Fed obniża stopy procentowe, rynki patrzą na Bank Anglii

Wczoraj Rezerwa Federalna w USA zdecydowała się na obniżenie stóp procentowych o 25 punktów bazowych, do przedziału 4,00–4,25%, co było zgodne z rynkowym konsensusem. Dziś uwaga rynków koncentruje się na Wielkiej Brytanii, gdzie o godzinie 13:00 poznamy decyzję Banku Anglii w sprawie stóp procentowych. Rynek oczekuje, że siedmiu z dziewięciu członków Komitetu Polityki Pieniężnej (MPC) opowie się za utrzymaniem obecnego poziomu stóp. Niewykluczone jednak, że najbardziej „gołębi” członkowie, Alan Taylor i Swati Dhingra, poprą ich cięcie. Kurs GBP/USD wynosi obecnie 1,3617 i testuje od góry wcześniej przełamany poziom oporu.

Bank Anglii sygnalizuje spowolnienie tempa zacieśniania ilościowego oraz ostrożne podejście do dalszych decyzji w zakresie polityki pieniężnej. Aktualnie stopy procentowe utrzymywane są na poziomie 4%, po wcześniejszej obniżce z 4,25% w sierpniu, przy stosunku głosów 5 do 4. Choć jeszcze niedawno rynek zakładał kontynuację obniżek w 2025 roku, obecnie te oczekiwania są coraz słabsze ze względu na utrzymującą się inflację.

W ramach polityki ilościowej Bank planuje zmniejszenie tempa redukcji portfela obligacji skarbowych z 100 mld GBP do 70 mld GBP rocznie. Działanie to ma ograniczyć zmienność na rynku długu, szczególnie w segmencie obligacji długoterminowych (gilts). Jednocześnie aktywna sprzedaż obligacji ma wynieść około 21 mld GBP rocznie – znacznie mniej niż 51 mld GBP, które byłyby potrzebne do utrzymania dotychczasowego tempa QT. Spowolnienie zacieśniania oznacza jednak większe koszty dla budżetu, ponieważ Bank Anglii ponosi straty na portfelu obligacji wartym 558 mld GBP.

Inflacja w sierpniu wyniosła 3,8%, niemal dwukrotnie przekraczając cel inflacyjny wynoszący 2%. Bank obawia się tzw. efektów drugiej rundy, czyli wtórnych wzrostów cen i płac wynikających z uporczywie wysokiego poziomu kosztów życia. Równocześnie dane z gospodarki pozostają mieszane – wzrost PKB w drugim kwartale wyniósł 0,3% (przy prognozie 0,1%), jednak w lipcu produkcja przemysłowa spadła o 0,9%. Bezrobocie w okresie od maja do lipca wzrosło do 4,7%, a deficyt handlowy sięgnął 10,3 mld GBP.

Bank Anglii utrzymuje ostrożne stanowisko wobec dalszych cięć stóp procentowych. Skala i tempo ewentualnych decyzji będą uzależnione od dynamiki presji inflacyjnej. Mimo pięciu obniżek od sierpnia 2024 roku, rynek obecnie wycenia jedynie jedną pełną obniżkę stóp w całym 2026 roku. Kluczowe informacje dotyczące dalszego kierunku polityki fiskalnej poznamy 26 listopada, kiedy kanclerz skarbu Rachel Reeves zaprezentuje projekt budżetu.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Kompleksowe rozwiązania w zakresie utrzymania ruchu – SAP Polska

SAP Polska – Twój partner w utrzymaniu ruchu

Firma SAP Polska dostarcza nowoczesne rozwiązania dla przemysłu w obszarze utrzymania ruchu. Nasze usługi obejmują wszystkie etapy – od projektowania i produkcji, przez wdrożenie, aż po serwis i doradztwo techniczne. Dzięki szerokiemu portfolio produktowemu i doświadczeniu wspieramy Klientów w zapewnieniu ciągłości procesów produkcyjnych.

Taśmy transportowe – szeroka oferta dla przemysłu

Taśmy transportowe

W naszej ofercie znajdziesz taśmy transportowe dostosowane do różnych zastosowań technologicznych. Proponujemy m.in.:

  • taśmy PU, PVC, silikonowe i teflonowe,
  • taśmy gumowo-tkaninowe,
  • taśmy modularne.

Produkujemy także taśmy wyposażone w elementy dodatkowe: zabieraki, falbany, perforacje czy nakładki ochronne. Szczególną grupą produktów są taśmy transportowe ESD, które chronią elektronikę przed wyładowaniami elektrostatycznymi. W ofercie znajdują się również taśmy elewatorowe, kubełki czerpaki oraz specjalistyczne złącza i śruby.

Pasy napędowe i przemysłowe

Pasy napędowe i przemysłowe

Dostarczamy szeroki wybór pasów napędowych, które sprawdzają się w różnych gałęziach przemysłu. Oferujemy:

  • pasy płaskie z cięgnem poliamidowym, poliestrowym i aramidowym,
  • pasy klinowe klasyczne, szerokoprofilowe, wieloklinowe i segmentowe,
  • pasy zębate i wielorowkowe,
  • pasy inżynieryjne, okrągłe oraz typu V.

Na zamówienie przygotowujemy również rozwiązania specjalne, takie jak pasy zębate poliuretanowe, modele obustronnie uzębione czy pasy do pakowaczek.

Przekładnie i motoreduktory dla przemysłu

W naszej ofercie znajdują się nowoczesne przekładnie i motoreduktory, które zapewniają wysoką niezawodność i długą żywotność. Dostarczamy:

  • przekładnie ślimakowe, walcowe i stożkowo-walcowe,
  • silniki elektryczne trójfazowe i serwo,
  • napędy w wersjach standardowych i specjalnych.

Oferowane przekładnie można stosować jako zamienniki dla wielu marek obecnych na rynku. Dodatkowo zapewniamy akcesoria – ramiona reakcyjne, tuleje, wałki oraz kołnierze boczne.

Przenośniki przemysłowe projektowane na zamówienie

sap polska

Projektujemy i wdrażamy przenośniki przemysłowe dopasowane do potrzeb zakładów produkcyjnych. Oferujemy:

  • przenośniki taśmowe,
  • przenośniki rolkowe,
  • przenośniki łańcuchowe,
  • przenośniki płytkowe,
  • przenośniki siatkowe,
  • przenośniki specjalne dla indywidualnych procesów.

Każdy projekt powstaje z uwzględnieniem norm jakościowych i bezpieczeństwa. Nasi eksperci zapewniają wsparcie techniczne i doradztwo na każdym etapie współpracy.

Łańcuchy transportowe i napędowe Renold

Jako autoryzowany dystrybutor marki Renold, oferujemy wysokiej jakości łańcuchy napędowe i transportowe. Dostarczamy także:

  • koła łańcuchowe,
  • tuleje montażowe,

Dzięki współpracy z Renold gwarantujemy Klientom niezawodność i trwałość w najbardziej wymagających aplikacjach przemysłowych.

Kurtyny paskowe PVC – ochrona i izolacja

Uzupełnieniem naszej oferty są kurtyny paskowe z PVC, które chronią pomieszczenia przed czynnikami zewnętrznymi i stratami energii. W zależności od potrzeb stosujemy różne rodzaje folii:

  • polarne, kolorowe i matowe,
  • spawalnicze, antystatyczne,
  • żebrowane oraz perforowane.

Oferujemy pełną usługę – od projektu i konfekcji, przez montaż, po serwis kurtyn przemysłowych.

Serwis przenośników 24/7

Świadczymy całodobowe usługi w zakresie serwisu taśm przenośnikowych i systemów transportowych. Zajmujemy się regeneracją i wymianą taśm oraz konserwacją napędów, motoreduktorów i przekładni.
Łączenie taśm wykonujemy metodą:

  • klejenia,
  • zgrzewania,
  • przy użyciu złączek mechanicznych stalowych i tworzywowych.

Działamy w dwóch trybach:

  • awaryjnym 24/7 – ekipa serwisowa dociera w ciągu maksymalnie 8 godzin,
  • planowym – realizowanym w kolejnym dniu roboczym.

Strategia doceniania –feedback jest ważniejszy od jednorazowych nagród

Współczesne organizacje stają przed wyzwaniem utrzymania zaangażowanych i zmotywowanych pracowników. Jak pokazują najnowsze badania HRM Institute, BNP Paribas i Capgemini (Siła Doceniania), 99% pracowników uważa docenianie w miejscu pracy za istotne. Kultura codziennego uznania i częstego feedbacku ma dużo większy wpływ na motywację i zaangażowanie pracowników niż tradycyjne, jednorazowe nagrody finansowe, jak premie roczne.

Częsty feedback – klucz do motywacji i zaangażowania

Badanie wskazuje, że aż 77% pracowników uważa, że regularne docenianie pozytywnie wpływa na ich motywację, a 58% twierdzi, że częste uznanie wpływa na ich zaangażowanie w pracę. Co ciekawe, jednorazowe premie roczne docenia tylko 35% pracowników, podczas gdy aż 57% woli otrzymywać feedback tuż po wykonaniu zadania, a 64% po zakończeniu większych projektów.

Te liczby pokazują, jak bardzo codzienne, regularne uznanie jest ważne w kontekście współczesnego podejścia do motywacji. Wielu ekspertów HR podkreśla, że kultura częstego feedbacku pomaga w utrzymaniu motywacji na stałym, wysokim poziomie, a pracownicy, którzy czują się doceniani i widzą, że ich wysiłki są zauważane na bieżąco, mają znacznie większe poczucie satysfakcji zawodowej.

– „Feedback rozumiany jako dzielenie się informacjami zwrotnymi często jest kluczowym motywatorem dla pracownika – bez niego trudno o zrozumienie oczekiwań, rozwój, sens działania. Regularne uznanie pozwala pracownikom widzieć istotę swojej pracy na co dzień i wzmacnia ich poczucie sprawczości” – zauważa Dorota Pałysiewicz, Dyrektor ds. HR w Brown-Forman Polska.

Feedback vs. jednorazowe nagrody: długofalowe efekty

Warto zauważyć, że kultura feedbacku nie tylko motywuje pracowników w krótkim okresie, ale także przyczynia się do ich długofalowego zaangażowania i satysfakcji z pracy. Pracownicy, którzy regularnie otrzymują konstruktywny feedback, są bardziej świadomi swoich mocnych stron oraz obszarów do rozwoju, co umożliwia im lepsze wykonywanie codziennych zadań.

– „Częsty feedback pozwala na bieżąco korygować błędy, doskonalić umiejętności i dostosowywać się do zmieniających się oczekiwań firmy. Z kolei jednorazowa premia roczna daje jedynie chwilowy impuls motywacyjny, który szybko się wyczerpuje” – mówi Piotr Majewski, konsultant HR.

Feedback, szczególnie jeśli jest konkretny i oparty na wnioskach z analizy wykonanej pracy, daje pracownikowi poczucie, że rozwija się w odpowiednim kierunku. Długoterminowo prowadzi to do większego zaangażowania, bo pracownicy widzą, że ich praca ma wartość, a ich rozwój jest monitorowany i wspierany przez przełożonych – dodaje Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska.

Zaangażowanie pracowników to kluczowy element sukcesu każdej organizacji. Firmy z wysoko zaangażowanymi zespołami osiągają lepsze wyniki, mają niższą rotację i większą stabilność. Co więcej, zespół pełen zaangażowanych pracowników to zespół, który nie tylko realizuje cele, ale także angażuje się w procesy innowacyjne i proaktywnie rozwiązuje problemy. Feedback, w tym regularne docenianie za dobrze wykonaną pracę, pozwala budować poczucie wspólnoty i przynależności, co przekłada się na lepszą współpracę i efektywność.

Badanie pokazuje, że pracownicy, którzy regularnie otrzymują feedback, czują się bardziej związani z organizacją i są bardziej skłonni do długoterminowej współpracy. „Skala zaangażowania jest papierkiem lakmusowym zdrowia lub kultury organizacji.  Firmy, które stawiają na codzienne uznanie i konstruktywny feedback, mogą zbudować silne fundamenty pod przyszły rozwój – konkluduje Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska.

Śnieżka publikuje wyniki za I półrocze 2025 roku

Grupa Śnieżka wypracowała w I półroczu 2025 roku 380,3 mln zł przychodów ze sprzedaży wobec 402,6 mln zł odnotowanych w analogicznym okresie poprzedniego roku. W raportowanym półroczu wynik EBITDA wyniósł 66,5 mln zł wobec 67,4 mln zł rok wcześniej, natomiast zysk netto ukształtował się na poziomie 31,3 mln zł w porównaniu z 31,7 mln zł w I półroczu 2024 roku.

  • W omawianym okresie wyniki Grupy pozostawały pod wpływem trudnych uwarunkowań makroekonomicznych, które wpływały na aktywność i wybory konsumentów. Rynek farb nadal nie wykazywał oznak ożywienia.

– Otoczenie makroekonomiczne, jak również sytuacja w branży farb, nie uległy poprawie w II kwartale 2025 roku, co przełożyło się na spadek sprzedaży w całym I półroczu br. W tych warunkach skupiamy się na działaniach zwiększających odporność, tj. dyscyplinie kosztowej oraz systematycznym obniżaniu poziomu zadłużenia – na koniec czerwca br. wskaźnik długu netto do EBITDA wyniósł 1,69. Wyniki Grupy potwierdzają naszą zdolność do skutecznego działania i utrzymania udziałów rynkowych, mimo utrzymujących się wyzwań popytowych na kluczowych rynkach – komentuje Joanna Wróbel-Lipa, Wiceprezes Zarządu Śnieżka SA.

W I półroczu 2025 roku na zyskowność Grupy negatywnie wpłynął przede wszystkim spadek sprzedaży. Koncentracja na zachowaniu dyscypliny kosztowej zaowocowała spadkiem kosztów sprzedaży i ogólnego zarządu o blisko 0,5 mln zł w ujęciu rok do roku. Rentowność EBITDA w analizowanym okresie wyniosła 17,5%, co stanowi wzrost o 0,8 punktu procentowego w porównaniu z rokiem poprzednim, a w samym II kwartale było to 19,1%, czyli o 1,3 punktu procentowego więcej rok do roku. W I półroczu br. marża brutto ze sprzedaży wzrosła do 49,9% wobec 48,4% w analogicznym okresie roku poprzedniego, co wynikało ze sprzyjającej relacji kosztów wytworzenia do uzyskanej sprzedaży.

Wartość sprzedaży krajowej w I półroczu 2025 roku osiągnęła 279,2 mln zł, co oznacza spadek o 2,3% rok do roku, stanowiąc 73,4% skonsolidowanych przychodów. Na rynku węgierskim przychody zmniejszyły się o 10,7% rok do roku, osiągając wartość 47,5 mln zł. Sprzedaż na rynku ukraińskim wyniosła 39,4 mln zł, co oznacza spadek o 8,2% rok do roku. Dodatkowo na poziom wyników negatywnie wpłynęło umocnienie złotego względem forinta i hrywny.

Na koniec czerwca 2025 roku wskaźnik dług netto/EBITDA Grupy wyniósł 1,69 w porównaniu z 2,08 rok wcześniej.

Podstawowe elementy rachunku zysków i strat Grupy Kapitałowej Śnieżka:

okres 6 miesięcy zakończony dnia 30 czerwca 2025 roku okres 6 miesięcy zakończony dnia

30 czerwca 2024 roku

Zmiana (r/r)
Przychody ze sprzedaży 380 328 402 648 -5,5%
Koszt własny sprzedaży 190 524 207 966 -8,4%
Koszty sprzedaży i ogólnego zarządu 142 998 143 488 -0,3%
Wynik na pozostałej działalności operacyjnej 545 (2 494) -121,9%
Wynik na działalności finansowej (7 912) (9 345) -15,3%
Udział w zysku jednostki stowarzyszonej 25 134 -81,3%
Zysk brutto 39 464 39 489 -0,1%
Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) 47 351 48 700 -2,8%
Zysk na działalności operacyjnej + amortyzacja (EBITDA) 66 477 67 373 -1,3%
Podatek dochodowy 8 195 7 772 5,4%
Wynik netto, w tym 31 269 31 717 -1,4%
zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 30 020 30 026 0,0%

Helpful Content Update zmienia zasady gry w SEO: już nie słowa kluczowe, lecz wartość treści

0

Od wprowadzenia Helpful Content Update priorytetem nie są już słowa kluczowe, ale to dla kogo i jak piszemy. Największy wstrząs przyniosły AI Overviews – podsumowania generowane przez sztuczną inteligencję, które od marca 2025 roku pojawiają się w wynikach aż o 115% częściej[1], spychając tradycyjne linki w dół. Efekt? W walce o widoczność liczy się dziś nie ilość, ale jakość – regularność publikacji, unikalność i prawdziwa wartość dla czytelnika.

Sztuczna inteligencja w natarciu – dostosuj się albo zgiń

Technologiczna rewolucja oparta na AI nie jest już zaskoczeniem, jednak zasięg jej wpływu poszerza się o coraz to nowe obszary. Zmiany nie ominą również sklepów online, a brak kompatybilności SEO z algorytmami sztucznej inteligencji może okazać się zgubny dla domen e-commerce. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów do 2026 roku wykorzystanie tradycyjnych wyszukiwarek internetowych może spaść o nawet 25% na rzecz chatbotów oraz agentów AI[2].

Trend ten zaobserwować możemy już dziś, gdy coraz więcej użytkowników woli sięgnąć po rozwiązania typu LLM, celem wyszukania pożądanych informacji czy produktów. Fakt ten nie umknął uwadze Google’a, który w ramach kontrofensywy postanowił zaimplementować AI do swojej wyszukiwarki, pozwalając nam na bardziej naturalne i responsywne formułowanie zapytań.

Wdrożenie nowych algorytmów oraz funkcji AI Overviews (AIO) zdążyło już solidnie namieszać w statystykach wielu witryn internetowych – jak donosi BrightEdge, mimo iż średnia liczba wyświetleń stron wzrosła o około 49% rok do roku, współczynnik klikalności (CTR) spadł o nawet 30%. Co więcej, ze względu na premiowanie przez AIO treści informacyjnych ponad komercyjnymi[3], podsumowania sztucznej inteligencji niezwykle rzadko uwzględniają jakiekolwiek treści z obszaru e-commerce – częstotliwość ta spadła z 29% do zaledwie 4%[4].

Jak podkreśla Tomasz Zagórski, Senior SEO Specialist w IdoSell: Chcąc zadbać o maksymalną widoczność i efektywność swoich sklepów, e-sprzedawcy muszą zwracać szczególną uwagę na to, w jaki sposób tworzą content na swoją witrynę (musi on być w wielu aspektach atrakcyjny, zrozumiały dla Google oraz modeli LLM). Treści muszą odpowiadać konkretnie na zapytanie
i wpisywać się w intencję użytkownika. Tylko podążając za najnowszymi standardami SEO merchanci mogą przebić się przez barierę wyzwań, jaką dla ich rozpoznawalności stawia obecnie AI
”.

Nowy król SEO – już nie tylko kontent, ale i kontekst

Algorytmy Google w niespotykanym dotąd stopniu opierają się na sztucznej inteligencji, która charakteryzuje się myśleniem kontekstowym – oznacza to, że wyniki dla wpisanego wyszukiwania nie bazują już wyłącznie na słowach kluczowych, lecz raczej na adekwatności odpowiedzi w stosunku do pytania użytkownika. Ważnym zagadnieniem jest tu tzw. Cost of Retrieval (ang. koszt przetwarzania informacji), czyli kryterium oceny, zgodnie z którym im bardziej spójna tematycznie, logiczna i osadzona w kontekście treść, tym niższy koszt jej przetworzenia – a co za tym idzie, lepsze pozycjonowanie strony.

Ważne jest również uzbrojenie strony w treści jasne i kompleksowe, ponieważ AI działa w oparciu o encje (kategorie bytów) oraz ich atrybuty (cechy). Ma to szczególne znaczenie w odniesieniu do branży e-commerce. Weźmy na przykład kwestię nazw produktów oferowanych na stronie: klient może nie tylko poszukiwać T-shirtu, ale również podać jego kolor, markę czy charakterystyczny nadruk. Jeżeli cechy te nie zostaną zawarte w nagłówku oraz opisie produktu, algorytm może odrzucić dany sklep, uznając jego zawartość za nieprecyzyjną. W takim wypadku, nawet jeżeli sklep posiada w ofercie poszukiwany towar, do tego w atrakcyjnej cenie, jego potencjalny klient może nigdy się o tym nie dowiedzieć.

Bądź ekspertem w swojej dziedzinie

Niezwykle istotną zmianą z perspektywy SEO jest również rodzaj treści, po jaki chętniej sięgają algorytmy Google – chodzi tu o materiały eksperckie, konkretne i silnie informatywne, które AI ocenia jako bardziej merytoryczne. Z raportu BrightEdge wynika, że na przestrzeni roku zaobserwowano 48% wzrost w cytowaniu terminologii technicznej oraz o 49% częstsze występowanie AIO przy bardziej złożonych zapytaniach[5].

Przyczyną jest tu zasada tzw. Topical Authority, a więc premiowania przez wyszukiwarkę stron, które regularnie, spójnie i dogłębnie opisują dane tematy. Aby jawić się (w oczach algorytmu oraz odbiorców) jako autorytet w swojej dziedzinie – np. obszarze działalności sklepu – sprzedawcy muszą zadbać o aktualność i częstotliwość publikowanych treści, najlepiej w formie merytorycznych artykułów, wpisów blogowych albo przynajmniej oryginalnych opisów oferowanych produktów. Ta ostatnia kwestia jest szczególnie istotna z perspektywy e-commerce, bowiem unikalne treści podnoszą wartość SEO. Zamiast kopiowania generycznych opisów ze strony producenta i powielania tego, co już widnieje w internecie, warto jest poświęcić czas na przygotowanie autorskiej treści, celem zwiększenia szansy na jej wyszukanie.

„W dobie Google AIO oraz zwiększającego się korzystania przez użytkowników z takich rozwiązań jak chatGPT, Perplexity czy też innych modeli generatywnych AI do wyszukiwania informacji, priorytetem nabywającym jeszcze większego znaczenia jest m.in. poprawna i logiczna pod kątem technicznym struktura witryny. IdoSell oferuje swoim merchantom pełen pakiet możliwości zarządzania i modyfikowania technicznego e-sklepu, tak by był łatwo dostępny do analizy przez Google oraz AI” – dodaje Tomasz Zagórski z IdoSell.

Zadbaj o fundament – architektura strony ma znaczenie

Aby strona sklepu była prawdziwie przyjazna dla AI, należy zadbać o kilka kwestii technicznych, dotyczących samej jej struktury. Po pierwsze, optymalizacja kodu HTML zapewnia niebagatelną premię w oczach algorytmu, zważywszy na fakt, iż ceni on prędkość wczytywania witryny.

Do tego należy wziąć pod uwagę odpowiednią, zgodną z zasadami SEO hierarchię nagłówków oraz formatowanie treści – im bardziej przejrzysta będzie struktura, tym lepiej agent AI będzie w stanie odczytać i zrozumieć zawarte na stronie informacje, co zwiększy szansę na lepsze pozycjonowanie. Przeszkodą na tym polu może za to okazać się nadmierna ilość JavaScriptu, którego dynamiczne efekty wizualne mogą ograniczać widoczność treści dla botów.

Warto również pamiętać o znaczącym udziale użytkowników mobilnych, których liczba z roku na rok sukcesywnie wzrasta. Zadbanie o poprawne wyświetlanie oraz nawigację po witrynie sklepu na smartfonach czy tabletach nie tylko podniesie jakość doświadczenia konsumentów, lecz również sprawi, że strona będzie traktowana przez AI priorytetowo.

[1] Ahref, „AI Overviews Have Doubled (25M AIOs Analyzed)”, 2025: https://ahrefs.com/blog/ai-overview-growth/

[2] Gartner, „Gartner Predicts Search Engine Volume Will Drop 25% by 2026, Due to AI Chatbots and Other Virtual Agents”, 2024: https://www.gartner.com/en/newsroom/press-releases/2024-02-19-gartner-predicts-search-engine-volume-will-drop-25-percent-by-2026-due-to-ai-chatbots-and-other-virtual-agents

[3] Ahref, „I Analyzed 300K Keywords. Here’s What I Learned About AI Overviews”, 2024: https://ahrefs.com/blog/ai-overview-keywords/

[4] BrightEdge, „AIO Overviews One Year Review Research Paper”, 2025: https://videos.brightedge.com/assets/SGE-Guide/BrightEdge%20Report%20-%20AIO%20Overviews%20One%20Year%20Review%20Research%20Paper%20and%20Deep%20Dive%20.pdf

[5] Jak wyżej

Polska nadrabia zaległości w AI. MŚP przyspieszają cyfrową transformację

Sztuczna inteligencja staje się jednym z kluczowych filarów strategii cyfryzacji zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Polsce. Jej rosnąca adopcja widoczna jest nie tylko w dużych korporacjach, lecz także w sektorze MŚP. Eksperci podkreślają, że rozwój AI jest ściśle związany z rozbudową infrastruktury chmurowej, która zapewnia niezbędne zasoby obliczeniowe i elastyczność we wdrażaniu nowych technologii.

Europa przyspiesza dzięki regulacjom

Z danych Eurostatu wynika, że obecnie 13,9% firm w Unii Europejskiej korzysta z rozwiązań opartych na AI – to wzrost o prawie 6 p.p. w skali roku. UE realizuje swój cel zwiększenia adopcji AI do 18% w 2024 roku, a tempo rozwoju wspierają regulacje (m.in. AI Act) oraz programy inwestycyjne. Różnice między poszczególnymi krajami są jednak znaczące – niektóre państwa adaptują AI szybciej, inne pozostają w tyle.

Polska wciąż pozostaje poniżej unijnej średniej, ale nadrabia szybkim tempem wdrożeń, które z czasem zaowocują. W 2024 roku 5,9% krajowych firm stosowało AI (wobec 3,7% rok wcześniej). Wzrost o ponad 2 p.p. r/r oznacza, że Polska rozwija się szybciej niż średnia europejska. Eksperci z Polcom przewidują, że krajowy cel – 10% firm korzystających z AI – może zostać osiągnięty już w 2026 roku. Szczególną rolę w tym procesie mają odegrać MŚP, które coraz chętniej inwestują w technologie cyfrowe.

MŚP – motor wdrożeń AI

Raport Polcom „Transformacja cyfrowa sektora MŚP w latach 2024–2026” wskazuje, że już 61% małych i średnich firm deklaruje korzystanie z generatywnej sztucznej inteligencji, a 45% wykorzystuje uczenie maszynowe w codziennej działalności – od analizy danych, przez automatyzację procesów, po obsługę klienta. Co więcej, 62% MŚP planuje inwestycje w chmurę obliczeniową do końca 2026 roku, a to właśnie ona jest fundamentem dalszego rozwoju AI.

Znaczenie chmury widać także w prognozach Gartnera – do 2029 roku aż 50% mocy obliczeniowych w chmurze będzie przeznaczonych na potrzeby AI (obecnie jest to ok. 10%). Oznacza to pięciokrotny wzrost i podkreśla, że rozwój sztucznej inteligencji bez równoległego rozwoju chmury jest niemożliwy.

Polska ma potencjał, by znacząco przyspieszyć adaptację sztucznej inteligencji, szczególnie w sektorze MŚP, który coraz odważniej sięga po innowacje technologiczne. Już dziś widzimy, że małe i średnie firmy coraz częściej wdrażają rozwiązania z zakresu generatywnej AI czy uczenia maszynowego, traktując je nie jako ciekawostkę, lecz jako realne narzędzie do budowania przewagi konkurencyjnej – mówi Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom. – Kluczowe będą jednak inwestycje, m.in w chmurę obliczeniową, bo to ona zapewnia elastyczność i odpowiednią moc obliczeniową niezbędną do rozwoju narzędzi AI. Nie mniej istotny jest rozwój kompetencji cyfrowych firm i ich świadomości, w kontekście wdrażania rozwiązań AI – bez wykwalifikowanej kadry pracowniczej trudno będzie o pełne wykorzystanie potencjału sztucznej inteligencji. W najbliższych latach to właśnie synergia chmury, GenAI i dobrze wyszkolonych specjalistów zadecyduje o tym, które firmy będą w stanie wykorzystać transformację cyfrową do budowy trwałej przewagi na rynku – podkreśla.

GenAI udowadnia swoją wartość w marketingu. 93% CMO dostrzega realne korzyści biznesowe, w tym zwrot z inwestycji

0

GenAI przestaje być eksperymentem. W 2025 roku umacnia się jej pozycja jako dojrzałej technologii biznesowej i kluczowego obszaru inwestycji strategicznych.

Generatywna sztuczna inteligencja (GenAI) na stałe wchodzi do świata marketingu. Według badania SAS i Coleman Parkes „Marketers and AI: Navigating New Depths”, technologię tę aktywnie wdraża już 85% osób odpowiedzialnych za działania marketingowe, co potwierdza rosnącą świadomość jej potencjału i realnego wpływu na efektywność biznesową. Dla porównania, w 2024 roku wskaźnik ten wynosił 75%.

Aż 80% specjalistów pracujących w obszarze marketingu zauważa realny zwrot z inwestycji w GenAI. W przypadku osób odpowiedzialnych za strategiczne działania marketingowe firm, wskaźnik ten wzrasta do 93%, a wśród zespołów marketingowych wynosi 83%.

GenAI nie jest już technologiczną nowinką, stała się ona nieodłącznym elementem nowoczesnego marketingu – mówi Jenn Chase, Chief Marketing Officer i Executive Vice President w SAS. – Skoro 85% zespołów marketingowych aktywnie wykorzystuje tę technologię w codziennej pracy, nie mówimy już o obszarze eksperymentowania, lecz o narzędziu, które właśnie kształtuje przyszłość całej branży. Zyski płynące z GenAI wykraczają poza daleko poza oszczędność czasu i redukcję kosztów. Organizacje coraz częściej wskazują na poprawę lojalności klientów i wzrost sprzedaży jako bezpośredni rezultat zastosowania zaawansowanej analityki i targetowania wspieranego przez GenAI – dodaje.

W 2024 roku GenAI postrzegano głównie jako narzędzie do optymalizacji procesów i ograniczania kosztów. Jak wynika z badania, współcześnie lista wymienianych korzyści znacząco się wydłużyła: 94% respondentów wskazuje na poprawę procesów personalizacji, 91% zauważa wzrost efektywności w pracy z dużymi zbiorami danych, a 90% potwierdza oszczędność czasu i kosztów operacyjnych. Niemal 9 na 10 specjalistów dostrzega również poprawę trafności predykcji, większą lojalność klientów i wzrost sprzedaży.

Zaufanie do GenAI stale rośnie. Podczas gdy w 2024 roku odsetek przedstawicieli branży marketingowej deklarujących solidne zrozumienie tej technologii oraz jej wpływu na realizację celów biznesowych wynosił 50%, obecnie wynosi on już 62%.

Dynamika wdrożeń jasno pokazuje kierunek zmian – GenAI najczęściej wykorzystywana jest w następujących obszarach:

  • Chatboty (62%)
  • Generowanie treści (45%)
  • Analiza trendów (36%)

Nowe kierunki wykorzystania GenAI to m.in.: dane syntetyczne (18%), małe modele językowe (12%) oraz cyfrowe bliźniaki (5%), które otwierają kolejne możliwości rozwoju technologii.

Firmy zwiększają inwestycje w generatywną sztuczną inteligencję

Coraz więcej organizacji wdraża autonomiczne strategie marketingowe oparte na sztucznej inteligencji. Wraz z rosnącym zaufaniem do technologii rośnie również zaangażowanie strategiczne – aż 93% zespołów marketingowych uwzględnia GenAI w planowaniu budżetów do 2026 roku. Firmy będące liderami w tym obszarze integrują GenAI z codziennymi procesami, rozwijają rozwiązania agentowe i konsekwentnie budują infrastrukturę wspierającą autonomiczne podejmowanie decyzji.

Raport „Marketers and AI: Navigating New Depths” opiera się na wynikach badania przeprowadzonego wśród 300 organizacji z całego świata – od małych i średnich firm po przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 10 000 pracowników. Respondentami byli specjaliści zajmujący się marketingiem w różnych sektorach gospodarki.

Naukowcy z Siedlec pracują nad ziemniakiem, który może stać się polskim superfoods

Uniwersytet w Siedlcach prowadzi innowacyjne badania nad uprawą ziemniaka jadalnego o barwnym miąższu. To warzywo, które może stać się polską odpowiedzią na światowy trend „superfoods”.

W Rolniczej Stacji Doświadczalnej im. prof. Feliksa Ceglarka w Zawadach zespół naukowców z Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa, Wydziału Nauk Rolniczych Uniwersytetu w Siedlcach, bada możliwości uprawy ziemniaków o fioletowym, czerwonym i różowym miąższu. Prace prowadzą m.in. prorektor ds. studiów, prof. dr hab. Marek Gugała oraz mgr inż. Łukasz Domański.

Dlaczego kolorowe ziemniaki?

Po pierwsze to zdrowie na talerzu – barwne odmiany ziemniaka są bogate w antocyjany i polifenole, które działają antyoksydacyjnie, obniżają indeks glikemiczny i wspierają profilaktykę chorób cywilizacyjnych. Badania dowodzą, że ziemniaki o fioletowym miąższu mogą poprawiać elastyczność naczyń krwionośnych i stabilizować poziom cukru we krwi.

Smak i atrakcyjność to kolejny powód uprawy – ich intensywna barwa przyciąga wzrok i otwiera nowe możliwości w kuchni. Świetnie nadają się do chipsów, puree czy dań restauracyjnych. Powód trzeci to  ekonomia i rolnictwo – wprowadzenie barwnych odmian zwiększa różnorodność upraw, wspiera konkurencyjność polskiego rolnictwa i pozwala budować niszowe, wysokowartościowe rynki żywności.

Polska odpowiedź na „superfoods”

Kolorowe ziemniaki pochodzą głównie z Ameryki Południowej, jednak dzięki pracom naukowców z Siedlec, polegającej na poszukiwaniu odpowiedniej technologii, uprawy dostosowywane są do polskich warunków klimatycznych i glebowych. W badaniach wykorzystuje się m.in. roślinne stymulatory wzrostu – naturalne preparaty podnoszące odporność roślin. To ekologiczna alternatywa dla wielu tradycyjnych środków chemicznych, które zostały wycofane w ramach założeń Europejskiego Zielonego Ładu.

Ziemniak przyszłości

Kolorowe ziemniaki to nie tylko innowacja kulinarna, ale także odpowiedź na potrzeby współczesnego konsumenta: zdrowa, naturalna, lokalna i atrakcyjna żywność. Mogą stać się krajową alternatywą dla importowanych „superfoods”, łącząc walory prozdrowotne z tradycją polskiego rolnictwa.

Dlaczego wierzymy w fake newsy? Badania z Polski, Czech i Słowacji

0

Fake newsy przypominają prawdziwe informacje, grają na emocjach, wykorzystują obrazy i silnie odwołują się do moralności – dlatego bywają tak przekonujące. Zespół badaczy Uniwersytetu SWPS w ramach Central European Digital Media Observatory (CEDMO), przeanalizował strukturę, język i mechanizmy oddziaływania fałszywych przekazów. Wyniki nie pozostawiają złudzeń: dezinformacja nie jest dziełem przypadku – to starannie skonstruowana narracja, która wzmacnia polaryzację, podważa autorytety i przedstawia świat jako miejsce konfliktu i niesprawiedliwości. Mimo to – jak pokazują badania – większość odbiorców potrafi rozpoznać manipulację.

W ramach CEDMO 2.0 Uniwersytet SWPS we współpracy z partnerami z Czech i Słowacji zrealizował badania porównawcze narracji, zawartości i struktury fake newsów – dotyczące Polski, Czech i Słowacji. Przeprowadził je zespół w składzie: kierowniczka projektu dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska, prof. USWPS, dr hab. Michał Wenzel, prof. USWPS, dr Jakub Kuś, USWPS oraz Ivan R. Cuker, socjolog i analityk danych centrum CEDMO.1

Podczas Festiwalu Nauki w Warszawie 21 września 2025 r. odbędzie się wykład Dezinformacja 2.0. Czy jesteśmy jeszcze w stanie odróżnić prawdę od manipulacji? Dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska, prof. USWPS, dr Kamil Izydorczak, Agnieszka Pantuchowicz, dr Małgorzata Bulaszewska będą rozmawiać o fake newsach, deepfake’ach, manipulacji emocjami w debacie o dezinformacji 2.0 i granicach naszej odporności poznawczej.

Natomiast już 2 października 2025 r. będzie można posłuchać webinaru „Psychologia dezinformacji – dlaczego tak łatwo wierzymy w nieprawdę?”, podczas którego przyjrzymy się mechanizmom psychologicznym stojącym za podatnością na dezinformację oraz strategiom pozwalającym zachować czujność i krytyczne myślenie w świecie pełnym sprzecznych komunikatów. Spotkanie poprowadzi dr Bartosz Kicior, socjolog i medioznawca, a jego gościem będzie prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny. Spotkanie zaplanowano w ramach rozpoczętego właśnie na USWPS cyklu „Dezinformacja.Sprawdź zanim uwierzysz”. Szczegóły dostępne są na stronie.

Dlaczego zdarza nam się uwierzyć?

Fake newsy zyskują wiarygodność, naśladując informacje dziennikarskie. Ich tematyka, choć zróżnicowana, jest bezpośrednio związana z aktualną sytuacją społeczno-polityczną i głównymi obszarami zainteresowań profesjonalnych mediów. Badania pokazują, że zdecydowana większość fake newsów wykorzystuje obrazy – zarówno w formie statycznej (44 proc.), jak i dynamicznej (38 proc.).2

– Interesujące jest jednak to, że obraz nie jest kodem samodzielnym – w prawie każdym przypadku towarzyszy mu tekst, którego format i funkcja są zróżnicowane. Zaledwie 9 proc. analizowanych przekazów składa się tylko z tekstu. W tym sensie przekazy typu fake news są multimodalne – wyjaśnia prof. Karina Stasiuk-Krajewska z Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Nie ma dezinformacji bez teorii spiskowych

W 37 proc. przekazów główną ramą (kontekstem) ich prezentowania jest teoria spiskowa. W dalszej kolejności istotne jest także deprecjonowanie autorytetu (27 proc.) oraz konflikt i przemoc elit (po 12 proc.) – zwłaszcza tych, którzy sprawują władzę, wobec tych, którzy jej nie mają. Jest to zatem przemoc postrzegana jako niesprawiedliwa, a jednocześnie oparta na ukrywaniu prawdy o świecie.3

Narracje dezinformacyjne są ściśle powiązane z określonym sposobem interpretacji świata, z dyskursem opartym na założeniu, że jest on spolaryzowany i pełen przemocy. – dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska, prof. USWPS z Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS

Autor? Obecny!

Charakterystyczną cechą przekazów typu fake news jest obecność autora (narratora) w tekście. Dotyczy to aż 70 proc. analizowanych przypadków. Autor ujawnia się wprost np. poprzez formy gramatyczne – czasowniki w pierwszej osobie liczby pojedynczej, ale także pośrednio – poprzez zwroty do adresata, składane deklaracje czy pytania retoryczne.4

– W tym miejscu wyraźnie widać, że fake newsy są silnie perswazyjne – obecność autora bezpośrednio sugeruje określoną interpretację przekazu. Jest to też wyraźna różnica wobec klasycznej informacji dziennikarskiej, gdzie autor tekstu nie jest i nie powinien być obecny. Widać, że tak rozumiany obiektywizm jest czymś szczególnie istotnym dla profesjonalnego dziennikarstwa, ponieważ, z punktu widzenia czytelnika, jest jedną z najistotniejszych wskazówek pozwalających odróżnić przekaz dziennikarski od przekazu typu fake news – podkreśla badaczka.

Gra na emocjach

Wśród konkretnych technik perswazyjnych zdecydowanie przeważa stosowanie „mocnego”, etykietującego języka – takie zabiegi, jak używanie słów typu „zdrada”, „oszustwo” czy „nachodźca”, pojawiają się aż w 79 proc. analizowanych przekazów. Na kolejnych miejscach znajdują się: polaryzacja oraz emocje (odpowiednio 57 proc. i 56 proc.) oraz narracje sugerujące odkrywanie ukrytej prawdy (45 proc.). W 41 proc. przypadków fake newsy wykorzystują także odwołania do „alternatywnych” autorytetów lub cytują wypowiedzi uznanych postaci w sposób manipulacyjny.5

Dla wyrobienia odporności na przekazy dezinformacyjne ważne jest rozwijanie u odbiorców treści krytycznego podejścia do emocji zawartych w przekazach medialnych oraz do pozornie logicznych wniosków. Konieczne jest promowanie stosowania powolnego, a nie szybkiego myślenia w kontaktach z mediami. – prof. Karina Stasiuk-Krajewska

W odniesieniu do norm etycznych

Legitymizacja fake newsów opiera się głównie na odniesieniu do „właściwego” porządku świata i zasad moralnych. Argumentacja, że dane działanie jest złe, niemoralne, krzywdzące, narusza podstawowe prawa człowieka itp. pojawia się w 52 proc. analizowanych przekazów. W dalszej kolejności występuje racjonalizacja (52 proc.), czyli uwiarygadnianie poprzez podawanie danych lub racjonalną w strukturze argumentację. 34 proc. analizowanych przekazów legitymizuje się poprzez odwołanie do autorytetów – najczęściej „alternatywnych”. W 22 proc. przekaz jest uwiarygadniany poprzez zdystansowanie, ironiczne podejście do otoczenia.6

Główni aktorzy fake newsów

Po 19 proc. głównych bohaterów stanowią aktorzy instytucjonalni np. rządy albo organizacje międzynarodowe oraz politycy. W 18 proc. przekazów są to tzw. zwykli ludzie, a w 16 proc. – specjaliści np. lekarze, profesorowie itp.

– Charakterystyczne są role przypisywane poszczególnym typom aktorów. Instytucje i politycy przedstawiani są najczęściej w świetle negatywnym, jako źródło opresji, natomiast zwykli ludzie to zazwyczaj ofiary tejże opresji – doprecyzowuje badaczka.

Wyjątkiem jest kategoria uchodźców – w tym przypadku „zwykli ludzie” przedstawiani są jako źródło zagrożenia. Tak skonstruowany profil bohatera wskazuje na specyficzną konstrukcję świata społecznego występującą w fake newsach – jest to świat nieprzyjazny, postrzegany przez pryzmat codziennych krzywd doświadczanych przez „zwykłych ludzi” ze strony polityków lub instytucji sprawujących władzę, ewentualnie przedstawicieli grup odmiennych kulturowo – najczęściej uchodźców.

Fake news a sprawa polska

Pomimo licznych podobieństw, fake newsy w trzech analizowanych krajach mają swoją specyfikę tematyczną. W analizowanym przedziale czasowym dominowały fake newsy dotyczące wojny w Ukrainie, ale wyraźnie na znaczeniu – zwłaszcza w Polsce – zyskiwała dezinformacja medyczna. Tematem byli też politycy, często ich życie prywatne lub domniemane nadużycia, których się dopuścili. Co wyróżnia narracje dezinformacyjne w Polsce w porównaniu z Czechami i Słowacją? Specyficzną cechą jest niewielka ilość tekstu, przeważają fake newsy w formie tekstu i zdjęć. W większym stopniu bohaterami są zwykli ludzie i zdecydowanie dominuje perspektywa ofiar. W odniesieniu do pozostałych państw stosunkowo najmniej widoczna jest obecność autora w tekście. Szczególną wagę przykłada się do konfliktu społecznego i przemocy elit, a główną retoryką jest retoryka polaryzacji i spisku.

Co decyduje o efektywności fake newsa

Wyniki badania „Struktura dezinformacji. Cechy materiału zwiększające podatność odbiorców” pokazują, że społeczeństwo jest w znaczącym stopniu odporne na dezinformację. Zaprezentowane treści zostały poprawnie rozpoznane jako próby wprowadzenia w błąd.

W odniesieniu do materiałów dezinformacyjnych przeważała opinia, że są one: próbą manipulacji, wyrazem interesów jakiejś grupy społecznej lub zawodowej oraz, że są oparte na pogłoskach, wierzeniach lub mitach. Jednocześnie nie były postrzegane jako prawdziwe, oparte na faktach, sprawdzalne u źródła, przygotowane rzetelnie ani przygotowane w dobrej intencji, nie poruszają respondentów osobiście ani nie zachęcają do działania. – dr hab. Michał Wenzel, prof. USWPS z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS

– Wynik dotyczy wszystkich trzech badanych społeczeństw, przy czym podatność na dezinformację jest większa w Czechach i na Słowacji niż w Polsce” – podsumowuje prof. Michał Wenzel z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS.

Emocjonalność, racjonalizacja i AI

Wyniki badania wskazują, że emocjonalny charakter treści zmniejsza podatność na dezinformację, ale jednocześnie zwiększa widoczność materiałów dezinformacyjnych. Dramatyczne zdjęcie wraz z brakiem możliwego do zidentyfikowania autora sprawiały, że przekaz stawał się zdecydowanie mniej wiarygodny.

Skuteczność komunikatu zwiększa depersonalizacja i odwołanie się do argumentów quasi- lub pseudonaukowych. Przekaz neutralny i pisany bezosobowo jest wyraźnie najbardziej przekonujący, prawdopodobnie dlatego, że najbardziej przypomina profesjonalny komunikat informacyjny, który wygląda wiarygodnie. –  dr Jakub Kuś z Wydziału Psychologii we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS

W badaniu istotny był też problem wykorzystania sztucznej inteligencji przy tworzeniu materiałów. Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że respondenci nie potrafią rozpoznać treści generowanych przez AI.

Badania

W pierwszej fazie realizacji badań w ramach Central European Digital Media Observatory Uniwersytet SWPS we współpracy z partnerami z Czech i Słowacji zrealizował trzy badania, wszystkie o charakterze porównawczym – dotyczące Polski, Czech i Słowacji.

Pierwsze badanie „Narracje dezinformacyjne w fake newsach oraz ich struktura semantyczna (analiza semantyczna)” dotyczyło narracji i struktur semantycznych w przekazach medialnych typu fake news. Przeanalizowano około półtora tysiąca fake newsów (z Polski, Czech i Słowacji), które zostały opublikowane między styczniem 2023 a listopadem 2024.

Drugie badanie „Retoryka przekazów typu fake news (analiza zawartości)” dotyczyło środków perswazji (przekonywania) i legitymizacji (uwiarygadniania) w przekazach medialnych typu fake news. Przeanalizowano około półtora tysiąca fake newsów (z Polski, Czech i Słowacji), które zostały opublikowane między styczniem 2023 a listopadem 2024.

Obie analizy objęły przekazy, które zostały uznane za fałszywe wiadomości (fake news) przez organizacje fact-checkingowe współpracujące w ramach projektu CEDMO 2.0 (AFP oraz Demagog w Polsce, Czechach i na Słowacji). W szczególności uwzględniono te wiadomości, oznaczone jako fake newsy, które odnosiły się do faktów (dostarczały fałszywych lub zmanipulowanych informacji/danych). W związku z tym nie analizowano debunków (czyli krótkich tekstów sprawdzających, czy dana informacja jest prawdziwa, czy fałszywa), które odnoszą się do wypowiedzi polityków.

Badanie trzecie miało tytuł: „Struktura dezinformacji. Cechy materiału zwiększające podatność odbiorców.” Jednym z kluczowych obszarów w dziedzinie badania dezinformacji jest ustalenie struktury tych przekazów, powodującej, że są one przekonujące dla odbiorców. W ramach badania eksperymentalnego ustalono, które z atrybutów przyczyniają się do zwiększenia „siły rażenia” przekazów mających na celu manipulację i dezorientację odbiorców. W szczególności badaczy interesowały takie czynniki jak: emocjonalność przekazu, obecność widocznego autora (subiektywnie postrzegana możliwość przypisania autorstwa), a także argumentacja czy też uzasadnienie przekazu – odwołanie się do (pseudo)nauki lub też do racji etycznych. W badaniu zastosowano schemat eksperymentalny na próbach reprezentatywnych dla mieszkańców Polski, Czech i Słowacji.

Badanie zrealizowała firma PBS w dniach 14-18.04.2025 w Polsce, Czechach i na Węgrzech. Wywiady przeprowadzono metodą CAWI.

Publikacja jest częścią międzynarodowego projektu finansowanego przez Unię Europejską (działanie nr 101158609) oraz współfinansowanego przez polskie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach programu zatytułowanego „Projekty Międzynarodowe Współfinansowane” w latach 2024-2026 (umowa nr 6054/DIGITAL/2024/2025/2).

Wyrażone poglądy i opinie są jednak wyłącznie poglądami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Unii Europejskiej, Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Zdrowia i Cyfryzacji (HaDEA) ani polskiego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ani Unia Europejska, ani Europejska Agencja Wykonawcza ds. Zdrowia i Cyfryzacji (HaDEA), ani polskie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

1The Central European Digital Media Observatory
2Badanie „Narracje dezinformacyjne w fake newsach oraz ich struktura semantyczna (analiza semantyczna)”
3Badanie „Retoryka przekazów typu fake news (analiza zawartości)”
4Badanie „Narracje dezinformacyjne w fake newsach oraz ich struktura semantyczna (analiza semantyczna)”
5Badanie „Retoryka przekazów typu fake news (analiza zawartości)”
6Badanie „Retoryka przekazów typu fake news (analiza zawartości)”

Urlopy, nadgodziny i płace w 4-dniowym tygodniu pracy

Prawie 2 tysiące firm biorących udział w pilotażu krótszego tygodnia pracy to imponująca liczba. Wiadomo, że są wśród nich podmioty różnej wielkości – zakładam, że takie z kilkoma osobami na pokładzie i te zatrudniające setki pracowników, jak również firmy pracujące od poniedziałku do piątku, jak i w trybie ciągłym. Niezależnie od charakteru firmy, zmiana czasu pracy to wyzwanie dla elektronicznych systemów kadrowo-płacowych. W systemie należy na nowo zdefiniować normę czasu pracy, czyli czy pełen etat to np. 32 godziny w tygodniu, czy nadal 40 oraz jaki będzie rozkład czasu pracy w tygodniu.

Nowa kalkulacja normy czasu pracy musi być uwzględniona w systemie informatycznym, bo to podstawa sposobu naliczania innych obszarów związanych z wynagrodzeniem, jak nadgodziny czy składniki absencyjne. Gdy wynagrodzenie przy skróconym czasie pracy pozostaje bez zmian, konieczna jest zmiana algorytmu przeliczania wynagrodzenia pracownika. System kadrowo-płacowy definiuje też, które dni są robocze, a które wolne od pracy – zmiana więc musi uwzględnić także nowy kalendarz pracy. System powinien również obsługiwać wyjątki, bo w firmie nadal może ktoś pracować pięć dni w tygodniu lub po prostu w innym trybie niż większość pracowników.

Systemy kadrowo-placowe generują korekty naliczeń. Są one zintegrowane z innymi systemami w firmie i zasilają różne hurtownie danych, więc to również obszar do analizy, który może wymagać ewentualnych dalszych zmian. Otwarte pozostaje pytanie, czy w skróconym czasie pracy zmieni się liczba przysługujących dni urlopowych. Gdyby to rozwiązanie zostało wprowadzone na stałe, pytanie o nowy wymiar urlopu regulowany kodeksem pracy, byłoby zasadne. Zatem pilotaż 4-dniowego tygodnia pracy pokaże nam na żywym organizmie korzyści, wady i wyzwania związane z tak dużą zmianą, wskaże obszary, którym warto się przyjrzeć oraz tematy do dalszej dyskusji.

Autor: Marcin Mika, Service Delivery director w ADP Polska

Zmiana rezydencji podatkowej a prawo spadkowe – ukryte ryzyka

Współczesna mobilność kapitału i osób fizycznych sprawia, że coraz więcej obywateli decyduje się na zmianę swojej rezydencji podatkowej w celu optymalizacji obciążeń fiskalnych. Kraje takie jak Cypr, Malta, czy Portugalia oferują atrakcyjne programy rezydencyjne, które pozwalają na znaczące obniżenie podatku dochodowego od osób fizycznych. Jednakże w pośpiechu za korzyściami podatkowymi, podatnicy często nie uwzględniają jednej fundamentalnej kwestii – zmiany prawa właściwego dla spraw spadkowych.

Zmiana rezydencji podatkowej, choć może przynosić znaczące korzyści fiskalne, niesie ze sobą również potencjalne ryzyko zmiany prawa właściwego dla spraw spadkowych. Brak świadomości tej problematyki może prowadzić do nieoczekiwanych konsekwencji prawnych, które mogą znacząco wpłynąć na sytuację spadkobierców.

Problem ten nabiera szczególnej wagi w kontekście obowiązującego od 17 sierpnia 2015 roku rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 650/2012 w sprawie jurysdykcji, prawa właściwego, uznawania i wykonywania orzeczeń dotyczących dziedziczenia. Rozporządzenie to wprowadza zasadniczo filozofię wskazywania prawa właściwego dla spraw spadkowych, opartą na łączniku miejsca zwykłego pobytu zmarłego w chwili śmierci, a nie – jak poprzednio w wielu systemach – na jego obywatelstwie.

Rezydencja podatkowa a miejsce zwykłego pobytu w prawie spadkowym

Kluczowe dla zrozumienia problematyki jest uświadomienie sobie, że pojęcie „głównego ośrodka interesów życiowych” funkcjonujące w prawie podatkowym nie jest tożsame z pojęciem „miejsca zwykłego pobytu” w rozumieniu rozporządzenia spadkowego. Choć oba pojęcia mogą w praktyce wskazywać na to samo państwo, nie ma automatycznego przełożenia między nimi, co może prowadzić do nieoczekiwanych konsekwencji prawnych.

Rozporządzenie spadkowe w motywie 23 definiuje kryteria ustalania miejsca zwykłego pobytu jako wymagające „ogólnej oceny okoliczności życia zmarłego w latach poprzedzających jego śmierć i w chwili jego śmierci, uwzględniając wszystkie istotne elementy faktyczne, w szczególności czas trwania i regularność obecności zmarłego w danym państwie oraz warunki i powody tej obecności”. Tak ustalone miejsce zwykłego pobytu powinno wykazywać ścisły i stabilny związek z danym państwem.

W praktyce może to oznaczać, że osoba, która formalnie uzyskała rezydencję podatkową na Cyprze, spędzając tam wymagane 60 dni w roku i spełniając pozostałe kryteria rezydencyjne, niekoniecznie będzie uznana za posiadającą tam miejsce zwykłego pobytu w rozumieniu prawa spadkowego, jeżeli jej rzeczywiste centrum życiowe pozostaje w Polsce.

Z drugiej strony jeśli ta sama osoba utraci jednocześnie główny ośrodek interesów życiowych w Polsce na gruncie prawa podatkowego, to jest też bardzo prawdopodobne, że Polska przestanie też stanowić „miejsca zwykłego pobytu” na gruncie spadkowym, przy czym wcale nie znaczy, że stanie się nim automatycznie Cypr.

Przykład Dubaju – specyfika państw trzecich spoza UE

Szczególnie ilustracyjnym przykładem omawianej problematyki są sytuacje osób uzyskujących rezydencję podatkową w Dubaju (ZEA), które stają się coraz bardziej popularne wśród polskich przedsiębiorców i inwestorów. Dubaj oferuje atrakcyjne warunki podatkowe oraz możliwość uzyskania rezydencji poprzez różne programy inwestycyjne.

Jednak prawo spadkowe obowiązujące w ZEA stwarza dodatkowe komplikacje. Zgodnie z zasadami ogólnymi, jeśli cudzoziemiec umrze w Dubaju bez zarejestrowanego testamentu, jego majątek zostanie podzielony zgodnie z prawem szariatu obowiązującym w ZEA, które przewiduje ścisłe reguły podziału majątku mogące być całkowicie niezgodne z osobistymi życzeniami zmarłego czy oczekiwaniami spadkobierców.

Prawo ZEA przewiduje jednak możliwość wyboru przez nie-muzułmanów prawa swojego państwa obywatelstwa w odniesieniu do majątku znajdującego się w ZEA, pod warunkiem wyraźnego wskazania tego w testamencie. Dodatkowo, zgodnie z najnowszymi zmianami wprowadzonymi w 2023 roku przez Dekret Federalny nr 41 z 2022 roku, nie-muzułmanie otrzymali większą elastyczność, a w przypadku braku zarejestrowanego testamentu prawo szariatu nie zawsze stosuje się automatycznie do spadków nie-muzułmanów.

Ta sytuacja pokazuje, jak złożone mogą być konsekwencje prawne zmiany rezydencji podatkowej, szczególnie w przypadku państw trzecich spoza Unii Europejskiej. Osoba uzyskująca rezydencję w Dubaju dla celów podatkowych może nieświadomie narazić swój spadek na zastosowanie zupełnie odmiennego systemu prawnego, jeśli nie podejmie odpowiednich kroków planistycznych.

Konsekwencje prawne błędnej oceny

Niedoszacowanie różnicy między rezydencją podatkową a miejscem zwykłego pobytu może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych. Po pierwsze, zastosowanie może znaleźć zupełnie inne prawo spadkowe niż oczekiwane, co może skutkować:

W sferze materialnej może dojść do zastosowania odmiennych reguł dotyczących dziedziczenia ustawowego, innych udziałów spadkowych, czy różnych regulacji dotyczących zachowku.  Osoba, która przeniosła się na Maltę czy do Dubaju w celach podatkowych, może być nieświadoma, że w przypadku ustalenia jej miejsca zwykłego pobytu w tym państwie, jej spadek będzie podlegał prawu lokalnemu.

W aspekcie proceduralnym może dojść do konieczności prowadzenia postępowania spadkowego przed organami innego państwa niż pierwotnie zakładane. Rozporządzenie spadkowe przewiduje zasadę zbieżności forum i ius – sądy państwa miejsca zwykłego pobytu spadkodawcy są co do zasady właściwe dla rozpoznania sprawy spadkowej i stosują własne prawo materialne.

Problem świadomości prawnej i roli doradców

Praktyka pokazuje, że zarówno sami zainteresowani, jak i nierzadko ich doradcy podatkowi nie są w pełni świadomi potencjalnych konsekwencji spadkowych zmiany rezydencji. Doradcy podatkowi koncentrują się zazwyczaj na optymalizacji obecnych obciążeń fiskalnych, nie zawsze uwzględniając długoterminowe skutki prawne w zakresie planowania spadkowego.

Problem pogłębia fakt, że ustalenie miejsca zwykłego pobytu następuje dopiero po śmierci danej osoby, kiedy już nie można skorygować podejmowanych wcześniej decyzji. W przeciwieństwie do rezydencji podatkowej, którą można planować i kontrolować poprzez spełnianie określonych kryteriów, miejsce zwykłego pobytu jest ustalane ex post na podstawie ogólnej oceny okoliczności faktycznych.

Szczególnie problematyczne są sytuacje osób, które formalnie uzyskują rezydencję podatkową w jednym państwie, ale faktycznie kontynuują życie w innym. Przykładem mogą być polscy przedsiębiorcy, którzy uzyskują rezydencję cypryjską dla celów podatkowych, ale większość roku spędzają w Polsce, prowadząc tutaj swoją działalność gospodarczą i utrzymując rodzinne związki.

Praktyczne rekomendacje

W świetle przedstawionej analizy, osoby planujące zmianę rezydencji podatkowej powinny rozważyć kompleksowe podejście do planowania spadkowego. Kluczowe wydaje się świadome planowanie miejsca zwykłego pobytu, a nie tylko spełnianie formalnych kryteriów rezydencji podatkowej. Jeżeli celem jest przeniesienie miejsca zwykłego pobytu do państwa rezydencji podatkowej, konieczne może być rzeczywiste przeniesienie centrum życiowego, włączając w to aspekty rodzinne, społeczne i zawodowe.

Alternatywnie, jeżeli przeniesienie centrum życiowego nie jest możliwe lub pożądane, kluczowe staje się sporządzenie testamentu z wyraźnym wyborem prawa państwa obywatelstwa. Pozwala to na zachowanie przewidywalności w zakresie prawa spadkowego, niezależnie od miejsca zwykłego pobytu.

Równie istotna jest regularna weryfikacja skuteczności podjętych rozwiązań. Zmiana okoliczności życiowych może wpływać na ocenę miejsca zwykłego pobytu, co może wymagać aktualizacji strategii planowania spadkowego.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, w tym w zakresie prawa podatkowego, problematyce zmiany rezydencji i planowania sukcesji

Spółdzielnie energetyczne i formuła ESCO – nowa siła w polskiej transformacji energetycznej sektora publicznego

Już ponad 130 spółdzielni energetycznych działa w Polsce – to ponad dwukrotnie więcej niż na początku roku. Dynamiczny wzrost liczby tych podmiotów oraz oczekiwany rozwój projektów realizowanych w modelu ESCO pokazują, że lokalne społeczności i samorządy coraz aktywniej angażują się w transformację energetyczną. Eksperci kancelarii LEGALLY.SMART podkreślają, że istnieją gotowe ramy prawne pozwalające JST współpracować z podmiotami prywatnymi i czerpać z tego realne korzyści – zarówno finansowe, jak i środowiskowe.

Energetyka lokalna przyspiesza – spółdzielnie działają i oszczędzają

Na koniec czerwca 2025 roku moc zainstalowana OZE wzrosła do 35,7 GW, czyli o 16,5 proc. w porównaniu do czerwca 2024 roku – wynika z danych Agencji Rynku Energii. Największym odnawialnym źródłem energii elektrycznej jest obecnie słońce, a na drugim miejscu jest wiatr.

Transformacja energetyczna w Polsce przestaje być wyłącznie domeną dużych podmiotów. Według danych KOWR, liczba spółdzielni energetycznych w oficjalnym wykazie przekroczyła już 130, choć jeszcze na początku roku było ich niespełna 60.

– To konkretne dowody, że lokalne społeczności, wspólnoty i gminy coraz chętniej organizują własne modele wytwarzania i zużycia energii. Spółdzielnie te umożliwiają gminom zasilanie obiektów użyteczności publicznej – szkół, urzędów, ośrodków zdrowia – energią ze źródeł odnawialnych. Mieszkańcy z kolei mogą liczyć na niższe rachunki za prąd i większą stabilność dostaw. Co równie istotne, energia jest wytwarzana lokalnie, a wypracowane zyski pozostają w regionie, wspierając lokalną gospodarkę – wyjaśnia mec. Bartłomiej Tkaczyk, partner w kancelarii LEGALLY.SMART.

ESCO – partnerstwo, które przynosi efekty

Doświadczenia te powinny być również motorem napędowym dla formuły ESCO, która wciąż nie jest dostatecznie wykorzystanym narzędziem w transformacji energetycznej. Formuła ESCO to forma zamówienia publicznego, w której samorząd współpracuje z prywatnym partnerem – wyspecjalizowaną firmą odpowiadającą za kompleksową modernizację energetyczną infrastruktury. Partner odpowiada za finansowanie, realizację i utrzymanie instalacji, a JST spłaca projekt z wygenerowanych oszczędności.

– Model ESCO to nie tylko oszczędności na papierze – to realna możliwość, by inwestycje w poprawę efektywności energetycznej z wykorzystaniem OZE stały się dostępne i opłacalne dla gmin oraz mieszkańców. Współpraca z doświadczonym partnerem ogranicza ryzyka i pozwala na przeprowadzenie modernizacji energetycznej większej liczby obiektów w ramach kompleksowego zadania. Kluczowe jest jednak, aby JST świadomie negocjowały warunki – czas zwrotu, gwarancje oszczędności czy obowiązki serwisowe. Mamy już dobre praktyki w tym zakresie w naszym kraju – dodaje mec. Michał Liżewski.

Ramy prawne są – czas działać lokalnie i strategicznie

Zarówno spółdzielnie energetyczne, jak i model ESCO mają silne umocowanie prawne – odpowiednio w ustawie o OZE, ustawie o efektywności energetycznej czy ustawie o partnerstwie publiczno-prywatnym. Praktyka pokazuje, że te rozwiązania są skutecznie wdrażane – liczba zarejestrowanych spółdzielni rośnie z kwartału na kwartał, a kolejne JST analizują możliwości współpracy z sektorem prywatnym.

– Spółdzielnie energetyczne, wpisane do wykazu KOWR, działają w pełni legalnie i transparentnie. To konstrukcja, która pozwala samorządom efektywnie współpracować z partnerami prywatnymi przy projektach OZE – nie tylko przyspieszając transformację energetyczną, ale też zwiększając jej efektywność i skalę. Warto, by gminy korzystały z tych rozwiązań z pełną świadomością ich potencjału – podkreśla mec. Bartłomiej Tkaczyk, partner zarządzający w LEGALLY.SMART.

Eksperci wskazują, że dalszy rozwój energetyki lokalnej wymaga przede wszystkim edukacji, dostępu do eksperckiego wsparcia oraz ustandaryzowania procesów. Kampanie informacyjne, jasne wytyczne i szkolenia dla JST mogą znacząco przyspieszyć tempo inwestycji. Polska nadrabia dystans do państw zachodnich w obszarze energetyki obywatelskiej – i coraz częściej to właśnie gminy stają się głównym motorem tej zmiany.

Pełny wykaz spółdzielni energetycznych dostępny jest na stronie:

https://www.gov.pl/web/kowr/wykaz-spoldzielni-energetycznych

Polski sektor bankowy z rekordowymi zyskami, ale pod presją obniżki stóp i CIT

0

Pierwsza połowa 2025 roku przyniosła szereg istotnych zmian w otoczeniu makroekonomicznym polskiego sektora bankowego. Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła długo oczekiwany przez uczestników rynku cykl obniżek stóp procentowych. Przełożyło się to na łagodzenie polityki kredytowej i wyraźne ożywienie akcji kredytowej. Banki odnotowały rekordowe zyski niemniej w kolejnych kwartałach sektor ten może stanąć przed nowymi wyzwaniami.

Kluczowe trendy i wyniki sektora bankowego w pierwszym półroczu 2025

  • Ożywienie akcji kredytowej: Wzrost wolumenów kredytów obserwowany jest we wszystkich segmentach, z wysoką dynamiką w kredytach korporacyjnych. Dodatnia dynamika widoczna jest również w kredytach udzielanych przez banki dużym firmom.
  • Kredyty detaliczne: Rośnie zainteresowanie kredytami konsumpcyjnymi, wspierane popularnością BNPL i rosnącą wysokością udzielanych pożyczek. Na rynku mieszkaniowym odwrócił się trend spadku popytu na kredyty hipoteczne, a stabilizacja cen mieszkań poprawia nastroje.
  • Zmiany w strukturze aktywów: Udział instrumentów dłużnych w aktywach sektora (35%) nadal przewyższa udział kredytów netto (33%), głównie za sprawą wzrostu portfela obligacji skarbowych po spadku rynkowych stóp procentowych.
  • Wzrost depozytów: Trwała awersja do ryzyka oraz preferencja płynności powodują szybki wzrost depozytów. Wskaźnik L/D spadł do 67%.
  • Wysoka odporność sektora: Banki dynamicznie zwiększają kapitały w związku z nowymi wymogami regulacyjnymi (bufor antycykliczny), a wskaźniki wypłacalności znacząco przewyższają minima.
  • Rentowność na rekordowych poziomach: ROE i ROA osiągnęły najwyższe poziomy od 2008 r., mimo presji na marże odsetkowe i rosnących kosztów operacyjnych.
  • Wyceny banków: Po dynamicznym wzroście w 1Q2025, w 2Q2025 nastąpiła konsolidacja, a w sierpniu wyceny spadły w reakcji na zapowiedź podwyżki CIT i dalsze obniżki stóp.

Komentarz ekspertów

Paweł Preuss, Partner EY Polska, lider sektora finansowego, o rynku kredytowym i inwestycjach:

„Po raz pierwszy od niemal dwóch lat obserwujemy realne ożywienie akcji kredytowej w całym sektorze. Szczególnie dynamiczny wzrost dotyczy kredytów korporacyjnych, co jest bezpośrednim efektem łagodzenia polityki kredytowej oraz poprawy nastrojów inwestycyjnych wśród przedsiębiorstw. Warto zwrócić uwagę na rosnący udział kredytów operacyjnych i inwestycyjnych w portfelach banków, co świadczy o powrocie firm do realizacji nowych projektów i inwestycji. To zjawisko może w dłuższej perspektywie pozytywnie wpłynąć na tempo wzrostu gospodarczego i stabilność sektora finansowego.

Rozpoczęcie procesu obniżania stóp procentowych przez RPP kończy okres rekordowych zysków banków wynikających z oprocentowania kredytów. Aby utrzymać obserwowane w ostatnich dwóch latach wyniki banki powinny zwiększyć wolumen sprzedaży i innowacyjność produktów oraz zmodyfikować swoje podejście do klientów. Inwestycji w tym zakresie nie ułatwia otoczenie makroekonomiczne i geopolityczne, a także niepewność związana z zapowiadaną zmianą paradygmatu opodatkowywania banków ogłoszone niedawno przez Ministerstwo Finansów.”

Adam Świerczewski, Lider Zespołu Analiz Sektorowych w EY Polska, o zmianach regulacyjnych i kapitałowych:

„Wprowadzenie nowych wymogów kapitałowych, w tym bufora antycyklicznego, wymusiło na bankach dynamiczne zwiększanie kapitałów własnych. To nie tylko podniosło odporność sektora na szoki, ale także stworzyło solidną bazę do dalszego rozwoju akcji kredytowej. Warto podkreślić, że polskie banki wykazują wskaźniki wypłacalności znacząco przewyższające minima regulacyjne, co jest pozytywnym sygnałem dla inwestorów i klientów. Jednak rosnące wymogi kapitałowe oraz zmiany w otoczeniu regulacyjnym będą wymagały od banków dalszej optymalizacji struktury bilansowej i aktywnego zarządzania ryzykiem.”

Marcel Lesik, Starszy analityk sektora bankowego, o wyzwaniach operacyjnych i perspektywach sektora:

„Banki osiągają historyczne zyski i utrzymują wysoką odporność kapitałową, jednak cykl obniżek stóp procentowych może w kolejnych kwartałach przełożyć się na presję na marże i wyniki odsetkowe. Widzimy już pierwsze sygnały konsolidacji wycen giełdowych oraz wzrostu kosztów operacyjnych, zwłaszcza kosztów pracowniczych i energii. Kluczowe będzie zwiększenie akcji kredytowej oraz poprawa wyniku prowizyjnego, a także dalsza digitalizacja i automatyzacja procesów.”

Pierwsza emisja akcji spółki z Ukrainy w Europie od czasu agresji Rosji

Pozyskanie 14,5 mln zł na rozwój przez Coal Energy S.A. to pierwszy przypadek na całym Starym Kontynencie od czasu agresji Rosji, gdy publiczna firma wywodzącą się z Ukrainy sięga po zewnętrzne finansowanie poprzez emisję akcji. Zespół AlemBridge, który doradzał w tej transakcji, uważa, że śladem Coal Energy mogą pójść kolejne firmy.   

Coal Energy S.A., zarejestrowane w Luksemburgu i działające w branży górniczej podpisało umowę inwestycyjną z funduszem Global Tech Opportunities 31, należącym do Alpha Blue Ocean Securities. Na jej podstawie spółka giełdowa może dokonać emisji nieoprocentowanych obligacji zamiennych na akcje. Umowa zapewnia finansowanie do łącznej kwoty 14,5 mln zł, co pozwala na rozwój polskich projektów Coal Energy.

– Pozyskanie finansowania to dla nas przełomowy moment. Bardzo cieszymy się, że zagraniczny inwestor docenił potencjał naszego biznesu. Dzięki uzyskanym środkom będziemy mogli realizować nasze plany związane z rozwojem projektów w Polsce oraz analizą innych przedsięwzięć w krajach Europy Środkowo–Wschodniej. Technologia, którą stosujemy pozwala na rentowne wydobycie w kopalniach, które wcześniej były uznane za nieopłacalne. Wierzymy, że pozwoli to stać się częścią nowej, bardziej zrównoważonej mapy energetycznej regionu. Nasze szczegółowe plany zostaną przedstawione w ciągu najbliższych tygodni w formie zaktualizowanej strategii rozwoju – zapowiada Wiktor Wiśniowiecki, założyciel i prezes Coal Energy S.A.

Przedstawiciel AlemBridge uważa, że transakcja na Coal Energy S.A. może skłonić inne firmy wywodzące się z Ukrainy do sięgnięcia po alternatywne finansowanie w postaci obligacji zamiennych na akcje.  – To transakcja o znaczeniu symbolicznym – nie tylko dla Coal Energy, ale również dla całego regionu. Pokazuje, że pomimo obecnych trudnych realiów, spółki które w czasach pokoju rozwijały swoją działalność na terenie Ukrainy, mogą skutecznie sięgać po kapitał i budować swoją obecność na europejskim rynku finansowym. Wierzę, że przełomowa emisja akcji Coal Energy zwiastuje powiew zmian na europejskim rynku kapitałowym, który już niebawem stanie się udziałem kolejnych spółek wywodzących się z Ukrainy, szczególnie tych, które są na etapie transformacji swojego biznesu. Naszą rolą w AlemBridge jest wspieranie takich właśnie procesów – tworzenie pomostu kapitałowego pomiędzy firmami a inwestorami, szczególnie w Europie Środkowo–Wschodniej, ale również w Azji Centralnej i na Kaukazie – mówi Andrzej Szurek, współtwórca AlemBridge.

Zwraca on również uwagę, że dotychczas tradycyjną metodą pozyskania kapitału przez emitentów z Ukrainy była klasyczna oferta publiczna. Doświadczenia ostatnich tygodni pokazują, że pojawiają się też nowe opcje, w tym transakcje typu RTO (reverse takeover, czyli odwrotne przejęcie). W sierpniu poprzez odwrotne przejęcie spółki typu SPAC na amerykańskiej giełdzie zadebiutował telekom Kyivstar – pierwsza firma z Ukrainy na Nasdaq. – Widać zainteresowanie tego typu transakcjami ze strony podmiotów wywodzących się z Ukrainy, również na polskim rynku. Sprzyja temu też fakt, że ze względu na wojnę wiele z nich zdywersyfikowało geograficzną działalność, przenosząc istotną część swojej aktywności do innych krajów europejskich, w tym Polski. Dodatkowym czynnikiem, jest przenoszenie produkcji przez ukraiński sektor zbrojeniowy do Europy, który to cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów – uważa Andrzej Szurek.

82% ekspertów uważa, że przyszłość AI leży w open source

Trzy lata temu rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym przybrał nieznane dotychczas tempo. W efekcie organizacje otrzymały cały przekrój rozwiązań, dzięki którym mogą usprawnić, przyspieszyć, a nawet całkowicie zautomatyzować procesy i codzienne zadania. Dziś trudno określić dokładną liczbę takich narzędzi, choć niektóre szacunki[1] mówią o przekroczeniu bariery 70 tys. Część twórców udostępnia swoje prace na licencji open source, inni – wykorzystując duży popyt i spodziewając się zysku – stawiają na rozwiązania komercyjne. Jak wskazuje raport The Linux Foundation, aż 82 proc. ekspertów uważa, że pozytywną przyszłość sztucznej inteligencji zapewni pierwsza z wymienionych opcji[2].

Open source AI podbija rynek technologii. Co z sektorem publicznym?

Raport “Open source technology in the age of AI” potwierdza, że rozwiązania AI typu open source (OSAI) są szeroko wykorzystywane w całym stosie technologicznym. Najwięcej osób podkreśla ich zastosowanie w modelach (63 proc. odpowiedzi), narzędziach (59 proc.) oraz w pracy z danymi (56 proc.)[3]. Co drugi specjalista wskazuje ponadto na dwa kolejne obszary – UX oraz interfejsy API. Mimo możliwości wdrożenia open source AI w wielu obszarach działań organizacji, poziom jego wykorzystania jest zróżnicowany. Prym wiodą – bez większego zaskoczenia – najlepiej rozwinięte sektory, takie jak zaawansowane gałęzie przemysłu (OSAI stosuje 75 proc. badanych) oraz technologia, media i telekomunikacja (70 proc.)[4].

Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, zwraca uwagę na mniejszy odsetek wdrożenia sztucznej inteligencji typu open source w takich sektorach jak administracja publiczna (52 proc.) oraz ochrona zdrowia (51 proc.)[5].

Dane te nie są zaskakujące – w sektorach tych wykorzystanie wszystkich otwartych rozwiązań jest relatywnie niższe. Wynika to przede wszystkim z barier kulturowych i organizacyjnych, które skutkują konserwatywnym podejściem, polegającym na premiowaniu narzędzi komercyjnych. Duży wpływ na te statystyki mają również potencjalne problemy z integracją z aktualnie używanym systemem IT oraz niedobór ekspertów specjalizujących się w obszarach open source i AI. Potencjał otwartych technologii i sztucznej inteligencji jest w sektorze publicznym nadal niewykorzystany, co ogranicza szansę na uniezależnienie się od zewnętrznych dostawców. Jeśli spojrzymy na to wszystko z szerszej perspektywy, możemy mówić o poważnej przeszkodzie na drodze do suwerenności technologicznej nie tylko pojedynczej organizacji, a całego kraju lub nawet kontynentu mówi Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska.

Otwarte AI znaczy bezpieczniejsze?

Nie tylko bariery kulturowe utrudniają wdrożenie open source AI. Sporym problemem okazuje się również obawa o bezpieczeństwo i dostosowanie do regulacji prawnych – uważa tak aż 56 proc. osób[6]. Jak wyjaśnia Kacper Szczepaniuk, Observability Specialist w Linux Polska, opinia ta bazuje na stereotypach, z którymi open source mierzy się od początku swojego rozwoju.

Przez pewien czas powszechna dostępność kodu i brak opłat licencyjnych były utożsamiane z niską jakością i wysokim ryzykiem cyberataku. Czasy się zmieniły i dziś większość specjalistów ocenia OSS jako bezpieczniejsze od rozwiązań komercyjnych. W przypadku sztucznej inteligencji sytuacja wygląda podobnie. Co drugi specjalista uważa, że korzystanie z narzędzi open source AI generuje mniejsze ryzyko niż rozwiązania z licencją zamkniętą. Przeciwnego zdania jest 16 proc. osób, a co trzeci badany nie potrafi rozstrzygnąć tej kwestii lub nie ma na ten temat zdania[7]. Warto więc przełamać pewne bariery, zwłaszcza że OSAI jest dzisiaj ogromną siłą, która może realnie wpłynąć na rozwój i konkurencyjność organizacji – mówi Kacper Szczepaniuk, Observability Specialist w Linux Polska.

Społeczności open source szansą dla sztucznej inteligencji

Zachowanie ostrożności wobec narzędzi OSAI wynika po części z indywidualnych doświadczeń i obserwacji. Ryzyka związanego z własnością intelektualną obawia się 40 proc. osób, czego przyczyną może być powszechna dyskusja o prawie autorskim w kontekście generatywnej sztucznej inteligencji. Co więcej, niemal połowa badanych wyraża niepewność co do długoterminowego dostarczania wsparcia i aktualizacji narzędzi OSAI[8]. To z kolei, jak zauważa Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect w Linux Polska, skutek podobnych sytuacji z przeszłości.

Zmiany licencji to nic nowego na rynku open source. Zdarzały się już sytuacje, gdy twórcy oprogramowania postanowili w pewnym momencie zamknąć kod i udostępniać go wyłącznie komercyjnie. W przypadku OSAI pokusa jest duża, ponieważ od kilku lat mamy do czynienia z ogromnym popytem na narzędzia AI, a to zwiększa prawdopodobieństwo osiągnięcia biznesowego sukcesu. Takie sytuacje są dla użytkowników sporym problemem – muszą oni albo ponieść dodatkowe koszty operacyjne, albo zmienić oprogramowanie na inne, co jest ogromnym wyzwaniem organizacyjnym i często też finansowym. Jednak wbrew pozorom na zamykaniu kodu tracą również twórcy rozwiązań. Siła open source polega bowiem na działaniu społeczności, która rozwija i udoskonala udostępnione narzędzia. Nie dziwi mnie więc, że zdecydowana większość osób uznaje “otwartość” rozwiązań AI za krytyczny czynnik rozwoju sztucznej inteligencjipodsumowuje Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect w Linux Polska.

Rewolucja AI trwa i nic nie zapowiada, by w najbliższym czasie to się zmieniło. Zasadne jednak wydaje się pytanie o przyszłość sztucznej inteligencji, zwłaszcza w kontekście rosnących ambicji technologicznych gigantów. Zamykanie kodu zdecydowanie ogranicza tempo rozwoju narzędzi AI. Perspektywa dużych przychodów ze sprzedaży rozwiązań komercyjnych jest z kolei niepewna – już 55 proc. specjalistów uważa, że OSAI stanie się standardem ich branży[9].

[1] Ardion, How many AI platforms are there?

[2] Linux Foundation, 2025, The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI

[3] McKinsey, Mozilla Foundation, Patrick J. McGovern Foundation, 2025, Open source technology in the age of AI

[4] McKinsey, Mozilla Foundation, Patrick J. McGovern Foundation, 2025, Open source technology in the age of AI

[5] Jak wyżej

[6] McKinsey, Mozilla Foundation, Patrick J. McGovern Foundation, 2025, Open source technology in the age of AI,

[7] Linux Foundation, 2025, The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI,

[8] McKinsey, Mozilla Foundation, Patrick J. McGovern Foundation, 2025, Open source technology in the age of AI,

[9] Linux Foundation, 2025, The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI,

Fałszywy głos prezesa, zmanipulowane nagranie polityka. Myślisz, że nie nabierzesz się na deepfake?

Od fałszywych wypowiedzi znanych osób, przez próby wyłudzeń z wykorzystaniem „sklonowanych” głosów, aż po nielegalne treści o charakterze intymnym – spektrum zastosowań technologii deepfake jest szerokie i niepokojące. Oszukać może się dać każdy, niezależnie od wieku czy poziomu wiedzy technologicznej. Deepfake potrafi zwieść zarówno osoby starsze, jak i doświadczonych specjalistów, dziennikarzy czy menedżerów. Uważajmy na takie treści szczególnie w obliczu aktualnej sytuacji geopolitycznej. Prorosyjska propaganda może szczególnie intensywnie wykorzystywać technologie deepfake w najbliższym czasie.

Coraz częściej odnotowuje się przypadki, w których deepfake’i prowadziły do realnych strat finansowych i reputacyjnych, wprowadzając w błąd osoby na wysokich stanowiskach czy o szerokiej wiedzy technologicznej i znajomości procedur bezpieczeństwa. W Hongkongu głośnym echem odbił się incydent, w którym pracownik firmy przesłał oszustom równowartość ponad 20 mln dolarów po wideokonferencj[1]i, na której wszyscy uczestnicy – w tym „dyrektor finansowy” – okazali się wygenerowani przez AI. Na całym świecie coraz częściej raportowane są próby wyłudzeń z wykorzystaniem sklonowanych głosów prezesów i menedżerów, którzy telefonicznie rzekomo proszą o pilne przelanie środków. W sieci wielokrotnie pojawiały się również zmanipulowane nagrania przywódców państw, takich jak np. Volodymyr Zełenski czy Joe Biden, w których wypowiadają się na tematy, których nigdy nie poruszali. Takie materiały potrafią błyskawicznie rozprzestrzeniać się w mediach, wprowadzając w błąd miliony odbiorców.

– Zdolności generatywnej sztucznej inteligencji rozwijają się w błyskawicznym tempie. Wkrótce nawet doświadczeni użytkownicy będą mieli trudność w odróżnieniu materiałów autentycznych od wygenerowanych. Jeszcze do niedawna zakładaliśmy, że ofiarami manipulacji padają głównie osoby starsze czy mniej obeznane z technologią, dziś jednak zagrożenie dotyczy absolutnie każdego. Deepfake potrafi oszukać specjalistę, dziennikarza czy menedżera wysokiego szczebla i to w sytuacjach, które wymagają szybkiej reakcji. Dlatego musimy przygotować się  zarówno technologicznie, jak i regulacyjnie, a także indywidualnie,  pod względem świadomości i krytycznego podejścia do treści, które konsumujemy na co dzień – podkreśla Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń w ESET.

Czym właściwie jest deepfake?

To  najczęściej wideo, nagranie audio lub obraz, który został wygenerowany bądź zmodyfikowany przy użyciu sztucznej inteligencji, aby wyglądał lub brzmiał autentycznie. Wykorzystuje się do tego techniki uczenia maszynowego. Z pomocą tysięcy próbek zdjęć czy nagrań głosu, algorytmy uczą się odtwarzać czyjąś twarz, mimikę, głos czy gesty. Dziś takie narzędzia są dostępne nie tylko dla ekspertów, a proste aplikacje webowe pozwalają eksperymentować nawet osobom bez wiedzy technicznej. To obniża próg wejścia również dla cyberprzestępców i oznacza, że nie muszą być już programistami – wystarczy im pomysł na atak.

Dlaczego to tak duże zagrożenie?

Bo deepfake’i coraz częściej wymykają się z internetu do świata realnych konsekwencji. Mogą podważyć reputację polityka, doprowadzić do utraty milionów w korporacji czy zniszczyć życie prywatne zwykłej osoby. Najbardziej niepokojące jest to, że ofiarami padają nie tylko seniorzy czy osoby mniej obeznane z technologią, lecz także profesjonaliści. Autentyczne historie ofiar pokazują, że zmanipulować można nawet pracowników świadomych ryzyka i procedur bezpieczeństwa. Deepfake’i potrafią też oszukać systemy biometryczne, umożliwiając obejście zabezpieczeń finansowych czy autoryzacji dostępu.

Jak nie dać się nabrać?

Choć technologia jest coraz bardziej zaawansowana, wciąż istnieją sygnały ostrzegawcze. To m.in. nienaturalne oświetlenie i zbyt gładka tekstura skóry, nieprawidłowe mruganie, źle zsynchronizowany ruch ust z głosem czy nietypowe artefakty na krawędziach obrazu. Pomocne bywają też narzędzia do weryfikacji metadanych czy wyszukiwarki obrazów umożliwiające sprawdzenie źródła pliku. Coraz częściej stosuje się również wyspecjalizowane rozwiązania, takie jak Microsoft Video Authenticator czy OpenVINO od Intela, które analizują materiał pod kątem cyfrowych zniekształceń.

Prawo próbuje nadążyć

Regulacje takie jak amerykański Take It Down Act czy europejski AI Act,  to krok w stronę większej ochrony użytkowników, ale prawo z natury reaguje wolniej niż innowacje. Dlatego eksperci są zgodni: zanim legislacja zacznie realnie chronić internautów, konieczne jest budowanie świadomości i edukowanie użytkowników w zakresie rozpoznawania manipulacji.

Co możemy zrobić?

Przede wszystkim warto rozwijać krytyczne myślenie i nie wierzyć we wszystko , co widzimy lub słyszymy online. Kluczowe jest sprawdzanie źródeł, korzystanie z serwisów fact-checkingowych i edukowanie się w zakresie rozpoznawania manipulacji. Organizacje mogą dodatkowo wdrażać procedury weryfikacji treści, stosować narzędzia do detekcji deepfake’ów i szkolić pracowników, jak reagować w przypadku podejrzenia manipulacji. Im szybciej zrozumiemy, że era „zobaczyć to uwierzyć” bezpowrotnie minęła, tym większe mamy szanse, by nie stać się kolejną ofiarą cyfrowej manipulacji.

[1] Źródło:  https://www.theguardian.com/world/2024/feb/05/hong-kong-company-deepfake-video-conference-call-scam?utm_source=chatgpt.com

Check Point przejmuje Lakerę, firmę specjalizującą się w natywnym bezpieczeństwie AI

0

Firma Check Point Software Technologies ogłosiła przejęcie spółki Lakera, jednego z najbardziej innowacyjnych dostawców natywnego bezpieczeństwa AI. Check Point – wspólnie z Lakerą – zaoferuje pierwsze na rynku kompleksowe zabezpieczenie chroniące aplikacje oparte na sztucznej inteligencji. Przejęcie oceniane jest za jedno z najważniejszych wydarzeń na rynku cyberbezpieczeństwa AI, którego wartość szacowana jest na 25–30 mld dolarów* na świecie.

Lakera, założona przez ekspertów AI z Google i Meta, została od początku zaprojektowana z myślą o środowiskach naturalnie wykorzystujących sztuczną inteligencję. Firma prowadzi główne centra badawczo-rozwojowe w Zurychu i San Francisco. Jej kluczowe rozwiązania –Lakera Red i Lakera Guard – umożliwiają ocenę bezpieczeństwa jeszcze przed wdrożeniem oraz zapewniają ochronę w czasie rzeczywistym dla dużych modeli językowych LLM, agentów AI i złożonych procesów opartych na różnych typach danych.          

Choć Check Point Software posiada już rozwiązania zabezpieczające przez atakami na AI (m.in. GenAI Protect), to przejęcie Lakery poszerzy wachlarz usług i umożliwi wprowadzenie jednego z pierwszych w branży kompleksowych rozwiązań zabezpieczających AI.        

– „AI zmienia każdy proces biznesowy, ale jednocześnie tworzy nowe powierzchnie ataku. Wybraliśmy Lakerę, ponieważ dostarcza natywne bezpieczeństwo AI, najwyższą precyzję i szybkość działania w skali. Razem ustanawiamy nowy standard sposobu, w jaki przedsiębiorstwa świadomie korzystają z AI” – powiedział Nadav Zafrir, CEO Check Point Software Technologies.                   

Generatywna sztuczna inteligencja, duże modele językowe (LLM) oraz systemy agentowe stają się fundamentem cyfrowej transformacji. Wraz z nimi rośnie jednak liczba zagrożeń – od wycieków danych i manipulacji modelami po ryzyka wynikające z autonomicznych decyzji wielu agentów AI. Dla przedsiębiorstw oznacza to konieczność wdrażania zupełnie nowych standardów ochrony.                    

– „Lakera została stworzona na potrzeby ery AI – z bezpieczeństwem w czasie rzeczywistym i badaniami wpisanymi w nasze DNA. Dołączenie do Check Point pozwoli nam przyspieszyć globalny rozwój. Razem będziemy chronić LLM, generatywną AI i agentów z szybkością, precyzją i zabezpieczeniami, których przedsiębiorstwa potrzebują, by korzystać z AI z pełnym zaufaniem” – podkreśla David Haber, współzałożyciel i CEO Lakera.

Lakerę wyróżnia kompleksowe podejście do bezpieczeństwa sztucznej inteligencji. To rozwiązanie AI-native, stworzone specjalnie do ochrony dużych modeli językowych LLM, generatywnych systemów i agentów AI przed prompt injection, wyciekiem danych czy manipulacją modeli. Dzięki wykrywaniu zagrożeń na poziomie 98% przy opóźnieniu poniżej 50 ms i wskaźniku fałszywych alarmów poniżej 0,5%, Lakerę można bezpiecznie stosować nawet w strategicznych sektorach gospodarki – bankowym, medycznym czy przemysłowym. Platforma stale się uczy i adaptuje, bazując na ponad 80 milionach wzorców ataków zebranych w sieci Gandalf oraz wynikach badań prowadzonych przez zespół 11 doktorów nauk ścisłych. Dodatkowo oferuje wsparcie dla ponad 100 języków, co pozwala skutecznie chronić systemy firm działających na wielu rynkach, w tym w Europie Środkowo-Wschodniej (w tym w Polsce).

W wyniku transakcji (która sfinalizowana zostanie w IV kw. 2025 r.) powstanie Globalne Centrum Doskonałości ds. Bezpieczeństwa AI firmy Check Point, które ma wyznaczać kierunki rozwoju całej branży.

* Wartość na podstawie raportów Precedence Research i Mordor Intelligence.

IMS inwestuje w rozwój i planuje akwizycje – nawet dwie jeszcze w tym roku

Inwestowanie w rozwój to priorytet lidera krajowego rynku marketingu sensorycznego (GPW: IMS). Dodatkowo, w grze jest obecnie blisko 10 projektów M&A, z czego 1-2 akwizycje mogą wydarzyć się w najbliższych miesiącach.

Grupa IMS zanotowała w pierwszej połowie 2025 roku 7,1 mln zł wyniku EBITDA i 2,7 mln zł zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej, utrzymując – pomimo negatywnych dynamik nominalnych rezultatów w ujęciu rok do roku – relatywnie wysoką rentowność (23% na poziomie EBITDA i 9% na poziomie zysku netto). Co ważne, przychody z abonamentów marketingu sensorycznego wzrosły o 6% rdr.

– Nasze zyski potrafią przejściowo spadać, ale tak jak już bywało nieraz w naszej historii, tak również teraz zakładamy powrót do wzrostów w kolejnych latach. Inwestujemy bowiem w rozwój, w przyszłość, a naszym celem jest dynamiczny rozwój podstawowego biznesu. Inwestujemy w zespoły sprzedażowe, aby zawalczyć o przychody, inwestujemy w produkty, rozmawiamy o potencjalnych blisko 10 akwizycjach – w tym w Europie Zachodniej i zakładamy możliwość finalizacji nawet dwóch transakcji w najbliższych miesiącach. To wszystko obciąża bieżące wyniki, ale jesteśmy pewni słuszności obranej strategii budowania długoterminowej wartości biznesu – podkreśla Michał Kornacki, Prezes Zarządu IMS S.A.

Grupa IMS podtrzymuje, że rok 2025 powinien zapisać się nowym rekordem pod względem liczby organicznie pozyskanych lokalizacji abonamentowych, najważniejszego parametru dla powtarzalnego biznesu marketingu sensorycznego.

– Zmierzamy do przekroczenia 4 tys. nowych subskrypcji w roku 2025. Na koniec zeszłego roku obsługiwaliśmy 38 tys. abonamentów, a na koniec minionego półrocza ponad 39 tys., przy czym istotna część już podpisanych nowych umów wejdzie w życie w drugiej połowie roku. Długoterminowy potencjał rynku polskiego jest wysoki, a nasze możliwości rozwoju w Polsce i poza nią są bardzo duże – mówi Piotr Bielawski, Wiceprezes Zarządu IMS S.A.

Atrakcyjność inwestycyjną akcji IMS widzi BM Banku Millennium, które w czerwcu br. wydało rekomendację „kupuj” z ceną docelową 4,50 zł za walor (potencjał wzrostu wobec zamknięcia sesji 16 września br. to +46%).

Google Cloud i Polska Grupa Lotnicza łączą siły, by przyspieszyć cyfrową transformację i rozwój AI w sektorze lotniczym

Polska Grupa Lotnicza (PGL) oraz Google Cloud ogłosiły strategiczne partnerstwo, którego celem jest przyspieszenie transformacji cyfrowej PGL i wykorzystanie zaawansowanych technologii – w tym sztucznej inteligencji – do budowy przewagi konkurencyjnej w branży lotniczej. Kluczowym elementem współpracy będzie utworzenie w strukturach PGL Centrum Kompetencyjnego Przetwarzania Danych, Sztucznej Inteligencji i Chmury Obliczeniowej.

– Współczesna konkurencyjność w branży lotniczej to coś więcej niż siatka połączeń czy komfort podróży. To przede wszystkim umiejętność szybkiego reagowania na potrzeby klientów i optymalizacja procesów. Nawiązanie współpracy z liderem w obszarze AI, analityki danych i chmury, jakim jest Google Cloud, to dla nas krok milowy. Dzięki niemu zbudujemy nowoczesne, oparte na danych rozwiązania, które wzmocnią całą Grupę, przygotują nas do wyzwań przyszłości i wyznaczą standardy dla całej branży – powiedział Radosław Stępień, Prezes Zarządu PGL.

PGL, jako jeden z najważniejszych podmiotów na europejskim rynku lotniczym, stawia na nowoczesne technologie, aby sprostać wyzwaniom dynamicznie zmieniającej się branży. Dostęp do najnowszych rozwiązań w zakresie przetwarzania danych i sztucznej inteligencji umożliwi firmie lepsze rozumienie trendów rynkowych, trafniejsze odpowiadanie na potrzeby pasażerów oraz podnoszenie jakości usług.

W ramach współpracy Google Cloud udostępni PGL swoje rozwiązania w obszarze chmury obliczeniowej, analityki danych i AI. Jednym z kluczowych projektów będzie wdrożenie systemu ERP w infrastrukturze chmurowej, co pozwoli na efektywne zarządzanie kluczowymi procesami biznesowymi.

Partnerstwo obejmuje również rozwój centralnych systemów analitycznych i AI, które posłużą m.in. do:

  • optymalizacji siatki połączeń,
  • usprawnienia sprzedaży biletów,
  • automatyzacji procesów związanych z obsługą techniczną samolotów.

Google Cloud zadba także o rozwój kompetencji cyfrowych pracowników PGL, oferując programy edukacyjne, takie jak „Train The Trainer” czy „Program Ambasadorów AI”.

– Cieszę się, że Polska Grupa Lotnicza stawia na nasze innowacje, widząc w nas kluczowego partnera w swojej cyfrowej podróży. To partnerstwo to coś więcej niż dostarczanie technologii – to wspólna wizja, w której AI i dane stają się motorem wzrostu i innowacji. Wspólnie będziemy tworzyć rozwiązania, które nie tylko zoptymalizują działanie PGL, ale także przygotują firmę na przyszłe wyzwania, wspierając rozwój całej branży lotniczej w Polsce – mówi Magdalena Dziewguć, Country Director Google Cloud Polska.

Porozumienie pomiędzy PGL i Google Cloud wykracza poza tradycyjną współpracę technologiczną. Ambicją stron jest stworzenie innowacyjnych rozwiązań, które mogą stać się nowym standardem dla europejskiej branży lotniczej i punktem odniesienia dla całego sektora.

Rynek pracy w Polsce w fazie przejściowej – migranci z Azji znikają

Polski rynek pracy wchodzi w fazę przejściową – liczba pracowników z Azji maleje, procedury zatrudniania stają się coraz trudniejsze, a pracodawcy w dużej mierze opierają się dziś na obywatelach Ukrainy. Eksperci rynku rekrutacyjnego ostrzegają, że jeśli firmy nie zaczną odpowiednio wcześniej zaplanować zatrudnienia, w niedalekiej przyszłości mogą pojawić się poważne braki kadrowe.

Z danych Centrum Analitycznego Gremi Personal wynika, że obecnie Ukraińcy stanowią aż 75–80% wszystkich cudzoziemców zatrudnionych w Polsce. Wśród Azjatów, którzy jeszcze są obecni na rynku, najwięcej przyjechało z Nepalu, Indii i Bangladeszu. Filipińczyków jest bardzo mało, a ich rekrutacja jest skomplikowana i czasochłonna. Wciąż zatrudniani są Kolumbijczycy, ale jeśli wejdą w życie przepisy ograniczające przyjazdy na paszportach biometrycznych, również ta grupa zacznie się kurczyć. Z kolei obywatele Kazachstanu i krajów afrykańskich (m.in. Nigerii) stanowią obecnie ok. 10% pracowników.

Średni wiek pracowników z zagranicy w Polsce to 35–47 lat. W przypadku obywateli Ukrainy dominują kobiety, natomiast wśród Azjatów aż 70% stanowią mężczyźni. Ofert pracy dla kobiet jest zdecydowanie mniej, ale te, które się pojawiają, są błyskawicznie obsadzone.

Najczęściej cudzoziemcy znajdują zatrudnienie w logistyce, e-commerce, magazynach oraz przetwórstwie spożywczym. Coraz większe zapotrzebowanie dotyczy także specjalistów – spawaczy czy operatorów urządzeń podlegających UDT. Problemem w tym przypadku są jednak testy w języku polskim, które wielu kandydatom z Azji sprawiają trudność.

Średni okres zatrudnienia cudzoziemców wynosi od 6 do 20 miesięcy, jednak wielu z nich pozostaje w Polsce znacznie dłużej – rok, dwa, a nawet trzy lata. Umowy najczęściej zawierane są na rok i chętnie przedłużane, co pozwala ograniczać rotację. Mimo to utrzymuje się ona na poziomie 20–30%, szczególnie wśród mężczyzn, którzy mają szeroki wybór ofert pracy.

Analitycy agencji zatrudnienia wskazują, że coraz częściej spotykają się z poważnymi wyzwaniami – np. sytuacją, w której pracodawcy składają duże zamówienia „z dnia na dzień”, oczekując np. 50 pracowników od poniedziałku. To utrudnia rekrutację i obniża jej jakość. Dużym problemem są także długotrwałe procedury wizowe w przypadku pracowników spoza Europy. Eksperci przewidują, że jeśli obecne ograniczenia w przyjazdach z Azji utrzymają się, rynek pracy w Polsce stanie w obliczu poważnych braków kadrowych, zwłaszcza w przemyśle i logistyce.

Po pierwsze, rynek jest obecnie zamknięty dla wielu pracowników z Azji – nowych przyjazdów praktycznie nie ma. Po drugie, zatrudnianie już obecnych w Polsce migrantów staje się coraz trudniejsze i pracodawcy stopniowo rezygnują z sięgania po tę grupę. W efekcie, w perspektywie najbliższego pół roku czy roku, liczba Azjatów na rynku pracy będzie się systematycznie zmniejszać. Część z tych, którzy przyjechali wcześniej, jeszcze zostanie, ale ich sytuacja również jest niepewna – urzędy coraz częściej odmawiają wydawania zezwoleń, co może zmuszać ich do powrotu do krajów pochodzenia. Polska nie jest krajem, do którego cudzoziemcy przyjeżdżają po świadczenia socjalne. Przyjeżdżają tu, by pracować. Jeśli jednak procedury nadal będą utrudniać ich zatrudnianie, poważne problemy kadrowe staną się nieuniknione – komentuje Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych Gremi Personal.

Supercykl AI napędza rynki wschodzące: półprzewodniki, fintech i platformy cyfrowe

  • Amerykańskie akcje dominują w globalnych portfelach inwestycyjnych: Średnio inwestorzy lokują około 65% swojego kapitału w amerykańskich spółkach, mimo że USA stanowią około 42% globalnego PKB.
  • Rynki wschodzące coraz bardziej przyczyniają się do globalnego PKB, ale wciąż są niedostatecznie reprezentowane: Rynki te stanowią około 40% światowego PKB i około 60% światowego wzrostu gospodarczego, podczas gdy indeks MSCI ACWI (All Country World Index) przypisuje im jedynie około 11% wagi.
  • Przepływy kapitałowe zmieniają się w wyniku cięć stóp procentowych przez Fed: Słabszy dolar amerykański i mniejsza płynność wspierają rynki wschodzące w krótkim okresie, podczas gdy strukturalne czynniki, takie jak demografia i cyfryzacja, stanowią fundament długoterminowego wzrostu.

Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo przestawia strategię inwestycyjną opartą o listę 15 spółek w obszarze sprzętu AI, surowców, platformy cyfrowe, indyjskie firmy wzrostowe, afrykański fintech oraz spółki dywidendowe na rynkach wschodzących. Oto propozycje dla tych, którzy chcą zwiększyć swoją ekspozycję na rynki wschodzące.

Sprzęt AI i półprzewodniki są sercem rynków wschodzących w supercyklu AI

Prognozy wskazują, że roczne wydatki na infrastrukturę AI do 2030 roku przekroczą 400 miliardów dolarów. Te inwestycje bezpośrednio trafiają na rynki wschodzące:

  • TSMC (Tajwan): Z około 67% udziałem w globalnym rynku półprzewodników, TSMC jest jedynym producentem zaawansowanych chipów dla Nvidia. Firma inwestuje rocznie
    30-40 miliardów dolarów, aby utrzymać pozycję lidera.
  • Samsung Electronics (Korea): Jako zdywersyfikowany lider zarówno w produkcji chipów pamięci, jak i logicznych, Samsung intensywnie zwiększa swoje możliwości produkcyjne chipów pamięci o wysokiej przepustowości (HBM), aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu napędzanemu przez sztuczną inteligencję.
  • SK Hynix (Korea): Firma dostarcza niemal 80% chipów HBM dla Nvidia, a jej przychody związane z chipami pamięci o wysokiej przepustowości (HBM) rosną o ponad 50% rocznie.

Wnioski dla inwestorów: Amerykańskie spółki związane z AI przyciągają uwagę, lecz to rynki wschodzące kontrolują kluczowe elementy rozbudowy infrastruktury.

Platformy i fintech – Cyfryzacja konsumentów na rynkach wschodzących

Penetracja e-commerce na rynkach wschodzących wynosi około 15%, co jest znacznie poniżej poziomu USA/UE, wynoszącego 25%.

  • Tencent (Chiny): Tencent zarządza ekosystemem WeChat, który ma ponad miliard użytkowników i generuje stabilne przychody z gier i reklam, jednocześnie rozbudowując działalność w zakresie rozwiązań chmurowych.
  • Alibaba (Chiny): Alibaba ponownie napędza rozwój swojego biznesu chmurowego, osiągając dwucyfrowe tempo wzrostu dzięki wdrożeniom sztucznej inteligencji,
    co w połączeniu z jej podstawową działalnością w e-commerce – potęguje użycie rozwiązań chmurowych.
  • Grab (Azja Południowo-Wschodnia): Grab prowadzi jedną z największych super-aplikacji w regionie, integrującą usługi transportowe, dostawę jedzenia oraz platformę usług finansowych, co czyni ją doskonałą inwestycją w cyfryzację konsumentów regionu Azji Południowo-Wschodniej.
  • MercadoLibre (Ameryka Łacińska): MercadoLibre odnotowało 36% wzrost przychodów netto rok do roku oraz 46% wzrost całkowitego wolumenu płatności, podkreślając siłę swojej platformy e-commerce i fintech w Ameryce Łacińskiej.
  • Sea Ltd (Azja Południowo-Wschodnia): Platforma Shopee firmy Sea zwiększyła wartość brutto towarów o 27% r/r, a portfel pożyczek SeaMoney wzrósł o 46%, uwydatniając dwie główne siły napędowe wzrostu firmy w obszarze e-commerce i cyfrowego finansowania.
  • dLocal (Ameryka Łacińska/rynki wschodzące): dLocal osiągnął 52% wzrost przychodów r/r, dostarczając rozwiązania płatnicze, które umożliwiają globalnym sprzedawcom, takim jak Uber i Spotify, wejście na rynek konsumentów rynków wschodzących.

Wnioski dla inwestorów: Firmy te są regionalnymi monopolistami, którzy czerpią zyski z cyfrowego skoku rynków wschodzących.

Indie – maszyny do osiągania zysków

Prognozy wskazują na wzrost PKB Indii o 6,5% w 2025 roku, a dostęp do usług finansowych w tym kraju nieustannie się poprawia, co otwiera szerokie możliwości dalszej ekspansji.

  • HDFC Bank: Bank odnotowuje roczny wzrost kredytów na poziomie około 15%, ze zwrotem z kapitału sięgającym około 16%, co podkreśla jego czołową pozycję w indyjskim sektorze bankowości detalicznej.
  • ICICI Bank: ICICI osiąga zwrot z kapitału powyżej 17% i utrzymuje wskaźnik aktywów niepracujących poniżej 0,5%, co świadczy o efektywnym zarządzaniu ryzykiem i konsekwentnym osiąganiu wyników.
  • Reliance Industries: Konsumenckie działy Reliance, takie jak Jio i Retail, obecnie generują ponad 50% EBITDA, rosnąc o blisko 20% rocznie, co zapewnia im stały wzrost obok działalności energetycznej.

Wnioski dla inwestorów: Połączenie demografii, cyfryzacji oraz stabilnych instytucji w Indiach tworzy solidne fundamenty dla trwałego wzrostu w długim okresie.

Afryka – Przeskok rozwojowy dzięki fintechowi

  • MTN Group (RPA): MTN obsługuje 291 milionów abonentów oraz 63 miliony aktywnych użytkowników MoMo, a przychody z fintechu wzrosły o 47% r/r. W pierwszej połowie 2025 roku firma odnotowała 33% wzrost zysków netto, pomimo wyzwań związanych z kursami walutowymi.

Wnioski dla inwestorów: Afryka jest nadal niedostatecznie reprezentowana; MTN oferuje znaczącą ekspozycję na dane mobilne i płatności.

Zasoby i stabilne źródła dochodu

  • Vale (Brazylia): Vale produkuje około 300 milionów ton rudy żelaza rocznie, z dodatkową ekspozycją na miedź i nikiel, oferując atrakcyjny wskaźnik dywidendy na poziomie około 8%.
  • DBS (Singapur): DBS utrzymuje wskaźnik kapitału podstawowego Tier 1 na poziomie 14,5% oraz rentowność dywidendy bliską 6%, wyróżniając się jako najbardziej płynny i odporny bank w Azji.

Wnioski dla inwestorów: Te firmy oferują stabilność oraz przepływy gotówkowe, które mogą zrównoważyć bardziej ryzykowne inwestycje.

Kluczowe zagrożenia

  • Polityka i zarządzanie: Zmiany regulacyjne w Chinach nadal są istotnym zagrożeniem dla firm technologicznych, a przedsiębiorstwa państwowe na kilku rynkach wschodzących mogą wciąż przedkładać cele narodowe nad zwroty dla akcjonariuszy.
  • Dolar amerykański i stopy procentowe: Silniejszy dolar lub wolniejsze niż oczekiwano obniżki stóp procentowych przez Fed mogą ograniczyć przepływy kapitałowe na rynki wschodzące i osłabić lokalne waluty.
  • Zmienność walutowa: Częste dewaluacje walut takich jak, BRL czy ZAR mogą znacząco obniżyć zwroty inwestorów, gdy są liczone w dolarach amerykańskich.
  • Cykle półprzewodników i towarów: Nadpodaż chipów pamięciowych lub spadki cen rudy żelaza mogą prowadzić do znacznego spadku zysków.
  • Geopolityka: Rosnące napięcia w Cieśninie Tajwańskiej lub ponowne wybuchy wojen handlowych mogą wywołać szeroką wyprzedaż na rynkach wschodzących.
  • Płynność i koncentracja: ADR-y, takie jak dLocal i MTN, cechuje mniejsza płynność, a ETF-y z rynków wschodzących często koncentrują się na kilku dużych spółkach, co potęguje zmienność.

Podsumowanie

Charu Chanana wskazuje, że inwestowanie w spółki rynków wschodzących to nie tylko dywersyfikacja dla samej dywersyfikacji. Są kluczowe dla rozwoju infrastruktury AI, posiadają najszybciej rozwijające się bazy konsumenckie i zapewniają dostęp do nowoczesnych usług fintech oraz wysokich dywidend. Te 15 spółek stanowi strategiczny sposób na zmniejszenie koncentracji portfeli na rynku amerykańskim i skierowanie ich w stronę globalnych mechanizmów wzrostu na nadchodzącą dekadę.

Szpitale jako infrastruktura krytyczna – Polska Federacja Szpitali apeluje o współpracę z wojskiem i MSWiA

0

Polska Federacja Szpitali w ramach Forum Ekspertów Ad Rem, jako reprezentant systemu ochrony zdrowia oraz interesariusz szeroko rozumianego bezpieczeństwa cywilnego, z niepokojem obserwuje rosnącą lukę pomiędzy postępującą technologią zagrożeń a poziomem inwestycji w systemy ochrony, zwłaszcza w kontekście zagrożeń związanych z bezzałogowymi systemami powietrznymi (BSP).

Z perspektywy szpitali – jako infrastruktury krytycznej – niedostosowanie krajowego systemu do zagrożeń dronowych stanowi bezpośrednie ryzyko dla bezpieczeństwa pacjentów, personelu i dostępu do świadczeń zdrowotnych. Z tego względu Polska Federacja Szpitali postuluje, aby:

  • sektor ochrony zdrowia został objęty programem wsparcia w zakresie cyberbezpieczeństwa i ochrony perymetrycznej przed dronami,
  • stworzono ścieżki współpracy z wojskiem, MSWiA i administracją lokalną w zakresie budowy systemów wczesnego ostrzegania i reagowania,
  • wykorzystano istniejącą infrastrukturę szpitalną jako punkty rozproszonego wsparcia logistycznego i komunikacyjnego w sytuacjach kryzysowych.

Bezpieczeństwo cywilne – a zwłaszcza ochrona zdrowia – musi zostać uwzględniona w regionalnych strategiach obronnych i antykryzysowych.

Potrzeba budowy perymetrycznego systemu ochrony antydronowej na polskiej granicy, który mógłby służyć nie tylko Polsce, ale też Unii Europejskiej i NATO jako element wspólnej tarczy bezpieczeństwa. Taki system wymaga jednak:

  •  usunięcia barier legislacyjnych dla aktywnych systemów neutralizacji BSP,
  • wprowadzenia lokalnych stref ochronnych w przestrzeni powietrznej,
  • certyfikacji oraz integracji systemów ochrony z infrastrukturą cywilną i medyczną.

Wspólne działania w obszarze ochrony infrastruktury i integracji systemów cywilno-wojskowych są dziś nie tylko postulatem – ale koniecznością.

Autor: Michał Dybowski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem

ORLEN i Google Cloud łączą siły w obszarze sztucznej inteligencji

0

Grupa ORLEN podpisała porozumienie o strategicznej współpracy z Google Cloud, którego celem jest wdrażanie nowoczesnych rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji i zaawansowanej analityki danych. Partnerstwo ma przyspieszyć cyfrową transformację koncernu, wspierając rozwój innowacyjnych narzędzi zarówno w segmencie detalicznym, jak i w energetyce.

Wzmocnienie strategii cyfrowej ORLEN

Jak podkreślił Robert Soszyński, Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych ORLEN, współpraca z Google Cloud to ważny krok w realizacji strategii cyfrowej spółki:

– Dzięki zaawansowanym technologiom i analityce danych przyspieszamy wdrażanie innowacji, skracamy czas wprowadzania usług i wzmacniamy naszą zdolność do szybkiego reagowania na potrzeby rynku. To partnerstwo pokazuje, jak technologia może wspierać długoterminowy rozwój i budować wartość w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu biznesowym – zaznaczył.

Cyfryzacja jako element transformacji energetycznej

Transformacja cyfrowa stanowi kluczowy filar strategii ORLEN do 2035 roku pod hasłem „Energia jutra zaczyna się dziś”. Spółka zakłada efektywne zarządzanie danymi w całej organizacji oraz szerokie wykorzystanie narzędzi cyfrowych, które mają wspierać proces transformacji energetycznej i wzrost konkurencyjności.

– Wspólnie z Google Cloud wdrażamy rozwiązania oparte na AI, data science oraz zaawansowanej analityce danych, które zwiększą efektywność operacyjną i sprzedażową Grupy ORLEN. To istotny krok w budowie długoterminowego wzrostu i podnoszenia wartości dla akcjonariuszy – powiedział Michał Furman, Dyrektor Wykonawczy ds. Transformacji Cyfrowej i Informatyki ORLEN.

Wspólna droga ku innowacjom

Google Cloud podkreśla, że współpraca z ORLEN ma wymiar wykraczający poza aspekt biznesowy. – To wspólna droga, na której budujemy nową jakość w oparciu o dane i sztuczną inteligencję. Razem z ORLEN chcemy inspirować polskie firmy, pokazując, jak technologia może realnie napędzać wzrost i pomagać w lepszym rozumieniu potrzeb klientów – zaznaczyła Magdalena Dziewguć, Country Director Google Cloud Polska.

Porozumienie obejmuje m.in. budowę nowoczesnej platformy danych, rozwój zintegrowanych narzędzi cyfrowych, a także zdobywanie nowych kompetencji przez pracowników ORLEN. Dzięki temu koncern planuje wzmocnić swoją pozycję w regionie jako lider nie tylko w obszarze energetyki, ale także innowacji technologicznych.

UODO apeluje o zmiany w dostępie do danych z Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), Mirosław Wróblewski, wystąpił do minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy z prośbą o podjęcie prac legislacyjnych zmierzających do ograniczenia pełnej jawności danych osobowych osób wpisanych do Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą (RPWDL).

Według organu nadzorczego obecny model udostępniania danych wymaga zmian, aby zapewnić lepszą ochronę prywatności lekarzy i innych osób wykonujących zawody medyczne, a także dostosować regulacje do wymogów unijnych i współczesnych realiów cyfrowych.

Zaniepokojenie środowiska medycznego

Impulsem do wystąpienia były liczne sygnały docierające do UODO, a także apele środowisk medycznych, w tym Naczelnej Rady Lekarskiej. Lekarze wskazują, że jawny dostęp do ich danych osobowych może stwarzać zagrożenia bezpieczeństwa – od uciążliwego marketingu i kradzieży tożsamości, aż po ryzyko agresji fizycznej.

Obecnie każda osoba korzystająca z internetu może w prosty sposób sprawdzić w RPWDL m.in. imię i nazwisko lekarza, numer NIP, REGON, adres korespondencyjny czy miejsce udzielania świadczeń. W niektórych przypadkach są to dane tożsame z miejscem zamieszkania.

Potrzeba równowagi między kontrolą a ochroną prywatności

Prezes UODO podkreśla, że nie kwestionuje sensu istnienia rejestru jako narzędzia kontroli społecznej, umożliwiającego pacjentom weryfikację podmiotów wykonujących działalność leczniczą. Zwraca jednak uwagę, że powszechna jawność powinna zostać ograniczona do danych kluczowych z punktu widzenia interesu publicznego – np. numeru prawa wykonywania zawodu czy wpisu do rejestru lekarzy.

Bardziej szczegółowe informacje, jak adres zamieszkania czy dane kontaktowe, mogłyby być dostępne wyłącznie na wniosek i przy wykazaniu interesu prawnego.

Propozycje zmian

Wśród możliwych rozwiązań Prezes UODO wskazuje:

  • ograniczenie jawności danych osobowych w RPWDL do minimum niezbędnego dla weryfikacji uprawnień,
  • fakultatywność w zakresie publikacji danych adresowych i kontaktowych,
  • możliwość udostępniania szczegółowych danych wyłącznie w trybie wnioskowym,
  • wprowadzenie sankcji za wykorzystywanie danych niezgodnie z celem ich udostępnienia.

Kontekst prawny i cyfrowy

UODO przypomina, że obecny model rejestru funkcjonuje niezmiennie od dziewięciu lat i został wprowadzony jeszcze przed wejściem w życie unijnego rozporządzenia RODO. W ocenie Prezesa Urzędu przepisy powinny zostać zaktualizowane z uwzględnieniem nowych zagrożeń cyfrowych oraz obowiązku poszanowania konstytucyjnego prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki.

Prezes UODO zadeklarował gotowość do udziału w dalszej debacie oraz wsparcie eksperckie na każdym etapie prac nad zmianą przepisów.

Czy decyzja Fed osłabi kurs dolara?

Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych stoi dziś przed decyzją, która może zdefiniować ton amerykańskiej polityki pieniężnej na resztę 2025 roku. Wszystko wskazuje na to, że bank centralny zdecyduje się na pierwszą w tym roku obniżkę stóp procentowych. Jej głównym celem ma być wsparcie osłabiającego się rynku pracy, który w ostatnich miesiącach wyraźnie traci impet, co budzi obawy o trwałość ożywienia gospodarczego. Dotychczas stopy procentowe utrzymywano na niezmienionym poziomie z uwagi na uporczywie wysoką inflację, której źródłem były m.in. napięcia handlowe i związane z nimi cła. Jednak w ostatnim czasie wpływ tych czynników na poziom cen okazuje się słabszy, niż wcześniej oczekiwano, co otwiera Fed przestrzeń do złagodzenia warunków monetarnych.

Rynek finansowy w przeważającej mierze zakłada dziś obniżkę stóp o 25 punktów bazowych. Taki ruch byłby odebrany jako umiarkowany krok w kierunku bardziej akomodacyjnej polityki pieniężnej, pozwalający zachować elastyczność w razie dalszego pogorszenia koniunktury. Niemniej jednak, wewnątrz samego FOMC panują wyraźne rozbieżności – część członków opowiada się za głębszym cięciem o 50 pb, wskazując na pogarszające się warunki na rynku pracy, podczas gdy inni wciąż dostrzegają ryzyko związane z inflacją i postulują pozostawienie stóp na dotychczasowym poziomie.

Narzucającym się kontekstem decyzji jest nasilająca się presja polityczna ze strony prezydenta Donalda Trumpa. Głowa państwa nie kryje swojego niezadowolenia z dotychczasowej postawy Fed i otwarcie apeluje o „dużą obniżkę”, argumentując to potrzebą pobudzenia gospodarki oraz niższymi kosztami finansowania długu. Napięcia potęgują także zmiany kadrowe w samym Komitecie – tuż przed posiedzeniem zaprzysiężony został Stephen Miran, postrzegany jako lojalny sojusznik Trumpa, a Lisa Cook – mimo trwającego postępowania o jej odwołanie – może tymczasowo pozostać w składzie zarządu. Choć krótkoterminowy wpływ tych zmian na bieżącą decyzję może być ograniczony, w dłuższej perspektywie mogą one przesunąć równowagę w kierunku bardziej gołębiej polityki.

Z ekonomicznego punktu widzenia, decyzja o obniżce znajduje częściowe uzasadnienie w danych. Wzrost zatrudnienia w USA wyraźnie wyhamował, a niektóre branże zaczynają sygnalizować rosnącą niepewność co do dalszych planów inwestycyjnych i zatrudnienia. Jednocześnie inflacja, choć nadal powyżej celu Fed, przestaje być głównym zagrożeniem – zarówno ze względu na słabnący popyt, jak i ograniczony wpływ czynników podażowych, takich jak cła. W tej sytuacji Fed staje przed dylematem: z jednej strony chce przeciwdziałać pogorszeniu koniunktury, z drugiej – nie chce sygnalizować paniki ani utraty kontroli nad inflacją.

O godzinie 20:00 czasu polskiego Fed ogłosi zarówno decyzję w sprawie stóp procentowych, jak i zaktualizowane projekcje gospodarcze na najbliższe kwartały. Zgodnie z czerwcowymi prognozami, rynek oczekuje dwóch cięć stóp procentowych w 2025 roku. Jednocześnie wielu ekonomistów dopuszcza możliwość trzeciej redukcji. Kluczowe będą również nowe oczekiwania dotyczące inflacji, stopy bezrobocia oraz ścieżki stóp procentowych w 2026 roku.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest redukcja stóp o 25 punktów bazowych, przy jednoczesnym zasygnalizowaniu gotowości do dalszego luzowania polityki monetarnej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Taki przekaz może sprzyjać osłabieniu dolara amerykańskiego względem głównych walut, zwłaszcza jeśli Fed zaakcentuje ryzyko dalszego pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Kurs USD może również znaleźć się pod presją w przypadku wzrostu oczekiwań na kolejne cięcia w 2026 roku

Nie można jednak wykluczyć bardziej zdecydowanego kroku – obniżki o 50 pb – który Fed mógłby uzasadnić silnym pogorszeniem wskaźników zatrudnienia. Taki ruch, choć pozornie bardziej gołębi, mógłby zostać odczytany przez rynek jako sygnał poważniejszych problemów strukturalnych w gospodarce i tym samym wpłynąć na wzrost awersji do ryzyka. W paradoksalny sposób – jeśli Fed jednocześnie podkreśli swoje zaangażowanie w walkę z inflacją – taki ruch mógłby zostać odebrany jako „jastrzębi” w tonie, zwłaszcza jeśli komunikat wskazywałby na brak intencji rozpoczęcia pełnego cyklu luzowania. Taka reakcja mogłaby doprowadzić do umocnienia dolara, szczególnie jeśli towarzyszyłaby jej korekta na rynku akcyjnym i wzrost popytu na amerykańskie obligacje skarbowe jako bezpieczne aktywa.

Dzisiejsze posiedzenie Fed może stanowić punkt zwrotny nie tylko dla amerykańskiej gospodarki, ale również dla globalnych przepływów kapitałowych. Rynki z uwagą wsłuchają się nie tylko w samą decyzję, ale przede wszystkim w uzasadnienie, rozkład głosów w Komitecie oraz aktualizację projekcji – to one zadecydują, czy dzisiejszy ruch zostanie odebrany jako początek nowego cyklu, czy jednorazowe dostosowanie w warunkach wysokiej niepewności.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Łukasz Dziekan pokieruje rozwojem InPost Pay

0

Grupa InPost, lider rozwiązań logistycznych dla branży e-commerce, stawia na dalszy rozwój innowacyjnych usług finansowych InPost Pay, mianując Łukasza Dziekana na stanowisko Financial Services Business Director. Manager z wieloletnim doświadczeniem w budowaniu skalowalnych produktów finansowych i technologicznych skupi się na integracji wygody zakupów online z kompleksowymi narzędziami finansowymi w aplikacji InPost Mobile.

Łukasz Dziekan wnosi ze sobą bogate doświadczenie jako lider w dziedzinie produktów i technologii, z sukcesami w tworzeniu i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań biznesowych opartych na analizie danych i dogłębnym zrozumieniu rynku. Specjalizuje się w budowaniu i skalowaniu produktów, od fazy koncepcyjnej do rentownego biznesu, a także w tworzeniu wysokowydajnych zespołów i wdrażaniu kultury opartej na danych.

Cieszę się, że mogę dołączyć do InPost w tak dynamicznym momencie jego rozwoju. Chcę, aby InPost Pay był rozpoznawalny jako usługa, która ułatwia zakupy online i oferuje kompleksowe oraz innowacyjne rozwiązania finansowe i płatnicze – mówi Łukasz Dziekan, Financial Services Business Director InPost.Moim celem jest budowa wygodnych i kontekstowych produktów finansowych i płatniczych dla użytkowników InPost. Dotąd skupialiśmy się na łatwości zakupów osiąganej dzięki intuicyjnemu checkoutowi InPost Pay. Chcemy, by ta sama łatwość i prostota były powszechne w płaceniu w Internecie, a wszyscy użytkownicy mieli dostęp do produktów szybkich, bezpiecznych i zarządzanych z jednego miejsca – swojego konta w aplikacji mobilnej InPost Mobile – dodaje Dziekan.

InPost Pay oferuje najpopularniejsze metody płatności – kartą VISA i Mastercard, w tym Google Pay czy Apple Pay, BLIK, pay-by-link oraz BNPL. Użytkownik może dokonać transakcji bez konieczności rejestracji i od razu wybrać najbardziej dogodną dla siebie formę dostawy – do maszyny Paczkomat®, kurierem InPost lub punktu PUDO. Obecnie InPost Pay ma już 9,7 mln zarejestrowanych użytkowników i działa w ponad 3 000 sklepach internetowych, do których stale dołączają kolejne znane marki – usługa dostępna jest w MediaExpert App, Diverse, Ochnik, Ryłko, Komputronik, XGSM, North, Gandalf, Tania Książka, Tantis, Matfel, eMelissa, Militaria.

Kurs dolara w dół: sprzedaż detaliczna i produkcja nie pomogły

Wtorek pokazał nam, że jeżeli inwestorzy nastawią się na pewien scenariusz, to dane nie muszą im przeszkadzać. Tak było z wczorajszym osłabieniem dolara, pomimo dobrych odczytów. Inflacja zmienia się wolniej niż oczekiwano – w Kanadzie rośnie, a w Polsce spada.

Rynki wiedzą lepiej

We wtorek na rynku pojawiły się dwa ważne odczyty z USA. Najpierw o 14:30 sprzedaż detaliczna. Wypadła ona wyraźnie powyżej oczekiwań. Spodziewano się wzrostu miesięcznego 0,2%, a zobaczyliśmy 0,6%. W rezultacie w skali roku ten wskaźnik wynosi bardzo solidne 5%. O 15:15 z kolei opublikowano wyniki produkcji przemysłowej – rosła ona zaledwie o 0,1% w sierpniu. Niby słabo, ale prognozowano spadek o tej samej wartości. W skali roku jest to zaledwie 0,9%, co pokazuje, że efekt przenoszenia produkcji do USA z powodu ceł na razie jest niewidoczny. Skoro dwa ważne odczyty okazały się wyraźnie lepsze od oczekiwań, to powinniśmy zobaczyć umocnienie dolara, prawda? Niby tak, ale jednak nie. Inwestorzy wczoraj rozpoczęli dzień nastawieni na osłabienie amerykańskiej waluty i dane nie przeszkadzały im w tym specjalnie. W rezultacie zobaczyliśmy wczoraj najsłabszego dolara wobec euro od 2021. Względem polskiego złotego jest on najtańszy od 2017 roku.

Mniejszy wzrost inflacji w Kanadzie

Wczorajsze dane z Kanady pokazały, że roczny wskaźnik inflacji wzrósł do 1,9%, a nie jak oczekiwano 2%. W ujęciu miesięcznym mieliśmy spadek o 0,1%. Dlaczego zatem inflacja roczna przyspiesza, skoro miesięczna spada? Powodem jest fakt, że rok temu w sierpniu miesięczny spadek cen był silniejszy niż w tym. Są to ważne dane, które podnoszą szanse na dzisiejszą obniżkę stóp procentowych w Kanadzie. Warto zwrócić uwagę, że Kanada ma znacznie niższe stopy niż USA. Są one tam zmniejszane również po to, by pobudzić gospodarkę, która dostała istotne ciosy w ramach amerykańskich ceł.

Inflacja bazowa też w górę

Po tym, jak kilka dni temu byliśmy świadkami wyższej od wstępnego wyniku inflacji konsumenckiej, przyszedł czas na bazową. Ona niestety również okazała się gorsza, niż prognozowano. Mieliśmy spadek w sierpniu, ale nie jak oczekiwano do 3,1%, a do 3,2%. W rezultacie mamy kolejne odczyty, które potencjalnie mogą być powodem opóźnienia kolejnych obniżek stóp procentowych w Polsce. Złoty nie reagował, wciąż oscylując wokół poziomu 4,25 zł za 1 EUR. Rodzima waluta wydaje się niemal przyspawana do tego pułapu. Do najbliższego posiedzenia RPP zostały jeszcze dwa tygodnie, ale jeżeli potwierdzi się wyższa niż zakładana inflacja, to można oczekiwać umocnień.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dane z rynku nieruchomości,

15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych,

20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Studenci na rynku najmu: jakie ceny i opłaty czekają żaków w 2025 roku?

Wielu studentów aktualnie szuka mieszkań do wynajęcia. Nie mogą oni już liczyć na rekordową liczbę ofert. Obawy budzą niektóre koszty eksploatacji.

Rynek najmu w Polsce ma nadal w dużej mierze charakter sezonowy. Po części to efekt naszej rodzimej specyfiki związanej z dużą liczbą dość krótkich umów najmu, które są zawierane na okresy najwyżej roczne. Podpisywanie umów na czas np. pięcioletni w polskich warunkach należy wciąż do rzadkości. Coroczna, jesienna aktywizacja rynku najmu to przede wszystkim efekt studenckich poszukiwań lokum. Warto zatem sprawdzić, z jaką sytuacją na rynku najmu obecnie spotykają się studenci. Chodzi nie tylko o kwestie typowo rynkowe, ale również o spodziewane koszty użytkowania lokalu z wliczeniem np. ogrzewania.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Dane Unirepo wskazują, że w lipcu 2025 r. rynek najmu w skali całego kraju miał tylko troszkę mniejszą ofertę niż 12 miesięcy wcześniej. Ogólnopolska liczba ogłoszeń była zbliżona do wyniku z lipca 2019 roku, a także z lipca 2023 r. i 2024 r. To przejaw normalizacji rynku.
  • Stabilizacja jest widoczna również w zakresie poziomu czynszów. Brakuje nam nieco danych na temat cen najmu pokoi, bo warto pamiętać, że według najnowszego raportu Portfel Studenta to właśnie samodzielne pokoje cieszą się największym zainteresowaniem wśród żaków.
  • Obawy studentów oraz ich rodziców mogą budzić doniesienia o sporych wzrostach kosztów ogrzewania. Sytuacja będzie jednak zróżnicowana w poszczególnych miastach i zależna od stawek ustalonych przez lokalną ciepłownię.

Poniżej prezentujemy więcej informacji, które mogą wydawać się ciekawe w kontekście studenckiego najmu i zainteresują również innych najemców niż studenci.

Sytuacja na rynku najmu wreszcie normalniejsza?

Przez ostatnie lata na rynku najmu mieszkań działo się sporo. Najpierw pandemiczna flauta, a potem dramatyczne spadki podaży oraz wzrosty stawek czynszu związane z pojawieniem się ukraińskich uchodźców i kryzysem inflacyjnym. „Dane z ostatniego raportu Unirepo wskazują, że w połowie 2020 r. do wynajęcia w całym kraju było prawie 120 000 mieszkań. To oczywiście rekord – spowodowany pandemią COVID – 19 oraz popularnością zdalnej nauki i pracy” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Analiza unikalnych ofert najmu przeprowadzona przez Unirepo wskazuje, że dwa lata później, czyli w lipcu 2022 r. analogiczny wynik podażowy był ponad dwa razy mniejszy. Natomiast w lipcu 2025 r. na terenie całego kraju w ofercie wynajmujących znajdowało się około 75 000 mieszkań. „Ogólnopolska lipcowa liczba ogłoszeń była zbliżona do wyniku z lipca 2019 roku, a także z lipca 2023 r. oraz 2024 r. To przejaw normalizacji rynku. Późną jesienią widoczny będzie spadek liczby ogłoszeń, ale na pewno nie możemy się spodziewać takich pustek na rynku, jak w trudnym roku 2022” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Czynszowa stabilizacja z korzyścią dla najemców

Jeżeli chodzi o sytuację czynszową, to przyszli najemcy mogą napotkać informacje pochodzące z bardzo różnych źródeł. Praktycznie każde z tych źródeł wskazuje jednak na względną stabilizację czynszów. Mowa o rocznych zmianach z przedziału np. od minus 3% do plus 3%. Po perturbacjach z lat 2020 – 2022, takie zmiany można uznać za przejaw stabilizacji rynkowej. Niestety, z punktu widzenia studentów oraz ich rodziców problemem wydaje się mniejsza liczba informacji na temat kosztów najmu pokoi. „Dlaczego to ważne? Odpowiadając, warto odwołać się do danych z niedawnego raportu Portfel Studenta 2025” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Wspomniany raport, który opiera się na badaniu „Sytuacja finansowa młodych Polaków” (obejmującym 1039 młodych osób) wskazuje, że 30% studentów zasiedla wynajmowane mieszkania. Większa grupa żaków (52%) mieszka u rodziny lub znajomych – zwykle nie płacąc za najem. Mniejszy jest odsetek mieszkańców akademików (12%) oraz właścicieli swojego lokum (6%). Podobnie jak w poprzednich latach, około 60% respondentów odpowiedziało, że w zamieszkiwanej nieruchomości zajmują samodzielny pokój. „Tylko 13% ankietowanych studentów zamieszkuje całą nieruchomość samodzielnie, niekoniecznie płacąc za nią czynsz” – podaje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Najemcy mogą się obawiać opłat za ogrzewanie

Mieszkaniowe preferencje studentów są oczywiście w dużej mierze pochodną ich możliwości finansowych i często również możliwości ich rodziców. Te wszystkie osoby (tzn. studentów i ich rodziców) może cieszyć wspomniana już wcześniej względna stabilizacja czynszów, ale jednocześnie obawy prawdopodobnie budzą głośne medialnie informacje o wzrostach kosztów ogrzewania mieszkań. Musimy jednak pamiętać, że skala podwyżek będzie zależna oczywiście od rodzaju ogrzewania mieszkań oraz taryfy lokalnej ciepłowni. „Naturalnie, najgłośniejsze medialnie są doniesienia o podwyżkach sięgających kilkudziesięciu procent. W wielu miastach, roczne zmiany będą jednak dużo mniejsze” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Sejm niedawno zaakceptował tak zwany bon ciepłowniczy jako wsparcie dla gospodarstw domowych z niewielkim dochodem, które najmocniej odczują podwyżkę kosztów ogrzewania. Obecna sytuacja na pewno stanowi wskazówkę dla najemców (nie tylko studentów), że warto zwracać większą uwagę na energochłonność budynku, w którym znajduje się mieszkanie na wynajem. „Najemcy już teraz powinni otrzymywać świadectwa energetyczne domu lub mieszkania, lecz praktyczne egzekwowanie tego obowiązku bywa kłopotliwe” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości

AI a rynek pracy: rosną obawy pracowników i zadowolenie menedżerów

Ponad połowa europejskich firm (56%), która wdrożyła narzędzia AI, twierdzi, że opłaciło im się to finansowo. Ponadto, jak wynika z raportu EY European AI Barometer 2025, przedsiębiorcy widzą nie tylko korzyści, ale też zagrożenia związane z technologią. Badanie pokazuje również, że zadowolenie ze skuteczności sztucznej inteligencji rośnie (70%, czyli o 7 pp. więcej, niż rok wcześniej). Widzą to także pracownicy, chociaż w różnym stopniu (pozytywnie o AI wyraża się 82% menedżerów i 63% pracowników niższego szczebla). Równocześnie 74% respondentów (wzrost o 6 p.p.) uważa, że transformacja w kierunku sztucznej inteligencji doprowadzi do zmniejszenia zapotrzebowania na pracowników.

AI: to się opłaca

Korzyści finansowe rozumiane jako wzrost zysków lub obniżenie kosztów, które wynikały z wprowadzenia AI odnotowało 56% organizacji biorących udział w badaniu EY European AI Barometer 2025. To wzrost o 11 p.p. w porównaniu z zeszłoroczną edycją. Tylko 16% ankietowanych twierdzi, że sztuczna inteligencja nie doprowadziła jeszcze do oszczędności kosztów ani wzrostu zysków, a dalsze 29% uważa, że jest za wcześnie, aby to ocenić.

– Wdrożenie AI nie polega wyłącznie na implementacji nowych technologii – chodzi o ponowne przemyślenie sposobu, w jaki pracujemy i podejmujemy decyzje. Odpowiednia implementacja narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji może utorować drogę do efektywniejszego wykorzystania zasobów firmy i w efekcie opracowania produktów i usług lepiej dostosowanych do potrzeb klientów. Błędy zaś mogą wiązać się z utratą konkurencyjności, a co za tym idzie osłabieniem pozycji rynkowej – uważa Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider Zespołu AI Technology.

Liczba użytkowników ciągle rośnie

Z raportu EY wynika, że modele sztucznej inteligencji mają coraz więcej użytkowników. W ciągu ostatnich 12 miesięcy odsetek respondentów, którzy twierdzą, że korzystają z ogólnodostępnych narzędzi, wzrósł o 6 p.p. (z 72% do 78%). Blisko połowa deklaruje, że wykorzystuje narzędzia AI w miejscu pracy, a kolejna jedna trzecia twierdzi, iż używa AI wyłącznie poza nią. Kadra kierownicza (21%) posługuje się narzędziami AI znacznie częściej w kontekście biznesowym niż pozostali pracownicy (11%).

Wzrost popularności narzędzi AI idzie w parze z zadowoleniem z nich. Łącznie 70% respondentów deklaruje przynajmniej pozytywne nastawienie do tej technologii. To wzrost o 7 p.p. w porównaniu z rokiem poprzednim. Jednocześnie badanie wykazało również nierówne postrzeganie narzędzi AI – pozytywnie oceniało je 82% menedżerów i blisko 20 p.p. mniej pracowników niższego szczebla (63%). W tym kontekście warto zwrócić uwagę na wynikające z wykorzystania AI wzrost produktywności, który zaobserwowało 43% respondentów.

– Jeszcze niedawno technologie AI były w firmach odbierane jako budzące ciekawość nowinki. Dzięki polskiemu badaniu EY o tym, jak polskie firmy wdrażają sztuczną inteligencję, wiemy, że na dobrze zadomowiły się w przedsiębiorstwach. Widzimy to na przykład przez pryzmat postrzegania barier we wdrożeniach AI. Jeszcze w zeszłym roku jako najpoważniejsze wskazywano ograniczenia kosztowe i technologiczne. Teraz na pierwszą pozycję wysunęły się bariery organizacyjne. To sugeruje, że firmy w ramach procesu implementacji AI powinny się przede wszystkim skupić na tym obszarze i mocniej angażować w ten proces poszczególne funkcje i szczeble organizacji” – dodaje Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska, Liderka zespołu AI Data Science.

Jakich narzędzi używają pracownicy?

Jeśli chodzi o to, jakie rozwiązania AI są obecnie wykorzystywane przez europejskich pracowników, na czoło wysuwa się tworzenie tekstów. Ma w nim doświadczenie 61% respondentów. W dalszej kolejności znajdują się asystenci głosowi i chatboty (po 39%) oraz programy tłumaczeniowe (30%). Stosunkowo rzadko wykorzystywane są programy do generowania głosu lub transkrypcji spotkań (odpowiednio 10% i 11%), podobnie jak te służące do optymalizacji procesów HR czy finansowych (po 11%).

Najbardziej doświadczeni w wykorzystywaniu AI są pracownicy z sektora technologii, mediów i telekomunikacji (91%), zaawansowanej produkcji (90%), energii (90%) oraz bankowości, rynków kapitałowych i usług finansowych (89%). W tyle pozostają osoby z sektora dóbr konsumpcyjnych oraz handlu detalicznego (71%). Podobnie jak w poprzednim roku, ranking zamykają sektory rządowy i usług publicznych (70%) oraz zdrowia (również 70%).

Czy AI zagraża pracownikom?

Prawie trzech na czterech respondentów (74%, czyli o 6 p.p. więcej w porównaniu z zeszłorocznym badaniem) uważa, że transformacja w kierunku sztucznej inteligencji doprowadzi do zmniejszenia zapotrzebowania na pracowników. Ponad połowa (58%) pracowników nie martwi się tym rozwojem. Z drugiej jednak strony, znaczna część respondentów, bo aż 42%, jest zaniepokojona. To zjawisko dotyczy częściej kobiety (47%), niż mężczyzn, a także pracowników niższego szczebla (45%) niż menedżerów (39%).

Aby być na bieżąco z nowymi osiągnięciami, ponad połowa respondentów (57%) kształci się w zakresie AI, zarówno zawodowo (20%), jak i prywatnie (21%) lub łącząc obie formuły (16%). W tym obszarze szczególnie dostrzegalna jest różnica pokoleniowa. Pracownicy powyżej 50. roku życia (42%) rzadziej podejmują szkolenia z zakresu sztucznej inteligencji w porównaniu z młodszymi kolegami, wśród których wskaźnik ten jest bliższy 70%. Łączny odsetek wszystkich osób kontynuujących kształcenie znacznie wzrósł w porównaniu z poprzednim rokiem – o 20 p.p.

Jednocześnie aż czterech na dziesięciu respondentów (43%) nie kontynuuje edukacji w zakresie AI. Może to wynikać z niskiego zadowolenia pracowników z możliwości szkoleniowych z zakresu sztucznej inteligencji. Średnio w Europie zaledwie 25% z nich uważa, że ich firma oferuje satysfakcjonującą ścieżkę edukacji. Wśród osób zatrudnionych na niższych stanowiskach ten odsetek wynosi zaledwie 17%. Zdaniem autorów badania rozbieżność podkreśla potrzebę zniwelowania tej luki i dostosowania szkoleń z zakresu AI do oczekiwań i potrzeb wszystkich zainteresowanych.

– Prawdziwy potencjał AI tkwi w wykwalifikowanych, dobrze wyszkolonych pracownikach, co sprawia, że szkolenia i podnoszenie umiejętności są niezbędne. Różnice w adopcji technologii pogłębiają lukę kompetencyjną AI. To często pomijany problem, który grozi brakiem odpowiednio przygotowanych w temacie sztucznej inteligencji pracowników, a w konsekwencji spadkiem konkurencyjności firmy – podsumowuje Katarzyna Ellis, Partnerka EY Polska i liderka zespołu People Consulting.

O badaniu
Badanie EY European AI Barometer 2025 przedstawia wyniki ankiety przeprowadzonej w marcu 2025 r. wśród 4942 menedżerów i pracowników niższego szczebla w 9 krajach Europy Zachodniej. O opinię zapytano osoby zatrudnione w 21 sektorach gospodarki.

Grupa Bumech na plusie: 39 mln zł EBITDA oraz ponad 6,5 mln zł zysku netto w I półroczu

Grupa Bumech, zajmująca się wydobyciem węgla kamiennego w kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, w I półroczu 2025 r. osiągnęła ponad 6,5 mln zł zysku netto oraz 24,7 mln zł zysku operacyjnego w porównaniu do odpowiednio 55,8 mln zł oraz 65,4 mln zł straty w analogicznym okresie 2024 r. Z kolei EBITDA Grupy Bumech w raportowanym okresie wyniosła 39 mln zł. Bardzo dobre wyniki zostały wypracowane pomimo spadku przychodów do poziomu 198,7 mln zł, co dodatkowo podkreśla rolę podjętych decyzji dotyczących radykalnego ograniczenia kosztów, przy zakładanej zmianie wielkości bazy przychodowej. Dzięki pozytywnemu wpływowi dokonanej restrukturyzacji kosztowej i operacyjnej, Grupa odnotowała 25,2 mln zł dodatnich przepływów pieniężnych netto z działalności operacyjnej oraz 20,1 mln zł dodatnich przepływów pieniężnych netto ogółem. Jednocześnie Grupa dywersyfikuje swoją działalność biznesową – w III kwartale br. podpisała umowę z południowoafrykańskim OTT Technologies w zakresie rozwoju i produkcji pojazdów opancerzonych dla rynku europejskiego.

– Wyniki pierwszego półrocza potwierdzają, że konsekwentnie realizowana restrukturyzacja przynosi wymierne efekty. Z poziomu głębokich strat w analogicznym okresie ubiegłego roku udało się przejść do dodatniego wyniku netto i operacyjnego, a także znacząco poprawić przepływy pieniężne. Pokazuje to, że obrany kierunek działań naprawczych jest właściwy i pozwala stabilizować sytuację finansową Grupy mimo trudnych warunków rynkowych. Jednocześnie nadal poszukujemy dodatkowych możliwości związanych z komercyjnym wykorzystaniem posiadanej infrastruktury, co w przyszłości może być dodatkowym ważnym elementem rentowności Grupy – podkreśla Andrzej Bukowczyk, Prezes Zarządu PG Silesia.

W ramach prowadzonego postępowania sanacyjnego PG Silesia podjęła szereg działań ukierunkowanych na zwiększenie efektywności operacyjnej oraz zabezpieczenie płynności. Przyniosły one wyraźną poprawę w przepływach finansowych całej struktury – Grupa odnotowała 25,2 mln zł dodatnich przepływów pieniężnych netto z działalności operacyjnej (wobec 1,2 mln zł ujemnych w I półroczu 2024 r.) oraz 20,1 mln zł przepływów pieniężnych netto ogółem (w porównaniu do -42,6 mln zł w I półroczu 2024 r.). Wyniki te potwierdzają widoczny pozytywny trend, mimo utrzymującego się niekorzystnego otoczenia rynkowego.

W październiku 2024 r. zarząd PG Silesia (spółki zależnej Bumechu) złożył wniosek o restrukturyzację, którą formalnie otwarto 27 listopada ub.r. Mimo procesu sanacyjnego spółka kontynuuje wydobycie, korzystając z atutu w postaci wysokiej jakości węgla, na który utrzymuje się stabilny popyt. Nowe fronty uruchamiane są stopniowo, zgodnie z analizą warunków geologicznych, nakładów inwestycyjnych i bieżących cen rynkowych. Obecnie eksploatowane złoża odpowiadają potrzebom rynku opałowego, charakteryzującego się stabilnym zapotrzebowaniem i rentownością.

Na początku czerwca 2025 r. spółka przedłożyła plan restrukturyzacyjny zakładający poprawę rentowności, rozwój oraz pełną zdolność regulowania zobowiązań. Strategia na lata 2025–2030 obejmuje kontynuację wydobycia w systemie jednościanowym, przygotowanie kolejnych ścian wydobywczych i minimalizację okresów przezbrajania między kolejnymi ścianami.

Współpraca z OTT – nowy segment

Bumech w poszukiwaniu dywersyfikacji modelu biznesowego postawił na rozwój w segmencie obronnym. W lipcu 2025 r. spółka podpisała list intencyjny z OTT Technologies, a 4 września zawarła umowę o współpracy z tym południowoafrykańskim producentem w zakresie rozwoju i produkcji pojazdów opancerzonych dla rynku europejskiego. W ramach porozumienia przewidziano polonizację i europeizację produktów OTT, co umożliwi ich wytwarzanie, sprzedaż i dystrybucję w Europie Środkowej oraz Skandynawii, z możliwością rozszerzenia na kolejne rynki. Początkowo montaż będzie realizowany z komponentów OTT, jednak docelowo co najmniej 70 proc. części ma pochodzić z Unii Europejskiej. Oferta Bumechu w segmencie obronnym obejmie pojazdy wojskowe, wsparcia dla służb mundurowych, kabiny opancerzone, pojazdy dowodzenia i wsparcia technicznego oraz wdrożenie systemów ochrony antydronowej.

Jasno pokazujemy determinację w rozwijaniu nowego segmentu działalności. Podpisana umowa z OTT Technologies to nie tylko deklaracja, ale realne działania – w naszym zakładzie już rozpoczęły się przygotowania do uruchomienia produkcji pojazdów opancerzonych. To dowód, że projekt jest traktowany priorytetowo i ma strategiczne znaczenie. Naszą intencją jest rozpoczęcie montażu jeszcze w IV kwartale tego roku –powiedział Michał Kończak, Wiceprezes Bumech.

W ramach współpracy z nowym partnerem, spółka bierze na siebie finansowanie oraz organizację procesu produkcyjnego i sprzedażowego, a umowa została zawarta do końca 2027 r. z możliwością automatycznego przedłużenia po spełnieniu ustalonych warunków.

Dyrektywa o przejrzystości wynagrodzeń coraz bliżej. Polscy pracodawcy wciąż niegotowi na zmiany

0

Przepisy Dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń niedługo wchodzą w życie. Tymczasem okazuje się, że nie wszyscy pracodawcy są gotowi na zmiany. Jedynie 39,5 proc. polskich zatrudnianych uważa, że ich firma w wystarczającym stopniu komunikuje kwestie związane z wynagrodzeniami. Z kolei 58,2 proc. polskich pracodawców (przy średniej europejskiej 52 proc.) deklaruje aktywne działania na rzecz przejrzystości płac. Co więcej, niespełna co trzeci polski pracodawca (30 proc.) wskazuje wynagrodzenia i benefity pracownicze jako jedno z pięciu najważniejszych wyzwań HR, jakie przed sobą stawia. To wnioski z najnowszego międzynarodowego badania przeprowadzonego przez SD Worx.

Przepisy Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2023/970 z dnia 10 maja 2023 r. w sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości za pośrednictwem mechanizmów przejrzystości wynagrodzeń oraz mechanizmów egzekwowania już za niespełna 9 miesięcy zaczną obowiązywać w całej Unii. Nowe prawo obejmie firmy zatrudniające co najmniej 100 pracowników. Przedsiębiorstwa będą zobligowane do regularnego raportowania danych dotyczących różnic płacowych i innych istotnych informacji, a pracownicy zyskają prawo do wglądu w wewnętrzne dane płacowe. W kolejnych etapach przepisy obejmą także państwa Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) – Islandię, Liechtenstein i Norwegię.

Z naszego ogólnoeuropejskiego badania w firmach wynika, że zaledwie połowa pracodawców w Europie (52 proc.) deklaruje aktywne działania na rzecz przejrzystości płac w swoich firmach. Sytuacja nieco korzystniej wygląda w Polsce, bo już 58,2 proc. zatrudniających informuje, że działa na rzecz transparentności płac. Z pewnością spora część pracodawców nie wie jak przygotować się do nowej rzeczywistości, a wizja dodatkowej pracy i biurokracji z tym związanej może przerażać, ale to odpowiedni moment, aby zadbać o tę kwestię. To, co może ułatwić sprawne wdrożenie zmian, to m.in. automatyzacja  procesu tworzenia raportów wymaganych przez Dyrektywę  – mówi Daniel Idźkowski, Dyrektor Zarządzający w SD Worx Poland.

Z najnowszego międzynarodowego badania, przeprowadzonego przez SD Worxwśród 5 625 menedżerów HR i 16 000 pracowników z 16 krajów Europy wynika, że ponad jedna trzecia pracodawców w Polsce i w Europie (35 proc.) przyznaje, że w ich organizacjach wciąż występują różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Najczęściej wskazują na to pracodawcy z Norwegii (50 proc.), Irlandii (44 proc.) i Szwecji (43 proc.). A najrzadziej Belgii (24,3 proc.), Chorwacji i Finlandii (po 26,3 proc.). Dyrektywa unijna ma to zmienić, jej celem jest zapewnienie zasady równej płacy za tę samą pracę.

Tylko 3 na 10 pracowników uważa komunikację o płacach za przejrzystą

Badanie SD Worx jednoznacznie wskazuje, że wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Zaledwie 39,5 proc. polskich pracowników twierdzi, że ich organizacja jasno informuje o polityce płacowej, widełkach wynagrodzeń, różnicach płacowych czy podwyżkach. A 38,6 proc. zauważa realne wysiłki swoich firm na rzecz wyrównania płac kobiet i mężczyzn. Jeszcze mniej, bo tylko 37,4 proc. dostrzega inicjatywy związane ze zwalczaniem nierówności w szerszym ujęciu.

Nieco ponad połowa polskich (58,3 proc.) i europejskich (52 proc.) pracodawców deklaruje jednak aktywne inwestycje w większą przejrzystość płac – w dużej mierze pod wpływem nadchodzącej dyrektywy.

Od czerwca przyszłego roku wszystkie firmy w Unii Europejskiej będą musiały zapewnić transparentność w obszarze wynagrodzeń – podkreśla Tom Saeys, COO w SD Worx. – To państwa członkowskie zdecydują o sposobie implementacji przepisów, co oznacza różnice w szczegółowych regulacjach. Częstotliwość raportowania zależy od wielkości przedsiębiorstwa. Organizacje zatrudniające powyżej 250 osób będą raportować co roku – najpóźniej od 2027 r. Firmy z przedziału 150–249 pracowników będą składać raport co trzy lata, również od 2027 r., a te zatrudniające 100–149 osób – od 2031 r. Organizacje poniżej 100 pracowników są na razie zwolnione, jednak poszczególne państwa mogą zaostrzać przepisy, np. zwiększając częstotliwość raportowania.

Raportowanie obejmie zarówno dane zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Na zewnątrz, firmy będą publikować ogólne wskaźniki, w tym tzw. niekorygowaną lukę płacową. Wewnątrz organizacji pracownicy zyskają wgląd w widełki płacowe oraz średnie wynagrodzenia w ramach poszczególnych kategorii. Każdy będzie miał prawo znać wysokość własnej pensji w odniesieniu do średnich zarobków osób wykonujących tę samą lub równoważną pracę, z podziałem na płeć. Dodatkowo pracodawcy zobowiązani będą do ujawnienia kryteriów wynagradzania i awansu – obiektywnych i neutralnych płciowo, aby polityka płacowa była w pełni transparentna i sprawiedliwa.

Transparentność to nie tylko wysokość wynagrodzenia, ale także sposób budowania pakietu płacowego, dostępne benefity i komunikacja wokół nich. Elastyczny pakiet wynagrodzeń pozwala lepiej odpowiadać na realne potrzeby pracowników. Obecnie już co trzecia firma w Europie (34 proc.) daje zatrudnionym możliwość samodzielnego komponowania pakietu w ramach określonego budżetu, wobec 25 proc. w roku 2024. To wyraźny trend w kierunku personalizacji świadczeń – zaznacza Saeys.

W 2024 r. wynagrodzenie było głównym powodem pozostawania pracowników w organizacji. Jak jednak wygląda ich satysfakcja z poziomu zarobków? Niemal dwie trzecie polskich (68 proc.) i europejskich (64 proc.) pracodawców uważa, że płaci uczciwie. Z drugiej strony połowa polskich (50,9 proc.) i europejskich (49 proc.) pracowników uważa, że powinna zarabiać więcej.

To poczucie jest szczególnie silne w Słowenii (60 proc.), Serbii (59 proc.) i Chorwacji (58 proc.). Pod względem sektorowym w Europie najczęściej niedosyt wynagrodzenia deklarują pracownicy ochrony zdrowia i opieki społecznej (57 proc.) oraz edukacji (54 proc.). Warto również podkreślić, że w Polsce, nieco częściej takie przekonanie wyrażają kobiety (52,2 proc.), niż mężczyźni (49,9 proc.). Jedynie 40,1 proc. zatrudnionych w Polsce (przy średniej europejskiej 38 proc.) uważa, że ich pensje są konkurencyjne na tle rynku, a to o 7,4 pkt. proc. mniej, niż w 2024 roku. Transparentna komunikacja całego pakietu wynagrodzeń, łącznie z benefitami, odgrywa kluczową rolę w postrzeganiu płacy jako „sprawiedliwej”. Pomocne mogą być m.in. raporty podsumowujące całkowite wynagrodzenie (Total Reward Statement) czy audyty równości płacowej – zwłaszcza w obliczu zbliżającego się terminu wdrożenia dyrektywy.

O badaniu międzynarodowym

SD Worx, europejski lider w obszarze usług HR, wspiera zarówno małe, jak i duże organizacje w zakresie zarządzania kadrami i płacami. Aby lepiej rozumieć potrzeby rynku pracy, firma regularnie prowadzi pogłębione badania. Analiza najnowszej edycji badania „HR & Payroll Pulse” dostarcza pracodawcom cennych wskazówek, jak udoskonalać politykę kadrowo-płacową i przygotować ją na wyzwania przyszłości.

Badanie zostało przeprowadzone w lutym 2025 r. w 16 krajach Europy: Belgii, Niemczech, Finlandii, Francji, Irlandii, Włoszech, Chorwacji, Niderlandach, Norwegii, Polsce, Rumunii, Serbii, Słowenii, Hiszpanii, Szwecji oraz Wielkiej Brytanii przez Instytut Badawczy SD Worx. Łącznie wzięło w nim udział 5 625 pracodawców i 16 000 pracowników, a uzyskane wyniki odzwierciedlają realny obraz rynków pracy w poszczególnych krajach.

Zmiany w liczeniu stażu pracy. Sejm uchwalił nowelizację Kodeksu pracy

Do tej pory praca na umowie cywilnoprawnej czy w ramach własnej działalności była z punktu widzenia stażu pracy „niewidzialna”. To ma się zmienić dzięki nowelizacji Kodeksu pracy, którą w piątek uchwalił Sejm.

Projekt zakłada, że do stażu pracy będą wliczane nie tylko lata spędzone na etacie, ale również okresy zatrudnienia na umowach zlecenia, prowadzenia działalności gospodarczej czy pracy za granicą. To fundamentalna zmiana, od której zależy m.in. wymiar urlopu, długość okresu wypowiedzenia czy prawo do nagrody jubileuszowej. Zmiana może dotyczyć nawet dwóch milionów osób pracujących w Polsce. Teraz nowelizacja trafi do Senatu.[1]

Mikołaj Makowski, Dyrektor Zarządzający Devire:

Propozycja zmian w Kodeksie pracy dotycząca liczenia stażu zawodowego to potencjalna rewolucja, która – jeśli wejdzie w życie – będzie odczuwalna zarówno przez pracowników, jak i pracodawców. Do tej pory osoby pracujące na umowach cywilnoprawnych lub prowadzące działalność gospodarczą często czuły się poszkodowane, ponieważ ich doświadczenie nie było formalnie rozpoznawane i nie przekładało się na realne benefity – takie jak dłuższy urlop, wyższe dodatki czy krótszy okres wypowiedzenia. Obecnie jest to wyzwanie zwłaszcza dla osób wykonujących wolne zawody, pracujących w modelu freelance czy działających jako mikroprzedsiębiorcy. Projekt przewiduje teraz, że ich droga zawodowa zostanie w większym stopniu uwzględniona.

Zmiana możę budzić jednak kontrowersje, ponieważ osoby zatrudnione na umowę o pracę nie miały dostępu do innych, często korzystniejszych, form opodatkowania, zadaniowości wykonywania pracy, ulg czy możliwości odstępstw od prawa pracy. Bo na przykład w ramach działalności gospodarczej nic nie stoi na przeszkodzie, aby już od pierwszego dnia wynegocjować 90-dniowy okres wypowiedzenia.

Jeśli przepisy zostaną przyjęte w obecnym kształcie, będą miały duże znaczenie także dla firm. Pracodawcy powinni już teraz przygotować się na ewentualną konieczność weryfikacji i uzupełniania dokumentacji kadrowej, a także na potencjalny wzrost kosztów związanych z urlopami czy świadczeniami. Z drugiej strony zmiana może pozytywnie wpłynąć na rynek pracy – zwiększyć poczucie sprawiedliwości i bezpieczeństwa pracowników, a także wyrównać szanse osób, które do tej pory wybierały alternatywne formy zatrudnienia chociaż jest to bez wątpliwości kierunek bardziej regulujący niż liberalizujący rynek pracy.

W perspektywie długoterminowej nowe przepisy mogą doprowadzić do większej transparentności na rynku pracy i zmniejszenia różnic pomiędzy etatem a innymi formami współpracy. To też ważny sygnał dla kandydatów, że każda forma aktywności zawodowej ma realną wartość i – jeśli zmiany wejdą w życie – zostanie doceniona. Dla pracodawców może to oznaczać konieczność nie tylko dostosowania systemów kadrowych, ale też rewizji polityki HR i planowania budżetów.

[1] https://businessinsider.com.pl/prawo/praca/sejm-zmienil-kodeks-pracy-rewolucja-w-liczeniu-stazu-pracy-jakie-korzysci-dla/qje1njx?utm_term=autor_18&utm_source=facebook&utm_medium=social&utm_campaign=onet-page-post&fbclid=IwQ0xDSwMz4i9jbGNrAzPiE2V4dG4DYWVtAjExAAEeMUD7NBG_Od-TTVWnpUM3YgeIJGiIPcOa3uPgpMtc9ZzxBzF1qhgNiHxWRms_aem_BPGwH6EFmGuzSSosid9dWQ&sfnsn=mo

Ponad 60% polskich firm doświadcza opóźnień w płatnościach kontrahentów. Nowe badanie

Z przeprowadzonego wśród przedsiębiorców badania wynika, że w I półroczu br. 28,3% polskich firm nie miało problemów z zaległościami w płatnościach ze strony swoich kontrahentów. 11,1% ankietowanych nie potrafiło tego zdiagnozować. Oznacza to, że ponad 60% biznesów w całym kraju doświadczyło ww. problemów. Najczęściej zadłużenie wobec badanych firm wynosiło średnio 5-20 tys. zł – 12,7%. Dotyczyło to głównie podmiotów zatrudniających 10-50 osób, w branży energetyki i OZE. Dalej w zestawieniu znalazły się zaległości poniżej 5 tys. zł – 11,7%, w granicach 20-40 tys. zł – 11,5%, a także 40-60 tys. zł – 10,1%. Najmniej wskazań miały najwyższe przedziały, tj. 80-100 tys. zł – 4,2%, powyżej 100 tys. zł – 5%, jak również 60-80 tys. zł – 5,5%.

Raport UCE RESEARCH pt. „Zaległości i opóźnienia w płatnościach. I półrocze 2025 r.” przedstawia, jak wyglądają zaległości w płatnościach kontrahentów na rzecz polskich firm. Autorzy raportu przeprowadzili specjalne badanie na ogólnopolskiej próbie ponad pół tysiąca liderów biznesu, w tym m.in. właścicieli firm oraz kadry zarządzającej wyższego szczebla (prezesi, członkowie zarządu i top managementu). Przygotowali 7 przedziałów (od poniżej 5 tys. zł do ponad 100 tys. zł). Respondenci zostali zapytani o to, ile średnio wynosiły zaległości na rzecz reprezentowanych podmiotów w I półroczu br. Chodziło o nieopłacone i zapłacone z opóźnieniem przez ich kontrahentów faktury lub rachunki. Badanie wykazało, że 28,3% firm ten problem nie dotyczył. Z kolei 11,1% ankietowanych nie potrafiło się określić w tej kwestii.

– Zatory płatnicze wciąż uchodzą w Polsce za temat wstydliwy. Przyznanie się do problemów z kontrahentami bywa odbierane jako dowód słabości. Łatwiej udać niewiedzę, niż przyznać, że ściągnięcie pieniędzy od klientów przypomina czasem walkę z wiatrakami. Jeśli właściciel czy menedżer rzeczywiście nie potrafi wskazać, ile pieniędzy zalegają mu kontrahenci, to oznacza, że nie kontroluje przepływów finansowych – stwierdza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, jeden z konsultantów merytorycznych raportu.

Biorąc pod uwagę ww. przedziały, 12,7% respondentów wskazało od 5 tys. do 20 tys. zł. Jak komentuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG, drugi z konsultantów merytorycznych raportu, na pierwszy rzut oka kwota w tym przedziale może wydawać się niewielka, ale nie dla małych firm, dla których może mieć znaczenie krytyczne. W skali ogólnopolskiej problem jest poważny, ale też w pewien sposób zróżnicowany. Jego znaczenie zależy od wielkości i stabilności danej firmy.

– Dla średniej firmy, obracającej milionami złotych 20 tys. zł, opóźnienia to kwota marginalna. Natomiast dla mikroprzedsiębiorcy taki poziom zaległości może oznaczać brak środków na wypłatę pensji czy opłacenie składek lub podatków. W praktyce kluczowe jest nie tyle nominalne zadłużenie kontrahenta, ile jego udział w miesięcznych przychodach i czas przeterminowania. Jeżeli 5-20 tys. zł odpowiada kilkunastu procentom miesięcznego obrotu i zaległość trwa dłużej niż 60 dni, to realnie zagraża płynności finansowej przedsiębiorstwa – dodaje mec. Adrian Parol.

Ekspert podkreśla też, że kontrahent, któremu nie zapłacono, sam opóźnia swoje zobowiązania. Duże znaczenie ma także strategia zarządzania gotówką. – Część firm celowo wydłuża cykl płatności, traktując wierzycieli jako nieoprocentowane źródło finansowania. Do tego dochodzą spory formalne i reklamacyjne. Kluczowe są też same terminy płatności. Przy bardzo krótkich, wynoszących np. 7-14 dni, opóźnienia są częste, choć zwykle krótkotrwałe. Przy długich, trwających 45-60 dni, kontrahent łatwiej przesuwa płatność jeszcze dalej, bo już na starcie traktuje fakturę jak kredyt kupiecki – wyjaśnia mec. Adrian Parol.

Z badania wynika również, że przedział od 5 tys. do 20 tys. zł wskazały głównie osoby pracujące lub prowadzące firmę w mieście liczącym od 200 tys. do 499 tys. mieszkańców (wśród nich – 17,2%).  Dotyczyło to respondentów z wykształceniem zasadniczym zawodowym (23,2%), będących na stanowisku founder lub co-founder (24%), z podmiotów zatrudniających od 10 do 50 osób (17,7%), w branży energetyki i OZE (37,5%).

– Osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym często prowadzą biznesy wykonawcze w branżach o wysokiej wrażliwości na brak płynności. Z kolei founderzy i co-founderzy start-upów, chcąc zdobyć rynek, często oferują klientom liberalne warunki płatności. Każda przeterminowana faktura staje się poważnym obciążeniem dla młodego biznesu. Natomiast w branży energetyki i OZE projekty są rozliczane etapami, zależnie od formalnych odbiorów i dokumentacji. Nawet stosunkowo niewielka faktura, jeśli nie zostanie zapłacona w terminie, potrafi zablokować kolejne etapy prac – wylicza mec. Adrian Parol.

Do tego mec. Łukasz Goszczyński uważa, że grupa respondentów, którzy wskazali poziom zaległości w granicach 5-20 tys. zł, raczej nie jest przypadkowa. Łączy ją specyfika działalności i struktura finansowa. – Tego typu firmy mają ograniczone zasoby finansowe. Brakuje im rozbudowanych narzędzi kontroli należności i jednocześnie wykazują dużą wrażliwość na nawet umiarkowane kwoty opóźnionych płatności – zwraca uwagę ekspert z kancelarii GKPG.

Dalej w zestawieniu widnieją zaległości poniżej 5 tys. zł – 11,7%, od 20 tys. do 40 tys. zł – 11,5%, a także od 40 tys. do 60 tys. zł – 10,1%. Patrząc na zebrane dane, mec. Łukasz Goszczyński ostrzega, że nawet relatywnie niewielki z pozoru dług może doprowadzić do spirali zadłużenia oraz poważniejszych konsekwencji, szczególnie małe podmioty.

– Wartości zaległości w przedziałach od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych wprost przekładają się na codzienne decyzje finansowe firm. To właśnie te kwoty, a nie skrajne wartości z najwyższych przedziałów, są najczęściej odpowiedzialne za napięcia w płynności i wymuszają na przedsiębiorcach sięganie po finansowanie pomostowe lub odkładanie własnych płatności – zaznacza mec. Adrian Parol.

Uwzględniając pozycje z ww. listy, najmniej wskazań mają przedziały od 80 tys. do 100 tys. zł – 4,2%, powyżej 100 tys. zł – 5%, a także od 60 tys. do 80 tys. zł – 5,5%. – Zaległości od 60 tys. zł w górę są charakterystyczne dla mniejszej grupy firm, które działają na większych kontraktach, obsługują kilku strategicznych klientów lub operują w branżach kapitałochłonnych – dodaje ekspert.

Jednocześnie wskazuje, że łącznie blisko 15% firm mierzy się z bardzo poważnym problemem płynnościowym. Wysokość tych kwot przekracza granicę, z którą przedsiębiorstwa mogą sobie poradzić w ramach bieżących rezerw. 60, 80 czy 100 tys. zł to często równowartość kilku miesięcznych kosztów pracy, zakupu surowców czy opłat leasingowych. Brak zapłaty jednej faktury może więc zachwiać całą strukturą finansową firmy i zmusić ją do sięgania po kosztowne finansowanie pomostowe, opóźnienia własnych zobowiązań czy nawet wstrzymywania działalności.

– Jeżeli przedsiębiorstwo nie ma zdywersyfikowanego portfela klientów, buforu finansowego ani mechanizmów zabezpieczających, np. zaliczek, faktoringu czy ubezpieczenia należności, to wysokie zaległości mogą w bardzo krótkim czasie przełożyć się na utratę płynności i w konsekwencji – niewypłacalność – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z kolei ekspert z kancelarii GKPG podsumowuje, że dla wielu dużych firm ww. kwoty mogą być kłopotem na poziomie zarządczym, ale niekoniecznie w kwestii krytycznej. Z kolei dla sektora MŚP i mniejszych podmiotów może to być sytuacja mocno podbramkowa, która – pozostawiona bez reakcji i wdrożenia odpowiednich zmian – wprost może doprowadzić do upadłości.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport powstał na kanwie specjalnego badania opinii, przeprowadzonego w ramach projektu pt. „Zaległości i opóźnienia w płatnościach. I półrocze 2025 r.”, metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH na ogólnopolskiej próbie ponad pół tysiąca liderów biznesu, w tym m.in. właścicieli firm i kadry zarządzającej wyższego szczebla (prezesi, członkowie zarządu i top managementu).

Jutro ostatni dzień zakupu akcji MCI Capital z prawem do dywidendy

0

Środa, 17 września, to ostatni dzień, w którym można kupić akcje MCI Capital z prawem do rekordowej w historii Spółki dywidendy. Uprawnieni akcjonariusze otrzymają 1,61 zł na akcję, a spółka wypłaci łącznie 84,5 mln zł, co oznacza stopę dywidendy w wysokości 5,3 proc. Dniem dywidendy będzie 19 września. Wypłata wpisuje się w politykę dywidendową MCI na lata 2025–2027, zakładającą regularne i przewidywalne dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami.

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszu MCI Capital 26 czerwca br. zdecydowało o dystrybucji do akcjonariuszy 84,5 mln zł, czyli 4 proc. kapitału własnego Spółki. Dywidenda zostanie sfinansowana z zysku netto za 2024 r., uzupełnionego środkami z kapitału zapasowego.

Tegoroczna stopa dywidendy na poziomie 5,3 proc. jest rekordowa i bardzo atrakcyjna dla inwestorów. W tym roku zrealizowaliśmy kilka znaczących wyjść z inwestycji, m.in. z Answear.com, a obecnie finalizujemy transakcję wyjścia z Grupy IAI. Łączna wartość tegorocznych exitów wynosi już ponad 670 mln zł. Chcemy regularnie dzielić się wypracowanym zyskiem z inwestycji z akcjonariuszami – komentuje Tomasz Czechowicz, partner zarządzający MCI Capital.

MCI Capital podkreśla, że 2025 rok może być najlepszym w historii Spółki pod względem wartości zrealizowanych transakcji wyjścia. Zarząd zapowiada kolejne exity, które w latach 2025–2027 mają wygenerować łącznie około 1 mld zł wpływów z inwestycji. Łączna znormalizowana EBITDA spółek portfela w 2024 r. wyniosła 560 mln zł, co pokazuje skalę i jakość aktywów funduszu.

Mocna pozycja płynnościowa i zdywersyfikowany portfel atrakcyjnych spółek technologicznych pozwalają na pozytywnie oceniać perspektywy budowy wartości funduszu. Nadal większość wypracowanych zysków będziemy reinwestować, aby zwiększać długoterminowe zwroty z inwestycji. Mamy cały czas silny pipline nowych projektów i planujemy 2 nowe inwestycje w kolejnych kwartałach. – dodaje Paweł Borys, partner zarządzający MCI Capital.

Zarząd ocenia, że obecne warunki rynkowe sprzyjają zakupom atrakcyjnych spółek i stwarzają dobre możliwości budowy wartości portfela inwestycyjnego funduszu.

Fałszywy konkurs córeczki i likwidacja sklepu – nowe sposoby na okradanie internautów

Oszuści coraz bardziej bezczelni. Metody „na likwidację sklepu” i „oszustwo na konkurs córeczki” zyskują na sile.

Nie ma tygodnia, by oszuści nie sięgali po nowe metody zdobywania pieniędzy. Ofiarami coraz częściej padają osoby młode i w średnik wieku, zupełnie nie spodziewające się, że prosta wiadomość na Facebooku: „Moja córka bierze udział w konkursie. Zagłosujesz?” może okazać się pułapką, która wyczyści nam konto do zera. – Fortele oszustów są sprytne. Ich celem jest sprawienie, że klikniemy w ich komunikat nie podejrzewając, że to oszustwo – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska. – Przegrywamy wojnę z cyberoszustami. Są wyrafinowani, sprytni, mają wiele pomysłów, a my z rozpędu klikamy wszystko jak leci nie myśląc o konsekwencjach – dodaje detektyw.

Oszustwo „na likwidowany sklep” coraz częstsze na forach internetowych

W ostatnim miesiącu detektyw Małgorzata Marczulewska zajmowała się przynajmniej pięcioma przypadkami oszustw internetowych. To już nie są standardowe działania metodą „na wnuczka” – sposoby są bardziej wyrafinowane, a oszustwo jest tak upozorowane, że często trudno jest odróżnić je od prawdy.

Ostatnie metody to „oszustwo na konkurs” i „oszustwo na likwidowany sklep”. W obu przypadkach chodzi o to, by kliknąć w zawirusowany link, który może na naszym telefonie lub komputerze zainstalować złośliwe oprogramowanie, które pozbawi nas oszczędności z konta lub wejście w stan posiadania ważnych informacji na nasz temat.

– Oszustwo „na konkurs” to pułapka na którą dają nabrać się ludzie, którzy nie spodziewają się, że konto ich znajomych może paść ofiarą kradzieży. Pisze do nas znajomy w social mediach i prosi o oddanie głosu na córkę, która startuje w konkursie fotograficznym. Tyle, że konkursu nie ma, a zainfekowany link może nas pozbawić pieniędzy z konta bankowego. To trudna do weryfikacji metoda oszustwa. Musimy czujnie patrzeć na to, jak wyglądają linki w które klikamy. Może warto zapytać: jakie zdjęcia robi Twoja córka? Co słychać? Zanim klikniemy w link sprawdźmy czy piszemy z chatbotem oszustów czy z naszym prawdziwym znajomym – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

Oszustwo „na likwidowany sklep” jest jeszcze bardziej perfidne.

– Na forach internetowych pojawiają się grafiki z informacjami, że zamyka się sklep i organizuje całkowitą wyprzedaż np. ubrań albo naczyń. Promocje gigantyczne, a oferta dostępna po kliknięciu w link. Wtedy okazuje się, że promocji nie ma, a my jesteśmy zagrożeni – mówi detektyw Marczulewska.

Każdy chce inwestować w kryptowaluty. Oszuści tylko na to czekają

Nie ma tygodnia, by do agencji detektywistycznych nie trafiały osoby oszukane metodą „na policjanta”, „na wnuczka” czy mające problem z brakiem środków, bo kliknęły w link lub pozwoliły na zainstalowanie oszustom aplikacji, które po prostu dokonywały przelewów z naszych kont. Walka z takimi oszustwami, nawet przy zaangażowaniu detektywów pracujących nad cyberbezpieczeństwem, nie jest łatwa.  Namierzanie oszustów może trwać tygodniami.

– Jeden z popularnych przypadków oszustw, który omawiała cała Polska w ostatnich dniach jest tzw. „oszustwo na inwestora”. Kolejny przykład wykorzystywania faktem, że w obecnym świecie zarabianie pieniędzy przez inwestycje, kryptowaluty czy trading wydaje się bardzo interesujące. Pamiętajmy jednak, że na jednego szczęśliwca przypada znaczne grono tych, którzy pieniędzy w ten sposób nie zarobią, a narażani są na straty i wpływy osób, które wręcz wyłudzają od nich środki.

Tak było ostatnio w Szczecinie.

– Mężczyzna sprzedał dom, by przekazać pieniądze oszukańczemu inwestorowi. Dosłownie przebłysk wątpliwości uratował go przed wielką stratą – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

– Każda taka sprawa powinna być zgłaszana na policję, a w przypadku braku efektów śledztwa do detektywów. To trudne sprawy, ale mamy w tym zakresie wiele sukcesów – dodaje.

Producenci styropianu: przepisy nie mogą faworyzować wełny mineralnej

Projekt nowych Warunków Technicznych to ważny krok w stronę aktualizacji wymagań budowlanych  i poprawy efektywności energetycznej budynków w Polsce. Wątpliwości budzą jednak proponowane zapisy dotyczące bezpieczeństwa pożarowego, które mogą spowodować wzrost kosztów ociepleń i negatywnie wpłynąć na polskie budownictwo. Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju, w dniu 10 września 2025 r., swoje stanowisko w tej sprawie przedstawiło Polskie Stowarzyszenie Producentów Styropianu (PSPS), wspierane przez inne organizacje branżowe.

Nowelizacja Warunków Technicznych – jaki jest kontekst?

Trwają prace nad projektem nowego rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (WT).

Do połowy lipca br. trwały szeroko zakrojone konsultacje publiczne projektu, w trakcie których do MRiT wpłynęło ponad 4 tys. uwag Z uwagi na charakter proponowanych zmian prace nad projektem zostały objęte postępowaniem sprawdzającym i osłoną antykorupcyjną CBA.

Posiedzenie sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju, poświęcone „informacji Ministra Finansów i Gospodarki nt. wpływu proponowanych rozwiązań na krajowych producentów materiałów do ociepleń budynków”, które odbyło się 10 września 2025 r. było okazją do debaty na ten temat – nie tylko w gronie polityków, ale również ekspertów branży ociepleń.

„Tak” dla poprawy efektywności energetycznej, „nie” dla wzrostu kosztów ociepleń budynków

W ocenie reprezentowanego przez PSPS środowiska producentów styropianu projekt nowych Warunków Technicznych jest dobry, wyczekiwany przez branżę i pozwala na regulację wielu niezbędnych obszarów.

Kontrowersje budzą propozycje przepisów, które pod pretekstem poprawy bezpieczeństwa pożarowego polskich budynków zmierzają do wyeliminowania z rynku innych niż wełna mineralna materiałów termoizolacyjnych. Chodzi o przepisy wprowadzające obowiązek wykonywania w ociepleniach części budynków pasów i stref z materiałów o klasie reakcji na ogień A1 lub A2 (w praktyce z wełny).

Eksperci wskazują, że skutkiem zmian będzie m.in.:

  • zdecydowany wzrost kosztów i spadek ilości wykonywanych ociepleń;
  • wyższe zużycie energii przez budynki, z uwagi na gorsze parametry termoizolacyjne pasów z wełny niż styropianu;
  • spowolnienie realizacji celów w obszarze termomodernizacji, środowiska i jakości powietrza;
  • wyeliminowanie z rynku tanich i sprawdzonych polskich materiałów izolacyjnych na rzecz drogiej wełny produkowanej przez zagraniczne koncerny;
  • obniżenie trwałości i efektywności dzisiejszych ociepleń;
  • nowe obszary ryzyka dla zdrowia i środowiska, związane ze zwiększonym stosowaniem wełny w ociepleniach i wymaganiami BHP w zakresie jej instalowania (konieczność użycia kombinezonów, masek, rękawic i okularów ochronnych) i późniejszej utylizacji.

Jak powiedział podczas posiedzenia sejmowej komisji Kamil Kiejna, Prezes Zarządu PSPS, przywołując dane z raportu KMPG nt. wpływu producentów styropianu na gospodarkę. – Materiały termoizolacyjne i ocieplenia generują stałe oszczędności w większości polskich budynków – to niższe rachunki dla milionów rodzin i czystsze powietrze. Ocieplenia ze styropianu dominują w Polsce od ponad 50 lat, bo są trwałe, bezpieczne i dostępne cenowo. Polska produkuje rocznie ok. 16 mln m³ styropianu, czyli objętość 20 Pałaców Kultury i Nauki. To efekt pracy ok. 60 firm i 100 fabryk, w większości rodzinnych przedsiębiorstw z polskim kapitałem, które dają zatrudnienie ponad 8 tysiącom osób. W większości, bo w prawie 80% są to małe i średnie przedsiębiorstwa, często rodzinne. Prawie 80% z tych firm to polski kapitał. Całkowity roczny wpływ branży na gospodarkę Polski wynosi niemal 2 miliardy złotych brutto.

Rys. Szacowany wpływ producentów styropianu na polską gospodarkę

PSPS-raport KPMG-wplyw producentow styropianu na gospodarke

Źródło danych: Raport KPMG nt. wpływu producentów styropianu na gospodarkę

Prezes PSPS wskazał, że środowisko popiera większość zmian przewidzianych w projekcie nowych Warunków Technicznych, z wyjątkiem pozbawionych uzasadnienia merytorycznego zmian proponowanych w Dziale VI – Bezpieczeństwo pożarowe. Podkreślił, że przepisy dotyczące izolacji budynków z uwagi na bezpieczeństwo pożarowe nie mogą faworyzować jednego materiału, negatywnie wpływać na konkurencję, pozostawać w sprzeczności z wymaganiami efektywności energetycznej i doświadczeniami największego rynku ociepleń w Europie. Ewentualne zmiany powinny opierać się na twardych danych, wynikach badań i zasadzie neutralności technologicznej.

Podobne do PSPS postulaty prezentowali podczas posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju, również przedstawiciele innych, związanych z branżą ociepleń organizacji: Polskiego Związku Producentów i Przetwórców Izolacji Poliuretanowych PUR i PIR „SIPUR”, Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego oraz Polskiego Związku Producentów Płyt Warstwowych.

Polska i Czechy wśród najczęściej atakowanych krajów przez hakerów

Polska i Czechy należą dziś do europejskiej czołówki krajów najbardziej narażonych na ataki cybernetyczne. Podczas gdy średnio co tydzień hakerzy atakują europejskie kraje ponad 1.600 razy, w szczytowym momencie Czechach doszło do blisko 2.500 to w Polsce do ponad 2.300 ataków tygodniowo – wskazuje najnowszy raport Global Threat Intelligence Report firmy Check Point Software Technologies.

Z raportu wynika, że organizacje na całym świecie mierzą się średnio z 1 994 cyberatakami tygodniowo. To wzrost o 10% rok do roku, co potwierdza, że globalny krajobraz zagrożeń cybernetycznych nadal utrzymuje się na historycznie wysokim poziomie. Najczęściej atakowanym regionem jest Afryka, gdzie odnotowuje się ponad 3.200 ataków tygodniowo, następnie region Azji i Pacyfiku (2.877 tygodniowo) oraz Ameryka Łacińska (2.865 tygodniowo). Dane te to efekt szybkiego procesu cyfryzacji oraz nierównomiernych inwestycje w zabezpieczenia IT w poszczególnych krajach. Europa, z średnią 1.685 ataków tygodniowo, wydaje się stosunkowo bezpieczna, jednak kraje takie jak Czechy czy Polska stają się coraz bardziej narażone na cyberataki – podkreślają analitycy firmy Check Point.

Polska i Czechy na celowniku hakerów

Choć wolumen ataków w Europie był nieco niższy niż w niektórych innych regionach, to właśnie tutaj odnotowano drugi, największy wzrost rok do roku – 13%, co czyni kontynent najbardziej dynamicznie rosnącym celem cyberprzestępców. Średnia europejska (1,685 ataków) zawyżana jest prze kraje naszego regionu Europy Centralnej (CEE), w tym Czechy i Polskę.

Okazuje się, że Polska plasuje się na 2 miejscu wśród państw naszego regionu geograficznego. Najwięcej ataków kierowane jest obecnie na Czechy (2.198), Polskę (1.811), Węgry (1.800), Słowację (1.750). Dla porównania Niemcy odpierają tygodniowo 1.237 ataków. Jak wynika z danych Global Threat Intelligence Report firmy Check Point, Polska odnotowała w szczytowym momencie ostatnich tygodni ponad 2.300 ataków na instytucje rządowe i energetyczne (przy średniej wyniosła 1.811). Podobnie było w Czechach, gdzie w szczytowym momencie liczba ataków zbliżyła się do 2.500 tygodniowo (ataki na sektor rządowy i finansowy, przy średniej 2.198).

– Cyberataki nasilają się zarówno pod względem liczby, jak i skutków. Atakujący uderzają tam, gdzie mogą wywrzeć największy wpływ – w edukację, telekomunikację czy rolnictwo. To sygnał, że musimy stawiać na prewencję i strategie oparte na sztucznej inteligencji – komentuje Omer Dembinsky z Check Point Research.

Podczas, gdy globalnie najczęściej atakowanym sektorem jest edukacja (4.000 ataków tygodniowo), to w Polsce najbardziej zagrożonym sektorem jest energetyka, użyteczność publiczna i infrastruktura strategiczno – rządowa (2.200-2.300 ataków).Polska i Czechy wśród najczęściej atakowanych krajów przez hakerów

– Polska, z racji swojej pozycji geopolitycznej oraz aktywnego zaangażowania w działania wspierające Ukrainę, znajduje się w centrum zainteresowania różnego rodzaju organizacji cyberprzestępczych. Stąd należy stale mieć na uwadze monitoring wszelkich punktów dostępu do sieci rządowych, firmowych i prywatnych oraz zabezpieczania infrastruktury przed niebezpiecznymi próbami zakłócenia sprawnego funkcjonowania państwa – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point w Polsce.

Jak wskazują autorzy raportu Global Threat Intelligence Report, nadal istotnym problemem jest rosnąca na całym świecie skala ataków dla okupu (ransomware). W sierpniu zgłoszono ponad 530 incydentów na całym świecie, co oznacza 14-proc. wzrost rok do roku. Najwięcej ataków dla okupu miało miejsce w USA (57% zgłoszonych przypadków), oraz w Europie 24%. Najbardziej ucierpiały przemysł wytwórczy, usługi biznesowe i budownictwo, ale coraz częściej atakowane są też szpitale i sektor edukacyjny.

1,7 mld zł wartości dodanej z Ekstraklasy – ekonomiczna siła polskiego futbolu

0

Rozgrywki piłkarskie PKO Bank Polski Ekstraklasy od lat są nie tylko źródłem emocji sportowych, lecz także ważnym elementem polskiej gospodarki. Jak pokazuje najnowszy raport „Ekstraklasa – kibice, kluby i miasto, miliardowe wspólne korzyści” przygotowany przez ekspertów PwC Polska, działalność najwyższej ligi piłkarskiej generuje wartość dodaną rzędu 1,7 miliarda złotych rocznie. To efekt zarówno działalności samych klubów, jak i wydatków kibiców związanych z uczestnictwem w meczach. Warto przyjrzeć się bliżej, w jaki sposób futbol ligowy wpływa na polską gospodarkę, rynek pracy, finanse publiczne oraz życie społeczne i kulturalne.

Ekstraklasa w liczbach – gospodarczy potencjał ligi

Według raportu PwC, łączna wartość dodana, jaką Ekstraklasa wnosi do gospodarki, to wspomniane 1,7 mld zł rocznie. Składa się na to:

  • 948 mln złotych wygenerowanych przez działalność klubów piłkarskich,
  • ponad 715 mln złotych rocznych wydatków kibiców na uczestnictwo w meczach (z wyłączeniem biletów i karnetów, które są już uwzględnione w przychodach klubów).

Do tego dochodzą wpływy podatkowe dla budżetu państwa na poziomie 594 mln zł rocznie oraz niemal 9,3 tys. miejsc pracy stworzonych i utrzymywanych dzięki Ekstraklasie.

Takie liczby pokazują, że liga nie jest jedynie sportową atrakcją, lecz także poważnym sektorem gospodarczym o znaczącym wpływie na wiele branż i regionów w Polsce.

Struktura wydatków kibiców – jak piłka napędza konsumpcję

Badania ankietowe przeprowadzone wśród kibiców wykazały, że statystyczny fan Ekstraklasy wydaje średnio 227 zł podczas wizyty na meczu swojej drużyny. Wydatki te dzielą się na kilka kategorii:

  • 55 zł – produkty spożywcze, napoje, gastronomia,
  • 61 zł – transport,
  • 91 zł – inne wydatki (np. gadżety, pamiątki, rekreacja).

Łącznie daje to kwotę przekraczającą 911 mln zł rocznie, gdy zestawi się ją z frekwencją stadionową. To pieniądze, które zasilają lokalne biznesy – restauracje, bary, firmy transportowe, punkty usługowe czy hotele. Dla wielu miast obecność klubu Ekstraklasy oznacza więc nie tylko sportowe prestiże, ale także dodatkowy impuls gospodarczy.

Kluby jako ambasadorzy miast

Eksperci PwC podkreślają, że kluby piłkarskie są ambasadorami swoich miast, zwiększając ich rozpoznawalność i przyciągając turystów. Mecze przyciągają bowiem nie tylko mieszkańców, ale także kibiców z innych regionów. Szacunki wskazują, że w sezonie 2024/25 ruch turystyczny związany z Ekstraklasą wyniósł ponad 1,8 mln osób, z czego 450 tys. stanowili przyjezdni spoza regionów, w których odbywały się mecze.

Oznacza to, że Ekstraklasa odpowiadała za 11% uczestników wszystkich imprez sportowych masowych w Polsce w 2023 roku oraz za 2,5% prywatnych wyjazdów turystycznych Polaków w tym samym czasie. W przeliczeniu na pieniądze – turystyka meczowa wygenerowała 530 mln zł popytu na usługi rekreacyjne i turystyczne, co stanowiło prawie 5% wydatków Polaków w tej kategorii.

Liderzy w tworzeniu wartości dodanej

Analiza PwC pokazuje również, że nie wszystkie kluby Ekstraklasy mają jednakowy wpływ na gospodarkę. Największe znaczenie mają drużyny z dużych budżetów i rzeszą kibiców:

  • Legia Warszawa – 306,8 mln zł wartości dodanej (18,4% całej ligi),
  • Lech Poznań – 206,7 mln zł (12,4%),
  • Pogoń Szczecin – 141,6 mln zł (8,5%).

Te trzy kluby odpowiadają łącznie za prawie 40% całkowitej wartości dodanej Ekstraklasy. Jednak również mniejsze drużyny mają istotny wpływ na lokalne gospodarki – szczególnie w mniejszych miastach, gdzie kluby stanowią ważny element lokalnej tożsamości i wspólnoty.

Wkład w lokalne PKB – przykłady z miast

Pod względem udziału w produkcie krajowym brutto (PKB) poszczególnych miast najlepiej wypadają:

  • Zagłębie Lubin – generuje 1,2% PKB Lubina,
  • Górnik Zabrze – 0,8% PKB Zabrza,
  • Raków Częstochowa, Korona Kielce i Stal Mielec – ok. 0,4% PKB swoich miast.

Widać więc, że w niektórych miejscowościach piłka nożna jest jednym z głównych motorów rozwoju gospodarczego, a mecze stanowią wydarzenia o randze wykraczającej poza sport.

Ekstraklasa a rynek pracy

Według raportu, rozgrywki Ekstraklasy przyczyniają się do stworzenia i utrzymania 9,3 tys. miejsc pracy. Składają się na to:

  • 4,7 tys. miejsc pracy bezpośrednio dzięki działalności klubów (pracownicy biurowi, trenerzy, obsługa stadionowa, personel techniczny, marketingowcy),
  • 4,6 tys. miejsc pracy w sektorach powiązanych, stworzonych w wyniku wydatków kibiców (gastronomia, transport, usługi ochroniarskie, handel detaliczny).

Każdy mecz ligowy to setki osób zatrudnionych przy jego organizacji – od stewardów i ochroniarzy po pracowników gastronomii i mediów. Liga staje się więc także ważnym pracodawcą i stabilizatorem rynku pracy w wielu regionach.

Branże korzystające na Ekstraklasie

Eksperci PwC wyróżnili główne sektory, które czerpią największą wartość dodaną z działalności klubów i kibiców:

  • handel detaliczny – sprzedaż gadżetów, odzieży sportowej, pamiątek,
  • działalność sportowa i rekreacyjna – akademie piłkarskie, szkoły sportowe,
  • rozrywka i rekreacja – koncerty, eventy towarzyszące,
  • gastronomia i zakwaterowanie – bary, restauracje, hotele,
  • transport – przewoźnicy lokalni i ogólnopolscy,
  • usługi ochroniarskie i administracyjne – obsługa stadionów i wydarzeń.

To szerokie spektrum pokazuje, że piłka nożna jest czynnikiem napędzającym wiele różnych branż i wspierającym zróżnicowany rozwój gospodarczy.

Społeczny wymiar Ekstraklasy

Poza liczbami i wskaźnikami ekonomicznymi nie można zapominać o roli społecznej. Kluby Ekstraklasy to nie tylko przedsiębiorstwa, ale także centra integracji lokalnych społeczności. Dla wielu mieszkańców są powodem do dumy, a mecze stanowią rytuał budujący więzi rodzinne i sąsiedzkie.

Jak podkreśla Marcin Animucki, prezes Ekstraklasa SA, kluby inwestują rocznie ponad 25 mln zł w kształcenie dzieci i młodzieży, a dodatkowe środki dokładają same. Działalność ta ma wymiar długofalowy – propagowanie zdrowego stylu życia i sportu wśród młodych ludzi może przynieść wielomiliardowe oszczędności w służbie zdrowia w przyszłości.

Edukacja, zdrowie i wartości

Działalność klubów to również działania wychowawcze – promowanie dyscypliny, pracy zespołowej i ducha fair play. Dla dzieci i młodzieży akademie piłkarskie są często pierwszym miejscem, gdzie uczą się regularnej aktywności fizycznej i zasad zdrowego współzawodnictwa. To wartości trudne do osiągnięcia w innym środowisku, a piłka nożna staje się narzędziem edukacyjnym i profilaktycznym.

Rekomendacje PwC – jak rozwijać polską ligę?

Aby w pełni wykorzystać potencjał Ekstraklasy, PwC przygotowało zestaw rekomendacji opartych na najlepszych praktykach zagranicznych:

  1. Dialog i współpraca między klubami – tworzenie wspólnych projektów sponsorskich i partnerskich, co wzmacnia całą ligę.
  2. Rozbudowa oferty dnia meczowego – atrakcyjne strefy dla kibiców, gastronomia, widowiskowe oprawy, które zwiększają lojalność fanów i przyciągają sponsorów.
  3. Uspójnienie zasad wydatkowania środków publicznych – większa transparentność, opracowanie katalogu dobrych praktyk w zakresie inwestycji w infrastrukturę, akademie i profesjonalizację kadr.
  4. System zachęt dla prywatnych firm – np. możliwość zaliczania wydatków na sponsoring sportu i kultury do kosztów podatkowych, co zwiększyłoby kapitał prywatny w finansowaniu klubów (na wzór Wielkiej Brytanii).

Wdrożenie tych rekomendacji mogłoby sprawić, że Ekstraklasa nie tylko utrzyma obecny poziom, ale także stanie się bardziej konkurencyjna wobec lig zagranicznych.

Piłka nożna jako element kultury i gospodarki

Ekstraklasa to dziś nie tylko sport – to ekosystem łączący gospodarkę, kulturę i społeczeństwo. Wpływa na rozwój miast, wspiera lokalne przedsiębiorstwa, integruje społeczności, edukuje młodzież i promuje Polskę na arenie międzynarodowej.

Raport PwC jasno pokazuje, że wartość ligi wykracza daleko poza murawę stadionów. Ekstraklasa to 1,7 miliarda złotych rocznie dla gospodarki, prawie 600 milionów zł wpływów podatkowych i 9,3 tys. miejsc pracy – ale też wartości niemierzalne: emocje, tożsamość lokalna i wspólnota.

Mniej dłużników, większe zaległości – obraz kondycji finansowej polskich przedsiębiorstw

Coraz więcej polskich przedsiębiorstw deklaruje posiadanie rezerw finansowych na wypadek nieprzewidzianych sytuacji – wynika z najnowszego badania BIG InfoMonitor i BIK. Zabezpieczenie na trudniejsze czasy ma już 68 proc. firm, co oznacza wzrost o 8 punktów procentowych względem roku 2023. Jednak zgromadzone środki często nie są wystarczające, a równocześnie rośnie wartość niespłaconych zobowiązań w gospodarce.

Poduszki finansowe przedsiębiorstw

Z badania wynika, że:

  • 33 proc. firm posiada rezerwy wystarczające na utrzymanie działalności przez pół roku,
  • 29 proc. przedsiębiorstw deklaruje zabezpieczenie na okres 2–3 miesięcy,
  • 23 proc. firm nie ma żadnych oszczędności – to poprawa względem 2023 r., kiedy taką sytuację wskazywał co trzeci badany.

Najlepiej przygotowana na nieoczekiwane trudności jest branża usługowa (78 proc. firm posiada rezerwy) oraz przemysł (74 proc.). Najsłabiej wypada budownictwo, gdzie jedynie 48 proc. przedsiębiorstw ma jakiekolwiek zabezpieczenie finansowe, a także transport – 53 proc.

– Większa liczba firm posiadających rezerwy świadczy o rosnącej świadomości ryzyka i potrzebie utrzymania płynności. To efekt doświadczeń z pandemii i okresu wysokiej inflacji. Jednak brak oszczędności w przypadku 23 proc. firm wciąż oznacza wysoką podatność na kryzysy – podkreśla dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Zadłużenie przedsiębiorstw – mniej dłużników, ale większe zaległości

Choć liczba niesolidnych płatników spada, to całkowita wartość zadłużenia rośnie. Po pierwszym półroczu 2025 roku:

  • zaległości firm sięgają 45,3 mld zł,
  • liczba nierzetelnych płatników wynosi 318 tys., czyli o 5 662 mniej niż rok wcześniej,
  • średnia wartość zadłużenia przypadająca na jedną firmę wzrosła do 142,3 tys. zł wobec 137,3 tys. zł rok wcześniej.

Największe problemy ze spłatami mają:

  • handel – 9,1 mld zł zaległości,
  • przemysł – 7,4 mld zł,
  • budownictwo – 5,8 mld zł,
  • transport i magazyny – 3,3 mld zł,
  • rynek nieruchomości – 2,8 mld zł.

Wartość zaległości przekroczyła również 2 mld zł w sektorze HoReCa, a w finansach i ubezpieczeniach sięga 1 mld zł.

– Choć część firm znika z rejestru dłużników, te które pozostają, mają coraz większe problemy finansowe. To zwiększa ryzyko efektu domina, w którym niewypłacalność jednej firmy prowadzi do kłopotów kolejnych – zaznacza Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Gospodarka wspiera stabilność, ale ryzyka pozostają

Na wolniejsze tempo przyrostu zadłużenia wpływa dobra koniunktura gospodarcza – wzrost PKB powyżej 3 proc., spadek inflacji i obniżka stóp procentowych o 0,5 pkt proc. w ostatnich 12 miesiącach. Niemniej, niektóre branże pozostają szczególnie narażone na ryzyko płynnościowe. W transporcie i magazynowaniu aż 8,6 proc. firm to niesolidni płatnicy, podobnie wysokie wskaźniki notują górnictwo, sektor wodno-ściekowy czy HoReCa.

Salesforce: AI priorytetem dla liderów branży dóbr konsumpcyjnych w 2025 r.

Rok 2025 okazuje się jednym z najtrudniejszych dla firm z sektora dóbr konsumpcyjnych – wynika z najnowszego raportu Salesforce Consumer Goods Industry Insights. Słabnąca pewność konsumentów, coraz bardziej złożone ścieżki dotarcia do rynku, malejąca skuteczność tradycyjnych strategii zwiększania przychodów oraz zmiany makroekonomiczne – wszystko to wywiera presję na marże. Nic więc dziwnego, że ponad połowa liderów (54%) twierdzi, że w tym roku osiągnięcie stabilnego wzrostu będzie trudniejsze niż wcześ…

W odpowiedzi liderzy stawiają na sztuczną inteligencję. Prawie 9 na 10 uważa, że agenci AI – czyli autonomiczne jednostki sztucznej inteligencji zdolne do samodzielnego działania – będą niezbędni, by utrzymać konkurencyjność w ciągu najbliższych dwóch lat, a 88% spodziewa się, że bezpośrednio podniosą słupki sprzedaży.

Zmiany w polityce gospodarczej uderzają w liderów branży – podwyżki cen to ostateczność… na razie

Spośród wielu czynników obciążających marże, niemal wszyscy liderzy (98%) wskazują zmiany w polityce gospodarczej, takie jak cła, które wpływają na zaopatrzenie, działalność i marże.

W odpowiedzi firmy dostosowują strategie zaopatrzeniowe, zmieniają opakowania produktów lub relokują działalność. Przerzucanie kosztów na konsumentów wciąż traktowane jest jako ostateczność, choć nasilająca się presja na marże może wkrótce nie pozostawić firmom innego wyboru.

Zdolność sztucznej inteligencji do przyspieszania i wspierania naszych działań ma kluczowe znaczenie w czasach zmian” – mówi Michelle Grant, Director RCG Insights w Salesforce. – „Niezależnie od tego, czy firmy dostosowują strategie zaopatrzenia, negocjują z dostawcami czy absorbują dodatkowe koszty, AI może analizować wzorce popytu, aby optymalizować priorytety produktowe, wskazywać zespołom terenowym strategie sprzedaży detalicznej i dokładniej prognozować zapotrzebowanie, umożliwiając markom podejmowanie mądrzejszych decyzji.

Liderzy stawiają na sztuczną inteligencję – w tym agentów AI – aby osiągnąć wzrost, efektywność i innowacje

Mimo presji zewnętrznej, liderzy branży dóbr konsumpcyjnych koncentrują się przede wszystkim na sztucznej inteligencji, uznając ją w tym roku zarówno za największe wyzwanie, jak i największą szansę.

Liderzy spodziewają się, że do 2027 roku agenci AI będą niezbędni:

  • 89% liderów uważa, że agenci AI będą konieczni, by utrzymać konkurencyjność w ciągu dwóch lat.
  • 90% spodziewa się rosnących inwestycji w agentów AI w swoich firmach.
  • 88% wierzy, że agenci AI pomogą zwiększyć sprzedaż.

Poza wzrostem przychodów liderzy oczekują, że agenci AI wesprą również prace kreatywne – od tworzenia i optymalizacji promocji handlowych po rozwój nowych produktów – czyniąc z AI motor rentowności i innowacji.

Tradycyjne promocje handlowe tracą na opłacalności, a personalizacja wspierana przez AI daje lepsze efekty

Promocje handlowe to jedne z największych wydatków w sektorze dóbr konsumpcyjnych, a jednak mniej niż połowa (46%) przynosi dodatni zwrot z inwestycji – i wskaźnik ten od lat pozostaje bez zmian.

Choć promocje handlowe są kluczowe dla konkurowania na rynku i zwiększania sprzedaży, ich wysokie koszty i nierówne wyniki sugerują, że tradycyjne taktyki mogą osiągać swoje granice.

Nowe podejścia, takie jak oferty spersonalizowane z wykorzystaniem AI oraz danych, przynoszą najlepsze rezultaty spośród wszystkich działań promocyjnych, przewyższając skutecznością programy lojalnościowe o niemal 20 punktów procentowych.

W 2025 roku podwyżki cen, masowe promocje czy standardowy asortyment nie zagwarantują wzrostu. Dziś liczy się precyzja: dane, strategiczne promocje handlowe i agenci AI, dzięki którym każdy etap – od fabryki aż po konsumenta – może stać się okazją do generowania przychodów” – podsumowuje Michelle Grant, Director RCG Insights w Salesforce.

Metodologia

Dane pochodzą z podwójnie anonimowej ankiety przeprowadzonej wśród 2400 decydentów z branży dóbr konsumpcyjnych w Australii, Brazylii, Kanadzie, Francji, Niemczech, Indiach, Włoszech, Japonii, Meksyku, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Badanie zostało przeprowadzone w dniach od 1 maja do 12 czerwca 2025 r. Wszyscy respondenci zostali zrekrutowani za pośrednictwem zewnętrznego panelu badawczego. Szczegółowe informacje znajdują się w raporcie.