European Union Contest for Young Scientists (EUCYS) – polskie projekty inspirują i zmieniają przyszłość nauki

Jakkolwiek to robicie, robicie to w Polsce dobrze! – dało się usłyszeć w kuluarach po ogłoszeniu wyników European Union Contest for Young Scientists (EUCYS) – najważniejszego konkursu naukowego dla młodzieży w Europie. Jury wyróżniło wszystkie trzy projekty z naszego kraju.

Podczas EUCYS 2025 w Rydze jedną z czterech równorzędnych pierwszych nagród oraz nagrodę honorową w postaci udziału w London International Youth Science Forum (LIYSF) otrzymał Antoni Łuczak, tegoroczny maturzysta i absolwent XIV Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica w Warszawie. Praca Antoniego wprowadza nowe metody łączące ze sobą dwie pozornie odległe, gałęzie matematyki. W efekcie możliwe jest wykazanie zależności pomiędzy klasyczną geometrią szkolną a bardziej zaawansowanymi koncepcjami. – Wielu uczniów traktuje geometrię jako oderwany przedmiot, bez powiązania z resztą matematyki. Moje badania pokazują, że istnieją takie związki i że można stosować zaawansowaną teorię w dobrze znanym kontekście. Mam nadzieję, że dzięki temu więcej osób zainteresuje się matematyką na poziomie akademickim – mówi laureat.

Emil Pająk, absolwent V Liceum Ogólnokształcącego im. A. Struga w Gliwicach, został uhonorowany nagrodą specjalną EIROForum, w postaci tygodniowego stażu w Institute Laue-Langevin (ILL Award) w Grenoble. Jurorzy docenili opracowany przez Emila unikalny filament do druku 3D. Materiał, oparty na TPU i wzbogacony ponad 30% cząstek magnetycznych, pozwala wytwarzać elastyczne struktury reagujące na pole magnetyczne bez użycia energii elektrycznej. Dzięki temu otwiera nowe możliwości zarówno w robotyce miękkiej, jak i w medycynie – od projektowania miniaturowych stentów po potencjalne terapie miażdżycy. – Zainspirowała mnie praca MIT z 2018 r., ale chciałem uzyskać podobny efekt na prostych, dostępnych drukarkach 3D. To dopiero początek mojej drogi badawczej – zaznacza Emil Pająk. Staż w ILL może pomóc w rozwijaniu tego i innych projektów naukowych Emila.

Zuzanna Kassner, uczennica I Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie w Pile, została wyróżniona zaproszeniem na Luxembourg International Science Expo. Opracowany przez Zuzannę płynny nawóz na bazie nanocząstek chitozanu pozwala ograniczyć zużycie wody nawet o 75% w okresach ekstremalnej suszy, nie powodując jednocześnie negatywnych skutków dla upraw. Rozwiązanie jest tanie, przyjazne środowisku i może być stosowane w rolnictwie, ogrodnictwie, a nawet w astrobiologii i uprawach w przestrzeni kosmicznej. – Nano Support ma na celu nie tylko sprawdzenie potencjału nanotechnologii w rolnictwie. Może także poprawić jakość życia wielu społeczeństw, łagodząc kryzys głodu. Zaczynałam swoje eksperymenty na strychu rodzinnego domu i nie marzyłam, że zajdę tak daleko. Dlatego jestem ogromnie wdzięczna wszystkim, którzy mnie wspierali – podkreśla Zuzanna Kassner.

Profesor Jan Madey z Instytutu Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, który jest jurorem Polskiej Edycji EUCYS i od 30 lat towarzyszy reprezentantom podczas finałów międzynarodowych nie ukrywa dumy. – Wierzyłem w nich, w ich pomysły, przygotowanie i wiedzę. Miałem jednak obawy, czy po dwóch dość owocnych latach w EUCYS jury zdecyduje się przyznać Polakom kolejne nagrody. Jednak jakość projektów wyłanianych przez krajowe jury nie pozostawia wątpliwości – podkreślił opiekun polskiej reprezentacji.

Antoni, Emil i Zuzanna to przykłady młodych ludzi, którzy z pasją i konsekwencją realizują własne pomysły badawcze. Nasza praca z nimi w Funduszu ZDOLNI udowadnia, że inwestowanie w talenty przynosi efekty i inspiruje innych – podkreśla Maria Mach, dyrektor Funduszu ZDOLNI.

European Union Contest for Young Scientists organizowany jest przez Komisję Europejską od 1989 roku i nagradza samodzielne badania oraz odkrycia młodych naukowców. Polska edycja, znana jako „Odkrycia”, prowadzona jest przez Fundusz ZDOLNI.

Międzynarodowe finały EUCYS odbywają się co roku w innym mieście. Tym razem gospodarzem była Ryga, gdzie w dniach 15–20 września spotkali się młodzi naukowcy z całej Europy. Ich projekty oceniano pod kątem oryginalności, metodologii i znaczenia społecznego. Laureaci otrzymują nagrody finansowe i specjalne wyróżnienia, ale przede wszystkim zyskują doświadczenie, międzynarodowe kontakty i szansę na rozwój kariery naukowej.

Wakacje składkowe popularne wśród przedsiębiorców. W Zachodniopomorskiem skorzystało już prawie 100 tys. firm

Tylko w województwie zachodniopomorskim z wakacji kredytowych dla przedsiębiorców skorzystało już prawie 100 tysięcy firm sektora MŚP. Mechanizm ten cieszy się dużym zainteresowaniem i stanowi dużą ulgę dla przedsiębiorców, ale oczekiwania są wyższe, bo większe są potrzeby małych firm.

Od grudnia ubiegłego roku przedsiębiorcy mogą raz w roku za wybrany miesiąc nie płacić za siebie składek na ubezpieczenia społeczne oraz Fundusz Pracy i Fundusz Solidarnościowy. To rozwiązanie, które jako Północna Izba Gospodarcza chwalimy, choć na pewno przedsiębiorcy bardziej potrzebują holistycznych rozwiązań systemowych wspierających ich nie przez jeden miesiąc, a przez cały rok, pozwalając na spokojniejsze prowadzenie działalność gospodarczej.

– Wiemy jednak, że dla sektora MŚP nawet jeden miesiąc w roku, gdy nie trzeba martwić się o składki – jest rozwiązaniem pożądanym i szeroko wykorzystywanym. Nasze obserwacje pozwalają na tezę, że największym zainteresowaniem ta ulga cieszy się w grudniu, styczniu oraz w miesiącach wakacyjnych. Dla jednoosobowych działalności gospodarczych i małych firm to rozwiązanie dobre na czas spowolnienia tempa pracy, gdy zleceń jest mniej. W wielu branżach jest to właśnie początek roku lub ścisły sezon wakacyjny – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Przedsiębiorcy sektora MŚP, szczególnie pracujący w handlu, usługach, przetwórstwie czy drobnym przemyśle od lat zwracają uwagę, że rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej są dla wielu firm obciążeniem tak poważnym, że trudno jest bilansować zyski i zobowiązania na poziomie, który umożliwiałby spokojne prowadzenie firmy. Jako Północna Izba Gospodarcza zwracamy uwagę na to, że składki na ubezpieczenia społeczne, składka zdrowotna czy koszty pracy, w tym rosnąca płaca minimalna, to składowe, które w przypadku małych firm, są często tak wysokie, że przedsiębiorcy nie kontynuują pracy jako JDG, a wracają na etaty – dodaje Hanna Mojsiuk.

Wakacje składkowe są krokiem w dobrą stronę. Statystyki pokazują, że kierunek jest słuszny – tylko skala wsparcia musi być większa.

– Jest to mechanizm, który daje przedsiębiorcom oddech w trudniejszych miesiącach funkcjonowania i to na pewno jest największa zaleta wakacji od składek. Wielu przedsiębiorców skorzystało z mechanizmu już w grudniu 2024 roku. W te wakacje też miałem wiele sygnałów, że przedsiębiorcy wybierali lipiec lub sierpień, jako miesiąc w którym mogą pozwolić sobie na lekkie spowolnienie tempa pracy i wypoczynek – mówi ekspert gospodarczy i ubezpieczeniowy Paweł Skotnicki.

– Wielu przedsiębiorców sektora MŚP zwraca uwagę, że mógłby on zostać także zweryfikowany pod kątek dostępności. Mowa np. o przedsiębiorcach zatrudnionych na etacie, a jednocześnie prowadzących JDG. Podobnie jest w przypadku firm mających umowy B2B z byłymi pracodawcami. Czasem tryb przejścia z etatu na własną działalność nie było ich inicjatywą, a jednocześnie nie mają możliwości skorzystania z preferencji – dodaje Skotnicki.

– Wakacje składkowe mogą też oznaczać wyższe zobowiązania podatkowe. Przedsiębiorcy rozliczający się na zasadach ogólnych oraz liniowo zapłacą wyższy podatek, oraz składkę zdrowotną. Zalet jest jednak nadal więcej niż wad, stąd duże zainteresowanie programem – mówi Paweł Skotnicki.

Nie kariera, lecz zdrowie psychiczne i czas wolny są priorytetem dla Millenialsów i Gen Z

  • 59% osób w wieku 18-34 chce pracować w 2-5 firmach
  • 87% uważa, że niezależność finansowa jest bardzo ważna
  • 94% codziennie spędza czas w mediach społecznościowych, ale 44% chciałoby robić to rzadziej

Pokolenie Millenialsów (urodzone w latach 1981–1996) jako pierwsze dorastało w erze internetu. Kolejne, czyli generacja Z (urodzona w latach 1997–2007), przechodziło ten etap życia w czasach mediów społecznościowych. Zbadane przez EY osoby w wieku 18-34 lat to pierwsze globalne pokolenie zmieniające utrwalone normy społeczne. Raport – Pierwsze globalne pokolenie. Nowe spojrzenie na dorosłość w zmieniającym się świecie – to efekt rozmów z 10 tys. osób w 10 krajach.

Owi młodzi dorośli zmagają się z presją dorosłego życia i podejmują dorosłe decyzje, ale nie robią tego w tradycyjny sposób, zgodnie z historycznie przyjętą kolejnością. Aż 86% respondentów ankietowanych na całym świecie uważa się za dorosłych. Co więcej, 40% czuło się dorosłymi już w wieku 18 lat, chociaż 60% nadal mieszka z rodzicami.

Będąc dorosłymi odrzucają dotychczasowy model życia: ukończenie studiów, znalezienie stabilnej pracy, ślub, kupno domu, posiadania dzieci, przejście na emeryturę w ustawowo wyznaczonym wieku. To grupa pragmatycznych ludzi, którzy – jak pokazało badanie EY – podchodzi do ważnych etapów życia nie z buntem, ale ze sceptycyzmem i globalną perspektywą. Taka postawa nie pozostaje bez wpływu na to, jak postrzegają pracę i finanse.

Kariera zawodowa

Ponad połowa badanych (59%) uważa, że musi kilkakrotnie zmienić miejsce pracy. Dorosłe życie chcą spędzić w dwóch do pięciu organizacji. Jednak już 14% wybrało możliwość pracy w nawet 10 różnych firmach.

„Dla młodych ludzi zmiana pracy nie jest niczym negatywnym czy stresującym, wręcz przeciwnie. Szukają pracodawców, którzy będą podzielać ich wartości, postawią im realne wyzwania i będą ich doceniać” – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka EY, Lidera zespołu People Consulting.

Młodzi ludzie nie zamierzają poświęcić swego życia w całości pracy czy gromadzeniu zasobów materialnych. Badanie EY pokazało, że zamiast „równowagi między życiem zawodowym a prywatnym”, szukają pracy, która da im stabilne życie, ale jednocześnie zapewni dużo wolnego czasu. Zwłaszcza że aż 51% ocenia swoje zdrowie psychiczne i fizyczne jako najważniejszy wyznacznik sukcesu. W efekcie na nowo definiują, czym jest udane życie. Naturalnie jednak pragną dobrze zarabiać – 87% wskazało, że finansowa niezależność jest dla nich bardzo ważna – ale pieniądze przestają być jedynym wyznacznikiem sukcesu.

Jak podkreśla Wioletta Marciniak-Mierzwa, Dyrektorka w zespole People Consulting, EY Polska, pracodawcy stoją dziś przed zupełnie nowym wyzwaniem: muszą na nowo zdefiniować podejście do ścieżek kariery i motywowania młodych. To pokolenie, które żąda nie tylko rozwoju zawodowego, lecz także swobody w kształtowaniu własnych zasad pracy i życia. Elastyczność, możliwość wyznaczania własnych granic i stylu pracy czy ochrona przed wypaleniem zawodowym – to dla nich codzienność, nie przywilej. Pracodawcy, którzy chcą zdobyć i zatrzymać młode talenty, powinni budować środowisko pracy w zgodzie z ich wartościami i otworzyć się na kulturę, która stawia człowieka w centrum. Wtedy z większym prawdopodobieństwem przyciągną tych, którzy są gotowi zmieniać świat biznesu, nie tylko siebie.

Pokolenie smartfonów

W zasadzie wszyscy (99%) młodzi ludzie, z którymi rozmawiał EY, mają smartfony i to od wielu lat – pierwszy dostali mając średnio 16 lat. W efekcie stały się ich głównym narzędziem dostępu do informacji.

Millenialsi dorastali w erze informacji, poznając nowe sposoby pracy i konsumpcji, zaś pokolenie Z wychowało się w erze mediów społecznościowych. Zdecydowana większość ankietowanych (94%) codziennie z nich korzysta. Jednocześnie aż 44% respondentów stwierdziło, że wolałoby spędzać mniej czasu w mediach społecznościowych, ale już 24% chciałaby z nich korzystać częściej niż obecnie. Największą różnicą między generacją Millenialsów a Z jest sztuczna inteligencja, przede wszystkim generatywna. GenAI to pierwsza technologia, z którą Millenialsi nie mieli styczności w okresie dojrzewania.

„Zrozumienie, jak technologia kształtuje światopogląd młodych ludzi, ma kluczowe znaczenie dla pracodawców. Pokolenie Z jako pierwsze zostało ukształtowane przez technologię i media społecznościowe. Konwergencja tych doświadczeń ma charakter globalny i w efekcie przekłada się na zbliżone oczekiwania pracowników w różnych regionach geograficznych. Dodatkowo, nadejście GenAI sprawia, że możliwość budowania bezpośrednich relacji międzyludzkich będzie istotnym czynnikiem przy podejmowaniu zatrudnienia” – podsumowuje Katarzyna Ellis.

O badaniu
Badanie EY – – Pierwsze globalne pokolenie. Nowe spojrzenie na dorosłość w zmieniającym się świecie – zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 10 tys. osób w wieku od 18 do 34 lat w 10 krajach w ostatnim kwartale 2024 roku. Rozmawiano z młodymi ludźmi w ich ojczystych językach w Arabii Saudyjskiej, Brazylii, Chinach, Indiach, Japonii, Niemczech, Południowej Korei, RPA, Szwecji oraz USA.

TLC Group przejmuje spółkę Forest Gorlice – powstaje grupa przemysłowa o planach na 100 mln euro

Grupa TLC, międzynarodowy producent konstrukcji stalowych i systemów zabezpieczeń budowlanych, przejęła udziały w spółce Forest Gorlice SA – firmie z niemal 100-letnią tradycją w produkcji ekskluzywnych wyrobów z litego drewna. Dzięki transakcji do Grupy dołącza zespół 180 pracowników. Po przejęciu w skład Grupy TLC wchodzi już 10 spółek, w 4 krajach, zatrudniających niemal 700 pracowników. Po przejęciu Grupa TLC osiągnie łączne obroty na poziomie około 100 mln euro i zarządza 4 zakładami produkcyjnymi o łącznej powierzchni ponad 35 tys. m2.

TLC Group to polska-szwedzka grupa spółek specjalizująca się w projektowaniu i produkcji rozwiązań dla przemysłu i budownictwa. Grupa obejmuje 9 spółek działających w Polsce, Szwecji, Francji i Niemczech, a jej oferta jest dostępna globalnie – projekty realizowane są już w ponad 50 krajach.

Grupa zatrudnia ponad 500 osób, posiada trzy zautomatyzowane zakłady produkcyjne o powierzchni 20 tys. m², przetwarza rocznie ok. 7 tys. ton stali i realizuje 1,5 tys. projektów rocznie. Jej działalność oparta jest na wysokich standardach jakości i bezpieczeństwa, potwierdzonych międzynarodowymi certyfikatami TÜV oraz Bureau Veritas.

Forest Gorlice S.A. to producent drewnianych wyrobów premium – od tradycyjnych wieszaków i akcesoriów kuchennych po kolekcje dedykowane branży hotelarskiej i modowej. Firma, której korzenie sięgają lat 20. XX wieku, należy dziś do grona najbardziej rozpoznawalnych producentów wysokiej jakości akcesoriów drewnianych w Polsce i Europie.

Forest Gorlice pozostanie przy własnej produkcji ekskluzywnych wyrobów przeznaczonych dla branży modowej, hotelarskiej oraz do zastosowań domowych. Na ten moment synergia z działalnością TLC jest niewielka, a decyzję o współpracy podjęliśmy głównie z uwagi na lokalny patriotyzm. Dostrzegamy jednak duży potencjał rozwoju w dotychczasowym portfolio Forestu, a dodatkowo zyskujemy bezpieczeństwo i stabilne miejsce produkcyjne dla TLC, ponieważ nasze obecne tereny zostały już w pełni zagospodarowane – tłumaczy Łukasz Osikowicz, dyrektor Zakładu Produkcyjnego TLC i prezes Zarządu Forest Gorlice.

Włączenie Forest Gorlice do Grupy TLC otwiera nowe perspektywy rozwoju dla obu spółek. W pierwszej fazie planowane są inwestycje w marketing i sprzedaż, wdrożenie systemów zarządzania, unowocześnienie zakładu oraz rozwój nowych produktów.

Scanway rozpoczyna II fazę projektu SEMOViS – powstaje największy w Polsce teleskop optyczny do obserwacji Ziemi

Scanway, polski lider optycznej technologii obserwacyjnej z kosmosu, rozpoczął II fazę projektu SEMOViS finansowanego ze środków z Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA. Spółka opracowuje największy w Polsce teleskop optyczny zdolny do obrazowania Ziemi z rozdzielczością poniżej 1 metra na piksel, który trafi do satelity o masie ok. 100 kg, w ramach konstelacji budowanej przez Marble Imaging z Niemiec. Scanway dołączy w ten sposób do wąskiego grona europejskich firm oferujących instrumenty o bardzo wysokiej rozdzielczości. Wynikiem I fazy projektu był zrealizowany z sukcesem etap PDR (ang. Preliminary Design Review) oznaczający zakończenie wstępnych prac R&D, w tym przeglądu projektu, oceny koncepcji i jego zgodności z wymaganiami.

  • Rozpoczęcie II fazy projektu SEMOViS uruchamia transzę zaliczkową w wysokości 0,9 mln EUR i obejmuje przygotowanie modelu kwalifikowanego, testowanie oraz zbudowanie na jego bazie modelu docelowego, lotnego w 2026 roku
  • Całkowita kwota finansowania projektu z ESA wynosi 3,94 mln EUR, z czego 3,2 mln EUR przypada na Scanway, który do tej pory otrzymał 0,6 mln EUR
  • Projekt SEMOViS wpisuje się w biznesowe kierunki rozwoju Scanway związane z udziałem w projektach konstelacyjnych oraz produkcją coraz większych instrumentów optycznych, co otwiera przed Spółką nowe rynki

Zakończenie z sukcesem przeglądu PDR i rozpoczęcie II fazy projektu SEMOViS potwierdza, że nasz instrument optyczny spełnia założone wymagania, a posiadana infrastruktura umożliwia stworzenie kluczowego elementu do satelity demonstracyjnego, który stanowi początek budowy dużej konstelacji satelitarnej przez Marble Imaging z Niemiec. Naszym zadaniem jest opracowanie teleskopu zdolnego do obrazowania Ziemi z rozdzielczością poniżej 1 metra na piksel, co oznacza, że instrument optyczny będzie około 2x większy niż teleskop, jaki dostarczyliśmy w projekcie EagleEye oraz około 4x cięższy od tamtego rozwiązania. W ten sposób Scanway dołączy do wąskiego grona europejskich firm oferujących instrumenty optyczne o bardzo wysokiej rozdzielczości komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Finansowanie projektu SEMOViS pochodzi z puli środków opcjonalnych w ramach zwiększonej przez Polskę składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA na lata 2023–2025. Realizacja projektu przy bliskiej współpracy z ESA podkreśla gotowość Scanway do obsługi kolejnych kontraktów, w tym z nadchodzącej nowej puli środków w ramach polskiej składki do ESA na lata 2026–2028, która będzie rekomendowana przez polskich decydentów na listopadowym posiedzeniu Rady Ministerialnej ESA (CM25) – dodaje.

Satelita demonstracyjny będzie wyposażony w teleskop o średnicy zwierciadła 450 mm, co umożliwi uzyskanie rozdzielczości (GSD) poniżej 1 metra na piksel w paśmie widzialnym (VIS) z niskiej orbity Ziemi (ok. 500 km). Możliwe jest również doposażenie o instrument w paśmie podczerwonym (SWIR) z rozdzielczością poniżej 10 metrów na piksel. Przetwarzanie danych będzie wykonywane za pomocą opracowanych przez Marble Imaging i Scanway algorytmów, a uzyskane w ten sposób dane i analizy będą stanowić cenne źródło informacji dla wielu potencjalnych klientów z Europy i świata.

– Prowadzone przez nas prace R&D nad największym w historii Spółki instrumentem optycznym są kluczowe zarówno dla budowy przyszłej konstelacji satelitarnej wspólnie z Marble Imaging, jak i wiodącej pozycji Scanway wśród europejskich firm zdolnych do dostarczania instrumentów o bardzo wysokiej rozdzielczości. Podobnie jak z Nara Space z Korei Płd., liczymy w przyszłości na możliwość rozszerzania umowy o kolejne jednostki oparte na obecnie opracowywanych przez nas rozwiązaniach dla satelity demonstracyjnego. Posiadanie w portfolio produktu z potwierdzonym flight heritage i zdolnym do prowadzenia zobrazowań o rozdzielczości poniżej 1 metra na piksel, otwiera przed nami segment większych satelitów o wadze +100 kg, zwiększając grono potencjalnych klientów Spółki. Model lotny teleskopu zamierzamy przygotować do przekazania do partnera na przełomie 2026 i 2027 roku podkreśla Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

DHL eCommerce przejmuje APM Solutions i przyspiesza rozwój sieci automatów paczkowych w Polsce

0

DHL eCommerce ogłosiło zamiar przejęcia wszystkich udziałów w firmie APM Solutions, stawiając decydujący krok w strategicznej ekspansji szybko rosnącego sektora logistyki e-commerce w Polsce. W wyniku transakcji, DHL zyska pełną kontrolę nad siecią automatów, która wcześniej była rozwijana we współpracy z firmą Cainiao. Zamknięcie transakcji jest uzależnione od zatwierdzenia przez odpowiednie organy regulacyjne.

Decyzja DHL potwierdza konsekwentne zaangażowanie firmy w rozwój infrastruktury dostaw w Polsce i wsparcie sprzedawców większą elastycznością usług kurierskich out-of-home (OOH). Dzięki pełnej kontroli nad spółką APM Solutions, DHL przyspieszy rozwijanie sieci automatów paczkowych DHL Box 24/7. Do końca przyszłego roku, firma planuje mieć ich 10 000. Dzięki temu zapewni niezawodną i wygodną alternatywę rynkową do odbioru paczek dla sprzedawców oraz konsumentów.

Ta transakcja to kamień milowy na naszej drodze do bycia wiodącym dostawcą usług logistycznych dla rynku e-commerce w Polsce” – powiedział Pablo Ciano, CEO DHL eCommerce. „Przejmując pełną kontrolę nad APM Solutions, będziemy jeszcze szybciej reagować na potrzeby rynku, dając sprzedawcom i konsumentom realny wybór oraz oferując innowacyjne, niezawodne usługi.” – dodał Ciano.

Inwestycje w Polsce są częścią szerszej, europejskiej strategii DHL. W ciągu ostatnich trzech lat firma inwestowała w naszym kraju średnio 235 milionów euro rocznie. Na rozwój w Europie przeznaczy ok. 1 mld euro w ciągu pięciu lat. Dzięki tym nakładom, DHL rozwinie swoją sieć automatów paczkowych na takich rynkach jak Wielka Brytania, Włochy, kraje Beneluksu, Turcja i Czechy.

Tak dynamiczny rozwój naszej sieci automatów paczkowych w Polsce nie byłby możliwy bez determinacji naszych pracowników oraz sprawdzonego partnera. Teraz nadszedł czas, by postawić następny krok w realizacji naszej strategii, opartej na dostarczaniu prostych i wygodnych rozwiązań dla naszych klientów” – tłumaczy Agnieszka Świerszcz, CEO DHL eCommerce Polska.

Przejęcie udziałów w APM Solutions to naturalna ewolucja współpracy z Cainiao, które odegrało kluczową rolę w początkowej fazie tworzenia sieci automatów DHL w Polsce. Jako ceniony, wieloletni partner oraz klient, Cainiao będzie w dalszym ciągu rozwijać swoją międzynarodową sieć dystrybucyjną, aby obsługiwać rynki światowe, w tym Polskę, a DHL liczy na dalszą, owocną współpracę.

Hakerzy paraliżują systemy odprawy na europejskich lotniskach

Zakrojony na szeroką skalę cyberatak wymierzony w systemy odprawy i wejścia na pokład zakłócił w weekend (20 września) ruch lotniczy na kilku głównych europejskich lotniskach, powodując opóźnienia i frustrację pasażerów. Przedstawiciele portów lotniczych potwierdzili w sobotę, że atak uderzył w kluczowego dostawcę technologii używanego przez wiele lotnisk, zmuszając je do przejścia na obsługę ręczną.

– Branża turystyczna opiera się na danych w czasie rzeczywistym i globalnym systemie wymiany informacji. Działające w tym sektorze firmy –w tym linie i porty lotnicze, są niewątpliwie narażone na ataki cybernetyczne. Co więcej, intensywna współpraca z zewnętrznymi dostawcami usług – takimi jak płatności, systemy rezerwacji, odprawy i uwierzytelniania danych – dodatkowo zwiększa powierzchnię potencjalnego ataku. Dla cyberprzestępców to idealny cel – ostrzega Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.            

W Brukseli, w wyniku cyberataku możliwa była wyłącznie ręczna odprawa i boarding, a incydent miał „duży wpływ” na rozkład lotów. „W piątek wieczorem, 19 września, miał miejsce cyberatak na dostawcę usług systemów odprawy i boardingowych, który dotknął kilka europejskich lotnisk, w tym Lotnisko w Brukseli” – przekazano w oświadczeniu.              

W Niemczech władze berlińskiego lotniska Brandenburg poinformowały, że w piątek wieczorem zaatakowano dostawcę systemów obsługi pasażerów, co skłoniło operatorów do odłączenia połączeń z zaatakowanymi systemami w ramach środka ostrożności.     

Polskie władze zareagowały na informacje. Wicepremier Krzysztof Gawkowski stwierdził: „Uważnie przyglądamy się sytuacji. Na ten moment nie ma sygnałów o zagrożeniu dla lotnisk w Polsce„.

Lotnisko Heathrow w Londynie – najbardziej ruchliwe w Europie – również potwierdziło zakłócenia, opisując incydent jako „problem techniczny” dotyczący jednego z jego dostawców usług. „Collins Aerospace, dostawca systemów odprawy i boardingowych dla kilku linii lotniczych na wielu lotniskach na świecie, doświadcza problemu technicznego, który może powodować opóźnienia dla odlatujących pasażerów” – podało Heathrow w oświadczeniu. Lotnisko poradziło podróżnym sprawdzanie statusu swoich lotów i przeprosiło za niedogodności

Dostawcą usług znajdującym się w centrum zakłóceń jest Collins Aerospace – amerykańska firma technologii lotniczych i obronnych, założona w 2018 roku i będąca spółką zależną RTX Corp. (wcześniej Raytheon Technologies). Collins dostarcza technologie, które pozwalają pasażerom samodzielnie odprawiać się, drukować karty pokładowe i etykiety bagażowe oraz nadawać bagaż w kioskach samoobsługowych.              

Collins w swoim oświadczeniu przyznał, że jest „świadomy cybernetycznych zakłóceń” w działaniu swojego oprogramowania MUSE (Multi-User System Environment) na „wybranych lotniskach”. Firma podkreśliła, że nadal możliwa jest ręczna odprawa i że „aktywnie pracuje nad rozwiązaniem problemu i przywróceniem pełnej funkcjonalności swoim klientom tak szybko, jak to możliwe”. Collins dodał, że „wpływ ogranicza się do elektronicznej odprawy pasażerów i nadawania bagażu i może być złagodzony poprzez operacje ręczne”.         

Cyberatak nie dotknął wszystkich europejskich lotnisk. Lotniska Roissy, Orly i Le Bourget w rejonie Paryża nie zgłosiły żadnych zakłóceń, co podkreśla selektywny charakter incydentu.

Zdarzenie to ponownie uwidacznia podatność kluczowej infrastruktury w Europie na cyberataki oraz efekt domina, jaki zakłócenia u jednego dostawcy technologii mogą wywołać dla milionów pasażerów i dziesiątek lotnisk jednocześnie.

https://edition.cnn.com/2025/09/20/travel/europe-airports-cyber-attack-intl

Polacy nie chcą zakładać firm – tylko 3% planuje własny biznes w ciągu trzech lat

Tylko 3% Polaków deklaruje, że w ciągu najbliższych trzech lat planuje założyć własną firmę. To najniższy wynik spośród 51 badanych państw. Jednocześnie aż 83% mieszkańców Polski uważa, że rozpoczęcie działalności gospodarczej jest proste. Te sprzeczności ujawnia najnowszy raport Global Entrepreneurship Monitor (GEM) Polska, przygotowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach.

Polacy doceniają starania przedsiębiorców, ale sami rzadko chcą nimi zostać
Aż 63% respondentów uważa, że przedsiębiorcy odnoszący sukcesy zasługują na uznanie. Jednak zaledwie 43% postrzega prowadzenie firmy jako atrakcyjny sposób na życie zawodowe. Jest to jeden z najniższych wyników w Europie. Te wskaźniki pozostają niemal niezmienne od 2022 roku i są znacznie niższe niż rekordowe odczyty z lat 2018–2019, kiedy ok. 80% Polaków deklarowało pozytywne nastawienie do przedsiębiorczości.

Na spadek atrakcyjności prowadzenia działalności gospodarczej wpływa z jednej strony korzystna sytuacja na rynku pracy, z drugiej – wzrost kosztów pracy, surowców i usług, niepewność gospodarcza czy brak przewidywalności otoczenia prawnego.

– Z jednej strony mamy wysoką świadomość szans rynkowych i pozytywną ocenę warunków formalnych do prowadzenia działalności, z drugiej, niski poziom gotowości do działania. To pokazuje, że problemem nie są już wyłącznie bariery administracyjne, lecz przede wszystkim czynniki psychologiczne: lęk przed porażką, brak pewności co do stabilności przepisów czy niska wiara we własne kompetencje. Potrzebujemy działań, które zbudują kulturę przedsiębiorczości opartą na odwadze, edukacji i wsparciu – wskazuje Krzysztof Gulda, p.o. prezesa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Udział osób, które choć widzą szanse biznesowe, nie podejmują ich w obawie, że nie odniosą sukcesu, wynosi 52%. To wyższy wynik niż europejska średnia (47%).

Coraz mniej młodych firm

W ciągu ostatnich 14 lat odsetek Polaków w wieku 18–64 lat prowadzących młode firmy (do 3,5 r. na rynku) zmniejszył się z 9,1% do 2,5%. Jednocześnie udział osób prowadzących dojrzałe firmy (ponad 3,5 r.) wzrósł z 5% do 12,8%. W rezultacie w Polsce – w przeciwieństwie do większości pozostałych 50 państw świata – dominują firmy dojrzałe, a udział nowych przedsiębiorstw utrzymuje się na niskim poziomie.

W 2024 r. w porównaniu z poprzednim rokiem udział młodych firm niemal się nie zmienił, natomiast przybyło dojrzałych (wzrost o 1,2 p.p.). Od 2017 roku w Polsce obserwuje się przewagę firm dojrzałych nad młodymi, co odwróciło wcześniejszy trend.

– Raport GEM 2025 pokazuje, że w Polsce spada liczba młodych firm: z 9,1% w 2011 roku do zaledwie 2,5% dziś, podczas gdy udział przedsiębiorstw dojrzałych rośnie. To zjawisko wyjątkowe na tle innych krajów i sygnał, że potrzebujemy silniejszego wsparcia dla osób na starcie działalności. PARP odpowiada na te wyzwania, oferując zarówno finansowanie, jak i programy szkoleniowe czy doradcze, które mają pomóc młodym firmom szybciej rosnąć i wypełniać lukę innowacyjności w gospodarce – mówi Paulina Zadura, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii w PARP.

Firmy z konieczności, nie z pasji

Dlaczego Polacy decydują się na własną działalność? Przede wszystkim z potrzeby zapewnienia sobie źródła utrzymania. Aż 71% właścicieli młodych firm wskazuje, że założyło firmę z powodu braku ofert na rynku pracy, a 38% – z chęci osiągania wyższych dochodów. Znacznie rzadziej motywuje ich dążenia do zmiany świata (16%) czy potrzeba kontynuowania rodzinnej tradycji (11%).

W innych krajach europejskich częściej motywacją do założenia firmy jest potrzeba wpływu na otoczenie, kontynuowanie tradycji rodzinnej czy chęć wzbogacenia się. Konieczność zapewnienia sobie utrzymania jest rzadziej wskazywana niż w Polsce, choć jej znaczenie na tle innych motywacji jest największe.

Dlaczego ludzie wycofują się z prowadzenia działalności gospodarczej?

Najczęstsze powody wycofywania się z działalności to brak rentowności (35% w Polsce, 26% w Europie) oraz polityka rządu, skomplikowane przepisy i system podatkowy (28% vs 10%). Przejście na emeryturę było powodem zaprzestania działalności przez 10% przedsiębiorców w Polsce (6% w Europie). Polska notuje najwyższy odsetek osób wskazujących bariery regulacyjne jako główny problem wśród wszystkich 51 państw badanych przez GEM.

Niewykorzystany potencjał biznesowy

Raport GEM Polska 2025 pokazuje, że chociaż polski ekosystem przedsiębiorczości ma wiele elementów, które dobrze funkcjonują, to wciąż pozostaje dużo do zrobienia. Zdaniem ekspertów uczestniczących w badaniu istotne jest wzmocnienie obszarów związanych z B&R i transferem wiedzy z nauki do biznesu. Wsparcia wymaga również edukacja przedsiębiorczości z naciskiem na początkowe etapy kształcenia.
O raporcie
Global Entrepreneurship Monitor (GEM) to największe na świecie badanie przedsiębiorczości, prowadzone od 26 lat w ponad 50 krajach rocznie. Polski raport przygotowywany jest przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach. Najnowsza edycja powstała na podstawie badania ilościowego przeprowadzonego w 2024 roku na reprezentatywnej próbie 8000 Polaków w wieku 18–64 lat oraz badania jakościowego z udziałem 38 ekspertów nt. uwarunkowań rozwoju przedsiębiorczości.

Jastrzębie sygnały z Japonii, ostrożność z Londynu i polityczne napięcia w Waszyngtonie

Bank Japonii serwuje jastrzębią niespodziankę, pozytywny omen dla JPY. Bank Anglii z trybem ostrożnościowym w polityce monetarnej. Trump nie daje za wygraną, sprawa odwołania członkini Fed w Sądzie Najwyższym.

Umocnienie JPY

Dzisiaj w nocy poznaliśmy decyzję BoJ w sprawie stóp procentowych. Jeśli zaskoczeniem nie był brak zmiany kosztu pieniądza, to już rozkład sił wśród decydentów i rozpoczęcie redukcji posiadanych aktywów w ETF takowe stanowiło – i to z jastrzębim wydźwiękiem. Dwóch członków Banku Japonii zagłosowało za podwyżką stóp do poziomu 0,75%. Jest to mniejszość w 9. osobowym składzie, niemniej jednak pokazuje, że oczekiwania analityków, że w końcu zobaczymy zmianę, nabiera realnych kształtów. Działania na stopach to nie jedyne narzędzie polityki monetarnej. Chęć zacieśnianie można też uzyskać w postaci choćby redukcji bilansu banku i na taki właśnie krok zdecydował się Bank Japonii. Owszem, jeśli chodzi o redukcję portfela obligacji, to już ona trwa. Teraz jednak dołączy do tego posiadany portfel ETF akcji. Ruch na aktywach jest mocno rozłożony w czasie, niemniej jednak pokazuje, że BoJ chce w końcu normalizować politykę monetarną. Po samej decyzji JPY w znaczący sposób się umocnił. Po konferencji prasowej prezesa BoJ nastroje na jenie nieco ostygły, a to za sprawą sugestii, że nadal występują ryzyka – choćby słabej aktywności gospodarczej w Kraju Kwitnącej Wiśni, czy nadal wysokiej dynamiki wynagrodzeń, które mogą hamować drogę zacieśniania.

Gdzie zmierza polityka monetarna na Wyspach?

W ostatnich dniach widać ostrożne podejście banków centralnych do prowadzonej polityki monetarnej. Takowe było widać po Fed, gdzie zobaczyliśmy ruch o 25 pkt bazowych, również w przypadku wspomnianej wyżej Japonii. Do tego „peletonu” dołączył także wczoraj Bank Anglii. BoE wczoraj nie zaskoczył i utrzymał poziom stóp w wysokości 4%, a rozkład wśród decydentów wyniósł 7-2. Dwóch członków optowało za obniżką o 25 pkt bazowych. Przewidywana była również decyzja odnośnie zmniejszenia tempa redukcji bilansu, wskutek nadmiernej zmienności na rynku długu. Nie poznaliśmy przyszłej ścieżki Banku Anglii w kontekście polityki monetarnej po tym posiedzeniu, a czynnikiem hamulcowym jest wysoka dynamika inflacji, prawie dwukrotnie przekraczająca cel. Rynek aktualnie wycenia raptem jedną obniżkę stóp w całym przyszłym roku, co może stanowić istotny pozytywny element w kontekście notowań GBP.

Instancja najwyższa

Jakiś czas temu pisaliśmy o zamieszaniu w strukturach Fed, a raczej chęci usunięcia członkini Rady Gubernatorów przez prezydenta Trumpa, wskutek zarzutów o składanie fałszywych oświadczeń we wniosku o kredyt hipoteczny. Prezydent USA zwolnił Cook ze skutkiem natychmiastowym, ale że nie ma takiej mocy prawnej, to sprawa trafiła do instytucji sądowych. Wczoraj administracja Trumpa „pochwaliła” się informacją, że zwróciła się do Sądu Najwyższego o pozwolenie na odwołanie członkini. Sprawa o tyle ważna, że mocno uderza nie tylko w wiarygodność banku centralnego, ale także jego niezależność. Przypomnijmy, że wcześniej Sąd Apelacyjny nie zezwolił na odwołanie, więc sprawa trafiła „wyżej”. Trump po raz kolejny udowadnia, że robi wszystko by mieć większy wpływ na politykę pieniężną państwa, a nie wystarczą mu już choćby obraźliwe słowa pod adresem prezesa Fed. Póki co temat jest dość pomijany na rynkach, niemniej jednak decyzja o odwołaniu, może spowodować silną reakcję choćby na rynku długu i bezpowrotnie podkopać niezależność Fed.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Coal Energy celuje w 9 mln ton węgla z Bobrek-Miechowice i rozwój wydobycia metali ziem rzadkich

Coal Energy S.A., spółka z branży górniczej, notowana na GPW zaktualizowała strategię rozwoju na lata 2025–2027 r. Firma planuje uzyskać koncesję na eksploatację części złoża węgla kamiennego „Bobrek Miechowice” na styku granic Zabrza i Bytomia. Szacowane zasoby pokładów, gdzie zamierza rozpocząć wydobycie spółka to 9 mln ton. Coal Energy przygotowuje się również do przetargów koncesyjnych w Rumunii i analizuje możliwość wydobycia surowców krytycznych, w tym metali ziem rzadkich z hałd powydobywczych w Polsce i Rumunii. Na rynku ukraińskim spółka planuje pozyskanie partnerów z USA do realizacji wspólnych projektów w obszarze wydobywczym.

Zaktualizowana strategia Coal Energy na lata 2025 – 2027 opiera się o 4 filary:

  1. Wydobycie węgla w Polsce i Rumunii
  2. Świadczenie usług górniczych w Polsce i Rumunii,
  3. Rozwój wydobycia surowców krytycznych w Europie Środkowo-Wschodniej oraz na Ukrainie,
  4. Usługi doradcze dla sektora zasobów mineralnych na rynku globalnym.

W Polsce Coal Energy rozpoczyna procedurę uzyskania koncesji na eksploatację części złoża „Bobrek-Miechowice” na pograniczu Bytomia i Zabrza. Niewykorzystane i nieeksploatowane dotąd pokłady serii 400 szacowane są na ponad 9 mln ton zasobów. W celu wsparcia procesu koncesyjnego, Spółka jest wybierze specjalistycznego doradcę, koordynującego i odpowiedzialnego za proces. W celu złożenia wniosku o koncesję wcześniej firmy musi przedstawić:

  1. raport geologiczny zatwierdzony przez Ministerstwo Środowiska;
  2. raportu o Oddziaływaniu na Środowisko (Raport OOŚ)
  3. projekt Zagospodarowania Złoża (PZZ), określającego sposób udostępnienia i eksploatacji zasobów;
  4. teren przemysłowy do udostępnienia zasobów i uzyskanie dokumentów potwierdzających możliwość jego wykorzystania;

W Rumunii, gdzie procedura uzyskania koncesji jest szybsza i prostsza, spółka planuje udział w przetargach koncesyjnych organizowanych przez National Regulatory Authority in the Mining, Petroleum and Geological Storage of Carbon Dioxide. Celem firmy jest dostęp do złóż wysokiej jakości węgla antracytowego. W związku z powyższym, prezes spółki spotykał się już z rumuńskim ministrem energii i kierownictwem urzędu regulującego proces uzyskania koncesji. Dodatkowo, na rynku rumuńskim firma celuje również w projekty związane z wydobyciem surowców krytycznych, w tym metali ziem rzadkich. W tym obszarze władze Coal Energy są w kontakcie z rumuńskimi ministerstwem gospodarki. Firma widzi potencjał odzyskiwania metali krytycznych, w szczególności metali ziem rzadkich, w hałdach powydobywczych. Podobne projekty spółka ma przeanalizowane również w Polsce.

Nasza historia pracy w Ukrainie pozwala nam nie tylko efektywnie prowadzić procesy wydobywcze i uzyskiwać lepszą rentowność. Mamy doświadczenie również w zakresie wydobycia węgla z hałd i teraz zamierzamy sięgnąć po technologie, pozwalające na odzyskiwanie metali krytycznych, w szczególności pierwiastków ziem rzadkich, które znajdują się w hałdach w Polsce oraz Rumunii. W zakresie surowców krytycznych widzimy również potencjał w Ukrainie, gdzie aktualnie poszukujemy partnerów amerykańskich do realizacji wspólnego projektu – zapowiada Wiktor Wiśniowiecki, prezes i założyciel Coal Energy S.A.

Poza projektami wydobywczymi w Polsce, Rumunii i Ukrainie spółka zamierza kontynuować działalność w zakresie usług górniczych. Ta część biznesu realizowana obecnie w Polsce przynosi firmie zyski od 2023 roku.

Coal Energy planuje również założenie spółki zależnej zajmującej się doradztwem dla sektora wydobywczego. Nowy obszar obejmie wycenę aktywów, due diligence i doradztwo transakcyjne. Pierwszy projekt realizowany jest już w USA w segmencie rud polimetalicznych.

Aktualizacja strategii odzwierciedla nasze ambicje rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej oraz zaangażowanie w dywersyfikację działalności. Dzięki pozyskanemu finansowaniu i rozpoczętym projektom, Coal Energy staje się aktywnym uczestnikiem transformacji energetycznej regionu i buduje fundamenty pod nowe źródła przychodów” – podkreśla Wiktor Wiśniowiecki.

Spółka zabezpieczyła środki finansowe na realizację procedur koncesyjnych w Polsce i Rumunii oraz prace przygotowawcze związane z projektami wydobycia i rozwoju nowych segmentów działalności.

Rekordowy rajd złota – wzrost o 42% r/r. Goldman Sachs prognozuje nawet 5 000 USD

0

Rynek jest już ekstremalnie wykupiony. Nowy rekord ceny złota z połowy września to 3 689 USD za uncję. Rok do roku cena złota wzrosła o 42%, a od początku roku o 39%.

Wejście na poziom ponad 3 700 USD wydaje się bardzo bliskie. Na spocie już został chwilowo przekroczony ten poziom, a na kontraktach terminowych stało się to wcześniej.

– Duża część prognoz instytucji finansowych już się spełniła i prognozy są teraz coraz bliżej ekstremalnych poziomów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB. – Najnowsza prognoza Goldman Sachs to 3 800 USD na koniec tego roku. Pojawiły się prognozy z ceną 4 000 USD w przyszłym roku, a Goldman Sachs idzie dalej w swych prognozach, przewidując przy sprzyjających warunkach cenę 5 000 USD za uncję. Rynek jest już ekstremalnie wykupiony.

Nawet amerykański rynek akcji nie wzrósł tak mocno. A jest to efekt słabości dolara i oczekiwań na serię obniżek stóp procentowych przez Fed, zapoczątkowany wrześniową obniżką o 25 pkt. bazowych.

Na globalnych rynkach akcji pojawiła się wyraźna fala optymizmu po decyzji Fed o obniżce stóp procentowych. S&P 500, Nasdaq i Dow Jones ustanowiły nowe historyczne rekordy, a szczególnym beneficjentem cięcia kosztów finansowania okazała się branża technologiczna. Inwestorzy wracają do spółek wzrostowych, które korzystają z niższego dyskonta przepływów oraz większego apetytu na ryzyko.

Powodów do niepewności po stronie inwestorów jest jednak wiele, to konflikty zbrojne i wojny handlowe. Giełdowe indeksy znajdują się na rekordowych poziomach, ale inwestorzy zastanawiają się czy takie poziomy będą do utrzymania.

ETF-y zwiększyły ilość złota w swoich skarbcach do poziomów niewidzianych od 2022 r. Wartość tych inwestycji jest na historycznych szczytach, choć ilość uncji zgromadzonego złota przez te fundusze jest niższa od rekordowego 2020 r.

Złoto wygrywa z dolarem wśród inwestorów poszukujących bezpiecznej przystani. Konkurencja pomiędzy bezpiecznymi przystaniami nasila się ze względu na nieprzewidywalność decyzji D.Trumpa. tym bardziej, że zadłużenie USA jest rekordowe.

Banki centralne na całym świecie inwestują w złoto wybierając bezpieczną przystań. Tu akurat mamy też polską ciekawostkę, mamy zapowiedź NBP, że zwiększy ilość złota w rezerwach do 30%.

– NBP jest jednym z głównych graczy na rynku kupujących złoto i prawdopodobnie pozostanie nim w 2026 r. – komentuje ekspert XTB.

Złoty jest bardzo silny, pozostaje wśród najdroższych walut w relacji do dolara w tym roku. Od początku tego roku zmienność na parze EUR/PLN jest ekstremalnie niska, tego nie można powiedzieć o dolarze, stąd też niższy wzrost ceny złota w złotych wynoszący rok do roku, wynoszący ponad 20%, a więc istotnie niższy niż dla inwestujących w złoto w dolarach.

– Jednak inwestując z złoto zyskujemy nie tylko ekspozycję na aktywo, które jest uznawane za bezpieczną przystań, ale też uzyskujemy ekspozycję walutową i nie musimy trzymać dolarów w portfelu – wyjaśnia M. Stajniak z XTB. – Inwestycję w złoto powinniśmy jednocześnie traktować jako długoterminową inwestycję, chcąc minimalizować ryzyko.

Rzecznik MŚP: koszty nowych regulacji transportowych sięgną kilkudziesięciu tysięcy zł na firmę

Minister Majewska zgłasza uwagi do nowelizacji ustawy o drogach publicznych. Celem projektu przedstawionego przez Ministerstwo Infrastruktury jest wzmocnienie procesu cyfrowego zarządzania ruchem i mobilnością na drogach, zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz wdrożenie Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2661. Realizacja tych założeń wiąże się z szeregiem nowych obowiązków nakładanych na organy publiczne i przedsiębiorców, zwłaszcza operatorów i przewoźników w transporcie publicznym.

W piśmie do Ministra Infrastruktury Dariusza Klimczaka Rzecznik MŚP zauważa, że nałożenie na przedsiębiorców nowych obowiązków – związanych z przekazywaniem danych w wymaganym formacie przez system teleinformatyczny oraz ich aktualizacją, a także oceną zgodności i obowiązkami kontrolnymi – pociąga za sobą konieczność poniesienia dodatkowych kosztów w wysokości kilkudziesięciu tysięcy zł na jeden podmiot. Jednocześnie projekt przewiduje uruchomienie rozwiązania informatycznego dedykowanego dla mikroprzedsiębiorców oraz małych gmin, którego koszt poniesie Minister Infrastruktury. Zdaniem Minister Agnieszki Majewskiej zasadne jest rozszerzenie bezpłatnego dostępu do tego rozwiązania dla małych oraz – przynajmniej w ograniczonym zakresie – średnich firm. Ważne też jest, by projektowane regulacje weszły w życie równolegle do wdrożenia udostępnianego przedsiębiorcom oprogramowania.

Trzy nowe fundusze VC zasilone kapitałem PFR Ventures – 240 mln zł z programu FENG

0

PFR Ventures podpisało kolejne trzy umowy z zespołami zarządzającymi funduszami venture capital w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Nowe fundusze będą dysponować kapitałem o łącznej wartości ponad 410 mln PLN, z czego wkład PFR Ventures wynosi blisko 240 mln PLN. Środki zostaną wykorzystane na inwestycje w innowacyjne polskie start-upy.

Alokowane przez PFR Ventures środki trafią do Momentum Capital Partners, Navivo Capital oraz vastpoint. Pierwsi dwa zarządzający pozyskali je z programu PFR KOFFI, którego strategia zakłada inwestycje w zaawansowane innowacyjne projekty na etapie wzrostu. Z kolei vastpoint to fundusz, który wykorzystuje środki w ramach programu PFR Otwarte Innowacje i będzie działał w modelu koinwestycyjnym zapewniając środki także dla nowoczesnych firm na etapie zalążkowym.

Szczegóły alokacji:

Nazwa funduszu Kapitalizacja (mln PLN) Wkład PFR Ventures (FENG, mln PLN)
Momentum Capital Partners 146 80
Navivo Capital Poland 143 80
vastpoint 80+44* 77

* Fundusz koinwestycyjny. Pierwsza część równania to kapitalizacja funduszu, a druga to minimalna wartość kapitału prywatnego, jaką musi przyciągnąć zespół zarządzający w ramach dokonywanych inwestycji

Momentum Capital Partners to fundusz typu wzrostowego („growth equity”) o kapitalizacji 146 mln PLN, inwestujący w spółki na etapie dynamicznego wzrostu. Obejmuje on pakiety mniejszościowe, angażując od 5 do 20 mln PLN w projekt. Jego strategia zakłada inwestycje w spółki z zwalidowanym i skalowalnym modelem biznesowym, działające w segmentach rynku charakteryzujących się ponadprzeciętnym oczekiwanym tempem wzrostu. Poza kapitałem, zespół Momentum, oferuje wsparcie strategiczne i wiedzę operacyjną, dostarczając unikalną propozycję wartości dla przedsiębiorców skalujących swoje biznesy.

Navivo Capital Poland powstało, aby wspierać polskie startupy w ekspansji nie tylko kapitałem, ale i praktycznym doświadczeniem. Zespół zarządzający ma doświadczenie w budowie globalnych firm, w które zainwestował łącznie setki milionów złotych, co przyczyniło się do uzyskania przez nie statusu regionalnych liderów. Aktywnie angażuje się w rozwój operacyjny spółek, pomagając im skalować biznes międzynarodowo. Dokonał też dwudziestu udanych wyjść z inwestycji.

Vastpoint jest prowadzony przez trzy partnerki, z unikalnym, międzynarodowym doświadczeniem operacyjnym, inwestorskim i przedsiębiorczym. Fundusz będzie wspierał najbardziej ambitnych polskich founderów (głównie na etapie zalążkowym), koncentrując się na sektorach AI, HealthTech i SaaS. Dzięki wiedzy zdobytej w Y Combinator, ElevenLabs, własnych start-upach oraz wiodących europejskich funduszach VC, vastpoint oferuje nie tylko kapitał, ale także dostęp do sieci kontaktów i wiedzy o budowaniu globalnych firm.

Ponad 410 mln zł nowych środków to kolejny silny impuls dla rozwoju polskich innowacji. Dzięki funduszom unijnym z programu FENG udało się zmobilizować kapitał prywatny i wesprzeć wejście na rynek nowych zespołów inwestycyjnych o zróżnicowanym doświadczeniu, kompetencjach i strategiach działania. To właśnie ta różnorodność tworzy szerokie możliwości wsparcia młodych, innowacyjnych firm. Inwestując kapitał, inwestujemy także w zmianę, która napędza cały ekosystem venture capital – mówi Mikołaj Raczyński, wiceprezes w Polskim Funduszu Rozwoju.

Podpisane właśnie umowy zwiększyły dostępność kapitału dla innowacyjnych firm o 60%. Środki UE inwestowane przez nasze fundusze trafiły już do 15 firm. Szacujemy, że budżet dostępny we wszystkich aktywnych funduszach VC z naszego portfela to około 3 mld PLN, z czego 1 mld PLN to kapitał aktywowany dzięki Funduszom Europejskim dla Nowoczesnej Gospodarki – powiedziała, Rozalia Urbanek, członkini zarządu w PFR Ventures.

Polskie dane osłabiają złotego, rynki odwracają się od funta

Słabsze dane z polski lekko osłabiły złotego. Na Wyspach brak niespodzianki w sprawie stóp procentowych. Rynki nie ufają jednak funtowi i mimo braku wyraźnych sygnałów nastąpiła wyprzedaż funta. Norwegia tnie stopy, a Japonia pozostawia je bez zmian.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane z kraju – produkcja przemysłowa w sierpniu jak co roku w ujęciu miesięcznym się zmniejszyła. Rynki spodziewały się, że spadek wyniesie 7,4%, a wyniósł zaledwie 7,1%. Dlaczego na sierpień spodziewamy się takiej sytuacji? Wyjaśnienie to sezon urlopowy oraz także często przerwy produkcyjne w większych zakładach. Drugim ważnym odczytem były informacje na temat przeciętnego zatrudnienia i wynagrodzenia. Niestety nie rosną one tak szybko, jak oczekiwano. Ich wzrost wynosi 7,1% wobec oczekiwanych 8%. Zatrudnienie spada jednak wolniej, niż sądzono. Nadal mamy jednak spadki. W sierpniu w przedsiębiorstwach zatrudniających 10 i więcej pracowników pracowało o 12 tysięcy osób mniej, a średnie wynagrodzenie dla takich firm wyniosło w sierpniu 8769,08 zł.

Bank Anglii nie zaskakuje, za to funt tak

Na wczorajszym posiedzeniu Banku Anglii nie doszło do zmiany stóp procentowych. Nie było to niespodzianką. Już sierpniową decyzję o obniżce podjęto jednym głosem przy przewadze 5 do 4. We wrześniu chętnych do cięcia było zaledwie dwóch członków tamtejszego gremium decyzyjnego, a siedmiu głosowało za utrzymaniem wskaźników. Problemem jest fakt, że główna stopa procentowa wynosi obecnie 4%.  Z jednej strony to dużo więcej niż 2,15% w UE i równy wynik z USA. Z drugiej strony inflacja wynosi 3,8% i znajduje się w trendzie wzrostowym. Gdyby doszło do obniżki, inflacja przekraczałaby stopy procentowe. Konferencja prezesa Banku Anglii również nie dała sygnałów ku spadkom. Wczoraj rynek reagował dość spokojnie, lekko nawet odchodząc od funta. Dzisiaj od rana jednak widzimy prawdziwy odwrót po słabych, ale jednak lepszych od oczekiwań danych o inflacji.

Pozostałe banki centralne

Wczoraj poznaliśmy również decyzję Norwegii w sprawie stóp procentowych. Obniżka do 4% była prognozowana przez rynki. Komentatorzy zwracają jednak uwagę, że inflacja od kwietnia podskoczyła z 2,5% do 3,5%, co powoduje, że przestrzeń na dalsze obniżki się kończy. Bez zmian stóp z kolei odbyło się w Japonii. Tam jednak główna stopa procentowa wynosi 0,5%, a inflacja 2,7%. Jest to duża różnica względem sytuacji na zachodzie. Trzeba jednak pamiętać, że kraj ten od lat nie widział wysokiej inflacji. W ostatnich latach szczyty wynosiły 4%, co jest poziomem, do którego w innych krajach inflacja jest zbijana. Bank Japonii stara się zresztą obudzić gospodarkę poprzez utrzymywanie podniesionego poziomu wzrostu cen.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dwie rosyjskie grupy cyberprzestępców połączyły siły atakując ukraińskie instytucje

0

Analitycy ESET odkryli pierwsze znane przypadki współpracy pomiędzy cyberprzestępczymi grupami Gamaredon i Turla. Obie grupy są powiązane z główną rosyjską agencją wywiadu FSB i wspólnie atakowały kluczowe cele w Ukrainie. Geneza współpracy obu grup sięgać może… czasów zimnej wojny i KGB.

Po raz pierwszy w historii zaobserwowano, że narzędzie należące do cyberprzestępczej grupy Gamaredon zostało użyte do ponownego uruchomienia oprogramowania szpiegowskiego grupy Turla na jednej z maszyn w Ukrainie. Analitycy  ESET wykryli także, że oprogramowanie grupy Turla zostało zainstalowane z użyciem narzędzi Gamaredon. Wspólne działania obu grup pokazują, że rosyjskie operacje cyberwojenne coraz częściej bazują na synergii jednostek wyspecjalizowanych w masowych infekcjach i precyzyjnym cyberszpiegostwie.

Gamaredon to grupa APT (Advanced Persistent Threat), znana z zaawansowanych kampanii cyberataków, nakierowanych przede wszystkim na instytucje rządowe, organizacje wojskowe oraz inne strategiczne cele. Działa co najmniej od 2013 roku i odpowiada za liczne ataki, głównie wymierzone w ukraińskie instytucje rządowe. Z kolei Turla, znana również jako Snake, to jedna z najbardziej znanych grup cyberszpiegowskich, aktywna co najmniej od 2004 roku, a być może już od końca lat 90. Jej celem są przede wszystkim podmioty wysokiego szczebla, takie jak rządy i placówki dyplomatyczne w Europie, Azji Centralnej i na Bliskim Wschodzie. Grupa jest znana z włamania do Departamentu Obrony USA w 2008 roku oraz do szwajcarskiej firmy obronnej RUAG w 2014 roku.

– W ciągu tego roku ESET wykrył obecność Turli na siedmiu urządzeniach w Ukrainie. Ponieważ Gamaredon infekuje z kolei setki, jeśli nie tysiące komputerów, sugeruje to, że Turla atakuje tylko w określonych miejscach – prawdopodobnie tam, gdzie znajdują się wysoce wrażliwe informacje – mówi Matthieu Faou, analityk cyberzagrożeń w ESET, który odkrył współpracę Turli i Gamaredon wspólnie z Zoltánem Rusnákiem.

– Gamaredon jest znany ze stosowania ataków typu spearphishing (a więc ukierunkowanego phishingu) i złośliwych plików na nośnikach wymiennych, dlatego jedna z tych metod była najbardziej prawdopodobną przyczyną infekcji. Wierzymy z dużą pewnością, że obie grupy współpracują, choć każda z nich w inny sposób powiązana jest z FSB – wyjaśnia Rusnák.

Według Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Gamaredon jest prawdopodobnie prowadzony przez oficerów Centrum 18 FSB (znanego także jako Centrum Bezpieczeństwa Informacyjnego) na Krymie, które wchodzi w skład kontrwywiadu FSB i zachowuje luźne powiązania z II Zarządem Głównym KGB, odpowiedzialnym za bezpieczeństwo wewnętrzne Związku Radzieckiego. Z kolei Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa Wielkiej Brytanii przypisuje grupę Turla do Centrum 16 FSB, które jest główną rosyjską agencją wywiadu sygnałowego i bezpośrednim spadkobiercą 16. Zarządu KGB, odpowiedzialnego głównie za pozyskiwanie zagranicznych informacji wywiadowczych poprzez przechwytywanie i analizę sygnałów elektronicznych.

W czasach sowieckich obie struktury KGB często działały ramię w ramię, np. dzieląc się obowiązkami w zakresie monitorowania zagranicznych ambasad na terenie Rosji. W 2018 roku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) zaobserwowała, że będące ich spadkobiercami Centra 16 i 18 prowadziły wspólną kampanię cyberszpiegowską (o kryptonimie SpiceyHoney). Inwazja Rosji na Ukrainę w 2022 roku prawdopodobnie wzmocniła tę współpracę.    Odkrycie ESET po raz pierwszy demaskuje natomiast współpracę wywodzących się najprawdopodobniej z nich, współczesnych grup APT Gamaredon i Turla. Dane ESET jednoznacznie pokazują też, że aktywności Gamaredon i Turli w ostatnich miesiącach skupiają się na ukraińskim sektorze obronnym.

Galerie na minusie. W wakacje było mniej klientów, spadł też ruch. Do tego skrócił się czas pobytu

0

W okresie tegorocznych letnich wyprzedaży galerie i centra handlowe odwiedziło o 3,9% mniej klientów niż rok wcześniej. Średni czas pobytu w tego typu obiektach skrócił się o 5,2% rdr. Liczba wizyt spadła o 1,4% rdr. Natomiast ich częstotliwość wzrosła o 2,6% rdr. Z kolei struktura ruchu pokazuje, że w ww. czasie klienci najczęściej wybierali małe placówki (mające 5-20 tys. mkw.) – 24,9% (rok wcześniej – 24,8%), a także największe galerie (liczące powyżej 60 tys. mkw.) – 23,9% (poprzednio – 24,3%). Najrzadziej kierowali się do dużych obiektów (obejmujących 40-60 tys. mkw.) – 11,8% (w ub.r. – 12,4%). Do tego szczegółowe dane pokazują, że liczba klientów zmniejszyła się rdr. we wszystkich województwach. Częstotliwość wizyt rdr. wzrosła w czternastu, a spadła – w dwóch.

Jak wynika z raportu Proxi.cloud, Grupy BLIX i UCE RESEARCH (pochodzącego z analizy zachowań ponad 1,4 mln konsumentów), w okresie tegorocznych letnich wyprzedaży (od 26 czerwca do 31 sierpnia) liczba klientów w galeriach i centrach handlowych była o 3,9% mniejsza niż rok wcześniej. Do tego o 1,4% rdr. spadła liczba wizyt. Średni czas spędzany w ww. placówkach zmniejszył się o 5,2% rdr. Z kolei częstotliwość wizyt wzrosła o 2,6% rdr.

– Delikatny spadek liczby klientów i skrócenie średniego czasu pobytu w galeriach handlowych to sygnały, że konsumenci zmieniają sposób korzystania z tych miejsc, ale nie są to powody do niepokoju. Wzrost częstotliwości wizyt pokazuje, że Polacy nadal regularnie i chętnie odwiedzają tego typu obiekty, lecz robią to częściej i bardziej celowo, spędzając tam mniej czasu. Coraz częściej łączą wizyty z konkretnym zadaniem, np. odbiorem zamówienia, szybkimi zakupami czy krótkim spotkaniem w gastronomii – mówi Mateusz Chołuj, jeden ze współautorów raportu z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Natomiast dr Krzysztof Łuczak, jeden ze współautorów raportu z Grupy BLIX, dodaje, że na powyższe zmiany wpływa rosnąca świadomość cenowa oraz rozwój e-commerce, który przenosi część zakupów do kanałów online i sprawia, że wizyty w galeriach są lepiej zaplanowane. To zakłada, że są krótsze i mniej spontaniczne, ale częstsze. Spadek średniego czasu pobytu raczej wynika z nastawienia klienta niż z warunków panujących w galeriach handlowych.

– Dla zarządców i najemców to wyraźny sygnał, że warto inwestować w rozwiązania przyspieszające proces zakupowy – od intuicyjnej nawigacji po sklepach, przez łatwy dostęp do promocji, po rozwój kas samoobsługowych czy usług click&collect. Takie ułatwienia podnoszą komfort klientów i mogą zwiększać ich lojalność. Inwestycje w rozwiązania proklienckie mają sens i będą coraz ważniejszym czynnikiem przyciągającym klientów – przekonuje Marcin Lenkiewicz, drugi ze współautorów raportu z Grupy BLIX.

Jak dodaje ekspert, nie mamy do czynienia ze spadkiem zainteresowania wyprzedażami letnimi, tylko z mniej intensywnym popytem na sezonowe produkty. Lato w tym roku było chłodniejsze, niż oczekiwano. Konsumenci mogli odczuwać mniejszą potrzebę kupowania lekkich ubrań, strojów plażowych czy dodatków, bo pogoda nie dawała ku temu okazji. – Kolejna sprawa to fakt, że kanały online często startują z promocjami wcześniej niż sklepy stacjonarne, zaspokajając potrzeby zakupowe części klientów. Dla galerii to sygnał, że warto rozpoczynać wcześniej akcje rabatowe – zwraca uwagę Mateusz Chołuj.

Raport informuje również o strukturze ruchu klientów według wielkości obiektu (podział na 5 typów, przedziały od poniżej 5 tys. mkw. do powyżej 60 tys. mkw.). W okresie tegorocznych letnich wyprzedaży największy udział miały małe centra i galerie handlowe (tj. od 5 tys. do 20 tys. mkw.) – 24,9% (rok wcześniej – 24,8%). Następne w zestawieniu są największe tego typu obiekty (tj. powyżej 60 tys. mkw.) – 23,9% (poprzednio – 24,3%). Na końcu znajdują się duże galerie (tj. od 40 tys. do 60 tys. mkw.) – 11,8% (w ub.r. – 12,4%).

– Dane pokazują, że klienci coraz częściej wybierają mniejsze galerie ze względu na bliskość, łatwy dojazd i możliwość szybkich zakupów. Największe centra wciąż przyciągają dużą część ruchu, ale ich udział minimalnie spada, co sugeruje, że wizyty są bardziej okazjonalne i zaplanowane. Obiekty średnie i duże tracą, bo nie oferują ani pełnego doświadczenia zakupowego jak największe jednostki handlowe, ani wygody małych centrów. Kluczowe znaczenie ma więc połączenie lokalizacji i odpowiedniego miksu marek. Oferta wyprzedaży jest ważna, ale to wygoda i szybkość wizyty decydują, dokąd pojedzie klient – analizuje dr Krzysztof Łuczak.

Szczegółowe dane pokazują również, że w tym roku w czasie letnich wyprzedaży liczba klientów zmniejszyła się rdr. we wszystkich województwach. Największe spadki zanotowano w kujawsko-pomorskim – o 6,4% i świętokrzyskim – o 6,3%. Najmniej w dół poszły obiekty w woj. łódzkim – o 2,4%. Z kolei liczba wizyt rdr. spadła w dziesięciu województwach, a wzrosła w sześciu. Największy minus zaliczyło świętokrzyskie – na poziomie 7,6%, a największy plus – pomorskie – 2,7%.

– Spadek liczby klientów oraz liczby wizyt w województwach odzwierciedla ogólnopolski trend. Na   zróżnicowanie zmian mogły wpłynąć takie czynniki, jak oferty na danym obszarze, ewentualne remonty poszczególnych centrów i galerii handlowych czy poziom zamożności mieszkańców danego regionu. Największe spadki ogółem zaobserwowano w województwie świętokrzyskim, które – według wielu zestawień ekonomicznych – nie należy do najzamożniejszych obszarów. Z kolei wzrost liczby wizyt w województwie pomorskim może być pochodną zwiększonego ruchu turystycznego w warunkach kiepskiej pogody jak na okres wakacji – wyjaśnia Mateusz Nowak, drugi ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

W okresie tegorocznych letnich wyprzedaży częstotliwość wizyt wzrosła rdr. w czternastu województwach, a spadła – w dwóch. Największe wzrosty widzimy w pomorskim – o 5,6%, a także lubuskim – o 4,8%. Natomiast spadki odnotowano w świętokrzyskim – o 1,4%, jak również w śląskim – o 0,7%. Z kolei czas wizyty zmniejszył się rdr. we wszystkich województwach, najbardziej w podkarpackim – o 6,4%, łódzkim – o 6,3%, jak również zachodniopomorskim – o 6,3%. Najsłabszy spadek rdr. odnotowano w świętokrzyskim – o 3,6%.

– Zmiany częstotliwości wizyt są pochodnymi różnic dot. ich ilości oraz liczby klientów. Z kolei zmiany średniego czasu pobytu w obiekcie dla żadnego z województw nie odbiegają znacznie od wartości dla całego kraju. To oznacza, że wzorce zachowań konsumentów są do siebie bardzo zbliżone w całej Polsce. Dane o spadkach średniego czasu wizyty nie powinny być niepokojące dla galerii i centrów handlowych, ponieważ duża część z nich wynika z przeprowadzonych usprawnień w obszarze obsługi klienta – uważa Mateusz Nowak.

Jak podsumowuje Mateusz Chołuj, w całym kraju obserwujemy zbliżony wzorzec zachowań, z delikatnymi różnicami wynikającymi z lokalnych uwarunkowań. Dla tego typu obiektów oznacza to potrzebę koncentracji na tym, by ułatwiać i przyspieszać zakupy, bo tego oczekują klienci – niezależnie od województwa.

Opis metody analitycznej/badawczej

Analiza została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud i Grupę BLIX, we współpracy z UCE RESEARCH, w oparciu o dane z okresu od 26.06 do 31.08.2025 roku z odniesieniem do analogicznego okresu 2024 roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza objęła zachowania konsumentów odwiedzających galerie i centra handlowe.

Wielkość próby wyniosła ponad 1 420 810 unikalnych konsumentów. Aby wejście badanej osoby w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w danej galerii lub centrum handlowym, wizyta musiała trwać co najmniej 5 minut i nie więcej niż 6 godzin. Finalnie zbadano ruch w 714 placówkach, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych galerii i sieci handlowych oraz z Google Maps. Dodatkowo galerie podzielono ze względu na wielkość powierzchni – największe – powyżej 60 000 m², duże – od 40 000 m² do 60 000 m², średnie – od 20 000 m² do 40 000m², małe – od 5 000 m² do 20 000 m², najmniejsze – poniżej 5 000 m².

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

Kopanie bitcoina – problem klimatyczny czy motor rozwoju OZE?

Kopanie bitcoina krytykowane jest za znaczne zużycie energii. Po pierwsze, w porównaniu z innymi branżami nie jest ono aż tak wielkie. A po drugie, może wykorzystywać energię dotąd marnotrawioną albo produkowaną przez tanie źródła odnawialne tam, gdzie jest jej nadmiar.

Wykopywanie bitcoina (ang. bitcoin mining) to proces zabezpieczenia kryptograficznego sieci bitcoin: jej stanu, transakcji oraz podaży bitcoinów (BTC). Proces ten przypomina rozwiązywanie zadań matematycznych za pomocą sieci komputerowej, co pozwala na zabezpieczenie bazy danych bitcoina w ramach jego globalnego rejestru (w technologii blockchain).

Operatorzy centrów danych (ang. miners) przetwarzają transakcje, grupują je w bloki i – w dużym uproszczeniu – rozwiązują za pomocą kart graficznych zadania matematyczne, aby odebrać nagrodę w postaci „bloku” bitcoinów (nazywa się to procesem proof of work). Każdy blok oferuje nagrodę w postaci nowych bitcoinów – ich podaż została zdefiniowana w momencie stworzenia sieci w 2009 r. i od tamtej pory maleje. To przewidywalna polityka monetarna tej waluty, zapisana matematycznie i zabezpieczona kryptograficznie przez sieć proof of work.

Właśnie ten proces zużywa energię elektryczną i wymaga sprzętu niezbędnego dla zapewnienia bezpieczeństwa sieci. Wszystko po to, by żaden podmiot nie był w stanie jej zhakować i zmienić bazy danych – rejestru z zapisami historii transakcji całej sieci, ani obecnego jej stanu, pokazującego, które konta posiadają ile bitcoinów. Polecam szczegółowy opis tego procesu w publikacji Fidelity: „The Economics of a Bitcoin Halving: A Miner’s Perspective”.

Z biegiem lat maleje liczba bitcoinów, które można wykopać:

  • 2009: 50 BTC za blok
  • 2012: halving: 25 BTC za blok
  • 2016: halving: 12,5 BTC za blok
  • 2020: halving: 6,25 BTC za blok
  • 2024: halving: 3,125 BTC za blok
  • 2028: halving: 1,5625 BTC za blok

Wykopane bloki i nagroda w postaci bitcoinów przypadających na blok

wykres
Źródło wykresu: https://www.lseg.com/content/dam/ftse-russell/en_us/documents/research/bitcoin-halving.pdf

Wedle opracowania University of Cambridge Center for Alternative Finance pt. Cambridge Digital Mining Industry Report z maja 2025, sektor bitcoin mining rozwija się w zawrotnym tempie. Krytycy twierdzą, że kopanie bitcoina, które jest niezbędne do zabezpieczenia sieci i prowadzenia przelewów/handlu kryptowalutą, konsumuje ogromne ilości energii. W 2021 r. całkowite zużycie jej przez sieć bitcoin stanowiło jednak mniej niż 0,1 proc. całego zużycia energii na świecie. Dziś wynosi, według Cambridge Bitcoin Electricity Consumption Index (CBECI), najbardziej uznawanego źródła danych, około 138 TWh (terawatogodzin) rocznie. To około 0,5 proc. globalnego zużycia energii elektrycznej w 2024 r., co można porównać np. do rocznego jej zużycia w Polsce czy światowego zużycia jej na AI w centrach danych w 2025 r. (źródła: https://www.polytechnique-insights.com/en/columns/energy/bitcoin-electricity-consumption-comparable-to-that-of-poland/, https://www.theverge.com/climate-change/676528/ai-data-center-energy-forecast-bitcoin-mining). To oczywiście dużo, ale w ten sposób zabezpiecza się pewną konkretną wartość rynkową i zaspokaja potrzebę uczestników rynku. Dla porównania, sektor ICT, który obejmuje centra danych, sieci komunikacyjne i urządzenia użytkowników, w 2020 r. zużywał około 5 proc. energii elektrycznej na świecie. W 2023 r. zużycie wyniosło już ponad 1000 TWh (https://post.parliament.uk/research-briefings/post-pn-0677/).

Można tu także sięgnąć po porównanie z ilością zużytej energii i zasobów ludzkich na prowadzenie przelewów między bankami w systemach SWIFT, IBAN i w tradycyjnych systemach finansowych. Tradycyjny system bankowy, z dziesiątkami milionów pracowników, budynkami biurowymi, serwerami do obsługi płatności i infrastrukturą rozliczeniową konsumuje wielokrotnie więcej zasobów energetycznych i ludzkich niż bitcoin.

Warto też dodać, że bitcoin, tak jak zastosowanie oprogramowania w innych branżach, podnosi efektywność prowadzonej działalności i zmniejsza potrzebę zatrudnienia, a także posiadania sprzętu i nieruchomości w niektórych częściach starszej infrastruktury.

Krytycy kopania bitcoina wysuwają na pierwszy plan konieczność walki ze zmianami klimatu, wiążącą się z unijną polityką dekarbonizacji (kontestowaną i krytykowaną za efekt w postaci deindustrializacji). Ignorują przy tym korzyści z sieci, która zabezpiecza ponad 2 biliony dolarów kapitalizacji bitcoina, pełniącego rolę waluty rozliczeniowej, środka przechowywania wartości i wymiany. Dla setek milionów użytkowników spełnia on przynajmniej jedną z tych trzech funkcji, tworząc system technologiczny, który ma potencjał z czasem zastąpić globalne systemy rozliczeń międzybankowych, w tym SWIFT.

Spora część energii wykorzystywanej przez bitcoina pochodzi z zasobów energetycznych, które – gdyby nie wykorzystanie ich do kopania BTC – byłyby marnowane. To nadwyżki energii odnawialnej, gaz ziemny zwykle spalany przy wydobyciu ropy, a także metan z wysypisk śmieci. Kopanie bitcoina można prowadzić wszędzie tam, gdzie dostępne są tanie źródła energii i połączenia internetowe. BTC w sposób naturalny kieruje się więc ku zasobom energetycznym, które są „trudne”, np. z powodów geograficznych, i nie mogą być efektywnie wykorzystane przez innych konsumentów energii.

Kopanie bitcoina tym samym wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE): po pierwsze poprzez monetyzację jej nadwyżek, a po drugie poprzez tworzenie popytu na rozwój technologii OZE i inwestycje w miejscach odległych od sieci energetycznych. Kopanie bitcoina zwiększa lub zmniejsza zużycie energii, w zależności od jej dostępności, a to stabilizuje sieci energetyczne mające wysoki udział OZE. Dla przykładu, Stany Zjednoczone umocniły pozycję największego globalnego centrum wydobywczego bitcoinów (75,4 proc. wydobycia; dla porównania, na Kanadę przypada tylko 7,1 proc.). Gaz ziemny stanowi tam największe pojedyncze źródło (38,2 proc.) finansowania kopania bitcoina, a odnawialne źródła energii – licząc je łącznie – stanowią większość miksu energetycznego (52,4 proc.).

Centra bitcoin mining wykorzystują energię wodną (Bhutan, Norwegia), geotermalną (Islandia, Salwador) oraz wiatrową i słoneczną podczas szczytów produkcji, gdy ceny prądu spadają poniżej granicy opłacalności jego wytwarzania. W przypadku energetyki jądrowej kopanie bitcoina zapewnia stały odbiór energii bazowej, poprawiając ekonomikę elektrowni atomowych. Np. centra bitcoin mining w Teksasie wyłączają się podczas szczytowego zapotrzebowania. Do zasilania mining operations podmioty wykorzystują tam także gaz naturalny, który zostałby spalony na próżno (towarzyszy on wydobyciu ropy i nie zawsze można go wykorzystać z braku gazociągów – red.).

Model ten powoduje, że kopanie bitcoina staje się narzędziem optymalizacji i rozwoju energetyki. Działalność ta już pomaga finansować projekty OZE, które bez stałego odbiorcy byłyby nieopłacalne: elektrownie wodne w odległych lokalizacjach czy farmy wiatrowe, które inaczej trzeba by czasowo wyłączać z powodu nadmiernej produkcji. Co ciekawe, najnowszym obszarem rozwoju staje się orbita okołoziemska (space data centers). Wygenerowany tam dzięki panelom fotowoltaicznym prąd jest „przekształcany” w bity przesyłane do sieci na Ziemi, a dzięki umieszczeniu w kosmosie sprzęt do wydobycia BTC jest naturalnie chłodzony. Przynosi to przeróżne korzyści różnym rynkom – od finansowego, po technologię OZE, rynek gazu, energię nuklearną, aż po technikę kosmiczną.

Dzięki zaprogramowanemu zmniejszaniu nagród za bloki (halving) sieć bitcoin wraz z upływem czasu staje się coraz bardziej efektywna energetycznie. Gdy wraz z liczbą użytkowników i zastosowań jej użyteczność rośnie, zużycie energii systematycznie spada. Oznacza to, że w długim terminie bitcoin będzie wykorzystywał coraz mniejszy odsetek swojej kapitalizacji rynkowej na utrzymanie bezpieczeństwa sieci, docelowo prawdopodobnie poniżej 1 proc. globalnego zużycia energii, nawet gdyby zaczęły zeń korzystać miliardy użytkowników.

Jeśli to wszystko uwzględnimy, to czy warto ograniczać rozwój technologii, bo dziś wielu ludziom wydaje się ona nieistotna? Na początku XX wieku też panowała opinia, że wóz konny jest bezpieczniejszy niż „szybki i groźny” Ford T. Czy jest racjonalna  decyzja Komisji Europejskiej, która ostatnio ograniczyła inwestycje w AI poprzez EU AI Act i politykę dekarbonizacji?

Autor: Robert Kowalski
————————-
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i współzałożycielem Gyfted. Przedsiębiorca z doświadczeniem w branży Bitcoin w Dolinie Krzemowej i na Stanford University.

Nowe kierunki i więcej miejsc – Corendon Airlines rozwija siatkę połączeń na 2026 rok

Corendon Airlines ogłosił rozszerzenie swojej siatki połączeń i wzrost liczby miejsc w nadchodzącym sezonie letnim 2026. Zmiany dotyczyć będą przede wszystkim pasażerów z Polski, Niemiec i Austrii, a także biur podróży i touroperatorów działających na tych rynkach. Linie zapowiadają, że w Polsce przepustowość niemal się podwoi, a na trasach Warszawa–Antalya oraz Katowice–Antalya loty trzy razy w tygodniu będą realizowane przez cały sezon od kwietnia do października. Wprowadzono również nowe kierunki – do Heraklionu na Krecie i Hurghady w Egipcie, z częstotliwością sześciu rejsów tygodniowo.

Największy przyrost miejsc dotyczyć będzie rynku niemieckojęzycznego. W Niemczech oferta w sezonie letnim 2026 wzrośnie o około 20% w porównaniu do roku 2025, a w Austrii nawet o 30%. Stabilna pozostanie liczba miejsc ze Szwajcarii, jednak planowanie siatki z Bazylei może być utrudnione z powodu prac modernizacyjnych na pasie startowym zaplanowanych na wiosnę 2026 roku. W Wielkiej Brytanii przewidywany jest umiarkowany wzrost liczby połączeń, a największe tempo rozwoju zapowiedziano w Polsce.

Nową propozycją na polskim rynku są loty z Katowic do Heraklionu. Połączenie rozpocznie się w kwietniu 2026 roku i będzie realizowane dwa razy w tygodniu – we wtorki i soboty. Jak podkreśliła Halina Strzyżewska, Country Sales Manager w Corendon Airlines, Grecja jest kluczowym kierunkiem strategicznym przewoźnika, a nowa trasa wzmocni obecność linii w Polsce i umożliwi większej liczbie pasażerów dostęp do popularnych atrakcji turystycznych.

Rozwój siatki Corendon Airlines w 2026 roku obejmuje również inne regiony. Turcja, tradycyjny filar działalności przewoźnika, zanotuje jednocyfrowy wzrost, natomiast Hiszpania odnotuje aż 90% przyrost miejsc, a Egipt ponad 150%. Grecja zwiększy swoją ofertę o 12%, ze szczególnym uwzględnieniem lotów do Heraklionu i na Kretę. Wzrost przepustowości ma przełożyć się na bardziej zróżnicowaną i elastyczną ofertę dla klientów.

W sezonie letnim 2026 linie lotnicze planują ulokować dziesięć samolotów w czterech niemieckich portach lotniczych – dwa razy więcej niż rok wcześniej. Flota obejmie cztery maszyny w Düsseldorfie oraz po dwie w Hanowerze, Kolonii/Bonn i Norymberdze. Zwiększenie liczby bazowanych samolotów ma pozwolić na bardziej efektywne zarządzanie operacjami i szybsze reagowanie na zapotrzebowanie rynku.

Corendon Airlines stawia również na rozwój najważniejszych kierunków wakacyjnych. Loty do Hurghady z niemieckich portów, takich jak Norymberga, Düsseldorf czy Kolonia/Bonn, zostaną zwiększone z trzech do pięciu tygodniowo. Wiele tras, które w 2025 roku dostępne były jedynie w ograniczonym okresie, zostanie przedłużonych na cały sezon letni. Dotyczy to m.in. połączeń do Hurghady z Berlina, Hamburga czy Monachium oraz lotów na Wyspy Kanaryjskie z Hanoweru i Norymbergi. Dodatkowo nowością będą połączenia z Münster/Osnabrück do Heraklionu.

Nowe kierunki pojawią się także w sezonie zimowym 2025/2026. Od listopada Corendon Airlines uruchomi połączenia do Sharm El-Sheikh w Egipcie, które będą obsługiwane dwa razy w tygodniu z Düsseldorfu, Hanoweru i Norymbergi. Egipski kurort, położony na południowym krańcu Półwyspu Synaj, cieszy się dużą popularnością wśród turystów poszukujących ciepłych destynacji zimą.

Dzięki zapowiedzianym zmianom Corendon Airlines planuje umocnić swoją pozycję na rynku europejskim i wzmocnić ofertę skierowaną do podróżnych z Polski, Niemiec i Austrii.

Potrzebne przepisy chroniące przed deepfake’ami – apel Prezesa UODO

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Mirosław Wróblewski, zwrócił się do wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego z postulatem wprowadzenia nowych regulacji prawnych, które skutecznie ochronią obywateli przed negatywnymi skutkami deepfake’ów.

Dlaczego prawo wymaga zmian?

Deepfake’i, czyli treści audio i wideo generowane lub zmanipulowane przy użyciu sztucznej inteligencji, stają się coraz trudniejsze do odróżnienia od materiałów autentycznych. Choć technologia ta ma także pozytywne zastosowania (np. w filmach), rosnąca dostępność prowadzi do licznych nadużyć.

Prezes UODO wskazuje, że obecne przepisy – obejmujące ochronę wizerunku w prawie autorskim, dobra osobiste w Kodeksie cywilnym, a także regulacje RODO i Kodeksu karnego – jedynie częściowo odnoszą się do problemu. Brakuje jednak rozwiązań umożliwiających szybkie usuwanie nielegalnych treści i skuteczne dochodzenie roszczeń przez ofiary.

Jakie zagrożenia niesie deepfake?

Według UODO, wykorzystanie tej technologii może prowadzić m.in. do:

  • kradzieży tożsamości i podszywania się pod inne osoby,
  • szantażu, nękania i dyskredytacji,
  • oszustw finansowych i manipulacji zachowaniami,
  • tworzenia fałszywych dowodów sądowych,
  • omijania systemów biometrycznych,
  • manipulacji politycznej i dezinformacji, zwłaszcza w czasie kampanii wyborczych,
  • zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego.

Do UODO trafiają już zgłoszenia dotyczące nadużyć. Wśród nich znalazły się: fałszywe informacje o śmierci i problemach osobistych dziennikarki, spreparowane zdjęcie uczennicy szkoły podstawowej oraz wykorzystanie wizerunku lekarzy w nieprawdziwych reklamach.

Propozycje zmian

Prezes Wróblewski postuluje m.in.:

  • stworzenie szczególnych przepisów regulujących odpowiedzialność za tworzenie i rozpowszechnianie deepfake’ów,
  • ułatwienie ofiarom zgłaszania naruszeń i dochodzenia zadośćuczynienia,
  • zobowiązanie platform internetowych do wykrywania i oznaczania treści zmanipulowanych,
  • wprowadzenie procedur szybkiego usuwania szkodliwych materiałów,
  • rozwój programów edukacyjnych i narzędzi do weryfikacji autentyczności treści.

Przykłady z zagranicy

Niektóre kraje już podejmują działania:

  • Dania – pracuje nad zmianą prawa autorskiego, umożliwiającą żądanie usunięcia deepfake’ów z platform i dochodzenie odszkodowań,
  • Francja – wprowadziła obowiązek oznaczania deepfake’ów w mediach społecznościowych i nowe przestępstwa karne związane z ich użyciem,
  • USA – regulacja TAKE IT DOWN Act zobowiązuje platformy do usuwania zgłoszonych deepfake’ów w ciągu 48 godzin.

Zdaniem Prezesa UODO brak precyzyjnych regulacji w Polsce powoduje, że ofiary deepfake’ów pozostają bez skutecznej ochrony. Dlatego apeluje on o jak najszybsze prace legislacyjne, które dostosują polski porządek prawny do realiów epoki sztucznej inteligencji i zagwarantują bezpieczeństwo obywateli.

Deregulacja. Planowane ważne zmiany dotyczące Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego

Jednym z elementów deregulacji jest wprowadzenie zmian dotyczących Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego. W dniu 25 lipca 2025 r. do Sejmu wpłynął projekt w tej sprawie, a w dniu 4 sierpnia 2025 r. został on skierowany do pierwszego czytania w komisjach. Ustawa ma wejść w życie po upływie 14 dni od dnia jej ogłoszenia. Wobec tego, że projekt zawiera jedynie trzy artykuły, jego procedowanie powinno przebiegać bardzo sprawnie.

Planowanie i zagospodarowanie przestrzenne reguluje ustawa z dnia z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym [dalej: upzp]. Nowelą z dnia 7 lipca 2023 r.[1] do systemu planowania i zagospodarowania przestrzennego wprowadzono szczególną formę planu miejscowego – zintegrowany plan inwestycyjny (ZPI).

ZPI, jak każdy plan miejscowy, musi być zgodny planem ogólnym. Warto zauważyć, że proces planistyczny podlega weryfikacji pod względem prawnym. Zgodnie z art. 28 ust. 1 upzp, istotne naruszenie zasad sporządzania planu ogólnego, istotne naruszenie trybu jego sporządzania, a także naruszenie właściwości organów w tym zakresie, powodują nieważność uchwały rady gminy w całości lub części. Rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody podlega kontroli sądowej. Rozwiązanie ustawowe jest prawidłowe, a działania nadzorcze podlegają kontroli sądowej. Trudno z jednostkowego rozstrzygnięcia nadzorczego wojewody[2], które nie zostało poddane kontroli sądowej, wywodzić daleko idące skutki, a zwłaszcza wyrażać obawę o możliwość paraliżu budowlanego.

Obecnie ZPI uzupełnia, a od 1 stycznia 2026 r. zastąpi uchwałę o ustaleniu lokalizacji inwestycji mieszkaniowej, podejmowaną na podstawie tzw. specustawy mieszkaniowej.[3]

ZPI obejmuje obszar inwestycji głównej oraz inwestycji uzupełniającej.

Wejście w życie ZPI powoduje utratę mocy obowiązującej planów miejscowych lub ich części odnoszących się do terenu objętego tym zintegrowanym planem inwestycyjnym.

ZPI daje gminom dużą swobodę w lokalizowaniu i realizacji inwestycji, przy czym nie muszą to być wyłącznie inwestycje mieszkaniowe.

ZPI jest uchwalany przez radę gminy na wniosek inwestora, po przeprowadzeniu negocjacji i zawarciu umowy urbanistycznej, określającej zasady i warunki realizacji inwestycji oraz zobowiązania stron.

Obecnie projektowana zmian ustawy wyposaża radę gminy w kompetencję ustalania w formie uchwały, stanowiącej akt prawa miejscowego, zasad określania postanowień umów urbanistycznych. Skorzystanie z tego uprawnienia przez radę gminy ma na celu umożliwienie wprowadzenia jasnych i przewidywalnych dla obu stron regulacji dotyczących zakresu zobowiązań między gminą a inwestorem. Przyjęcie ogólnych reguł uczestnictwa inwestora w realizowaniu i finansowaniu inwestycji określanych w umowie urbanistycznej znane byłoby już na samym początku negocjacji treści danej umowy, tak żeby inwestorzy nie byli zaskakiwani na późniejszym etapie.

W projekcie dopuszczono przy tym możliwość różnego określania przez radę gminy zasad postanowień umów urbanistycznych, z uwagi – w szczególności – na rodzaj lub parametry inwestycji głównej.

W upzp szczegółowo określone zostało postępowanie po wpłynięciu wniosku o ZPI oraz procedura sporządzenia ZPI.

Załącznikiem do wniosku o uchwalenie ZPI jest projekt tego planu. Aby wniosek został przyjęty i skierowany do dalszego procedowania, załączony projekt planu musi spełniać podstawowe kryteria w zakresie jego zawartości i sposobu jego zredagowania oraz formy, jak każdy plan miejscowy.

Procedura sporządzania ZPI – co do zasady – jest zgodna z ogólnymi zasadami procedury sporządzania planu miejscowego. Przepisy pozwalają na szybkie przeprowadzenie postępowania. Rada gminy może wyrazić zgodę na przystąpienie do sporządzania planu i bezpośrednio po tym burmistrz albo prezydent miasta prowadzi negocjacje z inwestorem oraz w razie potrzeby z osobą trzecią, ustalając treść projektu umowy urbanistycznej oraz ZPI. Umożliwiono jednoczesne wystąpienia o opinie i uzgodnienia, a jeżeli wymagają tego przepisy odrębne – zgody na zmianę przeznaczenia gruntów rolnych i leśnych na cele nierolnicze i nieleśne, oraz ogłoszenia o rozpoczęciu konsultacji społecznych. Ograniczono również do 14 dni termin dokonania uzgodnień i przedstawienia opinii. Konsultacje społeczne mogą trwać do 21 dni. Do 14 dni skrócono termin wprowadzania do projektu ZPI zmian wynikających z uzyskanych opinii, dokonanych uzgodnień oraz konsultacji społecznych.

W obecnym projekcie nowelizacji zawarty jest przepis pozwalający na znaczne przyspieszenie procesu sporządzania ZPI, poprzez rezygnację z wyrażania zgody przez radę gminy na przystąpienie do sporządzania ZPI. Rada gminy raz zajmować się będzie ZPI, po przedstawieniu jej przygotowanego już ZPI.

Bez zmian pozostają pozostałe elementy procedury, a w szczególności:

  • Rada gminy nie może wnieść poprawek do projektu ZPI, może jednak podjąć uchwałę o zwróceniu zintegrowanego planu inwestycyjnego do wójta, burmistrza albo prezydenta miasta wraz z propozycjami poprawek do umowy urbanistycznej, w tym do załącznika określającego projekt ZPI. W takim przypadku przewidziano ponowione negocjacje z inwestorem;
  • do czasu zawarcia umowy urbanistycznej wójt, burmistrz albo prezydent miasta może odstąpić od negocjacji z inwestorem, o czym musi poinformować radę gminy.

Autor: Zbigniew Cieślak, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

[1] Ustawa z dnia 7 lipca 2023 r. o zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 1688 ze zm.).

[2] Unieważnienie przez Wojewodę Śląskiego planu ogólnego Pyskowic.

[3] Ustawa z dnia 5 lipca 2018 r. o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących (Dz. U. z 2021 r. poz. 1538 oraz z 2023 r. poz. 553 i 803).

OTCF inwestuje w INTERSPORT. Wspólna strategia ma wzmocnić ofertę i e-commerce

INTERSPORT Polska S.A. zawarł umowę objęcia akcji z OTCF S.A., właścicielem marki 4F i dotychczasowym akcjonariuszem Spółki, jednym z liderów branży sportowej. Inwestycja wzmacnia partnerstwo obu firm i wpisuje się w długoterminową strategię transformacji INTERSPORT, zwłaszcza w obszarze oferty produktowej, a także wzmacnia pozycję spółki na konkurencyjnym rynku sportowym.

Silna synergia i wspólna wizja rozwoju

INTERSPORT umocnił strategiczną współpracę z OTCF, a nowa inwestycja stanowi ważny etap w umacnianiu pozycji obu firm. W kolejnych krokach partnerzy będą pogłębiać istniejącą współpracę w obszarze e-commerce, tworząc solidny fundament do realizacji nowych wspólnych inicjatyw i innowacyjnych projektów.

Dodatkowy kapitał na strategię omnichannel

Pozyskany kapitał przeznaczony zostanie na intensyfikację kluczowych działań strategicznych INTERSPORT. W centrum planów znajduje się dalszy rozwój modelu omnichannel, tak aby oferta OTCF była prezentowana w sposób spójny i komplementarny zarówno online, jak i w sklepach stacjonarnych. Dzięki temu klienci zyskają większą swobodę w wyborze formy zakupów – od wyszukiwania produktów w internecie, przez finalizację transakcji w sklepach stacjonarnych, po zamówienia online z odbiorem osobistym, czy możliwością dokonywania wygodnych zwrotów w punktach sprzedaży.

Wzrost zaufania rynku i perspektywy rozwoju

Informacja o przedwstępnej umowie z właścicielem marki 4F spotkała się z pozytywnym odbiorem rynku kapitałowego – kurs akcji INTERSPORT Polska S.A. wzrósł o blisko 50% (+0,540 zł), osiągając najwyższy poziom od wielu miesięcy. To wyraźny sygnał zaufania inwestorów do przyjętej strategii
oraz jej długoterminowego potencjału.

„Umocnienie współpracy z OTCF to nie tylko wzmocnienie finansowe, ale także strategiczna decyzja, która pozwoli nam jeszcze szybciej realizować przyjęte cele. Miniony rok nie był łatwy dla naszej współpracy, jednak wspólnie znaleźliśmy sposób, aby krok po kroku odbudować silne partnerstwo. Pod koniec 2024 roku klienci ponownie mogli zobaczyć w naszych sklepach produkty marek 4F i Under Armour, a w połowie 2025 roku rozpoczęliśmy także sprzedaż online. Teraz, dzięki nowej inwestycji, którą sfinalizujemy w najbliższych dniach, otwieramy kolejny rozdział tej współpracy. Zainteresowanie inwestorów i wzrost notowań pokazują, że rynek dostrzega wartość i potencjał, jaki tkwi w naszej transformacji” – podkreśla Aivars Bunde, Prezes Zarządu INTERSPORT Polska S.A.

Nowe możliwości dla sportowców i aktywnych konsumentów

Rozszerzenie partnerstwa z OTCF to także znaczący krok w kierunku rozwoju sportowego retailu w Polsce. Dzięki dodatkowym środkom INTERSPORT Polska będzie w stanie szybko reagować na rosnące potrzeby konsumentów poszukujących nowoczesnych i zróżnicowanych produktów sportowych, a także oferować im jeszcze lepszą jakość obsługi. Wspólne działania obu firm będą wzmacniać obecność marek takich jak 4F czy Under Armour, które są synonimem jakości i innowacji na rynku odzieży i sprzętu sportowego.

Małe modele, wielkie zmiany. Jak sztuczna inteligencja usprawnia sektor administracji publicznej w UE

Do 2030 roku 75% przedsiębiorstw w UE ma korzystać z narzędzi wspieranych przez AI. Obecnie odsetek ten wynosi zaledwie 18% – wynika z raportu o stanie cyfrowej dekady 2025. Inspiracją dla biznesu może okazać się sektor publiczny. Polska i inne unijne gospodarki rozwijają narodowe modele AI, które mają wspierać urzędników i obywateli oraz przyspieszać budowę e-państw. Wdrażaniu tych inicjatyw towarzyszą jednak wyzwania dotyczące wydajności usług, zapewnienia cyfrowej suwerenności oraz kosztów szkolenia specjalistów i utrzymania nowych rozwiązań IT.

Sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza do sektora publicznego w krajach Unii Europejskiej. W Rumunii algorytmy AI wspierają rolników w składaniu wniosków o fundusze unijne, oszczędzając setki dni pracy urzędników. W Niemczech federalne centrum ITZBund rozwija projekt KIPITZ do inteligentnego przetwarzania dokumentów i analizy treści, a Ministerstwo Spraw Zagranicznych (Auswärtiges Amt) prowadzi prace nad platformą PLAIN do analizy oraz wizualizacji danych. Oba niemieckie systemy powstają zgodnie z zasadą One-for-all (EfA), co oznacza, że raz zbudowane rozwiązanie może być wdrażane także w innych instytucjach publicznych.

Polska nie pozostaje w tyle. W lipcu 2025 roku udostępniono nową, zoptymalizowaną wersję narodowego modelu językowego PLLuM. Ma on wspierać cyfryzację administracji i codzienny kontakt obywateli z urzędami: od wirtualnego asystenta AI, który pojawi się w aplikacji mObywatel z końcem 2025 roku, po narzędzia automatyzujące pracę urzędników. Pierwsze instytucje, w tym Urząd Miasta w Gdyni i Lubuski Urząd Marszałkowski, już prowadzą testy nowej technologii. Dołączenie do nich zapowiedziała Częstochowa.

Małe modele zamiast gigantów

Zainteresowanie europejskich państw własnymi modelami AI jest zrozumiałe. Sztuczna inteligencja ma szansę w rewolucyjny sposób przyspieszyć i ułatwić pracę urzędników, ale korzystanie z dużych, globalnych modeli językowych często jest zbyt kosztowne, pochłania zbyt wiele zasobów i bywa niedopasowane do lokalnych potrzeb. W praktyce lepiej sprawdzają się rozwiązania mniejsze, wyspecjalizowane i zoptymalizowane do wykonywania konkretnych zadań.

Ich przewagą jest to, że można je szybciej dostroić do potrzeb administracji, na przykład do przetwarzania urzędowych dokumentów w lokalnym języku czy obsługi zapytań obywateli bez konieczności trenowania na ogromnych zbiorach danych. To nie tylko przyspiesza ich wdrożenie, ale też obniża koszty utrzymania infrastruktury IT: mniejsze modele AI wymagają mniej mocy obliczeniowej, pamięci i energii, więc są tańsze w eksploatacji.

Dbałość o język i precyzyjne dane szkoleniowe

Małe, wyspecjalizowane narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji mogą realnie usprawniać funkcjonowanie sektora publicznego, ale ich skuteczność zależy przede wszystkim od jakości materiału, na którym są trenowane. W przypadku modeli narodowych ogromne znaczenie ma nie tylko dopasowanie do lokalnego języka i terminologii urzędowej, ale też poszanowanie praw autorskich i przepisów regulujących dostęp do treści. Kluczowe jest więc, aby dane treningowe pochodziły ze sprawdzonych, wiarygodnych źródeł – takich jak publikacje naukowe, otwarte zasoby udostępniane na licencjach typu Creative Commons czy zbiory tworzone przez ekspertów. Tylko wówczas powstają modele, które posługują się językiem precyzyjnym i starannym, co przekłada się na większą wiarygodność i akceptację społeczną prezentowanych wyników.

Kontrola nad danymi i technologią zawsze i wszędzie

W kontekście sektora publicznego szczególnego znaczenia nabiera dziś kwestia suwerenności cyfrowej. Obejmuje ona nie tylko wiedzę o tym, gdzie dane są przetwarzane i możliwość ich swobodnego przenoszenia, ale także suwerenność technologiczną – czyli niezależność oraz pewność co do jakości i bezpieczeństwa wykorzystywanego sprzętu, oprogramowania czy usług – oraz suwerenność operacyjną. Ta ostatnia dotyczy utrzymania kontroli nad krytycznymi procesami i ciągłością działania usług. Jednym z podejść wspierających te trzy filary jest wykorzystanie otwartego oprogramowania w systemach IT sektora publicznego. Dzięki open source i przejrzystym zasadom współpracy instytucje mogą korzystać z rozwiązań stworzonych w innych jednostkach, modyfikować je i dostosowywać do własnych potrzeb. Udane wdrożenie w jednym urzędzie staje się fundamentem innowacyjnych usług w kolejnych, przyspieszając cyfryzację administracji i obniżając jej koszty.

Hybrydowe panaceum na złożoność

Sektor publiczny działa dziś w skomplikowanym ekosystemie, w którym różne systemy, ich dostawcy i wymogi regulacyjne muszą tworzyć spójną całość. Odpowiedzią na to wyzwanie jest otwarta chmura hybrydowa, łącząca elastyczność środowisk publicznych z bezpieczeństwem i zgodnością rozwiązań prywatnych. Dzięki temu instytucje mogą rozwijać nowe usługi dla obywateli, jednocześnie chroniąc strategiczne zasoby i utrzymując pełną kontrolę nad danymi. Hybrydowe platformy ułatwiają też standaryzację i automatyzację procesów, co obniża koszty, wzmacnia odporność ekosystemu IT i pozwala skalować moc obliczeniową tam, gdzie jest potrzebna, żeby efektywnie wykorzystywać potencjał AI.

Inwestycje we wzmacnianie kompetencji

Rozwój sztucznej inteligencji w administracji publicznej to nie tylko kwestia technologii i infrastruktury, ale również inwestycji w ludzi. W 2024 roku tylko 44% Polaków posiadało podstawowe umiejętności cyfrowe, a według założeń Komisji Europejskiej wskaźnik ten powinien wzrosnąć do 80% w ciągu najbliższych pięciu lat. Nie lepiej jest z odsetkiem wykwalifikowanych pracowników sektora technologii informatycznych w UE. Z raportu o stanie cyfrowej dekady 2025 wynika, że kraje unijne są dopiero w połowie drogi do osiągnięcia celu zakładającego zatrudnienie 20 milionów specjalistów ICT do 2030 roku.

Aby narzędzia AI mogły realnie zwiększyć dostępność i jakość usług publicznych potrzebne jest zatem edukacja wspierająca zwiększanie specjalistów IT na rynku pracy, a także podnosząca kompetencje cyfrowe obywateli. Dopiero połączenie nowoczesnych narzędzi z przygotowanymi do ich obsługi ludźmi pozwoli w pełni wykorzystać potencjał cyfryzacji.

Autor: Wojciech Furmankiewicz, dyrektor Red Hat ds. technologii i rozwiązań w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Źródła:

Raport Komisji Europejskiej: State of the Digital Decade 2025: Keep building the EU’s sovereignty, 2025.

O projekcie KIPITZ: https://www.itzbund.de/SharedDocs/Videos/DE/Mediathek/20250117-Gehres-Kipitz.html

O projekcie PLAIN: https://plain.diplo.de/plain-de

Komunikat NASK: PLLuM w nowej odsłonie. Rodzina polskojęzycznych modeli językowych się powiększa

Weekend z misją: jak Polacy odkrywają nowy wymiar regeneracji – w zgodzie z naturą i samym sobą

Zmęczenie, stres i brak czasu na prawdziwy odpoczynek to codzienność większości z nas. Według danych firmy Human Power aż 80% Polaków odczuwa przewlekłe zmęczenie, a 70% przyznaje, że nawet w czasie wolnym trudno im naprawdę odpocząć. Czy to znaczy, że musimy na nowo uczyć się, jak wypoczywać?

Nowa filozofia podróży – odpoczynek, który ma sens

Coraz częściej wybieramy wyjazdy, które łączą relaks ciała i umysłu z troską o naturę i lokalne społeczności. W badaniach aż 44% respondentów deklaruje, że podczas krótkich wypadów chce przede wszystkim obcować z przyrodą, a 30% stawia na pogłębiony kontakt z samym sobą i własnym zdrowiem psychicznym.

To zjawisko wpisuje się w szerszy trend odpowiedzialnej turystyki, która zakłada minimalizowanie negatywnego wpływu podróży na środowisko i maksymalizowanie korzyści dla lokalnych społeczności. – Dziś podróżowanie to nie tylko zdobywanie nowych miejsc, ale też sposób na poprawę jakości życia i świadome budowanie dobrostanu – podkreśla psycholog i rehabilitant kliniki Columna Medica.

Stres, który trzeba „zresetować”

Tempo życia rośnie, a wraz z nim poziom stresu. Pracujemy coraz więcej – aż 72% Polaków poświęca pracy zawodowej osiem i więcej godzin dziennie. Przewlekłe napięcie odbija się na zdrowiu fizycznym i psychicznym: obniża odporność, zwiększa drażliwość i prowadzi do wypalenia zawodowego. – Nie chodzi tylko o chwilę wytchnienia, ale o głęboką regenerację, która pozwala wrócić do życia z nową energią – przypominają psychologowie.Columna Medica

Columna Medica – weekend, który leczy

Na te potrzeby odpowiada Columna Medica – klinika rehabilitacyjna i hotel wellness położony w samym sercu Polski, w 100-letnim lesie, zaledwie 20 minut drogi od Łodzi. To miejsce, które redefiniuje pojęcie krótkiego urlopu. – Kluczem do skutecznej regeneracji jest połączenie relaksu ciała, kontaktu z naturą i wsparcia emocjonalnego – mówi Renata Kubiak, dyrektor Columna Medica. – Widzimy to u naszych pacjentów – wielu z nich odzyskuje siły już po kilku dniach spędzonych w odpowiednim środowisku.

Columna Medica oferuje indywidualne terapie i fizjoterapię, masaże lecznicze, zajęcia ruchowe (joga, pilates, aquafitness), SPA, konsultacje dietetyczne i kliniczną opiekę żywieniową. Komfortowe wnętrza i profesjonalna kadra medyczna przyciągają nie tylko Polaków, ale także pacjentów z Niemiec, Skandynawii, Kuwejtu czy Izraela.

Wyjątkowym atutem jest także kuchnia – pod okiem szefa Michała Bieleckiego i dietetyk klinicznej Katarzyny Arkuszyńskiej powstają posiłki, które nie tylko smakują, ale też wspierają proces regeneracji organizmu.Columna Medica

Odpoczynek zamiast ucieczki

Choć eksperci wskazują, że optymalny dla regeneracji jest urlop trwający 2–3 tygodnie, nawet kilka dni może przynieść wymierne efekty. Kluczem jest odpowiednie zaplanowanie czasu i wybór miejsca, które zapewni ciszę, spokój i kontakt z naturą – bez „przebodźcowania” charakterystycznego dla miejskich kurortów. – Nie trzeba lecieć na Bali, by poczuć się jak nowo narodzonym – przekonuje Renata Kubiak, dyrektor Columna Medica – Wystarczy kilka godzin jazdy i weekend spędzony w sosnowym lesie, z dala od zgiełku.

Rosnące zainteresowanie wypoczynkiem w duchu „self-connection” i świadomego kontaktu z naturą to nie tylko moda, ale realna zmiana modelu biznesowego w turystyce. Odpowiedzialne podróżowanie opiera się na filarach: zrównoważonego zarządzania zasobami, etycznej współpracy z lokalnymi społecznościami, ochrony dziedzictwa kulturowego, edukacji turystów i mieszkańców oraz transparentności biznesu.

Branża, która w porę dostrzeże te zmiany, może zyskać coś więcej niż zysk finansowy – może zbudować prawdziwą wartość i lojalność gości, którzy szukają sensu w tym, jak odpoczywają.

Thorium Space pozyskało finansowanie i szykuje się do debiutu na NewConnect

Thorium Space, polska spółka technologiczna z sektora kosmicznego, z sukcesem zakończyła rundę finansowania. Pozyskane środki pozwolą nie tylko na realizację projektu prowadzonego wspólnie z Europejską Agencją Kosmiczną, lecz przede wszystkim umożliwią komercjalizację kluczowych produktów spółki. Spółka jednocześnie przygotowuje dokumenty w celu debiutu na NewConnect z zamiarem ich złożenia jeszcze w bieżącym roku.

Runda została w całości objęta przez dotychczasowych, znaczących inwestorów Thorium Space, którzy potwierdzili swoje zaufanie do potencjału technologicznego i kadrowego spółki. W ramach zmian organizacyjnych, dotychczasowy Prezes Zarządu Paweł Rymaszewski przeszedł z Zarządu do Rady Nadzorczej Spółki, jednocześnie obejmując stanowisko CTO, aby skupić się na realizacji strategicznych projektów.

– Z oczywistych względów branża, w której działa Thorium to bardzo gorący temat. Europa też musi stworzyć własną skalowalną i całkowicie niezależną platformę komunikacyjną będącą przeciwwagą dla Starlinka. Dotyczy to nie tylko rozwiązań komercyjnych, ale przede wszystkim wojskowych. Thorium jest znaczącym i istotnym fragmentem tych strategicznych puzzli. Cieszy, że polska myśl inżynieryjna i technologiczna wnosi poważny wkład w budowanie europejskiej niezależności i zmniejszenie dystansu technologicznego do największych potęg. Mój optymizm buduję na bazie wysokiego poziomu zaawansowania technologicznego, jaki reprezentuje Thorium, stąd podwojenie już niemałego zaangażowania kapitałowego w projekt. – mówi o spółce Maciej Zientara, jeden z głównych inwestorów, który kolejny raz wziął udział w rundzie inwestycyjnej.

Zamknięcie rundy finansowania to kolejny krok na drodze do upublicznienia Thorium Space – spółki, która w ostatnich latach intensywnie inwestowała w rozwój unikalnych technologii dla systemów komunikacji satelitarnej.

Thorium Space koncentruje swoją działalność na rozwoju zaawansowanych terminali satelitarnych oraz w pełni cyfrowych payloadów komunikacyjnych dla satelitów telekomunikacyjnych. Flagowym, stale rozwijanym produktem spółki jest terminal satelitarny Aurora, bazujący na inteligentnej antenie macierzowej w paśmie Ka. Umożliwia on elektroniczne sterowanie wiązką, komunikację z satelitami na różnych orbitach oraz jednoczesną transmisję i odbiór danych z dwóch niezależnych satelitów, zapewniając wyjątkową elastyczność operacyjną. Thorium oferuje także antenę macierzową jako samodzielny produkt.

Terminal promowy w Gdyni dla Stena Line. Polskie konsorcjum Polsca składa odwołanie

Przetarg na wyłączne korzystanie z Publicznego Terminalu Promowego w Gdyni wygrany został przez Stena Line, czyli szwedzkiego operatora połączeń promowych. Konsorcjum Polsca, w skład którego wchodzi szczecińskie Unity Line nie rozumie tej decyzji i składa odwołania. Konsorcjum zbudowane na podstawie spółek polskich, w tym Polskiej Żeglugi Morskiej nie wyklucza podjęcia akcji prawnej zmierzającej do zmiany rozstrzygnięcia komisji przetargowej w Gdyni.

Komentarz Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Budujemy w Polsce nowoczesny terminal promowy, mamy chętnie polskie konsorcjum do jego obsługi, a powierzamy je na zasadzie wyłączności do 2032 roku spółce spoza Polski. Czy tak powinna wyglądać repolonizacja gospodarki morskiej? W tej sprawie jest wiele znaków zapytania. Decyzja portu w Gdyni powinna być dokładnie uzasadniona do wiedzy opinii publicznej.

Repolonizacja przemysłu nie może być teorią. Zaczniemy w nią wierzyć, kiedy będziemy mieć realne dowody na to, że polskie przedsiębiorstwa uzyskują preferencję we własnym kraju. Podczas współorganizowanego przez Północną Izbę Gospodarczą Międzynarodowego Kongresu Morskiego padały zapewnienia, że właśnie od gospodarki morskiej zaczniemy procesy repolonizacyjne. Z wielkim zaskoczeniem przyjmuję informację, że przetarg na wyłączne korzystanie z Publicznego Terminala Promowego w Gdyni nie uzyskuje polska spółka w którą zaangażowane są narodowe podmioty jakie jak PŻM czy PŻB, tylko skandynawski operator. Sytuacja tym bardziej wymaga analizy, że to właśnie polska spółka zaproponowała lepsze warunki komercyjne.

Port w Gdyni stwierdził niewykonalność oferty, a na dodatek nie doszło do rozmów wyjaśniających ze spółką Polsca. Decyzja została oprotestowana. Jako Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie popieramy stanowisko wygłoszone przez dyrektora naczelnego Polskiej Żeglugi Morskiej Dariusza Doskocza. Decyzja portu w Gdyni powinna być wyjaśniona, a Ministerstwo Infrastruktury powinno w wyraźny sposób zaznaczyć, jakie preferencje gospodarcza będą realnie funkcjonować w naszym kraju. Jeżeli narodowy operator przekonuje, że jest w stanie wykonać zadanie ogłoszone w przetargu i ofertuje lepszą stawkę finansową, a jednocześnie przegrywa ważny przetarg, to znaczy, że wciąż jesteśmy w pewnym trójkącie bermudzkim decyzyjności – nie będąc faworytem we własnym kraju, na użytkowanie własnej infrastruktury.

Dwie kolejne obniżki w planach Fed? Rynek FX reaguje niejednoznacznie

Komitet Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami obniżył wczoraj stopy procentowe w USA o 25 pb do przedziału 4%-4,25%. Co więcej, w prognozach zasugerowano jeszcze nawet dwa cięcia na dwóch pozostałych posiedzeniach w tym roku. Taki układ powinien w dalszym ciągu osłabiać USD, ale rynkowa reakcja jest co najmniej niejednoznaczna. W takim razie na jakim etapie rozgrywki FX się znajdujemy i co to może oznaczać dla złotego?

Zgodne cięcie

Rezerwa Federalna odbyła posiedzenie według planu, czyli w sposób oczekiwany przynajmniej od sympozjum w Jackson Hole, gdzie Jerome Powell w zasadzie zapowiedział wczorajszą obniżkę. Pierwszy raz w tym roku i pierwszy raz za drugiej kadencji Donalda Trumpa Komitet Otwartego Rynku ściął koszt pieniądza o 25 pb. Jednak skoro decyzja zapadła zgodnie z szerokim konsensusem, to na pierwszy plan wyszły pozostałe aspekty posiedzenia FOMC. Jedyne zdanie odrębne wyraził najnowszy nominat prezydenta (zaprzysiężony dopiero we wtorek) do Fed, który optował za obniżką o 50 pb. Część obserwatorów spodziewała się, że do Stephena Mirana może dołączyć przynajmniej dwóch innych członków desygnowanych przez Trumpa (Bowman i Waller), którzy jako jedyni chcieli cięcia na poprzednim spotkaniu (o 25 pb). Okazało się jednak, że stanęli oni w jednym szeregu z resztą Komitetu, co (przynajmniej chwilowo) oddala obawy o niezależność władzy monetarnej.

Rozbudzone oczekiwania

Dalej robi się jeszcze ciekawiej, ponieważ wczoraj poznaliśmy tzw. dot plot, czyli oczekiwana samych decydentów co do wysokości stóp w nadchodzących miesiącach i kwartałach. Przeważyła opcja jeszcze dwóch obniżek po 25 pb do końca roku (a zostały już jedynie dwa posiedzenia), ale przewagą tylko jednego głosu… Jeszcze raz zupełnym outsiderem pozostaje Miran, który chciałby też dwóch cięć, ale aż po 50 pb. Na ten moment rynek jako scenariusz bazowy (na co wskazują kontrakty na stopy) przyjmuje właśnie dwa ruchy o 25 pb, ale warto zdawać sobie sprawę, że takie rozwiązanie stoi wciąż pod dużym znakiem zapytania.

Nie tak szybko i nie tak łatwo

Prawdopodobnie właśnie te oczekiwania próbował temperować na konferencji prasowej Jerome Powell. Do repertuaru zwrotów wróciło podejmowanie decyzji z posiedzenia na posiedzenie zgodnie z napływającymi danymi. Zgodnie z przewidywaniami analityków wczorajsza decyzja nie wynikała z komfortu związanego z inflacją (ta pozostaje wyraźnie powyżej celu), ale ze schłodzenia na rynku pracy (podwójny mandat Fed). Tylko że szef Rezerwy od razu podkreślił, że Komitet nie ma pewności co do przyczyn tego procesu w obszarze zatrudnienia. Podkreślił istnienie ryzyka, że wynika ono z aspektów pozostających poza wpływem polityki monetarnej (np. polityka celna administracji). Prognozy tempa wzrostu PKB zostały nawet podniesione, ale Powell starał się przekonywać, że obraz gospodarczy USA pozostaje w dalszym ciągu pod wpływem sporych ryzyk. Osobiście wczorajsze wydarzenia określiłbym jako cięcie stóp o jastrzębim wydźwięku. A co na to rynki?

Odreagowanie na USD

Giełdy w większości odebrały wczorajsze posiedzenie pozytywnie, chociaż w Azji pod mocną presją znalazły się chińskie parkiety. W Europie w czwartkowe popołudnie króluje kolor zielony, a część głównych indeksów rośnie nawet powyżej 1% (Amsterdam prawie 2%). Niestety za rynkami bazowymi nie podąża Warszawa, gdzie WIG20 ledwo przekracza wczorajszy poziom zamknięcia. Po godz. 15 na rynku walutowym (zgodnie z przewidywaniami m.in. niżej podpisanego) coraz wyraźniej zaczyna się rysować odreagowanie silnych ruchów z ostatnich dni, czyli w skrócie dolar próbuje wrócić do życia. Przejawia się to w zejściu kursu EUR/USD poniżej 1,18 $, ale technicznie nie będzie łatwo pokonywać kolejnych wsparć. Taki układ szerokiego rynku przekłada się na presję na polskiego złotego. Tym samym kurs EUR/PLN zbliża się do 4,26 zł, a kurs USD/PLN podąża w kierunku 3,62 zł. Jutro na rynkach powinniśmy doświadczyć zwiększonej zmienności w związku z tzw. trzema wiedźmami. Trzeci piątek trzeciego miesiąca kwartału to moment zamykania wielu okresowych kontraktów i otwierania nowych, a dealerzy muszą dostosować swoje pozycje do nowych rynkowych układów.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Chińskie spółki technologiczne zyskują, ale wciąż wyceniane są o połowę niżej niż amerykańskie

Oskar Bernhardtsen, Strateg inwestycyjny regionu nordyckiego w Saxo Bank, wskazuje że sztuczna inteligencja stała się jednym z najpopularniejszych tematów inwestycyjnych w ostatnich latach. NVIDIA i Microsoft od dawna były dwoma firmami, które miały największy wpływ w temacie AI, ale obecne duże wzrosty cen akcji Broadcom i Oracle sprawiły, że i te spółki zaczynają coraz bardziej kształtować rynek sztucznej inteligencji.

Przez długi czas akcje firm chińskich miały trudności z powodu obaw inwestorów związanych zarówno z chińską gospodarką, jak i wysokimi cłami na towary importowane z Chin do Stanów Zjednoczonych. Jednak ceny akcji chińskich gigantów technologicznych również zaczęły rosnąć od początku 2025. Na przykład, akcje Alibaba wzrosły o 80% w tym roku, ponieważ chińskie firmy zaczynają także angażować się w rozwój zarówno mikrochipów, jak i oprogramowania do sztucznej inteligencji.

Jeśli spojrzymy na największe amerykańskie firmy technologiczne i porównamy je z największymi chińskimi, wyceny są prawie dwukrotnie wyższe. Istnieją solidne powody, dla których amerykańskie giganty technologiczne są wyceniane znacznie wyżej w stosunku do swoich przyszłych spodziewanych zysków, ale być może chińskie firmy technologiczne mogą znaleźć się w świetle reflektorów inwestorów w nadchodzących miesiącach.

Największe akcje w ETF-ie iShares MSCI China Tech to, jak pokazano poniżej, Xiaomi, Netease, PDD Holdings, Tencent i Alibaba.

1 Największe akcje w ETF-ie iShares MSCI China Tech

Źródło: iShares

W Stanach Zjednoczonych, w podobnym ETF-ie technologicznym, iShares S&P 500 Information Technology Sector, pięć największych firm technologicznych to: Apple, NVIDIA, Microsoft, Broadcom i Oracle.

2 W Stanach Zjednoczonych, w podobnym ETF-ie technologicznym, iShares S&P 500 Information Technology Sector

Źródło: iShares

Jeśli spojrzymy tylko na pięć największych chińskich spółek technologicznych i pięć największych amerykańskich, to akcje amerykańskie są wyceniane na ponad dwa razy wyżej niż chińskie, porównując aktualną cenę akcji z przyszłymi spodziewanymi zyskami.

Jak widać poniżej, pięć chińskich spółek technologicznych jest wycenianych średnio na 19,3-krotność spodziewanych zysków na 2025 rok oraz 12,4-krotność spodziewanych zysków na 2028 rok. Dla porównania, pięć amerykańskich spółek technologicznych wycenianych jest średnio na 42-krotność spodziewanych zysków na 2025 rok oraz 23-krotność spodziewanych zysków na 2028 rok.

Nie oznacza to koniecznie, że chińskie akcje spółek technologiczne będą lepsze od amerykańskich w przyszłości, ale na podstawie samych spodziewanych zysków, akcje chińskich firm technologicznych są wyceniane znacząco niżej.

Jeśli pozytywne informacje na temat rozwoju i innowacji Chin w zakresie sztucznej inteligencji będą się utrzymywać, można sobie wyobrazić, że duża różnica w wycenach może się w przyszłości zmniejszyć.

Dywersyfikacja portfela inwestycyjnego pozostaje kluczowym elementem zarządzania ryzykiem, szczególnie w sektorze technologicznym, gdzie wyceny są coraz bardziej zróżnicowane geograficznie. Obecnie największe amerykańskie firmy technologiczne wyceniane są niemal dwukrotnie wyżej niż ich chińskie odpowiedniki, co odzwierciedla różnice w przewidywanych zyskach oraz percepcji rynkowej. Niemniej jednak, rosnąca rola chińskich przedsiębiorstw w rozwijającym się sektorze sztucznej inteligencji może w nadchodzących miesiącach zmienić ten układ, zachęcając inwestorów do zwiększonej obecności na rynku Chin. Pamiętajmy, że w obliczu dynamicznych zmian i napięć geopolitycznych rozsądne i cierpliwe podejście do inwestycji jest kluczowe, aby uniknąć impulsywnych decyzji – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Tłumaczenie tytułu wykresu: Chińskie firmy technologiczne są znacznie niżej wyceniane

Chińskie firmy technologiczne są znacznie niżej wyceniane

  • Niebieska linia: Średni wskaźnik P/E dla chińskich firm technologicznych (ŚREDNIA CHIŃSKICH TECH)
    • Pomarańczowa linia: Średni wskaźnik P/E dla amerykańskich firm technologicznych (ŚREDNIA AMERYKAŃSKICH TECH)

Źródło: Koyfin, Saxo Bank, P/E oparty na przyszłych spodziewanych zyskach według analityków, które obejmują akcje objęte analizą.

Fundacje rodzinne pod presją fiskusa. Ministerstwo Finansów wykorzystało element zaskoczenia

Państwo zastawiło pułapkę na właścicieli i beneficjentów fundacji rodzinnych. Projekt nowelizacji ustawy o CIT  opublikowany 29 sierpnia 2025 r. wprowadza rozwiązania, które wykorzystują element zaskoczenia jako instrument polityki fiskalnej. Każdy, kto w obliczu tej bezprecedensowej zmiany chce poznać konkretne strategie obronne, ma na to szansę już 25 września podczas bezpłatnego webinaru Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Projekt nowelizacji ustawy o CIT dotyczący fundacji rodzinnych autorstwa Ministerstwa Finansów, opublikowany 29 sierpnia, ma zastosowanie już od 31 sierpnia 2025 – czyli zaledwie 48 godzin po publikacji. Tysiące zarejestrowanych fundacji zostało postawionych przed koniecznością dostosowania się do całkowicie nowych reguł podatkowych w ekstremalnie krótkim czasie.

48 godzin na dostosowanie

Najpoważniejszym zagrożeniem dla właścicieli i beneficjentów fundacji rodzinnych jest konstrukcja temporalna projektu ustawy o CIT. Nowe przepisy będą stosowane od 31 sierpnia 2025 r. To oznacza, że każdy, kto od tej daty wniósł majątek do fundacji rodzinnej, zgodnie z projektem nowelizacji automatycznie traci prawo do zwolnienia podatkowego przy zbyciu majątku przed upływem 36 miesięcy – mimo, że w momencie jego wnoszenia nowe zasady rozliczeń formalnie jeszcze nie obowiązywały.

Co symptomatyczne, 48-godzinny okres między publikacją projektu (29 sierpnia 2025 r.) a datą rozpoczęcia stosowania nowych przepisów (31 sierpnia 2025 r.) przypadł na weekend, gdy kancelarie prawne są zamknięte, doradcy podatkowi niedostępni, a notariusze nie sporządzają aktów. W rezultacie, mimo że formalnie podmioty miały te 48 godzin na podjęcie działań obronnych – takich jak wniesienie majątku do fundacji rodzinnych na dotychczasowych zasadach czy przygotowanie odpowiednich dokumentów prawnych – w praktyce możliwość faktycznej reakcji była całkowicie iluzoryczna.

To właśnie ten dramatycznie skrócony okres reakcji, przypadający na dni wolne od pracy, stanowi istotę „zasadzki legislacyjnej” – wykorzystania elementu zaskoczenia jako instrumentu polityki fiskalnej.

Kto zostanie dotknięty zmianami?

Nowelizacja ingeruje w sytuację prawną kluczowych grup:

  • fundacje związane długoterminowymi kontraktami najmu lub dzierżawy – zmiana reguł stawia je przed dylematem: kontynuacja umów oznacza stratę ekonomiczną, ich zerwanie może skutkować odpowiedzialnością przewyższającą obciążenia podatkowe;
  • inwestujący w projekty najmu krótkoterminowego – modernizacja obiektów pod wynajem, wymagająca milionowych nakładów była racjonalna w świetle dotychczasowych regulacji, retroaktywna zmiana przekształca te racjonalne decyzje w pułapki finansowe;
  • struktury holdingowe i inwestycyjne skonstruowane zgodnie z obowiązującym prawem – dla tych podmiotów zmiana oznacza całkowitą utratę racjonalności ekonomicznej ich istnienia.

Naruszenie międzynarodowych standardów

Projekt całkowicie pomija mechanizmy ochrony praw nabytych, znane jako „grandfathering clauses” – standard w państwach rozwiniętych. Brak takich klauzul oznacza szok regulacyjny bez możliwości racjonalnej adaptacji.

Wady techniki prawodawczej

Projektowane przepisy wykazują fundamentalne błędy legislacyjne:

  • mieszanie norm materialnoprawnych z proceduralnymi;
  • niejasne podwójne przeczenia wymagające wielostopniowej analizy;
  • niejednoznaczne pojęcia bez definicji („cele mieszkaniowe”, „budynek o funkcji mieszanej”);
  • błędy w strukturze redakcyjnej przepisów.

Alternatywne rozwiązania istnieją

Analiza prawna projektu nowelizacji ustawy o CIT dotycząca fundacji rodzinnych wskazuje na trzy możliwe modele przepisów przejściowych, które respektowałyby zasady praworządności przy zachowaniu celów fiskalnych:

  1. klasyczna prospektywność z ochroną ekspektatyw;
  2. okres przejściowy z klauzulą wykonania zobowiązań;
  3. progresywna implementacja z opcją wyboru.

Każde z tych rozwiązań byłoby zdecydowanie bardziej zgodne z konstytucyjnymi standardami niż obecny projekt. Obecna konstrukcja przepisów może skutkować lawiną sporów sądowych o nieprzewidywalnym wyniku, podważając fundamentalną zasadę pewności prawa.

Czas na działanie

Historia gospodarcza uczy, że kraje traktujące stabilność prawa jako wartość fundamentalną osiągają lepsze wyniki ekonomiczne. Fundatorzy i beneficjenci fundacji rodzinnych nie muszą jednak pozostać bierni wobec tego legislacyjnego ekstremizmu.

Niezbędne jest natychmiastowe podjęcie działań obronnych – zarówno przez właścicieli fundacji, jak i prawnych i  lobbingowych, aby chronić uzasadnione interesy podmiotów działających w zgodzie z obowiązującym prawem.

Eksperci proponują strategie obronne

W odpowiedzi na kontrowersyjne zmiany prawne, eksperci z branży prawniczej organizują wydarzenie edukacyjne poświęcone strategiom obronnym dla właścicieli fundacji rodzinnych. Webinar, który odbędzie się 25 września 2025 roku o godzinie 11:30 pod patronatem Business Centre Club, poprowadzi mec. Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Podczas wydarzenia zostanie przedstawiona krytyczna analiza prawna projektu nowelizacji, identyfikacja jego fundamentalne wady konstrukcyjne oraz możliwe kierunki działań obronnych dla podmiotów dotkniętych zmianami. Wydarzenie ma charakter bezpłatny i skierowane jest do fundatorów oraz beneficjentów fundacji rodzinnych poszukujących informacji o metodach ochrony swoich interesów w obliczu nowych regulacji podatkowych.

Rejestracja na webinar dostępna jest poprzez platformy LinkedIn, Microsoft Teams oraz formularze rejestracyjne na stronach Business Centre Club i Kancelarii Skarbiec.

Więcej informacji o webinarze: https://fundacja-rodzinna.info.pl/fundacje-rodzinne-zmiany-prawne/

Transatlantycki handel pod presją. Umowa UE–USA wprowadza stabilność, ale i niepewność

Umowa handlowa między UE a USA zakończyła pierwszy etap niepewności w relacjach gospodarczych. Porozumienie ogłoszone pod koniec sierpnia otwiera nowy rozdział w międzynarodowym handlu — europejskie produkty eksportowe zostaną objęte 15 proc. cłami. Jak się jednak okazuje, pozostaje wiele znaków zapytania. Preferencyjne stawki celne dla wielu produktów są uzależnione od zmian w europejskim prawie.

Napięcia handlowe wstrząsnęły łańcuchami dostaw

W ostatnich miesiącach globalne napięcia handlowe generowały krótkoterminowe szoki w łańcuchach dostaw. Wiązały się one m.in. ze zjawiskiem frontloadingu (rozbudowa zapasów magazynowych przed wejściem ceł) oraz zwiększeniem i tak już występujących kongestii, czyli przeciążenia portów europejskich, na skutek przekierowania statków, które pierwotnie miały realizować kursy na linii Chiny–USA.

Taka sytuacja była niekorzystna dla większości eksporterów i importerów, dla których kluczowa jest stabilność i przewidywalność cen towarów i frachtu, przepisów celnych oraz popytu i podaży na rynku docelowym — mówi Wojciech Gułaj, dyrektor warszawskiego oddziału DSV — Global Transport and Logistics.

Umowa handlowa ze znakami zapytania

27 lipca 2025 roku Unia Europejska i USA zawarły ramową umowę handlową, której celem było uregulowanie kwestii ceł na produkty eksportowane do Stanów Zjednoczonych. Zasadniczo europejskie produkty mają objęte 15-proc. cłem. Na tamtym etapie, wiele elementów spornych pozostawiono do dalszych negocjacji, które zakończył oficjalny komunikat obydwu stron, wydany 21 sierpnia.

Zgodnie z oficjalnym komunikatem Komisji Europejskiej z 21 sierpnia, zakończono prace nad listą produktów zwolnionych z ceł. Należą do nich m.in. samoloty i części do nich, niektóre chemikalia, leki generyczne, a także wybrane surowce – jak choćby korek. Wobec tych towarów USA będą stosowały tzw. klauzulę największego uprzywilejowania (MFN). — tłumaczy Andrzej Polkowski, kierownik agencji celnej w DSV — Global Transport and Logistics — Na drugim biegunie znajdują się stal i aluminium, które pozostaną, tak jak miało to miejsce przed zawarciem porozumienia, obłożone 50 proc. cłem.

Szczególnej uwagi wymaga sektor motoryzacyjny. Obecnie na europejskie samochody i części nadal obowiązuje stawka 27,5 proc. Zgodnie z ustaleniami miała ona zostać obniżona do 15 proc. z mocą wsteczną od 1 sierpnia, pod warunkiem że UE do końca wakacji zaproponuje procedury redukcji ceł na wybrane towary amerykańskie, zgodnie z zapisami porozumienia. Pod koniec sierpnia Unia przedstawiła odpowiednie propozycje i obecnie w ramach wspólnoty trwają prace legislacyjne nad ich uchwaleniem. Jednocześnie administracja amerykańska nie wydała jeszcze rozporządzenia ani innego formalnego dokumentu dotyczącego obniżenia stawek, dlatego temat należy uznać za wciąż pozostający w trakcie uregulowania.

Do kwestii wciąż wymagających doprecyzowania zalicza się także na przykład „zapewnienie elastyczności” mechanizmu CBAM, czy kontynuacji rozmów na rzecz harmonizacji standardów bezpieczeństwa i fitosanitarnych, do czego zobowiązała się Unia.

Stawki transportowe póki co są stabilne

W tym momencie stawki na rynku frachtu pomiędzy Europą a USA pozostają stabilne, utrzymując się na średnio niskim poziomie.

Ewentualnych zmian jeżeli chodzi o stawki frachtowe na linii Europa – USA możemy spodziewać się najwcześniej za kilka tygodni. — wskazuje Wojciech Gułaj — Na chwilę obecną prognozy wskazują na to że raczej będziemy mieć doczynienia ze spadkiem cen, z możliwym krótoterminowym odchyleniem w górę w szczycie okresu przedświątecznego. Należy jednak pamiętać, że sytuacja jest dynamiczna – dlatego jako DSV cały czas monitorujemy rynek i pracujemy z naszymi partnerami lotniczymi i morskimi, aby zabezpieczyć dla klientów przestrzeń ładunkową oraz jak najkorzystniejsze warunki

Pewien punkt odniesienia mogą stanowić stawki frachtu morskiego na trasach łączących Japonię i USA. Kraj Kwitnącej Wiśni również jest znaczącym partnerem handlowym Ameryki, który zakończył negocjacje handlowe – z analogicznymi warunkami co Unia Europejska – 22 lipca. Japońskie doświadczenia wskazują, że choć porozumienie wprowadziło poczucie stabilności dla lokalnych firm, to nie przełożyło się bezpośrednio na zwiększenie wolumenów. Stawki frachtu morskiego z Azji do portów na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych spadły o ok. 48 proc. – ze szczytowych 6,000 USD/TEU w czerwcu 2025 do około 2,300 USD/TEU obecnie.

Procedury celne wymagają większej precyzji

Udział USA w eksporcie z Polski regularnie rośnie i w 2024 roku wyniósł 3,3 proc. według danych GUS. To właśnie eksporterów transportujących towary bezpośrednio do Ameryki najbardziej dotknęły ostatnie ustalenia. Potencjalnym skutkiem być wydłużenie czasu oczekiwania na odprawę celną w związku m.in. z nowymi obowiązkami celnymi, czy zmianami przepisów towarzyszących.

W przypadku towarów objętych standardowym, 15 proc. cłem nie wprowadzono większych zmian w zakresie procedur i wymaganej dokumentacji. Nieco bardziej skomplikowanym przypadkiem są towary objęte regułą zero za zero w ich przypadku potrzebne będą dodatkowe dokumenty potwierdzające możliwość objęcia zwolnieniem, zgodnie z kryteriami MFN, co może wydłużyć procedury. Jako DSV wprowadziliśmy już odpowiednie mechanizmy weryfikacji, dzięki czemu nie widzimy znaczących opóźnień w odprawach ładunków naszych klientów. — wyjaśnia Andrzej Polkowski

Co istotne, zmiany proceduralne będą miały wpływ także na te firmy, które dostarczają części, półprodukty czy komponenty partnerom w innych krajach europejskich. W efekcie analitycy DSV dostrzegają wzrost zainteresowania transportami drobnicowymi. Częstsze dostawy mniejszych partii pozwalają firmom na elastyczniejsze zarządzanie zapasami i lepszą kontrolę kosztów w zmieniającym się środowisku regulacyjnym.

Liczy się „rodowód”

W świetle nowych regulacji szczególnie istotne staje się precyzyjne dokumentowanie pochodzenia komponentów składających się na produkt końcowy. Umowa UE-USA wprowadza ściślejsze kryteria weryfikacji pochodzenia, szczególnie w kontekście zawartości elementów z  krajów objętych wysokimi barierami celnymi.

Jeżeli produkty zostaną przez kontrolę celną uznane za niepochodzące z danego państwa, np. ze względu na zawartość chińskich elementów, mogą zostać obłożone cłem karnym. O ile dokładne warunki ustalania pochodzenia nie są jeszcze znane, tak posiadanie dobrze udokumentowanego łańcucha dostaw komponentów tworzących produkty może pozwolić na znacznie szybsze dostosowanie się do nowej sytuacji regulacyjnej. — tłumaczy Andrzej Polkowski, Customs Manager, w DSV — Global Transport and Logistics.

Kluczowe znaczenie ma współpraca z doświadczonymi agencjami celnymi lub operatorami logistycznymi posiadającymi potwierdzone kompetencje w obsłudze dostaw UE-USA. Takie podmioty dysponują niezbędną wiedzą analityczną oraz systemami umożliwiającymi szybkie dostosowanie się do zmieniających się przepisów i zapewnienie kompleksowego wsparcia w procesie transportu transatlantyckiego.

Strategiczna wymiana składu zarządu zwiększa wyniki i odporność firmy – raport Heidrick & Struggles

Raport Board Monitor 2025: Regularna wymiana składu zarządu jest strategicznym elementem działalności firm osiągających wysokie wyniki.

  • Odświeżanie składu zarządu powinno być procesem strategicznym.
  • Proaktywne podejście do zmian w zarządzie daje przewagę nad konkurencją, podczas gdy zbyt długie pozostawanie w tym samym układzie prowadzi do stagnacji.
  • Interesariusze oczekują większej przejrzystości oraz skutecznych praktyk sukcesji na wszystkich szczeblach kierowniczych.
  • Coraz więcej firm inwestuje w praktyki odświeżania składu, jednak wielu z nich wciąż brakuje konsekwencji w działaniu.
  • W Polsce widać spadek o 17 p.p (r/r) odsetka kobiet wśród nowo powołanych członków zarządów. W 2025 wynosił on zaledwie 19%.

Heidrick & Struggles International, Inc. (Nasdaq: HSII) („Heidrick & Struggles”, „Heidrick” lub „Firma”), wiodący globalny doradca w zakresie przywództwa i rozwiązań talentowych na żądanie, opublikował coroczną edycję raportu Board Monitor 2025, podkreślającą kluczowe zmiany zachodzące w składach rad nadzorczych spółek. Badanie objęło 30 rynków, w tym Polskę. Wyniki wskazują na strategiczne znaczenie ciągłego odświeżania rad. Firmy, które traktują ten proces jako stałą praktykę zarządczą, są nie tylko lepiej przygotowane na przyszłe wyzwania, ale też osiągają wyższe wyniki i przewagę konkurencyjną w długim terminie.

Raport Board Monitor 2025 stanowi element cyklicznego projektu badawczego prowadzonego przez firmę Heidrick & Struggles, który od lat analizuje kluczowe tendencje wpływające na globalną arenę zarządzania. Obejmuje on obserwacje dotyczące długofalowych zmian w zakresie niezależności rad nadzorczych, ich różnorodności, sposobu sprawowania nadzoru finansowego, podejścia do zarządzania ryzykiem oraz struktury akcjonariatu, wobec którego odpowiadają członkowie zarządów. Badanie realizowane jest wśród prezesów i członków zarządów największych spółek notowanych na giełdach na całym świecie, w tym również w Polsce.

– Ciągła, strategiczna odnowa składu zarządu nie jest już opcją, ale koniecznością. Firmy, które konsekwentnie ją wdrażają, budują trwałą wartość, zwiększają zaufanie inwestorów i zapewniają sobie przewagę w warunkach niepewności mówi Łukasz Kiniewicz, partner zarządzający, Heidrick & Struggles Polska.

Zarządy w obliczu zmian: formalność czy realna strategia?

Raport zwraca uwagę, że przez dekady odświeżanie składu zarządów odbywało się za kulisami i miało charakter formalny, często pozbawiony realnego wpływu na strategię firmy. Współcześnie, w obliczu globalnej zmienności i rosnącej presji ze strony inwestorów oraz opinii publicznej, takie podejście okazuje się niewystarczające. Tylko 47% dyrektorów i prezesów badanych w ramach Board Monitor 2025 uważa, że ich obecne praktyki zapewniają organizacjom dobrą pozycję na przyszłość.

Firmy, które podchodzą do odnowy zarządu w sposób strategiczny i ciągły, systematycznie oceniają umiejętności i wkład członków zarządu, dbając o dopasowanie do długoterminowych celów przedsiębiorstwa. Nie czekają one na naturalne zmiany kadrowe ani na presję zewnętrzną, lecz proaktywnie wprowadzają odnowę, traktując ją jako fundament budowania odporności i elastyczności organizacji. W efekcie są lepiej przygotowane na nieprzewidziane kryzysy oraz skuteczniejsze w realizacji strategii. Raport dostarcza danych o tym, że 28% dyrektorów takich przedsiębiorstw traktuje odświeżenie składu zarządu jako priorytet strategiczny i działa zgodnie z tym założeniem. W raporcie nazywani są oni grupą „strategicznych odświeżaczy”. Dla większości (52%) uznają znaczenie odnawiania składu zarządów, ale nie traktują go priorytetowo.

Z kolei zarządy odkładające proces odnowy – często z powodu tradycji, lojalności czy skupienia na bieżących obowiązkach – ryzykują utratę synchronizacji z rynkiem i pozostają w tyle za bardziej elastycznymi konkurentami. Badanie pokazało, że takie organizacje częściej zatrzymują słabiej funkcjonujących dyrektorów i tracą okazje do wprowadzania świeżych perspektyw.

Odświeżenie jako codzienna higiena, a nie odrębny projekt

Autorzy raportu podkreślają, że skuteczna odnowa nie wymaga radykalnych działań ani rewolucji w zarządzaniu. Podają przykład, że podobnie jak stosuje się codzienną higienę jamy ustanej mając na celu zapobiegnięcie poważniejszych konsekwencjom, tak samo regularna ocena i planowe wprowadzanie zmian są prostymi, ale niezwykle skutecznymi praktykami, które chronią firmę przed kosztownymi kryzysami i pozwalają uniknąć zakłóceń w funkcjonowaniu.

Choć 84% badanych zarządów deklaruje zwiększenie inwestycji w odświeżanie składu, autorzy raportu zwracają uwagę, że sama gotowość do przeznaczania środków finansowych nie wystarczy. Kluczowe znaczenie ma konsekwentne wdrażanie praktyk, które obejmują jasne zasady rotacji, otwartą komunikację z interesariuszami oraz powiązanie odnowy z planowaniem sukcesji dyrektorów generalnych i cyklami zarządzania ryzykiem.

Różnorodność w zarządach w Polsce

Raport co roku prezentuje również informacje dotyczące wieku, płci, doświadczenia zawodowego oraz innych elementów związanych z profilem nowo powołanych członków zarządów spółek notowanych na giełdach w 14 krajach europejskich.

W Polsce średni wiek nowo powołanych w ostatnim roku dyrektorów wynosił 56 lat i był o 6 lat wyższy niż w 2023 roku. 33% nowo powołanych członków zarządu posiadało tytuł doktorski a 19% dyplom MBA. 17% osób posiadało międzynarodowe doświadczenie, tylko 7 % badanych mogło pochwalić się wcześniejszym doświadczeniem w roli CEO lub FCO.

W Polsce widać spadek odsetka kobiet wśród nowo powołanych członków zarządów. W 2025 wynosił on zaledwie 19% i był o 17 punktów procentowych niższy w porównaniu rok do roku. Już w ubiegłym roku wynik na poziomie 36% był najniższy ze wszystkich analizowanych europejskich rynków. Warto przypomnieć, że Polska ma obowiązek implementacji Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE)** mającej na celu zapewnienie równowagi płci w zarządach spółek notowanych na giełdzie.

* Board Monitor 2025 powstał na podstawie badania przeprowadzonego wiosną 2025 r. wśród 1000 prezesów i członków rad z rynków globalnych, w tym z Polski. Uczestnicy reprezentowali spółki giełdowe różnej wielkości ze wszystkich branż.

** Dyrektywa (UE) 2022/2381 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 listopada 2022 r., która nakłada obowiązek, by do końca czerwca 2026 r. rady spółek giełdowych składały się w co najmniej 40% (i nie więcej niż 49%) z przedstawicieli niedoreprezentowanej płci wśród dyrektorów niewykonawczych albo w co najmniej 33% (i nie więcej niż 49%) wśród wszystkich członków rad.

Inspekcja Pracy będzie „super-urzędem” z uprawnieniami jakich nie ma żaden inny urząd w Polsce. Obawy przedsiębiorców

Inspekcja Pracy staje się „super-urzędem”. Przedsiębiorcy mają wątpliwości, co do zmian umów cywilnoprawnych w etaty.

Dawno żadna ustawa nie budziła tak wiele kontrowersji i emocji jak zmiana skali uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie zmieniania umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę. PIP uzyska siłę, jakiej nie ma w Polsce żaden inny urząd. – Przedsiębiorcy nie boją się rzetelnych kontroli, ale mają obawy, że nadgorliwość urzędników będzie generować problemy. Nie każda relacja z pracownikiem powinna mieć charakter etatu. Elastyczność zatrudnienia jest ceniona przez np. pracowników sezonowych czy osoby pracujące w kilku miejscach jednocześnie. Co jeżeli urzędnicy będą z automatu wszystkich przenosić na etaty? – pyta prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanna Mojsiuk. – Ta ustawa nie została wystarczająco skonsultowana z przedsiębiorcami i pod wieloma względami jest zaprzeczeniem idei deregulacyjnych – mówi Hanna Mojsiuk.

„W rękach Inspektorów Pracy jest siła, jakiej nie miał jeszcze wcześniej żaden urząd”

Nowe przepisy, jakie mają wejść w życie 1 stycznia sprawiają, że Inspekcja Pracy stanie się „super-urzędem” z mocą, jakiej nie mają inne urzędy w Polsce.

Wiele firm, by zdążyć przed zmianami porządkuje sytuacje związane z etatami, umowami B2B i umowami cywilnoprawnymi. Nie brakuje głosów, że nowe przepisy w przypadku kontroli kadrowej w firmach staną się problematyczne.

– Nie zauważyłem żeby wybuchła panika i firmy nagle chciały robić audyty umów w swoich firmach. Prawda jest jednak taka, że takie procesy sprawdzania się dzieją i przedsiębiorcy chcą wiedzieć jak wygląda sytuacja w ich firmach w relacjach z pracownikami zatrudnionymi na umowach cywilnoprawnych. Projekt, który jest procedowany jest wręcz rewolucyjną zmianą. W rękach Inspektorów Pracy jest siła, jakiej nie miał jeszcze wcześniej żaden urząd – mówi mecenas Marek Jarosiewicz, partner w kancelarii Wódkiewicz Sosnowski Jarosiewicz. – Dotychczas zmiana stosunku pracy mogła być efektem decyzji tylko i wyłącznie sądu – dodaje mecenas.

W ciągu siedmiu dni pracodawca będzie mógł się odwołać do sądu. Prawnicy mówią o obawach.

– Tydzień to bardzo mało. Sytuacja w sądach jest trudna administracyjnie, procesy trwają długo, jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacje, że pracodawca dostaje natychmiast wykonalną decyzję Inspektora Pracy. Odwołuje się, ale zanim to odwołanie zostanie uwzględnione bądź odrzucone to przez wiele miesięcy albo nawet lat jest w nowej relacji z pracownikiem. Co jeżeli sąd unieważni decyzję Inspektora Pracy? Kto będzie ponosić odpowiedzialność finansową? Inspekcja pracy? Pracodawca? Pracownik? Jest wiele pytań na które jeszcze nie potrafię odpowiedzieć. Prawnicy widzą potencjalne zagrożenia w tych zmianach – przyznaje mecenas Marek Jarosiewicz.

Mecenas Marek Jarosiewicz widzi jeszcze jeden potencjalny problem – przywrócony do pracy etatowej pracownik B2B może być obciążony kosztami ulg podatkowych czy poniesionych kosztów inwestycyjnych z których korzystał i które tworzył jako przedsiębiorca po tym jak przywrócony zostanie na etat. W tym przypadku wiele zależy od tego, jak bardzo dobrowolne będzie przywracanie pracowników do miejsc pracy.

„Rynek pracy nie jest czarno-biały, a przepisy mają często charakter pewnych schematów”

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk nie ma wątpliwości, że współpraca przedsiębiorców z Inspekcją Pracy będzie przebiegała dobrze, o ile urzędnicy wykażą się wyrozumiałością, a przedsiębiorcy będą szczerze mówić np. o specyfice swoich branż.

– Rynek pracy nie jest czarno-biały. Nie wszystko da się ocenić przez pryzmat dość schematycznych przepisów. Trudno jest nagle np. wszystkich pracowników sezonowych w turystyce przenieść na etaty lub wymagać od dynamicznego sektora IT preferencji etatowych, gdy w tej branży coraz częściej stosuje się B2B. To właśnie od handlu i sektora IT odbieram najwięcej sygnałów, że jest obawa, że zmiany będą dotykać ich pracy – mówi Hanna Mojsiuk.

– Przepisy są bardzo restrykcyjne. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przewidziało np. możliwość dochodzenia opłat z tytułu umowy o pracę takich jak PIT czy składki ZUS nawet lata wstecz, co będzie oznaczało poważny uszczerbek w budżecie firm. Siedem dni na odwołanie od decyzji Inspekcji Pracy do sądu to również za mało. Nie ma szansy, by w tym czasie decyzja została rozpatrzona, a przedsiębiorcy powinni mieć czas, by skonsultować ze swoimi prawnikami decyzje inspektorów. Widzimy w tej zmianie wiele punktów, które mogą powodować konflikty – przyznaje Hanna Mojsiuk.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zapewnia, że w Szczecinie współpraca z PIP przebiega bardzo harmonijnie, a w siedzibie Izby planowane jest spotkanie z inspekcją dla przedsiębiorców.  – Wystosujemy zaproszenie, by takie spotkanie otwarte dla przedsiębiorców w Szczecinie zorganizować – mówi prezes Hanna Mojsiuk.

Inwestycje deweloperskie a drogi publiczne

Ponad dwa tysiące umów i 2,5 miliarda złotych przeznaczonych na budowę i modernizację dróg – tak wygląda bilans udziału inwestorów w rozwoju infrastruktury miejskiej w miastach wojewódzkich w Polsce w latach 2021– 2024.

„Inwestycje deweloperskie a drogi publiczne. Wkład inwestorów w rozwój infrastruktury miejskiej”. To środki porównywalne z Rządowym Funduszem Rozwoju Dróg na 2025 r., w którym na budowę, przebudowę lub remont dróg lokalnych i powiatowych przeznaczono 2,7 mld zł.

Twarde dane i realne inwestycje

Zgodnie z art. 16 ustawy o drogach publicznych inwestorzy są zobowiązani do budowy lub przebudowy układu drogowego, jeśli wymaga tego nowa zabudowa.

W praktyce odbywa się to poprzez tzw. umowy drogowe, zawierane pomiędzy deweloperem a gminą.

Raport pokazuje, że w latach 2021–2024 deweloperzy podpisali 2090 umów drogowych w miastach wojewódzkich. Łączna wartość zobowiązań przekroczyła 1,9 mld zł, a po uwzględnieniu umów bez określonych kwot szacunki sięgają 2,56 mld zł. Największą aktywność odnotowano w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Gdańsku. Skala tych nakładów jest porównywalna z budżetami dużych programów infrastrukturalnych realizowanych przez państwo i samorządy.

Nasz raport pokazuje twarde liczby: deweloperzy realnie współfinansują rozwój infrastruktury publicznej w polskich miastach. Kwota ponad 2,5 miliarda złotych w ciągu czterech lat to wsparcie porównywalne z dużymi programami państwowymi. Dzięki tym środkom korzystają wszyscy mieszkańcy niezależnie od tego, czy kupują mieszkanie na nowym osiedlu. Konieczne jest jednak usprawnienie przepisów, tak aby umowy drogowe były zawierane szybciej bardziej przewidywalnie, z korzyścią zarówno dla samorządów, jak i inwestorów – mówi Michał Leszczyński, starszy prawnik w PZFD.

Umowy drogowe obejmują nie tylko budowę jezdni, lecz także elementy poprawiające bezpieczeństwo i komfort mieszkańców, takie jak sygnalizacja świetlna, oświetlenie, drogi rowerowe czy zatoki przystankowe. Często inwestorzy zobowiązani są również do przełożenia istniejącej infrastruktury podziemnej, wykonania dokumentacji projektowej czy pokrycia kosztów nabycia gruntów.

Nie tylko drogi

Raport podkreśla jednak, że udział deweloperów w tworzeniu infrastruktury publicznej nie ogranicza się wyłącznie do dróg. Branża finansuje także sieci techniczne, przedszkola, szkoły i tereny zielone. Przykładem jest nowoczesna szkoła podstawowa na warszawskim Służewcu, sfinansowana w całości przez inwestora prywatnego (Echo Investment), która 1 września br. przyjęła 450 uczniów. Dzięki takim projektom mieszkańcy zyskują dostęp do nowoczesnych usług publicznych w sąsiedztwie nowych osiedli.

Polski Związek Firm Deweloperskich zwraca jednak uwagę, że obecne przepisy w zakresie partycypacji w infrastrukturę drogową wymagają doprecyzowania.

Najważniejsze postulaty to: dopuszczenie finansowania lub współfinansowania dróg, a nie tylko ich budowa, jasne zasady proporcjonalności świadczeń inwestorów, wprowadzenie trybu odwoławczego w przypadku braku porozumienia z gminą oraz jednoznaczne powiązanie umowy drogowej z możliwością uzyskania pozwolenia na budowę.

– Elastyczność jest konieczna, by odpowiadać na zróżnicowane potrzeby samorządów i realia inwestycyjne. Bez zmian legislacyjnych w art. 1c ustawy o drogach publicznych rynek wciąż będzie się mierzył z niepewnością i nadmiernymi obciążeniami nakładanymi na inwestorów. Potrzebne jasne reguły gry, które zagwarantują proporcjonalność zobowiązań i stabilność procedur. To nie tylko kwestia interesu deweloperów, ale również samorządów, które dzięki przejrzystym zasadom szybciej pozyskają środki na infrastrukturę i unikną sporów prawnych – dodaje Michał Leszczyński.

Zaangażowanie sektora prywatnego realnie odciąża budżety samorządów i podnosi jakość życia lokalnych społeczności. To inwestycje, z których korzystają wszyscy, nie tylko mieszkańcy nowych osiedli.

O raporcie

Raport został przygotowany na podstawie danych przekazanych przez wszystkie miasta wojewódzkie (z wyjątkiem Wrocławia, który odmówił ich udostępnienia) w odpowiedzi na wnioski PZFD o informację publiczną. Zebrane informacje dotyczyły liczby zawartych umów drogowych oraz ich wartości w latach 2021– 2024. W przypadku dokumentów, które nie zawierały danych kwotowych, zastosowano metodę szacunkową, opartą na średnich wartościach podobnych inwestycji.

Publikacja „Inwestycje deweloperskie a drogi publiczne. Wkład inwestorów w rozwój infrastruktury miejskiej” jest dostępna do pobrania na stronie internetowej Polskiego Związku Firm Deweloperskich: https://www.pzfd.pl/

Gaming 2025: branża w fazie transformacji – raport Bain & Company

Rok 2025 upływa pod znakiem przyspieszającej transformacji globalnego rynku gier wideo i stawia przed branżą nowe wyzwania – wynika z drugiej edycji „Gaming Report” opracowanego przez Bain & Company. Producenci wysokobudżetowych gier (AAA) mierzą się z rosnącą konkurencją ze strony mniejszych, niezależnych studiów i gier-platform, które szybko zdobywają udziały w rynku. Autorzy raportu wskazują także, że nową erę gier video kształtują trendy takie jak user-generated content, influencer-led game discovery oraz cross-media IP, napędzając transformację branży, która stara się odpowiedzieć na rosnące oczekiwania graczy i postępującą demokratyzację tworzenia gier.

Globalny rynek gier wideo osiągnął w ubiegłym roku wartość 219 miliardów dolarów, a według prognoz Bain & Company jego średnioroczny wzrost do 2028 roku wyniesie około 4%. Eksperci zwracają jednak uwagę, że dynamika wzrostu koncentruje się coraz bardziej wokół największych i najbardziej rozpoznawalnych tytułów. Kluczową rolę odgrywają tu trzy czynniki: treści tworzone przez użytkowników (UGC – User Generated Content), transmedialne ekosystemy franczyz oparte na własności intelektualnej (media-cross IP) oraz sprzedaż bezpośrednia (D2C – direct to consumer), która omija tradycyjne kanały dystrybucji.

Obserwujemy istotną zmianę pokoleniową w tym, jak gracze wchodzą w interakcję ze światem gier – komentuje Paweł Szreder, Partner w Bain & Company. Dzisiejsze największe tytuły nie są tylko tradycyjnie rozumianymi produktami rozrywkowymi – to kompleksowe platformy umożliwiające tworzenie treści, budowanie społeczności i narracji. Studia, które wykorzystają tę rozszerzoną rolę gier, będą kształtować przyszłość branży. Te, które pozostaną przy tradycyjnym podejściu, ryzykują utratę konkurencyjności.

Gry-platformy rosną, a studia AAA nie nadążają

Zgodnie z analizą Bain & Company, gry oparte na modelu platformowym, w których gracze mogą budować rozległe wirtualne światy, nawiązywać kontakty społeczne i samodzielnie tworzyć treści – notują dynamiczny, dwucyfrowy wzrost liczby użytkowników. Tytuły tego typu przyciągają nie tylko graczy, ale również twórców i marki, którzy zauważają potencjał marketingowy platform. Ich wartość potwierdzają dane – najpopularniejsze tytuły zwiększają liczbę aktywnych graczy o 10-20% rocznie, stając się kluczowym elementem całego ekosystemu.

Jednocześnie studia AAA stoją dziś przed poważnymi wyzwaniami – rosnące koszty produkcji, spadające marże oraz intensywna konkurencja znacząco ograniczają ich możliwości rozwoju. W tym samym czasie twórcy produkcji niezależnych, nieobciążeni wysokimi kosztami stałymi, dynamicznie zyskują na znaczeniu. Między 2018 a 2024 rokiem osiągnęli skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) przychodów z gier PC na poziomie 22%, podczas gdy w przypadku studiów AAA/AA było to zaledwie 8%.

UGC staje się standardem branży – a jego znaczenie szybko rośnie

Z badania przeprowadzonego wśród ponad 5 tys. graczy z sześciu krajów (USA, Brazylia, Indonezja, Japonia, Wielka Brytania i ZEA), wynika, że niemal połowa z nich poświęca więcej czasu na tworzenie własnych treści w grach niż rok wcześniej. Coraz częściej projektują własne poziomy, postaci, przedmioty czy fabuły, które następnie trafiają do innych graczy. Trend ten widoczny jest wśród osób powyżej 35. roku życia, ale najsilniej obecny jest w grupie wiekowej 2-17 lat, którą cechuje także to, że niemal 40% częściej niż najstarsi gracze sięgają po tytuły najpopularniejsze wśród własnych rówieśników.

Młodsze pokolenia graczy są dziś głównym motorem sukcesu największych tytułów – ich potrzeby i wartości kształtują nowe zasady funkcjonowania całej branżymówi Paweł Szreder. Dla wielu użytkowników ważniejsze od jakości grafiki są dziś możliwość personalizacji, więzi społeczne i twórcza swoboda. Tradycyjny model rozwoju gier oparty na kolejnych częściach serii i coraz bardziej zaawansowanej grafice, przestaje być wystarczający, by utrzymać przewagę konkurencyjną.

Sprzedaż bezpośrednia zyskuje przewagę

Zmienia się także sposób odkrywania nowych gier. Obecnie 24% graczy poznaje nowe tytuły dzięki rekomendacjom influencerów, 14% – za pośrednictwem mediów społecznościowych, podczas gdy jedynie 12% odkrywa je poprzez tradycyjne sklepy cyfrowe.

W odpowiedzi na te zmiany, twórcy coraz częściej uruchamiają własne sklepy online. Jak podaje Bain & Company, odsetek gier mobilnych, generujących najwyższe przychody i posiadających własny sklep wzrósł z 12 proc. w 2019 roku do 44 proc. w 2024 roku. Trend ten dodatkowo wspierają decyzje regulacyjne w USA, Unii Europejskiej i Brazylii, które umożliwiają kierowanie użytkowników do zewnętrznych linków zakupowych.

Rozbudowa ekosystemu zwiększa zaangażowanie

Największe franczyzy gier coraz częściej wykraczają poza świat konsol i PC-tów. Gracze poświęcają średnio jedną czwartą swojego czasu na inne formy rozrywki związane ze światem gry – są to np. seriale, muzyka czy produkty konsumenckie. Dane wskazują, że udane adaptacje filmowe i telewizyjne mogą zwiększyć liczbę aktywnych graczy nawet o 69 proc.

Więcej informacji na temat rynku gier i pełna wersja raportu: https://www.bain.com/insights/topics/gaming-report/.

Wzrost płac w sierpniu słabszy od oczekiwań – 7,1% r/r wobec prognozowanych 8%

W sierpniu 2025 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7,1 proc. w ujęciu rocznym, wyraźnie poniżej rynkowych oczekiwań, które zakładały wzrost na poziomie 8,0 proc r/r. Średnie wynagrodzenie brutto ukształtowało się na poziomie 8 769,08 zł.

Dynamika wzrostu płac stopniowo wyhamowuje po rekordowym 2024 roku, w którym odnotowano w Polsce najszybszy przyrost wynagrodzeń od dwóch dekad. Tempo wzrostu płac pozostaje jednak wciąż podwyższone, co przekłada się przede wszystkim na presję na ceny usług (w sierpniu wzrosły one o 6,0 proc. w ujęciu rocznym). Część członków Rady Polityki Pieniężnej podkreśla, że utrzymanie się dynamiki wynagrodzeń bliżej poziomu 6 proc. rocznie będzie generować mniejszą presję inflacyjną.

Prezentowane dane obejmują firmy zatrudniające co najmniej 10 osób, z wyłączeniem jednostek sektora publicznego takich jak administracja, edukacja, ochrona zdrowia i pomoc społeczna.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Połowa specjalistów IT próbowała negocjować podwyżkę, sukces osiągnął co piąty

Jak wynika z raportu Talent Trends 2025 firmy rekrutacyjnej Michael Page, niemal 7 na 10 specjalistów z branży technologicznej jest zadowolonych ze swojej obecnej pracy. Ponad połowa z nich uważa także swoje wynagrodzenie za satysfakcjonujące, choć jedynie co piąty ubiegający się o podwyżkę odniósł sukces. Nowej pracy aktywnie poszukiwała połowa profesjonalistów IT, ale otwartych na nowe możliwości jest aż 90%.

Specjaliści z branży technologicznej coraz częściej czują się stabilnie w pracy – jak wynika z raportu Michael Page Talent Trends 2025[1], deklaruje to aż 66% z nich , wobec 64% rok wcześniej. Rośnie też zadowolenie z pracy (52% vs. 50% w 2024 r.) i wynagrodzeń (70% vs. 57%). Mimo tego, czterech na dziesięciu specjalistów próbowało w ostatnim roku negocjować podwyżkę, a sukces odniosło jedynie 18%.

Choć zjawisko aktywnego poszukiwania pracy nieco osłabło (obecnie taką chęć deklaruje 50% ankietowanych), specjaliści technologiczni nie zamykają się na zmiany, a aż 90% deklaruje otwartość na nowe oferty. Co więcej, niemal sześciu na dzisięciu z nich przewiduje, że w ciągu dwóch lat i tak zmieni pracodawcę.

Rynek pracy w sektorze technologicznym wszedł w fazę stabilizacji, ale wymagania wobec kandydatów są dziś wyższe niż wcześniej. Obecnie firmy poszukują ekspertów, którzy łączą wiedzę techniczną z rozumieniem procesów biznesowych. Średni czas zamknięcia procesu rekrutacyjnego w IT wynosi dziś około 60 dni i coraz częściej wymagają kilku mocnych rekomendacji. To wyraźny sygnał, że w wielu obszarach przewaga w procesach rekrutacyjnych przesunęła się na stronę pracodawców – komentuje Bartosz Maligłówka, Head of IT Contracting w Michael Page Polska.

Dla ekspertów technologicznych liczą się nie tylko zarobki, ale też równowaga

Głównym powodem zmiany pracodawcy przez specjalistów z branży technologicznej są zarobki, na które wskazuje aż 47% pytanych w badaniu na potrzeby raportu Talent Trends 2025[2]. Na kolejny miejscu znalazło się znudzenie obecną rolą i obowiązkami, a także kwestie związane z jakością zarządzania (29%). Kolejne czynniki to chęć pełnienia innej funkcji w tej samej branży (21%) lub odkrycia możliwości na arenie międzynarodowej (19%).

Jednym z głównych kryteriów wyboru pracodawcy w sekotrze technologicznym stała się także równowaga między życiem zawodowym a prywatnym. Aż 82% badanych uznaje ją za priorytet, a ponad połowa odrzuciłaby awans kosztem komfortu psychicznego. Duże znaczenie ma także możliwośc pracy zdalnej lub hybrydowej, ponieważ aż 41% specjalistów z branży technologicznej czuje się bardziej produktywnych w domu. Co więcej, 70% z nich zmieniłoby pracę w razie obowiązkowego powrotu do biura. Dlatego, walka o najlepsze talenty w branży dotyczy obecnie nie tylko wynagrodzeń, lecz także kultury organizacyjnej i odpowiedniego work-life balance.

W branży technologicznej obserwujemy wyraźną zmianę priorytetów. Wynagrodzenie nadal pozostaje istotnym czynnikiem, ale coraz częściej specjaliści kierują się innymi wartościami – stabilnością zatrudnienia, transparentnością procesów oraz równowagą między życiem prywatnym a zawodowym. Coraz więcej osób decyduje się też na umowy o pracę zamiast kontraktów B2B, uznając je za pewniejsze zabezpieczenie w warunkach rynkowej niepewności i rosnących oczekiwań wobec pracodawców – tłumaczy Bartosz Maligłówka.  

***

Badanie Talent Trends 2025

Badanie zostało zrealizowane wśród prawie 50 000 uczestników w IV kwartale 2024 roku na 178 rynkach w Afryce, regionie Azji i Pacyfiku, Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej oraz na Bliskim Wschodzie.

Dane informacji prasowej dotyczą specjalistów technologicznych spośród 502 ankietowanych z Polski, biorących udział w ankiecie.

[1] Talent Trends 2025, Michael Page, maj 2025, https://www.michaelpage.pl/en/talent-trends, dostęp 15 września 2025.

[2] Tamże

Fundusz Ufenau inwestuje w KWKR – początek projektu „buy-and-build” w sektorze prawnym

KWKR oraz Ufenau Capital Partners, wiodący europejski fundusz private equity, wspólnie uruchamiają projekt konsolidacji rynku usług profesjonalnych w Polsce i regionie CEE. To pierwsza tego typu inicjatywa w branży prawnej w Polsce, oparta na strategii „buy-and-build” realizowanej przez fundusz wywodzący się ze Szwajcarii. Ponadto, to pierwsza inwestycja Ufenau w Polsce. Projekt otwiera nowy rozdział dla kancelarii KWKR, która dynamicznie rozwija się poprzez rozbudowę zespołu i kompetencji, oraz dla rynku, na którym powstaje silna grupa profesjonalistów, wspierana kapitałem i know-how Ufenau.

W swojej blisko 15-letniej historii działalności, Ufenau Capital Partners zrealizował setki udanych transakcji w Europie Zachodniej. Partnerstwo kapitałowe z KWKR zostało nawiązane w ramach siódmego funduszu Ufenau, zebranego w 2022 roku, o wartości ponad 1 mld EUR. Dotychczasowi wspólnicy KWKR pozostaną w strukturze właścicielskiej i będą nadal zarządzać spółką. Zespół ekspertów oraz wartości, którymi kieruje się KWKR, nie ulegną zmianie – firma utrzyma pełną autonomię operacyjną i będzie nadal świadczyć wyspecjalizowane usługi prawne i podatkowe.

Michał Konieczny, Partner Zarządzający w KWKR:
„Partnerstwo z Ufenau Capital Partners otwiera przed KWKR nowe możliwości rozwoju operacyjnego i akwizycyjnego, a co za tym idzie: ekspansji w kraju, oraz – w dalszym etapie – również za granicą. To szansa na zwiększenie skali działania, robudowę nowych praktyk i poszerzenie kompetencji zespołu. Rozwój wpisany jest w DNA naszej firmy, podobnie jak szczególna troska o zaufanie w relacjach z klientami i o najwyższe standardy jakości wykonywanych usług.”

Projekt ten ma wyjątkowy charakter: to pierwsza tego rodzaju inwestycja funduszu private equity w kancelarię prawną w Polsce. Inicjuje ona budowę grupy, która ma stać się jednym z największych dostawców profesjonalnych usług prawnych, podatkowych, księgowych i pokrewnych – zarówno w kraju, jak i w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Marcin Wierzbicki, Partner Zarządzający w KWKR:
„Nasza kancelaria zajmuje pozycję lidera nowoczesnych usług prawnych w Polsce, a rosnące uznanie w oczach międzynarodowych partnerów jest tego potwierdzeniem. Współpraca z Funduszem Ufenau umożliwi nam jeszcze skuteczniejsze wsparcie klientów w realizacji wymagających i innowacyjnych projektów.”

Michał Grodzicki, Investment Director & Head of Poland, Ufenau Capital Partners:
„Jesteśmy pod wrażeniem dynamicznego rozwoju KWKR, a także profesjonalizmu i zaangażowania całego zespołu. Jesteśmy przekonani, że spółka stanowi znakomity fundament do budowy grupy firm świadczących usługi profesjonalne w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Planowany proces konsolidacji zakłada inwestycje w inne wiodące kancelarie prawne, a także w firmy świadczące usługi doradztwa podatkowego i księgowego. Naszym celem jest dostarczanie klientom kompleksowych rozwiązań najwyższej jakości. Wierzymy, że zwiększona skala działania i dywersyfikacja przyniosą istotne synergie przychodowe wszystkim spółkom z grupy, jak również możliwości rozwoju zawodowego pracowników oraz wzmocnienie kompetencji technologicznych.”

W ramach nowej strategii rozwój KWKR zostanie dodatkowo przyspieszony poprzez integrację z partnerami działającymi w tworzonej grupie, wdrożenie innowacyjnych narzędzi i technologii oraz dostęp do rozległego, międzynarodowego know-how. W najbliższych miesiącach Ufenau planuje realizację kolejnych inwestycji w spółki z sektora usług profesjonalnych w Polsce i CEE. Ambitne plany zakładają przeprowadzenie nawet kilkunastu akwizycji w ramach rozpoczętego projektu konsolidacyjnego.

Czy system kaucyjny realnie zmieni podejście Polaków do recyklingu?

Większość Polaków wierzy, że system kaucyjny realnie poprawi czystość przestrzeni publicznej – wynika z badania „Nowe nawyki, nowe wyzwania. Jak Polacy postrzegają system kaucyjny?”, przeprowadzonego przez Biostat na zlecenie agencji doradczej 2PR. Aż 62,5% ankietowanych uważa, że wdrożenie systemu przyczyni się do ograniczenia ilości odpadów na ulicach, w parkach i w innych miejscach publicznych.

Badanie pokazuje jednak zróżnicowanie opinii w zależności od płci, wieku i miejsca zamieszkania. Mężczyźni (23,5%) częściej niż kobiety (15,5%) wyrażają sceptycyzm wobec realnego wpływu systemu na poprawę czystości. Z kolei im starsi respondenci, tym większe przekonanie o skuteczności tego rozwiązania – w grupie 18–29 lat pozytywne odpowiedzi sięgają 54,7%, a wśród osób powyżej 60. roku życia aż 69,4%. Największy optymizm odnotowano wśród mieszkańców miast średniej wielkości (100–200 tys. mieszkańców), gdzie 72,5% ankietowanych wierzy w pozytywny efekt systemu. Z kolei w największych aglomeracjach poparcie spada do 59%, a jednocześnie rośnie odsetek odpowiedzi negatywnych (24,4%), co może wskazywać na większy sceptycyzm wobec skuteczności rozwiązań systemowych w dużych miastach.

Rozszerzenie systemu – oczekiwania i obawy

Badanie pokazuje również, że Polacy w większości opowiadają się za możliwie szerokim zakresem działania systemu kaucyjnego. Blisko 60% respondentów (58,9%) uważa, że kaucja powinna obejmować jak najwięcej rodzajów opakowań po napojach – nie tylko plastikowe butelki i puszki, ale także kartony czy butelki po mleku.

Największe poparcie dla rozszerzenia systemu wyrażają osoby w wieku 50–59 lat (66,4%), podczas gdy najmłodsi badani (18–39 lat) częściej podchodzą do tego pomysłu sceptycznie – aż 28% z nich sprzeciwia się rozszerzeniu katalogu opakowań objętych kaucją. Opinie kobiet i mężczyzn w tym zakresie są natomiast bardzo zbliżone. Również w przypadku miejsca zamieszkania widać wyraźne różnice. Najwięcej zwolenników rozszerzenia systemu odnotowano w miastach średniej wielkości (64,8%). Z kolei najmniej przychylnie na ten pomysł patrzą mieszkańcy wsi (55,8%) i największych aglomeracji (56,9%), gdzie jednocześnie rośnie odsetek przeciwników – w metropoliach sięga on 26,8%.

Z perspektywy operatora systemu widzimy, że kaucja ma ogromny potencjał, żeby realnie zmienić sposób, w jaki Polacy podchodzą do recyklingu. Na początku jednak system będzie funkcjonował głównie w oparciu o zbiórkę ręczną, szczególnie w mniejszych i średnich sklepach. Recyklomatów, choć docelowo bardzo ważnych, w pierwszych miesiącach będzie stosunkowo niewiele. Dlatego nasze zadanie jako operatora polega dziś nie tylko na rozwijaniu infrastruktury, ale przede wszystkim na zapewnieniu sprawnej logistyki, przejrzystych zasad i dobrego wsparcia dla punktów sprzedaży. To dzięki nim konsumenci odzyskają kaucję w możliwie najprostszy sposób. Badanie potwierdza, że Polacy oczekują czystszej przestrzeni publicznej i widzą w systemie realną szansę na zmianę. Naszą rolą jest przełożyć te oczekiwania na praktykę: zadbać o to, by każdy sklep mógł uczestniczyć w systemie, a konsumenci zyskali pewność, że ich wysiłek ma sens. Dopiero wtedy system będzie powszechny i wiarygodny – mówi Janusz M. Kamiński, rzecznik prasowy Reselekt.

Bartosz Sosnówka, partner zarządzający w agencji 2PR
Bartosz Sosnówka, partner zarządzający w agencji 2PR

System kaucyjny to nie tylko infrastruktura i przepisy, ale także komunikacja, która decyduje o tym, czy konsumenci zrozumieją jego sens i będą chcieli aktywnie w nim uczestniczyć. Wyniki badania pokazują, że różne grupy społeczne mają odmienne oczekiwania i poziom wiedzy, dlatego kampanie muszą być odpowiednio dopasowane do odbiorców. Kluczowe jest budowanie przekazu opartego na prostych korzyściach – czystsze otoczenie, wygoda i oszczędność. Ważne będzie również tłumaczenie, czy w ogóle jest możliwe rozszerzanie katalogu opakowań objętych kaucją. Bez przemyślanej komunikacji trudno będzie osiągnąć pełną skuteczność tego rozwiązania – dodaje Bartosz Sosnówka, partner zarządzający w agencji 2PR, która zleciła badanie.

Polacy chcą zmian, ale potrzebują wiedzy. Badanie potwierdza, że choć w większości pozytywnie postrzegamy system kaucyjny, to jego skuteczność zależy od odpowiedniej komunikacji i edukacji społeczeństwa. Kampanie informacyjne promujące korzyści płynące z uczestnictwa w systemie mogą okazać się kluczem do pełnego sukcesu – zarówno w miastach, jak i na terenach wiejskich.

O badaniu:

Badanie przeprowadzone na przełomie sierpnia i września 2025 roku na reprezentatywnej (1000 osób) grupie osób powyżej 18. roku życia, zamieszkujących teren Polski. Pomiar zrealizowany przy wykorzystaniu autorskiego panelu konsumenckiego „Badanie Opinii”. Badanie miało charakter ilościowy. Zrealizowane zostało na podstawie kwestionariusza ankiety.

Infrastruktura i transport w punkcie zwrotnym – raport KPMG 2025

Globalne niedoinwestowanie, rosnące napięcia geopolityczne, presja transformacji energetycznej oraz szybki rozwój cyfryzacji – to jedne z głównych czynników, które kształtują przyszłość infrastruktury i transportu. Z raportu KPMG „Emerging Trends in Infrastructure and Transport 2025: The Great Reset” wynika, że sektor wchodzi w okres głębokiej transformacji, a 2025 rok jest momentem redefinicji priorytetów w finansowaniu, zarządzaniu i rozwoju infrastruktury.

Raport KPMG wskazuje dziesięć kluczowych trendów, które w najbliższych latach zdefiniują strategie rządów, inwestorów i operatorów – od nowych modeli finansowania i standaryzacji łańcuchów dostaw, przez cyfrowe bliźniaki w zarządzaniu aktywami, aż po pragmatyczne podejście do transformacji energetycznej.

Patrząc na globalne trendy, wyraźnie widać, że tradycyjne modele finansowania dużych projektów infrastrukturalnych stają się niewystarczające. Coraz większe znaczenie zyskują prywatni inwestorzy i fundusze instytucjonalne, które wnoszą nie tylko kapitał, lecz także doświadczenie w zarządzaniu złożonymi przedsięwzięciami. Zmienia to sposób, w jaki myśli się o planowaniu i realizacji inwestycji – nacisk kładziony jest na długoterminową efektywność i ograniczanie ryzyk. W Polsce podobne mechanizmy zaczynają odgrywać coraz większą rolę, szczególnie w sektorach energetyki odnawialnej czy transportu publicznego. Odpowiednie przygotowanie projektów, ich strukturyzacja finansowa oraz wycena aktywów, otwierają drogę zaangażowania zarówno administracji, jak i inwestorów instytucjonalnych – podkreśla Dorota Miziołek, Partner Associate, Zespół Finansowania i Infrastruktury w Dziale Deal Advisory, KPMG w Polsce.

Jednym z przełomowych trendów jest cyfryzacja procesów projektowania, zarządzania i utrzymania zasobów. Rozwój cyfrowych bliźniaków czy zaawansowanych systemów monitoringu pozwala przewidywać awarie, obniżać koszty utrzymania i zwiększać odporność całych systemów. To podejście zmienia zarządzanie infrastrukturą z reaktywnego na proaktywne i ma kluczowe znaczenie również w Polsce – m.in. przy modernizacji mostów, linii kolejowych czy sieci energetycznych.

Wielkoskalowe projekty infrastrukturalne charakteryzują się wysokim stopniem złożoności technicznej i organizacyjnej, co przekłada się na podwyższony poziom ryzyka. W obecnych warunkach gospodarczych kluczowe staje się nie tylko kontrolowanie budżetu i dostępności kadr, ale przede wszystkim utrzymanie ciągłości realizacji inwestycji w całym jej cyklu życia. Oznacza to konieczność wdrażania zintegrowanych systemów zarządzania ryzykiem – obejmujących monitoring postępu prac, zarządzanie kontraktami, bezpieczeństwo na placu budowy, stabilność łańcuchów dostaw oraz czynniki zewnętrzne, takie jak zmiany regulacyjne czy napięcia geopolityczne. Skuteczność realizacji zależy od zdolności do równoczesnego utrzymywania strategicznych założeń projektu i szybkiego reagowania na zdarzenia krytyczne. To właśnie takie podejście determinuje, czy inwestycja zostanie zrealizowana zgodnie z harmonogramem i zakładanym efektem, czy też napotka poważne ryzyka opóźnień i wzrostu kosztów – wskazuje Karolina Skalska-Józefowicz, Dyrektor, Szef Zespołu doradztwa w projektach inżynieryjnych w KPMG w Polsce.

Raport podkreśla, że największym wyzwaniem pozostaje brak ujednoliconych standardów w łańcuchach dostaw, presja kosztowa i ryzyko geopolityczne, które podnoszą poziom niepewności inwestycyjnej. Jednocześnie jednak transformacja sektora otwiera nowe możliwości – od innowacyjnych modeli finansowania po wdrażanie inteligentnych technologii i rozwój gospodarki niskoemisyjnej.

Raport jest dostępny na stronie: Infrastruktura i transport w punkcie zwrotnym – KPMG Poland

****

O raporcie:

Raport „Emerging Trends in Infrastructure and Transport 2025: The Great Reset” został opracowany w oparciu o opinie dziesięciu ekspertów KPMG z obszaru infrastruktury z różnych krajów, którzy podzielili się swoimi perspektywami na temat najważniejszych trendów mających kształtować branżę w najbliższych latach. Raport nie został ograniczony do diagnozy problemów – przedstawiono w nim również prognozy dotyczące kierunków rozwoju infrastruktury i transportu. Publikacja ma na celu zainicjowanie dyskusji i wsparcie decydentów w podejmowaniu świadomych działań w obliczu nieustających zawirowań gospodarczych. Wyzwania przedstawione w raporcie mają charakter uniwersalny, ale ich implementacja różni się w zależności od regionu. Opracowanie dostarcza ram do intepretacji globalnych trendów w lokalnych realiach.

Raport F5: tylko nieliczne firmy gotowe na bezpieczne skalowanie AI

Raport State of AI Application Strategy firmy F5, przygotowany na podstawie odpowiedzi 650 globalnych liderów IT i 150 strategów AI, ujawnia, jak niewielka część organizacji jest gotowa do bezpiecznego skalowania sztucznej inteligencji.

Wynika z niego, że 77% firm osiągnęło jedynie umiarkowany poziom gotowości, przy czym większość z nich wciąż nie posiada solidnych mechanizmów w obszarze zarządzania i bezpieczeństwa wielochmurowego. Kolejne 21% organizacji znalazło się w grupie niskiej gotowości, co ogranicza ich konkurencyjność w momencie, gdy AI zmienia całe branże.

Brak pełnej gotowości nie powstrzymuje jednak firm przed coraz szerszym korzystaniem ze sztucznej inteligencji. Aż 70% przedsiębiorstw o umiarkowanej gotowości aktywnie korzysta z generatywnej AI, a praktycznie wszystkie pozostałe prowadzą nad tym prace. Widać to również na poziomie aplikacji – średnio co czwarta aplikacja w badanych firmach ma już wbudowane funkcje AI. Organizacje o umiarkowanej gotowości wykorzystują AI w około jednej trzeciej aplikacji, natomiast w organizacjach o niskiej gotowości odsetek ten spada poniżej średniej i zwykle ogranicza się do projektów pilotażowych.

Na poziomie operacyjnym przedsiębiorstwa coraz częściej łączą różne modele AI – 65% badanych korzysta równocześnie z co najmniej dwóch komercyjnych oraz jednego open-source. Wśród rozwiązań płatnych najczęściej wskazywany jest GPT-4, a wśród open-source – Llama od Meta, Mistral AI i Gemma od Google.

AI staje się kluczowym elementem strategii biznesowych, dlatego firmy muszą myśleć nie tylko o eksperymentach, ale przede wszystkim o bezpieczeństwie i skalowalności – podkreśla John Maddison, Chief Product and Corporate Marketing Officer w F5. – Raport wskazuje konkretne działania, które pozwalają wdrażać AI z większym zaufaniem i kontrolą. Bez odpowiedniego nadzoru i zabezpieczeń sztuczna inteligencja zamiast wspierać biznes, może zwiększać ryzyko zagrożeń.

Wyzwania cyberbezpieczeństwa w adaptacji AI

Raport zwraca też uwagę na kluczowe wyzwania w obszarze cyberbezpieczeństwa, które towarzyszą skalowaniu sztucznej inteligencji.

Wyniki badań ujawniają niepokojące luki: choć 71% organizacji używa AI do celów bezpieczeństwa, to wdrażane przez nie systemy AI często nie są odpowiednio chronione. Tylko 18% organizacji o umiarkowanej gotowości wdrożyło dedykowaną zaporę AI, a 47% planuje to zrobić w ciągu najbliższego roku.

Równie istotnym problemem jest zarządzanie danymi – jedynie 24% firm prowadzi ciągłe etykietowanie danych[1], co ogranicza przejrzystość i zwiększa podatność na ataki typu adversarial[2]. W hybrydowych środowiskach chmurowych dodatkowym problemem jest brak spójnego nadzoru, który tworzy luki w zabezpieczeniach procesów i danych. Różnorodność modeli, w tym popularnych narzędzi open-source, dodatkowo poszerza powierzchnię ataku, jeśli nie towarzyszą jej odpowiednie ramy kontrolne.

W efekcie tempo wdrożeń wyprzedza tempo zabezpieczeń, co zwiększa ryzyko incydentów i problemów z regulacjami.

Rekomendacje dotyczące poprawy gotowości na AI

F5 wskazuje, że firmy mogą zwiększyć skalowalność i bezpieczeństwo AI, podejmując szereg działań w ramach AI Readiness Index. Do najważniejszych należą m.in.:

  • dywersyfikacja modeli – łączenie rozwiązań komercyjnych i open-source przy jednoczesnym doskonaleniu nadzoru;
  • rozszerzanie zastosowań sztucznej inteligencji poza projekty pilotażowe i zakotwiczenie jej w procesach operacyjnych, analizach i mechanizmach bezpieczeństwa;
  • integracja dedykowanych zabezpieczeń – od zapór AI po formalizację procesów zarządzania danymi, takich jak etykietowanie.

Organizacje o wysokiej gotowości na AI mogą dzięki temu skutecznie skalować działania, ograniczać ryzyko i strategicznie wykorzystywać innowacje. Firmy pozbawione dojrzałych ram natrafiają natomiast na wąskie gardła operacyjne, problemy z regulacjami i ryzyko spowolnienia wzrostu.

AI Readiness Index pełni rolę drogowskazu, pozwalając organizacjom mierzyć postępy i wdrażać zmiany niezbędne do bezpiecznego skalowania. Więcej danych i rekomendacji znajduje się w pełnym raporcie State of AI Application Strategy 2025.

[1] Etykietowanie danych to proces oznaczania i aktualizowania danych (np. obrazów, tekstów, logów), który umożliwia modelom AI prawidłowe rozpoznawanie i klasyfikowanie informacji.

[2] Ataki typu adversarial to celowe modyfikacje danych wejściowych, często niewidoczne dla człowieka, mające na celu zmylenie modelu AI i skłonienie go do błędnej klasyfikacji.

Wzrost opłat za ogrzewanie mocno podniesie koszty utrzymania mieszkań na wynajem

Spółdzielnie mieszkaniowe i właściciele nieruchomości na wynajem przygotowują swoich lokatorów do spodziewanych wzrostów opłat za ciepło zimą 2025 i 2026 roku. Wynika to z ogólnego wzrostu kosztów ogrzewania, ale także z faktu, że w tym roku przestała działać rządowa tarcza mrożąca wzrosty cen. Nie wiadomo jeszcze jaka może być skala podwyżek, ale już kilka miesięcy temu mówiono o zmianach nawet na poziomie kilkudziesięciu procent. – Jeżeli ktoś wynajmuje mieszkanie  to opłata za media jest jedną ze składowych jego zobowiązań. Obawiamy się konfliktów na linii wynajmujący- właściciel mieszkania, gdy okaże się konieczne są dopłaty do ciepła – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

W niektórych przypadkach zmiana kosztów opłat za ogrzewanie czy czynszów do wspólnoty to nawet kilkaset złotych miesięcznie

Wiele więc wskazuje na to, że lokatorzy będą drżeć – i to niekoniecznie z zimna, a z niepewności, jak wysokie mogą być opłaty za ogrzewanie mieszkań. Sytuacja zdaje się być trudna do przewidzenia, a fakt wzrostu cen za ogrzewanie jest niemal pewny.

– Wzrost cen gazu będzie mocno przekładać się na opłaty w mieszkaniach na wynajem. Szczególnie, gdy mówimy o blokach ogrzewanych gazem, starym budownictwie, mieszkaniach w oficynach. Taka sytuacja w znaczący sposób wpływa na zmniejszenie atrakcyjności wynajmu, bo składowa kosztów staje się dla lokatorów trudna do opanowania. Wyobrażam sobie, że zapowiedź wzrostu cen kosztów gazu i ogrzewania będzie blokadą dla właścicieli mieszkań, by jesienią nie podnosić kosztów najmu. Jednocześnie ten wzrost będzie odczuwalny dla klientów, którzy będą płacić więcej za media – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Wzrost kosztów ogrzewania i prądu jest dla rynku nieruchomości odczuwalny. Podobnie jest zresztą z czynszami do spółdzielni mieszkaniowych. W niektórych przypadkach to była zmiana nawet na poziomie 400-500 złotych rocznie, co radykalnie podnosi koszty – przyznaje ekspert.

– Pretensje bardzo często kumulują się w stronę właściciela mieszkania, który tak naprawdę nie musi podnosić swoich kosztów, by dla klienta wynajem mieszkania był dużo droższy. Ta zima pod wieloma względami będzie dla rynku wynajmu trudna – mówi Mirosław Król.

Rosną koszty wynajmu, mimo że nie rosną opłaty dla właścicieli mieszkań

Średnia cena wynajmu kawalerki w Polsce wynosi od 1600 do 2000 złotych, dwupokojowe mieszkania można wynająć już od około 2300 złotych, a mieszkania większe od około 2500 złotych. Cena zawsze zależy od standardu, lokalizacji i tego na jak długi czas podpisywana jest umowa między wynajmującym, a właścicielem mieszkania. Koszty po stronie wynajmującego to zwykle także czynsz, opłaty za media, w tym prąd i gaz oraz wodę. Im wyższe koszty komunalne, tym poważniejsze obciążenie dla wynajmującego.

– Koszty wynajmu w Polsce drastycznie rosną i dla wielu osób to ostateczny motywator żeby zdecydować się na zakup własnego mieszkania. Wzrost zainteresowania zakupem mieszkań na rynku wtórnym będzie wygenerowany w dużej mierze zniecierpliwieniem osób wynajmujących mieszkania, gdy okaże się, że koszty najmu znowu idą do góry – przyznaje Mirosław Król.

– Wielu wynajmujących stosuje już liczniki przedpłatowe na prąd, by to wynajmujący decydował o kwocie doładowania i ostatecznych kosztach, jakie będzie ponosić. Takie doładowania można zrobić w wielu sklepach. To rozwiązanie o tyle korzystne, że wynajmujący realnie płaci za to, jak intensywnie korzysta z prądu. Spotkałem się już z sytuacjami, gdy dopłata do prądu, gazu czy wody była poważnym zarzewiem konfliktu między wynajmującym, a właścicielem mieszkania – przyznaje Mirosław Król.