z drugiej strony, strukturalny wzrost popytu związany z fotowoltaiką i elektryfikacją stanowi bardziej namacalny argument, wspierający decyzje alokacyjne.

Ponadto globalny rynek srebra odnotowuje w 2025 roku znaczący deficyt podaży, kontynuując wieloletni trend, w którym popyt przewyższa dostępne zasoby. Ostatnie analizy branżowe, w tym dane z raportu World Silver Survey 2025 oraz Silver Institute, wskazują, że w tym roku deficyt szacowany jest na około 10–15% całkowitego rocznego popytu, co oznacza piąty z rzędu rok niedoboru na rynku, prowadzący do zmniejszenia już wydobytych lub naziemnych zapasów.

Platyna ponownie notuje wzrosty

Platyna, często pozostająca w cieniu innych metali szlachetnych, powróciła „na scenę” w spektakularny sposób. Po niemal dekadzie stabilnych notowań, w maju metal ten odżył po tym, gdy World Platinum Investment Council ponownie potwierdził prognozę kolejnego rocznego deficytu podaży. Głównymi czynnikami są ograniczenia południowoafrykańskiej sieci energetycznej, a przez to zmniejszone inwestycje w górnictwo i oczekiwania co do wzrostu podaży, obawy związane z polityką handlową USA i poziomem ceł, a także rosnący globalny popyt, nie wyłączając rynku chińskiego. Spowodowało to powrót inwestorów do platyny po jej szerszym dyskoncie w stosunku do złota – kurs złoto/platyna osiągnął rekordowy poziom 3,54 w dniu 21 kwietnia, zanim spadł do obecnego poziomu 2,56. A to skłoniło zarówno profesjonalnych, jak i detalicznych inwestorów do dostrzeżenia jej fundamentalnego niedowartościowania. Dodatkowo umiarkowany wzrost popytu na ETF-y, a także poprawa popytu w przemyśle motoryzacyjnym mogą mieć znaczny wpływ, biorąc pod uwagę już i tak ograniczone perspektywy podaży.

Po niemal 50% wzroście między majem a lipcem, łagodne zniesienie Fibonacciego na poziomie 0,382 spowodowało spadek cen, po czym w ubiegłym tygodniu nastąpił ponowny wzrost, który po raz pierwszy od 11 lat krótkotrwale przekroczył poziom 1500 USD. Dzięki wzrostowi na poziomie 67% od początku roku, platyna pozostaje najlepiej prosperującym surowcem 2025 roku.

Dlaczego wzrost jest głębszy niż tylko momentum

Chociaż tempo wzrostu po decyzji FOMC może wydawać się zbyt szybkie, istnieje kilka fundamentalnych czynników, które go napędzają:

  • Niższe koszty finansowania: W związku z rozpoczęciem przez Fed drugiej rundy cięć stóp procentowych, spadł koszt trzymania aktywów nie generujących dochodu. Droga dalszych cięć ma tak samo duże znaczenie jak początkowy ruch, utrzymując oczekiwanie na kontynuację wsparcia.
  • Obniżenie realnych rentowności: Inflacja breakeven pozostaje trudna do opanowania, gdy nominalne rentowności spadły, co prowadzi do niższych realnych rentowności. To sprawia, że złoto i inne metale szlachetne stają się bardziej atrakcyjne inwestycyjnie.
  • Premia za ryzyko polityczne: Wznowiona debata na temat niezależności Fed oraz utrzymujące się deficyty fiskalne w USA wprowadziły ryzyko utraty wiarygodności politycznej, które rynki obecnie wyceniają. Ta „ubezpieczeniowa” oferta pomaga wyjaśnić, dlaczego metale zyskały nawet w te dni, gdy dolar utrzymywał się na mocnym poziomie.
  • Szersze przepływy: Popyt na ETF-y stał się dodatni, a napływy w 2025 roku już przekroczyły łączną wartość odpływów z poprzednich dwóch lat. W Azji premie w Szanghaju pozostają stabilne, co podkreśla silny popyt na aktywa fizyczne. Rynki futures przeszły od pokrywania krótkich pozycji do budowania nowych długich pozycji, poszerzając podstawę tego rajdu.

Ryzyko nadmiernego rozciągnięcia

Pomimo sprzyjających uwarunkowań, nie można lekceważyć ryzyk krótkoterminowych. Wskaźniki techniczne, takie jak dzienne odczyty RSI, są rozciągnięte, a rynek opcji wykazuje silną tendencję do wzrostu. Ta koncentracja sprawia, że ceny stają się wrażliwe na zaskakującą jastrzębią politykę, złagodzenie napięć geopolitycznych lub nagły wzrost wartości dolara. Jeśli ten wzrost wynikałby z korekty na rynku akcji i wzrostu zmienności, szeroka, ale tymczasowa faza redukcji ryzyka, jak ta, którą widzieliśmy w kwietniu, mogłaby ponownie wymusić masowe wycofywanie się funduszy lewarowanych.

Biorąc to pod uwagę, pozycjonowanie spekulacyjne jest również czynnikiem, na który warto zwrócić uwagę. Szczególnie dotyczy to kont funduszy zarządzanych na rynku futures, monitorowanych co tydzień za pomocą raportu Commitment of Traders. W okresie, w którym nowe pozycje długie przewyższają pokrywanie krótkich pozycji, rynek może być bardziej narażony na spadek w przypadku jakiegokolwiek wstrząsu makroekonomicznego.

Z technicznego punktu widzenia korekta na poziomie 38,2% po decyzji FOMC byłaby uznawana za zdrową w ramach panującego trendu wzrostowego. Dla złota taki spadek oznaczałby powrót do poprzednich poziomów wybicia, podczas gdy srebro i platyna doświadczyłyby analogicznych, proporcjonalnych korekt.

Długoterminowa perspektywa

Nasza strategiczna ocena złota i innych metali inwestycyjnych pozostaje zdecydowanie pozytywna. Kombinacja niższych realnych rentowności, słabszego dolara i rosnących ryzyk politycznych w USA nadal wspiera alokacje. Napływy do ETF-ów podkreślają odnowiony apetyt inwestorów, podczas gdy utrzymujący się popyt fizyczny w Azji i ze strony banków centralnych zapewnia dodatkową stabilność.

Potencjalnym czynnikiem hamującym może być spowolnienie zakupów przez banki centralne, gdy wartość rynkowa ich istniejących rezerw wzrasta w porównaniu do innych aktywów, co zmniejsza potrzebę dalszej rozbudowy portfeli inwestycyjnych. Jednak kluczowym czynnikiem wpływającym na większe wahania pozostaje Waszyngton. Jakiekolwiek osłabienie niezależności Fed, które zaburzyłoby oczekiwania inflacyjne lub pogłębiłoby obawy o wiarygodność fiskalną USA, prawdopodobnie wydłużyłoby trend wzrostowy, wypychając złoto znacznie ponad nasz krótkoterminowy cel na poziomie 4 000 USD.

Złoto, srebro i platyna oferują różnorodne źródła ochrony kapitału, zarówno jako metale szlachetne z unikalnymi właściwościami, jak i aktywa antykryzysowe. Silny napływ kapitału do funduszy ETF oraz trwały popyt fizyczny, zwłaszcza w Azji, potwierdzają atrakcyjność tych metali jako fundamentu każdej strategii inwestycyjnej. Niemniej jednak, zmienność rynków finansowych, w tym potencjalne korekty cenowe, podkreśla znaczenie dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Doświadczeni inwestorzy zazwyczaj rozważają alokację środków nie tylko w metale szlachetne, ale także w inne klasy aktywów, co pozwoli na minimalizację ryzyka i maksymalizację potencjalnych zysków w dłuższym okresie – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Wnioski

Metale szlachetne przeżywają jeden z najsilniejszych wzrostów od dekad, napędzany nie tylko momentum, ale także czynnikami strukturalnymi oraz ryzykami makroekonomicznymi, których nie można zignorować. Choć krótkoterminowe korekty są prawdopodobne i zdrowe, to jednak szerokie siły rynkowe wskazują, że złoto, srebro i platyna pozostaną kluczowymi aktywami inwestycyjnymi w ostatnim kwartale 2025 roku.

Złoto osiągnęło cel wybicia z 1 września – Źródło: Saxo

Złoto osiągnęło cel wybicia z 1 września – Źródło: Saxo

Rajd srebra zatrzymał się na szczycie z sierpnia 2011 roku na poziomie 44,20 USD – Źródło: Saxo

Rajd srebra zatrzymał się na szczycie z sierpnia 2011 roku na poziomie 44,20 USD – Źródło: Saxo

Platyna napotyka na pewien opór powyżej poziomu 1 500 USD – Źródło: Saxo

Platyna napotyka na pewien opór powyżej poziomu 1 500 USD – Źródło: Saxo

Allianz Global Wealth Report 2025: Aktywa finansowe polskich gospodarstw domowych wzrosły o niemal 10 proc.

0
  • 2024 był kolejnym rekordowym rokiem dla aktywów finansowych gospodarstw domowych, które w ujęciu globalnym odnotowały wzrost na poziomie 8,7% – za ten wynik w połowie odpowiadają wzrosty w Stanach Zjednoczonych.
  • Aktywa finansowe polskich gospodarstw domowych zwiększyły się o 9,8%, co pod względem dynamiki jest najsilniejszym wzrostem od 4 lat.
  • Nowe oszczędności polskich gospodarstw domowych w 2024 roku zwiększyły się o 63%, do rekordowego poziomu 51 mld euro.

Rok 2024 był kolejnym okresem wzrostów światowej gospodarki, a zarazem rekordowym pod względem zgromadzonych aktywów finansowych gospodarstw domowych – wzrost o 8,7% przewyższył pod tym względem wysoki wynik odnotowany w 2023 roku. Na koniec 2024 roku łączne aktywa finansowe osiągnęły poziom 269 bilionów euro.

W 2024 roku aktywa finansowe brutto polskich gospodarstw domowych zwiększyły się o 9,8%, co stanowi najsilniejszy wzrost od czterech lat. Ten wynik był napędzany wzrostami obserwowanymi we wszystkich klasach aktywów – wartość papierów wartościowych wzrosła o 10,6%, depozytów bankowych o 9,5%, natomiast ubezpieczeń oraz produktów emerytalnych o 6,9%.

Wartość nowych oszczędności wzrosła aż o 63% w porównaniu z poprzednim rokiem, do rekordowego poziomu 51 mld euro, przewyższając tym samym poprzedni najlepszy wynik, który został odnotowany w 2020 roku. Pomimo tego, że papiery wartościowe były najszybciej rosnącą klasą aktywów, większość nowych oszczędności, bo aż 70%, została ulokowana w depozytach bankowych. Ich udział w portfelu na poziomie 52% czyni je największą klasą aktywów finansowych w Polsce. Pozostała część została ulokowana przede wszystkim w ubezpieczeniach oraz programach emerytalnych.

Z drugiej strony, w 2024 roku zobowiązania polskich gospodarstw domowych wzrosły jedynie o 2,6%. Zdecydowanie szybszy przyrost wartości aktywów finansowych spowodował, że wskaźnik zadłużenia gospodarstw domowych (zobowiązania jako procent PKB) kontynuował spadek, osiągając poziom 30%, o 14 pp. poniżej szczytu z 2016 roku.

W 2024 roku polskie gospodarstwa domowe odnotowały bardzo solidny wzrost aktywów finansowych, co może wskazywać na rosnącą świadomość potrzeby oszczędzania. Jednocześnie struktura oszczędności wciąż pozostaje bardzo zachowawcza, z dominującą rolą depozytów bankowych. Pokazuje to, że nadal wyzwaniem jest zbudowanie większej świadomości inwestycyjnej, która pozwoli na dywersyfikację portfeli, tak aby Polacy mogli w pełni korzystać z możliwości, jakie daje rynek kapitałowy oraz różne klasy aktywów – podkreśla Robert Hörberg, prezes TFI Allianz Polska.

Najnowsza edycja Allianz Global Wealth Report, uwzględniającego wyniki analizy aktywów finansowych oraz zadłużenia gospodarstw domowych w niemal 60 krajach, jest już dostępna: https://www.allianz.com/en/economic_research/insights/publications/global-wealth-report-2025.html

Miedź drożeje po problemach z dostawami. Czy to początek nowego trendu?

Cena miedzi na globalnych rynkach wzrosła od wczoraj o ponad 5 proc. To bezpośrednia reakcja na wydarzenia w Indonezji, gdzie firma Freeport-McMoRan, wstrzymała wydobycie w drugiej największej kopalni miedzi na świecie – Grasberg. Katastrofa górnicza i zalanie wyrobisk błotem sprawiły, że spółka zapowiedziała istotne ograniczenie sprzedaży. Skala problemu jest duża bo ta jedna kopalnia odpowiada za jedną trzecią produkcji miedzi i większość złota Freeportu. W następstwie kurs akcji spółki spadł o 17 proc., najmocniej od czasów pandemii. Inwestorzy szybko zareagowali, bo wydarzenia w Indonezji to kolejne w ostatnich tygodniach zakłócenie podaży. Wcześniej z powodu protestów spadło także wydobycie miedzi w Peru.

Miedź od lat określana jest mianem „Dr. Copper” – metalu z doktoratem z ekonomii, którego cena wyjątkowo dobrze odzwierciedla globalny cykl koniunkturalny. W czasach ożywienia gospodarczego i rosnącej produkcji przemysłowej popyt na miedź skokowo rośnie, co wzmacnia notowania. W momentach spowolnienia ceny zwykle wyraźnie spadają.

W tym kontekście jednym z kluczowych wskaźników rynkowych jest wzajemna relacja cen złota do miedzi (gold to copper ratio). Złoto pełni funkcję bezpiecznej przystani, szczególnie obecnie odbija silnie wszystkie napięcia geopolityczne,  miedź natomiast odwierciedla w swojej cenie ryzyko spowolnienie gospodraczego.  Ten wskaźnik obecnie znajduje się na wyjątkowo niskim poziomie. W ostatnich miesiącach to złoto drożało, korzystając z napięć geopolitycznych i obaw o recesję, podczas gdy miedź pozostawała w tyle. Historia pokazuje jednak, że tak duże rozbieżności nie utrzymują się długo. Jeśli globalna gospodarka faktycznie zacznie odbijać, to właśnie miedź powinna zyskiwać.

Rynek miedzi reaguje nie tylko na cykl koniunkturalny, lecz także na decyzje polityczne i bariery handlowe. Wprowadzone przez administrację amerykańską z początkiem sierpnia cła na na półprodukty miedziowe przetestowały globalny handel. Wcześniej oczekiwano ceł na rafinowaną miedź, tymczasem objęto nimi półprodukty. Po ten decyzji ceny miedzi w USA straciły ponad 20 proc., tym samym zniknęła powstała wcześniej, w wyniku zapowiedzi wprowadzenia ceł, różnica w cenach miedzi na giełdach w Chicago a Londynem. Do USA napłynęło ponad pół miliona ton metalu w ramach spekulacyjnego importu, co podniosło zapasy do poziomów niewidzianych od dwóch dekad. W dłuższej perspektywie rynek obawia się, że taryfy zostaną rozszerzone także na miedź rafinowaną, co mogłoby jeszcze mocniej zachwiać równowagą między cenami miedzi między Europą a USA.

Kluczowym czynnikiem dla notowań miedzi pozostaje ograniczona podaż. O czym dobitnie przypominają skutki katastrofy w indonezyjskiej kopalni. W 2024 r. światowe wydobycie miedzi wyniosło ok. 22,9 mln ton (wzrost o około 3,2 proc. względem roku poprzedniego).  Chile i Peru, odpowiadające za 40 proc. światowego wydobycia, borykają się z narastającymi problemami – w Chile spada jakość rud i brakuje wody wykorzystanej w procesie wydobycia, a w Peru protesty i niestabilność polityczna paraliżują pracę kopalń. Warto wspomnieć, że ósme miejsce wśród największych firm wydobywających miedź zajmuje KGHM, który wydobywa ją w Polsce i w Chile.

Popyt na miedź pozostaje silny. Rosnąca rola odnawialnych źródeł energii, dynamiczny rozwój samochodów elektrycznych, a także potrzeby nowoczesnej infrastruktury i centrów danych sprawiają, że według prognoz globalne zapotrzebowanie na miedź do 2050 roku wzrośnie nawet o 70 proc. Problemem jest to, że podaż może nie nadążyć – cykl inwestycyjny w górnictwie jest długi, a nowe projekty wymagają miliardowych nakładów.

Połączenie krótkoterminowych zakłóceń podaży, rekordowo niskiego wskaźnika gold to copper ratio oraz rosnącego długoterminowego popytu sprawia, że inwestorzy coraz uważniej patrzą na ten metal. W przeszłości podobne układy rynkowe bywały początkiem silnych wzrostów cen miedzi. Wiele wskazuje na to, że także tym razem rynek może znajdować się w punkcie zwrotnym, zwłaszcza jeśli globalny wzrost gospodarczy jeszcze przyspieszy.

 

Co piąta złotówka w budżecie IT nie służy innowacjom, lecz łataniu zaległości

0

Według danych rynkowych firmy inwestują miliony w cyfryzację i rozwój nowych produktów, ale nawet co piąta złotówka w budżecie IT nie służy innowacjom, lecz łataniu technologicznych zaległości. Działa to jak niewidzialny podatek, który coraz mocniej obciąża biznes. Dane z badań McKinsey i raportu Polcom pokazują, że jego skala oraz konsekwencje są znacznie poważniejsze, niż mogłoby się wydawać.

Wymiar finansowy długu

Według McKinsey od 20% do 40% wartości całego środowiska IT firmy stanowi dług technologiczny. Oznacza to, że nawet co piąta złotówka wydana na infrastrukturę IT nie służy rozwojowi, a utrzymaniu systemów, które dawno powinny być zmodernizowane. Co więcej, 10-20% budżetu przeznaczanego na nowe produkty i usługi jest w praktyce konsumowane przez konieczność „łatania” problemów wynikających z zaległości technologicznych.

W wielu organizacjach ogromna część środków na innowacje jest de facto przeznaczana na utrzymanie systemów, które już dawno nie spełniają swojej roli. To sytuacja, która nie tylko blokuje rozwój, ale w dłuższej perspektywie powiększa przepaść konkurencyjną – mówi Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom.

Strategie inwestowania i ich skutki

Raport Polcom pokazuje, że firmy bardzo różnie podchodzą do zarządzania długiem technologicznym. Ponad połowa przedsiębiorstw biorących udział w badaniu (52%) inwestuje jedynie doraźnie, zazwyczaj dopiero wtedy, gdy pojawia się kryzys, taki jak cyberatak czy nagły brak zasobów, co w praktyce tylko pogłębia problem. Z kolei 13% organizacji decyduje się na strategię dużych, jednorazowych inwestycji, które są kosztowne i trudne do utrzymania w dłuższej perspektywie. Jedynie 28% firm konsekwentnie realizuje planowany roczny budżet IT, a to właśnie one najskuteczniej ograniczają narastanie długu technologicznego.

Efekt? 29% firm z tej ostatniej grupy deklaruje, że ma wystarczające zasoby obliczeniowe i kompetencyjne. Natomiast wśród organizacji bez strategii aż 65% korzysta z przestarzałych systemów, a 60% ma poważne problemy z cyfryzacją procesów i wdrażaniem innowacji.

Brak długofalowej strategii IT to najprostsza droga do powiększania długu technologicznego. Często firmy podejmują decyzje o modernizacji zasobów informatycznych dopiero pod presją kryzysu, a to sprawia, że płacą więcej i zyskują mniej. W efekcie inwestycje są chaotyczne, niespójne i rzadko wspierają długoterminowe cele biznesowe. Ostatecznie organizacja traci elastyczność i staje się mniej odporna na zmiany rynkowe– wskazuje ekspert Polcom.

Dług jako bariera innowacji

Odkładanie inwestycji IT w czasie prowadzi do korzystania z technologii, które przestają spełniać współczesne wymagania biznesu. Co gorsza, brak kompetencji cyfrowych pracowników dodatkowo blokuje wdrażanie innowacji. W praktyce oznacza to, że dług technologiczny staje się jedną z głównych barier rozwoju organizacji.

Średnie przedsiębiorstwa zdają sobie z tego sprawę – aż 83% z nich planuje migrację infrastruktury IT do chmury (IaaS, PaaS) oraz szersze wykorzystanie aplikacji w modelu SaaS. To krok nie tylko w stronę redukcji długu, ale i otwarcia na nowoczesne modele działania, elastyczne skalowanie zasobów oraz większe bezpieczeństwo.

Chmura jest dziś jednym z najważniejszych narzędzi walki z długiem technologicznym. Dzięki niej firmy mogą elastycznie dopasowywać zasoby do potrzeb biznesowych, ograniczać koszty i jednocześnie zapewniać sobie dostęp do najnowszych technologii. Umożliwia także szybkie wdrażanie innowacji bez konieczności inwestowania w kosztowną infrastrukturę fizyczną. Co więcej, wspiera budowanie przewagi konkurencyjnej, pozwalając organizacjom reagować szybciej na zmiany rynkowe i potrzeby klientów – komentuje Adam Matyaszek z Polcom.

Dług technologiczny to nie jednorazowy problem, który można „spłacić” w ciągu roku, ale proces wymagający konsekwencji i świadomego planowania. Firmy, które traktują inwestycje IT jako stały element strategii rozwoju, nie tylko ograniczają koszty utrzymania, ale też szybciej wdrażają innowacje i lepiej reagują na zmieniające się warunki rynkowe. Dług technologiczny nie jest wyrokiem, ale wyzwaniem. Organizacje, które zmierzą się z nim w sposób przemyślany, zyskają realną przewagę konkurencyjną.

Bankowość mobilna rośnie w siłę, internetowa traci – raport NetB@nk za II kwartał 2025

Związek Banków Polskich opublikował najnowszy Raport NetB@nk podsumowujący rozwój bankowości elektronicznej w Polsce w II kwartale 2025 roku. Dane pokazują wyraźny trend – coraz więcej klientów korzysta wyłącznie z aplikacji mobilnych, podczas gdy liczba aktywnych użytkowników bankowości internetowej spada.

Mobilni wygrywają z internetowymi

Na koniec II kwartału 2025 r. liczba aktywnych użytkowników aplikacji mobilnych wyniosła 26,2 mln, co oznacza wzrost o 3% w porównaniu z poprzednim kwartałem i aż o 16% rok do roku.

Coraz większą grupę stanowią tzw. klienci mobile only, czyli osoby korzystające wyłącznie z aplikacji bankowych. Ich liczba sięgnęła 19,5 mln, co daje 74% wszystkich aktywnych użytkowników mobilnych. W ujęciu kwartalnym oznacza to 7-procentowy wzrost.

Spadek bankowości internetowej

Równocześnie liczba aktywnych klientów bankowości internetowej zmniejszyła się o 3% i wyniosła 23 mln. To pierwszy tak wyraźny spadek od kilku kwartałów, mimo że liczba rachunków z dostępem do kanałów internetowych wzrosła do 44,7 mln.

Średnia wartość przelewu klienta indywidualnego w II kwartale 2025 r. wyniosła 1 354,88 zł, czyli o 14% więcej niż kwartał wcześniej.

MSP coraz aktywniejsze

W sektorze małych i średnich przedsiębiorstw widać dalszy wzrost. Liczba firm posiadających dostęp do bankowości internetowej osiągnęła 3,7 mln, a liczba aktywnych użytkowników z tego segmentu wyniosła 2,6 mln, co oznacza wzrost o 3% kwartał do kwartału.

Średnia wartość przelewu MSP w tym okresie to 6 564,79 zł, a przeciętna liczba transakcji na jednego aktywnego klienta – ponad 15.

Rekordowe płatności bezgotówkowe

Rosną również transakcje bezgotówkowe. W systemie Express Elixir odnotowano ponad 160 mln przelewów natychmiastowych o wartości 79 mld zł – wzrost o 11% w liczbie i 9% w wartości względem I kwartału 2025 r.

W tradycyjnym systemie Elixir liczba transakcji osiągnęła 566 mln, a wartość obrotów przekroczyła 2,4 bln zł, co oznacza wzrost o 5%.

Dynamicznie rozwija się także system rozliczeń w euro – Euro Elixir. W II kwartale 2025 r. zrealizowano blisko 14 mln transakcji o wartości około 99 mld euro, co daje wzrost odpowiednio o 5% i 10%.

Wnioski z raportu

Raport wyraźnie pokazuje zmianę preferencji Polaków. Coraz więcej osób rezygnuje z klasycznej bankowości internetowej na rzecz wygodniejszych aplikacji mobilnych. Jak podkreślają autorzy raportu, „klienci banków w coraz większym stopniu oczekują szybkiego, prostego i intuicyjnego dostępu do usług, a smartfon staje się głównym narzędziem kontaktu z bankiem”.

Amerykański rynek nieruchomości zaskakuje pozytywnie. Argentyńskie peso pod presją

Argentyński cud Javiera Milei napotyka kolejne problemy, po tym jak peso argentyńskie gwałtownie traciło na wartości po uwolnieniu jego kursu. Dane z amerykańskiego rynku nieruchomości pozytywnie zaskoczyły rynki. Czesi z kolei nie zmieniają stóp procentowych.

Argentyński eksperyment z zadyszką

W ostatnich dniach doszło do silnego umocnienia argentyńskiego peso. Nie było to jednak zasługą reform ani dobrych danych makroekonomicznych. Na rynek rzucono tylko w ostatni piątek 2/3 miliarda dolarów, a w ciągu trzech dni sumarycznie miliard. Powodem było dotarcie waluty do granicy wahań. Jak się bowiem okazuje problemy polityczne, w postaci sukcesów wyborczych opozycji, powodują, że inwestorzy coraz mniej ufają w zdolność obecnej ekipy do przeprowadzenia reform. Minister gospodarki zapowiada wyprzedaż dolarów do ostatniego, by bronić waluty. Problem w tym, że tak szybko znikające z rynku peso może szybko wywołać kolejne problemy. Szokowa terapia zaczyna wymykać się spod kontroli, a porażka w wyborach lokalnych w Buenos Aires może być początkiem poważnych problemów tej ekipy. Wielu obserwatorów zwraca uwagę, że jest istotne ryzyko dalszych spadków peso jak ustaną interwencje rynkowe.

Niespodzianka za oceanem

Dane z amerykańskiego rynku nieruchomości mają swoje specjalne miejsce. Wynika to z faktu, że po nich analitycy starają się przewidywać potencjalną powtórkę kryzysu zadłużenia gospodarstw domowych. Biorąc pod uwagę wysokie stopy procentowe oznaczające, że nowe kredyty są drogie oraz problemy rynku pracy, teoretycznie scenariusz zbliżony miejscami do 2008 roku nie jest wykluczony. Patrząc jednak na wczorajsze dane, gdzie liczba nowo sprzedanych domów jest najwyższa od 2022 roku, nie wygląda na to, żeby na tym rynku miały miejsce jakieś wyraźne problemy. Warto z kolei zwrócić uwagę, że po olbrzymim wzroście liczby wniosków o kredyt hipoteczny tydzień temu, w tym tygodniu nie pojawiła się korekta. Oznacza to, że Amerykanie zadłużają się pomimo wysokiego kosztu pieniądza. Rynki biorą te dane jednak za dobrą monetę. Wczoraj dolar zyskiwał względem głównych walut.

Czesi nie zaskakują

U naszych południowych sąsiadów już trzecie posiedzenie bez zmian stóp procentowych z rzędu. Główny wskaźnik wynosi 3,5%. Biorąc pod uwagę, że inflacja w ostatnim roku (z wyjątkiem wyjątkowo niskiego odczytu w kwietniu) znajduje się w przedziale 2,4%-3%, nie wygląda na to, aby Czesi mieli miejsce na dalsze silne obniżki. Obecny poziom jest zresztą dokładnie połową poziomów, do których stopy zostały podniesione w ostatnim szczycie. Z drugiej strony jeszcze w 2021 Czechy, podobnie jak inne państwa naszej części świata, eksperymentowały z bardzo niskimi stopami procentowymi, utrzymując je na poziomie 0,25%. Patrząc na lekcję, jaką otrzymaliśmy po tamtych czasach, wygląda na to, że obecne dołki stóp procentowych powinny znajdować się wyraźnie wyżej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić na:

14:30 – USA – PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czasowe zawieszenie corocznej waloryzacji wynagrodzeń medyków – stanowisko Polskiej Federacji Szpitali

Stanowisko Polskiej Federacji Szpitali (PFSz) dotyczące czasowego zawieszenia corocznej waloryzacji wynagrodzeń medyków wynika z troski o stabilność całego systemu ochrony zdrowia. Celem PFSz nie jest ograniczanie wynagrodzeń pracowników, lecz ochrona pacjentów i zapewnienie ciągłości świadczeń. Mechanizm automatycznej waloryzacji, oparty na średnim wynagrodzeniu w gospodarce, spowodował w ostatnich latach, że koszty płac rosły szybciej niż finansowanie ze strony NFZ. W konsekwencji szpitale coraz częściej stawały przed dramatycznym wyborem – albo regulować wynagrodzenia, albo ograniczać leczenie pacjentów.

Proponowane przez PFSz czasowe zawieszenie obowiązywania ustawy podwyżkowej ma charakter  stabilizacyjny. Pozwoli zachować obecny poziom wynagrodzeń, a jednocześnie zatrzyma spiralę kosztową, która zagraża płynności finansowej wielu placówek. Co najważniejsze, da przestrzeń do wypracowania nowego, przewidywalnego modelu wynagradzania pracowników ochrony zdrowia, dostosowanego zarówno do możliwości systemu, jak i do oczekiwań personelu medycznego.

PFSz jest przekonana, że odpowiedzialne podejście do regulacji płac wymaga oddzielenia środków przeznaczonych na wynagrodzenia od środków na leczenie pacjentów. Tylko w ten sposób można zagwarantować, że pieniądze publiczne będą w równym stopniu służyć pracownikom i pacjentom, a szpitale będą mogły bezpiecznie planować swoją działalność.

Polska Federacja Szpitali podkreśla, że proponowane przez PFSz rozwiązanie to nie krok wstecz, lecz inwestycja w przyszłość systemu. Utrzymanie dostępności świadczeń, zapewnienie stabilności finansowej placówek oraz stworzenie trwałego, sprawiedliwego i przejrzystego modelu wynagradzania to cele, które muszą stać się priorytetem w dialogu rządu, pracodawców i związków zawodowych.

Autor: Michał Dybowski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem

Pełne stanowisko PFSz dostępne jest pod adresem: https://www.pfsz.org/pfsz-o-tzw-ustawie-podwyzkowej.

Złoto bije rekordy. Owczy pęd czy świadoma strategia?

0

Złoto bije rekordy, a popyt rośnie. Jak wynika z danych firmy Tavex, w zaledwie tydzień liczba zamówień wzrosła o 22%. Polacy sięgają po kruszec mimo historycznie wysokich cen – obecnie to 3760,84 USD za uncję, co oznacza wzrost o +43,29% od początku roku. Na decyzje zakupowe wpływają nie tylko nagłówki o kolejnych rekordach i napięcia geopolityczne, lecz także mechanizm „bezpiecznej przystani”, który w chwilach niepewności kieruje uwagę inwestorów ku złotu. Eksperci przypominają jednak, że zbyt pochopne decyzje mogą oznaczać uleganie owczemu pędowi.

Co napędza popyt na metal, który nie zna granic?

Jeszcze nigdy w historii złoto nie było tak drogie jak dziś. Obecnie jego cena wynosi ponad 3700 USD za uncję, a w przeliczeniu na złote – ponad 13 000 PLN. Od początku roku notowania wzrosły o +26,09% w PLN oraz o +43,29% w USD. Co więcej, tylko w ostatnim miesiącu złoto podrożało o +11,76% w PLN i +10,76% w USD. Choć eksperci ostrzegają, że kupowanie kruszcu w momencie największej euforii może być ryzykowne, zainteresowanie Polaków złotem zwiększyło się w imponującym tempie. W tle mamy splot kilku czynników: niepewność geopolityczną, inflacyjne obawy oraz psychologię inwestorów, którzy nie chcą „przegapić” kolejnej okazji.

Światowe rynki obserwują kolejną falę wzrostów, a notowania złota biją rekord za rekordem. Widzimy trzy główne czynniki, które stoją za tym trendem: osłabienie dolara, oczekiwania na obniżki stóp procentowych w USA oraz rosnący popyt instytucjonalny, zwłaszcza ze strony banków centralnych. Coraz częściej pojawia się też pytanie, gdzie leży sufit dla złota. W krótkiej perspektywie psychologiczna bariera może przesuwać się coraz wyżej – ponieważ inwestorzy reagują zarówno na dane makroekonomiczne, jak i na wydarzenia geopolityczne – komentuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

W Polsce dodatkowym impulsem okazały się wydarzenia z ostatnich tygodni. Po atakach dronów w kraju i wzmożonych alarmach przeciwlotniczych na wschodzie, skokowo wzrosło zainteresowanie frazami takimi jak „gdzie kupić złoto inwestycyjne”. Dane Tavex potwierdzają, że w dniach 10–16 września liczba faktycznych zamówień była aż o 22% wyższa niż w poprzednim tygodniu.

Owczy pęd?

Mechanizm „owczego pędu” towarzyszy rynkom finansowym od zawsze. Widać go szczególnie w okresach gwałtownych zmian – gdy złoto bije rekordy, wielu inwestorów podejmuje decyzje motywowane emocjami, obawą przed stratą szansy („fear of missing out”). Takie impulsy krótkoterminowo mogą windować popyt, ale długoterminowo prowadzą do rozczarowania, jeśli zakup został dokonany na szczycie. Warto więc pamiętać, że budowanie portfela opartego na złocie wymaga konsekwencji i spokoju, a nie panicznych reakcji.

W momentach napięć geopolitycznych złoto w naturalny sposób pełni rolę „bezpiecznej przystani” dla inwestorów. Trzeba jednak pamiętać, że najrozsądniej jest podejmować decyzje zakupowe w spokojniejszych momentach, unikając działania w owczym pędzie – komentuje Grzegorz Nowakowski, Public Affairs Manager w Tavex. Statystyki mówią same za siebie. Porównując rok do roku pierwszą połowę września, liczba wejść na stronę tavex.pl wzrosła o ponad 121%. W krótszej perspektywie – między 3 a 16 września – ruch zwiększył się o dodatkowe 10%. To pokazuje, że Polacy coraz aktywniej poszukują informacji o inwestycjach w złoto. Co ważne, rekordowe ceny nie zniechęciły do faktycznych transakcji – przeciwnie, wrześniowe wyniki sprzedaży wyraźnie rosną – dodaje.

Czego szukają konsumenci?

Najczęściej wybieranymi produktami są monety 1 oz, cenione za najlepszy stosunek ceny do wartości, oraz sztabki o wadze 1 g i 0,25 g. Popularność najmniejszych sztabek (1–5 g) wynika z ich praktyczności – łatwo je przechowywać, a w razie potrzeby mogą być wykorzystane w drobnych rozliczeniach, nawet barterowych. Wybór takich produktów świadczy o racjonalnym podejściu klientów – nawet jeśli impulsem do zakupu bywa lęk, ostateczne decyzje są w dużej mierze kalkulacją opłacalności.

Choć złoto nie generuje bieżących dochodów i wymaga bezpiecznego przechowywania, jego znaczenie w portfelach inwestorów zajmuje stabilne miejsce. Z badań wynika, że w ubiegłym roku aż 13% Polaków zdecydowało się ulokować część środków w kruszcu – najczęściej z myślą o długoterminowej ochronie kapitału (46%) oraz zabezpieczeniu przed inflacją (28%). Co istotne, dla 17% badanych atutem była dostępność inwestycji już od niewielkich kwot – wynika z badań firmy Tavex. Dane te pokazują, że mimo swojej „elitarnej” reputacji, złoto staje się coraz bardziej demokratycznym narzędziem ochrony oszczędności – a jego popularność wpisuje się w globalny trend traktowania kruszcu jako realnej tarczy przed niepewnością gospodarczą i polityczną.

Grupa INCO zwiększa inwestycje do 250 mln zł – nowa strategia na lata 2024–2028

Grupa INCO, właściciel kultowego płynu do naczyń Ludwik, rewiduje strategię na lata 2024-2028 i podnosi wartość inwestycji do 250 mln zł, czyli o 20% więcej niż pierwotnie zakładano. Środki przeznaczone zostaną na rozbudowę obecnych zakładów i budowę nowych linii produkcyjnych, w tym rozwój innowacyjnej linii do wytwarzania  nawozów  organicznych  zasilanej odzyskiwaną w trakcie procesu energią. Równolegle spółka intensyfikuje ekspansję międzynarodową. Już 12% przychodów pochodzi z eksportu, a produkty z portfolia Grupy INCO pojawiły się niedawno na nowych rynkach, m.in. w Mongolii i Korei Południowej. Celem jest zakończenie 2025 roku trzeci raz z rzędu w fotelu lidera w kategorii płynów do naczyń pod względem wolumenu sprzedaży.

Udowadniamy, że polska marka może skutecznie konkurować z globalnymi brandami w jednej z najbardziej zglobalizowanych branż, jaką jest FMCG. Jeszcze niedawno wydawało się to barierą nie do pokonania, dziś zmieniamy układ sił. W 2024 roku zwiększyliśmy przychody o 7% w ujęciu rocznym do 453 mln zł i osiągnęliśmy 59 mln zł zysku netto, a eksport wzrósł aż o 31%. Inwestujemy w nowoczesne linie technologiczne, rozbudowujemy zakłady i rozwijamy innowacyjne produkty, które odpowiadają na potrzeby konsumentów. Tradycja i ponad 60 lat doświadczenia w połączeniu z procesami produkcyjnymi na światowym poziomie dają nam przewagę, którą konsekwentnie wykorzystujemy – mówi Sławomir Józefiak, prezes Grupy INCO.

Nowe linie produkcyjne

Skorygowana strategia Grupy INCO, właściciela najstarszego płynu do mycia naczyń Ludwik, na lata 2024–2028 zakłada zwiększenie wartości inwestycji do 250 mln zł, czyli o 20% więcej, niż zakładano rok temu. W Górze Kalwarii powstaje nowa hala o powierzchni ok. 10 tys. mkw., z możliwością uruchomienia nawet czterech linii produkcyjnych. Równolegle rozwijany jest zakład opakowań w Koniecpolu, a w Suszu budowana jest hala do produkcji nawozów naturalnych, które trafią na rynek w 2027 roku.

Naturalne nawozy i laboratorium badawczo-rozwojowe

Nowa linia nawozów w Suszu wytwarzać będzie nawozy organiczne przy minimalnym zużyciu energii dzięki odzyskiwaniu jej w innowacyjnym procesie produkcyjnym w oparciu o naturalne procesy biologiczne. To odpowiedź na rosnące potrzeby rynku i poszukiwanie najbardziej ekologicznych rozwiązań. W Suszu działa już specjalistyczne laboratorium badawczo-rozwojowe, którego budowę dofinansował NCBR kwotą 13 mln zł. Dzięki niemu portfolio Grupy INCO, liczące dziś blisko 1700 produktów w 30 kategoriach, systematycznie się poszerza.

Większy ślad w Azji

Ekspansja zagraniczna Grupy INCO również nabiera tempa. W 2024 roku eksport wzrósł o 31% w ujęciu rocznym i stanowi obecnie 12% przychodów spółki. Grupa INCO jest obecna na ponad 20 rynkach: od Niemiec i Wielkiej Brytanii po USA, Kanadę, Wietnam i kraje skandynawskie. Niedawno dołączyły do nich Mongolia i Korea Południowa. Rosnące zainteresowanie zachodnioeuropejskich kontrahentów sprzyja dalszej ekspansji, szczególnie w obliczu ograniczeń produkcji przez niemieckie koncerny chemiczne.

Jeden cel

2025 rok to także historycznie największe inwestycje marketingowe, bo aż 20% wszystkich nakładów inwestycyjnych przeznaczonych zostanie na reklamę i promocję. To największa dotychczas tak intensywna kampania obejmująca telewizję, radio, internet, działania trade marketingowe oraz współpracę z influencerami. Tymi inwestycjami objęte są zarówno produkty chemii gospodarczej jak i nawozy ogrodnicze.

Naszym celem jest utrzymanie pozycji lidera w segmencie płynów do naczyń pod względem wolumenu sprzedaży. Jeśli uda się zakończyć 2025 rok trzecim z rzędu sukcesem, będzie to potwierdzenie skuteczności naszej strategii. Warto dodać, że aż 52% Polaków spontanicznie wskazuje Ludwika jako markę płynu do naczyń, a 88% rozpoznaje go wśród podanych nazw. To ogromny kapitał, który łączymy z inwestycjami w innowacje i marketing, aby polska marka z ponad 60-letnią tradycją pozostawała liderem także w przyszłości – podsumowuje Sławomir Józefiak.

Cła a efektywność: krótkie zyski, długoterminowe koszty

Teoria ekonomii pokazuje jednoznacznie, że bariery celne obniżają efektywność gospodarki kraju, który je wprowadza. Ograniczając handel, zmuszamy producentów do lokowania produkcji w mniej optymalnych miejscach i przepływów czynników produkcji – kapitału i pracy – w kierunku sektorów chronionych taryfami, zamiast tam, gdzie mają one największą przewagę komparatywną. Przykładem są próby utrzymania przemysłu stalowego czy aluminiowego w USA – zamiast przeznaczać zasoby na bardziej konkurencyjne branże, rynki krajowe są subsydiowane ochroną celną, co w dłuższej perspektywie obniża globalną i krajową produktywność. Jednocześnie jednak Stany Zjednoczone – jako największa gospodarka świata – mają większą „przestrzeń” do absorbowania kosztów takich polityk. Cła podnoszą ceny konsumentów i częściowo zwiększają koszty produkcji – wpływ ten jest jednak rozłożony na dużą skalę wewnętrznego rynku amerykańskiego, co łagodzi natychmiastowy gospodarczy szok. Do tej pory skala negatywnych efektów makroekonomicznych nie była alarmująca – inflacja wzrosła nieznacznie, a niektóre wskaźniki bazowe wykazały odwrócenie dotychczasowego trendu spadkowego. To sugeruje, że krótkoterminowe koszty istnieją, lecz nie prowadzą od razu do kryzysu.

– Istotne jest także, że użycie ceł jako narzędzia politycznego okazało się skuteczne – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Marek Wąsiński, kierownik Zespołu Gospodarki Światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – W wielu przypadkach groźba taryf skłoniła partnerów handlowych do ustępstw i do obniżenia barier, co ograniczyło efekt odwetu i chroniło dostęp amerykańskich eksporterów do rynków zewnętrznych. Z perspektywy producentów przemysłowych w USA jest to korzystne – zyskują większy udział na rynku krajowym przy jednoczesnym dostępie do rynków zagranicznych. To jednak nie przekreśla ryzyka – podwyższone koszty surowców i komponentów importowanych mogą w dłuższym terminie wpłynąć na konkurencyjność. Ostateczny bilans tej polityki pozostaje niepewny. Cła mogą dawać krótkotrwałe korzyści sektorom chronionym i służyć negocjacyjnym celom politycznym, ale kosztem niższej efektywności i potencjalnie słabszego wzrostu w długim okresie. Dla globalnej gospodarki oznacza to prawdopodobne, łagodne spowolnienie wzrostu, a dla poszczególnych krajów i branż – różnorodne, nierównomierne skutki wymagające dostosowań i dywersyfikacji łańcuchów dostaw – dodał Marek Wąsiński.

Google uruchomił program Google for Startups Growth Academy: AI for GovTech

Google uruchomił program Google for Startups Growth Academy: AI for GovTech, którego celem jest wsparcie startupów wykorzystujących AI do usprawnienia funkcjonowania administracji publicznej. Program skierowany został do firm z Europy, Bliskiego Wschodu, Afryki i Turcji, a wybrane projekty otrzymają dostęp do technologii, mentoringu oraz kontaktów z ekspertami.

– „Startupy mają wyjątkową rolę w procesie modernizacji usług publicznych. Dzięki zwinności i innowacyjności mogą szybciej niż duże organizacje dostarczać rozwiązania poprawiające wydajność systemów, jakość usług i dostępność dla obywateli” – podkreślają organizatorzy programu.

Polska reprezentacja: PhotoAiD i SEEDiA

W gronie 25 wybranych startupów spośród ponad 700 zgłoszeń znalazły się dwie polskie firmy.

  • PhotoAiD (Polska: usługi publiczne) – aplikacja umożliwiająca wykonywanie oficjalnych zdjęć do dowodu osobistego, paszportu czy wizy bezpośrednio na smartfonie.
  • SEEDiA (Polska: transport) – producent inteligentnych, zasilanych energią słoneczną przystanków autobusowych i stacji ładowania, które dzięki AI dostarczają informacje o transporcie publicznym i mieście.

– „Sztuczna inteligencja zrewolucjonizuje technologie rządowe, przekształcając powolne systemy w proaktywne platformy dla obywateli. Ułatwi realizację formalności, spersonalizuje usługi i przewidzi potrzeby – od paszportów po świadczenia” – mówi Tomasz Młodzki, CEO PhotoAiD.

Globalny przekrój uczestników

Lista wybranych firm obejmuje startupy z wielu sektorów i regionów:

  • BABLE Smart Cities (Niemcy: klimat) – platforma online wspierająca samorządy w projektach inteligentnych miast.
  • CargoSeer (Izrael: służba celna) – usprawnia proces kontroli przesyłek międzynarodowych dzięki AI.
  • Chefaa (Egipt: zdrowie) – aplikacja ułatwiająca zamawianie i odnawianie recept, szczególnie dla pacjentów przewlekle chorych.
  • Class of Wonders (Portugalia: edukacja) – gry edukacyjne oparte na AI wspierające naukę podstaw czytania i liczenia.
  • DyCare (Hiszpania: zdrowie) – rozwiązania do rehabilitacji domowej z wykorzystaniem nadzoru specjalistów.
  • Earlybird (Wielka Brytania: administracja) – narzędzie do automatyzacji zadań administracyjnych głosem.
  • ForestGuard (Turcja: klimat) – system AI wykrywający pożary lasów na wczesnym etapie.
  • FortyGuard (ZEA: klimat) – dostarcza dane o temperaturze na poziomie ulicy, wspierając walkę z miejskimi upałami.
  • Mpost (Rwanda: usługi publiczne) – umożliwia korzystanie z numeru telefonu jako adresu pocztowego.
  • Plexigrid (Hiszpania: energia) – wspiera operatorów sieci w integracji odnawialnych źródeł energii i elektromobilności.
  • Sahl AI (Arabia Saudyjska: zdrowie) – automatyczne notatki kliniczne z rozmów lekarza z pacjentem.
  • SiWeGO (Włochy: transport) – zrównoważona usługa dostaw, dopasowująca paczki do pojazdów już poruszających się po drogach.
  • Wittify AI (Arabia Saudyjska: usługi publiczne) – asystenci AI rozumiejący lokalne dialekty języka arabskiego.

I wiele innych, obejmujących sektor zdrowia, edukacji, energii i cyberbezpieczeństwa.

Głos uczestników

Wybrani założyciele startupów podkreślają, że AI stanie się fundamentem przyszłych usług publicznych.

  • Rasha Rady, Chefaa (Egipt): – „AI może pomóc w tworzeniu technologii rządowej, która będzie naprawdę skoncentrowana na obywatelach i wspierać będzie lepsze podejmowanie decyzji dla wszystkich”.
  • Claudine Adeyemi-Adams, Earlybird (Wielka Brytania): – „AI może pomóc w stworzeniu nowego systemu operacyjnego dla rządów, który zastąpi rozproszone, reaktywne systemy i pozwoli przewidywać potrzeby obywateli”.

Kolejne etapy programu

Program rozpoczyna się dziś w formie online i realizowany jest we współpracy z Emirates Government Service Excellence Program (EGSEP) pod auspicjami biura premiera Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W październiku uczestnicy wezmą udział w warsztatach stacjonarnych w Dubaju, gdzie będą mogli korzystać z mentoringu ekspertów Google i wymieniać doświadczenia z przedstawicielami rządów.

Organizatorzy podkreślają, że to dopiero początek. – „Z entuzjazmem obserwujemy, jak cała grupa rozwija swoje rozwiązania i współpracuje z rządami, aby sprawić, że AI będzie służyć wszystkim” – podsumowano.