Trzecia emisja zielonych obligacji 7R zakończona sukcesem

0

7R zakończył trzecią fazę emisji zielonych obligacji, pozyskując od początku roku łącznie około 77 mln euro. To istotny etap realizacji programu obligacyjnego o wartości 100 mln euro.

To trzecia emisja w tym roku. Zainteresowanie inwestorów jest wciąż duże, co pokazuje zaufanie do naszej strategii i zdolności do realizacji celów. Dzięki pozyskanemu kapitałowi nabyliśmy i zabezpieczyliśmy działki pod projekty o łącznej powierzchni ok. 400 tys. GLA w kluczowych lokalizacjach w Polsce – powiedział Tomasz Mika, CFO i Członek Zarządu 7R.

Realizowane projekty spełnią rygorystyczne standardy środowiskowe, wymagane do uzyskania certyfikatu BREEAM na poziomie minimum Excellent oraz przekraczające lokalne normy Nearly Zero Energy Building (NZEB) o co najmniej 10 procent. 7R posiada doświadczenie w realizacji takich inwestycji, czego dowodem jest linia 7R Green Saver. Dzięki pozyskanym środkom spółka przyczyni się do realizacji unijnych celów w zakresie ochrony klimatu oraz Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ.

Obligacje zostały wyemitowane w ramach 7R Green Finance Framework, zgodnego z międzynarodowymi standardami ICMA Green Bond Principles oraz LMA Green Loan Principles, co zapewnia pełną przejrzystość i odpowiedzialność finansową. Wyłącznym organizatorem emisji w ramach programu jest Michael / Ström Dom Maklerski. Obligacje emitowane na rynku Catalyst, co dodatkowo podkreśla zaangażowanie 7R w rozwój w zgodzie z zasadami zrównoważonego finansowania.

Wzrost rentowności i stabilny EBIT – Selena podsumowuje I półrocze

Grupa Selena utrzymała stabilne wyniki finansowe. Firma wypracowała 19,6 mln euro zysku z działalności operacyjnej EBIT, co stanowi 18,6 proc. wzrostu w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Wypracowane wyniki Grupy Selena jednoznacznie potwierdzają poprawność przyjętych przez firmę celów rozwojowych i kierunków zarządczych w świetle wciąż dużej dynamiki otoczenia rynkowego.

Pomimo optymistycznych prognoz analityków, w pierwszym półroczu 2025 roku, polskiemu rynkowi budowlanemu nadal nie udało się osiągnąć istotnego odbicia i efektywnie stawić czoła niekorzystnym czynnikom mikro- i makroekonomicznym jak wysoka inflacja, kosztowne kredyty oraz ceny surowców i robót montażowo-budowlanych.

Widać to wyraźnie w ostatnich danych GUS, z których wynika, że produkcja budowlano-montażowa w pierwszym półroczu 2025 roku była o 0,7 proc. niższa w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. Spadki widać też w analizie rynku mieszkaniowego. W pierwszym półroczu 2025 r. oddano do użytkowania o 3,5 proc. mniej mieszkań niż w analogicznym okresie ub. roku. Spadła również liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym (o 15,8 proc.) oraz liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto (o 9,5 proc.).

Wymienione wyżej statystyki potwierdzają, że otoczenie rynkowe nie stwarza dla firm powiązanych z sektorem budowlanym sprzyjających warunków do rozwoju.

– Niepewność branży w pierwszym półroczu potęgowały też wydarzenia na poziomie globalnym, zwłaszcza zmienność sytuacji w obszarze finalnego poziomu taryf celnych. Dla naszej grupy, posiadającej swoje spółki w 19 krajach świata, w tym w USA, które pozostają dla nas jednym z kluczowych rynków, miało to duże znaczenie. – podsumowuje Sławomir Majchrowski, prezes zarządu Grupy Selena. – Mimo to wyniki finansowe naszej spółki z pierwszego półrocza 2025 roku pozostają w trendzie wzrostu – zaznacza Sławomir Majchrowski.

W pierwszych sześciu miesiącach roku firma wypracowała zysk z działalności operacyjnej EBIT na poziomie 19,6 mln euro, co odpowiada wzrostowi o 18,6 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2024 roku. Spółka osiągnęła też 70,9 mln zysku brutto ze sprzedaży, czyli o 2,5 proc. więcej, w ujęciu r/r.

Grupa Selena zamyka pierwsze półrocze 2025 roku z rentownością na poziomie 34,9 proc., czyli na poziomie o 0,8 p.p. wyższym w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego (34,1 proc.).

Stabilne wyniki finansowe Grupy Selena w pierwszym półroczu to efekt precyzyjnego ustalenia i sukcesywnej realizacji obranych celów i kierunków zarządczych firmy. Ich główną oś od dłuższego czasu stanowi dwutorowy rozwój – poprzez naturalną ekspansję produktową w głównych kategoriach jak pianokleje, piany, silikony, kleje czy produkty hybrydowe, ale także poprzez skalowanie biznesu na drodze fuzji i przejęć, w tym we względnie nowych dla Grupy Selena segmentach branży jak termoizolacja.

– Rozwój firmy dzięki fuzjom i przejęciom jest obecnie jednym z priorytetowych obszarów, zwłaszcza ze względu na wciąż słabą koniunkturę. To dzięki międzynarodowej ekspansji firma może myśleć o zwiększeniu skali działalności, marży, poszerzeniu obecności na światowych rynkach i tym samym poprawie konkurencyjności – zauważa Sławomir Majchrowski. – Wymaga to jednak bardzo wysokiego poziomu skoordynowania procesów wewnętrznych i zarządzania nimi – dodaje prezes Grupy Selena.

W tym obszarze Grupa Selena ma jednak bogate doświadczenie. Wysoką jakość zarządzania Seleny i jej stabilną pozycję jako lidera branży budowlanej w Polsce potwierdza fakt, że firma już trzeci rok z rzędu pomyślnie przeszła wymagający proces recertyfikacji i znalazła się w elitarnym gronie laureatów programu Best Managed Companies Poland 2025, organizowanego przez firmę doradczą Deloitte.

– Tego typu wyróżnienia motywują, aby inwestując w rozwój firmy dbać też o przemyślaną strukturę wewnętrzną i rozbudowę silnego managementu, opartego na sprawnych managerach, rozumiejących meandry zarządzania i koordynacji na poziomie międzynarodowym, w tym w dziedzinie finansów – zauważa Sławomir Majchrowski. – Pierwsze półrocze 2025 roku także i w tym obszarze przyniosło Grupie Selena istotne zmiany. Z dniem 1 września funkcję Członka Zarządu ds. finansowych (CFO) objął Aleksander Solski. To doświadczony manager, który swoją szeroką wiedzę i praktykę zdobywał pełniąc kluczowe role w zespołach finansowych przedsiębiorstw o międzynarodowym zasięgu. Jestem pewny, że w obliczu wyzwań jakie czekają Grupę Selena w najbliższym czasie w związku z licznymi, rozpoczętymi już procesami M&A, jego doświadczenie zawodowe istotnie wpłynie na utrzymanie dobrych praktyk w zakresie zarządzania finansami globalnej spółki jaką jest Grupa Selena – mówi Sławomir Majchrowski.

Przez ponad 20 lat Aleksander Solski był związany z międzynarodowym koncernem Unilever, awansując w strukturach firmy do stanowiska Vice President Finance na region Europy Wschodniej, w skład którego wchodziło 20 rynków.

– Przed Seleną wiele szans i wyzwań. Moim zadaniem jako nowego Członka Zarządu, będzie wsparcie spółki w utrzymaniu rentownego wzrostu, co w obliczu intensyfikacji działań w obszarze M&A nabiera jeszcze innego wymiaru. Liczę, że moje dotychczasowe doświadczenia pracy w oddziałach finansowych firm w różnych częściach świata i poznanie specyfiki raportowania finansowego na poziomie grupy, zaprocentuje w mojej pracy dla Grupy Selena – zapowiada Aleksander Solski, nowo powołany CFO Grupy Selena.

Plany Grupy Selena na kolejne miesiące 2025 roku zakładają kontynuację obranych celów i kierunków rozwoju. Firma będzie skupiać się na dalszej dywersyfikacji swojego portfolio w oparciu o fuzje i przejęcia – zarówno na poziomie krajowym, jak i globalnym, wspartej inicjatywami marketingowymi, promującymi najwyższą jakość produktów, dostosowanych do potrzeb profesjonalnych wykonawców budowlanych.

Instytucje finansowe w Europie pod ostrzałem cyberataków – 20,8 mld przypadków w 2024 r.

Cyberataki na instytucje finansowe w Europie stają się coraz bardziej zaawansowane. Według raportu Fortinet[1] to trzecia najczęściej atakowana europejska branża – zaraz po administracji publicznej i transporcie. W 2024 r. należące do niej przedsiębiorstwa w regionie EMEA odnotowały 20,8 mld przypadków złośliwej aktywności i 308,9 mln incydentów związanych z botnetami. Ta nieustająca fala cyfrowej przestępczości powoduje niestabilność instytucji finansowych oraz zwiększa presję na rządy. Rosnąca skala zagrożeń idzie w parze z niedoborem specjalistów oraz rewolucją kwantową, co rodzi kolejne wyzwania.

Instytucje finansowe, takie jak komercyjne banki, fintechy czy operatorzy infrastruktury płatniczej, są ważnymi ogniwami łańcucha gospodarki państw. Dlatego stanowią jeden z głównych celów cyberprzestępców. Najczęściej występującymi, kierowanymi przeciwko nim incydentami, są: ransomware, kradzież danych oraz ataki DDoS, czyli celowe przeciążenie serwera lub sieci ogromną liczbą zapytań z wielu źródeł, aby uniemożliwić normalne działanie usług. W ciągu 1,5 roku instytucje finansowe krajów UE i europejskich, ale nienależących do wspólnoty (takich jak Albania, Islandia, Liechtenstein, Norwegia, Ukraina i Wielka Brytania), były celem miliardów prób ataku i musiały mierzyć się ze skutkami aż 488 poważnych cyfrowych incydentów. W pierwszej połowie 2025 r. liczba zidentyfikowanych podmiotów, które stanowiły zagrożenie, wzrosła aż o 400%.

Sytuację utrudnia fakt, że wciąż pojawiają się nowe zagrożenia, zwłaszcza w obszarze bankowości mobilnej. W niektórych z takich ataków przestępcy potrafią całkowicie przejąć kontrolę nad urządzeniem użytkownika. Jak wskazuje raport ENISA[2], liczba rodzin złośliwego oprogramowania, które atakują aplikacje dla smartfonów wzrosła globalnie o 200% na przestrzeni 1,5 roku. Zjawisko to jest widoczne także w Polsce – według danych CSIRT KNF[3], w 2024 roku wykryto m.in. kampanię malware „Godfather”, w ramach której podszywano się pod popularne aplikacje bankowe. Złośliwe oprogramowanie przechwytywało dane logowania oraz SMS-y autoryzacyjne i pozwalało cyberprzestępcom na zdalny dostęp do telefonu, przejmowanie kontroli nad rachunkami bankowymi oraz przeprowadzanie transakcji bez wiedzy użytkownika.

Trening „na miejscu” jako remedium luki kadrowej

Jednym z największych problemów, które utrudniają skuteczną ochronę przed zagrożeniami, jest niedobór wykwalifikowanej w obszarze cyberbezpieczeństwa kadry. Według raportu Fortinet[4], aż 58% osób decyzyjnych w działach IT europejskich instytucji finansowych przyznaje, że to właśnie braki kompetencyjne są głównym powodem przypadków naruszeń systemów ochrony. Co więcej, luka kadrowa pogłębia się – w 2024 roku liczba pracowników zajmujących się cyberbezpieczeństwem w Europie zmniejszyła się o 0,7% w ujęciu rok do roku. Ale brak umiejętności technicznych nie jest jedynym problemem – na zatrudnienie w branży usług finansowych w całej Europie wpływa również zmieniający się charakter samego cyberbezpieczeństwa i otoczenia regulacyjnego. Placówki finansowe musza spełniać wymogi dotyczące cyfrowej odporności i radzić sobie z dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji.

Gdy firmy potrzebują umiejętności związanych z 5G lub GenAI, rekrutują specjalistów zajmujących się konkretnie tymi zagadnieniami. To natychmiastowo zaspokaja potrzebę, ale także stawia na ważnym dla aspektów bezpieczeństwa stanowisku nową osobę, która niewiele wie o kulturze i strukturze przedsiębiorstwa. Taki pracownik nie mówi językiem bankiera, nie ma wiedzy na temat ubezpieczeń. W momencie wdrażania nowych systemów ochronnych może też pojawić się naturalny opór ze strony zespołu, który wcześniej miał pełny dostęp do wszystkich zasobów, a teraz wprowadzanie danych uwierzytelniających wymagane jest co godzinę. Kluczowa staje się umiejętność wyjaśnienia sensu wdrażanych zabezpieczeń oraz sposobu ich działania w języku firmy i w odniesieniu do jej struktury – tłumaczy Jolanta Malak, dyrektorka regionalna w firmie Fortinet.

Rozwiązaniem problemów kadrowych może być skupienie się nie tylko na poszukiwaniu kandydatów z zewnątrz, ale też aktywne odkrywanie i rozwijanie talentów wewnątrz firmy. Nawet jeśli początkowo nie posiadają pełnego zestawu kwalifikacji technicznych, łatwiej adaptują się do wymogów bezpieczeństwa, skuteczniej wdrażają zmiany i lepiej komunikują się ze współpracownikami.

Również w Polsce raport CSIRT KNF 2024[5] wskazuje, że nowoczesne zagrożenia wymagają nie tylko inwestycji technicznych, ale też spójnej kultury cyberodporności. Podnoszenie świadomości pracowników i klientów instytucji finansowych ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa całej branży, ponieważ wiele ataków, w tym głównie kampanie phishingowe, bazuje na stosowaniu manipulacyjnych sztuczek socjotechnicznych. W tym kontekście edukacja, ćwiczenia i jasne procedury reagowania są równie istotne jak stosowanie samych rozwiązań technicznych. Dodatkowo, przedsiębiorstwa powinny inwestować w narzędzia automatyzujące procesy ochronne i rozwiązania ze zintegrowanymi mechanizmami sztucznej inteligencji. Pozwoli to odciążyć specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa i skrócić czas reagowania na incydenty, znacząco ograniczając ryzyko wynikające z deficytu kadrowego.

Miecz obosieczny – nowe technologie wspierają nie tylko ochronę

Rozwój sztucznej inteligencji oraz trwająca rewolucja kwantowa zmieniają cyfrową rzeczywistość dla administratorów zabezpieczeń. AI z jednej strony umożliwia szybsze i automatyczne reagowanie na incydenty, ale z drugiej daje przestępcom nowe narzędzia do prowadzenia ataków. Pozwala tworzyć zautomatyzowane, trudne do wykrycia kampanie phishingowe, a także fałszywe treści audio i wideo (deepfake), które skutecznie omijają klasyczne mechanizmy weryfikacyjne.

Z kolei rozwój komputerów kwantowych może stwarzać realne zagrożenie dla bezpieczeństwa danych. Transakcje finansowe i kanały bezpiecznej komunikacji szyfrowane są kluczami publicznymi, które niedługo z łatwością będą mogły być złamane przez pracujące z olbrzymią wydajnością komputery kwantowe. I chociaż technologia kwantowa nadal jest w początkowej fazie rozwoju, eksperci Fortinet podkreślają, że – biorąc pod uwagę kluczową rolę usług finansowych – instytucje branżowe powinny już teraz wdrażać strategie „quantum-safe”, gwarantujące odporność na łatwe łamanie zabezpieczeń.

Znajomość narzędzi przeciwnika pozwala przewidywać, jakie cyberzagrożenia mogą czekać za rogiem i przygotować się na nie. Pełne zrozumienie skali ryzyka pomoże również w uzasadnieniu inwestycji na poziomie biznesowym. Jeśli dyrektor IT przyjdzie do zarządu i pokaże nowy typ zagrożenia, które właśnie dotknęło inny bank i kosztowało go 5 miliardów złotych, ten milion wydany na zabezpieczenia w celu ochrony przed takim atakiem nabiera całkowicie innego znaczenia – dodaje ekspertka Fortinet.

Branża finansowa stoi na styku największych wyzwań technicznych i organizacyjnych ostatnich lat. Skala incydentów, niedobór kadr i rozwój komputerów kwantowych wymagają łączenia technologii, edukacji i współpracy z regulatorami. Ostatecznie dzisiejszy poziom przygotowania instytucji przesądzi o tym, jak bezpieczna i stabilna będzie przyszłość finansów jutro.

[1] Coming Cybersecurity Challenges for Central and Eastern Europe’s Financial Services Industry, Fortinet, 2025

[2] ENISA Threat Landscape 2024 – September 2024

[3] Raport Roczny CSIRT KNF 2024

[4] https://www.fortinet.com/content/dam/fortinet/assets/reports/2024-cybersecurity-skills-gap-report.pdf

[5] Raport Roczny CSIRT KNF 2024

Technologia Ambient System i Politechniki Gdańskiej rewolucjonizuje systemy ostrzegawcze

Na dworcach, lotniskach czy stadionach często panuje hałas i pogłos, a w sytuacjach krytycznych jak pożar czy atak terrorystyczny, te czynniki wpływają na zrozumienie komunikatów, a co za tym idzie – na bezpieczeństwo tysięcy ludzi. To wyzwanie dostrzegli inżynierowie Ambient System i Politechniki Gdańskiej. Wspólnie opracowali technologię, która w pełni autonomicznie moduluje barwę, głośność, a także tempo komunikatów głosowych. Rozwiązanie opiera się na dwóch autorskich algorytmach AI i sprawdza się już na dworcach kolejowych, stacjach metra czy lotniskach na całym świecie.

Inżynierowie Ambient System i naukowcy z Politechniki Gdańskiej obrali ambitny cel – opracowanie dźwiękowego sytemu ostrzegawczego, którego podstawowym zadaniem jest przekazywanie podróżnym informacji głosowych o: rozkładach jazdy, statusach lotów dla pasażerów oraz o utrudnieniach i komunikatach ostrzegawczych w sytuacjach zagrożenia z maksymalną możliwą zrozumiałością.

Rozwiązanie sprawdzone w najtrudniejszych warunkach

System dźwiękowy jest polską odpowiedzią na zjawisko zanieczyszczenia hałasem w przestrzeni publicznej i zwiększenie poziomu bezpieczeństwa poprzez poprawę zrozumiałości komunikatów głosowych.

Rozwiązanie działa z powodzeniem np. w metrze w Delhi – jednym z największych i najgłośniejszych korytarzy komunikacyjnych na świecie, obsługującym codziennie miliony pasażerów. Ponadto z technologii mogą skorzystać podróżni na dworcach i liniach kolejowych w Polsce, Turcji, Szwecji czy Finlandii. System sprawdza się zarówno w wielkich halach, jak i wąskich korytarzach. Wszędzie tam, gdzie są trudne warunki akustyczne.

Naszym celem było stworzenie systemu, który nie tylko spełnia rygorystyczne normy, ale przede wszystkim realnie podnosi komfort i poczucie bezpieczeństwa użytkowników obiektów użyteczności publicznej, komercyjnych czy przemysłowych. System dźwiękowy smartVES powstał dzięki ścisłej współpracy inżynierów Ambient System z naukowcami Politechniki Gdańskiej i jest przykładem tego, jak efektywnie można łączyć potencjał biznesu z osiągnięciami świata nauki – mówi Marcin Starzyński, prezes zarządu Ambient System.

– W systemie zaimplementowaliśmy dwa autorskie algorytmy cyfrowego przetwarzania dźwięku. Filtracja adaptacyjna pozwala na bieżąco dopasować komunikat do warunków akustycznych, tak aby zawsze zachowywał zrozumiałość względem hałasu. Z kolei algorytm czasowej transpozycji mowy analizuje głos operatora i w czasie rzeczywistym koryguje tempo wypowiedzi – nawet gdy komunikat wygłaszany jest „na żywo”, a mówca na przykład jąka się pod wpływem stresu lub mówi bardzo szybko. Dzięki temu przekaz pozostaje zrozumiały także w dużych obiektach, gdzie występuje pogłos – mówi dr hab. inż. Józef Kotus z Politechniki Gdańskiej.

Algorytmy polskich inżynierów

Algorytm czasowej transpozycji mowy i algorytm adaptacyjnej filtracji to rozwiązania decydujące o zrozumiałości i komunikatów, które zostały zaimplementowane do dźwiękowych systemów ostrzegawczych smartVES. Pierwszy z nich umożliwia dostosowanie tempa odtwarzania komunikatu do akustyki przestrzeni, w której jest emitowany. Ten sam algorytm działa również w przypadku podawania komunikatu na żywo przez operatora. W sytuacjach zagrożenia głos osoby odpowiedzialnej za przekazywanie informacji może się załamywać, a tempo mówienia może być zbyt szybkie – a to znacząco ogranicza możliwość zrozumienia.

Z kolei drugi algorytm, odpowiada za ocenę charakterystyki akustycznej obiektu
i detekcję obecnych już w przestrzeni dźwięków, a następnie przekształca sygnał mowy
w taki sposób, aby nadawany komunikat odróżniał się na tle  szumu komunikacyjnego. Pozwala na wybór odpowiednich częstotliwości omijając te, na których występuje hałas, przez co znacząco poprawia wyrazistość mowy docierającej do odbiorców.

Warto podkreślić, że smartVES to nie pierwszy owoc współpracy Ambient System z Politechniką Gdańską. Dzięki kooperacji powstały przełomowe projekty m.in. technologia oparta na autorskim modelu AI i ML, która umożliwia natychmiastową detekcję sytuacji zagrożenia na bazie analizy sygnałów audio i niezwłocznie informuje o tym systemy bezpieczeństwa.

Odpowiedź na przeciążenie informacyjne i poprawa bezpieczeństwa

Zjawisko przeciążenia informacyjnego, znane jako infobesity, nie występuje jedynie w Internecie, gdzie Polacy spędzają średnio niemal cztery godziny dziennie[1]. W realnym świecie także zmagamy się z nadmiarem sygnałów – wizualnych i akustycznych. W obiektach użyteczności publicznej nakładające się dźwięki, rozmowy czy komunikaty systemowe często sprawiają, że głos staje się niezrozumiały. Właśnie tam potrzebne są nowe technologie poprawiające czytelność przekazu.

[1] https://pbi.org.pl/raporty/polski-internet-w-q1-2025/

Koszty ransomware w edukacji spadają, ale phishing i luki w systemach nadal groźne

W 2025 roku średnie koszty odzyskiwania danych po ataku ransomware w branży edukacyjnej na świecie znacząco spadły – wynika z raportu firmy Sophos. W szkolnictwie wyższym zaobserwowano spadek aż o 77% (do 900 tys. dolarów), a w szkołach podstawowych i średnich – o 39% (do 2,28 mln dolarów). Jednocześnie największym zagrożeniem dla branży pozostają phishing oraz podatności w zabezpieczeniach. Instytucje edukacyjne wciąż zmagają się z brakiem specjalistów IT czy odpowiednich narzędzi ochronnych.

Tegoroczna edycja badania „State of Ransomware in Education” pokazuje, że branża edukacyjna coraz skuteczniej reaguje na ransomware, zmuszając cyberprzestępców do zmiany metod działania. Odsetek instytucji, które zdołały zablokować atak zanim doszło do szyfrowania danych, jest w tym roku najwyższy od czterech lat. W szkołach podstawowych i średnich udało się powstrzymać 67% prób ataków, a w szkolnictwie wyższym – 38%. Jednocześnie placówki edukacyjne coraz szybciej odzyskują pełną sprawność po wystąpieniu incydentów. Ponad połowa poradziła sobie z pełnym odtworzeniem systemów w ciągu tygodnia, podczas gdy jeszcze rok wcześniej odsetek ten wynosił jedynie 30%.

Wykorzystanie kopii zapasowych w edukacji wciąż pozostaje jednak niskie. Wśród placówek, którym przestępcy zaszyfrowali dane, tylko 59% szkół podstawowych i średnich oraz 47% uczelni wyższych odzyskało zasoby wykorzystując kopie zapasowe. Ponad połowa ofiar ataków ransomware zdecydowała się zapłacić okup, aby odzyskać dostęp do informacji.

Czas na edukację z cyberhigieny

Spośród źródeł ataków ransomware phishing – po raz pierwszy w historii badania został wskazany jako główna techniczna przyczyna incydentów w edukacji niższego szczebla (22% incydentów). W szkołach wektory ataków – phishing, wiadomości e-mail ze złośliwą zawartością, wykorzystywanie luk w zabezpieczeniach oraz przejęte dane uwierzytelniające – rozkładają się też wyjątkowo równomiernie, różniąc się od siebie zaledwie o 3 pp. Tak równomierna struktura nie została odnotowana w żadnej innej branży objętej badaniem. W szkolnictwie wyższym dominowały natomiast inne techniki ataków – już trzeci rok z rzędu wśród tych placówek najczęściej wykorzystywano podatności w systemach, co odpowiadało za 35% incydentów.

Ataki ransomware w edukacji nie tylko zakłócają pracę placówek, ale uderzają w społeczności uczniów, ich rodzin oraz nauczycieli, zagrażając wrażliwym danym. Kluczem do bezpieczeństwa jest zdolność do zatrzymania ataków jeszcze zanim zaczną wyrządzać szkody. Prewencja, wspierana przez solidne plany reagowania oraz współpracę z zaufanymi partnerami publicznymi i prywatnymi, jest niezbędna, zwłaszcza że cyberprzestępcy coraz częściej korzystają z mechanizmów sztucznej inteligencji – wskazuje Alexandra Rose, dyrektorka CTU Research w Sophos.

Za mało ludzi, za dużo luk

Badanie Sophos ujawnia poważne luki w ochronie branży edukacyjnej. Aż 64% placówek, które padły ofiarą ataku ransomware, wskazało, że doszło do niego przez brak lub nieskuteczność stosowanych narzędzi ochronnych. 66% przyznało, że kluczowym problemem były niedobory kadrowe, a brak pracowników lub specjalistycznej wiedzy uniemożliwiły odparcie ataku na czas. 67% badanych zadeklarowało również, że cyberprzestępcom zadanie ułatwiły luki w zabezpieczeniach systemów. Szkoły podstawowe i średnie jako główną przyczynę ataków najczęściej wskazywały brak ekspertów oraz ograniczone możliwości zespołów. Z kolei uczelnie wyższe podkreślały zagrożenie wynikające z nieznanych luk w systemach.

Chociaż branża edukacyjna poczyniła spore postępy w walce z ransomware, nie można zapominać, że zagrożenie nie znika. Przeciwnie – ewoluuje z każdą kolejną próbą ataku. Cyfrowa odporność szkół oraz uczelni musi rosnąć równie dynamicznie i obejmować solidne zabezpieczenia techniczne, stałe monitorowanie sieci, a także mechanizmy szybkiego reagowania na incydenty. Wsparciem w tym zakresie mogą być wyspecjalizowane usługi, takie jak Managed Detection and Response (MDR), które pozwalają odciążyć zespoły IT, zapewniając całodobową ochronę. Kluczowe jest też przygotowanie planów awaryjnych i testowanie ich działania. Tylko takie podejście pozwoli ograniczyć wpływ ataków ransomware na placówki, pracowników oraz uczniów – podsumowuje Alexandra Rose.

O badaniu:

Dane do raportu „State of Ransomware in Education 2025” pochodzą z niezależnego badania przeprowadzonego wśród 441 liderów IT i cyberbezpieczeństwa – 243 z placówek edukacyjnych niższego szczebla oraz 198 z uczelni wyższych, które w minionym roku doświadczyły ataków ransomware. Badane podmioty liczyły od 100 do 5000 pracowników i pochodziły z 17 krajów. Ankieta została przeprowadzona w okresie od stycznia do marca 2025 roku, a respondentów pytano o doświadczenia z ransomware z ostatnich 12 miesięcy.

Archicom z mocnymi wynikami – 324,9 mln zł przychodów i 116,3 mln zł zysku brutto ze sprzedaży

W pierwszym półroczu 2025 r. roku Archicom, ogólnopolski deweloper będący częścią Echo Group, sprzedał 1 162 mieszkania odnotowując 32 proc. wzrost sprzedaży rok do roku. Tym samym po raz kolejny odnotował najwyższą dynamikę sprzedaży wśród największych deweloperów w Polsce. Po sześciu miesiącach 2025, w trakcie których nastąpiła również sprzedaż biurowca we Wrocławiu Archicom może pochwalić się mocną pozycją finansową, całkowicie koncentrując się na rynku mieszkaniowym.  

Archicom kończy pierwsze półrocze z 32 proc. wzrostem sprzedaży, sukcesywnie rozbudowuje ofertę w segmencie popularnym i jedocześnie powiększa bank ziemi w największych polskich miastach. Tym samym spółka koncentruje się na osiągnieciu celu sprzedażowego na poziomie około 4 tys. mieszkań w kolejnych latach.

Poszerzanie oferty

W pierwszym półroczu 2025 roku Archicom wprowadził do oferty i do przedsprzedaży 1 938 nowych mieszkań w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu. Ponadto dzięki rozbudowie banku ziemi spółka zabezpieczyła możliwość budowy kolejnych ponad 1 980 lokali. W chwili obecnej potencjał banku ziemi obejmuje 12 599 mieszkań (8 580 kupionych i 4 019 zabezpieczonych). Na koniec pierwszego półrocza oferta Archicom obejmowała 2 937 mieszkań.

Archicom planuje przekazać do użytku w 2025 r. około 2 400 mieszkań. W pierwszym półroczu przekazano 404 lokale (w tym 360 lokale Archicom i 44 lokale Echo Investment), natomiast ze względu na harmonogram trwających projektów większość przekazań zaplanowano na trzeci i czwarty kwartał tego roku.

Archicom posiada dziś  silną i stabilną pozycję rynkową.  Działamy we wszystkich segmentach sukcesywnie zwiększając nasz udział w rynku. Naszą ambicją jest tworzenie silnej i zrównoważonej oferty, która odpowiada na potrzeby różnych grup klientów. Stawiamy na dalszy rozwój w segmencie popularnym, optymalizujemy procesy budowlane oraz inwestujemy w grunty o potencjale miastotwórczym. Stabilna sytuacja finansowa daje nam przestrzeń do wyznaczania ambitnych celów – sprzedaży blisko 3 000 mieszkań w 2025 r. i  4 000 w kolejnych latach – podkreśla Waldemar Olbryk, prezes zarządu w Archicom.

Kluczowe wydarzenia i silne finanse

Kluczowym wydarzeniem dla Archicom w pierwszym półroczu była sprzedaż kompleksu City2 za kwotę 31 mln euro. Środki z transakcji zostały wykorzystane na redukcję zadłużenia i powiększanie banku ziemi. Sprzedaż biurowca oznacza również całkowitą koncentrację na rynku mieszkaniowym.

W pierwszej połowie 2025 r. Archicom osiągnął przychody ze sprzedaży na poziomie 324,9 mln zł i zysk brutto ze sprzedaży w wysokości 116,3 mln zł. Struktura bilansu spółki pozostaje ukierunkowana na wzrost – sprzedaż City2 zmniejszyła wartość aktywów trwałych i jednocześnie zwiększyła pulę środków przeznaczonych na rozwój segmentu mieszkaniowego. Wzrost zapasów to efekt aktywnej polityki zakupowej i bieżącej realizacji ponad 30 projektów. Na silne fundamenty finansowe miał wpływ również wysoki poziom przedpłat ze sprzedaży lokali.

Wyniki finansowe Archicom potwierdzają, że potrafimy skutecznie łączyć realizację ambitnej strategii wzrostu biznesu z rozsądnym podejściem do finansowania. Konsekwentnie rozbudowujemy bazę gruntów, oraz rozpoczynamy budowę i sprzedaż kolejnych projektów, utrzymując odpowiedni poziom dostępnej oferty mieszkań. Stabilna struktura bilansu, silna pozycja gotówkowa i możliwość korzystania z elastycznych źródeł finansowania pozwalają nam z optymizmem patrzeć na realizację planów w kolejnych kwartałach – komentuje Justyna Kawa, CFO, członkini zarządu w Archicom.

Od 2023 r. spółka zainwestowała ponad  660 mln zł w grunty, a w trakcie negocjacji zakupu są projekty o wartości 236 mln zł. Aktywa wynoszą 3,2 mld zł i wzrosły w pierwszym półroczu o 13 proc. Od 2023 r. spółka pozyskała finansowanie o wartości 908 mln zł (220 mln zł kapitału i 688 mln zł obligacji), a jednocześnie wykupiła obligacje na łączną kwotę 136 mln zł. Archicom dysponował na koniec półrocza 201,5 mln zł gotówki oraz 240 mln zł niewykorzystanej linii kredytowej, co łącznie daje ponad 440 mln zł potencjału na działalność operacyjną.

Złoto najdroższe w historii – 3693,7 USD za uncję i ponad 13 tys. zł w Polsce

Złoto jest dziś rekordowo drogie zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce. Notowania osiągnęły 3693,7 dolara za uncję, a w złotych cena sięga 13 316 zł. Dzieje się to w przededniu posiedzenia Fed, które może okazać się wyjątkowo niespokojne ze względu na napięcia polityczne wokół banku centralnego. Dodatkowym czynnikiem wspierającym popyt na złoto jest geopolityka – polscy inwestorzy w badaniu eToro Puls Inwestora Indywidualnego wskazali konflikt międzynarodowy jako największe ryzyko dla swoich portfeli, wyżej niż inflację czy recesję.

We wtorkowy poranek cena złota złoto osiągnęła 3693,7 dolara za uncję, co oznacza nowy rekord wszech czasów. Wzrost notowań wspierany jest przez osłabienie amerykańskiej waluty oraz spadek rentowności obligacji skarbowych USA. Dolar amerykański kosztuje obecnie 3,6051 zł i ostatni raz był tak tani wobec złotego w maju 2018 roku. W efekcie złoto jest rekordowo drogie także dla inwestorów krajowych. W ubiegłym tygodniu uncja przekroczyła granicę 13 tys. zł, a dziś cena wynosi już 13 316 zł. Jedna uncja to 31,1035 grama, czyli cena 1gr złota to obecnie rekordowe 428 zł

Inwestorzy patrzą teraz na Rezerwę Federalną, która rozpoczyna dwudniowe posiedzenie. Rynek niemal pewny jest obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych, pierwszej od grudnia. Analitycy prognozują, że do końca roku mogą pojawić się jeszcze jedna lub dwie dodatkowe obniżki. Taki scenariusz sprzyja złotu, które jako aktywo pozbawione odsetek zyskuje szczególnie w otoczeniu niskich stóp i podwyższonej niepewności gospodarczej. Tym razem decyzja Fed zapadnie w warunkach silnej presji polityczne, a prezydent Donald Trump próbuje zwiększyć swoje wpływy na politykę pieniężną.

Amerykański dolar osłabił się do najniższego poziomu od tygodnia, a rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych spadła. To dodatkowo zwiększyło atrakcyjność złota w oczach zagranicznych inwestorów. Na rynek wpływ mają również sygnały z Chin, które mogą złagodzić przepisy dotyczące importu i eksportu złota.

Najnowsze dane z USA pokazują przyspieszenie inflacji, najwyższe od siedmiu miesięcy, oraz oznaki osłabienia rynku pracy. Taki zestaw informacji zwiększa prawdopodobieństwo cięć stóp procentowych i wspiera notowania złota.

Nie bez znaczenia są także wydarzenia geopolityczne. Incydenty z dronami, które w ubiegłym tygodniu wtargnęły w przestrzeń powietrzną NATO nad Polską i Rumunią, dodatkowo podnoszą zainteresowanie złotem. Szczególnie widoczne jest to na naszym rynku. Wyniki badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego pokazują, że polscy inwestorzy oceniają konflikt międzynarodowy jako największe ryzyko dla swoich portfeli. Taką opinię wyraziło 25 proc. ankietowanych, czyli więcej niż w przypadku obaw o inflację ( 22 proc.) , czy recesję w Polsce i na świecie (po 12 proc.)

Wszystkie dane z 16.09.2025 g: 9:10 CET

Autor: Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Złoto atakuje rekordy, dolar i funt w odwrocie

Dolar ma ostatnio wyjątkowo słabą passę. Wczorajsze dane były tylko kolejnym ciosem. Z drugiej strony Ameryce nie opłaca się go bronić. Dane z Wysp nie zaskoczyły, ale funt jest w odwrocie. Złoto bije kolejne rekordy cenowe.

Kolejny cios w dolara

Wczoraj poznaliśmy indeks NY Empire State. Spodziewano się wyniku 4,9 pkt, a otrzymano -8,7 pkt. Jest to spora różnica jak na ten wskaźnik. Słabsze nastroje przełożyły się bardzo szybko na mniejszy optymizm inwestorów. W rezultacie byliśmy w poniedziałek świadkami osłabienia się dolara względem euro. Zapoczątkowany wczoraj ruch, dzisiaj rano spowodował, że po raz pierwszy od przełomu czerwca i lipca za 1 EUR trzeba płacić więcej niż 1,18 USD. Na moment pisania tego tekstu brakuje niecałych dwóch dziesiątych centa, by dolar był najsłabszy względem euro od 2021 roku. Ruch ten widać oczywiście również w cenie dolara względem złotego, który zanurkował poniżej 3,60 zł.

Dane z Wysp

Dzisiaj nad ranem opublikowano odczyty z brytyjskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia zgodnie z oczekiwaniami pozostała na poziomie 4,7%. O tyle samo rosną wynagrodzenia, co również jest zupełnie zgodne z prognozami. Jedyna różnica miała miejsce w danych na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Tutaj mamy wzrost o 17,4 tysiąca w sierpniu. To 2,8 tysiąca mniej niż oczekiwano. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że w lipcu mieliśmy spadek o 33,3 tysiąca. W rezultacie trzeba wziąć pod uwagę, że nie jest to różnica, która znacząco wpływa na notowania. Jak zareagowały kursy walut? Po samej decyzji funt był w miarę stabilny, po czym po kilku kwadransach zaczął tracić. Wygląda na to, że inwestorzy nie patrzą przychylnie na „pobrexitową” Wielką Brytanię.

Złoto znów naciera

Wczoraj padł kolejny rekord cenowy złota. Był to pierwszy rekord od ostatniego wtorku, co patrząc na ostatnie dni jest dość rzadkim wynikiem. Dzisiaj od rana jednak mamy kolejny. Dlaczego złoto atakuje kolejne szczyty? Większość analityków wskazuje, że powodem są nadchodzące obniżki stóp procentowych w USA. Metale szlachetne uchodzą za dobrą lokatę kapitału. W górę idzie również srebro, które też bije rekordy. Warto też zwrócić uwagę, że w ostatnich latach pomimo wyraźnego wzrostu cen złota i szukania dla niego alternatyw cały czas rośnie popyt na ten surowiec. Jutrzejsza konferencja prasowa prezesa FED po decyzji może być bardzo istotnym wydarzeniem dla tego rynku, który ma duże nadzieje z nią związane.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,

15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

System kaucyjny w Polsce droższy niż zakładano. Koszty w najbliższych 10 latach przekroczą 40 mld zł

0

Rosnąca liczba zwrotomatów oraz wyższe opłaty za zliczanie opakowań zebranych w ramach zbiórki manualnej stanowią możliwe przyczyny wzrostu kosztów wdrożenia systemu kaucyjnego w Polsce. Jak wynika z najnowszych wyliczeń firmy doradczej Deloitte wydatki operacyjne związane z tym obszarem mogą wzrosnąć o nawet 40 proc. w stosunku do pierwotnych założeń. Ważną rolę w funkcjonowaniu całego mechanizmu będą odgrywały małe sklepy, dla których zaoferowanie możliwości zwrotu opakowań stanowi szansę na zwiększenie swojej pozycji konkurencyjnej.

Uruchomienie systemu kaucyjnego stanowi jedno z najważniejszych wydarzeń ostatnich lat z obszaru gospodarki odpadami i ochrony środowiska w Polsce. Głównym celem wdrożenia mechanizmu jest osiągnięcie unijnych celów środowiskowych. Chodzi o zarówno minimalny odsetek recyklatu PET w produkowanych opakowaniach, jak poziomy selektywnej zbiórki dla butelek z tworzyw sztucznych o pojemności do 3 litrów: 77 proc. do końca 2025 roku i 90 proc. w 2029 roku.

Koszty systemu

Opublikowany we wrześniu 2024 r. raport Deloitte „System kaucyjny w Polsce – koszty, perspektywy, szanse” szacował łączną kwotę wydatków związanych z uruchomieniem i funkcjonowaniem systemu na ponad 37 mld zł. Rok po publikacji opracowania eksperci firmy zaktualizowali część wyliczeń, co związane jest ze zmianami legislacyjnymi – nowelizacją ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Chodzi przede wszystkim o przesunięcie startu mechanizmu na 1 października b.r. oraz obowiązek zorganizowania co najmniej jednego stacjonarnego punktu zbiórki w każdej gminie przez każdy podmiot reprezentujący.

Według ostatnich szacunków Deloitte całkowita wartość nakładów inwestycyjnych może osiągnąć poziom 11,5 mld zł w perspektywie 10 lat, o 2,7 mld zł mniej niż pierwotnie przewidywano. Odwrotną tendencję widać w obszarze wydatków operacyjnych – mogą one wynieść 32,4 mld zł, czyli o 9,3 mld zł więcej niż szacowano rok temu. Wśród czynników mających największy wpływ na wysokość kosztów wymienia się wyższe od zakładanych wcześniej, rynkowe oferty zbiórki manualnej oraz rosnącą liczbę automatów do zbiórki opakowań, których zakup stanowi w ostatecznym rozrachunku koszt dla podmiotów reprezentujących. Do tego dochodzi kwestia dłużnego finansowania wydatków, jakie sieci handlowe ponoszą w związku z systemem kaucyjnym. W efekcie, do kosztów systemu należy również doliczyć zobowiązania wynikające z zaciągniętych kredytów.

Zaktualizowane prognozy kosztów systemu kaucyjnego pokazują, że nakłady inwestycyjne związane z jego uruchomieniem będą niższe niż zakładano rok temu, co daje przestrzeń na lepsze zaplanowanie pozostałych wydatków. Z drugiej strony wzrost nakładów operacyjnych – wynikający m.in. z kosztów zliczania zbiórki manualnej czy zakupu automatów wskazuje, że istotnym elementem stanie się efektywność zarządzania systemem. W nadchodzących miesiącach kluczowe będzie wypracowanie rozwiązań, które pozwolą zrównoważyć zobowiązania finansowe oczekiwanymi efektami środowiskowymi i gospodarczymi, tak aby system był nie tylko zgodny z przepisami, ale także długoterminowo opłacalny dla uczestników rynku – mówi Joanna Leoniewska-Gogola, liderka zespołu circular economy, Deloitte.

Pieniądze za opakowania

Od 1 października 2025 r. do napojów objętych systemem kaucyjnym sprzedawanych w butelkach plastikowych i w puszkach zostanie doliczona kaucja wynosząca 50 gr. W przypadku opakowań szklanych wielokrotnego użytku wyniesie ona 1 zł. Opłata będzie pobierana we wszystkich sklepach oraz w restauracjach, kawiarniach i innych punktach prowadzących sprzedaż produktów objętych systemem kaucyjnym, także w maszynach vendingowych. Odzyskanie kaucji w formie gotówki lub przelewu bezgotówkowego będzie możliwie w sklepach prowadzących zbiórkę opakowań, bezpośrednio w kasie lub po okazaniu potwierdzenia zwrotu wydanego przez zwrotomat. Do odebrania należnej kwoty nie będzie wymagane przedstawienie dowodu zakupu – cały proces będzie realizowany bezparagonowo.

Jednym z dylematów związanych z uruchomieniem systemu kaucyjnego pozostaje jego wpływ na ceny napojów. Ze względu na możliwość odzyskania całości kaucji w momencie zwrotu opakowania opłata ta nie powinna być traktowana jako część ceny napoju. Jednocześnie, wydatki związane z uruchomieniem i funkcjonowaniem systemu mogą skłonić przedsiębiorców do podniesienia cen lub obniżenia swoich marż. Koszty netto z aktualizacji obliczeń wskazują, że średni koszt obsługi opakowania w systemie kaucyjnym wyniesie około 40 groszy.

Filary systemu

Istotną rolę w efektywnym funkcjonowaniu systemu kaucyjnego mogą odegrać małe sklepy, czyli te, których powierzchnia handlowa nie przekracza 200 mkw. Chociaż ich udział w systemie będzie dobrowolny, to doświadczenia krajów, w których system kaucyjny funkcjonuje od lat pokazują, że najmniejsze punkty handlowe będą stanowiły o gęstości sieci zbiórki, ale to wielkopowierzchniowe sklepy będą przejmowały znaczący wolumen zwracanych puszek i butelek. Ich obecność w małych miejscowościach oraz bliskość miejsc zamieszkania konsumentów sprawia z kolei, że system może stać się powszechny i dostępny dla każdego.

Zaoferowanie możliwości zwrotu opakowań przez małe placówki handlowe może w przyszłości stać się elementem strategii na przyciągnięcie klientów i docelowo zwiększenie sprzedaży. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że konsument, który odbiera kaucję w danym sklepie, bardzo często dokonuje w nim również zakupów.

System kaucyjny to nie tylko obowiązek regulacyjny, ale również istotny element środowiskowej części strategii biznesowej, która staje się fundamentem działania nowoczesnych przedsiębiorstw i narzędziem do budowania ich wartości. Dla firm z branży detalicznej to szansa, by poprzez realne działania prośrodowiskowe budować reputację odpowiedzialnych uczestników rynku i wzmacniać zaufanie konsumentów. W dłuższej perspektywie organizacje, które potraktują system kaucyjny jako element strategii biznesowej, a nie wyłącznie obowiązek, mogą zyskać przewagę konkurencyjną – mówi Julia Patorska, partnerka, liderka portfolio Sustainability & Climate w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

O raporcie

Publikacja Deloitte powstała na podstawie wywiadów z reprezentantami m.in. podmiotów wprowadzających napoje na rynek, sieci handlowych, niezrzeszonych sklepów, miast i gmin, związków międzygminnych oraz podmiotów zajmujących się odbiorem i zagospodarowaniem odpadów. W wymienionych grupach docelowych zrealizowano badania ankietowe oraz przeprowadzono analizę informacji pochodzących z baz danych dotyczących odpadów (BDO). Do oszacowania kosztów związanych z wprowadzeniem i funkcjonowaniem mechanizmu posłużono się autorskim modelem finansowym, umożliwiającym projekcję możliwych scenariuszy i niepewności, w tym zmieniających się założeń makroekonomicznych.

Chińscy producenci zdobywają rynek, a marże europejskich koncernów topnieją

Smuci średnia rentowność operacyjna europejskich producentów motoryzacyjnych, która spadła w tym roku o ponad 2 punkty procentowe a także – rosnący udział chińskich producentów (to już 6% europejskiego rynku, a w segmencie aut hybrydowych i elektrycznych będzie nawet 10-11%). Wyzwania przed branżą – m.in. recykling akumulatorów, aby można było przedłużyć cykl życia samochodów elektrycznych. Dobra informacja: wciąż przewaga technologiczna nad producentami chińskimi w dziedzinie autonomicznej mobilności.

  • Smutek, a nie radość z premier i wizji przyszłości: tak w opinii Allianz Trade można podsumować odbywające się co dwa lata targi motoryzacyjne w Monachium, gdy europejski sektor odczuwa rosnącą presję na sprzedaż krajową i eksportową.
  • Sprzedaż na własnym, europejskim rynku pozostaje na poziomie około 25% poniżej poziomu z 2019 r.: w br. liczba rejestracji nowych samochodów w Europie spadła o 0,7% od początku roku, a w Niemczech, Francji i Włoszech spadła odpowiednio o 2%, 8% i 4%.
  • Szanse na wzrost wynikające z upowszechnienia pojazdów elektrycznych są nadal ograniczone: w prawie 60% krajów UE penetracja pojazdów elektrycznych wynosi poniżej 15%. Różnica w cenie (w górę w stosunku do poj. spalinowych), wysokie koszty energii elektrycznej i nierównomierny dostęp do infrastruktury ładowania nadal sprzyjają pojazdom hybrydowym, w przypadku których chińska konkurencja staje się coraz silniejsza.
  • Konkurencja z Chin: podwoiła swój udział w rynku europejskim do obecnie około 6%, a dzięki modelom w cenie poniżej 30 000 EUR, które są tańsze od produktów obecnych na rynku, do końca roku mogą zwiększyć ten udział do 10–11% w europejskim segmencie pojazdów hybrydowych/elektrycznych.
  • Zmiana priorytetów w zakresie układów napędowych negatywnie wpływa na marże: przyczyniła się do ich spadku o ponad 200 punktów bazowych odnotowanego przez europejskich producentów samochodów w pierwszej połowie 2025 r.
  • Eksport: chińscy konkurenci dominują obecnie również na swoim rynku krajowym (70% udziału w rynku) i wypierają udział w swoim rynku marki europejskie. Szacujemy, że wiązać się to będzie z co najmniej 4 mld EUR potencjalnych strat w przychodach dla europejskiego sektora motoryzacyjnego w tym roku. Ponadto napięcia handlowe ze Stanami Zjednoczonymi zagrażają kolejnym 5 mld EUR przychodów europejskiego sektora motoryzacyjnego.
  • Działania dostosowawcze europejskich producentów: w związku za spadkiem marż operacyjnych do średnio-niskiego, jednocyfrowego poziomu producenci szukają równowagi między cięciem kosztów a pilnymi inwestycjami w technologie akumulatorów, oprogramowanie i technologie jazdy autonomicznej.

Salon samochodowy w Monachium zazwyczaj był świętem europejskiej inżynierii, ale w tym roku rzucają one nowe światło na borykającą się z trudnościami branżę. Spada liczba rejestracji samochodów, powoli postępuje wdrażanie pojazdów elektrycznych (na które postawił sektor), a chińscy konkurenci rzucają wyzwanie europejskim markom zarówno na rynkach eksportowych w Azji, jak i na krajowym rynku europejskim. Cła i napięcia handlowe potęgują trudności w momencie, gdy firmy muszą inwestować środki w napędy akumulatorowe, oprogramowanie i autonomię jazdy. Nastrój w europejskiej motoryzacji jest ponury i kontemplacyjny. Po krótkim odbiciu po pandemii liczba rejestracji nowych samochodów spadła o 0,3% w drugiej połowie 2024 r. i o 0,7% w lipcu 2025 r. Niemcy, Francja i Włochy odnotowały spadki odpowiednio o 2%, 8% i 4%. Hiszpania, Polska i Wielka Brytania odnotowały wzrost, ale ogólna sprzedaż pozostaje na poziomie około 20–30% poniżej poziomu z 2019 r. (patrz wykres 1) i jest mało prawdopodobne, aby powróciła do szczytowego poziomu sprzed pandemii.

Wykres 1: Rejestracje nowych samochodów, skumulowane dane z 12 miesięcy (100 = styczeń 2019 r.)Rejestracje nowych samochodów, skumulowane dane z 12 miesięcy (100 = styczeń 2019 r.)

Dane na lipiec 2025 r. Źródła: ACEA, Allianz Research

Samochody elektryczne miały ożywić rynek, ale ich popularność rośnie powoli i nierównomiernie. Liczba rejestracji pojazdów elektrycznych i hybrydowych typu plug-in wzrosła o 24% od początku roku i obecnie stanowią one w Europie około jednej czwartej nowych rejestracji (patrz wykres 2). Samochody wyłącznie elektryczne mają 15,6% udziału w rynku, co stanowi wzrost o 3 punkty procentowe w porównaniu z rokiem ubiegłym, plasując się za samochodami hybrydowymi (34,7%) i samochodami z silnikiem spalinowym (28,3%). Bogate kraje zachodnie i skandynawskie odpowiadają za dwie trzecie sprzedaży pojazdów elektrycznych. Jednak w prawie 60% krajów UE udział pojazdów elektrycznych w sprzedaży wynosi poniżej 15%, a w ponad połowie z nich poniżej 10%. Włochy, Hiszpania i Polska (poniżej 6% za Samar) osiągają jednocyfrowe wartości wzrostu liczby rejestracji. Postępy są niewystarczające, aby osiągnąć europejski cel, jakim jest 20% udziału pojazdów elektrycznych w sprzedaży nowych samochodów do końca dekady. Różnice te wynikają w dużej mierze z (wysokich) cen i braków w infrastrukturze do ładowania. Z analiz Allianz Trade wynika, że konkurencja ze strony chińskich producentów zmniejszyła premię cenową za samochody akumulatorowe, a ceny energii elektrycznej i nierównomierna sieć stacji ładowania sprawiają, że posiadanie takiego samochodu jest kosztowne i niewygodne. Hybrydy i hybrydy typu plug-in stanowią łącznie około 43% rejestracji, ponieważ są tańsze i nie wymagają specjalnego ładowania. Bez radykalnej zmiany w inwestycjach publicznych i bez stabilnych ram cenowych energii elektrycznej Europa ryzykuje, że nie osiągnie własnych celów w zakresie elektryfikacji.

Wykres 2: Liczba nowych rejestracji od początku roku według rodzaju napędu / Rozkład udziału w rynku pojazdów elektrycznych w UE-27 w 2025 r.

Liczba nowych rejestracji od początku roku według rodzaju napęduRozkład udziału w rynku pojazdów elektrycznych
Dane na lipiec 2025 r. Źródła: ACEA, Allianz Research

Chińscy producenci szybko zyskują na znaczeniu zarówno w Azji, jak i w Europie, wywierając presję na europejskich producentów samochodów. Chińskie marki kontrolują obecnie prawie 70% swojego rynku krajowego, czyli około dwukrotnie więcej niż jeszcze pięć lat temu, a marki europejskie straciły pozycję. Eksport europejskich samochodów do Chin spadł w tym roku o około 40%. Sprzedaż niemieckich marek w Chinach spadła o 7,5%, a ich udział w rynku samochodów osobowych zmniejszył się o 13% do 10%. Spadł także eksport do Stanów Zjednoczonych, generalnie udział europejskich producentów w sprzedaży samochodów poza UE zmniejszył się. Chińscy producenci zyskują również w Europie: ich łączny udział w sprzedaży z uwzględnieniem wszystkich rodzajów napędów prawie się podwoił, osiągając około 6% (patrz wykres 2). Tylko 28% tej sprzedaży stanowią samochody wyłącznie z napędem akumulatorowym – pozostała część to pojazdy hybrydowe i hybrydy typu plug-in – ich niskie ceny pozwalają im skutecznie podgryzać konkurentów. Wprowadzili oni na rynek modele w cenie poniżej 30 000 EUR, a w Monachium prezentowali kolejne, nowe modele. Analitycy szacują, że chińskie marki do końca roku mogą zdobyć około 10–11% europejskiego segmentu pojazdów hybrydowych i elektrycznych.

Wykres 3: Penetracja chińskich marek samochodów w Europie / eksport samochodów z UE-27 w pierwszej połowie 2025 r. (10 największych partnerów)

Penetracja chińskich marek samochodów w EuropiePenetracja chińskich marek samochodów w Europie

Źródła: JATO, Eurostat, Allianz Research

Niepewność potęgują zmiany geopolityczne i polityczne. Stany Zjednoczone zasygnalizowały, że samochody elektryczne z UE zamiast stawek karnych mogą zostać objęte 15-procentową taryfą celną (patrz tabela), co zrówna ich szanse z importem z Japonii i Korei Południowej. Ulga ta jest jednak uzależniona od sposobu i miejsca pozyskiwania materiałów. Nie znosi ona ceł na metale, a europejskie łańcuchy dostaw są mniej elastyczne niż łańcuchy dostaw azjatyckich konkurentów, więc europejskie firmy nie mogą równie łatwo przenieść produkcji jak azjatyccy konkurenci, aby uniknąć wyższych amerykańskich ceł. Skutki wojny handlowej odciskają więc wyraźne piętno na europejskim eksporcie samochodów do Stanów Zjednoczonych – spadł on w pierwszej połowie roku o 14%. Około 20–25% globalnych przychodów niemieckich producentów samochodów pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, co sprawia, że branża ta jest podatna na wszelkie podwyżki ceł. Pozycjonowanie marek takich jak BMW, Mercedes-Benz i Audi jako premium może dawać im pewną ochronę przed wrażliwością cenową na rynku amerykańskim, ale ryzyko zarówno dla wolumenu sprzedaży, jak i wysokości marż jest realne. Niższe ceny detaliczne modeli południowokoreańskich i japońskich mogą stwarzać realną przewagę w okresie spowolnienia gospodarczego.

Na rodzimym rynku europejscy producenci samochodów odczuli pewną ulgę, gdy organy regulacyjne zgodziły się obliczać ślad węglowy w okresie 2025-27, a nie w skali jedynie jednego roku, dając im więcej czasu (na dostosowanie). Tym niemniej jednak menedżerowie motoryzacyjni nadal lobbują na rzecz elastyczności w zakresie zakazu sprzedaży samochodów benzynowych i diesla od 2035 r., ostrzegając, że rynek pojazdów elektrycznych nie jest wystarczająco rentowny, aby zastąpić marże uzyskiwane ze sprzedaży modeli z silnikami spalinowymi. Bez spójnych planów dotyczących cen energii elektrycznej, sieci stacji ładowania, recyklingu i dostaw surowców transformacja może utknąć w martwym punkcie.

Rynki pochodzenia importu samochodów do USA

Rynki pochodzenia importu samochodów do USA

Źródło: Allianz Research

Marże maleją – średnia rentowność operacyjna europejskich producentów motoryzacyjnych spadła w tym roku o ponad 2 punkty procentowe. Prognozy zostały obniżone z dwucyfrowych do średnich jednocyfrowych wartości. Firmy zamykają zakłady, zwalniają pracowników i łączą platformy, aby obniżyć koszty. Nie mogą jednak zaprzestać inwestowania w technologie. Pojazdy sterowane przez software, rozwój technologii akumulatorów i autonomiczna jazda wymagają dużych nakładów finansowych, a chińscy konkurenci mają w nich obecnie przewagę. Producenci samochodów muszą skupić się na projektach o najwyższym potencjale zwrotu i nawiązać współpracę z specjalistami w dziedzinie akumulatorów i oprogramowania. Każde opóźnienie w przejściu na napęd elektryczny może zapewnić krótkoterminową przestrzeń do oddechu, ale podważyłoby wiarygodność Europy w zakresie polityki klimatycznej i zniechęciłoby inwestorów. Konkurenci, tacy jak Ford, zasygnalizowali swoje zamiary, przeznaczając miliardy dolarów na produkcję pojazdów elektrycznych. Europejscy producenci samochodów będą musieli być bardziej selektywni w swoich działaniach innowacyjnych – koncentrując się na obszarach, które obiecują najwyższy zwrot z inwestycji – jednocześnie znajdując sposoby na obniżenie kosztów w innych obszarach bez poświęcania jakości produktów lub zadowolenia konsumentów. Droga przed nami będzie wymagała precyzji w alokacji zasobów i partnerstwach strategicznych oraz niezachwianego zaangażowania w rozwój nowych technologii motoryzacyjnych. Wyzwania związane z cłami i regulacjami dotyczącymi emisji dwutlenku węgla jakkolwiek istotne, to mają charakter krótkoterminowy a przed nami stoją inne kluczowe wyzwania, w tym zabezpieczenie dostaw metali ziem rzadkich w celu zmniejszenia zależności od Chin, inwestycje w przemysł recyklingu akumulatorów w celu rozwoju rynku używanych pojazdów elektrycznych oraz alokacja kapitału w rozwiązania autonomicznej mobilności w celu utrzymania obecnej przewagi technologicznej (dwie trzecie spośród producentów proponujących technologię autonomiczną poziomu 3 to producenci europejscy).

Wykres 5: Marża zysku operacyjnego największych światowych producentów samochodów w pierwszej połowie 2025 r.

Wykres 5: Marża zysku operacyjnego największych światowych producentów samochodów w pierwszej połowie 2025 r.
Kolory: czarny niebieski = Chiny, jasnoniebieski = Europa, fioletowy = Japonia, pomarańczowy = Korea Południowa, żółty = Stany Zjednoczone.

Źródła: Dokumenty korporacyjne, Allianz Research

Jak zoptymalizować ostatnią milę i obniżyć koszty transportu dzięki inteligentnym algorytmom tras

Ostatnia mila – największe wyzwanie logistyki XXI wieku

Ostatnia mila stanowi nawet 41% wszystkich kosztów logistycznych w łańcuchu dostaw. To właśnie ten etap – dostarczenie produktu lub usługi końcowemu odbiorcy – jest dziś największym wyzwaniem dla firm TSL i handlu detalicznego.

Według raportu Gemius65% polskich konsumentów rezygnuje z zakupów online, jeśli koszty dostawy są zbyt wysokie. Z kolei PwC wskazuje, że 44% kupujących oczekuje dostawy następnego dnia. To sprawia, że optymalizacja tras staje się nie tylko kwestią oszczędności, ale wręcz warunkiem utrzymania konkurencyjności.

Dlaczego optymalizacja tras staje się kluczowa dla managerów logistyki?

Powód jest prosty i policzalny: każdy dodatkowy kilometr generuje koszty transportu i zmniejsza efektywność.

System do planowania tras, taki jak Routimo, pozwala:

  • redukować wydatki na flotę,
  • wspierać podejmowanie decyzji na podstawie danych,
  • zwiększać wykorzystanie zasobów – ta sama liczba pojazdów i pracowników obsługuje więcej zadań.

Co więcej, digitalizacja planowania tras wspiera realizację kluczowych wskaźników KPI w logistyce, takich jak czas dostawy, koszt na punkt czy stopień wykorzystania ładowności pojazdów.

Jak optymalizator tras wspiera KPI w logistyce

Managerowie logistyki muszą obecnie nadzorować wiele zmiennych i raportować liczne wskaźniki. Nowoczesny system do optymalizacji tras umożliwia zbieranie, monitorowanie w czasie rzeczywistym i raportowanie KPI. Należą do nich m.in.:

  • czas realizacji,
  • koszt dostawy na punkt,
  • stopień wykorzystania ładowności pojazdów,
  • średni czas postojów,
  • emisja CO₂,
  • ETA (Estimated Time of Arrival – szacowany czas dotarcia przesyłki),
  • FADR (First-Attempt Delivery Rate – wskaźnik dostawy za pierwszym razem),
  • OTIF (On-Time In-Full – procent dostaw zrealizowanych na czas i w całości).

Wskaźniki te pokazują realną efektywność transportu, czego nie dają jedynie deklaracje zespołu. Optymalizatory tras agregują dane, ułatwiając codzienną pracę i poprawiając efektywność całej logistyki.

Jak planowanie tras wpływa na koszty i obsługę klienta

Każdy niepotrzebnie przejechany kilometr czy niewłaściwie zaplanowana sekwencja przejazdów przekładają się na wzrost kosztów transportu. Firmy, które opierają się wyłącznie na manualnym planowaniu tras, często borykają się z:

  • pustymi przebiegami,
  • opóźnieniami i nadgodzinami kierowców,
  • niedostosowaniem do okien czasowych klientów.

Routimo – nowoczesne narzędzie IT, automatycznie analizują setki zmiennych – od natężenia ruchu, przez ograniczenia pojazdów, po specyfikę przewożonych ładunków. Dzięki temu możliwe jest:

  • efektywne zarządzanie oknami czasowymi i priorytetami dostaw,
  • minimalizowanie liczby reklamacji,
  • zwiększenie satysfakcji klientów.

Nowoczesne optymalizatory tras i ich rola w zarządzaniu flotą

Rozwój narzędzi IT i digitalizacja procesów sprawiły, że dzisiejsze rozwiązania do planowania tras to zaawansowane platformy, które integrują się z systemami CRM, ERP czy WMS.

Jak podkreśla Paweł Merchelski, CEO Softline:

„Rosnące oczekiwania konsumentów dotyczące szybkich i częstych dostaw to ogromna szansa rynkowa, ale jednocześnie poważne ryzyko dla rentowności. Firmy muszą dziś łączyć elastyczność i wygodę obsługi klienta z dyscypliną kosztową. W Softline wierzymy, że kluczem jest kompleksowe podejście: odpowiednie technologie, sprawny model operacyjny i partnerska współpraca z klientem. Routimo jest właśnie takim narzędziem – wspiera menedżerów w budowaniu przewagi konkurencyjnej w najbardziej wymagającym obszarze logistyki: ostatniej mili.”

Realne korzyści i ROI z wdrożenia

Optymalizator tras nie zastępuje koordynatora, ale wyposaża go w potężne narzędzie analityczne zdolne do przetworzenia tysięcy danych wejściowych w kilka sekund. Efekty wdrożenia to m.in.:

  • ograniczenie kosztów,
  • lepsze wykorzystanie floty,
  • zwiększenie punktualności,
  • wzrost satysfakcji klientów,
  • większa przewidywalność procesów.

Przedsiębiorstwa, które decydują się na wdrożenie optymalizatora tras Routimo, zyskują przewagę zarówno w obszarze efektywności, jak i jakości obsługi. W warunkach rosnącej konkurencji to klucz do budowania długoterminowej przewagi.

Podsumowanie

Ostatnia mila to dziś największe wyzwanie logistyki. Wysokie koszty, rosnące oczekiwania klientów i presja na efektywność sprawiają, że algorytmy optymalizacji tras stają się niezbędnym elementem zarządzania flotą.

Firmy, które sięgną po odpowiednie rozwiązania, zyskują nie tylko oszczędności, ale też większą elastyczność i odporność na przyszłe wyzwania rynkowe.

Wypróbuj Routimo za darmo

Chcesz sprawdzić, jak Routimo może zoptymalizować trasy w Twojej firmie i obniżyć koszty transportu? Przetestuj Routimo za darmo przez 7 dni – bez zobowiązań i bez podawania karty kredytowej.

Zastosowanie wymienników ciepła w piekarnictwie i daniach gotowych

Nie ma wątpliwości, że wymienniki ciepła są obecnie fundamentem nowoczesnego przemysłu spożywczego. Ich rola w optymalizacji procesów produkcyjnych, oszczędności energii i poprawie jakości produktów czyni je technologią niezbędną. W piekarnictwie i produkcji dań gotowych są one kluczem do spełnienia wymagań rynku, zarówno pod względem efektywności, jak i ekologii. Prawdę mówiąc bez nich przemysł spożywczy nie miałby żadnej racji bytu – byłby chaotyczny i nieefektywny. Sprawdźmy zatem zastosowanie, zalety oraz rodzaje wymienników ciepła stosowanych w dzisiejszym sektorze spożywczym.

Technologiczne fundamenty – czym są wymienniki ciepła?

Na wstępie warto wyjaśnić, czym są wymienniki ciepła i jakie mają zadania w sektorze spożywczym. Wymiennik ciepła Unidex to urządzenie umożliwiające wymianę energii cieplnej między dwoma płynami o różnych temperaturach. Proces ten może zachodzić na zasadzie kontaktu bezpośredniego (rzadziej) lub pośredniego, kiedy czynniki są od siebie oddzielone.

W piekarnictwie i produkcji dań gotowych wymienniki ciepła odgrywają kluczową rolę w procesach takich, jak:

  • chłodzenie potraw gotowych,
  • technologie chłodnicze pieczywa,
  • pasteryzacja i fermentacja,
  • rafinacja oraz suszenie produktów.

Z ich udziałem możliwe jest utrzymanie optymalnych warunków termicznych na każdym etapie produkcji – od przygotowania surowców, przez obórki termiczne, po chłodzenie i pakowanie. To właśnie dzięki wymiennikom ciepła piekarnictwo osiąga niezrównaną wydajność, a chłodzenie dań gotowych przemysłowo staje się bardziej przewidywalne i energooszczędne.

Wymienniki ciepła w piekarnictwie – wydajność produkcji i jakość pieczywa

Nie jest tajemnicą, że jakość pieczywa w dużej mierze zależy od precyzji termicznej podczas procesów fermentacji i wypieku. Wymienniki ciepła piekarnictwo wynoszą na nowy poziom, umożliwiając:

  • precyzyjne sterowanie temperaturą fermentacji – temperatura jest kluczowym parametrem w kształtowaniu tekstury i smaku pieczywa,
  • efektywne chłodzenie pieczywa po wypieku – technologie chłodnicze pieczywa pomagają uniknąć kondensacji wilgoci, co zapobiega pogorszeniu struktury skórki,
  • redukcję strat ciepła – zaawansowane wymienniki pomagają odzyskiwać energię cieplną i zmniejszać koszty operacyjne.

Zaawansowane linie produkcyjne pieczywa wyposażone w wymienniki ciepła linie produkcyjne żywności pozwalają na optymalizację zużycia energii, co ma szczególne znaczenie w kontekście rosnących cen energii.

Chłodzenie dań gotowych – wyzwania i możliwości

Produkcja dań gotowych wymaga perfekcyjnej synchronizacji procesów termicznych. Chłodzenie dań gotowych przemysłowo to kluczowy etap, który wpływa na trwałość produktu i jego wartości odżywcze. Wymienniki ciepła są tutaj niezastąpione, szczególnie w liniach produkujących duże ilości jedzenia w krótkim czasie.

Zalety stosowania wymienników ciepła w procesach chłodzenia dań gotowych

  1. Skrócenie czasu chłodzenia, co pozwala na szybsze przejście do etapu pakowania i magazynowania.
  2. Minimalizacja ryzyka kontaminacji mikrobiologicznej dzięki precyzyjnemu kontrolowaniu temperatury.
  3. Oszczędność energii poprzez odzysk ciepła z produktów w fazie wstępnego chłodzenia.

Nowoczesne chłodzenie potraw gotowych linia produkcyjna może być realizowane w sposób ciągły lub wsadowy, co pozwala na dostosowanie systemów do indywidualnych potrzeb zakładu.

Rodzaje wymienników ciepła stosowanych w przemyśle spożywczym

Nie wszystkie wymienniki ciepła nadają się do każdej aplikacji. W piekarnictwie i przy produkcji dań gotowych najczęściej stosowane są:

  • płytowe wymienniki ciepła – idealne do szybkiej wymiany ciepła przy niewielkich objętościach medium,
  • płaszczowo-rurowe wymienniki ciepła – zapewniają wysoką wydajność przy dużych przepływach,
  • spiralne wymienniki ciepła – doskonałe w zastosowaniach wymagających ograniczenia strat ciepła na długich dystansach.

Każdy z tych typów wymienników ciepła można dostosować do specyficznych potrzeb linii produkcyjnej.

Czy wymienniki ciepła to przyszłość przemysłu spożywczego?

Dzięki dalszemu rozwojowi technologii wymienników ciepła możemy spodziewać się jeszcze większych korzyści dla przemysłu spożywczego, takich jak automatyzacja procesów, lepsze zarządzanie zasobami czy bardziej zaawansowane systemy odzysku energii. Bez względu na to, jak zmieniają się wymagania konsumentów i regulacje przemysłowe, wymienniki ciepła pozostaną filarem innowacji w sektorze spożywczym.

Rzecznik MŚP krytycznie o projekcie zmian w ustawie o fundacjach rodzinnych

Projekt nowelizacji ustawy o fundacjach rodzinnych, przygotowany przez Ministerstwo Finansów i Gospodarki, wzbudził duże emocje w środowisku przedsiębiorców, w tym szczególnie w sektorze małych i średnich firm. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, Agnieszka Majewska, skierowała w tej sprawie wystąpienie do ministra finansów, zwracając uwagę na szereg ryzyk i potencjalnych negatywnych skutków proponowanych rozwiązań.

Cel zmian i obawy przedsiębiorców

Resort finansów uzasadnia projekt potrzebą doprecyzowania i uszczelnienia przepisów, aby uniemożliwić wykorzystywanie fundacji rodzinnych do agresywnej optymalizacji podatkowej. Jednak, jak podkreśla Rzecznik MŚP, proponowane regulacje mogą w praktyce okazać się nadmiernym obciążeniem dla przedsiębiorców, ograniczając przewidywalność prawa i zniechęcając do korzystania z fundacji rodzinnych jako narzędzia sukcesji międzypokoleniowej.

Katalog wyłączeń i nowe obciążenia

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów projektu jest rozszerzenie katalogu wyłączeń ze zwolnienia CIT dla fundacji rodzinnych. Obejmie ono m.in. przepisy dotyczące zagranicznych jednostek kontrolowanych (CFC). Zdaniem Rzecznika MŚP takie rozwiązanie w przypadku fundacji prowadzonych przez przedsiębiorstwa z sektora MŚP może być nieproporcjonalne i zniechęcać do ekspansji zagranicznej oraz dywersyfikacji działalności.

Projekt przewiduje także dodatkowe obowiązki ewidencyjne i raportowe. Dla dużych podmiotów nie stanowią one znaczącej bariery, jednak dla mniejszych firm – często pozbawionych rozbudowanych działów prawnych i podatkowych – mogą być poważnym problemem, niosąc ryzyko sankcji w przypadku niedopełnienia formalności. Rzecznik MŚP apeluje w tym zakresie o wydłużenie terminów oraz uproszczenie wymogów.

Ograniczenia w zwolnieniu CIT

Kontrowersje budzą także przepisy przewidujące wyłączenie ze zwolnienia podatkowego przychodów z najmu, dzierżawy czy wykorzystywania składników majątku w ramach działalności gospodarczej prowadzonej przez beneficjentów fundacji. W opinii Rzecznika takie rozwiązania mogą prowadzić do podwójnego opodatkowania transakcji wewnątrz rodzinnych struktur biznesowych i ograniczać swobodę prowadzenia działalności.

Postulat wydłużenia konsultacji

Minister Agnieszka Majewska wskazuje, że przedsiębiorcy potrzebują więcej czasu, aby dostosować się do nowych regulacji. Postuluje zatem wydłużenie okresu konsultacji publicznych oraz przesunięcie terminu wejścia w życie ustawy. Ma to pozwolić na odpowiednie wdrożenie zmian w systemach księgowych i organizacyjnych, a także uniknięcie strat majątkowych wynikających z pośpiesznej implementacji przepisów.

Rzecznik MŚP apeluje o wprowadzenie istotnych korekt do projektu, tak aby zachować równowagę pomiędzy celem uszczelnienia systemu podatkowego a realnymi możliwościami przedsiębiorców, szczególnie z sektora MŚP. W jej ocenie bez takich zmian nowe przepisy mogą osłabić atrakcyjność fundacji rodzinnych, które miały wspierać rozwój firm i ułatwiać międzypokoleniową sukcesję.

Michał Radomski wesprze Scallier w akwizycjach i sprzedaży nieruchomości handlowych

Michał Radomski dołączył do zespołu firmy Scallier w Polsce, obejmując stanowisko Investment Director.

W tej roli będzie doradzał klientom firmy przy zakupie nieruchomości z sektora handlowego oraz zarządzał procesami sprzedaży aktywów, reprezentując właścicieli nieruchomości i deweloperów. Jego zadaniem będzie strategiczne wsparcie inwestorów instytucjonalnych i prywatnych w realizacji planów i strategii inwestycyjnych, alokacji zasobów czy budowie portfela inwestycyjnego. Swoją wiedzą i fachowymi zdolnościami będzie również wspierał bieżące działania i projekty realizowane przez dywizję dewelopersko – inwestycyjną Scallier.

Michał Radomski od ponad 10 lat pracuje w obszarze inwestycji w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce. Profesjonalne umiejętności w tej dziedzinie zdobywał doradzając przy realizacji transakcji związanych z zakupem nieruchomości przez międzynarodowe fundusze inwestycyjne. Był odpowiedzialny za przeprowadzenie kilkudziesięciu procesów akwizycji na rynku krajowym.

Doradzając przy zakupie nieruchomości handlowych na rzecz klientów, wprowadził na polski rynek austriacki fundusz inwestycyjny. Odpowiadał również za zakup nieruchomości dla funduszu Centerscape Investments w Polsce i Czechach. Uczestniczył też w procesie doradczym, wspierając realizację parków handlowych w Polsce i na terenie Słowacji.

– Z ogromną satysfakcją powitaliśmy Michała w naszym zespole. Jestem przekonany, że bogate doświadczenie i wielostronny zakres kompetencji, jakim dysponuje pozwoli wzmocnić pozycję naszej firmy jako jednego z głównych doradców w sektorze handlowym w Polsce. Jego wiedza i fachowe podejście do oceny przedsięwzięć oraz zaangażowanie w procesy inwestycyjne pozwoli  przyspieszyć realizację planów, przyjętych przez naszą firmę. Wykorzystanie zdobytego przez Michała doświadczenia i umiejętności negocjacyjnych zapewnia natomiast naszym klientom szerokie wsparcie doradcze oraz optymalizację rozwiązań wykorzystywanych w biznesie – mówi Bartosz Nowak, Partner Zarządzający w Scallier.

– Praca w Scallier otwiera nowy rozdział w mojej karierze zawodowej. Bazując na doświadczeniu firmy, uzyskanym w trakcie prowadzenia projektów handlowych w Polsce i Rumunii na przestrzeni ostatnich lat możemy zapewnić klientom wszechstronną pomoc w realizacji złożonych projektów inwestycyjnych w kraju i na rynkach europejskich. Jak również zagwarantować kompleksowe wsparcie doradcze w procesie akwizycji nieruchomości, w zakresie operacyjnym, prawnym i finansowym – informuje Michał Radomski, Investment Director w firmie Scallier.

Inflacja w Polsce wyższa od wstępnych szacunków – rynek reaguje umocnieniem złotego

Inwestorzy czekają na środową konferencję Rezerwy Federalnej. Na rynku ropy powoli, ale jednak wzrasta liczba aktywnych odwiertów. W Polsce ostateczne dane o inflacji pokazały, że rośnie ona o 2,9%, a nie jak przedstawiono we wstępnych odczytach o 2,8%. Co to oznacza?

Rynek czeka na FED

Na dwa dni przed konferencją Federalnego Komitetu Otwartego Rynku decyzja jest niemal pewna. Na tym posiedzeniu stopy spadną o 0,25% – z wartości w przedziale 4,25%-4,5% na 4,00%-4,25%. Notowania kontraktów terminowych wskazują, że część inwestorów bardziej boi się większej obniżki niż całkowitego braku ruchu w dół. Jedynym ostrzegawczym sygnałem, który widać na horyzoncie jest sierpniowy wzrost inflacji do 2,9%. Był to bowiem najwyższy poziom od stycznia. Niektórzy analitycy mówią o konflikcie między Rezerwą Federalną a obecną administracją. Uważają jednak, że ten spór powinien być widoczny najwyżej w komunikacie po ogłoszeniu decyzji. Kluczowa powinna być konferencja prasowa po samej decyzji. Im bardziej będzie panowała narracja o jeszcze dwóch obniżkach w tym roku, tym słabszy powinien być dolar. Gdyby jednak zakwestionowano ten scenariusz, może to oznaczać szybkie umocnienie amerykańskiej waluty.

Co nas czeka na rynku ropy?

W USA trzeci tydzień z rzędu rośnie ilość aktywnych odwiertów ropy naftowej. Jest to istotna zmiana, biorąc pod uwagę, że od końca kwietnia do początku sierpnia mieliśmy nieprzerwaną serię spadków. Pokazuje ona przekształcenie oczekiwań względem tego rynku. Odbicie nie jest na razie silne, ale sugeruje, że wkrótce nowe moce mogą być potrzebne. Część analityków wskazuje, że może to być przygotowanie pod potencjalne sankcje eksportowe na ropę przeciwko Rosji. Amerykanie nie są jednak w stanie zwiększyć wydobycia w taki sposób, by zastąpić rosyjski surowiec. Co innego, gdyby udało się Donaldowi Trumpowi wywrzeć presję na OPEC. Patrząc na ceny surowca, inwestorzy nie boją się, że będzie go brakowało. Cena baryłki wciąż znajduje się w okolicach 67 dolarów, co wskazuje na duży spokój i brak wiary w odcięcie rosyjskiej ropy od rynku.

Inflacja spada trochę wolniej

Finalne dane o wzroście cen dla konsumentów za sierpień pokazały 2,9%. To symbolicznie o 0,1% więcej niż rezultat we wstępnym odczycie. Co to oznacza? Im mniej stopy procentowe przekraczają wskaźnik inflacji, tym wolniej będą obniżane. Oczywiście trzeba poczekać na kolejne wskazania, ale potencjalnie może oznaczać to wolniejsze obniżki stóp. Nawet jeśli nie na najbliższym posiedzeniu, to na kolejnych. Tak właśnie reaguje rynek. Po tych danych polski złoty zaczął się umacniać. Przez mniejsze obniżki stóp procentowych złoty da lepiej zarobić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – Indeks NY Empire State.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym – kiedy stres i presja nie pytają o wiek ani funkcję w organizacji

Wypalenie zawodowe to problem globalny, który narasta z roku na rok i obejmuje coraz szersze grupy zawodowe. Dlatego od kilku lat 14 września obchodzimy Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym. To symboliczna data, która ma przypominać, że zdrowie psychiczne i fizyczne pracowników jest równie ważne jak ich kompetencje czy wyniki. Ten dzień stał się okazją do dyskusji, edukacji i promocji działań profilaktycznych, które mogą pomóc zmniejszyć skalę problemu.

Wypalenie zawodowe to pojęcie stosunkowo młode w psychologii i medycynie pracy, ale jego znaczenie z każdym rokiem rośnie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mało kto używał tego terminu, a ludzie cierpiący na przewlekłe zmęczenie, spadek motywacji czy objawy psychosomatyczne często nie otrzymywali właściwego wsparcia. Dziś wiemy, że wypalenie nie jest chwilową słabością ani „lenistwem”, lecz poważnym zjawiskiem wynikającym z przeciążenia emocjonalnego, psychicznego i fizycznego.

Wypalenie zawodowe stało się jednym z największych wyzwań zdrowotnych XXI wieku. WHO i eksperci podkreślają, że to problem o wymiarze społecznym, gospodarczym i zdrowotnym, który wymaga kompleksowych działań – od profilaktyki w miejscu pracy, po leczenie wielospecjalistyczne. Współczesne modele pracy, presja sukcesu i globalizacja sprawiają, że ryzyko wypalenia dotyczy coraz większej liczby osób.

Początki badań – Herbert Freudenberger i lata 70.

Za „ojca” pojęcia wypalenia zawodowego uznaje się Herberta Freudenbergera, amerykańskiego psychologa i psychiatry, który w latach 70. XX wieku opisał to zjawisko wśród pracowników opieki zdrowotnej. W 1974 roku opublikował on artykuł, w którym użył terminu burnout do określenia stanu przewlekłego zmęczenia, utraty zaangażowania i pogorszenia jakości pracy u osób zawodowo pomagających innym. Freudenberger obserwował lekarzy, pielęgniarki i terapeutów, którzy mimo początkowej pasji i poświęcenia, z czasem stawali się znużeni, cyniczni i niezdolni do dalszego niesienia pomocy.

W jego ujęciu wypalenie było konsekwencją długotrwałego stresu emocjonalnego i przeciążenia obowiązkami, które przekraczały zdolności adaptacyjne jednostki. Freudenberger nie tylko nadał nazwę temu zjawisku, ale także rozpoczął dyskusję, która z biegiem lat przeniosła się na inne dziedziny życia zawodowego – edukację, administrację, biznes czy sektor usług.

Rozwój koncepcji – Christina Maslach i model trójwymiarowy

Choć Freudenberger zainicjował temat, to Christina Maslach, amerykańska psycholożka, nadała mu naukowe ramy. W latach 80. opracowała ona model trójwymiarowy, który do dziś jest podstawą większości badań nad wypaleniem. Maslach wyróżniła trzy główne wymiary:

  1. Wyczerpanie emocjonalne – chroniczne zmęczenie psychiczne i fizyczne, brak energii do pracy i życia codziennego.
  2. Depersonalizacja / dystans emocjonalny – cyniczne, zdystansowane podejście do obowiązków i osób, z którymi pracuje się na co dzień.
  3. Obniżone poczucie skuteczności zawodowej – przekonanie, że praca nie ma sensu, brak wiary we własne kompetencje i efektywność.

Na podstawie tych trzech wymiarów powstał Maslach Burnout Inventory (MBI) – kwestionariusz, który do dziś stosuje się w badaniach i diagnozie wypalenia zawodowego. Prace Maslach przyczyniły się do uznania wypalenia za zjawisko złożone i wymagające wieloaspektowego podejścia.

Wypalenie zawodowe w latach 90. i 2000. – od niszowego terminu do globalnego problemu

W kolejnych dekadach pojęcie wypalenia zawodowego zaczęło być coraz częściej stosowane w badaniach i praktyce. W latach 90. zainteresowanie tym tematem wzrosło szczególnie w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie intensyfikacja pracy, wzrost konkurencyjności i szybkie tempo życia sprzyjały narastaniu stresu. Wypalenie zaczęło być postrzegane nie tylko jako problem jednostki, ale także jako zagrożenie dla efektywności całych organizacji i gospodarek.

Na początku XXI wieku pojawiły się pierwsze duże raporty dotyczące skali zjawiska, a w literaturze psychologicznej coraz częściej podkreślano, że wypalenie dotyka nie tylko zawodów pomocowych, ale także pracowników korporacji, nauczycieli, menedżerów, a nawet osób samozatrudnionych. To rozszerzenie perspektywy sprawiło, że wypalenie zawodowe zaczęto traktować jako chorobę cywilizacyjną, charakterystyczną dla współczesnego świata pracy.

Definicja WHO i klasyfikacja ICD-11

Przełomowym momentem było włączenie wypalenia zawodowego do Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-11, obowiązującej od 2022 roku. WHO uznała je za „zjawisko zawodowe”, a nie chorobę sensu stricto, ale nadała mu wyraźne ramy diagnostyczne. Według ICD-11 wypalenie zawodowe:

  • jest konsekwencją przewlekłego stresu w miejscu pracy, którego nie udało się skutecznie opanować,
  • charakteryzuje się trzema wymiarami: wyczerpaniem energetycznym, dystansem emocjonalnym wobec pracy i obniżonym poczuciem skuteczności,
  • odnosi się wyłącznie do kontekstu zawodowego, a nie do życia prywatnego.

Ta definicja miała ogromne znaczenie, ponieważ uporządkowała sposób, w jaki lekarze, psychologowie i pracodawcy mogą mówić o wypaleniu. Podkreślono, że nie jest to choroba psychiczna jak depresja, ale stan związany z warunkami pracy, wymagający jednak profesjonalnej interwencji.

Różnice między wypaleniem a depresją

W praktyce klinicznej często pojawia się pytanie o różnicę między wypaleniem zawodowym a depresją. Oba zjawiska mają wiele wspólnych objawów – obniżony nastrój, brak energii, problemy ze snem, utratę zainteresowań. Jednak wypalenie dotyczy przede wszystkim sfery zawodowej i objawia się w kontekście pracy, podczas gdy depresja obejmuje wszystkie obszary życia.

Pacjent wypalony może czuć się lepiej poza pracą – podczas wakacji czy w gronie rodziny – natomiast osoba z depresją doświadcza obniżonego nastroju niezależnie od sytuacji. W praktyce różnice te nie zawsze są jednoznaczne, dlatego tak ważna jest diagnostyka i współpraca specjalistów. Osteopata, pracując z pacjentem, może zauważyć fizyczne skutki wypalenia, ale w przypadku podejrzenia depresji konieczne jest skierowanie do psychiatry lub psychoterapeuty.

Wymiary i fazy wypalenia

Psychologia opisuje wypalenie zawodowe jako proces, który rozwija się etapami. Na początku pojawia się entuzjazm i nadmierne zaangażowanie, często związane z perfekcjonizmem i wysokimi oczekiwaniami wobec siebie. Z czasem, w wyniku przeciążenia obowiązkami i braku odpowiedniego odpoczynku, pojawia się stres i frustracja. Kolejnym etapem jest narastające zmęczenie i cynizm, aż wreszcie dochodzi do pełnoobjawowego wypalenia – pacjent czuje się wyczerpany, zniechęcony i niezdolny do dalszej pracy.

Ten proces pokazuje, że wypalenie nie pojawia się nagle, ale jest efektem długotrwałego zaniedbywania sygnałów ostrzegawczych. W pracy osteopatycznej istotne jest dostrzeganie tych sygnałów w ciele – bóle napięciowe, problemy trawienne czy bezsenność mogą być pierwszym etapem długiego procesu prowadzącego do wypalenia.

Wypalenie jako wyzwanie zdrowotne XXI wieku

XXI wiek to czas ogromnych przemian w świecie pracy – cyfryzacja, praca zdalna, globalizacja i przyspieszające tempo życia sprawiają, że coraz więcej osób doświadcza przeciążenia psychicznego i fizycznego. W tym kontekście wypalenie zawodowe zaczęto traktować nie jako indywidualny problem, ale jako zjawisko społeczne i zdrowotne na skalę globalną. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oraz liczne instytucje badawcze podkreślają, że to jedno z największych wyzwań zdrowotnych XXI wieku, które może dorównać pod względem konsekwencji takim problemom jak choroby serca czy depresja.

Dlaczego WHO bije na alarm?

W 2019 roku WHO oficjalnie uznała wypalenie zawodowe za zjawisko wymagające uwzględnienia w systemach ochrony zdrowia. Nie jest to jednostka chorobowa, ale sposób, w jaki chroniczny stres w miejscu pracy może niszczyć zdrowie fizyczne i psychiczne. WHO zwraca uwagę, że wypalenie dotyka pracowników niezależnie od wieku, płci czy branży, a jego konsekwencje obejmują nie tylko jednostki, ale także całe społeczeństwa i gospodarki.

Organizacja podkreśla również, że współczesny rynek pracy charakteryzuje się nieustanną presją na efektywność, koniecznością ciągłego uczenia się i adaptacji, a także coraz mniejszym rozdzieleniem życia prywatnego od zawodowego. Praca zdalna, choć daje wiele korzyści, spowodowała, że granica między obowiązkami zawodowymi a odpoczynkiem stała się rozmyta. W takich warunkach regeneracja organizmu jest utrudniona, co sprzyja powstawaniu wypalenia.

Nowe modele pracy – cyfryzacja i praca zdalna

Rozwój nowych technologii zmienił sposób, w jaki funkcjonujemy zawodowo. Cyfryzacja, dostępność smartfonów i komunikatorów sprawiają, że pracownik jest „zawsze pod ręką”. Oczekiwanie natychmiastowych odpowiedzi na maile czy telefony sprawia, że czas pracy rozciąga się na wieczory i weekendy. Brak granic powoduje, że ciało i umysł funkcjonują w stanie ciągłego napięcia.

Praca zdalna, szczególnie rozpowszechniona po pandemii COVID-19, ma także swoje cienie. Dla wielu osób oznacza izolację społeczną, brak bezpośredniego kontaktu z zespołem i trudności w organizacji czasu pracy. To z kolei może prowadzić do zwiększonego ryzyka wypalenia. Osteopaci i fizjoterapeuci obserwują wzrost liczby pacjentów, którzy zgłaszają się z dolegliwościami bólowymi wynikającymi z siedzącego trybu życia i braku ergonomii w pracy domowej.

Kultura nadmiernej produktywności i perfekcjonizmu

Współczesna kultura pracy promuje nadmierną produktywność, rywalizację i nieustanne podnoszenie kwalifikacji. Pracownicy czują, że aby utrzymać się na rynku, muszą być zawsze dostępni, gotowi na nowe wyzwania i w pełni zaangażowani. Perfekcjonizm, który w umiarkowanej dawce motywuje do działania, w nadmiarze staje się czynnikiem ryzyka wypalenia.

Presja sukcesu sprawia, że wielu ludzi zaniedbuje potrzeby ciała – sen, odpoczynek, ruch czy zdrową dietę. W efekcie stres kumuluje się zarówno w psychice, jak i w układzie mięśniowo-szkieletowym. To właśnie tutaj osteopatia może odegrać kluczową rolę, pomagając pacjentom odzyskać równowagę i uświadamiając im znaczenie regeneracji jako elementu profilaktyki zdrowia.

Wypalenie a zdrowie publiczne

Wypalenie zawodowe to nie tylko problem indywidualny, ale także wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia. Osoby wypalone częściej korzystają z pomocy medycznej, zgłaszają się do lekarzy z powodu bólów, bezsenności czy problemów trawiennych. Zwiększona absencja chorobowa obciąża system ubezpieczeń społecznych i pracodawców.

Według raportów Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy (EU-OSHA) stres związany z pracą jest jedną z najczęstszych przyczyn zwolnień lekarskich w Unii Europejskiej. W Polsce również obserwuje się wzrost liczby dni absencji z powodu zaburzeń związanych ze stresem. To pokazuje, że wypalenie zawodowe staje się realnym problemem zdrowia publicznego, wymagającym działań profilaktycznych i systemowych.

Zjawisko wypalenia zawodowego ma ogromny wpływ na gospodarkę. Obniżona efektywność pracowników, rotacja kadr, absencja chorobowa i konieczność rekrutacji nowych osób generują olbrzymie koszty. Szacuje się, że w skali globalnej straty związane z wypaleniem zawodowym idą w miliardy dolarów rocznie.

Pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę, że dbanie o dobrostan pracowników jest inwestycją, a nie kosztem. Firmy, które wprowadzają programy wspierające równowagę praca–życie, elastyczne godziny czy dostęp do wsparcia psychologicznego i osteopatycznego, zyskują lojalnych i bardziej efektywnych pracowników.

Branże szczególnie narażone na wypalenie

Choć wypalenie może dotyczyć każdego, badania pokazują, że niektóre grupy zawodowe są szczególnie narażone. Należą do nich:

  • lekarze i pielęgniarki – przeciążeni odpowiedzialnością za zdrowie i życie pacjentów, często pracujący w systemie zmianowym,
  • nauczyciele – pracujący w warunkach stresu emocjonalnego, przy ograniczonych zasobach i presji wyników,
  • pracownicy socjalni i terapeuci – codziennie mierzący się z trudnymi historiami i emocjami innych ludzi,
  • menedżerowie i pracownicy korporacji – obciążeni nadmiarem obowiązków, ciągłymi terminami i wysokimi wymaganiami,
  • osoby samozatrudnione i freelancerzy – zmagający się z niepewnością finansową i brakiem granic między pracą a życiem prywatnym.

Osteopaci w swojej praktyce klinicznej coraz częściej spotykają pacjentów z tych grup, zgłaszających dolegliwości bólowe, przewlekłe zmęczenie i objawy psychosomatyczne.

Wypalenie zawodowe nasila również globalizacja i szybki przepływ informacji. Współczesny pracownik funkcjonuje w świecie, w którym informacje napływają nieustannie, a bodźce sensoryczne są wszechobecne – powiadomienia, maile, wiadomości. Mózg pracuje w trybie ciągłej czujności, co prowadzi do przewlekłego przeciążenia.

Osteopatyczne podejście podkreśla znaczenie wyciszenia i regeneracji, a praca manualna wspiera odzyskiwanie równowagi układu nerwowego. Dzięki temu pacjent zyskuje szansę na przerwanie błędnego koła ciągłej stymulacji i braku odpoczynku.

Jak stres i napięcia w ciele prowadzą do wypalenia

Stres jest naturalną reakcją organizmu na wymagające sytuacje. W krótkiej perspektywie mobilizuje do działania, zwiększa czujność i daje energię. Problem zaczyna się wtedy, gdy stres trwa zbyt długo i organizm nie ma szansy na regenerację. Wówczas napięcia psychiczne zaczynają przekładać się na ciało – w mięśniach, układzie nerwowym i narządach wewnętrznych. To właśnie wtedy rozwija się mechanizm prowadzący do wypalenia zawodowego.

Stres krótkotrwały a przewlekły

Różnica między stresem krótkotrwałym a przewlekłym jest kluczowa. Krótkotrwały stres działa mobilizująco – pozwala szybciej reagować, koncentrować się i wykonywać zadania. Jednak gdy stres utrzymuje się tygodniami czy miesiącami, układ nerwowy i hormonalny zaczynają działać w sposób destrukcyjny. Organizm nie wraca do stanu równowagi, a napięcia w ciele stają się coraz silniejsze.

Pacjent może tego nie zauważać od razu – pierwsze objawy to zwykle bóle karku, sztywność mięśni, trudności z koncentracją czy problemy ze snem. Z czasem jednak przewlekłe napięcie prowadzi do znacznego spadku wydolności organizmu, a to otwiera drogę do pełnoobjawowego wypalenia zawodowego.

Jak napięcia w ciele pogłębiają stres psychiczny

Ciało i umysł są ze sobą ściśle powiązane. Kiedy mięśnie są napięte, a oddech staje się płytki i szybki, mózg odbiera sygnał, że organizm jest w stanie zagrożenia. W ten sposób stres fizyczny wzmacnia stres psychiczny. To błędne koło – napięcia mięśniowe nasilają poczucie lęku i niepokoju, a z kolei psychiczny stres utrwala napięcia w ciele.

Osteopaci często spotykają pacjentów, którzy zgłaszają się z przewlekłymi bólami karku, głowy czy kręgosłupa, nie zdając sobie sprawy, że źródłem problemu jest właśnie stres. Leczenie samego bólu bez uwzględnienia jego psychicznego podłoża daje krótkotrwałe efekty. Dopiero całościowe podejście, uwzględniające związek ciała i umysłu, pozwala skutecznie przerwać to błędne koło.

Układ mięśniowo-szkieletowy jako „lustro stresu”

Stres psychiczny niemal zawsze manifestuje się w ciele. Najczęściej dotyczy to układu mięśniowo-szkieletowego – napięte mięśnie karku i barków, zaciśnięta szczęka, sztywność w odcinku lędźwiowym. To naturalna reakcja organizmu przygotowującego się do „walki lub ucieczki”. Jednak w warunkach przewlekłego stresu mięśnie pozostają w tym stanie przez długi czas, co prowadzi do przeciążeń, bólu i ograniczeń ruchomości.

Napięcia mięśniowe mogą również powodować wtórne problemy – bóle głowy, zaburzenia krążenia, a nawet trudności w oddychaniu. Pacjenci często mówią o uczuciu „ciężaru na barkach” czy „sztywności całego ciała”, które uniemożliwia im pełny odpoczynek. To pokazuje, że ciało staje się bezpośrednim świadectwem stresu, a jego napięcia są sygnałem alarmowym.

Układ pokarmowy i oddechowy a stres

Przewlekły stres wpływa nie tylko na mięśnie, ale także na układ pokarmowy i oddechowy. Zaburzenia trawienia – bóle brzucha, wzdęcia, refluks czy zespół jelita drażliwego – są częstymi dolegliwościami pacjentów doświadczających wypalenia. Układ pokarmowy jest szczególnie wrażliwy na stres, ponieważ unerwienie jelit jest ściśle powiązane z układem nerwowym autonomicznym.

Oddech z kolei staje się płytki i szybki. Zamiast angażować przeponę, pacjent oddycha głównie górną częścią klatki piersiowej. To dodatkowo zwiększa napięcie w obrębie szyi i barków oraz pogłębia uczucie zmęczenia. Brak prawidłowej wentylacji płuc powoduje niedotlenienie organizmu, co z kolei obniża koncentrację i zdolność do regeneracji.

Problemy ze snem jako konsekwencja napięć

Jednym z pierwszych sygnałów przewlekłego stresu są problemy ze snem. Pacjent ma trudności z zasypianiem, budzi się w nocy lub odczuwa zmęczenie mimo przesypiania wielu godzin. Napięcia mięśniowe, płytki oddech i nadmierne pobudzenie układu współczulnego sprawiają, że organizm nie wchodzi w fazę głębokiej regeneracji.

Brak snu działa jak dodatkowy stresor – pogarsza nastrój, obniża odporność i zwiększa wrażliwość na ból. Pacjent wchodzi w spiralę: stres powoduje bezsenność, a bezsenność nasila stres. Osteopata, pracując z przeponą, klatką piersiową i układem nerwowym, może pomóc w przełamaniu tego mechanizmu.

Osteopatyczne spojrzenie na napięcia w ciele

Osteopatia traktuje ciało jako całość, w której wszystkie układy są ze sobą powiązane. Z perspektywy osteopaty przewlekły stres to nie tylko problem psychologiczny, ale także stan przeciążenia fizycznego. Terapia manualna pozwala rozluźnić napięte struktury, poprawić krążenie i przywrócić równowagę układu nerwowego.

Osteopata może pracować zarówno z mięśniami i powięzią, jak i z narządami wewnętrznymi czy przeponą. Celem jest nie tylko zmniejszenie bólu, ale przede wszystkim umożliwienie organizmowi powrotu do naturalnego rytmu – równowagi między aktywnością a regeneracją. To podejście sprawia, że pacjent stopniowo odzyskuje zdolność do radzenia sobie ze stresem, a ryzyko wypalenia zawodowego maleje.

Fizjologia stresu – oś HPA, kortyzol, układ nerwowy autonomiczny

Aby zrozumieć, dlaczego przewlekły stres prowadzi do wypalenia zawodowego, trzeba przyjrzeć się mechanizmom biologicznym, które sterują reakcjami organizmu. Stres to nie tylko pojęcie psychologiczne – to przede wszystkim proces fizjologiczny, w który zaangażowane są układ hormonalny i nerwowy. Kluczową rolę odgrywa tu oś HPA (podwzgórze–przysadka–nadnercza), hormon kortyzol oraz układ nerwowy autonomiczny. Ich prawidłowe działanie umożliwia nam reagowanie na zagrożenia i regenerację po ich ustąpieniu. Jednak w warunkach przewlekłego stresu mechanizmy te zostają zaburzone, prowadząc do przeciążeń i stopniowego wyniszczenia organizmu.

Oś HPA – centrum zarządzania stresem

Oś HPA to układ regulacyjny, w którym współdziałają trzy struktury: podwzgórze, przysadka mózgowa i nadnercza. To one sterują reakcją organizmu na stres. Gdy pojawia się zagrożenie, podwzgórze wydziela hormon CRH, który pobudza przysadkę do produkcji ACTH. Hormon ten trafia do nadnerczy i pobudza je do wydzielania kortyzolu – głównego hormonu stresu.

Ten mechanizm jest adaptacyjny – dzięki niemu organizm mobilizuje energię, zwiększa czujność, podnosi ciśnienie krwi i przyspiesza tętno. Problem zaczyna się wtedy, gdy stres nie ustępuje, a oś HPA jest pobudzana nieustannie. Nadnercza produkują zbyt dużo kortyzolu, a układ traci zdolność do powrotu do stanu równowagi.

Kortyzol – hormon stresu

Kortyzol w niewielkich ilościach jest nam niezbędny – reguluje gospodarkę glukozą, ciśnienie krwi i reakcje zapalne. W sytuacji stresowej mobilizuje organizm, by poradził sobie z wyzwaniem. Jednak jego przewlekle podwyższony poziom staje się toksyczny.

Długotrwały nadmiar kortyzolu prowadzi do:

  • zaburzeń snu i bezsenności,
  • spadku odporności,
  • problemów metabolicznych (otyłość brzuszna, insulinooporność),
  • osłabienia pamięci i koncentracji,
  • przewlekłych bólów mięśni i stawów.

To właśnie kortyzol jest jednym z głównych biochemicznych „winowajców” wypalenia zawodowego. Utrzymuje organizm w stanie ciągłej mobilizacji, a jednocześnie niszczy jego zdolność do regeneracji.

Układ nerwowy autonomiczny – sympatyczny i parasympatyczny

Reakcja na stres to nie tylko hormony – to także praca układu nerwowego autonomicznego, który działa niezależnie od naszej woli. Składa się on z dwóch części:

  • układu współczulnego (sympatycznego) – odpowiedzialnego za mobilizację („walka lub ucieczka”),
  • układu przywspółczulnego (parasympatycznego) – odpowiedzialnego za regenerację („odpoczynek i trawienie”).

W zdrowych warunkach obie części działają naprzemiennie – aktywacja i odpoczynek tworzą naturalny rytm organizmu. Jednak przewlekły stres sprawia, że dominuje układ współczulny. Organizm funkcjonuje jakby ciągle był zagrożony – serce bije szybciej, mięśnie pozostają napięte, a układ pokarmowy i odpornościowy są osłabione.

Przewlekła aktywacja osi HPA i układu współczulnego

Kiedy stres staje się chroniczny, oś HPA i układ współczulny działają jak „zacięta płyta”. Organizm nie ma szansy na regenerację, a to prowadzi do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Pacjent zaczyna odczuwać przewlekłe zmęczenie, bóle mięśni, zaburzenia snu i problemy trawienne. Z czasem pojawiają się także objawy depresyjne i lękowe.

Wypalenie zawodowe to właśnie efekt długotrwałej aktywacji mechanizmów stresowych – ciało i umysł nie potrafią wrócić do równowagi. Osteopatia, pracując z układem nerwowym i mięśniowym, może pomóc w przywróceniu równowagi między częścią sympatyczną a parasympatyczną, wspierając naturalne procesy regeneracyjne.

Neurobiologia stresu i zmiany w mózgu

Przewlekły stres nie pozostaje bez wpływu na mózg. Badania pokazują, że długotrwałe podwyższenie poziomu kortyzolu prowadzi do:

  • zmniejszenia objętości hipokampa (odpowiedzialnego za pamięć i uczenie się),
  • nadmiernej aktywności ciała migdałowatego (związanego z reakcjami lękowymi),
  • zaburzeń w korze przedczołowej (odpowiedzialnej za planowanie, koncentrację i kontrolę emocji).

To tłumaczy, dlaczego osoby w stanie wypalenia zawodowego często mają problemy z pamięcią, koncentracją i odczuwają wzmożony lęk. Zmiany te mogą być odwracalne, ale wymagają czasu, odpoczynku i odpowiedniego wsparcia terapeutycznego.

Znaczenie fizjologii stresu dla praktyki osteopatycznej

Osteopata, znając mechanizmy działania osi HPA i układu nerwowego autonomicznego, może lepiej zrozumieć, dlaczego pacjent z wypaleniem zgłasza objawy tak różnorodne – od bólów kręgosłupa, przez problemy żołądkowe, po bezsenność. Terapia manualna, ukierunkowana na rozluźnienie przepony, poprawę krążenia czy regulację pracy układu nerwowego, wspiera aktywację części przywspółczulnej. To z kolei daje organizmowi szansę na regenerację i odbudowę rezerw energetycznych.

Somatyczne objawy wypalenia zawodowego

Wypalenie zawodowe to nie tylko problem psychiczny czy emocjonalny – jego skutki są widoczne również w ciele. Pacjenci często zgłaszają się do lekarzy, fizjoterapeutów czy osteopatów z dolegliwościami, które mają swoje źródło w przewlekłym stresie. Bóle kręgosłupa, migreny, zaburzenia trawienne czy problemy ze snem to jedne z najczęściej występujących somatycznych objawów wypalenia. Zrozumienie ich mechanizmów pozwala lepiej diagnozować i skuteczniej leczyć pacjentów.

Bóle kręgosłupa i napięcia mięśniowe

Najbardziej powszechnym objawem wypalenia zawodowego są dolegliwości bólowe ze strony układu mięśniowo-szkieletowego. Długotrwały stres powoduje przewlekłe napięcie mięśni, zwłaszcza w obrębie karku, barków i odcinka lędźwiowego kręgosłupa. To naturalna reakcja obronna organizmu, który przygotowuje się do „walki lub ucieczki”. Jednak w sytuacji, gdy stres jest przewlekły, mięśnie pozostają w stanie ciągłego napięcia, co prowadzi do przeciążeń, bólu i ograniczenia ruchomości.

Pacjenci opisują te dolegliwości jako „ciągnięcie”, „sztywność” czy „blokadę” w kręgosłupie. Nierzadko dolegliwości nasilają się w trakcie pracy, szczególnie u osób spędzających wiele godzin w pozycji siedzącej. Osteopatia, pracując z napięciami mięśni i powięzi, może skutecznie łagodzić te objawy, a jednocześnie pomagać pacjentowi zrozumieć, że źródłem problemu nie zawsze jest sama postawa, lecz przewlekły stres.

Migreny i bóle głowy

Kolejnym częstym objawem wypalenia zawodowego są bóle głowy. Mogą one przybierać postać migren, bólów napięciowych czy przewlekłych dolegliwości związanych z napięciem mięśni karku i szczęki. Mechanizm jest prosty – przewlekły stres prowadzi do zwiększonego napięcia mięśni, które z kolei uciskają naczynia krwionośne i nerwy. To powoduje ból, który może być pulsujący, rozlany lub skoncentrowany w jednej części głowy.

Migreny często nasilają się w sytuacjach zawodowych – przed ważnymi spotkaniami, podczas pracy nad projektami czy w okresach wzmożonej presji. Pacjenci zgłaszają również objawy towarzyszące, takie jak światłowstręt, nudności czy zawroty głowy. Osteopatia, poprzez techniki czaszkowo-krzyżowe i pracę z układem nerwowym, może redukować napięcia odpowiedzialne za te dolegliwości i wspierać naturalne mechanizmy regulacji organizmu.

Problemy trawienne

Układ pokarmowy jest szczególnie wrażliwy na przewlekły stres. Wypalenie zawodowe często manifestuje się zaburzeniami trawienia – bólami brzucha, wzdęciami, refluksem czy zespołem jelita drażliwego (IBS). Wynika to z faktu, że układ nerwowy autonomiczny reguluje zarówno reakcję na stres, jak i pracę przewodu pokarmowego. Gdy dominuje część współczulna („walka lub ucieczka”), procesy trawienne zostają spowolnione lub zaburzone.

Pacjenci skarżą się na uczucie ciężkości po posiłkach, nieregularne wypróżnienia czy nadwrażliwość jelit. Niekiedy dolegliwości te są tak silne, że prowadzą do ograniczeń dietetycznych i obniżenia jakości życia. Osteopatia, stosując techniki wisceralne, może wspierać funkcjonowanie układu pokarmowego, poprawiać ruchomość przepony i regulować napięcia w obrębie jamy brzusznej. Dzięki temu pacjenci często odczuwają poprawę już po kilku sesjach.

Problemy ze snem

Bezsenność i zaburzenia rytmu dobowego to jedne z kluczowych somatycznych objawów wypalenia. Kortyzol, hormon stresu, w warunkach przewlekłego pobudzenia utrzymuje się na wysokim poziomie również wieczorem, uniemożliwiając zaśnięcie. Dodatkowo napięte mięśnie i płytki oddech utrudniają osiągnięcie fazy głębokiego snu, która odpowiada za regenerację organizmu.

Pacjenci opisują te trudności jako „gonitwę myśli”, częste budzenie się w nocy czy uczucie niewyspania mimo pozornie długiego snu. Brak regeneracji prowadzi do dalszego osłabienia, pogorszenia odporności i obniżenia nastroju. Osteopatyczne techniki relaksacyjne i praca z układem przywspółczulnym mogą znacząco poprawić jakość snu, przywracając organizmowi zdolność do odpoczynku.

Osłabienie odporności i częste infekcje

Przewlekły stres negatywnie wpływa na układ odpornościowy. Kortyzol, działając immunosupresyjnie, osłabia zdolność organizmu do obrony przed infekcjami. Pacjenci z wypaleniem zawodowym często zgłaszają nawracające przeziębienia, infekcje dróg oddechowych czy dłuższe okresy rekonwalescencji. To kolejny przykład, jak psychika i ciało są ze sobą powiązane – stres emocjonalny bezpośrednio przekłada się na zdolność organizmu do walki z chorobami.

Problemy sercowo-naczyniowe

Przewlekły stres i napięcia w ciele zwiększają również ryzyko problemów sercowo-naczyniowych. Podwyższone ciśnienie krwi, przyspieszone tętno i częste kołatania serca to objawy, które zgłaszają pacjenci z wypaleniem. Choć nie zawsze prowadzą one do chorób serca, to w dłuższej perspektywie zwiększają ryzyko nadciśnienia i choroby niedokrwiennej. Osteopatia, wspierając regulację układu nerwowego i krążenia, może odciążać serce i poprawiać ogólną wydolność organizmu.

Leczenie wypalenia i multidyscyplinarne wsparcie

Leczenie wypalenia zawodowego wymaga podejścia wieloaspektowego. Nie istnieje jedna terapia, która rozwiąże wszystkie problemy, ponieważ wypalenie dotyka zarówno psychiki, jak i ciała. Dlatego konieczna jest współpraca specjalistów – psychoterapeuty, lekarza i osteopaty. Każdy z nich wnosi do procesu leczenia unikalne narzędzia, a ich połączenie daje największą szansę na skuteczną terapię.

Rola psychoterapii

Psychoterapia stanowi fundament leczenia wypalenia zawodowego. To właśnie w gabinecie psychologa pacjent uczy się rozpoznawać swoje emocje, radzić sobie ze stresem i wypracowywać nowe strategie działania. Terapia poznawczo-behawioralna pomaga zmieniać schematy myślowe, które sprzyjają przeciążeniu, natomiast psychoterapia psychodynamiczna pozwala zrozumieć głębsze źródła problemu.

Psychoterapia umożliwia pacjentowi odzyskanie poczucia sprawczości, poprawę relacji zawodowych i osobistych, a także odbudowanie równowagi emocjonalnej. To proces długofalowy, ale niezwykle istotny – bez pracy nad psychiką leczenie wypalenia będzie niepełne.

Rola lekarza i farmakoterapii

W niektórych przypadkach wypalenie zawodowe prowadzi do zaburzeń depresyjnych, lękowych czy problemów somatycznych wymagających wsparcia medycznego. Lekarz pierwszego kontaktu lub psychiatra może wdrożyć farmakoterapię – leki przeciwdepresyjne, przeciwlękowe czy wspomagające sen. Choć farmakoterapia nie rozwiązuje przyczyn wypalenia, często jest niezbędna, by pacjent mógł odzyskać siły i rozpocząć inne formy terapii.

Lekarz ma także kluczową rolę diagnostyczną – wyklucza choroby somatyczne, które mogą maskować się objawami podobnymi do wypalenia, takie jak choroby tarczycy, cukrzyca czy zaburzenia hormonalne. Dzięki temu terapia staje się bezpieczniejsza i bardziej precyzyjna.

Rola osteopatii

Osteopatia odgrywa wyjątkową rolę w leczeniu wypalenia, ponieważ działa na ciało – obszar, w którym stres najczęściej znajduje swoje ujście. Poprzez techniki manualne osteopata pomaga pacjentowi rozluźnić napięte mięśnie, poprawić ruchomość stawów, usprawnić krążenie i przywrócić równowagę w układzie nerwowym.

Praca z przeponą, czaszką, kręgosłupem i powięzią pozwala aktywować układ przywspółczulny, odpowiedzialny za regenerację. Pacjenci często opisują uczucie „resetu” organizmu po sesji osteopatycznej – łatwiej im oddychać, lepiej śpią, a napięcia bólowe ustępują. Osteopatia nie zastępuje psychoterapii ani farmakoterapii, ale stanowi istotne uzupełnienie leczenia, które wzmacnia efekty innych metod.

Współpraca między specjalistami

Najlepsze efekty leczenia wypalenia osiąga się wtedy, gdy pacjent korzysta z pomocy wielu specjalistów. Psychoterapeuta pracuje nad umysłem, lekarz dba o bezpieczeństwo medyczne, a osteopata wspiera ciało i układ nerwowy. Taki model leczenia daje pacjentowi poczucie kompleksowej opieki i zwiększa szansę na trwały powrót do zdrowia.

W praktyce współpraca ta polega na wymianie informacji między specjalistami, dostosowywaniu terapii do aktualnych potrzeb pacjenta i wspólnym ustalaniu priorytetów. Pacjent nie jest pozostawiony sam sobie – otrzymuje wsparcie w każdym obszarze, którego dotyczy wypalenie.

Osteopatia a układ nerwowy – przywracanie równowagi

Jednym z najważniejszych efektów osteopatii w leczeniu wypalenia jest regulacja układu nerwowego autonomicznego. Stres przewlekły powoduje dominację układu współczulnego, co skutkuje ciągłym napięciem, podwyższonym ciśnieniem i bezsennością. Techniki osteopatyczne, takie jak terapia czaszkowo-krzyżowa czy praca z przeponą, aktywizują układ przywspółczulny odpowiedzialny za odpoczynek i regenerację.

Dzięki temu pacjent odzyskuje zdolność do wyciszenia, poprawia się jakość jego snu i samopoczucie psychiczne. To przykład, jak praca na ciele wpływa na umysł – rozluźnienie fizyczne otwiera drogę do poprawy stanu emocjonalnego.

Terapia w praktyce – krok po kroku

Proces leczenia wypalenia w praktyce osteopatycznej zaczyna się od dokładnego wywiadu. Osteopata pyta nie tylko o objawy bólowe, ale także o styl życia, pracę, sen i dietę. Dzięki temu uzyskuje pełny obraz sytuacji pacjenta. Następnie przeprowadza badanie manualne, aby ocenić napięcia w ciele i ograniczenia ruchomości.

Terapia obejmuje stopniowe rozluźnianie napiętych struktur, pracę z przeponą i narządami wewnętrznymi, a także edukację pacjenta dotyczącą higieny pracy i odpoczynku. Każda sesja ma na celu przywrócenie równowagi i stopniową odbudowę rezerw energetycznych organizmu. Efekty są odczuwalne już po kilku spotkaniach, choć pełny proces może wymagać miesięcy współpracy.

Znaczenie stylu życia – higiena snu, dieta, regeneracja

Osteopatia i psychoterapia dają najlepsze efekty, gdy pacjent wprowadza zmiany w swoim codziennym życiu. Higiena snu, zdrowa dieta i regularna regeneracja to fundament leczenia. Pacjent powinien nauczyć się odróżniać czas pracy od odpoczynku, zadbać o ergonomię stanowiska i wprowadzić aktywność fizyczną dostosowaną do swoich możliwości.

Osteopata może wskazać proste ćwiczenia oddechowe, które pomagają redukować napięcie w ciągu dnia, a także zasady dbania o postawę podczas pracy. Takie działania profilaktyczne wzmacniają efekty terapii manualnej i chronią przed nawrotami wypalenia.

Artykuł powstał we współpracy z Krakowskim Centrum Fizjoterapii i Osteopatii – Osteohelp, które oferuje kompleksową pomoc w profilaktyce i leczeniu wypalenia zawodowego.

Tympanometria – pytania i odpowiedzi

Tympanometria to obiektywne badanie słuchu, które bada reakcję błony bębenkowej na bodziec dźwiękowy i zmianę ciśnienia w uchu. Badanie to wykonuje się przy niedosłuchu, a także przy innych objawach laryngologicznych (takich jak np. płyn w jamie bębenkowej). Tympanometria to badanie bezpieczne i bezbolesne, które można przeprowadzić także u najmłodszych pacjentów.

Co to jest tympanometria?

Tympanometria to jeden z trzech testów wchodzących w skład audiometrii impedancyjnej, czyli badania wykonywanego przy zaburzeniach słuchu. Audiometria impedancyjna to badanie obiektywne, ponieważ bazuje na fizycznej reakcji organizmu, a nie na subiektywnych odczuciach pacjenta. Istotną tympanometrii jest sprawdzenie podatności błony bębenkowej na fale dźwiękowe i zmiany ciśnienia w zewnętrznym przewodzie słuchowym. Za pomocą tympanometrii można zbadać elastyczność błony bębenkowej, ciśnienie panujące w jamie bębenkowej, a także objętość przewodu słuchowego zewnętrznego.

Co wykrywa tympanometria?

Badanie tympanometryczne wykorzystuje się do ustalenia przyczyny niedosłuchu u dzieci i dorosłych (stwierdzonego wcześniej przez subiektywne badanie słuchu, np. audiometrię tonalną). Wskazaniem do wykonania tympanometrii są również inne objawy, które występują przy schorzeniach laryngologicznych. Zły wynik tympanometrii może świadczyć o takich problemach jak:

  • obecność wysięku z ucha,
  • niedrożność ucha środkowego lub przewodu słuchowego zewnętrznego,
  • infekcja górnych dróg oddechowych,
  • przerost migdałka gardłowego,
  • niedrożność trąbki słuchowej,
  • otoskleroza (choroba kosteczek słuchowych),
  • uraz ciśnieniowy ucha,
  • uszkodzenie kosteczek słuchowych.

Na czym polega badanie tympanometryczne?

Tympanometria to krótki test (zazwyczaj trwa nie więcej niż kilka minut), który można wykonać u pacjentów w różnym wieku, także u niemowląt. Osoba przeprowadzająca badanie (laryngolog, audiolog, technik audiometrii) umieszcza w uchu pacjenta sondę ze słuchawką. Urządzenie mierzy ciśnienie w jamie bębenkowej i emituje ton o częstotliwości 226 Hz (1000 Hz u niemowląt). Następnie sonda mierzy odkształcenie błony bębenkowej wywołane falą akustyczną i zmianą ciśnienia w uchu. Badanie nie wymaga współpracy ze strony pacjenta – wystarczy siedzieć, nic nie mówić i nie przełykać śliny.

Jak interpretuje się wynik tympanometrii?

Wynik tympanometrii przedstawiany jest w postaci krzywej tympanometrycznej. Wynikiem prawidłowym jest tympanometria typu A, gdzie krzywa jest symetryczna, a jej wierzchołek znajduje się mniej więcej nad wartością 0 na osi poziomej. Krzywe typu B i C świadczą o nieprawidłowościach. Krzywa typu B jest spłaszczona, natomiast krzywa typu C jest przesunięta w lewo. O problemach laryngologicznych mogą świadczyć również krzywe typu As (lekko spłaszczona) oraz krzywa Ad (wysoka).

Czy są jakieś przeciwwskazania do tympanometrii?

Tympanometria to bezpieczne badanie, jednak nie wykonuje się go u osób, które niedawno przeszły zabieg chirurgiczny ucha. Co zrozumiałe, testu nie można przeprowadzić także przy dużych uszkodzeniach błony bębenkowej lub jej braku. Czasowym przeciwwskazaniem do badania może być również ból ucha zewnętrznego, ciało obce w przewodzie słuchowym oraz infekcja górnych dróg oddechowych. W tych przypadkach badanie będzie można wykonać w innym terminie.

Jak przygotować się do badania tympanometrycznego?

Badanie nie wymaga od pacjenta specjalnych przygotowań. Należy jedynie zadbać o higienę uszu (przy czym nie wolno wkładać patyczka higienicznego do przewodu słuchowego), ponieważ nadmiar woskowiny może wpływać na podatność błony bębenkowej względem zmian ciśnienia. W przypadku czopu woskowinowego lub ciała obcego w uchu wskazany jest zabieg płukania uszu u laryngologa. Na badanie tympanometryczne warto zabrać ze sobą dokumentację z poprzednich badań, np. wyniki audiometrii tonalnej.

Artykuł został opracowany na podstawie publikacji Małopolskiego Centrum Zdrowia pt. „Tympanometria – badanie ucha środkowego”, dostępnego pod adresem: https://mczdrowia.pl/artykuly/tympanometria-badanie-ucha-srodkowego. Data odczytu: 2025.09.12

Czym jest pożyczka pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Pożyczka pod zastaw nieruchomości to popularne rozwiązanie wśród przedsiębiorców i rolników poszukujących solidnego wsparcia finansowego. Opiera się na ustanowieniu hipoteki, dzięki czemu właściciel nieruchomości nie traci prawa do niej, a jedynie zabezpiecza pożyczkę dla banku lub firmy pożyczkowej. Cały proces przebiega transparentnie i zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Okres spłaty może wynosić nawet 10 lat (120 miesięcy), co przekłada się na niższe raty i umożliwia wygodne zarządzanie budżetem. Kwota pożyczki zaczyna się od 10 tysięcy złotych, a maksymalne zabezpieczenie zwykle nie przekracza 70% wartości nieruchomości. Ten limit chroni zarówno pożyczkobiorcę, jak i instytucję finansującą przed nadmiernym ryzykiem.

Ważne jest, że właściciel pozostaje prawnym właścicielem nieruchomości przez cały czas, a hipoteka zostaje wykreślona z księgi wieczystej zaraz po całkowitej spłacie zobowiązania.

Takie rozwiązanie pozwala uzyskać potrzebne środki bez konieczności sprzedaży majątku czy rezygnacji z korzystania z nieruchomości. Dla wielu firm i gospodarstw to sposób na rozwój bez obaw o gwałtowne zmiany w działalności lub utratę kluczowych aktywów.

Jakie cele można sfinansować pożyczką pod zastaw nieruchomości?

Środki z pożyczki hipotecznej dają pełną swobodę działania, pozwalając na wykorzystanie ich zgodnie z aktualnymi potrzebami. W praktyce wiele osób decyduje się na:

  • remont domu lub wykończenie nowego mieszkania,

  • spłatę innych kredytów lub regulację pilnych zobowiązań finansowych,

  • zakup samochodu lub realizację długo odkładanych wakacji z rodziną.

Dla przedsiębiorców pożyczka hipoteczna stanowi realne wsparcie, pomagając przy:

  • restrukturyzacji firmy,

  • oddłużaniu,

  • szybkim zakupie nieruchomości pod działalność gospodarczą.

Ta elastyczność sprawia, że finansowanie hipoteczne cieszy się dużym zainteresowaniem w różnych sytuacjach życiowych i biznesowych. Trudno przecenić wygodę takiego rozwiązania – środki można wykorzystać dokładnie tam, gdzie są najbardziej potrzebne tu i teraz.

Kiedy warto rozważyć pożyczkę pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Kiedy pojawia się potrzeba szybkiej gotówki, pożyczka na dziesięć lat może okazać się strzałem w dziesiątkę. Dla osób z nie najlepszą historią kredytową często to jedna z niewielu dostępnych opcji. Podobnie jest przy niskich dochodach – banki zwykle wtedy odmawiają tradycyjnego kredytu.

Ten rodzaj finansowania daje sporą swobodę. Pieniądze można przeznaczyć praktycznie na dowolny cel, na przykład:

  • konsolidację zadłużenia,

  • remont mieszkania,

  • start własnej firmy.

Warto docenić elastyczność pożyczki – to naprawdę pomaga, gdy nie ma szans na zwykły kredyt.

Ale uwaga – takie zobowiązanie wiąże się z ryzykiem utraty nieruchomości. To poważna sprawa i lepiej o niej nie zapominać. Do tego spłata rozciąga się nawet na dziesięć lat, co daje niższą ratę miesięczną i mniejsze oprocentowanie niż przy typowych kredytach gotówkowych.

Długoterminowa pożyczka może więc okazać się wybawieniem w trudniejszym momencie życia, jednak trzeba dokładnie wiedzieć, w co się wchodzi – bezpieczeństwo zawsze jest najważniejsze.

Czym różni się pożyczka bankowa od pozabankowej na 10 lat?

Pożyczki bankowe i te udzielane przez firmy pozabankowe różnią się między sobą na wielu poziomach, szczególnie gdy zobowiązanie rozłożone jest nawet na 10 lat.

Banki zazwyczaj oferują:

  • niższe oprocentowanie,

  • dłuższy okres spłaty, co odciąża miesięczny budżet,

  • dokładną analizę zdolności kredytowej, w tym sprawdzanie historii w bazie BIK (Biuro Informacji Kredytowej).

Firmy pozabankowe natomiast proponują:

Warto jednak zwrócić uwagę na dodatkowe opłaty i prowizje, które często są ukryte w umowach pożyczek pozabankowych i mogą nieprzyjemnie zaskoczyć klienta.

Wybór odpowiedniej formy finansowania zależy od indywidualnej sytuacji, historii kredytowej oraz rodzaju wsparcia, jakiego naprawdę potrzebujemy.

Na czym polega prywatna pożyczka pod zastaw nieruchomości?

Prywatna pożyczka to atrakcyjna alternatywa dla tradycyjnych kredytów bankowych, oferowana przez prywatnych inwestorów zamiast instytucji bankowych. Co ją wyróżnia? Przede wszystkim brak standardowej weryfikacji w bazach takich jak BIK, BIG, KRD czy ERIF, a także brak szczegółowej analizy wysokości dochodów.

To przekłada się na znacznie większą dostępność środków – nawet osoby z dużym zadłużeniem mają realną szansę na uzyskanie finansowania. Negatywne wpisy w rejestrach długów przestają być przeszkodą, a obecność komornika nie blokuje możliwości pożyczki.

Zabezpieczeniem najczęściej jest nieruchomość, na przykład:

  • mieszkanie,

  • dom,

  • czasem działka.

Dzięki temu można otrzymać znacznie wyższe kwoty niż w przypadku typowych chwilówek. Cały proces jest także szybszy i wiąże się z mniejszą liczbą formalności niż w banku.

Warunki pożyczki ustalane są indywidualnie, z możliwością negocjacji takich elementów jak:

  • okres spłaty,

  • wysokość raty,

  • inne szczegóły finansowania.

Ta elastyczność sprawia, że prywatne finansowanie bywa ratunkiem dla osób, które zostały odrzucone przez tradycyjny system bankowy.

Jak wygląda proces uzyskania pożyczki pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Proces uzyskania pożyczki pod zastaw nieruchomości jest prosty i przejrzysty. Najpierw należy wybrać odpowiednią ofertę – w tym momencie często pojawia się pytanie, którą propozycję wybrać. Warto skorzystać z pomocy doradcy finansowego, który zna aktualny rynek i potrafi wskazać potencjalne pułapki.

Po podjęciu decyzji następuje etap składania wniosku. Do wniosku trzeba dołączyć dokumenty potwierdzające własność nieruchomości, co jest standardową praktyką i warunkiem koniecznym.

Kolejnym krokiem jest wycena nieruchomości przez rzeczoznawcę, który ocenia jej wartość. To bardzo ważne, ponieważ od tej kwoty zależy maksymalna wysokość pożyczki. Po zaakceptowaniu warunków przez obie strony, proces zbliża się do finalizacji.

Po pozytywnej decyzji następuje podpisanie umowy oraz szybki przelew środków na konto klienta.

Warto wiedzieć, że nawet osoby z zajęciami komorniczymi mogą uzyskać finansowanie. Instytucje oferują dla nich uproszczone procedury, które pozwalają przejść przez proces szybciej i bez zbędnych formalności.

Tak wygląda cały proces – krok po kroku, bez zbędnych komplikacji.

Jakie wymagania i dokumenty są potrzebne do pożyczki pod zastaw nieruchomości?

Wymagania pozostają elastyczne, co często zaskakuje klientów. Firma nie sprawdza historii w bazach dłużników – takich jak BIK, BIG, KRD czy ERIF. Nawet zajęcie komornicze nie wyklucza możliwości uzyskania finansowania. Hipoteka? To również nie problem. Akceptowane są także prywatne zobowiązania, więc nawet bardziej skomplikowana sytuacja finansowa nie zamyka drogi do pożyczki.

Takie podejście znacznie ułatwia dostęp do środków osobom, które mają trudności ze spełnieniem standardowych wymagań bankowych. Ostateczna decyzja o udzieleniu pożyczki zależy jednak od oceny zdolności kredytowej klienta. Specjaliści analizują zarówno aktualne dochody, jak i regularne wydatki. Patrzą też na dotychczasową historię finansową – to pomaga ocenić realne możliwości spłaty zobowiązania.

Do przeprowadzenia całego procesu potrzebne są tylko podstawowe dokumenty związane z nieruchomością:

  • numer Księgi Wieczystej,

  • dokument potwierdzający tytuł prawny do nieruchomości (prawo własności lub użytkowania wieczystego),

  • zdjęcia nieruchomości,

  • wypis i wyrys z rejestru gruntów.

To wszystko sprawia, że procedura przebiega prosto i bez zbędnych formalności. W praktyce klienci doceniają szybkość i jasność całego procesu – szczególnie gdy każda godzina ma znaczenie.

Jakie rodzaje nieruchomości mogą stanowić zabezpieczenie pożyczki?

W praktyce zabezpieczeniem pożyczki może być naprawdę wiele rodzajów nieruchomości. Najczęściej są to grunty rolne czy komercyjne – te ostatnie obejmują także działki pod inwestycje deweloperskie i budowlane. Wcale nie rzadziej jako zabezpieczenie wybierane są mieszkania, domy jednorodzinne albo całe kamienice.

Możliwości jest znacznie więcej. Do akceptowanych nieruchomości należą również:

  • biurowce,

  • magazyny,

  • obiekty sportowe i uzdrowiskowe,

  • hotele, motele oraz pensjonaty,

  • ośrodki wypoczynkowe,

  • zakłady usługowe i produkcyjne.

Podstawą zabezpieczenia jest najczęściej hipoteka – musi być założona na konkretnej nieruchomości. Zazwyczaj należy ona do pożyczkobiorcy, ale bywa też tak, że stanowi własność osoby trzeciej (wtedy potrzebna jest jej zgoda). Ważny szczegół: każda nieruchomość musi mieć jasno uregulowaną sytuację prawną i posiadać księgę wieczystą.

Warto zwrócić uwagę na lokalizację – preferowane są obiekty położone w większych miastach, czyli tam, gdzie liczba mieszkańców przekracza 40 tysięcy. Takie podejście znacznie zwiększa możliwości skutecznego zabezpieczenia finansowania.

Jak oceniana jest wartość nieruchomości i wskaźnik LTV?

Wysokość pożyczki jest zawsze powiązana z wartością nieruchomości – im wyższa wartość domu lub mieszkania, tym większa kwota może zostać przyznana. Ekspert najczęściej ocenia nieruchomość na podstawie operatu szacunkowego, czyli profesjonalnej wyceny sporządzonej przez rzeczoznawcę. W niektórych sytuacjach wystarczą jednak dobre, aktualne zdjęcia, zwłaszcza gdy decyzja musi zostać podjęta szybko.

Kluczowym parametrem przy takich pożyczkach jest wskaźnik LTV (loan to value), który oznacza stosunek wysokości pożyczki do rynkowej wartości nieruchomości. Wskaźnik ten pokazuje, jak duże ryzyko podejmuje pożyczkodawca. Standard branżowy ustala, że LTV nie przekracza 70%. Wyższe wartości są rzadkością i dotyczą tylko wyjątkowych przypadków.

Warto też wiedzieć, że prowizja za udzielenie finansowania zależy od wartości wskaźnika LTV – im niższe LTV, tym korzystniejsze warunki, co jest korzystne dla obu stron.

Firmy udzielające takich pożyczek zazwyczaj oferują maksymalnie 70% wartości nieruchomości. Sporadycznie można spotkać oferty sięgające nawet 90%, jednak są to raczej wyjątki niż standard w branży.

Jak działa zabezpieczenie hipoteczne i wpis do księgi wieczystej?

Hipoteka jest najczęściej wybieranym zabezpieczeniem kredytu, ustanawianym na konkretnej nieruchomości – najczęściej na mieszkaniu, domu lub działce. Ten mechanizm daje pożyczkodawcy poczucie bezpieczeństwa, ponieważ kluczowy jest wpis do księgi wieczystej, gdzie znajdują się wszystkie szczegóły dotyczące prawnego statusu nieruchomości oraz ewentualnych obciążeń.

Co ważne, hipoteka potwierdza, że nieruchomość nie ma ukrytych długów ani innych zobowiązań, które mogłyby zaskoczyć pożyczkodawcę. Wpis dokonuje się po podpisaniu umowy pożyczki, a formalności często załatwia się w obecności notariusza. To sprawdzony sposób stosowany od lat, który zapewnia bezpieczeństwo obu stronom.

Jakie są koszty i opłaty przy pożyczce pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Koszty pożyczki pod zastaw potrafią zaskoczyć – to nie tylko jedna opłata, ale cały zestaw wydatków, o których łatwo zapomnieć. Roczny koszt takiej umowy rzadko schodzi poniżej 28%. Oprocentowanie może być stałe lub zmienne – wszystko zależy od warunków konkretnej oferty. Przykładowo, wskaźnik RRSO może wynosić nawet 13,79%. Do tego dochodzi prowizja, której wysokość w dużej mierze zależy od wskaźnika LTV, czyli stosunku kwoty pożyczki do wartości nieruchomości. Najczęściej to wydatek na poziomie 4,5-8,5%.

Aby lepiej zobrazować, jakie koszty mogą się pojawić, warto znać najczęstsze opłaty:

  • prowizja od pożyczki,

  • opłata przygotowawcza – zwykle symboliczne 50 zł,

  • podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC) – standardowo 19 zł przy ustanawianiu hipoteki,

  • koszty notarialne i sądowe, np. wpis hipoteki w księdze wieczystej – około 200 zł,

  • koszt operatu szacunkowego – profesjonalnej wyceny nieruchomości przez rzeczoznawcę.

W przypadku pożyczek pozabankowych należy uważać na ukryte opłaty, takie jak przedpłaty dla pośredników, które często nie gwarantują otrzymania środków.

Ubezpieczenie majątku to kolejny obowiązkowy koszt – zabezpiecza nieruchomość przed stratami wynikającymi z ognia czy innych zdarzeń losowych.

Zanim zdecydujesz się na konkretną ofertę, warto dokładnie policzyć rzeczywisty całkowity koszt pożyczki i nie dać się zaskoczyć dodatkowymi wydatkami w ostatniej chwili. Rynek finansowy pełen jest niespodzianek i drobnych druczków w umowach, dlatego ostrożność i dokładna analiza są kluczowe.

Jakie oprocentowanie i RRSO obowiązują przy tej pożyczce?

Roczny koszt pożyczki pod zastaw zaczyna się od 28%, co stanowi najniższą możliwą stawkę na rynku. Oprocentowanie może być stałe albo zmienne – wszystko zależy od warunków umowy.

W przypadku oprocentowania zmiennego nominalna stawka wynosi obecnie 8,43%, a RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania, uwzględniająca wszystkie opłaty i prowizje) kształtuje się na poziomie 9,45%.

Przy oprocentowaniu stałym nominalna stawka to 7,89%, natomiast RRSO wynosi 8,90%. W niektórych przykładach można spotkać RRSO sięgające 13,79% – dotyczy to wariantów z dodatkowymi kosztami lub inną strukturą rat.

Warto zwrócić uwagę na mechanizm zmiennego oprocentowania, który opiera się na wskaźniku WIBOR 3M. Co kwartał banki aktualizują wysokość raty według tej wartości, dlatego mogą pojawić się różnice w kosztach całkowitych podczas spłaty pożyczki. To realny czynnik ryzyka dla osoby zaciągającej takie zobowiązanie.

Jakie prowizje i dodatkowe opłaty mogą wystąpić?

Wysokość prowizji zależy od wskaźnika LTV i zazwyczaj mieści się w przedziale od 4,5% do 8,5%. Prowizję nalicza się od pełnej kwoty pożyczki, a do tego dochodzi stała opłata przygotowawcza w wysokości 50 zł.

Klient musi uwzględnić także podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC) w kwocie 19 zł oraz koszty notarialne i sądową opłatę za wpis hipoteki, która obecnie wynosi 200 zł.

Do kosztów należy doliczyć wydatek na operat szacunkowy nieruchomości. W praktyce mogą pojawić się również zaliczki lub przedpłaty dla pośredników.

Często występują dodatkowe opłaty za wcześniejszą spłatę zobowiązania. Aby uniknąć niespodzianek, warto wcześniej dokładnie podliczyć wszystkie koszty, które obejmują:

  • prowizję zależną od wskaźnika LTV,

  • opłatę przygotowawczą,

  • podatek PCC,

  • koszty notarialne i sądowe,

  • operat szacunkowy nieruchomości,

  • zaliczki lub przedpłaty dla pośredników,

  • dodatkowe opłaty za wcześniejszą spłatę.

Czy wymagane jest ubezpieczenie nieruchomości lub życia?

Ubezpieczenie nieruchomości to standardowy wymóg przy każdej pożyczce pod hipotekę, obowiązujący zarówno w przypadku kredytów bankowych, jak i ofert firm pozabankowych. Nie da się również obejść cesji wierzytelności – dokument ten przekazuje prawa do ewentualnego odszkodowania bezpośrednio na rzecz pożyczkodawcy.

Koszt polisy zależy od wartości konkretnej nieruchomości. Przykładowo, dla domu wartego 400 000 zł składka może wynieść około 3 374 zł rocznie, co stanowi istotny wydatek, który należy uwzględnić w całkowitych kosztach pożyczki.

Firmy pożyczkowe często wprowadzają dodatkowe wymogi dotyczące ubezpieczeń, takie jak:

  • polisa na życie,

  • ochrona zdrowia,

  • zabezpieczenie na wypadek utraty pracy.

Zazwyczaj obowiązek ten trwa przez pierwsze pięć lat trwania umowy.

Choć może to zaskoczyć lub zniechęcić niektórych klientów, instytucje finansowe dążą do zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa swoich środków. To gwarancja ochrony zarówno dla pożyczkodawcy, jak i dla pożyczkobiorcy, a odstępstwa od tego wymogu zdarzają się bardzo rzadko.

Jak przebiega spłata pożyczki pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Okres spłaty wynosi tutaj 10 lat, czyli łącznie 120 miesięcznych rat. W praktyce każda rata obejmuje zarówno część kapitału, jak i odsetki – to tak zwane raty kapitałowo-odsetkowe. Długi czas spłaty rozciąga zobowiązanie w czasie, co pozwala na zmniejszenie wysokości pojedynczych rat. Najczęściej kredyt można rozłożyć nawet na okres od 2 do 20 lat. Taka rozpiętość daje sporą elastyczność, dzięki czemu łatwiej uzyskać potrzebne finansowanie.

Co ważne – większość banków umożliwia zmianę systemu spłaty już w trakcie trwania umowy. Jeśli ktoś początkowo wybrał raty równe, nic nie stoi na przeszkodzie, by później przejść na raty malejące (lub odwrotnie). To wygodne rozwiązanie dla osób, które chcą dopasować miesięczne obciążenia do swoich możliwości w danym momencie życia.

Czy możliwa jest wcześniejsza spłata lub nadpłata pożyczki?

Spłata pożyczki hipotecznej daje znaczną swobodę. Klienci mogą spłacić cały dług szybciej niż przewiduje umowa lub regularnie nadpłacać raty, wpłacając większe kwoty niż minimalne wymagane. Coraz więcej firm, zwłaszcza spoza sektora bankowego, oferuje takie możliwości bez dodatkowych kosztów.

To ogromny atut dla osób, które chcą szybciej pozbyć się zobowiązania lub dysponują niespodziewanym przypływem gotówki. Pożyczka rozłożona na 10 lat nie musi trwać tak długo – jeśli pojawi się taka opcja, można ją zamknąć znacznie wcześniej.

Co ważne, pożyczkodawca nie wymaga specjalnej zgody na wcześniejszą spłatę czy nadpłatę, choć warto go uprzedzić. Cała procedura jest jasna i przejrzysta – po całkowitym uregulowaniu długu firma wydaje zaświadczenie o wygaśnięciu zobowiązania oraz dokument pozwalający wykreślić hipotekę z księgi wieczystej.

To duże ułatwienie, zwłaszcza gdy spokój i poczucie bezpieczeństwa są najważniejsze. Tak działa nowoczesna pożyczka hipoteczna – daje wybór i nie blokuje finansowej niezależności.

Jakie są konsekwencje niespłacenia pożyczki pod zastaw nieruchomości?

Brak spłaty zobowiązania pociąga za sobą poważne skutki. Pożyczkodawca ma prawo sięgnąć po hipotekę – popularne zabezpieczenie na nieruchomości, co może skończyć się nawet jej utratą. Najpierw instytucja pożyczkowa uruchamia procedurę windykacyjną, a następnie sprawę przejmuje komornik, którego zadaniem jest doprowadzenie do sprzedaży nieruchomości i odzyskania należności.

Ryzyko związane z hipoteką jest realne – chodzi o możliwość przejęcia mieszkania czy domu przez wierzyciela w przypadku braku spłaty długu. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak szybko mogą potoczyć się wydarzenia, gdy pojawią się zaległości.

Dlatego dokładna analiza umowy hipotecznej to absolutna podstawa. Podpisanie takiego dokumentu oznacza dużą odpowiedzialność, dlatego warto mieć pełną świadomość warunków już od pierwszego dnia współpracy z bankiem lub firmą pożyczkową.

Jakie zalety ma pożyczka pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Pożyczka pod zastaw nieruchomości na 10 lat sprawdza się w wielu sytuacjach, oferując możliwość pozyskania sporych środków – najczęściej od 50 tys. do nawet 2 mln złotych. Charakteryzuje się długim okresem spłaty, ponieważ umowę można zawrzeć nawet na 10 lat, co zapewnia dużą elastyczność przy planowaniu budżetu.

Z tego rodzaju finansowania korzystają zarówno osoby prywatne, jak i firmy, zwłaszcza gdy banki niechętnie oceniają historię kredytową wnioskodawcy. W tym przypadku najważniejsza jest wartość samej nieruchomości, która stanowi główną gwarancję dla pożyczkodawcy.

Środki z pożyczki można przeznaczyć praktycznie na dowolny cel, na przykład:

  • remont domu,

  • inwestycje firmowe,

  • uporządkowanie zadłużenia,

  • konsolidację starych rat.

Długi okres spłaty pozwala rozłożyć zobowiązanie na wygodne raty, dzięki czemu domowy budżet nie jest nadmiernie obciążony już na początku.

To rozwiązanie jest idealne dla osób zmęczonych odmowami banków lub poszukujących szybkiego dostępu do gotówki bez zbędnych formalności. Warto o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy liczy się czas lub pojawia się pilna potrzeba finansowa.

Czy długi okres spłaty oznacza niższe miesięczne raty?

Dłuższy okres spłaty pożyczki oznacza niższe raty. To rozwiązanie sprawdza się zarówno w firmach, jak i w gospodarstwach rolnych. Przykładowo, rozłożenie spłaty na nawet dziesięć lat znacząco ułatwia kontrolę nad budżetem.

Takie podejście zapewnia:

  • większy oddech finansowy każdego miesiąca,

  • łatwiejsze planowanie wydatków,

  • możliwość spłaty zobowiązania przez okres do 193 miesięcy.

To konkretna ulga dla osób, które muszą dokładnie liczyć każdy grosz.

Czy pożyczka pod zastaw nieruchomości pomaga w konsolidacji długów?

Pożyczka hipoteczna daje realną szansę na wyjście z długów, pozwalając zebrać różne zobowiązania w jeden kredyt i jedną ratę. Najczęściej ta rata jest niższa niż suma wcześniejszych spłat, dzięki czemu domowy budżet staje się bardziej przejrzysty.

To rozwiązanie szczególnie doceniają osoby, które mają kilka kredytów lub pożyczek na wysokim oprocentowaniu. Konsolidacja zamienia uciążliwe raty w jedną, często łatwiejszą do udźwignięcia, co pomaga:

  • uporządkować zadłużenie,

  • zmniejszyć miesięczne obciążenia,

  • odzyskać finansowy spokój.

Eksperci podkreślają, że skuteczna restrukturyzacja wymaga mądrych decyzji i odpowiedzialnego planowania. Pożyczka hipoteczna – jeśli zostanie dobrze dobrana – może okazać się kluczowym wsparciem w drodze do oddłużenia.

Jakie ryzyka wiążą się z pożyczką pod zastaw nieruchomości na 10 lat?

Utrata nieruchomości to jedno z największych zagrożeń związanych z pożyczką pod zastaw, zwłaszcza w ofertach firm pozabankowych. Często zdarza się, że pożyczkodawca woli przejąć dom lub mieszkanie niż odzyskać samą kwotę pożyczki. Taki scenariusz staje się realny, gdy pojawiają się problemy ze spłatą rat – wtedy pożyczkodawca może bez wahania uruchomić procedurę egzekucji, wykorzystując hipotekę do odebrania nieruchomości.

Drugą istotną pułapką jest zmienne oprocentowanie. Wzrost stawki WIBOR 3M może nagle podnieść wysokość rat, co bezpośrednio wpływa na obciążenie domowego budżetu. W okresach rosnących stóp procentowych koszty kredytu mogą wzrosnąć znacznie bardziej niż się początkowo zakłada.

Warto również zwrócić uwagę na ukryte koszty, które często występują w pożyczkach pozabankowych:

  • przedpłaty pobierane przez pośredników lub firmy doradcze, które bywają znaczące,

  • brak gwarancji zwrotu wpłaconej przedpłaty,

  • opłaty za wcześniejszą spłatę zobowiązania, które często pozostają niezauważone przez klientów.

Decyzja o zaciągnięciu pożyczki pod zastaw wymaga zatem dokładnej analizy i zachowania szczególnej ostrożności na każdym etapie procesu.

Czy zmienne oprocentowanie może wpłynąć na wysokość rat?

Oprocentowanie zmienne kredytu składa się z dwóch kluczowych elementów: wskaźnika referencyjnego (najczęściej jest to WIBOR 3M) oraz marży ustalonej przez bank. Co kilka miesięcy, zazwyczaj co kwartał, bank dokonuje aktualizacji wysokości oprocentowania.

Wahania stóp procentowych wpływają na wysokość rat kredytowych. Gdy stopy rosną, raty również się zwiększają, co może znacząco obciążyć domowy budżet i wywołać stres u osób spłacających kredyt. Wzrost raty oznacza także wzrost całkowitego zadłużenia wobec banku.

Takie zmiany są naturalne przy kredytach ze zmiennym oprocentowaniem i stanowią istotny czynnik ryzyka dla kredytobiorców.

Na co uważać przy dodatkowych kosztach i ukrytych opłatach?

Dokładna analiza treści umowy to absolutna podstawa – szczególnie gdy rozważasz pożyczkę pozabankową. W takich dokumentach łatwo przeoczyć zapisy, które mogą zaskoczyć dodatkowymi kosztami, często ukrytymi w mało widocznych punktach.

Przykładem jest przedpłata pobierana przez pośrednika. Wiele osób mylnie wierzy, że taka opłata zapewnia przyznanie pożyczki lub gwarantuje lepszą obsługę. Tak niestety nie jest – przedpłata nie daje żadnej pewności i wiąże się z ryzykiem bez gwarancji rezultatu.

Kolejnym haczykiem są opłaty za wcześniejszą spłatę zobowiązania. Pożyczkodawcy pozabankowi bardzo często doliczają taki koszt, nawet jeśli klient chce jak najszybciej uregulować dług.

Warto pamiętać, że koszty pożyczek pozabankowych zwykle przewyższają te bankowe. Dlatego należy zwracać uwagę zarówno na oprocentowanie, jak i wszelkie dodatkowe opłaty wskazane w umowie.

Na tym etapie prosta czujność oszczędza naprawdę wiele nerwów i pieniędzy – tak to wygląda w praktyce branżowej!

Jak wybrać bezpieczną i uczciwą pożyczkę pod zastaw nieruchomości?

Wybór bezpiecznej pożyczki wymaga starannego przygotowania. Najpierw warto przejrzeć oferty banków, a następnie zapoznać się z propozycjami firm pozabankowych. Różnice mogą być znaczne – zarówno w warunkach, jak i w kosztach.

Każdą umowę należy czytać bardzo dokładnie. Skupianie się tylko na jednym wskaźniku bywa zgubne, jednak RRSO (Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania) wiele mówi o całkowitym koszcie pożyczki. Często najważniejsze są dodatkowe opłaty, takie jak:

  • prowizje,

  • ubezpieczenia,

  • inne drobne koszty ukryte w umowie.

Ukryte koszty mogą zaskoczyć nawet osoby dobrze zaznajomione z tematem, ponieważ pojawiają się pod różnymi nazwami. Przed podpisaniem umowy należy upewnić się, że wszystkie opłaty są jawne i nie ma żadnych pułapek.

Duże znaczenie mają opinie o danej firmie. Realne doświadczenia klientów mówią więcej niż reklamy czy zapewnienia konsultantów. Sprawdzenie reputacji pożyczkodawcy to dziś standard — nikt nie chce ryzykować współpracy z nieuczciwym partnerem.

Dla wielu osób rozmowa z doradcą finansowym może okazać się kluczowa. Taki specjalista wyjaśni zapisy umowy prostym językiem oraz wskaże potencjalne zagrożenia, na przykład:

  • konsekwencje problemów ze spłatą zadłużenia,

  • ryzyko kłopotów finansowych,

  • możliwość utraty mieszkania lub domu.

Nie każda firma działa uczciwie. Rzetelny pożyczkodawca stawia na interes klienta już od pierwszego kontaktu, nie forsując trudnych warunków ani nie skupiając się wyłącznie na własnym zysku. Agresywne firmy najlepiej omijać szerokim łukiem! Wybór sprawdzonego partnera to gwarancja spokojnej i uczciwej transakcji.

Rynek pracy programistów w erze AI – komu otworzy drzwi do sukcesu, a kogo zmusi do zmiany zawodu?

Programiści stają się dziś technologicznymi partnerami biznesu, ich rola wykracza daleko poza pisanie kodu. W 2025 roku to partnerzy w procesie transformacji technologicznej, aktywnie wspierający rozwój firm. Jak wynika z raportu „Future of Jobs 2025” Światowego Forum Ekonomicznego, zawody związane z programowaniem i AI należą do najszybciej rozwijających się na świecie. Eksperci Grafton Recruitment zauważają, że rośnie zapotrzebowanie na kompetencje łączące wiedzę technologiczną z umiejętnością analizy, współpracy i twoarzenia rozwiązań wspierających cele biznesowe.

Rynek IT 2025 – stabilizacja po okresie turbulencji

Branża IT, choć należy do najbardziej rozwiniętych i innowacyjnych obszarów gospodarki, wykazuje dużą wrażliwość na zmiany makroekonomiczne. Ostatnie lata przyniosły wyraźne wahania – po intensywnym rozwoju usług w okresie pandemii COVID-19 nastąpiło zmniejszenie zapotrzebowania, tym samym ograniczenie rekrutacji. Od końca 2024 roku widoczna jest stopniowa odbudowa i rekalibracja rynku, której towarzyszy zmiana struktury zapotrzebowania na określone role. Rośnie popyt na specjalistów w obszarach AI, technologii chmurowych, uczenia maszynowego oraz cyberbezpieczeństwa, natomiast spada na stanowiska związane z rozwojem oprogramowania i rolami „cross-functional” – odpowiednio o 11% i 25% w porównaniu z benchmarkiem.do komunikatów prasowych wykresy – kopia - 106

Równocześnie zmienia się charakter pracy programistów, których rola coraz częściej polega nie na realizacji powtarzalnych zadań, lecz na projektowaniu i wdrażaniu bardziej złożonych rozwiązań z wykorzystaniem narzędzi automatyzujących i systemów opartych na sztucznej inteligencji.

Rynek pracy w IT przesuwa się wyraźnie w kierunku ról, które łączą kompetencje technologiczne z wiedzą domenową i umożliwiają szybkie skalowanie oraz adaptację do zmiennych realiów biznesowych. Na znaczeniu zyskują stanowiska wymagające szerokiego spektrum umiejętności – zwłaszcza na styku AI, bezpieczeństwa, danych i nowoczesnej inżynierii oprogramowania. Równocześnie zanikają role skoncentrowane na powtarzalnych czynnościach lub ograniczone do jednej warstwy technologicznej. Elastyczność, automatyzacja i gotowość do ciągłego rozwoju – to dziś kluczowe waluty na rynku pracy IT – tłumaczy Karol Boczkowski, Manager, rekruter w obszarze IT w Grafton Recruitment.

Pensje programistów pod lupą

W zmieniających się realiach rynkowych przebudowuje się również struktura wynagrodzeń. Choć programiści nadal należą do grupy dobrze opłacanych specjalistów, poziom płac w tym obszarze różni się wyraźnie w zależności od lokalizacji i specjalizacji.

W Warszawie Java Developerzy zarabiają od 17 000 do 24 000 zł brutto miesięcznie, Python Developerzy – od 13 000 do 21 000 zł, a Full Stack Developerzy – od 18 500 do 24 000 zł. W Katowicach stawki te są niższe i wynoszą: 15 000–21 000 zł dla Java Developerów, 13 000–19 000 zł dla Python Deweloperów i 16 000–22 000 zł dla Full Stack Developerów. We Wrocławiu C#/.NET Developerzy otrzymują wynagrodzenie na poziomie 14 000–20 000 zł, a Java Developerzy – 16 000–22 000 zł. W Trójmieście przeciętne zarobki dla specjalisty zajmującego takie samo stanowisko mieszczą się w przedziale 14 000–20 000 zł, natomiast w Krakowie wynoszą one od 15 000 do 23 000 zł.

Najwyższe wynagrodzenia oferowane są na stanowiskach architektonicznych i menedżerskich. Software Architect w Warszawie zarabia od 29 000 do 35 000 zł, a Software Engineering Manager – nawet do 36 000 zł brutto miesięcznie. W pozostałych miastach stawki te są zazwyczaj niższe o kilka tysięcy złotych.

Ewolucja narzędzi AI – od prostych podpowiedzi po partnerów programistów

Wśród programistów toczy się dyskusja na temat ich roli w czasach dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji. Pojawiają się zarówno entuzjastyczne głosy o nowych możliwościach, jak i obawy, że AI może im zagrozić, zwłaszcza w obszarach, w których automatyzacja procesów postępuje najszybciej.

– Wbrew opiniom o możliwym zastąpieniu programistów przez AI, dane rynkowe wskazują na inny kierunek. Coraz większe znaczenie mają specjalizacje związane z tworzeniem i wdrażaniem rozwiązań opartych na AI. Programiści nie są więc tylko użytkownikami tych technologii, ale coraz częściej ich współautorami, co wzmacnia ich pozycję zawodową i rolę w procesach cyfrowej zmiany – dodaje Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Stosowanie sztucznej inteligencji w programowaniu wykracza dziś daleko poza wspieranie procesu pisania kodu, obejmując również analizę, testowanie i wdrażanie projektów. Według wyników międzynarodowego badania SWE-bench, przygotowanego przez University of Southern California, skuteczność rozwiązywania zadań programistycznych z udziałem AI wzrosła z 4,4% w 2023 roku do prognozowanych 69,1% w roku 2025. Natomiast z globalnego badania społeczności programistów ,,Stack Overflow Developer Survey 2024” wynika, że już 76% ankietowanych korzysta lub planuje korzystać z narzędzi opartych na AI. Warto jednak pamiętać, że tego typu rozwiązania wciąż znajdują się w fazie rozwoju. Zgodnie z badaniem ,,Stack Overflow Developer Survey 2024”, mimo szerokiej adaptacji AI, zaufanie do jej wyników pozostaje ograniczone – jedynie 43% uczestników badania deklaruje zadowolenie z dokładności generowanych rozwiązań, podczas gdy 31% podchodzi do nich z ostrożnością i sceptycyzmem. Rozbieżność między powszechnym wykorzystaniem a ograniczonym zaufaniem do tych technologii potwierdzają również wyniki raportu „The State of AI Code Quality 2025” firmy Qodo, specjalizującej się w ocenie jakości kodu. Spośród 609 respondentów aż 76% zadeklarowało, że nie wdraża kodu wygenerowanego przez AI bez wcześniejszej weryfikacji.

– Wykorzystanie AI w pracy programistów wymaga nie tylko znajomości narzędzi, lecz przede wszystkim umiejętności oceny generowanych rozwiązań. Dla osób rozpoczynających karierę w IT szczególnie ważne jest krytyczne podejście do kodu: zrozumienie jego struktury, działania i konsekwencji technicznych. Automatyzacja może wspierać codzienną pracę, ale nie zastąpi doświadczenia, które pozwala świadomie podejmować decyzje inżynierskie i rozwijać się w kierunku samodzielnego eksperta – komentuje Karol Boczkowski, IT Recruitment Manager w Grafton Recruitment.

Kompetencje przyszłości – oczekiwania wobec programistów

Programiści, którzy chcą utrzymać zawodową konkurencyjność i budować pozycję ekspercką, muszą aktualizować i rozwijać swoją wiedzę. Eksperci Grafton Recruitment zauważają, że kompetencje, które jeszcze wczoraj były „mile widziane”, dziś stają się koniecznością, zwłaszcza w erze AI.

Zgodnie z raportem „Future of Jobs 2025” opublikowanym przez Światowe Forum Ekonomiczne, sektor IT należy do obszarów o najwyższym prognozowanym wzroście zapotrzebowania na kompetencje. Dotyczy to w szczególności specjalizacji związanych z rozwojem oprogramowania, sztuczną inteligencją, analizą danych i cyberbezpieczeństwem. Aż 86% globalnych pracodawców planuje priorytetowo traktować podnoszenie kwalifikacji swoich pracowników do 2030 roku. W konsekwencji zawody takie jak Software and Applications Developer, AI/Machine Learning Specialist czy Data Engineer będą należeć do najszybciej rozwijających się ról na rynku pracy.

Oprócz wiedzy technicznej, coraz większe znaczenie zyskują kompetencje miękkie. Umiejętność jasnej komunikacji, efektywnej współpracy, odpowiedzialność za realizację zadań oraz zrozumienie kontekstu biznesowego, to dziś istotne elementy profilu specjalisty IT. Dotyczy to także programistów, którzy – w pracy z rozwiązaniami opartymi na AI – muszą nie tylko pisać kod, lecz także krytycznie oceniać wyniki działania narzędzi oraz dostosowywać się do zmieniającego otoczenia technologicznego.

Widzimy wyraźny wzrost znaczenia kompetencji miękkich, które umożliwiają efektywną komunikację z biznesem oraz tworzenie rozwiązań idealnie dopasowanych do jego potrzeb. Krytyczne myślenie, elastyczność oraz umiejętność adaptacji stają się kluczowe w pracy z zaawansowanymi technologiami, pozwalając na szybkie reagowanie na zmieniające się wymagania i wyzwania – dodaje Julia Łamacz.

Zmiana profilu ról – od „low cost” do „high value added”

Zdaniem ekspertów Grafton Recruitment sektor IT wyraźnie przesuwa się w stronę specjalistycznych usług o wysokim stopniu zaawansowania. Zmienia się charakter realizowanych zadań – standardowe procesy są w dużej mierze automatyzowane, a rośnie zapotrzebowanie na kompetencje w zakresie analizy danych, projektowania rozwiązań chmurowych i uczenia maszynowego. W tym kontekście rola programistów coraz częściej koncentruje się na rozwoju zaawansowanych technologicznie produktów, integracji nowych narzędzi oraz adaptacji rozwiązań opartych na AI, co wymaga nie tylko biegłości technicznej, ale także szybkiego reagowania na zmieniające się potrzeby projektowe.

– Obecnie rola programistów wykracza poza realizację zadań technicznych – coraz częściej uczestniczą w procesach decyzyjnych, wpływają na kształt produktów i standardy technologiczne. To nie tylko zmiana zakresu obowiązków, ale też oczekiwań wobec tej grupy zawodowej. Kluczowa staje się umiejętność dostarczania rozwiązań, które realnie wspierają cele organizacji – podkreśla Karol Boczkowski, IT Recruitment Manager w Grafton Recruitment.

Zawód programisty nie traci na znaczeniu, ale zmienia się jego rola. Dziś programiści nie tylko piszą kod, ale coraz częściej projektują rozwiązania, które wpływają na sposób działania firm, instytucji i całych sektorów gospodarki. Ich praca ma realne przełożenie na codzienne życie, a określenie technologiczni partnerzy biznesu trafnie oddaje znaczenie tej profesji. W dobie rosnącego znaczenia sztucznej inteligencji i nowych wyzwań technologicznych, szczególnie cenione są osoby, które potrafią łączyć wiedzę techniczną ze zrozumieniem potrzeb organizacji. To oznacza również konieczność analizy procesów biznesowych, aktywnego udziału w komunikacji oraz współpracy z innymi działami w ramach organizacji. Coraz rzadziej oczekuje się od programistów jedynie tworzenia uniwersalnych rozwiązań – rośnie znaczenie kompetencji pozwalających budować oprogramowanie dopasowane do rzeczywistych celów operacyjnych i strategicznych. Trend ten widoczny jest globalnie, jednak w Polsce zyskuje szczególne znaczenie, ponieważ krajowy sektor IT stopniowo odchodzi od konkurowania ceną na rzecz jakości – rozumianej jako dojrzałość, zrozumienie kontekstu biznesowego i samodzielność specjalistów. W efekcie rola programisty staje się coraz bardziej złożona i odpowiedzialna, co czyni ten zawód nie tylko aktualnym, ale i perspektywicznym.

14 września przypada Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym – czas na refleksję

14 września obchodzony jest międzynarodowy Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym, którego celem jest zwiększenie świadomości na temat tego syndromu i jego negatywnego wpływu na zdrowie. Święto to stanowi doskonałą okazję, by przyjrzeć się często pomijanej kwestii chorób wywoływanych przez wypalenie zawodowe. Dr n.med. Magdalena Cubała-Kucharska, lekarz medycyny integracyjnej, podkreśla, że chroniczny stres i niezadowolenie z pracy mają poważne konsekwencje nie tylko dla zdrowia psychicznego, ale także fizycznego. Przypomina również o konieczności uważności na własne potrzeby oraz sygnały wysyłane przez organizm, które mogą świadczyć o wypaleniu.

Gdy praca staje się ciężarem

Statystyki dotyczące polskiego rynku pracy są niepokojące. Wypalenie zawodowe dotyka w Polsce aż 25–35% osób aktywnych zawodowo. Warto pamiętać, że problem ten dotyczy nie tylko pracowników etatowych, ale również osób prowadzących własne mikro- i makroprzedsiębiorstwa, a także jednoosobową działalność gospodarczą. Na szczęście rośnie świadomość, że syndrom wypalenia zawodowego to nie tylko chwilowy spadek formy czy przemęczenie. To złożony, wieloetapowy proces, który znacząco odbiera radość z życia i negatywnie wpływa na zdrowie. Stopniowo zmniejsza satysfakcję z wykonywanej pracy i istotnie obniża efektywność zawodową. Nieleczone wypalenie może prowadzić do poważnego pogorszenia stanu zdrowia.

Jedną z kluczowych przyczyn wypalenia zawodowego jest brak przestrzeni na regenerację organizmu. Pojawiają się wówczas problemy ze snem, wahania nastroju i lęki, które stopniowo doprowadzają do wyczerpania organizmu. W dalszym etapie mogą rozwinąć się choroby fizyczne, takie jak nadciśnienie, choroby serca oraz zaburzenia snu. Długotrwały stres związany z wypaleniem osłabia również odporność, zwiększając podatność na infekcje, a także może wywoływać bóle mięśni, migreny oraz problemy trawienne. Warto także zwrócić uwagę na często towarzyszącą temu zwiększoną podatność na nadużywanie substancji psychoaktywnych, takich jak alkohol czy leki – mówi dr n.med. Magdalena Cubała-Kucharska, autorka książek, pionierka pojęcia osi jelitowo-mózgowej w Polsce.

Organizm mówi „dość”

Nieodłącznym elementem wypalenia zawodowego jest stres. Obecnie Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznaje wypalenie zawodowe za syndrom związany z chronicznym stresem w pracy, który nie został skutecznie opanowany. Krótkotrwały może działać mobilizująco, jednak gdy staje się stałym tłem codzienności, prowadzi do zaburzeń całego systemu hormonalnego. Stres potrafi wywrócić do góry nogami naszą gospodarkę hormonalną. Najważniejsze gruczoły, które odpowiadają za produkcję kluczowych dla życia hormonów, zostają nagle skierowane na zwiększoną produkcję hormonów stresu. Przewlekłe napięcie wpływa na układ odpornościowy, osłabiając go i zwiększając podatność na infekcje. Zaburza funkcjonowanie gospodarki hormonalnej, co może prowadzić do problemów z tarczycą czy płodnością. Ponadto podnosi ryzyko rozwoju chorób serca, cukrzycy, depresji, a nawet nowotworów.

Niebezpieczne trio stresu

Za choroby, z którymi zmaga się współczesne społeczeństwo, odpowiadają hormony stresu: kortyzol, adrenalina i noradrenalina. Uwalniane pod wpływem przewlekłego napięcia, wzajemnie się napędzają, prowadząc do rozregulowania układu nerwowego, hormonalnego i odpornościowego. Kortyzol wpływa na niemal każdy aspekt funkcjonowania organizmu, od poziomu cukru we krwi po jakość snu. Adrenalina nasila reakcje zapalne, powoduje skoki ciśnienia oraz zmęczenie nadnerczy, natomiast noradrenalina zaburza rytm serca. To trio hormonów odpowiada także za powstawanie zaburzeń snu.

Główny podejrzany: kortyzol

Warto pochylić się nad jednym z kluczowych hormonów stresu. Za wieloma negatywnymi skutkami przewlekłego stresu stoi kortyzol, który w nadmiarze wywołuje poważne zmiany w biochemii organizmu. Kiedy jego poziom utrzymuje się zbyt długo na wysokim poziomie, ciało przechodzi w tryb „walki lub ucieczki”. To naturalna reakcja w sytuacjach kryzysowych, ale długotrwałe utrzymywanie się tego stanu powoduje ogromne problemy zdrowotne.

Z czasem kortyzol, który ewolucyjnie miał chronić organizm, staje się dla niego toksyczny. Uszkadza barierę jelitową, zaburza metabolizm glukozy i nasila stany zapalne. Spada odporność, a nadciśnienie za długo się utrzymuje. Insulina przestaje działać prawidłowo, a w organizmie gromadzi się więcej tkanki tłuszczowej, zwłaszcza tej niebezpiecznej, trzewnej. W efekcie pojawiają się choroby metaboliczne, sercowo-naczyniowe i autoimmunologiczne. Ponadto nieuregulowany kortyzol wpływa na neuroprzekaźniki w mózgu. Oddziałuje on na dopaminę, znaną jako „hormon przyjemności” oraz serotoninę, zwaną „hormonem szczęścia”, rozregulowując je i prowadząc do depresji, lęków oraz uzależnień – dodaje dr n.med. Magdalena Cubała-Kucharska.

Mózg w pułapce wypalenia

Wypalenie zawodowe oprócz wywoływania chorób w organizmie, ma ogromny wpływ na stan naszego mózgu. Dzieje się tak, ponieważ organizm nie wraca do równowagi wewnętrznej, zwanej przez lekarzy homeostazą. Jej brak wywołuje w mózgu istotne zmiany takie jak większa produkcja mieliny, czyli tłuszczowej osłonki izolującej neurony od elektrycznie przewodzonych impulsów nerwowych. W ten sposób przebodźcowany organ próbuje się zabezpieczyć. Jednocześnie spada liczba najważniejszych komórek nerwowych, czyli neuronów. W efekcie mamy mniej neuronów, a więcej izolacji od otoczenia w postaci nadmiaru mieliny, co sprawia, że mózg gorzej przetwarza informacje.

Traumatyczne przeżycia związane z wypalaniem zawodowym mogą prowadzić do obumierania neuronów w kluczowych obszarach mózgu. To nie metafora, lecz neurologiczny fakt. Na przykład hipokamp, odpowiedzialny za pamięć i emocje, ulega kurczeniu. Natomiast kora mózgowa przedczołowa, która pomaga planować, skupiać uwagę i rozwiązywać problemy, dosłownie degeneruje się pod wpływem długotrwałego stresu – wyjaśnia dr n.med. Magdalena Cubała-Kucharska.

W zapobieganiu wypaleniu zawodowemu ogromną rolę odgrywa świadomość istnienia tego syndromu oraz konsekwencji, jakie za sobą niesie. Dlatego tak istotna jest edukacja na temat zagrożeń, jakie wypalenie stwarza dla organizmu człowieka. Wypaleniu zawodowemu można skutecznie przeciwdziałać. Podstawą jest umiejętność realistycznego wyznaczania celów dopasowanych do własnych możliwości i kompetencji. Ogromne znaczenie ma również zachowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, prowadzenie zdrowego stylu życia oraz stosowanie skutecznych, adaptacyjnych strategii radzenia sobie ze stresem.

Autor: dr n. med. Magdalena Cubała-Kucharska – lekarz medycyny rodzinnej z ponad 35-letnim doświadczeniem, dietetyk dyplomowany przez IŻŻ, doktor nauk medycznych z dziedziny alergologii i dyplomowany obesitolog.

Rynek pracy w USA osłabia dolara

Wczorajszy dzień miał upłynąć pod dyktando spadającej inflacji konsumenckiej w USA. Okazuje się jednak, że nie tylko inflacja nie spadła, ale jeszcze ukryła się za danymi z rynku pracy. EBC nie obniżyło stóp procentowych, za to Turcja zredukowała koszt pieniądza od razu o 2,5%.

Inflacja za oceanem

Po środowych danych o inflacji producenckiej inwestorzy szybko obniżali swoje oczekiwania względem czwartkowej inflacji dla konsumentów. Wczorajsze dane pokazały jednak, że pierwotne założenia o wzroście do 2,9% okazały się słuszne. W tym samym jednak czasie przyszedł cios dla dolara ze strony rynku pracy. Teoretycznie 263 tysiące wniosków o zasiłek dla bezrobotnych to nie jest dramatyczny wzrost względem 236 tysięcy tydzień temu. Warto jednak zwrócić uwagę, że ostatni raz tak wysoki odczyt jak wczoraj był publikowany pod koniec pandemii Covid-19 (to dane tygodniowe, więc było to ponad 200 odczytów temu). Tak słabe dane spowodowały, że dolar – mimo tego, że po wyższej od oczekiwań inflacji powinien się umacniać – to jednak słabł. Rynki oczekują, że słabsze dane z rynku pracy podnoszą szanse na cięcie stóp procentowych, mimo braku spadku tempa wzrostu cen. Wczorajszy dzień stawia pod dużym znakiem zapytania narrację o przenoszeniu miejsc pracy do USA z powodu taryf. Ceny jednak rosną.

Strefa euro nie zaskoczyła

Zdaniem analityków Europejski Bank Centralny miał pozostawić główną stopę procentową na poziomie 2,15% i tak właśnie uczynił. Dodatkowo na konferencji padło zapewnienie o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Dodatkowo decyzje mają być teraz podejmowane spotkanie po spotkaniu. Oznacza to, że EBC pozostawia sobie otwartą furtkę. Patrząc jednak na prognozy inflacji – 2,1% w 2025, 1,7% w 2026 i 2,9% w 2027 – nie bardzo jest tutaj miejsce i potrzeba reakcji w postaci zmian stóp. Biorąc jednak pod uwagę obecną wojnę celną, nie można wykluczyć, że sytuacja się zmieni, dlatego na konferencji padło wiele zastrzeżeń. Odbyła się ona tuż po odczytach danych z USA i nie zmieniła nic na rynku walutowym.

Turcja znowu tnie stopy

Wczoraj bank centralny Turcji zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy procentowe. Pewną niespodzianką była skala obniżek. Rynek oczekiwał spadku z 43% na 41%, a finalnie obniżono stopy do 40,5%. Warto przypomnieć, że nie jest to błąd przy podawaniu wartości stóp procentowych – w kraju nad Bosforem są one obecnie o pełen rząd wielkości większe niż na Zachodzie. Sam fakt obniżki nie mógł być zaskoczeniem biorąc pod uwagę, że w sierpniu mieliśmy imponującą serię 15 miesięcy z rzędu spadku poziomu inflacji konsumenckiej. Ciągle wynosi ona jednak 32,95%. To dużo mniej niż ponad 75% w maju 2024. Lira turecka jest nadal administracyjnie osłabiana względem dolara amerykańskiego. Z tego powodu nie widać wpływu tej decyzji na kurs. Normalizacja inflacji i stóp procentowych jest jednak koniecznym procesem, by lira mogła wrócić do płynnych notowań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Sierpień przyniósł spadek oferty deweloperów w metropoliach, ale ceny wciąż stabilne

Sierpień był w tym roku pierwszym miesiącem, w którym zmniejszyła się liczba mieszkań oferowanych przez deweloperów w siedmiu największych metropoliach. Dobra wiadomość jest taka, że nie miało to wpływu na średnie ceny metra kwadratowego – drugi miesiąc z rzędu nie wzrosły one w żadnej z tych metropolii.

–  Deweloperzy bardzo liczą na jesienne żniwa sprzedażowe. Czerwcowe wyniki dla wielu z nich okazały się wyjątkowo zimnym prysznicem. Wprawdzie lipiec przyniósł odbicie sprzedaży w większości największych metropolii, ale sierpień był już gorszy pod tym względem – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. I przyznaje, że sierpniowy spadek sprzedaży w Warszawie, Krakowie, Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii można tłumaczyć tym, że wielu potencjalnych nabywców udało się na wakacje, bo uznało, że nie ma powodu do pośpiechu. Wszak do tej pory oferta mieszkań rosła, a ich ceny ustabilizowały się. Jednak trzeba też uwzględnić drugi, być może nawet ważniejszy powód słabszej sprzedaży: kredyty wciąż są drogie, a trzy dotychczasowe obniżki stóp procentowych tylko w niewielkim stopniu poprawiły sytuację tych, którzy przy zakupie mieszkania muszą posiłkować się kredytem.

Dlatego w tym roku raczej nie należy się spodziewać szturmu na biura sprzedaży firm deweloperskich. Co nie znaczy, że popyt na mieszkania pozostanie obojętny na poprawiającą się dostępność kredytów. Zwłaszcza, że deweloperzy zwiększyli w tym roku podaż mieszkań z cenami bardziej przystępnymi na kieszeń kredytobiorców – komentuje Marek Wielgo.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Krakowie kupujący mieli w sierpniu do wyboru ok. 3,4 tys. mieszkań z ujawniona ceną 10-15 tys. zł za metr kwadratowy, czyli o 21`% więcej niż na początku tego roku. Więcej takich lokali było też we Wrocławiu (+17%), Poznaniu (+16%) i Warszawie (+7%). Tylko w Trójmieście ich liczba zmniejszyła się w ciągu ośmiu miesięcy o 7%, choć jeszcze miesiąc wcześniej oferta była większa niż na początku roku.Ceny mieszkań-sierpień 2025_oferta tanich mieszkań

I najpewniej to dlatego średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań w ofercie firm deweloperskich poszybowała w tym roku w Trójmieście najbardziej, bo aż o 9%. W Warszawie, Krakowie i Poznaniu średnia poszła w tym czasie w górę o 1%, a w Łodzi i Wrocławiu nie zmieniła się. To właśnie dopływ na rynek stosunkowo tanich mieszkań zadziałał stabilizująco na ich średnią cenę w przeliczeniu ma metr kwadratowy.

Według danych BIG DATA RynekPierwotny.pl sierpień był w tym roku drugim z rzędu miesiącem, w którym we wszystkich największych metropoliach nie odnotowaliśmy wzrostu średniej ceny metra kwadratowego W Warszawie wynosiła ona pod koniec sierpnia ok. 17,8 tys. Na drugim miejscu jest Trójmiasto (ok. 16,8 tys. zł), które nieznacznie wyprzedziło Kraków (ok. 16,7 tys. zł/m kw.). Czwarte miejsce wciąż zajmuje Wrocław (ok. 14,7 tys. zł/m kw.), a dalej są Poznań (ok. 13,6 tys. zł/m kw.), Łódź (11,5 tys. zł/m kw.) i Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (ok. 11,4 tys. zł/m kw.).Ceny mieszkań-sierpień 2025_cena m kw-M

Porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z sierpnia tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego w większości metropolii wciąż widać różnicę. Wyjątkami są Warszawa i Łódź. Średnia jest tam niemal taka sama. Warto też zwrócić uwagę, że w pozostałych metropoliach różnica jest coraz mniejsza. Np. we Wrocławiu jeszcze w styczniu wynosiła ona 12%, w czerwcu – 5%, w lipcu – 3%, a w sierpniu skurczyła się do 2%. W Trójmieście średnia cena metra kwadratowego była w czerwcu o 10% wyższa niż rok temu, zaś w sierpniu – liczona rok do roku – 7%.

Po ośmiu miesiącach o tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. z Warszawą i Łodzią rywalizują Kraków, Wrocław i Poznań, gdzie zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła w sierpniu 2%. Z kolei w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii było to 5%.Ceny mieszkań-sierpień 2025_cena m kw-R

Czy stabilizacja cen utrzyma się także w kolejnych miesiącach? To oczywiście będzie zależało od tego, czy i jak bardzo ożywi się sprzedaż mieszkań. Wstrzymywanie się z decyzją zakupową w oczekiwaniu na kolejne obniżki stóp procentowych raczej nie ma sensu. Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński zasugerował, że kolejne cięcie szybko nie nastąpi. W dodatku rząd zapowiedział obłożenie banków wyższym podatkiem CIT od 2026 r., co te mogą zrekompensować sobie podwyższeniem marż kredytowych.

Tymczasem w części metropolii oferta wyraźnie się skurczyła, bo deweloperzy zaczęli dawkować podaż. Mniej niż w lipcu mieszkań wprowadzili do sprzedaży deweloperzy w Warszawie (-51%), Krakowie (-9%), Wrocławiu (-45%), Trójmieście (-70%) i Łodzi (-74). Przy czym w Krakowie sprzedaż spadła jeszcze bardziej i tylko dzięki temu oferta minimalnie wzrosła.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Warszawie pod koniec sierpnia w ofercie firm deweloperskich dostępnych było nieco ponad 17,4 tys. mieszkań (o 1% mniej w porównaniu z lipcem), w Krakowie – ok. 11,5 tys. (+1%), we Wrocławiu – ok. 10,8 tys. (-3%), w Trójmieście – 8,6 tys. (-5%), w Łodzi – 10,1 tys. (-2%), w Poznaniu – 8,6 tys. (+2%), a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – ok. 11,1 tys.  (+1%).Ceny mieszkań-sierpień 2025_oferta mieszkań

Jeśli deweloperzy mocniej zaciągną hamulec, to nie można wykluczyć, że znów zadziała efekt psychologiczny, który znamy z poprzednich lat. Kurcząca się podaż mieszkań, której towarzyszy wzrost średniej ceny metra kwadratowego, przyspieszy decyzje tych, którzy mają duże nadwyżki finansowe albo mogą sobie pozwolić na kredyt. Obecnie jednak oferta jest tak wysoka, że ten scenariusz to raczej perspektywa roku 2026. Ci, którzy szukają mieszkania dla siebie, mogą spokojne szukać optymalnej oferty, nie muszą też podejmować decyzji pod presją czasu – komentuje Marek Wielgo.

RODO nie wymaga pisemnych upoważnień – głos Prezesa UODO w sprawie zmian prawa

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) Mirosław Wróblewski odniósł się do propozycji zmian w przepisach w ramach tzw. deregulacji. Chodzi o nowelizacje Kodeksu pracy, ustawy o badaniach klinicznych produktów leczniczych oraz ustawy o ochronie sygnalistów, które przewidują rezygnację z wymogu udzielania pisemnych upoważnień do przetwarzania danych osobowych przez administratorów.

Stanowisko Prezesa UODO

Prezes UODO skierował swoje stanowisko do Macieja Berka, ministra nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu i przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów. Podkreślił, że obowiązkiem każdego administratora danych jest zapewnienie, aby osoby działające z jego upoważnienia miały dostęp do danych wyłącznie na polecenie administratora. To on określa krąg osób uprawnionych oraz kontroluje sposób dalszego przetwarzania danych.

Brak wymogu pisemnej formy w RODO

Zdaniem Prezesa UODO, przepisy RODO (art. 29 rozporządzenia 2016/679) nie nakładają obowiązku stosowania pisemnych upoważnień jako warunku dopuszczenia pracownika do przetwarzania danych. Unijne prawo wymaga jedynie, aby administrator mógł wykazać, że obowiązki wynikające z RODO są realizowane prawidłowo, w tym zasada rozliczalności (art. 5 ust. 2 RODO). Forma nadania dostępu do danych pozostaje w gestii administratora.

Pisemne upoważnienia jako rozwiązanie nadmiarowe

Prezes UODO wskazał, że przepisy krajowe wprowadzające obowiązek pisemnych upoważnień są rozwiązaniem nadmiarowym, ponieważ takie wymaganie nie wynika z RODO. Podkreślił jednak, że rezygnacja z formy pisemnej nie zwalnia administratorów z obowiązku wykazania, że upoważnienia faktycznie zostały nadane, a nad danymi sprawowana jest realna kontrola.

Potrzeba testu prywatności

W opinii UODO, ustawodawca planujący deregulację powinien rozważyć przeprowadzenie testu prywatności oraz oceny skutków dla ochrony danych (art. 25 ust. 1 i art. 35 RODO). Pozwoliłoby to na wskazanie, czy wprowadzane zmiany wymagają dodatkowych zabezpieczeń prawnych. Jeżeli takie mechanizmy miałyby zostać wdrożone, powinny być jasno określone w przepisach prawa powszechnie obowiązującego.

Prezes Mirosław Wróblewski podziękował jednocześnie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów za przekazanie propozycji zmian do zaopiniowania Urzędowi Ochrony Danych Osobowych.

Słaby rynek pracy w USA wymusza cięcie stóp – kurs dolara zależy teraz od tonu Powella

Zbliża się niecierpliwie wyczekiwane wrześniowe posiedzenie Fedu (17.09). Pierwsza w tym roku obniżka stóp procentowych jest nie tyle prawdopodobna, co pewna. Dla rynków kluczowa będzie więc skala rewizji dot plotu, świadcząca o planowanej skali dalszych obniżek.

Kluczowe punkty:

  • Fed obniży stopy przez ochłodzenie na rynku pracy w USA.
  • Dane NFP za ostatnie 12 mies. zrewidowano w dół o rekordowe 911 tys.
  • Powell złagodzi ton w kontekście rynku pracy.
  • Prognozy inflacji mogą zostać podniesione, wzrost ma być tymczasowy.
  • Dot plot dla stóp procentowych ma zostać zrewidowany w dół.
  • Uważamy cięcie o 50 pb. za bardzo mało prawdopodobne.

Mówiąc wprost, ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy były fatalne. Zgodnie z raportem NFP (non-farm payrolls) za sierpień liczba wakatów wzrosła o zaledwie 22 tys., znacznie poniżej oczekiwanych 75 tys., a część metryk wskazuje, że poza okresem pandemii dynamika miejsc pracy jest najniższa od 2010 r. Jeszcze bardziej alarmujące są roczne rewizje danych Biura Statystyki Pracy (BLS) – liczba wakatów okazała się finalnie niższa o 911 tys. względem wstępnych szacunków, czyli o zatrważające 76 tys. miesięcznie. Dla kontekstu, to oznacza, że ze statystyk usunięto więcej miejsc pracy miesięcznie niż przybywało średnio w ciągu ostatniego pół roku (+64 tys.).

Wykres 1: Dynamika miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w USA (2023 – 2025)

Uwaga inwestorów skupi się na czterech głównych czynnikach

Skłania to do zadania sobie pytania, czy prezydent Donald Trump od początku nie miał racji, wzywając Fed do obniżek stóp procentowych. Rewizje BLS nie tylko potwierdziły podejrzenia, że amerykański rynek pracy jest w znacznie gorszym stanie, niż początkowo sądzono, ale również, że Fed niemal na pewno spóźnia się z cięciami. Wszelkie wątpliwości dotyczące wrześniowej obniżki zostały rozwiane – ruch w dół o 25 pb. jest w kontraktach futures wyceniany w pełni, a o 50 pb. na niebagatelne 10%, o czym powiemy więcej za chwilę.

Jako że rynki traktują środową obniżkę stóp procentowych jak świętość, sądzimy, że uwagę inwestorów skupią głównie:

  • Ton konferencji prasowej prezesa FOMC Jerome’a Powella. Spodziewamy się, że powtórzy on w dużej mierze swoje słowa z sierpniowego sympozjum w Jackson Hole. Bez wątpienia przybierze bardziej negatywny ton w kontekście rynku pracy, którego kondycja nie będzie już opisywana jako „solidna”. Jego słabość zostanie zapewne ponownie przypisana w równej mierze czynnikom popytowym i podażowym. Bilans ryzyk dla inflacji będzie postrzegany jako skierowany w górę, Fed wydaje się jednak wciąż przekonany, że inflacyjne implikacje ceł będą przejściowe, co Powell zapewne powtórzy podczas swojej konferencji prasowej. Uważamy, że uchyli on również furtkę do kolejnej obniżki stóp procentowych w październiku, nie będzie się jednak do niej zobowiązywał.
  • Oznaki rozłamu w Federalnym Komitecie ds. Operacji Otwartego Rynku. Głosowanie podczas lipcowego posiedzenia FOMC było jednym z ciekawszych w ostatnich latach, bowiem po raz pierwszy od wczesnych lat 90. dwoje prezesów regionalnych oddziałów Fedu wyłamało się, opowiadając się za obniżką stóp procentowych. Od tamtego czasu zarówno Christopher Waller, jak i Michelle Bowman w dalszym ciągu podkreślają obawy dotyczące rynku pracy (co w ostatnim czasie znalazło uzasadnienie), bagatelizując przy tym czynniki wzrostowe dla inflacji. Oboje mogą zagłosować na posiedzeniu w tym miesiącu za cięciem o 50 pb. i zapewne tak zrobią.
  • Zrewidowane prognozy makroekonomiczne. Przygotowujemy się na niewielką rewizję w dół projekcji wzrostu na ten rok (z 1,4% w lipcu) i w górę stopy bezrobocia (z 4,5%). Uwaga skupi się zapewne w dużej mierze na inflacji PCE, ktorej prognoza może zostać podniesiona z ostatnich 3,0%. Podczas swojej konferencji prasowej Powell zastrzeże jednak najpewniej, że wzrost presji cenowej powinien być tymczasowy.
  • Słynny dot plot Fedu dla stóp procentowych. Kluczowe dla reakcji rynków w środę będzie nie to, czy dot plot zostanie zrewidowany w dół, a o ile. W czerwcu mediana wskazywała na dwie obniżki stóp procentowych w 2025 r. i jedną w 2026 r. Cała siódemka członków FOMC, która w czerwcu nie dostrzegała szans na cięcie, niemal na pewno dokona we wrześniu pewnego rodzaju gołębiego zwrotu, w wyniku czego mediana może wskazywać na jeszcze dwie obniżki w tym roku (czyli w sumie trzy). Spodziewamy się, że wykres na przyszły rok będzie sugerować jeszcze co najmniej dwa cięcia. Nie będzie to w pełni zgodne z wycenami w kontraktach futures, znacznie jednak zbliży do nich oczekiwania Fedu.

Wykres 2: Dot plot FOMC (czerwiec 2025)Potencjalny jumbo cut o 50 pb. rozchwiałby rynek

Dostrzegamy, że część strategów bierze w tym miesiącu pod uwagę tzw. jumbo cut, czyli obniżkę stóp procentowych Fedu o 50 pb., naszym zdaniem jest to jednak bardzo mało prawdopodobne, głównie z dwóch powodów:

  1. Inflacja w USA utrzymuje się powyżej celu i wydaje się, że ze względu na cła pozostanie niepokojąco wysoka. Jak na razie presja cenowa jest stosunkowo ograniczona. Główna miara inflacji CPI utrzymała się w lipcu na poziomie 2,7%, a ceny producenckie, które są wyprzedzającym wskaźnikiem dla cen konsumenckich, w sierpniu w ujęciu miesięcznym wręcz spadły. Niemniej wiele wskazuje, że dotąd konsumenci odczuli wpływ ceł w małym stopniu, a większość ciężaru wzięły na siebie firmy – ten stan raczej ulegnie zmianie.
  2. Wywołałoby to zamieszanie na amerykańskim rynku obligacji oraz wzrost na długim końcu krzywej. Cięcie o 50 pb. byłoby wyraźnym sygnałem dla rynków, że Fed jest gotowy pozwolić inflacji znacznie wzrosnąć, byle chronić rynek pracy. Rynki mogłyby wyceniać wyższą inflację w przyszłości, a krzywa rentowności stałaby się naszym zdaniem bardziej stroma. Byłoby to niekorzystne dla amerykańskiej gospodarki, szczególnie że najszybszym pasmem transmisji dla rentowności obligacji rządowych jest oprocentowanie długoterminowych kredytów hipotecznych.

Wykres 3: Rentowność 30-letnich obligacji skarbowych w USA (rok)Dalsze osłabienie dolara nie jest wykluczone

Wydaje się, że rynki wyceniają sporą dozę gołębiości przed wrześniowym posiedzeniem FOMC, co może ograniczyć straty dolara. Uważamy jednak, że może on doświadczyć dalszej deprecjacji, jeśli Fed wyrazi istotną obawę o rynek pracy. Sugerowałoby to, że Rezerwa Federalna może pozwolić na wzrost inflacji. Presję na dolarze może wywołać także znaczna rewizja mediany dot plotu w dół, szczególnie na 2026 r.

Istnieją jednak również scenariusze, w których amerykańska waluta zyskuje. Może się tak stać, jeżeli Fed będzie w dalszym ciągu opisywać rynek pracy jako „solidny”, zaznaczy większe zaniepokojenie inflacją lub utrzyma swoje projekcje stóp procentowych w dużej mierze bez zmian.

O cięciu o 50 pb. wystarczy powiedzieć tyle, że byłby to wyjątkowo negatywny obrót spraw dla amerykańskiej waluty. Sądzimy jednak, że ruch o większej od standardowej skali nie wchodzi teraz w grę i Fed nie będzie sugerować, że jest możliwy w przyszłości.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (17.09) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Presja, brak równowagi i stres – wypalenie zawodowe nie pyta o wiek ani stanowisko

Wypalenie zawodowe to dziś jedno z najpoważniejszych wyzwań w świecie pracy. Jeszcze niedawno kojarzone głównie z zawodami wymagającymi ciągłego kontaktu z ludźmi, dziś dotyka praktycznie wszystkich – niezależnie od branży czy stanowiska. Presja wyników, nieustanne tempo zmian, brak równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, stres, który nie daje odetchnąć – z tym mierzą się zarówno młodzi jak i starsi stażem pracownicy. Coraz częściej zaangażowanie zamienia się w przeciążenie, a praca zamiast satysfakcji przynosi zmęczenie i frustrację.

Jedynie 16 proc. Polaków czuje się dobrze w swojej pracy. Takie dane znajdziemy w raporcie przygotowanym przez UCE RESEARCH i ePsycholodzy.pl. Przedstawione w dokumencie wyniki badań wskazują, że 78 proc. z nas doświadcza przynajmniej jednego z symptomów wypalenia zawodowego – wśród których znajduje się między innymi silne zmęczenie i brak energii – a 6 proc. nie potrafi określić się w tej kwestii. Oznacza to, że nawet 84 proc. Polaków może doświadczać wypalenia zawodowego.

Satysfakcja z pracy nie jest dana raz na zawsze. W dużej mierze zależy nie tylko od warunków, w jakich funkcjonujemy, lecz także od naszej postawy wobec zadań i zespołu – mówi Magda Pietkiewicz, twórczyni platformy Enpulse.Warto przy tym odróżnić naturalne zmęczenie, które można zredukować odpoczynkiem, od wypalenia zawodowego, które jest zjawiskiem przewlekłym i głębszym. Wypalenie wpływa na relacje, osłabia poczucie własnej wartości, obniża motywację i w dłuższej perspektywie może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych – dodaje.

Wypalenie zawodowe nie pyta o metrykę

Każdy pracownik może się wypalić – bez względu na wiek, stanowisko czy doświadczenie. Nie jest przywilejem osób z wieloletnim stażem, ani „chorobą” tych, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w pracy. Dotyka i specjalistów zmagających się z rutyną codziennych zadań, i menedżerów dźwigających odpowiedzialność za zespół. Tutaj nie liczy się metryka – decydują długotrwałe przeciążenie i brak równowagi między wysiłkiem a odpoczynkiem.

Mechanizm wypalenia zawodowego ma pewne wspólne elementy: stopniowe wyczerpanie, utratę satysfakcji z pracy i osłabienie motywacji. Jednak sama droga do tego stanu nigdy nie przebiega identycznie. Kształtują ją indywidualne doświadczenia, wiek, sytuacja życiowa czy sposób radzenia sobie z wyzwaniami. To, co dla jednej osoby będzie chwilowym spowolnieniem, dla innej może stać się punktem krytycznym – podkreśla Magda Pietkiewicz.

Pokolenie X

Pokolenie X (1965–1980) dorastało w cieniu transformacji ustrojowej, strajków i wysokiego bezrobocia. Te doświadczenia odcisnęły na nim silne piętno – ukształtowały potrzebę stabilizacji i bezpieczeństwa. Dla wielu z nich lojalność wobec pracodawcy jest czymś naturalnym. To dlatego nierzadko spędzają w jednej firmie całe lata. Badania Pracuj.pl pokazują, że średni staż pracy u jednego pracodawcy wynosi w ich przypadku około 10 lat. Iksy mocno utożsamiają się z miejscem pracy, czują odpowiedzialność za wyniki i wierzą, że konsekwencja, oddanie i ciężka praca zostaną nagrodzone pewnym zatrudnieniem i uznaniem. Ale właśnie ta lojalność bywa dla nich największą pułapką – zostają w organizacjach, które nie zawsze odwzajemniają ich zaangażowanie.

– Psychologowie mówią dziś o „loyalty fatigue” – zmęczeniu lojalnością. To ten moment, w którym ktoś, kto latami był wierny firmie, oddany i zaangażowany, nagle zaczyna czuć, że jego wysiłek nie ma znaczenia. Entuzjazm gaśnie, energia się kończy, a na jej miejsce wchodzą frustracja, poczucie niedocenienia i rezygnacja. Zamiast satysfakcji z pracy pojawia się znużenie i spadek motywacji. Czuje się niepotrzebny, traci poczucie sensu w pracy. – zaznacza Magda Pietkiewicz. – Dla organizacji to sygnał alarmowy. Bo pracownicy, którzy mieli być najmocniejszym filarem zespołu, mogą stać się bierni i zniechęceni. Pokolenie X pokazuje nam wyraźnie: lojalność jest ogromnym kapitałem – ale tylko wtedy, gdy jest wzajemna. Jeśli firma nie daje uznania, informacji zwrotnej, poczucia wpływu, poczucia sensu w pracy czy możliwości rozwoju, to, co miało być wartością, staje się początkiem wypalenia – dodaje ekspertka.

Pokolenie Y

Milenialsi, czyli ci urodzeni w latach 1981-1996, dorastali w atmosferze nieustannej presji na wyniki – od szkolnych ocen, przez wymagania akademickie, aż po pierwsze doświadczenia zawodowe. To zaszczepiło im ambicję, perfekcjonizm i gotowość do pracy ponad siły. Dodatkowo, wielu z nich pamięta lęki rodziców związane z wysokim bezrobociem lat 90., co przełożyło się na przekonanie, że wartość zawodową trzeba stale udowadniać. Badania Deloitte pokazują, że trzech na czterech przedstawicieli tego pokolenia w Polsce co tydzień inwestuje w rozwój zawodowy – ucząc się, zdobywając certyfikaty, doskonaląc kompetencje. Wszystko to tworzy obraz pokolenia, które z jednej strony napędzane jest ambicją i chęcią osiągnięć, z drugiej – balansuje na granicy przemęczenia i wypalenia.

To pokolenie, które chce łączyć sukces zawodowy z satysfakcją w życiu prywatnym. Paradoks polega na tym, że w praktyce rzadko pozwalają sobie na prawdziwą regenerację. Zawsze jest jeszcze jedno zadanie, dodatkowa zmiana, projekt czy wiadomość, na którą trzeba odpowiedzieć. Praca wdziera się w codzienność: czy to przez telefon i komputer, czy przez poczucie obowiązku, że trzeba „dać z siebie więcej”. W efekcie odpoczynek coraz częściej bywa traktowany jak luksus, a nie naturalna potrzeba. To dlatego wielu młodych ludzi wpada w pułapkę pracoholizmu – komentuje Magda Pietkiewicz. – Dla firm to sygnał ostrzegawczy: kiedy najbardziej ambitne i zaangażowane osoby tracą energię i poczucie sensu, konsekwencje odczuwa cała organizacja – podkreśla.

Pokolenie Z

Pokolenie Z, które szturmem wchodzi na dzisiejszy rynek pracy, zmienia naszą zawodową rzeczywistość. Dla nich wykonywanie obowiązków służbowych to nie tylko źródło utrzymania, ale przede wszystkim droga do rozwoju i budowania poczucia sensu. Dla najmłodszych pracowników równie ważne jak wynagrodzenie są relacje – oczekują obecnego i wspierającego lidera, konstruktywnego feedbacku oraz atmosfery współpracy. Badanie Work War Z pokazuje – największe w Europie, wśród tej grupy – że to właśnie jakość relacji i komunikacji w zespole w największym stopniu decyduje o satysfakcji i lojalności zetek.

Oczekiwania pokolenia Z często zderzają się z realiami – zamiast otwartej komunikacji pojawia się presja, a zadania bywają pozbawione sensu. Wielu młodych wybiera stabilność finansową i benefity kosztem wymarzonego zawodu, co w dłuższej perspektywie prowadzi do frustracji i zjawiska „quiet quitting”. Badania pokazują, że to właśnie poczucie sensu, bezpieczeństwa i obecność wspierającego lidera są dla nich kluczowe – podkreśla Magda Pietkiewicz.

Międzypokoleniowa recepta

Wypalenie zawodowe dotyka ludzi niezależnie od wieku, stanowiska czy etapu kariery. Tym bardziej niepokoi, że świadomość tego problemu pozostaje dramatycznie niska. Według badania Instytutu Gallupa zaledwie co czwarty dyrektor HR uznaje dobrostan pracowników za swój priorytet. Ludzie to czują – tylko 21 procent zatrudnionych uważa, że firma naprawdę troszczy się o ich zdrowie psychiczne. Nic dziwnego, że rośnie wrażenie pustki i rozczarowania, a coraz częściej słychać oskarżenia o „carewashing” – czyli deklaracje zamiast realnych działań.

–  Odpowiedzią na wypalenie zawodowe nie są kolejne benefity ani modne hasła o „well-beingu”. Receptą jest prawdziwa uważność na człowieka – nie tylko jako część zespołu, ale jednostkę z własną historią, potrzebami i granicami. To rozmowa w cztery oczy, autentyczne docenienie i gotowość do wsparcia wtedy, gdy sygnały są jeszcze subtelne. Niestety z naszego badania Zaangażowanie 2024 wynika, że aż 44 proc. pracujących Polaków nie czuje się odpowiednio docenionych, a 36 proc. nie uważa, by atmosfera w pracy dawała im poczucie bezpieczeństwa. I tak, to trudne, bo całkowicie zmienia się sposób zarządzania. Tak zwane przywództwo służebne to już nie hasło i teoria, ale praktyka w wysoko efektywnych organizacjach – mówi Magda Pietkiewicz.

Walka z wypaleniem zawodowym wymaga również budowania mostów między różnymi pokoleniami, z których każde domaga się docenienia i bezpieczeństwa, również tego psychologicznego – mówi Magda Pietkiewicz. – Bo w gruncie rzeczy nie różnimy się aż tak bardzo. Pracujemy w różnych rytmach, w różnych miejscach, z różnymi oczekiwaniami. Naprawdę jednak szukamy tego samego – poczucia, że nasza praca ma sens. Organizacje, które to rozumieją, dostają coś więcej niż wysoki wskaźnik zaangażowania – dostają ludzi, którzy naprawdę chcą być częścią wspólnoty. Droga do tego nie jest skomplikowana ale wymaga uważności co nie zawsze jest proste w świecie VUCA. Trzeba słuchać, doceniać i budować przestrzeń, w której różnice dodają energii, zamiast dzielić. Tylko wtedy doświadczenie, lojalność i świeżość młodego spojrzenia mogą się wzajemnie uzupełniać, zamiast prowadzić do wypalenia i frustracji – podkreśla ekspertka.

Źródła:

  • UCE RESEARCH i ePsycholodzy.pl: https://uce-pl.com/news/polacy-coraz-bardziej-wypaleni-zawodowo
  • pl: https://media.pracuj.pl/302501-coraz-aktywniejsze-poszukiwania-pracy-mobilnosc-zawodowa-polakow-w-2024-roku
  • Enpulse: https://www.enpulse.eu/raport-work-war-z
  • Deloitte: https://www.deloitte.com/pl/pl/about/press-room/wedlug-91-proc-polskich-zetek-i-millenialsow-praca-bez-poczucia-sensu-nie-daje-satysfakcji.html
  • Gallup: https://www.gallup.com/workplace/652769/despite-employer-prioritization-employee-wellbeing-falters.aspx
  • Enpulse: https://www.enpulse.eu/raport-zaangazowanie-2024

Europejski Bank Centralny sygnalizuje koniec luzowania polityki pieniężnej

Europejski Bank Centralny we wrześniu 2025 roku po raz drugi z rzędu utrzymał stopę depozytową na poziomie 2%, kończąc tym samym rozpoczęty wcześniej cykl luzowania polityki pieniężnej. W jego ramach stopy zostały obniżone łącznie osiem razy – z poziomu 4% do obecnych 2% – a ostatnia decyzja o cięciu zapadła w lipcu. Tym razem EBC nie przedstawił żadnych wskazówek dotyczących przyszłych działań, podkreślając, że kolejne decyzje będą zapadały „spotkanie po spotkaniu” w oparciu o napływające dane gospodarcze.

Prezes EBC Christine Lagarde oceniła, że inflacja znajduje się w pożądanym miejscu, choć otoczenie gospodarcze pozostaje „bardziej niepewne niż zwykle” z uwagi na niestabilność w handlu międzynarodowym. Jej zdaniem proces dezinflacji został zakończony, a niewielkie i tymczasowe odchylenia od celu inflacyjnego nie muszą automatycznie wywoływać reakcji ze strony banku centralnego. Lagarde podkreśliła także, że ryzyka dla wzrostu gospodarczego są obecnie zrównoważone, podczas gdy wcześniej przeważały czynniki negatywne.

Zaktualizowane prognozy EBC wskazują na inflację w wysokości 1.7% w 2026 roku i 1.9% w 2027 roku, czyli nieco mniej niż zakładano wcześniej. W przypadku wzrostu gospodarczego oczekuje się, że PKB strefy euro zwiększy się o 1.2% w 2025 roku i o 1% w 2026 roku.

Na rynkach finansowych decyzja EBC została odebrana jako sygnał końca cyklu obniżek. Rentowność niemieckich 10-letnich obligacji wzrosła do 2.69%, a para EURUSD umocniła się do poziomu 1.173 USD, częściowo na skutek osłabienia dolara. Inwestorzy nie zakładają już kolejnych cięć stóp w najbliższym czasie.

Mimo obaw związanych z amerykańskimi cłami na większość towarów z Unii Europejskiej (na poziomie 15%), geopolityką czy niestabilnością polityczną we Francji, gdzie nowym premierem został Sébastien Lecornu, gospodarka strefy euro wykazuje odporność, a produkcja przemysłowa odbija. W samym EBC jednak widać podziały – część decydentów, jak Gediminas Šimkus, ostrzega przed ryzykiem utrwalenia zbyt niskiej inflacji, podczas gdy inni, jak Isabel Schnabel, zwracają uwagę na możliwość ponownego wzrostu cen wywołanego napięciami handlowymi i rosnącymi wydatkami na obronność.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Już 36% cyberataków opiera się na inżynierii społecznej

Już 36% cyberataków opiera się na inżynierii społecznej, a najskuteczniejsi cyberprzestępcy są w stanie pozyskać kontrolę nad firmowymi danymi zaledwie w 40 minut. Pomaga w tym generatywna sztuczna inteligencja, dzięki której można sklonować głos dowolnego pracownika, a potem skontaktować się ze wsparciem technicznym IT pod pretekstem zgłoszenia utraty hasła. Specjaliści z Palo Alto Networks z jednostki Unit 42 przestrzegają, że to tylko jeden z przykładów socjotechnik bezwzględnie wykorzystujących zwykłą ludzką ufność. Dlatego inżynierię społeczną należy traktować jako systemową lukę wymagającą wielowarstwowych kontroli technicznych i ścisłej weryfikacji opartej na zasadzie zerowego zaufania.

Badania Unit 42 – jednostki w Palo Alto Networks zajmującej się analizą trendów w zagrożeniach i działaniami cyberprzestępców – wskazują, że od maja 2024 do maja 2025 roku przestępcy najczęściej atakowali sektor zaawansowanych technologii. Jednak po wyodrębnieniu ataków socjotechnicznych najbardziej narażona okazała się branża produkcyjna. Podobnie wyglądają statystyki dotyczące phishingu, który stanowi 23% wszystkich włamań, ale koncentrując się wyłącznie na działaniach socjotechnicznych, udział procentowy phishingu wzrasta aż do 65%[1]. Dowodzi to elastyczności cyberprzestępców, którzy potrafią precyzyjnie dobrać taktykę do profilu atakowanej branży, firmy, a nawet konkretnej osoby.

Tak działa coraz więcej grup cyberprzestępców, a jedną z najskuteczniejszych jest Muddled Libra[2].  Grupa, zamiast przeprowadzać szeroko zakrojone ataki phishingowe, namierza kluczowych pracowników i tworzy ich profile psychologiczne na podstawie publicznie dostępnych informacji. Następnie przestępcy podszywają się pod nich i kontaktują się np. z firmowym działem pomocy pod dowolnym pretekstem: utraty hasła, problemu z dostępem do zasobów, pozyskanie poświadczenia dostępu, itp. W rezultacie grupy te uzyskują dostęp do danych, które można szybko spieniężyć, a potem zniknąć.

„Takie ataki są na pierwszy rzut oka bardzo trudne do zidentyfikowania. Wyłudzenie dostępu do kont pracowników jest poprzedzone skrupulatnym rozpoznaniem. Przestępcy wielokrotnie kontaktują się z działem pomocy w atakowanej firmie, aby jak najlepiej poznać procedury odzyskiwania kont czy zmiany zakresu uprawnień. Wiemy o przypadku kradzieży ponad 350 GB danych, który nie został w porę wykryty, bo przestępcy nie użyli żadnego złośliwego oprogramowania. Korzystano wyłącznie z legalnych poświadczeń. Atakujący skontaktowali się z działem pomocy technicznej organizacji, podając się za pracownika, który utracił dostęp do systemu. Cyberprzestępcy korzystający z tej techniki są doskonale przygotowani i znają ofiary, których tożsamość starają się zreplikować. W ten sposób często udaje im się zresetować hasło dostępowe i niepostrzeżenie wejść do systemu informatycznego organizacji” – mówi Tomasz Pietrzyk, szef zespołu ds. rozwiązań technicznych Palo Alto Networks.

Wobec rosnących napięć geopolitycznych warto podkreślić, że zaawansowana inżynieria społeczna nie jest domeną wyłącznie organizacji cyberprzestępczych nastawionych na zarabianie pieniędzy. Grupy sponsorowane przez wywiady wrogich sobie państw również chętnie korzystają z socjotechnik w celach destabilizacyjnych. Przykładowo cyberprzestępcy powiązani z Iranem podszywali się pod zaufane instytucje, aby za pomocą sfałszowanych wiadomości e-mail dystrybuować złośliwe oprogramowanie[3]. Z kolei grupy północnokoreańskie upodobały sobie podszywanie się pod kandydatów do pracy, wykorzystując sfabrykowane CV, profesjonalne profile w mediach społecznościowych i rekrutację zdalną, aby zatrudnić się w firmach obranych za cel ataku[4].

Ataki socjotechniczne to potężne narzędzie, z którego korzysta dziś coraz więcej indywidualnie działających cyberprzestępców, jak i zorganizowanych grup. Specjaliści z Palo Alto Networks prognozują, że udział tego rodzaju cyberataków będzie dalej rósł. Jednym z kluczowych czynników jest rozwój generatywnej sztucznej inteligencji, ponieważ modele językowe mogą wesprzeć atakujących w opracowywaniu coraz skuteczniejszych scenariuszy i narzędzi.

Inżynieria społeczna pozostaje najskuteczniejszym wektorem ataku, ponieważ wykorzystuje słabości ludzkiego zachowania, a nie luki w oprogramowaniu. Cyberprzestępcy szybko dostrzegli, że znacznie łatwiej zdobyć zaufanie człowieka niż ominąć technologiczne zabezpieczenia. W związku z tym firmy będą tak bezpieczne, jak dobrze ustrukturyzowane będą ich procesy, decyzje i wiedza pracowników.

Badacze z jednostki Unit 42 zalecają szkolenia pracowników HR i wsparcia IT, w zakresie rozpoznawania i zgłaszania przypadków, które mogą wskazywać na próby podszywania się pod pracowników firmy lub kandydatów do pracy. Potrzebne są w tym celu także praktyczne testy polegające na symulowaniu takich ataków. Należy także wdrażać zasady dostępu warunkowego, które przed wpuszczeniem urządzenia i użytkownika, który z niego korzysta, do systemu oceniają je, badają lokalizację i dane behawioralne użytkownika podczas logowania.

[1] 2025 Unit 42 Global Incident Response Report – Palo Alto Networks

[2] Muddled Libra Archives – Unit 42

[3] Threat Brief: Escalation of Cyber Risk Related to Iran (Updated June 30)

[4] DPRK Archives – Unit 42

78% Polaków dostrzega u siebie symptomy wypalenia – problem narasta od lat

Zmęczenie, brak motywacji, rosnąca liczba L4 – pracodawcy często interpretują te symptomy jako efekt roszczeniowości młodych pokoleń lub lenistwo. Tymczasem problem może być znacznie głębszy i mieć konkretne źródła fizjologiczne i organizacyjne. Wypalenie zawodowe przestało być tematem psychologów. Dziś to realne ryzyko operacyjne, które – niezaadresowane – uderza w funkcjonowanie firmy. A według danych z ZUS, problem rośnie z roku na rok.

Raport Presja zmian a emocje i zdrowie psychiczne w środowisku pracy Grupy ArteMis wskazuje, że ponad połowa osób odczuwa przeciążenie emocjonalne, a prawie połowa zmaga się z wypaleniem zawodowym. Objawy wypalenia są zróżnicowane i mogą dotyczyć zarówno sfery psychicznej, jak i fizycznej. Często rozwijają się stopniowo, co sprawia, że są ignorowane lub mylone ze „złym nastrojem” czy chwilowym kryzysem.

Złe intencje czy skrajne przeciążenie?

Według badania UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl Polacy na granicy wypalenia zawodowego z 2024 roku, 78 proc. badanych Polaków dostrzega u siebie co najmniej jeden z czternastu symptomów wypalenia zawodowego, co stanowi wzrost o 13 p.p. w ciągu trzech lat. W miejscu pracy zauważalne są pod postacią spadku efektywności, wzrostu liczby popełnianych błędów, unikania nowych zadań czy częstszych nieobecności i zwolnień lekarskich.

– Pracodawcy często reagują na objawy wypalenia niezadowoleniem lub złością i próbują wymuszać na pracownikach oczekiwane zachowanie np. poprzez dokładniejsze kontrole czy ogólnie pojęte dyscyplinowanie. Nie zdają sobie przy tym sprawy z faktu, że nie tylko nie wpłynie to pozytywnie na relacje z pracownikami, ale prawdopodobnie nie zwiększy także efektywności – komentuje lek. Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny w LongLife, firmie specjalizującej się w profilaktyce zdrowotnej w miejscu pracy. – Wypalenie to nie kwestia złej woli pracownika, lecz brak systemowego wsparcia w organizacji. Nie wystarczy zaoferować “owocowych czwartków” – potrzebna jest długofalowa strategia zdrowia, oparta na danych, edukacji i mierzalnych działaniach profilaktycznych. Statystyki pokazują, że co trzeci pracownik może mieć nadciśnienie, co dziesiąty – insulinooporność, a ponad połowa – podwyższony cholesterol. Gorsze samopoczucie, spadek motywacji, drażliwość – często uznawane za lenistwo lub brak zaangażowania – mogą mieć bardzo konkretne źródła fizjologiczne – przekonuje ekspert.

Pracodawcy przeciw wypaleniu zawodowemu

Wypalenie zawodowe nie pojawia się z dnia na dzień – jest efektem długotrwałego przeciążenia i ignorowania sygnałów ostrzegawczych. Dlatego, zamiast reagować dopiero, gdy pracownik znika na L4, organizacje powinny wdrażać systemowe podejście do zdrowia psychofizycznego zespołu.

Choć nie można utożsamiać wprost liczby zwolnień z wypaleniem zawodowym, dane z ZUS dotyczące liczby wystawionych przez lekarzy zaświadczeń potwierdzają, że pracowników dotyka kryzys zdrowia psychicznego. Według danych z ZUS w 2024 reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne znalazły się w rankingu 10 jednostek chorobowych generujących największą liczbę zaświadczeń lekarskich wystawionych z tytułu choroby własnej, plasując się na 6. miejscu w przypadku kobiet i na 7. w przypadku mężczyzn. Jednocześnie zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania odpowiadały w 2024 roku za 12,6 proc. dni absencji z tytułu choroby własnej generując łącznie 30,3 mln dni nieobecności. Liczbę tę można przeliczyć na 121 tys. pracowników nieobecnych przez rok w pracy. Obie opisane dane – liczba dni absencji oraz popularność stresu jako powodu wystawiania zwolnień lekarskich – wzrosły o kilka punktów procentowych w porównaniu do 2023.

– Większość firm wciąż działa reaktywnie, reagując dopiero gdy pracownik znika z dnia na dzień. A przecież można inaczej – analizować dane zdrowotne, segmentować ryzyka i budować trwałą kulturę zdrowia, zanim pojawią się symptomy wypalenia. Tylko takie proaktywne, mierzalne i długofalowe działania mogą realnie przeciwdziałać wypaleniu – zanim przerodzi się ono w kosztowny problem biznesowy – mówi Katarzyna Czarnowska, dyrektor operacyjna w LongLife.

Develia zwiększa przychody i zyski w I półroczu 2025 r. mimo spadku sprzedaży mieszkań

0
  • W I półroczu 2025 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 748,3 mln zł w porównaniu do 648,7 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli 15% więcej.
  • Zysk netto grupy wyniósł 173,4 mln zł wobec 148,7 mln zł zysku netto w I półroczu 2024 r., co oznacza wzrost o 17%.
  • W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2025 r. deweloper sprzedał 1699 mieszkań wobec 1949 w analogicznym okresie ubiegłego roku oraz przekazał 1193 mieszkania w porównaniu do 1057 rok wcześniej.
  • Na koniec czerwca br. Develia posiadała 653,9 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r.
  • W czerwcu br. Develia sfinalizowała sprzedaż Arkad Wrocławskich, ze spółką Vastint Poland za 43,0 mln euro, spełniając tym samym jeden z kluczowych celów strategicznych.
  • W lipcu br. Develia sfinalizowała umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera, za 65,9 mln euro.

– Pierwsze półrocze upłynęło pod znakiem stabilizacji na rynku mieszkaniowym, którą obserwujemy również obecnie. Na horyzoncie widzimy jednak kilka czynników sprzyjających ożywieniu, z których najistotniejszy to trend spadkowy stóp procentowych, przekładający się na wyższą dostępność kredytów. Zakupy z wykorzystaniem kredytu stanowią już ponad połowę naszych transakcji. Po okresie wakacyjnym dostrzegamy wyraźny wzrost zainteresowania mieszkaniami, a klienci chętnie korzystają z szerokiej oferty, co – jak oczekujemy – przełoży się na wyniki sprzedaży w kolejnych okresach. Miniony kwartał był dla nas solidny pod względem przekazań, co znajduje odzwierciedlenie w wynikach finansowych, natomiast największa ich kumulacja nastąpi pod koniec roku – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.W II kwartale koncentrowaliśmy się na transakcji przejęcia Bouygues Immobilier Polska, którą pomyślnie sfinalizowaliśmy w lipcu, oraz na przygotowaniach do procesu integracji. Naszym priorytetem jest sprawne włączenie spółki do naszego biznesu i pełne wykorzystanie synergii. Przejęcie to dla Develii kolejny krok milowy w realizacji celu, jakim jest przekroczenie poziomu sprzedaży 4,5 tys. mieszkań do 2028 r. – dodaje Andrzej Oślizło.

Działalność deweloperska

Develia w I półroczu 2025 r. sprzedała 1699 mieszkań wobec 1949 w analogicznym okresie przed rokiem, czyli o 13% mniej. Spółka przekazała 1193 mieszkania, czyli o 13% więcej w porównaniu do 1057 lokali rok wcześniej.

W II kwartale 2025 r. spółka sprzedała 748 lokali wobec 911 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Przemyska Vita w Gdańsku, Centralna Vita w Krakowie, Bemowo Vita w Warszawie oraz Orawska Vita we Wrocławiu. Develia przekazała 670 lokali w porównaniu do 459 w II kwartale 2024 r. Najwięcej mieszkań przekazano w inwestycjach: City Vibe w Krakowie, Malta Point w Poznaniu oraz Aleje Praskie i Oliwska Vita w Warszawie.

W lipcu br. Develia sfinalizowała umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera, za 65,9 mln euro. Dzięki przejęciu grupa zyskała 900 mieszkań w realizacji i ok. 2,8 tys. lokali w gruntach zabezpieczonych umowami przedwstępnymi, z czego blisko 1,9 tys. mieszkań zlokalizowanych jest w Warszawie, a pozostałe we Wrocławiu i w Poznaniu.

To kolejne w ciągu ostatnich dwóch lat przejęcie dokonane przez Develię na rynku nieruchomości mieszkaniowych po transakcji nabycia polskich spółek Nexity. Develia sfinansowała transakcję ze środków własnych z opcją refinansowania kredytem bankowym.

Działalność komercyjna

W czerwcu br. Develia podpisała umowę sprzedaży nieruchomości, na której znajduje się budynek Arkady Wrocławskie, będący w procesie rozbiórki, ze spółką Vastint Poland, należącą do międzynarodowej grupy inwestującej w nieruchomości komercyjne. Cena sprzedaży netto to 43,0 mln euro. Finalizacja transakcji sprzedaży Arkad Wrocławskich jest spełnieniem jednego z kluczowych strategicznych celów Develii, jakim jest dezinwestycja portfela biurowego i handlowego.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1H2025 1H2024 Zmiana
Przychody 748 323 648 718 15,35%
Zysk brutto ze sprzedaży 274 538 236 835 15,92%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 271 996 235 956 15,27%
EBITDA 185 826 180 026 3,22%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 191 822 148 678 29,02%
Zysk netto 173 363 148 701 16,58%
Skorygowany zysk netto* 178 321 122 360 45,74%
ROE 10,6% 10,1% +0,5 pp.

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy za I półrocze 2025 r. wyniosły 748,3 mln zł wobec 648,7 mln zł rok wcześniej. Zysk netto grupy wyniósł 173,4 mln zł wobec 148,7 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze sześć miesięcy 2024 r. wyniósł 272 mln zł przy przychodach 744,8 mln zł.

– Jednym z kluczowych wydarzeń II kwartału była sprzedaż Arkad Wrocławskich. Środki z transakcji w wysokości 26 mln euro przeznaczyliśmy na spłatę kredytu zaciągniętego na jej prefinansowanie. Pozostałą część reinwestowaliśmy w sektor mieszkaniowy m.in. poprzez zakup Bouygues Immobilier Polska w lipcu br., realizując tym samym założenia naszej polityki inwestycyjnej – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii. – Kolejny raz z rzędu wypłaciliśmy akcjonariuszom najwyższą w historii spółki dywidendę, co było możliwe dzięki rekordowym wynikom osiągniętym w ubiegłym roku – dodaje Paweł Ruszczak.

W czerwcu br. Walne Zgromadzenie Develii zdecydowało, że spółka wypłaci dywidendę za 2024 r. w wysokości 265,5 mln zł, czyli 0,58 zł na akcję. Dywidenda została zapłacona 30 czerwca br. W ubiegłym roku dywidenda wyniosła 226,1 mln zł.

Na koniec czerwca 2025 r., po wypłacie dywidendy i spłacie kredytu zaciągniętego na prefinansowanie transakcji sprzedaży Arkad Wrocławskich, Develia posiadała 653,9 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r. Na koniec I półrocza 2025 r. zobowiązania finansowe wyniosły 764,7 mln zł w porównaniu z 915 mln zł na koniec 2024 r.

Projekt ustawy o nadzorze nad produktami budzi wątpliwości Rzecznika MŚP

Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowało projekt ustawy dotyczącej nadzoru nad spełnianiem wymagań przez produkty dostępne na polskim rynku. Jest to realizacja unijnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1020 z 20 czerwca 2019 r., które wprowadza ramy funkcjonowania nadzoru nad produktami (z wyłączeniem artykułów żywnościowych) i określa standardy pracy organów kontrolnych.

Zastrzeżenia wobec projektu

Podczas opiniowania projektu Minister Agnieszka Majewska zwróciła uwagę, że część rozwiązań może pogorszyć sytuację przedsiębiorców. Jej zdaniem nowe przepisy w obecnym kształcie mogą wprowadzać niepotrzebne utrudnienia w prowadzeniu działalności gospodarczej na terenie Polski.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców przypomniał natomiast, że projekt powinien być zgodny z zasadami wynikającymi z Konstytucji Biznesu. Podniesiono wątpliwości dotyczące hierarchii norm prawnych regulujących procedury kontroli. W opinii Rzecznika, pierwszeństwo powinny mieć przepisy ustawy Prawo przedsiębiorców, a dopiero w sprawach przez nią nieuregulowanych można sięgać po przepisy szczególne zawarte w nowej ustawie.

Obawy dotyczące kontroli

Szczególne kontrowersje budzi artykuł 23 projektu, który zakłada wyłączenie stosowania przepisów ustawy Prawo przedsiębiorców w określonych sytuacjach. Minister Majewska podkreśla, że taki zapis może prowadzić do wszczynania kontroli wobec firm nawet wtedy, gdy brak jest obiektywnych przesłanek. Jej zdaniem grozi to nadmiernym obciążeniem przedsiębiorców oraz naruszeniem zasady proporcjonalności działań administracji wobec biznesu.

Wpływ na sektor MŚP

Minister Majewska wskazała również na inne szczegółowe przepisy, które mogą szczególnie negatywnie oddziaływać na mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Ten segment gospodarki jest najbardziej wrażliwy na dodatkowe obowiązki administracyjne i koszty związane z kontrolami, dlatego w jej opinii projekt powinien zostać dostosowany tak, aby nie ograniczał możliwości rozwoju MŚP.

Potrzeba dalszych prac legislacyjnych

Zgłoszone wątpliwości mają zostać przeanalizowane w toku dalszych prac nad ustawą. Zdaniem przedstawicieli resortu oraz Rzecznika MŚP, konieczne jest wypracowanie takich rozwiązań, które zapewnią skuteczny nadzór nad produktami zgodnie z wymogami unijnymi, a jednocześnie nie obciążą nadmiernie przedsiębiorców.

Rolnictwo wchodzi w drugie półrocze z solidnym fundamentem, ale pogoda kluczowa dla wyników

Inflacja w celu NBP, poprawa koniunktury w rolnictwie i wysoki poziom inwestycji w modernizację i sprzęt – tak wygląda obraz polskiej wsi w połowie 2025 roku. Kluczowe będą teraz wyniki żniw i tempo realizacji kolejnych programów wsparcia inwestycji.
W pierwszej połowie 2025 roku polskie rolnictwo korzystało z dobrej koniunktury gospodarczej, stabilnych cen skupu i historycznie stosunkowo wysokiego poziomu inwestycji, znacznie wyższego niż w poprzednim roku. Jak wynika z sierpniowej edycji raportu “Agroskop” wydawanego przez analityków z Santander Leasing, decydujący wpływ na rynek miały nie tylko – jak zwykle – wskaźniki makroekonomiczne i warunki pogodowe oraz sytuacja międzynarodowa, ale tym razem także ostatnie miesiące realizacji PROW 2014–2020 i nabory w ramach Krajowego Planu Strategicznego i KPO.

Makroekonomia sprzyja polskim rolnikom

Polska gospodarka utrzymała tempo wzrostu PKB, zgodnie z prognozami Ministerstwa Finansów i GUS. Inflacja pozostaje w celu NBP, a lipcowy odczyt (3,1% r/r – GUS, lipiec 2025) był nawet niższy od zakładanego w prognozie banku centralnego. W takich warunkach rolnictwo odnotowało stabilizację koniunktury i utrzymanie nastrojów powyżej średniej długoterminowej. Choć wciąż poziomy tych wskaźników nie notują wysokich wartości, to jednak stopniowo się poprawiają.

Gwałtownie przyspieszyły inwestycje, szczególnie w ciągniki i maszyny rolnicze. Jak podkreślają autorzy raportu, katalizatorem decyzji zakupowych stały się zbliżający się termin rozliczenia Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014–2020 (31 sierpnia 2025) oraz trwające nabory w ramach Krajowego Planu Strategicznego 2023–2027 i Krajowego Planu Odbudowy.

“W Santander Leasing także dostrzegamy wyraźny wzrost inwestycji w nowoczesny sprzęt. Półrocze zakończyliśmy rekordowym wynikiem 770 mln wartości sfinansowanych maszyn rolniczych, o 39% więcej niż w ubiegłym roku w analogicznym okresie. To także dynamika wyższa niż na całym rynku, co finalnie daje nam udział w rynku na poziomie 20%. Kończące się programy dotacyjne zdecydowanie działają jak dodatkowy impuls modernizacyjny – mówi Piotr Domagała dyrektor ds. rozwoju biznesu (sektor rolny) Santander Leasing – Jednocześnie pewna stabilizacja sytuacji daje nadzieję na utrzymanie dobrego poziomu inwestycji w kolejnych miesiącach, choć zapewne nie będą to poziomy z pierwszej połowy roku.”

Produkcja roślinna: ceny i plony pod presją pogody

W segmencie zbóż cena pszenicy spadła od początku roku z ok. 980 zł do ok. 890 zł/t (dane z czerwca 2025), ale to wciąż wynik porównywalny z poziomami z lat 2021 oraz 2023–2024.

“W poprzednim Agroskopie, wydanym w pierwszym kwartale tego roku, przewidywaliśmy wysoką dynamikę cen, na którą wpływ miało mieć m.in. wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia zdarzeń nadzwyczajnych. Czego de facto jesteśmy właśnie świadkami. Chłodne i mokre polskie lato spowodowało w niektórych regionach kraju poważne straty w uprawach. Wyzwaniem może okazać się również jakość zbieranych plonów. W połowie sierpnia na polach jeszcze sporo zbóż czekało na zbiór ze względu na pogodę w ostatnich tygodniach” – tłumaczy Jarosław Kwiatkowski analityk sektora rolnego Santander Leasing.

Według analityków Santander Leasing możemy spodziewać się większej ilości zboża paszowego i jednocześnie spadku zbiorów zbóż konsumpcyjnych.

USDA prognozuje wzrost globalnej produkcji pszenicy w sezonie 2025/26, przy jednoczesnym spadku bilansu światowego. Eksport Rosji – największego dostawcy – w sezonie 2024/25 zmalał o ok. 22% i w nowym sezonie utrzyma się na obniżonym poziomie.
“W Polsce wstępne szacunki GUS dotyczące ziemiopłodów przewidują dobre zbiory pszenicy, ale pewność zyskamy dopiero po żniwach. Pogoda w tym roku stanowi spore wyzwanie.” – zachowuje ostrożność Kwiatkowski.

Cena kukurydzy paszowej ustabilizowała się i lekko wzrosła od początku 2025 roku (z ok. 850 zł do ponad 900 zł/t). Prognozy USDA przewidują spadek globalnych zapasów o ponad 4% co może przełożyć się na wzrost cen również na rynku krajowym.

Rynek roślin oleistych pozostaje stabilny. Ceny rzepaku spadły z ok. 2450 zł do nieco ponad 2300 zł/t od początku roku. USDA przewiduje wzrost globalnej produkcji i zapasów. Rosnąca z roku na rok produkcja jak również zapasy końcowe w skali światowej będą wpływać na rynek polski. Według analityków Santander Leasing może to skutkować dalszymi spadkami cen rzepaku w Polsce. Sytuacji tej sprzyja również słaby dolar, co z kolei podnosi atrakcyjność amerykańskich produktów rolnych.

Wzrosła także rentowność upraw rzepaku – trend wzrostowy utrzymuje się stale od końca 2022 roku. Od początku 2025 widzimy lekką korektę w tym zakresie, jednak są to wciąż poziomy znacznie wyższe niż w ciągu ostatnich trzech lat.

Owoce i warzywa: pomidory tanieją, za to ceny jabłek wystrzeliły w górę

Produkcja jabłek, szczególnie tych do przetwórstwa, spadła o ok. 10% r/r, zaś ceny poszybowały w górę – od stycznia wzrosły one aż o ponad 70% (MRiRW). Jeśli chodzi o rynki zagraniczne, według danych Komisji Europejskiej w UE widoczny jest wzrost produkcji pomarańczy (+10% r/r) oraz brzoskwiń i nektarynek (+5,2% r/r).

Sezon na pomidory szklarniowe rozpoczął się od wzrostu cen w stosunku do roku 2024, ale do końca czerwca ich cena spadła i jest niższa o 14% r/r.

Produkcja zwierzęca: mocny rynek wołowiny, świetne prognozy dla branży drobiarskiej

Pogłowie bydła w Polsce spada, więc ceny skupu rosną – od stycznia o ponad 30%, napędzane mniejszą podażą w UE, dobrej marce polskiej wołowiny i nowym rynkom zbytu, takim jak Chiny, Wietnam, Algieria czy Turcja.

Ceny wieprzowiny były zmienne – ze spadkami na początku roku, a następnie wzrostami do maja i dalej z korektą cen. Obecny poziom jest o ok. 7% wyższy niż w styczniu. Według Agroskopu możliwa jest dalsza korekta cen, pomimo utrzymującego się na niskim poziomie pogłowia trzody chlewnej w Polsce. Cena skupu, pomimo znacznej zmienności, utrzymuje się jednak na poziomie o ok. 7% wyższym niż na początku roku. Rynek krajowy mocno uzależniony jest od sytuacji u naszych zachodnich sąsiadów.

Drób notuje stabilny wzrost – ceny kurcząt rzeźnych od stycznia wzrosły o ok. 17% (MRiRW), umacniane stabilnie rosnącym popytem i relatywnie niskimi cenami pasz. Nie bez znaczenia jest także stosunkowo umiarkowany w tym roku przebieg ptasiej grypy, choć choroba dotyka w tym roku częściej dużych producentów. Prognozy są optymistyczne – konsumpcja drobiu w Unii Europejskiej ma wciąż rosnąć.

Rynek mleka pozostaje stabilny – ceny skupu utrzymują się na wysokim poziomie, z prognozowaną podwyżką w II półroczu do 2,4–2,5 zł/l (GUS). Popyt na przetwory mleczne (masło, ser gouda) rośnie po korektach z początku roku, a sektor utrzymuje dobrą rentowność.

“Szacuje się, że popyt na mleko i przetwory mleczne będzie nadal rósł, dlatego branża mleczarska powinna dalej silnie się rozwijać” – prognozuje ekspert Santander Leasing.

Środki produkcji: stabilne nawozy, tańsze paliwa, ale droższy prąd

Od stycznia 2025 ceny nawozów mineralnych pozostają stabilne (www.CenyRolnicze.pl), co szczególnie sprzyja producentom zbóż. Spadły ceny węgla, oleju napędowego, benzyny i gazu LNG, natomiast energia elektryczna podrożała o ponad 20% r/r. Ceny środków ochrony roślin i maszyn rolniczych wzrosły o kilka procent.

Relacja cen skupu zbóż do cen nawozów azotowych utrzymuje się na poziomie ok. 0,5 – stabilnym od dwóch lat. Taniejące pasze oparte na zbożach to z kolei pozytywne dane dla produkcji zwierzęcej, gdzie pasze stanowią znaczny koszt produkcji.

“Oczywiście dla części producentów, szczególnie z produkcją roślinną, ten poziom pozostawia wiele do życzenia, jednak warta uwagi jest tutaj już sama stabilizacja na tym poziomie” – podkreśla Piotr Domagała.

Wnioski i prognozy

Rolnictwo w pierwszej połowie 2025 roku było beneficjentem korzystnego otoczenia makroekonomicznego i zintensyfikowanych inwestycji. W nadchodzących miesiącach kluczowe będzie tempo realizacji programów wsparcia i wpływ warunków pogodowych na ostateczne wyniki żniw.

„Dobra koniunktura i aktywność inwestycyjna rolników wskazują, że sektor wszedł w drugie półrocze z solidnym fundamentem. Największe wyzwania to zmienność pogody i sytuacja na rynkach surowców, bo choć np. spadek cen pasz to dobra wiadomość dla hodowców, to wzrost kosztów energii może z kolei ograniczać inwestycje w niektórych gospodarstwach. W ostatnich miesiącach roku kluczowe będzie utrzymanie równowagi między kosztami a cenami. Utrzymanie stabilnego poziomu tej relacji daje szansę na zamknięcie roku z dobrym wynikiem” – podsumowuje Piotr Domagała Santander Leasing.

Chiny i rynki wschodzące coraz atrakcyjniejsze dla polskich inwestorów indywidualnych

  • Polscy inwestorzy tracą zaufanie do amerykańskich akcji i coraz częściej kierują swoje zainteresowanie ku rynkom wschodzącym oraz Chinom.
  • Wykazują większą ostrożność wobec spółek technologicznych z grupy „Magnificent 7”, ograniczając ich udział w portfelach lub całkowicie je pomijając.
  • Większość polskich inwestorów indywidualnych (90 proc.) wciąż ufa dolarowi jako głównej walucie rezerwowej świata, choć część rozważa alternatywy, takie jak cyfrowe waluty banków centralnych czy juana.

Z najnowszego kwartalnego raportu Pulsu Inwestora Indywidualnego platformy inwestycyjnej eToro wynika, że polscy inwestorzy nadal postrzegają Stany Zjednoczone jako region o wysokim potencjale długoterminowych zwrotów, choć odsetek ten spadł o 2 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem – z 32 proc. do 30 proc. Nieco spadło też zaufanie do europejskich akcji, które zmniejszyło się z 39 proc. do 36 proc. Polscy inwestorzy wykazują większą pewność wobec europejskich (w tym polskich) papierów wartościowych, mimo że również one straciły na wartości.

Ankietowani z Polski coraz chętniej skłaniają się ku rynkom wschodzącym i akcjom chińskim. Zaufanie do Chin wzrosło o 3 proc., z 19 proc. do 22 proc., natomiast sentyment wobec rynków wschodzących, takich jak Ameryka Południowa, Europa Wschodnia, Bliski Wschód i Azja, wzrósł z 17 proc. do 20 proc.

Komentując dane, analityk eToro, Paweł Majtkowski, powiedział: Badanie przeprowadzone w dniach 5–19 sierpnia 2025 roku przypadło na okres wyjątkowej zmienności na warszawskiej giełdzie. W tym czasie WIG20 osiągnął szczyt notowań, po czym rozpoczął spadki, które uczyniły sierpień pierwszym miesiącem przeceny od listopada poprzedniego roku. Tło lokalnej korekty sprzyjało większej ostrożności w ocenach inwestorów i przełożyło się na spadek zaufania zarówno do warszawskiego parkietu, jak i do giełd europejskich. Widać także utrzymującą się rezerwę wobec rynków amerykańskich, które w oczach polskich inwestorów są mniej atrakcyjne nie tylko z powodu tradycyjnych preferencji, ale też ze względu na wysokie wyceny ograniczające potencjał dalszego wzrostu. W efekcie część uwagi przesuwa się w stronę rynków wschodzących i Chin, które coraz częściej są postrzegane jako źródło długoterminowych okazji inwestycyjnych.

Polscy inwestorzy ostrożni wobec „Magnificent 7”

Gdy zapytano ich o prognozy dla tzw. „Magnificent 7” (Amazon, Apple, Microsoft, Meta, Tesla, Nvidia i Alphabet) w 2025 roku, polscy inwestorzy indywidualni przedstawili umiarkowany obraz sytuacji: 14 proc. spodziewa się, że akcje te znacząco przewyższą średnią rynkową, a 37 proc. ocenia, że przewaga będzie jedynie niewielka.

Najświeższe wyniki raportu Puls Inwestora Indywidualnego eToro wskazują, że polscy inwestorzy wykazują większą ostrożność wobec spółek technologicznych z grupy „Magnificent 7”. Odzwierciedla to wyższy odsetek respondentów deklarujących brak obecnej lub planowanej ekspozycji – w przypadku Tesli wzrost z 28 proc. do 34 proc., Amazona z 25 proc. do 33 proc., Meta z 30 proc. do 35 proc., a Apple z 26 proc. do 31 proc.

Równocześnie coraz mniej inwestorów planuje zwiększać swoje udziały, przy czym największe spadki odnotowano w przypadku Tesli (z 16 proc. do 10 proc.) i Microsoft (z 20 proc. do 15 proc.). Z kolei Amazon, Meta i Apple wykazują niewielki wzrost pozytywnego nastawienia, z minimalnym przyrostem osób planujących zwiększyć ekspozycję (odpowiednio: Amazon 16 proc. do 15 proc., Meta 12 proc. do 15 proc., Apple 17 proc. do 17 proc.).

Komentując wyniki Paweł Majtkowski dodał: Polscy inwestorzy już od dłuższego czasu mają obawy co do wycen, zwłaszcza w przypadku spółek z grupy „Magnificent 7”. Na warszawskiej giełdzie wskaźniki wyceny pozostają znacznie niższe niż w USA, gdzie to właśnie te firmy, jak Tesla, osiągają najwyższe poziomy. W efekcie rośnie przekonanie, że ich potencjał dalszych wzrostów jest ograniczony, co sprzyja ostrożności i redukowaniu ekspozycji. Nie brakuje jednak głosów, że dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji część z tych spółek może wciąż oferować istotne możliwości wzrostowe.

Roczna zmiana nastrojów inwestorów indywidualnych wobec „Magnificent 7” (III kwartał 2024 vs III kwartał 2025)

Dolar wciąż niekwestionowaną walutą rezerwową

Choć polscy inwestorzy indywidualni przygotowują się na potencjalne długoterminowe osłabienie dolara, z 65 proc. deklarujących, że dostosowali lub planują dostosować swoje portfele (w poprzednim kwartale było to 67 proc.), większość (90 proc.) nadal wierzy, że dolar pozostanie globalną walutą rezerwową przez następne 10 lat – niezależnie od tego, czy spodziewają się jego osłabienia (33 proc.), wzmocnienia (22 proc.) czy utrzymania stabilności (27 proc.).

Tylko 4 proc. polskich inwestorów uważa, że dolar utraci status waluty rezerwowej w ciągu najbliższej dekady. Wśród alternatyw 26 proc. Polaków wskazało cyfrowe waluty banków centralnych, 21 proc. – juana, a po 18 proc. – aktywa realne lub bitcoina.

Zaufanie do dolara jako waluty rezerwowej pozostaje wyższe w Polsce (90 proc.) niż globalnie (83 proc.). Jedynie niewielka mniejszość w obu grupach spodziewa się utraty tego statusu, przy czym preferencje co do alternatyw różnią się. Polacy częściej wskazują cyfrowe waluty banków centralnych i juana, podczas gdy inwestorzy globalni skłaniają się ku bitcoinowi, euro i złotu.

Paweł Majtkowski skomentował: Polscy inwestorzy, mimo napięć związanych z cłami i polityka handlową, wierzą zarówno w dolara, jak i w siłę amerykańskiej gospodarki, a ich przekonanie o utrzymaniu pozycji USA jako globalnego lidera jest silniejsze niż wśród inwestorów na świecie. Choć część badanych przygotowuje swoje portfele na możliwe osłabienie dolara, to nie podważa to ich wiary w jego rolę rezerwową. Dla inwestorów inwestujących poza Europą takie przygotowanie ma kluczowe znaczenie, ponieważ zmiany kursu amerykańskiej waluty mogą znacząco wpływać na wyceny i wyniki portfeli.

Napięcia geopolityczne jako największe ryzyko, obawy przed recesją utrzymane

Najnowszy raport Puls Inwestora Indywidualnego pokazuje, że w Polsce międzynarodowy konflikt pozostaje największym postrzeganym zagrożeniem dla portfela inwestycyjnego, wzrastając z 19 proc. w II kwartale do 25 proc. w III kwartale 2025 r.

Postrzeganie ryzyka recesji zarówno dla gospodarki polskiej, jak i światowej pozostało bez zmian – nadal 12 proc. inwestorów indywidualnych uznaje je za zagrożenie dla swoich portfeli. Inflacja natomiast nieco zmalała w rankingu zagrożeń, a odsetek inwestorów wskazujących ją jako ryzyko spadł o 2 punkty procentowe, do 22 proc.

Paweł Majtkowski podsumował: Polscy inwestorzy wyraźniej niż globalni koncentrują się na napięciach międzynarodowych. Wyniki badania potwierdzają zmianę hierarchii ryzyk, które dostrzegają polscy inwestorzy – po raz pierwszy od kilku kwartałów inflacja ustąpiła miejsca konfliktowi międzynarodowemu jako najpoważniejsze zagrożenie dla portfeli. To przesunięcie nastrojów nie jest przypadkowe, ponieważ III kwartał zbiegł się z wyjątkowym momentem geopolitycznym, jakim było spotkanie Trump – Putin 15 sierpnia na Alasce. Wydarzenie to mogło skupić uwagę na globalnych napięciach i wzmocniło poczucie niepewności, przyćmiewając obawy inflacyjne, które wcześniej dominowały w badaniach.

Tylko 5 proc. polskich inwestorów obawia się natomiast wzrostu zadłużenia państwa w stosunku do PKB, i to w okresie, kiedy deficyt budżetowy w roku 2025 oraz prognozowany na 2026 wynosi aż 6,7 proc. PKB

Frustracja płacowa w Polsce: problem nie tylko wysokości pensji, ale i mechanizmów ich ustalania

Według ostatniej edycji globalnego badania „People at work: A Global Workforce View” z 2025 roku, polscy pracownicy są w czołówce, jeśli chodzi o poczucie otrzymywania niesprawiedliwego wynagrodzenia za wykonywaną pracę. Odpowiada tak 25% mężczyzn i aż 40% kobiet. Należy podkreślić, że różnica 15 punktów procentowych między płciami jest najwyższa na świecie (na równi ze Szwecją).

To pokazuje frustrację pracowników, choć w większym stopniu kobiet, związaną z wynagrodzeniami. Frustracja niekoniecznie jest powodowana samą wysokością zarobków, bo to samo badanie pokazuje, że w subiektywnej ocenie Polaków nie jest z tym najgorzej. Według różnych badań, w Polsce luka płacowa związana z płcią także nie należy do najwyższych na świecie. Chodzi więc raczej o mechanizmy rządzące wynagrodzeniami oraz wysoką świadomość tego problemu. Frustrację mogą powodować niejasne zasady wynagradzania, arbitralne przyznawanie premii, nagród i podwyżek, ogólna wiedza na temat nierówności w miejscu pracy, poczucie nieadekwatności płacy w stosunku do kwalifikacji i wkładanego wysiłku. Nie zawsze pracodawca dysponuje narzędziami, które mogą redukować to poczucie niesprawiedliwości, jak choćby w branżach, gdzie płace są regulowane przepisami krajowymi i zbyt rzadko waloryzowane. Jednak w wielu wypadkach wprowadzenie jasnych i przejrzystych mechanizmów związanych z płacami pierwszy krok do niwelowania frustracji.

Transparentność płac na horyzoncie

W czerwcu 2026 roku wejdzie w krajach członkowskich UE obowiązek wprowadzenia w firmach zasad dotyczących transparentności wynagrodzeń. Oznacza to m.in. obowiązek ujawniania informacji o poziomach wynagrodzeń na etapie rekrutacji, a także zapewnienie pracownikom dostępu do informacji o średnich zarobkach w firmie, z podziałem na płeć. Przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 100 pracowników będą musiały również regularnie raportować różnice płacowe między kobietami a mężczyznami. Choć już teraz coraz więcej firm podaje widełki płacowe w ogłoszeniach o pracę – wciąż nie jest to powszechne. Z różnych danych wynika też, że jedynie kilkanaście procent organizacji ma wdrożoną politykę w zakresie przejrzystości wynagrodzeń lub jest gotowych ją wdrożyć. Na przygotowania do wdrożenia dyrektywy został niecały rok – to bardzo mało, bo przygotowanie planu działania w tym obszarze i wstępny etap wdrożenia trwa co najmniej kilka miesięcy. Należy też pamiętać o sankcjach zapisanych w dyrektywie: w przypadku, gdy ujawniona luka płacowa przekroczy 5 procent, konieczne będą działania naprawcze, a poszkodowani pracownicy będą mieli prawo do odszkodowania. Już wcześniej, bo od 23 grudnia 2025 r., zgodnie z przepisami polskimi pracodawcy będą zobowiązani informować kandydatów do pracy o warunkach finansowych zatrudnienia w trakcie procesu rekrutacyjnego.

Wprowadzenie polityki przejrzystości wynagrodzeń warto potraktować nie tylko jako obowiązek administracyjny, a jako element budowania swojej przewagi konkurencyjnej. Część organizacji wdroży zapewne plan minimum, by nie narazić się na sankcje. Pamiętajmy jednak o wysokim wskaźniku frustracji związanym z niesprawiedliwym wynagradzaniem – jeśli dobrze zidentyfikujemy jego źródła i odpowiemy właściwymi działaniami, to może być nasza przewaga, nie tylko pod kątem odczuć pracowników, ale także pozycji firmy na rynku jako miejsca, w którym nowe osoby zechcą pracować.

Niezadowolenie z zarobków, poczucie niesprawiedliwego traktowania przez pracodawcę i brak perspektyw poprawy – to główne motywy poszukiwania nowej pracy. Niejasne zasady dotyczące płac, nagród i awansów mogą więc odbijać się zwiększoną rotacją pracowników, której można uniknąć. Wakaty i nowe rekrutacje stanowią przecież dla firmy realny koszt, który przynajmniej częściowo można zrekompensować.

Od czego zacząć

Przygotowanie do transparentności wynagrodzeń należy zacząć od audytu aktualnej sytuacji, aby sprawdzić, czy w organizacji występuje luka płacowa i w jakiej wysokości. Należy się przyjrzeć także się zasadom dotyczącym płac i stanowisk oraz zakresów obowiązków przypisanych do konkretnych stanowisk. To pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy system wynagrodzeń jest uzasadniony merytorycznie i czytelny. W razie wątpliwości pracownicy powinni móc znaleźć zasady w wewnętrznych regulaminach oraz wymogach i obowiązkach powiązanych ze stanowiskami. Może się okazać, że konieczne będzie rozpisanie zupełnie nowej struktury zatrudnienia i stworzenie nowych nazw stanowisk w ramach już istniejących. Częsty przykład to zespół „pracowników obsługi klienta”, w którym każda osoba pełni nieco inne obowiązki i ma inny zakres odpowiedzialności. W tej sytuacji trudno uzasadnić różnice wynagrodzeń, jeśli wszyscy mają takie samo stanowisko, a regulamin opisuje ich obowiązki bardzo ogólnie. Jeśli natomiast wstępny audyt wykaże, że luka płacowa w organizacji przekracza prawny próg 5 procent, to sygnał by przygotować plan stopniowego wyrównywania płac i zabezpieczyć na to środki w przyszłym budżecie.

Autor: Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska

BCC: „Rodzina 800 plus” i „13. emerytura” wymagają kryterium dochodowego, inaczej budżet nie wytrzyma

W środę, 10 września, w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” odbyło się posiedzenie plenarne Rady Dialogu Społecznego (RDS) poświęcone projektowi budżetu państwa na rok 2026.

Podczas obrad Business Centre Club (BCC) przedstawiło swoje stanowisko dotyczące kształtu i założeń przyszłorocznego budżetu.

Projekt budżetu – napięty i podatny na wstrząsy

– Projekt budżetu państwa na 2026 rok jest bardzo „napięty” i wydaje się mało odporny na ewentualne szoki, szczególnie te spowodowane zewnętrznymi, niekorzystnymi wydarzeniami gospodarczymi czy politycznymi. Ministerstwo Finansów zdaje się nie być w pełni świadome istniejących ryzyk. – mówił Witold Michałek, wiceprezes BCC, ekspert ds. ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu.

Zastrzeżenia do struktury budżetu

Dodatkowe ryzyka stwarza sama struktura budżetu, gdzie 90 proc. wydatków – to wydatki „sztywne” – jest to bardzo wysoki odsetek. Nie stwarza to przestrzeni dla nowych, rozwojowych wydatków inwestycyjnych. Szczególnie niepokojące jest to w sytuacji, gdy udział ogólnych wydatków inwestycyjnych wynosi zaledwie ok. 18 proc. PKB i jest w dużej mierze „nakręcany” jednorazowymi wydatkami publicznymi, głównie finansowanymi z  pożyczek w ramach unijnego programu KPO. Aby stworzyć przestrzeń dla realnych inwestycji, konieczne jest przejrzenie strony wydatkowej budżetu i racjonalizacja niektórych pozycji.  – zaznacza Witold Michałek.

Racjonalizacja wydatków a deficyt

BCC podkreśla, że w sytuacji w której niezbędne będą oszczędności związane z dostosowaniem wydatków budżetowych do procedury nadmiernego deficytu konieczne będą zmiany dotyczące m.in. programu „Rodzina 800 plus”. Program pochłania większość środków przeznaczonych na transfery społeczne. W 2025 roku była to kwota 63 mld. zł.

Program nie realizuje zakładanego celu demograficznego, a jego rola w ograniczaniu ubóstwa wiąże się z nadmiernym, wręcz ekstrawaganckim kosztem wypłat również dla rodzin o wysokich dochodach. Konieczne jest wprowadzenie kryterium dochodowego, zamiast proponowanych przez rząd ograniczeń skierowanych jedynie wobec cudzoziemców. Dobrze sytuowane rodziny nie powinny korzystać z publicznego wsparcia finansowanego m.in. z podatków osób o niskich dochodach. – podkreślał ekspert BCC.

Krytyka „13. emerytury” i programu „Aktywny rodzic”

BCC konsekwentnie krytykuje logikę działań rządu w zakresie wypłaty dodatkowego rocznego świadczenia dla emerytów i rencistów (tzw. 13. emerytury).

Polskiego państwa nie stać na system świadczeń socjalnych, wypłacanych niezależnie od wysokość emerytury lub renty. Ubodzy i niezamożni podatnicy (w tym np. samozatrudnieni) nie powinni dofinansowywać osób otrzymujących wysokie emerytury i renty. – wskazano w stanowisku BCC.

Podobne zastrzeżenia dotyczą programu „Aktywny rodzic”, którego finansowanie w 2026 roku ma wynieść około 6 mld zł. Brak kryteriów dochodowych powoduje, że budżet ponosi nadmierne koszty, a jednocześnie narusza to poczucie sprawiedliwości społecznej.

Rodziny o niskich dochodach nie powinny – poprzez płacone podatki – dofinansowywać zamożnych gospodarstw domowych, dla których wydatek 500 czy nawet 1500 zł miesięcznie jest niewielki w stosunku do dochodów. W dużych miastach, takich jak Kraków, Poznań czy Warszawa, przeciętne wynagrodzenie miesięczne sięga bowiem kilkunastu tysięcy złotych.

Potrzeba inwestycji w naukę i rozwój

BCC apeluje o szczegółową analizę planowanych wydatków, która pozwoli na ograniczenie nieracjonalnych pozycji w budżecie.

Zaoszczędzone w ten sposób środki powinny w pierwszej kolejności zostać przeznaczone na naukę, badania i rozwój, które stanowią fundament nowoczesnej gospodarki.

Obecnie wydatki na naukę realnie maleją, ponieważ ich niewielki nominalny wzrost jest niższy od prognozowanej inflacji. Polska przeznacza na ten cel jedynie około 1,1 proc. PKB, podczas gdy średnia w krajach Unii Europejskiej wynosi około 2,2 proc. PKB.

Rosnący dystans w tym zakresie zagraża międzynarodowej konkurencyjności polskiej gospodarki oraz jej zdolności do wdrażania innowacji i nowych technologii.

Wysokie wydatki socjalne i obronne – zagrożenie dla stabilności finansów publicznych

Nie możemy mieć jednocześnie irlandzkich podatków i skandynawskiego modelu socjalnego. Doceniamy wzrost gospodarczy oraz sukces w obniżeniu inflacji i rozumiemy konieczność zwiększenia wydatków na obronność. Jednak ponownie zwracam uwagę, że budżet nie może być obciążony równocześnie tak wysokimi wydatkami socjalnymi i zbrojeniowymi, ponieważ prowadzi to do ogromnego wzrostu deficytu a obsługa zadłużenia staje się coraz droższa. Agencje ratingowe prognozują możliwość obniżenia ratingu Polski, co byłoby niezwykle niebezpieczne dla naszej gospodarki. – podsumował prezes ZP BCC Łukasz Bernatowicz.

W posiedzeniu RDS uczestniczyli przedstawiciele BCC: Łukasz Bernatowicz – prezes ZP BCC, Witold Michałek – wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji oraz Radosław Płonka, ekspert BCC ds. prawa gospodarczego.

TSUE: sądy nie mogą badać metodologii WIBOR. Opinia Rzecznika korzystna dla banków

11 września 2025 r. Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE wydał opinię w sprawie prejudycjalnej dotyczącej stosowania wskaźnika WIBOR w umowach kredytowych.

Rzecznik TSUE potwierdził prawidłowość wyznaczania WIBOR-u. Poruszył też kwestię obowiązków informacyjnych, które banki realizowały w sposób prawidłowy.

  • Sąd nie może badać metody ustalania wskaźnika WIBOR. Badanie metody wykracza poza zakres Dyrektywy konsumenckiej 93/13. Rzecznik Generalny uznał, że zezwolenie krajowym sądom cywilnym na weryfikację metody ustalania kluczowych wskaźników referencyjnych w drodze oceny nieuczciwego charakteru warunku umownego na podstawie dyrektywy 93/13 podważyłoby szczególny system zarządzania kluczowymi wskaźnikami referencyjnymi ustanowiony przez prawodawcę Unii na mocy rozporządzenia BMR.
  • Bank powinien przekazać informacje o nazwie, administratorze i skutkach wzrostu wskaźnika na oprocentowanie kredytu, co było realizowane przez banki.
  • Wymóg przejrzystości przewidziany w dyrektywie 93/13 nie zobowiązuje kredytodawcy do bezpośredniego przekazywania bardziej szczegółowych informacji na temat metody wyznaczania wskaźnika referencyjnego niż wymagane na podstawie rozporządzenia BMR. Banki realizowały te obowiązki.
  • Co istotne nawet gdyby warunki zostałyby uznane za nieprzejrzyste to nie wystarcza to jeszcze do ich skutecznego podważenia. Żeby warunek został uznany za nieuczciwy oprocentowanie musiałoby odbiegać od warunków rynkowych.
  • Rzecznik nie udzielił odpowiedzi na pytanie 4 dotyczące skutków uznania postanowienia za abuzywne, zgodnie z wytycznymi TSUE. Zostało ono uznane za nieistotne.

Transplantologia warta miliardy. Przejęcie OrganOx przez Terumo i polski akcent NanoGroup

Start-upy medyczne od lat wzbudzają dużo emocji, również w obszarze transakcji i M&A. Rzadko jednak mówi się o wielomiliardowych transakcjach w dziedzinie transplantologii. Na rynku wartym w skali globalnej niemal 11 mld USD nie brakuje jednak innowacji oraz ciekawych projektów, które są zauważane przez potentatów branży medycznej. Potwierdzeniem potencjału drzemiącego na tym rynku jest bez wątpienia transakcja przejęcia brytyjskiego OrganOX’a przez japońskiego giganta za 1,5 mld USD. Innowacje w transplantologii nie są obce również Polakom. Polska spółka NanoGroup rozwija technologię analogiczną do OrganOX. Przypadek ten pokazuje, że technologie wyceniane na miliardy mogą powstać także w naszym kraju.

Wyzwania rynku transplantologii

Światowy rynek transplantologii, a więc obszaru medycyny, który zajmuje się wszczepianiem komórek, tkanek i narządów od dawcy do organizmu biorcy w celu ratowania życia, przywrócenia funkcji lub leczenia chorób jest bardzo duży. Według Fortune Business Insights światowy rynek był wyceniany w 2024 roku na niemal 11 mld USD.

Przed wspomnianym segmentem w dalszym ciągu stoi wiele wyzwań, związanych zarówno z dostępem do organów, ale również z ich przechowywaniem. Dostępne rozwiązania polegają na przetrzymywaniu organów w temperaturze 2-4 st. C. i wypełnianiu jego naczyń krwionośnych specjalnym, schłodzonym płynem, który spowalnia obumieranie tkanek. Czas przechowywania jest jednak dość krótki. Ponadto, w momencie pobrania organu może on być już częściowo obumarły, a metoda chłodzenia nie jest w stanie zatrzymać tego procesu, tym bardziej go cofnąć.

Nie bez powodu zatem większość innowacji związanych z transplantologią dotyczy rozwiązania tego problemu. Cofnięcie procesu obumierania istotnie zwiększy bowiem liczbę potencjalnych dawców organów.

Innowacje w cenie

Podczas przechowywania organów liczy się każda minuta oraz stan narządów. Dlatego największe medyczne podmioty szukają innowacyjnych rozwiązań, nawet jeśli nadal pozwalają one obumierać organom wykorzystując starą technologię polegającą na mocnym schłodzeniu. Przykładem jest transakcja przejęcia w 2024 roku amerykańskiej firmy Paragonix Technologies przez Getine Group, koncern technologiczno-medyczny ze Szwecji. Wartość transakcji wyniosła prawie 0,5 mld USD.

O wiele wyżej wyceniane są jednak nowe technologie pozwalające na nie tylko zatrzymanie procesu obumierania, ale również jego cofnięcie. Szczególnie perspektywiczna jest technologia perfuzji normotermicznej. Pozwala ona na utrzymanie „żyjącego” organu poza organizmem człowieka, odtwarzając warunki panujące w organizmie. Dzięki temu organ może być zachowany w lepszym stanie. Daje ona również możliwość regeneracji, czyli odwracania procesów obumierania, wydłużenia czasu między pobraniem a przeszczepem, a także bardziej wiarygodną ocenę jego stanu. To wszystko ma docelowo zwiększyć liczbę narządów dostępnych do przeszczepów nawet o 100%, a jednocześnie zwiększyć odsetek udanych przeszczepów.

Tego typu technologię wykorzystuje urządzenie OrganOX opracowane przez spin-off Uniwersytetu Oxfordzkiego, które służy do przechowywania wątroby. Nowatorskie rozwiązanie jest już skomercjalizowane, a w 2024 roku było wykorzystane przy przychowaniu 6 tys. organów, co przyniosło spółce około 75 mln USD przychodów.

O przełomowym charakterze projektu OrganOX świadczy kwota pozyskana w ramach wielu rund finansowania. W samym 2025 r. spółka pozyskała od inwestorów ponad 300 mln USD, natomiast najważniejszym wydarzeniem tego roku była bez wątpienia transakcja przejęcia firmy przez Terumo Corporation za zawrotną kwotę 1,5 mld USD. Terumo to pochodząca z Japonii globalna firma produkująca urządzenia medyczne, wyceniana na ponad 26 mld USD. Transakcja była nie tylko największym przejęciem w historii rynku transplantologii, ale również najwyżej wycenioną transakcją w historii Uniwersytetu Oksfordzkiego. Transakcja wyróżnia się również parametrami wyceny. Wartość przejmowanego OrganOx’a wynosi bowiem 20-krotność osiągniętych w 2024 r. przychodów. Jest to wskaźnik imponująco wysoki, nawet na rynku innowacji medycznych, co jest swoistym benchmarkiem dla innych startupów pracujących nad pionierskimi technologiami z dziedziny transplantologii.

Polski akcent w globalnej transplantologii

Przykład transakcji przejęcia OrganOX pokazuje, że technologia perfuzji normotermicznej będzie przełomem dla branży i jest już teraz dostrzegana przez największych światowych graczy. Tym bardziej warte zauważenia jest to, że nad konkurencyjnym urządzeniem pracuje notowana na warszawskiej GPW NanoGroup. Polska spółka wywodząca się z Politechniki Warszawskiej, rozwija system NanOX, dedykowany nerkom, które stanowią ponad 60% wszystkich przeszczepów na świecie.

– Przejęcie OrganOx za 1,5 miliarda dolarów to dla nas nie tylko biznesowa wiadomość. To przede wszystkim potwierdzenie, że nasza wizja i kierunek są słuszne. Wartość, jaką udało się stworzyć zespołowi z Oksfordu, pokazuje, że technologia perfuzji nie jest już tylko przyszłością medycyny, ale jej wartym miliardy dolarów rynkiem. NanoGroup, rozwijając podobne rozwiązanie w oparciu o polską myśl naukową, podąża tą samą ścieżką. To potężny impuls i dowód na to, że polska biotechnologia ma potencjał, aby generować globalną wartość i konkurować na najwyższym poziomie – komentuje Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup.

System NanOX, podobnie jak technologia OrganOx, wykorzystuje normotermiczną perfuzję (NMP), która pozwala na przechowywanie narządów w aktywnym stanie. Jednak w przeciwieństwie do rozwiązań OrganOx, NanOX idzie o krok dalej i może wykorzystywać bezkrwisty płyn perfuzyjny oparty na nanocząstkach perfluorowęglowodorowych (PFC). System NanOX składa się bowiem z urządzenia o nazwie Recovery Box oraz płynu perfuzyjnego NanOX 4 Kidney. Recovery Box to urządzenie podobne do OrganOx, tyle, że bardziej uniwersalne, bo może pracować w zakresie temperatur 4-37 stopni Celsjusza oraz z różnymi perfuzatami, zarówno krwią – tak jak w OrganOx – jak i płynem NanOX 4 Kidney. Ten ostatni to innowacyjny, opatentowany, syntetyczny perfuzat, zastępujący krew, a nawet dający pewne przewagi medyczne nad krwią: brak leukocytów i patogenów oraz lepsze utlenienie wynikające z tego, że nanorespirocyty są kilkadziesiąt razy mniejsze od erytrocytów. Lepsze utlenienie naczyń włosowatych może mieć znaczenie zwłaszcza w przypadku regenerowania organów po długim niedokrwieniu. Ta opatentowana innowacja całkowicie eliminuje konieczność użycia krwi, co znacząco upraszcza logistykę. Perfuzat NanOx 4 Kidney nie wymaga bowiem doboru grupy krwi i jest niezależny od okresowych jej niedoborów, dzięki czemu pozwoli znacznie lepiej wyskalować użycie systemu perfuzyjnego i realnie zrewolucjonizować transplantologię.

Przewagi rozwiązania opracowanego przez NanoGroup dostrzegają również eksperci z branży M&A.

– Organox – która dopiero wkroczyła w fazę komercyjną – zapewniła sobie 1,5 miliarda dolarów za coś, co jest po prostu normotermiczną skrzynką do przechowywania i transportu, choć dobrze zaprojektowaną i przetestowaną. System opracowany przez NanoGroup jest znacznie bardziej przełomowy, a urządzenie stanowi tylko jego niewielką część. Z naszego doświadczenia wynika, że takie przejęcie stymuluje konkurentów do poszukiwania podobnych rozwiązań, aby nie pozostawać w tyle. To dobra wiadomość dla takich firm jak NanoGroup – ocenia Charles Jonscher, PhD, Senior Partner w Clairfield, firmie doradczej specjalizującej się w transakcjach M&A, m.in. na rynku Health Care.

Podsumowanie

Inwestorzy coraz śmielej lokują kapitał w spółki, które mają potencjał fundamentalnie zmieniać standardy w medycynie. Przejęcie OrganOx to kluczowy wskaźnik rynkowy potwierdzający, że wizja takich spółek jak NanoGroup jest spójna z globalnymi trendami. Projekt NanOX może być dla inwestorów rzadką okazją do wczesnego wejścia w technologię, która – jeśli potwierdzi swoją skuteczność – może stać się obiektem zainteresowania globalnych graczy i wygenerować znaczące zwroty dla akcjonariuszy.

Oracle w jeden dzień dodał 236 mld USD do wartości rynkowej – Larry Ellison wyprzedza Muska i zostaje najbogatszym człowiekiem świata

Polskie PKB dopiero co przekroczyło 1 bln dolarów, co było ważnym symbolicznym momentem dla naszej gospodarki. Jednak w globalnej skali takie liczby mają mniej spektakularny wydźwięk, gdy porównamy je z wydarzeniami na Wall Street. Wczoraj akcje firmy Oracle w trakcie sesji rosły nawet o 41 proc., a dzień zakończyły zwyżką o 36 proc. W tym sposób kapitalizacja spółki powiększyła się o 236 mld dolarów, osiągając 922 mld dolarów. Oznacza to, że w jeden dzień Oracle zwiększył swoją wartość rynkową o prawie równowartość jednej czwartej polskiej gospodarki. To pokazuje, jak ogromną siłę ma dziś sztuczna inteligencja na rynkach finansowych i jak potrafi w ciągu chwili zmieniać wyceny największych firm świata.

Co więcej, dynamiczny wzrost kursu sprawił, że współzałożyciel firmy Larry Ellison wyprzedził Elona Muska stając się najbogatszym człowiekiem świata. Jego majątek powiększył się w ciągu jednego dnia o 101 mld dolarów do 393 mld dolarów, co jest największym takim wzrostem w historii.

Larry Ellison założył Oracle w 1977 roku i od początku zajmował się rozwijaniem systemów baz danych. Początkowo firma nazywała się Software Development Laboratories, a potem zmieniła nazwę na Oracle, od projektu badawczego realizowanego na zlecenie CIA. Z czasem Oracle stał się liderem w obszarze oprogramowania baz danych, dostarczając rozwiązania dla największych korporacji i instytucji na świecie. W kolejnych dekadach firma rozszerzyła działalność o aplikacje biznesowe, systemy ERP i usługi chmurowe, a dziś kluczowym elementem jej strategii jest rozwój infrastruktury obliczeniowej dla sztucznej inteligencji. Dzięki temu Oracle z firmy bazodanowej stał się jednym z głównych graczy w globalnym wyścigu AI.

Tak silny ruch na akcjach to efekt publikacji wyników kwartalnych. Choć przychody na poziomie 14,9 mld dolarów i zysk na akcję 1,47 dolara okazały się minimalnie słabsze od oczekiwań analityków, rynek skupił się na innym elemencie raportu. Oracle ujawnił bowiem ogromny portfel zamówień o wartości 455 mld dolarów, co oznacza wzrost o 359 proc. w skali roku. Firma podpisała cztery nowe kontrakty warte wiele miliardów dolarów i stała się dostawcą infrastruktury chmurowej dla kluczowych graczy w świecie sztucznej inteligencji, takich jak OpenAI, xAI i Meta.

To właśnie potencjał AI stał się źródłem wczorajszych wzrostów. Oracle zakłada, że przychody z usług chmurowych wzrosną z obecnych 18 mld dolarów do 144 mld dolarów w 2030 roku. Tak ambitne prognozy zbiegają się z gwałtownym zwiększeniem nakładów inwestycyjnych spółki. Wydatki kapitałowe mają wynieść 35 mld dolarów w 2026 roku wobec 21 mld rok wcześniej. Rynek wycenia dziś Oracle na poziomie wskaźnika cena do zysku (P/E) bliskiego 80, jednak przy spodziewanym dynamicznym wzroście zamówień przyszła wycena powinna być znacznie niższa.

Oracle staje się kolejnym wielkim graczem w wyścigu chmurowym obok Microsoftu, Amazona i Alphabet. Tegoroczny wzrost wartości akcji o prawie 100 proc. pokazuje, że inwestorzy traktują spółkę jako jednego z największych beneficjentów boomu AI. Zmiana, która dokonała się w ciągu jednego dnia, przypomina, że rynek potrafi być zmienny i jako inwestorzy powinniśmy pamiętać, że ruchy takie jak te wczorajsze, mogą następować zarówno w górę, jak i w dół.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polski rynek nieruchomości komercyjnych z silnym wynikiem w I półroczu 2025 r. – 1,71 mld euro w transakcjach inwestycyjnych

Wartość transakcji inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w I półroczu 2025 roku osiągnęła 1,71 mld euro, co było wynikiem zbliżonym do analogicznego okresu 2024 roku. Coraz większe znaczenie ma w tym wolumenie kapitał krajowy – polscy inwestorzy odpowiadali w pierwszej połowie roku za około 40% wszystkich transakcji biurowych, co potwierdza rosnącą aktywność i profesjonalizację rodzimych podmiotów.

Wynik po pierwszym półroczu 2025 roku stanowi kontynuację silnego odbicia aktywności inwestycyjnej, które rozpoczęło się w 2024 roku. Jednym z najlepszych sygnałów potwierdzających siłę rynku jest wysoka aktywność we wszystkich sektorach – od logistyki i handlu, po biura i PRS. Pokazuje to, że zainteresowanie polskimi aktywami nie wynika z chwilowego wzrostu popytu na konkretny sektor, lecz z wiary w potencjał całego rynku nieruchomości w Polsce. Pomimo rozpędzonego pociągu, na który wskoczyliśmy w ubiegłym roku, znaczna część dużych transakcji najprawdopodobniej nie zostanie sfinalizowana do końca grudnia, jednak ich efekt będzie widoczny w wolumenach inwestycyjnych dopiero w 2026 roku. Dlatego prognozujemy, że 2025 rok zamknie się na poziomie około 4 miliardów euro”, mówi Paweł Partyka, Head of Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Solidne fundamenty krajowej gospodarki, a co za tym idzie – rodzimego rynku nieruchomości – potwierdzają dane GUS pokazujące wzrost PKB Polski o 3,4% r/r w II kwartale 2025 roku.

Na tle umiarkowanego wzrostu w całej Unii Europejskiej, Polska utrzymuje się w czołówce, co wzmacnia pozytywny sentyment inwestorów. Dobra koniunktura gospodarcza przekłada się bezpośrednio na rynek kapitałowy w sektorze nieruchomości, zwiększając zaufanie do stabilności i potencjału naszego rynku. W takich warunkach inwestorzy są bardziej skłonni do finalizowania transakcji kupna i sprzedaży, a rosnąca aktywność w ostatnich kwartałach wskazuje, że ten trend będzie się utrzymywał”, dodaje Krzysztof Misiak, Head of Cushman & Wakefield Poland.

Rodzimy kapitał coraz odważniejszy

Polski rynek biurowy odnotowuje wyraźny powrót zainteresowania ze strony inwestorów – w pierwszym półroczu 2025 roku sfinalizowano transakcje o wartości blisko 400 mln euro, z czego 232 mln przypadło na II kwartał. Kapitał napływa, m.in. z Niemiec, Belgii, Wielkiej Brytanii i Skandynawii. Ale nie tylko.

Co istotne, aż za około 40% wolumenu transakcji biurowych odpowiadali rodzimi inwestorzy, którzy coraz częściej sięgają po aktywa wysokiej jakości, konkurując z podmiotami zagranicznymi zarówno w największych aglomeracjach, jak i na rynkach regionalnych. To bardzo pozytywny sygnał, pokazujący, że polski kapitał staje się trwałym i istotnym elementem rynku”, komentuje Marcin Kocerba, Partner, Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

W gronie największych transakcji pierwszego półrocza znalazła się sprzedaż dwóch budynków w krakowskim kompleksie High5ive do szwedzkiego inwestora Stena Real Estate, zakup warszawskiego biurowca Wronia 31 przez Uniqa Real Estate czy przejęcie Zaułku Piękna przez Syrena Real Estate. Jak podkreślają eksperci Cushman & Wakefield, inwestorzy poszukują dziś zróżnicowanych możliwości – od prestiżowych projektów w centrum stolicy, po aktywa typu value-add i nieruchomości w lokalizacjach poza ścisłym CBD.

Bardzo dobry rezultat za pierwsze półrocze świadczy o rosnącym zaufaniu do potencjału polskiego rynku, a także o coraz większej dywersyfikacji strategii inwestycyjnych, w których obok Warszawy coraz większe znaczenie mają także rynki regionalne. Zamknięta w sierpniu transakcja sprzedaży warszawskiego biurowca VIBE’a oraz będące w toku procesy negocjacyjne dają podstawy do prognozowania zwiększonego wolumenu inwestycyjnego w drugiej połowie tego roku”, dodaje Marcin Kocerba.

Magazyny na fali

W pierwszym półroczu aktywność inwestorów na rynku magazynowym w Polsce wyraźnie przyspieszyła – wartość transakcji wyniosła 694 mln euro, co oznacza ponad dwukrotny wzrost r/r. Punktem zwrotnym był drugi kwartał, w którym sfinalizowano transakcję o wartości 250 mln euro.

Po bardzo udanym roku 2024 dla sektora logistycznego, rok 2025 przyniósł zauważalne zwiększenie wartości pojedynczych transakcji, co stanowi niezwykle pozytywny sygnał dla rynku. Zmianie uległa również charakterystyka realizowanych transakcji. W ubiegłym roku inwestorzy koncentrowali się głównie na nieruchomościach z czynszami poniżej poziomu rynkowego, oferujących potencjał wzrostu wartości. Obecnie, choć strategia poszukiwania „upside’u” nadal pozostaje istotna, obserwujemy wyraźny powrót zainteresowania aktywami z długoterminowymi umowami najmu oraz transakcjami typu core, realizowanymi w najlepszych lokalizacjach”, dodaje Paweł Partyka.

Handel rozgrzewa się przed sezonem jesienno-zimowym

Wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości handlowych w Polsce w pierwszej połowie 2025 roku wyniosła 320 mln euro. Zrealizowano 21 transakcji, z czego aż 10 przekroczyło wartość 10 mln euro – to najlepszy wynik od pięciu lat, co wyraźnie potwierdza rosnącą aktywność inwestorów w tym segmencie. Choć całkowity wolumen był o 35% niższy niż w analogicznym okresie 2024 roku, należy podkreślić, że w pierwszym półroczu 2025 roku nie doszło do żadnej transakcji o wartości powyżej 60 mln euro. W tym kontekście osiągnięty wynik należy ocenić jako bardzo dobry.

Poza nieustającym zainteresowaniem parkami handlowymi, istotnym czynnikiem wpływającym na wzrost aktywności była wyraźna poprawa płynności mniejszych centrów handlowych, co stanowi kluczową różnicę względem poprzednich lat. Patrząc na drugą połowę roku – wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze ciekawiej.

Hotele wróciły do gry

W pierwszej połowie 2025 roku Polska zajęła drugie miejsce w regionie CEE pod względem wolumenu transakcji hotelowych, osiągając 81 mln euro. Na rynku odnotowano m.in. transakcje portfelowe obejmujące dwa obiekty typu serviced apartments Noli Studios w Gdańsku oraz cztery hotele sieci B&B HOTELS w Warszawie, Krakowie, Lublinie i Łodzi.

Pierwsza połowa roku przyniosła nienotowany od 2019 roku poziom aktywności inwestorów, a Polska wyróżniła się znaczącym wzrostem wolumenu transakcji. To dowód na rosnącą atrakcyjność krajowego rynku hotelowego i jego coraz większą dojrzałość”, komentuje Marcin Kocerba.

Warszawa była liderem pod względem nowej podaży – w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku na stołeczny rynek trafiły cztery obiekty oferujące łącznie 647 pokoi, w tym m.in. Moxy Warsaw City i Puro Warsaw Old Town. Zasoby hotelowe w stolicy wzrosły o 3,8% r/r, co uplasowało Warszawę przed innymi stolicami regionu. Rynek wykazał także istotną poprawę wskaźników operacyjnych – RevPAR w Warszawie znalazł się na pierwszym miejscu w regionie, osiągając 138,9% wartości sprzed pandemii i wyprzedzając Pragę oraz Sofię.

EBC zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopy procentowe bez zmian

Europejski Bank Centralny, zgodnie z prognozami, pozostawił stopy procentowe bez zmian. Stopa refinansowa wynosi obecnie 2,15 proc., a stopa depozytowa 2,00 proc. Decyzja ta była szeroko oczekiwana przez rynek.

Obecny poziom stóp w strefie euro pozostaje niezmienny od ostatniej czerwcowej obniżki. Zgodnie z przewidywaniami rynkowymi, stopy powinny utrzymać się na obecnym poziomie w najbliższych kwartałach, mimo że Europejski Bank Centralny nie ogłosił jeszcze formalnego zakończenia cyklu obniżek.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

EBC pozostanie ostrożny, inwestorzy czekają na dane inflacyjne z USA

Ostrożne podejście Europejskiego Banku Centralnego to dziś scenariusz bazowy. W centrum uwagi są też dane inflacyjne z USA – konsensus rynkowy zakłada wzrost CPI do poziomu bliskiego 3%. A złoty kontynuuje osłabienie względem europejskiej waluty. 

Ostrożność, czyli słowo klucz

Dzisiaj o 14.15 poznamy decyzję Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Na niespodziankę nikt nie liczy, a analitycy w zdecydowanej większości oczekują dzisiaj utrzymania kosztu pieniądza bez zmian. W sierpniu inflacja CPI wyniosła 2,1%, a bazowa utrzymuje się od 4 miesięcy na poziomie 2,3%. Takie odczyty dają EBC dość dużo argumentów za tym, by na stopach nie wprowadzać modyfikacji. Również rynek nie bardzo wierzy w to, że do końca roku coś się zmieni, bo szanse na obniżki wynoszą poniżej 30%. Od pewnego czasu mówi się o podziałach w ramach struktur decyzyjnych EBC. Część członków tego gremium ma bardziej jastrzębie podejście i uważa, że wojny celne wywołają wzrost presji inflacyjnej. W drugim obozie panuje natomiast przekonanie, że trzeba wspierać wzrost gospodarczy niższym kosztem pieniądza. O 14.45 konferencję prasową rozpocznie prezes Lagarde, ale wydaje się, że powinna przyjąć ostrożne podejście i nie deklarować dalszej ścieżki monetarnej. Jeśli takowy scenariusz się spełni, to powinien być to pozytywny aspekt dla EUR.

Wyższa dynamika cen w USA?

Nie tylko posiedzenie EBC będzie dzisiaj kluczowe dla notowań EUR/USD. Równie istotne będą wskazania dynamiki cen z USA o 14.30. Inflacja CPI ma wzrosnąć w sierpniu do 2,9% z 2,7% w lipcu, na bazie wzrostu cen paliw i żywności. Na rynku nie widać jednak obaw o to, że wyższa CPI może skłonić Fed do wstrzymania się z planowanymi już na wrzesień obniżkami stóp. Choćby wczorajszy odczyt PPI za sierpień pokazuje, że presja związana z taryfami celnymi nie przekłada się natychmiast na wydatki konsumentów. Rynkowe oczekiwania 3 obniżek do końca roku pozostaną stabilne, a wręcz ostatnio pojawia się nawet scenariusz cięcia stóp we wrześniu o 50 pkt bazowych. Niższa dynamika cen dzisiaj mogłaby taki scenariusz jeszcze bardziej uwydatnić i być negatywna dla notowań USD.

PLN ma się nieco gorzej

Dzisiejszy dzień przynosi kontynuację osłabienia polskiej waluty z wczoraj. Wzrost napięcia geopolitycznego i naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej sprawił, że inwestorzy już na krajowe aktywa tak łaskawie nie patrzą. Kurs EUR/PLN osiągnął poziom bliski 4,27, co nie jest jakąś wielką korektą i w średnim terminie nie zmienia nic, przynajmniej na ten moment. Tym bardziej, że sytuacja choćby na głównej parze walutowej świata, gdzie obserwujemy wzrosty, powinna sprzyjać PLN. Minusem na pewno jest stan finansów publicznych państwa – kolejny już rok utrzymuje się bardzo wysoki deficyt fiskalny, co będzie równoznaczne ze wzrostem potrzeb pożyczkowych rządu. Dzisiaj większa zmienność, również na parach z PLN, powinna być widoczna między godzinami wspomnianych ważnych wydarzeń, czyli między ogłoszeniem decyzji EBC a publikacją danych inflacyjnych z USA.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl