Cedo Capital nabywa 100% udziałów w spółce Rolfroz. 15 inwestorów z całego świata zaangażowanych w projekt

Cedo Capital, fundusz założony przez Monikę Wincel, nabył 100% udziałów w spółce Rolfroz – krajowym liderze w przetwórstwie i sterylizacji warzyw. To jedna z największych dotychczas transakcji typu search fund w Europie. W przedsięwzięciu wzięło udział 15 inwestorów z całego świata.

Rolfroz – 30 lat sukcesów rodzinnego biznesu

Rolfroz to firma rodzinna z ponad 30-letnią historią, specjalizująca się w produkcji warzyw sterylizowanych, marynowanych oraz koncentratów i przecierów pakowanych aseptycznie. Spółka osiąga przychody sięgające blisko 100 mln PLN i jest strategicznym partnerem dla wielu wiodących marek spożywczych w Polsce i za granicą.

Dzięki długoterminowej polityce zakupowej Rolfroz współpracuje z ponad 150 gospodarstwami rolnymi w województwie kujawsko-pomorskim i centralnej Polsce, budując trwałe relacje, a co za tym idzie aktywnie wspierając lokalne rolnictwo. Firma wyróżnia się stabilnością, wysokimi standardami jakości potwierdzonymi certyfikatami rozpoznawalnymi w kraju i za granicą oraz dużym potencjałem rozwoju, wpisując się w globalne trendy konsumenckie i konsolidację rynku spożywczego. To krajowy lider na rynku warzyw sterylizowanych, z własnym laboratorium.

Nowy rozdział dzięki modelowi search fund

Cedo Capital, pierwszy i jedyny w Polsce search fund prowadzony przez kobietę, został wybrany przez właścicieli Rolfroz – Państwa Renatę i Andrzeja Skorupa – spośród szerokiego grona zainteresowanych inwestorów. Model search fund wyróżnia się tym, że prowadzący fundusz nie jest jedynie inwestorem kapitału, ale aktywnie obejmuje zarządzanie spółką. Dzięki temu właściciele sprzedając 100% udziałów mogli jednocześnie zapewnić spółce sukcesję i ciągłość działania.

Monika Wincel, założycielka Cedo Capital i nowa prezes zarządu Rolfroz, komentuje: Rolfroz to stabilny biznes rodzinny zbudowany przez dwa pokolenia rodziny Skorupa i świetny zespół pracowników. Firma ma wyjątkową historię i mocną reputację – czuję się zaszczycona, że mogę kontynuować ten dorobek i rozwijać go dalej. Naszym celem jest połączenie wartości i jakości, które są fundamentem Rolfroz, z nowymi kierunkami wzrostu. W planach mamy inwestycje w zrównoważoną bazę produkcyjną oraz przyspieszenie ekspansji w Polsce i na rynkach zagranicznych. Wraz z zespołem chcemy wykorzystać sprzyjające warunki i nadać firmie nową dynamikę. Jestem wdzięczna Państwu Skorupa za zaufanie oraz moim inwestorom z całego świata za wsparcie. Mam nadzieję, że nasza historia stanie się inspiracją dla kolejnego pokolenia searcherów i przedsiębiorców stojących przed wyzwaniem sukcesji.”

Renata i Andrzej Skorupa, byli właściciele Rolfroz, dodają: „Spośród szerokiego grona inwestorów zainteresowanych przejęciem Rolfroz wybraliśmy Cedo Capital i Panią Monikę Wincel. Zdecydowały o tym dwie rzeczy. Po pierwsze – nasze zaufanie do Pani Moniki, jej kompetencji i wizji rozwoju firmy. Dla nas, jako właścicieli, było kluczowe, aby mieć pewność, że ciężka praca wielu lat, renoma i zespół, które zbudowaliśmy, zostaną utrzymane i rozwijane. Po drugie – unikalna struktura akwizycji typu search fund. W tym modelu prowadzący fundusz nie jest jedynie inwestorem, lecz aktywnie przejmuje zarządzanie firmą. To pozwoliło nam przekazać 100% udziałów i dokonać sukcesji, przy jednoczesnym wdrożeniu przemyślanego planu rozwoju, który zapewni ciągłość dla klientów, pracowników i dostawców. Długi okres przejściowy, w którym będziemy pracować ramię w ramię z Panią Moniką, pozwoli zadbać o płynne wejście spółki w nowy etap. Atutem modelu search fund jest możliwość poznania przyszłego prezesa i zyskania pewności, że firma trafi w dobre ręce. Model search fund zrobił na nas duże wrażenie i uważamy, że może być realną szansą dla wielu polskich przedsiębiorców.”

W ten projekt zaangażowanych jest 15 uznanych inwestorów z całego świata, którzy zaufali biznesowej wizji i profesjonalizmowi Moniki Wincel i funduszu Cedo Capital.

„Cedo Capital i jego transakcja w Rolfroz to modelowy przykład, jak powinien funkcjonować search fund. Przez cały proces przygotowania transakcji byłam pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu i determinacji Moniki i z radością dołączam do tego projektu. Rozwój inwestycji typu search fund to, mam nadzieję, przyszłość rynku małych inwestycji w Europie Środkowej. Ten model doskonale odpowiada na wyzwania sukcesji wśród polskich przedsiębiorców, wypełniając lukę pozostawioną przez klasyczne fundusze. Search fundy są bliskie ideom ESG i impact investing, otwierając drogę dla nowej generacji przedsiębiorców – znakomicie wykształconych, innowacyjnych i gotowych na operacyjne zarządzanie. Jestem przekonana, że odegrają ważną rolę w budowaniu wartości dla inwestorów.” – podsumowuje Monika Nachyła, inwestorka Cedo Capital i Przewodnicząca Rady Nadzorczej spółki.

Pokolenie Z: pewni swoich kompetencji, ale nie swoich szefów

Aż 91% przedstawicieli Pokolenia Z uważa, że posiada odpowiednie kwalifikacje do wykonywania swoich obowiązków. To generacja świadoma swojej wartości – blisko 7 na 10 Zetek uważa, że znalazłoby nową pracę spełniającą ich oczekiwania w ciągu zaledwie sześciu miesięcy. Choć 76% mężczyzn i 66% kobiet z Gen Z dostrzega w swoich firmach realne możliwości rozwoju kariery, w tym awansu, oczekiwania wobec pracodawców są znacznie wyższe. Aż 36% Zetek nie ufa dziś swoim przełożonym.

Młode talenty w Polsce, mimo odczuwanego stresu, deklarują lepsze poczucie wellbeingu, satysfakcji oraz większe poczucie zawodowej stabilności niż ich rówieśnicy na świecie. 71% przedstawicieli tego pokolenia pozytywnie ocenia swój poziom wellbeingu, o 4 pp. więcej niż średnia globalna. Satysfakcję z pracy odczuwa 61%, nieznacznie przewyższając globalny poziom (60%). Z kolei 81% czuje się pewnie na rynku pracy oraz u obecnego pracodawcy, co również przewyższa globalną średnią o 1 punkt procentowy.

Stres towarzyszy młodym, ale nie odbiera im zaangażowania

Generacja Z, obejmująca osoby w wieku 18-27 lat, to grupa najmocniej odczuwająca presję w środowisku zawodowym – aż 61% kobiet i 55% mężczyzn z tego pokolenia w Polsce deklaruje, że codziennie doświadcza silnego stresu. Stanowi to najwyższy wynik wśród wszystkich badanych pokoleń. Mimo wysokiego poziomu stresu, przedstawiciele generacji Z dostrzegają cel swojej pracy, bo aż 82% kobiet i 84% mężczyzn z tej grupy uważa swoją pracę za znaczącą. Dodatkowo 72% kobiet i aż 89% mężczyzn pokolenia Z deklaruje, że ich wartości pokrywają się z tymi, które reprezentuje pracodawca.

– Pokolenie Z weszło na rynek pracy w czasie wyjątkowej niepewności gospodarczej, dynamicznych zmian technologicznych i niestabilnych modeli zatrudnienia. To generacja, która dorastała w świecie ciągłych porównań w mediach społecznościowych i presji szybkich sukcesów. Stres potęguje również brak stabilnych wzorców. Gen Z wie, że przysłowiowa bezpieczna praca do emerytury jest dziś raczej wyjątkiem niż regułą. Dla młodych wellbeing to nie dodatek, a podstawa ich satysfakcji i zaangażowania. Bardzo ważne jest oferowanie elastyczności w zakresie miejsca, czasu i formy pracy, tak, by mogli harmonijnie łączyć życie zawodowe i prywatne. Równie istotna jest przejrzysta komunikacja i dawanie poczucia wpływu na decyzje, które dotyczą zespołu czy organizacji. Silnym filarem wellbeingu są też możliwości rozwoju, w tym jasne ścieżki kariery, regularny feedback i partnerskie podejście liderów, które sprawiają, że młodzi czują się docenieni i widzą sens swojej pracy – mówi Dominika Winograd, dyrektor ds. doskonałości operacyjnej w ManpowerGroup.

– Silne poczucie sensu i zgodność wartości z pracodawcą zdecydowanie wzmacniają odporność na stres. Praca, która ma znaczenie, pozwala młodym angażować się mimo presji. Jednak nie jest to rozwiązanie wystarczające, samo poczucie sensu pracy nie zastąpi konkretnych działań organizacji. Jeśli firmy nie wdrożą systemowych rozwiązań wspierających dobrostan, ryzyko wypalenia zawodowego pozostaje bardzo realne, zwłaszcza wśród najbardziej zaangażowanych i lojalnych pracowników, którzy paradoksalnie najczęściej biorą na siebie największą odpowiedzialność i obciążenia – podkreśla ekspertka ManpowerGroup.

Satysfakcja zawodowa w cieniu niepewności

Co trzeci młody mężczyzna (32%) deklaruje niskie poczucie stabilności zawodowej. W przypadku kobiet z pokolenia Z odsetek ten wynosi 42%. Zaufanie do przełożonego, będące jednym z filarów satysfakcji z pracy, również wypada słabiej – wyraża je 60% mężczyzn i zaledwie 53% kobiet z pokolenia Z, co stanowi najniższy wynik w porównaniu do innych generacji.

– Niskie poczucie stabilności to efekt obserwacji niestabilnego rynku pracy. Młodzi widzą, że redukcje i zmiany organizacyjne często dotykają osób z krótszym stażem. Jednocześnie wierzą, że pozostając w organizacji, mogą rozwijać się i awansować. To swoisty paradoks, pewność co do własnych kompetencji i możliwości rozwoju współistnieje z obawą o przyszłość zatrudnienia. Dla Zetek przełożony jest realnym obliczem firmy. To on buduje, albo podważa poczucie bezpieczeństwa i lojalności wobec organizacji. Młodzi oczekują szczerości, partnerstwa i otwartego dialogu. Brak zaufania do lidera przekłada się bezpośrednio na spadek zaangażowania i szybszą decyzję o zmianie pracy –zaznacza Dominika Winograd.

Gen Z nie traci wiary we własne kompetencje

Aż 65% przedstawicieli Pokolenia Z wierzy, że w ciągu zaledwie sześciu miesięcy byłoby w stanie znaleźć nową pracę, która spełnia ich oczekiwania. Ta gotowość do zmian wynika z silnego przekonania o własnych kompetencjach – aż 86% młodych mężczyzn i 97% kobiet z tej grupy uważa, że posiada odpowiednie doświadczenie i umiejętności, by efektywnie wykonywać swoje obowiązki zawodowe. Poczuciu pewności siebie towarzyszy również przekonanie o możliwościach dalszego rozwoju – aż 76% młodych mężczyzn i 66% kobiet z Pokolenia Z dostrzega w swojej organizacji szansę na awans lub zmianę stanowiska. Istotnym czynnikiem wzmacniającym przekonanie o własnych możliwościach wśród przedstawicieli generacji Z jest także swobodne korzystanie z najnowszych technologii branżowych, deklaruje je 73% mężczyzn i 84% kobiet z tej grupy.

– Na pewność siebie Gen Z składa się kilka czynników, w tym naturalna biegłość cyfrowa, łatwy dostęp do wiedzy online oraz wychowanie w kulturze wzmacniającej poczucie własnej wartości. Młodzi pracownicy są przekonani, że szybko nadrobią braki kompetencyjne, a w razie potrzeby bez problemu znajdą nową pracę. To daje im dużą swobodę w podejściu do kariery, choć czasem prowadzi do przeceniania swoich możliwości względem realnych wymagań rynku. Warto też zauważyć, że szczególnie kobiety z pokolenia Z coraz częściej deklarują wysoką wiarę we własne kompetencje – to przełom w porównaniu z poprzednimi generacjami, gdzie kobiety rzadziej deklarowały tak silne przekonanie o swojej wartości zawodowej – podsumowuje ekspertka ManpowerGroup.

Badanie ManpowerGroup „Globalny Barometr Talentów 2025” zostało przeprowadzone w dniach od 14 marca do 11 kwietnia 2025 roku. Objęło ponad 13 000 pracowników z 19 krajów na całym świecie, w tym blisko 500 respondentów z Polski.

Europejskie firmy pod presją ceł USA – elastyczność kluczowa dla przetrwania

Ostatnie miesiące pokazują, że europejskie i polskie przedsiębiorstwa wchodzą w okres, w którym kluczowe stają się elastyczność i zdolność do szybkiego reagowania na zmieniające się warunki rynkowe. Wprowadzone przez amerykańską administrację taryfy handlowe nie pozostają bez wpływu na gospodarkę Starego Kontynentu – choć wprost uderzają głównie w największych graczy globalnego handlu, takich jak Chiny czy Indie, to pośrednio oddziałują również na Europę. Zgodnie z analizami Biura Maklerskiego Banku BNP Paribas, ustalone na poziomie 15% stawki celne dla strefy euro, w połączeniu ze stagnacją niemieckiej gospodarki oraz polityczną niepewnością we Francji, mogą w kolejnych kwartałach osłabiać tempo wzrostu gospodarczego.

W rezultacie europejskie firmy muszą liczyć się z otoczeniem, w którym rośnie ryzyko kosztowe i handlowe, a przepływy towarów i kapitału podlegają coraz częstszym zakłóceniom. Polska, choć relatywnie mniej narażona na skutki spadku popytu związanego z taryfami – z uwagi na niski udział eksportu bezpośrednio do USA – odczuwa presję wynikającą z globalnego otoczenia. Warto zauważyć, że w ostatnich kwartałach dynamika krajowego PKB była w dużej mierze wspierana przez konsumpcję, napędzaną realnym wzrostem dochodów i stabilizacją inflacji. Z kolei inwestycje, po okresie wyraźnego wzrostu, ponownie zaczęły wykazywać oznaki spowolnienia. Kluczowe dla utrzymania równowagi w gospodarce będą decyzje Rady Polityki Pieniężnej, które wyznaczą kierunek krajowych stóp procentowych. Przy utrzymującej się dodatniej realnej stopie procentowej można spodziewać się, że poziom oszczędności gospodarstw domowych pozostanie stabilny, co jednak nie rozwiązuje problemów firm mierzących się z opóźnieniami w płatnościach czy zmiennością popytu.

Skutki wyższych kosztów importu

Dodatkowym czynnikiem wspierającym polski rynek pozostaje napływ funduszy europejskich. Szacuje się, że w drugiej połowie bieżącego roku transfer środków do końcowych beneficjentów przyspieszy, a do rozdysponowania pozostanie ponad 80 mld zł grantów. Warto jednak pamiętać, że w praktyce tempo wykorzystania tych środków jest zróżnicowane, a dla wielu przedsiębiorstw znaczenie mają nie tylko dotacje, lecz także dostęp do preferencyjnych pożyczek czy bieżąca płynność finansowa. W sytuacji, gdy część kontrahentów może odczuwać skutki wyższych kosztów importu, opóźnienia w regulowaniu należności mogą stać się dla firm realnym wyzwaniem.

Europejska gospodarka będzie w kolejnych kwartałach zmagać się ze sprzecznymi impulsami – z jednej strony działać będą czynniki wspierające, takie jak poprawa realnych dochodów, utrzymywanie łagodnych warunków finansowania czy zwiększone wydatki fiskalne, szczególnie w Niemczech i Hiszpanii. Z drugiej jednak strony nie można ignorować presji wynikającej z globalnych napięć handlowych oraz konieczności dostosowywania się do nowych szlaków wymiany. Zmiany w przepływach towarów, widoczne choćby w przekierowywaniu części eksportu azjatyckiego na rynki poza USA, będą oddziaływać na europejskie firmy w postaci rosnącej konkurencji oraz zmienności cen surowców.

W tym otoczeniu dla przedsiębiorstw kluczowe staje się zarządzanie ryzykiem, a w szczególności utrzymanie stabilności finansowej. Wysoka zmienność wskaźników makroekonomicznych, możliwe spowolnienie w 2026 roku oraz niepewność związana z dalszym kształtem polityki handlowej to elementy, które zwiększają wagę decyzji o zapewnieniu płynności. Nie chodzi jedynie o zdolność do realizacji bieżących zobowiązań, lecz także o możliwość szybkiego wykorzystania szans rynkowych, które mogą pojawić się w niejednorodnym otoczeniu gospodarczym. Elastyczność finansowa staje się więc jednym z najważniejszych zasobów, pozwalających firmom nie tylko przetrwać, ale też budować przewagę konkurencyjną w czasach, gdy stabilność otoczenia gospodarczego jest ograniczona.

Autor: Paweł Kacprzak, Członek zarządu BNP Paribas Faktoring

Polacy częściej sięgają po pożyczki – najnowsze statystyki BIK

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) opublikowało najnowsze dane dotyczące sprzedaży na rynku instytucji pożyczkowych. Wynika z nich, że w sierpniu 2025 r. firmy pożyczkowe odnotowały wyraźny wzrost sprzedaży zarówno w segmencie pożyczek gotówkowych, jak i ratalnych.

Pożyczki gotówkowe krótkoterminowe dominują w wartości rynku

Największy udział w rynku utrzymały pożyczki gotówkowe na okres do 60 dni. W sierpniu udzielono ich 464 tys., co oznacza wzrost o 7,6% rok do roku. Łączna wartość sprzedaży sięgnęła 1,151 mld zł, czyli o 20,9% więcej niż w sierpniu 2024 r. Pożyczki te stanowiły 72,3% wartości i 86,2% liczby wszystkich pożyczek gotówkowych udzielonych w tym miesiącu.

Średnia kwota nowo udzielonej pożyczki krótkoterminowej wyniosła 2 729 zł i była o 11,8% wyższa niż rok wcześniej. W okresie od stycznia do sierpnia 2025 r. liczba takich pożyczek wyniosła 3,657 mln (+14,6% r/r), a ich wartość 8,75 mld zł (+28,9% r/r).

Rosnący popyt na pożyczki długoterminowe

Równolegle wzrosła sprzedaż pożyczek gotówkowych udzielanych na okres powyżej 60 dni. W sierpniu udzielono ich 74 tys. na łączną kwotę 441 mln zł, co oznacza wzrost o 7,4% w ujęciu liczbowym i o 16,6% wartościowo r/r. Średnia kwota takiej pożyczki wyniosła 6 004 zł, czyli o 8,5% więcej niż rok wcześniej.

W okresie styczeń–sierpień 2025 r. liczba udzielonych pożyczek długoterminowych sięgnęła 608 tys. (+19,3%), a ich łączna wartość wyniosła 3,527 mld zł (+28,3%).

Pożyczki ratalne rosną liczbowo, ale maleją kwotowo

Dużą dynamikę odnotował również segment pożyczek ratalnych, które finansują zakupy towarów i usług. W sierpniu firmy pożyczkowe udzieliły 873 tys. takich pożyczek (+27,5% r/r), o łącznej wartości 582 mln zł (+15,6% r/r).

Średnia wartość pożyczki ratalnej spadła jednak do 667 zł, czyli o 9,3% mniej niż rok wcześniej. Oznacza to, że klienci częściej korzystali z finansowania zakupów na niższe kwoty. W okresie styczeń–sierpień 2025 r. udzielono 6,820 mln pożyczek ratalnych (+25,0%), o wartości 4,567 mld zł (+16,4%).

Struktura rynku bez zmian

W ujęciu liczbowym, podobnie jak w poprzednich miesiącach, dominowały pożyczki ratalne. Natomiast pod względem wartości sprzedaży wyraźnie przeważały pożyczki gotówkowe – zarówno te krótkoterminowe, jak i długoterminowe. To charakterystyczna cecha polskiego rynku pożyczek pozabankowych, utrzymująca się od lat.

Dlaczego szpitale stały się celem numer jeden dla cyberprzestępców?

Największe straty finansowe na skutek cyberataków ponosi sektor zdrowotny – przeciętne naruszenie bezpieczeństwa może kosztować niemal 10 mln dolarów[1]. Specjaliści z Palo Alto Networks alarmują, że polskie placówki medyczne coraz częściej znajdują się w niechlubnych statystykach m.in. z powodu przestarzałego oprogramowania ochronnego i niezabezpieczonego sprzętu medycznego. Ostatni głośny incydent dotyczył szpitala MSWiA w Krakowie z marca bieżącego roku, w wyniku którego placówka musiała wstrzymać przyjęcia na oddział[2].

Gdyby trzeba było wskazać konkretny punkt startowy dla masowej cyfryzacji, to mógłby to być  początek pandemii COVID-19. Wówczas upowszechniła się nie tylko praca zdalna, ale również zdalnie wykonywane rozmowy rekrutacyjne, spotkania, a także tzw. telemedycyna. Wraz ze wzrostem stopnia digitalizacji coraz szybciej rosła także liczba cyberataków na cały polski sektor ochrony zdrowia, osiągając w 2024 roku aż 1028 incydentów[3].

Dlaczego cyberprzestępcy atakują szpitale?

Cyberprzestępcy wiedzą, że życie ludzkie jest bezcenne i władze zaatakowanego szpitala będą gotowe zapłacić każde pieniądze w ramach okupu, aby jak najszybciej odzyskać kontrolę nad utraconymi danymi lub systemami. Atakom sprzyja też stosunkowo łatwa monetyzacja wrażliwych danych. Już pojedynczy plik z danymi skradzionymi z placówki medycznej może być wart nawet 250 tysięcy dolarów, jeśli cyberprzestępcy zechcą upłynnić go na czarnym rynku[4].

Sektor medyczny w Polsce wymaga zatem jak najszybszej i jak najszerzej zakrojonej modernizacji w zakresie zabezpieczeń. Zarówno publiczne, jak i prywatne placówki borykają się z przestarzałymi procedurami, nieaktualizowanym oprogramowaniem ochronnym i niedostatecznym poziomem świadomości pracowników, co sprzyja kolejnym incydentom. Z badań Palo Alto Networks wynika, że intruzi mogą w mniej niż 14 godzin uzyskać dostęp do organizacji, wyodrębnić 2,5 terabajta danych i wdrożyć oprogramowanie ransomware na prawie 10 000 punktów końcowych. Taki scenariusz ataku przeprowadzony na jednostkę służby zdrowia postawiłby ją w bardzo trudnej sytuacji.

„Kiedy cyberprzestępcy znajdą nową lukę w zabezpieczeniach, to wykorzystują ją zaledwie w ciągu kilku godzin, podczas gdy zespoły ds. bezpieczeństwa potrzebują średnio około sześciu dni, aby zareagować na alert. Ta dysproporcja jest alarmująca, zwłaszcza w przypadku organizacji posiadających poufne i wartościowe dane. Zawieszenie pracy szpitala, manipulowanie danymi lub ich kradzież i groźby ujawnienia mogą w najpoważniejszych przypadkach zagrozić zdrowiu i życiu pacjentów. Dlatego tak ważne jest proaktywne wdrażanie najnowocześniejszych platform, które mogą powstrzymać coraz trudniejsze do opanowania i skoordynowane kampanie cyberprzestępców” – mówi Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo Wschodniej.

Jak wypada polski sektor medyczny na tle innych krajów?

Sektor zdrowotny jest trzecią najczęściej atakowaną branżą w Polsce[5]. To rodzi bardzo poważne obawy o bezpieczeństwo milionów pacjentów w całym kraju, a także wywołuje potrzebną dyskusję na temat usprawnienia ochrony sektora. Doświadczenia innych krajów dowodzą, że nie tylko polska branża medyczna mierzy się z poważnym i narastającym problemem cyberataków.

Oficjalne reakcje i środki zaradcze: regulacje, inwestycje, inicjatywy rządowe

Przykłady zuchwałych cyberataków wymierzonych w sektor zdrowotny najlepiej pokazują, jak duża jest skala problemu i uzasadniają systemowe rozwiązania proponowane przez Unię Europejską, takie jak choćby dyrektywa NIS2. Niestety już w 2024 roku pojawiały się głosy, że duża część placówek medycznych będzie potrzebowała aż 6 miesięcy, aby wdrożyć założenia dyrektywy[6].

Oprócz nowych regulacji potrzebne są również programy inwestycyjne. Ministerstwo Cyfryzacji poinformowało w maju tego roku, że część z 28 milionów złotych z KPO trafi do branży ochrony zdrowia (Centrum e-Zdrowia), aby zwiększyć jej cyberbezpieczeństwo[7].

Polska ze względu na swoje położenie geograficzne i bieżącą sytuację geopolityczną stara się przewidywać i reagować na potencjalne zagrożenia. Świadczy o tym choćby rozwijanie Zespołów Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego (CSIRT GOV). Ich zadaniem jest przeciwdziałanie i neutralizowanie cyberzagrożeń. Na rzecz sektora ochrony zdrowia działa CSIRT CeZ.

„CSIRT CeZ udostępnia placówkom medycznym specjalny formularz zgłoszeniowy, który służy do informowania o wszelkich incydentach cyberbezpieczeństwa. To bardzo dobry krok w stronę poprawy bezpieczeństwa danych pacjentów i sprzętu używanego w placówkach medycznych. Niestety rosnąca powierzchnia ataków nie idzie w parze ze zmianami organizacyjnymi i kadrowymi w organizacjach. Praktyka pokazuje, że wciąż większość placówek nie posiada w swoich strukturach wykwalifikowanego zespołu ds. cyberbezpieczeństwa[8]. Potrzeba regularnych szkoleń dla pracowników sektora, podczas których będą mogli przyswoić co najmniej podstawową wiedzę, jak rozróżnić podrobionego maila od prawdziwej wiadomości albo jak rozpoznać fałszywą stronę internetową. Medycy wiedzą doskonale, że lepiej zapobiegać niż leczyć, w związku z czym z naszej perspektywy dobrze sprawdzą się szkolenia dla personelu, po których prowadzone są tzw. symulowane cyberataki mające na celu zweryfikować wiedzę i czujność pracowników po zakończeniu szkolenia teoretycznego” – podkreśla Szef zespołu ds. rozwiązań technicznych Palo Alto Networks w Europie Środkowo Wschodniej.

Centrum e-Zdrowia w badaniu z marca bieżącego roku wskazuje, że niemal 70% ankietowanych z sektora medycznego podkreśla, że jedną z kluczowych potrzeb w zakresie cyberbezpieczeństwa jest odporność na cyberataki. Z kolei niemal 65% badanych zgłasza potrzebę zwiększania świadomości personelu na temat ryzyk dot. zagrożeń informatycznych[9]. Działania w kierunku cyberochrony podejmowało zaledwie niecałe 48% badanych placówek, co najlepiej pokazuje, jak wiele jest do zrobienia w polskim sektorze medycznym[10].

Zautomatyzowane zabezpieczenia stają się nowym trendem wśród osób podejmujących decyzje w placówkach opieki zdrowotnej[11]

Sztuczna inteligencja staje się niezbędnym elementem strategii cyberochrony, biorąc pod uwagę jej zdolność do gromadzenia informacji o zagrożeniach oraz ich wykrywania, a przede wszystkim ochrony przed potencjalnymi atakami, do których cyberprzestępcy również wykorzystują AI. Jednakże samo wdrożenie systemów obrony opartych na AI to tylko jedna strona medalu. Potrzeba również wykwalifikowanego personelu zdolnego obsługiwać i utrzymywać takie rozwiązania. Między innymi z tego powodu firmy coraz bardziej potrzebują pracowników z kompetencjami w zakresie obsługi sztucznej inteligencji.

Z drugiej strony, występowanie licznych luk w zabezpieczeniach wynika często z posiadania zbyt wielu różnych rozwiązań ochronnych w organizacji, które nie są we właściwy sposób administrowane i monitorowane. Placówki medyczne potrzebują zarówno sposobów na uzupełnianie braków kadrowych, jak i skuteczną obsługę szerokiego spektrum narzędzi cyberbezpieczeństwa i analizy danych przez nie generowanych.

Problemy takie mogą być ograniczone dzięki konsolidacji systemów i automatyzacji. Są to podstawowe korzyści płynące z platformizacji – kluczowego elementu każdej nowoczesnej strategii cyberbezpieczeństwa, który pozwala organizacjom zachować bezpieczeństwo i zgodność z przepisami przy jednoczesnym ograniczaniu liczby rozproszonych rozwiązań i systemów bezpieczeństwa. Dzięki integracji narzędzi w ramach jednej platformy organizacje mogą korzystać z najlepszych w swojej klasie i innowacyjnych systemów, takich jak np. usługi bezpieczeństwa dostarczane w modelu „software as a service” (SaaS) przez producenta zabezpieczeń (CDSS), zautomatyzować obsługę incydentów i przyspieszyć czas od wykrycia do remediacji zagrożenia.

„Biorąc pod uwagę presję, jaka obecnie spoczywa na zespołach ds. bezpieczeństwa, podejście platformowe nie tylko zapewnia dostęp do najnowocześniejszych narzędzi, ale także umożliwia optymalne planowanie pracy w zespołach. Pierwsze udokumentowane przykłady optymalizacji osiągniętych dzięki platformowemu podejściu do cyberbezpieczeństwa już są. Nuffield Health największa brytyjska organizacja charytatywna posiadająca sieć ponad 37 szpitali, dzięki wykorzystaniu rozwiązań opartych na platformie zredukowała koszty utrzymania bezpiecznej infrastruktury aż o 50%, jednocześnie wzmacniając ochronę ponad 1000 punktów końcowych za pomocą zautomatyzowanej obsługi alertów. Korzyści płynące z platformizacji są tym cenniejsze, że według badań Palo Alto Networks aż 80% firm, które nie mają wdrożonego podejścia platformowego, deklaruje, że nie jest w stanie skutecznie poradzić sobie z ogromną liczbą zagrożeń i ataków[12] – mówi Wojciech Gołębiowski.

Niezbędne inwestycje i budowanie świadomości pracowników sektora

Postępująca od kilku lat cyfryzacja dotarła również do sektora zdrowotnego. Pewne procesy w tym obszarze wywołała i przyspieszyła pandemia COVID-19. Digitalizacja usług medycznych i wprowadzanie cyfrowych narzędzi do diagnostyki to krok w dobrą stronę, jednak bezpieczeństwo danych pacjentów nigdy w historii nie było wystawione na równie poważną próbę. Cyberprzestępcy szybko dostrzegli, że ta wysoce wrażliwa branża jest niemalże pozbawiona zaawansowanych środków ochrony przed cyberatakami, a pracownicy sektora nie są przygotowani do rozpoznawania zagrożeń. W połączeniu z dużą ilością cennych danych branża medyczna stanowi potencjalne źródło łatwego zarobku dla cyberprzestępców.

Skala cyberataków na sektor opieki zdrowotnej szybko rośnie. Pomocna byłaby lepsza wymiana informacji i najlepszych praktyk między różnymi krajami Unii Europejskiej, a także silne partnerstwa publiczno-prywatne.

Raport Palo Alto Networks z 2024 r. ujawnił, że szacowany średni koszt usunięcia pojedynczego naruszenia dla podłączonego zasobu w środowisku OT/Internet of Things (IoT) wynosi od 8 do nawet 44 tysięcy euro[13]. Oznacza to, że placówki medyczne stawiające cyberbezpieczeństwo na szczycie listy priorytetów, mogą uniknąć bardzo poważnych kosztów wynikających ze skutków naruszeń ochrony. To ważne szczególnie w polskim sektorze medycznym, który boryka się z problemem niedofinansowania, zatem każda złotówka niewydana na naprawienie zaatakowanej infrastruktury mogłaby zostać przeznaczona na inne cele ważne dla  sektora.

[1] Cost of a data breach 2024 | IBM, s. 10

[2] Rośnie liczba cyberataków na sektor medyczny. MZ przeznaczy 4,3 mld zł na cyfrową transformację

[3] CSIRT CeZ ostrzega: wzrasta liczba incydentów cyberbezpieczeństwa w ochronie zdrowia | Centrum e-Zdrowia

[4] Ataki na sektor medyczny w Polsce: trendy i zagrożenia – CRN

[5] Rośnie liczba cyberataków na sektor medyczny. MZ przeznaczy 4,3 mld zł na cyfrową transformację

[6] Blog OSOZ – NIS2 w placówkach zdrowia. „Wdrożenie zajmie pół roku”

[7] Inwestycje w cyberbezpieczeństwo – 28 mln zł dla zdrowia i energii – Ministerstwo Cyfryzacji – Portal Gov.pl

[8] VIII Edycja Badania stopnia informatyzacji podmiotów wykonujących działalność leczniczą, s. 15

[9] VIII Edycja Badania stopnia informatyzacji podmiotów wykonujących działalność leczniczą, s. 70

[10] VIII Edycja Badania stopnia informatyzacji podmiotów wykonujących działalność leczniczą, s. 71

[11] Cybersecurity Transformation in Healthcare

[12] IBM and Palo Alto Networks Find Platformization is Key to Reduce Cybersecurity Complexity

[13] State of OT Security Report 2024 – Palo Alto Networks

Pierwszy w pełni polski instrument badawczy poleciał w kosmos na pokładzie misji IMAP

Z Kennedy Space Center na Florydzie wystartowała misja IMAP (Interstellar Mapping and Acceleration Probe), realizowana przez NASA. Na pokładzie rakiety SpaceX Falcon 9, obok dziewięciu innych instrumentów naukowych, znalazł się GLOWS – pierwszy w pełni polski instrument badawczy opracowany przez naukowców z Centrum Badań Kosmicznych PAN. To przełomowy moment w historii rodzimego sektora kosmicznego.

W uroczystości na Florydzie uczestniczyła podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, prof. Maria Mrówczyńska. – Dziś razem z naszymi partnerami z NASA celebrujemy wyniesienie misji IMAP z polskim instrumentem na pokładzie. Słyszymy od naszych partnerów wyrazy uznania i wdzięczności dla polskich naukowców i inżynierów. Mam nadzieję, że ta misja będzie inspiracją dla naszych studentów do wyboru ścieżki naukowej – podkreśliła wiceminister.

GLOWS – symbol determinacji i partnerstwa

Instrument GLOWS (Global Solar Wind Structure) to efekt wieloletniej pracy zespołu naukowców i inżynierów z CBK PAN oraz ich współpracy z NASA. – To historia ogromnej determinacji, mozolnej pracy badawczej i niezłomnej wiary w sukces. Widzimy, że można być naukowcem w Polsce i współpracować z NASA na zasadzie partnerstwa – zaznaczył Michał Doligalski, dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju w MNiSW, podczas uroczystości w Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Znaczenie misji dla Polski

Dyrektor CBK PAN, prof. Piotr Orleański, zwrócił uwagę na znaczenie wsparcia instytucji publicznych: – Bez pomocy ministerstwa realizacja tej misji byłaby niemożliwa. Towarzyszyli nam na każdym etapie, wspierając zarówno finansowo, jak i merytorycznie, co pozwoliło skutecznie przeprowadzić cały proces – powiedział.

IMAP – cel misji

Misja IMAP ma na celu zbadanie interakcji pomiędzy wiatrem słonecznym a przestrzenią międzygwiezdną. Dzięki instrumentowi GLOWS Polska wnosi własny, unikalny wkład w międzynarodowe badania kosmiczne, zyskując silną pozycję w globalnej współpracy naukowej.

Start misji i wyniesienie instrumentu GLOWS stanowią historyczne wydarzenie – symbol zdolności polskich naukowców do uczestniczenia w najbardziej prestiżowych projektach badawczych na świecie.

Ponad 2 mld zł na łączność dla programu WISŁA

24 września 2025 r. w Zegrzu, w siedzibie Wojskowych Zakładów Łączności Nr 1 S.A., podpisano umowę na dostawę 56 Mobilnych Węzłów Łączności (MCC) dla II fazy programu WISŁA. Kontrakt zawarto pomiędzy Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia a Wojskowymi Zakładami Łączności Nr 1 S.A., a jego wartość przekracza 2 miliardy złotych.

Kluczowy element programu WISŁA

Program WISŁA to jeden z najważniejszych projektów modernizacyjnych Sił Zbrojnych RP, zakładający stworzenie wielowarstwowej obrony powietrznej opartej na nowoczesnych technologiach kompatybilnych z systemami NATO. Mobilne Węzły Łączności, które dostarczy WZŁ Nr 1 S.A., zapewnią bezpieczną, szyfrowaną i odporną na zakłócenia komunikację na poziomie taktycznym i operacyjnym.

To jest ważny moment, bo budujemy wielowarstwową obronę powietrzną państwa polskiego – tarczę antydronową i antyrakietową. Z Polski wypływa najlepsza zdolność w komunikowaniu się pomiędzy sensorem a efektorem, co pozwoli skutecznie reagować na zagrożenia ze strony dronów, rakiet czy samolotów – powiedział podczas uroczystości wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.

Harmonogram i zakres dostaw

Umowa przewiduje dostawy 56 węzłów MCC w latach 2027–2030 wraz z pakietem logistycznym i szkoleniowym. Kontrakt jest jednym z największych w historii spółki WZŁ Nr 1 S.A., działającej od blisko 70 lat.

Wsparcie polskiego przemysłu

Minister obrony podkreślił znaczenie kontraktu dla rozwoju polskiego przemysłu zbrojeniowego i gospodarki: – Rząd inwestuje w polską gospodarkę i nowe miejsca pracy. Przemysł zbrojeniowy staje się kołem zamachowym dla wzrostu gospodarczego i bezpieczeństwa kraju. Coraz więcej środków będzie przeznaczanych na systemy dronowe, antydronowe, przeciwrakietowe i przeciwlotnicze.

Zdaniem resortu obrony, inwestycja w krajową infrastrukturę łączności w ramach programu WISŁA nie tylko wzmacnia bezpieczeństwo militarne Polski, ale także wspiera rozwój kompetencji technologicznych i tworzy podstawę do dalszej rozbudowy zdolności obronnych.

Ministerstwo Cyfryzacji inauguruje Zespół ds. wsparcia polskich firm ICT

23 września 2025 r. rozpoczął działalność Zespół ds. wsparcia polskiego sektora ICT (ICTeam), którego głównym celem jest wzmocnienie pozycji rodzimych przedsiębiorstw technologicznych na rynkach zagranicznych. W jego pracach uczestniczą przedstawiciele administracji publicznej, biznesu, środowisk naukowych oraz organizacji branżowych. Zespół ma wypracować trwały i skalowalny model wspierania ekspansji polskich technologii pod wspólną marką „Polish Tech”.

Sektor ICT jest jednym z filarów rozwoju nowoczesnej gospodarki. Dlatego wspólnie z przedstawicielami biznesu, nauki i administracji chcemy wypracować rozwiązania, które pozwolą polskim firmom skuteczniej konkurować na globalnych rynkach – powiedział podczas inauguracji wiceminister cyfryzacji Rafał Rosiński.

ICTeam – forum współpracy

Nowo powołany Zespół powstał z inicjatywy Ministerstwa Cyfryzacji. Jego rolą jest stworzenie platformy współpracy, która umożliwi firmom korzystanie z instrumentów dyplomacji gospodarczej, wsparcia eksportowego oraz działań promujących polskie technologie za granicą.

Tworzymy most między administracją a sektorem prywatnym – most, który pozwala nam wspólnie przekuwać pomysły w realne działania. ICTeam to przestrzeń współpracy, w której słuchamy branży ICT, rozpoznajemy jej potrzeby i razem tworzymy rekomendacje działań odpowiadających wyzwaniom rynku – zaznaczył Krystian Olchowik, dyrektor GovTech Polska.

Kto tworzy Zespół?

ICTeam gromadzi szerokie grono interesariuszy: od największych polskich firm technologicznych po mniejsze, innowacyjne start-upy, szczególnie z sektora cyberbezpieczeństwa. W skład Zespołu wchodzą także przedstawiciele organizacji branżowych, fundacji, think tanków oraz instytucji publicznych zajmujących się wspieraniem innowacji i eksportu.

W prace aktywnie zaangażowały się m.in.:

  • NASK – Państwowy Instytut Badawczy,
  • Centralny Ośrodek Informatyki (COI),
  • Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH),
  • Instytut Łączności.

Obecni są także eksperci akademiccy, co nadaje inicjatywie charakter międzysektorowy i otwiera przestrzeń do wymiany wiedzy oraz doświadczeń.

Najważniejsze wyzwania

Podczas pierwszego spotkania członkowie ICTeam zidentyfikowali kluczowe bariery dla ekspansji zagranicznej polskich przedsiębiorstw ICT. Wśród nich znalazły się m.in.:

  • konieczność wypracowania spójnej strategii rozwoju sektora i wskazania priorytetowych obszarów specjalizacji,
  • wzmocnienie działań promujących polskie technologie oraz budowa rozpoznawalnej marki „Polish Tech”,
  • uproszczenie i dostosowanie procesów regulacyjnych i certyfikacyjnych,
  • lepszy dostęp do instrumentów finansowych wspierających wejście na nowe rynki,
  • rozwój kompetencji specjalistów technicznych i dostosowanie systemu edukacji do potrzeb branży,
  • większe wykorzystanie dyplomacji gospodarczej i sieci placówek zagranicznych do wspierania polskich firm.

Podkreślano również, że rynek krajowy może być trampoliną do ekspansji zagranicznej, a współpraca z międzynarodowymi podmiotami działającymi w Polsce stanowi dla wielu firm ważny krok w zdobywaniu doświadczeń i referencji.

Prace Zespołu będą miały charakter długoterminowy. Planowane są zarówno cykliczne posiedzenia plenarne, jak i spotkania w ramach sekcji roboczych, które będą zajmować się szczegółowymi zagadnieniami. ICTeam ma ambicję stać się trwałym forum współpracy, w którym różne perspektywy – administracyjna, biznesowa i naukowa – spotykają się w jednym celu: rozwoju polskiego sektora technologicznego i zwiększenia jego obecności na rynkach międzynarodowych.

Mex Polska zwiększa przychody i stawia na ekspansję mimo sezonowych trudności

Grupa Mex Polska S.A., holding gastronomiczny notowany na Głównym Rynku GPW, zgodnie z szacunkami zakończyła I półrocze 2025 r. 15-proc. wzrostem skonsolidowanych przychodów rdr, osiągając 56,5 mln zł. Pomimo niesprzyjających warunków pogodowych w sezonie wiosennym oraz kosztów intensywnej planowej ekspansji, spółka utrzymała dodatnią rentowność operacyjną, osiągając zysk EBIT na poziomie 0,6 mln zł. Strata netto wyniosła 0,8 mln zł. Miała ona charakter przejściowy i była skutkiem dynamicznego rozwoju Grupy w ostatnich miesiącach, będąc efektem tzw. „ścieżki dojścia”. Dodatkowo negatywnie na wynik wpłynęła zaskakująco niekorzystna pogoda w maju i czerwcu, co znacząco osłabiło przychody i zyski lokali dysponujących ogródkami gastronomicznymi.

W okresie styczeń–sierpień 2025 r. Grupa uruchomiła sześć nowych lokali, realizując w pełni tegoroczny plan otwarć przewidziany w strategii rozwoju na lata 2024–2028. Wśród nowych lokalizacji znalazły się m.in. restauracja The Mexican we Wrocławiu, koncepty PIZZANOVA i Prosty Temat w Krakowie oraz dwie nowe Pijalnie Wódki i Piwa. Zgodnie z założeniami strategicznymi, Mex Polska planuje utrzymać tempo rozwoju na poziomie co najmniej sześciu nowych otwarć rocznie.

Pomimo wymagającego otoczenia rynkowego i sezonowych trudności związanych z kapryśną wiosną, konsekwentnie rozwijamy skalę działalności, jednocześnie wzmacniając fundamenty długoterminowego wzrostu wartości dla akcjonariuszy. Nowe otwarcia to inwestycja w przyszłą efektywność, która – przy stabilizacji warunków makroekonomicznych – powinna znaleźć odzwierciedlenie w kolejnych okresach. Sprzyja temu stabilny model biznesowy, starannie dobierane lokalizacje oraz systematyczna realizacja planu ekspansji, tworząc solidną podstawę do dalszego zwiększania przychodów i poprawy rentowności w średnim i długim horyzoncie.  – podkreśla Dariusz Kowalik, członek zarządu i dyrektor finansowy Mex Polska S.A.

Na koniec czerwca 2025 r. skonsolidowany zysk brutto na sprzedaży ukształtował się na poziomie 5,1 mln zł, a kapitał własny opiewał na 15 mln zł.

Nowa marka w portfelu i odświeżenie flagowego konceptu

Podczas prezentacji wyników finansowych zaplanowanej na czwartek, 25 września o godz. 11:00 (ul. Nowogrodzka 27, Warszawa), zarząd Grupy przedstawi szczegółowe dane za I półrocze 2025 r., a także zaprezentuje nową koncepcję gastronomiczną rozwijaną wewnątrz Grupy. Spółka omówi również rozpoczęty niedawno proces odświeżenia jednej ze swoich najbardziej rozpoznawalnych marek – Pijalni Wódki i Piwa – dostosowując jej format i ofertę do zmieniających się trendów konsumenckich oraz oczekiwań młodszych grup odbiorców.

UODO podejmuje dalsze działania przeciwko nadużyciom w reklamach internetowych

0

Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO) intensyfikuje działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa użytkowników mediów społecznościowych. Prezes UODO, Mirosław Wróblewski, we współpracy z Irlandzką Komisją Ochrony Danych (Data Protection Commission, DPC), prowadzi rozmowy z przedstawicielami największych platform internetowych, aby wypracować rozwiązania zwiększające ochronę przed fałszywymi reklamami i nadużyciami związanymi z wykorzystywaniem wizerunku.

Walka z „celeb bait” i deepfake

Jednym z głównych obszarów działań UODO jest zwalczanie zjawiska określanego jako „celeb bait”. Polega ono na wykorzystaniu wizerunku znanych osób lub zwykłych użytkowników mediów społecznościowych bez ich zgody w celach nielegalnych – m.in. do wyłudzania danych osobowych czy pieniędzy. Coraz częściej w tego rodzaju oszustwach stosowane są technologie „deepfake”, czyli obrazy, nagrania audio i wideo generowane przez sztuczną inteligencję, które mogą wprowadzać odbiorców w błąd, sugerując ich autentyczność.

Współpraca z Meta i nowe narzędzia ochronne

W ramach działań prewencyjnych UODO współpracuje z firmą Meta, która wdrożyła specjalne mechanizmy ochrony przed fałszywymi reklamami. Rozwiązanie to opiera się na bazie danych obejmującej profile znanych osób, utworzone na platformach społecznościowych należących do Meta. Jeżeli obraz znajdujący się w bazie zostanie wykryty w reklamie, uruchamiana jest procedura weryfikacyjna prowadząca do usunięcia materiału.

System działa wyłącznie za zgodą zainteresowanych osób. Każdy, kto wyrazi chęć ochrony swojego wizerunku, otrzyma szczegółowe informacje o zasadach działania narzędzia oraz sposobie przechowywania danych.

Jak zgłaszać fałszywe reklamy?

Użytkownicy, którzy zauważą reklamy typu „celeb bait”, mogą zgłosić je bezpośrednio w serwisach Meta. Wystarczy kliknąć trzy kropki obok reklamy, wybrać opcję „Zgłoś reklamę” i postępować zgodnie z instrukcjami.

Dalsza współpraca i ochrona prawna

Prezes UODO zapowiada kontynuację dialogu z operatorami platform społecznościowych oraz inspektorami ochrony danych. Celem jest wypracowanie rozwiązań, które – zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych – realnie zwiększą bezpieczeństwo użytkowników internetu.

Jednocześnie UODO podkreśla, że każda skarga dotycząca naruszeń prawa do ochrony danych osobowych jest rozpatrywana indywidualnie, z zastosowaniem najskuteczniejszych dostępnych środków ochrony prawnej.

Teczki Ofertowe z Logo – Profesjonalna Oferta od Druk-24

Wizerunek firmy zaczyna się od detali. Jednym z nich są teczki ofertowe, które pomagają uporządkować dokumenty i jednocześnie wyróżnić się podczas spotkań biznesowych, konferencji czy szkoleń. W naszej drukarni Druk-24 traktujemy je nie tylko jako praktyczny dodatek biurowy, ale przede wszystkim jako narzędzie budujące prestiż i rozpoznawalność marki.

Kiedy przekazujesz klientowi dokumenty w spersonalizowanej teczce z logo, wysyłasz mu jasny komunikat: „Dbamy o szczegóły, zależy nam na profesjonalizmie i chcemy, abyś czuł się traktowany wyjątkowo”.


Dlaczego warto zamówić teczki ofertowe w naszej drukarni?

Teczki ofertowe to coś więcej niż zwykłe okładki na dokumenty. To wizytówka Twojej firmy, która pracuje za Ciebie, jeszcze zanim klient przeczyta ofertę. Nasza drukarnia Druk-24 zapewnia:

  • Estetykę i profesjonalizm – Twoje materiały zyskują elegancką oprawę, co robi ogromne wrażenie przy pierwszym kontakcie.

  • Indywidualny charakter – personalizowane nadruki, logo czy grafiki związane z Twoją marką sprawiają, że każda teczka staje się nośnikiem reklamy.

  • Wygodę i funkcjonalność – dokumenty są uporządkowane, łatwo dostępne i zabezpieczone przed zniszczeniem.

  • Wsparcie marketingowe – dobrze zaprojektowana teczka ofertowa wzmacnia działania promocyjne i buduje spójny obraz firmy.


Jakie rodzaje teczek oferuje Druk-24?

Jako drukarnia z wieloletnim doświadczeniem wiemy, że różne branże mają różne potrzeby. Dlatego w naszej ofercie znajdziesz:

  • Teczki jednobigowe – lekkie, idealne, gdy przekazujesz niewielką ilość materiałów.

  • Teczki dwubigowe – z grzbietem, mieszczące większą liczbę dokumentów, polecane do obszerniejszych prezentacji.

  • Modele z zamknięciem – na gumkę, rzep czy sznurek, które zwiększają bezpieczeństwo zawartości.

  • Rozwiązania premium – np. teczki skrzydłowe, które podkreślają prestiż oferty w kontaktach B2B.

Każdy z tych wariantów może zostać spersonalizowany zgodnie z Twoją identyfikacją wizualną.


Materiały i wykończenia – jakość, którą doceni każdy klient

Nasza drukarnia korzysta wyłącznie ze sprawdzonych materiałów i nowoczesnych technologii druku. Wybierając teczki ofertowe, możesz zdecydować się m.in. na:

  • papier kredowy – elegancki i uniwersalny,

  • papier ozdobny – nadający prestiżowy charakter,

  • papier kraftowy – modny i ekologiczny,

  • papier z recyklingu – dla firm dbających o środowisko.

Dodatkowe uszlachetnienia, takie jak folia matowa, folia błyszcząca czy lakier UV wybiórczy, zwiększają trwałość i sprawiają, że teczka staje się wyjątkowa. Klienci często zwracają uwagę na takie detale – dzięki nim Twoja oferta zostaje w pamięci na dłużej.


Personalizacja – logo, grafika, charakter marki

W świecie biznesu liczy się rozpoznawalność. Dlatego drukarnia Druk-24 stawia na personalizację. Na teczkach możemy umieścić logo, hasło reklamowe lub dowolną grafikę, która najlepiej odda charakter Twojej firmy. Dzięki temu każda przekazywana oferta staje się nie tylko dokumentem, ale również elementem komunikacji marketingowej.


Zastosowanie teczek ofertowych

Teczki ofertowe mają naprawdę szerokie zastosowanie. Najczęściej wykorzystuje się je w takich sytuacjach jak:

  • spotkania z klientami i partnerami biznesowymi,

  • przetargi i rozmowy ofertowe,

  • szkolenia i konferencje,

  • prezentacje projektów,

  • codzienna praca biurowa, wymagająca porządku i organizacji.

Warto pamiętać, że teczka ofertowa to nie tylko ochrona dokumentów, ale również cichy ambasador marki.


Ekologiczne teczki – wybór nowoczesnych firm

Coraz więcej przedsiębiorstw podkreśla swoje zaangażowanie w ochronę środowiska. Nasza drukarnia odpowiada na tę potrzebę, oferując ekologiczne teczki ofertowe z papieru recyklingowego lub kraftowego. To praktyczne, a zarazem przyjazne środowisku rozwiązanie, które pozytywnie wpływa na wizerunek firmy.


Jak wygląda proces zamawiania w Druk-24?

Zamówienie teczek ofertowych w naszej drukarni jest szybkie i wygodne:

  1. Wybierz produkt w kategorii Materiały biurowe → Teczki ofertowe.

  2. Określ parametry – rodzaj papieru, format, sposób zamknięcia, uszlachetnienia.

  3. Dodaj swój projekt graficzny albo skorzystaj z pomocy naszych grafików.

  4. Wybierz nakład – im większy, tym niższa cena jednostkowa.

  5. Złóż zamówienie online i poczekaj na dostawę – oferujemy również opcję ekspresową.


Podsumowanie

Teczki ofertowe to nieodłączny element profesjonalnego biznesu. Dzięki nim zyskujesz nie tylko lepszą organizację dokumentów, ale też realny wpływ na to, jak postrzegają Cię klienci i partnerzy. Nasza drukarnia Druk-24 zapewnia szeroki wybór teczek, możliwość personalizacji i najwyższą jakość wykonania.

Zainwestuj w teczki ofertowe z logo i pokaż, że Twoja firma dba o każdy szczegół. To prosty krok, który może otworzyć drogę do lepszych relacji i większej liczby kontraktów.

Śląskie na froncie przemian – region górniczy przekształca się w hub przemysłu obronnego i nowy motor polskiej gospodarki

Śląskie zmienia tor rozwoju z przemysłu węglowego na obronny – to szansa dla polskiej gospodarki. Silna baza przemysłowa, infrastruktura i zasoby kadrowe stawiają region w wyjątkowej pozycji do rozwoju sektora zbrojeniowego.

Województwo śląskie, kojarzone dotąd z przemysłem ciężkim, coraz silniej wpisuje się także w mapę krajowego sektora obronnego. W regionie działają zarówno firmy zbrojeniowe, jak i przedsiębiorstwa produkujące równolegle na potrzeby cywilne i wojskowe. Silną pozycję mają tu branże związane z wytwarzaniem metalowych wyrobów gotowych oraz pojazdów samochodowych, w tym także producenci wojskowych pojazdów opancerzonych. Ponadto dzięki tradycjom przemysłowym Śląskie ma wszystko, czego potrzeba, by stworzyć rozbudowane łańcuchy dostaw dla przemysłu obronnego. To sprawia, że może się on stać jednym z kluczowych miejsc ulokowania części krajowej produkcji zbrojeniowej.

Budowa silnego ekosystemu przemysłu obronnego w województwie śląskim może napędzać modernizację całej gospodarki regionu, o ile proces ten będzie odpowiednio zaplanowany i skoordynowany. Takie podejście sprzyja efektywnemu wykorzystaniu lokalnych zasobów i ogranicza ryzyko nadmiernych kosztów, jakie wiązałyby się z budową podobnych kompetencji w innej części kraju. W praktyce oznacza to przesunięcie zasobów z jednej gałęzi przemysłu ciężkiego do innej, co musi być powiązane z transformacją energetyczną zmieniającą strukturę regionalnej gospodarki. Tylko równoległe podejście do obu tych procesów pozwoli zachować przewagi konkurencyjne i stworzyć stabilne warunki dla nowych przedsięwzięć – mówi Julia Patorska, partnerka, liderka portfolio Sustainabilty & Climate w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

Wyzwania i przewagi

Śląskie stoi dziś przed koniecznością głębokiej transformacji gospodarczej, w której stopniowe wygaszanie górnictwa oznacza konieczność szukania nowych kierunków rozwoju. Do 2030 roku w samym górnictwie liczba miejsc pracy spadnie o 12,3 tys., a w całej branży górniczej luka sięgnie 36,5 tys. etatów. To skala zmian, która wymaga zdecydowanej odpowiedzi państwa i władz lokalnych. W dłuższej perspektywie czasu istotnym wyzwaniem stanie się również demografia. Prognozy wskazują, że do 2060 roku liczba mieszkańców województwa zmniejszy się o ponad milion osób, czyli jedną czwartą obecnej populacji. Jeśli z wyprzedzeniem nie zostaną podjęte działania przyciągające młodych ludzi i zatrzymujące specjalistów, te głębokie przemiany mogą osłabić regionalny rynek pracy i zdolność firm do wzrostu.

Mimo tych trudności Śląskie dysponuje wyjątkowym zapleczem gospodarczym, które stawia go w korzystnej pozycji w procesie transformacji. W regionie znajduje się ponad 9,5 tys. ha obszarów inwestycyjnych, w tym zarówno greenfieldy, jak i tereny poprzemysłowe z potencjałem do rewitalizacji. Województwo wyróżnia się także rozwiniętą infrastrukturą kolejową – gęstość sieci wynosi tu 15,3 km na 100 km², czyli ponad dwukrotnie więcej niż średnia krajowa, a aż 92 proc. linii jest zelektryfikowanych. Tak rozbudowana infrastruktura transportowa, wsparta autostradami i lotniskiem w Pyrzowicach, tworzy sprzyjające warunki dla rozwoju przemysłu ciężkiego i logistycznego.

Mocne fundamenty gospodarcze

Inwestycje na obszarze województwa śląskiego już teraz generują znaczącą wartość polskiej produkcji w najistotniejszych dla obronności sektorach. Produkcja pojazdów samochodowych w regionie osiągnęła 73,6 mld zł, a wyrobów metalowych 34 mld zł. Łącznie gałęzie gospodarki powiązane z obronnością (wg klasyfikacji PKD, które uwzględniają także wartość produkcji cywilnej) odpowiadają za wytwarzanie 113 mld zł wartości dodanej, co potwierdza, że ma on mocne fundamenty, by stać się jednym z głównych ośrodków przemysłowych w Polsce i Europie Środkowej.

Rosnące nakłady na obronność w Polsce, Unii Europejskiej i NATO stwarzają wyjątkową okazję, by rozwijać potencjał Śląskiego w tym zakresie. Europejskie i krajowe programy mogą dostarczyć znaczącego wsparcia finansowego, pod warunkiem sprawnego działania władz i przedsiębiorstw.

Śląskie łączy rozwiniętą bazę przemysłową, dostęp do wykwalifikowanych kadr i nowoczesną infrastrukturę transportową. Takie zaplecze pozycjonuje je wśród wiodących ośrodków krajowego przemysłu obronnego. Zakłady motoryzacyjne, hutnicze czy produkujące wyroby metalowe mogą tworzyć fundament dla nowych kompetencji, a sieć uczelni i ośrodków badawczo-rozwojowych pozwoli doskonalić technologie podwójnego zastosowania. W efekcie Śląskie może nie tylko wzmacniać bezpieczeństwo Polski, lecz także włączać się w realizację europejskich projektów obronnych, które w najbliższych latach będą jednym z głównych motorów inwestycji – podkreśla Mariusz Ustyjańczuk, partner, lider sektora obronnego, Deloitte w Europie Środkowej.

Kierunki działań

Aby w pełni wykorzystać potencjał województwa śląskiego i wzmocnić jego pozycję w krajowym sektorze obronnym, konieczne jest opracowanie spójnej, długofalowej strategii rozwoju. Powinna ona wyznaczać priorytety technologiczne, kierunki inwestycji oraz role poszczególnych podmiotów – od administracji centralnej, przez samorządy, aż po uczelnie, instytucje badawcze i przedsiębiorstwa. W nadchodzących latach ważnym elementem będzie ukierunkowanie badań i innowacji na technologie podwójnego zastosowania oraz projekty wzmacniające bezpieczeństwo państwa. Nie mniej istotne będzie zapewnienie stabilności popytu poprzez wieloletnie zamówienia publiczne i kontrakty ramowe, które pozwolą firmom bezpiecznie planować rozwój. Ważną rolę odegrają także programy przekwalifikowania i kształcenia kadr, w tym nowe kierunki studiów, kursy techniczne i wspólne laboratoria badawcze, które mogą przygotować pracowników do obsługi zaawansowanych technologii. Ostatecznie, to skoordynowane działania i konsekwentna realizacja strategii zdecydują, czy region wykorzysta swoje przewagi i umocni pozycję jako jedno z najważniejszych centrów przemysłu obronnego w Europie. W sprzyjających warunkach obronność może stać się jednym ze strategicznych kierunków transformacji regionu, łącząc tradycje przemysłowe z nowoczesnymi technologiami i odpowiadając na potrzeby rynku pracy.

O raporcie 

Raport Deloitte „Śląsk na froncie przemian: potencjał regionu w sektorze obronnym” to kompleksowa analiza możliwości, jakie województwo śląskie posiada w kontekście rozwoju przemysłu obronnego. Opracowanie powstało w oparciu o podejście mieszane, łączące analizę danych zastanych z jedenastoma pogłębionymi wywiadami przeprowadzonymi od 3 lipca do 20 sierpnia 2025 roku. Rozmowy odbyły się z przedstawicielami administracji centralnej, władz samorządowych, krajowego i międzynarodowego przemysłu obronnego, firm obecnych w regionie, instytucji naukowych oraz akceleratorów przedsiębiorczości.

Województwo śląskie, które od dekad należy do czołowych ośrodków polskiego przemysłu, obecnie stoi przed szansą nowych inwestycji. Transformacja energetyczna, zmniejszenie wydobycia węgla i sytuacja demograficzna powodują, że region potrzebuje nowej drogi rozwoju. Naturalnym kierunkiem może być budowa silnego ekosystemu przemysłu obronnego. Produkty istotne dla przemysłu obronnego powstają w szeregu branż przemysłowych. Jak wynika z analizy zawartej w raporcie „Śląskie na froncie przemian: potencjał regionu w sektorze obronnym” firmy doradczej Deloitte – województwo wyróżnia się dużą koncentracją właśnie tego typu branż, które łącznie produkują 113 mld zł. Dodatkowo, rozbudowana infrastruktura i kapitał ludzki dają mu wyjątkową pozycję do przejęcia roli jednego z hubów obronnych Polski. Jednak przyszłość Śląskiego będzie zależeć od tego, czy potencjał ten zostanie odpowiednio wykorzystany i wzmocniony przez skoordynowane działania państwa, samorządu, przedsiębiorstw i instytucji naukowo-badawczych.

Bio Planet S.A. zwiększa przychody i poprawia warunki finansowania – wyższy limit kredytu i niższe oprocentowanie

0

Spółka Bio Planet S.A. zamknęła okres wakacyjny kolejnym dobrym wynikiem. Dla przypomnienia, sprzedaż narastająco po ośmiu miesiącach wyniosła 199,4 mln zł, czyli o 10 % więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku (180,9 mln zł). Równolegle do poprawy parametru przychodów i zysków, Spółka właśnie ogłosiła (8 września 2025 roku), że podpisała z Santander Bank Polska S.A. aneksy do umów kredytowych. Zwiększono limit kredytu obrotowego z 13,5 mln zł do 17 mln zł, a także obniżono oprocentowanie obu kredytów. Zdaniem Zarządu Spółki będzie to miało wpływ na jeszcze lepsze wyniki Bio Planet S.A. w nadchodzących miesiącach.

Bio Planet S.A. nie zwalnia tempa i poprawia swoją sytuację finansową. 8 września 2025 roku spółka podpisała z Santander Bank Polska S.A. aneksy do umów kredytowych. Zwiększono limit kredytu obrotowego z 13,5 mln zł do 17 mln zł, a także obniżono oprocentowanie obu kredytów:

  • kredytu w rachunku bieżącym z WIBOR + 1,85% do WIBOR + 1,3%,
  • kredytu inwestycyjnego z WIBOR + 2,3% do WIBOR + 1,6%.

– „Czas urlopów to zawsze wyzwanie, dlatego tym bardziej cieszy nas fakt, że mimo sezonowości udało nam się poprawić wyniki. Chciałbym podkreślić, że obniżenie oprocentowania kredytów to dla nas wprost istotna poprawa warunków finansowania. Dzięki temu zyskujemy większą elastyczność w planowaniu rozwoju i możemy skoncentrować się na realizacji naszych strategicznych celów, w tym na wznowieniu budowy zakładu konfekcjonowania.” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Dzięki tym zmianom spółka zyska większą płynność i możliwości dalszego zwiększania przychodów, a obniżone oprocentowanie pozytywnie wpłynie na rentowność działalności. Spółka przygotowuje się również do ważnej inwestycji w Polsce – wznowienia budowy zakładu konfekcjonowania, którego rozpoczęcie planowane jest na wrzesień przyszłego roku.

AI przyspiesza stare problemy – raport F5 ostrzega przed błędnymi inwestycjami

Presja na modernizację aplikacji i procesów biznesowych wciąż rośnie. Organizacje na całym świecie szukają w sztucznej inteligencji sposobu na przyspieszenie i zwiększenie bezpieczeństwa operacji. Raport State of Application Strategy (SOAS) 2025 przygotowany przez F5 pokazuje jednak, że wiele inwestycji w AI kieruje się nie tam, gdzie trzeba. Zamiast zmieniać fundamenty, firmy często przyspieszają procedury, które same w sobie są już nieefektywne.

Analiza F5 przeprowadzona wśród 659 decydentów technologicznych z całego świata ujawnia, że główną barierą nie jest brak dostępu do narzędzi, lecz złożoność środowisk, przywiązanie do starych schematów i brak spójnej strategii. Wynika z niej, że w obliczu przełomowych technologii naszą pierwszą reakcją jest zwykle próba ulepszenia tego, co znamy – zamiast zadania pytania, czy warto w ogóle utrzymywać sam proces?

Jak komentuje Mariusz Sawczuk, Senior Solutions Engineer, F5: AI nie jest plasterkiem na przestarzałe procedury, lecz sygnałem, by odważyć się zakwestionować status quo. Źle zaprojektowany proces pozostanie ślepą uliczką – sztuczna inteligencja jedynie szybciej nas tam zaprowadzi.

Dlatego warto przyjrzeć się kilku obszarom, w których brak spójności szczególnie mocno hamuje rozwój – od bezpieczeństwa, przez automatyzację, po same wdrożenia.

Teoria kontra praktyka

Choć wiele firm deklaruje, że priorytetem jest bezpieczeństwo – według raportu KPMG w drugim kwartale 2025, aż 67% organizacji planowało przeznaczyć budżet Gen AI na cyberbezpieczeństwo i ochronę danych[1] – w praktyce wiele krytycznych elementów architektury pozostaje poza radarem. Dotyczy to zwłaszcza mikroserwisów odpowiadających za logowanie, płatności czy wymianę danych. Ze względu na swoją rozproszoną naturę są one trudniejsze do monitorowania i zabezpieczenia, a ich pominięcie może otworzyć drogę do poważnych naruszeń.

Podobny rozdźwięk widać w obszarze automatyzacji – komentuje Sawczuk. – Aż 29% zespołów nadal spędza czas na pisaniu skryptów, a 56% polega na operatorach ręcznie uruchamiających procesy. To jak inwestować w smart home, a mimo to codziennie gasić wszystkie światła ręcznie. W efekcie pipeline’y stają się niewydajne, a manualne działania ograniczają potencjał automatyzacji.

Co gorsza, nawet tam, gdzie procesy zostały zautomatyzowane, blokadą często okazuje się… sama organizacja pracy.

Automatyzacja na papierze

Hasła w rodzaju continuous delivery czy continuous deployment sugerują szybkość i płynność. Tymczasem w wielu organizacjach wdrożenia wciąż blokują procesy wymagające serii ręcznych akceptacji i zgłoszeń w systemach ticketowych. Zamiast ciągłości mamy więc kolejkę do zatwierdzeń. Z danych wynika, że aż 23% firm wskazuje integrację ticketingu jako główną przeszkodę w automatyzacji. To pokazuje, że nawet dobrze zaprojektowane pipeline’y CI/CD tracą sens, jeśli na każdym etapie trzeba czekać na kliknięcie „zatwierdź”.

Nowoczesne narzędzia są projektowane z myślą o szybkości, ale stary sposób pracy sprowadza je do tempa papierowego obiegu dokumentów. Jeśli zespół wciąż polega na manualnych akceptacjach, to cała idea zwinnych wdrożeń staje się tylko hasłem w prezentacji – komentuje Sawczuk.

Najczęściej brak postępów w automatyzacji tłumaczy się lukami bezpieczeństwa lub przestarzałymi bazami danych. Jednak badania F5 wskazują, że prawdziwym problemem jest systemowa złożoność. Rozproszone API, zadania, języki i strefy czasowe generują dodatkową pracę ręczną i kolejne źródła ryzyka. Uproszczenie interfejsów, eliminacja zbędnych kroków i ujednolicenie technologii to warunki konieczne, by realnie odblokować korzyści płynące z automatyzacji.

Największym przeciwnikiem nie jest sama technologia, lecz brak spójności – podkreśla Sawczuk. – Sztuczna inteligencja potrafi przyspieszyć i zoptymalizować to, co już istnieje, ale nie rozwiąże problemu, jeśli fundament jest wadliwy. Modernizacja nie może sprowadzać się do instalowania nowych narzędzi – potrzebne jest pytanie o sens samych procesów i ich aktualność. Dopiero spójna strategia sprawia, że automatyzacja staje się realnym motorem rozwoju. Bez niej ryzykujemy, że zamiast iść naprzód, będziemy automatyzować wczorajsze problemy.

[1] https://kpmg.com/kpmg-us/content/dam/kpmg/corporate-communications/pdf/2025/Q2%202025%20Pulse%20Deck%20FINAL.pdf

Nieoczywiści liderzy na rynku walutowym – SEK rośnie mimo cięcia stóp, AUD zyskuje na inflacji, a USD kontratakuje

Ostatnie godziny to nieoczywiści bohaterowie na rynku walutowym. Najpierw był SEK (jeszcze wczoraj), który na nieoczekiwane cięcie stóp przez Riksbank zareagował… umocnieniem. Potem AUD, który już bardziej klasycznie odpowiedział mocą na wyższe od prognoz dane inflacyjne. Ostatecznie jednak w środę króluje USD, który reaguje na słowa Powella i kontruje swoje ostatnie straty.

Potop szwedzki, SEK w natarciu

Riksbank zaskoczył wczoraj rynki decyzją o obniżce stóp procentowych o 25 pb, co sprowadziło główny wskaźnik do poziomu 1,75%. Postanowienie o redukcji kosztu pieniądza było tym bardziej zaskakujące, że główna miara inflacyjna, którą bank centralny oficjalnie kieruje się w swoich decyzjach, znowu poszła w górę. Finalny CPIF za sierpień wyniósł w Szwecji 3,2% rdr (przy celu na poziomie 2%). Warto w tym miejscu wyjaśnić, czym jest CPIF (Consumer Price Index with fixed interest rate), który różni się od klasycznego CPI (ten po drugiej stronie Bałtyku wynosi teraz 1,1% rdr, ale też z trendem wzrostowym). W skrócie CPIF to klasyczny CPI „oczyszczony” z wpływu zmian oprocentowania kredytów hipotecznych (wydatki odsetkowe są „zamrożone” na poziomie miesiąca odniesienia). Taka miara ma lepiej oddawać realny obraz dynamiki cen. Wracając do meritum, skoro główna miara w dalszym ciągu znajduje się wyraźnie powyżej celu, to co skłoniło decydentów do cięcia? Stwierdzili oni, że co prawda inflacja jest jeszcze podwyższona, ale prognozy wskazują na jej sukcesywny spadek w następnych kwartałach. Dlatego przeważyły inne argumenty w postaci w dalszym ciągu słabej koniunktury gospodarczej, która łączy się z opóźniającym się odbiciem na rynku pracy (w sierpniu stopa bezrobocia wzrosła do 8,4%). Najnowsza decyzja o luzowaniu monetarnym ma wesprzeć ożywienie i pozostać neutralna dla inflacji w średnim terminie. W teorii zaskoczenie w postaci obniżki stóp powinno osłabić walutę, ale korona szwedzka po komunikacie Riksbanku gwałtownie zyskiwała. Dlaczego? Samo cięcie było gołębie, ale przekaz był już mocno jastrzębi. Riksbank w swojej komunikacji wskazał, że w praktyce możemy mieć do czynienia z końcem cyklu luzowania (forward guidance „one-and-done”). Warto też zaznaczyć, że wczorajsza decyzja nie była jednomyślna, a oficjalny sprzeciw zgłosiła wiceprezeska Anna Seim. Jednoznacznie jastrzębi przekaz zmusił graczy do zmiany rynkowego pozycjonowania, które szybko wzmocniło SEK na rynku. Jednak ten efekt prawie tak samo szybko wygasł i dziś o poranku kursy znajdują się w okolicy poziomów, gdzie wczoraj zaczynała się zwiększona zmienność. Tym samym kurs EUR/SEK zbliża się do 11,04 kr, a kurs SEK/PLN oscyluje przy 0,387 zł.

Inflacja w górę, a AUD za nią

W środowy poranek jednym z liderów FX był dolar australijski. Wszystko przez wyższą od prognoz inflację, która w sierpniu w ujęciu rocznym wzrosła do równych 3%. Analitycy wskazują, że głównym winowajcą są wydatki związane z zamieszkaniem (+4,5%), a szczególnie z kosztami energii elektrycznej (niebagatelne +24,6%, spowodowane wygasaniem bądź zmianami w subsydiach energetycznych). Inni wskazują również na utrzymującą się presję w usługach, czy też efekt niskiej bazy sprzed roku. Chociaż sam Bank Rezerwy Australii stara się przypominać, że miesięczny CPI bywa zmienny i ważna jest perspektywa średniego terminu, to rynek i tak błyskawicznie przesunął oczekiwania na późniejsze luzowanie. Taka zmiana podejścia gwałtownie wzmocniła AUD na forexie. Tym samym kurs AUD/USD wzrósł w kierunku 0,662 $ (zmiana jest hamowana przez silnego dolara na szerokim rynku), a kurs AUD/PLN próbuje wybić od dołu okrągłe 2,40 zł.

Powell wzmacnia USD, dane osłabiają EUR

Dolar amerykański przeszedł do ofensywy w trakcie środowej sesji. Jako główny powód analitycy wskazują trawienie przez inwestorów wczorajszego wystąpienia szefa Fed. Jerome Powell tak naprawdę nie powiedział nic nowego, ale hurra optymizm (co do tempa obniżek stóp w USA) po zeszłotygodniowym posiedzeniu FOMC został po raz kolejny utemperowany. Przewodniczący Rezerwy podkreślał obustronne ryzyko (podwyższona inflacja i słabszy rynek pracy), które będzie wymagało daleko posuniętej ostrożności i niełatwych kompromisów na kolejnych spotkaniach decydentów. Inwestorzy w dalszym ciągu są przekonani o październikowym cięciu (94% według FedWatch od CME Group), ale dzisiejsze zachowanie rynku walutowego może być pierwszym wyłomem w tym murze pewności. Kurs EUR/USD przed godz. 12 schodzi w kierunku 1,176 $ (euro dodatkowo obciążają słabe dane z przemysłu i o nastrojach biznesowych w Niemczech), co przekłada się na zwiększoną presję na waluty naszego regionu, które tracą dość solidarnie w stosunku do głównych walut (oprócz wyjątku w postaci przyzwoitego zachowania leja rumuńskiego). Tym samym kurs EUR/PLN wyraźnie przekroczył 4,26 zł, kurs USD/PLN oddala się od 3,62 zł, kurs CHF/PLN jest powyżej 4,56 zł, a kurs GBP/PLN zawrócił ponad 4,88 zł.

Cyberflashing – ukryta forma molestowania w sieci. Odpowiedzialność karna i cywilna

Według London University College, około 76% dziewczyn w wieku między 12. a 18. rokiem życia przyznało, że otrzymało niechciane zdjęcie o charakterze seksualnym. Z badań UN Women UK wynika, że 48% kobiet powyżej 18. roku życia padło ofiarą internetowych ekshibicjonistów. Cyberflashing, czyli wysyłanie niechcianych zdjęć o charakterze seksualnym, to poważny problem i forma molestowania seksualnego. Ofiarami w sieci padają głównie młode kobiety. Sprawcy przemocy najczęściej nie znają swoich ofiar, pozostają anonimowi i używają fałszywych kont. Co zrobić, żeby chronić swoich bliskich?

Przesyłanie, odbieranie i rozpowszechnianie intymnych zdjęć w sieci niesie poważne konsekwencje prawne zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Intymne zdjęcie oznacza wizerunek osoby nagiej, częściowo nagiej lub przedstawionej w sytuacji seksualnej. Kluczowe znaczenie ma kwestia zgody – musi być ona świadoma, wyraźna, dobrowolna i w każdej chwili odwoływalna, choć w praktyce Internetu ślady raz udostępnionych materiałów mogą pozostać.

W przypadku dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia przepisy przewidują szczególną ochronę, a najostrzejsze regulacje dotyczą osób, które nie ukończyły 15. lat. Rozpowszechnianie należy rozumieć szeroko jako każde przekazanie treści dalej, niezależnie od tego, czy trafiają one do jednej osoby, zamkniętej grupy czy na otwartą platformę. Szczególne zagrożenie stanowią także materiały tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji, takie jak deepfake, które mogą fałszywie przypisywać czyjąś twarz do treści o charakterze seksualnym.

Istotne naruszenie prawa

Prawo kategorycznie zabrania jakichkolwiek kontaktów o charakterze seksualnym z dzieckiem poniżej 15. lat, także w formie obrazu, wiadomości czy rozmowy online. Każdy przypadek może skutkować odpowiedzialnością karną i karą wieloletniego pozbawienia wolności. Ochrona obejmuje także sytuacje, gdy dziecko samo przesyła intymne materiały. Sam fakt ich posiadania lub dalszego utrwalania przez dorosłego stanowi naruszenie prawa. W przypadku młodzieży w wieku od 15. do 18. lat przepisy nadal przewidują szczególną ochronę, a decydujące znaczenie mają dobrowolność i zgoda. Brak zgody, nacisk, szantaż czy rozpowszechnienie takich materiałów stanowią czyny zabronione. W sytuacjach rówieśniczych często orzeka sąd rodzinny, stosując środki wychowawcze lub nadzór kuratora.

Jeśli dorosły otrzymuje intymne zdjęcie od dziecka, nie wolno tego bagatelizować ani traktować jako zwykłej wiadomości. Obowiązuje bezwzględny zakaz utrwalania i rozpowszechniania takich materiałów. Odpowiedzialność istnieje nawet wtedy, gdy dziecko przesłało zdjęcie z własnej woli. W takiej sytuacji konieczne jest szybkie zabezpieczenie dowodu w minimalnym zakresie oraz zgłoszenie sprawy odpowiednim służbom, przy jednoczesnym powstrzymaniu się od dalszego kopiowania i udostępniania pliku.

W przypadku dorosłych zasadnicze znaczenie ma zgoda. Dobrowolna wymiana intymnych zdjęć między osobami pełnoletnimi nie jest karalna, choć wciąż warto stosować zasady bezpieczeństwa i dbać o ograniczony dostęp do materiałów. Brak zgody na rozpowszechnienie czyni jednak takie działanie przestępstwem i może skutkować odpowiedzialnością zarówno karną, jak i cywilną. Rozpowszechnianie intymnych treści bez zgody, także w niewielkim gronie, narusza przepisy i dobra osobiste osoby przedstawionej na zdjęciu.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji

Nowym, lecz coraz częściej spotykanym zagrożeniem jest wykorzystanie sztucznej inteligencji do tworzenia materiałów intymnych. W przypadku dorosłych generowanie lub publikowanie treści, które przypisują cudzej twarzy kontekst seksualny bez zgody, stanowi naruszenie prawa i dóbr osobistych. Osoba poszkodowana ma prawo domagać się usunięcia materiału, przeprosin i zadośćuczynienia. Szczególnie surowo oceniane są przypadki, gdy deepfake dotyczy dziecka – przypisanie wizerunku małoletniego do treści seksualnych traktowane jest przez prawo tak samo jak realne materiały z udziałem dzieci i podlega bardzo wysokim karom.

W sytuacji zagrożenia kluczowe znaczenie ma szybka reakcja. Należy zabezpieczyć dowody, ograniczyć dalsze rozpowszechnianie treści i zgłosić sprawę policji, prokuraturze lub odpowiednim instytucjom. Istotne jest również skorzystanie z dostępnych narzędzi do usuwania treści z Internetu oraz zapewnienie wsparcia psychologicznego osobie poszkodowanej. Jednocześnie należy unikać działań, które mogłyby powiększyć szkodę, takich jak dalsze udostępnianie materiałów, publiczne konfrontacje czy zwlekanie ze zgłoszeniem sprawy.

Przepisy przewidują zarówno sankcje karne, jak i cywilne. Obok odpowiedzialności karnej za rozpowszechnianie lub posiadanie zakazanych treści możliwe jest dochodzenie ochrony dóbr osobistych, domaganie się przeprosin, odszkodowania czy zadośćuczynienia. Prawo działa tu w interesie poszkodowanych, ale kluczowa jest także odpowiedzialność użytkowników sieci, którzy powinni mieć świadomość powagi takich działań. Ten komentarz ma charakter edukacyjny i nie zastępuje porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej oceny, a w sytuacjach spornych warto skonsultować się z prawnikiem.

Auor: Bolesław Michalski, Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, Twórca programu Opsec4Kids

SprawdzaMY: 34 propozycje deregulacyjne dla obronności, w tym 22 dotyczące dronów. Przedsiębiorcy apelują o pilne zmiany

0

SprawdzaMY – Inicjatywa Przedsiębiorcy dla Polski opublikowała pakiet deregulacyjnych propozycji z obszaru obronności. To aż 34 rozwiązania, w tym 22 dotyczące dronów. Propozycje mają na celu pilne wprowadzenie ułatwień w zakresie produkcji, rejestracji i używania statków bezzałogowych – tak, aby Polska w krótkim czasie mogła dysponować wielomilionowym bezzałogowym zabezpieczeniem ofensywnym i defensywnym. Propozycje zostaną przekazane politykom w ciągu najbliższego tygodnia z oczekiwaniem pilnego ich wdrożenia.

Pakiet rozwiązań deregulacyjnych na rzecz obronności to specjalna inicjatywa, podjęta w celu przyspieszenia i ułatwienia w zakresie bezpieczeństwa Polski. Inicjatywa SprawdzaMY – Inicjatywa Przedsiębiorcy dla Polski odpowiada na pilne potrzeby w zakresie bezpieczeństwa narodowego, by jak najszybciej odblokować potencjał polskich firm, zwłaszcza w branży dronowej. Nasze propozycje to także przyspieszenie zakupów w celu budowy zabezpieczenia wojskowego oraz wsparcie obywateli, przykładowo w zakresie odszkodowań. Przedsiębiorcy mówią wprost: Polska powinna jak najszybciej zbudować silne zaplecze dronowe – zarówno do celów obronnych, jak i ofensywnych. Ważne, by nasz kraj był w stanie zareagować szybko i elastycznie na zmieniające się zagrożenia. Nie za 5 lat. Teraz. W grę wchodzą takie rozwiązania, jak uproszczone procedury rejestracji, szybsze ścieżki certyfikacyjne, łatwiejszy dostęp do technologii i komponentów, ograniczenie biurokracji i większe wsparcie dla firm, które są gotowe zaangażować się w produkcję dronów na potrzeby wojska. To ruch, który może naprawdę dużo zmienić. Polska ma ogromny potencjał technologiczny i mnóstwo firm z branży bezzałogowców – tylko dziś wiele z nich tonie w przepisach, procedurach i barierach administracyjnych – wskazał Rafał Brzoska, Pomysłodawca Inicjatywy SprawdzaMY i członek Komitetu Sterującego.

Nasze propozycje pokazują, że trzeba maksymalnie ułatwić produkcję dronów, ich rejestrację, użycie i zabezpieczenie przed atakami bezzałogowców – tak, by Polska mogła szybko zbudować solidne zaplecze dronowe, zarówno ofensywne, jak i defensywne. Celem jest stworzenie realnej siły opartej o bezzałogowce – coś na wzór ukraińskiego modelu, ale na własnych zasadach i przy zaangażowaniu polskich firm. Propozycje pilnie trafią do polityków – z wyraźnym sygnałem: działajcie szybko! Nasze rozwiązania mają na celu wzmocnienie bezpieczeństwa państwa przez rozwój technologii strategicznych i zwiększenie odporności gospodarczej. Wprowadzenie takich działań przyczyni się do rozwoju sektora technologii wysokich, a także poprawi relacje przemysłu z sektorem obrony i sektorem cyfrowym. Efektem końcowym będzie zwiększona innowacyjność i konkurencyjność polskiej gospodarki w obszarze technologii zaawansowanych dodała Joanna Makowiecka-Gatza, Prezeska Pracodawców RP, członkini Komitetu Sterującego w Inicjatywie SprawdzaMY.

Polscy przedsiębiorcy nie czekają z założonymi rękami. Inicjatywa SprawdzaMY opublikowała pakiet aż 34 konkretnych propozycji zmian w prawie, które mają odblokować potencjał Polski w obszarze obronności. Co ciekawe – aż 22 z tych propozycji dotyczy dronów. O co chodzi? Głównym celem jest przyspieszenie i uproszczenie wszystkiego, co związane z produkcją, rejestracją i używaniem bezzałogowców. Jeśli te regulacje faktycznie zostaną uproszczone, możemy w krótkim czasie zbudować coś na wzór ‘armii dronów’, tak jak zrobiła to Ukraina – ale w naszym stylu, przy udziale rodzimego biznesu. Propozycje mają trafić na biurka polityków w ciągu kilku dni. Teraz kluczowe pytanie brzmi: czy państwo będzie potrafiło działać z taką samą determinacją, jakiej oczekuje od obywateli? Bo jeśli nie teraz, to kiedy? To może być ten moment, w którym sektor prywatny realnie przyczynia się do wzmocnienia bezpieczeństwa Polski – nie tylko przez podatki, ale przez konkretne rozwiązania technologiczne. I chyba czas najwyższy, żeby mu na to pozwolić – podkreślił Ryszard Chmura, Prezes Corporate Connections, członek Komitetu Sterującego w Inicjatywie SprawdzaMY.

Postulaty Inicjatywy SprawdzaMY:

  1. Dalsze ułatwienia dla zakupu dronów wojskowych i bojowych oraz systemów antydronowych poza PZP – dalsze ułatwienia w zakresie możliwości produkcji, nabywania i wykorzystania bezzałogowych statków powietrznych i bezzałogowych systemów uzbrojenia, jak również środków ich zwalczania oraz zakupu poza reżimem ustawy Prawa zamówień publicznych.
  2. Zniesienie zbędnych barier rejestracyjnych dla wojskowych dronów i systemów antydronowych – zniesienie wymogu z Zarządzenia Nr 3/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 11 lutego 2004 r. w sprawie prowadzenia rejestru wojskowych statków powietrznych (Dz. Urz. MON 2004/2/18 ze zm.), zgodnie z którym: Wojskowy statek powietrzny może być użytkowany po pisemnym potwierdzeniu dokonania wpisu do rejestru, a tym samym przyspieszenie momentu wprowadzenia dronów do użytkowania przez polskie siły zbrojne.
  3. Przyspieszenie rejestracji wojskowych dronów i systemów antydronowych – odformalizowanie i skwantyfikowanie w czasie procedury wpisu z Zarządzenia Nr 3/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 11 lutego 2004 r. w sprawie prowadzenia rejestru wojskowych statków powietrznych (Dz. Urz. MON 2004/2/18 ze zm.).
  4. Wyłączenie dronów bojowych spod kompetencji cywilnych komisji badania wypadków – kategoryczne wyłączenie zdarzeń, wypadków i incydentów z udziałem krajowych albo obcych (niewchodzących w skład Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej) dronów bojowych/dronów wojskowych z kompetencji Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego oraz z kompetencji Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i powierzenie tej materii wyłącznej kompetencji organów administracji wojskowej.
  5. Ułatwienia inwestycyjne dla zakładów produkujących drony i systemy antydronowe w kontekście ustaw z dnia 25 lipca 2025 r. – wprowadzenie licznych ułatwień i uproszczeń proceduralnych w ramach procesu inwestycyjno-budowlanego dotyczącego zakładów wytwarzających bezzałogowe statki powietrzne.
  6. Wyeliminowanie niepewności wypłat ubezpieczeniowych po incydentach z dronami wojskowymi –pewność wypłat odszkodowań dla poszkodowanych po atakach dronów wojskowych, eliminując niejasności związane z klauzulami wyłączeniowymi w ubezpieczeniach, która zostanie osiągnięte dzięki przeglądowi OWU, umów ubezpieczenia oraz procedurze wypłat ex gratia.
  7. Uproszczenie procedury koncesyjnej dla produkcji i obrotu dronami wojskowymi – uproszczenie (odformalizowanie) procedury uzyskiwania koncesji na wytwarzanie i obrót dronami wojskowymi i dronami bojowymi w Polsce.
  8. Utworzenie funduszu BGK dla rozwoju krajowych technologii dronowych – utworzenie przez Bank Gospodarstwa Krajowego alternatywnego funduszu inwestycyjnego inwestującego w technologie dronowe.
  9. Gwarancje BGK/KUKE dla polskich producentów technologii dronowych – utworzenie przez Bank Gospodarstwa Krajowego/KUKE programów gwarancji dla krajowych producentów technologii dronowych.
  10. Likwidacja nierówności VAT przy zakupach dronów przez polskie wojsko – zrównanie stawki VAT dla zakupów dronów przez polskie siły zbrojne (23%) ze stawką VAT 0% stosowaną w przypadku zakupu dronów przez sojusznicze siły zbrojne NATO.
  11. Środki na B+R dla polskich technologii dronowych – zapewnienie środków pieniężnych na B+R w obszarze technologii dronowych, które to środki nie będą niedozwoloną pomocą publiczną.
  12. Zwolnienie dronów morskich z rejestracji na etapie projektowym – wyłączenie obowiązku rejestracji dronów morskich na etapie projektu i testów w rejestrze prowadzonym przez starostę.
  13. Uporządkowanie obowiązków koncesyjnych i administracyjnych dla dronów – w przedmiocie obowiązku posiadania koncesji/zezwoleń administracyjnoprawnych.
  14. Jasne przepisy dotyczące statusu prawnego dronów – precyzyjne przesądzenie o statusie prawnym dronów jako uzbrojenia, gdzie do tej kategorii powinny być zaliczane wyłącznie drony bojowe i drony wojskowe.
  15. Międzynarodowa umowa z Ukrainą dla rozwoju i współpracy w obszarze dronów – zawarcie pomiędzy Polską a Ukrainą umowy międzynarodowej, która byłaby „konstytucją” (tak w obszarze prawa prywatnego, jak i prawa publicznego) dla współpracy w obszarze technologii dronowej.
  16. Stworzenie spójnych regulacji prawnych dla rynku dronów w Polsce – wprowadzenie rozwiązań regulacyjnych w zakresie środków zwalczania bezzałogowych statków powietrznych i systemów uzbrojenia, a także możliwości produkcji, nabywania i wykorzystania bezzałogowych statków powietrznych i bezzałogowych systemów uzbrojenia.
  17. Wprowadzenie zachęt podatkowych w zakresie środków zwalczania bezzałogowych statków powietrznych i systemów uzbrojenia, a także możliwości produkcji, nabywania i wykorzystania bezzałogowych statków powietrznych i bezzałogowych systemów uzbrojenia.
  18. Wprowadzenie rozwiązań operacyjnych w zakresie środków zwalczania bezzałogowych statków powietrznych i systemów uzbrojenia, a także możliwości produkcji, nabywania i wykorzystania bezzałogowych statków powietrznych i bezzałogowych systemów uzbrojenia
  19. Zniesienie barier reputacyjnych dla finansowania sektora obronnego – umieszczenie na stronie internetowej przez Ministerstwo Finansów lub Komisję Nadzoru Finansowego komunikatu opracowanego przez organy unijne, który potwierdzi, że finansowanie sektora obronnego jest zgodne z zasadami ESG, zgodnie z interpretacjami UE. Projekt ma na celu usunięcie barier regulacyjnych i reputacyjnych, które ograniczają zaangażowanie instytucji finansowych w sektor obronny, wspierając tym samym strategie bezpieczeństwa państwa i zrównoważony rozwój.
  20. Koordynacja wsparcia dla technologii dual-use i dronizacji w SSE – powołanie Wiceministra lub Pełnomocnika ds. rozwoju technologii dual-use i dronizacji, opracowanie rekomendacji wsparcia i organizację cyklicznych szkoleń dla przedsiębiorców (rozwiązanie na wzór pełnomocnika do spraw energii atomowej). Celem jest stworzenie spójnej strategii rozwoju nowoczesnych technologii, zwiększenie konkurencyjności polskich firm w sektorze obronnym i innowacyjnym, oraz zapewnienie lepszej koordynacji działań rządowych.
  21. Preferencje inwestycyjne w PSI dla firm sektora obronnego – w ramach programu Polska Strefa Inwestycji (PSI) wprowadzenie specjalnych preferencji inwestycyjnych dla przedsiębiorstw z sektora obronnego, aby wspierać krajowy przemysł obronny, zwiększyć bezpieczeństwo narodowe i stymulować rozwój technologiczny w kraju.
  22. Dostosowanie zasad kontaktów MON z wykonawcami do współczesnych realiów – aktualizacja zasad współpracy między Ministerstwem Obrony Narodowej a firmami innowacyjnymi, szczególnie startupami i przedsiębiorstwami dual-use, aby ułatwić dialog techniczny, przyspieszyć wdrażanie nowych technologii i zwiększyć konkurencyjność sektora obronnego w Polsce.
  23. Większa przewidywalność systemu zakupów sprzętu wojskowego dla przemysłu obronnego – wprowadzenie systematycznego i transparentnego planowania zakupów sprzętu wojskowego, aby zwiększyć przewidywalność i konkurencyjność sektora obronnego, poprawić współpracę z przemysłem krajowym oraz wzmocnić bezpieczeństwo państwa poprzez lepsze wykorzystanie potencjału przemysłu obronnego.
  24. Wsparcie podatkowe dla producentów technologii wojskowych – wdrożenie zmian w przepisach podatkowych, które ułatwią finansowanie i rozwój firm produkujących technologie wojskowe. Działania obejmują zwiększenie limitów odliczeń strat, umożliwienie rozliczania ulg inwestycyjnych w trakcie roku, a także wprowadzenie preferencyjnych stawek VAT. Celem jest poprawa płynności finansowej przedsiębiorstw oraz urzeczywistnienie potencjału innowacyjnego sektora obronnego. Propozycje mają także na celu wsparcie rozwoju krajowego przemysłu zbrojeniowego, podniesienie bezpieczeństwa państwa oraz zwiększenie atrakcyjności inwestycji w Polsce. Działania te mają umożliwić szybszą realizację projektów badawczo-rozwojowych oraz zwiększą konkurencyjność branży technologii wojskowych na rynku międzynarodowym. Ostatecznie, zmiany te przyczynią się do wzrostu innowacyjności i odporności strategicznych sektora gospodarczego. Projekt jest kluczowy dla rozwoju sektora obronnego i bezpieczeństwa Polski.
  25. Status zaufanego podatnika dla firm sektora obronnego – wprowadzenie specjalnego statusu 'zaufany podatnik’ dla przedsiębiorstw z sektora obronnego, co pozwoli na przyspieszenie zwrotów VAT, ułatwienia w rozliczeniach i tworzenie Podatkowych Grup Kapitałowych. Projekt ma na celu wspieranie krajowego przemysłu obronnego, poprawę jego płynności finansowej i zwiększenie bezpieczeństwa państwa poprzez rozwój zdolności produkcyjnych. Zmiany obejmują skrócenie terminów rozliczeń oraz zniesienie niektórych limitów kapitałowych, co ułatwi działalność firm z branży zbrojeniowej. Ma to kluczowe znaczenie w kontekście wzrostu napięć międzynarodowych i konieczności samozaopatrzenia wojska. Projekt przyczyni się do zwiększenia konkurencyjności sektora obronnego na rynku krajowym i międzynarodowym. Wdrożenie zmian wpłynie na poprawę sytuacji finansowej przedsiębiorstw, co przełoży się na ich możliwości inwestycyjne i rozwój technologiczny. Państwo skorzysta na rozwinięciu nowoczesnego przemysłu obronnego, który będzie bardziej samowystarczalny i odporny na zagrożenia zewnętrzne.
  26. Szybka ścieżka dla sektora obronnego w Programie Współdziałania – Opracowanie szybkiej ścieżki włączenia przedsiębiorców sektora obronnego do udziału w Programie Współdziałania, upraszczając procedury i wspierając ich rozwój w ważnym obszarze bezpieczeństwa narodowego.
  27. Terminowe poświadczenia bezpieczeństwa dla firm sektora obronnego – skrócenie maksymalnego terminu oczekiwania na poświadczenie bezpieczeństwa do 30 dni, jeśli wnioskodawca złoży komplet dokumentów, co usprawni proces uzyskania dostępu do informacji niejawnych dla firm sektora obronnego i poprawi efektywność administracji publicznej.
  28. Uproszczenie procedur i doprecyzowanie definicji inwestycji obronnych w specustawie dla inwestycji obronnych – doprecyzowanie listy podmiotów objętych specustawą dotyczącą inwestycji obronnych, wprowadzenie szybkiej ścieżki i uproszczeń w procedurach, co przyczyni się do szybszego rozwoju przemysłu obronnego i zwiększenia bezpieczeństwa państwa.
  29. Przyspieszenie wydawania zezwoleń na obrót towarami o znaczeniu strategicznym – wprowadzenie szybkich, 14-dniowych terminów na wydawanie opinii i zezwoleń na obrót towarami strategicznymi, aby usprawnić procesy administracyjne, zwiększyć bezpieczeństwo państwa oraz wspierać rozwój przemysłu obronnego i technologicznego w Polsce.
  30. Uproszczona koncesja R&D dla technologii dronowych i antydronowych – wprowadzenie uproszczonej koncesji dla działalności badawczo-rozwojowej w obszarze systemów dronowych i antydronowych o przeznaczeniu wojskowym i policyjnym. Uproszczona koncesja ma na celu ułatwienie przedsięwzięć badawczych poprzez minimalizację formalności i zwiększenie dostępu do rynku innowacji. Inicjatywa ta ma wspierać rozwój nowoczesnych technologii, zwiększyć konkurencyjność Polski oraz zapewnić jej miejsce na mapie liderów w sektorze dronowym. Dzięki temu, firmy i badacze będą mogli szybciej testować i rozwijać nowe rozwiązania, korzystając z uproszczonych procedur i współpracując z instytucjami publicznymi. Projekt przyniesie wymierne korzyści społeczne, gospodarcze i bezpieczeństwa, wzmacniając potencjał technologiczny kraju.
  31. Ułatwienie dostępu do infrastruktury testowej dla systemów bezzałogowych na potrzeby testów i certyfikacji – uproszczenie dostępu do poligonów wojskowych dla firm BSP oraz dostosowanie prawa lotniczego i przepisów MON do unijnych regulacji. Propozycja przewiduje m.in. zniesienie barier administracyjnych i kosztowych, ustanowienie zamkniętych stref powietrznych do testów oraz wprowadzenie mechanizmów pozwalających na testy w trybie eksperymentalnym.
  32. Wprowadzenie rozwiązań (ułatwień) w zakresie zastosowania dronów w ramach ruchu lotniczego – Jeśli Polska chce dopuścić systemy zakłócające do ochrony infrastruktury krytycznej, to trzeba wpisać w prawo lotnicze wyjątek, że neutralizacja drona w określonych warunkach nie jest traktowana jako sprowadzenie zagrożenia w ruchu lotniczym. Konieczne jest stworzenie procedur koordynacji z PAŻP/ULC na przykład operator infrastruktury musi zgłosić możliwość użycia systemu i uzgodnić procedury bezpieczeństwa. Warto rozważyć obowiązek tworzenia czasowych stref powietrznych (NOTAM/TSA) przy planowanym użyciu aktywnych systemów antydronowych.
  33. Wprowadzenie rozwiązań (ułatwień) w zakresie możliwości uzyskiwania odpowiednich zezwoleń na używanie częstotliwości/urządzeń radiowych w przypadkach, gdy jest to wymagane – nowelizacja prawa telekomunikacyjnego/ prawa komunikacji elektronicznej, wprowadzenie rozdziału „o systemach neutralizacji BSP (Bezzałogowych statków powietrznych), infrastrukturze krytycznej”. Deregulacja w kierunku technologii pasywnych i nieinwazyjnych np. sieci przechwytujące drony-interceptory, broń elektromagnetyczna kierunkowa o krótkim zasięgu spoofing lokalny z ograniczonym polem rażenia – dopuszczenie stosowania bez zezwoleń UKE pod warunkiem rejestracji urządzeń i zgody organów ochrony infrastruktury krytycznej).
  34. Wprowadzenie rozwiązań (ułatwień) w zakresie legalizacji jammerów/ systemów zakłócających – zmiana definiowania szkodliwych zakłóceń na przykład wyjątek dla określonych obszarów infrastruktury krytycznej, gdzie zakłócenia w określonym zakresie byłyby dopuszczalne dodanie zharmonizowanych norm, które przewidują mierzalne limity, zakłócenie odporności dopasowane dla urządzeń antydronowych bez takich norm domniemanie zgodności nie będzie działało. Specjalne procedury oceny zgodności, osobna procedura dla urządzeń zakłócających, uwzględniająca kontrolę ryzyka. Ograniczenie działania, obszarów działania, raportowania, monitoring. Wyjątki ustawowe, regulacyjne w prawie krajowym. Wprowadzenie klauzul, które pozwalają na użycie takich urządzeń przez określone podmioty, na przykład infrastruktura krytyczna siły bezpieczeństwa po uzyskaniu licencji/ pozwolenia radiowego i spełnieniu szeregu wymogów. Zmiany w rozporządzeniach wykonawczych i aktach wykonawczych RED musiałyby zostać dopasowane, by dopuścić wyjątki lub specjalne klasy urządzeń zakłócających.

Liderzy przyszłości: jak organizacje powinny kształtować kadry jutra

W obliczu dynamicznych zmian technologicznych, społecznych i gospodarczych, rozwój przyszłych liderów staje się kluczowym wyzwaniem organizacji. Wymaga on przemyślanej strategii, zaangażowania kadry i HR, różnorodnych form nauki oraz otwartej kultury sprzyjającej współpracy i zaangażowaniu młodych talentów.

Kształtowanie przyszłych liderów musi być silnie zakorzenione w kulturze organizacyjnej. To właśnie środowisko oparte na innowacyjności, odpowiedzialności i otwartości na rozwój stwarza najlepsze warunki do wzrostu przywództwa. Liderzy rozwijają się w organizacjach, które sprzyjają innowacyjności, odpowiedzialności i uczeniu się. Ważne jest promowanie wartości takich jak zaufanie, otwarta komunikacja, współpraca między jednostkami i nastawienie na rozwój.

Liderzy jutra to nie tylko eksperci, ale osoby samoświadome, empatyczne i elastyczne, potrafiące działać w różnorodnych zespołach, uważne i otwarte na rozwój. Coraz większą rolę odgrywają kompetencje przyszłości – umiejętność adaptacji, zarządzania zmianą i budowania pozytywnego środowiska. Programy rozwojowe powinny łączyć wiedzę z zakresu zarządzania, neuroprzywództwa, inteligencji emocjonalnej i zrównoważonego rozwoju. Bardzo ważne, aby młodzi liderzy umieli dawać i otrzymywać informację zwrotną, rozwiązywać konflikty i brać odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Kultura organizacyjna powinna doceniać nie tylko wyniki, ale i sposób ich osiągania.

Skuteczne budowanie kadry przyszłości zaczyna się od wczesnego rozpoznania potencjału pracowników – nie tylko poprzez pryzmat wyników, ale przede wszystkim kompetencji miękkich, takich jak umiejętność budowania relacji, inspirowania, podejmowania decyzji czy radzenia sobie w sytuacjach stresowych. Autentyczność, wiarygodność i spójność z wartościami firmy to fundamenty nowoczesnego przywództwa.

Widzimy, że wchodzące na rynek pokolenie Z ma inne oczekiwania wobec pracy i przywództwa niż wcześniejsze generacje. Ta zmiana przekłada się też na modele przywództwa. Przyszły lider musi być cyfrowo sprawny, otwarty na różnorodność i zdolny do budowania zaangażowania w hybrydowym środowisku pracy. Oznacza to konieczność łączenia kompetencji twardych (np. analityki danych) z miękkimi (np. empatią, inteligencją emocjonalną). W tym kontekście ważną rolę odgrywa mentoring i kultura wzajemnego uczenia się. Styl zarządzania obecnych liderów, ich otwartość i autentyczność stanowią ważny punkt odniesienia dla młodszych pracowników.

W PFR TFI rozwój kompetencji miękkich wspierany jest poprzez programy przywódcze, szkolenia z komunikacji, feedbacku i inteligencji emocjonalnej, a także możliwość rozwoju ścieżki kariery wewnątrz firmy. Kształtowanie przyszłych liderów to proces długofalowy, wymagający zaangażowania, wizji i świadomego przywództwa. Wymaga strategicznego myślenia, inwestycji w rozwój ludzi i odważnego odejścia od przestarzałych modeli zarządzania. Lider przyszłości to nie tytuł, lecz postawa — i to właśnie na niej warto budować przewagę organizacji jutra.

Autorka: Magdalena Lipińska, dyrektorka biura Zarządzania Zasobami Ludzkimi, PFR TFI

Rok weryfikacji biznesu – czy AI odwróci spadek rentowności firm?

Udział inwestycji Polski w tworzeniu PKB Unii Europejskiej spadł w ostatniej dekadzie. W 2024 r. wyniósł 16,9% przy średniej unijnej na poziomie 21,2%. Jak wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny, stopa inwestycji sektora przedsiębiorstw prywatnych również jest niska, co oznacza, że mierzą się one z istotnymi barierami wzrostu. Jak wskazuje ekspertka WEBCON, wyższe koszty pozyskania kapitału i rosnąca presja rynkowa wymusiły weryfikację modeli biznesowych. W podejmowaniu skutecznych decyzji niezbędna jest dziś technologia.

Ostatni rok był dla polskich przedsiębiorstw momentem zderzenia z trudną rzeczywistością. Po latach dynamicznego wzrostu i szerokich możliwości pozyskania finansowania gospodarka wyraźnie spowolniła. Wyższe stopy procentowe, droższe kredyty, rosnące koszty, a także niepewna sytuacja geopolityczna przełożyły się na większą ostrożność inwestorów, ograniczyły dostęp do kapitału i zmieniły priorytety przedsiębiorstw. Coraz częściej najważniejsze są nie ambitne plany ekspansji, lecz utrzymanie stabilności i płynności finansowej.

Z poziomu „easy” na „normal”

Przedsiębiorstwa muszą podejmować decyzje biznesowe w warunkach niepewności i ciągłych zmian. Założenia budżetowe, które jeszcze dwa czy trzy tygodnie wcześniej wydawały się trafne, często przestają odpowiadać obecnym wyzwaniom. Zmieniają się priorytety, pojawiają się nowe pomysły, a działania konkurencji potrafią zaskoczyć swoją skalą i tempem. W takim środowisku kluczowa staje się umiejętność szybkiego reagowania na zmiany.

– Ostatnie lata były dla biznesu jak gra na najłatwiejszym poziomie: tani pieniądz, dynamiczny wzrost, dostępny kapitał. Obecnie wchodzimy w tryb „normal”, który jest trudniejszy i bardziej wymagający. Polskie spółki uczą się szukać alternatywnych źródeł finansowania. Nie mogą już polegać jedynie na kredycie bankowym, a muszą być budowane na solidnych fundamentach. Wróciło stare powiedzenie „cash is king”, a dla inwestorów liczą się dziś precyzyjna weryfikacja, transparentność i realna wartość projektu – mówi Magdalena Ociepka, CFO WEBCON.

AI napędem konkurencyjności?

W obliczu nowych realiów biznesowych ewoluują też poszczególne funkcje i odpowiedzialności na najwyższych szczeblach. To trend globalny. Przykładowo jak wskazuje Deloitte rola CFO wykracza już daleko poza tradycyjne zarządzanie finansami. Osoby na tych stanowiskach stają się liderami zmian. Ich priorytetem jest przewodzenie transformacji cyfrowej i dopasowywanie inwestycji do strategicznych celów biznesowych tak, by nie tylko zadbać o płynność finansową, ale też budować przewagę konkurencyjną.

Jednak wyzwań na drodze do sukcesu jest wiele. Warunki, w których funkcjonują teraz spółki, wymuszają na nich nie tylko większy niż kiedykolwiek wcześniej poziom produktywności, ale też większej niż dotąd zwinności.

Jak wynika z raportu Deloitte, w tej walce to właśnie AI stanowi dziś najlepszy oręż. Ma pomagać w wyznaczaniu strategicznych działań operacyjnych i wspierać w podejmowaniu decyzji opartych o dane. Żeby to było możliwe, CFO potrzebują jednak odpowiednich narzędzi, które sztuczną inteligencję bezpiecznie i szybko w te dane zasilą.

– Digitalizacja przedsiębiorstw wskakuje na wyższy poziom. Przewagę zyskają ci, którzy potrafią mądrze zarządzić cyfryzacją i wykorzystać potencjał AI – nie jako zbiór punktowych rozwiązań, ale jako integralną część firmowych procesów. Prawdziwy efekt transformacji zobaczymy w perspektywie 1-2 lat: wtedy okaże się, komu strategiczne, kompleksowe myślenie przyniosło realny zwrot z inwestycji, a kto przespał szansę, pozostając na etapie obróbki błędnych danych, małych testów i nieudanych prób – podsumowuje Magdalena Ociepka.

Źródła:

Dane PARP: https://www.parp.gov.pl/component/publications/publication/raport-o-stanie-sektora-malych-i-srednich-przedsiebiorstw-w-polsce-2024

Dane PIE: https://pie.net.pl/wysokie-koszty-inwestycji-i-niepewnosc-sytuacji-gospodarczej-to-glowne-przyczyny-niskiej-stopy-inwestycji-polskich-firm/

Dane Deloitte: https://www.deloitte.com/za/en/services/consulting/perspectives/how-ai-is-reshaping-the-role-of-the-modern-cfo.html

Fikcyjne umowy i rachunki na studentów. Fiskus wykrywa nowe schematy wyłudzeń

Coraz częściej osoby poniżej 26. roku życia, korzystające z ulgi podatkowej i zwolnień ze składek ZUS, stają się łatwym celem dla nieuczciwych firm. W zamian za szybki zarobek młodzi podpisują fikcyjne rachunki, narażając się na konsekwencje finansowe i karne. Monika Piątkowska – doradczyni podatkowa fillup.pl ostrzega: z pozoru niewinna „przysługa” może rzutować na całą przyszłą karierę zawodową.

Ulga dla młodych narzędziem w rękach oszustów

Organy podatkowe podają, że w toku przeprowadzanych kontroli wykryto zjawisko związane z wykorzystywaniem osób poniżej 26. roku życia, posiadających status studenta lub ucznia i w związku tym zwolnionych z opłacania składek ZUS i podatku dochodowego. Osoby takie, w zamian za umówioną kwotę pieniędzy, wystawiają lub tylko podpisują przygotowane już rachunki, dotyczące umów zlecenia za fikcyjne usługi.

Jak wskazuje KAS opisując przebieg wyłudzenia: młode, często nieświadome osoby nakłaniane są do poświadczania nieprawdy w dokumentach i wystawiania fikcyjnych rachunków, które służą potem nieuczciwym firmom do obniżania zobowiązań podatkowych. Proceder wykorzystuje przy tym ulgę dla młodych, czyli ulgę dla osób do 26. roku życia. Zgodnie z jej założeniami przychody młodych podatników są zwolnione z opodatkowania do kwoty 85 528 zł, do tego dochodzi kwota wolna od podatku w wysokości 30 000 zł. Zatem, osoby do 26. roku życia nie zapłacą złotówki podatku jeśli ich przychód nie przekroczy łącznie tych dwóch kwot.

– Fiskus wykrył przypadki wystawiania rachunków m.in. za obsługę korespondencji elektronicznej, pozyskiwanie klientów, redagowanie tekstów, przygotowanie baz firm, prace biurowe, porządkowe oraz usługi graficzne i informatyczne. Pojedyncze rachunki wystawiane były na różne kwoty, jednak w praktycznie każdym przypadku, dana osoba w skali roku nie przekraczała kwoty uprawniającej do zwolnienia z podatku dochodowego od osób fizycznych. – wyjaśnia Monika Piątkowska, doradczyni podatkowa fillup.pl i e-pity.pl

KAS podkreśla, że za fikcyjne rachunki młodzi otrzymywali zapłatę zawsze w gotówce. Dokumenty te pozwalały firmom zawyżać koszty prowadzenia działalności, a tym samym płacić niższy podatek dochodowy.

Udział w oszustwie może mieć poważne konsekwencje

– Młodzi ludzie, którzy dopiero wkraczają na ścieżkę kariery zawodowej, często nie zdają sobie sprawy z tego, jakie konsekwencje mogą wywołać ich działania. Kierując się chęcią szybkiego zarobku, mogą zostać uwikłani w proceder, który skutkować będzie nie tylko obowiązkiem zwrotu wyłudzonego podatku. Takie działania rodzą też konsekwencje na gruncie karnym – przestrzega Monika Piątkowska z fillup.pl

Młodzi ludzie, wkraczając w dorosłe życie, często nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich decyzji. Lekkomyślne działania mogą ciążyć im przez wiele lat, np. w postaci statusu osoby karanej, jeśli zostanie wykryte oszustwo podatkowe. Brak doświadczenia i chęć szybkiego zarobku sprawiają, że młodzi stają się łatwym celem dla oszustów. W takich sytuacjach szczególnie ważna jest rola rodziców. Podobnie jak uczymy dzieci samodzielności i odpowiedzialności, warto też zadbać, aby znały swoje prawa i obowiązki podatkowe oraz konsekwencje ich naruszenia.

Fed ostrożny wobec dalszych obniżek stóp. Powell: inflacja wciąż zbyt wysoka

Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych (Fed) przyjęła wyraźnie ostrożne podejście do dalszych obniżek stóp procentowych, co wyraźnie wynika z ostatnich wypowiedzi jej prezesa, Jerome’a Powella. Podkreślił on, że zbyt szybkie luzowanie polityki monetarnej mogłoby zatrzymać postępy w walce z inflacją, która nadal przekracza docelowy poziom 2%. W takiej sytuacji konieczne mogłyby się okazać kolejne podwyżki stóp, co mogłoby jeszcze bardziej zdestabilizować gospodarkę. Jednocześnie Powell zaznaczył, że nadmiernie restrykcyjna polityka może negatywnie wpłynąć na rynek pracy, sygnalizując tym samym potrzebę wyważonego podejścia i brak gotowości do szybkich dalszych cięć.

Wewnątrz Fed narasta jednak wewnętrzna debata. Coraz wyraźniejsze stają się głosy nawołujące do bardziej zdecydowanego luzowania polityki pieniężnej. Stephen Miran, nominowany przez Donalda Trumpa, postuluje szybkie obniżenie stóp nawet do poziomu 2–2.5%, co oznaczałoby radykalne odejście od obecnego poziomu 4-4,25%. Podobne stanowisko zajmuje Michelle Bowman. Wskazuje ona na słabnący rynek pracy oraz łagodnieją inflację, ostrzegając, że Fed może już „spóźniać się” z reakcją. Z kolei Austan Goolsbee, szef oddziału Fed w Chicago, przestrzega przed zbyt pochopnymi decyzjami, akcentując fakt, że inflacja wciąż pozostaje na podwyższonym poziomie.

Dyskusje te mają miejsce w kontekście pierwszej w tym roku decyzji o obniżeniu stóp procentowych. Ruch ten był częściowo podyktowany rosnącym bezrobociem, mimo że inflacja nie została jeszcze całkowicie opanowana. Fed zasygnalizował również możliwość kolejnych dwóch obniżek w najbliższym czasie, choć nie wskazano jednoznacznych terminów ani skali przyszłych decyzji.

Obecna sytuacja pokazuje rosnące napięcia wewnątrz amerykańskiego banku centralnego. Część decydentów obawia się spowolnienia gospodarczego i naciska na szybsze działania, podczas gdy inni pozostają ostrożni, kładąc większy nacisk na dalszą stabilizację inflacji. Przyszły kierunek polityki monetarnej Fed będzie więc zależał od rozwoju sytuacji makroekonomicznej i zdolności do utrzymania równowagi między wspieraniem rynku pracy a kontrolowaniem cen. W reakcji na te informacje SP500 wczoraj wykonał korektę i zakończył dzień spadkiem o 0,48%. Z kolei indeks technologiczny NASDAQ100 spadł tego samego dnia o 0,68%, a EURUSD znów kwotowany jest poniżej 1,18.

Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Cła w USA: koszty ponoszą konsumenci i zagraniczni dostawcy, produkcja krajowa nie zyskuje

Jak na razie koszty ceł ponoszą głównie zagraniczni dostawcy, wkrótce w większym stopniu będą to amerykańscy konsumenci. Co istotne – jak dotychczas nie oznacza to wzrostu produkcji „made in USA”: Co prawda import Stanów Zjednoczonych z Chin spadł o -19% od początku roku, ale jednocześnie o 20% i więcej wzrósł import z Wietnamu, Indii i Tajlandii. Cła niekoniecznie zmniejszają zależność od zagranicznych źródeł, a raczej powodują ich realokację i wzrost kosztów. Co ciekawe: analiza zmian cen produktów wskazuje, że w większości przypadków ceny towarów krajowych rosły w większym stopniu niż towarów importowanych. Koszty ceł ponosili zaś eksporterzy do USA lub amerykańskie gospodarstwa domowe – uprawniony wydaje się więc wniosek, iż wyższe wpływy z ceł są ukrytym podatkiem obecnego systemu handlowego.

  • Wojna handlowa (negatywnie) wpłynęła na mniej niż 25% amerykańskich produktów na rodzimym rynku (głównie w sektorze rolno-spożywczym). W ich przypadku ceny nie były podnoszone (tak jak można było się spodziewać) m.in. ze względu na silną konkurencję krajową i wrażliwość konsumentów na ceny w tych kategoriach.
  • Handel – amerykańscy detaliści i hurtownicy utrzymali sprzedaż i marże na rozsądnym poziomie, co oznacza, że nie korzystali oni zbytnio cłach (np. budując wcześniej zapasy, aby potem sprzedawać je w wyższych cenach).
  • Swoje marże zmniejszyli za to w pewnym stopniu zagraniczni dostawcy. Chociaż ogólny indeks cen importowych w USA był w sierpniu 2025 r. na tym samym poziomie co rok wcześniej, to patrząc na szczegóły: w przypadku około jednej trzeciej produktów, w tym komputerów i elektroniki ceny importowe spadły, co sugeruje umiarkowany jedynie wzrost cen pozostałych produktów, zwłaszcza w przypadku towarów konsumpcyjnych pochodzących głównie z Azji.
  • Pośrednio amerykańscy konsumenci również odczuwają skutki ceł i potencjalnych oportunistycznych podwyżek cen, gdyż jak w Allianz Trade szacujemy cła i inne czynniki krajowe przyczyniły się do wzrostu inflacji CPI o około 0,1 pp w okresie od marca do sierpnia 2025 r. W szczególności szacujemy, że konsumenci płacili dodatkowo 3,6% za towary trwałego użytku takie jak meble oraz dodatkowo 1,2%-2,3% za samochody, odzież, biżuterię i obuwie.
  • W perspektywie długoterminowej w opinii Allianz Trade presja cenowa będzie rosła, a stałe cła na towary i kluczowe surowce utrudniają detalistom i amerykańskim producentom utrzymanie cen samochodów, elektroniki, mebli i tekstyliów w drugiej połowie 2025 r.
  • W Allianz Trade szacujemy, że w przyszłym roku wzrost sprzedaży detalicznej w USA spowolni do nieco poniżej +2%, a wolumen sprzedaży detalicznej wzrośnie jedynie o 1–3%, ponieważ coraz większa część kosztów jest przenoszona na ceny konsumpcyjne.

Większość zwiększonych wpływów z opłat celnych dotyczy dóbr konsumpcyjnych. W wyniku podwyżek ceł amerykańskie służby celne zebrały w tym roku już 165 mld USD, w porównaniu z zaledwie 69 mld USD w tym samym okresie ubiegłego roku. Oprócz ceł do wzrostu cen towarów importowanych przyczynia się również osłabienie amerykańskiego dolara, co widać po gwałtownym wzroście ceł płaconych od importowanych dóbr konsumpcyjnych i półproduktów. W ciągu zaledwie kilku miesięcy udział ceł w wartości importowanych towarów konsumpcyjnych wzrósł z około 4% do około 15% (patrz wykres 1), co stanowi bezprecedensowy wzrost, który prawdopodobnie wywrze presję na gospodarstwa domowe, mimo że jak dotąd wpływ rosnących ceł na popyt był stosunkowo niewielki. Może to również pogłębić przepaść między tym, co płacą amerykańscy konsumenci i firmy, a tym, co inkasują zagraniczni dostawcy. Gdy pozwala na to siła cenowa dostawców, amerykańskie przedsiębiorstwa mogą przenosić koszty opłat bezpośrednio na nabywców, co dodatkowo zwiększa presję na budżety gospodarstw domowych..

Wykres 1: Miesięczne dochody z ceł w USA jako % całkowitej wartości importu, według głównych kategorii produktów

Miesięczne dochody z ceł w USA

Źródła: USITC, Allianz Research

Ceny producentów krajowych (USA) przewyższają ceny importowe w przypadku zdecydowanej większości produktów i kategorii produktów. Chociaż to zazwyczaj importerzy ponoszą koszty ceł, wyższe koszty mogą ostatecznie zostać rozłożone lub pokryte przez cały łańcuch dostaw, poprzez obniżenie cen przez eksporterów, utrzymanie cen na niezmienionym poziomie przez importerów lub zapłacenie wyższej ceny za ten sam towar przez amerykańskich konsumentów. Porównując ceny towarów importowanych i tych krajowych producentów w odniesieniu do całego asortymentu produktów importowanych przez Stany Zjednoczone, stwierdzamy, że to głównie konsumenci amerykańscy i/lub zagraniczni eksporterzy ponoszą koszty wyższych ceł (77% produktów – patrz rysunek 2), ponieważ w większości przypadków ceny w kraju rosły w większym stopniu niż ceny importu (jak widać w przypadku kawy, napojów, elektroniki użytkowej, odzieży, artykułów sportowych, zabawek i biżuterii) lub nawet ceny importowe spadły (pasza dla zwierząt, cukier, papier, przekąski, mrożonki i makaron). Amerykańscy importerzy absorbowali koszty ceł w przypadku pozostałych 23% produktów ( wspomniane na wstępie produkty spożywcze takie jak płatki śniadaniowe, cukierki i ciastka, produkty mleczne), prawdopodobnie ze względu na silną konkurencję krajową i wrażliwość konsumentów na ceny.

Rysunek 2: Ceny importowe w USA a ceny producentów krajowych w sierpniu 2025 r. (w ujęciu rok do roku w %) według produktów i kategorii produktów

Ceny importowe w USA a ceny producentów krajowych w sierpniu 2025

Źródła: BLS, Allianz Research

Dodatkowe koszty związane z cłami przyczyniły się do wzrostu inflacji konsumenckiej w Stanach Zjednoczonych o +0,1 pp w okresie od marca do sierpnia 2025 r. Wykorzystując zależności między inflacją cen importowych a cenami konsumenckimi sprzed marca 2025 r., oszacowaliśmy oczekiwaną zmianę rok do roku w każdej kategorii produktów i porównaliśmy ją z rzeczywistą zmianą do sierpnia[1] . Różnica między rzeczywistym a oczekiwanym poziomem cen stanowi dodatkowe koszty poniesione przez konsumentów z powodu przeniesienia ceł i innych czynników krajowych. W przypadku mebli i produktów pokrewnych dodatkowy koszt wyniósł 3,6%, natomiast konsumenci ponieśli dodatkowe koszty w wysokości od 1,2% do 2,3% w przypadku samochodów, odzieży, biżuterii i obuwia (patrz tabela 1). Nawet w przypadku kategorii niszowych, takich jak wino, konsumenci zapłacili prawie o cały procent więcej niż sugerowałyby ceny importowe. Jednak nie we wszystkich sektorach odnotowano dodatkowe koszty. W niektórych przypadkach połączenie ostrej konkurencji i absorpcji kosztów przez importerów oznaczało, że rzeczywiste wzrosty cen były niższe od prognoz. Na przykład ceny produktów farmaceutycznych i wyrobów cukierniczych były niższe od poziomu sugerowanego przez inflację cen importowych. Wyjątki te podkreślają, że przenoszenie ceł jest nierównomierne: tam, gdzie konsumenci mają do wyboru wiele alternatyw krajowych lub gdzie siła cenowa jest słaba, sprzedawcy mogą pokryć część lub całość ceł, aby zachować udział w rynku. Ogólnie w Allianz Trade szacujemy, że te dodatkowe koszty (pozytywne lub negatywne) przyczyniły się do wzrostu inflacji CPI o około +0,1 pp w okresie od marca do sierpnia 2025 r.

Tabela 1: Szacunki „premii krajowej” w Stanach Zjednoczonych według kategorii produktów w okresie od marca do sierpnia 2025 r.

Produkty Wzrost CPI wynikający z cen importowych (%) Rzeczywisty wzrost CPI (%) Dodatkowy koszt (%) Wpływ na CPI (punkty bazowe)
Meble -0,58 2,95 3,6                     3,0
Odzież -1,52 0,75 2,3                     4,0
Biżuteria 4,49 6,40 1,8%                     0,5
Obuwie -0,81 0,58 1,4                     1,0
Pojazdy silnikowe -1,46 -0,25 1,2                     5,5
Wina -2,10 -1,15 1,0                     0,2
Urządzenia 2,25 2,98 0,7                     0,2
Alkohole wysokoprocentowe 1,84 2,23 0,4                        –  
Części do pojazdów silnikowych 2,66 2,75 0,1                        –  
Produkcja żywności 1,64 1,48 -0,2% –                   1,3
Audio, wideo, komputery itp. -0,08 -0,38 -0,3% – 0,3
Artykuły sportowe 2,56 2,22 -0,3% – 0,1
Farmaceutyki 1,26 -0,75 -2,0% – 3,0
Razem                     9,7

Źródła: BLS, Allianz Research

Sektor detaliczny pokazuje, w jaki sposób wyższe cła mogą wpływać na zyski przedsiębiorstw. Marże operacyjne hurtowników wzrosły do 3,7% w II kwartale 2025 r. z 1,8% w I kwartale, natomiast marże detalistów spożywczych wzrosły do 4,6% z 3,5% (patrz wykres 3). Natomiast sieci dyskontowe, takie jak Walmart i Costco, odnotowały w ostatnim kwartale niewielkie zmiany w rentowności. Sugeruje to, że firmy, które nie koncentrują się na bardzo niskich cenach – lub te, które obsługują klientów biznesowych, a nie konsumentów – były w stanie lepiej przenieść wyższe koszty na odbiorców. W rzeczywistości część podmiotów łańcucha dostaw liczy na to, że nowe cła spowodują wzrost kosztów, co niektórzy analitycy nazwali „Greedflation 2.0” (dosł. „chciwoflacja 2.0”). Hurtownicy działają w mało konkurencyjnym środowisku, a nałożenie się podwójnego efektu nieelastyczności nabywców i skoncentrowanej struktury rynku pozwoli im utrzymać podwyższone marże przez dłuższy czas.

Wykres 3: Marże operacyjne (%) w ekosystemie dystrybucji towarów w Stanach Zjednoczonych

Marże operacyjne

Źródło: Bloomberg (wartość mediany według kategorii), Allianz Research

Ogólna moderacja cen pozwoliła amerykańskiemu sektorowi detalicznemu odnotować solidny wzrost w pierwszej połowie 2025 r. o +2,5% od początku roku do lipca, głównie dzięki wyższym wolumenom, a nie wyższym cenom. Zwolnienia z ceł, rozsądne wykorzystanie zapasów i absorpcja kosztów przez eksporterów pomogły powstrzymać inflację. Konsumenci stali się bardziej ostrożni, co odzwierciedlało gwałtowny spadek zaufania — o około 15% poniżej szczytowego poziomu z ubiegłego roku i 25% poniżej poziomu sprzed pandemii — ale stabilne ceny sprawiły, że nadal wydawali pieniądze. Solidny rynek pracy i nadzieje na obniżkę stóp procentowych przez Fed dodatkowo wzmocniły konsumpcję, nawet pomimo tymczasowego zamrożenia ceł na 90 dni, a następnie ich gwałtownego podwyższenia na początku lata. W czerwcu zamrożenie wygasło, a presja cenowa zaczęła ponownie rosnąć, podczas gdy wolumeny sprzedaży spadły do poziomu najniższego od sześciu miesięcy. W drugiej połowie 2025 r. sektory najbardziej zależne od importowanych komponentów – motoryzacyjny, elektroniczny, meblarski i tekstylny – prawdopodobnie podniosą ceny jeszcze bardziej (patrz wykres 4). Jak dotąd wielu detalistów utrzymało marże, ograniczając koszty ogólne, opierając się na handlu elektronicznym i korzystając z wysokich wolumenów sprzedaży. Jednak przy stałych cłach w wysokości około 19% na towary pochodzące od głównych azjatyckich partnerów handlowych ceny wielu artykułów gospodarstwa domowego nie mogą pozostać na niezmienionym poziomie w nieskończoność. Producenci elektroniki borykają się z rosnącymi kosztami wysokowydajnych chipów i integracji w nich funkcji sztucznej inteligencji. Ich użytkownicy, którzy przecierali szlaki (AI) mogli zaakceptować wzrost cen, ale umiarkowany entuzjazm konsumentów sugeruje, że wyższe ceny spowodują jednak w perspektywie spadek popytu na nie. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku odzieży i artykułów tekstylnych: na początku 2025 r. dokonano zakupów wcześniejszych zapasów, a rabaty pozwoliły utrzymać wysokie wolumeny sprzedaży, ale nowe cła nieuchronnie wpłyną na ceny odzieży w USA. Sektor motoryzacyjny również jest podatny na zmiany: sprzedaż przyspieszyła, ponieważ nabywcy wyprzedzali podwyżki ceł, co oznacza słabszy popyt w kolejnych okresach.

Wykres 4: Wartość sprzedaży detalicznej w USA i miernik inflacji/deflacji cen (współczynnik korygujący ceny)

Wartość sprzedaży detalicznej w USA Źródła: US Census Bureau, Allianz Research

Rotacja łańcuchów dostaw ostatecznie przełoży się na wyższe ceny i spowolnienie konsumpcji w Stanach Zjednoczonych, co doprowadzi do wzrostu wolumenu sprzedaży detalicznej jedynie o +1% do +3% w drugiej połowie roku. Import Stanów Zjednoczonych z Chin spadł o -19% od początku roku, zmniejszając udział Chin w imporcie Stanów Zjednoczonych do około 9% z 13% rok wcześniej. Popyt na elektronikę użytkową spadł o 36,5%, import mebli spadł o 25,5%, a import odzieży spadł o 21%. Nie oznacza to jednak, że amerykańskie firmy przeniosły produkcję z powrotem do kraju. Zamiast tego zwróciły się do Wietnamu, Indii i Tajlandii w celu zakupu komputerów, telefonów, odzieży i obuwia, zwiększając wolumeny z tych krajów o 20% lub więcej. Wietnam wyprzedził Chiny jako największy dostawca obuwia, zajmując 35% rynku amerykańskiego. Zmiany te pokazują, że cła niekoniecznie zmniejszają zależność od zagranicznych źródeł, a jedynie powodują jej realokację i wzrost kosztów. Patrząc w przyszłość, ponieważ spodziewamy się spowolnienia wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych do poziomu nieco poniżej +2% w 2025 i 2026 r., wzrost cen konsumpcyjnych pozostanie umiarkowany (tj. poniżej +3% do 2026 r.), a stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych pozostaną na wysokim poziomie, w Allianz Trade prognozujemy umiarkowany wzrost wolumenu sprzedaży detalicznej – o około +1do +3% w drugiej połowie 2025 r. i w 2026 r. (patrz wykres 5) – ponieważ wzrost płac i stabilny rynek pracy wspierają wydatki, nawet jeśli cła powodują wzrost cen. Efektywne stawki celne mają wzrosnąć, co oznacza dodatkową presję, która będzie testować zdolność detalistów do absorpcji kosztów. Łańcuchy dostaw przedsiębiorstw będą nadal ulegać dywersyfikacji w Azji, a nie w kraju, równoważąc redukcję kosztów z ryzykiem geopolitycznym. Dla konsumentów oznacza to wolniejsze tempo wzrostu cen w niektórych kategoriach i dalszy szok cenowy w innych. Premia krajowa (wspomniane wyższe wpływy z ceł) jest ukrytym podatkiem obecnego systemu handlowego.

Wykres 5: Roczny wzrost PKB w USA a stopa inflacji i roczny wzrost wolumenu handlu detalicznego (wielkość bąbelków)

Roczny wzrost PKB w USA a stopa inflacji i roczny wzrost wolumenu handlu detalicznego

Źródła: US BEA, Allianz Research. Czerwona bańka = spadek wolumenu sprzedaży detalicznej, niebieska bańka = wzrost wolumenu sprzedaży detalicznej.

[1] Dla każdej kategorii produktów (i) szacujemy następującą regresję:  , gdzie l jest optymalnym opóźnieniem dla każdej kategorii produktów, w odniesieniu do pełnej historycznej próby do lutego 2025 r. Następnie obliczamy oczekiwany wskaźnik CPI dla każdego produktu i porównujemy go z wartością rzeczywistą. Różnica ta wskazuje na dodatkową presję cenową wynikającą z ceł i innych czynników krajowych (np. strategii cenowych przedsiębiorstw krajowych), którą nazywamy „premią krajową”.

Wojny celne zmieniają europejski rynek nieruchomości. Sektor magazynowy zyskuje, mieszkaniowy pod presją

Ceny mieszkań rosną, materiały budowlane drożeją, a czas sprzedaży nowych lokali się wydłuża. Wojna celna i globalny protekcjonizm sprawiają, że europejski rynek nieruchomości staje się polem napięć między interesami deweloperów, możliwościami kupujących i decyzjami inwestorów. Dla jednych to sygnał ostrzegawczy, dla innych – okazja do zysków w sektorze magazynowym i logistycznym.

  • Wzrost ceł na surowce i komponenty może podnieść koszty budowy nawet o 7 proc., co stanowi wyzwanie dla deweloperów.
  • Europejskie nieruchomości jako „bezpieczna przystań” – niepewność geopolityczna przyciąga kapitał do stabilnych rynków w Europie Zachodniej.
  • Reorganizacja łańcuchów dostaw napędza popyt na magazyny, centra logistyczne i nieruchomości przemysłowe, zwłaszcza w Polsce, Czechach i na Węgrzech.
  • Sektor mieszkaniowy pod presją – rosnące koszty budowy i życia wydłużają czas sprzedaży.
  • Nowa strategia dla inwestorów – konieczne staje się dokładne modelowanie ryzyka, dywersyfikacja oraz adaptacja do warunków podwyższonej niepewności.
  • Szansa na redefinicję modeli biznesowych – ci, którzy dostosują się do zmieniającej się rzeczywistości, mogą liczyć na ponadprzeciętne zwroty.

– Podnoszenie ceł na towary importowane bezpośrednio przekłada się na wzrost kosztów materiałów budowlanych. Stal, aluminium, komponenty elektroniczne czy specjalistyczne materiały wykończeniowe – wszystkie te elementy stanowią istotną część kosztów realizacji projektów deweloperskich. Szacunki branżowe mówią, że wzrost ceł o 10-25 proc. może podnieść całkowite koszty budowy o nawet 7 proc., co przy obecnych marżach deweloperskich stanowi znaczące obciążenie – wyjaśnia Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji RRJ Group.

Ale z drugiej strony – podkreśla Jodko – niepewność geopolityczna związana z wojnami handlowymi paradoksalnie może wzmocnić pozycję europejskich nieruchomości jako „bezpiecznej przystani” dla globalnego kapitału.

– Obserwujemy zwiększone zainteresowanie funduszami core i core-plus, szczególnie w stabilnych gospodarkach Europy Zachodniej. Biurowce klasy A, magazyny czy nieruchomości mieszkaniowe na wynajem przyciągają inwestorów poszukujących przewidywalnych zwrotów w niepewnych czasach – zwraca uwagę Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji.

Transformacja łańcuchów dostaw

Do tego – dodaje – fundusze dostrzegają szanse w sektorach bezpośrednio dotkniętych zmianami w łańcuchach dostaw. – Magazyny położone blisko granic, centra logistyczne obsługujące e-commerce czy nieruchomości przemysłowe dostosowane do reshoringu produkcji stają się dziś bardziej atrakcyjne inwestycyjnie – wyjaśnia.

Polityka celna przyspiesza proces reorganizacji globalnych łańcuchów dostaw. – Koncepcja just-in-time ustępuje miejsca strategiom zwiększających odporność na zakłócenia, co wymaga większych powierzchni magazynowych. Nearshoring i friendshoring prowadzą do wzrostu popytu na nieruchomości przemysłowe w naszym regionie, który stał się alternatywną lokalizacją produkcyjną dla firm przenoszących działalność z Azji – dopowiada Jodko.

Dlatego właśnie Polska, Czechy i Węgry notują rekordowe poziomy absorpcji powierzchni przemysłowych.

Sektor mieszkaniowy pod presją

Rynek mieszkaniowy znajduje się w szczególnie trudnej sytuacji. – Patrząc na całą Europę z jednej strony, wyższe koszty budowy i finansowania ograniczają nową podaż. Z drugiej, rosnące koszty życia i niepewność gospodarcza osłabiają siłę nabywczą gospodarstw domowych. W rezultacie obserwujemy rosnącą lukę między cenami ofertowymi a możliwościami finansowymi nabywców, co prowadzi do wydłużenia czasu sprzedaży i presji na marże deweloperów – zauważa.

– Inwestorzy działający na europejskim rynku nieruchomości muszą dostosować swoje strategie do nowej rzeczywistości. Kluczowe staje się dokładne modelowanie wrażliwości projektów na zmiany kosztów i stóp procentowych. Dywersyfikacja geograficzna i sektorowa może pomóc w ocenie ryzyka związanego z lokalną ekspozycją na skutki polityki celnej – wyjaśnia Jodko.

– Jeszcze przez jakiś czas Europa mierzyć się będzie z wyzwaniem pogodzenia ochrony własnych interesów gospodarczych z utrzymaniem otwartości na globalny przepływ kapitału i towarów. Dla rynku nieruchomości oznacza to konieczność funkcjonowania w warunkach podwyższonej niepewności, ale także szansę na redefinicję modeli biznesowych i znalezienie nowych źródeł wartości. Inwestorzy, którzy potrafią skutecznie nawigować w tym złożonym środowisku, mogą liczyć na ponadprzeciętne zwroty, podczas gdy ci, którzy zignorują zachodzące zmiany, ryzykują znaczące straty – podsumowuje Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji.

Brakuje słodu do piwa. UOKiK ostrzega przed skutkami dla rynku

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów opublikował raport dotyczący krajowego rynku słodu do produkcji piwa. Dokument stanowi uzupełnienie wcześniejszej analizy rynku piwa i chmielu, a jego głównym wnioskiem jest wskazanie na niedobór odpowiedniej ilości i jakości zbóż, w szczególności jęczmienia browarnego, potrzebnych do produkcji słodu.

Polska w europejskiej czołówce producentów piwa

Według danych Eurostatu Polska odpowiada za produkcję ponad 10 proc. piwa w Unii Europejskiej – rocznie w kraju powstaje ok. 3,4 mld litrów złotego trunku. To plasuje nasz rynek na trzecim miejscu w UE, po Niemczech i Hiszpanii. Skala produkcji sprawia, że stabilność dostaw surowców jest kluczowa dla dalszego rozwoju branży.

Badanie rynku

Analiza UOKiK objęła lata 2019–2022, a dla porównania uwzględniono także wcześniejsze okresy, od momentu wejścia Polski do UE. Zbadano 16 browarów, w tym największych producentów piwa, a także słodownie, przetwórców i pośredników chmielu oraz zbóż.

Z raportu wynika, że rynek tworzą przetwórcy i browary, pośrednicy oraz producenci zbóż, którzy – mimo liczebności – są najsłabszym ogniwem w łańcuchu dostaw. Choć część uczestników rynku wskazuje na jego konkurencyjny charakter, UOKiK zwraca uwagę na potencjalne nieprawidłowości w kontraktach dotyczących m.in. kształtowania cen czy warunków płatności.

Spadek upraw jęczmienia

Jęczmień browarny jest kluczowym surowcem dla produkcji słodu. Tymczasem liczba gospodarstw z jego uprawami spadła z 492 tys. w 2005 r. do 190 tys. w 2020 r. Również powierzchnia zasiewów zmniejszyła się o 37 proc. na przestrzeni dwóch dekad. Choć zbiory utrzymują się na względnie stabilnym poziomie, deficyt odmian odpowiednich dla browarnictwa potwierdzają zarówno słodownie, jak i browary.

W 2022 r. ponad połowa zakupów ziarna była realizowana w ramach długoterminowych umów kontraktacji, a jedynie 22 proc. w ramach umów ad hoc. Jednocześnie słodownie coraz częściej sięgają po importowane surowce.

Produkcja i import słodu

Za 99 proc. krajowej produkcji słodu odpowiadają cztery słodownie z kapitałem zagranicznym: Soufflet, Viking Malt, Crisp Malt oraz Malteurop Polska. Mimo to produkcja krajowa nie wystarcza, by zaspokoić potrzeby browarów – blisko połowa słodu wykorzystywanego w Polsce pochodzi z importu, głównie sprowadzanego bezpośrednio przez browary.

Rekomendacje UOKiK

Zdaniem UOKiK konieczne jest zwiększenie współpracy między browarami, słodowniami i rolnikami. Kluczowe działania obejmują:

  • wspieranie upraw jęczmienia browarnego poprzez transfer wiedzy i technologii,
  • tworzenie grup producenckich w celu wzmacniania pozycji negocjacyjnej rolników,
  • dywersyfikację kanałów zbytu plonów,
  • redagowanie przejrzystych umów, które ograniczą ryzyko sporów i nadużyć,
  • monitorowanie zgodności kontraktów z ustawą o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej.

– Polska ma potencjał do zwiększenia produkcji słodu, ale wymaga to ścisłej współpracy w całym łańcuchu dostaw oraz podnoszenia jakości upraw – podkreślił Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Nowe przepisy. Inspektor PIP zdecyduje w trybie natychmiastowym czy zmienić zlecenie w etat

Szykuje się rewolucja na rynku pracy. Inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy będą mogli natychmiast decydować, czy umowa cywilnoprawna – np. o dzieło lub zlecenie – powinna zostać przekształcona w etat, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla pracodawców. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ma już gotowy projekt nowelizacji ustawy o PIP oraz innych aktów prawnych.[1] Przepisy mają wejść w życie w czerwcu 2026 roku, ale przedsiębiorcy powinni przygotować się na nowe realia już teraz.

Zgodnie z projektem nowe kompetencje inspektorów PIP pozwolą im natychmiast rozstrzygać, czy umowa cywilnoprawna została zawarta nieprawidłowo i powinna zostać przekształcona w etat. Podstawą będzie m.in. sytuacja, gdy charakter pracy wskazuje na zatrudnienie etatowe – obowiązki są wykonywane na rzecz jednego pracodawcy, w stałym rytmie i w powtarzalnym zakresie. Przepisy wprowadzą też możliwość zdalnych kontroli, obejmujących nie tylko treść i zakres umów, ale i prawidłowość odprowadzanych składek. Resort zapowiada podwojenie wysokości grzywien, a inspektorzy będą mogli analizować umowy nawet do roku wstecz – również wtedy, gdy pracownik nie jest już związany z firmą.

– Pamiętajmy, że zamiana umowy cywilnoprawnej w etat to dla pracodawcy nie tylko konieczność odprowadzania składek ZUS i podatków. To także pełen pakiet obowiązków wynikających z kodeksu pracy – szkolenia BHP, badania lekarskie, zapewnienie pracownikowi urlopu wypoczynkowego, wypłata wynagrodzenia za czas choroby czy przestrzeganie okresów wypowiedzenia. Do tego dochodzi dokumentacja i obowiązki informacyjne. W praktyce oznacza to również wzrost kosztów i ograniczenie elastyczności zatrudnienia, co powinno skłonić firmy do dokładnego przejrzenia swoich umów już teraz – mówi Michał Młynarczyk, Prezes Devire Group.

Etaty czy śmieciówki?

Polski rynek pracy to dziś ponad 17,2 mln aktywnych zawodowo osób, z czego zdecydowana większość zatrudniona jest na etatach.[2] Według danych GUS aż 85 proc. pracowników sektora prywatnego ma umowę o pracę na czas nieokreślony – to blisko 11,8 mln osób.[3] Równocześnie jednak rośnie liczba zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych. Na koniec września 2023 roku na zleceniu i podobnych kontraktach pracowało 2,35 mln osób.[4] W marcu 2025 r. już niemal 1,4 mln wykonywało pracę wyłącznie w tej formule – to wzrost o 5,5 proc. w porównaniu z marcem 2024 r.[5] Dane te jasno pokazują, że choć etat wciąż dominuje, ale segment umów cywilnoprawnych wciąż się rozrasta.

– W obliczu nadchodzących zmian warto przyjrzeć się elastycznym modelom zatrudnienia, dopasowanym do potrzeb danej organizacji. Jednym z rozwiązań może być outsourcing całych procesów, zwłaszcza tych spoza kluczowej działalności firmy („non core operations”). W takim modelu firma zazwyczaj rozlicza się za zrealizowane efekty (KPI), a nie za godziny pracy. Innym rozwiązaniem może być zatrudnianie interim managerów, którzy wchodzą do organizacji na określony czas, by przeprowadzić konkretny projekt czy zmianę. Alternatywą są także umowy o pracę tymczasową zawierane przez agencje zatrudnienia, kontrakty menedżerskie czy współpraca B2B z samozatrudnionymi specjalistami. Część z tych modeli wiąże się oczywiście z obowiązkiem odprowadzania składek, ale dają one pracodawcom większą elastyczność w doborze kadry, zwłaszcza w projektach krótkoterminowych – mówi Michał Młynarczyk, CEO Devire Group.

Eksperci zwracają uwagę, że nowe przepisy mogą szczególnie wpłynąć na branże, w których umowy cywilnoprawne są stosowane najczęściej. Dane GUS pokazują, że duży odsetek zleceniobiorców pracuje w sektorach takich jak administrowanie i działalność wspierająca (m.in. agencje zatrudnienia) czy opieka zdrowotna i pomoc społeczna.[6] Wysoki udział umów cywilnoprawnych notuje się również w budownictwie oraz transporcie i gospodarce magazynowej. Zdaniem analityków na większe ryzyko zmian mogą być także narażone branże oparte na pracy sezonowej lub projektowej, jak gastronomia, usługi kurierskie czy e-commerce.

Nowe regulacje mogą na trwałe zmienić strukturę polskiego rynku pracy. Etat stanie się nie tylko dominującą, ale też wymuszoną formą zatrudnienia, a pracodawcy będą musieli zmierzyć się z wyższymi kosztami i większą odpowiedzialnością. Eksperci podkreślają jednak, że to również szansa na bardziej przejrzyste i uczciwe zasady gry – a ostateczny bilans tej rewolucji poznamy dopiero po jej wejściu w życie w czerwcu 2026 roku.

[1] https://www.money.pl/gospodarka/to-bedzie-rewolucja-w-umowach-o-prace-resort-ujawnia-projekt-7195879940578240a.html

[2] https://rynekpracy.org/statystyki/liczba-pracujacych/

[3]https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5475/4/55/1/aktywnosc_ekonomiczna_polski_za_2_kw_2024.pdf

[4] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Tyle-osob-pracuje-na-zleceniu-GUS-podal-nowe-dane-8746504.html

[5] https://stat.gov.pl/statystyki-eksperymentalne/kapital-ludzki/wykonujacy-prace-wylacznie-na-podstawie-umow-zlecenia-i-pokrewnych-w-polsce-w-marcu-2025-r-%2C16%2C9.html

[6] https://businessinsider.com.pl/praca/praca-na-smieciowce-ilu-polakow-to-dotyczy-i-w-jakich-branzach/q4lettb

Oddajesz krew? Przysługują Ci dwa dni wolne od pracy, płatne jak urlop

Honorowym dawcom krwi w Polsce przysługują dwa dni wolne od pracy za każdą donację, płatne jak urlop wypoczynkowy. Jeden dzień wolny przypada w dniu oddania krwi, a drugi w dniu następnym – nie trzeba brać zwolnienia lekarskiego. Eksperci z Conperio przypominają jednak, że kluczowe jest poinformowanie pracodawcy z wyprzedzeniem – pozwala to lepiej zaplanować pracę zespołu i uniknąć niepotrzebnych nieporozumień. Jest też pewna wrażliwa luka w systemie.

Jak pokazują dane Narodowego Centrum Krwi, w 2024 roku w Polsce oddano ponad 1,5 mln jednostek krwi, a aktywnych dawców było ponad 651 tys. To imponujący przykład społecznego zaangażowania, który realnie ratuje życie.

– Oddawanie krwi to postawa godna najwyższego uznania. Ustawodawca dostrzega jej wartość, dlatego w dniu donacji, a także kolejnym, honorowy dawca może nie przychodzić do pracy i nie traci z tego tytułu wynagrodzenia. Ważne jednak, aby pracownik poinformował o tym z wyprzedzeniem – to pozwala pracodawcy lepiej przygotować się organizacyjnie, zwłaszcza w zespołach o wrażliwym rytmie pracy – podkreśla Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

Dwa dni wolne na mocy ustawy

Zgodnie z ustawą o publicznej służbie krwi, pracownikowi oddającemu krew przysługuje pełnopłatne zwolnienie z pracy. Od kwietnia 2023 roku możliwe jest także skorzystanie z dnia wolnego w dniu następny. Przepis ten obejmuje wszystkich pracowników, niezależnie od formy zatrudnienia – wystarczy odpowiednie zaświadczenie ze stacji krwiodawstwa.

– Warto podkreślić, że korzystanie z tego uprawnienia nie wiąże się z koniecznością uzyskania zwolnienia lekarskiego. To nie L4, lecz osobna forma nieobecności – wynikająca bezpośrednio z przepisów prawa – zaznacza Mikołaj Zając.

Liczy się komunikacja

Eksperci rynku pracy zwracają uwagę, że donacja krwi w większości przypadków jest planowana – warto więc poinformować przełożonego o planowanej nieobecności odpowiednio wcześniej. Pomaga to w organizacji pracy zespołu i pozwala uniknąć dezorganizacji, szczególnie w mniejszych firmach lub w działach, gdzie jedna osoba pełni kluczową rolę.

– Z naszej praktyki wynika, że nieporozumienia nie wynikają z braku dobrej woli, lecz z braku informacji – zarówno po stronie pracownika, jak i pracodawcy. Warto jasno komunikować swoje zamiary i uprzedzać o nieobecności. W ten sposób gest solidarności nie przeradza się w dezorientację – dodaje Mikołaj Zając z Conperio.

Wrażliwa luka w systemie

Zdarzają się również sytuacje, w których prawo – choć stworzone z myślą o dobru wspólnym – może być wykorzystywane w sposób niezamierzony przez ustawodawcę. Przykładem są przypadki, gdy pracownicy o kluczowych kompetencjach w zakładach produkcyjnych umawiają się na oddawanie krwi i osocza w sposób skoordynowany, co pozwala im uzyskać cykliczne dni wolne. W tym czasie inni pracownicy pokrywają ich obowiązki w formie płatnych nadgodzin. Po powrocie jednych, sytuacja się odwraca, a role zamieniają i nieobecni są ci drudzy. Takie zorganizowane schematy – choć w pełni zgodne z literą prawa – mogą obciążać firmę i zaburzać równowagę w zespole.

– To sytuacje marginalne, ale warto je zauważać. Korzystanie z przywilejów związanych z donacją powinno iść w parze z odpowiedzialnością – zarówno wobec pracodawcy, jak i współpracowników – podkreśla ekspert rynku pracy.

Pracownik, który planuje oddać krew, powinien pamiętać o tym, by zgłosić ten fakt z wyprzedzeniem, a następnie potwierdzić donację odpowiednim zaświadczeniem. To prosty krok, który ułatwia życie obu stronom i wzmacnia kulturę wzajemnego zrozumienia w miejscu pracy.

Rynek pracy dla studentów: kto zatrudnia, ile płaci i jakie są najpopularniejsze zawody

Coraz więcej studentów w Polsce łączy naukę ze zdobywaniem doświadczenia zawodowego i samodzielnym utrzymaniem się. Najnowsze analizy rynku pracy przeprowadzone przez Grupę Progres pokazują, że największa liczba ofert dla młodych osób pochodzi z branży handlu i sprzedaży oraz sektora HoReCa. Średnie roczne wynagrodzenie oferowane w ogłoszeniach rekrutacyjnych dedykowanych studentom w Polsce wynosi obecnie około 86 964 zł brutto, co przy elastycznej pracy w ramach umowy zlecenia daje około 79 138 zł netto rocznie, a przy standardowym etacie – około 61 900 zł netto.

Różnorodność stanowisk, atrakcyjne wynagrodzenia i elastyczne grafiki sprawiają, że studenci mają coraz więcej możliwości dopasowania pracy do oczekiwań zawodowych i stylu życia. Wielu szuka możliwości zarobku, bo utrzymanie w trakcie nauki kosztuje, a rodziców nie zawsze stać, żeby w całości pokryć taki wydatek. Jak wynika z raportu Portfel Studenta przeciętne miesięczne wydatki osób z tej grupy to 3,98 tys. zł.

Wielu studentów zarabiało już w wakacje, podobnie jak maturzyści. W październiku będą kontynuowali pracę w trakcie roku akademickiego, szukając etatów lub elastycznych form zatrudnienia, żeby pokryć koszty studiówmówi Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres. – Na szczęście rynek oferuje im obecnie sporo możliwości, które pozwalają pogodzić etat z nauką i zdobyć środki na utrzymanie w trakcie roku akademickiego dodaje.

Analiza ofert pracy przeprowadzona przez Grupę Progres pokazuje, że obecnie największa liczba ofert dla studentów pochodzi z branży handlu i sprzedaży – 17% wszystkich ogłoszeń dla tej grupy kandydatów. Na drugim miejscu uplasowała się HoReCa – 16%. Kolejne sektory, które chcą zatrudniać osoby młode i uczące się to: logistyka, zakupy i spedycja (15%), administracja biurowa (10%) oraz edukacja (6%). W dalszej kolejności znajdują się: obsługa klienta i call center (5%), produkcja (4%) i ochrona (4%). Studentów na etat szukają też firmy zajmujące się finansami i księgowością (3% ogłoszeń), roznoszeniem ulotek (3%), remontami (3%), IT i telekomunikacją (2%), zdrowiem (2%). Najmniej stanowisk dla żaków czeka w marketingu i public relations, HR, ubezpieczeniach, energetyce badaniach i rozwoju, obronności czy BHP.

Jeśli chodzi o konkretne stanowiska, studenci najczęściej mają okazję pracować jako: kasjerzy, sprzedawcy, doradcy klienta, magazynierzy, kurierzy i dostawcy, a w branży HoReCa – kelnerzy, barmani, kucharze, recepcjoniści i pracownicy hotelowi. W administracji biurowej i edukacji mogą liczyć na role asystentów biurowych, sekretarek, praktykantów w szkołach i opiekunów zajęć dodatkowych, natomiast w logistyce i produkcji często oferowane są stanowiska pakowaczy, magazynierów i pracowników produkcji. W obszarze IT i marketingu dostępne są pozycje junior developerów, grafików, specjalistów ds. social media i analityków danych, a w finansach – asystentów zespołu księgowości czy finansów.

Studenci mają konkretne oczekiwania i preferencje przy wyborze pracy. Najczęściej poszukują oni zatrudnienia dorywczego, sezonowego lub z elastycznym grafikiem, unikając nocnych zmian. Dla wielu kluczowa jest możliwość podjęcia pracy od zaraz, a także przyjazna atmosfera. Niemniej w tej grupie prym nadal wiodą też zarobki – oczekują oni wynagrodzenia netto zbliżonego do stawki brutto. Najniższa krajowa ich nie satysfakcjonuje i informują o tym wprost. W praktyce studenci często mogą liczyć na wynagrodzenie wyższe niż początkowo oferowane, zwłaszcza w branżach, w których brakuje rąk do pracyzaznacza Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres.

Statystyki wynagrodzeń umieszczanych w ofertach pracy dla studentów pokazują, że przeciętnie w ciągu roku zarobić w sumie około 86 964 zł brutto. W praktyce, przy umowie zlecenia dla osoby do 26 roku życia (z uwzględnieniem zwolnienia podatkowego i tylko 9% składką zdrowotną), daje to około 79 138 zł netto, natomiast przy standardowej umowie o pracę z pełnymi składkami i podatkiem – około 61 900 zł netto rocznie. Przekładając to na miesiące, średnia kwota 7247 zł brutto odpowiada mniej więcej 6595 zł netto przy zleceniu i 5150 zł netto przy etacie. Tygodniowo daje to odpowiednio 1650 zł netto lub 1285 zł netto, a stawka godzinowa 45,29 zł brutto oznacza 41,21 zł netto na zleceniu lub około 32 zł netto przy umowie o pracę. W analizie wynagrodzeń dla studentów najniższe obserwowane roczne płace wynoszą 74 640 zł brutto (czyli około 67 922 zł netto przy zleceniu lub 53 200 zł netto na etacie), natomiast najwyższe dochody osiągają 95 832 zł brutto, co daje 87 208 zł netto na zleceniu lub 68 000 zł netto w przypadku umowy o pracę.

Oprócz wynagrodzenia, pracodawcy niejednokrotnie oferują studentom różnorodne benefity i udogodnienia, które mają przyciągnąć młodych pracowników. Wśród najpopularniejszych znajdują się szkolenia i kursy podnoszące kwalifikacje, programy stażowe i praktyki, mentoring i wsparcie w rozwoju kariery, bonusy za polecenie znajomych, premie za wyniki, zniżki pracownicze, darmowe posiłki lub napoje w miejscu pracy. Studenci mogą liczyć na dofinansowanie transportu lub karty miejskie, dostęp do siłowni, zajęć sportowych lub wellness, programy integracyjne i wyjazdy team buildingowe, możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej, elastyczne przerwy i dodatkowe dni wolne, karty podarunkowe i vouchery, a w niektórych firmach także programy zdrowotne i ubezpieczenia dodatkowe.

Firmy zatrudniające studentów napotykają jednak pewne trudności – często młodzi pracownicy mają ograniczone doświadczenie, niską dyspozycyjność i elastyczność, a także charakteryzuje ich duża rotacja i zmienna wydajność. Dodatkowo niekiedy wymagana jest praca nad motywacją, punktualnością i odpowiedzialnością, aby zapewnić sprawne funkcjonowanie zespołu. Niemniej, inwestycja czasu i poświęcenie uwagi studentom może się opłacić – młodzi pracownicy szybko zdobywają doświadczenie, angażują się w obowiązki i często stają się wartościowymi członkami zespołu na dłuższy okres – podsumowuje Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres.

***

Analizy Grupy Progres przeprowadzano w pierwszych trzech tygodniach września 2025 roku, obejmowały zbiór ponad 83 tys. ofert o pracę publikowanych w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.

Raport Economist Impact i SAS: AI zmienia sektor ubezpieczeń, choć rewolucja jeszcze przed nami

Liderzy branży ubezpieczeniowej coraz częściej dostrzegają, że wpływ sztucznej inteligencji (AI) na funkcjonowanie ich organizacji jest coraz większy – wynika z najnowszego raportu Economist Impact przygotowanego we współpracy z SAS. Choć technologie takie jak generatywna AI nie zdążyły jeszcze całkowicie odmienić tego sektora, już teraz przyczyniają się do wzrostu jego produktywności.

Firmy coraz śmielej testują agentów AI – autonomiczne systemy zdolne do samodzielnego wykonywania nawet złożonych zadań. Ten kierunek rozwoju pokazuje, że coraz popularniejszy stanie się model współpracy, w którym ludzie i technologia będą działać ramię w ramię, m.in. przy ocenie ryzyka ubezpieczeniowego (underwritingu), tworzeniu ofert produktowych, przetwarzaniu roszczeń oraz wielu innych zadaniach.

Coraz częściej zespoły firm ubezpieczeniowych będą tworzyć ludzie i agenty AI, współpracujący w ramach wspólnego ekosystemu – podkreśla Jodie Wallis, Global Chief Analytics Officer w Manulife, jedna z ekspertek zaangażowanych w tworzenie raportu. – Część agentów będzie działać w dużej mierze samodzielnie, choć pod czujnym nadzorem człowieka – dodaje.

Sztuczna inteligencja przynosi wartość – choć nie zawsze jeszcze przekłada się na zyski

Raport Underwriting the Future: The role of artificial intelligence in insurance bazuje na spostrzeżeniach przedstawicieli kluczowych firm ubezpieczeniowych z całego świata, zebranych podczas pogłębionych wywiadów i dyskusji eksperckich. Stanowi on rozwinięcie publikacji Revealing the paths to 2040: Global insurance survey report z lutego br., która przedstawiała wyniki badania przeprowadzonego wśród ponad 500 osób zarządzających firmami ubezpieczeniowymi z 17 krajów i analizowała ich przewidywania dotyczące przyszłości branży. W raporcie przytoczono opinie ekspertek i ekspertów z takich firm jak Zurich North America, HDI Global, Tokio Marine i Manulife.

Branża dostrzega coraz większy potencjał AI w zwiększaniu produktywności, usprawnianiu modelowania ryzyka oraz zmniejszaniu globalnej luki ubezpieczeniowej. Jednocześnie wskazuje na wyzwania natury strukturalnej, kulturowej i regulacyjnej. Raport podsumowuje te obserwacje w trzech kluczowych wnioskach.

  1. Korzyści płynące z AI mają jak dotąd charakter bardziej ewolucyjny niż rewolucyjny. Sztuczna inteligencja od lat wspiera procesy oceny ryzyka i wykrywania nadużyć, ale to rozwój generatywnej AI przyciągnął większe inwestycje i uwagę zarządów. Kadra zarządzająca podkreśla, że GenAI przyspiesza prace programistyczne o 30–50%, usprawnia obsługę klienta oraz umożliwia analizę ryzyk klimatycznych i cybernetycznych w czasie rzeczywistym. Wdrażanie AI wciąż przebiega jednak nierównomiernie. Największe postępy notują insurtechy – zwłaszcza te działające w obszarze ubezpieczeń cybernetycznych – które wdrożyły już systemy zintegrowane z AI. Firmy korzystające ze starszych systemów technologicznych adaptują nowe rozwiązania znacznie wolniej. W rezultacie wiele organizacji skupia się dziś na testowaniu AI w wybranych obszarach, zamiast wdrażać ją na szeroką skalę.
  1. Wzrost efektywności dzięki AI nie zawsze idzie w parze z natychmiastowymi oszczędnościami – wiele firm ubezpieczeniowych zamiast redukować zatrudnienie, inwestuje uwolnione zasoby w rozwój nowych narzędzi, obsługę większej liczby zgłoszeń oraz szkolenie zespołów w obszarach, w których człowiek wciąż ma przewagę, jak sprzedaż czy budowanie relacji. Na znaczeniu zyskuje również wdrażanie kompleksowych platform agentów AI, które pozwalają szybciej dostosowywać się do zmiennych potrzeb rynku i ograniczają zależność od kosztownych, wieloletnich projektów IT. Warto zauważyć, że inwestycje w AI coraz częściej przestają być traktowane jako przewaga konkurencyjna – stają się oczekiwanym standardem w branży.
  1. Zwinność organizacyjna staje się nieodzowna. Szybkie tempo zmian technologicznych, rosnące wymagania regulacyjne oraz rozwój AI sprawiają, że firmy ubezpieczeniowe muszą dostosowywać systemy, optymalizować procesy i skutecznie zarządzać zmianą. Globalni gracze mierzą się dodatkowo z wyzwaniami wynikającymi z dużego zróżnicowania przepisów między rynkami.

Kiedy mówimy dziś o możliwościach agentów AI, łatwo ulec wrażeniu, że są już w stanie wykonywać nawet bardzo złożone zadania – mówi Thorsten Hein, Principal Global Insurance Advisor w SAS. – Tymczasem ich największy potencjał tkwi w działaniach powtarzalnych i opartych na danych, zwłaszcza gdy współpracują z innymi agentami. Bardziej złożone operacje, jak zaawansowane modelowanie ryzyka, wciąż wymagają wsparcia ekspertów i integracji z wyspecjalizowanymi narzędziami branżowymi – dodaje.

Jedno pozostaje niezmienne: dane są i pozostaną niezbędne, zwłaszcza w kontekście AI. Aby w pełni wykorzystać ich potencjał, ubezpieczyciele muszą nie tylko dysponować danymi wysokiej jakości, ale również sprawnie łączyć je z innymi istotnymi informacjami.

Patrząc w przyszłość

Jak zatem wygląda przyszłość sztucznej inteligencji w sektorze ubezpieczeń? Branża coraz szybciej wdraża nowe technologie. Choć rewolucja jeszcze nie nadeszła, ubezpieczyciele nieustannie inwestują w AI i poszukują kolejnych zastosowań – choćby po to, by nie pozostać w tyle za konkurencją.

Ubezpieczyciele dostrzegają potencjał AI i coraz częściej identyfikują oraz testują konkretne scenariusze jej zastosowania – mówi Franklin Manchester, Principal Global Insurance Advisor w SAS. – Sztuczna inteligencja, szczególnie w formie agentów AI, może realizować wiele zadań autonomicznie lub pod nadzorem człowieka. W dłuższej perspektywie może to oznaczać sprawniejszą obsługę, niższe koszty i oraz lepsze wykorzystanie kompetencji ludzkich tam, gdzie mają one największe znaczenie – dodaje.

Ministerstwo Energii powołało Zespół ds. Transformacji Ciepłownictwa

24 września 2025 r. w siedzibie Ministerstwa Energii odbyło się pierwsze posiedzenie nowo powołanego Zespołu ds. Transformacji Ciepłownictwa. W spotkaniu uczestniczyli Minister Energii Miłosz Motyka oraz Podsekretarz Stanu Konrad Wojnarowski. Celem Zespołu jest przygotowanie rekomendacji dla procesu modernizacji i transformacji polskiego ciepłownictwa.

Znaczenie transformacji sektora

Zespół został powołany Zarządzeniem Ministra Energii z 19 września 2025 r. Jak podkreśla Miłosz Motyka, transformacja ciepłownictwa ma kluczowe znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, jak i ochrony odbiorców przed rosnącymi kosztami ogrzewania. – Powołaliśmy organ, który ma wypracować kompleksowe rozwiązania dla sektora – od zmian legislacyjnych, przez wsparcie inwestycji, po promocję efektywności energetycznej i nowych technologii. Rekomendacje Zespołu mają odpowiadać na realne potrzeby społeczne i rynkowe – wskazał minister.

Skład i zadania Zespołu

Przewodniczącym Zespołu został Konrad Wojnarowski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Energii. W jego skład weszli przedstawiciele instytucji publicznych, przedsiębiorstw ciepłowniczych, sektora energetycznego oraz środowisk naukowych, co ma zapewnić szeroką perspektywę i zrównoważone podejście do rekomendacji.

Do głównych zadań Zespołu należą m.in.:

  • proponowanie zmian legislacyjnych i pozalegislacyjnych,
  • opracowanie rekomendacji w zakresie finansowania inwestycji,
  • analiza potencjału rynku ciepła w kontekście polityki energetycznej państwa,
  • dostosowanie krajowych regulacji do wymogów prawa unijnego,
  • ocena sytuacji ekonomicznej sektora.

Grupy robocze i kierunki prac

Zespół będzie funkcjonował poprzez wyspecjalizowane grupy robocze zajmujące się m.in.:

  • analizą barier regulacyjnych spowalniających transformację,
  • opracowaniem mechanizmów przyspieszenia inwestycji,
  • rewizją modelu taryfowania ciepła,
  • przygotowaniem planu wsparcia finansowego (dotacje, preferencyjne pożyczki, gwarancje bankowe),
  • integracją sektora ciepłownictwa i elektroenergetyki poprzez wykorzystanie nadwyżek zielonej energii.

Istotnym obszarem prac będzie również promocja efektywności energetycznej w budynkach, wzmocnienie roli samorządów w lokalnym planowaniu oraz wspieranie wykorzystania ciepła odpadowego i cyfryzacji sektora.

Koszty życia wymuszają pracę. 74% studentów w Polsce zatrudnia się, by sfinansować utrzymanie

Pierwszego października ponad 1,2 mln studentów rozpocznie nowy rok akademicki, a wraz z nim widoczny będzie wzrost zgłoszeń studentów szukających pracy, zwłaszcza w miastach, w których zlokalizowane są uczelnie wyższe. Jak podkreśla ekspertka z agencji Trenkwalder, to szansa dla przedsiębiorców, nie tylko na dodatkowe ręce do pracy, ale i na rekrutację pracowników już z pewnymi kompetencjami, do nabycia których zwykle potrzebny jest czas.

Jeszcze dekadę temu praca podczas studiów była przede wszystkim opcją, dziś staje się nieodzownym elementem codzienności młodych ludzi. W całej Europie studenci coraz częściej łączą naukę z zatrudnieniem, traktując pracę nie tylko jako źródło dochodu, lecz także jako krok w stronę samodzielności i dorosłości. Jak wynika z badania EUROSTUDENT VIII[1] najwięcej pracujących studentów jest w Holandii (77%) oraz Islandii (76%) – najmniej w Portugalii (32% studentów). Polska plasuje się niemal dokładnie w europejskiej średniej – pracę podejmuje 59,9% studentów, z czego blisko połowa pracuje regularnie w trakcie semestru, a około 11% dorabia okazjonalnie. Z powodu stale rosnących kosztów życia i astronomicznych cen wynajmu mieszkań, znaczna część z nich będzie szukała stałej lub dorywczej pracy już od października.

Chociaż niektórzy studenci pracują w ciągu całego roku lub od wakacji, to właśnie w październiku, kiedy  wrócą do swoich miast akademickich i poznają już swój grafik zajęć na dany rok, obserwujemy zwykle zwiększoną liczbę CV spływających właśnie od tej grupy kandydatówmówi Katarzyna Bartnicka, specjalistka ds. rekrutacji w agencji zatrudnienia Trenkwalder. Jak zaznacza ekspertka, to szansa dla pracodawców na zwerbowanie pracowników zarówno do prostych, dorywczych prac w przemyśle, logistyce czy usługach, jak i na złowienie młodych talentów na stanowiska juniorskie i staże zawodowe.

A jest o co walczyć, bo to duża grupa z potencjałem. Według danych GUS na 31 grudnia 2024 r., na niemal 350 uczelniach wyższych w Polsce zlokalizowanych w ponad 90 miastach studiowało 1 280,1 tys. osób.  Największymi ośrodkami akademickimi w kraju są Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Łódź oraz Gdańsk i to tu pracodawcy będą mieli największe szanse na udane rekrutacje.

DROGI KOSZT ŻYCIA MOTYWACJĄ DO PRACY

Koszty życia studentów w Polsce w ostatnich latach rosną w szybkim tempie. Jak wynika z raportu EUROSTUDENT VIII, aż 60% wszystkich wydatków ponoszą oni sami, podczas gdy 30,6% kosztów pokrywają rodzice lub partnerzy. Na same studia przeznacza się ok. 9,5% budżetu, z czego 6,3% płacą studenci, a resztę ich rodziny. Największym wyzwaniem są jednak koszty związane z mieszkaniem, wyżywieniem i transportem. Eurostat podaje, że w latach 2015–2023 ceny najmu mieszkań w Europie wzrosły średnio o 58,4%. Aż 74% studentów w Polsce, biorących udział w badaniu EUROSTUDENT VIII wskazuje, że pracuje, by pokryć bieżące koszty utrzymania. Dla 56% zatrudnienie jest warunkiem możliwości kontynuowania nauki, a 32% dodatkowo wspiera finansowo swoich bliskich. Nic dziwnego, że tak wielu z nich decyduje się na podjęcie pracy, często już w pierwszych miesiącach nauki. Finanse to kluczowa, ale nie jedyna motywacja skłaniająca studentów do podjęcia pracy.

Obok praktycznych, finansowych przesłanek pojawia się też chęć zdobycia doświadczenia, poznania rynku pracy i przygotowania się do przyszłej kariery. Widać wyraźnie, że praca na studiach to też inwestycja w siebiemówi Katarzyna Bartnicka.

OD KASY W SKLEPIE PO INŻYNIERA – GDZIE CZEKAJĄ OFERTY?

Rynek pracy w Polsce w 2025 roku nie sprzyja jednak nadmiernemu optymizmowi. W sierpniu pracodawcy opublikowali na 50 największych portalach rekrutacyjnych 247 tys. nowych ofert pracy, co oznacza spadek o 13% w porównaniu z rokiem poprzednim i powrót do poziomu z 2020 roku, czyli czasu pandemii[2]. Mimo tego, eksperci wskazują, że studenci nie będą mieli problemów ze znalezieniem zatrudnienia.

Dzieje się tak dlatego, że wciąż istnieje duże zapotrzebowanie zarówno na osoby do prac niewymagających doświadczenia, jak i na młodych ludzi ze specjalistyczną wiedzą zdobytą na uczelnizaznacza Katarzyna Bartnicka.

Oferty pracy dla studentów można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza z nich to stanowiska dostępne praktycznie od zaraz, niewymagające wykształcenia ani doświadczenia. Są to prace magazynowe, fizyczne, produkcyjne czy w obsłudze klienta, handlu, e-commerce i gastronomii. W takich przypadkach kluczowe znaczenie ma szybkość szkolenia i gotowość do pracy w elastycznym grafiku. Na taką pracę decydują się studenci, dla których najważniejsza jest sposobność szybkiego podreperowania budżetu. Druga kategoria to stanowiska specjalistyczne, gdzie pracodawcy poszukują studentów ostatnich lat studiów.

– Chodzi przede wszystkim o branże deficytowe, w tym kierunki inżynieryjne – automatyka, mechanika, budowa maszyn, a także kierunki, takie jak finanse i rachunkowość. Zatrudnienie studentów z tych kierunków to dla pracodawców inwestycja – mogą oni przygotować młodego człowieka do zawodu, pozyskać pracownika z dużym potencjałem i jednocześnie ograniczyć koszty rekrutacji w przyszłościpodkreśla Katarzyna Bartnicka.

MIĘDZY MARZENIAMI O NIEZALEŻNOŚCI A REALIAMI PORTFELA

Oczekiwania studentów wobec rynku pracy są jasne. Najważniejszym czynnikiem pozostaje wysokość wynagrodzenia. To dlatego tak wielu młodych ludzi wybiera umowy zlecenia, gdzie brutto = netto.

Na ile wyceniają siebie studenci? Dane rynkowe wskazują, że oczekiwania bywają bardzo wysokie. Pensją marzeń dla niektórych młodych ludzi jest nawet 10 tys. zł brutto, choć w zderzeniu z rzeczywistością okazuje się, że realne widełki wynagrodzeń zaczynają się od poziomu płacy minimalnej, wynoszącej w 2025 roku 4666 zł brutto. W przypadku prostych prac fizycznych studenci mogą liczyć na 5–6 tys. zł brutto miesięcznie. Z kolei średnie wynagrodzenie absolwentów w pierwszym roku po studiach to kwota niewiele ponad 5300 zł brutto. Najlepiej zarabiają młodzi informatycy i pielęgniarki – ich średnie pensje przekraczają 7 tys. zł brutto – najniżej wyceniani są natomiast absolwenci pedagogiki, których średnie zarobki w pierwszym roku pracy oscylują w granicy minimalnej krajowej[3].

Oprócz finansów w grę wchodzą także inne czynniki.

Dla części studentów ważna jest także elastyczność zatrudnienia, umożliwiającą pogodzenie pracy z planem zajęć. Tam, gdzie charakter stanowiska na to pozwala, studenci poszukują również pracy zdalnej lub hybrydowej. Jeszcze inna grupa stawia na możliwość zdobycia praktyki zawodowej. Z kolei wizerunek firmy ma znaczenie przede wszystkim dla osób szukających zatrudnienia w branży związanej z kierunkiem studiów, choć stanowią one zdecydowaną mniejszośćwskazuje Katarzyna Bartnicka, specjalistka ds. rekrutacji w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Studenci coraz częściej traktują pracę w czasie studiów jako inwestycję w przyszłość. Wielu z nich, rozpoczynając zatrudnienie jeszcze przed dyplomem, zwiększa swoje szanse na stabilną karierę po ukończeniu nauki. Dla pracodawców to także korzystna sytuacja – mają możliwość pozyskania zmotywowanego, elastycznego pracownika, którego można ukształtować według potrzeb firmy.
W efekcie praca w czasie studiów staje się nie tylko sposobem na przetrwanie w trudnych realiach finansowych, lecz także pierwszym krokiem w stronę profesjonalnej kariery.

[1] „Społecznie i ekonomiczne warunki życia studentów w Polsce na tle innych krajów europejskich”. Raport z badania EUROSTUDENT VIII, 2022. Warszawa, 20 grudnia 2024 r.

[2] Dane z systemu rekrutacyjnego Element dla Grant Thorntona, sierpień 2025.

[3] Polski Instytut Ekonomiczny, „Absolwenci uczelni na polskim rynku pracy”, 2024.

NanoGroup prezentuje NanOX Recovery Box – urządzenie do perfuzji organów gotowe do certyfikacji

NanoGroup S.A., notowana na GPW spółka rozwijająca innowacyjne technologie medyczne, zgodnie z zapowiedziami zaprezentowała pierwszy egzemplarz urządzenia do perfuzji organów NanOX Recovery Box, wykonany w standardzie zgodnym z wymaganiami dla wyrobów medycznych. To kluczowy kamień milowy w rozwoju projektu, który otwiera drogę do rozpoczęcia badań inżynierskich, a następnie procesu certyfikacji. Procedura w Jednostce Notyfikowanej ma ruszyć w styczniu 2026 r., a debiut rynkowy urządzenia, pozwalającego na zwiększenie liczby organów dostępnych do transplantacji, planowany jest jeszcze w tym samym roku. 

NanOX Recovery Box to innowacyjne urządzenie do pozaustrojowej perfuzji nerek, umożliwiające ich długotrwałe przechowywanie i ciągłe monitorowanie. Dzięki elastyczności technologicznej może być wykorzystywane w powszechnie stosowanej perfuzji hipotermicznej (np. z wykorzystaniem płynu Belzera), ale przede wszystkim w nowatorskiej perfuzji normotermicznej (np. z zastosowaniem koncentratu krwinek czerwonych). Taka konstrukcja sprawia, że urządzenie jest nie tylko uniwersalne i gotowe do pracy z obecnie dostępnymi na rynku perfuzantami, ale również wpisuje się w megatrendy nowoczesnej transplantologii.

Zgodnie z zapowiedziami i przyjętym harmonogramem R&D, zakończyliśmy etap konstrukcyjny i otrzymaliśmy pierwszy egzemplarz NanOX Recovery Box w standardzie wyrobu medycznego. Teraz koncentrujemy się na badaniach inżynierskich i przygotowaniach do procesu certyfikacji, aby urządzenie mogło trafić na rynek jak najszybciej. Równolegle prowadzimy rozmowy z partnerami zainteresowanymi jego dystrybucją, co znacząco zwiększa potencjał skalowania sprzedaży. Planujemy, że po uzyskaniu certyfikatu, NanOX Recovery Box będzie dostępne komercyjnie i mamy nadzieję, że będzie to miało miejsce już w przyszłym roku. – mówi Piotr Mierzejewski, wiceprezes zarządu NanoGroup S.A.

NanOX Recovery Box
NanOX Recovery Box

NanOX Recovery Box jako element większego systemu

NanOX Recovery Box rozwijany jest jako część szerszego systemu – NanOX, którego celem jest zwiększenie liczby organów dostępnych do przeszczepienia. System obejmuje również syntetyczny płyn perfuzyjny NanOX 4 Kidney. Choć samo urządzenie stanowi niezależny projekt i będzie oferowane oddzielnie, jego pełny potencjał ujawnia się w połączeniu z autorskim perfuzatem. W takiej konfiguracji NanOX Recovery Box nie tylko umożliwia regenerację organów w warunkach zbliżonych do fizjologicznych, lecz także pozwala całkowicie wyeliminować krew z procesu transplantacji, co może realnie zmienić standardy transplantologii.

NanOX 4 Kidney to unikalny płyn zaprojektowany jako funkcjonalny zamiennik krwi. Zawiera nanorespirocyty – innowacyjne nośniki gazów oddechowych, wielokrotnie mniejsze od erytrocytów i bardziej efektywne w transporcie tlenu oraz dwutlenku węgla. W odróżnieniu od krwi perfuzat nie zawiera leukocytów (zaangażowanych w rozwój  procesów zapalnych) ani patogenów. Jest też znacznie łatwiejszy w przechowywaniu i dystrybucji, co ma kluczowe znaczenie dla logistyki transplantacyjnej.

Certyfikacja NanOX 4 Kidney planowana jest na rok 2029. Do tego czasu NanOX Recovery Box będzie funkcjonować samodzielnie, współpracując z dostępnymi na rynku płynami perfuzyjnymi.

NanOX Recovery Box to nasze pierwsze rozwiązanie gotowe do wejścia na rynek. Jego uniwersalność daje mu duży potencjał komercyjny, a w połączeniu z rozwijanym przez nas płynem NanOX 4 Kidney może zmienić standardy transplantologii na całym świecie, ratując dziesiątki tysięcy żyć rocznie. – podkreśla Piotr Mierzejewski, wiceprezes NanoGroup S.A.

Prace nad projektem NanOX Recovery Box są finansowane ze środków własnych, co zapewnia stabilne finansowanie jego dalszego rozwoju.

Perspektywy rynkowe

Wartość rynku perfuzji normotermicznej potwierdzają ostatnie transakcje branżowe – przykładem jest przejęcie brytyjskiej spółki OrganOx przez japońską Terumo Corporation za 1,5 mld USD, co odpowiada ponad 20-krotności jej rocznych przychodów. Na tym tle rozwiązania NanoGroup wyróżniają się zgłoszonym do patentu urządzeniem do perfuzji i innowacyjnym perfuzatem, charakteryzującym się wyższym poziomem bezpieczeństwa oraz uproszczoną logistyką, co czyni je atrakcyjnymi zarówno dla systemów ochrony zdrowia, jak i potencjalnych partnerów biznesowych zainteresowanych globalnym wdrożeniem technologii.

Parki handlowe w Polsce 2025 – dane, trendy, prognozy

Fragment z raportu inwestycyjnego Parki handlowe i małe parki convenience „Retail parks everywhere?“ przygotowanego przez Avison Young we współpracy z CMS (renomowaną kancelarią prawną, działającą na rynku nieruchomości komercyjnych, w tym aktywnie w sektorze parków handlowych), BIG Poland (aktywnym inwestorem, który wszedł na polski rynek parków handlowych w 2022 r. i aktualnie może pochwalić się dziesiątą zrealizowaną akwizycją parku handlowego w Polsce) oraz Polską Radą Centrów Handlowych (PRCH), organizacją skupiającą się pierwotnie głównie na większych obiektach handlowych, która od kilku lat aktywnie wspierającą i promującą również parki handlowe w Polsce.

Parki handlowe na każdym kroku?

Jak to się zaczęło

Początki sektora parków handlowych w Polsce sięgają końca lat 90. XX wieku, co związane było z transformacją polityczną kraju. Pierwsi pionierzy realizowali swoje projekty na obrzeżach dużych aglomeracji miejskich, tworząc pierwsze destynacje zakupowe, które zostały uzupełnione innymi obiektami handlowymi.

Sektor ma za sobą trzy dekady o zróżnicowanej dynamice rozwoju. W 2019 r. rynek oferował już 1,5 mln mkw parków handlowych o powierzchni większej niż 5 000 mkw GLA. Pandemia COVID-19 w 2020 r. uwypukliła atrakcyjność inwestycyjną tych formatów, ponieważ – dzięki ich otwartemu układowi- obostrzenia związane z zamykaniem obiektów handlowych nie miały na nie większego wpływu. W tym okresie przyspieszył trend lokalnych i wygodnych zakupów, wzmacniając zaufanie inwestorów do parków handlowych jako bezpiecznego i elastycznego formatu. W rezultacie nastąpił prawdziwy boom na nowobudowane projekty tego typu.

Tylko w latach 2020-2024 powierzchnia parków handlowych o GLA > 5 000 mkw wzrosła o dodatkowe 1,5 mln mkw. W pierwszej połowie 2025 r. oddano do użytku kolejne 120 000 mkw, a w drugiej połowie roku spodziewamy się kolejnych 340 000 mkw. Bazując na informacjach od inwestorów, w 2026 r. w parkach handlowych pojawi się jeszcze około 500 000 mkw nowej powierzchni.

Sektor w liczbach

Obecnie w Polsce działa ponad 290 dużych parków handlowych, z których każdy ma ponad 5 000 mkw GLA. Łącznie zajmują one około 3,2 mln mkw GLA, co stanowi 21% nowoczesnych zasobów handlowych – dwukrotnie więcej niż w 2010 roku.

Ponad 70% projektów zrealizowanych od 2020 roku to parki handlowe o powierzchni 5 000–10 000 mkw GLA. 60% nowych inwestycji powstało w miastach liczących mniej niż 50 000 mieszkańców.

Poza większymi obiektami, na polskim rynku handlowym znajduje się również ponad 400 małych parków convenience. Parki te mają zazwyczaj powierzchnię od 2 000 do 5 000 mkw i zapewniają dodatkowe 1,3 mln mkw GLA w całym kraju.

Aktualne trendy

Tempo rozwoju polskiego rynku parków handlowych nie wykazuje żadnych oznak spowolnienia. Obserwujemy wyraźną tendencję do realizacji większych projektów. Obecnie w budowie lub w trakcie rozbudowy znajdują się 52 parki handlowe o GLA powyżej 5 000 mkw, z czego 10 z nich ma przekroczyć 15 000 mkw.

Wśród nich największym realizowanym obecnie projektem jest Osada w Żyrardowie, która po ukończeniu wzbogaci rynek o 33 000 mkw GLA. Skala ta odzwierciedla ewolucję sektora, gdzie większe parki handlowe coraz częściej stanowią alternatywę dla tradycyjnych regionalnych centrów handlowych.

„Te większe formaty okazały się atrakcyjne dla szerszego grona najemców, przyciągając nie tylko operatorów oferujących produkty codziennego użytku, ale także marki z segmentu mody ekonomicznej oraz gastronomię i usługi. W rezultacie, parki handlowe stopniowo przekształcają się z czysto lokalnych miejsc zakupów w bardziej wszechstronne lokalizacje handlowe, które zaspokajają coraz więcej potrzeb konsumentów.” – komentuje Artur Czuba, Director, Investment w Avison Young

liczba retail parków

Główni operatorzy

Około 45% istniejącej podaży w nowoczesnych parkach handlowych w Polsce (o GLA powyżej 5 tys. mkw) należy do 10 największych graczy rynkowych. Pradera zajmuje pozycję lidera z 9% udziałem w rynku, bazując na swoim portfolio czterech dużych aktywów. Saller plasuje się na drugim miejscu z 8% udziałem, a kolejno BIG Poland z 6% i Trei Real Estate z 5%. Udziały pozostałych właścicieli są bardzo rozdrobnione i wynoszą nie więcej niż 3%.retail parki

„Debiut BIG w Polsce w 2022 roku zapoczątkował skoncentrowaną, długoterminową strategię rozwoju, ukierunkowaną na miasta średniej wielkości o wysokim potencjale. Pozyskujemy i rozwijamy nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach, ze starannie dobranym miksem najemców oraz wyraźnymi perspektywami wzrostu wartości. Od momentu wejścia na polski rynek BIG zbudował portfel 10 w pełni skomercjalizowanych parków handlowych o łącznej powierzchni blisko 200 tys. mkw GLA, zdobywając około 6% udziału w rozwijającym się segmencie parków handlowych w Polsce.” – komentuje Eran Levy, CEO w BIG Poland

Projekty w budowie

W sierpniu 2025 r. 7 najbardziej aktywnych deweloperów parków handlowych i małych parków convenience odpowiadało za prawie 50% nowopowstającej powierzchni. Liderem rynku była firma Saller z 13% udziałem w całkowitej podaży w budowie, a za nią uplasowała się firma LCP Properties z 10% udziałem. Struktura własnościowa parków handlowych i małych parków convenience będących w fazie realizacji pozostaje silnie rozproszona – obecnie około 40 aktywnych deweloperów prowadzi projekty na etapie budowy.

Całkowita powierzchnia parków handlowych w budowie jest obecnie szacowana na około 510 000 mkw. Znaczna część (57%) nowej podaży powstaje w miastach liczących mniej niż 50 000 mieszkańców, a 19% znajduje się w ośmiu największych aglomeracjach miejskich w Polsce. Warto zauważyć, że tylko 15 z ponad 64 realizowanych projektów ma powierzchnię przekraczającą 10 000 mkw.

Dynamiczny rozwój parków handlowych znajduje odzwierciedlenie w nowej podaży dostarczonej na rynek handlowy w Polsce w ostatnich 5 latach. W formacie parków handlowych wyniosła ona 1,7 mln mkw, podczas gdy w centrach handlowych nieco ponad 500 000 mkw GLA.

Jak wygląda obecnie typowy nowy park handlowy w budowie?

  • Wybudowany w mieście o liczbie ludności 10-50 tys. (52%)
  • GLA ok. 5-10 tys. mkw (62%)
  • Zlokalizowany po drodze do domu (40%)

retail parki

Autor: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska, Research and Data Manager w Avison Young

Kto przetrwa jesień, w 2026 roku będzie dyktować ceny. Transport czeka brutalna selekcja

Na 15 z 18 tras w Europie przybyło frachtów, ale przewoźników ubywa. Efekt? Rekordowe wzrosty stawek – na kierunku Niderlandy → Niemcy aż +15,2% r/r. To najlepszy dowód, że dziś trzeba analizować trasy co tydzień, bo różnice mogą być kwestią być albo nie być.

Kontekst rynkowy

Każdy, kto prowadzi firmę transportową, wie, że ostatnie miesiące to nie walka o rozwój, ale o przetrwanie. Paliwo drogie, wynagrodzenia rosną, a do tego Pakiet Mobilności i wymogi wymiany tachografów. Inflacja wciąż gryzie marże, a klienci chcą płacić mniej. Do tego dochodzi presja na ekologię i floty niskoemisyjne – świetny kierunek w teorii, ale w praktyce kolejne setki tysięcy złotych do wydania.

Sedno zmiany: mapa okazji i ryzyka

Na tle tej układanki widać jednak wyraźnie, że rynek podzielił się na trasy, gdzie można jeszcze zarobić, i takie, które wysysają płynność. Najlepszy przykład to relacja Niderlandy → Niemcy. W lipcu liczba ofert frachtów wystrzeliła tam w górę o ponad 35% rok do roku, ale przewoźnicy nie poszli za ciosem – wyszukiwania spadły o 13%. Efekt? Średnie stawki urosły aż o 15,2% r/r.

To jasny sygnał: tam, gdzie brakuje mocy, ten kto ma ciężarówki, dyktuje warunki. I to nie jest jednorazowy wyskok – ta trasa notowała dwucyfrowe wzrosty cen już od maja. „Gorące” korytarze stały się nową normalnością.

Raport PITD: dlaczego rynek się kurczy?

To, że ciężarówek brakuje, nie jest przypadkiem. Firmy wycofują się z rynku w szybkim tempie.

Maciej Zwyrtek, general sales director w Kuźnia Trans, mówi wprost: – W ostatnich dwóch latach dramatycznie spadła liczba firm transportowych w Polsce i w całej Europie. Branżę obciążył Pakiet Mobilności, do tego doszły rosnące koszty paliwa, leasingów i opłat drogowych. Najnowszym ciosem okazała się także obowiązkowa wymiana tachografów. W efekcie wielu przewoźników, aby ratować swoje firmy, musiało znacząco ograniczyć floty – nierzadko nawet o kilkadziesiąt procent – czytamy na łamach najnowszej publikacji Polskiego Instytutu Transportu Drogowego.

Wskaźnik deklarowanych bankructw w sektorze TSL

Twarde dane potwierdzają te słowa. W II kwartale indeks bankructw dla firm transportowych w UE sięgnął 178,7 pkt, co oznacza niemal podwojenie liczby upadłości względem poziomów sprzed pandemii. Do tego dochodzi załamanie rejestracji nowych ciężarówek – w Niemczech, czyli sercu europejskiego transportu, spadek wyniósł aż -27,5% r/r. To prosta droga do jeszcze większych braków mocy.

Rejestracje wszystkich nowych ciężarówek

Jak przetrwać jesień?

Jesień będzie czasem ostrej selekcji. Kto nie policzy dokładnie rentowności tras, ten szybko straci płynność. „Łapanie wszystkiego” nie ma dziś sensu – liczy się elastyczność i szybkie przełączanie się między rynkami. Warto mocniej analizować kierunki eksportowe, gdzie braki mocy tworzą realne szanse na wyższe stawki. Tam, gdzie podaż ciężarówek jest nadmiarowa, gra toczy się o przetrwanie, a nie o zysk.

– Dane trans.eu i timocom wskazują na spadek ofert frachtów w transporcie krajowym, ale jednocześnie na rosnącą liczbę wyszukiwań. Sugeruje to, że przewoźnicy przesuwają się w stronę rynku krajowego, ograniczając obecność na rynkach zachodnich. Przyczyną mogą być rosnące koszty operacyjne oraz niższa bariera wejścia w obsługę krajowych zleceń. Asymetria między importem a eksportem w Europie Środkowo-Wschodniej prawdopodobnie pogłębi się, co będzie sprzyjało koncentracji przewoźników na trasach krajowych i regionalnych – mówi w raporcie PITD Marek Chudy, manager operacyjny TSL Antkowiak.

5 wniosków dla polskiego przewoźnika:

  1. Policz każdą trasę – Niderlandy → Niemcy dały +15,2% r/r na stawkach. To pokazuje, że różnice są gigantyczne i nie wolno jeździć „na pamięć”.
  2. Trzymaj flotę elastyczną – tam, gdzie brakuje mocy, wygrywa ten, kto potrafi szybko przełączyć się na lepszy kierunek.
  3. Obserwuj rynek upadłości – indeks bankructw w UE to już 178,7 pkt. To oznacza mniej konkurencji, ale i większe ryzyko dla podwykonawców.
  4. Zwróć uwagę na Niemcy – rejestracje ciężarówek spadły tam aż o -27,5%. To zapowiedź jeszcze większych braków mocy na zachodzie.
  5. Przetrwanie = przewaga – kto przeżyje jesienny kryzys, w 2026 r. będzie dyktować ceny.

Ci, którzy wytrzymają ten kwartał, będą mogli wejść w 2026 rok w zupełnie innej pozycji – jako ci, którzy dyktują ceny, a nie je przyjmują.

Wojna kosztowa, i co dalej?

Rynek transportowy wchodzi w jesień rozchwiany, ale to właśnie teraz decyduje się, kto zostanie na nim na dłużej. Jedni przegrają wojnę kosztową, inni wykorzystają okazję na trasach, gdzie braki mocy otwierają drogę do większych marż.

Pełna mapa stawek i dostępności pojazdów na 18 najważniejszych trasach w Europie znajduje się w najnowszym raporcie  Transport w Europie. Trendy | Dane | Analizy za 3 kwartał od Polskiego Instytutu Transportu Drogowego.

Niespodziewana obniżka stóp w Szwecji zaskakuje rynki, Europa zawodzi, a dolar lekko traci

Wiadomością dnia była niespodziewana obniżka stóp procentowych w Szwecji. Kondycja gospodarki to uzasadnia, ale poziom inflacji nie. Indeksy koniunktury w Europie są daleko od oczekiwań, z kolei za oceanem to trafienie niemal w punkt. Spekulacje o cięciach stóp znów szkodzą dolarowi.

Indeksy koniunktury w Europie znów poniżej oczekiwań

Wczorajsze indeksy koniunktury w większości państw należy podzielić na słabsze od oczekiwań w przypadku indeksu dla przemysłu i lepsze dla usług. Pewnym wyłomem od tej reguły jest Francja – by nie było wątpliwości, tam obydwa wskaźniki wypadły gorzej. Łączny wynik dla przemysłu wyniósł 49,5 pkt i znów po jednym miesiącu przerwy znajduje się poniżej granicy 50 pkt oddzielającej rozwój od recesji. Wartość dla usług z kolei wyniosła 51,4 pkt i jest poprawą względem sierpnia. Warto pamiętać, że to są tylko dane wstępne. W obu przypadkach wynik różni się od oczekiwań o ponad jeden punkt. Zazwyczaj końcowe odczyty różnią się tylko o ułamki punktu. Rynek zareagował spokojnie na te dane.

Szwecja zaskoczyła rynki – niespodziewana obniżka stóp procentowych

Wczoraj ku dużemu zaskoczeniu rynków doszło do obniżek stóp procentowych w Szwecji. Spodziewano się utrzymania wzrostu cen na poziomie 2%, a obniżono do 1,75%. Inflacja konsumencka wynosi tam 1,1%, co teoretycznie pozostawia miejsce na cięcie. Problem w tym, że cel inflacyjny w Szwecji ustalony jest w specyficznym wskaźniku, jakim jest inflacja konsumencka, skorygowana o zmiany stóp procentowych. Ten wskaźnik natomiast przekracza wyznaczony cel inflacyjny. To właśnie dlatego obniżka była tak dużym zaskoczeniem. Jak była uzasadniana? Wskazano na problemy rynku pracy. Po samej decyzji korona szwedzka traciła na wartości przez moment nawet 0,5%. To dla porównania tak jakby euro podrożało nagle o ponad 2 grosze. Do końca dnia kurs wrócił jednak bliżej punktu wyjścia.

FED ostrzega przed zbyt szybkim luzowaniem polityki

W przeciwieństwie do Europy dane w USA trafiły niemal idealnie w oczekiwania analityków. Symboliczna różnica 0,1 pkt na indeksie PMI dla usług to nie jest coś, co spowoduje zmiany na rynkach walutowych. Ważniejsze były wystąpienia członków FED. Tutaj głównym elementem wydaje się wypowiedź Jerome Powella ostrzegająca przed zbyt szybkim cięciem stóp procentowych przed zakończeniem walki z inflacją. Członkowie przyznają, że polityka jest do pewnego poziomu restrykcyjna. Oznacza to, że walka z inflacją odbywa się w sposób hamujący gospodarkę. Nie da się jednak uzyskać obydwóch tych celów na raz. Rynki widzą tutaj jednak perspektywę bardziej na mniejsze hamowanie gospodarki przez większe obniżki stóp. To dlatego pod koniec dnia dolar delikatnie tracił względem pozostałych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić na:

14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

FOR: pełna legalizacja marihuany rekreacyjnej poprawi finanse państwa i bezpieczeństwo publiczne

Mimo zakazu posiadania marihuany, Polacy korzystają z niej coraz częściej — także w dni robocze. Analiza wskazuje, że utrzymywanie prohibicji kosztuje państwo ponad 220 mln zł rocznie, obciążając Policję, Straż Graniczną, prokuraturę i sądy. Zakaz ten nie tylko nie ogranicza skali używania marihuany, ale generuje szereg negatywnych skutków ubocznych, w tym rozwój czarnego rynku i spadek jakości produktu.

Zdaniem autora, depenalizacja byłaby krokiem w dobrą stronę, jednak najlepszym rozwiązaniem dla zdrowia publicznego i finansów państwa pozostaje pełna legalizacja marihuany.

Polacy coraz częściej sięgają po marihuanę

Według danych Agencji Unii Europejskiej ds. Narkotyków (EUDA) w 2024 roku 19,1% dorosłych Polaków (w wieku 15–64 lata) przyznało się do użycia marihuany co najmniej raz w życiu, a w grupie wiekowej 15–34 lata – 25,2%. W ciągu ostatniego roku marihuanę zażywało 10,3% młodych dorosłych, co stanowi wzrost w porównaniu do 7,8% w 2018 r.

Badania ścieków prowadzone przez EUDA w Krakowie potwierdzają rosnącą popularność konopi. Co istotne, w latach 2023–2024 odnotowano zmianę wzorca konsumpcji – używanie marihuany przestało być wyłącznie weekendowe. Obecnie Polacy sięgają po nią w sposób bardziej regularny, także w dni robocze, co świadczy o jej utrwaleniu w codziennych zwyczajach.

Wysokie koszty nieskutecznego zakazu

Polska od ponad dwóch dekad prowadzi politykę penalizacji marihuany, która – jak wynika z danych – nie przynosi oczekiwanych rezultatów.
Zamiast ograniczać skalę używania, prowadzi do marnotrawienia zasobów instytucji publicznych.

Według szacunków autora, opracowanych na podstawie danych Instytutu Spraw Publicznych i aktualnych wskaźników PKB, koszt egzekwowania zakazu przekracza 220 mln zł rocznie. To suma obejmująca wydatki Policji, Straży Granicznej, prokuratur i sądów, które angażują się w ściganie użytkowników marihuany – często za posiadanie śladowych ilości substancji.

Dla porównania, w latach 1999–2021 liczba wszystkich przestępstw w Polsce spadła o 27%, natomiast przestępstw narkotykowych przybyło aż o 298%. W 2011 roku aż 70% z nich dotyczyło marihuany. Oznacza to, że służby coraz częściej zajmują się konsumentami relatywnie nieszkodliwej substancji, zamiast koncentrować się na przestępczości o realnym zagrożeniu społecznym.

Czarne rynki, większa moc, gorsza jakość

Polityka zakazu nie eliminuje popytu – jedynie przekierowuje go do szarej strefy. W efekcie marihuana dostępna na czarnym rynku charakteryzuje się coraz większą zawartością THC i coraz niższą jakością.

W latach 2013–2023 średnia cena marihuany spadła o ponad 10%, podczas gdy zawartość THC wzrosła o ok. 10%. To oznacza, że użytkownicy kupują tańszy, ale silniejszy produkt, co zwiększa ryzyko działań niepożądanych, takich jak zaburzenia lękowe czy krótkotrwałe epizody psychotyczne.

Dodatkowym zagrożeniem jest fałszowanie marihuany syntetycznymi kannabinoidami – znacznie bardziej toksycznymi, mogącymi powodować uszkodzenia wątroby i układu sercowo-naczyniowego. W krajach, gdzie takie przypadki badano, np. w Wielkiej Brytanii i Kanadzie, potwierdzono ich obecność w wielu nielegalnych próbkach.

Argumenty za depenalizacją i legalizacją

Zarówno dane statystyczne, jak i wyniki badań międzynarodowych pokazują, że depenalizacja lub legalizacja marihuany nie prowadzą do wzrostu przestępczości ani do znaczącego zwiększenia jej konsumpcji.

Badania ze Stanów Zjednoczonych wskazują nawet, że w stanach, które zalegalizowały marihuanę, odnotowano spadek liczby przestępstw przeciwko mieniu, a wpływy z podatków z legalnej sprzedaży pozwoliły na finansowanie programów profilaktyki i terapii uzależnień.

Z kolei szwajcarskie badania kliniczne wykazały, że osoby kupujące konopie w aptekach rzadziej nadużywały marihuany niż te korzystające z czarnego rynku – co wskazuje, że legalny dostęp zwiększa bezpieczeństwo użytkowników.

W kierunku racjonalnej polityki narkotykowej

Obecnie Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany przygotowuje projekt ustawy dopuszczający posiadanie do 15 gramów marihuany. To krok w dobrą stronę, jednak – jak podkreśla autor – nie powinien być celem samym w sobie.

Depenalizacja zmniejszy liczbę wyroków i koszty administracyjne, ale nie rozwiąże problemu jakości i bezpieczeństwa produktu. Pełna legalizacja umożliwiłaby kontrolę pochodzenia, czystości i zawartości substancji psychoaktywnej, a także pozwoliłaby na opodatkowanie i formalizację rynku, co przyniosłoby dodatkowe wpływy do budżetu państwa.

Wnioski

Marihuana jest w Polsce powszechnie używana, mimo że pozostaje nielegalna. Państwo wydaje setki milionów złotych rocznie na walkę, której skuteczność jest znikoma, a negatywne konsekwencje – coraz bardziej widoczne.

Depenalizacja byłaby ważnym etapem przejściowym, ale pełna legalizacja to rozwiązanie, które może zwiększyć bezpieczeństwo konsumentów, zmniejszyć obciążenie służb i poprawić sytuację finansów publicznych.

Mateusz Michnik
Analityk ekonomiczny Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR)

Rząd przywraca ruch na granicy z Białorusią

23 września 2025 r., podczas posiedzenia Rady Ministrów, premier Donald Tusk poinformował o podjęciu decyzji o ponownym otwarciu kolejowych i drogowych przejść granicznych z Białorusią. W związku z zakończeniem ćwiczeń „Zapad-2025” zmniejszyło się bowiem zagrożenie związane z agresywną postawą wschodnich sąsiadów Polski – Białorusi i Rosji.

Zakończenie manewrów Zapad zmniejsza zagrożenia związane z agresywną postawą naszych wschodnich sąsiadów. Biorąc pod uwagę interesy gospodarcze polskich przewoźników, także PKP Cargo, uznaliśmy, że ten środek zapobiegawczy spełnił swoje zadanie – mówił premier Donald Tusk.

Szef rządu zaznaczył jednocześnie, że jeśli wzrośnie napięcie na wschodniej granicy, Polska nie zawaha się ponownie zamknąć przejść. – Każda akcja rodzi reakcję, a Polska nie będzie biernie przyglądać się kolejnym prowokacjom – podkreślił.

Komunikat Ministerstwa Infrastruktury i MSWiA

Decyzja obejmuje przejścia graniczne, które – na mocy rozporządzenia MSWiA – pozostają zamknięte od północy 12 września. Przywrócenie ruchu granicznego będzie obowiązywało w obu kierunkach – zarówno wjazdu do Polski, jak i wyjazdu na Białoruś. Zmiana dotyczy zarówno transportu drogowego, jak i kolejowego.

Samochody osobowe wrócą na przejście Terespol–Brześć, a ciężarowe na przejście Kukuryki–Kozłowicze, co umożliwi ponowne wykonywanie operacji transportowych przez granicę polsko-białoruską. Ruch kolejowy zostanie przywrócony dla pociągów towarowych, co ma szczególne znaczenie dla PKP Cargo i prywatnych przewoźników.

Reakcja na ćwiczenia wojskowe

Rosyjsko-białoruskie manewry „Zapad-2025” odbywały się wzdłuż wschodniej flanki NATO, w tym przy granicy z Polską. Ze względu na ich agresywny charakter rząd zdecydował o czasowym zamknięciu przejść granicznych. Jednocześnie Polska, wspólnie z sojusznikami z NATO, przeprowadziła własne ćwiczenia obronne „Żelazny Obrońca 25”.

Polskie ćwiczenia z udziałem sojuszników były ocenione znacznie lepiej niż te nieprzyjazne manewry po drugiej stronie granicy – podkreślił premier.

W manewrach „Żelazny Obrońca” uczestniczyły wojska lądowe, powietrzne, specjalne, Marynarka Wojenna oraz Wojska Obrony Terytorialnej.

Wsparcie dla polskich przewoźników i inwestycje w kolej

Na decyzję o ponownym otwarciu granicy wpływ miała także sytuacja polskich przewoźników, w tym PKP Cargo. Rząd podkreśla, że rozwój transportu kolejowego i polskich firm pozostaje w centrum jego zainteresowania.

Premier Donald Tusk, obecny na Międzynarodowych Targach Kolejowych TRAKO w Gdańsku, poinformował o rozmowach z przedstawicielami PESY i NEWAG-u. – Jest bardzo prawdopodobne, że znajdą się chętni do udziału w wielkim przedsięwzięciu, jakim są Koleje Dużych Prędkości 300 plus – powiedział.

Rząd liczy, że inwestycje w infrastrukturę kolejową zwiększą komfort podróży, a także stworzą nowe możliwości rozwoju dla polskich producentów i przewoźników.

Rząd przyjął projekt ustawy wzmacniającej walkę z nielegalnymi treściami w internecie

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, którego celem jest skuteczniejsza walka z nielegalnymi treściami, ograniczanie dezinformacji oraz wzmocnienie ochrony użytkowników. Nowe przepisy mają także poprawić nadzór nad platformami cyfrowymi i dostosować polskie prawo do unijnych regulacji zawartych w Akcie o usługach cyfrowych (DSA).

Bezpieczniejszy internet dla użytkowników

Projekt przewiduje szereg rozwiązań mających zwiększyć bezpieczeństwo cyfrowego środowiska w Polsce. Wprowadzone zostaną procedury administracyjne, które umożliwią szybkie blokowanie treści dotyczących ściśle określonych przestępstw – m.in. handlu ludźmi, kradzieży tożsamości, oszustw internetowych czy wykorzystywania małoletnich.

– Nowelizacja zapewni większą przejrzystość i bezpieczeństwo w sieci. To także narzędzie do walki z dezinformacją, która w ostatnim czasie staje się szczególnie poważnym zagrożeniem – podkreślił wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

Mechanizmy ochrony praw użytkowników

Nowe przepisy zakładają m.in. mechanizm odwoławczy, który pozwoli użytkownikom skarżyć decyzje platform dotyczące usunięcia lub blokady treści. Co więcej, w przypadku błędnego usunięcia materiałów organy nadzoru – Prezes UKE lub Przewodniczący KRRiT – będą mogły nakazać ich przywrócenie, co ma zabezpieczyć wolność słowa.

Wnioski o blokowanie treści będą rozpatrywane w określonych terminach: od 2 dni (w przypadku zgłoszeń Policji i prokuratury), przez 7 dni (dla użytkowników i tzw. zaufanych sygnalistów), do maksymalnie 21 dni w sprawach szczególnie skomplikowanych.

Podział kompetencji między regulatorami

Egzekwowanie przepisów DSA w Polsce powierzono trzem instytucjom:

  • Prezesowi UKE – jako koordynatorowi ds. usług cyfrowych, odpowiedzialnemu za większość obowiązków wynikających z unijnych regulacji,
  • Prezesowi UOKiK – w zakresie nadzoru nad platformami e-commerce w obszarze ochrony konsumentów,
  • Przewodniczącemu KRRiT – w sprawach dotyczących platform udostępniających treści wideo.

Przejrzyste zasady dla platform cyfrowych

Projekt ustawy zakłada również:

  • uproszczone procedury zgłaszania nielegalnych treści, towarów i usług,
  • większą przejrzystość reklam oraz ograniczenia w profilowaniu danych osobowych,
  • wzmocnienie ochrony małoletnich poprzez odpowiednie projektowanie interfejsów,
  • identyfikowalność przedsiębiorców na platformach e-commerce,
  • certyfikację organów pozasądowego rozstrzygania sporów,
  • możliwość nadawania statusu „zaufanych sygnalistów” podmiotom uprawnionym do zgłaszania treści,
  • dostęp do danych platform dla zweryfikowanych badaczy.

Dodatkowo powołana zostanie Krajowa Rada ds. Usług Cyfrowych, działająca przy Prezesie UKE. W jej skład wejdą przedstawiciele świata nauki, organizacji społecznych i gospodarczych.

Konsultacje społeczne i dalsze kroki

Ministerstwo Cyfryzacji podkreśla, że prace nad projektem ustawy były poprzedzone szerokimi konsultacjami społecznymi, w tym wysłuchaniem obywatelskim w KPRM i konferencją uzgodnieniową. – To niezwykle istotna ustawa, która odpowiada na realne wyzwania współczesnego świata cyfrowego – zaznaczył wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.

Nowe przepisy mają sprawić, że polski internet stanie się bezpieczniejszy, bardziej transparentny i lepiej chroniący prawa użytkowników, jednocześnie zapewniając jasne reguły funkcjonowania dla dostawców usług cyfrowych.

Portfel studenta: koszty życia rosną, a deficyt miejsc w akademikach sięga 400 tys. łóżek

Wydatki polskich studentów utrzymują się na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Najwięcej kosztuje zakwaterowanie – mieszkanie, akademik czy pokój pozostaje największym obciążeniem finansowym polskiego studenta. Na szczęście inne wydatki pozostają na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku. Choć koszty życia rosną, aż 41% młodych Polaków ocenia swoją sytuację finansową lepiej niż rok temu – czytamy w jubileuszowej X edycji raportu „Portfel Studenta”, przygotowanego przez Warszawski Instytut Bankowości i Związek Banków Polskich.

Studiowanie kosztuje dużo. Jak wynika z corocznej symulacji przeprowadzonej przez WIB, miesięczne wydatki studenta wynoszą 3979,22 zł, co oznacza niewielki wzrost względem zeszłego roku (3951,56 zł). Znaczną część wskazanej kwoty, bo aż 560 zł stanowi opłata za czesne. W wariancie studiów stacjonarnych, bez tej opłaty, koszty życia zamknęłyby się w kwocie 3419,22 zł. Podobnie jak w poprzednich latach, największe obciążenia budżetu studenta to wynajem mieszkania, żywność i opłaty związane z edukacją. Wydatki na zakwaterowanie najczęściej mieszczą się w przedziale 1200–1500 zł miesięcznie, jednak 18% badanych studentów przekracza tę granicę.Portfel Studenta 2025

Lepsze oceny własnych finansów

W perspektywie ostatnich sześciu lat łączny poziom wydatków studenta wzrósł o ponad 2000 zł, jednak tempo przyrostu w ostatnich dwóch edycjach raportu jest wyraźnie wolniejsze. Coraz więcej młodych Polaków wskazuje także, że podejmowane zatrudnienie pozwala im na stabilizację budżetu. Obecnie 41% studentów ocenia swoją sytuację finansową jako lepszą niż rok wcześniej, podczas gdy pogorszenie deklaruje 24%. Coraz mniej osób rozważa przerwanie nauki z powodu problemów finansowych – takie plany ma obecnie 17% badanych (spadek o 1 p.p. r/r) komentuje dr Przemysław Barbrich, dyrektor Zespołu Komunikacji i PR Związku Banków Polskich.

Jednocześnie widoczny jest dalszy spadek liczby osób, które w ogóle nie odkładają żadnych środków – obecnie to 12% (o 2 p.p. mniej r/r). Rośnie natomiast liczba osób, które odkładają regularnie większe kwoty, co wskazuje na coraz większą dojrzałość finansową młodego pokolenia. Doświadczenia z ostatnich lat – w tym inflacja i wzrost kosztów życia – sprawiły, że zarządzanie budżetem stało się dla studentów praktyczną umiejętnością.

– Cieszymy się, że następuje pozytywna zmiana w podejściu studentów do oszczędzania. Coraz większa liczba młodych ludzi decyduje się na regularne odkładanie pieniędzy i budowanie swojej poduszki finansowej. Rośnie świadomość, że nawet niewielkie, regularnie odkładane kwoty długoterminowo dają satysfakcjonujące rezultaty. Już tylko co dziesiąty badany nie oszczędza. Mamy nadzieję, że dzięki także prowadzonym przez WIB projektom edukacyjnym odsetek ten będzie nadal malał w kolejnych latach – podkreśla Michał Polak, wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości.

Mieszkanie i rynek pracy – wciąż największe wyzwania

Raport zwraca uwagę na kwestie mieszkaniowe. Nadal najczęściej wybieraną opcją jest mieszkanie z rodziną lub znajomymi (46% wskazań), natomiast 30% studentów decyduje się na wynajem. Z oferty akademików korzysta jedynie 12% badanych, co wynika przede wszystkim z ograniczonej podaży miejsc – w Polsce brakuje nawet 400 tys. łóżek, a w samej Warszawie deficyt wynosi około 60 tys. miejsc. Dla wielu studentów barierą pozostaje zarówno standard publicznych akademików, jak i ceny prywatnych – sięgające w stolicy nawet 4000 zł miesięcznie.

Na tle stabilizacji kosztów utrzymania wyróżniają się wyzwania związane z rynkiem pracy. Już 57% studentów negatywnie ocenia dostępność ofert, warunki zatrudnienia i poziom wynagrodzeń, a tylko 12% uważa sytuację za dobrą. Jednocześnie rośnie odsetek osób, które w ogóle nie podejmują pracy – 41% (wzrost o 6 p.p. r/r). Ci, którzy pracują, coraz częściej wybierają zatrudnienie pełnoetatowe, co pozwala im na samodzielne finansowanie studiów i utrzymania, ale utrudnia łączenie obowiązków akademickich i zawodowych.

Edukacja finansowa jako inwestycja w przyszłość

W tegorocznej edycji raportu autorzy podkreślają znaczenie kompetencji finansowych. Jak wskazują wyniki badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2025” przygotowanego na zlecenie WIB i Fundacji GPW jedynie co trzeci Polak pozytywnie ocenia swoją wiedzę ekonomiczną, a średnia samoocena w grupie wiekowej 18–24 lata wyniosła zaledwie 2,6 w pięciostopniowej skali. Raport pokazuje także, że młodzi Polacy wciąż czują niedosyt wiedzy ekonomicznej. To sygnał, że mimo rosnącej świadomości potrzebne są dalsze działania edukacyjne, które przygotują studentów do świadomego zarządzania pieniędzmi.

Więcej analiz i informacji o rynku najmu studenckiego w Polsce w tegorocznym raporcie „Studenci na rynku nieruchomości. Raport 2025”, opracowanym przez Centrum AMRON.

Cyfrowe zarządzanie mobilnością – projekt Ministerstwa Infrastruktury budzi obawy przedsiębiorców

Celem projektu przedstawionego przez Ministerstwo Infrastruktury jest wzmocnienie procesu cyfrowego zarządzania ruchem i mobilnością na drogach, zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz wdrożenie Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2661. Realizacja tych założeń wiąże się z szeregiem nowych obowiązków nakładanych na organy publiczne i przedsiębiorców, zwłaszcza operatorów i przewoźników w transporcie publicznym.

W piśmie do Ministra Infrastruktury Dariusza Klimczaka Rzecznik MŚP zauważa, że nałożenie na przedsiębiorców nowych obowiązków – związanych z przekazywaniem danych w wymaganym formacie przez system teleinformatyczny oraz ich aktualizacją, a także oceną zgodności i obowiązkami kontrolnymi – pociąga za sobą konieczność poniesienia dodatkowych kosztów w wysokości kilkudziesięciu tysięcy zł na jeden podmiot. Jednocześnie projekt przewiduje uruchomienie rozwiązania informatycznego dedykowanego dla mikroprzedsiębiorców oraz małych gmin, którego koszt poniesie Minister Infrastruktury. Zdaniem Minister Agnieszki Majewskiej zasadne jest rozszerzenie bezpłatnego dostępu do tego rozwiązania dla małych oraz – przynajmniej w ograniczonym zakresie – średnich firm. Ważne też jest, by projektowane regulacje weszły w życie równolegle do wdrożenia udostępnianego przedsiębiorcom oprogramowania.

Bloober Team z zyskiem 9,76 mln zł w I półroczu 2025 r.

Prawie 9,76 mln zł wyniósł zysk netto GK Bloober Team w pierwszym półroczu 2025 r. Te wyniki to efekt stabilnej sprzedaży wydanych już tytułów oraz dobrej współpracy z partnerami. Wyniki za I półrocze 2025 r. nie obejmują sprzedaży gry Cronos: The New Dawn, której premiera miała miejsce 5 września 2025 r.

Przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 45,79 mln zł, GK Bloober Team wypracowała w pierwszym półroczu 2025 r. prawie 9,76 mln zł zysku netto. Zysk operacyjny w omawianym okresie wyniósł 10,65 mln zł. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników półrocza. Pokazują one że spółka potrafi generować stabilne przychody i zyski w okresach pomiędzy dużymi premierami. – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team S.A.

— Pierwsze półrocze 2025 roku było dla GK Bloober Team zwieńczeniem intensywnych prac nad kluczowymi projektami. Z jednej strony koncentrowaliśmy się na przygotowaniu premiery “Cronos: The New Dawn”, z drugiej – kontynuowaliśmy rozwój nowych inicjatyw pod marką Broken Mirror Games – jeszcze w tym roku można spodziewać się zapowiedzi jednego z największych tytułów w ramach działalności second party. Sukces Cronosa to kolejne potwierdzenie słuszności kierunku rozwoju który przyjęliśmy, strategii tworzenia różnych odcieni horroru. W ciągu pierwszych trzech dni od premiery poinformowaliśmy, że Cronos sprzedał się w liczbie ponad 200 tysięcy egzemplarzy cyfrowych na wszystkich platformach. Więcej informacji o spółce i planach na kolejne miesiące przedstawimy w trakcie czatu inwestorskiego zaplanowanego na 30 września 2025 r. – zapowiada Piotr Babieno, prezes Bloober Team S.A.

Równolegle spółka zawarła szereg umów dystrybucyjnych na rynkach chińskim, w Hongkongu, Makau i na Tajwanie. Obejmowały one cyfrowe wersje wcześniejszych produkcji, a także grę Cronos: The New Dawn. Podpisano również porozumienie ze Skybound Game

Studios, Inc. w sprawie dystrybucji pudełkowej Cronosa na PlayStation 5 w obu Amerykach oraz z Bandai Namco – dotyczące wydań pudełkowych i cyfrowych gry na PS5 i PC w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Australii, a także Sega Corporation na terytorium Japonii i Korei Południowej.

Pod koniec półrocza rozpoczęto intensywną kampanię marketingową własnego IP. Jej finałem była premiera Cronos: The New Dawn 5 września 2025 roku na PC, PlayStation 5, Xbox Series X|S i Nintendo Switch 2.