Dlaczego polskie firmy zbyt późno sięgają po restrukturyzację?

0

Choć w Polsce rośnie dostępność narzędzi prawnych i doradczych, wielu przedsiębiorców nadal podejmuje decyzje, które zamiast łagodzić trudności, pogłębiają kryzys. Tylko w sierpniu tego roku oficjalnie ogłoszono upadłość 34 firm, a łączna wartość zobowiązań dziesięciu największych dłużników sięgnęła 550 mln zł. Jakie błędy sprawiają, że część polskich przedsiębiorstw trafia w ślepą uliczkę?

Największym błędem firm w kryzysie pozostaje zwlekanie z podjęciem działań. Właściciele spółek często traktują decyzję o restrukturyzacji jako „ostatnią deskę ratunku” i nie chcą przyznać się do trudności. W efekcie przedsiębiorstwa zgłaszają się po pomoc dopiero wtedy, gdy zobowiązania są już wysokie, a sytuacja finansowa krytyczna. W efekcie dochodzi do sytuacji, kiedy nawet wnioski o ogłoszenie upadłości są przez sąd odrzucane. W pierwszej połowie 2025 roku zdarzyło się tak aż 430 razy.

Restrukturyzacja nie jest oznaką porażki, lecz narzędziem ratunkowym. Im wcześniej zostaną zdiagnozowane problemy, tym większa szansa na skuteczne wyjście z kryzysupodkreśla Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Ignorowanie sygnałów ostrzegawczych

Kolejnym błędem jest błędna interpretacja danych finansowych. Wielu przedsiębiorców w nadziei na nagłą poprawę rynku podejmuje decyzje bez solidnych podstaw, ignorując ostrzeżenia księgowych i analityków. Tymczasem profesjonalna diagnoza doradcy restrukturyzacyjnego pozwala spojrzeć na firmę obiektywnie i opracować realistyczny plan naprawczy.

Emocje zamiast chłodnej kalkulacji

Restrukturyzacja niemal zawsze wymaga trudnych decyzji – redukcji zatrudnienia, zamknięcia nierentownych oddziałów czy renegocjacji umów z dostawcami. Wielu właścicieli odwleka te kroki z powodów emocjonalnych lub prawnych. – Brak decyzji również jest decyzją. Jeśli dojdzie do upadłości, działania przejmuje syndyk, często w sposób mniej korzystny dla właścicieli i pracownikówzaznacza Konrad Latoch.

Firmy w kryzysie często zapominają, że oprócz planu finansowego potrzebna jest również jasna komunikacja z pracownikami, partnerami i kontrahentami. Ukrywanie problemów prowadzi do chaosu i utraty zaufania, co dodatkowo pogłębia kryzys wizerunkowy.

70 procent firm ma szansę wyjść na prostą

Eksperci są zgodni, skuteczna restrukturyzacja wymaga odwagi, szybkiego działania i wsparcia specjalistów. Im wcześniej przedsiębiorcy zdecydują się na rozmowę z doradcą, tym większe mają szanse nie tylko na uratowanie firmy, ale także na ochronę miejsc pracy i uniknięcie strat wizerunkowych.

Efektywność restrukturyzacji to aż 70 procent, czyli ponad dwie trzecie przedsiębiorstw ma realną szansę wyjść na prostą. W sierpniu br. restrukturyzacje rozpoczęły się w 392 polskich firmach. To wzrost rok do roku o ponad 14 procent.

Nie warto czekać, aż sytuacja stanie się krytyczna. Restrukturyzacja to proces, który – jeśli prowadzony odpowiednio wcześnie – pozwala ochronić wartość przedsiębiorstwa i zwiększyć jego konkurencyjnośćpodsumowuje ekspert z Lege Restrukturyzacje.

Toyota Bank Polska z karami od UODO. Sąd potwierdził naruszenia RODO

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) nałożył na Toyota Bank Polska S.A. dwie kary administracyjne o łącznej wartości 576 220 zł. Powodem było naruszenie przepisów RODO związane z niewłaściwym usytuowaniem inspektora ochrony danych (IOD) oraz nieuwzględnienie profilowania klientów w dokumentacji przetwarzania danych.

Kara za brak niezależności IOD

W wyniku kontroli przeprowadzonej przez UODO stwierdzono, że inspektor ochrony danych nie był w pełni niezależny w wykonywaniu swoich obowiązków. IOD zatrudniony w Toyota Banku pełnił funkcję audytora IT/specjalisty ds. bezpieczeństwa, a następnie pracował w departamencie bezpieczeństwa, podlegając bezpośrednio dyrektorowi tego departamentu. Tymczasem dyrektor ten odpowiadał m.in. za procesy przetwarzania danych i kontrolę zabezpieczeń.

Taki model organizacyjny – zdaniem Prezesa UODO – podważał niezależność IOD, który powinien podlegać bezpośrednio najwyższemu kierownictwu banku. W związku z tym na Toyota Bank Polska nałożono karę w wysokości 261 918 zł.

Profilowanie bez uwzględnienia w dokumentacji

Druga kara, w wysokości 314 302 zł, dotyczyła nieprawidłowości w dokumentacji przetwarzania danych. Toyota Bank Polska stosował profilowanie klientów m.in. w procesie oceny zdolności kredytowej. Analizowano dane w ramach tzw. scoringu kredytowego i przypisywano klientom kategorie ryzyka. Mimo że tego rodzaju operacje wiązały się z profilowaniem, bank nie uwzględnił ich w rejestrze czynności przetwarzania danych, a także nie przeprowadził wymaganej oceny skutków dla ochrony danych osobowych.

Stanowisko sądu

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA), który w wyroku z 18 września 2025 r. przyznał rację Prezesowi UODO. W ustnych motywach rozstrzygnięcia sąd stwierdził, że:

  • inspektor ochrony danych w Toyota Bank Polska był usytuowany niezgodnie z wymogami RODO,
  • bank nie zapewnił warunków gwarantujących niezależność pracy IOD,
  • brak uwzględnienia profilowania w rejestrze czynności przetwarzania oraz brak oceny skutków naruszał przepisy RODO (art. 30 ust. 1, art. 35 ust. 1 i 7).

Decyzja UODO i jej podtrzymanie przez WSA pokazują, jak istotne dla instytucji finansowych jest właściwe wdrażanie przepisów RODO – zarówno w zakresie niezależności inspektorów ochrony danych, jak i pełnego dokumentowania procesów przetwarzania, w tym profilowania.

Eksperci podkreślają, że wyrok może stanowić istotny sygnał ostrzegawczy dla innych banków i instytucji finansowych, które powinny dokonać przeglądu swoich procedur pod kątem zgodności z RODO.

Mniejsza liczba budów i pozwoleń – rynek w fazie korekty. Deweloperzy dostosowują się do spowolnienia

Tegoroczne dane rynkowe pokazują spadek ilości budowanych mieszkań w porównaniu do 2024 roku, znacznie mniejszą liczbę pozwoleń na budowę uzyskanych przez deweloperów oraz najmniejszą od 2018 roku ilość lokali oddanych do użytkowania. Czy to oznaki spowolnienia w sektorze? Czy firmy zmniejszają aktywność inwestycyjną albo rozważają dywersyfikację działalności? Jak deweloperzy dostosowują swoje plany do obecnych realiów rynkowych? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

Firmy deweloperskie uruchomiły liczne projekty przed wejściem w życie przepisów nowelizujących wymagania techniczne. Znalazło to odzwierciedlenie w niższych aktualnie statystykach GUS. Zmniejszył się także wolumen produkcji u mniejszych i średnich deweloperów, m.in. z uwagi na pogorszenie się popytu, co jest widoczne już od wiosny 2024 roku.

Atal dokonał w ostatnim roku dużych nakładów inwestycyjnych na rozpoczęcie lub kontynuowanie budów w kilkudziesięciu inwestycjach lub ich etapach. Korzystaliśmy w ten sposób z dobrej koniunktury na rynku materiałów i wykonawstwa. Ten cykl pomału będzie się wygaszał, gdyż częstotliwość nowych wprowadzeń zdecydowanie zmniejszymy, zaś istniejące budowy ukończymy, sukcesywnie ograniczając też koszty.

Będziemy dysponowali wystarczająco dobrze zabezpieczonym portfolio sprzedażowym na dłuższy czas, z przewagą lokali gotowych, chętnie wybieranych przez kupujących, którzy chcą jak najkrócej ponosić koszty kredytowania mieszkania w budowie. Mamy również zabezpieczony bank ziemi, poczyniliśmy już większość z zaplanowanych na ten rok zakupów.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Mimo rekordowo wysokiej oferty, nie zmieniamy istotnie naszych planów dotyczących uruchamiana nowych projektów w miastach, w których prowadzimy działalność. Szczególnie, że w lipcu br. sfinalizowaliśmy akwizycję Bouygues Immobilier Polska, co pozwoliło nam zwiększyć zarówno liczbę mieszkań w realizacji, jak i potencjał banku ziemi – przede wszystkim w Warszawie, czyli na największym i najbardziej stabilnym rynku w Polsce, a także w Poznaniu i we Wrocławiu. Zgodnie z naszą strategią zakładamy stopniowy wzrost udziału w rynku tak, aby w 2028 roku osiągnąć cel sprzedaży na poziomie 4,5 tys. mieszkań rocznie.

Dobrze zaprojektowane inwestycje w atrakcyjnych lokalizacjach, nawet w wymagającym otoczeniu rynkowym, utrzymują wysoki poziom popytu, co znajduje odzwierciedlenie w naszych wynikach sprzedażowych z ostatnich miesięcy. Głównym obszarem naszej działalności pozostaje sprzedaż mieszkań klientom indywidualnym. W ramach dywersyfikacji stopniowo zdobywamy nowe kompetencje w sektorze living. Obecnie czekamy na pozwolenie na budowę akademika we Wrocławiu w formule joint venture. Nabyliśmy także kolejny grunt w centrum Wrocławia, gdzie planujemy realizację obiektu dla studentów obejmującego około 600 mieszkań oraz lokale usługowe. W naszej ocenie segment PBSA (Purpose Built Student Accommodation) posiada w Polsce duży potencjał wzrostu.

Andrzej Gutowski, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Nie jest niespodzianką, że deweloperzy dostosowują swoją produkcję do dużo niższego popytu. Rynek mieszkaniowy w Polsce właśnie teraz wyhamowuje, ponieważ oznaki spowolnienia były widoczne już od dłuższego czasu. Mieliśmy moment, w którym rynek łudził się szybkim wprowadzeniem programów mieszkaniowych czy szybszym obniżaniem stóp procentowych. To spowodowało, że deweloperzy zwiększyli podaż ponad realny popyt. Obecnie sytuacja się ustabilizowała, a rynek wszedł w fazę równowagi na niższym poziomie niż w poprzednich latach.

Patrząc w perspektywie najbliższych dwóch lat, spodziewamy się powrotu do hossy z 2021 czy 2023 roku. To naturalnie wpływa na naszą strategię. Inwestycje realizujemy ostrożniej, w sposób bardziej selektywny i dostosowany do realnego popytu. Traktujemy ten okres jako czas stabilizacji, w którym można przygotowywać się do przyszłych impulsów rozwojowych, takich jak potencjalne obniżki stóp procentowych.

Nasza strategia opiera się przede wszystkim na stabilnym rozwoju, dostosowaniu tempa inwestycji do sytuacji rynkowej oraz uważnym śledzeniu decyzji Rady Polityki Pieniężnej, które będą miały kluczowy wpływ na dalszą dynamikę rynku. Widzimy ten okres raczej jako czas stabilizacji z lekkim optymizmem niż jako gwałtowne hamowanie branży.

Mirosław Bednarek, Regional Business Director, prezes zarządu Matexi Polska

Na rynku deweloperskim obserwujemy stopniowe ożywienie popytu. W drugim kwartale br. zaobserwowaliśmy wyraźny wzrost aktywności klientów. Był on związany nie tylko z pierwszą obniżką stóp procentowych, ale także z tym, że część nabywców przestała odkładać decyzje zakupowe w oczekiwaniu na nowy program rządowy. Od kwietnia do czerwca zawarliśmy łącznie 99 umów deweloperskich, co oznacza wzrost o blisko 40 proc. zarówno względem pierwszego kwartału 2025 roku, jak i analogicznego okresu roku ubiegłego. Według wstępnych danych sprzedażowych spodziewamy się dalszej poprawy wyników również w trzecim kwartale.

Do wzrostu sprzedaży przyczynia się także konsekwentne poszerzanie naszej oferty o nowe projekty. Niedawno wprowadziliśmy na rynek dwie inwestycje – Sady Żoliborz II przy skrzyżowaniu ulic Anny German i Zygmunta Krasińskiego w Warszawie, gdzie powstaje 66 mieszkań oraz Bukowińska Mokotów na warszawskim Mokotowie, obejmującą 72 mieszkania i 2 lokale usługowe. Na początku przyszłego roku również planujemy uruchomienie kolejnych inwestycji, jednej w Krakowie oraz dwóch w Warszawie.

Dzięki rosnącemu zainteresowaniu klientów oraz planowanemu wprowadzaniu nowych projektów, nie ograniczamy naszej aktywności inwestycyjnej i ciągle poszukujemy atrakcyjnych działek. Warto jednak zaznaczyć, że czas potrzebny na uzyskanie pozwolenia na budowę to często nawet kilka lat, a w ich trakcie zdarzają się nieprzewidziane okoliczności, które mogą ten proces jeszcze bardziej wydłużyć.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Choć statystyki za pierwsze miesiące 2025 roku wskazują na pewne wyhamowanie w zakresie liczby rozpoczętych inwestycji czy uzyskiwanych pozwoleń na budowę, nie postrzegamy tego jako trwałego osłabienia rynku mieszkaniowego, lecz raczej jako naturalną korektę po okresie bardzo dynamicznego wzrostu. Rynek pozostaje aktywny, a zapotrzebowanie na nowe mieszkania, szczególnie w dużych miastach, nadal utrzymuje się na wysokim poziomie, m.in. z uwagi na silne potrzeby mieszkaniowe, migracje wewnętrzne oraz rosnące znaczenie najmu.

Podchodzimy do tej sytuacji w sposób strategiczny, ale nie zwalniamy tempa. Utrzymujemy wysoką dynamikę sprzedaży oraz aktywnie wprowadzamy nowe projekty do oferty, zarówno w największych aglomeracjach, jak i na rynkach rozwijających się. Mimo bardziej wymagającego otoczenia gospodarczego popyt na mieszkania utrzymuje się na stabilnym poziomie, a nasze rozpoznawalne lokalizacje, konkurencyjna oferta i jakość wykonania nadal przyciągają klientów.

Obserwujemy stabilny, wysoki poziom sprzedaży. Klienci są aktywni, a nasza szeroka oferta, elastyczne podejście i atrakcyjne lokalizacje sprawiają, że cieszymy się dużym zainteresowaniem. Nasza strategia zakłada dalszy rozwój, zarówno w segmencie mieszkań na sprzedaż, jak i w modelu PRS, co pozwala nam elastycznie odpowiadać na zmieniające się potrzeby rynkowe.

Patrzymy z optymizmem na drugą połowę roku i kolejne lata. Spodziewamy się, że wraz z dalszą stabilizacją stóp procentowych i większą dostępnością kredytów mieszkaniowych, popyt pozostanie silny. Jesteśmy dobrze przygotowani do dalszego działania – mamy zabezpieczony bank ziemi, gotowe projekty i zespół z dużym doświadczeniem. Obecna sytuacja to dla nas przede wszystkim szansa na dalsze umacnianie pozycji rynkowej i rozwój z korzyścią zarówno dla klientów, jak i inwestorów.

Nie planujemy ograniczania działalności – przeciwnie, konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju i wykorzystujemy potencjał rynku tam, gdzie nadal występuje realne zapotrzebowanie na mieszkania. Kluczowe jest dla nas zachowanie elastyczności oraz szybkie dostosowywanie struktury oferty do bieżących oczekiwań klientów i warunków rynkowych. Monitorujemy sytuację na bieżąco, dbając o odpowiednie tempo realizacji inwestycji oraz bezpieczny poziom zaangażowania kapitałowego.

Witold Kikolski, członek zarządu MS Waryński Development S.A.

Rzeczywiście widzimy, że rynek mieszkaniowy w Polsce przechodzi obecnie fazę ochłodzenia. Dane za pierwsze siedem miesięcy 2025 roku jasno pokazują kilkunastoprocentowy spadek liczby rozpoczynanych budów oraz wyraźny, sięgający około 25 proc. spadek wydawanych pozwoleń na budowę w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Do użytku oddano także najmniej mieszkań od 2018 roku, co jest konsekwencją wcześniejszego spowolnienia procesów inwestycyjnych.

Waryński SA na te zmiany patrzy jednak długofalowo. Deweloperka to sektor, który zawsze porusza się w cyklach, po fazie dynamicznego wzrostu naturalnie przychodzi spowolnienie. Dlatego nasza strategia zakłada przede wszystkim elastyczne zarządzanie bankiem ziemi i portfelem projektów. W praktyce oznacza to, że nie wycofujemy się z rynku, ale dostosowujemy tempo i strukturę nowych inwestycji do realnego popytu.

Nie planujemy ograniczania aktywności inwestycyjnej, ale działamy selektywnie, koncentrując się na lokalizacjach z największym potencjałem popytowym. Przykładem są nasze inwestycje Stacja Ligocka w Katowicach i planowana na przyszły rok inwestycja na warszawskim Mokotowie, które realizujemy zgodnie z założeniami i harmonogramem.

Reasumując – mieszkaniówka faktycznie hamuje, ale nie oznacza to zatrzymania naszej działalności. Wręcz przeciwnie, to czas na mądrą selekcję projektów, tak aby w kolejnym cyklu wzrostowym być jeszcze silniejszym graczem na rynku.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Obserwujemy spowolnienie w mieszkaniówce, zwłaszcza w obszarze liczby nowych pozwoleń na budowę. W związku z wysokimi stopami procentowymi podaż nowych inwestycji dopasowuje się do popytu. Dla Alter Investment nie oznacza to jednak wyhamowania aktywności, lecz mądrzejszą selekcję projektów. Specjalizujemy się w przygotowywaniu gruntów i ich uszlachetnianiu, dlatego w obecnym otoczeniu koncentrujemy się na inwestycjach o najwyższym potencjale i krótszym czasie do uzyskania decyzji administracyjnych. Równolegle rozwijamy nowe lokalizacje i segmenty, zarówno mieszkaniowe, jak i pod zabudowę jednorodzinną czy PRS, co pozwala nam dywersyfikować działalność i elastycznie dostosowywać strategię do zmieniających się warunków rynkowych.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Rzeczywiście dane statystyczne pokazują spadek liczby rozpoczętych inwestycji czy pozwoleń na budowę. Wynika to jednak w dużej mierze z naturalnych cykli koniunkturalnych oraz wcześniejszego spowolnienia. BPI Real Estate Poland nie planuje zmniejszać aktywności inwestycyjnej. Przeciwnie, koncentrujemy się na jakości naszych projektów i zakupie gruntów w topowych lokalizacjach, które gwarantują długofalową wartość. Nasza strategia zakłada selektywność i precyzyjny dobór lokalizacji. Inwestujemy w miejsca, które zapewniają naszym klientom najwyższy komfort życia i jednocześnie utrzymują wartość nieruchomości w długim okresie. Dywersyfikację rozumiemy jako obecność na różnych rynkach w Polsce w obrębie segmentu premium i podwyższonego standardu.

Renata Mc Cabe – Kudla, Country Manager w Grupo Lar Polska

Rynek mieszkaniowy w Polsce, w szczególności w Warszawie, rośnie wolniej niż w poprzednich latach ze względu na znaczne wydłużenie terminów rozpatrywania wniosków w urzędach. Zakładamy, że spowolnienie jest tymczasowe.

Piotr Ludwiński, dyrektor sprzedaży w Archicom

W mojej ocenie rynek mieszkaniowy w Polsce nie hamuje, lecz stabilizuje się po bardzo intensywnym okresie związanym m.in. z programem Bezpieczny Kredyt 2proc. Niezmiennie obserwujemy stabilny popyt i dużą aktywność klientów, a nasze inwestycje, starannie projektowane i zróżnicowane pod względem metraży, odpowiadają na potrzeby zarówno singli, rodzin, jak i osób kupujących lokale w celach inwestycyjnych.

Nie zmniejszamy przy tym naszej aktywności inwestycyjnej. Przeciwnie, dysponujemy rozbudowanym bankiem ziemi i konsekwentnie rozwijamy działalność w segmencie mieszkaniowym. Sprzedaż biurowca City2 pozwoliła nam skoncentrować się w 100 proc. na tym obszarze. W tym zakresie dywersyfikujemy ofertę, od mieszkań z segmentu popularnego, przez projekty inwestycyjne, aż po miastotwórcze przedsięwzięcia typu „destinations”, takie jak Fuzja, Wita czy Towarowa 22.

W najbliższych latach planujemy wprowadzenie atrakcyjnych projektów w największych polskich miastach, a równolegle rozwijamy inwestycje realizowane w trybie tzw. lex deweloper we Wrocławiu i Warszawie. Stale optymalizujemy proces deweloperski i aktywnie uczestniczymy w debacie o przyszłości miast. To pozwala nam myśleć o rynku długoterminowo, a nie tylko w perspektywie jednego cyklu koniunkturalnego.

Polski startup Asynchronics zdobywa kontrakt ESA na cyfrowego bliźniaka satelity

Asynchronics, polski startup sektora kosmicznego, wraz z francuskim Infinite Orbits zdobył kontrakt Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w ramach programu RPA. Wartość projektu wynosi 450 tys. euro. Jego celem jest stworzenie cyfrowego bliźniaka satelity serwisowego na orbicie – rozwiązania, które umożliwi bezpieczne i efektywne testowanie oprogramowania oraz szkolenie operatorów przyszłych misji serwisowych. To znaczący krok dla rozwoju europejskich zdolności w obszarze in-orbit servicing.

Dynamiczny rozwój tzw. NewSpace sprawił, że małe satelity stały się tańsze i bardziej dostępne. Jednak wciąż borykają się z problemem niezawodności – statystyki pokazują, że ponad 40% takich misji kończy się niepowodzeniem. Jednym z powodów jest ograniczone wykorzystanie zaawansowanych symulacji, które od lat są standardem u dużych integratorów systemów kosmicznych. Brak odpowiednich narzędzi testowych zwiększa ryzyko, spowalnia proces przygotowania misji i podnosi koszty.

Projekt SAVIOR, realizowany przez Asynchronics w ramach misji Infinite Orbits, odpowiada na te wyzwania. Zakłada on opracowanie wysokiej wierności cyfrowego bliźniaka satelity serwisowego, który pozwoli testować oprogramowanie w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistych i szkolić operatorów w zakresie manewrów zbliżania i dokowania. Rozwiązanie ma zostać wykorzystane przy komercyjnej misji Endurance, której celem będzie wydłużanie życia satelitów telekomunikacyjnych na orbicie. Stworzenie takiego środowiska symulacyjnego pozwoli operatorom przećwiczyć skomplikowane scenariusze i zminimalizować ryzyko niepowodzenia w rzeczywistych warunkach.

„To dla nas ogromny sukces i dowód, że polskie technologie mogą odgrywać centralną rolę w najbardziej ambitnych programach ESA. Projekt SAVIOR pokazuje przyszłość europejskiego sektora kosmicznego – cyfrowe bliźniaki umożliwią bezpieczne i efektywne przygotowanie misji serwisowych, które zrewolucjonizują sposób, w jaki korzystamy z satelitów. Jesteśmy dumni, że Asynchronics może rozwijać tę technologię w Polsce i budować kompetencje, które będą miały znaczenie również dla sektora obronnego” – mówi Adam Chikha, COO Asynchronics.

Do programu ESA RPA zakwalifikowano mniej niż 20% wniosków, co czyni sukces Asynchronics szczególnie wartościowym. Firma rozwija się dynamicznie – obecnie zatrudnia dziewięciu specjalistów, niedawno zamknęła rundę pre-seed i realizuje już kilka międzynarodowych projektów, w tym ASCEND w ramach ESA, inkubację ESA BIC oraz projekt w programie Horizon Europe z udziałem Airbus i Safran. Szybki wzrost i kolejne kontrakty pokazują, że Asynchronics staje się jednym z najbardziej obiecujących podmiotów w polskim sektorze kosmicznym.

Asynchronics zapowiada dalszy rozwój swojej technologii NeXosim, stanowiącej podstawę projektu SAVIOR, i jej komercjalizację w Europie. W planach jest również rozszerzanie współpracy międzynarodowej oraz udział w kolejnych programach ESA.

Proces rekrutacyjny w Polsce wydłuża się – co czwarty kandydat ignorowany

Co czwarta aplikacja pozostaje bez odpowiedzi – wynika z najnowszego raportu „Rekrutacyjne KPI 2025” za pierwsze półrocze 2025 od eRecruiter, który analizuje dane z ponad 10,5 miliona aplikacji.

W pierwszej połowie 2025 roku kandydaci na ofertę pracy czekali dłużej niż w poprzednim półroczu. Średni czas od momentu wysłania CV do otrzymania propozycji zatrudnienia wyniósł 22 dni, co oznacza wzrost o 3 dni. Mimo to, całkowity czas potrzebny na zatrudnienie pracownika pozostał na stabilnym poziomie.

Główne wskaźniki rekrutacyjne pod lupą

Analiza kluczowych wskaźników efektywności (KPI) pokazuje, że choć firmy dłużej podejmują decyzję o złożeniu oferty, to pozostałe etapy rekrutacji nie uległy znaczącym zmianom. W pierwszej połowie 2025 roku średnie wyniki kształtowały się następująco:

  • Time to Offer (czas od aplikacji do złożenia oferty): 22 dni.
  • Time to Hire (czas od aplikacji do zatrudnienia): 35 dni.
  • Time to Fill (czas od aktywacji projektu rekrutacyjnego do złożenia oferty z perspektywy firmy): 50 dni.

Wskaźniki Time to Hire i Time to Fill pozostały na niezmienionym poziomie w stosunku do drugiej połowy 2024 roku.

Czekając na odpowiedź – doświadczenie kandydata

Z perspektywy kandydatów kluczowy jest czas reakcji rekrutera. Raport pokazuje, że od wysłania dokumentów do ich otwarcia przez rekrutera (Time to View) mija średnio 9 dni. Niepokojący jest jednak fakt, że aż 28% aplikacji pozostaje nieotwartych. Oznacza to, że CV ponad co czwartej osoby poszukującej pracy nigdy nie jest przeglądane.

Czas reakcji ma nie tylko praktyczne, ale i emocjonalne znaczenie dla osób poszukujących pracy. Kandydaci często aplikują na wiele ofert jednocześnie, dlatego opóźnienia w komunikacji mogą prowadzić do utraty zaufania do potencjalnego pracodawcy. Szybka, nawet automatyczna odpowiedź potwierdzająca otrzymanie aplikacji, buduje poczucie szacunku i transparentności. To szczególnie ważne w przypadku młodszych pokoleń, dla których sprawne i otwarte procesy rekrutacyjne są wyznacznikiem profesjonalizmu firmy. Z perspektywy HR warto pamiętać, że każda interakcja z kandydatem to okazja do budowania wizerunku marki pracodawcy. Nawet krótka informacja zwrotna w ciągu 24–48 godzin może znacząco wpłynąć na postrzeganie firmy jako rzetelnej i dbającej o relacje
-– mówi Katarzyna Trzaska, ekspertka eRecruiter.

Stanowisko ma znaczenie – nowa analiza w raporcie

Analiza wskaźników KPI w podziale na poziom stanowiska jednoznacznie wskazuje, że im wyższa pozycja w hierarchii firmy, tym dłuższy proces rekrutacyjny. Różnice są znaczące. Na ofertę pracy (Time to Offer) pracownik fizyczny czeka średnio 19 dni, podczas gdy w przypadku stanowisk dyrektorskich ten czas wydłuża się do 40 dni. Cały proces od aplikacji do zatrudnienia (Time to Hire) pracownika fizycznego zajmuje 32 dni, a dyrektora – aż 46 dni.

Wydłużony czas rekrutacji na stanowiska menedżerskie i dyrektorskie to naturalna konsekwencja wagi, jaką organizacje przywiązują do tych ról. Każdy etap, od weryfikacji kompetencji po rozmowy z zarządem, jest tu znacznie bardziej złożony. Zatrudnienie lidera to decyzja strategiczna, która kształtuje przyszłość firmy, dlatego pośpiech jest niewskazany. Z drugiej strony, w przypadku pracowników fizycznych i specjalistów, kluczowa staje się szybkość i efektywność procesu. Na tych rynkach walka o talent jest zaciekła, a zwłoka może oznaczać utratę wartościowego kandydata na rzecz konkurencji, która działa sprawniej – komentuje Katarzyna Trzaska.

Branżowi liderzy szybkości i satysfakcji

Procesy rekrutacyjne znacznie różnią się w zależności od branży. Najszybciej ofertę pracy otrzymują kandydaci w sektorze usług oraz w organizacjach rządowych – średnio już po 10 dniach. Na drugim biegunie znajdują się organizacje non-profit, gdzie na decyzję trzeba czekać aż 38 dni.

Branże najszybciej składające oferty pracy kandydatom:

  • Usługi – 10 dni
  • Organizacje rządowe – 10 dni
  • Agencje Doradztwa Personalnego – 12 dni

Co ciekawe, szybkość nie zawsze idzie w parze z zadowoleniem kandydatów. Najwyższą satysfakcję z procesu rekrutacji (mierzoną wskaźnikiem NPS) deklarują kandydaci aplikujący do agencji doradztwa personalnego (NPS = 86). Najniżej oceniane są rekrutacje prowadzone przez organizacje rządowe (NPS = 2), gdzie liczba krytyków jest niemal równa liczbie promotorów, mimo że to właśnie ten sektor jest jednym z najszybszych w składaniu ofert kandydatom.

Te wyniki pokazują, że tempo rekrutacji to tylko połowa historii. Rekrutacja to sztuka łączenia sprawności z uważnością na kandydata. Najlepsze organizacje rozumieją, że prawdziwym wskaźnikiem sukcesu jest kandydat, który wróci i poleci firmę innym.

O badaniu

Raport „Rekrutacyjne KPI 2025” to trzecia edycja analizy przygotowanej przez eRecruiter i Great Digital. Publikacja została opracowana na podstawie danych z systemu eRecruiter pochodzących z okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2025 roku. Analizie poddano ponad 10,5 miliona aplikacji przesłanych w odpowiedzi na blisko 126 tysięcy projektów rekrutacyjnych prowadzonych przez ponad 2500 firm z 25 branż. Wskaźnik satysfakcji kandydatów (NPS) opiera się na wynikach ponad 3900 ankiet. Partnerem merytorycznym badania jest Great Digital, agencja specjalizująca się w analityce i badaniach HR.

Co siódmy pracownik w Polsce ofiarą mobbingu – raport Koalicji Bezpieczni w Pracy 2025

Co siódmy pracownik w Polsce doświadczył w swojej karierze mobbingu. Nowy raport Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy alarmuje, że zjawisko wciąż jest powszechne, a termin lepiej od pracowników kojarzy kadra zarządzająca. Kobiety częściej niż mężczyźni deklarują, że wielokrotnie doświadczyły mobbingu, natomiast więcej mężczyzn wskazuje, że wie, jak zareagować w takiej sytuacji. Aż 39% pracowników nie słyszało o istnieniu procedur antymobbingowych, a 10% woli szukać nowej pracy zamiast walczyć o swoje prawa.

Jak wynika z badania „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2025. Mobbing, depresja, stres 2.0, czyli zagrożenia w polskich firmach”, mobbing jest zjawiskiem wielowymiarowym, a większość ankietowanych potrafi go zdefiniować. Znaczący wzrost znajomości terminu odnotowano wśród kadry zarządzającej. Łączny odsetek tych, którzy nie potrafią zdefiniować mobbingu, spadł do zaledwie 21%. Sytuacja gorzej wygląda wśród pracowników – na nieznajomość terminu wskazało 31% ankietowanych (16% w 2019 r.). W sumie 79% zarządzających i 69% pracowników w 2025 r. znało pojęcie mobbing.

Z danych wynika, że co czwarty badany wie, że mobbing charakteryzuje się długotrwałością i uporczywością, co jest kluczowe w skutecznym dochodzeniu swoich praw. Mobbing jest postrzegany przede wszystkim jako zjawisko o charakterze hierarchicznym, czyli działanie „z góry na dół”. Osoba mobbingująca jest znacznie częściej identyfikowana jako ktoś o wyższym statusie zawodowym, posiadający władzę.

– Pozytywnie należy ocenić rosnącą świadomość wśród menedżerów, jednakże niepokojący jest spadek poziomu wiedzy wśród pracowników. Może to sugerować, że szkolenia w firmach są organizowane głównie dla menedżerów. Zarówno pracownicy, jak i zarządzający postrzegają mobbing w podobny sposób, zgodny z obowiązującą definicją – jako uporczywe i długotrwałe nękanie, szykanowanie czy przemoc psychiczną. Widać jednak różnice w akcentach: pracownicy częściej podkreślają konsekwencje emocjonalne i zdrowotne, natomiast kadra kierownicza silniej akcentuje elementy związane z presją i wyzyskiem – podkreśla Katarzyna Petrusiewicz, członek zarządu Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy, Regionalny Kierownik QESH CEE w CWS Workwear.  – Wartym uwagi zjawiskiem jest także kwestia przypisywania odpowiedzialności – w obu grupach jako mobbingującego najczęściej wskazuje się przełożonego. Wynika to prawdopodobnie ze stereotypów oraz tradycyjnego rozumienia hierarchii w pracy i dopuszczenia możliwości nadużywania pozycji przez przełożonych, a także asymetrii sił. Jednak badanie wykazało, że pracownicy dopuszczają również możliwość mobbingu ze strony współpracowników – dodaje Katarzyna Petrusiewicz.

Perspektywa ofiary i świadka

Wśród ankietowanych pracowników 15% przyznało, że doświadczyło mobbingu w trakcie swojej kariery zawodowej. Na to zjawisko częściej wskazywały kobiety niż mężczyźni (16% vs. 13%). Respondenci sygnalizowali również przypadki mobbingu pośredniego – 19% było świadkami tego typu zachowań. Wśród zarządzających 14% zadeklarowało doświadczenie mobbingu. 37% zostało poinformowanych przez pracowników o mobbingu, w tym 9% przyznało, że zgłoszenia otrzymywało wielokrotnie. Zarówno pracownicy, jak i osoby zarządzające, w sytuacji mobbingu najczęściej w pierwszej kolejności zgłosiliby sprawę przełożonemu lub działowi HR, bądź porozmawialiby z ofiarą w celu okazania jej wsparcia.

– Choć świadomość społeczna na temat mobbingu rośnie, to poziom tego problemu w Polsce wciąż jest wysoki, co pokazuje złożoność zjawiska. Kluczowe jest rozróżnienie pomiędzy ustawową definicją mobbingu a przejawami zachowań o charakterze mobbingowym – podkreśla Ewa Gawrysiak, członek zarządu Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy, Regional Manager CEE w TenCate Protective Fabrics. – Kobiety częściej zgłaszają doświadczenie mobbingu, co może wynikać z większej otwartości w komunikowaniu trudnych doświadczeń, różnic w społecznym postrzeganiu lub specyfiki form, w jakich mobbing się przejawia. Konieczne są dalsze działania edukacyjne oraz tworzenie kultury szacunku, z uwzględnieniem specyfiki doświadczeń i potrzeb kobiet – dodaje Ewa Gawrysiak.

Gdzie są procedury?

39% pracowników ankietowanych nie wie, czy w ich miejscu pracy obowiązuje procedura antymobbingowa, a 37% potwierdza jej funkcjonowanie. Pomimo tego, 63% zatrudnionych wiedziałoby, jak ma postępować w sytuacji, gdyby w ich miejscu pracy doszło do mobbingu. Na tę odpowiedź częściej wskazywali mężczyźni (66%) niż kobiety (61%).

Jednocześnie jedynie 29% pracowników przyznaje, że w ich firmach podejmowane są jakiekolwiek aktywności mające na celu przeciwdziałanie mobbingowi, dyskryminacji, przemocy, stresowi i innym zagrożeniom psychospołecznym. 19% przyznaje, że nie wie nic o realizacji takich działań. Nie jest również standardem, aby przełożeni rozmawiali z zatrudnionymi o kwestiach związanych z zagrożeniami psychospołecznymi – wskazuje na to jedynie 28%.

– W porównaniu z 2019 r. widać wyraźny spadek liczby pracowników, którzy deklarują, że ich przełożony podejmował z nimi rozmowy o czynnikach psychospołecznych – z 37% do 28%. Trudno jednoznacznie zinterpretować ten spadek. Możliwe, że temat przestaje być tabu, powszechnie słuchamy rozmów na temat czynników psychospołecznych w radiu czy telewizji. Z perspektywy pracodawcy jest to jednak znak niepokojący. – komentuje Elżbieta Rogowska, członek zarządu Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy, V-ce Prezes w PW Krystian. Widać, że rozmów o bardziej złożonych aspektach, jak relacje międzyludzkie, stres czy nierówność, nadal jest zbyt mało, co może świadczyć o braku narzędzi i kompetencji menedżerów w tym zakresie – dodaje Elżbieta Rogowska.

Sytuacje w firmach lepiej oceniają zarządzający. 52% potwierdza, że procedura antymobbingowa obowiązuje w miejscu pracy, chociaż 25% wskazuje, że nie ma w tym obszarze wiedzy. 37% potwierdziło obecność działań na rzecz zwalczania zagrożeń psychospołecznych w miejscu pracy. Zarządzający działają też na własną rękę. W swoich zespołach w celu zwalczania negatywnych zjawisk zarządzający ankietowani w 2025 r. najczęściej starają się utrzymać pozytywne nastawianie (50%), motywują pracowników (42%) oraz wyznaczają jasne cele i oczekiwania (41%).

Dodatkowe informacje

Badanie na potrzeby raportu zostało przeprowadzone w dniach 26.06-10.07.2025 roku przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii. Z zarządzającymi (N=246) przeprowadzono wywiady telefoniczne (CATI). Grupę pracowników (N=1019) stanowią osoby będące etatowymi pracownikami biurowymi i fizyczno-umysłowymi. Badanie zostało zrealizowane techniką wywiadów online (CAWI). Raport uwzględnia porównanie wyników z odpowiedziami z badania przeprowadzonego w 2019 r.

Patronem raportu jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych. W materiale wypowiadają się również przedstawiciele: Państwowej Inspekcji Pracy, Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Pracodawców RP.

ZOBACZ CAŁY RAPORT: https://bit.ly/QRRaport2025

Polska Grupa Trend przejmuje niemiecką Gala Group – historyczna transakcja na rynku świec i dekoracji

Grupa Trend, dynamicznie rozwijająca się grupa spółek o polskim kapitale, zrealizowała transakcję przejęcia niemieckiej Gala Group, jednego z wiodących europejskich producentów świec, produktów zapachowych oraz elementów dekoracyjnych. To kolejny krok w ambitnej strategii ekspansji Grupy Trend na rynki międzynarodowe, który pozwoli na znaczące poszerzenie portfolio produktowego, zwiększenie zasięgu geograficznego oraz stworzenie synergii w ramach globalnej sieci dystrybucyjnej. Finansowanie transakcji zapewniły fundusze zarządzane przez CVI oraz Polski Fundusz Rozwoju (PFR). W zakresie doradztwa transakcyjnego Grupa Trend współpracowała z firmą Oaklins, a wsparcie prawne powierzono kancelarii Wolf Theiss.

Grupa Trend wkracza na nowe rynki

Grupa Trend to firma z ponad 30-letnim doświadczeniem, która konsekwentnie łączy tradycyjne wartości z nowoczesnymi rozwiązaniami, napędzając rozwój i innowacje w swoich branżach. Spółka aktywnie rozwija swój portfel, obejmując produkcję szkła a także inwestycje w energetykę, logistykę i nieruchomości, co pozwala jej budować zrównoważony model biznesowy.

Trend Glass, wiodąca spółka w Grupie Trend, to radomska huta szkła działająca od 2003 roku, której korzenie sięgają lat 80. XX wieku, specjalizująca się w produkcji szkła gospodarczego, dekoracyjnego i użytkowego. Dziś firma należy do czołowych graczy branży, eksportując swoje wyroby na 46 rynków na 6 kontynentach. „Przejęcie Gala Group to kamień milowy w naszej europejskiej ekspansji. Zyskujemy dostęp do nowych kategorii produktowych, globalnych kanałów dystrybucji oraz cennego know-how w zakresie zarządzania marką o międzynarodowym zasięgu. Dodatkowo, umożliwia to budowanie silnych synergii w zakresie produkcji i dystrybucji, co wpłynie na dalszy rozwój naszej grupy i umocnienie pozycji lidera na rynku” – podkreśla Łukasz Bernady, prezes Trend Glass, spółki Grupy Trend.

Globalna ekspansja i innowacyjność GALA Group

Założona w 1972 roku GALA Group jest jednym z najszybciej rozwijających się producentów świec, zapachów do wnętrz i dekoracji domowych na świecie. Zatrudnia blisko 4 000 pracowników i prowadzi zakłady produkcyjne w Niemczech, Polsce, na Węgrzech i w Indiach. Jej produkty trafiają do ponad 75 krajów.

„Dołączenie do Grupy Trend otwiera przed nami nowe możliwości synergii i rozwoju. Łączymy niemiecką tradycję i globalną obecność GALA Group z innowacyjnością oraz doświadczeniem Grupy Trend w tworzeniu najwyższej jakości produktów dla naszych klientów” – mówi Dawid Wróbel, CEO GALA Group.

„To wyjątkowa transakcja, w której polska firma przejmuje niemiecką grupę o globalnym zasięgu. Jesteśmy dumni, że możemy wspierać ambitnych przedsiębiorców w ich europejskiej ekspansji, szczególnie we współpracy z PFR” – mówi Olaf Hofses, Investment Director w CVI, prowadzący transakcję po stronie funduszu.

„W PFR wierzymy, że rozwój sektora polskich średnich firm może być jednym z motorów wzrostu polskiej gospodarki. To one są źródłem innowacji, generują wzrost zatrudnienia i budują silne lokalne społeczności. Przejęcie niemieckiej Grupy Gala, pokazuje kierunek naszych działań, zmierzający do konsekwentnego rozwoju pozycji polskich średnich przedsiębiorstw na europejskich rynkach. Realizujemy je w duchu Team Poland – programu, który uruchomiliśmy, by budować międzynarodową konkurencyjność polskich firm i wspierać ich międzynarodową ekspansję” – dodaje Piotr Matczuk, Prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju S.A.

Transakcja stanowi przykład rosnącej siły polskiego kapitału na rynkach zachodnich i podkreśla konkurencyjność polskich firm na tle największych europejskich graczy. Finansowanie transakcji zapewniły fundusze zarządzane przez CVI, lidera finansowania private debt w Europie Centralnej oraz Polski Fundusz Rozwoju (PFR).

BCC Kobiety: nowa inicjatywa na rzecz partnerstwa płci i zrównoważonego przywództwa

Ruszył program BCC Kobiety – ogólnopolska inicjatywa Business Centre Club, której celem jest promocja równości płci w biznesie oraz wspieranie rozwoju polskich przedsiębiorstw. Inauguracja odbyła się 22 września w Warszawie, w przestrzeni Omniconferences Q22, gromadząc liderki i liderów biznesu, przedstawicieli świata nauki, polityki i organizacji społecznych.

  • BCC Kobiety to przestrzeń, w której budujemy przyszłość biznesu opartą na równowadze, współpracy i wzajemnym szacunku. Wierzymy, że różnorodność jest źróem siły organizacji, a zrównoważone przywództwo stanowi fundament konkurencyjności w dzisiejszym, dynamicznie zmieniającym się świecie –mówiła Sylwia Galant Załęgowska, Dyrektor Programu BCC Kobiety.
  • Różnorodność, równowaga i partnerstwo płci to nie slogany, lecz strategiczne narzędzia rozwoju. Business Centre Club – jako jedna z największych organizacji pracodawców w Polsce – ma nie tylko mandat, ale także odpowiedzialność, by wspierać firmy w tej zmianie. – dodaje Ewelina Rozpara, dyrektor marketingu BCC.

Równość jako przewaga konkurencyjna

Kobiety w biznesie, mimo ogromnych kompetencji i doświadczenia, wciąż zbyt często pozostają na dalszym planie – w zarządach, radach nadzorczych czy procesach strategicznych. Według najnowszych danych European Institute for Gender Equality (EIGE) Polska zajmuje 18. miejsce w Unii Europejskiej pod względem równości płci. Szczególnie widoczna jest nierówność na rynku pracy oraz wśród osób pełniących kluczowe funkcje decyzyjne.

BCC Kobiety powstało jako odpowiedź na te wyzwania i preludium do pozytywnej zmiany. Program został stworzony z myślą o całym środowisku biznesowym – zarówno kobietach, jak i mężczyznach – którzy chcą wspólnie tworzyć nowoczesne modele zarządzania. Oparty na praktycznych narzędziach, integruje działania centralne i regionalne poprzez sieć 22 lóż Business Centre Club, co pozwala skutecznie odpowiadać na potrzeby firm w całej Polsce.

Główne założenia programu obejmują:

  • promocję partnerstwa płci w biznesie,
  • eksperckie wsparcie kobiet w rozwoju zawodowym i osobistym,
  • budowanie elitarnej sieci wymiany wiedzy i doświadczeń,
  • tworzenie strategii różnorodności jako elementu przewagi konkurencyjnej przedsiębiorstw.
  • Certyfikację Firma Równych Szans – innowacyjne narzędzie pozwalające firmom mierzyć poziom równości i partnerstwa płci w organizacji. Certyfikat wspiera przedsiębiorstwa w budowaniu nowoczesnych strategii HR oraz w raportowaniu w obszarze ESG, stając się kluczowym elementem transformacji kultury organizacyjnej.

Współpraca i równowaga między kobietami i mężczyznami w zarządzaniu to warunek konieczny, by firmy mogły skutecznie rozwijać się w dzisiejszych, niezwykle dynamicznych czasach. Partnerstwo daje przedsiębiorstwom odporność, innowacyjność i przewagę konkurencyjną. Tę ideę będziemy konsekwentnie realizować w ramach Programu BCC Kobiety. Razem zmienimy standardy, budując biznes oparty na wartościach i nowoczesnych praktykach – a nie na stereotypach. BCC Kobiety to nie tylko program, to ruch mający realny wpływ na przyszłość polskiego rynku pracy – mówi Sylwia Galant-Załęgowska, Dyrektorka Programu BCC Kobiety.

BCC Kobiety – platforma systemowej zmiany

BCC Kobiety to inicjatywa długofalowa i systemowa, zaplanowana tak, by realnie wpływać na polski rynek oraz kulturę organizacyjną firm. Program tworzy unikalną przestrzeń do wymiany wiedzy, dobrych praktyk i kształtowania nowych standardów zarządzania.

Dzięki potencjałowi lobbystycznemu BCC, inicjatywa może również oddziaływać na kształtowanie polityki gospodarczej i inicjatyw legislacyjnych, wspierając rozwój polskich firm opartych na partnerstwie i różnorodności.

Naszym celem jest pokazanie, że różnorodność w zespołach i równowaga w procesach decyzyjnych przekładają się na konkretne efekty: większą odporność firm, lepsze decyzje i przewagę konkurencyjną. Partnerstwo w biznesie i zrównoważone przywództwo to tematy złożone, dlatego potrzebujemy jak najszerszego dialogu. Do Programu BCC Kobiety włączymy nie tylko środowiska biznesowe, ale również naukowe oraz instytucje publiczne – dodają Sylwia Galant-Załęgowska, Ewelina Rozpara.

BCC Kobiety – bo biznes potrzebuje równowagi

Inauguracyjne wydarzenie stało się przestrzenią inspirującej debaty i wymiany doświadczeń. Dyskutowano m.in. o przyszłości przywództwa, roli kobiet w procesach decyzyjnych oraz znaczeniu partnerstwa płci w zarządzaniu firmami.

Trzy rundy spotkania, w których Ambasadorki Programu dzieliły się swoimi refleksjami i doświadczeniami, poprowadziła Katarzyna Zdanowicz, Ambasadorka Programu BCC Kobiety.

Gościem honorowym wydarzenia była Ambasador Republiki Argentyny, Jej Ekscelencja Alicja Irene Falkowski. Słowa wsparcia dla uczestników przekazali również Honorowi Ambasadorowie Programu: Agnieszka Holland, reżyserka filmowa, oraz Senator Krzysztof Kwiatkowski, przewodniczący senackiej komisji ustawodawczej.

Ambasadorki

W program zaangażowana jest Sieć Ambasadorek Zmiany – liderek biznesu z całej Polski, które poprzez swoją działalność inspirują i wspierają rozwój innych przedsiębiorczyń m.in.: Agnieszka Bielińska – Prezes Zarządu A.G.A. Analytical Sp. z o.o. Sp. k, Agnieszka Borowicz – Partner i Dyrektor Działu Projektów Finansowych i Kapitałowych w BAA Polska, Ania Januszkiewicz – Prezes Zarządu Eslabon Sp. z o.o., Agnieszka Kręciszewska – CFO, Member of the Board Caparol Polska Sp. z o.o., Żaneta Kurcewicz – Chief of Marketing Excellence ENGAVE, Dorota Mariańska – Partner w Mariański Group, Prezes Zarządu Mariański Group Marketing, Żaneta Rojek – psycholożka i prezeska Fundacji „Uniwersum Młodych”, Agnieszka Socha – Prezes Zarządu WorkerService Sp. z o.o, Anna Szcześniak – właścicielka i prezes agencji marketingowej 4MAT, Ewa Trzeszczyńska – Członek Zarządu Przedsiębiorstwa Usług Naukowo-Technicznych Pro Novum, Aleksandra Wiener – prezeska Inwentaryzacje PRO i Renata Wozba – Prezes Zarządu Grupy T2S.

Polska 2050 przeciw pseudometrom – nowy projekt ustawy ma chronić kupujących mieszkania

Dziś w Sejmie odbyła się konferencja prasowa Klubu Parlamentarnego Polski 2050, podczas której poseł Kamil Wnuk zaprezentował nowy projekt ustawy dotyczący tzw. pseudometrów. Inicjatywa ma przeciwdziałać nieuczciwym praktykom deweloperów, którzy stosują różne, często mylące definicje powierzchni mieszkań.

Problem „pseudometrów”

Kupujący mieszkania często spotykają się z sytuacją, w której deklarowany w dokumentach metraż różni się od faktycznego. Przykładowo – lokal opisany w akcie notarialnym jako 60 m² może mieć realnie 58 m². Różnica wynika z doliczania do powierzchni użytkowej elementów, które zgodnie z obowiązującą polską normą nie powinny być wliczane, jak choćby ścianki działowe.

Niektórzy deweloperzy posługują się pojęciami takimi jak „powierzchnia posprzedażowa”, „powierzchnia rozliczeniowa” czy „powierzchnia netto”, co wprowadza konsumentów w błąd. – Na wniosek obywateli, którzy zgłaszali ten problem, Polska 2050 wyszła z inicjatywą projektu poselskiego, który tę sytuację naprawia – podkreślił Kamil Wnuk.

Główne założenia projektu

Projekt ustawy jednoznacznie wskazuje, że jedyną podstawą rozliczeń między deweloperem a nabywcą ma być powierzchnia użytkowa liczona zgodnie z obowiązującą polską normą. Zakazane byłoby stosowanie alternatywnych i niejasnych kategorii.

Chodzi o to, aby rozliczenia odbywały się na uczciwych zasadach i aby powierzchnie nie były sztucznie zawyżane. Jest to uczciwe nie tylko względem konsumentów, ale także wobec deweloperów, którzy już dziś stosują rzetelne zasady – dodał adwokat Maciej Radowicki ze Stowarzyszenia Konsumentów Zgodnie z Normą.

Szersza polityka mieszkaniowa

Projekt ustawy o pseudometrach to czwarta inicjatywa Polski 2050 dotycząca rynku mieszkaniowego. Wcześniej ugrupowanie wprowadziło:

  • Ustawę o jawności cen mieszkań – obowiązującą od września, zwiększającą transparentność rynku.
  • Ustawę o rękojmi – zapewniającą 5-letnią ochronę nabywców w relacjach z deweloperami.
  • Projekt ustawy o rejestrze cen nieruchomości – przewidujący powstanie publicznego rejestru cen transakcyjnych, nad którym prace w Sejmie dobiegają końca.

Nowa propozycja ma na celu dalsze wzmocnienie ochrony konsumentów na rynku nieruchomości i ujednolicenie zasad, które pozwolą uniknąć sporów o rzeczywisty metraż mieszkań.

HeatVentors pozyskał 17 mln zł na globalną ekspansję inteligentnych baterii cieplnych

  • HeatVentors Kft., spółka portflowa InnoEnergy i pionier w obszarze magazynowania energii cieplnej, z sukcesem zakończyła rundę finansowania Serii A na 17 mln zł (4 mln euro).
  • Pozyskane środki zostaną przeznaczone na międzynarodowy rozwój oraz skalowanie przełomowej technologii. Kapitał ten wzmocni infrastrukturę techniczną firmy, przyspieszy rozwój produktów dla zastosowań magazynowania energii o mocy wielomegawatowej oraz umożliwi wejście w nowe strategiczne obszary, takie jak centra danych, sieci ciepłownicze oraz wielkoskalowe systemy chłodzenia – ze szczególnym uwzględnieniem Bliskiego Wschodu, gdzie zapotrzebowanie na chłodzenie jest wyjątkowo wysokie.
  • Polska jest jednym z liderów sektora data center – wg prognoz jej zasoby mocy potroją się do 500 MW do końca 2030 r., a za nim podążać będzie wzrost wykorzystania chłodzenia.

HeatVentors opracowuje i produkuje opatentowane inteligentne baterie cieplne (Intelligent Thermal Batteries), które w połączeniu z zaawansowaną technologią regulacji pozwalają na oszczędność energii sięgającą do 25% zarówno w systemach chłodzenia, jak i ogrzewania. Te wszechstronne rozwiązania umożliwiają magazynowanie energii ze źródeł odnawialnych, odzysk ciepła odpadowego oraz niezawodne działanie systemów HVAC. Technologia firmy jest już wykorzystywana w siedmiu krajach, m.in. w Niemczech,  Portugalii, na Węgrzech i w Omanie, gdzie zainstalowano prawie 80 jednostek magazynujących. Rozwiązania HeatVentors zdobyły zaufanie hoteli 4- i 5-gwiazdkowych, wiodących producentów przemysłowych, nowoczesnych budynków biurowych, czołowych międzynarodowych ubezpieczycieli, ale spotkały się one z uznaniem także kluczowych graczy światowego sektora energetycznego.

Obecnie w ofercie spółki są baterie o pojemności 30 kWh i 60 kWh a w przygotowaniu jest również większa jednostka o pojemności do nawet 1,2 MWh. Teraz HeatVentors pozyskała kolejną rundę na 17 mln zł na przyspieszenie globalnej ekspansji swoich produktów, a część środków przeznaczona zostanie właśnie na dopracowanie większej baterii.

– Magazynowanie energii zostało uznane na praktycznie wszystkich głównych rynkach za niezbędny element umożliwiający dekarbonizację. Nowa inwestycja nie tylko umożliwia globalną ekspansję naszych inteligentnych baterii cieplnych, ale także wzmacnia nasze możliwości technologiczne w zakresie międzynarodowego skalowania, napędzając nasz globalny rozwój – powiedział József Kakas, prezes zarządu Heatventors Kft.

Najnowszej rundzie serii A przewodziło międzynarodowe konsorcjum renomowanych inwestorów, których zaangażowanie stanowi istotny kamień milowy w strategii ekspansji firmy. To: InnoEnergy, Blue Planet Venture Capital Fund oraz Impulsus Clean Technologies GmbH, przy wsparciu doradczym V3 Partners Zrt.

Przełomowość technologii HeatVentors – na czym polega

– Rewolucyjne rozwiązanie HeatVentors to technologia nie tylko przyszłości, ale i teraźniejszości: oszczędza energię i redukuje koszty. Spółka jest pionierem w tworzeniu nowego, wartego 5 mld dolarów rynku inteligentnych baterii cieplnych i jako jeden z inwestorów będziemy wspierać ją w skalowaniu – skomentował Mikołaj Budzanowski, prezes InnoEnergy na Europę Centralną.

Baterie termiczne (thermal batteries) to zaawansowane systemy magazynowania energii cieplnej, wykorzystujące tzw. PCM (Phase Change Materials) – materiały zmieniające stan skupienia. PCM pochłaniają i magazynują energię podczas zmiany fazy (np. z ciała stałego w ciecz) oraz oddają ją podczas powrotu do stanu pierwotnego. Dzięki temu umożliwiają efektywne gromadzenie ciepła o dużej gęstości energetycznej przy stosunkowo niewielkich rozmiarach magazynu.

Technologia HeatVentors wykorzystuje te materiały do magazynowania nadmiaru ciepła w godzinach o niskim zapotrzebowaniu lub niższych taryfach i uwalniania go wtedy, gdy jest najbardziej potrzebne. W efekcie można inteligentnie zarządzać energią cieplną w dużych obiektach, minimalizując koszty i poprawiając efektywność energetyczną.

Unikalność rozwiązania HeatVentors polega również na zaawansowanym, autorskim systemie sterowania (Control System), który umożliwia autonomiczne zarządzanie magazynem energii w czasie rzeczywistym. Ten inteligentny system monitoruje aktualne warunki energetyczne obiektu oraz zmienne taryfy i automatycznie dostosowuje działanie baterii termicznej, maksymalizując oszczędności i optymalizując zużycie energii bez konieczności ręcznej ingerencji.

O inwestorach biorących udział w rundzie:

InnoEnergy wspiera industrializację innowacji czystych technologii, umożliwiając budowę globalnej gospodarki zeroemisyjnej. Działa w Europie i USA, inwestując w start-upy na wczesnym etapie oraz w obecne i przyszłe zasoby ludzkie, tworząc odporne łańcuchy wartości czystych technologii wspierające zrównoważony wzrost gospodarczy. Poprzez swój ekosystem – obejmujący 1 400 partnerów i 39 akcjonariuszy z branży, sektora finansowego, polityki publicznej i świata akademickiego – InnoEnergy przyspiesza transformację energetyczną. Obecnie wspiera ponad 160 start-upów i scale-upów z branży czystych technologii, z których 4 osiągnęły status „jednorożców przemysłowych”. Firmy te pozyskały dotąd ponad 30 miliardów euro, stworzyły 40 000 miejsc pracy i mają wygenerować 110 miliardów euro przychodu oraz ograniczyć emisję CO2 o 2,1 gigatony do 2030 roku.

Blue Planet Venture Capital Fund inwestuje w innowacyjne, oparte na technologii spółki, które wspierają cele Węgier w zakresie ochrony środowiska i klimatu, koncentrując się na zrównoważonym rozwoju, redukcji emisji, odnawialnych źródłach energii, magazynowaniu energii i gospodarce obiegu zamkniętego.

Impulsus Clean Technologies GmbH działa jako niemiecki inwestor korporacyjny i akcelerator dla innowacyjnych startupów w dziedzinach energii wiatrowej, e-mobilności oraz recyklingu, wspierając zrównoważone przedsięwzięcia przemysłowe. Udziałowcem jest prof. Kohl z Niemiec.

Dolar słabnie, Europa z problemami w przemyśle, a złoto zmierza ku 4000 USD

Początek tygodnia przyniósł osłabienie dolara w relacji do euro, a dzisiaj inwestorzy czekają na wystąpienie szefa Fed. Warto odnotować także słabsze wskaźniki PMI dla przemysłu i lepsze dla usług z naszego kontynentu. A notowania złota małymi kroczkami zbliżają się do 4000 USD za uncję. 

Znów 1,18

Jastrzębie cięcie stóp przez Fed przyniosło umocnienie dolara amerykańskiego pod koniec ubiegłego tygodnia. Nowy tydzień to jednak zmiana sytuacji, a USD oddaje wcześniejsze zwyżki – kurs popularnego „edka” testuje poziom oporu na 1,18. Dzisiaj w centrum uwagi inwestorów będzie wystąpienie szefa Fed. Czy można liczyć na zmianę retoryki? Wydaje się, że nie, a Powell zapewne powtórzy większośc słów z konferencji po posiedzeniu, czyli pozostanie ostrożny w jakichkolwiek deklaracjach. Więcej można się spodziewać po wypowiedziach innych członków Fed, tym bardziej, że widać zderzanie się poglądów frakcji gołębi (chcących kontynuować luzowanie) z jastrzębią częścią, która pozostaje przeciwna dalszemu cięciu stóp. A skoro już jesteśmy przy wystąpieniach decydentów z banków centralnych, to swoje również będą mieli członkowie EBC. Tutaj jednak granica między gołębiami a jastrzębiami jest dużo bardziej zatarta, a kierunek w polityce monetarnej dużo bardziej klarowny – brak zmian stóp w przyszłości.

Przemysł z kłopotami

Dzisiaj w kalendarzu makro pojawiły się odczyty PMI przemysłowe i usługowe dla krajów naszego kontynentu. I jeśli miał to być test na odporność europejskiej gospodarki na taryfy celne, to trzeba przyznać, że szczególnie przemysł ten test oblał. Martwić mogą wyniki Francji i Niemiec. Wyniki PMI w tych krajach dla przemysłu znalazły się poniżej granicy 50 pkt, czyli oddzielającej wzrost gospodarczy od recesji. Skoro tak słabo wypadła „lokomotywa” europejskiej gospodarki, czyli Niemcy, to nie może dziwić, że również zbiorczy wynik dla krajów strefy euro znalazł się poniżej 50 pkt. Na pocieszenie zgoła odmienna sytuacja jest w sektorze usługowym, szczególnie jeśli spojrzymy na wynik u naszego zachodniego sąsiada, gdzie wyniósł on 52,5 pkt przy oczekiwaniach na poziomie 49,5 pkt. Również wynik dla całej strefy przekroczył poziom 50 pkt i wyniósł 51,4 pkt. W godzinach późniejszych poznamy PMI także dla USA, ale trzeba pamiętać, że większą uwagę w tym przypadku daje się odczytom ISM, aniżeli PMI, więc większej reakcji może nie być.

Niesamowita stopa zwrotu

Na rynku złota tymczasem dzień jak co dzień, czyli kolejne wspinanie się na wyższe poziomy cenowe. Coraz bardziej realny staje się też scenariusz dotarcia do poziomu 4000 za uncję wyrażoną w USD. I właśnie względem dolara amerykańskiego złoto ma niesamowity wzrost, w tym roku sięgający ponad 40%. Do poziomu 4 tys. za uncję brakuje już raptem 7%, a więc nie można wykluczyć, że stanie się to na przestrzeni kolejnych 12 miesięcy. Za popyt odpowiadają, nie tylko tzw „więksi gracze”, jak banki centralne czy fundusze, ale też coraz częściej pojawiają się oszałamiające statystyki wśród kupujących inwestorów indywidualnych, w postaci nie fizycznego kruszcu, ale ETF. Oczywiście czynnikiem fundamentalnym wspierającym notowania jest perspektywa niższych stóp procentowych w USA.

Projekt zmian podatkowych 2026: drastyczne podwyżki dla MŚP i ograniczenia ulg

Opublikowano projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw. Wskazuje się, że przesłanką projektowanych zmian jest uszczelnienie systemu podatkowego i dążenie do realizacji zasady sprawiedliwości podatkowej, wywodzonej z art. 84 Konstytucji RP. Szkoda tylko, że te działania odbiją się wyłącznie na polskich firmach z sektora MŚP, a nie na korporacjach międzynarodowych. Poniżej prezentuję najbardziej dotkliwe zmiany.

Zmiana stawki ryczałtu w przypadku świadczeń na rzecz spółki – 600% podwyżki

Najbardziej dotkliwą zmianą jest projektowana nowa stawka ryczałtu w wysokości 17%. Jeśli podatnik opodatkowany zryczałtowanym podatkiem dochodowym świadczy usługi na rzecz swojej spółki powiązanej w rozumieniu art. 23m ust. 1 pkt 4 ustawy PIT (spółki osobowej i kapitałowej, w której jest wspólnikiem, członkiem zarządu oraz posiada co najmniej 5% udziałów) to może się niemiło zaskoczyć. Zgodnie z najnowszym projektem ustawy, jeśli taki podatnik będzie świadczył dla przykładu usługi:

  1. pośrednictwa w sprzedaży hurtowej
  2. związane z obsługą nieruchomości, świadczonych na zlecenie
  3. doradztwa związanych z zarządzaniem
  4. reklamowe; usługi badania rynku i opinii publicznej
  5. obsługi nieruchomości wykonywanych na zlecenie, polegających m.in. na utrzymaniu porządku w budynkach, kontroli systemów ogrzewania, wentylacji, klimatyzacji, wykonywaniu drobnych napraw
  6. architektoniczne i inżynierskie; usługi badań i analiz technicznych
  7. w zakresie specjalistycznego projektowania
  8. w zakresie kupna i sprzedaży nieruchomości na własny rachunek
  9. wynajmu i obsługi nieruchomości własnych lub dzierżawionych
  10. w zakresie badań naukowych i prac rozwojowych
  11. branży usługowej – czyli każdej innej jak dla przykładu pośrednictwo w biznesie oraz każdej innej, która nie była kwalifikowana do innych stawek ryczałtu
  12. w zakresie handlu
  13. przychodów z działalności wytwórczej, robót budowlanych

– zastosowanie znajdzie nowa stawka w wysokości 17% !  Co to w praktyce oznacza ? Po raz kolejny mały i średni biznes polski zostanie obciążony wysoką stawką podatku. Dla niektórych podwyżka wyniesie 100%. Dla przykładu, jeśli ktoś wynajmuje powierzchnię prywatną do spółki i mieści się w limicie 100 000 zł rocznie – aktualnie płaci 8,5% – po zmianie 17%. Jeśli ktoś przekraczał pułap 100 000 zł – stawka wynosiła 12,5% od nadwyżki ponad tę kwotę. Teraz od pierwszej złotówki będzie zobowiązany do zapłaty 17%.

Jeśli podatnik będzie świadczył usługi projektowania na rzecz spółki, w której będzie miał udziały ze wspólnikiem, zamiast dotychczasowych 14% – będzie zobowiązany do zapłaty 17%. Jeśli podatnik realizował badania naukowe i prace rozwojowe na rzecz spółki rozliczał się stawką 8,5% do 100 000 zł i 12,5% ponad tę kwotę – planowo ma się rozliczać stawką 17%.

Jeśli podatnik ma firmę budowlaną, która realizuje na rzecz spółki powiązanej stan deweloperski lub jakieś etapy prac – dotychczas opodatkowanie wynosiło 5,5% – po zmianie trzykrotnie więcej (a w zasadzie jeszcze więcej z uwagi na brak możliwości rozliczenia kosztów uzyskania przychodów) – 17%!

Podatnik prowadził handel materiałami budowlanymi? Do tej pory 3% od przychodu – po zmianach 17%, czyli prawie 600% podwyżki (!), co staje się absurdalne z uwagi na to, że przecież w tym przypadku nie uwzględnia się jeszcze kosztów uzyskania przychodu.

Leasing i sprzedaż rzeczy ruchomych w rodzinie

Sprzedaż rzeczy wykupionych z leasingu, które następnie zostały darowane członkom rodziny (korzystającym ze zwolnienia z podatku od spadków i darowizn), będzie opodatkowana, jeśli zbycie nastąpi przed upływem 3 lat. W tym zakresie to żadne zaskoczenie, a jedynie potwierdzenie tego co i tak już miało miejsce w praktyce. Z tą zmianą akurat mógłbym się zgodzić z uwagi na sztuczność tego postępowania.

Ulga mieszkaniowa – brak opodatkowania vs. 100% podwyżki

Do tej pory celem skorzystania z ulgi mieszkaniowej należało wydatkować środki z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych na cele mieszkaniowe w terminie 3 lat od końca roku podatkowego, w którym dokonano sprzedaży. Aktualnie proponuje się zmianę definicji i wprowadzenie nowej, która obejmowałaby wydatki jedynie na „zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych”. Co to oznacza? Będziemy mogli mieć jedną nieruchomość, chyba że inną otrzymaliśmy w drodze spadku oraz jedną nieruchomość lub prawo majątkowe objęte wspólnością majątkową. Jeśli zatem rodzina miała w planach sprzedaż większego lokalu (np. dzieci wyprowadzają się na studia) i zakup jednego dla siebie oraz dwóch dla dzieci – z ulgi skorzystać nie będzie mogła, a oznacza to obowiązek zapłaty 19% podatku od dochodu z tytułu sprzedaży (pomniejszonego o zastosowanie jednej ulgi). W tym zakresie wydaje się, że jest to oczywista ingerencja w prawo własności i niekorzystne rozwiązanie jedynie dla Polaków, którzy nabywali nieruchomości dla dzieci. Nie widzę tutaj uszczelniania systemu podatkowego a jedynie znalezienie nowego obszaru, z którego wpływy będą trafiać do budżetu skarbu państwa kosztem polskich rodzin. Wydaje się również, że akurat ulga mieszkaniowa funkcjonowała w sposób prawidłowy. Jeśli bowiem ktoś uczynił sobie z ulgi biznes (kupował remontował, sprzedawał z zyskiem i przeznaczał na cele mieszkaniowe i schemat powtarzał), to fiskus identyfikował te transakcje jako działalność gospodarcza. Moim zdaniem niepotrzebne jest teraz nakładanie sankcji na zwykłych obywateli.

IP BOX

Proponuje wprowadzenie daniny solidarnościowej dla dochodów powyżej 1 mln zł w wysokości 4%. Jeśli podatnik do tej pory działał jako freelancer – to od nowego roku celem stosowania IP BOX będzie musiał zatrudnić co najmniej 3 osoby w przeliczeniu na pełne etaty przez co najmniej 300 dni w roku podatkowym lub ponosi koszty wynagrodzeń osób współpracujących na innych umowach w wysokości stanowiącej co najmniej trzykrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, jeżeli w związku z wypłatą tych wynagrodzeń podatnik jest płatnikiem podatku dochodowego od osób fizycznych lub płatnikiem składek ZUS.

Podsumowanie

Ustawa ma wejść w życie z dniem 1 stycznia 2026 r. Powyższe zmiany o ile wejdą w życie nie są uszczelnianiem systemu podatkowego – to kolejny cios w mikro i małych polskich przedsiębiorców. Korporacje międzynarodowe w dalszym ciągu świetnie optymalizują podatki, więc skoro fiskus nie może tego ukrócić, obciąża tych, których może – czyli ciężko pracujących polskich przedsiębiorców. Brak zapewnienia zapowiadanego 6 miesięcznego vacatio legis, brak czasu dla przedsiębiorców na przygotowanie oraz podwyżki na poziomie 100-600% na pewno nie podziałają korzystnie na przedsiębiorców. Biorąc pod uwagę falę upadłości i ogólne trudności rynkowe, sytuację geopolityczną, powyższe zmiany mogą jedynie przyspieszyć decyzje biznesowe o relokacji lub stworzeniu struktur, dzięki którym środki będą zostawać w holdingu i nie będą konsumowane jak do tej pory – a przynajmniej nie w Polsce, co odbije się na gospodarce, czego projektodawcy nie dostrzegają.

Autor: adw. Michał Pomorski, POMORSKI Tax Legal Finance

Sztuczna inteligencja spotyka analizę społeczną – start strategicznej współpracy Res Futura i SentiOne

Wystartowała współpraca pomiędzy kolektywem badawczym Res Futura, a technologiczną firmą SentiOne. Zespół zapowiada rewolucję w analizie dyskursu publicznego i monitoringu internetu. Partnerstwo analityczno-technologiczne ma na celu promowanie kontekstowej analizy jakościowej prowadzonej przez ekspertów Res Futura z zaawansowaną technologią sztucznej inteligencji i automatycznej analizy danych z monitoringu internetu dostarczaną przez SentiOne.

Realizacja wspólnego projektu analitycznego „Kto wygra wybory 2025?” zaowocowała unikalnym spojrzeniem na narracje, emocje i strategie komunikacyjne sztabów podczas kampanii prezydenckiej. Res Futura i SentiOne zdecydowały się pogłębić współpracę, w ramach której Res Futura będzie osadzać dane z monitoringu internetu w realiach i wzbogaci je o komentarz analityczny. Dzięki temu co miesiąc będą powstawały raporty prezentujące najważniejsze i najgłośniejsze tematy obecne w mediach.

– Współczesna debata publiczna to miliony internetowych dyskusji dziennie, pełnych emocji, kontekstów i zmieniających się narracji. Dzięki technologii SentiOne jesteśmy w stanie nie tylko wychwycić te głosy, ale również zrozumieć dominujący wydźwięk i dynamikę zmian w czasie. Automatyzacja jakościowej analizy danych, wsparta sztuczną inteligencją, pozwala podejmować decyzje szybciej i trafniej, na podstawie realnych sygnałów płynących z internetu. Partnerstwo z Res Futura to dla nas naturalny krok. Łączymy precyzję technologii z wieloletnim doświadczeniem oraz głębią analizy społecznej, oferując nową jakość w raportowaniu i interpretowaniu rzeczywistości cyfrowej. Ze wspólnych działań z Res Futura skorzystają dotychczasowi klienci SentiOne, oferta firmy została wzbogacona o inteligentne cykle raportowania jakościowego – mówi Jan Kołątaj, Business Director, SentiOne.

Każdy raport obejmować będzie szczegółową analizę najczęściej omawianych tematów w polskojęzycznym internecie, mapę emocji, czyli określenie dominującego wydźwięku w danej dyskusji (pozytywny, negatywny, neutralny), dane o zasięgu i dynamice tematu, wnioski i rekomendacje dla decydentów, mediów i organizacji społecznych.

W ramach współpracy zaplanowano także podcast i cykl wideo, w których przedstawiciele obu firm wraz z zaproszonymi gośćmi będą rozmawiać o trendach, języku debaty publicznej i wpływie mediów społecznościowych na rzeczywistość społeczną i polityczną.

– W erze nadmiaru informacji, viralowych narracji i skrótowych ocen, kluczowe staje się nie tylko to, co ludzie mówią, ale dlaczego to mówią i w jakim kontekście. Sama liczba wzmianek już nie wystarcza. Potrzebujemy analiz pogłębionych, interdyscyplinarnych i uwzględniających złożoność języka, emocji i dynamiki społecznej. Właśnie dlatego współpraca z SentiOne jest dla nas tak cenna – umożliwia nam połączenie jakościowego namysłu z możliwościami technologii opartej na sztucznej inteligencji. To krok w stronę odpowiedzialnego i precyzyjnego opisu cyfrowej rzeczywistości, który nie tylko informuje, ale też daje przestrzeń do refleksji i działania – dodaje Michał Fedorowicz, Przewodniczący Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura.

Nowa siedziba Revolut w Londynie – fintech przyspiesza rozwój i celuje w 100 mln klientów

0
  • Revolut zainwestuje w ciągu 5 lat 13 mld $ w globalną ekspansję, w tym 4 mld $ w Wielkiej Brytanii, co przyczyni się do powstania lokalnie ponad 1000 nowych miejsc pracy.
  • Firma dąży do przekroczenia poziomu 100 mln klientów na świecie do połowy roku 2027.
  • Revolut dla firm (Revolut Business) przekroczył niedawno 1 mld $ rocznych przychodów, umacniając pozycję globalnego lidera wśród fintechów obsługujących firmy.
  • Revolut chce przyspieszyć globalną ekspansję, dzięki postępom w pozyskiwaniu kolejnych licencji w Ameryce Łacińskiej, regionie Azji i Pacyfiku, Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Revolut otworzył dziś swoją nową globalną siedzibę w centrum finansowej dzielnicy Londynu, Canary Wharf. Inwestycja ma ważne znaczenie symboliczne i strategiczne, podkreśla brytyjskie korzenie Revolut i ambicję by stać się wiodącym na świecie dostawcą usług finansowych.

Revolut ogłosił, że osiągnął próg 65 milionów klientów na świecie, z czego 12 milionów w Wielkiej Brytanii (w Polsce 5 milionów klientów). Firma potwierdziła też, że do połowy roku 2027 zamierza obsługiwać 100 milionów klientów. Ponadto, planuje wejść z ofertą na 30 nowych rynków do roku 2030.

By zrealizować cele, Revolut zainwestuje w ciągu 5 lat 13 mld $ w globalną ekspansję, co przyczyni się do powstania 10 tys. miejsc pracy. Inwestycje zasilą największe rynki Revolut, jak Wielka Brytania (4 mld $) czy Francja (1,2 mld $), oraz rynki rosnące, w tym rozwój biznesu w USA (0,5 mld $). Inwestycje wesprą też inne kraje Europy i wejście na nowe rynki w Ameryce Łacińskiej, regionie Azji i Pacyfiku i na Bliskim Wschodzie.

Naszą misją zawsze było uproszczenie finansów dla klientów, a wizją stanie się pierwszym naprawdę globalnym bankiem. Revolut wywodzi się z Wielkiej Brytanii, ale dołączyło do nas już 65 milionów klientów na świecie. Nowa globalna siedziba Revolut w Londynie to otwarcie kolejnego etapu. Chcemy dotrzeć z usługami do 100 milionów klientów” – powiedział Nik Storoński, współzałożyciel i CEO w Revolut.

W trakcie inauguracji nowej globalnej siedziby firmy potwierdzono, że jej dalszy rozwój będzie oparty na czterech filarach: ekspansji międzynarodowej, innowacjach produktowych, obsłudze firm (Revolut Business) i przełomowych partnerstwach strategicznych.

Ekspansja międzynarodowa – Revolut ogłosił dziś znaczne postępy w kluczowych regionach:

  • Ameryki Łacińskiej: Uruchomienie banku Revolut w Meksyku planowane jest na początku 2026 r., trwają prace nad wejściem na rynek w Kolumbii i Argentynie, przygotowywane są kolejne aplikacje o licencje bankowe w 2025 r.
  • Region Azji i Pacyfiku: Po uzyskaniu licencji w kwietniu 2025 r. trwają prace nad udostępnieniem usług Revolut w Indiach. Firma uruchomiła też swój nowy hub technologiczny na Filipinach, który ma wspierać operacje międzynarodowe w wielu strefach czasowych. Revolut ubiega się także o nowe licencje w Australii i Nowej Zelandii.
  • Afryka i Bliski Wschód: Revolut stawia pierwsze kroki w Afryce, zaczynając od RPA (Republika Południowej Afryki). Otrzymał też niedawno wstępną zgodę na licencję usług płatniczych w ZEA (Zjednoczone Emiratach Arabskich) i rozpoczął ekspansję w krajach Zatoki Perskiej.
  • Europa: W maju Revolut ogłosił powstanie siedziby w Paryżu dla krajów regionu Europy Zachodniej i zamiar ubiegania się o licencję bankową we Francji. Revolut Bank ogłosił również start lokalnych oddziałów banku w Belgii i w Portugalii w 2025 r. (ma już 9 oddziałów banku w Europie)

Innowacje Produktowe Wład Jacenko, współzałożyciel i szef technologii (CTO) oraz Tara Massoudi, dyrektor zarządzająca Produktami Premium, przedstawili wizję rozwoju nowych produktów, z naciskiem na wykorzystanie AI i usługi bankowości prywatnej (Private Banking). Dzięki strategii opartej na tworzeniu innowacji i wszechstronnej ofercie produktowej, 65 milionów klientów dokonuje z pomocą Revolut ponad 1 miliard transakcji miesięcznie.

Revolut Business – Revolut dla firm (Revolut Business) podąża za rozwojem biznesu detalicznego. James Gibson, dyrektor zarządzający Revolut Business ogłosił, że platforma dla przedsiębiorstw przekroczyła niedawno poziom 1 mld $ rocznych przychodów. Przy dużym udziale pionu akceptacji transakcji (acquiring), który procesuje na rzecz klientów ponad 4 miliony płatności miesięcznie (merchantów), Revolut Business umacnia swoją pozycję globalnego lidera wśród fintechów obsługujących firmy.

Partnerstwa Strategiczne – Do Antoine’a Le Nela, dyrektora ds. rozwoju i marketingu w Revolut dołączył na scenie Jonathan Wheatley, szef przyszłego zespołu Audi F1 Team, aby ujawnić szczegóły ogłoszonego niedawno globalnego partnerstwa, w tym plan emisji specjalnych co brandowych kart płatniczych.

Zakłócone łańcuchy dostaw – polskie firmy odczuwają skutki zamknięcia granicy z Białorusią

0

W związku z rosyjsko-białoruskimi manewrami wojskowymi Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Marcin Kierwiński, podpisał rozporządzenie o czasowym zawieszeniu ruchu granicznego na przejściach z Białorusią. Decyzja ta, choć uzasadniona względami bezpieczeństwa narodowego, pociąga za sobą poważne konsekwencje gospodarcze. Jakie koszty ponosi Polska w wyniku niekorzystnej sytuacji geopolitycznej i działań wschodnich sąsiadów?

Mimo znacznego spadku wymiany handlowej między Polską a Rosją i Białorusią granica polsko-białoruska pozostaje kluczowym elementem międzynarodowego korytarza handlowego, będącego częścią Nowego Jedwabnego Szlaku. Inicjatywa ta, łącząca Chiny z Europą Zachodnią, ma na celu zwiększenie wolumenu handlu między tymi regionami. Polska, a w szczególności przejście graniczne w Małaszewiczach, odgrywa strategiczną rolę w transporcie towarów w ramach tego projektu.

Konsekwencje dla polskiego przewozu kolejowego

W okresie od stycznia do sierpnia 2025 roku wolumen transportu kolejowego z Chin do Europy wyniósł 165 000 TEU (jest to ekwiwalent kontenerów 20-stopowych), z czego aż 90% przeszło przez granicę polsko-białoruską, obsługiwaną m.in. przez centrum logistyczne w Małaszewiczach.

Chociaż transport w odwrotnym kierunku (z Polski do Chin) jest znacznie mniejszy i wynosi zaledwie 7000 TEU, zamknięcie granicy szczególnie dotyka polski sektor transportowy. Polska jest liderem na europejskim rynku transportu i odpowiada za 20% pracy przewozowej w UE. Ograniczenie transportu intermodalnego, który kierowany jest dalej do Unii Europejskiej, znacząco zmniejsza popyt na usługi polskich firm transportowych.

Alternatywna trasa transportowa, prowadząca przez Turcję i Morze Czarne, zyskuje na znaczeniu – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Zamknięcie granicy sprzyja krajom położonym na południe od Polski, takim jak Rumunia i Bułgaria. Od 1 stycznia 2025 roku oba te kraje stały się pełnoprawnymi członkami strefy Schengen, co sprawia, że transport przez ich granice będzie bardziej atrakcyjny niż w poprzednich latach – dodaje ekspert.

Co dalej z polską gospodarką?

Międzynarodowy handel przynosi korzyści polskiej gospodarce, nawet w przypadku wymiany z Chinami, z którymi utrzymujemy deficyt handlowy. Największą grupę towarów sprowadzanych z Chin (ok. 26% wolumenu) stanowią maszyny, urządzenia elektryczne i ich części – kluczowe dla inwestycji w moce produkcyjne polskich przedsiębiorstw przemysłowych.

Zakłócenia w łańcuchach dostaw, wynikające z zamknięcia granicy, mogą zmusić firmy do wstrzymania inwestycji lub powodować dalsze opóźnienia w dostawach komponentów, co negatywnie wpłynie na krajową gospodarkę – komentuje dr Mateusz Dadej.

Paradoks rynku nieruchomości – przy większej podaży i niższej sprzedaży ceny nadal idą w górę

Dane NBP oraz Otodom potwierdzają, że w ciągu pięciu lat ceny transakcyjne mieszkań deweloperskich w siedmiu największych miastach Polski wzrosły o ok. 70%. To więcej niż stawki ogłoszeniowe, które w tym czasie skoczyły o ok. 66,5%. Co napędza te wzrosty przy niższej sprzedaży i rekordowej ofercie? Eksperci Otodom wskazują, że rynek nie zwalnia, ale zmienia się jego struktura i to, kto dziś kupuje mieszkania.

Na pierwszy rzut oka ceny mieszkań w Polsce ustabilizowały się. Jednak dane ze sfinalizowanych transakcji, które pokazują, ile faktycznie płacą kupujący, wskazują na inny trend – nabywcy płacą więcej. Skąd ten paradoks? Sprawdzamy,  co napędza te wzrosty, skoro sprzedaż po boomie z 2023 roku jest wyraźnie niższa.

Więcej mieszkań, mniej rabatów

Dane Narodowego Banku Polskiego wskazują, że w ciągu pięciu lat w siedmiu głównych miastach w Polsce (Warszawa, Łódź, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Gdynia) ceny transakcyjne na rynku deweloperskim wzrosły aż o 71%.  Z kolei według analiz Otodom trend wzrostowy nadal się utrzymuje i nic nie wskazuje na to, by III kwartał 2025 roku miał przynieść wyhamowanie. Wręcz przeciwnie, stawki transakcyjne wciąż pozostają na ścieżce wzrostu.

To zaskakujące, że przy stabilnych cenach ofertowych realne koszty zakupu mieszkań nadal rosną. Tym bardziej, że liczba dostępnych lokali deweloperskich jest wysoka i w sierpniu na rynkach mieszkaniowych było ich 62,5 tys., czyli o 22% więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie sprzedaż nowych mieszkań pozostaje niższa niż w okresie największego ożywienia w 2023 roku, kiedy popyt napędzał program „Bezpieczny Kredyt 2%”. W takich warunkach można by się spodziewać wyhamowania wzrostu cen. Tymczasem obserwujemy coś odwrotnego. Skąd ta rozbieżność?

Lipiec i sierpień to miesiące, które zazwyczaj cechują się niższą aktywnością zakupową i stabilizacją cen. Tym razem jednak rynek zachował się zupełnie inaczej. Lipiec okazał się najmocniejszym miesiącem sprzedażowym w tym roku, a liczba sprzedanych mieszkań deweloperskich na głównych rynkach była aż o 59% wyższa niż rok wcześniej. Również sierpień utrzymał wysokie tempo, a 3,5 tys. zawartych wówczas transakcji oznacza wzrost o 45% r/r– zaznacza Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom.

Ta wzmożona aktywność kupujących w okresie wakacyjnym znalazła odzwierciedlenie w statystykach cen transakcyjnych. Jak wyjaśnia ekspertka Otodom, przyczyn należy szukać między innymi w serii obniżek stóp procentowych.

Warunki kredytowania mają kluczowe znaczenie dla kondycji rynku mieszkaniowego, a w ostatnich miesiącach wyraźnie się poprawiły. Niższe oprocentowanie kredytów hipotecznych i wzrost zdolności kredytowej sprawiły, że więcej osób może dziś pozwolić sobie na zakup mieszkania. To tłumaczy, dlaczego obserwujemy dziś wzrost cen transakcyjnych, mimo że ceny ofertowe pozostają stabilne. wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz.

Przeciętne ceny transakcyjne NBP i ceny mieszkań sprzedanych OA_7 największych rynków

Nowa fala nabywców, różne zasoby finansowe

Stabilne ceny ofertowe, szeroka dostępność mieszkań i poprawiające się warunki kredytowe przyciągają na rynek nową grupę nabywców. To osoby, które w przeciwieństwie do kupujących z okresu boomu w 2023 roku, aktywowanych przez program „Bezpieczny Kredyt 2%”, podejmują decyzję o zakupie, ponieważ posiadają zdolność kredytową bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony państwa, a poprawiające się warunki finansowania skłaniają ich do sfinalizowania transakcji.

Mieszkania na rynku deweloperskim kupują dziś głównie ci, którzy mają nie tylko odpowiednią zdolność kredytową, ale również zabezpieczenie finansowe pozwalające im na podjęcie decyzji zakupowej bez konieczności korzystania z programów wsparcia. To grupa, która śledzi sytuację rynkową i reaguje na poprawiające się warunki kredytowania, czyli niższe stopy procentowe i korzystniejsze oferty banków oraz duży wybór mieszkań i powszechność akcji rabatowych. Choć nie jest to masowy segment popytu, jego obecność na rynku jest na tyle wyraźna, że stabilizuje poziom sprzedaży i wpływa na poziom cen transakcyjnych – ocenia Katarzyna Kuniewicz.

Z kolei rynek wtórny przyciąga inną grupę nabywców. Są to osoby, które również korzystają z poprawy warunków kredytowych, ale dysponują mniejszym budżetem. Większa możliwość negocjacji cen i uzyskania upustów czynią ten rynek bardziej przystępnym, zwłaszcza dla tych, których nie stać na zakup nieruchomości deweloperskiej i jej wykończenie.

Transakcje wyprzedzają oferty

Nie ulega wątpliwości, że od 2020 roku obserwujemy systematyczny wzrost cen mieszkań zarówno ofertowych, jak i w transakcjach. Dane Narodowego Banku Polskiego oraz Otodom wskazują na zaskakującą tendencję: w okresie ostatnich pięciu lat ceny transakcyjne rosły szybciej niż ofertowe.

Według analiz Otodom, na rynku deweloperskim w największych polskich miastach średnie ceny ofertowe wzrosły od I kw. 2020 r. do I kw. 2025 r. o ponad 66,5%, podczas gdy ceny transakcyjne o blisko 68%. Oznacza to, że faktyczne kwoty płacone przez nabywców rosły w tempie wyższym niż stawki widoczne w ogłoszeniach. Co ciekawe,  w Łodzi czy Wrocławiu dynamika wzrostów przekroczyła 70%, wyraźnie przewyższając średnią.

Jeszcze mocniej dysproporcja widoczna była na rynku wtórnym. W siedmiu analizowanych przez NBP miastach ceny ofertowe wzrosły w badanym okresie o ponad 57%, a transakcyjne aż o 64%. Najwyższą dynamikę zanotował Kraków, gdzie średnia cena mkw. zakupionego mieszkania na rynku wtórnym wzrosła  o ponad 82%. Co istotne, w wielu miastach różnica między ofertami a faktycznie płaconymi stawkami wyraźnie się zmniejszyła. Jeszcze w 2020 roku stawki transakcyjne były średnio o 14% niższe od ofertowych, a dziś ta luka to już tylko 9%.

Dane te sugerują, że polski rynek mieszkaniowy jest dość odporny na zawirowania gospodarcze, a popyt na mieszkania wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Najmocniej wzrost cen transakcyjnych widać w takich ośrodkach jak Warszawa czy Kraków, gdzie duże zainteresowanie zakupem spotyka się z ograniczoną podażą w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

MediSensonic rozwija projekty dual-use i przygotowuje się do debiutu na NewConnect

MediSensonic – polska spółka z branży medtech, rozwijająca technologie oparte na technikach mikrofalowych, przygotowująca się do debiutu giełdowego. Firma działa w obszarze projektów medycznych oraz rozwiązań dual-use, przeznaczonych do zastosowań cywilnych i wojskowych. Do opracowywanych urządzeń należą m.in. Autostrzykawka oraz układ MUFCA, wykorzystywany do detekcji bezzałogowych statków latających.

W spółce równolegle trwają prace nad kluczowymi projektami medtech oraz dual-use. Projekty z obszaru militarnego wywołują duże zainteresowanie z uwagi na ich innowacyjny charakter oraz uniwersalne zastosowanie. Projekt Autostrzykawka odpowiada na wysokowyśrubowane oczekiwania branży wojskowej. jest ergonomiczny, miniaturowy i jako jedyny produkt na rynku tego typu, posiada możliwość wymiany ampułek, co korzystnie wpływa na ekonomię użycia, rozwiązuje problemy magazynowania i kwestie środowiskowe.

Pasywny system MUFCA jest układem używanym w systemach antenowych do formowania złożonych charakterystyk przestrzennych promieniowania. Dzięki niemu można uzyskać kluczowe funkcjonalności w systemach radarowych, telekomunikacyjnych oraz w technologiach sensorycznych. Przykładowymi zastosowaniami radarów i układów detekcji, w których można go wykorzystać są: radary pasywne i aktywne, systemy radarowe śledzące i naprowadzające, technologie MIMO (Multiple Input Multiple Output), a także technologię 5G.

Firma prowadzi rozmowy z zagranicznymi partnerami technologicznymi i produkcyjnymi, z którymi planuje rozwijać i wprowadzać urządzenia na rynek. W najbliższym czasie spodziewa się otrzymania 2 listów intencyjnych potwierdzających gotowość do podjęcia współpracy.

W celu ułatwienia kontaktów na rynkach zagranicznych, MediSensonic otworzyła biuro w Stanach Zjednoczonych, które ma wzmacniać współpracę z amerykańskimi partnerami w obszarze technologii dual-use i medycznych, a w szczególności projektu Touchwave. Spółka pracuje także nad otwarciem przedstawicielstwa w Niemczech, które będzie odpowiedzialne za promocję i rozwój rynkowy systemu Glucowave.

„Budujemy naszą wartość w oparciu o dwa równoległe filary – innowacyjne urządzenia medyczne oraz projekty dual-use, które poszerzają potencjał naszych technologii. W świetle obecnej sytuacji geopolitycznej wyraźnie widać, że MediSensonic obrało bardzo dobry kierunek i jest to najlepszy moment na wykorzystanie wcześniejszych prac z obszaru militarnego” – mówi Robert Gromada, Prezes Zarządu.

Równolegle MediSensonic przygotowuje się do debiutu na NewConnect. Spółka podpisała umowę z Domem Maklerskim, który pełni funkcję autoryzowanego doradcy i wspiera proces spełniania wymogów formalnych oraz przygotowania dokumentacji. Celem spółki jest złożenie wniosku o wprowadzenie akcji do obrotu jeszcze przed końcem bieżącego roku.

MediSensonic koncentruje się na trwałym wzroście i długoterminowej budowie wartości dla akcjonariuszy, wykorzystując sprzyjające trendy rynkowe oraz rosnące zapotrzebowanie na innowacyjne rozwiązania z obszaru dual-use oraz w medycynie.

Dolar amerykański słabnie, inwestorzy czekają na wystąpienie Powella

Na początku tygodnia dolar amerykański osłabił się, oddając część wcześniejszych zwyżek po posiedzeniu Fed. W gronie walut G10 ponownie negatywnie wyróżnił się jednak dolar kanadyjski, pozostający pod presją słabszej kondycji rynku pracy, niepewności handlowej oraz rosnących oczekiwań na dalsze obniżki stóp procentowych przez Bank of Canada. Notowania EURCAD silnie wczoraj urosły z poziomu 1,6175 do 1,6325.

Spadek wartości dolara amerykańskiego jest zgodny ze średnioterminowym trendem. Warto zauważyć, że kilku przedstawicieli Fed – Musalem, Bostic i Hammack – prezentowało w ostatnich dniach ostrożne, „jastrzębie” podejście do kwestii dalszych cięć stóp procentowych. Pokazuje to, że mimo nasilających się nacisków ze strony „gołębiego” skrzydła, w FOMC wciąż istnieje silny blok przeciwny zbyt szybkiemu luzowaniu polityki. Na drugim biegunie znalazł się Stephen Miran, opowiadający się za agresywnym obniżaniem stóp, jednak jego stanowisko rynek traktuje jako skrajne i mało reprezentatywne.

Dziś centrum uwagi inwestorów skupia się na wystąpieniu Jerome’a Powella. Niewiele wskazuje na to, by przewodniczący Fed znacząco odbiegł od przekazu przedstawionego podczas ostatniej konferencji prasowej. Istotniejsze mogą okazać się wypowiedzi innych członków FOMC, zwłaszcza z bardziej gołębiego obozu – takich jak Austan Goolsbee czy Michelle Bowman. Uwagę rynku przyciągną również publikacje PMI w głównych gospodarkach rozwiniętych. Choć w USA odgrywają one mniejszą rolę niż badania ISM, stanowią lepszy punkt odniesienia dla porównań z Europą i Wielką Brytanią. W krótkiej perspektywie ryzyka dla dolara pozostają przesunięte w stronę dalszego osłabienia, choć dzisiejsza sesja może przynieść pewne uspokojenie i konsolidację notowań.

Notowania EUR/USD przekroczyły poziom 1,1800. Kluczowym czynnikiem dla dalszego kierunku będą dzisiejsze odczyty PMI. Szczególnie istotne będą dane z Niemiec, gdzie wskaźnik dla przemysłu ma szansę po raz pierwszy od 2022 roku osiągnąć granicę 50,0 pkt, a indeks złożony (Composite) zbliżyć się do 51,0 pkt. W ujęciu całej strefy euro oczekuje się stabilizacji – wszystkie wskaźniki powinny utrzymać się powyżej neutralnej granicy.

Po stronie komunikacji z EBC zaplanowane są wystąpienia Georga Mullera i Martina Kochera (zaliczani do „jastrzębi”) oraz Piera Cipollone (uznawany za „gołębia”). Układ sił w Radzie Prezesów nie wskazuje na istotną zmianę kierunku polityki. Brak silnych impulsów wewnętrznych ogranicza potencjał euro, ale jednocześnie otoczenie rynkowe sprzyja stabilizacji wspólnej waluty i stopniowym przepływom kapitału w jej stronę. W efekcie notowania EUR/USD powinny utrzymać się w okolicach 1,1800, z możliwością umiarkowanego dalszego wzrostu w kolejnych dniach.

Co drugi Polak pesymistycznie patrzy na przyszłość zawodową w erze AI

Jak wynika z danych Hays Poland, 48 proc. Polaków deklaruje obawy związane z negatywnym wpływem sztucznej inteligencji na ich perspektywy zawodowe. Plasuje to Polskę na podium państw o najbardziej pesymistycznej postawie. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Obawy związane ze zmianami, jakie zachodzą na rynku pracy wskutek automatyzacji, mogą stanowić jeden z powodów, dla których zdecydowana większość polskich specjalistów chciałaby wziąć udział w szkoleniach z zakresu AI.

  • Na tle przebadanych krajów europejskich Polska znajduje się na piątym miejscu pod względem wykorzystania AI w miejscu pracy. Przyznaje się do tego 46 proc. specjalistów – więcej niż m.in. w Irlandii, Holandii czy Francji.
  • Specjaliści na całym świecie chcą poszerzać kompetencje w zakresie AI. W Polsce odsetek ten wynosi 85 proc.
  • W Polsce jedynie 53 proc. firm objętych badaniem zadeklarowało, że oferuje pracownikom szkolenia z wykorzystania sztucznej inteligencji.

Sztuczna inteligencja już teraz zmienia sposób funkcjonowania wielu organizacji i działów. Wpływa także na zapotrzebowanie na określone kompetencje oraz dostępność ofert pracy dla osób z mniejszym doświadczeniem zawodowym. To właśnie zadania przewidziane na stanowiskach tego typu najczęściej są automatyzowane.

Specjaliści na całym świecie dostrzegają, że świat pracy znajduje się na granicy rewolucji i nierzadko budzi to w nich skrajne emocje. Podczas gdy niektórzy upatrują w AI przede wszystkim pozytywnych rezultatów, nowych możliwości i szans na mniej obciążającą pracę, inni wyrażają przede wszystkim obawy o zawodową przyszłość.

Profesjonaliści używają AI, więc wiedzą, co potrafi

Jak wynika z opracowania Hays Poland „Sztuczna inteligencja w miejscu pracy. Polska na tle innych krajów 2025”, Polska uplasowała się na drugim miejscu na liście państw o najbardziej pesymistycznej ocenie wpływu AI na perspektywy zawodowe. Specjaliści i menedżerowie zapytani o to, czy wskutek rozwoju sztucznej inteligencji na rynku będzie mniej możliwości zatrudnienia w 15 proc. odpowiedzieli „zdecydowanie tak”, a w 33 proc. – „tak”. Większym pesymizmem wykazali się wyłącznie Węgrzy.

Czy obawiasz się, że wskutek rozwoju AI na rynku pracy będzie mniej możliwości zatrudnienia?

Perspektywa pracowników w Polsce

Zdecydowanie tak 13%
Tak 53%
Nie 29%
Zdecydowanie nie 5%

Źródło: opracowanie Hays Poland „Sztuczna inteligencja w miejscu pracy. Polska na tle innych krajów 2025”

Po drugiej stronie skali znaleźli się głównie profesjonaliści z Ameryki Środkowej i Południowej – Chilijczycy, Brazylijczycy i Meksykanie. Pesymiści w tych państwach stanowili kolejno 15, 18 i 19 proc. Badaniem Hays zrealizowanym na przełomie 2024 i 2025 roku zostało objętych ponad 45 tys. pracowników i pracodawców w 23 krajach.

Z czego może wynikać tak wysoki odsetek osób zaniepokojonych rozwojem AI? Na tle przebadanych krajów europejskich Polska znajduje się na piątym miejscu pod względem wykorzystania AI w miejscu pracy. Przyznaje się do tego 46 proc. specjalistów – więcej niż m.in. w Irlandii, Holandii czy Francji.

Polacy coraz chętniej korzystają z narzędzi sztucznej inteligencji w życiu prywatnym i zawodowym. Znają obecne możliwości AI i wiedzą, że już teraz z powodzeniem mogłaby wykonywać część ich zadań w pracy. U wielu osób może to budzić obawy o przydatność posiadanej wiedzy i kompetencji w niedalekiej przyszłości – podkreśla Łukasz Grzeszczyk, Dyrektor Wykonawczy na region Europy Środkowo-Wschodniej w Hays i dodaje – Jeśli ktoś dochodzi do wniosku, że czysto teoretycznie sztuczna inteligencja już teraz mogłaby wykonywać 30-40% jego codziennych zadań, to zaczyna zadawać sobie pytanie, w jakim horyzoncie czasowym może to wpłynąć na jego sytuację zawodową.

Polacy chcą się uczyć sztucznej inteligencji. Pracodawcy? Nie zawsze to ułatwiają

Ekspert Hays zauważa, że te obawy mogą mieć pozytywny skutek – chęć pogłębiania swoich umiejętności.

Obserwujemy, że obawy związane z rozwojem AI mogą mieć pozytywne konsekwencje. Profesjonaliści często deklarują chęć nabywania nowych umiejętności, związanych ze sztuczną inteligencją, a także pogłębiania kompetencji miękkich, których technologia najprawdopodobniej nigdy nie będzie w stanie zastąpić. W ten sposób, zamiast biernie czekać na rozwój sytuacji, podejmują działania, które mają ich przygotować na nadchodzące zmiany – zauważa Łukasz Grzeszczyk.

Potwierdzają to wyniki badania Hays. Specjaliści na całym świecie deklarują chęć poszerzania kompetencji w zakresie AI. W Polsce odsetek osób twierdzących, że chciałoby wziąć udział w programach upskillingu i reskillingu, przygotowujących do wdrożenia sztucznej inteligencji w miejscu pracy, wynosi 85 proc. W skali świata uplasowało to Polskę w drugiej połowie stawki.

Co na to pracodawcy? W Polsce szkolenia z zakresu AI oferuje co druga organizacja objęta badaniem (53 proc.). Chociaż nie jest to mało, to pozostawia pole do poprawy, ponieważ w wielu wysoko rozwiniętych gospodarkach odsetek ten jest wyraźnie wyższy. Nie jest to jednak regułą – pracodawcy w Polsce oferują takie szkolenia częściej od ankietowanych firm we Francji, Holandii czy Zjednoczonym Królestwie.

Czy firma oferuje pracownikom szkolenia z wykorzystania sztucznej inteligencji?

Perspektywa pracodawców w wybranych krajach

  Tak Nie
Kanada 74% 26%
Japonia 64% 36%
Stany Zjednoczone 63% 37%
Czechy 62% 38%
Hiszpania 61% 39%
Chiny 59% 41%
Polska 53% 47%
Holandia 48% 52%
Francja 44% 56%
Zjednoczone Królestwo 37% 73%

Źródło: opracowanie Hays Poland „Sztuczna inteligencja w miejscu pracy. Polska na tle innych krajów 2025”

Polscy pracodawcy mogliby zatem zrobić więcej, aby jeszcze lepiej przygotować się na wyzwania przyszłości. Nie ma bowiem wątpliwości, że brak proaktywnych działań oraz przemyślanej strategii szkoleniowej w zakresie AI docelowo może osłabić konkurencyjność organizacji.

Inwestowanie w rozwój pracowników zajmujących stanowiska najbardziej zagrożone automatyzacją pozwoli wykorzystać ich potencjał i znajomość organizacji. Zaoferowanie im możliwości zwiększenia swoich kompetencji o aspekt AI lub całkowitego przekwalifikowania, obok rekrutacji może stanowić drugi filar strategii zaspokajania potrzeb kompetencyjnych firmy – podsumowuje Łukasz Grzeszczyk.

O opracowaniu

Publikacja Hays Poland „Sztuczna inteligencja w miejscu pracy. Polska na tle innych krajów 2025” została opracowana na podstawie danych uzyskanych w badaniach przeprowadzonych na przełomie 2024 i 2025 roku wśród ponad 45 tys. specjalistów, menedżerów oraz pracodawców w 23 krajach. Wyniki zostały pierwotnie opisane w krajowych edycjach raportów płacowych Hays. Celem opracowania jest przedstawienie szans i zagrożeń, jakie profesjonaliści i firmy dostrzegają we wdrażaniu sztucznej inteligencji w miejscu pracy.

Złoto bije rekordy wszechczasów – rynek wycenia więcej niż jedną obniżkę stóp w USA

Wczorajsze dane z Polski pomimo prognoz niektórych analityków okazały się mało pasjonujące. Rynki czekały na konferencje członków FED. Wygląda na to, że w przyszłym roku można spodziewać się więcej niż jednej obniżki stóp. To m.in. dzięki tym zmianom oczekiwań złoto bije kolejne rekordy wszechczasów.

Sprzedaż detaliczna nie spełniła oczekiwań

Rynek oczekiwał słabszych danych niż w lipcu na temat sprzedaży detalicznej w Polsce. Problem w tym, że okazały się one jeszcze gorsze niż prognozy. W sierpniu sprzedaż detaliczna w ujęciu rocznym rośnie już bowiem o zaledwie 3%. Co ciekawe, dane te nie miały wpływu na wczorajsze notowania złotego. Najwyraźniej inwestorzy uznali, że euro powyżej poziomu 4,26 zł to dobry moment, by je sprzedać i kupić złotego. W rezultacie pomimo słabszych odczytów z polski złoty zyskiwał na wartości. Bez echa przeszły również popołudniowe dane o zmianie podaży pieniądza M3.

Festiwal wystąpień członków FED

Wczoraj mieliśmy serię wystąpień członków. Po to w gremium decyzyjnym jest ich wielu, by zderzały się tam różne opinie. Tak właśnie było podczas wczorajszych konferencji prasowych. Mogliśmy usłyszeć, że ostatnia decyzja była dobra, ale miała raczej charakter ostrożnościowy względem rynku pracy, bo inflacja jest wciąż wysoka. Z drugiej strony szły również poglądy, że obecna polityka jest nadmiernie restrykcyjna wraz z sugestią nie dwóch, a pięciu obniżek do końca roku. Warto zwrócić uwagę, że nawet jeżeli postulowane decyzje są dość różne, to diagnozy są podobne. W FED nie mamy jak w Polsce członka, którego postulaty skrajnie odbiegają od reszty. Podstawowe różnice wśród gremium polegają na tym, jak bardzo Rezerwa powinna akceptować podniesioną inflację, by wesprzeć rynek pracy. Patrząc jednak na reakcję i wyprzedawanie amerykańskiej waluty, widać oczekiwania więcej niż jednej obniżki stóp w 2026 roku. Za 1 EUR trzeba znów płacić więcej niż 1,18 USD.

Złoto nie zwalnia tempa

Od piątkowego poranka cena uncji złota poszła w górę ponad 100 USD. Dzisiaj w nocy widzieliśmy kolejne wzrosty. Na razie wartość zatrzymała się kilka dolarów poniżej granicy 3800 USD. Jeszcze w styczniu tego roku prognozy przebijania 3000 USD za uncję brzmiały dla niektórych jak science fiction. Dzisiaj analizujemy, kiedy dojdzie do przekroczenia granicy 4000 USD. Co pcha ceny złota tak wysoko? Między innymi rosnące szanse na dalsze obniżki stóp procentowych w USA. Z jednej strony powodują one, że inwestorzy szukają alternatywnych lokat wobec miejsc do inwestowania. Z drugiej strony słabnący dolar powoduje, że aby ceny w innych walutach były na zbliżonym poziomie cena dolarowa musi rosnąć.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych liczne odczyty indeksów PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Pumpkin Spice Latte droższa w Warszawie niż w Nowym Jorku

Globalne ceny kawy na giełdach biją rekordy, a w ślad za tym rosną ceny detaliczne – w Polsce kawa w sklepach kosztuje o ponad 14 proc. więcej niż rok temu. To dopiero początek, bo przeniesienie wzrostu cen z globalnego rynku na sklepowe półki trwa nawet do 12 miesięcy. Na tle tych zwyżek symbol jesieni, czyli Pumpkin Spice Latte, również podrożał w polskich kawiarniach. Dziś dyniowa latte bywa droższa w Warszawie niż w Nowym Jorku.

W zeszły wtorek notowania kawy arabiki w Nowym Jorku wzrosły do 4,24 dolara za funt i znalazły się blisko rekordu wszech czasów 4,2995 dolara z lutego tego roku. Od początku sierpnia do szczytu ceny zwiększyły się o około 50 proc. Po osiągnięciu szczytu notowania w ciągu tygodnia spadły do 3,68 dolara, czyli o 13 proc. w dół. Ceny kawy na amerykańskiej giełdzie podbijają zarówno wprowadzone pod koniec lipca amerykańskie 50 proc. cła na brazylijską kawę, jak i sucha pogoda w Brazylii, która zagraża produkcji. Choć rozpoczyna się tam pora deszczowa, prognozowane opady są zbyt słabe, by poprawić wilgotność gleby w głównych regionach upraw. Dodatkowo za obecne wahania odpowiadają inwestorzy finansowi, którzy w ostatnim tygodniu przy niskiej podaży kupowali kontrakty na brazylijską kawę, windując jej cenę powyżej 4 dolarów za funt. To bardzo podobny mechanizm do tego, który w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy na rynku kakao.

W ślad za giełdą ceny detaliczne kawy palonej również silnie rosną, choć na razie jest to jeszcze efekt wcześniejszych, a nie bieżących zwyżek notowań. Według danych GUS we wrześniu kawa palona w Polsce podrożała o 14,1 proc. rok do roku. W USA w sierpniu ceny detaliczne kawy były wyższe o 20,9 proc. rok do roku. Na całym świecie kawa pozostaje jednym z czynników utrzymujących wysoką inflację. To jednak nie koniec wzrostów, ponieważ zmiany na giełdach docierają do konsumentów z opóźnieniem, które zwykle wynosi około roku. Gospodarstwa domowe i firmy mają więc mniej więcej 12 miesięcy, by przygotować się na wyższe ceny w sklepach i kawiarniach.

Tegoroczny wzrost cen kawy zbiegł się z początkiem jesieni i powrotem do oferty Starbucks najbardziej znanej smakowej odmiany kawy, czyli Pumpkin Spice Latte. Choć w Polsce nadal utrzymuje się letnia pogoda, nieubłaganie zbliża się jesień, której symbolem stała się właśnie ta kawa. W tym roku PSL pojawiła się w ofercie 26 sierpnia. Podobne napoje wprowadziły także inne kawiarnie konkurujące ze Starbucksem, jak Green Coffee Nero czy Costa Coffee. Cena dyniowej latte w rozmiarze grande wynosi około 26 zł, podczas gdy rok temu była o złotówkę niższa. W USA mimo wzrostu cen ziaren kawy Pumpkin Spice Latte nie podrożała i nadal mieści się w przedziale od 5,75 do 7,25 dolara. Przy obecnym niskim kursie dolara oznacza to, że w wielu lokalizacjach w Polsce PSL jest droższa niż w Stanach Zjednoczonych.

Pumpkin Spice Latte to dziś nie tylko napój, ale kulturowy fenomen. Sezonowy produkt wraca do oferty Starbucks na przełomie sierpnia i września, a swoją premierę miał w 2003 roku. Przez ponad dwie dekady obrosło go całe spektrum pozytywnych skojarzeń, a dla firmy stał się maszynką do generowania zysków. W sezonie 2024 PSL utrzymywało pozycję najpopularniejszego napoju sezonowego marki i biło rekordy sprzedaży.

Starbucks posiada około 40 tysięcy lokali w 80 krajach świata, w tym ponad 80 kawiarni w Polsce. W naszym kraju sieć powoli wychodzi poza największe miasta, otwierając kawiarnie w mniejszych ośrodkach, takich jak Nowy Sącz czy Kalisz. Mimo pozycji globalnego lidera w branży, firma od pewnego czasu mierzy się z poważnymi problemami operacyjnymi i presją konkurencyjną na amerykańskim rynku. Spadek sprzedaży oraz obniżka kursu akcji o prawie 11 proc. w ciągu ostatniego roku odzwierciedlają pogarszającą się kondycję spółki, a prognozy analityków wskazują na dalsze osłabienie wyników w kolejnych kwartałach. Dodatkowym obciążeniem pozostają rosnące koszty operacyjne, zarówno w zakresie surowca, jak i inwestycji w pracowników, które uszczuplają marże. Utrzymanie strategii premium w obliczu spowolnienia gospodarczego może okazać się trudne, ponieważ konsumenci coraz chętniej sięgają po tańsze alternatywy.

Mimo to Starbucks pozostaje spółką o solidnych fundamentach i potencjale długoterminowego wzrostu. Globalna rozpoznawalność marki, lojalna baza klientów oraz konsekwentna polityka dywidendowa stanowią mocne strony, które odróżniają ją od wielu konkurentów. Wdrożenie inicjatywy “Green Apron Service”, poprawiającej efektywność obsługi i doświadczenie klienta, daje szansę na odwrócenie negatywnych trendów sprzedażowych w USA. Atutem pozostają także rynki międzynarodowe, zwłaszcza Chiny, gdzie spółka notuje ponadprzeciętne wyniki. Jeśli uda się skutecznie przeprowadzić strategię “Back to Starbucks” i połączyć obniżki kosztów z poprawą jakości usług, Starbucks może nie tylko utrzymać swoją pozycję, ale też powrócić na ścieżkę stabilnego wzrostu. W dłuższym horyzoncie powinno to przełożyć się na większą atrakcyjność akcji dla inwestorów.

Rekordowy popyt na ekspertów AI w Polsce – firmy biją się o specjalistów

  • We wrześniu br. na portalu it zanotowano skokowy wzrost publikacji ogłoszeń na specjalistów AI.
  • Wyścig o najlepszych ekspertów prowadzą głównie rekruterzy z branży IT, HR, konsultingu i finansów.
  • Średnie oferowane widełki finansowe wahają się od kilkunastu do nawet 30 tys. zł netto za miesiąc.
  • Na czele zestawienia najbardziej pożądanych specjalizacji są AI Engineer, Machine Learning Engineer i AI Developer.
  • Najwięcej ofert zlokalizowanych jest w Warszawie (30,1 proc.) i Krakowie (17,9 proc.) z opcją pracy hybrydowej lub zdalnej.

Masowe wdrażanie AI napędza rekordowe zapotrzebowanie na ekspertów

Skalę wzrostu najlepiej ilustruje dynamika pierwszych trzech tygodni września – justjoin.it, wiodący portal z ofertami dla branży tech, zanotował wówczas publikację rekordowej jak dotąd liczby 392 ogłoszeń w kategorii AI/ML (Artificial Intelligence/ Machine Learning). A łącznie z wcześniej opublikowanymi ofertami na portalu aktualnie aktywne są 722 rekrutacje w tym segmencie.Ta intensywna aktywność rekrutacyjna utrzymuje się na wysokim poziomie od początku roku. W II kwartale tego roku firmy opublikowały o 70 proc. więcej ofert w kategorii AI/ML niż w I, a III kwartał przyniósł kolejne 16 proc. wzrostu jeszcze przed końcem okresu.

Dynamiczny wzrost liczby ogłoszeń napędzany jest masowym wdrażaniem technologii generatywnej AI w polskich firmach. Za tym trendem stoją konkretne potrzeby biznesowe: rozwój dużych modeli językowych (LLM), implementacja rozwiązań GenAI oraz szeroko zakrojona automatyzacja procesów. Przedsiębiorstwa z różnych sektorów – od tradycyjnej bankowości po nowoczesny e-commerce – odkrywają transformacyjny potencjał sztucznej inteligencji i pilnie poszukują ekspertów zdolnych do przekształcenia tej wizji w rzeczywiste rozwiązania.

TOP 10 branż rekrutujących w kategoriiAI_MLDynamika publikacji ogłoszeń w kategorii AI_ML 2024_2025 (1)Sektor IT dominuje w poszukiwaniu talentów AI

Struktura rekrutacji specjalistów AI/ML odzwierciedla to w jakich obszarach polska gospodarka najszybciej przechodzi technologiczną transformację. Dziesięć kluczowych branż odpowiada za zdecydowaną większość (86,9 proc.) wszystkich ogłoszeń. Na czele tego zestawienia stoi sektor IT, gdzie firmy produktowe i inne podmioty technologiczne generują ponad 1/3 ofert. Tuż za nimi plasują się firmy outsourcingowe, software house’y i centra BPO, które odpowiadają za 24,6 proc. ofert. Kolejne są agencje rekrutacyjne zamieszczające 10 proc. ogłoszeń, a tuż za nimi bardziej tradycyjne obszary gospodarki: konsulting odpowiada za 6 proc. ofert, a branża bankowa i finansowa generuje 3,5 proc. ogłoszeń. Widać, że coraz aktywniej ekspertów AI poszukują też takie sektory jak telekomunikacja (1,3 proc.) czy e-commerce (1,2 proc.). 

Najwyższe zarobki dla doświadczonych specjalistów

Rynek AI wyraźnie faworyzuje doświadczonych profesjonalistów. Najwięcej ogłoszeń (53,3 proc.) dedykowanych jest seniorom, 38,3 proc. mid-om i zaledwie 5,2 proc. juniorom. Dodatkowo 3,1 proc. to oferty dla dyrektorów wysokiego szczebla. Wśród najbardziej pożądanych stanowisk znalazły się takie pozycje jak AI Engineer, Machine Learning Engineer czy Data Scientist. We wszystkich specjalizacjach średnie wynagrodzenia mają bardzo atrakcyjny poziom sięgając kwoty niemal 30 tys. zł:

  • AI Engineer: 21-29 tys. zł netto
  • ML Engineer: 21-28 tys. zł netto
  • MLOps Engineer: 24,5-28,5 tys. zł netto
  • Data Scientist: 18,5-25 tys. zł netto

Wysokie zarobki to odpowiedź na rosnącą rywalizację o wykwalifikowanych specjalistów. Na jedno stanowisko AI/ML przypada kilkadziesiąt aplikacji, co wskazuje na intensywną konkurencję zarówno wśród kandydatów, jak i pracodawców.

To nie przypadek, że liczba ofert na stanowiska AI rośnie z miesiąca na miesiąc, mamy do czynienia z fundamentalną zmianą w sposobie, w jaki firmy myślą o technologii – komentuje Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT. Widzimy, jak przedsiębiorstwa z różnych sektorów, od bankowości po e-commerce, zaczynają rozumieć, że AI to nie futurystyczna zabawka, ale narzędzie, które już dziś może znacząco wpłynąć na ich konkurencyjność i efektywność.

Nowosielski podkreśla, że obecny boom na speców od AI wymaga przemyślanych strategii rekrutacyjnych: firmy muszą być przygotowane na to, że najlepiej wykwalifikowane osoby mają dziś dobrą pozycję do dyktowania warunków zatrudnienia. Wysokie zarobki, elastyczność pracy i możliwość wyboru projektów to minimum, jakiego oczekują kandydaci.

Elastyczne warunki i geograficzna koncentracja

Firmy chcąc być jak najbardziej konkurencyjne oferują kandydatom znaczną elastyczność zatrudnienia. Dominują kontrakty B2B (62,1 proc.) i o połowę rzadziej proponowane tradycyjne umowy o pracę (32 proc.), z czego aż 55,9 proc. ofert dotyczy pracy zdalnej, 38,8 proc. – modelu hybrydowego, podczas gdy jedynie 5,3 proc. pracodawców wymaga pełnej obecności w biurze.

Geograficznie rekrutacja koncentruje się w największych ośrodkach technologicznych kraju. Przewodzi Warszawa z 30,1 proc. wszystkich ofert, za nią plasują się Kraków (17,9 proc.), Wrocław (14,5 proc.) oraz Trójmiasto (10,9 proc.). Pozostałe miasta to Poznań, Łódź i Szczecin.

Globalne trendy potwierdzają polską dynamikę

Polskie trendy wpisują się w globalne zjawiska na rynku AI. Według raportu McKinsey Global Institute, do 2030 roku sztuczna inteligencja może przyczynić się do wzrostu światowego PKB o 13 bilionów dolarów[1]. Bank Światowy raportuje z kolei, że w ciągu najbliższych pięciu lat globalnie powstanie 19 milionów nowych miejsc pracy w obszarze AI[2].

Podobną dynamikę obserwuje się w kwestii zarobków – w Stanach Zjednoczonych średnie wynagrodzenie AI Engineer przekracza 165 tysięcy dolarów rocznie, a w Wielkiej Brytanii oscyluje wokół 85 tysięcy funtów. Niemieckie firmy oferują specjalistom AI średnio 95 tysięcy euro rocznie. Również w Polsce pracodawcy coraz częściej gotowi są oferować wynagrodzenia tego rzędu, aby pozyskać najlepsze talenty.

Perspektywy rozwoju i wyzwania

Eksperci przewidują dalszy wzrost zapotrzebowania na specjalistów AI/ML w najbliższych latach. Kluczowymi czynnikami będą: rozwój technologii generatywnej AI, automatyzacja procesów biznesowych, cyfrowa transformacja tradycyjnych branż oraz rosnące inwestycje w badania i rozwój sztucznej inteligencji.Jednym z głównych wyzwań dla rynku będzie jednak wyszkolenie odpowiedniej liczby wysoko wykwalifikowanych specjalistów AI, którzy będą w stanie sprostać rosnącym wymaganiom pracodawców.

[1]McKinsey Global Institute, https://www.mckinsey.com/featured-insights/artificial-intelligence/notes-from-the-ai-frontier-modeling-the-impact-of-ai-on-the-world-economy

[2] World Economic Forum, AI and the future of work, https://www.sandtech.com/insight/ai-and-the-future-of-work/

Polska i Indie zacieśniają współpracę – nowe otwarcie w relacjach gospodarczych

Indie to czwarta największa gospodarka świata, która – według prognoz – może stać się trzecią największą gospodarką na świecie do 2030 roku. Polska – szósta w Unii Europejskiej i 21. globalnie – rozwija współpracę z tym azjatyckim gigantem. Według danych Ambasady Indii w Polsce, wartość indyjskich inwestycji w naszym kraju przekroczyła już 3 miliardy dolarów. Z kolei polskie firmy coraz aktywniej lokują kapitał w Indiach, m.in. w sektorze przemysłowym i technologicznym. Wizyta premiera Narendry Modiego w Warszawie oraz podpisanie umowy o strategicznym partnerstwie to szansa, by zacieśniać współpracę między krajami. Dodatkowo, na horyzoncie pojawia się przełomowa umowa o wolnym handlu (FTA) między UE a Indiami.

Nowy rozdział w relacjach dwustronnych

Jak zauważa dr Judyta Latymowicz, ekspertka ds. relacji biznesowych z Indiami z kancelarii LEGALLY.SMART, relacje Polski i Indii weszły w fazę dynamicznej intensyfikacji.

– Dziś widzimy wyraźne ożywienie współpracy polsko-indyjskiej. A to dopiero początek, bo wzajemny potencjał jest znacznie większy. W codziennej pracy z klientami obserwuję rosnące zainteresowanie – zarówno po stronie inwestorów indyjskich szukających okazji w Polsce, jak i polskich firm planujących ekspansję na rynek indyjski. Widać jednak, że przed nami także wyzwania – chociażby różnice regulacyjne i konieczność dostosowania się do lokalnych standardów. Kluczowe będzie świadome planowanie i dobra strategia wejścia na rynek, aby minimalizować ryzyka i maksymalizować szanse – podkreśla dr Judyta Latymowicz.

Silniejsze relacje gospodarcze idą w parze z politycznym zbliżeniem. Wizyta premiera Modiego – pierwsza od 45 lat – otwiera drogę do pogłębiania wzajemnych relacji. Dodatkowo, na horyzoncie pojawia się przełomowa umowa o wolnym handlu (FTA) między UE a Indiami, której negocjacje w ostatnich miesiącach wyraźnie przyspieszyły.

– Dla przedsiębiorców to sygnał, że w najbliższym czasie otworzą się nowe możliwości. Warto już teraz śledzić kierunek zmian i planować działania, aby w momencie wejścia umowy w życie móc jak najlepiej wykorzystać jej postanowienia – dodaje dr Judyta Latymowicz.

FTA – szansa na skokowy wzrost wymiany handlowej

Oczekiwana umowa FTA ma znieść lub znacząco obniżyć cła na wiele towarów, uprościć procedury oraz stworzyć stabilne warunki dla europejskich przedsiębiorstw prowadzących handel lub inwestujących w Indiach. Dla polskich firm to ogromna szansa na obniżenie kosztów eksportu i łatwiejszy dostęp do jednego z największych rynków konsumenckich na świecie.

– FTA nie jest tylko dokumentem prawnym. To potencjalny katalizator, który może zwiększyć dwustronny handel. Trzeba być na to gotowym nie tylko na poziomie strategii sprzedażowych, ale także poprzez analizę ryzyk regulacyjnych i inwestycyjnych – zaznacza Latymowicz.

Kluczowe sektory: technologie, przemysł i nowoczesne usługi

Indyjskie inwestycje w Polsce skupiają się głównie na sektorach informatycznym (IT), biotechnologii, produkcji sprzętu elektronicznego, kablowym (światłowodów) oraz opakowań – zatrudniając ok. 10 tys. pracowników i generując inwestycje przekraczające 3 mld dolarów.

Z kolei polskie przedsiębiorstwa dostrzegają w Indiach ogromny rynek zbytu i zaplecze produkcyjne, lokując tam kapitał w branżach takich jak m.in. produkcja przemysłowa, chemia, farmacja, automotive, IT. Liczba ponad 1,4 miliarda ludzi żyjących w Indiach to nie tylko wyzwanie infrastrukturalne, ale przede wszystkim ogromny potencjał konsumencki.

– Takie warunki tworzą przestrzeń do szybkiego skalowania działalności i korzystania z przewag kosztowych. Nadchodzące FTA może dodatkowo otworzyć drzwi do nowych sektorów, ale wymusi też innowacyjne podejście do łańcuchów dostaw i zabezpieczenia interesów wrażliwych branż – takich jak rolnictwo, ceramika budowlana, farmacja czy przemysł wysokoemisyjny. Współpraca polsko-indyjska ma potencjał stać się przykładem komplementarnego partnerstwa – pod warunkiem, że firmy świadomie przygotują się na konkurencję i będą aktywnie działać – ocenia dr Judyta Latymowicz.

W ostatnich latach Indie stały się jednym z najszybciej rozwijających się rynków świata. W trzecim kwartale 2023 r. odnotowały imponujący wzrost PKB na poziomie 7,6% rok do roku – najlepszy wynik wśród największych gospodarek. To nie tylko efekt dużej bazy demograficznej, ale także relatywnej stabilności makroekonomicznej i świadomej polityki proinwestycyjnej rządu w Delhi.

Azja w zasięgu ręki – nowa oferta edukacyjna dla biznesu

W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie polskich firm rynkami Azji, startuje również nowy program edukacyjny. Uczelnia Techniczno-Handlowa w Warszawie uruchamia studia podyplomowe pn. „Menedżer Handlu i Inwestycji na rynkach azjatyckich”. Program umożliwia zdobycie praktycznych umiejętności niezbędnych do funkcjonowania w międzynarodowym środowisku biznesowym, ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki krajów azjatyckich.

Indie to rynek wymagający, ale niezwykle obiecujący. Potrzebujemy kadry menedżerskiej, która zna nie tylko przepisy, ale też lokalną kulturę, procesy zakupowe, procedury handlowe i oczekiwania partnerów. To wszystko wymaga specjalistycznego przygotowania – podsumowuje dr Judyta Latymowicz.

Historyczne wzrosty akcji spółek jądrowych: Oklo, NuScale i Nano Nuclear na fali

  • Akcje sektora energetyki jądrowej zanotowały wyjątkowe wzrosty, napędzane rosnącym popytem na energię generowaną przez sztuczną inteligencję oraz wsparciem polityki rządowej.
  • Małe reaktory modułowe oferują elastyczność, ale przeszkodą są długie okresy realizacji, ryzyko kosztowe oraz trudności związane z uzyskaniem licencji.
  • Inwestorzy powinni koncentrować się na realizowaniu głównych założeń, wiążących umowach, zatwierdzeniach regulacyjnych oraz wiarygodnym finansowaniu projektów.

Nagły wzrost zainteresowania sektorem jądrowym

Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo w swej analizie zwraca uwagę, że akcje związane z energią jądrową rzadko rosły tak dynamiczne jak obecnie. Kurs akcji Oklo zwiększył o ponad 1000% w ciągu ostatniego roku, wliczając w to imponujący skok o 63% w zeszłym tygodniu. NuScale odnotowało wzrost o 26%, podczas gdy Nano Nuclear o niemal 40%. Producenci uranu również zyskali, a akcje Cameco i Uranium Energy wzrosły o ponad 10% każdej z firm.

Stoją za tym jasne powody: Waszyngton i Londyn ogłosiły nową współpracę w dziedzinie energii jądrowej, Biały Dom przystąpił do przyspieszenia procesów licencyjnych i zabezpieczeń paliwowych, a Departament Energii USA przedstawił nowe programy pilotażowe

To rzadkie połączenie wsparcia politycznego i wzrostu technologicznego. Niemniej jednak, niektórzy uczestnicy rynku zaczynają sprzedawać swoje udziały. Dyrektor finansowy Oklo złożył wniosek o sprzedaż akcji o wartości 9 milionów USD, a Fluor, największy akcjonariusz NuScale, ogranicza swoje udziały. To wskazuje, że wyceny akcji wyprzedzają harmonogramy budowy.

Dlaczego sztuczna inteligencja przywróciła zainteresowanie energią jądrową?

Odrodzenie energii jądrowej nie jest napędzane ideologią, lecz prawami fizyki. Sztuczna inteligencja zużywa energię w tempie, do którego sieci energetyczne nie zostały zaprojektowane. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że globalne centra danych mogą do 2030 roku zużywać tyle energii, co całe państwo takie jak, Japonia. W praktyce oznacza to konieczność realizowania dodatkowego rocznego zapotrzebowania na energię na poziomie Nowego Jorku.

Źródła odnawialne nie są w stanie samodzielnie sprostać temu obciążeniu. Energia jądrowa oferuje coś unikalnego: całodobową, wolną od emisji dwutlenku węgla energię podstawową z czasem pracy powyżej 90%, znacznie przewyższającą energetykę wiatrową, słoneczną czy gazową

Giganci technologiczni reagują na te potrzeby. Google zgodziło się pozyskiwać energię jądrową do obsługi zadań związanych z AI, Microsoft rozważa ponowne otwarcie zamkniętych elektrowni jądrowych w USA, a Meta nawiązała współpracę z firmą Constellation. Choć te inicjatywy są na etapie pilotażowym, pokazują rosnącą współpracę między Doliną Krzemową a przemysłem jądrowym.

Sztuczna inteligencja sprawiła, że energia nuklearna znów stała się istotna, ponieważ jest to jedno z niewielu źródeł, które może działać bez przerwy, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, przez dziesięciolecia – komentuje Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo.

Obietnica i niebezpieczeństwo związane z małymi reaktorami

Znaczna część zainteresowania skupia się na małych modułowych reaktorach (SMR) i mikroreaktorach – to mniejsze projekty, które można budować w fabrykach i przewozić ciężarówkami, zamiast konstruować na miejscu przez wiele lat. Dziesiątki start-upów w USA i Europie pracują nad nimi, podczas gdy Chiny już wprowadzają swoje pierwsze jednostki.

Ta koncepcja jest przekonująca: mniejsze reaktory mogą obniżyć koszty, skrócić czas budowy i oferować elastyczne opcje lokalizacji. Jednak do tej pory ich opłacalność pozostaje niepotwierdzona. W USA nie ukończono jeszcze żadnego SMR, a projekty pionierskie często przekraczają budżety i harmonogramy. Procesy licencyjne są nadal powolne, zaawansowane łańcuchy dostaw paliw nie są jeszcze gotowe, a bez wiążących kontraktów na odbiór energii uzyskanie finansowania projektów jest praktycznie niemożliwe.

Przestrzeń inwestycyjna rośnie, choć jest wąska

Dla inwestorów niedobór stanowi tajną broń sektora. Obecnie jedynymi notowanymi deweloperami czysto jądrowymi w USA są Oklo, NuScale i Nano Nuclear, a ich ograniczona dostępność zwiększyła popyt wśród inwestorów. Wszystkie trzy firmy zadebiutowały publicznie za pośrednictwem SPAC-ów, które w wielu sektorach przyniosły inwestorom rozczarowanie, ale w sektorze jądrowym zapewniły wysokie zwroty.

Teraz kolejne firmy ustawiają się w kolejce. Terra Innovatum, Terrestrial Energy i Eagle Energy Metals przygotowują się do notowania poprzez SPAC-i w tym roku. Każda z tych firm ma inne podejście: miniaturowe moduły, technologię stopionej soli lub model hybrydowy łączący wydobycie z rozwojem, ale wszystkie są jeszcze daleko od komercyjnego uruchomienia.

Dla tych, którzy nie chcą stawiać na ryzykowne inwestycje, istnieją inne możliwości. Regulowane przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, które przedłużają żywotność istniejących elektrowni, oferują bardziej stabilne przepływy pieniężne. Producenci uranu i firmy zajmujące się wzbogacaniem mogą skorzystać na próbach zmniejszenia zależności od rosyjskich dostaw. Z kolei dostawcy inżynieryjni lub komponentowi mogą okazać się „zwycięzcami” w rozwoju infrastruktury jądrowej.

Ryzyko, którego inwestorzy nie mogą zignorować

Sektor energetyki jądrowej ma ogromny potencjał, ale niesie ze sobą również poważne ryzyka:

  • Ryzyko związane z budową: koszty średnio przekraczają 100%, a opóźnienia są powszechne.
  • Ryzyko regulacyjne: Procesy zatwierdzania pozostają długotrwałe, a nastroje polityczne mogą się szybko zmieniać.
  • Opór społeczności: lokalny sprzeciw już wcześniej uniemożliwiał realizację projektów.
  • Niestabilność łańcucha dostaw: Zdolność wzbogacania uranu jest nadal silnie uzależniona od Rosji.
  • Psychologia rynku: wzrosty były napędzane zarówno przez pozytywne dane, jak i dużą dozę euforii, a sprzedaż akcji przez uczestników rynku sugeruje, że nawet liderzy branży podchodzą do sytuacji ostrożnie.

Co teraz obserwować?

Dla inwestorów, kluczowe są konkretne dowody, a nie kolejne komunikaty prasowe: wiążące umowy sprzedaży z ujawnionymi cenami i okresem obowiązywania, postępy regulacyjne w zakresie certyfikacji projektów i pozwoleń na lokalizację, zabezpieczone zaawansowane łańcuchy dostaw paliw, wiarygodne pakiety finansowania projektów, oraz dowody na to, że kolejne jednostki mogą być dostarczane szybciej i taniej niż pierwsze.

Kalendarz szybko się zapełnia. Departament Energii USA wkrótce ogłosi przyznanie nagród pilotażowych. Legislatury stanowe w Illinois i Nowym Jorku debatują nad zniesieniem moratorium na budowę nowych elektrowni. Kilka SPAC-ów związanych z sektorem jądrowym stanie przed głosowaniem akcjonariuszy. A rozpoczęcie pierwszej wiarygodnej budowy SMR w Ameryce Północnej może zmienić nastroje inwestycyjne.

Jak inwestorzy powinni myśleć o tej okazji

Rajd w sektorze energii jądrowej napędzany jest przez trzy zbieżne siły: duże zapotrzebowanie AI na energię elektryczną, sprzyjające środowisko polityczne na linii USA–UK oraz ograniczoną liczbę dostępnych możliwości inwestycyjnych. Jednak jest to również branża, w której hype często przekracza rzeczywiste możliwości technologiczne.

– Dla inwestorów kluczowe jest zachowanie równowagi. Producenci uranu i regulowani operatorzy mogą zapewnić bardziej stabilną i mniej ryzykowną ekspozycję. Programiści SMR i nowe SPAC-i to bardziej ryzykowne inwestycje, potencjalnie dochodowe, ale również podatne na gwałtowne zmiany. Najbardziej rozsądnym podejściem może być obserwowanie, jak realizowane są główne założenia oraz traktowanie inwestycji w energię jądrową jako długoterminowej historii, a nie szybkiego zysku – komentuje Jacob Falkencrone.

Dowód osobisty bez wizyty u fotografa – wystarczy telefon i aplikacja mObywatel

Od teraz użytkownicy aplikacji mObywatel mogą wykonać zdjęcie do dowodu osobistego własnym smartfonem – bez wizyty u fotografa, szybko, bezpłatnie i w dowolnym momencie. Do aplikacji wprowadzono nowe narzędzie, które pomaga poprawnie przygotować fotografię, a także wstępnie ocenia, czy plik spełnia urzędowe wymagania.

Wsparcie dla użytkowników

Nowa funkcja w mObywatelu prowadzi użytkownika krok po kroku przez proces wykonania zdjęcia. Aplikacja wyświetla owal z pomocniczymi liniami wskazującymi, gdzie powinny znaleźć się oczy. Gdy twarz zostanie ustawiona prawidłowo, wskaźnik zmienia kolor na zielony, sygnalizując możliwość wykonania zdjęcia.

Możliwe jest także dodanie gotowego pliku – wówczas aplikacja pomoże dopasować fotografię do wyznaczonych kryteriów. W obu przypadkach plik jest analizowany pod kątem zgodności z wymaganiami. Jeśli wykryte zostaną błędy, użytkownik otrzyma wskazówki, jak je poprawić.

Dzięki temu narzędziu minimalizujemy ryzyko odrzucenia wniosku przez urząd. To oszczędność czasu, pieniędzy i jeszcze więcej wygody w codziennych sprawach – podkreślił wiceminister cyfryzacji, Dariusz Standerski.

Zdjęcie zgodne z wymogami

Podstawowym warunkiem jest jednolite, jasne tło, które użytkownik musi przygotować samodzielnie – np. wybierając ścianę bez wzorów. Warto też pamiętać, że w przypadku zdjęcia w ciemnych okularach lub nakryciu głowy konieczne jest dołączenie dodatkowego dokumentu (orzeczenia o niepełnosprawności lub zaświadczenia o przynależności do wspólnoty wyznaniowej).

Aplikacja nie przetwarza ani nie rejestruje danych biometrycznych. Ostateczna weryfikacja fotografii odbywa się w urzędzie i to urzędnik decyduje o jej akceptacji.

mObywatel coraz bardziej funkcjonalny

Nowa opcja to kolejne usprawnienie w procesie składania wniosków o dowód osobisty. mObywatel umożliwia już:

  • złożenie wniosku o dowód dla siebie, dziecka lub podopiecznego,
  • zawieszenie dokumentu na 14 dni i cofnięcie tej decyzji,
  • sprawdzenie etapu produkcji dowodu dzięki usłudze „Odbiór dowodu”.

Dzięki rozwojowi aplikacji coraz więcej spraw urzędowych można załatwić zdalnie, wygodnie i bez konieczności wizyty w urzędzie.

NIK: Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych źle przygotowany i grozi opóźnieniem modernizacji armii

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała raport, w którym wskazuje na poważne problemy w funkcjonowaniu Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ) – instytucji odpowiedzialnej za finansowanie modernizacji polskiej armii. Jak podkreśla NIK, „nierzetelne przygotowanie podstaw funkcjonowania Funduszu wydatkującego corocznie kilkadziesiąt miliardów złotych negatywnie wpłynie na fundamentalny cel jego utworzenia, jakim było przyspieszenie modernizacji Sił Zbrojnych RP w obliczu rosnących zagrożeń”.

Braki w planowaniu i groźba redukcji zadań

Izba uznała za szczególnie niepokojące dwa aspekty. Po pierwsze, brak zaplanowania spłaty kosztów wynikających z zaciągania kolejnych zobowiązań. Po drugie, błędne podejście do kwestii podatku VAT od zakupów sprzętu wojskowego. W efekcie MON musi doraźnie poszukiwać środków w budżecie obronnym, co – jak ostrzega NIK – prowadzi do przesuwania w czasie części zadań, a nawet ich rezygnacji. „W konsekwencji zagraża to terminowemu osiąganiu poszczególnych zdolności operacyjnych przez Siły Zbrojne RP” – stwierdzono w raporcie.

Kontrole NIK i rosnące ryzyko finansowe

Z uwagi na znaczenie bezpieczeństwa finansowego dla stabilności państwa, NIK przeprowadziła dwie doraźne kontrole realizacji planów finansowych FWSZ za lata 2022 i 2023. Ustalenia wykazały „systemowe oraz przede wszystkim aktualne zagrożenia dla rozwoju polskich Sił Zbrojnych”.

Fundusz, utworzony w Banku Gospodarstwa Krajowego, dysponuje środkami z emisji obligacji, kredytów, pożyczek, corocznych wpłat z budżetu państwa oraz wpływów resortu obrony. Celem była modernizacja armii, jednak znaczna część środków musi być przeznaczana na spłatę zadłużenia i obsługę kosztów.

Globalny kontekst i wzrost wydatków Polski

Rosyjska agresja na Ukrainę w 2022 roku doprowadziła do rekordowego wzrostu wydatków obronnych w skali świata. Według Stockholm International Peace Research Institute, globalne nakłady obronne w 2023 roku wzrosły o 6,8% i osiągnęły 2,44 bln USD – najwyższy poziom w historii. Polska odnotowała największy roczny wzrost w Europie – o ponad 70%, do poziomu ponad 120 mld zł.

Ustalenia dotyczące finansowania

Przyjęta w 2022 roku ustawa o obronie Ojczyzny zwiększyła minimalny poziom wydatków na obronność do 3% PKB oraz utworzyła FWSZ jako dodatkowe źródło finansowania. Problemem stała się jednak struktura zadłużenia. Według NIK, do 2035 roku koszty obsługi instrumentów dłużnych wyniosą ponad 403 mld zł, podczas gdy zasilenie Funduszu z budżetu zaplanowano na poziomie jedynie 46,1 mld zł – czyli niespełna 12%.

„Rolowanie zobowiązań poprzez dalszą emisję obligacji nie jest rozwiązaniem, lecz odraczaniem problemu w czasie” – ocenia Izba. Wskazuje także, że FWSZ stał się jednym z najdroższych instrumentów obsługiwanych przez BGK.

Błędne założenia i niedoszacowania

NIK zwraca uwagę, że planowanie Funduszu obarczone było błędnymi założeniami, w tym dotyczącymi VAT-u, który początkowo miał być finansowany z długu. „Zbyt późna refleksja, że rozwiązanie to byłoby nieuzasadnione ekonomicznie i potencjalnie niegospodarne, pogłębiła skalę niedoboru środków finansowych” – stwierdzono w raporcie.

Ponadto, prognozy sporządzono w 2022 roku w oparciu o nieaktualne dane, nie uwzględniając kredytów i pożyczek. „Bez powyższych informacji Minister Obrony Narodowej nie był w stanie pełnić skutecznego nadzoru nad Funduszem, szczególnie w ujęciu planistycznym” – zauważa NIK.

Realizacja planów w 2023 roku

Plan finansowy Funduszu na 2023 rok zakładał wydatki w wysokości 45,9 mld zł, jednak zrealizowano jedynie 23,3 mld zł. Kontrola ośmiu zadań wykazała, że zmiany wynikały m.in. z przesunięć harmonogramów płatności, problemów formalnych po stronie kontrahentów czy opóźnień w pozyskiwaniu finansowania dla tzw. pakietu koreańskiego.

Zdaniem NIK, „założenia ujęte w harmonogramie dla Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych na rok 2023 były nierealne”.

Wnioski i rekomendacje

W konkluzji Izba apeluje o opracowanie realistycznej i długookresowej strategii finansowania, która uwzględni możliwości budżetowe i zapewni osiągnięcie planowanych zdolności operacyjnych przez armię. „Proces konstruowania prognozy wieloletniej Funduszu powinna poprzedzić rzetelna analiza jego uwarunkowań” – podkreśla NIK.

Raport zaznacza również, że część danych objęta jest klauzulą tajności, a kontrola nie obejmowała oceny zgodności FWSZ z konstytucyjnymi zasadami jawności i przejrzystości budżetu.

Obligacje w odwrocie, akcje na szczytach – rynki testują cierpliwość Fedu

Powszechnie oczekiwana obniżka stóp procentowych Rezerwy Federalnej zaowocowała wyprzedażą amerykańskich obligacji i aprecjacją dolara. Można odnieść wrażenie, że rynki spodziewały się jeszcze bardziej gołębiego wyniku posiedzenia i nie usatysfakcjonowało ich, że tylko jeden z członków Komitetu opowiedział się za cięciem o 50 pb.

Kluczowe punkty:

  • PLN pozostaje stabilny mimo mieszanych wieści lokalnych.
  • Fed dokonał pierwszej w tym roku obniżki stóp procentowych.
  • USD i akcje umocniły się po cięciu.
  • W Europie uwaga skupi się w tym tygodniu na wskaźnikach PMI.
  • BoE utrzymał stopy procentowe, inflacja jest uporczywa.

Ceny akcji ponownie wzrosły, podobnie jak dolar – wydaje się, że pozostanie on na razie ściśle w przedziale, w którym znajduje się od pierwszych dni lata.

W tym tygodniu poznamy wyjątkowo mało danych. Uwaga skupi się na wtorkowych (23.09) wstępnych odczytach PMI za wrzesień, które są wyprzedzającymi wskaźnikami wzrostu w rozwiniętych gospodarkach, szczególnie europejskich. Poza tym będziemy uważnie obserwować amerykański rynek obligacji skarbowych, na którym rentowności średnio- i długoterminowych obligacji zdają się ignorować cięcie Fedu i pozostają na razie uporczywie wysokie.

PLN

Patrząc na ostatnie wiadomości, można by pomyśleć, że nad złotym zaczynają gromadzić się czarne chmury. Kolejna agencja ratingowa, tym razem Moody’s, obniżyła perspektywę ratingu Polski do „negatywnej”. Nie jest to zaskoczenie, ale stanowi potwierdzenie, że napięcia fiskalne zwracają uwagę.

Jednocześnie dynamika płac wyhamowała jeszcze silniej, co może zachęcić NBP do dalszych obniżek stóp procentowych. Kluczowe twarde dane są z kolei mieszane. Kurs EUR/PLN jest jednak tylko nieznacznie wyższy niż na początku ubiegłego tygodnia i wciąż bardzo bliski poziomu 4,25, który pozostaje naszą prognozą. W nadchodzących dniach uwaga skupi się głównie na zagranicy, krajowy kalendarz jest bowiem raczej pusty.

EUR

Po tym jak Europejski Bank Centralny obniżył stopy procentowe do 2%, co wydaje się minimum tego cyklu, wiadomości ze strefy euro przestały mieć tak silny wpływ na rynek walutowy.

Wzrost gospodarczy jest niewielki i ledwo wystarcza, by strefa euro nie wkroczyła w recesję – wspierają go wciąż silne zatrudnienie i wydatki na usługi. Wskaźniki PMI (wtorek 22.09) pokażą nam najświeższy obraz wspólnego bloku.

USD

Rynki różnorako zareagowały w ubiegłym tygodniu na powszechnie oczekiwaną obniżkę stóp procentowych Fedu o 25 pb. Akcje odnotowały ją jako wydarzenia pozytywne, jak zresztą niemal wszystkie informacje w ostatnim czasie, i sięgnęły nowych maksimów.

Rynek obligacji zdaje się jednak odzwierciedlać rozczarowanie tym, że spośród decydentów tylko Miran, nowopowołany przez prezydenta Donalda Trumpa zagłosował za cięciem o 50 pb. Jednocześnie w dot plocie wyraźne widoczne było rozproszenie, które sugeruje głęboki podział w kwestii tego, czy Fed powinien skupić się na przekraczającej cel inflacji, czy ochładzającym się rynku pracy. W tym tygodniu najistotniejszy dla dolara będzie sierpniowy raport dotyczący inflacji PCE (czwartek 25.09).

GBP

Bank Anglii utrzymuje postawę wait-and-see. Odczytom zarówno głównej, jak i bazowej miary inflacji bliżej było do 4% niż do 3%, co jest zgodne ze stagflacyjnym kontekstem, który sprawia, że bankowi centralnemu trudno uzasadnić dalsze cięcia. Raport z brytyjskiego rynku pracy dostarczył w ubiegłym tygodniu sprzeczne informacje.

Choć dane ankietowe sugerują silny wzrost zatrudnienia, to podatkowe dane etatowych pracowników pokazały kolejny niewielki spadek w ujęciu miesięcznym. Takich niespójności nie było w danych dotyczących budżetu rządowego w sierpniu, zgodnie z którymi wydatki i deficyt w dalszym ciągu wyprzedzają wszelkie prognozy. Uważamy, że ryzyka spadkowe dla funta są zrównoważone przez wsparcie wysokich stóp procentowych i niską wycenę według większości miar.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Alan Beroud, prezes PKP S.A., został przewodniczącym Wspólnoty Kolei Europejskich (CER)

0

Dziś w Gdańsku, w przeddzień rozpoczęcia międzynarodowych targów kolejowych TRAKO, podczas posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego Wspólnoty Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej wybrano nowy skład Komitetu Zarządzającego organizacji na kadencję 2026-2027.

Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (Community of European Railway and Infrastructure Companies – CER) to organizacja reprezentująca interesy europejskich przedsiębiorstw kolejowych i zarządców infrastruktury. Jej nowym przewodniczącym wybrany został Alan Beroud, prezes zarządu PKP S.A. i Grupy PKP oraz przewodniczy Międzynarodowego Związku Kolei (UIC). Natomiast wiceprzewodniczącymi CER w kolejnej kadencji są: Vincent Ducrot, prezes SBB, Sophie Dutordoir, dyrektor generalna SNCB, Andreas Matthä, prezes ÖBB oraz Jiří Svoboda, dyrektor generalny SZCZ. Nowy Komitet Zarządzający rozpocznie swoją kadencję 1 stycznia 2026 r.

Chcę nadać naszej organizacji nowy, istotny impuls poprzez wniesienie mojego doświadczenia i wiedzy wynikającej z dynamicznego rozwoju sektora kolejowego w Polsce. Jestem głęboko przekonany, że ta środkowo-wschodnioeuropejska perspektywa będzie cennym wkładem i wartością dodaną do obecnej pracy i dynamiki organizacji. Wykorzystanie tego potencjału przyniesie korzyści nam wszystkim i naszej wspólnej sprawie, jaka polega na budowaniu CER i uczynieniu europejskiego sektora kolejowego tak silnym, wpływowym, zdeterminowanym i zjednoczonym, jak nigdy dotąd – powiedział Alan Beroud.

Stanowisko przewodniczącego CER to kolejne ważne działanie prezesa PKP S.A., który od 3 lipca 2024 r. jest także przewodniczącym Międzynarodowego Związku Kolei (UIC) – największej globalnej organizacji kolejowej, zrzeszającej prawie 200 podmiotów z około 100 państw. Dzięki połączeniu tych dwóch, niezmiernie ważnych funkcji, głos polskiego sektora kolejowego będzie jeszcze silniej reprezentowany na międzynarodowej arenie.

– Dzięki mojemu doświadczeniu i aktywnemu zaangażowaniu w sektor kolejowy – w tym kierownictwu dynamicznie rozwijającej się Grupy PKP, a także piastowaniu prestiżowego stanowiska przewodniczącego UIC – mogę sprawić, abyśmy wszyscy pracowali na rzecz pomyślnej kontynuacji budowania i promowania silnej, zjednoczonej i wiodącej pozycji europejskiego sektora kolejowego i jego głosu pod patronatem CER. Głosu, który powinien być słyszalny i jasny, szczególnie w obecnej niestabilnej sytuacji geopolitycznej w Europie, która istotnie wpływa na dyskusje na temat konkurencyjności Unii Europejskiej, mobilności, bezpieczeństwa i nowych unijnych priorytetów strategicznych i inwestycyjnych – dodał prezes PKP S.A.

Podczas spotkania przedstawicieli najważniejszych kolei reprezentowanych w CER w Gdańsku, tuż przed rozpoczęciem międzynarodowych targów kolejowych TRAKO, omówione zostały najistotniejsze zagadnienia związane z pracami organizacji, obecnymi inicjatywami stowarzyszenia oraz aktualną sytuacją sektora kolejowego w Europie.

Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej jest organizacją zrzeszającą europejskie przedsiębiorstwa kolejowe i zarządców infrastruktury. Jej głównym celem jest promowanie zrównoważonego transportu kolejowego w Europie poprzez kształtowanie polityki transportowej, wspieranie inwestycji oraz poprawę efektywności i konkurencyjności sektora kolejowego. CER działa na rzecz harmonizacji przepisów i standardów w Unii Europejskiej, co sprzyja rozwojowi jednolitego rynku kolejowego.

Rynki ignorują obniżkę perspektywy Polski, skupiają się na Fed

Nie mogło być inaczej – rating dla Polski znalazł się w strefie negatywnej. Uwagę analityków wciąż przykuwa jednak klimat na rynkach po cięciu stóp w Stanach Zjednoczonych. Złoto i srebro przebijają dotychczasowe szczyty, a w tle oczekiwane osłabienie USD wskutek kontynuacji luzowania monetarnego. 

Perspektywa ratingu negatywna

Zanosiło się na to już od pewnego czasu. Agencja ratingowa Moody’s ostrzegała przed możliwymi konsekwencjami wzrostu deficytu budżetowego, a teraz stało się – rating kredytowy dla Polski zmienił perspektywę ze stabilnej na negatywną. Decyzja była spodziewana, tym bardziej że dwa tygodnie temu na podobny ruch zdecydowała się agencja Fitch. I tyle w tym temacie złego, bo tak naprawdę taka decyzja niewiele zmienia, co widać dzisiaj po braku reakcji rynku. Z drugiej strony już od pewnego czasu decyzje agencji nie wywierają takiego wpływu na rynki, jak to wcześniej bywało. Aktualnie rząd ma niewiele możliwości, by zwiększyć dochody budżetowe. Z kolei sporym bagażem aktualnie jest zwiększenie wydatków na obronność do poziomu 5% PKB. Oczywiście trzeba pamiętać też o pozostawieniu całego pakietu wsparcia socjalnego, co staje się powoli naszym wyróżnikiem w Europie. Dlaczego więc inwestorzy nie zniechęcają się do krajowych aktywów? Bo tak naprawdę dramatu nie ma, mamy jeden z najsilniejszych wzrostów gospodarczych w Europie.

Dolar wraca do osłabienia

Opadł nieco kurz na rynkach po ubiegłotygodniowej obniżce stóp w USA o 25 pkt bazowych.  W centrum uwagi inwestorów były przede wszystkim prognozy dotyczące kosztu pieniądzach w kolejnych latach. Większość decydentów z Fed widzi w tym roku przestrzeń do jeszcze dwóch obniżek po 25 pkt bazowych. Co ważne, nie jest to zdecydowana większość, bo aż siedmiu członków uważa, że nie powinno się ruszać już stóp w tym roku. Nie może więc dziwić, że początkowa reakcja rynków była pod znakiem umocnienia USD, bo zobaczyliśmy tak naprawdę jastrzębi wydźwięk FOMC, potwierdzony przez Powella podczas konferencji prasowej. Dzisiaj jednak początek tygodnia przebiega pod dyktando wzrostów na głównej parze walutowej świata, a kurs rośnie o 0,25%. Tym samym wracamy pod granicę 1,18.

Inflacja PCE ważna w tym tygodniu

Perspektywa dalszego luzowania monetarnego – nawet w liczbie dwóch obniżek w tym roku oraz po jednej w 2026 i 2027 – powinna spowodować, że dolar amerykański będzie w lekkim odwrocie. I właśnie te oczekiwania dodatkowo napędzają wzrosty na złocie czy srebrze, z którymi USD jest ujemnie skorelowany. Oba surowce biją niemal tydzień w tydzień kolejne historyczne rekordy. Złoto przebiło poziom 3720 USD za uncję, a srebro jest bliskie testowania oporu na poziomie 44 USD. W tym tygodniu kluczowy będzie odczyt inflacji PCE z USA, który poznamy w piątek. Jest to miara, którą wykorzystuje Fed do oceny perspektyw w polityce monetarnej. Oczekiwania wyglądają tak, że dynamika cen ma nieco spowolnić w porównaniu z poprzednim miesiącu i wynieść 0,2% m/m, podczas gdy w lipcu było to 0,3%. Każda niższa wartość może oznaczać otwarcie furtki dla spekulacji odnośnie dalszych obniżek stóp przez Fed.

Jak system do budżetowania wspiera kontrolę kosztów i oszczędności?

Przychody rosną, ale wydatki rosną jeszcze szybciej. Znasz to? Kojarzysz moment, kiedy okazuje się, że brakuje pieniędzy na podstawowe zobowiązania? Coraz więcej firm sięga po systemy do budżetowania, które porządkują finanse, pomagają znaleźć oszczędności i dają realną kontrolę nad kosztami. Sprawdź, kiedy takie narzędzie sprawdza się najlepiej i jakie korzyści może przynieść Twojej firmie.

Dlaczego kontrola kosztów i budżetu jest kluczowa w firmie

Dobre zarządzanie budżetem to jeden z najważniejszych elementów prowadzenia biznesu. Każda firma, niezależnie od wielkości, musi wiedzieć, na co wydaje pieniądze i jak zmienia się struktura jej wydatków. Brak kontroli nad finansami często kończy się tym, że rosnące przychody nie idą w parze z zyskami. Właściciel koncentruje się na sprzedaży, a jednocześnie traci kontrolę nad kosztami, które po cichu „zjadają” wypracowany wynik.

Regularne przeglądanie budżetu pozwala szybko zauważyć, gdzie pojawiają się nadmierne wydatki i jakie obszary wymagają korekty. To także podstawa do podejmowania decyzji. Łatwiej zaplanować inwestycję albo przesunąć środki, jeśli mamy pełny obraz finansów. Z pomocą przychodzą tu aplikacje finansowe. Nie są jednak sobie równe, bo wyróżniają się interfejsem, funkcjonalnościami, czy też abonamentem. Przykładem narzędzia wartego uwagi jest Budget Studio. Aplikacja, która pozwala uporządkować finanse Twojej firmy w prosty sposób. Opowiemy o niej więcej w dalszej części tekstu.

Najczęstsze błędy w zarządzaniu finansami

Jednym z najczęstszych problemów jest rozproszenie danych. Część kosztów zapisywana jest w Excelu, część w systemie księgowym, a reszta krąży w mailach. W takiej sytuacji przygotowanie zestawienia zajmuje dużo czasu i obarczone jest ryzykiem błędów.

Drugim, równie ważnym błędem jest całkowity brak planowania. Wiele firm działa z dnia na dzień, bez określonego budżetu i prognoz. Skutkuje to tym, że problemy z płynnością wychodzą na jaw dopiero wtedy, gdy brakuje pieniędzy na bieżące zobowiązania.

Często zdarza się też, że niewielkie przekroczenia wydatków są bagatelizowane. Z czasem takie drobne „niedopatrzenia” kumulują się i tworzą poważną lukę finansową. Systematyczna kontrola kosztów pozwala uniknąć takich sytuacji.

System do budżetowania – definicja i sposób działania

System do budżetowania to oprogramowanie, które pomaga firmie planować i monitorować finanse w jednym miejscu. Dzięki niemu wszystkie informacje o przychodach i kosztach są uporządkowane, łatwo dostępne i aktualne. Działanie jest proste. Przedsiębiorca wprowadza dane, przypisuje je do odpowiednich kategorii, a system pokazuje, jak wygląda wykonanie budżetu. Można od razu sprawdzić, gdzie wydatki są zgodne z planem, a gdzie występują przekroczenia. Oczywiście nie trzeba tego robić ręcznie – można też zaimportować odpowiednie pliki lub bazy danych.

Rozwiązania oferowane przez Budget Studio (https://www.budget.studio/) działają właśnie w ten sposób. Centralizują dane, eliminują chaos w plikach i pozwalają spojrzeć na finanse w ujęciu całościowym, co znacząco ułatwia podejmowanie decyzji i oszczędza czas.

Najważniejsze funkcje oprogramowania budżetowego

Programy budżetowe umożliwiają planowanie kosztów i przychodów w różnych okresach – miesięcznych, kwartalnych czy rocznych. Ułatwiają monitorowanie wykonania planu, przygotowywanie raportów i analiz.

Coraz częściej takie systemy łączą się z innymi narzędziami, np. z programem księgowym. Dzięki temu przedsiębiorca nie musi ręcznie przenosić danych – wszystko aktualizuje się automatycznie, a ryzyko błędów spada praktycznie do zera.

Jak budżetowanie wspiera oszczędności?

System do budżetowania pozwala szybko zobaczyć, gdzie trafiają pieniądze firmy i jakie koszty mają największy udział w wydatkach. Dzięki przejrzystym raportom łatwo odróżnić obszary kluczowe od tych, które można ograniczyć lub przeorganizować. To ułatwia właścicielowi decyzję, gdzie rzeczywiście warto inwestować, a gdzie środki są marnowane.

Przykład? Firma usługowa, analizując dane w systemie, zauważyła, że wydatki na transport pracowników między oddziałami są wyższe, niż zakładano. Dopiero budżetowanie pokazało, że ta pozycja w kosztach rosła z miesiąca na miesiąc. Rozwiązaniem okazało się przeniesienie części spotkań do trybu online i wprowadzenie wspólnego harmonogramu podróży. Dzięki temu w ciągu roku udało się zmniejszyć koszty logistyczne o kilkanaście procent, nie obniżając jakości obsługi klientów.

Identyfikacja i eliminacja zbędnych wydatków

Systemy finansowe w spółkach ułatwiają wyłapywanie kosztów, które nie przynoszą wartości. Może to być nadmiar niewykorzystywanych licencji, zbyt częste zakupy materiałów biurowych czy abonamenty opłacane z przyzwyczajenia. W skali miesiąca takie wydatki mogą wydawać się niewielkie, ale w skali roku tworzą znaczną kwotę.

Oprogramowanie ułatwia też porównywanie wydatków między okresami. Dzięki temu szybko widać, gdzie koszty nagle wzrosły i co jest tego przyczyną. To pozwala działać od razu, zanim problem stanie się poważny.

Automatyzacja procesów i lepsze planowanie finansów

Drugą ważną korzyścią jest oszczędność czasu. Ręczne przygotowywanie zestawień czy raportów zajmuje wiele godzin, a i tak nie zawsze daje pełny obraz sytuacji. System wykonuje te zadania automatycznie, co pozwala zespołowi skoncentrować się na analizie i decyzjach.

Dzięki automatyzacji prognozy są też dokładniejsze. System na podstawie dotychczasowych wyników i tworzonych dzięki nim prognoz potrafi wskazać trendy i pokazać, jak zmiana przychodów czy kosztów wpłynie na wynik firmy. To ułatwia planowanie inwestycji i przygotowanie się na ewentualne spadki sprzedaży.

Tutaj właśnie widać przewagę rozwiązań takich jak Budget Studio. Głównym zadaniem takiego narzędzia jest realna pomoc w wykrywaniu ukrytych kosztów i wspieranie firm w podejmowaniu lepszych decyzji finansowych.

Kiedy system do budżetowania przynosi największe efekty

Z takiego narzędzia skorzysta każda firma, ale szczególnie dobrze sprawdza się ono tam, gdzie biznes zaczyna się rozwijać i rosnąć. Wraz ze wzrostem przychodów i liczby pracowników pojawia się coraz więcej faktur, kontrahentów i kategorii wydatków. Ręczne kontrolowanie wszystkiego staje się wtedy po prostu nierealne.

System do budżetowania daje właścicielowi poczucie bezpieczeństwa. Może delegować zadania finansowe, a jednocześnie na bieżąco śledzić wyniki i reagować, jeśli coś zaczyna odbiegać od planu. Dzięki temu rozwój firmy odbywa się w sposób uporządkowany, bez utraty płynności.

Przykłady zastosowania w małych i średnich firmach

Małe firmy docenią prostotę: zamiast kilku plików Excela i chaotycznych notatek mają jedno miejsce, w którym wszystko jest widoczne. Średnie przedsiębiorstwa zyskają oszczędność czasu i automatyzację procesów, co przy większej skali działalności ma ogromne znaczenie. Z kolei w firmach szybko rosnących system pomaga utrzymać kontrolę nad finansami w momencie, gdy koszty i przychody zmieniają się bardzo dynamicznie.

Czy warto zainwestować w systemy do budżetowania?

System do budżetowania pozwala firmie planować, monitorować i analizować finanse w sposób uporządkowany. Dzięki niemu przedsiębiorca widzi, gdzie pojawiają się niepotrzebne wydatki, ma lepsze prognozy i szybciej reaguje na zmiany. Warto.

To rozwiązanie, które oszczędza czas i pieniądze, a jednocześnie daje większy spokój w prowadzeniu biznesu. Kontrola kosztów przestaje być żmudnym obowiązkiem i staje się naturalnym elementem zarządzania firmą.

Rosnący popyt na pojazdy elektryczne zmienia rynek pracy w motoryzacji

Rosnący popyt na pojazdy elektryczne, zaostrzenie regulacji środowiskowych oraz gwałtowny rozwój technologii stawiają sektor motoryzacyjny w obliczu fundamentalnej transformacji. Procesy produkcyjne, projektowe i operacyjne ulegają cyfryzacji oraz elektryfikacji, obejmując cały łańcuch wartości – od R&D po obsługę posprzedażową. Jednak tempo zmian technologicznych wyraźnie wyprzedza zdolność rynku pracy do adaptacji. Coraz więcej firm zmaga się z niedoborem specjalistów od elektromobilności, automatyzacji i ESG, co nie tylko spowalnia rozwój innowacji, ale stanowi poważne ryzyko strategiczne dla konkurencyjności całego ekosystemu automotive. To wszystko rodzi pytanie jak branża poradzi sobie z pogłębiającą się luką kompetencyjną i czy inwestycje w technologie nadążą za inwestycjami w ludzi.

Elektromobilność rośnie w siłę

W 2025 roku po drogach całego świata będzie poruszać się ponad 1,6 miliarda pojazdów[1], a popyt na nowe auta pozostaje niezmiennie wysoki. Każdego dnia produkowanych jest ponad 150 tysięcy nowych samochodów, z czego już co piąty to model elektryczny. Tylko w pierwszym kwartale 2025 roku globalny rynek EV odnotował wzrost o 29% rok do roku, osiągając wolumen sprzedaży na poziomie 4,1 miliona egzemplarzy[2]. Choć Polska nadal znajduje się poza czołówką pod względem liczby rejestracji, również tu widać dynamiczne zmiany. Pod koniec lipca 2025 roku w naszym kraju zarejestrowanych było łącznie 103 503 samochodów z całkowicie elektrycznym napędem[3]. Tylko w ciągu siedmiu miesięcy przybyło 23 243 pojazdów z napędem elektrycznym – to aż o 65% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku[4]. Trend jest jasny: elektromobilność przestaje być niszowym segmentem, a staje się dominującym kierunkiem rozwoju globalnej motoryzacji. Pytanie tylko, czy systemy edukacji, rynek pracy i struktury organizacyjne firm nadążą za tak dynamiczną zmianą technologiczną.

Rynek motoryzacyjny pod presją transformacji

Sektor motoryzacyjny pozostaje jednym z filarów światowej gospodarki – w samej Unii Europejskiej odpowiada za 7% PKB i tworzy ponad 13 milionów miejsc pracy[5]. Jednak trwająca transformacja technologiczna zmienia jego oblicze w sposób fundamentalny. Przemysł, który przez dekady opierał się na stabilnych strukturach zatrudnienia i powtarzalnych procesach produkcyjnych, dziś staje się areną intensywnej walki o nowe kompetencje. Aż 56% firm z branży automotive deklaruje trudności w pozyskiwaniu specjalistów, a 48% przyznaje, że potrzebuje całkowicie nowych zestawów umiejętności – często nieistniejących jeszcze kilka lat temu[6]. Struktura zatrudnienia w sektorze ulega wyraźnej reorientacji. Tradycyjne role w obszarze produkcji zanikają lub są automatyzowane, podczas gdy rośnie zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych ekspertów: programistów i architektów systemów, inżynierów baterii i chemików materiałowych, specjalistów ds. robotyki, data science czy zarządzania energią i infrastrukturą ładowania.

Skala deficytów talentów nie ogranicza się do wybranych regionów – jest globalna. Brytyjski Institute of the Motor Industry[7] prognozuje, że do 2031 roku w samym tylko Zjednoczonym Królestwie zabraknie około 3000 wykwalifikowanych techników obsługujących pojazdy elektryczne. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych oczekuje się aż 26-procentowego wzrostu zatrudnienia wśród programistów pracujących dla przemysłu motoryzacyjnego. To pokazuje, że zdolność do przyciągania i rozwijania odpowiednich kompetencji staje się jednym z najważniejszych czynników determinujących przyszłą pozycję rynkową firm motoryzacyjnych – niezależnie od ich wielkości czy pochodzenia.

Transformacja motoryzacji to już nie tylko kwestia technologii, ale również odpowiedzialności środowiskowej i społecznej. Wraz z rosnącą presją ze strony inwestorów oraz coraz bardziej rygorystycznymi regulacjami klimatycznymi, firmy z sektora automotive muszą nie tylko wdrażać elektromobilność, ale również kompleksowo dostosowywać swoje operacje do zasad zrównoważonego rozwoju. Oznacza to konieczność budowania struktur i kompetencji pozwalających na efektywne raportowanie ESG, optymalizację śladu węglowego i realizację strategii odpowiedzialnego łańcucha dostaw. – Coraz większe znaczenie mają także kompetencje miękkie, jak np. umiejętność zarządzania zmianą, pracy w interdyscyplinarnych zespołach czy kreatywnego rozwiązywania problemów. Dzisiejsze środowisko automotive to przestrzeń hybrydowa, w której na równych prawach współdziałają inżynierowie, programiści, analitycy ESG oraz eksperci od customer experience. – mówi Szymon Kluba, recruitment manager HR Contact.

Automotive konkuruje o talenty

W miarę jak motoryzacja przechodzi cyfrową i energetyczną rewolucję, coraz wyraźniej zarysowuje się nowe pole konkurencji – walka o talenty. Aż 33% firm z sektora automotive wskazuje inne branże jako główne źródło rywalizacji o pracowników. Konkurują z nimi nie tylko inne firmy motoryzacyjne, ale również sektory o dużej dynamice technologicznej, takie jak IT, FinTech, logistyka czy przemysł kosmiczny. W tym kontekście planowanie kompetencji i systemowy reskilling przestają być dodatkiem do strategii HR – stają się jej fundamentem. – W raporcie „Future of Jobs 2025” podkreślono, że spośród 100 pracowników na globalnym rynku aż 59 będzie musiało przejść szkolenia lub przekwalifikowanie do 2030 roku. Myślę, że to dość trafna diagnoza – zaznacza Szymon Kluba. – Liderzy rynku, tacy jak BMW, już teraz inwestują w rozwój kompetencji przyszłości. Tylko ten jeden producent szkoli 70 000 pracowników w zakresie przetwarzania w chmurze, analizy danych i sztucznej inteligencji. – dodaje Szymon Kluba, recruitment manager HR Contact.Z drugiej strony w wielu przypadkach bardziej efektywne okazuje się pozyskanie specjalistów z pokrewnych branż, takich jak FinTech, IT czy przemysł obronny, niż długotrwałe szkolenie pracowników od podstaw. Kompetencje w zakresie AI, analityki danych czy rozwiązań chmurowych są w dużej mierze transferowalne i coraz częściej to właśnie one decydują o konkurencyjności firm w motoryzacji – zaznacza Kluba.

Luka kompetencyjna staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań dla całego ekosystemu motoryzacyjnego – od producentów pojazdów, przez dostawców technologii, aż po firmy świadczące usługi posprzedażowe. W obliczu dynamicznej transformacji technologicznej oraz coraz wyższych oczekiwań rynkowych, przedsiębiorstwa coraz częściej wdrażają kompleksowe strategie zarządzania talentami: inwestują w zaawansowane procesy rekrutacyjne, rozwijają strukturalne programy reskillingu i upskillingu, a także zacieśniają współpracę z uczelniami technicznymi, by kształtować kompetencje przyszłości już na etapie akademickim. – Remodeling branży wymaga strategicznego, długofalowego podejścia do zarządzania zasobami ludzkimi. Kluczowe znaczenie ma dziś nie tylko identyfikacja przyszłych luk kompetencyjnych, ale również tworzenie skalowalnych modeli rozwoju kadr. Dobrze zaprojektowane planowanie kompetencji, systemowe programy przekwalifikowań oraz umiejętność pozyskiwania talentów z sektorów pokrewnych pozwalają firmom z większą elastycznością reagować na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów w obszarach IT, inżynierii i technologii – podsumowuje Kluba.

[1] https://autokunbo.com/number-of-cars-in-the-world-2025-key-stats-figures/

[2] https://source.benchmarkminerals.com/article/global-ev-sales-up-29-in-2025-from-previous-year

[3] https://www.pzpm.org.pl/pl/Elektromobilnosc/Licznik-Elektromobilnosci/Lipiec-2025

[4] https://www.pzpm.org.pl/pl/Elektromobilnosc/Licznik-Elektromobilnosci/Lipiec-2025

[5] https://commission.europa.eu/topics/business-and-industry/boosting-european-car-sector_pl

[6]https://pl.gigroup.com/wp-content/uploads/2023/11/Automotive-Globalne-trendy-HR-2024-wersja-skrocona_PL_.pdf

[7]https://www.reuters.com/sustainability/climate-energy/auto-sector-scrambles-retool-workforce-electric-automated-future-2024-11-19/

E-commerce w Polsce traci udział w handlu, mimo wzrostów w wybranych kategoriach

Jak pokazują dane GUS, sprzedaż detaliczna w sierpniu była wyższa o 3,1 proc. niż rok temu. Natomiast w porównaniu z lipcem zanotowano delikatny spadek – o 0,4 proc. W handlu przez internet sytuację mamy podobną, ale zmiany są znacznie wyraźniejsze. Licząc rok do roku e-commerce zyskał 4,9 proc., ale w jednocześnie stracił aż 6,2 proc. w porównaniu z lipcem.

I choć te dane mogą wydawać się tylko kolejnym potwierdzeniem sezonowości w handlu, to w tle rozgrywa się coś znacznie ciekawszego – i nieco niepokojącego.

W sierpniu kontynuowany był trend spadkowy udziału sprzedaży internetowej w całkowitej sprzedaży detalicznej. Wskaźnik ten wyniósł 8,1 proc., czyli aż o 0,5 punktu procentowego mniej niż miesiąc wcześniej. To dziewiąty miesiąc z rzędu bez wzrostu.

A przez ostatnie pięć lat sytuacja była przewidywalna: szczyt w listopadzie (Black Friday, święta), potem spadek o ok. 2 pp., wiosenne wahania i stopniowe odbudowywanie wyniku latem. W tym roku ten cykl się załamał. Zamiast odbicia, mamy konsekwentne osuwanie się w dół.

Czy to oznacza, że udział e-commerce nie wróci już do poziomów dwucyfrowych, nawet w sezonie świątecznym? A może wręcz przeciwnie – zobaczymy gwałtowniejsze skoki i równie szybkie spadki?

To możliwe, bo widać wyraźnie, że zmienia się nie tylko tempo, ale charakter wzrostów w e-commerce. Może już nie chodzi o to, ile sprzedaży odbywa się online, tylko co i jak konsumenci kupują w tym kanale.

Przykład? Kategoria „Pojazdy samochodowe, motocykle, części”, która od miesięcy konsekwentnie rośnie – w sierpniu odnotowano tu wzrost o ponad 330 proc. rok do roku. To kontynuacja silnego trendu, który trwa od początku roku i sugeruje rosnące zaufanie do zakupów online w segmentach wysokobudżetowych.

Dynamicznie rośnie też sprzedaż przez internet w kategorii „Żywność, napoje i wyroby tytoniowe” – tu wzrost wyniósł ponad 66 proc. rok do roku. Coraz częściej konsumenci korzystają z kanału online w kategoriach codziennych i powtarzalnych, które jeszcze niedawno uchodziły za „offline’owe z natury”.

Znajduje to swoje potwierdzenie w działaniach największych graczy. Frisco – lider e-grocery w Polsce z 50-procentowym udziałem w rynku – po raz pierwszy od 2020 r. jest blisko rentowności. W drugim kwartale 2025 r. firma poprawiła wszystkie kluczowe wskaźniki: sprzedaż +25% r/r, średnia wartość koszyka +8%, liczba aktywnych klientów +11%.

Z jednej strony mamy więc rosnącą różnorodność kategorii, w których e-commerce się rozwija. Z drugiej – spadający udział w całości handlu. To nie musi być sprzeczność. To może być sygnał, że e-commerce dojrzał, a jego dalszy rozwój będzie zależeć nie od skali, ale od umiejętności trafienia w zmieniające się potrzeby klientów – i od jakości całego procesu zakupowego: od płatności, przez logistykę, aż po obsługę posprzedażową.

Autor: Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA

Opóźnienia w przetargach drogowych. Czy tempo inwestycji uda się utrzymać?

W 2024 roku wydano na drogi 19 mld zł, a w planach jest podobna kwota – nawet więcej, bo około 20 mld zł. W tym samym czasie wybudowano jeszcze więcej kilometrów: w ubiegłym roku 155 km, a w tym planuje się aż 400 km, w tym odcinek ekspresówki S7 do Krakowa czy fragment obwodnicy Trójmiasta. Ogłoszono też przetargi na rozbudowę autostrady Warszawa–Łódź oraz kolejne fragmenty S2, S12, S17, S19 – wszystko po to, by przyspieszyć realizację projektów. Obecnie zrealizowano ponad 5200 km z planowanych 8000 km docelowo – co już jest dużym krokiem naprzód. Jeśli tempo się utrzyma, to nie będzie zagrożenia dla realizacji celów zapisanych w rozporządzeniu Rady Ministrów. W ubiegłym roku tempo realizacji inwestycji drogowych było zdecydowanie wyższe. Obecnie firmy podkreślają, że takie tempo musi być utrzymane, bo wciąż głównym problemem jest brak odpowiedniego finansowania. Środki unijne odgrywają tu rolę raczej jako dodatek – podczas gdy fundusz drogowy, dzięki zadłużeniu, realizował sprawnie od 1300 do 1500 km dróg rocznie. Jednak przerwy między ogłaszaniem nowych przetargów i rozstrzyganiem ich nie mogą być tak duże, jak obecnie.

– Na pierwsze półrocze planowano przetargi o wartości około 13,5 mld zł, z czego wykonano zaledwie 1,3 mld zł. Podczas spotkania z firmami drogowymi słyszeliśmy, że w trzecim i czwartym kwartale uda się nadgonić opóźnienia – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – To bardzo niepokojące, bo dotąd takie nierówności w tempie ogłaszania i rozstrzygania przetargów nie występowały. Pytanie, czy nie mamy też problemu z długiem publicznym – czy kolejne zobowiązania zaciągane przez Krajowy Fundusz Drogowy nie pogłębiają sytuacji. Z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju warto jednak, aby politycy zaczęli jeszcze mocniej koncentrować się na kolei – bo mniejsze potrzeby w zakresie obsługi długofalowych inwestycji drogowych umożliwiłyby zwiększenie możliwości finansowych tego sektora. Przypomnę, że oprócz środków unijnych w ramach programów na koleje wydajemy już ponad 80 mld zł na budowę i modernizację nowych, szybkich linii kolejowych (powyżej 300 km/h), co wiąże się z wyższymi kosztami, ale też z dużym potencjałem rozwoju – wylicza Adrian Furgalski.

Studenci nakręcają popyt – ceny najmu mieszkań i akademików biją rekordy

0

Koniec wakacji i zbliżający się początek roku akademickiego to zawsze intensywny czas na rynku najmu mieszkań przez większe zainteresowanie mieszkaniami ze strony studentów. Z raportu Rankomat.pl i Rentier.io wynika, że stawki za najem mieszkań nie tylko nie spadają, ale sięgają już nawet 80 zł za metr. Obecnie wynajęcie 50-metrowego mieszkania w dużym mieście kosztuje przeciętnie od 2000 zł w Częstochowie do 4000 zł w Warszawie, nie wliczając rachunków. W miastach uniwersyteckich tańszą alternatywą są akademiki. Miejsce w pokoju wieloosobowym to wydatek rzędu 400-500 zł, podczas gdy ceny „jedynek” dochodzą już do 1500 zł we Wrocławiu.

Ceny najmu w miastach: Warszawa osiągnęła 80 zł/m2

Dane z sierpnia 2025 r. pokazują, że rozpiętość cen najmu w miastach jest wciąż szeroka. Najwięcej trzeba zapłacić w Warszawie – 80 zł za metr kwadratowy. Najmniej w Częstochowie, bo 39 zł/m2, czyli ponad dwa razy mniej niż w stolicy.

W porównaniu z poprzednim miesiącem stawki najmu wzrosły w dwóch najdroższych miastach, czyli Warszawie i Gdańsku równo o 1,5%, a w dwóch kolejnych nieco spadły. Tak było w Krakowie i Wrocławiu, ale tam obniżki były notowane poniżej 1%. Wyraźniej zmieniła się cena najmu w Łodzi i Białymstoku, bo o 2,5% na korzyść najemcy. Przez miesiąc najbardziej urosły ceny w drogiej Gdyni (+3,7%), gdzie teraz stawka wynosi 62 zł/zł, a miasto jest piątą najdroższą lokalizacją w zestawieniu. Wzrosły też stawki w Sosnowcu (+3,3%), jednak obecna stawka na poziomie 43 zł/m2 to nadal jedna z najniższych.

W porównaniu do sierpnia 2024 r. rekordowe wzrosty najmu zanotowały Toruń (+9,9%) i Lublin (+9,8%). Sporo zmieniła się też cena w Bydgoszczy (+8,6%), a w Częstochowie jako jedynym mieście najem przez rok nieznacznie spadł (-1,7%).

Sierpień był wyraźnie gorącym okresem na rynku najmu mieszkań. Ożywienie powodowali głównie studenci zarówno ci dopiero rozpoczynający naukę, jak i obecni, którzy z różnych względów zmieniali lokum. Najemcy mieli w czym wybierać, bo nowych, unikalnych ofert było o 10% więcej niż miesiąc wcześniej. Łącznie w 17 największych miastach dostępnych było prawie 61 tys. ogłoszeń, a ceny są średnio o 4% wyższe niż rok temu. Wzrost cen można tłumaczyć tym, że właściciele mieszkań starają się droższym wynajmem rekompensować inflację, co zarazem ogranicza pole do negocjacji. Rynek najmu pozostanie aktywny aż do końca września, dopiero po tym czasie należy spodziewać się wyciszenia. Z kolei czynsze nadal będą rosły, jednak raczej nie szybciej niż inflacja – ocenia Anton Bubiel, prezes Rentier.io.najem 0825

Szczecin, Sosnowiec i Radom – kredyt tańszy od najmu

Najem mieszkania 50 m2 w sierpniu 2025 r. kosztował przeciętnie od 1965 zł w Częstochowie do 4000 zł w Warszawie, nie wliczając rachunków. Dla porównania, rata kredytu takiego mieszkania wahała się od 1829 zł w Sosnowcu do 4735 zł w Warszawie. Pomimo obniżek stóp procentowych najem wciąż zwykle jest tańszy niż rata kredytu. Wyjątki to Szczecin, Sosnowiec i Radom. Najlepiej wypadł Sosnowiec, gdzie zapłacilibyśmy 336 zł mniej za ratę w banku niż za najem. Najgorszy stosunek miał Kraków – tam rata kredytu była w sierpniu o 924 zł miesięcznie wyższa od najmu mieszkania.

W ostatnich latach poprawiła się rentowność wynajmu mieszkań dzięki wysokim stopom procentowym i zamrożeniu, co w niektórych lokalizacjach spowodowało nawet spadki cen mieszkań. Natomiast w 2025 roku trzykrotna obniżka stóp wzmocniła popyt na zakup lokali. Część obecnych najemców rozważa więc kupno, co w dłuższej perspektywie może ograniczać opłacalność wynajmu. Jednocześnie nastroje rynkowe pozostają chwiejne, co widać choćby w reakcji na ostatnie ataki dronów – część osób odkłada decyzje zakupowe w oczekiwaniu na stabilizację sytuacji. W krótkim i średnim terminie nie spodziewam się większych zmian w poziomie rentowności, natomiast w długim horyzoncie, przy założeniu stabilności geopolitycznej, prawdopodobny jest stopniowy jej spadek – podsumowuje Anton Bubiel.kredyt 0825

Już prawie 1500 zł za miejsce w akademiku

Cenową alternatywą dla mieszkania jest najem miejsca w domu studenckim. Stawki w akademikach są dość zróżnicowane i zależą głównie od tego, czy student chce mieszkać sam, czy ze współlokatorami w jednym pokoju. Każdy uniwersytet indywidualnie wycenia ceny noclegów w swoich domach studenckich, przez co akademik w Gdańsku czy Warszawie wcale nie jest najdroższy, jak by sugerowały stawki najmu na rynku nieruchomości w tych miejscowościach.

Spośród 15 miast uniwersyteckich najtańsze miejsce w domu studenckim oznacza wydatek rzędu 400 zł miesięcznie – tak jest w akademiku należącym do Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Minimalna stawka najwięcej kosztuje studentów Uniwersytetu Śląskiego – to 717 zł w Katowicach. Najniższe ceny dotyczą miejsca w pokoju wieloosobowym, najczęściej zamieszkanym przez 2 lub 3 studentów.

Górny pułap cen w akademiku, a dokładnie w pokoju jednoosobowym, wynosi 646 zł w Zielonej Górze i 710 zł w Opolu. Uniwersytet Zielonogórski jako jedyna uczelnia z całego zestawienia dolicza jeszcze opłatę za media, więc ostateczna cena najmu może ulec zmianie. Najwięcej za miejsce w akademiku trzeba zapłacić we Wrocławiu. Stawki w Kredce i Ołówku sięgają 1470 zł za miesiąc w „jedynce”. Powyżej 1000 zł kosztuje akademik także w Katowicach, Krakowie, Warszawie, Poznaniu i Olsztynie.

Z kolei kilka miast uniwersyteckich ma dość spłaszczone ceny miejsc w akademikach, jak Gdańsk (różnica widełek cenowych wynosi 230 zł), Opole (różnica 260 zł) i Zielona Góra (różnica 212 zł).akademiki

Metodologia

Powyższa analiza dotyczy mieszkań występujących w ogłoszeniach internetowych z okresu od 1 do 31 sierpnia 2025 r. dla 17 miast. Wyliczenia sporządzono na podstawie 25 tys. ogłoszeń najmu. Publikujemy wyniki tylko, gdy liczba ogłoszeń jest nie mniejsza niż 100.

PRCH: handel stawia na parki i convenience, centra zmieniają funkcję

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała najnowszy raport „Rynek obiektów handlowych w Polsce – I połowa 2025 r.”. Wynika z niego, że na koniec czerwca 2025 r. zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce osiągnęły 13,95 mln mkw. GLA, a wskaźnik nasycenia wzrósł do 372 mkw. na 1000 mieszkańców. W pierwszych sześciu miesiącach roku oddano do użytku 132,6 tys. mkw. nowej powierzchni, z czego 83,4% stanowiły parki handlowe. W budowie jest kolejne 561 tys. mkw. GLA, z planowanym otwarciem do końca 2026 r.

Dynamiczna podaż w małych miastach i aglomeracjach

W I połowie 2025 r. 61% nowej podaży zrealizowano w miastach do 100 tys. mieszkańców, a 35,5% w największych aglomeracjach. W porównaniu z rokiem 2024 oznacza to dalszą polaryzację inwestycji w kierunku najmniejszych i największych ośrodków miejskich. Największe obiekty oddane do użytku to m.in. Designer Outlet Kraków, park handlowy Łabędzka w Gliwicach oraz M Park Mrągowo.

Rynek inwestycyjny: 1,7 mld euro i dominacja parków handlowych

Pierwsze półrocze 2025 r. przyniosło 63 transakcje o łącznej wartości ok. 1,7 mld euro, co odpowiada wynikom z analogicznego okresu 2024 r. Segment magazynowy odpowiadał za 40% wartości, a handel – za 19%, przy czym w handlu kluczową rolę odegrały parki handlowe i obiekty convenience, które stanowiły 50% liczby transakcji i 59% wartości w tym segmencie. Największe transakcje w sektorze handlowym obejmowały m.in. zakup portfela 10 parków A Centrum przez czeskiego inwestora My Park oraz przejęcie CH Glinki w Bydgoszczy przez Redkom Development.

Obroty i odwiedzalność

Indeks PRCH pokazuje, że w I połowie 2025 r. obroty najemców centrów handlowych wzrosły o 1,1% rok do roku, osiągając średnio 1 022,30 PLN/mkw., przy jednoczesnym spadku odwiedzalności (footfall) o 2,1%. Największe wzrosty sprzedaży odnotowały kategorie: usługi (+6,8%), zdrowie i uroda (+5,1%), gastronomia (+5,1%) oraz rozrywka (+4,6%).

– Dane potwierdzają ewolucję roli obiektów handlowych – to już nie tylko miejsca zakupów, lecz także przestrzenie spotkań, rozrywki i budowania doświadczeń – podkreśla Hanna Ołbińska, Starszy Konsultant ds. Analiz i Badań Rynku, PRCH.

Typowy zakres usług stomatologicznych w klinice stomatologicznej

Stomatologa należy odwiedzać co najmniej raz na pół roku, nawet jeżeli w jamie ustnej nie dzieje się nic niepokojącego. Jednak wizytę kontrolną trzeba przyspieszyć, jeżeli pacjent zmaga się z bólem zęba albo chce poprawić swój uśmiech. Wielu z nich szuka pomocy w klinikach stomatologicznych, które oferują znacznie szerszy zakres usług niż małe gabinety dentystyczne.

Profilaktyka stomatologiczna

Zabiegi profilaktyczne pomagają zapobiegać próchnicy i chorobom przyzębia. Podstawową usługą w tym zakresie jest higienizacja, która polega na usunięciu osadów, przebarwień i złogów nazębnych (tzw. kamienia nazębnego). Stomatolog wykorzystuje w tym celu różne narzędzia, w tym specjalne szczoteczki i pasty, aparaty powietrzno-piaskowe (piaskowanie) oraz ultradźwiękowe skalery (skaling). W ramach profilaktyki stomatologicznej wykonuje się również lakowanie bruzd oraz lakierowanie z zastosowaniem lakierów fluorkowych. Ponadto każda osoba powinna udać się na wizytę kontrolną co najmniej dwa razy w roku.

Stomatologia zachowawcza

U każdego stomatologa pacjent może skorzystać z leczenia zachowawczego, które obejmuje m.in. usuwanie ognisk próchnicy oraz wypełnianie ubytków w zębach. W pierwszej kolejności lekarz stawia diagnozę na podstawie wywiadu oraz badania jamy ustnej. W klinikach wykonuje się również RTG pantomograficzne w celu dokładnego zbadania stanu uzębienia. Jeżeli próchnica jest ograniczona do zębiny lub szkliwa, wówczas leczenie sprowadza się do oczyszczenia zęba i założenia plomby. Natomiast gdy infekcja lub uszkodzenie zęba sięga miazgi, wówczas potrzebne jest bardziej skomplikowane i czasochłonne leczenie kanałowe.

Chirurgia stomatologiczna

Jednym z najczęściej wykonywanych zabiegów w ramach chirurgii stomatologicznej jest ekstrakcja zęba. Jest to usunięcie zębów nienadających się do leczenia zachowawczego, wykonywane w znieczuleniu miejscowym i z zastosowaniem kleszczy, dźwigni oraz innych narzędzi. Przy bardziej skomplikowanych przypadkach należy udać się do kliniki, która oferuje chirurgiczne usunięcie zębów. W klinikach stomatologicznych wykonywane są również inne zabiegi, np. resekcje korzeni, korekty wędzidełka warg czy zabiegi regeneracyjne dziąseł.

Leczenie protetyczne

Klinika stomatologiczna zajmuje się również leczeniem braków w uzębieniu. Warto pamiętać, że jest to problem złożony. Braki zębowe utrudniają żucie pokarmów i prawidłową wymowę, a także mogą przyczynić się do zmiany wyglądu twarzy. Leczenie protetyczne może obejmować uzupełnienie częściowych uszkodzeń zębów i pojedynczych braków, jak i odbudowę całego uzębienia. W zależności od zaawansowania problemu lekarz może zaproponować uzupełnienie stałe lub ruchome, w tym:

  • mosty;
  • licówki;
  • implanty, wkłady koronowo-korzeniowe;
  • wkłady koronowe i korony (kompozytowe, metalowe, porcelanowe);
  • protezy (akrylowe i szkieletowe).

Leczenie ortodontyczne

Leczenie wad zgryzu dostępne jest w gabinetach ortodontycznych oraz klinikach, które oferują kompleksowe usługi stomatologiczne. Leczenie ortodontyczne polega na skorygowaniu nieprawidłowego ustawienia zębów za pomocą specjalnych aparatów. U dzieci stosuje się aparaty ruchome, natomiast u młodzieży i dorosłych sprawdzają się aparaty stałe. Wyróżniamy aparaty metalowe, samoligaturujące oraz aparaty estetyczne (kryształowe i porcelanowe). Niektóre wady zgryzu można leczyć przezroczystymi nakładkami, które są niemal niewidoczne dla otoczenia.

Inne usługi dostępne w klinikach stomatologicznych

W klinikach stomatologicznych szczególną uwagę poświęca się małym pacjentom, którzy często wymagają zastosowania bezstresowych metod leczenia (znieczulenie komputerowe, sedacja wziewna). W takich placówkach można również skorzystać z różnych zabiegów wybielania zębów, w tym m.in. wybielania nakładkowego lub wybielania lampą Beyond. Klinika stomatologiczna dysponuje również sprzętem do badań obrazowych, dzięki czemu nie trzeba umawiać się do innej placówki na wykonanie zdjęcia rentgenowskiego zębów. Niektóre kliniki oferują również terapię logopedyczną, która jest wskazana przy leczeniu ortodontycznym.

Donosy do skarbówki – jakie sprawy dominują?

Do jednostek KAS docierają informacje sygnalne, zwane potocznie donosami, dotyczące różnych naruszeń przepisów prawa podatkowego. Sygnaliści zwracają uwagę m.in. na brak wydawania paragonów, nieopodatkowany najem oraz tzw. życie ponad stan. Są też zgłoszenia związane z działalnością handlową w Internecie, a także z organizacją nielegalnych gier hazardowych i loterii. Izby Administracji Skarbowej podają przykładowe sytuacje, w których informacje sygnalne przyczyniły się do ujawnienia nieprawidłowości.

Tematyka donosów

W informacjach sygnalnych, a więc tzw. donosach, do jednostek KAS najczęściej poruszane są zagadnienia związane z naruszeniem przepisów prawa podatkowego. Jak przekazują Izby Administracji Skarbowej, zgłoszenia dotyczą m.in. rozliczania niezapłaconych faktur jako kosztowych, a także braku wydawania paragonów, terminala lub kasy fiskalnej. Pojawiają się też doniesienia w kwestii zaniżania dochodów poprzez niewystawianie faktur za wykonane usługi lub nieopodatkowany najem lub dzierżawę itp.

– Obywatele reagują na sytuacje, które są dla nich najbardziej widoczne w codziennym życiu. To tłumaczy, dlaczego tak duża część zgłoszeń nie znajduje później potwierdzenia w działaniach KAS. Podatnicy mogą bowiem zmieniać swoje zachowania w zależności od okoliczności, a zdarzenie zauważone przez sygnalistę wcale nie musi odzwierciedlać stałej praktyki. Innym powodem może być brak wystarczających dowodów – komentuje Aldona Międlar-Adamska, radca prawny z kancelarii Ars Aequi.

Z kolei Sebastian Polański z Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu zaznacza, że często pojawiają się zgłoszenia dotyczące spraw pracowniczych. To np. zapłata wynagrodzenia częściowo na rachunek bankowy, a częściowo – do ręki, zatrudnianie na czarno lub brak odprowadzania przez pracodawcę składek do ZUS. Tego typu informacje, oprócz analizy pod kątem naruszania prawa podatkowego, przekazywane są również do odrębnych instytucji, takich jak ZUS lub PIP. Jak dodaje Bartosz Stróżyński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy, powszechne są także zgłoszenia dotyczące tzw. życia ponad stan, w tym nabywania dóbr materialnych (nieruchomości, samochodów itp.), a także nieopodatkowywania najmu. Ponadto od kilku lat duża ilość informacji sygnalnych dotyczy działalności handlowej prowadzonej w Internecie za pośrednictwem mediów społecznościowych i portali aukcyjnych. Zgłoszenia związane są z różnymi branżami, m.in. beauty, turystyczną, transportową i budowlaną.

– Takie informacje świadczą o przenoszeniu się aktywności gospodarczej do obszaru online, szczególnie do mediów społecznościowych i portali aukcyjnych. Tam działalność często prowadzona jest w sposób mniej sformalizowany. Dla części podatników takie kanały mogą sprawiać wrażenie bezpieczniejszych, bo łatwiej tam działać nieformalnie, bez rejestracji działalności czy wystawiania faktur. Internet daje też poczucie anonimowości i rozproszenia – dodaje mec. Międlar-Adamska.

Do tego dochodzą informacje sygnalne, którymi zajmują się urzędy celno-skarbowe. Takie zgłoszenia odnoszą się najczęściej do nieprawidłowości związanych z nielegalną produkcją oraz sprzedażą wyrobów akcyzowych, a także z organizacją nielegalnych gier hazardowych i loterii. Są również powiadomienia związane z handlem towarami podrobionymi czy nielegalnym wykorzystaniem paliwa żeglugowego jako oleju opałowego.

– Niekiedy sygnaliści domagają się informacji o wynikach przeprowadzonych czynności służbowych, np. kontroli podatkowej. Jednak z uwagi na przepisy o tajemnicy skarbowej nie mogą otrzymać takich wiadomości. Zgłaszający nieprawidłowość nie jest stroną prowadzonych czynności służbowych. Stronami w każdym przypadku są organ podatkowy i kontrolowany podmiot. Sygnalista może jedynie otrzymać potwierdzenie, że sprawa wpłynęła do organu i jest przez niego rozpatrywana – wyjaśnia dr Sebastian Osiński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Szczecinie.

Od sygnału do wykrycia

Jak przekazuje część Izb Administracji Skarbowej, informacje sygnalne niejednokrotnie przyczyniły się do ujawnienia nieprawidłowości w zakresie realizacji obowiązków podatkowych. Bartosz Stróżyński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy, wspomina zgłoszenie dotyczące unikania płacenia podatków przez osobę fizyczną. Ona po zamknięciu działalności gospodarczej kontynuowała świadczenie usług związanych z opieką nad zwierzętami pod przykrywką stowarzyszenia, jednak bez ewidencjonowania przychodów. Przeprowadzona weryfikacja potwierdziła informacje zawarte w donosie, tj. m.in. niezarejestrowanie siedziby stowarzyszenia pod podanym adresem, brak ewidencji przychodów oraz niezgodności w deklaracjach podatkowych. W wyniku przeprowadzonej przez pracowników US kontroli podatkowej w podmiocie powiązanym ustalono zobowiązanie podatkowe w wysokości blisko 205 tys. zł.

– Ten przykład pokazuje, że przepisy podatkowe są skutecznie egzekwowane nawet w pozornie ukrytych strukturach. Informacja sygnalna pełni tutaj funkcję katalizatora kontroli, nie przesądza o winie, ale umożliwia organom skierowanie uwagi na podmiot, który wymaga pogłębionej analizy – stwierdza radca prawny Aldona Międlar-Adamska.

Z kolei Radosław Hancewicz, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Białymstoku, wspomina o zgłoszeniu dotyczącym małżeństwa, które okresowo zawieszało działalność gospodarczą i chwaliło się tym. Na czarno wykonywało projekty wnętrz i remonty mieszkań za duże kwoty, bez odprowadzania podatku. Inny zawiadamiający zgłosił, że kolejny raz kupował od osoby, która sprzedaje części do motorowerów na dużą skalę i nie otrzymał dowodu zakupu.

– Jeden z obywateli zasugerował sprawdzenie działalności prowadzonej w mediach społecznościowych przez osobę świadczącą usługi astrologiczne, wróżenia i medium. Informator wyraził swoje zaniepokojenie, gdyż – jego zdaniem – taka działalność nosi znamiona wykorzystywania osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Dodał, że pomimo wysokich opłat pobieranych za te usługi, nie są wystawiane paragony ani żadne potwierdzenia zapłaty. Kolejna informacja sygnalna ujawniła, że na jednym z portali społecznościowych prowadzone są transmisje sprzedażowe. Po ich zakończeniu usuwane są wszystkie ślady związane z ich prowadzeniem, a za zrealizowaną w ramach tych transmisji sprzedaż odzieży nie otrzymuje się żadnych dowodów zakupu – wylicza Bartosz Stróżyński z Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy.

Jak podkreśla Agata Zienkiewicz z Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie, dzięki wpływającym informacjom sygnalnym, zostały ujawnione sytuacje dotyczące m.in. prowadzenia niezarejestrowanej działalności gospodarczej, nieewidencjonowania sprzedaży za pomocą kasy fiskalnej, niezgłoszonego najmu mieszkań czy niewydawania paragonów przez podatników. Natomiast Sebastian Polański z Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu zwraca uwagę na zgłoszenia dotyczące nielegalnych automatów. Społeczeństwo bardzo często ma dokładne informacje na temat ich położenia. Są to obiekty intencjonalnie lokowane w miejscach trudno dostępnych lub dodatkowo maskowane.

– Ujawnione nieprawidłowości oznaczają uszczuplenie dochodów budżetu państwa i naruszenie zasad uczciwej konkurencji. Osoby działające poza systemem podatkowym unikają opodatkowania i obowiązków ewidencyjnych. Z jednej strony prowadzi to do strat fiskalnych. Z drugiej – daje im nieuczciwą przewagę nad przedsiębiorcami działającymi legalnie. W efekcie rynek zostaje zaburzony, a państwo traci środki na finansowanie usług publicznych – podsumowuje radca prawny z kancelarii Ars Aequi.

Produktoskop wchodzi w finalną fazę – AI na tropie podwójnej jakości produktów

Projekt „Produktoskop”, którego celem jest opracowanie innowacyjnego systemu wyszukiwania i raportowania produktów budzących wątpliwości co do jakości, ze szczególnym uwzględnieniem przypadków stosowania praktyk „Dual Quality”, wszedł w finalną, trzecią fazę realizacji w ramach programu Infostrateg. Na jego realizację, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczy dodatkowy 1 mln złotych.

W 2021 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgłosił do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju problem występowania na polskim rynku zjawiska podwójnej jakości produktów. Polega ono na tym, że identyczne produkty oferowane w różnych krajach Unii Europejskiej (występujące pod tą samą nazwą i w takich samych opakowaniach) różnią się składem lub jakością — często na niekorzyść polskiego konsumenta. Przykłady produktów sprzedawanych w różnych krajach, w których dotychczas występowały różnice w składzie nieuzasadnione preferencjami konsumentów to m.in. napoje bezalkoholowe o różnej zawartości soku, majonez o różnej zawartości jaj czy sery o różnej zawartości tłuszczu. Choć praktyka ta jest niezgodna z obowiązującym prawem, jej wykrycie, udowodnienie i powstrzymanie stanowi poważne wyzwanie.

Instytucje broniące praw konsumentów reagują dopiero na doniesienia klientów, jednak nie wszyscy ten problem zgłaszają. W odpowiedzi na zgłoszenie UOKiK, NCBR ogłosiło trzeci konkurs w ramach strategicznego programu Infostrateg, koncentrując temat badawczy wokół wskazanego problemu. Nowa inicjatywa wykorzysta sztuczną inteligencję do analizy opinii konsumentów i identyfikacji produktów codziennego użytku, które warto poddać testom laboratoryjnym. Celem jest ograniczenie nieuczciwych praktyk marketingowych, które wprowadzają klientów w błąd co do składu i właściwości towarów.

Projekty realizowane w ramach programu Infostrateg podzielone są na trzy fazy, a do kolejnych etapów przechodzą wyłącznie najlepiej ocenione inicjatywy. W toku realizacji programu, projekt Produktoskop, realizowany przez Sieć Badawczą Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny oraz Politechnikę Poznańską jako jedyny przeszedł właśnie do ostatniej, trzeciej fazy realizacji. Prowadzone w jego ramach prace mają się zakończyć w pierwszej połowie 2026 roku.

Wyniki projektu posłużą do wdrożenia w działalności UOKiK rozwiązań pozwalających oceniać czy w poszczególnych krajach istnieją różnice jakościowe produktów oraz umożliwią monitorowanie sytuacji w Polsce oraz UE w tym zakresie. Nie powinno być różnic w jakości produktów sprzedawanych pod tą samą marką i z samą etykietą niezależnie od rynku geograficznego, a producenci nie powinni tłumaczyć każdej różnicy w jakości „dostosowaniem produktów do gustów klientów”. Wyniki projektu zostaną udostępnione również konsumentom, aby zwiększać ich wiedzę, umożliwiać dokonywanie racjonalnych wyborów konsumenckich oraz chronić ich interesy – powiedziała Marta Sikorska, koordynatorka programu Infostrateg w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Analiza zbiorów danych

W toku prac w projekcie, badacze przeanalizowali ogromne zbiory danych dostępnych w internecie, obejmujące recenzje w wyszukiwarkach i porównywarkach cen, sklepach internetowych i martketplace’ach, blogach czy w social mediach z całej Europy. Nie ograniczyli się do opinii tekstowych – rozpoznawali także obrazy, nagrania audio i treści audiowizualne zamieszczane na YouTube czy portalach społecznościowych takich jak Instagram czy Tik Tok. Wyzwaniem okazało się również pozyskanie nieustrukturyzowanych danych ze stron internetowych oraz powiązanie konkretnych produktów ze sobą.

Kluczem było wytworzenie narzędzia zdolnego do analizy różnorodnych typów informacji w jednym ekosystemie – tłumaczy dr inż. Maciej Niemir z Łukasiewicz – Poznańskiego Instytutu Technologicznego, kierownik po stronie lidera projektu. – Opracowaliśmy rozwiązanie, które umożliwia przetwarzanie tekstu, obrazów i dźwięku przy wykorzystaniu zaawansowanych algorytmów sztucznej inteligencji. Analizowane treści są anonimizowane zapewniając ochronę danych osobowych, dzielone na znalezione produkty i komentarze do nich, a następnie wielostopniowo oceniane pod względem charakteru i wydźwięku danych opinii. To podejście pozwala dokładniej rozpoznawać przypadki, w których produkt wprowadzany na różne rynki ma odmienny skład lub właściwości.

Realizacja tego projektu była możliwa dzięki współpracy z wieloma naukowcami oraz zaangażowaniu zespołu anotatorów, którzy przygotowali dane do procesów uczenia maszynowego. Kluczowym elementem było także opracowanie dedykowanych, wielojęzycznych modułów AI, które zapewniają wysoką szybkość i skuteczność analizy. Dzięki temu UOKiK będzie mógł precyzyjnie identyfikować potencjalne przypadki podwójnej jakości – podkreśla dr inż. Mikołaj Sobczak z Politechniki Poznańskiej, kierownik naukowy projektu.

Aplikacja zasugeruje produkt do testów

Rezultatem projektu będzie aplikacja wykorzystująca sztuczną inteligencję, zdolna do przeszukiwania zasobów Internetu w celu zbierania bieżących opinii konsumenckich dotyczących szerokiego wachlarza produktów konsumenckich i na ich podstawie sugerująca produkty do testów laboratoryjnych oraz proponująca akredytowane laboratoria zdolne do przeprowadzenia niezbędnych analiz. Produktoskop będzie reagował natychmiast, gdy w sieci pojawi się recenzja sugerująca stosowanie dual quality. Dzięki temu UOKiK będzie mógł od razu wytypować dany produkt do kontroli, nie czekając na oficjalne zgłoszenia konsumentów. Całkowita wartość dofinansowania, jakie otrzyma projekt z NCBR to 5,7 mln zł.

W drugiej fazie realizacji tematu badawczego w programie Infostrateg, projekt Produktoskop rywalizował z rozwiązaniem tworzonym przez konsorcjum w składzie: Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy oraz Instytut Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk. W toku oceny raportów z realizacji II fazy oraz w wyniku przeprowadzonych testów funkcjonalnych opracowanych systemów, powołany przez NCBR zespół ekspertów wskazał na Produktoskop, jako zwycięski projekt zakwalifikowany do trzeciej fazy.

Konkurs INFOSTRATEG realizowany jest ze środków krajowych, pochodzących z dotacji celowej na realizację strategicznych programów badań naukowych i prac rozwojowych. Więcej informacji znajduje się na stronie: gov.pl/ncbr

Rekordy złota i srebra, oczekiwania wobec danych PCE i wizowe ryzyko dla sektora technologii

W piątek w USA opublikowane zostaną dane dotyczące inflacji mierzonej wskaźnikiem PCE z wyłączeniem cen żywności i energii – miary preferowanej przez Rezerwę Federalną. Rynek oczekuje, że inflacja bazowa wzrosła w sierpniu o 0,2%, co oznaczałoby spowolnienie w porównaniu z lipcowym odczytem na poziomie 0,3%. Malejąca presja cenowa mogłaby dać Fed większą elastyczność w kształtowaniu polityki pieniężnej, zwłaszcza w kontekście słabnącego rynku pracy.

Przewodniczący Rezerwy Federalnej, Jerome Powell, tłumaczył niedawną – pierwszą w tym roku – obniżkę stóp procentowych właśnie spowolnieniem dynamiki zatrudnienia. Jednocześnie podkreślił, że bank centralny uważnie śledzi dalszy rozwój sytuacji inflacyjnej. W nadchodzącym tygodniu swoje stanowisko przedstawią również inni przedstawiciele Fed, w tym sam Powell, który zabierze głos we wtorek. Oprócz inflacji, inwestorzy zwrócą uwagę na dane o wydatkach konsumpcyjnych oraz dochodach gospodarstw domowych, które zostaną opublikowane w piątek. Oczekuje się, że realny wzrost wydatków uległ wyraźnemu spowolnieniu. Oba wskaźniki pozostają kluczowe dla oceny przyszłej ścieżki wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych.

W kontekście oczekiwań dotyczących kolejnych cięć stóp procentowych rośnie zainteresowanie tzw. bezpiecznymi aktywami. Złoto osiągnęło nowy rekord cenowy, rosnąc o 0,9% do poziomu 3 719.95 USD za uncję i przebijając dotychczasowy szczyt z ubiegłego tygodnia. Srebro zyskało jeszcze mocniej, drożejąc do 43.77 USD za uncję. W piątek na NYSE Arca odnotowano również rekordowy obrót opcjami na fundusz iShares Silver Trust, który wyniósł 1,2 mln. Pokonanie przez złoto poziomu 3 708 USD oraz przełamanie przez srebro bariery 43 USD może sygnalizować dalszy wzrost cen metali szlachetnych. Rynki finansowe wyceniają obecnie niemal dwa kolejne cięcia stóp procentowych w USA do końca roku. Główne impulsy dla tej wyceny pojawią się już niebawem – w postaci wspomnianych danych o inflacji PCE oraz wtorkowego wystąpienia Powella.

W tle tych wydarzeń istotne znaczenie zyskała również decyzja prezydenta USA o wprowadzeniu nowej opłaty w wysokości 100 000 dolarów za złożenie wniosku o wizę H-1B. Nagła zapowiedź zmian – początkowo ogłoszona bez wyraźnych szczegółów – wywołała silne reakcje wśród firm technologicznych oraz zagranicznych specjalistów pracujących w Stanach Zjednoczonych. Choć Biały Dom doprecyzował później, że opłata obejmuje wyłącznie nowe aplikacje i nie dotyczy osób już posiadających wizę H-1B ani wniosków o jej przedłużenie, początkowa niejasność skłoniła wiele przedsiębiorstw do działań prewencyjnych. Część firm wstrzymała rekrutacje lub rozpoczęła analizę możliwości relokacji działalności poza USA.

Wiza H-1B od lat stanowi fundament systemu zatrudniania zagranicznych specjalistów w sektorach opartych na wiedzy, szczególnie w branży technologicznej. Wprowadzenie tak wysokiej opłaty – wielokrotnie przewyższającej dotychczasowe koszty aplikacyjne – może istotnie ograniczyć dostęp do tego instrumentu, zwłaszcza dla mniejszych firm i startupów. W dłuższej perspektywie może to osłabić konkurencyjność amerykańskiego sektora technologicznego na rynku globalnym. Z drugiej strony, może to być także karta przetargowa do dalszych relacji USA-Indie, którą Trump chce wykorzystać. W 2024 roku 71% beneficjentów wizy H-1B pochodziło z Indii.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

FED studzi nastroje, ale rynki grają swoje

Na rynkach widzimy jednocześnie rekordy amerykańskich giełd, złota i… niespodziewaną przecenę kryptowalut. Chińczycy utrzymują zawrotnie niskie stopy procentowe, bojąc się baniek spekulacyjnych. Kanada z kolei pokazuje słabsze dane o sprzedaży detalicznej.

Chiny nie zmieniają stóp

W nocy z niedzieli na poniedziałek poznaliśmy dane na temat chińskiej polityki monetarnej. Stopa pożyczkowa pięcioletnia utrzymana została na poziomie 3,5%. Z kolei stopa jednoroczna wynosi 3%. W obydwóch przypadkach są to najniższe wartości, które są pozostają bez zmian od maja. Należy zwrócić uwagę, że w sierpniu Chiny po raz piąty w tym roku miały spadek cen w ujęciu rocznym. Pokazuje to, że tamtejsza gospodarka ma miejsce na dalsze cięcia stóp. Jednak patrząc na tamtejszy kryzys zadłużenia niewykluczone, że kolejne obniżki są wstrzymywane celowo. Może to być próba uniknięcia kolejnej bańki spekulacyjnej np. na rynku nieruchomości.

W co grają inwestorzy?

Na rynku widać spore zamieszanie. Dotychczas giełda, kryptowaluty i złoto szły ramię w ramię. Inwestorzy zakładali, że aktywa te są odpowiedzią na spadające koszty kapitału, a tym samym na niższe raty odsetkowe z opartych o te koszty inwestycji. Kluczowym w tym układzie wydarzeniem wydaje się ostatnia konferencja prasowa prezesa FED. Studził on mocno nastroje, zapowiadając spowolnienie tempa obniżek stóp procentowych. Widać jednak po notowaniach kontraktów terminowych, że rynki mają odmienne zdanie. W rezultacie zarówno złoto, jak i giełdy nadal idą w górę, bijąc kolejne rekordy. Na złocie był moment korekty, ale dzisiaj od rana znów mamy rekord wszechczasów. Giełdy niemal zignorowały te wypowiedzi. Zostają jeszcze kryptowaluty. Te długo były dość silne, ale dzisiaj od rana na sesji azjatyckiej i potem otwarciu w Europie doszło do silnej przeceny. Czas pokaże, czy to tylko realizacja zysków dużych inwestorów, czy dzieje się coś ważnego na rynku.

Słabsze dane z Kanady

W piątek opublikowano dane na temat sprzedaży detalicznej w Kanadzie. W lipcu odnotowano spadek o 0,8%. Natomiast wstępne sierpniowe odczyty przyniosły nam wzrost o 1%. Jest to na razie tylko prognoza przedstawicieli Kanadyjskiego Urzędu Statystycznego, natomiast pozytywna. Rynki oczekują bowiem zaledwie wzrostu o 0,4% w sierpniu. Po tej wiadomości przewidywanie to powinno ulec zmianie. Słabiej wypadają niestety wyniki z wykluczeniem samochodów. Dane te często wlicza się osobno, gdyż zakup auta jest z oczywistych powodów rzadszym i dużym wydarzeniem, które jednak mocno zaburza statystykę. Słabsze odczyty bez aut pokazują, że problem jest potencjalnie większy, tylko został zamaskowany sprzedażą samochodów. Pod koniec dnia dolar kanadyjski zyskiwał, co pokazuje, że rynki dobrze przyjęły zapowiedź poprawy w sierpniu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych liczne wystąpienia członków FED.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl